<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=19&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-28T17:43:52+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>19</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="8326" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8305">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/253e9dc303009c4bb83cdf2752d85369.pdf</src>
        <authentication>d22afc1355bf11fa33c49ff0a5f8ae5c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99532">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6346</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99534">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99536">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99537">
                <text>Jackowski, Aleksander ( 1921- )</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99538">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5921</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99540">
                <text>Na skróty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99541">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.148-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99542">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99543">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99544">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99545">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99546">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99547">
                <text>21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

ALEKSANDER JACKOWSKI

Oto starymi uczyniłeś dni moje. Przemijają,
A jak się to dzieje, nie wiem...
(Św. Augustyn, Wyznania)

est rok 2007. Lata minęły, zmienił się kraj, ustrój,
moje życie. Zmienił jego rytm. Dawniej wydarzenia
następowały szybko po sobie, ciągle przeżywałem
coś innego, a teraz linia życia stała się ciągła, leni­
wa. Pewnie i ja jestem inny, no - trochę inny. Najważ­
niejsze - starszy. Od pasa w górę jeszcze wszystko jest
dobrze, ale nogi nie chcą funkcjonować, lekarz każe
jeździć na rowerku, mam teraz w domu taki, ale czy to
pomoże? Jestem sam. Guteńka zmarła dziewięć lat te­
mu i wciąż trudno mi się z tym pogodzić. Ostatnie la­
ta z nią były piękne, ważne. Stałem się jej potrzebny,
przestała chodzić, trzeba było ją umieścić w Domu
Opieki w Łomiankach. Odwiedzałem ją niemal co­
dziennie, to ją radowało, do innych pensjonariuszy
przyjeżdżano rzadko, a ja byłem zawsze do jej dyspozy­
cji. Kiedy tylko sobie czegoś życzyła, mogła mieć pew­
ność, że jej to następnego dnia przywiozę. Jadąc do
niej, cieszyłem się, że się zobaczymy. Byłem potrzebny
i spłacałem swą winę lat „osobnych”, kiedy to ja mia­
łem swoje zainteresowania, swoich przyjaciół, a ona
w „Mazowszu” swoich. Sam ją na to „Mazowsze” na­
mówiłem, wiedząc, że pomoże Tadeuszowi Sygietyńskiemu. Ale ja, choć zaangażowany w tworzenie Ze­
społu, byłem w istocie w Państwowym Instytucie
Sztuki. Tam znalazłem interesującą mnie pracę, przy­
jaciół, kolegów, historyków sztuki, krytyków, ona jed­
nak tkwiła bez reszty w „Mazowszu”.
O świcie wyjeżdżała do Karolina, wracała z Mirą Zimińską około północy. Do Zespołu przyszła dyrektoro­
wać promienna, młodziutka. Mira miała już wtedy ży­
cie za sobą, tysiące zmarszczek, ale gdy Guteńka się
zestarzała i zniszczona pracą odeszła, Mira była niemal
taka sama jak na początku. Fenomen. Bezlitosna dla
tych, których uznała za wrogów. Ja starałem się jej
i Tadeuszowi pomagać, ale dla Gusti „Mazowsze” to
było całe życie. Zapewne i kompensacja niedostatków
naszego związku. Nie ciekawiły jej problemy, którymi
żyło moje środowisko, źle się w nim czuła, mnie nato­
miast nie interesowały jej kłopoty. Żyliśmy obok siebie,
choć razem. Ale wiedziałem, że jest mi bezgranicznie
oddana, i za to byłem jej nieustannie wdzięczny. Mia­
łem oczywiście w życiu różne fascynacje, ale zawsze ze
świadomością, że ona jest najważniejsza, jedyna. Łączy­
ła nas też miłość do dziecka. Ja miałem Oleńkę wciąż
koło siebie. To było moje szczęście. Do dzisiaj. Jestem
od niej uzależniony, jest bowiem najpiękniejszą, naj­
bardziej atrakcyjną kobietą. Dla Guteńki była wszyst­
kim, sensem istnienia, radością. Podróżując po świecie
z „Mazowszem” wierzyła, że zapewni jej lepszą przy­
szłość. Ciągle o niej myślała, w czasie długich półrocz­
nych podróży; dla niej kupowała sukienki, lalki, pre­
zenty, rekompensując tym swą tęsknotę. Żyła z myślą

N a skróty. Posłowie*

J

0 niej, dla niej. Ale z daleka, ja natomiast byłem zawsze
z małą. Do chwili gdy stała się duża i pewnego dnia
oświadczyła z powagą: tato zakochałam się. On ci się
będzie podobał, jest taki dobry, niezaradny...
O Boże! zmartwiłem się, przecież wolałbym, by to
był ktoś, kto zapewni jej przyszłość. A czy historyk, ar­
chiwista, nawet rokujący wielkie nadzieje takim bę­
dzie? Okazało się, że tak, i nie tylko w kraju, ale i za
granicą. Zostałem sam. Ola, Marynia i Ania, urodzo­
na tuż przed odejściem Gusti, mieszkały kilka lat
w Budapeszcie, a obecnie są w Wiedniu. Leszek kieru­
je jakimś wydziałem i departamentem ONZ-owskiej
instytucji. Cudownie, ale czemu tak daleko? Marynia
zajmuje się filmem, jest w Londynie, na 3. roku stu­
diów w Westminster University. Jest mądra, śliczna,
1nie dziwię się Sławomirowi Idziakowi, że przyjął ją ja­
ko asystentkę przy kręceniu filmu o Harrym Potterze.
Ale ja jestem sam, to straszne, wszystko więc robię,
by się samotności nie poddać. Kiedy mogę, telefonuję
do Wiednia, jeżdżę, albo tu ich witam, kiedy Ola
z Anią przyjeżdżają, by uczestniczyć w jakiejś mojej
imprezie, wystawie czy promocji książki. Ciągle jednak
coś tracę, Ania tak szybko staje się panienką...
Od roku mieszkam w małym, ślicznym mieszkaniu,
wreszcie ciepłym, z kaloryferami, z cząstką książek, pa­
pierów, pamiątek. Przyjaciele dziwią się, że nie żałuję
tego, co zostawiłem. Z czterech pokoi są tylko dwa, do
tego rzeczy po kradzieży... Właśnie, po śmierci Guteńki pojechałem do Wiednia, a w tym czasie moje miesz­
kanie, a także Leszka i Oli, okradziono. To dziwne
wrażenie. Upokorzenie. Stos rzeczy, papierów, książek
rzuconych na podłogę, oblanych jakąś cieczą, by zmy­
lić węch psa. Zabrano najcenniejsze książki Leszka,
heraldyczne z XVII, a chyba i XVI wieku. Pokazywał
je chętnie gościom zebranym na posiedzeniu towarzy­
stwa heraldycznego, no i włamywacz wiedział co,
z której półki i szafy zabrać. Skradł także pamiątki po
Bolesławie Prusie, rzeźby mojego stryja Stanisława, za­
dziwiający obraz Raj Adama Herszafta, przyjaciela Oj­

148

* Posłowie przygotowane do drugiego wydania książki Aleksandra
Jackowskiego N a skróty

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

ca, jedno z najważniejszych dzieł sztuki żydowskiej.
Złodziej czytał moją książkę Sztuka zwana naiwną, za­
brał więc wszystkie obrazy i rzeźby reprodukowane
w książce, niestety z adnotacją, że to z moich zbiorów.
Skradł obrazy - podpisane przez darczyńców: Kobzdeja, Tadzia Brzozowskiego, Tadeusza Kantora. N a
szczęście ich nie podpisał! Jestem nerwusem, cholerykiem, ale w tej sytuacji udawałem nawet przed sobą,
że mnie to wcale nie załamuje.
Nawet spałem na tych zgliszczach, a w dzień pisa­
łem, jak zawsze. Ale to był spokój pozorny, w istocie
cios, który załamuje. Nie miałem siły, ochoty, by oba
mieszkania uporządkować, uciekłem w codzienną pra­
cę, na szczęście pokój, ten Guteńki, uporządkował
mój młody przyjaciel Alik Korulski. A ja, jak gdyby
nic, nawet nie przestałem się kłaniać moim sąsiadom,
którzy wszystko słyszeli, ale i policji, i mnie nie zawia­
domili. Sąsiadka, staruszka, bała się zatelefonować do
policji, ona jedna miała telefon i się bała. No, można
ją zrozumieć, ale sąsiadów z dołu? Tchórz, żyjący mi­
tem powstania warszawskiego, kłamiący nawet przed
sobą. Bał się. Panicznie...
Policja zajęła się szukaniem włamywaczy, „mój” in­
spektor był bardzo miły, zadzwonił kiedyś do mnie panie Aleksandrze! radosna nowina. No jaka? Coś się
znalazło? - Ach nie, nie, ale sam minister Borusewicz
dzwonił, pytając o sprawę. - I co, ucieszyłem się, to
pomoże? - Ale skąd! zasmucił się policjant. Przecież
wie pan, komputer mamy zepsuty, kserograf na trze­
cim piętrze, samochód - sam pan wie, jaki jest... No
i wkrótce zamknęli śledztwo.
Wkrótce przeprowadziłem się, właścicielka zwięk­
szyła komorne, a mieszkanie zimne - kaflowy piec w po­
koju, a hol, łazienka, kuchnia nieogrzewane. Szczęśli­
wie Oleńka zauważyła w Internecie anons - mieszkanie
2-pokojowe, w tej samej dzielnicy, ten sam przystanek,
sklep, na 3. piętrze, w domu 6-piętrowym. To dom,
w którym mieszkają moi rodzice - ucieszył się Leszek.
Zadzwonili, ojciec Leszka umówił mnie z panem, który
wyremontował lokal dla swej ciotki, która jednak wola­
ła zostać w Australii. Piękne! Zachwyciłem się, kiedy
zobaczyłem czyste, ładnie wymalowane mieszkanie. No
to właściciel podniósł cenę, o kilka tysięcy. Po co to po­
wiedziałeś, zrugała mnie Oleńka. Bo było piękne!
Przyjaciel pomógł, mam oszkloną bibliotekę. Ola
pracowała w dzień i w nocy, by przenieść z całego do­
bytku to, co ważne, co jest mi potrzebne. Ale wtedy
uświadomiłem sobie, że w istocie nic, niewiele mi trze­
ba. Papiery? Ponieważ mogą się przydać do pracy - ale
jakiej? Listy? Kto je przeczyta, znajdzie na to czas...
Guteńka miała cały dom, rzeczy przez lata gromadzo­
ne, nieodzowne, no iw ciągu jednego dnia znalazła się
w Domu Opieki. Szuflada w szafie, stolik przy łóżku
i fotografie Oleńki, Maryni, Ani. Tylko to było ważne.
Zostało z całego życia. Znam to. N a Syberii też miałem
tylko fotografie rodziców, jedną książkę - Ewangelię.

Leżę teraz na tapczanie, patrzę, tak tu pięknie. A co
mi do życia naprawdę potrzebne? Niewiele, w istocie
tylko pamięć. To, co ją uruchamia, listy, zdjęcia, kilka
książek. A więc powrót do przeszłości, do tego, co by­
ło, co zrobiłem dobrze, źle, przeoczyłem, zaniechałem.
O Boże! Mogłem być inny, stworzyć sobie inne życie.
Czy lepsze? Nie, chyba nie...
Walczę z tą swoją pamięcią, walczę o prawdę, ale
ona dawkuje mi ją jak lekarz - terapeuta. Chroni od
wspomnień złych, przykrych. Żadnych wyrzutów su­
mienia... Zmuszam się (!) by wydobywać z pamięci
sceny, gdy byłem niedobry dla Gusti, zostawiłem pła­
czącą Jovankę w Belgradzie, nie uratowałem Niemki,
jeszcze dziewczynki, przed bestialstwem sowieckich
żołnierzy, przejechałem psa, który wypadł na szosę.
A jak ocenić życie? Zobaczyć je z perspektywy cza­
su. Przecież przez lata zajmowałem się tym, czego nie
znałem. Najpierw robiłem, później uczyłem się. Taki
świat na opak. Role w życiu, jak w teatrze. Nie swoje.
N a Syberii, w wojsku, po wojnie. Dopiero w redakcji
byłem na swoim miejscu, przynajmniej tak sądzę.
Teraz, gdy to piszę, panuje moda na lustrację. Ale
jaką? Tylko z zewnątrz. To komuna d rebours. Nikt nie
może być spokojny, nikt nie wie, co się znajduje w ak­
tach, które gromadziła Służba Bezpieczeństwa. Prze­
cież te akta to kloaka, donosy, prawdziwe, ale i wymy­
ślone, w istocie nie do sprawdzenia. Wymagające
interpretacji. Choćby taka sytuacja: Ludwig Zimmerer
(o którym napiszę za chwilę), przyjmował do pracy
sprzątaczki, kucharki, kierowców. Każdy był wzywany
do Urzędu Bezpieczeństwa, musiał podpisać zobowią­
zanie, że będzie donosił. I co? Natychmiast mówili
o tym Zimmererowi, a on pocieszał, zapewniając, że bę­
dzie im pisał, kto był na koktajlu. A dzisiaj są to „tajni
współpracownicy”, „osobowe źródła informacji”.
Prawdziwa lustracja jest w nas. Teraz we mnie, gdy
przypominam sobie dawne lata. Więc zastanawiam się
- kim jestem? Osobowe źródło informacji? zły? dobry?
Do wczoraj żadnych skrupułów nie miałem, nie dono­
siłem, nie wyrządziłem nikomu krzywdy, ale okazuje
się, że źle walczyłem, nie w tym wojsku, w którym po­
winienem, nie na tym froncie, na jakim należało. N a­
wet nie w tej sprawie, co trzeba. Myślałem, że walczę
z Niemcami, o Polskę, a okazuje się, że chciałem zsowietyzować kraj. Order mam też podejrzany, od ko­
munistów. Może mi go odbiorą? Może odbiorą i tego
pułkownika, którym mnie przed kilkoma laty miano­
wano. Nawet bym się nie zdziwił, bo ta nominacja wy­
dała mi się humorystyczna. Sam pomysł mnożenia sta­
da kapitanów, majorów, pułkowników w stanie
przedzawałowym. Wręczenie wyglądało zabawnie. Do
budynku komendy uzupełnień zaproszono co naj­
mniej setkę osób. Starcy, kulawi, ledwie włóczący no­
gami w asyście małżonek, odświętnie ubrani - ci spod
Monte Cassino i ci spod Lenino - jeszcze przed lustra­
cją, wszyscy razem. Usiedliśmy w świetlicy, miejscowi

149

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

pułkownicy przebiegali co jakiś czas korytarzem,
wreszcie jeden z nich powiedział: przyjeżdża ekipa
kontrolna, proszę wyjść, świetlica jest potrzebna. Po­
wędrowaliśmy na schody, po jakimś czasie poprosiła
mnie siwa urzędniczka. Sprawdziła nazwisko, wpisała
do książeczki oficerskiej nominację, no, tak zostałem
pułkownikiem.
Pisanie wspomnień to też forma autolustracji, za­
stanowienie się, w co i dlaczego wierzyłem, w co się an­
gażowałem. Niestety, złudzeń nie cofnę, życia nie zmie­
nię, mogę je tylko opisać, bo nawet nie wytłumaczyć.
Czy jestem jednak dziś mądrzejszy, bardziej rozważny?
Pewnie tak, ponieważ mam mniej sił i ochoty na ryzy­
ko. Nie wiem jednak, czy doświadczenie życia otwiera
na nie oczy, czy też ogranicza zdolności poznawcze.
Mam przyjaciół. To bardzo ważne, dawnych i no­
wych. Ale przyjaciół się nie wybiera. Ich się dostaje.
Jak dar. Stajemy się sobie potrzebni, gotowi jesteśmy
na wyrzeczenia, coś się kształtuje - więź? uczucie? od­
powiedzialność? Jakiś podtekst seksualny?
Jadwigę Jarnuszkiewiczową poznałem w pociągu,
wracaliśmy z sesji naukowej, a z Krakowa jechało się
wówczas wiele godzin, wystarczająco, by się zaprzyjaź­
nić. Od tego czasu jej dom stał mi się szczególnie bliski,
tam spotykałem ciekawych ludzi, tam zaprzyjaźniłem
z fascynującym artystą, rzeźbiarzem, grafikiem, medalierem - jej mężem, Jerzym. Ciął znakomite ekslibrisy, wy­
rażające istotę modela, znak człowieka. Taka psycholo­
gia ilustrowana, ale jak! Rzeźby Jerzego mnie poruszały,
najciekawsze były Aliny Szapocznikow, ale on mnie pa­
rę razy zapraszał i prosił o wyrażenie swej opinii. Mnie?
To znaczy nikogo, przecież dopiero przy nim, przy Ja­
dwidze kształciłem swą wrażliwość. Zachwycał mnie
prymityw, rzeźby ludowe, eskimoskie, Cyklady, ale Jerzy
pytał, pokazując realistyczną kompozycję lepioną w gli­
nie, co o niej sądzę. A może tę rękę lepiej będzie pod­
nieść? Nie wiedziałem, ale by uczestniczyć w rozmowie,
powiedziałem - może. A on już oderwał ją i inaczej
ustawił. Zaklepał. Lepiej? Speszony coś bąknąłem, pło­
nąc ze wstydu. Cóż ja mu mogłem doradzić? Ale przy
nim, przy Jadwidze uczyłem się, rozszerzałem wyobraź­
nię, coraz lepiej poznając rzeźbę ludową. Zwłaszcza du­
żo mi dała współpraca z nią przy albumie Sztuka ludu
polskiego (1967). Jadwiga, by mi pomóc, została sekreta­
rzem redakcji „Polskiej Sztuki Ludowej”. Wykorzysty­
wałem to bezwstydnie, odciągając ją od zajmowania się
rzeźbą a przecież była najlepszym znawcą i jej teksty
przekonywały precyzją sądu, sformułowań. Ale ile za to
płaciła! Pisanie to było pasmo udręki, walka o doskona­
łość, precyzję sformułowań, okupione dziesiątkami pa­
pierosów, środków podniecających, nasennych. Obła­
skawiła doktora, dyktując mu, co powinien zapisać
(podobnie robiła to Guteńka). Skończyło się tragicznie,
marskość wątroby i śmierć. A dawała z siebie masę,
zwłaszcza studentom rzeźby i w galerii Repassage. Jej za­
wdzięczam piękno albumu. Komponowała ilustracje,

które jej dawałem. Trzy lata pracowaliśmy, dążąc do te­
go, by najlepiej pokazać obiekt. Zwłaszcza rzeźbę. Bywa­
ło, że ją fotografowaliśmy tak długo, aż osiągaliśmy po­
żądany efekt. Te czarno-białe zdjęcia są piękne,
ciekawsze niż barwne, w późniejszych moich książkach.
Niemal wszystkie są dziełem Jana Swiderskiego, foto­
grafa w Instytucie Sztuki.
Dzięki radom Jadwigi mądrze fotografował rzeźby.
Wiele razy prosiliśmy go o ponowne zdjęcie, inne usta­
wienie. Były rzeźby niepokorne, które nie chciały być
sfotografowane. Zbuntowane. Do Frasobliwego
w Rabce jeździło kilku fotografów, Janek trzy razy.
Kiedy wrócił, powiedział z zadowoleniem: „no teraz,
szefie, złego słowa nie powiesz” . Nie musiałem... Kie­
dy wyjmował film otworzył kasetę tak, że go prześwie­
tlił. W albumie znalazły się więc zdjęcia tej rzeźby zro­
bione przez Andrzeja Wróblewskiego. (Też się z nią
męczył).
Janek był zawodowym fotografem, ale o etnografii
wiedział więcej niż studenci, czytał, brał udział w eks­
pedycjach, dokumentujących sztukę ludową, a także
pomagał mnie. Powiedzieć o nim, że był „oddany” pro­
fesorowi Reinfussowi i mnie, to mało. On żył naszymi
sprawami, lojalny, pomocny. Wykonał ponad 100 tys.
zdjęć, nieraz w karkołomnych pozycjach, oczywiście
płacąc za to złamaniami. Niestety, Instytut nie miał
dźwigu, nawet drabiny. Między nami toczyła się gra, za­
wsze ta sama. Ja prosiłem - zrób to czy tamto. N a kie­
dy? N a jutro. Nie mogę, mam masę pracy, weź innego
fotografa. Udawałem zmartwienie. Mówiłem, no tak,
ale nikt mi tych rzeźb nie zrobi tak jak ty. Wzruszał ra­
mionami, że nic nie poradzi. Dobrze, godziłem się, to
kogo wziąć? Kaźmierskiego? Każdy dobrze ci zrobi...
No to go zaraz poproszę... Wtedy przerywał mi - po­
czekaj... zastanowię się. Wiedziałem, że sprawa jest za­
łatwiona, po kilkunastu minutach przychodził - no, to
ja to zrobię... Dziwiłem się, dziękowałem. I ta scena po­
wtarzała się raz za razem. Przez kilkanaście lat...
Jemu dawała satysfakcję, wiedział, że jest potrzeb­
ny, niezastąpiony. Przynajmniej dla mnie, dla nas
w redakcji. I był! On pierwszy czytał wydrukowany
numer, ja drżałem, on marszczył brew i szturchał pal­
cem tekst - błąd! Jak mogłeś. Kiedy umarł - czegoś
w redakcji zabrakło. Właściwie nie bardzo mi się już
chciało myśleć o piśmie...
Redakcja i Instytut pozwalały na zajmowanie się
różnymi aspektami twórczości nieprofesjonalnej, ludo­
wej, naiwnej, psychopatologicznej, surowej - art brut.
Patrzyłem jak socjolog kultury, trochę jak psycholog,
etnolog, a nawet filozof. Ale naprawdę przejmowała
mnie sztuka dawna, ta, od której życie mnie odsunęło.
Ona mnie formowała. Ona, dzięki której, podobnie jak
muzyce Mozarta i Bacha, przeżyłem Syberię. Pamięć,
reprodukcje, obcowanie z tą sztuką w muzeach stały się
dla mnie zarówno lekcją wrażliwości, jak i siłą napędo­
wą. Każdy może mieć w sztuce swój wybór, to tak jak

150

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

z urodą, jedno dzieło nie musi być od innego lepsze czy
gorsze. Ważne, że jest „moje”, jak Velasquez, Goya, El
Greco z Prado, Rembrandt z Ermitażu. Ile wzruszeń...
Ostatnio, w Wiedniu w Kunsthistorischemuseum
Oleńka woziła mnie inwalidzkim wózkiem! Wzrusze­
nie, drżenie serca. Jadę, wiem, że teraz, tam na lewo
będzie mój ukochany Vermeer. Siedzę, wpatruję się,
żyję tym obrazem. Tam jego autoportret, a w St. Pe­
tersburgu, w Ermitażu, wzrusza mnie Rembrandt Po­
wrót syna marnotrawnego. Jak to jest malowane! Jak
przedstawione! Są obrazy i rzeźby mistrzowskie, ale
ważne znaleźć coś, co nas z nimi połączy, taki nadda­
tek, duszę przedmiotu. Ale ta dusza bywa także w foto­
grafii. Nie zapomnę nigdy Chopina ze znanego dagerotypu - umęczonego, bolesnego, nie zapomnę
przerażającej kopalni złota - wielkiego mistrza fotogra­
fii Salgado. Obraz piekła ludzkiego!
Niestety, los inaczej pokierował mym życiem, że tyl­
ko tęsknota została za historią sztuki, teatrem, reżyse­
rią. Zostało zainteresowanie sztuką ludową i współcze­
sną. Ludową - ze 300 artykułów, ze współczesną
kilkanaście tekstów o rzeźbie, Józefie Czapskim, Marku
Żuławskim, o Jerzym Jarnuszkiewiczu. Sztuka ludowa
ciekawiła mnie jako fenomen socjologiczny, choć znaj­
dowałem w niej także rzeczy piękne, wzruszające, dają­
ce satysfakcję estetyczną. Myślę tu choćby o pięknie
form garnków, niezmiennej od wieków, o dawnych ha­
ftach walutowych, czy z Podegrodzia, strojach kobiet
z Biłgoraja, architekturze, a więc o sztuce związanej
z tradycją, doświadczeniem pokoleń. Z ludowej rzeźby
bliska jest mi dawna, kapliczkowa. Często niepokorna,
niezdarna, więcej mówiąca o twórcy niż o regionie. Ta
rzeźba, której profesor Frankowski nie chciał uznać za
ludową sztukę. Więcej w niej bowiem indywidualnej
inwencji, buntu niż tradycji. Ludowym artystom po­
święciłem wiele lat pracy. Jeździłem do nich, pomaga­
łem, kiedy mogłem. Szanowałem ich, i kiedy mogłem,
starałem się dać temu wyraz.
Kiedyś zadzwoniono do mnie z komisariatu policji,
zatrzymali człowieka z workiem drewnianych ptasz­
ków, powołuje się na mnie, twierdząc, iż jest artystą
ludowym. Potwierdzałem. Wtedy go wypuszczali. Dy­
plomy twórców ja podpisywałem, to też na mnie się
powoływali. Kiedyś przyszedł do Instytutu stary już
człowiek, speszony, widać było, że źle się czuł w tym
pałacowym wnętrzu. Pytam go, o co chodzi, w czym
mógłbym mu pomóc. A on, że musi ze mną w cztery
oczy porozmawiać. Siadamy w gabinecie, on nic nie
mówi i wkłada mi w stos pism na biurku kopertę. Co
pan! A on, że dwa razy mu pomogłem. To moja pra­
ca, tłumaczę, on się robi czerwony, coś majstruje
w kieszeni... wkłada drugą kopertę. Grubszą... Więc ja
mu znowu tłumaczę, żadnych „podziękowań”, to mo­
ja praca, on - że zaprasza na koniak, itd. W końcu pła­
cze, więcej już nie ma. Ściskam go, jest mi strasznie
przykro... na to on, z płaczem, siedemdziesiąt lat żyje

i zawsze musi miastowemu coś dać. Jezu! w jakim kra­
ju żyjemy... To bardziej bolesne niż afera Rywina.
Wielu tak zwanych twórców ludowych poznałem
dzięki Ludwigowi Zimmererowi. To była niezwykła po­
stać w naszej kulturze. Bardzo ważna. Dziwny Niemiec,
ciepły, serdeczny, uśmiechnięty, mówiący cicho, nie
jak to jego rodacy mieli w zwyczaju, hałaśliwie, bezczel­
nie. Wszyscy mieliśmy w tamtym czasie, po wojnie,
niechęć do Niemców. On go przełamywał.
W czasie wojny był sanitariuszem, potem wydawał
pismo pacyfistyczne, o religijnym podtekście, anarchi­
styczne. Pisał sam artykuły, składał, drukował i sprzeda­
wał na ulicach. Wstydził się swej niemieckości, miał po­
czucie winy i dlatego chciał przyjechać do Polski, która
tyle wycierpiała. Boże! Czemu ja się urodziłem Niem­
cem, bił głową o ścianę. W 1956 r. wypuszczono z wię­
zienia Gomułkę. Wiec przed Pałacem Kultury zgroma­
dził setki tysięcy ludzi. Wierzyli, że uchroni kraj przed
komunizmem. Zimmerer też uwierzył. Przyjechał na­
tychmiast, nie znając języka, jako korespondent „Die
Welt” i trzynastu rozgłośni radiowych. Zostawił nie­
miecką żonę i syna, wkrótce w Krakowie poznał, poko­
chał, poślubił Joannę Olczak. Wprowadziła go w krąg
krakowskiej cyganerii, Piwnicę pod Baranami, której by­
ła jedną z inicjatorek. Lepiej nie mógł trafić. Język po­
znawał szybko, zręcznie się nim posługując, często
z dowcipem. Twierdził, iż jeszcze wtedy miał jasną wizję
Polski. Ale tracił ją szybko, zdany na prasowe konferen­
cje w Interpressie i MSZ. Jaki był naprawdę ten kraj? Jak
przeżył okupację? Przypadek sprawił, że zobaczył w Ce­
pelii rzeźbę Pożegnanie z żoną przed pójściem do gazu. Po­
jechał do autora, Wacława Czerwińskiego. Odtąd wie­
dział, że od ludzi, rzeźbiarzy, artystów ludowych więcej
się dowie o Polsce niż na konferencjach. Zaczął do nich
jeździć. Wtedy go poznałem. Słuchał z niezwykłą uwagą,
zapatrzony w rozmówcę. Czułeś, że jesteś dla niego naj­
ważniejszy. To był dar wielkiego reportera, powiedziałeś
mu wszystko, więcej, niżbyś chciał. Rozwinęła się wów­
czas moda na rzeźby ludowe, kupowali zwłaszcza Niem­
cy, jako pamiątki. Ale jego interesowali ludzie, artyści.
Jeździł do nich po kraju, a wkrótce oni przyjeżdżali do
niego. Kolekcja powstawała szybko, płacił dobrze, wszak
otrzymywał pensję w dolarach, a te wymieniał na czar­
nym rynku. Początkowo ja jemu pomagałem, ale wkrót­
ce on mnie informował o ciekawych artystach. Kolekcja
po kilku latach liczyła 13 tys., zajęła cały dom, trzynaście
pokoi i garaż. Obrazy wisiały na suficie, na podłodze, pod
folią, na skrzydłach drzwi, w ubikacji. Umieszczał je
z fantazją Marcin Brykczyński, późniejszy autor książek
dla dzieci. W kolekcji pracowali etnograf, dwóch asy­
stentów... Dzięki niesamowitemu zbiorowi dom Zimmerera stał się znany. N a piątkowe koktajle zapraszał prze­
różnych ludzi, od wicepremiera poczynając, filmowców,
artystów, po nieznanego nikomu pana znakomicie opo­
wiadającego o bitwie pod Saragossą, właściciela stoiska
na bazarze Różyckiego.

151

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

O Polsce wiedział oczywiście więcej niż inni dzien­
nikarze, angażował się w dyskusje polityczne, walkę
0 uznanie granicy na Odrze i Nysie. Pisał koresponden­
cje dla rozgłośni radiowych, zawsze krótkie, kilkuminu­
towe. Celne, czasem trafiające w sedno problemu dow­
cipem. Pamiętam jedną, w czasie napięć między
Państwem a Kościołem, prymasem Wyszyńskim a Go­
mułką. Dwa wściekłe psy biegną po obu stronach siat­
ki, gotowe się rozszarpać. Nagle widzą w siatce dziurę,
chwila namysłu i znów wściekle ujadając biegną z po­
wrotem. Kolekcja stawała się pomnikiem do chwały.
Gdyby nie ona, Ludwig nie poznałby elity kulturalnej
kraju, nie stałby się postacią legendarną. Ale kolekcja
stawała się też kotwicą. Jak wyjechać do innego kraju?
Przecież kolekcja należy (to zawsze podkreślał) do Pola­
ków. Otrzymywał ciekawe propozycje - Meksyk, Para­
gwaj. Nic z tego, kolekcja wiązała go z Polską. Nastąpi­
ły lata trudne. Niepokoje, stresy, spowodowane
zarówno tym, co się działo w Polsce (stan wojenny), jak
1 w życiu osobistym. Joanna odeszła, nie wytrzymała
stresów, które przeżywał, zawiedziony tym, co widział
dokoła. Karina, którą poślubił, była ładna, efektowna,
ale po kilku latach stało się dla niego oczywiste, że nic
ich dobrego nie łączy. Postanowił przenieść kolekcję,
ofiarować - ale nikt w Warszawie nie chciał jej przyjąć.
Wyprowadził się z domu i zamieszkał pod Warszawą.
Tęsknił do Joanny, widywał się z nią coraz częściej. Per­
traktował z Muzeum Etnograficznym w Krakowie, któ­
re zapewniło, że da mu kamienicę na ul. Kanonicznej,
będzie rozwijało kolekcję, a on zostanie jej kustoszem.
Ale te projekty przerwała moja wizyta w Krakowie. Pro­
fesor Włodzimierz Hodys, spotkany na Rynku, powie­
dział, że byli u niego smutni panowie, pytali o Zimmerera, powiedzieli, że chce za ileś tam dziesiątków tysięcy
dolarów sprzedać swe zbiory... Zapytany przeze mnie
dyrektor Muzeum Edward Waligóra zmieszał się, przy­
znał, że kazano mu kolekcję przyjąć, a Niemca wyrzu­
cą... W czasie stanu wojennego Kasię, córkę Ludwiga,
aresztowano. N a domiar złego miał przyjechać wydaw­
ca, któremu Zimmerer obiecał książkę o Polsce. Oczy­
wiście jej nie miał, ciągle pisał kilkuminutowe teksty
i większa forma sprawiała mu ogromne trudności.
W nocy nastąpił udar. Leżał bez pomocy wiele go­
dzin, mieszkał bowiem z dala od żony, pod Warszawą,
u dr. Stankiewicza. Zabrano go do Niemiec, a gdy
wrócił po wielu miesiącach - to już odmieniony. Siwy
patriarcha o płomiennych oczach, skazany na pomoc
rehabilitantów. Zabrała go do siebie, tak jak chciał,
Joanna. Miał w sobie powagę śmierci, wyzbyty z wszel­
kiej próżności, wdzięku, kokieterii. Mądry. Przestała
go interesować kolekcja, bliscy mu z niej byli tylko Ro­
man Śledź i Józef Lurka. Poprosił Karinę o kilka ich
rzeźb. Odmówiła! Nieprawdopodobne! Stał mi się
wtedy jeszcze bliższy. Przyjechałem do niego, wychudł,
nogę miał bezwładną, z trudem mówił jeden, dwa wy­
razy. Pokazywał ikony w rozłożonych księgach, rysu­

nek postaci, różnice. Były tam też anioły średniowiecz­
ne i z kręgu kultury buddyjskiej. Zestawiał ilustracje ze
sobą, wierząc, że zrozumiem, o co mu chodzi. Unosił
palec do góry - widzisz? Byłem wstrząśnięty. Ktoś po­
wiedział - jego należałoby ubezwłasnowolnić... Jego?
Który już był w wyższym kręgu wtajemniczenia.
Umarł. Pogrzeb miał się odbyć w Krakowie. W ko­
ściele zebrał się tłum ludzi, przyjaciele, znajomi, my
z Warszawy i oto dowiedzieliśmy się, że Karina przysła­
ła w nocy samochód po ciało z nakazem prokurator­
skim wydania go prawowitej żonie. Kazała zedrzeć
ubranie (bo od Joanny) i założyć na trupa nowe, od
niej. Krakowski grób został pusty. Po kilku dniach po­
chowano Ludwiga w Warszawie. Zaczęły się targi
0 dom, o kolekcję. Dziś dostępu do niej nie ma. N a­
wet nie wiem gdzie i... co z niej zostało.
Kolekcja początkowo była tylko zbiorem rzeźb zwa­
nych ludowymi, później wzbogaciła się o obrazy naiw­
ne. Rosła nieprawdopodobnie szybko, przybywały rze­
czy świetne, muzealnej wartości, ale i takie, które
świadczyły nie o sztuce, lecz o człowieku. Nieudolne,
chociaż przejmujące, kicze ludowe, jarmarczne, obra­
zy perwersyjne, także obrzydliwe. Nigdy bym tego ob­
razu nie chciał mieć w domu, śmiał się Ludwig, ale
w kolekcji jest potrzebny. Kryteria estetyczne przesta­
ły obowiązywać, kolekcja stała się muzeum człowieka,
świadectwem tego, czym bywa twórczość dla człowie­
ka. Podkreślam - twórczość, więc swoisty znak tożsa­
mości, świadectwo przeżywanych koszmarów, wyzwa­
lania się ze strachu, przezwyciężanie kalectwa.
W „normalnym” muzeum słaby artystycznie obraz nie­
widomej kobiety nie miałby racji istnienia, ale tu sta­
wał się niezwykle ważny. Wiedzieliśmy o tym obaj,
dlatego w rozmowach często pojawiało się pytanie co dalej. Te tysiące obrazów i rzeźb stało się ważnym
dokumentem człowieczeństwa, tego, kim człowiek jest
1jak twórczość go zmienia, kształtuje. Jak oswaja z bó­
lem, cierpieniem; jak uwalnia z lęku, jak uspokaja,
czyni los znośnym. Każdy może stać się artystą, prze­
kroczyć próg swych możliwości. Bywa, że malując,
rzeźbiąc, czyni to podświadomie, angażując siły, o ist­
nieniu których nie wiemy, nie myślimy. Wspaniałe
w twórczości bywa przekraczanie możliwości, przez
trud, wysiłek, pracę. Zaufanie intuicji.
W twórczości amatorów widzę dwa kryteria, jedno
estetyczne - wzór, do którego się dąży, i drugie psy­
chologiczne - przekraczanie progu swych dotychcza­
sowych osiągnięć, możliwości. Dlatego buntuję się
przeciw tylko „artystycznym” ocenom dzieł, przeciw
konkursom i nagrodom dla amatorów.
Ludwig więcej wiedział o ludziach niż ja, lepiej
umiał ich słuchać. Poświęcał wiele czasu na rozmowy,
pamięć miał znakomitą, więc oczywiste było, że ja na­
piszę książkę o sztuce, a on o ludziach. Kiedy jednak
odszedł, musiałem także tę jego część wziąć na siebie.
I tak powstała książka Sztuka zwana naiwną (1995),

152

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

naprawdę ważna, coś dająca czytelnikowi. Powstała
z setek moich zapisków, rozmów, wspomnień. Nieste­
ty, drukowano ją w Hongkongu, tam zostały klisze,
a wydawnictwo upadło. O niektórych twórcach,
a także problemach sztuki piszę w obecnie wydawanej
książce Talent, pasja, intuicja. Ale nie jest to już opo­
wieść o ludzkich losach, jak w Sztuce..., o tajemnicy
życia, klęskach i wyzwoleniu, o sztuce, która przekra­
cza bariery niemożności, kalectwa. Piszę w niej o po­
trzebie sztuki, o tym, co może dać „zwykłemu” czło­
wiekowi, zwłaszcza temu wciąż sprawnemu, którego
los skazuje na emeryturę, a więc na samotność. Sa­
motność, do której nie jest przygotowany. Kiedy zosta­
je pustka. Coś więcej niż tylko brak środków do życia.
Zostaje pytanie - co robić? Jak zagospodarować czas,
energię. Odwołam się do bliskich mi przykładów. Mój
ojciec zmarł pół roku po zwolnieniu go z pracy. Miał
jeszcze wiele sił. A wuj? Władysław Kapon, dobry,
szlachetny i fajtłapowaty. Był potomkiem Garybaldczyków, którzy znaleźli w Polsce nową ojczyznę. Jedy­
ny, który w 40. rocznicę małżeństwa mych rodziców
ofiarował mojej mamie podarek. Z ciotką Emilią łatweg życia nie miał. Miał pasję, która jej nie cieszyła prenumerował gazety, do których dodawano zbroszurowane powieści, ale... nie czytał ani ich, ani gazet, ale
je miał. Zwały numerów, zakurzonych, podpierały
ściany. Kiedy we wrześniu bomba zniszczyła mieszka­
nie, pieczołowicie przenosił je do drugiej ciotki - Ma­
rysieńki - na ul. Śniadeckich. Po wojnie pracował ja­
ko księgowy, ale kiedy się zestarzał, podziękowano mu.
Nie umiał sobie poradzić z nową sytuacją, gazety mu
zabrano, nowych nie mógł zbierać. Najpierw chodził
do swojej firmy, ale przeszkadzał w pracy, więc brał
z domu stołek i siadał na nim pod oknem swego biura,
na chodniku. Zmarł po pół roku.
To ważne mieć cel, coś, o czym się myśli. Cokol­
wiek, malowanie, rzeźbienie, hodowanie gołębi, kwia­
tów, uprawianie działki, zbieranie kart pocztowych,
znaczków. Taki cel życia wtedy, gdy przychodzi stres
odejścia z pracy. Z racji swych zainteresowań stykałem
się często z amatorami, widziałem, ile im może dać sa­
tysfakcji to, co robią. Jaka to radość ulepić dzbanuszek
i dać sąsiadowi, namalować obrazek „jak żywy”. Cza­
sem obraz bądź rzeźba dają poczucie spełnienia. Myślę,
tu przede wszystkim o nieprawdopodobnych osiągnię­
ciach ludzi niepełnosprawnych, obrazach malowanych
pędzelkiem w ustach czy palcach stopy, rzeźbach le­
pionych przez ludzi niewidzących i niesłyszących. Każ­
dy zdaje się przekraczać próg swoich możliwości.
I wtedy jest wielki.
Jak trudno oceniać prace osób, których nie znamy,
a więc nie wiemy, z jakim wysiłkiem są stworzone, jak
wątpliwe wydają się w tej sytuacji nagrody, kryteria tyl­
ko estetyczne. Jak mogą być bolesne dla pominiętych...
Przed laty odrzuciłem z konkursu niewielką rzeźbkę
w drewnie przedstawiającą gen. Świerczewskiego. Było

to precyzyjnie rzeźbione, lakierowane, brzydkie. Zade­
cydowaliśmy - żadna sztuka! Rzemiosło. A po kilku la­
tach spotkałem za Gibami głuchoniemego we wsi nad­
granicznej, w zupełnej głuszy. Miał niezwykłe ręce,
rzeźbił ptaki, zwłaszcza wróble, stawiał je na podwórzu
i śmiał się, szczęśliwy, kiedy się na nie kot rzucał. To
był jego triumf. Domyśliłem się, że to on był autorem
odrzuconej przeze mnie z konkursu pracy. Zrobiło mi
się wstyd. Wspomnę też pierwszą moją przygodę z wy­
stawy amatorów, kiedy to z pogardą oceniłem obraz
namalowany przez kalekę. Jak to ważne - wiedzieć, kto
i dlaczego maluje i dopiero wtedy oceniać obrazy nie­
widomej pani Budzyn-Nowakowej, czy oceniać malar­
ski dorobek Alfreda Długosza, który umierając, ucało­
wał mnie i powiedział: „Panie, ja miałem szczęśliwe
życie. Byłem artystą!”. Miał wtedy 97 lat.
Ważna była lekcja Długosza, uświadomiła, jak wie­
le czynników składa się na emocjonalny odbiór sztuki.
Nauczyłem się cenić, podziwiać dzieła stworzone jak­
by na przekór dyspozycjom. Ale gdy patrzę na dzieła
sztuki, w muzeach, galeriach poruszają mnie doznania
estetyczne, interesują swą materią obrazy, a nie to, ko­
go przedstawiają, kim jest pan po lewej czy prawej
stronie, z jakiego rodu pochodzi księżniczka. Nie lubi­
łem komentarzy w muzeach, przeszkadzały mi, tworzy­
łem na własny użytek hierarchię wartości, swoje mu­
zeum wyobraźni. Ale zajmując się twórczością
nieprofesjonalną, natrafiłem na zjawisko fascynujące sztukę surową, nieokrzesaną, spontaniczną. Art Brut.
N a sztukę, którą poznałem w paryskiej kolekcji Jeana
Dubuffeta. Działającej swą formą, a przy tym związaną
z osobowością twórcy. Miałem szczęście, poznałem
w resorcie kultury Zofię Bisiak, która zajmowała się
animacją sztuki, ruchem amatorskim. Do dziś jest dla
mnie kimś bliskim, przyjacielem, kimś, kto czuje i my­
śli podobnie. Współpracuję z nią od lat. Zosia ma wiel­
ką wadę, nie oszczędza się, spala w pracy, robi to, co zdawałoby się - skazane jest na przegraną. Wymyśliła,
stworzyła Łucznicę, ośrodek niezwykły, w którym set­
ki ludzi poznało warsztat ceramiczny, witraż, wikliniarstwo, zabawkę. Ale to, co było tak ważne, zostało
przed paru laty zniszczone. Bezmyślnie? Nie, to by by­
ło za proste. Celowo, w imię nowoczesności, ale tak
naprawdę z zawiści. Z tej okropnej polskiej choroby.
Sam nie zrobię, więc zniszczę, co jest, co było. Tak
więc nowa pani dyrektor w resorcie kultury wyrzuciła
wszystkich pracowników Centrum Animacji Kultury,
w Węgorzewie pozbyto się dyrektor Barbary Chludzińskiej, która stworzyła regionalne muzeum o międzyna­
rodowej renomie, w Myślenicach - Jana Koczwary.
Ludzi, którym powinno się pomnik postawić. Wyrzu­
cono Trelińskiego, twórcę wielkich przedstawień, któ­
ry podobnie jak przed laty Bohdan Wodiczko nadał
operze warszawskiej światową rangę. Niech działa
wszędzie, byle nie tu. Wodiczkę zresztą też wyrzucono,
miernoty nie tolerują talentów. A dzieje się to w kra­

153

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

ju, w którym od lat niszczona jest inteligencja (Katyń,
okupacja niemiecka, Powstanie, sowietyzacja).
Ale wróćmy do współpracy z Zosią. Pomagałem jej
w organizacji Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, gi­
gantycznej imprezie, możliwej dzięki zaangażowaniu
wielu wspaniałych ludzi, instruktorów plastycznych.
Obejrzeliśmy przy każdej edycji Triennale ok. 20-25 ty­
sięcy prac. To był prawdziwy, solidny przegląd, a fina­
łowe wystawy mogły zadziwić najbardziej kompetent­
nych znawców sztuki. Dyrektorka galerii „Awangarda”
we Wrocławiu przypłaciła to dymisją. Środowisko pro­
fesjonalistów poczuło się zagrożone! Ale artyści przy­
chodzili w nocy oglądać podświetloną od środka wysta­
wę, ponieważ w dzień się krępowali. Taki to nasz świat.
Triennale było wydarzeniem. Zwracało uwagę na
ludzi, dawało im szansę, satysfakcję. Po nim zrobiłem
jeszcze kilka wystaw, ważona była jeszcze jedna w Rou­
en, we Francji. Organizatorzy zwrócili się do mnie pro­
sząc o przywiezienie ekspozycji twórców nieprofesjo­
nalnych. Miasto co rok przygotowuje wystawy, pokazy,
imprezy teatralne, na które przyjeżdża z Francji (ale też
i innych krajów) kilka tysięcy niepełnosprawnych. Uję­
ło mnie to, że jest to naprawdę impreza społeczna, or­
ganizowana przez miejscową inteligencję. Ordynator
szpitala był na przykład kierowcą ciężarówki, którą
przysłali po eksponaty, a kiedy w ciągu jednej nocy
montowałem wystawę, pomagali mi, przygotowując ra­
my do obrazów czy ustawiając rzeźby - lekarze, adwo­
kaci. Polska była honorowym gościem festiwalu, a więc
nasza wystawa odbyła się w najważniejszej sali, z której
okien widziałem słynną katedrę, tak często malowaną
przez Claude’a Moneta. Wszyscy w Polsce, gdy mówi­
łem o wystawie, wypożyczali chętnie najlepsze dzieła.
Leszek Macak, świetny człowiek, kolekcjoner i propa­
gator sztuki naiwnej, sam przywiózł eksponaty z Krako­
wa. Przyjechał dosłownie przywalony eksponatami,
które upchnął w samochodzie. A przecież taka jazda to
spory koszt... W niby-socjalistycznym kraju inicjatywa
obywatelska wydała mi się czymś pięknym, wyjątko­
wym. Rozumiało to wielu ludzi, tylko dyrektor war­
szawskiego muzeum etnograficznego p. Suliga zapytał a co ja będę z tego miał, wprowadzając w konsternację
organizatorów. Jednak go zaprosili. Zaimponowali mi,
miasto (prześliczne) żyło imprezami. Wózki z niepełno­
sprawnymi jeździły po chodnikach, ludzie się serdecz­
nie opiekowali gośćmi. Z szacunkiem, ciepłem.
Zosia miała ciekawe pomysły: zafundowała grupie
instruktorów plastycznych tygodniowe zajęcia z psy­
choterapeutami, a więc poszerzenie wiedzy nie tylko
o świecie, ale i sobie samych. Prowadzili je Wojciech
Eichelberger i Jacek Santorski, sami ucząc się wiele
w kontakcie z ludźmi szczególnie uwrażliwionymi na
sztukę. Ja też brałem udział w zajęciach i chyba nigdy
nie dowiedziałem się tylu rzeczy o sobie jak wówczas.
Przeżywałem w tym czasie gorzko starzenie się: nicze­
go nie zrobiłem, jestem na aucie, nikt mnie nie kocha,

siły już nie te itp. Od razu znalazłem w zespole prze­
ciwwagę - nauczyciel tańca z Akademii Teatralnej.
Pyszałkowaty, zarozumiały. Nie znosił mnie, więc
sprowokował do tego, że boksowaliśmy się, stojąc na
jednej nodze na belce podniesionej nad podłogę. No
i trzy razy go z tej belki zwaliłem, przy ogólnej radości.
Wszyscy mi kibicowali. Zresztą nie tylko wtedy okazy­
wali mi swą sympatię. Zbliżyliśmy się na zajęciach do
siebie, nawet po latach spotkana na lotnisku koleżan­
ka podbiegła, ucałowaliśmy się serdecznie, jakby złą­
czeni długą przyjaźnią.
W programie zajęć ważna była dla mnie, ale też dla
dziewczyny po ciężkich zabiegach leczniczych, walka.
Leżeliśmy na podłodze, sześć osób miało cię przytrzy­
mywać (ale nie za przeguby), a ty miałeś się oswobo­
dzić. Każdy, komu się wyrwałeś, odpadał. Kobieta,
która nie wiedziała, co jej jest, co grozi, bo nie umia­
no tego ustalić, walczyła nadzwyczajnie, na końcu
z asystentką, wysportowaną, silną. Po półgodzinie
Eichelberger przerwał walkę, uznał remis. Dla niej to
było zwycięstwo. Nigdy by nie przypuszczała, że ma ta­
ką siłę, taką moc. Ja też bym nie sądził, że się wyrwę,
pięć dziewczyn szybko zwaliłem, została asystentka,
dżudoczka. Nie wiem jak, raczej siłą woli niż mięśni
wstałem razem z nią, wczepioną we mnie, i rzuciłem ją
na podłogę. To była dla mnie lekcja tego, co można,
kiedy się myśli, że już nic nie można.
Ciekawe było krążenie po sali - idziesz, jak chcesz,
na gwizdek masz zatrzymać się w ułamku sekundy, za­
mrzeć w geście. A wtedy ciebie oceniano z zewnątrz
i sam analizowałeś swój wygląd, pozę, gest. Jak to, dzi­
wiłem się, to ja mam zawsze nerwowo zaciśnięte palce,
jeśli nie rąk, to nóg? Artyści studiują pozę modela, wy­
bierają u osoby portretowanej taką, a nie inną, by był
„sobą”, a tu się okazuje, że każdy gest jest twój, każdy
ciebie charakteryzuje! To ćwiczenie też mnie czegoś
nauczyło. Patrzenia. Widzenia. Zresztą inne też temu
służyły, pomagały zobaczyć czy usłyszeć to, czego się za­
zwyczaj nie widzi i nie słyszy. Leżysz w trawie, oczy za­
mknięte, cisza. Powoli zaczynasz w niej słyszeć szelest
trwa, szurania, ruchy, ujawnia się cały utajony świat łą­
ki. Z dala dochodzą dźwięki jadącego wozu, szczekanie
psów. Z każdą minutą słyszysz więcej, dalej...
Różne ćwiczenia były ważne, także krążenie po sali
z zamkniętymi oczami, kiedy chcesz zetknąć się z kimś,
kto cię zafrapował, kogo polubiłeś. Maria... pomyśla­
łem, i już po chwili czułem jej ręce, ciepło ciała. Maria,
cudowna, mądra, dobra. To też dar, który dostałem.
Teraz ma męża, nazywa się Grażyńska, ma z nim dwie
urocze córki.
Z Zosią zrobiliśmy ważną, piękną wystawę w Rado­
miu Talent, pasja, intuicja. Prace z niej znalazły się we
wspomnianej już przeze mnie książce Sztuka zwana na­
iwną. Po 20 latach muzeum w Radomiu wraz z war­
szawskim Muzeum Etnograficznym urządziło powtór­
kę wystawy z dodatkiem prac artystów odkrytych

154

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

później. Słowem jednak nie wspomniano kto, kiedy
„odkrywał” tę sztukę. N a szczęście powiedział o tym,
już po oficjalnym otwarciu, dyrektor radomskiego mu­
zeum Janusz Pulnar. Ważna postać w naszej kulturze,
człowiek, dzięki któremu w Radomiu pokazano kilka
fantastycznych wystaw ze zbiorów lwowskich.
W Instytucie Sztuki czuję się coraz bardziej obco.
Emeryt. Portier, kiedy przyszedłem, zapytał: a pan do
kogo? Do siebie, mruknąłem, ale to już nie było moje
miejsce. Coraz to nowi byli pracownicy, jeden nie znał
drugiego. Dawniej ideę Akademii Sztuk, związku dys­
cyplin, realizował w praktyce bufet. Tam, przy kawie
rozmawialiśmy ze sobą, ci od dawnej sztuki i ci z te­
atru, muzyki. Wiedziałem więc, co i gdzie robią. Ale
dyrekcja bufet zlikwidowała i w ten sposób idea A ka­
demii Sztuk - zakończyła swój żywot. Wspólny jest
tylko budynek. Po kilku latach dyrekcja postanowiła,
że wyrzuci archiwa z poddasza, no i dyrektor zlecił to
wicedyrektorowi, ten kierownikowi administracyjne­
mu, ten podwładnemu. Co tam papierki! - pomyślał,
wszystko co było w szafach, na stołach, wrzucono na
śmieciarkę, wywieziono na zwałkę. Przepadło całe ar­
chiwum Janusza Boguckiego, dokumentacja ważnego
epizodu powojennej kultury poszła do śmietnika.
Biedna Nina Smolarz, partnerka Janusza, przez
wiele dni grzęzła w śmieciach papierni w Jeziornie, wy­
patrując skrzyń, które nieopatrznie powierzyła Insty­
tutowi. Mnie ta akcja „uwolniła” od zbieranego przez
miesiące stosu dokumentów, wypisów, kserokopii,
przygotowywanych do książki Epizod zakopiański
w sztuce polskiej końca XIX i początku XX wieku. Cie­
szyłem się, że jak będę miał czas, napiszę o tym epizo­
dzie, sięgając do związanych z nim mitów. Właśnie
one mnie frapowały, to jak tworzono obraz górala greckiego herosa, i jak idealizacja góralszczyzny wiodła
do sytuacji znanych z podboju Indian przez Ameryka­
nów. Pióropusze i wódka. Ale już nie napiszę, wszyst­
ko zniszczono! Dobrze, że chociaż prof. Jacek Woźnia­
kowski, choć w części, to uczynił. A dlaczego ja przez
lata tego nie zrobiłem? Najłatwiej powiedzieć, nie czu­
łem się na siłach, inne sprawy wydawały się pilniejsze.
To prawda, ale zaważyła też na tym decyzja prof. Sta­
rzyńskiego, który podobny temat (tyle, że ograniczony
do architektury) dał Andrzejowi Olszewskiemu. No
i on to napisał, zresztą świetnie. Powtarzać? Straciłam
ochotę, a kiedy już ją odzyskałem materiału nie było...
Skandal? Pewnie...
Sporo czasu zajmowała mi redakcja. Przygotowywa­
łem numery przy dużej pomocy Zbyszka Benedyktowicza i ze świadomością tego, że powinienem mu pismo
przekazać. Wiedząc, że będzie inne. To było dotąd na­
prawdę moje pismo, takie, z którego mogłem być zado­
wolony, ale teraz kiedy po 48 latach mojego redagowa­
nia, Zbyszek je przejmuje, stało się wyrazem jego
ekspresji, jego upodobań. Ja chciałem mieć pismo żywe,
nieco publicystyczne, sygnalizujące nowe zjawiska, na­

tomiast Zbyszek tworzy pismo naukowe, w którym każ­
dy numer ma wyraźną tematykę. Są to w istocie książ­
ki, precyzyjnie zbudowane. Mądre, ciekawe. Jeśli łatwo
się rozstałem z redagowaniem to dzięki postawie Zbysz­
ka, redaktora i przyjaciela, człowieka wielkiej prawości,
lojalnego i serdecznego.
Przemiany w kraju następowały szybko, ale sam po
sobie widziałem, jak trudno jest wyzwolić się z pęt my­
ślenia, ukształtowanego przez propagandę. Byłem
pewny, że się jej nie dałem, tymczasem już rozmowy
z Janką Ludawską w Sztokholmie pokazały, że jednak
oddziałały na moje oceny. Bliskie mi się stało środowi­
sko KOR-u. Dzięki Ewie Korulskiej, mojej najserdecz­
niejszej współpracowniczce, poznałem Anielę Steinsbergową, osobę absolutnie niezwykłą, adwokatkę,
ledwie już chodzącą, która jeździła do Radomia na
procesy robotników. Starałem się pomóc Stefanowi
Starczewskiemu, którego znałem z resortu kultury.
Powierzył mi jakieś zadanie, sprawy edukacji plastycz­
nej, później, gdy powstał rząd Tadeusza Mazowieckie­
go, a on został wiceministrem kultury funkcję dorad­
cy. Stefan jest mi bardzo bliski i drogi, nie zmienia się,
uczciwy, mądry, bezkompromisowy. Ale to, co w nim
cenię, nie ułatwia życia. Zwłaszcza politycznego. Ideal­
ny minister edukacji, kultury..., ale tego koledzy z Unii
Wolności nie zauważyli.
W ministerstwie rządziła piękna i dumna caryca
Izabella Cywińska. Waliły się dawne struktury, łatwiej
było niszczyć, niż budować. Cywińska lansowała kon­
cepcję pomagania tym, którzy coś robili, a odebraniu
środków instytucjom zajmującym się kulturą z urzędu.
Reforma uderzyła w placówki kulturalne, nawet te,
które prowadziły także sensowne działania. Kultura
wymaga wsparcia, a tego zabrakło. Nie umiałem bro­
nić sieci doradztwa i animacji. Zniknęły domy kultury
w pasie polsko-niemieckim, pozbawione zostały
wsparcia placówki wiejskie, rozproszono znakomite
zespoły ludzi, fachowców. Kiedy Cywińska przestała
być ministrem stworzyła Fundację Kultury. Środki po­
chodziły z budżetu państwa. Fundacja miała szansę
działania dzięki pomocy kompetentnych ludzi. Z rado­
ścią przyjąłem propozycję współpracy. Fundacja ogło­
siła ogólnopolski konkurs na „Małe Ojczyzny”. Powo­
łano mnie do grona jurorów i odtąd przez jedenaście
lat (do 2005 r.) jeździliśmy po Polsce, oceniając nade­
słane projekty. Nazwę, „Małe Ojczyzny”, wylansowała
Cywińska, nie przypuszczając nawet jaką karierę zrobi
to pojęcie. Była wspaniała, z pomysłami, ideami. Ale
zrobiła błąd, sprawy finansowe powierzyła, zdawałoby
się najbardziej kompetentnym osobom. Ale okazało
się, że inwestycje są chybione, kapitał zakładowy top­
nieje. Katastrofa. Byłem członkiem Rady Fundacji
i wielbiąc Cywińską głosowałem wraz z kolegami prze­
ciw niej. Prezes ponosi bowiem konsekwencje podej­
mowanych decyzji. Jednak po jej odejściu nie była to
już ta sama Fundacja. Wycofałem się więc z niej. Ste­

155

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

fan Starczewski wprawdzie pozostał, ale prowadzone
przez niego projekty coraz bardziej ograniczono. Ostał
się jednak konkurs „Małych Ojczyzn”. Dla mnie zna­
komita szansa zobaczenia kraju. Co dwa lata jeździli­
śmy do różnych miejsc. Lubiłem te podróże, godziny
spędzone z ciekawymi, wybitnymi ludźmi. Każdy pre­
zentował inne stanowisko, jedni zwracali uwagę na
projekty ważne dla środowiska, inni na oryginalne,
śmiałe koncepcje. Wojciech Nocuń zachwycał mnie
sprawnością działania, Andrzej Kaleta konsekwencją
w ocenach. Artur Kostarczyk - wiedzą o „wszystkim”,
wyobraźnią, Michał Bogusławski, autor dokumentacji
filmowej konkursu i wielu filmów. Rzetelne były oce­
ny socjologa Barbary Weber. Ale szczególnie bliski
i drogi stał się dla mnie Ireneusz Szymczak, wysoki,
schorowany, chudy mężczyzna o promiennej twarzy
i oczach dziecka. Od razu się czuło, że to człowiek do­
bry, serdeczny, gotów pomagać innym. W kręgu jego
oddziaływania uformował się Marek Kotański.
Konkurs pozwolił mi poznać ciekawe miejsca, zna­
komitych ludzi. Polskę, do której wciąż przyjeżdżają
młodzi z całego świata. Miejsca, w których coś się dzie­
je, powstają cudowne rzeczy. Zaprzeczenie obrazu,
w którym nudzi nas telewizja. Już tworzą inne, normal­
ne. Nie te z telewizyjnych dzienników, napięte nienawi­
ścią, patologiczną złością. Dwie Polski, dwa światy. Mo­
je szczęście, że dzięki konkursowi mogłem zobaczyć to,
co jest w naszym kraju piękne. Dziwnych i cudownych
ludzi - jak pani Zofia Langowska z Rzepczyna, która sa­
ma (mówi, że z pomocą Matki Boskiej) odbudowała pa­
łac, stworzyła w nim szkołę artystyczną dla młodzieży;
jak fizyk (z wykształcenia) Tomasz Pietrusiewicz, który
z zespołem teatru N N zajął się w Lublinie pamięcią
umarłego miasta żydowskiego. Odbudował Bramę
Grodzką, a w niej urządził nowoczesne muzeum z ma­
kietą żydowskiej dzielnicy (40 proc. miasta), z tysiącem
fotografii, z nagraniami wspomnień ludzi, którzy ocale­
li. A Krzysztof Czyżewski, fantasta, który - jak go znam
- rzeczywiście wskrzesi w Krasnymstawie nad granicą li­
tewską dwór Miłosza. Czyżewski jest ważną postacią
Pogranicza, znany w Europie, zwłaszcza tej środkowej
i wschodniej. Dwór na Wysokiej - piękne miejsce, nie­
opodal Rabki. XVI-XVII-wieczny budynek odbudowali
państwo Pilchowie. On jest lutnistą, muzykiem. Stwo­
rzył ośrodek kultury dworskiej, muzyka renesansu, po­
wołał zespół lutnistów, chorału gregoriańskiego. W cu­
downym krajobrazie, z widokiem na Tatry powstało
miejsce niezwykłe, do którego przyjeżdżają zespoły z za­
granicy, muzykolodzy, młodzież. Ale wieś ma swoją kul­
turę, w strażackiej remizie. Dwa są tylko w Polsce miej­
sca styku kultury wysokiej i niskiej - dzieci, które Pilch
uczy muzyki, kościół, w którym czasem śpiewa młodzież
uczona w sztuce chorału. Kiedyś na Wysokiej (w latach
rabacji) chłopi rżnęli pana, teraz jest tylko dystans kul­
turowy, dwór ma swoją kulturę, a wieś swoją, popular­
ną, serialową.

Ale w Nadrzeczu k. Biłgoraja aktor Stefan Szmidt
stworzył ośrodek łączący w mądry sposób kulturę wy­
soką z niską. N a przedstawienia teatralne przychodzi
ludność z okolicznych wsi, w pawilonie wystawowym
można zobaczyć obrazy „czytelne” a zarazem piękne.
Występują wielcy aktorzy, z Norwidem - Teresa Budzisz-Krzyżanowska (wielki sukces), entuzjastycznie
przyjęty Wiesław Ochman. Szmidt, gdy przyjechał, za­
czął od zbudowania przy wlocie do wsi dużej, pięknej
kapliczki. Stał się swoim. Wieś czuje się związana z je­
go działalnością i tylko tam można to zauważyć tak
wyraziście. Dla mnie Nadrzecze to także najpiękniej­
sze, jakie znam, stroje ludowe - biłgorajskie.
„Małe Ojczyzny” to zastrzyk optymizmu, kontakt
ze wspaniałymi ludźmi, zobaczenie Polski od podszew­
ki. Wszędzie chciałem być dłużej, żegnałem się jak
z przyjaciółmi i kiedy mogę, wracam do nich. Oni
zmieniają kraj, tworzą enklawy, gdzie dzieje się wiele
dobrego. Ratują małe, wiejskie szkoły, tworzą lokalne
elity. Te elity przechowują tradycje, krzewią dobro, są
solą naszej ziemi. W nich widzę szansę rozwoju kultu­
ralnego kraju.
O Ojczyznach napisałem książkę, o programach,
które mi się wydały najciekawsze, ale też o nieuda­
nych, niespełnionych. Książka Miejsca i ludzie ukazała
się dzięki pomocy Macieja Formanowicza, z którym
wiele razy rozmawialiśmy o potrzebie prywatnego me­
cenatu. Nie tylko sponsoringu, czyli umowy „coś za
coś”, ale świadomego wspierania ważnych przedsię­
wzięć, tak jak to czyni choćby pan Janusz Palikot, or­
ganizator Roku Gombrowiczowskiego, opiekujący się
fundacją Kresy 2000. Promocję książki zorganizowali­
śmy więc w Klubie Biznesu. „Bogaczy” było sporo. Pa­
likot, Formanowicz mówili mądrze, wskazywali na
możliwości mecenatu. Ale odzewu nie było. To jeszcze
nie Stany Zjednoczone, gdzie wielkie szpitale, muzea,
opery istnieją dzięki mecenasowi. Formanowicz należy
do wyjątków, chciałbym więc powiedzieć, jak go po­
znałem, jak stał się moim przyjacielem. On i jego żona
Anna.
Miałem właśnie promocję książki Polska sztuka lu­
dowa. Do Pałacu Ujazdowskiego przyszło wiele osób,
ponad 300, zabrakło krzeseł. Z Wiednia przyjechała
Oleńka z Anią, która biegała dokoła sali, nie bardzo
wiedząc, co się dzieje. Popatrz, powiedziała Ola, jak
lubią twojego dziadka. Mała zastanowiła się - a co ty
robisz? Piszę książki. Drukujesz? Nie... Piszesz na kom­
puterze? Nie... Wymyślasz? Nie... Straciła zaintereso­
wanie, więc dodałem, że piszę to, czego uczę studen­
tów. Och! - ucieszyła się, to jesteś nauczycielem!
Odzyskałem odrobinę szacunku. Zabraliśmy do domu
część kwiatów, resztę przywieziono nazajutrz. Zaraz
potem znów zadźwięczał dzwonek. Zapomnieli czegoś,
pomyślałem, ale za drzwiami stała dama. Nie dziew­
czyna, nie kobieta - dama. Z pudłem w ręku. Dama
uśmiechnęła się jak gwiazda filmowa, tyle że natural­

156

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

nie. Byłem speszony. Postawiła pudło na stole, otwo­
rzyła - trzy rzeźby Śledzia! Jedynego żyjącego rzeźbia­
rza, którego lubię. Niech Pan jedną wybierze, powie­
działa, to zamiast kwiatów... O rzeźbach Śledzia
marzyłem, spoglądałem na nie, brałem do rąk, każda
była piękna... Dama opowiadała, że mają z mężem
fundację. Chcieliby wybudować koło skansenu, który
już postawili, dom spokojnej starości dla twórców lu­
dowych. Liczy, że im pomogę. Szlachetna istota, jak
z pozytywistycznej powieści... A ja patrzę na rzeźby
Śledzia - która najładniejsza? Wszystkie piękne. Tłu­
maczę, że na wsi, gdzie rodziny są trójpokoleniowe, lu­
dowi artyści przeważnie nie są sami, i szczęścia im nie
dadzą nawet komfortowe warunki z dala od ich środo­
wiska, krajobrazu. Skończyła się rozmowa. Dama wi­
dząc moją rozterkę, roześmiała się i zostawiła mi dwie
rzeźby. Tak się zaczęła przyjaźń, potem poznałem mę­
ża, dużego, zwalistego, pełnego uroku mężczyznę przedsiębiorcę.
Pomyślałem - fabrykant, czyli wyzyskiwacz. Czło­
wiek był ciekawy, wrażliwy, na moje naiwne i głupawe
pytania rozsądnie odpowiadał, wyjaśniając różnicę
między kimś, kto zdobywa miliony, korzystając z infor­
macji na styku biznesu i polityki, a przedsiębiorcą, któ­
ry tworzy, zdany tylko na siebie i ponoszący ryzyko
swych decyzji.
Pan Maciej Formanowicz, technolog drewna w fa­
bryce mebli, gdy fabryka zaczęła upadać, wykupił ją...
no i teraz ma fabryki w Polsce, na Ukrainie, w Rosji.
W domu, co mnie do końca zjednało, Formanowiczowie mają z ludowych rzeźb tylko Śledzia, obok obrazy
Boznańskiej, Ruszczyca, Fałata, Tetmajera, Beksiń­
skiego. Wybrane z kulturą, smakiem. No i piękny
ogród. A w miejscu rodzinnym Pani Domu, w Budlewie nieopodal Brańska, obok parterowej rezydencji
zbudowali prywatny skansen. Wzruszająca była jego
inauguracja, pamiętam ją - wicher rwał płachty wiel­
kiego namiotu, zapachy z grilla wirowały w powietrzu,
balowały przynajmniej trzy setki gości z Warszawy,
Ostrowi, Białegostoku, wielu w ludowych kostiumach
(wypożyczonych z teatrów), bądź w ich fragmentach,
kotylionach z kolorowymi wstążkami. Tylko miejsco­
wi gospodarze mieli na sobie czarne garnitury. Wzru­
szyło mnie, gdy ksiądz poświęcił stodołę, w której pa­
ni A nna zorganizowała wystawę lnu. Wstęgę
przecinała starowinka w chuście na głowie, matka Pa­
ni Domu, a obok stał ojciec gospodarza, Wielkopo­
lanin. Taki to był wyraz szacunku dla rodziców, dla
rodzinnych korzeni. Trafili mi się na stare lata przyja­
ciele. Rodzina, oni, córki, Magda i szczególnie mi bli­
ska Marysia, jeszcze dziewczynka, jak Marynia. Pani
Anna jest lekarzem. To taki anioł opiekuńczy. Mają
z mężem fundację, zajmują się w Ostrowi Mazowiec­
kiej młodzieżą, powołali grupę kilkudziesięciu stypen­
dystów, wspomaganych finansowo, uczestniczących
w spotkaniach z wybitnymi ludźmi, zwłaszcza z księż­

mi. Nigdy w życiu nie słyszałem tak mądrych homilii
jak księdza Romana Tkacza, tak pięknie powiedzia­
nych. Przed dwoma laty stypendyści w ramach progra­
mu Śladami Leonarda pojechali do Włoch. Papieżowi
zawieźli album z osobistymi zwierzeniami - jak się każ­
dy z nich podnosił z upadku. Teraz przygotowują się
do pielgrzymki w Santiago de Compostella. Sto sie­
demdziesiąt kilometrów samotnej wędrówki w cudow­
nym pejzażu, który, tak jak widoki z gór, wprowadza
w stan medytacyjny. Modlitwa, pejzaż, muzyka - two­
rzą to doświadczenie metafizyczne, które tak silnie od­
czuwamy w gotyckich katedrach.
Formanowicz jest mądry i szlachetny. N a jego przy­
kładzie widzę, jak ważne jest silne zaplecze wiary. Jak
chroni osobowość człowieka, trzyma ją w ryzach, ratu­
je przed upadkami.
Wiara... Dzieci wierzą ufnie, dorośli tę ufność za­
tracili. Mamy wątpliwości, to naturalne, zdumiewa
mnie, kiedy ktoś mówi, że ich nie ma. Zapytany mó­
wię, że nie wierzę, ale w trudnych życiowych chwilach,
zwłaszcza lęku o najbliższych, chciałbym, żeby ten Bóg
był. Ktoś, coś, nierozpoznawalne, w innym wymiarze.
Ksiądz Janusz Pasierb, którego bardzo lubiłem, żarto­
wał, że mam wrażliwość religijną. Naprawdę, nie wie­
rzysz? - dziwił się. Naprawdę. Ale chciałbym, by Pan
Bóg (jeśli jest) wierzył we mnie. To go trochę uspoko­
iło. Miał oczywiście rację, jestem przecież zakorzenio­
ny w duchowości chrześcijańskiej, zachowuję się jak
człowiek, któremu niedana jest łaska wiary. Zresztą,
tak jak wielu ludzi w relacjach z Niepojętym nie chcę
pośrednictwa księży, obrzędów. Ale gdyby mnie zno­
wu mieli wysłać na Syberię, i to z jedną książką, pew­
nie wziąłbym Ewangelię. Ważne są dla mnie stany
skupienia, modlitewne, w mroku kościoła, w górach,
wieczornych pejzażach, przy muzyce Bacha, Haydna,
Mozarta. Jeśli jest Bóg, to w fugach Bacha... także
w muzyce, w Mozarcie.
Zakorzeniony jestem w naszym języku, kulturze,
krajobrazie. Gdybym żył w Azji, Meksyku czy Indii,
nawet moja niewiara byłaby inna.
Moja mama była ateistką, ale przy trumnie mego
ojca prosiła, bym jej pomógł odmówić Ojcze Nasz. Bo­
ga wzywamy bowiem zwłaszcza w obliczu śmierci.
W naszej religii ważne jest przeświadczenie o opie­
kuńczości. Taka jest Matka Boska, takie modlitwy.
Bóg, nawet jeśli jest to tylko konstrukcja człowieka,
daje wiarę w życie pozagrobowe. Godzi z losem. Poma­
ga żyć.
Ja, nie wierząc, ulegam jednak utajonej wierze, nie­
raz toczę dialog z Bogiem. Podejrzewam, że mi pomaga.
Jak bowiem objaśnić odnalezienie w czasie wojny Gusti? Telepatia... fale? Być może, ale dziwne to było
i piękne. A strach, który miałem, widząc trzy katastro­
fy samolotów. Można zapewne znaleźć przesłanki tych
katastrof, ale po trzeciej bałem się patrzeć na samolot,
aby nie spadł.

157

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

Pierwszy zestrzeliła artyleria we wrześniu 39 roku,
drugi rozbił się w czasie wojny, trzeci w Karolinie. Latał
nad drzewami, w niedzielne popołudnie. Pilot chciał za­
imponować swej dziewczynie w „Mazowszu”. Hałaso­
wał. Coś pomyślałem źle. No i spadł. Czułem też swoją
winę kilka lat temu. Wracałem z Budapesztu. Do tecz­
ki włożyłem butelkę wody. Obok leżały dokumenty. No
i woda zmoczyła dowód osobisty, paszport. Katastrofa.
N a granicy miałem kłopoty. Przepuścili, ale trzeba było
wyrobić nowy dokument. Urzędniczka zażądała wpisu
z parafii, a tam okazało się, że był błąd. Kościelny wpi­
sał Bronisław zamiast Bolesław, a ja zawsze używałem
właśnie tego imienia. W domu mówiono - Bolek, jako
że ojciec też był Aleksandrem i nazywano go Olek. We
wszystkich dokumentach szkolnych, wojskowych, cy­
wilnych, stempel w książkach był Aleksander Bolesław,
ale urzędniczki to nie przekonało. Odesłała mnie do pa­
ni dyrektor w urzędzie miasta. Kilka razy z nią rozma­
wiałem, tłumaczyłem, że to błąd kościelnego, ale była
nieugięta. Mówiłem, że te imiona to wola Bolesława
Prusa... Wzruszyła ramionami. Wreszcie zgodziła się,
bym miał tylko jedno, pierwsze imię. Musiał to zatwier­
dzić prezydent Warszawy. Wściekły, umęczony, wes­
tchnąłem: Boże, że też na takie... nie ma kary. Po tygo­
dniu wróciłem po nowy dokument. Wchodzę do
gabinetu, a ona skulona, postarzała, biedna, do rany
przyłóż. Co się stało? Spojrzała na mnie ze smutkiem,
kiedy wróciła po naszej rozmowie do domu, okazało się,
że telewizor wybuchł, cały pokój zniszczony, osmalony
dymem. Zrobiło mi się jej żal. Boże - pomyślałem, chy­
ba tym razem przesadziłeś...
Sumuję teraz moje życie. Wspominam ludzi, ilu ich
przewinęło się w tym czasie, ile zdarzeń. Jak silne są
wczesne doznania. Wielkie, dramatyczne - zamordo­
wano prezydenta Narutowicza. To był dla dziecka
wstrząs. Jeśli dziś nienawidzę Giertycha, endecji - to
zapewne nie tylko w wyniku przemyśleń. Kiedyś sie­
działem w kawiarni Ujazdowska, kręcono film o Naru­
towiczu, Śmierć Prezydenta. Usłyszałem werble, aleja­
mi posuwał się kondukt. Wybiegłem, wsunąłem się
w tłum statystów, wzruszony, ze łzami w oczach, tak
jakby to była trumna z moim ojcem. Przeżycia z dzie­
ciństwa wróciły. Są we mnie ciągle i pewnie w moich
wyborach.
A więc niechęć do prawicy, w efekcie wstąpienia do
partii, PPR-u. A widok zrzucanej ze schodów skrwawio­
nej asystentki profesora Czarnowskiego, czy nie zaważył
na tym, że zdawałem maturę na ławkach „żydowskich”?
Bicie Żydów... Tłum studentów w „bratniackich” czap­
kach walący kijami w szyby żydowskich sklepów, przej­
mujące aj-waj! Płacz kobiet - czy to nie miało wpływu
na wybory emocjonalne, nawet na to, że wyprowadzi­
łem się z domu, by zamieszkać na Śliskiej, w dzielnicy
żydowskiej. Utożsamianie się z bitymi, krzywdzonymi,
„innymi” zaważyło na poglądach, wyborach, także inte­
lektualnych.

Dochodzenie do „prawdy” , rewizje wyjściowych,
emocjonalnych postaw to już etapy późniejszych do­
świadczeń życiowych wyborów. Także w ocenie naj­
bliższych, najdroższych mi ludzi, matki, ojca. Mama...
Od początku czułem jej ból, krzywdę. Była inna, Fran­
cuzka początkowo w ogóle niemówiąca po polsku, wy­
chowana w kulcie Oświecenia. Encyklopedystów,
w środowisku naukowym - jakże innym od tradycyj­
nej, szlacheckiej rodziny mego ojca. Do tego tracąca
wzrok, bezradna, nieszczęsna, zdana tylko na czułą
troskę ojca. Obca w rodzinie... obca. A więc i ta rodzi­
na była dla mnie obca. I ojciec mniej od niej kocha­
ny... To mnie teraz najmocniej boli, gdy myślę o cza­
sie minionym, nie dałem mu bowiem tego uczucia, tej
miłości, na jaką czekał. Był cudowny, naprawdę wspa­
niały, ale ja tego nie umiałem dostrzec; widząc krzyw­
dę matki, jej poświęcałem całą uwagę. Lekceważyłem
jego dobroć, śmiałem się z tego, że jest tak przez
wszystkich lubiany, że każdy, kto go spotyka, rozkłada
ręce, uśmiecha się - kochany Oleś! Kpiłem - głupia
dobroć! Do wszystkich. A teraz mi gorzko, tak bym
chciał mu dać to, czego nie dałem. Odkryłem go za
późno...
Bożenka Dudko, moja droga przyjaciółka, przywio­
zła mi z Ermitażu pocztówkę - Rembrandta Powrót sy­
na marnotrawnego. Postawiłem ją na biurku, obok
zdjęcia Oleńki, patrzę na tego Rembrandta i jest dla
mnie coraz bardziej ważny. Konieczny. Zawsze sądzi­
łem, że jest to obraz niezwykły, najważniejszy, jak
w muzyce IX Symfonia Beethovena, ale teraz patrzę
na niego jak na mój los. To ja wracam, syn marno­
trawny, ale już moich pleców nie obejmą dłonie ojca.
Stu rzeczy nie załatwiłem w życiu jak należy, ale ta cią­
ży mi szczególnie. Nie dałem ojcu miłości, na jaką za­
sługiwał, na którą czekał... Jemu, do którego - jak to
teraz widzę - staję się podobny... Jak to powiedział
ksiądz Twardowski? „Spieszmy się kochać ludzi, tak
szybko odchodzą...” A ja nie zdążyłem... już nie po­
wiem ojcu, jak mi się stał bliski. „Poczciwa dobroć” jakże głupi byłem, jak naiwny. A teraz już za późno...
Gorzko myśleć. Oceniać, co źle, nie tak. Pisanie
jest autoterapią. Spowiedzią niewierzącego. Spowie­
dzią, w której jestem słuchany, i to z uwagą. I pouczo­
ny - nie zawracaj głowy, twoje bóle, kłopoty, wspo­
mnienia nie mogą przesłonić prawdy najważniejszej jesteś w istocie człowiekiem szczęśliwym. Mogą mi za­
zdrościć. Przeżyć Syberię, wojnę, front - robić tylko to,
co sprawia przyjemność, z ludźmi, których lubię, ce­
nię, którzy wciąż są obok mnie. Szczęście... To pogod­
ny smuteczek. Szczęście to coś innego niż chwilowy
wybuch radości, w nim jest jakaś rozwaga, poczucie
czasu. A radość to chwila. Cudowna, ogarniająca zmy­
sły. Moje szczęście to brak nieszczęść. Wszyscy bliscy
zdrowi, Leszek ma dobrą pracę, Ola czuwa nad do­
mem, Marynia zajęta filmem, Ania - rośnie, dorośle­
je, wciąż pełna uroku. Ja jeżdżę, jak do pracy, do mo­

158

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

jej kawiarenki Astra w Domu Polonii na Krakowskim
Przedmieściu. Piszę „mojej”, ponieważ jest to w istocie
też mój dom, miejsce moich spotkań z ludźmi. Wiele
lat pracuję, piszę, redaguję w kawiarniach. Ile już ich
było? Ali Baba, U Literatów, Na Rozdrożu, Ujazdow­
ska, Bombonierka, Czarownica, teraz Astra.
Najładniejsza, najsympatyczniejsza. Są w niej ślicz­
ne dziewczyny i co najważniejsze Grażyna, którą jakby
na przekór jej delikatności nazwano Śmiałek. Rezer­
wuje mi stolik, muszę więc być punktualny. A na sto­
liku, gdy się pojawiam, leży już gazeta, a po chwili ca­
fé latte. Tak się dzień zaczyna. Przeglądam pocztę,
czytam - i piszę. Jest mi dobrze, to także małe szczę­
ście. N a 87. urodziny.
Źle się czuję. Tyle podłości, tyle obrzydliwych lu­
dzi. Już same twarze mówią o nich. Conrad miał rację
- po pięćdziesiątce odpowiadamy za swoją twarz. Ale
dlaczego „ludzie” tego nie widzą? Dlaczego wstrętnych
wybierają w czasie wyborów? Żartowałem kiedyś, że
należałoby zacząć wybory od selekcji fotografii kandy­
datów. Mądrzy, doświadczeni psychologowie od razu

by mogli ocenić - ten tak, drugi nie - zboczeniec, trze­
ci - nie, ile w nim zawiści itd. A tych, którzy by się
ostali, poprosiłbym do psychiatry. Znów część by od­
padła. A na pozostałych - proszę - głosujcie! Może by­
łoby lepiej... Czy na pewno?
Pierwszy sejm, który wirtualnie chciałem wysadzić
w powietrze, działał na początku lat 50. Wielu posłów
znałem. Sukinsyn, bydlę, zbrodniarz, łotr. No dobrze,
myślałem, wysadzamy gmach w powietrze. Ale na
miejsce ministra przyjdzie wiceminister, dyrektor, nie
mniejszy skurwysyn... Zmartwiło mnie to. A jak jest
dzisiaj? Czy drań nie wybiera drania na zastępcę?
Właśnie są wybory, do samorządów? Po raz pierwszy
w życiu nie głosowałem. Nie mogłem wyjść z domu, no­
gi bolą, starość to i bezradność. Martwi, że jestem tylko
obserwatorem. Widzę, jak kraj staje się ciemnogrodem.
Wraca pamięć lat przedwojennych, ONR-u, kultu siły.
Nie chcę takiego kraju, nie chcę. Gdybym był młody,
pewnie wyjechałbym z niego. Tyle tu zła. A patriotyzm?
Taki, że zło więcej boli w sobie, że to, co się dzieje, za­
wstydza mnie. A jestem bezradny. Co robić?

Aleksander Jackowski, W kawiarni „Astra”, Warszawa 2007. Fot. Tomasz Szerszeń

159

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8361" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8339">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e93cb6c35e0ede842a1d631a1bdf95d0.pdf</src>
        <authentication>52f120a019a0590578648022cc363638</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3383</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99913">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99915">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99917">
                <text>Nikifor (1895-1968) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99919">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99921">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99923">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99925">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99926">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99927">
                <text>Aleksander Jackowski

NIKIFOR
(1895-1968)
W y c h o w a ł się na pograniczu d w ó c h k u l t u r , d w ó c h w y z n a ń , byl

for b y ł a n a l f a b e t ą , b o l a ł z tego p o w o d u a p o n i e w a ż b y ł raczej

b o w i e m Ł e m k i e m . W y o b r a ż e n i a o B o g u , N i e b i e , Piekle k s z t a ł ­

s k ą p y ( n i g d y nie d a w a ł ,,na t a c ę " ) z a s k o c z y ł o m n i e g d y o f i a r o w a ł

t o w a ł z a p o z n a j ą c się z n a u k a m i a przede w s z y s t k i m m a l o w i d ł a m i

s p o r ą s u m ę c h ł o p c o m , k t ó r z y z b i e r a l i d a t k i na b u r s ę . N i e c h c i a ł ,

w cerkiewkach i k o ś c i o ł a c h , c h o d z i ł b o w i e m z a r ó w n o do j e d n y c h

b y wiedziano, że nie c z y t a i nie pisze, o p a t r y w a ł w i ę c o b r a z k i

jak i drugich.

n a p i s a m i , o d w z o r o w u j ą c , p r z e w a ż n i e z b ł ę d a m i , widziane g d z i e ś

Ojca nie z n a ł , m a t k a z a r a b i a ł a p r a n i e m . M i a ł jej f o t o g r a f i ę ,

szyldy czy drogowskazy. Czasem tekst k o m e n t o w a ł t e r ś ć obrazka,

p o k a z y w a ł z w i d o c z n y m wzruszeniem. Z m a r ł a , g d y b y l jeszcze

c z ę s t o b y ł t o j e d n a k t y l k o z b i ó r p r z y p a d k o w y c h w y r a z ó w . A b y nie

c h ł o p c e m , z o s t a ł w i ę c sam, nie z n a j ą c n a w e t swego nazwiska.

w y r ó ż n i a ć się w czasie n a b o ż e ń - i t w a s p o r z ą d z i ł sobie m o d l i t e w n i k

W i e d z i a ł t y l k o , że się n a z y w a N i k i f o r . W i e d z i a ł t e ż , o d m ł o d y c h

w czarnej oprawie. W y g l ą d a ł j a k p m w d z i w y , t y l e że w ś r o d k u

l a t , że m a b y ć malarzem. J u ż wczesne akwarele ś w i a d c z ą o w i e l ­

znajdowały

kiej

w g ó r n e j części s t r o n i c y sceny b i b l i j n e , w dolnej z a ś ich w s p ó ł ­

wrażliwości

i umiejętności

obserwacji, nie r z a d k o

pod­

szytej d o w c i p o m . Prace swe s z a n o w a ł , n a w e t te wczesne z okresu

się

wyłącznie

rysunki Nikifora,

przedstawiające

czesne, ziemskie o d p o w i e d n i k i .

g d y m i a ł 10—-12 l a t , p i e c z o ł o w i c i e p r z e c h o w y w a ł w d u ż e j s k r z y n i ,

Gotowe o b r a z k i „ o p r a w i a ł " , p r z y k l e j a j ą c po bokach r a m k ę

k t ó r ą m i a ł w s w y m k r y n i c k i m m i e s z k a n i u . Całe ż y c i e m a l o w a ł

z p a s k ó w p a p i e r u , t a k d o b r a n ą w kolorze, że p o t ę g o w a ł a w y r a z

a w ę d r u j ą c c z ę s t o po wsiach i k r y n i c k i c h domach s p r z e d a w a ł je

całości. Potem

bądź ofiarowywał

p i e c z ę ć —• N i k i f o r - M a t e j k o

w z a m i a n za jedzenie czy nocleg. G d y nie

przyklejał

z n a j d o w a ł n a b y w c ó w — p r o s i ł o j a ł m u ż n ę . P o n i e w a ż na skutek

Nazwisko powszechnie

w a d y w y m o w y ( p r z y r o ś n i ę t y j ę z y k ) b e ł k o t a ł , n a ogół nie r o z u ­

swej

m i a n o go, co p o g ł ę b i a ł o izolację p s y c h i c z n ą malarza.

na

odwrocie p ę t e l k ę

i

przystawiał

( m i a ł i c h k i l k a i bardzo je l u b i ł ) .

znanego malarza p r z y b r a ł j a k o o z n a k ę

profesji.

Pisano

Ś w i a t go c i e k a w i ł , w ę d r o w a ł w i ę c po wsiach, j e ź d z i ł k o l e j ą

nawet o n i m , ż e jest g ł u c h o n i e m y . N o s i ł w i ę c w swej kasetce

( o c z y w i ś c i e bez b i l e t u ) do T a r n o w a , K r a k o w a , Nowego S ą c z a ,

z obrazkami i farbami „list ż e b r a c z y " , k t ó r y malując umieszczał

W a r s z a w y . W l a t a c h p i ę ć d z i e s i ą t y c h p o j e c h a ł nawet na t z w .

na w i d o c z n y m miejscu. T a k i c h l i s t ó w z a c h o w a ł o się k i l k a , na

w ó w c z a s Ziemie Odzyskane. S z k i c o w a ł o ł ó w k i e m w n o t a t n i k u

k a ż d y m , o b o k p r o ś b y , pisanej przez z n a j o m y c h , w i d n i o j o m a l e ń k i

widziane budowle, k o ś c i o ł y , secesyjne ratusz^ i dworce. Powsta­

obrazek p r z e d s t a w i a j ą c y N i k i f o r a , k o ś c i ó ł b ą d ź c e r k i e w k ę . N i k i ­

w a ł y p ó ź n i e j z n a k o m i t e k r a j o b r a z y z o k i e n wagonu (nie z n a m

23

�i n n y c h , gdzie t a k b y się c u l o przesuwanie

pejzażu).

Nikifor

na k o ł n i e r z u k o s z u l i . B y ł przekonany, że m i l a r z e z n a j d u j ą się

z b i e r a ł t e ż stare pisma i w z o r n i k i secesyjnej a r c h i t e k t u r y , po­

w h i e r a r c h i i ś w i a t a przed i n n y m i l u d ź m i , i m b o w i e m d a ł P a n

s ł u g i w a ł się n i m i , ale w s w y c h wizjach a r c h i t e k t o n i c z n y c h pusz­

dar tworzenia.

czał wodze f a n t a z j i . B u d o w a ł g i g a n t y c z n y b u d y n e k na k s z t a ł t

W i e r z y ł , że s p r a w i e d l i w o ś ć z a p a n u j © dopiero na

tamtym

a r k i —- ,,To A m e r y k a , t ł u m a c z y ł . R o b i ą p i e n i ą d z e . W k a ż d y m

świocie. Złi z o s t a n ą u k a r a n i , d o b r z y w y w y ż s z e n i . W t e d y o n , po­

d o m u robie, p i e n i ą d z e , D o l a r y ! "

n i ż a n y na z i e m i zostanie m ę d r c e m , c z y t a j ą c y m

Wiadomo,

ż^ N i k i f o r

byl znakomitym kolorystą.

święte księgi,

Umiał

malarzem z p r a w d z i w y m i s z t a l u g a m i , s k r z y p k i e m , b i s k u p e m —

j e d n a k t a k ż e ciekawie r y s o w a ć . Ś w i a d c z ą o t y m szkice oerkiewek,

w y m i e r z a j ą c y m u s t ó p o ł t a r z a k a r ę t y m , k t ó r z y go s k r z y w d z i l i .

w i r t u o z e r i a w p o s ł u g i w a n i u się e f e k t a m i p e r s p e k t y w y . „ P o t r e t y "
chwytały

charakterystyczną

cechę

konkretnej

osoby.

M a l a r s t w o b y ł o d l a N i k i f o r a nie t y l k o f o r m ą p r o j e k c j i m a r z e ń

Kiedyś

i o c z e k i w a ń , ale sposobem i n t e r p r e t a c j i widzianej r z e c z y w i s t o ś c i .

poprosiłem Nikifora o kilkanaście ołówkowych szkiców różnych

M a l u j ą c d o m , w k t ó r y m mieszkam, d o d a ł jedno p i ę t r o , d o s a d z i ł

o s ó b (na wieczkach p u d e ł e k od p a p i e r o s ó w ) i z a n o t o w a ł e m n a

drzdfc^a na u l i c y , a r y s u j ą c na moje p r o ś b y P a ł a c K u l t u r y i N a u k i

odwrocie kogo m v j ą p r z e d s t a w i a ć . Po k i l k u l a t a c h p o k a z a ł e m je

w b u d o w a ł go w o t a c z a j ą c e ,

m a l a r z o w i . M o m e n t a l n i e p o z n a ł , k t ó r y rysunek kogo przedstawia.

d o s k o n a ł e poczucie h u m o r u , widoczne w i m a g i n o w a n y c h p o m ­

D o n i e k t ó r y c h t e m a t ó w p o w r a c a ł w r ó ż n y c h okresach swego
ż y c i a . N a l e ż a ł clo n i c h w ą t e k Nikifora
(z n i e o d ł ą c z n ą k a s e t ą ) , Nikifora

wędrującego

po drogach

witanego, Uczt malarzy. T e n te­

nikach

jak

i architekturach

spiętrzone k u górze domy. Miał
zwieńczonych

dowcipną

figurą.

W obrazach jego czas u l e g a ł s p ł a s z c z e n i u . E l e m e n t y przesz­
łości i t e r a ź n i e j s z o ś c i n a k ł a d a ł y się na siebie. N a d Ucieczką

do

m a t i n t e r p r e t o w a ł s z c z e g ó l n i e starannie. Po ś m i e r c i — t ł u m a c z y ł

Egiptu l e c i a ł aeroplan, t a k i sam, j a k i m ó g ł z a p a m i ę t a ć z m ł o d o ś c i ,

— wszyscy m i l a r z e z o s t a n ą zaproszeni do P a ń s k i e g o s t p ł u , i t a k

święci w niebie n o s i l i z i m ą n a u s z n i k i , a poruszali się d o r o ż k ą

oto s i e d z ą obok siobie (jak za c z a s ó w m ł o d o ś c i N i k i f o r a ) w czar­

„ n a b a l o n a c h " , j a k co lepsi k r y n i c c y g o ś c i e . Niebo w istocie nio

n y c h pelerynach, kapeluszach z r o n d e m i fontaziach z a w i ą z a n y c h

r ó ż n i ł o się od z i o m i . B y ł o t y l k o lepsze.

24

�N i k i f o r p r a c o w a ł od ś w i t u do nocy, o b s e r w o w a ł e m go w K r y ­

no ? K t o do czasu m o d y na N i k i f o r a , cenił „ P a m i ą t k i z K r y n i c y "

n i c y i g d y m i e s z k a ł u m n i e w Warszawie. W ż y c i u nie w i d z i a ł e m

m i ł o w a n e ś l i n ą i f a r b k e m i , zawsze na m u r k u p r z e d D o m e m

t a k pracowitego c z ł o w i e k a . Z a c z y n a ł m a l o w a ć

Zdrojowym ?

o awioio,

koło

5—6, a n i na c h w i l ę nie o d r y w a j ą c s i ę od r o b o t y . K i e d y nadcho­

N i k i f o r a „ o d k r y ł " o k . 1935 r . u k r a i ń s k i m a l a r z

Seweryn

dził zmierzch o d k ł a d a ł f a r b y , z a b i e r a ł się do rysowania o b r a z k ó w ,

T u r y n . Pierwszy p i s a ł o n i m J e r z y W o l f f , ale t w ó r c z o ś ć k r y n i c k i e ­

k t ó r e w n a s t ę p n y c h d n i a c h m i ł o w a ł . P ó ź n y m wieczorom, g d y

go m i s t r z a s p o p u l a r y z o w a l i dopiero po wojnie A n d r z e j i E w a

oczy m u j u ż ł z a w i ł y i b y l w y r a ź n i e z m ę c z o n y d o b i e r a ł i p r z y k l e j a ł

B a n a c h o w i e . Z a j ę l i się w a r u n k a m i ż y c i a i z d r o w i e m m a l a r z a ,

r a m k i do obrazków-, w y k o n y w a ł p ę t e l k i do zawieszania. Obser­

zorganizowali m u pierwsze, w a ż n e w y s t a w y w k r a j u i za g r a n i c ą ,

w u j ą c go s ą d z ę , że w s w y m ż y c i u n a m i ł o w a ł k i l k a d z i e s i ą t t y s i ę c y

w y d a l i o n i m dwie książki.

o b r a z k ó w na

kartkach

zo szkolnych z e s z y t ó w , wieczkach od

W o s t a t n i c h l a t a c h ż y c i a N i k i f o r m i a ł przydzielonego opie­

p u d e ł e k z papierosami, a nawet na zlepionych s k r a w k a c h p a p i e r u .

k u n a , mieszkanie z rzeczami o k t ó r y c h p r z e d t e m m a r z y ł ( k i l k a

N i g d y się nie p o w t a r z a ł , n a t o m i a s t c z ę s t o m i l o w a ! serio o b r a z k ó w

odbiorników radiowych, kilkanaście zegarków), samochód k t ó r y m

na t e n sam t e m a t , p r z e d s t a w i a j ą c jo w kolejnej fa-'.io r u c h u , j a k

go w o ż o n o . W ł a d z e d a ł y m u d o w ó d osobisty i oficjalne nazwisko

k l a t k i rysunkowego f i l m u .

— K r y n i c k i . B y ł j u ż j e d n a k bardzo c h o r y i z m ę c z o n y ż y c i e m ,

Prace p ó ź n i e j s z o w y k a z u j ą

rozwój

w p o r ó w n a n i u z w c z e ś n i e j s z y m i , p o g ł ę b i a się n a s t r ó j , doskonali

s m u t n y . M ę c z y l i go ludzie, p r z y c h o d z ą c y p o p a t r z e ć j a k pracuje,

kompozycja,

m ę c z y ł o m i ł o w a n i e . P r a c o w a ł j a k b y z o b o w i ą z k u , gorzej, z coraz

umiejętność

perspektywicznego

widzenia

archi­

t e k t u r y , ś w i a d o m e operowanie ś w i a t ł o c i e n i e m , a przede wszyst­
kim

w r a ż l i w o ś ć k o l o r y s t y c z n a . Najlepsze

obrazy,

te

większym trudem.

właśnie,

Prace N i k i f o r a pokazano na wszystkich w a ż n i e j s z y c h w y s t a ­

k t ó r e p r z e s ą d z a j ą o randze a r t y s t y c z n e j N i k i f o r a , t w o r z y ł w la­

w a c h s z t u k i n a i w n e j (w B a z y l e i , M o n a c h i u m , Z u r y c h u , Zagrze­

tach trzydziestych. Z a c h o w a ł o się ich jednak

biu, Bratysławie itd.) Miał kilkanaście wystaw indywidualnyoh

niewiele,

któż

b o w i e m , poza k i l k o m a m a l a r z a m i , d o c e n i a ł przed w o j n ą i c h p i ę k ­

w

Polsce,

Argentynie, B e l g i i , Berlinie

Zachodnim,

Brazylii

25

�F r a n c j i , H o l a n d i i , J a p o n i i , J u g o s ł a w i i , Republice Federalnej
Niemiec, Stanaoh Zjednoczonych, S z w a j c a r i i , Wielkiej B r y t a n i i .
O Nikiforze napisano p a r ę setek a r t y k u ł ó w , n a k r ę c o n o 3 filmy
dokumentalne.
Bibliografię oraz wykaz wystaw podaje w swej najnowszej
k s i ą ż c e Andrzej B a n a c h . Nikifor,

26

Warszawa 1983.

Obrazy Nikifora z n a j d u j ą s i ę w Polsce w n a s t ę p u j ą c y c h
muzeach: Muzeum O k r ę g o w e , N o w y S ą c z ( n a j w i ę k s z a kolekcja),
Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Narodowe w Pozna­
n i u , Muzeum Etnograficzne w K r a k o w i e , P a ń s t w o w e Muzeum
Etnograficzne

w Warszawie, Muzeum O k r ę g o w e w R a d o m i u ,

Muzeum O k r ę g o w e w T o r u n i u .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8485" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8464">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d7e0fd702accadd8855bbdc1346305f7.pdf</src>
        <authentication>7726d2593f7a9dc4b2b3db5801dd755c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2308</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101380">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101382">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101383">
                <text>Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101384">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.33-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101386">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101387">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101388">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101389">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101390">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

MARGINALIA

Widmo krąży po Warszawie. Widmo Pałacu. Tak mógłby się
zacząć Manifest Surrealistyczny w kraju, który wydał Mrożka,
Piotra Skrzyneckiego i Staną Tymińskiego. Pałac gloryfikowany
w pięćdziesiątych latach przez propagandę i wyklinany przez
mieszkańców stolicy wrósł już tak silnie w naszą świadomość, że
gdy ostatnio pojawiła się koncepcja jego przebudowy, wywołała
liczne protesty. Pałac został bowiem „oswojony" i nawet trudno
dziś wyobrazić sobie bez niego centrum Warszawy. Oswojony
został też „największy plac Europy". Miał służyć gigantycznym,
czołobitnym pochodom i defiladom, stał się niechlujnym tar­
gowiskiem, upstrzony setkami budek i kramów z tandetą. W is­
tocie tylko dwa razy zapełnił się tłumem warszawiaków - kiedy
pojawił się na nim w październiku 1956 r. zwolniony z więzienia
Gomułka oraz w czasie mszy sprawowanej przez Papieża, pod­
czas Jego drugiej pielgrzymki do Kraju. Raz jeszcze odegrał plac
znaczącą rolę, znów - o ironio losu! - podobnie jak w poprze­
dnich przypadkach wbrew ideologicznym intencjom jego twór­
ców. Było to w grudniu 1981 r. Zapowiedziano wielką manifesta­
cję ludności Warszawy. Można sobie wyobrazić, jak zaniepokoiło
to władzę. Jeśli zdecydowana była bronić swego istnienia
i „socjalistycznego oblicza" Kraju musiała to uczynić przed tą
manifestacją, i to raczej w dzień świąteczny, gdy robotników nie
będzie w zakładach pracy. Widmo Placu Defilad wypełnionego
po brzegi ludnością stolicy wyznaczyło datę proklamowania
stanu wojennego - niedzielę 13 grudnia.
Ale nie tylko „Plac" zaprzeczył ideom, które miał reprezen­
tować. W Teatrze Dramatycznym (a więc w Pałacu) odbywał się
właśnie, zorganizowany przez „Solidarność" Kongres Kultury.
W niecałe dziesięć lat później można było raz jeszcze stwierdzić,
jak ograniczona jest moc propagandy, jak szybko rewolucja
zmiata narzucone sobie symbole. Obalono pomniki, zmieniono

nazwy ulic, gorliwie przywracając dawne nazwy. Można było
nawet odnieść wrażenie, że symbole są ważniejsze od spraw
materialnych. Wzniecały bowiem emocje, negatywne bądź pozy­
tywne, aktywizując energię społeczną. Czasem, tworząc sferę
zastępczą takiej aktywizacji.
Pałac Kultury i Nauki miał być w swoim założeniu symbolem.
Po to go wymyślono i zbudowano. Symbolem - mówiąc najproś­
ciej - zniewolenia. Symbolem podległości. Ale już nie takiej, jaka
patronowała budowie soboru na Placu Saskim. Wówczas „Prywiślański Kraj" miał zostać na wieki częścią wielkiego imperium
Romanowych. Tym razem wariant miał być inny - kraje podbite
nie powinny były wiedzieć i pamiętać o tym, że są podbite. Miały,
jak planety krążyć wokół swego słońca, poruszając się po ściśle
wyznaczonych orbitach, zachowując pozory samodzielności. Na
jak długo? - tego nikt nie wiedział. Pamiętam rozmowy z Jaku­
bem Bermanem i Zygmuntem Modzelewskim. Napiszę o nich
kiedyś indziej. Tu tylko t y l e - i c h niepokój, jak długo Stalin będzie
chciał rozgrywać wariant satelicki, czy biorąc pod uwagę sytuację
międzynarodową będzie mu się opłacała ta ograniczona samo­
dzielność Polski i innych państw bloku wschodniego.
Było rzeczą oczywistą, że czym większy stopień podległości,
tym silniej należało podkreślać szacunek dla wartości narodo­
wych, dla tradycji. Fałszując je oczywiście, zmieniając, tworząc
nowych bohaterów a przemilczając niewygodnych. Nigdy w na­
szych dziejach słowo nie znaczyło tak wiele, nigdy nie przywiązy­
wano takiej wagi do literatury, publicystyki, dziennikarstwa,
radia, teatru, i - oczywiście - filmu. Wierzono w kreacyjną moc
słowa, w to, że przez nie, przez natarczywość powtarzanych
sloganów i sądów, uda się zmienić świadomość społeczeństwa.
Pałac musiał więc stać się symbolem miłości. Wdzięczności.
Był wszakże darem, a dar prowokuje wdzięczność. Pałac miał być

33

�symbolem dozgonnej przyjaźni i wdzięczności dla potężnego
„brata". Miał imponować wielkością, rozmachem, solidnością
wykonania. Powinien był też zaspakajać ambicje obdarowanego,
wyrażając bliskie mu treści emocjonalne. Przynajmniej w założe­
niu. Pałac musiał być „polski", a więc inny niż podobne budynki
wystawione w Moskwie. Miał być socjalistyczny
w treści,
a narodowy w formie. Miał być darem, którego nie sposób było
nie zauważyć i zapomnieć, kto go ufundował. Stalin rozważał trzy
koncepcje DARU. Oczywiście spektakularnego, takiego, który by
na wieki sławił jego imię i świadczył o dobroci i potędze Związku
Republik Radzieckich. Zaproponował więc budowę linii metra,
dzielnicy mieszkaniowej lub Pałacu Kultury. Nasi architekci
radzili wybrać metro, rozsądna wydawała się idea budowy
dzielnicy mieszkaniowej, ale Bierut wybrał - Pałac. Był to wybór
logiczny. Metrem będą jeździli i zapomną, komu je zawdzięczają,
zwłaszcza gdy będzie to tylko jedna linia. Dzielnica też stanie się
szybko jedną z wielu. Nic nadzwyczajnego. A Pałac ... ten będzie
symbolem. Zwłaszcza, gdy stanie w środku miasta, tak że nie
sposób go będzie nie zauważyć.
Do Warszawy przybył twórca moskiewskich monumentów
architekt - Lew Rudniew. Nie tylko, by zlokalizować budynek
i ustalić tryb jego budowy, ale też po to, by poznać nasze zabytki
architektoniczne i uczynić Pałac „narodowym" w formie.
Pracowałem już wtedy w Państwowym Instytucie Sztuki.
Moim szefem był prof. Juliusz Starzyński. Wzywał mnie często do
siebie, więc nie zdziwiłem się, gdy poprosił mnie do gabinetu
i przedstawił - właśnie Rudniewowi. Koledzy mieli zawieźć
dostojnego gościa do Krakowa, Baranowa, Kazimierza i chyba
- do Zamościa, tego już dokładnie nie pamiętam. Mnie poprosił
Starzyński o zaopiekowanie się Rudniewem w Warszawie. Ja?
zdziwiłem się. Stu innych kolegów lepiej znało zabytki miasta, nie
mówiąc już o środowisku architektów, konserwatorów zabyt­
ków. To coś dla Panal zaśmiał się. Nie rozumiałem. Gaspadin
Rudniew chce, aby Pałac był w swej formie syntezą polskości.
Interesuje go sztuka ludowa, motywy ornamentalne, typowe
detale architektoniczne. Starzyński wiedział jak obcy mi był ten
sposób myśleńia - przenoszenie ornamentów i motywów dekoracyjnych z jednej techniki do innej, bez organicznego związku
z konstrukcją. Gdy w niedzielę zameldowałem się w hotelu,
Rudniew pokazał mi poczynione dotychczas szkice. Był, zdaje się
w Zakopanem, w każdym razie zapamiętałem pazdury - drew­
niane sterczyny na góralskiej chałupie. Może dlatego tak dobrze
je pamiętam, że po roku - dwóch odnalazłem je uformowane
w kamieniu na dachu ...Sali Kongresowej. W Krakowskim M u ­
zeum Etnograficznym zachwyciły Rudniewa makaty z Zalipia,
zanotował też wzory hafciarskie. Innych szkicowników nie oglą­
dałem, miał ich kilka. Pojechaliśmy do Wilanowa, potem zwie­
dzaliśmy Warszawę. Zaprowadziłem też mego gościa do Muzeum
Narodowego. Kiedy wychodziliśmy, rozejrzał się po Alejach
i zapytał: A to? Wskazał palcem na budyneczki flankujące Most
Poniatowskiego. I tu zaczyna się moja wina. Może mała, ale wina.
Zamiast odwrócić uwagę Gościa i wrócić z nim do hotelu
- poszliśmy na most. Wyjął natychmiast szkicownik. Był zadowo­
lony. Rysował attyki zdobiące pawilony. Rysował starannie,
z szacunkiem. Te attyki nie trudno dostrzec w zwieńczeniu
bocznych skrzydeł Pałacu.
Czy tylko attyki? Przyjrzyjmy się uważnie. Czy sprawdził się
zamysł Rudniewa dania w dekoracji budynku kwintesencji cech
„polskich"? Mało kto dostrzeże, że szczytowa partia Pałacu
nawiązuje do ... Bramy Floriańskiej w Krakowie. Wręcz klasyczny
przykład na to, że operowanie motywami bez zrozumienia ich
miejsca i roli w całości nie rozwiązuje problemu inspiracji.
Ale na tym nie koniec. Pałac miał być „polski" w swej formie,
a wiadomo, że najłatwiej osiągnąć ten efekt sięgając do ornamen­
tyki ludowej. Sprzyjała temu praktyka stosowana w republikach
radzieckich, sprzyjała i dwuznaczność rosyjskiego pojęcia „narodnosti", łączącego dwa, wyraźnie u nas różne znaczenia: tego, co
narodowe, i tego co ludowe. Pojawiły się więc na stropach sal
i korytarzy, wiodących do Sali Kongresowej, zalipiańskie malo­
wanki. Ściślej mówiąc, wykonane na wzórzalipiańskich. Elemen­
tów ludowych miało być nawet we wnętrzach więcej. Sam
widziałem kartony z projektem kasetonów, w które wpisano
wycinanki rawsko-opoczyńskie. Oczywiście zaprojektowane
i wykonane przez profesjonalistów. Podkreślam to dlatego, że
w atmosferze wyrażanych wówczas haseł malarki z Zalipia,
z Curyłową na czele, poczuły się tym dotknięte. Co więcej,
zaproponowały w liście do Ministerstwa Kultury i Sztuki,; by im
właśnie powierzono dekorację wnętrza Pałacu. Trzeba tu przypo­
mnieć, że prasa w początkach lat pięćdziesiątych wychwalała
ponad wszelką miarę artystów z ludu, amatorów, zwłaszcza
górników. Pisano o nich w superlatywach, trudno się więc

34

dziwić, że brali to na serio. Minister Motyka pokazał mi kiedyś list,
w którym znany wówczas górnik-malarz, Paweł Wróbel, wyrażał
swe zdziwienie, że nie im, amatorom, powierzono dekorację
Pałacu. Zgłaszał też swoją gotowość objęcia funkcji ... rektora
Akademii Sztuk Pięknych. W ludowym Państwie - wierzył - lud
powinien zająć najwyższe stanowiska. Zapewne mógł swe prze­
konanie podbudować nie jednym przykładem z życia. Kursowało
przecież powiedzenie „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie
oficera".
Otwarcie Pałacu było bardzo uroczyste. Zachwycano się szyb­
kością wind, solidnym wykonaniem. Rzeczywiście stolarka była
znakomita. Ale gdy wprowadzono do wnętrz instytucje, okazało
się że wiele z nich wolałoby pomieszczenie w miejscu mniej
reprezentacyjnym. Powodów po temu było wiele. Dojście do
Pałacu przez plac, po którym hulał wiatr, plac niebezpieczny po
zapadnięciu zmroku (prasa alarmowała o licznych wypadkach
okradzenia i pobicia młodzieży, uczęszczającej na zajęcia w Pała­
cu Młodzieży). Urzędnicy narzekali na to, że w dużych pokojach
jasno jest tylko w pobliżu okien. Rzeczywiście, Pałac jest wyjąt­
kowo nieekonomiczny. To, co mieści na wyższych piętrach
można by ulokować w jednym-dwóch kilkupiętrowych budyn­
kach. Nigdzie nie widziałem równie zakłóconej proporcji między
przestrzenią użytkową a nieużytkową (windy, korytarze).
Starzy profesorowie źle znosili zmianę ciśnienia w szybkich
windach, a właśnie Akademię Nauk umieszczono na wysokich
piętrach. Kiedy prezesem PANu został prof. Tadeusz Kotarbiński,
zainstalowano powolną windę towarową, którą jeździli nestorzy
naszej nauki. Kłopoty miały teatry, umieszczone w skrzydłach
budynku. Musiano przebudowywać zaplecza, architekci nie
pomyśleli o tym, że np. aby ze stolarni wynieść zbudowane
segmenty dekoracji nie wystarczą normalne drzwi. Kłopot był
także z salami wystawowymi. W największej zasłaniały znaczną
część ścian potężne kolumny. Sale były tak efektowne w swym
wystroju, że w istocie mało się nadawały na wystawy. A jednak
trzeba było w nich wystawiać. Pamiętam kłopoty, które mieliśmy,
urządzając w salach IV piętra wystawę sztuki ludowej z okazji
10-lecia PRL. Ekspozycję przygotował prof. Oskar Hansen,
architekt wybitny, światowej sławy. Aby obniżyć wizualnie pułap
i stworzyć kameralne przestrzenie dla niewielkich przecież przed­
miotów, zaproponował podwieszenie między kolumnami, na
nylonowych nitkach, pająków ze słomy i bibułek. Gdy zaczęliśmy
je umieszczać przybiegł zaalarmowany dyrektor Pałacu p. Barszcz
krzycząc - co wy robicie? Chcecie, aby się kolumny zawaliły?
Zatkało mnie. Dotąd myślałem, że kolumny podpierają strop, tu
okazało się, że poza jedną, wszystkie pełniły wyłącznie dekoracyj­
ną rolę. Puste w środku, tylko w jednym punkcie były przymoco­
wane do sufitu. Ich marmurowość i siła były pozorne. Nie marmur
był to bowiem, alestiuk. Zaproponowałem więc min. Motyce, bo
i komuż innemu mogłem, by uwolnić sale od uciążliwego balastu.
Oczywiście - powiedział, trzeba wyrzucić te kolumny, zajmę się
tym. Okazało się jednak, że sprawa była nie do załatwienia. Nie
zgodził się Minister Finansów. Pałac jako dar został wyceniony na
jakąś okrutną ilość milionów, a usuwając kolumny, warte w ó w ­
czas pół miliona każda, uszczuplilibyśmy majątek Państwa!
Wtedy Motyka wpadł na pomysł, aby kolumny ustawić gdzieś
indziej, na przykład przy domu „pod sedesami" na Marszałkows­
kiej. Dwóch robotników wzięło z magazynu Pałacu zapasową
kolumnę i nie męcząc się nadmiernie, zaniosło pod te „sedesy".
Okazało się jednak, że kolumny i sedesy nie pasują do siebie
w żaden sposób. Chodzono więc z tą kolumną po mieście, ale
nigdzie nie pasowała. Trzeba więc było zrezygnować z myśli o ich
usunięciu z sali wystawowej.
Ale nie kolumny spędzały sen z oczu użytkowników Pałacu.
Szybko okazało się, że dar jest niezwykle kosztowny. Było to
prawie tak, jakby ktoś nam ofiarował hipopotama, a względy
natury wyższej uniemożliwiały pozbycia się daru. Deficyt, który
przynosił Pałac przeraził władze. Wprowadzono „zapis" w cen­
zurze, tak, że nie wolno było o tym deficycie pisać. Zresztą
zlikwidowano go jednym pociągnięciem pióra. Prosto i skutecz­
nie. Pałac miał się samofinansować, utrzymywać z czynszów,
każda więc instytucja tam umieszczona musiała płacić bajońskie
sumy za zajmowany metraż. Nie muszę dodawać, że była to
operacja pozorna, po prostu o tyle wzrosła dotacja budżetowa dla
tych instytucji przeznaczona na pokrycie czynszu. W ten sposób
Pałac przestał przynosić deficyt i można było bez przeszkód
rozkoszować się jego widokiem.
Tak było. Jak jest dzisiaj - nie umiem powiedzieć. Odwołuję się
przecież do wspomnień, a nie piszę o perypetiach dnia dzisiej­
szego. I to już wszystko w charakterze suplementu do pięknego
tekstu Zbyszka Benedyktowicza.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8588" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8567">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/634b7455d1667f47981285a4164c6b56.pdf</src>
        <authentication>24ce82722f8281638d7eac75c865f502</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102594">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3710</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102596">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102597">
                <text>sztuka ludowa - wystawy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102598">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3486</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102599">
                <text>Refleksje po wystawie sztuki ludowej w Londynie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.6</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102600">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1956 t.10 z.6, s. 289 - 296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102601">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102602">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102603">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102604">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102605">
                <text>REFLEKSJE PO W Y S T A W I E SZTUKI

LUDOWEJ

W LONDYNIE

ALEKSANDER

Nie ł a t w o pisać o wystawie, k t ó ­
rej się jest w s p ó ł a u t o r e m . Osobiste
zaangażowanie utrudnia obiektywną
ocenę, chociaż i zaostrza spojrzenie
na r ó ż n e problemy z w i ą z a n e z w y ­
s t a w ą . A p r o b l e m ó w takich
jest
n i e m a ł o — z a c z y n a j ą c od koncep­
cji wystawy, a k o ń c z ą c na sytuacji
naszego muzealnictwa, na katastro­
f a l n y m stanie z b i o r ó w sztuki ludo­
wej.
1

Podstawowym z a ł o ż e n i e m scena­
riusza było pokazanie sztuki ludo­
wej przede w s z y s t k i m od strony jej
w a r t o ś c i artystycznych. Liczyliśmy
na widza, k t ó r e g o m a ł o interesuje
nasza specyfika etnograficzna, k t ó r e ­
m u jest wszystko jedno, czy to, co
1

Wystawa polskiej sztuki ludo­
wej eksponowana b y ł a w Londynie
w sali R. W. S. Galleries — Conduit
Street 26, w dniach 3—24 maja
1956 r. Scenarzysta i komisarz w y ­
stawy — mgr A. Jackowski. Opra­
cowanie plastyczne — Cz. Wielhorski. Asystent komisarza w y s t a w y —
mgr A. K u n c z y ń s k a . Opieka nad
eksponatami — dr T. Delimat. W y k o ­
nawstwo — P r z e d s i ę b i o r s t w o W y ­
staw i T a r g ó w . Katalog opracowali
— mgr A . Jackowski i mgr A . K u n ­
czyńska. Plakat — J. Lenica. W y ­
s t a w ę p r z y g o t o w a ł Centralny Za­
r z ą d I n s t y t u c j i Sztuk Plastycznych
i Wystaw M K i S , w Londynie f i r ­
m o w a ł I n s t y t u t K u l t u r y Polskiej.

JACKOWSKI

widzi, jest „ S i e r a d z e m " czy „Opocz­
nem". W y s t a w ę a d r e s o w a l i ś m y do
publiczności wystaw plastycznych,
do ś r o d o w i s k a artystycznego,
do
tych, k t ó r y c h
interesuje
przede
wszystkim sztuka, k t ó r z y na
wy­
stawach s z u k a j ą
przeżyć n a t u r y
estetycznej. W i d z o w i temu chcieliś­
my p r z e k a z a ć ogólny obraz naszej
ludowej sztuki w jej n a j w a ż n i e j ­
szych w a r t o ś c i a c h artystycznych, a
zarazem — p o k a z a ć jej o d r ę b n y k o ­
loryt, to, co w niej jest
p o l ­
s k i e .
Adresowaliśmy wystawę
t a k ż e do naszej emigracji. I znowu
nie po to, by uczyć, na j a k i m tere­
nie co jakie jest, ale aby przypo­
m n i e ć smak k r a j u , a t m o s f e r ę ojczyz­
ny, dzieciństwo. Chcieliśmy przeko­
n a ć ich przy t y m , że nowy u s t r ó j
polityczno-społeczny
nie zniszczył
uroku ludowej sztuki, lecz przeciw­
nie: otoczył j ą szacunkiem, ocenił
zarówno
jej tradycyjne w a r t o ś c i
(rzeźba i malarstwo religijne), j a k i
d a ł nowe możliwości rozwoju.

t a k ż e stroju, tkaniny, haftu, zdob­
nictwa w drzewie, s k ó r z e , metalu
i t d . Poza szerszym zakresem różniła
naszą w y s t a w ę od poprzedniej od­
mienna intencja w doborze i zesta­
wie rzeźb. Wystawa z 1948 r. p o d ­
k r e ś l a ł a to wszystko, co łączy na­
szą s z t u k ę l u d o w ą ze s z t u k ą p r y ­
m i t y w u a f r y k a ń s k i e g o , co jest w
niej w s p ó l n e z i n n y m i k u l t u r a m i .
Nam zaś, j a k w s p o m n i a ł e m ,
cho­
dziło o wydobycie cech specyficznie
polskich. W y b i e r a l i ś m y w i ę c obiekty
bardzo „ n a s z e " : Chrystusa p a d a j ą c e ­
go pod k r z y ż e m , Frasobliwych,
a
nawet a u t e n t y c z n ą s t a r ą k a p l i c z k ę
u s t a w i o n ą na tle
fotograficznego
pejzażu, szopkę k r a k o w s k ą , ł o w i ­
ckie pasiaki, kolorowe p a j ą k i , p u ­
szyste „ ś w i a t y " , jarmarczne k w i a t y
z barwnych bibułek,
wycinanki.
Podstawowym k r y t e r i u m
selekcji
m a t e r i a ł u , p r z e w a ż n i e już muzeal­
nego, b y ł a w a r t o ś ć artystyczna. Po­
k a z a ć to, co najlepsze — znaczyło
przede wszystkim sięgnąć do u n i ­
kalnych z a b y t k ó w , do o k a z ó w b ę d ą ­
Trzeba b y ł o r ó w n i e ż b r a ć
pod cych ozdobą naszych
muzealnych
u w a g ę , że L o n d y n widział j u ż j e d ­ ekspozycji.
n ą w y s t a w ę polskiej sztuki ludowej
w r. 1948; nasza wystawa m u s i a ł a
w i ę c być inna, w n o s i ć nowe ele­
menty. O ile poprzednia ekspozy­
Por. i n t e r e s u j ą c e u w a g i na ten
cja o g r a n i c z a ł a się t y l k o do rzeźby, temat dra J. Grabowskiego w art.
malarstwa i g r a f i k i , o tyle m y za­ „ S z t u k a ludowa s z t u k ą l u d ó w " i w
k ł a d a l i ś m y pokazanie przekroju ca­ o m ó w i e n i u
krakowskiej
wystawy
łości sztuki ludowej, we wszystkich malarstwa, r z e ź b y i g r a f i k i ludowej,
jej formach i przejawach, a więc „Pol. Szt. L u d . " nr 6-7-8/1948.

2

2

289

�Zniszczone czy zagrożone ekspo­
naty trzeba było zastąpić kopią, jak
lo zrobiliśmy ze starymi obrazami na
szkle, z n i e k t ó r y m i r z e ź b a m i , za­
b a w k a m i oraz zdobioną wycinanka­
m i gwiazdą obrzędową. Ogromną
pomoc okazał nam
w t y m prof.
T. Seweryn i m u s z ę s t w i e r d z i ć , że
wszystkie kopie wykonane pod j e ­
go opieką b y ł y istotnie d o s k o n a ł e .
K r y t e r i u m w a r t o ś c i artystycznych
s t o s o w a l i ś m y r ó w n i e ż przy wyborze
o b i e k t ó w w s p ó ł c z e s n y c h . Nie w i ­
dzieliśmy sensu
w akcentowaniu
sztuki dnia dzisiejszego t y l k o dla­
tego, że pokazuje ona n o w ą t e m a t y ­
kę. Zbyt dobrze wszyscy wiemy, z
jakich źródeł p ł y n ę ł y „ i n s p i r a c j e "
takich dzieł. Woleliśmy ograniczyć
się do zestawu n a p r a w d ę w a r t o ś c i o ­
wych o b i e k t ó w — a takich jest we
współczesnej twórczości
ludowej
wcale n i e m a ł o (szczególnie z t k a ­
ctwa, ceramiki, zdobnictwa, p a m i ą t ­
karstwa, malarstwa na szkle) — niż
p o k a z y w a ć rzeczy, k t ó r e w istocie
swej ś w i a d c z ą t y l k o o upadku pew­
nych gałęzi ludowej sztuki.
Nie
chcieliśmy k ł a m a ć , nie chcieliśmy
s t w a r z a ć sztucznych m i r a ż y r o z k w i ­
tu sztuki ludowej w obecnych
wa­
runkach, nie chcieliśmy łudzić co
do perspektywy jej dalszego życia
i rozwoju. Z a l e ż a ł o nam na rzetel­
ności informacji, na prawdzie —
w y r a ż o n e j z a r ó w n o w doborze eks­
p o n a t ó w , koncepcji poszczególnych
d z i a ł ó w wystawy, j a k i we w s t ę p ­
n y m artykule katalogu. Istotny sens,
jeśli się tak m o ż n a w y r a z i ć — p r o ­
pagandowy, widzieliśmy w ł a ś n i e w
b r a k u propagandowych c h w y t ó w , w
o b i e k t y w n y m i rzetelnym obrazie,
który pragnęliśmy przekazać.
Nie znaczy to,
że zagadnienia
współczesne pozostały
na uboczu.
Cała wystawa b y ł a ostatecznie r o ­
biona z pozycji dnia dzisiejszego,
wysuwała współczesne
(dla nas)
problemy, nawet w doborze ekspo­
n a t ó w k o r e s p o n d o w a ł a z dzisiejszy­
m i problemami sztuki (akcent p o ł o ­
żony na r z e ź b ę m o n u m e n t a l n ą ,
na
rolę sztuki w organizowaniu co­
dziennego życia). Nie p o k a z y w a l i ś m y
co prawda traktora zamiast
pługa
ani wycinanek z d y m i ą c y m i k o m i ­
nami fabryk. Chodziło nam o inną,
istotną p r a w d ę współczesności, o
w ł a ś c i w y obraz obecnego stanu sztu­
k i ludowej, o to, czym obrasta, co
decyduje o drogach i możliwościach
rozwoju, p r z e k s z t a ł c e ń czy p o w i ą ­
zań. S t ą d mocne zaakcentowanie
twórczości pogranicza sztuki ludo­
wej i amatorskiej, naszych „ n a i w ­
nych r e a l i s t ó w " — Janeczki, N i k i f o ­
ra, Ociepki, K u d ł y , a nawet R o j Kozłowskiej. A ponieważ
świat
naiwnego realisty jest jego o d r ę b ­
ną, p o e t y c k ą wizją, twórczość ich,
zwłaszcza Nikifora i K u d ł y , obrazo­
w a l i ś m y c a ł y m zestawem prac (ok.
50 „ N i k i f o r ó w " i 25 „ K u d ł ó w " ) .
Z drugiej strony współczesność
widzenia sztuki ludowej — to do­
strzeganie jej w p ł y w u i r o l i
w
rozwoju całej k u l t u r y narodowej.
Na wystawie s t a r a l i ś m y się w y e k s ­
p o n o w a ć to zagadnienie w specjal­

290

n y m dziale pod h a s ł e m „ S z t u k a l u ­
dowa jako jedno ze źródeł inspi­
r a c j i w s p ó ł c z e s n e j plastyki". Zna­
lazły się tam r z e ź b y Z. Pronaszki
( „ P r o r o k " z 1918-19 r.),
fragment
kapliczki J. Szczepkowskiego, olej
T. Makowskiego („Chłopak"), a k w a ­
rela T. C z y ż e w s k i e g o („Zbójnik"),
karton
Z.
Stryjeńskiej,
grafika
Wł.
Skoczylasa,
E.
Bartłomiejczyka,
W.
Wąsowicza,
T.
Ma­
kowskiego, T. Kulisiewicza, r y s u n ­
k i A. Stopki i i n . Obok pokazano
prace z kolekcji I n s t y t u t u W z o r n i ­
ctwa P r z e m y s ł o w e g o — tkaniny,
c e r a m i k ę , zabawki, wyroby z w i k l i ­
ny — projektowane przez A. M i l wicza, E. P l u t y ń s k ą , A.- Kenara,
W. W o ł k o w s k i e g o , m a l a r k i z Z a l i ­
pia, k o l e k t y w y robotnicze i m ł o ­
dzieżowe p r a c u j ą c e pod k i e r u n k i e m
K r . Szczepanowskiej,
A . Kenara,
G r z e ś k i e w i c z ó w i t d . W dziale t y m
znalazły się r ó w n i e ż zabawki i
r z e ź b y w drzewie z Liceum Tech­
n i k Plastycznych
w
Zakopanem,
noszące na sobie u r z e k a j ą c e p i ę t n o
osobowości k i e r o w n i k a szkoły —
prof. A. Kenara, oraz prace i n d y w i ­
dualnych a r t y s t ó w , j a k broszki H .
Grunwalda czy b i ż u t e r i a M . Celm i ń s k i e g o , zabawki A . Rząsy z Za­
kopanego itp. Wszystkie te prace
m i a ł y j a k i ś w i ę k s z y czy mniejszy
związek
ze s z t u k ą l u d o w ą , i to
z w i ą z e k o k r e ś l o n y w ł a ś n i e najtraf­
niej s ł o w e m „ i n s p i r a c j a ' ' :
a więc
pokrewny klimat, coś z ducha l u d o ­
wej twórczości, a nie mechaniczne­
go, eklektycznego przenoszenia jej
m o t y w ó w i w z o r ó w . Nie „ z a k o p i a ń ­
szczyzna" s t r a s z ą c a swego czasu w
mieszczańskich
salonach,
nie
pseudoludowa kalkomania, ale s i ę ­
ganie do w s p ó l n y c h źródeł prze­
żyć, do poetyki, nastroju, do j a ­
kiejś ludowej tonacji. O d w o ł y w a ­
liśmy się do w r a ż l i w o ś c i widza, k t ó ­
r y nasycony w pierwszej części w y ­
stawy a u t e n t y c z n ą s z t u k ą l u d o w ą ,
t u powinien był jedynie s t w i e r d z i ć
fakt, że w Polsce sztuka ludowa
nie jest czymś m a r t w y m , na m a r g i ­
nesie k u l t u r y , ale że niezależnie od
w ł a s n e g o , tradycyjnego ciągu roz­
wojowego, zahacza z jednej strony
o t w ó r c z o ś ć a m a t o r s k ą — z drugiej
zaś o t w ó r c z o ś ć naszych r z e ź b i a ­
rzy, malarzy, grafików, w y s t a w i e n n i k ó w , r e p r e z e n t a n t ó w sztuki de­
koracyjnej i p r z e m y s ł u artystyczne­
go. U n i k a l i ś m y przy t y m j a k i e g o ś
fałszywego przeceniania r o l i tego
„ l u d o w e g o " źródła inspiracji, w y ­
r a ź n i e p o d k r e ś l a j ą c , że jest
ono
t y l k o jednym z wielu, bynajmniej
nie n a j w a ż n i e j s z y m i nie najbar­
dziej chyba owocnym.
Tyle o samej koncepcji wystawy,
o jej zasadniczych założeniach sce­
nariuszowych. Dalszy ciąg pracy
b y ł już p r ó b ą adaptacji tych założeń
do danych w a r u n k ó w ekspozycji.
A w a r u n k i nie b y ł y korzystne: duża
sala o w y m i a r a c h ok. 20X15 m,
oświetlenie górne — padające z
oszklonego sufitu, z w y s o k o ś c i 2
p i ę t e r ; w o k ó ł ścian na wysokości
p i ę t r a biegła galeryjka szeroka na
2 m, podparta na stiukowych k o ­
lumnach, k t ó r e „zdobiły" w ten spo­

sób w n ę t r z e , n a d a j ą c m u mies2c z a ń s k o - p a ł a c o w y charakter. U k ł a d
pomieszczenia n a r z u c i ł r o z w i ą z a n i e
— na galeryjce z n a l a z ł o się wszyst­
ko, co b y ł o
p o c h o d n e
wobec sztuki ludowej, a w i ę c „ n a ­
i w n i realiści", amatorzy, I W P i
dzieła sztuki w s p ó ł c z e s n e j inspiro­
wane l u d o w ą t w ó r c z o ś c i ą . Na par­
terze zaś umieszczono całą ekspo­
zycję sztuki ludowej. P o z o s t a w a ł o
r o z s t r z y g n ą ć : czy p r z y j ą ć m e t o d ę
pokazu r z e c z o w ą ,
tzn. oddzielnie
eksponować ceramikę,
oddzielnie
tkaniny, wycinanki, r z e ź b ę itp. —
czy też t w o r z y ć całości, np. regio­
nalne. S t a l i ś m y na stanowisku, że
obiekty sztuki ludowej należy po­
k a z y w a ć we w ł a ś c i w y m k o n t e k ś c i e .
Ze sztuka ludowa t ł u m a c z y się do­
piero wtedy, gdy w i d z i m y j ą we
wszystkich p o w i ą z a n i a c h jako s u m ę
tych w a r t o ś c i estetycznych, k t ó r e
człowiek tworzy d l a s i e b i e , dla
wyrażenia
swoich w z r u s z e ń ,
dla
ozdoby swego życia.
Należało przy t y m p o k a z a ć d u ż ą
r ó ż n o r o d n o ś ć form,
i n n o ś ć
sztuki np. p o d h a l a ń s k i e j , k r a k o w ­
skiej czy kurpiowskiej.
Niestety,
p r z e s t r z e ń b y ł a tak m a ł a , że trze­
ba b y ł o wszystkie te postulaty rea­
lizować w syntetycznym skrócie.
Trudno też powiedzieć, kiedy k o n ­
cepcja scenariusza p r o w a d z i ł a m y ś l
plastyka, kiedy zaś b y ł o odwrotnie.'
Ostatecznie z d e c y d o w a l i ś m y się na
sześć „stoisk" r e p r e z e n t u j ą c y c h naj­
bardziej typowe i i n t e r e s u j ą c e re­
giony (względnie grupy pokrewnych
r e g i o n ó w ) . B y ł y to: P o d h a l e (aż
po
Sądeckie
i
Beskid
Śląski),
Śląsk
(Dolny, G ó r n y , Opolski i
Cieszyński), P o l s k a
południo­
wo - w s c h o d n i a
(Rzeszowskie
i p o ł u d n i o w a część w o j . lubelskie­
go), P o l s k a
p ó ł n o c n o w s c h o d n i a
(Kurpie, Podla­
sie), P o l s k a c e n t r a l n a
(Ma­
zowsze,
Opoczyńskie,
Sieradzkie,
Radomskie itd.) oraz
Krakow­
s k i e . T a k i p o d z i a ł pozwolił poka­
zać niemal cały m a t e r i a ł , k t ó r y m
d y s p o n o w a l i ś m y , przy czym starali­
ś m y się o wydobycie w ekspozycji
każdego regionu jego cech specy­
ficznych, typowych. Tak np. „ P o d ­
hale" c h a r a k t e r y z o w a ł o zdobnictwo
w drzewie, skórze i metalu oraz
obrazy na szkle,
podobnie , j a k
„Polskę północno-wschodnią" ' tka­
niny dwuosnowowe, plecionki i w y ­
cinanki — a „ K r a k ó w " m a l o w a n k i
zalipiańskie, szopka, s t r ó j i p l a ­
styka o b r z ę d o w a (gwiazda, t u r o ń ) .
Wszędzie zresztą znalazł się s t r ó j ,
ceramika, mebel.
Jak już z tego opisu w y n i k a , nie
było m o w y o ż a d n e j dosłowności
etnograficznej
czy
naturalizmie
właściwym
skansenowskim
mu­
zeom. Chodziło o znalezienie jakiejś
plastycznej syntezy, s k r ó t u — o za­
sugerowanie charakteru sztuki l u ­
dowej. Tak np. „ p ó ł k a " Szymoszka
czy malowanki z a l i p i a ń s k i e stano­
w i ł y j e d n o c z e ś n i e element obudo­
w y stoiska i eksponat. Fotogramy
pejzaży, w n ę t r z a , sceny z życia —
d o p o w i a d a ł y to, czego mogła
nie
w y r a z i ć sama ekspozycja.

�Rye.

1. Fragment wystawy
polskiej
sztuki ludowej w
Londynie.

Oczywiście zdaję sobie
sprawę
z zastrzeżeń,
jakie m o ż e b u d z i ć
przyjęty przez nas podział.
Nie
u w a ż a m go wcale za
najlepszy,
ale — p o d k r e ś l a m — w danych
warunkach w y d a ł nam się n a j ­
bardziej przydatny. Z r e s z t ą
—
poza n i m pozostała r z e ź b a , zabaw­
ka i malarstwo. Te dwa ostatnie
d z i a ^ p o k a z a l i ś m y oddzielnie —
w m a ł y c h w n ę k a c h , r z e ź b a nato­
miast w y p e ł n i ł a ś r o d e k sali oraz
znalazła się w stoiskach regional­
nych.
Niejednolitość podziału, raz rze­
czowego, raz terytorialnego
nie
sprzyjała przejrzystości
kompozy­
cji wystawy, t ł u m a c z y ł a się jednak
tym, że w ł a ś c i w i e i w rzeźbie, i w
malarstwie, i nawet w zabawce
trudno jest jeszcze przy dzisiej­
szym stanie wiedzy
wyodrębnić
ich cechy regionalne.
Woleliśmy
więc p o t r a k t o w a ć je w zasadzie j a ­
ko dobro o g ó l n o k r a j o w e , regiona­
lizując je t y l k o w pewnych w y p a d ­
kach (np. Matka Boska S k ę p s k a

przy K u r p i a c h , pewne typy zaba­
wek w K r a k o w s k i e m itp.).
Zasadniczym problemem plastycz­
nym w y s t a w y stało się jednak roz­
wiązanie trudności wynikłych
z
niekorzystnej architektury w n ę t r z a .
Co zrobić, aby w y t w o r y sztuki l u ­
dowej, p r z e w a ż n i e drobne w roz­
miarze — z a g r a ł y p e ł n i ą b a r w i
form w t y m w y s o k i m p a ł a c o w y m
wnętrzu?
P r z y p o m i n a ł y się po­
dobne t r u d n o ś c i ,
jakie napotykali
realizatorzy w y s t a w y
w Pałacu
Kultury
i Nauki.
Gdy
jednak
J. S o ł t a n i O. Hansen
usiłowali
p r z e k r e ś l i ć istniejącą
architekturę
b u d u j ą c w niej j a k b y nowe w n ę t r z e ,
Wielhorski s t a r a ł się raczej w t o p i ć
salę w ekspozycję, związać ją o
tyle, aby p r z e s t a ł a dzia?ać agresyw­
nie.
U z y s k a ł to przez wpisanie
3

3

Por. recenzje z ogólnopolskiej
w y s t a w y sztuki ludowej 10-lecia
R. Reinfussa i J. Jarnuszkiewicz,
zamieszczone w niniejszym nrze
„Pol. Szt. L u d . " .

stoisk w salę, przy zachowaniu l o ­
gicznego i rytmicznego podziału d y ­
ktowanego u k ł a d e m kolumn, przez
zastosowanie w obudowie
stoisk
pionowych p r ę t ó w ,
podtrzymują­
cych plansze czy gabloty, wreszcie
przez doskonale p o m y ś l a n y p o d ­
wieszony strop z r ó ż n o b a r w n y c h
p a j ą k ó w i „ ś w i a t ó w " , k t ó r y nie
tylko obniżył w ten sposób salę,
t w o r z ą c bardziej przytulne w n ę ­
trze, ale i s t a n o w i ł p i ę k n y k o l o r y ­
styczny akcent w p r o w a d z a j ą c y od
razu w j a k i ś l u d o w o - o d ś w i ę t n y na­
strój.
Jak ocenić p l a s t y c z n ą realizację
wystawy? Sądzę, że należy t u w y ­
różnić trzy podstawowe elementy:
stosunek do scenariusza, stosunek
do w n ę t r z a i stosunek do ekspona­
tu. Z a c z n ę od pierwszego. Zgod­
ność koncepcji scenarzysty i p l a ­
styka jest w ogóle p i e r w s z y m w a ­
r u n k i e m udania się wystawy. Ta
zgodność, a nawet więcej — sta­
lą w s p ó ł p r a c a , w s p ó l n e
kształto­
wanie koncepcji istniejące w da-

291

�n y m w y p a d k u — s t a n o w i ł y o pew­
nej jednolitości wystawy. O sto­
sunku do w n ę t r z a j u ż m ó w i ł e m —
rezultat u w a ż a m
za w y j ą t k o w o
udany. Pozostaje
sprawa trzecia:
stosunek do eksponatu,
a więc
stworzenie w ł a ś c i w e g o k l i m a t u w y ­
stawy, w k t ó r y m obudowa nie p r z y ­
t ł u m i eksponatu, spełniając t y l k o
rolę d o p o w i a d a j ą c e g o
akompania­
mentu, na tle k t ó r e g o u w y d a t n i się
walor samego obiektu. Podstawo­
w y więc sens pracy plastyka za­
m y k a się w t y m , aby s t w o r z y ć
w a r u n k i najkorzystniejszego przed­
stawienia t r e ś c i wystawy, aby po­
k a z a ć w ł a ś c i w y eksponat we w ł a ­
ściwy sposób.
M a m w r a ż e n i e , że Wielhorskiemu
u d a ł o się s t w o r z y ć n a s t r ó j , w y s t a ­
wa b y ł a polska, b y ł a ludowa i b y ­
ła w s p ó ł c z e s n a . Nie jestem nato­
miast pewny, czy w r ó w n i e traf­
ny sposób u m i a ł w y d o b y ć poszcze­
gólny eksponat, czy nie za bardzo
grał całością, nawet kosztem skupie­
nia uwagi widza na w a r t o ś c i o w ­
szych dziełach.
Wystawa, mimo
wszystkich z góry p r z y j ę t y c h de­
cyzji, b y ł a jednak t r o c h ę p r z e ł a d o ­
wana. (Oczywiście w i n ę ponosi t u
4

4

Z w r a c a m u w a g ę , że przy t a k i m
ustawieniu z a d a ń plastyk nie tylko
może, ale i musi b y ć w s p ó ł g o s p o ­
darzem w y s t a w y . Jego jest rzeczą
ustalić t a k ą k o n c e p c j ę p l a s t y c z n ą ,
przy k t ó r e j założenie t r e ś c i o w e znaj­
dzie w ł a ś c i w e
rozwiązanie
arty­
styczne. Wystawa, w odróżnieniu od
książki czy a r t y k u ł u , przemawia j ę ­
zykiem s k o j a r z e ń , obrazem a r t y ­
stycznym. Narracja prowadzona jest
t u specyficznymi ś r o d k a m i , r ó ż n y ­
m i w zależności od celów i założeń
wystawy, ale zawsze jest to narra­
cja wystawowa, a więc działająca
wizualnie, a p e l u j ą c a do w r a ż l i w o ś c i
widza, a t a k u j ą c a jego w y o b r a ź n i ę .
P r a w i d ł o w o ś ć d z i a ł a n i a wystawy —
to w ł a ś n i e p r a w i d ł o w o ś ć w y w o ł y ­
wanych s k o j a r z e ń , p r a w i d ł o w o ś ć za­
pamiętanych wrażeń. Twórcy w y ­
stawy, a zwłaszcza plastyk, odpo­
wiedzialni są więc za to, j a k widz
reaguje, co u t r w a l a w p a m i ę c i , j a k
n a w a r s t w i a j ą się w jego ś w i a d o ­
mości odbierane w r a ż e n i a . Nie bez
znaczenia jest więc hierarchia eks­
ponatu, uzyskana r ó ż n y m i ś r o d k a ­
mi:
wyodrębnieniem,
właściwym
rozmieszczeniem, p o d ś w i e t l e n i e m itp.
W a ż n y jest kontekst, w a ż n a zasada
eliminacji,
bezwzględnej
selekcji
wszystkiego, co nie jest konieczne,
co przeciąża, co zagłusza. Selekcji,
k t ó r a jest p o d s t a w o w ą z a s a d ą k a ż ­
dej twórczości, a w wystawiennic­
twie decyduje w ogóle o t y m , co
i j a k się widzi.
Nie w d a j ę się t u . w ocenę r o l i
plastyka. Jest ona r ó ż n a przy r ó ż ­
nych rodzajach wystaw, jest ona
zmienna w zależności od charakteru
w s p ó ł p r a c y ze s c e n a r z y s t ą , fachow­
cem. A l e zawsze plastyk powinien
być ostatecznym organizatorem w r a ­
żeń, jakie przekazujemy w y s t a w ą .
Oczywiście plastyk czujący i zna­
jący s z t u k ę l u d o w ą .

292

w r ó w n e j mierze i scenarzysta,
k t ó r e m u , gdy m i a ł odrzucić rzeźbę
czy t k a n i n ę , nieraz r ę k a zadrżała.)
Toteż widz z p e w n o ś c i ą nie
do­
strzegł
wszystkich p r z e d m i o t ó w ,
k t ó r e chcieliśmy m u p o k a z a ć . Nie
d o j r z a ł zapewne n i e k t ó r y c h rzeźb,
k t ó r e potraktowane b y ł y raczej jako
element dekoracyjny, co podnosiło
wprawdzie w a r t o ś ć e s t e t y c z n ą obu­
dowy, ale zarazem t u s z o w a ł o dzia­
ł a n i e samej rzeźby, nie p o z w a l a j ą c
s k o n c e n t r o w a ć na niej
należytej
uwagi.
Nie t w i e r d z ę , że to „ p s u ł o " w y s t a ­
w ę . B y ł a ł a d n a i wcale nie dziwię
się ludziom, k t ó r z y przychodzili na
nią po k i l k a razy. A l e m y ś l ą c o
tej ekspozycji i szeregu innych
dostrzegam
dość
symptomatyczne
dla naszego w y s t a w i e n n i c t w a nie-'
docenianie r o l i samego eksponatu.
W i d a ć w t y m zapewne w p ł y w p o w o ­
jennych w y s t a w „ p r o p a g a n d o w y c h " ,
przemysłowych
czy handlowych,
gdzie m a ł ą a t r a k c y j n o ś ć
ekspona­
t ó w n a d r o b i ć m u s i a ł sposób
ich
plastycznego podania. W takich w y ­
padkach m i a ł o to sens i s p e ł n i a ł o
o k r e ś l o n e zadanie. T a m natomiast,
gdzie eksponatem jest dzieło sztu­
k i , bogata i atrakcyjna oprawa p l a ­
styczna stwarza
niebezpieczeństwo
silnej konkurencjli,
przygłuszenia
w y m o w y obiektu, k t ó r y z e p c h n i ę t y
na drugi plan staje się nieraz pre­
tekstem dla w y s t a w y a nie jej
istotnym sensem.
To, o czym t u piszę, nie dotyczy
b e z p o ś r e d n i o naszej ekspozycji, nie­
mniej j a k i ś refleks takiego w y s t a ­
wienniczego m y ś l e n i a
na
pewno
z a w a ż y ł na r o z w i ą z a n i u n i e k t ó r y c h
f r a g m e n t ó w , a nawet w pewnych
wypadkach na niedocenianiu w a r ­
tości samego obiektu. W o l a ł b y m
widzieć w i ę c e j pieczołowitości
w
zaaranżowaniu
każdego
obiektu,
dłuższe przymierzanie i „pieszcze­
nie" się z n i m , aby w y s t ą p i ł w
całej swej krasie. Wtedy nie d o s z ł o ­
by do tego, że np. znakomitego
„Frasobliwego
z Rabki",
rzeźbę
przede wszystkim o walorach prze­
strzennych, położono w gablocie...
P e w n y m usprawiedliwieniem mo­
że b y ć brak czasu przeznaczonego
na ostateczną: k o s m e t y k ę ,
która
przy tego rodzaju wystawie jest
niesłychanie ważna.
Brak
czasu,
k t ó r y w y n i k ł z tej drobnej p r z y ­
czyny, że organizatorzy wystawy,
troszcząc się przez blisko
rok o
zmontowanie całej
imprezy, za­
pomnieli na czas w y s t ą p i ć o wizy
i u z y s k a ć zgodę A n g l i k ó w na p r z y ­
jazd wystawy. W t y m stanie rze­
czy nieliczny zespół zmuszony był
w k a r k o ł o m n y sposób z m o n t o w a ć
w y s t a w ę w ciągu 3 d n i , zamiast
przewidzianych 12—15.
Publiczność
przyjęła
wystawę
bardzo życzliwie. Z w ł a s z c z a plasty­
cy i architekci p o d k r e ś l a l i
smak
ekspozycji, p o r ó w n u j ą c j ą z w y ­
stawą meksykańską,
która
w
1953 r. stała się s e n s a c j ą L o n d y n u .
P o d o b a ł się r ó w n i e ż plakat J. L e nicy — kolorowy, wesoły, nowo­
czesny, a przy t y m polski i j a k o ś
ludowy.

Z eksponatów największe w r a ­
żenie robiły rzeźby, zwłaszcza ule
figuralne. P o d o b a ł y się też obrazy
na szkle, dzieła n a i w n y c h r e a l i s t ó w ,
w y c i n a n k i oraz zabawki. Te ostat­
nie p r z y c i ą g a ł y oczywiście szcze­
gólną u w a g ę dzieci. P o d o b a ł
się
strój ludowy, haft, tkanina — w
pierwszym rzędzie szlachetne pa­
siaki opoczyńskie, zapaski k o ł b i e l skie, d y w a n y dwuosnowowe.
Nie „ c h w y c i ł "
natomiast cały
dział „ i n s p i r a c j i " l u d o w y c h .
Są­
dzę, że przyczyna leży t u nie w
doborze e k s p o n a t ó w , a po prostu
w t y m , że sam problem nie intere­
suje dziś A n g l i k ó w . M y apelowa­
liśmy do t r a d y c j i
społeczeństwa
wychowanego na Ruskinie i M o r r i ­
sie, ale nasz apel trafił w p r ó ż n i ę .
Po prostu jest to j u ż inne s p o ł e ­
czeństwo, z i n n y m i zainteresowa­
niami, i n n y m i t r a d y c j a m i , i n n y m i
osiągnięciami. Co prawda z zain­
teresowaniem reagowano na o r y ­
ginalne r z e ź b y i zabawki w y k o n a ­
ne przez A . Kenara oraz jego ucz­
n i ó w , ale j u ż eksponaty I W P nie
wzbudzały
entuzjazmu,
zresztą
lepsze i ciekawsze m o ż n a b y ł o zna­
leźć na niejednej wystawie sklepo­
wej. Dość obojętnie p r z y j ę t o prace
plastyków „inspirowane" sztuką l u ­
d o w ą . Oceniano t y l k o ich bez­
względną
wartość,
podobał
się
więc np. Kulisiewicz, ale dlatego,
że jest to ś w i e t n a grafika, a nie
z racji s k o j a r z e ń ze s z t u k ą l u d o w ą .
Przy t a k i m podejściu ta część w y ­
stawy nie m o g ł a w y w o ł a ć silniej­
szego zainteresowania. Dla angiel­
skiego odbiorcy nie b y ł a przy t y m
wyrazem współczesnego
widzenia
r o l i sztuki ludowej, ale dokumen­
tem historycznym,
świadectwem
spraw j u ż dzisiaj m i n i o n y c h .
5

Prasa angielska oceniła w y s t a w ę
bardzo
przychylnie,
podkreślano
5

Sądzę, że f r a p u j ą c y m p r z e d s i ę ­
wzięciem b y ł o b y stworzenie w y s t a ­
w y sztuki ludowej widzianej okiem
współczesnego
plastyka, wystawy,
k t ó r a s t a n o w i ł a b y p r ó b ę pokazania
tego, co w sztuce ludowej jest dziś
ż y w e i cenne dla w s p ó ł c z e s n e g o ar­
tysty. Wystawa taka p o d k r e ś l a ł a b y
pewne zależności r o z w i ą z a ń , w s k a ­
z y w a ł a b y na w s p ó l n e zasady m y ś l e ­
nia artystycznego, na f u n k c j o n a l ­
ność sztuki, jej więź z t w o r z y w e m
i narzędziem, szukałaby skojarzeń
pozornie tak odległych, j a k np.
współczesna
abstrakcyjna
rzeźba
przestrzenna
a
np.
Frasobliwy
z Rabki. Na pewno nie b y ł a b y to
wystawa etnograficzna, skojarzenia
jej nie zawsze b y ł y b y poparte w s p ó l ­
n o t ą postaw artysty ludowego i
współczesnego, ale w ł a ś n i e taka w y ­
stawa pozwoliłaby m o ż e na zobacze­
nie w sposób nowy, świeży, t w ó r c z y
w a l o r ó w tradycyjnej sztuki ludowej
dla w s p ó ł c z e s n e g o człowieka.
Inna jest inspiracja s z t u k ą ludo­
w ą w p o c z ą t k u naszego stulecia, co
innego dostrzega w niej Witkiewicz,
co innego formiści, inaczej p a t r z y ł
na s z t u k ę l u d o w ą K . S t r y j e ń s k i ,
inaczej wreszcie w i d z i ją w s p ó ł ­
czesny artysta.

�Rye. 2. Fragment
wystawy
polskiej
sztuki ludowej w
Londynie.

artystyczną
wartość
dzieł
sztuki
ludowej, brak a k c e n t ó w propagan­
dowych,
bogate
podbudowanie
s z t u k ą r e l i g i j n ą i wyeliminowanie
p r o d u k t ó w upadku sztuki ludowej,
tak często pokazywanych obecnie
przez r ó ż n e kraje jako p r z y k ł a d y
rozwoju czy zmian z a c h o d z ą c y c h w
ś w i a d o m o ś c i ludu.
W większości recenzje b y ł y rze­
telne i obiektywne, bez tendencji
politycznych.
W y j ą t e k pod t y m
w z g l ę d e m s t a n o w i ł o m a ł e pisemko
wydawane przez j a k i ś z w i ą z e k k o ­
biet. Zamieściło ono fotografię j e d ­
nej z rzeźb z komentarzem: „ M a t k a
Boska płacze nad losem Polski".
Podobne metody s t o s o w a ł y t a k ż e
n i e k t ó r e pisma emigracyjne, stara­
j ą c się „ p r z y c z e p i ć " do wszystkiego.
Ze niby r z e ź b y religijne dali
„bo
musieli", a szopka krakowska
—
niepolska, bo ma baniak j a k cer­
kiew (mowa o przetworzeniu m o t y ­
wu
kaplicy
Zygmuntowskiej!).
Ale — p o d k r e ś l a m — takich w y p o ­
wiedzi było zaledwie p a r ę .
Dla
ogółu emigracji
wystawa
była
przeżyciem,
b y ł a wspomnieniem
Kraju,
dzieciństwa.
Wzruszała,

zwłaszcza pokolenie starsze i ś r e d ­
nie. Znam w y p a d k i , gdy ludzie za
oszczędzone grosze przyjeżdżali z
dalekiej p r o w i n c j i , aby t y l k o zoba­
czyć „ k a w a ł e k Polski". M a t k i p r z y ­
p r o w a d z a ł y dzieci, ale te p a t r z y ł y
już raczej o b o j ę t n i e — dla nich
była to t y l k o wystawa, a wzrusze­
nie — wzruszeniem rodziców.
Inaczej oglądali w y s t a w ę A n g l i ­
cy. Skrupulatnie, eksponat za eks­
ponatem. Z katalogiem w r ę k u . Co
więcej — często najpierw czytano
objaśnienia, a potem szukano przed­
miotu. P r z e k o n a ł e m się,
że dla
A n g l i k ó w w a r t o o p r a c o w y w a ć ka­
talogi, z a w i e r a j ą c e szczegółowe ob­
jaśnienia. To ich interesuje.
M i m o wszelkich o b j a w ó w
po­
wodzenia o d c z u w a ł e m jednak go­
rycz, że wystawa przygotowana z
takim n a k ł a d e m starań i środków
nie trafia jednak do celu, przechodzi
gdzieś obok, na j a k i m ś margine­
sie l o n d y ń s k i e g o życia. Umieszczona
pozornie w centrum miasta, w isto­
cie była j e d n ą z 70 wystaw t r w a ­
j ą c y c h w t y m okresie. Frekwencja
— normalna zresztą dla
takich
wystaw, w y n o s i ł a p o c z ą t k o w o 60-70

osób dziennie. I to nie zawsze tych,
na k t ó r y c h nam zależało. Wystawy
w Londynie czynne są od godz.
10 do 18, w sobotę jeszcze k r ó c e j ,
a w niedzielę — t a k i już zwyczaj
— z a m k n i ę t e ; a więc
pracujący
człowiek, choćby chciał, zobaczyć
wystawy w ł a ś c i w i e nie mógł. P r z y ­
chodzili a r t y ś c i (ci zawsze
mają
czas), emeryci, j a k i e ś starsze pa­
nie i panowie, dzieci. Miejscowa
Polonia d o w i e d z i a ł a się o wysta­
wie późno. Prasie emigracyjnej nie
wypadało
wprawdzie
wystawy
przemilczeć, ale m o g ł a powiedzieć
o niej możliwie późno. Tak
też
uczyniła. A nasze plakaty przyszły
w t y d z i e ń po otwarciu i to w for­
macie w i ę k s z y m niż postulowany
przez A m b a s a d ę . S k u t k i e m tego b y ­
ły kłopoty, żeby je w ogóle j a k o ś
powiesić w w i t r y n a c h „ M e t r a " —
jedynym miejscu, gdzie tego rodzaju
reklama ma sens.
W rezultacie w y s t a w ę przygoto­
w y w a n ą z tak w i e l k ą t r o s k ą i na­
k ł a d e m ś r o d k ó w o b e j r z a ł o w cią­
gu 3 tygodni około 3.500 osób. D o ­
płata do k a ż d e g o widza w y n i o s ł a
170 zł plus co najmniej 1/2 funta

293

�gła b y ć sensacją, a jeśli nawet c z ę ­
ściowo nią
się s t a ł a — to t y l k o
w środowisku plastyków,
odnaj­
d u j ą c y c h w malarstwie czy rzeźbie
w a r t o ś c i k o r e s p o n d u j ą c e z poszuki­
w a n i a m i w s p ó ł c z e s n e j sztuki. *
Był sens — i istnieje nadal
—
rzucenia m a ł y c h p o g l ą d o w y c h w y ­
stawek sztuki ludowej do szkół,
klubów i różnych
stowarzyszeń.
Wystawki takie b y ł y na terenie
A n g l i i od k i l k u lat organizowane
przez I n s t y t u t K u l t u r y Polskiej w
Londynie przy pomocy
Minister­
stwa K u l t u r y i Sztuki. Znam je
co prawda t y l k o z fotografii
—
ale i na t e i . podstawie m o g ę sądzić,
że są one raczej bardzo słabe. M i m o
to cieszą się powodzeniem, zwłaszcza
w ś r ó d młodzieży.
Zdaje sobie z
tego s p r a w ę I n s t y t u t K u l t u r y P o l ­
skiej w Londynie, dobrze p r a c u j ą ­
ca p l a c ó w k a , s k ł a d a j ą c a się bodaj
z 2 czy 3 osób — w t y m jednak
n i k o g o
z n a j ą c e g o chociażby j ę ­
zyk polski, nie m ó w i ą c już o na­
szej kulturze i procesach w niej
z a c h o d z ą c y c h . Postanowiono jednak
Postaram się to w y j a ś n i ć .
Nie zrobić w y s t a w ę p o ś r e d n i ą , niezbyt
b ę d ę m ó w i ł o przyczynach słabej wielką, ł a t w o p r z e n o ś n ą , t a n i ą w
pracy naszych a t t a c h a t ó w , ani o cbsłudi-e.
ź r ó d ł a c h tych p o m y ł e k kadrowych,
Dezvderat w ę d r o w a ł przez MSZ,
k t ó r y m z a w d z i ę c z a m y fakt, że na
stanowiskach a m b a s a d o r ó w naszej M K i S , wreszcie d o t a r ł do Central­
Instytucji
'Sztuk
k u l t u r y znaleźli się ludzie, niekie­ nego Z a r z ą d u
dy dosłownie nie m a j ą c y nic w s p ó l ­ Plastycznych i Wystaw,. T u w i e ­
nego z k u l t u r ą . W a ż n y jest jednak dziano już t y l k o , że wystawa ma
fakt, że attachaty (m. i n . w L o n d y ­ być „na Londyn". A w i ę c odpo­
okazała.
nie) p o s i a d a j ą p r z e w a ż n i e
słabą wiednio reprezentacyjna,
się
fundusze, zrobiono
o r i e n t a c j ę w terenie swego d z i a ł a ­ Z n a l a z ł y
wystawa
wypadła
nia. Na p r z y k ł a d z i e
l o n d y ń s k i m wszystko, aby
mogę powiedzieć w i ę c e j : źle znają j a k najlepiej. Szkoda t y l k o , że nie
b y ł a potrzebna...
w a r u n k i miejscowe, m a ł o w i e d z ą t a k i wystawa
o t y m , co się dzieje w kraju. D o ­ .'Je o t y m w Warszawie nie w i e najprymitywniej­
dajmy, że w okresie „zimnej w o j ­ Oziano. Z a b r a k ł o
wszystko poszło
ny"
działalność
tych
p l a c ó w e k szej koordynacji,
który
sprowadzona była niemal do zera, t r y b e m administracyjnym,
a stanie się jasne, że w okre­ niestety aż za bardzo p r z y p o m i n a ł
sie n a w i ą z y w a n i a intensywniejszych z a b a w ę w „ z e p s u t y telefon". Jako
stosunków kulturalnych
i nauko­ wykonawcy nie m i e l i ś m y w i ę c powych z Zachodem attachaty nie ięcia, o co chodzi naszej l o n d y ń s ­
mogły
sprostać
nowym
potrze­ kiej p l a c ó w c e . O j a k ą w y s t a w ę ? Dla
bom. W takiej atmosferze zrodził kogo? W jakiej sali? Przez kogo
firmowa­
się p o m y s ł zorganizowania w L o n ­ o r g a n i z o w a n ą w z g l ę d n i e
dynie j a k i e j ś wystawy. P o m y ś l a n o ną? Na te pytania odpowiedzi nie
o sztuce ludowej. I t u już, j a k s ą ­ dostaliśmy. Odmówiono' nam k r ó t ­
dzę, t k w i ł pierwszy b ł ą d .
L o n ­ kiego wyjazdu w celu zapoznania
dyn, j a k to się m o g l i ś m y przeko­ się z w a r u n k a m i , potrzebami. Nie
nać, „nie l u b i " wystaw sztuki l u ­ wiedzieliśmy, j a k p r z y j ę t o inne w y ­
dowej, m i a ł
ich zresztą i ma stawy, k t ó r e o d b y ł y się przed na­
wciąż wiele. Poza t y m posiada jak mi, co „bierze", a co traktowane
wiadomo znakomite zbiory sztuki jest obojętnie. Ba! z t r u d e m uzyskaludowej,
że w y m i e n i ę
chociażby liśiny zdjęcia sali i n i e k t ó r e jej
O ś w i a d c z o n o nam
do­
British Museum czy
Hornemann w y m i a r y .
Museum. Poza t y m — L o n d y n prze­ s ł o w n i e : „Musicie b y ć przygotowani
żywa obecnie szał kosmopolityzmu. na to, ze ż a d n y c h danych nie otrzy­
Ściąga się wszystko z całego ś w i a ­ macie, a \ v v f t a w ę trzeba będzie r o ­
ta, co t y l k o jest dobre, ł a d n e , celo­ bie."
we. Nikogo nie b a w i m y ś l o budo­
W y s t a w ę zrobiliśmy, ale niestety
waniu współczesnej
sztuki
czy
wzornictwa p r z e m y s ł o w e g o na mo­ d o ś w i a d c z e n i a l o n d y ń s k i e p o t w i e r ­
tywach (czy inspiracji)
w ł a s n e i dziły t y l k o słuszność pierwotnych
sztuki ludowej. Bierze się zewsząd p y t a ń i w ą t p l i w o ś c i . Nie taka w y ­
— co może się o k a z a ć przydatne. stawa b y ł a potrzebna. A jaka? S ą ­
A w i ę c i ze sztuk ludowych, p r y ­ dzę, że celowsza b y ł a b y raczej w y m i t y w n y c h itp. Ale nie robi się z
tego programu. (To, co m ó w i ę , do­
Warto zwrócić u w a g ę na fakt,
tyczy zresztą głównie
Londynu,
inaczej jest, zdaje się, w Szkocji że n i k t niemal nie p a m i ę t a ł w y ­
czy Irlandii.) Wniosek z tego jas­ stawy z 1949 r., m i m o że w y w o ł a ł a
ny: gdzie jak gdzie, ale w ł a ś n i e ona w ó w c z a s d u ż e zainteresowanie.
Por. „Pol. Szt. L u d . " nr 2/1955
w Londynie wystawa nasza nie mo­
s. 106—107.

w dewizach. Dodajmy do tego nie­
uniknione niszczenie
transporto­
wanych e k s p o n a t ó w oraz poczucie
daremnie straconego czasu, a jasne
się stanie, dlaczego m ó w i ł e m o go­
ryczy, k t ó r ą wszyscy odczuwali­
śmy.
Dlaczego tak się stało? Sądzę, że
na niepowodzenie wystawy złoży­
ło się k i l k a przyczyn. Pierwsza —
to słabość naszych p l a c ó w e k k u l ­
turalnych za g r a n i c ą , a w danym
w y p a d k u ż e n u j ą c y wprost
brak
znajomości terenu ze strony a t t a chatu kulturalnego
w Londynie.
Druga — brak dostatecznej k o o r d y ­
nacji w pracy p o m i ę d z y attachatem,
MSZ, Ministerstwem
Kultury
i
Sztuki i wreszcie
wykonawcami
wystawy. Trzecia — złe ustawie­
nie organizacyjne k o m ó r k i wystaw
w Ministerstwie K u l t u r y i Sztuki, co
w rezultacie powoduje faktyczne
wyeliminowanie w sprawach
za­
sadniczych czynnika fachowego i
sprowadza w y s t a w ę do r o l i k o l e j ­
nej imprezy propagandowej.

7

6

7

294

stawa
plastyki
współczesnej,
w z g l ę d n i e wielka retrospektywa, np.
„100 lat sztuki polskiej" — u r z ą ­
dzona w w i e l k i c h , masowo u c z ę s z ­
czanych galeriach.
Na wystawie
takiej m o g ł a b y się znaleźć i sala
sztuki ludowej, j a k to m i a ł o m i e j ­
sce np. na wystawie sztuki meksy­
k a ń s k i e j . Wystawa
organizowana
przez A r t s Council w z g l ę d n i e d y ­
r e k c j ę National Gallery czy Tale
Gallery m i a ł a b y z a p e w n i o n ą r e k l a ­
m ę , publiczność,
szeroki rezo­
nans.
A jeśli zdecydowano się już
na
w y s t a w ę w sali k l u b u a k w a r e l i ­
stów, sali o tradycjach raczej nie­
ciekawych, a w i ę c i o ograniczo­
n y m k r ę g u publiczności — należało
przynajmniej u t r z y m a ć ekspozycję
przez 5—6 tygodni, j a k to jest
w l o n d y ń s k i m zwyczaju,
a nie
l i k w i d o w a ć w y s t a w ę po 3 tygod­
niach, wtedy, kiedy zaczęła w ł a ś ­
nie m i e ć powodzenie! Kiedy frek­
wencja w y n o s z ą c a p o c z ą t k o w o 60
osób dziennie doszła do 300—350!
Należało też lepiej z a d b a ć o r e k l a ­
m ę , d o t r z e ć przede wszystkim
do
ś r o d o w i s k emigracyjnych (a prze­
cież w Londynie są całe dzielnice
polskie!).
Czy m o ż n a jednak w i n i ć o to
konkretnych ludzi,
odpowiedzial­
nych
za
wystawę
w
ramach
attachatu kulturalnego,
Instytutu
K u l t u r y Polskiej
w
Londynie.
MSZ czy Ministerstwa
Kultury?
Nie, nie m o ż n a , a w k a ż d y m razie
w bardzo n i e w i e l k i m stopniu. L u ­
dzie na ogół pomagali, j a k mogli. A
że
struktura
organizacyjna
jest
wadliwa, że f a ł s z y w a b y ł a polityka
kadrowa, d e s y g n u j ą c a
nieraz na
odpowiedzialne ' p l a c ó w k i nieprzygo­
towanych do tego ludzi — o to na­
leży m i e ć pretensje chyba nie tylko
do tych ludzi.
Z r e s z t ą , i najlepszy attache nie
będzie
znawcą
fizjologii,
atomi­
styki, literatury, plastyki, geologii
i boksu. P r a w i d ł o w a wymiana za­
graniczna m o ż l i w a jest jedynie w
oparciu o kompetentne instytucje,
przy przerzuceniu g ł ó w n e g o cięża­
r u odpowiedzialności z u r z ę d ó w na
w ł a ś c i w e instytucje czy stowarzy­
szenia. W t y m k i e r u n k u
zresztą
zmierzają
zmiany w
organdzacji
k o n t a k t ó w kulturalnych z zagrani •
cą. Chodzi t y l k o o to, aby
zo­
stały przeprowadzone konsekwent­
nie
i na
wszystkich
odcinkach,
a więc r ó w n i e ż i w zakresie w y ­
stawiennictwa.
Nie rozumiem, dlaczego n o r m a l ­
ną w y m i a n ę a r t y s t y c z n ą czy n a u ­
k o w ą traktuje się
„propagando­
wo"; dlaczego wystawy sztuki r o ­
bione są przez instytucje,
które
jednocześnie z a j m u j ą się targami
h a n d l o w y m i czy w y s t a w ą
chorób
wenerycznych; dlaczego nie p r z y ­
j ą ć zasady, iż wystawy o charakte­
rze muzealnym m u s z ą b y ć robione
przez instytucje muzealne( w na­
szym w y p a d k u przez Muzeum Sztu­
k i Ludowej) pod opieką Centralne­
go Z a r z ą d u M u z e ó w . Nie chodzi m i
t u tylko o tzw. czystość p r o f i l u , ale
o sprawy zasadniczej wagi. Wysta-

�wa jest r e z u l t a t e m ,
osta­
tecznym podsumowaniem j a k i e g o ś
dorobku. Wystawa sztuki ludowej
musi więc b y ć rezultatem p o w a ż n e j
pracy naukowej i dokumentacyjnej,
rezultatem p r z e m y ś l a n e j a k c j i ba­
d a ń terenowych i z a k u p ó w . Rozu­
miem sens u r z ą d z a n i a wystaw k r a ­
j o w y c h czy regionalnych, p o k a z u j ą ­
cych stan obecnej sztuki ludowej,
w y s t a w pokonkursowych czy też
tematycznych (np. haftu, ceramiki).
Ale już takie tematyczne wystawy
m u s z ą o p i e r a ć się o j a k ą ś b a z ę ma­
t e r i a ł o w ą , o muzeum czy i n s t y t u ­
cję, m u s z ą s t a n o w i ć — j a k p u b l i ­
kacja — rezultat prac dokumen­
tacyjnych, badawczych. T y m bar­
dziej dotyczy to w y s t a w reprezen­
tacyjnych, o b e j m u j ą c y c h
zarówno
dorobek przeszłości jak i o s i ą g n i ę ­
cia w s p ó ł c z e s n e . W y s t a w y
takie
m u s z ą o p i e r a ć się o stan naszego
muzealnictwa i zasoby, j a k i m i ono
dysponuje. Tak jednak nie jest. I
dlatego brak m i t u elementarnej,
gospodarskiej logiki. Bo przecież
najpierw trzeba coś m i e ć , a potem
dopiero p o k a z y w a ć . Najpierw m u ­
szą się znaleźć fundusze na zaku­
py muzeaire i chociaż p r y m i t y w n ą
k o n s e r w a c j ę istniejących
zbiorów,
a dopiero potem b ę d z i e czas
na
chwalenie się dorcbkiem. Nie w o l ­
no t o l e r o w a ć t a k k g o stanu rzeczy,
w k t ó r y m niemal k a ż d a wystawa
przynosi
n i e p o w e t o w a n e straty dla naszej k u l t u r y , w y ­
krusza i tak z a s t r a s z a j ą c o
nikły
stan posiadania.
Serce się k r a j a ł o , gdy o b j e ż d ż a ­
ł e m muzea s z u k a j ą c
eksponatów
na l o n d y ń s k ą w y s t a w ę . W k i l k u ­
nastu muzeach z t r u d e m znaleźć
dziś m o ż n a j a k i ś zestaw, obejmu­
jący c a ł o ś ć
naszej ludo­
wej sztuki. I jeśli u d a ł o m i się
zdobyć w a r t o ś c i o w e
obiekty,
to
t y l k o dzięki w i e l k i e j pomocy k i e ­
rowników muzeów, którzy wypoży­
czali z ekspozycji
najcenniejsze,
często unikalne obiekty. I to w
j a k i m stanie! K r u s z ą c e się rzeźby,
toczone przez k o r n i k i , r o z s y p u j ą c e
się cenne tkaniny, nadbite czy po­
p ę k a n e okazy ceramiki. A i m cen­
niejszy obiekt, t y m p r z e w a ż n i e k r u chszy, t y m w i ę k s z e m u
podlega
zniszczeniu. M i m o n a j w i ę k s z e j t r o ­
ski o zabezpieczenie — zniszczenie
jest nieuchronne. Razem z drem Delimatem, delegowanym przez Cen­
t r a l n y Z a r z ą d M u z e ó w , z niepoko­
j e m b r a l i ś m y w r ę c e k a ż d y obiekt
w r a c a j ą c y z Londynu. Dyrektorzy
m u z e ó w m ó w i ą , że o d d a l i ś m y je
w dobrym stanie, że na poprzed­
nich wystawach b y ł o gorzej -—
ale my wiemy niestety lepiej, gdzie
i ile u b y ł o polichromii; w i d z i e l i ś m y
sypiące się drzewo, n a d t ł u c z o n e f i ­
g u r k i z gliny. I powtarzam: ż a d n e
zabezpieczenie nie uchroni od strat.
A są to w naszych w a r u n k a c h straty
niepowetowane, w r ę c z dewastacja,
za k t ó r ą j e s t e ś m y odpowiedzialni
przed s p o ł e c z e ń s t w e m .

okazy ludowej sztuki. W w i e l k i m
muzeum w i d z i a ł e m izbę zagraco­
ną r z e ź b a m i , l e ż ą c y m i jedna na
drugiej, p o k r y t y m i g r u b y m k o ż u ­
chem kurzu. A w ś r o d k u izby ż e ­
lazny piecyk, rozgrzany do czerwo­
ności. W i d z i a ł e m p o ł a m a n e , p o t ł u ­
czone, poniszczone przedmioty, z
k t ó r y c h w i e l u już nie da się zre­
k o n s t r u o w a ć , a i te, k t ó r e
dziś
jeszcze n a d a j ą się do konserwa­
cji, za rok b ę d ą do wyrzucenia: po­
t ł u c z o n e obrazy na szkle, zniszczo­
ne kafle malowane,
poobijana i
nieudolnie
poklejoną
ceramikę.
Znam wiele tych o b i e k t ó w z foto­
grafii. Wiem, j a k w y g l ą d a ł y 5 lat
temu. Powtarzam: proces dewasta­
cji jest z a t r w a ż a j ą c y . I nie w i ń ­
my t u d y r e k t o r ó w m u z e ó w . K a ż ­
dy z nich, gdy słyszy o nowej w y ­
stawie, blednie. Wiele
nasłucha­
ł e m się o t y m , co w y p o ż y c z o n o i
zniszczono, zagubiono, zdemolowa­
no. W i d z i a ł e m w Rzeszowie skarb
w i e l k i , unikat, c e r a m i c z n ą kaplicz­
kę. Była już w P a r y ż u i Londynie.
Popękana, obtłuczona,
wymagjąca
pilnej
konserwacji i absolutnego
spokoju. M i a ł e m w r ę k u r z e ź b y ,
k t ó r e w r ó c i ł y z wystaw i fotogra­
fie tych, k t ó r e nie wróciły. Widzia­
ł e m na Ś l ą s k u p o t ł u c z o n e obrazy
na szkle, w ś r ó d nich s ł y n n ą św.
Barbarę,
chyba
najpiękniejszy
obraz, j a k i zdobił nasze
zbiory.
Obraz dziś już bezpowrotnie stra­
cony — jedna z licznych . . p a m i ą ­
tek" zagranicznych wystaw. M ó ­
wiono m i o zaginionych dziełach,
o najstarszym datowanym d y w a ­
nie dwuosnowowym,
który
nie
w r ó c i ! z Czechosłowacji, podarowa­
ny k o m u ś tam przez naszych d y ­
gnitarzy... Z r e s z t ą nie chodzi o
rejestr — m o ż n a go niestety prze­
dłużać — chodzi o zasady. M ó w i ę
t u t y l k o o zabytkach przeszłości,
ale wystarczy p r z y j r z e ć się boga­
t y m zbiorom w s p ó ł c z e s n y m M i n i ­
sterstwa K u l t u r y i Sztuki, niszcze­
j ą c y m w nieodpowiednich w a r u n ­
kach na strychu i w piwnicy, aby
p r z e k o n a ć się, że z t r u d e m znaj­
dziemy nie uszkodzony ciekawszy
okaz ceramiki czy nawet
wycinankę
(kłaniają się wystawy!!!). I ciśnie
się t r o c h ę demagogiczna
reflek­
sja: czy nie słuszniej b y ł o b y prze­
nieść te zbiory do k t ó r e g o ś z p i ę k ­
nych, zaopatrzonych w k l i m a t y z a c j ę
g a b i n e t ó w u r z ę d u j ą c y c h i nie u r z ę ­
dujących
v-ministrów?
Czy nie
b y ł b y z tego w i ę k s z y p o ż y t e k dla
kultury?

Tak, sprawa
zbiorów
wymaga
radykalnej ingerencji. Jeszcze dziś
m o ż n a k u p i ć na wsi czy od p r y w a t ­
nych zbieraczy cenne zabytki sztuki
ludowej. Ale trzeba to zrobić szyb­
ko, póki nie jest za późno. I s ą ­
dzę, że najpierw należy przeprowa­
dzić celową, r o z s ą d n i e p o m y ś l a n ą
a k c j ę z a k u p ó w , d a ć muzeum w i ę ­
cej niż po k i l k a tysięcy złotych
rocznie,
przeznaczyć
niezbędne
ś r o d k i na k o n s e r w a c j ę
i rekon­
s t r u k c j ę z a b y t k ó w , d o p r o w a d z i ć do
O g l ą d a ł e m muzealne magazyny, p o r z ą d k u magazyny i stan posia­
gdzie zwalone na k u p ę niszczeją dania m u z e ó w , s t w o r z y ć p e ł n ą k o ­
unikalne, niepowtarzalne już dziś lekcję przynajmniej w Warszawie

(w Młocinach) i K r a k o w i e , skon­
c e n t r o w a ć cenne zabytki
znajdu­
j ą c e się w r ó ż n y c h „ w z o r c o w n i a c h " ,
jak np. Centrali P r z e m y s ł u L u d o ­
wego i Artystycznego, a nawet ma­
gazynach zespołów
artystycznych
(np. „Mazowsze"), a dopiero w t e ­
dy wydzielić duplikaty w m o ż l i ­
wie dobrym stanie, k t ó r e w o 1n o by t r a k t o w a ć jako eksponaty
na objazdowe czy zagraniczne w y ­
stawy.
I postulat zasadniczej wagi
—
s k o ń c z y ć wreszcie z fikcją
Mu­
zeum K u l t u r L u d o w y c h w M ł o c i ­
nach. To, co jest, to są r u i n y , w
k t ó r y c h m a r n u j ą się t y l k o ekspo­
naty. A Warszawa potrzebuje m u ­
zeum,
specjalistycznego
muzeum
sztuki ludowej, k t ó r e p r o w a d z i ć b ę ­
dzie obok prac badawczych w tere­
nie i z a k u p ó w — k o n s u l t a c j ę , p o p u ­
l a r y z a c j ę naszej sztuki ludowej. Są
ludzie, jest m o ż l i w o ś ć
szybkiego
u z u p e ł n i e n i a z b i o r ó w — brak t y l k o
lokalu. Trudno nie w i n i ć o to M i ­
nisterstwa. W y d a w a ł o się (a wcale
nie jestem pewien, czy jeszcze się
nie wydaje) miliony złotych na r ó ż n e
zespoły pseudo-ludowe.
Robiono
w i e l k i ruch d o k o ł a sztuki ludo­
wej. Że tradycja narodowa, że k u l ­
tura socjalistyczna w treści a na­
rodowa w formie. Starano
się
ze sztuki ludowej zrobić panaceum
na wszelkie bolączki. W y m y ś l a n o
m o ż l i w e i n i e m o ż l i w e zastosowa­
nia. To b y ł a fasada, m o ż e w p e w ­
n y m okresie efektowna, wygodna
— ale fasada. W istocie nie potrawiono z a ł a t w i ć jedynej sprawy na­
p r a w d ę zasadniczej wagi dla
na­
szej k u l t u r y
—
zabezpieczenia
osiągnięć sztuki ludowej, w i e l k i e ­
go dorobku naszego ludu. Na to
nie starcza j a k o ś środków...
Nie zawsze zresztą celowa jest
wystawa. Czasem znacznie w a ż ­
niejsza m o ż e b y ć dobra publikacja
o sztuce ludowei, ł a d n i e i z sen­
sem wydana. ( A l b u m y czeskie, s ł o ­
wackie, w ę g i e r s k i e , r u m u ń s k i e —
wydane efektownie i bogato, z
r ó ż n o j ę z y c z n y m tekstem,
znaleźć
można w każdej większej księgarni
za g r a n i c ą . A my? M y nie mamy
ż a d n e g o takiego albumu, a proje­
ktowany przez „ S z t u k ę " —• w y ­
p a d ł z planu.) Czasem w a ż n i e j s z y
może b y ć f i l m , k t ó r y też stanowi
przecież f o r m ę dokumentacji. Cza­
sem w a ż n i e j s z y może b y ć
sklep
CPLiA, s p r z e d a j ą c y w y r o b y a r t y ­
stycznego r z e m i o s ł a ludowego. W i ­
d z i a ł e m takie sklepy w Londynie
—- j u g o s ł o w i a ń s k i i b u ł g a r s k i . W
d o s k o n a ł y m punkcie, w centrum —
m a ł e wystawy ludowei sztuki, a
przy t y m p r z y n o s z ą c e P a ń s t w u de­
wizy, a l u d o w y m w y t w ó r c o m ź r ó d ­
ło dochodu. Myślę też, że w d ł u g o ­
falowej
polityce w y m i a n y
kulturslnei z z a g r a n i c ą niejednokrotnie
w a ż n i e j s z e jest. aby obiekty naszej
sztuki ludowej z n a l a z ł y
się w B r i ­
tish Museum, Victoria and A l b e r t '
Museum czy Horneman Museum
(jeśli mowa o Londynie), żeby m o ż ­
na je b y ł o znaleźć
w muzeach
etnograficznych Szwajcarii, Belgii,

295

�Niemiec,
Związku
Radzieckiego,
I n d i i . Chiociażby na w y m i a n ę , w
zamian za eksponaty innych k r a ­
jów, innych k u l t u r . Ale to z n ó w
wymaga odpowiedniego
funduszu
rezerwowego, a w i ę c p i e n i ę d z y na
zakupy, na tworzenie kolekcji w y ­
miennych.
P r o s z ę mnie źle nie z r o z u m i e ć ,
bynajmniej nie n a w o ł u j ę do rezy­
gnacji z wystaw. Wystawy są po­
trzebne, a niekiedy n i e z a s t ą p i o n e .
I w ł a ś n i e wtedy należy je robić.
Wymaga to jednak ś w i a d o m e j po­
l i t y k i ze strony Centralnego
Za­
r z ą d u Wystaw, wymaga to skon­
centrowania spraw opieki i p r o ­
pagandy sztuki ludowej w jednych
r ę k a c h . Wymaga to p r z e m y ś l e n i a
właściwych
form
wystawienni­
czych. Tak np. sądzę, że p ó k i nie
stać nas na dysponowanie oryginał a m i - d u p l i k a t a m i , na w ł a ś c i w ą k o n ­
s e r w a c j ę dzieł sztuki, n a r a ż o n y c h
na zmiany k l i m a t u ,
temperatury,
na t r u d y i ryzyko transportu
—
ograniczmy się do dzieł
współ­
czesnych, nie unikatowych (cho­
ciaż, jeśli nie będzie się p r o w a ­
dzić s t a ł y c h z a k u p ó w — j u t r o dzie­
ła te b ę d ą już u n i k a t a m i , o ile się
w ogóle d o c h o w a j ą ) , do plansz f o ­
tograficznych oraz do kopii. Tak,

do k o p i i najlepszych rzeźb, obra­ nie m ó w i , że ich nie ma. Są, trze­
zów na szkle, zabawek, a nawet ba je t y l k o w ł a ś c i w i e w y k o r z y s t a ć .
wycinanek.
W y s t a r c z y ł o b y na p r z y k ł a d zamiast
kosztownej wystawy zrobić
nie­
Z góry uprzedzam zarzuty. Wiem,
w i e l k ą i t a n i ą , a zaoszczędzoną su­
że kopia nigdy nie da tego, co
m ę p r z e z n a c z y ć na sprawy podsta­
oryginał, i t d . Ale nie przesadzaj­
wowe. S k o ń c z m y wreszcie z fasamy. Dobra kopia daje dobre po­
dowością, zacznijmy żyć i liczyć
jęcie o oryginale, a d o s k o n a ł a jest
po gospodarsku. Nie n a l e ż y prze­
niemal nie do o d r ó ż n i e n i a . Jeśli
cież s p r y s k i w a ć
się
perfumami,
zaś nawet p r z y j ą ć , że wystawa o r y ­
kiedy nie ma na m y d ł o . Nie należy
g i n a ł ó w jest zawsze w i ę k s z y m w y ­
też chyba w y d a w a ć miliona zło­
darzeniem niż wystawa złożona z
tych na w y s t a w ę „10-lecia"
czy
kopii, trzeba się z a s t a n o w i ć , co w a ­
600 000 zł na „ l o n d y ń s k ą " , kiedy
żniejsze: czy niepowetowane stra­
b r a k 16 000 zł na zakup unikalnego
ty naszej k u l t u r y , straty w w y p a d ­
pieca kaflowego
Oksitowicza
w
ku zniszczenia lub zagubienia o r y ­
Rybnej czy na zakup szopki k r a ­
ginału nie do odrobienia, czy obni­
kowskiej; kiedy stan naszych m u ­
żenie p r e s t i ż u wystawy. Wydaje m i
zeów etnograficznych jest rozpacz­
się, że w tej sprawie nie m o ż n a
l i w y , kiedy ubiegły okres b y ł raczej
mieć w ą t p l i w o ś c i .
czasem dewastacji niż
rozkwitu.
Tak, ale powtarzam to
z całą Napierw postawmy w ł a ś c i w i e m u ­
kon­
natarczywością,
konieczne
jest zealnictwo, p r z e p r o w a d ź m y
w ó w c z a s , żeby całość spraw w y s t a ­ s e r w a c j ę zbiorów, p r o w a d ź m y ce­
wowych (w zakresie sztuki ludowej) l o w ą p o l i t y k ę z a k u p ó w — nie cze­
spoczywała
w ręku
Centralnego k a j ą c aż ze sztuki ludowej pozo­
Z a r z ą d u M u z e ó w , ewentualnie p r z y ­ s t a n ą nam... opisy i fotografie, a
szłego Centralnego Muzeum Sztu­ potem chwalmy się naszym do­
granicą.
k i Ludowej.
Aby
gospodarowa­ robkiem w k r a j u i za
no zbiorami m ą d r z e , r o z w a ż n i e , z Inaczej za nasze sukcesy — płacić
m y ś l ą o przyszłości. A b y wreszcie b ę d ą przyszłe pokolenia. I to cięż­
Ministerstwo znalazło na ten cel od­ ko płacić...
powiednie środki. I niech m i n i k t

Fot. Unity

296

Studios

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9546" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9524">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/57d399b44eb3f7c3372ed65ff3233023.pdf</src>
        <authentication>b2b9dcf111200c9b4509ca6e91200709</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113718">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3701</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113719">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113720">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3478</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113721">
                <text>O sztuce różnie nazywanej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113722">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.192-196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113723">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113724">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113725">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113726">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113727">
                <text>O sztuce różnie nazywanej
Aleksander Jackowski

Dlaczego różnie? Ponieważ ten sam obraz bądź rzeźba
różnie mogą być kwalifikowane - jako praca amatorska
(biorąc pod uwagę status autora), ludowa (pochodzenie autora,
nawiązania formalne), „inna" (oryginalność, niezależność od
konwencji), naiwna (poetycka). Wymiennie bywają stosowa­
ne nazwy art brut i sztuka psychopatologiczna, zależnie od
tego, na jakie cechy zwraca widz uwagę. Od jego postawy
zależy czy określi dzieło jako sztukę czy też przejaw ekspresji
psychopato logicznej. Dzieje się tak ponieważ nazywając
wartościujemy.
Przyczyną kłopotów jest nie tylko samo zjawisko, wymyka­
jące się sztucznym ramom podziału, ale i nasza postawa wobec
niego. Nasza wrażliwość. Nazywając - oswajamy dzieło,
wobec którego stajemy. Dzieło często zaskakujące, nowe.
Odczuwanie w kategoriach estetycznych, ale i etycznych
sztuki „innej", Art Brut, twórczości pacjentów zakładów
zamkniętych wiąże się z poczuciem kryzysu naszej kultury,
kryzysu dotychczasowych pojęć. Zadufana w sobie „nowo­
czesność ustępuje miejsca „ponowoczesności", filozofii kry­
zysu, szacunku dla tego, co różni, a to znaczy - szacunku dla
innego, obcego.
W tym kontekście można widzieć zarówno historię sztuki
„wielkiej", jak i fakt dostrzeżenia takich zjawisk jak twórczość
chorych psychicznie, Art Brut, sztuka naiwna.
Do tej sztuki trzeba było dojrzeć. Przebyć daleką drogę,
wiele zrozumieć, pozbyć się złudzeń, poczucia wyższości
jakie ma Europejczyk spoglądający na rzeźbę Czarnej Afryki,
inteligent oglądający chłopską sztukę, czy „zdrowy" patrząc
na dzieła pacjentów psychiatrycznych szpitali. Historia po­

glądów estetycznych jest zarazem studium rozszerzania się
świadomości i wrażliwości. Najpierw - dostrzeżenie w „in­
nym" podobnego sobie człowieka, później zauważenie tej
„inności" w sobie samym. „Dziki" jest nie tylko „tam", on jest
również w nas, we mnie. Obcość ustępuje miejsca zro­
zumieniu, później oswojeniu. Domaga się szacunku. Tak,
szacunku - dla inności, obcości. Szacunku, nie tylko toleran­
cji. Wielu razi słowo tolerancja, na skutek wyczuwalnej
w nim intencji filantropijnej. Jestem lepszy, więc toleruję. Nie
mogę cię odrzucić, zniszczyć - więc toleruję.
Mówi się, że istnieje tylko sztuka dobra i zła. Nie trzeba
jednak szczególnej wrażliwości, by zarówno w złej jak
i dobrej dostrzec zjawiska o wspólnym mianowniku. Nas
interesować mogą dwa obszary twórczości, jeden który wiąże
się z doświadczeniem zewnętrznym i drugi - w którym
twórczość stanowi przede wszystkim wyraz osobowości
człowieka. Siłą sprawczą tej ostatniej będzie moc kreatywna;
ekspresja niezależna od wzorów, mód, prądów artystycznych,
środowiska. Taką twórczość możemy nazwać osobną, jakby
poza czasem i przestrzenią. Kreuje ją przede wszystkim moc
wyobraźni. Jest to twórczość samodzielna. W jej obrębie na
jednym krańcu znajdą się dzieła wielkich artystów, nowato­
rów, przekraczających dotychczasowe granice, - na drugim
zaś końcu znajdzie się twórczość intuicyjna, spontaniczna,
której siłą staje się właśnie brak wiedzy, brak świadomości
tego, co wolno, a czego nie wolno. Jest to twórczość obojętna
wobec tego, co ją otacza, wygenerowana „od środka", niemal
bez pośrednictwa ukształtowanych już form wypowiedzi.

�Bywa, iż twórczość taka stanowi najważniejszą formę samore­
alizacji człowieka, w niej właśnie się on wypowiada i prze­
gląda.
Jak widzimy, w tym obszarze dostrzec można zarówno
artystów, których sytuujemy w kręgu Art Brut, jak też
twórców wybitnych. Pierwszych - ponieważ nie wiedzą,
w znacznej mierze wolni od niwelujących wpływów kultury
i drugich, którzy dzięki swemu talentowi, mocy wyobraźni
i osobowości idą własną drogą. Pierwszych cechuje brak
świadomości, drugich - nadświadomość. Prymityw i geniusz
podają sobie ręce.
Przejdźmy teraz do obszaru twórczości, który cechuje
zależność od kultury, od tego co wspólne, wypracowane
w zbiorowym procesie rozwoju. Twórca jest świadomy
wzorów, kryteriów ocen, sytuacji zewnętrznej, kontekstów.
Jest, najprościej mówiąc, dzieckiem swego czasu. W grupie
artystów akademickich tor jego działalności wytyczać będzie
uzyskane wykształcenie, wzory środowiskowe, stylistyka
dzieł, które uznawane są za dobre, modne.
A artyści niewykształceni, zwani nieprofesjonalnymi? Wię­
kszość mieści się właśnie w tym kręgu, niemal wszyscy
amatorzy, dla których osiągnięciem jest namalowanie obrazu
przypominającego inne, podzivWane obrazy. Jeśli malują
pejzaż - starają się o to, by ich dzieło uwieczniało go, jak
aparat fotograficzny. (Natomiast ci, z Art Brut, malując pejzaż
wyrażają często siebie, dramat okaleczonego drzewa, obłędny
wir gwiazd, rozpacz i ukojenie).
Znamienny dla sytuacji polskiej jest wyraźny, wręcz de­
monstracyjny rozdział (rozdźwięk) między amatorami i twór­
cami profesjonalnymi, legitymującymi się przynależnością do
związków twórczych, dyplomem Akademii. Podział ten ma
oczywiście uzasadnienie. Sprawa jest prostsza w przypadku
zadań plastycznych, które wymagają określonych umiejętno­
ści, posługiwania się nowoczesnym intrumentarium, tu wie­

dza jest konieczna, choć sposób jej uzyskania może być różny.
Natomiast w sztuce „wyrażającej", „czystej" rzecz nie jest już
tak oczywista. Ściślej mówiąc - oczywistą była, ale już nie
jest. Póki bowiem istniały wyraziste kryteria ocen (sprawno­
ści rysunkowej, znajomości anatomii, technologii, perspek­
tywy), można było łatwo dostrzec profesjonalizm artysty,
oddzielić „uczonych" od „samouków".
Obecnie mamy do czynienia z inną sytuacją. Twórczość
wolna od reguł warsztatowych często mało lub wcale nie różni
się od tej, którą nazywamy amatorską.
Tam, gdzie decyduje intuicja, wyobraźnia, znika przewaga
akademickiego artysty. Kiedy musiał znać techniki podkładu,
laserunku, stopień wiedzy i doskonałości podlegał - przynaj­
mniej od tej strony - weryfikacji. Dziś oglądamy np. obrazy
Hermana Nitscha malowane krwią z rozpłatanych na oczach
widzów brzuchów zwierząt, w Centrum Sztuki Współczesnej
widzieliśmy obraz przypominający polską flagę narodową,
tyle że z podpisu wynikało, iż biel malowana jest mlekiem,
a czerwień krwią. Jerzy Bereś epatuje widzów nagością,
rozpala ognisko, prowadzi dokoła niego siebie na łańcuchu,
jak zwierzę. Kiedy w TV obnażył przed wieloma laty swój
tors Franciszek Starowiejski, miało to jakiś sens, coś w ów­
czesną sytuację wnosiło. Powtarzane po wiele razy jest
żałosne i nie daje żadnych podstaw dla różnicowania oceny:
profesjonalny - nieprofesjonalny. Czy nawet: zdrowy - chory
psychicznie. Znam poważnych ludzi, znających się na sztuce,
którzy podobnie jak ja mieli kłopoty z odróżnieniem w war­
szawskiej galerii Zapiecek powieszonych razem i wymiesza­
nych dzieł profesjonalnych artystów oraz pacjentów szpitala
w Tworkach.
Przypominam sobie zabawny epizod o podobnym wy­
dźwięku, kiedy to Andrzej Urbanowicz i Urszula Broll
zorganizowali w Katowicach wystawę i dyskusję o sztuce,
w której wzięli udział artyści, krytycy, filozofowie, estetycy.

Henryk Żarski

193

�Nikifor

Pewien znamienity estetyk przyjechał na drugi dzień imprezy,
zabrał głos i autorytatywnie przekonywał, iż pojęcie sztuki
można wiązać tylko z dziełami świadomie zbudowanymi.
Proszę, wskazał ręką na obrazy zawieszone na lewej ścianie
-oto typowe, niezborne, ekspresyjne dzieło. Od razu widać, że
to twórczość chorego psychicznie. A te - tu wskazał na prawą
stronę sali - to tkaniny, zdyscyplinowane, świadomie tworzo­
ne... umilkł zdziwiony śmiechem, który ogarnął salę. Nie
wiedział tego, co obecni, iż są to wszystko prace tego samego
artysty p. Henela ze szpitala w Branicach, zresztą człowieka
którego hospitalizowano z absolutnie nie medycznych powo­
dów. Tkanina zmuszała do dyscypliny formy, obraz zaś nie
stawiał tych wymagań.
Jeśli wszystko jest sztuką, kryterium wykształcenia prze­
staje coś znaczyć. Więcej - nie zdziwię się, jeśli wkrótce
zaistnieje taka sytuacja, iż starsi amatorzy będą prezentowali
prace z kręgu realistycznego, malowane z natury, podczas gdy
tzw. profesjonaliści zaoferują dzieła eksponujące wyobraźnię.
Gość np. z Rosji łatwo będzie mógł odwrotnie odczytać ich
proweniencje, amatorów przypisać do Akademii, profesjona­
listów uznać za twórców „intuicyjnych".
Piszę o zjawisku, ponieważ - jak sądzę - wpłynęło na fakt
pozytywnej oceny mojej książki Sztuka zwana naiwną. Podej­
rzewam, że ta sama książka przed dziesięcioma laty takiej
oceny by nie uzyskała.
To, co przed czterdziestu laty widział Jean Dubuffet,
tworząc kolekcję l'art brut dostrzega dziś coraz więcej osób.

194

Także profesjonalni plastycy. Jednak ciążenie antagonizmu:
profesjonalny - nieprofesjonalny, tak silnie występujące
w latach PRL będzie występowało jeszcze długo. Wskazuje
na to choćby ten zabawny fakt, iż na znakomitych wystawach
sztuki „innej", kiedyś we wrocławskiej galerii Awangarda,
później w Krakowie, Warszawie, Radomiu (Talent, Pasja,
Intuicja), ostayiio w Bydgoszczy nie widziało się nikogo
z zawodowych plastyków (poza osobami uczestniczącymi
w jury). Ostentacyjna nieobecność. Jak by chcieli powiedzieć:
co to nas obchodzi? A może to obawa - co by by ło gdyby mnie
tutaj widziano?
Sytuacja dotyczy Polski. W innych krajach sztuka, zwłasz­
cza z kręgu Art Brut, twórczości spontanicznej, intuicyjnej,
budzi znaczne zainteresowanie, szczególnie środowisk twór­
czych. Inspiruje, rozszerza horyzont poszukiwań.
Skąd więc u nas ten antagonizm? Sądzę, iż jest on głęboko
osadzony w tradycji peerelowskich lat. Sztukę traktowano
wówczas jako składnik frontu ideologicznego, jedną z form
propagandy. Za przykładem Wielkiego Brata otaczano ją
opieką, twórcom zapewniano liczne przywileje, stypendia,
mieszkania, zagraniczne wojaże, plenery. Oczywiście wiąza­
ło się to z istnieniem centralnej instytucji, na którą władze
mogły mieć wpływ. Beneficja przysługiwały tym, którzy po
ukończeniu wyższych uczelni artystycznych zostawali przy­
jęci do związków twórczych.
Model ten przypominał radziecki. Tam ograniczał inwen­
cję nieporównanie silniej, choć dawał niezłą podstawę warsz-

�tatową np. do realistycznej kompozycji obrazu. Wiązał się
z ideologią socrealizmu. Ale, gdy u nas ta ideologia zwiet­
rzała, układ pozostał. Środki z budżetu Państwa zostały te
same, kierowane do Związku Plastyków, na stypendia. Uru­
chomiono w ten sposób mechanizm konkurencji, bowiem
dopuszczanie do stołu nowych adeptów uszczuplało istniejące
kwoty do podziału. Sytuacja ta w sposób oczywisty wymusza­
ła istnienie mechanizmów obronnych, podsycając konflikt
między profesjonalistami a amatorami. Władza konflikt ten
świadomie wykorzystywała, np. traktując go jako formę
nacisku na buntujące się w okresie Solidarności środowiska
związkowe. (Przyjęto wówczas do reżymowego Związku
przeszło 1000 amatorów).
Zastanówmy się z kolei nad sztuką ludową. Co ją wyróż­
nia? Gdzie ją sytuować na skali: oryginalność - konwencja?
Otóż poza rzeźbą cała sztuka ludowa należy do sfery, w której
decyduje konwencja. Proces twórczy polega w niej, podobnie
jak we wszystkich kulturach opartych o kanon artystyczny - na
poruszaniu się w wąskich ramach inwencji, na doskonaleniu
wariantów, realizacji tych propozycji, które uzyskują akcepta­
cję zarówno środowrska twórców, jak i odbiorców.
W sztuce ludowej obserwujemy tym większą wspólnotę
w ramach regionów, im większa jest zależność danej dziedzi­
ny od rzemiosła, narzędzia i techniki wykonania. W hafcie,
stroju, zdobnictwie, rzemiosłach - tradycja i sposób przesądza
o charakterze twórczości, którą postrzegamy jako dzieło
niemal anonimowe, osadzone w tradycji. Mówimy: Łowicz,
Opoczno, Kaszubi, Górale.
Jedynie rzeźba - jak to powiedzieliśmy - wyłamuje się z tej
sytuacji. Nie ma rzeźby łowickiej czy podhalańskiej, jest
Heródek, Lurka, Śledź, Krajewscy, Skrętowicz, Chajec, Olek­
sy. Ale obok nich, skoro działali w środowisku chętnym do
naśladowania, powstawały (działające przez kilka, kilkanaście
lat) ośrodki: łęczycki, paszyński, sierpecki, łukowski - już
podlegające „ludowym" prawidłom.
Rzeźba, zarówno dawna, jak i współczesna jest w swych
szczytowych osiągnięciach osobna, zależna od jednostki a nie
od środowiska. Dlatego, gdyby chcieć nazywać ją ściśle, a nie
zgodnie z tradycją, trzeba by ją widzieć w kręgu Art Brut.
Art Brut. Sztuka nie tknięta kulturą, nie ociosana, po­
zbawiona wszelkich wpływów. Bezpośrednio wyrażająca
człowieka. Poza konwencjami, modami, wpływami. Sztuka
ludzi, którzy za nic mają uznane wielkości i ciąg tradycji - i to
nie dlatego, że jej odrzucają, ale ponieważ ich nie znają, i znać
nie chcą. Nic to ich nie obchodzi. Nie dotyczy.
Twórca pojęcia, wybitny malarz i rzeźbiarz francuski Jean
Dubuffet szukał dzieł, które włączył do swej kolekcji Art Brut,
w szpitalach psychiatrycznych, w więzieniach, w środowis­
kach kloszardów, włóczęgów, żebraków. Na marginesach
społecznej egzystencji. Na dnie. Tam gdzie twórczość wyraża
człowieka direct. Bez posługiwania się już stworzonymi
formami. Śpiewu się uczymy, naśladujemy - krzyk rodzi się
sam. Z bólu.
Byłoby nonsensem traktować dyrektywy Dubuffeta do­
słownie, każdy funkcjonuje w jakimś obszarze kultury. Łączy
go z innymi ludźmi język, zasób doświadczeń wzrokowych,
słuchowych. Łączy pamięć krajobrazu, nawet gdy jest nim
rynsztok i krata wylotu powietrza na stacji metra.

Doświadczenia wzroku i pamięci tworzą tło i zaplecze
wyobraźni. W tym rozumieniu można je traktować jako stan
„przed-kulturowy". Podobnie jak sen. Budulec snu bywa
podobny - elementy rzeczywistości. Ale sen rządzi się swymi
prawami, równoległy do życia. Wyraża je, demaskuje, za­
wstydza. Zbieżność snu, jako fenomenu, z twórczością „pier­
wotną", wart jest wnikliwych studiów. I tu i tam występuje
zjawisko wzajemnego oddziaływania - świadomości i tego, co
poza nią. Podświadomość interweniuje w snach, kieruje
wyobraźnią, impulsami, które wyrażają się w rysunku, bazgrołach, obrazach, formach przestrzennych.
Nasza kultura kształtując, nawet formy buntu, anarchii,
kontrkultury, oddziela nas od natury. Przytłumia wrażliwość
na to, co się racjonalnie nie da ująć. Na niepojęte. Na
nienazwane. Na to, co jest obszarem wiary, lęku egzysten­
cji.
Zatraciliśmy umiejętność słuchania przyrody. Nie rozumie­
my, co do nas mówią ptaki i drzewa. Dostrzeżemy je dopiero,
gdy padną zatrute wyziewami fabrycznych kominów. Nie
czujemy miejsc „dobrych" dla nas i „złych", tego co tak
oczywiste dla kota i psa. Zwierzęta czują, wiedzę mają
w sobie, my musimy tworzyć narzędzia, by przywracać
równowagę, między nami a światem otaczającym. Niepokój
wynikły z tej sytuacji widoczny jest coraz silniej. Aula
warszawskiej Politechniki raz po raz zapełnia się czarow­
nikami, uzdrowicielami, przepowiadaczami przyszłości, szar­
latanami, eksperymentatorami medycyny nie-konwencjonalnej.
Ekstaza, stan olśnienia, natchnienie, siła modlitwy, mantry,
twórczość, oto miejsca styku kultury z tym, co nazywamy
naturą. Przebicie kokonu. Spojrzenie poza mur.
Twórczość spod znaku Art Brut nie układa się w ciąg
rozwojowy, iks nie będzie bogatszy doświadczeniem igreka,
nie ma co tu mówić o tradycji, rozwoju. Istotą Art Brut jest
nieustanny powrót do początku. Do niepokoju, trawiącego
człowieka. Do wiary, bez której życie wydać się może
pozbawione sensu. Do twórczości, którą sami sobie rzucamy
jak koło ratunkowe.
Życie, kiedy o nim pomyśleć jest straszne. Na szczęście
o nim nie myślimy, a jeżeli... - to mamy wypracowane przez
pokolenia protezy: religię, filozofię, twórczość. A dlaczego
twórczość? Ponieważ zatrzymuje czas. Ślad naszego istnienia.
Art Brut niczego nie załatwia. Nie jest i nie może być
programem. Więc czymże jest? Samotnym monologiem?
Sposobem istnienia? Głosem w ciemności? Ręką wyciągniętą
do ciebie, do mnie, do nas wszystkich?
Sztuka zwana naiwną. Cóż to za kategoria? Znakomity
znawca sztuki Oto Bihalji-Merin, „papież naiwnych", napisał,
iż twórczość naiwna jest spadkobiercą ludowej. Rozumiał
przez to, iż kiedy moc zbiorowości, która przesądzała o trady­
cyjnej formie sztuki ludowej, przestała istnieć, zostały in­
dywidualne potrzeby ekspresji twórczej, dal których podnietą
jest bardziej osobowość artysty, niż wzorce wśród których
żyje. Zauważmy przy tym, iż na kształt doznań twórcy
wiejskiego wciąż wpływa pejzaż, charakter zajęć, stosunek do
tradycji, poczucie zależności od sił przyrody, upodobania
estetyczne itp. Tworzą one zaplecze wrażliwości, zaplecze
wyobraźni.

195

�Sztuce naiwnej bliższy jest świat dziecięcej wyobraźni,
widoczna w niej jest pewna izolacja psychiczna, zresztą nie
wiele mająca wspólnego z psychopatologią. Znamienny jest
pod tym względem przykład okulisty niemieckiego dr. Papsta,
który - ceniony w kręgu zawodowym, wówczas gdy malował
bliski był sztuce, którą nazywamy naiwną.
I jeszcze jedno. Elementy „naiwności" dostrzegamy w róż­
nych obszarach sztuki. Zależnie od zaplecza doświadczeń
wzrokowych, świata otaczającego. Dla Heródka, Oleksego,
Miki, Wiśnios, Lampart - zapleczem będzie wieś, warunki
życia, to co się widziało od maleńkości. Dla Nikifora - także
fascynujący go świat cerkwi i kościołów, wyobrażenia, które
musiał sam dopowiadać, by się układały w spójny program
wiary, w świat zbudowany hieratycznie. Marty Michałows­
kiej „naiwność" przenika świat uporządkowany, dostatni,
wyrażając się w marzeniach i snach.
Naiwność, podobnie jak dobroć, serdeczność, zdolność
współczucia, może cechować ludzi z różnych kręgów społe­
cznych, biednych i bogatych (choć raczej tych nie myślących
o pieniądzach).
Dodajmy, że Dubuffet nie znosił zarówno sztuki ludowej,
jak i naiwnej. Szukał odrębności, siły wyrazu, własnego
głosu. Przypuszczam, że na tej ocenie „naiwnych" zaważyło
doświadczenie ówczesnej Jugosławii, gdzie sztuka zwana
naiwną była w znacznym stopniu zbiorową produkcją in­
spirowaną i monitorowaną, podobnie jak u nas Cepelia.
Dubuffet widział też w jakim kierunku podąża sztuka naiwna
we Francji i we Włoszech. Stała się stylem, naśladowanym,
wciągniętym w układy komercyjne.
Naiwni istnieją, ponieważ jest na nich zapotrzebowanie.
„Prawdziwych" było nie wielu, a czy jeszcze są? To pytanie
nurtowało mnie, a także Bihalji-Merina. Dlatego podjął
wysiłek zorganizowania wystawy „czystych" naiwnych,
w Monachium i ZUrichu. Pomagałem mu, wspólnie selekc­
jonując napływający materiał. Z Polaków pokazałem jedynie
Nikifora, Ociepkę i Rybkowskiego. Ale mimo naszych starań
„trzeba było" pokazać już powszechnie za naiwnych uznane
postacie. Zatarła się też granica między twórczością kręgu Art
Brut a naiwnymi. Raz jeszcze można się było przekonać, iż
syndrom naiwności manifestuje się różnie, a tam gdzie jest
najłatwiej rozpoznawalny - dotyczy zjawiska, które równie
dobrze można nazwać sztuką ludową (Gwatemala, Wenezue­
la, Kenia). „Naiwni" mieszczą się w obszarze, którego
jednym biegunem jest sztuka ludowa, a więc wspólnota,
drugim indywidualna kreacja, krzyk rozpaczy, obsesja.
A co ma do rzeczy norma zdrowia psychicznego?
Niewiele. Po pierwsze nie wiemy, co to jest to zdrowie. Co to
znaczy „zdrowy". Gdzie? W jakiej kulturze, środowisku? Kto
jest „zdrowy" - wrażliwy człowiek, czy cham? Pan Jezus,
poświęcający się za ludzi, gotów ponieść śmierć, cierpieć
- wówczas gdy mógł uciec, uchronić życie, czy żołnierz,
stojący na straży Jego grobu. Żołnierz, tak jak policjant,
zomowiec, wypełniający obowiązki, godzący się na to, by
wypełniać każde polecenie przełożonych. W kamieniołomach
(ale także mieszczańskich domach) intelektualista, poeta,

196

wydadzą się dziwakami; wśród intelektualistów człowiekiem
z marginesu okaże się „zwykły człowiek". Wśród twórców
inne są normy zachowania, rozwibrowania, niż wśród rol­
ników bądź robotników. Wielkie napięcie twórcze sięga
w sferę metafizyki, przekracza granice. Konrad, Kordian - jak
ich zakwalifikujemy?
Nasza epoka schyłku wieku zdaje się przyjmować niepisa­
ne kryterium - skoro twórczość zyskuje uznanie, pisze się
o niej, mówi, osiąga (to ważne!) wysokie notowania na
aukcjach - należy do nas, do świata żywych. Niedostrzeżona,
nieznana, charakterystyczna tylko dla niektórych stanów
psychicznych - pozostaje domeną zainteresowania klinik
psychiatrycznych.
Kiedy mamy do czynienia z bezspornie wielką sztuką
wręcz nietaktem byłoby pytanie o kondycję psychiczną
artysty. Goya, Bosch, Bacon, van Gogh, u nas Mickiewicz (u
kresu życia), Norwid, Chopin, Malczewski, Dunikowski - cóż
nas mogą obchodzić dziwne epizody w życiu artysty, momen­
ty niezwykłych napięć, wzlotów i upadków - czy bez nich by
była możliwa wielka twórczość?
Nie, to źle postawione pytanie, sugerujące iunctim; istotne
jest inne - czy widzimy związek pomiędzy napięciem
wyobraźni, stanem olśnienia twórczego, a przekroczeniem
tzw. normy zdrowia psychicznego. Oczywiście sztuka jest
obszarem, w którym ujawniają się nie tylko doświadczenia
człowiecze, ale także intuicje, błyski rozświetlające tajem­
nicze obszary niewiadomego. Sztuka przekracza doświad­
czenie, tworzy nowe rzeczywistości, wcześniej nie prze­
czuwane. Nie wierzę w kosmitów, w księgi święte na ziemię
zesłane. Ale milknę w niezwykłym zdumieniu słuchając
muzyki Mozarta, muzyki o której powiedziano, iż dziurawi
niebo. Muzyki Jana Sebastiana, w której zdajemy się bardziej
dotykać tajemnic świata, niż w osiągnięciach fizyki.
Dwa powody widzę, dla których zjawisko, którym się
interesujemy, jest ważne. Jeden - artystyczny. Ten dotyczy
nikłego procentu prac. Drugi - ludzki, terapeutyczny. Rozu­
miem przy tym to pojęcie szeroko, nie tylko jako formę terapii
zajęciowej. Są kategorie ludzi, zwłaszcza niepełnospraw­
nych, dla których ekspresja twórcza stanowi istotną, czasem
nawet jedyną formę samorealizacji.
Wtedy, gdy twórczość (obojętne jak i kiedy wywołana)
staje się dla człowieka ważna, problem estetyczny schodzi na
daleki plan. Twórczość ta ma bowiem pierwszorzędne zna­
czenie dla odbudowy psychicznej człowieka, dla jego samo­
poczucia. Bywa, że przywraca sens życia.
Ale* opiekunowie, mający wpływ na losy tych ludzi,
powinni tworzyć takie sytuacje, takie formy opieki, by dając
satysfakcję nie budzić próżnych nadziei. Nie mieszać w gło­
wach.
Istnienie mody na naiwnych czy Art Brut ma swoje strony
pozytywne. Nawet dla panoramy współczesnej sztuki. Ale
może też mieć skutki ujemne. O tym też trzeba pamiętać.
Zawsze jednak - najważniejszy jest człowiek. Jego spokój,
jego satysfakcje, jego los.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9676" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9654">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4c0d91cdec4509dbfb6f09eb9430bafe.pdf</src>
        <authentication>e7038287ccd73002d8754528c10588a8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115124">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2403</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115125">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115126">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2231</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115127">
                <text>Przeżyć fikcję / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115128">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.157-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115129">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115130">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115131">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115132">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115133">
                <text>Przeżyć fikcję
Aleksander Jackowski

Taki miałem dom, że nim jeszcze nauczyłem się czytać
i pisać widziałem już jak się składa i drukuje gazetę a kulisy
teatru poznałem niemal w tym samym czasie, w jakim
zacząłem chodzić na przedstawienia. A zacząłem wcześnie.
Zwłaszcza wyraziście utrwaliła się w mojej pamięci próba
Dziadów prowadzona przez Leona Schillera, jego mocowa­
nie się z oporną materią maszyn i ludzi w scenie walki Anioła
z Diabłem o duszę Konrada. Przeżyłem ją nawet mocniej, niż
widzianą już w spektaklu.
Ale film wciąż był tylko filmem, tajemniczą magią celuloi­
dowej taśmy. „Od środka" zobaczyłem go po raz pierwszy
w kilka lat po wojnie. Miałem jakąś sprawę do załatwienia
z Aleksandrem Fordem, pojechałem więc do Łodzi. Wszę­
dzie jednak słyszałem: właśnie wyszedł, może przyjdzie,
chyba jest obok. Ale obok go nie było. Wówczas Staszek
Wohl poradził mi, żebym przyszedł wieczorem „na plan".
Kręcono wówczas Ulicę Graniczną. Stare dzielnice Łodzi
udawały przedwojenną Warszawę, getto, okolice Twardej,
Żelaznej, Krochmalnej. Lśnił, po deszczu, mokry bruk.
Ekipa powoli zabierała się do zdjęć. Reflektory omiatały
martwe mury domów z wypalonymi oczodołami okien,
operator ustawiał kamerę. Ktoś (Wohl? Forbert?) tłumaczył
mi zasadę zajęć trickowych, kiedy to bliski plan filmowano
z natury, dalszy zaś zastępowała podwieszona plansza
z widokiem dachów i nieba. Nie zauważysz, gdzie się łączą ze
sobą — zapewniał. Akurat! — pomyślałem. Na pewno
zobaczę. Obok mnie zgromadził się już tłumek gapiów,
przypadkowi przechodnie, chłopcy z pobliskich podwórek,
statyści. Cierpliwie czekali aż charakteryzator uzna, że już
dostatecznie upiększył młodziutką Majkę Broniewską, asys­
tenci ustawią sytuację i w akcję wkroczy sam wielki Ford.
Wielki, oczywiście, dzięki sławie, którą zawdzięczał kręcone­
mu przed wojną Legionowi ulicy i pozycji w środowisku
partyjnym. W bramie, pod parasolami, pojawili się aktorzy,
widomy znak, że zaraz się zacznie. Obok nich dwa psy,
z którymi sprzeczał się ich opiekun, treser.
Zdziwiłem się, psy wysmarowano brązoworudą farbą. Po
co? W czarno-białym filmie? Stojący obok mnie kamerzysta
roześmiał się, zadowolony z mojej naiwności, mogę być
spokojny, zapewniał, na ekranie wilczury będą tak czarne,
jakby je dopiero co spuścił ze smyczy gestapowiec. Ale po co
dwa? Przecież w scenopisie występuje tylko jeden, czy na
wypadek nagłego zastępstwa, złamania łapy przez głównego
wykonawcę? Ach, nie, odpowiedział, każdy wykonuje inną
część roli. Bodajże jeden właził po murze, a drugi umiał
chodzić do tyłu. Oba były wyraźnie podniecone i, w przeciw­
ieństwie do aktorów, zdawały się palić do pracy. Tak to już
z psami jest, jak się wyuczą jakiejś sztuczki wciąż by się
chciały nią popisywać, jak dzieci.
Wreszcie pojawił się Ford, tak zaaferowany, że mowy nie
było o załatwieniu z nim żadnej sprawy. Badał ustawienie
kamery, na jego znak zapalały się reflektory, co chwila
z głośnym pyknięciem któryś gasł, co kwitowano niewybred­
nym komentarzem. Asystenci kręcili się, aktorzy markowali
sytuację.
My, widzowie, staliśmy potulnie, dystans, rzekłbym społe­
czny, rósł między obu grupami z minuty na minutę. Oni,

nawet statyści, demonstrowali swą wyższość, świadczyły
0 niej także szczegóły ubioru. Mieli swoją, środowiskową
modę, tak jak architekci czy kolejarze. Poruszali się z wy­
studiowaną niedbałością, nonszalancją na pokaz. Wiedzieli,
co robić, a my tylko próbowaliśmy sobie wyjaśnić, ich
zachowanie. Przestawiono reflektory, blendy, reżyser dyry­
gował — obiektyw bardziej w lewo, w prawo, zaglądał przez
wziernik, wreszcie dał znak — cisza! wszyscy zamarli w bez­
ruchu — zaterkotała kamera!
Ujęcie trwało dwie, może trzy minuty, i znów wszyscy się
ożywili, my też, żywo je komentując. Widownia przypomina­
ła gapiów, gromadzących się na ulicy wokół człowieka
przejechanego przez tramwaj, czy ładowanego do karetki
pogotowia. Wymieniano uwagi, próbując zrekonstruować
przebieg sceny, z której widzieliśmy tylko fragment. Kiedy
po wielu miesiącach (kręcono długo) film ukazał się na
ekranie, czekałem niecierpliwie na tę zapamiętaną przeze
mnie sekwencję.
Była ulica, lśniący od deszczu bruk, dom wypalony od
środka, był pies, Stefan Środka i Majka Broniewska, ale
ujęcia, które przy mnie kręcono, zabrakło. Poczułem się jak
oszukany, okradziony.
Dziesiątki, a może i setki tysięcy ludzi przyglądają się
kręceniu filmów. Ekscytuje podglądanie, każdy pewnie już
od dziecka chciałby wiedzieć w jaki sposób magik wyciąga
królika z cylindra, jak tresuje się słonia, by stał na jednej
nodze. No i jak się kręci film. To kręcenie stanowi szczególny
rodzaj ulicznego widowiska, nic więc dziwnego, że i ono stało
się jednym z wątków, wykorzystywanych przez producen­
tów. Zwłaszcza efektownie demonstrował kulisy zdjęć film
Kaskader z przypadku. Zaczynał się od budzącej grozę sceny,
kiedy to Belmondo z narażeniem życia wspinał się po stromej
ścianie domu na sam jego szczyt. Dech zapierało w piersi. Po
strasznie długiej półminucie kamera odjeżdżała, pokazując
daleki plan. Ściana domu leżała płasko na ziemi, aktor pełzał
na czworakach, imitując ogromny wysiłek, operator zaś
kręcił scenę z takiego kąta, że dreszcz zgrozy przenikać miał
widza. Tego przyszłego widza, na sali kinowej, bowiem
w miarę poszerzania się planu można było zobaczyć za
barierką, obok leżącego domu, tłumek gapiów. Cały film
realizowany był w podobnej poetyce. Zwłaszcza zapadła mi
w pamięć sekwencja wojenna, masakry na plaży. Najpierw
widziało się słupy dymu, ognia, wybuchy pocisków, rannych
1 zabitych, urwane nogi i ręce — a gdy już nasyciliśmy oczy
okrucieństwem — kamera przesuwała się w prawo, pokazu­
jąc tłum widzów, przyglądających się z mostu widowisku.
Kilka razy stałem się przypadkowo świadkiem kręcenia
filmów. Stare samochody, słupy z ogłoszeniami, powozy,
stroje — wywoływały, jak Proustowskie magdalenki, wspo­
mnienia młodości, kiedyś nawet zostałem wplątany w akcję.
Przechodziłem późnym wieczorem przez paryski Pigalle,
kiedy niespodzianie zalśniło zielonkawe światło, usłyszałem
wystrzały, kilku drabów przebiegało potrącając mnie, za
nimi pędzili policjanci z rewolwerami wyciągniętymi przed
siebie, jak w serialach telewizyjnych. Poświata trochę uspo­
kajała, pewnie film, pomyślałem, ale napięcie zostało. Wplą­
tałem się, mnie wplątano w jakąś aferę. Moja prywatność,

157

�i n t y m n o ś ć z o s t a ł a bezkarnie p o g w a ł c o n a przez sam fakt
uczestnictwa, przez przestrach. A zresztą — film m ó g ł
d o t r z e ć i do nas, znajomi, k t ó r z y by go obejrzeli, mieli prawo
z r o b i ć wielkie oczy — patrz, przecież to Jackowski!
Zdarza się, że kręcenie filmu n a r a ż a na szok. T o więcej niż
naruszenie p r y w a t n o ś c i , sceneria i akcja — wbrew naszej
woli — może uruchamiać pokłady pamięci, przywoływać
zdarzenia, o k t ó r y c h nie chce się p a m i ę t a ć . Jest b o w i e m czas
p a m i ę t a n i a i czas zapominania. Nie przypadkiem ten czas
p a m i ę t a n i a obwarowany jest c e r e m o n i a l n ą o t o c z k ą , f o r m ą ,

k t ó r a p o z w a l a j ą c na p a m i ę ć , zarazem o s ł a b i a d r a s t y c z n o ś ć
przeżycia. C h o d z i m y na groby bliskich w d z i e ń Święta
Z m a r ł y c h , czcimy z b i o r o w o i oficjalnie p a m i ę ć ofiar Po­
wstania Warszawskiego, uczestniczymy w apelu poległych,
s k ł a d a m y wieńce, palimy znicze. Są to wszystko sytuacje
zaprogramowane, obudowane r y t u a ł e m , na k t ó r e godzimy
się ze ś w i a d o m o ś c i ą tego, co nas czeka. Bywa jednak i tak, że
nie m y r z ą d z i m y sytuacją, lecz ona nami.
K r ę c o n o właśnie w Warszawie film a m e r y k a ń s k i Noc
generałów. M a ł o k t o o t y m wiedział, po prostu „ w y n a j ę t o "

П. I , 2. F r a g m e n t y s c e n o g r a f i i z f i l m u W . H a s a

158

Sanatorium Pod Klepsydrą

�na ileś t a m godzin nocnych plac Trzech K r z y ż y i p o b l i s k ą
część Alej Ujazdowskich.
Była to typowa u s ł u g a za p i e n i ą d z e . N i k o m u jednak nie
przyszło na myśl, by p o w i a d o m i ć o t y m m i e s z k a ń c ó w
pobliskich d o m ó w . M o ż e nawet u k a z a ł a się j a k a ś notatka
w „ Ż y c i u Warszawy" czy „ E x p r e s s i e " , ale przecież nie
wszyscy czytają d o k ł a d n i e gazety. T a k oto, gdy niczego nie
p o d e j r z e w a j ą c , wyszli rano na ulicę, zobaczyli scenerię
d o k ł a d n i e p r z y p o m i n a j ą c ą okres okupacji. N a o k r ą g ł y c h
s ł u p a c h w i d n i a ł y takie same, j a k w ó w c z a s , afisze zawiada­
miające w d w ó c h j ę z y k a c h — p o l s k i m i niemieckim, o pole­
ceniach w ł a d z , z a k ł a d n i k a c h i w y k o n a n y c h w y r o k a c h śmie­
rci.
N a r o g u Alej stał p a t r o l w niemieckim mundurze, w po­
wietrzu u n o s i ł się zapach d y m u z petard, u ż y t y c h w czasie
zdjęć. K i l k a starszych kobiet, k t ó r e p a m i ę t a ł y w o j n ę , do­
z n a ł o szoku. J u ż nie tylko c h o d z i ł o o p a m i ę ć w y d a r z e ń
brutalnie przypominanych, ale i o n i e p e w n o ś ć — prawda t o ,
czy fikcja. R z e c z y w i s t o ś ć , czy f i l m . Znajomy psychiatra ze
szpitala przy u l . Sobieskiego p o w i e d z i a ł m i , że tego dnia
przyjęli przeszło dwa razy więcej p a c j e n t ó w niż normalnie.
N a Nowowiejskiej podobnie. Fikcja dla wielu ludzi stała się
rzeczywistością. Granica uległa zatarciu.
O wielu takich sytuacjach o p o w i a d a ł m i Jan R y b k o w s k i .
Kręcił w Lipcach Reymontowskich Chłopów i we wsi dosko­
nale wiedziano, że to film, aktorzy... A przecież, gdy po paru
latach k i l k u z nich p r z y j e c h a ł o na j a k ą ś u r o c z y s t o ś ć do wsi,
przyjęto ich j a k najbardziej serio. Pytano o t o , j a k żyją,
oczywiście w s k ó r z e p o w i e ś c i o w y c h postaci. K l ę k a n o przed
Pieczką, całując go po r ę k a c h , a on, zupełnie cywilny, bez
k o l o r a t k i — bezradnie b r o n i ł się przed oznakami szacunku,
j a k i m i darzono księdza, k t ó r e g o grał w filmie. P r ó b o w a ł
wyjaśniać, że jest „ t y l k o " aktorem, ale fikcja tak j u ż silnie

splotła się z rzeczywistością, że nie d a ł o się jednej oddzielić od
drugiej.
Powiecie — głupie, wiejskie, stare baby. Ż e b y . . . sam
w i d z i a ł e m w archiwach Polskiego Radia oficjalne listy od
miejscowych w ł a d z , w k t ó r y c h reagowano na wydarzenia
opisywane w serialach, Matysiakach, W Jezioranach. W i l ­
helm Szewczyk p o k a z a ł m i pismo z powiatowej K o m e n d y
M i l i c j i , opatrzone pieczęcią, w k t ó r y m k o m u n i k o w a n o
o wszczęciu śledztwa czy p o s z u k i w a ń w sprawie, poruszonej
przez b o h a t e r ó w serialu, emitowanego w latach sześćdziesią­
tych przez r o z g ł o ś n i ę k a t o w i c k ą .
N i e p r z e ś c i g n i o n y m , wręcz klasycznym p r z y k ł a d e m zatar­
cia granic fikcji w ś w i a d o m o ś c i odbiorcy stało się, nadane
k r ó t k o przed w o j n ą w Stanach Zjednoczonych, s ł u c h o w i s k o
Orsona Wellesa Wojna światów. N a d ź w i ę k syren, p e ł n e g o
napięcia głosu spikera, w z y w a j ą c e g o do opuszczenia miasta,
n a s t ą p i ł o istotne pandemonium. T o , co m o ż l i w e , p r z y j ę t o za
istniejące, rzeczywiste.
G o t ó w jestem przyjąć, że wina radia była ewidentna. K t o
nie usłyszał zapowiedzi s ł u c h o w i s k a , m i a ł prawo przestra­
szyć się, uwierzyć w p r a w d z i w o ś ć k o m u n i k a t ó w i r o z k a z ó w .
W kinie, na t a ś m i e filmowej, b y ł y b y one odebrane j a k o
fikcja. Sprawa jednak wcale nie jest taka jednoznaczna.
Zdarza się, że wierzymy w c o ś , co jest w oczywisty s p o s ó b
w y m y ś l o n e , przedstawione, zagrane. M o ż e nie tyle wierzy­
my, co chcemy przeżyć sytuację emocjonalnie. Chcemy
z a p o m n i e ć , że to t y l k o widowisko. Nieistotne przy t y m , czy
jest n i m kręcenie filmów, czy też parada w historycznych
kostiumach. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy w g r ę
w c h o d z ą uczucia patriotyczne, emocje wyzwolone p o d n i e t ą
widowiska, ulicznego, teatralnego.
W y s t ę p u j ą przy t y m r ó ż n e formy z a c h o w a ń , od u t o ż ­
samienia się z sytuacją, bohaterem, po przeżycie w y d a r z e ń ,
p o b u d z a j ą c y c h patriotyczne ( b ą d ź inne) reakcje: U t o ż s a m i e -

I I . 3. J e r z y S k a r ż y ń s k i , s z k i c jednej z w e r s j i d e k o r a c j i

159

�nie m o ż n a oczywiście u z n a ć za zachowanie skrajne, w y n i k ł e
z n a i w n o ś c i widza, jego nieobycia z k o n w e n c j ą w i d o w i s k a ,
ale w istocie k a ż d y z nas jest potencjalnie zdolny do takiego
poddania się emocjom. Popatrzmy na zachowanie publicz­
ności w czasie w a l k bokserskich na ringu, zwłaszcza, gdy
k t o ś w y r a ź n i e kibicuje jednemu z z a w o d n i k ó w . O k r z y k i ,
ciosy wymierzone w powietrze, u n i k i , pouczenia - tak go!
sierpem! lewym! — poparte ruchem ciała, gestykulacją.
P r z y p o m n i j m y sobie ostatnie mecze d r u ż y n y trenera G ó r s ­
kiego. Czy u m i e l i ś m y p o w s t r z y m a ć się o d chwil u t o ż s a m i e ­
nia z napastnikiem strzelającym d o b r a m k i przeciwnika, o d
mrowienia i n a p i ę c i a mięśni, gdy to nasz bramkarz r a t o w a ł
p a r a d ą d r u ż y n ę o d gola. Jeszcze w y r a ź n i e j dostrzec m o ż n a
przeżycie fikcji u dzieci. O t o malec w n a p i ę c i u p r o w a d z i
w y ś c i g o w y w ó z , inny r o z k ł a d a r ą c z k i , warczy — jest i p i l o ­
tem, i samolotem, szybuje w y s o k o nad miastem. Bach!
Zrzuca b o m b y . Oczywiście z dzieciństwa się wyrasta, ale
przecież n i e z u p e ł n i e . Pewne reakcje, siła w y o b r a ź n i pozos­
tają, nie zabite do k o ń c a „ d o r o s ł o ś c i ą " . G o m b r o w i c z u k u ł
termin „ p o d s z y t y dzieckiem". A l e ż tak! jeśli nie z a t ł u k l i ś m y
d o s z c z ę t n i e swej wrażliwości, w i e d z ą c co „ w y p a d a " , a czego
„ n i e w y p a d a " r o b i ć , bo nie licuje to z p o w a g ą stanowiska czy
wieku, jeśli odnajdujemy w sobie p a m i ę ć dziecka, świeżość
d o z n a ń , b y ć m o ż e i w swoim d o ś w i a d c z e n i u widza do­
strzeżemy z a a n g a ż o w a n i e w akcję, p s y c h i k ę postaci. Zaan­
g a ż o w a n i e , k t ó r e g o s k r a j n ą f o r m ą m o ż e się s t a ć u t o ż s a m i e ­
nie.
Reakcja emocjonalna bywa niekiedy zaostrzona i p o b u ­
dzona do granic histerii. Dzieje się tak, kiedy otacza nas
t ł u m , kiedy nasza dyspozycja zostaje g w a ł t o w n i e p r z e k s z t a ł ­
cona w zachowanie w r ę c z ekstremalne. T ł u m m o ż e b y ć
straszny, właśnie przez p o d a t n o ś ć na b o d ź c e . W s p a n i a ł y ,
gdy o g a r n i ę t y t y m samym uczuciem szczęścia świętuje na
ulicach koniec wojny. G r o ź n y i d u m n y , gdy ż ą d a ; straszny,
kiedy doprowadza do lynchu, p a r o k s y z m ó w nienawiści.
W i d o w i s k o , k t ó r e o d w o ł u j e się do zbiorowej reakcji
p u b l i c z n o ś c i , nabiera nieoczekiwanej siły, t o j u ż nie „ m a g ­
dalenka", p o z w a l a j ą c a p r z y w o ł a ć moje, twoje wspomnienia,
ale żagiew. T ł u m żyje t ą s a m ą m y ś l ą , podniecony, g o t ó w
entuzjazmem o d p o w i e d z i e ć na s ł o w a p a d a j ą c e ze sceny.
Marsylianka z b u r z y ł a Bastylię. Po ostatnim spektaklu D e j m k o w s k i c h Dziadów,
k t ó r y stał się widowiskiem nie t y l k o
artystycznym, ale i politycznym, m ł o d z i e ż p o s z ł a demonst­
rując p o d p o m n i k Mickiewicza. P ó ź n i e j były marcowe
spektakle nienawiści sztucznie podniecanej, a r a n ż o w a n e
g ł u p i o (np. h a s ł o na transparencie w Sali Kongresowej,
widoczne w czasie transmisji telewizyjnej „Syjoniści do
Syjamu").
Jeśli p r z y p o m i n a m te fakty, to w t y m celu, by z w r ó c i ć
u w a g ę na ponadczasowy mechanizm z a c h o w a ń i siłę w i d o ­
wisk, dziejących się w t ł u m i e : teatru, parad, defilad, scen
k r ę c e n i a filmów. F i l m sam, c h o ć m o ż e p o b u d z a ć nastroje
(np. Człowiek z marmuru) ma ograniczony p u ł a p ekscytacji
w i d o w n i . Podobnie j a k świetny, celny felieton w gazecie
( „ N a s z premier — wasz prezydent"). Jednak ani film, ani
felieton nie w y p r o w a d z ą nas na ulicę.
O t y m z a ś , j a k d z i a ł a w i d o w i s k o teatralne ś w i a d c z y
c h o ć b y opis reakcji p u b l i c z n o ś c i na premierze ś p i e w o g r y Cud
mniemany, czyli Krakowiacy i Górale.
T a k pisze o t y m wydarzeniu Zbigniew Raszewski w m o n o ­
grafii B o g u s ł a w s k i e g o :
„ W r e s z c i e aktorzy u m i l k l i . Z a t o na w i d o w n i r o z p ę t a ł a się
burza. Fora! — k r z y c z a ł a p u b l i c z n o ś ć j e d n y m g ł o s e m klasz­
c z ą c i t u p i ą c — «cały parter, loże, galeria, paradyz h u c z a ł y

160

z o k l a s k ó w , trzęsły się o d t u p a n i a » . Wedle Trembeckiego a ż
cztery razy aktorzy musieli p o w t a r z a ć finał i k ł a n i a ć się
p u b l i c z n o ś c i , k t ó r a nie d o w i e r z a ł a w ł a s n e m u szczęściu.
« O p e r e t k a ta — pisze K a r p i ń s k i — b y ł a p o c z ą t k i e m
i r o z g r z a ł a u m y s ł y do przyszłej rewolucji, b y ł a o s n o w ą
r o z m ó w p o domach i czyniono sobie nadzieje szczęścia,
k t ó r e z d a w a ł a się o b e c y w a ć ta sztuka t e a t r a l n a » . "
Nie trzeba z a b o r ó w , by p o d o b n ą reakcję e m o c j o n a l n ą
dostrzec w bardzo niedawnej przeszłości. O t o w siedem­
dziesiątych latach k r a k o w s k a Piwnica p o d Baranami co
pewien czas, przy okazji rocznic, inicjowała w i d o w i s k a
uliczne. Jedno, z okazji 100-lecia śmierci Najjaśniejszego
Cesarza Franciszka Józefa, m i a ł o czysto w i d o w i s k o w y cha­
rakter. Ż a r t o b l i w i e , z n u t k ą sentymentu za czasami, k t ó r e
w r ó c i ć nie m o g ł y , a n g a ż o w a ł o w z a b a w ę nawet miejscowe
w ł a d z e . P o d k r e ś l a m — miejscowe, krakowskie, b o w i e m
w stolicy podobna impreza b y ł a b y nie do p o m y ś l e n i a .
Z r e s z t ą w Poznaniu i K a t o w i c a c h t a k ż e nie. Z a p o w a ż n e t o
miasta. Tymczasem K r a k ó w to i Wesele; i tradycja Zielone­
go Balonika, i Piotr Skrzynecki, m ę d r z e c - p r z e ś m i e w c a na
szczególnych (bo przecież nie wariackich) papierach. P i o t r
i Piwnica. T y l k o w K r a k o w i e m o ż l i w a b y ł a uroczysta parada
„ k u czci", w k t ó r e j p o d w i e l k i m portretem Cesarza jechali
w d o r o ż c e pierwszy sekretarz K o m i t e t u W o j e w ó d z k i e g o
P Z P R J ó z e f Klasa oraz prezydent miasta. Z a n i m i w d o r o ż ­
kach muzycy F i l h a r m o n i i grali h y m n a u s t r o - w ę g i e r s k i , ze
wzruszeniem przyjęty przez; starszych k r a k o w i a n . ( N b . K l a s ę
p r ę d k o w y s ł a n o na p l a c ó w k ę , daleko, d o M e k s y k u ) .
I n n a impreza Piwnicy t a k ż e m i a ł a w zamierzeniu zabawo­
w y charakter. W j a z d księcia Józefa Poniatowskiego d o
K r a k o w a p o w i n i e n był b u d z i ć ż y w ą reakcję w i d z ó w , barw­
nością,
sięgnięciem
do
historii,
nutą
patriotyczn o - s e n t y m e n t a l n ą , a t a k ż e u d z i a ł e m w imprezie Daniela
Olbrychskiego, k t ó r y na k o n i u wspaniale w y g l ą d a ł j a k o
książę Józef. Tymczasem reakcja w i d z ó w przeszła wszelkie
oczekiwania. P o d k o p y t a r u m a k a kobiety rzucały kwiaty,
kupione przecież za w ł a s n e p i e n i ą d z e , łzy mieszały się
z u ś m i e c h a m i . Olbrychski — j a k potem m ó w i ł — p o c z u ł , że
t o c o ś więcej niż gra, odtwarzanie jakiejś postaci. Stał się t y m
ludziom potrzebny j a k o katalizator narodowych p r a g n i e ń .
W i ę c i o n się wzruszył, zaskoczony entuzjazmem t ł u m u . C o
na to w p ł y n ę ł o ? C o s p r a w i ł o , że w i t a n o go n a p r a w d ę j a k
księcia Józefa. O d p o w i e d ź nie jest trudna. W y g l ą d a ł świet­
nie, uroczy, d u m n y i zarazem bliski, nasz. A co ważniejsze,
w tych latach szarych, nie z a b o r ó w przecież, ale t ł u m i ą c y c h
tradycje patriotyczne — u ł a ń s k i e czaka, konie, m u n d u r y
d a w a ł y upust t ł u m i o n y m emocjom, s t a w a ł y się znakami
p o l s k o ś c i , prawdziwej w o l n o ś c i . A książę J ó z e f j a k się
o k a z a ł o , b u d z i ł większe sympatie, niż m o ż n a b y ł o sądzić.
Dzielny, niepokorny, dobry i d o b i t k i i do w y p i t k i , uwodzi­
ciel kobiet — a przy t y m , j a k legenda k a ż e — n i e z ł o m n y
o b r o ń c a h o n o r u polskiego ż o ł n i e r z a , g o t ó w w jego imię
z g i n ą ć w nurtach Elstery.
Jak silne są w pewnych sytuacjach reakcje w i d z ó w prze­
k o n a ł e m się o t y m w Warszawie, w czasie k r ę c e n i a filmu
Kawalerowicza Śmierć Prezydenta. J e c h a ł e m autobusem na
plac K r a s i ń s k i c h . Nagle — na K r a k o w s k i m P r z e d m i e ś c i u
— widoczne poruszenie, patrzcie! patrzcie! Ludzie przylgnęli
do szyb. N a latarniach w i d n i a ł y u k o ś n i e b i e g n ą c e o d d o ł u do
g ó r y b i a ł o - a m a r a n t o w e szarfy. U g ó r y wieńczyły je czarne,
ż a ł o b n e k o k a r d y . W y s i a d ł e m , a wraz ze m n ą wielu p a s a ż e ­
r ó w . U l i c a też w y d a ł a m i się j a k b y inna, o d M i o d o w e j
wjeżdżał o d d z i a ł kawalerii. Nasi! nasi! - w o ł a n o . Niesamo­
wite w r a ż e n i e , ci ludzie nigdy nie widzieli przedwojennych

�u ł a n ó w , do tego j a d ą c y mieli m u n d u r y z p o c z ą t k u lat
dwudziestych, k t ó r y c h i j a j u ż nie z n a ł e m , a przecież lance
z p r o p o r c z y k a m i b i a ł o - c z e r w o n y m i , wypustki na k o ł n i e r z u
m u n d u r ó w , czapki — wszystko to z d a ł o się j a k b y odzyskane,
nasze, bez w ą t p i e n i a nasze, przedpeerelowskie. G ł u p i , wzru­
szyłem się. Ż e b y m t y l k o ja! Z a s z e d ł e m do pobliskiego
b u d y n k u , w Centralnej Poradni Amatorskiego R u c h u A r t y s ­
tycznego podniecenie. Koledzy śpiewali legionowe piosenki.
Z d z i w i ł e m się, przecież mieli nie więcej niż d w a d z i e ś c i a k i l k a
lat. Z n a l i . P a m i ę t a l i . J e d n ą po drugiej, wzruszenie. Czym?
Polskie Wojsko! — wszędzie to m ó w i o n o . T r w a ł o tak przez
trzy, a m o ż e i cztery d n i . W ł a ś n i e wtedy, w dzień k r ę c e n i a
pogrzebu zamordowanego Prezydenta, siedziałem pisząc c o ś
w k a w i a r n i „ U j a z d o w s k i e j " , blisko placu Trzech K r z y ż y .
D o c h o d z i ł a jedenasta, gdy z oddali usłyszałem Marsz żałob­
ny Chopina, grany przez d ę t ą o r k i e s t r ę . Natychmiast p o m y ś ­
lałem — pogrzeb Narutowicza. M u s z ę d o d a ć , że m o r d
p o p e ł n i o n y na n i m s t a n o w i ł najsilniejszy szok w latach mej
m ł o d o ś c i . N i e znano przecież telewizji, k t ó r a przyzwyczaja
znosić spokojnie o k r u c i e ń s t w a . M ó j świat w y d a w a ł się d o t ą d
idylliczny — i nagle ta straszna zbrodnia. W s t r z ą s n ę ł a m n ą ,
z o s t a w i ł a ślad po dzień dzisiejszy.
Nie n a m y ś l a ł e m się ani c h w i l i , w y b i e g ł e m na ulicę. Z dala
w i d n i a ł o czoło ż a ł o b n e g o pochodu, szybko d o g o n i ł e m go,
o k r ą ż a j ą c Wiejską, tak by znaleźć się na jego tyle, w ś r ó d
tysięcy u c z e s t n i k ó w . Szedłem g ł ę b o k o przejęty. Ból kiedyś
doznany wrócił chyba jeszcze bardziej d o t k l i w y , wzmoc­
niony scenerią, ż a ł o b n y m t ł u m e m , w i d o k i e m t r u m n y wiezio­
nej na lawecie, a zwłaszcza przejmującymi d ź w i ę k a m i mar­
sza. Szedłem, o d d a j ą c h o ł d N a r u t o w i c z o w i , przecież wie­
d z ą c , że to wszystko udawane, na niby, do filmu, ale
wzruszony i przejęty n a p r a w d ę . Jestem p r z e ś w i a d c z o n y , że
tak samo, wcale nie silniej, r e a g o w a ł b y m na rzeczywisty
pogrzeb.
M a m y w t y m przypadku do czynienia j a k b y z d r u g ą , nie
z a p r o g r a m o w a n ą rolą filmu. Oczywiście takie wzruszenia
j a k przy Śmierci Prezydenta nie są j u ż prawdopodobne, c h o ć
życie m o ż e niespodzianie p r z y d a ć a k t u a l n o ś c i k r ę c o n y m
ujęciom, m i m o t o sama scenografia filmu b y w a niekiedy
warta specjalnego wyeksponowania. N i c z y m Disneyland.
Z r o z m y s ł e m p o w o ł u j ę się na ten kiczowaty cud X X
wieku. W Disneylandach (jest ich j u ż k i l k a ) widz o g l ą d a
sztucznie odtworzone (i po części zmistyfikowane) miasta,
miasteczka i osady Dzkiego Zachodu, dziwy przyrody,
kaskady, prerie i puszcze nieprzebyte. Są to t r ó j w y m i a r o w e
scenografie, t r ó j w y m i a r o w e w t y m sensie, że d o m w y g l ą d a
j a k d o m , i nawet jeśli nie stoi na solidnym fundamencie, to
w i d a ć przez okna, że w ś r o d k u m a ściany, pokoje, a w nich
meble, firanki, ż y r a n d o l e . Disneyland jest z tej samej rodziny
co Barbie. Płaci się za z ł u d z e n i a , iluzję, o k t ó r e j wiemy, że n i ą
jest. Inaczej s t a r c z y ł o b y obejrzeć kilkanaście filmów d o k u ­
mentalnych, w y p o ż y c z e n i e ich w y n i o s ł o b y nawet taniej, niż
bilet do disneyowskiego p a ń s t w a .
Dekoracje do filmów zawsze b u d z i ł y moje zainteresowa­
nie. I podziw. Przecież z d a w a ł e m sobie s p r a w ę z tego, że są
z d y k t y , że to udawane, ż a d e n k a m i e ń — a nie u m i a ł e m się
p o w s t r z y m a ć od s t u k n i ę c i a w niego palcem. Święty Tomasz,
niedowiarek, siedzi pewnie w wielu z nas. Ż a l m i zawsze, gdy
się dekoracje rozbiera, w o l a ł b y m by zostały tak d ł u g o , j a k
m o ż n a . J a k a ś karczma przy u l . Grodzkiej w Lublinie,
stylowe domy na warszawskiej S t a r ó w c e , k o ł o placu Z a ­
mkowego. Skoro i tak cała S t a r ó w k a niewiele ma w s p ó l n e g o
z zabytkiem, w d o s ł o w n y m znaczeniu tego pojęcia, czemu nie
dodano tego pysznego d o m k u — ż a ł o w a ł e m . W i e m , b y ł

niezgodny z przekazem Canaletta, nietrwały, ale przecież
b u d z i ł powszechne zainteresowanie.
Nie tak dawno temu zburzono dekoracje l o n d y ń s k i e j
Baker Street, sąsiadujące z b u d y n k i e m T V na Woronicza.
P o w s t a ł y za c z a s ó w S z c z e p a ń s k i e g o , k t ó r e g o z sentymentem
w s p o m i n a j ą w telewizji, zburzono zaś je za Drawicza. S ą d z ę ,
że tysiące w a r s z a w i a k ó w c h c i a ł o b y je obejrzeć, nawet p ł a c ą c
za bilet w s t ę p u .
Oczywiście, dekoracje t y m się r ó ż n i ą od Disneylandu, że
są martwe, bez ludzi, p r z e b i e r a ń c ó w , sztucznych I n d i a n czy
k o w b o j ó w , ale m i m o wszystko działają na w y o b r a ź n i ę .
Przepraszam za nietaktowny p r z y k ł a d , ale nasuwa m i się
obraz M a j d a n k a . P a m i ę t a m o b ó z rzeczywisty, b y ł e m t a m
d o s ł o w n i e w p ó ł godziny po wyzwoleniu go przez wojsko,
dziś jest to scenografia, nawet deski, belki, drzwi i prycze
trzeba b y ł o po t y l u latach w y m i e n i ć . Jest to więc j u ż nie
dokument, lecz pewnego rodzaju p o m n i k .
Scenografia t a k ż e wtedy wchodzi w k o n t a k t z rzeczywis­
tością, gdy filmowcy a d a p t u j ą do swych potrzeb zabytkowe
obiekty, a nawet w swoisty, zupełnie szczególny s p o s ó b
p o d e j m u j ą się „ p r a c konserwatorskich". K a ż d y m o ż e zoba­
czyć efekt takiego współżycia filmu z zabytkiem w sali
balowej z a m k u w K s i ą ż u . B u d o w l a eklektyczna, ale wspa­
niała, bajecznie usytuowana, t u ż pod W a ł b r z y c h e m . Szabrowano j ą wiele razy. Najpierw żołnierze A r m i i Czerwonej
wywieźli, co uznali za cenne, później nasi, a jednak z o s t a ł y
rzeźby, sztukaterie, nawet gdzieniegdzie posadzki. O t ó ż
w sali balowej postanowiono kręcić, j u ż nie p o m n ę , Trędo­
watą czy Hrabinę Cosel. Szybko doprowadzono w n ę t r z e do
takiego stanu, że m o g ł o u c h o d z i ć za autentyczne. Oczywiście
t y l k o na filmie, b o w i e m ze w z g l ę d u na koszty i p e ł n ą
d e z y n w o l t u r ę kierownictwa produkcji
zrekonstruowano
uszkodzone rzeźby... jedynie z tych p r o f i l i , k t ó r e m i a ł y b y ć
widoczne w obiektywie kamery. Tandetne paski a l u m i n i u m
zastąpiły inkrustacje srebrem. S ł o w e m z sali p a ł a c o w e j
zrobiono zabawny p o m n i k filmowego chamstwa i niechlujst­
wa.
A jednak z e t k n ą ł e m się ze z n a k o m i t y m dziełem sceno­
graficznego kunsztu, t a k i m k t ó r e w y w a r ł o na mnie wielkie
w r a ż e n i e . N i e p o m y s ł e m , fantazją, u r o d ą kolorystycznej
kompozycji, lecz nastrojem. P r z e ż y w a ł e m je, m a j ą c j u ż
w p a m i ę c i przeżycie w y w o ł a n e w i d z i a n ą przed laty w P a r y ż u
w y s t a w ą Kienholza, jednego z najciekawszych t w ó r c ó w
w s p ó ł c z e s n y c h . T e ż znalazły się t a m sceny o d w o ł u j ą c e się do
nastroju, w y o b r a ź n i . Salon, z k t ó r e g o w y p a r o w a ł o życie
i zostały t y l k o meble, firany, a w w i k t o r i a ń s k i m fotelu zetlałe
szczątki starej kobiety owiniętej c z y m ś , co niegdyś b y ł o
k o r o n k ą . P a n o w a ł n a s t r ó j śmierci, wręcz intensywnie c z u ł o
się czas miniony, j a k w n i e k t ó r y c h scenach z filmów Bunuela.
Szczególnie p o r u s z y ł mnie Bar. W c h o d z i ł o się do niego po
stopniach, w e w n ą t r z lśniły p r z y ć m i o n e d y m e m papiero­
sowym szyldy, reklamy, akcesoria typowe dla tego rodzaju
l o k a l i . Z a w i e l k i m kontuarem, po prawej stronie, w i d n i a ł y
p ó ł k i z butelkami w i n , w ó d e k i k o n i a k ó w na ladzie, j a k b y
dopiero postawiony, kufel piwa, o p a d a ł a z niego piana,
t w o r z ą c d o k o ł a m o k r ą p l a m ę . Czas s t a n ą ł . D o s ł o w n i e .
W s k a z ó w k i zegara z a m a r ł y w p ó ł drogi m i ę d z y j e d n ą a d r u g ą
s e k u n d ą . Ludzie, tłoczący się w lokalu i przy b a r k u znieru­
chomieli, j a k b y p o r a ż e n i , zastygli w u ł a m k u sekundy. O b o k
mnie żarzył się papieros w d ł o n i m ę ż c z y z n y . A l e i o n stał bez
ruchu. Nagle, w t y m m a r t w y m t ł u m i e , k t o ś się p o r u s z y ł .
D o p i e r o to b y ł o niesamowite. Jakby w muzeum figru
woskowych Churchill w y c i ą g n ą ł do ciebie r ę k ę . A l e t a m
figury k o m p o n o w a ł y się w żywe obrazy, natomiast w Barze

161

�d o m i n o w a ł n a s t r ó j . Widzowie, tacy j a k j a , poruszali się
w ś r ó d m a n e k i n ó w , do z ł u d z e n i a n a ś l a d u j ą c y c h ludzi. Par­
don! p r z e p r a s z a ł e m , p o t r ą c i w s z y k o g o ś . Ż y w e g o ? M a n e k i n a
z tego theatrum? Wszystko s u g e r o w a ł o , iż przed chwilą
w u ł a m k u sekundy stało się c o ś strasznego i życie wyparowa­
ło, tak szybko, iż nawet ziemskie p o w ł o k i ludzi nie zdążyły
o s u n ą ć się na p o d ł o g ę . Lada chwila to, co jeszcze z o s t a ł o ,
m o g ł o się w p o p i ó ł zamienić. J u ż k ą t e m oka d o s t r z e g ł e m j a k
przyprusza część cyferblatu, blat stolika. T r u d n o b y ł o o p r z e ć
się nastrojowi, j a k i w y w o ł y w a ł ten przekaz artysty. Memento
mori, z d a w a ł się m ó w i ć , a dodam, że d z i a ł o się to w latach,
kiedy prasa d u ż o pisała o zaletach wodorowej bomby, k t ó r a
zabija „ t y l k o " żywe istoty, p o z o s t a w i a j ą c dobytek material­
ny nietknięty. Szykujący w o j n ę , najgłośniej przeciw niej
w y s t ę p o w a l i . A l e to tylko p o t ę g o w a ł o , zwłaszcza na Za­
chodzie, ś w i a d o m o ś ć niebezpieczeństwa.
N a s t r ó j , klimat życia, k t ó r e w y p a r o w a ł o o d n a l a z ł e m też
w dekoracji zbudowanej do filmu Wojciecha J. Hasa Sanato­
rium Pod
Klepsydrą.
Z o b a c z y ł e m j ą p r z y p a d k o w o , dzień przed r o z b i ó r k ą , i to
dzięki kategorycznemu poleceniu Andrzeja Majewskiego.
Z a ł a t w i a ł e m j a k i e ś sprawy w K r a k o w i e i przed p o w r o t e m do
Warszawy z a s z e d ł e m do niego. Czy widziałeś dekoracje?
- z a p y t a ł . N i e . T o musisz je z o b a c z y ć . K i e d y w s p a n i a ł y ,
m ą d r y artysta tak m ó w i , trzeba m u wierzyć. O d ł o ż y ł e m
wyjazd, z ł a p a ł e m t a k s ó w k ę , p o j e c h a ł e m nawet niedaleko,
t u ż za miasto, gdzie w szczerym p o l u w i d n i a ł a sylweta
miasteczka, rysująca się ostro na tle nieba. Szedłem kilkaset
m e t r ó w po wertepach, za m n ą t a k s ó w k a r z , k t ó r y zain­
trygowany scenerią, t a k ż e chciał j ą obejrzeć z bliska. D e k o ­
racja była, j a k na nasze w a r u n k i , i m p o n u j ą c a . Z b u d o w a n o
miasto, ściślej rynek i przylegające do niego pierzeje. Stary,
taki niby przedwojenny D r o h o b y c z . M o ż e t y l k o bardziej
intensywny niż na zdjęciach z a p a m i ę t a n y c h przeze mnie.
Oczywiście d o m y m i a ł y „ p r a w d z i w e " tylko fasady, z tyłu
p o d p i e r a ł a je misterna siatka r u s z t o w a ń . Jednak, gdy wesz­
liśmy na rynek i otoczyły nas kramy, do z ł u d z e n i a imitujące
rzeczywiste, o g a r n ę ł o nas dziwne uczucie. T o tak, j a k znaleźć
się nagle w u m a r ł y m mieście, dopiero co opuszczonym przez
m i e s z k a ń c ó w . P r z e r a ż a ł a cisza, z a b r a k ł o ludzi, p s ó w , k o t ó w ,
w r ó b l i czy gołębi. T y l k o na b r u k u w i d n i a ł y ślady k o ń s k i c h
e k s k r e m e n t ó w , słomy, szmat, życia nagle przerwanego.
C h o d z i ł e m o s t r o ż n i e , j a k po cmentarzu. U d e r z y ł a mnie
w i e r n o ś ć , w k a ż d y m szczególe. Rynek z o s t a ł w całości
zrekonstruowany, m i m o iż kamera nie wszystko m o g ł a
u c h w y c i ć . O d n i o s ł e m w r a ż e n i e , że artysta, k t ó r y stworzył tę

162

m a k i e t ę , sam uległ sugestii tworzonego przez siebie dzieła.
T o był w swej istocie p o m n i k . I o n , sądzę, o t y m wiedział.
W kramach jeszcze tkwiły przybite do ścianek wywieszki,
u szewca d o s t r z e g ł e m a u t e n t y c z n ą b l a s z a n ą p o d k ó w k ę z re­
k l a m ą pasty D o b r o l i n , z g ł ó w k ą k o z i o ł k a w kole. S t u k n ą ł e m
pięścią w z m u r s z a ł y m u r d o m u , aby s p r a w d z i ć , czy na pewno
jest to tylko makieta, c h o c i a ż doskonale to przecież wiedzia­
łem.
W r a c a l i ś m y milcząc. Ja — sentymentalny inteligent, to
z r o z u m i a ł e , ale t a k s ó w k a r z ? Był n o r m a l n y m , t r z e ź w y m
człowiekiem, a przecież i o n p o d d a ł się nastrojowi. M i m o
w o l i p o m y ś l a ł e m o K i e n h o l z u , o r ó ż n i c y j a k a dzieli u o g ó l ­
nienie od k o n k r e t u . K i e n h o l z ujął istotę rzeczy, n a d a ł f o r m ę
zjawisku, wpisując je w k r ą g d o ś w i a d c z e ń artystycznych
k o ń c a lat sześćdziesiątych, natomiast efekt dekoracji — r y n ­
k u w D r o h o b y c z u — p o g ł ę b i o n y z o s t a ł w naszym przeżyciu
podtekstem, j a k i m b y ł a z a g ł a d a m i l i o n ó w Ż y d ó w , t r a g e d i ą
Holocaustu.
T a k to, w s p o s ó b nie zamierzony przez i n s c e n i z a t o r ó w ,
dekoracja u z y s k a ł a samoistne życie, dzieło ( o b o j ę t n e j a k je
nazwiemy, rzemieślnicze czy artystyczne) zyskało kontekst,
k t ó r y w ś w i a d o m o ś c i odbiorcy z a w a ż y ł na sposobie jego
przeżycia. T u , w Polsce, przez ludzi dla k t ó r y c h wojna,
okupacja, obozy, krematoria, getto były jeszcze d o ś w i a d ­
czeniem pokolenia.
P ó ź n i e j , gdy o g l ą d a ł e m w kinie Sanatorium Pod Klepsydrą,
czas, z d a w a ł o się, z o s t a ł o d w r ó c o n y . Po śmierci w r a c a ł o
życie, rynek tętnił gwarem, kłębiły się na n i m setki postaci,
c h ł o p i , ale przede wszystkim Ż y d z i , biedota, chasydzi w lisiurkach na głowie, handlarze i k u p u j ą c y . A j a o g l ą d a j ą film,
m i a ł e m w oczach pusty, m a r t w y rynek. A p o k a l i p s ę , k t ó r a ,
j a k wykazuje d o ś w i a d c z e n i e naszego czasu, nie jest gromem
z nieba, lecz p r z e r a ż a j ą c ą rzeczywistością, d o ś w i a d c z a j ą c ą
kraje, narody, p o s z c z e g ó l n y c h ludzi.
O p o w i a d a ł e m potem o w r a ż e n i u , jakie w y w o ł y w a ł a deko­
racja do filmu Hasa, i m o i znajomi w y r a ż a l i żal, że nie m o g ą
jej z o b a c z y ć . M y ś l ę więc, że skoro istnieją i p r o s p e r u j ą
Disneylandy, m o ż n a by t a k ż e z tej perspektywy spojrzeć na
dekoracje do filmów. Oczywiście n i e k t ó r y c h . Dostrzec
w nich a t r a k c j ę , z d o l n ą nie tylko z a i n t e r e s o w a ć w g l ą d e m
w kulisy, ale i przynieść doznania emocjonalne. T a k m o g ł o i
p o w i n n o się b y ł o stać z m a k i e t ą Drohobycza, z a b r a k ł o jed­
nak w y o b r a ź n i , żyłki handlowej, a sądzę, że i n i k o m u z ó w ­
czesnych d y r y g e n t ó w życia kulturalnego nie zależało na t y m ,
by w s k r z e s z a ć emocje niezgodne z linią p o l i t y c z n ą w ł a d z y .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9677" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9655">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/964a94c358ed85adc71ecba80c6351e2.pdf</src>
        <authentication>88e6d54247d08dd1fc412f283ad71a36</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115134">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2409</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115135">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115136">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2237</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115137">
                <text>Kreacja i dokument. Filmy Andrzeja Różyckiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115138">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.194-200</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115139">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115140">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115141">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115142">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115143">
                <text>П. 1. Andrzej Różycki i Zofia Rydet

Kreacja i dokument
Filmy Andrzeja Różyckiego
Aleksander Jackowski

Andrzej R ó ż y c k i , bo o n i m m o w a , s t u d i o w a ł na Wydziale
Sztuk P i ę k n y c h Uniwersytetu M i k o ł a j a K o p e r n i k a w T o r u ­
niu. D o b r a to uczelnia, znam wielu a r t y s t ó w , k t ó r z y twier­
d z ą , że właśnie ona p o s z e r z y ł a ich horyzonty poznawcze
i d a ł a impuls d z i a ł a n i o m t w ó r c z y m . R ó ż y c k i z n a l a z ł się
w k r ę g u ludzi p o s z u k u j ą c y c h , podobnie j a k on, takich
s p o s o b ó w wypowiedzi, w k t ó r y c h o p e r u j ą c nowoczesnymi
ś r o d k a m i mogliby nie t y l k o świat o p i s a ć , ale i głębiej p o j ą ć .
N a l e ż a ł , o b o k Józefa Robakowskiego, do szczególnie ak­
tywnych u c z e s t n i k ó w grupy ,,Zero-61". Nazwa o k r e ś l a ł a
z a r ó w n o p u n k t , j a k i czas r o z p o c z ę c i a ich p o s z u k i w a ń .
Zaczęli w 1961 r. ze ś w i a d o m o ś c i ą , że nie c h c ą iść niczyim
ś l a d e m , w i ą z a ć się z ż a d n y m kierunkiem w sztuce. M ó w i o n o
o nich - neoawangarda. Szokowali. I c h pierwsza wystawa,
w 1966 r. r ó ż n i ł a się od tego, co d o t ą d m o ż n a b y ł o z o b a c z y ć
w salonach wystawowych.
Z n a l a z ł a się na niej praca Andrzeja R ó ż y c k i e g o . T a k j ą
opisuje W . H u d o n : , , W stertę piachu w e t k n i ę t a wielkich
r o z m i a r ó w fotografia spychacza, c h ł o p s k a twarz na foto­
grafii, zestawiona z prawdziwym, drewnianym p ł o t e m (...)
skontrastowany, graficzny obraz liścia, ustawiony nisko pod
drzewem. Była w t y m demonstracja z w i ą z k u z n a t u r ą .
Demonstracja wiary w m o ż l i w o ś c i kreacyjne fotografii.
N a w i ą z a n i a do s y m b o l i z m u . "
Opis wskazuje na cechy m y ś l e n i a i w y o b r a ź n i artystycznej
R ó ż y c k i e g o . Jego a w a n g a r d o w o ś ć w y r a ż a ł a się nie tylko
1

194

w wynajdywaniu nowych ś r o d k ó w wyrazu, nie t y l k o w po­
szukiwaniu oryginalnych technik, lecz przede wszystkim
- w redukcji ś r o d k ó w na rzecz sensu, w docieraniu do tej
warstwy znaczeniowej, k t ó r a była j a k b y u k r y t a p o d powierz­
c h n i ą . Fotografia tak p o j ę t a , ma d z i a ł a ć na w y o b r a ź n i ę przez
zestawienia, kontaminacje, ujawnienie z n a c z e ń symbolicz­
nych.
Nie wiem na ile był to p r o g r a m jasny od p o c z ą t k u .
Ś w i a d o m o ś ć w sztuce, tak j a k i w nauce jest poprzedzana
intuicją. T o ona podsuwa lektury, argumenty, k t ó r e poja­
wiają się w późniejszej dojrzałej fazie t w ó r c z o ś c i . D l a
R ó ż y c k i e g o t a k i m potwierdzeniem intuicji stało się z e t k n i ę ­
cie z m y ś l ą e t n o l o g i c z n ą . Po latach powie: „ D l a mnie
najowocniejszymi d o ś w i a d c z e n i a m i i wskazaniami ukierun­
k o w u j ą c y m i programy pracy w sztuce, stały się myśli et­
nologa, antropologa k u l t u r y i historyka religii Mircea Elia­
de."
Ten kierunek p o s z u k i w a ń widoczny jest w wyborze tema­
t ó w późniejszych wystaw artysty. Z a c y t u j ę p r z y k ł a d o w o
k i l k a ich t y t u ł ó w : Koszulki Panny Marii, Moje prywatne
Kalwarie, Drzewo poznania, Raj tracony, Chusta Weroniki.
R ó ż y c k i p o s ł u g u j e się t e c h n i k ą k o l a ż u , n a k ł a d a na siebie
klisze, stosuje r ó ż n e zabiegi m a j ą c e na celu z w r ó c e n i e naszej
uwagi na podteksty symboliczne, na duchowy, sakralny
w y m i a r kultury, na jej j e d n o ś ć z n a t u r ą . Wprowadzenie
elementu z n a c z ą c e g o , j a k np. w y o b r a ż e n i a U k r z y ż o w a n e g o
2

�I

w przedstawienie drzew, poszerza pole naszej percepcji,
pobudza refleksję, w y d o b y w a p r z e n i k a j ą c y n a t u r ę pierwias­
tek d u c h o w o ś c i .
„ F o t o g r a f i a dawno j u ż p r z e k r o c z y ł a skalę w z r o k u ludz­
k i e g o " z a u w a ż a R ó ż y c k i . O b i e k t y w aparatu i technika
p r z e t w o r z e ń obrazu służą m u w realizacji z a m i e r z e ń tyle
filozoficznych,
co i poetyckich. P o n i e w a ż , gdyby znaleźć
literacki odpowiednik jego t w ó r c z o ś c i , b y ł b y to u t w ó r
poetycki.
Świat widziany manifestuje w sztuce R ó ż y c k i e g o swe
religijno-metafizyczne p o d ł o ż e . S w ą s y m b o l i k ę . N a t u r a ,
k u l t , o b r z ę d , magia zdają się p r z e n i k a ć wzajemnie, t w o r z ą c
j e d n o r o d n ą całość.
W s p o m n i a ł e m , iż R ó ż y c k i s t u d i o w a ł w T o r u n i u . Konser­
wację. Tamte lata nie były stracone, m i m o iż k o n s e r w a c j ą
zajmuje się t y l k o na u ż y t e k w ł a s n y , r e p e r u j ą c od czasu do
czasu ludowe rzeźby i obrazy z bogatej kolekcji, k t ó r ą
z g r o m a d z i ł w czasie w ę d r ó w e k po wsiach. Studia poszerzyły
jego ś w i a d o m o ś ć , ale nie uczyniły z Andrzeja konserwatora.
W y b r a ł inne n a r z ę d z i e pracy - obiektyw. Najpierw, o czym
w s p o m n i a ł e m , fotograficzny, później - rozszerzający obszar
jego penetracji - kamery filmowej.
W 1969 r. dostaje się do łódzkiej Szkoły Filmowej na
w y d z i a ł reżyserski. Z n ó w styka się z Józefem R o b a k o w s k i m ,
eksperymentuje w Warsztacie F o r m F i l m o w y c h . S ł o w o
eksperymentuje nie jest m o ż e dobre, zwykle w i ą ż e m y je
z szukaniem czegoś nowego, bogaceniem formy. Tymcza­
sem, j a k sam m ó w i o sobie: „ W a r s z t a t b y ł dla mnie
d o ś w i a d c z e n i e m n e g l i ż o w a n i a techniki, jej w z g l ę d n o ś c i , ma­
nifestacją skrajnej prostoty. P r z e ł a m y w a l i ś m y w ten s p o s ó b
myślenie filmowe, narzucane przez szkołę. A l e j u ż w m o i c h
etiudach pojawił się, t r o c h ę na p r z e k ó r , inny w ą t e k : j a c y ś
'szajbusi', artyści z marginesu. Oczywiście g ł ó w n ą a m b i c j ą
był film fabularny. N i e m y ś l a ł e m wtedy jeszcze o etnografii
i gdyby nie zablokowano m i paru t e m a t ó w , k t o wie, j a k
p o t o c z y ł a b y się moja praca."
3

W i ę c przypadek? Kiedy się ma talent i u p ó r , a R ó ż y c k i e m u
go nie brakuje (na szczęście!), pozostaje się s o b ą , nawet
w t a k i m zakresie, j a k i podsuwa życie. F i l m y , k t ó r e zrealizo­

w a ł ś w i a d c z ą o t y m najlepiej. U k a z u j ą d r o g ę od d o k u m e n t u
do kreacji.
N a p o c z ą t k u swej działalności, w W y t w ó r n i F i l m ó w
O ś w i a t o w y c h (z k t ó r ą jest z w i ą z a n y do dziś), zaczął od
typowego d o k u m e n t u . N a k r ę c i ł film o g i n ą c y c h c h a ł u p a c h ,
karczmach, m ł y n a c h (Chałupy drewniane Polski
Północnej,
1978). Chyba nie przypadkiem ten właśnie temat p o d s u n ą ł
m u dyrektor W y t w ó r n i . R ó ż y c k i j u ż nie t y l k o sporo wiedział
o kulturze c h ł o p s k i e j , ale też m i a ł do niej żywy, serdeczny
stosunek, c h o c i a ż sam nie p o c h o d z i ł ze wsi.
Zainteresowanie wsią z a w d z i ę c z a ojcu. M ó w i o n i m
z o g r o m n ą serdecznością. Przed w o j n ą ojciec pojechał do
Baranowicz, „ k o l o n i z o w a ć " wschodnie r u b i e ż e . Ożenił się
z B i a ł o r u s i n k ą . T a m w 1942 r. u r o d z i ł się Andrzej. Rodzinie
szczęśliwie u d a ł o się u n i k n ą ć deportacji, więzienia. M o ż e
dlatego - zastanawia się - że ojciec przyjaźnił się z B i a ł o ­
rusinami i Ż y d a m i , więc go nie wydali? Po wojnie wrócili
w strony rodzinne do Ż y c h l i n a . Ojciec uczył tam w liceum
- m ó w i R ó ż y c k i . " A mnie woził ze s o b ą na wieś, gdzie były
jeszcze lampy naftowe, klepisko w kuchni, piec chlebowy
w sieni. K u p o w a ł m i zabawki na targu. P a m i ę t a m takiego
tracza z drewna. W t e d y jeszcze k a ż d a zabawka b y ł a inna,
niepowtarzalna. P o z o s t a ł o m i z tych c z a s ó w rozumienie wsi.
Ż e wypiek chleba - to jest magia. Ż e ubijanie m a s ł a - to nie
t y l k o c z y n n o ś ć , ale cały s p o s ó b ż y c i a . "
Oczywiście przy t a k i m widzeniu wsi, zwłaszcza intrygują­
cych go ludzi, a r t y s t ó w , samo rejestrowanie ginących zabyt­
k ó w , zwyczajów i rzemiosł nie m o g ł o z a s p o k o i ć ambicji
m ł o d e g o reżysera. C h c i a ł , od p o c z ą t k u , r e a l i z o w a ć filmy,
w k t ó r y c h by m ó g ł p o k a z a ć szerszy w y m i a r ludowej k u l t u r y ,
jej p o d ł o ż e duchowe, z w i ą z e k ludzi z n a t u r ą .
Rola dokumentalisty-etnografa w y d a ł a m u się nazbyt
ograniczona. D o k u m e n t - tak. Konieczny. A l e za szczegól­
nie w a ż n e u w a ż a ł spojrzenie szersze, dzięki k t ó r e m u widz,
nawet za sto lat, będzie m ó g ł z r o z u m i e ć sens ludowej k u l t u r y ,
o b r z ę d ó w , zwyczajów, sztuki, istotę t w ó r c z o ś c i c h ł o p s k i e j ,
jej ścisłe p o w i ą z a n i e z życiem codziennym i treściami ducho­
wymi.
Przypadek sprawił, że z o s t a ł „ t y l k o " d o k u m e n t a l i s t ą , że
4

II. 2. Kręcenu- 111 mu „M.iskj, c/yli swul I K ! początku"

195

�4

196

�П. 5, 6. Krystyna Adamczyk w filmie „Ulecieć'

�nazwisko jego w i ą z a n o z tematem wiejskim, ale u p ó r i pew­
n o ś ć , że są to sprawy w a ż n e dla naszej k u l t u r y sprawiły, iż
przez lata uporczywie walczył o m o ż l i w o ś ć realizowania
t e m a t ó w , k t ó r e u z n a ł na potrzebne i m o ż l i w o ś ć pokazania
ich p u b l i c z n o ś c i . N i e b y ł o to ł a t w e .
T r u d n o w to uwierzyć, ale w p a ń s t w i e nazwanym " l u d o ­
w y m " o dominacji m i e s z k a ń c ó w wsi, reżyser nie z n a l a z ł
o d d ź w i ę k u dla swych inicjatyw. Powojenna elita nie i n ­
t e r e s o w a ł a się s z t u k ą " p r y m i t y w n ą " . T a k i to j u ż los naszej
prowincji, że zapatrzona w to, co dzieje się w ś w i a t o w y c h
o ś r o d k a c h sztuki i m o d y , z p o b ł a ż l i w o ś c i ą , by nie rzec
p o g a r d ą , patrzy na dorobek k u l t u r y chłopskiej swego naro­
du. Owszem, instytucje do tego p o w o ł a n e o t a c z a ł y o p i e k ą
Cepelię, zespoły amatorskie, organizowano konkursy i prze­
glądy, ale t r a k t u j ą c je w y r a ź n i e j a k o drugi, gorszy obieg.
W i a d o m o b y ł o , że „ t a k trzeba", więc opieka nad s z t u k ą
l u d o w ą , folklorem istniała, była nawet d o ś ć sprawna, tyle że
na pokaz. W telewizji zainteresowanie k u l t u r ą l u d o w ą było
znikome, wiele filmów n a k r ę c o n y c h w W y t w ó r n i F i l m ó w
O ś w i a t o w y c h nigdy nie z o s t a ł o pokazanych, a jeśli, to
w p ó ź n y c h godzinach wieczornych, z reguły bez wcześniej­
szej zapowiedzi w prasie.
R ó ż y c k i , z natury prawy, prostolinijny i pewny swych
racji, nie chciał godzić się z t ą sytuacją. Z a b i e g a ł o to, by
dano m u m o ż l i w o ś ć utrwalenia zjawisk i ludzi, k t ó r z y g i n ą
nieuchronnie. W W y t w ó r n i z n a j d o w a ł życzliwe poparcie, ale
to, że n a k r ę c i ł j a k i ś temat nie z n a c z y ł o jeszcze, że m ó g ł go
p o k a z a ć szerszej p u b l i c z n o ś c i . Nawet na festiwale k r ó t k i e g o
m e t r a ż u t r u d n o m u b y ł o się d o s t a ć . W systemie p a ń s t w o ­
w y c h dotacji W y t w ó r n i a m i a ł a poczucie s p e ł n i o n e g o obo­
w i ą z k u - realizując filmy zgodnie z planem. Dystrybucja ich
nie w p ł y w a ł a na k o n d y c j ę f i n a n s o w ą p r z e d s i ę b i o r s t w a .
R ó ż y c k i czym ambitniejsze tworzył filmy, nie t y l k o reje­
strujące dzieło l u d z k i c h r ą k , lecz i jego kontekst społeczny,
duchowy, psychologiczny, t y m mniejsze zrozumienie znaj­
d o w a ł w ś r ó d e t n o g r a f ó w . P r z e k r a c z a ł k o n w e n c j ę suchego
dokumentu - obiektywnej rejestracji. „ R o b i ł e m filmy o garn­
carzach - powie po latach - o plecionkach, o z n i k a j ą c y c h
formach i z n i k a j ą c y c h ludziach. Z a c z ą ł e m w c h o d z i ć w d u ­
c h o w o ś ć człowieka wiejskiego. I n t e r e s o w a ł o mnie wszystko,
co w o k ó ł t w ó r c z o ś c i . Jej sens."
Pierwszymi f i l m a m i , w k t ó r y c h p o k a z a ł nie t y l k o „ j a k to
się r o b i " , ale i „ d l a c z e g o " , w j a k i m k o n t e k ś c i e s p o ł e c z n y m
i k u l t u r o w y m - były zrealizowane w „ S e m a f o r z e " : Zabawki
spod strzechy (1978) i Na koniku malowanym (1979). W swej
macierzystej W y t w ó r n i rejestrował ginące o b r z ę d y , zwyczaje
i r z e m i o s ł a . Z szopką w Szczawnej (1980), Beskidzkie palmy
wielkanocne (1983), Niesiemy wam wieniec ze samego złota
(1985), wspomniane j u ż Plecionki (1984) i Kto garnki lepi?
(1982), w k t ó r y c h p o k a z a ł p r a c ę garncarzy z U r z ę d o w a ,
Czarnej Białostockiej, R ę d o c i n a i Ł ą ż k a Ordynackiego.
5

Kadry z filmów: il. 7, 8. „Plecionki"; il. 9. „Stanisław Reykowski";
il. 10. „Kalwaria Marii Wnęk"; il. 11. Andrzej Różycki podczas
kręcenia filmu „Zabawki spod strzechy"; il. 12. Zofia Rydet podczas
kręcenia filmu „Nieskończoność dalekich dróg"

198

K o n t a k t z l u d o w y m i artystami z a o w o c o w a ł serią k r ę c o ­
nych o nich d o k u m e n t ó w . Pierwszy - Filmowe muzeum
pamięci Szczepana Muchy (1984) zrealizował we w s p ó ł p r a c y
z M a r i e l l ą N i t o s ł a w s k ą , o p e r a t o r k ą w jego wcześniejszych
filmach (Beskidzkie palmy,.., Kto garnki lepi?). C e n i ę tę
impresję o r z e ź b i a r z u spod Sieradza. Świetnie jest w niej
wprowadzony dźwięk, szmery, p o ś w i s t w i a t r u . Potęguje to
n a s t r ó j , pomaga z a r y s o w a ć sylwetkę człowieka skrzywdzo­
nego, rzeźbiącego z nienawiści do swych w r o g ó w , figury
bliższe naszemu w y o b r a ż e n i u o Afryce niż rodzimej tradycji
świątkarskiej.
J u ż w t y m filmie R ó ż y c k i odchodzi od konwencjonalnych
o p o w i e ś c i o r z e ź b i a r z u l u d o w y m , pokazuje nie to, j a k struga
klocek drewna, nie dziełka jego r ą k - ale o s o b o w o ś ć artysty,
w y j ą t k o w ą , niezwykłą.

�N a s t ę p n y film Bracia, n a k r ę c o n y w t y m samym r o k u , jest
j u ż t y l k o impresją, szkicem do p o r t r e t u . N i e pada w n i m ani
jedno słowo czy to artysty, czy komentarza. N i e są potrzeb­
ne. Patrzymy na o b u braci. Jeden jest „ t y l k o " gospodarzem,
c h o ć p r ó b u j e t a k ż e n a ś l a d o w a ć rzeźby brata, drugi a r t y s t ą
dużej klasy, oryginalnym, o ciekawej, fascynującej osobowo­
ści. O W ł a d y s ł a w i e Chajcu pisano wiele, t a k ż e w „Polskiej
Sztuce L u d o w e j " , reżyser nie powtarza jednak f a k t ó w ,
wybiera pozornie n i e z n a c z ą c e , ale tak, że zarysowuje portret
c h ł o p s k i e g o myśliciela, m ę d r c a i r z e ź b i a r z a . W i d z i m y go, j a k
siedzi skulony na zboczu i przez l o r n e t k ę obserwuje świat.
R ó ż y c k i pokazuje d ł u g o twarz, oczy, s p o s ó b i tempo p o r u ­
szania się, izbę, w której mieszka. D o k u m e n t trwa 8 m i n u t ,
cały czas o g l ą d a ł e m go w napięciu.
W t y m miejscu m u s z ę d o d a ć , że znam wszystkich bohate­
r ó w filmów Andrzeja. P i s a ł e m o nich, o ich twórczości,
z a s t a n a w i a ł e m się nad z w i ą z k i e m m i ę d z y t y m , j a k rzeźbią
czy m a l u j ą , a ich usposobieniem, w a r u n k a m i w j a k i c h żyją.
O t ó ż m o g ę z a ś w i a d c z y ć , że w filmach R ó ż y c k i e g o są oni
pokazani nie tylko ciekawie, ale i prawdziwie.
O g l ą d a j ą c portret rysowany przez R ó ż y c k i e g o w pierwszej
chwili dziwiłem się, że tyle uwagi zwraca na j a k ą ś c z y n n o ś ć ,
że filmuje na p r z y k ł a d ostrze siekiery wbite w pień, ale
o k a z y w a ł o się, że właśnie ten kadr zapada w p a m i ę ć .
Z w ł a s z c z a w k o n t e k ś c i e m ł o d e j , ładnej dziewczyny rzeź­
biącej z a s k a k u j ą c o p i ę k n e p t a k i .
K a ż d y z nas m ó w i i n n y m j ę z y k i e m , ale to właśnie jest
w s p a n i a ł e . Z n a m K r y s t y n ę Adamczyk, ale po fjlmie A n d ­
rzeja znam j ą lepiej. M o ż e nie tyle znam, co odczuwam.
Ulecieć (1985) jest p i ę k n y m i gorzkim filmem. O czystości
serca, o trudzie życia, o przyrodzie, ptakach, muzyce i samo­
tności. T a k a m a ł a , 18-minutowa impresja poetycka, a za­
c h o w a ł e m j ą w p a m i ę c i j a k długi f i l m . Jak p o r u s z a j ą c e mnie
nowele Czechowa.
R ó ż y c k i komponuje portret artysty. Wprowadza, np.
J a r o s ł a w a F u r g a ł ę do kościoła i k a ż e m u słuchać organowej
m u z y k i . D l a mnie F u r g a ł a jest a k t y w n y m człowiekiem,
0 temperamencie d z i a ł a c z a - s p o ł e c z n i k a , w r a ż l i w y m , m ą d ­
r y m , bardzo z d o l n y m , i j a k to bywa z nieprofesjonalnymi
artystami, g o t o w y m p o d j ą ć d o s ł o w n i e k a ż d e zadanie artys­
tyczne. Niewiedza dodaje odwagi (za to ś w i a d o m o ś ć parali­
żuje). Niespodziewanie z o b a c z y ł e m w filmie Andrzeja Jaro­
sława Furgaly modlitwa w drewnie (1986) tego „ m o j e g o "
F u r g a ł ę , ale j a k p i ę k n i e pokazanego. Kontekst k o ś c i o ł a
1 m u z y k i o d k r y w a bogactwo życia w e w n ę t r z n e g o , w r a ż ­
liwość artysty.
D u ż ą w a g ę p r z y w i ą z u j ę do Kalwarii Marii Wnęk (1988),
przejmującej opowieści o natchnionej malarce, ukazanej

10

11
w stanach modlitewnej egzaltacji, tak iż gdy po raz pierwszy
o g l ą d a ł e m film, nie m o g ł e m się o p r z e ć w r a ż e n i u , iż z o s t a ł a
j u ż w n i m naruszona granica i n t y m n o ś c i portretowanej
osoby. A l e ta d r a s t y c z n o ś ć służy zrozumieniu psychiki
nawiedzonej m a l a r k i . Ś w i e t n e są k a d r y , p o k a z u j ą c e j ą przy
pracy, w czasie pisania „ l i s t u " do M a t k i Boskiej.
Z n a m M a r i ę W n ę k o w ą , u w a ż a m za j e d n ą z najwspanial­
szych w świecie malarek n u r t u „ a r t b r u t " , ale po t y m filmie
j a k b y m d o s t r z e g ł j ą na nowo, lepiej, p i ę k n i e j .
Z cyklu p o r t r e t ó w c h c i a ł b y m w s p o m n i e ć jeszcze o d w ó c h .
Jeden przedstawia Krzysztofa O k o n i a , krakowskiego muzy­
ka, wirtuoza i pedagoga, c z ł o n k a „ T r i a K r a k o w s k i e g o " , ale
przede wszystkim t w ó r c ę o b r a z ó w na szkle. R ó ż y c k i poka­
zuje go, j a k gra / Suitę wiolonczelową
Bacha, a kamera
przechodzi z wolna na obrazy i r z e ź b y w pracowni artysty.
Byłem ś w i a d k i e m tego, j a k R ó ż y c k i wrażliwie w ę d r u j e
k a m e r ą po obrazach, j a k w y d o b y w a sekwencje tematyczne
i kolorystyczne. T o nie t y l k o sprawa w y b o r u obiektu, k a d r u ,
lecz i ś w i a d o m e g o konstruowania p r z e ż y c i a widza.
W filmie Nieskończoność
dalekich dróg. Podpatrzona i pod­
słuchana Zofia Rydet anno domini 1989, reżyser usuwa się
w cień. Pozornie. T w o r z y b o w i e m sytuacje, w k t ó r y c h
pozwala s ł u c h a ć i o b s e r w o w a ć Zofię Rydet, c z a r u j ą c ą ,
bardzo j u ż s t a r s z ą p a n i ą , k t ó r a przez lata w ę d r o w a ł a po
wsiach, t w o r z ą c jedyny w swoim rodzaju dokument - portret
fotograficzny ludzi we w n ę t r z u . P i s a ł e m o niej w „Polskiej
Sztuce L u d o w e j " .
Podczas gdy w Braciach nie pada ani jedno s ł o w o ,
wszystko dzieje się w obrazie, t u t w o r z y o n t y l k o t ł o dla
wartkiej, niecierpliwej o p o w i e ś c i , zdaje się, nie przerwanej
6

12

199

�ani przez chwilę. F i l m z o s t a ł n a k r ę c o n y j a k o c z a r n o - b i a ł y ,
operuje bowiem d u ż ą ilością fotografii Z o f i i Rydet. A l e ma
to też uzasadnienie artystyczne, bowiem u k r y t y m prze­
słaniem filmu jest - z d ą ż y ć przed śmiercią, ocalić p a m i ę ć
tego, co ginie. N i e u c h r o n n o ś ć czasu i w a l k a z jego destruk­
cyjną r o l ą , zdają się m o t o r e m d z i a ł a n i a Z o f i i Rydet. T r u d n o
z a p o m n i e ć scenę, gdy w n a d c h o d z ą c y m m r o k u malarka
w ę d r u j e po szosie, j u ż z trudem p o r u s z a j ą c się, z aparatem
g o t o w y m do zdjęć. P i ę k n y film. Nagrodzony, czemu się nie
dziwię w 1990 r. na festiwalu w K r a k o w i e , a ostatnio
w dziedzinie filmu k r ó t k o m e t r a ż o w e g o , w p a r y s k i m Centre
Pompidou.
Tadeusz Sobolewski, w artykule Początek świata z a u w a ż a :
„ R ó ż y c k i opowiada o rzeczywistości symbolicznej, do k t ó r e j
m a j ą d o s t ę p ludzie ze wsi, artyści i nawiedzeni (Kalwaria
Marii Wnęk). G d y się o g l ą d a te filmy w j e d n y m ciągu,
okazuje się, że filmowanie jest dla R ó ż y c k i e g o aktem
włączenia się w tę u ś w i ę c o n ą rzeczywistość. Jego k i n o
wyrasta z powszechnej nostalgii za sacrum, za utraconym
p o r z ą d k i e m , rajem, k t ó r y - j a k m ó w i tytuł jednej z jego
wystaw fotograficznych - nie t y l k o raz u t r a c i l i ś m y , wciąż go
tracimy, na n o w o . "
Ten w y m i a r sacrum, p r z e n i k a j ą c y świat przyrody i ludzi,
dostrzec m o ż n a przede wszystkim w d w ó c h filmach: Drzewa
i Maska, czyli świat od początku.
Maska to film w pełni, c h c i a ł o b y się rzec, etnologiczny. Są
w n i m dwie warstwy pozornie niezależne, a wzajemnie się
d o p e ł n i a j ą c e - wizualna i komentarz do p o j a w i a j ą c y c h się
masek, k o l ę d n i k ó w , o b r z ę d ó w o symbolice wegetacyjnej,
z a p e w n i a j ą c y c h ś w i a t u r ó w n o w a g ę , odradzanie się przyro­
dy. T o , co urzeka bogactwem barw, ruchu, w komentarzu
Ewy N o w i n y - S r o c z y ń s k i e j wyjawia swój sens symboliczny,
7

swój duchowy w y m i a r . „ J e d y n i e w perspektywie religijnej
kosmos występuje j a k o 'szyfr' - cytuje Andrzej swego
mistrza. - D l a człowieka religijnego rytmy wegetacji o d ­
słaniają zarazem misterium życia i a k t u stworzenia, a t a k ż e
odnowy, m ł o d o ś c i i n i e ś m i e r t e l n o ś c i . "
8

Drzewa to w istocie poemat filozoficzny, w k t ó r y m czas
- drzewa - ludzie t w o r z ą rzeczywistość sacrum, zakorzenio­
n ą w tradycji lokalnej-rodzinnej, przekazywanej z pokolenia
na pokolenie. W i a r a w świętość drzew, zwłaszcza wielkich,
p a m i ę t a j ą c y c h pradawne czasy, wciąż zdaje się b y ć żywa.
W filmie przewijają się obrazy drzew mocarnych, c z y n i ą c y c h
cudy, u r z e k a j ą c y c h s w ą u r o d ą . Świat natury i l u d z k i splecio­
ne są t u ze s o b ą , drzewa s t a n o w i ą p u n k t oparcia w ciężkiej
d o l i , p o d n i m i gromadzono się w chwilach grozy, one d a w a ł y
siłę i p r z y w r a c a ł y zdrowie.
R ó ż y c k i pokazuje siłę wiary w święte drzewa, wiary, k t ó r a
p r z e t r w a ł a wieki. T o nic, że K o ś c i ó ł starł się o d w i e ś ć od niej,
wieszając na odwiecznych drzewach dewocyjne wizerunki,
b u d u j ą c kościoły i kapliczki tam, gdzie n i e g d y ś były święte
gaje - wciąż żywe s ą stare wierzenia, wciąż obszar sacrum
r o z c i ą g a się nie t y l k o na życie ludzi, ale i na świat natury.
M ó w i R ó ż y c k i : „ W kulturze ludowej jest naturalny po­
r z ą d e k , w y n i k a j ą c y z r y t m u przyrody i r y t m u świąt, z o ż y w a ­
nia i zamierania. Jest to świat u p o r z ą d k o w a n y , w k t ó r y m nie
ma dysonansu, w k t ó r y m odbija się p o r z ą d e k kosmiczny.
Oferta dzisiejszego świata, jego w y o b r a ż e n i e , idee - wszystko
to jest c a ł k o w i t y m zaprzeczeniem tamtej wizji. A l e to, co
nazywamy n o w o c z e s n o ś c i ą , j u ż się w y c z e r p a ł o . Jeśli mamy
p r z e t r w a ć , dawny model musi się o d r o d z i ć . C h c i a ł b y m
swoimi filmami do tego się p r z y c z y n i ć . "
9

PRZYPISY
1

C y t . za: T . Sobolewski, Porządek świata. Spotkanie z Andrzejem
Różyc­
kim, „ K i n o " 1991, nr 5
A . R ó ż y c k i , Drzewo poznania ( w s t ę p do katalogu wystawy), Galeria F F ,
Ł ó d z k i D o m Kultury, marzec 1990
2

3

4

T . Sobolewski, op. cit.
Tamże.

5

6

Tamże.
A . Jackowski, Portrety

nr 3
7

8

Q

T . Sobolewski, op. cit.
A . R ó ż y c k i , op. cit.
T . Sobolewski, op. cit.

II. 13. K a d r 7. filmu „Plecionki"

200

ludzkiego losu, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " 1990,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9694" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9672">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/615f2aaba5e1352fd819018459db7913.pdf</src>
        <authentication>2b7ca2c84300a7a77a7be63c5a3e70aa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115316">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115317">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115318">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2908</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115319">
                <text>Kiedy ludowe przestaje być ludowe. Rozterki jurora / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115320">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.3, s.165-170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115321">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115322">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115323">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115324">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115325">
                <text>Aleksander Jackowski

KIEDY L U D O W E PRZESTAJE BYĆ LUDOWE.
ROZTERKI J U R O R A

Równie dobrze można by zatytułować ten tekst: O współczesnej
sztuce zwanej ludową lub: Uwagi po konkursie „Ziemia bliska sercu",
zorganizowanym przez Muzeum Etnograficzne w Toruniu, jako że ten
właśnie konkurs stał się bezpośrednią przyczyną tych rozważań.
Bezpośrednią — bowiem dostrzeżone na nim problemy występują
nie od dzisiaj i nie tylko ja je widzę. Konkurs toruński szczególnie
wyraziście przedstawił rzeczywistą sytuację zjawiska, które nazywa
się wciąż sztuką ludową, przede wszystkim dlatego, że został,
podobnie jak i inne konkursy organizowane przez Aleksandra
Błachowskiego, przygotowany bardzo starannie i poprzedzony
solidną penetracją terenu. Mimo więc nieobecności obrazów Marii
Wnękowej, Marianny Wiśnios, z malujących na szkle: Eweliny
Pęksowej i Adama Słowińskiego, rzeźb: Romana Śledzia i Bolesława
Suski — konkurs daje dobry przegląd sytuacji.
Nie wykluczam tego, iż jury obradując w innym składzie inaczej
by rozdzieliło nagrody, przywróciło kilka czy kilkanaście odrzuco­
nych przez nas prac, a może by zdyskwalifikowało — uważając za
„nieludowe" — wiele nagrodzonych obrazów, jednak nie zmieniło­
by to ogólnego obrazu sytuacji, nie zmniejszyło rozterek, które musi
przeżywać każdy juror. Rozterki te dadzą się sprowadzić do kilku
pytań, które postaram się omówić w dalszej części tego artykułu.
A oto te pytania:
— co oznacza obecnie pojęcie twórczości ludowej, i co ją różni od:
naiwnej, prymitywnej, intuicyjnej, amatorskiej?
— jakie są dystynkcje twórczości ludowej w rzeźbie, malarstwie
a jakie w dziedzinach związanych z regionalnymi wzorcami, z trady­
cją (np. w tkactwie, hafcie, stroju, wycinance, ceramice)?
— jakie wartości preferujemy nagradzając (bądź odrzucając) prace?
— dla kogo są konkursy? Co i komu dają?
— co robić, aby nie mącić ludziom w głowach?
1

2

Zacznę od pierwszej, najistotniejszej rozterki jurora — co jest co?
Wciąż bowiem zmuszeni jesteśmy na nowo odpowiadać sobie na
pytanie — co jest j e s z c z e ludowe i co j u ż zaczynamy pod tę
kategorię podciągać. Problem ten nie występuje wówczas, gdy mamy
do czynienia z rękodziełem osadzonym w regionalnej tradycji
i stanowiącym kontynuację zarówno dawnych technik, jak i form
wyrazu (motywów ornamentacyjnych, zestawu kolorów, zasad
kompozycji). Uznajemy je za ludowe, ponieważ przypomina to, co
znamy z muzeów, z dawnych przekazów. Uznajemy, ponieważ
stanowi widoczną kontynuację dawnych form i technik, i nawet
adaptowane do nowych celów, nie zatraca charakteru ludowo-regionalnego. Uznajemy (to dla nas już dziś stało się oczywiste),
mimo iż zmieniła się funkcja twórczości, że powstaje ona dla
miejskiego odbiorcy, w środowisku mającym już inne upodobania
estetyczne, inne potrzeby i wzorce, ulegające nowym modom.
Ale, uznając za „ludowe" przedmioty powstałe współcześnie (w
„stylu regionalnym") — w istocie zbliżamy się do tego, aby
utożsamić pojęcie „sztuki ludowej" ze stylem ludowym. Czyniąc tak
(często bezwiednie) mamy wrażenie, że adaptujemy dawne definicje
do nowych warunków. Bardzo to nas cieszy, wspiera przeświadcze­
nie, że ciągle mamy do czynienia z żywym procesem w kulturze,
z „arką przymierza" łączącą dawne i nowe czasy.
Ale taki sposób myślenia utrudnia dostrzeżenie obecnej sytuacji.
Ulegając mitowi „sztuki ludowej" wchodzimy w konflikt z autenty­
cznymi przekształceniami tej sztuki pod wpływem współczesnych
upodobań i wzorców estetycznych, płynących z kultury masowej,
kultury tandety, blichtru, mody ogarniającej różne — nie tylko
wiejskie — środowiska.
Z punktu widzenia wspaniałej, dawnej sztuki ludowej — prze­
kształcenia jej, nawet nieznaczne (np. we współczesnym stroju
165

�И. 1. Aniela Jaworska, Zaloty ułańskie z początku XIX wieku, ol/płyta, 89 x 129 cm, 1988 r. Wierzchowie, woj.
wrocławskie; il. 2. Jan Sidor, Poczet sławnych ludzi, ol/pł., 58 x 76 cm, 1987 r. Tomaszów Lubelski; il. 3. Wincenty
Swedek, Bocian w Raju, ol/papier, 30x42 cm, 1988 r. Sierakowo, woj. toruńskie

166

�góralskim) budzą sprzeciw etnografów. Reagujemy ostro i alergicz­
nie na przemiany zgodne z dzisiejszymi upodobaniami estetycznymi
wsi, tak jakby dało się przez dyskwalifikację np. zbyt wielkiej
i naturalistycznej róży na serdaku — przywrócić dawny wzorzec
upodobań, smaku. Czy trzeba przekonywać, że patykiem nie
zawróci się biegu rzeki, że w dzisiejszej sytuacji kulturowej istota
zagadnienia jest inna —jest nią poziom kultury estetycznej społeczeń­
stwa, a zwłaszcza jego warstw nieelitarnych? Walkę o kulturę
plastyczną trzeba zaczynać w przedszkolu, szkole — a nie wtedy, gdy
dojrzały (nieraz stary) człowiek przyniesie na konkurs czy do sklepu
„Cepelii" brzydką chustę, cuchę czy serwetę, a my odrzucając ją
mamy poczucie, iż chronimy publiczność przed złymi wpływami
a twórcy dajemy nauczkę, która nie pójdzie w las.
Dla etnologa obserwującego naszą kulturę istotne jest nie to, że
ktoś coś pochrzanił czy przedobrzył w wyrobach, dostarczanych
„Cepelii", ale że istnieje sztucznie podtrzymywany żywy skansen,
w którym — gdyby nie interweniować nieustannie — Bóg wie, co by
jeszcze „twórcy" porobili. Problem „sztuki ludowej" rozwiązuje się
jakby abstrahując od rzeczywistej sytuacji wsi i jej kultury. Otóż
konkursy są okazją do przyjrzenia się temu, jak życie wdziera się
różnymi szczelinami do „skansenów", jak zmusza nas, co pewien
czas, do godzenia się na to, co nowe, aprobowania tego, czego już nie
da się uniknąć. I tu właśnie dochodzimy do tego, co się j u ż uzna za
ludowe.
Odwołując się do konkursu powiem tylko, że jeszcze ćwierć
wieku temu odrzucono by prawdopodobnie ok. 90% nadesłanych
rzeźb i obrazów, w tym wiele obecnie nagrodzonych! Zmienia się
oblicze twórczości, zmieniają się i nasze kryteria. Po pierwsze
— rozszerzają; po drugie — obniżają w wymogach artystycznych
(rzeźba!), po trzecie — zaczynamy w rzeźbie i malarstwie zwracać
uwagę na te wartości, które reprezentuje twórczość intuicyjna, a więc
nie podlegająca osądowi środowiska, przekazowi tradycyjnych
treści.
Tak więc, jeśli jeszcze w rękodziele, mimo adaptacji (np. haftu
z przyramka koszuli na obrus) zachowana jest ciągłość tradycji, m.
in. na skutek istnienia jeszcze przekazu pokoleniowego, co sprawia,
że rozpoznajemy hafty, wycinanki czy pisanki z różnych regionów,
to inna jest sytuacja w plastyce figuratywnej. Nie przypadkiem
najwięcej wątpliwości mieli jurorzy oceniając nadesłane na konkurs
obrazy: pejzaże, portrety, sceny rodzajowe, symboliczne. Do jakich
tradycji mogli je przyrównać? Przecież nie do ludowego obraźnictwa, ponieważ to, jak wiadomo, było nie tyle twórczością ludu, co
— dla ludu, a przy tym miało charakter sakralny, wykorzystując
znane wzory ikonografii dewocyjnej. Pozostały trzy rodzaje wzor­
ców, związane z kulturą estetyczną wsi:
1) makatka o przewadze ornamentyki roślinnej (np. Zalipie);
2) makatka „obrazkowa" z jeleniami, łabędziami, widoczkami,
scenami „dworskimi" (np. gondole z paniami w tunikach,
przywitanie bądź pożegnanie pięknego panicza na koniu);
3) obraz „naiwny" o cechach indywidualnych, nie naśladujący
żadnych wzorów, eksponujący realia znane autorowi, o ukła­
dzie przeważnie symetrycznym, o uproszczonym (i często
uroczo nieporadnym) rysunku.
Otóż jury, mając w ręku regulamin, w którym powiedziano, iż
w konkursie mogą wziąć udział członkowie Stowarzyszenia Twór­
ców Ludowych oraz inni twórcy ludowi, musiało się tej decyzji jakoś
podporządkować. Przede wszystkim odrzucając prace amatorskie,
zbliżone do konwencji występujących w sztuce nieludowej. Nawet
gdy (jak w przypadku pewnego księdza-malarza) świadomie odwo­
ływano się do ornamentyki ludowego haftu. Odrzucono więc ponad
połowę prac. Trzeba jednak zauważyć, że na decyzji — co zostawić
a co odrzucić — zaważyły też kryteria artystyczne. Pozostały więc
takie obrazy, które można by określić mianem sztuki naiwnej,
intuicyjnej. Przed kilkunastu laty wielu z nich odrzucono by (jeszcze
teraz kwestionuje się „ludowość" Gawłowej!), ale kryteria zużyły się,
stępiły, a przy tym do niektórych nazwisk już się przyzwyczailiśmy
i spotykamy się z nimi zarówno w kontekście sztuki ludowej, jak
i naiwnej.
Są to już niemalże pojęcia wymienne. Tak np. w wielu krajach
(Francji, N R D , Jugosławii) cały dział malarstwa pokazanego w To­

runiu na pokonkursowej wystawie, uznano by za sztukę naiwną.
U nas również wszystkie nagrodzone i wyróżnione prace mogłyby się
znaleźć (przecież się i znajdowały!) na wystawach takich jak:
Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, Twórczość intuicyjna, Naiwni,
Talent—pasja—intuicja. Wiele innych znalazłoby doskonale miejsce
na lokalnych wystawach amatorów, nawet jako wydzielona grupa
amatorstwa wiejskiego.
Zwróćmy tu uwagę na to, iż w tkaninie podwójnej, hafcie, rzeźbie
ceramicznej, wycinance, plastyce obrzędowej — wymienność taka
nie byłaby możliwa. Stylistyka ludowa wyraźnie bowiem różni się od
nieludowej, od tego co robią amatorzy i twórcy odwołujący się do
upodobań estetycznych środowisk nieelitarnych. Jak więc oceniać
w malarstwie „sztalugowym" to zjawisko „naiwizacji" ludowych
i „ludowienia" naiwnych?
Otóż sądzę, że jest to zupełnie zrozumiałe zważywszy, że obrazy
malują jednostki nie wsparte doświadczeniem i przykładem środo­
wiska, nie nawiązując do jakiegoś wzorca regionalnego. Gdy więc
odrzucimy typową produkcję amatorską, lepiej czy gorzej naśladu­
jącą istniejące już konwencje sztuki, pozostaną prace indywidualne,
których wartością jest osobowość autora, jego odrębny świat,
a także pozostaną takie obrazy, które wyrastają z ludowego
podglebia, z tradycji makatki (np. O mój rozmarynie Anieli Jawors­
kiej), z charakterystycznego dla sztuki ludowej obrazowania) symet­
ria, rytmizacja, multiplikacja elementów, kolorystyka — np. w obra­
zach Tadeusza Żaka), z rzetelnego opisu świata widzianego bez
wzorców dla takiego opisu. Pozostaną też obrazy naiwne, nie
inspirowane żadną konwencją artystyczną, bliższe sztuce dziecka
czy prymitywu. Przykładem: obrazy Marianny Razik i Jana Sidora.
Oczywiście wśród zakwalifikowanych obrazów były i takie,
które — gdyby nie istniejąca już praktyka i gdyby nie uznana już
pozycja twórcy — nie powinny by figurować pod szyldem ludowym,
jak choćby doskonałe skądinąd prace Krawczuka, Piasnej, Lucińskiego, Kaweckiego, Sówki, Albiczuka, Lubockiego, Chrzanow­
skiego. Ale o tym już mówiłem, i właśnie dlatego uważam, że cały
dział malarstwa powinien był się raczej znaleźć na przeglądzie
plastyki nieprofesjonalnej, naiwnej czy intuicyjnej. Trudno bowiem,
nawet abstrahując od formy, uznać ich autorów za „ludowych".
Dlaczego więc, znając przecież regulamin, uznali siebie za „ludo­
wych twórców"? Czyżby dowiadując się o konkursie pomyśleli: O!
To coś dla nas, bo przecież jesteśmy zgrzebni, wsiowi, ludowi? Czy
może dlatego, że ktoś ich zachęcił? A może po prostu nie wiedzą, co
to znaczy w malarstwie — być twórcą ludowym? Skoro my widzimy
jak płynne i wymienne są kryteria, czemu oni mieliby te kryteria
rozumieć? Pytałem kilku uczestników konkursu, znam opinię wielu
innych malarzy. Uważają oni, że „ludowość" polega na podjęciu
chłopskiej tematyki. Sądzą, iż są ludowi, skoro nie są profesjonalni,
nie mają wykształcenia plastycznego a malują znane sobie pejzaże,
sceny pracy na roli czy w gospodarstwie, obrzędy, zwyczaje. Dla
niektórych istotne jest, iż nawiązują do form i zasad sztuki ludowej.
Inni, nawet podejmując dowolną tematykę, uważają, że skoro
urodzili się i mieszkają na wsi, tym samym są „ludowi". Utrudnia
zrozumienie pojęcia operowanie nim w kategoriach społeczno-politycznych, kiedy to obywatel ludowego państwa zdaje się być ex
definitione ludowy. Niektórzy tłumaczą, iż nie widzą różnicy między
sobą a zweryfikowanymi twórcami ludowymi ani w stylu życia, ani
w ubiorze, zachowaniu, sposobie wysławiania się, a nawet w wy­
kształceniu. Dodam dla ścisłości, że jeden z typowo miejskich
„naiwnych" (zresztą z pewną świadomością tego, czym jest naiwny
styl) przystąpił do konkursu z wewnętrznymi oporami, ale przeko­
nano go, że jest „ludowy" (il. 6).
Mamy więc dwa motywy istotne: rozmycie kryteriów (dostrzega­
ne też przez etnografów) oraz świadomość tego, iż dobrze być
„ludowym", że się to opłaca. I znów my sami nie jesteśmy bez winy,
ponieważ chcąc pomóc ludziom, i przekonani, że jest to w pełni
uzasadnione, musimy ich wpychać w ludową kategorię, jako że
w naszym kraju tylko wtedy mogą oni uzyskać pomoc ze strony
resortu kultury. Bzdura? Oczywiście. Ale taka jest potęga mitów
i niechęć dostrzeżenia prawdziwej sytuacji, rzeczywistych wartości
i potrzeb. Zrozumiałe, że widząc przywileje wynikłe z zapisu
w rejestrze twórców czy należenia do STL, wielu amatorów zabiega
167

�о status ludowego twórcy. Też chcą sprzedawać, wystawiać, otrzy­
mywać stypendia i zapomogi, mieć na starość wysoką emeryturę.
Wielu więc stylizuje swe prace na ludowe lub naiwne, chociaż wcale
nie przepadają za tymi konwencjami. Tak się dzieje w malarstwie,
a zwłaszcza w rzeźbie.
Tu uwaga: dawniej było się na ludowość niejako skazanym,
predystynowanym od dzieciństwa, obecnie bycie twórcą ludowym
staje się coraz częściej przemyślaną decyzją, wyborem, i to dokona­
nym nieraz na przekór upodobaniom macierzystego środowiska. Są
rzeźbiarze ukrywający to, co robią przed otoczeniem, by nie zostać
wyśmianymi. Wielu innych malarzy i rzeźbiarzy cieszy się szacun­
kiem w swym środowisku nie dzięki temu co robią, ale na skutek
sukcesów, tego że pisze się o nich, że otrzymują nagrody, czerpią ze
swej twórczości znaczne dochody. Nie ukrywają, że forma, którą
wybrali jest ich decyzją, niekiedy nawet żalą się, że nie pozwala się im
wypowiadać inaczej, odrzuca wówczas z konkursów itd. Twórcami
ludowymi z wyboru są przecież: Jarosław Furgała, cała grupa kutnow­
skich rzeźbiarzy (Kamiński, Kacalak i inni), a w malarstwie na szkle
choćby Ewelina Pęksowa czy Adam Słowiński. A przecież ta właśnie
Pęksowa, pierwsza dama naszej sztuki ludowej, gdyby zechciała
mogłaby równie dobrze uświetniać wystawy amatorów, malować ikony
dla „Veritasu" a nawet konkurować z profesjonalistami. Ale wybrała
ludowość, z czego się zresztą cieszę, ponieważ robi to świetnie.
Jakie więc nasuwają się wnioski? Sądzę, że podprowadziłem ku
nim czytelnika. Otóż powinno się ograniczyć pojęcie twórcy ludowe­
go do rękodzieła, a w rzeźbie i malarstwie na s^kle — jeśli już je
stosować to tam, gdzie mamy do czynienia z interpretacją konwen­
cji, wzorca środowiskowego (nawet o stosunkowo niedługim okresie
istnienia. Widząc wymienność określeń w malarstwie a także
w rzeźbie, konieczne jest dowartościowanie w przepisach i decyzjach
administracyjnych pojęcia twórczości intuicyjnej, naiwnej. Trzeba
jasno stwierdzić, że jeśli coś w rzeźbie i malarstwie ma dziś
rzeczywistą wartość artystyczną, to właśnie twórczość naiwna,
intuicyjna, a więc nie związana ze środowiskowymi czy innymi
wzorcami. Twórczość „osobna". Wszyscy nagrodzeni na toruńskim
konkursie należą w istocie do tej kategorii. Nie zmienia to faktu, iż
wśród „intuicyjnych" dostrzegamy ludzi wyrosłych w środowisku wiej­

168

skim. Wyraźnie odróżniają się od miejskich. Wystarczy spojrzeć na
obrazy Ludwika Więcka (okładka) i Wiktora Chrzanowskiego (il. 6).
Tak więc na nasze drugie pytanie — rozterkę: „jakie są
dystynkcje twórczości ludowej..." odpowiem — w sztuce figuratyw­
nej — więź z tradycją świątkarską (która zanikła już niemal
zupełnie), z podglebiem życia wiejskiego (stosunkiem do przyrody,
pracą fizyczną, kręgiem wyobrażeń, wierzeń). Więź z podglebiem
widoczna jest w twórczości wiejskich rzeźbiarzy—samorodków.
Ona to przesądza o tym, że do kręgu „ludowych" zaliczymy
Heródka, Sobotę i Ptaszyńską, a z żyjących Bolesława Suskę czy
Bronisława Chojętę.
Natomiast w definiowaniu rękodzieła ludowego wyraźnie wysu­
wa się na pierwsze miejsce więź z tradycją, z podstawowym kanonem
(stylem) istniejącym w danym ośrodku czy regionie. Z biegiem lat
tracą zaś na znaczeniu takie wymogi jak: fakt urodzenia i życia na
wsi, przekaz pokoleniowy umiejętności, niski stopień wykształcenia.
Sądzę, że doszliśmy do takiego punktu przemian w kulturze
naszej wsi, w którym przestaje mieć sens mówienie o współczesnym
malarstwie i rzeźbie w kategoriach „sztuki ludowej". W pracy
naukowej jest to już nieprzydatne, zawęża pole obserwacji. Dlatego
optowałbym za określeniami: sztuka intuicyjna, naiwna — jako
bardziej adekwatnymi, podkreślającymi cechy wyróżniające je z nur­
tu plastyki amatorskiej, nieprofesjonalnej.
Ma to też znaczenie praktyczne. Powiem o jednym tylko, ale
ważnym aspekcie — k o n k u r s a c h . Kto maje organizować? Po co?
Dla kogo? „Ludowe" — to oczywiste: instytucje zajmujące się tą
sztuką — muzea, Cepelia, STL. Ale konkursy dla malarzy i rzeźbia­
rzy? Wiem, że wielu etnografów się żachnie, gdy powiem, że Domy
Kultury. Dlaczego? Ponieważ mają kadrę pracowników lepiej
przygotowaną do opieki i oceny tych dziedzin. Ponieważ wiedzą, że
konkursy mają więcej minusów niż plusów, słuszniej więc jest
zastąpić je przeglądami. Do tego wielostopniowymi. Takimi, w któ­
rych każdy może pokazać swe prace w przeglądzie środowiskowym,
lepsi już wyselekcjonowani — w przeglądach (wystawach) wojewó­
dzkich, a najlepsi — w wystawach centralnych. W warunkach nie
stresujących, nie budzących fałszywych ambicji, które — nie zaspo­
kojone — rodzą gorycz, żal, zawiść. Wypaczają ideę amatorstwa.

�Wiem, że jest to nie wszędzie możliwe, bowiem organizujący
konkursy czynią to przede wszystkim dla własnych ambicji i potrzeb,
mając na uwadze nie ludzi, biorących udział w konkursach, nie
podwyższanie poziomu produkcji amatorskich, nie dobro widza,
i tak porządnie zdezorientowanego, ale swoje. Będzie tak, poty
Resort i Wydziały Kultury w województwach
będą oceniały
konkursy jako najwyższą formę działalności podległych im placó­
wek zamiast karać za konkursy nieuzasadnione rzeczywistą potrze­
bą polityki kulturalnej, edukacyjnej.
Rozumiem ideę, która przyświecała Toruniowi: dzięki konkur­
sowi zyskuje się materiał do zakupu, ma się przegląd sytuacji — ale,
po doświadczeniach ich konkursu sądzę, że można było te cele
osiągnąć inaczej, bez masowej krzywdy ludzi. Krzywdy, ponieważ
urządzając konkurs ogólnopolski, bez wstępnej selekcji środowisko­
wej bądź wojewódzkiej naraża się setki ludzi na niepotrzebny trud
i wydatki. Łudzi nagrodami, które otrzymuje niewielu, podczas gdy
większość odpada we wstępnej selekcji.
1 to jest właśnie tą rozterką, którą jako juror odczuwałem — i odczu­
wam na wszystkich konkursach, w których biorą udział amatorzy.
W Toruniu obok rzeźby i malarstwa pokazano także tkaniny
podwójne, które wymagają znajomości trudnej techniki wykonania,
więc i przekazu pokoleniowego. Te tkaniny były bardzo dobre,
odpadło tylko kilka, najsłabszych. Tu krzywdy nie było — udział
wzięły profesjonalistki (oczywiście ludowe). Każda z nich rozumie,
czemu ktoś dostał nagrodę, czemu jakąś tkaninę odrzucono. Kryte­
ria są jasne. Ale kto z malarzy pojmie, dlaczego jego prace
odrzucono, nagradzając rzeczy, które mogą mu się wydawać
beznadziejne, prymitywne; kto z rzeźbiarzy —- odrzuconych — zro­
zumie, dlaczego był niedobry? Zwłaszcza, że w lokalnych konkur­
sach (nawet wojewódzkich) wielu z nich otrzymywało wysokie
nagrody? Przecież stosując różne kryteria ocen, np. zaniżając je
w rejonach, gdzie nie ma już sztuki ludowej — a władze miejscowe
chcą się nią legitymować — podbijamy ambicje dyletantów, kreuje­
my na twórców miernoty! Może rzeczywiście dobrze się stało, że
można to było zobaczyć w konfrontacji z innymi pracami, ale
czyśmy o tym nie wiedzieli wcześniej? Natomiast co z odrzucenia

swych prac zyska rzeźbiarz np. z Zielonogórskiego? Czy zrozumie,
że nagradzając go w lokalnym konkursie — zrobiono mu w istocie
krzywdę. Jemu i odbiorcom sztuki ludowej...
Jako juror czułem się okropnie, uświadamiając sobie, że setki
ludzi z ogromnym trudem przywiozło — przydźwigało swe rzeźby
i obrazy, wydając na to dużo pieniędzy, a my w ciągu kilku sekund
wszystko im odrzuciliśmy. A odrzucić musieliśmy, i to nawet nie
z uwagi na poziom wystawy pokonkursowej, lecz z prostej przyczy­
ny: organizatorzy, biorąc na rok prace zakwalifikowane (tyle
upłynie czasu od terminu nadesłania do zakończenia wystawy)
zdecydowali się wszystkie zakupić, a przecież zakup to poważna
decyzja, nawet nie tylko finansowa, jest to bowiem także problem
magazynu i konserwacji. Żal mi ludzi, których prace odrzucono.
Żal, bo w końcu cóż oni winni, że mają przykrość, że ponieśli duże
koszty. Przecież to my rozbudziliśmy ambicje amatorów, często
nieuzasadnione, mącąc im tylko w głowach... Dlatego sądzę, że
należy pozostawić ich raczej w gestii Domów Kultury, ponieważ
w systemie tych właśnie instytucji prędzej możliwa jest opieka
plastyka (tak! plastyka, choć oczywiście znającego sztukę ludową),
coraz wyraźniej potrzebna — zwłaszcza rzeźbiarzom. Konkurowa­
nie, spowodowane przyrostem ambicji etnografów, nie wydaje mi się
w tych sprawach pożądane. Przykłady, które znam, świadczą o tym.
Pomoc powinna być zresztą selektywna. „Naiwnemu" tylko
zaszkodzi, zadufanemu w sobie amatorowi — nic nie da. Starszym
ludziom zbyteczna, ale młodym potrzebna. Byle fachowa i rozsądna.
Trzeba wiedzieć komu trzeba pomóc, a kogo pozostawić w spokoju,
nie budząc w nim niepotrzebnych ambicji. Ważne jest, by uszanować
nawet tych mało zdolnych, skoro chcą malować czy rzeźbić. Ale nie
należy w nich budzić fałszywych ambicji i nadziei. Ważne, że sztuka
daje im satysfakcję. To już dużo. Powtarzam któryś już raz
— najważniejsze kryterium w stosunku do amatorów to: aby
twórczość (nawet artystycznie słaba) pomagała im żyć, dawała
zwykłą, ludzką, satysfakcję. Ale kiedy wprowadzamy amatorów
w kierat artystycznej rywalizacji, czynimy krzywdę: im, publicznoś­
ci, twórcom profesjonalnym. Tak się stało np. „dzięki" Biennale
w Skawinie (1987), a po części i w Toruniu. Oby ci, którzy zajmują się

II. 4. Alfred Lubocki, Żuławy, ol/pł., 68 x 97 cm, Lębork, woj. słupskie; il. 5. Władysław Luciński, Powróć. Powrócę,
ol/płyta, 52,5 x 72,5 cm (z ramą), Ruda Śląska, woj. katowickie

169

�polityką kulturalną, a zwłaszcza plastyką ludową, nieprofesjonalną,
wzięli te sprawy pod uwagę.
Wiąże się z tym postulat konkretny, należałoby dążyć do tego,
aby we wszystkich komisjach programujących i oceniających brali
udział instruktorzy plastyczni, plastycy zorientowani w problematy­
ce sztuki, w tym: intuicyjnej, ludowej, amatorskiej. Tu już i zdziwie­
nie, że nawet w jury konkursu toruńskiego nie było nikogo z takich
osób, nikogo z plastyków!
Druga sprawa. Szkoli się sędziów piłkarskich, instruktorów
plastycznych, ale nie słyszałem o doskonaleniu jurorów. Czy nie
należałoby dążyć do tego, by w różnych konkursach i wystawach
stosowano te same kryteria?
A wracając do konkursu toruńskiego, dał on nam — jurorom
— bogaty materiał do przemyśleń, pozwolił np. dostrzec znaczne
obniżenie się poziomu rzeźby ludowej i malarstwa na szkle, wspom­
nianą już identyfikację malarstwa z przeglądami (tak! nie konkursa­
mi!) plastyki nieprofesjonalnej. Konkurs ujawnił też parę cieka­
wych, nieznanych mi dotąd, indywidualności: świetne „naiwne"
malarstwo Alfreda Lubockiego (tylko I I I nagroda), dobrą rzeźbę
ceramiczną Jana Swożglisa z Mogielnicy, dobre polichromowane

figurki z gliny Kunegundy Jeżowskiej, potwierdził rozwój talentu
Mieczysława Gaja, rzeźbiarza z kręgu Susków (ośrodek łukowski).
Otrzymał on za swe rzeźby 1 nagrodę. Jak zawsze doskonały, na
nikim nie wzorujący się Antoni Baran z Opoczna (1 nagroda).
W malarstwie, dziale najciekawszym, wyróżniłbym szczególnie
(obok Lubockiego) prace Tadeusza Żaka ( I I nagroda), Władysława
Lucińskiego i Bronisława Krawczuka (I nagrody), Ludwika Więcka,
Wiktora Chrzanowskiego, Wiesławy Piasnej, Jana Kaweckiego oraz
Eleonory Bery (III nagrody). Podobały mi się szczerze naiwne prace
Marianny Razik, Wincentego Swedka (Bocian w raju — wyróżnie­
nie), a także Poczet sławnych ludzi Jana Sidora (wyróżnienie). Mniej
piękny, niż zazwyczaj, Bazyli Albiczuk (też wyróżnienie). W malar­
stwie na szkle — mizeria. W tkaninie dwuosnowowej wśród dobrych
— najlepsze (I nagrody): Teresa Pryzmont z Wasilówki i Halina
Fijałka z Węgrowa.
Tyle o konkursie i wnioskach, jakie się po nim nasuwają. Ale czy
ktoś się nad nimi zastanowi? Czy ci, do których ten artykuł jest
szczególnie adresowany, zechcą go przeczytać? A jeśli przeczytają,
czy zrozumieją, o co mi chodzi? A jeśli zrozumieją — nie obrażą się
i choć w części zaakceptują ten tekst — to czy zechcą dać temu wyraz
w praktycznej działalności?

PRZYPISY
1

„Ziemia bliska sercu", ogólnopolski konkurs dla twórców ludo­
wych, zorganizowany przez Muzeum Etnograficzne w Toruniu. Jury
obradujące w dniach 30 i 31 maja 1988 r. oceniło, nagrodziło
1 wyselekcjonowało nadesłane na wystawę prace.
Jury obradowało w składzie: Aleksander Jackowski — Instytut
Sztuki P A N (przewodniczący) Barbara Zagórna-Tężycka, Minister­
2

stwo Kultury i Sztuki; Bożena Gołcz CZSRLiA „Cepelia"; Halina
Olędzka — Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie;
Gerard Ostrowski — Wydział Kultury Urzędu Wojewódzkiego
w Toruniu; Roman Tubaja — dyrektor Muzeum Etnograficznego
w Toruniu; Aleksander Błachowski — Muzeum Etnograficzne
w Toruniu (komisarz konkursu).

Fot: Jan Świderski

II. 6. Wiktor Chrzanowski, Klinika dr. Rydygiera w Chełmie, ol/pł., 52x65 cm, 1988 r. Toruń
170

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9712" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9690">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/17e14c2cab59b7768485cf2fa5b0bd18.pdf</src>
        <authentication>1c201031443036242e855d17126b469a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115521">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115522">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115523">
                <text>sztuka nieprofesjonalna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115524">
                <text>Okoń, Krzysztof (1939-)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115525">
                <text>Śledź, Roman (1948-)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115526">
                <text>Rząb, Władysław (1910 – 1992)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115527">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5814</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115528">
                <text>W kręgu sztuki trudnej do nazwania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115529">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4, s.109-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115530">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115531">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115532">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115533">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115534">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115535">
                <text>sezonie letnim zainteresowanie sztuką nie­
profesjonalistów rośnie. Odwołuje się do
stereotypów prowincji, ludowości, żongluje
rolami. W Państwowym Muzeum Etnograficznym
w Warszawie na wystawie kiczu (czerwiec 2005 r.)
widz ogląda dzieło Władysława Hasiora, nie dostrze­
gając jego ironii, dowcipu. Niewiele później, w lipcu,
dużą wystawę dzieł Hasiora zaprezentowało Muzeum
Narodowe. Dowcip, drwina, mistrzowskie żonglowa­
nie konwencjami plastyki prowincjonalnej, ludowej,
odpustowej, kościelnej (chorągwie). A we wspomnia­
nym Muzeum Etnograficznym wielka ekspozycja twór­
czości naiwnej, psychotycznej, dziwnej Talent, pasja,
intuicja, w 20 lat po wystawie tak nazywanej, którą
zrobiliśmy z Zofią Bisiakową w radomskim Muzeum
Okręgowym. Świetna wystawa, trudna w odbiorze, ro­
zumiem, że nasi recenzenci wystaw z „Gazety Wybor­
czej” i „Rzeczpospolitej” woleli jej nie zauważyć. Za
dużo problemów, niepewności, jak co ocenić, co jest
czym. Trochę wcześniej już „łatwa” wystawa w galerii
Studio: Nikifor (świetny zestaw!), Dembiński, Heródek, Wnękowa. Ekspozycję przeniesiono następnie do
Białegostoku (Muzeum im. Alfonsa Karnego).
Festiwal Nikifora, wywołany świetnym filmem
Krzysztofa Krauzego, z porażającą rolą pani Feldman.
Wyszła moja książka Świat Nikifora. Ważne wystawy
w Krakowie, w Płocku - doroczny konkurs Oto Ja, z re­
welacyjnymi pracami twórców z domów opieki spo­
łecznej. I teraz to, o czym chcę tu obszerniej napisać.
Wystawy wybitne. Łączy je jedno, talent autorów,
ich wyobraźnia i osobowość niedająca się sprowadzić
do żadnej formuły. Każdy z nich miał kłopot z określe­
niem - kim jest? Z jakim środowiskiem może się iden­
tyfikować.
Łatwo powiedzieć o nich „nieprofesjonalni”, „in­
ni”, ale to niczego nie wyjaśnia, zresztą, ani nie są „in­
ni”, ponieważ żaden rys osobowości tego nie wykazu­
je, ani „nieprofesjonalni”, ponieważ umiejętności każ­
dego z nich są wybitne. Jeśli się uczyć, to od nich. N a­
iwni? Dlaczego? Ponieważ mają odwagę mówienia
o biedzie i nędzy - jak Władysław Rząb, czy o Golgo­
cie i dziejach Starego Testamentu - jak Roman Śledź;
cieszenia się grą kolorowych plam, emocją działań, jak
Krzysztof Okoń, malując na szkle.
Każdy z nich jest jedyny i niepowtarzalny, ale nie
dzięki wymyślonej koncepcji dzieła, lecz przez to, że
wyraża ono najpełniej jego osobowość.
Jeśli miałbym szukać kręgu odniesienia dla Włady­
sława Rząba, byłby to ekspresjonizm lat międzywojen­
nych, i to w jego wydaniu niemieckim. Ekspresyjne,
ale tym razem w kontekście artystyczno-kulturowym,
są rzeźby Romana Śledzia. N a wystawie w Budlewie
(patrz: „Konteksty” 2004 nr 1-2), zestawiono je z ob­
razami Krzysztofa Okonia. Ciekawe są takie zderzenia,
ujawniają często niedostrzegane związki, konteksty,
Śledź z Okoniem, całość podtrzymująca się wzajem-

ALEKSANDER JACKOWSKI

W

W kręgu sztuki
trudnej do nazwania
(Krzysztof Okoń,
Roman Śledź,
Władysław Rząb)
nie. Ekspresja rzeźb znajdowała uspokojenie w obra­
zach, w ich blasku, nienarzucającej się warstwie tema­
tycznej. Golgota w rzeźbach Śledzia ma ostrość, bru­
talność scen filmowych, natomiast w obrazach Oko­
nia jest tylko tematem, podjętym jakby bez emocji.
Równie dobrze mogłaby to być scena mitologiczna,
bajka, ogród Edenu. Tylko w obrazach (wczesnych)
nawiązujących do klimatu Roualta ekspresja tematu
znajduje odpowiednik w warstwie malarskiej.
Krzysztof Okoń jest muzykiem, wiolonczelistą, wir­
tuozem, członkiem do niedawna działającego Tria
Krakowskiego. Pedagogiem. Malować zaczął po to, by
mieć prezenty, potrzebne, gdy wyjeżdżał koncertować
za granicę, ale później, by znaleźć spokój, ciszę samot­
nej pracy, bez stresów, tremy. Młodość spędził w Za­
kopanem, otoczony opieką ciotki, która była kusto­
szem działu sztuki w Muzeum Tatrzańskim. Dzięki
niej poznał zbiory malarstwa na szkle, technikę pracy.
Początkowo inspirował się ludowymi obrazami, póź­
niej zaczął tworzyć sceny malarskie, posługując się wy­
nalezionym przez siebie sposobem. Kształtował kolor,
natężenie barwnych plam, osiągając, tak jak na wio­
lonczeli, pożądaną temperaturę dźwięku. Świadomość
artystyczna, doświadczenie w jednej dziedzinie w muzyce - pomogły mu stworzyć swój styl wypowie­
dzi, osiągnąć w wielu obrazach znakomite rezultaty.
Jednak, co zrozumiałe, poziom prac tworzonych w cza­
sie jednego seansu bywa różny. Są wybitne, dobre, nie­
złe i nieudane. Te ostatnie... tłucze. Nic naprawić się
nie da. Pierwsza decyzja w malarstwie na szkle jest za­
razem ostatnią. Można zrobić inny obraz, ale nie po­
prawić ten, nad którym się pracuje. Do procesu malo­
wania dochodzi więc konieczność selekcji. Ocena od­
biorcy zależna jest więc od tego, co mu artysta poka­
zuje.
Etap wyboru zawsze następuje post factum, podczas
gdy w obrazach na płótnie (jak np. Rząba) istnieje
możliwość domalowania, przemalowania, doskonale­
nia.
U Okonia temat zdaje się nie odgrywać zasadniczej
roli, na widza ma działać ekspresja kolorów, ich nasy­
cenie, konfiguracja, natomiast dla Śledzia ważny jest

109

�Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)

Wniebowzięcie Eliasza, Roman Śledź

Krzysztof Okoń. Z cyklu Sceny Biblijne, olej na szkle
(za: Aleksander Jackowski Sztuka zwana naiwną)

Św. Sebastian, Roman Śledź

Biczowanie Chrystusa, Roman Śledź

110

�Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN SLEDZ, WŁADYSŁAW RZĄB)

przede wszystkim temat, dramat Golgoty, męka krzy­
żowania.
Nieważna jest precyzja kształtu, nogi Pana Jezusa
są w Piecie niepomiernie długie, ale to ma znaczenie
w działaniu na widza. Deformacja jest podstawowym
środkiem wyrazu. Deformacja służąca ekspresji. Wy­
obraźnia artysty jest ogromna, przekłada biblijną opo­
wieść na język rzeźby, na jej kształt, wyraz. N a wysta­
wie pokazano niemal czterdzieści scen Golgoty, każda
powstała - jak to w rzeźbie drewnianej czy kamiennej
- a vista, w pierwszym, a więc w istocie jedynym ge­
ście. Modelować, kształtować można w glinie, gipsie
(a więc i brązie), tam gdzie forma może podlegać zmia­
nie, ale nie w rzeźbie powstałej w drewnie. Niezręcz­
nego cięcia nie zasłonisz, pierwsza decyzja jest jedyna.
Śledź bierze klocek lipy i odrzucając niepotrzebne
strużyny, kształtuje przedstawianą scenę. Tak, jak ją
zamyślił. Bez rysunku, szkicu. Są to przeważnie kom­
pozycje wysokie na 35 cm, jedynie rzeźby wykonywa­
ne do kościołów niemieckich (w Gelsenkirchen
i Caciliengorodzie) są większe, mają 80 cm. Dekoracja
malarska jest konwencjonalna, szaty postaci są ciem­
noszare, ciemnobrązowe, kaski żołnierzy srebrne i zło­
te, drewno krzyża nie ruszane, prześcieradło oczywi­
ście białe. W Betlejem maleńki Jezusik leży pod białym
przykryciem, niczym całunem, w pozie takiej jakby na
krzyżu. Prefiguracja tego, co nastąpi.
N a wystawie budlewskiej pokazano ok. 40 rzeźb
Śledzia i 30 obrazów Krzysztofa Okonia. W surowej
scenerii, na tle zmurszałych desek obory, świetnie
oświetlone obrazy zalśniły, a rzeźby ustawione na słup­
kach tworzyły wariant Drogi Krzyżowej. Co ważne, by­
ły ustawione na właściwej wysokości, z czego niestety
często nie zdają sobie sprawy pracownicy muzeów et­
nograficznych. Nie dostrzegają tego, iż każda rzeźba
ma swój punkt oglądu, swój horyzont, perspektywę,
która uwidacznia ich walory czasoprzestrzenne. Eks­
pozycję przygotowała pani Zofia Bisiak.
Rzeźby Śledzia są inne od tych, do widoku których
przywykliśmy, oglądając wystawy sztuki ludowej, ama­
torów czy profesjonalistów. Są jego, i to jest w istocie
jedyna sensowna klasyfikacja. Nie mieści się w żadnej
przyjętej. Ale w naszym kraju przez lata żądano, by
ktoś do czegoś należał, i było wiadome, jak księgować
czyjąś twórczość. Artystą był członek Związku Plasty­
ków, ludowym - członek Stowarzyszenia Twórców
Ludowych. A Śledzia przez lata nigdzie nie chciano
zaliczyć. Zachwycali się nim wybitni artyści, zamawia­
li jego dzieła w Niemczech, w Stanach Zjednoczo­
nych, zdobią one protestanckie kościoły, fotografiami
rzeźb ilustruje się książki (w Niemczech!), ale u nas to
nic nie znaczyło. Nie jest ludowy - twierdziła Cepelia
i odsyłała mu rzeźby. Nie jest amatorem ani członkiem
Związku artystów Plastyków; kim jest? - zastanawiali
się pracownicy urzędu bezpieczeństwa, wzywając go
na przesłuchania, pobierając odciski palców. Szpieg?

Podejrzany, jako że przyjeżdżają do niego zagraniczni
kolekcjonerzy.
Można zrozumieć kłopoty cepeliowskich etnogra­
fów, życie stwarza wciąż nowe problemy, a definicje
ograniczają, petryfikują zjawisko. Nie tyle wskazują,
co zakazują. Zwłaszcza gdy są niejasne, sztucznie wy­
myślone. Co to bowiem znaczy rzeźba ludowa? Profe­
sor Frankowski, pisząc w latach trzydziestych ubiegłe­
go wieku o sztuce ludowej, pomijał rzeźbę. Jej wzory
pochodziły z ikonografii kościelnej, do niej starano się
dostosować. Rzecz jednak w tym, że nie każdy miał
taką sprawność, by zachować konwencję znaną z ka­
pliczek i druków kościelnych. W rzeźbie nie istniał
przekaz rodzinny, wiejscy bogorobi sami dochodzili do
wprawy w rzemiośle, na które byli w środowisku ska­
zani. Ktoś musiał zniszczone figury zreperować, wyko­
nać rzeźbę potrzebną do kapliczki. Jeśli w wycinance,
hafcie, tkactwie różnice między dziełem mistrzow­
skim a najsłabszym były w istocie niewielkie, mieściły
się w konwencji, rzeźby bywały zarówno mistrzowskie,
jak i okropne, nieudolne. Tyle że wykonywali je lu­
dzie ze wsi, a więc tzw. lud. Józef Grabowski, historyk
sztuki zajmujący się sztuką ludową, określił podstawo­
we parametry rzeźb. Zwrócił uwagę na statykę, rów­
nowagę brył, symetrię, rytmizację, znaczenie orna­
mentu. Brak przesadnej ekspresji, emocji. Przyjął jako
oczywiste, że są to pojedyncze figury. Ale już gdy to
pisał, powstawało w latach sześćdziesiątych nowe zja­
wisko - sztucznie zresztą wywołane. Tematyczna rzeź­
ba ilustracyjna, przedstawiająca życie wsi, najchętniej
propagandowo dzieliła je na dwie części - nędza, bie­
da, zło w dawnej „pańskiej” wsi i szczęśliwe życie
w nowej, socjalistycznej.
Za sprawą kolekcjonerów, muzealników, Cepelii
powstało nowe zjawisko, zwane współczesną sztuką lu­
dową. Pozwoliło ujawnić się i wypowiedzieć tysiącom
ludzi, mniej czy bardziej utalentowanym.
Muzea, organizując konkursy, zachęcały do podję­
cia nowej, niereligijnej tematyki, co było zgodne z anty­
kościelną polityką władzy, ale też rozwijało wyobraźnię,
odrywało ją od istniejących wzorów. Wokół najciekaw­
szych twórców gromadzili się naśladowcy, dzięki czemu
można było mówić o rzeźbie np. sierpeckiej, łęczyckiej,
o Paszynie itd. Mechanizm tworzenia się sztuki ludowej
znajdował tu potwierdzenie. Ruch istniał, dopóki przy­
nosił dochód, przyjeżdżali kolekcjonerzy, zwłaszcza
Niemcy, kupowali, zamawiali. Dobre lata Cepelii to
tamte, kiedy rzeźby stały w witrynach sklepów. Rzeźby
różne, także takie, które dalece wykraczały poza kon­
wencję stylistyczną rzeźb kapliczkowych.
Mówiono ludowe, ale w istocie była to często rzeź­
ba samorodna, oderwana od tradycji, środowiska.
Rzeźba ludzi marginesu, tworzona z potrzeby we­
wnętrznej, psychicznej. Rzeźba poza konwencją sztuki
ludowej. N a świecie nazywa się ją Art Brut, Outsider
Art. Są to dzieła wiejskich i miejskich odmieńców.

111

�Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)

Nazwać je ludowymi byłoby absurdem, nie wiążą się
ani z kulturą środowiska, ani regionem, ani stylem.
Z taką rzeźbą, której przykłady widzimy w Państwo­
wym Muzeum Etnograficznym, jest kłopot, jednak po­
strzegamy ją w kontekście ludowym, ponieważ psychi­
ka twórców (Mucha, Sobota, Oleksy) zdaje się wiązać
z odniesieniami chłopskimi.
Ale co zrobić z Romanem Śledziem? Nie jest, broń
Boże, prymitywem, niczym się nie różni od miejskiego
inteligenta, czyta książki. Biblię zna lepiej od wielu
z nas. Więc nie Art Brut (żaden „Art Brut” nie jeździ
volkswagenem!). W odróżnieniu od „ludowych”, jego
rzeźby - przedstawiają grupę postaci, podejmują tema­
ty nie „oswojone” przez ikonografię kościelną, są dy­
namiczne, ekspresyjne, ze świadomie stosowaną defor­
macją, nieprzeznaczone do kapliczek, powstałe z po­
trzeby psychicznej. Ich „styl” jest wyraźnie definiowal­
ny, autorski.
Jednak rzeźb Śledzia nie można także widzieć
w kontekście sztuki współczesnej. Są odrębne. Niczy­
je, niezwiązane z żadnym programem. Sztuka współ­
czesna łamie konwencje, zaskakuje przykładami, za­
równo kontynuującymi, jak i kontestującymi wczoraj­
sze i dzisiejsze wzory. Ale cały czas gra toczy się w krę­
gu współczesnych problemów, w przestrzeni innej niż
twórczość Śledzia. On się w niej nie mieści, jak zakon­
nik zanurzony w swoją rzeczywistość. Poza czasem
i przestrzenią (przecież pierwszy raz widząc rzeźby Śle­
dzia, nie umiałbym określić ani czasu, ani miejsca,
z którego pochodzą). On chce pokazać cierpienie, po­
nieważ to jest w jakimś sensie i jego cierpienie, jego
przesłanie do świata, potrzeba dania świadectwa naj­
ważniejszym momentom w dziejach świata - Golgocie.
Nigdy nie komentuje rzeźb, dlatego tak ważne są sło­
wa, które wypowiada w filmie Andrzeja Różyckiego:
„Trzeba być wierzącym. To najważniejsze. Czuję się
jak Apostoł”.
Dlatego rzeźbi sceny z Ewangelii, ze Starego i N o­
wego Testamentu. Dla ludzi? Oczywiście, ale i dlate­
go, że sam ich potrzebuje, że chce je przeżyć.
Śledź mieszka w rodzinnej wsi, Malinówce, w poło­
wie drogi między Lublinem a Chełmem. Rzeźbi od
1968 r. Z głębokiej potrzeby. Ma w domu dwie prace,
reszta „poszła w świat”. Obliczamy, że wykonał ok.
tysiąca rzeźb. Wiele jest w Stanach Zjednoczonych
i w Niemczech (Gelsenkirchen, Caciliengorod), karty
z fotografiami jego rzeźb wysyłane są w czasie świąt
Wielkiejnocy, reprodukcje zdobią książkę o medyta­
cjach Sehr welh ein Mensch. Pokaźny zbiór rzeźb mają
państwo Formanowiczowie, właśnie z niego powstała
wystawa, o której piszę. O Śledziu wyjdzie niedługo
pięknie ilustrowana książka (z moim tekstem), wyraz
wdzięczności państwa Formanowiczów dla artysty.
Pierwsze ujęcia filmowe o panu Romanie nakręcił A n­
drzej Wajda, później, w ostatnich latach Andrzej Ró­
życki - Artysta ludowy?

Wystawa prac Władysława Rząba miała miejsce
w tym samym czasie, w czerwcu 2005 r. w warszaw­
skiej galerii GaGa. Kilkadziesiąt obrazów, linoryty,
rzeźby. Świetna kultura wystawiennicza, liczna, dobo­
rowa publiczność na wernisażu, z udziałem prezydenta
Zgierza, rodziny artysty. Pięknie wydana książka - ka­
talog Władysław Rząb, z wieloma kolorowymi repro­
dukcjami.
Po raz pierwszy w Warszawie pokazano twórczość
jednego z najciekawszych ekspresjonistów w naszej
sztuce, artystę, który niestety istniał poza środowi­
skiem. Poza oficjalnym obiegiem artystycznym. Samot­
ny, gorzki, niezrozumiały, a konsekwentny w działaniu.
Jego twórczość nie wynikała z mody artystycznej, nie
była w żadnej mierze koncepcją. To było życie, gorycz,
którą czuł od dzieciństwa, przekonanie, że ma ludziom
coś do przekazania. Prawdę życia, nieszczęsny świat nę­
dzy, pracy, wyrzeczeń. „Dzieciństwa nie miałem - pisał.
- Urodziłem się jako szóste dziecko w rodzinie robotni­
czej”. Jeszcze kiedy był mały, ojca zabrano przymusowo
na roboty do carskiej Rosji. „Z biedy jeden z moich bra­
ci zmarł, wołając przed śmiercią jeść i chleba”. Za dwa
króliki kupił stare skrzypce, nauczył się grać i muzyką
uspokajał się po pracy, wtedy, gdy w domu brakło pie-

Władysław Rząb. W Kruchcie, olej/płótno (za: Aleksander
Jackowski Sztuka zwana naiwną)

112

�Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)

niędzy, jedzenia. Później, po pracy robotnika, by utrzy­
mać żonę i troje dzieci, nocami grał na zabawach i we­
selach. Malował. Sprawiało mu to przyjemność, two­
rzył więc sceny batalistyczne, portrety. Ale, pisze: „ni­
gdy nie zaznałem satysfakcji i pełnego zadowolenia.
Szukałem drogi po omacku. Pracowałem ciężko, nieza­
dowolony, nie mogąc osiągnąć tego, co chciałem”.
Zmieniał zawody, niezadowolony z pracy, z życia.
Był listonoszem, robotnikiem, lakiernikiem, malarzem
ściennym, kierownikiem świetlicy, dekoratorem w te­
atrze. „Zrozumiałem, że muszę w sztuce oddać siebie”
- zanotował. Więc żadnych oleodruków, żadnych
zręcznych portretów - zaczął malować świat, jaki jest,
jaki go otaczał. „Przestałem zważać na poklask ludzi,
ale i na krytykę tych, którzy zarzucali mi, że tworzę
krzywe obrazy”. Uczył się malowania w pracowni prof.
Adam a Rychtarskiego, coraz bardziej wchodząc
w swój świat przeżyć. „Wciąż szukam - pisał. - Bez
sztuki moje życie byłoby proste, bez żadnej wartości.
Czuję nieodpartą potrzebę tworzenia, wiem, że moje
prace są coraz lepsze, często odczuwam satysfakcję,
patrząc na nowy twór, w który wkładam część siebie”.

Rzeźbił w drewnie skręcone z bólu figury, malował
obrazy dla widzów - brzydkie, świadomie antyestetyczne. Czuł, wiedział to, że jest „inny”. „Już w młodości
czułem się skrzywdzony i niezrozumiany. Nie miałem
nikogo, kto odnosiłby się przychylnie do mojej «innej»
osobowości”. Pisywał do mnie listy. „Ileż ja przeżyłem
upokorzeń! - żalił się. - Nikomu nie jestem potrzeb­
ny! Gdzie tu warunki dla twórcy, który pragnie zosta­
wić po sobie trwały ślad na tej ziemi”.
Narzekał: „Nie mogę zaopatrywać się w sklepach
w odpowiednie farby i inne rzeczy, ponieważ nie je­
stem zrzeszony w ZPAP”. Nie umiano, nie chciano do­
strzec jego twórczości, nie mieścił się w swoim czasie.
A tworzył przecież znakomite rzeźby, obrazy i linoryty,
naprawdę nieustępujące klasą Massarelowi. Zakończę
fragmentem listu, który do mnie napisał: „Najszczę­
śliwsze chwile życia spędziłem, malując, rzeźbiąc, wy­
konując grafiki. Bez sztuki nie potrafiłbym żyć, odna­
lazłem w niej sens swego istnienia i bardzo wierzę, że
ona mnie przeżyje”.
Dobrze, że galeria GaGa zainteresowała się sztuką
Rząba.

Władysław Rząb. Przy Chorej Matce, olej/płótno (za: Aleksander Jackowski Sztuka zwana naiwną)

113

�Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)

Il. 1 Roman Śledź. Namaszczenie w Betanii
Il. 2 Krzysztof Okoń. Z cyklu Sceny
Biblijne, olej na szkle (za: Aleksander
Jackowski Sztuka zwana naiwną)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9764" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9742">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c1613c11e54b13c7589bf52a0572de9c.pdf</src>
        <authentication>104da7ee05ade58a7f389e4cae99b781</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4572</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116092">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116093">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4245</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116094">
                <text>Przegląd twórczości plastycznej amatorów : cz.1 województwo lubelskie/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1973 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116095">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1973 t.27 z.1 ; s.39-41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116096">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116097">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116098">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116099">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116100">
                <text>Aleksander Jackowski
PRZEGLĄD T W Ó R C Z O Ś C I

PLASTYCZNEJ*AMATORÓW

C Z . I. W O J E W Ó D Z T W O LUBELSKIE (DALSZY CIĄG)
W n u m e r z e 3/1972 r. r o z p o c z ę l i ś m y d r u k p r z e g l ą d ó w p l a s t y k i a m a t o r s k i e j , p o s z c z e g ó l n y c h woje­
w ó d z t w . P o n i e w a ż ze w z g l ę d ó w t e c h n i c z n y c h z m u s z e n i b y l i ś m y o p u b l i k o w a ć t e k s t bez i l u s t a r c j i ,
z a m i e s z c z a m y j e oddzielnie — n a t y m m i e j s c u .

П . 1. K o n r a d S z u r o w s k i , Konie,

ol. p ł . , 58,5 x 74 c m .

I I . 2. Z y g m u n t W a l e n c i u k , r y s u n e k t u s z e m , 4 0 x 29 c m . I I . 3. F e l i k s D u t k i e w i c z , Chrystus
w y s . 45 c m .

w cierniowej

koronie,

drewno

�40

�U.

6.

P a w e ł K r z a k , Orka, o l . / p ł y t a p i l ś n i o w a , 65x99 c m . 11. 7. F e l i k s D u t k i e w i c z , K r ó l z szopki, drewno, wys.
J ó z e f K u l i ń s k i , Człowiek,
l i n o r y t , 25x19 c m .

Fot.: J a n Świderski— il. 1-8

23

cm.

U. 8.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9766" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9744">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/de96bb6421a02d47c439a82d8a79a417.pdf</src>
        <authentication>9dfda5a1014b66ae146e5269b7e407f8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116113">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4573</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116114">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116115">
                <text>plastyka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116116">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4246</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116117">
                <text>Przegląd twórczości plastycznej amatorów cz.II. województwo wrocławskie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1973 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116118">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1973 t.27 z.1 ; s.42-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116119">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116120">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116121">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116122">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116123">
                <text>Aleksander

Jackowski

PRZEGLĄD T W Ó R C Z O Ś C I PLASTYCZNEJ AMATORÓW
C Z . II. W O J E W Ó D Z T W O WROCŁAWSKIE
Nic

tak dawno b y ł y

t u zgliszcza, r u i n y . P r z y c h o d z i l i

ludzie — z e w s z ą d , z r ó ż n y c h c z ę ś c i k r a j u , z r ó ż n y c h w a r s t w
i ś r o d o w i s k . Z a k ł a d a l i rodziny, odbudowywali
tworzyli

zawiązki

nowej

społeczności.

gospodarkę,

Nawarstwiały

się

zarówno

teraźniejszością

jak

wspomnieniami

przeszłości

W ł a ś n i e w sferze potrzeb p s y c h i c z n y c h d o p a t r y w a ł b y m s i ę
t u w i ę k s z e j , n i ż gdzie indziej a k t y w n o ś c i t w ó r c z e j jednostek.
Aktywności,

k t ó r a w y r a s t a z potrzeby

kompensacji, zna­

i z d e r z a ł y r ó ż n e obyczaje, gwary, tradycje, aby w zadzi­

lezienia osi, w o k ó ł k t ó r e j k r y s t a l i z u j e s i ę ż y c i e w e w n ę t r z n e

wiająco

człowieka,

szybkim

czasie

utworzyć

w y j ą t k o w o zwarte, ambitne,
patriotyzmu. Nie

minęło

środowiska

kulturowe

o dobrych cechach

lokalnego

dziesięć lat a W r o c ł a w

stał się

Aktywności,

jego

świat

której

przeżyć,

przejawem

sentymentów
jest

i

właśnie

ambicji.
twórczość

a m a t o r s k a , a w o m a w i a n y m t u p r z y p a d k u -— p l a s t y c z n a .

j e d n y m z c e n t r ó w naszej k u l t u r y , n a u k i , s z t u k i . Ś r o d o w i s k o

S p e c y f i k a tej t w ó r c z o ś c i polega na t y m , ż e w

plastyczne

od z e s p o ł o w y c h form u p r a w i a n i a s z t u k i , p l a s t y k a jest f o r m ą ,

wysunęło

się

na

jedno

z

pierwszych

w kraju, a ta a k t y w n o ś ć instytucji i zawodowych
znalazła
w

j a k b y swoje

szerokim

zasięgu

przedłużenie
uprawiania

w ruchu
plastyki,

miejsc

odróżnieniu

artystów

w k t ó r e j a k t t w ó r c z y m a charakter indywidualny, a dzia­

amatorskim,

ł a l n o ś ć t w ó r c z a a m a t o r a c z ę s t o p r z e j a w i a s i ę poza, ś r o d o ­

szerszym

niż

wiskiem, poza kontaktem

z innymi ludźmi

o

podobnych

gdzie indziej w k r a j u . C z e m u to p r z y p i s a ć ? C z e m u w ł a ś n i e

nawet potrzebach i upodobaniach. Teatr, z e s p ó l

t u , na ziemi d o l n o ś l ą s k i e j t y ł u l u d z i r z e ź b i , m a l u j e , r y s u j e ?

muzyczny,

T r u d n o o d p o w i e d z i e ć n a to p y t a n i e , nie b y ł o
odpowiednich b a d a ń , a g d y b y je nawet p o d j ą ć ,
dotyczyć

tak

skomplikowanych

zjawisk

jak

bowiem

musiałyby
psychologia

chóralny,

r e c y t a t o r s k i —- t w o r z ą

taneczny,

płaszczyznę

w i ę z i z g r u p ą . J e d n o s t k a jest c z ą s t k ą c a ł o ś c i , w k t ó r ą s i ę
w t a p i a , k t ó r e j s i ę p o d p o r z ą d k o w u j e , ł ą c z ą c swojo
ze ś r o d o w i s k i e m

ambicje

k t ó r e w y b i e r a , z k t ó r y m s i ę b. c z ę s t o iden­

j e d n o s t k i i g r u p y w y r w a n e j ze swego ś r o d o w i s k a , zderzonej

tyfikuje. T w ó r c z o ś ć zaś indywidualna, j a k np.

z

c z y pisanie, b y w a c z ę s t o gestem o b r o n n y m p r z e d a l i e n a c j ą ,

inną

grupą,

intensywniej,

o

odmiennych

n i ż to

wzorcach

m a miejsce

I I . 1. S t a n i s ł a w S u c h o c k i , Rusałki,

kultury,

w grupie

drewno,

żyjącej

zakorzenionej,

swoistym amortyzatorem u ł a t w i a j ą c y m wrażliwej

w y s . 2!) c m . 11. 2. J ó z e f S e r w i k . Matka
w y s . 25 c m .

z dzieckiem,

drewno

malowanie
jednostce

polichromowano

�kontakt

utwierdzającym

wiarę

w siebie, swoje m o ż l i w o ś c i , u w z n i o ś l a j ą c y m w ł a s n ą

z

otaczającym

światem,

egzys­

t e n c j ę , n a d a j ą c y m jej n o w y

n i z a c y j n i e i k o n c e p c y j n i e , w s p o m a g a n a przez grono w s p ó ł ­
p r a c o w n i k ó w w terenie i k o n s u l t a n t ó w , p l a s t y k ó w

P l a s t y k ę a m a t o r s k ą Dolnego Ś l ą s k a cechuje p r z y t y m

za najważniejsze

d u ż a r ó ż n o r o d n o ś ć . W o d r ó ż n i e n i u od takiego n p . w o j . b i a ­
łostockiego,
jednolite,

które

jest

stabilne,

w

estetycznych — amatorzy
różnych

tradycji

swym

wyrastające

przekroju

na

Na

stosunkowo

podobnych

dolnośląscy

i postaw.

tworzą

przeglądach

tyki amatorskiej,

wzorcacli

konglomerat
wojewódzkich

w

różnych

tradycjach kultu­

2 - — dobrą

rowych. T w ó r c ó w z miast i wsi, m ł o d y c h i starych .
Dokładny

szacunek

liczby

amatorów

dolnośląskich

nie j e s t o c z y w i ś c i e m o ż l i w y , n a w e t p r z y b l i ż o n y

wymagałby

k o s z t o w n y c h i niewiele w k o ń c u d a j ą c y c h b a d a ń . O b s e r w u ­
jąc

dotychczasowe

„Wojewódzkie

Przeglądy

Twórczości

A m a t o r s k i e j " , a b y ł o i c h j u ż siedem, w y r a ź n i e w i d a ć w z r o s t
2

l i c z b y u c z e s t n i k ó w . C z y ś w i a d c z y to o r o s n ą c e j
l u d z i do

twórczej

wypowiedzi,

czy

t e ż o coraz

p o p u l a r n o ś c i „ P r z e g l ą d ó w " i dobrej p r a c y
oraz P o w i a t o w y c h

Domów

tendencji
większej

Wojewódzkiego

K u l t u r y '! W y d a j e s i ę , ż o wys­

t ę p u j ą t u oba wspomniane powody. C z y n n i k

organizacyjny

roli

z a r ó w n o jego t w ó r c y

co

jest

i

efekciarstwa,

miejsca plastyki amatorskiej

powinna

ona

bowiem

i jej

konkurować

p l a s t y k ó w , ani jej z a s t ę ­

D o d a ć n a l e ż y , ż e W D K stara się o kontakty z i n n y m i
analogicznymi

placówkami w kraju

i za g r a n i c ą

i o kon­

f r o n t a c j ę n a j c i e k a w s z y c h (z r ó ż n y c h w z g l ę d ó w ) p r a c w ł a s ­
nych z obcymi'.
Wrocławskie

„Przeglądy"

a m a t o r ó w , s t a n o w i ą bowiem

mają

dużo

znaczenie

teren p o r ó w n a ń

dla

umiejętności

w ł a s n y c h z c u d z y m i , s p r z y j a j ą rodzeniu s i ę m y ś l i k r y t y c z n e j ,
horyzontów
się przy

tym

intelektualnych
podnoszenie

i

estetycznych.

poziomu

wystaw,

(inicjatora

a z w ł a s z c z a dolnej j a k o ś c i t y c h prac". S ą d z ę , ż e jest to re­

„ P r z e g l ą d ó w " i a u t o r a jego regulaminu) — a r t . piast. S t e f a n a

z u l t a t z a r ó w n o o g ó l n e g o podnoszenia s i ę k u l t u r y p l a s t y c z n e j

S z m i d t a , j a k i mgr K r y s t y n y

amatorów,

3

i k i e r o w n i k a do r. 1970

zasługą

geniuszy

pować).

Obserwuje

kraju,

(nio

istotnie

4

opieką .

propagandowo-upowszech-

kreowania

właściwego

wyławianie

ich

z d o b r ą twórczością zawodowych

jest

w

unikanie

społecznej

poszerzaniu

pracujący

terenu,

l u d z i , otaczanie

3 — prawidłową działalność
nieiiiową,

n a pewno jest istotny. D z i a ł P l a s t y k i w r o c ł a w s k i e g o W D K
c h y b a najlepiej

penetrację

utalentowanych

rozumienie

1

uważam :

1 - - stworzenie k l i m a t u s p r z y j a j ą c e g o r o z w o j o w i plas­

s p o t y k a m y j e d n o c z e ś n i e prace l u d z i p o c h o d z ą c y c h z r ó ż n y c h
części kraju, wychowanych

i peda­

g o g ó w z p r a w d z i w e g o z d a r z e n i a , p r z y n o s i efekty, z k t ó r y c h

sens.

Gerliczowej, p r o w a d z ą c e j

od

tego c z a s u ten d z i a ł . S y s t e m a t y c z n a p r a c a , s p r a w n a orga-

jak

i

zaostrzania

kryteriów

przy typowaniu prac na wystawo.

11. 3. J ó z e f L u r k a , Golgota,

artystycznych

M o ż l i w o to jost

m.in.

drewno, w y s . 31 c m .

..4

43

��właśnie

dzięki

coraz

większej

liczbie

nadsyłanych

dzieł.

co j e d e n a s t a . P o s z e r z a n i e s i ę k r ę g u u c z e s t n i k ó w

T a k w i ę c , g d y w 1968 r. n a w y s t a w i e z n a l a z ł a s i ę co c z w a r t a

liczby n a d s y ł a n y c h

z n a d e s ł a n y c h p r a c , to w rok p ó ź n i e j j u ż co p i ą t a , a w 1971 —

tawienie :

Przeglądy
nr
I
II
III
IV
V
VI
VII

Z

zestawienia

tego w i d a ć ,

lata

Udział
powia­
tów

1965/66
1966/67
1967/68
1968/69
1969/70
1970/71
1971/72

11
18
21
21
26
27
27

ż e od d w ó c h

lat

I

I I elimi­
nacje

eliminacje

uczest­
nicy

prace

62
143
153
194
280
385
355

у
?
1361
1895
4302
5070
4703

przeglądami

zes­

Przegląd
Wojewódzki
uczest­
prace
nicy

prace
162
490
574
842
999
1299
1218

Obejmując

i wzrost

d z i e ł p o k a z u j e najlepiej p o n i ż s z e

50
97
114
144
136
202
198

72
208
317
338
303
453
519

wszystkie

powiaty

„Przeglądy"

nie

dają

o b j ę t e s ą wszystkie powiaty, przy c z y m n a t y m pierwszym

j e d n a k p e ł n e g o o b r a z u s y t u a c j i , p o m i j a j ą bowiem... W r o c ­

szczeblu

ław, a w i ę c ośrodek najbardziej w a ż n y i liczny.

autora
do

eliminacji wybiera
na

pokaz

Wrocławia

walor p r a c .
wymogiem
tawie

na

skąd

11

W

Komisja

eliminacje.

regulaminu, aby

każdy

tej

powiat

reprezentowany.
wojewódzkim

Dąży

znalazły

najciekawszych, najlepszych również
zać

prace
fazie

decyduje

jest
był

zostają
jedynie
na

wys­

t e ż do

tego,

s i ę obok

prac

i typowe. A b y poka­

c a ł ą g a m ę postaw — od p r y m i t y w u

dojrzałą artystycznie.

każdego

przesłane

o c e n i a j ą c a ograniczona

wojewódzkiej

aby na Przeglądzie

s i ę najlepsze

środowiskowy

a ż po

twórczość

Przyjęto

b o w i e m z a s a d ę ograniczenia s i ę do obszaru d z i a ł a n i a W D K .
„Przegląd"

jest

więc

podsumowaniem

opieki

metodycz­

nej W D K , nie jest z a ś p r z e g l ą d e m p e ł n y m p l a s t y k i dolno­
śląskiej.
Rozumiem

stanowisko

t r u d n o o pomieszczenie
że

odrębne,

W D K , argument,

że

c a ł o ś c i o w e p r z e g l ą d y robią w swoim

Stowarzyszenie

i

n a wystawie w y t y p o w a n y c h

(Klub)

Plastyków

Amatorów,

tak
prac,

zakresie

Państwowe

O g n i s k o K u l t u r y P l a s t y c z n e j oraz Z a k ł a d o w e D o m y

Kul­

t u r y . N i e m n i e j w y d a j e m i s i ę , ż e co pewien czas jest celowa
konfrontacja

działań

różnych

instytucji,

pokazanie

naj­

bardziej t y p o w y c h i c i e k a w y c h p r a c r a z e m , w ł a ś n i e w formie
przeglądów całego

województwa.

W r o c ł a w - m i a s t o jest ż y w y m c e n t r u m p l a s t y k i a m a t o r s ­
kiej, działa w nim chociażby wspomniany K l u b P l a s t y k ó w -Amatorów,

w

którego

r e j e s t r a c h figuruje p o n a d

ćwierć

t y s i ą c a o s ó b , a w y s t a w y g r o m a d z ą prace 100—120 p l a s t y ­
k ó w . A K l u b nie o b e j m u j e p r z e c i e ż w s z y s t k i c h , a m a t o r z y
skupiają
wielu

się również

pozostaje

We

wokół

poza

branżowych

zasięgiem

domów

kultury,

jakiejkolwiek instytucji.

W r o c ł a w i u d z i a ł a ł przez l a t a , z m a r ł y w

1969 г.,

c i e k a w y m a l a r z i pisarz B o l e s ł a w D y n d a , listonosz. J e s z c z e
wcześniej, w latach pięćdziesiątych, swoistą sensacją w śro­
dowisku plastycznym miasta b y ł samorodny
dziutkiego

talent

mło­

7

Jana

K a z i m i e r s k i e g o . O t o c z o n y o p i e k ą i skie­

r o w a n y n a u c z e l n i ę z n i k n ą ł j e d n a k z p o l a w i d z e n i a . (Co s i ę
z nim stało ? Czy przestał b y ć „ n a i w n y m " w miarę rozwoju?
A m o ż e w o g ó l e o d s z e d ł od m a l a r s t w a ?). Obecnie z c i e k a w y c ł i
indywidualności
Ignarską,

na

artystkę

terenie
z

miasta

pogranicza

wymieniłbym

twórczości

Marię

„naiwnej",

d o b r ą k o l o r y s t k ę , w y p o w i a d a j ą c ą się p r z e w a ż n i e w scenach
z ż y c i a w s i , r ó w n i e c i e k a w ą A n n ę B i n k u ń s k ą oraz T o m a s z a
Sitkowskiego,

który

dotknięty

kalectwem

(mongolizm)

wypowiada się w r y s u n k u i malarstwie w s p o s ó b n a pozór
bliski u j ę c i u p r z e d m i o t ó w przez s z t u k ę w s p ó ł c z e s n ą , r ó ż n i ­
c a jest t y l k o t a k a , m ó w i ą c w n a j w i ę k s z y m s k r ó c i e , ż e to
co d l a a r t y s t y w s p ó ł c z e s n e g o jest ś w i a d o m ą s y n t e z ą k s z t a ł t u
przedmiotu,
jego

u

zapisem,

Prace

Sitkowskiego
jest

jost

znakiem

Sitkowskiego

były

jakby

pierwiastkowym

przedmiotu,

pokazane

na

czy

sytuacji.

„Przeglądzie"

w 1969 г., w listopadzie 1972 r. — n a i n d y w i d u a l n e j w y s ­
tawie

w

„Klubie

Dziennikarza".

Inną

widualnością środowiska wrocławskiego,

ciekawą
o której

indy.chcę

tu

w s p o m n i e ć , jest Andrzej W a c l a w c z y k , t w ó r c a znakomitych,
dziwnych

Wróćmy
W

8

ex-librisów .
jednak

1969 r . p r ó b o w a ł e m

do

„Przeglądów

ustalić liczebność

wojewódzkich".
poszczególnych

t y p ó w p r a c i t e m a t ó w . O k a z a ł o s i ę w ó w c z a s , ż e n a 338 p r a c
o b r a z ó w b y ł o 249, r z e ź b 39 (w t y m : w drzewie 24, glinie 2,
gipsie 4, s t y r o p i a n i e 2, k o ś c i 2, korzenio-form

7), g r a f i k i

45

�oraz r y s u n k ó w 23, m e t a l o p l a s t y k i 4, t k a n i n 4, w y c i n a n e k 4,
i n n y c h 7.
Prac

z pogranicza ludowo-jari n a r o ż n e g o

było

ok. 30,

a

podtrzymywanych

przez

środki

masowego

przekazu.

N a j c i e k a w s z ą d l a c z y t e l n i k ó w naszego p i s m a jest g r u p a
prac z p o g r a n i c z a s z t u k i l u d o w e j . P o g r a n i c z e to o d g r y w a
twórczości,

choć

a l a „ g r u p a Z a c h ę t a " ok. 30. p o s t i m p r e s j o n i z m o w i ok. 15,

w o d r ó ż n i e n i u od w y s t a w a m a t o r ó w w B i a ł y m s t o k u ,

Rze­

s u r r e a l i z m o w i —- 10, e k s p r e s j o n i z m o w i - • ok. 20. a b s t r a k -

szowie, L u b l i n i e c z y K i e l c a c h , nie s p o t k a m y t u b e z p o ś r e d ­

p r y m i t y w n o - n a i w n y c h (i. p o d o b n y c h

w typie r e a l i z m o w i

2, f o r m i z m o w i — 12.

cjonizmowi Oceniając

subiektywnie

walory

plastyczne

wystawy,

z a w y r a ź n i e dobro u z n a ł e m ok. 15 p r a c , z a dobre, s p r a w n e
warsztatowo
W
z

obrazów

a r c h i t e k t u r ą ) - - ok.

00

dominował

prac,

rolę

w panoramie

dolnośląskiej

nich p r z y k ł a d ó w

dawnej s z t u k i

wystawach

jeszcze

były

albo z o s t a ł y

ludowej

(na p o p r z e d n i c h

wycinanki łowickie,

wyeliminowane

w powiatowych

t y m razem
przeglądach,

albo i c h nie n a d e s ł a ł a p. A n n a K r z e m i ń s k a z J e l e n i e j G ó r y ) .

ok. 30. z a ś r e d n i e ok. (iO.

tematyce

istotną

pejzaż

portretów

było

(łącznio
ok.

30,

Nie

było

toż stylistycznej

kontynuacji

sztuki

ludowej,

poza r z e ź b a m i A d a m a Ł a w i ń s k i c g o . B y ł y n a t o m i a s t p r a c e

k w i a t ó w 24. r ó ż n y c h k o m p o z y c j i f i g u r a l n y c h ok. 70. M a r t ­

należące

w y c h n a t u r n a l i c z y ł e m 4. B y ł o i c h o c z y w i ś c i e bardzo wielo

d a w n a a u t e n t y c z n a s z t u k a l u d o w a , a w k t ó r y m d z i ś fun­

zgłoszonych

kcjonują

ogniska

do e l i m i n a c j i p o w i a t o w y c h ,

i kluby, większość

zwłaszcza

jednak t y c h prac,

- znamion
Przejdźmy

osobowości,

z

odpustowych

czy jeleniami.

kramów,

Przykładem

b a n i a (dozorcy), J ó z e f a L u r k i z B y s t r z y c y G ó r n e j ( d r w a l a )

salach za m a ł y c h

wobec

łabędziami

istniała

najlepszym i ciekawym s ą tu r z e ź b y J ó z e f a Serwika z L u ­

ostatniej

wystawy,

oraz S t a n i s ł a w a Suchockiego z L w ó w k a

k t ó r a m i a ł a m i e j s c e w listopadzie 1972 r. w salach M u z e u m
stłoczonych

jarmarczne,

z różami,

w którym

b y w a w ognis­

j e d n a k do o m ó w i e n i a

Archeologicznego,

wyroby

makaty

kulturowego,

o d p a d ł a w czasie e l i m i n a c j i .

p r a w n y c h i pozbaw i o n y c ł i - - jak to c z ę s t o
kach

przez

lodwio po­

do togo k r ę g u

togo n a ś c i a n a c h

d l a 519 e k s p o n a t ó w ,
w sposób

wybitnie

Serwik
gdy

żywa

reprezentuje
jeszcze

pamięć

istnieje z e s t e t y k ą ,

którą

dawnej

fazę

przejściową,

ludowej

współ­

nazywa się „drobno-

u t r u d n i a j ą c y oglądanie. Dodajmy, że plastyk rozwieszający

mieszczańską".

z p a k u ł , u ł a n n a k o n i u c z y t y p y ludowe — to r z e ź b y p r y ­

rozpraszając

m i t y w n o , ś w i a d c z ą c e o t r u d n o ś c i p o r a d z e n i a sobie z n o w ą

w

różnych

miejscach

obrazy

togo

samego

tematyką,

N a w y s t a w i e z n a l a z ł o s i ę 370 o b r a z ó w . 88 r z e ź b , 54 g r a f i k i .
7 tkanin.

czasom

W

porównaniu

z

poprzednimi

przeglądami

u w a g ę w z r o s t l i c z b y r z e ź b , co ś w i a d c z y

7

zw raca

o żywotności

tej

sensie

z chęcią

określenie
tego

tematyce
przełamać,

słowa.

z

Śląskiego.

rzeźby

umownie

aniołki

tę

prace u c z y n i ł to w s p o s ó b . . a r t y s t y c z n y " , c z y l i bez sensu,
artysty.

Jego

najlepiej

przyklejonymi

indywidualizacji postaci.

..zabawne",

ale raczej w

Serwik zachowuje

jeszcze

włosami

Nasuwa się
pozytywnym
w

ludowej

s z t y w n o ś ć k o m p o z y c j i , ale w i d a ć , ż e c h c i a ł b y j ą
nie r a d z i sobie czasom z p r o p o r c j a m i postaci,

d z i e d z i n y s z t u k i n a p o ł y jeszcze l u d o w e j , i co jest zapewne

gdy p r ó b u j e b u d o w a ć jo raczej n a w z ó r k o l o r o w y c h g i p s ó w

rezultatem

niż

zainteresowań

rozbudzonych

przez

Cepelię

dawnych

świątków.

Inspirują

go

bardziej

postacie

�47

�т

�П . 12. B r u n o n P o d j a s k i , Sanatorium,

ol./pł., 4 0 x 5 5 , 5 cm.

z szopek n i ż k a p l i c z e k . N a i w n o ś ć jego, z j e d n u j ą c a s y m p a t i ę

pełen

wielu w i d z ó w zasadza s i ę c h y b a t r o c h ę n a t y m , ż e nie p o j ą ł on

p r a c a c h s z t u k ą l u d o w ą , ale b l i ż s z y m u j e s t w t y p i e t e n ro­

pomysłów,

świadomie

inspiruje

się

w

niektórych

do k o ń c a n o w y c h p r a w d , a nie u m i a ł z a p o m n i e ć o s t a r y c h .

dzaj p o m y s ł o w o ś c i , k t ó r ą m a j ą np. uczniowie s z k o ł y K e n a r a .

T o p r a w d a , ż e r z e ź b y te s t o j ą c e n a g r a n i c y s z t u k i l u d o w e j ,

T y m r a z e m p o k a z a ł o b r a z y n a szkle o t e m a t y c e h i s t o r y c z n e j

p r y m i t y w n e j -— o c i e r a j ą

frapują

d o l n o ś l ą s k i e j oraz d w i e k o m p o z y c j e m a r t y r o l o g i c z n e o c h a ­

świeżością

w sobie k o m p l e t figur s z a c h o w y c h , s t y l i z o w a n y c h n a d a w ­

Przekła­

n y c h w o j ó w . Skrzynia w dowcipny i funkcjonalny s p o s ó b

się

często

o

kicz,

jednak swoją odrębnością, autentyzmem
Suchocki,
pomysłów,

mimo

swych

ale

(il. 2).

rakterze

70 l a t , z a s k a k u j e

b r a k i e m konwencjonalnego

myślenia.

pomnikowym,

rzeźbioną

skrzynię

mieszczącą

d a on k a ż d y z a m i a r t e m a t y c z n y n a z u p e ł n i e w ł a s n ą f o r m ę

z a m y k a się i otwiera. T y p m y ś l e n i a plastycznego

p l a s t y c z n ą , p r z y c z y m n i e m a l z a w s z e s ą to

b a z u j e n a p o m y ś l e , c z ę s t o r z e c z y w i ś c i e d o w c i p n y m , co n a j ­

płaskorzeźby,

c z ę s t o b. p i ę k n i e a ż u r o w a n e . M a on d u ż ą s p r a w n o ś ć

ręki,

nie z d a r z a j ą m u s i ę k i k s y , u j ę c i e t e m a t ó w p o d p o r z ą d k o w u j e
swoim

możliwościom,

i w tych

granicach jest

jego l a u b z e g o w o - a ż u r o w e k o m p o z y c j e p r z y p o m i n a j ą

rzeźby

Łęczycy.

kompozycji

„ F o t o g r a f i a r o d z i n n a " (il. 4),

doskonały

z d u ż y m w y c z u c i e m w a r t o ś c i d e k o r a c y j n y c h (il. 1). N i e k t ó r e
W a l c z a k a spod

lepiej w i d a ć n a p o k a z a n e j p r z e d t r z e m a l a t y

Furgały

Odrębne

zagadnienie

reprezentują

rzeźby

Bolesława

M u s i a ł a z O l e ś n i c y (il. 6). M o t o r e m tej t w ó r c z o ś c i j e s t p r z e ­
ż y c i e w e w n ę t r z n e c z ł o w i e k a , k t ó r y c h o c i a ż p o c h o d z i ze w s i
i t k w i w j e j k u l t u r z e , to w r z e ź b i e w y p o w i a d a n ę k a j ą c e go

technikę

m y ś l i i emocje, o b o j ę t n y n a to, j a k jego p r a c e s ą p r z y j m o ­

jego o b r ó b k i . I w t y m b l i s k i j e s t d a w n y m m i s t r z o m l u d o w e j

w a n e przez i n n y c h . N i e jest to n a w e t o b o j ę t n o ś ć , a r a c z e j

Lurka,

45-letni

drwal

rzeźby. Nie

czuje

ograniczony

konkretnymi

zna

dobrze

drzewo,

się jednak, tak j a k dawni świątkarze,
ujęciami

kilku

tematów.

Ins­

przeświadczenie, że tylko tali m o ż n a i n a l e ż y dany
przedstawiać.

Ludzie

w

rodzaju Musiała

zawsze

temat
istnieli

p i r u j ą go nie r z e ź b y , ale s ł o w o , t e m a t y k a b i b l i j n o - r e l i g i j n a

n a w s i , ż e w y m i e n i ę ze z n a n y c h p r z y k ł a d ó w D o r o t ę

a nie wzorce ikonograficzne, k t ó r y c h z n a niewiele i nie wie

part,

n a w e t , ż e „ p o w i n n y " go o b c h o d z i ć . S i ł ą jego z n a k o m i t y c h

odrzucana

rzeźb

mieściła się w k r ę g u norm estetycznych i przyjętej tematyki,

jest

doskonale
bryły,

więc

z

jednej

strony

wyobraźnia,

przełożona

uzyskanego

przez

czy

przez

Nikifora. Twórczość

miejscową

społeczność,

i c h nieraz
tak

nie

s t a n o w i ł a w i ę c nasycony g ł ę b o k ą e m o c j ą jednostki margines
l u d o w e j s z t u k i . P e ł n e w y r a z u f i g u r y M u s i a ł a , z niepropor­
cjonalnie d u ż y m i g ł o w a m i ł ą c z ą s i ę w naszej

c z ę s t o r z e ź b i sceny,

bardziej

a rzeźby

była

wyczucie

ciekawą, przeważnie bezbłędną. Warto tu dodać, że L u r k a
grupy postaci,

dalece

Lam­

kompozycję

n a j ę z y k r z e ź b y , z drugiej d o s k o n a ł e

ekspresji, w y r a z u

Heródka

swe

maluje

a k w a r e l ą (il. 3).
J a r o s ł a w F u r g a ł a z P o l w i c y , pow. O ł a w a (ur. 1935 г.),

ze

sztuką

np.

Rząsy

niż

świadomości

ludowo-cepeliowskimi

rzeźbami czy też d a w n ą sztuką ludową.
W malarstwie ź r ó d ł e m inspiracji, m o ż e nawet n i e ś w i a ­

m a l u j e , r z e ź b i , u r z ą d z i ł t e ż sobie w s t y l u l u d o w o - r u s t y k a l -

domej, s ą w s p ó ł c z e s n e ludowe

n y m b. interesujące w n ę t r z e pracowni. Pracownik fizyczny,

niami, oleodruki, spotykane z r e s z t ą n a Ś l ą s k u c z ę ś c i e j n i ż

„ d y w a n y " , m a k a t y , z jele­

49

�13

13.

B o g d a n K r u p i ń s k i , Kompozycja,
o l . / p ł . , 97x97 c m . I I . 14. J ó z e f P u c k , Poranek,
o l . / p ł . , 50,6x70 c m . I I .
M a r e k L e r c h e r , Południe,
l i n o r y t , 50 X 36 c m . I I . 16. K a r o l P o t y s z , Mandragora,
t e m p e r a / p a p i e r , 29,5 X 21 c m .

�15

gdzie

indziej.

twórczości

Na,

granicy

„naiwnej"

i

sztuki

nawet

ludowej,

kiczu

prymitywu,

plasują

się

k u n a i w n e j r e m i n i s c e n c j i wczesnego
W

płótna

klimacie

„naiwnej"

znacznie

O d l a t w y s t a w i a o n swe prace n a „ P r z e g l ą d a c h " (il. 5).

palacz k o t ł o w n i w B u k o w c u , zafascynowany
bowością

świadomy

wielkiego

57-letni

artysty,

włoskiego

maluje

J ó z e f a M ą c z y n s k i e g o z M i s z k o w i c (pow. K a m i e n n a G ó r a ) .
Pogranicze z t w ó r c z o ś c i ą p r y m i t y w n ą i n a i w n ą stanowi

bardziej

renesansu

twórczości

również

Brunon

pacjenta

Pod jaski

s z t u k ą i oso­

sanatorium

Józefa

i n t e r e s u j ą c e w k o m p o z y c j i (obraz w obrazie), bliskie oleo-

G i e l n i a k a , k t ó r y z w ł a ś c i w ą sobie d e l i k a t n o ś c i ą

drukowo-makatowej

malarstwu amatora. L i n o r y t y Gielniaka, z w ł a s z c z a z c y k l u

tematyce,

płótno

ogrodnika-emeryta

J a n a D u d z i a k a z B ę d k o w i e „ L e ś n i c z ó w k a P o k r z y w i ł o " (il. 7).
Na

Dolnym

granicze
B.
Wł.

Śląsku nurt

reprezentuje

Lipiński,

kilku

M. Osińska,

Malitowski,

ale

„prymitywny"
amatorów:

St. A b ł a m o w i c z ,

naprawdę

i

Wł.

ciekawe

są

jego

po­

Antonowicz,

Al.

Kosińska,

tu

akwarele

B r o n i s ł a w y S o k o ł o w s k i e j , s p r z ą t a c z k i z Legnicy, nierzadko
świetne

w

charakterystyce

przedstawionej

w kolorze. S o k o ł o w s k a p o k a z a ł a w t y m

sceny,

roku kilka

dobre
prac,

(il. 8), ale n a j l e p s z ą j e s t c h y b a „ M y c i e p o d ł o g i " s p r z e d t r z e c h
lat, zakupione

podobnie j a k i wiele i n n y c h dziel z „ P r z e ­

g l ą d ó w " do d z i a ł u m a l a r s t w a a m a t o r s k i e g o
Muzeum

wrocławskiego

Etnograficznego.

„Sanatorium w Bukowcu" w y w a r ł y w y r a ź n y w p ł y w na kom­
p o z y c j ę i u j ę c i e o b r a z ó w P o d j a s k i e g o (il. 12). S ą to oleje dos­
k o n a ł e w kolorystyce, o specyficznym stylu, znane publiczno­
ści zagranicznej z tegorocznej w y s t a w y n a F e s t i w a l u w Spoleto. P o d j a s k i m a j u ż z r e s z t ą u c z n i a , A l e k s a n d r a M i c h a l c z y k a ,
k t ó r y m a l u j e n i e k t ó r o swe oleje „ p o d " m i s t r z a (il. 11) w y k a ­
zując

zresztą

osobowości

pielęgniarki

lepsze
z

w

„naiwnej"

formuło

W a ł b r z y c h a •— M a r i i

jest

malarstwo

Hawro

zwłaszcza

„ P e j z a ż z m ł y n e m " (il. 9).

własnych

szeregów.

powszechnie

interesujących

nej

Góry,

tonacji

n y m j a k W r ó b e l , K a r u l a k czy Albiczuk. K a r o l Sorychta,

np.

np.

Ociepka,

sierpeckich).

środowiska

emeryta,

malującego

jest

jakby

dolno­

swe

obrazy
Kontury
zawsze

rozjarzającymi

O b r a z y jej s ą w y p u k ł e ,

z

reliefowy

podkład,

P i ę ć d z i e s i ę c i o l e t n i kotlarz z pow. B y s t r z y c a — Ignacy

miał

rzeźbiarzy

O d r ę b n ą p o s t a c i ą j e s t r ó w n i e ż 64-letnia J ó z e f a
z Ząbkowic.
najpierw

P r z e w o d n i c z ą c y W R N K a t o w i c e " , (il. 10)

u

wając

papier-mache

kontur

który

mają

autor d w ó c h p r a c : „ M a l b o r k " i „ W ś w i ą t y n i " , pełnej w d z i ę ­

oliwkową

robi

jaka

czy

z

której

Nowak
artystka
formuje

podmalowuje,

wiedząc

w

jakim

wyczu­
słoiczku

z n a j d u j e s i ę f a r b a . O b r a z y jej

żółto-złocisto-brązowy
zielenią

i

niewidoma

papkę,

następnie

przedmiotów

przed n i ą s t o j ą c y m

P a w ł o w s k i p o z o s t a ł w m e j p a m i ę c i przede w s z y s t k i m j a k o

się

(il. 14).

„ L a s bukowy", „ P o s t ó j przy studni",
i „Gen. Ziętek,

obserwo­
naśladują

oliwkowo-ziolono-brunatnej.

obraz b u d o w a n y

b y ł n a wystawie 8 olejami, z k t ó r y c h najciekawszymi b y ł y
młyńska"

skrystalizowanej

l e k k o s t y l i z o w a n y c h drzew b i e g n ą w jogo p ł ó t n a c h
pasmami koloru

„Uliczka

to

indywidualności

70-letniego

w

s z y m a wszelkie dane, a b y s t a ć s i ę r ó w n i e c e n i o n y m i z n a ­
reprezentowany

brak

ś l ą s k i e g o w y m i e n i ć t r z e b a jeszcze J ó z e f a P u c k a z K a m i e n ­

faliście,

z Jeleniej G ó r y ,

obrazach

(Naśladowców

występuje

g l ą d z i e " S o r y c h t a i P a w ł o w s k i , z k t ó r y c h z w ł a s z c z a pierw­

73 l e t n i r o b o t n i k - e m e r y t

innych

nie t y l k o t w ó r c z o ś ć „ z a w o d o w ą " ale i m i s t r z ó w ze s w o i c h

zawsze

Czystej wody „ n a i w n e " malarstwo pokazali na „ P r z e ­

w

artystycznej. W y s t ę p u j e t u zjawisko

wane j u ż przeze m n i e wielokrotnie, iż a m a t o r z y

Z
Coraz

patronował

koloryt,

czernią.

delikatnie

Przedstawia

ożywiony

często

siebie

51

�w

czarnych

okularach,

siedzącą

rodziny. G ł ę b o k o w z r u s z a j ą

przy

stole w

otoczeniu

mnie o b r a z k i J ó z e f y

Nowak.

P o k a z u j ą w y m i a r s z t u k i , k t ó r a jest c z y m ś w i ę c e j n i ż z a b a w ą
czy

popisem zręczności.

M a l a r s t w o to

pełni

funkcje

t e r e s o w a ł y mnie r ó w n i e ż agresywne w barwie, d u ż e p ł ó t n a
Konstantego

Biehnana i Bogdana

Krupińskiego

(il.

13),

p o d e j m u j ą c e w e k s p r e s y j n e j formie s y m b o l i c z n e t r e ś c i .

tak

Nie

zabrakło t e ż na wystawie prac d o j r z a ł y c h

świad­

istotne, ż e w r ę c z nie chce s i ę p r z y n i m m ó w i ć o p r o b l e m a c h

c z ą c y c h o ś w i a d o m o ś c i i wrażliwości plastycznej, s t o j ą c y c h

estetycznych. B u d z i
W
było

szacunek i podziw.

licznej grupie p r a c
oczywiście

ślady

już

na

można

Do

takich właśnie

różnych

(il.

15),

amatorskich n a p o t k a ć

zainteresowania

sztuką

k i e r u n k ó w i m i s t r z ó w n p . A j w a z o w s k i e g o , v a n G o g h a , Modiglianiego, S a l v a d o r a D a l i

czy

Chagala — z naszych

Liberskiego, Gepperta i Gielniaka.
dostrzec b y ł o
(R.

można

inspirowanie

się b a r w n ą

fotografią

Kowalczyk).
Były

n a wystawie prace ś w i e ż e , malowane

dobrze z b u d o w a n e k o l o r y s t y c z n i e , j a k n p .
kiewicza,

Mariana

Wódkiewicza,

wrażliwie,

Jerzego

Ryszarda

Wagnera,

A d a m a Niewidoka, Karola Mielżyńskiego, Leona
W a n d y Victorini,

Konrada

J a n u s z a Boguckiego czy
pokazał

Bociana,

Tyszkiewicza, Tomasza

George S c h m i d t a . D o b r y

18 l e t n i K r z y s z t o f Z a j ą c , ł a d n e

w

Woja-

kolorze

Dudy,

Z
w

sztuką

zawodowych

plastyków.
Lerchera

a s ą d z ę , ż e w k r ó t c e do tej g r u p y dojdzie

robiący

Wódkiewicz.

przyjemnością

zawodach

obserwuję,

bliskich

plastyce,

jak

ludzie

pogłębiają

pracujący
amatorskim

uprawianiem sztuki s w ą wrażliwość artystyczną.

Przykła­

d e m s ą t u b. dobre o b r a z y m a l a r z a pokojowego

Edmunda

Zalisza,

dojrzałe

Niewidoka,

intelektualnie

prace

wspomnianego

i n s t r u k t o r a plastycznego s a n a t o r i u m w

już
Stro­

n i u Ś l . , poligrafa M a r i a n a Z u b r z y c k i e g o , fotografa J a n u s z a
Manieckiego, c z y
rzego

obraz
kafelki

ze

z a l i c z y ł b y m linoryty Marka

stało p o s t ę p y Marian

choćby

W n i e k t ó r y c h obrazach

pograniczu

dekoratorów

Henryka

Kryńskiego

i Je­

Marciniaka.

„ P r z e g l ą d " wrocławski pokazał więc w s p o s ó b niemal
m o d e l o w y c z y m jest p l a s t y k a a m a t o r s k a . P o k a z a ł

z p e j z a ż a m i miejskimi n a d e s ł a ł a Zinaida Moszkowicz z L e g ­

b i e g u n j a k i m jest t w ó r c z o ś ć

jeden

„ p r y m i t y w n a " o p a r t a o sto­

nicy. Z s y m p a t i ą o g l ą d a ł e m skromne studia k w i a t ó w L u d w i ­

s u n k o w o n i k ł e zaplecze t r a d y c j i k u l t u r o w e j i d r u g i biegun

k a T y ń s k i e g o , 63-letniego r z e m i e ś l n i k a ze Ś w i d n i c y ,

który

sztuki

pozostawiając

rysunkowy,

każdy

ostatnich k i l k u d z i e s i ę c i u lat. P o k a z a ł zjawiska spontaniczne

kolorystycznie.

Zain­

i k o n t r o l o w a n e ś w i a d o m o ś c i ą . W a ż n e s ą i j e d n e i drugie.

identyczny

schemat

o b r a z e k i n a c z e j a dobrze r o z w i ą z a ł

ukształtowanej

w

kręgu

zainteresowań

plastyką

PRZYPISY
1

K r y s t y n a Gerliczowa s t o s u j ą c m e t o d ę reprezenta­
t y w n ą , w oparciu o karty ewidencyjne p l a s t y k ó w - a m a t o r ó w
s t w i e r d z i ł a , iż n a w s i z a m i e s z k u j e i c h ok. 20%, pozostali
z a m i e s z k u j ą m i a s t a p o w i a t o w e , m i a s t e c z k a i osiedla (ba­
dania dla W r o c ł a w s k i e g o Towarzystwa Naukowego na temat
u d z i a ł u wsi w plastyce amatorskiej). Autorka,
której
d z i ę k u j ę t u serdecznie z a p r z e k a z a n e i n f o r m a c j e , d o d a j e ,
ż e w ś r ó d a m a t o r ó w n a j w i ę c e j jest o s ó b z w y k s z t a ł c e n i e m
średnim, najmniej z w y ż s z y m . W ś r ó d rzeźbiarzy przewa­
ż a j ą m i e s z k a ń c y wsi. W i e k - z r ó ż n i c o w a n y w z a l e ż n o ś c i
od p ł c i . T a k n p . w ś r ó d k o b i e t p r z e w a g a o s ó b w w i e k u
ś r e d n i m , podczas gdy w ś r ó d m ę ż c z y z n w ł a ś n i e w tej grupie
wieku jest najmniej a m a t o r ó w , n a j w i ę c e j zaś m ł o d y c h
i p o w y ż e j 40 lat, z w ł a s z c z a w l a t a c h e m e r y t a l n y c h ( w ś r ó d
kobiet j e s t t y l k o k i l k a w tej grupie w i e k u ) . P l a s t y k ą a m a ­
t o r s k ą z a j m u j e s i ę w i ę c e j m ę ż c z y z n n i ż kobiet.
2

W e w i d e n c j i W D K z n a j d u j e s i ę blisko 700 o s ó b ,
a t y l k o w czasie ostatniego p r z e g l ą d u p o j a w i ł o s i ę 97 n o w y c h
nazwisk.
' W Dziale Plastyki W D K (Pracowni plastycznej)
poza mgr K r y s t y n ą Gerliczowa, s p e c j a l i z u j ą c ą się w za­
kresie e s t e t y k i i psychologii p r a c u j ą a r t y ś c i p l a s t y c y ,
wszyscy z w y ż s z y m w y k s z t a ł c e n i e m — Stefan Schmidt
(obecnie w 3 letniej delegacji do A f r y k i ) , W ł a d y s ł a w L e c h
i Tadeusz Wroński. D z i a ł współpracuje z 6 konsultantami,
artystami plastykami — s t a n o w i ą c y m i K o m i s j ę I eliminacji
Wojewódzkich Przeglądów.
W powiatowych o ś r o d k a c h K u l t u r y działają etatowi
i n s t r u k t o r z y p l a s t y c z n i . J e s t i c h w 18 p o w i a t a c h — d w u ­
d z i e s t u . W t y m 8 z w y k s z t a ł c e n i e m w y ż s z y m , 11 z w y k s z ­
t a ł c e n i e m ś r e d n i m (po l i c e u m p l a s t y c z n y m ) , 1 (na 1/2 e t a t u )
ukończył
Studium Nauczycielskie.
Wszyscy
prowadzą
k o ł a p l a s t y c z n e n a s w o i m terenie. Z a j ę c i a i n s t r u k t o r ó w
w i z y t o w a n e s ą przez w s p ó ł p r a c o w n i k ó w P r a c o w n i P l a s t y c z ­
nej W D K i n a tej p o d s t a w i e p r z e p r o w a d z a n a jest w e r y ­
fikacja kadry.
S p o ś r ó d p r a c o w n i k ó w W D K — poza jednym wszyscy
p r a c u j ą p o n a d 3 l a t a , w terenie 11 i n s t r u k t o r ó w p r a c u j e
3 lata i dłużej. Można więc m ó w i ć o stabilności kadry, zwłasz­
c z a , ż e p o z o s t a l i p r a c o w n i c y o b j ę l i s w o j e p l a c ó w k i w ostat­
n i c h l a t a c h , co z a p e w n e w i ą ż e s i ę z r o z s z e r z a n i e m d z i a ł a l ­
ności na skutek b o d ź c a jakim są W o j e w ó d z k i e P r z e g l ą d y
Plastyki Amatorskiej.
J e d n y m z p r z e j a w ó w tego s ą z a k u p y prac do G a l e r i i
Plastyki Amatorskiej we w r o c ł a w s k i m Muzeum Etnografi­
c z n y m . W z b i o r a c h t y c h z n a j d u j ą s i ę obecnie 173 p r a c e do­
b r a n e g ł ó w n i e z n u r t u ludowego, naiwnego, p r y m i t y w n e g o .
4

F o t . : J a n Ś w i d e r s k i — II. 1—4,

52
T

W D K wraz z Muzeum zorganizowało w y s t a w y
z katalogami, z zaproszeniami, afiszami):
a

(wraz

b

— „ Ś w i ą t k a r z e " ( L u r k a , Serwik, Giejson, J ó z k ó w , F u r g a ł a ) w L u b a n i u podczas „ D n i F o l k l o r u " oraz we
w r z e ś n i u we W r o c ł a w i u w g m a c h u Muzeum,
— kiermasz r z e ź b y ludowej (autorzy j a k w y ż e j plus

с

— wystawę

E l s n e r ) , W r o c ł a w , M u z e u m , g r u d z i e ń 1970 r.
mebli

L u b a ń , maj

i

1971,

rzeźb

Jarosława

Furgały.

MDK

W D K W r o c ł a w , czerwiec 1971

r.

d

— Wystawa rzeźb Józefa Lurki. M D K Lubań,
oraz
M u z e u m , W r o c ł a w , m a j 1972 r.
e — W y s t a w a malarstwa B r u n o n a Podjaskiego i A n n y
B i n k u ń s k i e j . M u z e u m , W r o c ł a w , l u t y 1972
(przy
współpracy Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół
Sztuk P i ę k n y c h )
f — W y s t a w a rzeźb Józefa Serwika, Muzeum, W r o c ł a w ,
m a r z e c 1973 r.
Penetracji terenu s ł u ż y ł y t e ż konkursy i w y s t a w y
pokonkursowe:
a — z o k a z j i 20 l e c i a P R L ( W D K , 1964 r.)
b — z o k a z j i 25 l e c i a P R L ( W D K , 1969 r.) R o z d z i e l o n o
n a g r o d y rzeczowe.
с — n a m a l o w a n k ę n a szkle i w y c i n a n k ę o charakterze
l u d o w y m (konkurs m i a ł charakter s o n d a ż u ) . W y s t a w ­
k a pokonkursowa — Muzeum Etnograficzne, paździer­
n i k 1972 r .
W y b ó r 54 p r a c 39 a u t o r ó w z I I I P r z e g l ą d u w y s ł a n o
w r a m a c h w y m i a n y K u l t u r a l n e j z D r e z n e m do D i p p o l d i s w a l d e n a w y s t a w ę w g r u d n i u 1968 r .
W y b ó r 100 p r a c 72 a . u t o r ó w z V I P r z e g l ą d u w y s ł a n o
do H r a d e c K r a l o v e n a w y s t a w ę „ K o n f r o n t a c j e 72", p a ź ­
d z i e r n i k 1972 r . N a w y s t a w i e tej m o ż n a b y ł o p o r ó w n a ć
c h a r a k t e r p r a c a co z a t y m idzie i m e t o d y opieki n a d plas­
tyką amatorską na Dolnym Śląsku i w województwie
wschodnioczeskim.
5

Prace z „ P r z e g l ą d ó w " znalazły się też n a wystawach
o g ó l n o p o l s k i c h w K r a k o w i e (1971 г.), K a t o w i c a c h (sty­
c z e ń 1973 r.) a w c z e ś n i e j w 1966 r. n a w y s t a w i e w o j e w ó d z t w
zachodnich i p ó ł n o c n y c h w Opolu.
« P o t w i e r d z a to o b s e r w a c j a o r g a n i z a t o r ó w we w s t ę p i e
do k a t a l o g u V I „ P r z e g l ą d u "
O Dyndzie i Kazimierskim pisałem w Katalogu
w y s t a w y „ I n n i " W a r s z a w a , C B W A , 1965 r.
O W a c ł a w c z y k u : art. В . Jakubowskiej,
Książę
z D o l i n y lilii, „ P o l s k a S z t . L u d . " , R . X X V I . 1972, n r 4.
7

8

6—16,

Józef Milki — a .

5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9777" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9755">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9e15dc44c1bcda03ef5067e6519ae1d.pdf</src>
        <authentication>462a7304dc065508bb4b84099215d264</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116266">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4692</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116267">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116268">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116269">
                <text>sztuka ludowa - badania</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116270">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4356</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116271">
                <text>Po 25 latach - o przedmiocie badań / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116272">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25 z.4; s.195-202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116273">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116274">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116275">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116276">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116277">
                <text>Aleksander Jackowski

PO 25 LATACH - O PRZEDMIOCIE BADAN

Profesorowi
Kiedy powstawała „Polska Sztuka Ludowa", zakres
jej działania różnił się znacznie od obecnego. Nie tylko
dlatego, że pismo podejmowało w ó w c z a s problematykę
różnych dziedzin, podczas gdy obecnie ogranicza się
w zasadzie do spraw ludowej plastyki. W tym przy­
padku nastąpiła tylko redukcja zadań, przekazanie za­
gadnień literatury ludowej, pieśni, muzyki — innym,
specjalistycznym czasopismom. Istotna zmiana dotyczy
rozszerzenia płaszczyzny zainteresowań na zjawiska po­
graniczne w sztuce ludowej, na twórczość nieprofesjo­
nalną oraz na problematykę kulturoznawczą. Zmiana
dotyczy też metod i celów badawczych.
Powodem tych zmian jest zarówno krystalizowanie
się postaw teoretycznych badaczy sztuki ludowej, jak i —
przede wszystkim — przemiany zachodzące w kulturze
ludowej i w sferze zjawisk z niej s i ę w y w o d z ą c y c h .
Pierwszy, podwójny zeszyt „Polskiej Sztuki Ludo­
wej" ukazał się w końcu 1947 roku. Pismo, organ wielodziałowego P a ń s t w o w e g o Instytutu Badania Sztuki L u ­
dowej, redagował organizator i kierownik tego Insty­
tutu, Józef Grabowski. Dodać tu trzeba, że Grabowski
należał do nielicznych przed wojną h i s t o r y k ó w sztuki
doceniających znaczenie i wartość artystyczną sztuki
ludowej.
Idąc
śladami
myśli
teoretycznej
Riegla,
szczególną w a g ę przykładał do badań nad rozwojem
formy, nad stylem. Toteż przedmiotem Jego zaintereso­
wania była nie kultura artystyczna ludu, ale te w niej
zjawiska, które wiązała wspólna postawa artystyczna,
wspólny styl. Stanowisko takie reprezentował w ó w c z a s
również Ksawery Piwocki, który w programowym arty­
kule pisał: „Jeżeli sztuka chłopska obejmuje wszystkie
dzieła stworzone przez jednostki należące do warstwy
chłopskiej, to sztuka ludowa musi posiadać zakres w ę ż ­
szy, pozwalający na wydzielenie tych tworów, które
zaliczylibyśmy raczej do sztuki ogólno-narodowej"
Wydzielając z kręgu kultury chłopskiej
sztukę
ludową jako przedmiot badań, Grabowski za podsta­
wowe kryterium przyjmował styl. Zagadnieniu temu
poświęcił cykl artykułów publikowanych w kilku ze­
szytach pisma . T a k więc styl określał, które ze zjawisk
twórczych miały wejść w orbitę zainteresowań badaw­
czych Instytutu. J a k bowiem formułował w ó w c z a s P i ­
wocki, „ludową nazywamy taką sztukę, której dzieła
posiadają cechy stylowe, uznane przez naukę za specy­
ficznie ludowe" .
Zgodnie z tymi założeniami określał Grabowski
cele i program badawczy Instytutu. „Potrzeba utwo­
rzenia go — pisał — wynikała zarówno z roli, jaką
sztuka ludowa może i winna odegrać w formowaniu
się nowej naszej sztuki ogólnonarodowej — jak też
z konieczności zachowania dla potomności ginącej w n a ­
szych oczach odrębnej kultury ludowej, dotąd z punktu
widzenia potrzeb sztuki niemal nie badanej i skutkiem
tego od tej strony nie znanej" .
Miał oczywiście rację Grabowski, dostrzegając w a ­
lory artystyczne sztuki ludowej w tych jej przejawach,
które w y n i k a ł y ze zbiorowego charakteru twórczości,
2

Ksaweremu

Piwockiemu

z nawarstwienia w ł a s n y c h doświadczeń
estetycznych,
z odrębnej postawy twórczej. Niemniej takie stanowisko
prowadziło do szukania dzieł, w y n i k ł y c h z ducha „stylu",
a więc do wstępnej już selekcji materiału. Prowadziło
w praktyce do postawy ahistorycznej, do odrywania
się w badaniach od rzeczywistej kultury artystycznej
danej społeczności, do stwarzania sztucznej systematyki
sztuki ludowej, opartej o rozwój stylu, a więc zakłada­
jącej, że zjawiska prostsze wyprzedzają w czasie bar­
dziej z ł o ż o n e . Postawa taka w zrozumiały sposób pre­
ferowała dzieła mieszczące się całkowicie w ramach
stylu, a w i ę c albo z okresu połowy względnie końca
X I X wieku, albo nawiązujące do dawnych tradycji
estetycznych. Z pola widzenia odpadały natomiast zja­
wiska nowe, procesy zachodzące w kulturze wsi, cie­
kawe i ważne, choć zapewne nie tak istotne dla do­
robku kultury narodowej, jak stylowa sztuka ludowa.
Z pola widzenia wypadał też proletariat, peryferie
miast i miasteczek, jako że nie stworzyły one znaczącej
i stylistycznie odrębnej sztuki. Pojęcie ludu, aczkolwiek
teoretycznie definiowane szerzej (łącznie z proletaria­
tem), w praktyce badań nad sztuką sprowadzono głów­
nie do warstwy chłopskiej. Grabowski chciał bowiem
badać, jak to już uprzednio podkreślałem, nie kulturę
artystyczną wsi i środowisk robotniczych, ale sztukę.
Programowo w i ę c odcinał się od zadań, które przypaść
winny były socjologom czy etnografom. Dlatego też
Instytut powstał przy Ministerstwie Kultury i Sztuki,
a nie przy ośrodku badań etnograficznych. Grabowski
wychodził bowiem z założenia, że „to co o sztuce ludo­
wej pisali etnografowie jest tylko cennym materiałem
do określenia warunków, wśród których ona powsta­
w a ł a i bytowała. Poznanie i wyjaśnienie istotnych w a ­
lorów i charakteru sztuki ludowej, to praca przede
wszystkim historyków sztuki, literatury, muzykologów,
choreologów czy innych specjalistów, traktujących zja­
wiska sztuki ludowej jako jeden z przejawów sztuki
w ogóle, na tle ogólnej wiedzy o sztuce oraz w związku
z nią. Prace obydwu tych rodzajów badaczy: etnografa
i specjalisty — badacza sztuki mogą się tylko wzajem­
nie wspomagać, nigdy zaś zastępować. Inne są bowiem
punkty wyjścia, inne kryteria systematyki i wartościo­
wania, inna również metoda pracy, a nawet w tych
samych przedmiotach inna treść zainteresowania nauko­
wego" .
5

6

3

4

Oczywiście inne są zadania Instytutu Sztuki, a i n ­
ne — placówki etnograficznej czy socjologicznej, rzecz
tylko w tym, aby badając zjawiska kultury ludowej
dobrze orientować się zarówno w zagadnieniach etno­
graficznych, jak w obranej specjalności, aby badać zja­
wiska z różnych stron, we wzajemnym powiązaniu
z innymi elementami kultury.
Ten jednak postulat został pominięty. Powstał I n ­
stytut Grabowskiego, ale jednocześnie nie uzupełniał
go żaden ośrodek badań etnograficznych, kulturoznawczych. Wtedy, kiedy ważna była całość — zaintereso­
wano się wycinkiem.

195

�Tymczasem w świadomości zarówno współpracow­
ników Instytutu, jak i czynników odpowiedzialnych za
kulturę narastało przeświadczenie o konieczności pod­
jęcia badań szeroko pojętej kultury artystycznej ludu.
Dodajmy, że był to okres głębokich przemian ideolo­
gicznych, wprowadzania — nie zawsze pogłębionych —
postulatów w y n i k ł y c h
z
przejmowania
marksistow­
skich koncepcji nauki radzieckiej. Dość prymitywnie
stwierdzano więc ex cathedra, że „[...] o ile kultura
dworska w miarę swego wyradzania się odrywała się
od narodowego podłoża i ulegała
kosmopolitycznemu
i formalnemu skostnieniu, o tyle sztuka ludowa żywiła
się zawsze wiecznie
twórczym, głęboko narodowym,
a jednocześnie głęboko klasowym nurtem społecznym,
ulegając w ten sposób wszystkim przemianom, prze­
kształceniom i przewartościowaniom ówczesnego życia
wsi polskiej" . Przed nauką stawiano postulaty szu­
kania wątków, „które w tej lub innej postaci były od­
powiednikami przemian społecznych lub wręcz buntów
czy rewolucji chłopskich" . Z tej pozycji poddawano też
dalej krytyce „sprowadzenie zakresu i zasięgu sztuki
ludowej do jakoby niezmiennych i jakoby zakończo­
nych już w swoim rozwoju m o t y w ó w , tonacji, w ą t k ó w
tematycznych czy też w z o r ó w artystycznych' [...]".
7

8

W listopadzie 1948 r. Grabowski opuszcza Instytut
i r e d a k c j ę . W rok później przy resorcie powstaje P a ń ­
stwowy Instytut Sztuki, który przejmuje dotychczaso­
we agendy P a ń s t w o w e g o Instytutu Badania Sztuki L u ­
dowej. Na czele sekcji badania ludowej plastyki staje
Roman Reinfuss, dotychczasowy kierownik sekcji zdob­
nictwa. Wysuwa on postulat badań nad szeroko pojętą
kulturą artystyczną ludu, zarówno badań dorobku histo­
rycznego, jak i zachodzących współcześnie procesów
przemian . Opierając się na dyrektywach marksistow­
skich postuluje podjęcie prac nad teorią sztuki ludo­
wej. Przeprowadza krytykę dotychczasowych poglądów,
zwłaszcza ujmujących statycznie sztukę ludową. Stwier­
dza: „chcąc więc zjawiska z zakresu sztuki należycie
zrozumieć i objaśnić, musimy stale rzutować je na w ł a ­
ściwe tło ekonomiczne i polityczne" .
s

I0

n

Rozpoczyna się drugi etap zainteresowania teorią.
O ile jednak uprzednio teoria stanowiła jakby eksplikację prowadzonych już prac badawczych, wychodząc —
mimo wszelkie ograniczenia — od konkretu, ta druga
faza rozważań teoretycznych nosi charakter postulatywny. Przeglądając dzisiaj te artykuły zaskakuje dystans
istniejący między rzeczywistością badań a hasłami w ó w ­
czas wysuwanymi. W stosunku do twórczości ludowej
wiele tam było założeń apriorycznych, nie znajdujących
pokrycia w rzeczywistości. Szukano w i ę c w niej — po­
wołując się na leninowską teorię odbicia — śladów
walki klasowej na wsi. Mizerne były jednak rezultaty,
bodaj że tylko w Janosikowych obrazach na szkle i jed­
nej parze kafli mazurskich zdołano odnaleźć bezpośredni
refleks społecznych konfliktów. Czy w i ę c nie było tych
konfliktów? Były! Tylko że nie pozostawiły śladów bez­
pośrednich w rzeźbie kultowej, wycinance, garnku czy
tkaninie...
Kilkuletni
ten
okres
dyrektywno-frazeologiczny
przyniósł w efekcie tylko parę postulatywnych artyku­
łów, przedruków z prasy radzieckiej. Zwrócił jednak
uwagę na nową tematykę, występującą np. w wycinance
ludowej , choć sprawę tych „nowych treści" zaciem­
niła nader skutecznie ówczesna polityka opieki nad
sztuką ludową, konkursy, nagrody, zakupy, entuzja­
styczne noty w prasie stawiane
słabym
przeważnie
twórcom, ale podejmującym z inspiracji zewnętrznej
nowe tematy. Brak niestety relacji o tym, jak te prze­
miany zachodziły w świadomości wsi. Sztuka ludowa
12

196

tego okresu odzwierciedlała bowiem nie tyle rzeczywi­
stość, co intencje działaczy. Pełniła rolę politycznego
plakatu, wracała też poprzez wystawy i zdjęcia w pra­
sie — z powrotem na wieś, ale już jako „świadectwo"
zaszłych przemian.
Próby włączenia „Polskiej Sztuki Ludowej" w nurt
toczących się w ó w c z a s w kraju dyskusji teoretycznych
nie były łatwe. Widoczne są raczej w krytyce dawnych
postaw i w artykułach postulatywnych niż w samych
opracowaniach. Mimo w i ę c słusznych zaleceń w rodzaju:
„musimy dążyć do tego, ażeby omawiane w „Polskiej
Sztuce Ludowej" zagadnienia ujmowane były w perspek­
tywie historycznej, w ich dialektycznym rozwoju na tle
całokształtu
zjawisk
kulturalnych, ze
szczególnym
u w z g l ę d n i e n i e m m o m e n t ó w ekonomicznych i społecz­
nych"
— sporo czasu upłynęło, nim prace takie za­
częły powstawać.
1 3

Pierwszą poważną próbą przemyślenia podstawo­
wych zagadnień teoretycznych i praktycznych stała się
w 1951 r. konferencja w J a d w i s i n i e
(poprzedzona
w s t ę p n y m i dyskusjami na I ogólnopolskiej konferencji
v/ sprawie badań nad sztuką). Poruszono na niej m. in.
sprawy stosunku do dorobku ludowej plastyki i jej roli
w kulturze narodowej (A. Wojciechowski ), problemy
opieki nad twórcami i ośrodkami sztuki ludowej (K. Piet­
kiewicz), przemian w charakterze ludowej twórczości
wykonywanej na potrzeby miejskiego odbiorcy (M. Gładysz). Wanda Telakowska omówiła pierwsze doświad­
czenia z prac k o l e k t y w ó w wiejskich i robotniczych, kie­
rowanych przez artystów-plastyków.
Zasygnalizowano
też powstanie Cepelii i zakres podjętych przez nią za­
gadnień. Wszystkie te tematy zaczynają odtąd prze­
nikać na łamy pisma, wzbogacając jego dotychczasową
problematykę.
14

15

Najważniejszym jednak w k ł a d e m w dyskusje teore­
tyczne była próba Ksawerego Piwockiego nowego spoj­
rzenia na genezę sztuki ludowej, a przy okazji ustosun­
kowanie się do definicji takich pojęć jak np. ludowość
w sztuce. W referacie publikowanym później na łamach
naszego pisma w y k a z y w a ł Autor przemiany sztuki l u ­
dowej na przestrzeni dziejów, stałe jej zazębianie się
ze sztuką służącą potrzebom Kościoła, dworu, szlachty
czy m i e s z c z a ń s t w a . Zwracał u w a g ę na ogromne bo­
gactwo tzw. sztuki prowincjonalnej, która w wielu
dziedzinach poprzedzała ludową, a „ w swej istocie była
równocześnie g ł ó w n y m nurtem sztuki narodowej w for­
mie".
16

Poglądy Piwockiego, opublikowane później w peł­
niejszej wersji książkowej
wzbudziły jednak pewne
obiekcje w środowisku zarówno etnografów, jak i hi­
storyków sztuki. Piwocki wystąpił z argumentami prze­
m y ś l a n y m i logicznie i opartymi o dużą wiedzę histo­
ryczną. Na tle ó w c z e s n y c h
sloganowo-postulatywnych
dyskusji praca Piwockiego zaskakiwała samodzielnością
i śmiałością sądów, ż y w y m pulsem krytycznego m y ś l e ­
nia każącego Autorowi zawsze patrzeć sceptycznie na
w ł a s n e dawne sformułowania, konfrontować je z rze­
czywistością, z argumentami adwersarzy. Ferment my­
ślowy, jaki s p o w o d o w a ł y tezy Piwockiego, b y ł znacznie
głębszy, niżby się to mogło w y d a w a ć na podstawie pu­
blikowanych recenzji czy artykułów.
Spośród etnografów najistotniejszą k r y t y k ę przepro­
wadził Tadeusz S e w e r y n , dowodząc, iż autor zawęził
zakres pojęcia sztuki ludowej, ograniczając się w zasa­
dzie do rzemiosł, tymczasem w sztuce ludowej istnieje
wiele innych dziedzin, których kolebką była kultura
chłopska, a nie spadek po cechowych mistrzach. Na uję­
ciu problemu przez Piwockiego zaciążyły poglądy Aloj­
zego Riegla, który s t a w i a ł znak równości między sztuką
18

�ludową a rzemiosłem (w książce Volkskunst,
Hausfleiss
und Hausindustrie).
Sztuka ludowa stawała się w i ę c
trawestacją stylów historycznych, ich barbaryzacją.
Seweryn przeciwstawia się takiemu widzeniu sztuki
ludowej, w którym jest ona ujmowana jako wynaturze­
nie czy sprymitywizowanie sztuki stylowej. Dlatego wy­
stępuje przeciw „zasadzie kwalifikowania dzieł (ludowej)
sztuki zależnie od stopnia ich odchylenia od z góry
przyjętych wzorców zachodnioeuropejskiej sztuki". Me­
toda „odchyleniowa" bowiem autonomizuje dzieło sztuki
na zasadzie wyłącznie cech formalnych, wyodrębniają­
cych je z całokształtu czynników historycznych, a poza
tym hierarchizuje zjawiska artystyczne, z góry depre­
cjonując „odgałęzienia" na rzecz rzekomego „pnia ma­
cierzystego".
Z historyków sztuki polemizowali z tezami Piwockiego Kazimierz Malinowski i Aleksander Wojciechow­
ski . Wojciechowski zwracał u w a g ę na nie dość wy­
raźne rozróżnianie pojęć „sztuka ludowa" i „sztuka na­
rodowa" oraz utożsamianie ludowości sztuki ze sztuką
ludową. Malinowski sugerował wymienne traktowanie
pojęć „sztuki ludowej" i „amatorskiej". Piwocki zga­
dzając się na brak precyzji w dotychczasowych swych
sformułowaniach, bronił jednak zasadniczych t e z . O d ­
rzucając sugestię Malinowskiego w y k a z y w a ł , że sztuka
ludowa w „olbrzymiej większości nie jest sztuką ama­
torską, lecz właśnie najściślej zawodową", a z kolei
sztuka amatorska nie musi b y ć wcale ludową, skoro
np. uprawiają ją „znudzeni przedstawiciele najwyższych
szczebli klasy posiadającej". Cóż to w i ę c jest „sztuka
ludowa"? Piwocki dawną s w ą definicję koryguje wpro­
wadzając zasadę prymatu treści nad formą, oczywiście
treści wysuniętych przez lud (a nie służących ludowi,
bo wtedy „ludowym" staje się np. Frycz-Modrzewski).
Treści te wynikają z różnic między poziomami rozwoju
kulturalnego artysty ludowego i nie-ludowego.
19

20

Piwocki wprowadza również uściślenia do pojęć
„rodzimości" i „sztuki narodowej", dowodząc, iż są to
pojęcia różne, wcale nie wymienne, i że niejednokrotnie
„dzieła sztuki powstałe w naszym kraju posiadały tre­
ści nam obce, a nieraz wręcz wrogie narodowi". Z kolei
„każda sztuka ludowa jako niosąca treści zawsze rodzi­
me, będzie posiadała cechy sztuki rodzimej, chociaż po­
jęcia rodzimości i ludowości bynajmniej się nie pokry­
wają, gdyż rodzime treści i formy posiadać może także
sztuka nieludowa".
Wprowadzając te uściślenia Piwocki podtrzymywał
jednak podstawową tezę książki, iż genezę współczesnej
(tj. X D Í - w i e c z n e j ) sztuki ludowej wiązać należy z do­
bą renesansu, a w i ę c okresem gdy uwidoczniło się zróż­
nicowanie
kultur „oświeconej" i ludowej. Wcześniej,
zdaniem Piwockiego, nie było koniecznego odskoku k u l ­
turowego dla powstania odrębnej sztuki ludowej, choć
oczywiście „współczesna sztuka ludowa posiada związki
ze sztuką okresów wczesnofeudalnych
i
wcześniej­
szych [...]".
Diametralnie inne stanowisko zajął w sprawie ge­
nezy Andrzej Abramowicz, archeolog, który wychodząc
z analizy zachowanej sztuki zdobniczej dowodził istnie­
nia już od zarania feudalizmu odskoku
kulturowego
między klasami. Dla Abramowicza „ w społeczeństwie
przedklasowym będziemy mieli do czynienia z jednym
nurtem sztuki, który obsługuje całe społeczeństwo. Cała
sztuka będzie miała charakter sztuki ludowej" . Ludo­
wość znaczy tu dla autora tyle, co powszechność wśród
mas, co zrośnięcie się z historią społeczeństwa, które tę
sztukę wykształciło, i wreszcie — bliskość jej procesowi
pracy, codziennym zajęciom człowieka.
łl

Poglądy Abramowicza spotkały się z zastrzeżeniami
zarówno historyków sztuki, jak i e t n o g r a f ó w . Ale,
wbrew oczekiwaniom, dyskusja szybko wygasła, nie do­
prowadziła do konfrontacji stanowisk i do jakichś pow­
szechnie przyjętych ustaleń. Dlaczego? Sądzę, że pierw­
szym powodem było niesprecyzowanie podstawowego po­
jęcia — ludu. A poza tym zbyt wątła była (i jest) pod­
stawa materiałowa. Słusznie bowiem pisał wówczas Se­
weryn: „[...] nauka nasza nie dysponuje jeszcze odpo­
wiednio przygotowanym
materiałem
faktograficznym,
przydatnym do wykrycia punktów wyjściowych sztuki
ludowej i jej linii rozwojowych" .
22

23

Materiał ten poszerzyła co prawda wielka wystawa
Odrodzenia i publikacje związane z tematyką Odrodze­
nia, ale coraz wyraźniej widać było, że bez dalszego
pomnażania faktów, zwłaszcza dotyczących przeszłości,
trudno będzie o ujęcia syntetyczne, teoretyczne. Bada­
nia takie postulowano na Konferencji Wawelskiej, i to
zarówno sięgające w głąb historii, jak i wszerz, bowiem
jak to formułował Roman Reifuss „[...] mimo, że na te­
mat sztuki ludowej pisano sporo, istnieje wiele dziedzin
prawie zupełnie nietkniętych i znaczne obszary Polski
nie zostały jeszcze przebadane" . Liczono przy tym za­
r ó w n o na badania centralne, prowadzone w skali całego
kraju przez Sekcję krakowską prof. Reinfussa, jak też
i na badania prowadzone przez ośrodki uniwersyteckie,
muzealne, towarzystwa naukowe i poszczególnych ba­
daczy oraz miłośników ludowej sztuki.
24

Program badań Sekcji krakowskiej wynikał z oceny
istniejącej sytuacji, ze świadomości luk w materiale
i szybkich przemian zachodzących na wsi. Przewidywał
„intensywne gromadzenie materiałów dokumentacyjnych,
uzyskanych poprzez zakrojone na szeroką skalę badania
terenowe" . Była to w i ę c akcja w samym założeniu
pospieszna, z góry zakładająca niepełność pozyskanych
informacji, możliwość przeoczeń ważnych nawet ewe­
n e m e n t ó w — miała jednak dać obraz ogólny, typowy.
25

W takiej sytuacji „Polska Sztuka Ludowa" stała się
nie tylko i nawet nie tyle w y k ł a d n i k i e m badań Sekcji,
ale i placówką równoległą, o rosnących ambicjach obej­
mowania coraz to szerszej problematyki badawczej, pla­
cówką inspirującą podejmowanie określonych tematów
uzupełniających badania Instytutu i skupiającą liczne
grono współpracowników. Na łamach pisma publiko­
wano nie tylko rezultaty prac własnych, ale i mate­
riały pochodzące z innych ośrodków opracowane przez
autorów spoza Instytutu.
Powstała dość szczególna sytuacja, w której postu­
laty teoretyczne i metodologiczne, wysuwane na Konfe­
rencji Wawelskiej i na łamach pisma — realizowane
były raczej w pracach powstałych poza Instytutem (choć
często z inspiracji Instytutu). Postulaty te dotyczyły bo­
wiem badań wszechstronnych i pogłębionych, sięgają­
cych do historii, do archiwów, dokumentów, co wyma­
gało — pomijając wszystko inne — dużego nakładu
czasu. Tymczasem szczupły zespół (4—6 osób) pracow­
n i k ó w Sekcji badania sztuki ludowej musiał realizować
napięty plan penetracji terenowych i to przy słabym
wyposażeniu w środki transportu i dokumentacji. Utrud­
niało to równoczesne prowadzenie badań pogłębionych,
kompleksowych, podejmowanie poszukiwań archiwal­
nych czy archeologicznych, choć i takie organizowano
w pierwszym okresie koniunktury finansowej . (Cenne
prace prof. Reinfussa i jego współpracowników stanowią
w tych warunkach ich osobistą „nadwyżkę"; są to po­
zycje autorskie wykorzystujące materiały Sekcji, ale
uzupełnione
własnymi
poszukiwaniami archiwalnymi
i nawet terenowymi.)
28

197

�Nastąpiły lata „pracy organicznej", dokumentacji
terenowej i opracowań wstępnych, cząstkowych. Pierw­
sze bowiem
opracowania monograficzne, drukowane
w latach powojennych, oparte były przeważnie o bazę
materiałową z lat międzywojennych, a nowe wykorzy­
stywały dokumentację współcześnie zbieraną, toteż po­
częły się pojawiać już w latach zaawansowania tych
prac dokumentacyjnych. Prace takie p o w s t a w a ł y w róż­
nych ośrodkach. Oczywiście wielu piszących musiało na
własny użytek przyjmować określone postawy metodo­
logiczne czy teoretyczne, rozwiązywać trudne problemy
terminologiczne. A jednocześnie tuż obok, o miedzę, to­
czyły się wartkie dyskusje metodologiczne w środowisku
teoretyków kultury, językoznawców, etnografów, m u ­
zykologów, historyków sztuki. We Francji dzięki pracom
Lévi-Straussa etnologia stała się przodującą dziedziną
nauk humanistycznych, animując poszukiwania w in­
nych dyscyplinach. Strukturalizm, teorie mitów, zna­
ków, informacji, gier, kultury masowej, rozwój metod
matematycznych i technik badawczych psychologii oraz
socjologii, koncepcje archetypów (Junga), ikonologia P a nofsky'ego czy teorie Kublera — wszystko to nie po­
winno było pozostać bez oddźwięku w w ą s k i m światku
naszych badaczy sztuki ludowej. Jeśli jednak oddźwięk
nie b y ł zbyt silny, wynikało to właśnie z ograniczania
się do systematyki na bazie zbieractwa, do traktowania
poszczególnych zjawisk ludowej sztuki w oderwaniu od
całokształtu kultury ludowej. Po prostu — na tym szcze­
blu badań, jaki u nas dominował i nadal dominuje, nie
było miejsca na dostrzeżenie problematyki kulturoznawczej w jej całej złożoności. Nie mogła wystarczać mniej
czy bardziej powierzchowna penetracja terenu, a ko­
nieczne były badania długotrwałe, wszechstronne. B a ­
dania takie miały oczywiście miejsce i cofając się do
dawnych, rodzimych w z o r ó w m ó g ł b y m przypomnieć
pnedwojenne książki Gładysza o zdobnictwie w drze­
wie i metalu , prace Reinfussa o kulturze ł e m k o w ­
skiej i , a w latach ostatnich chociażby studia nad sztuką
Kurpiów O l ę d z k i e g o , prace Błaszczyka nad grafiką l u ­
dową Wielkopolski , czy Kunczyńskiej nad malarstwem
częstochowskim .
27

29

30

3 1

Dlatego też, mimo iż szanuję bardzo prace doku­
mentacyjne, wydaje mi się, że nie daje dobrych rezul­
tatów takie postępowanie, gdy najpierw się rejestruje,
zbiera materiał „sam w sobie", po to, aby później do­
piero myśleć i uprawiać na tym materiale różne tech­
niki badawcze. Okazuje się bowiem w tej drugiej fazie,
że o czymś nie pomyślano podczas zbierania faktów,
a często jest już za późno, aby wracać w teren i noto­
wać pominięte dane. Rzecz bowiem w tym, że odpo­
wiedź zależy od pytania, od dostrzeżenia problemu, k t ó ­
ry określa potrzebę i charakter badań dokumentacyj­
nych. Dokumentacja „sama dla siebie" odpowiada na
dość prymitywny kwestionariusz nagminnie
stosowa­
nych pytań, dokumentacja zaś ukierunkowana — stawia
problemy już we wstępnej fazie pracy.
Inna rzecz, że problemy istnieją na określonym szcze­
blu uogólnienia, syntetyzacji — wtedy gdy patrzy się
na zjawiska w kontekście kulturowym, trudno zaś je
dostrzec
przy uprawianiu tradycyjnego
zbieractwa.
W ciągu zaś minionego ćwierćwiecza dominował u nas
nader powszechnie taki właśnie typ opracowań reje­
stracyjnych i dopiero w ostatnich latach zaczynają się
pojawiać uogólnienia syntetyzujące, oparte o dorobek
różnych dziedzin nauki: etnografii, historii sztuki, hi­
storii, archeologii, socjologii, a nawet psychologii. Na
łamy pisma wchodzi też od blisko dziesięciu lat pro­
blematyka kulturoznawcza. Pojawia się ona przeważnie
w pracach dotyczących zjawisk współczesnych, jako że

198

przemiany zachodzące na naszych oczach prowokują
wprost do szukania ich źródeł, do widzenia rzeczywi­
stości w całym splocie wzajemnych powiązań.
Warto tu może przypomnieć, że w pierwszych l a ­
tach powojennych szukano raczej śladów czasu minio­
nego, starano się odtworzyć obraz „złotego okresu" l u ­
dowej sztuki. Czyniła to szkoła formalistów widząc
w przeszłości najdoskonalszy wyraz odrębnej stylowo
ludowej sztuki, czynili i dokumentaliści szukając zja­
wisk typowych, przeciętnych, oznaczając zasięgi w y s t ę ­
powania określonych technik, m o t y w ó w ornamentacyjnych itd. Rzecz zrozumiała, że nawet rozpoznanie ż y ­
wych ośrodków ludowej twórczości, konkursy i aktywi­
zacja t w ó r c ó w w Cepelii nie zmieniały tego spojrzenia
wstecz, jako że wszystkie te formy opieki nad twór­
czością — martwiejącą już we w ł a s n y m środowisku,
a przeznaczoną dla miejskiego odbiorcy — dotyczyły
i dotyczą innego zjawiska:
nie
autentycznej
twórczości
ludowej, a g a l w a n i z a c j i tra­
d y c y j n y c h f o r m s z t u k i l u d o w e j , wprowadza­
nia ich w obieg kultury popularnej, masowej.
Pierwszym, opublikowanym w 1954 r. przejawem
nowej współczesnej twórczości ludowej były malowanki
z Chotyziów, a potem pionierski artykuł Franciszka
Kotuli o rzeszowskich „dywanach" papierowych . Od
tego czasu temat ten, sumiennie dostrzegany w bada­
niach Sekcji prof. Reinfussa, zaczyna zyskiwać prawo
obywatelstwa tak w piśmie, jak i w świadomości etno­
grafów .
32

33

Bezpośrednio problematykę zachodzących przemian
w kulturze wiejskiej na Ziemiach Zachodnich rejestro­
wali jednak dopiero Józef Burszta i Zbigniew Jasie­
wicz . Artykuł ich wyraźnie wykraczał poza dotychcza­
sowy krąg t e m a t ó w podejmowanych przez pismo i su­
gerowanych samym jego tytułem. Bo też i nie sposób
dziś zajmować się „sztuką ludową" w oderwaniu od
szerszej problematyki kulturoznawczej. Czyżby więc po­
wrót na łono etnografii, tak ochoczo porzuconej w l a ­
tach tworzenia się pisma? Myślę, że w znacznym stopniu
tak, ale etnografii rozumianej inaczej niż w tamtych
latach, etnografii, która nie zastępuje innych dyscyplin
naukowych, ale je łączy, zespala w nadrzędnym pro­
gramie badania kultury nie-elitarnej. Etnografii tak po­
jętej, jak to postulował Piwocki pisząc w 1968 roku
„[...] przedmiotem badań etnografii nie może być kul­
tura ludowa w ogóle, lecz kultura warstw, które z naj­
rozmaitszych przyczyn wytwarzały w obrębie kultury
narodowej zjawiska inne niż oficjalna wersja tej kul­
tury" .
34

s 5

T a w ł a ś n i e szeroko pojęta problematyka badań nad
kulturą nie-elitarną zmusza dziś do wyjścia poza opłotki
„czystej" sztuki ludowej
(to jest sztuki „stylowej",
opartej o przekaz tradycyjny) zmusza do sięgania po
zjawiska pograniczne, twórczość innych warstw spo­
łecznych, twórczość „nieprofesjonalną", „inną".
Toteż na łamach pisma, które już od początku swe­
go istnienia wprowadzało tematykę sztuki grup zawo­
dowych (górników) i amatorskiej, pojawiają się w ostat­
nim okresie coraz częściej tematy sztuki „nieprofesjo­
nalnej", twórczości „jarmarczno-odpustowej" itp. Przy­
kładem może tu b y ć specjalny numer „Polskiej Sztuki
Ludowej" analizujący zjawisko kiczu i estetyki odpustowo-jarmarcznej , czy też zeszyt poświęcony twór­
czości „ n a i w n e j " , w którym sporo miejsca poświęcono
o m ó w i e n i u strefy pogranicznej między tą twórczością
a sztuką ludową.
36

37

Podjęcie tematyki sygnalizowanej tu określeniem
„twórczość nieprofesjonalna" w y n i k a ł o z kilku powodów.

�Jednym jest wspólne pogranicze wielu p r z e j a w ó w tej
twórczości z tradycyjną sztuką ludową (w twórczości
grup zawodowych, w plastyce amatorskiej, sztuce na­
iwnej, „prymitywnej", a nawet psychopatologicznej),
drugim — zmiany, które zachodzą w samym zjawisku
sztuki ludowej, a ściślej m ó w i ą c w pojęciu „ludu". B ę ­
dę o tym dalej pisać.
Trzecim powodem jest sytuacja w stratyfikacji ba­
dań nad sztuką. W orbicie zainteresowań historyków
sztuki znajduje się bowiem twórczość zawodowa i szczy­
towe osiągnięcia cechów, ale już w znacznie mniejszym
stopniu zwraca się u w a g ę na sztukę lokalną, prowincjo­
nalną. Praktycznie rzecz biorąc pozostaje ona niemal
całkowicie
poza
zasięgiem zainteresowań, zwłaszcza
w przejawach bardziej prymitywnych. Zjawiska te z ko­
lei ważne są dla badań nad sztuką ludową, zwłaszcza
nad malarstwem, drzeworytem, rzeźbą, meblarstwem,
metaloplastyką, ceramiką, budownictwem. Jeśli przyj­
miemy, że kultura społeczeństwa obejmuje różnorakie
warstwy, a zatem i poziomy rozwoju, to jasne jest, że
pozostają one ze sobą w stanie określonych zależności,
związków. Dla historyka sztuki ludowej konieczne jest
wyjaśnienie zjawisk pokrewnych, a w i ę c i tej t w ó r ­
czości rzemiosł i cechów, która przeznaczona była dla
ludności miast, dla warstwy drobnej szlachty, dla ko­
ściołów. Badania takie prowadzili Seweryn, Reinfuss,
Kotula, Kunczyńska, Błaszczyk, Szetela i inni, a skoro
czasopisma naukowe historii sztuki nie przejawiają za­
interesowania dla tych prac, a etnografowie spod znaku
kultury materialnej opracowują tylko niektóre zagad­
nienia rzemiosł, uważaliśmy za konieczne wprowadze­
nie tej granicznej problematyki na łamy pisma.
Nie należy też zapominać, że określenie „sztuka l u ­
dowa" jest nieprecyzyjne, wprowadzone „z zewnątrz"
i stosowane często na zasadzie zwyczajowej, bez do­
statecznie precyzyjnych kryteriów. Widać to szczególnie
wyraźnie właśnie w odniesieniu do pogranicza t w ó r ­
czości cechowo-ludowej.
Rozszerzając zakres zainteresowań chcieliśmy, aby
zwolniło to piszących od obowiązku legitymowania się
za każdym razem przynależnością omawianego zjawiska
do „sztuki ludowej". Dla dobra nauki na pewno jest
lepiej, gdy ściśle definiuje się zjawisko, a nie usiłuje
podciągnąć go pod ogólne, aż za ogólne określenie.
(Przykłady — znaki wodne na papierze: ludowe czy
nie ludowe? a rzeźby K l a r y Prillowej? a opublikowane
v/ tym numerze rzeźby Toborowicza? Z kolei — „stra­
chy": sztuka czy nie sztuka? a ekrany fotografów ulicz­
nych?)
Zajmując się „sztuką ludową" trzeba było rzecz
prosta objąć badaniami: sytuację współczesną tej sztu­
ki, problemy opieki nad ośrodkami i twórcami, zagad­
nienia dalszego życia tej sztuki poza macierzystym śro­
dowiskiem, jej rolę inspirującą w kulturze narodowej
i rolę w kulturze popularnej, w turystyce, reklamie itd.
Pierwsze materiały na ten temat pojawiły się w „Pol­
skiej Sztuce Ludowej" już w pięćdziesiątych latach
i odtąd dział ten jest nader bogato reprezentowany .
38

To rozszerzenie zakresu tematycznego pisma w i ą ­
zało się z podjęciem podobnej problematyki badawczej
przez Instytut Sztuki. Wyrazem tego było poszerzenie
zainteresowań Sekcji krakowskiej o zagadnienia w s p ó ł ­
czesne i problemy opieki nad twórczością ludową a tak­
że utworzenie w Warszawie Pracowni badania plastyki
nieprofesjonalnej (tematyka: — 1 pogranicze cechowo-ludowe w malarstwie i grafice, 2 — współczesna pla­
styka „naiwna", „amatorska", „inna", 3 — inspiracje
ludowe w sztuce polskiej końca X I X i X X w.). Pismo
więc w obecnym swym kształcie odzwierciedla proble­

m a t y k ę podejmowaną przez Pracownię (d. Sekcję) ba­
dania sztuki ludowej w Krakowie i wyżej wspomnianą
Pracownię warszawską.
Dzięki zainteresowaniom Jacka Olędzkiego pojawiły
się w „Polskiej Sztuce Ludowej" artykuły o poglądach
estetycznych K u r p i ó w . Są to niestety jedyne, jak do­
tąd, prace na łamach pisma wkraczające na ważny, a zu­
pełnie niemal niezbadany teren. Olędzki w swej ostat­
niej książce zajął się też szerzej problemem miejsca
i roli twórczości artystycznej w życiu zbiorowości, usta­
leniem zależności pomiędzy dziełem a światopoglądem
artystycznym twórcy .
39

40

To ostatnie zagadnienie •— światopoglądu twórcy —
w y m a g a ł o studiów nad konkretnymi artystami, i sądzę,
że na tym polu pismo dało rzeczywiście cenny mate­
riał, przynosząc kilkadziesiąt biografii twórczych wy­
bitniejszych garncarzy, tkaczy, wycinankarzy a zwłasz­
cza rzeźbiarzy. Pozwala to z kolei na śledzenie roli jed­
nostki w kształtowaniu się tradycji.
Tak więc, zwłaszcza w ostatnich 10—15 latach, co­
raz częściej dochodziły do głosu zagadnienia ściśle w i ą ­
żące się z postawami metodologicznymi i teorią. Nara­
stała wyraźnie wyczuwalna potrzeba rewizji dotych­
czasowych schematów badawczych. Dlatego, że powięk­
szał się zasób faktów, cząstkowych opracowań, dlatego,
że życie stawiało pod znakiem zapytania lub burzyło
dotychczasowe schematy.
Nowy p r z y p ł y w zainteresowań teorią, jaki dostrze­
gamy w ostatnich latach, nie był więc jak poprzednio
wynikiem bodźców działających z zewnątrz, a wynikał
z potrzeb rzeczywiście nurtujących ludzi zajmujących
się sztuką ludową, tak naukowców, jak i p r a k t y k ó w .
Przedmiotem tych zainteresowań jest przede wszystkim
współczesne pojęcie sztuki ludowej, jej zakres i cechy
szczególne, zagadnienia życia tej sztuki (czy też trady­
cji) we współczesnej kulturze (folkloryzm) i związane
z tym problemy opieki, a w szczególności potrzeba zde­
finiowania, kto jest ludowym twórcą.
41

Jest to krąg spraw żywotnych, wynikających z ob­
serwacji aktualnego stanu rzeczy, stąd też zapewne
mniejsze zainteresowanie dla problemów historycznych,
choć i tu chciałbym wyróżnić dwa głosy ważkie i na
pewno inspirujące.
Myślę tu o sprawie „ludowości"
dzieła i ciekawej tezie Olędzkiego, który dowodzi na
przykładzie prac srebrników i złotników z okresu od
X V I do końca X V I I I w., że ludowości dzieła nie można
utożsamiać z jego funkcją społeczną. Nie zawsze bowiem
decyduje to, komu ono służy, ważniejszy jest świato­
pogląd twórcy. Analizując wota o cechach stylowych
odbiegających znacznie od ówczesnych rozwiązań sztuki
elitarnej, pisze Olędzki: „Dzieło to można uważać za
ludowe, mimo że służy warstwom uprzywilejowanym,
w y r a ż a się w nim bowiem swoisty światopogląd arty­
styczny, szczególna mentalność grupy, która nie ma swo­
bodnego dostępu do całości dobra artystycznego, róż­
nych jego postaci, jakie występują w danym k r a j u " .
Sąd ten jest uściśleniem poglądu Piwockiego, który
uważał, że „Zbadanie stosunku artysty do świata a prze­
de wszystkim do otaczającej go rzeczywistości społecz­
nej poprzez treści zawarte w jego dziele — pozwoli
zaliczyć go bądź do t w ó r c ó w ludowych, bądź nieludowych" .
42

43

Drugi głos dotyczy zagadnienia genezy. Sprawie tej
poświęciliśmy dyskusję w redakcji z udziałem repre­
zentantów różnych dyscyplin naukowych. Dyskusja nie
przyniosła co prawda konkretnych rozstrzygnięć, ale
dała jak sądzę mocną podstawę dla dalszych przemy­
śleń.

199

�Myślę tu o ważkim stwierdzeniu Piwockiego, który
idąc śladami Gramsciego zdecydowanie odrzucił pojęcie
ludu jako kategorii ahistorycznej, wywodzącej się z my­
śli romantyczno-metafizycznej.
„Miarą ludowości jest
«inność»- w stosunku do przyjętego oficjalnie standardu
socjo-kulturalnego [...] miara tej «ludowosci» ma zmien­
ne w czasie wymiary, historycznie uwarunkowane, gdyż
«inność» jest płynna. To co jest w s p ó l n e dla całej spo­
łeczności w jednym czasie, staje się stopniem dyferencjacji w innym". Przedmiotem naszych zainteresowań
staje się w takim ujęciu „nie lud, jako pojęcie metahistoryczne i tym samym abstrakcyjne, ale grupy spo­
łeczne różne w różnych okresach dziejowych i miejscach,
[które] są nosicielami innych struktur klasowych [...]" .
Zadaniem więc badacza staje się „porównywanie wy­
tworów tych grup ze standardem „oficjalnym".

aktualnie istniejącej kultury danej grupy społecznej (tj.
ludu). Wytwory kultury trzeba bowiem oceniać na
tle całokształtu procesów zachodzących w tej kulturze,
widzieć w ł a ś c i w e czynniki sprawcze, funkcje, zależność
od światopoglądu artystycznego grupy itd. Kultura jest
zawsze p e w n ą strukturą, w ramach której powstają,
utrzymują się, przekształcają bądź zanikają różne zja­
wiska artystyczne.
Należy w i ę c je badać w oparciu
0 analizę tej konkretnej kultury, nie tracąc oczywiście
z oczu istniejących więzi między tym „piętrem" k u l ­
tury a innymi „piętrami". Taki sam przedmiot co inne­
go może bowiem znaczyć na różnych piętrach kultury,
inaczej wiązać się z całością.

44

W ujęciu takim zawarte są ważne implikacje meto­
dologiczne dla badań nad genezą sztuki ludowej w Pol­
sce. Warto przy tym pamiętać o zastrzeżeniach zgłasza­
nych w swoim czasie przez Seweryna w związku z za­
łożeniami książki Piwockiego o genezie sztuki ludowej.
Krok dalej idzie w kierunku uściślenia podstaw teore­
tycznych Jacek Olędzki. W artykule Rejony sztuki lu­
dowej w Polsce („Pol. Szt. Lud.", R. X X V , 1971, nr 1)
wiąże on kształtowanie się nurtu sztuki ludowej z pro­
cesem formowania się zwartych zbiorowości o silnym
poczuciu więzi społecznych, w ł a s n y c h odrębności. Olędz­
ki szuka więc nie genezy sztuki ludowej „ w ogóle", ale
specyfiki rozwoju kultury poszczególnych grup społecz­
nych i determinant wyznaczających tę specyfikę. Na tym
tle bada stosunek do szeroko pojętych tradycji kultu­
rowych. Przykładem konkretnym stosowania tych zało­
żeń jest wzmiankowana już książka o kulturze artystycz­
nej ludności kurpiowskiej.
Wracając do wywodu Piwockiego, przyznać muszę,
że rozumowanie Jego odpowiada mi szczególnie, zwal­
nia bowiem od konieczności nazywania wciąż i n ­
nych, różnych od siebie f a k t ó w — tym samym mia­
nem, od podciągania wielości zjawisk pod jedno okre­
ślenie „sztuka ludowa".
Lepiej nazywać je konkret­
nie, jednoznacznie. Zresztą chęć ta nieobca była P i wockiemu, gdy zapytywał: „Jeśli pojęcie ludu — wedle
Gramsciego — jest zmienne, to nie może ono dać żad­
nego solidnego oparcia dla badaczy kultury tegoż ludu.
Może by spróbować odrzucić w ogóle pojęcie «ludu»?
Co by się wtedy s t a ł o ? " . Zostałyby różne grupy —
odpowiada Piwocki — powstałe na skutek rozwarstwie­
nia klasowego, majątkowego, poziomów kulturalnych,
ale także i na skutek p o w o d ó w religijnych, zawodo­
wych, psychicznych. Badanie tych grup winno b y ć za­
daniem etnografii.
45

A twórczość artystyczna tych grup? Podchodząc do
zagadnienia historycznie, wydzielimy z tej większej ca­
łości — wiejską, tę właśnie, którą przywykliśmy nazy­
wać „ludową", sztukę, opartą o tradycyjny przekaz,
uformowaną w procesie zbiorowego kształtowania norm
estetycznych, kanonu stylistycznego.
T a sztuka, którą
niekiedy nazywa się dziś „tradycyjną", „klasyczną" czy
„stylową" — byłaby rzecz prosta szczególnie ważna dla
nas, ponieważ ona to właśnie odegrała ważną rolę
w kształtowaniu się naszej narodowej tradycji sztuki
i naszej kultury artystycznej.
Polemizowałbym natomiast z Piwockim tam, gdzie
twierdzi on, że „wydobycie różnic dzielących sztukę l u ­
dową danego czasu od sztuki nieludowej jest możliwe
tylko drogą porównywania jej dzieł ze sztuką inną niż
ludową". To znaczy, zgadzając się na zasadność takiego
postępowania dla wydobywania „różnic" — nie uogól­
niałbym tej metody na badanie wszystkich zjawisk

200

Uwagi te zmierzają do rozszerzenia tez Piwockiego,
w niczym ich nie kwestionując. U w a ż a m bowiem, że
przyjęcie tez Piwockiego uściśla tylko zagadnienie, a co
więcej, stwarza rzeczową podstawę do badań nad sty­
lem, nad formą tej sztuki „ludowej". Tyle, że widzianej
we w ł a ś c i w y m kontekście historycznym i kulturowym.
Rzecz jest o tyle ważna, że w obecnym czasie po­
wstaje nieprawdopodobny zamęt pojęciowy, trudny do
opanowania przez jakiekolwiek „umowy" między piszą­
cymi. „Ludowe" jest już niemal wszystko i nic już nie
wiadomo naprawdę. Sztuką ludową nazywa się zjawi­
ska bardzo od siebie różne
— twórczość dawną („kla­
syczną") i to, co w y t w ó r c a wiejski robi dla miasta
w stylu ludowym, i to, co robi dla siebie, i to, co dla
rzesz najmniej przygotowanych do odbioru sztuki „eli­
tarnej" produkują rzemieślnicy (gipsy, kolorowane foto­
grafie itp.). Sztuką ludową nazywa się rzeźby w drze­
wie amatorów, a nawet to wszystko, co robi w dzie­
dzinie artystycznej twórca n i e w y k s z t a ł c o n y . Za sztukę
ludową uważa się też i produkcję inteligenta, a nawet
plastyka (np. Gałka), który dla Cepelii czy Desy wy­
rabia przedmioty „ludowopodobne". Sztuką ludową na­
zywana jest i twórczość niezawodowych artystów, wy­
powiadających się w absolutnie szczery sposób właśnie
w bliskiej sobie (z różnych powodów) konwencji ludo­
wej — jak np. Słowiński, Furgała, H . Zegadło czy To­
borowicz . Wydaje się zatem, że pojęcie to staje się
coraz bardziej wieloznaczne.
4 6

47

48

Ważną próbą uporządkowania, przynajmniej częścio­
wego, tego zamętu było wprowadzenie przez prof.
Bursztę terminu „ f o l k l o r y z m " , który oddzielał auten­
tyczną dawną sztukę ludową od jej kontynuacji współ­
czesnych, dokonywanych na użytek miasta.
„Folklo­
ryzm" — pisał St. Błaszczyk — „usiłuje w y d o b y ć z kul­
tury ludowej, w zasadzie traktowanej już jako kultura
w rozwoju swym zamknięta, te tylko elementy, które
w konfrontacji ze w s p ó ł c z e s n y m masowym odbiorcą l i ­
czyć mogą na zainteresowanie nie tyle "z racji swego
poznawczego charakteru, co z powodu emocjonalnego
ładunku i atrakcyjnej formy" . Niestety termin ten jak
dotąd nie zyskał powszechnego zrozumienia. A przecież
niemal wszystko, co obserwujemy w o k ó ł nas, jest już
nie autentyczną sztuką ludową, ale „folkloryzmem".
49

50

Zdaje się, że zmuszeni będziemy pogodzić się z tym,
że pojęcie „sztuka ludowa" stało się elastyczne jak guma
1 że na użytek specjalistów trzeba będzie wypracować
system pojęć bardziej precyzyjnych i jednoznacznych.
T y m bardziej, że — jak wolno sądzić z w ł a s n y c h obser­
wacji — pojęcie „sztuki ludowej" w powszechnym od­
czuciu da się sprowadzić wyraźnie do dwóch wymie­
nionych już uprzednio zakresów.
Jeden — to s t y l l u d o w y
(a raczej stereotyp
tego stylu w powszechnym odczuciu). Styl, w którym
pracują rzemieślnicy i dostawcy Cepelii, w którym co­
raz częściej w y p o w i a d a j ą się ludzie niewiele już mający

�wspólnego ze wsią. A w i ę c wszystko, co jest kopią, re­
pliką, wariantem czy nawet dość dalekim przetworze­
niem ludowych m o t y w ó w (czy kolorystyki), traktowane
jest jako „ludowe", jako „sztuka ludowa".
Drugi zakres — to sztuka ludowa jako sztuka ludu,
tak jak dziś rozumiemy to pojęcie potocznie, w sen­
sie — „lud pracujący", „masy ludowe". W tym rozu­
mieniu „ l u d ó w e " , t o t y l e , c o p o w s z e c h n e , ł a ­
two z r o z u m i a ł e , t w o r z o n e p r z e z a r t y s t ó w
n i e k s z t a ł c o n y c h , nie odrywających się od możli­
wości i n a w y k ó w percepcyjnych masowego odbiorcy.
Lansując termin „ludowy" w odniesieniu do zjawisk
ideologicznych, politycznych, (np. m ó w i ą c o „Polsce L u ­
dowej" czy „ludowej demokracji" — n i e ł a t w o jedno­
cześnie stosować to pojęcie w innym znaczeniu, a z w ł a s z ­
cza, gdy znaczenie to jest bliskie i pochodne. Nie budzi
bowiem wątpliwości rozróżnienie „lód" — jako zamarz­
nięta woda i „lud" —• jako masy pracujące, podobnie,
jak łatwo rozróżniamy zamek magnacki od zamku
w drzwiach. Ale trudno o precyzyjne rozróżnianie po­
jęć bliskoznacznych — i dlatego sądzę, że praktyka spo­
łeczna nie ułatwi nam zadania, przeciwnie — zakres
stosowalności pojęcia „lud", „ludowe" będzie się roz­
szerzał.
Z tych wszystkich p o w o d ó w trudne też jest precy­
zyjne zdefiniowanie pojęcia „twórca ludowy". Przeko­
nała o tym narada zorganizowana niedawno w K r a k o ­
wie przez Pracownię badania sztuki ludowej i Muzeum
Etnograficzne. Cóż to bowiem znaczy obecnie „twórca
ludowy"? Tyle kategorii t w ó r c ó w i w y t w ó r c ó w (rze­
mieślników) da się podciągnąć przecież pod tę nazwę.
Na naradzie proponowano ograniczyć termin „twórca
ludowy" jedynie do osób pozbawionych wykształcenia.
Kryterium wykształcenia nie da się utrzymać, jako że
wzrasta powszechny poziom oświaty i jakoś nawet nie
przystoi utożsamiać dziś pojęcia artysty ludowego
z analfabetyzmem czy niedokształceniem. R ó w n i e nie­

przydatna wydaje mi się wysunięta podczas narady pro­
pozycja, aby uzależniać „ludowość" twórcy m. in. od
przynależności jego do ludzi nie zajmujących się za­
wodami inteligenckimi.
Niesłuszne byłoby też ograniczenie się wyłącznie do
terenu wsi, mamy bowiem i takie sytuacje, że urodzeni
na wsi a mieszkający obecnie w mieście (np. u dzieci)
reprezentanci rzemiosł ludowych znaleźliby się poza na­
wiasem definicji. Podobnie jak szopkarze krakowscy,
którzy w 90°/o należą do wielkomiejskiego proletariatu,
a w ł a ś n i e w szopkach przechowało się coś istotnego
z mechanizmu tradycyjnej sztuki ludowej.
Skoro w i ę c dla praktyki administracyjnej konieczne
jest określenie kategorii twórców ludowych, najbardziej
użyteczna wydaje się definicja przyjęta przez Cepelię:
„Za twórcę ludowego uważa się rękodzielnika posiada­
jącego nabytą w zasadzie w sposób tradycyjny umiejęt­
ność samodzielnej twórczości,
tworzącego w oparciu
o regionalne tradycje ludowe bądź posiadającego umie­
jętność indywidualnej interpretacji tradycyjnych regio­
nalnych w y t w o r ó w plastyki ludowej względnie twórcze­
go ich rozwijania" .
51

Ważne wydaje się tylko, aby dostrzegając reliktowe
dalsze życie tradycyjnej sztuki ludowej (a raczej jej
stereotypów), nie tracić z pola widzenia zjawisk nowych,
twórczości niekoniecznie determinowanej dawną ludową
tradycją. Zmienia się bowiem sytuacja w kulturze, daw­
ny jej model, w którym rozróżnialiśmy różne piętra —
od ludowego do elitarnego — ulega przekształceniom.
Ale nie przestają istnieć zróżnicowania kultury, różnice
między kulturą elitarną a popularną, ludową w nowym
znaczeniu, w której mieszają się różne w p ł y w y , różne
tradycje. Trzeba je badać, trzeba dostrzegać w całej
złożoności zjawiska. I to jest chyba najważniejsze zada­
nie, jakie powinno sobie nasze pismo stawiać w obecnym
okresie.

PRZYPISY
1

K . Piwocki, Pojęcie sztuki ludowej, „Pol. Szt. Lud.",
R. I, 1947, nr 1—2.
J . Grabowski, Zagadnienie
stylu ludowego, „Pol.
Szt. Lud.", R. I , 1947, nr 1—2; R. I I , 1948, nr 1, 2, 3,
K . Piwocki, op. cit.
Powstanie, organizacja
i charakter
Państwowego
Instytutu Badania Sztuki Ludowej,
„Pol. Szt. Lud.",
R. I, 1947, nr 1—2.
Por. J . Grabowski, Wycinanka
ludowa, Warsza­
wa 1955.
Powstanie, organizacja [...], op. cit.
* Por. „Pol. Szt. Lud.", R. I I I , 1949, nr 5.
Tamże.
Po J . Grabowskim redakcję przejął R. Reinfuss
(R. I I , 1948, nr 11—12), następnie Tadeusz Zygler (R. I I I )
i znów R. Reinfuss (R. I V , V , V I nr 1—2), a od nr 3
z 1952 r. pismo redaguje A. Jackowski.
R. Reinfuss, Stan badań nad polską
sztuką
lu­
dową", „Pol. Szt. Lud.'", R. I V , 1950, nr 1—6.
Tamże.
A. Wojciechowski, Tematyka społeczna
i politycz­
na w wycinance łowickiej,
„Pol. Szt. Lud.", R. I I I , 1949,
nr 11—12.
R. Reinfuss, U progu piątego
roku, „Pol. Szt.
Lud.", R. V, 1951, nr 1—2.
Omówiona dokładnie w sprawozdaniu B. Urba­
nowicza, Konferencja
w Jadwisinie,
„Pol. Szt. Lud.",
R. V, 1951, nr 4—5.
A. Wojciechowski, Zagadnienia rzemiosła
i prze­
mysłu artystycznego na tle stosunku do dziedzictwa pol­
skiej sztuki ludowej, „Pol. Szt. Lud.", R. V , 1951,
nr 4—5.
2

3

4

5

8

8
9

1 0

1 1

1 2

13

14

1 5

1 6

K . Piwocki, Sztuka ludowa i narodowa, „Pol.
Szt. Lud.", R. V, 1951, nr 3.
K . Piwocki, O historycznej
genezie polskiej sztu­
ki ludowej, Wrocław 1953.
T. Seweryn, Zakres przedmiotowy sztuki ludo­
wej, „Pol. Szt. Lud.", R. V I I I , 1954, nr 5.
A. Wojciechowski, Z dyskusji nad pojęciami
—
sztuka ludowa i ludowość
w sztuce, „Pol. Szt. Lud.",
R. V I I , 1953, nr 2; K . Malinowski, recenzja książki
O historycznej
genezie..., „Biul. H . 5.", R. X V , 1953,
nr 3—4.
K . Piwocki, Próba
definicji
kilku pojęć,
„Pol.
Szt. Lud.", R. V I I , 1953, nr 6.
A. Abramowicz, Uwagi o problematyce badań nad
sztuką Polski wczesnośredniowiecznej
(głos
archeologa),
„Pol. Szt. Lud.", R. V I I I , 1954, nr 4. Rozszerzona wersja
ukazała się następnie w postaci książkowej pt. Studia
nad genezą polskiej kultury artystycznej, Łódź 1962.
Por. recenzja J . Olędzkiego w „Etnografii Pol­
skiej" t. 9, 1965; W. Hensel,
Szkice
wczesnodziejowe
cz. V, 1: Do dyskusji nad genezą polskiej kultury arty­
stycznej, „Slavia Antiqua", t. 11, 1964.
T. Seweryn. Kultura duchowa Odrodzenia,
„Pol.
Szt. Lud.", R. V I I I , 1954, nr 4.
R. Reinfuss, Po I ogólnopolskiej
konferencji
nau­
kowej w sprawie badań nad sztuką,
„Pol. Szt. Lud.",
R. I V , 1950, nr 7—12.
Tamże. Program ten, zaplanowany nader optymi­
stycznie na 4 lata, trwa jednak po dziś dzień, co oczy­
wiście zmienia pierwotny sens całej akcji.
A. Żaki, Metoda wykopaliskowa w badaniach pol­
skiej sztuki ludowej, „Pol. Szt. Lud.", R. V , 1951, nr 6.
1 7

18

19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

202

�2 7

M. Gładysz, Góralskie
zdobnictwo
drzewne
na
Kraków 1935; tenże, Zdobnictwo metalowe na
Kraków 1938.
R. Reinfuss, Łemkowie
jako grupa
etnograficzna,
„Prace i materiały etnograficzne", Т. V I I , Lublin 1948,
tenże, Sztuka ludowa na pograniczu
Łemkowszczyzny
i Podlasia, „Studia i materiały lubelskie. Etnografia",
I, Lublin 1962; tenże, Rzeźba figuralna Łemków,
„Pol.
Szt. Lud." R. X V I I , 1963, nr 3—4.
J . Olędzki, Kultura artystyczna ludności
kurpiow­
skiej, Wrocław 1971; tenże, Wota woskowe ze wsi Brodowe Łąki i Krzynowłoga
Wielka, „Pol. Szt. Lud.",
R. X I V , 1960, nr 1.
St. Błaszczyk,
Drzeworyty
wielkopolskie,
„Pol.
Szt. Lud.", R. X X V , 1971, nr 3.
A . Kunczyńska, Obrazy częstochowskie,
„Pol. Szt.
Lud.", R. X X , 1966, nr 2; tejże, Malarze ludowi z Gidel,
„Pol. Szt. Lud.", R. X I X , 1965, nr 2.
R. Reinfuss, Malowanki ścienne z Chotyziów,
„Pol.
Szt. Lud.", R. V I I I , 1954, nr 1; F . Kotula, „Dywany" —
współczesne
malarstwo ludowe wsi rzeszowskich,
„Pol.
Szt. Lud.", R. X V I I , 1963, nr 3—4.
Nobilitacją twórczości „jarmarcznej" była wysta­
wa k w i a t ó w sztucznych zorganizowana przez Cepelię
(1965) oraz wystawa współczesnego malarstwa ludowego
(makatek) w Lublinie (1967). Zasługuje też na u w a g ę
żywa reakcja czytelników na numer poświęcony kiczowi
i na książkę o kiczu A. i E . Banachów. Wartościową
i cenną pozycję stanowi tu też film dokumentalny Ka­
ruzela
łowicka.
J . Burszta, Z. Jasiewicz, Zderzenie kultur na Zie­
miach Zachodnich i Północnych,
„Pol. Szt. Lud.", R. X V I ,
1962, nr 4.
K . Piwocki, Kilka słów o sztuce
współczesnych
prymitywów,
„Pol. Szt. Lud.", R. X X I I , 1968, nr 1—2.
„Pol. Szt. Lud.", R. X X , 1966, nr 3—4.
„Pol. Szt. Lud.", R. X X I I , 1968, nr 1—2.
„Pol. Szt. Lud.", R. X X I V , nr 3—4.
J . Olędzki, Wypowiedzi
rybaków
kurpiowskich
o wyglądzie
ryb, „Pol. Szt. Lud.", R. 1959, nr 1—2; ten­
że, Światopogląd
artystyczny ludności wiejskiej w świe­
tle studiów
nad kulturą
Kurpiowszczyzny,
„Pol. Szt.
Lud.", R. X X I I I , 1969, nr 3—4. I w tymże zeszycie pisma:
J . Hilczer-Pilich, Współczesne
upodobania
estetyczne
ludności Kurpiowszczyzny
na podstawie analizy
wnętrz
domów
Kadzidła;
oraz M. Szeska, Miejsce
twórczości
w życiu
wycinankarza.
J . Olędzki, Kultura artystyczna [...], op. cit.
Przykładem tego jest m. in. art. К. Piwockiego,
Niektóre
zagadnienia
teorii
sztuki
ludowej,
„Studia
Śląsku,
Śląsku,
23

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7
3 8

3 9

4 0

4 1

202

Estetyczne", t. 3, 1966; tegoż cytowane już: Kilka słów
0 sztuce {...] z dyskusją: Zakres pojęcia sztuki ludowej;
wstępna część książki J . Olędzkiego, Kultura
artystycz­
na [[...], op. cit.; A. Jackowskiego, Funkcje sztuki ludowej
1 twórczości
niezawodowej
w naszej kulturze Iw:] Tra­
dycja i współczesność,
Warszawa 1970; tegoż: Wprowa­
dzenie do dyskusji
[w:] Aktualne problemy
ludowej
twórczości
i opieki nad nią w Polsce, „Pol. Szt. Lud.",
R. X X I V , 1970, nr 3—4 i inne głosy w tejże dyskusji.
J . Olędzki, Kultura artystyczna [[...], op. cit., s. 14.
Por. tenże, Wota srebrne, „Pol. Szt. Lud.", R. X X I , 1967,
nr 2.
K . Piwocki, Próba definicji {...], op. cit.
K . Piwocki, Kilka słów o sztuce {...], op. cit.
K . Piwocki, Pojęcie
sztuki ludowej, „Pol. Szt.
Lud." R. X X I , 1967, nr 4.
Szerzej poruszam to zagadnienie w art. Współ­
czesna sztuka ludowa, „Pol. Szt. Lud.", R. X I X , 1965,
nr 1 oraz we Wprowadzeniu do dyskusji [w:] Aktualne
problemy [...], op. cit.
Por. Biuletyn Informacyjny nr 1 Klubu
Twórców
Amatorów,
Warszawa, 21 X I I 1970 r. Czytamy tam o pro­
pozycji akcesu klubu do Stowarzyszenia T w ó r c ó w L u ­
dowych (nie doszło do tego, ponieważ Stowarzyszenie...
nie odpowiedziało na list) i o dyskusji nad nazwą klubu.
Jedną z dwóch propozycji b y ł „Klub T w ó r c ó w Ludo­
wych". A dodać tu warto, że członkami klubu są inży­
nierowie, urzędnik M S Z itd.
O Toborowiczu pisze w tym zeszycie A. Krasno­
wolski. O Słowińskim: E w a Śnieżyńska-Stolot, Ludowe
rzeźby
Adama Słowińskiego,
„Pol. Szt. Lud.", R. X X I ,
1967, nr 2. M. in. „Przyjęło się dotąd określać prymi­
tywną formę twórczości ludowej jako odbicie własnego
widzenia i własnej estetyki jej twórców, niewątpliwie
ludzi prostych i prymitywnych. Jak wytłumaczyć po­
sługiwanie się tą formą przez człowieka o zupełnie in­
nym poziomie u m y s ł o w y m w sposób w pełni szczery,
nie mający nic w s p ó l n e g o z kopią czy falsyfikatem"?
O Furgale patrz folder: Wystawa mebli i rzeźby
Jaro­
sława Furgały. Dni Folkloru i Sztuki Ludowej Dolnego
Śląska, Lubań—Wrocław 1971.
Na temat folkloryzmu zorganizowano w Poznaniu
(czerwiec 1969) sesję naukową pn. „Folklor w życiu
współczesnym". Referaty, łącznie z programowym J .
Burszty, opublikowano w książce Folklor w życiu
współ­
czesnym, Poznań 1969.
S. Błaszczyk, Współczesne
przeobrażenia
sztuki
ludowej, „Pol. Szt. Lud.", R. X X I V , 1970, nr 3—4.
Protokół posiedzenia Rady Naukowej przy Związ­
ku C P L i A z 26 listopada 1971 r.
4 2

4 3
4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9910" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9888">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8dbf23144966f18dc3f35a134a2fa8bb.pdf</src>
        <authentication>1b71b8542e93313f41eff75749315973</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117907">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3307</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117908">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117909">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117910">
                <text>"Nikifor" Andrzeja Banacha / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117911">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.239-244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117912">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117913">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117914">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117915">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117916">
                <text>Aleksander Jackowski

„ N I K I F O R "

A N D R Z E J A

I l e to razy s ł y s z a ł e m — j a go, panie, w i d z i a ł e m j a k siedział

B A N A C H A

z n i m s t y k a ł , p o m a g a ł m a l a r z o w i a przede w s z y s t k i m p r z y c z y n i ł

p r z y m u r k u i m a l o w a ł . Grosze c h c i a ł , ale k t o b y to k u p o w a ł . . .

się n a j w i ę c e j

S k ą d człowiek m i a ł w i e d z i e ć , że to b ę d z i e t y l e w a r t e ! I ż a l , że

w k r ą g u z n a n y c h na świecie m i s t r z ó w naiwnego realizmu. S t a ł o

przegapił t a k ą

się to m o ż l i w e d z i ę k i t e m u , że d y s p o n u j ą c o g r o m n y m zbiorem,

o k a z j ę . Ś r o d k i masowego przekazu wylansowa-

do wydansowania N i k i f o r a , do wprowadzenia go

ł y nie t y l k o N i k i f o r a , ale i m i t N i k i f o r a : prostaczka, k t ó r e g o ta­

rzeczywiście

lent nagle o d k r y w a j ą . . . N i k i f o r s t a ł się jeszcze za ż y c i a l e g e n d ą

m i a l d o s t ę p do s k r z y n i , w k t ó r e j N i k i f o r t r z y m a ł swe obrazki)

najlepszych

prac ( p o n i e w a ż

pierwszy po w o j n i e

i w c i ą ż w i e m y o n i m m a ł o . O n sam t e ż w i e d z i a ł o sobie nie za wiele,

z o r g a n i z o w a ł z a g r a n i c ą k i l k a w y s t a w (wo F r a n c j i , w

po p r o s t u b y ł . B y ł malarzem i jego o b r a z k i m ó w i ą o n i m więcej

Zjednoczonych,

niż c h c i a ł czy m ó g ł w y r a z i ć s ł o w a m i . Z r e s z t ą rozumieli go nie­

D z i ę k i n i m , a t a k ż e k s i ą ż k o m i a r t y k u ł o m z a c z ę t o w i ą z a ć ( i słusz­

l i c z n i , a i o n i nie zadawali sobie t r u d u , b y w y s ł u c h i w a ć jego

nie) nazwisko Banacha z o s o b ą N i k i f o r a . B y ć m o ż e nio b ę d z i e m y

Brazylii,

Japonii)

—

rzeczywiście

Stanach
ważnych.

b e ł k o t l i w y c h opowieści. W i ę c legenda rosła i wciąż go otacza,

dalecy od p r a w d y z a u w a ż a j ą c , że t a k j a k B a n a c h

nawet po ś m i e r c i — że b y ł g ł u c h o n i e m y m (zapisano go nawet do

się do s ł a w y N i k i f o r a , t a k i N i k i f o r p r z y c z y n i ł się do pozycji,

z w i ą z k u g ł u c h o n i e m y c h ) , ż e nie znal ojca i m a t k i , że jego ojcem

j a k ą w naszym ż y c i u k u l t u r a l n y m zajął B a n a c h .

m u s i a ł b y ć j a k i ś w y b i t n y malarz — bo s k ą d b y u włóczęgi t a k i
talent?.

przyczynił

Z r e s z t ą o d d a j ą c co banacbowe B a n a c h o w i w a r t o p r z y p o m n i e ć ,

Wreszcie, b y legendzie s t a ł o się z a d o ś ć , w y b r a n o m u

że N i k i f o r nie b y ł p o s t a c i ą n i e z n a n ą . J u ż przed w o j n ą o d k r y l i go

(Banach!) nazwisko — o d miejsca z k t ó r y m b y l z w i ą z a n y . Z K r y ­

malarze z k r ę g u z b l i ż o n e g o do „ k a p i s t ó w " . Pierwszy zwrócił na

n i c y ? — więc N i k i f o r K r y n i c k i . Chociaż on sam, jeszcze przed

niego u w a g ę

w o j n ą p r z y b r a ł sobie inne, dla niego z kolei owiano l e g e n d ą

Jerzego W o l f f a

Seweryn

Turyn,

malarz

ukraiński, on

do napisania a r t y k u ł u o N i k i f o r z o

4

namówił

w pięknie

nazwisko — M a t e j k o . Sam czul się w y b r a n y m — w i e d z i a ł , że

w y d a n y m p i ś m i e „ A r k a d y " . T u r y n k u p i ł w ó w c z a s wiele prac

jogo p o w o ł a n i e m i losem jest b y ć malarzom, t a k j a k i n n y c h P a n

Nikifora

w y b i e r a ł i n a z n a c z a ł darem apostolstwa, p r o r o k o w a n i a , widzenia

k t ó r e z n a l a z ł y się w z b i o r a c ł i muzealnych K i j o w a a n a s t ę p n i e

z najlepszego

okresu

jogo t w ó r c z o ś c i

(1935—1939),

tego, co z a k r y t e przed oczami z w y k ł y c h l u d z i . M a t e j k o — to b y ł

z o s t a ł y zdeponowane

s y m b o l , znak m a l a r z a .

m i nie w i a d o m o , gdzio się obecnie z n a j d u j ą ) . K o l e k c j ę

A l e jego p r o t e k t o r o m z a b r a k ł o w y ­

w k t ó r y m ś z moskiewskich m u z e ó w (nic
„Niki­

o b r a ź n i , a m o ż o i ś m i a ł o ś c i . . . T o z r e s z t ą inna sprawa, do k t ó r e j

f o r ó w " k u p i ł t a k ż e Jerzy W o l f f . W ś r ó d „ k a p i s t ó w " N i k i f o r byd

jeszcze w r ó c ę .

p o s t a c i ą z n a n ą . W y s o k o go cenił Z y g m u n t Waliszewski, k t ó r y

W c i ą ż , wszystko, co w i ą z a ł o się z o s o b ą N i k i f o r a
legendę,

należało

do

świata

rządzonego

reklamą

w G r u z j i znal Pirosmaniszwilego i p o z o s t a w a ł pod u r o k i e m jego

tworzyło

o b r a z ó w , zawsze w r a ż l i w y na u r o k „ p r y m i t y w u " . Sam w i d z i a ł e m

i prawami

r y n k u a zarazem k a m u f l u j ą c e g o swe p r a w d z i w e obliczo

w 1939 r. p i ę k n e N i k i f o r y u T y t u s a C z y ż e w s k i e g o i Jana Cybisa.

senty­

m e n t a l i z m e m , w s p ó ł c z e s n ą w e r s j ą bajek o K o p c i u s z k u , Isaurzo

Po wojnie, w t y m s a m y m okresie, k i e d y B a n a c h

czy T r ę d o w a t e j . M i a ł a Stefcia swego O r d y n a t a Michorowskiego,

się d o l ą k r y n i c k i o g o malarza, k u p o w a l i jego o b r a z k i (wysoko

m i a l N i k i f o r swego Banaeha. T o t e ż n a l e ż a ł o cło jego legendy.

je sobie c e n i ą c ) — a r t y ś c i , p r z y j e ż d ż a j ą c y w ó w c z a s do K r y n i c y :
K a z i m i e r z N i t a , w s p o m n i a n y j u ż J a n Cybis, nieco p ó ź n i e j —

S ł a w a malarna rosła. K u p o w a n o N i k i f o r y , sprzedawano N i k i f o r y , pisano

Alfons K a r n y i Tadeusz

1

o n i m (setki a r t y k u ł ó w ! ) , o jego w y s t a w a c h .

W k r ó t c o , d z i ę k i ś r o d k o m masowego przekazu s t a ł się powszechnie
znany.

Powiedzenie

„Nikifor"

J u ż w t e d y b u d z i ł o się w k r a j u zainteresowanie

twórczością

„ n a i w n ą " , entuzjazmowano się c i e k a w y m i a m a t o r a m i . Z jednej

k t o ś m ó w i ł o k i m ś , że jest N i k i f o r e m p o l i t y k i , to o i n n y m pisano

s t r o n y s p r z y j a ł o t e m u programowe popieranio a m a t o r ó w przez

„Nikifor

literatury",

w ł a d z e , z drugiej z a ś i s t n i a ł a w r a ż l i w o ś ć na ten rodzaj ekspresji

wreszcie R e d l i ń s k i w y d a ł k s i ą ż k ę „ N i k i f o r m y " . A k i m jest N i ­

artystycznej w ś r ó d a r t y s t ó w i k r y t y k ó w . „ P a r y ż " d a w a ł przy­

k i f o r ? C z y m jego m a l a r s t w o ?

k ł a d , j a k w wielu i n n y c h sprawach — obrazy H e n r i Rousseau,

Himmilsbachu

„Nikifor

w życie.

Kulisiewicz.

To

ekonomii", o

zaczęło w c h o d z i ć

zainteresował

N a te p y t a n i a odpowiada k s i ą ż k a Andrzeja Banacha

„Niki­

2

f o r " . N a pierwsze — z n ó w p o z o s t a j ą c w k r ę g u legend, na drugie
p i ę k n i e i p r z e k o n y w u j ą c o . Jest to j u ż czwarta k s i ą ż k a tego autora
3

o N i k i f o r z e , ale dopiero w niej znakomicie dobrano i reprodu­

Bombois'a, Bauchant'a, Serapbine L o u i s i V i v i n e ' a n o b i l i t o w a n o ,
wieszając

w H o l a n d i i , B e l g i i , Szwajcarii.
W Polsce Bela Czajka (takie kobiece wydanie Franca Fiszera)

kowane w kolorze o b r a z k i d a j ą rzeczywiste pojęcio o artystycz­
nej

osobowości

k r y n i c k i e g o mistrza, o jego w i e l k i m

kolorystycznym, wyobraźni,

fantazji.

też i w y d a w n i c t w a „ A r k a d y " ,

które

talencie

lansowała

O c i e p k ę , w y s t a w y a m a t o r ó w pokazano

(conajmniej

Zasługa

to

autora,

ale

dwa razy) w szacownych salach M u z e u m Narodowego w W a r ­

zadbało

o t o , aby

dać

szawie, pisali o nich w n i k l i w i e i p i ę k n i e K a z i m i e r z W y k a i J a n

c z y t e l n i k o w i k s i ą ż k ę rzadkiej urody', w y d a n ą w y j ą t k o w o

staran­

Białostocki.

nie (papier, u k ł a d , czcionka), w p o r ę c z n y m formacie (doskonale
„ l e ż y " w ręce). Czyta się i o g l ą d a

obok dziel B r a q u a , Picassa, Matissa czy B o n n a r d a .

„ N a i w n i " stawali się m o d n i , organizowano i c h wielkie w y s t a w y

tego „ N i k i f o r a "

świetnie.

W t y m s a m y m 1949, r o k u k i e d y Andrzej i E l a B a n a c h ó w ie
po raz pierwszy pokazali „ N i k i f o r y "

w Warszawie, K r a k o w i e

Tekst, nie p o w t a r z a j ą c wielu r o z w a ż a ń , znanych z poprzednich

i

a r t y k u ł ó w i k s i ą ż e k A n d r z e j a Banacha, zawiera t o , co n i e z b ę d n e ,

Jerzego

b y p r z y b l i ż y ć n a m o s o b ę i t w ó r c z o ś ć N i k i f o r a . Jest to ł a d n a l i ­

po raz piorwszy p o k a z a ł N i k i f o r a niżoj podpisany, w L o n d y n i e

t e r a t u r a , Banach pisze z w d z i ę k i e m , lekko, serdecznie,

(1956 r . ) , d e m o n s t r u j ą c na wdelkiej, licznie odwiedzanoj wysta­

t a k żo

Sopocie — u r z ą d z i ł o w y s t a w ę
Wolffa)

obrazów Nikifora

Muzeum Narodowe

w

Poznaniu.

(ze z b i o r u
Zagranicą

5

wzbudza s y m p a t i ę dla swego bohatera. I n n a rzecz, ż e nie w g ł ę b i a

wie, 58 prac k r y n i c k i e g o m a ł a r z a ( m . i n . z kolekcji

się w jego p s y c h i k ę , nie podejmuje bardziej p o g ł ę b i o n y c h analiz.

Jeszczo w i ę c e j , bo 125 o b r a z ó w N i k i f o r a z n a l a z ł o się na w y s t a w i e ,

Jest to b o w i e m o p o w i e ś ć Banacha o N i k i f o r z e a nie monografia

k t ó r ą w 1959 r. z o r g a n i z o w a ł e m w Belgradzie, Zagrzebiu, M a r i -

artysty. Banach zresztą znał Nikifora

borzo i L u b l a n i e , w k r a j u , k t ó r y n i e m a l - ż e u w a ż a

dobrze, wiolo razy s i ę

6

Banacha).

„naiwnych"

239

�Zft ffwoją n a r o d o w ą

s p e c y f i k ę . I s t o t n e znaczenie dla

wprowa­

gwarancję

ich autentycznej n a r o d o w o ś c i . " Z t a k i m i

dzenia N i k i f o r a na . . r y n k i ś w i a t o w o " iniala toż w y s t a w a „ D a s

tami

naive B i l d der W o l t " ' , zorganizowana w 19G1 r. w- Baden-Baden.

nie p o w i e d z i e ć po p r o s t u — frazes}'.

Frankfurcie
się na

tej

i Hannowcrze. D z i ę k i

E w i e Garztoekiej

wystawie obrazy N i k i f o r a ,

znalazły

reprodukowane

później

w prasie i k s i ą ż k a c h o sztuce naiwnej.

argumen­

dyskusja nie jest m o ż l i w a , to są f i g u r y stylistyczne,

.Rozumiem, że w latach

pięćdziesiątych

mógł

Banach

by
nic

z n a ć m e t r y k i N i k i f o r a . N i e z n a ł jej chyba sam zainteresowany.
A l e już w s i e d e m d z i e s i ą t y c h latach pisano o niej. T r u d n o przy­

To t y l k o w u z u p e ł n i e n i u tego, co pisze w swej k s i ą ż c e Banach,

p u ś c i ć , że Banach o t y m nio wiedział. Jego sugestia, p o d j ę t a

a co m o g ł o b y s u g e r o w a ć c z y t e l n i k o w i , iż bez Banacha nio b y ł o b y

przez w ł a d z e K r y n i c y nazwania N i k i f o r a K r y n i c k i m , b y ł a

N i k i f o r a . T r u d n o to dziś p r z e s ą d z a ć . Może b y ł b y . . . Ale napewno

zainteresowanego w ą t p l i w y m dobrodziejstwem. Ale, jeśli zabieg

dla

nie tak znany, j a k to się s t a ł o dzięki B a n a c h o m . P r a w d ą jest

ten m i a l c z e m u ś s ł u ż y ć , to sugestii polskości N i k i f o r a . Chwalą

b o w i e m , że t o oni p o l o ż y h n a j w i ę k s z e zasługi dla popularyzacji

B a n a c h o w i za to, że p o m ó g ł malarzowi o t r z y m a ć dow ód osobisty,

N i k i f o r a na świecie. D z i ę k i n i m m i a ł a miejsce w 1959 r. wystawa

bo w naszym k r a j u człowiek bez d o w o d u nio m o ż e i s t n i e ć . C h w a ł a

100 prac w Galerii D i n a Y i e r n y

za to, że j u ż w e z e ś n i e j w y s t a r a ł się o z a ś w i a d c z e n i e

w P a r y ż u oraz w amster­

d a m s k i m Stedolijk Museum, a p ó ź n i e j t a k ż e w y s t a w } ' w innych
krajach, miastach.

r

pulacji

Tstotny sprzeciw budzi w książce Banacha sprawa znacznie

zastępujące

7

malarzowi d o w ó d , ale czy nie b y ł o b y uczciwsze zamiast m a n i ­
matki

z nazwiskiem
lub

przywrócenie

zaakceptowanie

N i k i f o r o w i nazwiska jego

przydomku:

„Matejko"?

Jedyny

w a ż n i e j s z a , pochodzenia N i k i f o r a , jogo t o ż s a m o ś c i . N i k i f o r b y l

sens Hanachowogo zabiegu w i d z ę w t y m , że o d r y w a on malarza

Ł e m k i e m . czuł się Ł e m k i e m i dzielił los k o n i k ó w . Oczy wiście,

od rodzimych korzeni. Banach u n i k a wręcz o k r o ś l e n i a L e m k o .

podobnie jak i n n i Ł e m k o w i e m ó w i ł t a k ż o po polsku, żył w k r ę g u

Dlaczego? Czy to coś wstydliwego? T o co 1o m ó w i e n i e o matce

obu

k u l t u r — polskiej i ł e m k o w s k i e j , chodził do cerkwi

i do

Rusineo, po co ukrainizowaiiie

jej nazwiska (na

Derewniak)

k o ś c i o ł ó w (choć wolał cerkwie). Nawet na o k ł a d c e swego m o d l i ­

i stwierdzenie, żc po urodzeniu c h ł o p c a z a m i e s z k a ł a n Ł e m k ó w

t e w n i k a u m i e ś c i ł po

(s. 7). Z a m i e s z k a ł a n swoich.

obu

stronach k r z y ż e - -

k n t o l i o k i i łem­

kowski (nb. szkoda, że w swej książce p o m i n ą ł Banach

rysunki

N i k i f o r a , a z w ł a s z c z a jego n i e z w y k ł ą , r y s o w a n ą k s i ą ż k ę do nabo­
ż e ń s t w a ) . Żył wśród Ł e m k ó w alo z w r a c a ł się t a 1; ż e do publicz­
ności polskiej,

do kuracjuszy, k r y n i c k i c h gości. Mial ,.listy że­

bracze" (s 224) w obu j ę z y k a c h — dla Ł e m k ó w , U k r a i ń c ó w i dla
P o l a k ó w . Gzy jost w i ę c uzasadniony zabieg, k t ó r y czyni Banach,
„polonizowania"
z

prawdą,

Nikifora?

ponadto

Przede w s z y s t k i m

przecież

niepotrzebny.

jest

niezgodny

Nikifor,

właśnie

z r a c j i swego funkcjonowania w naszej k u l t u r z e , n a l e ż y do niej,
także

do niej — b ę d ą e j e d n o c z e ś n i e Ł e m k i e m i t a k ż e

łem­

k o w s k i m malarzem. W r o z d z i a ł o „ O polskości N i k i f o r a " stosuje
B a n a e ł i r ó ż n e zabiegi m a j ą c e

u z a s a d n i ć jego s ą d .

Przywołuje

pozorne analogie, k i e d y malarze obeego pochodzenia wrastali
r

w polski p e j z a ż i t d . , cytuje nazwiska l u m i n a r z y naszej n a u k i ,
profesorów
pińskiego,

Białostockiego,
z

obcych

Tatarkiewicza,

Francastola,

nawet

Starzyńskiego,
przytacza

Kę­

fragment

w y p o w i e d z i Grotowskiego — wszystko t o , b y s t w i e r d z i ć iż „ s m u t ­
na p o l s k o ś ć jego patrzenia, tragedia w r a ż l i w o ś ć ' , p o l s k o ś ć skargi
w jego m a l o w a n i u jest ś w i a d e c t w e m u k o ń c z e n i a przez N i k i f o r a
s z k o ł y polskiego ż y c i a " (s. 40). A n t o r nie dostrzega nawet cy­
nizmu

0 k r y n i c k i m pensjonacie „ T r z y r ó ż e " , k t ó r e g o właścicielami b y l i
z a m o ż n i ziemianie Znamierowscy, herbu „ T r z y r ó ż e " (nb.

nie

jest to p r a w d ą ) : „ D o w i l l i , pisze na s. 5 - 7 , zajeżdżali z pobliskie­
go dworca goście najlepsi: L u b o m i r s c y , Potoccy,

Radziw'illowie,

Sapiehowie, Czartoryscy. (...) M i a l t a m t a k ż e swój p o k ó j m a ł y ,
siwy pan, n i e j a k i T. Z d r o w y , z a m o ż n y , otoczony o p i e k ą enfant
terrible całej r o d z i n y ; z a j m o w a ł się dwiema c z y n n o ś c i a m i , m i ­
ł y m i o k u i stosownymi do w i e k u — m a l o w a ł , a w w o l n y e h chwi­
lach p o d s z c z y p y w a ł w ciemnych k o r y t a r z a c h wesołe p o k o j ó w k i
1 rumiane dziewezęta z kuchni."
podobnie precyzyjnego w y w o d u ,
Łemkiem,

ale

Polakiem,

No i już wiemy

z dalszego,

k i m b y ł ojeiec N i k i f o r a .

malarzem,

herbowym

Nie

ziemianinem,

a m o ż e nawet h r a b i ą ? A l e z a ł ó ż m y nawet., że t a k b y ł o i nie jest
to supozycja z palca wyssana, czy zmienia to f a k t , że N i k i f o r
do 13 r o k u ż y c i a b y ł t y l k o z m a t k ą , w ś r o d o w i s k u ł e m k o w s k i m ,
żc czul się Ł e m l d e m ?
O c z y w i ś c i e , j a k j u ż p i s a ł e m N i k i f o r k s z t a ł t o w a ł się j a k o czło­

„ W

wiek i malarz t a k ż e pod w p ł y w e m k o n t a k t ó w z kuracjuszami,

„ n a P o l a k a " ? Nieco dalej

p l a s t y k a m i , l u d n o ś c i ą szczoro-polską. D z i a ł a ł na niego p e j z a ż ,

togo zdania. C z y ż b y wysiedlenie w r a m a c h akcji

i p ó ź n i e j s z e perypetie n o b i l i t o w a ł y

Banach, nic m ó w i ą c togo wprost, w y s u w a jeszcze i n n y argu­
ment m a j ą c y ś w i a d c z y ć na rzecz polskości N i k i f o r a . Opowiada

Banach p r ó b u j e d o w i e ś ć , że N i k i f o r p a t r z y ,.po p o l s k u " .

„Na

z n a ł polskie miasta, N o w y S ą e z , T a r n ó w , K r a k ó w ,

c a ł y m świecie malowano krajobrazy i a k t y . Ale krajobrazy pol­

Zapewne b y ł b y

skie i polskie dziewczyn}' są inno. Nie dlatego, że na obrazach są

otoczeniu. Ale to jeszcze nie

polskie drzewa i postacie z naszej ziemi. Na. polskich obrazach

wysuwa Banach.

jest polski cień, k t ó r y m o ż e o k a z a ć sic blaskiem, są polskie roz­
1

darcia, k t ó r o nie są w y r a ź n i e widoczne na p ł ó t n i e , ale s t a n o w i ą

inny,

mieszkając

w

innym

upoważnia

do

kraju,

Warszawę.
w

wniosków,

innym
któro

Powtarzam, szkoda wielka, że to czyni, k s i ą ż k a jest bowiem
p i ę k n a i jak na nasze w a r u n k i

w y d a n a nad podziw starannie.

P li Z Y P I S Y

1

W y k a z w y s t a w krajowych i zagranicznych oraz zostawienie
f i l m ó w , k s i ą ż e k i w a ż n i e j s z y c h a r t y k u ł ó w o Nikiforze — do 1906
— w katalogu „ N i k i f o r " , C B W A „ Z a c h ę t a " , Warszawa 1907
A n d r z e j Bonach, Nikifor,
Warszawa 1984 „ A r k a d y " . Opra­
cowanie graficzne — M a ł g o r z a t a R ó ż a ń s k a . 72 i l . kolorowo, 10
czarnobiałych.
A . B a n a c h , Nikifor
— mistrz z Krynicy,
K r a k ó w 1957.
Wydawnictwo L i t e r a c k i e ; A . Banach, Pamiątka
z
Krynicy,
K r a k ó w 1959, Wydawnictwo L i t e r a c k i e ; E l l a i Andrzej B a n a c h ,
Historia
o Nikiforze,
K r a k ó w 1906, Wydawnictwo Literackie.
Jerzy Wolff, Malarze naiwnego realizmu ir Polsce --•
Nikifor,
„ A r k a d y " n r 3, Warszawa 1938
2

3

4

240

5

E x h i b i t i o n of Polish F o l k A r t , L o n d o n , R o y a l W a t e r -Colour Society. 3—24 M a y 1956
P c l j s k i P r i m i t i w i i i U m e t n i c i , Beograd, L u b l j a n a , Zagrob,
Maribor, 1959
Przytaczam ten d o k u m e n t : „ Z a ś w i a d c z e n i e . Prezydium
Miejskiej R a d y Narodowej w K r y niej-, p o w i a t N o w y S ą c z ,
stwierdza, że N i k i f o r zwany „ M a t e j k o " zamieszkał}" w K r y n i c y
p r z y u l . Kraszewskiego Dolna, 723 (u ob. Michała Czupaka)
jest synem g ł u c h o n i e m e j o n i e w i a d o m y m nazwisku, urodzony
rzekomo w K r y n i c y w 1895 w/g jego zapodania. Ob. N i k i f o r
M a t e j k o t r u d n i się u l i c z n y m malarstwem.
Z a ś w i a d c z e n i e w zamian b r a k u dowodu. K r y n i c a 8.08.1955 r.'
6

7

�K S I Ą Ż K A 1)0 N A B O Ż E Ń S T W A NIKIFORA (FRAGMENTY)

����</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9982" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9960">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6520a4ad5323bcd25fa2cace0e91626f.pdf</src>
        <authentication>491827f10d0cd18ccdcdd17839d81f99</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3444</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118770">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118771">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3228</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118772">
                <text>pomniki ludu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118773">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.131-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118774">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118775">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118776">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118777">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118778">
                <text>Aleksander Jackowski

POMNIKI

LUDU

W ś r ó d m o ż l i w y c h k l a s y f i k a c j i p o m n i k ó w jedna wydaje się
w kontekście podjętego
trująca

t e m a t u s z c z e g ó l n i e p r z y d a t n a , rozpa­

relacje m i ę d z y w ł a d z ą a l u d e m . P o m n i k b ę d z i e

interesował

nas

jako

zjawisko

przynależne,

sferze

więc

ideologii,

związane z określoną wizją świata, p a ń s t w a , tradycji,

historii.

Najdawniejsze znane n a m p o m n i k i m i a ł y na celu u t r w a l e n i e
i u ś w i e t n i e n i e p o t ę g i w ł a d z y , oddanie czci b o g o m i m o n a r c h o m .
P r z y c z y n i a ł y się w i ę c do f o r m o w a n i a w ś w i a d o m o ś c i

społecznej

obrazu d z i e j ó w w i d z i a n y c h z p o z y c j i w ł a d c ó w , h i e r a r c h ó w , m o ż ­
nych

i majętnych.

Rzymskie

arki

triumfu,

p o s ą g i k r ó l ó w , w o d z ó w czy

n y c h czy o a k t u a l n y c h jest ś w i a d e c t w e m czasu w k t ó r y m powsta­

r z ą d k u książęcego, królewskiego, państwowego. Takie

je, p r z y j ę t e g o

i

p u n k t u widzenia, założeń ideowych,

stosunków

społecznych, u k ł a d u sił.

kondotierów

pomniki

N i e z a l e ż n i e b o w i e m od tego czy m ó w i on o wydarzeniach daw­

d a w n i e j i obecnie, skoro p o w s t a w a ł y

utrwalały
czy

bóstw,

wizję

po­

pomniki

powstają

wbrew

i n t e n c j o m s p o ł e c z e ń s t w a , by m u n a r z u c i ć obce t r e ś c i , a n a w e t

A ł e t e r a ź n i e j s z o ś ć nie

tylko powołuje

do

życia

pomniki,

lecz i w e r y f i k a c j e znaczenia j u ż i s t n i e j ą c y c h , s p r a w i a ż e t r o ś c i

z n i e w o l i ć d e m o n s t r a c j ą s i ł y i p o g a r d y dla o p i n i i publicznej
wolno n a z w a ć p o m n i k a m i

—

władzy.

n i e g d y ś ż y w e , a nawet b u l w e r s u j ą c e , m o g ą ulec z a t a r c i u , u s t ę ­
pując

miejsca

nowym,

niezamierzonym

pierwotnie.

Pomnik,

k t ó r y m i a l u t w i e r d z a ć w ł a d z ę k r ó l e w s k ą staje się w ó w c z a s

pa­

Skoro j e d n a k s p o ł e c z e ń s t w o , a p r z y n a j m n i e j znaczna jego
c z ę ś ć , akceptuje t r e ś c i zawarte w p o m n i k u , nawet gdy powstaje

m i ą t k ą n a r o d o w ą , d z i e ł e m s z t u k i , o d b i e r a n y m j u ż t y ł k o w kate­

on

goriach estotycznych. T a p r z e m i a n a f u n k c j i i z n a c z e ń nie zmienia

staje się w ł a s n o ś c i ą s p o ł e c z e ń s t w a , d o b r e m p u b l i c z n y m . P r z y k ł a ­

całkowicie

z inicjatywy

i środków

oficjalnych

instytucji,

j e d n a k f a k t u , iż w c h w i l i p o w s t a n i a p o m n i k w y r a ż a o k r e ś l o n ą

dem m o g ą t u b y ć zbudowane u nas po w o j n i e p o m n i k i m a r t y r o ­

i d e o l o g i ę , o k r e ś l o n y system w a r t o ś c i .

logii,

jak

Treblinka,

Majdanek,

Kadogoszcz

czy

Oświęcim.

131

�132
I

�a ż po czasy dzisiejsze.

W latach

z a b o r ó w m i a ł y te

pomniki

w y d ź w i ę k przede w s z y s t k i m p a t r i o t y c z n y , w y o s t r z o n y sytuacja,
w k t ó r e j skoro n i e m o ż n a b y ł o w p r o s t m ó w i ć o sprawach

na­

r o d u , p r z y c h o d z i ł o c z y n i ć to p o ś r e d n i o . Dedykacja. „ M i k o ł a j o w i
Kopernikowi — wdzięczni Rodacy"

nie b y ł a czczym

S p o ł e c z e ń s t w o f u n d o w a ł o ze swych s k ł a d e k p o m n i k i
Księcia Józefa

Poniatowskiego,

frazesem.

Mickiewicza,

Chopina, K o ś c i u s z k i .

Toczono

p u b l i c z n e spory o i c h f o r m ę , miejsce wzniesienia, a na.wet o s o b ę
r z e ź b i a r z a . N i e m n i e j b y ł y to p o m n i k i w mniejszej czy w i ę k s z e j
mierze o f i c j a l n e

(że p o s ł u ż ę s i ę s f o r m u ł o w a n i e m

Jarnuszkiewiczowej).

„Oficjalne"

7, zachowaniem
komitetów

odpowiednich

budowy,

uzgodnione

w
form
z

Jadwigi

t y m sensie, że
powołania
czynnikami

powstałe

społecznych
administracji

p u b l i c z n e j , zrealizowane przez wyspecjalizowane p r z e d s i ę b i o r s t w a ,
zaprojektowane

przez profesjonalnych

artystów,

poddane

fa­

chowej k r y t y c e a r t y s t y c z n e j .
A p o m n i k i
Różnicę

tę można

akceptuje,

ludu?

C z y m s i ę r ó ż n i ą od s p o ł e c z n y c h ?

wyrazić

w jednym zdaniu:

społeczeństwo

podczas g d y l u d sam wznosi swe p o m n i k i .

Istotne

jest w t y c h p o m n i k a c h z a r ó w n o co i dlaczego s i ę w z n o s i , j a k t e ż —
jfcto t o c z y n i , w j a k i m t r y b i e ( o f i c j a l n y m

czy

nieoficjalnym),

w j a k i e j p o s t a c i i dla k o g o .
Skoro p r z y j m i e m y , iż k a ż d y p o m n i k m i e ś c i s i ę w c y k l u
m y ś l e n i a o p r z e s z ł o ś c i , pierwsza i p o d s t a w o w a r ó ż n i c a
pomnikami władzy a ludu

ujawnia się w punkcie

między

widzenia.

P o m n i k i l u d u p r z e d s t a w i a j ą h i s t o r i ę (ozy r z e c z y w i s t o ś ć ) z pers­
p e k t y w y ocen i o d c z u ć mas s p o ł e c z n y c h , w p r z e s z ł o ś c i c h ł o p s k i c h ,
współcześnie

także

robotniczych (choć oczywiście

nie

tylko).

P o w s t a j ą one n i e po t o , aby f o r s o w a ć o k r e ś l o n ą w i z j ę h i s t o r i i ,
ale a b y o d d a ć s p r a w i e d l i w o ś ć w y d a r z e n i o m , c z y n o m i l u d z i o m —
w a ż n y m w ś w i a d o m o ś c i powszechnej, a p r z y n a j m n i e j znacznej
5

6
Oczywiście

im

władza

bliższa

jest

autentycznym

dążeniom

s p o ł e c z e ń s t w a t y m bardziej zaciera s i ę granica m i ę d z y p o m n i k i e m
władzy a społeczeństwa.
P o m n i k i — co w a r t o p o d k r e ś l i ć — m o g ą t e ż w p e w n y c h
sytuacjach

pełnić

świadomie

rolę legitymizatora

grupy

s i ę do o d c z u ć d u ż e j

postulowaną

przez

fundatorów

r z ą d z ą c e j , w ł a ś n i e przez o d w o ł a n i e

części n a r o d u .

Taką

sytuację

mogliśmy

o b s e r w o w a ć w Polsce b e z p o ś r e d n i o po wojnie, k i e d y t o w ł a d z a
podjęła decyzję niezwłocznej odbudowy wielu z a b y t k ó w kultury,
w t y m k o ś c i o ł ó w i z a m k ó w . Zdecydowano s i ę w ó w c z a s na rekon­
strukcję

wielu zniszczonych

w czasie w o j n y

zabytków, mimo

że i c h p i e r w o t n a w y m o w a znaczeniowa daleka b y ł a od p r z y j ę t y c h
z a ł o ż e ń ideologicznych. I s t o t n a jednak b y ł a ich nowa symbolika.,
odrodzenia ze zgliszcz, n a w i ą z a n i a do t r a d y c j i p r z e s z ł o ś c i . D o ­
konało się w t y c h pomnikach przesunięcie emitowanych treści
i s k o j a r z e ń . D z i ę k i i emu n p . K o l u m n a Z y g m u n t a , o n g i ś w y r a z
królewskiej władzy, stalą się symbolem ciągłości życia

miasta,

n i e z b ę d n y m elementem jego p e j z a ż u , z a k o t w i c z o n y m w p a m i ę c i ,
i k o n o g r a f i i , l i t e r a t u r z e . Decyzja o d b u d o w y warszawskich p o m ­
n i k ó w (podobnie j a k S t a r ó w k i czy k o ś c i o ł ó w G d a ń s k a i W r o c ­
ł a w i a ) miała, u p r a w o m o c n i ć w o p i n i i s p o ł e c z e ń s t w a n o w ą w ł a d z ę ,
świadczyć

o jej z w i ą z k u

z na.rodom, jego k u l t u r ą ,

historią.

B y ł to wice z p u n k t u w i d z e n i a s o c j o t e c h n i k i w ł a d z y

1

zabieg

tego rodzaju co zachowa.nio s y m b o l i narodowej t o ż s a m o ś c i —
h y m n u , f l a g i b i a ł o - c z e r w o n e j , w wojsku o r z e ł k a czy r o g a t y w k i .
Akceptacja

powszechna jest

nikiem p o m n i k ó w

najbardzioj

s p o ł о с z n у e h.

2

istotnym

wyróż­

Jest j e d n a k r ó ż n i c a

( z a u w a ż a l n a co p r a w d a t y l k o przez w s p ó ł c z e s n y c h ) m i ę d z y t y m
co dane przez w ł a d z ę a t y m eo zbudowane w s p ó l n y m w y s i ł k i e m .
T a k i e w ł a ś n i e s ą p o m n i k i , p o w s t a ł e zo zbiorowej w o l i s p o ł e ­
czeństwa,

zbudowane

ze

składek

publicznych,

dyskutowane

w prasie i r ó ż n y c h o b y w a t e l s k i c h k o m i t e t a c h . W i e l e t a k i c h p o m ­
n i k ó w p o w s t a ł o u nas p o c z y n a j ą c od s c h y ł k u u b i e g ł e g o stulecia

133

�c z ę ś c i s p o ł e c z e ń s t w a . P o w s t a j ą w t e d y g d y odczuwana
upamiętniania

nie jest

realizowana

przez

czynniki

potrzeba
oficjalne.

Z tego p o w o d u m o ż n a p o w i e d z i e ć , żą s ą t o p o m n i k i s p r a w i e d l i ­

tencji

straconych,

drzewa,

zmarłych,

zasłużonych.

jak w innym kręgu kulturowym

t y w y l u d u , g r u p s p o ł e c z n y c h czy l o k a l n y c h .

lumny. Wnosiły

wiejscy,

chłopscy

rzeźbiarze,

amatorzy:

r o b o t n i c y , technicy,

w i ę c n i e z a w o d o w i r z e ź b i a r z e , p o w i ą z a n i z k r ę g i e m e l i t y spo­
ł e c z e ń s t w a czy i n s t y t u c j a m i w ł a d z y . W z n o s i s i ę te

święte
na w y ­

o b r a ź n i ę w i d z a s w ą n i e z w y k ł o ś c i ą i m o n u m e n t a l i z m e m , podobnie

w o ś c i , w y p e ł n i a j ą c e l u k i w obrazie historii, w i d z i a n e j z perspek­
P o m n i k i te t w o r z y l u d , p r o j e k t u j ą je i w y k o n u j ą r z e m i e ś l n i c y

Natomiast

k u r h a n y , g ł a z y , anomalie p r z y r o d y d z i a ł a ł y

element

— o b e l i s k i , p i r a m i d y czy k o ­

n i e z w y k ł o ś c i przez

swą

imponującą

formę i trwałość (która chociaż nam może się w y d a ć wątpliwa,
w p o c z u c i u czasu z a k o r z e n i o n y m w dawnej k u l t u r z e c h ł o p s k i e j
b y ł a zapewne n i e p o r ó w n y w a l n i e silniej

odczuwana).

pomniki

W X X w i e k u , z w ł a s z c z a w jego pierwszej p o ł o w i e , wzno­

z r e g u ł y samorzutnie, poza i n s t y t u c j a m i z a j m u j ą c y m i s i ę o p i ­

szono p o m n i k i , a b y u c z c i ć w y d a r z e n i a i osoby z a s ł u ż o n e dla

niowaniem, zatwierdzaniem i budowaniem p o m n i k ó w .

n a r o d u , k o ś c i o ł a , m i e j s c o w o ś c i , p a r a f i i , a nawet b y u p a m i ę t n i ć

w ramach obiegu k u l t u r y nieoficjalnej,

niepisanej.

Powstają
Znamienne

fakty

uznane za s z c z e g ó l n i e w a ż n e przez f u n d a t o r a . P o m n i k i

jest dla t y c h p o m n i k ó w operowanie f o r m ą c z y t e l n ą , jednoznacznie

o symbolice religijnej — k r z y ż e ,

odbieraną

prób

p a m i ą t k ę z d a r z e ń i o s ó b s z c z e g ó l n i e z a s ł u ż o n y c h dla P a ń s t w a ,

plastycznych.

k o ś c i o ł a , p a r a f i i , fundatora, na miejscach w a l k , k a ź n i , t a m gdzie

przez

widzów,

b r a k wszelkich p o s z u k i w a ń

o d n o w y s y m b o l i k i , szukania n o w y c h r o z w i ą z a ń

i

kapliczki

stawiano na

Przeciwnie, widoczne jest w n i c h d ą ż e n i e do p o w t a r z a n i a f o r m

z n a j d o w a ł y s i ę g r o b y p o w s t a ń c ó w 1863 r .

i symboli, które w świadomości odbiorców zrosły się z pojęciem

wano, aby u t r w a l i ć p a m i ę ć w y d a r z e ń

p o m n i k a . N i e istnieje w i ę c p r o b l e m c z y t e l n o ś c i k o n c e p c j i , roz-

dowego, ofiar s t r a j k ó w i p a c y f i k a c j i

d ź w i ę k u m i ę d z y t w ó r c ą a o d b i o r c ą skoro d.ochodzi do i d e n t y f i ­

W c z e ś n i e j — bo w 2 p o l . X I X w . , o b e l i s k i wznoszono

k a c j i r ó l : i n i c j a t o r a , fundatora, autora, w y k o n a w c y , o d b i o r c y .

na

pamiątkę

zniesienia

6

Obeliski

dotyczących

fundo­

ruchu lu­

( w latach trzydziestych).?

pańszczyzny

i serwitutów.

8

także

Wielkie

B i o r ą c t o p o d u w a g ę m o ż e m y u z n a ć za ludowe t a k i e p o m n i k i ,

głazy

k t ó r e wznosi l u d a b y w y r a z i ć b l i s k i e m u t r e ś c i , k t ó r y c h t w ó r c a

p e ł n i ł y p o d o b n ą r o l ę do o b e l i s k ó w . U p a m i ę t n i a ł y r o c z n i c ę , f a k t

jest zarazem f u n d a t o r e m i w y k o n a w c ą , c z ł o n k i e m

odzyskania

ъ którą się identyfikuje

zbiorowości

w uczuciach, m y ś l a c h i upodobaniach

estetycznych.

a pomnikiem ludowym.

wszystkim

monument,

rzeźba

Ten

pierwszy to

umieszczona

na

przede

postumencie.

9

i t p . Zdarzało

s i ę t e ż , że

okrętu.

Znane

są również

pomniki-rzeźby

n a ś l a d u j ą c e stereotyp oficjalnego p o m n i k a .

m i ę d z y f u n k c j o n u j ą c y m w naszej p a m i ę c i stereotypem p o m n i k a
oficjalnego

niepodległości

budując

t a k i p o m n i k w y k o r z y s t y w a n o miejscowy a t r y b u t , n p . k o t w i o ę ,
śrubę

W t y m miejscu n a l e ż y p o w i e d z i e ć o jeszcze jednej r ó ż n i c y

l u b m o n u m e n t y budowane z k a m i e n i czy b r y ł w ę g l a

na

cokole,

1 0

P o m n i k i ludowe m i a ł y s w y c h i n i c j a t o r ó w , b y l i n i m i m . i n .
k s i ę ż a , nauczyciele, d z i a ł a c z e s p o ł e c z n i , z w i ą z k o w i . M i a ł y l i d e r ó w
b u d o w y . M o ż n a n a w e t w ramach t y c h p o m n i k ó w p r z e p r o w a d z i ć

R z e ź b a — dodajmy — k t ó r a usamodzielniła się i wyzwoliła od

k l a s y f i k a c j ę , w k t ó r e j n a j e d n y m k o ń c u z n a j d ą s i ę właśnie

podstawowej

0 widocznej osobie i n i c j a t o r a ( k t ó r y p o c i ą g a

symboliki

kultowej.

Tymczasem

większość p o m n i k ó w ludu identyfikuje

zdecydowana

za s o b ą

1

te,

grupę)

się z formą krzyża bądź

n a t o m i a s t na p r z e c i w l e g ł y m p o m n i k i „ a n o n i m o w e " c z y l i t a k i e ,

k a p l i c z k i . M o ż n a nawet p o w i e d z i e ć , że wiele z n i c h to po p r o s t u

k t ó r e p o w s t a w a ł y z p o t r z e b y p o m n i k a t a k powszechnej i oczy­

o b i e k t y k u l t u opatrzone s t o s o w n ą d e d y k a c j ą . N a d b u d o w a artys­

wistej., że jeśli nawet k t o ś pierwszy j ą s f o r m u ł o w a ł , n a t y c h m i a s t

t y c z n a jest w p o m n i k a c h l u d u w a r t o ś c i ą d r u g o r z ę d n ą , podczas

z a t a r ł o s i ę t o w p a m i ę c i g r u p y . K t o z g ó r n i k ó w pierwszy r z u c i ł

gdy

m y ś l zbudowania p o m n i k a u p a m i ę t n i a j ą c e g o o f i a r y

w

w pomnikach oficjalnych
dużym

recepcji.

odgrywa rolę

stopniu przesądzając

bardzo

o jego a k t u a l n e j

i

istotną,
przyszłej

3

katastrofy

(w Czechowicach-Dziedzicach) 1 K t o pierwszy odczul p o t r z e b ę
p o m n i k a p o l e g ł y c h s t o c z n i o w c ó w (w G d a ń s k u ) ? P o m n i k p o w -

T a r ó ż n i c a m i ę d z y p o m n i k i e m o f i c j a l n y m i ludowym sprawia,

szechnio oczekiwany m o ż e m i e ć l i d e r a b u d o w y , ale nie i n i c j a t o r a ,

że m y ś l ą c o p o m n i k u w kategoriach h i s t o r i i sztuki t r a c i s i ę

k t ó r y rzuca p r o p o z y c j ę , na co i n n i m ó w i ą „ n o t a k , r z e c z y w i ś c i e ,

z p o l a w i d z e n i a p o m n i k i l u d u . W i ą ż e s i ę to ta,kże ze sposobem

można by taki pomnik zbudować".

u j m o w a n i a i s t o t y p o m n i k a w encyklopediach i slowHikach ter­
minologicznych

sztuk

plastycznych.

Przytoczę

typową

taką

W

T

p o m n i k a c h l u d o w y c h „ bardzo

częste

jest

nawiązanie,

a nawet i d e n t y f i k a c j a z s y m b o l i k ą , k t ó r a s i ę w y w o d z i z r e l i g i i

d e f i n i c j ę : ,,P o m n i k , m o n u m e n t , dzieło r z e ź b i a r s k i e l u b arch.-

1 k u l t u z m a r ł y c h . W i ą ż e s i ę t o m . i n . z t y m , że w powszechnym

- r z e ź b i a r s k i e wzniesione dla u p a m i ę t n i e n i a osoby l u b zdarzenia

odczuciu b l i s k i e s ą sobie p o j ę c i a p o m n i k a i nagrobka. P r z y b l i -

historycznego, n a j c z ę ś c i e j w postaci p o s ą g u l u b g r u p y r z o ź b i a r s -

ż o n i u t y c h p o j ę ć s p r z y j a ł y losy n a r o d u , zabory, p o w s t a n i a , roz­

kiej,

siane po c a ł y m k r a j u ż o ł n i e r s k i e m o g i ł y .

także

kolumny, obelisku, budowli,

sztucznie

w z g ó r z a (kopiec) czy naturalnego g ł a z u . ( . . . ) "

usypanego

4

Jeszcze teraz w ś w i a d o m o ś c i l u d z i oba te p o j ę c i a n i e m a l - ż e

W y d a j e s i ę , że d e f i n i c j ę t a k ą n a l e ż a ł o b y r o z s z e r z y ć . Przede

się p o k r y w a j ą .

P i s z ą c t e n tekst p r z e p r o w a d z i ł e m

orientacyjną

w s z y s t k i m p o d k r e ś l i ć i s t o t ę zjawiska j a k i m jest p o m n i k . A jest

s o n d ę na c m e n t a r z u P o w ą z k o w s k i m w Warszawie. O k a z a ł o s i ę ,

nim w y z n a c z e n i e

przestrzeni

ż e 6 k a m i e n i a r z y i 15 o s ó b s p o ś r ó d 18 i n d a g o w a n y c h p r z y gro­

sie

przez

antropologicznym)

rowy
są

znak,

czytelne

k t ó r e g o
dla

sakralnej

trwały,
i n t e n c j a

danej

(w sen­

t r ó j w y m i a ­
i

s y m b o l i k a

s p o ł e c z n o ś c i

bach

nazywało

w potocznej

m o w i e n a g r o b k i •—• p o m n i k a m i .

P y t a n i o r ó ż n i c ę m i ę d z y t y m i p o j ę c i a m i dostrzegali je w mieiscu

(w dawnej

p o s t a w i e n i a ( „ N a g r o b e k s t o i t a m gdzie jest pochowanie, a p o m n i k

k u l t u r z e l u d o w e j sens znaczeniowy i t r e ś ć b y ł y u t r w a l o n e w prze­

na p l a c u , na g ó r c e . . . m o ż e b y ć w s z ę d z i e " ) , w osobie f u n d a t o r a

kazie p a m i ę c i o w y m ) . U j ę c i e t a k i e przesuwa akcent z m o n u m e n t u

( „ n a g r o b e k stawia r o d z i n a , a p o m n i k p a ń s t w o ... na p o m n i k

rzeźbiarsko-architoktonicznego

zbiera s i ę do puszek p i e n i ą d z e " ) . Cztery p y t a n e osoby z w r ó c i ł y

n a wszelkie ś w i a d o m e i celowe

w y d z i e l e n i e miejsca, n i e z a l e ż n i e
k r z y ż , kapliczka, figura,

o d tego, czy w y o d r ę b n i a

czy t e ż obelisk, g ł a z , stare

je

drzewo

lub usypany kopiec.
W

u w a g ę na r ó ż n i c ę w s k a l i , d z i e s i ę ć p o w i e d z i a ł o , iż p o m n i k stawia
s i ę t a m , gdzie z g i n ę ł o w i e l u l u d z i , l u b n a p a m i ą t k ę
w y d a r z o n i a . O c z y w i ś c i e sonda, przeprowadzona na

dawnej kulturze c h ł o p s k i e j , a z w ł a s z c z a jej warstwie

znanej n a m z p r z e k a z ó w p i s a n y c h i r y s u n k o w y c h , w y s t ę p o w a ł y
5

p o m n i k i - z n a k i k u l t u , a t a k ż e „ ś w i ę t e d r z e w a " , kopce, w i e l k i e

ważnego

cmentarzu,

nio jest w o l n a o d sugestii miejsca, n i e m n i e j wskazuje emocjo­
nalnie

odczuwaną

bliskość

obu pojęć.

Każdy

rzeźbiony

czy

wzniesiony w k s z t a ł c i e obelisku nagrobek n a z y w a s i ę p o m n i k i e m ,

g ł a z y n a r z u t o w e . U p a m i ę t n i a ł y miejsca k r w a w y c h b i t e w i miejsca

c h o ć n i e k a ż d y p o m n i k jest n a g r o b k i e m . Oba p o j ę c i a

s t r a c e ń (w 2 p o l . X I X w . ) . K a ż d y z t a k i c h p o m n i k ó w wyznacza

przede w s z y s t k i m t o , że nagrobek jest p r y w a t n y , podczas g d y

różni

p r z e s t r z e ń s a k r a l n ą , k u l t o w y , hierofaniczny k o n t e k s t , u w z n i o ś -

p o m n i k — p u b l i c z n y , wzniesiony z a r ó w n o w celu u p a m i ę t n i e n i a

l a j ą c y f a k t , k t ó r y chciano u c z c i ć i u p a m i ę t n i ć . T r e ś ć p r z e s ł a n i a

o s ó b , j a k t e ż i d e i , miejsc, c z y n ó w i w y d a r z e ń . N a g r o b e k znajduje

spotęgowana b y ł a wówczas symboliką religijną krzyża,

s i ę w zasadzie na grobie, n a t o m i a s t p o m n i k nie jest

figury

czy k a p l i c z k i ; s t a w a ł a s i ę j a k b y wezwaniem do m o d l i t w y w i n -

134

związany

z k o n k r e t n y m miejscem. M o ż e b y ć — n p . p o m n i k i w O ś w i ę c i m i u ,

�11.7. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , 1964г., Głowa

na

polu b i t w y

pod

Grunwaldem, w G d a ń s k u ,

ale

nie

musi,

i t a k n p . p o m n i k Chopina s t a n ą ł w R i o de J a n e i r o , a s t a t u a

Chrystusa,

cykl

korektur programów
magało

się g e s t ó w

Martyrologia

nauczania, poczucie s p r a w i e d l i w o ś c i
uświęconych

tradycją,

pieniędzy w publicznych zbiórkach, mimo
Odczuwalny

powszechnie

więc

związek

obu

pojęć

tłumaczyć

nie

n a r a s t a j ą c y c h symp­

t o m ó w gospodarczej katastrofy. Psycholog p o w i e d z i a ł b y w

tym

wznie­

p r z y p a d k u o reakcji c a ł y c h g r u p s p o ł e c z e ń s t w a na u p o k o r z e n i a

w y d a r z e n i a i osoby w a ż n e

i k r z y w d y doznane w poprzednich etapach h i s t o r i i , o z b i o r o w y m

t a k l i c z n y c h w o s t a t n i c h 2 latach i n i c j a t y w

sienia p o m n i k ó w u p a m i ę t n i a j ą c y c h

do­

pomników.

I n i c j o w a n o je, wznoszono w p o ś p i e c h u , nie ż a ł o w a n o na

J a n a X X I I I we W r o c ł a w i u .

może fakt

a

pomniejszano

„ o d r e a g o w a n i u " p r z e s z ł o ś c i , ale zjawiska nie m o ż n a o g r a n i c z y ć

przedtem w oficjalnych w y k ł a d n i a c h h i s t o r i i . W i d z ę ten p r o b l e m

t y l k o do sfery emocjonalno-otycznoj czy p s y c h o l o g i i grup spo­

w d w ó c h aspektach: w r a ż l i w o ś c i moralnej i n a w y k ó w k u l t u r o w o -

ł e c z n y c h . M i a ł o ono

-estetycznych. P i e r w s z y aspekt n a z w a ł b y m

t y c z n y . Jedna decyzja, jeden wzorzec d z i a ł a n i a p o c i ą g a ł p r z y

w

świadomości

Antygony.

społeczeństwa

a

pomijane

czy

k o m p l e k s e m

Jest to p r z e ś w i a d c z e n i e , iż trzeba o d d a w a ć

l e ż n ą cześć w y d a r z e n i o m i l u d z i o m
a skoro z j a k i c h k o l w i e k

z a s ł u ż o n y m dla

b ą d ź p o w o d ó w p o w i n n o ś c i tej nie

p e ł n i o n o — w i n n i to c z y n i ć c i , k t ó r z y p r z e ż y l i —

na­

ojczyzny,
do­

świadkowie

swój w y r a ź n y podtekst i kontekst

poli­

t y m zp, s o b ą ł a ń c u c h n a s t ę p n y c h . Decyzja wzniesienia jednego
drugiego.

Nie

w y s t a r c z y ł zbiorczy s y m b o l — np. p o m n i k A r m i i K r a j o w e j

pomnika

sprzyjała

podjęciu

zamiaru

budowy

czy

P o w s t a n i a Warszawskiego. Ś w i a d k o w i e — sanitariusze chcieli

p o k o l e n i a . W i n n i to p r z y t y m c z y n i ć w formie uznawanej pow­

u c z c i ć sanitariuszy, k u r i e r z y — k u r i e r ó w , ż o ł n i e r z e b a t a l i o n u X — •

szechnie za najbardziej p r e s t i ż o w ą i w i d o m ą — s t a w i a j ą c p o m ­

p a m i ę ć swego b a t a l i o n u . B y ł o

n i k i . Nic

p o m n i k ó w , lecz n a g r o b k ó w .

wystarczyła

satysfakcja

w postaci słowa

pisanego,

to m y ś l e n i e j u ż

nie

kategorią

135

�I I . 8. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , r z e ź b y z c y k l u

Martyrologia

Aspekt d r u g i , to p y t a n i e o f o r m u ł ę p o m n i k a . Ł a t w o zauwa­

Wyeliminowanie znaków w i ą ż ą c y c h się z kultem, a zwłaszcza

ż y ć , że podobnie j a k dawniejszo p o m n i k i l u d u , t a k ż e i te, p o w s t a ł o

k r z y ż a s p o w o d o w a ł o , że jego p o j a w i e n i e s i ę z a c z ę ł o m i e ć o k r e ś l o n y

czy inspirowano w okresie p o - s i e r p n i o w y m , o d w o ł u j ą się i to

kontekst treściowy

w r ę c z manifestacyjnie do s y m b o l i k i r e l i g i j n e j . S ą d z ę , że dzieje

oficjalnym.

się t a k z a r ó w n o ze w z g l ę d u na zakorzenione? w naszej k u l t u r z e

s y m b o l i k i religijnej w okresie s t r a j k u s t o c z n i o w c ó w i we wszyst­

poczucie z w i ą z k u m i ę d z y sferą k u l t u i p o m n i k a , j a k też i na s k u t e k

k i c h p ó ź n i e j s z y c h manifestacjach o charakterze p a t r i o t y c z n y m

reakcji przeciw p r o g r a m o w e m u — w okresie p o w o j e n n y m

—

i „ s o l i d a r n o ś c i o w y m " . K r z y ż stal się wówczas symbolem odnowy,

u s u w a n i u wszelkiej s y m b o l i k i religijnej z p o m n i k ó w i oficjalnych

nawet dla l u d z i , k t ó r z y w innej s y t u a c j i h i s t o r y c z n e j i p o l i t y c z n e j

manifestacji. Wznoszone w ó w c z a s p o m n i k i b y ł y w ostatecznej

wcale b y nie chcieli i d e n t y f i k o w a ć s i ę z k o ś c i o ł e m i p o s ł u g i w a ć

insta,ncji zatwierdzane przez w ł a d z ę . P o n i e w a ż z a ś d ą ż o n o do se­

symbolami wiary.

kularyzacji

ż y c i a publicznego, starano się, aby s y m b o l i k a r e l i ­
swój

n y c h i na teren w y z n a n i o w y c h cmentarzy. Ne.wet k r z y ż p r ó b o w a ­

kultowych

no z a s t ą p i ć elementem k r z y ż o - p o d o b n y m

M a t k i Boskiej,

gdzie

towarzysząc

krąg

działaniom

nie­

demonstracyjno o d w o ł y w a n i e s i ę

Symbole to, w ł ą c z o n o w p o l i t y c z n y

gijna z o s t a ł a z niego u s u n i ę t a , z e p c h n i ę t a do s a n k t u a r i ó w kościel­
w sytuacjach,

i uczuciowy,

S t ą d też tak

znaczeniowy, s t a j ą c

się

kontekst,

wyrazem

do

rozszerzyły

t r e ś c i nie

tylko

i estetycznych, ale i p a t r i o t y c z n y c h . K r z y ż ,

obraz

msza ś w i ę t a , masowo k o m u n i e w i e r n y c h

—

to

t r a d y c y j n i e s i ę p o j a w i a ł . T a k n p . w Warszawie, na P o w ą z k a c h -

nie t y l k o ś w i a d e c t w o p o b o ż n o ś c i , lecz i tego m o d e l u p o l s k o ś c i ,

W o j s k o w y e h , dekoracja ś c i e n n a D o m u

k t ó r y sięga, do powszechnie u z n a w a n y c h t r a d y c j i

różnego
na

rodzaju

elementy

pionowe

m y ś l znak k r z y ż a . R ó w n i e ż

rozstrzelanych przez o k u p a j i t a

na

Pogrzebowego

i poziomo,

zawiera

przywołujące

grobach ż o ł n i e r z y

umieszczono z n a k i

i ludzi

przeciwstawiając

się

przemilczaniu

wypaczeniom ideologii. Zresztą,

całych

narodowych,

obszarów

historii,

jak o t y m ś w i a d c z y

historia,

krzyżo-po-

w a l k a z k o ś c i o ł e m — czy to w okresie germanizacji W i e l k o p o l s k i ,

dobne, ale w swej z e w n ę t r z n e j w a r s t w i e asocjacyjnej o d w o ł u j ą c e

czy w l a t a c h o k u p a c j i h i t l e r o w s k i e j — t y l k o p o t ę g o w a ł o p a t r i o ­

s i ę do w y o b r a ż e n i a r ę k o j e ś c i wbitego w z i e m i ę miecza. N a t o m i a s t

tyczny kontekst symboliki

n a s t a w i a n y c h w c a ł y m k r a j u p o m n i k a c h m ę c z e ń s t w a widnieje

się w ó w c z a s w ś w i a d o m o ś c i powszechnej ze

wizerunek K r z y ż a

patriotycznych,

V i r t u t i M i l i t a r i . A w i ę c k r z y ż , ale

w domyśle, przesłonięty inną, patriotyczną

136

symboliką.

jakby

Kościół

—

religijnej.
z

obroną

Znaki

kultu

utożsamiły

znakami

tradycji

najwyższych

wartości

moralnych i narodowych. Dlatego też n a s t ą p i ł o , tak

szoku ące

;

�w i e l u zagranicznych o b s e r w a t o r ó w ,

o d w o ł y w a n i e się do

religii

w czasie s t r a j k u w stoczni czy niezwykła, reakcja s p o ł e c z e ń s t w a
na

(akie w y d a r z e n i a , j a k p r z y j a z d

do k r a j u

Papieża,, zamach

na jego ż y c i e , ś m i e r ć Prymasa. Mogło to d z i w i ć —

stwierdza

Janusz T a z b i r — nawet ,,(•..) z n a w c ó w h i s t o r i i I I Rzeczypospo­
litej,

świadomych

robotnicze.

(...)

laicyzacji

jaka

objęła, w ó w c z a s

Trzeba p o w i e d z i e ć

otwarcie,

środowiska

lata

powojenne

p r z y n i o s ł y u nas w y r a ź n o zahamowanie lub na%vet cofnięcie s i ę
p r o c e s ó w laicyzacji. W s y t u a c j i , gdy w p e w n y c h okresach ambona
była j e d y n ą t r y b u n ą niezawisłej wypowiedzi, a Kościół wystę­
p o w a ł W" r o l i g ł ó w n e g o s t r a ż n i k a n a r o d o w y c h t r a d y c j i znaczenie
tej i n s t y t u c j i nie m o g ł o m a l e ć , lecz przeciwnie — w z r a s t a ł o . "
N a s t ą p i ł o p r z y t y m rozszerzenie t r e ś c i , z k t ó r y m i

1 1

kojarzą

z koroną bliski pamięci żołnierzy Września i A r m i i
Zastanawiając

się

nad

faktem

występowania

Krajowoj.
po

zjawiska p o m n i k ó w l u d u a t a k ż e p r o f u z j i i n i c j a t y w
wych w ostatnich 2 l a t a c h

1 2

m o ż n a w s k a z a ć na

wojnie

pomniko­

kilka

towa­

r z y s z ą c y c h t e m u olcoliez-iości. Są to przode w s z y s t k i m :
— w r a ż l i w o ś ć „ h i s t o r y c z n a " sporej części s p o ł e c z e ń s t w a . P a m i ę ć
w o j n y , znaczenie j a k i e s i ę p r z y w i ą z u j e do t r a d y c j i
wych,

narodo­

niepodległościowych;

— ż y w o t n o ś ć p o s t a w r o m a n t y c z n y c h i to z a r ó w n o w ś r ó d i n t e l i ­
gencji j a k i r o b o t n i k ó w ;
— głęboko

rozbudzona

1 3

potrzeba

sprawiedliwości,

wywołana

m . i n . przez l i a i l a oraz idee s o c j a l i z m u ;

się z n a k i k u l t u . StrJy s i ę one w a r t o ś c i ą d o d a n ą , d z i ę k i

której

— znaczenie s y m b o l i p a t r i o t y c z n y c h , wyniesione z okresu roz­

symbole narodowo u z y s k a ł y i d e o l o g i c z n ą k o n k r e t y z a c j ę .

Barwy

b i o r ó w oraz h i t l e r o w s k i e j o k u p a c j i , ich rola w u m a c n i a n i u

narodowe, h y m n ,
ideowym

orzeł bie,ły f u n k c j o n u j ą

i e m o c j o n a l n y m w t e d y , gdy

w innym

występują

kontekście
„oficjalnie",

w i n n y m zaś w ó w c z a s , g d y towarzyszy i m znak k r z y ż a , obraz
ś w i ę t y czy p o r t r e t P a p i e ż a . O k r e ś l a j ą k r ą g o d n i e s i e ń i tradycje
historyczne.

Flagi

narodowe

przy

Grobach

Wielkanocnych

tożsamości narodu;
— wyczulenie

na

manipulacje

przemilczanie w a ż n y c h

symbolami

patriotycznymi,

obszarów dziejów,

znanych jeszcze

z autopsji znacznej c z ę ś c i s p o ł e c z e ń s t w a ;
— p r z e j m o w a n i e w procesie awansu k u l t u r o w e g o (po 1945

r.)

w kościele z n a c z ą co innego n i ż wieszane na, domach w d n i a c h

przez c h ł o p ó w i r o b o t n i k ó w w z o r ó w p o s t ę p o w a n i a uprzednio

ś w i a t p a ń s t w o w y c h . To same f l a g i zawieszane w czasie s t r a j k u

typowych

na W y b r z e ż u b y ł y w y r a z e m p r o t e s t u , w a l k i o g o d n o ś ć i spra­

robotnicze kolekcje dziel s z t u k i i c h ł o p s k i e m u z e a

wiedliwość. W

późniejszym

interesujące

-oinocjonalnym

argumentem propagandy, u ż y w a n y m

okresie s t a ł y s i ę w r ę c z

wizualnozarówno

przez w ł a d z ę j a k i jej adwersarzy. P o d o b n i e h y m n n a r o d o w y
m a i n n y k r ą g asocjacji w czasie o f i c j a l n y c h u r o c z y s t o ś c i a i n n y
gdy m u t o w a r z y s z y „ M i ę d z y n a r o d ó w k a " ozy choral „ B o ż e , coś
P o l s k ę " . D o i n n y c h t r a d y c j i o d w o ł u j e s i ę orzeł z k o r o n ą i bez
n i e j , nic tedy dziwnego, że w czasie r e w i n d y k a c j i t r a d y c j i p a t r i o ­
t y c z n y c h , p o m i j a n y c h c z ę s t o w p r z e s z ł o ś c i , poja,wia się

orzeł

d ł a w a r s t w o ś w i e c o n y c h . W y r a z e m togo są m . i n .
nas

nieoficjalne p o m n i k i

oraz ich

14

a tp,kże

namiastki;

— t r a k t o w a n i e p o m n i k ó w jako w y r a z u s p r a w i e d l i w o ś c i oddanej
f a k t o m i l u d z i o m z a s ł u ż o n y m dla O j c z y z n y , jako n a r o d o w y c h
nagrobków.
W

przeciwieństwie

do

tych

postaw i o c z e k i w a ń

władze

t r a k t o w a ł y p o m n i k i jako i n s t r u m e n t w y c h o w a n i a ideologicznego,
a co za t y m idzie p o d p o r z ą d k o w y w a ł y je a k t u a l n y m z a ł o ż e n i o m
politycznym.

P o m n i k i m i a ł y w y z n a c z a ć system w a r t o ś c i , obraz

I I . 9. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , figura z c y k l u

Martyrologia

137

�IJ. 10. Tadeusz N i e w i a d o m s k i , Droga

h i s t o r i i — sugerowany s p o ł e c z e ń s t w u . N i e s t e t y b y ł on

często

krzyżowa,

K o d e ń , ok. 1965

r.

postacie, k t ó r e r z e ź b i a r z u z n a ł za s z c z e g ó l n i e w a ż n e : p i a s t o w s k i

r ó ż n y o d d o ś w i a d c z e ń l u d z i , od i c h p r z e ż y ć oraz i d e a ł ó w . M o ż n a

„woj",

p o w i e d z i e ć , że nie b y ł o b y p o m n i k ó w l u d u , g d y b y nie n a s t ę p o ­

m y k . " W o j b o w i e m w y w a l c z y ! granice dawnej P o l s k i , z a k o n n i k

w a ł o o d r y w a n i e s i ę w ł a d z y od s p o ł e c z e ń s t w a , g i ł y b y nie n a r o s ł o

szerzył w i a r ę , ż o ł n i e r z e radzieccy w y z w o l i l i k r a j spod o k u p a c j i ,

poczucie k r z y w d y

a na

wyrządzonej pamięci ludzi, którzy

walczyli

i g i n ę l i za s w ó j k r a j na w s z y s t k i c h f r o n t a c h ś w i a t a , w

Wojsku

P o l s k i m na Zachodzie, w A r m i i K r a j o w e j czy w Szarych Szere­
gach. Jak

w a ż n e b y ł y t o s p r a w y ś w i a d c z y f a k t , że gdy

s p o ł e c z e ń s t w o m o g ł o w y s u n ą ć swoje p o s t u l a t y —

tylko

znalazł

z a k o n n i k , ż o ł n i e r z A r m i i Czerwonej i K a z i m i e r z

elementarzu i p i ś m i e P r o m y k a c h ł o p i u c z y l i s i ę

i miłować

Pro­

czytać

kraj.

J e d n a k p r o g r a m i d e o w y p o m n i k a n i e z y s k a ł uznania miejsco­
w y c h n o t a b l i . „ S e k r e t a r z nie m ó g ł p r z y j e c h a ć na o t w a r c i e —

się

m ó w i ł K a m i ń s k i — bo to jest o chrzcie P o l s k i , bo jest zakon­

w ś r ó d n i c h dezyderat b u d o w y p o m n i k ó w , p r z e d t e m zakazanych.

n i k (.-•), a k s i ą d z tego nie c h c i a ł p o ś w i ę c i ć , bo z tej s t r o n y , z czer­

N i m to jednak n a s t ą p i ł o , p o m n i k i ludu m o g ł y się p o j a w i a ć t y l k o

w o n y m i g w i a z d a m i na h e ł m a c h to s ą ż o ł n i e r z e radzieccy, k t ó r z y

sporadycznie, p o k ą t n i e a c z ę s t o e g z y s t o w a ć j e d y n i e w postaci

p r z y s z l i do Oraczewa w czterdziestym p i ą t y m

n a m i a s t e k . U p a m i ę t n i a ł y one l u d z i , miejsca i zdarzenia, pole­
m i z o w a ł y z oficjalną w y k ł a d n i ą historii.

Idea
tradycji.

Jednym z przykładów takiej polemiki był spór o Millenium

ważne

kapliczki-pomnika
Z reguły

dla

mieściła

jednak p o m n i k i

społeczności,

się

w

roku."

1 6

ramach

ludowej

takie u p a m i ę t n i a ł y

podczas g d y

kapliczka

z

fakty

Oraczewa

w 1966 r. R o c z n i c ą o b c h o d z o n ą a k u r a t w okresie n a p i ę ć m i ę d z y

b y ł a w y r a z e m p r z e m y ś l e ń i decyzji t y l k o K a m i r i s k i e g o . O f i a r o w a ł

P a ń s t w e m a K o ś c i o ł e m . Propagowano j e d n o c z e ś n i e d w i e

j ą w s i , p e w n y s w y c h r a c j i , podobnie j a k d a w n i e j z c a ł y m prze­

cepcje o b c h o d ó w

tysiąclecia

Państwa

Polskiego —

kon­

partyjno-

konaniem krzewił w swym środowisku oświatę, uczył

dziejów

- p a ń s t w o w ą i k o ś c i e l n ą . Wersja oficjalna o d r y w a ł a w y d a r z e n i a

o j c z y s t y c h , z a c h ę c a ł do nowoczesnych m e t o d agrotechnicznych.

historyczne od f a k t u

P o p e ł n i ł jednak b ł ą d , s p o t y k a n y u d z i a ł a c z y n a w y k ł y c h „ n i e ś ć

Wersja k o ś c i e l n a

przyjęcia

właśnie ten

przez P o l s k ę
fakt

chrześcijaństwa.

akcentowała,

podkreślając

w l u d kaganek o ś w i a t y " — nie d o c e n i ł ś r o d o w i s k a . Ono z a ś nic

dniu

a p r o b o w a ł o p o m n i k a . W i e ś , o ile w ogóle a n g a ż o w a ł a s i ę w ob­

c e n t r a l n y c h u r o c z y s t o ś c i , w G n i e ź n i e , d o s z ł o nawet do s y t u a c j i

chody t y s i ą c l e c i a , w i d z i a ł a je w aspekcie p r z y j ę c i a przez P o l s k ę

wręcz humorystycznej. Na miasto w y r u s z y ł y dwa pochody

—

c h r z e ś c i j a ń s t w a , dlatego też nie a k c e p t o w a ł a h i s t o r i o z o f i i przed­

p a ń s t w o w y i k o ś c i e l n y . W k o ń c u z e t k n ę ł y s i ę ze s o b ą , s p l ą t a ł y ,

stawionej na ś c i a n a c h k a p l i c z k i . N i e m o g ł a t e ż z n a l e ź ć uznania

t a k że n i k t j u ż nie w i e d z i a ł z k i m idzie i p o d h a s ł e m jakiego

forma plastyczna d z i e ł a , p r y m i t y w n a r z e ź b a z drewna, niepo­

tysiącletnią

tradycję

katolicyzmu

w naszym

kraju.

W

M i l l e n i u m . W t y c h w ł a ś n i e m i e s i ą c a c h w w i e l u parafiach wznie­

radne r y s u n k i p o s t a c i . W y d a w a ł y s i ę anachroniczne w oczach

siono

l u d z i , dla k t ó r y c h p i ę k n e b y ł y f i g u r k i z porcelany czy

kilkumetrowe

krzyże

upamiętniające

rocznicę

Chrztu

gipsu,

Mieszka i D ą b r ó w k i , p o c z ą t e k c h r z e ś c i j a ń s k i e j P o l s k i . R o c z n i c ę

sentymentalne o b r a z k i dewocyjne. P o m n i k w Oraczcwie n a l e ż y

tę

więc t r a k t o w a ć jako fakt

postanowił

uczcić

również

Ignacy K a m i ń s k i

z

Oraczewa,

chłop r o z m i ł o w a n y w historii Polski i ziemi łęczyckiej, poseł

społecznej. Pod

wyjątkowy, pozbawiony

akceptacji

t y m w z g l ę d e m m o ż n a go p r z y r ó w n a ć do prac

na pierwszy sejm I I Rzeczypospolitej, o d k i l k u już l a t z a j m u j ą c y

a m a t o r ó w , w-yizolowanych ze ś r o d o w i s k a , t w o r z ą c y c h z i n s p i r a c j i

s i ę r z e ź b i e n i e m . P o d j ą ł d e c y z j ę zbudowania, w ł a s n e g o p o m n i k a

j a k i e j ś i n s t y t u c j i czy osoby, b ą d ź z w ł a s n e j p o t r z e b y . R ó ż n i go

k u czci M i l l e n i u m . Uprzedzono go, że n i a ina p r a w a tego r o b i ć ,

t y l k o jedno — k r ą g k u l t u r y , z k t ó r e j w y w o d z i s i ę a u t o r . K a ­

ż e t o co p o s t a w i zostanie zniszczone, a on sam

miński reprezentował

stanie przed

k o l e g i u m . K a m i ń s k i j e d n a k nie m y ś l a ł r e z y g n o w a ć . Skoro
b r o n i o n o m u w y s t a w i ć p o m n i k na w ł a s n e j z i e m i —

za­

zbudował

go na wodzie. N a ś r o d k u s t a w u . I p o m n i k z o s t a ł . . .
Jest to w istocie k a p l i c z k a ( i l . 2), na cokole k t ó r e j w i d n i e j ą

138

bowiem t y p

w warunkach tradycyjnej kultury

osobowości,

s z u k a ć d e t e r m i n a n t jego t w ó r c z o ś c i , a n a l o g i i do
formy samorodnych rzeźb

ukształtowany

c h ł o p s k i e j i w niej

należy

prymitywnej

wiejskich.

O ile j e d n a k d z i e ł o K a m i ń s k i e g o w i ą z a ć m o ż n a z t r a d y c j ą

�„ s z t u k i ludowej" to już ludowość innych p o m n i k ó w , p o w s t a ł y c h

w y m o r d o w a n i a całej p a r a f i i . B ł y s k a w i c z n a akcja wojsk

w o s t a t n i m ć w i e r ć w i e c z u w y n i k a z respektowania zbiorowej w o l i

l e ń c z y c h o c a l i ł a od z a g ł a d y m i e s z k a ń c ó w L i c h e n i a i o k o l i c y . "

środowiska

Jak

oraz

zachowania

warstwy

symboli

kulturowych,

t a k i c h j a k p o m n i k - k r z y ż , p o m n i k - k a p l i c z k a , obelisk, nagrobek,

Druga
l u d u p o w s t a ł y przede w s z y s t k i m po t o ,

u p a m i ę t n i ć w y d a r z e n i a w a ż n o dla miejscowej

aby

1 7

w i d a ć narzędziem Opatrzności stały się w t y m przypadku

o d d z i a ł y A r m i i Czerwonej.

kopiec.
Te p o m n i k i

wyzwo­

grupa

pomników

dziękczynnych

dotyczy

czynu

zbrojnego i m ę c z e ń s t w a n a r o d u w l a t a c h w o j n y . P o m n i k i

takie

m o ż n a s p o t k a ć w w i e l u m i e j s c o w o ś c i a c h , p r z e w a ż n i e na cmen­

społeczności:

— ponieważ wiązały się z t r a d y c j ą n a r o d o w ą i kościelną, pomi­

tarzach

wyznaniowych,

choć

bywają

również

i na

placach,

j a n ą l u b p o m n i e j s z a n ą przez s z k o ł y , ś r o d k i masowego prze­

w ó w c z a s j e d n a k i c h s y m b o l i k a i f o r m a poddane b y ł y ostrzejszej

kazu;

kontroli

—• p o n i e w a ż

upamiętniały

ważne fakty

i osoby z

niedawnej

instancji

administracyjnych,

a nawet n i s z c z e n i a .
Wrześniu

1939 r. na terenie P o l s k i u p a m i ę t n i a t r e ś c i z w i ą z a n e z wydarze­
n i a m i w o j n y i m a r t y r o l o g i ą lat o k u p a c j i . P r z y j m u j ą c
furikejonalno-treśeiowe

można

wśród

nich

wyróżnić

kryterium
pomniki:

d z i ę k c z y n n e i u p a m i ę t n i a j ą c e — l u d z i , miejsca i w y d a r z e n i a .
D z i ę k c z y n n e

o b e j m u j ą d w a aspekty —

to

miało

c h o d z i ł o do k o r o k t u r t r e ś c i n a p i s ó w , p r z e s u n i ę ć w inne miejsca

p r z e s z ł o ś c i , zachowane w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j .
Zdecydowana w i ę k s z o ś ć p o m n i k ó w p o s t a w i o n y c h po

podobnio j a k

miejsce z p o m n i k a m i na cmentarzach k o m u n a l n y c h , gdzie do­

Pomniki
łeczną,

18

wdzięczności

odczuwaną

nie

zaspakajają

tylko

na

istotną

potrzebę

skutek tradycji

spo­

kulturowoj,

ale i p o l i t y k i w ł a d z . Z p e r s p e k t y w y czasu m o ż n a je t r a k t o w a ć
j a k o u z u p e ł n i e n i e sieci oficjalnie wznoszonych p o m n i k ó w w d z i ę c z ­
n o ś c i , w t y m i A r m i i Czerwonej, a w i ę c j a k o k o r e k t u r ę n i e z b ę d n ą

wdzięczności

z p u n k t u w i d z e n i a o d c z u ć n a r o d u . N a p o m n i k a c h t y c h umiesz­

B o g u i w d z i ę c z n o ś c i b o h a t e r o m , k t ó r z y oddali, swe ż y c i c o j c z y ź n i e .

czano o b o k d e d y k a c j i t a k ż e e m b l e m a t y p a t r i o t y c z n e , o d w o ł u j ą c e

Pierwszo m a j ą w istocie charakter w o t y w n y . Wznoszone w po­

s i ę do t r y d y c j i n a r o d o w e j .

d z i ę c e za s z c z ę ś l i w e ocalenie o d w o ł u j ą s i ę , podobnie j a k w przesz­

stawiano je na cmentarzach m o g ł y s i ę z n a l e ź ć r ó w n i e ż w mias­

ł o ś c i , do b e z p o ś r e d n i c h s y m b o l i k u l t u . Są to w i ę c k r z y ż e i kaplicz­

tach.

k i . F u n d a t o r a m i i c h a c z ę s t o w y k o n a w c a m i s ą ludzie p r z e ś w i a d ­

amatorzy-plastycy.

czeni o t y m , że i c h ocalenie b y ł o zdarzeniom c u d o w n y m .
W t e d y , gdy p o m n i k s t a w i a ł a z b i o r o w o ś ć , i n i c j a t y w a
c h o d z i ł a , w z n a n y c h m i p r z y k ł a d a c h , od proboszcza. T a k

np.

w latach okupacji),

wystawiono pomnik w Licheniu

niej.

jak

czytamy w książeczce o tamtejszym sanktuarium: ,,W styczniu

pomników

ich

P o m n i k i t a k i e , w ł a ś n i e dlatego, ż e
byli

przeważnie

kamieniarze

u p a m i ę t n i a j ą c y c h

można

lub

wy­

r ó ż n i ć t a k i o , k t ó r e d o t y c z ą miejsca- (np. w a l k , a k c j i p a r t y z a n c k i c h
osób

bowiem

Wykonawcami

Wśród
wy­

jeszcze w 1975 г., w 30 l a t po fakcie, k t ó r y uznano za c u d o w n y ,
k. Konina. Tam

2 0

19

pochodzących

wydarzeń

w a ż n y c h dla k r a j u

z danej m i e j s c o w o ś c i lub

czy

parafii,

zasłużonych

dla

P o m n i k i u p a m i ę t n i a j ą c e miejsca w a l k l u b ś m i e r c i b o h a t e r ó w

1945 r o k u N i e m c y z g r o m a d z i l i w i e l u m ę ż c z y z n i k a z a l i w y k o p a ć

kampanii wrześniowej, a zwłaszcza partyzantki A K

niedaleko k o ś c i o ł a o g r o m n y c h r o z m i a r ó w m o g i ł ę . B y ł j u ż rozkaz

w zdecydowanej w i ę k s z o ś c i t a m , gdzie m o ż n a je b y ł o w z n i e ś ć

powstały

I I . 11. A n d r z e j K w i a t k o w s k i , Stopnica k . L i m a n o w e j

239

�i u c h r o n i ć od zniszczenia. S t a w i a l i je przede w s z y s t k i m ś w i a d ­

osobę. Projektantami

k o w i e w y d a r z e ń , uczestnicy w a l k — aby

miejsce

profesjonalni j a k t e ż a m a t o r z y i t w ó r c y l u d o w i . T a k n p . w K a ­

broni.

r o l i n i e , gdzie p o w s t a ł Z e s p ó l „ M a z o w s z e " Teodozjusz B u t y n i e c ,

boju,
W

uczcić

określone

pamięć

poległych

upamiętnić

dowódców,

d n i , Z a d u s z k i , czy

towarzyszy

rocznicę boju

spotykają

się

tych

pomników

są

zarówno

rzeźbiarze

b y ł y szef p r a c o w n i k r a w i e c k i e j z r e a l i z o w a ł p h a s k o r z o ź b ę - p o m n i k

p r z y n i c h , z a p a l a j ą znicze, s k ł a d a j ą k w i a t y . T a k n p . j a k podaje

twórcy

Cezary C h l e b o w s k i : „ W

r ó w n i e ż na zlecenie W j ' d z i a l u K u l t u r y W R N w P o z n a n i u p o m n i k

możliwość

na

1957 r. gdy t y l k o o t w o r z y ł a s i ę t a k a

langiewiozowskim

Wykusie,

gdzie stal

namiot

Zespołu

Tadeusza

Sygietyńskiego.

Butyniec

wykonał

R e y m o n t a w d a w n y m jego m a j ą t k u — K o ł a c z k o w i e . O s t a t n i o

d o w ó d c y P o w s t a n i a Styczniowego, a po o s i e m d z i e s i ę c i u l a t a c h

z a ś K o l o Z S L w Markuszowie z a i n i c j o w a ł o

d o w ó d c y oddziału A K — „ P o n u r e g o " — wystawiono kapliczkę

p o e t y c h ł o p s k i e g o J a n a Pocka. J a k p o d a ł „ T y g o d n i k K u l t u r a l n y "

M a t k i Boskiej Bolesnej przepasanej w s t ę g ą V i r t u t i

Militari."

2 1

ma

on b y ć „ z a p r o j e k t o w a n y

budowę

i w y k o n a n y czynem

pomnika

chłopskim.

T a m p o z o s t a l i p r z y ż y c i u koledzy s p o t y k a j ą s i ę co r o k u , o pół­

W t y m celu S p o ł e c z n y K o m i t e t B u d o w y P o m n i k a p r z y g o t o w u j e

n o c y z 13 n a 14 czerwca, na apelu p o l e g ł y c h .

k o n k u r s na jego p r o j e k t , k t ó r y zostanie r o z p i s a n y w ś r ó d t w ó r c ó w

P o m n i k i t a k i e p o w s t a j ą nadal, w c i ą ż b o w i e m i s t n i e j ą emocjo­
nalne p o t r z e b y i c h wznoszenia, a o b r a c h u n k i z p r z e s z ł o ś c i ą nie
są jeszcze z a k o ń c z o n o .

2 2

O ile w i ę c w poprzednich grupach nie

s t a w i a się j u ż w zasadzie n o w y c h d o w o d ó w s p o ł e c z n e j w d z i ę c z ­
n o ś c i t o w tej i n a s t ę p n y c h m o ż n a się l i c z y ć z n o w y m i
w a m i , z t y m , że w s p r z y j a j ą c y c h

warunkach politycznych

b ę d z i e j u ż p o t r z e b y i c h s k r y w a n i a czy
Następną

grupę stanowią

inicjaty­
nie

kamuflowania.

pomniki

upamiętniające

ludowych-rzeźbiarzy.
funduszów
całego

Równocześnie

z dobrowolnych

składek

rozpoczęto
wśród

gromadzenio

mieszkaiiców

C z y n n i k s p o ł e c z n y o d g r y w a w o s t a t n i c l i l a t a c h coraz w a ż ­
n i e j s z ą r o l ę w c a ł o k s z t a ł c i e procesu b u d o w y p o m n i k a . Jeszcze
do n i e d a w n a nawet popiersia p a t r o n ó w s z k ó ł f u n d o w a ł y w ł a d z e .
Coraz częściej s ł y s z y s i ę j e d n a k o i n i c j a t y w a c h

ważno

wsi

kraju".

społecznych.

Tak np. uczniowski s a m o r z ą d Liceum Ogólnokształcącego

im.

wydarzenia w ż y c i u K r o j u , p a r a f i i , g m i n y . Są to k r z y ż e , rzadziej

Tomasza Zana w P r u s z k o w i e wraz z p e d a g o g a m i i s p o ł e c z n y m

k a p l i c z k i i o b e l i s k i fundowane przez parafio i budowane zazwyczaj

komitetem

przy kościele. P o w s t a j ą najczęściej z inspiracji władz duchownych,

p o m n i k swego p a t r o n a , p r z y c z y m l i c e a l i ś c i c h c i e l i b y „ w y k o n a ć

w z w i ą z k u z M i l l e n i u m , aby

go w ł a s n y m i r ę k a m i — j e ż e l i z n a j d ą s i ę a r c h i t e k c i i r z e ź b i a r z e ,

uczcić rocznicę założenia

zakonu

czy S a n k t u a r i u m . D o tej g r u p y m o ż n a r ó w n i e ż z a l i c z y ć p o m n i k i
budowane przez m i e j s c o w ą l u d n o ś ć z okazji wyzwolenia. Jeden
z takich m o n u m e n t ó w

z b u d o w a n y c h w okresie

międzywojen­

n y m w R o z e w i u r e p r o d u k u j ę na i l . 29.

wydarzenia

ważno

dla

nich

i

społeczeństwa.

60-lecia

szkoiy

postanowił

zbudować

k t ó r z y w y k o n a j ą n a d a j ą c y s i ę do tego p r o j e k t " .
Ale p o m n i k i — popiersia w i e l k i c h P o l a k ó w w z n o s i s i ę nie
t y l k o w s z k o ł a c h czy r o d z i n n y c h m i e j s c o w o ś c i a c h . P o w s t a j ą t a k ż e
w prywatnych

N o w y m zjawiskiem są p o m n i k i powstałe z woli r o b o t n i k ó w ,
upamiętniające

obchodów

posesjach. Prasa d o n i o s ł a

niedawno o

losach

p o m n i k a gen. Sikorskiego, k t ó r y u s u n i ę t o przed k i l k u n a s t u l a t y
z o g r ó d k a p r y w a t n e j w i l l i w Z a k o p a n e m . J e ż d ż ą c po k r a j u w i ­

P o m n i k i to p o j a w i ł y s i ę w zasadzie po s i e r p n i u 1980 r. j a k o

d z i a ł e m sporo t a k i c h , m n i e j czy bardziej sprawnie w y r z e ź b i o -

przejaw zbiorowej w o l i , r e a l i z u j ą c e j

nj'ch p o m n i k ó w o g r ó d k o w y c h . P r z e w a ż a ł y popiersia K o ś c i u s z k i

s i ę z a r ó w n o w symbolice

j a k i f o r m i e p o w s t a ł e g o d z i e ł a . S ą to p o m n i k i robotnicze, a nie

S ą to wszystko prace a m a t o r ó w , inspirowane j u ż nie p o m n i k a ­

dla r o b o t n i k ó w , p o m n i k i s p o ł e c z e ń s t w a , a nie dla s p o ł e c z e ń s t w a .

m i , ale i c h j a r m a r c z n ą r e p l i k ą — f i g u r k a m i z gipsu ( i l . 16).

N a s t ą p i ł o w n i c h z b l i ż e n i e (a n i e k i e d y w r ę c z i d e n t y f i k a c j a ) r ó l
i n i c j a t o r a , f u n d a t o r a , p r o j e k t a n t a , w y k o n a w c y , o d b i o r c y i adre­
sata.

23

Z a a n g a ż o w a n i e emocjonalne z b i o r o w o ś c i i nacisk o p i n i i

Domeną amatorów, z różnych środowisk społecznych, stały
s i ę r z e ź b y — „ w i z y t ó w k i " z a k ł a d ó w p r a c y . Jest i c h s e t k i . Są
l o k a l n e p o m n i k i , stawiane przez z a k ł a d y dla w ł a s n e j

to

chwały,

s p o ł e c z n e j p o w o d o w a ł y , że nawet w ó w c z a s , gdy

projektantom

pomnika

akceptowano

d ł a w y r a ź n e g o zaakcentowania swojej r o l i w miasteczku, r o l i

t y l k o w t e d y , k i e d y w p r o s t y i sugestywny s p o s ó b p r z e d s t a w i a ł o

mecenasa,, d z i ę k i k t ó r e m u l u d z i e m a j ą p r a c ę , a w ł a d z e a d m i n i ­

był

artysta

profesjonalny

dzieło

jogo

t r e ś c i i uczucia, j a k i e zdaniom o d b i o r c ó w p o w i n i e n w y r a ż a ć ów

stracyjno

p o m n i k . Z r e g u ł y , n i e z a l e ż n i e od togo, k t o jest a u t o r e m p o m y s ł u ,

projektują

fundusze

na

inwestycje komunalne. P o m n i k i

dostrzec m o ż n a i w anegdocie p o m n i k a i w zastosowanym ma­

n i e r o w i e . S ą t o — obok r z e ź b „ z n a k ó w g r a n i c z n y c h " jedyne

t e r i a l e czy symbolice z w i ą z e k z miejscom i d o m i n u j ą c y m charak­

p r ó b y n a w i ą z a n i a do k o n w e n c j i w s p ó ł c z e s n e j r z e ź b y . Pozwala

rzeźbiarze-ainatorzy,

dekoratorzy,

takie

technicy,

inży­

t e r e m p r a c y . T a k n p . w stoczni m o ż e to b y ć ż e l a z o i s y m b o l

na to m a t e r i a ł , c z ę s t o k o n s t r u k c j e metalowe, a s z c z e g ó l n i e t r e ś ć —

k o t w i c y , a w k o p a l n i w ę g i e l i skojarzenia nie t y l k o z jego w y ­

eksponowanie t w o r z y w a l u b t y p u p r o d u k c j i owego z a k ł a d u , co

d o b y w a n i e m ale

umożliwia

i poczuciem z a g r o ż e n i a . P o m n i k

postawiony

przez z a ł o g ę w Czechowicach-Dziedzicach, p o ś w i ę c o n y
tąpnięcia,

składa

się

z ogromnych

i w a l ą c y c h s i ę na s i e b i e .
Szczególno

miejsce

brył

węgla,

ofiarom

spiętrzonych

przyjęcie

naśladujących sztukę

rozwiązań

aluzyjnych,

dekoracyjnych,

abstrakcyjną.

Coraz c z ę ś c i e j m o ż n a s p o t k a ć w o s t a t n i m okrosie lokalne

24

r z e ź b y i p o m n i k i wznoszone przez a m a t o r ó w za p r z y z w o l e n i e m

w

omawianej

grupie

mają

pomniki

w ł a d z a nawet w r ę c z p o w s t a ł e na i c h z a m ó w i e n i e .

2 6

Mają

ono

1976. Specyfika ich w y ­

u p a m i ę t n i a ć rocznice ( n p . 30-lecie P R L ) a nawet postacie w y ­

raża się w t y m , iż:

b i t n y c h P o l a k ó w . N i e trzeba w y j a ś n i a ć , że s ą to n i e m a l zawsze

— p o w s t a ł y one na f a l i r e w i n d y k a c j i s p o ł e c z n y c h , z autentycz­

prace nieudolno, p r z e k r a c z a j ą c e m o ż l i w o ś c i d o m o r o s ł e g o a r t y s t y .

t r a g i c z n y c h w y d a r z e ń l a t 1956,

1970,

W i e l e z n i c h p o k a z y w a ł na slajdach W ł a d y s ł a w H a s i o r podczas

nej w o l i r o b o t n i k ó w ;
— u p a m i ę t n i a ł y miejsca w y p a d k ó w t u s z o w a n y c h , a nawet prze­

p r e l e k c j i o sztuce , , P o l s k i p o w i a t o w e j " . P o m n i k i te i r z e ź b y
fundowane z byle okazji w ł a t a c h 70-tych ś w i a d c z ą nie

milczanych ;

tylko

— p o w s t a w a ł y w toku w a l k i politycznej jako p o m n i k i protestu,

0 r o z r z u t n o ś c i ó w c z e s n y c h w ł a d z , ale i n i s k i e j k u l t u r z e plastycznej

w a ż n e nie t y l k o dla p o t o m n y c h , ale przede w s z y s t k i m

d e c y d e n t ó w , n i e z d o l n y c h nawet dostrzec n i e p o r a d n o ś c i w p r a c y

dla

w s p ó ł c z e s n y c h , o r g a n i z u j ą c e i k i e r u n k u j ą c e z b i o r o w e emocje;
— cechuje je s y m b o l i k a , o d w o ł u j ą c a
czuwanych skojarzeń

i omocji,

s i ę do powszechnie

łączenie

tematyki

od­

patrio­

tycznej z k u l t o w ą ( p o d o b n i e j a k i w i n n y c h manifestacjach
p a t r i o t y c z n y c h czy k o ś c i e l n y c h w t y m o k r e s i e ) .

25

S ą d z ę , że o d e g r a ł o w t y m r o l ę k i l k a

c z y n n i k ó w : p r z e ś w i a d c z e n i e , że a r t y s t a - p l a s t y k coś w y d z i w a o z y
1 w e ź m i e d u ż o p i e n i ę d z y nie w i a d o m o za co, podczas gdy p o m ­
n i k i a m a t o r ó w są czytelne, w i a d o m o o co w n i c h c h o d z i , o p e r u j ą

N a s t ę p n ą g r u p ę s t a n o w i ą p o m n i k i u p a m i ę t n i a j ą c e pisarzy,
przywódców,

a m a t o r a . Dlaczego j e d n a k zwracano s i ę do n i c h a nie do r z e ź ­
b i a r z y profesjonalnych?

uczonych — zbudowane w miejscach, gdzie się

27

z n a n ą s y m b o l i k ą , s t e r e o t y p a m i , a i c h a u t o r z y są t a ń s i ,

nie-

k ł o p o t l i w i , nie p o w o ł u j ą s i ę na cennik, nie m ó w i ą o w o l n o ś c i

urodzili, mieszkali łub działali. W y r a ż a j ą c hołd dodają

jedno­

t w ó r c z e j , nie o d w o ł u j ą s i ę do k o m i s j i a r t y s t y c z n y c h . Poza t y m

c z e ś n i e p r e s t i ż u m i e j s c o w o ś c i , b o w i e m splendor, k t ó r y

otacza

a m a t o r jest zawsze na miejscu, nieraz od niego w y c h o d z i p o m y s ł

b o h a t e r a spada t a k ż e na m i e j s c o w o ś ć z k t ó r ą się w i ą ż e jego

w y s t a w i e n i a p o m n i k a , a jost p r z e c i e ż p o ż ą d a n e „ a b y s w ó j c z c i ł

Ш

�swego", w y d a r z e n i a czy o s o b ę u p a m i ę t n i a ł t w ó r c a z tej samej

w s p ó l n e j s p r a w y . „ N i e po to d a ł m P a n i B ó g t a l e n t , a b y m go

m i e j s c o w o ś c i , g m i n y czy r e g i o n u .

m a r n o w a ł t y l k o na r z e ź b i e n i e p t a k ó w dla C e p e l i i "

powiedział

28

własnej

S t a n i s ł a w Z a g a j e w s k i , g d y o g l ą d a ł e m jego ceramiczne k o m p o ­

i n i c j a t y w y i za w ł a s n e p i e n i ą d z e , z w ł a s z c z a w t e d y g d y s ą w r a ż l i ­

zycje — p r o j e k t y p o m n i k ó w i o g r o m n y o ł t a r z z ł o ż o n y z b l i s k o

Jednak

amatorzy

realizują

pomniki

również

z

w i na l u d z k ą k r z y w d ę i n i e s p r a w i e d l i w o ś ć , wzniesienie p o m n i k a

280 c z ę ś c i . N i e inaczej m y ś l a ł B u t y n i e c , t w o r z ą c p o m n i k Sy-

wydaje i m s i ę absolutnie n i e z b ę d n e , nie w i d z ą z a ś n i k o g o , k t o

gietyńskiego.

b y go m ó g ł p o s t a w i ć . Zdarza s i ę , że c z y n i ą t o l u d z i e p o z b a w i e n i
artystycznych

aspiracji,

przeważnie

jednak

podejmują

myśl

R z e ź b i a r z , jeśli nie jest w y o b c o w a n y ze ś r o d o w i s k a i po­
dobnie j a k ono czuje i m y ś l i , m o ż e s i ę s t a ć w y r a z i c i e l e m zbio­

zrealizowania p o m n i k a r z e ź b i a r z e przekonani o s w y m talencie.

rowych

Czują

odczucia, nie w p e ł n i jeszcze u ś w i a d o m i o n o .

s i ę w ó w c z a s z o b l i g o w a n i do w y k o r z y s t a n i a go w i m i ę

oczekiwań,

a nawet

skonkretyzować* w swym

dziele

I I . 12, 13, 14. A m a t o r s k i e p r o j e k t y n a d e s ł a n e na k o n k u r s na p o m n i k B o h a t e r ó w W a r s z a w y rozpisany w 1958 r.

141

�I I . 15. Książę

Józef

Poniatowski,

wys. 38 c m , w y k . B o l e s ł a w Suska, B u d z i s k a , w o j . siedleckie; i i . 16.
jarmarczna f i g u r k a gipsowa

Tadeusz N i e w i a d o m s k i , uczestnik p o w s t a n i a warsza.wskiego,

Zorro,

t e m u uroczysta ceremonia, msza, w o m a w i a n y m p r z y p a d k u —

u w a ż a ł za s w ó j m o r a l n y o b o w i ą z e k u w i e c z n i ć m a r t y r o l o g i ę i czyn

czas, miejsce i t r e ś ć r z e ź b y r ó w n i e ż j ą w i ą z a ł y ze sferą k u l t u .

z b r o j n y n a r o d u . M o ż e nie o d c z u w a ł b y tej k o n i e c z n o ś c i g d y b y

E m o c j o n a l n o ś ć , na co z w r ó c i ł a u w a g ę M a r i a J a n i o n

p o m n i k i t a k i e p o w s t a ł y oficjalnie

po w y z w o l e n i u .

J e d n a k nie

Także wysoka temperatura

Pomnik

różne przejawy tradycyjnej k u l t u r y ludowej.

Narodu.

Ciężarówką

przywiózł

rzeźby

jest

w o g ó l e c h a r a k t e r y s t y c z n ą c e c h ą p o w s t a w a n i a nowego f o l k l o r u .

p o w s t a ł y . W y r z e ź b i ł w i ę c w 1965 r. w i e ł o f i g u r a l u ą k o m p o z y c j ę —
Martyrologii

3 0

aktu wspólnego przeżycia

cechuje

Obserwujemy j ą

z B i a ł e j Podlaskiej do W a r s z a w y , aby m o g l i jo o g l ą d a ć w ł a ś n i e

w k o ś c i e l n y c h n a b o ż e ń s t w a c h , procesjach, l i t a n i a c h , p i e ś n i a c h ,

m i e s z k a ń c y tego m i a s t a . F i g u r y p o s t a w i ł na p l a c u obok cmen­

w o b r z ę d a c h i zwyczajach, we wszelkiego rodzaju ceremoniach.

tarza W o j s k o w e g o na P o w ą z k a c h . A l e w ł a ś n i e tego d n i a z m a r ł

M o ż n a o c z a w i ś c i e w t r ą c i ć w t y m miejscu, że w y s o k a t e m ­

Aleksander Zawadzki i milicja k a z a ł a m u u s n ą ć r z e ź b y z trasy

peratura

pogrzebu. I s t o t n i e p r z e d s t a w i a ł } ' inne u j ę c i e h i s t o r i i n i ż oficjalnie

oficjalnego p o m n i k a . T a k b y ł o z w a r s z a w s k i m

p r z y j ę t e , a symboliczne f i g u r y o t a c z a ł y w i e l k ą g ł o w ę u m ę c z o n e g o

k r a k o w s k i m Grunwaldem,

Chrystusa. Po l i c z n y c h p e r y p e t i a c h u d a ł o s i ę p o m n i k p r z e n i e ś ć

n y c h przez w r o g a m o n u m e n t ó w .

na teren S A R P u , do ogrodu (ił. 8) gdzie b u d z i ł d u ż e zainte­

p r z y c z y m w z b i o r o w o ś c i d u ż e j , niejednorodnej, nawet

resowanie p u b l i c z n o ś c i .

nięcie p o m n i k a angażuje t y l k o część społeczności. Nie ma więc

Z g ł o w ą Chrystusa w i ą ż o s i ę w y d a r z e n i e , k t ó r e m i a ł o miejsce
w k r ó t c e p o t e m . W a r t o o n i m p o w i e d z i e ć , b o w i e m rzuca ś w i a t ł o

odsłonięciu
Mickiewiczem,

p o w r o t e m na swoje miejsce zniszczo­
N i e b y ł o t o jednak

tego c h a r a k t e r u , co w ś r o d o w i s k a c h

regułą,
odsło­

zwartych, jednorodnych

R ó ż n i c a w y s t ę p u j e t a k ż e w s t o s u n k u do t a k i c h cech p o m ­
n i k a j a k jego f o r m a ( n o w a t o r s t w o , u ż y t a s y m b o l i k a ) t r w a ł o ś ć

B y ł wieczór, wigilia Święta Zmarłych. P a d a ł
kuczliwy

towarzyszyć

i stabilnych.

na p s y c h o l o g i c z n y mechanizm p o d j ę c i a przoz r z e ź b i a r z a d e c y z j i
zrealizowania p o m n i k a .

emocjonalna m o g ł a r ó w n i e ż

deszcz. N i e w i a d o m s k i p r z e c h o d z i ł

d r o b n y , do­

k o ł o miejsca,

i o k a z a ł o ś ć . W ś w i a d o m o ś c i l u d o w e j , r e l i k t y k t ó r e j znajdujemy

na

jeszcze w szerokich k r ę g a c h s p o ł e c z n y c h , p o m n i k t r a k t o w a n y

k t ó r y m s t o i obecnie H o t e l „ F o r u m " . P o d fragmentom o c a l a ł e g o

jest przede w s z y s t k i m j a k o znak miejsca a f o r m a p l a s t y c z n a

m u r u , w miejscu gdzie h i t l e r o w c y rozstrzelali k i l k a d z i e s i ą t o s ó b ,

i symbolika potęgują

l e ż a ł y w i ą z a n k i k w i a t ó w , p a l i ł y s i ę znicze. N i k t s i ę jednak nie

w i ę c f o r m a w a r t o ś c i ą s a m ą w sobie, e s t e t y c z n ą , n i e jest d z i e ł e m ,

t y l k o jego s a k r a l n y charakter. N i e jest

z a t r z y m y w a ł , n i e m o d l i ł . W t e d y z d o c y d o w a ł s i ę . M i a ł jeszcze

k t ó r e m a o l ś n i ć w i d z a i ż y ć j a k b y poza n i m , w h i s t o r y c z n e j

klocek d r e w n a , w i ę c w y r z e ź b i ł w c i ą g u n o c y p ó ł m e t r o w ą g ł o w ę

przestrzeni. N i e jest też n i e z b ę d n ą i n f o r m a c j ą , g d y ż w s p o ł e c z ­

okupacyjnego Chrystusa, nieco t y l k o m n i e j s z ą o d tej z p o m n i k a

n o ś c i n a w y k ł e j do przekazu pokoleniowego p a m i ę ć f a k t u

( i l . 7) i p o s t a w i ł p o m i ę d z y z n i c z a m i . Od razu z a c z ę l i s i ę groma­

t a k s i l n a , iż nie w y m a g a k o m e n t a r z a s ł o w n e g o czy plastycznego.

dzić ludzie. N i e k t ó r z y klękali, k t o ś płakał. Zainteresowało

Realna, f i z y c z n a o b e c n o ś ć p o m n i k a , k t ó r y

to

p a t r o l m i l i c j i . R z e ź b ę zabrano. N i e w i a d o m s k i e g o r ó w n i e ż . . . D y ­

winien

jest

przetrwać

stulecia t a k ż e jest o wiele bardziej i s t o t n a w k u l t u r z e opartej

ż u r n y oficer w K o m i s a r i a c i e nie m ó g ł p o j ą ć po co t o z r o b i ł 1 K t o

na s ł o w i e p i s a n y m . D l a t e g o w ł a ś n i e o f i c j a l n y p o m n i k — skoro

m u k a z a ł ? Trzeba b y ł o i n t e r w e n i o w a ć , t ł u m a c z y ć , że postawienie

m i a ł u p a m i ę t n i a ć i m i ę w ł a d c y , wodza, w y b i t n e g o a r t y s t y

p o m n i k a nie b y ł o ż a d n ą d e m o n s t r a c j ą , ale l o g i c z n y m d z i a ł a n i o m

p o w s t a w a ł w m o ż l i w i e o d p o r n y m na d z i a ł a n i e czasu materiale —

człowieka

s p i ż u , bazalcie, ż e l a z i e , m a r m u r z e . N a t o m i a s t p o m n i k l u d o w y

wrażliwego

na c i e r p i e n i a n a r o d u ,

a p r z y t y m głę­

2

boko w i e r z ą c e g o . "
Poddajmy

—

b y ł p r z e w a ż n i e z drewna. N i e m u s i a ł go nawet z d o b i ć napis.

analizie

ten

właśnie

dostrzec d w i e i s t o t n e cechy p o m n i k ó w

przykład.
ludu

—

on

To co w y r a ż a ł m i a ł a p r z e c i e ż z a c h o w a ć p a m i ę ć z b i o r o w a od­

emocjonalno

n a w i a n a w przekazie p o k o l e n i o w y m . W t a k i e j s y t u a c j i z a ś w a ż n a

Pozwala

p o d ł o ż e d e c y z j i i c h wzniesienia, oraz w y s o k ą t e m p e r a t u r ę zbio­

była

rowego p r z e ż y c i a

sprzyjające utrwaleniu się wydarzenia w p a m i ę c i (wiadomo było

towarzyszącą

reakcji odbiorców,

w momencie p o j a w i e n i a s i ę p o m n i k a . P r z e w a ż n i e

142

zwłaszcza
towarzyszy

przede w s z y s t k i m emocja, i n t e n s y w n e

przeżycie

w j a k i e j i n t e n c j i powstaje k o p i e c , k r z y ż czy k a p l i c z k a ) .

treści,

�J9

20

Mikołaj
Kopernik,
p r o j e k t y konkursowe, 1973 г . : i l . 17. Drewno w y s . 38 c m , w y k . S t a n i s ł a w D u ż y ń s k i , Sierpc i l . 18. R z e ź b a ceram,.
wys. 41 cm, w y k . S t a n i s ł a w S e w e r y ń s k i , O d r o w ą ż , w o j . kieleckie. K o n k u r s Wielcy Polacy ich życie i dzieła, 1974 г . : i l . 19.
Pomnik
Słowackiego,
r z e ź b a eeram. w y k . S t a n i s ł a w S e w e r y ń s k i ; i l . 10. O. Kolbe, wys. 31 c m , w y k . W ł a d y s ł a w a A d r y a n o w a , K r u c h o w o , g m .
Trzemeszno, w o j . bydgoskie.

W r a c a m y t u do j u ż zasygnalizowanego

p r o b l e m u — war­

t o ś c i estetycznych p o m n i k a , czy i d ą c dalej — jego n o w a t o r s t w a .

m e n t a m i , j u ż z n a n y m i . Czy nie podobnie k s z t a ł t u j e s i ę n a p i ę c i e
naszej u w a g i , naszego zainteresowania?

P r o b l e m t e n trzeba w i d z i e ć w aspekcie relacji m i ę d z y t y m , co

Oba e l e m e n t y : tego, co znane i tego, co nowe m o g ą t e ż

t r w a ł e i „ o d w i e c z n e " a t y m , co nowe, a w i ę c w aspekcie o p o z y c j i :

w y s t ę p o w a ć w r e a k c j i na p o m n i k . P o d s t a w o w y jest p r z y t y m

znane — nieznane, oczekiwane — z a s k a k u j ą c e , zwyczajowe —

element pierwszy. K a ż d y p o m n i k , a b y b y ł w ł a ś c i w i e o d b i e r a n y

nowatorskie. J a k s i ę m a j ą te kategorie do percepcji p o m n i k ó w

z a r ó w n o w w a r s t w i e semantycznej j a k i estetycznej m u s i za­

przez s p o ł e c z n o ś ć

będzie

w i e r a ć cechy u m o ż l i w i a j ą c e jego rozpoznanie, zrozumienie sensu

prze­

jogo przekazu, i d e i , o d n i e s i e ń s y m b o l i c z n y c h . M u s i t w o r z y ć , j a k

co

to o k r e ś l i l i ś m y — „ p r z e s t r z e ń s a k r a l n ą " , a w i ę c m i e ć te cechy,

dla

tych

wiejską,

masową?

Może

przydatne

r o z w a ż a ń przypomnienie doświadczenia, k t ó r e

prowadził

psycholog

amerykański

Edward

J.

3 1

Murray ,

p r a w d a na grupie d z i e c i , nie m n i e j w n i o s k i jego p o k r y w a j ą s i ę

k t ó r e p o z w a l a j ą o d r ó ż n i ć go n p . o d a r c h i t e k t u r y , elementu

z m o i m i obserwacjami percepcji s z t u k i przez l u d n o ś ć

koracyjnego czy fenomenu p r z y r o d y . J e d n o c z e ś n i e j e d n a k , o b o k

Murray

u m i e ś c i ! na

wyłącznie

kilku

stolikach zabawki. N a

znane j u ż dobrze

uczestnikom

wiejską.

pierwszym

eksperymentu.

Na

togo co s t a n o w i e s e n c j ę jego „ p o m n i k o w o ś c i " , m o ż e m i e ć
cechę własną, wyróżniającą

konkretny pomnik spośród

de­
on

wielu

o s t a t n i m — c a ł k o w i c i e nieznane. D z i e c i w y b i e r a ł y zawsze s t o l i k

i n n y c h . Cecha t a jest znacznie bardziej w i d o c z n a w p o m n i k a c h

p o ś r e d n i . E l e m e n t n o w o ś c i z a o s t r z a ł u w a g ę i s a t y s f a k c j ę , ale b y ł

m i e j s k i c h , profesjonalnych, n i ż w p o m n i k a c h w i e j s k i c h ,

p r z y j m o w a n y t y l k o w t e d y dobrze, g d y w i ą z a ł s i ę z i n n y m i ele­

wych. Wynika

to z a r ó w n o z r ó ż n i c w charakterze

ludo­

twórczości

143

�2 1 . Dekoracja Grobu P a ń s k i e g o , K o ś c i ó ł OO. J e z u i t ó w , Warszawa, 1981 г . ; i l . 22. K o ś c i ó ł OO. J e z u i t ó w ,
I I . 23. G r ó b P a ń s k i , k o ś c i ó ł G a r n i z o n o w y , Warszawa 1981 r.

1977

�W ł a ś n i e dlatego w powszechnym odbiorze, z w ł a s z c z a p o m ­
ników

nieoficjalnych,

widoczno jest s k w a p l i w e

przejmowanie

g o t o w y c h , oswojonych j u ż przez w y o b r a ź n i ę w z o r ó w r o z w i ą z a ń .
P o m n i k r o d z i p o m n i k , p o n i e w a ż ludzie c h c ą , ż e b y nie

budził

ż a d n y c h w ą t p l i w o ś c i . Podobnie z a c h o w u j ą się z a m a w i a j ą c

na­

grobek u k a m i e n i a r z a . W zdecydowanej w i ę k s z o ś c i p r z y p a d k ó w
nie ż ą d a j ą niczego nowego, c h c i e l i b y t y l k o u z y s k a ć

nagrobek

p o d o b n y do i n n y c h , u z n a n y c h za dobre w oczach ś r o d o w i s k a ,
t y l e że w m i a r ę m o ż l i w o ś c i jeszcze bardziej o k a z a ł y .
Dlatego w ł a ś n i e cechy, k t ó r e k o n s t y t u u j ą p o j ę c i e p o m n i k a
w kulturze wykształconej m o g ą się ujawniać w pomniku

ludowym

znacznie s ł a b i e j , a w s z c z e g ó l n y c h p r z y p a d k a c h w ogóle nie w y ­
stępować. Mamy
można

nazwać

w ó w c z a s do
namiastką,

c z y n i e n i a ze z j a w i s k i e m ,
pomnika,

które

jogo f o r m ą

za­

stępczą.
Z a c z n i j m y od s y t u a c j i , w k t ó r e j forma zostaje z r e d u k o w a n a
do zera, pozostaje j o d y n i e m i e j s c e p e ł n i ą c e w d a n y m okresie
funkcje p o m n i k a . T a k i e miejsca, k t ó r e g o znaczenie s p o t ę g o w a n e
jest f a k t e m , iż nie m ó g ł na n i m s t a n ą ć rzeczywisty p o m n i k silniej
nawet a n g a ż u j e
się s t a ć

w

uczucia i w y o b r a ź n i ę l u d z i n i ż b y

przypadku

konwencjonalnego

to

mogło

monumentu.

Brak,

n a w e t z w y k ł e g o k r z y ż a , zrekompensowany jest w t y m p r z y p a d k u
przez s p o t ę g o w a n e p r z e ż y c i e zebranych, k t ó r z y t ł u m n i e odwie­
d z a j ą t a k i e miejsca, n p . w d z i e ń Zaduszek czy rocznice p a t r i o ­
tyczne. Z a s y p a n y jest w ó w c z a s w i ą z a n k a m i k w i a t ó w , rozjarzo­
n y s e t k a m i świec i z n i c z ó w , a w ś r ó d n i c h w i d n i e j ą szkolno tarczo,
z n a k i miast, papierowe c h o r ą g i e w k i . Podobnie d z i a ł a b r a k p o m ­
nika

na

grobie m a r s z a ł k a

Rydza-Śmigłego,

spirzyjający

nieo­

czekiwanej m i t o l o g i z a c j i tego tragicznego i niefortunnego wodza.
P r z y k ł a d ten wskazuje w y r a ź n i e na t o , że w s z c z e g ó l n y c h s y t u ­
acjach p o m n i k i e m m o ż e b y ć . . . jego manifestacyjna n i e o b e c n o ś ć .
R o z p a t r z m y z k o l e i s y t u a c j ę , w k t ó r e j r e d u k c j i ulega eleI I . 24. K o s o w i sn'. M a r c i n a . Warszawa, 1981 г.
I I . 25.

Grób

na

cmentarzu wojskowym
woj. tarnowskie

w

Szczepanowicach,

udowej i profesjonalnej j a k t e ż i z odmiennego k o n t e k s t u k u l ­
r

turowego i przestrzennego. W i e l e w skazuje na t o , że w m i e ś c i e
przeżycie

emocjonalne, związane, z p e r c e p c j ą

pomnika

wiąże

s i ę silniej z f o r m ą p l a s t y c z n ą n i ż t o m a miejsce n a w s i , gdzie
przede w s z y s t k i m w a ż n a jest w a r s t w a s y m b o l i c z n a , a

dzięki

t e m u i ranga jego t r e ś c i . Z w r ó ć m y t e ż u w a g ę na t o , iż w m i a s t a c h ,
z w ł a s z c z a d u ż y c h , k i e d y p o m n i k o d b i e r a n y jest w ś r ó d ,,szumu
i n f o r m a c y j n e g o " , j a k o jeden z l i c z n y c h , p o w s t a ł y c h w r ó ż n y c h
l a t a c h p o m n i k ó w efekt jogo „ i n n o ś c i " (nowatorstwa)

okazuje

s i ę w r ę c z konieczny, uzasadniony s y t u a c j ą p e r c o p e y j u ą . T r u d n o
sobio w y o b r a z i ć m i a s t o , w k t ó r y m b y s t a ł y t y l k o podobne p o m ­
n i k i , k i l k a k o l u m n Z y g m u n t a , f i g u r a la M i c k i e w i c z , k i l k a k o n ­
nych

posągów

Ks.

Józefa.

Odrębność

pomników

nie

tylko

u ł a t w i a ich d o s t r z e ż e n i e , ale i t w o r z y u r o d ę m i a s t a . Jest w ó w c z a s
w i ę k s z a szansa n a t o , iż p o m o i k o k a ż e s i ę w a r t o ś c i o w y m d z i e ł e m
sztuki.
N a t o m i a s t w k r ę g u k u l t u r y p o p u l a r n e j , c h ł o p s k i e j , na w s i ,
p o m n i k s t a n o w i przede w s z y s t k i m skonwencjonalizowany prze­
jaw funkcji sakralizująccj. Nie musi swą formą t ł u m a c z y ć k o m u
l u b czemu jest p o ś w i ę c o n y , p o n i e w a ż w m a ł y c h s p o ł e c z n o ś c i a c h
l o k a l n y c h k a ż d y o t y m wie. P a m i ę ć zbiorowa przechowuje sens
i przyczyno p o w s t a n i a p o m n i k a . W a ż n e jest w i ę c p r z y wzno­
szeniu nowego p o m n i k a o d w o ł a n i e s i ę do wzoru j u ż zakorzenio­
nego w z b i o r o w e j ś w i a d o m o ś c i . P o d o b n i e j a k

to

w folklorze i w o g ó l e w c a ł y m m o d e l u k u l t u r y

l u d o w e j , p.roees

ma

miejsce

t w ó r c z y realizuje s i ę poprzez n i e w i e l k i e p r z e k s z t a ł c e n i a podsta­
wowego w z o r u , w a r i a e y jność r o z w i ą z a ń a nie, j a k w ś r o d o w i s k a c h
e l i t y k u l t u r o w e j X X w . , przez zanegowanie f o r m j u ż i s t n i e j ą c y c h
i poszukiwania nowych. Słusznie tedy konstatuje Marian Grześczak, i ż : „ l u d wcale nie d ą ż y do o d k r y w c z e j perfekcji.
e l i t a r n o ś ć jest m u obca, a w i ę c i e l i t a r n o ś ć

sztuki."

Każda,

3 2

145

�cytowanie

pomnika

Poległych

Stoczniowców

treści, które on wyrażał ( i l .

w

Gdańsku

do

).

-i
O g l ą d a n o te G r o b y w stanie podobnego s k u p i e n i a i w z r u ­
szenia, j a k i t o w a r z y s z y ł u r o c z y s t o ś c i o m o d s ł o n i ę c i a p o m n i k ó w .
W

scenerii G r o b ó w p o j a w i a ł y s i ę z r e s z t ą w y r a ź n e

odwołania

do k o n w e n c j i p o m n i k o w e j , do z w r o t ó w s y m b o l i c z n y c h znanych
z r z e ź b i p l a k a t ó w , n p . r ę c e w y r a s t a j ą c e z z i e m i , r o z w a r t e czy
zaciśnięte w pięść, trzymające

bochen

chleba,

błogosławiące,

w y c i ą g n i ę t e w g e ś c i e b ł a g a n i a , m o d l i t w y . P o r ó w n u j ą c znane m i
w c z e ś n i e j s z e G r o b y i te z w i o s n y 1981 r. o d n o s z ę w r a ż e n i e , iż
nastąpiło

w nich

przesunięcie

akcentu

—• z t y p u

rozwiązań

scenograficznych n a c h a r a k t e r y s t y c z n y d l a p o m n i k ó w . Prawdo­
p o d o b n i e w p ł y n ę ł a n a t o w y j ą t k o w a i c h r o l a w t y m okresie.
Obserwując

te analogie

w a r t o z w r ó c i ć u w a g ę na

różnice

m i ę d z y charakterem d z i a ł a n i a dawnego i w s p ó ł c z e s n e g o p o m n i k a .
Już

sam

fakt

rozwoju

technik reprodukcyjnych

sposobie o d b i o r u p o m n i k a , p r z e j ś c i u o d o g l ą d u

zaważył

na

bezpośredniego

( k i e d y odczuwa s i ę w y j ą t k o w o ś ć p o m n i k a , k t ó r y jest t y l k o t u ,
w t y m m i e j s c u , na t l e k o n k r e t n e g o m i a s t a , placu) do percepcji
pomnika jako „ w i z e r u n k u " ,

j a k o d z i e ł a artystycznego,

które

s i ę zna i p a m i ę t a n i e z a l e ż n i e o d tego czy s i ę go w i d z i a ł o w rze­
c z y w i s t y m otoczeniu. N i e k a ż d y s t u d e n t A k a d e m i i S z t u k P i ę k ­
n y c h w Warszawie m o ż e sobie w y o b r a z i ć efekt j a k i w y w o ł u j e
oglądanie

posągu

Colleoniego

czy

Mojżesza

w

rzeczywistej

s y t u a c j i . K o n d o t i e r , k t ó r e g o k o p i ę codziennie o g l ą d a , s t o i nawet
na i n n e j w y s o k o ś c i , a w i ę c z m i e n i a s i ę k ą t patrzenia, h o r y z o n t
etc.

Znamy

Balzaca

( R o d i n a ) , ale m a m y

w pamięci

w s z y s t k i m r e p r o d u k c j ę . Zaciera s i ę ś w i a d o m o ś ć

przede

rzeczywistych

w y m i a r ó w d z i e ł a . (Zdarza s i ę , ż e w i d z ą c po raz p i e r w s z y o r y g i n a ł ,
p r z e d t e m znany z r e p r o d u k c j i o d c z u w a m y zaskoczenie, że jest
mniejszy czy w i ę k s z y , a n i e k i e d y w r ę c z go n i e

rozpoznajemy

w pierwszym momencie.)
Pomnik
formy

—

w

naszej

współczesnej

kulturze — ma

istnienia: jedną — rzeczywistą,

związaną z

d r u g ą — „ p o c z t ó w k o w ą " j a k o r e p r o d u k c j a konkretnego
Chopin

k a ż d y odpowie —

z n a m . A l e zna t y l k o jego zarys. D z i e ł o staje s i ę
Charakterystyczne
partyzant,

r z e ź b a Jerzego

dzieła.

z Ł a z i e n e k znany jest m i l i o n o m l u d z i w c a ł y m z a s i ę g u

I n t e r w i z j i . N a z a p y t a n i e — znasz tego Chopina,

П . 26. Mały

dwie

miejscem,

i ważne pomniki

egzystują

stereotypem.

nie t y l k o

jako

m o n u m e n t y , r z e ź b y , lecz t a k ż e w f o r m i e i l u s t r a c j i , m i n i a t u r y ,

Jarnuszkiewicza

t a n d e t n e j p a m i ą t k i . Jest t o z j a w i s k o , k t ó r e g o korzenie

sięgają

X V I I I w i e k u . N a b i u r k a c h i e t a ż e r k a c h w m i e s z c z a ń s k i c h do­
mach

stały

przecież

zminiaturyzowane

wizerunki

pomników

z b r ą z u i ż e l a z a , K o ś c i u s z k i , Napoleona, M i c k i e w i c z a . A l e w s p ó ł ­
cześnie

kultura

masowa

w

niepomierny

sposób

zwiększyła

z a s i ę g tej w ł a ś n i e , w t ó r n e j , f o r m y poznania p o m n i k a .
ment trwałości, zastąpiony jednorazowym przeżyciom, spotęgo­
w a n y m miejscem, n a s t r o j e m , s c e n e r i ą — G r o b y

Pańskie.

Druga

uwaga.

Emocjonalna

reakcja

na

pomnik

podlega

W m o m e n t a c h p r z e ł o m o w y c h dla k r a j u G r o b y te, w ł a ś n i e przez

z m i a n o m . Najsilniejsza jest w momencie o d s ł o n i ę c i a i w t e d y ,

s w ą s y m b o l i k ę i ł ą c z e n i e p r z e ż y c i a religijnego z t r e ś c i a m i p a t r i o ­

g d y p o m n i k zostaje na s k u t e k z a c h o d z ą c y c h w y d a r z e ń t r a k t o ­

t y c z n y m i s t a w a ł y s i ę n a m i a s t k ą p o m n i k ó w . Starsi m i e s z k a ń c y

w a n y j a k o ż y w y s y m b o l d ą ż e ń . T r w a ł o ś ć b r ą z u n i e gwarantuje

W a r s z a w y dobrze p a m i ę t a j ą G r o b y z l a t o k u p a c j i , z pierwszej

p r z e t r w a n i a w p a m i ę c i l u d z k i e j osoby i c z y n ó w bohatera. N a w e t

W i e l k a n o c y po p o w s t a n i u w a r s z a w s k i m . U t r w a l i ł je w fotogra­

p o m n i k b u d z ą c y emocje w p i e r w s z y m okresie, p ó ź n i e j staje s i ę

f i a c h S t a n i s ł a w Miedza-Tomaszewski, t w ó r c a najbardziej

t y l k o r z e ź b ą , t a k i m elementem m i a s t a do k t ó r e g o s i ę p r z y w y k a

przej­

m u j ą c y c h z t y c h G r o b ó w . . . W t y c h f o t o g r a f i a c h , nie jeden raz

i w k o ń c u t r a k t u j e go j a k o s k ł a d o w ą

j u ż p o k a z y w a n y c h na

miasta.

wystawach,

Groby

egzystują

na

tych

samych p r a w a c h co p o m n i k z innego m i a s t a , zachowany w naszej
pamięci,

reprodukowany

ua

G r o b y 1981 r. n a w i ą z u j ą c e
darzeń, niepokojów

ilustracjach.
bezpośrednio

Trudno

zapomnieć

do ó w c z e s n y c h

i n a d z i e i . D o k o ś c i o ł ó w na

część t o ż s a m o ś c i

tego

S p ó j r z m y teraz z tej p e r s p e k t y w y na f o r m y z a s t ę p c z e p o m ­
n i k a . D o s t r z e ż e m y , ż e reakcja na G r o b y jest w istocie podobna

wy­

do t e j , k t ó r a t o w a r z y s z y emocjonalnej fazie percepcji p o m n i k a .

warszawskiej

R ó ż n i c a , i t o zasadnicza, d o t y c z y t y l k o c z y n n i k a p o w t a r z a l n o ś c i .

S t a r ó w c e n i e m o ż n a s i ę b y ł o d o c i s n ą ć . K o l e j k a do J e z u i t ó w za­

P o m n i k jest i w k a ż d e j c h w i l i m o ż e m y do niego w r ó c i ć , nieogra­

czynała się przy świętej Annie.

niczona jest l i c z b a l u d z i , k t ó r z y go m o g ą o b e j r z e ć , d z i ś , j u t r o

Symbolika Grobów

związana

b y ł a t a k śeiślo z t r e ś c i a m i p a t r i o t y c z n y m i , że elementy sakralne

czy za k i l k a l a t . Egzystuje t e ż w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n o j przez

s c h o d z i ł y nieraz w r ę c z na d r u g i p l a n . U s t ó p ogromnego p o m n i k a ,

fotografie, m i n i a t u r y , p a m i ą t k i z jego w i z e r u n k i e m . N a t o m i a s t

i m i t u j ą c e g o g d a ń s k i , leżała w z a w i c i u m a l e ń k a f i g u r a

Chrystusa.

Trzeba b y ł o dobrze s i ę p r z y g l ą d a ć , a b y j ą dostrzec. W s z ę d z i e
p r z e w a ż a ł y t r e ś c i narodowe. G r o b y s t a w a ł y s i ę r ó w n i e ż , a m o ż e
i

przede w s z y s t k i m , p o m n i k a m i . U p a m i ę t n i a ł y

miejsca

246

masowej

zagłady.

Nawiązywały,

przez

martyrologię,
bezpośrednio

Groby są wydarzeniem

jednorazowym

i funkcjonują

jedynie

w p a m i ę c i t y c h , k t ó r z y je w o k r e ś l o n y m czasie w i d z i e l i .
I n n ą n i ż G r o b y P a ń s k i e f o r m ą n a w i ą z a n i a do p o m n i k a s ą
w s p ó ł c z e s n e r z e ź b y l u d o w e . W p e w n y c h sytuacjach

m o ż n a je

n a w e t u z n a ć za n a m i a s t k ę p o m n i k ó w . R z e ź b a l u d o w a zawsze

�c z e r p a ł a ze s c h e m a t ó w i k o n o g r a f i c z n y c h i r o z w i ą z a ń k o m p o z y ­

Zorra

cyjnych,

z leningradzkiogo p o m n i k a Piotra

z tym

że d a w n i e j

(kiedy

powstawała

dla

własnego

— jak z a u w a ż y ł a J. Jarnuszkiewiczowa — w y w o d z i
Wielkiego)?

5

się

Wiele rzeźb l u ­

ś r o d o w i s k a ) s z u k a ł a oparcia we wzorach z a p o ż y c z o n y c h z k o ś ­

dowych przedstawiających

c i o ł ó w i kapliczek, n a t o m i a s t obecnie (oo n a j m n i e j od 25 lat)

bohatera, t o w istocie m a ł e p o m n i k i . W t y p o w y dla p o m n i k ó w

szuka ź r ó d e ł i n s p i r a c j i m . i n . t a k ż e i w p o m n i k a c h . W i ą ż e s i ę

sposób

to

proporcjo c a ł o ś c i , a n a w e t c o k ó ł .

z podjęciem

których

tematów

zachęcają

historycznych i patriotycznych,

rzeźbiarzy

symbolizacja

tematu,

Jest z r e s z t ą sytuacja, w k t ó r e j z a r ó w n o rzeczywiste p o m n i k i
j a k i ludowo m i n i a t u r y p o m n i k o w e z n a j d u j ą w s p ó l n y m i a n o w n i k .

Obok r o z w i ą z a ń

Jest n i ą o g l ą d a n i e jednj^ch i d r u g i c h na fotografiach. N i e lekce­

własnej

wyobraźni

np.

kompozycja,

na

na

tematyczne

jest

postać

W i e l k i c h P o l a k ó w , K o p e r n i k a , W o j s k o Polskie i jego t r a d y c j e .
opartych

konkursy

clo

traktowana

wydarzonia historyczne lub

częste

jest

w t a k i c h r z e ź b a c h o d w o ł a n i e s i ę do j u ż i s t n i e j ą c e g o w z o r u pom­

w a ż m y tego ź r ó d ł a i n f o r m a c j i . M i m o masowo r o z w i j a j ą c e j

n i k a , znanego z i l u s t r a c j i czy schematu ikonograficznego.

t u r y s t y k i w c i ą ż p o d s t a w o w y m ź r ó d ł e m naszej w i e d z y o r ó ż n y c h

Jest to z r o z u m i a ł e . R z e ź b i a r z e p o d e j m u j ą c n o w y dla siebie

się

p o m n i k a c h jest r e p r o d u k c j a , i l u s t r a c j a . P r z e d m i o t z a ś , o ile

t e m a t o p i e r a l i s i ę n a j c h ę t n i e j na j u ż i s t n i e j ą c y c h u j ę e i a c h p o m n i ­

nio jest w y s k a l o w a n y przez i n n y , t o w a r z y s z ą c y m u na

k ó w , a k i e d y b y ł o t o n i e m o ż l i w e — na schemacie „ b o h a t e r a na

percepowany jest zgodnie z jego p r o p o r c j a m i . Powoduje t o , iż

c o k o l e " l u b „ b o h a t e r a na k o n i u " . T y p o w e dla r z e ź b y

oglądając

zwłaszcza przedstawiającej

ludowej,

w y b i t n e postacie, jest d ą ż e n i e

i c h h i e r a t y z a c j i . W y w o d z i s i ę ono nio t y l k o z t r a d y c j i
chłopskioj

i niedostatku

wiedzy

warsztatowej

do

kultury

(nieznajomość

a n a t o m i i , t r u d n o ś ć w p r z e d s t a w i e n i u p o s t a c i w r u c h u ) , ale i ze
w z o r ó w , na k t ó r y c h s i ę o p i e r a j ą w s p ó ł c z e ś n i t w ó r c y .
u c z ą s i ę p r z e d s t a w i a ć te postacie w ł a ś n i e na

na

konkretny pomnik jak

i dzieło

ludowego

i l u s t r a c j a c h , o d b i e r a m y je w p o d o b n y

sposób.

To z a ś w epoce k u l t u r y w i z u a l n e j , opartej na t e c h n i k a c h repro­
d u k c y j n y c h , zaciera ostro granice m i ę d z y p o m n i k a m i a i c h l u ­
dowymi

Przecież

monumontalizującej

zarówno

rzeźbiarza

zdjęciu,

namiastkami.

W a r t o t e ż d o d a ć , że l u d o w e r z e ź b y — p o m n i k i
przeważnie

w związku

z konkursami, przy

czym

powstają
prawdopo­

k o n w e n c j i p o m n i k ó w ! M o ż n a t o b y ł o o b s e r w o w a ć na k o n k u r s a c h

d o b n y m i c h o d b i o r c ą s ą muzea e t n o g r a f i c z n e T a m , na w y s t a w a c h

t y p u „ K o p e r n i k w r z e ź b i e l u d o w e j " czy „ W i e l c y P o l a c y . . . " N a

l u b w s t a ł y c h zbiorach, o g l ą d a j ą j o t y s i ą c e l u d z i . M a j ą w i ę c te

p i e r w s z y m z n i c h p o j a w i ł o s i ę n p . sporo r z e ź b

rzeźby

b e z p o ś r e d n i o do p o m n i k ó w wielkiego
i Warszawie.

nawiązujących

astronoma — w

Toruniu

już

w intencji

twórcy

charakter p u b l i c z n y .

Niekiedy

p o w s t a j ą w r ę c z j a k o n a m i a s t k a p o m n i k a , spontaniczna i n a t y c h ­

33

m i a s t o w a reakcja na w a ż n e , d r a m a t y c z n e w y d a r z e n i a . T a k

K o n w e n c j a p o m n i k a z a u w a ż a l n a jest nawet w ó w c z a s , g d y

właśnie

stało

po

zabójstwie

prezydenta

Kennedy'ego,

się

któro

wielokrotnie

pokazywano w telewizji. Znam 7 t w ó r c ó w , k t ó r z y

p i e r w o w z o r u , i z m i e n i a je w e d ł u g swojej w o l i . T a k n p . B o l e s ł a w

przejęci

głębi

Suska r z e ź b i ą c na k o n k u r s „ W i e l c y P o l a c y . . . " ks. J ó z e f a

postać

twórca

nie

rozumio b ą d ź

niatowskiego

posłużył

się

nie

akceptuje

pewnych

thorwaldsenowskim

elementów
Po­
3

schematem. *

P o n i e w a ż jednak widok k s i ę c i a w „nocnej koszuli" w y d a ł
s i ę w s t r ę t n y , p r z y o d z i a ł go w s u r d u t , z a p i ę t y

pod

mu

szyję

na

tym

Prezydenta.

morderstwem

Wszyscy

niezwłocznie

przedstawiali

go

wyrzeźbili

hieratycznie,

w k o n w e n c j i p o m n i k o w e j . Jeden z n i c h — Z y g m u n t S k r ę t o w i c z —
p r z y j e c h a ł n a w e t do s t o l i c y z dalekiej w i o s k i w w o j . s z c z e c i ń s k i m ,
aby

ofiarować

r z e ź b ę Ambasadzie A m e r y k a ń s k i e j .

Impulsem

do p o w s t a n i a r z e ź b - p o m n i k ó w b y ł y r ó w n i e ż b e a t y f i k a c j a

g u z i k i ( i l . 15).
Źródłem

do

myślenia

stereotypem

pomnika

są

ilustracjo,

Ojca

K o l b e g o , w y b ó r P a p i e ż a - P o l a k a , zamach na Jego ż y c i e .

а z w ł a s z c z a r ó ż n e skonwencjonalizowano w z o r y f i g u r o k ,

typo­

P o m n i k o w o ś ć ujęcia polegała w tych rzeźbach zarówno

wych

gipsy

h i e r a t y z a c j i p o s t a c i i jej u w z n i o ś l e n i u , j a k t e ż na p o s ł u ż e n i u s i ę

(wzór

t y p o w y m i dla niej

dla

dawnych wnętrz

przedstawiające

np.

mieszczańskich,

Kościuszkę

ozy

joźdźca

jarmarczne
na

koniu

na

rekwizytami.

147

�mowy

wzór ikonograficzny

zaczęła

funkcjonować

wśród

tzw.

r z e ź b i a r z y l u d o w y c h i a m a t o r ó w (il.27,28). B y ł a p r z y t y m

tak

daleka o d głów-nego n u r t u t w ó r c z o ś c i z n a k o m i t e g o a r t y s t y , że
nawet poczta w y d a j ą c

znaczek z „ M a ł y m

P o w s t a ń c e m " przy­

p i s a ł a a u t o r s t w o i n n e m u r z e ź b i a r z o w i ! W i d y w a ł e m w pierwszych
l a t a c h po w y z w o l e n i u
biurku

ówczesnego

bowskiego, u E w y

Małego

Powstańca-

Ministra

u wielu ludzi, stał

Kultury

Szelburg-Zarębiny.

i

Sztuki

Ona

Stefana

też rzucając

myśl

stworzenia C e n t r u m Z d r o w i a D z i e c k a z a p r o p o n o w a ł a , aby
jego d z i e d z i ń c u s t a n ą ł Mały

Powstaniec

szony. W a r s z a w i a c y w i d z i e l i go

na
Dy­
na

odpowiednio p o w i ę k ­

z kolei jako pomnik,

który

p o w i n i e n s t a n ą ć n a S t a r ó w c e . Jeszcze w k w i e t n i u 1981 r . jeden
z c z y t e l n i k ó w „ Ż y c i a W a r s z a w y " z w r ó c i ł s i ę w tej sprawie do
r e d a k c j i . Odpowiedziano m u , że decyzja j u ż z a p a d ł a i p o m n i k
w k r ó t c e zostanie zrealizowany.
Z a i s t n i a ł a w i ę c s y t u a c j a k i e d y to m a l e ń k a f i g u r k a s t a l ą się
w świadomości ludzkiej pomnikiem, przy czym w przeciwieństwie
do

normalnego

toku

wydarzeń,

p o m n i k , a dopiero p ó ź n i e j

kiedy

to

najpierw

powstaje

jego z m i n i a t u r y z o w a n e

wizerunki,

t y m razem k o l e j n o ś ć s i ę o d w r ó c i ł a i m a ł a f i g u r k a

poprzedziła

pojawienie s i ę „ p r a w d z i w e g o " p o m n i k a .
K r ą g s i ę z a m k n ą ł . Ś l e d z ą c losy l u d o w y c h p o m n i k ó w dosz­
l i ś m y do s y t u a c j i , w k t ó r e j d z i e ł o profesjonalnego a r t y s t y s t a ł o
s i ę „ l u d o w e " , bezimienne — j a k p i e ś ń . S t a ł o s i ę t o
gdyż

właśnie

w . tej

rzeźbie

stworzył

możliwe,

Jarnuszkiewicz

prosty

i wzruszający symbol w a l k i i m ę s t w a narodu.
N o dobrze, z a p y t a j e d n a k c z y t e l n i k . A w i ę c ś w i ą t e k i r z e ź b a
amatora, p r z y j ę t a

g o r ą c o przez ś r o d o w i s k o , i d z i e ł o

artysty,

k t ó r e z d o b y ł o b e z i m i e n n o ś ć — s ą „ l u d o w o " ? A jeśli t a k ,
c z y m jest t a

l u d o w o ś ć , co o n i e j s t a n o w i ? O t ó ż

to

odpowiem,

p o j ę c i e l u d o w o ś c i z m i e n i a s i ę . Z m i e n i a je ż y c i e , d o ś w i a d c z e n i a ,
sytuacjo. M a w i ę c obeenie i n n y zakres znaczeniowy n i ż to m i a ł o
miejsce przed k i l k u d z i e s i ę c i u l a t y . W ó w c z a s , w l a t a c h jeszcze
tradycyjnej sztuki chłopskiej, m o ż n a było m ó w i ć o stylu, typowości, formalnym

pokrewieństwie

dzieł pochodzących

z tego

samego r e g i o n u , k r ę g u k u l t u r o w e g o . Obecnie j e d n a k l u d o w o ś ć —
w tym

i pomnika —

rozpatrywać

trzeba przede

w d w ó c h aspektach — osoby twórcy i tożsamości
nymi

И . 29. P o m n i k na R o z e w i u , k a m i e ń p o l n y

wszystkim

dzieła

z

powszech­

odczuciami.
Osoba t w ó r c y sprowadza s i ę j e d n a k , w s p ó ł c z e ś n i e t y l k o do

jednego ograniczenia — nie m o ż o n i m b y ć a r t y s t a profesjonalny,
i to — d o d a j m y — t a k i a r t y s t a , k t ó r y jest u k s z t a ł t o w a n y i t w o r z y
w

kręgu problematyki współczesnej sztuki, k u l t u r y

elitarnych.
S z c z e g ó l n y m p r z y p a d k i e m , k i e d y r z e ź b y j u ż w s a m y m za­

Twórcami

ludowych

pomników

mogą

środowisk
więc

r z e ź b i a r z e c h ł o p s c y , z w i ą z a n i jeszcze z t r a d y c j ą swej

być

dawnej

m i e r z e n i u m i a ł y b y ć p r o j e k t a m i p o m n i k a b y ł k o n k u r s na P o m n i k

kultury.

B o h a t e r ó w Warszawy (Zachęta,

ogromne

wiejscy i miejscy — a nawet w k o n k r e t n y c h d z i e ł a c h ( v i d e Jar­

zainteresowanie, a p o n i e w a ż m i a ł c h a r a k t e r o t w a r t y , znalazly

nuszkiewicz) czy całej l i n i i swej t w ó r c z o ś c i , a r t y ś c i profesjonalni,

s i ę na

kiedy są rzeczywiście bliscy

nim

także projekty

1965

г.). B u d z i ł on

amatorów

(ił.12—14).

Wszystkie

oparte o stereotypowo u j ę c i a , bogato w alegoryczne postacie.

M o g ą n i m i b y ć r z e ź b i a r z e s a m o r o d n i , a m a t o r z y —•

ciśnienia

wzorów

kulturze

środowiska

ludowej,

plastycznego

i

niezależni
presji

od

prądów

między

a r t y s t y c z n y c h okresu, w k t ó r y m d z i a ł a j ą — i k i e d y (to trzeba

pomnikiem a m i n i a t u r ą , o k t ó r y m warto wspomnieć w kontekście

koniecznie d o d a ć ) i c h d z i e ł o zostaje aprobowane i przyswojone

tych

przez m i e j s c o w ą s p o ł e c z n o ś ć . Z n a m w Polsce jeden t a k i p r z y k ł a d

Jest

jeszcze jeden

rozważań,

interesujący

jako że najpierw

przykład

powstała

relacji

rzeźba-miniatura,

a dopiero p o l a t a c h zdecydowano s i ę z r e a l i z o w a ć j ą w

wersji

Jest t o r z e ź b a p r z e d s t a w i a j ą c a
czyka w s p a d a j ą c y m

na

—• t w ó r c z o ś ć A d a m a R z ą s y ( v i d e jego Pieta
i l . na str.

powiększonej — jako pomnik.
małego powstańca,

oczy h e ł m i e , w za

dużych

chłop­
butach,

Oświęcimska

—

tyt.).

N a j w a ż n i e j s z y m jednak k r y t e r i u m l u d o w o ś c i wydaje m i się
obecnie i d e n t y f i k a c j a

dziełem,

Dlatego

jego

uważam

przesłaniem,

u p a d k u P o w s t a n i a Jerzy Jarnuszkiewicz i m a ł a f i g u r k a , odlewana

t a k i e p o m n i k i , k t ó r e w y r a ż a j ą t r e ś c i b l i s k i e masom s p o ł e c z n y m ,

walki

artystyczną.

z

symboliką,

w w i e l u egzemplarzach, s t a ł a s i ę s y m b o l e m n i e r ó w n e j

formą

odbiorcy

z rozpylaczem w r ę k u ( i l . 26). S t w o r z y ł j ą w k i l k a m i e s i ę c y po

za

ludowe

c z y n i ą t o zgodnie z ich m o ż l i w o ś c i a m i i n a w y k a m i percepcyjny-

c a ł e g o s p o ł e c z e ń s t w a z w r o g i e m . P o j a w i ł y s i ę jej r y s u n k i , n a ś ­

m i , zgodnie z i c h w y o b r a ż e n i a m i o t y m , j a k i p o w i n i e n

ladownictwa, świadome

pomnik.

148

i nieświadome

plagiaty. Jako

anoni­

być

�P R Z Y P I S Y
1

Decyzje o d b u d o w y p o m n i k ó w m i a ł y charakter s e l e k t y w n y ,
podobnie j a k n a w i ą z y w a n i e do s y m b o l i k i p a t r i o t y c z n e j . R z ą ­
d z i ł a n i m i zasada akceptowania t y l k o t y c h w a r t o ś c i , k t ó r e nie
m o g ł y k o l i d o w a ć z p r z y j ę t y m i zasadami i d e o w y m i i k t ó r e w pa­
m i ę c i s p o ł e c z n e j nie w y w o ł y w a ł y skojai-zeń uznanych w t a m t y m
okresie za n i e p o ż ą d a n e . N i e z a l e ż n i e od r ó ż n i c ideologicznych
dostrzegalnych w p o s z c z e g ó l n y c h etapach o d b u d o w y k r a j u
w s p ó l n a wydaje się idea o d c z y t y w a n i a p r z e s z ł o ś c i przez t e r a ź ­
n i e j s z o ś ć , r z u t o w a n i a wstecz a k t u a l n y c h s y m p a t i i czy a n t y p a t i i .
2

A n a l i z u j ą c relacje m i ę d z y p o m n i k a m i w ł a d z y a l u d u
obserwujemy szeroki k r ą g postaw. N a j e d n y m k r a ń c u m a m y
w i ę c p o m n i k i l u d u , s p o ł e c z e ń s t w a — na d r u g i m p o m n i k i budo­
wane bez s p o ł e c z n e g o poparcia, w celach propagandowo-ideol o g i c z n y c h . P o m i ę d z y n i m i m i e s z c z ą się spotykane najczęściej
f o r m y p o ś r e d n i e . T a k n p . u nas, po w o j n i e , m o ż n a w y r ó ż n i ć
pomniki:
— wzniesione przez l u d , l u b t e ż akceptowane p i z e z e ń g o r ą c o
ze w z g l ę d u na t r e ś ć i f o r m ę ;
— odbudowane przez w ł a d z e , g o r ą c o p r z y j ę t o przez s p o ł e c z e ń ­
stwo ;
— aprobowane w swej i d e i (np. u p a m i ę t n i a j ą c e ofiary w o j n y
i m a r t y r o l o g i ę , w y b i t n y c h P o l a k ó w ) , ale zrealizowane w t r y b i e
o f i c j a l n y m , bez u d z i a ł u s p o ł e c z e ń s t w a w wyborze s y m b o l i k i
i formy;
— oczekiwane z w i e l k i m z a a n g a ż o w a n i e m e m o c j o n a l n y m , ale
zrealizowane w postaci m o d y f i k u j ą c e j pierwotne z a ł o ż e n i a
ideowe, co nie p o z o s t a ł o bez w p ł y w u na p ó ź n i e j s z y o d b i ó r
p o m n i k a (np. przemiana i d e i P o m n i k a Powstania W a r ­
szawskiego w N i k e W a r s z a w s k ą ) ;
— aprobowano t y l k o przez ezęść s p o ł e c z e ń s t w a , w y w o ł u j ą c e
w ś r ó d i mej części reakcjo negatywne ze w z g l ę d u na demons­
t r a c y j n o p o m i j a n i e n p . c z y n u zbrojnego o d d z i a ł ó w W o j s k a
Polskiego w a l c z ą c y c h na froncie zachodnim i p o ł u d n i o w y m ,
A r m i i Krajowej i t p . ;
— p r z y j ę t o ze z r o z u m i e n i e m i n t e n c j i fundatora p o m n i k a ;
— p r z y j ę t o o b o j ę t n i e (np. p o m n i k i „ p r e s t i ż o w e " w ł a d z l o k a l п у з Ь , m i a s t , granic w o j e w ó d z t w , z a k ł a d ó w p r z e m y s ł o w y c h ) ;
— b u d z ą c e sprzeciw b ą d ź ze w z g l ę d u na s w ą f o r m ę p l a s t y c z n ą ,
bądź treść.
3

Z a s t a n a w i a j ą c ! się n a d s z a n s ą powstania p o m n i k a —
t w ó r c z e g o d z i e ł a s z t u k i , m o ż n a z a u w a ż y ć , iż wszystkie w s p ó ł ­
czesne realizacje i p r o j e k t y , uznane przez k r y t y k ę za w y b i t n e ,
p o w s t a w a ł y w ó w c z a s , g d y a r t y s t a p r o p o n o w a ł wizję, nie zmu­
szony do p o d ś w i a d o m y c h czy ś w i a d o m y c h k o m p r o m i s ó w . I n ­
n y m i s ł o w y , g d y o p i n i a z a l e ż a ł a od w ą s k i e g o k r ę g u e k s p e r t ó w
a c z y n n i k i d e c y d u j ą c e z a u f a ł y r z e ź b i a r z o w i , iż jego wizja nawet
b u d z ą c a p o c z ą t k o w o sprzeciw p u b l i c z n o ś c i ( n a w y k ł e j do innej
k o n w e n c j i p o m n i k a ) z b i e g i e m czasu zostanie przez n i ą zrozu­
m i a n a i akceptowana. Sytuacja t a k a w y s t ę p u j e z w ł a s z c z a w t e d y ,
g d y p o m n i k nie b u d z i szczególnie ż y w y c h emocji s p o ł e c z e ń s t w a ,
gdy nie jest p o d d a n y ostrej k o n f r o n t a c j i z w y o b r a ż e n i a m i
i postulatami odbiorców.
N a t o m i a s t t a m , gdzie p o m n i k w y w o ł u j e ż y w y o d d ź w i ę k
a k r ą g o s ó b d e c y d u j ą c y c h o wyborze p r o j e k t ó w (zwłaszcza
k o n k u r s o w y c h ) jest szeroki, p r z e p a d a j ą propozycje skrajne,
w t y m najbardziej t w ó r c z e , p r z e c h o d z ą zaś p r o j e k t y niekontrowersyjne, p r z e w a ż n i e konwencjonalne.
P o m n i k i l u d u , p o w s t a j ą c w ścisłej symbiozie b u d o w n i c z y c h
i ś r o d o w i s k a w y r a ż a j ą w istocie jego ś w i a d o m o ś ć e s t e t y c z n ą .
Cechuje je raczej k o n w e n c j o n a l n o ś ć s y m b o l i i f o r m y , odpowia­
d a j ą c a powszechnym w d a n y m czasie w y o b r a ż e n i o m na t e m a t
tego, j a k i m p o w i n i e n b y ć p o m n i k
4

Słownik
terminologiczny
sztuk pięknych,
K o z a k i e w i c z a , Warszawa 1969, s. 287
5

Por. R o m u l u s Vulcanesco, Kolumna
1979, s. 32 i n a s t ę p n e
6

pod red.
niebios,

Stefana

Warszawa

W i c i e k r z y ż y ufundowano po u p a d k u powstania stycz­
niowego. „ W z n i e s i o n o je na s a m o t n y c h m o g i ł a c h p o w s t a ń c ó w
p o l e g ł y c h w walce o w o l n o ś ć , s z c z e g ó l n i e w Polsce p ó ł n o c n e j " —
pisze Tadeusz Seweryn, Kapliczki
i krzyże przydrożne
w Polsce,
Warszawa 1958, s. 11. N i e k t ó r e z n i c h p r z e t r w a ł y do p o c z ą t k ó w
X X w . P r z y p o m i n a o t y m n p . zanotowana przez J ó z e f a Czaps­
kiego, w y p o w i e d ź znanego d z i a ł a c z a z Cleveland, k t ó r y w y ­
j e c h a ł z Polski w l a t a c h p o p r z e d z a j ą c y c h I w o j n ę : „ K i e d y szed­
ł e m k i e d y ś d r o g ą z ojcem (...) t o b y ł o jeszcze w Polsce, b y ł e m
m a ł y c h ł o p a k , s p y t a ł e m go co z n a c z ą dwa b i a ł e k a m i e n i e p r z y
k r z y ż u p r z y d r o ż n y m . P o w i e d z i a ł m i , że t u pochowano d w ó c h
p o w s t a ń c ó w , w t e d y p o s t a n o w i ł e m , że zawsze b ę d ę P o l a k i e m .
— Tej h i s t o r i i nie w y m y ś l i ł Ż e r o m s k i . To f a k t " — k o n k l u d u j e
Czapski (Tumult i widma, P a r y ż 1981, s. 93).
K r z y ż e stawiano w r o c z n i c ę n p . b i t w y pod R a c ł a w i c a m i ,
na 500 locie b i t w y p o d G r u n w a l d e m ( t y l k o na P o d t a t r z u : na
Galicowej Grapie w P o r o n i n i e , na Giewoncie, na R a n i s b o r k u ,

w Szaflarach). C h ł o p i po I wojnie w z n i o ś l i k r z y ż na p r z e ł ę c z y
k . C h y ż ó w k i , gdzie t o c z y ł y z w y c i ę s k ą b i t w ę o d d z i a ł y dowodzone
przez R y d z a - Ś m i g ł o g o . (Po w r z e ś n i u 1939 r. posadzono w o k ó ł
k r z y ż a g ę s t o k r z a k i , a b y go p r z e s ł o n i ć i u r a t o w a ć od zniszczenia
przez wroga. Po w y z w o l e n i u miejscowa m ł o d z i e ż p i e l ę g n u j e
k r z y ż , ostatnio zabetonowano jego fundament, pomalowano
s ł u p i r a m i o n a w u k o ś n i e b i e g n ą c e b i a ł o - c z e i w o n e pasy.) Z inicja­
t y w y p r o b o s z c z ó w fundowano k r z y ż e na p a m i ą t k ę M i s j i , piel­
g r z y m k i czy w y d a r z e ń w a ż n y c h dla p a r a f i i . P o w s t a w a ł y t e ż
k r z y ż e w k o n k r e t n y c h intencjach, n p . w Ś w i d n i k u k . Nowego
S ą c z a , z r a c j i z a k o ń c z e n i a procesu z dziedzicem.
K a p l i c z k i budowano na miejscach b i t e w , t a k ż e b y u p a m i ę t ­
n i ć w a ż n e wydarzenia w h i s t o r i i n a r o d u . Z d j ę c i e t a k i e j w ł a ś n i e
k a p l i c z k i o t r e ś c i p a t r i o t y c z n e j z L e ż a n k . Krosna, ( p o w s t a ł e j
w 1903 r . ) zamieszcza A n t o n i K r o h w k s i ą ż c e Rzeźba
ludowa
Karpat
Polskich,
W r o c ł a w 1979. Za p r z y z w o l e n i e m A u t o r a
r e p r o d u k u j ę fotografie p ł a s k o r z e ź b z tej k a p l i c z k i . P r a g n ę t e ż
g o r ą c o M u p o d z i ę k o w a ć za udzielono informacje, z k t ó r y c h k o ­
r z y s t a ł e m opracowując zarówno ten jak i dwa n a s t ę p n e przy­
pisyK a p l i c z k i budowano toż dla uczczenia p a m i ę c i o s ó b du­
c h o w n y c h , szczególnie ś w i ę t o b l i w y c h (np. k u czci „ S ł u g i B o ż e g o "
Paprzyckiego — w Podegrodziu k . Nowego S ą c z a ) , b ą d ź zasłu­
ż o n y c h dla w s i , r u c h u ludowego j a k n p . ks. S t o j a ł o w s k i . D z i a ­
ł a c z o w i t o m u wzniesiono z r e s z t ą k i l k a p o m n i k ó w w r ó ż n y c h
m i e j s c o w o ś c i a c h , m . i n . w S o k o ł o w i e k . Rzeszowa (wg szkicu
a r t . malarza Z y g m u n t a W i e r c i a k a ) , w J e ż o w e m , p o w . N i s k o
„ w d n . 7 . V I I . 1 9 1 2 r. (...) z d o b r o w o l n y c h s k ł a d e k u f u n d o w a l i
w i e r n i w ł o ś c i a n i e swemu w o d z o w i " , w 1913 r. — w Jaworznie
(d. ролу, chrzanowski) — r ó w n i e ż ze s k ł a d e k g ó r n i k ó w i r o b o t ­
n i k ó w . P o w y ż s z e dane, j a k t e ż fotografie p o m n i k ó w zawiera
Deklaracja
programowa
Związku
Ghrześcijańsko-Ludowego
śp.
Ks. Stanisława
Stojalowskiego,
K r a k ó w 1927. D z i ę k u j ę serdecznie
p . mgr L e s z k o w i P u d ł o w s k i e m u za z w r ó c e n i e m i u w a g i na t ę
pozycję.
7

N p . w M e l s z t y n i e , w o j . t a r n o w s k i e ; w K a s i n i e k . Mszany

Dolnej
8

N p . w Gostwicy i Świniarsku, woj. nowosądeckie

9

N p . w Rozewiu
N p . w O t f i n o w i e i we w s i T o n i ą . O p o m n i k a c h t y c h pisze
w t y m numerze p. A l i c j a M a ł e t a
1 0

1 1

Janusz T a z b i r , Czy naprawdę
relikty
„ K u l t u r a " n r 33(948) z d n i a 16.08.1981 r.

szlachetczyznyl,

1 2

T y l k o w c i ą g u 1981 r. w y n o t o w a ł e m z prasy p o s t u l a t y
zbudowania 24 p o m n i k ó w a, są to na pewno nie wszystkie inicja­
t y w y . W t y m ż e r o k u o d s ł o n i ę t o b ą d ź budowano co n a j m n i e j
15 p o m n i k ó w
1 3

Por. Ojczyzna, solidarność
i romantyzm, z M a r i ą J a n i o n
r o z m a w i a K r y s t y n a K u c z y ń s k a , „ C z a s " n r 15(324) z d n i a 12.04.
1981 r.
1 4

K o l e k c j ę p l a s t y k i nieprofesjonalnej g ó r n i k ó w m a n p .
B r o n i s ł a w K r a w c z u k z Zabrza. O izbach regionalnych i p r y ­
w a t n y c h muzeach c h ł o p s k i c h s z t u k i l u d o w e j p a t r z : M a r i a n
P o k r o p e k , Przewodnik
po izbach regionalnych
w Polsce, W a r ­
szawa 1980; E w a O ź m i n k o w s k a ( K o r u l s k a ) , Chciałem mieć dom
ładny...
(Julian
Brzozowski
i jego muzeum),
„ P o l . Szt. L u d . "
R . 3 1 , 1977 n r
3
Pseudonim l i t e r a c k i K o n r a d a P r ó s z y ń s k i e g o
(1851—
1908) autora i w y d a w c y t y g o d n i k a „ G a z e t a Ś w i ą t e c z n a "
1 5

1 6

W o j c i e c h Siemion, Ignacy Kamiński
Szt. L u d . " R . 19, 1975 n r 3, s. 189, 190

1883—1974,

„Pol.

1 7

K s . Eugeniusz M a k u l s k i , Historia
sanktuarium
w Li( w y d . w S a n k t u a r i u m , b.d.) s. 47
N a cmentarzach k o m u n a l n y c h p o m n i k i ideologicznie
obce „ k o r y g o w a n o " o p a t r u j ą c i n n ą d e d y k a c j ą , przesuwano na
m n i e j eksponowane miejsca, a nawet usuwano. N p . w Warszawie
p o m n i k O r l ą t L w o w s k i c h p i z e s u n i ę t o z g ł ó w n e j alei cmentarza
wojskowego w p o b l i ż e m o g i ł p o w s t a ń c ó w 1863 г., zmieniono na
n i m t a b l i c ę z t e k s t e m . Podobnie „ s k o r y g o w a n o " tablice na
Grobie Nieznanego Ż o ł n i e r z a . U s u n i ę t o w 1963 r. z P l a c u L i ­
tewskiego w L u b l i n i e p o m n i k K o n s t y t u c j i 3 M a j a , u f u n d o w a n y
w 1916 r. przez s p o ł e c z e ń s t w o (wrócił na swoje miejsce 3 maja
1981 r.)
cheniu

1 8

1 9

N p . w Paszynie k . Nowego S ą c z a wzniesiono na c m e n t a r z u
z i n i c j a t y w y ks. E d w a r d a N i t k i m o n u m e n t — g r ó b s y m b o l i c z n y
w y k o n a n y przez miejscowych r z e ź b i a r z y l u d o w y c h
2 0

T a k i w ł a ś n i e „ a m a t o r s k i " p o m n i k — s y m b o l i c z n y na­
grobek znajduje się w Warsza,wie na cmentarzu ewangelicko-augsburskim p r z y u l . M ł y n a r s k i e j
2 1

Blizny, z Cezarym C h l e b o w s k i m r o z m a w i a P a w e ł
czorkiewicz, „ K u l t u r a " , nr 31(946) z d n i a 2.08.1981 r.

Wie­

149

�2 2

Opracowując ten a r t y k u ł korzystałem z informacji m . i n .
p . mgr Z o f i i J a r e c k i e j , k t ó r a w s k a z a ł a m i jednego z d z i a ł a j ą c y c h
r z e ź b i a r z y w w o j . t a r n o w s k i m . D z i ę k u j ę Jej za pomoc, a t a k ż e
w s z y s t k i m m o i m respondentom. C y t u j ę fragmenty z o t r z y m a ­
n y c h od n i c h l i s t ó w :
„ K o ł o Z B O W i D p o d j ę ł o w 1978 r. u c h w a l ę b u d o w y p o m ­
n i k a 200 p o l e g ł y c h i p o m o r d o w a n y c h za. o j c z y z n ę w l a t a c h
1939—1945. Sprawa t r w a j u ż 3 r o k , ale n a p o t y k a na w y r a ź n y
sprzeciw ze s t r o n y w ł a d z . . . "
„ J e s t jeszcze na terenie naszej g m i n y 4 miejsca gdzie b y l i
m o r d o w a n i Polacy, n i c z y m nie oznaczone ( z w ł o k i z o s t a ł y po
w o j n i e ekshumowane i s p o c z y w a j ą na p o b l i s k i c h cmentarzach).
C h c i a ł e m te miejsca o z n a c z y ć , lecz n a p o t k a ł e m t r u d n o ś c i ze
s t r o n y w ł a d z , k t ó r e do w y d a n i a zezwolenia ż ą d a j ą d o k ł a d n y c h
d a n y c h k t o t a m z o s t a ł z a m o r d o w a n y , k i e d y , przez j a k ą p o l i c j ę ,
dlaczego i czy z a m o r d o w a n i nie b y l i p r z y p a d k i e m p r z e c i w n i k a m i
obecnego u s t r o j u — co jost d z i ś r z e c z ą n i e m o ż l i w ą do dowie­
dzenia — w i ę c p o s t a n o w i ł e m z n i e w i e l k ą g r u p ą k o l e g ó w miejsca
te u p a m i ę t n i ć po k r y j o m u , a n o n i m o w o . Sprawa t a jest w t o k u
realizacji".
Podobne informacje o t r z y m a ł e m z w o j . w o j . n o w o s ą d e c k i e g o ,
rzeszowskiego, lubelskiego, kieleckiego. C y t u j ę u r y w e k jednego
z l i s t ó w (z Woj. t a r n o w s k i e g o ) : „ W czasie ostatniej w o j n y wiole
d z i a ł o się w naszej g m i n i e , r u c h o p o r u b y ł bardzo dobrze zorga­
n i z o w a n y i te s p r a w y n a l e ż a ł o b y u p a m i ę t n i ć dla p r z y s z ł y c h
p o k o l e ń , ale j a k d o t ą d nie u d a ł o się tego z r o b i ć . S p o ł e c z e ń s t w o
jest za b u d o w ą , ale nie m a z b y t w i e l u c h ę t n y c h do pracy. N i o
m n i e j j e d n a k z z a m i a r u tego n i g d y nie zrezygnuje i jeśli jeszcze
t r o c h ę p o ż y j ę t o go w y k o n a m , a j e ż e l i nie, to w testamencie
p r z e k a ż ę dzieciom s w o i m t ę s p r a w ę , a w i e r z ę , że j ą w y k o n a j ą . "
W jednej m i e j s c o w o ś c i p o ł . P o l s k i d a w n y ż o ł n i e r z A . K .
w y r a b i a p ł y t y z cementu, opatrzone i n f o r m a c y j n y m napisem
i umieszcza je w lasach i na r o z d r o ż a c h , t a m gdzio toczono
w a l k i z w r o g i e m i g i n ę l i Polacy. Dlaczego to r o b i ' ! „ K t o ś m u s i —
o d p i s a ł , a Z B O W i D nie c h c i a ł " . W k ł a d a w t ę p r a c ę m a s ę w y ­
s i ł k u , p i e n i ą d z e z a o s z c z ę d z o n o ze skromnej u r z ę d n i c z e j pensji.
P o w o ł u j ę się na konstatacje J a d w i g i Jarnuszkiewiczowej
zawarte w referacie na s y m p o z j u m p o ś w i ę c o n y m p o m n i k o m
(Zielona G ó r a , w r z e s i e ń 1981). A u t o r c e z a w d z i ę c z a m wiele
i n s p i r u j ą c y c h m y ś l i , z k t ó r y c h k o r z y s t a ł e m p i s z ą c ten a r t y k u ł
Por. „ S o l i d a r n o ś ć " , n r 36, 1981
N p . w dekoracjach k o ś c i o ł ó w na p r z y j ę c i e w ę d r u j ą c e g o
obrazu M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j , w dekoracji d o m ó w ,
u l i c i p l a c ó w podczas w i z y t y w Polsce P a p i e ż a J a n a P a w ł a I I ,
a t a k ż e w scenografii G r o b ó w P a ń s k i c h w K o ś c i o ł a c h
T a k n p . w O t r ę b u s a c h pod W a r s z a w ą s t a n ą ł p o m n i k
z gazo-betonu, u p a m i ę t n i a j ą c y 30-lecio P R L a zarazem 500-lecio
Otrębus
2 3

2 4

2 5

2 6

2 1

Z r e g u ł y w p o m n i k a c h a m a t o r ó w w y s t ę p u j e stereoty­
powa s y m b o l i k a n p . : orzeł z r y w a j ą c y się do l o t u , r o z r y w a j ą c y
k a j d a n y ( ł a ń c u c h y ) . Polska w y o b r a ż a n a jest j a k o n i e w i a s t a ,
zawsze j a s n o w ł o s a , w k o s z u l i l u b j a k o a n i o ł w y c h o d z ą c y z ciem­
n i c y , r o z p y c h a j ą c y b l o k i skalne, k t ó r e m i a ł y go p r z y g n i e ś ć .
O s i ą g n i ę c i e m y ś l i l u d z k i e j przedstawiane jest j a k o t o r , k t ó r y m
pnie się w g ó r ę r a k i e t a ( p r z y p o m i n a s z y n y w „ w e s o ł y m mias­
t e c z k u " , po s t r o m i ź n i e k t ó r y c h pcha s i ę c i ę ż a r e k n a k ó ł k a c h ) ,
slogan „ S t ą d j e s t e ś m y , t u b ę d z i e m y " obrazuje M i e s z k o w y woj
s t o j ą c y hardo z w b i t y m w z i e m i ę mieczem.
Jeden z p r z y k ł a d ó w pokazuje i l . 1 1 , uzyskana d z i ę k i po­
m o c y p . A n t o n i e g o K r o h a . Jest to p o m n i k w S t o p n i c y k . L i m a ­
nowej z b u d o w a n y przez miejscowego amatora A n d r z e j a K w i a t ­
kowskiego. S y m b o l i k a s k a ł p r z y g n i a t a j ą c y c h z o b u s t r o n orla
nie w y m a g a k o m e n t a r z a .
P r z y k ł a d o m p o m n i k a n a ś l a d u j ą c e g o i n n y , już i s t n i e j ą c y ,
jest S a b a ł a (postawiony w d w ó c h z b l i ż o n y c h wersjach w Mszanie
i Rabce) w y k . przez Tomasza N a w i e ś n i a k a z O l s z ó w k i , na w z ó r
zakopiańskiego pomnika.
Por. A . J a c k o w s k i , Współczesna
rzeźba zwana
ludową,
„ P o l . Szt. L u d . " R . 30, 197C n r 3—4, s. 210; t e g o ż w s t ę p ka­
t a l o g u w y s t a w y : Stanisław
Zagajewski,
Paris 1974 (opr. i w y d .
przez M u z e u m K u j a w s k i e we W ł o c ł a w k u )
W r a ż l i w o ś ć Niewiadomskiego na m a r t y r o l o g i ę , cierpienie
i k r z y w d ę m o ż e m i e ć z w i ą z e k z jego o s o b i s t y m i p r z e ż y c i a m i .
J a k o 14 l e t n i c h ł o p i e c w a l c z y ł w p a r t y z a n t c e A K , po w y z w o l e n i u
p o z o s t a ł wraz z o d d z i a ł e m w p o d z i e m i u . Aresztowano go, ska­
zano na 15 l a t w i ę z i e n i a , z czego o d s i e d z i a ł w i ę c e j n i ż p o ł o w ę .
P ó ź n i e j z n o w u z o s t a ł skazany w procesach p o z n a ń s k i e g o czerwca
1956 r. W y u c z y ł się zawodu s z t u k a t o r a , p r a c o w a ł w s t o l a r n i ,
w Pracowniach Konserwacji Z a b y t k ó w . Szczególnie bliska m u
jest r z e ź b a m o n u m e n t a l n a , wielofigurowa kompozycja, tema­
t y c z n a — j a k wspomniana „ M a r t y r o l o g i a " , „ P o w s t a n i e W a r ­
szawskie" czy „ D r o g a K r z y ż o w a " z ł o ż o n a z 75 n a d n a t u r a l n e j
w i e l k o ś c i d r e w n i a n y c h f i g u r , ustawiona w K o d e n i u na w z g ó r z u
k . k l a s z t o r u ( i l . 10). P e r y p e t i e warszawskie, opisano w t e k ś c i e
znam z a u t o p s j i
M . J a n i o n , Ojczyzna,..,
op. c i t .
E d w a r d J . M u r r a y , Motivation
and emotion, N . Yersey
2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

M a r i a n G r z e ś c z a k , Moja
obsesja,
n r 142 z 20—21 czerwca 1981 r.

„Życie

Warszawy",

3 3

Por. Mikołaj
Kopernik
w rzeźbie ludowej, M u z e u m E t n o ­
graficzne w T o r u n i u , 1973 г.; A . J a c k o w s k i , Kopernik
w ludo­
wej rzeźbie, „ P o l . Szt. L u d . " R . 28, 1974 n r 1
3 4

A . J a c k o w s k i , Współczesna

rzeźba...,

op. c i t . , s.

221

3 5

J . Jarnuszkiewiczowa, głos w d y s k u s j i na t e m a t k i c z u ,
„ P o l . Szt. L u d . " R . 20, 1966 n r 3/4, s. 154

Fot.: St. Deptuszewski, il. ]; GieilińsK, U. 2; Cz. Knapik, il. 25, 30; A. Kroh, il. 3, 4; E . Kozlowska-Tomczyk: il. 7—9;. L . Pudłowski, il. 5, 6;
St. Sierciak, U. 11; M. Steioboni, il. 21—25; J . Świderski, il. 15—20, 26—28: K. Zakrzewska, il. ]2—14.

I I . 30. P o m n i k u p a m i ę t n i a j ą c y miejsce z b r o d n i h i t l e r o w s k i e j ,

I

Rychwald-Olszówka

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10029" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10007">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9c6e78ec99985ce32c49edd7216b1eb5.pdf</src>
        <authentication>3a946317dbd331ce139ba1a50cfe415f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119278">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4631</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119279">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119280">
                <text>1974</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119281">
                <text>plastyka ludowa - okres PRL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119282">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119283">
                <text>Plastyka nieprofesjonalna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119284">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4, s.195-220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119285">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119286">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119287">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119288">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119289">
                <text>II

Aleksander

1. Maria Dalebora, T o r u ń . Czerwone pola,

olej.

Jackowski

PLASTYKA NIEPROFESJONALNA

Obserwujemy od lat rosnące zainteresowanie malar­
stwem „ n a i w n y m " , rzeźbą l u d o w ą , s z t u k ą dzieci — wszel­
kimi formami twórczości spontanicznej, niezawodowej.
Źródłem tych zainteresowań jest z a r ó w n o niedosyt, j a k i
budzi współczesna sztuka, j a k też i przekroczenie u t a r t y c h ,
tradycyjnych form — właśnie przez t ę s z t u k ę . Ale zjawisko,
które ogólnie określić m o ż n a jako sztuka nieprofesjonalna,
interesuje nas nie t y l k o od strony artystycznej. Jest ono
przecież przejawem a k t y w n o ś c i kulturowej r ó ż n y c h k r ę g ó w
społecznych, zjawiskiem liczącym się w k s z t a ł t o w a n i u po­
staw estetycznych, w a ż n y m przede wszystkim dla samego
twórcy, dla jego psychiki, dla p r a w i d ł o w y c h relacji m i ę d z y
nim a otoczeniem.
I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej , zorganizowane
w Szczecinie przez Centralny Ośrodek M e t o d y k i Upowszech­
niania K u l t u r y oraz P r a c o w n i ę P l a s t y k i Nieprofesjonalnej
Instytutu Sztuki P A N — przy współudziale wszystkich
Wojewódzkich D o m ó w K u l t u r y , dalo bogaty m a t e r i a ł do
obserwacji i p r z e m y ś l e ń .
Na t y m miejscu, w z w i ą z k u z Triennale, c h c i a ł b y m
zarysować k i l k a z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z miejscem i rolą
plastyki nieprofesjonalnej w naszej kulturze. Z a c z n ę od
sprawy ogólniejszej — od p r ó b y określenia sytuacji, w jakich
przejawiają się plastyczne dyspozycje człowieka.
Twórczość jest zjawiskiem bardziej powszechnym niż
to się zazwyczaj wydaje. Istnieje nawet w t y c h kulturach,
1

k t ó r e wykształciły o d r ę b n ą g r u p ę zawodowych twórców.
R o z w ó j cywilizacji i podział ról w społeczeństwie współ­
czesnym przyczynił się co prawda do zinstytucjonalizowania
zawodu plastyka, ale nie zniknęły dyspozycje i potrzeby
twórcze wśród dużej części społeczeństwa.
Jeszcze niedawno m o ż n a było obserwować u nas po­
wszechność uprawiania pewnych dziedzin sztuki w kulturze
ludowej. K a ż d y niemal człowiek był wówczas zarówno
t w ó r c ą , j a k i odbiorcą, choć, rzecz prosta, zawsze istniały
jednostki mniej lub bardziej uzdolnione.
Oczywiście rozwój i zasięg działań artystycznych zależy
od charakteru k u l t u r y , od szans, jakie stwarza ona czło­
wiekowi dla ujawnienia potencjalnie istniejących w n i m
dyspozycji plastycznych.
W warunkach: — gdy kupujemy meble, sprzęty, tka­
niny dekoracyjne, akcesoria w n ę t r z a , obrazy, reprodukcje,
konfekcję; — gdy wartości estetyczne chłoniemy przede
wszystkim biernie, jako widzowie teatralnych, kinowych
czy telewizyjnych p r z e d s t a w i e ń ; — gdy dzieła, sztuki oglą­
damy w muzeach, na reprodukcjach, na wystawach — pole
artystycznego działania na pewno jest bardziej ograniczone
niż np. w kulturze ludowej, ale przecież istnieje, tyle że
jest inne, że inaczej się ujawnia.
P r z y w y k l i ś m y jednak, m y ś l ą c o dyspozycjach artys­
tycznych i sposobie ich ujawniania się, b r a ć pod u w a g ę

195

��hMafoZ

a

ole?WoJrT^^f°r p^

W

~

^

'

7

~

'

Z

S ?f-

I

L

3

-

M

a

r

i

a

Lenczewska, Bielsko-Biała. Pochód

197

���II 11 Stanisław K a r u l a k , H r u b i e s z ó w . Obrona Częstochowy, olej. I I . 12. Franciszek Mścisz, Grodzisko Dolne, pow. Leżajsk.
Straż' Grobowa parafii
Grodziska
Dolnego, olej. I I . 13. W ł a d y s ł a w Rybkowski, P o z n a ń Dwaj starsi panowie,
olej.
II 14 Stanisław Dobiasz, Warszawa. Z c y k l u : „Wielkie postacie"—Stanisław Moniuszko, płaskorzeźba polichromowana.

200

�niemal wyłącznie malarstwo, rzeźbę, rysunek, znacznie j u ż
rzadziej rękodzieło artystyczne.
Przypatrzmy się u w a ż n i e naszemu życiu. Jak realizują
się istniejące uzdolnienia plastyczne, potrzeby t w ó r c z e ,
estetyczne ?
W okresie dzieciństwa i wczesnej młodości k a ż d e niemal
dziecko ma ochotę m a l o w a ć , r y s o w a ć , lepić. Malarstwo
dzieci jest ich formą poznania, oswojenia z o t a c z a j ą c y m
światem. Realizuje ono rozliczne potrzeby: a k t y w n o ś c i ,
zabawy, twórczej wypowiedzi. Twórczość plastyczna stanowi
nieświadomy wyraz psychiki młodego człowieka, t o t e ż dla
lekarza czy psychologa m o ż e o d g r y w a ć p o w a ż n ą rolę jako ma­
teriał dla diagnozy.
W wieku d o j r z a ł y m odbicie psychiki i przeżyć człowieka
jest w jego twórczości j u ż trudne do uchwycenia, choć znając
i życie i twórczość, m o ż n a nieraz znaleźć w y r a ź n e zbieżności.
Dyspozycje twórcze stają się przeważnie bardziej utajone
i czasem dopiero przypadek je ujawnia. ( P r z y k ł a d e m t w ó r ­
czość plastyczna ludzi, k t ó r z y zaczęli m a l o w a ć pod w p ł y w e m
przeżyć, b ą d ź w p ó ź n y m wieku). Niezależnie jednak od
tego czy dyspozycje te u j a w n i ą się w postaci najbardziej

zaawansowanej jako decyzje malowania lub rzeźbienia, prze­
jawiają się one w r ó ż n y c h sytuacjach. W y r ó ż n i a ł b y m t u
co najmniej sześć sfer, w k t ó r y c h w y r a ż a j ą się dyspozycje
twórcze ludzi dojrzałych (pomijam jako o d r ę b n e zagadnie­
nie w s p o m n i a n ą j u ż s z t u k ę dziecka). B ę d ą t o :
1 — potrzeba upiększania i dekorowania;
2 — a k t y w n a recepcja ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o ;
3 — wypowiedź plastyczna zależna od bodźców zewnętrz­
nych, „ z o b i e k t y w i z o w a n y c h " ;
4 — imitatorstwo, chęć sprawdzenia swych możliwości,
popisu;
5 — działanie wynikłe z potrzeb manualnych, mało świado­
mych ;
6 — twórczość plastyczna s t a n o w i ą c a mniej lub bardziej
ś w i a d o m y wyraz osobowości, w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w
i przeżyć.
O m ó w m y p o k r ó t c e te g r u p y :
1 — potrzeba
u p i ę k s z a n i a . W y s t ę p u j e za­
r ó w n o w staraniu o własny wygląd, j a k i wygląd otoczenia,
mieszkania, pokoju, własnego k ą t a . W y m i e n i ę t u kompo­
nowanie swojej twarzy przez operowanie zarostem, fryzurą,

201

�o p r a w ą okularów, m a k i j a ż e m . Modelowanie swego w y g l ą d u
•—• chęć upodobnienia się do o k r e ś l o n y c h wzorców, znalezie­
nie własnego „ t y p u " , „ s t y l u " — t a k w wyglądzie twarzy,
j a k i sposobie ubierania się. W staraniu o w y g l ą d otoczenia
będzie to plastyczna a r a n ż a c j a mieszkania, częste, zwłaszcza
w ś r ó d młodzieży, komponowanie swego k ą t a czy pokoju
z r ó ż n y c h p r z e d m i o t ó w , staroci, p l a k a t ó w , fotosów.
Zamiłowanie do dekorowania przy większej wrażliwości
i wyrobieniu w y r a ż a się w potrzebie plastycznego organi­
zowania otoczenia, znajdowania estetycznych satysfakcji
w proporcjach, wzajemnym o d d z i a ł y w a n i u barw i k s z t a ł t ó w .
Postawa taka ujawnia się zwłaszcza u ludzi w r a ż l i w y c h na
współczesną sztukę, p r z e j m u j ą c y c h wzorce nowoczesnej
architektury w n ę t r z miejskich.
2 — a k t y w n a r e c e p c j a . I s t o t ą jest t u reago­
wanie plastyczne na świat, przejawiające się me w malowaniu
czy rzeźbieniu, ale w świadomej recepcji, w znajdowaniu
szczególnej satysfakcji z dostrzeżonego „ p i ę k n a " . Zachwyt
krajobrazem, uliczkami czy dzielnicami miast, nastrojem.
Kolekcjonowanie pocztówek, wycinanie ilustracji z czaso­
pism i przechowywanie ich, fotografowanie, k t ó r e zawiera
w sobie przecież t w ó r c z y element selekcji, wyboru tematu
i sposobu jego ujęcia. Jeszcze bliższe decyzji o charakterze
artystycznym jest kadrowanie gotowej o d b i t k i , zabiegi zmie­
rzające do uzyskania właściwego wyrazu zdjęcia, n a p i ę ć
walorowych, faktury, eliminacji szczegółu i t d .
Bywa, że zachwyt krajobrazem wywołuje chęć utrwale­
nia śladu tego przeżycia. Rysunek czy obraz — u ludzi

obdarzonych p e w n ą s p r a w n o ś c i ą t e c h n i c z n ą — jest w tej
sytuacji dokumentem tego momentu. I s t o t ą jego jest nie
troska o formę p l a s t y c z n ą , ale potrzeba przypomnienia,
ewokowania przeżycia. Rysunek jest t u t y m , czym slajd
z wakacji. Czasem dokument t a k i ma u p a m i ę t n i ć ważne
wydarzenie historyczne czy osobiste i ono jest dla autora
ważne, ono — czyli temat, a nie forma jego interpretacji.
Na Triennale p r z y k ł a d e m „ p a m i ą t k i " b y ł obraz ks. Gąsiorka
z Binczarowej, p r z e d s t a w i a j ą c y oberżę w Anvors, w której
zmarł v a n Gogh. Napis dodaje, że obraz p o w s t a ł w czasie
p o d r ó ż y ś l a d a m i v a n Gogha. P r z y k ł a d e m dokumentu waż­
nego wydarzenia z przeszłości b y ł a akwarela Mieczysława
Lewandowskiego z Proszowic, p r z e d s t a w i a j ą c a „ N a p a d
bandy U P A na szkołę w 1945 r . " i zaopatrzona komenta­
rzem: „ P r a w d z i w o zdarzenie. D n i a 12.11.1945 w Pohorylcach... napad bandy p o l i t . rabunkowej (ukrain.) na szkołę,
w k t ó r e j bandyci po zrabowaniu d o s z c z ę t n y m mieszkania
kier. szk. Lewandowskiego M . zamordowali w bestialski
sposób r o d z i n ę : teścia i teściową (oboje naucz.), żonę Lewan­
dowskiego i dziecko Zbigniewa l a t 12".
P r z y k ł a d ten należy j u ż zresztą do pogranicza z g r u p ą 3,
i s t o t ą k t ó r e j jest w y p o w i e d ź p l a s t y c z n a
inspi­
r o w a n a : n a t u r ą , dziełem sztuki, k o n w e n c j ą artystyczną.
Jest to grupa, k t ó r ą cechuje chęć wypowiedzi plastycznej
(malowania, rzeźbienia, rysowania) w sposób „zobiektywizo­
w a n y " , a więc o d t w a r z a j ą c y temat możliwie wiernie, zgodnie
z p r z y j ę t y m i r e g u ł a m i gry. N a szczeblu „ p r y m i t y w n y m "
— będzie to dążenie do odwzorowania p r z e d m i o t ó w zgodnie
ze swymi możliwościami (deformacja, uproszczenie, pominię-

I I . 15. Lambert Ł o g u t k o , Warszawa. Mazury

202

w marcu, olej.

�10

Anna B i n k u ń s k a , W r o c ł a w . I I . 16. Świat opery, olej. I I . 17. Przedwiośnie

I , olej.

�П. 18. Jerzy Srzednicki, Smolany, pow. Sejny. Obraz miasta z Rejtanem,

cie cech mniej istotnych czy t r u d n y c h w interpretacji, j a k
np. głębi, perspektywy), na szczeblu większej wiedzy i spraw­
n o ś c i — posłużenie się k o n w e n c j ą m a l a r s k ą , malowanie
„ p o d " jakiś wzór. Rzadka — choć oczywiście najbardziej
cenna i ciekawa — jest t u interpretacja własna, w y n i k ł a
z samodzielnego budowania swego „ w a r s z t a t u " , z wrażli­
wości, wyobraźni, z rozwijania w ł a s n y c h dyspozycji psycho­
fizycznych.
G r u p ę t ę charakteryzuje istnienie mniej lub bardziej
utajonych potrzeb l u b skłonności do wypowiedzi właśnie
plastycznej, nawet wtedy, gdy b o d ź c e m u j a w n i a j ą c y m te
skłonności jest sytuacja z e w n ę t r z n a . Zwrócenie się k u dzia­
łalności plastycznej wynika bowiem często nie z pobudek
ściśle artystycznych, nie z w e w n ę t r z n e j konieczności takiej
właśnie wypowiedzi, ale z tego, że u w a ż a się malowanie
ozy rzeźbienie za czynność p o ż y t e c z n ą , k o r z y s t n ą material­
nie, nobilitującą w środowisku (czy we w ł a s n y m mniemaniu),
realizującą szanowany przez siebie wzorzec z a c h o w a ń .
Efektem bodźca komercyjnego (choć niekiedy i prestiżo­
wego) jest ogromny wzrost liczby rzeźbiarzy „ l u d o w y c h "
uczestniczących w kiermaszach, imprezach regionalnych —
a przede wszystkim „ d o s t a w i a j ą c y c h " swe w y r o b y (towar?)
do Cepelii, Veritasu, Desy. D l a n i e k t ó r y c h t a nowa szansa
jest t y l k o źródłem chwilowego zarobku, s p r ó b o w a n i a łatwiej­
szego chleba — t y c h zaliczę do n a s t ę p n e j grupy. Są jednak
rzeźbiarze, k t ó r z y s t r u g a j ą swe f i g u r k i z coraz większą
pasją, k t ó r z y rzeźbiąc realizują swe upodobania, plastycz­
ne skłonności.
P r z y k ł a d e m uprawiania malarstwa (rzadziej rzeźby)
jako czynności nobilitującej, prestiżowej — są ludzie, k t ó r z y
chcą się w ten sposób wyróżnić w swym otoczeniu, w y r w a ć
z „pospolitości". Nierzadko wiąże się to z poczuciem de­
klasacji, z obniżeniem życiowego standardu. N p . starsze
panie z „ d o b r y c h r o d z i n " m a l u j ą c , chcą p o k a z a ć t y m sa­
m y m , że należą właściwie do kulturalnej elity, a ich w a r u n k i
życiowe są t y l k o przypadkowym zrządzeniem losu.
Maluje się, ponieważ m a l u j ą inni, ponieważ istnieją
bodźce zewnętrzne, a k t y w i z u j ą c e istniejąco dyspozycje.
Bodźcem t a k i m jest np. istnienie ruchu amatorskiego,
tworzenie się grup i k l u b ó w p l a s t y k ó w — a m a t o r ó w , w y ­
stawy, przeglądy, konkursy. Zwłaszcza w W o j e w ó d z k i m

204

olej.

D o m u K u l t u r y w Szczecinie, gdzie znakomicie organizowane
są wernisaże i spotkania z amatorami, m o ż n a dostrzec, jaką
o d g r y w a j ą rolę w życiu t y c h ludzi, p o d n o s z ą c ich prestiż
we w ł a s n y c h oczach i w opinii rodziny, środowiska.
Maluje się, aby wypełnić wolny czas, godziny samot­
ności, choć przy nieco innych uwarunkowaniach i impul­
sach ten sam człowiek m ó g ł b y u p r a w i a ć ogródek, zajmować
się działalnością f i l a n t r o p i j n ą czy pisać p a m i ę t n i k i .
Malarstwo jest więc dla omawianej grupy ludzi nie
koniecznością, a w y b r a n y m sposobom organizowania sobie
życia, zapełniania p u s t k i wolnego czasu, hobby. (Nie lekce­
w a ż m y tego!). B y w a rodzajem psychicznej protezy, gdy
zastępuje inne, wygasłe j u ż cele i formy życia — pracę
z a w o d o w ą , poświęcenie się rodzinie i t d . Dotyczy to zwłaszcza
ludzi w p o d e s z ł y m wieku, e m e r y t ó w , rencistów — a więc
liczną k a t e g o r i ę ludzi zajmująo5^cb się niezawodowo plastyką.
Ale — powtarzam — decyzja zajęcia się czynnościami
plastycznymi jest t u poparta zainteresowaniem, skłonnością
do wypowiedzi artystycznej.
Zaliczam więc do tej grupy ludzi, k t ó r z y mając dys­
pozycje, a nawet p o t r z e b ę wypowiedzi plastycznej, realizują
j ą pod w p ł y w e m s p r z y j a j ą c y c h okoliczności zewnętrznych,
w kształcie raczej konwencjonalnym, podpatrzonym, wy­
uczonym. Niekiedy wzorem jest t u kierunek artystyczny,
czasem styl określonego t w ó r c y . T a k więc na Triennale
widzieliśmy n a w i ą z a n i a do Leonarda, ale przede wszystkim
do v a n Gogha, Cezanne'a, Gauguina, Modiglianiego, z pol­
skich t w ó r c ó w — do Gielniaka, ale t e ż i do... Nikifora
czy K o ł a c z a .
r

Wzorce b y w a j ą środowiskowe, w podkrakowskiej wsi
Zielonki K a t a r z y n a Gaweł maluje infantylnie — ludowo
( i l . 6), a Bolesław K w i e c i e ń czy E d w a r d Daniel wyraźnie
n a w i ą z u j ą do stylu makat i o l e o d r u k ó w . Ale nawet wtedy,
gdy wzorem są złe, bazarowe m a l o w i d ł a i oleodruki, powstałe
w ich k r ę g u obrazy m o g ą mieć o wiele większe wartości,
co najlepiej w i d a ć było na p r z y k ł a d z i e Lamberta Łogutko
(il. 15) czy wspomnianego j u ż Daniela.
Szczególnym przypadkiem są w tej grupie malarze —
„ n a u c z y c i e l e " , k t ó r z y t w o r z ą , aby u t r w a l i ć , spopularyzować
dawne legendy, dawny obyczaj (np. Maria Lenczewska —
i l . 3).

�205

�П.

2 1

. E d m u n d M o n s i e l W o ż u o z y n . p o w . T o m a s z ó w L u b . Rysunek ołówkiem. I I . 22. J a n Nowak, Katowice. On, linoryt.

�Malowanie jest dla twórców trzeciej grupy formą działa­
nia, obserwacji, wyżycia swych p r a g n i e ń . Bazuje ono na
zastanych konwencjach, zrodzone z k u l t u r y , świadomości
istnienia wzorów, k t ó r e się adoruje. (Nie jest więc wypowie­
dzią wewnętrzną, i n s t y n k t o w n ą , s a m o r o d n ą ) .
Grupa 4 — i m i t a t o r s t w o ,
chęć
popisu,
okazania
s w e j s p r a w n o ś c i . Powodem działa­
nia nie są t u uzdolnienia plastyczne i dyspozycje manifestu­
jące się w potrzebie malowania czy rzeźbienia — a motywa­
cje pozaartystyczne.
W krańcowej, a więc „ m o d e l o w e j " postaci do grupy
tej zaliczałbym tych, k t ó r z y m a l u j ą , rzeźbią, u p r a w i a j ą
różne techniki graficzne — t y l k o po to, aby z y s k a ć uznanie
dla swej sprawności, głównie manualnej, dla swych umie­
jętności, uzdolnień. O ile w poprzedniej grupie często mówi­
liśmy o ludziach w podeszłym wieku, t u d o m i n u j ą ludzie
młodzi, uczniowie, studenci, inteligencja techniczna. B o d ź ­
ce mogą być różne — chęć sprawdzenia siebie, zaimpono­
wania kolegom, potrzeba humanistycznego dopełnienia,
czasem — tylko szansa zarobku.
W okresie gdy zachwiane są wszelkie kryteria ocen,
gdy obok mało zrozumianej dla ogółu sztuki abstrakcyjnej
kwitnie przewrotna moda na starocie, a nawet kicz — ot­
wiera się szansa dla ł a t w y c h i m i t a c j i „ s z t u k i " , pseudo
„ikon", przedmiotów u ż y t k o w y c h , breloczków i t p . W mias­
tach zachodniej Europy wszędzie widuje się m ł o d y c h ludzi
zarabiających na życie wyrobem i s p r z e d a ż ą widoczków,

ikon, wisiorków z drewna, d r u t u czy blachy. Sprzedają
swoje w y r o b y po prostu — na chodnikach, w korytarzach
metra, w p a s a ż a c h handlowych. U nas — h a n d l u j ą n i m i na
Starówce warszawskiej, w miastach o większym ruchu turys­
t y c z n y m . Czasem w y r a b i a j ą te przedmioty uczniowie plas­
tycznych liceów i wyższych uczelni, czasem uczniowie szkół
ogólnokształcących czy technicznych, po prostu, dla do­
datkowego zarobku. N i e k t ó r z y sprzedają swe wyroby do
Desy, Cepelii, sklepów p a m i ą t k a r s k i c h .
Jest to produkcja pełniąca rolę sztuki, zaspokajająca
niewyrobione gusty k u p u j ą c y c h . Imitacja sztuki u ż y t k o w e j ,
imitacja malarstwa, masowa produkcja tandety, amator­
szczyzna pieniąca się nie t y l k o na R y n k u Starego Miasta
i na murach warszawskiego Barbakanu •— ale co gorsza
we wzornictwie p r z e m y s ł o w y m , w produkcji p a m i ą t e k
(w tzw. rzemiośle artystycznym). Źródłem tej działalności
nie jest chęć w y ż y c i a się, malowania czy tworzenia przed­
m i o t ó w ł a d n y c h i u ż y t e c z n y c h , ale przede wszystkim —•
łatwość zarobku.
Tutaj też, w tej grupie, mieszczą się przeróżni spec­
jaliści od t a t u a ż u , różnego rodzaju ozdób i z n a k ó w infor­
macyjnych świadczących o przynależności do jakiejś grupy
rówieśniczej czy w inny sposób wyodrębnionej (hippisi,
grypsera).
Grupa 5 — obejmuje sferę
działań mało
uś­
w i a d o m i o n y c h , s p o n t a n i c z n y c h , niemal od­
ruchowych. P r z y k ł a d e m t a k i m jest domazywanie zabaw-

207

��П. 26. Krystyna Szefler „ T u k w a " , Warszawa. Rysunek tuszem. I I . 27. Jan K a r w o t , R y b n i k . Fatum, gwasz. I I . 28. Zygmunt
Kozioł „ Z y k o z " , N o w y Targ. Z e y k l u : „ R o d z i n a cłeoa" — Styry dziwki z Ludźmierza, jeden i drugi dziod, dwóh gazdów i je­
den pon potrzom na wos, drewno.

209

�210

�nych szozegółów na ilustracjach w pismach (niweczących
granina, r y s u n k i konferencyjne s t a n o w i ą bowiem p r ó g grupy
„istotę" zdjęcia, a więc dorysowywanie wąsów a k t o r k o m ,
• — k t ó r ą z k i l k u p o w o d ó w u w a ż a m za najciekawszą, naj­
dodawanie hippisowskich akcesoriów m ę ż o m stanu itp.),
ważniejszą.
bazgroly, gryzmoły — k t ó r e rysujemy często machinalnie
Grupa 6 — obejmuje t w ó r c z o ś ć , k t ó r a
jest
— w czasie czekania w kawiarni, na lekcjach, w y k ł a d a c h , w y r a z e m o s o b o w o ś c i , w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w i prze­
żyć.
zobraniach i konferencjach. R y s u n k a m i t a k i m i zajmowali
się w ostatnich latach V i t t o r i n o Andreoli w pracy II linO ile wspomniane „ d z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e " p o t r a k t o w a ć
guaggio gráfico delia Follia (Verona 1969), a zwłaszcza Jean jako jeden z progów tej grupy, to d r u g i m —• będzie twór­
Vinchon, autor podstawowej pracy La magie du dessin.
czość zwana często „ e k s p r e s j ą p s y c h o p a t o l o g i c z n ą " . Po­
Du griffonage auiomatique au dessin therapeutique
(Brug
m i ę d z y t y m i s k r a j n y m i p r z y k ł a d a m i umieścić należy część
1959). Prace ich świadczą o t y m , że rysunek automatyczny
wypowiedzi plastycznej a m a t o r ó w , zwłaszcza malarstwo
może być wykorzystywany jako jedno ze źródeł poznania
i rzeźbę s p o n t a n i c z n ą , s a m o r o d n ą , o w y r a ź n y c h cechach
osobowości badanego.
osobowości t w ó r c z e j .
Grupa ta wydaje m i się bezwzględnie najciekawsza.
Działanie twórcze (pojęcie twórczości i n t e r p r e t u j ę oczy­
Z a r ó w n o dlatego, źe t u i t y l k o t u p o w s t a j ą zjawiska artys­
wiście w kategoriach psychologicznych a nie estetycznych,
tycznie interesujące, i to na r ó ż n y c h szczeblach rozwoju
artystycznych) — wynika z potrzeby manipulacji, koncen­
intelektualnego i artystycznego człowieka, j a k też i ze
tracji uwagi na czynności stanowiącej relaks. P r z y k ł a d e m
względu na w a g ę procesu twórczego dla samego autora.
— dłubanie w korze drzewnej ezy m i ę k k i m kamieniu —
Twórczość jest t u nie z a b a w ą , nie zajęciem, nie ubocznym
jako czynność wyraźnie relaksowa dla chirurga. Działanie
produktem zaintoresow ań, a sposobem życia, t r a n s m i s j ą
takie w swych pobudkach zbliża się do grupy 1 — w k t ó r e j
m i ę d z y osobowością człowieka a otoczeniem; w y n i k i e m
umieścimy robótki kobiece i t p . R ó ż n i c a jest t y l k o w m o t y ­
zarówno potrzeby wypowiedzi, określenia swej filozofii,
wacji. Gdy robótki (haftowanie, szydełkowanie) m a j ą na
indywidualnego stosunku do życia, ś w i a t a otaczającego —
celu przede wszystkim zdobienie w n ę t r z czy osoby, a więc
j a k i w e w n ę t r z n e j potrzeby wypowiedzi plastycznej. W i ą ­
robione są w intencji upiększenia otoczenia — należą do 1
że się z k u m u l a c j ą właśnie plastycznych dyspozycji artys­
grupy, jeśli natomiast w y n i k a j ą z potrzeby estetycznej
tycznych.
manipulacji — zaliczymy je do omawianej t u grupy.
T u , w tej grupie znajdują się zarówno ludzie, k t ó r y c h
Granica między t ą g r u p ą a n a s t ę p n ą jest p ł y n n a . Raczej
twórczość jest w y p o w i e d z i ą w e w n ę t r z n ą , formą sprawiedliilościowa — a nie jakościowa. D z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e , baz­
r

I I . 29. Bronisław Surowiak, Warszawa. Człowiek, tusz. I I . 30. Tadeusz K o ł e k , K r a k ó w . Sport, tusze kolorowe. I I . 31. Brunon
Podjaski, Bukowiec, pow. Jelenia Góra. Sanatorium Bukowiec opanowane przez diabla, olej.

211

�""IW: a 5

v: in 0 « n ? . •

Redlioh, Nowa H u t a . Para w salonie, col.

212

�I I . 36. Bronisław Makucki, Koszalin. Wnętrze Muzeum w Darłowie,

wośoi wymierzonej ś w i a t u , przestrogą, buntem, obsesją,
jak też i ci, którzy m a l u j ą świat z e w n ę t r z n y , ale p r z e ż y t y
osobiście, twórczo, samodzielnie, a nie pod w p ł y w e m za­
pożyczonych wzorów. O najwybitniejszych m o ż n a b y po­
wiedzieć, że są j a k gwiazdy świecące w ł a s n y m światłem,
a nie odbitym — j a k to ma miejsce u najlepszych z grupy
trzeciej. Znajdą się t u więc N i k i f o r , Monsiel (ił. 21) i Ociepka,
ale też i malarka k w i a t ó w Maria Wojtowicz (ił. 40), ogrodnik
Bazyli Albiczuk ( i l . 9), chirurg, prof. Jan Kossakowski
(il. 2); ludzie bez żadnego w y k s z t a ł c e n i a — i z n a u k o w y m i
tytułami; zupełnie samorodni — i podszkoleni, prowadzeni
przez instruktora. Ale —• trzeba t u d o d a ć •— t y l k o wtedy,
gdy pomoc instruktora-plastyka polega na rozwinięciu specy­
ficznych właściwości widzenia i odczuwania człowieka, na
poszanowaniu jego w y o b r a ź n i , a nawet techniki plastycznej
wypowiedzi.
Wyliczanio szczegółowe, kogo widzę w tej grupie nie
miałoby sensu, w i d a ć to zresztą z towarzyszącego arty­
kułowi zestawu ilustracji. Istotne jest dla mnie t y l k o wskaza­
nie na to, jak różne m o g ą b y ć osobowości, j a k różne środo­
wiska, zawody. Dozorca nocny W ł a d y s ł a w R y b k o w s k i ( i l .
13), lekarz — psychiatra H a l i n a D ą b r o w s k a , absolwentka
liceum ogólnokształcącego K r y s t y n a Szefler „ T u k w a " ( i l .
26), lakiernik W ł a d y s ł a w R z ą b , technik Grzegorz S t a ń c z y k ,
robotnik — poligraf Bronisław Surowiak ( i l . 29), górnicy—•
Jan Nowak ( i l . 22) czy E r w i n Sówka.
Niektórzy zostali j u ż przyjęci na podstawie prac do
Związku Polskich A r t y s t ó w P l a s t y k ó w , j a k np. Leokadia
Płonkowa (il. 38), Jan K a r w o t ( i l . 27), Maria Dalebora ( i l . 1).
Ci ostatni, mimo oficjalnego statusu artysty-plastyka, nadal

olej.

w y k o n u j ą swój pierwotny zawód. Dalebora jest prokura­
torem, K a r w o t — skrzypkiem w orkiestrze zespołu „ Ś l ą s k " .
Nazwiska te w y m i e n i a m t y l k o p r z y k ł a d o w o , wielu jest
ludzi, dla k t ó r y c h twórczość jest c z y m ś więcej niż r o z r y w k ą ,
z w y k ł y m hobby, niedzielnym malowaniem. A nawet, gdy
mowa o t y m niedzielnym malowaniu — istotne jest nie to,
k i e d y się ma w a r u n k i do pracy t w ó r c z e j , ale c z y m ona
jest dla człowieka, jakie zajmuje miejsce w hierarchi jego
potrzeb.
Dyspozycje twórcze s ą t u znacznie istotniejsze n i ż sam
talent. Talent jest bowiem umiejętnością w r o d z o n ą , łatwpścią realizacji — dyspozycje twórcze zaś p o t r z e b ą , skłonnoś­
cią. N i e należy więc u t o ż s a m i a ć talentu z potrzebami
twórczej wypowiedzi, choć przeważnie wiążą się ono ze
sobą. Zdarza się jednak, że silne potrzeby twórcze w y s t ę p u j ą
przy raczej miernych uzdolnieniach.
Nie ma danych, aby stwierdzić czy dyspozycje plastycz­
ne w i ą ż ą się ze stanem psychicznym człowieka. Prinzhorn
stwierdził, że w śród p a c j e n t ó w k l i n i k psychiatrycznych
t y l k o dwa procent maluje czy rzeźbi z własnej w o l i . Trudno
więc m ó w i ć t u o jakiejś w y r a ź n e j preferencji w o l i twórczej
u ludzi odbiegających od n o r m y zdrowia psychicznego
(zawsze zresztą hipotetycznej i zależnej od kontekstu —•
środowiska, społeczności). Można natomiast zaobserwować,
że w ś r ó d ludzi o z a k ł ó c o n y m stosunku do ś w i a t a z e w n ę t r z ­
nego w y s t ę p u j e często odcięcie się od ciśnienia opinii,
m ó d — i c a ł k o w i t a koncentracja na świecie w e w n ę t r z n y m .
Twórczość bywa wówczas ś r o d k i e m ujawnienia się osobo­
wości, jej ekspresją, wyrazem napięć i t y c h zakłóceń, k t ó r e
spowodowały c h o r o b ę — czyli aktem samoobrony organizmu,
r

213

�214

�4(1

„ucieczką w c h o r o b ę " . Nie trzeba chyba t ł u m a c z y ć , że w tej
sytuacji twórczość nosi często charakter indywidualnego
przekazu osobistej wizji. S t ą d zainteresowanie n i ą znakomi­
tego francuskiego malarza i teoretyka sztuki, Jeana Dubuffeta, który przywiązując szczególną w a g ę do twórczości nie
utomperowanej, nie obłaskawionej przez k u l t u r ę , m o d ę czy
konwencję — stworzył fundację i bogate muzeum , , L ' a r t
brut", na które złożyły się dzieła wybitnie interesujących
twórców samorodnych, niezależnych od oficjalnych wzorów.
Twórców, dla k t ó r y c h punktem wyjścia było nie stworzenie
„dzieła sztuki", lecz konieczność w e w n ę t r z n e j wypowiedzi,
ujścia dla gorejącej w y o b r a ź n i .
Dyspozycje twórcze i j a s k r a w o ś ć ich ujawniania się
w postaci „ s p o n t a n i c z n e j " zależą jednak nie t y l k o od psychi­
ki, alo i od czynników z e w n ę t r z n y c h , od ciśnienia środowiska,
stopnia zależności od wzorów, i co szczególnie istotno —
od sposobu kształcenia, prowadzenia amatora przez instru­
ktora — plastyka, ognisko i t p . Złe prowadzenie wiedzie do
przejmowania z z e w n ą t r z konwencji, k t ó r e się n a ś l a d u j e ,
do kenalizowania wypowiedzi osobistej w formach konwen­
cjonalnych.
Wiąże się z t y m w a ż n y problem — nieraz u t o ż s a m i a się
twórczość spontaniczną ze s z t u k ą n a i w n ą , „ i n n ą " , instynktywną. Zo swoistym p r y m i t y w i z m e m
wypowiedzi.
Jest to niesłuszne, choć oczywiście łatwiej b y ć „ s o b ą " ,
gdy się jest niezależnym od ciśnienia z e w n ę t r z n y c h wzorów,
gdy się jest debilem, k a l e k ą , izolowanym od otoczenia
głuchoniemotą czy ślepotą, gdy się żyje w leśnej głuszy,
w izolacji fizycznej lub psychicznej.
Nie zawsze jednak a u t e n t y c z n o ś ć p r z e ż y c i a i dyspo­
zycji twórczych w y r a ż a się w formie zupełnie nowej. B y w a ,

41

żo przyjmuje się model czyjejś sztuki jako sobie najbliższy.
Z n a k o m i t y m p r z y k ł a d o m jest t u dla mnie malarstwo górnika
Ewalda Gawlika ( i l . 45), k t ó r y nawiązuje do van Gogha nie
jako do malarskiej konwencji — ale jak do bliskiego sobie
wzorca artysty, człowieka, do jego postawy moralnej, dra­
m a t u życia, twórczości.
Sama „ o r y g i n a l n o ś ć " o niczym nie świadczy. Może b y ć
wręcz w y n i k i e m mody, wtedy „ o r y g i n a l n o ś ć " jest t y l k o
pozorna, z e w n ę t r z n a . Staje się sposobem, trickiem — nie
ma natomiast niczego wspólnego z rzeczywistą adekwat­
nością m i ę d z y twórczością a osobowością człowieka.
W ł a ś n i e w ś r ó d t y c h ludzi, dla k t ó r y c h sztuka jest
w e w n ę t r z n ą p o t r z e b ą , sposobem realizowania siebie, spoty­
ka się osobowości t w ó r c z e , prawdziwych a r t y s t ó w : Nikifora,
Felicję Głowacką, Jana Spychalskiego, Marię Daleborę,
Zygmunta Beksińskiego. „ N i o u c z o n y c h " , a w y b i t n y c h .
Nie k a ż d y jednak, k t o przejawia dyspozycje plastyczne
jest „ a r t y s t ą " i zasługuje od tej strony na nasze zaintereso­
wanie. Powiedzmy jasno, są to raczej w y j ą t k i , i jeśli na
I Triennale P l a s t y k i Nieprofesjonalnej znalazło się sporo
dzieł n a p r a w d ę interesujących i w a r t o ś c i o w y c h artystycznie,
to nie zapominajmy, iż zostały ono wybrane spośród wielu,
wielu t y s i ę c y o b r a z ó w i rzeźb n a d s y ł a n y c h w całym kraju
na p r z e g l ą d y plastyki amatorskiej. Wybrano je przecież
z przeszło 20.000 prac zgromadzonych na przeglądach woje­
wódzkich, a więc już po wstępnej selekcji, przy czym w Szcze­
cinie pokazano ok. 700 prac, a w Krakowie i Warszawie
ok. 300.
F a k t t a k ostrej selekcji absolutnie nie p o d w a ż a sensu
i rangi twórczości nieprofesjonalnej, szerokiego ruchu pla­
stycznego amatorstwa. Rzecz bowiem w t y m , że w odróż-

215

�I I . 42. Urszula Z a p a ł a - B u k s e , R a c i b ó r z . Portret,

olej. I I . 43. H e n r y k Wloczywoda, Bydgoszcz. Dziewczyna

nieniu od m i a r y ocen w sztuce zawodowej — w twórczości
nieprofesjonalnej w a r t o ś ć ściśle plastyczna jest t y l k o jed­
n y m z k r y t e r i ó w , i ś m i e m twierdzić — nie n a j w a ż n i e j s z y m .
B ą d ź m y sprawiedliwi. W nurcie nieuczonej sztuki
spotyka się dzieła świetne, urocze, urzekające autentyzmem,
siłą bezpośredniego przekazu osobowości artysty, spotyka się
obrazy i rzeźby dające widzowi wzruszenie, inspirujące
artystycznie — i dlatego I Triennale uznane zostało przez
szczecińską k r y t y k ę za ewenement. Ale nie dla artystycz­
nych wartości otacza się ruch amatorski zainteresowaniem
i p o m o c ą (zresztą niewielką). P r z e s ą d z a j ą o t y m inne czyn­
n i k i — natury ogólnokulturowej, społecznej, psychologicznej.

*
Przeprowadzony t u podział ma oczywiście sens t y l k o
orientacyjny. Określając sfery, w k t ó r y c h przejawiają się
uzdolnienia i dyspozycje plastyczne, posłużyłem się „ m o d e ­
l a m i " , k t ó r e , j a k to bywa zawsze przy budowaniu teoretycz­
nych konstrukcji, m a j ą t y l k o p r z y b l i ż o n ą w a r t o ś ć , uprasz­
czają złożone zjawisko psychologii twórczości i nie zawsze
d a d z ą się odpowiednio z a a p l i k o w a ć w praktyce, czasom
bowiem w y s t ę p u j ą motywacje, k t ó r e mieszczą się w paru
grupach lub na ich s t y k u . Nie chodziło t u jednak o to,
żeby poszufladkować ludzi, ale b y p o k a z a ć , że dyspozycje
plastyczne m o g ą się realizować na r ó ż n y c h p i ę t r a c h świado­
mości, inwencji i uzdolnień, i że przejawiają się one w róż­
nych sferach działania.
Modele te m a j ą znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy za­
stanawiamy się nad dyspozycjami t w ó r c z y m i ludzi, nad
ich inklinacjami. P o z w a l a j ą może t r o c h ę lepiej zrozumieć
zjawisko, k t ó r e nazwano twórczością (plastyką) nieprofes­
jonalną.

216

wiejska,

olej.

W y b ó r tego określenia nie b y ł przypadkowy, mimo
że nie jest to określenie ł a d n e . „ N i e p r o f e s j o n a l n y " jest
przeciwieństwem czegoś, co jest „profesjonalno", a więc
wyuczone, wykonyw ane fachowo, sprawnie zawodowo.
„ N i e p r o f e s j o n a l n y " oznacza więc t u tyle, co nie wyuczony,
nie t r a k t u j ą c y swej twórczości jako zawód, rzemiosło.
Mieści się więc w t y m określeniu k a ż d e działanie plas­
tyczne, k t ó r e p o w s t a ł o samorodnie, spontanicznie, bez okre­
ślonego t r y b u szkolenia niezbędnego dla uzyskania patentu
plastyka. A więc i twórczość wiejskich p r y m i t y w ó w (samo­
dzielnie k s z t a ł t u j ą c y c h swój warsztat artystyczny i formę
wypowiedzi) i t z w . naiwnych, i wszelkiego autoramentu
a m a t o r ó w , mniej czy bardziej podszkolonych, i wreszcie
a u t o d y d a k t ó w . Pojęcie „ n i e p r o f e s j o n a l n y " obejmuje więo
zarówno a n a l f a b e t ę , j a k i człowieka o dużej wiedzy i kultu­
rze, „ n a i w n e g o " i ś w i a d o m e g o .
Poza „ n i e p r o f e s j o n a l n y m i " s ą więc jedynie „profes­
j o n a l n i " . W sytuacji polskiej b ę d ą t o artyści-plastycy za­
wodowi, usankcjonowani p r z y n a l e ż n o ś c i ą do ZPAP lub
odpowiednim zaświadczeniem Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki.
B ę d ą t u t e ż t w ó r c y ludowi, rzemieślnicy, przejmujący warsz­
tatowe umiejętności i tradycyjne f o r m y ; zawodowo trudnią­
cy się określoną dziedziną wytwórczości artystycznej.
P o m i n i ę t o t e ż na Triennale malarstwo dzieci, które
jest zjawiskiem o d r ę b n y m . P o m i n i ę t o również te formy
plastycznej wypowiedzi, k t ó r e w zamierzeniu swym nie
m i a ł y pełnić roli „dzieła s z t u k i " , choć mogłyby być dla
widza interesujące nawet od strony artystycznoj, a więo
m a l u n k i na ś c i a n a c h d o m ó w i d o m k ó w campingowych
i w o g r ó d k a c h działkowych, kompozycje ogrodów, kącików
z k w i a t a m i przed oknem, b u k i e t y z suszu i sztucznych
k w i a t ó w , dekorację mieszkania, m a k i j a ż i „przyrządzanie"
siebie, r y s u n k i i r z e ź b y w piasku, lodzie, dorysowywanie
7

�•tejo 'пгогшрВ zvzfdj

•fs[0 'эо.птрпши

•eoiM.og.trg; 'ЧТ1^«0 P l ^ a

'S?

II

-jsiudrig ' c q f e ^ z g jfezsptreuj -ff -Ц

�4в

47

I I . 46. K a r o l Sorychta, Jelenia Góra. Moja matka też Gioconda, olej. I I . 47. Franciszek Szyłojko, Supraśl. Leda, olej.
(Kopia z reprodukcji obrazu Loonarda da Vinci).

r ó ż n y c h treści na fotografiach (zwłaszcza portretach), col-''
laże, rysunki „ k o n f e r e n c y j n e " , dekoracyjne pismo kali­
graficzne (kaligramy), t a t u a ż , zdobienie kulinarne (stołu,
potraw), para - a r t y s t y c z n ą twórczość fryzjerów i cukier­
ników, ręcznie malowane szyldy i reklamy, dekorację „ p o p artowską" samochodów i t d .
Szkoda m i , że na Triennale nie u d a ł o się p o k a z a ć
t y c h przejawów inwencji plastycznej, nawet w formie foto­
graficznego aneksu. Niestety — m a ł o co jest utrwalone,
po prostu n i k t się nie zajmuje d o k u m e n t a c j ą t y c h p r z e j a w ó w
ludzkiej a k t y w n o ś c i . A w opiece nad amatorami wciąż trzy­
mamy się dawnego schematu tworzenia „dzieł s z t u k i " .
Regulaminy większości p r z e g l ą d ó w powiatowych i woje­
wódzkich nawet zastrzegają, że przyjmowane b ę d ą jedynie
obrazy, rzeźby, grafika. N a ile słuszne jest to ograniczenie
pola oddziaływania i n s t r u k t o r ó w , plastyka? Nie wiem. Są­
dzę, że jest to jedno z p y t a ń , na k t ó r e trzeba będzie odpo­
wiedzieć w bliskim czasie.
Triennale ograniczało się więc do dyscyplin t r a d y c y j ­
nych. T y m bardziej, że przyświecała m u m y ś l konfrontacji
n u r t u niezawodowego z zawodowym. Pokazania różnic,
pokazania też tego, co ciekawe, wartościowe, a nawet inspiru­
jące. I d e ą wystawy było właśnie zderzenie r ó ż n y c h postaw
w plastyce nieprofesjonalnej. Zademonstrowanie zjawiska
w różnorodności form, „ c h a r a k t e r ó w pisma". I chyba to
przede wszystkim różniło Triennale od innych wystaw,
któro p o k a z y w a ł y t y l k o w y c i n k i zagadnienia — twórczość
ludową, naiwnych, a m a t o r ó w , grupy środowiskowe i zawo­
dowe.
Na pewno Triennale b y ł o b y dla wielu widzów, zwłaszsza zawodowych p l a s t y k ó w bardziej „ z a b a w n e " , gdyby
ograniczyło się t y l k o do prezentacji „ n a i w n y c h " . Ale prze­
cież nie o to chodziło. Po to właśnie p r z y j ę t o formułę szeroką
— plastyki nieprofesjonalnej — aby p o k a z a ć wszystko, co

218

w a r t o ś c i o w e na r ó ż n y c h szczeblach świadomości. Obok ludzi
naiwnych (z różnego zresztą powodu) są przecież też „auten­
t y c z n i " t w ó r c y wśród ludzi w y k s z t a ł c o n y c h . I c h wypowiedź
musi b y ć oczywiście inna, ponieważ inna jest ich osobowość,
k u l t u r a , psychika. Zachęcanie t a k i c h ludzi do „naiwności"
b y ł o b y nonsensem. Mogą p r z e j m o w a ć (i robią to czasem —
vide i l . 20) wzorzec stylowy „ n a i w n y c h " , podobnie jak wzo­
rzec „ n a i w n y c h " przyjęło wielu a m a t o r ó w jugosłowiańskich,
zachodnio-niemieckich czy francuskich, ale właśnie w tym
widzę uleganie modzie i co t u dużo mówić, bodźcom komer­
c y j n y m . Rzecz dotyczy zresztą i p l a s t y k ó w zawodowych,
nie wchodzę t u nawet w przyczyny, dla k t ó r y c h ktoś przyj­
muje konwencję „ n a i w n ą " — faktem jest, że wlaśnio w tej
„ k a t e g o r i i " zdobyli we Włoszech medale nasza Maria Anto
i Fantazos Ziembicki.
Naturalne jest, gdy twórczość jest adekwatna do po­
ziomu kulturalnego człowieka, do ś w i a d o m y c h jego ambicji.
T y l k o , że i m większa k u l t u r a , t y m trudniej o spontaniczność,
świeżość obserwacji i w y o b r a ź n i , swobodę i śmiałość twórcze­
go a k t u .
W y p a d a z a p y t a ć , co p o k a z a ł o Triennale, jakie może
n a s u w a ć wnioski ? C h c i a ł b y m t u powiedzieć o paru sprawach.
Wyselekcjonowano dzieła a r t y s t ó w nieuczonych mógł
b y ć w y b i t n i e interesujące artystycznie; wzbogacają obraz
sztuki naszego czasu o nowo odcienie. P r z y p o m n ę t u stwier­
dzenie Dubuffota i Rolanda Topora — że jedynie ciekaw^
jest twórczość, k t ó r e j źródła t k w i ą w zakamarkach ludzkiej
psychiki, k t ó r a ujawnia czy wręcz demaskuje to, co jest
autentycznym problemom czy nawet dramatom człowieka.
W sztuce, wśród zalewu prac poprawnych, pseudo-oryginalnych, a często wirtuozowskich formalnie — ważna jest nie
z e w n ę t r z n a ich p o w ł o k a , ale t o , co artysta ma innym na­
p r a w d ę do powiedzenia. Jest s m u t n ą p r a w d ą sztuki naszego
czasu, że coraz trudniej jest powiedzieć coś ważnego, a nawet

�&lt;

tylko nowego. Nie sądzę, aby „ n i e u o z e n i " mieli nam d u ż o
do powiedzenia o świecie. Ale m ó w i ą o sobie wtedy, gdy
w swej twórczości są tacy jacy są, właśnie przez brak wiedzy
zapożyczonej, wyuczonej, właśnie dlatego, żo u najciekaw­
szych z nich — forma, jak kokon, wysnuta jest z w e w n ą t r z ,
jost funkcją psychiki, w y o b r a ź n i , idei, obsesji.
Mówi się, a czasem t a k jest istotnie, że w sztuce „nieuładzonej", nieutemperowanoj przez k u l t u r ę — ujawnia się
prawda ludzka. A to się liczy, zwłaszcza w naszej epoce,
bardziej niż zręczność, efoktowność, p o p r a w n o ś ć .
Ale co jest n a p r a w d ę w a ż n e w tej twórczości niepro­
fesjonalnej ? Poziom? Forma? Czy m o ż e jej rola dla samego
malarza ?
Wspominałem, że k r y t e r i u m „ a r t y s t y c z n e " jest w moim
głębokim przekonaniu wcale nie najważniejsze w ocenie
s p o ł e c z n o j roli sztuki niezawodowej. T u właśnie w i d z ę
zasadniczą różnicę m i ę d z y stosunkiem do sztuki profesjo­
nalnej a nieprofesjonalnej.
Podstawowym bowiem k r y t e r i u m oceny zawodowego
artysty-plastyka jest jakość artystyczna jego dzioła. Nie
interesuje nas czym jest obraz dla niego samego, nie ob­
chodzą nas jogo w e w n ę t r z n e perypetie. Jest zawodowcom,
którego fach na t y m polega, że pokazuje swoje dzÍ3la
publiczności. Obraz czy r z e ź b a s t a j ą się częścią „ r y n k u " ,
patrzymy na nie jak na towar, j a k na przedmiot artystycz­
ny, który powinien n a m coś m ó w i ć , n a w i ą z a ć z n a m i
jakąś nić porozumienia.
Ale w twórczości niezawodowej k r y t e r i u m jakości arty­
stycznej jest t y l k o j e d n y m z k r y t e r i ó w i t o , jak j u ż po­
wiedziałem, nie n a j w a ż n i e j s z y m . W ó w c z a s gdy w plastyco zawodowej interesuje nas efekt, p r o d u k t , dzieło. S z t u ­
ka. W plastyce zaś nieprofesjonalnej n i e p o r ó w n a n i e waż­
niejsza jest s a m a t w ó r c z o ś ć , to czemu ona służy,
jaką pełni rolę dla samego t w ó r c y , dla środowiska. Dlatego,
aby wlaściwio ocenić społeczną rolę p l a s t y k i niezawodowej,
trzeba zdawać sobie s p r a w ę z tego:

Bywa, że człowiekowi zostaje w życiu t y l k o twórczość.
I szczęśliwy ten, k t o j ą wówczas ma, k t o może w niej w y ­
ł a d o w a ć swe kompleksy, frustracje, napięcia. Gdy znakomity
chirurg, na skutek porażenia, staje się kaleką, niezdolnym
m ó w i ć i pisać — malowanie staje się dla niego n o w ą treścią
życia. Ludzie m a l u j ą , r y s u j ą , rzeźbią — aby odnaleźć sens
egzystencji, aby z o b i e k t y w i z o w a ć swoje nieszczęście. Spot­
k a ł e m w Barczewie człowieka bez r ą k , k t ó r y m a l o w a ł pędz­
lem t r z y m a n y m w ustach. W Konstancinie dzieci o po­
r a ż o n y c h po Heine-Medina k o ń c z y n a c h rzeźbią w glinie
p a t y k i e m t r z y m a n y m palcami nogi lub w ustach. (Są radosne,
c h w a l ą się swymi k o t a m i , d i a b ł a m i , k r ó w k a m i ) . Maluje
niowidoma, Józefa Budzyn-Nowakowa, uprzednio modeluje
z p a p k i papierowej płaskorzeźbę, k t ó r ą n a s t ę p n i e pokrywa
farbami, maczając pędzel w odpowiednio ustawionych słoi­
kach. (Oczywiścio utrata wzroku n a s t ą p i ł a j u ż w wieku
d o j r z a ł y m — s t ą d pozostała p a m i ę ć p r z e d m i o t ó w i barw).
R z e ź b i niewidomy m a s a ż y s t a z Ciechocinka, przeważnie
f i g u r k i psa, portrety swojego psa, k t ó r e g o stale „ o g l ą d a "
r ę k a m i . Ludzie nagle rzuceni poza b u r t ę życia, pozbawieni
dotychczasowych zainteresowań, zajęć — znajdują w twór­
czości nowy sens życia. N i g d y nio z a p o m n ę dziewięćdziesięciokilkuletniego Alfreda Długosza, malarza-amatora z Gor­
l i c ; od czasu swej emerytury malował n a m i ę t n i e i z powagą,
a u m i e r a j ą c , z a ż ą d a ł b y m przyjechał do niego, chciał bo­
wiem dorobek swego życia o d d a ć do I n s t y t u t u Sztuki. B y ł
już nieprzytomny, ale gdy wszedłem do jego pokoiku
w domu dla przewlekle chorych — p o z n a ł mnie, uśmiechnął
się z t r u d e m i p o w i e d z i a ł : „ P a n i e , ja m i a ł e m piękne życie.
B y ł e m malarzem".

— czym jest ona dla higieny psychicznej autora;
— jaka jost jej rola w rozwoju k u l t u r a l n y m t w ó r c y ,
we wzbogaceniu jego osobowości;
— jak wpływa ona na środowisko.
Dopiero na końcu w y m i e n i ł b y m zdolność budzenia wzruszeń
i emocji artystycznych samym dziełem.

Ale nie m ó w m y o p r z j k ł a d a c h drastycznych, nie chciał­
b y m sugerować niechcąco, że zjawisko dotyczy niewielkiej
grupy ludzi. Z b a d a ń ankietowych, k t ó r e właśnie prowadzi­
m y w Pracowni P l a s t y k i Nieprofesjonalnej I n s t y t u t u Sztuki
P A N w y n i k a — że motywacja psychologiczna dominuje
zwłaszcza wśród ludzi w wiekii ś r e d n i m i dojrzałym. Napotyka
się j ą w większości ankiet ludzi, k t ó r z y zaczęli rzeźbić i malo­
w a ć w wieku emerytalnym.
D l a ludzi zajmujących się czynnie p l a s t y k ą twórczość
jest b o d ź c e m zainteresowań „ w i e l k ą " s z t u k ą . Badania pu­
bliczności odwiedzającej muzea sztuki w y k a z u j ą wśród zwie­
d z a j ą c y c h d u ż y odsetek a m a t o r ó w - p l a s t y k ó w . Większość
ma w domu książki o sztuce, reprodukcje, chodzi na wy­
stawy. Sam fakt malowania czy rzeźbienia wyróżnia jed­
n o s t k ę w środowisku, i to jest zjawisko nowo, ważne.
Oczywiście bardziej skomplikowana jest ocena roli plas­
t y k i niezawodowej w upowszechnianiu k u l t u r y , zwłaszcza
plastycznej. Czy jest to rola zawsze doda nia?

Problem funkcji jest absolutnie podstawowy. Bez
zrozumienia jego niemożliwa jest ani p r a w i d ł o w a ocena
zjawiska, ani polityka j a k ą n a l e ż y wobec niego stosować.
Triennale — widziano w oderwaniu od zarysowanej t u
hierarchii funkcji jest t y l k o c i e k a w o s t k ą , argumentem do­
wodzącym, żo przy bardzo dużej selekcji m o ż n a znaleźć
w nurcie twórczości nieprofesjonalnej interesujące osobo­
wości i wartościowe dzieła. Ale t o nie jest w y s t a r c z a j ą c y m
powodem, aby otaczać ten n u r t zainteresowaniem i opieką.
Jest nim natomiast rola społeczna i k u l t u r o w a tego n u r t u .
Higiena psychiczna.
Nie przypadkiem w y ­
mieniam t ę s p r a w ę na pierwszym miejscu. Jest n a j w a ż ­
niejsza. Nieprawda, że dotyczy znikomej liczby osób o zakłóconoj psychice. D o t y c z y milionów, jest więc powszechna
i — niestety — coraz bardziej widoczna. Niezależnie od
ustroju, jest to bowiem sprawa relacji p o m i ę d z y j e d n o s t k ą
a światom. Nasze środowisko bio-psychiczne jest niestety,
jak cała przyroda, podatne na „zanieczyszczenie". C y w i l i ­
zacja przemysłowa zakłóca r y t m życia, stawia organizm,
zwłaszcza psychikę przed „ p r z e c i ą ż e n i a m i " . H a ł a s , zanie­
czyszczenie powietrza, t r u d n o ś c i komunikacyjne —• wszystko
to wpływa na osłabienie odporności przez czynniki fizyczne,
zewnętrzne; przez wzrost nerwowości, n a p i ę ć , zmęczenie,
przez osłabionie naturalnych m e c h a n i z m ó w obronnych.
Sprzyja to pogłębianiu się stressów w y n i k ł y c h ze złego
układu s t o s u n k ó w m i ę d z y l u d z k i c h , osobistych d r a m a t ó w ,
załamania dotychczasowych m a r z e ń , złudzeń, nadziei.

Mogę takich p r z y k ł a d ó w p o d a ć d u ż o . I co — j a k mie­
r z y ć twórczość t y c h ludzi? W a r t o ś c i ą a r t y s t y c z n ą ? Zmarsz­
czyć brew i p o w i e d z i e ć : — tło jakieś t u martwe, a i kolory
nieciekawe — gdy obraz ten n a m a l o w a ł m ł o d y człowiek cier­
p i ą c y na zanik mięśni, a więc b e z w ł a d n y i bezbronny,
z trudem t r z y m a j ą c y ołówek w dłoni.
r

2

Zacznę od p o z y t y w ó w . Celowe jest w ogóle u ś w i a d a m i a ­
nie ludziom, że sztuka ma sens, że m o ż e b y ć p o t r z e b ą ,
d a w a ć satysfakcję. Dlatego ważno jest nawet samo w y s t ę ­
powanie w środowisku — ludzi czytających, słuchających
m u z y k i , t r a k t u j ą c y c h f i l m czy telewizję jako coś więcej niż
chwilową r o z r y w k ę , oglądających wystawy, malujących,
rzoźbiących. W a ż n e , ale wtedy gdy u ś w i a d a m i a istnienie
potrzeb „wyższego r z ę d u " , gdy jest c z y m ś więcej niż spo­
sobem zarobku, c h a ł t u r ą . T y l k o wtedy. Sens upowszechnia­
nia sztuki widzę bow iem nie w p o b i e ż n y m uczeniu stylów
historycznych, nie w t ł u m a c z e n i u idei, formy, konstrukcji,
nio w przekonywaniu, że Picasso jest wielkim malarzom,
ale w stwarzaniu innego — niż potoczny — systemu odnie­
sień, w tworzeniu w zorca życia, w k t ó r y m decyduje nie
pieniądz, nie kariera, a wartości bezinteresowne, ideowe,
7

7

219

�moralne. Doceniam l u d y c z n ą funkcję sztuki, doceniam sens
propagowania idei p i ę k n a na co dzień — c h o ć b y dlatego,
że łączy się niespodzianie blisko z pojęciem dobrej roboty,
rzetelności. Ale jeśli widzę głęboki sens sztuki w społeczeń­
stwie, to z innego powodu. Sztuka zaspokaja ( i budzi) t ę
sferę potrzeb, k t ó r ą z w y k l i ś m y łączyć z w i a r ą , religią. Czyni
ludzi lepszymi, bardziej w r a ż l i w y m i , o t w a r t y m i na życie,
problemy moralne, ideowe.
W i d z ę sens wystaw sztuki nieprofesjonalnej, gdyż uprzy­
t a m n i a j ą one, że twórczość nie jest s p r a w ą „ e l i t y " , nie
jest c z y m ś n i e d o s i ę ż n y m . P r z e ł a m u j ą one ostre bariery, za
ostre, dzielące dziś społeczeństwo na „ t w ó r c ó w " i „odbior­
c ó w " . W i d z ę sens, ponieważ plastyka a m a t o r ó w jest ł a t w i e j ­
sza w odbiorze, pozwala łatwiej p r z y j ą ć u m o w n o ś ć , bez
której nie ma przecież sztuki.
W i d z ę sens — ale t y l k o wystaw selekcjonowanych,
zwłaszcza środowiskowych, g d y ż t a m najlepiej spełniają
role, o k t ó r y c h mówiłem w y ż e j . Naturalnie pozytywna rola
wystaw a m a t o r ó w większa jest t a m , gdzie w y s t ę p u j ą one
na k u l t u r a l n y m ugorze, gdzie brak innych możliwości kon­
t a k t ó w z d o b r ą s z t u k ą — a mniejsza, gdy k o n k u r u j ą z w y ­
stawami zawodowych p l a s t y k ó w .
Bywa bowiem, że stają się rywalizacją złą, g d y ż oferują
prawie zawsze wartości łatwiejsze, wzruszenia — t a ń s z e .
A sztuka u ł a t w i o n a , nie w y m a g a j ą c a myślenia, nie b u d z ą c a
refleksji, nie rozwijająca świadomości widza — m o ż e b y ć
nawet hamulcem w rozwoju k u l t u r a l n y m człowieka.

G r o ź n a wydaje się fala komercjalizmu, wdzierająca się
do ruchu amatorskiego. Obwieszanie złymi, martwo po­
c z ę t y m i obrazami kawiarni, sprzedawanie ich w tychże
kawiarniach, a t a k ż e — co gorsze — na r ó ż n y c h oficjalnie
popieranych kiermaszach. Niepokoi nie fakt sprzodaży ja­
kichś lepszych czy nawet gorszych obrazów, ale niemal
oficjalne montowanie „ d r u g i e g o r y n k u " , stwarzanie bodź­
ców do komercjalizacji twórczości, z założenia przecież
amatorskiej, a więc bezinteresownej.
Popularyzacja sztuki słabej, pseudo-sztuki, w kraju,
gdzie amatorszczyzna wdziera się r ó ż n y m i szczelinami—
do wzornictwa przemysłowego, do p a m i ą t k a r s t w a , do rze­
m i o s ł — musi b u d z i ć n i e p o k ó j .
Konieczne jest więc p r z e m y ś l e n i e tego zagadnienia i wy­
eliminowanie niedobrych p r a k t y k . Jest to bodaj że naj­
bardziej pilna i w a ż n a sprawa w ś r ó d zarysowanych tu
problemów.
Twórczość nieprofesjonalna zajmuje w a ż n e miejsce wnaszej kulturze. Jest zjawiskiem rozwijającym się dynamicznie,
ciekawym i bynajmniej n i e ł a t w y m do sterowania. Toteż
dobrze, że w ślad za Triennale zostanie zorganizowane
sympozjum poświęcone problemom niezawodowej, amator­
skiej plastyki. Powinno ono p r z y n i e ś ć w efekcie nie tylko
d y s k u s j ę czy nawet wspólnie p r z e m y ś l i ne tezy, ale i znaleźć
wyraz w polityce kulturalnej Resortu K u l t u r y . Czas po
temu n a j w y ż s z y .

PRZYPISY

' I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, Szczecin,
Wojowódzki D o m K u l t u r y , Zamek K s i ą ż ą t Pomorskich,
2—20.VI.1974 r. Koncepcja i w y b ó r prac z p r z e g l ą d ó w
wojewódzkich: Zofia Bisiakowa i Aleksander Jackowski
(komisarz wystawy). Katalog — opr. A . Jackowski.
W y b ó r prac z Triennale pokazano n a s t ę p n i e w K r a ­
kowskim D o m u K u l t u r y , Pał&amp;c p o d Baranami, 3 0 . V I —

25.VII.1974 r. oraz w P a ń s t w o w y m Muzoum Etnograficz­
n y m , Warszawa, 5.X—15.XI.1974r. W p l a k a c i o w g projektu
Krzysztofa Pęcińskiego wykorzystano obraz Ogród Bazylego
Albiczuka z D ą b r o w i c y D u ż e j , pow. Krasnystaw.
2 Por. W ł . Cichocki, Praca oświatowa w Muzeum Sztu­
ki w Lodzi [ w : ] Rocznik Muzeum Sztuki w Lodzi 1930—1962,
Łódź 1965," s. 161, 166.

F o t . ; E . K o z ł o w s k a — T o m c z y k — i l . 2 1 ; L . Sempoliński—il. 20; St. S t ę p n i e w s k i - i l . 12 ; J . Świderski—il. 1-11, 13-19, 22, 24-47;
W . W o l n y - i l . 23

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10057" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10035">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0c782037602a14af29c400bf9e57b1b3.pdf</src>
        <authentication>ea49f0aa74ca56605db404d1a9a86a8a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119588">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4608</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119589">
                <text>1972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119590">
                <text>film etnograficzny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119591">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4280</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119592">
                <text>Film, czyli opowieść najprawdziwsza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119593">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1972 t.26 z.1:s.;11-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119594">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119595">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119596">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119597">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119598">
                <text>Aleksander Jackowski

FILM, CZYLI OPOWIEŚĆ NAJPRAWDZIWSZA
Nie doceniamy roli f i l m u w badaniach nad l u d o w ą
kulturą artystyczną, wciąż bowiem widzimy film, zwła­
szcza d o k u m e n t a l n y , j a k o f a k t j e d n o r a z o w y , j a k o p r z y ­
padkowego, nie zawsze p o ż ą d a n e g o towarzysza d ł u g i e g o
m e t r a ż u . Z r e s z t ą gdzie m o ż n a o k r e ś l o n y d o k u m e n t zo­
baczyć? Gdzie m o ż n a t a k z niego k o r z y s t a ć , j a k z k s i ą ż ­
k i czy m a t e r i a ł ó w n a u k o w y c h ? P r z e c i e ż n i e n a s p o r a ­
dycznych p r z e g l ą d a c h w r ó ż n y c h miastach kraju...
N i e w y t w o r z y l i ś m y jeszcze n a w y k u k o r z y s t a n i a z f i l ­
m u j a k o d o k u m e n t u , nie m a m y c z y t n i k ó w
filmowych
w bibliotekach, pracowniach muzealnych, a nawet I n ­
s t y t u t u S z t u k i . I n s t y t u c j e te nie m a j ą z r e s z t ą s w o i c h
specjalistycznych filmotek, s t ą d dotarcie do p o ż ą d a n e g o
t y t u ł u nie jest ł a t w e . M o ż n a jednak b y ć p e w n y m , że
w k r ó t c e s y t u a c j a z m i e n i s i ę r a d y k a l n i e za s p r a w ą n o ­
w y c h zdobyczy t e c h n i k i (videofony kasetowe) i u g r u n ­
towania się w ś w i a d o m o ś c i powszechnej roli f i l m u j a k o
dokumentu naukowego, a nawet pozycji badawczej. D l a ­
tego w y d a j e s i ę s ł u s z n e dostrzec na t y c h ł a m a c h f i l m
j a k o sojusznika. F i l m , k t ó r y niekiedy m ó w i w i ę c e j o sy­
tuacji k u l t u r o w e j niż a r t y k u ł , a w k a ż d y m razie m ó w i
i n a c z e j , o g ó l n i e j , s p r z ę g a j ą c ze s o b ą r ó ż n e f a k t y ,
na
pozór nieważne, a przecież tworzące klimat rzeczywi­
stości.
Artykuł
bowiem wyjaśnia,
informuje o pewnym
ciągu „ l i n i o w y m " faktów. Film, może b y ć „polifoniczny".
A r t y k u ł daje o c e n ę — f i l m s y t u a c j ę , z k t ó r e j w i d z s a m
w y c i ą g a w n i o s k i , c z a s e m b a r d z i e j n a w e t b o g a t e n i ż te,
jakie m o ż e z a i n s p i r o w a ć tekst pisany. A przy t y m f i l m
działa skrótem, kondensacją, każąc odbierać różne m y ­
śli, r ó ż n e aspekty z j a w i s k a j e d n o c z e ś n i e , t a k j a k
to s i ę d z i e j e w ż y c i u , p o d c z a s g d y a r t y k u ł , n a w e t r e ­
portaż, atakuje różne elementy rzeczywistości po kolei.
Nie przypadkiem p a d ł o t u słowo „reportaż". Bo
f i l m d o k u m e n t a l n y b y w a często najbliższy technice re­
p o r t a ż u i c h y b a j e s t to f o r m a j u ż w y s o c e u k s z t a ł t o w a ­
na, podczas g d y f i l m j a k o p r o p o z y c j a spojrzenia na p e ­
w n ą d z i e d z i n ę s z t u k i czy n a w e t n a c z ł o w i e k a - t w ó r c ę ,
nie
wypracował
jeszcze
koncepcji
równie
dojrzałej
i atrakcyjnej.

ł u b i ń s k i m i jego w y p r a w a c h w T a t r y . T w o r z y m y z su­
m y i n f o r m a c j i s w o j e w y o b r a ż e n i e , i m a g i n u j e m y sobie —
a l e co? n a i l e t r a f n i e ? C z y g d y b y i s t n i a ł
dokument
f i l m o w y , n i e w n i ó s ł b y o n feotrefctury, p o g ł ę b i e n i a o b r a z u ,
k t ó r y n a m s i ę j a w i , g d y sobie w y o b r a ż a m y
prze­
szłość?
Oczywiście: Marek Nowakowski, Dymny, Głowacki,
H i m m i l s b a c h — wszyscy oni dają dużo z aury folkloru
p r z e d m i e ś ć , bazaru R ó ż y c k i e g o czy odpustu. A l e nasi
w n u k o w i e b ę d ą m i e l i p e ł n i e j s z y o b r a z tego
odpustu
z f i l m ó w S k ó r z e w s k i e g o , H o f f m a n a czy G r a b o w s k i e g o ,
m i m o ż e l i t e r a t u r a m o ż e i m d a w a ć w i ę k s z e i i n n e sa­
tysfakcje
estetyczne.
S z a n u j m y w i ę c f i l m j a k o d o k u m e n t p o z n a w c z y , bo
n i c g o n i e z a s t ą p i . I t w i e r d z ę , w s z y s t k i e te f i l m y , p r z e ­
l a t u j ą c e d z i ś bez ł a d u i s k ł a d u p r z e z e k r a n y , d o p i e r o
za l a t i l e ś t a m s t a n ą s i ę n a p r a w d ę w a ż n e . B ę d ą n i e o c e ­
n i o n y m d o k u m e n t e m czasu m i n i o n e g o , t a k j a k j u ż t e r a z
t a k i m d o k u m e n t e m s ą s e k w e n c j e k r ę c o n e w czasie p o ­
wstania warszawskiego. A więc dwa postulaty:
1 — te f i l m y n i e p o w i n n y u l e c z n i s z c z e n i u , o d k s z t a ł ­
ceniu, z w ł a s z c z a barwa, k t ó r a w dokumentach, o jakie
n a m chodzi, gra r o l ę k a p i t a l n ą , a deformuje się prze­
r a ź l i w i e szybko. P r o b l e m k o n s e r w a c j i w y b r a n y c h f i l m ó w
i zabezpieczenia p r z e d zniszczeniem m a t e r i a ł ó w k r ę c o ­
n y c h do k r o n i k f i l m o w y c h , t e l e w i z y j n y c h — jest w i ę c
zadaniem wielkiej
wagi;
2 •— p o w i n n i ś m y szerzej w y k o r z y s t y w a ć f i l m w d z i a ­
łalności
filmowo-dokumentacyjnej. Podsuwać
tematy,
d b a ć o i c h r z e t e l n o ś ć i n f o r m a c y j n ą . Skoro nie m o ż e m y
sami k r ę c i ć w terenie, zadbajmy o to, aby s t w o r z y ć k a ­
talog p r o p o n o w a n y c h t e m a t ó w , k t ó r e n a l e ż a ł o b y suge­
rować filmowcom. I t y m w wytwórniach, i t y m z te­
l e w i z j i , i a m a t o r o m , k t ó r z y k r ę c ą p r z e c i e ż c o r a z lepsze
i ciekawsze
filmy.
Filmy, które
na

łamach

z ostatnich
1

pozycji .

omawiam, dotyczą

naszego

pisma.

lat i należą

W

tematyki

goszczącej

większości

pochodzą

do bardziej

reprezentatywnych

Pomijam w t y m przeglądzie tematy z Kroniki

N i e o g r a n i c z a m z r e s z t ą r o l i f i l m u do d o k u m e n t u ,
reportażu z rzeczywistości. M a m y filmy, które docierają
do i s t o t y z j a w i s k a k u l t u r o w e g o i w y j a ś n i a j ą j e t a k , j a k
nie czyni tego l i t e r a t u r a n a u k o w a . A dzieje s i ę to przez
selekcję faktów, które w i d z i a n e u r u c h a m i a j ą w na­
szej w y o b r a ź n i b o d ź c e a n a l o g i c z n e do t y c h , k t ó r e d z i a ­
łają w rzeczywistej sytuacji. F i l m przy t y m d a ć m o ż e
w i d z o w i obok treści poznawczych r ó w n i e ż i przeżycie
artystyczne.

Filmowej,

W r e s z c i e s p r a w a r o l i f i l m u j a k o d o k u m e n t u czasu
m i n i o n e g o . M a ł o o t y m m y ś l i m y , a rzecz j e s t w a ż n a ,
m o ż e i n a j w a ż n i e j s z a . F i l m dzieje s i ę n a naszych oczach,
rejestruje
zjawiska n a m współczesne. Nie doceniamy
j e d n a k tego, ż e d a j e n a m n a j p e ł n i e j s z y o b r a z o b r z ę d u ,
o b y c z a j u , z j a w i s k k u l t u r y . A l e za l a t k i l k a d z i e s i ą t , b a ,
kilkanaście, tylko film pokaże, jak wyglądały w pięć­
d z i e s i ą t y c h czy s z e ś ć d z i e s i ą t y c h l a t a c h p i e l g r z y m k i
do
K a l w a r i i Z e b r z y d o w s k i e j czy C z ę s t o c h o w y . J a k i e b y ł y
j a r m a r k i , odpusty, zabawy, j a k i b y ł rzeczywisty i c h k o ­
loryt. Proszę pomyśleć — m a m y m n ó s t w o przekazów p i ­
sanych, l i t e r a c k i c h np. o k o ń c u X I X w., c h o ć b y o Cha­

P i e r w s z ą g r u p ę s t a n o w i ą dokumenty, chciałoby się
p o w i e d z i e ć — d o k u m e n t y autentyczne, j a k o że b y w a j ą
r ó w n i e ż „ d o k u m e n t y " inscenizowane. D o k u m e n t w i e r n y ,
to t a k i , k t ó r y r e j e s t r u j e stan r z e c z y w i s t y , obraz k u l t u ­
ry, e l e m e n t ó w z a r ó w n o reliktowych, j a k nowych, w y ­
s t ę p u j ą c y c h w d a n y m czasie. J e s t p o d p a t r z e n i e m ż y c i a ,
wydarzenia — k t ó r e m a miejsce i k t ó r e r o z g r y w a się
n i e s p r o w o k o w a n e p r z e z e k i p ę f i l m o w ą , a w i ę c bez j e j
i n t e r w e n i u j ą c e g o u d z i a ł u . F i l m y takie — o d u ż e j randze
poznawczej, nieocenione
jako świadectwo
historyczne
p e w n y c h f o r m naszej o b y c z a j o w o ś c i i zarazem z r e a l i ­
zowane z d u ż ą k u l t u r ą a r t y s t y c z n ą , to przede wszyst-

1

filmy

telewizyjne

oraz

filmy

instytucje naukowe, D o m y K u l t u r y i

kręcone

przez

amatorów.

M o ż e m n i e s p o t k a ć zarzut, że oceniam t u f i l m y
wstałe

w

różnym

rabasz t a k
mi
lecz

nie
o

o

j u ż dziś
analizę

spojrzenie

gdyż filmy,
swego

czasie,

nie t w o r z ą .

twórczości
na

o których

czasu.

I

że ani Makarczyński,

tak

To prawda,

tego

całokształt

ale

po­
Ka-

chodzi

czy i n n e g o

reżysera,

istniejącego

dorobku,

t u piszę, są przecież
je

ani

dokumentem

widzę.

11

�k i m Karuzela
łowicka
Hoffmana
Studziannej
G r a b o w s k i e g o , Jarmark

i

Skórzewskiego,
Do
cudów
Hoffmana.

Karuzela
łowicka
daje obraz o d p u s t u B o ż e g o C i a ł a
w Ł o w i c z u . To nie j a k i ś a b s t r a k c y j n y obraz w e s e l ą c e g o
się l u d u , u ś m i e c h n i ę t e g o , w s t r o j a c h j a k spod igły, nie
r e k l a m o w y p l a k a t t u r y s t y c z n y , ale r e p o r t a ż d o k u m e n t u ­
j ą c y B o ż e C i a ł o w 1959 г., a w i ę c z k o b i e t a m i o d z i a ­
n y m i w l u d o w y strój, tyle że już w miejskich pantoflach,
z t o r e b k ą , no i na rowerze, a n a w e t motocyklu. Rea­
l i z a t o r z y p u n k t u j ą t o w s z y s t k o , co i s t o t n e j e s t d l a t e g o
w i d o w i s k a — t ł u m , stragany zalane
różnokolorowymi
gipsami, typy s p r z e d a w c ó w , k u p u j ą c y c h , zabawy i l i ­
muzyny turystów krajowych
i zagranicznych, zwabio­
n y c h s ł a w ą o d p u s t u . I o n i n a l e ż ą p r z e c i e ż do o b r a z u t e ­
go z j a w i s k a . A w s z y s t k o t o p o d a n e d o w c i p n i e , z d o ­
s k o n a ł y m w y c z u c i e m czasu, bez z n u ż e n i a w i d z a . Z r e s z t ą
tempo, r y t m f i l m u m a j ą t u znaczenie szczególne, szybki
m o n t a ż ujęć stwarza bowiem f i l m o w y ekwiwalent ka­
lejdoskopowej
zmienności
wrażeń,
jakich
doznajemy
w kolorowym zgiełku o d p u s t ó w i zabaw ludowych. D u ­
żą z a l e t ą f i l m u jest d o b r y kolor, szczególnie istotny
przy t y m temacie, dobra fotografia, p o d k ł a d d ź w i ę k o w y .

chologów,

Jarmark
cudów
podejmuje temat podobny, mniej
e t n o g r a f i c z n i e , za t o ze z n a k o m i t y m n e r w e m r e p o r t a żysty. Hoffman
daje nie t y l e d o k u m e n t
konkretnego
j a r m a r k u czy o d p u s t u , co u o g ó l n i o n y w s w e j t y p o w o ś c i ,
a zarazem ś w i e t n i e podpatrzony ś w i a t s p r z e d a w c ó w - p s y -

umiejących

nim

jak

przykuć

hipnotyzer

uwagę

nad

widza,

tłumem.

Nasi

sprzedawcy

z MHD

czy

GS

nie

ryzykują,

nie

m ę c z ą s i ę , chcesz — t o k u p u j e s z , n i e — t o n i e . A t u ,
jarmarku

sprzedaje

głos, kiedy
pakowe

zrobić

medaliki,

dobroczyńcą,
lub

pokryć

mistrz,

efektowną
za

to na

wie,

pauzę.
jest

rozdaje,

sobie w s z y s t k o
bo

on

darmo,

ryzykuje,

„ c o k t o da",

kiedy

Rzuca w
przez

uśmiecha

„groszami"

biedne

tłum

chwil
się
za

na

podnieść

—

al-

kilka
aby

łańcuszki,

dzieci.

Hoffman
u m i e p r z e k a z a ć ten c u d o w n y ś w i a t b ł y s ­
kotek, ludzkich n a m i ę t n o ś c i i wirtuozerii, folklor przed­
mieścia, j a r m a r k u , odpustu.
Dlaczego p i s z ę o t y m temacie. P o n i e w a ż jest to też
pewien
aspekt ludowej
kultury
artystycznej,
klimat
widowiska,
j a k i m poza w s z y s t k i m i n n y m jest j a r ­
m a r k czy o d p u s t . I j e s t t u t e a t r , a w k a ż d y m r a z i e
p e w n a jego p i e r w o t n a forma. Teatr, z k t ó r e g o wyrasta
i S i e m i o n , i Zielona
Gęś m i s t r z a I l d e f o n s a . T e a t r , w k t ó ­
r y m istnieje i scenariusz, i w y k o n a n i e , teatr u p r a w i a n y
z dnia na dzień, coraz to udoskonalany, j a k n u m e r y
w d a w n y c h t r u p a c h c y r k o w y c h , t r a d y c y j n e i stale w z b o ­
gacane w szczególe.

I I . 1. K a d r z f i l m u Karuzela

12

nad

F a s c y n u j ą c y s ą ci b e z i m i e n n i a k t o r z y — bo p r z e c i e ż
to jest w s p ó ł c z e s n a estrada l u d o w a , to jest w i d o w i s k o ,
które ma swych bohaterów, które trzyma w napięciu,
nie p o z w a l a o d e j ś ć , p ó k i o n i — s p r z e d a j ą c y m i k s t u r ę
p r z e c i w o d c i s k o m , p ł y n n a p o r o s t w ł o s ó w czy c u d o w n e
wynalazki u ł a t w i a j ą c e cerowanie skarpetek — póki o n i
nie u c z y n i ą w a m tej n i e z w y k ł e j ł a s k i i nie
pozwolą
s k o r z y s t a ć z nadzwyczajnej okazji. To jest inny, odcho­
dzący ś w i a t : a k t o r ó w , m i s t r z ó w swego rzemiosła, psy­
c h o l o g ó w , u m i e j ą c y c h g r a ć na i n s t y n k t a c h t ł u m u , p o ­
k o n a ć nieufność i s k ą p s t w o wiejskich gospodyń, prze­
ciwnie — d a ć i m z ł u d n ą c h w i l ę nadziei, że robią z ł o t y
interes.

potem
Do Studziannej
jest rzetelnie p r z y g o t o w a n y m repor­
t a ż e m z j a r m a r k u i odpustu. Realizator kładzie w i ę k s z y
nacisk na s z c z e g ó ł e t n o g r a f i c z n y , p o k a z u j e
zanikające
rzemiosła, ostatnie j u ż chyba pokolenie stolarzy, u m i e ­
jących tak toczyć kołowrotki. Grabowski, nazwisko nie­
docenione w ś r ó d
twórców
dokumentu, dał film
bez
zarzutu, ciekawy, p r a w d z i w y obraz w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y
r e g i o n u o p o c z y ń s k i e g o , bez
lukrowania „na
ludowo",
a za t o ze ś w i e t n y m w y d o b y c i e m f o l k l o r u j a r m a r c z n y c h
sprzedawców.

aktorów,

panujących

łowicka.

��Myślę, że warto
takiego

sprzedawcy

codzień" i w

swojej

zrobić

bardziej

cudowności.

pogłębiony

Pokazać,

„ s z t u c e " . Co m ó w i

jaki

portret
jest

o swoich

tach? P o k a z a ć a k t o r s t w o tego h a n d l o w e g o

„na

klien­

procederu.

A l e w r ó ć m y do f i l m ó w . D o d o k u m e n t u ż y c i a s z t u k i
l u d o w e j w naszych dniach. T a k ą r z e t e l n ą , m ą d r z e p r z y ­
g o t o w a n ą relacją z Zalipia jest f i l m Witolda
Żukow­
skiego p o w s t a ł y p r z y w s p ó ł u d z i a l e d r Z o f i i S z y f e l b e j n
Kwiaty
z Zalipia.
F i l m pokazuje p i ę k n o m a l o w a n y c h
d o m ó w , j u ż tych nielicznych, ostatnich. Pokazuje, dzięki
czemu u d a ł o się z a c h o w a ć p r z y ż y c i u te n i e z w y k ł e m a ­
lowane zagrody, pokazuje rolę zapalonych artystek, t a ­
k i c h j a k C u r y ł o w a , i r o l ę o p i e k u n ó w tej s z t u k i , r o l ę
k o n k u r s ó w , bez k t ó r y c h d a w n o b y j u ż t r a d y c j a
za­
marła.
F i l m jest p i ę k n y i smutny, t a k j a k smutne
jest
poczucie n i e u c h r o n n o ś c i ś m i e r c i . . . M o ż e c h c i a ł b y m w i ­
d z i e ć w n i m p e ł n i e j z a s i ę g tego m a l o w a n i a , b o jest
w t y m coś urzekającego, że człowiek k w i a t a m i p i ę k n i e
z d o b i n i e t y l k o s w o j ą b i a ł ą i z b ę i ś c i a n y d o m u , ale
i s i o n k ę , o b o r ę , c h l e w , b u d ę psa. Ż e chce m i e ć t o s w o j e
p i ę k n o wszędzie dokoła (nasuwa się l u ź n e skojarzenie,
że k i e d y ś podniszczone d r z e w o r y t y ś w i ę t e
przenoszono
z izby do obory, p r z y p o m i n a stosunek do „ b y d e ł k a " , k t ó ­
r e m u legenda k a z a ł a m ó w i ć w noc wigilijną...).
Chciałbym ponadto zobaczyć, j a k „sztuka ludowa"
stała się ź r ó d ł e m utrzymania, j a k taż C u r y ł o w a z Z a l i ­
pia zdobi k r z y k l i w e i p r z e ł a d o w a n e o r n a m e n t y k ą gor­
sety, k t ó r e w y s y ł a do „ A m e r y k i " , j a k p r o d u k u j ą w e w s i

14

m a l o w a n k i d l a C e p e l i i , t e m i ł e jeszcze, a l e w ł a ś c i w i e
już jakieś żałosne ślady dawnej i pięknej sztuki. Uwagi
te n i e o b n i ż a j ą j e d n a k w a r t o ś c i f i l m u , ł a d n i e z r o b i o n e ­
go, d o ś ć w i e r n e g o w k o l o r z e .
Inny film pokazujący współczesną rolę sztuki l u ­
d o w e j t o Świetlica
w Kcyni.
F i l m ogląda się z ochotą,
j e s t s y m p a t y c z n y , p o k a z u j e ś w i e t l i c ę w m i a s t e c z k u , ale
świetlicę j e d y n ą w swoim rodzaju. W i d z i m y t u razem
l u d z i starych i m ł o d z i e ż , dzieci. W s z y s t k o w atmosferze
„ o p o w i a d a ń b a b u n i " . W n u c z ę t a k o c h a j ą babcie i dziad­
k ó w , ci o c h o c z o p r z y w t ó r z e k a p e l i p o k a z u j ą
dawne
t a ń c e , u c z ą h a f t ó w , k o r o n e k — a m ł o d z i grzecznie u c z ą
się d a w n y c h technik, i gdy się tak patrzy, prawie u w i e ­
rzyć m o ż n a , że j u t r o ci młodzi p r z e j m ą w i e d z ę i upo­
dobania starych i sztuka l u d o w a w K c y n i nie zaginie.
N a eksport ł a d n y to obrazek, c h o ć w f a t a l n y m kolorze
z r o b i o n y . G o r z e j , g d y chce s i ę n a p o d s t a w i e t a k i e g o f i l ­
m u z d a ć s o b i e s p r a w ę , j a k to j e s t n a p r a w d ę .
Chodzi m i o to, ż e f i l m tego r o d z a j u m u s i b y ć j a ­
k i m ś dokumentem socjologicznym, dokumentem
wiary­
g o d n y m , p o k a z u j ą c y m z a s i ę g zjawiska, jego u w i k ł a n i e
w ż y c i e . P o d koniec f i l m u k a m e r a pokazuje j e d n a k obraz
miasteczka. N i e w i e l e t a m w p r a w d z i e w i d a ć , ale jest
miasto, a więc k i l k a , m o ż e k i l k a n a ś c i e tysięcy ludzi,
las m a s z t ó w a n t e n o w y c h na dachach... N o i p o f i l m i e
zaczynają n u r t o w a ć pytania: a jak to w y g l ą d a
napra­
w d ę ? C z y t a k j e s t c o d z i e n n i e , czy t y l k o p r z e d o b i e k t y w
k a m e r y sproszono t y c h w s z y s t k i c h m i ł y c h ludzi? K i m
s ą ? S t a ł y m i g o ś ć m i czy a k t o r a m i o d g r y w a j ą c y m i z g ó r y
napisany scenariusz?

�25

�7

W
że

poprzednio

mówi

do

wiedziałem,
dzieje

omawianym filmie

ekipy
że

to

realizatorów,
reportaż

niby zdjęte

ukrytą

sztuczność, niemożliwość
nak

filmowy.
kamerą,

tej

nie

czas
Tu

ukrywał,

jako

widz

wszystko

a przecież

się

czapki niewidki. Więc

pytanie — załóżmy, że n a p r a w d ę

świetlicy,

ale co t o z n a c z y w

jed­

tak

to

wygląda

skali miasteczka?

to m a rezonans s p o ł e c z n y , k u l t u r o w y ? O c z y w i ś c i e
tu

się

czuje

grali?
I

w

nikt

cały

o filmowym

jarzenie,

u s t a w i e n i u p r o b l e m u , przez

Jaki
myślę

skrót,

sko­

aluzję.

Chodzi m i o to, aby f i l m p o k a z y w a ł s y t u a c j ę rze­
c z y w i s t ą , a n i e m n i e j czy w i ę c e j u r o j o n ą . A K c y n i a j e s t
tematem, istnieje t u przecież w ś r ó d grupy miejscowych
dzit.łaczy w y j ą t k o w o g ł ę b o k i p a t r i o t y z m l o k a l n y , p r z y ­
w i ą z a n i e do m i e j s c o w e j , l u d o w e j t r a d y c j i . M a m y t u do
c z y n i e n i a z r e g i o n a l i z m e m ze w s z y s t k i m i p l u s a m i i m i ­
n u s a m i tego z j a w i s k a . I na t y m t l e t r z e b a
przecież
w i d z i e ć Świetlicę
w
Kcyni.
Twórca
mieć

filmu,

podobnie

też określony

stosunek

jak
do

dziennikarz,
zjawisk

powinien

artystycznych,

k t ó r e p o k a z u j e . W i e d z i e ć , co w a r t o p o p u l a r y z o w a ć i d l a ­
czego.

Bo przecież

dowe", jest
o

n i e w s z y s t k o , co n o s i e t y k i e t k ę

artystycznie

„ludowość"

miłośników

świeżej

bę,

obrazy,

ludu

hafty
ludową

jednak

16

jest

w

gdy

„lu­

chodzi

oczach

wszystko,

wielu
co

cenili wysoko d a w n ą

wycinanki,

te

jako wartość

przede

tycznie d o j r z a ł a
niej

czy

Niestety,

piękne

dlatego

zwłaszcza

że stworzyła

„lu­
rzeź­

je

dłoń

pracującego.

Sztukę
nimy

daty.

swojszczyzny,

dowe", tak j a k b y ś m y

dojrzałe,

wszystkim

i piękna.

Toteż

w

naszej

dlatego,

kulturze

że jest

musimy przykładać

s a m e k r y t e r i a co d o k a ż d e j

innej

ce­

artys­

sztuki. A

do
co

dopiero m ó w i ć , g d y chodzi o t w ó r c z o ś ć raczej
amator­
s k ą , j a k ą s ą r z e ź b y i w y c i n a n k i K l a r y P r i l l o w e j , osoby
dla K c y n i n i e z w y k l e z a s ł u ż o n e j . To, że uczy ona r z e ź b i ć
i w y c i n a ć g r u p ę dzieci, jest f a k t e m i nic strasznego się
przez to nie dzieje, zapewne m a to i swoje dobre strony.
A l e , n a m i ł y B ó g , j a k m o ż n a p o k a z y w a ć te d o ś ć n i e p o ­
radne figurki z gliny jako „sztukę l u d o w ą nieskażoną
w f o r m i e i t r e ś c i " ? (Czy z r e s z t ą w o g ó l e m o ż e c o ś t a ­
k i e g o d z i ś p o w s t a w a ć ? P r z e c i e ż t o b ę d ą a l b o k o p i e da­
w n y c h rzeczy, a l b o b ę d z i e to z n a c z y ł o , ż e z a c h o w a ł y się
jeszcze n i e z m i e n i o n e d a w n e w a r u n k i e g z y s t e n c j i , k u l ­
tury...) Z w ł a s z c z a , że a n i w y c i n a n k i , a n i f i g u r k i P r i l l o ­
wej nie są „ d a w n ą s z t u k ą l u d o w ą " . Owszem, t w o r z y
się na P a ł u k a c h pewna tradycja, k t ó r e j p u n k t e m w y j ś ­
c i a j e s t d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z a K l a r y P r i l l o w e j , ale n i e j e s t
t o p r z e c i e ż t r a d y c j a l u d o w a . . . T o t e ż j e s t p r o b l e m , ale
t r z e b a go d o s t r z e c i j a k o ś s i ę do n i e g o u s t o s u n k o w a ć .
Z k o l e i p r z e j d ź m y do g r u p y f i l m ó w , k t ó r e m a j ą a m ­
bicje d o k u m e n t a l n o - o ś w i a t o w e i pełnią p o d o b n ą
rolę,
j a k ekspozycja muzealna, k t ó r a pokazuje obraz z a m i e r z ­
c h ł e j p r z e s z ł o ś c i . T y l e , że nie są to r e k o n s t r u k c j e
archeologiczno-historyczne, a rodzaj d o k u m e n t u , o d t w a r z a ­
j ą c e g o w i d o w i s k o czy o b r z ę d z a c h o w a n y w p a m i ę c i s t a r ­
s z e g o p o k o l e n i a , a c z ę ś c i o w o n a w e t jeszcze ż y w y . S ą t o
wszystko inscenizacje
filmowe
n a d z o r o w a n e przez specjalistów-etnografów, którzy są też p r z e w a ż n i e
autora­
m i s c e n a r i u s z y . D o d a j m y t u jeszcze licentia
poética
rea­
lizatora, k t ó r y stara się o m o ż l i w i e d u ż ą
efektowność
u j ę ć , o m a l o w n i c z e t ł o — i j a s n e s i ę staje, ż e f i l m t a k i
nie jest o d t w o r z e n i e m k o n k r e t n e g o , ż y w e g o w i d o w i s k a
czy o b r z ę d u , a l e u ł a d z o n ą , n i e c o a b s t r a k c y j n ą j e g o w e r ­
sją sceniczną.
T e r ó ż n e „ w e s e l a " t a k s i ę b o w i e m m a j ą do a u t e n ­
tycznych wesel j a k rzeczywista izba w i e j s k a do u m o w -

�II.

7, 8. K a d r y
Świetlica
w

z filmu
Kcyni.

8

nej i z b y - m a k i e t y z e t n o g r a f i c z n e g o
wesele

ma

obrzędowy,

swoje

cechy

wypełniony

cią. Wesele, to z a r a z e m
zania

s i ę " , to

typowe,
jednak

miejsce,

gdzie

spotykają

i

gdzie

i okazaja

ujawniają

wzorce

zachowań,

scenariusz

zawsze nieco i n n ą

różne

wsi, starzy

Prawdziwe

i widowisko,

warstwienia społecznego,
i

muzeum.
tradycyjny

konflikty,

się

treś­

do

„poka­

ślady

systemy

się ludzie

z

roz­
ocen,

miasta

młodzi.

A l e Wesele
na Kurpiach,
Wesele
Łowickie
czy We­
sele na Bukowinie
— to w i d o w i s k a inscenizowane, to
f o l k l o r t e a t r a l i z o w a n y , ż y c i e s p r o w a d z o n e do s t e r y l n e g o
schematu o b r z ę d u . O ileż bardziej bogate poznawczo jest
M a r i i D ą b r o w s k i e j Wesele
na wsi; o i l e ż w i ę c e j m ó w i
o l u d o w o - m l o d o p o l s k i e j k u l t u r z e Wesele
Wyspiańskiego,
tętniące
życiem,
konfliktami,
spięciami.
Przesadzam?
T y l k o t r o c h ę , z d a j ę sobie p r z e c i e ż s p r a w ę z t e g o , ż e w i ­
d o w i s k a o ś w i a t o w o - d y d a k t y c z n e na t e m a t f o l k l o r u m a j ą
s w ó j sens i w d z i ę c z n ą p u b l i c z n o ś ć , j a t y l k o t w i e r d z ę ,
ż e n i e m o g ą one z a s t ą p i ć a u t e n t y c z n e g o r e p o r t a ż u z „ ż y ­
w e g o " wesela, d o k u m e n t u kulturoznawczego, a nie t y l k o
tradycyj no-f olklorystycznego.
T a k i e g o a u t e n t y c z n e g o w e s e l a n i k t za nas n i e n a k r ę c i .
C h y b a , ż e p o c z e k a m y a ż f o l k l o r y ś c i za l a t k i l k a d z i e s i ą t
s p r ó b u j ą o d t w o r z y ć obraz dzisiejszych czasów... A w a r ­
to n a p r a w d ę . W e ź m y c h o c i a ż b y Podhale, to
zderzenie
kultur, współżycie form dawnych i nowych, relikty tra­
dycyjne i nowe nawarstwienia. Ot, c h o ć b y
niedawne
weselisko g ó r a l s k i e j c ó r y B i e r n a c i k ó w n e j z A n d r z e j e m
Z i e l i ń s k i m , t y m ze „ S k a l d ó w " . P o n a d 200 o s ó b , s ł a w n e
osobistości z f i l m u , estrady, i g ó r a l e . B i g - b i t i g ó r a l s k a
muzyka. Przecież to też jest folklor, fascynująca zbitka
różnych n a w a r s t w i e ń kultury, przegląd t y p ó w , sytuacji.
W filmie natomiast inscenizującym przeszłość
c h o d z i nas, n a i l e j e s t o n w i e r n y e t n o g r a f i c z n i e , co

ob­
jest

w n i m p r a w d ą , a co d o p o w i e d z e n i e m l u b w t r ę t e m r e a ­
l i z a t o r ó w . W o l ę w i ę c Wesele
na Bukowinie
od
Wesela
Łowickiego,
p o n i e w a ż w p i e r w s z y m m a m jeszcze l u d z i ,
n a w y k ł y c h do n o s z e n i a g ó r a l s k i e g o s t r o j u , n i e j e d e n r a z
uczestniczących w p r a w d z i w y c h weseliskach, w Ł o w i c ­
k i m natomiast czuje się j u ż „ m u n d u r k i " , z e s p ó ł prze­
brany w stroje, takie lokalne „ M a z o w s z e " , o d g r y w a j ą c e
czyjś scenariusz.
T a m , g d z i e t r a d y c j a l u d o w y c h w e s e l i s k j e s t jeszcze
ż y w a , l u d z i e , z w ł a s z c z a starsze p o k o l e n i e , o d g r y w a j ą j e
z w i e l k i m z a p a ł e m , w r ę c z z a p a m i ę t a n i e m , j a k b y to się
d z i a ł o na serio. M o ż n a t o b y ł o o b s e r w o w a ć p r z e d r o ­
k i e m w K r a k o w s k i e m , gdzie inscenizowano z w i e l k ą
troską o wierność etnograficzną takie widowiska. Cie­
k a w jestem, na ile o b e c n o ś ć k a m e r usztywnia n a s t r ó j ,
p r z y w o ł u j e do r z e c z y w i s t o ś c i , j a k ą jest gra. W a r t o to
o b s e r w o w a ć . . . S ą d z ą c p o f i l m i e O tym jak dziadek
od
Jasinków
w górach
Tatrach
skarbów
szukał
g ó r a l e są
k a p i t a l n y m i , s a m o r o d n y m i a k t o r a m i . P r z e z c a ł y czas n i e
m o g ł e m u w i e r z y ć , ż e to w s z y s t k o dzieje się o k r o k od
reflektorów,
terkoczącej
kamery,
kabli,
realizatorów,
tak naturalny b y ł dziadek — S t a n i s ł a w Stopka-Jasinek.
Jeśli j u ż o t y m f i l m i e m o w a , to obok ś w i e t n y c h p o w i e ­
d z e ń i o b s e r w a c j i starego g a w ę d z i a r z a („Szczęście m u s i
b y ć zarobione j a k nie s i e k i e r k ą to nogami") i zabawnej
sytuacji w y j ś c i o w e j — szukanie zakopanego skarbu —
całość

okazała

zdjęcia, głos
„Wesela"

się

przydługa,

— doskonałe.
czy t e ż i n n e f i l m y

pekt ludowej kultury
Pasterska

opowieść

dokumentu i filmu
ki

z b y t r o z w l e k ł a . Z a to
i охл 9TOJ&gt;J ^Efiaiwfíjass

( n p . Zapusty
Z.

Bochenka)

rejestrujące

jakiś

as­

Z. Raplewskiego

czy

stoją

s t a n o w i j a k b y poszerzenie p r o g r a m u

nograficznego

na

pograniczu

oświatowego, poglądowego. Film
działalności

ta­
et­

muzeum.

17

�Są jednak i takie filmy, które
zytę w
—

nie

niego.

muzeum

czy

widz

idzie

Jest

to

0 sztuce,

filmu,

padkowego

na

do

wystawie,

muzeum,

najczęściej

ale

wręcz

zastępują

odwracając
ono

stosowana

przychodzi
formuła

sumę

do

filmu

k t ó r y m u s i n a j p i e r w z j e d n a ć sobie p r z y ­

przecież

widza,

zaintrygować

go,

wciągnąć

w t e m a t , z b l i ż y ć do p o k a z a n y c h d z i e ł i d a ć p e w n ą
stawową

wi­

sytuację

pod­

informacji.

O d czego z a l e ż y s u k c e s t a k i c h f i l m ó w
Od zdolności
p o z y s k a n i a w i d z a d l a t e m a t u (a w i ę c o d s t o p n i a a t r a k ­
cyjności o b i e k t ó w , k a d r ó w , z e s t a w i e ń , sposobu realizacji,
k o m e n t a r z a ) i od p r a w i d ł o w e j i n f o r m a c j i . Pierwsze —
jest t r u d n e , f i l m y o sztuce p r z e w a ż n i e są r o z w l e k ł e , n u d ­
ne, m ę c z ą c e , r ó w n i e s c h e m a t y c z n e j a k p i ł y k r a j o b r a z o w o - p r z y r o d n i c z e , z a c z y n a j ą c e się od s ł o ń c a , k t ó r e w s c h o ­
dzi (powoli, p o w o l i , p r z y w t ó r z e m u z y k i Czajkowskiego
czy N o s k o w s k i e g o ) , a k o ń c z y z a c h o d e m t e g o
słońca
1 westchnieniem ulgi widza. Drugi postulat — p r a w i d ­
ł o w e j i n f o r m a c j i — w zasadzie nie p o w i n i e n
stwarzać
problemów.
I w d o k u m e n c i e o sztuce „ w i e l k i e j " nie
s t w a r z a , g d y ż d o b r ą t r a d y c j ą naszej k i n e m a t o g r a f i i j e s t
p r z y c i ą g a n i e do w s p ó ł p r a c y w y b i t n y c h
specjalistów.
A j a k j e s t w f i l m a c h o sztuce l u d o w e j z t y m p o ­
s t u l a t e m ? O Kwiatach
z Zalipia
już mówiłem. Filmem
o ś w i ą t k a c h j e s t Frasobliwy.
N i e j e s t e m e n t u z j a s t ą tego
dzieła, p r z e s z k a d z a j ą m i w n i m ciągłe najazdy k a m e r ą ,
niewydobycie horyzontu pokazywanych rzeźb, zestawie­
n i e i c h b e z s e n s o w n e , n a zasadzie, ż e s ą i t a k i e , i t a k i e . . .
zestawienie, k t ó r e nic nie m ó w i , bo r z e ź b y s ą z r ó ż n e g o
czasu i w a r s z t a t u . Z e s t a w i e n i e n i e d o b r e o d s t r o n y f o r ­
malnej, p o n i e w a ż rzeźby w różnej skali wzajemnie się
„niszczą".
Film
zycją

jest

pomyślany

dobyć w pełni niezwykłej

18

ambitnie,

na

pewno

p o ż y t e c z n ą , c h o ć zarzucam m u , że nie
ekspresji ludowych

jest

po­

umiał

wy­

rzeźb,

nie

p o t r a f i ł n a r z u c i ć przekonania, że to j e d n a z najbardziej
oryginalnych i wybitnych
pozycji w naszym
dorobku
a r t y s t y c z n y m . K o m e n t a r z grzeszy p e w n ą e g z a l t a c j ą , n i e ­
p o t r z e b n ą , bo n i e d o b r ą p o e t y c k o ś c i ą ( „ R ę k a pradziada,
gdy nie s t a ł o jej siły, b y t r z y m a ć topór"...). T r u d n o m ó ­
w i ć p r z e c i e ż , ż e w t y c h r z e ź b a c h jest „ o b r a z s w o i c h cza­
s ó w " , bo to przesada. F i l m eksponuje zabytki z m u z e ó w
e t n o g r a f i c z n y c h w W a r s z a w i e i K r a k o w i e oraz z M u ­
zeum Miejskiego w Bochni (zbiory Fischera), obiekty rzer z y w i ś c i e n a l e ż ą c e do n a j l e p s z y c h . P i ę k n i e i p r a w d z i w i e
k o ń c z y się f i l m wierszem ludowego poety Dionizego M a ­
liszewskiego o F r a s o b l i w y m .
Nie z M a r y i się począł
lecz z c z u ł o ś c i l u d z k i e j
z bukowego drewna
z biedy i troski.

dłoni

Polski
Drzeworyt
Ludowy.
F i l m oparty o w y s t a w ę
z o r g a n i z o w a n ą przez M u z e u m Etnograficzne w K r a k o w i e
(1970 г.). E k s p o n a t y ś w i e t n e , d o s k o n a l e d o b r a n e i t o j e s t
n a j w i ę k s z a w a r t o ś ć f i l m u , c a ł a r e s z t a n i e s t e t y gorsza...
F i l m jest b o w i e m po p r o s t u n u d n y , o g l ą d a się go c i ę ż ­
ko, p i ę k n o d r z e w o r y t ó w nie d o c h o d z i do w i d z a , bo t e ż
trzeba je u p r z e d n i o z n a ć , aby s m a k o w a ć detale, p o k a ­
zane w n a d m i a r z e , t a k że w c i ą g ł y m k a d r o w a n i u g u b i
s i ę a r ć h i t e k t o n i k a c a ł o ś c i , a w i ę c t o , co j e s t w i e l k ą s i ł ą
tych dzieł.
Niestety w filmie w i d a ć t y l k o dobry smak realiza­
t o r ó w , gorzej z r z e t e l n o ś c i ą i n f o r m a c j i .
Pokazuje
się
w i ę c d r z e w o r y t y w sytuacji n i e p r a w d z i w e j , powieszone
na ś c i a n a c h o b o k o b r a z ó w na szkle, c h o ć p o p r z e d z a ł y
p r z e c i e ż e t a p o b r a z ó w ( w e s z ł y one w ł a ś n i e w m i e j s c e
d r z e w o r y t ó w z a s t ę p u j ą c je w i z e r u n k i e m bardziej b a r w ­
n y m , efektownym i t r w a ł y m ) . Później z n ó w w i d a ć drze­
w o r y t z a w i e s z o n y n a s k r z y n i l u d o w e j (!). P o co to? d l a
jakiego efektu?

�Komentarz

napisany

wiera p o w a ż n e
worytów

z

błędy

ładnie,

kontrreformacją,

o kołtrynach,

twierdzi,

że

sem,

jako że w
niemieckich,

w

naszym

znikome,

jest

drzeworyt

to

skoro

rozwój

od

popularnych

ślady
w

czy

drzewory­
(łubok),

rzeczywistości

przytłaczającej

o charakterze religijnym,

odbi­

nonsen­

rosyjskich

odbicia

za­

drze­

informuje
jest

co j e s t o c z y w i s t y m

francuskich
bowiem

tego,

nieprawdziwie

odróżnieniu

drzeworycie

z

wiąże

drzeworyt ludowy

ciem ś w i a t a i p r z e ż y ć l u d u ,
tów

cóż

rzeczowe, np.

są

większości

podejmujący

wątki

ikonograficzne powszechnie w y s t ę p u j ą c e .
Szkoda, że w f i l m a c h o sztuce l u d o w e j nie w y k o ­
rzystuje się w i e d z y s p e c j a l i s t ó w , t a k j a k w
filmach
o sztuce „ u c z o n e j " .
Szklane
obrazki
— chodzi t u o w s p ó ł c z e s n e m a l a r ­
s t w o na s z k l e , i n s p i r o w a n e l u d o w y m . I z n ó w f i l m z b u ­
dowany na
doświadczeniach wystawy,
zorganizowanej
przez M u z e u m T a t r z a ń s k i e w Z a k o p a n e m . W i e l e
ład­
n y c h o b r a z k ó w , ale p r z y t y m t e m a c i e c h y b a n i e t y l k o
o to chodzi, nasuwa się b o w i e m p y t a n i e zasadnicze:
k t o i p o co t e o b r a z k i d z i ś m a l u j e ? F i l m o d p o w i e d z i n i e
daje, a szkoda... K o n t e k s t k u l t u r o w o - e k o n o m i c z n y w t a ­
k i m filmie w y d a j e się n i e z b ę d n y (choćby w k o m e n t a ­
rzu), inaczej g u b i się w ł a ś c i w a p e r s p e k t y w a , a p r z e c i e ż
odmienne b y ł y m o t y w y , dla k t ó r y c h m a l o w a l i KietliczRayski, Skoczylas, M i k l a s z e w s k i ,
Roj-Ciaptakowa
czy
Jachimiak.
Są z r e s z t ą w f i l m i e i i n n e miejsca niezbyt jasne,
t r o c h ę sztuczne. I n s c e n i z a c j a m a l o w a n i a w sali m u z e ­
alnej, a potem m a l o w a n i e w kostiumie g ó r a l s k i m . Prze­
cież n i k t w k o s t i u m i e p a r a d n y m nie m a l u j e , n a w e t S a l ­
vador Dali! A l e u t a r ł a się sztampa, j a k z r e k l a m o w y c h
turystycznych p l a k a t ó w , że w y c i n a n k a r k ę pokazuje się
w izbie, w c z ó ł k u na g ł o w i e , w p e ł n e j g a l i o d ś w i ę t n e g o
stroju, j a k b y to nie b y ł a praca, a ś w i ę t o — w i ę c f i l m
też pokazuje m a l o w a n i e na szkle j a k o c e r e m o n i ę f o l k l o ­
rystyczną. Owszem, tak się robi na pokaz dla t u r y s t ó w ,
w s k a n s e n a c h czy n a p o k a z a c h s z t u k i l u d o w e j , ale p o
co t o w
filmie?
Szkoda, że z d z i e ł a nie w y n i k a , j a k a jest perspek­
t y w a w s k r z e s z a n i a d z i ś t y c h s z k l a n y c h o b r a z k ó w , co s i ę
dalej dzieje z t y m i d z i e ć m i z H a r e n d y . U c z ą się m a l o ­
w a ć , b a r d z o t o p i ę k n i e — a l e co d a l e j ? M a l u j ą p o s z k o ­
le, czy n i e ? A j e ś l i t a k , t o „ d l a s i e b i e " czy n a s p r z e d a ż ?
Z n ó w t e m a t n i e w y k o r z y s t a n y , a p r z e c i e ż szkoda...
F i l m robi wrażenie, jakby najpierw trochę dość przy­
p a d k o w y c h o b r a z k ó w s f o t o g r a f o w a n o , a p o t e m do t e g o
d o r o b i o n o t e k s t y , b o j a k i n a c z e j w y t ł u m a c z y ć sobie b r a k
w tej p a n o r a m i e t a k i c h n a z w i s k , j a k G a ł e k i P ł o n k o wa, bardzo s ł a b e pokazanie J a c h i m i a k a . Niestety, w i n a
leży t u w s a m y m ujęciu tematu, w b r a k u ambitniejszej
koncepcji scenariusza.
O tym, że wiedza i postawienie p r o b l e m u nie m u s z ą
umniejszać atrakcyjności
filmu
świadczą
liczne
tego
p r z y k ł a d y . C h o ć b y Kolekcja
M a r i i K w i a t k o w s k i e j , opo­
wieść rzeczowa i ł a d n a o zbiorze p o w o z ó w w Ł a ń c u c i e
ze ś w i e t n ą m u z y k ą K i s i e l e w s k i e g o o r a z f a c h o w y m i a ż
e p a t u j ą c y m w s w e j o s o b i s t e j n u c i e (ale w t y m p r z y ­
padku doskonale pasującej)
komentarzem
Waldorffa,
c z y t a n y m przez niego samego. E f e k t d o s k o n a ł y . . .
A

z interesującej

jazdy,

dobry

i

przemyślanym
w y Drewno

nas

rzetelny

t e m a t y k i •— Karczmy

film,

o

scenariuszu.

i beton,

dający

rię i obraz w s p ó ł c z e s n y
lu

tutaj
I
w

fachowym

doskonały

film

atrakcyjnej

i za­

komentarzu,
problemo­

formie

histo­

budownictwa góralskiego w

sty­

podhalańskim.
Film

kusji

mądry,
o

potrzebny, liczący

budownictwie

m e n t naszej k u l t u r y ,

a przy t y m

ciekawy. No

znów

tak,

ale

się jako

regionalnym,

cenny

głos
jako

z r o b i o n y bez

s p o t y k a m y się t u z

w

dys­
doku­

k i e m S t a n i s ł a w a Grabowskiego, realizatora, k t ó r y
zna
— j a k w i d a ć — p r o b l e m y k u l t u r y ludowej i jej prze­
m i a n y w s p ó ł c z e s n e , k t ó r y u m i e k o r z y s t a ć z p o m o c y spe­
cjalisty wysokiej klasy (film oparty jest na m a t e r i a ł a c h
n a u k o w y c h dra Tadeusza Chrzanowskiego). Bo nie w y ­
s t a r c z a z n a l e ź ć d o b r e g o k o n s u l t a n t a czy a u t o r a k o m e n ­
tarza, jeśli się nie u m i e w y k o r z y s t a ć jego wiedzy, jeśli
się s t a w i a go w s y t u a c j i p r z y m u s o w e j , pokazuje j u ż go­
t o w y i t r u d n y do u z u p e ł n i e n i a m a t e r i a ł .
M ó w i ł e m na p o c z ą t k u o f i l m a c h , k t ó r e nie t y l k o i l u ­
s t r u j ą p r o b l e m , ale w y j a ś n i a j ą go n a w e t l e p i e j , n i ż to
może uczynić literatura naukowa, ponieważ
posługują
się i n n y m i ś r o d k a m i . O filmach, k t ó r e są dziełami sztu­
k i s a m e w sobie, a p r z y t y m p o d s u w a j ą n a m t a k i e s y ­
tuacje, w k t ó r y c h rysuje się z ł o ż o n y , bogaty obraz zja­
wiska, tak że śledząc tok narracji sami
wyciągamy
wnioski,
zaczynamy
rozumieć
pobudki
emocjonalne,
a w i ę c t o , co j e s t t a k w a ż n e w t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j ,
co s t a n o w i j e j e s e n c j ę . C h c ę t u m ó w i ć o t r z e c h f i l ­
mach: K i d a w y , Karabasza i Ł o m n i c k i e g o .
Opowieść
najprawdziwsza
o herodach,
diabłach
i dzia­
dach żyjących
jeszcze
na świecie
jest dla mnie f i l m e m
z n a k o m i t y m , opowiada o Janie Dormanie, dyrektorze
T e a t r u Dzieci Z a g ł ę b i a w Będzinie, t w ó r c y i organiza­
torze d o r o c z n y c h p r z e g l ą d ó w z e s p o ł ó w h e r o d o w y c h na
scenie s w o j e g o t e a t r u , o p o s z u k i w a n i u p r z e z n i e g o a u ­
t e n t y c z n y c h jeszcze g r u p , o d t w a r z a j ą c y c h te w i d o w i s k a ;
p o k a z u j e z l u d o w e j t r a d y c j i w y r o s ł e z e s p o ł y na u l i c a c h
centrum Katowic, rozbawione, dokazujące, wciągające w
o g ó l n ą z a b a w ę statecznych obywateli miasta, a potem
o d g r y w a j ą c e s w o j e k w e s t i e n a scenie; p o k a z u j e b o h a t e ­
r ó w widowiska „po cywilnemu", przy kieliszku zasłużo­
nej s t r a w y po w y s t ę p i e , w garderobie.

zarzutu,

Ale

nazwis­

więcej,

rzecz c a ł a
że

wciąga

polega
w

na

t y m , że

film

istotę

samego

faktu

daje

znacznie

kulturowego,

19

�j a k i m s ą w i d o w i s k a h e r o d o w e z d e r z o n e ze w s p ó ł c z e s n ą
cywilizacją, że ujawnia potrzebę gry, maski, kostiumu,
istotną potrzebę transformacji artystycznej
człowieka,
k t ó r y cały r o k jest niczym, s p r a c o w a n y m starcem, a te­
raz, w c i ą g u t y c h k i l k u d n i j e s t k r ó l e m ,
Herodem,
i d ź w i g a ze ś m i e r t e l n ą p o w a g ą b r z e m i ę s w e g o d o s t o j e ń ­
stwa, g o r z k ą ś w i a d o m o ś ć , że jest j u ż o s t a t n i m z „ d y n a ­
stii" wielkich Herodów.
Czy f i l m

jest

dokumentem?

pewno w i e r n y m przekazem

I tak i nie. M e

tego, j a k D o r m á n

je zespoły, j a k i e są, j a k g r a j ą
guje

się

mogłyby

środkami

w

pewnej

mierze,

Dormanowi
twierdzi,

że

film

nigdy

przebierańców, Dormán

prawdziwszy. Bardzo

innego rodzaju,

imagłęb­

nie

jeździ

podoba

sam

do

zjawiska.

saniami

się,

Dormán

szukać

herodo­

chce n a k r ę c i ć

film

—

ciu człowieka,

ma

on

prawo

cego

chcieć j a k o artysta, k t ó r y w y w a r ł przecież w i e l k i

wpływ

kreacji

na

Dormana

kształt

twórczą

całej

wizję.

oczywiście

będzie

ale

imprezy, pokazać
Wracając

do

swoje

filmu

ujęcie,

Kidawy,

nic

j a k o w i d z a n i e o b c h o d z i , czy D o r m á n

s a n i a m i i czy p i j e po
ma

lepszy,

to swoje

skrótem,

swoją
mnie

cych

rozwrzeszczanych

dziewczyny,

wciągane

kłujących

wbrew własnej

2

widłami

woli

w

dal

króla

wać

sobie

całe życie

tylko z wewnętrznej

który

mówi

I

to

sztuka

oto

marzeniem

z

mimo

Mistrzu

zarazem
i rekom­

jej mocy, zdolnej

człowieka,
potrzeby

napotkane

osoby,

1

o

istocie

sztuki przez

diabłach

Mówię

twórczości

o

o

wielkiej

niezależnie
wiedzą

i

o

o d tego,

czy

studiami,

czy

filmu,

o

którym

uznaniem

i

wdzięcznością,

a nie u m i a ł e m

Muzykantach

amatorskiej,

o

mogę
z taką

Karabasza

istocie

przeżycia

amatora.

i dziadach

żyjących

po­

podporządko­

wyrosła.

następnego

najwyższym

wyrazić.

woli

odchodzą­

Skowrońskiego,

p o n i e w a ż p o k a z a ł t o , co c h c i a ł e m
jasnością

o królach,

jest

podbudowana

problem

tylko

gonią­

najprawdziwsza

w

trzebie sztuki i utajonej

filmie

zabawę.

Kidawa mówi

pomyślałem

Warneckiego

diabłów

ogólną

o sztuce, k t ó r a

W

sceny uliczne, r e a k c j ę l u ­

przebierańców,

П . 1 1 . K a d r z f i l m u Opowieść

20

w

mówić

Kidawa filmuje kapitalnie

filmu,

p e n s a t ą , k t ó r a n a d a j e sens ż y c i u . I p a t r z ą c n a

będzie

dużo.

dzi na

tę postać

jeździ

imprezie z góralami.

uzasadnienie — jest

wiem,

Akcentując

0 świecie, k t ó r y się kończy, i o wielkiej roli sztuki w ż y ­

nie

film

cieszę,

K i d a w a pokazuje to zakomicie na p r z y k ł a d z i e ostat­
niego Heroda, starca, k t ó r y w p r z y d ł u g i m ,
steranym
p ł a s z c z u k r ó l e w s k i m , ze s k r z y p e c z k a m i w r ę k u b ł ą d z i
po b r u z d a c h o ś n i e ż o n y c h p ó l , j a k K r ó l L i r , p e ł e n d u m ­
nej g o d n o ś c i w s w y m o s a m o t n i e n i u .

choć

czy

s i ę z tego

które

Stwarza

docierający

źródła

Kidawy
nie

sytuacje,

t o , co w i d z i .

ale

szych p o k ł a d ó w , u j a w n i a j ą c y

wych

tworzy

artystycznymi dokument

ginowany

na

n a scenie. K i d a w a p o s ł u ­

filmowymi,

b y ć , a nie t y l k o f i l m u j e

środkami

jest

wyszuku­

T u dygresja — p r o s z ę z w r ó c i ć u w a g ę , ile w o l n o prze­
bierańcowi. Może pocałować, klepnąć, uszczypnąć każdą
k o b i e t ę , od k t ó r e j po c y w i l n e m u d o s t a ł b y n i e c h y b n i e po
t w a r z y , a t u t y l k o o g ó l n a r a d o ś ć (to s a m o m o ż n a z a u ­
w a ż y ć n a K r u p ó w k a c h czy n a G u b a ł ó w c e , g d z i e „ n i e ­
d ź w i e d z i o w i " ulicznego fotografa na w i ę c e j się pozwala
n i ż k o m u k o l w i e k i n n e m u ) . B o p r z e b i e r a n i e c , to n i e „ c z ł o ­
w i e k " . O n j e s t n a i n n y c h p r a w a c h , n a l e ż y do i n n e j sfe­
ry. P o t ę ż n a jest w e w n ę t r z n a potrzeba gry w człowieku,
p o t r z e b a t e a t r u , j a k a t k w i w nas w s z y s t k i c h , w naszej
p o d ś w i a d o m o ś c i . T e a t r u j a k o sfery „ s a c r u m " , innego k o ­
deksu praw, w y z w o l e n i a z n o r m codzienności.

jeszcze

na

świecie.

�И. 12. K a d r z f i l m u

Karabasz

pokazuje

właściwie

niewiele,

oto

zajezd­

nia, starzy t r a m w a j a r z e p o w o l i i d ą na p r ó b ę , n i o s ą
instrumenty.
udziela
wane

Ukryta

ostatnich

kamera

wskazówek,

b r u z d a m i zmarszczek,

lary

na

nosie... I

pokazuje
twarze

próbę,

film

relacjonuje

rów

przy

dyskusję

kopalni

Skupie­

tora — s y t u a c j ę

konfliktową:

ta w ostrej k o n f r o n t a c j i

orkiestr, z uzdrowis­

k o w y c h m u s z l i k o n c e r t o w y c h , w ł a ś c i w i e o k r o p n a , ale o n i
ruch

dyrygenta

j a k b y to b y ł a
I
ki

i

grają

Dziewiąta

ze

frazę,

śledzą

wzruszeniem

takim,

Beethovena.

to wszystko. I t u jest w ł a ś n i e cała w i e l k o ś ć

Karabasza,

mację

że u m i a ł

zmęczonych

stów,

i że czujemy w

sprawy, s z t u k ę

dostrzec

życiem

i pokazać

starych

tę

sztu­

transfor­

robociarzy w

t y m graniu wzruszenie

arty­
wielkiej

— i że jest ona nie w tandetnej

me­

lodyjce, lecz w n i c h , w l u d z i a c h , a r t y s t a c h .
Gdyby Karabasz
wykonującą
stu

Haendla

byłby

Ale
chce

liczyłaby
Karabasz

udowodnić,

nie pokazuje
że

ci

ludzie

muzyki,

(ponieważ

wcale nam

znakomicie

grają,

k o n t r a s t m i ę d z y t y m , co m y

— o b i e k t y w n i e , a t y m co c z u j ą

oni —

w

powstawaniu

dzieła,

słyszy­
amator­

współuczestnicze­

satysfakcja

( p o z b a w i o n a jeszcze g o r y c z y , k t ó r ą

nie

prze­

grający.

t o w ł a ś n i e jest i s t o t ą , sensem i p i ę k n e m ,

skiego u p r a w i a n i a s z t u k i . Ś w i a d o m o ś ć
nia

daje

aktu

twórczego

wiedza i

świa­

domość...).
F i l m Karabasza
t y k i , bez
Jan
larzu,

a

j e s t k r ó t k i , s k r o m n y , bez

słowa komentarza. M ą d r y , piękny
Łomnicki

jest

malarza, o k t ó r y m

można

Z

sympatią

rozumiałem
nie m o g l i

o własnym

sposobie

z ocenami a m a t o r ó w

patrzyłem

realistów.

na zdenerwowanego

jego racje, b y ł e m

„lu­

interpretacji świa­

malarza,

po jego stronie. Nie, o n i

się d o g a d a ć , W r ó b e l m a swój w ł a s n y ś w i a t —

tamci, też zresztą

dobrzy jako malarze (zwłaszcza

Sów­

ka i Gawlik, których obrazy w i d n i e j ą

w tie f i l m u ) , z b y t

silnie

w

tkwią

dostrzec
przez
formie

w

innej konwencji,

wartości

nich

systemu

mamy

więc

kowanego

artysty,

A

jest

Wróbel

malarskie,
ocen.

W

prostej,

powtórzony
uparcie

górnikiem,

aby

motyw

walczącego
do

rozmów

n a w y k ł y , więc odciąć się potrafił
argument

kolegów

budził

sztuce

odmienne

od
nieco

naiwnej

dramatu
o

swoje

kryty­
racje.

salonowych

dosadnie, c h o ć

refleksję

Wróbla

przyjętego

(„Przysroł

nie

czasem

mi!").

się już tylko jakość wykonania).

ciwnie — akcentuje
A

dobrze

to po p r o ­

dość dobry koncert, czyli w ł a ś c i w i e ż a d e n

wówczas

my

pokazał orkiestrę amatorską
czy Beethovena,

nie

p o w i e d z i e ć „ n a i w n y " , „ i n n y " , a w p e w n y m sensie i

Melodia? taka z repertuaru d ę t y c h

każdy

Amato­

Wróbel

z a c z ą ł m a l o w a ć . Pokazuje — s p r o w o k o w a n ą przez realiza­

oku­

dowy", malarza

ogromnym, cyzelują

Plastyków

Paweł

poryso­

druciane

oto d y r y g e n t unosi p a ł e c z k ę .

z przejęciem

Klubie

w i ę c o p o w i e ś c i ą o t w ó r c y , nie m ó w i , j a k i czemu W r ó b e l

nie — i j u ż g r a j ą . D m ą w t r ą b y i t r ą b k i , f l e t y i o b o j e .

to g r a j ą

w

„Wieczorek".

dyrygent

muzyków

tu i ówdzie

dęte

Muzykanci.

zrealizował

właściwie

reportaż

ornamen­

film.

o górniku — ma­

malarzach — amatorach,

ponieważ

F i l m , d o b r y w k o l o r z e , p o k a z u j e o b r a z y W r ó b l a ze
z b i o r ó w M u z e u m w Z a b r z u . R e a k c j e samego m a l a r z a ,
to, co m ó w i o s o b i e i s w o j e j t w ó r c z o ś c i , c h o ć f o r m u ł o ­
w a n e w f e r w o r z e o s t r e j p o l e m i k i , o k r e ś l a go c h y b a c e l ­
niej, n i ż b y to m ó g ł u c z y n i ć niejeden komentarz. Ł o m ­
n i c k i niczego nie tuszuje, nie w m a w i a , ż e jego boha­
ter jest N i k i f o r e m , nie z a j m u j e r o l i a r b i t r a w t o c z ą c y m
się sporze — u c z c i w i e i z s y m p a t i ą p r z e d s t a w i a z a r ó w ­
no W r ó b l a , j a k i jego o p o n e n t ó w . F i l m m a dobre t e m ­
po, m o n t a ż , z d j ę c i a , jest ż y c z l i w y , c i e p ł y i p r a w d z i w y .
Paweł

Wróbel

kinematografii

należy

filmów

do

dosyć

o twórcach

licznych

w

naszej

ludowych, naiwnych,

„ i n n y c h " . S ł y s z y s i ę o s t a t n i o g ł o s y , ż e za d u ż o t y c h f i l -

21

�doskonale p o k a z a ł p i ę k n ą t w a r z tego w i e l k i e g o r z e ź b i a ­
rza, j e g o p r a c ę , ale r z e ź b y s p r o w a d z i ł do r o l i f i g u r e k ,
s t a t y s t ó w w w i e l k i m p r z e d s t a w i e n i u , k t ó r e sam w y m y ś ­
l i ł . B a r d z o t o b y ł o ł a d n e , n a g r o d z o n e za g r a n i c ą , i n i c
dziwnego — K u d ł a jako typ w s p a n i a ł y , M a k a r c z y ń s k i ja­
k o r e ż y s e r b a r d z o s p r a w n y , ale p r a w d y t a m b y ł o n i e ­
w i e l e , a co g o r s z a z f i l m u w c a l e n i e w y n i k a ł o , ż e K u d ł a
b y ł najlepszym l u d o w y m i n a i w n y m r z e ź b i a r z e m ostat­
niego ć w i e r ć w i e c z a .
T e n sam r e ż y s e r d a ł natomiast d o s k o n a ł y p o r t r e t
O c i e p k i w Spotkaniu
z Teofilem
Ociepką.
F i l m bez z a ­
r z u t u , ś w i e t n i e p o m y ś l a n y , zaczyna się w tonacji czar­
n o - b i a ł e j . N a tle d y m ó w , z a p y l o n y c h h a ł d , jedzie na r o ­
w e r z e O c i e p k a . P r z y c h o d z i d o d o m u , b i e r z e p ę d z e l do
r ę k i — i zaczyna się orgia k o l o r ó w , b u j n y ś w i a t Ociepk o w y c h d ż u n g l i i d z i w ó w . Bez s ł o w a , ś r o d k a m i f i l m o ­
w y m i p o k a z a ł M a k a r c z y ń s k i s w o j ą wizję malarza Ociep­
ki.
Z filmów, jakie p o w s t a ł y ostatnio, w y r ó ż n i ł b y m M i ­
r o s ł a w y M a r c i n k i e w i c z Dziwni
artyści
po obu
stronach
Babiej
Góry.
Jest w t y m f i l m i e r z e t e l n o ś ć d o k u m e n t u
i c i e p ł y s t o s u n e k do d z i w n y c h a r t y s t ó w . J e d n y m b y ł
Heródek, rzeźbiarz najbardziej chyba p r y m i t y w n y , z upo­
rem ciosający klockowe anioły i święte figury, których
n i k t poza n i m nie c h c i a ł o g l ą d a ć . D r u g i — to
żyjąca
w Z a w o i Dorota L a m p a r t , ostatnia malarka
ludowa,
gorzka, zaszczuta i n a w i e d z o n a , o ś l a d a c h d a w n e j p i ę k ­
ności w twarzy.
M a r c i n k i e w i c z o w i e d o t a r l i do t y c h t w ó r c ó w w cza­
sie l e t n i e j w ę d r ó w k i p o k r a j u . M i e l i w ó w c z a s t y l k o a p a ­
rat fotograficzny. Za rok, gdy powrócili z k a m e r ą — He­
r ó d e k j u ż nie żył. A l e f i l m o n i m p o w s t a ł z t y c h w ł a ś ­
n i e m i g a w k o w y c h z d j ę ć i r z e ź b , ze ś l a d ó w j e g o ż y c i a ,
w o b e j ś c i u , izbie.

14
m ó w . M y ś l ę , ż e za d u ż o m o ż e b y ć t y l k o f i l m ó w s ł a b y c h ,
schematycznych, nic
nie
wnoszących. Sam
oglądając
z zawodowym przecież zaciekawieniem różne
sylwetki
t w ó r c ó w w t e l e w i z j i czy k i n i e — u m i e r a m c z ę s t o z n u ­
d ó w , bo i „ s z t u k a " sama nie zawsze w a r t a jest p o k a ­
z y w a n i a , i nic się w ł a ś c i w i e z f i l m u nie d o w i a d u j ę a n i
0 środowisku, ani o problemach twórczości. A j a k ż e czę­
sto c z u j ę f a ł s z , r e ż y s e r „ k u p u j e " bez z m r u ż e n i a o k a t o ,
co o p o w i a d a j ą d o m o r o ś l i a r t y ś c i , l u b s a m i c h s z m i n k u j e
na „ ł z a w o " l u b na „ f o l k l o r y s t y c z n i e " . Po p r o s t u ł a t w y
t e m a t , zawsze coś się da w y c i ą g n ą ć , a nie m a o b a w y , że
się k t o ś p o ł a p i e w p r y m i t y w i z m i e takiego r e p o r t a ż u k a ­
merą.
A l b o jeszcze g o r z e j — r o b i s i ę „ w e r n i s a ż " p o d j a b ł o ­
n i ą , p r z y w o z i a u t o b u s a m i t o w a r z y s t w o ze S p a t i f u
czy
Sarpu, d y s k u t u j e się obrazy ( o m a l że nie zapomniano
przy okazji o гЛ'оу-bohaterze tego spektaklu), p o t e m
wszyscy się r o z j e ż d ż a j ą zadowoleni, że b y ł o „ d r a c z n i e " ,
a d z i e w c z y n a - m a l a r k a zostaje z g o r y c z ą , z z a k ł ó c o n y m
ż y c i e m , z poczuciem, że coś dla niej bardzo w a ż n e g o
1 i n t y m n e g o z o s t a ł o w y s t a w i o n e na pokaz, s k r y t y k o w a ­
ne. A l e r e p o r t a ż „ w ś r o d o w i s k u " s i ę p o d o b a ł , b y ł z a ­
bawny, niecodzienny ( m ó w i ę o r e p o r t a ż u T V
Wernisaż
pod jabłonią
z r e a l i z o w a n y m przez E. Pacha).
Z „ l u d o w y m i " m o ż n a r o b i ć w s z y s t k o , n i k t s i ę za n i ­
m i nie ujmie. Zakres i n g e r e n c j i realizatora jest t u znacz­
nie w i ę k s z y niż p r z y f i l m o w a n i u a r t y s t y - p l a s t y k a . W y o ­
b r a ż a m sobie, j a k i b y s i ę p o d n i ó s ł s z u m , g d y b y r e ż y s e r
kręcąc film o Dunikowskim dowolnie pozestawiał różne
jego r z e ź b y w c y k l e w y m y ś l o n e przez siebie, z r o b i ł
z Brzemiennych
i Ew m a l o w n i c z e k o m p o z y c j e á l a
Miesz­
czanie w Calais.
A l e w Kantyczce
z drewna
Makarczyński rzeźby K u d ł y p o t r a k t o w a ł w ten w ł a ś n i e sposób,

22

15

�23

��Realizatorka eksponuje r z e ź b y na tle
strumienia,
u s t a w i o n e na k a m i e n i a c h , w zieleni. A j e d n a k t u m n i e
ten zabieg nie razi, bo H e r ć d e k r o b i ł f i g u r k i d l a siebie,
chciał, aby b y ł y w o k ó ł niego. „ W e s e l e j m i j a k na
nie
p a t r z ę " — m ó w i ł . T a k i e w i ę c u s y t u o w a n i e nie p o w o d u ­
j e f a ł s z u . M a u z a s a d n i e n i e n i e t y l k o estet3 czne, ale i r z e ­
czowe. H e r ó d e k m ó g ł j e t a k p o k a z y w a ć .

Brak
A

Na u w a g ę z a s ł u g u j ą p i ę k n e zdjęcia, znakomicie do•brany p o d k ł a d
muzyczny (Bach) s t w a r z a j ą c y
nastrój
szlachetnej p o w a g i — i w t y m n a s t r o j u odbiera się t y c h
nawiedzonych, kalekich ludzi — dziwnych i prawdziwych
a r t y s t ó w . Tekst t o w a r z y s z ą c y Jana B u j a k a ł a d n y i da­
j ą c y s p o r o i n f o r m a c j i . W o g ó l e f i l m w n o s i do naszej
wiedzy o t y c h artystach istotne elementy, pokazuje np.
drewutnię Herćdka, oklejoną zdjęciami z tygodników,
z w i e l k ą r e p r o d u k c j ą Trójcy
Rublowa... Dowiadujemy
się też, ż e H e r ó d e k r z e ź b y swe m a l o w a ł m . i n . w ł a s n ą
krwią....
Innego

ludowego

świątkarza,

jednego

już

z

ostat­

nich, Józefa

Piłata, pokazuje Konstanty Gordon w

im

Nieoficjalni.

tryptyku

reżyserowi
już

dotrzeć

nieżyjącego.

I

na

A

dobrze, że u d a ł o

czas

do

starego

się

swo­

jeszcze

rzeźbiarza,

p o s t a ć to p i ę k n a , j a k b y

przecież

sprzed k i l k u d z i e s i ę c i u lat...
Pozostałe
z

FSO,

postacie

twórca

sprawności

a

tryptyku,

ciekawych

nawet

to

linorytów,

wiedzy

nej,

zafascynowany

dawną

kończy

malarki

uroczych o b r a z ó w

czonej,

to

jednak

o

historią

sylwetka
na

dużej

Lada,

amator

technicznej

ł e k do c i e n i o w a n i a k ł a d z i o n e j f a r b y ) ,
z mitologii. F i l m

Jan

tokarz
o

(wymyślił

o wyobraźni
Grecji,

Leokadii

szkle, a r t y s t k i
świadomości

dużej
wa­
naiw­

tematami

tym

filmie pełniejszej

pokazanych

każdy

z

nich

świat.

I

to

trochę

inny

każdy

tworzy

Zdjęcia

s ł a b e , k o l o r n i e d o b r y . F i l m bez

Znacznie lepszy jest i n n y
Kwiaty

Hel-Enri.

Film

charakte­

stereotypowo.

problem, inne

inny

z

potrzeb.

tempa.

dokument tegoż

pokazuje

środo

innych

reżysera,

najstarszą

malarkę

ś w i a t a , 9 9 - l e t n i ą obecnie H e l e n ę B e r l e w i , u r o d z o n ą i w y ­
c h o w a n ą w Warszawie, m a t k ę jednego z t w ó r c ó w
awangardy
ka

(autora

koncepcji

Berlewiego. Hel-Enri

ważnie

kwiaty

mniej

zaczęła m a l o w a ć późno, w

czy

najlepsze

bardziej

p o k a z u j e m a t k ę i syna. H e l - E n r i
opowiada
w

o

czasie

swej

sztuce.

rocznego

i

naszej

sztuki

Londynie).

w

już

w

stolicy

(a

w

film

rzy, że starczy jej

ujęte),

Warszawie,
i

bazuje

później

na

o sobie. W c i ą ż

Neuchátel

po

stracie syna

przyjechać.
dotrwać

do

niecodziennego jubileuszu. B ę d z i e on obchodzony w
ryżu

bardzo uroczyście

wystawa
wać

etc).

dla

(wizyta

Dobrze,

że

potomności

naiwnego uroku
Przegląd

tę

u

Prezydenta

Gordonowi

udało

nieprzeciętną

się

postać

filmów

chcę zakończyć

mówiąc — wycinanki.

Trzy

Jeden

komponujący

z

to

po

animowanych

trzy

za

lasem

zwłaszcza

ściślej

Stanisława

ł o w i c k i c h w y k l e j a n e k ( k o d r ) , t o Za
Władysława

współczesna,

Nehrebeckiego. K o d r a

borem
łowicka,

j e s t z a w s z e t e m a t y c z n a . Jest

czości, gdzie w y s t ę p u j ą

różne

na

ko­

modlitwa,

skie, e l e k t r y f i k a c j a

zabawa,

I I . 21. K a d r z f i l m u Za

borem,

za

lasem...

ilustracje

oczepiny,

to

twór­

z życia — jazda

zajęcia

gospodar­

w s i , s k u p ż y w c a , n a u k a w szkole i t d .

Nehrebecki idzie o k r o k

lor.

tańce

podpatrują­

choć

wozem,

pozy­

a

wycinanek

ludowe, d r u g i — bardzo zabawny i ś w i e t n i e
—

pełną

omówieniem

sztuki ludowej,

cy k o n w e n c j ę

zacho­
i

malarkę.

cji, k t ó r e p o w s t a ł y z inspiracji
Janika,

Pa­

Republiki,

jedyna dziedzina ludowej

i znakomitym, rzadko spotykanym uwrażliwieniu

wie­
swego

obok m a l o w a n y c h kafli

nieu-

nie

Bardzo

Płonkowej,
artystycznej

temu

jeszcze m a l u j e ,

aby

na

wysta­

miesięcy

kiedyś

sił i w z r o k u ,

ślicznie

kilka

do W a r s z a w y , ale
mogła

w

Stuttgarcie,

widziałem

to, aby

chce z o b a c z y ć

powstał
Berlewich

Pa­

(prze­

abstrakcyjnie

pp.

naiwnej

Hel-Enri

Paryżu. Tęskni

wierzy

w

obrazy

urocza, m ą d r a ,

Film

pobytu

obrazach w y s t a w i a n y c h
wach

naszej

mechanofaktury) — Henry­

ryżu. F i l m pokazuje p i ę k n i e jej

dziś

przeniesiona

twórców,

wisko,

r

F i l m zrealizowany jest bardzo t a k t o w n i e ,
pokazuje
artystów dziwnych,
nie z r o z u m i a n y c h przez otoczenie,
żyjących nawet — j a k Dorota L a m p a r t — w swoistej izo­
l a c j i s p o ł e c z n e j . F i l m j e s t o k o n k r e t n y c h l u d z i a c h , ale
i o czymś więcej, o potrzebie sztuki, o r ó ż n y c h jej ź r ó ­
dłach, o twórczości, która m a j ą c przymioty
„ludowej",
nie z o s t a ł a p r z e z ś r o d o w i s k o p r z y j ę t a i u z n a n a za s w o j ą .

mi jednak w

rystyki

dalej, o ż y w i a te

kodry,

a

robi

�t o ze z n a k o m i t y m w y c z u c i e m s t y l u i p r z e d n i m p o c z u ­
ciem h u m o r u , F i l m toczy się w a r t k o , b r a w u r o w o , p r z y
skocznych d ź w i ę k a c h kapeli — ś w i e t n y w p o m y ś l e i rea­
lizacji. B e z b ł ę d n y stylistycznie.
P o m i n ą ł e m w t y m p r z e g l ą d z i e f i l m y , do k t ó r y c h n i e
u d a ł o m i się teraz d o t r z e ć , n i e k t ó r e — j a k p a m i ę t a m —
z a s ł u g i w a ł y na p e w n o na u w a g ę . A l e n a w e t z o m ó w i o ­

n y c h t u pozycji w y n i k a niezbicie, że f i l m s t a ł się po­
w a ż n y m naszym partnerem tak w dokumentacji,
jak
w popularyzacji twórczości ludowej i nieprofesjonalnej.
T o t e ż dobrze by b y ł o , g d y b y z n a l a z ł on n a l e ż n e miejsce
na ł a m a c h „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . M o ż e w i ę c ten
s z k i c d a p o c z ą t e k szerszej w y m i a n i e z d a ń n a t e m a t n a ­
szych f i l m ó w .

PRZYPISY
1

P r a g n ę n a t y m m i e j s c u p o d z i ę k o w a ć p . doc. Z b i g ­
niewowi Czeczott-GawraKowi, którego niewzruszona w i a ­
r a w to, ż e f i l m o s z t u c e j e s t n a j w a ż n i e j s z ą r z e c z ą n a
świecie, udzieliła się — c h o ć w części — i niżej podpisa­
nemu. Dzięki pomocy p. G a w r a k a m o g l i ś m y p r z e d y s k u ­
t o w a ć w zespole r e d a k c y j n y m o m a w i a n e t u f i l m y , a za
dostarczenie k o p i i i zorganizowanie p r z e g l ą d u
bardzo
dziękuję W y t w ó r n i F i l m ó w Dokumentalnych w Warsza­

w i e ( s e r d e c z n o ś ć p. R e k ł a j t i s a z a s ł u g u j e na t y m w i ę k ­
szy m ó j p o d z i w , ż e o g l ą d a ł e m m a t e r i a ł f i l m o w y w c z a ­
sie r e m o n t u , p o w o d u j ą c t y m d o d a t k o w e i n i e m a ł e
za­
mieszanie), W y t w ó r n i F i l m ó w O ś w i a t o w y c h w Ł o d z i oraz
Centrali F i l m ó w O ś w i a t o w y c h (Filmos) w Warszawie.
Na -szczególną
uwagę
zasługuje
praca
kamery,
dobre kadry, kompozycja k l a t k i , bogactwo odcieni bieli,
s z a r o ś c i i czerni; z a s ł u g a to Ryszarda Golca.
2

Kadry z fjlmów udostępniły: Wytwórnia Filmów Oświatowych w Łodzi — il. 2, 3, 5—10, 15, 16, 19, 20; Wytwórnia Filmów Doku­
mentalnych w Warszawie — il. 1, 4, 11-14, 17, 18; Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku Białej — il. 21.

Zestmvienie
Tytuł filmu

filmóiv

realizacja

scenariusz

zdjęcia

produkcja,

rok

mi­
nut

taśma

1 Do Studziannej
2 Drewno i beton

Anatol Fidek
Janusz Czecz

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1960
Ł ó d ź , 1964

15
14

kolor.
kolor.

3

Jerzy M r o ż e w s k i

WFO

Ł ó d ź , 1970

14

kolor.

Stanisław Śliskowski
Wacław Florkowski
Władysław Forbert

WFO

Ł ó d ź , 1968

8

cz-biały

W F D W - w a , 1966
W F D W - w a , 1958

8
12

cz-biały
kolor.

W F O Ł ó d ź , 1968
Zbigniew Sokalik
W F D W - w a , 1958
Stanisław Niedbalski
Antoni Staśkiewicz
A n d r z e j W r ó b l e w s k i W F D W - w a , 1967

12
9

cz-biały
kolor.

11

kolor.
kolor.
kolor.

4
5
6
7
8

S t a n i s ł a w Grabowski
W a c ł a w Biliński
S t a n i s ł a w Grabowski
S t a n i s ł a w Grabow­
ski
Mirosława Marcin­
D z i w n i a r t y ś c i po obu M i r o s ł a w a M a r c i n ­
kiewicz
stronach Babiej G ó r y kiewicz
Witold Żukowski
Frasobliwy
Halina Olędzka
Witold Żukowski
Jerzy H o f f m a n
Jerzy H o f f m a n
Jarmark cudów
K a n t y c z k a z drewna Tadeusz M a k a r c z y ń ­ Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
ski
Edward Pałczyński
K a r c z m y i zajazdy
Edward Pałczyński
Jerzy H o f f m a n
Karuzela łowicka
Jerzy H o f f m a n
Edward Skórzewski Edward Skórzewski
Maria K w i a t k o w ­
ska
K o n s t a n t y Gordon
Zofia Szyfelbein
Witold Żukowski
K a z i m i e r z Karabasz

Maria

13 Nieoficjalni
14 O p o w i e ś ć
najpraw­
dziwsza o k r ó l a c h ,
d i a b ł a c h i dziadach
ż y j ą c y c h jeszcze na
świecie
15 O t y m j a k dziadek od
Jasinków w górach
T a t r a c h s k a r b ó w szu­
kał
16 P a w e ł W r ó b e l

K o n s t a n t y Gordon
Janusz K i d a w a

17 Polski d r z e w o r y t l u ­
dowy
18 Spotkanie z Teofilem
Ociepką
19 Szlane obrazki
20 Ś w i e t l i c a w K c y n i

Anna Micińska
Grzegorz D u b o w s k i
Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
Grzegorz D u b o w s k i
Wanda Rollny

21 T r z y po t r z y
22 Wesele łowickie

Stefan J a n i k
Roman Woźniakow­
ski
Józef Pitorak,
Włodzimierz Boro­
wik
Jerzy Gabryelski
W ł a d y s ł a w Nehre­
becki

9

Kolekcja

10 K w i a t y H e l - E n r i
11 K w i a t y z Zalipia
12

Muzykanci

23 Wesele na
nie

Bukowi­

24 Wesele na K u r p i a c h
25 Za borem za lasem

26

omawianych

Kwiatkowska

K o n s t a n t y Gordon
Witold Żukowski

W i k t o r Prejs
Andrzej Walter

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1967
Ł ó d ź , 1963

10
10

K a z i m i e r z Karabasz

WFD

W - w a , 1960

9

cz-biały

K o n s t a n t y Gordon
Janusz K i d a w a

Stanisław Niedbalski
W i k t o r Prejs
R y s z a r d Gole

W F O Ł ó d ź , 1967
W F D W - w a , 1969

12
14

kolor.
cz-biały

K r y s t y n a Procner

Irena K a m i e ń s k a

Leszek K r z y ż a ń s k i

W F D W w - a , 1969

21

cz-biały

Jan

Jan

Edward Bryła
Jerzy G o ś c i a k
Jerzy M r o ż e w s k i

W F D W - w a , 1971

11

kolor.

WFO

Ł ó d ź , 1970

20

kolor.

Jerzy

W F D W - w a , 1962

10

kolor.

W i k t o r Prejs
B o n a w e n t u r a Szredel
Jan Tkaczyk
Kazimierz Mucha

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1970
Ł ó d ź , 1968

10
10

kolor.
kolor.

S M F W - w a , 1965
W F O Ł ó d ź , 1961

10
21

kolor.
kolor.

Antoni Staśkiewicz

W F D W - w a , 1958

14

kolor.

Jerzy Stefanowski

W F O Ł ó d ź , 1949/57
SFR,
1961
Bielsko-Biała.

26

cz-biały

10

kolor.

Łomnicki

Łomnicki

Grzegorz

Dubowski

Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
Grzegorz D u b o w s k i
Wanda Rollny
Stefan J a n i k
Roman Woźniakow­
ski
Włodzimierz Boro­
wik
Jerzy Gabryelski
W ł a d y s ł a w Nehre­
becki

Chluski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10060" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10038">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ecbebbc366bb02ddb3d5d01df9da0f40.pdf</src>
        <authentication>c6e8421af11b55406996f19336645aeb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119621">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119622">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119623">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3031</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119624">
                <text>Kilka truizmów i refleksji na temat śmierci, kultury ludowej i sposobu patrzenia na jej wytwory / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119625">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.3-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119626">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119627">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119628">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119629">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119630">
                <text>Aleksander Jackowski

KILKA T R U I Z M Ó W
KULTURY

Różno k u l t u r y

LUDOWEJ

I REFLEKSJI N A TEMAT Ś M I E R C I ,

I SPOSOBU

w różny sposób lozpnvw i a l y się z problematyką

PATRZENIA

i

N A JEJ W Y T W O R Y

tw órcom. Posługują się narzędziami, które wykształciła i c h
7

śmierci, m n i e j l u b bardziej eksponując j a w życiu społecznym,

d y s c y p l i n a , narzędziami ograniczonymi, choć w miarę p e w n y m i ,

czyniąc z niej wartość nadrzędni}, przywolywaną p r z y w i e l u

podczas g d y sfera ludowej w i z j i śmierci p o w i n n a była być badana

okazjach, l u b też spychając tę problematykę w sferę milczenia.

w zupełnie i n n y sposób. P o d m i o t e m badań byłby wówczas nie

Zależało to oczywiście od r e l i g i i , od światopoglądu, o d h i e r a r c h i i

twórca, n i o warsztat,

uznawanych wartości.

świadomość o d b i o r c y , wpływająca

Są k u l t u r y , wymienię t u przykładowo ludową, kulturę Me­
k s y k u , w których wyobrażenie śmierci towarzyszy

zwyczajom,

nie peregrynacjo

m o t y w u , w z o r u , ale

na wybór

w z o r u , n a jego

modyfikację. Należałoby jednak w t y m celu zogniskować zain­
teresowania

n a k u l t u r z e duchowej

a nie t y l k o m a t e r i a l n e j ,

obrzędom a nawet zabawom, nie mówiąc już o folklorze czy

działać zespołowo, w r a m a c h i n s t y t u t u etnologii (który- n i g d y

sztuce. Są inne. chociażby nasza, w której stosunek do śmierci

nie powstał) a n i e rozpraszać t e m a t y k i badawczej

jest m n i e j d e m o n s t r a c y j n y , chociaż i w n i e j znamię obocności

i n s t y t u c j a c h . Należałoby t a k dobierać kadrę naukową i kształ­

po różnych

eschatologicz­

tować p r o g r a m y , a b y móc wykorzystać doświadczenia i m e t o d y

j o j do „scenografii"

wykształcone przez socjo-lingwistów, socjologów, psychologów,

wiejskiego pogrzebu czy jasełkowych wizerunków śmierci byłoby

etnologów, zwłaszcza spod z n a k u Levi-Straussa, Bartliosa, Cail-

sporym

lois'a. Tymczasom

śmierci daje się wyraźnie dostrzec. P r o b l e m a t y k a
na jost oczywiście złożona i sprowadzenie
uproszczeniom.

Dlatogo

warto

zasygnalizować

różne

aspekty tej p r o b l e m a t y k i , i t o nie koniecznie bezpośrednio zwią­

w naszych badaniach p o w o j e n n y c h

wystę­

powała tendencja przeciwstawna, rezygnacja z całościowej w i z j i

zane z kulturą ludową, czasem t y l k o wskazać n a t o m a t y fascy­

k u l t u r y badanej g r u p y n a rzecz opisu poszczególnych dziedzin;

nujące badacza k u l t u r y u nie dość jeszcze zbadane i opracowane.

opisu, p r a w d a , coraz bardziej kompetentnego, ale też i zawę­

Dlaczego ?

żonego.

Oddzielnie

zajmowano

się

rzeźbą,

strojem,

pieśnią,

zainte­

obrzędem, magią. U t r u d n i a to dostrzeżenie całościowego obrazu

resowania etnografów a n i w końcu X I X , a n i w X X w i e k u . O j e j

k u l t u r y ludowej i n a palcach jednej ręki możnaby wyliczyć ba­

aspektach k u l t u r o w y c h pisano do niedawna niewiele i dopiero

daczy widzących zjawiska szerzej, w i c h w z a j e m n y m powiązaniu.

Problematyka

śmierci nie wywoływała

większego

l a t a siedemdziesiąte zaowocowały ważnymi p r a c a m i wprowadza­
jącymi tę problematykę w obręb refleksji

antropologicznej.

K i e d y m o w a o sztuce l u d o w e j trzeba jeszcze powiedzieć

1

o j e d n y m . W badaniach interesowano się nią z p o z y c j i zewnętrz­

Także w Polsce dopiero od k i l k u l a t datuje się wyraźne zainte­

nego obserwatora. Wpłynął n a t o f a k t o d k r y w a n i a poszczegól­

resowanie tematyką eschatologiczną, i t o zarówno wśród badaczy

n y c h dziedzin tej s z t u k i przez miłośników rekrutujących się

l i t e r a t u r y , j u k i etnografów, folklorystów, psychologów, h i s t o ­

z

ryków, filozofów.

K a ż d y dostrzegał t o , co go frapowało, co uznał za w a r t e opisu.

2

Ukazało się też k i l k a książek poświęconych

kręgu

inteligencji

m i e j s k i e j , artystów,

historyków

sztuki.

p r z y g o t o w a n i u do śmierci. Zdaje się, że można nawet, podobnie

T a k n p . M a t l a k o w s k i opisując b u d o w n i c t w o drewniane Podhala

j a k n a Zachodzio, mówić o „renesansie śmierci". J e d n a k m i m o

zapewne n i e zdawał sobie nawet

t o środki masowego przekazu nie podejmują szerzoj t e m a t y k i

z wiorzeń związanych z ogniskiom d o m o w y m , piecem, tragarzem.

eschatologicznej. J a k się wydaje społeczeństwo również nie wy­

N a pewno zetknął się z magią ciesielską, ale t o już go p r z y p i s a n i u

kazuje

książki n i e interesowało.

3

nią

zainteresowania,

wyjąwszy

t y l k o aspekt

nadziei,

z a w a r t y w znanoj ksiażee Moody'ogo Życie po życiu. Więcej u w a g i
poświęca

się cmentarzom,

jako miejscom

pamięci

narodowej

oraz konserwacji najbardziej reprezentacyjnych obiektów.

4

Ale

sprawy z s y m b o l i k i p r o g u ,

Sztukę ludową przeważnie opisywano

przez analogię do

s z t u k i w a r s t w e l i t a r n y c h . N i o wychodzono więc o d społeczności
wiejskiej,

lecz interesując

się tą społecznością

wyodrębniano

to już inna sprawa, wkraczająca w sferę p o l i t y k i . Współczesna

zjawiska, które zaliczano t y l k o w t e d y do „sztuki", k i e d y kores­

cywilizacja

pondowały z i n n y m i , u z n a w a n y m i za wartościowe

zachodnia,

nastawiona

na życie

doczesne,

coraz

bardziej w swoj istocie laicka, coraz bardziej tragiczna i pozba­
w i o n a nadziei u n i k a t e m a t y k i eschatologicznej.

O śmierci się

nie pisze, w miarę możności — nie myśli. Jeśli śmierć jest kresem
wszystkiego — liczyć się może t y l k o t o , co w pamięci i n n y c h
pozostanie po nas. I w t y m sensie śmierć wpływa n a nasze za­
chowania.

estetycznie.

Interesowano się t y m , co rezonowało ze świadomością badających,
co już u m i a n o dostrzec i zakwalifikować j a k o rzecz wartą odno­
towania.
H i s t o r i a „sztuki l u d o w e j " jest w istocie historią jej „od­
krywania", n a z y w a n i a

j e j . Z j a w i s k a b o w i e m istniały, ale

dopiero nazwane przez badacza „sztuką" zaczynały w t a k i m k o n ­
śmierć n i e była

tekście funkcjonować. Kryteriów szukano b o w i e m nie w k u l t u r z e

zjawiskiem p r z e m i l c z a n y m , s p y c h a n y m n a margines, otoczonym

badanej g r u p y , lecz ustalano je a r b i t r a l n i e , zgodnie z przyjętą

niechęcią i lękiem. W k u l t u r z e przenikniętej wiarą nieporównanie

koncepcją, n p . s t y l u

Tymczasem

w dawnej

k u l t u r z e ludowej

(Grabowski).

większą była rola i miejsce śmierci w codziennym życiu człowieka.

Oczywiście, czym bardzjej pogłębiały się więzi między wsią

Można sobie zadawać p y t a n i e , dlaczego w opracowaniach

a m i a s t e m , c z y m bardziej „ w i e ś " dążyła do przyjęcia wzorów

dotyczących k u l t u r y ludowej t a k niewiele mówi się n a t e n t e m a t .

miejskich a „ m i a s t o " interesowało się w y r o b a m i chłopskimi —

Dlaczego w opracowaniach s z t u k i ludowej ograniczano się do

t y m szybszy stawał się proces alienacji poszczególnych dziedzin

opisu przedmiotów, pomijając powołujące je do życia idee. A n i

t z w . s z t u k i l u d o w e j , o d r y w a n i a i c h o d k u l t u r o w e g o podłoża.

h i s t o r y c y s z t u k i , a n i etnografowie dokumentując n a g r o b k i czy

Następowało sprzężenie z w r o t n e , rzecz nazwana „ s z t u k ą " była

krzyże cmentarne nie wychodzą

już j a k o t a k a p r o d u k o w a n a , przyspieszając

poza

inwentaryzacyjny

opis

i próby przyporządkowania obiektów poszczególnym w a r s z t a t o m

proces

rozbijania

k u l t u r y l u d o w e j . M o l i e r o w s k i p a n J o u r d a i n nie t y l k o d o w i a d y -

�wał się, że mówi prozą, a b odtąd już wiedział, żo p o w i n i e n

nością, rodziną, własną kulturą, obyczajem.

mówić prozą. T a k weszliśmy

jednostka dojrzewała świadomie d o śmierci. Sprzyjał t e m u kie­

u* etap „Cepelii", co

pomijając

W

t y m modelu

wszelkie inne konsekwencjo waży również na sposobu- myślenia

runek wziostu u u t n r y t e t u

o sztuce l u d o w e j . T a przykład z inst»tiii&lt;-h miesięcy

si arszy, i у n i większy należało o!;az_\ w ae m u szacunek. W k u l t u r z e ,

- (•tnografku

ió.-d on wiaz /. wiekiem. Czym k t o

(z „Cepelii") opowiada w a u d y c j i radiowej o pisankach. Wspo­

przechowywanej

m i n a o m o t y w a c h zdobniczych, technikach, m a g i i , zabawach

s t o p n i u innowacyjności, bardziej

przede w s z y s t k i m pamięciowo, o n i e w i e l k i m

z p i s a n k a m i , „zapomina" t y l k o o t y m , k i e d y i dlaczego l a d je

olastyczność, śmiałość myśli i działań, o d w r o t n i e niż w m o d e l u

liczyło się doświadczenie niż

zdobił, k i e d y i dokąd nosił w koszyczku święcone. Głupota?

w spółczosny m , k i e d y t o dominująca, roli," odgrywa młodzież (por.

Oczywiście, alo jest w t y m coś więcej

M.

sposób mówienia i myśle­

nia o sztuce ludowej.

Mead ).
6

Trzecim c z y n n i k i e m wpływającym w poważny sposób n a

F a k t e m jest, że tendencje laieyzo\\nnia współczesnych w y ­
tworów imitujących sztukę l u d o w a (bo t a k w istocie nalożaloby
je nazwać) pomagają zapomnieć o t y m , co było i d e o w y m podło­
żem i k o n t e k s t e m a u t e n t y c z n e j s z t u k i , służącej przede w s z y s t k i m
własnej społeczności. D o dosernant yzacji tej s z t u k i w powszech­
n y m odbiorze p r z y c z y n i a się leż zwracanie uwagi przede wszyst­
k i m na wartości dekoracyjne,

estetyczne;.

W t a k i e j s y t u a c j i obowiązkiem czasopisma naukowego jest
t r o s k a o t o , a b y zjawiska a r t y s t y c z n e postrzogać w ich k u l t u r o ­
w y m kontekście. Stąd między i n n y m i , widoczne już od k i l k u l a t

stosunek do śmierci była wiara k a t o l i c k a , wiara w życie poza­
grobowe, w i a r a zapewne głębsza niż t o m a miejsce współcześnie,
wiara bez wahań (pamiętam radość mojej c i o t k i , żo wkrótce
umrze i połączy się zo s w y m mężem), a jeśli nawet podszyta łę­
k i e m , to przecież była to ciągle w i a r a w to, że po śmierci e o ś
jest, żo będzio jakaś f o r m a istnienia, że śmierć nie jest kresem
ostatecznym.
Śmierć była w t a k i m r o z u m i e n i u m o m e n t o m ostatniej próby.
Można było umrzeć w grzechu i być skazanym n a męki, ważno
więc było j a k się odchodzi, j a k p r z y g o t o w u j e do odejścia. D o
śmiorci się dojrzewało.

starania r o d a k c j i „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " o rozszerzenie kręgu
podejmowanej

tematyki

o antropologiczną refleksję nad k u l

turą, zwłaszcza nad t y m i jej obszarami, któro nazywa się kulturą,
duchową, społeczną, ai i у styczną. Stąd też próba podjęcia te­

Umierał człowiek, którego imię do dziś przejmuje grozą l u d z i

m a t y k i związanej

ze śmiercią, dostrzeżenia jej rzeczywistego

mogo p o k o l e n i a . Skończyło się k o n s y l i u m , do łóżka zbliżył się

w y m i a r u w życiu i działaniu l u d z i , w poglądach i zaebowaniach,

o r d y n a t o r k l i n i k i . Chory spojrzał na niego mądrymi, pięknymi

obrzędach, twórczości. D o p i e r o patrząc z t a k i e j p o r s p e k t y w y

oczami i uśmiochnął się. Może m i Pan powiedzieć prawdę dok­

ua sztukę ludową można dostrzec w j a k dużym s t o p n i u jest ona

torze, ponieważ j a n i o

formą einanacji k u l t u r y duchowej społeczności w i e j s k i e j , j a k silnio

To k o n i e c ! N i e boję się umioraó...

splatają się w n i e j : w i a r a , wiedza, ambicje grupowe i jednost­
kowe, praca i zabawa, p o t r z e b a wyróżnienia się i zostawienia,
śladu po sobio. Może zeszyt t e n pomoże, przez z a w a r t y w n i m

w i o r z ę, żeby coś było po śmierci.

Umierał spokojnie, sprawiedliwość ziemska obeszła się z n i m
łaskawie a w inną nie wierzył...

materiał i i m p u l s y zwrócić uwagę na w y m i a r i głębię przeżyć
duchowych ludu.
Różno śmiorci: s p r a w i e d l i w a , w d o m u , z s a k r a m e n t a m i ,

*

gromnicą, zgromadzoną rodziną. Śmierć grzesznika. Śmierć nie­
spodziewana.

Obecność p r o b l o m a t y k i śmiorci w k u l t u r z e , podobnie zresztą j a k

Inaczej reagujemy n a śmierć, która następuje po długim

jej obecność w życiu człowieka nie m u s i się manifostować bez­

życiu i na śmierć „niesprawiedliwą", zabiorającą n p . młodego

pośrednio. Jest i wpływa na różno działania, m i m o żo możemy jej

poetę czy a k t o r a , po którym wielo jeszcze można było oczekiwać.

nie dostrzegać rejestrując

Pamiętam roakcję n a śmierć Nardellego, Jedlewskioj, Morela,

t y l k o zewnętrzną siatkę, powiązań.

Zwrócę w t y m miejscu uwagę na. znamienny fragment opowia­

Wojaczka, Gałczyńskiego... I zdziwienie, k i e d y -

dania W i l l i a m a Goldinga. Mowa. w n i m o Szwajcarze ,,(...) który

chłopiec

jeszcze j a k o

- przeczytałem o śmiorci K i p l i n g a . J a k to? t o on jeszcze

t a k się przyzwyczaił do swój J u n g f r a u , żo przestał na nią patrzoć.

żył? Śmierć ,,za późno" — P e t a i n . B o h a t e r I w o j n y , t r a g i c z n y

A l o ona wciąż w y w i e r a na niego wpływ, gdyż joj p u n k t widzenia

starzec, który w i o r z y l , że kolaborując z w r o g i e m ocali Francję.

przeniknął go na stałe". J u n g f r a u — „góra k a m i e n i , r z u c o n y c h

Żył jeszcze po wojnie wiole l a t w więzieniu, o k r y t y niesławą.

j a k w żongloreo, b y zastygnąć w p o w i e t r z u i spojrzeć z w y s o k a " .

Żył za długo...

Otóż, rozwija swą myśl G o l d i n g „ N i k t , k t o żył (...)
góry k a m i e n i (...)
jej n i o b y ł o . "
W

obok tej

n i e byłby t y m s a m y m człowiekiem,

gdyby

5

k u l t u r z e ludowej n i e znajdziemy

wielu bezpośrodnich

śladów śmierci, alo nie jest możliwa r e k o n s t r u k c j a tej k u l t u r y
a n i mówienie o świadomości człowieka- I w . uwzględnienia f a k t u
„iż j e j p u n k t widzenia przeniknął go na stało."
W k u l t u r z e ludowej śmierć wpisana jest w t r z y kręgi l u d z k i c h
doświadczeń.

Różne śmiorci... Niezwykły

opis

umierania Iwana llicza

w „ M a l t ę " R i l k e g o ; samotność śmierci w B e r g m a n a „Krzykach
i s z e p t a c h " , o k r u t n a i piękna „Ballada o N a r a y a m i e " , opowieść
o miłości i śmierci w japońskim filmie a u t o r s t w a Y u i k i o M i s b i m a ,
Eros i Thanatos w „Brzezinie" W a j d y , śmierć na wojnie młodego
żołnierza biegnącego w pierwszy bój

Pierwszy, t o porządek p r z y r o d y , to c y k l życia, obumierania,
śmierci i odradzania się drzew, łąk, pól. Żyjąc w

symbiozie

—

w o p o w i a d a n i u L w a Tołstoja; dliiga, straszna śmierć dziedzica

- w f i l m i e Tarkowskiego,

sekwencja śmierci p t a k a w „Żywocie M a t e u s z a " Leszczyńskiego,
(ta

powieka

powoli

zakrywająca

oko!),

śmierć

linoskoczka

z przyrodą, obserwując ją codziennie, człowiek silniej odczuwa

w „ L a S t r a d a " Felliniego, zaskakująca europejczyku sekwencja

siebie j a k o cząstkę wszeclicalości. Przynależy do togo samego

radosnej u c z t y żałobników w „Mondo C o n e " Jacopottiego.

porządku, w którym życie i śmierć splecione są w jedno, śmierć
rodzi życie, życie p r o w a d z i k u śmierci.
Drugim

kręgiem jest świadomość społeczna,

T o zadziwiająco j a k wyraziście zachowały się w mojej pamię­
ci te właśnie sceny, że t a k je silnie przeżyłem i n a d a l wspominając

świadomość

togo, że jest się cząstką g r u p y , r o d z i n y , w s i , p a r a f i i ,

ojczyzny.

przeżywam.
Zresztą nie t y l k o te. P r z y p o m i n a m sobie doskonale „ s w o j e "

J e d n o s t k a wychowywała się i żyła w świadomości tego, iż są

śmiorci. Te pierwsze: k i e d y miałem 3 lata

sprawy nadrzędne: ziemia, rodzina, ojcowizna, ojczyzna. S i l n i e j ­

kanarka, (leżał n a w z n a k ze s z t y w n y m i nóżkami sterczącymi do

- widok martwego

sza r o l a t r a d y c j i w życiu człowieka mocniej wiązała go ze społecz­

góry)- Pamięć zarejestrowała

r

to t a k wyraziście, że widzę to

�i teraz, j a k na f o t o g r a f i i . Pochowałem go w ja,sno-zielonym p u ­

Właściwie cale życie pracuje się na i ę chwilę. N a tę oconę.

d e l k u o d w o d y utlenionej f i r m y L . Spiess i s y n , przewiązanym

Co powiedzą? Już w t e d y n i c się n i o da. w życiu naprawić. Osąd

na krzyż czarną wstążką. Później był nie t a k już bolesny pogrzeb

l u d z i — to też ślad, j a k i pozostawiamy po sobie, to też w y r o k .

m y s z k i , znalezionej w lesie. Pogrzob b a b c i , w o j n a , z sotek zabi­

*

t y c h jedna scena, której zapomnieć nie mogę, mój przyjaciel,
z którym rozstałem się przed godziną, z matą okrągłą dziurką
w środku czoła- W!n.ściwie nawet k r w j nie było.... Śmierci nie­

— śmierć j a k o wybawienie, od ciężaru życia, choroby.

potrzebne, możliwe do uniknięcia, najbardziej gorzkie

— śmierć j a k o ofiara, śmierć Jezusa.

z włas­

nego w y b o r u , kiedy wydaje się, że tak łatwo można było i m za­

— śmierć w imię wielkiej sprawy -— męczenników, Ojca Kolbego,

pobiec. Śmierci l u d z i , śinierc ' psów. ukochanego k o t a , to zdziwie­

K o r c z a k a , walczących za ojczyznę, i ginących z jej i m i o n i e m

nie, że w momencie odejścia zwierzę szuka samotności. Przez

na u s t a c h .

doświadczenie cudzych śmiorci oswajamy się z myślą o nieuchron­

śmierć do której się dojrzewa, dochodzi i śmierć przedwczesna,

ności własnego końca.

,,niesprawiedliwa".

1

Dojrzewamy.

*
N a pogrzebie mojego ojca, w u j trąca m n i e łokciem. ,,Wiesz,
to już 84 młodszy ode m n i e ! " Uniknąć- śmierci? N a j a k długo?

W n a s z e j współczesnej k u l t u r z e da się wyodrębnić cztery mode­
lowe postawy :
!. Śmierć jest końcem wszystkiego, trzeba więc cieszyć się ży­
ciem, żyć pełną, piiorsią, zdobywać, mieć. ( W t a k i m ujęciu życie
jest d o b r e m najwyższym.)

Oszukać śmierć. Marzenie o t y m , jakże częste w bajkach,
w folklorze. Oswoić śmierć, przygotować się do niej za życia.
N a c m e n t a r z u para staruszków siedzi obok siebie naprzeciw gro­
bowca. Złotymi l i t e r a m i wpisane ich i m i o n a , nazwisko. T y l k o
d.aty bra,kuje.
Tnni, opowiada się o t y m anegdoty, ale znam i f a k t y , śpią
w t r u m n i e . N a w s i , ale i w mieście n a wiele l a t przód spodziewaną
śmiercią szyto

sobie suknię do t r u m n y , szykowano

garnitur.

2. Śmierć jest końcem życia. Zostaje tydko pamięć o człowieku,
ślad jego działalności. Trzeba więc t a k żyć, t a k działać, a b y n a
tę pamięć zasłużyć.
3. Śmierć jest końcom jednostkowej

egzystencji,

ale

żyjemy

w p o t o m s t w i e , jesteśmy częścią r o d z i n y , społeczności, n a r o d u ,
kultury.
4. Śmierć jost t y l k o granicą między życiem doczesnym a wiecz­
n y m . A b y na życie wieczno zasłuży ć trzeba żyć godnie. Źyó d l a
r

śmierci. ( W t a k i m ujęciu śmierć jest ostatecznym

egzaminom,

a wartością najwyższą — życie wieczne).

*

W k u l t u r z e l u d o w e j , przenikniętej wiarą, dominował ten właś­

Czy ktoś prześledził proces dojrzewania myśli o śmierci w życiu
l u d z k i m , poczynając o d wyobrrżeń dziecięcych aż po u p r z y t o m ­
nienie sobie nieuchronności własnej śmierci?

nie o s t a t n i model.
Oczywiście, j a k t o przeważnie bywa, z m o d e l a m i są ono j a k
na,jba,rdziej słuszne, tyło tyłko, żo nie zawszo sprawdzają

się

w życiu. Dominują postawy mieszano, w których można j e d n a k
dopatrzeć się przewagi któregoś z modeli. Poza t y m w życiu
postawy mogą się. zmieniać.

K i e d y miałem 6—7 lat przerażała m n i e myśl o śmierci cieplnej

*

wszechświata. Dobrzo pamiętani ten strach, znacznie większy niż
na. myśl o mojej śmierci.

Cudowna moc w i a r y ! Życie ziemskie staje się etapem, przedsion­
k i e m do w iecznego. Czasem próby d l a chrześcijan, fazą oczyszcze­
nia, -

dla wierzących w reinkarnację. Trzeba godnie żyć, a b y

godnie umrzeć, aby zasłużyć na t o , co będzie, j a k zostaniemy
N i e lubiłem i nie lubię rozstań, rozłąki. W każdej jest ziarno
śmierci.

ocenieni. Śmierć w e r y f i k u j e nasze życie. Czy istnieje silniejszy
bodziec dla, życia- godziwego? Śmierć staje się nadzieją, skrzyw­
dzony, b i e d n y , poniżony Wiara, nadaje

t a m zostanie nagrodzony.

światu sens. Niesprawiedliwości, cierpienia

zdają się czemuś służyć. Wszystko jest zapisane, wszystko służy
Trzebiatów: stolarz, wyrabiający

t r u m n y , siedzi przed

swym

zakładem, przechodzą, ludzie. Ósemka, m r u c z y , d w u n a s t k a , znów

jakiemuś celowi, m y t y l k o o t y m nie w i e m y , ale wierzy my, że
r

niebo n i e jest t y l k o bezkresną otchłanią a śmierć kresem.

ósemka. Obsługa śmierci jest t a k i m s a m y m zawodem j a k i n n e :

*

ksiądz, lekarz, pielęgniarka, reanimator, nosiciel zwłok, p r a c o w n i k
k o s t n i c y , t r u m n i a r z , grabarz, kamieniarz, dozorca c m e n t a r n y .

Umysł ludzki porządkuje. Cala działalność człowieka da się
sprowadzić do tej r o l i porządkowania, c z y l i rozumienia, a co za
t y m idzie i nazyA\ anią,. Rozpaczliwa chęć uwierzonia, że przocioż
P a n i ! toż szkoda t a k i e dobre pantofle dawać. Zupełnie nowe,
L e p i e j t a k i e , z t o k t u r y . Wyglądają t a k samo, a tańsze.

istnieje porządok wszechświata, wieczna h a r m o n i a w której każda
istota, zwłaszcza człowiek m a swój sens. T a k a n a i w n a nadzieja,
że świat

*

jest czy mś na kształt w i e l k i e j układanki
r

„puzzle'',

w której każdy fragment do czegoś przylega i t w o r z y sensowną
konstrukcję, której nio r o z u m i e m y , t a k j a k częsteczka puzzlo

iSmiore na pokaz. N i e c h wiedzą, że się n i o żałowało pieniędzy.

nie rnoglabv zrozumieć, j a k i e miejsce zajmuje w całości i j a k t a

T r u m n a dębowa, z ozdobami, k o r o n k a . . . Nagrobek... N i e c h wie­

całość wygląda. Myśląc o kimś, kogo już nie m a , oceniamy go j a k ­

r

dzą... „Najlepiej jest, g d y jest t a k i j a k i n n e , m o d n y , ale jeszcze

b y od końca, od tego j a k i m się stał. Chronologia życia odwraca

piękniejszy, żeby widać, żo droższy..." O d w i e l u , w i e l u już l a t

się. w t a k i e j ocenie. T o nie Szawel dojrzowa do togo b y się stać św.

żegnając t y c h , co odeszli, m i m o woli myślę

Pawiem,

na m o i m pogrzebie?

a i l u ludzi będzie

chyba, przyjdzie, może zapłacze? Co k t o

powio n a d trumną? czy będą, m n i e żałowali?

lecz przez

Pawła, możemy

się cofnąć do początku.

Inaczej cóż b y nas obchodził Szawel, M a r i a Magdalena,

Ojciec

K o l b e , Janusz K o r c z a k . . .

5

�*

dzieje w i n n y m pomieszczeniu, reanimowana może wrócić. A l e
niechętnie, ponieważ zwolniona z ziemskiej powłoki już chciałaby

W k u l t u r z e ludowej idea śmierci obecna jest wszędzie. W i z e r u n e k

iść t a m , dokąd w z y w a ją światłość pojawiająca się w t u n e l u .

Ukrzyżowanego p r z y p o m i n a ! nieustannie, że właśnie przez mękę
i śmierć ludzkość została o d k u p i o n a z grzechu

Wspólczosny w a r i a n t

a r c h e t y p u duszy, śmierci związany

pierworodnego.

jest ze sztafażem pozornie n a u k o w y m . J a k w „listach z n i e b a "

K r z y ż zawsze p r z y w o d z i n a myśl śmierć. Jest j e j z n a k i e m . N a w e t

pojawiają się nazwiska, przykłady. Gdzieś w K a n a d z i e , A u s t r a l i i . . .

d l a niewierzących.

w y p o w i e d z i lekarzy, reanimacje, a p a r a t u r a i świadectwa reani­

K u l t u r y , w których nośnikiem t r a d y c j i jest pamięć, kodują

m o w a n y c h , cofniętych już z d r o g i .

w m i t a c h , legendach, folklorze — wiedzę o świecie, swoją intuicję
tej

Bosseler Moody'ego jest najbardziej optymistyczną książką

wiedzy.

naszych l a t . Boicio się śmierci? Macie t u d o w o d y , s e t k i wspom­

T ę wiedzę — pamięć trzeba nieustannie odnawiać, przez

n i e l i l u d z i , którzy nie chcieli wracać do życia, t a k i m już było

powtarzanie, rytuał, uczestnictwo. W książkach wystarczy g d y

dobrze.

w i a d o m o co i gdzie jest. W k u l t u r z e w y s o k i e j , nastawionej n a

*

specjalizację, kontynuację i rozwój wiedzy cala społeczność n i e
m u s i uczestniczyć w p o w t a r z a n i u t y c h samych treści.

Coraz trudniej- rozdzielić, co jest nauką, co intuicją, doświad­

*

czeniem

„wewnętrznym".

Granice

się

zacierają.

Lewitacja

istnieje? czy „dusza" w y c h o d z i z ciała? Czy wizje zapamiętane
Śmierć „ l u d o w a " jest oswojona, nie b r a k w niej elementów k a r ­

przez l u d z i , o których pisze d r M o o d y , były i c h złudzeniem,

nawału (w sensie B a c h t i n o w s k i m ) . Postać śmiorci w jasełkach,

a może doświadczeniem ? O c z y m wówczas miałyby świadczyć 7

w widowiskach obrzędowych jest groteskowa, b a w i — ale i b u d z i

Czy istnieje „przoczucie śmierci"? Czy są j e j z w i a s t u n y ? Można

lęk.

by

Jest sprawiedliwa. N i e t a k j a k w życiu. W w i d o w i s k a c h jasełko­

w k u l t u r z e l u d o w e j : wycie psów, h u k a n i e sowy, k u k a n i e kukułki,

w y c h karze złego H e r o d a , ścina m u głowę. W

dziwne zachowania, tajemniczo postacie pojawiające się n a dro­

opowieściach,

bajkach g r o m uderza z jasnego nieba i razi grzesznika. ( T a k też

napisać całą rozprawę n a t e n t e m a t .

Z w i a s t u n y śmierci

dze.

ginie B a l l a d y n a ) . T a „ l u d o w a " śmierć daje nadzieję, że niespra­

A przeczucie śmierci, które b u d z i w nocy matkę, g d y j e j

wiedliwości ziemskie zostaną ukarane, źli pójdą do piekła, skrzyw­

dziecku zagraża niebezpieczeństwo ? Tego już się nie kwestionuje,

dzeni i poniżeni do nieba. L u d o w a religijność zasadza się n a

m i m o iż wciąż n i e wyjaśniono

wierze w sprawiedliwość.

Wrażliwość telepatyczna zwierząt też nie jest niższa niż l u d z i ,

*

całkowicie zjawiska t e l e p a t i i .

zapewne wyższa. W y s t a r c z y przypomnieć doświadczenie, prze­
prowadzone

w Stanach Zjednoczonych

z królicą, której małe

wywieziono do A u s t r a l i i i t a m je w określonym czasie zabijano.

1

Współczesny „ l u d o w y " w a r i a n t nadziei, że po śmierci k l i n i c z n e j

Otóż okazało się, że encefalograf m a t k i wykazywał w t y c h m o ­

„dusza" w y c h o d z i z ciała, krąży, może n a w e t widzioć, co się

m e n t a c h gwałtowną zmianę.

�Może więc niezadługo można będzie napisać o zwiastunach

— F o r m y żałoby, nakazy i zakazy, s y m b o l i k a czynności.
— E l i k s i r y życia. W i a r a w osiągnięcie doskonałości, zapewnia­

śmierci w aspekcie nie t y l k o f o l k l o r y s t y c z n y m ?

jącej długotrwało życie

(Matuzalemowe).

— Topos przechytrzenia śmierci.
— Zwyczaje
T e m a t y , które mogłyby się znaleźć w t y m n u m e r z e :

— K o n w e n c j a mów n a d g r o b n y c h .

— Obecność s y m b o l i śmierci w życiu codziennym.
— Wyobrażenia śmierci, nieba, piekła, czyśćca —

—
w snach.

— Przeczucie śmierci.
ryngrafy,

Nekrologi.

— Wypominki.
— Model śmierci w l i t e r a t u r z e i sztuce r o m a n t y c z n e j , inspiracjo

— Ostrzeżenia.
— Amulety,

związane z pogrzebem. K o n w e n c j a zachowań, w y ­

powiedzi. Zróżnicowanie k u l t u r o w e .

ludowe i wtórny wpływ tego m o d e l u n a folklor 2 poł. X I X w .
przedmioty

i

słowa

zabezpieczające,

chroniące przed śmiercią.

— S y m b o l i k a b a r w związanych ze śmiercią w różnych okresach
i kulturach.

— Przywoływanie z zaświatów (np. s p i r y t y z m we wsiach

na

Śląsku Cieszyńskim).

— G r o b y i k u r h a n y żołnierzy, powstańców — w pamięci miejsco­
wej ludności.

— Z n a k i dawane żywym przez zmarłych.

— Śmierć władcy.

— Wierzenia w d u c h y pokutujące, straszące i sposoby i c h u w o l ­

— Cmentarz j a k o miejsce

nienia o d mąk. ( F o l k l o r — a także prób}' naukowego wyjaśnie­
n i a zjawiska n p . przez prof. Stefana

Manczarskiego).

— Wierzenia dotyczące cmentarz}', duchów zmarłych, dusz po­
kutujących n a ziemi, demonów, wilkołaków i t p .

pamięci narodowej

boliczno.
— Cmentarz j a k o tekst h i s t o r i i . Życie cmentarza o d założenia
po kasację.

— Śmierć pozorna. L e t a r g .

— Cmentarz j a k o tekst k u l t u r y . S t r a t y f i k a c j a cmentarzy. Miejsce

— Sobowtór.

„lepsze" i „gorsze", g r o b y dzieci.

— Ciało zmarłego w m a g i i .

— Cmentarz j a k o „ w i t r y n a " . Prestiżowa f u n k c j a

— R e k w i z y t y śmierci w m a g i i (up. sznur wisielca, pętla k a t a ) .

— Wieńce j a k o rodzaj s z t u k i l u d o w e j .

— R e l i k w i e . Cudy czynione za i c h sprawą.

— A t a w i z m y w dekoracji grobów ( s y m b o l i k a

— Modele śmierci „sprawiedliwego" i „grzesznika".

ozdrowienia.

— E l e m e n t y ludyczno w obchodzeniu świąt zmarłych

(dawniej

dzisiaj).

— „Boże G r o b y " w kościołach.

— Ostatnie słowa. Stereotyp zachowań, gestów.

— Śmierć w czasach k a t a k l i z m u ,

— Zachowania związane ze śmiercią i wyprowadzeniem

II.

choinki,

i

— Zabiegi zmierzające do przywrócenia z d r o w i a .

zegary, l u s t r a ,

ognia,

jadło).

— Śmierć bohatera. Legendy. Stereotypy.

nania,

nagrobków,

uroczystości pogrzebowych, wieńców i t p .

— Czaszka, kościotrup.

— Cudowne

i demonstracji

p a t r i o t y c z n y c h , p o l i t y c z n y c h . G r o b y bohaterów, g r o b y s y m ­

okna, gromnice).

Nocne

(pożeg­

czuwanie.

— Miejsce

w

społeczności

zarazy.

lokalnej

człowieka,

który

śmierć (myśliwy, rzeźnik, r a k a r z , k a t ) .

2. P o g r z e b m ł o d e g o m ę ż c z y z n y z C z e r l e j n k a , 1935 r . O r s z a k p o d c z a s p o g r z e b u k a w a l e r a
dziła d z i e w c z y n a mając u b o k u d w ó c h m ł o d y c h m ę ż c z y z n . F o t . nadesłał P. K u b i a k

prowa­

zadaje

�śmierć zwiorząt w świetle nakazów religii, e t y k i , (człowiek

Chłop. &gt;siигу. wznosi n o w y d o m , d l a dzieci, wnuków. Kiedyś

i zwierzę w rodzinie chłopskiej. 0 c z y m w o l i m y nie wiedzieć —

zostawiał po sobie

męka zwierząt rzoźnych, starych k o n i , „obozy zagłady"' - —

plony.

ziemię, zadbaną, przygotowana,

by rodzić

*

formy p t a c t w a , t r z o d y c h l j w n e j .
— M a n i p u l a t o r z y śmierci: czarownik, szaman, lekarz

(decydu­

jący, k i e d y przestaje reanimować, podtrzymywać p r z y życiu

Wspomniałem Lurkę. Cóż t o był za człowiek! W rzeźbach wyra­

pacjenta).

żał swoją wizję. „Dobroj N o w i n y " . Mówił w n i c h o B o g u , E w a n ­

_ Świadomość śmierci j a k o bodziec rozwoju, k u l t u r y . T o p o s y :
„zdążyć przed śmiercią", „pozostawić ślad po sobie",

„nie

umrę cały".

gelii. Uczył. Unaoczniał p r a w d y , któro uchodzą zazwyczaj uwa­
dze, n a w e t gorliwie wierzących. Iluż l u d z i , mówił m i , p a t r z y n a
k r u c y f i k s i wie, żo Chrystus umarł za n i c h . Ale o n i tego nie czują,
nie doceniają

tej straszliwej męki, k i e d y P a n Jezus woła do

Boga „Czemuś m n i e opuścił?" Więc wyrzeźbił mękę, t a k a b y
każdego przeszedł dreszcz zgrozy. Nie bał się pokazać cielesności
Zostawię coś po sobie... Żeby pamięć o m n i e pozostała. • Żeby
wiedzieli... rodzina, dzieci, w n u k i . Zostawić

coś co p r z e t r w a .

Pamiętnik życia. Rzeźbę. Obraz. D o m .
R y s z a r d K . b u d u j e sam jeden, z w i e l k i c h głazów wspaniały
d o m n a d W i g r a m i . Już b u d u j e 9 l a t . Wkrótce zacznie kłaść b e l k i
ścian. N i e miał w dzieciństwie d o m u . T e n m o m e n t odgrywa t u
rolę, alo i d r u g i — stwor7.yć samemu coś niezwykłego, co p o ­
zostanie. Trzeci t o — sprawdzić się, przekroczyć granicę własnych
możliwości.
Józef L u r k a , rzeźbiarz, jeden z najlepszych n i e t y l k o w ra­
m a c h s z t u k i ludowej.sprzedawał niechętnie, ważne było d l a niego,
b y zostawić p o sobie rzeźby. Władysław Chajec, w ostatnich l a t a c h
życia n i e cbcia.ł niczego sprzedawać. N i e c h t o zostanie po m n i e

tej męki, g r y m a s u bólu. Podobnie R o m a n Śledź,
mękę, śmierć.

S z t u k a kościelna n a ogół ilustruje t y l k o f a k t y z E w a n g e l i i ,
alo nie p r o w o k u j e do i c h osobistego przeżycia. Śmierć — u L u r k i ,
Śledzia, niektórych d a w n y c h świątkarzy — m a cały majestat
grozy. W sztuce współczesnej z n a m t y l k o jeden przykład równie
dramatycznego

Ileż t a k i c h w y p o w i e d z i ?

według

dział tę długą sekwencję śmierci, zakończoną nagłą ciszą i czernią
e k r a n u — która t r w a — k i l k a m i n u t ? kilkanaście sekund? —
t o n nio zapomni tej sceny.

*
S z t u k a sakralna wzbudza w nas myśli o życiu w i e c z n y m , trans­
cendencji. W t y m sensie każde dzieło sztuki sakralnej wiąże się

Dziesiątki... L e n a r t rzeźbi w dę­

b i n i e , to trwałe drewno, dłużej się zachowa.

„Pasja

gwoździ w żywe ciało, męki nie dającej się wytrzymać. K t o w i ­

L o k a r s t w a ? Panie, po co. J a już stary. Sprzedał m i dwie rzeźby,
tają, niech wiedzą j a k i b y l i c h dziadek.

ukazania O d k u p i e n i a . To f i l m

Sw. M a t e u s z a " Passoliniego. Drastyczność krzyżowania, w b i j a n i a

— mówił. Władysław Potoniec spokojnie zbliżał się do śmierci.
reszta m u s i zostać, powiedział, d l a wnuków. Niech mnie pamię­

najciekawszy

spośród żyjących rzeźbiarzy l u d o w y c h pokazujo z całą ekspresją

Inni

z eschatologią.

wybierają

*

orzech, H l e b o w i c z — b e t o n , bo dłużej będzie trwał.
Tworzą dzieła życia. J a k k t o u m i e i może. T a k i e , któro po
człowieku pozostaną. Jeden z nich — sam b u d u j e z głazów m o s t ,

Śmierć por.ostawia o t w a r t y m p y t a n i e — co jest poza nią? poza

n i e p r a w d o p o d o b n y , romański w s t y l u , i n n y r e m o n t u j e — s a m ! —

kresom życia j e d n o s t k i . Odpowiedzi nie m a . Jest t y l k o w i a r a

niszczejący pałac p o d Wałbrzychem.

w t o , żc jest i m i a f o r m a życia, albo w-iara,, żo n i e m a niczego

P R Z Y P I S Y

N p . P b . Aries, Essais
sur 1'histoire de la mort CII Occi­
dent iiu Moyen
Аде й nos jours,
Paris 1975 a zwłaszcza
jego dzieło L'homme
devant la mort, Paris 1977; E . M o r i n ,
L'liomme et la mort, Paris 1976; G. Gorer, Pornografia
śmierci,
„ T e k s t y " , 1979 n r 3; A . L . Strauss, Śmierć i
umieranie.
Postępowanie z człowiekiem umierającym, p o d r e d . L . Pearsona,
Warszawa 1973; A . Toynbee, Człowiek июЬес śmierci, Warszawa
1973
W y d a n o cytowano już prace Gorora, Straussa, Toynbee'go,
wyszła książka zbiorowa Sens choroby, sens śmierci, sens życia.
W y d . „ Z n a k " , Kraków 1985 (wydanie drugie, zmienione); T . K i e lanowskiego, Rozmyślania o przemijaniu,
Warszawa 1976; J . Kołbuszewskiego, Wiersze z cmentarza, W y d . P T L , W r o c l a w 19S5.
Badania n a d cmentarzem j a k o testem k u l t u r y podjęto w K a t e ­
drze E t n o l o g i i U W ( K . K u b i a k , S. Sikora), w K r a k o w i e t e m a t e m
1

2

l

pogrzebów zajął się w pracy magisterskiej J . Tomaszewski,
w Białymstoku -— E . Szczukajtys; w Warszawie przez r o k pro­
wadził s e m i n a r i u m n a t e m a t śmierci i f o r m jej upamiętnienia R. Sulima. Zeszyt poświęciły problematyce śmierci „Teksty'',
1979 n r 3 i t d . Patrz też t , 26 „Etnografii P o l s k i e j " 1982
J e d n y m z przejawów tego były p r o t e s t y przeciw budowie
H o s p i c j u m , D o m u U m i e r a n i a , n a j e d n y m z osiedli k r a k o w s k i c h .
3

Ważniejszo prace w y m i e n i a w c y t . książce J . Kolbuszewski,
p a t r z także przypisy do ar. J . Kolbuszowskiogo i S. Sikory
w t y m zeszycie „ P o l . Szt. L u d . "
4

W. Golding, Ruchomy cel, tłum. E . Pawełkiewicz. C y t . za
„Literatura na Świecio", 1984 n r 11, s. 15
5

M . A t . w l . Toit tm-tsć i kultura. Stulium
dyit-tum
pokoleniowijo,
P W N , Warszawą 1978, s. 102 i n .
6

między-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10135" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10113">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/01e3a6ed751880c02473c239191486eb.pdf</src>
        <authentication>61b0f86be2492bcc6c344b763041cd22</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120577">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4375</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120578">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120579">
                <text>malarstwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120580">
                <text>malarstwo nieprofesjonalne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120581">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4071</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120582">
                <text>Współczesne malarstwo ludowe i jego pogranicza (cz.1 ) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120583">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1977 t.31 z.2 ; s.79-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120584">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120585">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120586">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120587">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120588">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

WSPÓŁCZESNE MALARSTWO LUDOWE I JEGO POGRANICZA (CZ. I)
Najprostsza i najbardziej ogólna definicja malarstwa spro­
wadza je do organizacji określonej przestrzeni dwuwymiarowej
przy pomocy kolorów . Odpowiada tej definicji zarówno „błę­
kitny" obraz Yves Kleina, jak i niewymyślna dekoracja ścian
chałupy plamami wapna. Sytuację t a k ą przyjmijmy więc za gra­
niczną. Od tego momentu możemy mówić o malarstwie.
Układ plam podporządkowany pewnej zasadzie, np. syme­
trii czy kontrastu może tworzyć ornament. Przeważnie jednak
ornament, a w kompozycjach figuralnych — wyobrażenia uzys­
kane są przy pomocy linii, konturu. Elementarnym budulcom
większości przedstawień malarskich są więc: kolor i linia.
1

Kolor, nawet jeden, skontrastowany z tłem, a w kompo­
zycjach rozwiniętych — z innymi kolorami. Linia — „ o s t r a " ,
ciągła, obrysowująca kształt przedstawienia lub „utajona",
którą odczuwamy jako przestrzoń graniczną, wyodrębniającą
pożądaną formę — gdy patrzymy na malaturę z pewnej odle­
głości.
To same środki malarskie pozwalają na uzyskanie różnych
zamierzeń. Elementarnego motywu, o charakterze znaczącym
który budzi zamierzone skojarzenia i reakcje emocjonalne
(np. krzyż); dekoracji, która niezależnie od innych funkcji
(reprezentacyjnych, identyfikacyjnych, prestiżowych) przynosi
przede wszystkim satysfakcję estetyczną; przekazu semantyczno-emocjonalnego o różnej nośności informacyjnej, zdolnego
wywoływać różnorodne uczucia.
Motyw elementarny występuje w malarstwie ludowym
W ornamentyce chałupy, mebla, ceramiki. Bywa zarówno se­
mantycznie obojętny, jak też znaczący, informujący, symbolicz­
ny (il. 1). Dekoracja — w zdobnictwie domów, ścian, przedmio­
tów. Przekaz — w obrazach, dawniej niemal wyłącznie religij­
nych, alo na tyle nośnych treściowo, że zdolnych zaspokoić
istniejące potrzeby omoejonalno-ludzkie, egzystencjonalne.
Rozpatrując przykłady skrajne, możemy wyróżnić dwa ro­
dzaje przedstawień malarskich. Motyw, ornament, dekoracja —
zaspokajające sferę doznań prostych (m.in. estetycznych) oraz
dzieło wielowarstwowe, zdolne budzić i zaspokajać potrzeby
„wyższego rzędu". A więc: na jednym krańcu zadowolenie, od­
biór łatwy, jednoznaczny, na drugim zaś — złożone reakcje emo­
cjonalne, odbiór angażujący myśl i złożoną sferę potrzeb duchowyoh, odbiór niedookreślony, kształtujący się w procesie twórozej percopcji.
Wielu estetyków i historyków sztuki rozdziela te dwie po­
stacie malarstwa, rezerwując nawet sam termin „malarstwo"
dla dzieł, które mają informować, wzruszać, prowadzić dialog
z widzem. Nietrudno zauważyć, że opozycja: sztuka dekora­
cyjna — sztuka ekspresywna da się przyrównać do ciągu innych,
podobnych przeciwstawień: sztuka rozrywkowa — sztuka po­
ważna, trudna — łatwa, uśmiech —• wzruszenie, prosta — skom­
plikowana, ziemia — niebo, codzienność — odświętność, profanum —• sacrum.
Opozycje takie wyznaczają dwa krańce pojęcia malarstwa,
i biorąc pod uwagę, jako kryterium wyróżniające, stopień kompli­
kacji, rodzaj działań i rolę w zaspokojeniu ludzkich potrzeb —•
oddzielenie sztuki dekoracyjnej od wyrażającej wydaje się w pełni
uzasadnione. Czym innym jest przecież w sztuce ludowej malo­
wanka z Zalipia, czym innym zaś Sąd ostateczny Doroty Lampart,
choć znakomita może być zarówno malowanka, jak i obraz. Róż­
ne są tylko skale wartości.
Kiedy więc za podstawę systematyki przyjmujemy tech­
nikę i material, opis przedmiotu, a nie funkcjonowanie jego
w strukturze odbioru —• bez wahania stawiamy w jednym ciągu:
pisankę, dekorację pieca i obraz Ukrzyżowania.

Przyjmując jednak inny podział, np. na sfery potrzeb ludz­
kich, które zaspokaja sztuka — malowankę powiążemy ze zdob­
nictwem wnętrza, a obraz z rzeźbą, kapliczką i woskowymi wo­
tami,
i
Po t y m , co dotychczas powiedziałem, czytelnik miałby pra­
wo oczekiwać, że radykalnie rozdzielę omawiane t u dwa rodzaje
malarstwa. Nie uczynię jednak tego, choć bliskie m i jest stwier­
dzenie prof. Tatarkiewicza: „Sztuką nazywamy jedynie to, co
posiada wymowę transcedentalną, poza pojęciem sztuki pozosstaje to wszystko, co nie przedstawia sobą nic poza przyjemną
rozrywką" . Nie uczynię, ponieważ pomiędzy twórczością o wy­
mowie transeedentalnej a łatwą rozrywką mieści się rozległy ob­
szar wszelakich działań plastycznych angażujących emocje, za­
spokajających różnorodne potrzeby twórców i odbiorców. (W sztu­
ce ludowej „wymiar transcedentalny" mają przede wszystkim
rzeźby religijne i samorodne obrazy, stanowiące przejaw indy­
widualnej ekspresji twórczej. Zdolne są one budzić we wrażliwym
odbiorcy refleksje filozoficzne, rozszerzać wymiar jego doznań,
nieść katharsis, rozładowanie subiektywnych napięć przez ich
obiektywizację, osadzenie w kręgu trwałych i powszechnych po­
jęć moralnych.)
2

Mechaniczny podział na wartości „wyższego rzędu" i prostą
satysfakcję estetyczną, którą może dać wycinanka, haft czy po
prostu porządek w izbie —• nie jest łatwy do przeprowadzenia.
Przede wszystkim dlatego, że w kulturze ludowej nawet dekora­
cja mogła być z n a c z ą c a , wiązać się nie tylko z satysfak­
cją estetyczną, ale i szerszym kontekstem emocjonalno-skojarzeniowym. Przykładem jest t u chociażby pisanka. Oglądając
dawny, geometryczny jej ornament, można zapytać, czy aby na
pewno mamy t u do czynienia tylko ze zdobnictwem ? Czy żad­
nych treści i znaczeń nie przynosił ornament powtarzany przez
pokolenia i nie ulegający większym zmianom ani w doborze mo­
tywów, ani w zasadniczej formule kompozycyjnej ? Czy elementy
kultowe, sięgające magicznego podłoża, nie wiązały się jeszcze
do niedawna z pojęciem pisanki, a więc z charakterem jej orna­
mentyki, a może i samą ornamentyką? A sam ornament—•
występujący na różnych przedmiotach, czy poza funkcją orga­
nizacji przestrzeni i dekorowania nie wiązał się z szerszym kon­
tekstem kultury ludowej, z potrzebą identyfikacji jednostki
z grupą, tradycją? Czy nie miał swej warstwy semantycznej,
trudnej dziś do odtworzenia, ale niegdyś żywej ? Niemal zupełny
brak opracowań na ten temat nie świadczy przecież o tym, że
ornament miał tylko sens estetyczny . Analogie np. ze sztuką
naszych wschodnich sąsiadów, lepiej pod t y m względem zbadaną ,
każą być co najmniej ostrożnym w odpowiedzi na to pytanie.
Raczej wolno przypuszczać, że ornament miał w dawnej kulturze
chłopskiej swoją semantyczną interpretację, tylko my już nie
znamy kodów, w obrębie których był on odbierany.
3

4

Czy tylko o nich trudno nam dziś mówić ? Minęło z a 1 e dw i e kilkadziesiąt lat, a już nie możemy zrekonstruować obrazu
świadomości estetycznej dawnej ludności wiejskiej. Więcej wie­
my o pojęciach estetycznych kanadyjskich Eskimosów i haitańskich wyznawców Woodu. To, co my — ludzie podwójnie „z zewwnątrz" dawnej ludowej kultury, oddaleni od niej i czasem,
i dystansem kulturowym — odbieramy w kategoriach war­
tości estetycznych, mogło przecież zawierać pokaźny ładunek
informacji oraz emocji, wiodąc myśli i odczucia w rejony wiary.
Ornament nie jest więc tylko ozdobą. Dekoracja nie da się
sprowadzić tylko do wyrazu estetycznych potrzeb, pełni bowiem
również funkcje prestiżowe, rekreacyjne, obrzędowe, obyczajo­
we. Identyfikuje z grupą lub od niej wyróżnia. Z kolei zaś obraz
nie jest tylko przekazem semantyczno-emocjonalnym, i nie mus-

79

�święte obrazy, a w chwilę potem makatki z łabędziami (np.
Woronika Ratyna, Maria Wiśnios).
Można więc, zajmując się sztuką ludową, przyjąć szeroką
wykładnię pojęcia malarstwa, o d elementarnej dekoracji przed­
miotów po obrazy tworzone dla ludu, zgodnie z jego świadomo­
ścią estetyczną .
5

W takim ujęciu, należy jednak wyodrębnić różne sfery zna­
czeniowe mieszczące się w pojęciu malarstwa. Najogólniej ujmu­
jąc, d a d z ą się one sprowadzić do podziału na: zdobnictwo, de­
korację, eksprosję, czyli na malatury, malowanki i obrazy.
A.

MALATURY

Funkcja estetyczna jest w nich podporządkowana innym
celom — użytkowym, czego przykładem dekoracja mebla, magiczno-kultowym i obrzędowym, jak np. w dawnej pisance, informacyjno-reklamowym — w szyldach i wywieszkach. Malatury
(wykonywane najczęściej na d e s c e i blasze), w zależności od stop­
nia komplikacji, podzielić można na:
a — prosty układ elementów zdobniczych, oparty przeważ­
nie na geometrycznej zasadzie porządkującej (np. zdobienie
chałup wapnem, zdobienie garnków i mis, ornamentyka trady­
cyjnych pisanek);
b — rozbudowana dekoracja płaszczyzny, oparta na moty%vach roślinno-kwiatowych i prostych wątkach tematycznych, jak
kogutek (np. malatury na meblach, ścianach domostw);
с —- scena ilustracyjna, traktowana przede wszystkim de­
koracyjnie, łączona zazwyczaj z obrazem ornamentacyjnym (np.
sceny malowane na drzwiach chat dolnośląskich, figuralne kafle);
d — znak, symbol, scena ilustracyjna, służące
oraz reklamie (np. wywieszki, szyldy).
B. M A L O W A N K I ,
CYJNE

MALOWIDŁA

informaoji

DEKORA­

Dominuje w nich funkcja ostotyozna, która łączy się często
z dążeniem do reprezentacji. Użyteczność „gospodarcza", jeśli
występuje, stanowi wartość podrzędną (np. makatka daje przede
wszystkim satysfakcję estetyczną, ale zawieszona nad łóżkiem,
oddziela od chłodnej ściany). W zależności od stopnia komplika­
cji przedstawionej tematyki można w tej grupie wydzielić:
a —• malowanki kwiatowe, o konwencjonalnej tematyce
i budowie;
b — kompozycje o charakterze ornamentalno-dekoracyj­
nym, złożone z konwencjonalnie ujętych motywów przedsta­
wieniowych. Będą to np. makatki z jeleniami u wodopoju ozy
łabędziami, okrany ulicznych fotografów.
Tradycyjne i współczesne zdobienie domu. I I . 1. Chalupa- z Do­
maniewic, W o j . skierniewickie, mai. Aniela Wielgus. 1956 г.;
I I . 2. Dom we %vsi Biel, gm. Małkinia, woj. ostrołęckie.

być woale dziełem artystycznym. Produkowany niemal taśmo­
wo w ośrodkach kultu, schematyczny w ujęciu tematu i rozwią­
zaniu dekoracyjnym, rozbudowanym ponad miarę, zacierał gra­
nice wymienionych poprzednio opozycji: estetyczne — emocjo­
nalne, dekoracja — treść, sacrum — profanum.
Brak ostrych przedziałów między sforą dekoracji i motywu-znaku a sferą głębszych przeżyć emocjonalnych wiąże się w kul­
turze ludowoj równioż z charakterem relacji między twórcą
a odbiorcą, z częstym pokrywaniem się tych ról. Nawet szacunok,
jakim cieszyli się „bogorobowie", nie oznaczał, że tylko im wolno
było podjąć święty temat, żo sfera sztuki zastrzeżona była dla
wybranych. Kultura ludowa nie znała wyodrębnionej kategorii
artystów (znała rzemieślników). Ten sam człowiek mógł (i może)
być zarazem twórcą, i odbiorcą, malować jak w nawiedzeniu

80

Zarówno grupa A, jak i В mają wspólne cechy, a nawet
powtarzające się zarówno w malaturaoh mebli, jak
i w ściennych makatkach (np. bukiet kwiatów w koszyku);
łączy te grupy pierwiastek dekoracyjny, mniejszy stopień an­
gażowania wyobraźni i myśli niż w grupie C.

Wzory,

C. O B R A Z Y

O TREŚCIACH

RELIGIJNYCH

W obrazach tych, zwłaszcza dawnych, dominowała funkcja
kultowa. W ocenie odbiorcy wciąż najważniejsza jest treść, którą
obraz przedstawia, dalej — jego czytelność i strojność. Obrazy
religijne, w zależności od ich charakteru i osoby wykonawcy (co
wiąże się ze sobą), podzielić, można na:
a — wykonywane przez rzemieślników dla odbiorcy wiej­
skiego ;
b — wykonywano dla siebie, przede wszystkim z chęoi wy­
rażenia własnych emocji (np. Maria Wiśnios, Dorota Lampart);
с —• wykonywane w ludowej stylistyce przez „twórców lu
dowych" i amatorów dla odbiorcy miejskiego, na konkursy itd
(np. współczesne malarstwo na szkle).

�В. O B R A Z Y

ŚWIECKIE

Zaliczam tu malarstwo, które nawet nie czerpiąc z dawnej
konwencji stylistycznej i wzorów, zachowuje cechy odrębne od
sztuki wykształconej, od konwencji miejskich amatorów. Znaj­
dzie się więc t u :
a — malarstwo „inne", w którym wyczuwalne jest jeszcze
ludowo podglebie (np. Maria Wnęk, Nikifor, Józef Franusiak)
b — obrazy amatorów wiejskich, związane z ich życiem,
pracą i światem przeżyć duchowych (np. Paweł Krzak)
с — współczesne obrazy na szkle.
Tak w grupie C, jak i w D skrajną postacią jest twórczość
0 cechach ekspresji psychopatologicznej.
Proponowany tu podział, który dotyczy w ogóle malarstwa
nazywanego ludowym, spróbujemy sprawdzić i omówić na
materiale współczesnym. Co się zmieniło ? Co zanikło już bez­
powrotnie, co zaś jest zjawiskiem reliktowym, podtrzymywa­
nym przy życiu planowymi bodźcami; co ma szanse rozwoju —
1 dlaczego ? Jak zmieniły się funkcje tych samych dziedzin (np.
malarstwa na szkle) ? K t o — i dla kogo maluje ? Co jeszcze jest,
a co już nie jest ludowe ?
Zacznijmy od tego ostatniego pytania, trzeba je bowiem po­
stawić na wstępie wszelkich rozważań. Granica ludowości zawsze
była płynna, szczególnie zaś trudna do uchwycenia w sferze po­
granicznej. W tradycyjnej kulturze ludowej za „ludowe" uważa­
no — w zależności od postawy metodologicznej badacza to: —
co lud (tj. warstwa chłopska) tworzył dla siebie; — co akceptował,
co odpowiadało jego upodobaniom estetycznym; — co reprezen­
towało jego świadomość artystyczną; — co miało określone ce­
chy stylistyczne.
Dla siebie: malował ściany izb i budynków, pisanki, makaty
i ścienne malowanki, obrazy stanowiące przejaw ekspresji osobo­
wości lub potrzeb religijnych i prestiżowych, niemożliwych do
zaspokojenia w inny sposób (głównie na skutek nędzy).
Akceptował wytwory rzemiosła małomiasteczkowego, ma­
lowane meble stolarskie, ceramikę, obrazy wykonywane w od­
pustowych centrach i rozwożone po wsiach, szyldy i ekrany fo­
tografów ulicznych.
Za „ludowe" uznawano przeważnie te formy zdobnictwa
i dekoracji malarskiej, które zgodne były z podstawowymi ce­
chami regionalnoj tradycji, a więc te, które miały akceptację
środowiska.
Ale w okresie obecnym, po wojnie, słabnie siła i zasięg od­
działywania tradycji regionalnej. Powstają formy, które nie znaj­
dują potwierdzenia środowiska, które wykraczają poza przyjęty
repertuar wzorów, a przy t y m różnią się od powstałych w kręgu
kultury wykształconej i masowej. Będziemy o nich mówili,
wyrażają bowiem inną świadomość artystyczną, u źródeł której
leżą inne tradycje, pamięć (nawet utajona) sztuki ludowej, inna
skala ocen, inne doświadczenia Wynikłe z charakteru życia
i pracy na wsi, a wreszcie — inny stosunek do przyrody. Co to zna­
czy? Człowiek, którego byt zależy od deszczu, mrozu i skwaru,
inaczej patrzy na ziemię, inaczej na deszcz i słońce. Piękno
zbliża się do pożytecznego, skala ocen zależy od tego, co sprzyja
ludzkioj egzystencji, a co może jej zagrażać.
Niegdyś, gdy sztuka ludowa była jeszcze powszechna, twór­
czość samorodna wydawała się marginesem nie wpływającym
na charakter regionalnej tradycji. Obecnie, gdy sztuka ludowa
zanikła lub zanika w egzystencji wsi, wypierana przez wzory
ogólnokrajowe, s a m o r o d n i wydają się nam rzeczywis­
tymi spadkobiercami ludowej kultury. Otaczamy ich coraz więk­
szym zainteresowaniem i szacunkiem. Tym wyższym, im bardziej
sztuczna, mechaniczna i wystylizowana staje się „sztuka cepe­
liowska", współczesne pamiątkarstwo „na ludowo".
Gdy przyjmiemy dwa punkty odniesienia — dawną sztukę
ludową i współczesny ruch amatorski inspirowany kulturą wy­
kształconą — obrazy Doroty Lampart, Marii Wiśnios, Marii

Wnęk czy Katarzyny Gaweł wydadzą się nam znacznie bliższe
ludowej tradycji. Są to jakby przesunięte w czasie dzieła twór­
ców o mentalności i wyobraźni bliższej dawnej kulturze wsi,
tworzone jednak w okresie, gdy nie mają już wokół siebie bez­
pośrednich wzorów ludowej sztuki. To ich zmusza do szukania
własnych form wypowiedzi.
W obecnym czasie zmieniają się zrosztą krytoria togo, co
uznaje się za „sztukę ludową". Na plan pierwszy wysuwa się
zgodność z cechami stylistycznymi dawnej sztuki ludowej. Ona
to wyróżnia dzieła, które przeznaczone są dla odbiorcy miejskie­
go, dla zagranicy. Bywa zresztą coraz częściej, że takie stylowo
„ludowe" obrazy malują ludzie wykształceni, nie związani już
ze środowiskiem wiejskim.
Innym kryterium ludowości jest powszechność pewnych
form i Wzorów, występujących jedynie poza kręgiem kultury eli­
tarnej. Przykładem tego rodzaju sztuki ludowej są dziś makatki,
W których zachowały się jeszcze pewne nawyki estotyczne wy­
wodzące się z estetyki ludowej.
Przejdźmy teraz do omówienia poszczególnych form ma­
larstwa występującego współcześnie.
Cz. I . Z D O B N I C T W O

(MALATURY)

C e r a m i k a m a l o w a n a . Jest to dziedzina zanikająca. Szybki
upadek ośrodków garncarskich związany jest przede wszystkim
z brakiem dostatecznych bodźców ekonomicznych, z zanikiem
wiejskiego rynku, z brakiem chętnych młodych kontynuatorów
zawodu . Ceramika malowana, produkowana dla odbiorcy miej­
skiego (dla „Cepelii"), powiela dawne wzory, upraszcza je, schematyzuje, brak jest kontroli i dopingu środowiska, brak konku­
rencji, która by stanowiła bodziec dla indywidualizowania i roz­
wijania zdobnictwa. „Cechą charakterystyczną misek wykony­
wanych w Łążku po drugiej wojnie światowej jest znaczne upro­
szczenie dekoracji" —• pisze w znakomitej monografii tego ośrod­
ka Ewa Fryś-Pietraszkowa. „(. . .)Wszystkie miski przeznaczone
dla spółdzielni „Zjednoczenie" musiały być malowane bogato,
z tego względu rozwój ornamentu poszedł głównie w kierunku
awansowania motywów, stanowiących dotychczas element skła­
dowy większej kompozycji, do roli samodzielnej ozdoby. Na ogół
zarzucono wykonywanie wzorów bardziej rozwiniętych i praco­
chłonnych, takich jak symetryczne wielokwiatowe kwiatony
i rozbudowane rozety. . . Podczas gdy na miskach starszych
ornament pokrywał równomiernie wnętrza, obecnie znaczna
część tła jest na ogół odsłonięta. ". Autorka podkreśla, że stano­
wi to odstępstwo od tradycyjnych zasad. Rzadziej spotyka się
„(. . .) malatury o układzie zamkniętym zwartym szlakiem,
a gdy pas złożony z motywów okala brzegi miski, dno bywa albo
w ogóle nie zdobione, albo występuje na nim mały element zdob­
niczy. Rozwój motywów asymetrycznych wiąże się zapewne
(jak sądzę) z większą łatwością ich wykonania. Są mniej staranne,
a często i gorzej »wyważone«. Fryś-Pietraszkowa czyni uwagę,
charakterystyczną zresztą również dla produkcji innych ośrod­
ków malowanej ceramiki: ,, Sporadycznie spotyka się ponadto
miski bardzo ozdobne, malowane jednak bez tradycyjnych zasad
kompozycji, gdzie bezładne nagromadzenie motywów daje w efek­
cie zamiast zamierzonego piękna układ przeładowany i mało
ciekawy" .
6

7

8

Malatura współczesnej ceramiki rzadko kiedy świadczy
o ambicjach artystycznych garncarzy, tylko na konkursy pow­
staje ceramika, którą można uznać za przejaw ambicji twórczych.
W Łążku pod wpływem inspiracji przedstawiciela „Cepelii"
wykonano jeden piec złożony z malowanych kafli, opracowano
ich wzory (Łucja i Waleria Startkowe), ale na t y m się skończy­
ło .
9

Ceramika malowana, tradycyjna — czy to sieradzka, czy lu­
belska, kaszubska czy bolimowska przechodzi podobny proces.
Uproszczenie form, mniejsza staranność wykonania, sporadycz­
ne wprowadzenie nowych rozwiązań dekoracyjnych. Indywidu­
alne rozwiązania demonstruje jedynie Jan Reczkowski z Nowego
81

�П. 3. Malowane olejno ule w pasiece Franciszka Sochackiego, Mroków, gm. Piaseczno, woj. stołeczne warszawskie, 1955 r.

Targu, człowiek, który wielo w życiu widział i niejedno robił
oraz Stefan Fus z Sokołowa Małopolskiego. Obaj wykraczają
jednak poza dawną definicję twórcy ludowego. Reczkowski, któ­
ry na Podhale przyjechał w wieku dojrzałym, świadomie stylilizuje swą ceramikę na miejscową modłę, nie wyzbywając się
zresztą cech indywidualnych, widocznych zwłaszcza w rzeźbie ce­
ramicznej. Fus, którego prawidłowioj byłoby nazwać amatorem
pracującym w ludowej stylistyce (manierze?), dostarcza swe pra­
co „Cepelii". Trudno uznać je za oryginalny i twórczy wkład. Ory­
ginalność jego rozwiązań polega bowiem głównie na groteskowej
ekspresji figur, na schematycznym rozwiązaniu ust, przypomina­
jących smoczek.
Naprawdę nowe i ciekawe jest natomiast zdobnictwo fajan­
su we Włocławku i porcelitu w Opolu. Zacznijmy od Włocławka:
literatura przedmiotu zwalnia od szczegółowych informacji,
warto jednak zwrócić uwagę na to, k t o i co robi.
K t o ? Robotnice —• twórczynie ludowe. Sądzę, że obecnie,
gdy szafujemy t y m określeniem, gdy oznacza ono coraz mniej
sprecyzowane wartości — wolno je używać w stosunku do włoc­
ławskich malarek fajansu. Nie są ze wsi —• ale czy pojęcie ludu
ogranicza się tylko do wsi ? Nie pracują na potrzeby własne i swe­
go środowiska, ale uwaga ta dotyczy sytuacji niemal całej współ­
czesnej sztuki ludowej. Istotne jest coś innego — robotnice te
mają świadomość artystyczną uformowaną zgodnie z tradycyjną
chłopska estetyką. Nie wyniosły jednak tej świadomości z ro­
dzinnego domu, uformowała ją fabryka, ciągłe obcowanie, aż do
umęczenia, z podobnymi rozwiązaniami, motywami, z ornamen­
tyką bliską zasadom ludowym. Malowanie fajansu dalo im
dyscyplinę myślenia, umiejętność rozwiązywania (w granicach ich
profesji) nowych problemów dekoracyjnych. Nieustanne powta­
rzanie podobnych czy tych samych motywów dało im pewność
ręki, utrwaliło w pamięci i wyobraźni schematy zdobnicze,
nauczyło je myśleć formą, kolorem . Od ręki, i to ze sporą pre­
10

11

82

cyzją, dekorują talerz ozy wazon, realizują nowe, własne zamie­
rzenia.
Szkołą ich umiejętności jest więc nie dom rodzinny i nie
tradycja, lecz produkcja fabryki, istniejące wzornictwo oparte
na ludowych motywach i zasadach kompozycyjnych. Wzor­
nictwo to tylko w części jest ich dziełem, jako że koryguje, a na­
wet opracowuje wzory plastyk zatrudniony w fabryce, ale wzory
te ulegają jakby wtórnemu „uludowieniu" w procesie samodziel­
nej twórczości malarek na konkursy i wystawy.
Twórczość tych kobiet zaczęła się dopiero po wojnie. Przed­
tem były robotnicami, wykonywały wyuczone elementy, zdo­
biły według wzorów i patronów. W 1947 r. zainteresowało się
nimi Biuro Nadzoru Estetyki Produkcji przy Ministerstwie Kul­
tury i Sztuki. Z inicjatywy Wandy Telakowskiej, dyrektora
Biura, do Włocławka pojechał prof. Antoni Buszek, plastyk, pe­
dagog, animator samorodnej twórczości. Miał już za sobą cie­
kawe doświadczenia współpracy z grupą robotnic, które umiejęt­
nie prowadzone wykonały doskonałe wzory batików, nagrodzo­
ne złotymi medalami na Międzynarodowej Wystawie Sztuki De­
koracyjnej w Paryżu (1925 г.). Buszek pracował we Włocławku
do 1949 roku z kobietami, które od wielu lat malowały wzory
na fajansie. Początkowo nie rozumiały, czego od nich oczekuje.
Dotychczasowe malowanie nauczyło je tochniki, ale nie dało
żadnego pola do wykazania inwencji. We współpraoy z prof. Buszkiem stworzyły wzory, które dalekie od regionalnych motywów
i dawnych schematów fabrycznych były przecież „ludowe" —
w zasadach kompozycji, stylizacji motywów, w gęstości ornamen­
t y k i . Ornament, który przedtem opasywał talerz czy miskę, zos­
tał rozbudowany tak, że nie on wyodrębniał się z białego tła, lecz
właśnie tło ujawniało się jako dekoracyjny otok, łączący ornament
kołnierza z dnem miski. Ono zaś zyskało ciemne tło, na którym
rozgrywała się dekoracyjna scena z ptaszkiem siedzącym na ło­
dydze rośliny o 3 kwiatach (il. 4).

�Buszek zastał sprawne robotnice, pozostawił uzdolnione,
obdarzone inwencją malarki, które przez wiele lat rozwijały swe
twórczo możliwości (wymienię t u zwłaszcza Genowefę Wodecką,
Salomee Zajkowską, Jadwigę Kielkowską i Helenę Troszczyńską).
Rozwojowi inwencji malarek sprzyjała współpraca w latach
1949, 1961—196 3 z Heleną i Lechem Grześkiewiczami. „Czło­
wiek po prostu nie wiedział, co wynaleźć'' — wspomina jedną
z malarek. „Wymyśliłyśmy to tak — mówi druga —• nieraz
się spojrzało na sukienkę czy chusteczkę, czy po prostu gdzieś
eiij widziało coś takiego, no i naśladowało się, żeby to jakoś wy­
szło. A róże to już były takie nasze, stałe, tylko do tego żeśmy
jakioś inne kwiatki dorabiały" .
Zetknięcie z inną wyobraźnią plastyczną dało nowe doświad­
czenia i bodźce. Wtedy to okrzepł talent wielu malarek, zaryso­
wały się ich indywidualne cechy. Pozytywny wpływ na malarki
miało równioż stworzenie w fabryce ośrodka wzorującego, w któ­
rym pracowali m.in. Elżbieta Piwek-Białoborska, Jan Sowiński,
a później Wit Płażewski. „ W malarni ludowej powstawały deko­
racje oparte na wzorach tradycyjnych — pisze w cytowanej pra­
cy Hankowska i dodaje: Coraz częściej niewielkie zamówienia
lub prace na wystawy przemysłowe czy targi powierza się doś­
wiadczonym robotnicom bez narzucania określonego wzoru. Do
podobnej sytuacji przyczyniły się walnie organizowane wielo­
krotnie konkursy, które były próbą sił i możliwości w samodziel­
nej pracy twórczej".
Otóż to! Konkursy stały się siłą napędową współczesnej
twórczości, którą można nazwać — ludową. Robotnicom malar­
ni dały szansę samodzielnej wypowiedzi, pozwoliły i m na ekspe­
rymentowanie, inną kolorystykę. 1948, 1949, 1956, 1958, 1966,
1973... każdy konkurs ujawniał nowe indywidualności, do grupy
starszych (ostatnio już emerytek) — dołączyły malarki średniego
i młodego pokolenia: Bożena Awarska, Halina Musialik, Kata­
rzyna Mirolewicz, Jadwiga Marciniak, Halina Olesińska, Alina
Piwowar, Zofia Syroczyńska, Danuta Ringwelska.
12

Dyrekcja fabryki zgodziła się, aby na konkursy i wystawy
zdobiły wedle swej woli określoną liczbę form ceramicznych,
płacąc za użyty materiał. Nagrody, udział w wystawie, katalog,

reprodukcje —• wszystko to zachęcało do indywidualnych poszu­
kiwań. Formuła „Włocławka" i jego sukcesów jest prosta: talent
robotnicy, estetyka działających na nie wzorów (od 1972 r. wy­
łącznie o charakterze ludowym), mądre współdziałanie plastyka
zastępującego istniejący w dawnej sztuce ludowej osąd środo­
wiska oraz — bodźce w postaci konkursów i wystaw.
Inaczej przedstawia się problem ceramiki opolskiej. We Włoc­
ławku nastąpiło bowiem „uludowienie" talentów robotnic, na­
tomiast w Opolu nawiązano bezpośrednio do żywych tradycji
pisankarskich, przyciągając do pracy w zakładzie produkcyjnym
tamtejszej Spółdzielni „Cepelii" autentyczne wiejskie twórczy­
nie. Możliwe stało się to dzięki dwóm okolicznościom: żywej
jeszcze tradycji kroszonkarstwa (pisanek) i pasji miejscowych
działaczy, którzy podjęli próbę spożytkowania umiejętności
i talentów ludowych twórczyń w dekorowaniu porcelitu i por­
celany.
Wydaje się, że właśnie na skutek nacisku germanizacyjnego
sztuka ludowa Opolszczyzny pozostała wartością żywą wówczas,
gdy na innych obszarach kraju proces jej zaniku został znacznie
dalej posunięty. Zachowało się w ludowej kulturze to, co mogło
integrować ludność, podtrzymywać dawne, rodzime tradycje,
obyczaje i obrzędy — zwłaszcza wyrób kroszonek, którymi jesz­
cze teraz obdzielają się ludzie na Święta Wielkanocne, na dzień
św. Stanisława. Zwyczaj ten zanika, niemniej wciąż jeszcze star­
sze kobiety zdobią jaja, którymi obdarzają rodzinę (zwłaszcza
miejską). Pisanki malowano w domu, dla siebie lub korzystano
z usług specjalistek „kroszonkarek". Niektóre z nich osiągały
prawdziwe mistrzostwo, wyskrobując ornament ostrzem narzę­
dzia na zabarwionej uprzednio skorupce jaja. Mimo iż czyniły
to tylko przez dzień lub parę dni w ciągu roku, zdobienie kilku­
set jaj (nieraz ponad 400) pozwalało i m na osiągnięcie precyzji
i wykształcenie własnego „stylu" zdobienia .
13

Jeszcze w 1963 r. dzięki konkursom i wystawom znane były
stosunkowo szeroko nazwiska najlepszych pisankarek starszego
pokolenia, takich j a k : Róża Żymełko, Stefania Okoś, Gertruda
Mateja, Hildegarda Wysada, Anna Czurlok. Pochodziły one,

Fajans włocławski: ił. 4. Miska, 0 26,7 cm, mai. Holena Troszczyńska. 1949 г.; i i . 5. Talerz głęboki, 0 24 cm, mai. Salomeą Zajkowską.
Ok. 1949 r. (Oba eksponaty w zbiorach Muz. Kujawskiego We Włocławku).

83

�podobnie jak większość specjalistek-kroszonkarek, z rodzin uzdol­
nionych artystycznie, w których zajmowano się haftem, koron­
karstwem, miano więc sprawność manualną, w t y m i rysunkową.
Do tych właśnie ludowych twórczyń zwrócił się Jan Matysek,
prezes Opolskiej Spółdzielni „Cepelia", proponując, aby wy­
korzystywały swe umiejętności zdobiąc formy porcelitowe, solniczki w kształcie jajek. Pomysł rzucił dr Czesław Kurek, ówczes­
ny pracownik Wydziału Kultury w Wojewódzkiej Radzie Na­
rodowej, ale trzeba było niewiarogodnego uporu prezesa Matyska, jego wiary w powodzenie eksperymentu, aby projekt stał
się rzeczywistością. Gdyby nie ten człowiek, autochton, rozmi­
łowany w ludowej kulturze Opolszczyzny, łączący w sobie idea­
lizm z uporem i talentem organizatorskim — nie byłoby dziś
tej ceramiki malowanej, sądzę też, że nie moglibyśmy już mówić
o kroszonkarstwie jako żywej jeszcze dziedzinie twórczości.
W odróżnieniu od „Włocławka", w Opolu nie było wzorów
fabrycznych, i nie robotnice „uludowiono", lecz przyjęto zasadę,
że w Spółdzielni pracują t y l k o ludowe twórczynie. Począt­
kowa forma jajka-solniczki nie stawiała problemów kompozy­
cyjnych, solniczki zdobiono tak samo jak kroszonki. Każda
z pracownic brała do domu partię porcelitowych form, które de­

korowały — wydrapując zdobiny w balsamicznej farbie pokry­
wającej porcelit. Trudności były, ale natury technicznej, a nie
artystycznej .
Sytuacja skomplikowała się, gdy trzeba było przejść na
zdobienie innych form. Matysek pisze o t y m : „Pierwsze próby
zdobienia nie wypadły najlopiej. Twórczynie nie potrafiły sobie
poradzić z nowymi formami. Najlepiej wypadły próby zdobienia
filiżanek, kieliszków do jaj i wazoników. Gorsze efekty uzyskano
na talerzach, a wielo było absolutnie nie do przyjęcia. Chałupniczki odstąpiły przy zdobieniu talerzy od swoich tradycyjnych
motywów, jakimi zdobiły jajka, a rysowały duże kwiaty (bukie­
ty) naturalnej wielkości. ".
Nie powinno to dziwić. Kroszonkarki znakomicie poruszały
się w obrębie swej wąskiej specjalności, a nagle zażądano od nick
innego myślenia. Odwoływanie się do intuicji nie zdaje się na
wiele przy różnorodności jodnoczośnie występujących wzorca
estetycznych. Zasady gramatyki formy ludowej nie są dziś
przez twórców ludowych odbierane jako naturalno, zgodne
z żywą tradycją, toteż zrozumiałe były trudności z adaptacja,
zdobnictwa kroszonkowego. Potrzebna była pomoc plastyka,
kierownika artystycznego Spółdzielni. „Porady jego •— pisze
14

15

Pisanki: il. 6. Śląska (wł. Muz. Gliwice); i l . 7. Śląska; i l . 8. Zofii Pachulec, Kosarzow Dolny, gm. Krzczonów, woj. lubelskie. 1959 г.;
i l . 9. Gertrudy Dornik, Nasów, Woj. opolskie. 1959 г.; i l . 10. Śląska (wł. Muz. Gliwice); il. 11. Z Zamojszczyzny. 1949 г.; il. 12. Karoliny

84

�dalej Matysok — szybko przyniosły właściwe efekty i nasze
twórczynie poradziły sobie z nowymi formami". W 1968 r. zajmo­
wało się malowaniem ceramiki już 26 kobiet. Prezes Matysek
postanowił rozwijać produkcję tylko w granicach możliwości
angażowanych kroszonkarek. Rzadki to i godny wielkiego
uznania przykład troski menadżera o zachowanie, póki można,
autentycznej twórczości ludowej; wiadomo przocież, że mógł
w inny sposób osiągnąć lepszo wyniki finansowe. Ale Matysek
jest nie tylko handlowcom, lecz podobnie jak niezapomniana
prezes Janina Smykowska z Opoczna — działaczem kultury,
oepeliowskim mecenasom z prawdziwego zdarzenia.
W 1968 r. w Opolu obok adaptacji ornamentyki pisankarskiej
podjęto próbę pobudzenia inwencji kroszonkarek, stawiając
przed nimi zadanie nowe —• malowanie farbą ceramiczną na
szkliwie różnych wyrobów z porcelitu a później z porcelany
(ii. 14, 15). Malarki miały kłopoty, musiały dojść do innych rozwią­
zań ornamentalnych. Wzorem mogły być motywy pisanek, haft.
Problemy kompozycyjne rozwiązały, jak się wydaje, dość szybko,
ale malowanie precyzyjnych form pędzlom sprawiało im wyraźną
trudność. To było nie „ich" narzędzie. Gdy więc któraś z kobiet
zaproponowała, że będzie zdobić stalówką, wszystkie uczyniły
to samo. „Efekty tej zmiany były nadzwyczajne — pisze dalej
Matysok — motywy naniesione na porcelanę były teraz bardziej
precyzyjno, czyste w rysunku i technicznie o wiele lepsze. Zmniej­
szyła się bardzo ilość braków".
Zachętą do pracy były nie tylko bodźce finansowe, ale i ambioyjne, fakt, iż każdo naczynie miało na sobie podpis twórcy
i miejsce jego zamieszkania (zasada często lekceważona w „Ce­
pelii"). Dzięki takim zabiegom udało się uniknąć złej strony przej­
ścia zo stanu gospodarki wiejskiej do przemysłu, zachować ży­
we tradycje rodzimego, wiejskiego podglebia. Warto t u dodać,
że w Spółdzielni na 57 pracowników w 1975 r. było 40 zweryfi­
kowanych twórców ludowych, w większości członków STL.
Jeszcze i teraz są w Opolskiem kobiety pamiętające dawne
tradycje, po dziś dzień zdobiące kroszonki. Każdy konkurs orga­
nizowany w województwie ujawnia nowe nazwiska. Niektóre
z wyróżnionych na konkursie kobiet podejmują następnie pracę
w Spółdzielni.
P i s a n k a r s t w o . Opole jest przykładem aktywizacji
pisankarek, poprzez wykorzystywanie ich umiejętności w dzie­
dzinie pokrewnej ich dawnym zamiłowaniom. Sporadyczne pró­
by zastosowania inwencji pisankarek, opartej na tradycyjnych
formach zdobienia, podjął w pięćdziesiątych latach Instytut

Wzornictwa Przemysłowego. Dzięki współpracy plastyka Insty­
t u t u z pisankarkami krzczonowskimi i kunowskimi powstały
dobre, interesujące wzory t k a n i n .
16

Pisankarstwo, jako dziedzina twórczości ludowej, zmienia
się. Trzy procesy, zachodzące równolegle, określają charakter
tych zmian. Pierwszy, najważniejszy — obumiera dawny sens
pisanki, joj rola w strukturze zwyczajów, obrzędu, wierzeń.
W niepamięci społecznoj zacierają się dawne funkcje, sięgające
magiczno-kultowego podłoża. Podobnie jak w innych przypad­
kach, zanik zwyczaju następuje przez degradację jogo pierwot­
nych funkcji. To, co kiedyś było przejawem wiary, magii —•
obecnie staje się zabawą, zwyczajom towarzyskim, wartością
estetyczną.
Pisanka zanika więc tam, gdzio jeszcze kilkanaście lat temu
była atrybutem zwyczajów wielkanocnych. Przestaje być istotną
częścią tych świąt, odrzucona jak wielo innych tradycyjnych
przejawów ludowej kultury.
Ale zanikając w skali kraju, jednocześnie zwiększa obszar
swego występowania. Pojawia się tam, gdzie dawniej nie występo­
wała lub pojawiała się rzadko — w Krakowskiem, Wrocławskiem,
Koszalińskiem, Szczecińskiem, na Pomorzu Gdańskim i t d .
Wytłumaczenie tego pozornego paradoksu jest proste — tra­
dycję zdobienia jaj przenieśli repatrianci, pisankę zaś sankcjo­
nują na nowych obszarach konkursy, ilustracje w pismach, ka­
lendarzach ściennych, witryny „cepeliowskich" sklepów.
1 7

Zdobi się więc jajka wielkanocne w rodzinie, dla siebio, zdo­
bi też na „upominek", zwłaszcza dla młodych, mieszkających
już w mieście. Zdobią też szczególnie uzdolnione kobiety dla
szorokiej rodziny, dla sąsiadów, na sprzedaż, na konkursy. Pi­
sanki wykonywane przez takie specjalistki wciąż zachwycają
precyzją ornamentu, bogactwem i doskonałością tradycyjnej
dekoracji. Dr Zofia Cieśla-Reinfussowa, organizatorka najwięk­
szego konkursu na pisankę, jaki miał u nas miejsce (1969 r. Mu­
zeum Etnograficzne w Krakowie), słusznie zwróciła mi uwagę
na znakomitą artystkę w tej dziedzinie — Aleksandrę Hryńczuk
z Dolnego Śląska. Doskonało pisankarki — specjalistki są jesz­
cze na Opolszczyźnie, na Lubelszczyźnie, w Białostockiem.
Ujawniają swe mistrzostwo na konkursach (niestety ostatnio
coraz rzadszych). Daje się jednak zauważyć tendencja do rezyg­
nacji z misternej ornamentyki na rzecz zdobienia prostszego,
większej jaskrawości (kolorkowości) barw.
Tam, gdzie zanika wewnętrzna rywalizacja wśród pisanka­
rek, odpada jeden z najważniejszych motywów rozwoju form.

Krzysztoń, Sołonka, gm. Zarzecze, woj. przemyskie. 1959 г.; ił. 13. Śląska (wł. Muz. Gliwice); i l . 14. Typowa „kroszonka" opolska,
wyk. Hildogarda Wysada, Raszowa, gm. Tarnów Opolski, woj. opolskie. 1965 r.

85

�Malowane
meble.
Dziedzina zanikająca szybko
w okresie powojennym". Jeszcze niedawno istniało kilka warsz­
tatów pracujących dla wiejskiej klienteli. W tej chwili, jak infor­
muje mnie najlepszy znawca zagadnienia, prof, dr Roman Reinfuss, nikt nie wyrabia malowanych mebli. Produkcja dla wsi
była nierentowna, a „Cepelia" — jedyna, która mogła uchronić
meblarstwo ludowe od zagłady —• nie umiała podjąć zagadnienia.
Nie umiała, nie chciała. Nie dostrzegała szansy, jaką stanowi
żywiołowy ruch budowania „drugich domów" na wsi. Inteligen­
cja miejska, kupując stare chałupy, stanowi potencjalną klien­
telę dla stolarzy, kowali. Przecież setki, a może i tysiące ludzi
chciałoby w swych letnich domkach, często chałupach, mieć
malowane skrzynie, zydle, szafki. Co więcej —• nastawienie na
to rzemiosło (o ile jest to jeszcze możliwe) z zapewnieniom zbytu,
perspektywą — dałoby rzecz najważniejszą, w i ę ź „producenta
sztuki ludowej" ze środowiskiem wiejskim. Czy można jeszcze
coś zrobić w tej chwili ?
Zwracam na to uwagę, ponieważ oczywiste jest, że gdy bę­
dzie zapotrzebowanie, „Cepelia" zacznie produkować bardziej
masowo malowane meble. Teraz też m a w swych sklepach i „sa­
lonach" pięknie malowane skrzynie. Tyle że malowane przez
plastyków, emerytów, miejskich kopistów, wykonujących na
zamówienie zatwierdzone przez „Cepelię" wzory. Równie dobrze
można by t a k ą produkcję robić na maszynach. Ale to już jest
etap, który należałoby opóźniać. Bo on jest właśnie końcem for­
macji autentycznej sztuki ludowej, sztuki — czyli twórczości.

П. 15. Wazon opolski, dwubarwny, o motywach zaczerpniętych
z „kroszonek", mai. Maria Kobyłka, Dębie, gm. Chrząstko wice.

Powielanie znanych i dawno już wypracowanych wzorów likwi­
duje satysfakcję, jaką może dać twórczy impuls. Widać to
zwłaszcza w pisankach, które wykonuje się dla „Cepelii", dla
anonimowego miejskiego klienta. Nawet w ciągu ostatnich dwóch
lat widoczne jest rozluźnienie dyscypliny ornamentu, brak sta­
ranności, uproszczenie dekoracji.
Satysfakcję twórczą znajdują dziś w zdobieniu pisanek
często nie-specjalistki, kobiety dla których jest to zarazem i za­
bawa i szansa artystycznej wypowiedzi. Właśnie w tej grupie
można spotkać najciekawsze i najbardziej samodzielne rozwią­
zania malarskie (il. 6—13).
Specjalistki osiągają mistrzostwo, wynikłe z powtarzania
tych samych motywów i zasad kompozycyjnych. Jak jednak wy­
tłumaczyć dojrzałość rozwiązań zoo- i antropomorficznych w pi­
sankach ozdobionych przez nie-specjalistki 1 Sądzę, że przyczyn
może być kilka. Jedną jest fakt, iż togo typu malatury wykonują
tylko nieliczne kobiety, sprawnie posługujące się rysunkiem
figuralnym. Czasem pisanka wręcz wskazuje na to, że autorka
zajmuje się również innymi formami malarstwa (il. 9). Drugą
przyczyną dojrzałości rysunkowej mogą być umiejętności wynie­
sione ze szkoły, z lekcji rysunków. Trzecią — podejmowanie
takich tematów, jak kosz z kwiatami, splecione dłonie (il. 13),
dobrze znanych z laurek, pocztówek, makatek czy też z innych
dziedzin dawnej sztuki ludowej — jak np. kogutek, ptaszek.
Czwartą — łatwość samego zdobienia, a więc brak oporu materia­
łu, który np. w rzeźbie prowadzi do uproszczeń i deformacji' .
Zmiana funkcji pisanki sprzyja indywidualnym rozwiąza­
niom. Można więo spodziować się, że zanikając jako zwyczaj
powszechny i powiązany ze scenariuszem tradycyjnych świąt,
malowanie pisanek stanie się jedną z form demonstrowania
swych umiejętności przez uzdolnione jednostki, stanie się pre­
tekstem dla artystycznej wypowiedzi.
8

86

Procesowi upadku malowanych mebli ludowych towarzy­
szy fakt wyrobu pseudo-ludowych mebli oraz miniaturowych
skrzyń — pamiątek w „stylu ludowym". Są to często rzeczy
straszne. Brak systemu kontroli w takich instytucjach, jak BHZ
Desa, PTTK, Jubiler, Veritas —• sprzyja powstawaniu dziwo­
lągów, które funkcjonują jako „sztuka ludowa". W 1977 r. po­
jawiły się np. zminiaturyzowane skrzynie ludowe, których boki
malowane są na wzór. . . łowickiego pasiaka. Ktoś wymyślił
też malatury w typie wzorów hafciarskich na łyżkach, deseczkach,
tackach z białego drewna. Sztuka ludowa umiera po raz drugi.
Ale jest to śmierć gorsza, smutniejsza. Odarta z aureoli wielkości.
Obok malatur tradycyjnych spotyka się również indywidual­
ne formy dekorowania sprzętów i mebli. Jednym z przykła­
dów są zdobione malaturami ule Franciszka Sochackiego (il. 3).
Mamy w t y m przypadku d o czynienia z człowiekiem świadomie
nawiązującym do wzornika ludowej ornamentyki, widać to zresz­
t ą w stylizacji motywów, w ich indywidualnym traktowaniu.
Świadomie „ n a ludowo" ozdobiono stojące na korytarzach
podniszczone szafy biurowe w opolskiej spółdzielni „Cepelii".
Na ludowo maluje też meble i sprzęty (zwłaszcza podniszczone
lub kuchenne) kilku znanych mi artystów-plastyków.
Zdobi się meble, zdobi — niekoniecznie motywami ludowymi
— altany, domki stawiane w o g r ó d k a c h działkowych, ściany
budynków. Następuje w t y m przypadku przeniesienie potrzeb
artystycznych, przy zmianie ornamentyki, zastosowaniu innych
W z o r ó w estetycznych. Ponieważ cały czas oscylujemy na krawędzi
pojęcia sztuki ludowej — trzeba o tych dekoracjach wspomnieć,
stanowią bowiem zauważalną cechę dzisiejszego „pejzażu" kul­
turowego miejskich przedmieść, miasteczek i w s i . Maluje się
W kilku kolorach płoty na wzór pasiaka albo wykorzystując
różnorodne możliwości prostych rozwiązań (il. 2). Maluje —
z własnej potrzeby, ale i z namowy władz lokalnych, dążących
do podniesienia poziomu estetyki zagród, wsi, miasteczek^o.
M a l o w a n e d o m y . Maluje się pojedyncze obiekty, ale
i cale miasteczka, miasta. Budynki, obce architektonicznie naszym
tradycjom, farbuje się jaskrawo—na pistacjowo,różowo, pomarań­
czowo, granatowo, tak że stanowią nowy element miejskiego
pejzażu, zatracając swe dawne cechy stylowe. Agresywna kolo­
rystyka, tworząca w 1974 r. np. z Mrągowa coś na kształt deko­
racji teatralnej, formuje nawyki estetyczne ludności, oswaja
z takimi zestawieniami, które zaczynają później funkcjonować
W doborze kolorystyki ubrania, w malowaniu wnętrz, płotów
i t d . Kształt plastyczny środowiska decyduje o późniejszych pre-

�ferencjach estetycznych ludzi, o ich wspólnych nawykach, upo­
dobaniach.
Nowe wzorce estetyczne wspólne znacznej części społecz­
ności zarówno wsi, jak i miast — likwidują resztki odrębnej
świadomości estetycznej wsi.
Zdobnictwo chałup, jeszcze w pięćdziesiątych latach spoty­
kano w wielu wsiach podczas badań prowadzonych na obszarach
Polski południowej, w Opolskiem, Łowickiem, w Lubelskiem,
Rzeszowskiem , obecnie szybko zanika. Zdobnictwo to miało
dawniej różnorodne funkcje: kultowo-ochronne (np. krzyż,
mający zapownić szczęście domowi — i i . 1), użytkowe (higie­
niczne, polegające na wapnowaniu łącz między belkami), este­
tyczne, prestiżowo. Obecnie zdobnictwo chałup spotyka się coraz
rzadziej i dominuje czynnik ambicjonalno-estetyczny.
Malowanie domów występuje obecnie w trzech postaciach:
— reliktowej, powtarzającej dawne motywy zdobnicze;
— nowej, odpowiadającej współczesnym gustom, nie związanej
z tradycją regionalną i w ogóle t y m , co przyjęło się uważać za
„ludowe";
— tradycyjnej, ale uprawianej, a nawet rozwijanej na skutek
inspiracji zewnętrznej —• konkursów, mody, zainteresowań t u ­
rystów.
Postać pierwsza nie będzie t u nas interesowała, nie wnosi
nic nowego do problemu. Jest — jak już powiedzieliśmy •—• re­
liktem.
Postać druga tylko częściowo może być uważana za ludową.
Niemniej trzeba ją zasygnalizować. Stanowi wyraz współczes­
nych motywacji estetycznych, prestiżowych. Te ostatnie nie wy­
magają komentarza. Zdobi się domy, aby wyróżniały się, aby
świadczyły o właścicielu, o jego zamożności, upodobaniach,
szczególnej pozycji, którą ma lub chciałby sobie zapewnić, mię­
dzy innymi przez wygląd domu, ornament, a nawet nieszablo­
nowo dekorowany parkan.
Sam fakt posłużenia się w celach reprezentacyjno-prestiżowych zdobnictwem dowodzi znaczenia przywiązywanego do
sfery potrzeb estetycznych, choć potrzeby te nie należą przeważ­
nie do rozwiniętych czy wysokich. Odpowiadają świadomości
estetycznej, upodobaniom, wzorom środowiskowym (U. 2, 32, 33).
Sztuka ludowa w swej dawnej postaci stylistycznej nie sta­
nowi już wzorca, nie odpowiada ambicjom i poczuciu piękna ma­
ło wyrobionych artystycznie odbiorców, zwłaszcza wywodzą­
cych się z dawnego środowiska wiejskiego. Od oszczędnej, funk­
cjonalnej ornamentyki geometrycznej czy roślinnej wolą oni
konwoncjonalne „sceny" (często z łabędziem czy jeleniem) i oz­
doby uznane za „nowoczesne" — układanki z kawałków cera­
miki, szkieł, kamieni, lusterek, glazurowanych kafli i t p .
1

21

Meble na wysoki połysk, makaty i obrazy w złoconych ra­
mach, stoliki-„nerki", ściany malowane w „pikasy", jaskrawe
dywany, „gadżety" lśniące niklem i tandetną elegancją —• oto
zaplecze estetyczne tych tęsknot, które zaspokaja współczesne
dekorowanie domów, willi, ogrodów, budyneczków stawianych
w ogródkach działkowych.
Szczytowym efektem takich potrzeb jest słynna willa Hen­
ryka Korty przy u l . Krakowskiej w Łodzi. Właściciel jej, czło­
wiek dość zamożny, stworzył ciężką pracą własną i rodziny
„pałac", niezmiernie konsekwentny w swym eklektyzmie, bo­
gactwie dekoracji, tralek, złoceń .
Czy przykładów takich jest dużo ? Trudno na to odpowie­
dzieć. Sam widziałem w czasie wędrówek po kraju kilkanaście,
znam też kilkadziesiąt z fotografii i relacji innych osób, m.in.
Władysława Hasiora, który skrupulatnie notuje na kolorowych
przezroczach wszystkie przejawy spontanicznej „twórczości"
ludzi . Wspomniane t u malowanie domów rozszerza się, jako
reakcja na szarzyznę otoczenia, jako wyraz rozwarstwiania się
społeczeństwa, chęci pokazania swej zamożności czy „lepszości".
Malowanie domów jest też przedłużeniem dawnych wiejskich
tradycji, ale w zmienionych warunkach, zgodnie z estetycznymi
wzorami funkcjonującymi w środowisku nie uczestniczącym
w „wysokim obiegu kultury".
22

23

H. 16. Dzban opolski, zdobienie wielokolorowe, mai. Maria
Rudzik, Osowiec, gm. Lubiany.

Przejdźmy teraz do wyróżnionej uprzednio grupy trzeciej
— do inspirowanego konkursami malowania domów w duchu
miejscowej tradycji. Spotykamy się z nimi w dwóch miejscach:
na Powiślu Dąbrowskim (zwłaszcza w Zalipiu) i w okolicach
Kowala na Kujawach. Z Zalipiu zdołano powstrzymać naturalny
proces zaniku dawnych form zdobienia budynków jeszcze wtedy,
gdy były one żywe.
Inna była sytuacja na Kujawach. Zachowała się tam już
tylko pamięć o dawnym zdobieniu ścian, znaleziono też w Świątkowicach jeden dom, w którym trzy kobiety dekorowały malaturami swe mieszkania. Były t o : Władysława Włodarzewska oraz
Eleonora i Genowefa Adamskie. Malowały na ścianach wielo­
barwne bukiety, motywy roślinne i zoomorficzne —• dla własnej
satysfakcji, mimo iż nikt tego już we wsi nie czynił. Włodarzew­
ska malowała od lat (il 24) i przykład jej działał zachęcająco na
mieszkające o b o k — - m a t k ę i córkę—-Adamskie W 1961 r.
Muzeum Kujawskie ogłosiło konkurs na malowane wnętrza.
Wzięło w nim udział 5 osób ze Świątkowie i pobliskich wsi. Z kon­
kursu na konkurs rosła liczba uczestników . W 1972 r. było ich
już 15, a w dwa lata później 17. Malowano ściany, zdobiono je
makatkami z papieru, kwiatami z bibuły, sypano piaskiem wzo­
ry przed domem. Motywacje artystyczne, które niewątpliwie wy­
stąpiły u wielu uczestniczek konkursów, zostały wzmocnione
bodźcami takimi, jak rywalizacja, nagrody, stypendia, klimat
zainteresowania stworzony przez prasę, radio, telewizję, pracow­
ników Muzeum. Przykład ten pokazuje jak ważną rolę odgry­
wają konkursy w utrzymaniu, a nawet rozwijaniu dawnych pro­
cederów artystycznych.
24

Konkursy na Kujawach przywróciły (przynajmniej częścio­
wo) na t y m terenie zwyczaj malowania izb oraz sypania piaskiem
wzorów dekoracyjnych ', konkursy na Powiślu Dąbrowskim nie
dały zaginąć żywej jeszcze po wojnie tradycji malowania zewnę­
trznych i wewnętrznych ścian domów. Pierwsze rozpoznanie te2

87

�renu przeprowadzono zresztą na t y m Powiślu w 1948 г., a więc
o jedenaście lat wcześniej niż na Kujawach. Miało to swoje zna­
czenie, pozwoliło szybciej i skuteczniej przeciwdziałać zanikowi
dawnych form ludowej twórczości. Ekipa Państwowego Insty­
t u t u Badania Sztuki Ludowej zarejestrowała wówczas istnienie
w 28 wsiach 70 kobiet, które zdobiły ściany domów, budynków
gospodarczych, a nawet studni i psich bud; kobiet — które wy­
konywały kwieciste papierowe „dywany", wycinanki, hafty .
Najwięcej osób malowało domy w Zalipiu, w pierwszym kon­
kursie wzięło tam udział 40 kobiet. Następne jedenaście konkur­
sów organizowano już tylko w Zalipiu. Zaważyła na t y m dynami­
ka tego środowiska, a zwłaszcza indywidualność Felicji Curyłowej, działaczki, społeczniczki, propagatorki ośrodka. To ona;
(w pierwszych latach przeważnie wraz z Felicją Kosiniakową)
reprezentowała „ n a zewnątrz" przy różnych okazjach Zalipie,
w nim samym pełniąc rolę nieetatowego ambasadora resortu Kul­
tury (podobnie jak Czesława Konopkówna na Kurpiach). Curyłowa reprezentowała najlepsze wartości dawnego zdobnictwa,
ona też wprowadzała nowe motywy, „z życia", w malowankach,
współpracowała z Instytutem Wzornictwa Przemysłowego, haf­
towała gorsety dla klientów spośród amerykańskiej Polonii,
Dzięki Curyłowej Zalipie zostało wcześniej zelektryfikowane,
dzięki niej powstała Spółdzielnia Przemysłu Artystycznego
„Wieś T w o r z ą c a " . Ona zabiegała o dobór małżeństw (!), tak,
aby ściągnąć z innych wsi najzdolniejszych ludzi do Zalipia ,
Ale oddając sprawiedliwość jej talentom, trzeba dodać, że oso-1
bowość Curyłowej zaciążyła na Zalipiu, na układzie sił, na tym,
że w świadomości powszechnej malarstwo Powiśla Dąbrowskiego
utożsamia się z Zalipiem.
26

27

21

Aż do 1976 r. wszystkie konkursy obejmowały w zasadzie
tylko Zalipie. Przyczyniały się więc do zachowania „malowanych
domów" W Zalipiu, pozostawiając poza kręgiem zainteresowania
żywą jeszcze twórczość zdobniczą w innych wsiach. Dzięki kon­
kursom—w Zalipiu zdobi się nie tylko stare domy, ale i nowe, nic
już nie mające wspólnego z dawnym wiejskim budownictwem, Malują zarówno starsze kobiety, które w pewnym okresie prze­
stały zdobić ściany swych domów, jak i młode, zachęcone kon­
kursem, klimatem rywalizacji, nagrodami. Zaskakująca jest
właśnie liczba młodych, którzy biorą udział w tych konkursach,
W 1950 r. na 40 uczestników więcej niż połowa liczyła mniej niż
30 lat, a tylko 7 osób miało więcej niż 40 lat. W konkursie tym
przeszło połowa uczestników brała udział po raz pierwszy . W do­
pływie młodzieży ogromną rolę odegrała miejscowa szkoła.
Niestety, od czasu utworzenia szkół zbiorczych w Zalipiu istnieje
jedynie szkoła podstawowa i młodzież nie uczy się już na kursach
szkolnych malowania.
29

Dzięki konkursom Zalipie wciąż jest barwne, wciąż na wios­
nę maluje się część domów. Ostatni, trzynasty konkurs w 1976 г.,
k t ó r y znowu objął szerszy teren Powiśla Dąbrowskiego, dowiódł
że przy opiece można podtrzymać tradycje malarskie równiei
W innych wsiach. Wzięło w nim udział — 60 osób z 12 wsi ( 1948 r.
70 osób z 28 wsi).
W utrzymaniu świetności Zalipia ważną rolę odegrały też
inne czynniki — stabilność regionu, brak w nim inwestycji prze­
mysłowych (które by przyspieszyły proces urbanizacji), a także
poczucie roli społecznej, którą Zalipie odgrywa w kraju. Potwier­
dzają to liczne głosy prasy, reportaże filmowe i telewizyjne, na­
pływ turystów, zamówienia na malowanki i hafty od Polonii,
zwłaszcza, amerykańskiej. Istotna jest świadomość, że Zalipie
jest dzięki malowaniu sławne, że Curyłowa, Kosiniakowa, Kiwiorowa, Wojtyto i inne kobiety malowały stropy w lokalach na
Starym Mieście w Warszawie, dekorowały salon dziecięcy na
dawnym „ B a t o r y m " , projektowały wzory na tkaniny, chusty
i t p . Zalipianki stale zdobią pawilony na różnych „Cepelia­
dach" i targach sztuki ludowej, wymalowały ściany w krakow­
skiej Spółdzielni „Milenium" oraz kawiarni „ U zalipianek",
warszawskiej restauracji „Zalipie" przy placu Narutowicza,
biorą udział w wystawach sztuki ludowej, reprezentują nie tylko
swą wieś, ale kraj.
3 0

�Malowane budynki w Zalipiu, gm. Gręboszów, woj. tarnowskie: i i . 17. Obora, mai. Monika Szlosek. 1967 г.; i i . 18. Obora, mai. Jan
Szlosek. 1967 г.; il. 19. Obora, mai. Maria Sierak. 1967 г.; il. 20. Dom, mai. Janina Jurek. 1967 г.; i l . 21. Dom, mai. Felicja Kosiniak.
1957 r.

Sytuacja taka musi oczywiście wpływać na charakter malar­
stwa. Istnieje środowisko, opinia grupy (zwłaszcza silna za życia
Curyłowej), ale coraz większą rolę odgrywają bodźce i oceny
zewnętrzne. Zalipianki, przynajmniej niektóre, znają inne wzory
sztuki, oglądają je na licznych imprezach, działają na nie wzory
„drobnomieszczańskie", wystarczy spojrzeć na to, co wieszają
na ścianach, na gipsowe potworki, misie, lalki —• aby zrozumieć,
że niekontrolowany, spontaniczny rozwój ich sztuki prowadziłby
do degeneracji dawnych form, w rejony bliskie temu, co się
określa mianem kiczu. Nie chodzi t u o uprzedzenia Wobec tego,
co nowe. Mówiąc o degeneracji (a przykładów tego jest wiele),
nie mam na myśli twórczości — jako takiej — lecz brak wewnętrz­
nej spójności w ramach przyjętej konwencji.
Na straży walorów artystycznych, czystości i logiki form
staje dziś nie środowisko, ale eksperci i mocodawcy ,,z zewnątrz",
jury konkursów, komisje cepeliowskie. Możemy uznać to za celo­
we, a nawet konieczne, niemniej jest to i n g e r e n c j a . Skoro
„idą" wycinanki — robi się wycinanki, skoro kupujący cenią
haft naturalistyczny i krzykliwy robi się właśnie taki haft, gdy
oczekiwano od twórczyń w latach 1949-^-1953 nowej tematyki,
powstały malowanki na papierze, niestety o nikłej wartości
artystycznej. Samo zapotrzebowanie na takie malowanki spra­
wiło, że dostarczono ich blisko 600 tylko na konkurs w 1950 r .
Ingerencją jest więc zarówno życzenie przypadkowego nabywcy,
jak i etnograficzny puryzm opiekunów ośrodka.
31

Proces zmian w malowaniu jest widoczny, choć hamowany
przez oceny sędziów konkursowych. Pojawiają się nowe motywy,
np. Janina Lizak i Maria Sierak wprowadzają pasy złożone
z okrągłych wieńców, połączonych łukiem girland roślinnych.
Motywy ulegają rozbudowaniu, ornament gęstnieje, wypełnia
niemal całą przestrzeń (il. 30). Motywy geometryczne ustępują
roślinnym. Pojawia się cieniowanie kwiatów, żyłkowanie liści,
ornament dawniej umowny, raczej graficzny — ulega rozwinię­
ciu, staje się bliższy naturalizmowi. Wystarczy spojrzeć na malo­
wanki współczesne i dawne, reprodukowane w pracach Hickla
i Witkiewicza, aby dostrzec kierunek przemian . Coraz liczniej
występują sceny figuralne, zwłaszcza w malowankach, dawną
symetrię pionową (przeważnie 3 elementów) zastępuje układ,
w którym występuje kwiatowy motyw centralny i biegnące ku
niemu po przekątnych cztery rozbudowane motywy roślinne.
Sukces „malowanej wsi" i chęć pokazania się jak najlepiej
na konkursie sprawiają, że zdobi się wszystko, co można: psio
budy, studnie, wychodki, lampy, klosze, wózki dziecięce.
Nowa sytuacja sprzyja indywidualizacji rozwiązań. Przy­
kładem Stefania Łączyńska. Nie zawsze daje sobie radę z cało­
ściową kompozycją malarską ścian domu, rozbudowuje niekiedy
ornament ponad miarę, ale ma fragmenty i niekiedy dekoracjo
(np. z 1967 r. — i l . 25), w których chyba dorównuje najlepszej
z powojennych malarek — Felicji Kosiniakowej (il. 21). Na
konkursie W 1976 r. zaskoczyła jury jedna z najstarszych uczest32

89

�90

��W licznej grupie powojennych malarek Zalipia do najbardziej
utalentowanych należą: Felicja Kosiniakowa (wyjechała do
USA), Felicja Curylowa (zm. 1974), Zofia Majchrowska-Owca,
Maria Sierak, Stefania Łąezyńska, Agata Szlosek, Janina Lizak,
Zofia Kaczówka, Maria Wojtyto (il, 17, 19, 21, 23, 25 — 29).
Oglądając ich malowidła widzi się, jak w ramach istniejącego stylu
ośrodka może się przejawiać osobowość twórcza utalentowanych
jednostek.
Nie ustępują malarkom z Zalipia utalentowane kobiety
z pobliskich wsi: Helena Cieślak z Kannej, Genowefa Kochanek
z Bolesławia, Rozalia Zaród z Kłyża, Rozalia Trela z Niwek
oraz malująca wzory najbardziej zbliżono do dawnych, Hicklowskich — Wiktoria Sambor z Borusowej.
Ale Powiśle Dąbrowskie to nie tylko malowane domy i malo­
wane ściany. To także malowany mobel (np. u Łączyńskiej),
papierowe „ d y w a n y " , bibułkowe kwiaty, hafty, a w ostatnim
dziesięcioleciu wycinanki i coramika zdobiona olejną ornamentyką
k w i a t o w ą . (Zwłaszcza doskonałe są rozwiązania dekoracyjno
talerzy, filiżanek i półmisków Marii Sierak z Zalipia, Genowefy
Kochanek z Bolesławia i Anieli Majki z Podlipia).
33

27

niczok, Adela Szczobakowa z Zalipia, znana dotychczas ze świet­
nych bibułkowych pająków i kwiatów. Skomponowała z nich pełną
dekorację wnętrza, utrzymaną w klimacie zalipiańskiego malowa­
nia. Wzbudziło to dyskusje, zastanawiano się, jak ocenić izbę
Szczobakowoj, ozy mieści się w ramach ludowej tradycji. Nie
utrwalono nawet tej dekoracji na kliszy fotograficznej. Tymczagem po roku okazało się, że wzorem Szczebakowej zaczęto
i w innych domach szerzej stosować dekoraoję ścian papierowymi
ozdobami.

Wszystko przenika ten sam styl, i właśnio integralność zdob­
nictwa stanowi najbardziej zadziwiającą cechę togo ośrodka.
Wtedy, gdy gdzie indziej zachowują się tylko poszczególne oloment y ludowej kultury artystycznej, wyabstrahowane z całości, nie
związane jedną myślą artystyczną, Zalipie zadziwia swą jednorod­
nością. Pokazuje czym była dawniej sztuka ludowa. Wystarczy
spojrzeć na zdjęcie izby Marii Sierak czy Curyłowej, aby zdać sobie
sprawę, że ta sama myśl, te same upodobania decydowały o malaturach ścian, o koronkach, haftach, malowankach na ścianach,
zdobieniu mebli — a także wyborze fabrycznych kap czy deko­
racyjnych tkanin (il. 31).
Pozornie te same procesy urbanizacyjne i kulturowe zacho­
dzą w' całym kraju i wszędzie spotyka się podobne malowanki. Zalipiańskie malowanki różnią się jednak zdecydowanie od malowanek z innych regionów. Są „graficzne", płaskie, nie sugerują
przestrzeni malarskiej. Występują w nich te same kwiaty, ten
sam rodzaj ich stylizacji i kolorystyki, co w malowidłach na
ścianach (il. 26). Swoboda i rozmach widoczne w sposobie mało-

Zalipie: i l . 27. Wnętrze kuchni, mai. Felicja Curyłowa. 1964 г.; i l . 28. Piec, mai. Zofia Owca. 1976 г.; i l . 29. Piec, mal. F. Curyłowa.
Po 1960 r.

92

�1 0

Romualda Hankowska, Sto lat fajansu włocławskiego,
„Pol. Szt. lud.". R. X X V I I I , 1974, nr 3; Tejże, katalog: I Biennale
fajansu włocławskiego, Włocławek 1973; Tejże, wstęp do katalogu:
I I Biennale Fajansu Włocławskiego, Muzeum Kujawskie, Wło­
cławek 1975.
R. Hankowska, Sto lat,.., s. 152: ,,(...) malarka zmuszona
swój wzór wielokrotnie wykonywać, przez częste jogo pTwtarzanie
mogła go ciągle udoskonalać, doprowadzić do technicznej per­
fekcji, wypróbować każde pociągnięcie pędzla".
R. Hankowska, op. cit., s. 146.
Halina Jakubowska, Z badań nad pisankarstwem, „Opolski
Rocznik Muzealny", Т. I , 1963, s. 109.
PRZYPISY
Informacje z pracy Jana Matyska, Od kroszonkarstwa do
Cytuję dla przykładu główny człon definicji zamieszczonej
zdobnictwa porcelany. Krótka biografia historyczna Opolskiej
w Słowniku terminologicznym sztuk pięknych pod red. Stefana
Spółdzielni ,,Cepelia", maszynopis pracy wykonany w Studium
Kozakiewicza, wyd. I I , Warszawa 1976: „Malarstwo, dziedzina
Organizacji i Kierownictwa Związku Spółdzielni Rękodzieła
sztuk plastycznych, której istotą jest posługiwanie się linią
Ludowego i Artystycznego „Cepelia" w Warszawie.
i barwą (niekiedy tylko plamą barwną)".
Tamże, s. 36.
Władysław Tatarkiewicz, Definicja
sztuki, „Woprosy
Z pisankarkami pracowały art. pl. Lidia Buczek oraz
Fiłoeofii", Moskwa 1973, nr. 5.
art. pl. Aleksandra Lewińska. (Wanda Telakowska, W kręgu
Witold Hensel, Słowiańszczyzna
wczesno-średniowieczna,
chłopskiej kultury, Warszawa 1970, s. 53, 54).
wyd. I I , Warszawa 1956, s. 113; Jacek Olędzki, Kultura artys­
Dziękuję prof. dr. Romanowi Reinfussowi za zwrócenie
tyczna ludności kurpiowskiej, Biblioteka Etnografii Polskiej,
nr 23, Instytut Historii Kultury Materialnej, Wrocław-Warszawa
m i uwagi na ten fakt.
1971, s. 110, 111.
Jacek Olędzki w cyt. pracy Kultura artystyczna..., za­
W. A. Rybaków, Proischożdienie i semantika rombiczeskogo uważa, iż zanik masowego zdobienia pisanek sprzyjał nowym
ornamenta, Moskwa 1972; Tegoż, Makrokosm w mikrokosmie poszukiwaniom figuratywnym. Pozwalało to na duże zaangażo­
narodnogo iskusslwa, „Dekoratiwnoje Iskusstwo", 1975, nr wanie twórcze, oryginalne rozwiązania, w których nie spotyka
1(206), nr 3(208); N . Klimowa, Czto oznaczali drewnije obrazy
się jednak deformacji, tak częstej w ludowej rzeźbie (s. 122).
dla krestian w XIX wiekie, „Dekoratiwnoje Iskusstwo", 1974,
O warsztatach stolarskich i dekoracji malarskiej mebli
nr 10(203). Tamże seria artykułów w latach 1973—1975 o seman­
informuje szczegółowo monografia Romana Reinfussa, Meblar­
tyce ludowej sztuki rosyjskiej.
stwo ludowe w Polsce, Wrocław 1977.
Podobnie rozpatruje malarstwo Jacek Olędzki w cyt.
Szczególną formą malatur na płotach i ścianach budynków
wyżej pracy, pomija tylko malarską dekorację ceramiki (nie
(zwłaszcza gospodarczych) są karykatury, napisy i rysunki sa­
rozwiniętą zresztą na Kurpiach).
tyryczne. Częstsze w okresie międzywojennym, jeszcze w pięć­
Świadczy o tym porównanie danych zebranych po wojnie
dziesiątych i sześćdziesiątych latach występowały dość licznie
i opublikowanych w 1957 r. przez Zofię Barbarę Głowę [w:]
zwłaszcza w Rzeszowskiem, Lubelskiem, Opoczyńskiem. Tylko
Materiały do mapy ośrodków garncarskich w Polsce, „Pol. Szt.
pośrednio wiążą się z tematem tych rozważań, stanowiąc raczej
lud.", R. X , 1956, nr 2—6, R. X I , 1957, nr 1, 2 z wyrywkowymi
formę grafiki demonstracyjnej. Informowały, wyszydzały, stano­
badaniami prowadzonymi przez muzea regionalne, Ośrodek
wiły przejaw konfliktów indywidualnych, zemsty zawiedzionego
Badawczo-Rozwojowy „Cepelii" oraz przez wydziały kultury
zalotnika na pannie itp. Obok rysunków i malowideł stanowiących
urzędów wojewódzkich. Wiele ośrodków jeszcze czynnych prze­
formę osądu, występowały również ilustracjo o charakterze
stawiło się na produkcję nie zdobionych wyrobów użytkowych,
przede wszystkim zabawowym, wyśmiewającym rzeczywiste
zwłaszcza donie.
czy domniemane cechy gospodarza lub karykaturowanej osoby.
Ewa Fryś-Pietraszkowa, Ośrodek garncarski w
Laiku
Ordynackim na tle ceramiki malowanej w Polsce, Wrocław 1973,
Spotyka się, w różnych miejscach kraju, malowidła np. na
s. 173, 174.
stajni, przedstawiające konia, rzadziej jeźdźca na koniu. Zda­
rzają się też sceny figuralne, związane z okupacją — np .malo­
Tamże, s. 175.
widło w Lubzinie, pow. Dębica, reprodukowane przez Franciszka
Tamże, s. 185.
Wania kwiatu, liści łączą się z dość dużą dyscypliną kompozycji.
Zawsze występuje układ symetryczny. Przeważające kolory to
róż, zioloń, biol — występujące na tle surowego płótna lub kre­
mowego kartonu. Znakomite są „ d y w a n y " Zofii Owcy z Zalipia
czy Rozalii Zaród z Kłyża, zdobiące ściany pokoju, umieszczone
nad łóżkiem, pod świętymi obrazami i w innych widocznych
miejscach. Mają toż wartość jako odrębna kompozycja, jako
malowanka.

1 1

1 2

1 3

1 4

1

1 5

2

1 6

3

1 7

1 8

4

1 9

5

2 0

6

7

8

9

Zalipie: i l . 30. Fragment pokoju W domu Jana Szloska. 1976 r. i l . 31. Fragment pokoju w domu Marii i Felicji Mosiów. 1976 r.

93

�Kotulę („Pol. Szt. lud.", 1959, nr 1/2, s. 84). Są to jednak
przejawy indywidualne, nio Wynikające z lokalnych tradycji.
O malunkach na płotach i domach pisał m . in. Franciszek
Kotula, Materiały do plastyki ludowej, „Pol. Szt. lud.", R. X I I I ,
1959, nr 1/2 oraz Marian Lipski, Rysunki na plotach i budynkach,
„Pol. Szt. lud.", R. X X , 1966, nr 3/4.
Roman Reinfuss, Malowane zręby chałup
wiejskich,
„Pol. Szt. lud.", R. I I I , 1949, nr 7/8, s. 200—219; Franciszek
Kotula, Malowane zręby chałup w Szeszowskiem, „Pol. Szt. lud.",
R. V, 1951, nr 1/2, s. 12—18.
„Stworzył dzieło swego życia — coctail różnych stylów —
który jest funkcją jego osobowości. Uczynił to wszystko kosztem
swego czasu i zdrowia" (Karol Badziak, Disneyland w Łodzi,
„Dookoła Świata", nr 7, 15 lutego 1970 г.).
Władysław Hasior zademonstrował wykonane przez siebie
przeźrocza na prelekcji, która miała miejsce 19 stycznia 1977 r.
w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Pre­
lekcję tę pt. „Plastyka Polski Powiatowej" powtórzył następnie
w innych miastach, m. in. w Poznaniu.
Romualda Hankowska, Malowane wnętrza izb na Kuja­
wach, „Pol. Szt. lud.", R. X X I X , 1975, nr 3.
Wzory wysypywane piaskiem są już zjawiskiem o cha­
rakterze reliktowym. Tradycję tę podtrzymują konkursy, np.
organizowane w pięćdziesiątych i sześćdziesiątych latach na
tradycyjne Wnętrze, a w latach siedemdziesiątych na sypania
wzorów piaskiem ogłaszane przez Muzeum We Włocławku.
Kujawskie mistrzynie sypania wzorów demonstrowały swoje
umiejętności w czasie „Cepeliad" w Warszawie, przy okazji
różnych uroczystości w Muzeum Włocławskim (w latach, kiedy
kierowała nim R. Hankowska). O wzorach sypanych piaskiem
patrz: Olga Mulkiewicz, Ozdoby rysowane piaskiem, „Pol. Szt.
lud.", R. X I , 1957, nr 4.
Informacje o stanie z 1949 r. i pierwszym konkursie
czerpię ze sprawozdania Zdzisława Szewczyka, Konkurs na
malowanki dąbrowskie, „Pol. Szt. l u d " , R. I I , 1948, nr 11/12.
Kazimierz Pietkiewicz, Les „malowanki"
du Powiśle
Dąbrowskie, „Zeszyty Etnograficzne Muzeum Kultury i Sztuki
Ludowej w Warszawie", t. 1, 1960, s. 68.
Teresa Komornicka-Rościszewska, Konkurs „Malowana
chata" na Powiślu Dąbrowskim. A r t . drukowany w tym nu­
merze.
Zofia Cieśla-Reinfussowa, Wystawa sztuki ludowej w Dą­
browie koło Tarnowa, „Pol. Szt. lud.", R. I V , I960, nr 7/12,
s. 163.
K . Pietkiewicz, op. cit., s. 60—65.
Z. Cieśla-Reinfussowa, op. cit., s. 151. Ale już w 1973 r.
zgłoszono na konkurs 8.000 prac.
Władysław Hickel, Malowanki ludowe w powiecie dąbrowieckim, „ L u d " , t. X I I , 1906, ss. 1 1 3 - 1 2 1 ; Kazimierz Wit­
kiewicz, Malowanki ludowe z okolic Dąbrowy Tarnowskiej, „Prze­
mysł, Rzemiosło, Sztuka", 1924, z. 1.
Siwaki malowane olejno w zalipiańskie kwiaty powstały —
jak można przypuszczać — przede wszystkim na skutek poznania
warsztatu pracy robotnie Włocławskich Zakładów Fajansu.
Felicja Curyłowa i Maria Kiwior uczestniczyły bowiem w kur­
sach prowadzonych w Zakładach przez Lecha i Helenę Grześkiewiczów (W. Telakowska, Twórczość ludowa w nowym wzornictwie.
Warszawa 1954, s. 9).
2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

I I . 32. Dom, Drogiszka, gm. Niedzbórz, woj. ciechanowskie.
1969 г.; i l . 33. Malowidło na domu, Strzebin, gm. Koszęcin,
Woj. częstochowskie. 1974 r.

Fot.: S. Deptuszewski — il. 6, 7, 10, 11, 13, 29; J . Świderski — il. 1—5, 8, 9, 12, 14—28, 30—33

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10186" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10164">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1dca223beaefe13b8a887454eac97a9a.pdf</src>
        <authentication>fa02aa95edefce64fe75e86d3142c521</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121164">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4581</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121165">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121166">
                <text>plastyka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121167">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121168">
                <text>Pomorze - platyka amatorska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121170">
                <text>Przegląd plastyki amatorskiej.Cz.III / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1973 t.27 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121171">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1973 t.27 z.2 ; s.107-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121172">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121173">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121174">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121175">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121176">
                <text>I I . 1. Wojciech Barzykowski,

Gdynia. Światowidy,

drewno.

Aleksander Jackowski
PRZEGLĄD TWÓRCZOŚCI PLASTYCZNEJ AMATORÓW,
CZ. III. POMORZE (RZEŹBA)
Granica sztuki ludowej i amatorskiej
Przedmiotem tego omówienia są cztery równocześnie
zorganizowane i wzajemnie się uzupełniająco w y s t a w y :
w Szczecinie — sztuki ludowej oraz rzeźby i malarstwa
a m a t o r ó w m . i n . w o j e w ó d z t w koszalińskiego i szczecińskiego,
w G d a ń s k u — a m a t o r ó w tego w o j e w ó d z t w a , w Oliwio —
pokonkursowa wystawa rzeźby ludowej północnej Polski.
Daly one w sumie dosyć pełny obraz plastyki amatorskiej
Pomorza, dały t e ż m a t e r i a ł do refleksji, któro c h c i a ł b y m
uczynić głównym tematem tego „ p r z e g l ą d u " . Chodzi t n
0 granice między s z t u k ą l u d o w ą a a m a t o r s k ą , granice coraz
mniej uchwytni-, zwłaszcza w twórczości rzeźbiarskiej.
Dlatego t e ż omawiam razem wystawy sztuki amatorskiej
1 ludowej.
Pojęcie granicy kojarzy się nam z linią d e i n a r k a c y j n ą
oddzielającą dwa, odrębno obszary. Tymczasem wiele zja­
wisk, zwłaszcza w sferze k u l t u r y , nie da się w ten sposób
w y o d r ę b n i ć . G r a n i c ą jest t u mniej czy bardziej rozległy
obszar. W i d a ć to w y r a ź n i e na p r z y k ł a d z i e sztuki ludowej
i plastyki amatorskiej.
Oczywiście w postaci modelowo czystej dość ł a t w o jest
zdofiniować różnice m i ę d z y obu t y m i pojęciami. R ó ż n i c e
1

2

zacierają się jednak w strefie p o ś r e d n i e j . Jest to zrozumiałe,
zwłaszcza w fazie zaniku dawnej, wyraźnie odrębnej k u l t u r y
ludowej, w fazie przenikania do świadomości t w ó r c ó w różno­
rakich bodźców i wzorów estetycznych.
Dawniej odrębność i względna trwałość k u l t u r y ludowej
p o w o d o w a ł y krystalizację form wspólnych, powszechnych
w danej grupie. Potocznie nazywa się t o stylem ludowym.
Styl t e n w y s t ę p o w a ł w żywej praktyce, tworzony przez l u d ,
ale i k s z t a ł t u j ą c y estetyczne n a w y k i tegoż l u d u . Obccnio
stereotyp tego stylu przesuwa się ze sfery p r a k t y k i codzie­
nnej do sfery tradycji, a — ścisłej m ó w i ą c — jednej z trady­
cji, jednego z wzorów estetycznych, do k t ó r e g o świadomie się
nawiązuje.
Powstaje zjawisko pozornie paradoksalne. Ginie baza,
z k t ó r e j w y n i k a ł a odrębność ludowego n u r t u k u l t u r y , sama
k u l t u r a m a coraz bardziej reliktowy charakter, a jednocześ­
nie tworzona dziś jeszcze sztuka ludowa w pewnych
przypadkach rozwija się. Rozwiązuje nowe zadania, odpo­
wiada na nowe potrzeby, ujawnia — pełniej nawet niż to
miało miejsce dawniej — indywidualny talent jednostki,
jej inwencję. W ł a ś n i e dlatego że coraz mniej krępują, j ą
normy d e t e r m i n u j ą c e k s z t a ł t dawnej twórczości ludowej.
Sztuka tworzona obecnie stanowi więc zarówno relikto-

107

�Eugeniusz Michalski, Zimowiska, pow. Słupsk: I I . 2. Kobieta z grzybami, drewno, wys. 36 cm. I I . 3. Aniołek, drewno,
wys. 23 cm. I I . 4. Sarkofag królewski, drewno, wys. 16,5x27 cm. I I . 5. Wojciech Strahl, Ustka. Szopka, drewno,
5 6 x 5 7 cm. 11. 6. W ł a d y s ł a w a Adrianowa, Kruchowo, pow. Mogilno. Chłop z dzbanem, drewno, wys. 25 cm.

108

�w ą fazę dawnej, tradycyjnej, j a k też nosi cechy nowe,
sprowokowane przez inne funkcje, przez inne bodźce estety­
czne- Można chyba wyróżnić trzy główne kierunki jej ewolu­
cji. Pierwszy to roztopienie się w kulturze współczesnej,
przejęcie powszechnie w y s t ę p u j ą c y c h norm estetycznych.
D r u g i — stylizacja m o t y w ó w ludowych,
świadome ich
konserwowanie i rozwijanie. Trzeci — tworzenie w izolacji
od k u l t u r y otaczającej, wypowiadanie się na m i a r ę swych
umiejętności, potrzeb i świadomości.
„ R o z t o p i e n i e się w kulturze w s p ó ł c z e s n e j " dzieje? sie
na r ó ż n y c h szczeblach, dotyczy różnych wzorców postaw
estetycznych. Jednocześnie bowiem w kulturze naszej
funkcjonują różne wzorce, od „ j a r m a r c z n o - d r o b n o m i e s z c z a ń skich" po model współczesnych ambitnych p o s z u k i w a ń twór­
czych .
„ S t y l i z a c j ę " , ś w i a d o m e uprawianie konwencji
ludo­
wych, spotyka się dziś zarówno u k o n t y n u a t o r ó w dawnej
sztuki ludowej, j a k i a m a t o r ó w - i n t e l i g e n t ó w . I u jednych,
i n drugich w y n i k a ze świadomej decyzji, ponieważ jest to
forma sztuki najbliższa im uczuciowo, a nawet i dlatego,
że dość ł a t w a w realizacji i g w a r a n t u j ą c a pewien status
materialny (sprzedaż, opieka, stypendia, nagrody). Odróżnia
jednak wielu z t y c h t w ó r c ó w od dawnych — „ l u d o w y c h "
stopień konieczności. Dawni t w ó r c y musieli w y p o w i a d a ć się
zgodnie z n o r m ą e s t e t y c z n ą grupy, norma t a b y ł a ich
w ł a s n ą n o r m ą , świat, w k t ó r y m t k w i l i b y ł ich ś w i a t e m .
B y l i ludźmi jednej estetyki. Współcześnie — poza auten­
tycznymi, starymi t w ó r c a m i ludowymi — m a m y do czynie­
nia przeważnie z l u d ź m i ż y j ą c y m i w k r ę g u d w ó c h albo

i więcej „ e s t e t y k " . Rzeźbiarz „ l u d o w y " ubiera się po miejs­
k u , mieszka w pokoju z meblami na wysoki połysk, korzysta
z telewizora, chodzi do kina, w kościele z a c h w y c a j ą go
rzeźby wcale nie ludowe. Tworzy jednak w konwencji
ludowej, bo j ą zna, rozumie, bo jest m u najprzydatniejsza.
Trzecia grupa — to p r y m i t y w i , żyjący często poza spo­
łecznością lokalną, ludzie dziwni, „ i n n i " , wyizolowani
z normalnego życia społecznego. He-ródok, Nikifor, Dorota
L a m p a r t i i m podobni. T w ó r c y samorodni, naiwni, pry­
m i t y w n i . Żyjący niegdyś w k r ę g u ludowej k u l t u r y , ale nie
mieszczący się w niej.
A więc w perspektywie m o ż n a widzieć j a k b y trzy osio
krystahzacyjne, wokół k t ó r y c h s k u p i a ć się będzie twórczość
w y w o d z ą c a się z grupy „ l u d o w e j " — roztopienie w kulturze
powszechnej, n a w i ą z a n i e świadome do zasad i form sztuki
ludowej, twórczość spontaniczna, „ n a i w n a " , mało uwarun­
kowana jakimikolwiek w p ł y w a m i k u l t u r o w y m i .
Nietrudno z a u w a ż y ć , że podobne procesy z a c h o d z ą
i w twórczości a m a t o r ó w . Rozmywanie się granic jest więc
rzeczą n a t u r a l n ą i na pewno z biegiem czasu granice „ludo­
w y " — „ a m a t o r s k i " b ę d ą jeszcze bardziej p ł y n n e . W y r a ź n e
są bowiem o d r ę b n e modele skrajne — z jednej strony sztuka
ludowa w y w o d z ą c a się z tradycji, z drugiej twórczość
a m a t o r ó w zrodzona ze świadomej percepcji sztuki profes­
jonalnej, rozumiejąca i p o d c h w y t u j ą c a jej intencje. A m i ę d z y
nimi leży szeroki pas graniczny, strefa pośrednia, k t ó r a
orzszorza się z roku na rok. Obszar wspólny, k t ó r y w zależ­
ności od sytuacji nazywany b y w a „ l u d o w y m " lub „ a m a t o r ­
skim".
109

�N a s t ę p u j ą bowiem dwa równoległe procesy. Twórczość
ludowa ewoluuje, w c h ł a n i a coraz to nowe elementy k u l t u r y
otaczającej. Kozsadza jej ramy inwencja, swoboda inter­
pretacji n i e p o r ó w n a n i e większa, niż to miało miejsce w
okresie życia odrębnej ludowej k u l t u r y . Nowe funkcje,
nowe potrzeby odbiorcy czy instytucji sprawującej opiekę
nad współczesną s z t u k ą l u d o w ą sprzyjają również poszuki­
waniom, zwłaszcza w rzeźbie. „ L u d o w o ś ć " coraz częściej
wynika, więc nie z w e w n ę t r z n e j konieczności, ale ze świado­
mej decyzji. Nie jest to j u ż sztuka żywa, autentyczny
wyraz odrębnej k u l t u r y , lecz sztuka u p r a w i a n a , świa­
domie kultywowana, jak m u z y k a renesansu czy cenne
i p i ę k n e rośliny. A jednocześnie w nurcie twórczości po­
wszechnej, niezawodowej, amatorskiej—tradycje ludowe
również
stają
się
przedmiotem
kultywacji,
naśla­
downictwa, inspiracji. Świadomie n a w i ą z u j ą więc do ludowej
s t y l i s t y k i : malarka na szkle Ewelina P ę k s o w a czy K a t a r z y n a
B a n a ś , r z e ź b i a r z e : A n t o n i Toborowicz, A d a m Słowiński,
W i k t o r Szewczyk, H e n r y k Zegadło i wielu innych. N a w i ą ­
zuje rzesza a m a t o r ó w do zasad ludowej rzeźby, nie zawsze
nawet z miłości a często z pobudek czysto praktycznych.
P o n i e w a ż figurka „ l u d o w a " jest ł a t w a do zrobienia, nie
wymaga ani obserwacji natury, ani s t u d i ó w a k t u — jest
stosunkowo prosta. P o n i e w a ż figurka taka ł a t w o staje się
przedmiotem handlu, a zapotrzebowanie Cepelii, B H Z Desy
czy Veritasu wciąż jeszcze rośnie.
A do tego naturalnego procesu zacierania się granic
pojęć dodajmy jeszcze z a m ę t terminologiczny, różne rozu­
mienie określenia „ l u d o w y " , wynikłe z odmiennych p u n k t ­
ów obserwacji zjawiska. „ L u d o w e " co innego znaczy w od­

niesieniu do przeszłości, co innego na wsi mazowieckiej
i co innego w środowisku g ó r n i c z y m na Śląsku. „ L u d o w o " —
to forma, styl, ale kiedy indziej oznacza twórczość osoby
pochodzącej i żyjącej na wsi. Sztuka ludowa — to arcy­
dzieła dawnej r z e ź b y i drzeworytu, ale równocześnie i kicz
jarmarczny i makatka z jeleniem czy kotkiem, albo rzemieślniczo powielany haft kaszubski, czy gliniane f i g u r k i z K c y n i .
Często, co t y l k o się da nazywa się mianem „ l u d o w e " ,
ponieważ sztuka ludowa otoczona jest specjalną opieką,
są środki na jej podtrzymywanie, na konkursy, wystawy,
nagrody, stypendia dla twórców, nie ma zaś t y c h środków
dla a m a t o r ó w . Nazywa się więc l u d o w y m i mierne i typowo
amatorskie, pejzaże braci P ó ł t o r a k ó w z Kielc, ł a d n e , ale
amatorskie (w pewnej mierze naiwne) obrazki Józefa Franusiaka. W t y m przypadku dzieli się go na p o ł ó w k i : l u d o w ą
i a m a t o r s k ą . Obok bowiem pejzaży ze stron rodzinnych
Framisiak maluje też kolorowe, ukwiecone Madonny, świa­
domie stylizowane na ludowe. Widziałem na warszawskiej
wystawie w Domu Chłopa k a r t k i wskazujące na to, co
zakupiło jedno z naszych m u z e ó w etnograficznych. K u p i ł o
połówkę „ l u d o w ą " Franusiaka. A co zrobić z d r u g ą połową,
równic, jeśli nie bardziej, c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla indywidual­
ności artysty ?
Podobne pytania nasuwa twórczość ciekawego amatora
z Polwicy — J a r o s ł a w a F u r g a ł y , k t ó r y niekiedy świadomie
nawiązuje, do ludowych wzorców.
U k s z t a ł t o w a ł się niepisany zwyczaj, że za „ l u d o w y c h "
poczytuje się wszystkich m a l u j ą c y c h na szkle. I zawodowego
plastyka, masowo malującego dla Cepelii stylizowano obraz­
k i góralskie (np. St. G a ł k a z Zakopanego), i początkującego

I I . 7. Jan Gajdowski, Grudziądz. Matka Boska z Dzieciątkiem, drewno, wys. 42,5 cm. 11. 8. Edward Kołacz, Szczecin. Grupa,
drewno patynowane, wys. 51,5 cm.

110

�amatora miejskiego, skoro zechciał zabawić się na ludowo
(Woźniak z Siedlec), stare kobiety wiejskie, k t ó r y m pora­
dzono, aby gryzmoliły na szkle rodzajowe scenki, nic nie
mające wspólnego z d a w n ą t r a d y c j ą regionalną czy formą
ludową.
W Szczecinie jako „ l u d o w e " figurują na wystawie
sztuki ludowej „ m o r z o k s z t a ł t y " Stanisława Tychawskiego
ekonomisty, człowieka nic nie mającego wspólnego ze s z t u k ą
ludową, i t p . Zamęt pojęciowy świadczy czasem w туе/, o nie­
frasobliwości i nieuctwie. P r z y k ł a d e m — reprodukowana
niedawno w „Polskiej Sztuce L u d o w e j " notatka z „ G a z e t y
P o z n a ń s k i e j " , w której dumny t y t u ł „ s z t u k a ludowa wciąż
ż y w a " zdobi zdjęcie koszmarnej kariatydy z drewna, nie­
udolnie naśladującej miejski kamienny pierwowzór.
Wszystko to sprawia, że w świadomości społecznej,
mimo wysiłków etnografów, pojęcie sztuki ludowej staje się
core z bardziej nieostre, nieokreślone. Coraz też częściej
występuje ono wymiennie z pojęciem amatorst w a. W i d a ć to
zwłaszcza na tych terenach, gdzie nie. ma już żywych
ośrodków zachowujących dawno tradycje, a konkursy i wy­
stawy, zmierzające do uaktywnienia jednostek i reaktywo­
wania zamierających rzemiosł, obsylane są w znacznej części
przez a m a t o r ó w . Tak więc we Wrocławiu konkurs na wy­
cinankę i malowankę ludową ujawnił t y l k o j e d n ą osobę,
k t ó r a nadesłała wycinanki... kurpiowskie, całą resztę sta­
nowili amatorzy, którzy przedstawili praco (przeważnie
mierne) nawiązujące do ludowych m o t y w ó w . Jednego t y l k o
twórcę ludowego ujawnił również Zielonogórski konkurs na
s z t u k ę ludową i p a m i ą t k ę . I n n a rzecz, że n a d e s ł a n e na
ten konkurs rzeźby a m a t o r ó w niewiele się różniły od tych,
3

4

Jzajasz Rzepa, Reda, pow. Wejherowo. I I . 9. Św. Franciszek,

drewno, wys. 45 cm. I I . 10. Paw,

drewno d l . 57 cm.

k t ó r e spotykamy w sklepach Cepelii czy w regionalnych
muzeach. Podobna sytuacja zaistniała też na Pomorzu,
jest to bowiem nie przypadek a prawidłowość.
Rzeźba na wystawach pomorskich
J e d n ą z najciekawszych pozycji wystawy w Oliwie
b y ł y rzeźby Eugeniusza Michalskiego (il. 2-4), reprezentujące
cechy formalne—typowe dla ludowej s z t u k i — s t a t y c z n o ś ć
figury, równowagę k o m p o z y c y j n ą o p a r t ą n ą symetrii wzdłuż
osi pionowej, rzadziej na r ó w n o w a d z e ciężaru b r y ł . F i g u r k i
Michalskiego cechuje zarazom dekoracyjne traktowanie
szczegółów, ubioru, włosów — żłobionych równoległymi row­
kami, oczu, ust, zarostu twarzy. Na tle ogromnej produkcji
współczesnej, w rzeźbach t y c h dostrzec, m o ż n a szczególnie
w y r a ź n ą więź z d a w n ą rzeźbą rozwiązaną w konwencji deko­
racyjnej. Mają przy t y m o d r ę b n y , indywidualny charakter,
przejawiający się w typie stylizacji twarzy, w opracowaniu
dekoracyjnym szczegółu. Autor pozostaje w k r ę g u t e m a t y k i
sakralnej, rozszerzając j ą na sceny z historii, niemal równie
dalekie w czasie, uświęcone rolą w przeszłości narodu.
R z e ź b y Michalskiego znalazły się również na szczeciń­
skim przeglądzie a m a t o r ó w . Takie same w warstwie sty­
listycznej, nieco inne w tematyce. Doszły bowiem f i g u r k i
świeckie.
Czy to jest w p o r z ą d k u ? Sądzę, że tak. Gdyby k t o ś
żądał jednak klasyfikacji bardziej zdecydowanej, powie­
d z i a ł b y m — są to rzeźby bliższe formalnie sztuce ludowej.
Nic jednak nie wiemy o autorze, skoro więc jego życiorys
to potwierdzi — t y m bardziej uznamy go za „ l u d o w e g o " .
Ale co będzie, gdy się okaże, że to typowy amator, miejski
inteligent czy robotnik, w y p o w i a d a j ą c y się w ludowej kon­
wencji ? Kwalifikacja zależeć będzie wówczas nie t y l k o od
cech formalno-stylistycznych ale i od życiorysu t w ó r c y .
K t o ś , k t o go zna, umieści rzeźby w jednej ł u b drugiej

111

�I

szufladzie, chociaż dla widza z z e w n ą t r z b ę d ą to t e s a m e
rzeźby. ( R o z w a ż a m t u na k o n k r e t n y m przykładzie s у t u ac j ę, czytelników p r a g n ę uspokoić, że z racji swego życio­
rysu Michalski jest t w ó r c ą ludowym).
Z kolei zainteresujmy się Edwardem K o ł a c z e m , ( i l . 8)
k t ó r e g o rzeźby, pokazano w Szczecinie jako ludowe, spotyka
się na wystawach opatrzonych r ó ż n y m i etykietkami. A więc
j a k i jest Kołacz ? Ludowy, amatorski, naiwny, spontaniczny ?
Jest po trosze k a ż d y m , najmniej jednak „ l u d o w y m " , skoro
za p u n k t wyjścia w e ź m i e m y cechy formalne rzeźb i życiorys
t w ó r c y . Cechą c h a r a k t e r y s t y c z n ą prac K o ł a c z a jest r u c h ,
linia p ł y n n a , gest dynamiczny, a nie zastygły w hieraty­
cznym znaku. B r y ł a modelowana miękko, bardziej na k s z t a ł t
gliny n a k ł a d a n e j iwrażliwie modelowanej niż j a k klocokdrowna, z którego świątkarz wyciosywal figurę, eliminując to, co
niepotrzebne. Są więc u K o ł a c z a przysadzisto dziady i baby,
jak wielkie grzyby wyrosłe z ziemi, pary t a ń c u j ą c e , grupy
figur świetnie- skomponowano, p r z e w a ż n i e na tej zasadzie,
że mniejsze otaczają wieńcem c e n t r a l n ą p o s t a ć ( i l . 8).
Nierzadko inspiracją rzeźbiarza staje się kora, narośl, huba,
sęk. Stają się źródłem rzeźbiarskiego p o m y s ł u , wprowadza­
jąc zróżnicowanie materii, f a k t u r y . W y o b r a ź n i a K o ł a c z a
jest typowo rzeźbiarska, ekspresyjna, nic też dziwnego, żo

Zygmunt Oiler Starogard Gd. I I . 11. Król,

112

r z e ź b y jego pokazane w N R F znalazły t a m szczególny
oddźwięk, p r z y r ó w n y w a n e w klimacie i typie ekspresji do
dzieł Barlacha.
N i e k t ó r e proste f i g u r y K o ł a c z a zbliżone są jeszcze do
tego t y p u rzeźb, jakie nazywa się ludowymi, ale istota
jego twórczości jest inna. Wyobraźnia, raczej ekspresjonistyczna, szerszy k r ą g rzeczy widzianych i p r z e ż y t y c h .
A więc jest to nie tyle linia rozwojowa wiodąca do ludowej
t r a d y c j i , co do sztuki samorodnej, spontanicznej, rozwijanej
w sposób eoraz bardziej p e ł n y i ś w i a d o m y . Punktem k r a ń ­
cowym b y ł a b y t u pełno, świadomość i niezależność t w ó r c z a ,
dojrzałość artystyczna. S t ą d toż Kołacz mieści się raczej
w kategoriach nie-ludowych. Potwierdza to zresztą i życio­
rys, p r z y k ł a d awansu kulturowego człowieka, k t ó r y należy
do barwniejszych i ciekawszych postaci środowiska szcze­
cińskiego, szewca, k t ó r y w y c h o w a ł syna na, profesjonalnego
plastyka, jednego z czołowych malarzy w y b r z e ż a .
Szukając k r a ń c o w y c h p r z y k ł a d ó w rzeźby ludowej
i nie-ludowej, na j e d n y m biegunie umieściłbym Michalskiego,
na drugim K o ł a c z a , a więc twórczość, k t ó r a odrywa się
zdecydowanie od ludowych zasad k s z t a ł t o w a n i a rzeźby.
Przypomnijmy t u — rzeźba ludowa nie n a ś l a d o w a ł a n a t u r y
(jak realistyczna), lecz j ą w y o b r a ż a ł a . Upraszczała, deformo-

drewno, wys. 63 cm. Ił. 12. Chrystus Frasobliwy,

drewno, 4 5 x 2 5 , 5 cm.

�I

wala — szukając ekwiwalentu dla idei rzeźby (Piety, Fraso­
bliwego), posługując sio a t r y b u t e m , symbolem, uproszcze­
niem — czytelnym jak znak zrozumiały dla t w ó r c y i od­
biorcy. Do dziś cechą figurek ludowych (czy ludowopodobnych) jest uproszczenie, statyka, zwartość b r y ł y , często,
dekoracyjne i umowne traktowanie szczegółu, ornamentu,
koloru.
Rzeźba „ a m a t o r s k a " natomiast d ą ż y do efektu rea­
listycznego, wzorcem jej jest przeważnie rzeźba nie-drewniana i nie-ludowa. Punktem zerowym jest t u naturalistyczny kicz, docelowym zaś — dojrzałe dzieło, budowane
w konwencji realistycznej czy na p o d o b i e ń s t w o rzeźby
współczesnej. R z e ź b y o t a k i c h ambicjach znalazły się m . i n .
w G d a ń s k u na wojewódzkim przeglądzie twórczości amator­
skiej, niestety były to prace bardzo słabo.
Szeroki pas graniczny, sygnalizowany we wstępie
obszar wspólny ludowo-amatorski, rozciąga się p o m i ę d z y
t y m i k r a ń c o w y m i modelami. Z Gdańskiego p r z e g l ą d u za­
liczam t u blisko trzymetrowe słupy rzeźbiono Wojciecha
Barzykowskiego, nawiązujące do „ Ś w i a t o w i d a " (it. 1) oraz
kolorowe płaskorzeźby w deskach L u d w i k a K a m i ń s k i e g o
w k t ó r y c h autor posługuje się dwoma g ł ó w n y m i planami —
wciętą płaszczyzną t ł a i t r a k t o w a n ą niemal płasko s y l w e t ą
twarzy (il. 27).
1

&gt;
13

113

�Aleksander Słomiński, D ą b r ó w k a Nowa, pow W ę g o r z e w o . II. 15. Portret Prezydenta Wietnamu Południowego,
(fragment),
drewno. I I . 16. Św. Paweł, (fragment), drewno, I I . 17. Delegat Anglii, drewno, malowane, wys. 40 c m .

�I I . 18. Czesław W ą t k o w s k i , Skubarczewo, pow. Mogilno. Kopernik

W obu szczecińskich wystawach „strefę p o ś r e d n i ą "
r e p r e z e n t o w a ł y m . i n . rzeźby Stanisława Szulca z K o b y l a n k i ,
Romana Maruszewicza z Worowa i Jana Strzelczyka z
Strzelczyk, a szczególnie Szulc t w o r z ą w w y r a ź n y m k r ę g u
w p ł y w ó w K o ł a c z a , choć w odróżnieniu od szczecińskiego
mistrza, zachowują w swych figurach s t a t y k ę i symetryczność budowy, co zbliża ich do r z e ź b y ludowej. Maruszewicza
wymieniam t u z innego powodu. Ma dopiero 12 lat, pierwsze
jego prace, rzeźbione bukiety, grzeszą jeszcze p e w n ą nie­
udolnością, ale n a w i ą z u j ą do rzeźb niedawno zmarłego
dziadka chłopca — Zygmunta Skrętowicza.
P r z e c h o d z ą c z kolei do wystawy w Oliwie, jednej
z największych, jakie mieliśmy w kraju, przyjrzyjmy się
reprezentowanym t a m postawom. Materiał, w y j ą t k o w o ob­
f i t y , pozwala na generalizację wniosków, bowiem w ś r ó d 221
wystawionych rzeźb 46 a u t o r ó w m o ż n a było znaleźć niemal
pełen wachlarz postaw t w ó r c z y c h . Tradycje ś w i ą t k a r s k i e
w y s t ą p i ł y już t y l k o sporadycznie, w paru przypadkach.
Nio kapliczka p r z y d r o ż n a i p a m i ę ć dawnych ludowych
rzeźb inspirują dziś większość rzeźbiarzy a raczej ten t y p
figurek, k t ó r e spotyka się w sklepach Cepelii.
Zmiana funkcji rzeźby z kultowej na e s t e t y c z n ą przy­
niosła w efekcie poszerzenie t e m a t y k i i większą swobodę
twórczej wypowiedzi, co oczywiście nie znaczy, że poziom
prac jest w y ż s z y niż w dawnej rzeźbie kultowej. Rozluźnienio rygoru t r a d y c j i poszerza k r ą g rozwiązali i inspiracji,
ale z kolei powoduje, że t w ó r c a zdany jest w większym
stopniu na siebie, że doświadczenie zbiorowe, k t ó r e w sztuce
ludowej stanowiło b e z p o ś r e d n i ą t r a d y c j ę , wzorzec estetycz­
ny — z a s t ą p i o n e zostaje i n n y m systemem odniesień. D l a
n i e k t ó r y c h staje się n i m natura, wówczas d ą ż ą do realizmu,
p r ó b u j ą obserwować modela, i n t e r p r e t o w a ć ruch, szczegół

i cenzor, drewno polichromowane, 1 7 x 2 0 cm.

— na ogół z m i e r n y m skutkiem, r z e ź b a bowiem o t a k i c h
ambicjach wymaga sporych umiejętności technicznych,
znajomości anatomii i t p .
Większość realizuje po prostu f i g u r k i opowiadające o
ludziach, przy czym a m b i c j ą rzeźbiącego jest uczynić te
f i g u r k i możliwie poprawne w proporcjach, trafnie w y r a ż a j ą c e
w y k o n y w a n ą czynność, gest. F i g u r k i r o d z ą f i g u r k i . Wzorcem
dla nich, ldiszą p a m i ę c i o w ą są widziane f i g u r k i , czy to
w scenach szopkowych, czy na fotografiach. Jest zarazem
w t y c h figurkach naturalny stopień uproszczenia, w y n i k ł y
z braku większych doświadczeń warsztatowych, przejawia­
j ą c y się podobnie w pracach ludzi, z a c z y n a j ą c y c h rzeźbić
po to aby ilustrować życie dawne lub i m współczesne.
N a t y p naturalnych uproszczeń w p ł y w a więc nie w y o b r a ź ­
nia, ale obiektywne cechy tworzywa, n a r z ę d z i a , dyspozycji
manualnych.
Rzeźbiarz współczesny nie tworzy w izolacji. W i d z i
prace innych, widzi telewizję, fotografię, widzi w mieście
w i t r y n ę sklepową. To co r o b i nie jest więc t y l k o jego dzie­
łem, a stanowi s u m ę z a p a m i ę t a n y c h obserwacji. W i d a ć to
zwłaszcza na p r z y k ł a d a c h d r u g o r z ę d n y c h , w twórczości
p r z e c i ę t n e j . P o w s t a j ą r z e ź b y bezosobowe, pozbawione od­
r ę b n e g o wyrazu, stylu. Podobne u t w ó r c ó w wiejskich i miej­
skich, „ l u d o w y c h " i a m a t o r ó w .
Utalentowany t w ó r c a osiąga oczywiście i w tej konwen­
cji rezultaty wybijające się ponad przeciętność. N a omawia­
nej wystawie w y r ó ż n i ł b y m w tej grupie „ f i g u r e k " (słupków)
— m i n i a t u r k i u l i W ł a d y s ł a w y Adrianowej (il. 6).
R z e ź b y tego t y p u w świadomości powszechnej w i ą ż ą się
najsilniej z pojęciem r z e ź b y ludowej. I c h „ l u d o w o ś ć " w y ­
r a ż a się w typie uproszczenia, w zachowaniu podstawowych

115

�zasad, takich j a k prostota kompozycji, s y m e t r y c z n o ś ć ,
statyka i t p .
A l e w sytuacji, gdy na t w ó r c ó w tak miejskich, j a k
wiejskich, działają r ó ż n o r o d n e bodźce artystyczne, w y b ó r
wzorca wiąże się z poziomem świadomości, z wykształce­
niem, z upodobaniami.
Powstaje sytuacja paradoksalna kiedy do dawnej sty­
l i s t y k i świątkarskioj n a w i ą z u j ą coraz liczniej ludzie wy­
kształceni — czasom z wyrachowania, często jednak z
autentycznej potrzeby, z sentymentu dla k u l t u r y lat młodo­
ści, dla rodziców • — podczas gdy rzeźbiarze ze środowiska
wiejskiego m a j ą często ambicje wychodzenia poza k r ą g
dawnej t e m a t y k i i s t y l i s t y k i .
W y b ó r wzorca inspiracji określa często poziom a nawet
charakter prac. Tam gdzie widoczne b y ł o odwołanie się
do tradycji wiejskich świątków, poziom realizacji r z e ź b y
b y ł znacznie wyższy, po prostu zamierzenie b y ł o na skalę
możliwości. T a m jednak gdzie wzorem s t a ł y się dzieła
sztuki kościelnej m o ż n a było dostrzec często elementy naiw­
ności czy p r y m i t y w i z m u w interpretacji stylowego dzieła.
N a wystawie p r z y k ł a d e m n a w i ą z a n i a do r z e ź b y średnio­
wiecznej b y ł y prace Stanisława Szczęśniaka z Prabut i Jana
Gajdowskiego z G r u d z i ą d z a (il. 7). Efekt „ n a i w n o ś c i " wy­
nika u nich z dystansu j a k i p o w s t a ł między wzorem a jego
t r a n s p o z y c j ą przez rzeźbiarza. Oczywiście do wzorów

kościelnych n a w i ą z y w a n o i dawniej, ale w warunkach
żywej i odrębnej k u l t u r y ludowej o utrwalonych nawykach
estetycznych stopień asymilacji wzoru by) znacznie wyższy.
Dziś oglądając prace Szczęśniaka czy Gajdowskiego nie
dostrzegamy za n i m i o d r ę b n e g o ś w i a t o p o g l ą d u artystyczne­
go t w ó r c y . Gdyby mogli, rzeźbiliby tak jak ci, k t ó r y c h
naśladują.
Najciekawszymi zjawiskami artystycznymi wystawy
b y ł y rzeźby o w y r a ź n y c h znamionach o d r ę b n e g o stylu ich
a u t o r ó w . W y m i e n i ę t u przede wszystkim Izajasza R z e p ę
z Redy, pow. Wejherowo i Aleksandra Słonimskiego z D ą b ­
rówki Nowej, pow. W ę g o r z e w o . Rzepa reprezentuje t y p
t w ó r c y o dużej precyzji warsztatowej. Nic dziwnego.
Podobnie jak wielu dawnych ś w i ą t k a r z y jest z zawodu
cieślą, stolarzem, zna więc t e c h n i k ę obróbki drewna, rękę
ma uprawną,. R z e ź b i od wielu lat, szerokie, masywne figury,
statecznych r y b a k ó w i świętych, p t a k i . Mają one swój
charakter, indywidualny styl, słusznie więc należała się
Rzepie jedna z dwóch pierwszych n a g r ó d . Zasłużył na nią
zwłaszcza p i ę k n y m św. Franciszkiem (il. 0). Rzeźbi! t ę
wersję już kilkakrotnie, t y m razem wprowadził jednak kolor,
wzbogacając efekt artystyczny dzieła.
Pierwszą n a g r o d ę dostał również Aleksander Słonimski
(il. 15-17). .lest on p o n i e k ą d przeciwieństwem Rzepy. Nie ma
żadnego przygotowania warsztatowego, techniki, sprawności.

I I . 19. Włodzimierz Bukowski, Słupsk. Staruszkowie,

drewno, 27,5x23 cm.

�Figury, k t ó r e tworzy, różnicuje t y l k o nieznacznie, nie gest rąk,
zwłaszcza, dłoni, ma, w jego rzeźbach wyraz niemal magiczny.
Są to znaki polne znaczeń, nie zawsze czytelnych dla widza.
Dziwne to rzeźby. Sprowadzone do formy prostej, kancias­
tej. Kule, p r o s t o p a d ł o ś c i a n y , walce, bryły niemal geomet­
ryczne. Przypomina się C ś z a n n o w s k a formuła n a t u r y widzia­
nej poprzez walec, kulę, stożek. T y l k o że tutaj jest to geometryzacja pierwotna, intuicyjnie odczuta, w y n i k ł a z mozołu
a nic; refleksji. Postacie, ledwo w y r ó ż n i o n e a t r y b u t a m i za­
wodu czy stanu, p r z e d s t a w i a j ą konkretnych ludzi. Pielęg­
n i a r k ę , M u r z y n k ę , delegata Anglii, oficera m a r y n a r k i
o k r ę t ó w wojennych, oficera, sztabu bułgarskiego, Faraona
czy p a n n ę kierowniczkę szkoły angielskiej.
Szukając dla tej twórczości paranteli, znajduję je nie
w ludowej rzeźbie, powszechnie egzystującej w dawnej wsi,
ale w sztuce ludzi marginesu, takich jak H e r ó d e k czy
N i k i f o r . Sztuce tworzonej z w e w n ę t r z n e j potrzeby, m a ł o
zależnej od wzorców i w p ł y w ó w .
R z e ź b y Słonimskiego nie m o g ą liczyć na, szeroki od­
dźwięk. Nie są „ ł a d n e " . Nie są technicznie, rzcmieślniozo
sprawne. Jest w nich jednak siła wyrazu, bezpośredniość
przekazu twórczej myśli, z pominięciem wzorów zaczerp­
n i ę t y c h z z e w n ą t r z . Styl rzeźbiarza u k s z t a ł t o w a n y jest przez
jego dyspozycje fizyczne, j a k też i psychiczne, przez rodzaj
plastycznej w y o b r a ź n i .

Ten t y p p r y m i t y w n e j twórczości, j a k ą reprezentuje
Siemiński, może, znaleźć się na wsi, ale może też i w środo­
wiskach miejskich. Dlatego nie u t o ż s a m i a ł b y m rzeźb tego
rodzaju z d a w n ą s z t u k ą l u d o w ą .
T y p rzeźby p r y m i t y w n e j , ledwie znaczonej w klocku
drewna n i e w y r o b i o n ą r ę k ą t w ó r c y , r e p r e z e n t u j ą na Oliwskiej
wystawie Włodzimierz Bukowski (il. 19) i Alojzy Stawowy.
Bliżsi temu, co potocznie przyjmujemy dziś za rzeźbę
l u d o w ą , a co spotykamy w sklepach Cepelii, są E d m u n d
Zieliński i Franciszek Maik. Ten ostatni kontynuuje nawet
t e m a t y k ę s a k r a l n ą . Rzeźbi Frasobliwych. Są to rzeźbki
ładne, ale p r z y p o m i n a j ą już raczej breloczki do kluczy
niż święte figury. Bo też i funkcja ich uległa zmianie. D o
tego Frasobliwego n i k t się nic modli, jest on po prostu
dekoracyjnym bibelotem, p a m i ą t k ą . R z e ź b a staje się p a m i ą t ­
k ą . L e p s z ą lub gorszą. W Kielcach widziałem na głównej
ulicy sklep Cepelii, w witrynie kilkadziesiąt rzeźbek Fraso­
bliwego, bodajże S t a n i s ł a w a Denkiewicza. Ł a d n e , barwne,
estetyczne, j a k ze sztancy, takie samo.
Na Oliwskiej wystawie trudno było znaleźć rzeźbę
s a k r a l n ą , t r a k t o w a n ą zgodnie z jej pierwotną, funkcją,
rzeźby do m o d l i t w y . Chyba t y l k o p o w a ż n e figury święte
Wilhelma, Kujawskiego n a w i ą z y w a ł y do założeń formalnych
i ideowych dawnej r z e ź b y religijnej.

11. 20. W ł a d y s ł a w Szulc, K o ś c i e r z y n a . Kataryniarz, drewno, wys. 26,5 cm. I I . 21. Stanisław Cierniak, K o l o n i a Rybacka,
pow. W ę g o r z e w o . Pod drzeitem, drewno, wys. 51 cm.

117

�22

N a resztę wystawy, a więc z n a k o m i t ą większość, złoży­
ły się rzeźby, k t ó r e równie dobrze m o ż n a było n a z w a ć
mianem amatorskich. I t u m o ż n a b y ł o znaleźć prace wywo­
dzące się z zasad ludowego k s z t a ł t o w a n i a r z e ź b y , ale kształ­
towane j u ż pod w p ł y w e m innych ambicji. B a b i ń s k i s t a r a ł się
p r z e d s t a w i ć charakterystyczny t y p dozorcy, Szulc — katary­
niarza, Lachowicz — p o p r a w n ą w ruchu i kompozycji scenkę
z k o l ę d n i k a m i , Kubaszek realistycznie p o t r a k t o w a n ą rzeźbę,
Ż y r e k usiłował nawet w y d o b y ć ekspresję gestu w Piecie,
n a d a ć miękkość udrapowaniu szat Madonny. Wojciech Strahl
w szopce p o t r a k t o w a ł dość konwencjonalnie f i g u r k i (ale
z p r ó b ą wydobycia gestu, ruchu postaci), za to zadziwił
p o m y s ł e m z a s t ą p i e n i a stajenki r o z w a r t y m i szeroko gardzie­
l a m i d w ó c h śpiewających aniołów. T y p o w o a m a t o r s k ą
rzeźbę reprezentowali B o g u s z y ń s k i czy Zwolakiewicz. Za­
b a w n ą i ł a d n ą kolorystycznie scenkę „ K o p e r n i k i cenzor"
oraz f i g u r k i w strojach p o k a z a ł W ę t k o w s k i ( i l . 18). D o b r y
w p o m y ś l e b y ł też N e p t u n Kazimierza Szpili. P r e c y z j ę rzemio­
sła z a d e m o n s t r o w a ł Stanisław Ciszek, rzeźbiąc scenę z rybaka­
m i , p o p r a w n ą w proporcjach i kompozycji. W y r z e ź b i ł on na­
wet oka sieci...
Z grupy „ a m a t o r s k i e j " najbardziej cenię bardzo indy­
widualne r z e ź b y S t a n i s ł a w a Cierniaka. Szokują one s w ą
d e f o r m a c j ą , p r e c y z y j n ą n i e p o r a d n o ś c i ą czy też odwrotnie —
n i e p o r a d n ą p r e c y z j ą , obie, j a k b y toczone na tokarce, t o
znów w sposobie traktowania drewna zbliżone do figuralnych
w y p i e k ó w z ciasta (il. 21). R z e ź b y te na t y l e odbiegały od
wzorca ludowo-amatorskiego, że j u r y pominęło je w nagro­
dach woląc w y r ó ż n i ć pozycje bardziej konwencjonalne.
118

23

Tymczasem Cierniak, podobnie j a k Słomiński, to t w ó r c a
samorodny, ciekawy.
J u r y j p o m i n ę ł o również prace Zygmunta Ollerą, (il 11,12)
nawiązujące do wzorców dawnej ludowej rzeźby, do jej
dekoracyjności i s t y l i s t y k i . P o m i n ę ł o , ponieważ — j a k się
okazało — Oller nie pochodzi ze wsi i ma bodajże wyższe
wykształcenie. Dobrze, że j u r y na czas dowiedziało się
0 t y m , inaczej — obawiam się — mogło wyróżnić te p ł a s k o ­
rzeźby, obok Kujawskiego najbliższe t r a d y c y j n y m wzorom.
Myślę, że w rzeźbie, n a p r a w d ę j u ż coraz dalszej od
wiejskiego dawnego ś w i ą t k a r s t w a , trudno będzie na dalszą
m e t ę zachowywać purystyczne k r y t e r i a „ l u d o w o ś c i " , coraz
częściej dochodzi bowiem do sytuacji drażliwych. B y ć może
warto będzie w p r o w a d z i ć równoległe nagrody w r ó ż n y c h
kategoriach, w k a ż d y m razie trudno p r z y m y k a ć oczy na to,
że coraz częściej „ l u d o w e " prace dają właśnie amatorzy
1 że status formalnego w y k s z t a ł c e n i a nie zawsze zmienia
osobowość człowieka. Nie wierzę, że k t o ś może b y ć godnym
nagrody, bo oblał m a t u r ę , a niegodnym — bo j ą zdał.
I kiedyż to p r z e s t a ł b y ć w naszym obecnym pojęciu „ l u d o ­
w y m " . R o k przedtem, czy w dzień po dyplomie? I r o n i z u j ę ,
ale problem istnieje n a p r a w d ę . I będzie się k o m p l i k o w a ł ,
zwłaszcza w rzeźbie, k t ó r a nie ma tego oparcia w zapleczu
tradycji i w technice - co wiejskie rzemiosła. Sytuacja
wymaga więc rozwagi i elastyczności w d z i a ł a n i u , zwłaszcza
ze strony kadry Cepeliowskich opiekunów, od k t ó r y c h w
d u ż y m stopniu zależy los naszego rzeźbiarskiego p r z e m y s ł u .
M a r t w i więc, gdy się słyszy, że na Pomorzu etnogra­
fowie (? ?) n a k ł a n i a j ą rzeźbiarzy, aby nie malowali swych

�24
25

I I . 22. Kazimierz Urbanek, Gdynia. Kobieta, drewno, wys. 42 cm. I I . 23. Helena Maciejewska, Ł a n k i e j m y , pow. K ę t r z y n .
Syrena, drewno, wys. 49 cm. I I . 24. Jan Stachura, K c y n i a , pow. Szubin. Paw, drewno, wys. 22,5 cm. I I . 25. St. Rekowski,
Więcków, pow. K o ś c i e r z y n a . Paw, drewno, wys. 34 cm. I I . 26. Helena Maciejewska, Lew, drewno, wys. 20 cm.

119

�I I . 27. L u d w i k K a m i ń s k i , Napoleon,

drewno, 3 5 x 1 8 cm. I I . 28. Helena Majeciewska, Kościuszko,

prac, ponieważ rzeźba kulowa powinna zachować czysta,
f a k t u r ę drewna. Obawiam się, że щ to (-cha haseł głoszonych
przez p l a s t y k ó w jeszcze w okresie przed I wojną, haseł,
k t ó r e m i a ł y swój sens w zupełnie innej sytuacji. R z e ź b a
natomiast ludowa, o czym warto, aby manipulatorzy sztu­
k ą l u d o w ą wiedzieli, z reguły b y ł a polichromowana, tak
z powodów dekoracyjnych jak i utylitarnych (zabezpie­
czenie przed deszczem, zimnem, suszą).
PRZYPISY
1

XI
Wojewiklzka wystawa sztuki ludowej. Szczecin,
Zamek K s i ą ż ą t Pomorskich. 1 5 . X I — 10.Х11.1972.
IV
Wystawa plastyki
amatorskiej Ziem Nad odrzańskich..
Szczecin. Zamek K s i ą ż ą t Pomorskich. 1 5 . X l — 10X11.1972.
IWystawa t u poszerzona została, o prace z woj. koszaliń­
skiego. Poprzednio trzy wystawy o d b y ł y się w Zielonej
(Jorze, W r o c ł a w i u i Opolu].
11 Wojewódzka wystawa plastyki amatorskiej. G d a ń s k . D w ó r
Artusa. 2 5 . Х Т - 1 5 . Х 1 1 . 1 9 7 2 . [Wydany został katalog ze
zdjęciami].

wys. 34 cm.

Rzeźba ludowa Polski północnej.
Wystawa pokonkursowa.
Oliwa. P a ł a c O p a t ó w . Listopad — grudzień 1972. [Katalog
ilustr., wstęp A. Jackowskiego.]
- A r t y k u ł ograniczam do ram problemu: ludowe-amatorskie, s t ą d też z a w ę ż a m ten p r z e g l ą d t y l k o do rzeźby
i sztuki ludowej. Omawianie malarstwa amatorskiego od­
k ł a d a m na później, wystawa w Szczecinie nie d a ł a bowiem
pełnego wglądu w s y t u a c j ę malarstwa amatorskiego woje­
w ó d z t w a szczecińskiego i koszalińskiego. W b i e ż ą c y m roku
o d b ę d ą się starannie przygotowane przeglądy w Szczecinie,
Koszalinie i G d a ń s k u , wówczas wrócimy do tego tematu.
Konkurs na w y c i n a n k ę i m a l o w a n k ę l u d o w ą . W D K .
Wroclaw. 1972. Mały pokonkursowy pokaz m i a ł miejsce
w salach Muzeum Etnograficznego.
4

Konkurs
na sztukę ludową i pamiątkę
m.
Zielonej
Góry i woj. Zielonogórskiego. [Katalog wystawy] Wojewódzki
D o m K u l t u r y . Zielona, Góra 1972.
5

Wojewódzka wystawa sztuki ludowej i twórczości pla­
styków
amatorótc.
Szczecin. W D K . S t y c z e ń - l u t y
1962.
[ W s t ę p do katalogu Alicji Gerlach].

Fot.: J;m Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10214" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10192">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aa4331077c983082bb7c9768ef3479af.pdf</src>
        <authentication>4b847d4135e9bc5ce175a5ed31f21042</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121450">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121451">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121452">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3050</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121453">
                <text>Wspomnienia pośmiertne - Józef Janos (1895—1985) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121454">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.122-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121455">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121456">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121457">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121458">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121459">
                <text>I

W

S

P

O

M

N

I

E

N

I

A

P

O

Ś

M

I

E

R

T

N

E

Aleksander J a c k o w s k i

JÓZEF JANOS

J a n o s ' , t o cały rodzdzial w h i s t o r i i rzeźby l u d o w e j . Postać

(1895—1985)

dojrzały do n i e j , zatroskany t y l k o o rzeźby, które

zostawia.

wyjątkowa, b a r w n a . A ż dziw bierze, że dopiero w 1985 r o k u o t r z y ­

Możo i nie dlatego, że chciał, a b y go w s p o m i n a n o , ale w prze­

mał pierwsze ważne wyróżnienie — nagrodę i m . Oskara K o l b e r g a .

świadczeniu, że wyraził w n i c h sprawy ważne, że t o były rzeźby

Zmarł 8 l i p c a l 9 8 5 г., n i m jeszcze nagroda t a została m u wręczona.

do modlenia się, i t o i m przydawało znaczenia. W l a t a c h rozpa­

Nie w i e m , czy zdążono go o niej powiadomić, nie w i e m n a w o t ,

noszonego

czy

p o t r z e b y turystów n i c z y m I n d i a n i n z r e z e r w a t u — Janos był

zechciałby

ją

przyjąć,

był b o w i e m człowiekiem

wielkiej

modelu

„twórcy

autentycznym

cepeliowskiego",

skromności, choć i wielkiej d u m y . Pochowano go, j a k chciał, we

jeszcze

franciszkańskim habicie, n a c m e n t a r z u w Dębnie, o b o k słynnego

Chajec, L u r k a , W i n c e n t y K r a j e w s k i .

artystą

ludowym,

który

zaspokaja

j a k Kudła,

Piłat,

drewnianego kościoła, perły europejskiej a r c h i t e k t u r y drewnianej.

Józef Janos urodził się w Dębnie 10 g r u d n i a 1895 r o k u .

Rzeźbił ołtarze i f i g u r y do różnych kościołów, do Murzasichla,

W dzieciństwie pomagał r o d z i c o m w gospodarce, pasł gęsi, k r o w y .

Dębna. Rzeźbił o d kilkudziesięciu l a t , zawsze z powagą, staran­

M i m o biedy w d o m u ukończył czteroklasową szkołę wiejską. G d y

n i e , j a k umiał. B y ł artystą, jeśli p o d t y m słowem rozumieć nio

miał 19 l a t powołano go do w o j s k a austriackiego i walczył n a

t y l k o zawód, ale i postawę. Życie przeżył godnie, w trudzie alo

froncie w K a r p a t a c h W s c h o d n i c h . J a k pisze E d w a r d Waligóra:

i k o n t e m p l a c j i . Przez l a t a budował d o m , góralski, p r a w d z i w y , bez

„ P o dwóch l a t a c h wrócił stamtąd j a k z piekła, z głębokim urazem

jednego żelaznego gwoździa, d o m w którym żył prawie j a k pustel­

p s y c h i c z n y m . W o j n a porozrzucała m u myśli. Wrócił j a k o i n w a l i d a

n i k . Kochał t e n d o m , z t a k strasznym t r u d e m p o s t a w i o n y , prosił

z odmrożonymi s t o p a m i . " Toteż we w s i n a z y w a l i go i n w a l i d e k .

n a w e t , b y t a m , w ogrodzie, go pochowano. Żył myślami o spra­

W 1931 r . rozpoczął budowę własnego d o m u . Sam wykonywał

w a c h w i o l k i c h i ważnych, twórczość i w i a r a splatały się w jedno.

prace stolarskie, snycerkę. Ręce miał sprawne, t o co robił podo­

Modlił się żarliwie, a kadencje słów cisnęły m u się na usta, w l a m e

bało się sąsiadom, nieraz więc proszono go o zrobienie

m o d l i t w y , olśnienie światem, dziełem stworzenia. Rozpościerał

zdobionej l i s t w y , łyżnika czy s k r z y n k o w e j k a p l i c z k i . Zaczął rzeź­

arkusze

pakowego

p a p i e r u i klęcząc

n a podłodze

2

zydla,

zapisywał

bić. Dlaczego ? Po p r o s t u , ktoś p o w i n i e n był poprawić uszkodzoną

cisnące m u się na usta słowa. Turyści, których nie znosił, bo m u

figurę w kapliczce, wykonać nową — a o n miał k u t e m u n a j ­

przeszkadzali s w y m natręctwem i bezczelnością, w y d z i e r a l i m u

większe zdolności, miał p r z y t y m więcej czasu o d i n n y c h . N i e

te wiersze. Niektóre z n a m y , opublikował je w z n a k o m i t y m k a ­

traktow-ał t a k i c h zadań zarobkowo, g d y widział, że gdzieś skra­

t a l o g u prae Janosa, i n i c j a t o r i a u t o r w y s t a w y , E d w a r d Waligóra.

dziono z k a p l i c z k i świątka — dorabiał nowego i wstawiał. N a j ­

Czytane j a k o poezja wydają się surowe, czasem znakomite, t o

p i e r w była t o n o r m a l n a , logiczna praca, wynikająca z potrzeby

znów roztopione w gadulstwie. B o też nie są to wiersze doprowa­

społecznej i jego możliwości, dopiero później przyszła świadomość,

dzone do f o r m y , raczej zapisy słów, obrazów, myśli, zapisy n a

że rzeźbiąc staje się artystą. Potencjalnie mógł n i m być, zważyw­

żywo tego, co m u się cisnęło n a myśl.

szy nie t y l k o u z d o l n i e n i a m a n u a l n e , ale i dyspozycje

że musiał zostać rzeźbiarzem. S e t k i l u d z i , a może i więcej, m a

I d z i e ona nic nie czeka

t a k i e potencjalne dyspozycje,

N i e obziera się t u n a nic

dopiero życie sprawia, że je nie­

którzy zaczynają realizować. W p r z y p a d k u Janosa zaważyły n a

Ona zdąża do swych granic...
Rzeźbił przede

psychiczne,

refleksyjność, wrażliwość, religijność. A l e wcałe nie znaczy t o ,

Szumi woda szumi rzeka

w s z y s t k i m postacio świętych, k a p l i c z k i , stacje

Męki. Często posługiwał się rzeźbą płaską, w desco. Postacie b u ­

tej realizacji d w a f a k t y : zajmowania się przez niego snycerką,
i istnienie zapotrzebowania n a rzeźby w środowisku.

dował zwarte, ale s k r z y n k i kapliczek dekorował bogato, i t e n

K i e d y wybuchła w o j n a był już dojrzałym artystą l u d o w y m ,

snycerski ornament z taką obfitością stosowany pełni tę samą

świadomym tego, co r o b i . Po w o j n i e należał do pierwszych,

rolę, co k w i a t y zdobiące święty wizerunek.

których dostrzeżono i doceniono. Oglądał a l b u m y , znał już dzieła

W

3

l a t a c h pięćdziesiątych wyrzeźbił też k i l k a płaskorzeźb

przedstawiających

K o p e r n i k a , Matejkę, W i t a

Stwosza,

Wiele

razy podejmował t e m a t reprezentacyjny d l a Podhala — postać

W i t a Stwosza, wiedział, że n i g d y i m nie dorówna, ałe że i o n —•
prostaczek — bez niczyjej r a d y , bez n a u k i , idzie w ślady t y c h ,
którzy przed n i m rzeźbili.

harnasia, zbójnika. Czynił t o z przekonaniem. Pamiętam, w 1952 r.
spotkałem go, g d y szedł, j a k w każdy czwartek, z Dębna do N o ­

J a prostacek, j a prostacek

wego T a r g u — po gazetę. Był jeszcze w t e d y ciekaw życia i dopiero

Jestem n i c nieokrzesany

później zaczął się izolować o d świata n a rzecz m o d l i t w y i myśli

T y l k o w drzewie dłubać, wiercić

o sprawach najważniejszych.

Jestem t o w t y m zakochany

(...)

Oczywiście, można skwitować jego osobę d y k t e r y j k a m i . T o

„ J a b y m chciał przejść przez t e n a r t y z m " , pisał, wyrażając

t a k i e łatwe i efektowne. Można się śmiać, że pluł w o b i e k t y w y

swe marzenia. Jego szkołą, podobnie j a k w i e l u i n n y c h „bogoro-

aparatów f o t o g r a f i c z n y c h , szczuł psa n a gości,

zakłócających

b ó w " była p r a k t y k a , powtarzanie p o d o b n y c h ujęć, t y c h samych

jego spokój, że w jego chałupie żyły całe t a b u n y m y s z y , że się

tematów. N a u k a n i e poprzedzała p r a c y (jak t o się dzieje w k u l ­

poruszał j a k p a n H u l o t w f i l m a c h Tati'ego. A l e czy t o ważne ?

turze „ w y s o k i e j " ) , jedno i drugie ściśle się łączyło ze sobą.

Myślę, że nieraz t a k i e „malownicze" spojrzenie s k r y w a rzeczy­

Pozostawił dorobek znaczny, ale i n i e j e d n o l i t y . Można w n i m

wistą prawdę o człowieku. D l a m n i e Janos, t o przede w s z y s t k i m

j e d n a k znaleźć dzieła dojrzale, w y b i t n e — j a k choćby rzeźby,

człowiek w i e l k i e j p o w a g i , a r t y s t a w najgłębszym

które wykonał do kościoła w M u r z a s i c h l u .

sensie

tego

słowa, wrażliwy n a przyrodę, kształt, k o l o r , słowo; wrażliwy n a
sprawy e t y k i , w i a r y . Umierał, pogodzony

122

z myślą o śmierci,

Wiorzył, że t o , co r o b i jest potrzebne, n a w e t w t e d y , g d y
t r a k t o w a n o go j a k dziwoląga, g d y k r y t y k o w a n o jego f i g u r y

�w kościele.

Wierzył w dar t a l e n t u , którym został obdarzony

Odszedł, jeden z o s t a t n i c h , którzy t w o r z y l i jeszcze d l a swego

i który błądząc i męcząc się m u s i realizować — b y spełniło się
jego przeznaczenie.

środowiska, do kapliczek i kościołów, którzy w dzień dzisiejszy
wnieśli żywą tradycję l a t m i n i o n y c h .

4

P R Z Y P I S Y
Janos czy Janas 1 Pisano jego nazwisko d w o j a k o . W 1966 r.
napisałem do niego, prosząc o rozstrzygnięcie t e j k w e s t i i . Po
krótkim czasie otrzymałem o d niego l i s t : „Pisze się m n i e J a n o s . "
A p o d t y m widniał p o d p i s : Józef Janas.
E d w a r d Waligóra, Bogactwo jest tu nic. O rzeźbach i wier­
szach Józefa Janosa,
Kraków 1979 ( W y d a w n i c t w o w związku
1

2

z wystawą, zorganizowaną przez M u z e u m Etnograficzne w K r a ­
kowie). T a m b i b l i o g r a f i a .
A n n a K o w a l s k a - L e w i c k a , Józef Janos,
rzeźbiarz ludowy
z Bębna, „ P o l . Szt, L u d . " , R. 8, 1954 n r 3
A n t o n i K r o h , Współczesna rzeźba ludowa Karpat
Polskich,
Ossolineum, Wrocław—Warszawa 1979, s. 73
3

4

123

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10215" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10193">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aec42c496af57fa955ecd3f1cf93c8ab.pdf</src>
        <authentication>0baf68e0fc1187c1559f2a3533637da6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121460">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3258</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121461">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121462">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3053</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121463">
                <text>Pożegnania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121464">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.131-134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121465">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121466">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121467">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121468">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121469">
                <text>П. 1. B r o n i s ł a w Surowiak, P a m i ę c i J a d w i g i Jarnuszkiewicz, rys. tuszem, w y k . 11-30
listopada, 1986 r.

Aleksander Jackowski

POŻEGNANIA

N i e m a l k a ż d y m i e s i ą c przynosi smutne w i a d o m o ś c i — odcho­

sie. Nie u m i e m y p i ę k n y c h d e k l a r a c j i ,,o p o p i e r a n i u " w p r o w a d z i ć

d z ą starzy mistrzowie s z t u k i l u d o w e j , o s t a t n i k t ó r z y b y l i jeszcze

w c z y n , a m o ż e po p r o s t u nie p o t r a f i m y s z a n o w a ć

z w i ą z a n i ze s w y m ś r o d o w i s k i e m ,

z w ł a s z c z a t y c h l u d o w y c h , w istocie bezimiennych...

jogo etosom i u p o d o b a n i a m i ;

o s t a t n i , k t ó r z y jeszcze dla swego ś r o d o w i s k a p r a c o w a l i . K o ń c z y
się ta faza ludowej t w ó r c z o ś c i , k t ó r ą m o ż n a n a z w a ć

„autenty­

twórców,

T y m c z a s e m o d c h o d z ą ludzio, a z n i m i p a m i ę ć f a k t ó w .
wczoraj ż y w e jeszcze w p a m i ę c i nosicioli t r a d y c j i ,

po

Do

ich zgonie

c z n ą " , a więc z g o d n ą z w o l ą ś r o d o w i s k a i nie p o b u d z a n ą do ż y ­

z a c i e r a j ą się, s t a j ą p r z e s z ł o ś c i ą t r u d n ą j u ż d z i ś do o d t w o r z e n i a .

cia z z e w n ą t r z .

N a naszych oczach t e r a ź n i e j s z o ś ć staje się h i s t o r i ą , a w ó w c z a s

Nie wszystkie w i a d o m o ś c i o ś m i e r c i t w ó r c ó w d o c i e r a j ą

do

pozostaje d o j m u j ą c e

poczucie w i n y , że nie

zdążyliśmy

kogoś

nas, i n s t y t u c j e z a j m u j ą c e się k u l t u r ą nie z w y k ł y ś m i e r c i ludo­

w p e ł n i p o z n a ć , o p i s a ć , u s z a n o w a ć . T a k jest o c z y w i ś c i e zawsze,

w y c h a r t y s t ó w k w i t o w a ć n a w e t s k r o m n y m nekrologiem w pra­

ale etnograf szczególnie n a d t y m boleje, p o n i e w a ż z i s t o t y s w y c h

232

�z a i n t e r e s o w a ń z w i ą z a n y jest z c z ł o w i e k i e m j a k o o s o b o w o ś c i ą , ale

E d w a r d

też j a k o ż y w ą k r o n i k ą p r z e s z ł o ś c i . W ł a ś n i e dlatego t y l e serdecz­

w y b i t n y r z e ź b i a r z , najciekawszy w nurcie ,,1'art b r u t " .

n y c h w i ę z ó w ł ą c z y nas z l u d ź m i , z t w ó r c a m i czy nawet i n f o r m a t o ­

Józef

r a m i ( k t ó r y c h bogate relacje zamieniamy p ó ź n i e j na p ó l zdania

g r o d y za t w ó r c z o ś ć r e l i g i j n ą i m . B ł . B r a t a

Sutor

z Nowego T a r g u (15.04.1917—1.01.1984),

S e r w i k z

9

L u b a n i a (1906—25.05.1987), laureat

na­

Alberta.

l u b znaczek w odpowiedniej r u b r y c e a n k i e t y ) . A ludzie, k o n k r e t n i

S t a n i s ł a w

Mika

ludzie ? W wirze p r a c y m a m y n a d z i e j ę , że k i e d y ś

A p o l i n a r y

P a s t w a z W ą g l i k o w i c , w o j . g d a ń s k i e (22.07.

się spokoj­

nie s p o t k a m y , z d o ł a m y d o w i e d z i e ć wszystkiego, co b y n a l e ż a ł o .

1899—23.08.1985).

I niemal n i g d y t a c h w i l a nie n a s t ę p u j e , pozostaje t y l k o s m u t n a

W ł a d y s ł a w

refleksja, że z n ó w się s p ó ź n i l i ś m y . M y — ludzie, m y — pismo.

1901—23.09.1986).

S p ó ź n i a m y się c i ą g l e . Jest nas za m a ł o , ciągle trzeba wybie­
r a ć , co r o b i ć , co d o k u m e n t o w a ć . Czy t o co ż y j e , powstaje

na

S t a n i s ł a w

z Paszyna (1909—01.1987).

Szulc

M a j o w s к i ze Sternalic, w o j . c z ę s t o c h o w s k i e

W ł a d y s ł a w

od zapomnienia — j u ż w ostatniej c h w i l i ? D y l e m a t w naszych

knych rzeźb religijnych.

w a r u n k a c h nie do r o z w i ą z a n i a . W rezultacie s p ó ź n i a m y się zaw­

M i e c z y s ł a w

sze i w s z ę d z i e ( K i m jest etnograf? z a p y t a n o m n i e w czasie spot­

(1922—2.11.1984.)

k a n i a z m ł o d z i e ż ą . C z ł o w i e k i e m , k t ó r y zawsze się s p ó ź n i a ! —•

Franciszek

o d p o w i e d z i a ł e m spontanicznie).

(1902—23.12.1985).

A l e to nie t y l k o nasza n i e u d o l n o ś ć — p r z y c h o d z i m o m e n t ,

(7.03.

(1922—13.08.1986).

naszych oczach, czy t e ż t o , co odchodzi, co b y się c h c i a ł o ocalić

gdy k o ń c z y się j a k a ś formacja, g d y nagle czas ulega j a k b y przys-

z Kościerzyny, woj. gdańskie

Józef

Potoniec

z R o g u k . St. S ą c z a t w ó r c a p i ę ­

(9.06.1904—6.03.1983).

Ż e g l i ń s k i
Chrobak

z Regnowa, w o j . skierniewickie
z Malej S t r a o o n k i , w o j . bielskie

W o j c i e c h o w s k i

z M a r k o w e j , w o j . pilskie (1908—

3.03.1984).

spieszeniu. Jeszcze przed k i l k u l a t y m ó w i l i ś m y o s t a r y c h ś w i ą t karzach, z a s t a n a w i a l i ś m y się, k o m u z n i c h d a ć n a g r o d ę t a k ą czy

D o d a j m y , że nieco w c z e ś n i e j

zmarli:

i n n ą — a t u nagle o d c h o d z ą , jeden po d r u g i m . R z e ź b i a r z e , ma­
l a r k i , t k a c z k i , garncarze, k o w a l e . W d n i u p r z y z n a n i a n a g r ó d za

Józef

twórczość religijną

W ł a d y s ł a w

1927—20.02.1981) w y b i t n y r z e ź b i a r z p o d e j m u j ą c y w zdumiewa­

С h a j e c, nie z d ą ż y ł j u ż o d e b r a ć n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a

jąco głęboki i twórczy sposób t e m a t y k ę Ewangelii, którego w y ­

J ó z e f

s t a w y p o r u s z a ł y do głębi w i d z ó w . L a u r e a t n a g r ó d i m . B r a t a A l ­

i m . Brata Alberta

umarł

J a n o s . To t y l k o ostatnio.

P a t r z ę na listę o s ó b , k t ó r e niedawno z m a r ł y , zastanawiam się

L u r k a z

B y s t r z y c y G ó r n e j , b . p o w . ś w i d n i c k i (5.05.

berta oraz i m . Oskara K o l b e r g a .

co ich ś m i e r ć znaczy, co d e f i n i t y w n i e zmienia. Z a c z n ę od г z e ź b у ,
t u s t r a t y s ą n a j b o l e ś n i e j s z e , najbardziej widoczny koniec dawnej

ł u s z y n a k . G ó j s k a , p o w . sierpecki (5.06.1897—17.05.1977). T w o ­

formacji

r z y ł a r z e ź b y „ p r y m i t y w n e " o d u ż e j sile w y r a z u , lakonicznej i m o ­

rzeźby—potrzebnej

J ó z e f J a n o s

własnemu środowisku.

Zmarli:

z D ę b n a k . Nowego T a r g u (1895 — 8.08.1985).

Chyba j u ż o s t a t n i z wiejskich

ś w i ą t k a r z y , k t ó r y rzeźbił kap­

l i c z k i stawiano p r z y drogach, f i g u r y do k o ś c i o ł ó w .
wę s w y c h prac w K r a k o w s k i m

1

Miał wysta­

Muzeum Etnograficznym.

Lau­

Chajec

z K a m i e n i c y G ó r n e j k . J a s ł a (1904—

(Szczypawka-Gołębiowska)

z Ka­

n u m e n t a l n e j formie. O artystce i j e j d z i e ł a c h n a p i s a ł g ł ę b o k i e ,
z n a k o m i t e s t u d i u m Jacek O l ę d z k i .
Józef

Sobota

1 1

z R e g u t k . O t w o c k a (8.03.1894—1.07.1979)

jeden z najciekawszych r z e ź b i a r z y s a m o r o d n y c h o w ł a s n e j w i z j i
artystycznej.

reat n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a .
W ł a d y s ł a w

P t a s z y ń s k a

1 0

Helena

12

Aleksander

S ł o m i ń s k i

z D ą b r ó w k i Nowej k. Węgo­

znako­

rzewa (2.12.1885—19.03.1974) r z e ź b i a r z s a m o r o d n y , jeden z os­

m i t y rzeźbiarz, rysownik, gawędziarz, kronikarz dawnych czasów.

t a t n i c h , k t ó r y c h m o ż n a z a l i c z y ć do n u r t u ,,1'art b r u t " . Z a c z ą ł

Pisano o n i m wiele, p u b l i k o w a n o jego l i s t y i t e k s t y , , k r o n i k a r ­

t w o r z y ć m a j ą c 86 l a t .

8.03.1985). Jeden z najciekawszych t w ó r c ó w l u d o w y c h ,

s k i e " (w „ L i t e r a t u r z e L u d o w e j " ,

„ P o l s k i e j Sztuce

Ludowej").

2

Grucela

Gajewski

1 3

z Julinków k. Kutna

(1905—27.07.1982)

r z e ź b i a r z n i e m a l ż e nieznany, bardzo i n t e r e s u j ą c y .

Laureat n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a .
•Józef

Jan

„ J u d a " z Ł o m n i c y k . Piwnicznej,

woj.

n o w o s ą d e c k i e (1898—25.06.1982). R z e ź b i a r z r n a ł o znany, cieka­
w y , o k t ó r y m — m a m n a d z i e j ę — napisze jego kolekcjoner i p r z y ­

Marian

B r u d e k

z

B o g o r i i , w o j . tarnobrzeskie

18.07.1981), r z e ź b i ą c y o d 1950
Wymieniam

oczywiście

(1895—•

r.

tylko

tych

rzeźbiarzy,

o

których

jaciel &lt;lr B o l e s ł a w N a w r o c k i . Grucela napewno n a t o z a s ł u g u j e .

ś m i e r c i w i e m . A l e i t a k s t r a t a jest niepowetowana, odeszli znako­

Wojciech

m i c i t w ó r c y , n i e m a l wszyscy s p o ś r ó d t y c h , k t ó r z y się w y w o d z ą

Oleksy

z Paszyna k . Nowego S ą c z a (1903—
:

z d a w n y c h t r a d y c j i . I l u jeszcze żyje „ b o g o r o b ó w " , k t ó r z y t w o ­

Laureat nagrody

r z y l i dla w ł a s n e j s p o ł e c z n o ś c i . Jedna osoba, dwie? a m o ż e j u ż

28.01.1985), n a j w y b i t n i e j s z y ś w i ą t k a r z z Paszyna, ten o d k t ó
jego z a c z ę ł a się historia r z e ź b y tego o ś r o d k a .
im. Brala

3

n i k t . . . Z n u r t u ,,1'art b r u t " p o z o s t a ł o t e ż nie w i ę c e j niż d w ó c h

Alberta.

J a r o s ł a w

В e г n a s ie w i с z

z Jaworzni-Gniewiec,

woj.

naprawdę wybitnych

rzeźbiarzy (Stanisław H o ł d a i

Stanisław

—

Zagajewski). Ci, co t w o r z ą w s p ó ł c z e ś n i e , n a l e ż ą j u ż do generacji

ogrodu, gdzie z g r o m a d z i ł k i l k a s e t swych r z e ź b o t e m a t y c e głó­

m ł o d s z e j , p r a c u j ą c e j przede w s z y s t k i m „ d l a m i a s t a " . Reprezen­

wnie historycznej i p a t r i o t y c z n e j . *

t u j ą n a s t ę p n ą fazę istnienia s z t u k i l u d o w e j , k i e d y t o p o d w p ł y w e m

kieleckie (1.06.1908—24.01.1984), t w ó r c a s ł y n n e g o m u z e u m

rizczopan
1083)

Mucha

z Szal k . Sieradza (16.12 1908—8.02.

znakomity rzeźbiarz

o bardzo i n d y w i d u a l n y m

obliczu,

] Lórogo prace pokazano m . i n . w 1980 r. n a w y s t a w i e w P a ń s t w o ­
w y m Muzeum Etnograficznym w Warszawie.
S t a n i s ł a w

Cierniak

1124—20.10.1981), r z o ź b i a r z
klerze s w y c h p r a c .

bodźców z zewnątrz „twórcy ludowi" rzeźbią „ w stylu ludowym"
dla obcego sobie o d b i o r c y , o i n n y c h upodobaniach estetycznych
i wzorcach

kulturowych.

5

Malarstwo.

z Wdzydz k. Węgorzewa

(23.02.

zaliczyć

o bardzo i n d y w i d u a l n y m

chara-

R a t y n ę

do

W ś r ó d k i l k u malarek, k t ó r y c h d z i e ł a m o ż n a

ludowych,

śmierć zabrała

dwie —

W e r o n i k ę

z Tomaszowa Lubelskiego (1895—1975)

malującą

6

Y'.' ł a d у s ł a w W ó j c i k

naiwne o b r a z y — m a k a t k i oraz K a t a r z y n ę
14

sierpecki

(22.11.

z Z i e l o n k i k . K r a k o w a (14.12.1896—17.05.1982).

LS93—26.03.1983), k t ó r e g o w y s t a w y zorganizowane w

Płocku

nie t w o r z ą c a j u ż , u m ę c z o n a ż y c i e m D o r o t a L a m p a r t z

•л M u z e u m M a z o w i e c k i m ,

z O s ó w k i , b . pow.

G a w ł o w ą

a p ó ź n i e j w Warszawie

Zostały

—

Zawoi

(Państwowe

i M a r i a n n a W i ś n i o s ze wsi Rataje ( w o j . kieleckie), a t a k ż e zna­

M u z e u m Etnograficzne, 1982) s t a ł y się s w o i s t ą r e w e l a c j ą , u k a ­

k o m i t a w s w y c h m a l a r s k i c h wizjach M a r i a W n ę k o w a z Nowego

z u j ą c t w ó r c z o ś ć bardzo c i e k a w ą , o cechach „ n a i w n y c h " . A r t y s ­

S ą c z a , ale j ą n a l e ż a ł o b y raczej z a l i c z y ć do n u r t u ,,1'art b r u t "

ta odznaczony Z ł o t y m K r z y ż e m
•Sianisław

Zasługi.

7

( w y w o d z ą c e g o się z m a t e r i i l u d o w e j k u l t u r y ) . Pozostali to j u ż

R e k o w s k i z W i ę c k o w y c h k . K o ś c i e r z y n y na

Pomorzu G d a ń s k i m (14.06.1895—1.04.1984) t w ó r c a r z e ź b i zna­
k o m i t y c h p t a k ó w , l a u r e a t n a g r o d y i m . Oskara K o l b e r g a .

132

8

lepsi czy gorsi a m a t o r z y wiejscy.
O d c h o d z ą malarze „ n a i w n i " . E p o k a N i k i f o r ó w dobiega k o ń ­
ca. I z o l a c j a n a t u r a l n a „ o d k u l t u r y " k o ń c z y się, pozostaje izo-

�lacja w y n i k ł a z potrzeb psychicznych, z ucieczki od ś w i a t a zew-

F r y d e r y k

n ę t r z n o g o . D o h i s t o r i i p r z e s z ł y nazwiska N i k i f o r a ,

rach k . Ostrowca Ś w i ę t o k r z y s k i e g o (1.07.1917—12.09.1986). O n

z m a r ł 13.04,1984 r . w Poznaniu u r . w 1894 r .
Rybkowski.

Kto

p o z o s t a ł w tej

Karulaka,

W ł a d y s ł a w

dziedzinie

twórczości?

B ą b e l ,

najlepszy garncarz o ś r o d k a w K o s z a ­

t o w ł a ś n i e w p r o w a d z i ł do r e p e r t u a r u o ś r o d k a f o r m y i o r n a m e n t y
18

z a c z e r p n i ę t e z c e r a m i k i w y k o p a l i s k o w e j . Z m a r ł t e ż i n n y garn­

Z n a p r a w d ę u t a l o n t o w a n y o h , obdarzonych w ł a s n y m w i d z e n i e m

carz

ś w i a t a , w ł a s n ą p o e t y k ą c h y b a j u ż t y l k o L u d w i k W i ę c e k . Bardzo

b r n y m K r z y ż e m Zasługi A l e k s a n d e r

z r e s z t ą schorowany i s ł a b y .

1984) a w U r z ę d o w i e ( w o j . lubolskie) — J e r z y

Z p o ś r ó d w y b i t n y c h m a l a r z y n u r t u nieprofesjonalnego odno­
t o w a ć trzeba ze s m u t k i e m ś m i e r ć Z b i g n i o w a

Radkego

ośrodka

ostrowieckiego (Denkowskiego) odznaczony Sre­

(1899—1985), a z Czarnej
Czesław

W s i Kościelnej

Piechowski

Kraszowski.

s t a w i a ł wiele, z w ł a s z c z a w Szwecji, gdzie szczególnie go ceniono.

miki J ó z с f K a ź m i e r c z a k

bel

(19.08.1913—22.04.1984)

pold

W r ó b e l

oraz

Wró­

t a k ż o z Szopienic

Leo­

(1922—21.04.1984).

z K a r t u z (14.01.1914—14.12.

W Zakopanem z m a r ł stolarz-artysta J a n

T y l k a

(11.06.

Stowarzyszenie T w ó r c ó w L u d o w y c h , k t ó r o p o d a ł o m i wiele
d a n y c h do tego t e k s t u z a s y g n a l i z o w a ł o

w c i ą ż r o z w i j a s i ę . Ś m i e r ć w y r w a ł a z grona najlepszych

Zofię

G a b r y ś

Zakopanego

A n t o n i

1983).

latach,

z

oraz

Z m a r ł t a k ż o t w ó r c a polewanej czarnej cera­

to, reaktywowano w pięćdziesiątych

R o j - G ą s i o n i c ę

1 9

1911—6.11.1986), laureat nagrody i m . Oskara K o l b e r g a .

W ś r ó d m a l u j ą c y c h na szkle sytuacja jest n i e p o r ó w n a n i e le­
psza, m a l a r s t w o

Wite k

(woj. białostockie)

(1926—1984)

z G d a ń s k a (14.05.1921—27.02.1985). B y l c z ł o n k i e m Z P A P , w y ­
Z m a r l i t a k ż e znani malarze ś l ą s c y : g ó r n i k P a w e ł

K r a w c z y k (1924—-

(16.08.1923—6.06.1981),

k t ó r a wraz z H o l e n ą R o j - K o z ł o w s k ą oraz m i e s z k a j ą c y m obocnio
w U S A — J a n o m J a c h y m i a k i e m ) p i o r w s i z a c z ę l i m a l o w a ć po

sądeckie

t a k ż o zgon

Józefy

(1897—1986) h a f c i a r k i z T y l m a n o w e j , w o j . nowo­
oraz

tkaczki A n n y

К o s i а с к i e j (1906—1985)

z Gro to wic w w o j . p i o t r k o w s k i m .
Żognamy takżo M i c h a ł a

Słowika

D z w o n a (1906—

wojnio na szkło (w 1952 г . ) . Skromna, o w i e l k i m p i ę k n i e w o w -

—27.08.1980) wiolce z a s ł u ż o n e g o zbieracza p i e ś n i i z a b y t k ó w ,

n ę t r z n y m , z d ą ż y ł a jeszcze k r ó t k o p r z ó d ś m i e r c i ą o d e b r a ć pre­

w s p ó ł t w ó r c ę m u z e u m w rodzinnej Szczawnicy.

13

O d e s z ł a cala plejada l u d z i , k t ó r z y odegrali w i e l k ą r o l ę we

C i ę ż k o chora, w p a r a d n y m s t r o j u g ó r a l s k i m , dowieziona przez

w p r o w a d z a n i u s z t u k i ludowej do ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j , k t ó ­

o r d y n a t o r a szpitala z Zakopanego

r z y z a j m o w a l i się t ą t w ó r c z o ś c i ą , pisali o n i o j :

Franciszek

K o t u l a ,

K a z i m i e r a

stiżową

nagrodę

i m . Brata Alborta

za

twórczość

religijną.

do K r a k o w a , u c z e s t n i c z y ł a

w ceremonii rozdania n a g r ó d , i m p o n u j ą c h a r t e m ducha i g o d n o ś c i ą
Śmierć S a b i n y

M a s e ł b a s

z W a s i l ó w k i (19.11.1897—

1984) w y r w a ł a z grona t k a c z e k d y w a n ó w d w u o s n o w o w y c h a r t y ­
s t k ę w y b i t n ą , w y r ó ż n i o n ą n a g r o d ą i m . Oskara K o l b e r g a .

1 6

Rów­

M i e c z y s ł a w

Gładysz,

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,
Aleksander

R y b i c k i ,

Longin

Wanda

Malicki,

Jostowa.

cze: K a z i m i e r z P i e t k i e w i c z , k ś . E d w a r d

nie z n a n ą i w y b i t n ą t k a c z k ą z Wasilówki (woj. białostockie) była

Janina

A l e k s a n d r a

a t r u Dzieci w B ę d z i n i e , organizator p r z e g l ą d ó w

R a d u l s k a

(1903—1986).

S p o ś r ó d z n a n y c h , nagradzanych t w ó r c ó w szopek k r a k o w s k i c h

Jan

O r y n ż y n a ,

Dorman.

Działa­
Nitka,

z n a k o m i t y r e ż y s e r , b . d y r e k t o r Te­
herodowych

Inspiratorzy, ci, którzy stworzyli

„szkolę

(1920—1984), p r ó ­

p o l s k ą " w pedagogico artystycznej w p r o w a d z a j ą c inwencje l u ­

b u j ą c y s w y c h sił t a k ż e w r z e ź b i e (chyba n i g d y i c h publicznie

d o w y c h t w ó r c ó w do r ę k o d z i e ł a czy w z o r n i c t w a p r z e m y s ł o w e g o —

n i e p o k a z a ł ) oraz Z y g m u n t G r a b a r s k i (1922—1.05.1984).

Wanda

z m a r l i w ostatnich l a t a c h : J a n

M a l i k

W ś r ó d mistrzów wycinanki w y b i t n ą rolę odgrywała Z o f i a
F i j a ł k o w s k a - W i e c h n o
z Wierznowic k . Łowicza
(1914—17.06.1985). W y k a z y w a ł a d u ż ą i n w e n c j ę t w o r z ą c tema­
tyczne k o d r y ł o w i c k i e w y c h o d z ą c e poza dawne schematy k o m ­
p o z y c y j n e . Z a j m o w a ł a się t e ż z d o b n i c t w e m i z b . B r a t j e j na­
p i s a ł m i w l i ś c i e : „ Z m a r ł a ś m i e r c i ą g ł o d o w ą na n o w o t w ó r k r t a n i .
B ę d ą c w s z p i t a l u j a k t y l k o m o g ł a s i e d z i e ć w ł ó ż k u w y c i n a ł a prze­
różne cudeńka."

Telakowska,

Maria

Bujakowa.

Kil­

k a l a t t e m u m o ż n a b y ł o k o n t y n u o w a ć i c h d o ś w i a d c z o n i a , prze­
k a z y w a ć m ł o d y m i c h p r a k t y k ę d z i a ł a n i a . D z i ś j u ż na t o za p ó ź ­
no. G o r z k o . . .

17

W 1986 z m a r ł a (ur. w 1898 r . ) M a r i a n n a
morników w woj. piotrkowskim,
twórczyni bukietów,
Zmarła H o l e n a

B ą k

z Ko­

znana t k a c z k a , w y e i n a n k a r k a ,

K n u t z W d z y d z , w o j . g d a ń s k i e (14.12.

także J a d w i g a

...Zapewne nic w y m i e n i ł e m t u w s z y s t k i c h , z a s ł u ż o n y c h dla naszej
kultury n a r o d o w e j ,

z m a r l i sami nie p i s z ą , nie wszyscy toż

b y l i z w i ą z a n i z „ C e p e l i ą " i S T L . Ograniczam t e ż t ę listę w zasadzio do o s ó b k t ó r o z m a r ł y w ostatnich 3 l a t a c h . Odczuwam nie­

pająków.

1916—31.03.1982) w y k o n u j ą c a p i ę k n e p l e c i o n k i z k o r z e n i sosny.
Zmarła

*

J u r g i e l e w i c z

takiego

t y l k o , zbiorowego p o ż e g n a n i a .

wymioniam,

znalom, z n i e k t ó r y m i

Wielu

z

tych,

łączyło maio coś

znacznie g ł ę b s z e g o niż z n a j o m o ś ć . K i e d y i c h teraz w s p o m i n a m ,

Krokoci

w y r a ź n i e odczuwam ich b r a k . P r z e c i e ż z a w d z i ę c z a m i m nio t y l k o

w w o j . s u w a l s k i m (1901—19.03.1984) t w ó r c z y n i p l a s t y k i o b r z ę ­

r a d o ś ć o g l ą d a n i a p i ę k n y c h r z o ź b , o b r a z ó w czy t k a n i n , ale i coś

dowej a s z c z e g ó l n i e p a l m ; a t a k ż e
wski

z Kadzidła,

S t a n i s ł a w

w o j . ostrołęckie

z

dosyt

których

Jechno-

(1906—13.04.1986),

ple-

znacznie

ważniejszego. K i m b y ł b y m , jako myślący i

czujący

człowiek bez k o n t a k t ó w z Chajeem, R a d k i e m , W i e c h n o - F i j a l -

cionkarz, jeden z n i e l i c z n y c h u nas w y c m a n k a r z y . W K a r t u z a c h

b o w s k ą , Szczypawką a zwłaszcza P o t o ń c c m , Zosią

zmarł

n i c ą , k t ó r y c h h a r t ducha i w e w n ę t r z n e p i ę k n o u c z y ł o m n i e po­

lutnik

A u g u s t y n Mielowczyk

(28.08.1917—17.04.1985),

Roj-Gąsio-

o s t a t n i w y r a b i a j ą c y na Kaszubach diabelskie skrzypce, burczy*

kory" i ludzkiej g o d n o ś c i . K i m b y ł b y m

basy i bazuny, n a P o d h a l u z a ś , w Zakopanem,

budowniczy

L u r k i , bez jogo r z e ź b , z a m y ś l e ń i m ą d r o ś c i , k t ó r e j nie z a s t ą p i

S t y r c z u l a - M ^ ś *

ż a d e n i n n y k o n t a k t , na wot z l u d ź m i w y b i t n y m i i w s p a n i a ł y m i .

instrumentów ludowych S t a n i s ł a w
n i a k.

Józefa

P o n i e w a ż k a ż d y człowiek jest w swej istocio n i e p o w t a r z a l n y ,

Garncarstwo (podobnie j a k k o w a l s t w o ) n a l e ż y do r z e m i o s ł ,
k t ó r e g i n ą , nie m a d o p ł y w u m ł o d y c h sił, nie m a

bez p r z y j a ź n i

dostatecznych

b o d ź c ó w do p o d t r z y m a n i a d a w n y c h o ś r o d k ó w i r o d z i n n y c h war­
s z t a t ó w . Z p o ś r ó d d z i a ł a j ą c y c h jeszcze t w ó r c ó w odeszli:

jodyny. Zwłaszcza twórca, artysta

a więc t o n , k t ó r y czuje wię­

cej od i n n y c h , a nierzadko i cierpi więcej o d i n n y c h .
S z t u k a l u d o w a t o nio t y l k o w y r o b y . T o przede w s z y s t k i m
ludzie.

133

�PRZYPISY

1

A . K o w a l s k a - L e w i c k a , Józef Janos, rzeźbiarz ludowy z Dębna,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 8, 1954 n r 3; W . "Waligóra, Bogactwo
jest tu nic. O rzeźbach i wierszach Józefa Janosa,
K r a k ó w 1979
(w z w i ą z k u z w y s t a w ą r z e ź b Janosa); A . J a c k o w s k i , Józef
Janos
Ш5—1985),
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 4 1 , 1986 n r
1/2;
A . K r ó l i , Współczesna
rzeźba ludowa Karpat Polskich,
Wrocław—
Warszawa 1979
J . i A . Czerepinscy, Władysław
Chajec, rzeźbiarz
ludowy
z Kamienicy
Górnej, pow. Jasło, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " R . 15,
1961 n r 4; F . K o t u l a , Kodeks
AD 1967 Władysława
Chajca,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 26, 1972 n r 3; t e n ż e , On i ja (o W ł a ­
d y s ł a w i e Chajcu), „ L i t e r a t u r a l u d o w a " 1974 nr 6; A . K r o l l ,
op. cii.: T . Szotele-Zauchowa, Współcześni
rzeźbiarze,
ludowi
województwa
rzeszowskiego, R z e s z ó w 1973 (nota).
A . K r o l l , op. cit., t e n ż e , Paszyński
ośrodek plastyki
ludowej,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 39, 1985 n r 1/2
J . K . W ó j c i k , Jana, Bernasiewicza
,,Małe
Muzeum
w Jauorzni",
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 36, 1981 n r 2; t o n ż e ,
Mcister
Jan und sein ,,Kleines
Museum",
Leipzig—Weimar
1986
H . O l ę d z k a , Rzeźby Szczepana Muchy ze wsi Szale (katalog
w y s t a w y ) , P a ń s t w o w o M u z e u m Etnograficzne, Warszawa 1980,
t a m bibliografia a r t y k u ł ó w o rzeźbiarzu.
S. Cierniak, Mój życiorys
oraz Fragmenty
u
pamiętnika,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R . 37, 1983 n r 3/4; D . Szutkowska.
Początek
i koniec Cierniakowego
świata t a m ż e ; M . P o k r o p e k .
Jarmark
płocki. P ł o c k 1975 (nota).
W . Dowlaszewicz, Twórczość rzeźbiarska
Władysława
Wójcika
(katalog w y s t a w y ) . M u z e u m Mazowieckie. P ł o c k 1982; M . Po­
kropek, Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 ( n o t a ) ; F . M i d u r a ,
Sierpecki
ośrodek twórczości ludowej, nowe odkrycie — Władysław
Wójcik,
„"Notatki p ł o c k i e " , 1972 n r 2; W . K r a u z e , „Diabłica
po świecie
chodzi", „ Ż y c i e W a r s z a w y " , 6—7.11.1982
N o t a w k a t a l o g u n a g r ó d : Kolberg 1978—1984, W a r s z a w a
1984
2

3

4

5

6

7

8

9

L . J o ń c z y k , Edward
Sutor,
rzeźbiarz
świeckiej
prawdy,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " R . 26, 1972 n r 2; H . Ś r e d n i a w a ,
E . R o d z i k , Edward
Sutor, rzeźbiarz
z Nowego Targu,
„Polska
S z t u k a L u d o w a " R . 26. 1972 n r 4; ciż, „Inni".
Wystawa
rzeźby
Edwarda,
Sutora
z Nowego Targu
(katalog), W a r s z a w a 1971;
A . Polio, Przedziwne wizje Edwarda
Sutora,
„Dziennik Polski",
10—11.01.1971; A . O s ę k a , Figura bez imion, „ P o l s k a " , 9.09.1971
S. M a r c i n i a k , Józef
Lurka,
rzeźbiarz
ludowy.
Świdnica
1983. B o g a t o i l u s t r o w a n a k s i ą ż k a zawiera b i b l i o g r a f i ę prac
0 a r t y ś c i e . P o n a d t o : S. M a ł k o w s k i , Wspomnienie
o
rzeźbiarzu
Józefie Lurce, „ T y g o d n i k Powszechny", 28—29.03.1981; K . Gerliczowa, Lurka — rzeźbiarza z bożej laski, „ K u l t u r a D o l n o ś l ą s k a " ,
1982 n r 1
J . O l ę d z k i , Pacierze Szczypawki.
Uwagi o zależności
dzieła
sztuki od poglądów estetycznych i etycznych artysty, „ P o l s k a S z t u k a
L u d o w a " , R . 30, 1976 n r ' 1
M . P o k r o p e k , Życie i twórczość rzeźbiarska
Józefa
Soboty,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R . 28, 1974 n r 2; A . J a c k o w s k i ,
Sobota i inni, t a m ż e .
M . P o k r o p e k , Jarmark płocki, P ł o c k 1974 (nota).
J . Ł o d z i ń s k i , Katarzyna
Gawłowa
( w s t ę p do k a t a l o g ó w
w y s t a w y w M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m ) , K r a k ó w 1978; t e n ż e ,
Katarzyna
Gawłowa
— malarka
z Zielonek,
„ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R . 33, 1979 n r 3; t a m ż e , K. Gawłowa o swym
życiu
1 malowaniu (орг. A . J a c k o w s k i ) .
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1976 (nota).
N o t y w k a t a l o g u n a g r ó d : Kolberg 1978, Warszawa 1978;
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1979
N o t a w : Wybitni twórcy ludowi XX-lecia
(opr. J . Jarnusz­
kiewicz, A . K u n c z y ń s k a ) , „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R . 2 1 ,
1967 n r 4 ; A . Ś w i ą t k o w s k a , k a t a l o g w y s t a w y a r t y s t k i , Ł o w i c z
1979, M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 (nota).
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 (nota).
M . P o k r o p e k , Jarmark
płocki, P ł o c k 1974 (nota).
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

I I . 2. M a r i a n B r u d e k z B o g o r i i

Fot. J. Łodziński, i l . 2; J. Świderski, i l . 1

134

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10226" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10204">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/493716612fc08acaef0a2207a41331a8.pdf</src>
        <authentication>162e31a8f3f14267a8e327b0bb8999ae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121572">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3385</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121573">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121574">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3172</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121575">
                <text>Ludwik Więcek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121576">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.35-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121577">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121578">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121579">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121580">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121581">
                <text>Aleksander Jackowski
LUDWIK WIĘCEK
N a i w n o ś ć W i ę c k a nie wynika z ż a d n y c h spekulacji. G d y b y

Gospodyni Zofia Krzysztoniowa traktuje W i ę c k a tak j a k
1

z o r i e n t o w a ł się, Ż3 jest naiwny, ś m i e s z n y , pewnie by z a p ł a k a ł

dobra matka słabowite dziecko.

a m o ż o i przestał m i ł o w a ć . P o n i e w a ż W i ę c e k bardzo by chciał

zachcianki. W i ę c e k p r z y s z e d ł do niej przed 22 laty. P o m a g a ł

Spełnia nawet jego dziwaczne

b y ć takim j a k inni, z w ł a s z c z a ludzie z miasta.

w gospodarstwie,

pasł gęsi, krowy, ale j a k twierdzi gospodarz

nigdy nie b y ł o z niego wiele p o ż y t k u . W i ę c e j zjadł niż zrobił.
W i ę c e k kocha dzieci, sam jest jak d u ż e , chore

dziecko

które c h c i a ł o b y s i ę b a w i ć ze wszystkimi a j u ż nie m o ż e . Nie
n a d ą ż a . Ma bowiem 71 l a t , chore nogi, w a d ę wymowy — j a k
Nikifor

(zapewne

przyrośnięty

j ę z y k ) . C i jednak, k t ó r z y

go

z n a j ą r o z u m i e j ą o co m u chodzi, z w ł a s z c z a dzieci. Jest m a ł y ,
twarz m a p o r y t ą s i a t k ą zmarszozek, ale bardzo ż y w ą , w niej
d u ż e , śmiejąoe się oczy. M ł o d e oczy.
W i ę c e k m a d u s z ę dziecka, lubi zabawy, wcielanie się w róż­

P ó ź n i e j w o g ó l e przestał p o m a g a ć , coraz trudniej poruszał się.
W i ę c został. Śpi w kuchni. Teraz dostaje r e n t ę — 3.200 z ł . To
dla niego i tak d u ż o — m ó w i gospodyni. Dawniej co m i a ł , wyda­
w a ł na czekoladę i cukierki. R o z d a w a ł je dzieciom, podobnie j a k
drewniane, kolorowe ptaszki, które strugał z drewna i m a l o w a ł .
T o t e ż wszyscy t r a k t u j ą go jako nieszkodliwego dziwaka, wiejskie­
go p r z y g ł u p a . Nie d z i w i ą więo specjalnie jego ekscesy.

Ludzie

jednak p a m i ę t a j ą o nioh. K i e d y ś np. W i ę c e k z a u w a ż y ł u gospo­

ne role. Gdy z o b a c z y ł w telewizorze sceny z wojny w Wietnamie

dyni s u k n i ę , z a p i n a n ą od góry do dołu n a guziki. Zapragnął m i e ć

zabrał gospodarzowi m o s i ę ż n e r u r k i , z m a j s t r o w a ł z nich, z blachy

t a k ą , p o n i e w a ż ksiądz c h o d z i ł w podobnej sutannie.

i drewna karabin. B i e g a ł z n i m wraz z wiejskimi c h ł o p c a m i

niowa d a ł a mu s u k n i ę , z u p e ł n i e jeszcze n o w ą , nosił ją kilka dni,

strzelając zza w ę g ł a — j a k w telewizji.

b i e g a ł w niej po wsi, wreszcie z ł a c h m a o o n ą w y r z u c i ł .

Krzyszto­

35

�I I . 1. L u d w i k W i ę c e k ; i l . 2. L u d w i k W i ę c e k z gospodarzem, p . K r z y s z t o n i e m ; i l . 3. W ogrodzie, olej n a p ł y c i e , w y m . 40,5x61 c m ;
i l . 4. Scena z łosiem, olej n a p ł y c i e , w y m . 37x51,6 c m

P a r ę l a t t e m u z o b a c z y ł c ó r k ę gospodarzy na ł ą c e , w czerwo­

i całe życie jest s ł a b y . A l e , j a k t w i e r d z ą K r z y s z t o n i o w i e , siostra

n y m b i k i n i . P r z y j e c h a ł a z m i a s t a , o p a l a ł a się. B i k i n i m u s i a ł o s i ę

W i ę c k a , k t ó r a czasem do n i c h p r z y j e ż d ż a , bardzo jest do b r a t a

wydać

Więckowi

szczytem miejskiej

elegancji. Z a c z ą ł

prosić

podobna, a z n i k ą d nie spa,dła. T e ż nie m a s i ł , „ c o przejdzie

g o s p o d y n i ę a b y m u jo k u p i ł a . D o s t a ł , c h o d z i ł w n i m po w s i ,

t r o c h ę , l u b p o r o b i t o ś p i . " M a i d r u g ą s i o s t r ę , alo z n i ą nie u t r z y ­

z n o w u k i l k a d n i . I n n y m razem z o b a c z y ł i d ą c y c h przez w i e ś t u ­

muje k o n t a k t u . D o m o p u ś c i ł , g d y b y ł j u ż d o r o s ł y . C h o d z i ł po

r y s t ó w , niośli na sobie d u ż e p l e c a k i . W i ę c W i ę c e k t e ż c h c i a ł

l u d z i a c h , r ą b a ł drzewo, p o m a g a ł p r z y pasieniu b y d ł a . O d 1954 r .

b y ć t u r y s t ą . Gospodyni s p a k o w a ł a m u plecak, w y p c h a ł a szmata­

p r a c o w a ł d ł u ż e j w d w ó c h gospodarstwach, w Ł u ż n e j . G d y p r z y ­

m i , n a wierzch p r z y t r o c z y ł a z r o l o w a n y koc i W i ę c e k w y i u s z y ł .

s z e d ł do W i l c z y s k n a j ą ł się do K i z y s z t o n i ó w , p o m a g a ł i m w

D o s z e d ł do k o ń c a w s i , t o i t a k b y ł o k i l k a k i l o m e t r ó w , no i w r ó c i ł .

o b e j ś c i u , ale szybko się m ę c z y ł , p r a c o w a ć nie l u b i ł .

Co m i a ł r o b i ć ? Trzeba u m i e ć b y ć t u r y s t ą .

D w u k r o t n i e m i a ł z a m i a r się ż e n i ć „ z n a l a z ł t e ż sobie t a k ą

Gospodarze m ó w i ą : „ W i ę c e k nie jest g ł u p i , s w ó j r o z u m m a . "
Jego logika o p a r t a jest j e d n a k n a niedostatecznych p r z e s ł a n ­
k a c h . Dlatego w y c i ą g a

wnioski,

które

innych bawią.

m a l u t k ą K a s i ę i z w i e ś ć j ą c h c i a ł . " A l e n i e z w i ó d ł . Coby j e j
z r e s z t ą m ó g ł z a o f e r o w a ć ? S w ó j t a l e n t ? Swoje o b r a z k i ? T o s i ę

„Mam

na w s i nie l i c z y , z tego n i k t nie w y ż y j e , z w ł a s z c z a ż e W i ę c e k

m ą d r ą g ł o w ę " zapewnia. Ś m i e j e s i ę , g d y gospodarze o p o w i a d a j ą

nawet do m a l o w a n i a nie bardzo się p r z y k ł a d a ł . Chyba jednak

j a k t o i m ciągle w y r z u c a , ż e t r z y m a j ą k r o w y . Po co k r o w y 1 —

o d c z u w a ł s w o j ą k o n d y c j ę , skoro j a k zapewnia n i g d y nie c h c i a ł

t ł u m a c z y . P r z e c i e ż mleko m o ż n a k u p i ć w sklepie. Bez w y s i ł k u !

m i e ć dzieci.

Po co więc m ę c z y ć się z k r o w a m i , d o i ć j e . G d y samochodem
p r z y j e c h a ł b r a t gospodarza W i ę c e k b y ł zachwycony. Trzeba m i e ć

Gdy

z n i m r o z m a w i a ł e m m ó w i , że c h c i a ł b y p o j e c h a ć do

W a r s z a w y . A l e ż y ć w m i e ś c i e ? „ O , n i e , t a m — b e ł k o c e — bekon

s a m o c h ó d , m ó w i ł , a nie k r o w y ! S a m o c h ó d jest jego n a j w i ę k s z y m

(beton), t o zimno w n o g i , c i ą g n i e i d u p a zmarznie g d y się u s i ą d z i e . "

marzeniem.

Z r e s z t ą — pokazuje — j u ż źle c h o d z i , nogi m u się p l ą c z ą . Chciał­

J a k i jest? J u ż z tego co n a p i s a ł e m w y r a ź n i e w y n i k a , ż e i n ­
t e l i g e n c j ą odbiega o d n o r m y . Jest i n f a n t y l n y .

Wada

wymowy

t a k ż e izoluje go o d ś r o d o w i s k a . C a ł y jest z r e s z t ą j a k i ś nieudany.

b y , a b y m u c o ć t a m w ł o ż o n o m i ę d z y n o g i , ż e b y m ó g ł szeroko
c h o d z i ć . „ T a k i e t o w a r i a c k i e nogi, m ó w i , j a k jedna chce c h o d z i ć
t o druga nie i d z i e . "

U r o d a i ł się w p r z y s i ó ł k u W e s o ł ó w , 11 sierpnia 1911 l o k u
W b y ł y m p o w . g o r l i c k i m . S y n W i k t o r a i W i k t o r i i — zapisano
2

Jest n e r w o w y , ł a t w o s i ę podnieca — m ó w i ą o n i m gospoda­
rze. A l e jest d o b r y , n i e z ł o ś l i w y . B a r d z o r e l i g i j n y , ufny,

uczu­

w dowodzie o s o b i s t y m . Rodzice m i e l i p o d lasem 6 m o r g ó w g r u n t u .

c i o w y , ł a t w o s i ę wzrusza. „ O n jest g ł u p i , P a n i e ! w t r ą c a się

Miejscowy lekarz t w i e r d z i , ż e W i ę c e k m a w a d ę w y m o w y o d u r o ­

s ą s i a d k a —• j a k k i e d y ś zoba,czył c z ł o w i e k a co n i o m i a ł nogi, to

dzenia, o n j e d n a k t ł u m a c z y , ż e k i e d y b y ł m a ł y p i o r u n s t r z e l i ł

sam

obok i o n w t e d y s p a d ł z w y s o k a , i dlatego b e ł k o c e , nie w y r ó s ł ,

i uciąć. A m p u t o w a ć . "

36

sobie z r o b i ł d r e w n i a n ą , n o g ę , a s w o j ą c h c i a ł — na p i e ń

�37

��Naprowadzam r o z m o w ę na malowanie W i ę c k a . Gospodyni

potrzebne. J e ś l i o tym wspominam, to tylko w tym oelu, by uohro

przynosi ostatnie jego obrazki „ T e r a z już nie m a s i ł , bardzo

nić W i ę c k a przed s ą d a m i opartymi na naszym d o ś w i a d c z e n i u

m a ł o maluje, ale dawniej oo b y ł o — brali. Z K r a k o w a , z W a r ­

kulturowym. M a l o w a ł , o ile wiem, p r z e w a ż n i e z reprodukcji,

szawy.

3

swoim

Nawet

ładne były

obrazki". W i ę c e k przypatruje s i ę

malunkom. Jeden obraz odwraca, ten jest

tłumaczy.

I

niegotowy

(nie

polakierowany).

Dwa

choć k i l k a znanyoh m i o b r a z ó w w y m y ś l i ł sam. Jeden z nich

niedobry,

przedstawia ptaki, przy czym W i ę c e k nie bardzo umie w y o b r a z i ć

pozostałe

je w relaoji do siebie i przestrzeni (il. 4). I n n y , ostatni, w y o b r a ż a

sprzedaje bez żalu. M ó w i , że m o ż e jeszcze k i e d y ś c o ś namaluje.

Narodziny, przy czym schemat stajenki p o d s u n ę ł a zapewne mala­

K i e d y z a c z ą ł ? Gospodarze m ó w i ą , ż e 10 lat temu. Woześniej

rzowi p a m i ę ć widzianych k i e d y ś reprodukcji obrazów, natomiast

strugał z drewna ptaszki na wzór ludowych, które pewnie wi­

organizacja e l e m e n t ó w na p ł a s z c z y ź n i e podlega najprostszym

dział na jarmarku ozy o d p u ś c i e . Strugał je starannie, tak że nie

zasadom p o r z ą d k u j ą c y m — symetrii, a t a k ż e rytmice. Nigdy

odbiegają

wiejskich

nie d o s z ł y do g ł o s u tak w y r a z i ś c i e j a k w ł a ś n i e w t y m obrazie,

w oddaniu

szczegółów

od typowyoh

—

a n a s t ę p n i e m a l o w a ł . T ę c z y n n o ś ć lubił najbardziej. P t a k z samej

w k t ó r y m malarz pozbawiony b y ł p o d p ó r k i wzoru. Nie znaczy

lipy jeszcze nie ż y ł , dopiero s t a w a ł się prawdziwym gdy b y ł

to o c z y w i ś c i e , że dążenie do z w a r t o ś c i kompozycji i jej r ó w n o ­

pomalowany.

wagi nie s ą widoczne

D o s t a w a ł duszę. Ale n a p r a w d ę p i ę k n y ptak to

b y ł t a k i na drzewku, najlepiej gdy n a jednej rosochatce

było

Jedynie

mniej

się

w

oczy,

tematach.
porównamy

wzór
sobie

przymocowane do ściany. Dlatego deseozki o p a t r y w a ł uchwytem

czeniu

i dopiero wtedy u w a ż a ł pracę za skończoną. Podobnie

obraz

W i ę c e k oswaja widziane d z i e ł o , przenosi je — gdy tylko m o ż e —

tylko wtedy jest gotowy, gdy ma ramki, uchwyt do zawieszenia

w lepiej m u z n a n ą r z e c z y w i s t o ś ć , opowiada treść obrazu w ł a s n y ­

i gdy jest powleczony bozbarwnym lakierem.

m i s ł o w a m i tak aby wszystko, co uznaje za w a ż n e b y ł o w y r a ź n i e

upraszczania treści,
elementów

a

obcych

konsekwencja

zwłaszcza

na swojskie,

sztafażu,
bardziej

w

w

spo­

tłuma­

zrozumiałe.

zaznaozone, to z a ś , co m u s i ę zdaje niejasne m o g ł o b y ć z a s t ą p i o n o

w pracy, s t a w a ł się pedantyczny gdy szło o rzeźbienie i malo­

wyobrażeniem

wanie. To b y ł jego rzeczywisty ś w i a t , jego domena, w której

zmiany, które wprowadza.*

nie m u s i a ł czuć się od nikogo z a l e ż n y m .

jest

gdy

podstawce.

Zwracam na to u w a g ę , W i ę c e k roztrzepany, niestaranny

W i ę c k a widoczna

choć

Bo p t a k i albo powinny s t a ć na stole czy parapeoie, albo b y ć

kilka r ó ż n y c h p t a k ó w , a drzewko moono t k w i ł o w

i relację

w innych „ z a p o ż y c z o n y c h "

rzucają

jasnym

i

jednoznacznym.

Prześledźmy

więc

Otóż na p o c z ą t k u widzimy różnicę — W i ę c e k o g l ą d a ilu­

Gdy tylko m ó g ł , oglądał w kościele m a l o w i d ł a , ilustracje.

strację w k s i ą ż c e , maluje z a ś gotowy obraz, a w i ę c na twardym

Czy c h c i a ł b y ć malarzem ? Trudno o t y m z W i ę c k i e m m ó w i ć .

p o d ł o ż u , polakierowany, aby się nie b r u d z i ł , koniecznie w ramce,

Zresztą przypuszczam, że dla niego pojęcie sztuki, twórczośoi,

z p ę t e l k ą do zawieszenia. P r z y w i ą z u j e w a g ę do ramy. Zawsze jest

malowania m a inny sens n i ż dla nas. C z y w ogóle wie o t y m , ż e

ona pomalowana, obrzeża i z a m y k a pole obrazu z a r ó w n o wypuk­

twórczość polega na stwarzaniu c z e g o ś , czego jeszcze nie m a ?

ł o ś c i ą listwy j a k elementem graficznym i kolorem. R a m a , nie­

Czy wie, że m o ż n a m a l o w a ć swe sny, wizje, że obraz m o ż e b y ć

rzadko bogato dokorowana, p o w i ą z a n a

o p o w i e ś c i ą o świeoie, problomach dobra i zła ? C z y wie oo to jest

p r z e d s t a w i a n ą soonę odgranicza zdecydowanie ś w i a t obrazu od

pastisz,

widza. W k r a ń c o w y m przypadku (il. 19) obramienie jest niemal

inspiracja,

kopia ? Nie sądzę i wcale nie jest to m u

z bordiurą

okalającą

39

�r ó w n o r z ę d n e do przedstawionej sceny i s t a n o w i s t r e f ę p o ś r e d n i ą
m i ę d z y t ą s c e n ą a w i d z e m . L e ż ą c a p o s t a ć d z i e w c z y n y staje się
j a k b y c y t a t ' m z o g l ą d a n e j r e p r o d u k c j i , w p r o w a d z o n y m przez
malarza do jogo obrazu. P o s t a ć t ę w ł ą c z a , k o n s t r u u j ą c u m o w n ą ,
w r ę c z s c e n i c z n ą p r z e s t r z e ń . D o l n y , ornamentalnie
pas nie p e ł n i , poza d e k o r a c y j n ą ,

potraktowany

ż a d n e j f u n k c j i ideowej. A l e

wraz z r o z w i ą z a n i e m g ó r n e j p a r t i i obrazu w p r o w a d z a p o ż ą d a n y
przez a r t y s t ę ł a d , z a m y k a

kompozycję,

ogranicza

uciekającą

w g ł ą b p r z e s t r z e ń . Z a m y k a u k ł a d o t w a r t y , zamienia

sugestię

n a p i ę ć o d ś r o d k o w y c h na k o m p o z y c j ę d o - ś r o d k o w ą . L e ż ą c ą
materacu

d z i e w c z y n ę sytuuje

b o w i e m w przestrzeni

na

zamknię­

tej ł u k i e m , k t ó r e g o z w i e ń c z e n i e s t a n o w i k o k a r d a - k w i a t . Po obu
stronach umieszcza d r z e w k a o k a l a j ą c e n i s z ę , w k t ó r e j

umieszcza

scenę z dziewczyną.
T r u d n o p o w i e d z i e ć , na ile trawestacja t a k a znajduje uzasad­
nienie w „ n a t u r a l n y c h " preferencjach

estetycznych W i ę c k a , na

ile z a ś zgodna jest z w z o r a m i , k t ó r e g d z i e ś w i d z i a ł . T a k i s p o s ó b
dekoracyjnego

potraktowania egzotyki występuje w

jarmarcz­

n y c h m a l o w i d ł a c h k a r u z e l , strzelnic i t p . P r z y p o m i n a t a n i e , k i ­
czowate dekoracje

do „ e g z o t y c z n e g o n u m e r u " n a p o d r z ę d n y c h

estradach, w y s t ę p u r e w e l e r s ó w , p i o s e n k a r k i czy t a n c e r k i (z re­
g u ł y na t l e p a l m y , f a l m o r s k i c h i d a l o k i c h w y s p ) .
W

o m a w i a n y m obrazie,

przy

wprowadzonych

zmianach

z a c h o w a ł j e d n a k W i ę c e k wszystkie n i e m a l elementy d o s t r z e ż o n e
w pierwowzorze — p o z ę k o b i e t y , o k u l a r y o d s u n i ę t e wysoko na
c z o ł o , m a t e r a c , fale, pas z i e m i z p a g ó r k a m i i d r z e w a m i , a w g ł ę b i
—• t e ż n a m o r z u — w y s p y z w b i t y m i w nie d r z e w c a m i c h o r ą g w i .

10. K o p i a obrazu T y c j a n a Noli me tangere ( i l . 9), olej na p ł y c i e , w y m . 3 9 x 5 7 c m ; i l . 11. K o p i a obrazu K o n r a d a W i t z a , Cudowny
polów ryb ( i l . 12), olej n a p ł y c i e
10

40

I

�41

I

��15

I I . 13. K o p i a obrazu Andrea Mantegny, Modlitwa w Ogrójcu (il. 14), olej na p ł y c i e , w y m . 40,5 X 61 c m ; i l . 15. K o p i a
obrazu Giowanniego Belliniego, Modlitwa w Ogrójcu (il. 16)

le

43

I

�W i ę c e k odwzorowuje je z t r o s k l i w ą u w a g ą , obrysowuje m o ż l i w i e
d o k ł a d n i e k s z t a ł t wyspy , , C u b y " , nawet powtarza zygzak prawej
wyspy. Z m i a n y w p r o w a d z i ł w zasadzie dwie: n a g ą p o s t a ó o d z i a ł
w s u k i e n k ę i p o m i n ą ł napisy. W pierwszym przypadku zdecydo­
w a ł a o t y m wola gospodyni,

w drugim niezrozumienie

sensu

napisów.
J e s t jednak jeszoze jedna r ó ż n i c a , charakterystyczna dla
wszystkioh adaptaoji W i ę o k a , d o t y c z ą c a roli pierwszego planu.
W s z ę d z i e , gdzie w oryginale n a bliskim planie znajduje s i ę po­
s t a ć , czy grupa postaoi, w y r a ź n i e wydzielonych z t ł a , z w ł a s z c z a
w i e l k o ś o i ą , malarz cofa je w g ł ą b , wtapia w oałośd kompozyoji,
zmniejszająo

różnice

w skali w i e l k o ś c i m i ę d z y

przedmiotami

bliskiego i dalekiego planu. W i d a ć to z a r ó w n o w omawianym
p r z y k ł a d z i e j a k t e ż w irmyoh pracaoh (np. i l . 20). P o s t a ć znajd u j ą o a s i ę n a pierwszym planie, zawsze jest sytuowana w głębi
przestrzeni obrazu, zmniejszona w skali. Malarz zmniejsza rów­
n i e ż obramienie „ b a s e n u " , przesuwa go k u górze, a p o w s t a ł ą
p u s t ą przestrzeń w kompozycji w y p e ł n i a dekoracyjnie potrakto­
w a n ą rośliną. Podobnie w obrazie n a i l . 11 cofa p o s t a ó Chrystusa,
tak że jest ona niemal n a linii ł o d z i , z w i ę k s z a z a ś , i to znacznie,
wizerunki j e ź d ź c ó w , ledwo widocznych na reprodukcji d z i e ł a
W i t z a (il. 12). Likwiduje w ten s p o s ó b rozpiętość skali w i e l k o ś c i
postaci, d u ż e różnico m i ę d z y bliskim a dalekim nlanem. Jedno­
c z e ś n i e rozbudowuje całą s c e n ę , dodając zgodnie ze swym po­
czuciem harmonii kompozycji, p a r t i ę po lewej

stronie

lodzi.

S z c z e g ó l n i e widoczne s ą tego rodzaju działania w traweatacji o b r a z ó w Belliniego (il. 5) i Tyojana (il. 10). G ł ó w n y mo.
tyw narracyjny zostaje wtopiony w poziomo rozbudowany pejzaż
( o c z y w i ś c i e uproszczony). Więook dokonuje tu zmian najdalej
i d ą c y o h , np. w p ł ó t n i e T y c j a n a

likwiduje wzgórze, dodaje z r ś

drzewo w lewej partii obrazu, wprowadza s c e n ę s i e l s k ą z owiecz­
k a m i i pasterzem a c h ł o p s k ą , lecz nie p o l s k ą a r c h i t e k t u r ą z a s t ę ­
puje bliżej umieszozonym, w i ę k s z y m domem rodem z naszej
19

�II. 19. K o p i a obrazu A n n y Guntnor Quantanarnera (il. 18): i l . 20. K o r d a obrazu Ł u k a s z a Cranacha, Nimfa wodna
przy studni (il. (7)

r z e o z y w i s t o ś c i oraz dobrze m u znanymi zabudowaniami gospo­
darczymi. Zabawne. T e n dom, jakioh obecnie wszędzie

wiele,

z kolorowymi s z k i e ł k a m i , lusterkami, zachowuje schemat orygi­
n a ł u , trójdziolność, w y s u n i ę t ą ponad dach m a n s a r d ę .

Więcek

zmienia, u w s p ó ł c z e ś n i a , p r z y b l i ż a , ale c a ł y czas starannie p r z y ­
patruje s i ę obrazom, k t ó r e n a ś l a d u j e . O c z y w i ś c i e nie jost w stanie
p r z e k a z a ć poetyki o r y g i n a ł u ani ekspresji sytuacji, to przekracza
z a r ó w n o jego m o ż l i w o ś c i

warsztatowe

jak i

zainteresowania.

Opowiada to, co jest n a obrazie t a k , j a k b y p r z e k a z y w a ł treść
opowiadania

o świętyoh,

faryzeuszaoh,

bogaczach

ozy

księż­

niczkach. Widzi jednak s z c z e g ó ł y , zwraca n a nio b a c z n ą u w a g ę ,
np.

przekazuje charakterystyczne rozcapierzenie p a l c ó w

nóg

leżąoej Nimfy w obrazie Cranacha — i l . 17, Jego decyzje są ś w i a ­
doma, w y n i k a j ą z poczucia kompozycji, przestrzeni. Zmieniając
—• wprowadza przecież w ł a s n y p o r z ą d e k , upraszczając — dba
o to, aby p r z e s t r z e ń obrazu b y ł a harmonijnie

zabudowana.

R e a l i z m p r z e k s z t a ł c a w u m o w n o ś ć dekoracyjnie r o z w i ą z a n y c h
e l e m e n t ó w p e j z a ż u . W i d a ć to z w ł a s z c z a w traktowaniu k w i a t ó w ,
roślin. T a m gdzie we wzorze dostrzega swobodnie rosnącą k ę p k ę
roślin, interpretuje j ą umownie, dekoracyjnie (np. prawy d ó ł na
i l . 5). Swobodnie wprowadza zrytmizowane drzewka i na k s z t a ł t
pawiego ogona rozłożono g a ł ą z k i r o ś l i n y w tle swej wersji C r a ­
nacha — i l . 20.
Bardzo interesująco przekształca Ogród Rajski niemieckiego
mistrza (il. 21, 22). Z b l i ż a go w charakterze do perskiej m i n i a ­
tury. Nie umiem p o w i o d z i o ó czy W i ę c e k w i d z i a ł takie miniatury.
Nie wykluczam togo, w k a ż d y m razie uderzające jost iż „ o c z y s z ­
c z a j ą c " p i e r w o w z ó r z gobelinowej g ę s t w i n y roślin uspakaja kom­
p o z y c j ę , zmienia proporcje, wprowadza u k ł a d znacznie bardziej
przejrzysty i p o d p o r z ą d k o w a n y zasadom r y t m u , kontrastu i sy­
metrii — a w i ę c w duchu s w y m zgodny z naturalnym, „ l u d o ­

odpoczywająca

w y m " sposobem m y ś l e n i a plastycznego. Przesuwa s t ó ł k u cen­
trum kompozycji, akcentuje r y t m blankowania muru. Silniej,
niż w oryginale zaznacza o b e c n o ś ć p t a k ó w . P e ł n i ą one w jego
obrazie rolę w y r a ź n i e r y t m i z u j ą c ą , a przy t y m , j a k wszędzie,
W i ę c e k maluje je z dużą u w a g ą i s t a r a n n o ś c i ą . P t a k i są dla
niego w a ż n e , lubi je, zna z obserwacji ale napewno i z o g l ą d a n i a
ich w i z e r u n k ó w (gdzie? w atlasie p t a k ó w ? n a p o c z t ó w k a c h ? ) .
Zresztą wiemy, iż rzeźbi je często, sprawnie, tak j a k to przy­
jęte- w ludowej sztuce. Czasom umieszcza je z własnej woli n a
obrazach, bez z w i ą z k u z narracją i wtedy w i d a ć , że malarz przy­
wiązuje do nich w a g ę . Proszę zwrócić u w a g ę na Madonnę z dzie­
ciątkiem G . Belliniego (il. 6). Czarny ptak siedzi n a gałęzi drzewa.
Wprowadza w h a r m o n i ę sielskiej sceny nastrój niepokoju,
grozy. Zapowiada wydarzenia, które później n a s t ą p i ą . Ale dla
W i ę c k a to tylko s y g n a ł , pretekst do namalowania ptaka. Nawet
nie jednego... T e n z drzewa ulatuje, poczciwy, wielobarwny,
nic nie m a j ą c y w sobie z symboliki z n a c z e ń , natomiast Więcek
wznosi w tle góry, by na szczycie n a j w y ż s z e j u s t a w i ć ogromnego
w skali orła. W i ę c e k wyczuwa proporcje, jeśli więc orzeł jest
tak wielki wynika to z zainteresowania, z chęci zwrócenia na
niego uwagi, a m o ż e namalowania orła, widzianego w j a k i m ś
atlasie. Wskazuje na to napis, przecież rzadko p o j a w i a j ą c y
się w jego obrazach. T y m razem jest to wyczytany zapewne
podpis w atlasie — orzeł skalny. D u ż e g o ptaka umieszcza również
w swej wersji Noli me tangere T y c j a n a (il. 10). Ż e b y nie b y ł o
w ą t p l i w o ś c i umieszcza pod nim napis „ P i e r z k a " (piegża). Oczy­
wiście napisy są d z i e ł e m gospodarzy, ale wprowadzone na wy­
raźne ż ą d a n i e malarza.
P i ę k n e s ą w obrazach W i ę c k a „ a r o h i t e k t u r y " . P r z y zmia­
nach dokonanych w stosunku do oryginału interesująco zestawia
formy, dostrzega i c h znaozenie w budowie obrazu. Ma r o z w i n i ę t e

45

�I I . 2 1 . K o p i a obrazu m i s t r z a g ó r n o r e ń s k i e g o , Ogród rajski

( i l . 22)

�poczucie dekoracyjności, s t ą d t e ż np. dosadnio akcentuje kręgi

ilustrowany kolorowymi reprodukcjami album o b r a z ó w (niestety

r o z c h o d z ą c y c h się fal w o k ó ł łodzi (il. 11), a t a k ż e rytmizuje

nie m o g ł e m n a podstawie zachowanych ilustraoji u s t a l i ć jego

całą partię brzegu.

t y t u ł u . Podpisy b y ł y w j ę z y k u angielskim.). Gospodarz k u p i ł t e ż

O c z y w i ś c i e Więcok m a trudności z a n a t o m i ą . Jego umiejęt­
ności

rysunkowo nie

postaci

pozwalają

n a dokładno

ludzkiej. T a m jednak, gdzie wzorzec

W i ę c k o w i farby i co pewien czas u z u p e ł n i a ł je, zanim nie zaczął

przodstawienie

p o m a g a ć W i ę c k o w i nabywca wielu jogo o b r a z ó w , L u d w i g Zim -

jest

merer.

wyraźny,

stara s i ę o m o ż l i w i e wierną interpretację (np. i l . 19). Gorzej jest.

W i ę c e k otrzymany album ciągle oglądał. Z o s t a ł y z niego

gdy postacie są n a reprodukcji m a ł e , n i e w y r a ź n e . Wtedy malarz

strzępy.

przedstawia je bardziej schematycznie. A n i o ł k i czy i d ą c y w dali

k t ó r y w i e d z i a ł , iż W i ę c e k — j a k dziecko — nie m a poczucia

ludzie przybierają w y g l ą d dzieci, a s p o s ó b ich przedstawienia

konwencjonalnego

(np. il. 11, 13) do złudzenia przypomina postacie na obrazach

zasłaniając sobie tylko ręcznikiem t y ł e k ) p r z y s ł a ł m u

Katarzyny

T y c j a n a . Więcek n a m a l o w a ł ją. Ale gospodyni o b u r z y ł a się n a

Gawłowej.

Malował

też

sugerowane

mu

tematy.

Zimmerer,

wstydu (potrafił b i e g a ć na golasa po wsi,
Venue

K o ń c z ą c o m ó w i e n i e różnic m i ę d z y wzorem a interpretacją,

takie b e z e c e ń s t w a . „ T o ś w i ń s t w o — t ł u m a c z y ł a mi — t a k ą g o ł ą

n a l e ż y w s p o m n i e ć o jeszcze jednej w a ż n e j różnicy — o kolorysty­

b a b ę w y s a d z i ć na obrazie. Dzieciaki się ś m i a ł y . A ten — (palec

ce. Reprodukcja traktowana jost przez W i ę c k a jak kolorowa

wskazuje W i ę c k a ) — p o w i e d z i a ł , że to s ą s i a d k a , to go sąsiad

fotografia natury, zrozumiałe w i ę c , że drzewa i trawa s ą zielono,

przyleciał

niobo •— niebieskie, dachy — czerwone itd. Ale dociekliwość

merer p r z y w i o z ł a .

w poznaniu i w ł a ś c i w y m odtworzeniu rysunku postaci czy sytuacji

wymalować."

nie znajdujo odpowiednika w traktowaniu kolorystyki. W i ę c e k

potwierdza. (Jednak w kolekcji Z i m m e r e r ó w znajduje się naga

w odróżnieniu od Nikifora, W n ę k o w e j czy G a w ł o w e j nie m a
5

rozwiniętej wrażliwości kolorystycznej. Wypowiada się przede

bić. A to z tej p o c z t ó w k i , co m u pani K a r i n a Z i m ­
I

Taka

bezwstydna!

wymalował?

—

Kazałam

pytam

mu

sukienkę

„Wymalował!"

—

leżąca kobieta malowana wg fotografii obrazu A n n y Guntner

(

w i d a ć u d a ł o się W i ę c k o w i u k r y ć ten obraz przed gospodarzami)

wszystkim w interpretacji rysunkowej i walorowej przedstawione]

,,Do tego mam g ł o w ę ! " m ó w i o swym malowaniu W i ę c e k .

anegdoty, natomiast nie postrzega n a ś l a d o w a n e g o obrazu jako

„ P a n wie j a k on m ó w i o sobie? ciągnie gospodyni. W i ę c e k L u d ­

kompozycji kolorystycznej. S t ą d t e ż , j a k się zdaje, nie przywią­

wik — artysta malarz!" Mały schorowany c z ł o w i e c z e k przypo­

zuje wagi do zmian, któro w tym zakresie wprowadza. Wydaje

mina mi Nikifora. Tamten t e ż w i e d z i a ł , że jest malarzem, dlatego

się, że pod tym w z g l ę d e m wzór krępuje go tylko w niewielkim

k a z a ł sobie zrobić p i e c z ą t k ę Nikifor-Matejko. Zresztą n a cechach

stopniu. Trudno mi jednak w y p o w i e d z i e ć się autorytaty wnio

z e w n ę t r z n y c h i ś w i a d o m o ś c i swego zawodu (u Nikifora — po­

na ten temat. Nie m o g ł e m bowiem s t w i e r d z i ć jakie kolory farb

w o ł a n i a ) k o ń c z ą się p o d o b i e ń s t w a . S ą bowiem w istocie zupełnie

m i a ł W i ę c e k do dyspozycji, n a ile więc swobodne b y ł y jego de-

inni. Nikifora przepełniały wizje, myśli — o świecie, Bogu, niebie

oyzje kolorystyczne.

i piekle, ludziach. B y ł on w istocie w i e l k ą o s o b o w o ś c i ą , profe­

Ł a t w i e j o d p o w i e d z i e ć n a pytanie, co W i ę c e k lubi m a l o w a ć .
Zarówno

obserwacja jogo z a c h o w a ń , j a k opinie

gospodarzy,

t y c z n ą . M y ś l ę , że m u s i a ł m i e ć w s p a n i a ł e , straszne i groźne sny.
Natomiast ś w i a t p r z e ż y ć naszego malarza wydaje s i ę bardziej

a przede wszystkim proporcje w podejmowanej tematyce wska­

prosty,

zują na to, że interesuje go s z c z e g ó l n i e t e m a t y k a biblijna. Jednak

więcej infantylnej z m y s ł o w o ś c i . K o c h a ludzi, zwłaszcza dzieci,

przyziemny,

konkrotny.

Żadnej

w

nim

metafizyki,

ile razy j ą podejmuje sięga po istniejące j u ż wzory. Samodzielnie

kocha koty (pokazuje o b e j m u j ą c s i ę za ramiona i k o l e b i ą o —

komponuje jedynie sceny z p t a k a m i , z w i e r z ę t a m i , letnikami,

j a k bardzo je kocha). L u b i p t a k i , rozróżnia je, poznaje po g ł o s i e .

chociaż i w n i c h w y r a ź n i e w i d a ć p o s ł u g i w a n i e s i ę nie tylko obser­

Nie znosi tylko k r ó w , bo dobrze m u d o k u c z y ł y , gdy je m u s i a ł

w a c j ą ale i widzianymi g d z i e ś wzorami ptaka, barana itp. S ą

p i l n o w a ć na pastwisku.

one jednak stosunkowo nieliczne, d o m i n u j ą tematy zaczerpnięte

R ó ż n i c jest wiele. Nikifor m i a ł f a n t a z j ę , w y o b r a ź n i ę . Nasz

z malarstwa o tematyce religijnej, a ściślej — opartej na mo­

bohater nie m a jej z a wiele. Potrzebuje p o d p ó r k i , c z e g o ś co s i ę

t y w a c h z Ewangelii.

da n a ś l a d o w a ć . O c z y w i ś c i e i on m a w y o b r a ź n i ę , ale realizuje

Ciekawe, że W i ę c e k nie maluje o b r a z ó w ś w i ę t y c h , a więc
t a k i c h , do k t ó r y c h (czy przed k t ó r y m i ) ludzie s i ę m o d l ą . S ą d z ę ,

się ona nie w p o m y ś l e , lecz w sposobie redukowania, oswajania
wzoru.

ż e w p ł y n ę ł a n a to postawa gospodarzy. P r y m i t y w n y warsztat

Nikifor b y ł przekonany, ż e n a t a m t y m świecie znajdzie to

malarza musi razić w ł a ś n i e w takich obrazach, a trzeba t u d o d a ć ,

czego nie m i a ł n a ziemi. B ę d z i e u c z e s t n i c z y ł w ś w i ę t y c h obco­

ż e dom w k t ó r y m mieszka W i ę c e k jest u r z ą d z o n y

waniu, c z y t a ł uczone księgi, m u z y k o w a ł , m a l o w a ł . Jego obrazy

zamożnie,

zgodnie z p a n u j ą c ą m o d ą i to nawet m i e j s k ą (boazerie itp.).

b y ł y projekcją tej wiary, widomym dowodem na to, co b ę d z i e .

Obrazy ś w i ę t e W i ę c k a m u s i a ł y b y w tej sytuacji razić, nie wcho­

Natomiast W i ę c e k żyje f a n t a z j ą dziecinną. Zmajstruje karabin

d z i ł y b y bowiem

w repertuar malarstwa f u n k c j o n u j ą c e g o współ­

i j u ż wciela s i ę w żołnierza. Jego marzenia s ą konkretne, ziemskie,

c z e ś n i e n a wsi. Z w r ó ć m y u w a g ę jeszcze n a jeden fakt — W i ę c e k

realizowane w zabawie, przebieraniu, w jednej rzeczy realnej —

nie

malowaniu, bo przecież jest malarzem.

maluje typowych

„widoków",

wieszanych

na

ścianach.

Może dlatego, że lubi rozbudowane treści narracyjne, m o ż o jednak

Nikifor m i a ł poczucie swej misji, swojej w y j ą t k o w o ś c i . To

i z tego powodu, że m a l u j ą c „ w i d o k i " z n ó w by w c h o d z i ł w kolizję

mu d a w a ł o poczucie g o d n o ś c i , którego nie z a t r a c a ł nawet wtedy,

z odczuciami estetycznymi ś r o d o w i s k a . Swoboda W i ę c k a w y n i k a

gdy żebrał. B y ł j a k wygnany, o ś l e p i o n y L i r , czasem gniewny,

w i ę c t a k ż e z faktu, iż wszystko co maluje jest poza potrzebami

obcy, nigdy nio przymilny. R e a l i z o w a ł się w malarstwie, które

ś r o d o w i s k a , jest jego osobistym

t r a k t o w a ł j a k p o w o ł a n i e . Natomiast W i ę c e k realizuje s i ę przede

dziwactwem, k t ó r e znajduje

aplauz jedynie w ś r ó d ludzi z miasta, k o l e k c j o n e r ó w ,

którym

6

„takie szmarowidła" m o g ą się podobać .
W i ę c e k , gdy malujo dla siebie, sam wybiera tematy, wzory.
Wybiera i to dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy s p o ś r ó d blisko 200

wszystkim w marzeniach, w d ą ż e n i u a b y b y ć j a k inni, k t ó r y c h
podziwia. C h o ć b y przez chwilę. K i e d y Zimmerer w y c i ą g n ą ł pu­
d e ł k o Marlboro,

W i ę c e k poprosił go o papierosa, usiadł, z a ł o ż y ł

(z trudem) n o g ę n a n o g ę , o d c h y l i ł się do t y ł u , n a s t r o s z y ł brwi

posiadanych kolorowych reprodukcji decyduje s i ę n a interpre­

i puszczając do g ó r y d y m p a l i ł j a k angielski lord z telewizyjnego

t a c j ę k t ó r e g o ś tematu, po raz drugi natomiast gdy opracowuje

serialu.

wzór z ilustracji n a miarę swych potrzeb i m o ż l i w o ś c i , gdy zmie­
nia proporcje, ujmuje, dodaje (np. p o s t a ć Matki Boskiej p a t r z ą c e j

Ale n a i w n o ś ć zachowania W i ę c k a nie t ł u m a c z y

fenomenu

jego t w ó r c z o ś c i i nie wyczerpuje prawdy o c z ł o w i e k u . Talent nie

z nieba n a ziemskie wydarzenia), gdy c a ł k o w i c i e przeinacza

z a l e ż y od poziomu w y k s z t a ł c e n i a a życie w e w n ę t r z n e od prze­

kolorystykę.

strzegania norm ś r o d o w i s k o w y c h . Relacje psychiczne s ą niepo­

W t y m miejscu powinienem w y t ł u m a c z y ć , s k ą d W i ę o e k m a
wzory. Otóż gospodarz, w i d z ą c j a k zmienia s i ę wprost n a twarzy
oglądając pocztówki i malowidła, kupił mu w mieście pięknie

równanie bardziej skomplikowane. W i e d z ą c j a k i jest

Więcek,

widziany oczami otoczenia, wiemy o nim w istocie bardzo niewiele.
Jest inny od ś r o d o w i s k a , to nie ulega w ą t p l i w o ś o i . Jest m a ł o

47

I

�zaradny, nie przystosowany do ż y c i a . A l e p r z y t y m m a t a l e n t

nic m u nie m ó w i pojęoie Triennale, nawet jabłko z drzewa nie

plastyczny, k t ó r y niewielu jest d a n y . Jego w r a ż l i w o ś ć na k s z t a ł t

spadnie (gorzej g d y w a ż n y d y r e k t o r o d k u l t u r y p y t a ozy nie

czy

m o ż n a b y r o b i ć Triennale oo c z t e r y l a t a ) .

kolor

znacznie

przekracza

normę. Można m u tylko

tej

w r a ż l i w o ś c i p o z a z d r o ś c i ć . M a życie w e w n ę t r z n e , marzenia, na­

O c z y w i ś c i e k a ż d e kalectwo jest n i e s z c z ę ś o i e m . D e p r y m u j e

dzieje, r a d o ś c i , satysfakcjo. I n n e ? Zapewne, t y l k o czy te w a r t o ś c i ,

ograniczenie swobody w y b o r u f o r m ż y c i a , miejsca p r a c y , zamiesz­

k t ó r e w n i m dostrzegamy nie s ą w istocie n a j w a ż n i e j s z e ? Czy

k a n i a . M o ż n a się t e m u p o d d a ć , ale m o ż n a t e ż w y t w o r z y ć me­

d o b r o ć , w r a ż l i w o ś ć , s u b t e l n o ś ć , u f n o ś ć , ż y c z l i w o ś ć nie n a l e ż ą do

c h a n i z m y obronne. Ś w i a d o m i e l u b n i e ś w i a d o m i e uciec w marze­

k r ę g u w y ż s z y c h i p o ż ą d a n y c h w a r t o ś c i ? Czy m o ż n a w i ę c casus

nie, w ś w i a t w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i . D l a W i ę c k a m a l a r s t w o s t a ł o

Więcka

się w ż y c i u w a ż n ą s p r a w ą , t y m co m u p r z y n o s i s a t y s f a k c j ę ,

skwitować

tylko

uśmiechem

podszytym wyższością ?

Czy a b y t e n u ś m i e c h nie demaskuje nas i naszych j e d n o s t r o n n y c h

wywołuje

k r y t e r i ó w ocen? Czy f a k t , że W i ę c e k nie w i e , co to jest w e r n i s a ż ,

p r z y j e ż d ż a j ą z d a l e k i c h m i a s t w s p a n i a ł y m i samochodami, k t ó r e

Triennale, w y s t a w a , n a p r a w d ę jest

w a ż n y ? A m o ż e jego

b u d z ą z a z d r o ś ć wiejskiej m ł o d z i e ż y . D z i ę k i m a l a r s t w u s t a ł się

stosunek do s z t u k i jest znacznie bardziej p r a w d z i w y i n a t u ­

k i m ś . Ono w y r ó ż n i a go o d otoczenia. D l a t e g o c h ę t n i e m a l u j e ,

taki

zainteresowanie

ludzi,

którzy

specjalnie

do

niego

r a l n y ? N i e w i e o k r y z y s i e c y w i l i z a c j i , absurdach naszego „ ż y c i a

dlatego p r z y w i ą z u j e t a k ą w a g ę do tego, a b y f a r b y b y ł y dobre,

a r t y s t y c z n e g o " , o p s e u d o - r y n k u , nie uczestniczy w dyskusjach

a b y obraz p o c i ą g n i ę t y l a k i e r e m l ś n i ł c z y s t o ś c i ą , dlatego maluje

o k o ń c u s z t u k i , nie bierze u d z i a ł u w ś m i e s z n e j celebrze w e r n i s a ż y ,

zawsze na t w a r d y m p o d ł o ż u . P o n i e w a ż j a k d a w n y a r t y s t a chce

k t ó r e t a k ślicznie s k o m p r o m i t o w a ł Y v e s K l e i n . Z r e s z t ą m a pra­

t w o r z y ć d z i e ł a t r w a ł e , k t ó r e b ę d ą o n i m ś w i a d c z y ł y nawet w t e d y ,

wo nie w i e d z i e ć , funkcjonuje w i n n y m obiegu k u l t u r y

g d y j u ż jogo na t e j z i e m i nie b ę d z i e .

i jeśli

P R Z Y P I S Y
1

C h c i a ł b y m serdecznie p o d z i ę k o w a ć p a ń s t w u K r z y s z t o n i o m
za pomoc, k t ó r ą m i okazali w czasie mego p o b y t u u n i c h w czerwcu
1982 г . , za udzielone informacje i p o ś r e d n i c t w o w k o n t a k c i e
z W i ę c k i e m . S ą d z ę , że t o co p i s z ę o stosunku gospodarzy do
W i ę c k a dostatecznie charakteryzuje i c h p o s t a w ę , bezinteresow­
n o ś ć i o p i e k u ń c z o ś ć , z a s ł u g u j ą c e na g ł ę b o k i szacunek.
N i e s t e t y j e d y n a dotychczas p u b l i k o w a n a n o t a o m a l a r z u
jest n i e ś c i s ł a . M a r i a n P r o k o p e k w Atlasie Sztuki ludowej i Folk­
loru w Polsce podaje b o w i e m , iż W i ę c e k u r o d z i ł się w 1930 r .
R e p r e z e n t a t y w n y zestaw prac W i ę c k a znajduje się w k o ­
lekcji L . Z i m m e r e r a w Warszawie.
W i n i e n jestem w d z i ę c z n o ś ć dr A n n i e K u n c z y ń s k i o j - I r a c k i e j
oraz m g r Z o f i i Bisiakowej za pomoc w i d e n t y f i k a c j i „ w z o r ó w "
2

3

4

48

do o b r a z ó w W i ę c k a , a t a k ż e p . K a r i n i e Z i m m e r e r za udzielone
informacje oraz u d o s t ę p n i e n i e m i prac malarza
znajdujących
się w k o l e k c j i .
5

W i ę c e k maluje p r z e w a ż n i e na p ł y c i e p i l ś n i o w e j f a r b a m i
o l e j n y m i , poczem g o t o w y obraz p o c i ą g a b e z b a r w n y m l a k i e r e m .
N a j c z ę ś c i e j zestawia ciemne b r ą z y z r ó ż n y m i o d c i e n i a m i zieleni,
z n i e b i e s k ą b a r w ą nieba, c z e r w i e n i ą s t r o j ó w , b i e l ą ś c i a n b u d y n ­
k ó w . A u r e o l e , g w i a z d y , monstrancje, a n i e k i e d y nawet dach
k o ś c i e l n e j w i e ż y maluje fa,rbą z ł o t ą .
6

Obrazy W i ę c k a pokazano na p r z e g l ą d z i e t w ó r c z o ś c i nie­
profesjonalnej w N o w y m S ą c z u (1976 r . ) oraz na 2 Triennale
P l a s t y k i Nieprofesjonalnej we W r o c ł a w i u (1977 г . ) .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10227" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10205">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8bcf8d83e10bc24267c013ddff3bac09.pdf</src>
        <authentication>056f02b3d56f7bc0273c707c4e6cf8f2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121582">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3386</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121583">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121584">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121585">
                <text>Henryka Adamczewska / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121586">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.49-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121587">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121588">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121589">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121590">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121591">
                <text>A n a l i z u j ę z a w i ł o ś c i tego ś w i a t a
Nieznane zjawiska b a d a m
I

l i t o ś ć s i ę b u d z i na l u d z k i e p o d ł o ś c i .
M y ś l ą b ł a g a l n ą do niebios w z l a t a m
P o n a d promienne, jasne zorze
N i e n ę c ą m n i e uciechy tego ś w i a t a
Chcę ci służyć w i e l k i Boże.

Życie poświęcę dla j u t r a

powszedniego

N a t c h n i e ń przenika mnie drżenie
Podam

ludzkości środka

zbawiennego

N a w i e l k ą p r a w d ę — s k i o r u j ę i c h spojrzenie
(1966 r . )

Aleksander Jackowski

HENRYKA ADAMCZEWSKA

U r o d z i ł a się 13 g r u d n i a 1897 r. w Warszawie. Jej ojciec b y ł

ciach prace jej s k ł a d a ł razem z i n n y m i . „ P r z e c i e ż k a ż d y obraz

mając

m a ż y w o t n ą w i b r a c j ę , a po z e t k n i ę c i u z i n n y m i j u ż j ą t r a c i ,

13 l a t m u s i a ł a z r e z y g n o w a ć z n a u k i (na pensji p . Szumowskiej)

r o b i s i ę t a l i i g ł u c h y , bez ż y c i a " . M a r z y ł a o t y m , a b y „ n a m a l o w a ć

i p ó j ś ć do f a b r y k i . W

obraz i o e l ś p i e w a ć g o " . C h c i a ł a u e ł o w o d n i ć , że a r t y s t a m o ż e b y ć

piekarzem, j e d n a k w a r u n k i w d o m u b y ł y c i ę ż k i e , t o t e ż
1914 r. w y j e c h a ł a do C h a r k o w a ,

gdzie
kraju,

i m u z y k i e m i p o e t ą , to samo w y r a z i ć w ś p i o w i o czy w m a l a r s t w i e .

pakowaczka

M ó w i ł a o sobie „ m a m glos j a k 20-letnia dziewozyna, a t o d z i ę k i

w W a r s z a w s k i m L a b o r a t o r i u m Chemicznym. M i a ł a 24 l a t a g d y

e n e r g i i psychicznej. Ale ż e b y m i ś p i e w w y s z e d ł m u s z ę nie j e ś ć

n a u c z y ł a się rymarskiego fachu. Po 5 l a t a c h w r ó c i ł a do
pracowała

w

spółce

rymarskiej, a

później

jako

p o ś l u b i ł a oficera rezerwy. Z tego z w i ą z k u u r o d z i ł się syn, w k t ó ­

d w a d n i , aby w y s u b t e l n i ć t ę e n e r g i ę . Z r e s z t ą i t a k j e m i a z na

rym

e l z i e ń " . Ś p i e w a ł a chętnie-, n a g r y w a ł a na t a ś m ę

lokowała

wszystkie

swe

nadzieje.

Zginął

w

Powstaniu

W a r s z a w s k i m m a j ą c 16 l a t . T o j ą z a ł a m a ł o , z m i e n i ł a s i ę , z a c z ę ł a

magnetofonową,

z a c h w y c a j ą c się s w y m g ł o s e m . „ J a m a m i n n ą m e t o d ę n i ż zawo­

s z u k a ć pocieszenia w r o z m y ś l a n i a c h o tajemnicach ż y c i a , wierze

d o w i ś p i e w a c y —- t w i e r d z i ł a — p o n i e w a ż d z i ę k i energii psyohioz-

w ś w i a t astralny, r e i n k a r n a c j ę . P r a c o w a ł o , j a k o r o b o t n i c a ,

sa­

nej ś p i e w a m z w i ę k s z ą e k s p r e s j ą , p r z y c z y m o n i zawsze j e d n a k o w o

m o t n a , coraz w i ę c e j czasu p o ś w i ę c a j ą c c z y t a n i u o ji.dze. C h o d z i ł a

ś p i e w a j ą t ę s a m ą p i e ś ń , a j a za k a ż e ł y m i a z e m inaczej. T a k samo

na o d c z y t y do T o w a r z y s t w a P r z y j a ź n i P o l s k o - I n d y j s k i e j . Dosta­

n i g d y d w a r a z y tego samego obrazu nie n a m a l u j ę , t y l k o zawsze

ł a w ó w c z a s k s i ą ż k ę A g n i Joga. „ O n a n a u c z y ł a m n i e w z b u d z a ć

inny".

w sobie e n e r g i ę p s y c h i c z n ą . Wszystko jej z a w d z i ę c z a m " — m ó w i ł a .

W

latach

1950—58 p r a c o w a ł a w S p ó ł d z i e l n i

Inwalidzkiej

T r z y m a ł a t ę k s i ą ż k ę pod p o d u s z k ą . P r z e s t a ł a jeść m i ę s o , p a l i ć ,

i m . Rutkowskiego malując zabawki. N a b r a ł a wówczas „ t e c h n i k i "

u ż y w a ć a l k o h o l u . Z a c z ę ł a ś p i e w a ć i m a l o w a ć , b y s t a ć się m e d i u m ,

— „ b o t a k i e Gospodarstwo czy ZOO trzeba b y ł o

przez k t ó r e p r z e m ó w i ą inno siły. W i e r z y ł a i c h c i a ł a t o s p r a w d z i ć

i

na

własnym

przykładzie,

„że

1

za

ре.пдосг

й

tej

samej energii

d e l i k a t n i e w y k o ń c z y ć , ale sama nie m o g ł a m

jednego obrazka

drobiazgowo
wtedy

nawet

zrobić".

psychicznej m o ż n a p i s a ć 2'oezje i nawet r o z p r a w y n a u k o w e , za

P o w r ó t do w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i w i ą ż e się z p r z e j ś c i e m n a r e n t ę .

k t ó r e m o ż n a d o s t a ć Ne»bla. W przestrzeni jest kosmiczne a i e h i -

Z n ó w zapisuje s i ę do Ogniska Plastycznego (na u l . N o w o l i p i e 4 ) ,

w u m , odpowieelnia energia psychiczna pomaga z niego c z e r p a ć ,

w y k o n u j e s e r i ę o b r a z ó w p r z e d s t a w i a j ą c y c h Sprzedawcę

trzeba

Kwiaciarkę,

tylko

wzbudzić

w

sobie ewiorgię".

Odczuwała

jednak

t r u d n e t ś c i w r y s o w a n i u , z a p i s a ł a się w i ę c w 1949 r . do Ogniska
Plastycznego

(na u l . M y ś l i w i o c k i e j ) . M a l o w a ł a

jednak

to,

co

Modelkę.

Próbuje

oddać

s t a n y psychiczne

s y t u a c j ę , gest, w y r a z oczu (Pierwszy bal). M a l u j o n p .

garnków,
przez
Judasza,

jego t w a r z m a w y r a ż a ć rozpaoz, ż a l , żo z d r a d z i ł , straoh, s t a n

c h c i a ł a i j a k chcinla, „ z a d a n y t e m a t to ella m n i e z a b ó j s t w o " —

k r a ń c o w e g o n a p i ę c i a psychicznego.

m ó w i ł a . M i a ł a ż a l do profesora ( A d a m a N i e m c z y c a ) , żo po z a j ę ­

tego okresu Mój

W najważniejszym

obrazie

synek (1968 r . ) przodstawia go j a k o m a ł e g o ,

49

�nagiego c h ł o p c a w y c h o d z ą c e g o ze s t a w u , na k t ó r y m

pływają

t a m i — na istnienio c i a ł a mentalnego, podobnie j a k r y s u n k i

białe k w i a t y , s y m b o l n i e w i n n o ś c i . N a d n i m wysoko na niebie

Rabindranatha

anioł wyciąga k u chłopcu ręce, jakby mówił „ c h o d ź " . W t y m

b y ł y d l a niej samoj z a g a d k ą . C z u ł a i c h p r o f e t y c z n y charakter,

Tagoro p o k a z u j ą

c i a ł a astralne. Czasem

praco

obrazie s i ę g a do s y m b o l i , a b y w y r a z i ć t r e ś c i , k t ó r y c h nie c z u ł a

ale nie u m i a ł a ioh r o z s z y f r o w a ć . Z a p y t a n a , co oznacza jodon z jej

się na siłaoh p r z e d s t a w i ć b e z p o ś r e d n i o . M a l u j ą c p o s ł u g i w a ł a się

o b r a z ó w o d p o w i e d z i a ł a — to P a n p o w i n i e n w i e d z i e ć , P a n p r z e c i e ż

k o l o r o w ą f o t o g r a f i ą s y n k a , w c h o d z ą c e g o do w o d y .

więcej się na t y m zna. „ M n i e nie c h o d z i o sukcesy m a l a r s k i e ,

O k o ł o 1966 r o k u dostrzega m o ż l i w o ś ć jeszcze innego przed­
stawienia c z ł o w i e k a —• przez jego p o r t r e t „ m e n t a l n y " .

„Każdy

m ó w i ł a , t y l k o o pokazanie, co ludzie p o s i a d a j ą . J a k się n a u c z ę ,
to b ę d ę m a l o w a ł a t a k ż e c i a ł a astralne. T a k i z a b ó j c a m a n p .

c z ł o w i e k m a 7 ciał a s t r a l n y c h w sobie. Jeden m a n p . więcej

czarno-czerwone k r ę g i i s z t y l e t y . A l e j a tego jeszcze nie u m i e m

n i e n a w i ś c i , d r u g i d o b r o c i . W s z y s t k o co człowiek m y ś l i u t r w a l a się

m a l o w a ć " . S ą d z ę , że t e n stosunek do t r e ś c i t ł u m a c z y

w n i m j a k b y stenograficznie. B a d a m więc c z ł o w i e k a , r o b i ę jego

kolorowość

horoskop i w i e m j a k się te c i a ł a w n i m u k ł a d a j ą . W t e d y je ma­

okresu. D z i a ł a l n o ś ć s w o j ą t r a k t o w a ł a bardzo p o w a ż n i e , w i e r z ą c ,

l u j ę " . C z ł o w i e k nio m u s i a ł w i ę c niczego w y r a ż a ć , a n i t w a r z ą a n i

iż przez badanie c i a ł a mentalnego z b l i ż a m y ' się do wyjaśnienia,

gestem. S t a ł , a za n i m j a k w i e l k i e owalne tremo — z n a j d o w a ł o się

p r z y c z y n m i a ż d ż y c y , zagadek b y t u , p o d s t a w o w y c h p r a w p -y-

( b y nie p o w i e d z i e ć

kolorkowość)

poniekąd

obrazów

z togo

przechodziły

chicznych zaszyfrowanych w postaci w z o r ó w alchemicznych, za­

jedna w d r u g ą , zgodnie z p r o p o r c j a m i u s t a l o n y m i uprzednio

p i s a n y c h w M e m p h i s , a d o t ą d przez n i k o g o nie o d c z y t a n y c h . (Mó­

tło w k t ó r y m

b a r w y ( r ó ż o w a , ż ó ł t a , niebieska)

w i ą c o „ n a u c e " , „ b a d a n i a c h " — nie m u s i a ł a s t u d i o w a ć a n i a r m e ń ­

w analizie c z ł o w i e k a .
Adamczewskiej, podobnie j a k i n n y m m a l a r z o m „ n a i w n y m "
(np. Ociepce, N i k i f o r o w i ) w y d a w a ł o s i ę , że rzecz

namalowana

skiego, ani staro-koptyjskiego skoro w i e r z y ł a , iż stan psychicz­
nego n a p i ę c i a m o ż o z b l i ż y ć j ą do poznania p r a w d y ) .

staje się r o a l n o ś c i ą , m o ż e w i ę c s ł u ż y ć za ś w i a d e c t w o , iż t a k

Malowała

r z e c z y w i ś c i e jest. T o jest d o w ó d — p o k a z y w a ł a obrazy z p o ś w i a ­

l u b gwaszem

50

codziennie po k i l k a g o d z i n , p r z e w a ż n i e olejem
na k a r t o n i e , b r y s t o l u . T w a r z —• t w i e r d z i ł a

—

�I

�zrobić ł a t w o ale trudno ręce i nogi. Czasem z a c z y n a ł a od plamy

w a ł a twarze — j a k je n a z y w a ł a — asyryjskie i egipskie. M i a ł y

n a pustym papierze. R o z m a z y w a ł a j ą , doszukując s i ę k s z t a ł t ó w ,

„mistyczny

z a l ą ż k u tematu. G d y go dostrzegła, s z ł a ś l a d e m tej inspiracji,

m a l o w a ł a (np. Boginię

jeśli nie — p o r z u c a ł a karton, lub w y m y ś l a ł a takie sytuacje,
w które plama m o g ł a się w t o p i ć . T a k np. w Judaszu

— tło „zro­

biło się same, a j a b a ł a m się p o p r a w i ć " .

u ś m i e c h " . G d y glina b y ł a sucha niektóre

Adamczewska z m a r ł a w Warszawie, w 1976 r. Praco jej znaj­
dują s i ę w zbiorach: P a ń s t w o w e g o Muzeum

Fot.: S. Deptuszewski, i). 7; A. Jackowski, il. 1; J . Świderski, il. 2—6, 8

I

Etnograficznego

w Warszawie i w kolekcji L u d w i k a Zimmerera.

P r ó b o w a ł a t a k ż e w y p o w i a d a ć się w rzeźbie z gliny. Modelo­

52

rzeźby

Kali).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10253" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10231">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f72f6869e54f19dc0176128ae3b6e05e.pdf</src>
        <authentication>4a854945ad2d2678a79db1beca5c0461</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4931</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121915">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121916">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121917">
                <text>sztuka nieprofesjonalna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121918">
                <text>kicz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121919">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4570</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121920">
                <text>Kicz - sztuka jarmarczna - sztuka ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121921">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.169-174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121922">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121923">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121924">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121925">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121926">
                <text>Matriona
(pochodzi

względu n a j e j naiwność czy p e w n e g o
jące

dziwactwo.

Taki

jest

właśnie

rodzaju

do

niej

jarmarczna

żyje
S. T o

twórczość
elementami

jest
zrąb

przeszkadza

dawniejszej.

pewien
sztuki

części
w

oficjalnej,

prawda,
który

ale

n a z y w a n i a r z e c z y różnych w s w o j e j

pisanej

w z n a l e z i e n i u t a k i e g o m o d e l u s t r u k t u r y , który pasowałby

przecież

rozwijała

się.

wzbogacał

się

z dorobku sztuki elitarnej.
mielibyśmy

współczesnej

n a m to

w

ukuwać

z

sztuki ludowej,

pozytywnej

ocenie

— służy d o

sztuka

m i n u s , że

t e n sposób

tradycyjny,

dlaczego

zarzut p o d a d r e s e m
nie

po

zawsze

czerpanymi

powodu

jako

odpadami

ludowa

Miała o n a s w ó j
widzę

Pojęcie „kicz" jest nieostre, wieloznaczne

t u podnoszone

przez duże

ALEKSANDER JACKOWSKI

wzrusza­

stosunek

sympatyków k i c z u .
Było

55 X 40,5 cm. 1965 r.
Białystok
cynfolia,
55 X 40,5 cm. 1965 r.

Kulesza:
II. 50. Obrazek
na szkle,
cynfolia,
zza Вида). II. 51. Car Iwan, obraz na szkle,

Nie
tego

i s t o c i e , stąd trudność

do w s z y s t k i c h z j a w i s k . B e y l i n pięknie zarysował
ginowany obraz i perspektywy
okazują

się

nie

wyima­

kiczu, ale propozycje

wystarczające,

gdy

je

jego

skonfrontować

z przykładami k o n k r e t n y m i .
T a k więc kicz „akademicki" o p a r t y jest o

skoro

zastanej

sztuki

logicznie

powielanie

k o n w e n c j i . Jest o n j e d n a k wewnętrznie
zorganizowany,,

poszanowaniem

praw

odznaczać

materiału

i

się m o ż e
wysoką

spójny,

przy t y m

sprawnością

169

�rzeźbie k u r o r t o w e j ( n p . Szczaw­

plastyków, s p o t k a m y w
nica!)

i na m u r a c h warszawskiego Barbakanu.

Kicz
dla

„tandetny"

ubogich.

jest

z

kolei

Masowym,

jakby

tanim,

niechlujnie, cynicznie. M y l i

pamiątkarstwem

robionym

pośpiesznie,

się p r o f . R e i n f u s s .

Ci ludzie

w c a l e n i e z a c h w y c a j ą się własną produkcją. I c h o b c h o d z i
z a r o b e k , a że w ś r ó d f o r m uznają j e d n e z a lepsze, d r u g i e
za

g o r s z e — t o n a t u r a l n e . Robią

g u s t " — w s i , młodzieży,
zabawek, broszek
zieleni

i

różu

zresztą

d z i e c i . Stąd

wyraźnie

np. w

„pod

kolorystyce

p r z e w a g a b a r w j a s k r a w y c h , zestawień

i t d . Decyduje

jednak

zawsze k a l k u l a c j a ,

c h o d z i przecież n i e o sztukę, a o t o w a r , o masę t o w a r o w ą .
T o a r t y s t a j e s t r o z r z u t n y , p r a c u j e miesiące n a d dziełem,
za które d o s t a j e później z n i k o m y e k w i w a l e n t ,
k i c z u m u s i kalkulować, uwzględnić

nawet

producent

t o czy

warto

dać pozłotkę, czy s t a r c z y ż ó ł t o b r ą z o w a f a r b a n a b a r a n i m
runie.
Jest

to więc

rzemieślnicza p r o d u k c j a t a n d e t y ,

której z a w s z e można znaleźć
podobającego

coś z a b a w n e g o

nawet

się n a m , a l e n i e m o ż e t o zmieniać

o c e n y z j a w i s k a . I trochę n i e p r z y d a t n y w y d a j e
termin

wśród

czy

chałtura,

proponowany

przez

ogólnej

m i się t u

Zimanda.

Mówiąc

o chałturze myślał b o w i e m o środowisku w ł a s n y m , o z n i ­
żaniu
0

się

do

pisarzach

produkcji

pośpiesznej

puszczających

pod

i

dobrze

płatnej,

pseudonimem

powieści

k r y m i n a l n e , o n a u k o w c a c h piszących l e w ą ręką

felietony

czy r e c e n z j e , o k o m p o z y t o r a c h t y l k o d l a z a r o b k u t w o r z ą ­
c y c h o p r a w ę muzyczną słuchowiska, f i l m u .

Chałtura

więc

wykonywania

w

moim

odczuciu zniżaniem

się d o

r z e c z y , u w a ż a n y c h z a gorsze, k t ó r e się trochę
robiąc m o ż l i w i e s z y b k o
jednak

52

chałturzystą

kompozytor

53

И. 52, 53. Klasztor
na Jasnej
Górze oraz
Ukrzyżowanie,
oleodruk,
tektura
mat, posypana
„pozłotką",
całość
przy­
kryta
szklanym
walcem,
wys. 10 cm. Produkował
w
1963 r. warsztat
Bronisława
Germana,
Kraków.

grafik

zawodowy

piosenek

użytkowy.

i ceniąc się d r o g o .
czy

Nie

też

tanecznej,

chałturzystą

W

normalnych

warunkach

(tzn. w

modelu

odniesienia)

wartość

żadna.

Wartość

tekstu

dzieła,

w

informacyjna

informacyjna

n i e tkwiąc

w

tego

zależy

układów

dzieła

jednak

będzie

od

kon­

n i m immanentnie.

Toteż

każde pamiątkarstwo

ciążące

gdyś

odczuwane

jako

„kiczopodobne"

t o m n y m (czy też o d b i o r c y z i n n e g o

może

kręgu

dawać

po­

kulturowego)

jakąś sumę i n f o r m a c j i .
o

plastyku

niezgodności
lub

gipsu

funkcji

zamiast

z

formą,

marmuru

o

stosowaniu

czy

porcelany,

jest

które

wynika

kiczem,

kolei

marczna

sumę

wydaje

sztuka

jar­

o aspiracjach

(figurki

t a m r z e c z y , k t ó r e należą w
wyrosłe

z

i

cukru,

związane

bukiety

z

z

o

odbiorcy

wiejskim,

który,

ności w e w n ę t r z n e j .

m i a s t o i środki

propagandy

bach

wnętrza,

zdobienia

tensywnego

przecież

zaspokaja

istocie do

dawną

bibułki

a r t y s t y c z n e j . Są też i p r z e d m i o t y
zachował

„artystyczny"'

nazywamy

kiczowata

este­

t y c z n y c h , k t ó r e s p o t y k a się n a j a r m a r k a c h czy o d p u s t a c h .
Spotkamy

nie

kicz

że

wytworów

których

i s t o t n e są d w i e :

t u umownie

stąd,

o k i c z u j a r m a r c z n y m . Pojęciem

określam

ludową,

t y c h rozważań

są r z e c z y złe,

się, że piętno k i c z u ,

ozdobie.
Z

k u l t u r y , o natrętnym p o w i e l a n i u stereotypów, o n i e s p ó j ­
K i c z „ p a m i ą t k a r s k i " d z i e l i się z k o l e i n a r ó ż n e g r u p y ;

jest

n y c h za n i e p o t r z e b n e , służących p r z e w a ż n i e t y l k o w ą t p l i ­
wej

0 k a r y k a t u r z e w z o r c ó w przejętych z i n n e g o czasu i kręgu

dla

nie

producent

się s a m a i d e a t w o r z e n i a p r z e d m i o t ó w p r z e z nas uważa­

ludowej,

K i c z „ p a m i ą t k a r s k i " j e s t czymś zgoła i n n y m . T u można
mówić

nad wyrobami,

^pamiątkarstwem",

szczególnych s y t u a c j a c h , n p . z a n i k u w s z e l k i c h i n n y c h

śladów k u l t u r y d a n e g o o k r e s u i społeczności, dzieło n i e ­

jest

k i c z u , t a n d e t y . O n n a p r a w d ę p r z e w a ż n i e l e p i e j n i e może

Nie

k u l t u r o w y m pełnym, gdzie łatwo o s t w i e r d z e n i e

już

nie

1 nie umie!
lepsze i n a w e t b. dobre. A l e w y d a j e

rzemiosła.

lekceważy,

N i e jest

felietonista,

muzyki

jest

jest

pewne

model

o

wartości

itp.),

dawną

nawyki

sztuki

i

wizualnej. Myślę
moda

o

myślą
sztukę

potrzeby,

narzucanej

przystrajania,

k o l o r u (chyba

tradycją

produkowane z

odrzucając

sztuki

jej

przez

o

potrze­

potrzebie i n ­

n a „pikasy"

wiąże

się

sprawnie,

z t y m u p o d o b a n i e m d o o s t r y c h b a r w n y c h zestawień p l u s

p r z y z a c h o w a n i u m i n i u m niezbędnych r e g u ł t z w . s m a k u ,

a s p i r a c j e d o m o d y m i e j s k i e j , nowoczesności). W z o r o w a n i e

1

kicz

„tandetny".

Artystyczny

—

robiony

poprawności w y k o n a n i a , rzemiosła. M o ż e d a w a ć
pewne

wzruszenia,

pieski,

laleczki

z

np.

sentymentalne,

buziami

słodkich

rzewne

dzieci),

potrzebę

czesności (dl. 63), b o i s t n i e j e przecież
sztuce
banału,

awangardowej,
„sposobu",

zawodowych.

170

sprowadzający

kicz

Spotykamy

produkowany
go

w

(kotki,

estełyczno-

-seksualne (np. i m p o r t o w a n e z N R D f i g u r k i
— 11. 62), m o ż e zaspokajać

odbiorcy

porcelanowe

eleganckiej

nowo­

się

na

„mieście"

jest

porcelanowe

czy z brązu, p r z y c i s k i , o b r a z y

ulega

korektom,

ale

żerujący

na

w

czasie. S p o t y k a m y

nową

prawdę

do

a

częściowo

Cepelii,

w

plastyków
sklepach

opóźnione.

Kultura

n a ścianach,

k i l i m y , mieszczański s a l o n i k s p r z e d pół w i e k u . T e n ideał

kicz

przez

oczywiście

w n ę t r z a , d o której się a s p i r u j e , t o w y s o k i połysk, f i g u r k i

wsi

i

miast, w

j e s t przecież

starcza

zawsze

istotnym

których

ogromna.

przedmioty

z

opóźnieniem

go w ś r ó d ludności w s i , m i a s t e c z e k
liczba

przybyszów

ze

Otóż s z t u k a j a r m a r c z n a do­

pożądane,

a

niedostępne

w

inny

�Sposób (gdyż i c h n i e m a l u b kosztują
drogo). Uzupełnia

lukę

istniejącą

w

sklepach

między

pytem. I s t n i e j e , p o n i e w a ż j e s t określone

podażą

zbyt

a

po­

ideale
W

zapotrzebowanie,

a

jest

po

prostu

nieudolnym,

tej to kategorii spotykamy

rzeczy

interesujące,

i

w których d o s t r z e g a m y p o z a g o r z e j c z y l e p i e j p o w i e l o n y m

handlu

spółdzielczego.

Częściowo

jest

s t e r e o t y p e m rąbek własnej t w a r z y a u t o r a , c z a s e m — j a k

producentów,

częściowo

jest

w

państwowego
winą

wynikiem

istniejącej

szechniania
Co dać w

i

handlu,

kultury.
miejsce

jednych świętych

sytuacji na naszym
Czym

nasycić

oleodruku?
innymi

rynku

istniejące

Łatwo

świętymi,

obiegu

'kopią,

rzeczy

może

w

być

którego n i e zaspokajają
to

sprzedawane

miał

tępym malowidłem.

potrzeby?

zastąpić

ale j a k

upow­
portrety

wyrugować

twórczości

tzW. n a i w n y c h —

projekcję

ioh psychiki,

i c h odrębnego świata. W twórczości „ n a i w n y c h " w y s t ę p u ­
ją zakłócenia,, k t ó r e o d b i e r a m y j a k o c i e k a w e , dające n a m
jakieś

przeżycia.

Tak

jest

z

Nikiforem,

Zagajewskim,

L a d ą , R y b k o w s k i m , Buczyńskim i i n . I c h w i z j a

jest i n ­

mieć

n e g o g a t u n k u niż środki, k t ó r y m i dysponują.

subskrybcje

dzieł

s t e r e o t y p ó w w y n i k ł o w i c h twórczości n a s k u t e k d o m i n u ­

sztuki zaspokajają m i n i m a l n y p r o c e n t p o t r z e b , p r z y

czym

jącej p o t r z e b y w y p o w i e d z i

je na rzecz m a r t w e j n a t u r y
sens?
do

Proponowane

omawianego

Toteż t r u d n o
niem cieszy

i czy t o właśnie m a

reprodukcje

środowiska

czy

praktycznie

się d z i w i ć , ż e w c i ą ż
się „ d r u g i o b i e g

nie

dużym

sztuki"

dochodzą.

zainteresowa­

— jarmark,

bazar,

Istnieje
płótnie,

potrzeba

papierze,

obrazów,

maluje

na

Rafael

i Leonardo, C o u r b e t i W i e r u s z - K o w a i s k i , C a n o v a

i Cza-

obrazki, kopie

oryginały.

Wszędzie

i

zawsze

je

przeważnie t a k s a m o ujęte. „ D o s t a w c a m i " i c h b y l i

nie

Tematy

się

same,

chórski, d e w o c y j n e

tkaninie.

więc

te

przecież

o s o b i s t e j , namiętnej,

reprodukcje

wykonują

T o t e ż j e s t t o s z t u k a w której o d c z u w a m y e m o c j e ,
i

odrębne p e r s p e k t y w y

lub b a r d z i e j s p r a w n i a m a t o r z y , w y r a n ż e r o w a n i

ale

mniej

plastycy,

istotne w

warstwę

nich

Są

też

i

twory,,

kiczowate,

a

mimo

obojętnie, wnoszą
Istnieją

konwencjonalną

są wciąż z n a c z n e ,

niektórzy m a l a r z e

obsługują

zbyt

całe p o ­

właśnie
czy

k i c z u n i e r a z się w y w o d z ą

wych ( n p . n a B r a c k i e j w

Produkcja i

jest

akademickiej

sprzedając u r a m i a r z y n a s t o i s k a c h , w s k l e p a c h k o m i s o ­
Warszawie).

obsesje

twórcy. Środowisko, t r a d y c j a —
kiczopodobne,

t o , co

przebija

przez

kiczowato-drohnoniieszczań-

s k i e j k o n w e n c j i . N i e są t o w i ę c k i c z e , m i m o i ż z t r a d y c j i

— bo

je

szczerej,

n a s k u t e k w y r a ź n e j d o m i n a n t y treści, które chcą w y r a z i ć .

sprawiają, że dzieła t e mają p e w n e c e c h y

odpust.

Zakłócenie

i

(np.

które

t o n i e możemy

bowiem

bowiem

Zagajewski).

odczuwamy
jakąś nutę

przypadki,

kiedy

jako

wyraźnie

przejść

obok

osobistą,

kicz

kompromituje

tematykę, a l e poza t y m w n o s i w

sposób j e g o r o z w i ą z a n i a

nich

szczerą.

jakiś m o m e n t n o w y ,

temat
świeży,

w i a t y (np. w N o w y m T a r g u — r o d z i n a M a j ó w ) . Są o b r a z y

a u t e n t y c z n y . P o p r z e z n a i w n e , osobiste z o b a c z e n i e t e m a t u ,

olejne n a płótnie, w r a m a c h s p r z e d a w a n e

nawet

z a 50 i 80 z ł o ­

tych! Z m i n i m a l n y m z a r o b k i e m , za t o m a s o w o .
niesieniu

do

nich

określenie

„kicz"

często

W

od­

wydaje

się

swym

Istnieje
w

więc

określonym

interesujące,
I I . 54. Ptaki i zwierzęta
poruszające
nej wodą, Łowicz,
1965 r.

się w kuli

wypełnio­

groteskowości

czy

temat, wnosi w

nieświadomej

niego

nowe

war­

tości.

n a j t r a f n i e j s z e . J e s t t o k i c z , w k t ó r y m następuje z a k ł ó c e ­
nie między ideą o b r a z u a realizacją, k i c z , k t ó r y w

nie pozbawione

k a r y k a t u r y , odświeża

sfera

dzieł

kontekście

a

nawet

kiczopodofonych,

kulturowym

inspirujące.

mogą

które

Okazać

T u powołam

się

się n a

p i e r w s z e z b r z e g u d w a p r z y k ł a d y : H a s i o r a ( i i 67) i L i c h tensteina

(al. 68), którzy

w

kiczu — jeden

w

jarmarcz­

n y m , d r u g i w c o m i c s i e — znaleźli źródło n o w y c h r o z w i ą ­
zań

twórczych.

Oczywiście

postawa

taka

nie

świadczy

o o b i e k t y w n e j wartości d o d a t n i e j dzieł, k t ó r e służyły t u
z a w z ó r inspirujący. K i c z m o ż e być p u n k t e m wyjścia n a
t a k i e j s a m e j z a s a d z i e j a k każda i n n a i n s p i r a c j a , d o z n a n i e ,
wpływ

— i

sam fakt

Lichtenstekia
Świadczy

nie

nobilitacji

oznacza

j e d n a k o t y m , że w

szukiwania
chociażby

awangardy
przez

kiczu u

jeszcze

pewnych

znajdują

w

kompromitację

Hasiora

jego

czy

rehabilitacji.
sytuacjach po­

kiczu

sojusznika,

zastanych

konwencji,

d o p r o w a d z e n i e i c h d o p a r o d i i . K i c z s t a j e się t w o r z y w e m
n a r ó w n i ze s z c z e k a n i e m

psów

czy d ź w i ę k i e m

lokomo­

tywy.
W a r t o t u też p r z y p o m n i e ć sąd W i k t o r a Szkłowskiego,
który w początkach s w e j

świetnej

l i t e r a t u r y pisał: „Sztuka w

działalności

najgłębszej

swej

teoretyka

istocie jest

i r o n i c z n a i b u r z y c i e l s k a . N o w e f o r m y s z t u k i tworzą
drogą

kanonizacji f o r m tzw. sztuki

się

wulgarnej. Puszkin

narodził się z małej s z t u k i sztambuchów; powieść w s p ó ł ­
czesna ze «strasznych o p o w i e ś c i * w r o d z a j u P i n k e r t o n ó w ,
N i e k r a s o w — z w o d e w i l u , B ł o k — z r o m a n s u cygańskiego".
Ocena
Trzeba

globalna

bowiem

strukturze

kiczu jako zjawiska

wiedzieć

kulturalnej

i

j a k działa
społecznej, a

on

n i e jest
w

łatwa.

konkretnej

działać

może za­

r ó w n o u j e m n i e , j a k i d o d a t n i o . W środowiskach p e r y f e r y j ­
n y c h , lumpenburżuazji i burżuoproletariatu — o d p o w i a d a
o n p e w n y m istniejącym

a niezaspokajanym

inaczej

po­

t r z e b o m e s t e t y c z n y m ( w w a r s t w i e n p . dekoracyjnej i sen­
tymentalnej).
Kicz

pełni

stereotypów,

rolę

negatywną,

gdyż

zabija

wrażliwość,

świeżość

przyzwyczaja

do

odbioru, znie-

171

�czuła n a p o d n i e t y i n t e l e k t u a l n e , h a m u j e r o z w ó j

kultural­

Są j e d n a k i c e c h y
ceniać, z a p e w n e
lansie

warstwy

utworu.

Funkcje

kiczu

spełniać

wtedy

będzie

o b r a z R a f a e l a , L e o n a r d a , C o u r b e t a , M i l l e t a , Chełmońskie­

n y środowiska i j e d n o s t k i .
d o d a t n i e k i c z u . N i e chcę i c h p r z e ­

n i e równoważą

k u l t u r o w y m środowiska,

cech
ale

ujemnych

dla

w

bi­

jednostek

czy

go i A x e n t o w i c z a .
nicy,

Czerwone
Kicz

wa.

J a k o k i c z mogą być o d c z y t a n i

i czarne,

bywa

i w

Dzieje

grzechu,

Dama

Nędz­
Kamelio-

n a s s a m y c h . N o r m a l n i e z k i c z u się

p e w n y c h g r u p mogą okazać się w a ż n e . M y ś l ę t u o s t a b i l i ­

w y r a s t a j a k z d z i e c i n n y c h u b r a n e k , lalek, misiów i pies­

zacyjnych

k a . A l e t a k j a k dorośli odczuwają

walorach

k i c z u . Pośpieszny, g o r ą c z k o w y

naszego życia zakłóca
stąd

masowość

nerwowego.

W

przemianom,
zmienne,

równowagę

newroz,
świecie,

gdzie

szczególnie

dobrze

psychiczną

nagminność
są

znane.

Kotwice

stabilności

bywa

nieraz

czasu.

już

tylko

szybkim

trwałe,
Dla

będzie t o d o m r o d z i n n y , m a t k a . D l a c z ł o w i e k a
oazą

układu

ulega

rzeczy

nia

człowieka,

schdrzeń

wszystko

ważne

rytm

nie­

dziecka
dorosłego

stary

i

się

ciepłe ś w i a t e ł k o p r z y t u l n e g o

inaczej,

pozytywna

0 której m ó w i m y , zostałaby o c z y w i ś c i e
Oceniając

zjawisko

kiczu, warto

n a t o , że j e s t k i c z w y p ł y w a j ą c y
kiczu znajdziemy

kiczu,

zniwelowana.

też

zwrócić

z potrzeb

nachalny, t r a k t o w a n y jako zyskowny

te mogły

wartość

serca

— scena

widzieć

te elementy

seryjną

produkcję

kawy

czy f i g u r e k

Kicz
Jest

i

odbiorze.

II. 55. Domki
w Wołominie

172

potrzeb

autentycznych.

kiczopodobne

w

półrozebranych

Należy

i n n y m planie

pseudonowoczesnych

— zwróćmy
w

z

serwisów

Najłatwiej
kliez

Tak

tępić

dotyczy

powstało

makaty

i

hasło
obrazki

rozpoznać k i c a , g d y j e s t już nlazlwtany — n i e ­
powistaje

postaciami

ciągle

i

Toteż

rozsądlne

1. N i e w y s t a r c z a

zwalczać

iwciiskia się

w

społecznego. K i c z
nuda

nieustannego

s p r a w i a , że p e w n e s f e r y
zaspokaja

właśnie

pod
kiczu

momentów.

kicz

jako

objaw.

Trzeba

kulturowego,

j e s t r e z u l t a t e m , n i e przyczyną.

2. Sterylność, często w r ę c z
(nawet

życie

wypieranie

dotrzeć d o ź r ó d e ł j e g o s u k c e s u , d o podłoża

do

baletnic.

kicz.

n u d a współczesnej

szokowania

potrzeb

i

sztuki

epatowania)

estetyczno-uczuoiowych
i

chyba

historycznie zmiennym.

Istnie­

Te

potrzeby

można

należy zaspokajać w i n n y sposób.

uwagę, istnieje n i e t y l k o w

dziele.
jednej

widzeniu

zaczęto

niż

W

płaskim

I

z życia m u s i uwzględniać k i l k a

i u Ż e r o m s k i e g o ( n p . Popioły

wyobraźni,

jeleniem".

kiczu.

i

w górach z h a r n a s i a m i ) i u P r z y b y s z e w s k i e g o c z y K a s p r o ­
typu

z

stereotypu

różnymi

kicz

dali

d o m u i t d . I t e ślady k i c z u

uwagę

Elementy

się

wzruszeń

z j e l e n i e m , pozostawiając w s p o k o j u k o t k i , p a w i e i aniołki.

wicza, w y n i k a o n j e d n a k i z k o n w e n c j i l i t e r a c k i c h epoki,
1 z

pewnego

stety,

proceder.

pobawie­

odczuwa

W a l k a z k i c z e m j e s t o t y l e t r u d n a , ż e n a ogół
„walki

zaspokajane

samo

o sobie.

wartość k i c z u leży t u n i e w
być

c z a s e m chęć

tek

k a ż d y z nas n o s i w sobie, n i e ś w i a d o m , k i e d y dadzą znać

tylko

a w kontekście, który s t w a r z a . G d y b y p o t r z e b y

pieskiem,

dzieciństwa, z i m o w e g o pejzażu, g d y dostrzeże się w

szlagier,

estetycznych

czy

p o t r z e b ę k i c z u . J a k o sygnału w y w o ł a w c z e g o

f i g u r k a , o b r a z — k o n w e n c j a d o której p r z y w y k ł . D o d a t n i a
jego w a l o r a c h

kolejką

tylko

3. K i c z

jest pojęciem

n i e j e g o w i ą ż e się z i s t n i e n i e m o k r e ś l o n e g o ideału piękna.

szklane,
posypane
pozłotką
i różnokolorowymi
pod Warszawą., 1963 г. II. 56. Broszki
plastykowe

szkiełkami,
wys. 8 i 16 cm, kupione
malowane
olejno,
z odpustów,
1965 r.

na

targu

�Granica „ p i ę k n a " w y z n a c z a
piękna przestaje

mie się ją p r z e k r a c z a
staje coraz m n i e j
4. N i e
kulturze
w

ma

— relatywizuje

jednego

więc k i c z — t o w a r z y s z
realizmu,

się

ekspresjonizmu,

5. K i c z

towarzyszy

czasu

jak

odrodzić

w

secesji,

towarzyszy
cień.

Ginie

innym.

sztuki

Jest

towarzysz

nowoczesnej.

niewiedzy.
naszej

kulturze,

jego

i s t n i e n i e m należy

jednak, choć

jest

t o trudną,

dążyć

jest

się
do

jej

częścią

liczyć.

Trzeba

eliminacji

tych

f o r m k i c z u , które w k o n k r e t n e j s y t u a c j i k u l t u r o w e j pełnią
rolę

destrukcyjną

—

zachowując

rozwijające się i n i e p o z b a w i o n e
Walka z kiczem sprowadza
podnoszenia

świadomości

formy

spontaniczne,

pewnych

walorów.

się w i ę c w s w e j i s t o c i e d o

kulturalnej

(a w i ę c i

estetycz­

nej) społeczeństwa. A ś w i a d o m o ś ć t a f o r m u j e się w l a t a c h
młodości i t r u d n o j ą
się najrozsądniejsze,
cyjnymi

zakazami

i

potem

zmienić. Toteż

zamiast

uspokajać

„walką

z

wydaje

mi

się a d m i n i s t r a ­

jeleniem",

podjąć

trud

wychowania estetycznego młodzieży w szkole, wykorzystać
możliwości p o p u l a r y z a c j i w

radio, T V , prasie ilustrowa­

nej. Nasz ustrój t e o r e t y c z n i e s t w a r z a n a j l e p s z e
takiego działania, c e l o w e g o p r o g r a m o w a n i a
sowej.

Jeśli t e g o n i e c z y n i m y ,

falnie p o z i o m

jarmarki

jeśli

obniżamy

np. audycji muzycznych

w

możliwości

kultury

radio — w i n a

to t y l k o l u d z i , k o n k r e t n y c h l u d z i a n i e s y s t e m u .

Trzeba

zmienić n a w y k i l u b j e zaspokoić i n a c z e j , l e p i e j . W
wypadkach konieczny jest p o z y t y w n y

ma­

katastro­

program

obu

działania.

II. 57, 58. Figurki
gipsowe,
odlewane
z formy,
wys. 15—17
skiego. II. 59. Zabawka
celuloidowa,
kupiona
w Warszawie,
Wyk. Spółdz. Pracy
„Twórczość"
w Częstochowie;
trąbka

docierały

i ludowej.

do

wzory

i impulsy, tyle

sztuka

Czy

sztuka

j a r m a r c z n a zaspokaja

sztuki

ludowej

że t w ó r c z o a d a p t o w a n e .
liczne

potrzeby

nowe
Obecnie

estetyczne

w s i , i w t y m sensie można m ó w i ć , że weszła n a
t r a d y c y j n e j s z t u k i l u d o w e j . Z a w i e r a też w i e l e
bliskich

estetyce

elementy,

składową. Z

jarmarcznej

Slztuka j a r m a r c z n a t o w a r z y s z y ł a i d a w n i e j sztuce l u d o w e j ,

sztuki ludowej, kicz —

Kicz-bękart s n o b i z m u i

o sztuce

się p o j ę c i e k i c z u ,

kiczu. Kicz

naszego
by

kolei

j a r m a r c z n a j e s t kontynuacją s z t u k i l u d o w e j ? I t a k , i n i e .
poprzez

modelu

wcieleniu,

Z

świado­

wyraziste.

artystycznej

jednym

granicę k i c z u . I g d y g r a n i c a

być w y r a ź n i e o d c z u w a l n a , g d y

ludowe

tradycyjnej

które można w

— jak wspomniane

sztuczne, a n a w e t
marczna

jest

w

gipsowe
swej

sztuki

ludowej,

uzasadniony

miejsce

elementów
a

nawet

sposób uznać za

już c u k r y , p i e r n i k i ,

kwiaty

b a r a n k i . A l e też s z t u k a j a r ­

masie

produktem rozpadu

a nie

k o n s o l i d a c j i , p r o p o n u j e szczątki różnych k o n w e n c j i , t a n ­
detę i k i c z , n i e t w o r z ą c ż a d n e g o p r o g r a m u
który

mógłby p r z y s w o j o n y

i oszlifowany

estetycznego,

stać się

nową

tradycją. S z t u k a j a r m a r c z n a weszła w i ę c n a r y n e k

daw­

n i e j o b s ł u g i w a n y p r z e z sztukę ludową. N i e m a n a t o m i a s t
i s t o t n y c h c e c h l u d o w e j s z t u k i i mieć n i e może. E l e m e n t y
j e j w c h o d z ą w z a k r e s z j a w i s k a , które określamy m i a n e m
wjspółcizesnej
jest

i

być

szituki
nie

ludowej.

może,

Ale

chociażby

różnic k u l t u r o w y c h i społecznych
odrębności
sztuka

a

nie

do

Nosiła

też

ludową
że

prowadzi

na swej

wyraźne

zatarcia

tradycyjna

odrębności

cechy

nie

niwelacja
do

ich kultywowania. A

l u d p w a bazowała

oficjalnej.

sztuką
dlatego

od

sztuki

regionalne.

n a t o m i a s t , który j e s t i s t o t n y m k o m p o n e n t e m s z t u k i

Kicz
jar­

m a r c z n e j , j e s t k o s m o p o l i t y c z n y , z a w i e r a o d p r y s k i różnych
k o n w e n c j i , które m n i e j l u b b a r d z i e j

szczęśliwie ze sobą

współżyją.

cm. Wyk. przed
1939 r. w fabryce
Pawła
1965 r. U. 60. Kot
w bucie,
polistyren,
z tworzywa
sztucznego.

Haneczkowwys. 8 cm.

173

�II. 61. Fragment
lady z figurkami
i wazonami
porcelanowymi
w pawilonie
przy
ul. Marszałkowskiej,
1966 r.
II. 62. Figurki
porcelanowe,
import
z NRD,
ceny 400 i 500 zł. Sklep
MHD,
Warszawa
1966 т. II. 63. Serwis
por­
celanowy,
malowany
na kremowo,
czerwono
i złoto przez
art, piast, Z. Buksowicza
z Katowic
(f-ma
„Stentyl").

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10254" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10232">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/50c51dc989d6cfae860657ea862e1177.pdf</src>
        <authentication>2f7a378a1e02a65f973eedf2a2b0f7cb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121927">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4938</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121928">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121929">
                <text>kicz</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121930">
                <text>odpust</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="121931">
                <text>figurki z cukru</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121932">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4577</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121933">
                <text>Odpust w Białymstoku/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121934">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.221-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121935">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121936">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121937">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121938">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121939">
                <text>Aleksander

Jackowski

O D P U S T

Największy

odpust

W

w

B I A Ł Y M S T O K U

Białostockiem,

n a który

zjeż­

inny

( n i e podał

dżają z t o w a r e m k r a m a r z e z całego w o j e w ó d z t w a a t a k ż e

Traugutta

z Warszawy

Makowski,

i K u r p i , j e s t n a Św. R o c h a

w

Białymstoku.

- 1 9 6 5

nazwiska)

4, Skibiński,
Wołomin,

— Zielonka

pod

Warszawa-Jelonki,

Kasprzaka

R.

Warszawą,

S t e r n i c z a 29,

21 ¡m. 6. W

pośpiechu

O d b y w a się w najbliższą niedzielę p r z e d l u b p o 16 s i e r p ­

rzucają k i l k a i n f o r m a c j i . P r o d u k u j ą cały r o k , w

niedzielę

nia w kościele p o d w e z w a n i e m

l u b d n i t a r g o w e ktoś z r o d z i n y w i e z i e t o w a r i

sprzedaje,

i

najciekawszym

dziele

Kościół

sytuowany

pagórka

wieńczy

doskonale

(największym

Oskara

Sosnowskiego).

arch.

jest

znakomicie,

główną

zewsząd

św. R o c h a

arterię

widoczny.

położony

,miasta,

U

n a stoku

ul.

podnóża

Lipową,

placyk,

ulice

na

większe j a r m a r k i

i

o d p u s t y jadą

gromadnie.

i c h działalności j e s t j a k w i d a ć z n a c z n y ,
— pozwalają

n a sprzedaż

m e t r ó w . Opłaca

w

Zasięg

samochód, k o l e j

promieniu kilkuset

się p o k r y w a ć

koszty

kilo­

transportu,

mimo

opływające c y p e l z b u d o w l ą ( M a n i f e s t u L i p c o w e g o i Dą­

że f i g u r k i n i e są d r o g i e , o d 2—3 zł ( k o t k i , zajączki), d o 20

browskiego).

T a m właśnie, n a t y c h u l i c a c h , równolegle

(średnie B o b i k i ) , 25 ( Z o r r o ) ,

do

dziedzińca

p o p i e r s i a d a m i t p . ) . M ó w i ą o c e n a c h , j a k i e biorą, trochę

murów

i odpustowe
Trudno

kościelnego,

stawia

się

kramy

uchwycić

obraz

o d p u s t u podczas

jedno­

razowego p o b y t u . R u c h jest o g r o m n y , przez schody,
dziniec p r z e l e w a

się już o d r a n a tłum l u d z i ,

około 10 i r z e d n ą c y w
mów

— jeśli

trzy.

Jeden

kościele.

się

zgiełkiem,
dawców

przychodzą

to

kramów,
pod

popatrzeć

gęstniejący
właściwie

ci,

którzy

się

pokrzykiwaniem

kościół

obejrzeć

niecodzienne

i ładne, j a s n e i r o z l e g ł e n i e p r z y p o m i n a d a w n e g o ,

przed­

I l u d z i e są i n n i .

Białegostoku

dzielę, w

N i e odróżnisz n a co

od Krakowa

czy W a r s z a w y .

o d p u s t u , tłum jest

j a k ja,

szukający

w

tych

gipsach

przewrotnych

k a r y k a t u r y , u r o k u szmiry. A l e właś­

c i w e środowisko kupujących n i e w y b i e r a , p o p r o s t u g r a ,
k u p u j e f a n t y , z a w s z e się w y g r a , i szczęście, g d y za 2 czy
5 złotych

dostanie

się

dużą

figurę,

wartą

wielokrotnie

w i ę c e j . T o d a j e satysfakcję, a s a m g i p s j e s t t u już t y l k o
ś w i a d e c t w e m szczęścia, które dopisało, a n i e p r z e d m i o t e m
wybranym.

Chociaż

ponowanych
koniu,
są w

c z a s e m kupujący

wariantów

łabędzia
jednej

czy

chciałby

Wenusę.

określa

mieć

Bo

co z

pro­

— I n d i a n i n a na

wszystkie

te

figurki

cenie.

dzień

P y t a m o f o r m y d o o d l e w u t y c h gipsów, k t o j e w y r a ­

nie­

bia? Czy sami? Stoisko z o k r o p n y m i , t a n d e t n y m i k i c z a m i .

W

ludzie

Są t a m : s a r n a , I n d i a n i n n a k o n i u , C h r y s t u s p o d krzyżem,

Przechadzają

diabły, k o g u t y , łosie i t p . D o w i a d u j ę się, że f o r m y w y r a b i a

się

promenadzie,

ob. O g ó r e k w

do

b u d o w l a n e . O b o k s t o i s k o , g d z i e t e m a t y k a p o d o b n a , różni­

głównej

kłaniają,

ulicy

j a k po

pozdrawiają

kurortowej

sąsiadów.

m r o w i s k a o d p u s t u , t u znikają

jednak inny,

tacy

wdzięków naiwnej

u b r a n i świąteczniej, s t a r a n n i e j , s z y k o w n i e j .
po

dzień

siebie.

sprze­
młode

ulicy

pokazać

w

zwabieni

Miasto,

wojennego.

i

— jest

o d p u s t u , modlący

liczniejszy,

barwnością

widowisko,

wyrazić

uczestnicy

—

dzie­

d w i e i pół g o d z i n y p ó ź n i e j . T ł u ­

t a k można

tworzą

Drugi

figury, Bobiki,

ociągając się, g d y kupują u n i c h k o n k r e t n e f i g u r y l u d z i e

stoiska.

jest

40 ( w i e l k i e

Dochodzą

w

wrzącego

gąszczu tłumu, a b y p o

ce f o r m

Jelonkach. Tenże robi sztukaterie, roboty

nieznaczne,

za

to wszystkie

malowane

czarną

p e w n y m czasie z n ó w s t a t e c z n i e kroczyć p r z e z p r y n c y p a l -

farbą

ną ulicę, b o g a t s i

D o w i a d u j ę się t y l k o , że w y r a b i a się t e f i g u r k i n a P r a d z e .

drobiazg,
psa

(zwłaszcza

gwizdek,

dzieci)

pukawkę,

czy „ w e n u s y " ,

o jakiś

jaskrawą

g i r l a n d y smażonych

jarmarczny

figurkę

kota,

na oleju

kulek

z ciasta.
Jest

i

trzeci

tłum. D l a n i c h

r ó w k ą , a l e i okazją
Żebracy,

drobni

fotografiami
przysiadły
ziony

aż

jeźdźców,

obrazu

św.

Ostrołęki

pieski, a

gorąca,

zlani

dewocjonaliami,
Rocha,

baby

oferując

towar

ciężką

się często.

wiejskie,
z

ha­

kolorowymi

z koszyków

— wypieki

wreszcie

d l a r z y , k r a m a r z y , którzy
czas

jest

zarobku, j a k a n i e zdarza

handlarze

na schodach,
z

odpust

które

złotą.

Byle

j a k , pośpiesznie,

J a k w i d a ć ogólnopolskie c e n t r u m p r o ­

dukcji

gipsów

Notuję

repertuar

tematów:

wzór

gumowych),

zajączek,

lwie,

świnia,

(onże

tandetnie.

mieści

się,

jak

z

małą

pies,

w

stolicy!

kotek,

piesek

koń,

kobieta

skaczący

t a n c e r k a , służący

występuje

przystało,

Pimpuś,

jeździec

modyfikacją

na

(na
na

koniu

jako

Indianin),

tyle

tematami

p u d e l , jeleń.
Poszczególne

stoiska

gipsów, co s p o s o b e m

różnią

się

nie

i c h w y k o n a n i a i z d o b i e n i a . Są w i ę c

armia

han­

stoiska

całymi r o d z i n a m i pracują

pod­

j a s k r a w e i b a r d z i e j r e a l i s t y c z n e , c z a r n e ze złotem i brą­

pokrzy­

z o w e ze złotem. P r z y całej d o b r e j w o l i t r u d n o w y r ó ż n i ć

potem,

kilkutysięczna

kozy,

i

Znów Warszawa.

przywie­

ciasta,

(nitro)

zziajani,

nieustannie

kujący, p o d a j ą c y t o w a r n a l a d ę s p r a w n i e , s z y b k o ,

z figurkami malowanymi w

c i a p k i , są

bardziej

ciągle

jakąś w z g l ę d n i e ładną figurkę. N i e kupuję n i c i(w Ł o w i ­

n a najwyższych o b r o t a c h , bo t o t y l k o d w i e — t r z y g o d z i n y

c z u — m y ś l ę , b y ł y ładniejsze r z e c z y , c z y t o Z o r r o — i l .

i n i e w o l n o m i n u t y przegapić. D l a n i c h o d p u s t zaczął się

na

wcześniej.

Musieli

- s k a r b o n k a — i l . n a s. 168).

wywalczyć

dobre miejsce,

przygotować

towar,

przewieźć

zaaranżować e f e k t o w n i e

go,
kram

i w a l c z y ć o k a ż d y g r o s z z konkurencją, o k a ż d e g o k l i e n t a .
Przyjeżdżali

z

daleka.

Gipsowe

s t a w i a się n a stołach i s p r z e d a j e
loterię, w

Wyładowują

rówki.

paki.

Całe

robię

odwiedzić,
tych

g d y będą

właśnie

niechętnie

zapraszają

m i e l i więcej

sprzedawców

i

do

roz­

w

Kolnie

dekoracyjny

konik-

U w a g ę moją z w r a c a t e r a z s t a r u s z k a sprzedająca
prostyńskie. T u t a j ?
Mazowieckiej,

pierwszy

raz

je w
je

walizce

zrobiła,

dla

zarobku.

aż

j e sprzedają, w i ę c chciała dorobić, b o m a ciężko, i spró­

domów,

aby ich

Notuję

producentów

ale

adresy

gipsowych

f i g u r e k . C z e s ł a w P y w a s z e w s k i , W a r s z a w a , M o k o t o w s k a 96,

bowała.

O s t r o w i kiedyś r o b i o n o

kozy

z Ostrowi

przyjechały

cięża­

nich w

Przywiozła

U

odpowiadają,

czasu.

robiony

na

j e ze s t a r e j , p o j e m n e j

Pytani

i m zdjęcia,

które

154, c z y

fantów

formie

której k a ż d y n u m e r w y g r y w a ,

z Warszawy.
gdy

figurki,
w

s.

Ale

się

opłaci. O b o k
dobrze

co

Obarzanki,
wożą

i

b o i , czy

inna

młoda

gdzie

się

których

przeważnie

wiele
z

jej

takie kozy,

się

podróż

dziewczyna,
opłaci.
w

i

z
już

dziś

t a k daleka

Kurpi,

Bywała

stoiskach

Zambrowa

z

a i

ta wie

wszędzie.

piekarskich, do­

Łomży.

Cukiernicy

m i e j s c o w i uważają, że l e p i e j się k a l k u l u j e w y r ó b

pierni-

221

�ków,
z

łakoci

(na

prowincji

w a l i z k i , t u muszą

tarnych,

sprzedają

stosować

skrupulatnie

się

do

towar

prosto

zarządzeń

przestrzeganych,

tak

sani­

przy

pro­

d u k c j i , j a k s p r z e d a ż y — stąd w i t r y n y , b i a ł e czyste k i t l e ) .
W

tych

kramach

cukierniczo-karmelkarskich

się b a r w n e f i g u r k i z c u k r u , k t ó r e są c h y b a
twórczością

ludowo-odpustową,

wiam

ją

oddzielnie).

centa

zabawnych

jaką

Odnotowuję

szklanych

sprzedaje

najciekawszą

dostrzegam

jeszcze

domków

{oma­

adres

produ­

(po 7, 10 i 15 z ł ) :

Hościło, Ełk, K o ś c i u s z k i 3.
N a t e r e n i e o b s z e r n e g o dziedzińca kościelnego zawodzą
dziady,

żebracy,

kilkanaście
dewocjonalia,
medaliki,

którzy

stołów,

ściągnęli

przy

kolorowane

łańcuszki,

fotografie

P r ó b u j ę ująć jakoś w

na

wędrowni

miejsce,

więc

też

Kramy

i punkty

Loterie

z o b r a z u św.
do

N i e zgadza
jaką

wystarczającą

sprzedaży

Rocha,
stoiska,

się z

podaję

ktoś

miejsca
nie

orientację

jest

o pro­

t o z a k i l k a l a t odnotować

na

ulicach

z figurkami gipsowymi

loterie z i n n y m i

też

nabożeństwa.

się, ciągle

przenoszą

statystyka

f i l u s t o i s k i i c h ilości. P o z w o l i
zmiany.

stoi

sprzedają

liczbach te odpustowe

handlarze

zupełnie ścisła, a l e d a j e
zaszłe

daleka,

zakonnice

świece, książeczki

chodzę i liczę. S p r a w d z a m .
przybywa,

tu z

których

9

fantami

4

loterie i r z u t y do celu o gipsy

i inne fanty

2

loterie z zabawkami (lalki, szklane d o m k i ,
obrazki
loteria

n a szkle

z

itp.)

12

cukrami

1

zabawki, galanteria

36

z a b a w k i d r e w n i a n e , w i a t r a c z k i , wózki
sprzedawcy
sztuczne

3

baloników

kwiaty,

14

kręciołki

celuloidowe,

p t a s z k i z piórek i t p .
kapelusze

2

.„sombrero" z r a f i i

fotograf

„5-minutowy"

szklane

k u l e ze s c e n k a m i

i słomy

1

z ekranem malowanym
w

wodzie

1
1

cukry, kolorowe figurki cukrowe

28

pieczywo dekoracyjne

10

inni
na

2
schodach

kościoła,

tarasach

i

dziedzińcu

stoliki

z dewocjonaliami

(siostry)

stoliki

z

(bractwa

kobiety

dewocjonaliami
sprzedające

k r a m y mieszane:

6
świeckie)

świece

dewocjonalia,

6
oznaki

szeryfów

z D a l l a s , łańcuszki, książeczki i t p .
cukry
kozy

3

4

(figurki)

1

prostyńskie

4

różne
ż e b r a c y urzędujący

3
na schodach

Fotografował

i dziedzińcu

autor.

16

�1

Aleksander

K

O
Do

Jackowski

L

O

R

O

najciekawszych

należą k o l o r o w e
sztuki
(obok

mają

jak

kontroli

F

tzw. sztuki

wykształcone

tradycyjnie

z

Wykonują

je

nowych).

melarze,

zjawisk

E

I

i

„partacze",

i

ustalone

pokolenia
zarówno
pracujący

władz s a n i t a r n y c h i

na

do

formy,

pokolenie

U

Gdy

przez i n n y c h wytwórców.

l u b niemowlęciem

szybko

Form

nie

ogonie,

ornamentem geometrycznym,
kłe,
i

nieartystyczne

łebkiem, zajączki,

w

łapkach,

zajączki

lizaki

zdobione

g r u s z k i , jabłka — n o i z w y ­

wyroby,

jak

pałeczki

z

makiem

poszczególnych

warsztatów

dzielnie

cukrowniczych

jako
Marii

kilkunastu

szczególnie

warsztatów

udane

Chmielewskiej

i

znanej

wyróżnić

starannie

z Knyszyna,

Ze

wyrabia
Liszewski

jeden

z

(Młynowa

Zauważyłem,

że

103). W

wykonane

p o w . Mońki

nestorów

Białymstoku
tego

mi

chciałbym
wyroby
(ul. Gro­

dzieńska 97) i z t e j ż e miejscowości — Stanisławy
skiej ( u l . Grodzieńska

Sikor­

ładne c u k r y

zawodu

Władysław

44).
figurki

cukrowe

kupione

od

t a c z y " straciły p o k i l k u miesiącach intensywność
wyblakły, podczas g d y w y r o b y

K

R

cała r o d z i n a zajęta
pracowni i

czystość.

pracy

U

W

jest

szklanych

bardzo

była

mieszkaniu
gablo­

już w y ­

nieskompliko­
jeszcze m a ­

„par­
koloru,

d o b r y c h mistrzów c u k i e r ­

n i c z y c h i p o r o k u z a c h o w a ł y pełną intensywność

barwy.

Dlatego po dokładne i n f o r m a c j e o t e c h n i c e w y r o b u z w r ó ­

odciskające

i

w

wycinania

rybkę

łapki

(sprzedawaną

z a j ą c z k o w i ) , sztance

lizaków,

są
od­
do

kocioł.

T e c h n i k a w y r o b u . C u k i e r j a s n y , r a f i n o w a n y (po 13 zł)
się

do

wrzącej

wody,

dodaje

syrop

i

gotuje

aż d o c h w i l i g d y się zupełnie rozpuści, a ciecz osiągnie
pożądaną

temperaturę.

Liszewski

sprawdza

ją

skrupu­

l a t n i e t e r m o m e t r e m , gdyż j e d y n i e właściwa t e m p e r a t u r a
Tak

odpowiednią

np. na „grzybek"

zimny

wykonania.

U

blachą, p r z e d w o j e n n a

l u b wkładaną

wrzuca

ności

produkcji

formy

zdobienia

w

precyzji

sterylna

Sam warsztat

wgłębione

różni się w szczegółach o p r a c o w a n i a f i g u r k i , w i n t e n s y w ­
barwienia,

do niego,

cukierków. W

stół w y ł o ż o n y

zapewnia

miodem, cukierki i t d .
Produkcja

niemal

C

s z y n k a z w a l c e m mosiężnym, n a k t ó r y m u m i e s z c z o n e

k u r k i w g n i a z d a c h , k o g u t y z jeźdźcami, k a c z u s z k i , f i g u r k i
rybą

Z

przyszedłem

uderzała

wany,

j e s t zresztą w i e l e : k o g u t k i o s p i r a l n i e z w i n i ę t y m

z

I

t a c h zastałem pełny a s o r t y m e n t p r z y g o t o w a n y c h
robów.

bez

K

właśnie w y r o b e m

ukradkiem,

podatkowych.

dam, grzybki z czekoladowym

R

mistrzowie kar-

F o r m y są z b l i ż o n e ; n o w e i u d a n e „ w y n a l a z k i "
są p o d c h w y t y w a n e

G

jarmarcznej

c u k r y . Zaliczyć j e należy właściwie

ludowej,

przekazywane

W

lecie

spoistość
masa

140°. G d y m a s a
żelazny

np. Olszewski,

blat,

i

musi

twardość
mieć

w

twardnieje, wylewa

gdzie

Krycia —

szybko

stygnie.

smarują

wyrobu.

zimie

127°,

się ją n a
(Niektórzy,

b l a t oliwą, ż e b y

się

c u k i e r n i e p r z y l e p i a ł ) . N a b l a c i e c i ą g n i e się go w rękach,
aż d o pożądanej grubości p a s m a , które stygnąc s t a j e
zupełnie
wylewa
cukru
i

białe.

Trochę

n a dyktę
nakłada

rozciąga

cukru

(wolniej

się

stygnie).

następnie

formując

farbuje

w

jeszcze

pasmo
„kluch"

kształt.

F a r b k i k u p u j e się w h u r t o w n i . Są t o b a r w n i k i
„Boruta"

ze

Zgierza,

służące

do

ż y w n o ś c i o w y c h . S t o s u j e się k o l o r y pomarańczowy
„Partacze",

i

się

kubkach,

Ufarbowane

n a ciepły

pożądany

się

barwienia

firmy

artykułów

zielony, p u r p u r o w y ,

cytrynowy.

zamiast

syropu,

dodają

przy

gotowaniu

c i ł e m się w ł a ś n i e d o W ł a d y s ł a w a L i s z e w s k i e g o ( u r . 1905 r .

c u k r u o c e t (2 łyżeczki n a 3 k i l o — i n f o r m a c j a J . K r y c i ) .

w

Wtedy

Białymstoku).

jednak po p e w n y m

czasie k o l o r

blaknie.

Syrop

223

�jest

jednak

dostępny

nie

d l a każdego,

w

woj.

biało­

O

stockim zezwolenie n a zakup jego w h u r t o w n i m a t y l k o

2

7 osób, w

60.000

mieście — t y l k o

Wyroby

najlepsze

Liszewski.

są świeże, toteż p r o d u k u j e się i c h

n i e w i e l e , t y l e a b y starczyło n a k i l k a
sprzedaje
dorośli

się i c h l a t e m . K u p u j ą

d l a dzieci.

Cukry

tygodni.

przeważnie

sprzedaje

żona

w e c z w a r t k i n a t a r g u w Białymstoku. W o z i
daje w y r o b y

Liszewskiego

warsztatów.

Przed

gipsowych

Wielkanocą
zajączki

i

wyrabia

cukru
zł

(w

rocznie.

Liszewski

t y m koszt

się

baranki cukrowe.

(odlewa)
Formy

podatki

wynoszą

Rocha"

straganów

b y ł o „ z e 300,

całą u l . D ą b r o w s k i e g o p o o b u s t r o n a c h i Św.

(obecnie M a n i f e s t u Lipcowego).

Obecnie

ograniczają działalność k a r m e l a r z y , z e z w o l e n i a
t y m , którzy mają
częste i s u r o w e

władze

dają t y l k o

o d p o w i e d n i l o k a l . Przeprowadzają
k o n t r o l e sanitarne, większe

są

podatki

k a r m e l a r z e należeli d o c e c h u , m i e l i u b e z p i e c z e n i a ,

opłaty,

sięgają

1850

zł

rocznie.

też

również

b ó w są o b e c n i e następujące: g r z y b k i ( d o d a j e

i

była

pamięta

t e sporządza co k i l k a l a t — z n a j o m y m u r a r z . C e n y w y r o ­
się z a p a c h y ,

ok.

roczny

P r z e d w o j n ą k a r m e l a r z y było b . w i e l u , m n i e j s z a

zajmowały

własną

i

przerób
obrót

k o n k u r e n c j a w y r o b ó w przemysłowych. L i s z e w s k i
пр., że n a odpuście św. R o c h a

białostockich

podaje

materiału

też i

sprze­

świadczy

36.600 z ł ) .

Liszewskiego

h a n d l a r z , posiadający

furmankę. B i e r z e t o w a r w k u f r a c h z k i l k u
z form

Najwięcej
dzieci l u b

wielkości p r o d u k c j i rocznej

ton

Dawniej
rentę,

pomadę i czekoladę n a k a p e l u s z — 50 gr„ k o g u t y 2 zł,

obecnie przeniesieni do d r o b n e j wytwórczości

zające z r y b k ą 2 zł, k u r k i w

są t y c h świadczeń. Z a w ó d u p a d a , z a m i e r a , s t r o n i o d niego

zajączków)

Ш

1/л

224

gnieźdznie 1,50 zł, r y b k i

10 g r , duże 50 gir i t d .

(od

młodzież.

pozbawieni

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10263" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10241">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1310d7d21bf7675f4af1356aec6673ce.pdf</src>
        <authentication>042bc20cd534dfcfae207af75cd23fe9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122037">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4449</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122038">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122039">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122040">
                <text>Zimmerer, Ludwig - kolekcjoner</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122041">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122042">
                <text>Ludwig Zimmerer i jego kolekcja / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122043">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.53-57</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122044">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122045">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122046">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122047">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122048">
                <text>Aleksander Jackowski

LUDWIG ZIMMERER I JEGO KOLEKCJA

Przyjechał do Polski osiemnaście lat temu, jako kores­
pondent prasy zachodnioniemieckiej. W pociągu przeczytał
z samouczka pierwsze zdanie polskie— „Jan żyje w War­
szawie". Dziś swobodnie mówi po' polsku, zna nasz kraj
jak mało kto, zebrał niezwykłą kolekcję rzeźb i obrazów
twórców ludowych oraz nieprofesjonalnych — i co więcej —
jest naprawdę doskonałym znawcą tej twórczości.
Kolekcja Zimmerera, konsekwentnie gromadzona od
mniej więcej 9 lat, znana już jest dość szeroko w kraju
i za granicą. Ogląda ją, ostrożnie licząc, od półtora do dwu
tysięcy osób rocznie. Są to ludzio różnych stanów i profesji —
miłośnicy sztuki, plastycy, pisarze, publicyści, twórcy lu­
dowi, studenci, uczeni, wysocy urzędnicy, dyplomaci, liczni
goście zagraniczni — wśród których nie zabrakło nawet
prezydenta RFN Waltera Scheela. Zimmerer niemal zawsze
szczegółowo komentuje oglądane prace. Zanim nie otworzono
Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie,
tu właśnie cudzoziemcy i przede wszystkim nasi studenci
etnografii i historii sztuki poznawali bogactwo twórczości
ludowej i nieprofesjonalnej naszego kraju.
Ale wartość i społeczna rola kolekcji polega przede
wszystkim na tym, żo jest ona zupełnie odmienna od profilu
naszych muzeów, że pokazuje wieloma pracami w bardzo
pełny sposób osobowości twórców, że daje widzowi sumę
informacji, które t u i tylko t u może zdobyć. Zimmerer ma
rację, gdy podkreśla, że to nie jest muzeum etnograficzne
czy galeria sztuki — ale jakby „Muzeum Człowieka". I to
właśnie sprawia, że kolekcja ma tak wielkie znaczenie dla
naszej kultury i jest wręcz fascynująca dla zwiedzającego.
Nasze muzoa etnograficzne gromadzą bowiem albo dzieła
o szczególnej urodzie artystycznej, albo charakterystyczne
dla obrazu naszej ludowej kultury. Zimmerer natomiast
dokumentuje twórczość konkretnych ludzi, widząc w ich
dziełach nie tyle nawet fakt artystyczny, ile ważką wy­
powiedź człowieka, ślad jego przeżyć, myśli, uczuć. Cała
kolekcja budowana jest właśnie z t ą wyraźnie widoczną
myślą przewodnią.
Oczywiście przy takim założeniu szczególnie istotna jest
dokumentacja dotycząca twórców, dająca pewien wgląd
w motywy podjęcia przez nich określonych tematów,
pozwalająca na badanie ich osobowości, postaw. Jedno
wiąże się tu nierozerwalnie z drugim. Dzieło — i komentarz.
Nic tedy dziwnego, że w miarę pogłębiania i wyraźnego
określania się zainteresowań samego Zimmerera — kolekcja
zaczęła przekształcać się w rodzaj naukowej placówki,
z którą współpracuje etnograf dr Marian Pokropek, a mniej
ściśle — psychiatra — dr Jan Mitarski. Zimmerer jest też
w częstym kontakcie z Pracownią Badania Plastyki Niepro­
fesjonalnej Instytutu Sztuki PAN, z muzeami. W ostatnim
okresie tak dalece zaangażował się w kolekcję i badania
nad twórczością nieprofesjonalną, że musiał czasowo zrezyg­
nować ze swej pracy korespondenta zachodnioniemieckich
rozgłośni, aby mieć czas na własną pracę naukową, na

I I . 1. Ludwig Zimmerer w rozmowie z Janem Lamęckim
na wystawie „Inni" w Warszawie, 1965 r.

pisanie monografii kilku wybitnych, szczególnie interesują­
cych go twórców — Chajca, Lurki, Soboty, Błaziaka, Adama
Zegadły, Wiśnios i Barańskiej-Dzięciołowskiej (na tle ma­
larek Zalipia).
To już nie hobby, a pasja życia, poważne, stale pogłę­
biane zainteresowanie, podporządkowujące sobie całe życie
człowieka. Zresztą niesprawiedliwe byłoby mówienie tylko
0 Zimmererze. Jego los, jego zainteresowania i troski dzieli
przecież również rodzina. Zaskakujące jest, gdy się ogląda
willę przy ul. Dąbrowieckiej, że nigdzie nie czuje się po­
działu na strefę prywatną, intymną — i na muzeum. Obrazy,
rzeźby zapełniają wszystkie ściany, a nawet wymyślne
ruchome stelaże, umożliwiające gromadzenie prac na środku
pomieszczenia. Dom wypełniony jest po brzegi, nieprawdo­
podobnie, od piwnic i garażu aż po mansardę. W jednym
tylko maleńkim pokoiku widzi się, że t u pracuje korespon­
dent. Biurko, stosy papierów, regały, książki. I jeszcze
na mansardzie, w pomieszczeniu, któremu ton nadają
barwne obrazy Korpy, kolorowe Madonny Franusiaka
1 ogrody Albiczuka — zabawki na podłodze i adapter zdra­
dzają obecność dziecka. Ale trudno już poznać, który pokój
służy Pani tego domu. Młoda, radosna, śliczna jak z płócien
Botticellego zamieszkuje pokój, którego głównym akcentem
są dramatyczne, pełne grozy rysunki Andrzeja Bigajskiego.
Ale w t y m pokoju nie czuje się obecności kobiety. Wszyscy
są t u bowiem podporządkowani kolekcji, żyją nieustannie
wśród eksponatów. W kuchni i toalecie ściany obwieszone
są obrazami, rzeźbami i ludową ceramiką. Zresztą wszyscy
czują się w t y m domu znakomicie. Daria z dumą pokazuje
kolekcję swym szkolnym koleżankom. Maluje piękne obrazki,
w których wydaje mi się, że dostrzegam inspiracje czerpane
z tego właśnie wnętrza i z ludowej sztuki.
Nie ma tygodnia, aby nie przybyło nowych eksponatów.
Ciągle trzeba inaczej aranżować wnętrze, uzupełniać zespoły
prac poszczególnych autorów. Zimmerer nierzadko stwarza
zabawne sytuacje, to zestawiając ze sobą rzeźby, to znów
53

�I I . 2, 3. Fragmenty mieszkania Ludwiga Zimmerera.

umieszczając przy wejściu do pokoju „jarmarcznego"
kobiecą rękę z manekinu, którą wystarczy poruszyć, aby
zapaliło się światło. Osobowość gospodarze, przejawia się t u
na każdym kroku, wyciska piętno na profilu kolekcji,
na sposobie ekspozycji.
Bo też on jest t u najważniejszy. On, który wrósł z kre­
tesem w Polskę, t u się ożenił, tu zna niemal każdą wioskę,
t u stworzył kolekcję-—o unikalnej wartości, kolekcję,
która jest jego pomnikiem i kulą u nogi zarazem.
Znamy się już dziesięć lat. Zanim go spotkałem, słysza­
łem o nim wiele — że Niemiec, korespondent, że zupełnie
„nie Niemiec", że gdy brał w Krakowie ślub, asystowała mu
przy tym cała „Piwnica pod Baranami", że inicjował w swo­
jej ojczyźnie filmy, dyskusje i audycje, w których wystę­
pował przeciw dążeniom remilitaryzacyjnym, postulując
uznanie naszych granic na Odrze i Nysie. Wiem, że po­
czątkowo, jeszcze jako student pisywał w lewicowo-katolickim piśmie, które wydawał wspólnie z kolegami. Chodziło
im o to, aby przeciwstawić się tendencjom remilitaryzacyj­
nym, rewizjonistycznym, „różnym świństwom" — jak to
zwięźle określa Zimmerer. Później własnym sumptem
wydawał swoje pismo „Wiara i rozsądek". Sam je pisał,
redagował, wydawał... i kolportował. W 1956 roku postano­
wił przyjechać do Polski, zafascynowany tym, co się działo
w naszym kraju. Uważał, że właśnie tu najciekawiej prze­
biegają złożone i trudne procesy przemian w polityce
i w świadomości ludzi. Chciał to obserwować. Wtedy właśnie
zaproponowano mu pracę korespondenta zagranicznego
„Die Welt". Wybrał Polskę. Przyjechał we wrześniu,
1956 r. Miał wówczas 32 lata.
54

Dziś nie bardzo już sobie wyobraża życie gdzie indziej,
t u rozumie kraj i ludzi. Na pewno ważną rolę w tym odegrała
„kolekcja", ale też i jego osobowość, temperament, fan­
tazja— tak bardzo nie „niemieckie". Wrósł zadziwiająco
w Polskę. Nie on jeden zresztą. Przypominam sobie sprzed
wojny świetnego pianistę Egona Petriego, który rozmiłował
się tak w Zakopanem, że osiadł tam na stałe, albo Wandę
Gentil-Tippenhauer, Wenezuelkę, która przyjechała przy­
padkiem, pobudowała się na Uboczy w Zakopanem, a gdy
ją poznałem w pięćdziesiątych latach, chodziła w góralskim
stroju, mówiła gwarą i zajmowała się z ramienia Cepelii
ludową sztuką Podhala.
Czy zresztą Zimmerer jest wyjątkiem? Nasuwają się
od razu nazwiska Kolberga, Lindego, Adalberga, Estreiche­
ra, Brucknera. Droga dochodzenia do Polski była u każdego
z nich inna, ale wspólna była im wszystkim fascynacja
kulturą naszego ludu i narodu. Myślę też, że gdy przychodzi
się z zewnątrz i ma pasję poznawczą — dostrzega się nieraz
więcej, a to co się wie, chce się jakoś nawet dla siebie samego
usystematyzować. Może działa tu coś na kształt ambicji
neofity, może świadomość, że musi się przezwyciężyć większy
opór, może konieczność poznania wszystkiego dokładnie,
systematycznie — bo nic nie przychodzi samo, nie jest
oczywiste i pozornie naturalne — jak dla kogoś, kto się
t u urodził i wychował.
Zimmerera interesowali w Polsce przede wszystkim
ludzie, tradycja i współczesność •— widziane właśnie przez
pryzmat twórczości tych ludzi. To była jego droga docho­
dzenia prawdy o naszym kraju — o czym tak ciekawio

�mówi w czasie notowanej daloj rozmowy. Co więc ważne-—
zbiera w zasadzie tylko dzieła tych ludzi, których osobiście
zna. (Tak np. na 108 rzeźbiarzy, których prace ma w zbio­
rach, zna 94, na 69 malarzy—zna 60). Wielu twórców
zaprasza do siebio, w miarę możności jeździ do nich po
kilka razy do roku, koresponduje, nagrywa rozmowy na
taśmę magnetofonową, a nawet posługuje się od czasu do
czasu kamerą filmową. Zrozumiałe, że często przychodzi mu
pomagać ludziom w ich życiowych kłopotach — zawozi
lekarzy, medykamenty •— i co tak ważne — utrzymuje z nimi
kontakt stały, podtrzymywany przez listy i co pewien
czas zakupy. Jest to kłopotliwe i obciążające, choćby
finansowo, ale dzięki temu ma praco interesujących go
twórców z różnych okresów.
Kolekcja liczy dziś ponad 3.000 większych i mniejszych
obiektów. Są w niej całe zespoły prac, często unikalnych:
57 rzeźb Adama Zogadły, 34 — Chajca i tyleż Soboty,
37 rzeźb i 20 płaskorzeźb Lurki, 40 — Oleksego, 20 —
Słonimskiego, Korpy,— obrazów i rzeźb ponad 30, Błaszczaka — rzeźb i płaskorzeźb ponad 30, po kilkanaście prac
Sęka, Robakowskiej, Suchockiego, Szkodzińskiego (dziwne
ptaki o ciężkich, wykręconych głow-ach), Cąkały, Lamęckiego, Hołdy, Musiała, po kilka Zagajewskiego, Piłata, Skrętowicza, Palki, Adamskiego, Krajewskiego (ojca i syna),
Piwki, Kołacza itd. itd. A z obrazów ? Przeszło 30 — Marty
Michałowskiej, blisko 40 — „ludowej" Wiśnios, 24 — Błaziaka, 15 — Piekarskiego, 31—Wnęk, 13 — Kołka, prze­
szło 70 — Franusiaka, 41 — Sułowskiego, obszerne zestawy
prac Surowiaka, Korsakowej, Trzaskowskiej, Długosza,
Iwańskiej, Bigajskiego, Bińkuńskioj, Walickiej, Krawczuka,
Haliny Dąbrowskiej, Podjaskiego, Jezierskiej — nieco mniej,

bo około dziesiątki obrazów Nikifora, Lady, Lampart,
Gizy, Albiczuka, Kocielskiego, Sokołowskiej, Holesza,
Słowińskiego itd.
W poszczególnych pomieszczeniach (a wygospodarował
ich łącznio z garażem, piwnicą i przemyślnymi alkowami —•
13) ma zestawy o pewnym wspólnym charakterze. W piw­
nicy— „salkę" kiczu, inną — z rzeźbami Zagajewskiego,
największą — uroczą! — jarmarcznych makatek i „dywa­
nów". Z kolei pokój dziecka — to kolorowe Madonny
Franusiaka, Korpa, Albiczuk i Łucja Mickiewicz. W jednym
z pokoi na piętrze dominuje Bińkuńska, tam też znalazły się
obrazy „naiwne": Buczyńskiego, Rybkowskiego, Krawczuka
(ojca); w przyległym pokoju dominują ekspresyjne, drama­
tyczno rysunki Bigajskiego oraz mniej widoczne obrazki
Nikifora, Doroty Lampart, Iwańskiej, linoryty Lady. Pokój
gospodarza — tylko Michałowska, ale za to jaka! W ogro­
dzie — zestaw rzeźb Muchy i kapliczki Soboty. W kuchni —
ceramika ludowa: Opole, Wrocław, Włocławek itd.
Materiał dla badacza ogromny. Bo obok wyjątkowo
trafnie dobranych zestawów poszczególnych twórców są
jeszcze półki: Frasobliwych (naliczyłem ich ponad setkę),
Piet (trzydzieści kilka), figurek ceramicznych, zabawek.
Jedną ze ścian zapełniają ludowe ptaszki. Z niepolskiej
sztuki są w kolekcji tylko dwa „naiwne" obrazy Jugosło­
wianina Rasica i kilka Niemca Mühlenbecka (w ubikacji).
Kolekcja ciągle rośnie. Rzeźbiarze piszą — niech Pan
przyjedzie, mam dużo nowych rzeźb. Więc jedzie. W zeszłym
roku przejechał po wsiach ponad 50.000 km. Kiedyś, gdy
zajechał, któryś już raz z rzędu do Władysława Sułowskiego,
lakiernika z Nowoj Huty, zastał go w stanie depresji. Moje
obrazy są nikomu niepotrzebne — żalił się — wolę już

II. 4. Władysław Chajec. Kamienica G., pow. Jasło. Święty Michał i Lucyfer, drewno polichrom., wys. 29,5 cm.
I I . 5. Stanisław Korpa, Ruda, pow. Sieradz. Obnażenie Pana Jezusa, drewno, wys. 45,5 cm.

�в

I I . 6. Władysław Cłiajec, Kamienica Górna, pow. Jasło. Wieloryp wyhorknul Jonarza po czech-dniach połknięcia, drewno
poliohrom., wys. 14 om. 1971 г. I I . 7. Stanisław Hołda, Gołąbkowice, pow. N . Sącz. Pieta, drewno, pakuły, wys. 52 cm.
I I . 8. Józef Lurka, Bystrzyca Górna, pow. Świdnica. Drogowskaz, drewno polichrom., wys. 29 cm.

7

8

�ściany malować. No i Zimmerer zaczął go zachęcać. Wtedy
Sulowski zaproponował: namaluję w ciągu dwóch lat 60
obrazów, każdy po 500 złotych, al© wszystkie Pan weźmie.
Umowę zawarto, ale malarz wykonał, ją tylko w połowie.
Nastąpił nawrót choroby. Zmarł. Zostało po nim, jako
najcenniojszy ślad — te właśnie 30 obrazów.

Warszawie, Szczecinie, Krakowie, Bratysławie, Zagrzebiu...
Właśnie teraz, w czasie tej rozmowy eksponaty z kolekcji
są w Radomsku (wystawa indywidualna Lamęckiego),
we Wrocławiu (indywidualna — Musiała, zaraz po nim
Podjaskiego), w Krakowie ( I Triennale Plastyki Niepro­
fesjonalnej oraz indywidualna wystawa w Desie — Palki).

Oczywiście kolekcja nie mogłaby być taka jak jest,
gdyby nie szczególna sytuacja Zimmerera: korespondent,
bodaj — że trzynastu rozgłośni zachodnioniemieckich, akre­
dytowany w Polsce, nie ograniczony metrażem mieszkania...
Ale inni na jego miejscu jeżdżą na Wyspy Kanaryjskie,
kupują wille nad jeziorem Como czy w Lugano, a on —
ma kolekcję. W końcu nie pieniądz o niej decyduje... Niemal
każde muzeum ma większe fundusze, więcej zarabia niejeden
chyba rzemieślnik z Pawilonów przy Marszałkowskiej.

Niestety, intensywna praca nad książką i nad rozwija­
niem kolekcji odbiła się na zdrowiu Zimmerera. Wrócił
właśnie z sanatorium dla zawałowców, ale bynajmniej nie
zamierza zrezygnować ze swych pasji. Twierdzi nawet,
że pobyt w sanatorium i rozmowy tam prowadzone tylko
umacniają go w przeświadczeniu, że jego zbiór twórczości
niezawodowej, nieuczonej ma ogromne znaczenie dla uświa­
damiania ludziom, jakie potencjalne możliwości drzemią
w każdym człowieku.

?' Kolekcja ta nie jest przy tym sprawą prywatną właści­
ciela. Zimmerer chce, żeby służyła ludziom, dlatego chętnie
ją pokazuje, objaśnia, dlatego niemal stale wypożycza różne
dzieła na wystawy krajowe i zagraniczne.

Siedzimy naprzeciw siebie, trochę zakłopotani, prze­
gadaliśmy w życiu tyle godzin, a teraz wygląda na to,
że sytuacja się odwróciła. To nie on pyta — ale jego pytają.

Sam pożyczyłem od niego — i to po kilkadziesiąt rzeźb
i obrazów na wystawy w Stuttgarcie, Neuchátel, Londynie,

Rozmowę tę, a właściwie obszerną wypowiedź
Zimmerera, podaję w całości, tak jak została spisana
z taśmy magnetofonowej.

I I . 9. Szczepan Mucha, Szale, pow. Sieradz. Rzeźby, drewno pokostowane.

m

57

�LUDWIG ŻIMMERgR O SWOJEJ KOLEKCJI:

Aleksander Jackowski: Rozmowę naszą chciałbym rozpo­
cząć od pytania stereotypowego, ale przecież istotnego. Co
spowodowało, że zacząłeś wkródce po przyjeździe do Polski
zbierać rzeźby i obrazy ludowe ? Jak doszło do tych zainte­
resowań ?
Pytasz, co mnie skłoniło do zbierania rzeźb i obrazów ?
Myślę, że dwa momenty o tym zadecydowały. Jeden,
to moje bawarskie pochodzenie. W Bawarii sztuka ludowa
była szczególnie bujna i obumarła później niż w innych
regionach Europy Zachodniej. Gdy byłem dzieckiem,
już nie istniała, ale żywe i świeże jeszcze były wspomnienia
po niej. Toteż, gdy zapoznałem się ze sztuką ludową polską,
z jej świątkami, obrazkami na szkle, pająkami, nie było
w nich dla mnie nic obcego, egzotycznego, ale jakby spot­
kanie z prastarymi znajomymi, wspomnienie własnego
dzieciństwa. Tu czułem się jakby w domu.
Drugi powód, to już inna sprawa. Jestem dziennikarzem.
Gdy tu przyjechałem, zorientowałem się dość szybko, że nic
a nic nie zrozumiem o tym kraju, jeżeli zajmę się wyłącznie
aktualnościami. Zrozumiałem, że dopiero wtedy potrafię
opisać powierzchnię, gdy poznam dno. Używając starego
rozróżnienia Charlesa Maurras'a, powiedziałbym że, by móc
analizować „pays legał", rzeczywistość oficjalną, trzeba znać
„pays reel", rzeczywistość ludzką, ukrytą za kulisami
cywilizacji i ustroju. Aby rozumieć sprawy aktualne,
musiałem poznać historię tego kraju, dzieje jego kultury.
A kultura, to dla mnie — t u odzywa się moje pochodzenie
plebejskie — przede wszystkim kultura ludu i dopiero na
drugim miejscu kultura klas posiadających. Zwłaszcza
w Polsce, gdzie kultura klas posiadających bardzo często
była kulturą importowaną.
Weźmiemy jako przykład Łańcut. Ciekawy jest ten
ogromny pałac, architektura, park, zbiory, muzeum karoc...
A niedaleko pałacu mieszka osiemdziesięcioletni świątkarz
Izydor Błaszczak. Jest trochę głuchy, schorowany, żyje
coraz bardziej we własnym świecie, trudno jest z nim roz­
mawiać, ale rzeźbi coraz lepiej. Robi cudownie kolorowe,
po ludowemu radosne i dekoracyjne płaskorzeźby, całą
galerię świętych: od Floriana, przez Wojciecha, do Teresy,
Barbary, Agnieszki. Święci Błaszczaka nio są żadnymi
potęgami tamtego świata, nie są bóstwami przyrody, płod­
ności, tylko są jakby trochę przebranymi chłopami i dziew­
czynami wiejskimi, z którymi rzeźbiarz świetnie się rozumio
i jest na ty. Ale równocześnie te postacie, które jakby
fraternizują się z nim, są dla niego świętymi dostojnikami,
a on afirmuje własną godność i wartość, stwierdzając
bliskość między nimi i sobą. Arcyciekawy podwójny proces,
który da się obserwować przede wszystkim w tradycyjnej
sztuce ludowej polskiej: uczłowieczenie tego, co jest w sforzo
sacrum — i zarazem sakralizacja sfery ludzkiej i podnie­
sienie własnej poniżonej egzystencji.
Rzeźbi też Błaszczak Frasobliwych. Różne są Frasob­
liwe w polskiej sztuce ludowej: bogobojne, obojętne, cier­
piące, zrezygnowane, zrozpaczone, królujące... A on rzeźbi
wściekłego Frasobliwego. Ten jego Chrystus ma dość cierpli­
wego cierpienia, jest gniewny, zbuntowany i silny — zaraz
wstanie i pokaże swoją moc.
Możesz mi powiedzieć, że za dużo interpretuję, proszę
cię bardzo, ale ja w t y m Chrystusie Błaszczaka widzę
autoportret jednej klasy — biednego chłopstwa, które
przez długi okres miało cierpliwość, aż narosła w nim wściek­
łość za upokorzenia i niesprawiedliwość. Albo też widzę
w tym Chrystusie bardzo ładny i skoncentrowany symbol
polskiego mesjanizmu ludowego. W każdym wypadku,
58

10

w porównaniu z bogatym światem biednego chłopa Błasz­
czaka ten ca,ły pałac w Łańcucie jest dla mnie istną nudą
i nie on mnie nauczył czegoś ważnego o Polsce — a właśnie
Błaszczak. Takich pałaców jak Łańcut jest mnóstwo w całej
Europie, ale Izydora Błaszczaka macie wyłącznie w Polsce.
W żadnym innym kraju nie jest on nawet wyobrażalny.
Jeszcze o historii i przeszłości: zanim przyjechałem,
czytałem o losach Polski podczas okupacji. Znałem wymiar
strat i liczbę ofiar... i mimo to nie miałem zielonego pojęcia
o tym. Później zaczynałem rozumieć, co ten okres w Polsce
znaczył, że stąd pochodzą rany w dalszym ciągu jeszcze
nie zagojone. W t y m zrozumieniu pomogła mi na przykład
mała rzeźba Wacława Czerwińskiego Ostatni pożegnalny
uścisk (Pożegnanie Żyda z dzieckiem przed śmiercią).
To była jedna z pierwszych rzeźb, które kupiłem. Kilka
lat później dostałem cykl Bełżec Zygmunta Skrętowicza,
jeszcze później Sceny Oświęcimskie Władysława Chajcs,
który po wojnie zrobił tylko dwie podróże — pielgrzymki
do Częstochowy i do Oświęcimia, i postacie żydowskie
Adama Zegadło. To wszystko były prace nie zrobione na
żadne zamówienie, a wyłącznie z własnej potrzeby, ażeby
upamiętnić to co było, ażeby stworzyć pomniki zamordo­
wanym. Tak, dosłownie pomniki, i nie waham się stwierdzić,
że z wszystkich pomników na całym świecie, które mi SII
znane, te są najbardziej autentyczne i wzruszające.

�П. 10. Izydor Błaszczak, Dębina, pow. Łańcut. Św. Małgorzata, płaskorzeźba polichrom. w drewnie, wym. 59,5x29,5 cm,
II. 11. Fragment mieszkania L . Zimmerera. I I . 12. Zabójstwo św. Stanisława, oleodruk, wym. 40x30 cm. I I . 13. JanLamęcki.
Dąbrowa Zielona, pow. Radomsko. Zabuistivo św. Stanisława Biskupa przez króla Bolesława Śmiałego, drewno, wys. 56,5 cm.
1968 r.

5.9

�A w ogóle historia w tej sztuce niezawodowej i ludowej
gra niezwykle wielką rolę. Chciałbym kiedyś na ten temat
zrobić specjalną wystawę. Zacząłbym od Władysława
Chajca Wielgoluda, który ma przepiękne uzębienie, jest
w trakcie spożywania wiolkiego psa i zaopatrzony jest
we własnoręcznie przez Chajca tłoczony napis: , ,fPierwszych
Pocątkach Polski jedli mięso surowe", potem pokazałbym
Chrzest Polski — Brudka, Zabuistwo św. Stanisława Biskupa
przez króla Bolesława Śmiałego — Lamęckiego, Kazimierza
Wielkiego — Skirzyńskiego a także Słomińskiego, Krula
Jana Sobieskiego w kąpieli — Lamęckiego, a zakończyłbym
rzeźbą Chajca przedstawiającą Hitlera zmienionego w rodzaj
krokodyla, z napisem: chiiler Atakuje na Europe i oczymał
cios i Pozostał Potforem Atykrysem (i ma tygrysią pupę
ten Hitler, bo dla Chajca Antychryst brzmi Atykrys i przy­
pomina mu tygrysa. Taki tygrys ma dla niego coś dia­
belskiego. Powiedział mi, że tygrys to „gad" o wiele gorszy
od lwa.).
Przepraszam — rozgadałem się. Ale to osobny, szeroki
problem, wróćmy więc dó pytania o źródła moich zaintere­
sowań. Początkowo było to niewinne hobby, jakby dodat­
kowy rodzaj informacji o rzeczywistości, z którą miałem
do czynienia. A potem zmieniło się to w namiętność i też
trochę w obłęd. Tak, obłęd, bo każdy stuka się w głowę,
jeżeli przyznaję się do tego, że nie mam czasu jechać do
Paryża albo do Rzymu, bo muszę do Biłgoraju i do Supraśla,
ażeby odwiedzić rzeźbiarzy i malarzy.

urlop kończy się w styczniu. Kolekcja i coraz głębsze zain­
teresowania twórczością nieprofesjonalną nie przeszkadzają
ci w pracy komentatora radiowego ?

•— Dziennikarz musi mieć, tak sądzę, również inne
zainteresowania niż jego praca zawodowa. Praca zaś kores­
pondenta jest piekielnie nerwowa, to co się dziś pisze —
jutro już się nie liczy. Istnieje tylko prawda dzisiejszego
dnia, jutro może już ona przeszkadzać i trzeba znów znaleźć
prawdę tego jutra. Człowiek staje się nerwowy, powierz­
chowny. I trzeba mieć wtedy swój dołek, który się kopio.
Coraz głębiej, coraz głębiej.
I tym jest właśnie dla mnie sztuka nieprofesjonalna.
A.J. Nieraz zastanawiały mnie kryteria, według których
budujesz swoją kolekcję. Przyznasz, że nie zawsze wybierasz
do kolekcji dzieła najciekawsze od strony artystycznej.
— Lubię trochę przesadzać, więc muszę ci powiedzieć,
że sztuka mnie zupełnie nie interesuje.. Ciekawi mnie nie
sztuka, ale Die Bildnerei der Nicht-Profis, twórczość pla­
styczna nieprofesjonalistów. To znaczy po prostu twórczość
tych, dla których wyraz plastyczny nie jest pierwszą specjal­
nością, ich rzemiosłem. Interesuje mnie wyraz plastyczny
marzeń, dążeń, nadziei, lęków, obsesji, olśnień. Rozróżnienie
między Bildnerei a sztuką miało dla mnie od samego początku mojego kolekcjonowania decydujące znaczenie.
Dam ci przykład. Jak wiesz bardzo lubię malarstwo pani
Haliny Walickiej. Malarstwo kobiety, która prowadziła
czynno, pracowite życie jako pielęgniarka, żona, matka
Ze wspaniałej książki Mircea Eliade Traite d'Histoire a potem wdowa-głowa rodziny i która zaczęła malować
des Religions (polskie tłumaczenie: Warszawa 1966), którą dopiero po przejściu na emeryturę. Początek malowania
ostatnio czytałem, dowiedziałem się, że pępek świata może u nieprofesjonalistów akurat tak wygląda: potrzeba wypeł­
być wszędzie. No to czemu ma być raczej na przykład nienia luki powstałej przez zakończenie okresu pracy zawo­
w Genewie a nie w Paszynie w pobliżu ks. Nitki ? Rozumiesz ? dowej. Wielkim działem malarstwa niedzielnego jest „die
Po przeczytaniu Eliade'a patrzę na mój obłęd jeszcze Feierabendmalerei" — malarstwo fajrantowe — w tym sen­
bardziej pobłażliwie.
sie wprawdzie, że t u nie chodzi o codzienny fajrant, ale
A.J. Z tego co mówisz można by sądzić, że gdy zdecy" o fajrant pod koniec życia. Feierabendmalerei to jest ma­
dowałeś się przyjechać do Polski, nic o niej nie wiedziałeś- larstwo ludzi starych, emerytów, rencistów. Spojrzenie
wstecz, wypiększone wspomnienia są typowe dla tego
Trudno mi, znając ciebie, w to uwierzyć.
— Miałem, jeśli chodzi o Polskę, bardzo precyzyjno rodzaju malarstwa nieprofesjonalnego. Ale rzadko ta cecha
wyobrażenia, poglądy, opinie — ale żadnego pojęcia. Mogę tak konsekwentnie zjawia się jak w wypadku pani Walickiej.
to jeszcze inaczej wyrazić: dopiero t u w Polsce odkryłem Jej malarstwo jest jakby życiem po raz drugi, życiem jeszcze
ku mojemu własnemu zdziwieniu, że byłem typowym raz na nowo i inaczej, jest jakby powrotem do marzeń
Niemcem, typowym niemieckim idealistą (w sensie filozo­ dwunastoletniej dziewczyny, która przerzuciła wytworne
ficznym oczywiście i marksistowskim — a nie w sensio tygodniki relacjonujące o życiu, strojach i zwyczajach
potocznym), typowym ideologiem. Takich ideologów w Niem­ wyższych sfer. 12 lat miała pani Walicka tuż przed wybu­
czech na prawicy jak i też na lewicy mieliśmy i mamy chem pierwszej wojny światowej, gcly świat wydawał się
w bród. Oni zawsze świetnie wiedzieli, jakie zamiary ma być jeszcze nienaruszony i w porządku. Malarstwo pani
Pan Weltgeist — nie wiem jak ten wynalazek Hegla nazywa Walickiej doszlusowuje do togo świata idyllicznego, prowadzi
się po polsku — zawsze potrafili powiedzieć, co ludzkości dalej ten wątek w sferze idealnej: bez pierwszej wojny
jest potrzebne i w którym kierunku ma ona iść. My, ideolo­ światowej i wojny domowej (do której 17-letnia dziewczyna
dzy z lewicy, zawsze potrafiliśmy dokładnie szufladkować była wciągnięta jako pielęgniarka) — bez rozczarowań
co postępowe i co reakcyjne. Teraz mogę przyznać się: życia codziennego w Polsce 20-lecia, bez drugiej wojny
to co pisałem o Polsce w pierwszej połowie 1956 roku, światowej, podczas której mąż jej był w obozie koncentra­
zanim przyjechałem i poznałem twój kraj, było arcyciekawo cyjnym, skąd wrócił w 1945 roku ciężko chory, umierający...
i naprawdę inteligentno i już nigdy potem pisząc o Polsco Malowe^ny świat pani Walickiej jest światem bez okrucień­
nie osiągnąłem takiej jasności umysłu. To co wtedy pisałem stwa i chorób, bez brudu i grzechu. Ta mądra, przez życie
było cudownie logiczne, tylko... nie zgadzało się, było stokroć raniona kobieta stwarza sobie świat według własnych
misternie wymyślone. Tu zaczął się dla mnie proces, który upodobań: świat piękności, elegancji, kulturalności, świat,
możesz nazwać moją polonizacją. I faktycznie w t y m sensie który obraca się, tańczy jakby dookoła dziewczyny albo
odniemczyłem się, odideologizowałem się. Zacząłem po- młodej kobiety. Ona, dziewczyna — młoda kobieta jest
malutku rozsmakowywać się w paradoksalnej, pełnej sprzecz­ główną postacią tego świata a nigdy mężczyzna. Funkcją
ności rzeczywistości. Przestałem zajmować się ludzkością mężczyzny jest uwielbiać, adorować ją, składać jej hold.
i zacząłem interesować się człowiekiem, ale nie człowiekiem Ciekawe jest takie postawienie kobiety na piedestale, taki
w sensio ogólnym, nie papierowym panem Kowalskim, wyrafinowany kobiecy narcyzm w malarstwie kobiety
ale konkretnym panem Lamęckim, Chajcem, Lurką... przez cało życio ciężko pracującej! Ma się wrażenie, żo tu
I tak w gruncie rzeczy doszedłem do kolekcji i mych zainte­ kobieta — główna postać, ta pani Walicka z dziewczęcych
resowań przez coraz większą chęć poznania tej rzeczywistej marzeń, unosi się w powietrze, zlewa się z ogrodem, z kwia­
rzeczywistości. Do sztuki niezawodowej doszedłem więc — tami, jest bez ważkości, bez ziemskich interesów, czasem
rozmarzona, roztargniona, jakby lunatyczna, niesamowicio
jak widzisz — od polityki...
lekka i niesamowicio silna równocześnie. Wichura jej zrywa
A.J. Przy polityce zresztą pozostałeś, o ile wiem twój
60

�14

II. 14. Fragment mieszkania z obrazami Anny Binkuńskiej i Romana Buczyńskiego. I I . 15. Władysław Sułoweki, Nowa
Huta. Z cyklu: Fantazje, ol/płyta, wym. 37,5x96 cm. 1971 r.
6*1

�П. 16. Marta Michałowska, Lublin. Kwiaty, olej, wym. 41x43,5 cm. 1964 r.

parasolik, szalik i mimo to nie potrafi jej zirytować, nawet
burza jest kunsztowną oprawą tej perły. Lekka, łamliwa,
krucha idzie .ta dziewczyna-kobieta własną drogą, nie da się
zbić z tropu. W swej słabości jest niezwyciężona. To są
marzenia indywidualne, ale nie tylko. Pytam siebie, gdzie są
ojcowie duchowi tego malarstwa, skąd ja ten świat tak
dobrze znam. Wytworne malarstwo pani Walickiej ma
uderzająco dużo wspólnego z poezją w języku niemieckim
najbardziej wytwornego poety, którego pani Walicka
zresztą nie zna: Rainera Marii Rilkego. Mimo, że umarł
dopiero w 1926 г., w jego poezji pierwsza wojna światowa,
ten definitywny kryzys Europy nie ma miejsca. W jego
świecie, tak samo jak u pani Walickiej, jest zawsze 1913 rok.
Słuchaj tego wiersza Rilkego i powiedz mi, czy nie masz
wrażenia, że on to pisał patrząc na obrazy pani Walickiej:
,,To moje okno. O świcie
zbudziłam się tak lekka.
Myślałam — ulecę w zachwycie.
Dokąd sięga me życie,
a gdzie noc na mnie czeka ?
Wszystko — tak mi się zdawało —
jest mną, unosi się ze mną,
przejrzystą jak głębia kryształu,
niemą, milczącą i ciemną..."
(tłum. Ludmiły Mariańskiej. Riłke. Poezje.
PIW, 1959, s. 111)
To malarstwo przypomina mi Rilkego i czasem coś
całkiem innego: makaty. Jest w tym malarstwie wrodzona
elegancja — i jest pospolite, ludowe — i całkiem nie rilkowskie marzenie o elegancji. Jest wyrafinowana wytworność
i •— na tym polega makatowość — kalkomania wytworności
(ii. 24). Fascynujące dla mnie jest to, że w t y m malarstwie
świat wytworności czasem jest widziany od zewnątrz, jakby
62

przez szybę rozpłaszczającą nos dziewczyny, która obser­
wuje obce, dla niej niedostępne towarzystwo. Ten świat,
w którym ona jest — w przeciwieństwie do tego bloku,
gdzie mieszkać jej później wypadło — naprawdę w domu.
Wytworna starsza pani, która sobie przypomina i która
młodemu, prostackiemu i gruboskórnemu pokoleniu z wy­
rzutem chce pokazać wyrafinowaną wrażliwość minionych
czasów, zmieni się nagle w pensjonarkę marzącą o nie­
znanym.
Gdybym miał ambicję stworzenia Muzeum Współczes­
nej Sztuki Nieprofesjonalnej, musiałbym skoncentrować się
na obrazach rilkowskich pani Walickiej i strzec się obrazów
makatowatych, w których jest dużo trywialnej, ażeby nie
powiedzieć kiczowatej, idylli. A gdybym był marchandem
obrazów, zakupiłbym wszystkie obrazy pani Walickiej,
rilkowskie dla galerii i makatowate do magazynu w piwnicy,
żeby nie mogły kompromitować rilkowskich. Bo klient,
który patrzy na pierwsze, ma wrażenie, że to kicz, i wtedy
już nie wie co myśleć, i podejrzewa, że te pierwsze też są
trochę kiczowate i woli nie kupić żadnego obrazu. Makato­
wate obrazy pani Walickiej trzymałbym jeszcze z innego
powodu w piwnicy: na zapas. Za 20, nie, za 10. lat gusty
krytyków i klientów będą inne, prawdopodobnie przyszła
nostalgia nawet bardziej będzie ceniła obrazy makatowate
pani Walickiej, niż jej rilkowskie obrazy.
Ale to wszystko mnie nic a nic nie obchodzi — to
nie moje piwko. Nie jestem marchandem i nie chcę stworzyć
Muzeum Sztuki, ale coś w rodzaju „Musóe de 1'Homme",
nowe „Muzeum Człowieka". A dla takiego Muzeum, które
ma być zwierciadłem — pomnikiem dla pani Walickiej
i wielu jej podobnym, pierwszy rodzaj obrazów nie jest
ważniejszy niż drugi. W takim muzeum chcę pokazać cały
jej świat a nie tylko jedną jego stronę. Tym bardziej,

�Że In jedna strona, ta według aktualnego gustu artystycznie
najbardziej udana — wytworność od wewnątrz — jest nud­
nawa bez tej drugiej strony — wytworności jako marzenia.
Muzeum Człowieka... o t y m jeszcze porozmawiamy.
Najpierw chciałbym się jeszcze cofnąć o jeden krok. Jeszcze
0 malarstwie pani Walickiej jako przykładzie. Bardzo
lubię jeden z jej obrazów, który pod względem artystycznym
całkiem nio jest udany. W czasie ciężkiej choroby malowała
obraz polon „Todesahnung", świadomości śmierci. Ale t u
malarka, która prawie zawsze dysponuje dużą fantazją,
ma nagle uderzająco mało "fantazji, dysponuje tylko jednym
mocno zużytym symbolom: ćmą, która spala się w płomieniu
świecy. Jasne, że ćma-motyl ma twarz kobiety, i ciekawe,
że świeca, która normalnie w obrazach pani Walickiej
jest znakiem wytworności (koncerty przy świecach) t u jest
tym, co przynosi śmierć. Ciekawe też, że kwiaty na tym
obrazie są blade, groźne, zniekształcone, są typowymi
kwiatami śmierci w kompletnym przeciwieństwie do wszyst­
kich innych kwiatów malowanych przez panią Walicką.
Normalnie to malarstwo jest bardzo zdyscyplinowane,
ale w tym jednym obrazie pęka forma. Jej malarstwo jest
bowiem super-dyskretne, ciche, ale ten obraz, to krzyk
1 btmt. Ciekawy to, choć nieudany obraz. Specjalistka od
wytwornego życia nie potrafi, albo jeszcze nie potrafi,
malować śmierci.
Podobne, ale odwrotne zjawisko mamy u Andrzeja
Bigajskiego, młodego człowieka, który żyje jakby w dobro­
wolnym zamknięciu, jest specjalistą od malowania albo
rysowania starości, rozpadu, śmierci, zniszczenia człowieka
przez człowieka. Absolutnie nie udało mu się namalować
pozytywnego ideału, dziewczyny z marzeń. W przeciwień­
stwie do tych bardzo zróżnicowanych, oryginalnych obra­
zów o zagładzie człowieka akurat ten pokaz piękności jest

pospolitą, anonimową pracą bez wyrazu — krótko mówiąc —
nieudanym obrazem i równocześnie ciekawym dokumentem.
Nieudany obraz „Todesahnung", którego marchand
nie chciałby nawet za darmo, jest dla „Musee de PHomme"
0 wiele bardziej potrzebny, niż jeszcze jeden z wytwornych
„salonów" pani Walickiej. To jasne, ale w tym kontekście
chodzi mi o coś więcej:
Obrazy pani Walickiej, któro przedstawiają na przy­
kład wytworną młodą panią pod parasolem słonecznym
w ogrodzie, są „handlowe", korespondują jak najlepiej
z rozpowszechnioną aktualnie nie tylko na Zachodzie kon­
serwatywną nostalgią za minioną wytwornością, za wyra­
finowaniem dawnych czasów. Te obrazy mają już jakby
znak firmowy pani Walickiej. Dla normalnego miłośnika
sztuki znak firmowy jest znakiem jakości. Jak rozpozna
obraz jako dzieło tego albo tamtego malarza, jest dumny
1 równocześnie ma wrażenie, że rozpoznany obraz jest
więcej wart. Fakt, że te obrazy budzą w coraz większej
ilości znawców, odbiorców reakcję: „Ach poznaję, poznaję —•
to dzieło pani Walickiej", jest warunkiem ich sukcesu.
Obraz „Todesahnung" jest „antytowarowy", jest
próbą, początkiem refleksji, jest obcym ciałem w dotych­
czasowym malarstwie pani Walickiej, nierozpoznawalny
jako jej dzieło.
Reakcja widzów i potencjalnych nabywców, a to
znaczy — reakcja rynku, zachęca do kontynuacji malo­
wania tego co już było, tego co dany malarz już umie,
tego, od czego jest on specem — w danym wypadku —
salonów i wytwornych dam — i przeszkadza malarzowi
w poszukiwaniu nowych, jakby dla niego nietypowych
wyrazów — w danym wypadku przeszkadza malarce w za­
jęciu się sprawami ostatecznymi.

I I . 17. Anna Binkuńska, Wrocław. Babcia i wnuczka, olej, wym. 41,5x60 cm.

63

�Nieporozumienie polega na tym, że traktuje się tych
twórców jako artystów. Dla nich to może być pochlebne
i przyjemne, ale to ma swoją drugą stronę medalu. Artysta,
dzieło sztuki, przedmiot wartościowy, cenny obraz i cena
obrazu-towaru, to wszystko łącz5^ się nierozerwalnie ze sobą.
Traktować tych twórców jako artystów, znaczy traktować
ich jako cenionych albo nio cenionych dostawców dla rynku
sztuki, jako producentów dzieł sztuki, to znaczy jako
producentów towarów albo też bubli.
Dziwne, jak nawot całkiem normalny widz, któremu
w ogóle nie przyjdzie do głowy kupienie sobie obrazu ani
Picassa, ani pani Walickiej, ulega tomu skojarzeniu natrętno-obscsyjnemu: sztuka — przedmiot wartościowy — towar.
Normalny widz umie oglądać obrazki dziecka, bo widzi
w nich próby, aspekty, zarodki wyrazu a nie skończone
dzieła. Normalnego widza bawi i ożywia bazgranina współdelegata jakiegoś kongresu i nawet jeśli ten rysunek bardzo
mu się podoba, nie przyjdzie mu do głowy porównywanie
go z rysunkami widzianymi w muzeum. Jeżeli zapragnie
go mieć, prosi „daj mi to", a nie „sprzedaj mi to". Ale ten
sam normalny widz prawie nigdy nie umie ustosunkować się
do twórczości plastycznej nieprofesjonalnej; porównuje ją
automatycznie ze sztuką widzianą w muzeach albo w albu­
mach.
Jakże często ludzie, zwłaszcza z Zachodu, którzy od­
wiedzają kolekcję, pytają natychmiast po kilku spojrze­
niach: „a ile to jest warte?" Wtedy już wiem, że w ogółe
nie warto im pokazywać kolekcji.
Ale ta moja reakcja jest niesprawiedliwa, bo ich idio­
tyczne pytanie jest po prostu wyrazem kompletnej bez­
radności. To wszystko jest im obce, nie wiedzą, co o tym
myśleć i spodziewają się, że będą wiedzieli, jeżeli im opowiem

jak takie rzeczy są notowane na jakiejś międzynarodowej
giełdzie. Zresztą kiedyś jakaś supergruba ryba powiedziała
już po dziesięciu minutach oglądania: „Panie, ja się znam,
to na pewno jest warte 20 milionów". Ale niestety zapom­
niałem zapytać czego — dolarów, złotówek, lirów czy
piastrów.
To nieporozumienie, to traktowanie twórczości nie­
profesjonalnej jako sztuki jest utrwalone i jakby instytucjonalizowane przez najróżniejsze galerie i Desy, przez
horrendalne czasem ceny mistrzów malarstwa naiwnego,
przez wielkie i wytworne wystawy, urządzane według
wzoru wystaw sztuki akademickiej, przez drogocenne
albumy i pseudopoetyckie hymniczne teksty opisujące
tę sztukę i jej artystów. To nieporozumienie stwarza rodzaj
dyktatury w stosunku do twórcy nieprofesjonalnego, pcha
go do powtarzania i powielania tego co już umie, do dosko­
nalenia się w swojej specjalności, do bezustannego polero­
wania swojego znaku firmowego. Z tego traktowania twór­
czości nieprofesjonalnej jako sztuki wynikają doskonałe
i godne podziwu, ale i też przerażająco puste obrazy wiel­
kiego malarstwa zawodowo -naiwnego, świadomie naiwnego,
które w tej chwili jest bardzo rozpowszechnione, na szczęście
bardziej np. w Jugosławii niż w Polsce.
Liczba twórców, wobec których dyktatura rynku nie
funkcjonuje, którzy zachowują przynajmniej pod tym
względem kompletną wolność, jest minimalna. Są to albo
wielcy chorzy, jak na przykład Monsiel i Sutor, albo twórcy,
którzy są w sposób misterny całkowicie zajęci własnym
wewnętrznym świa,tem, jak np. pani* Michałowska. Kiedy
jej urządziłem, rok przed jej śmiercią, w moim domu,
wielką wystawę, była szczęśliwa, że mogła zobaczyć na raz
tyle swoich własnych obrazów i równocześnie bardzo nie-

I I . 18. Edward Błaziak, Fajsławice, pow. Krasnystaw. Autoportret, ol/pł, wym. 129,5x89,5 cm. I I . 19. Maria Korsak,
Warszawa. Morskie Oko, tempera, wym. 62x48 cm. 1963 r.

64

�II. 20. Ludwig Zimmerer z wizytą u Bazylego Albiezuka. I I . 21. Bazyli Albiczuk, Dąbrowica D., pow. Biała Podlaska
Ogród w sierpniu, ol/pł., wym. 69,5x48 cm. 1965 r.

65

�zadowolona, że było przy tym tylu jeszcze innych ludzi,
którzy oglądali jej obrazy i jej samej w oglądaniu przeszka­
dzali.
Mówiliśmy o malarstwie fa jrantowym. Dyktatura rynku
prowadzi do tego, że malujący staruszkowie często zaczy­
nają drugie życie zawodowe, drugą jakby karierę z awansami
i porażkami, nową walkę o byt i uznanie, z tryumfami
i rozczarowaniami, Hobby zmienia się w nową, twardą
i wyczerpującą pracę zarobkową, zajęcie kontemplacyjne —
w nowe ekspansywne działanie.
'
Wyobrażam sobie niezmiernie smutno-zabawną kome­
dyjkę: dramat staruszka, typowego Feierabendmalera,
który pomalutku osiągnął pozycję monopolową jako naj­
słynniejszy z żyjących naiwnych malarzy dżunglowych.
Jego sława rośnie i równocześnie rośnie znaczenie jego
udziału w budżecie rodzinnym. Od jego sukcesu zależy
teraz zakup samochodu przez wnuczka, przeprowadzka
rodziny córki do większego mieszkania. Aż nagle staruszek
przeżyje przełom psychiczny, ma dość tych ciemnych i po­
gańskich dżungli, robi się pobożny, woli nagle białą liliję
cnoty od lian tropikalnych i Baranka Bożego od krokodyli.
No i klops...
A.J. Bardzo mnie zainteresował twój sposób podejścia
do sztuki nieprofesjonalnej i to co mówisz o procesie ko­
mercjalizowania się tej twórczości. Niestety, nie miejsce
tu na dokładną analizę tego bardzo złożonego procesu,
ale jedną sprawę warto t u podkreślić — potrzebę samo­
realizacji i jednoczesną potrzebę aprobaty społecznej,
bo przecież fakt sprzedaży pracy można rozpatrywać i w tym
aspekcie. Sprzedają nie tylko potrzebujący, ale i ludzie,
którzy wcale nie są do tego zmuszeni.
— Mówiłem już o tym, że najbardziej mnie interesuje
„die Selbstverwirklichung"— samorealizacja twórców. Alo
jeżeli mamy być szczerzy, trzeba przyznać, że niedokładnie
wiemy na czym ona polega. Na szukaniu coraz to nowych
form i wyrazów ? Bardzo możliwe. A może — w większym
jeszcze stopniu na staraniu się, ażeby być finansowo nie­
zależnym od dobrego serca bliskich, ażeby było stać na
wspaniałomyślne prezenty, ażeby nie czuć się już zbędnym,
ale znowu użytecznym, ba, nawet potrzebnym?
Znam starego rzeźbiarza autodydaktę, pochodzi ze
strasznie biednej wsi kieleckiej, sam przez długie lata żył
w nędzy, a z natury jest naprawdę wielkim panem. Nie
udaje, on po prostu nim jest. A to kosztuje. Całe szczęście,
że ma powodzenie i nie musi sprzedawać żadnej rzeźby
poniżej 2 tys. (Ale będąc wielkim panem, stać go na to,
aby czasem z największych rzeźb zrobić podarunek.) O jego
wymaganiach mówię absolutnie bez ironii. Nie wiem, czy
od jego wspaniałej umiejętności rzeźbienia nie cenię jeszcze
wyżej jego sztuki życia. Smakoszem nie jestem, ale rozu­
miem, że to jest istny poemat, jeżeli pan Edward Kołacz
tłumaczy, gdzie trzeba kupić i jak przyrządzić młode
gołębie. Powiem więcej: w sposobie jak ten bardzo chory,
ale nigdy nie narzekający człowiek zachwyca się smacznymi
rzeczami, jest ta sama wdzięczność za życie, ten sam szacu­
nek dla darów tego świata jak w twarzach tych przez niego
rzeźbionych starców, którzy trzymają bochenek chleba na
kolanach.
Wspominam o tym, bo polemika z komercjalizacją
często jest tak bezsensowna, purytańska i nieżyciowa,
że przez to czasem nieludzka. W różnych dziedzinach
twórczości ludowej zawsze panowała komercjalizacja. Stary
świątkarz rzadko był outsiderem żyjącym poza normalnym
życiem wsi. Częściej był po prostu specjalistą od robienia
świątków. I jasne, że nie robił ich za darmo. Mówią, że stary
Wawro po ukończeniu Chrystusa Frasobliwego modlił się
mniej więcej tak: „Panie Jezusie, ja Ciebie uczciwie zrobiłem,
teraz Ty uczciwie postaraj się, żeby znalazł się ktoś, kto
Ciebie zechce kupić zą uczciwą cenę". Jak nie znalazł
66

kupca, to głodował. Czy to komercjalizacja? Dobrze, to
przeszłość, ale nie całkiem.
W kolekcji mam prace 108 rzeźbiarzy, 96 z nich mioszka
na wsi, a ponad 80 % z tych mieszkających na wsi ma za malo
gospodarstwa i albo nie są zdolni do innej pracy, albo nie
mają innej możliwości dorabiania — tak, że w gruncie
rzeczy nie bardzo mogą żyć bez tego rzeźbienia. (Ale tu
trzeba dodać, że prawie wszyscy ci, o których teraz mówię,
mają ponad 50 lat. Dla większości młodych wiojskich rzeź­
biarzy problem jest już inny.).
Często, jeżeli nam jakaś rzeźba nie podoba się, jeżeli
jest za bardzo seryjna, za mało „rzeźba" a za dużo „pamiąt­
ka", mówimy, że jest typowo cepeliowska. Ale takie kręcenie
nosem nie jest sprawiedliwe. To, że teraz robi się tak dużo
rzeźb i jest z czego wybierać, zawdzięczamy właśnie tej
Cepelii, bo ona stworzyła popyt dla tego rodzaju towarów.
W życiorysach twórców ludowych często czytam, że rzeźbili
jako mali chłopcy a potem rzucili rzeźbienie, „bo przed
wojną nikt tego nie chciał kupić". Zupełnie słusznie odpo­
wiadał prezes Cepelii podczas jednego seminarium ha różno
napaści z powodu handlowego charakteru jego instytucji:
„Cepelia to nie kolekcja pana Cukermana". Ma rację.
Zresztą wpływy Cepelii albo Desy na twórczość plastyczną
nieprofesjonalną — to arcyciekawy temat, choć żaden pro­
blem.
Ciekawy temat, gdyż te wpływy są w sposób parado­
ksalny sprzeczne, pomagają i zarazem niszczą, pobudzają
i korumpują, jedno i drugie równocześnie.
Ale wbrew pozorom nie jest to żaden wielki problem.
To instytucje — a ściślej •— ich działy zajmujące się twór­
czością plastyczną niezawodową — pilnie przykładają się
do samolikwidacji. Ich wspaniała aktywność.jest samobójcza,
im lepiej pracują, t y m szybciej zakończą swój żywot.
Muszą przecież prowadzić do tego, że podaż towarowa
w dziedzinie twórczości plastycznej niezawodowej niesły­
chanie szybko wzrasta. W niedługim czasie rynek będzie
przesycony. Liczby t y lepiej znasz odo mnie. I l u było
w 1944 r. chłopskich rzeźbiarzy? Może 50? W roku 1964
było ich chyba 150—200. Dziś mamy co najmniej tysiąc.
Za dziesięć lat — może 10 tysięcy. Z roczną produkcją
Chrystusów Frasobliwych plus minus milion. Jeżeli chodzi
0 malarzy, progresja jest chyba jeszcze większa. Co roku
kilkaset nowych nazwisk, krótko mówiąc — niesłychany,
wręcz fantastyczny wzrost produkcji w skali ogólnokrajowej.
Ale kto to ma kupić? Pan Cukerman? Jak jedna na
100 tysięcy emerytowanych pielęgniarek zacznie malować
1 okaże się, że jest zdolna i oryginalna, to szansa znalezienia
nabywcy dla jej obrazów jest spora. Ale jak tysiąc emeryto­
wanych pielęgniarek zacznie malować i okaże się, że sto
jest zdolnych i oryginalnych, to ich produkcja straci cha­
rakter towarowy. Wtedy ich obrazy będą nadawa,ły się
na prezenty, będą wisiały na klatkach schodowych w blo­
kach, w których mieszkają malarki, będą pokazywane na
wystawach dzielnicowych, wyróżniane w konkursach orga­
nizowanych przez kluby z sąsiedztwa.
Zresztą to nie jest sprawa wyłącznie ilości. Prawa
rynkowe są dziwne, i nie moją jest sprawą je analizować.
Ale wiem, że niektóre galerie na Zachodzie kilka lat temu
zamawiały polskie rzeźby ludowe, no, prawie kwintalami
i były bardzo nieszczęśliwe, że odpowiednie biura handlowe
nie były w stanie dostarczyć im tego towaru w pożądanym
czasie i w wymaganej ilości. Potem owo biura starały się
o wzrost produkcji. Udało im się to, wzrosła ilość, ale spadla
jakość. I już ta ledwo zaczęta wielka moda na polską rzeźbę
ludową zaczęła upadać. To, co kilka lat temu jeszcze byio
czymś w rodzaju „Geheimtip", czymś wysoko notowanym
w gronie koneserów, jest już passe, już nie liczy się.
Krótko mówiąc: komercjalizacja twórczości plastycznej
nieprofesjonalnej nie ma przyszłości.

�¿9

•{чзотщй) •Braejrzserttt łiiemgisjjj -gg -ц

�П. 23. Makata.

Ważne jest, aby uświadomić sobie ten proces. Bo tej
twórczości potrzebne jest poparcie. W t y m momencie
komercjalizacja to poparcie, w sposób wątpliwy, jednak
daje, ale przypuszczalnie nie potrwa to długo. Dlatego
inteligentna i rozumna polityka kulturalna w t y m zakresie
będzie coraz bardziej pożądana. Pod tym względem w Polsce
już teraz dużo się robi, wydaje mi się, więcej i rozsądniej
niż w wielu innych krajach: stypendia niezobowiązujące
dla twórców ludowych, przyznawane przez Ministerstwo
Kultury, aktywność licznych powiatowych albo wojewódz­
kich Domów Kultury czy też Muzeów Regionalnych.

dzenia selekcji, wyelirmnowania kiczu albo świątków, albo
robótek ręcznych i przez to przedstawiłby ograniczony,
sfałszowany, odbarwiony obraz twórczości tego powiatu.

Najsympatyczniejszym moim doświadczeniem w t y m
zakresie nie była jakaś wspaniale urządzona i przez znawców
odwiedzana wystawa, ale bardzo skromna impreza — wy­
stawa w powiatowym Domu Kultury we Włoszczowej.
Kilkunastu mieszkańców powiatu po prostu pokazało
swoje prace: trochę haftu, wycinanek, świątków, płasko­
rzeźb, landschaftów, robótek ręcznych, obrazków naiwnoidyllicznych i straszne widoczki kosmicznych kataklizmów,
uderzająca różnorodność, sympatyczny wielki bałagan, jak
w prawdziwym życiu. Z tej prowincjonalnej imprezy wyni­
kało coś, co jest bardzo proste i ważne, mianowicie, że ludzie
są niesłychanie różni.

A.J. To chyba nie jsst takie proste. Zgadzam się z tobą,
że należy pokazywać wszystko, co ludzie robią, a więc
i robótki ręczne i ozdoby — ale gdy to ma miejsce w środo­
wisku własnym, gdy nio pretenduje do roli wystawy „artys­
tycznej". Ale — jak sam to świetnie opisałeś — zaciera się
w odczuciu społecznym różnica między kategoriami —
„sztuki" i „wypowiedzi". Zarówno więc amatorzy, jak
i publiczność chcą widzieć „sztukę", a raczej konwencję
„sztuki". Nie rozumieją jej istoty, rdzenia wewnętrznego,
a dostrzegają często tylko cechy zewnętrzne, powierzchowne.
Miarą oceny staje się wierność fotograficzna i barwność.
Niebezpieczne wydaje mi się właśnie to, że wtórna, często
słaba, czy wręcz zła twórczość — może być jako łatwiejsza
uznana za lepszą, za „sztukę". Selekcja jest więc potrzeb­
na — nie z punktu widzenia autorów i kompensacyjnej roli
twórczości — ale wtedy, gdy chodzi nam o rolę tej twór­
czości w podnoszeniu artystycznej świadomości odbiorców.
Wiesz o co mi chodzi — zły pieniądz wypiera dobry itd.
Dlatego też to, co teraz powiedziałeś, wydaje mi się co
najmniej kontrowersyjne.

Nowoczesna cywilizacja, kultura masowa, prowadzą do
niesamowitego ujednolicenia społeczeństwa; zanika z ko­
nieczności barwność starych społeczeństw. Ale w twórczości
plastycznej niezawodowej różnorodność i barwność znowu
wychodzą na jaw w momencie całkiem już nieoczekiwanym.
Wydaje mi się, że na tym rzecz polega, że to jest wielka rola
tej twórczości w naszych czasach.
Organizator owej imprezy powiedział m i : „Na sztuce,
proszę pana, ja się nie znam". Myślę, że akurat to było
warunkiem przedsięwzięcia Włoszczowej. Gdyby znał się
na sztuce, chcę powiedzieć, gdyby myślał, że się zna, to
prawdopodobnie nie mógłby oprzeć się pokusie przeprowa­

— Oj wiem, ale chodzi mi po prostu o to, że kiero­
wanie i poparcie tej twórczości powinno być niesamowicie
dyskretne. Z chwilą ustąpienia komercjalizacji pokusa
integracji będzie nieuchronnie duża. Wiemy jak to było
w okresie niedorozwiniętej komercjalizacji i hypertrofii
w kierowaniu. Wtedy było mnóstwo dobrych pomysłów —
produkcja twórcza jako zajęcie w wolnym czasie, a nie jako
produkcja towarów. W gruncie rzeczy jest to nie tak dalekie
od mojej wizji przyszłości: obrazy jako prezenty, na klatkach
schodowych, w świetlicach a nie w galeriach handlowych.
Ale kryło się w t y m wielkie nieporozumienie. Organizatorzy
niezawodowej twórczości plastycznej myśleli, że znają się

68

�na sztuce, że wiedzą, jak trzeba malować i rzeźbić, że nawet
wiedzą o czym ma marzyć pracujący w czasie wolnym
od pracy — mianowicie znowu o pracy, i z tego powodu
ma malować swój zakład, swoją pracę, jakąś nową maszynę,
jakiegoś przywódcę politycznego. Nie zrozumiano, żo ma­
rzenia nie dadzą się socjalizować tak jak przedsiębiorstwa.
Więcej: że próba socjalizowania marzeń zaszkodzi socja­
lizmowi, że w parze z rozbudową socjalizmu, z uformowa­
niem jednolitego społeczeństwa musi iść wszechstronny
rozkwit jednostki, że w parze ze zdyscyplinowaniem społe­
czeństwa musi iść odmundurowanie człowieka — bo inaczej
wyniknie kompletna szarzyzna.
W tej smutnej sytuacji zaczynająca się komercjali­
zacja była wręcz zbawienna. Pomogła zdjąć końskie okulary
źle rozumianej idei.
Pamiętam, jak byłem na początku lat sześćdziesiątych
w spółdzielni garncarskiej i podziwiałem przepiękne Chrystusy Frasobliwe i Chrystusy przy słupie. Sekretarz czy
prezes spółdzielni, który pokazywał m i wyroby, powiedział:
„A, panu one się też podobają! Z nimi mamy wielki sukces.
Zamówienia aż ze Stanów Zjednoczonych i z Kanady.
Na ostatnim zebraniu powiedziałem: Towarzysze, więcej
Frasobliwych, więcej Chrystusów przy słupie."
Zrozum, mnie nie chodzi o sztukę sakralną ani w t y m
momencie naszej rozmowy, ani w ogóle w kolekcji. Jeżeli
rzeźbiarz ludowy robi powiedzmy Lenina w sposób bardziej
ciekawy niż Pana Jezusa, to będę pierwszym, który kupi
tę rzeźbę.

A.J. Zgoda — ale, to co mówisz nie ma wiele wspólnego
z t y m twoim idealnym organizatorem we włoszczowskim
Domu Kultury. To są twoje poglądy — a nie jego.
-—• Więc dobrze — jestem przeciwieństwem organiza­
tora sympatycznej imprezy we Włoszczowej. Ale ja nie
mam zajmować się powiatowym domem kultury, ja na
razie jestem właścicielem, na razie prywatnej kolekcji.
Absolutnie subiektywnie wybieram dla tej kolekcji to,
co mnie obchodzi, bawi, dotyczy.
Bo wiesz, kolekcja to jakby moja nieprofesjonalna
twórczość, mój obszar wolności, w którym nie ma obo­
wiązków dyktowanych z zewnątrz. Tu, w tym moim drugim
życiu stać mnie na sobiepaństwo — na bardzo konsekwentne
sobiepaństwo — i z tego powodu ten cały mój rozgardiasz
chyba stwarza jedną całość. Przynajmniej mam nadzieję,
że tak jest. I jeżeli wszystko idzie dobrze, przybliżam się
coraz bardziej do tych twórców, których najbardziej sza­
nuję — do Chajca, pani Wiśnios, Lurki — będę do nich
coraz bardziej podobny przez to, że moje drugie życie,
moja boczna twórczość coraz bardziej mnio warunkuje
i kształtuje, coraz bardziej się liczy. Krótko mówiąc, mam
nadzieję, że z tej mojej wielkiej przygody z kreatywnością
ludu polskiego wyniknie w końcu coś w rodzaju „Lebenswerku" (dzieła życia).
A.J. Mówiąc o sztuce, ograniczasz się do twórczości
nieprofesjonalnej, ona —jak mówisz — „obchodzi cię, bawi

I I . 24. Halina Walicka, Warszawa. Lunatyczka, ol/pł, wym. 60x76 cm. 1963 r.

69

�i dotyczy". A sztuka profesjonalna, reprezentacyjna —
jak mówi Prof. Szczepański — czy ona cię nie interesuje ?
Przecież masz u siebie sporo prac Kruczka, masz Hasiora,
zdumiewającego Kolonkę i Annę Giintner, którą wiem,
że lubisz. W twoim domu nieraz spotykałem wielu cieka­
wych pisarzy, aktorów, reżyserów, malarzy. Ty sam tłuma­
czyłeś przecież na niemiecki utwory Mrożka — a teraz,
w rozmowie zdajesz się zupełnie zapominać o tej sztuce
„oficjalnej", tak jakby niewiele dla ciebie znaczyła.
— Coś ci powiem. Byliśmy ostatnio w Krakowie.
Rano pojechaliśmy do Zielonki, ażeby odwiedzić panią
Katarzynę Gaweł. A natychmiast po powrocie do Krakowa
oglądaliśmy wystawę Muchy-Hasiora-Kwietnia. Wspaniała
wystawa! No, ale przedtem byliśmy u pani Gaweł. Stara
samotna chłopka, mieszka w małej klitce przy stodole.
Byliśmy tam pierwszy raz, ale znaliśmy to mieszkanie
z fotografii pana Świderskiego (il. 32). Ściany pełne obrazów:
Zmartwychwstanie, Ostatnia Wieczerza, Matka Boska z anio­
łami, dużo, dużo aniołów. Malowidła przypominające stare
podhalańskie albo też słowackie malarstwo na szkle, wszyst­
ko to zrobione z niesłychanym, wesołym rozmachem. Na
tych fotografiach wnętrze to wyglądało przez te obrazy
bardzo bogato, ale teraz zauważyliśmy, że to całe bogactwo
znajduje się w środku strasznej nędzy. Uderzający zaduch
starości, choroby i zbliżającej się śmierci. Ta łagodna,
wesoła, już zupełnie niedołężna, a przez rodzinę i wieś
zapomniana staruszka kilka lat temu nagle zaczęła stwarzać
sobie swój własny świat. Sobie - 7 - nie dla innych, nie jako
wizytówkę swych umiejętności, ale dla własnej frajdy.
Czy kiedyś zauważyłeś, jak ta polska religijność ludowa
jest różnorodna? Znam Chrystusów Frasobliwych markotno -

kwaśnawych, wyglądających jak belfrowie niezadowoleni
z uczniów; znam anioły wypędzające z Raju, które mają
gęby wykidajłów z nocnej knajpy; znam obrazy i rzeźby,
które odzwierciedlają śmiertelną nudę lekcji religii i znam
wesołą religijność jak właśnie u pani Gaweł. Ale w t y m
jest coś więcej niż wesołość. Ona, od dawna już wydalona
na margines społeczeństwa, przesuwa samą siebie na właści­
we miejsce — do środka: stwierdza własną godność, ota­
czając siebie aniołami własnej roboty. Jej obrazy są radosne.
W przeciwieństwie do innych pobożnych staruszków ona
nie przygotowuje się na śmierć, ona w tej klitce przygoto­
wuje i stwarza sobie niebo.
Fascynujący jest ten jej Zmartwychwstały. Bez brody,
żeby piękny, żeby młody i w dziwnym stroju, jakby ko­
bieco-krakowskim — też ażeby piękny. To samo staranie,
nie, tę samą walkę, biednymi, nie wystarczającymi środkami
0 przedstawienie Pana Jezusa jako przepięknego człowieka
mamy też u mojej ulubionej wiejskiej malarki, pani Marii
Wiśnios. W obydwu wypadkach znajdujemy się w środku
wielkiej tradycji kobiet-mistyczek, tradycji, która od wieluset lat widzi w Chrystusie den Seelenbrautigam (mistycznego
narzeczonego).
Wiem, że to trochę nie „fair" porównywać sztukę
Hasiora z twórczością pani Wiśnios czy pani Gaweł. U niego
wszystko jest tak pomysłowo wymyślone, tak w miarę ładne
1 w miarę szokujące. U niego to prawdziwa sztuka i świetny
przykład jak sztuka, sztuczka i sztuczność mogą być blisko
siebie. Te jego noże, te gwoździami wybite oczy, te śliczne
maltretowane laleczki, jak to wszystko niepoważne w po­
równaniu z jedenastą stacją („Jezus okrutnie do krzyża
przybity") Drogi Krzyżowej malowanej przez panią Wiśnios:

I I . 26. Konstanty Pawłowski, Strzelcowizna, pow. Augustów. Miasto przyszłości, rys. kredką, wym. 50x70 cm.

•Виг».

70

&gt;.&gt;•••"№
i; гид принта

�П. 26. Brunon Podjaski, Bukowiec, pow. Jelenia Góra. Memento mori, ol/pł, wym. 39x55 cm. 1972 r.

prawie czule i uroczyście, sympatycznie wyglądająca postać
sprawdza tam, czy gwoździe do przybicia Pana Jezusa
nadają się, czy są dość ostre. Znowu nie chodzi mi czy to
tomat sakralny czy nie, po prostu nie umiejąca czytać
ani pisać pani Wiśnios umie stworzyć prawdziwą twarz
sadyzmu, pokaże w sposób niesamowicie wyrafinowany
„mysterium iniquitatis".
Ale chętnie przyznaję, że t u w zestawieniu z panią
Gaweł i panią Wiśnios słabiutko wypadający Hasior ogrom­
nie mi imponuje, jeżeli porównuję go z tymi Warholami,
Oldenburgami, Lichtensteinami i innymi. Widzę przecież,
jak w jego miłych chorągwiach wibruje jeszcze prastary
obłęd góralski, a u tych kolegów zachodnich najwyżej
wibruje pustka.
I tu masz odpowiedź na twoje pytanie. To, co mnie
obchodzi, bawi, dotyczy — dopomaga mi iść dalej, i z tego
się uczę. Kiedy byłem mały, moimi nauczycielami byli
Platon i Kierkegaard, późnioj Karol Marx i Ernst Bloch,
potom długo, długo nikt a teraz nimi są — nie waham się
ich tak określić — pani Wiśnios, Chajec, Lurka, Błaziak...
Z nimi, a nie — przykro mi bardzo — z panami artystami
albo literatami, mam najciekawsze rozmowy. I m mnóstwo
zawdzięczam.
A. J. Czy aby nie przesadzasz ? Co im zawdzięczasz ?
— Bardzo dużo i całkiem różnych rzeczy. Na przy­
kład pani Korsak. Obaj znamy ją, lubimy, a czasem ona
nas drażni, że jest tak idealnie przystosowana do aktualnych
wymagań rynku, że pod jej dokładnie i na zimno wypraco­
wanym znakiem firmowym od dawna już — tak nam się
wydało — znikła jej osobowość. Ale ostatnio zauważyłem,
że nawet ona, mimo jej ruchliwości, czerpie z prastarej,

nam intelektualistom albo niby-intelektualistom od dawna
już niedostępnej mądrości. Przeżyła ciężką chorobę, groziła
jej niebezpieczna operacja; wtedy namalowała obraz,
na pierwszy rzut oka typowy „korsakowski" obraz: las,
droga leśna. Na początku zauważyłem tylko, że w tym
obrazie pani Korsak, która w przeszłości dała sobie wy­
perswadować zamiłowanie do sympatycznego, makatowego
kiczu, pofolgowała nagle starym zapędom, malując dużo
nieproporcjonalnie wielkich grzybów, oczywiście przede
wszystkim muchomorów'. Potem dopiero spostrzegłem,
że ta leśna droga prowadzi do nikąd, ściślej mówiąc, pro­
wadzi do pola, gdzie dojrzałe zboże czeka na żniwa. Postacie
będące na tej drodze idą w jednym kierunku, ku końcowi
drogi, ku polu, do tych żniw. Idą dwie kobiety i mężczyzna
z kosą; nad nimi unosi się wielki czarny ptak.
Dla mnie symbolika jest prosta i jasna, mam wrażenie,
żo to jest obraz śmierci. To co mi imponuje tutaj, co mnie
obchodzi, dotyczy i cieszy — tak, cieszy, bo każde praw­
dziwe pojmowanie czegoś istotnego sprawia przyjemność •—
jest niesłychany spokój emanujący z tego obrazu. To nie
ma nic wspólnego z rezygnacją, to jest pogodzenie się
z prawami natury, i w t y m jest mądrość tysięcy lat, mądrość
człowieka pierwotnego i też filozofii Dalekiego Wschodu,
mądrość, która udowadnia mi, jak głupia i przede wszystkim
próżna jest nasza nowoczesna kultura, z t ą cholerną obawą
własnej śmierci. Tę bardzo prostą prawdę, od której nasza
cywilizacja tak panicznie ucieka, żo jest czas kwitnienia
i czas żniw, obraz ten demonstruje w sposób równie skromny,
jak i przekonywający. Lubię mieć ten obraz w pobliżu,
robi mi się dobrze, gdy na niego patrzę. — Jak nie miałbym
uczyć się z tego obrazu?
71

�27 28

Maria Wiśnios, Rataje, pow. Starachowice: i l . 27. Św. Izydor, tempera, papier, wym. 100x70 cm. 1973 r. i l . 28. Pan Jezus
i Król Herod, tempera, papier, wym. 100x70 cm. 1973 r.

Albo zupełnie inna historia. Od pani Wiśnios dostałem
kiedyś bardzo ciekawy obraz: święty Izydor, który zamiast
orać, modli się pod krzyżem przy drodze (il. 27). Pan,
który chciał go ukarać za próżniactwo, nie ma do tego
powodu, bo w czasie modlitwy Izydora anioł zajął jego
miejsce przy pługu. Jest to bardzo znany obrazek dewocyjny,
w naszym wypadku w większej części dość porządnie malo­
wany przez panią Wiśnios. Na pierwszym planie orze białoskrzydły anioł w poprawnej niebieskiej sukience i ze sta­
rannie zaznaczoną aureolą. Drugi plan bardziej niesamowity,
mniej porządny i bardziej z własnej głowy: na prawo i na
lewo od krzyża wierzby, jakby cofające się, uciekające na
boki — bo w starych wierzeniach wierzby są siedzibą de­
monów, i złe duchy mają uciekać, gdy Ukrzyżowany króluje.
Na trzecim planie wznoszą się góry, malowane widocznie
z rozmachem i jakby z namiętnością. Bezpośrednio za
krzyżem są świetliste, jasne, żółto-brązowe góry. Kolorys­
tyka, dynamiczne formy tych gór i uciekające wierzby robią
wrażenie dramatycznego zdarzenia — co zresztą znajduje
się w dziwnej sprzeczności ze statycznością modlącego się
Izydora, tuzinkowego anioła i w ogóle z dewocyjnym cha­
rakterem obrazka.
Będąc u nas, pani Wiśnios oglądała jej własne obrazy;
interesowało ją bardzo, jak wyglądają w obcym otoczeniu.
Na dłużej zatrzymała się przed św. Izydorem. W końcu
powiedziała: „świetnie go poprawiliście". Nie rozumieliśmy,
o co jej chodzi. Wtedy wskazując na te przedziwne góry
powiedziała: „To mi się bardzo podoba, ale to przecież
nie ja malowałam". Do tej pory nie wiem, czy udało nam
się przekonać panią Wiśnios, że naprawdę ona sama jest
autorką tych gór. O co t u chodzi ? Pani Wiśnios mieszka
w chałupie na skraju wsi, bez światła elektrycznego. Maluje
72

nocami przy lampie naftowej. Opowiada czasem o tym,
jak szumi wiatr, jak dziwne są odgłosy nocy, jak w ferworze
malowania zdarza się, że przypali sobie włosy. Jasne,
że w t y m rosnącym zmęczeniu wpada w rodzaj transu,
uniesienia. Wtedy zaczyna malować w sposób już nie kon­
trolowany. Jej malowanie zmienia się w ART BRUT —•
w sztukę w stanie surowym, nie przerobioną przez refleksję,
rozum, konwencje... To co w t y m stanie maluje, szybko
zapomina,, ale jak znowu widzi swój własny obraz, wtedy
akurat to najbardziej jej się podoba.
A morał z tej historii — grzeczny Izydor, głupawy
anioł, wszystkie elementy nudnego, unormowanego obrazka
dewocyjnego — to nasza egzystencja dzienna i codzienna,
to nasze grzeczne funkcjonowanie, nasze pobożne wypeł­
nianie wszystkich obowiązków jako tatuś, urzędnik i oby­
watel, nasze poczciwe dreptanie w przeznaczonym nam
miejscu. I ten wir, te dzikie góry — to ukryte w człowieku
możliwości, które mądra pani Wiśnios z siebie, przynajmniej
czasem, uwolni. Nauczka z tego: mieć odrobinkę zaufania
do tego co siedzi w bebechach podświadomości — nawet
jeżeli to przeszkadza naszej mdłej „Andachtsbildexistenz" —
egzystencji wzorowanej na świętym obrazku.
Widzisz, nauczyłem się czegoś od pani Wiśnios. Ale jak
już mowa o pani Wiśnios, chciałbym opowiedzieć o niej
krótką historyjkę.
Wiśniosowie mieli bardzo małe gospodarstwo, 1,3 ha.
Pan Wiśnios dorabiał jako wiejski fryzjer. Chłopi, przy
strzyżeniu albo goleniu, nie mając nic do roboty i malo
do powiedzenia, lubili naśmiewać się z malarstwa pani
Wiśnios. Bo malowanie było dla pfvni Wiśnios czymś w ro­
dzaju nałogu, od momentu jak pomogła w rysowaniu małomu
synowi, który nie mógł dać sobie rady z zadaniem szkolnym.

�Wtedy odkryła nagle, całkiem niespodziewanie dla siebie,
że umie malować, że musi malować, i że to ją bawi. W tam­
tych okolicach prócz niej nikt nie malował. Malująca chłopka,
to dla sąsiadów znaczyło: nietypowa, dziwna, niepoważna.
Z tej opinii wynikające upokorzenia trwały dobre 20 lat,
10 lat dłużej niż trwał żywot jej męża — wiejskiego fryzjera.
Ostatnio mi pisał syn, że mama teraz mniej maluje. Kupiłem
od niej dość dużo obrazów, i ze- te pieniądze kupiła grunt,
cały hektar. Mogła prawie podwoić swoją posiadłość właśnie
dzięki temu wyśmiewanemu malarstwu. Zrobiła to, ażeby
„im" pokazać! Nie widzę innego powodu. Pracę rolną
wcale nie tak bardzo lubi, ma ponad 60 lat, wysokie ciśnienie
i krzyż ją boli.
Pamiętasz, mówiliśmy o samorealizowaniu się ? Możliwe,
żo dla pani Wiśnios ten zakup ziemi, ten dowód, że jest
prawdziwą chłopką, jeszcze pracowitszą od innych, był
najważniejszym momentem jej samorealizacji.
Jesteśmy w dalszym ciągu przy tym, co mi to kolekcjo­
nowanie, te kontakty z twórcami dają, czego ja się od nich
uczę.
Na przykład Edward Błaziak. Ma blisko 60 lat. Od
dobrych trzydziestu lat chce zostać malarzem. Warunki:
bieda, stosunki rodzinne, gospodarstwo rolne, choroby,
odizolowanie, nie pozwoliły na to. Kilka razy nabierał
rozpędu, ażeby osiągnąć swój cel, i ze„wsze na nowo mu się
nie udawało. Maluje od dawna, ale bez specjalnego powo­
dzenia. Malarstwo jego nie pasuje do żadnej szufladki,
nie jest ludowe, ani naiwne, ani amatorskie; to nie jest
ART BRUT i równocześnie jak najdalej od malarstwa
profesjonalnego. Nie pasuje do żadnych z istniejących

szufladek i wernisaż specjalnej „szufladki" Błaziakowej
jeszcze się nie odbył. Nie ma powodzenia, jest jakby wiecz­
nym debiutantem. Czasem przeżywa depresję i przerywa
malowanie, czasem ma dużo innej pracy i też musi prze­
rywać.
A potem maluje znowu. Jak mu się nie udało zostać
malarzem mając 30 lat, jak mu się nie uda mając 60 lat,
to wierzy, że mu się uda, jak będzie miał 70 lat. Wie, czego
chce. Idzie swoją drogą, mimo że nikt od niego tego nie
wymaga, z przymusu wyłącznie wewnętrznego. Jest nie­
słychanie uparty, ale przy tym skromny i łagodny. Nie jest
fanatykiem, zarozumialcem, ale bezkompromisowo sta­
nowczy. Czy nie mogę się z tego uczyć?
Albo Józef Lurka! Ma arcyrzadką w naszych czasach
właściwość: jest po prostu sobą. Jest sobą w rzeźbieniu.
W odniesieniu do niego nasze określenia są do niczego.
Artysta ludowy ? Twórca nieprofesjonalny ? Amator ? On jest
rzeźbiarzem, jak rzadko kto. I to mimo, że nie jest „pro­
fesjonalistą", mimo że pracuje przez 8 godzin dziennie
w lesie jako drwal. Jest niesamowicie skoncentrowany na
rzeźbieniu. Mówi, że głoszenie Ewangelii, Dobrej Nowiny
w drzewie, to jego program, jego racja bytu. To znowu
brzmi bardzo sakralnie; ale w dziele Lurki chodzi po prostu
o nowinę miłości i dobroci. Kryje się w tym coś bardzo
ciekawego — związek między chrześcijaństwem i humaniz­
mem nie jest jednolity. Nauka chrześcijańska może, ale nie
musi być humanistyczna. Abnegacja, umartwienie, samo­
zaparcie czasami mogą mieć absolutną przewagę nad treś­
ciami humanistycznymi. Nie stanowiły też one — te treści —
cechy polskiego oficjalnego katolicyzmu. Tym dziwniejsze,

I I . 29. Władysław Chajec. Zdjęcie z Krzyża, drewno polichrom., wym. 30x25 cm. 1971 r.

73

�30

że akurat polski domorosły teolog — teolog nieprofesjo­
nalny — Józef Lurka głosi doskonałą syntezę humanizmu
i wiary chrześcijańskiej. U niego nie ma zauważalnego
przejścia od Chrystusa Frasobliwego do frasobliwego bieda­
ka, od Chrystusa niosącego krzyż do człowieka niosącego
swój „krzyż", od Matki Boskiej do matki Lurki. U niego
Syn Boży jest biednym człowiekiem — i biedny człowiek —
synem Boga, inaczej mówiąc, najwyższą, najbardziej godną
istotą. Jego twórczość plastyczna jest nierozerwalnie związa­
na z twórczością teologiczno-filozoficzną. Jest on samorod­
nym, twórczym artystą, ale też — i że coś podobnego
w ogóle istnieje, było dla mnie wielkim odkryciem — samo­
rodnym twórcą w dziedzinie filozofii i teologii.
Lurka przekonany jest, że ma powołanie, że ma coś
do powiedzenia, bierze samego siebie absolutnie poważnie
i jest przy tym całkiem skromny i nie nadęty.
Kontakt z takimi twórcami, jak Lurka albo Chajec,
to wyższa szkoła autentyczności. Mówią, co myślą — robią,
co mówią. To dla nas intelektualistów, niby-intelektualistów
niesłychanie pouczające. Bez przerwy gramy jakąś rolę
74

i sprawdzamy, jak wypadliśmy. Artysta stara się wyglądać
i zachować według wyobrażeń ogółu o artyście, albo lepiej
jeszcze je przewyższyć, mierny pisarz udaje wieszcza,
gruba rybka — rekina.
W gruncie rzeczy to całkiem niewygodne współżyć
z pracami Lurki i Chajca. Rzeźby te patrzą na ciebie bez
wrogości i surowości, ale nieprzekupnie; są autentyczno,
nie tolerują próżności, wygłupów, konwersacji coctailowych.
Narzucają trochę sposób bycia, mają wśród naszych znajo­
mych swoich ulubieńców, nie znoszą innych i robią wszystko,
ażeby im obrzydzić dom...
Tak podkreślam, żo dużo mam t y m twórcom do za­
wdzięczenia, bo nasze nastawienie do nich często jest,
wydaje mi się, niewłaściwe. Traktujemy wielu z nich jako
ukochanych dziwolągów, jako oryginałów ubarwiających
nasze jednostajne społeczeństwa, jako sprawców cudownie
groteskowych anegdot, jako — w wypadku starych świątkarzy •— ostatnie drogocenne egzemplarze wymierającego
rodu, jako „innych" albo jako „odmieńców"-— tylko nie
jako ludzi mających nam coś do powiedzenia.

�Moje cytowanie pojęcia „inni" nie jest złośliwe. Osiem
lat temu jak dałeś pierwszej wystawie polskiej sztuki samo­
rodnej nazwę „Inni", była to ładna i nawet poetycka
,,VerIegenheitslósung" — jak to nazwać po polsku? Coś
w rodzaju sprytnego wybiegu, bo żadne z istniejących pojęć,
„naiwni", „ludowi", „amatorzy", nawet „nieprofesjonalni"
nie odzwierciedliłoby tego o co chodziło. Wtedy jeszcze
nie było tej dziwnej mody na inność. Wtedy „inni" —
znaczyło przede wszystkim, że artyści ci są inni od artystów
zawodowych, akademickich a nie od nas. W tej najnowszej
modzio na inność, w zachodnich krajach bardziej rozpow­
szechnionej niż tu, tkwi śmieszny paradoks. Z wielkim
zadowoloniem stwierdzamy, że są ludzie nie przystosowujący
się do ogólnie przyjętych reguł gry, które według naszego
mniemania za bardzo nas ograniczają, za bardzo nas pozba­
wiają naszej indywidualności — i z równym zadowoleniem
stwierdzamy, że sami jesteśmy inni od tych „innych",
normalni. Jesteśmy łakomi na dziwactwa, ale sami siebie,
broń Eoże, nie uważamy za dziwaków.
Ta tak zwana „inność" pociąga nas, snobizujemy się
na nią, ale równocześnie mamy sposoby, ażeby ją oddalić,
odsunąć od siebie. Nasze szufladkowanie częstokroć ma
charakter prostego zabiegu magicznego. To co potrafimy
nazwać, klasyfikować, możemy unieszkodliwić. To co jest
porządnie szufladkowane, już nie ma mocy nad nami,
już nie jest w stanie nas niepokoić.
Przerażają nas rysunki Monsiela — ale gdy dowiemy się,
żeMonsiel był schizofrenikiem, wszystko wraca do porządku,
rysunki już nam nic nie mówią o nas, mówią nam tylko
0 świecie chorego. Zdradliwy pod t y m względem jest tytuł
książki wydanej w R F N na temat malarstwa psychicznie
chorych: „Wunderwelt des Wahns" — cudny świat obłędu.
Taki tytuł prowadzi nas do gabinetu osobliwości, gdzie już
nie mamy do czynienia z wypowiedziami o losie człowieka.
Muszę o tym mówić z prostej przyczyny: w R F N tak
samo jak w Polsce pojęcie ART BRUT prawie nie jest
znane; ale że ten obraz, tamta rzeźba są „typowo schizo­
freniczne", potrafi stwierdzić każdy głupek. Szufladka
„typowo schizofreniczne" ma pomalutku charakter zbiornika
dla wszystkiego, co nie da się włożyć do innych szufladek,
co nie jest sztuką naiwną, ani ludową, ani amatorską,
ani czymś zbliżonym do sztuki profesjonalnej. Każdy nie­
profesjonalista (profesjonaliście wolno), który maluje wizje,
sny... musi liczyć się z tym, że pierwszy lepszy widz ma
go za stukniętego. Kiedy opowiadam o człowieku, który
czuje powołanie, muszę szybko dodawać, zanim mój słu­
chacz zwęszy wariata, że ten człowiek nie ulega żadnej
megalomanii, że jest skromny, komunikatywny itd.
W tym kontekście opowiem ci anegdotę: pewna ma­
larka z tej niezbyt znanej w Polsce parafii ART BRUT
odwiedziła ostatnio wystawę, na której były też jej obrazy.
Słyszała, bynajmniej nie po raz pierwszy, jak ludzie oglą­
dający jej obrazy kwalifikowali je jako „typowo schizo­
freniczne". Malarka obdarzona wyjątkowym temperamen­
tem, wtrąciła się do rozmowy. Kłamała trochę, udając,
że jest znajomą autorki tych obrazów i stwierdziła, że to
całkiem normalna kobieta. Wynikła z tego konwersacja
1 wspólna kawa. Panowie przedstawili się, jeden jako znany
reżyser, drugi jako scenograf. Nasza malarka w dalszym
ciągu zachowała incognito. Opowiadała panom, że była
ostatnio w Łodzi i tam widziała nowy, awangardowy teatr
studencki, któremu patronuje sam Hanuszkiewicz. Przed­
stawiali tam pantomimę. Była to bez końca kręcąca się
karuzela, pełna ludzi, którzy widocznie tego kręcenia mieli
już dość i usiłowali daremnie się z niej wydostać. Wreszcie
jednemu z nich udało się wyskoczyć. Ale natychmiast
wszyscy starali się wciągnąć go z powrotem. Opowiadała
tak żywo, że reżyser chciał więcej wiedzieć o tym, jemu
jeszcze nie znanym teatrze. „Ale jak mogłam mu więcej

powiedzieć ?" mówi malarka. „Od dawna nie byłam w Łodzi
i żadnego z teatrów łódzkich nie znam. Ta karuzela, to po
prostu jeden z moich obrazów".
No i jasne, jeżeli ta karuzela-pantomima jest wynalaz­
kiem młodego obiecującego reżysera, któremu gwiazda
dopomaga — wtedy wszystko w porządku, wtedy mamy
do czynienia z głęboką poetycką metaforą. Ale jeżeli to
obraz-wizja malującej krawcowej — wtedy to na pewno
typowo schizofreniczne.
Powiedziałem, że tym twórcom •— naiwnym tak samo
jak ludowym, „zdrowym" tak samo jak „chorym" — dużo
zawdzięczam. Moje pisanie teraz jest jakby próbą spłacenia
długu.
Wspomniałeś, że tłumaczyłem Mrożka. To było dawno
temu. Ale ja naprawdę jestem przede wszystkim tłumaczem.
Jako dziennikarz próbuję przetłumaczyć rzeczywistość
tego kraju na język i rozum moich słuchaczy, próbuję
wytłumaczyć im, jak tu jest, jak t u było, jak tutejsi ludzie
chcieliby, żeby było. Tak samo z kolekcją, sposób jej aran­
żacji i scenografii, moje oprowadzanie po niej—to mo­
menty przetłumaczenia świata Wiśnios, Chajca, Lurki...
na rozum nowoczesnego mieszkańca wielkich miast. Moje
pisanie — to próba przetłumaczenia tego, co tkwi w tych
obrazach i rzeźbach na język, niekoniecznie zresztą nie­
miecki, po prostu na język.
A.J. Piszesz już od roku, a odnoszę wrażenie, że jesteś
nie coraz bliżej końca — a przeciwnie — coraz dalej.
— No tak, książka strasznie mi się rozrasta. O samym
Lurce mam napisane ponad 130 stron. Przez niego książka
mi pękła.
A.J. To skróć tego Lurkę!
— Nie chcę. Przez tyle lat musiałem pisać szybko.
Korespondent czasem prędzej musi pisać niż potrafi myśleć.
W moim dorobku mam przynajmniej sto pięćdziesiąt szybko
pisanych, krótkich komentarz5^ tylko o stosunkach państwo-kościół. Chciałem sobie strzelić przerwę. Jak już
wziąłem bezpłatny roczny urlop na pisanie książki o polskich
twórcach nieprofesjonalnych, to chciałbym pisać tak dużo
i w takim tempie jak trzeba. Nie myślę na razie o osta­
tecznej formie książki i z wydawcami jeszcze nie rozma­
wiałem, ponieważ oni zawsze wiedzą wcześniej i lepiej jak
przyszła książka ma wyglądać.
Chciałbym jeszcze raz wrócić do sprawy tłumaczenia.
Ale w tym kontekście najpierw historia o Karolu Ziomko.
Pochodzi ze wschodu a mieszka teraz na Kujawach. Rzeźbi
dość ładne Chrystusy Frasobliwe, mimo że tam gdzie on
się urodził, motyw ten nie był znany. Gdy pierwszy raz
go odwiedziłem, nie miał jeszcze wybudowanego domu,
mieszkał w jednej izbie rozwalającej się chaty. Jak tam
wstąpiłem, był on, żona, dzieci, jacyś goście albo krewni,
psy, kury i sparaliżowana kawka — rozgardiasz jak się
patrzy. A w tej izbie wisiała jego praca, Matka Boska
Częstochowska, niezwykle starannie zrobiona i cudownie
polichromowana płaskorzeźba w złoconej, ciężkiej i bogatej
ramie. Ta Matka Boska nie była do sprzedaży, była pre­
zentem, bogatym prezentem biedaka dla córki. Wisiała,
królowała więc ta wytworna Matka Boska w tej biedzie,
w t y m nieporządku. Sprawa religii i pobożności, ale nie
tylko_.
W tej pracy równocześnie jest tęsknota do piękna,
roszczenie sobie prawa do splendoru. Ale jako dzieło sztuki
Matka Boska Ziomki nie bardzo się liczy (ił. 33). Pod tym
względem jego porządne cepeliowskie Frasobliwe są lepsze.
Ideałem piękności i dostojności są widocznie dla niego
okropne oleodruki w ozdobnych ramach. Mimo to fascy­
nowała mnie ta Matka Boska błyszcząca jako korona
w chałupie, intrygowała mnie ta tęsknota i te roszczenia.
Na moją prośbę Ziomko zrobił dla mnie taką samą płasko­
rzeźbę. Gdy ją dostałem, miałem natychmiast wrażenie,
75

�że moja gorsza. Wrażeni© — prawdopodobnie ni© uzasad­
nione, tylko że moja była jakby bez funkcji; u mnie w ko­
lekcji nie króluje, wisi wśród innych i prawie nikt na nią
nie zwraca uwagi. XT mnie ona wymaga tłumaczenia.
Drugi przykład z tej samej parafii. Konstanty Pa­
włowski, kaleka, głuchoniemy, analfabeta. Niesamowicie
inteligentny, wrażliwy człowiek. Ma złote ręce. Z kawałków
rozbitego w czasie wojny samolotu zrobił precyzyjnie cho­
dzące i bijące, bogato ozdobione zegary. Mieszka w odległej
wsi. Pojęcie „sztuka" jest mu chyba obce,'ale na pewno
bliskie mu jest pojęcie dobrej, misternej roboty. Rzeźbi
między innymi ptaki. Robi wróble, tak dokładnie, że kot
mógłby mieć ochotę na nie się rzucić. I na tej dokładności
polega dla niego sztuka, dowód, że on kaleka, swoje umie
i bynajmniej nie jest gorszy od zdrowych. Przyznaję,
że w sklepie z pamiątkami nie zwróciłbym uwagi na te ptaki,
świadczące wprawdzie o wzruszająco uczciwej robocie,
ale na mój gust za bardzo naturalistyczne w porównaniu
na przykład z ptakami Wilczewskiego, który niedaleko
od Pawłowskiego mieszka i swoje prace po ludowemu ślicz­
nie stylizuje. Dla Muzeum Sztuki Nieprofesjonalnej ptaki
Pawłowskiego nie bardzo byłyby przydatne — dla mojej
kolekcji i dla przyszłego „Muzeum Człowieka" są ważnym
dokumentem. Ale podobnie jak „Matka Boska" Ziomki
wymagają one tłumaczenia.
Dobrze wiem, że wielka sztuka — zarówno wybitnych
idywidualności, jak i wielka sztuka zbiorowa-ludowa •—
nie potrzebuje komentarza. Obrazy Boscha działają na nas,
nawet jeżeli nie rozumiemy języka ich symboli. Gdy widzę
starą rzeźbę murzyńską, nie pytam o biografię jej autora.
Wiadomości z zakresu historii kultury z końca średnio­
wiecza i o tajnej nauce Różokrzyżowców, w wypadku
Boscha, czy wiadomości z zakresu etnografii w drugim
wypadku są przydatne, ale nie konieczne. Większość prac
w mojej kolekcji wymaga komentarza, ale nawet jeżeli
chodzi o współczesną, tak zwaną sztukę ludową, komentarz
z zakresu etnografii potrzebny jest w coraz mniejszej ilości
wypadków.
Dam ci przykład. Mam w kolekcji ładnego, kupionego
zresztą w Cepelii, św. Floriana Tadeusza Cąkały. Każdy
etnograf polski zna chyba pracę Kazimierza Dobrowolskiego
Dzieje kultu św. Floriana w Polsce do polowy XVI w. i potrafi
zrobić mi prześliczny wykład o roli kultu św. Floriana
w wierzeniach ludowych. I fajno! Tylko, że nasz chłopski
rzeźbiarz Cąkała o św ! Florianie nic a nic nie wiedział,
nigdzie nie spotykał się z jego przedstawieniem, póki ni©
kupił sobie za 300 zł (mądra i opłacalna dla niego inwestycja)
książki J. Grabowskiego Dawna polska rzeźba ludowa,
w której św. Florian znajduje się na ilustracji 170.
r

Czy to źle, że Cąkała tę rzeźbę trochę skopiował,
trochę po swojemu przerobił, że jego podejście do sprawy
nie odpowiada naszym naiwnym wyobrażeniom o ludowym
świątkarzu? Myślę, że nie. ..Zajmuje mnie wewnętrzny
dramat tego człowieka. Jest on jednym z tych chłopo-rzeźbiarzy, o których już mówiliśmy. Ma za małe gospo­
darstwo, aby z niego wyżyć. Musiał dorabiać, a nie myślał
o rzeźbieniu. Był już zdecydowany poszukać pracy w Pu­
ławskich Azotach. Ale wtedy szwagier sąsiada, znany niby-ludowy rzeźbiarz, przypomniał sobie ptaki i inne zwierzęta
przez Cąkałę kiedyś strugane i doradził mu, aby rzucił się
na rzeźbienie. Cąkała zgodził się spróbować szczęścia w sztuce
ludowej, tym bardziej że dojazd do Puław był kłopotliwy,
a jego zdrowie szwankowało. Udało mu się, Cepelia chętnie
jego prace kupuje. Ale dowcip polega na tym, że z początku
Cąkała na sztuce ludowej zupełnie się nie znał — w jego
okolicach nie było już świątków ani kapliczek tak, że musiał
poznawać t ę sztukę stopniowo w cepeliowskim punkcie
skupu, na wystawach, w sklepach, z książek i u innych rzeź­
biarzy — i że mimo to wszystko sukces jego całkiem jest
76

zasłużony. Przerabiał wzory, często przez chwilę tylko
podpatrzone, często błędnie zrozumiane, w sposób tak
oryginalny, że jego prace są natychmiast rozpoznawalne.
Są to figurki tak gładko, grzecznie i porządnie zrobione,
że świetnie odpowiadają dzisiejszym ogólnym wyobrażeniom
0 sztuce ludowej — ale jednocześnie wyrażają czy to przed­
stawiając śwuętego, czy myśliwego albo bartnika — nie­
przystępną powagę i beznadziejny smutek właściwe pra­
starym bóstwom. Są one dekoracyjno i przy t y m również
groźne. Wyglądają na pierwszy rzut oka jak „świątki",
al© nimi nie są.
Ich niezwykłość polega między innymi na tym, że spra­
wiają nieroalne wrażenie, jakby ktoś złączył —• omijając
cały okros sztuki i kultury chrześcijańskiej — archaiczną
rzeźbę kultową z rzemiosłem artystycznym cepeliowskim.
I o to chodzi: jak ten człowiek, szukając ubocznego,
nietrudnego zarobku, trafił zupełnie przypadkowo do rzeź­
biarstwa, i jak ni© zadowalając się uczciwą chałturą, grzebał
coraz głębiej aż odsłonił przedchrześcijańskie archetypy.
W parze z t y m wypadem w głąb idiio u tego rzeźbiarz o nie­
zwykle namiętna ambicja — być najlepszym, najbardziej
cenionym, ambicja, która wydaje się być w kompletnej
sprzeczności z pierwotnym celem znalezienia ubocznego za­
robku. Arcyciokewy dramat, o którym mówiłem, pologa
chyba na tym, iż t u można obserwować narodziny głęboko
sięgającej twórczości prowokowanej przez konioczność zownętrzno -materialną.
A.J. Przykłady, o których mówisz — „Matka Boska"
Ziomki, ptaki Pawłowskiego, świątki-nie-świątki Cąkały —
wymagają rzeczywiście komentarza. Ale czy nie skrzywiasz
trochę profilu kolekcji, preferując takie właśnie dzieła,
podczas gdy nie masz pozycji tak zdawałoby się podsta­
wowych, jak np. Ociepka. Masz przecież zaledwie jeden,
1 to nie najlepszy jego obraz oraz kilka rysunków.
— Boleję nad tym, że mam tak mało prac Ociepki,
ale jest on dla mnie po prostu za drogi. Chciałem kupić
jego Narodziny człowieka, jeden z kluczowych obrazów
jego okresu teozoficznego. Nie mogę jednak zapłacić za jeden
obraz tyle, ile wynosi cena samochodu średniej klasy.
Owszem mogę, gdy muszę, gdy naprawdę nie ma innoj
rady. Ale z pracami Ociepki tak nie jest. To, że Ociepka
jest o tyle bardziej znany niż wszyscy inni naiwni malarzo
polscy nie znaczy, że jego dzieło jest o tyle „lepsze", „cie­
kawsze" od innych. Z powodów, które mnie w t y m miejscu
nie interesują, jest on dość wysoko notowany na giełdzie.
Możliwe, iż zakup obrazu Ociepki to dobra lokata kapitału.
Wątpię, ale to możliwo. W żadnym wypadku nie dla mnio.
Ale ja też umiem ocenić, jeżeli zainwestowany kapitał,
dobrze pracuje. Tylko w innym sensie. Zamiast kupowania
obrazu uznanego, wyrobionego artysty i liczenia na to,
że wartość tego obrazu wzrośnie, po prostu wolę kupić
pracę „niegotowych", nie uznanych jeszcze twórców, licząc
na to, iż moje poparcie doda im otuchy, stworzy bodziec
do kontynuowania poszukiwań twórczych, czasem w ogóle
do malowania czy rzeźbienia.
A.J. Tak jak w tej historii z Sułowskim, u którego
zamówiłeś 60 obrazów — aby tylko wrócił do malowania.
— Rozumiesz, bardzo lubię pracę tego kapitału,
w t y m sensie, że ja powoduję coś, popchnę naprzód, dopomogę w rozwoju. Tylko zrozum też, że to żadna filantropia.
Jestem bardzo ciekawski i uwielbiam obserwowanie pro­
cesów w toku...
A.J. Ależ t y nie tylko obserwujesz, ale również i inge­
rujesz, i to z całą świadomością i . . . satysfakcją.
•— Oj, tak! Obserwować, odrobinkę maczać swoje
paluszki, bardzo dyskretnie ingerować! O tym, jeżeli pozwo­
lisz, zaraz. Najpierw jeszcze coś o problemie, o którym
mówiliśmy.
Kierunek rozbudowy kolekcji pozwolił mi uniknąć*

�I I . 32. Katarzyna Gaweł, Zielonki, pow. Kraków.

tych strasznych wydatków na obraz Ociepki. Gdyby moją
ambicją było przygotowanie, a później urządzenie muzeum
polskiej sztuki nieprofesjonalnej, wypadałoby taki obraz
mieć, bo Ociepka w tej sztuce ma określone miejsce. Ale nie
jest moim zamiarem pokazanie w kolekcji i , jeśli Bóg da,
w późniejszym „Muzeum Człowieka", kompletnego prze­
kroju polskiej sztuki nieprofesjonalnej. I dzięki temu,
że nie mam obowiązku kupienia Narodzin człowieka, obrazu
malowanego 26 lat temu, mogę dopomagać temu, co dziś
jest w stadium narodzin.
A.J. A co zamierzasz robić dalej ? Przecież twój dom
już pęka w szwach. Ja,k widzisz przyszłość swej kolekcji?
— Co z t y m wszystkim ma być? Na pewno jasne,
że miejscom kolekcji jest Polska. To zdumiewająco bogate
zwierciadło umiejętności, inteligencji, twórczości ludzi
tego kraju musi w nim się znajdować. To oczywiste, tylko
że dla mnie wynikają z tego daleko idące konsekwencje.
Chciałbym, aby kolekcja została tu, ale chciałbym też być
z kolekcją. Ten zbiór i pisanie o twórcach w nim reprezen­
towanych jest dla mnie jakby zaczętą pracą. Doprowadzenie
jej do przyzwoitego punktu będzie trwało długo. Do końca
mojego życia praca taka wystarczy.

Lubię być korespondentem, bardzo chciałbym poznać
jeszcze inne kraje, gruntownie, nie jako turysta, 'ale jako
dziennikarz, pisząc o takim np. Meksyku i spędzając tam
część życia. Zawsze lubiłem zaczynać coś na nowo. Ale wiem,
że już tego nie mogę. To jedna z tych rzeczy, której się
teraz pomalutku uczę od moich rzeźbiarzy i malarzy •—
aby się trzymać własnej drogi. Zostawienie tej zaczętej
pracy byłoby po prostu grubym świństwem.
Śmieszne to i pouczające, chociaż wbrew prawom
natury, że z motyla-fantazji wylęgła się ciężka pełzająca
gąsienica-obowiązek. Ale to naturalnie tylko jeden aspekt
tej sprawy. Drugi — to zaskakujące poznania, niesamowita
przyjemność, wynikająca ze stałego kontaktu ze światem
tej twórczości i jej autorami. Byłoby arcyaspołeczne chcieć
to wszystko mieć wyłącznie dla siebie.
Z tym znowu łączy się druga pewność, co do przy­
szłości kolekcji. Musi nie tylko zostać w Polsce, ale też
trzeba ją jeszcze bardziej udostępnić dla ludzi. Już teraz
jest to półpubliczna impreza. Mówiłem, iż nie jest prosto
współżyć z tymi rzeźbami, ale to nie wszystko. Problem
nie tylko na t y m polega, że t u bez przerwy cały kongres
Chrystusów Frasobliwych bacznie patrzy na ciebie, ale
77

�i potrzebuje osobistych kontaktów, rozmów, inspiracji.
Zaproszenie ich na pobyt w takim muzeum-ośrodku mogłoby
im dużo dać.
Nie mam ambicji, aby „muzeum" było kiedyś ozna­
czone gwiazdkami w różnych baedokerach. Dla turystów
maszerujących przez zabytki takie „muzeum" byłoby
zbyteczne. Natomiast wyobrażam sobie, że ludzie pragnący
skupienia,, albo w nastroju zamyślonym, odwiedziliby
chętnie takie „muzeum"-ośrodek, aby popatrzeć, podumać,
porozmawiać, wypić kawę. Podobało mi się na przykład to,
że w tych dniach przyszedł do nas znajomy, o którym
wiedzieliśmy, że miał ostatnio ciężkie przeżycie. Pytał,
czy może w naszym domu trochę pobyć; oglądał rzeźby,
obrazy, zjadł z nami obiad, i mimo że z nami nie rozmawiał
o swoich kłopotach, powiedział na pożegnanie, iż to kilka
godzin spędzonych w tym domu dobrze mu zrobiło. Był to
dla mnie jeden z ważnych znaków, że jesteśmy na dobrej
drodze. Mam wrażenie, że to przyszłe „muzeum", jeżeli
się uda, będzie jakby wyższą szkołą optymizmu. Obecnie
w naszym małym domku zebrane są prace 200 prostych
ludzi, nie żadnych wielkich geniuszów, których dzieła
zawsze trochę przerażają normalnego widza. A tu są prace
naszych sąsiadów, ludzi, z którymi żyjemy, często ich
nie zauważając. I tu nagle okazuje się, jak bogate i ciekawe
jest ich wnętrze, jak oni, zwykli ludzie, są niezwykli. Jak
zwykły człowiek popatrzy na to bogactwo może nabierze
trochę zaufania także do siebie. I nie wiem czy to nie
byłoby w ogóle najważniejsze.
U. 33. Karol Ziomko, Michalin, pow. Aleksandrów K u j .
Matka Boska Częstochowska, płaskorzeźba polichrom., wym.
bez ram 49x38 cm.
i na tym, że prócz nich — chociaż na szczęście z przer­
wami — cała masa gości i zwiedzających, którzy patrzą
na rzeźby i przez rzeźby na twoje mieszkanie, na twoje
nie schowane przez zapomnienie skarpetki i na ciebie samego.
Pamiętasz sztukę Mrożka o męczeństwie Piotra Oheya.
Moje nocne koszmary już idą w tym samym kierunku:
kiedy budzimy się rano, sypialnia jest pełna dzieci, którym
nauczycielka tłumaczy: I tu, moje miło, wiszą obrazy
naszej słynnej samorodnej malarki pani Marty Michałow­
skiej, tu natomiast spoczywają założyciele tego muzeum,
powiedzcie im grzecznie, dzień dobry. Chętnie otworzyłbym
nasz dom jeszcze bardziej, ale równocześnie chciałbym
trochę odseparować przynajmnioj sypialnię i łazienkę.
Brakuje mi poczucia własności prywatnej, mam za to
wyrobioną potrzebę osobistej niezależności. Chcę przez to
powiedzieć, że chętnie kiedyś zrobię z kolekcji coś w rodzaju
fundacji, ale pod warunkiem, iż da się uniknąć biurokratyzacji, instytucjonalizacji, utrupienia całego przedsię­
wzięcia.
Założenie fundacji będzie t y m bardziej potrzebne,
że mam zamiar kolekcję chociażby odrobinkę zinternacjonalizować. Będzie to zawsze kolekcja, albo muzeum poświęcone
przede wszystkim polskiej nieprofesjonalnej twórczości
plastycznej, ale by umożliwić porównanie z odpowiednią
twórczością innych krajów powstaje potrzeba sprowadzenia
niewielkiej ilości obcych eksponatów.
Gdy mówię o przyszłym muzeum, mam bardzo dziwne
uczucie. W żadnym wypadku nie może to być muzeum
w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Powinno być miejscem
spotkań, zresztą również dla samych twórców. Potrzebne
są im najróżniejsze formy pomocy. Jeżeli chodzi o pomoc
materialną, o organizowanie wystaw itd. Państwo dużo
dla nich robi. Ale wielu z nich żyje w kompletnej samotności

A.J. Wróćmy jednak do tych twoich inspiracji. Czy
nie obawiasz się, że mogą one jakoś zakłócić naturalny tok
rozwoju twórców?
— Wszystko inspiruje, telewizja, prasa, turyści,
proboszcze, konkursy, Cepelia... Czemu akurat ja nie
miałbym inspirować ?
Ale robi się późno, a to taki szeroki temat, ograniczę
się więc tylko do kilku uwag. Wielu rzeźbiarzy poszukuje
nowych tematów i lubi świat legend. Ostatnio pojawiły się
t u i tam figurki św. Małgorzaty, która trzyma na smyczce
wielkiego smoka-diabła, jak przytulnego kundla. Po prostu
lubię opowiadejć tę mało w Polsce znaną legendę, a moim
znajomym rzeźbiarzom przypadła ona bardzo do gustu.
Bo legenda ta demonstruje, jak silna może być mała wątła
dziewczyna, o niebo silniejsza, niż potęgi ciemności.
Inspirowanie, to wielka radość i ciężka praca. Trzeba
z twórcą dużo rozmawiać, trzeba jego prace długo oglądać,
ażeby odkryć, co znajduje się tam w zarodku. Przykład?
Chociażby Droga Krzyżowa Wojciecha Oleksego, głucho­
niemego parobka z Paszyna, który zaczął rzeźbić mając
ponr,d 60 lat i w ciągu kilim lat niesłychanie się rozwinął.
Zauważyłem, że dla niego, głuchoniemego, język gestów
w rzeźbie był niezwykle ważny i że akurat to było jego
silną stroną w przeciwieństwie do prawie wszystkich rzeź­
biarzy ludowych. Ale z tej zdolności przez jakiś czas niedużo
wynikało, ponieważ tradycyjne wzory rzeźby ludowej są
bardzo statyczno. Długo zastanawiałem się, i w końcu
poprosiłem Wojciecha, Oleksego przez ks. Nitkę, który go
odkrył i opiekuje się nim, o zrobienie dla mnie całej Drogi
Krzyżowej. Efekt przekroczył moje oczekiwania. Była to
Droga Krzyżowa niezwykle dramatyczna.
Przyjechałem do autora w dniu, w którym skończył
swoje wielkie dzieło. 14 stacji było ładnie rozstawionych
w izbie brata. Żona brata podała licznie zebranym sąsiadom
tort własnej roboty. Pośród gości, którzy go podziwiali,
wśród wszystkich tych rzeźb spał sobie wyczerpany i szczęśli­
wy Wojciech Oleksy. Ponad 60 lat ludzie z Paszyna mieli go
za debila. Teraz go uznali. Był to dla mnie jeden z naj
milszych dni w mojej „karierze" kolekcjonera.

Fot.: St. Stępniewski — il. 1; J . Świderski — il. 2—19, 21—83

7S

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10265" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10243">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ed4468a4940a9c60256f2eac5ef91a1e.pdf</src>
        <authentication>dfa96b99daaa69cd569e8aff6d489b16</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122061">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4443</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122062">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122063">
                <text>kolekcjonerstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122064">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122065">
                <text>Pochwała zbieractwa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122066">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.3-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122067">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122068">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122069">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122070">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122071">
                <text>Aleksander Jackowski

0.4
POCHWAŁA

Hobbystów jest wszędzie coraz więcej, za granicą
i u nas. Zrzeszają się w klubach i stowarzyszeniach, spo­
tykają na aukcjach i pchlich targach, wydają dziesiątki
pism — dla wędkarzy, filumenistów, modelarzy, hodowców
kanarków... Poczty wszystkich państw emitują wciąż nowe
serie znaczków, z różnej okazji, kolorowe, atrakcyjne,
często tak duże, że trudno je nalepić na kopertę, ale nie
chodzi przecież o wygodę wysyłającego list, lecz o wielki
rynek filatelistyczny. Znaczki te — jak giełdowe akcje —
mają swoje kursy, notowania. Czym rzadsze, t y m są droższe
i bardziej poszukiwane. Podobnie dzieje się z innymi przed­
miotami zbieractwa, a kolekcjonuje się rzeczy najróżniejsze:
hotelowe nalepki, stare żelazka, podpisy idoli, o których
za lat kilka wszyscy zapomną. Kolekcjonuje się także medale,
plakaty, obrazy, wyroby sztuki ludowej.
Hobbyzm jest w swej obecnej, masowej postaci pro­
duktem współczesnej cywilizacji, aktywnym wyrazem
różnych zainteresowań, uczestnictwa w kulturze. Kompen­
suje rozliczne potrzeby człowieka — aktywności, gromadze­
nia, wyżywania się, wyróżniania. Zbierając, angażując się
w jakimś kierunku — ludzie przeciwdziałają stanowi alie­
nacji, zagubienia, wypełniają pusty czas, stwarzają sobie
cele w życiu, czasem tylko dodatkowe, czasem wręcz jedyne.
Hobbyzm wprowadza inną hierarchię wartości, pozwalając
jednostce osiągnąć satysfakcję wyróżnienia się w grupie
społecznej, a zarazem wzmagając poczucie więzi z t ą grupą.
Oczywiście — zbieractwo popierają, z czysto merkantylnych
powodów, różne instytucje, zbieractwem można sterować —
jak modą, to wszystko prawda, ale warunkiem koniecznym
zbieractwa poważnego i nie chwilowego jest istnienie
wśród ludzi odpowiednich dyspozycji i potrzeb.
Zbierają ludzie w różnym wieku i z różnych kręgów
społecznych. Młodzież i ludzie dojrzali, robotnicy i inteligenci.
Niektóre zainteresowania mają charakter powszechny, jak
np. filatelistyka, inne są popularne w określonych środo­
wiskach czy grupach wieku. Wśród górników na Śląsku
dominuje hodowla gołębi i kanarków, emeryci chętnie hodują
różne odmiany róż, kaktusów, młodzież zbiera znaczki
pamiątkowe, turystyczne. Podjęcie świadomej decyzji zbie­
rania określonych przedmiotów zależy jednak nie tylko od
zainteresowań, ale i od możliwości materialnych, finansowych
i lokalowych. Zrozumiałe więc, że w naszych warunkach,
zwłaszcza w dużych miastach, rzadko powstają wielkie
księgozbiory, kolekcje rzeźb, obrazów, antyków. Częściej
natomiast spotyka się zbiory plakatów, monet, druków
(np. okupacyjnych), przedmiotów sztuki ludowej, jarmar­
cznej a nawet kiczu.
Kolekcjonerstwo wynika z różnych motywów i zaspo­
kaja różne „piętra" potrzeb duchowych człowieka. Naj­
prymitywniejszą formą jest zbieranie dla samego zbierania.
Znałem człowieka, który gromadził roczniki gazet wraz
z książkami, które dodawano przed wojną, jako premię,
prenumeratorom. Nie czytał ich, a gdy bomba padła na dom,
ratował z gruzów właśnie te zakurzone stosy gazet i książek.
Zbieranie dla samego zbierania może stać się nałogiem,

ZBIERACTWA

manią a nawet czynnością ograniczającą horyzonty myślowe'
inteligencję, wrażliwość. Niemniej nawet takie hobby może
pełnić funkcje pozytywne, stwarzając konkretny cel, anga­
żując czas, myśli i uczucia człowieka.
Poważne kolekcjonerstwo przekracza ramy samego
„hobby", wiedzie do umiłow&amp;nia wybranej dziedziny zain­
teresowań, do pogłębienia wiedzy o przedmiocie. Zbieractwo
bywa dla wielu swoistą szkołą, a nawet uniwersytetem.
Niemiecki korespondent — poprzez swe zainteresowania
zbieracze — stał się naprawdę doskonałym znawcą polskiej
sztuki nieprofesjonalnej, węgierski eksporter win — eksper­
tem w dziedzinie karpackiego malarstwa na szkle, polski
dyplomata: Antoni Wawrzyniak — znawcą sztuki indo­
nezyjskiej. Zbieractwo, którego początkiem było przypad­
kowe nawet zainteresowanie czy oczarowanie, wiodło do
coraz większej dyscypliny naukowej, do konsekwencji
w kształtowaniu profilu zbiorów.
O ile jednak w zbiorach tego rodzaju wyraźnie dostrzec
można, zwłaszcza na początku, pewną przypadkowość, brak
wyraźnej koncepcji w pozyskiwaniu eksponatów, to zbiory
specjalistów, towarzyszące ich określonym zainteresowaniom,
są zazwyczaj świadectwem ich wiedzy i mają wysoką wartość
naukową. Wymienię t u przykładowo niewielki, ale jakże
istotny zbiór ceramiki prof, dr Romana Reinfussa, zbiór
ceramiki dr Aleksandra Rybickiego czy ciekawy zestaw
obrazów, zebranych w toku pracy klinicznej w Stroniu
Śląskim przez psychiatrę, doktora Andrzeja Janickiego.
Zjawiska tego rodzaju są czymś jakościowo innym
niż masowy ruch hobbystów. Różnica polega na tym,
że u źródeł masowego ruchu leży chęć zbierania, kompleto­
wania, posiadania — często czegokolwiek, chęć uczestnicze­
nia w całej ceremonii należenia do klubu, dokonywania
wymian, targów, pozyskiwania upragnionych obiektów,
podczas gdy kolekcje poważne, przemyślane — są rezultatem
zainteresowań konkretną dziedziną, a nierzadko towarzyszy
temu świadomość ich roli kulturowej, społecznej.
Zbieractwo sztuki ludowej, a szerzej biorąc — przed­
miotów kultury ludowej i sztuki niezawodowej ma rozmaite
źródła, co dobrze chyba pokazuje cykl zamieszczonych
w t y m numerze artykułów.
Zbieranie różnorodnych przedmiotów kultury ludowej
wiąże się przeważnie z emocjonalnym stosunkiem do daw­
nych tradycji, do wartości, które chce się uchronić przed
zapomnieniem. I na t y m właśnie polega różnica — nikt
bowiem nie zbiera w t y m celu znaczków czy kart do gry,
czy wizytówek. Nie przypadkiem wiele, jeśli nie większość
tych kolekcji, stało się zaczątkiem regionalnych muzeów
lub uzupełniło zbiory już istniejących. Zadaniem nad­
rzędnym przy tworzeniu takich kolekcji była więc świado­
mość ich społecznej użyteczności, tego że utrwalają dorobek
regionu, ludu. Ten motyw przesądził o powstaniu bochnieńskich zbiorów Stanisława Fischera, kilkutysięcznej kolekcji
pp. Chrząstowskich z Podegrodzia, prywatnego muzeum
dr Balickiego z Łańcuta czy pp. Szymańskich w Zakopanem.
3

�Również umiłowanie sztuki ludowej, wartości ideowych
i estetycznych, które w tej sztuce dostrzegano, prowadziło
i prowadzi do tworzenia zbiorów. Szczególnie silnie uwidocz­
niło się to na Podhalu, oczywiście za sprawą Witkiewicza
i mody na góralszczyznę. Zbierał sam Witkiewicz i Maria
Dembowska, a nieco później Stanisław Barabasz, kopiując
motywy i formy zdobnictwa, dekoracji malarskich. Mniejsze
czy większe kolekcje rzeźb i obrazów na szkle z terenu
całej Polski gromadzili artyści plastycy, jak chociażby
Władysław Skoczylas czy Zbigniew Pronaszko, a w ślad
za nimi miłośnicy sztuki.
Moda na sztukę ludową w naszym trzydziestoleciu
przyczyniła się do tego, że nie tylko u znakomitych współ­
czesnych plastyków znaleźć można w domu cenne rzeźby
czy obrazy, ale i wśród studentów, architektów, przedsta­
wicieli wolnych zawodów. Prawda — dawniej zbierano
w terenie, po wsiach, obecnie coraz częściej kupuje się
w Cepelii, na kiermaszach regionalnych. Współczesną sztukę
ludową i jarmarczną zbiera się, ponieważ jest ładna, dekora­
cyjna, ożywia mieszkanie, jest zabawna, „draczna". Waż­
ne — jest tania. To nawet bardzo ważne. Można przyjąć,
że wielu ludzi, mogąc swobodnie decydować się na „styl"
swojego mieszkania, wolałoby antyki czy naprawdę piękne
meble nowoczesne, takie jakie widuje się na ilustracjach
zagranicznych czasopism. Ale sztuka ludowa jest tania:
kilka ptaszków, mata, rzeźba, garnek, tkanina, sztuczne
kwiaty — i już pokój ma charakter — jest barwny, przy­
tulny. Przedmioty ludowe daje się przy tym łączyć z meblem
cepeliowskim, ale i z meblościankami, a nawet wkomponowa­
nym we wnętrze antykiem. Taniość odgrywa tu dużą rolę
i mimo wszystkich narzutów i wyśrubowanych cen — posłu­
żenie się przedmiotami rzemiosła i sztuki ludowej (czy
cepeliowskiej) wciąż jest nieporównanie tańsze od wszelkiego
innego sposobu urządzenia stylowego wnętrza. Jest to
różnica rzędu co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Skoro zaś coś jest ładne i niezbyt drogie, chętnie dokupuje
się przy kolejnej okazji jeszcze jeden garnek, jeszcze jeden
„Włocławek", jeszcze jedną rzeźbę. Powoli gromadzi się ich
coraz więcej i rośnie pokusa, aby mieć jeszcze więcej.
Zwłaszcza że jest to wciąż u nas kolekcjonerstwo na miarę
zwykłego człowieka.
Zbieranie sztuki współczesnej daje ponadto poczucie
„uczestnictwa w kulturze", zmusza do samodzielnego wy­
boru, do określania swego stanowiska, sądów estetycznych.
Wprowadza element rywalizacji z muzeami, chęć pozyskania
prac tych twórców, których się szczególnie ceni. Wiąże się
z tym satysfakcja, jaką daje kontakt z artystą. Wielu
zbieraczy, jeśli nie większość, stara się kupić bezpośrednio
od ludowego twórcy. Gdy mogą — jadą do wiejskich rzeźbia­
rzy, nawiązują z nimi serdeczne stosunki, czasem — wyko­
rzystują ich, czasem naprawdę pomagają.
0

Ale kontakt z twórcą daje coś więcej niż możliwoś
tańszego kupna czy większego wyboru; zbieracz angażuje
się emocjonalnie, śledzi losy i twórczość zaprzyjaźnionego
artysty, staje się doradcą, mecenasem, przyjacielem. Tak
Emil Zegadłowicz pomagał Jędrzejowi Wawrze, gromadząc
w Gorzeniu bogaty zbiór jego prac. Co więcej, zamawiał
konkretne tematy, a nawet zachęcił Wawrę do robienia
„piecątek", co było herezją z punktu widzenia etnografa •—
purysty, ale niezwykle ciekawe dla badania procesu twór­
czego, relacji między tradycją a inwencją, nie mówiąc już
o tym, że dzięki Zegadłowiczowi sztuka nasza zyskała
kilkanaście znakomitych drzeworytów (wydanych następnie
w tece przez pisarza).
Leonem Kudła opiekował się Karol Tchorek, wprowadził
nawet go do Związku Polskich Artystów Plastyków. Zgro­
madził też dużą i nader pełną kolekcję dzieł kozienickiego
rzeźbiarza, z której część znajduje się już w zbiorach Pań­
stwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie.
4

Nikifora „odkrył" i kupował artysta-plastyk Seweryn
Turyn, później malarz Jerzy Wolff, autor pierwszego studium
0 krynickim Matejce, a po wojnie Andrzej Banach, który
wraz z żoną dużo pomógł Nikiforowi, gromadząc przy t y m
ogromną i wszechstronną kolekcję jego dzieł. Wydali oni
dwie książki o Nikiforze, a prace jego pokazali na licznych
wystawach w kraju i za granicą.
Oczywiścio można t u wtrącić uwagę, że zbieranie nie
zawsze jest filantropią, że kolekcja Tchorka czy Banacha
w ciągu lat nabrała wartości, ale nie zmienia to faktu,
że w Polsce (w odróżnieniu od Zachodu) motyw zysku
pojawia się sporadycznie i to raczej w fazie późniejszej,
gdy okazuje się, że tanio zdobyte dzieła warte są niewspół­
miernie dużo. Na ogół dominuje zainteresowanie sztuką
1 osobą twórcy.
Zainteresowanie to bywa jednym z powodów powstawa­
nia zbiorów. Zimmerer wręcz mówi, że go nie interesuje
„sztuka", alo dzieło jako wyraz osobowości, psychiki.
Śledzi on rolę, jaką odgrywa twórczość w życiu ludzi.
Dr Janicki gromadzi rysunki, rzeźby, obrazy, tkaniny —
nie tylko dla ich wartości estetycznych, ale przede wszystkim
ekspresywnych, emocjonalnych, widząc w nich wyraz osobo­
wości człowieka. Twórca — zaciekawienie jego osobą, sta­
nowi też ważny motyw w tworzeniu kolekcji pp. Erberów
z Kielc, Jana Sznajdra z Konina czy Ferdynanda Kijak-Solowskiego z Krakowa.
Nieco inną motywację, choć również nie „artystyczną"
przedstawia Wojciech Siemion. Rzeźby, obrazy — są dla
niego rodzajem „pamiątek", wiążą się ze wspomnieniami
kontaktów z plastykami zarówno zawodowymi, jak i ludo­
wymi, naiwnymi.
Szczególną, graniczną postacią kolekcjonerstwa i pasji
naukowej, i artystycznej — jest gromadzenie nie samych
obiektów, a sporządzonych przez siebie ich wizerunków.
Jeszcze w początkach naszego stulecia fotografowała ludowe
budownictwo Bronisława Kondratowiczowa, a Stanisław Ba­
rabasz rysował i kalkował to, co najciokawsze było na
Podhalu. Władysław Skoczylas utrwalił w szkicowniku
wszystkie kapliczki podhalańskie. A w czasach nam współ­
czesnych kapitalną kolekcję „strachów" sfotografował
Jan Kurkiewicz. Lata całe chodził z aparatem po beskidz­
kich polach, wyszukując wciąż nowe obiekty. Rysunki
„remontowe" na szybach dokumentował i zbierał fotografik
toruński Jan Krippendorf, obrzędy, ceremonie sekt i róż­
nych wyznań utrwalił w pełnych ekspresji zdjęciach Adam
Bujak.
Niekiedy przedmioty o charakterze ludowym zbierane
są w ramach zainteresowań obejmujących określoną tema­
tykę, np. obrzędową, myśliwską, regionalną czy historyczną.
Wszystko, co dotyczy historii nowotarskiego powiatu,
zwłaszcza z okresu ostatniego pięćdziesięciolecia, gromadzi
w Nowym Targu pracownik PTTK Antoni Pajerski. Z terenu
Rzeszowszczyzny duży i bardzo różnorodny zbiór ma
doc. dr Franciszek Kotula. Krakowski plastyk Zbylut
Grzywacz zbiera z kolei tematykę „końską". Rzeźby, obrazy
i grafiki, ozdoby, pamiątki, a także ludowe zabawki czy
wycinanki z motywem konia.
Właśnie ta rozpiętość punktów widzenia i wyboru
przedmiotów zainteresowań decyduje o tym, że kolekcjo­
nerstwo jest ciekawe, a czasem i cenne, że niejednokrotnie
właśnie ono ratuje dla kultury pewne zjawiska, które
inaczej skazane byłyby na zagładę.
Przecież gdyby nie wspomniany t u Jan Kurkiewicz,
o strachach wiedzielibyśmy bardzo niewiele. Żadne muzeum
nie pomyślało nawet o dokumentowaniu ich, bo też nie
mieściły się w tradycyjnym repertuarze etnograficznych
muzeów i nie umiano spojrzeć na nie jak na obiekty intere­
sujące od strony artystycznej. Nie przypadkiem strachami
zainteresował się mniej więcej w tym samym okresie,

�w końcu lat pięćdziesiątych — Tadeusz Kantor, który za­
mierzał nawet wraz z Haliną Ptaszkowską zrobić wystawę
„strachów", redaktor Irena Groszowa z „Gromady", na
której apel nadesłano nawet sporo „strachów" z terenu,
rzeźbiarz — Jerzy Jarnuszkiewicz, który namawiał redakcję
„Polskiej Sztuki Ludowej" do podjęcia tego tematu.
Alo tylko Kurkiewicz doprowadził zamysł do końca. Warto
przypomnieć, że był on artystą grafikiem.
Jest symptomatyczne, że na zjawisko to zwrócili uwagę
przede wszystkim plastycy i to ci, o których najchętniej
mówi się „nowocześni". Trudno t u więc mieć pretensję
do muzeów, zwłaszcza że sam charakter tych z natury
rzeczy szacownych instytucji skłania do myślenia konser­
watywnego, tradycyjnego. Muzea dokumentują bowiem
przeważnie przeszłość, a z tego, co się dzieje współcześnie,
wybierają wartości już uznane, ucukrowane, nie budzące
sporów. Muzea działają metodycznie i fachowo, w myśl
z góry ustalonych założeń. Obce im są wszelkie szaleństwa,
ryzyko wydawania na wątpliwe zakupy społecznych pie­
niędzy, których nigdy nie za wiele. Muzea mają komisje,
a wiadomo, że system komisyjny prawie zawsze powoduje
obcinanie wszelkich skrajności. Zespół wieloosobowy,
w którym na dodatek wielu członków stara się myśleć tak —
jak ich zdaniem powinien myśleć przedstawiciel instytucji,
którą reprezentują — często wybiera te wartości, które
są już znane, sprawdzono. Dodajmy do tego konserwatyzm
niektórych wybitnych specjalistów starszego pokolenia,
którzy autorytetem swym również oddziaływali hamująco
na politykę zakupów, dodajmy opieszałość w decyzjach
o zakupie, w wypłatach, konieczność uzyskania różnych
akceptacji — aby jasne się stało, dlaczego muzea, z powodów
obiektywnych, a w każdym razie psychologicznie zrozu­
miałych, nie są forpocztą nowego.
7

Mówię t u oczywiście o muzeach etnograficznych, ra­
dykalne zmiany zachodzą bowiem w muzeach sztuki współ­
czesnej, które — wręcz programowo — zaczęły uczestniczyć
w procesie kształtowania współczesnej twórczości.
Otóż u nas muzea etnograficzne przy wielkich zasłu­
gach, których nikt nie neguje, nie zauważyły: ekranów
ulicznych fotografów, malowideł strzelnic, lunaparków,
karuzel, „sztuki" jarmarcznej, zaliczanej od razu do „kiczu",
nie zauważyły okresów przejściowych pomiędzy strojem
„tradycyjnym" a miejskim, lokalnych i czasem efemerycz­
nych mód i tylko niekiedy rejestrowały fakty nowej obrzę­
dowości (Bytom, Poznań). Oczywiście zarzut ton równie
dobrze można odnieść i do instytucji zajmujących się bada­
niami terenowymi, nie chodzi t u jednak o rozwijanie tej
tematyki, lecz o pokazanie dlaczego nawet w kraju o tak
silnej sieci muzeów jak u nas, wciąż istnieje sens prywatnego
zbieractwa jako czynnika uzupełniającego.
7

Zbieracz działa natomiast na innych prawach. Sam
sobio jest panem, nikomu nie musi się tłumaczyć, co i dla­
czego zbiera. Ma prawo do ryzyka, do szaleństwa, które —
czasem — może okazać się błogosławione, gdy się okaże,
że w tym swoim pozornym szaleństwie zdołał dojrzeć to,
co muzea spostrzegły już po fakcie, albo czego w ogóle
nio dojrzały.
Społecznie sytuacja jest t u z punktu widzenia Państwa
bardzo wygodna. Kolekcjonerzy ratują na własny koszt
ślady przeszłości i współczesności, a wiadomo, iż prędzej
czy później większość tych zbiorów przejdzie do muzeów
(w formie dotacji czy zakupów).

7

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie atakuję po­
szczególnych muzeów, oceniam tylko sytuację obiektywnie
istniejącą. Czy można ją naprawić ? Częściowo tak, i w ostat­
nich latach widać w yraźną zmianę na lepsze — ale częściowo
nie, ponieważ w naszych warunkach finansowych muzea
nie mogą być śmietnikiem* rzeczy byle jakich, ich prawo
7

do ryzyka musi być społecznie kontrolowane, a przepisy,
nawet skądinąd uzasadnione, hamują inicjatywę ludzi.
A sami ludzie ? Oni przecież decydują w końcu o wszyst­
kim. W muzeach są pracownicy, często po prostu urzędujący
„od—do", wielu trafiło tam po studiach raczej przypadkowo
czy z rozsądku, a nie z przemożnej pasji. Muzealnictwo,
które kiedyś, w początkach swych było zamiłowaniem,
stało się zawodem, jak każdy inny. Ale kolekcjonerstwo
zawsze jest zamiłowaniem. Nie daje profitu, jest bezintere­
sowne. Prawda, zbieracz staje się czasem niewolnikiem swej
kolekcji — ale nigdy urzędnikiem. Gdyby nie miał pasji
do tego co robi, nie zbierałby. To chyba oczywiste.
Śpieszę t u dodać, że znam i w muzeach cudownych
ludzi, których nazwisk nie wymienię, raz — że znam przecież
nie wsz5 stkich, dwa — że nie chcę utrudniać im życia.
Ludzi autentycznie zaangażowanych, dbających o swe
muzeum, o zakupy, nie patrzących na zegarek, mających
czas na zajmowanie się konkretnymi twórcami, na prawdzi­
wą nad nimi opiekę. Współpracowało więc z Józefem Piłatem
Muzeum Świętokrzyskie, kupowało jego rzeźby, wożono go
do sanatorium, leczono... W Nowym Sączu opiekowano się
Marią W nęk, w Sieradzu — Edwardem Korpą czy Fran­
ciszką Grala, we Włocławku — Stanisławem Zagajewskim
i malarkami fajansu, w Zakopanem — Sutorem i malarzami
na szkle, w Łęczycy zaś muzeum od początku patronuje
rozwojowi tego ośrodka ludowej rzeźby. Nie muszę dodawać,
że dzięki temu patronujące muzea mają naprawdę reprezen­
tacyjny wybór prac swych podopiecznych.
7

r

Czasem opiekę sprawują inne placówki — Dział Plastyki
Wojewódzkiego Domu Kultury we Wrocławiu dba o spra­
wy bytowe i właściwą „politykę" zakupów rzeźb przez
muzea, opiekując się zwłaszcza Bolesławem Musiałem,
Janem Zworskim i Józefem Lurką. Z twórcami ludowymi
współpracuje P D K w Myślenicach, w Węgorzewie.
Nie zmienia to jednak faktu, że i t u prywatny kole­
kcjoner wnieść może swój pozytywny wkład. Niektórzy
zbieracze mają ścisłe i serdeczne kontakty z jednym czy
kilkoma twórcami, zbierają nie tylko ich dzieła, ale i listy,
zapiski ze spotkań, pomagają, radzą. W rezultacie nie tylko
legitymują się zbiorami, ale i wiedzą o ludziach. Wykorzystu­
ją tę wiedzę w pracy naukowej czy publicystycznej, lite­
rackiej.
Zbieractwo jest więc nie tylko prywatnym zaintereso­
waniem czy nawet nałogiem, ale i czynnikiem liczącym się
w kulturze, wartym uwagi i pomocy zwłaszcza ze strony
muzeów, dla których kolekcjoner może być sojusznikiem
w ich działaniu. Bzecz tylko w tym, aby nie traktować
zbieraczy jak uprzykrzonych konkurentów czy wrogów.
Przykładów pozytywnych jest sporo, wymienię t u choćby
spotkania z kolekcjonerami oraz pokazywanie ich zbiorów
przez muzea (np. Narodowe i Etnograficzne w Krakowie
oraz Warszawie).
Współpraca taka może iść jednak znacznie dalej, warto
kontaktować się ze zbieraczem-znawcą, zapraszać kolekcjo­
nerów do dyskutowania programów pracy, omawiania
nowych nabytków. Zbieracz, zwłaszcza poważny, to natu­
ralny sojusznik muzeum, a nawet więcej... Nie zapominajmy,
że większość zbiorów muzealnych powstała przecież w opar­
ciu o zbiory prywatne.
Kolekcjoner t y m się bowiem różni od przypadkowego
zbieracza kilku rzeźb czy obrazów, że docenia wartość
swego zbioru, czasem nawet przecenia, stąd tak częste
dążenia do przekształcenia prywatnej kolekcji w muzeum,
w izbę regionalną — gdy nie ma po temu ani realnych
warunków, ani sensu. Kolekcjoner jest do dorobku swego
życia przywiązany. Naturalne jest, że z troską myśli o dal­
szych losach zbioru. Człowiek nawet gdy musi pozbyć się
psa czy kota, stara się, aby trafił w dobre ręce. Cóż dopiero,
5

�gdy chodzi o kolekcję. Zrozumiałe, że zbieracz w pewnym
momencie swego życia zaczyna myśleć o tym, aby eksponaty
nie zostały rozproszone. Większość zbieraczy, których znam,
widzi w przyszłości miejsce dla swych zbiorów właśnie
w muzeum. Ale chcieliby mieć pewność, że ich dar nie
zostanie rozproszony ani zniszczony. Kto wie, czy w szczegól­
nych sytuacjach nie wrócić więc do dawnej praktyki poka­
zywania ofiarowanych kolekcji w całości, bez rozpraszania
ich po różnych działach, skazywania na niepewną wegetację
w nie zawsze najlepiej urządzonych magazynach.
Współpraca muzeów może polegać —- a są przecież już
precedensy — na konserwacji cenniejszych obiektów w ob­
jętej opieką prywatnej kolekcji, w pomocy przy inwenta­
ryzacji, w dokumentacji fotograficznej, w uzyskaniu dla
zbieracza przywilejów lokalowych, w staraniach o przyznanie
specjalnej renty na starość itd. Wiem, że o tych sprawach
myśli się w Ministerstwie Kultury, ale czasem nawet wyższa
instancja nie jest konieczna, a wystarczy dobry klimat,
serdeczność, rzetelność i dobra wola.
Chciałbym t u dodać jeszcze jeden argument przema­
wiający ,,za" kolekcjonerstwem. To nie kolekcjonerzy obra­
bowali z rzeźb przydrożne kapliczki, nie oni ukradli modli­
tewnik Nikifora (zakupiony potem za ciężkie pieniądze
przez Muzeum w Nowym Sączu), pięknego Frasobliwego
z kościoła w Grzegorzewicach itd. Nie twierdzę, że tego
rodzaju wypadki nie mogły mieć miejsca — ale jest to
margines. Kradli raczej ci nie związani blisko z kulturą
ludową, nie rozumiejący jak głęboko ranią ludzi, zabierając
im przedmiot kultu, ślad po ojcach, przeszłości. Kradli
turyści, studenci, plastycy — najlepiej doceniający wartość
zabytku. Ileż rzeźb i ikon wywędrowało za granicę, ile
utonęło w prywatnych mieszkaniach... Tylko cząstka trafia
czasem do salonów Desy, w których zresztą muzea etno­
graficzne na ogół nie kupują (!).
Kupują natomiast zbieracze i uważnie śledzą, co się
pojawia w Desie czy Cepelii. Docierają sobie tylko znanymi
drogami do osób mających interesujący ich obiekt, moles­
tują, targują latami i przeważnie w końcu pozyskują taką
rzeźbę czy obraz. Kolekcjonerzy d r e n u j ą c pokątny rynek
sprawiają, że rozproszone a wybitne dzieła sztuki trafiają
do kolekcji — a już to zwiększa ogromnie szansę ich po­
zyskania k i e d y ś przez muzeum, uwzględnienia w pra­
cach naukowych, przy organizacji wystaw itd.
Nie wszystko jednak odbywa się bezkolizyjnie. Są
sytuacje drażliwe i dwuznaczne, trudne do uniknięcia,
gdy np. pracownik muzeum gromadzi własną, prywatną
kolekcję. Znam kilka takich przykładów i wiem, jak trudno
zachować w opinii innych absolutnie czyste ręce, zwłaszcza
gdy od tego pracownika zależy kwalifikacja prac do za­
kupu. Zresztą wiadomo jak silna jest żyłka kolekcjonerska,
jak trudno nie sięgnąć po okazję, być przez 24 godziny
na dobę pracownikiem muzealnym, nie kupić najładniejszej
figurki dla siebie, gdy się nawet prywatnie pojechało do
wiejskiego rzeźbiarza. Dlatego jestem z zasady przeciwnikiem
takich sytuacji.
Inna rzecz, gdy pracownik muzeum zbiera dla muzeum
i czyni to z pasją kolekcjonera, gdy identyfikuje siebie
z placówką. Trudno nie myśleć z podziwem o zbiorze ościeni
i narzędzi rybackich zgromadzonych przez prof, dr Marię
Znamierowską-Prufferową w toruńskim Muzeum Etnogra­
ficznym, czy o kolekcji ceramiki włocławskiej zebranej
w Muzeum Włocławskim przez mgr Romualdę Hankowską.
Są zbiory muzealne bezosobowe i są takie, których by
nigdy nie było, gdyby nie zainteresowanie i szczególna
troska konkretnego człowieka. Gdybyśmy tak umieli to
doceniać i ludziom związanym przez całe życie z kolekcją
muzealną dawali zasłużoną satysfakcję, zwłaszcza po ich
odejściu na emeryturę czy przejściu do innej placówki.
W placówkach naukowych i uniwersyteckich sposób taki
6

jest — profesor po przejściu na emeryturę zatrzymuje gabi­
net, nadal ma możność współpracy, udziału w Radzie
Naukowej, kształtowaniu planu naukowego placówki itd.
A w muzeach? Następca niezwłocznie zmienia ekspozycję,
trzeba czy nie trzeba, byle szybciej wycisnąć własne piętno
na placówce, a zatrzeć pamięć poprzednika.
Sytuacje drażliwe, wręcz niedopuszczalne, mają miejsce
wówczas, gdy zbieracz izoluje odkrytego przez siebie malarza
czy rzeźbiarza, uzależnia go od siebie i eksploatuje, starając
się nie dopuścić do niego muzeum, czyni histeryczne grymasy
i grozi pozbawieniem swej opieki — gdy rzeźbiarz sprzeda
swe prace do muzeum. Z ostatnich miesięcy znam trzy
takie przykłady. Jeden jest szczególnie przykry. O cieka­
wych obrazach ludowej malarki spod Krakowa dowiedziałem
się zupełnie przypadkiem od lekarza z RFN, interesującego
się sztuką „naiwną". Pan, który go zawiózł do malarki,
prosił usilnie, aby nie pokazywać jej prac i nie ujawniać
nikomu jej adresu. Widziałem też wizytówki, w których
ustosunkowany kolekcjoner łaskawie zezwalał podopiecz­
nemu rzeźbiarzowi na sprzedanie rzeźb... muzeum regional­
nemu. Wysłany za granicę zabrał ze sobą część kolekcji,
z której niektóre obiekty rzeczywiście wystawiał, niektóre
natomiast... znaleziono zupełnie przypadkowo w jednej
z galerii sztuki. W podobny sposób dotarły do galerii fran­
cuskich i amerykańskich akwarele Nikifora.
Są to przykłady negatywne, świadczące tylko o tym,
że ludzie bywają różni, często nie tacy, jak o t y m sami
deklamują.
To, że zbieracze bywają różni, że zjawisko samo ma
pozytywy i negatywy — jest zrozumiałe. Na pewno jednak
łatwiej byłoby unikać stron negatywnych — wzmacniając —
czy w ogóle ustalając kontakty muzeów ze zbieraczami.
Sądzę więc, że warto zainwestować w zbieracza, w jego
kolekcję, aby mieć potem możliwość pierwokupu. Mimo
wszystkich możliwych zastrzeżeń — warto stworzyć bodźce
dla kolekcjonerów, a szczególną i znaczną opieką otaczać
tych, których działalność ma charakter publiczny, ważny
dla naszej kultury.
Na koniec warto powiedzieć kilka zdań o t y m kim są
zbieracze. Czy jest jakiś związek między profilem zbieranych
dzieł a zawodem i środowiskiem społecznym kolekcjonera ?
Otóż jest. Zdecydowanie przeważają, i to jest zrozumiałe,
przedstawiciele inteligencji, zwłaszcza wolnych zawodów.
Ale są też, nieliczne co prawda, przykłady zbieractwa wśród
robotników, chłopów. Są to fakty jednostkowe, niemniej,
a może właśnie dlatego, warto o nich wspomnieć. Przy­
wiązuję do nich wagę, ponieważ widzę je na tle innych
przejawów świadczących o rosnącej randze sztuki wśród
niektórych grup robotników i chłopów. Mam t u na myśli
przede wszystkim wzrost zainteresowania sztuką ludową,
folklorem, tradycją zawodową i regionalną, a także i roz­
wijający się ruch amatorski, zwłaszcza wśród górników
i robotników.
G ó r n i c y . Wiadomo mi tylko o nielicznych przypad­
kach. Ktoś zbiera lampy górnicze, kto inny folklor, inny
minerały, kawałki węgla z odciśniętymi śladami żyjątek,
flory. Największy jest zbiór różnych przedmiotów wiążących
się z życiem i kulturą górniczą — Ryszarda Broi. Założył
on własnym sumptem prywatne muzeum w Polanicy, czynne
też i obecnie, już po śmierci zasłużonego zbieracza.
R o l n i c y . Przykład jeden, ale znamienny, świad­
czący o rosnącej randze sztuki, o prestiżu, który w środowisku
dać może nie tylko dobre gospodarzenie — ale i aspiracje
artystyczne, kulturowe. Józef Brzozowski spod Łowicza
wybudował muzeum, gromadząc tam ludową twórczość
matki i wuja, własne rzeźby i prace córki — absolwentki
liceum plastycznego.
Oba fakty wydają się symptomatyczne, mówią o prze­
mianach w świadomości, o dumie z własnej kultury, którą

�chcą popularyzować, zachować dla potomnych. Górnik —
świadomy wartości kultury swych przodków, zdolny do
licznych wyrzeczeń, by materialne wytwory tej kultury
zebrać i udostępnić innym. Chłop — który dobrze gospoda­
rzy, jest zaradny, a przy tym gotów wraz z rodziną poświęcić
wiele, by odtworzyć obraz przeszłości, ofiarować społeczeń­
stwu to, co jest wkładem jego rodziny. Muzeum własnych
rzeźb, przeznaczone głównie dla turystów i wycieczek szkol­
nych stworzył również drwal — znakomity rzeźbiarz Józef
Lurka z Bystrzycy Górnej, pow. Świdnica. Znamienne jest,
iż twórcy ludowi widząc szacunek i zainteresowanie dla swej
działalności, włączają się samorzutnie w różne akcje patrio­
tyczne i społeczne. Zmarły niedawno Ignacy Kamiński
wybudował w Oraczewie, na własnym gruncie, pomnik na
Tysiąclecie Państwa Polskiego. Maria Lenczewska ofiaro­
wała szkołom paręset obrazów ilustrujących śląskie legendy.
Waldemar Paciuk sam odbudowuje drugi już z kolei pałac,
ratując go przed zniszczeniem i zdobiąc zgodnie z własnymi
nawykami estetycznymi. Sztukę ludową regionu zbiera
i wystawia w swym domu-muzeum korzenioplastyk z Augus­
towa — Stanisław Szostak.
Izby Regionalne, dotowane przez Cepelię, powstały
również dzięki patriotyzmowi lokalnemu wybitnych twórców
ludowych, którzy nie szczędzą czasu i wysiłku, by pokazać
turystom piękno miejscowego folkloru.
Przejdźmy z kolei do omówienia zbieractwa przedsta­
wicieli wolnych zawodów.
L e k a r z e . Nie ma zawodu, który równie silni
łączyłby się w powszechnej świadomości z postawą społecz"
nikowską. Toteż mówi się (niestety coraz rzadziej) o Judy­
mach, wspomina Tytusa Chałubińskiego czy dr Jordana.
Zo środowiska lekarskiego wywodzi się wielu wybitnych
pisarzy, dramaturgów, znawców sztuki, plastyków-amatorów, zbieraczy. Zainteresowania ich idą w różnych kierun­
kach, od historii medycyny, poprzez kolekcjonowanie
militariów, dzieł sztuki, numizmatów, medalierstwa — aż po
zainteresowania ludową twórczością. Zbierają więc — cha­
rakterystyczne, że właśnie poza wielkimi centrami —
dr Hoffmann ze Żnina (rzeźbę ludową), dr Balicki z Łańcuta
(rzeźbę i wszelkie przedmioty ludowej kultury), dr Piotrow­
ski w Wadowicach. Wymieniam t u tylko kilka przykładów.
Dodam, że dr Hoffmann część zbioru już ofiarował muzeum,
a dr Balicki kolekcję swą udostępnia publicznie w ofiaro­
wanym mu w t y m celu budynku dawnej bóżnicy.
6

Zbierają też p r a w n i c y . Liczną i niezłą kolekcję
rzeźb ma dr Bolesław Nawrocki z Warszawy, czasowo
przebywający w Szwajcarii, gdzie zorganizował kilka wystaw
rzeźb ze swych zbiorów, połączonych z odczytami. Toruński
adwokat, Henryk Zawadzki, zgromadził ok. 60 kropielniczek ceramicznych, napisał też kilka prac etnograficznych.
Współczesną rzeźbę zbiera w Rzeszowie adwokat Edmund
Samborowski. Przypuszczam, że zbierających przedstawi­
cieli palestry jest znacznie więcej.
K s i ę ż a . Powołanie — ale i zawód. Sam status
księży ułatwia im żywy kontakt z miejscową ludnością.
Księża malują, kupują książki, zbierają dzieła sztuki. Bywają
księża głęboko zrośnięci z kulturą regionu, rozmiłowani
w sztuce ludowej, zwłaszcza miejscowej. Przypomnę księdza
bVdynanda Macha ya, znawcę kultury orawskiej, księdza
Mieszko z Kurpi czy ks. Świstka, którego wielki zbiór
znajduje się obecnie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.
Nierzadko księża zbierali nie dlatego, że im się sztuka miej­
scowa tak podobała, ale jako świadectwo religijnych uczuć
parafian. Inspirowali zresztą tematykę religijną np. wyci­
nanek kurpiowskich, obrazów czy rzeźb. Najciekawszy
zbiór współcześnie powstały ma ks. Nitka z Paszyna pod
Nowym Sączom. Dzięki niemu Paszyn stał się wyjątkowo
interesującym ośrodkiem ludowej rzeźby, która rozwija się
tam w sposób niespotykany dawniej. Powodem działalności

księdza Nitki nie była oczywiście chęć osiągnięcia efektów
czysto artystycznych, ale przede wszystkim motywacja
społeczna, religijna. Sam zresztą ksiądz jest postacią nie­
przeciętną, wyjątkowo barwną. Pochodzi ze wsi, z nieda­
lekich stron, jest naprawdę zżyty ze swymi podopiecznymi,
rubaszny, by nie rzec „ludowy" — w sposobie bycia, bar­
dziej może z Jana Chryzostoma Paska niż z liturgicznych te­
kstów , toteż nie stąpał w swej karierze duchownej po różach...
7

Niestety, wiele z cennych, a niewielkich kolekcji prze­
pada po przeprowadzce na inne miejsce lub po śmierci
kolekcjonera. Wiem o wielu zbiorach unikalnych, po których
niestety ślad zaginął.
N a u c z y c i e l e . Grupa szczególnie ciekawa. Nauczy­
ciele zbierają sztukę ludową regionu, ale inaczej niż adwokaci,
lekarze czy księża.
Inteligencja w mniejszych ośrodkach kraju ma nadwyżki
czasu wolnego, odczuwa nieraz dotkliwie brak środowiska,
w którym realizowałaby swoje zainteresowania humanistycz­
ne. Zbieranie stwarza dodatkową oś zainteresowań, poczucie
społecznego i nie tylko doraźnego sensu tego działania •—•
podobnie jak studia nad historią regionu.
Ale nauczyciele, przy podobnym stosunku do historii
regionu, do tradycji, kultury artystycznej — są pedagogami.
Nie mają czasu wolnego, pozaszkolnego. Nie szukają dodat­
kowych zainteresowań czy celów życia. Żyją i pracują
w kontakcie z młodzieżą, ucząc i wychowując. Gdy zbierają
ślady przeszłości — czynią to nie tylko po to, by je w ogóle
uchronić, ale by wychowywać na nich młodzież. Nie zbierają
sami dla siebie. Są przede wszystkim inicjatorami, działają
przez młodzież, tworząc szkolne galerie sztuki ludowej.
Nie przychodzi to łatwo, czego dowodzi przejmujący tekst
Jana Plucińskiego, zamieszczony w tym numerze pisma.
Aż dziwne, że władze szkolne nie umiały do dziś stworzyć
właściwych bodźców dla tego rodzaju działalności, która jest
przecież w pierwszym rzędzie wychowaniem obywatelskim,
wychowaniem w atmosferze szacunku dla kultury swych
ojców, dla sztuki, dla kraju.
D z i e n n i k a r z e . Tak jak cechą zbiorów księży
czy nauczycieli jest ich lokalny charakter, tak dziennikarze
zbierają przeważnie prace ludzi, z którymi się zetknęli,
o których pisali. Wiem o licznych takich kolekcjach kom­
pletowanych przez dziennikarzy prasy miejscowej, zwłaszcza
gdy dziennikarz w jakiś sposób patronował miejscowemu
rzeźbiarzowi czy malarzowi. Mają też zbiory dzieł sztuki
ludowej i nieprofesjonalnej •— jeżdżący wiele po kraju —
reportażyści prasy centralnej, tygodników, radia, telewizji.
Spotykają się w swej pracy z ciekawymi twórcami, piszą
0 nich, a otrzymany czy kupiony obraz lub rzeźba stają się
nie tylko przedmiotem artystycznym, ale i śladem kontak­
tów, pamiątką, dokumentem. Ryszard Wójcik rozdział
swej książki Odmieńcy poświęcił Irenie Trzaskowskiej —
ma też jej obrazy. Anna Strońska pisała o Marii Wnęk
1 Antoninie Juszczak — ma też ich prace.
Podobnie, zbiór jako świadectwo kontaktów, obcowania
artysty z artystą, mają jeżdżący często po kraju a k t o r z y .
Wymienię t u dwóch — Wojciecha Siemiona i Ferdynanda
Kijak-Solowskiego. Obaj związani byli od dzieciństwa z kul­
turą ludową, obaj związków tych nigdy nie starali się
zatrzeć. Obaj często jeżdżą po kraju, co sprzyja kontaktom
z wiejskimi twórcami. I znów — pozyskane dzieło jest tu
zarazem i przedmiotem artystycznym i pamiątką spotkania.
Wyraźnie podkreśla to w drukowanym dalej tekście Wojciech
Siemion.
Natomiast p l a s t y c y zbierają przede, wszystkim
to, co ich zafrapowało. Dla nich najważniejsze są: forma,
świeżość widzenia, fantazja, szczerość, naiwność. Po kilka —
kilkanaście rzeźb, malowideł, obrazów (ostatnio również
gipsów jarmarcznych i makatek) ma bardzo wielu artystów7

�П. 1, 2, 3. Leluje, wycinanki Rozalii Polak z Kadzidła, pow. Ostrołęka. Kolekcja sztuki kurpiowskiej Haliny Nowosadowej

plastyków, architektów. Niektórzy mają większe kolekcje,
z reguły dobrze dobrane, ciekawe od strony artystycznej.
Tadeusz Kulisiewicz i Alfons Karny — Nikifory, Karol
Tchorek •— rzeźbę Kudły, Barbara Jonscher — baranki
wielkanocne, Zbigniew Kowalewski, Józef Wilkoń, Emil
Warzecha — rzeźby, kapliczki. Jan Kurkiewicz zbierał
„strachy". Przed laty piękne zbiory malarstwa na szkle
i snycerki huculskiej miał Zbigniew Pronaszko, dużą kolekcję
zgromadzili, eksplorując zwłaszcza obszar Kurpi — Wincen­
t y i Leon Śliwińscy. Obecnie małe prywatne muzeum w oko­
licach Krynicy zakłada Stanisław Fortecki.
Zbieractwu sprzyjają więc, jak widać, pewne okolicz­
ności. Nadwyżka czasu wolnego, zawód ułatwiający po­
zyskiwanie eksponatów, kontakty z twórcami, dobra sy­

tuacja materialna, odpowiednie warunki lokalowe, z reguły
lepsze w małych miastach, gdzie nie obowiązują ograni­
czenia metrażu.
Zbieractwo w naszych warunkach ma szansę rozwoju
i duże pole działania. Zarówno wtedy, gdy jest wyraźnie
zorientowane metodologicznie, jak i wówczas, gdy penetruje
nowe obszary, nie dostrzegane jeszcze czy lekceważone przez
oficjalne placówki. Jest zjawiskiem w naszej kulturze
ważnym i ciekawym, zarówno dla etnografa, socjologa czy
psychologa. Dlatego redakcja „Polskiej Sztuki Ludowej"
zdecydowała się na przygotowanie tego podwójnogo zeszytu
poświęconego kolekcjonerstwu sztuki nieprofesjonalnej,
a zwłaszcza ludowej — a i nadal zamierza poświęcać uwagę
temu zagadnieniu.

Fot.: St. Deptuszewski

Redakcja „Polskiej Sztuki Ludowej" zwraca się do wszystkich kolekcjonerów sztuki ludowej z prośbą o nadesłanie
informacji o posiadanych zbiorach, w miarę możności ze zdjęciami najcenniejszych obiektów zarówno sztuki dawnej, jak
i współczesnej. Chcielibyśmy nadal publikować co pewien czas artykuły i informacje o zbiorach, a jeśli okaże się to celowe,
stworzyć kolekcjonerom możliwość wzajemnego kontaktu i współpracy. Sądzimy, iż najwłaściwszym miejscem dla tego
rodzaju kontaktów będzie Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, które deklaruje gotowość otoczenia zbie­
raczy swoją opieką i zainteresowane jest żywo w rozwoju kolekcjonerstwa etnograficznego w Polsce.

8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10277" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10255">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/433e0af0da176f1282f34254a8e16322.pdf</src>
        <authentication>15153a5fcd304d657e3bb544bec88422</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122195">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4353</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122196">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122197">
                <text>sztuka ludowa - konkursy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122198">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4051</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122199">
                <text>Konkursy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1978 t.32 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122200">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1978 t.32 z.3-4; s.161-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122201">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122202">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122203">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122204">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122205">
                <text>Aleksander

Jackowski

KONKURSY

Konkursy, podobnie jak turnieje, czy zawody spor­
towe mają jedną cechę wspólną — element r y w a l i z a ­
cji. K o n k u r s wyłania najlepszego interpretatora m u z y ­
k i Chopina, p r o j e k t przyszłego pomnika, najlepszy pla­
kat czy utwór muzyczny.
Rywalizacja może być celem p Jstawowym,
ale
również i środkiem, dzięki któremu ożywia się zamie­
rające zawody i umiejętności, k i e r u j e zainteresowanie
np. na współczesną problematykę.
Rywalizacja w każdym przypadku jest czynnikiem
1 obudzającym uwagę publiczności toteż konkursy cie­
szą się zwykle dużym zainteresowaniem. Dlatego też
chętnie w y k o r z y s t u j e się je w celu propagandowym,
wiedząc, że są one skutecznym środkiem popularyzacji
różnych idei, wydarzeń i osób.
K o n k u r s y są przy t y m jednym z najbardziej eko­
nomicznych sposobów osiągania zamierzonego celu. Za­
pewniają dzięki r y w a l i z a c j i , nagrodom i reklamie dużą
liczbę uczestników, którzy podejmują zadanie k o n k u r s o ­
we na własny koszt i ryzyko.
K o n k u r s y na sztukę ludową mają charakter szcze­
gólny. Nigdy ich celem nie jest wyłonienie najlepszego
twórcy czy dzieła. Element r y w a l i z a c j i podporządkowa­
ny jest w nich celom szerszym, związanym z opieką nad
ludową twórczością. K o n k u r s y są b o w i e m j e d n y m z w a ­
żnych instrumentów naszej p o l i t y k i k u l t u r a l n e j .
Pełnią też one w okresie rozpadu dawnej k u l t u r y
chłopskiej rolę, którą uprzednio odgrywała opinia śro­
dowiska. Łatwość sprzedaży prac, nawet j a w n i e nieu­
danych, obfitość wszelkich kiermaszów, „Cepeliad" i fe­
stiwali wpływa negatywnie na poziom współczesnej
twórczości ludowej. Nie są temu w stanie przeciwdzia­
łać Komisje etnograficzno-artystyczne „Cepelii", ponie­
waż rzeczy odrzucone — bez oporu kupują inne i n s t y t u ­
cje.
W tych w a r u n k a c h j e d y n y m i rzeczywiście silnymi
i skutecznymi bodźcami są w y s t a w y indywidualne, któ­
re mobilizują twórców, rozsądnie pomyślane konkursy
i nieliczne zamówienia muzeów czy znających się na
rzeczy kolekcjonerów. Konkursy są jednak czynnikiem
najważniejszym i f a k t ten wyznacza ich szczególne
miejsce w systemie opieki nad sztuką ludową.
Twórcy, niezaangażowani w prace
sprzedawane
...gdzieś" i „komuś", przywiązują wagę do swych dzieł
pokazywanych na pokonkursowych wystawach. Przeży­
wają silnie swe sukcesy czy niepowodzenia. Zależy i m
bardzo na reakcji widzów. Gotowi są ponieść duże t r u ­
dy i w y d a t k i , byle przyjechać na wernisaż. Tak np. na
otwarcie pokonkursowej w y s t a w y haftów w T o r u n i u
przyjechało fc'8 osób a więc ok. 32% wszystkich uczest­
ników. Podobnie jest i gdzie indziej.
Niestety nie badano stosunku twórców do opinii
j u r y i publiczności w y s t a w o w e j . Nie w i e m y z czyim zda­
niem liczą się więcej, nie w i e m y też w jakiej mierze
interesują ich prace innych uczestników, czy traktują
tip. wystawę pokonkursową jako źródło inspiracji, a je­
śli tak to kiedy, w j a k i c h dziedzinach. Z moich obser1

I I . 1. Jan Madej, Dziewin, w o j . tarnowskie, Bartosz
Gło­
wacki, rzeźba w drewnie, wys. 41 cm., 1974 r.

w a c j i w y n i k a , że zapożycza się rozwiązania tematyczne
w rzeźbie czy t k a n i n i e podwójnej, ale rzadko w ręko­
dziele o cechach regionalnych, jak np. w hafcie czy w y ­
cinance.
2

K o n k u r s y odegrały w okresie p o w o j e n n y m dużą
rolę. O ich ścisłym powiązaniu z a k t u a l n y m i potrzeba­
m i świadczy zmiana hierarchii zadań postulowanych w
poszczególnych etapach. W pierwszym — usuwania z n i ­
szczeń i zmiany s t r u k t u r y społeczno-ekonomicznej k r a ­
j u — penetracje, w y s t a w y oraz konkursy pozwalały
ustalić co zachowało się z dawnej sztuki ludowej, gdzie
i kto jeszcze rzeźbi, tka, wycina czy wypala g a r n k i .
Szukano wówczas odpowiedzi nie t y l k o na pytanie
„co ocalało", ale również na drugie, nie mniej ważne
— „co było". Po raz pierwszy formułowano bowiem ca­
łościowy program badań i opieki nad sztuką ludową.
Pośpiesznie starano się zapełnić białe plamy na mapie
dotychczasowych badań.
Często w y s t a w y i konkursy poprzedzały systematy­
czne badania, penetrując teren. I ta właśnie rola penetracyjno-rozpoznawcza dominowała w pierwszym okre­
sie.
Już jednak w latach 1950—1954 konkursy zaczęto
traktować jako narzędzie realizacji nowych i d e i w p o l i ­
tyce k u l t u r a l n e j . Funkcje propagandowo-dydaktyczne
przesłoniły wówczas informacyjno-rozpoznawcze. Forsu­
jąc nową tematykę i realistyczny sposób jej i n t e r p r e t a ­
cji spodziewano się, że odzwierciedli ona patos zachodzą­
cych przemian w świadomości twórców i całego w i e j ­
skiego społeczeństwa. Setki m a r t w o poczętych tematy­
cznych rzeźb i wycinanek, nagrodzonych w t y m okresie,
spoczywa do dziś w magazynach muzealnych. Smutny

161

�П. 2. Stefan Glowiak, Pogwizdów, w o j . rzeszowskie, Fryderyk
Chopin,
rzeźba ceramiczna, w y m . 17,5X21,5 cm.
1974 г. I I . 3. Tadeusz Cąkała, Sobiska, w o j . siedleckie, Bolesław
Prus, drewno, wys. 61 cm, 1974 г. I I . 4. Stanisław
Dużyński, Zawidz Kościelny, w o j . płockie, Wincenty Witos, drewno polichromowane, wys. 34,5 cm., 1974 г. I I . 5. Sta­
nisław Miechówka, Ustroń Zawodzie, gm. Ustroń, w o j . bielskie, Opiekun
dzieci dr Korczak,
rzeźba w drewnie,
wys. 55 cm., 1974 r.

162
T

�dowód obosieczności broni jaką są konkursy. A l b o w i e m
dobrze pomyślane stymulują rozwój, ale ustawione nie­
prawidłowo sprzyjają rozkładowi t r a d y c y j n y c h w a r t o ­
ści, degrengoladzie artystycznej.
Dostrzec to można wyraźnie w obecnym okresie,
kiedy zanikowi t r a d y c y j n e j sztuki na w s i towarzyszą co­
raz silniejsze bodźce z zewnątrz, a wśród nich również
konkursy. Liczba ich wyraźnie wzrosła w latach sie­
demdziesiątych, przy czym zróżnicowały się cele, które
realizują poszczególne t y p y konkursów.
Ten właśnie okres uczynimy przedmiotem zaintere­
sowania. K o n k r e t n i e — wycinek czasowy od początku
1974 r. po połowę 1978 r. Wtedy to bowiem miały m i e j ­
sce najważniejsze po w o j n i e konkursy ogólnopolskie w
T o r u n i u , Warszawie i K r a k o w i e , w t e d y podjęto ponow­
nie próby inspirowania twórczości l u d o w e j n o w y m i te­
matami.
Niektóre konkursy, zwłaszcza większe, o znaczeniu
ogólnokrajowym, znam z uczestnictwa w j u r y , inne •—
z p u b l i k o w a n y c h i n f o r m a c j i , katalogów i wzmianek w
prasie. Dane statystyczne opieram na kronice zamiesz­
czonej w zeszytach „Polskiej Sztuki L u d o w e j " . K r o ­
nika ta ma jednak charakter niepełny, oparta jest na
nadsyłanych informacjach i w y c i n k a c h z prasy. Podane
dane liczbowe należy więc uznać za zaniżone, zwłasz­
cza w odniesieniu do imprez lokalnych, o mniejszym
znaczeniu.
Ogółem w o m a w i a n y m okresie roztrzygnięto ponad
200 konkursów, w t y m :
2 — międzynarodowe (na l a l k i regionalne),
17 — ogólnokrajowych (w t y m i tematyczne),
102 — regionalne i wojewódzkie; w t y m 29 objęło w i e ­
le dziedzin twórczości, a 73 t y l k o jedną dziedzinę,
20 — tematycznych, o zasięgu regionalnym i wojewódz­
kim,
5 — mających na celu zachęcić młodzież do k o n t y n u o ­
wania dawnych f o r m i umiejętności,
33 —• mieszanych, zarówno dla twórców ludowych j a k
i amatorów (w t y m 17 na pamiątki regionalne),
20 — dla amatorów, twórców nieprofesjonalnych.
K o n k u r s y ogólnokrajowe
obejmowały 12 imprez
o charakterze tematycznym (w t y m 5 rzeźbiarskich).
Nietematyczne k o n k u r s y objęły: haft (1), w y c i n a n k i (1),
tkaniny (1), instrumenty muzyczne (1). Ponadto jeden
konkurs objął młode talenty.
Wśród 73 konkursów regionalnych i wojewódzkich,
poświęconych t y l k o jednej dziedzinie twórczości rozrzut
tematów był następujący:
17 — plastyka obrzędowa,
11 — k w i a t y sztuczne, pająki i ozdoby z bibuły,
9 — rzeźby (w t y m 1 w węglu),
8 — haft i k o r o n k i ,
ti — malowane domy (Powiśle Tarnowskie, K u j a w y ) ,
4 — szopki krakowskie,
3 — kowalstwo artystyczne,
3 — wycinanki,
3 — garncarstwo,
2 — ręcznie malowany fajans,
po 1 — ozdoby choinkowe, rzeźby ceramiczne, plecion­
k i , instrumenty muzyczne, obrazy na szkle i t d .
Wysokość nagród pierwszych na konkursach m n i e j ­
szych wahała się między 1 a 3 tysiącami złotych, na
większych, regionalnych i wojewódzkich dochodziła do
5 tysięcy. W konkursach ogólnopolskich w 1977 i 1978 r.
takich jak „Rodzina w sztuce l u d o w e j " czy „Praca r o l ­
nika w twórczości l u d o w e j " — I nagrody wynosiły
10 000 zł, I I — 5—7 000, I I I 3 000—5 000 zł.
3

k u l t u r y . Cztery ogólnopolskie konkursy tematyczne za­
inicjowała redakcja pisma „Gromada — Rolnik Polski".
W składzie organizatorów widniały z reguły nazwy
i n s t y t u c j i , które bądź patronowały k o n k u r s o w i ( M i n .
K u l t . i Sztuki, Urzędy Wojewódzkie), bądź partycypo­
wały w kosztach jego organizacji, fundowały nagro­
dy i t d .
Niektóre k o n k u r s y mają już swoją tradycję, orga­
nizowane systematycznie przez te same instytucje i doś­
wiadczony zespół ludzi. Takie są np. coroczne k o n k u r ­
sy na szopki krakowskie, na współczesną rzeźbę l u d o ­
wą K a r p a t polskich, na malowane domy w Zalipiu, na
zdobnictwo bibułkowe w Żywcu, k w i a t y z bibuły w M y ­
ślenicach, palmy i pisanki w Łysem, na sztukę s a k r a l ­
ną w Kielcach, na sztukę ludową Borów Tucholskich
czy regionu miechowskiego. Z imprez o c y k l u d w u l e t ­
n i m wymienić należy „Biennale Fajansu włocławskie­
go" i „Biennale l a l k i " .
K o n k u r s y wspólne dla twórców ludowych i amato­
rów organizowano przeważnie w województwach północ­
nych i zachodnich, ale także w w o j . toruńskim i n o w o ­
sądeckim. Jeden k o n k u r s — zorganizowany przez M i e j ­
skie W o j . Łódzkie — objął łącznie sztukę ludową i r o ­
botniczą. Z i n i c j a t y w y „Cepelii" (przy współpracy Związ­
k u Kół Gospodyń Wiejskich, M i n . K u l t . i Sztuki i W o j .
Domów K u l t u r y ) odbyły się we wszystkich wojewódz­
twach przeglądy, orientujące w t y m co wieś w y t w a r z a ,
zarówno na potrzeby instytucji handlowych jak dla sie­
bie. („Rękodzieło artystyczne wsi'" wystawa prac wyróż­
nionych: Łódź, V — V I I I 1978).
Wbrew zaleceniom w i e l u ekspertów miały miejsce
również konkursy z nagrodami dla amatorów. Ponieważ
1

5

I n i c j a t o r a m i konkursów były przeważnie muzea, zrze­
szenie „Cepelia", Wydziały K u l t u r y , wojewódzkie domy

163

�П. 6. M a r i a n Brudek, Bogoria, w o j . tarnobrzeskie, O. Maksymilian
Kolbe, płaskorzeźba w drewnie, w y m . 35X29
cm., 1974 г. I I . 7. K r y s t y n a Adamczyk, Leszczyny, w o j . radomskie, Czołg niemiecki
i partyzant, drewno m a l o w a ­
ne, wys. 16 cm., 1975 r.

„Kronika" w „Polskiej Sztuce L u d o w e j " odnotowuje
t y l k o ważniejsze imprezy — liczbę 18 konkursów (w t y m
1 ogólnopolski, org. CRZZ — K w i d z y n , 1976 r.) należy
traktować t y l k o jako sygnał. Równolegle organizowa­
no środowiskowe i wojewódzkie przeglądy, m . i n . w r a ­
mach I i I I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej. For­
ma przeglądu lepiej zdaje się odpowiadać idei r u c h u
amatorskiego, w każdym razie mniej sprzyja jego k o ­
mercjalizacji i ambicjonalnym wynaturzeniom.
Konkursów i przeglądów dla amatorów nie będzie­
my omawiali na t y m miejscu, wykraczają bowiem poza
ramy tematu. Zwróćmy jedynie uwagę na f a k t wyraź­
nego zacierania się granic między twórczością ludową
i amatorską — zwłaszcza w malarstwie i rzeźbie.
Proces jest dwustronny, twórcy wiejscy inspirują
się m i e j s k i m i wzorami i odchodzą od zasad artystycz­
nego myślenia, cechujących tradycyjną sztukę ludową,
amatorzy zaś coraz częściej nawiązują właśnie do tych
zasad, do stylistyki ludowej.
Sytuacje są często zatarte, amatorzy paradują na
kiermaszach w „ludowych" kostiumach, sprawionych
specjalnie na takie okazje (np. Waraszkiewicz, Furgała),

164

lub też w sezonie t u r y s t y c z n y m przebierają się w stare
łachy (Toborowicz), aby wyglądać bardziej „ludowo",
p r y m i t y w n i e . Coraz t r u d n i e j zwłaszcza w rzeźbie i m a ­
larstwie oddzielić amatorów od twórców ludowych . N i e ­
kiedy zależy to t y l k o od świadomego przejęcia określo­
nej konwencji, od rodzaju przyjętej w danym okresie
stylistyki .
Na niektórych konkursach, zwłaszcza dotyczących
rzeźby i obrazów j w szkle, starano się eliminować ama­
torów (np. „2 konkurs współczesnej rzeźby ludowej K a r ­
pat Polskich"), kiedy indziej tworzono osobne grupy, np.
twórców ludowych, amatorów i młodzieży a w k o n ­
kursie rabczańskim („Malarstwo na szkle K a r p a t Pol­
skich") w ogóle zrezygnowano z jakiegokolwiek podzia­
łu wyodrębniając jedynie dzieci i młodzież .
Ogromna liczba konkursów, prawie jeden tygodnio­
wo, wskazują na popularność tej f o r m y działania. Przed
wojną, a nawet w pierwszych kilkunastu latach po w y ­
zwoleniu konkursy należały do imprez organizowanych
sporadycznie, obecnie należą do ulubionych f o r m dzia­
łania. Weszły one, podobnie jak wystawy, kiermasze, d n i
miast, święta jabłoni czy gwarków, cepeliady i festi5

e

7

8

9

�wale — do repertuaru współczesnej k u l t u r y popularnej,
do masowych f o r m r o z r y w k i i działalności oświatowo-upowszechnieniowej.
T r a k t u j e się je często jako rodzaj w y s t a w , a ściśle
mówiąc za etap przygotowawczy do nich. Organizato­
rzy cenią sobie podobne imprezy, dają i m bowiem po­
czucie dobrze spełnionego obowiązku, popierania sztu­
k i ludowej, działalności na polu k u l t u r y . Wiedzą, że ich
działalność uznana będzie za pożyteczną.
K o n k u r s y są przy t y m bezpieczne, nie budzą k o n ­
t r o w e r s j i , a gdy temat ich jest odppwiednio w y b r a n y —
t r a k t u j e się je jako „ważne" bez względu na rezultaty
artystyczne. Uznaje się je za łatwą i efektowną formę
uświetnienia rocznic. D a w n i e j bito z takiej okazji me­
dale — obecnie ogłasza się konkurs i w y d a j e okoliczno­
ściowe znaczki pocztowe oraz p l a k i e t k i . Czasem odnieść
można wrażenie, że inicjator n a j p i e r w decyduje się na
konkurs, jako formę wykazania swej aktywności, a do­
piero potem szuka tematu k o n k u r s u . Jest przeświadczo­
nym że czyni dobrze, pomaga, opiekuje się i byłby bardzo
zaskoczony, gdyby m u wskazano ujemne s k u t k i takiego
działania. Wszyscy są przekonani, że organizując k o n ­
kursy, kiermasze, a nawet plenery, są mecenasami, wręcz
dobrodziejami sztuki. Niestety nieświadomość nie roz­
grzesza tych, którzy z urzędu mają obowiązek być świa­
d o m y m i . Pisałem w 1976 r. O sztuce ludowej,
kon­
kursach i kryteriach
ocen:
„Obrodziło w t y m r o k u wszędzie, jak Polska długa
i szeroka, w każdym p r a w i e województwie chcą się
szczycić i opiekować sztuką ludową. Robią kiermasze, t a r ­
gi, festiwale, cepeliady i sympozja. Gazety, muzea, insty­
tucje — nawet takie jak Straż Pożarna, każdy chce
swój k o n k u r s ogłosić. Zrobiła się moda na nie, na te
konkursy. Głównie dla rzeźbiarzy. Są okresy, gdy twór­
cy wyrobić się nie mogą, bo to — i na wojsko, i na
dziecko, na strażaka, Sienkiewicza, Żeromskiego, na te­
matykę religijną i na świecką. A do tego muszą rzeź­
bić na w y s t a w y regionalne, własne i krajowe, na k i e r ­
masze, targi, dla Desy i Cepelii, dla turystów z k r a j u
i zagranicy. Chciałoby się zawołać: Boże! Chroń nas

przed nadmiarem przyjaciół, bo od wrogów sami się
obronimy.
Poszczególne i n i c j a t y w y są oczywiście rozsądne, n i k t
nie podważa sensu targów czy konkursów. Rzecz t y l k o
w t y m , że — po pierwsze: nie wszystkie i n i c j a t y w y ,
a zwłaszcza konkursy, są sensowne i sprzyjają rozwo­
j o w i współczesnej twórczości l u d o w e j — po drugie: złe
jest, że i n i c j a t y w tych jest za dużo, że zaczęły prze­
kraczać możliwości twórców, rozsądną gospodarkę ich
uzdolnieniami.
Nadmiar imprez staje się groźny dla sztuki l u d o ­
w e j , jej losów, dla jej poziomu. H a m i l t o n w j e d n y m ze
swoich znakomitych felietonów pisał o zagłaskaniu kota
na śmierć. B o j ę się „zagłaskania" sztuki l u d o w e j " .
J Nadmiar konkursów prowadzi do obniżenia pozio­
mu prac, w y k o n y w a n y c h niemal zawsze w pośpiechu.
Mówił o t y m i pisał organizator w i e l u ważnych k o n ­
kursów, dyrektor M u z e u m Etnograficznego w T o r u n i u ,
Aleksander B ł a c h o w s k i . Świadomość tych niebezpie­
czeństw ma również Ministerstwo K u l t u r y i Sztuki,
które w jednej z wewnętrznych i n s t r u k c j i postuluje p o d ­
noszenie poziomu konkursów, targów i festiwali sztuki
ludowej, dodając, że liczby tego t y p u imprez nie należy
zwiększać .
Wydaje się, że w d r u g i m półroczu 1977 i pierwszym
1978 r. sytuacja uległa poprawie (między i n n y m i również
na skutek ograniczenia możliwości finansowych poten­
cjalnych organizatorów). Zmniejszyła się liczba k o n k u r ­
sów „okazjalnych", więcej było natomiast konkursów
przeglądowych .
Poziom konkursów i urządzanych na zakończenie
wystaw zależał od dwóch podstawowych czynników:
stopnia żywotności samej dziedziny sztuki l u d o w e j oraz
kompetencji organizatorów. Tam gdzie zespół etnogra­
fów, plastyków i działaczy był nieprzygotowany, a w j u ­
ry przeważały głosy osób niezorientowanych w zagad­
nieniach artystycznych, zdarzały się w y s t a w y na n i s k i m
poziomie, wręcz popularyzujące wzorce drobnomieszczańskiego kiczu.
Miało to miejsce wówczas, gdy uczestnicy nadsyłali
prace odbiegające od t r a d y c y j n y c h f o r m , zgodne z współ1 0

11

n

13

165

�czesnymi upodobaniami ich środowiska. W t a k i c h sy­
tuacjach doświadczenie etnografa okazuje się często
niewystarczające. Nastawiony na f o r m y tradycyjne bywa
bezradny wobec rzeczy wykraczających poza konwencję
regionu. Źle jest, gdy odrzuca nowe rozwiązania, jako
nie mieszczące się w jego widzeniu t r a d y c j i , jeszcze
gorzej gdy staje na stanowisku, że ludowe jest to wszy­
stko, co stworzył z w e r y f i k o w a n y twórca l u d o w y .
W czasie, gdy twórca jest kontynuatorem d a w ­
nych f o r m t y l k o w niektórych sytuacjach i dziełach, a
odchodzi od nich, gdy pracuje dla własnej przyjemności,
— nie można go uznać za „ludowego" w e wszystkich
przejawach jego działalności. Stwierdzenie takie może
dziwić, może śmieszyć, niemniej wj'raza aktualną s y t u ­
ację, kiedy to twórca ludowy jest wyrazicielem jedno­
cześnie i dawnej estetyki i współczesnej. Jest to już bo­
w i e m nie ten twórca, oo przed kilkudziesięciu laty i sko­
ro chcemy go nadal tak nazywać, to przyjmując k o n ­
sekwencje zaszłych przemian.
Konieczna jest więc postawa oceniająca, i to nie
tylko z pozycji dawnych wzorów regionalnej sztuki.
W okresie gdy wieś odchodzi od f o r m t r a d y c y j n y c h i po­
jawiają się w y t w o r y bliskie estetyce bazarowej, gdy
trzeba nie t y l k o odrzucić rzeczy nietypowe, ale i do­
strzegać nowe i ciekawe — zdecydowanie zwiększa się
rola plastyka, zarówno w komisjach „Cepelii", jak i w
j u r y konkursów.
A l e osób przygotowanych do tych zadań nie jest
wiele, jako że sztuka ludowa pominięta jest w progra­
mie uczelni artystycznych. Potrzebne jest więc dokształ­
canie plastyków, stykających się w swej praktyce z l u ­
dową twórczością. Jedną z f o r m takiego dokształcania
są wykłady, seminaria i zajęcia na plenerach organizo­
wanych przez Centralny Ośrodek Metodyki Upowszech­
u

niania K u l t u r y dla instruktorów plastycznych wojewódz­
kich domów k u l t u r y . K u r s y dokształcające zamierza
rówież zorganizować „Cepelia" dla współpracujących
z nią plastyków, myśli o nich i muzealnictwo.
Podniesienie k w a l i f i k a c j i etnografów i plastyków
jest konieczne, jeśli chce się aby ocena j u r y mogła sta­
nowić jakiś drogowskaz dla twórców i publiczności.
Operowanie różnymi skalami wartości a niekiedy wręcz
niekompetencja członków k o m i s j i oceniających p r o w a ­
dzi do tego, że poszczególne rozstrzygnięcia przeczą so­
bie, a prace odrzucone w j e d n y m miejscu, nagradzane
są w i n n y m .
Pisząc ten tekst, tytułem próby pokazałem 6 plasty­
kom, etnografom i h i s t o r y k o m sztuki, zapraszanym w i e ­
lokrotnie do j u r y najważniejszych k r a j o w y c h k o n k u r ­
sów, zdjęcia prac nagrodzonych I , I I , I I I nagrodę i za­
ledwie wyróżnionych w jednym z wojewódzkich k o n ­
kursów. Prosiłem o uszeregowanie ich zgodnie z własną
oceną. Ponieważ chodziło o przedmioty z żelaza, zdję­
cia dawały podstawę do względnej obiektywnej oceny.
I nagrody zostały przez testowanych umieszczone na
miejscach trzecim i c z w a r t y m , natomiast na pierwszym
miejscu znalazły się w kolejności: prace wyróżnione,
trzecie nagrody, drugie nagrody. Wszyscy uważali prace
najwyżej oceniane na konkursie za przezdobione, mniej
„szlachetne" od pozostałych.
Nie ulega wątpliwości, że chodziło t u o wyraźną
różnicę przyjętych kryteriów artystycznych.
Jury, o czym pisałem już przed k i l k u l a t y , prze­
stają odgrywać rolę stymulatora procesów zachodzą­
cych we współczesnej twórczości l u d o w e j . Żeby stan
ten zmienić trzeba zrealizować postulaty sformułowa­
ne przez Aleksandra B ł a c h o w s k i e g o , ustalić w m i a ­
rę jednolite k r y t e r i a ocen.
1 5

le

1 7

l8

I I . 8. Władysław Chajec, Kamienica Górna, gm. Brzostek, w o j . tarnowskie, Poskromienie Hitlera,
drewno p o l i chrom., w y m . 37X34 cm., 1955 г. I I . 9. Wł. Chajec, Poskromienie
Hitlera,
drewno polichrom., wys. 37 cm., 1975 r.
l i . 10. Bronisław Chojęta, Adamów, w o j . siedleckie, Wojsko
Polskie,
1978 r.

1С 6

�167

�Skoro mowa o k r y t e r i a c h , trzeba dodać, że tylko
artystyczne czy etnograficzne nie wystarczają. Ważny
jest bowiem także (a czasem przede wszystkim) w y ­
dźwięk konkursu, jego rola animująca i stymulująca.
Posłużmy się przykładem 3 k o n k u r s u na współczesną
izeźbę ludową K a r p a t Polskich. Podobnie jak wcześniej­
sze również i ten k o n k u r s został przygotowany i zorga­
nizowany pod każdym względem wzorowo. Poziom na­
desłanych prac był znakomity, j u r y kompetentne, nagród
dużo. A przecież efekt końcowy skłaniał do refleksji.
Nagrody przeciwstawiły bowiem ośrodek paszyński resz­
cie K a r p a t . Zdecydowaną większość pierwszych i d r u ­
gich nagród przyznano Paszyniakom, i nie wyobrażam
sobie innej decyzji, b y l i znacznie lepsi. Na 45 zgłoszo­
nych osób aż 42 otrzymały wyróżnienia i nagrody. Pa­
szyn jest obecnie fenomenem w skali europejskiej.
Rzeźbi w n i m blisko połowa wsi, wzajemnie się i n s p i ­
rując i korygując. Podejmują niemal wyłącznie t e m a t y ­
kę sakralną, wciąż jeszcze dalecy od pokus komercja­
lizacji. Ale i n n i rzeźbiarze, rozproszeni po licznych
wsiach, poddani ciśnieniu różnych wzorów estetycznych
nie rozumieją dominanty Paszyna. P r y m i t y w nagrodzo­
nych rzeźb nie przemawia do nich. Są na i n n y m etapie
świadomości estetycznej. Szukają szeroko, co w sztuce
i i e zawsze przynosi sukces. Nagrody nie mogły więc być
dla nich żadnym drogowskazem. Jak zresztą mieli je
zrozumieć? Jako zachętę do rzeźbienia pod p r y m i t y w ?
Nonsens. Do zawężenia tematyki? Też nie... Do tego aby
,,być s o b ą " ? ; A czyż nie są sobą? Błachowski ma rację
1 9

domagając się komentarza przy decyzjach j u r y . A l e t u
nawet wyjaśnienie nie pomoże.
Po prostu sytuacja jest taka, że chyba najtrafniejszą
decyzją byłoby inne ustawienie k o n k u r s u . Takie, przy
którym wszyscy mieliby poczucie równych szans. Może
dałoby to wydzielenie ośrodka paszyńskiego, może p r z e j ­
ście na formułę ogólnopolskiego konkursu, w którym
M i k a i Oleksy znaleźliby równorzędnych partnerów w
burce, Chajcu czy Kołaczu.
Przykład ten wskazuje, że miarą skuteczności k o n ­
k u r s u jest jego rola w rzeczywistej a k t y w i z a c j i l u d o ­
wej twórczości i w rozwiązaniu konkretnych problemów
(p.p. adaptacji). Dlatego nie należy sądzić konkursu po
efekcie wystawy, bowiem dobry plastyk niemal zawsze
p o t r a f i z t r a f n i e wyselekcjonowanego materiału zrobić
ładną i budującą wystawę (vide: „Rodzina w sztuce
l u d o w e j " , Państwowe Muzeum Etnograficzne w W a r ­
szawie, art. p l . Krzysztof Burnatowicz).
A jakie w a r u n k i muszą zostać spełnione, aby k o n ­
kurs przyniósł optymalne rezultaty? Trzy wydają się
najważniejsze:
— sprecyzowanie zadań,
— przygotowanie,
— wykorzystanie rezultatów.
Wyraźne określenie zadania determinuje dwa pozo­
stałe w a r u n k i . Skoro np. k o n k u r s ma być tematyczny,
nie ma sensu obejmować n i m t a k i c h dziedzin jak haft,
zdobnictwo w metalu, garncarstwo czy snycerka. K i e d y
zaś konkurs ma na celu aktywizację jakiejś dziedziny,

I I . 11. Tadeusz B o r k o w s k i , Wiechlice, gm. Szprotawa, w o j . zielonogórskie, Kobieta
z bliźniakami,
wys. 31,5 cm.,
1976 г. I I . 12. E d w a r d Kołacz, Szczecin, Wesele, drewno, wys. 37,5 cm. 1977 г. I I . 13. Bolesław Suska, Budziska,
gm. Adamów, w o j . siedleckie, Złote -wesele, w y m . 33X46,5
11

168

12

�13
konieczne jest zapewnienie dalszych konsekwencji u j a w ­
nienia utalentowanych twórców i t d . Zadania są zresztą
różne i zawsze ważne jest wyraźne ich wytyczenie, sfor­
mułowanie o co chodzi, w j a k i m celu organizuje się
konkurs.
Opierając się na doświadczeniach omawianego okre­
su można wyodrębnić najczęściej spotykane zadania,
które konkurs ma zrealizować. Są to:
1 — informacja, orientacja w charakterze i stanie sztugi regionu, w potencjale twórców;
2 — aktywizacja środowisk,
zapobiegająca
procesom
obumierania twórczości l u d o w e j w danej dziedzi­
nie czy regionie;
3 — podnoszenie poziomu danej dziedziny prze,: stwo­
rzenie płaszczyzny k o n f r o n t a c j i i r y w a l i z a c j i ;
4 — ingerencja w twórczość, zarówno prze/- postawie­
nie nowych zadań (wymagających adaptacji daw­
nych form), jak i narzucenie t e m a t u ;
5 — działalność dydaktyczna, zmierzająca poprzez se­
lekcję i nagrody, do kształtowania świadomości
estetycznej współczesnej w s i ;
6 — pozyskanie dla celów muzealnych, dokumentacyj­
nych czy sprzedażnych wytworów sztuki ludowej,
zwłaszcza o t r a d y c y j n y m charakterze. Odtworze­
nie obrazu dawnej sztuki l u d o w e j ;
7 — stworzenie uzdolnionym jednostkom szansy wypo­
wiedzi twórczej u t r u d n i o n e j w normalnych w a r u n ­
kach (np. rola Biennale Fajansu dla samodzielnej
wypowiedzi w malarstwie na ceramice robot.iic
Włocławskiego Zakładu C e r a m i k i Stołowej);
8 — traktowanie k o n k u r s u jako imprezy oklicznościow e j , reprezentacyjnej.

W praktyce konkursy realizują często równocześnie
k i l k a zadań, np. informują o sytuacji w jakiejś dziedzi­
nie, a jednocześnie sprzyjają podtrzymaniu dawnych
umiejętności i powstaniu wartościowych prac. Niemal
zawsze można jednak wskazać na zadanie podstawowe.
Od prawidłowego sformułowania takiego zadania za­
leży przede wszystkim rezultat konkursu, jego znacze­
nie dla procesów zr.chodzących współcześnie w sztuce l u ­
dowej.
D r u g i m czynnikiem, który przesądza w w i e l u p r z y ­
padkach o rezultacie jest organizacyjne przygotowanie
konkursu, a więc jasne sprecyzowanie jego warunków,
powiadomienie i zainteresowanie twórców \ Okazuje
się jednak, że niejednokrotnie czynności to uważano za
mało istotne, poprzestając na skąpej i n f o r m a c j i w m i e j ­
scowej gazecie i w l o k a l n y m programie r a d i o w y m . Rzecz
prosta odbijało się to na f r e k w e n c j i , a co gorsza w y w o ­
ływało żal u twórców, którzy nie zostali zawiadomieni.
2

Nieznajomość spraw i ludzi prowadzi czasem do
wręcz zabawnych sytuacji. Oto np. organizatorzy jedne­
go z konkursów o tematyce w o j s k o w e j zaprosili do
udziału Stanisława Marcisza. Ale Marcisz jest ptaszkarzem i nigdy jeszcze nie rzeźbił ludzkiej postaci. Za­
proszony nie śmiał odmówić. Długo myślał, wreszcie
zrobił dużego pingwina stojącego na baczność. Skonster­
nowani organizatorzy z miejsca odrzucili pingwina, u w a ­
żając, że nie jest na temat. A czego się mogli spodzie­
wać po ptaszkarzu? Marcisz poczuł się skrzywdzony
i miał rację.
Jak duże znaczenie ma przygotowanie konkursu, a
w t y m wybór t e r m i n u , wskazuje przykład dwóch imprez
269

�zorganizowanych w t y m samym r o k u i w dużej mierze
na p r a w i e t y m samym obszarze.
Oto na przełomie 1976 i 1977 r. A n t o n i Sledziewski
wraz z grupą studentów Wyższej Szkoły Pedagogicznej
w Siedlcach przeprowadził solidną akcję rozpoznawczą
i zachęcającą we wsiach, które znał już z prowadzo­
nych w 1956 r. badań terenowych. Interesował go po­
tencjał
umiejętności
wycinankarskich istniejący
po
20 latach. W y n i k i przeszły wszelkie oczekiwania.- 20 k o ­
biet nadesłało ponad 700 wycinanek, przeważnie znako­
mitych.
W k i l k a miesięcy później ogłoszono w Łukowie w o ­
jewódzki konkurs na sztukę ludową. T e r m i n wyznaczo­
no na późną wiosnę. Poprzestano na i n f o r m a c j i w p r a ­
sie i lokalnej rozgłośni. Otrzymano sporo dobrych t k a n i n
(w województwie t k a się jeszcze na własne potrzeby),
natomiast sądząc po rezultatach k o n k u r s u sytuacja rzeź­
by i w y c i n a n k i wydawała się opłakana. A przecież dob­
rze wiadomo, że w rzeczywistości jest inaczej. Spośród
znakomitych wycinankarek wystawiających w Siedlcach
żadna nie wzięła udziału. Dlaczego? B r a k i n f o r m a c j i ,
zachęty? A może racjonalna ocena sytuacji przez kobie­
ty, które mogły sądzić, że skoro raz obesłały konkurs
to drugie zawiadomienie już ich nie dotyczy. Zresztą
i t e r m i n w y b r a l i organizatorzy niefortunnie, dopasowu­
jąc go chyba do wygody swojej, a nie ludzi wsi. Tkacz­
k i dopisały — ponieważ przysłały to, co zrobiły wcześ­
niej, ale rzeźbiarze, którzy sukcesywnie oddają gotowe
prace do „Cepelii" i B H Z „Desy", albo nie wzięli udzia­
łu, albo zrobili naprędce byle co. M i e l i zresztą w pers­
pektywie najbliższych tygodni kiermasze w Warszawie,
Płocku, Kazimierzu, Krakowie...
D w a konkursy. Jeden z sensem, drugi t y l k o w r a ­
mach „akcji"...

II.

no

A teraz p r z y j r z y j m y się innemu przykładowi, zna­
komicie wyjaśniającemu wagę wszystkich trzech, wspo­
mnianych wyżej, warunków — k o n k u r s o w i na k o w a l ­
stwo ludowe w o j . radomskiego. Omawia go na i n n y m
miejscu w . t y m numerze „Polskiej Sztuki L u d o w e j " d y ­
rektor Muzeum Wsi Radomskiej — dr Stefan Rosiński,
inicjator i komisarz k o n k u r s u .
Już przyjrzenie się zamieszczonym w tekście tabe­
lom przekonuje, iż dzięki uprzednim penetracjom, roz­
mowom i namowom liczba uczestników tego konkursu
była znacznie wyższa niż w poprzednich. Starzy kowale
wracali do kuźni, aby wykonać na konkurs niegdyś w y ­
konywane przedmioty. Wiedzieli z regulaminu, że „wy­
konane na konkurs przedmioty nie wolno spawać. N a ­
leży je łączyć s t a r y m i technikami, kucia na gorąco l u b
nitowania". Było to zrozumiałe, jako że zadaniem k o n ­
kursu miało być: „1 — ożywić ginące tradycje zdobnic­
twa w metalu o charakterze użytkowym i artystycznym,
2 — pozyskanie oryginalnych, wartościowych prac o w y ­
sokich walorach artystycznych dla potrzeb muzeal­
nych".
Pomijając błędy gramatyczne tekstów warto się za­
stanowić nad efektami tak pomyślnego k o n k u r s u . P r z y ­
niósł on sporo bosaków, okuć dyszli, zawiasów, klamek,
zasuwek, krzyży, a także k i l k a świeczników i krat. Po­
kazano wszystko na wystawie — jak biżuterię, każdy
eksponat oddzielnie, w oderwaniu od r o l i i miejsca
tego przedmiotu w d a w n y m życiu wsi.
D r u g i postulat został więc zrealizowany, pozyskano
prace do muzeum. Nasuwa się jednak pytanie, czy w t e ­
dy gdy można znaleźć autentyczne przedmioty ma sens
ich odtwarzanie. Wszak nadesłane na konkurs są t y l k o

14. Władysław Potoniec, Rogi, w o j . krośnieńskie, Grający Anioł, wys. 22,5 cm., 1978 г. I I . 15. Wojciech Oleksy,
Paszyn, w o j . nowosądeckie, Sw. Jerzy, drewno, wys. 45 cm.

�П. 16. Zenon Głód, Paszyn, w o j . nowosądeckie,
z Chrystusem,
wys. 55 cm.

r e k o n s t r u k c j a m i niegdyś w y r a b i a n y c h . Można też ży­
wić obawę, czy takie przedmioty są identyczne z d a w ­
n y m i . Inaczej przecież r o b i się skobel do d r z w i w obej­
ściu, a inaczej na konkurs, dla muzeum. Czy nie w s k a ­
zuje na to bogata ornamentyka najprostszych wyrobów,
tak zresztą wysoko ceniona przez j u r y ?
W t y m miejscu można zauważyć, że obfita dekora­
cja b y n a j m n i e j nie oznacza artyzmu, a zwykły zawias
pasowy może być znacznie piękniejszy w swych propor­
cjach od bogato ornamentowanego.
Oczywiście odtworzenie dawnych, dziś już nie f u n k ­
cjonalnych przedmiotów może być w różnych sytuacjach
celowe. Nie jest jednak „ożywieniem ginących t r a d y ­
c j i " . Nie sądzę też, aby było dostatecznym uzasadnie­
niem tego k o n k u r s u . Z b y t w i e l k a jest bowiem dyspro­
porcja między wkładem sił i środków na jego realizację,
a osiągniętym rezultatem.
Gdyby chodziło o dziedzinę już zamarłą, czy nie
funkcjonującą we własnym środowisku i przenoszoną do
cepeliowskiego handlu bez adaptacji, jak np. wycinankę,
konkurs o programie radomskiego byłby uzasadniony.
Ale rzecz w t y m , że kowalstwo jeszcze istnieje, że zmie­
nia się, żyje w swoim środowisku, i ma szansę wyjścia
na rynek w postaci adaptacji dawnych f o r m do współ­
czesnych potrzeb miasta.
Ożywienie kowalstwa musi więc oznaczać coś więcej
niż t y l k o rekonstrukcję dawnych f o r m dla muzeów, l o ­
k a l i publicznych i kolekcjonerów. Fakt, że kilkunastu
k o w a l i raz na k i l k a lat w y k o n a parę przedmiotów k u ­
tych i łączonych t r a d y c y j n i e nie jest żadnym ożywie­
niem t r a d y c y j n y c h umiejętności.

Kapliczka

Rzeczywiste ożywienie możliwe jest pod w a r u n k i e m ,
że stworzy się n o w y r y n e k zbytu i zapewni k o n t y n u a ­
cję dawnych t r a d y c j i .
Nowy rynek zbytu to z jednej strony adaptacja dla
odbiorcy miejskiego, a z drugiej obecna moda na ozdob­
ne parkany żelazne i zdobione b r a m k i .
Adaptacje, o czym przekonują dotychczasowe rezul­
taty, są w większości ułomne. Nietrudno zrozumieć dla­
czego. K o w a l e nie znają z własnego doświadczenia f u n k ­
cji przedmiotów, które wykonują (stąd np. zadziory bez­
sensowne w przytrzymywaczach do książek), tworzą
rzeczy nowe, nie „oszlifowane" przez czas i korekturę
środowiska i — co najważniejsze — w w a r u n k a c h na­
kładania się na siebie różnych wzorów estetycznych.
Potrzebna jest i m pomoc ułatwiająca znalezienie właści­
w e j l i n i i myślenia artystycznego. Tradycje takiej współ­
pracy twórców ludowych z plastykami a n i m a t o r a m i są
w naszym k r a j u wyjątkowo bogate, żyją jeszcze ludzie
wiedzący „jak to się r o b i " , wprowadzeni nie gorzej od
etnografów w problematykę sztuki ludowej. Jeżeli dziś
nie wykorzysta się ich umiejętności i doświadczeń, j u t r o
będzie za późno, zerwana zostanie nić t r a d y c j i działań
Antoniego Buszka, Karola Stryjeńskiego, Eleonory P l u tyńskiej, K r y s t y n y Szczepanowskiej, czy M a r i i B u j a ­
kowej.
Druga sprawa dotyczy zagadnienia, które widać nie
tylko na przykładzie omawianego konkursu, chodzi o
kierunek zainteresowań — czy będzie n i m przeszłość czy
teraźniejszość?
Polem działania t r a d y c y j n i e zorientowanego etno­
grafa jest zazwyczaj k u l t u r a , która zanika. P i e r w i a s t k i

171

�18

17

I I . 17. A n d r z e j Konopacki, Zakopane, w o j . nowosądeckie, Anioł Gabriel, wys. 70 cm., 1978 г. I I . 18. Józef Orlecki,
Paszyn, Matka Boska,
w y m . 40X25 cm., 1977 r.

nowe wydają się w niej obce, rozsadzają dawne s t r u k ­
t u r y , a przy t y m sam fakt, że są — stwarza złudne po­
czucie, że się je zdąży później zarejestrować, podczas
gdy dawne f a k t y zanikną bezpowrotnie.
Postawa taka, zrozumiała w pierwszym okresie po
wojnie, już w sześćdziesiątych latach wiodła do p o m i j a ­
nia zjawisk nowszych, że wymienię t u choćby „dywa­
n y " malowane na papierze czy tkaninie. Nie intereso­
wano się na ogół tzw. sztuką jarmarczną, przejawami
zdobienia wnętrz, ścian, parkanów, charakterem prze­
mian w obrzędowości i t d .
Obecnie, gdy pole badań etnografa rozszerza s i ę ,
przedmiotem jego zainteresowania powinno być i to, co
przemija i to, co rozwija się. W naszym przypadku są
to m . i n . zdobione b r a m k i żelazne. One przecież są ży­
wą twórczością, zgodną z upodobaniami twórców i od­
biorców.
A l e konkurs pomija je, e l i m i n u j e już z r a c j i d e f i ­
n i c j i . Regulamin zakłada bowiem łączenie żelaza n i t a ­
m i lub zgrzewaniem, podczas gdy obecnie kowale posłu­
gują się spawem, p a l n i k i e m acetylenowym.
Czy takie ograniczenie jest usprawiedliwione? K i e ­
dy chcemy r e k o n s t r u k c j i — tak, ale kiedy chcemy, że­
by kowalstwo istniało — nie. Technologia nie jest prze­
cież wartością abstrakcyjną i ponadczasową. Zgrzewa­
nie i nitowanie było naturalne i „postępowe" wtedy,
gdy kuźnie nie były zelektryfikowane, gdy nie stoso­
wano jeszcze powszechnie palnika acetylenowego.
Autentyczna sztuka ludowa zawsze wynikała z po­
szanowania materiału, narzędzia i techniki. Była przede
wszystkim logiczna. Dlatego współczesne kowalstwo jest
inne od dawnego i trudno oczekiwać, że uda się na21

172
T

mówić k o w a l i do stosowania przestarzałej technologii.
Chyba w skansenie, ale nie o to przecież chodzi.
B r a m k i żelazne zostały zresztą dostrzeżone . Z o r ­
ganizowano nawet pierwszy konkurs na nie, pół-prywatny, z i n i c j a t y w y art. plastyka Leszka D u t k i (Pisary pod
K r a k o w e m , październik 1977 г.), przy współudziale art.
plastyka A n n y Bogdanowiczowej, instruktora plastycz­
nego Krakowskiego Domu K u l t u r y . Sądzę, że nie jest
przypadkiem, iż i n i c j a t y w y nowe, przełamujące stereo­
typy myślenia, wychodzą tak często właśnie ze środo­
wiska plastyków .
A l e dla ożywienia kowalstwa ważne jest również za­
gwarantowanie ciągłości zawodu. Ta sprawa (podobnie
jak adaptacje) przekracza
możliwości
organizatorów
konkursu, a zależy już t y l k o od „Cepelii". Jest złożona
i trudna, podobnie jak los garncarstwa, wymaga bo­
wiem:
— stworzenia trwałego r y n k u zbytu,
— g w a r a n c j i stałej pracy i odpowiedniego zarobku dla
młodych, podejmujących się zawodu a r t y s t y - k o w a l a ,
— stworzenia warunków s t a r y m mistrzom do przyucza­
nia młodych adeptów zawodu (obecnie brak nawet
podstaw p r a w n y c h dla takiej działalności).
Jeśli się tych spraw nie rozwiąże, k o n k u r s y w r o ­
dzaju radomskiego będą miały rolę ograniczoną. U j a w ­
nią ludzi, z którymi nie bardzo wiadomo, co dalej
robić .
Doskonałym przykładem k o n k u r s u konsekwentnie
pomyślanego i zrealizowanego są „kwiaty polskie", i m ­
preza co r o k u powtarzana przez Myślenicki D o m K u l ­
t u r y . Ciągłość imprezy, stały kontakt z uczestnikami,
zapewnienie i m zbytu i różnych satysfakcji spowodowa22

! S

2 I

�ly, że w 1978 r. zgłosiło się 77 uczestników, w t y m duża
grupa dzieci i młodzieży. Na dwóch wystawach (dzieci
i dorosłych) pokazano ponad 460 prac, w t y m 35 pają­
ków ze słomy i bibuły. Jan Koczwara, inicjator i orga­
nizator imprezy, przyjął szeroką formułę k o n k u r s u , okre­
ślając w regulaminie, iż „...można też przygotować ozdo­
by użyteczne we współczesnym wnętrzu mieszkalnym,
o nowych formach, wykonane z t r a d y c y j n y c h i współ­
czesnych materiałów".
Nie chodzi t u o porównywanie konkursów, oczywi­
ste jest, że kowalstwo nastręcza znacznie więcej prob­
lemów t r u d n y c h do rozwiązania, ale o sformułowanie
celu i pełny sens imprezy.
Gdyby k o n k u r s u radomskiego nie było, niewiele by
się zmieniło. Gdyby nie było myślenickiego — kariera
kwiatów z T o k a r n i byłaby mniejsza, i nie zaintereso­
wano by w y r o b e m kwiatów dzieci i młodzieży. Gdyby
jednak nie było k o n k u r s u w Zalipiu, można niemal
z pewnością powiedzieć, że nie istniałyby już malowane
domy na Powiślu Dąbrowskim. Może by ktoś, gdzieś —
póki żyje — zdobił swój dom m a l o w a n y m i k w i a t a m i ,
ale jako zjawisko żywe ta dziedzina sztuki znikłaby
zupełnie.
W podobnych przypadkach znaczenie
konkursów
jest ogromne. T y l k o konkursy podtrzymać mogą t r a d y ­
cje malowania domów na K u j a w a c h oraz na sypanie
wzorów piaskiem. T y l k o dzięki k o n k u r s o m rozwinęła
się malowanka na papierze robotnic Włocławskiej Fa­
b r y k i Fajansu.
Stymulacyjna rolą konkursów, która polega w p r z y ­
2 5

padku rękodzieła, zdobnictwa i plastyki obrzędowej na
p o d t r z y m y w a n i u (względnie adaptowaniu) t r a d y c y j n y c h
f o r m — w sztuce f i g u r a t y w n e j wiedzie do różnego r o ­
dzaju zmian. Przede wszystkim w tematyce, ale nieje­
dnokrotnie również i w strukturze artystycznego m y ­
ślenia.
Zmiany w tematyce, nie pociągające za sobą odej­
ścia od dawnej g r a m a t y k i f o r m , występują przede wszy­
stkim tam, gdzie silna jest presja warsztatu. Widać to
wyraźnie na przykładzie t k a n i n y dwuosnowowej. M y ­
ślenie kategoriami warsztatu tkackiego pomaga w zna­
lezieniu skrótowej symbolicznej f o r m y ujęcia tematu.
Silnie zakorzenione poczucie porządku wiedzie' do po­
szanowania zasad symetrii, ładu, równowagi kompozy­
cji. Dlatego tkanina dwuosnowowa — niezależnie od te­
m a t y k i — jest przede wszystkim płaszczyzną rytmiczną,
w której elementy znaczące są zarazem m o t y w a m i orna­
mentalnymi — podporządkowane kompozycji całości.
Elementy tematyczne występowały i w dawnej t k a ­
ninie podwójnej. M o t y w „zwierza" w dywanach A l f r e ­
da Jaroszewicza czy Scholastyki K r u p o w i c z rozwiązany
był dekoracyjnie, co nie przeszkadza, że odczytujemy
bez t r u d u jego postać. Wprowadzenie innego elementu
tematycznego nie zmieniło więc charakteru kompozycji.
M o t y w pracownika leśnego, żołnierza czy czołgu nadal
zachowuje swą podwójną rolę — jest elementem zdob­
niczym, zbudowanym zgodnie z d y r e k t y w a m i procesu
tkackiego a jednocześnie schematem postaci czy rzeczy.
Inna, trudniejsza jest sytuacja w malarstwie i rzeź­
bie. Presja warsztatu i t w o r z y w a są w nich znacznie

I I . 19. Józef Słonina, Bogdanówka, w o j . krakowskie, Między aniołem
a diabłem,
wys. 69 cm. Rzeźba z pokonkurso­
wej w y s t a w y : „Twórczość plastyczna artystów nieprofesjonalnych i twórców ludowych regionu Myślenickiego",
XII/77 — 1/1978 г. I I . 20. Jan Zachwieja, Szczawnica, w o j . nowosądeckie, Chrystus Frasobliwy, żelazo, w y s . 32 cm.,
1977 r.

273

�П. 21. Grzegorz Szewczyk, Kozienice, w o j . radomskie, Wchodzenie na słup, drewno polichromowane, wys. 105 c m ,
1978 г. I I . 22. Stanisław Denkiewicz, Jedlnia Kościelna, w o j . radomskie, Wchodzenie na słup, rzeźba w drewnie, wys.
75 cm., 1978 r.

mniejsze, natomiast wyraźnie widoczne jest dążenie do
perfekcjonizmu, do ujęcia ilustracyjnego. A l e wiąże się
to z przełamaniem s t r u k t u r y wypowiedzi artystycznej,
cechującej sztukę ludową i różniącą ją od plastyki ama­
torów. Wielu rzeźbiarzy, podejmując nową tematykę,
traci kontakt z t r a d y c y j n y m i schematami wypowiedzi,
a brak i m opanowania rzemiosła, i znajomości anatomii,
by wyrazić swe zamierzenie w sposób świadomy i a r t y ­
styczny.
Siłą rzeźby l u d o w e j była i jest jej umowność, ład
f o r m y , w y r a z — osiągnięte nawet w drodze deformacji
bryły, zmiany proporcji poszczególnych elementów. We
współczesnej rzeźbie tematycznej nieznajomość anato­
m i i i trudności warsztatowe — przy ambicjach r e a l i ­
stycznego t r a k t o w a n i a tematu prowadzą często do p r y ­
m i t y w n e j naiwności, spotykanej w licznych pracach nad­
syłanych na konkursy.
Wyobraźnia rozsadza często strukturę myślenia wła­
ściwą sztuce ludowej, stawia twórcę wobec konieczno­
ści znalezienia właściwej f o r m y dla wyrażenia tematu.
K i e d y temat nie wywołuje skojarzenia, nie k l a r u j e
się w wyobraźni twórcy, dzieło jest po prostu niecieka­
we, gorsze niż realizacje tematów dobrze znanych. Przy­
kładem tego mogą być rzeźby zrobione na konkursy
o tematyce nie angażującej twórcy, niewiele mu mó­

174

wiącej. Wzorem b y w a wówczas popularny wizerunek
znany z książki szkolnej l u b gazety.
Niejednokrotnie rzeźbiarze sięgają po podpórkę w
postaci znanego sobie schematu ikonograficznego, pod
który podciągają zadany i m temat. W ten sposób „Osta­
tnia Wieczerza" staje się wzorem dla „Rodziny przy
stole", „Narady p r o d u k c y j n e j " czy „Wesela"; „Frasobli­
w y " dla K o p e r n i k a ; „Matka Boska z Dzieciątkiem" —
dla postaci m a t k i K o p e r n i k a z małym astronomem na
ręku; pomnik na postumencie — dla pisarzy i poetów;
Święty Michał — dla rycerzy i królów i t d .
T y l k o najbardziej utalentowani rzeźbiarze i mala­
rze znajdują własną i ciekawą formułę kompozycyjną
dla podejmowanej t e m a t y k i . Dzieje się tak właśnie w t e cly, gdy impuls pochodzi z ich przemyśleń, z ich po­
trzeby wewnętrznej. Najczęściej jest nią głębokie prze­
życie treści religijnych, interpretacja scen b i b l i j n y c h
czy ważnych wydarzeń w życiu narodu (Władysław Cha­
jec, Zygmunt Skrętowicz, Józef L u r k a , Roman Siedź).
Na ogół wyższy poziom konkursów o tematyce r e l i ­
gijnej w y n i k a prawdopodobnie z f a k t u , iż podejmowane
schematy ikonograficzne są powszechnie znane, a poza
t y m budzą oddźwięk emocjonalny i są „ważne". N i e m a ­
łe znaczenie ma też fakt, że te same tematy podejmo­
wane są przez twórcę wielokrotnie, a więc głębiej prze-

�myślane i szlifowane w kolejnych wariantach. A l e i w
tematyce sakralnej zmiana f u n k c j i z r e l i g i j n e j na este­
tyczną — odbiła się na poziomie, toteż coraz więcej
spotyka się na konkursach prac schematycznych a na­
wet złych.
K o n k u r s y o nowej tematyce z n a t u r y rzeczy inge­
rują w świadomość twórców. Sprzyjają rozbijaniu d a w ­
nych s t r u k t u r artystycznego myślenia, zacieraniu się
granic między twórczością ludową a nie-ludową. Coraz
częściej sukcesy* na takich konkursach odnoszą amato­
rzy z miast, świadomie przyjmujący konwencję „ludo­
wą", podczas gdy twórcy wiejscy szukają wzorów w
ilustracjach, telewizji, odchodzą od tego, co dawniej
było ich siłą, a nie mają jeszcze świadomości, która
by i m pozwoliła na wtórne podjęcie schematów „lu­
d o w e j " rzeźby.
Czemu więc organizuje się tematyczne konkursy?
Czego się po nich oczekuje? Można sądzić, że przede
wszystkim odejścia od dawnych wzorów ikonograficz­
nych, od t e m a t y k i r e l i g i j n e j . N o w y rozszerzony krąg
tematów silniej ma związać twórcę z problemami któ­
r y m i żyje k r a j , z jego historią i teraźniejszością. W
sztuce ludowej szuka się w i z e r u n k u życia, niemal do­
kumentu .
Ee

Wskazują na to nawet tytuły niektórych konkursów:
„Dziecko w sztuce l u d o w e j " , „Rolnik i jego praca w
twórczości l u d o w e j " , „Wielcy Polacy w rzeźbie l u d o ­
w e j " , „Kopernik w rzeźbie l u d o w e j " , „Las w sztuce
l u d o w e j " , „Strażak w rzeźbie l u d o w e j " , „Żołnierz obroń­
cą i b u d o w n i c z y m " , „Sport w sztuce l u d o w e j " , „Wieś
kielecka w 30-leciu PRL", „Ziemia kielecka i jej ludzie
w twórczości Stefana Żeromskiego", „Wojsko w sztuce
ludowej" itd.
Jak widać wachlarz tematyczny spory. Niektóre ha­
sła znane są autorom z codziennej obserwacji, inne —
np. „Kopernik" czy „Wielcy Polacy" zdolne wywołać
oddźwięk, a więc zaangażować artystę * , ale obawiam
7

li.

23. Jerzy Krześnich, Przeciąganie

się, że np. temat „Ziemia kielecka i jej ludzie w twór­
czości Stefana Żeromskiego" nie u wszystkich budził
ciąg emocjonalnych skojarzeń.
N a j m n i e j ciekawe są odpowiedzi na temat znany
z codziennej obserwacji. Weźmy sygnał wywoławczy
„strażak". Ciąg skojarzeń idzie t u w dwóch kierunkach.
Jeden — bohater, a więc Sw. F l o r i a n , drugi — scena
pożaru, czyli makieta płonącego domu, miotające się
f i g u r k i , narracja. Pierwsze rozwiązanie nie daje nicze­
go, co prawda nie szkodzi ale i nie pomaga; drugie
natomiast skutecznie przyczynia się do degrengolady
rzeźby, do robienia makiet i kukiełek. (Tylko nieliczni,
jak Madej, umieją w tej konwencji zachować cechy l u ­
dowej rzeźby, zorganizować przestrzeń, sytuację).
P r z y j r z y j m y się rzeźbom i t k a n i n o m nadesłanym
na konkursy „Rolnik i jego praca" czy „Rodzina w
sztuce l u d o w e j " . Bez t r u d u można wydzielić k i l k a , n a j ­
wyżej kilkanaście schematów odpowiedzi.
Co więc wnieśli nowego twórcy do naszej wiedzy
0 ich życiu? Dr Jan Krzysztof M a k u l s k i we wstępie do
katalogu pokonkursowej w y s t a w y „Rodzina w polskiej
sztuce l u d o w e j " pisze: „Wydaje się, że obok głębokich
przeżyć estetycznych udziałem zwiedzających wystawę
może być szersze niż dotychczas spojrzenie na zagad­
nienia w s i , na jej współczesne problemy... Okazuje się,
że praktycznie w każdym materiale i każdą techniką
można wyrazić głęboką prawdę o znaczeniu społecznym
1 k u l t u r a l n y m wspólnoty rodzinnej ... Można śmiało
powiedzieć, że w ten sposób otrzymaliśmy bogatą mono­
grafię pewnego ważnego elementu k u l t u r y współczes­
nej w s i , widzianą nie t y l k o w t r a d y c y j n y m w y m i a r z e
sztuki i perspektywie t r a d y c y j n e j k u l t u r y ludowej, lecz
ukierunkowaną w poważnym stopniu na współczesność
i przemiany j a k i m w dobie współczesnej podlega. I chy­
ba w t y m należy upatrywać wartości k o n k u r s u i jego
wyników..."
A więc sukces, artystyczny — a przede wszystkim
w płaszczyźnie poznawczej! Spójrzmy na f a k t y . 420 a u ­

liny,

w y m . 25X78 ст.,

1978

r.

175

�II.

24. Ewelina Pęksowa, Zakopane,

torów nadesłało na konkurs 2100 prac. Nie na temat
i pozbawionych „elementów sztuki l u d o w e j " było 800
prac 153 twórców. Na wystawie w Państwowym M u ­
zeum Etnograficznym w Warszawie (maj—lipiec 1977 r.)
pokazano 178 eksponatów, a więc 8,5%. W t y m zaledwie
3—4 rzeźby o poziomie wyższym od przeciętnego (dla
tych twórców), 3—4 b. dobre obrazy na szkle, dobre
tkaniny (ale nie lepsze od dotychczas w y k o n y w a n y c h
przez twórczynie białostockie). Niezła ceramika. Tyle
od strony a r t y s t y c z n e j .
A wartość i n f o r m a c y j n a wystawy?
Czy rzeczywiście wnosi coś więcej, niż w i e m y z re­
portaży, filmów, literatury? Sądzę, że nawet przejrze­
nie książki Danuty M a r k o w s k i e j , Rodzina w
społecz­
ności wiejskiej
(Warszawa 1977 r.) ukaże nam obraz
nieporównanie głębszy i mniej wyidealizowany.
Jeszcze silniej idealizacja doszła do głosu w k o n ­
kursie „Dziecko w sztuce l u d o w e j " (Toruń 1976 г.). Sen­
tymentalne ujęcia wzruszały być może patrzących, ale
nie sądzę, żeby miały wartość poznawczą, mówiły to,
czego nie powiedzieli dotąd tysiąc razy dziennikarze,
autorzy pamiętników i t d . (Na konkurs przysłało ekspo­
naty 372 autorów, z a k w a l i f i k o w a n o na wystawę 87).
Przy oglądaniu prac zgłoszonych na konkurs „Rol­
nik i jego praca..." (wystawa: Kraków, lipiec 1978 r.)
ss

176

1

Korzenie,

obraz na szkle, 1977 r.

uderzał ich wręcz antypoznawczy wydźwięk. U j a w n i a
to najlepiej konfrontacja zamierzeń z efektami. Regu­
l a m i n tak określał cel k o n k u r s u :
„1. (...) umożliwienie wszystkim twórcom l u d o w y m ,
utalentowanym ludziom na w s i stworzenie oryginalnych
dzieł sztuki ludowej, opiewających człowieka pracy na
wsi. (Tak, jakby bez konkursu nie mogli tego uczy­
nić! — A.J.).
2. Szczególnie chodzi o ukazanie r a n g i zawodu r o l n i ­
ka, jego t r u d u i wysiłku zarówno d a w n i e j jak i dzisiaj
— kiedy w a r u n k i pracy i życia tak bardzo zmieniają
się na w s i . (...)".
Nadesłano 1834 prace, z czego 137 nie na temat. O d ­
rzucono 1313 prac czyli 69%.
We wszystkich przedmiotach niezależnie od ich w a r ­
tości artystycznej (dobre obrazy na szkle, k i l k a t k a n i n
podwójnych) uderzało jedno —• niemal absolutne po­
minięcie t e m a t y k i współczesnej. Takie same eksponaty
mogłyby się znaleźć na w y s t a w i e w 1939 r o k u czy je­
szcze wcześniej (trzeba by t y l k o wyrzucić k i l k a rzeźb
z t r a k t o r a m i , kombajnem i telewizorem).
Sądząc po nadesłanych eksponatach nic się na w s i
nie zmieniło, ani w sposobie pracy, ani w w a r u n k a c h
życia. Czyżbyśmy więc m i e l i do czynienia z twórcami,
głęboko tkwiącymi w dawnych s t r u k t u r a c h myślowych,

�II.

25.

Ewelina

Pęksowa,

Zakopane, Moja Jabłoń,
58,5X48 cm., 1977 r.

żyjącymi w odległych wsiach, do których nie dotarły
jeszcze ani t r a k t o r y , ani elektryfikacja? Nie, rzecz
t y l k o w t y m , że nie wolno stawiać znaku równości mię­
dzy świadomością twórcy a jego dziełem. K o n k u r s p r z y ­
pomniał o t y m w sposób wyjątkowo jaskrawy.
Przypuszczać można, że twórcy mając do w y b o r u
pokazanie tego co było, i co znają z licznych stereoty­
pów (orka, siew itd.) — oraz tego co nowe i jeszcze nie
oswojone przez plastyczną konwencję, w y b i e r a l i roz­
wiązanie łatwiejsze, a zarazem bliższe
emocjonalnie.
Chcieli pokazać widzom — jak było, bo to jak jest
każdy wie, jeśli nawet nie z obserwacji, to z filmów,
telewizji i fotografii.
Oczywiście i taka konstatacja może być ciekawa
dla socjologa czy psychologa, podobnie jak frapujące
może być analizowanie trwałości pewnych stereotypów
myślowych i - wyobrażeniowych, ale nie w t y m celu
ogłasza się k o n k u r s y tematyczne. Pozbawione k o m e n ­
tarza, nie są żadnym „zwierciadłem p r z e m i a n " świado­
mości twórców, a ich wartość poznawcza może być —
jak widać — niewielka.
Nie znaczy to, że k o n k u r s y tematyczne pozbawione
są sensu. M i n i m a l n a jest t y l k o ich rola dydaktyczna
i nie one — a życie, rzeczywistość i środki masowego

obraz

na

szkle, w y m .

przekazu kształtują nową świadomość twórców i p u ­
bliczności. K o n k u r s y wpływają jedynie na zmianę spo­
sobu artystycznego myślenia, właściwego dawnej sztuce
ludowej. Ingerują nie w świadomość polityczną,
leci
artystyczną. A przecież nie o to chodzi.
Na pewno ważne jest uświetnianie rocznic, propa­
gowanie higieny, czytelnictwa, sportu i nawozów sztu­
cznych — ale niekoniecznie musi się w t y m celu ogła­
szać konkurs na sztukę ludową. Przede wszystkim dla­
tego, że jest to mało skuteczne, a po wtóre — ponieważ
nie robi to dobrze ludowej sztuce, którą wszyscy chcą
przecież popierać, hołubić i „wprowadzać w n u r t k u l ­
t u r y narodowej".
Sztuka t y m różni się od rzemiosła, że występuje
w niej pierwiastek twórczości. Sztuka (ludowa również)
w y n i k a z nadwyżki emocji, z przeżycia, z potrzeby w y ­
rażenia swych doznań — zmysłowych czy psychicznych.
Młócka konkursowa nie sprzyja zaangażowaniu, spro­
wadza twórczość do rękodzieła, i to często t y l k o z t y ­
tułu „artystycznego".
Mają sens konkursy, ale takie, które zdolne są po­
ruszyć wyobraźnię artysty, które angażują go emocjo­
nalnie, a przy t y m pozwalają na wypowiedź zgodną
z podstawowymi cechami t r a d y c y j n e j sztuki ludowej.

177

�Tam, gdzie rzeźbiarz czy malarz (bo w tych dziedzi­
nach sugestia tematyczna może być najlepszym bodź­
cem dla fantazji) rozumie temat, czuje że ma w tej
sprawie coś do powiedzenia — impuls tematyczny może
przyczynić się do powstania prac interesujących. P r z y ­
kładem „Kopernik w rzeźbie l u d o w e j " , „Wielcy Po­
lacy...", a także konkursy o tematyce w o j s k o w e j .
Wiele rzeźb i obrazów na tych konkursach wniosło
wartości, których nie znajdziemy w sztuce profesjonal­
nej. K o p e r n i k , Ojciec Kolbe, Korczak — naprawdę ob­
chodzili twórców. A l e są to tematy ważne i odświętne,
podobnie jak „odświętne" jest wojsko czy historia nal o d u , a przy t y m jeszcze nie „skodyfikowane", a więc
prowokujące do znalezienia własnego w y r a z u dla tego
tematu.
Rzeźby i obrazy o tej tematyce mogą być t w o r z o ­
ne również i nie na k o n k u r s . A d a m Zegadło swojego
K o p e r n i k a wystrugał jeszcze przed toruńskim k o n k u r ­
sem, a jeden z w i e j s k i c h świątkarzy, pokazując swe
prace objaśniał, że są wśród nich świątki religijne, h i ­
storyczne i państwowe. Natomiast trudno wyobrazić so­
bie, aby kosztowne t k a n i n y dwuosnowowe, o tematyce
rolniczej, w o j s k o w e j czy martyrologicznej mogły zna­
leźć zbyt poza muzeami.
K o n k u r s y mają sens, gdy ich inicjatorzy zdają so­
bie sprawę z granic możliwości uczestników, z tego co
zdolni są oni osiągnąć. Szukając n o w y c h tematów k o n ­
kursu, Wydział K u l t u r y Urzędu Wojewódzkiego w K i e l ­
cach zaprosił k i l k u twórców do Zagnańska, gdzie dano
i m kłody drewna (do 2 metrów wysokie) i poproszono
aby spróbowali swych sił w monumentalnej rzeźbie.
Wcześniej podobne eksperymenty podjęto w T o r u n i u
i w Szamotułach. Okazało się (co zresztą można było
przewidzieć), że doświadczenie rzeźbiarzy l u d o w y c h po­
zwala i m na podjęcie k o m p o z y c j i w granicach rozmiaru
człowieka. Oczywiście rzeźby półtorametrowe można

20

było sobie łatwo wyobrazić jako mniejsze. Powiększe­
nie d w u - a nawet t r z y k r o t n e rzeźb, jakie w y k o n y w a n o
zazwyczaj nie wymagało większych zmian w t r a k t o ­
w a n i u detalu, natomiast większe f i g u r y 3—4 metrowe
przedstawiały smutny w i d o k . Były jak sztucznie rozdę­
te małe rzeźby, z t y m , że każdy błąd, każde „puste
miejsce", niewidoczne w figurce — stawało się rażą­
ce w monumentalnych klocach ( i l . 29).
W obecnej sytuacji sztuki l u d o w e j k o n k u r s y są je­
dną z najważniejszych f o r m opieki. Dlatego dobrze, że
wiele — rzeczywiście potrzebnych — powstało i powsta­
je z i n i c j a t y w y zarówno „odgórnej" jak i lokalnej, władz
wojewódzkich muzeów. Pisząc o Zalipiu wspomina­
łem o malowanych domach w Swiątkowicach, o sy­
paniu wzorów piaskiem. Takie konkursy są koniecz­
ne, jeśli się chce podtrzymać garncarstwo, wycinankę
łowicką, m a l o w a n k i na papierze robotnic włocławskich.
Dobrze, że się je k o n t y n u u j e .
K o n k u r s y zbliżają młodzież do sztuki l u d o w e j , i ten
f a k t jest obecnie bardzo ważny. Oo prawda istnieją k o n ­
kursy przeznaczone specjalnie dla młodzieży , ale n i k t
jeszcze nie pomyślał o formach sprawdzonych w f o l ­
klorze muzycznym a bardzo celowych i a t r a k c y j n y c h
j a k : „Muzykujące r o d z i n y " czy „Duży i mały". Może
więc: „Mistrz i jego uczniowie", „Plastyczne rodziny"?
Potrzebne są k o n k u r s y na adaptacje, i to dobrze
przygotowane, t r a k t o w a n e instruktażowo, może d w u ­
e t a p o w e ? Takie, w których po 1 etapie następuje k o n ­
t a k t z plastykiem-animatorem, a rezultaty u j a w n i a
2 etap.
Ważne dla kształtowania świadomości estetycznej
społeczności w i e j s k i e j mogą być konkursy na b r a m k i ,
wystrój domów, mieszkań, na wnętrza świetlic, nawią­
zujące do l o k a l n y c h t r a d y c j i ludowego zdobnictwa i t p .
W t y m r o k u Wojewódzki Dom K u l t u r y w Płocku
— przy poparciu władz miejskich i „Cepelii' zamierza
zorganizować konkurs „Wieś jak malowana", z a m b i t ­
n y m programem, wykraczającym poza samą sztukę l u ­
dową. Jest to ciekawy przykład rozszerzania t e m a t y k i
konkursu.
29

Wolno sądzić, że w najbliższych latach takich wła­
śnie celowo i ambitnie pomyślanych konkursów będzie
więcej, że staną się instrumentem w y k o r z y i t y w m y m
z coraz większą precyzją i świadomością.

PRZYPISY
Np. w 1976 r. bracia Suskowie i Br. Chojęta p r z y ­
wieźli do warszawskiego biura Spółdzielczego Zrzeszenia
R L i A „Cepelii" znakomite wielofigurowe kompozycje,
przygotowane na zamierzoną wystawę rzeźb w Sztok­
holmie. Późniejsze ich prace przywożone na sprzedaż
do „Cepelii" i B H Z „ D E S A " oraz w y k o n y w a n e na k i e r ­
masze były nieporównanie słabsze, mniej ambitne.
W rękodziele osadzonym w t r a d y c j i ośrodka czy
regionu zapożyczenie dotyczy jedynie sposobu adapta­
c j i (np. h a f t u z p r z y r a m k a koszuli na serwetę), zostaje
zaś zachowana tożsamość schematu ornamentacyjnego.
Natomiast w rzeźbie l u b malarstwie nowe zadanie
wymaga nowej formuły. Dochodzą w i w c z a s do głosu
upodobania estetyczne twórców, zbliżone na obszarze
całego k r a j u . Sprzyja to zapożyczeniom, nawet daleko
idącym.
„Polska Sztuka L u d o w a " R. 23, 1974, n r 3 —
R. 32, 1978, nr 2.
Sprawa ta poruszana była na sympozjach t o w a ­
rzyszących I i I I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej,
zorganizowanych przez Centralny Ośrodek M e t o d y k i
Upowszechniania K u l t u r y oraz I n s t y t u t Sztuki P A N .
(Materiały w d r u k u ) .
A n t o n i K r o h , Współczesna rzeźba ludowa
Karpat
polskich, Wrocław—Warszawa, 1979 r. (pozycja w druku).
1

2

3

4

5

178

�I I . 26. Halina Konopacka, Przy warculi, obrazek na szkle, 1977 г. I I . 27. Scholastyka K r u p o w i c z , gm. Janów, w o j .
walczyli
białostockie, d y w a n dwuosnowawy, 1977 г. I I . 28. Felicja Malewicka, Nowokolno, w o j . białostockie, Tak
polscy żołnierze,
t k a n i n a dwujosniowowa, 1978 r.

Problem ten był pokazany na I I Triennale Pla­
styki Nieprofesjonalnej we Wrocławiu ( X I — X I I 1977 г.).
Por. A. Jackowski, Obrazy na szkle, „Polska Sztu­
ka L u d o w a " R. 32, 1978, nr 1, s. 33—34.
N p . na konkursie malarstwa na szkle, Zakopane
19G8 r.
Podział na twórców l u d o w y c h i amatorów jest
coraz trudniejszy do przeprowadzenia w rzeźbie, a
zwłaszcza malarstwie. Pochodzenie autora i jego emo­
cjonalne związki z kulturą chłopską odchodzą na plan
dalszy, o „ludowości" przesądza farma, styl uznany w
danym czasie i danej dziedzinie za l u d o w y . T r u d n o nie
zauważyć, że prowadzi to często do zewnętrząego t r a k ­
towania cech ludowych.
„Cepeliada" warszawska 1977 r. po raz pierwszy
pozwoliła na masową konfrontację twórczości opartej
na t r a d y c j i ze współczesnymi robótkami ręcznymi i m o d ­
n y m na w s i zdobnictwem.
Niezależnie od tego, czy uznamy takie zrównanie
różnych k o n w e n c j i za słuszne, czy przedwczesne, decy­
zja jest brzemienna w skutki. Przede wszystkim przez
to, że skonfrontowała tradycję sztucznie kultywowaną
z rzeczywistością.
Zatarcie granic nastąpiło również w konkursie „Rol­
n i k i jego praca..." (Kraków 1978) i w przeglądach pn.
„Rękodzieło artystyczne w s i " . Tyle, że starano się o d ­
dzielić amatorstwo w i e j s k i e od miejskiego.
A . Jackowski, O sztuce
ludowej,
konkursach
i kryteriach
ocen, „Biuletyn Stowarzyszenia Twórców
L u d o w y c h " , L u b l i n , nr 11—12, I — X I I , 1976 r.
6

7

8

9

1 0

A . Błachowski, Potrzeba
koordynacji,
„Biuletyn
Stowarzyszenia Twórców L u d o w y c h " , L u b l i n , nr 14,
V I I — X I I , 1977 r.
O dalszy rozwój
aktywnego
uczestnictwa
ludzi
pracy i ich rodzin w kulturze,
Ministerstwo K u l t u r y i
Sztuki, Warszawa 1977, s. 30.
Wpłynęły na to wydatnie konkursy wojewódzkie
w ramach a k c j i „Rękodzieło artystyczne w s i " .
W. Bartoszewski, II Przegląd
Twórczości
Ludo­
wej
woj. łomżyńskiego
w Wysokiem
Mazowieckiem,
„Polska Sztuka L u d o w a " , R. 31, 1977, nr 4, s. 246.
Np. Ogólnopolskie
sympozjum w Myślenicach,
4—6 czerwca 1978 г., pn. Estetyka
wsi współczesnej
w
oparciu o tradycje
kulturowe
regionu.
Por. A . Błachowski, j . w . , s. 2.
A . Jackowski, O sztuce ludowej..., op. cit., s. 10.
A. Błachowski, j . w . , s. 5.
W konkursie, zorganizowanym przez Muzeum w
N o w y m Sączu (komisarz: mgr A n t o n i K r o h ) , wzięło
udział 125 osób. Wśród nagrodzonych, znalazło się w
grupie dorosłych 8 rzeźbiarzy z Paszyna i 8 z pozo­
stałych miejscowości. Wśród wyróżnień stosunek ten
wynosił 7 do 17. W grupie młodzieży nagrodzono 27
osób, wszystkie z Paszyna.
Tak właśnie przygotowują m g r A d a m Bartosz
z Muz. w Tarnowie oraz mgr Teresa Komornicka-Rośćiszewska z krakowskiego Zrzeszenia „Milenium" k o n ­
kursy na malowane domy Powiśla Dąbrowskiego. Tak
organizuje je również A. Błachowski w T o r u n i u (np.
na haft).
1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

17

1 8

1 9

2 0

179

�larstwo, a w ostatnich latach plastycy pierwsi zwrócili
uwagę na takie zjawiska artystyczne jak strachy na
ptactwo i dziki (T. Kantor, J. K u r k i e w i c z , arch. p l . J.
M i n o r s k i , J. Jarnuszkiewicz) czy makaty z jeleniami
(A. Kobzdej, H . Tomaszewski). Krąg zainteresowań sztu­
ką peryferyjną rozszerza s w y m i z n a k o m i t y m i pokazami
Władysław Hasior.
Coraz wyraźniej uwidacznia się potrzeba rozwią­
zań kompleksowych. W przypadku garncarstwa jest to
np. sprawa dostarczenia garncarzom stosowanej d o t y c h ­
czas gliny (nie jest to dziś wcale łatwe), zmiana tech­
nologii (przygotowanie surowca, a zwłaszcza zastąpie­
nie glejty ołowianej inną, nie trującą), zapewnienie zby­
tu, zorganizowanie przekazu umiejętności z mistrza na
ucznia, zagwarantowanie właściwych i stałych docho­
dów podejmującym pracę. W przypadku Zalipia k o m ­
pleksowe rozwiązanie musi objąć problem t u r y s t y k i ,
dróg dojazdowych, komasacji malowanych domów, prze­
niesienia do Zalipia szkoły zbiorczej i powiązanie zajęć
szkolnych z opanowaniem t r a d y c y j n y c h umiejętności m a ­
larskich przez młodzież i t d .
R. Hankowska, Malowane
wnętrza
izb na
Kuja­
wach, „Pol. Szt. L u d . " , R. 29, 1975 n r 3; i tejże: Makatki
na papierze
malarek fajansu,
„Pol. Szt. L u d . " , R. 31,
1977, nr 1.
Przykładowo — fragment r e g u l a m i n u ogólnopol­
skiego k o n k u r s u pn. „Polsko-Radzieckie braterstwo b r o ­
ni — braterstwo pracy", ogłoszonego z okazji 60 rocz­
nicy W i e l k i e j R e w o l u c j i Październikowej:
„(...) Inspirując się przykładami z bogatej historii
polsko-radzieckiego braterstwa broni i pracy, twórcy
l u d o w i p o w i n n i w swoich rzeźbach, dziełach malarskich,
w t k a c t w i e dwuosnowowym przedstawić f a k t y , zdarze­
nia, postacie, sceny ze wspólnie toczonych przez żołnie­
rza polskiego i radzieckiego w a l k , z prowadzonej na co
dzień współpracy, obrazować w y b r a n y przez nich te­
mat w sposób w j a k i zachowany został przez autora
w pamięci i wyobraźni, tak z własnych doświadczeń,
jak i l i t e r a t u r y , f i l m u , prasy, telewizji, i l u s t r a c j i , opo­
wiadań i n n y c h " .
Por. A. Jackowski, Kopernik
w rzeźbie
ludowej,
„Pol. Szt. L u d . " , R. 28, 1974, n r 1.
Coraz częściej nie przyznaje się przewidzianej w
regulaminie liczby pierwszych nagród. Na konkursie
„Rodzina..." i „Rolnik..." najwyższą nagrodę w dziale
rzeźby była I I .
Problemem jest też na konkursach stałe powtarza­
nie się nazwisk laureatów. Wiadomo, że w malarstwie
na szkle będzie to Ewelina Pęksowa, podobnie jak w
konkursach na malarstwo nieprofesjonalne — rodzina
Krawczuków.
2 1

2 5

2,1

8 7

11. 29. Przykład „rzeźb m o n u m e n t a l n y c h "

2 8

Por. Ksawery Piwocki, W
dwudzieste/pięciolecie
„Polskiej Sztuki Ludowej",
„Pol. Szt. L u d . " , R. 27, 1973,
nr 1, s. 3—4; Jan Krzysztof M a k u l s k i , Definicja
i za­
kres etnografii
w świetle
współczesnych
potrzeb
spo­
łecznych,
„Pol. Szt. L u d . " , R. 30, nr 1, s. 3—6.
Por. w t y m numerze „Pol. Szt. L u d . " : Ewa K r a ­
sińska, Zdobione b r o m u żelazne
w budownictwie
wiej­
skim.
W a r t o przypomnieć, że to W. Skoczylas i formiści
przed I wojną światową o d k r y l i ludową rzeźbę i m a ­
2 1

2 2

2 3

N p . Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zorganizo­
wało konkurs „Ludowe talenty młodych twórców" (Gdy­
nia 1975 г.), miał też miejsce ogólnopolski konkurs
„Rzeźba ludowa młodzieży w i e j s k i e j " .
2 B

Fot.: A. Grodzicki, i l . 29; St. Stąpniewski, i l . 10; J . Swiderski, i l . 1—9,

11—23, 25, 30.

Prace przedstawione na fotografiach pochodzą z konkursów: „Wielcy Polacy w rzeźbie ludowej", Toruń, 1974 г., i l . 1—5; „Wojsko
Polskie w rzeźbie ludowej", Warszawa, 1976 г., i l . 7, 9; „Żołnierz obrońcą i budowniczym", Warszawa 1978 г., i l . 10, 28; „Rodzina
w sztuce ludowej", Warszawa, 1977 г., i l . 11—13, 25; „III Konkurs Rzeźby Karpat Polskich", Nowy Sącz, 1978 г., i l . 14—18; „Twór­
czość plastyczna artystów nieprofesjonalnych l twórców ludowych rejonu myślenickiego", Myślenice, 1977—1978 г., i l . 19, 20; „Gry
1 zabawy ludu polskiego", Radom, 1978 г., i l . 21—23; „Rolnik i jego praca w twórczości ludowej", Kraków, 1977 г., i l . 24, 26, 27.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10297" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10275">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1b21817d149660ed402ae3530e8bca0b.pdf</src>
        <authentication>190d82ec4bbcb6f00282a233f2c08462</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122441">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4201</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122442">
                <text>1959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122443">
                <text>sztuka ludowa - wystawy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122444">
                <text>malarstwo ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122445">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3918</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122446">
                <text>Wystawa malarstwa ludowego w Bytomiu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1959 t.13 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122447">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1959 t.13 z.3 ;s.174-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122448">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122449">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122450">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122451">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122452">
                <text>I

Aleksander

Jackowski

WYSTAWA
Tak

głosiły

Wierniejszy
i

hasło

plakaty.

Niezupełnie

prawdzie

wystawy

mojej

MALARSTWA
był

—

rodzinnej

tytuł

„Życie

zresztą

słusznie.

samego

dawne

miejscowości".

i

A

konkursu

współczesne

więc

malarski

pamiętnik...
Od

zależy

w

w

w

temat

z

wreszcie

Kultury

obrazie,

pragnęli

rze o pozornie

pracy

tynie,

liwością

wiejskim

i

w

małych

mia­

chcieli

pewien

poprzez

materiał

do

przysłało

oceniać

nagrody

wyniki

pozytywny

Cenne

jest

(Kubaszczyk,

Okazuje
torska,
wej

tość

i

jest

kilku

od

Tomaszek,

z

możliwie

obrazów

się z a i n t e r e s o w a ń

d l a własnej

brazu,

pracy,

narastaniu

przedstawiających
non

t r a d y c j i przestał

ła się t e m a t y k a
to

zjawiska

w

martwy,

obowiązywać.

p r a c , środki, sposób

znamienne

nowych

osobistych

po­

d l a procesów

sztukach
że k a ­

Rozszerzy­

o b s e r w a c j i . Są
zachodzących

współcześnie n a w s i . Z n a m i e n n e też j e s t , że szukając
źródeł
o

twórczości

większości

reprodukcji obrazu,

drobnomieszozańskim.

uczestników

fotografii,
Toteż

oleodruku

najdalej

jestem

myślimy
i

kiczu

od te-

* L . K u b a s z c z y k — 1 0 0 0 zł., M . L e n c z e w s k a — 750 zł,
P. O p e r s k a l s k l — 750 zł, K . T o m a s z e k — 750 zł,
R. D e h m e l , J . Śmietana i i n .

174

za­
1

miejscowotej k a ­
jest R u ­

przebywający
życia

głównie

stale

współpracował
(„wyma­

z

krajobrazy.

przeważnie
którzy

góralskimi

się

Robi

z natury,

je

n a zamó­

za m a l o w n i c z e
chatami,

może

oporną

d l a których
wzruszeń.

zasługują n a p e w n o

wsi, krajo­

jest

zupełnie

dziś

i

t e ż o t y m , że t r a d y ­

obrazowania

niemal

sta­

ocenie

jako

„landsehafty'

p r z y m a l o w a n i u kościołów

olejne,

parających

pędzla,

ono o b u ­

swoje

nagrodzonym)
i

wraż­

płacą

tematyczne

wido­
o d 600

dla lud­

miejscowej.

i

była m i ­

mala­

z

przedstawicielem

Z n a l a z ł y się t e ż n a w y s t a w i e
łem

l u d z i z mozo­
farby,

płótna

sztuka

jest

źródłem

radości

Tych

jest

najwięcej

i oni

n a szacunek, m i m o że obcy n a m
A l e n i e zapominajmy,

t y c h u j a w n i a się n i e t y l e

i l e ciśnienie

dokoła

prace

materią

być rezultat i c h pracy.

że w p r a c a c h

naturałistycznie

dzeniu

Świadczy

ności

i in).

War­

parze

kuracyjnych

1906 r.

wczasowiczów,

nych

tematu.

w

ramy

O d 21 r o k u

godziny,

najczęściej

której

Świadczy

sposób

ki,

naśladowana,

o pozytywnej

ludowy

wienie

nostki,

i

w

dlatego

ur. w

obrazki

półtorej

ludo­

n i e o n a też s t a n o w i

o

w

tradycji

tych

amatorów.

luje

byłe

wierne

i

l o w a l i " i c h coś z e dwadzieścia pięć). O d 1940 r . m a ­

ama­

malarstwa

kulturalnych.

Dehmel,

można

nimalna,

cyjny

(i zapewne

poznaw­

autentycznym

artystycznymi. O n i

malarstwo
złocone

miastach,

Wiśle-Malince.

twórczość

zjawiska

trzeb

dolf
w

terenu.
malarzy

konkurs.

t y m , co

malowanego

większości

Na

okazał się o b r a z

Twórczość

świadczy

któ­

Śmietana

zarysował

w

d o 1.000 zł. R o b i r ó w n i e ż o b r a z y

interesujących

jakiejkolwiek

przekazanie

artystyczna

wystawę,
spośród

wystawy?

dominuje zdecydowanie

czy regionalnej.

ambicją

których

mgr Bar­

otwarto
twórców,

na wsi, jaki

oderwana

prawdziwe

z

na konkursie.*

się, ż e z g o d n i e

przewidzieć,

listopada

był s a m f a k t rozpoznania

Lenczewska,

malarstwa

do

tegorii

tym

n i e idzie

traktują

Oprawione
w

w

czy smakiem

wośclaeh. N a j w y b i t n i e j s z y m

airatorów-

120 p r a c ,

najbardziej chyba ciekawy

nu

najczęściej

wód.

socjologicznej,

Są t a m o c z y w i ś c i e

bynajmniej

plastyczną

tradycyjnego
wystawy by­

sprawności, o przerażającej r u ­

zmia­

Chciano

końca

konkursu

ujawnienie

która

dużej

sprzedają

innych

przygotowała

25 s t y c z n i a

pewno

Ale

lipca

13 z a p r o s z o n y c h

9 otrzymało

Jak

to

kategorii

pokazała.

z Konarzewskim

od

pokaz

doku-

twórczej.

Bazielich.

rych

ruch

zachęcający

63. Ekspozycję

obecności

ludzi.

ożywić

klimat

r . 24 t w ó r c ó w

bara
w

świadomości

wystawę

trwał

wystawiono

jaki

este­

Wartość

t y m , c o ujawniła,

Wydział

w

prac

przeżycia

ludu.

widzę

artystycz­

wystawa

każdy

czej.

konkurs

zaś s t r o n y . —

jak

rzemiosła

rangę

niemal

silniejsze

tomskiej
W

jakąś

Każda

n a m znacznie

oraz

do nieznanych

nadawać

podobnie

mala­

stworzyć

Konkurs
1958

tyczne,

W BYTOMIU

przeciwnie.

daje

szcze­

się w

poprzez

podjęcia

wystawie

organizując

uzyskać

przełamują

malarzy,

dzieci

dotąd

drugiej

konkursu

Muzeum

m e n t a r n y , pokazujący j a k zachodzące w k r a j u
ny

żeby

się n a t e r e n i e w o j e w ó d z t w a ^

środowisku

steczkach,

zainteresować,

Etnograficzny

Bytomiu

s t r o n y dotrzeć

znajdujących

gólnie

Dział

Katowicach,

z jednej
rzy

dużo: c z y p o t r a f i

wyobraźnię.

Górnośląskiego
WRN

go,

ną. W r ę c z

artystycznego

tytułu

pobudzić

UDOWEGO

gustów

talent jed­

środowiska

i

spotyka­

wzorów.

Są o c z y w i ś c i e i p r a c e ś w i a d c z ą c e o talencie a u t o r a ,
czasem

wręcz

pracownika

zaskakujące,

umysłowego

j a k n p . Jana

z

Radlina,

u

Śmietany,

którego w i ­

dać z a r ó w n o nieprzeciętną w r a ż l i w o ś ć plastyczną, j a k
i

ślady

obcowania

z

(m. i n . Kulisiewicza).
rakterystyczne
wyrazu,

trudno

„ludowego".

amatora,
n a d sobą
szczyty

Na

Jest

który

to

tego

grafiką

typu

nowych

przykład
w

sposobów.
w

obrębie

utalentowa­

drodze

tę p ł y n n ą

Ematorskiej

cha­

środków

technik,
zmieścić

być może

przekroczy

twórczości

granicę

dalszej
dzie­

o d s z t u k i bez

przymiotnika.

wystawie

można

wciąż

nowych

pracy

żadnego

szukanie

Śmietany

nego
lącą

współczesną

próbowanie

Twórczość
wpływu

jest

dobrą

D l a umysłów

zaliczyć

znalazły

się r ó w n i e ż

do „naiwnych"

prace,

które

c z y do „kręgu l u ­

d o w e g o " . O n e interesują n a s n a j w i ę c e j , t o są właśnie
te

rodzynki.

Nieudolne,

zdradzają

radność w p a n o w a n i u n a d techniką,
przy

t y m mają

wyraźną

niepo­

rzemiosłem, ale

coś w ł a s n e g o , są o d r ę b n e

przez o d -

��rębność

świata

odmienne

Najbardziej
w

swych

woryty

wewnętrznego

patrzenie

na

czył

z

nich,

przez

„ludowy",

czy

grawiury,

przypominający

jako

szkoły

trochę

80-letni Polikarp

(pow. Gliwice).

dziecko
w

jest

majętnego

Koźlu.

bułek

Urodzony

wać. T a k się zaczęło.
Ojciec

umarł

spróbował

Potem

wcześnie,

przyszło

ciężar

d o obrazków...

Dopiero

jest
z

świadectwo

życie.

pra­

przykładem

powrotem

cięcia

się o d

pokazał
towy

i

wtórnego

niemal
kultury

„Chrystusa

„uludowienia",

bez r e s z t y
miasta,

na

w

świat

szkoły.

Krzyżu"

i

że

Operskalski

Na

wejścia
wsi, od­
wystawie

„Dyliżans

Ż y w i e c , czytać i pisać
stuch

rzeźbił

już

t y m mowy.

o

Dopiero
pracy,

gdy
znów

Obrazki
rach"),
wiada

mówią

kozikiem,

ale

Ciężko

choroba

scowości,

Szarem,

i

jako

go

tekście

szkle
tego

tylko

matów

„góralskich"

pierski";
nie.

również

typu,

że

technikę

tę

kompozycje

malarskie

Lenczewska

z

w

dowice),
przyszło
na

obrazki

córki (umarła w

mogło

być

Kobiet,

szkle.
w

gó­

—

życiową".

Mickiewicza,
Ogniska
do

mizernej
maluje

daru

kolorystycznego.

wa",

skomponowany

Ryc.
Mai.

i

postaci

szkole.

Potem

a n i ochoty

wstrząsu
w

wy­

1944 r.)

3

lata

jej

Teraz
obraz

ciągu

Wym.
Cieszyn.

do

dorabia
ma

le­

nie ma
to

„Żni­

pionowych

rytmów

n i c wspólnego

na szkle.
pow.

Ligi

kopiuje

uczęszcza

Lenczewska

poziomych

4. „Góra
Ochodzita",
obraz
L. Kubaszczyk,
Koniaków,

dla

trochę

emerytury.

ładnym

już

zapełnić p u s t ­

ścienne

„Przyjaciółki"

Najlepszy
w

oraz

nie m a

„aby

malowaniem

180-złotowej

dopo­

Lenczewska

z

d l a przyjemności.

miej­

rytmów

jeszcze

(pow. W a ­

Rawiczu

gazetki

Rosenbergów.

autor

w so­

robi

materii.

się

czasu

wpływem

rodzinne,

danej

Ochodzi-

n a płót­

dróg",

strzępów

w

malować,

Wykonuje

Plastycznego

piej,

szkłem.
dla te­

1948 r . n a s k u t e k chorób z o k r e ­

zaczyna

portrety

Len­

„Kostka-Na-

zetknęła

n i e było

pod

i

Podobanach

kredkami

Dopiero

„pod"

nowych

słomki,
w

życie,

historię

(„Góra

ze

Maria

maluje olejno

su w o j n y )

do

pasąc

„klasyczne" m a ­

świadomie

„szuka

dworze

rysowała
normalne

to

„Ondraszek"

malarstwem

dzieciństwie w

71-letnia

pow.

wyrobnik.

opar­

również

pastuch,

malarstwo

bowiem

j a k pisze,

pejzażu,

obyczajów

jako

wybrała

—

przeważnie

Czasem,

kę

t a " , „ c y n t r u m szańce"). O b r a z k i j e g o n i e mają

jeszcze

ale nie jest

Sądzę,

pa­

na

maluje

z Bielska,

larstwo

Jako

(„Owce

zaczął

w o ł a n e g o śmiercią s y n a (zginął w

zdolności

malować

rodzajowej

okolicznym
i

nie

pracował

rzeźbić

dołączonym
obrzędów

potem

pozbawiła

zaczął
o

1905 r . w

nauczył się w w o j s k u .

jego, o t e m a t y c e
w

Na

czewska

i
ur. w

kozikiem,

Kubaszczyk

pocz­

z 1888 r . " .

L u d w i k Kubaszczyk

tonację

owce n a halach.

ukoń­

malowali

gospodarki

szkoły,

malunkom

rzeźbi

n a starość zaczął

ukończenia

ludowego

bliskie

Oper-

cować j a k o m a l a r z p r z y b u d o w i e kościołów. M i m o
posiada

tradycyjnego

trochę

kolorystyczną.

spadł n a n i e g o . W y b u d o w a ł karczmę, m ł y n , g d z i e m u
było

są

kolorze, wyraźnie b u d o w a n e w

Bie-

trudne

kompozycji
szkle,

ciu o

sam malo­

dużej

na

dzieci, ż y w e w

w

gospodarza,

Tam, j a k powiada,

b y ł o m u żal, w i ę c

dyscypliny

drze­

j e g o d w a j k o l e d z y , r o b i l i m u różne r y s u n k i za bułki.
Ale

bie

malarstwa

t u s z o w y c h r y s u n k a c h średniowieczne

skalski z R u d u n y
rzewle

każdej

świat.

z

chałup.
ludową

28 x 16 cm.

�tradycją

obraźniczą.

Tomaszek
śliczny

„Kościół"

stawy)

należy

O

świetlicy

matu,

(widziałem

w Czechowicach,

rzeczywistości.
obecnie

w

kręgu

jest t a k i c h

malarzy.

t o wyraźnie.

w e zaginęło. Z m i e n i ł y
świat, k t ó r y

kiedyś

lową, bliską e s t e t y c z n y m

No

„ludo­

C o r a z też

ludowej.

malarstwo
zmienił

Po­
ludo­

która

wszelką

n a j słuszniej

nie tylko ludzi, p o ­

jest

również

jej

b y mieć

cenę

zastrzeżenia

„ludowości"

kazało

tytuł w y s t a w y

Szukanie

dość

n a plakatach.

ny

dział

i

i

innych

różne

pokazywała

sztuki

ją z

ikonograficznych,

sumie — wystawa

była c i e k a w a ,
raczej

n a pewno ce­
mierny.

dzisiejszego

ją o c e n i m y

jeszcze

ujawniła.

Fotografował

Z

—
St&lt;

O B Y C Z A J O W E

Stolarze

skawińscy,

krakowskich
ślusarzami
magistrat
nej

skrzyń

do wspólnego
miasta

organizacji,

Księga

Cechu

a

jest

Zaczyna
Pawła

Żylińskiego,

Tomasza

cza,

pierwszą

1799 r . ,

dopiero

cechu,

tylko

podpisywane.

odbytego

Wojciecha' Paź-

Józefa

Jodłowskie­

Michała

Czopkiewi-

oraz

„średnich

i młodszych p o d t e n czas temuż c e c h o w i
czy

i Kazimierza

się zaś t a księga

13 J u n i

1841 w

Walentego

Wierzbickiego,
oraz

Podane

Karola

Szymona

Wojciecha

tutaj

składy

1799 i

1841 d o w o d z ą ,

był

Skawinie

w

nach.

z

Szymona

sesji
jako

Dzięki

Jana

Szymona

Jana

Jodłow­

Ciechanowskiego.
zwierzchności
że zawód

tradycyjnie

temu

oraz

Piątkowskiego,
Żylińskiego,

Koń­

odbytej
starszego,

Pachońskiego j a k o podstarszego

Paździurkiewicza,
skiego

służących":

Czopkiewicza.

protokołem

obecności

braci

w

zrozumiałe

cechowej

stolarza
tych
staje

z lat

uprawiany

samych

rodzi­

się d z i e d z i c z e ­

z

spod

skawińskie

przedstawicielką

Maria

Dawne

ziarna

mym
W

i

nych

jako

przeznaczano

twórców

tych

i

o

młodszych,

i skłonności

nak

zatargów,

było

trudno,

o

kończyły

sercem"

i

które
między

się z a w s z e

ślubowaniem

moda",
usuwano

przechowy­
tym

sa­

s k r z y n i a r s t w a ska­
mistrzów
malowa­

K s i ę g a zaś

dostarczyć n a m m o ­
tych

mistrzów

oraz

o i c h temperamentach,

n i e o p a n o w a n i u w słowach
wśród

Z przebiegu

braci

się można,
członkami

poczuciem

jed­

cechowej

nie

że nawet

naj­

cechu i

pojednaniem

zgody, p o d y k t o w a n e j

dobrym

a także

kredensów.

do zwady.

dowiedzieć

zagorzalsze spory

i

życiu

krewkości, zadzierzystości,
zelżywych

na

nazwiska

skrzyń,

w Skawinie

wiadomości

średnich

„stara

przyśpieszając

jedynie

kołysek

Stolarskiego

nieco

braci

mogą

ł a w , łóżek,

Cechu

gdyż

i c hmalatury.

wejść

cechowych,

wymy­

datowane, a n i

za M a r y i Terezyji",

tych warunkach do historii

wińskiego

że

n i e były

l u b żelaziwa,

zniszczenie

stolarza)

historycznych,

zaś o k a z y ,

„jak

jest

z Wierzbickich, u r .

badań

nigdy

izb mieszkalnych

wanie

gi

pokole­
skawiń­

doskonałą

się j u ż t e r a z

skrzynie

cechmistrza

jednego

sławnych skrzyń

r . 1883, żona J a n a W i t k o w s k i e g o ,

Kra­

przez

artystycznego

jedynie

a więc m a l o w a n e

podcechmistrza

Jodłowskiego

dorobku

żyjących

w

posiedzenia

braci:

i

(którego

spośród
ka

z

także

1795 s k i c h
włas­

w

Paździurkiewicza,

Jana W i e r z b i c k i e g o

r.

znajdująca

podpisanym

S k a w i n i e z l a t 1799—1841)

nia po drugim. Zdobnictwo

j e j statut.

tego

w

nie

ze

Skawinie,

księgą

Stolarskiego

wraz
w

Etnograficznego

Cechu

S K A W I Ń S K I C H

pięknych

i końca.

stołowych

Kazimierza

należeli

księgi

zatwierdził

w

Muzeum

u początku

dziurkiewicza,
go,

następnie

się p r o t o k o ł e m

lutym

wyrobu

i m n a zawiązanie

Stolarskiego

więc

zdefektowaną

z

cechu,

zezwolił

się w A r c h i w u m
kowie,

sławni

malowanych,

jest

ją t y l k o r a z

A R C H I W U M

S T O L A R Z Y

(wedle

wystawa

I nie

Taka

Deptuszewski.

H I S T O R Y C Z N E G O

Ż Y C I E

w

m

tematy

istotne?

prawda

sztuki

już

ograniczona

t u zaś różne

Jej rezultat artystyczny
dnia. A

piękno
dziś

współczesnością.

„z życia". A l e c z y t o jest w sztuce
W

przepaść

tradycyjnej,

— t a m była t e m a t y k a s a k r a l n a ,

ujęciach

lowa.

tylko

Pokazywała

m a r t w e j , zestawiając

Prawda

sztuki

J . Śmieta­

czej twórczość a m a t o r s k a — n i e z a l e ż n i e o d t e g o , j a k
walorów

Doprowa­

tradycyjnej

twórczości

konwencje.

doskonałość

zupełnie

dawnej,
obok

amatorów,

te

niemal

w

(12 o b r a z ó w )
Usytuowana

o t o p r e t e n s j i d o organizatorów.

widzenia

za

niezręcznie

dziło t a k ż e k u t e m u , ż e n i w pięć n i w d z i e w i ę ć d o ­

miejmy

punktu

zasługą.

c o do samej

n a d rezultatem.

u p o d o b a n i o m m a s . Dziś r a ­

z

byłoby

powszechnym.

pokazała
To

zaciążyła

sformułować

się cały

t ę sztukę, u c z y n i ł c e ­

bytomska
problemy.

dzielącą

czy

który

popularnym,

cóż, m o ż n a

tezy,

dano

przykładem

kultury,

ekspozycja?

religijnej.

nafty

n i e o n i są dziś

się w a r u n k i ,

A

i

rafinerii

niewiele.

Tradycyjne

Wystawa

Tomaszek m a ­

sztuki

wywołał

ama­

sztuki.

I wcale

tradycyjnej

inne

najbardziej

„naiwnego"

się n a w y s t a w i e

spadkobiercami
wiedzmy

jak

J e s t o n dość t y p o w y m

prac

w e g o " znalazło

tyle

nurt

ludowym,

kazała

ujęciem t e ­
o

produkcją

chęć

prymitywno-amatorskiej

widać,

„Zabawa

kilkanaście n i e

są t y p o w ą

dominuje

odtworzenia

naiwnym

obserwacją,

znam

której

pogranicza

mniej

nazwać

do w y ­

Tomaszka

cieszy

o d 38 l a t . P r a c u j e

Jak

kontynuuje

Karol

półamatorskiej, p ó ł -

np. u

na konkurs)

w

wiernego
luje

które

dopuszczony

sztuki

autentyczną

jego prace,
posłanych

ile

wiejskiej"

jakąś

torską,

j a k 61-letni

n i e został

do kręgu

prymitywnej.
w

Podobnie

c z y U r s z u l a B a r d a c h ( u r . w 1942 r . — j e j

i

wzajemnym

nietylko

dowcipu

zniewa­
„dobrym

dostrzegane-

177

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10353" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10331">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8de27708bfe164f5971c99ade7a7e80d.pdf</src>
        <authentication>8df9cfe19c9ee129c5219d6b05bb95ea</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123159">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3285</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123160">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123161">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3079</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123162">
                <text>"Wszystko jest piękne, co mi się podoba". O wyrobach z grochu, maku, ryżu i słomy Marii Pieluszczak / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123163">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123164">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123165">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123166">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123167">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123168">
                <text>Aleksander Jackowski

„WSZYSTKO JEST PIĘKNE, CO Ml SIĘ PODOBA".
O WYROBACH Z GROCHU, MAKU, RYŻU I SŁOMY
MARII PIELUSZCZAK

niedaleko

w o j e w ó d z k i c h . Stara s i ę , a b y k a ż d y z w i e ń c ó w b y ł i n n y . „ M a m a

L w o w a . Rodzice m i e l i gospodarstwo rolne. Siedem l a t c h o d z i ł a

m o j a nie r o b i ł a t a k i c l i w i e ń c ó w j a k j a , c h o c i a ż wiele u m i a ł a

do s z k o ł y . U k o ń c z y ł a j ą w 1936 r . L u b i ł a w ó w c z a s

z r o b i ć , pisze o sobie w l i ś c i e .

Urodziła

s i ę 5 lutego

1923 r . w T u l i g ł o w a e h ,

rysować,

a j e j o b r a z k i wieszano w szkole no. ś c i a n a c h . Masz t a l e n t ! m ó w i ł

2

Jest energiczna, p r a c o w i t a , p e ł n a i n i c j a t y w y .
s i ę podoba,

zamawiają

T o , co r o b i ,

nauczyciel, p r o p o n o w a ł n a w e t o j c u , b y s i ę dalej u c z y ł a , a ł e nie

powszechnie

u niej i k u p u j ą

b y ł o po t e m u w a r u n k ó w . Trzeba b y ł o p o m a g a ć w gospodarstwie,

szopki, modele z a m k u , k o ś c i o ł a . W y k o n u j e je z ziarenek g r o c h u ,

herby,

k r o w ę p a ś ć . . . N o i c a ł e ż y c i e pracuje, ale g d y t y l k o m a czas zaj­

m a k u , r y ż u i s ł o m y . N i e m a w ą t p l i w o ś c i , ż e s ą t o rzeczy p i ę k n e

muje się s z t u k ą . ,,Jestem a r t y s t k a " m ó w i o sobie z s a t y s f a k c j ą .

i ludowe.

O d m a t k i n a u c z y ł a s i ę w y p l a t a ć w i e ń c o ze s ł o m y , h a f t o w a ć

To herb b i s k u p a , o b j a ś n i a , k s i ą d z m n i e p r o s i ł n o i r o b i ę .

i w y s z y w a ć k o r a l a m i gorsety, b l u z k i , s p ó d n i c e i zapaski, p i s a ć

T ł o z m a k u , baranek z r y ż u . (...) W z ó r r y s o w a ł a m z m a l e ń k i e g o .

p i s a n k i , r o b i ć ozdoby c h o i n k o w e , p a j ą k i . T o u m i e j ę t n o ś c i r o z w i ­

Osiem b a r a n k ó w

n ę ł a jeszcze po w o j n i e . W 1945 r . w y j e c h a ł a , w r a m a c h r e p a t r i a c j i ,

Biskupa

wyrysowałam

,,na Z a c h ó d " , a w t r z y l a t a p ó ź n i e j o s i a d ł a wraz z m ę ż e m w G o ś -

r o b i ć wieniec na d o ż y n k i w o j e w ó d z k i e . Szkic sama

c i m i u ( w o j . gorzowskie), gdzie mieszka po d z i ś d z i e ń . ,,Po p r z y ­

dałam

j e ź d z i e — pisze c h c i a ł a m p o d t r z y m a ć n a s z ą t r a d y c j ę i zwyczaje

Wieniec b ę d z i e t a k i : m e t r w y s o k i , o s i e m d z i e s i ą t

l u d o w e , dlatego t e ż b r a ł a m u d z i a ł w r ó ż n y c h t e a t r z y k a c h oraz

szeroki, w ś r o d k u o r z e ł , p o t e m h a s ł o i napis — S K R D r e z d e n k o .

u r o c z y s t o ś c i a c h d o ż y n k o w y c h , eo z r e s z t ą do dzisiaj r o b i ę . B r a ł a m

N a dole kosz z o w o c a m i . I s ł o n e c z n i k i t e ż b ę d ą . "

też narysowałam.
SKR-owi

z a n i m jednego

dopasowałam.

N a d y k c i e . Teraz

w Drezdenku.

Muszę

muszę

druty

jeszcze

zrobiłam,

zeszwejsować.
centymetrów
3

u d z i a ł w l i c z n y c h k o n k u r s a c h na s z t u k ę l u d o w ą w (...), na d o w ó d

M a ł e szopki r o b i „ d l a s w o i c h " oraz z n a j o m y c h , n a t o m i a s t

czego m a m d y p l o m y i r ó ż n e odznaczenia j a k „ Z a s ł u ż o n y D z i a ł a ć ?

d u ż o na w y s t a w y do m u z e u m w Zielonej G ó r z e , do M i ę d z y r z e c z a ,

K u l t u r y " , „ O r d e r Serca M a t k o m W s i " , „ Z a z a s ł u g i w r o z w o j u

do D o m u

m i a s t a D r e z d e n k a " . Poza t y m M u z e u m w Zielonej G ó r z e zaku­

k i l k a m o d e l i z a m k ó w i k o ś c i o ł ó w . „ K o ś c i ó ł " jest, j a k przypuszcza,

p i ł o moje prace. W y k o n y w a ł a m r ó w n i e ż szopki B o ż o n a r o d z e ­

na P l e b a n i i w T r z e b i c z u , n a t o m i a s t zamek s p r z e d a ł a p r y w a t n e j

niowe d l a M u z e u m w M i ę d z y r z e c z u . N a l e ż ę do z e s p o ł u ludowego

osobie.

przy Międzyorganizaeyjnym

Kultury

w Strzelcach

Krajeńskich.

Wykonała też

w Drezdenku,

W y m y ś l a nowo sposoby zdobienia, k t ó r o j e j „ p a s u j ą " do

dla k t ó r e g o w y s z y w a ł a m 12 g o r s e t ó w . M o i m w n u c z k o m r ó w n i e ż

t e m a t u . „ J e ś l i chodzi o w y r o b y z fasoli i t p . , t o z a c z ę ł a m je r o b i ć

wyszyłam

Ośrodku

Kultury

1

gorsety" .

Niestrudzenie

kontynuuje

sama z siebie o d r o k u 1945" — pisze w l i ś c i e . K i e d y p o s t a n o w i ł a
4

jeszcze

z r o b i ć zamek z w i e ż y c z k a m i , p o s a d z i ł a b i a ł ą i c z e r w o n ą f a s o l ę ,

r. d o m u . Ś p i e w a stare i nowo p i o s e n k i , t o t e ż z a p r a s z a j ą j ą n a

tradycjo

wyniesione

p o n i e w a ż c h c i a ł a , a b y zamek m i a ł b i a ł o ś c i a n y z c z e r w o n y m i

i o ż y n k i wiejskie, w o j e w ó d z k i e , uczy tego, eo u m i e — m ł o d z i e ż ,

o b w ó d k a m i . „ W i e ż y c z k i ś c i b i a s t e . t a k i m i s i ę w oczach

przede w s z y s t k i m jednak znana jest ze s w y c h w i e ń c ó w i k o m p o ­

W i e ż a w y ż s z a , w i e ż y c z k i , a n a dole szeroki. B o j a co p o m y ś l ę ,

troi.

zycji, w y k o n a n y c h ze s ł o m y i g r o c h u . W i e ń c e j e j zawsze c i e s z ą

eo z e c h c ę , t o so z r o b i ę ! (...) W i e ż ę B r a n i b o r s k ą m i a ł a m z grochu.

się u z n a n i e m , z a r ó w n o n a d o ż y n k a c h k o ś c i e l n y c h , j a k i p a ń s t w o ­

P r z y j e c h a l i znad jeziora i s p r z e d a ł a m . D o Zielonej G ó r y na w y ­

wych. K i l k a r a z y z d o b y w a ł a za nie 1 miejsca na p r z e g l ą d a c h

s t a w ę d a ł a m p a r ę l u b u s k ą , ale mysz z j a d ł a . T r o c h ę m i s i ę ż a l

�z r o b i ł o , bo j a k i e to ś l i c z n e b y ł o ! Najgorzej z f r a k i e m u c h ł o p a
'i. tej p a r y . Mysz c a ł k i e m z j a d ł a . Z k ł o s i . ó w b y l . A l e ja i o jeszcze
doloiuC,
C h ę t n i e w y j e ż d ż a do Zielonej G ó r y , Drezdenka, gdzie t y l k o
się da. M o ż e t r o c h ę z a z d r o ś c i m ę ż o w i , k t ó r y j a k o
na

kontrtorpedowcu „ B ł y s k a w i c a "

objechał

marynarz

w czasie

wojny

k a w a ł ś w i a t a . D z i ę k i m ę ż o w i , k t ó r y jest w Z B O W i D z i e , b y ł a na
wycieczce w Szczecinie. „ Z a m e k w i d z i a ł a m , opowiada, i ż a r n a
i k o ł y s k ę w m u z e u m . B o j a ciekawa jestem, w s z ę d z i e c h c i a ł a b y m
być. W Kołobrzegu

p o ś p i e w a l i m y , w morze r z u c i l i

kwiaty.

A j a k i e p i o s e n k i u m i e m . W y m y ś l i ł a m na d o ż y n k i (...) N a d o ż y n k i
t r a k t o r ze s ł o m y z r o b i ł a m . A j a k s i ę w s z y s t k i m p o d o b a ł ! Snopow i ą z a ł k ę t e ż z r o b i ł a m . Ze s ł o m y . T u na z d j ę c i u s t o j ę z „ k o g u t e m " .
K o g u t pierzasty,

z j ę c z m i e n i a , siedzi w s ł o m i a n y m

koszyku.

A j a w gorsecie. Sama w y s z y w a ł a m k o r a l i k a m i . T a k sama w y ­
m y ś l ę , a p o t e m k o l e ż a n k i z a w o ł a m . N i e c h p o p a t r z ą . (...) B o j a
i gorsety w y s z y w a m i obrusy. K r z y ż y k a m i . P i s a n k i , t e ż p i s z ę .
Najgorzej to u m i e ć wszystko. Z e b y j e d n o ! ale

wszystko r o b i ę .

6

Artystycznie" .
P y t a m , eo j e j się podoba. „ D l a m n i e wszystko jest p i ę k n e ,
co m i się podoba, p r a w d o p o d o b n i e m a m d o b r y gust (to nie t y l k o
moje zdanie). W d o m u niejedno

c h c i a ł o b y s i ę m i e ć , t y l k o nie

zawsze s t a ć c z ł o w i e k a na t o . R e n t a za m a ł a , a w c z e ś n i e j m u s i a ł a m
dzieciom d a ć wykształcenie. Ś c i a n y w pokojach m a m pokryte
t a p e t ą , co z r e s z t ą sama w y k o n u j ę . Po p r o s t u p o t r a f i ę wszystko
sama z r o b i ć ! "

7

K i m jest M a r i a Pieluszczak ? T w ó r c z y n i ą l u d o w ą ? U z d o l ­
n i o n ą a m a t o r k ą ? N i e w i d z ę p o t r z e b y rozwodzenia s i ę na t e n
t e m a t . Zapewne j e j kategorie p i ę k n a nie b ę d ą s i ę p o k r y w a ł y
z t y m i , k t ó r e p r z y j m u j ą etnografowie, a i w y r o b y m o g ą b u d z i ć
z a s t r z e ż e n i a . A l e t a k a jest w ł a ś n i e p r a w d a , t a k ą jest w s p ó ł c z e s n a
t w ó r c z y n i l u d o w a , t w ó r c z y n i nie „ c e p e l i o w s k a " , nie p r a c u j ą c a
dla

muzeów.

�„ G d y wiele l u d z i gvornudzi s i ę n a ś p i e w y
t a ń c e i ś w i ę t o w a n i e , zdarza się czasom coś
dziwnego. L u d z i o p r z e s t a j ą j u ż t a ń c z y ć a jed­
n a k t o n i ó w t a ń c z y dalej, w c i ą ż t a ń c z y . N i e
je, nie ś p i , nio odpoczywa. Owlada n i m sza­
leństwo tańca".
(Tiieod",;'

Kroeber. S z a l e ń s t w o

tańca)

Danuta K a l i n o w s k a - K ł o s i e w i c z

OBRZĘD SOBÓTKOWY.
TANIEC W ASPEKCIE SYMBOLIKI RUCHU OBROTOWEGO

Wiek

Wiek X V :
„ T o igrzyska obchodzili rozpustnie ś p i e w a n i o m

i rozwiązłymi

XVII:

„ W d z i e ń ś. Jana, g d y s i ę j u ż dobrze z m i e r z c h ł o , w y s z l i niespo­

m c h y , niekiedy k l a s k a n i e m , w y k r ę c a n i e m s i ę l u b i e ż n y m i i n n ą

dzianie J e z u i c i , w k o ś c i e l n e stroje u b r a n i , p r z y odgłosie d z w o n ó w

swawolą

i ś w i e t l e pochodni i u d a l i s i ę za m i a s t o , gdzie rozniecone ognie

w piośniach,

Jan

igraszkach

D ł u g o s z . Dziejów

i

polskich

sprośnych
ksiąg

rozrywkach".

12, przek). Meche-

i

płoche

skoki mieszkańców

nych
s t a r k i i d z i e w k i nie o d d a j ą s i ę m o d l i t w i e , b y s t a ć s i ę g o d n y m i
p r z y j ę c i a ducha Św., lecz — o b o l e ś c i — w o w y c h d n i a c h prze­

powszecłmie

natychmiast
Sobótki

OO. J e z u i t ó w

Boga, lecz d i a b ł a , m i a n o w i c i e : i s a j a - ł a d o , i l e l i - j a j a " .

polski,

polskiej,

mieszkańców,
i odtąd

którzy

nieprzystojnej

w mieście

Wałczu

w XVII

wieku,

wg kroniki

[ w : ] E . R a c z y ń s k i , Wspomnienia

Wielko­

P o z n a ń 1842, t . 1, s. 89, c y t . za B . J . K . z Gniezna,

„ L u d " , t . X T , s. 183

kaznodzieja J a n z Miechocina, r o k 1426, c y t . za J . K r z y ­
literatury

wzruszył

zaniechali z a b a w y " .

do k o ś c i o ł a , nie b y s i ę m o d l i ć , lecz na t a ń c e , nie b y w s p o m i n a ć

Historia

kapłanów

dawne p o g a ń s t w a

o k a z a ł e j procesji i szanowa­

r o z b i e g l i s i ę do d o m ó w

znaczonych na r o z m y ś l a n i a , z b i e r a j ą s i ę s t a r k i i d z i e w k i nie

żanowski,

przypominały

o b r z ą d k i . Niespodziewany w i d o k

r z y ń s k i e g o , 1867, I , s. 40

Warszawa 1064,
„ J a n Ś w i ę t y Chrzciciel prz3'szeclł. W i ę c p a l ą S o b ó t k i .
A w k o ł o n i e j . ś p i e w a j ą c , s k a c z ą wiejskie m ł ó d k i .

s. 36
Wiek X V I :

N i e znoście t y c h z w y c z a j ó w ! Co nas z w i e k ó w d o s z ł o
I

w l e k i e m sic u s t a ł o , trzeba, b y w w i e k p o s z ł o " ,

„ P r z e t o ono p o g a n k i ś w i e c i ł y jej I o ziele, i g d y jej d z i e ń św i ą c a n o ,
wieszali po domach, drugie sic n i ą opasowaly; a t o

czyniły

dwudziestego dnia i czwartego k s i ę ż y c a czerwca, u nas d z i e ń
ś. J a n a ; t a m t e ż w nocy ognie p a l i ł y , t a ń c o w a ł y ,
diabłu

Jan

G a w i ń s k i , Dnorzanki...,

Dziije

obyczaju

w dawnej

1664, c y t . za J . St. B y s t r o ń ,
Polsce,

cześć i m o d ł y c z y n i ą c ; togo obyczaju p o g a ń s k i e g o do

t y c h c z a s ó w w Polszczę nie c h c ą o p u s z c z a ć , ofiarowanie z !&gt;\ licy

..Wszyscy na rozpust, j a k o w y u z d a n i
I d ą b y l i c ą w p o ł y przepasani.

c z y n i ą c , wieszając po domach i o p a s u j ą c się nią,, c z y n i ą sobót k i ,

Ś w i e r k o w e drzewa zapalone t r z e s z c z ą .

paląc

D u d y z b ą k a m i j a k co złego w r z e s z c z ą :

aby

ognio, krzesząc- je deskami, ś p i e w a j ą c

pieśni,

b y ł a p r a w a ś w i ę t o ś ć diabelska; t a m ż e ś p i e w a j ą

t . I I , s. 64

śpiewały,

tańcując',
diabelskie

p i e ś n i plugawe, t a ń c u j ą c , a d i a b e ł t e ż skacze, raduje sic, żc

D z i e w k i muzyce po s z e l ą g u d a l i
A ż e b y skoczniej w b ę b e n

przybijali"...

m u k r z e ś c i j a n i e c z y n i ą m o d ł ę a c h w a ł ę , a o m i ł e g o Boga nie
d b a j ą , a l b o w i e m d z i e ń ś. J a n a w i e ś n i a k ó w p r z y chwale m i ł e g o

fragment poetyckiego opisu s o b ó t k i z X V I I w . , c y t . za

Boga ż a d n e g o nie b ę d z i e , a o k o ł o s o b ó t k i wszyscy będą. c z y n i ć

B . J . K . z Gniezna, Materiały

hist., L u d , t . X I , s. 183

rozmaite z ł o ś c i " .
.Marciu z U r z ę d o w a , rok 1562. Herbarz
1595,
Slotrnił:

s.

31—32. Por. J .
folkloru

polskiego

polski...

Krzyżanowski,

Kraków

sobótka

Wiek

XVIII:

[w:]

Warszawa, 1(165, s. ,'180—383

„ P o zachodzie s ł o ń c a n a k ł a d a l i ognia na u l i c a c h ludzie t u t e j s i ,
a insi, j a k o t o n i e w i a s t y i d z i e w c z ę t a , p o domach swoich, przez

„ D z i e ń ś. J a n a b y l i c ą s i ę o p a s a ć , a c a ł ą noc około ognia s k a k a ć . . .

k t ó r e s k a k a ł y i ś p i e w a ł y . . . W s z ę d z i e w i d z ę po c a ł y m c h r z e ś c i ­

t o ć t e ż n i e m a ł e u c z y n k i m i ł o s i e r n o . A t a m najwiętszc. czary,

jaństwie

b ł ę d y na t e n czas s i ę d z i e j ą " .

o m i e r z ł y c h s u p o r s t n y i . E x opposite zaraz gospody m o j e j , w ogro­

M . R e j , Postylle,

dzie s ą s i e d z k i m , w z n i e c i ł y sobie k o b i e t y i d z i e w k i o g i e ń , przez

W r o c ł a w 1965

w y d . K.. G ó r s k i i W . K u r a s z k i e w i e z ,

diałiel

porozsiowal

swoje

nasienie

takowych

Bogu

k t ó r y pierwej s k a k a ł y , a p o t e m t a ń c o w a ł y z ustawieznem ś p i e -

67

�I I . 1. W o j c i e c h Gerson, Sobótka,
repr. za „ T y g o d n i k I l u s t r o w a n y "
1866 (1), 301

w a n i e m . . . i nie pierwej p r z e s t a ł y , aż wtenczas k i e d y m p o s i a ł

Te w y s a d z a j ą c

c z ł o w i e k a mego, ż e b y j u ż z a n i e c h a ł y tego ś p i e w a n i a , dla k t ó r e g o

najczęściej

nie m o g ł e m pójść s p a ć ' .

t e ż w wysadzonych g ł o w n i a c h u p l a t a n y , u p a d ł w o g i e ń , za n i m

o g i e ń do g ó r y i h u k

dawały

niespodziewany c z y n i ą c ,

p r z y c z y n ę , że s k a c z ą c y przelękniony,

lub

r o z p ę d z o n y d r u g i i trzeci, k t ó r z y n i m się p o d n i e ś l i , tymczasem
Diariusz

podróży

Filipa.

Orlika,

z

rękopisu

tłum.

F.

b ę d ą c y na spodzie dobrze sobie p r z y p i e k l i

pieczeni".

R a w i t a - G a w r o ń s k i , „ L u d " t . V , 1893, z. 2, s. 170. F i l i p
O r l i k (ur. 1672) — pisarz w o j s k o w y J a n a M a z e p y hetmana,

J . K i t o w i c z , Орт* obyczajów

Ukrainy.

Augusta

, , W w i g i l j ą ś w . J a n a Chrzciciela po nieszporach, a czasem t w a r ­

III,

i zwyczajów

za

panowania

K r a k ó w 1925, s. 363—364

Wiek X I X

d y m z m r o k i e m , po miastach i wsiach r o z p a l a l i spory o g i e ń na
u l i c a c h , k t ó r y zwał się s o b ó t k ą , przez k t ó r y m ł o d z i e ż

obojej

„Tuż

płci, najwięcej

gorszy

w ą w o z e m ł ą c z y ł się ze w sią; z w y k l e o tej porze c i c h y i c i e m n y ,

daleko o d d y n g u s u , w ś r e d n i c h l a t a c h A u g u s t a I I I j u ż b y l k o ­

bo w y s o k i e m i ś c i a n a m i n i e d o p u s z c z a ł n a w e t do ś r o d k a swego

n a j ą c y m , p r z y k o ń c u z a ś l a t jego wcale u s t a ł , dozorem s u r o w y m

b l a d y c h p r o m i e n i k s i ę ż y c a , d z i ś nagle ożył t ł u m i o n ą

marszałka

atoli

męskiej,

skakała.

Ten

zwyczaj,

za

w s i ą r o z p o c z y n a ł się d w o r s k i u g ó r , k t ó r y

a

za

postępujących

p r z y k ł a d e m w a r s z a w s k i m , s k ą d się i zło i dobre zwyczaje

wielkiego koronnego w W a r s z a w i e n a j p r z ó d ,

głębokim

!

dzkrwczyn... I

rozmową

r

zbiw szy się w k u p k ę , t u p a n i e m

po

t y l k o n ó g p r z e r y w a j ą c milczenie wucczoru, w y b i e g ł y z w ą w o z u

k r a j u r o z l e w a ł y , w s z ę d z i e w y t ę p i o n y , j a k o złe s k u t k i s p r a w u j ą c y ,

i z w r a c a j ą c się w bok od d r o g i , p r z y s t a n ę ł y dla z a ł o ż e n i a ogniska.

j u ż t o w p o ż a r a c h b u d y n k ó w z s o b ó t k i zapalonych, j u ż w oso­

Tam

b a c h s k a c z ą c y c h s o b ó t k ę , k t ó r e nieraz, ile p r z y g ę s t y m d y m i e ,

a n a o k o ł o u k ł a d a ł y stos c h r u s t u i drzewa (1).

s k a c z ą c naprzeciw siebie i u p a d a j ą c w o g i e ń , r a z i ł y sobie p ł o ­

o k r ę c i w s z y s ł o m ą w y s o k i t y k , wdtopywaly go w z i e m i ę ,
... d z i e w k i k l ę c z ą c f o r m o w a ł y k o ł o i d o t y k a j ą c się prawie

m i e n i e m oczy, twarze, r ę c e i n o g i , m i a n o w i c i e bose, albo u k o b i e t

głową jedna drugiej, w s p ó ł n e m dmuchaniem... m i a ł y

u spodu nieopatrzone; osobliwie k i e d y c h ł o p c y , k t ó r y c h k a d u k

z t l e j ą c y c h iskier... u p r a g n i o n y p ł o m i e ń .

wydobyć

miesza do k a ż d e j swawolnej k o m p a n j i , klucze prochem pona-

... b i o r ą r ó w n i e ż d w a k a w a ł k i drzewa — t w a r d s z y i m i ę i . s z y ,

bijane l u b t e ż ł a d u n k i z prochem nieznacznie w ogień r z u c a l i .

i za p o m o c ą t a r c i a w y w o ł u j ą ś w i ę t y o g i e ń , k t ó r y n a l e ż y c a ł y r o k

68

�p r z e c h o w y w a ć ; z jego p o m o c ą , z a p a l a j ą stos... (2).

ł ą c z o n o i p r z e c i ą g a ł j ą przez o g i e ń (7).

... W s z y s t k i e u j ą w s z y s i ę za r ę c e o k o l i ł y o g i e ń . . . i g d y p ł o m i e ń

Nareszcie k o ń c z y się w s z y s t k o ; p a r y r o z c h o d z ą s i ę b y razem

bucha, z t r z a s k i e m w y r z u c a j ą c w g ó r ę d o g o r y w a j ą c e liście i p o p i ó ł

w ż y c i e s p ę d z i ć noc a ż do wschodu s ł o ń c a (8).

z p a l ą c e j s i ę b y l i c y , one jedna za d r u g ą , p r z e s u w a j ą

się j a k

b i a ł e m a r y nocne k o ł o ognia.

O. K o l b e r g , D W O K , Sandomierskie, t . 2, s. 109, oraz:

K o ł o Sanoka d z i e w c z ę t a w bia,łe suknie ubrane i przystrojone

(1). I k s , Kopernacka

w w i e ń e o , ś p i e w a j ą p i e ś n i i t a ń c z ą kolo ognia... (3).

„Wisła"

... G d y d z i e w c z ę t a ś p i e w a j ą , ciekawsi ze w s i , i starzy i m ł o d z i ,

w okolicach Sieradza,

zwabieni ogniom i daloko r o z c h o d z ą c y m się ś p i e w e m , z a c z ę l i . . .

B . Gustawicz, O ludzie podduklańskim

s c h o d z i ć s i ę na miejsco u r o c z y s t o ś c i . D o s t r z e g ł e ś t a m

niczanach

w szczególności,

n i e m i i k i l k u gospodarzy starszych, ja,k j e d n ą r ę k ą o p a r c i na

Sobótka

w

k i j a c h , a d r u g ą w ł o ż o n ą m a j ą c za k a m i z e l ę , p r o w a d z i l i u r y w a n ą ,

w r. 1897 staraniem T o w . L u d . , о р г . d r F . K r c e k ,

p o w a ż n ą m i ę d z y s o b ą r o z m o w ę . Z drugiej s t r o n y ognia,, bliżej

1898, t . I V , s. 316; (5). T a m ż e , s. 316; ( 6 ) . T a m ż e , s . 316;

j e d n a k dziewczyn, s p o c z y w a ł o k i l k u n a s t u m a ł y c h

między

chłopaków,

„Wisła"

Galicji.

siedleckim,
Sobótki

1892, t . V I s. 684; (3).
w ogólności,

a Iwo-

„ L u d " 1900, t . V I , s. 78; (4).

Zestawienie

materiału

zebranego
„Lud"

(7). I k s , op. c i t . , s . 4 3 ; (8). A . B o h d a n o w i c z , Przeżytki

p r z y t u l o n y c h w b r u z d a c h do ziemi, k t ó r z y p o d n o s z ą c n a d zagon

żytnego

rozczochrane g ł ó w k i , słali w z r o k ciekawy prosto do ogniska...

1895, t . 2, s. 12

C o k o l w i e k dalej, za gospodarzami r o z m a w i a j ą c y m i

we wsi Zeliszew w pow.

1891, t . V , s. 4 1 ; (2). I . P i ą t k o w s k a ,

poglądu

staro­

u R u s i n ó w , Grodno 1896, C y t . za „ L u d "

w wąwozie

s t a ł o k i l k u r z e ś k i c h p a r o b c z a k ó w , z a k r y t y c h do p o ł o w y cieniom

„ W całej E u r o p i e znane jest palenie o g n i ś w i ę t o j a ń s k i c h i ska­

jogo i k r z a k a m i , k t ó r z y n i e d o s t r z o ż o n i , m o g l i wszystko w i d z i e ć

kanie l u b przechodzenie przez p ł o m i e n i e . . . W g ó r z y s t y c h oko­

i słyszeć...

licach S l a w o n j i i B o ś n i w i d z i a ł e m p a s t e r z ó w , s k a c z ą c y c h przez
gdzie

o g i e ń bez o d z i e ż y . D z i e w c z y n y p r z e s k a k i w a ł y t y l k o w koszulach,

się p a l ą s o b ó t k i , i k a ż d y trzaska z bicza t a k d ł u g o , j a k d ł u g o

k t ó r ą ponadto p o d n o s i ł y d o s y ć wysoko, wywołując niewybredne

W powiecie g o r l i c k i m . . . c h ł o p c y w y c h o d z ą na w z g ó r z a ,

ż a r t y w i d z ó w . . . L u d w i e r z y , iż w noc ś w i ę t o j a ń s k ą niebo t r z y k r o ć

się o g i e ń p a l i (4).
... D z i e w c z ę t a c i ą g l e t a ń c z y ł y . . . , a b u c h a j ą c y o g i e ń

odznaczał

otwiera się i z wielką szybkością się zamyka".

na ugorze cienie o s ó b , k t ó r y c h c i e k a w o ś ć i zabawa na miejsce
to

zgromadziły.

Nareszcie

ukończywszy

śpiewanie,

rozerwały

L.S.K.,

u t w o r z o n e k o ł o i s t a j ą c na uboczy w jednem gronie, b i a ł y m
jednostajnym

ubraniem fantastyczny p r z e d s t a w i a ł y widok

Sobótka.

Poszukiwania,

„Wisła"

1896, t .

X,

s. 141—142

na

c i e m n y m t ł o nocy.

w każdej wsi ukraińskiej obchodzą t ę uroczystość... N a j -

G d y ognisko p o z o s t a ł o p r ó ż n e , n a g ł e p o d n i o s ł y s i ę g ł ó w k i

pospoliciej ś w i ę t o to p o g a ń s k i e o b c h o d z ą , z a t k n ą w s z y drzewo

ci

n a ł ą c e , d z i e w c z ę t a s i ę z b i e r a j ą w k o ł o , w z i ą w s z y s i ę za r ę c e ,

zerwawszy s i ę , w c a ł y m b i e g u jeden za d r u g i m . . . w w e s o ł y c h

k r ę c ą s i ę , ś p i e w a j ą c p i e ś n i . . . K s i ę ż a ruscy w z b r a n i a j ą i m obchodu

owych

k i l k u n a s t u przyczajonych

pokrzykach... i śmiechach

w

bruździe

chłopaków;

z a c z ę l i t a m i nazad

przeskakiwać

przez o g i e ń . . . , a, d z i e w c z ę t a . . . d o r z u c a j ą c liście b y l i c y na o g i e ń

tego ś w i ę t a , ale p o m i m o te zakazy, corocznie w k a ż d e j w s i ono
się o d p r a w i a . "

i u j ą w s z y się z n ó w za r ę c e , z a w i o d ł y k o ł o i n o w y ś p i e w z a b r z m i a ł :
M . J e z i e r s k i , Poezje, W i l n o 1837, s. 111, c y t . za „ W i s ł a "
1899, t . X I I I , s. 362

O J a n i e , Janie — Janio z i e l o n y !
P a d a j ą liście na wsyćkie strony;
a t y , Janku, parobecku
sukaj so zony.

* * *
K a j t a jej bede u k a t a s u k a ć ?
a p ó j d ę j a do S c e p a n ó w
w okienko p u k a ć .

A r t y k u ł t e n s t a n o w i p r ó b ę analizy o b r z ę d u s o b ó t k o w e g o

P u k , p u k , w okionecko
W y d ź ze M a r y ś ,

kochaneeko

niec. D l a j e j c e l ó w w y k o r z y s t a n e z o s t a ł y g ł ó w n i e polskie m a t e r i a ł y

Sama j e d n a .

ź r ó d ł o w e poszerzone, d l a p o r ó w n a ń , o dane z t e r e n ó w S ł o w i a ń ­

Śpiew ten służył samym dziewczętom i dla każdej z o d m i a n ą
t y l k o i m i o n po szczególe b y ł p o w t a r z a n y . N i e d ł u g o

śpiewem

szczyzn}' Wschodniej i P o ł u d n i o w e j oraz z niemieckiego obszaru
1

językowego .
Analiza semantyki wierzeń i r y t u a ł ó w sobótkowych

t y m o b e s z ł y one wszystkie d o m o s t w a , w k t ó r y c h się z n a j d o w a ł y
dorosło

lub

ze

s z c z e g ó l n y m u w z g l ę d n i e n i e m tej jego fazy, w k t ó r e j w y s t ę p u j e t a ­

dorastające

dziewoje... T y m

p r z e c h o d z i ł wszystkie d z i e w c z ę t a , a...

porządkiem

parobczaków

śpiew

spokojnie

mieszczono p r z y dziewuchach, j a k poprzednio w naradzie swej

będzie

p r z e b i e g a ł a w d w ó c h p ł a s z c z y z n a c h : w p l a n i e z n a c z ą c y c h zacho­
wań

obrzędowych,

konkretnych

działań

rytualno-symbolicz-

n y c h , b ę d ą c y c h r e a l i z a c j ą pewnego systemu z n a k ó w , oraz w p l a ­
nie p o j ę c i o w y m , k t ó r y p o s ł u ż y do o d c z y t a n i a z n a c z e ń systemu

ułożyły...

2

Jeszcze j a k i ś czas ś p i e w a ł y ł ą c z ą c w p a r y m ł o d z i e ż w i e ś n i a c z ą . . .
Pomału

i nieznacznie

dotychczasowe

przybliżyli

się i parobcy,

opuszczając

w c i e n i u schronienie, a ł y k n ą w s z y w ó d k i h u l a ć

poczęli. W a ł e k wziął Baśkę, Antek Marynę, Wojtek

Małgosię,

i w y w i j a l i s z c z ę ś l i w i e po ugorze, p r z y ś w i e t l e g w i a z d i dopala­

salnych k u l t u r o w o , zestawianych

w pary

opozycji pojęciach,

k t ó r y c h znaczenia z o s t a ł y j u ż zrekonstruowane.
W e r y f i k o w a n a p o n i ż e j hipoteza badawcza

brzmi następu­

j ą c o : obrzęd s o b ó t k o w y ma charakter o b r z ę d u przejścia,

j ą c e g o s i ę ogniska, s o b ó t k i . . .
. . . z b y t k i p o l e g a j ą p r z e w a ż n i e na t r ą c a n i u

pierwszego . T e r m i n „ p l a n p o j ę c i o w y " o d n o s z ę do ś w i a t o p o g l ą d u
w ł a ś c i w e g o r o z u m o w a n i u t r a d y c y j n e m u , w y r a ż o n e m u w uniwer­

w ogień

dziewcząt

i z m u s z a n i u i c h do s k a k a n i a przez ognisko (5).
W e wsiach r u s k i c h . . . parobek c h w y t a za r ę k ę d z i o w c z y n ę i roz­

jest

on z b i o r o w ą i n i c j a c j ą m ł o d y c h d z i e w c z ą t w m a ł ż e ń s t w o .
Spośród

wielu

obrzędów

przejścia

wydarzeniem

inicjacja

przesłaniającym

seksualno-matry-

moniałna

jest

znaczenia

wszelkie inno, r ó w n i e ż d o n i o s ł e , m o m e n t y w c y k l u

pod

względem

p ę d z a j ą c s i ę spoinie o g i e ń p r z e s k a k u j ą (6).

życia,

D o p o k ą d ś p i e w a ł y d z i e w c z ę t a i ż e r d ź wysoko się, p a l i ł a , c h ł o p c y ,

poddawana

xikryci w z b o ż u , nie d a w a l i z n a k u życia,; lecz g d y o g i e ń o p a d ł

społeczny

i p i o ś n i m u i ł y się k u k o ń c o w i , w t e d y w y b i e g a l i oni z u k r y c i a

b r n ą ć s k o m p l i k o w a n y proces wtajemniczania,, z d o b y ć o k r e ś l o n e

i k t o m ó g ł c h w y t a ł d z i e w c z y n ę , n a j c z ę ś c i e j t ę , z k t ó r ą go w p i e ś n i

umiejętności — W I E D Z Ę

ludzkiego.

Zgodnie

obrzędowi

z

r y t u a l n y m schematem

jednostka,

aby

uzyskać

inicjacji

nowy

(prawo zawarcia m a ł ż e ń s t w a ) m u s i p o m y ś l n i e

status
prze­

— i o w ą w i e d z ą w y k a z a ć s i ę , co

69

�dopiero u p r a w n i a do p e ł n i e n i a n o w y c h f u n k c j i

społecznych.

cjacyjną

3

z zastosowaniem k r y t o r i ó w w ł a ś c i w y c h dla. i d e n t y f i k a c j i

przynosi mistyczne

9

Z a c z n i j m y a n a l i z ę p o s z c z e g ó l n y c h faz o b r z ę d u o d charakte­

obrzę­

r y s t y k i czasu i miejsca jego s p e ł n i a n i a .

d u inicjacyjnego.
Obrzęd

wędrówkę, w g ł ą b sacrum, k t ó r a

poznanie, uzdrowienie, o d n o w i e n i e ' .

S p r a w d ź m y zatem., czy o b r z ę d s o b ó t k o w y .,podda s i ę " analizio

jako taki

ma

określoną

strukturę

dramatyczną,

jost więc r o z k ł a d a ł n y na prostsze elementy w a ż n e dla t o k u ak­
c j i . P o n i e w a ż s t r u k t u r z e obrzędów-

przejścia

odpowiada

Przestrzeń o b i z ę d o w a

sche­

4

m a t b a j k i m a g i c z n e j p r z y w y r ó ż n i a n i u p o s z c z e g ó l n y c h faz o b r z ę ­
d u zastosujemy s f o r m u ł o w a n e przez W . P r o p p a zasady p o s t ę p o ­
5

w a n i a w ł a ś c i w e przy analizie b a j k i m a g i c z n e j . M o d e l o w y sche­
mat

przebiegu

obrzędu,

zrekonstruowany

k u d z i e s i ę c i u jego o p i s ó w , jest
1 po zachodzie

na p o d s t a w i e k i l ­

następujący:

w p o b l i ż u lasu, na wzniesieniu, w w ą w o z i e , jarze, p r z y drodze,
na s k r z y ż o w a n i u d r ó g , w p o b l i ż u rzek, z b i o r n i k ó w w o d n y c h
wszystkio

dorosło

dziewczęta

—

panny, młodzi chłopcy,
przedstawiciele „ d o r o s ł y c h " — starszych — m ł o d e m ę ż a t k i ,
para,, k t ó r a o s t a t n i a z a w a r ł a z w i ą z e k
2 dziewczęta w

stroju

małżeński;

go

wokół żerdzi
p o d p a l a j ą

w o k ó ł stosu i ś p i e w a j ą,

(zawodzą)

w o k ó ł ognia, t r z y m a j ą c

sio

za r ę c e w tempie coraz szybszym, „ w rozpasaniu i s z a l e ń ­
stwie", gdy ogień zapłonio n a j w y ż s z y m

płomieniem;

5 d o p ó k i stos p ł o n i o , p a l i się ż e r d ź , a d z i e w c z ę t a t a ń c z ą , c h ł o p c y
t r z y m a j ą

się

n a uboczu,

k r y j ą

się

w zaroślach,

k r z a k a c h , za d r z e w a m i ;
6 g d y o g i e ń dogasa,, c h ł o p c y
z nich

„porywa",

czynę i przeciąga

te informacje na j ę z y k opozycji semantycznych,

wieś

— pustkowie

dom

— z ł o w r o g i las

ziemia u p r a w n a — ziemia „ c z y s t a "
rola

— ziemia j a ł o w a , u g ó r

ten świat — tamten świat

stos c h r u s t u ,

к r ą żу ć

w y b i e g a j ą

O g i e ń s o b ó t k o w y n a j c z ę ś c i e j rozpalany jest na wzniesieniach
l u b g ó r a c h . G ó r ę — j a k o n a j b l i ż s z ą n i e b u — c z ę s t o u w a ż a się
za p u n k t s t y k u nieba, z z i e m i ą , a więc za, „ ś r o d e k " przez k t ó r y
przechodzi oś ś w i a t a , miejsce w k t ó r y m m o ż n a d o k o n a ć przej­
ścia z jednego p o z i o m u kosmicznego na d r u g i , p r z e ł a m a ć ś w i e c k ą
przestrzeli i „ z i e m s k i " s p o s ó b b y c i a , i
człowiekowi jedynie w najważniejszych
sferę

j ą przez d o g a s a j ą c y

wkroczyć w

z ukrycia, każdy
Czas spełniania obrzędu

ogień:

p а г a, m i rozchod.zą się

po

o k o l i c y , spędzają, ze s o b ą n o c ;

O b r z ę d zaczyna się po zachodzie s ł o ń c a , o zmierzchu i trwa
aż do ś w i t u , a więc w czasie, g d y c z ł o w i e k „ z a w i e s z a " swoje

8 o ś w i c i e dziewczęta, w r a c a j ą biegiem do d o m ó w .

n o r m a l n o d z i a ł a n i e — nie pracuje, nie b a w i się. P o r ą
dla a k t y w n o ś c i l u d z k i e j jest d z i e ń . N o c ą n a t o m i a s t

Wracają/'

do

na,szego

/.alożenia:

dostępną

m o m e n t a c h jego ż y c i a

sacrum.

c h w y t a w y b r a n ą przez siobie dziew­

7 następnio dziewczęta i chłopcy

demony ".

J a k w i a d o m o opozycjo te s ą p o c h o d n y m i o p o z y c j i podsta­

pieśni obrzędowe;
4 następnie zaczynają

1

d u c h y , siły nieczyste,

o t r z y m a m y n a s t ę p u j ą c } ' zestaw p a r :

go „ ż y w y m o g n i e m " ;

3 dziewczęta s i a d a j ą

złe moce,

wowej

w z i e m i ę,

u k ł a d a j ą

tam

Przekładając

o b r z ę d o w y m

okręcają słomą długą żerdź, „ t y k " ,
wkopują

w j a r a c h , w ą w o z a c h , poza d o m e n ą ż y c i o w ą c z ł o w i e k a , w m i e j ­
przebywają,

słońca

się

nego, z ł o w r o g i e g o lasu, p r z y drodze l u b na s k r z y ż o w a n i u d r ó g ,
scach, o k t ó r y c h m ó w i s i ę , że s ą d l a l u d z i niebezpieczne, p o n i e w a ż

na t z w . c z y s t y m p o l u , czystej ziemi —. na ugorze, w y g o n i e ,

zbierają

O b r z ę d zazwyczaj odbywa, się poza g r a n i c a m i w s i , na tere­
nach n i e u p r a w n y e h , na wzniesieniach, g ó r a c h , w p o b l i ż u ciem­

obrzęd

sobói kow у

jesl

właściwą

uaktywniają

się siły nieczyste — złe w i e d ź m y , demony, d u c h y , n o c ą funkcjo­

z b i o r o w ą inicjacja, d z i e w c z ą t w m a ł ż e ń s t w o. W czesie o b r z ę d u

n u j ą z m a r l i ' . Noc jest dla c z ł o w i e k a czasem „ m a r t w y m "

o s i ą g a j ą one w łaś, i w y s t o p i e ń wtajemniczenia, ow ą W T E D Z Ę ,

złowrogim

k t ó r e j j e d n y m z prze ja ^, ów m o ż e h y c z d o l n o ś ć do pt"&gt;krcncji.
a

t y m sajiiym

zdolność

do p e ł n i e n i a

funkcji

1

i niebezpiecznym.

W

planie p o j ę c i o w y m

—

opisaną

6

kobicty-n-atki,

wyżej

syluację

możemy

w y r a z i ć poprzez

następujący

zestaw

par o p o z y c j i :

k o b i e t y - r o d z i c i e l k i . L c - / . inicjacja nie m o ż e ogr,.nic7.\e się je­
dynie

do

zamanifestowania,

uzasadnionego

fizjologia^

faktu

dzień

— noc

świa,tlo

— ciemność

przez o d w o ł a n i e się do w y d a r z e ń m i t o l o g i c z n y c h . W o b r z ę d z i e

czas p o p r a w n y

— czas o d w r ó c o n y

i n i c j a c j i zatem p o w i n i e n p o j a w i ć się w ą t e k p o w r o t u do c z a s ó w

czas a k t y w n o ś c i — cza,s „ m a r t w y "

spolocznego, m u s i n a t o m i a s t d o s t a r c z y ć uzasadnienia, w ł a ś c i w e g o
7

m i t y c z n y c h , b o w i e m i n i l l o tempore „ m i a ł o miejsce stworzenie
i uporządkowanie

kosmosu

oraz

objawienie przez b o g ó w l u b

przez p r z o d k ó w czy h e r o s ó w k u l t u r o w y c h p r a w z o r u wszystkich
8

d z i e d z i n " . Epoka, m i t y c z n a s ł u ż y

za m o d e l w s z y s t k i c h cza­

Z w r ó ć m y u w a g ę , że i t y m razem, w y c h o d z ą c od w y r a ż o n e g o
w p o j ę c i a c h s z c z e g ó ł o w y c h k o n k r e t u , d o c h o d z i m y do opozycji
podstawowych :

sów.
Powrót

:

do „ p o c z ą t k ó w ", do pierwszego p u n k t u w czasie

i w przestrzeni oznacza zdobycie w i e d z у

t a j o m n e j,

po­

życie

— śmierć

t e n ś w i a t — taniton. ś w i a t

konanie g r a n i c y miedzy z n a n y m i n i e z n a n y m , o s i ą g n i ę c i e p e ł n i
poznania.

M i s t y c z n e wtajemniczenie

dokonuje

k o n t a k t u z „ p r z e d s t a w i c i e l a m i " rzeczywistości

wyniku

Czy wobec tego w y b ó r miejsca, i czasu s p e ł n i a n i a o b r z ę d u jest

transcendentnej,

się w

p r z y p a d k o w y , czy t e ż m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że sconeria, r y t u a ł u

i s t o t a m i ze sfery sacrum, p r z y c z y m sacrum oznacza
rzeczywistość
i

nruriiezną

mocy. j a k i najniżs/.y

przebywają

zarówno

z panieoneni

zarówno

wszcdi];, a ę ż n y c l i

|&gt;o/,iom kosmosu

incprzychylue ludzini

—- / , a ś u i a , i \ ,
bóstwa

bóstw

70

należy podjąć

Akcesoria obrzędowe

„ziem­

s k i m " p o z i o m o m kosmosu, a kosmicznym . . d o l e i n " i n i e b i a ń ­
w- i с d z o

przypuszczeń.

i demony,

zatom przekroczenie granicy m i ę d z y

s k i m absolutem. A b y z d o b y ć

S z u k a j m y zatem dalszych p o t w i e r d z e ń naszych

gdzie

j a k i s p r z y j a j ą c o i m na ogół d u c h y p r z o d k ó w . Proces w t a j e m ­
niczania z a k ł a d a

sugerujo, iż chodzi o n a w i ą z a n i e konta.ktu z „ t a m t y m ś w i a , t e m " ?

„ini­

W miejscu, gdzie ma z a p ł o n ą ć s o b ó t k o w y stos, d z i e w c z ę t a
wkopują w ziemię w y s o k ą żordź, „ t y k " . Symbolika żerdzi wyda-

�je s i ę n i e z b y t s k o m p l i k o w a n a — jest ona t r a n s f o r m a c j ą

osi

kosmicznej,

się

drzewa. P r z y j m u j ę , ż e g ł ó w n y cel o b r z ę d u z o s t a ł j u ż do tego

w c e n t r u m w s z e c h ś w i a t a i jest p o m o s t e m m i ę d z y t r z e m a pozio­

m o m e n t u o s i ą g n i ę t y , n a t o m i a s t wszelkie c z y n n o ś c i - n a s t ę p u j ą c e

m a m i kosmosu.

po t a ń c u s ł u ż ą t e m u , a b y z a i s t n i a ł ą s y t u a c j ę w y r a z i ć k u l t u r o w o ,

czy t e ż drzewa kosmicznego, k t ó r e

znajduje

W k o p u j ą c ż e r d ź w z i e m i ę , d z i e w c z ę t a w z m a c n i a j ą niejako
w y r ó ż n i e n i e , wydzielenie przestrzeni, w- k t ó r e j

spełniany

nych śpiewach i szaleńczym t a ń c u dziewcząt wokół sobótkowego

w języku symbolicznym,

jest

W t y m k o n t e k ś c i e w i a n k i na s o b ó t k o w y m drzewie b y ł y b y

o b r z ę d . D o k o n u j ą one symbolicznej w a l o r y z a c j i miejsca, same

j e d y n i e ś w i a d e c t w e m tego, że d z i e w c z ę t o m u d a ł o się p r z e k r o c z y ć

u s t a n a w i a j ą ś r o d e k w s z e c h ś w i a t a — miejsce k o n t a k t u z rzeczy­

granice ziemskiego, a t y m s a m y m d o ś w i a d c z y ć

wistością

poznania, że z g ł ę b i ł y t a j n i k i

transcendentną.

Łączność

z kosmosem

o d b y w a się

w p ł a s z c z y z.nacb:

mistycznego

która

ma b y ć

dla n i c h „ p r z e p u s t k ą " w d o r o s ł e ż y c i c . M o ż n a w y s u n ą ć i t a k i e
przypuszczenie,

dól

owej W I E D Z Y ,

— góra

góra

ziemia — niebo

że w

po

sacrum

wtajemniczenia b y ł n i e j e d n a k o w y , w n i e k t ó r y c h

ziemia. — z a ś w i a t y

wręcz niewystarczający,
Bardziej w y r a ź n e n a w i ą z a n i e do i d e i drzewa kosmicznego m o ż e m y
dostrzec w t y c h ź r ó d ł a c h , k t ó r e p o d a j ą opisy „ z a b a w y " s o b ó t k o ­
wej nie p r z y p ł o n ą c y m stosie, lecz w o k ó ł d r z e w a .

s w y c h peregrynacjach

nie

wszystkie d z i e w c z ę t a o s i ą g n ę ł y p e ł n i ę poznania, że s t o p i e ń i c h

— dół

pełnienia

funkcji

zróżnicowania

kobiety-matki.

stopnia

przypadkach

aby u z n a ć d z i e w c z y n ę za z d o l n ą
posiadanej

Widomym

znakiem

WIEDZY

być może

do

owego
były

w ł a ś n i e w i a n k i w i s z ą c e na r ó ż n y c h g a ł ę z i a c h drzewa. — jedne

12

Zabawa polega na t y m , że d z i e w c z ę t a , po r y t u a l n y c h śpie­

w y ż e j , inne n i ż e j . Z a u w a ż m y , że dziewczyna, k t ó r a nic z a r z u c i ł a

wach i t a ń c a c h , z d e j m u j ą z g ł o w y w i a n k i i k a ż d a z n i c h , s t o j ą c

swojego w i a n k a na, drzewo m u s i a ł a ,

t y ł e m do drzewa, stara się t a k r z u c i ć s w ó j wianek, a b y z a w i s ł

s o b ó t c e . N i e m o ż e m y w y k l u c z y ć , że nakaz t e n dla d z i e w c z y n y ,

p o j a w i ć się na n a s t ę p n e j

on na jednej z g a ł ę z i . P o m y ś l n e umieszczenie w i a n k a na drzewie

podobnie j a k dla p a r y — c h ł o p a k a i p a n n y — skojarzenie i c h

w r ó ż y rychle z a r n ą ż p ó j ś o i e , n a t o m i a s t p r ó b a nieudana oznacza

irnieri w s o b ó t k o w y c h

jeszcze co n a j m n i e j r o k oczekiwania na męża..

pieśniach

było

niegdyś

obowiązujące.

W r ó ć m y j e d n a k do m o m e n t u , g d y m a z a p ł o n ą ć ognisko.

W t y m miejscu n a l e ż y z w r ó c i ć u w a g ę na f a k t , że w w i e l u

W o k ó ł ż e r d z i dziewczęta, u k ł a d a ł y stos z c h r u s t u , g a ł ę z i , s ł o m y

kosmologiach archaicznych o p r ó c z zasadniczego, w e r t y k a l n e g o

i podpalały

p o d z i a ł u w s z e c h ś w i a t a na t r z y c z ę ś c i , w y r ó ż n i a się t a k ż e szereg

bardzo a r c h a i c z n ą — przez pocieranie d w ó c h k a w a ł k ó w d r e w n a ,

w a r s t w , z a r ó w n o w poziomie „ n i e b i a ń s k i m " , j a k i w ś w i e c i e

a jego s z c z e g ó l n e w ł a ś c i w o ś c i p o l e g a ł y m . i n . na t y m , żo „ w i e d ź m y

dolnym.

Wyobrażeniom

t y m odpowiadają

m . in. rysunki
1 3

r y t u a l n y c h p r z e d m i o t a c h czy strojach o b r z ę d o w y c h ,
stawiające

n p . drzewo z k o r o n ą

ne o d g a l ę z i o n i a

oznaczają

licznych

gałęzi.

na

go t z w . ż y w y m

o g n i o m . R o z n i e c a ł y go

techniką

14

nie m i a ł y do niego takiego p r z y s t ę p u " " . W ź r ó d ł a c h

często

przed­

s p o t y k a m y informacje, że ognisko rozpalano po p r o s t u o d p ł o ­

Poszczegól­

n ą c e j g ł o w n i , lecz w ó w c z a s t a k i o g i e ń n a l e ż a ł o p r z e ż e g n a ć , a b y

kolejne w a r s t w y ś w i a t a

pozaziem­

skiego .

z y s k a ł on o w ą szczególną, moc o d p ę d z a n i a

„złego".

Z d e j m u j ą c z tego rodzaju i n f o r m a c j i „ w a r s t w ę c h r z e ś c i j a ń ­

W y d a j e s i ę zatem, że zarzucanie w i a n k ó w na g a ł ę z i e drzewa
m o ż e m y t r a k t o w a ć j a k o p r ó b ę k o n t a k t u ze ś w i a t e m

transcen­

d e n t n y m poprzez dotarcie do k t ó r e j ś z jego w a r s t w . M o ż l i w e

s k ą " d o c h o d z i m y do p o j ę c i a ognia j a k o „ c z y s t e j " siły kosmicz­
nej antagonistycznej wobec innego ż y w i o ł u — w o d y .
J.R. Tomiccy analizując

słowiańskie m i t y

kosmogoniczne

jest t e ż jednak p r z y j ę c i e innego w y j a ś n i e n i a . Zabawa z w i a n k a m i

doszli do stwierdzenia, iż „ w s z y s t k i e , n a w e t n a j u b o ż s z e

zaczyna się j u ż po zasadniczej części ceremonii, t z n . po r y t u a l ­

mitu, kończące

11. 2. Sobótka

г Bilczy

się w momencie u t w o r z e n i a l ą d u ,

wersje

przekazują

repr. za D w o k , Sandomierskie, t . 2

71

�11. 3. A u g u s t Weckesser, Reigentariz,

nach Gottfried

dwóch

antagonistycznych

bóstw,

z

których

W ł a ś c i w o ś c i ą i s t o t niebieskich jest i o h o g n i s t o ś ć ( b ł y s k a w i c e ,
słoneczna).

Woda. n a t o m i a s t

—

1893, K u n s t h a u s

obrzędowej

potwierdzałby

nagości

przyjęto

Zurich

dziewcząt

wcześniej

w pewnym

założenio,

iż

w

stopniu
obrzędzie

i n i c j a c j i p o w i n i e n p o j a w i ć się w ą t e k p o w r o t u do c z a s ó w m i ­

1 5

jedno skojarzone jest z niebem, a, drugie z m o r z e m " .
g w i a z d y , tarcza

Hadlaub,

Fa,kt

j e d n a k n a j i s t o t n i e j s z ą i n f o r m a c j ę : ziemia p o w s t a ł a w rezultacie
współdziałania

Kellers

żywioł

sfer

tycznych;

zgodnie b o w i e m ze stwierdzeniem

natury

ogólnej

„ n a g o ś ć o b r z ę d o w a jest r ó w n o z n a c z n a z i n t e g r a l n o ś c i ą i p e ł n i ą .

p o d z i e m n y c h — funkcjonuje j a k o ź r ó d ł o wszelkich m o c y i za,-

R a j i m p l i k u j e b r a k u b r a n i a , t o znaczy b r a k z u ż y c i a . . . Wszelka

r o d k ó w , „macierz uniwersalna", k t ó r a „pioprzedza k a ż d ą

nagość obrzędowa implikuje

for­

m ę i jest u p o d ł o ż a k a ż d o g o stworzenia... zawiera ż y c i e , krzep16

Ów „brak

wzorzoc aczasowy, obraz

1 9

raju" .

zużycia" należy, jak sądzę, odnieść także

dziewiczej c z y s t o ś c i d z i e w c z ą t

w o p o z y c j i do

do

k o ś ć i n i e ś m i e r t e l n o ś ć " ' . N i e k a ż d y j e d n a k i nie w k a ż d y m

stanu

kobiecej

momencie m o ż e do niej d o t r z e ć , b o w i e m jej s t r a ż n i k a m i s ą

d o j r z a ł o ś c i . Zaznaczmy t u , żc do u d z i a ł u w S o b ó t c e nie b y ł y

straszliwe p o t w o r y , n i e p r z y c h y l n e l u d z i o m

demony i b ó s t w a .

dopuszczane d z i e w c z ę t a „ z h a ń b i o n e " , „ s p l a m i o n e n a o p i n i i " .

T y m z ł y m m o c o m o charakterze a k w a t y c z n y m m o g ą n a t o m i a s t

Z r ó b m y toż w t y m miejscu u w a g ę , żo d z i e w i c t w o uznawano za

p r z e c i w s t a w i ć s i ę s i ł y ogniste. T e m a t ten p o s t a r a m y się szerzej

s t a n s z c z e g ó l n i e s p r z y j a j ą c y n a w i ą z y w a n i u k o n t a k t u z sacrum.

2 0

r o z w i n ą ć w i n n y m miejscu niniejszego opracowania.

E l e m e n t e m n i e z b ę d n y m w s t r o j u d z i e w c z ą t jest

b у 1 i с a.

W z m i a n k o w a ł o niej w r. 1562 M a r c i n z U r z ę d o w a , nazwa jej
pojawia

się, pośród

materiałach

Strój obrzędowy

i n n y c h ziół leczniczych, we w s z y s t k i c h

XIX-wiecznych.

Nawiązując

po raz

k o l e j n y do

znanych u s t a l e ń M . E l i a d e g o , p o t r a k t u j e m y b y l i c ę j a k k a ż d e
Z d u ż y m , jak sądzę, p r a w d o p o d o b i e ń s t w e m m o ż e m y przy­

cudowno ziele, k t ó r o s w ą w a r t o ś ć m a g i c z n ą , czy l e c z n i c z ą za­
2 1

j ą ć , że p i e r w o t n i e r y t u a l n y taniec s o b ó t k o w y d z i o w c z ę t a w y ­

w d z i ę c z a t y l k o t e m u , że m a s w ó j p r o t o t y p w drzewie ż y c i a .

k o n y w a ł y nago. I n f o r m a c j e na t e m a t s t r o j u o b r z ę d o w e g o

za­

Z d o b y c i e , czy posiadanie ziela, k t ó r e m a w a r t o ś ć drzewa kosmicz­

dotyczą

nego, t z n . jest n i e w y c z e r p a n y m , w c i ą ż o d r a d z a j ą c y m się ż y c i e m ,

warte

w

w y k o r z y s t a n y c h przeze

mnie

materiałach

przede w s z y s t k i m w i e k u X I X ; m i m o t o w o d n o t o w a n y c h w y p o ­

b y ł o b y r ó w n o z n a c z n e z p r z e j ę c i e m jego w ł a ś c i w o ś c i , jego m o c y .

wiedziach p o j a w i a ł y się w z m i a n k i o t y m , że „ d z i e w c z ę t a wiejskie

Z a t e m w s y t u a c j i , g d y poddawane

o b r z ę d o w i i n i c j a c j i dziew­

s c h o d z i ł y s i ę do jednej c h a t y i t a m r o z b i e r a ł y s i ę do n a g a " .

c z y n y p r z e k r a c z a j ą c granico ś w i e c k i e j przestrzeni n a r a ż o n e b ę d ą

P r z y p o m n i j m y w t y m miejscu, że o d pierwszych w i e k ó w c h r z e ś c i ­

n a k o n t a k t z niebezpiecznymi d l a c z ł o w i e k a m o c a m i kosmicz­

j a ń s t w a ze z w y c z a j a m i s o b ó t k o w y m i w a l c z y ł k o ś c i ó ł , t r a k t u j ą c

n y m i , b y l i c a j a k o n a m i a s t k a drzewa ż y c i a stanie się dla n i c h

je j a k o p r z e j a w y p o g a ń s t w a . Z t e r e n ó w P o l s k i n a j s t a r s z ą w z m i a n ­

„ p r z e p u s t k ą " na szczęśliwy p o w r ó t do ziemskiej r z e c z y w i s t o ś ­

k ę o sobótce spotykamy w w a r m i ń s k i c h statutach synodalnych

ci.

1 7

b i s k u p a H e n r y k a I I I (1375—1401), k t ó r e z a k a z y w a ł y o b c h o d ó w
świętojańskich.

Źródła

z rozpustnych

hulanek,

zachowań i tańców.

1 8

historyczne p o d a j ą ,
„plugawych"

iż noc t a

pieśni,

słynęła

orgiastycznych

Taniec w aspekcie symboliki ruchu obrotowego

N i e d z i w i nas zatem f a k t , iż surowe zakazy

k o ś c i o ł a s p r a w i ł y , że o b r z ę d o w a n a g o ś ć i n i c j o w a n y c h d z i e w c z ą t

W wierzeniach s p o ł e c z n o ś c i r ó ż n y c h k r ę g ó w

kulturowych

została okryta białą, płócienną koszulą. W źródłach XIX-wiecz­

ruch „zo słońcem"

n y c h p r z e w a ż a b o w i e m t a wersja w opisa.ch s o b ó t k o w e g o s t r o j u ,

„ p o d s ł o ń c e " — u z n a w a n y jest za n e g a t y w n y . M i m o to w pew-

72

nacechowany

jest p o z y t y w n i e , n a t o m i a s t

�nych szczególnych
r u c h u na

opak.

sytuacjach

obowiązuje

stosowanie

właśnie

2 2

W dalszej części swoich r o z w a ż a ń p o s ł u ż ę s i ę j e d y n i e w y ­
branymi ustaleniami,
w

myśleniu

p o t o c z y ł o b y się nasze rozumowanie, g d y b y m a t e r i a ł y ikonogra­
ficzne u z n a ć za w y s t a r c z a j ą c o miarodajne. M o ż e m y t e ż po p r o s t u

dotyczącymi

tradycyjnym.

2 3

struktury

Przytoczę

dla m o i c h dalszych d o c i e k a ń

czasoprzestrzeni

jedynie

p o r u s z a ć się w sferze h i p o t e z , s z u k a j ą c dla n i c h u w i a r y g o d n i e n i a
w t o k u dalszych

najważniejsze

stwierdzenia.

charakter

B u c h w k i e r u n k u „ p o d s ł o ń c e " — w lewo — k o j a r z o n y jest

rozważań.

J e ś l i zgodnie z p r z y j ę t y m w c z e ś n i e j z a ł o ż e n i e m
w

obrzędu

obrzędzie

polega

musi istnieć
kosmicznymi.

na

inicjacyjny

w y p r a w i e do sfery

moment

poziomami

sens o t w a r c i a g r a n i c y d w ó c h

w przestrzeni. J . S. W a s i l e w s k i a n a l i z u j ą c sens r u c h u obrotowego

więc

w m o m e n t a c h p r z e j ś c i a (w weselu i przekoczowaniu), dochodzi

K r ą ż ą c w t e m p i e coraz szybszym i szybszym d z i e w c z ę t a d o p r o w a ­

światów,

ma

to

między

acjach o b r z ę d o w y c h r u c h w czasie zostaje p r z e ł o ż o n y na r u c h

najważniejszym

obrotowy

granicy

z ruchem w t y ł , w dół, w z a ś w i a t y , w przeszłość. Zatem w sytu­

owym

Ruch

przejścia

sacrum,

strukturalny

taniec d z i e w c z ą t

momentem

w

całym

jest

obrzędzie.

do stwierdzenia n a t u r y o g ó l n e j , iż „ r u c h o b r o t o w y w o b r z ę d a c h

dzają

p r z e j ś c i a m a s t r u k t u r a l n y sens otwarcia, granicy m i ę d z y s t a n a m i ,

nie k o n t r o l u j ą c w ł a s n e g o zachowania. B y ć m o ż e dlatego w ź r ó d ­

sytuacjami."

2 4

Zakłada

j e d n o c z e ś n i e , że w i n i c j a c j a c h

dorastania oraz w i n n y c h ceremoniach
jących fakt

wejścia

o b o w i ą z u j e

j e d n o s t k i na

ruch

okresu

o b r z ę d o w o potwierdza­

n o w y etap drogi

„ze s ł o ń c o m "

życiowej

w znaczeniu r u c h u

Na

transie,

ł a c h h i s t o r y c z n y c h pojawiają, się t a k i e o k r e ś l e n i a , j a k : s z a l e ń ­
stwo, w y u z d a n i e , rozpasanie. Zgodnie z wierzeniami" stan eksta­
tycznego uniesienia p o j a w i a s i ę w ł a ś n i e na p r o g u d w ó c h ś w i a ­
tów.

w p r z y s z ł o ś ć . Czy r z e c z y w i ś c i e jest to jedyne m o ż l i w o do p r z y ­
j ę c i a w y j a ś n i e n i e °&gt;.

się do g r a n i c y u t r a t y ś w i a d o m o ś c i . T a ń c z ą w

Schemat i n i c j a c j i z a k ł a d a cofnięcie się do czasu m i t y c z n e g o .
Z a u w a ż m y , że j e d y n i e r u c h „ p o d s ł o ń c e " u m o ż l i w i a r e a l i z a c j ę

gruncie k u l t u r y

polskiej taneczne k r ą ż e n i e

dziewcząt

w ą t k u p o w r o t u do p o c z ą t k ó w , do p a r y p r a r o d z i c ó w . Dziewczęta,

w o k ó ł s o b ó t k o w e g o stosu czy drzewa, b y ł o b y o d p o w i e d n i m , j a k

zaskują w ten sposób wiedzę z czasów

sądzę, materiałem

wszystko ustanawiane b y ł o przez b o g ó w .

do p o d j ę c i a p r ó b w y j a ś n i e n i a

sensu r u c h u

o k r ę ż n e g o w tej s y t u a c j i o b r z ę d o w e j .

Ruch

P r z y p o m n i j m y , że po roznieceniu ognia d z i e w c z ę t a s i a d a j ą
w o k ó ł stosu i z a c z y n a j ą „ z a w o d z i ć " p i e ś n i o b r z ę d o w e
t o k s t ó w i m e l o d i i z a j m i e m y s i ę p r z y innej okazji).

(analizą

Następnie

c h w y t a j ą s i ę za r ę c e i r o z p o c z y n a j ą swój taniec. K r ą ż ą

wokół

„pod

„ n a początku", kiedy

s ł o ń c e " o t w i e r a zarazem d o l n y p o z i o m kos­

mosu — z a ś w i a t y . D z i e w c z ę t a m u s z ą b o w i e m d o t r z e ć do w o d y
ż y c i a , owego z b i o r n i k a p ł o d n o ś c i i z a r o d k ó w

wszelkich f o r m

i s t n i e n i a . W ę d r ó w k a po z a ś w i a t a c h , t z w . okres marginesowy to
najniebezpieczniejszy

etap i n i c j a c j i . D z i e w c z ę t a n a r a ż o n e są na

ognia, n a j p i e r w p o w o l i ; stopniowo t e m p o t a ń c a r o ś n i e , dziew­

działania

do w o d y

życia

c z y n y t a ń c z ą coraz szybciej „ w rozpasaniu i s z a l e ń s t w i e " , w za­

b r o n i ą straszliwe b ó s t w a i p o t w o r y . M a j ą one charakter

chto-

p a m i ę t a n i u ; o g i e ń strzela w y s o k i m p ł o m i e n i e m w c i e m n o ś ć nocy.
Niestety,

w

tym

miejscu

dalsze r o z w a ż a n i a

mocno

się

wszelkich sił n i s z c z ą c y c h .

niczno-akwatyczny,

zatem

Dostępu

siłą i m p r z e c i w s t a w n ą

jest

ogień.

J u ż w t y m miejscu m o ż e m y p o k u s i ć się o w y j a ś n i e n i e k o ń c o w y c h

k o m p l i k u j ą . W naszych poszukiwaniach b o w i e m nie u d a ł o n a m

faz o b r z ę d u : c h ł o p c y p r z e c i ą g a j ą d z i e w c z ę t a przez

się d o t r z e ć

dla dalszego w n i o s k o w a n i a

ognisko, n i e k i e d y p r z e s k a k u j ą przez nie sami. O g i e ń j a k o prze­

i n f o r m a c j i —• opisy o b c h o d ó w nocy ś w i ę t o j a ń s k i e j nie z a w i e r a j ą

c i w i e ń s t w o sił c h t o n i o z n o - a k w a i y c z n y c h z z a ś w i a t ó w m a n a j ­

ż a d n y c h d a n y c h na t e m t k i e r u n k u t a ń c a w o k ó ł ogniska.

pierw

Istnieją

do

tej j a k ż e w a ż n e j

co p r a w d a

źródła

ikonograficzne,

na

podstawie

Wędrówka

k t ó r y c h m o ż n a b y p r z y j ą ć , iż k r ą ż e n i e d z i e w c z ą t w o k ó ł s o b ó t k o ­
wego stosu o d b y w a ł o s i ę w k i e r u n k u „ p o d s ł o ń c e " ;

zdajemy

zabezpieczyć

dziewczęta

przed

p o t e m z a ś owe złe moce ewentualnie

dogasające

destrukcyjnymi

siłami,

zniszczyć.

d z i e w c z ą t po z a ś w i a t a c h nasuwa n a m jeszcze

jodno skojarzenie. K i l k a o p i s ó w o b c h o d ó w nocy

świętojańskiej

sobie j e d n a k s p r a w ę , że w plastycznej w i z j i tego j a k ż e t a j e m n i ­

zawiera informacje o o b e c n o ś c i p r z y s o b ó t k o w y m stosie k o t a

czego o b r z ę d u z b y t wiele z a l e ż a ł o od w y o b r a ź n i a r t y s t y ,

lub

aby

psa.

25

Czarnego k o t a przynoszono

w worku

do

ogniska,

ź r ó d ł a to m o ż n a b y ł o u z n a ć za dostatecznie w i a r y g o d n e . W tej

po c z y m z o k r z y k i e m „ d u s a leci, dusa l e c i " p r z e p ę d z a n o

s y t u a c j i pozostaje n a m j e d y n i e p r z e d s t a w i ć c z y t e l n i k o w i ,

w ciemność.

г

jak

go

�I ] . 5. H . Pillat-i, Sobótko,

repr. za. „ T y g o d n i k I l u s t r o w a n y " , 1861 (1), 232

W strofach „ P i e ś n i ś w i ę t o j a ń s k i e j o S o b ó t c e " K o c h a n o w ­

po z a ś w i a t a c h i p o w r ó t do ziemskiej r z e c z y w i s t o ś c i .

skiego z w i e r z ę to j a w i n a m s i ę j a k o z ł o w r ó ż b n e i p r z e j m u j ą c o

Z b l i ż a m y się p o w o l i cło k o ń c o w y c h faz o b r z ę d u .

Dopóki

l u d z i strachem. W p i e ś n i p a n n y trzeciej p o j a w i a się przestroga

ognisko p ł o n i e , a dziewczęta, t a ń c z ą , c h ł o p c y t r z y m a j ą się na

dla c h ł o p a k a , k t ó r y „ c i ą g n ą ł k o t a " :

uboczu

w krzakach,

trans m i j a ,

zaroślach,

a o g i e ń przygasa,

za

drzewami. Gdy

chłopcy

wybiegają

taneczny
z ukrycia,

Nie znasz l u d z i , co p r z e d k o t e m

k a ż d y z nich chwyta wybraną

Pierzchają, n a j w i ę t s z y m biotem ?

w p i e ś n i a c h ) i p r z e c i ą g a j ą przez p ł o m i e n i e d o g a s a j ą c e g o ogniska.

A na jego glos s t r a s z l i w y

N a s t ę p n i e m ł o d z i p a r a m i r o z c h o d z ą s i ę po o k o l i c y ,

Ledwie drugi będzie ż y w y .

2 6

clziowczymę (skojarzenie

ze s o b ą noc. C h ł o p c y w y s t ę p u j ą t u w charakterze

imion

spędzają

akceptujących

dziew-częta w i c h nowej r o l i s p o ł e c z n e j . W s p ó l n i e s p ę d z o n a noc;
Czarny k o t jeszcze i d z i ś k o j a r z o n y jest, g ł ó w n i e w m y ś l i

ma być świadectwem

tego, że w t r u d n y m i niebezpieczivym

l u d o w e j , lecz nie t y l k o , z n i e s z c z ę ś c i e m . J e ś l i przebiegnie n a m

procesie wtajemniczania o s i ą g n ę ł y one w y m a g a n ą w i e d z ę u p r a w ­

d r o g ę , s t a r a m y s i ę w y b r a ć i n n ą , g d y zjeży się i p r y c h n i e —

niającą

niepow odzonie pewne. Podobne odczucia powoduje n p . pojawienie

d z i a ł a ń p r o k r e a c y j n y c h m a b y ć tego m a n i f e s t a c j ą . Stan dziewi­

się we wsi w i l k a l u b obcego psa. N i e r z a d k o z w i e r z ę t a te u t o ż s a ­

czej c z y s t o ś c i u s t ę p u j e miejsca kobiecej

miane s ą z p r z y b y s z a m i z „ t a m t e g o ś w i a t a " . W w i e l u m i t o l o ­
giach f u n k c j o n u j ą

ono j a k o s t r a ż n i c y ś w i a t a podziemnego l u b

w r o l i p r z e w o d n i k ó w , czy raczej „ ś r o d k a t r a n s p o r t u " do pod­
ziemnej k r a i n y .
mitologii

roli kobiety-matki; podjęcie

wspólnych

dojrzałości.

Z f a k t u , że u d z i a ł c h ł o p c ó w w o b r z ę d z i e polega, niejako na
potwierdzeniu

nowego

statusu

społecznego

dziewcząt

należy

w n o s i ć , że o n i sam m o m e n t inicjacji m a j ą j u ż za s o b ą . W z w i ą z k u
z t y m r o d z i się o c z y w i ś c i e wiele p y t a ń d o t y c z ą c y c h m o ż l i w o ś c i

N a j p r o ś c i e j b ę d z i e o d w o ł a ć się t u do powszechnie znanych
wątków

do p e ł n i e n i a

greckiej

czy

egipskiej. G r e k o m

„Echidne

zidentyfikowania

jakiegoś

rytuału

jako

inicjacji

chłopców,

p r z y z a ł o ż e n i u , że poprzedza on w k a l e n d a r z u o b r z ę d o w y m noc

psa

s o b ó t k o w ą . Jest to jednak t e m a t na o b s z e r n ą p r a c ę , na razie

pilnującego w r ó t p i e k ł a " . W Egipcie b ó g Anubis, k t ó r y prowa­

m u s i m y więc z a d o w o l i ć się j e d y n i e nie p o t w i e r d z o n y m w zasadzie;

d z i ł dusze do ś w i a t a podziemnego

stwierdzeniem, żo c h ł o p c y b i o r ą c y u d z i a ł w S o b ó t c e s ą przedsta­

u r o d z i ł a . . . p o t w o r n e p o t o m s t w o : Cerbera

— trójgłowego

2 7

ś m i e r c i H c k a t e przedstawiano

m i a ł g ł o w ę psa, a b o g i n i ę

j a k o s u k ę . W m i t o l o g i i meksy­

wicielami grupy dorosłych.

kańskiej w roli „ p r z e u o ś n i k ó w " w zaświuty występowały kojot
i

jaguar.

Łączenie

imion

chłopaka

i dziewczyny

w

sobótkowych

p i c n i a c h (informacje p o w t a r z a j ą się w w y p o w i e d z i a c h , d o t y c z ą ­

W y d a j e s i ę , że od lego rouzaju z w i e r z ą t droga wcale nio t a k a

cych I p o l . X I X w.) b y ł o n i e g d y ś o b o w i ą z u j ą c e i p o c z ą t k o w a ł o

z n ó w k r ę t a do naszego rodzimego (europejskiego) k o t a . Wielce

okres n a r z e c z e ń s t w a p a r y . M o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że n i e g d y ś

zatem

sam

prawdopodobno,

że kot

w S o b ó t c e , pozornie r e k w i z y t

rytuał

sobótkowy

był ceremonią

zawierania

małżeństw.

bez cc i ę k s z e g o znaczenia, p e ł n i ł n i e g d y ś cv o b r z ę d z i e r o l ę bardzo

W okresie p ó ź n i e j s z y m to w i ą ż ą c o kojarzenie p a r p r z y s o b ó t k o ­

ważną

w y m o g n i s k u p o t w i o r d z a n o o b r z ę d e m weselnym. Z r e s z t ą h i p o -

74

— i s t n i a ł realnie, a u m o ż l i w i a ł i n i c j o w a n y m w ę d r ó w k ę

�toza, żo wosele w y p a r ł o i z a s t ą p i ł o inicjację w y p o w i a d a n a jest

wypadały

(Zielone Ś w i ą t k i ,

23/24

d o s y ć c z ę s t o . J e ś l i t o k prowadzouogo |,u r o z u m o w a n i a u z n a m y

czerwca), z a d o w a l a j ą c się na razie w y j a ś n i e n i a m i i n n y c h

auto­

za, p o p r a w n y , wówcza,s b y ł b y t o argument na jej potwierdzenie.

rów.

Z d a j e m y sobie s p r a w ę , że przedstawione r o z w a ż a n i a t k n ę ł y
j o d y n i e t e n j a k ż e , . n o ś n y " t e m a t . W i e l u spraw nie poruszono
w ogóle (magia miłosna,, w r ó ż b y ) , inne przeanalizowano za.lodw ie
pobieżnie.

Nie

ustosunkowano się też

do

terminu,

w

jakim

obchody nocy s o b ó t k o w e j

2 8

Schemat przebiegu o b r z ę d u jest n i e w ą t p l i w i e uproszczony
i b y ć m o ż e n i e p e ł n y . Pozostaje n a m jednak nadzieja, że w y n i k i
a n a l i z y semiotycznej p o z w o l ą n a m go w p r z y s z ł o ś c i u z u p e ł ­
nić.

l' R Z Y P I S Y

1

W i ę k s z o ś ć m a t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h w y k o r z y s t a n y c h do
opracowania a r t y k u ł u pochodzi z eza,sopism e t i m ^ n i l i c z i i y c l i
Z W A K , M A A E ' , „ W i s ł y " , „ L u d u " , oraz Ludu
O. K o l b e r g a .
M a t e r i a ł y /. niemieckiego obszaru
językowego
czerpaliśmy
z n a s t ę p u j ą c y c h p u b l i k a c j i : R. U e i t l . Deutsche
Yolkskunde,
B e r l i n 1968, s. 282 п . ; E . Fehrlo, Vest utul Yołksbrauche
im
Juhreslauf
europiiischcr
Yólker, Kassel, J . Pb. H i n o n t h a l , 1955,
s. 219; J . B . Fischer, Bcschrcibung
der rorziiglichslcn
Yolksfestc,
Unterliultuttgeu, Spicie utul Tanze der mcisten Nationen in
Europu.
B d . 1.2., W i o n 1799, s. 134; T l . Oetke. Der deutschc
Yołkstanz,
B e r l i n 1982. s. 403
473
S. Ż ó ł k i e w s k i , Przedmowa
| w : ] Semiotyku
kultury, W a r ­
szawa 1977, s. 26 n .
Schemat o b r z ę d u inicjacji obejmuje r ó w n i e ż s y m b o l i c z n ą
ś m i e r ć wtajemniczonego, jego k o n t a k t z d u c h a m i , s i ł a m i de­
m o n i c z n y m i oraz ponowne narodziny w nowej r o l i s p o ł e c z n e j .
Por. E . M i c l e t y i i s k i . Poetyka mitu, Warszawo, 1981, s. 281
J . S. W a s i l e w s k i , Podróże
do piekieł,
Warszawa 1979.
s. 217—218
W . P r o p p , Morfologia
bajki, Warszawa 1976, s. 56, 164
J . Tokarska, , 1 . Wasilewski, A . Znrysłowska,, Śmierć
jako
organizator kultury, E t n o g r a f i a Polska, t . X X V I 1982, z. 1. s.
104—105
T a m ż e , s. 92
M . Kliade, Traktat o historii religii, Warszawa 1966, s. 388
J . Tokarska, , 1 . W a s i l e w s k i , A . Zmyslowska, op. c i t . ,
s. 94

uczepi się na gałęzi, to ta za m ą ż p ó j d z i e
- k t ó r e j zaś spadnie
na z i e m i ę , ta w t y m r o k u nio dostanie m ę ż a " .
Por. ,1. S. Wasilewski, op. cit., s. 106—110:
oto
pyszny kobiecy s t r ó j weselny... w y k o n a n y z c h i ń s k i e g o j e d w a b i u ,
p o k r y t y jest m i s t e r n y m , w i e l o b a r w n y m h a f t o m , przedstawia­
j ą c y m drzewo z koroną, w i j ą c y c h się gałęzi. S i e d z ą w ś r ó d n i c h
p t a k i , za,ś po obu stronach p n i a s t o j ą dw a, ronifery. ... To w ł a ś n i e
dusze p r z y s z ł y c h dzieci uwidoczniono s ą j a k o p t a k i w ś r ó d gałęzi
drzow-a — rodowej siodziby dusz. Dorastając, z l a t u j ą na coraz to
niższe g a ł ę z i e , by wreszcie wcielić się na, z i e m i . . . " .
1 3

r

»* L . Lissowski,

So!&gt;ólka,

„Wisła"

1892,

t. V I , z. 4,

924

2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

Por. D W O K , Wlk. Ks. Poznańskie,
t. 9, cz. I s. 143;
w wiliją ś. J a n a Chrzciciela po zachodzie s ł o ń c a u d a j ą się
k o b i e t y na b e z d r o ż a , ł ą k i i p a g ó г к i . . . " Sz. J a s t r z ę ­
bowski, Sobótka we wsi Mikułowice,
„ W i s ł a " 1891, t . V , s. 33;
W M i k u ł ó w i c a c l i pod ogień s o b ó t k o w y s ł u ż y od dawien
d a w n a jedno i to samo miejsce. L e ż y ono p r z y drodze, wycho­
dzącej z głębokiego wąwozu, a jak tu n a z y w a j ą wąkopu... T u
na ugorze l u b wygonie... wieczorem zbiera się prawie cala, m ł o ­
dzież"
11

Por. J . S. Wasilewski, Podróże do piekieł, Warszawa 1979,
s. 128 u . , oraz Z nad Bugu. Szkic etnograficzny przez Z. St. „ b u d "
1897, t . 3, s. 2 1 ; „ C z a r o w n i c e lubują, się przede w s z y s t k i m w porze
nocnej, b e z k s i ę ż y c o w e j , wietrznej i zimnej... N a granicach wsi,
na r o z d r o ż a c h z b i e g a j ą się o p ó ł n o c y w k i l k a i ze z ł y m n a r a d z a j ą
się...".
1 2

Por. D W O K , Kaliskie,
t . 23, s. 100: „ W wigilię ś. J a n a
Chrzciciela d z i e w c z ę t a w ten s p o s ó b o d p r a w i a j ą s o b ó t k ę , że
r z u c a j ą w i a n k i z k w i a t ó w i ziół na drzewo, i k t ó r e j z n i c h wianek

1 5

J . R . Toiniecv, Drzewo życia, Warszawa 1975, s. 2K
M . Eliado, op." c i t . , s. 193 '
A . Bohdanowicz, Przeżytki
starożytnego
świfttopogłątlit
u Białorusinów,
Grodno 1896, cyt. za, J . W i t o r t , „ L u d " , J893.
t. 2, s. 214—215
J . D ł u g o s z , Dziejów
polskich
ksiąg 12, p r z e k ł . Mooher z y ń s k i o g o , 1867, I , s. 40; M . R e j , Postylla,
w y d . K . Górski
i W . K u r a s z k i c w i c z , W r o c ł a w 1965; M a r c i n z F / r z ę d o w a . Herbarz
polski...
K r a k ó w 1595
M . E i i a d e , Sacrum,
mit, historia.,
Warszawa 1974, s.
138
Por. Sz. J a s t r z ę b o w s k i , op. cit., s. 33, „ . . . D z i e w c z ę t a
u p a d ł e , splamione na o p i n i i nic b y w a j ą dopuszczane do ogólnej
zabawy, jeżeli zaś k t ó r a z p o d o b n y c h posiada o d w a g ę u k a z a ć się
na s o b ó t c e , to n a r a ż a się na złośliwiść i szykany c h ł o p a k ó w , na
o b o j ę t n o ś ć , l e k c e w a ż e n i e i u s z c z y p l i w o ś ć towarzyszek...".
M . Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 1966, s. 290
i następno
J . S. Wasilewski, Symbolika
ruchu obrotowego i rytual­
nej inwersji,
Wa.rszawa 1978, E t n o g r a f i a Polska, t. X X I I , z. 1.
s. 83
J . S. Wasilewski, t a m ż o s. 8-1—86. oraz P o d r ó ż e do pie­
kieł, s. 146—147
J . S. Wasilewski, t a m ż o s. 98
A d n a w , Zabobony, pieMii i obrzędy ludu
mieszkającego
u źródeł Sanu i Dniestru,
W ę d r o w i e c 188:.', t . 1, nr 1.1, c y t . za.
S. J a s t r z ę b o w s k i , W i s ł a , 1. V I I I , z. 2, s. 365, „ K u p a ł o u pastu­
c h ó w w g ó r a c h . Ś p i e w a j ą : C h o d ź m y , c h o d ź m y na, S o b i t k u , upie­
czemy c z o r m i k i t k u ; c h o d ź m y , c h o d ź m y na n i ą , upieczemy czorn u l a n i u " . , Por. też J . R . Tomiccy, op. cit., s. 197
1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

J . K o c h a n o w s k i , Dzieła

2 7

R . Graves, Mity (/reckie. Warszawa 1982, s.
J . R . Tomiccy, op. cit., s. 195—201

Polskie,

Kraków

1952, s. 295—

-311
2 8

123

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10354" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10332">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6a2782b4665c5863edeb93c1683d0d4e.pdf</src>
        <authentication>af0da45b26861556b87edd304d6ae98b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123170">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123171">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3078</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123172">
                <text>Ryszarda Hlebowicza "Panorama obrony Wizny" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123173">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.49-58</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123174">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123175">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123176">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123177">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123178">
                <text>П . 1. R y a z a n ! Hlebowicz, 1984

г.

Aleksander Jackowski

RYSZARDA HLEBOWICZA „PANORAMA OBRONY WlZNY"

U w y l o t u m o s t u w i o d ą c e g o z W i z n y do Sulina d u ż a t a b l i c a
informuje

przyjeżdżających

o muzeum. Ł a t w o

je

zauważyć,

t r z y d n i b r o n i l i się dzielnie. O d w r o t u nie m a — m ó w i ł Raginis.
B r y k a ł s k i z g i n ą ł w schronie na g ó r z e , a g d y nasi w y s a d z i l i m o s t ,

w r z a d k i m sosnowym l a s k u w i d n i e j ą b i a ł o - c z e r w o n e f l a g i . M u z e u m

Niemcy

m i e ś c i się na

i z a c z ę l i się p r z e p r a w i a ć . W o d a b y ł a m a ł a , a r o k

ogrodzonej s i a t k ą ,

półhektarowej

działce

H l e b o w i c z a . O n w y m y ś l i ł to m u z e u m , s t w o r z y ł , nie

pana

szczędząc

(było i c h 40 t y s i ę c y )

zrobili nowy most pontonowy
wyjątkowo

suchy, szli w i ę c i przez bagna ł a w ą . P o l a c y w a l c z y l i dzielnie,

sił i ś r o d k ó w (samego cementu z u ż y ł p o n a d 5 t o n ) , on jest t u

t r z y d n i . P o d b i l i 1 czołg k o ł o

kustoszem

każdą

k a m i nie p o d d a w a ł s i ę , w i ę c N i e m c y s p r o w a d z i l i o d d z i a ł for-

Termo-

teczny, z d o b y l i go. Z g i n ę l i w n i m wszyscy. N i e m c y o t o c z y l i t e ż

P r z y w e j ś c i u na teren m u z e u m , zwanego przez p . H l e b o w i c z a

się p o d d a ł . A l e o n p o p r o s i ł o p ó ł g o d z i n y . Dlaczego ? M i a ł o k o ł o

i oprowadzającym,

gotowym

skomentować

r z e ź b ę , o p o w i e d z i e ć o bohaterskich dziejach „ P o l s k i c h
p i l i nad

Grądów...

Bunkier pod K u r p i -

c z o ł g a m i b u n k i e r k a p i t a n a Raginisa. D a l i m u u l t i m a t u m , ż e b y

Wizna".
r. s y m b o l i c z n a r z e ź b a

20 ż o ł n i e r z y , w i e l u z n i c h r a n n y c h . W y s ł a ł g o ń c a do Osowca

p r z e d s t a w i a j ą c a g o ł ę b i a p o k o j u i p r z e k r e ś l o n ą b o m b ę — j a k na

po pomoc. U w a ż a ł , ż e b u n k i e r się p r z y d a , w i ę c c z e k a ł na odpo­

a n t y w o j e n n y c h p l a k a t a c h ( i l . 2). Obok f i g u r a ż o ł n i e r z a W r z e ś n i a

w i e d ź . G d y j u ż w i e d z i a ł , że pomoc nie nadejdzie b u n k i e r p o d d a ł .

wskazuje d ł o n i ą k i e r u n e k zwiedzania. Za c a m p i n g o w y m i d o m ­

Żołnierze

kami, w k t ó r y c h mieszka gospodarz i jego rodzina, widnieje

w y s z e d ł ostatni... Ale z o s t a ł w i e r n y p r z y s i ę d z e , z g i n ą ł a

•entralna seena p a n o r a m y : n a t a r c i e ż o ł n i e r z y n i e m i e c k i c h

d o s t a ł się do n i e w o l i " . O ś m i e r c i tej n a p i s a ł p . H l e b o w i c z w j e d ­

, , P a n o r a m ą . . . " s t c i wzniesiona w 1984

na

j u n k i e r , z k t ó r e g o w y c h o d z i b o h a t e r s k i jego o b r o ń c a — k a p i t a n

nym z

wychodzili

g ę s i e g o , r ę c e m i e l i na

głowie.

Kapitan
nie

wierszj-:

ftaginis. Jego ż o ł n i e r z e l e ż ą w p o f a ł d o w a n y m terenie, s t r z e l a j ą
lo czołgu z w i d o c z n ą s w a s t y k ą ( i l . 6). O d w i e d z a j ą c y p r z e w a ż n i e

„ O s t a t n i m granatem

viedza niewiele l u b

K a p i t a n R a g i n i s ż y c i e sobie odbiera

nic

o przedstawianych t u

wydarzeniach

vięc p . H l e b o w i c z w y j a ś n i a : „ K a p i t a n R a g i n i s o b j ą ł odcinek

Ginie j a k ż o ł n i e r z na

&gt;brony N a r w i — 9 k i l o m e t r ó w . D o d y s p o z y c j i m i a ł 720 l u d z i .

Nie niewolnik

Przysłano t e ż

mu

do p o m o c y por.

Brykalskiego z

' ł o ż y l i sobie p r z y s i ę g ę , że ż y w i nie u s t ą p i ą
le, s i ł y

nierówne. Wojsko

dowiedziało

artylerii.

W a l k i b y ł y straszsię o tej

froncie,

Hitlera".

przysiędze,

Następny
hełmy —

obiekt panoramy, to

s z c z ą t k i broni,

amunicji,

j u ż z a r d z e w i a ł e , zniszczone. K o t w i c a s a p e r ó w

Gu-

49

�na z a m ó w i e n i e , a więc profesjonalnie, i że g i l y b y z a m ó w i o n o
u niego inne d z i e ł o , ł o w n i e sprawnie b y j e w y k o n a ł . O c z y w i ś c i e
za o d p o w i e d n i ą z a p ł a t ę . A t u nic z tego. A u t o r nie d o ś ć , żo n i ­
czego nie o t r z y m a ł , jeszcze sam m u s i a ł p o n i e ś ć d u ż o koszta
i w ł o ż y ć wszystkie swe u m i e j ę t n o ś c i w' d z i e ł o . N i e u d o l n o ś ć
w p a r a d o k s a l n y s p o s ó b p o ś w i a d c z a w a g ę sprawy, w z m a c n i a
o k s p r e s j ę o d b i o r u . A l e g d y b y t w ó r c a „ P a n o r a m y " m i a ł bardziej
w y o s t r z o n ą ś w i a d o m o ś ć , nie z d e c y d o w a ł b y się zapewne na r e a l i ­
zację takiego zamierzenia. T y l k o a m a t o r l u b l u d o w y a r t y s t a
m o ż e b y ć do tego zdolny, p o n i e w a ż m i e r z y s i ł y na z a m i a r y ,
p o n i e w a ż m y ś l i przede w s z y s t k i m o t y m , co go a n g a ż u j e i co
c h c i a ł b y u t r w a l i ć dla i n n y c h , dla p o t o m n o ś c i .
Ryszard H l e b o w i c z nie jest j e d y n y m , k t ó r y z d e c y d o w a ł
się sam p o d j ą ć podobno zadanie. W l a t a c h p i ę ć d z i e s i ą t y c h ,
przez wiolo l a t m a l o w a ł we F r a n c j i s w o j ą p a n o r a m ę „ Z a c h l e b e m "
J ó z e f W i ą c e k , g ó r n i k - c m i g r a n t . M a l o w a ł nio dlatego, żo b y ł
m a l a r z e m (bo nic b y ł ) , ale po t o , aby p o k a z a ć gorycz ż y c i a
e m i g r a n t a , aby przestrzec m ł o d y c h , p o k a z a ć los jego p o k o l e n i a .
U z n a ł , że najlepiej t o w y r a z i m a l u j ą c p a n o r a m ę , z ł o ż o n ą z k i l k u ­
n a s t u o b r a z ó w , z a c z ą ł w i ę c malowa,ć, nio p r z e j m u j ą c się t y m ,
że w ł a ś c i w i e nic o m a l o w a n i u nie w i e d z i a ł . N a w ł a s n y koszt
p r z y w i ó z ł swe dzieło do k r a j u , p o k o n u j ą c niezliczone t r u d n o ś c i
z w i ą z a n e z jego w y s t a w i e n i e m .
1

Z n a m w i e l u l u d z i okaleczonych w o j n ą , w i ę ź n i ó w o b o z ó w
k o n c e n t r a c y j n y c h , u c z e s t n i k ó w P o w s t a n i a , k t ó r z y po z a k o ń c z e ­
n i u w o j n y z d e c y d o w a l i się p o ś w i ę c i ć c a ł y w o l n y czas u t r w a l a n i u
togo, co p r z e ż y l i , co w i d z i e l i . W i e l u — t y s i ą c e , d z i e s i ą t k i t y s i ę c y —•
p i s a ł o i pisze p a m i ę t n i k i , i n n i , o p r e d y l e k c j a c h raczej plastycz­
n y c h , w y p o w i a d a j ą się w seriach o b r a z ó w , r y s u n k ó w , r z e ź b ,
g r a f i k . Jeszcze niedawno p r z y c h o d z i ł do m n i e , do I n s t y t u t u
S z t u k i , uczestnik warszawskiego P o w s t a n i a , k t ó r y o d t w a r z a ł
w l i n o r y t a c h z a p a m i ę t a n e sceny z w y d a r z e ń , k t ó r y c h nie, u m i a ł
2

I I . 2. G o ł ą b e k

pokoju

deriana (od m o s t u ) . D o k u m e n t y p r z e s z ł o ś c i , wszystkie z tego
t e r e n u zebrano.
l)a,lej inne sceny, o b r a z u j ą c e o b r o n ę , ż o ł n i e r z e p r z y c i ę ż k i c h
k a r a b i n a c h m a s z y n o w y c h (ił. 7-9) — j a k w s z ę d z i e f i g u r y z ce­
m e n t u , zbrojonego d r u t e m , p r ę t a m i , części uzbrojenia z ż e l a z a .
S y m b o l i c z n y orzeł, o k o l o n y h e ł m a m i (ił. 17), p ł y t a z w y r y t ą
m a p ą o b r o n y W i z n y . N i e o p o d a l pod d r z e w a m i p a t r o l k a w a l e r i i
(ił. 12). P a n H l e b o w i c z k o m e n t u j e : . . Z w i a d k a w a l e r i i , czte,ech
icli b y ł o , d o t a r ł p o d Jedwabne, t a m s p o t k a l i n a d c h o d z ą c e wojsko
Guderiana. Jeden z o s t a ł z a b i t y , trzech d o j e c h a ł o do s a p e r ó w ,
k t ó r z y czekali p r z y m o ś c i e , aby go w y s a d z i ć . Przez m o s t w a l i ł y
t ł u m y l u d n o ś c i , z t o b o ł a m i , d o m o w y m i z w i e r z ę t a m i . Oto —
pokazuje H l e b o w i c z — w y r z e ź b i ł e m t y c h l u d z i , j a k p ł a c z ą
z rozpaczy (ił. 13). K i e d y szli saperzy czekali, a gdy N i e m c y
w j e c h a l i t a n k i e t k a m i na m o s t — w y s a d z i l i go w p o w i e t r z e " .
Fotografie nie m o g ą o d d a ć tego wrażenia,, k t ó r e się odbiera
o g l ą d a j ą c „ P a n o r a m ę " , s ł u c h a j ą c i o b s e r w u j ą c jej t w ó r c ę . W r a ­
ż e n i e je.-d. silno, c h o ć nonsensem b y ł o b y m i e i / л с je s k a l ą d o z n a ń
a r t y s t y c z n y c h . W tej k a t e g o r i i można, m ó w i ć chyba t y l k o o gru­
pie u c i e k i n i e r ó w , ekspresyjnej i modelowanej z w i ę k s z ą spraw­
n o ś c i ą . N a t o m i a s t sekwencje batalistyczne o b n a ż a j ą n i e u d o l n o ś ć
warsztatu rzeźbiarskiego, brak znajomości anatomii. M i m o to
a n g a ż u j ą w y o b r a ź n i ę w i d z a . Z a d a w a ł e m sobie p y t a n i e , dlaczego ?
M y ś l ę , że o d g r y w a t u r o l ę przede w s z y s t k i m s z c z e r o ś ć , a u t e n t y z m
tego p r z e d s i ę w z i ę c i a . M u s i a ł a t o b y ć wielka sprawa, skoro k t o ś
z d o b y ł się na t a k o g r o m n y w y s i ł e k — i to bezinteresownie,
t y l k o po t o , aby u t r w a l i ć p a m i ę ć w y d a r z e n i a . W ł a ś n i e t e n
w y s i ł e k a m a t o r a zdaje się w t y m p r z y p a d k u p r z e m a w i a ć na
k o r z y ś ć sprawy, w n o s z ą c element osobistego p r z e ż y c i a , z a a n g a ż o ­
wania . O d zawodowego p l a s t y k a o c z e k i w a l i b y ś m y innego s t o p n i a
s p r a w n o ś c i , i l u z j i b i t w y , j a k w P a n o r a m i e R a c ł a w i c k i e j — alo
t e ż c z u l i b y ś m y , że jest to d z i e ł o przez o f i c j a l n ą i n s t y t u c j ę z a m ó ­
wione, d y s k u t o w a n e , oconiane —• d z i e ł o , k t ó r o a r t y s t a w y k o n a ł

50

11. 3. Żołnierz z b i a ł o - c z e r w o n ą fła.gą

�г

�I I . 6. Czołg niemiecki a t a k u j ą c y

I I . 7—9. Sceny z w a l k i

bunkier

�53

�54

�11. 12. Z w i a d k a w a l e r y j s k i
11. 13—15. U c i e k a j ą c a

ludność

�z a p o m n i e ć . „ P a n i e , m ó w i ł , s z u k a m t y c h , k t ó r z y b y l i w t e d y ze

w o j n y , wczuwa się w s y t u a c j ę , k t ó r e j sam nie p r z e ż y ł . O n i c h c ą

m n ą . N i e p a m i ę t a m j u ż , czy t o n J ó z e k s t a ł t u , p o d ś c i a n ą , czy

d a ć świadectwo prawdzie, on u p a m i ę t n i ć

tam

Odtwarzał

h i s t o r i i . F a k t , z k t ó r y m , j a k m i się w y d a j e , u t o ż s a m i a się coraz

a p o k a l i p s ę , przez k t ó r ą p r z e s z e d ł , nie m y ś l ą c o h a r m o n i i , p i ę k n i e

b a r d z i e j , a i c a ł a s y t u a c j a u s t a w i a go w r o l i uczestnika w y d a r z e ń

k r e s k i . B y ł j a k f o t o g r a f swojej,

pod

pod

schodami, k i e d y t e n g r a n a t w y b u c h n ą ł " .
a

także

zbiorowej

pamięci.

Wizna. K a ż d y , kto

fakt

z bliskiej

o g l ą d a „ P a n o r a m ę " oczekuje, że

mu

jej

J e d n a k m i ę d z y n i m i a H l e b o w i c z e m istnieje i s t o t n a r ó ż ­

t w ó r c a widział i p r z e ż y ł to, o czym opowiada. Trudno m ó w i ć —

n i c a — o n i o p i s u j ą t o , co r z e c z y w i ś c i e p r z e ż y l i , on, z n a j ą c realia.

„ t a k , to b y ł o r z e c z y w i ś c i e t u , na t y m terenie, ale j a to znam

56

�Białegostoku,

otworzył

warsztat b l a c h a r s k i . W s t ą p i ł do A K ,

p r a c o w a ł przez p e w i e n czas j a k o palacz w k o t ł o w n i , b r a ł u d z i a ł
w akcja,ch s a b o t a ż o w y c h . Po z a k o ń c z e n i u w o j n y p r z e n i ó s ł się na
W y b r z e ż e , potem w r ó c i ł do B i a ł e g o s t o k u , gdzie z a ł o ż y ł r o d z i n ę
i

do p r z e j ś c i a

na

rentę prowadził

warsztat

wulkanizatorski.

Z a c z ą ł m a l o w a ć g d z i e ś około 1966—7 r o k u . B y ł rekonwa­
lescentem, po resekcji części ż o ł ą d k a . M a l o w a ł p e j z a ż e , w y s t a w i a ł
na r ó ż n y c h wystf.wach p l a s t y k i a m a t o r ó w ,

3

ale n u r t o w a ł a go

m y ś l , że p o w i n i e n s t w o r z y ć c o ś , co b ę d z i e t r w a l e i pozostanie
po n i m , a, zarazem b ę d z i e w a ż n e dla l u d z i . P a m i ę t a ł f i l m , k t ó r y
w y w a r ł na n i m w m ł o d o ś c i ogromne w r a ż e n i e — „ N a S y b i r " ,
z Brodziszom i S m o s a r s k ą . „ C h c i a ł e m , m ó w i , z o s t a w i ć coś po
sobie dla m ł o d e g o p o k o l e n i a " . Z a m i a r s k r y s t a l i z o w a ł się g d z i e ś
ok.

1970 r. K u p i ł w ó w c z a s za 5.000 zł. p ó ł h e k t a r o w ą

rekreacyjną

w Sulinie i p o s t a n o w i ł w ł a ś n i e na, niej

działkę
wystawić

swego r o d z a j u p o m n i k O b r o n y W i z n y . U t r w a l i ć p a m i ę ć w y d a ­
rzania, ale zarazem i z o s t a w i ć ś l a d po sobie. T r w a ł y ś l a d . Dlatego
z d e c y d o w a ł , że to b ę d ą r z e ź b y . A l e nie z drewna, c h c i a ł , a b y to
r z e ź b y p r z o t r w a l y pokolenia. P r ó b o w a ł w i ę c r z e ź b i ć w gipsie,
ale gips ł a t w o się k r u s z y ł , nie b y l t r w a ł y . Z d e c y d o w a ł się w i ę c
na cement, z b r o j o n y p r ę t a m i m e t a l u . O t y m , że n i g d y d o t ą d nie
r z e ź b i ł , nie m y ś l a ł . M o ż e , g d y b y m i a ł ś w i a d o m o ś ć tego, c z y m jest
r z e ź b a , sztuka etc. nio z d e c y d o w a ł b y się na p o d j ę c i e

pracy...

ale ś w i a d o m o ś c i tej nie m i a l . Pierwszo postaci s t a n ę ł y w 1976 r.
Ż o n a , s y n , nie p r o t e s t o w a l i , że w y d a j e p i e n i ą d z e . N a w e t z a c h ę c a l i
go. W m i a r ę , j a k p o w s t a w a ł zarys „ P a n o r a m y " n a b i e r a ł pew­
n o ś c i . L u d z i e i n t e r e s o w a l i s i ę t y m , co r o b i . W ł a d z o t a k ż e o k a z a ł y
mu

pomoc.
Teraz wszystko jest gotowe. O d wczesnej w i o s n y do p ó ź n e j

jesieni mieszka w s w y m m u z e u m . N a ś c i a n a c ł i c a m p i n g o w y c h
domków

( p o s t a w i ł k i l k a ) w i s z ą obrazy. T a k i e , j a k i c h

tj^siące

m o ż n a o b e j r z e ć na w y s t a w a c h a m a t o r ó w . Z w i e d z a j ą c y m c h ę t n i e
I I . 10. Żołnierz z k a r a b i n e m
tylko z opowiadań i książek". Dwuznaczność sytuacji m o ż n a
dostrzec n a w e t w p i e c z ą t c e , k t ó r ą t w ó r c a „ P a n o r a m y "

opatruje

fotografio ekspozycji czy k a t a l o g i s w y c h prac. C z y t a m y na n i e j :
P a n o r a m a Obrony W i z n y
Ryszard Hlebowicz
Weteran Obrony
Sulin l l . N a r w i ą
C z y t a j ą c , m o ż n a s ą d z i ć , że H l e b o w i c z w i d z i a ł t o , co przed­
s t a w i a w „ P a n o r a m i e " . M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , że b y ł t u , u b o k u
k p t . Raginisa. Misterność i p r z e w r o t n o ś ć sformułowania

polega

na tyra, że b ę d ą c prawdziwe, sugeruje j e d n o c z e ś n i e i n n ą , oczeki­
waną

Hlebowicz walczył

bowiem

r z e c z y w i ś c i o w t y c h o k o l i c a c h , na p o c z ą t k u w r z e ś n i a

przez

widza, interpretację.

1939 г.,

ale nie b r a ł u d z i a ł u w zdarzeniach, k t ó r e przedstawia w „ P a n o ­
r a m i e " . .Formalnie m a p r a w o u w a ż a ć się za wcierana o b r o n y . . .
A , że k t o ś p o d k ł a d a p o d to l u ź n ą t r e ś ć , jego sprawa...
U r o d z i ł się 6 sierpnia 1914 r. w miasteczku R o ś , w d a w n y m
powiecie w o ł k o w y s k i m . Ojciec b y ł kelnerem w Grodnie, w Re­
sursie O b y w a t e l s k i e j . C h ł o p i e c s p ę d z i ł m ł o d e l a t a we w s i , pomaga­
j ą c w gospodarstwie.

Po u k o ń c z e n i u s z k o ł y podstawowej w y ­

j e c h a ł do B i a ł e g o s t o k u , t a m p r a c o w a ł w fabryce pluszu, a p o t e m
w y u c z y ł się zawodu wulkanizatora. Służbę wojskową

odbywał

w B r y g a d z i e C i ę ż k i c h K a r a b i n ó w Maszynowych (w S u w a ł k a c h ) .
Kiedy

w y b u c h ł a wojna, zameldował

się w 9 p u ł k u

Strzelców

K o n n y c h . M i a ł j u ż w ó w c z a s s t o p i e ń k a p r a l a . P o n i e w a ż otrzy­
mano

w Dowództwie

spadochroniarzy

meldunek

wysiano go

w rejonie W i z n y ,

o pojawieniu s i ę n i e m i e c k i c h

wraz z JO ż o ł n i e r z a m i na bagna

by zlokalizowali i s c h w y t a l i d y w e r s a n t ó w .

P ó ź n i e j wycofa! się. wraz zc s w y m p u ł k i e m p o d B a r a n ó w , p r z e ż y ł
k l ę s k ę , i n t e r n o w a n i e . Z obozu u c i e k ł , p r z e d z i e r a ł s i ę k u r o d z i n ­
n y m s t r o n o m . Schwytany w lesie, przy p r ó b i e p r z e j ś c i a granicy,
s i e d z i a ł w O l e c k u , a p o t e m w B r z e ś c i u . Z w o l n i l i go, p o j e c h a ł do

11. 17. T a b l i c a p a m i ą t k o w a ustawiona obok bunkra. N a p i s :
„Cześć Bohaterom O b r o ń c o m W i z n y 1939"

57

�pokazuje swoje wiersze i f r a s z k i . T e ż t a k i e , j a k i c h t y s i ą c e p i s z ą

p r z e t r w a w s z y s t k o , deszcze, m r o z y , u p a ł y , w i a t r y . N a w e t r ę k o m

d o m o r o ś l i poeci. Ale zdaje sobie s p r a w ę , że j e ś l i coś m u zapewni

chuligana się oprze. I t o b ę d z i e ten ś l a d , k t ó r y p o z o s t a w i p o

s ł a w ę , c h o ć b y l o k a l n ą , t o w ł a ś n i e „ P a n o r a m a " . Ona — w i e r z y —

sobie.

P R Z Y P I S Y

1

Por. M a r i a Ż y w i r s k a , Panorama Józefa Wiącka, „ P o l s k a
Sztuka L u d o w a " , 1965, n r 4
Po wojnie p o w s t a ł o ponad 500 t y s i ę c y p a m i ę t n i k ó w
W e w r z e ś n i u 1980 r. T o w a r z y s t w o P r z y j a c i ó ł Sztuk
2

3

P i ę k n y c h w B i a ł y m s t o k u z o r g a n i z o w a ł o w y s t a w ę prac i w y d a ł o
k a t a l o g : Malarstwo Ryszarda Hlebowicza. W y m i e n i o n o w n i m
6 p l e n e r ó w , w k t ó r y c h b r a ł u d z i a ł oraz 23 w y s t a w y (11 i n d y w i d u alnych w : B i a ł y m s t o k u , Wiźnie, Tykocinie).

I I . 18. P t a s z k i na ś c i a n i e d o m k u campingowego

K o t . : Jan

Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10359" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10337">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80b123e409952f8b447f94e907eb8737.pdf</src>
        <authentication>2fed03db265e7aeddc2c27dceff68a69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123217">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3275</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123218">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3070</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123220">
                <text>Jadwiga. Wspomnienie o Jadwidze Jarnuszkiewiczowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123221">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.253-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123222">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123223">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123224">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123225">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123226">
                <text>Aleksander Jackowski

JANINA

Tego a r t y k u ł u o sobie j u ż nie p r z e c z y t a ł a . Proces d r u k u t r w a
d ł u g o , a g d y się m a 93 l a t a k a ż d y m i e s i ą c jest j a k d a r o w a n y .

ORYNŻYNA

d y s t y n k c j a , k u l t u r a b y c i a , p r z y w i ą z a n i e do t r a d y c y j n y c h

zwy­

c z a j ó w (a nawet p o t r a w ) .

Z m a r ł a 3 l u t e g o . Pochowano j ą skromnie, bez r o z g ł o s u , na cmen­

Jeszcze w l a t a c h w i l e ń s k i c h z e t k n ę ł a się z gronem dzialaczok,

t a r z u w K u t n i e . O d p r o w a d z a ł o j ą w tej ostatniej ziemskiej w ę ­

z a j m u j ą c y c h się propagowaniem s z t u k i l u d o w e j . Z d a w a ł a sobie

d r ó w c e niewiele o s ó b , w s p ó ł m i e s z k a ń c y D o m u O p i e k i S.S.

s p r a w ę z tego, że o r g a n i z u j ą c z b y t l u d o w y c h p r z e m y s ł ó w

Alber­

nie

t y n e k w K u t n i e , ż y c z l i w e Jej Siostry, k i l k a d a w n y c h w s p ó ł p r a ­

t y l k o p r z y c z y n i a się do podniesienia k u l t u r y estetycznej miejs­

cowniczek z „ C e p e l i i " . Z a b r a k ł o w i e ń c ó w , p r e z e s ó w ,

k i c h n a b y w c ó w , ale i pomaga materialnie t y s i ą c o m l u d z i na w s i .

dygnita-

r z y z resortu k u l t u r y , n a s t ę p c ó w , h o n o r ó w , na k t ó r e z a s ł u ż y ł a

Tej sprawie poświęciła się c a ł k o w i c i e . A l e g d y z a c z y n a ł a t ę dzia­

j a k m a ł o k t o . P r z y p a d e k ? Zapewne, w i a d o m o ś ć n a d e s z ł a w os-

ł a l n o ś ć m i a ł a jeszcze do czynienia ze w s i ą w z n a c z n y m stopniu

t a t n i o j c h w i l i , wszyscy b y l i z a j ę c i , p o u m a w i a n i , pogoda

była

z i n t e g r o w a n ą , k o r z y s t a j ą c ą z w ł a s n e g o d o r o b k u , w k t ó r e j nie­

o k r o p n a . A l e p r z y p a d k i b y w a j ą z a d z i w i a j ą c o l o g i c z n e . P a n i Ja­

m a l k a ż d a k o b i e t a t k a ł a czy h a f t o w a ł a . W c h o d z ą c do M i n i s t e r ­

n i n a p r z e ż y ł a s w ó j czas, n a l e ż a ł a do e p o k i , k t ó r a o d e s z ł a .

stwa P r z e m y s ł u i H a n d l u — w dwudziestych latach — z d a w a ł a

U r o d z i ł a się w W i l n i e , 24 czerwca 1893 r . T a m się w y c h o w a ­

sobie s p r a w ę z p r z e m i a n , k t ó r e z a c h o d z i ł y , ale nie s ą d z i ł a zapewne,

ł a , t a m z a c z ę ł a p i s a ć , i n t e r e s o w a ć się ż y c i e m i t w ó r c z o ś c i ą l u d u .

że jeszcze za j e j ż y c i a z a j d ą n a wsi t a k ogromne z m i a n y , że

P o t e m , w dwudziestych l a t a c h p r z e n i o s ł a się do W a r s z a w y , ale

p r z e k s z t a ł c i się nawet p o j ę c i a s z t u k i l u d o w e j czy t w ó r c y ludowe­

jej p r o w e n i e n c j ę z d r a d z a ł a zawsze ś p i e w n o ś ć m o w y , s z c z e g ó l n a

goByła już ostatnią spośród wielkich działaczek

zajmujących

się s z t u k ą l u d o w ą . C z ę s t o w r o z m o w a c h w s p o m i n a ł a l u d z i , z k t ó ­
r y m i się s t y k a ł a , z k t ó r y m i p r a c o w a ł a — Zofię S t r y j e ń s k a ,

Ce­

zarie B a u d o u i n de Courtenay J ę d r z e j e w i c z o w ą , H e l e n ę Sohram ó w n ą , W a n d ę S c h r e i b e r ó w n ą , Jerzego W a r c h a ł o w s k i e g o , Eleo­
n o r ę P l u t y ń s k ą , Zofię C z a s z n i c k ą , A n t o n i e g o K e n a r a . P r z e ż y ł a
I I . 5. J . O r y n ż y n a , Papież
narodowym
Kardynałów
w

Jan Paweł
Warszawie,

I I w otoczeniu
między­
akwarela, 29,5 x 20om

ich w s z y s t k i c h . P r z e ż y ł a l a t a fascynacji l u d e m , m o d y n a c h ł o p s k ą
s z t u k ę i czasy, w k t ó r y c h t r z e b a b y ł o na nowo w a l c z y ć o p r a w o
tej s z t u k i do istnienia.
W c i ą g u Jej

życia odszedł w niepamięć krajobraz lat mło­

d z i e ń c z y c h , d w u k r o t n i e z m i e n i a ł się k s z t a ł t k r a j u , z m i e n i ł a rad y k a l n i o wieś, z m i e n i a ł y p r o b l e m y z w i ą z a n e ze s z t u k ą l u d o w ą .
T o , co n i e g d y ś b y ł o ż y w e — s t a ł o się wzorcem, n a s t r a ż y k t ó r e g o
s t a n ę l i etnografowie, przekaz p o k o l e n i o w y z a c z ę l i

zastępować

i n s t r u k t o r z y , „ s z t u k a " s t a l ą się „ p a m i ą t k ą " a m ą d r e r ę c e c z ł o wioka

z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć maszyna,. N a w e t „ C e p o l i a "

połowy

l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h niowiele m a w s p ó l n o g o z t ą , k t ó r ą organi­
z o w a ł a p . J a n i n a i k t ó r e j t y l e l a t ż y c i a p o ś w i ę c i ł a . Ze s m u t k i e m
w s p o m i n a ł a „ r o m a n t y c z n y " okres „ C e p e l i i " , k i e d y to a u t o n t y c z na, s z t u k a l u d o w a w y z n a c z a ł a

jeszcze a r t y s t y c z n ą

rangę

tej

instytucji.
P o z n a ł e m p a n i ą J a n i n ę , gdy

pracowała w jednym

pokoju

z m o i m ojcem, w Ministerstwie P r z e m y s ł u i H a n d l u . B y ł o

to

przed 60 l a t y . . . P a m i ę t a m j ą dobrzo z t a m t y c h lat. P ó ź n i e j , po
wojnie, p o ł ą c z y ł o nas w s p ó l n e zainteresowanie — a g d y p .

Ja­

n i n a o d e s z ł a na e m e r y t u r ę , o d w i e d z a ł e m j ą , s ł u c h a ł e m o p o w i e ś ­
ci o czasach i l u d z i a c h . C h o d z i ł a j u ż z t r u d e m , ale b y ł a w y t w o r n a ,
zadbana, p e ł n a smutnego u r o k u . P ó ź n i e j s t r a c i ł e m z n i ą k o n t a k t .
Dopiero po k i l k u l a t a c h z n ó w o N i e j u s ł y s z a ł e m — j a k o o malar­
c e W y r z u c a m sobie, że w i e d z ą c w j a k i c h z n a l a z ł a się w a r u n k a c h
zapomniana przez i n s t y t u c j ę , k t ó r e j tyle sił p o ś w i ę c i ł a , nie po­
t r a f i ł e m j e j p o m ó c . Nie p o j e c h a ł e m do N i e j . B o i co m ó g ł b y m
Jej p o w i e d z i e ć , c z y m p o c i e s z y ć ?
P a t r z ę n a j e j o b r a z k i . Czy s ą naiwne ? O t y l e , o ile n a i w n ą
jest d o b r o ć , szczera, serdeczna wiara, m i ł o ś ć do l u d z i , p t a k ó w
i r o ś l i n . Uderza mnie w t y c h akwarelach ich s k r o m n o ś ć , ich de­
l i k a t n o ś ć . S ą o s t a t n i m ś l a d e m w z r u s z e ń i m y ś l ą . Jest w n i c h
smutek, ale i Nadzieja.

fot. J .

252

Świderski

�Aleksander Jackowski

JADWIGA
WSPOMNIENIE O JADWIDZE JARNUSZKIEWICZOWEJ

O r z e ź b i e w i e d z i a ł a d u ż o . Z a r ó w n o o dawnoj j a k i w s p ó ł c z e s n e j .

B y ł a przez ć w i e r ć w i e k u częścią naszej r e d a k c j i , k i m ś b l i s k i m ,
w a ż n y m , do kogo m o ż n a się b y ł o z w r ó c i ć w k a ż d e j

sprawie,

M i a ł e m o k a z j ę k i l k a razy o g l ą d a ć z n i ą muzea i w y s t a w y , d a ł o

w i e d z ą c , że się uzyska pomoc. S ą ludzie, do k t ó r y c h g a r n ą się

mi

i n n i : s ł a b i , w r a ż l i w i , pozornie m o c n i , a w ś r o d k u p ę k n i ę c i . Ś m i a ­

wrażliwość

to

wiele,

cechowała

Pamiętam

irytację

l i ś m y się, że w y s t a r c z y , a b y sama z o s t a ł a z k i m ś w p o k o j u , a j u ż

jednej z naszych k o l e ż a n o k , g d y i d ą c u l i c a m i F l o r e n c j i

Jadwiga

z a c z y n a ł y się zwierzenia, otwieranie duszy. B u d z i ł a

zaufanie,

nagle z a w o ł a ł a — o! D o n a t e l l o . Gdzie ? N o t u , te dwie r z e ź b y !

m i a ł a w sobie c i e p ł o , n a l e ż a ł a do l u d z i , k t ó r z y d a w a l i coś z siebie

S k ą d wiesz ? — z d e n e r w o w a ł a się k o l e ż a n k a , h i s t o r y c z k a s z t u k i .

i wynikająca

ją

bowiem rzeczywiście

z niej

intuicja.

wyjątkowa

i n n y m . O p o w i a d a ł a m i o s w o i m o j c u , nauczycielu, k t ó r y b ę d ą c

P r z e c i e ż t u s ą cztery r z e ź b y ! T o oczywiste! z d z i w i ł a się J a d w i g a ,

j u ż na emeryturze

p r z e c i e ż to dwie s ą z u p e ł n i e inne.

szedł do s z k o ł y a b y u s ł y s z e ć h a ł a s na k o ­

r y t a r z a c h w czasie p r z e r w y . I l u jest dziś t a k i c h nauczycieli?

D o n a t e l l a z r e s z t ą w i e l b i ł a , co nie p r z e s z k a d z a ł o j e j entuzjaz­

B y ł a u r o d z o n y m pedagogiem, l u b i ł a m ł o d z i e ż , w ł a ś c i w i e dopiero

m o w a ć się s z t u k ą w s p ó ł c z e s n ą , z w ł a s z c z a Pevsenerem, Ipouste-

w t e d y się w p e ł n i r e a l i z o w a ł a , g d y m o g ł a d y s k u t o w a ć z m ł o d y m i

gry'm,

l u d ź i p i o i c h p r a c y , o sztuce, o n a j w a ż n i e j s z y c h sprawach ż y c i a .

d z i a ł a l n o ś ć warszawskiej

K i c n h o l z e m , Baconom,

Giacomettim.

Bliska

g r u p y „ R e p a s a g g e " , nieraz

jej

była

zwracała

Sama k o r z y s t a ł a nie m n i e j z t y c h k o n t a k t ó w , o t w a r t a na nowo

m i u w a g ę n a j a k ą ś szczególnie c i e k a w ą i m p r e z ę j a k n p . a r a n ż a c j ę

p r o b l e m y , nowe zjawiska. U m i a ł a s ł u c h a ć , a ł e i co joszczo rzadszo

K a l i n y i K o w a l s k i e g o g r o b u wiolkanocnego w kościele ś w . K r z y ż a ,

— p a t r z e ć . T a k , p a t r z e ć , a b y w i d z i e ć t o , co nowe, i n n e ; p a t r z e ć

czy

od ś r o d k a , od samej rzeczy w ł a ś n i e a nie przoz j e j p r z y r ó w n a n i e

Romana

t e ż bliskie istocio ludowej

ekspresji

widowisko

pasyjne

Woźniaka.

do c z e g o ś , co j u ż istnieje. T y m się w ł a ś n i e o d z n a c z a ł y j e j k r y t y k i ,

W sztuce, t a k j a k i w ż y c i u nie u z n a w a ł a k o m p r o m i s u , w o l a ł a

recenzje w y s t a w , w s t ę p y do k a t a l o g ó w — n a p i s a ł a ich niewiele,

o d e j ś ć n i ż r o b i ć czy m ó w i ć coś, czego nio a k c e p t o w a ł a . R ó w n i e ż

ale d o c i e r a ł a w n i c h do sedna rzeczy, p o t e m d z i ę k o w a n o jej —

o r g a n i z u j ą c w y s t a w y nie u l e g a ł a presji m o d y , czy t o w a r z y s k i c h

Pani

u k ł a d ó w . B y ł y to w y s t a w y odkrywcze i konsekwentne,

zrozumiała

t o , co n a j w a ż n i e j s z e ,

co c h c i a ł e m

wyrazić.

że w y ­

Obca j e j b y ł a „ n a u k o w o ś ć " p o l e g a j ą c a na t o m , że rzecz n o w ą

m i e n i ę c h o ć b y „ R z e ź b ę w ogrodzie" ( S A R P , W - w a 195G) ,,14-tu

wpasowuje się w j u ż i s t n i e j ą c ą s i a t k ę p o j ę ć i k l a s y f i k u j e ,

r z e ź b i a r z y " ( Z a c h ę t a , Warszawa 1968). P r z y g o t o w a ł a d o s k o n a ł y

usta­

w i a j ą c a r t y s t ę w kolejce — ton za M o o r e m , t a m t e n za Giacomet-

zostaw polskiej r z e ź b y powojennej n a m i ę d z y n a r o d o w ą w y s t a w ę

t i m , A r p e m czy Cesarom. S z u k a ł a w ludziach i sztuce tego, co

w P a r y ż u , b y ł a w s p ó ł a u t o r e m w a ż n e j ekspozycji „ R z e ź b a polska

autentyczne i w ł a s n e , co s t a n o w i ł o n a w e t t y l k o zarodek nowego.

1944—1948" w p o z n a ń s k i m B W A (1984). Znakomicie r o z w i ą z a ł a

M o ż e dlatego w ł a ś n i e t a k cenili j ą , j a k o k o n s u l t a n t k ę , studenci

t r u d n y p r o b l e m w y s t a w y , o b r a z u j ą c e j dorobek i p r o b l e m a t y k ę

Wydziałów Rzeźby i Wzornictwa Przemysłowego ASP w War­

25 l a t d z i a ł a n i a naszego pisma

szawie. P r o w a d z ą c teoretyczne

się t a k ż e w inne w y s t a w y , p r z y g o t o w y w a n e w P r a c o w n i S z t u k i

kając

w intencje autora,

prace d y p l o m o w e u m i a ł a , w n i ­

r o z s z e r z y ć jego h o r y z o n t

( P M E , W - w a , 1972). A n g a ż o w a ł a

myślenia,

Nieprofesjonalnej, że w y m i e n i ę t u c h o ć b y w y s t a w k ę t o w a r z y s z ą c ą

z w r ó c i ć u w a g ę na niedostrzegane k o n t e k s t y i u w a r u n k o w a n i a .

konferencji na t e m a t k i c z u i s z t u k i j a r m a r c z n e j . M i a ł a z r e s z t ą

253

�n a tej konferencji z n a k o m i t ą w y p o w i e d ź , u m i a ł a b o w i e m p o d e j ś ć

t e ż i siłę, z j a k ą p r z e b i j a ł o się t o , co b y ł o i s t o t ą j o j o s o b o w o ś c i ,

do zagadnienia nie szablonowo, w i d z ą c je w aspekcie k u l t u r y ,

jej p o w o ł a n i e m . T w o r z y ł a w o k ó ł siebie a t m o s f e r ę ,

a nie t y l k o t r a d y c y j n i e p o j m o w a n e j s z t u k i .

dawała

wiele a r t y s t o m . B y ł a

czułym,

środowisko,

wrażliwym

i

mądrym

N a t o m i a s t do dawnej s z t u k i ludowej p o d c h o d z i ł a z szacun­

k r y t y k i e m ; przyjacielem i d o r a d c ą . „ C a ł e jej ż y c i e p r z e n i k n i ę t a

k i e m n a l e ż n y m k a ż d e j p r a w d z i w e j sztuce. N i e b y ł o w niej czu-

b y ł o poszukiwaniem n a j g ł ę b s z y c h w a r t o ś c i d u c h o w y c h , a ż y c i u

łostkowości,

miłośników

sztuki o d d a w a ł a cały swój niepowtarzalny entuzjazm" napisali

niektórych

w „ T y g o d n i k u P o w s z e c h n y m " Jej

t y l k o

tak

charakterystycznej

sztuki ludowej,

dla

wielu

czy zawodowej g o r l i w o ś c i

działaczy „ n a polu k u l t u r y " . Mierzyła dzieła sztuki ludowej t a k ą

Chorowała

przyjaciele.

d ł u g o i c i ę ż k o . Ś m i e r c i się nie

bala.

Wierzyła

s a m ą miarą, jak twórczość środowisk elitarnych. Nie u z n a w a ł a

b o w i e m mocno i g ł ę b o k o . Nieobecni są n a j b l i ż e j nas,

a r g u m e n t ó w w rodzaju „ j a k na garbatego, t o on jest bardzo

w j e d n y m ze s w y c h wierszy k s i ą d z T w a r d o w s k i . Pewnie t a k jest,

p r o s t y " , z a c h w y c a ł y j ą dawne r z e ź b y , d r z e w o r y t y , obrazy. N a

gdy

ś c i a n a c h w p o k o j u w i s i a ł y — niepodal ulubionego p e j z a ż u J a c k a

P ó k i p a m i ę t a m y — s ą w ś r ó d nas. Czasom j a k o p a m i ę ć przesz­

S e m p o l i ń s k i e g o i l i n o r y t u Gielniaka — N i k i f o r , a n a d tapczanem

łości, czasem — j a k o p u n k t odniesienia.

obrazy na

szkle A d a m a

Słowińskiego

i Leokadii

L u d o w a r z e ź b a ceramiczna z S a r d y n i i ś w i e t n i e

Plonkowej.

Ludu

Polskiego"

wypełnić.

U r . 9.03.1918 w Warszawie, u k o ń c z y ł a w 1935 g i m n . „ W s p ó ł ­

Z wdzięcznością wspominam wielomiesięczną wspólną pracę
albumem „ S z t u k a

daje się

*

harmonizowała

z n i e w i e l k i m i b r ą z a m i j e j m ę ż a — Jerzego Jarnuszkiewicza.
z J a d w i g ą nad

l u k a spowodowana i c h o d e j ś c i e m nie

napisał

(Arkady,

p r a c a " i w s t ą p i ł a n a U n i w e r s y t e t W a r s z a w s k i , gdzie s t u d i o w a ł a
polonistykę.

Przed

wybuchem

wojny

zdążyła

jeszcze

zrobić

W - w a 1967). J e ź d z i l i ś m y po muzeach, p r z e g l ą d a l i ś m y i s t n i e j ą c e

a b s o l u t o r i u m . W czasie o k u p a c j i b r a ł a u d z i a ł w t a j n y m naucza­

a r c h i w a , z n o s i ł e m jej zdjęcia w y b r a n e z p o ś r ó d

n i u , od 1943 u k r y w a ł a się. Po p o w s t a n i u z o s t a ł a wywieziona do

t y s i ę c y — a ona,

kilkudziesięciu

j a k r e ż y s e r , k o m p o n o w a ł a je n a

planszach

t w o r z ą c s w o i s t ą s a g ę o sztuce l u d o w e j .

obozu rozdzielczego w Spellen, s t a m t ą d

wysłana

do

fabryki

„ F e r r u m " w Sosnowcu. Po w y z w o l e n i u p r a c o w a ł a j a k o nauczy­

Do „Polskiej Sztuki Ludowej" wniosła Jadwiga swą wrażli­

cielka w g i m n a z j u m i m . St. Staszica w Sosnowcu. J e s i o n i ą 1945 r.

w o ś ć i s p r a w n o ś ć o r g a n i z a c y j n ą . M o ż n a b y ł o b y ć s p o k o j n y m , że

p o w r ó c i ł a do W a r s z a w y , r o z p o c z ę ł a p r a c ę w referacie p r a s o w y m

po j e j a d i u s t a c j i t e k s t nadaje się do d r u k u , po korekcie

Biura

nie

O d b u d o w y Stolicy i j e d n o c z e ś n i e z a c z ę ł a studia h i s t o r i i

zostanie wiele b ł ę d ó w , p r z y p i s y z o s t a n ą ujednolicone, ilustracje

s z t u k i . M u s i a ł a je p r z e r w a ć w z w i ą z k u ze s p r a w a m i o s o b i s t y m i .

trafnie wyeksponowane. B y ł a sekretarzem r e d a k c j i ,

W 1951 k o ń c z y studia polonistyczne, p i s z ą c p r a c ę m a g i s t e r s k ą .

grafikiem,

p ó ź n i e j z a s t ę p c ą r e d a k t o r a naczelnego. Jej inspiracji z a w d z i ę c z a m

Rozpoczyna p r a c ę z l e c o n ą dla I n s t y t u t u B a d a ń L i t e r a c k i c h —•

rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń t a k ż e na t w ó r c z o ś ć N i k i f o r a i i n n y c h

pisze o g ó l n ą c h a r a k t e r y s t y k ę m a l a r s t w a polskiego 2. p o l . X I X w .

„ n i e p r o f e s j o n a l n y c h " , p o g ł ę b i e n i e stosunku do l u d z i , do a r t y s t ó w .
A l e w i e d z i e l i ś m y dobrze, ona i j a , ż e redakcja nie jest miejscem,

W

1953 rozpoczyna p r a c ę w P a ń s t w o w y m I n s t y t u c i e S z t u k i ,

p o c z ą t k o w o j a k o sekretarz r e d a k c j i „ P r z e g l ą d u A r t y s t y c z n e g o " ,

w k t ó r y m m o g ł a b y się n a j p e ł n i e j r e a l i z o w a ć . Т а к się j e d n a k po­

p ó ź n i e j Sekretarz Sekcji h i s t o r i i s z t u k i X I X i X X w . O d

t o c z y ł o jej ż y c i e , ż e po r ó ż n y c h p e r t u r b a c j a c h z g o d z i ł a się w

w r e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . Po 1978 r. w s p ó ł p r a c u j e

1958 r. p r z e j ś ć do naszej r e d a k c j i . T e n k r o k p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z A k a d e m i ą Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie. Z m a r ł a 7.11.1986.

n a s t ę p n e , o d d a ł a n a m 20 l a t swego a k t y w n e g o ż y c i a . C ó ż ! w y ­

Wydala

dwie

b i e r a m y m y , ale i los w y b i e r a za nas. N i e c h c ę a n a l i z o w a ć t y c h

W-wa

spraw, z r e s z t ą nie

(PWN, W-wa

wiem,

czy

zdołałbym

to obecnie u c z y n i ć ,

1960,

f a k t e m jest, ż e p r a c u j ą c w r e d a k c j i z a w ę ż a ł a pole i n n y c h swych

Polskiego

książki:

wersje

Polaka

obcojęzyczne)

rzeźba
oraz

współczesna
Pomnik

1975). B y ł a w s p ó ł a u t o r e m a l b u m u Sztuka

d z i a ł a ń . N i e d o s t a w a ł o jej b y ł o z d r o w i a , siły przebicia, u m i e j ę t ­

k i l k a n a ś c i e recenzji, w s t ę p ó w do k a t a l o g ó w
teoretycznych, m . i n . Sztuka,

z r e a l i z o w a ć w p o l n i swych t a l e n t ó w , u c z y n i ł a

1979

p r z e j ś c i u n a e m e r y t u r ę . P a t r z ą c teraz na Jej

dopiero

życie m o ż n a

po
do­

strzec w n i m z a r ó w n o niezrealizowane obszary m o ż l i w o ś c i , j a k

nr

(PWN,
Mickiewicza
Ludu

( A r k a d y , W - w a 1967, w y d a n i a o b c o j ę z y c z n e ) , n a p i s a ł a

n o ś c i zabiegania o w ł a s n e interesy. D a j ą c wiele n a m nie m o g ł a
to

1958

27;

Granice

pojęcia

„przezroczysta"
rzeźby

wystaw,

[ w : ] Rzeźba

1984 [ k a t a l o g ] , Galeria B W A „ A r s e n a ł " , P o z n a ń
1984 ( w y d a n y w 1980].

tekstów

„Kultura", R.
polska

17,

1944—.

20.IX—21.X.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10394" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10372">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ec08a6821eba5afd7a0cda0e2fcfb7ec.pdf</src>
        <authentication>eb26ccb9630d7c92664df52b574bd352</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123610">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4468</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123611">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123612">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123613">
                <text>Piwocki, Ksawery (1901-1974)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123614">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123615">
                <text>Wspomnienia pośmiertne : Prof.dr Ksawery Piwocki (1901-1974) , Ignacy Kamiński (1883-1974)/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123616">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.3 ; s.186-191</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123617">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123618">
                <text>Siemion, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123619">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123620">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123621">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123622">
                <text>W

S

P

O

M

N

I

E

N

I

A

PROF. DR

P

O

Ś

M

I

E

R

T

N

E

KSAWERY PIWOCKI
1901-1974

Odszedł w o k r e s i e największego r o z w o j u sił t w ó r c z y c h .
1

w r e c e n z j i p r a c y d o k t o r s k i e j A n n y Kunczyńskiej-Irackiej —

K o ń c z y ł korektę książki o n a i w n y c h m a l a r z a c h i szkicował

... g r u p a

n o w e dzieło — o p o e t y c e f o r m p l a s t y c z n y c h . T e j książki

i p r o f . M a r i a n Sokołowski, p a m i ę t a j ą c y n o r w i d o w s k i e w s k a ­

Zakopiańców

i

Sztuki

Stosowanej,

ale

też

n i k t już n i e n a p i s z e . I n i e t y l k o t e j .

z a n i a swej górnej młodości — p o t e m działający już w d w u ­
dziestoleciu międzywojennym Bystroń i pokolenie, d o któ­

P i w o c k i należał d o o s t a t n i c h j u ż reprezentantów p o ­
k o l e n i a u c z o n y c h - humanistów, łączących w s o b i e
zainteresowania

badawcze

z

nieprzeciętną

szerokie

rego i j a należę — i w r e s z c i e p l e j a d a b a d a c z y
już w P o l s c e L u d o w e j . P i e r w s i —

pracujących

s z l i jeszcze j a k b y p o

wrażliwością

o m a c k u , chwytając z a r y s poszczególnych o g n i w , d r u d z y —

a r t y s t y c z n ą , z t w ó r c z ą postawą w o b e c p r o b l e m u , k t ó r y g o

s t a w i a l i szerokie już h i p o t e z y , o p a r t e n a k o n k r e t n y m , a l e

zaprzątał. N i e u k r y w a ł s w y c h s y m p a t i i a n i zaangażowania,

zgoła niewystarczającym

interesowała g o s z t u k a , a l e i człowiek, k t ó r y

r z y l i n i e t y l k o bazę materiałową p r z e z s z e r o k i e

ją t w o r z y ,

s z e r o k i k o n t e k s t r ó ż n y c h p r z e j a w ó w k u l t u r y w kręgu k t ó ­

m a t e r i a l e , współcześni — posze­

r y c h p o w s t a ł o dzieło. Wszechstronność zainteresowań p o ­

wzięli się d o s y s t e m a t y c z n e g o

zwalała m u n a n i e o c z e k i w a n e

zderzenie

że w s p o m n ę t u c h o ć b y s t u d i u m Husserl

penetracje

t e r e n o w e p r o w a d z o n e w r a m a c h I n s t y t u t u S z t u k i , lecz t a k ż e
przeglądu d a n y c h a r c h i w a l ­

różnych

zjawisk,

n y c h , k w e r e n d w pamiętnikach i p r a s i e X I X w i e k u . Z a ­

i Picasso

(„Este­

mieniają p o w o l i h i p o t e z y n a p e w n i k i , intuicję n a solidną

t . 3, 1962) n a analizę dzieła w powiązaniu z i d e a m i ,

pracę h i s t o r y k a . ... Muszę w y z n a ć , że czytając pracę K u n ­

prądami f i l o z o f i c z n y m i c z y a r t y s t y c z n y m i . „ D z i e ł e m s z t u k i

czyńskiej zazdrościłem j e j w i e d z y i możliwości t a k s z e r o k i e g o

tyka"

j e s t d l a m n i e f o r m a „ m ó w i ą c a " — podkreślał w i e l o k r o t n i e

i

— n i e piękna, n i e użyteczna, f u n k c j o n a l n a i t d . , choć m o ż e

równocześnie cieszyłem się, że w t a k s z e r o k i e j m i e r z e p o ­

być opatrzona niekiedy i t a k i m i p r z y m i o t n i k a m i " . W widze­

t w i e r d z a o n a m o j e i n t u i c j e , o p a r t e j e n o n a a u t o p s j i dzieł

n i u s z t u k i chodziło m u o rzecz głębszą niż

i próbach l o g i c z n e g o myślenia o i c h p r o w e n i e n c j i " .

„...rozwijanie

równocześnie

szczegółowego

objęcia

materii pracy. Ale

4

zdolności p o s t r z e g a n i a zespołów b r y ł , b a r w , c i e n i i świateł,
i c h przejść, i c h w z a j e m n y c h
rozproszenia,

D l a n a s , zajmujących się sztuką ludową, P i w o c k i b y ł

stosunków, i c h spoistości o z y

a l e o umiejętność

dostrzegania

z a t y m i ze­

postacią w y j ą t k o w ą ,
stosował w s w y c h

stawami ich symbolicznych znaczeń" .
2

p i e r w s z y m , który konsekwentnie za­
pracach metodę i warsztat

badawczy

h i s t o r y k a s z t u k i ; p i e r w s z y m , k t ó r y dojrzał p o t r z e b ę a n a l i z y
Rozległość zainteresowań
był

erudytą,

stanowiła J o g o siłę, i choć

n i e interesowała

go

poszczególna

cegiełka

s a m a w sobie, a l e j e j r o l a , j e j sens w b u d o w i e całości. I n t e r ­
p r e t o w a ł — a n i e t y l k o znał f a k t y , toteż r o z m o w y

zNim

u k a z y w a ł y n o w e a s p e k t y z j a w i s k , p o b u d z a ł y d o myślenia.
L u d z i t y l k o dużo w i o d z ą c y c h m o ż n a n i e r a z

zastąpić,

l u d z i m y ś l ą c y c h — t r u d n o , ponieważ siłą m y ś l i j e s t p r z e k r a ­
czanie

granicy

oczekiwanego,

twórcze

dostrzeżenie i p o ­

wiązanie f a k t ó w . P i w o c k i lubił r o z m o w y p r z y k a w i e , d z i e l i ł
się s w y m i spostrzeżeniami i m y ś l a m i z hojnością człowieka,
k t ó r y n i e b o i się, że m u ktoś w y k o r z y s t a p o m y s ł , ponieważ

twórczości l u d o w e j o d s t r o n y p s y c h o l o g i c z n e j

i

socjologicz­

n e j . P i e r w s z y m , k t ó r y sztukę t ę s y t u o w a ł n a s z e r o k i m t l e
a r t y s t y c z n e g o d o r o b k u n a r o d u . Czytając Jego r o z p r a w y , o d
najwcześniejszej z 1930 r . (Z badań nad drzeworytem
w Polsce)

ludowym

p o o s t a t n i e — powstałe w o s t a t n i c h miesiącach

życia (Rzeźba ludowa*,

Styl

w sztuce

takie

czy d r u ­

ludowej

6

k o w a n y w t y m n u m e r z e r a p o r t o współczesnej s z t u c e l u d o ­
w e j ) d o s t r z e c można stałe drążenie t y c h s a m y o h k i l k u t e m a ­
tów

—

twórcy

granic

sztuki,

metod

poznawczych,

osobowości

i jego s t o s u n k u d o w z o r u , t r a d y c j i i

rodzimości

sztuki.
Studia

n a d sztuką l u d o w ą

interesowały

Piwockiego,

p o m y s ł ó w t y c h miał z a w s z e więcej niż m ó g ł b y j e z r e a l i ­

ponieważ — j a k pisał jeszcze w 1936 r . —

z o w a ć . Zresztą m i a ł w i e l k i d a r — ż y c z l i w e g o słuchania, z a ­

w b a r d z o w y b i t n y m s t o p n i u zająć się rozwiązaniem szeregu

pozwalają

chęcania, a n i m o w a n i a . N i e miał w sobie c i e n i a zawiści c z y

teoretycznych, a nadzwyczaj

ambicjonalności, z satysfakcją p a t r o n o w a ł l u d z i o m , w k t ó ­

p r o b l e m ó w . S k r o m n y , często u b o g i s p l o t zagadnień f o r m a l ­

r y c h w i e r z y ł , k t ó r z y m i e l i pasję. Cieszył się, g d y r o z w i j a l i

n y c h , b r a k b a r d z i e j zawiłych związków h i s t o r y c z n y c h , b r a k

t e m a t y przez N i e g o zapoczątkowane, dawał t e m u

bogatszych,

w

licznych

recenzjach,

m . i n . prac

doktorskich.

wyraz
„Przed

bardziej

ważnych d l a n a u k i o sztuce

skomplikowanych

indywidualności

a r t y s t y c z n y c h — w s z y s t k o t o p o z w a l a b a d a c z o w i zająć się

c z t e r d z i e s t u pięciu l a t y należałem d o pionierów badań n a d

wprost

sztuką ludową i z przyjemnością w i d z ę , с i l e d a l e j i głębiej

p r z y o m a w i a n i u procesów h i s t o r y c z n y c h s z t u k i w a r s t w w y ż ­

umieją d z i s i e j s i n a s i następcy wnikać w p r o b l e m y t e j t w ó r ­

s z y c h n i e j e s t się w s t a n i e całkowicie o g a r n ą ć " .

czości, rozszerzając n i e t y l k o bazę materiałową, a l e i z n a j ­
dując b a r d z o i s t o t n e przesłanki h i s t o r y c z n e p o w s t a n i a t e j
gałęzi n a r o d o w e j

kultury"

—

pisał o p r a c y

doktorskiej

podstawowymi

zagadnieniami

tej nauki,

których

7

„Obserwacja

żywej

twórczości l u d o w e j

nasuwa

i n i e o b l u d n a p o s t a w a j e j t w ó r c ó w pozwalają dojrzeć

Stanisława B ł a s z c z y k a . W r e c e n z j a c h t y c h p o j a w i a się n u t a

s p r a w , któro są u k r y t e p o d r o z m a i t y m i p o z o r a m i

i

o s o b i s t a , t o n s a t y s f a k c j i , że ktoś rozwinął t e z y

rzucone

łami słów w s z t u c e

—

przez Niego

ludową

trzydzieści l a t później w s z k i c u Podnieta

3

czy J e m u

współczesnych.

„Sztuką

w P o l s c e zajęło się j u ż t r z e c i e p o k o l e n i o b a d a c z y — pisał

286

więc

szereg r e f l e k s j i posiadających szersze z n a c z e n i e , a p r o s t o t a

oficjalnej, dawnej

i nowej"

i realizacja'.

wiele
nawa­
pisał
Jak

t y t u ł w s k a z u j e , chodziło t u P i w o c k i e m u o u j a w n i e n i e r o l i

�p o d n i e t y , z j a k i e j k o r z y s t a a r t y s t a . N i e tając — j a k p l a s t y k

niż

wykształcony — t e j p o d n i e t y , a r t y s t a l u d o w y „ z n i e m n i e j ­

codzienny" .

własnego

swego

pańszczyźnianych

obowiązków,

niż

nasz

świat

1 3

szą siłą usiłuje zrealizować, w y r a z i ć w r a m a c h c z y p a n c e r z u
s w e j t w a r d e j , t r a d y c y j n e j d y s c y p l i n y siebie i o b r a z

świat

Inspiracją i ź r ó d ł e m f o r m y dzieła b y ł d l a n i c h z a p o ż y ­
c z o n y w z ó r , a n i e n a t u r a c z y f a k t bezpośrednio w i d z i a m .
r

„ J e s t coś wzruszającego w s u r o w e j d y s c y p l i n i e t e j s z t u k i ,

świata".

T a k i e określenie p r z e d m i o t u zainteresowań w y k l u c z a ł o

w j e j s z a c u n k u d l a dzieł p o p r z e d n i c h i w ciągłej z n i m i r o z -

p ł y t k i e , s e n t y m e n t a l n e podejścio. N i e r a z dawał w y r a z

swej

p r a w i o " — pisał w r o z p r a w i e Podnieta

f a s c y n a c j i dawną ludową rzeźbą, szanował tę wiejską

kul­

w i e l o k r o t n i e p o j a w i a się w J e g o p r a c a c h , b l i s k i j e s t
s z t u k i , jaką w y z n a w a ł , i d e i ciągłości k u l t u r y ,

n i a n i e n a d r o b n e , r o z t a p i a n i e w p r o d u k c j i p a m i ą t e k cepelio­

więzi

w s k i c h i k i c z u ' . W y r a ź n i e p r z y t y m stwierdzał: „ N i e j e s t e m
chłopomanem

i n i e w i d z ę swego w y s o k i e g o u z n a n i a d l a

z

l u d o w e j . Zajmowałem

przyczyn badawczych

„królikiem

—

się sztuką

ludową

w y d a w a ł a m i się z n a k o m i t y m

doświadczalnym"

d l a badań

nad rozmaitymi

a s p e k t a m i s z t u k i , szczególnie p r o c e s u t w ó r c z e g o c z y p s y c h o ­

idei

1 4

turę, szanował t a k d a l e c e , że z ż y m a ł się, w i d z ą c j e j r o z m i e ­

modelu kultury

Temat ten

i realizacja.

między

Ten

tradycją

szacunek

a

twórczym

jej

dialektycznej

przekraczaniem.

d l a d o r o b k u przeszłości, d l a d o r o b k u

i n n y c h , c e c h u j e zresztą i naukową działalność

Piwockiego.

W i ę k s z o ś ć J e g o p r a c i przemyśleń powstała w o p a r c i u o p o d ­
nietę wyniesioną z l e k t u r y , rozwiniętą w t w ó r c z y
l u b — r z a d z i e j — prowokującą
raźnym

zdefiniowaniem

polemikę,

swojej

sposób

zakończoną

postawy.

Sztukę

wy­

ludową

l o g i i twórczości ... S z t u k a l u d o w a — k o n k l u d o w a ł —

choć

rozumiał P i w o c k i j a k o z j a w i s k o h i s t o r y c z n e , p r o d u k t spo­

p r a w d z i w a j e j u r o d a n i e j e s t m i o b c a — pociągnęła

mnie

łecznego r o z w a r s t w i e n i a k u l t u r y , toteż p o c z ą t k i odrębnego

z p o w o d u p r o b l e m a t y k i t e o r e t y c z n e j , jaką otwierała

przed

n u r t u l u d o w e g o w naszej s z t u c e w i d z i a ł w X V I w i e k u , a r o z ­

jej

badaczem" .

k w i t — o d końca X V I I I aż p o p o c z ą t e k X X . S ą d y t e w y ­

1 0

Najważniejsze

spory

o

principia w

badaniach

sztuką ludową, w k t ó r y c h brał udział, przyniosły

nad

ważne

u s t a l e n i a . P i e r w s z y d o t y c z y ł c h a r a k t e r u l u d o w e j twórczości.

w o ł a ł y ostrą polemikę, z n ó w dla

rozwoju

teorii

archeologa

stawiał się p o g l ą d o w i , że „ d z i e ł o l u d o w e t o p o p r o s t u dzieło

właściwe s z t u c e

n i e u d o l n e i n i e o r y g i n a l n e " . W p r a c y Sztuka

wspólne d o b r o r ó ż n y c h l u d ó w .

w

nauce

( „ L u d " , t . 5 1 , cz. I I , 1 9 6 8 , s. 3 6 7 ) , m ó w i ą c o p o ­

o sztuce
dobnych

sądach

Haberlanda

czy

Berensona

stwierdza:

„ D o t e g o r o d z a j u w n i o s k ó w m u s i dojść m e t o d a

patrzenia

n a sztukę o d s t r o n y t e m a t u c z y m o t y w u oraz p r z y w a r t o ­
ściowaniu

dzieła

od strony

j e g o zgodności

z

nawykami

widzenia „realistycznego". Polemika z D o b r o w o l s k i m przy­
niosła a r t y k u ł Z

badań nad powstawaniem

stylu

ludowego

( „ P r z e g l ą d Współczesny", 1936, n r 7), w k t ó r y m P i w o c k i ,
powołując
(W-wa

się n a swą pracę Drzeworyt

s t y l , u p o d s t a w y którego leży
chiczna
stawy

ludowy

w

Polsce

1934), d o w o d z i , iż dzieła l u d o w e mają swój własny
artysty
dziecka

ludowego,

specyficzna postawa psy­

p r y m i t y w n a , zbliżona

i ludzi pierwotnych". A

więc —

do po­
nie brak

z

najistotniejszych

„Nie

istniała

żadna

s z t u k a lechicka, dowodził P i w o c k i w d y s k u s j i z poglądami

P o l e m i z u j ą c w 1936 r . z T a d e u s z e m D o b r o w o l s k i m , p r z e c i w ­
ludowa

jedną

sztuki ludowej.

Andrzeja

Abramowicza ,

cechy

1 5

wczesnośredniowiecznej

stylistyczne

stanowią

bowiem

1 6

W k i l k u p r a c a c h i r e c e n z j a c h analizował c e c h y

naszej

s z t u k i p r o w i n c j o n a l n e j , która w w i e l u d z i e d z i n a c h
dzała ludową,

poprze­

a w s w e j i s t o c i e b y ł a równocześnie g ł ó w ­

n y m n u r t e m s z t u k i narodowej

w formie".

Przeprowadzał

w a ż n e rozróżnienia m i ę d z y pojęciem „ r o d z i m o ś c i " a „ s z t u k ą
narodową" ,
1 7

podkreślając

z k o l e i , żo

każda

sztuka

l u d o w a j a k o niosąca treści zawsze r o d z i m e , będzie posiadała
cechy

s z t u k i r o d z i m e j , chociaż pojęcia rodzimości i l u d o ­

wości b y n a j m n i e j się n i e p o k r y w a j ą ,

gdyż rodzime

treści

i f o r m y posiadać m o ż e t a k ż e s z t u k a n i o l u d o w a " .
1 8

swoje

widzenie

s z t u k i l u d o w e j , a n a l i z u j e j e j zasięg i g r a n i c e ,

Pogłębiając

w

kolejnych

artykułach

dochodzi

1 9

w i e d z y t e c h n i c z n e j , lecz odrębny światopogląd a r t y s t y c z n y .

w końcu d o w n i o s k u (idąc śladom m y ś l i G r a m s c i e g o ) ,

, P ó k i t k w i ą o n i w o w ł a s n y m światopoglądzie a r t y s t y c z n y m ,

„ M i a r ą ludowości j e s t

trudności

t e c h n i c z n e ... n i e istnieją,

konwencjonalna

nie

jest

tu

bowiem

żadnym

poprawność

sprawdzianem" ,
1 1

Z b i e g i e m czasu P i w o c k i uściśla, k o r y g u j e s w o j e sądy.
W y r a ź n i e określa g r a n i c e s t y l u , niewystarczalność t e g o p o ­
jęcia

dla analizy

a r t y k u l e Styl

sztuki ludowej. W e

w sztuce także ludowej

wspomnianym

już

zauważa, że „ s a m k a t a l o g

g r a m a t y k i f o r m j e s t z b y t u b o g i i niewystarczający, b y m ó g ł
służyć i n t e r p r e t a c j i dzieła s z t u k i . (...)

J e s t się

zmuszonym

p y t a ć o z n a c z e n i e , o sens u ż y t e j f o r m y s t y l o w e j , j e j wartość
informacyjną,

ideową

badania styloznawcze

czy inną". A

więc

„...Jakkolwiek

są p o t r z e b n e , a n a w e t k o n i e c z n e d l a

oficialnie

»inność« w s t o s u n k u d o

że

przyjętego

standardu socjo-kulturalnego. Miara

tej

ludo­

wości m a z m i e n n e w czasie w y m i a r y , h i s t o r y c z n i e u w a r u n ­
k o w a n o , g d y ż inność j e s t p ł y n n a . T o , co j e s t wspólne d l a
całej społeczności w j e d n y m czasie, s t a j e się s t o p n i e m d y f e rencjacji w i n n y m "

2 0

.

Jest t o stwierdzenie
p e r s p e k t y w y badawczo,

bardzo

w a ż n e , otwierające

duże

definiująco p r z e d m i o t n a s z y c h z a ­

interesowań.
Piwocki

bynajmniej

n i e sądził, że rodzimość

naszej

s z t u k i współczesnej polegać będzie n a k o n t y n u a c j i l u d o w y c h
wzorów,

n a i c h „podnoszeniu".

Widział

przeżywanie

się

u z y s k a n i a materiału d o d a l s z y c h rozważań i i n t e r p r e t a c j i ,

dawnego systemu instytucji artystycznych, f o r m funkcjono­

podobnie

w a n i a dzieła w społeczeństwie. „ G d y b y udało się —

j a k konieczne

są s t u d i a n a d społeczną

funkcją

s z t u k i i j e j społecznym u w a r u n k o w a n i e m w każdej

groma-

mówił

-

znaleźć n o w o p o l e d l a działań p l a s t y c z n y c h w n a j r o z m a i t ­

d z i o l u d z k i e j i w d a n y m czasie — są t o j e d n a k d o p i e r o d z i a ­

szych zakresach

łania w s t ę p n e , p r z y g o t o w a w c z e ,

mysłowym w z o r n i c t w i e ) , zgodne z p o t r z e b a m i nowego spo­

jeśli i n t e r p r e t a c j a n i e m a

łeczeństwa,

b y ć czystą i n t u i c j ą " .
Stojąc n a g r u n c i e C h w i s t k o w s k i e j t e o r i i wielkości spo­
sobów w i d z e n i a świata, w s z t u c e l u d o w e j u p a t r u j e w y r a z
odrębnego światopoglądu a r t y s t y c z n e g o ,

u źródeł k t ó r e g o

leży specyficzna p o s t a w a p s y c h i c z n a a r t y s t y

ludowego,

(nie myślę t u o o p a k o w a n i a c h

musiałaby

f o r m a , n i e małpująca
Polacy

potrafili

powstać

nowa

wyczynów

sztuka

to

wówczas

2

Z a i n t e r e s o w a n i a p r o b l e m e m rodzimości w i d o c z n e są n i e
konserwatorskiej

czy d r z e w o r y t n i c y l u d o w i

jej

n a p r a w d ę odrębną naszą s z t u k ę " ' .

nych"

Rzeźbiarze, malarze

i nowa

się n a t o z d o b y ć ! M i e l i b y ś m y

t y l k o w pracach n a u k o w y c h Profesora,

.

prze­

obcych. Ach, gdyby

p r y m i t y w n a , zbliżona d o p o s t a w y d z i e c k a i l u d z i p i e r w o t ­
1 2

czy

czy

pedagogicznej.

ale i działalności

Zresztą

trudno

roz­

wypo­

dzielać t u p o s t a w ę człowieka i j e g o z a i n t e r e s o w a n i a . P i w o c k i

w i a d a l i się w kręgu n i e l i c z n y c h w ą t k ó w i schematów i k o n o ­

k o n s e k w e n t n y b y ł w e w s z y s t k i m co robił, j e g o życie, przecież

g r a f i c z n y c h , interpretując j e w sposób w ł a ś c i w y d l a s z t u k i

n i e l e k k i e , miało w sobie w e w n ę t r z n ą spójność, ł a d ,

ludowej

t a k cenił i bez k t ó r e g o n i e w y o b r a ż a ł sobie s z t u k i i w o g ó l e

d a n e g o czasu

i ośrodka. W

w y r a ż a l i swe m a r z e n i a , swą tęsknotę

podjętych

tematach

za ś w i a t e m i n n y m

k u l t u r y . Ł ą c z y ł p r z y t y m w sobie cechy pozornie

który

skrajne,

187

�łagodność i pryncypialność w s p r a w a c h z a s a d n i c z y c h , a u t o ­

(przez

r y t e t z życzliwością, dojrzałość

przedmiotów teoretycznych).

i stabilność

zasadniczych

sądów z w7 ażliwością n a t o . co n o w e .

kilka

l a t był

Współpracował

-

Był Europejczykiem, uczostnikiom wielu zagranicznych
konferencji, laureatem nagrody i m . Hordera

a

zarazem

prorektorem, kierownikiem katedry

aktywnie

z Instytutem Sztuki P A N ,

kierował Zakładem S z t u k i D a w n e j , brał udział w p r a c a c h
Rady

Naukowej,

w

r o d a k c j i podręcznika

historii

sztuki.

P o l a k i e m , angażującym się w sposób o c z y w i s t y w e w s z y s t k o

Przewodniczył K o m i t o t o w i N a u k o Sztuce P A N

co się n a los k r a i u składało. Już j a k o m ł o d y chłopiec b r a t

Stowarzyszeniu Historyków S z t u k i , Radzie Muzealnej.

udział w I w o j n i e ś w i a t o w e j , a w l a t a c h o k u p a c j i nalożal
do A K , b y skończyć I I w o j n ę w szeregach L u d o w e g o

Wojska

Polskiego j a k o ochotnik, porucznik piechoty.
Życiorys p r o f . Piwockiego, który przytoczę t u w dużym
skrócie, określa zrosztą krąg t e m a t ó w zajmujących G o p r z e z
całe ż y c i e .
U r o d z i ł się w o L w o w i o 1 9 . X I . 1 9 0 1 r . Studiował począt­
k o w o architokturę. później historię s z t u k i n a U n i w e r s y t e c i e
J a n a K a z i m i e r z a . T a m d o k t o r y z o w a ł się u p r o f . W ł a d y s ł a w a
Podlachy

na

podstawie

pracy

o

drzeworycie

ludowym

w P o l s c e ( 1 9 3 0 ) . B y ł już w t y m czasie a s y s t e n t e m w M u z e u m
Lubomirskich

i

konserwatorem

województw

wileńskiego

i n o w o g r ó d z k i e g o , p r z e w o d n i c z y ł i działał a k t y w n i e w l t a -

W n a j t r u d n i e j s z y m o k r e s i e kształtowania p r o f i l u P a ń ­
stwowego M u z e u m Etnograficznego

M u z e u m Prze­

M u z e o l o g , k o n s e r w a t o r z a b y t k ó w , o r g a n i z a t o r , działacz,
społeczny, p e d a g o g —

znał sztukę polską

wszechstronnie,

t a k historyczną, j a k współczesną i ludową. P o

wyzwoleniu

nowej

sie­

w y s t a w y p o w o j e n n e l u d o w e j rzeźby, m a l a r s t w a i d r z e w o r y t u
( m . i n . w y s t a w ę w P a r y ż u —- 1957 г . ) . O d d w u d z i e s t u p r z e ­
szło

l a t był

Sztuki

członkiem

kolegium redakcyjnego

L u d o w o j " , zawsze p r z y j a z n y ,

gotowy

„Polskiej

do

pomocy,

k o n s u l t a c j i . P o t r a f i ł n a w e t w n a w a l e p r a c znaleźć czas n a t o ,
a b y napisać z a b a w n y p a s t i s z artykułu z a m i e s z c z o n e g o p r z e z
nas w piśmio, a b y podjąć r o z m o w ę p r z y k a w i e n a t e m a t
s z t u k i , r o z m o w ę n i e m a l zawsze puentowaną zabawną g a l i ­
cyjską anegdotą.
Bardzo

będzie n a m b r a k t y c h r o z m ó w , m ą d r e g o , d o ­

b r e g o uśmiechu, delikatności i życzliwej z a c h ę t y
Na

mysłu A r t y s t y c z n e g o .

i budowy

d z i b y — - b y ł d y r e k t o r e m t e j i n s t y t u c j i , organizował p i e r w s z e

dzio T o w a r z y s t w a P o p i e r a n i a P r z e m y s ł u L u d o w e g o . N a r o k
p r z e d wojną został d y r e k t o r e m l w o w s k i e g o

(1969—71),

pociechę

powiedzieć

obcować b ę d z i e m y

tylko

można,

nowo

Profesora.

długo

jeszczo

z Jego p r a c a m i , czytać t e k s t y ,

jeszcze p r z e z dłuższy czas d o p i e r o
na

że

interpretować

Jego

będą się

myśli.

któro

ukazywać".

Parafrazując

słowa

b y ł (do 1951 r.) d y r e k t o r e m P a ń s t w o w e g o I n s t y t u t u H i s t o r i i

M a l r a u x ' a , napisał k i e d y ś : „ T r w a n i e dzieła s z t u k i j e s t n i e

S z t u k i i I n w e n t a r y z a c j i Zabytków p r z y Naczelnej

Dyrekcji

t y l k o śladem k r o n i k i ludzkości, lecz w a c h l a r z e m j e j m o ż l i ­

M u z e ó w i O c h r o n y Z a b y t k ó w M . K . i S . , uczestniczył w a k c j i

wości; możliwości ciągle n o w y c h i c h i n t e r p r e t a c j i " . T w o r z e ­

r e w i n d y k a c y j n e j dzieł s z t u k i z a g r a b i o n y c h w czasie w o j n y ,

n i e dzieła myśli —- t a k ż e .

w podjęciu p r a c n a d inwentaryzacją z a b y t k ó w .

Wykładał

na Uniwersytecie w Poznaniu, p o t e m w A.S.P. w Warszawie.

Aleksander

Jackowski

PRZYPISY

Pełny życiorys P i w o c k i e g o podaje B a r b a r a W o l f f -Łozińska w e w s p o m n i e n i u p o ś m i e r t n y m w
„Roczniku
H i s t o r i i S z t u k i " , R . X I , 1976 ( w d r u k u ) . A n a l i z ę twórczości
n a u k o w e j przynoszą d w a w a ż n e t e k s t y Mieczysława P o r ę b ­
s k i e g o Żywa wartość i nauka. Twórczość naukowa
Ksawerego
Piwockiego
[ w : ] Granice Sztuki, W - w a 1972, s. 2 6 6 — 2 7 6 o r a z
w s p o m n i e n i e pośmiertne w „ B i u l o t y n i e H i s t o r i i S z t u k i " ,
1976, n r 1. Bibliografię p r a c , d o p r o w a d z o n ą d o 1972 r . o p u ­
blikowała M a r i a K o s s a k o w s k a w e w s p o m n i a n y m t o m i e
Granice
Sztuki.
O b a c y t a t y z r o z m o w y przeprowadzonej przez J a c k a
Olędzkiego w r e d a k c j i „ N o w o K s i ą ż k i " , n r 18 (542) z d n .
30.IX.1972 r.
Recenzja z d n . 15.IX.1971, maszynopis w Bibliotoce
Instytutu Sztuki P A N .
R e c e n z j a w y g ł o s z o n a d n . 1 4 . I V . 1 9 7 3 г., m a s z y n o p i s
w Bibliotece I n s t y t u t u Sztuki P A N .
' T e k s t n a p i s a n y d o z a m i e r z o n e g o t o m u poświęconego
rzeźbie w d r e w n i e i a r c h i t e k t u r z e d r e w n i a n e j krajów sło­
wiańskich, k t ó r y m a się ukazać w s e r i i w y d a w a n e j p r z e z
U N E S C O . T e k s t t e n zamieścimy w j e d n y m z najbliższych
numerów.
Styl w sztuce także ludowej, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " ,
R . X X V I I , 1972, n r 2, s. 6 7 — 6 8 .
Z badań nad powstaniem
stylu ludowego
(1936), c y t .
w g P i w o c k i , Sztuka żywa, W r o c ł a w 1970, s. 1 2 9 — 1 3 5 .
P i w o c k i , Sztuka żywa, s. 1 1 9 — 1 2 8 .
« P o r . w y p o w i e d z i w d y s k u s j i Co zrobić ze sztuką ludową,
„ K u l t u r a " , R . X I , n r 3 1 , z. 5 . V I I I . 1 9 7 3 .
Rozmowa w „Nowych Książkach" j . w .
Z badań ... j . w .
1

2

3

4

6

7

12

Z badań

11

Drzeworyt

11

w'_Polsce,

żywa, s. 1 3 1 .
W a r s z a w a 1934, s. 15.

F o l k artists and their inspiration, „The British
J o u r n a l o f A e s t h e t i c s " , R . I I I , 1963, n r 2 oraz Sztuka i tra­
dycja, „Miesięcznik L i t e r a c k i " , 1967, z. 1.
1 4

A . A b r a m o w i c z , Studia
nad genezą polskiej
artystycznej,
Ł ó d ź — W a r s z a w a , 1962.
1 5

kultury

O historycznej
genezie polskiej
sztuki ludowej,
Wroc­
ław, 1953. P i w o c k i p o l e m i z u j e też z poglądami A b r a m o w i c z a
w r o z p r a w i e Sztuka
ludowa w nauce o sztuce, „ L u d " , t . 5 1 ,
cz. 2, 1968, s. 3 5 9 — 3 8 9 .
16

P o r . Zagadnienie
rodzimej
twórczości w
badaniach
nad polskim renesansem,
„Biuletyn H i s t o r i i S z t u k i " , R. X I V ,
1952, nr 4, s. 4 0 — 6 1 ; Niektóre zagadnienia
teorii sztuki
ludo­
wej, „ S t u d i a E s t e t y c z n e " , 1966, z. 3, s. 3 1 — 4 7 ; Sztuka
lu­
dowa i narodowa,
„ P o l . S z t . L u d . " R . V , 1 9 5 1 , n r 3.
1 7

1 Próba definicji
kilku pojęć, „ P o l . S z t . l u d . " , R . V I I .
1953. n r 6.
A la limite de 1'art populaire
et non-populaire,
„Ze­
szyty Etnograficzne Muzeum K u l t u r } ' i Sztuki L u d o w e j " ,
Warszawa, 1961, t . I .
8

19

Kilka
słów o sztuce współczesnych
Szt. l u d . " , R . X X I I , 1968, n r 1—2.
20

2 1

8

1 0

c y t . w g Sztuka
ludowy

„ N o w e Książki". Rozmowa

prymitywów,

„Pol.

... j . w .

M y ś l ę t u zwłaszcza o t a k i c h p o z y c j a c h , j a k : książka
0 naiwnej s z t u c e , t o m d z i e j ó w s z t u k i poświęcony R e n e s a n ­
s o w i i B a r o k o w i , s y n t e t y c z n y z a r y s rzoźby l u d o w e j , n o t a t k i
1 szkice d o z a m i e r z o n e j p r a c y o p o e t y c e f o r m .
2 2

�I

IGNACY KAMIŃSKI
1883—1974

R z e ź b i a r z l u d o w y , g a w ę d z i a r z , r o z m i ł o w a n y w d z i e j a c h swego r e g i o n u — z i e m i ł ę c z y c k i e j .
Chłop
światły,
działacz
społeczny,
poseł
na pierwszy
Sejm
Rzeczypospolitej.
Rzeźbić
zaczął w p ó ź n y m w i e k u . M i a ł 74 l a t a , g d y p o p r o s z o n o g o , a b y opisał, j a k w y g l ą d a ł strój l u ­
d o w y w l a t a c h j e g o młodości. R y s o w a ć n i e umiał, prośby n i e chciał zlekceważyć — więc spróbo­
w a ł w y r z e ź b i ć w i e j s k i e p o s t a c i e w d a w n y m s t r o j u . Z d z i w i ł się, g d y f i g u r k i t e pochwaliła p a n i J a d w i g a
G r o d z k a , ówczesna k i e r o w n i c z k a M u z e u m w Ł ę c z y c y . Zaczął rzeźbić, m i a ł przecież czas, a rzeźbiąc
opowiadał o s w y m r e g i o n i e , o l u d z i a c h , l e g e n d a c h , łęczyckich diabłach i m i e r n i k a c h . S z y b k o stał się
znany, ceniony.
M ó g ł K a m i ń s k i — spróbowali i i n n i , więc p o k i l k u l a t a c h w Ł ę c z y c y b y ł już d u ż y ośrodek r z e ź b y ,
liczący obecnie p o n a d t r z y d z i e s t u t w ó r c ó w . A l e K a m i ń s k i rzeźbił n i e d l a z a r o b k u - p o w i e d z m y ściślej n i e t y l k o d l a z a r o b k u . Strugając swe f i g u r k i (a w y r z e ź b i ł i c h p a r ę t y s i ę c y ) , wiedział, że p r z e ­
k a z u j e i n n y m , m ł o d s z y m — pamięć d a w n y c h z w y c z a j ó w , l e g e n d i b a j d . W i e d z i a ł , że t o co r o b i j e s t
w a ż n e , więc z godnością zabierał głos n a n a r a d a c h l u d o w y c h t w ó r c ó w , n a różnych uroczystościach.
B y ł j a k d ą b , pamiętający d a w n e c z a s y . U m a r ł w s w y m r o d z i n n y m O r a c z e w i e 1 5 . I X . 1 9 7 4 r .
K i l k a t y g o d n i wcześniej r o z m a w i a l i ś m y o I g n a c y m K a m i ń s k i m z W o j c i e c h e m S i e m i o n e m . S t a r y
rzeźbiarz urzekał swoją osobowością, c h a r a k t e r e m , p i ę k n e m j ę z y k a i g e s t u . T o t e ż , g d y nadeszła w i a ­
domość o śmierci K a m i ń s k i e g o , poprosiliśmy z n a k o m i t e g o a k t o r a , a b y napisał n a łamach naszego
p i s m a pożegnanie zmarłego rzeźbiarza.
Redakcja

N a j b a r d z i e j m i żal t e g o , że G o już n i e usłyszę ... T o co
zostało p o N i m —

JEGO

RZEŹBY

—

O WDZIĘCZNOŚCI D L A

NIEZNAJOMEGO

t o w a ż n e , ale ...

O p o w i a d a ł P a n I g n a c y chętnie i pięknie — o w s z y s t k i m :

T e g o p o m n i k a n i e chciał poświęcić a n i p r o b o s z c z , a n i

i o ptakach, i o trawach, o roli i o drewnie, o ludzkich bolach

s e k r e t a r z — m ó w i p a n I g n a c y — p o s t a w i ł e m go s o b i e s a m

i o b o l a c h B o r u t y , i b o l a c h „ o m ę t r ó w " pokutujących n a źle

n a Tysiąclecie P a ń s t w a P o l s k i e g o c z y t a m n a M i l e n i u m .
Oglądamy p o m n i k . P r z e d d o m e m pana Ignacego jest

p o m i e r z o n y c h chłopskich m i e d z a c h .
Wszystko

to

miało

swój

świat,

swój

język,

swoje

ni to

mały

staw,

czworoboczny
JAK

OBRAZIŁEM PANA

n i to

k a c z k i . N a środku w o d n e j

d ź w i ę k i , k t ó r e p a n I g n a c y przekładał n a p o l s k i .

rzeźbą. —

IGNACEGO

bajoro,
tafli

w

k t ó r y m kąpią

wybudowany

z

p o m n i k , z każdej s t r o n y o z d o b i o n y

się

cementu
płasko­

W i d z i p a n , s e k r e t a r z n i e m ó g ł przyjechać

na

K i e d y ś przyjechał W i k t o r y n .
— A l e P a n I g n a c y n a c i e b i e j e s t o b r a ż o n y ! Już się w O r a ­
czewie n i e możesz pokazać!
—

Dlaczego obrażony?

—

B y ł e ś u n i e g o z ekipą t e l e w i z y j n ą ?

—

T a k ! U w a ż a m , że b y ł o z n a k o m i c i e : m a m y ś w i e t n y m a ­
teriał z...

— A l e p o zdjęciach b y ł poczęstunek d l a e k i p y ?
—

N o , t a k — C h l e b , masło, j a j a , m l e k o ...

—

A l e p o t e m ...

—

Co p o t e m ?
T o „ p o t e m " musiałem wyjaśnić już u p a n a I g n a c e g o . —

B o j a myślałem — m ó w i ł p a n I g n a c y — że t o p a n kazał
t y m z t e l e w i z j i płacić za p o c z ę s t u n e k ! A t o n i e w o l n o ! T o
obraża g o s p o d a r z a !

M o i ojcowie

u c z y l i m n i e , że z a w s z e ,

n a w e t g d y n i k o g o n i e m a w d o m u , n a s t o l e m u s i stać m l e k o ,
c h l e b i nóż. D l a w ę d r o w c a , m o ż e g ł o d n y w e j d z i e d o c h a t y ,
żoby m ó g ł zjeść c h l e b a i w y p i ć m l e k a . D l a t e g o d o m m u s i b y ć
o t w a r t y i c h l e b i m l e k o m u s i s t a ć ! I za t o n i e w o l n o p ł a c i ć !
A c i z t e l e w i z j i u p r a c o w a l i się, a p o t e m jeszcze m o j e j

zosta­

w i l i pieniądze! T a k n i e w o l n o !
N o , a l e n i e będę się już g n i e w a ł , ale za t e pieniądze t o
d o s t a n i e p a n diabła. O , t e g o ... T e n diabeł m a

wszystko

co t r z o b a , t o m o ż e g o b ę d z i e t r u d n o sprzedać, b o o n m a , o,
i o g o n , i r o g i , i w i d ł y , a l e ... i kuśkę. T y l k o c z a r n e . D i a b e l ­
skie.
I t a k oto „diabeł" — który m a w s z y s t k o " p r z y p o m i n a
m i o b i a ł y m m l e k u i c z a r n y m c h l e b i e ...

189

�otwarcie, bo t u jest o Chrzcie P o l s k i , bo t u jest z a k o n n i k ,
t y l k o o n się bał chodzić z k r z y ż e m , bo t u b y l i p o g a n i e , t o
wszystko m a w tej torbie na plecach. A t u , z tej s t r o n y t o
j e s t s t a r o p o l s k i w o j , z n a c z y — r y c e r z . K s i ą d z t e g o n i e chciał
poświęcić, b o z t e j s t r o n y z c z e r w o n y m i g w i a z d a m i n a heł­
m a c h t o są d w a j
Oraczowa,

żołnierze r a d z i e c c y ,

d o naszej

wsi w

którzy p r z y s z l i

czterdziestym

piątym

N o t o ksiądz n i e chciał i c h poświęcić. — A t o k t o ? —

zapytuję

p a n a I g n a c e g o o czwartą płaskorzeźbę. T o ? — N i e
To

znaczy w i e m :

t o jest

„Promyk"

—

tylko

do

roku.
wiem.

naprawdę

n i e w i e m , j a k o n w y g l ą d a ł a n i j a k się n a z y w a ł , ale o n m n i e
nauczył

czytać

po polsku i dlatego

postawiłem

m u ten

p o m n i k . T o b y ł o jeszcze za c a r s k i c h czasów. B y ł o m m a ł y m
chłopakiem, pasałom k r o w y , ale chodziłem d o r u s k i e j szkoły.
I w t o d y dostałem p o l s k i e p i s e m k o d l a d z i o c i . N a t y m p i s e m ­
k u u c z y ł e m się p o p o l s k u . T o p i s m o t o pisał „ P r o m y k "

—

t a k się p o d p i s y w a ł * . N i e znałem g o , a l e t o musiał b y ć d o b r y
i m ą d r y p a n . J a p a m i ę t a m , że t o o n m n i e nauczył p o p o l s k u
i d l a t o g o zrobiłem m u p o m n i k .

I t a k oto wszyscy znajomi — nieznajomi pana Ignacego
s p o t k a l i się n a t y m p o m n i k u , i t e n , k t ó r y w a l c z y ł n a d O d r ą ,
i m i e s z k o w y w o j , i c i , k t ó r z y p o s z l i n a d Odrę —
żołnierze, i t e n , k t ó r y przyniósł c h r z e s t

—

radzieccy

mnich, i ten,

który oświecił— „ P r o m y k " .

Jaki
postać
o

p o m n i k postawić p a n u I g n a c e m u ? C h y b a

wiejską,

szerokich

jaką

O n s a m rzeźbił: n i e w y s o k i ,

r a m i o n a c h , długich rękach, krótkich

taką
krępy,

nogach

„Pomnik

m o c n o w p a r t y c h w z i e m i ę , a s p o d k a p e l u s z a patrzące n a
świat b y s t r e , s z e r o k o o t w a r t e , mądre o c z y człowieka, k t ó r y
* K o n r a d Prószyński — p s e u d o n i m K a z i m i e r z P r o m y k
(1851—1908), pedagog, a u t o r elementaizy i czytanek, r e d .
i w y d a w c a t y g . l u d . „Gazeta Świąteczna".

Fot.:

II. Pokropek—

wiele

M i l e n i j n y " w y s t a w i o n y przez
w Óraczewie.

doświadczył,

ale

jeszcze

więcej

Kamińskiego

wybaczał:

ziemi,

sąsiadom, światu, B o r u c i e , o m ę t r o m , l u d z i o m .
Wojciech

i l . 1; J . Gierliński — i l . 3

Siemion

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10399" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10377">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/beca7c290501e1833e9ab854407d1677.pdf</src>
        <authentication>d04e0f77ee63e2ebb7aaadcbde11d42f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123664">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123665">
                <text>1978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123666">
                <text>malarstwo na szkle</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123667">
                <text>malarstwo ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123668">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4031</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123669">
                <text>Obrazy na szkle (współczesne malarstwo ludowe) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1978 t.32 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123670">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1978 t.32 z.1; s.21-42</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123671">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123672">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123673">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123674">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123675">
                <text>I I . 1. Jan G ą s i e n i c a - S z o s t a k (starszy), Zakopane, Madonna
lowa kwiatów,
w y m . 28 X 20 cm, 1929 r.

— kró­

Aleksander Jackowski

OBRAZY NA SZKLE
( W S P Ó Ł C Z E S N E MALARSTWO
Dawne ludowe malarstwo na szkle zanikło w sześć­
dziesiątych — s i e d e m d z i e s i ą t y c h latach ubiegłego stule­
cia
P r z e s t a ł o być potrzebne. Z m i e n i ł y się gusty, mody,
i jeśli nawet p r z e t r w a ł y upodobania dekoracyjne, zami­
ł o w a n i e do ornamentyki i zdecydowanej kolorystyki, to
w przystroju w n ę t r z a — a nie w figurach i obrazach
dewocyjnych. Z a m i ł o w a n i e do zdobnictwa widoczne jest
w przybraniu sztucznymi k w i a t a m i ś w i ę t y c h obrazów,
krzyży i kapliczek, ale j u ż nie w interpretacji tematyki
kultowej. W niej obowiązuje bowiem wzorzec idealistyczno-realistyczny kupnych w i z e r u n k ó w dewocyjnych
oraz wzorzec znanych i czcią otaczanych o b r a z ó w ,
zwłaszcza M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j .
Przy takich kryteriach ocen nie ma oczywiście m i e j ­
sca na o d r ę b n e sakralne malarstwo na szkle przezna­
czone dla „ l u d u " i utrzymane w tradycyjnym charakte­
rze, -malarstwo, w k t ó r y m warstwa ornamentalna t r a k t o ­
wana b y ł a b y na r ó w n i z postacią świętą, a czasem
nawet w y s u w a ł a b y się zdecydowanie na plan pierwszy.
Współczesne malarstwo na szkle n a w i ą z u j e do sty­
l i s t y k i dawnych obrazów, do techniki wykonania, nie­
kiedy nawet do tematyki, ale to n a w i ą z a n i e stanowi
tylko p u n k t wyjścia w twórczości n i e k t ó r y c h a u t o r ó w .

UDOWE I JEGO POGRANICZA)
I s t o t n ą cechą tego malarstwa jest to, iż w y k o n y w a ­
n e j e s t n a p o t r z e b y ,,m i a s t a", na konkursy,
wystawy, na sprzedaż w Cepelii. Malarstwo to w swym
kształcie najbardziej bliskim tradycji n a w i ą z u j e z pełną
p r e m e d y t a c j ą do w z o r ó w muzealnych. Jest więc w opinii
k u p u j ą c y c h k o n t y n u a c j ą i n a m i a s t k ą dawnych obrazów.
Ale w formach bardziej zindywidualizowanych — m a ­
larstwo na szkle jest j u ż raczej j e d n ą z dziedzin plastyki
amatorskiej l u b zawodowej.
Jednak nawet w tradycyjnej wersji malarstwo to
pełni funkcję i n n ą niż to m i a ł o miejsce w dawnej k u l ­
turze ludowej. Nawet, gdy eksponuje dwa najbardziej
popularne dziś w ą t k i : sakralny i zbójnicki. W ą t k i te
traktowane są w obu przypadkach umownie. Obrazy nie
przybliżają bowiem ani ś w i ę t y c h postaci, ani historii
Podhala. I n f o r m u j ą nie o nich, lecz o t y m , jak niegdyś
przedstawiano święte postacie. Zamiast zaś rzeczywistego
wizerunku t a t r z a ń s k i e j społeczności, u t w i e r d z a j ą m i t g ó ­
ralszczyzny, m i t wolnego i szlachetnego harnasia, rodzi­
mego Robin Hooda i Winnetou. S t a j ą się t e a t r a l n ą apo­
teozą junackiej góralszczyzny „ n a szkle malowanej.".
J e d n o c z e ś n i e n a s t ę p u j e w t y m malarstwie desakralizacja o b r a z ó w o tematyce „ ś w i ę t e j " . Odbierane są j u ż
21

�F

2

П. 2. Michał S t a ń k o , Na hali, w y m . 25,5 X 20 cm, ok.
1933 "г. I I . 3. K a r o l Oskwarek, J a b ł o n k a , w o j . nowo­
sądeckie,
Zbójnik.

one tylko w kategoriach estetycznych, jako przedmiot
ł a d n y , zdobiący ściany pokoju, jako p a m i ą t k a , czasem —
jako dzieło sztuki. Temat przestaje w takich obrazach
o d g r y w a ć rolą istotną, i zazwyczaj nie on w a ż y na de­
cyzji k u p n a (co miało miejsce w dawnej społeczności
ludowej), lecz walor artystyczny, kolorystyka.
2

Współczesne malarstwo na szkle, n a w i ą z u j ą c e do
tradycji, jest więc zjawiskiem diametralnie r ó ż n y m od
uprzednio omawianej grupy o b r a z ó w na papierze, powsta­
łej w w y n i k u w e w n ę t r z n e j potrzeby wypowiedzi. Różni
je motywacja twórcza, stosunek do odbiorcy i tematu,

3

ś w i a d o m o ś ć wzoru. W innych kategoriach musimy też
oceniać „ l u d o w o ś ć " obu grup.
„ S a m o r o d n i " nie szukają b e z p o ś r e d n i c h w z o r ó w , for­
ma jest spontanicznym efektem interpretacji treści, k t ó r e
chcą w y r a z i ć . Współcześni obraźnicy na szkle n a w i ą z u j ą
zaś ś w i a d o m i e do w z o r ó w muzealnych i współczesnych.
Temat jest dla „ s a m o r o d n y c h " z w i ą z a n y ściśle z p o t r z e b ą
wypowiedzi, ale dla malarzy na szkle bywa p r z e w a ż n i e
tylko pretekstem, osią k r y s t a l i z a c y j n ą p o m y s ł u i r e a l i ­
zacji. „ S a m o r o d n i " t w o r z ą przede wszystkim dla siebie,
aby w y r a z i ć swoje wizje, malarze na szkle — dla od­
biorcy. Jedni — p o n i e w a ż m a j ą odpowiednio silną po­
t r z e b ę w y r a ż e n i a w ł a s n y c h idei i emocji, drudzy —
p o n i e w a ż jest na ich obrazy zapotrzebowanie.
L u d o w o ś ć t w ó r c ó w z „ w e w n ę t r z n e g o i m p u l s u " do­
strzegamy w ich ś w i a t o p o g l ą d z i e , w t y m , co ich w na­
szym odczuciu wiąże z czasem przeszłym k u l t u r y c h ł o p ­
skiej. Ś w i a t o p o g l ą d ten stanowi wyraz ścisłej więzi z
ziemią, p r z y r o d ą , p r a c ą na r o l i , a w i ę c rozszerza sferę
w i a r y na m a g i ę , m i t , dość d o w o l n ą i n t e r p r e t a c j ę treści
religijnych.
„ L u d o w o ś ć " zaś malarstwa na szkle w y r a ż a się prze­
de wszystkim w kategorii artystycznej, w stylu, n a w i ą ­
zaniu do określonego k r ę g u tematycznego, sposobu prze­
twarzania w ą t k ó w tematycznych.
Istnieje jednak r ó w n i e ż malarstwo na szkle, k t ó r e g o
„ l u d o w o ś ć " zasadza się przede wszystkim na t y m , że
stanowi ono ż y w ą twórczość ś r o d o w i s k chłopskich i pe­
r y f e r i i k u l t u r o w y c h miasta, twórczość, k t ó r a n a w i ą z u j e
do estetyki ludowej, zwłaszcza „ d y w a n ó w " . Malarstwa
tego nie znajdziemy ani w sklepach Cepelii, ani na w y ­
stawach ludowej sztuki, istnieje bowiem na podobnej
zasadzie i prawach — jak m a k a t k i z jeleniami. Jest to
więc twórczość ś r o d o w i s k a na potrzeby w ł a s n e .
Między t y m malarstwem a oficjalnym, „ k o n k u r s o w o -cepeliowskim" r ó ż n i c e są duże: s p e ł n i a n e j roli, źródeł
inspiracji, estetyki, stosunku do ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m
powstaje. R ó ż n i c e te są tak znaczne, że na ogół żaden
z a u t o r ó w o b r a z ó w rzeczywiście malowanych dla ś r o d o ­
wiska nie p r ó b u j e ich zgłosić na konkurs „ m a l a r s t w a
ludowego na szkle". Dowodzi to, między i n n y m i faktu,
że pojęcie „ l u d o w e " zaczyna się powszechnie k o j a r z y ć
ze s z t u k ą p r z e z n a c z o n ą dla miasta, dla Cepelii, n a w i ą ­
zującą do tradycji minionych «zy w y g a s a j ą c y c h na wsi.
Ci zaś, k t ó r z y p r a c u j ą dla siebie i swego ś r o d o w i s k a ,
nie u w a ż a j ą już siebie za „ l u d o w y c h " . W i ą ż e się to
między i n n y m i z t y m , że „ l u d o w o ś ć " staje się coraz
bardziej stylem, czymś na pokaz, czymś co się odwołuje
do p a m i ę c i a nie do rzeczywistości współczesnych wzo­
r ó w estetycznych . O m ó w m y więc kolejno te dwie grupy
ludowego malarstwa na szkle.
3

Obrazy przeznaczone „dla miasta"
W osiemdziesiątych latach ubiegłego stulecia ma­
larstwo na szkle zanikło j u ż niemal zupełnie. Dawne
obrazy z a s t ę p o w a n o n o w y m i , realistycznymi. Na Pod­
halu ksiądz Stolarczyk w z y w a ł do niszczenia „ b o h o m a ­
zów
obrażających
uczucia
religijne" .
Wzywał
ze
skutkiem.
O d w r ó c e n i e się wsi (nie t y l k o Podhala!) od daw­
nych o b r a z ó w w y n i k ł o nie z tego powodu, że p r z e s t a ł y
one zaspokajać n a w y k i estetyczne, że zaczęła d r a ż n i ć
ornamentyka czy zestaw barw. W ocenie o b r a z ó w sa­
k r a l n y c h przez l u d d e c y d u j ą c ą r o l ę o d g r y w a ł o k r y t e r i u m
tematu, sposób przedstawienia świętej osoby. Sztuka rea­
listyczna, oleodruk, litografia — zmieniły radykalnie
stosunek do dawnych, umownych, dekoracyjnie t r a k t o ­
wanych p r z e d s t a w i e ń . P r z e s t a ł a działać na w y o b r a ź n i ę ,
tak wysoko oceniana przez Michała Walickiego, „...żywa,
4

22

�malarska par excellence plama barwna, ekspresja j ę d r n e j
i celowej kreski, śmiała bujność ornamentu i bezpo­
średniość tkwiących... (w tych obrazach) emocjonalnych
przeżyć" .
Te w ł a ś n i e cechy s p r a w i ł y , że w latach poprzedza­
jących wybuch I wojny ś w i a t o w e j p o d h a l a ń s k i m m a ­
larstwem na szkle zainteresowali się formiści. Poczucie
więzi ideowo-artystycznej z t r a d y c j ą tego malarstwa
p o d k r e ś l i l i publicznie, umieszczając k i l k a n a ś c i e starych
ludowych o b r a z ó w na honorowej ścianie w czasie p i e r w ­
szej grupowej w y s t a w y G ó r a l s k i e malarstwo na szkle
i n s p i r o w a ł o drzeworyty Włodzimierza Skoczylasa, obrazy
Andrzeja i Zygmunta P r o n a s z k ó w , Tytusa Czyżewskiego,
a nieco później r ó w n i e ż W ł a d y s ł a w a Wąsowicza.
5

Obok a r t y s t ó w z k r ę g u ówczesnej awangardy, na­
wiązującej do ludowego malarstwa z pobudek głównie
artystycznych, zaczęto i m i t o w a ć i stylizować dawne obra­
zy na szkle r ó w n i e ż z p o w o d ó w emocjonalnych, fascy­
nacji Podhalem, g ó r a l s k ą l e g e n d ą i m i t e m . M a l o w a ł
więc na szkle, m.in. tematy zbójnickie, w z o r u j ą c się na
powierzchownie zrozumianej warstwie stylistycznej —
Konstanty K i e t l i c z - R a y s k i , propagator sztuki Podhala,
autor książki Sztuka góralska
na Podhalu. W Muzeum
T a t r z a ń s k i m i m . T. C h a ł u b i ń s k i e g o w Zakopanem za­
c h o w a ł y się trzy jego obrazki, d w a z 1918 r. i jeden
z 1921 r . . M a l o w a ł też dobrze zorientowany w sztuce
góralskiej S t a n i s ł a w Barabasz (1857—1949), ale i on igno­
r o w a ł specyfikę m a t e r i a ł u i techniki, zbliżając się w
swych obrazach na szkle do stylizowanej ilustracji. K o ­
p i o w a ł stare obrazy S t a n i s ł a w Sobczak oraz Tadeusz
M a l i c k i (1892—1943), nauczyciel z zawodu, działacz spo­
łeczny i plastyk. Wiele kopii w y k o n a ł też Konstanty
Stecki (ur. 1885) , botanik, kolekcjoner, pracownik M u ­
zeum T a t r z a ń s k i e g o w latach 1922 i 1923, autor książki
Ludowe obrazy na szkle z okolic
podtatrzańskich.
Do nielicznych malarzy zainteresowanych w latach
m i ę d z y w o j e n n y c h Drzede wszystkim specyfiką o b r a z ó w
7

8

9

na szkle a nie ich w a r s t w ą t e m a t y c z n ą n a l e ż a ł Michał
S t a ń k o (ur. 1901), malarz z Sosnowca. P r z e b y w a ł w Za­
kopanem w 1933 roku i wiele w ó w c z a s m a l o w a ł , m.in.
na szkle. Nie n a w i ą z y w a ł w tych pracach do „stylu", do
ornamentyki, p o d k r e ś l a ł tylko (w znanych m i p r a c a c h )
takie cechy, jak l a p i d a r n o ś ć , uogólnienie k s z t a ł t u , p ł a s z czyznowość. O b ł e linie k o n t u r u o k r e ś l a ł y płaszczyznę —
jak w w i t r a ż u czy malarstwie Gauguina. S t a ń k o nie
p r z e j ą ł takich charakterystycznych sposobów r ó ż n i c o w a ­
nia płaszczyzny, jak powszechne w malarstwie podha­
l a ń s k i m szrafowanie ( r ó w n o l e g ł e b i a ł e kreski, s t a n o w i ą c e
dekoracyjny odpowiednik cieniowania bryły), zastąpił je
z r ó ż n i c o w a n i e m w a l o r o w y m płaszczyzn, z a c h o w u j ą c na­
dal d e k o r a c y j n ą z a s a d ę budowy obrazu. W odróżnieniu
jednak od r o z w i ą z a ń ludowych s t a r a ł się o zachowanie
logicznych proporcji p r z e d m i o t ó w oraz ich s t o s u n k ó w
przestrzennych.
10

A górale? Czy podjęli r ó w n i e ż te zainteresowania,
obcując, a nawet p r z y j a ź n i ą c się z artystami i m i ł o ś n i ­
kami k u l t u r y Podhala? W k r ę g u bliskim
Kietlicz-Rayskiemu zaczął m a l o w a ć na szkle Jan G ą s i e n i c a -Szostak (1895—1949). W ł a ś n i e Kietlicz-Rayski ofiarował
Muzeum wczesny, bo z 1922 г., obrazek Szostaka. Była
to niewielkich r o z m i a r ó w „scena zbójnicka przy ognisku,
malowana w stylu dziecięcej sztuki" .
M a l o w a ł r ó w n i e ż , jeszcze w latach wojny, Jan G ą ­
sienica W a l c z a k - B u ń d o w s k i . Zainteresowanie obrazkami
na szkle podsycał dyrektor Muzeum T a t r z a ń s k i e g o , J u ­
liusz Zborowski, p o k a z u j ą c je w muzeum . Nie w y s t a r ­
czyło to jednak dla jakiejś większej akcji, dla rzeczy­
wistego odrodzenia dawnej techniki i tradycji. N a w i ą z y ­
wano do niej — ale sporadycznie i bez dostatecznej
świadomości tego, czym były te dawne obrazy.
W 1924 r. z a i n t e r e s o w a ł się malarstwem na szkle
B r o n i s ł a w Czech (1908—1944), jedna z n a j p i ę k n i e j s z y c h
postaci naszego sportu. P o d e j m o w a ł różne tematy —
i religijne, i l e g e n d a r n o - g ó r a l s k i e , ale u j m o w a ł je inaczej
n

12

I I . 4. K a r o l K u l a w i a k , J a b ł o n k a , Sw. Michał Archanioł,
w y m . 43 X 33 cm. I I . 5. K a r o l Oskwarek, J a b ł o n k a ,
Sw. Michał
Archanioł,
w y m . 34,5 X 26 cm, przed 1958 r.
4

5

23

�koracyjnie potraktowany m o t y w ptaszka na gałązce.
Najlepszym i zresztą jedynym jego uczniem, k t ó r y nie
p o p r z e s t a ł na p r ó b a c h , lecz stał się d o j r z a ł y m mala­
rzem — był Jan Jachimiak, m ł o d y góral z Tylmanowej.
4

Podobnie j a k Miklaszewski — r ó w n i e ż Buszek u w a ­
żał, że malarstwo na odwrociu szklanej tafli powinno
z a c h o w a ć o d r ę b n o ś ć t e c h n o l o g i c z n o - a r t y s t y c z n ą i nie na­
ś l a d o w a ć o b r a z ó w na płótnie. Obaj dążyli do tego, aby
w prostej wypowiedzi r e a l i z o w a ł a się i n d y w i d u a l n o ś ć
m a l u j ą c e g o , jego temperament, w r a ż l i w o ś ć , fantazja, upo­
dobania. Obaj uczyli podstaw technicznych, przygoto­
wania spoiwa (u Buszka było to żółtko rozcieńczone
z w o d ą ) i rozrabiania sproszkowanych farb. O ile jednak
Miklaszewski w ogóle nie z w r a c a ł uwagi na związki z
t r a d y c j ą p o d h a l a ń s k i e g o malarstwa na szkle, o tyle B u ­
szek s t a r a ł się przerzucić pomost m i ę d z y m a l a r s k ą w y ­
o b r a ź n i ą swych u c z n i ó w a d a w n ą t r a d y c j ą . Jak wspo­
mina Zofia R o j - G ą s i e n i c a , nie p o z w a l a ł k o p i o w a ć m u ­
zealnych e k s p o n a t ó w , choć zachęcał do ich o g l ą d a n i a
oraz inspirowania się n i m i . Chciał, aby malowano obrazy
na szkle ,,od r ę k i " bez stosowania rysunkowych pod­
kładów.
Wśród u c z e s t n i k ó w kursu w y r ó ż n i a ł y się H e l e n a
R o j - K o z ł o w s k a (1899—1955) i jej siostrzenica Z o ­
f i a R o j (ur. 1923). R e p r e z e n t o w a ł y jednak różne oso­
bowości twórcze. Helena, obdarzona ż y w i o ł o w y m tem­
peramentem, m i a ł a dużą s w o b o d ę bycia, talent organi­
zatorski i z a m i ł o w a n i e działacza. P i s a ł a , r e ż y s e r o w a ł a
i g r a ł a w góralskich przedstawieniach . Była nieprze­
ciętnie urodziwa, i z d a w a ł a sobie z tego s p r a w ę . M a ł ­
ż e ń s t w o z pisarzem Jerzym M i e c z y s ł a w e m K o z ł o w s k i m
(literacki pseudonim Rytard) w p r o w a d z i ł o ją w k r ą g
warszawskiej bohemy, d a ł o jej otrzaskanie z r ó ż n y m i
zjawiskami w sztuce, pozostała jednak przede wszystkim
g ó r a l k ą , z w i ą z a n ą z r o d z i m ą k u l t u r ą . Nic też dziwnego,
że od pierwszych miesięcy po wyzwoleniu współdziałała
z Ministerstwem K u l t u r y i Sztuki, i już w 1947 r. została
etatowym pracownikiem Muzeum T a t r z a ń s k i e g o . W ma­
larstwie widziała szansę nie tylko odrodzenia dawnych
tradycji, ale i twórczej wypowiedzi. Z n a j ą c dzieje Pod­
hala i b ę d ą c głęboko z w i ą z a n a z życiem górali, c h ę t n i e
podjęła te tematy w pięćdziesiątych latach, na fali
ówczesnych haseł p o l i t y k i k u l t u r a l n e j .
I7

в

niż to m i a ł o miejsce na dawnych obrazkach. K ł a d z e n i e
cieni, d ą ż e n i e do p o p r a w n o ś c i proporcji rysunku, ope­
rowanie p ł a s k ą p l a m ą — zbliżały jego prace z lat t r z y ­
dziestych do o b r a z k ó w M i c h a ł a S t a ń k i , k t ó r e g o dobrze
znał.
Malowanie m u s i a ł o mieć dla Czecha głębsze zna­
czenie, skoro t u ż przed ś m i e r c i ą , oczekując
na nią,
n a m a l o w a ł w więzieniu w ł a ś n i e obrazek na szkle... Pod
w p ł y w e m brata zaczęła w 1926 r. m a l o w a ć S t a n i s ł a w a
Czcch-Walczakowa, rozpoczynając od kopii jego obraz­
ków .
13

Sytuacja uległa zmianie po wojnie. Jednym z p i e r w ­
szych z a m i e r z e ń W y d z i a ł u Sztuki L u d o w e j w nowo
p o w s t a ł y m Ministerstwie K u l t u r y i Sztuki było r e a k t y ­
wowanie na Podhalu malarstwa na szkle.
Do Zakopanego pojechał A n t o n i Buszek, d o s k o n a ł y
znawca technologii malarskiej. Miał on j u ż d o ś w i a d c z e ­
nie w animowaniu twórczości spontanicznej, wypraco­
w a n ą przez siebie m e t o d ę pracy z a m a t o r a m i . Zorga­
n i z o w a ł on w k o ń c u 1946 r. i na p o c z ą t k u 1947 r. dwa
kursy malowania na szkle. Dwutygodniowy — dla d w ó c h
osób oraz miesięczny, w k t ó r y m uczestniczyło 7 o s ó b ,
a Wśród nich Helena R o j - K o z ł o w s k a , jej siostrzenica
Zofia G ą s i e n i c a - R o j oraz architekt W i k t o r Dalbor, znaw­
ca i entuzjasta sztuki g ó r a l s k i e j .
14

I 5

le

W t y m samym niemal czasie dla k i l k u uczniów Za­
k o p i a ń s k i e j Szkoły P r z e m y s ł u Drzewnego p o p r o w a d z i ł
kurs malowania na szkle Jan Samuel Miklaszewski, pro­
fesor rysunku w tejże szkole. Chodziło o to, aby pomóc
materialnie najbiedniejszym uczniom, n a u c z y ć ich malo­
wania o b r a z k ó w na sprzedaż, dla t u r y s t ó w . A l e nie
m y ś l a n o o dawnej tematyce p o d t a t r z a ń s k i c h obrazów,
Miklaszewski uczył jedynie techniki oraz zasad kompo­
zycyjnych, w y k o r z y s t u j ą c płaszczyznowo i wybitnie de­
24

A Zofia? Była Wtedy m ł o d a , w r a ż l i w a , t r o c h ę nie­
ś m i a ł a . Nie m i a ł a siły przebojowej, szerokości zaintere­
s o w a ń i organizatorskich t a l e n t ó w swej ciotki. B y ć m o ż e
dynamika Heleny h a m o w a ł a nawet rozwój jej osobo­
wości. Talent m i a ł a nie mniejszy, choć inny. T w o r z y ł a
obrazy p i ę k n e , d o s k o n a ł e w kolorystyce, ale skromne, nie
rozbudowane kompozycyjnie. K o n t u r p r o w a d z i ł a w r a ż ­
liwą, d e l i k a t n ą k r e s k ą , ornament w p r o w a d z a ł a oszczęd­
nie. W ostatnich jej pracach z 1976—1977 r. ogranicza
go nieraz do delikatnej, „ k o r o n k o w e j " arabeski l i n i i
(il. 13). Nie m i a ł a jednak fantazji Heleny, nie m i a ł a jej
łatwości rysunkowej i ochoty do w y m y ś l a n i a coraz to
nowych t e m a t ó w o b r a z k ó w . Czuła się najlepiej, prze­
t w a r z a j ą c formy j u ż widziane, bliskie jej emocjonalnie.
Malarstwo na szkle znała zresztą dobrze, m i a ł a przecież
w obu izbach swego domu dawne obrazy na szkle z
Czerwiennege. Helena natomiast n a l e ż a ł a do t w ó r c ó w
ludowych, k t ó r z y inicjowali nowe „mody", przewodzili
innym.
P o z o s t a w a ł a więc Zofia w cieniu swej ciotki. W k i l k a
miesięcy po kursie wyszła za m ą ż , a wtedy p r z e s t a ł a
m a l o w a ć na d ł u g i e lata. Wróciła do o b r a z ó w dopiero
w 1972 r.
Helena zaś szybko s t a ł a się znana jako najlepsza
malarka Podhala. Toteż w ł a ś n i e jej z a p r o p o n o w a ł a Zofia

��wówczas w obrazach otoczka ornamentacyjna, na plan
pierwszy wysuwa się narracja coraz bardziej ożywiona,
szczegółowa. M a l a r k a eksperymentuje, coraz mniej trosz­
cząc się o w i e r n o ś ć d a w n y m wzorom kompozycji. Prze­
ł a m u j ą c s t a t y k ę , buduje scenę na diagonalach, p r ó b u j e
różnicować plany, u z y s k a ć — jak w amatorskim obraz­
k u — w r a ż e n i e głębi. Widoczne jest to zwłaszcza w g r u ­
pie o b r a z ó w o tematyce historycznej oraz współczesnej
(np. elektryfikacja). Wielokrotnie opracowuje te same
tematy, z historycznych zwłaszcza bunt K o s t k i - N a p i e r skiego i b i t w ę górali o Nowy Targ. Dąży do coraz
większej wierności ilustratorskiej, niestety za cenę osła­
bienia z w a r t o ś c i kompozycyjnej i oderwania się od t r a ­
dycyjnego charakteru p o d h a l a ń s k i c h obrazów. Pozbawio­
na oparcia w tradycyjnej formule, nie m i a ł a jednak na
tyle silnej osobowości artystycznej, by z a p r o p o n o w a ć
inną, a równie cenną i konsekwentną formułę malarską.
Otoczenie, praca, działacze k u l t u r y — nie pomogli
jej. Przeciwnie. Nowe obrazy przyjęto bezkrytycznie,
nagradzano, chwalono — przede wszystkim za n o w ą
t e m a t y k ę , za odejście od ś w i ą t k o w e j tradycji. S p e ł n i a ł y
postulaty w y s u n i ę t e w pięćdziesiątych latach przez po­
litykę k u l t u r a l n ą , były z a a n g a ż o w a n e , p o k a z y w a ł y h i ­
storię w i d z i a n ą z perspektywy klasy ciemiężonej, a przy
t y m z a c h o w y w a ł y cechy ludowego malarstwa .
Poszerzenie k r ę g u tematycznego przez R o j - K o z ł o w s k ą
m i a ł o znaczenie dla dalszego rozwoju malarstwa na
szkle, zwłaszcza dla k r ę g u jej n a ś l a d o w c ó w i kontynua­
t o r ó w . Widziana jednak z perspektywy czasu — t w ó r ­
czość a r t y s t k i blednie i wydaje się dość n i e r ó w n a ,
n a j s ł a b s z a w ł a ś n i e w tych pracach, k t ó r e najdalej od­
chodziły od t r a d y c j i , z a s t ę p u j ą c p o r z ą d e k dekoracyjny
s w o b o d n ą n a r r a c j ą i l u s t r a c y j n ą (np. sceny z K o s t k ą -Napierskim).
N o w ą t e m a t y k ę podjęły w swych obrazach nawet
dzieci góralskie, b i o r ą c udział w kursach prowadzonych
przez R o j - K o z ł o w s k ą . Było tych uczniów 28. M a l a r k a
nie n a r z u c a ł a i m dawnych w z o r ó w , ale p o k a z y w a ł a w ł a s ­
ne prace o prostym u k ł a d z i e , uczyła podstaw technicz­
nych i zachęcała, wzorem prof. Buszka, do malowania
tego, co chciały, od razu, bez uprzedniego ^rysunku.
W rezultacie prace jej podopiecznych przy licznych na­
w i ą z a n i a c h do w z o r ó w i n s t r u k t o r k i z a c h o w a ł y wiele cech
w ł a ś c i w y c h malarstwu dzieci — p r o s t o t ę , śmiałość ze­
s t a w i e ń kolorystycznych, płaszczyznowość i u m o w n o ś ć
r o z w i ą z a ń . Toteż, o m a w i a j ą c je, zastanawia się Roman
Reinfuss, na ile są one jeszcze k o n t y n u a c j ą sztuki ludo­
wej. „ B r a k ciągłości — pisał — p o w i ą z a n i a z t r a d y c j ą
sprawia, że jest to raczej sztuka dziecka i to dziecka
słabo już zżytego z t r a d y c y j n ą k u l t u r ą swej g r u p y " .
Nie mogło być chyba inaczej. N a s t ę p n e ćwierćwiecze
p o k a z a ł o , że trzeba było już ś w i a d o m i e te tradycje p r z y ­
w r a c a ć , poprzez wystawy, konkursy, w i t r y n y cepeliow­
skich sklepów, festiwale, albumy, ś r o d k i masowego prze­
kazu, działalność s t o w a r z y s z e ń regionalnych, Stowarzy­
szenia T w ó r c ó w L u d o w y c h itp.
I9

II.

9. Jan

Jachimiak, Zakopane,
Rój
22,5 X 33,5 cm.

ptaków,

wym.

Czasznicka, k i e r u j ą c a w y d z i a ł e m sztuki ludowej w M i n i ­
sterstwie K u l t u r y i Sztuki, zorganizowanie k u r s ó w ma­
larstwa na szkle dla młodzieży g ó r a l s k i e j . Z a c h ę c o n a
przez dyr. Juliusza Zborowskiego oraz przez W a n d ę
G e n t i l - T i p p e n h a u e r o w ą (plastyczkę z H a i t i (1899—1965),
z a k o c h a n ą bez reszty w Podhalu, na k t ó r y m spędziła
całe swe dorosłe życie) — p o p r o w a d z i ł a w l u t y m 1951 r.
trzy kursy dla młodzieży g ó r a l s k i e j : w Dębnie, Szlemb a r k u i Maniowach. Miała j u ż wtedy za sobą k i l k a faz
swej twórczości. A l e nawet w c h o d z ą c w n o w ą fazę,
w r a c a ł a do replik i w a r i a n t ó w wcześniejszych o b r a z ó w .
Bodźcem dla zmian kompozycyjnych i kolorystycznych
było niemal zawsze podjęcie nowej t e m a t y k i .
Po k r ó t k i m okresie pracy z Buszkiem zaczęła k o ­
p i o w a ć obrazy z Muzeum T a t r z a ń s k i e g o i d o s t ę p n y c h
jej reprodukcji słowackiego malarstwa na szkle.
W pierwszym okresie kopiowania (1947—1949) d b a ł a
o w i e r n o ś ć k o l o r y s t y c z n ą i r y s u n k o w ą , co się jej zresztą
nie w pełni u d a w a ł o . P o k a z u j ą c m i — po latach —
wczesne obrazki, w y r a ź n i e się w s t y d z i ł a za m a ł y c h „ m y ­
sich rączek". Po pierwszych, „ c i e m n y c h " w tonacji obra­
zach, rozjaśniła p a l e t ę barw, u p r a s z c z a j ą c i niewiele
t y l k o zmieniając wzór. P r ó b o w a ł a też w y r a z i ć ruch w
scenach „ j a n o s i k o w y c h " , ale nie bardzo się to u d a w a ł o .
W drugiej fazie swej twórczości, ok. 1950 г., pod­
jęła w ą t e k r e l i g i j n o - j a s e ł k o w y , a później rodzajowy .
Stosując róże i b ł ę k i t y , m a l o w a ł a naiwno-ludowe sceny
p r z e d s t a w i a j ą c e anioły. U s t a w i a ł a je symetrycznie, w y ­
posażając w ogromne s k r z y d ł a i t r ą b y , na k t ó r y c h grały.
l s

Z rygorem symetrii z e r w a ł a w trzeciej fazie swego
malowania, po 1951 г., gdy z a i n t e r e s o w a ł a ją idea przed­
stawienia zajęć, o b r z ę d ó w i obyczajów góralskich. Ginie
26

20

N i e m a ł e znaczenie w odrodzeniu tradycji malarstwa
na szkle o d e g r a ł y kursy z a r ó w n o j u ż wymieniane, jak
też i inne, prowadzone w późniejszych latach.
E f e k t y w n o ś ć k u r s ó w m o ż e się w y d a w a ć niewielka,
jeśli je m i e r z y ć procentem działających później malarzy.
A jednak odegrały one swoją rolę, zwłaszcza w p i e r w ­
szych dwudziestu latach. Co najmniej 200 osób poznało
dzięki n i m t e c h n i k ę malowania i w n i k n ę ł o głębiej w
problemy artystyczne ludowych obrazów. Istotne też było
to, że zorganizowane po kursach wystawy obejrzało
k i l k a , a m o ż e i k i l k a n a ś c i e tysięcy osób.
K u r s y w p r o w a d z i ł y malarstwo w żywy obieg k u l ­
tury. Obrazy na szkle weszły do s k l e p ó w Cepelii, po-

�J. Jachimiak: i l . 10. Góralska
Madonna; i l . 11. Obieranie
33 X 23 cm, 1953 г.

kazywano
zeach.

je

w prasie,

telewizji,

wystawiano

w mu­

Z a r y s o w a ł o się w t y m czasie pięć w a ż n i e j s z y c h grup
„ l u d o w y c h " obrazów, z w i ą z a n y c h przede wszystkim z
twórczością: Andrzeja G a ł k a (grupa „ s t y l i z o w a n a " ) ; K a ­
rola Oskwarka (grupa „ r e l i k t o w a " ) ; Heleny R o j - K o z ł o w skiej; Jana Jachimiaka, oraz młodzieży i dzieci, uczestni­
k ó w r ó ż n y c h k o n k u r s ó w , o k t ó r y c h malarstwie już m ó ­
wiliśmy.
A n d r z e j G a ł e k (ur. 1916) r e p r e z e n t o w a ł n u r t ele­
ganckiego, sprawnego p a m i ą t k a r s t w a . Profesjonalny pla­
styk, syn S t a n i s ł a w a G a ł k a , jednego z n e s t o r ó w zako­
piańskiego ś r o d o w i s k a twórczego — m a l o w a ł górali,
sceny ze z b ó j n i k a m i , folklor. Obrazy jego odznaczały się
p e w n o ś c i ą rysunku, u m i a r k o w a n ą stylizacją, oszczędnym
i sprawnym p o s ł u g i w a n i e m się kolorem, przede wszyst­
k i m czerwienią, b ł ę k i t e m , złotem i bielą. Przez lata całe
obrazki takie, zawsze zręczne i ł a d n e , m o ż n a było zna­
leźć w sklepach Cepelii. Po dzień dzisiejszy s t a n o w i ą
one wzór dobrego p a m i ą t k a r s t w a , podejmowany przede
wszystkim przez profesjonalnych malarzy — d o s t a w c ó w
do DESY i Cepelii.
Druga grupa najbliższa tradycji,
reprezentowana
przez K a r o l a O s k w a r k a z J a b ł o n k i jest zarazem
najbardziej samorodna i p r y m i t y w n a . Więź z d a w n y m
o b r a ź n i c t w e m została t u zachowana głównie dzięki temu,
że oparta była na wzorze stosunkowo t r w a ł y m , zako­
rzenionym i realizowanym w licznych kopiach i w a ­
riantach przez górali najbardziej jeszcze bliskich dawnej
k u l t u r z e i d a w n y m w a r u n k o m życia. J u ż w 1936 r.

jabłek,

wym.

�Zofia R o j - G ą s i e n i c a , Zakopane: i l . 12. Święta, w y m . 23 X 15 cm, obraz z 1947 г.; i l . 13. Sw. Barbara, w y m . 35,5 X
X 28,5 cm, obraz z obecnego okresu. U, 14, Janina Jarosz, Zakopane, Legenda
o Św. Cecylii,
w y m . 29,5 X 39,5 cm,
1976 r.

28

�I I . 15. Helena Roj-Ciaptakowa, Zakopane, Sw. Rodzina,wym.
39 X 31 cm, 1968 г. I I . 16. S t a n i s ł a w a Czech-Walczakowa, Zakopane, Sw. Michał Archanioł,
w y m . 39,5 X 29 cm, 1975 r. (ze wzoru muzealnego). I I . 17. Zdzisław W a l ­
czak, Zakopane, Opowiastki mojej babci, w y m . 38,5 X 62 cm, 1976 r.

29

�Norbert Lippóczy, znakomity znawca i kolekcjoner ma­
larstwa na szkle, Węgier osiadły w Tarnowie, n a p o t k a ł
w J a b ł o n c e na Orawie falsyfikaty dawnych o b r a z ó w .
M a l o w a ł je K a r o l Oskwarek przy pomocy Augustyna
Zachary i K a r o l a Szczerbiaka . Oskwarek po latach
milczenia wziął udział w konkursie na s z t u k ę l u d o w ą
Podhala, k t ó r y odbył się w g r u d n i u 1958 r. w Zakopa­
nem. Obrazy jego, przy wszelkich różnicach, w y r a ź n i e
n a w i ą z y w a ł y do miejscowej tradycji. C e c h o w a ł a je p ł a skość, pewna sztywność i n i e p o r a d n o ś ć rysunku, brak
rozbudowanej dekoracji, zimne kolory, zredukowane t ł a
(il. 3, 5).
21

Trzecią g r u p ę s t a n o w i ą prace Heleny R o j - K o z ł o w skiej i k r ę g u jej n a ś l a d o w n i c . Zaliczyć do nich wypada
przede wszystkim jej siostrzenicę H e l e n ę R o j - C i a p takową
(ur. w 1924 г.), c ó r k ę gajowego. Mieszkała
ona po wojnie w domu swej ciotki. Od niej uczyła się
poszanowania dla góralskich tradycji, tkania, haftowania,
a wreszcie — w 1953 r. r ó w n i e ż malowania na szkle.
K o p i o w a ł a dawne szkła, p o d p a t r u j ą c sposób pracy R o j - K o z ł o w s k i e j i p r z e j m u j ą c jej styl a nawet t e m a t y k ę .
Gdy ciężka choroba nie pozwoliła j u ż R o j - K o z ł o w s k i e j
w y w i ą z a ć się ze swych obietnic, kończyła jej obrazki,
i zajęła p o n i e k ą d jej miejsce, p i e l ę g n u j ą c do ostatka
u m i e r a j ą c ą ciotkę. Po jej śmierci, w 1956 г., więcej k o ­
p i o w a ł a , o g r a n i c z y ł a się też g ł ó w n i e do t e m a t y k i r e l i ginej oraz zbójnickiej. Wiele w y s t a w i a ł a w k r a j u i za
granicą.
2 2

I I . 18. B r o n i s ł a w Bednarz, S k r z y p n ę (Podhale), Sw.
Kry­
styna, w y m . 37,5 X 28 cm, 1976 г. I I . 19. W ł a d y s ł a w W a l ­
czak, Zakopane, Sw. Marcin, ok. 1970 r.

Obok R o j - K o z ł o w s k i e j n a j c i e k a w s z ą i n d y w i d u a l n o ­
ścią tego okresu był J a n J a c h i m i a k (pisany r ó w ­
nież Jachymiak). Urodzony 17.Х.1930 r. w T y l m a n o w e j ,
p r z y j e c h a ł w 1944 r. do Zakopanego . Miał w ó w c z a s
23

19

�14 lat i n i e w ą t p l i w y talent plastyczny, toteż p r z y j ę t o go
bez t r u d u do Z a k o p i a ń s k i e j Szkoły P r z e m y s ł u Drzew­
nego. Namawiano, by uczył się rzeźbić, w y b r a ł jednak
budownictwo, w y ż e j s t a w i a j ą c dobry fach nad niepewny
los r z e ź b i a r z a . M a l o w a ł p o c z ą t k o w o z m y ś l ą o zarobku,
ale szybko zajęcie to zaczęło go w c i ą g a ć , zaspokajać
istniejące w n i m potrzeby wypowiedzi artystycznej. P r ó ­
b o w a ł zresztą t a k ż e rzeźbienia, robił meble, metalopla­
stykę, tkal, p r o j e k t o w a ł i nawet sam p r o w a d z i ł budowy;
skończyło się to zresztą smutnie, był bardziej a r t y s t ą ,
niż organizatorem i kalkulatorem.
Powoli wchodził w ś r o d o w i s k o z a k o p i a ń s k i e , oglądał
wystawy, albumy malarstwa, i n t e r e s o w a ł y go nowe p r ą ­
dy w sztuce. O d b i e r a ł je jednak raczej powierzchownie,
przez pryzmat zakorzenionych w nim od dzieciństwa
n a w y k ó w dekoracyjnych.
W 1951 r. posłał swe obrazy na konkurs sztuki l u ­
dowej w N o w y m Sączu, ale pod nazwiskiem kolegi. B a ł
się b l a m a ż u . Jego prace d o s t a ł y p i e r w s z ą n a g r o d ę , zro­
biło się t r o c h ę zamieszania, o Jachimiaku zaczęto mówić.
Później zgłosił w 1953 r. d w a d z i e ś c i a prac na konkurs
p a m i ą t k a r s t w a p o d h a l a ń s k i e g o w Zakopanem. P a m i ę t a m
różne dyskusje z tego czasu, k r y t y k ę zwłaszcza etno­
grafów, k t ó r z y u w a ż a l i , że skoro k t o ś jest g ó r a l e m , po­
winien m a l o w a ć w duchu tradycyjnych o b r a z ó w na
szkle. A l e jednocześnie Jachimiak został entuzjastycznie
oceniony przez wielu p l a s t y k ó w , ludzi z k r ę g u sztuki,
dziennikarzy. Jego obrazy były dynamiczne, o zamaszy­
stym biegu l i n i i , r o z j a ś n i o n e j , żywej kolorystyce. Cecho­
w a ł a je świeżość i śmiałość j a k b y sztuki dziecka, ale
dziecka urzeczonego w s p ó ł c z e s n y m malarstwem. Chyba
w ł a ś n i e niezrozumienie mechanizmu tego
malarstwa
p o z w a l a ł o mu na przejmowanie tylko pewnych z e w n ę ­
trznych zapożyczeń, zwłaszcza z Picassa (takich, jak np.
deformacja postaci). Jachimiaka nie i n t e r e s o w a ł y k i e ­
r u n k i sztuki, ani programy artystyczne, w y s t a r c z y ł o m u
że coś d z i a ł a ł o na jego w y o b r a ź n i ę . Wyrósł z tradycji
g ó r a l s k i e j k u l t u r y , ale p r z y j ą ł w r ó w n i e oczywisty i spon­
taniczny sposób bodźce, k t ó r y c h mu dostarczyło nowe
środowisko, szkoła, miasto. Nazwano go „Picassem z T y l ­
manowej" . O k r e ś l e n i e to p o j a w i a ł o się często w prasie.
W y s t a w i a ł w r ó ż n y c h miastach k r a j u , w samej stolicy
miał dwie indywidualne ekspozycje (w 1968 i 1969 г.).
24

W 1969 r. p o j e c h a ł z w y s t a w ą o b r a z ó w do S t a n ó w
Zjednoczonych. Tam wszedł w ś r o d o w i s k o góralskiej
Polonii, zaczął p r a c o w a ć w fabryce, potem jako k r e ś l a r z ,
i m a l o w a ć . Obecnie mieszka w Chicago. Wystawia, jego
prace są rozchwytywane, i co n a j w a ż n i e j s z e , prowadzi
kursy malowania dla Polonii. W ostatnim swym liście
do Heleny Sredniawy donosi o wystawie, k t ó r ą m i a l
w Chicago
(kwiecień 1977 r.) wraz ze swymi uczniami:
Gąsienicą Byrcynem, H a n n ą L a t (14-letnia), P i o t r k i e m
Lat (9-letni), M a r i ą Cukier (38 lat), H e l e n ą Cukier
(16 lat) i W. Króżel (56 lat).
2 5

Z r e s z t ą Jachimiak p r o w a d z i ł kursy jeszcze przed
wyjazdem z k r a j u . W k o ń c u 1967 roku Muzeum T a ­
t r z a ń s k i e p o s t a n o w i ł o bowiem z o r g a n i z o w a ć konkurs
malowania na szkle. K o n k u r s starannie przygotowano,
p o p r z e d z a j ą c go nie tylko r e k l a m ą , ale kursami, pro­
wadzonymi w r ó ż n y c h ś r o d o w i s k a c h . Szczególnie w a ż n y
był kurs zorganizowany w Z w i ą z k u Podhalan z a r ó w n o
dla młodzieży, j a k i dla dorosłych górali. P o p r o w a d z i ł
go Jachimiak, a Wpływ jego artystycznej osobowości
zaznaczył się dość silnie w p o w s t a ł y c h w ó w c z a s pracach.
Konkurs o d e g r a ł tak istotną rolę w rozwoju malar­
stwa na szkle, że datę jego zorganizowania p r z y j m u j ę
za cezurę. Przemawia za t y m r ó w n i e ż fakt, że w 1968 r o ­

l i . 20. Jan Rapciak, P o r ę b a Wielka, w o j . n o w o s ą d e c k i e ,
Anioł Stróż, w y m . 36,5 X 27,5 cm, ok. 1976 r.

k u umiera Helena Roj^Ciaptakowa, a k r a j ogląda ostat­
nie w y s t a w y Jachimiaka przed jego wyjazdem za gra­
nicę. Po konkursie natomiast zaczynają d o m i n o w a ć nowe
nazwiska — Eweliny P ę k s o w e j , W ł a d y s ł a w a Walczaka,
Karola K u l a w i a k a , Józefa Donajezana. Rośnie liczba ma­
lujących, nie tylko zresztą na Podhalu. W K r a k o w i e
ok. 1967—8 r. tworzy pierwsze swe znakomite obrazy na
szkle A d a m S ł o w i ń s k i , m a l u j ą na Pomorzu, w Kosza­
lińskiem, a sporadycznie — i w innych miejscach k r a j u ,
niestety w oderwaniu od tradycji lokalnej, nieciekawie.
P a t r z ą c z perspektywy lat, w y r a ź n i e widać k o n ­
s e k w e n t n ą linię p o s t ę p o w a n i a Muzeum T a t r z a ń s k i e g o w
Zakopanem, a ściślej m ó w i ą c , kustosza działu malarstwa
mgr. Heleny Sredniawy. W 1960 r. z o r g a n i z o w a ł a ona
(wraz z W. G e n t i l - T i p p e n h a u e r o w ą ) p r o b l e m o w ą
Wy­
stawę malarstwa
na szkle .
Pokazano na niej obrazy
zabytkowe, wznowione malarstwo na szkle od p o c z ą t k u
X X wieku, prace t w ó r c ó w ludowych, a r t y s t ó w - p l a s t y ­
k ó w oraz a m a t o r ó w i zespołów młodzieżowych.
2S

W osiem lat później muzeum podjęło a k c j ę zmie­
r z a j ą c ą do rozszerzenia k r ę g u m a l u j ą c y c h . K o n k u r s po­
przedziły indywidualne konsultacje, pokazywanie zainte­
resowanym zbiorów muzealnych, penetracja terenu —
wspólnie z Cepelią. Do udziału w konkursie zaproszono
r ó w n i e ż t w ó r c ó w z innych dziedzin, którzy w y r a z i l i za­
interesowanie malarstwem na szkle. N a w i ą z a n o k o n t a k t y
ze szkołami w Zakopanem, k t ó r e p o p r o w a d z i ł y u siebie
kursy dla młodzieży. Razem w konkursie o b e j m u j ą c y m
dawny powiat nowotarski wzięło udział 33 t w ó r c ó w i n ­
dywidualnych, w t y m 8 a r t y s t ó w - p l a s t y k ó w oraz 5 ze­
społów o b e j m u j ą c y c h 80 o s ó b . N a d e s ł a l i oni 473 prace.
„ I n d y w i d u a l n y c h " podzielono na grupy: l u d o w ą , a r t y ­
s t ó w - p l a s t y k ó w i a m a t o r ó w . W t y m ostatnim przypadku
2 7

31

�k r y t e r i a okazały się najtrudniejsze do ustalenia. Tak np.
w ś r ó d a m a t o r ó w z a d e b i u t o w a ł a Ewelina P ę k s o w a , w k r ó t ­
ce potem uznana za j e d n ą z najbardziej reprezentatyw­
nych t w ó r c z y ń ludowych, Tomasz Ligas — późniejszy
„rzeźbiarz ludowy", g ó r a l k a Jolanta Biernacik, córka
kowala, znanego t w ó r c y ludowego.
P ł y n n o ś ć granic między amatorami a „ l u d o w y m i "
wynika w malarstwie na szkle przede wszystkim z tego,
że jest to dziedzina, w k t ó r e j zerwana została ciągłość
tradycji, przekaz z pokolenia w pokolenie. A skoro się
n a w i ą z u j e do wzoru już nie f u n k c j o n u j ą c e g o w n o r m a l ­
nym obiegu, różnice zależą nie tyle od u w a r u n k o w a ń
ś r o d o w i s k o w y c h , co od indywidualnego talentu. Zresztą
te uwarunkowania ś r o d o w i s k o w e s ł a b n ą , podczas gdy
coraz istotniejsze staje się poczucie w e w n ę t r z n e j więzi
z t r a d y c j ą l o k a l n ą , ś w i a d o m a chęć n a w i ą z a n i a do daw­
nych w z o r ó w . Trudno oczekiwać, że m o g ł o b y być ina­
czej, zwłaszcza że malarstwo na szkle tworzone jest dziś
głównie z m y ś l ą o mieście, i nie w y r a ż a rzeczywistych,
współczesnych potrzeb ś r o d o w i s k a chłopskiego. A n i na
Podhalu, ani na Kaszubach czy w Koszalińskiem. A n i
treść, ani sposób ujęcia, symbolika, czy ornamentyka nie
w y n i k a j ą z jakiejś istotnej odrębności k u l t u r o w e j . Forma
nie wskazuje w sposób jednoznaczny na w y k o n a w c ę .
Oderwana od dawnych determinant stała się już tylko
znakiem w s k a z u j ą c y m na wzorzec inspiracji. Dochodzi
do pozornego paradoksu — najbardziej bliskie t r a d y c y j ­
nym formom są obrazy ludzi obdarzonych s p r a w n o ś c i ą
m a n u a l n ą , inteligentnych, w d u ż y m stopniu ś w i a d o m y c h
ś r o d k ó w , k t ó r y m i się posługują i r o z u m i e j ą c y c h istotę
dawnego malarstwa. Najbardziej natomiast p r y m i t y w n e
są obrazy ludzi ze wsi, zwłaszcza starych, pozbawionych
w y k s z t a ł c e n i a . Forma ich wypowiedzi jest bowiem zde­
terminowana przede wszystkim ich m o ż l i w o ś c i a m i i na­
w y k a m i psycho-fizycznymi, k r ę g i e m k u l t u r o w y m : ogra­
niczeniami, k t ó r e powoduje tkwienie w t y m r e l i k t o w y m
już k r ę g u .
O ile więc w r z e m i o s ł a c h i tradycyjnych postaciach
zdobnictwa doskonałość idzie w parze z p r z y n a l e ż n o ś c i ą
do reliktowego k r ę g u k u l t u r y chłopskiej, to w malar­
stwie na szkle — w k t ó r y m nie istnieje przekaz poko­
leniowy, zakorzenione n a w y k i estetyczne, a r ó w n i e ż m a ł e
jest uwarunkowanie t e c h n i k ą — doskonałość wymaga
innej świadomości, niż ją daje dziesiejsze r e l i k t o w e ś r o ­
dowisko wiejskie. Inaczej m ó w i ą c : więź z d a w n y m , re­
l i k t o w y m ś r o d o w i s k i e m wiejskim nie zapewnia sama
przez się doskonałości, przeciwnie — często w i ą ż e się
w malarstwie na szkle z p r y m i t y w n o ś c i ą wyrazu, w ó w ­
czas gdy ś w i a d o m e n a w i ą z a n i e do dawnych konwencji
może p r z y n i e ś ć rezultat znacznie efektowniejszy i bar­
dziej zbliżony do tradycyjnego modelu np. p o d h a l a ń ­
skiego malarstwa. P r y m i t y w n y wyda się więc nam L u d ­
w i k Kubaszczyk (ur. 1905 r.) z K o n i a k o w a czy Józef
Donajczan z B u k o w i n y T a t r z a ń s k i e j (ur. w 1888 г.),
podczas gdy najbardziej ludowe okażą się obie panie
P ę k s o w e , Ewelina i Jolanta.
Dawniej w y s t a r c z y ł o zobaczyć obraz, aby wiedzieć
kto go m a l o w a ł — chłop czy inteligent miejski. Dziś
samo patrzenie nie wystarcza. Trzeba wiedzieć, к i m
jest autor. Toteż zdarzało się już, że j u r y zmieniało
decyzję, d o w i a d u j ą c się w ostatniej c h w i l i , iż t y p o w a n y
do nagrody r z e ź b i a r z czy malarz... jest amatorem, a nie
oryginalnym chłopem. P a t r z ą c na same obrazy, nie zaw­
sze m o ż n a powiedzieć — to robił chłop, a to inteligent.
Bo t e ż coraz częściej ten chłop jest już inteligentem,
inteligent z a ś zna i rozumie . k u l t u r ę l u d o w ą , zwłaszcza
wtedy, gdy sam się z niej wywodzi.
Coraz częściej więc o klasyfikacji decyduje w p i e r w ­
szym rzędzie stylistyka dzieła. E w e l i n a
Pęksowa
32

(ur. 1923 r.) dlatego mogła się w y d a ć na konkursie w
Zakopanem a m a t o r k ą , p o n i e w a ż ó w c z e s n e jej obrazy
były bezpośrednio inspirowane b i z a n t y j s k ą ikoną. M a l o ­
w a ł a w t y m okresie w ł a ś n i e takie obrazy dla siebie
i dla Veritasu. W y k o n y w a ł a też na s p r z e d a ż stylizowane
kapliczki z r y t e m w y p a l a n y m w drewnie lub nabijanym
metalem. U m i a ł a p o s ł u g i w a ć się r ó w n i e dobrze d ł u t e m
jak p ę d z l e m ; p o m a g a ł a przecież ojcu — snycerzowi i w y ­
t w ó r c y nart, S t a n i s ł a w o w i Zubkowi. K i m b y ł a ? G ó r a l k ą ,
pieczołowicie pielęgnującą dawne tradycje, d u m n ą z tego,
że dziad b y ł znanym „ b u d a r z e m " , a jeszcze ktoś inny —
m a l o w a ł niegdyś na szkle. A przy t y m : i n t e l i g e n t k ą ,
w y k s z t a ł c o n ą , czytającą l i t e r a t u r ę współczesną, o g l ą d a ­
jącą albumy, wystawy, zwiedzającą z m ę ż e m zabytki w
dalekich krajach. Do dziś p o s ł u g u j e się r ó w n i e dobrze
g w a r ą , jak i j ę z y k i e m literackim. Jej dom w y p e ł n i o n y
jest obrazami, przedmiotami sztuki ludowej, k s i ą ż k a m i ,
m a l o w i d ł a m i — wszędzie, na stropach, ś c i a n a c h , me­
blach, szybach a nawet na rurze od piecyka. Nie jest to
ż a d n a imitacja góralskiej c h a ł u p y , ale panuje w t y m
domu atmosfera sztuki i p o d h a l a ń s k i e j tradycji.
;

O t y m czy P ę k s o w a zostanie „ a m a t o r k ą " , czy „ l u ­
d o w ą " m i a ł a więc z a d e c y d o w a ć forma jej twórczości.
Po konkursie o t r z y m a ł a od pani Sredniawy i n t e r e s u j ą c ą
propozycję — zrobienia przeszło stu k o p i i starych obra­
zów. Była to znakomita lekcja techniki sposobu p r o w a ­
dzenia l i n i i , kolorystyki, kompozycji. P ę k s o w a weszła,
jak m a ł o kto, w świat dawnych o b r a z ó w . O d t ą d mj.low a ł a kopie i w ł a s n e prace inspirowane t r a d y c y j n ą te­
m a t y k ą i stylistyką.
A m a t o r k a u m a r ł a , n a r o d z i ł a się malarka ludowa.
Niekwestionowana. Działaczka Stowarzyszenia T w ó r c ó w
L u d o w y c h , Z w i ą z k u Podhalan, o t r z y m a ł a n a j w y ż s z e w y ­
różnienia jako t w ó r c a ludowy — n a g r o d ę w o j e w ó d z k ą ,
a w 1976 r. n a g r o d ę im. Oskara K o l b e r g a .
28

Szybko p r z e s t a ł a k o p i o w a ć . Nudziło ją to. Wypo­
w i a d a ł a się więc we w ł a s n y c h kompozycjach, najbardziej
bliskich muzealnym wzorom. Tworzy je do dzisiaj —
obrazy o ciemnej tonacji, nasycone c i e p ł y m i b r ą z a m i
i niebieskościami, c i e m n ą zielenią, p r z e ł a m y w a n e złotem.
Ten w i e l k i cykl realizuje po dziś dzień, c y k l oparty na
tradycji ś w i ą t k a r s k o - z b ó j n i c k i e j .
D r u g i cykl, w k i l k a lat p ó ź n i e j zaczęty, Stanowią
obrazy bliższe inspiracjom z a c z e r p n i ę t y m z r u m u ń s k i e g o
malarstwa. Spotykamy t a m Sw. Eliasza, Wozy
ogniste,
Sądy Ostateczne. Obrazy te są od d w ó c h lat p r z e w a ż n i e
dużego formatu, dochodzące do 60 X 80 c m ( i l . 25). Mają
one bardziej d y n a m i c z n ą kompozycję, czasem b u d o w a n ą
nawet na p r z e k ą t n e j . I s t o t n ą rolę stanowi w nich inter­
pretacja tematu, poszczególne elementy p o z o s t a j ą jednak
bliskie ujęciu tradycyjnemu, podobnie jak dekoracyjna
zasada kompozycji.
Trzeci cykl, najbardziej ambitny, ale t e ż i najbar­
dziej dyskusyjny — to obrazy odchodzące od muzealnych
wzorów, o i n n y m typie rozbudowanej dekoracji. Przewa­
żają w ś r ó d nich obrazy ś w i e c k i e — np. różne wersje
Zalipia, pejzaży budowanych na zasadzie w e r t y k a l n e j
(рэг. np. i l . 26). Z tematyki na poły religijnej szczególnie
udana jest kompozycja Izydora — Oracza, zwarta, dobrze
u p o r z ą d k o w a n a i w y w a ż o n a . Ten c y k l rozpoczęty w nie­
cały rok po podjęciu tradycyjnej t e m a t y k i i wciąż po­
dejmowany maluje P ę k s o w a i n n ą p a l e t ą barw. Dużo t u
zieleni, niebieskości, jasnych b r ą z ó w . Tonacja ż y w a ,
jasna. Takie są też k w i a t y i p t a k i .
Tematy te podejmuje P ę k s o w a r ó w n i e ż w c y k l u
witraży, w y r a ź n i e j u ż traktowanych dekoracyjnie, u s ł u ­
gowo w stosunku do w n ę t r z a .
A r t y s t k a maluje d u ż o , szybko, bez długich n a m y s ł ó w .

�I I . 21. Michał Boczek, Rajcza (żywieckie), w o j . bielskie, Ucieczka do Egiptu, w y m . 24 X 39 cm, 1976 г. I I . 22. Maria
K a m i ń s k a , Zakopane, Sw. Franciszek,
w y m . 23 X 23 cm. 1960 r.

�П. 23. Pracownia Eweliny P ę k s o w e j w Zakopanem.

bez poprawiania obrazu, toteż bywa n i e r ó w n a , zwłaszcza
w p o c z ą t k o w y c h ujęciach nowego tematu.
Obecnie jest ona najbardziej z n a n ą t w ó r c z y n i ą obra­
zów na s z k l e . Do p a ź d z i e r n i k a 1977 r. m i a ł a 15 w y ­
staw indywidualnych w Polsce, A n g l i i i Szwecji.
29

1

' _

-,

K

0r
E. P ę k s o w a : i l . 24. Ikona
bizantyjska,
w y m . 35 X
X 24 cm, olej na desce, 1967 г. I I . 25, 26. Obrazy na
szkle — Sw. Eljasz, w y m . 78 X 58 cm, 1976 r. i Moje
Tatry, w y m . 58 X 48 cm, 1976 г. I I . 27. Jolanta P ę k s o ­
wa, K i r y k/Zakopanego, Przy warculi,
w y m . 39 X
X 30 cm, 1976 r.
34

W 1976 r. z a d e b i u t o w a ł a jej synowa — J o l a n t a
P ę k s o w a (ur. 1952 г.), śliczna, m ł o d a , w r a ż l i w a dziew­
czyna urodzona w Sopocie. M i e s z k a j ą c w domu Eweliny,
zbliżyła się do malarstwa, p o z n a ł a je, w c h ł o n ę ł a w sie­
bie tak, iż stało się jej d o ś w i a d c z e n i e m . Zaczęła zna­
komicie, nie m u s i a ł a przecież s z u k a ć w z o r ó w w k s i ą ż ­
kach i muzeach, m a l o w a ł a bowiem w klimacie bardzo
bliskim „ t r a d y c y j n y m " obrazom swej teściowej ( i l . 27).
Jest w swych pracach nie mniej g ó r a l s k a , i gdyby ktoś
nie wiedział, nie p o z n a ł b y k t ó r a z p a ń jest r o d o w i t ą ,
a k t ó r a p r z y s z y w a n ą g ó r a l k ą . Obie d o s t a ł y najwyższe
nagrody na konkursie „Rodzina w sztuce ludowej", zor­
ganizowanym w 1977 r. przez P a ń s t w o w e Muzeum Etno­
graficzne w Warszawie (Ewelina I , Jolanta I I n a g r o d ę ) .
Obie p r z y j e c h a ł y na uroczystość rozdania n a g r ó d w g ó ­
ralskich strojach. Ewelina, zwłaszcza od kiedy jest „ l u ­
dowa", zawsze w y s t ę p u j e publicznie w stroju, Jolanta
uczyniła to po raz pierwszy... Nie sądzę, aby to było
potrzebne. Jolanta i bez kostiumu jest d o s k o n a ł ą m a ­
l a r k ą , skupioną, r o z w a ż n ą , o znakomitym poczuciu k o m ­
pozycji, łatwości r y s u n k u i b e z b ł ę d n e j kolorystyce. Znam
wszystkie jej prace i zadziwia mnie ich w y r ó w n a n y .
-

�wysoki poziom. Ewelina g ó r u j e nad s y n o w ą rozpiętością
tematyki, śmiałością p o m y s ł ó w , temperamentem i „siłą
przebicia" — ale Jolanta na pewno jej nie u s t ę p u j e
wrażliwością m a l a r s k ą .
Czy jest ludowa? W e d ł u g d a w n y c h k r y t e r i ó w —
nie, skoro jednak uznamy za n a j w a ż n i e j s z y znak ludo­
wości f o r m ę — jest nią na pewno.
S p ó j r z m y na jeszcze jeden p r z y k ł a d , na twórczość
A d a m a S ł o w i ń s k i e g o {ur. 1931 г.). Gdy zaczął
rzeźbić, zaskoczył widzów, nawet e t n o g r a f ó w , p o k a z u j ą c
prace bardzo bliskie dawnym figurom l u d o w o - k o ś c i e l n y m . Nie znając autora, m o ż n a b y ł o sądzić, że są to
autentyczne ludowe ś w i ą t k i . A l e autor nie p r z y p o m i n a ł
w niczym dawnego w i e ś n i a k a , a w y g l ą d a ł miejsko i pra­
cował w jednej z k r a k o w s k i c h bibliotek. Miał w ó w c z a s
35 lat, mieszkanie u r z ą d z o n e ze smakiem, antyki, s t a r ą
p o r c e l a n ę i ś w i e t n i e p a s u j ą c e do tego w n ę t r z a — rzeźby
i kapliczki w ł a s n e j roboty. Czy „ l u d o w o ś ć " tych r z e ź b
b y ł a t y l k o udawana?
3 0

Nie. S ł o w i ń s k i w p o c z ą t k o w y m okresie rzeźbienia,
gdy chciał coś w y k o n a ć , nie u m i a ł wyjść z o b r ę b u ludo­
wych inspiracji. P r ó b o w a ł , ale m u to nie wychodziło.
Bliska m u była tylko forma ś w i ą t k a . Gdy po n i e d ł u g i m
czasie zaczął m a l o w a ć na szkle, znowu okazało się to
samo. Obrazy b y ł y w swej istocie bliskie muzealnym
wzorom, choć już we wczesnych pracach m o ż n a b y ł o
z a u w a ż y ć typowe tylko dla S ł o w i ń s k i e g o cechy — d e l i ­
katny, j a k b y nieco w i b r u j ą c y kontur, liryczny n a s t r ó j
kompozycji, s u b t e l n ą i b o g a t ą k o l o r y s t y k ę .
Nie b y ł y to pastisze, nie b y ł a to inspiracja, do j a ­
kiej p r z y w y k l i ś m y , w k t ó r e j widać z a r ó w n o źródło pod­
niety, jak i e s t e t y k ę , k t ó r e j h o ł d u j e t w ó r c a . Wczesne
obrazy S ł o w i ń s k i e g o w y d a j ą się ludowe, podobnie jak
jego rzeźby, choć nie p r z y p o m i n a j ą żadnej znanej grupy.
Dawniej, gdy inteligent sięgał do ludowego źródła
inspiracji, czynił to, by je zbliżyć do konwencji a r t y ­
stycznej danego okresu, by je „uszlachetnić". Ale S ł o ­
w i ń s k i niczego nie uszlachetnia, nie poprawia. Zwyczaj­
nie jest sobą, w ł a ś n i e w ramach ludowej f o r m u ł y sztuki.
U t o ż s a m i a się z nią — bez ż a d n e j egzaltacji czy k o m ­
pleksu. Od niej w y c h o d z ą c , rozwija swój w ł a s n y ś w i a t
malarski, podejmuje stopniowo zadania coraz bardziej
odległe od dawnych góralskich tradycji. Sięga do wzo­
r ó w rokokowych, a w arabesce k r e s k i czy s k r ę c i e postaci
w y c z u ć m o ż n a nawet ślady z a i n t e r e s o w a ń manieryzmem.
W okresie ostatnich 2—3 lat z a i n t e r e s o w a ł a go m i n i a ­
tura perska, indyjska, tematy Wschodu. P r z e k ł a d a je na
język kompozycji o b r a z ó w na szkle.
A b y zrozumieć fenomen Słowińskiego, trzeba sięgnąć
do lat jego młodości, do k l i m a t u w k t ó r y m u k s z t a ł t o w a ł a
się jego artystyczna osobowość. Urodził się i w y c h o w a ł
na Podhalu, w rodzinie bardzo licznej, utalentowanej,
w k t ó r e j s z t u k ą z a j m o w a ł się po trosze k a ż d y z 18 braci
i sióstr. M a t k a p r o w a d z i ł a s ł y n n ą k a r c z m ę w K i r a c h ,
dzieciństwo u p ł y n ę ł o więc S ł o w i ń s k i e m u w atmosferze
nasyconej g ó r a l s k ą i c y g a ń s k ą m u z y k ą , w b a r w n e j i nie­
powtarzalnej scenerii Podhala. Do szkół chodził w Zako­
panem, a gdy m i a ł 20 lat, w y j e c h a ł do K r a k o w a , gdzie
u k o ń c z y ł p o l o n i s t y k ę , po czym p o d j ą ł p r a c ę w b i b l i o ­
tece. Nie z e r w a ł jednak więzi ani z domem, ani z k u l ­
t u r ą , w k t ó r e j -się w y c h o w a ł .
Często, gdy tylko mógł — jeździł ido m a t k i : na P o d ­
halu czuł się najlepiej.
Miasto, ze s w ą a g r e s y w n o ś c i ą , zgiełkiem, pospiesz­
nym r y t m e m życia s p r a w i ł o , że zaczął s z u k a ć w n i m
azylu, domu, w k t ó r y m by się czuł spokojny, pracy —
k t ó r a by m u d a ł a w e w n ę t r z n ą satysfakcję. Zaczął rzeź­
bić, potem m a l o w a ć .
35

�Malarstwa na Szkle K a r p a t Polskich. W m y ś l założeń
regulaminowych, sygnowanych przez Departament Pla­
styki Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki, celem konkursu
m i a ł być (§ 1/1): „ P r z e g l ą d współczesnego malarstwa na
szkle t w ó r c ó w ludowych z a m i e s z k u j ą c y c h regiony górskie
województw..." W § 2/1 w y r a ź n i e określono, iż: „W K o n ­
kursie może b r a ć udział k a ż d y t w ó r c a ludowy, zamiesz­
k a ł y na terenie objętym konkursem". Tymczasem okazało
się, że nie jest ł a t w o stwierdzić, k t o jest t w ó r c ą ludowym.
Muzeum przyjęło w y k ł a d n i ę bardzo szeroką, tak szeroką,
że praktycznie e l i m i n u j ą c ą jedynie osoby m a j ą c e studia
plastyczne. Zaakceptowano nawet udział etnografa pra­
cującego w Muzeum (!).
R ó w n i e ż j u r y rozdzieliło nagrody nie licząc się z t y m ,
komu je w r ę c z a . Podzieliło ono u c z e s t n i k ó w na d w i e
grupy, k i e r u j ą c się ich s t o s u n k i e m d o
tradycji.
Do grupy pierwszej zaliczono twórczość n a w i ą z u j ą c ą do
tradycyjnego malarstwa na szkle, do drugiej — prace,
w k t ó r y c h n a w i ą z a n i a takie nie w y s t ę p u j ą . P o m i n i ę t o
przy t y m pochodzenie a u t o r ó w , ich k u l t u r o w ą otoczkę,
a nawet p o w ó d i charakter n a w i ą z a n i a do miejscowych
tradycji. W jednej grupie znaleźli się w ten sposób za­
r ó w n o Zofia R o j - G ą s i e n i c a , Ewelina P ę k s o w a , j a k i ma­
lujący ł a d n e pastisze etnograf Muzeum — Piotr Pio­
t r o w s k i . Wszyscy o n i otrzymali pierwsze nagrody.

И. 28. Maria B i e r n a c i k - Ć w i k ł o , Zakopane, Sw.
Archanioł,
w y m . 36 X 29 cm, 1976 r.

Michał

N i e p r z e c i ę t n a w r a ż l i w o ś ć , a nawet pewna bezrad­
ność, n i e u m i e j ę t n o ś ć agresywnego przebijania się przez
życie s p r a w i ł y , że twórczość stała się dla S ł o w i ń s k i e g o
swoistą ucieczką, powrotem w ś w i a t
młodzieńczych
d o z n a ń , w k l i m a t domu nasyconego g ó r a l s k ą sztuką.
Był j a k emigrant, k t ó r y i m silniej odczuwa s w ą samot­
ność w n o w y m ś r o d o w i s k u , t y m bardziej utwierdza w
sobie ś w i a d o m o ś ć z w i ą z k u z r o d z i m ą k u l t u r ą .
Na twórczości S ł o w i ń s k i e g o z a w a ż y ł y więc trzy pod­
stawowe c z y n n i k i : p o d g l e b i e — ż y w a więź z l u ­
dową kulturą; c e c h y o s o b o w o ś c i — wrażliwość,
brak przebojowości, a nawet t r u d n o ś c i adaptacji w no­
w y m ś r o d o w i s k u ; c h a r a k t e r u z d o l n i e ń — a więc
przede wszystkim w y b i t n y talent kolorystyczny, talent
u j a w n i a j ą c y się nie w bujnej fantazji, lecz w subtelnym
przetworzeniu m o t y w ó w już istniejących.
31

Jeszcze o jednym trzeba w s p o m n i e ć , gdy się m ó w i
o rozwoju osobowości t w ó r c z e j malarza — o fascynacji
a r t y s t ą i c z ł o w i e k i e m , z k t ó r y m z w i ą z a n y jest od lat
najgłębszą p r z y j a ź n i ą . Jest n i m znakomity scenograf
Andrzej Majewski. K o n t a k t t y c h d w ó c h ludzi nie mógł
pozostać bez w p ł y w u na ich twórczość. U S ł o w i ń s k i e g o
z a w a ż y ł zapewne na nieco manierystyczno-rokokowej
galanterii o b r a z ó w , zwłaszcza późniejszych.

Decyzja j u r y n a r u s z a ł a regulaminowe wytyczne, cho­
ciaż m i a ł a swe merytoryczne uzasadnienie. Zamiast usta­
lać, kto jest ,,ludowy", a kto n i m nie jest, poprzestano
jedynie na ocenie stylistyki prac.
K r y t y k u j ę więc nie sens decyzji, ale jej niedopusz­
czalność z formalnego p u n k t u widzenia. Spowodowano
bowiem s y t u a c j ę p r e m i u j ą c ą osoby, k t ó r e wiedząc, iż nie
są „ l u d o w e " , z a r y z y k o w a ł y udział (czasem w r ę c z z a c h ę ­
cone przez o r g a n i z a t o r ó w ) , natomiast pozbawiono szans
nagrody i zobaczenia swych prac na wystawie a m a t o r ó w
t r a k t u j ą c y c h regulamin na serio.
P o m i j a j ą c ten fakt, trzeba konkurs ocenić wysoko.
Nie n a r z u c a j ą c t e m a t y k i , pozwolił on m a l u j ą c y m na
w y p o w i e d ź stosunkowo szczerą, w k a ż d y m razie ś w i a d ­
czącą o t y m , co u w a ż a l i za wskazane zgłosić na konkurs.
Objął on większość osób m a l u j ą c y c h obecnie na szkle,
zgłosiło się bowiem 65 osób d o r o s ł y c h i 32 w w i e k u do
lat 17. N a d e s ł a l i oni 416 o b r a z ó w . M o ż n a więc t r a k t o ­
w a ć i m p r e z ę r a b c z a ń s k ą za m i a r o d a j n ą dla oceny obec­
nego stanu zjawiska, m i m o iż w r ó ż n y c h rejestrach po­
wojennych (muzeów, M K i S , I n s t y t u t u Sztuki) p o j a w i ł o
się w sumie ok. 320 nazwisk. Wielu ludzi m a l o w a ł o
jednak bardzo k r ó t k o , t y l k o na kursach, względnie w y ­
s t a w i a ł o tylko jeden raz.
3 2

Oczywiście i w Rabce p o j a w i ł y się nazwiska osób,
k t ó r e tylko z racji konkursu s p r ó b o w a ł y techniki ma­
lowania na szkle, normalnie w y p o w i a d a j ą c się w i n n y m
materiale {np. Albina Żołnierska).

Czy S ł o w i ń s k i jest „ l u d o w y " ? Podobnie jak i n n i ma­
larze na szkle — w pewnych elementach i n i e k t ó r y c h
obrazach t a k , w innych n i e . Trudno więc o jedno­
znaczną klasyfikację. Nie sądzę zresztą, aby d ą ż e n i e do
takiej jednoznaczności było potrzebne i w a ż n e . S ł o w i ń s k i
jest po prostu a r t y s t ą , d r a ż l i w y m , ciekawym, choć dzia­
ł a j ą c y m w w ą s k i e j p r z e d z i a ł c e swych z a i n t e r e s o w a ń i
możliwości wyrazowych, a r t y s t ą z w i ą z a n y m emocjonalnie
z ludową tradycją.

Prace pokazano w s z y s t k i e . W t r o c h ę mrocznym
w n ę t r z u starego kościółka, zamienionego na muzeum.
Nie u s u n i ę t o niczego, nawet kiczów. O b n i ż y ł o to poziom
artystyczny wystawy, p o d w a ż a j ą c zapewne jej rolę w
k s z t a ł t o w a n i u postaw estetycznych odbiorcy, ale zarazem
uczyniło z tej wystawy bardzo i n t e r e s u j ą c y p r z e g l ą d
rzeczywistego stanu malarstwa na szkle i r ó ż n y c h ten­
dencji estetycznych. Dało to s z a n s ę zorientowania się
w c a ł y m dorobku konkursu. P r z y j m u j ą c więc t ę w y s t a ­
w ę jako p u n k t wyjścia, u z u p e ł n i o n y i n n y m i wiadomo­
ściami, zgromadzonymi w Pracowni Sztuki Nieprofesjo­
nalnej I n s t y t u t u Sztuki P A N — s p r ó b u j m y d o k o n a ć
klasyfikacji t y p ó w współczesnej twórczości na szkle.

O t r u d n o ś c i p o d z i a ł u na t w ó r c ó w ludowych i ama­
t o r ó w świadczy też p r z y k ł a d I K o n k u r s u Współczesnego

Klasyfikacja taka zależna jest oczywiście od przy­
jętej zasady podziału, od tego, j a k i e przyjmiemy k r y t e -

36

�П. 29. Anna Janowiak, J a b ł o n k a , Matka Boska
w y m . 30 X 34 cm, 1977 r.

r i a : osobę wykonawcy, stosunek do t r a d y c j i , k r ą g k u l t u ­
rowy, m o t y w twórczości czy cechy stylistyczne.
Najbardziej u ż y t e c z n y w t y m t e k ś c i e wydaje się po­
dział, b i o r ą c y za p u n k t wyjścia s t o s u n e k d o
tra­
d y c j i , z a r ó w n o ludowej, jak i sztuki „ k w a l i f i k o w a n e j " .
W ramach tego p o d z i a ł u postaramy się (tam, gdzie to
możliwe) omówić prace tzw. t w ó r c ó w l u d o w y c h , ama­
torów i profesjonalistów.
33

I. T W Ó R C Z O Ś Ć N A W I Ą Z U J Ą C A DO T R A ­
DYCYJNYCH
LUDOWYCH
FORM
I
ZA­
SAD
KOMPOZYCJI
a — kopie i
m.in. wspomniany
wem, a t a k ż e pod
znajduje się K a r o l
mieszka w USA).

p a s t i s z e . G r u p ę tę reprezentuje
już K a r o l Oskwarek. Pod jego w p ł y ­
w p ł y w e m malarstwa grupy orawskiej
K u l a w i a k z Zubrzycy Dolnej (obecnie

Obrazki bardzo bliskie wzorom pokuckim maluje w
K r a k o w i e Jan K r c h a , syn znanego malarza — Emila.
Niestety jego pastisze są dość ubogie i surowe w kolo­
rze, co obniża ich w a r t o ś ć .
Kopie zabytkowych o b r a z ó w w y k o n y w a ł o i w y k o ­
nuje wielu malarzy z a r ó w n o ludowych, jak i s t u d e n t ó w
uczelni plastycznych. Po wojnie pierwsza w y k o n y w a ł a
kopie muzealne Helena R o j - K o z ł o w s k a . M a l o w a ł a je też
Helena Roj-Ciaptakowa, a w późniejszych latach Ewe­
lina P ę k s o w a . Obecnie k o p i u j ą dawne obrazy m.in. Zofia
R o j - G ą s i e n i c a , Janina C z e c h - K a p ł a n o w a oraz S t a n i s ł a w a
Czech-Walczakowa. Kopie w y k o n u j e też wielu d o s t a w c ó w
o b r a z ó w do RBS Cepelia.

z

Dzieciątkiem,

Spośród p l a s t y k ó w zawodowych — m a l o w a ł a w Za­
kopanem kopie Wanda G e n t i l - T i p p e n h a u e r
zarówno
dla w ł a s n e j satysfakcji (miała kilkanaście w swoim po­
koju) jak i dla znajomych oraz na sprzedaż. Dla w ł a s n e j
przyjemności maluje obrazy-pastisze zbieracz sztuki l u ­
dowej, doc. Zbigniew Kowalewski z ASP w K r a k o w i e .
Ok. 1972 r. p o j a w i ł y się na bazarze w Warszawie
niewielkiego formatu d o s ł o w n e kopie dawnych o b r a z k ó w
dolnośląskich. Prawdopodobnie malowano je w celach
zarobkowych przy k t ó r y m ś z k l a s z t o r ó w , na podstawie
dawnych wzorów. Jeden z nich przez o m y ł k ę sprzedane
wraz z r e p l i k ą . K u p i ł je znany zbieracz L u d w i g
Zimmerer.
34

35

b — kontynuacja
zasadniczych
cech
i
form
malarstwa
tradycyjnego.
W najczy­
stszej postaci w y s t ę p u j e na Podhalu. P r z y k ł a d e m —
znaczna część twórczości Zofii R o j - G ą s i e n i c y , S t a n i s ł a w y
Czech-Walczakowej, a zwłaszcza Eweliny
i Jolanty
P ę k s o w y c h . Poza J o l a n t ą — wszyscy i n n i p o d e j m u j ą
r ó w n i e ż p r ó b y bardziej samodzielnych kompozycji, nieraz
odbiegających znacznie od tradycyjnych s c h e m a t ó w k o m ­
pozycyjnych i kolorystycznych.
Do tradycyjnych w z o r ó w n a w i ą z u j ą też w wielu
pracach: M a ł g o r z a t a T a r n o w s k a - W i e c h e ć (ur. 1953 r.)
z Nowego Targu; B r o n i s ł a w Bednarz (ur. 1927 r.) ze
Skrzypnego; Jan Rapciak (ur. 1922 r.) z P o r ę b y W i e l ­
kiej, Maria B i e r n a c i k - C w i k ł o , Marta Gombos.
Spośród i n t e l i g e n t ó w — do grupy tej zaliczyć m o ż n a
wczesną twórczość Adama S ł o w i ń s k i e g o . Wśród malarzy
zawodowych najbliższy formom tradycyjnym był Stani­
sław Kuba Kostynowicz, plastyk warszawski, m a l u j ą c y
w ciemnych tonacjach barwnych.
37

�O wiele więcej prac zaliczyć
grupy, k t ó r ą stanowi:

można

do

następnej

с — twórczość rozszerzająca
krąg
tema­
t y c z n y , p r z e ł a m u j ą c ą np. s t a t y k ę
układu,
typ dawnej kolorystyki — przy
zachowa­
niu
jednak
częściowego
związku
z tra­
dycją.
Do tej grupy zaliczam przede wszystkim p o k a ź n ą
część twórczości H . R o j - K o z ł o w s k i e j , w k t ó r e j podejmuje
ona t e m a t y k ę o b r z ę d o w ą , a zwłaszcza h i s t o r y c z n ą , całego
J. Jachimiaka, cykle ś w i e c k i e Eweliny P ę k s o w e j , np.
takie obrazy, jak Zalipie (1973) — i l . 26 czy Moje Tatry,
а t a k ż e wszystkie dzieła W ł a d y s ł a w a Walczaka, Zdzisła­
wa Walczaka, Janiny Jarosz. P u n k t e m wyjścia jest dla
nich wzór tradycyjny, ale interpretowny swobodnie.
Szczególnie w a r t o ś c i o w e w y d a j ą się w tej grupie
prace Jachimiaka, P ę k s o w e j oraz W ł a d y s ł a w a Walczaka,
g ó r a l a z Zakopanego, k t ó r y samodzielnie w y p r a c o w a ł
sobie w ł a s n ą f o r m u ł ę malarstwa. W a l c z a k (ur. 1934),
jest j e d n y m z ciekawszych t w ó r c ó w . N i e szafuje roz­
rzutnie p o m y s ł a m i , obrazy o b m y ś l a d o k ł a d n i e i długo,
kolor stosuje oszczędne i z d u ż y m wyczuciem, np. czer­
nie '— złoto i fiolet lub tonacja: b r ą z y , czernie, złoto.
Obrazy jego są dobrze w y w a ż o n e w kompozycji, syn­
tetyczne, zwarte, p r z e m y ś l a n e w szczególe. Tematy długo

I I . 30. W i t o l d Mizerski, Piaski, w o j . lubelskie, Upadek pod krzyżem,
w y m . 38 X 25 cm, 1972 r.
I I . 31. Piotr Piotrowski, Rabka, Zmartwychwstanie,
w y m . 37 X 46 cm, 1976 r.

31

�cyzeluje, potem z gotowego p o d k ł a d u rysunkowego w y ­
konuje k i l k a —• k i l k a n a ś c i e o b r a z ó w , różniących się już
tylko k o l o r y s t y k ą .
36

Walczak był r o l n i k i e m , potem p r a c o w a ł jako pa­
lacz, maluje oczywiście dla zarobku, ale z dużą a m b i c j ą
i z a a n g a ż o w a n i e m . Zaczął m a l o w a ć w 1962 г., by popra­
wić swą s y t u a c j ę m a t e r i a l n ą , ale przez niemal pięć lat
nikomu nie p o k a z y w a ł o b r a z ó w , powoli w p r a w i a ł się.
Dopiero, gdy doszedł do wniosku, że „ u m i e " , zaczął swe
prace w y s t a w i a ć i s p r z e d a w a ć . Wciąż zresztą p r z e ż y w a
okresy niepokoju, niezadowolenia. Szuka w ó w c z a s no­
wych r o z w i ą z a ń . W 1976 r. o t r z y m a ł n a g r o d ę i m . Oskara
Kolberga. W 1977 r. — p o k a z a ł na wystawie w Zako­
panem nowy, bardzo ł a d n y c y k l obrazów.
Poza Walczakiem, k t ó r y nie ma n a ś l a d o w c ó w , R o j - K o z ł o w s k a , Jachimiak a ostatnio i Ewelina P ę k s o w a
oddziałali w sposób w y r a ź n y na twórczość innych mala­
rzy. Stali się dla nich wzorem. Tak więc w p ł y w y obra­
zów R o j - K o z ł o w s k i e j odnajdujemy u jej siostrzenicy —
Ciaptakowej, u Zofii G ą s i e n i c a - S z e l i g o w e j , w pracach
W ł a d y s ł a w a Koszarka (ur. 1929 г.), w n i e k t ó r y c h obra­
zach Zofii R o j - G ą s i e n i c y , Jana Jaroszka, Janiny Czech- K a p ł a n o w e j . Jachimiak i n s p i r o w a ł Z d z i s ł a w a Walczaka,
Jana Jarosza i Adama Doleżuchowicza, a w p e w n y m
okresie (1963) nawet art. m a l a r k ę W a n d ę Gentil-Tippenh a u e r o w ą . W p ł y w y Eweliny P ę k s o w e j na J o l a n t ę tak
są widoczne, że na pierwszy rzut oka trudno odróżnić
n i e k t ó r e ich obrazki.
I n t e r e s u j ą c ą p o s t a c i ą jest Z d z i s ł a w
Walczak
(ur. 1926 r. w Jarszowej) . C e n i ę go jako człowieka
n i e z w y k ł e j solidności, ambitnego i zafascynowanego g ó ­
r a l s k ą przeszłością. Gdy zaczęto niszczyć stare szałasy
na halach, potajemnie w k r a d a ł się na teren P a r k u
Narodowego, aby je fotografować i d o k u m e n t o w a ć . M a ­
lować na szkle n a u c z y ł się na kursach prowadzonych
w Z w i ą z k u Podhalan przez Jachimiaka. Przedtem w y ­
k o n y w a ł na papierze kopie... Rubensa. Z a i n t e r e s o w a ł a
go jednak rodzima tradycja. F a n t a z j ę ma b o g a t ą , tematy
traktuje często z humorem, satyrycznie. K ł ę b i ą się na
jego obrazach postacie górali, chłopy o b ł a p i a j ą baby,
zbójcy srożą się, a w scenach z Raju — w ł ą c z a j ą się
w ogólny ruch t a k ż e z w i e r z ę t a , niczym w „ D ż u n g l a c h "
Ociepki.
37

Walczak ma d w a — biegunowo r ó ż n e — wzory. T r a ­
dycyjny
i współczesny — ilustratorsko-fotograficzny.
Czym bliższy jest tradycji, t y m bardziej prace jego są
zdyscyplinowane. A l e i tam, gdzie p r z e w a ż a j ą jego
skłonności narracyjne, wiodą one nieraz autora na ma­
nowce złego ilustratorstwa, maluje wtedy obrazy, w k t ó ­
rych pomijając wszystko inne — gubi się specyfika ma­
lowania na szkle (konkurs w N . Sączu, 1976 г.).
Bardzo i n t e r e s u j ą c e są też w tej grupie obrazy
Bronisława
B e d n a r z a (ur. 1927) utrzymywane
w konwencji dekoracyjnej, rozbudowane kompozycyjnie
i operujące
liściastym ornamentem, o d b i e g a j ą c y m w
swym charakterze od tradycyjnych o b r a z ó w ( i l . 18).
S p o ś r ó d a m a t o r ó w w y r ó ż n i a j ą się w tej grupie K r y ­
styna Czaykowska i Janina S i e r o s ł a w s k a z Rabki,
zwłaszcza w pracach w y k o n y w a n y c h na sprzedaż dla
Cepelii. Czaykowska (ur. 1929 r.) najciekawsza jest j e d ­
nak w pracach odbiegających od tradycyjnych wzorów.
Operuje m i ę k k ą , czasem r o z p ł y w a j ą c ą się p l a m ą b a r w n ą
i w swych obrazach pokazuje n i e p r z e c i ę t n ą w r a ż l i w o ś ć
m a l a r s k ą . Nie stosuje na ogół k o n t u r u .
W tej grupie w y m i e n i ć r ó w n i e ż m o ż n a amatora
Piotra C h r a c ę . Stosuje on często złote tła, co w y r ó ż n i a
jego obrazy. Do tej grupy zaliczyłbym też obrazy Adama

S ł o w i ń s k i e g o z dojrzałego okresu jego twórczości, od­
chodzące od tradycyjnych w z o r ó w , oraz prace K r y s t y n y
Zabierzewskiej, zwłaszcza te, w k t ó r y c h wprowadza
efekty „ n e o n o w e " , ś w i e c ą c y się kontur ( K r a k ó w 1977,
wystawa w czasie T a r g ó w Sztuki Ludowej, K r a m y Do­
minikańskie).
W ś r ó d zawodowych p l a s t y k ó w należy tu w y m i e n i ć
przede wszystkim Andrzeja G a ł k a z Zakopanego, k t ó r y
s t w o r z y ł w ł a s n y styl o b r a z ó w p r z e d s t a w i a j ą c y c h sceny
folklorystyczne, a przede wszystkim zbójnickie. Dekora­
cyjne, p i ę k n e w kolorze, dobrze zakomponowane przez
k i l k a n a ś c i e lat zdobiły sklepy Cepelii. W stylu o b r a z k ó w
G a ł k a maluje obecnie art. plastyk P a w e ł Karasek.
d — twórczość inspirowana tylko pewny­
mi
cechami
sztuki
ludowej,
np.
typem
rozwiązań dekoracyjnych, motywami
haf­
tu, d r z e w o r y t u .
J a n i n a S i e r o s ł a w s k a (ur. 1921 г.), zachęcona
do malowania przez o r g a n i z a t o r ó w konkursu w Rabce,
inspiruje się nie t y l k o Podhalem. W Rabce p o k a z a ł a np.
Ucieczkę
do Egiptu, obraz, w k t ó r y m pejzaż s k ł a d a się
z czerwonych, żółtych i zielonych ł a n ó w na p o d o b i e ń ­
stwo łowickiego pasiaka. Była to p r ó b a bardzo ciekawa.
W ogóle S i e r o s ł a w s k a w y r a ź n i e różni się od innych g a m ą
k o l o r y s t y c z n ą . Może j a k i m ś w y t ł u m a c z e n i e m tego jest to,
iż urodziła się ona we L w o w i e .
Do w a r t o ś c i dekoracyjnych sztuki ludowej n a w i ą ­
zują m a l a r k i z Paszyna. W Koszalinie dekoracyjne obraz­
k i o tematyce sakralnej i historycznej maluje Szarlota
Makucka.
Drzeworyt ludowy, k o ł t r y n a , haft kaszubski — sta­
n o w i ą r ó w n i e ż źródło inspiracji obrazów. Drzeworyt i n ­
spiruje np. Tomasza Bigosa z K r o ś c i e n k a . R ó w n i e ż u k ł a d
dekoracyjny i ekspresja o b r a z ó w Andrzeja K r ó l a oraz
n i e k t ó r e elementy ornamentalne w pracach Wandy Rzegocińskiej k a ż ą myśleć o l u d o w y m ich źródle. Bardzo
ł a d n e i w y r a ź n i e wzorowane na
ludowej sztuce są
obrazy na szkle Danuty Piotrowskiej ze Szczecina, inteligentki w y k o n u j ą c e j t a k ż e zbliżone w kompozycji obrazy
haftowane.
Spośród a r t y s t ó w - p l a s t y k ó w na szczególną u w a g ę
z a s ł u g u j e Leokadia P ł o n k o w a , k t ó r a znakomicie rozumie
o d r ę b n o ś ć techniki malowania na szkle, a kolor dopro­
wadziła do zadziwiającej perfekcji. Jej ś w i ą t k i w swym
wyrazie bliskie s ą l u d o w y m legendom. P ł o n k o w a maluje
niewiele, zawsze u t r z y m u j ą c się w ramach swego stylu.
Nigdy jednak nie stylizuje „na ludowo".
Czyni to m.in. Jadwiga Marschalko-Kosalowa z N o ­
wego Sącza, najbardziej wyrazista reprezentantka na­
s t ę p n e j grupy, k t ó r ą s t a n o w i ą :
e — s t y l i z a c j e s z t u k i l u d o w e j . Ze stylizacji
„na ludowo" w y m i e n i ć jeszcze c h c i a ł b y m prace art.
plastyka, g ó r a l a z pochodzenia — W ł a d y s ł a w a Trzebuni.
c.d.n.

PRZYPISY
1

O d a w n y m malarstwie pisali m.in. Józef Gra­
bowski, Ludowe malarstwo na szkle, W r o c ł a w 1968; Jo­
sef Vydra, Die Hinterglassmalerei,
Praha 1957; Hanna
P i e ń k o w s k a , Podtatrzańskie
obrazy na szkle, Warszawa
1961.
Kupuje się niekiedy obraz swego patrona. Pół
serio, pół ż a r t e m , jak emblematy ze swoim znakiem
zodiaku.
2

39

�П. 32. A d a m Słowiński, K r a k ó w , Panna

3

młoda, w y m . 38,5 X 28,5 cm, 1976 г. I I . 33. Obraz orawski, Sw.
w y m . 34,4 X 25,2 cm, ok. 1920 r.

Pojęcie „ l u d " nie jest dziś akceptowane jako w y ­
r ó ż n i k o k r e ś l o n y c h ś r o d o w i s k . Nie m ó w i się „ n a w o z y
dla ludu", t y l k o „dla w s i " i t d . Pojęcie „ l u d " zbliża się
w odczuciu powszechnym do pojęcia „ n a r ó d " , często
u ż y w a n e wymiennie. W y s t ę p u j e też w k o n t e k ś c i e histo­
r y c z n y m lub etnograficznym, obecnie — w odniesieniu
do tradycyjnej sztuki chłopskiej lub jej współczesnej
„ c e p e l i o w s k i e j " wersji.
Por. Konstanty Kietlicz-Rayski, Sztuka
góralska
na Podhalu, L u b l i n 1928.
s Michał Walicki, Obrazy ludowe z Podhala, „Wiek",
R. X X , 1928, nr 19.
Polskie życie artystyczne
w latach 1915—1939, pra­
ca zbiorowa pod red. Aleksandra Wojciechowskiego,
W r o c ł a w — W a r s z a w a 1974, s. 34.
Różnice stosunku f o r m i s t ó w i Kietlicz-Rayskiego
do o b r a z ó w na szkle polegały na odmiennej ocenie w a r ­
tości tych o b r a z ó w . Dla Skoczylasa lub Czyżewskiego
były to w swoim rodzaju d o j r z a ł e dzieła sztuki, podczas
gdy Kietlicz-Rayski widział w nich
„niefrasobliwość,
u j a w n i a j ą c ą się w naiwnych ujęciach p o m y s ł u i rysunku,
a pochodzącą z n i e u m i e j ę t n o ś c i w ł a d a n i a f o r m ą u osob­
n i k ó w bądź co b ą d ź obdarzonych talentem i ognistym
temperamentem". F o r m i ś c i rozumieli
z a s a d ę budowy
formy tych obrazów, ich deformacje, e k s p r e s j ę — Rayski
p r z y j m o w a ł t y l k o w a r s t w ę najbardziej widoczną, i l u ­
stracyjną.
Informacja ta, jak r ó w n i e ż n a s t ę p n e , została m i
z w i e l k ą życzliwością udzielona przez p. mgr H e l e n ę
S r e d n i a w ę , za co s k ł a d a m jej na t y m miejscu serdeczne
podziękowanie.
Informacja z listu otrzymanego od p. H . Srednia­
w y , oparta na relacji rodziny K . Steckiego w Zako­
panem.
O Michale S t a ń k o i n f o r m o w a ł mnie B r o n i s ł a w
Cukier, prezes Stowarzyszenia T w ó r c ó w Ludowych, ba­
dacz historii r o d ó w z a k o p i a ń s k i c h , kowal-metaloplastyk.
P o k a z a ł m i r ó w n i e ż dwa obrazy na szkle S t a ń k i , malo­
wane w 1926 r.
4

6

7

8

9

1 0

40

Rozalia,

O S t a ń c e pisała W. Tippenhauer w „ D z i e n n i k u Pol­
skim", 1961 г., nr 163.
1 1

Informacja w liście p. H . Sredniawy. W latach
m i ę d z y w o j e n n y c h Szostak m a l o w a ł dużo, p r z e w a ż n i e były
to sceny folklorystyczne, ale utrzymane w
konwencji
bliskiej sztuce profesjonalnej.
12

Informacja w liście p. S t a n i s ł a w y Czech-Walczakowej, k t ó r e j w t y m miejscu p r a g n ę serdecznie podzię­
k o w a ć za życzliwość i trud, j a k i sobie zadała, aby udzie­
lić odpowiedzi na moje pytania. List ten wnosi tyle
i n t e r e s u j ą c y c h u s t a l e ń , że redakcja z d e c y d o w a ł a się opu­
b l i k o w a ć go w obecnym numerze „Polskiej Sztuki L u ­
dowej".
"

Jw.
O metodzie Buszka patrz: S t a n i s ł a w Ignacy W i t ­
kiewicz, Teoria Antoniego
Buszka i pewne
wątpliwości
co do niej w kwestii odrodzenia sztuki czystej [w:] Nowe
formy malarstwa
i inne pisma estetyczne,
Warszawa
1959 r.
Edyta Starek, Twórczość
Heleny
Roj-Kozlowskiej,
„Pol. Szt. lud.", R. V I , 1952, nr 1.
Informacji udzieliła m i uprzejmie w listopadzie
1976 r. p. Zofia R o j - G ą s i e n i c a .
Zycie i twórczość Heleny R o j - K o z ł o w s k i e j oma­
wia m.in. E. Starek,
Twórczość...
O p i s u j ę fazy twórczości zgodnie z ustaleniem
E. Starek w cyt. w y ż e j artykule.
Uproszczone p r ó b y klasowego spojrzenia na a r t y ­
styczną k u l t u r ę l u d o w ą , jakie m i a ł y miejsce w t y m okre­
sie, s p r o w a d z a ł y się do tego, że postulowano istnienie
z a r ó w n o dawnych, j a k i w s p ó ł c z e s n y c h dzieł sztuki chłop­
skiej, u k a z u j ą c y c h z całą ostrością ucisk wsi, w a l k ę
k l a s o w ą . Tymczasem w plastyce chłopskiej tematy te
w zasadzie nigdzie nie w y s t ę p o w a ł y bezpośrednio. Znamy
jedynie p a r ę k a f l i mazurskich i jedno m a l o w i d ł o na
drzwiach z X V I I / X V I I I (?) w., p r z e d s t a w i a j ą c e
kon­
f l i k t m i ę d z y c h ł o p e m a panem. Nie dostrzegano, że w ł a ś 14

15

16

1 7

18

19

�nie z e p c h n i ę t a w ó w c z a s w cień rzeźba ludowa o tema­
tyce sakralnej więcej mogła p o ś r e d n i o
powiedzieć
o c h ł o p s k i m losie, niż wszelkie tworzone w pięćdziesią­
tych latach ś w i a d e c t w a ex-post, łącznie z obrazkami
Roj-Kozłowskiej.
Roman Reinfuss, Kursy
malowania
obrazów
na
szkle, „Pol. Szt. lud.", R. V, 1951, nr 1, s. 61.
В. В., Współczesne
obrazy na szkle z Jabłonki
na
Orawie, „Pol. Szt. lud.", R. I I , 1948, nr 2; Norbert L i p p ó czy, Oskwarek
znowu maluje, „Pol. Szt. lud.", R. X I V ,
1960, nr 2. H . Sredniawa zwróciła m i u w a g ę , na to, iż
koloryt o b r a z ó w powojennych Oskwarka w y n i k a ł nie
z jego u p o d o b a ń , ale z braku odpowiednich farb, t r u d ­
nych do nabycia w latach powojennych.
Helena Sredniawa, Helena
Roj-Ciaptakowa
—
malarka na szkle. 1924—1968, „Pol. Szt. lud.", R. X X I X ,
1970, nr 2.
Wanda Gentil-Tippenhauer, Wystawa obrazów
na
szkle Jana Jachimiaka,
„Pol. Szt. lud.", R. X I I I , 1959,
nr 1/2; Józef Grabowski, Artysta dwojga imion, „ K u l t u ­
ra", 5.1.1969 r.;Roman Wójcik, Jan Jachymiak,
„Chłopska
Droga", nr 92, 17.XI.1968 r. O Jachimiaku n a k r ę c i ł 3-minutowy f i l m w 1958 r. Konstanty Gordon, Jan
Hybaj
haw Jachimiak
— twórca szklanych
bajd. O malarstwie
Jachimiaka pisali wiersze: A d a m Pach, S t a n i s ł a w N ę d z a -Kubiniec. Spory zestaw prac artysty ma P a ń s t w o w e
Muzeum Etnograficzne w Warszawie, k i l k a n a ś c i e — nie
najlepszych — Muzeum T a t r z a ń s k i e w Zakopanem. 14
o b r a z ó w — Stacji — znajduje się w kaplicy na Ja­
szczurówce.
Np. Marek Jaworski, Picasso
z
Tylmanowej,
„Współczesność", nr 15, 19.VII—1.VIII.1967; W ł a d y s ł a w a
Maiewska. Picasso z Tulmanoioej, „Nowa Wieś", 23.III.
2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

1969. Te same t y t u ł y : „Dziennik ludowy", 9.II.1969; „Zie­
lony Sztandar", 28.V.1969. Por. też „ITD", 28.X.1962.
P a u l Waggoner Gallery, 2269, К. L i n c o l n Ave.
Wystawa malarstwa
na szkle. Muzeum T a t r z a ń ­
skie w Zakopanem, Centralne Biuro Wystaw Artystycz­
nych. Katalog. Zakopane, w r z e s i e ń 1960 r.
Helena Sredniawa, w s t ę p do: Malarstwo
na szkle.
Katalog
wystawy
pokonkursowej,
Muzeum T a t r z a ń s k i e
w Zakopanem. Zakopane 1968. Tejże: Współczesne
pod­
halańskie
malarstwo na szkle. Materiały
z wystawy
po­
konkursowej
w Zakopanem,
„Pol. Szt. lud.", R. X X I V ,
1970, nr 3/4.
Ewelina P ę k s o w a , Malarstwo
na szkle. B W A i
STL, s i e r p i e ń 1977. W s t ę p : Anna Bełzowa.
Malarstwo
na szkle Eweliny
Pęksowej.
Muzeum
Etnograficzne w Krakowie, listopad 1972 r. W s t ę p : Ro­
man Reinfuss; Malarstwo
na szkle Eweliny
Pęksowej.
Warszawa, Dom Chłopa, marzec 1973 r. W s t ę p : Józef
Grabowski; Malarstwo
na szkle Eweliny
Pęksowej,
Desa,
Sa'on Plastyki Współczesnej, Warszawa, g r u d z i e ń 1975.
W s t ę p : Aleksander Jackowski.
Ewa S n i e ż y ń s k a - S t o l o t , Ludowe
rzeźby
Adama
Słowińskiego,
„Pol. Szt. lud.", R. X X I , 1967, nr 2.
Adam Słowiński,
Malarstwo
na szkle, marzec—
k w i e c i e ń 1976, DESA, Galeria „ K r a m y D o m i n i k a ń s k i e " ,
K r a k ó w . W s t ę p : Aleksander Jackowski.
I Konkurs
Współczesnego
malarstwa
na
szkle
Karpat Polskich,
Katalog wystawy pokonkursowej,
Muz.
im. Wł. Orkana w Rabce [1976 г.].
Zgodnie z definicją p r z y j ę t ą przez Stowarzyszenie
T w ó r c ó w Ludowych
i przez K o m i s j ę
Weryfikacyjną
T w ó r c ó w Ludowych przy M i n . K u l t u r y i Sztuki — za
2 5
28

2 7

2 8

29

3 0

3 1

32

3 3

11. 34. Janina S i e r o s ł a w s k a , Rabka, Ostatnia wieczerza,
w y m . 33 X 55,5 cm, 1976 r.
I I . 35. S t a n i s ł a w Stożek, P o r ę b a Wielka, Grzech
pierworodny.

41

�t w ó r c ę ludowego u w a ż a się osobę pochodzenia c h ł o p s k i e ­
go lub robotniczego, z w i ą z a n ą przez znaczną część swego
życia z p r a c ą fizyczną, u k s z t a ł t o w a n ą w k r ę g u k u l t u r y
swego ś r o d o w i s k a i t w o r z ą c ą w n a w i ą z a n i u do trady­
cyjnych zasad, f o r m i technik. Por. Kazimiera Zawistowicz-Adamska, Polska Sztuka Ludowa,
„Łódzkie Studia
Etnograficzne", T. X V I I I , 1976, s. 68.
3 4

1899—

3 5

fascy­

A n n a Micińska, Wanda Gentil-Tippenhauer
—1965, „Pol. Szt. lud.", R. X X , 1966, nr 1.
Aleksander Jackowski, W k r ę g u ludowych

nacji — o zbiorach Zbigniewa
Kowalewskiego.
„Pol. Szt.
lud.", R. X X I X , 1975, nr 1/2.
Życiorys Wł. Walczaka p o d a ł „ B i u l e t y n Informa­
cyjny STL", nr 7—8. O Walczaku pisała H . Sredniawa
we w s t ę p i e do katalogu Malarstwo
na szkle
Władysława
Walczaka-Banieckiego.
Zakopane, w r z e s i e ń 1977.
3 6

3 7

Por. M a r i a n Pokropek, Jarmark
Płocki,
cz. I I .
Katalog t w ó r c ó w ludowych b i o r ą c y c h po raz pierwszy
udział w Kiermaszu sztuki ludowej w P ł o c k u w 1974 r.
Płock, 1975 г., s. 95—97.

Fet.: St. Deptuszewski — il. 8, 9, 12, 22; J . Swiderski — il. 1, 2, 4, 5, 11, 13—20, 21, 23—34.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10416" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10394">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1079d6a51f61703a477bf0a86b07b2be.pdf</src>
        <authentication>7e1d81b89ac1accbf372928a864280a6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123857">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4705</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123858">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123859">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123860">
                <text>XX wiek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123861">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4368</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123862">
                <text>Współczesna rzeźba ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123863">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.1, s.1-24</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123864">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123865">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123866">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123867">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123868">
                <text>Aleksander

Jackowski

W S P Ó Ł C Z E S N A

R Z E Ź B A

L U D O W A

j ę t n y f a k t , iż n a w s i w y k o r z y s t u j e się n i e r a z f o l k l o r
czy

strój l u d o w y

obyczaje,
Opieka
oraz

ze

formy

n i e są w

bardziej
form

konkursy i

propagowania

s t a n i e zmienić

zahamować

ludowej

konserwujący

dawne

miejscowe.

s t r o n y ipaństwa,

wszelkie

czości

jako element

autorytety

procesu

sztuki

wystawy

ludowej

twór­

t y c h faktów,

a tym

zaniku

na wsi. Opieka

tradycyjnych
dotyczy

więc

twórców l u d o w y c h , o n i t o otrzymują stypendia, moż­
liwości d a l s z e j

p r a c y — ale p r o d u k t t e j p r a c y ,

o w y s o k i m poziomie
uznania w

nawet

artystycznym, nie znajduje

miejscowym

środowisku i zostaje

już

ekspor­

t o w a n y d o m i a s t o r a z za g r a n i c ę .
Jak

w

tej

twórczości?

sytuacji

Fakt

dokonują

pierwszy:

się

przemiany

przemiany

są

wewnętrznego r o z w o j u twórców, którzy otoczeni
nowe przejawy

przez

życia, p o d d a n i w p ł y w o m p r a s y , r a d i a ,

filmu, telewizji i nowych wzorów
skrępowanie

w

wynikiem

tradycyjną

formą

estetycznych

czują

i

bywa,

swej

sztuki

że próbują ją zmienić, n i e z a w s z e zresztą z korzyścią.
F a k t d r u g i : n i e i s t n i e j e w zasadzie o p i n i a środowiska,
która

dawniej

decydowała

o charakterze

i

poziomie

twórczości, dokonując j e j s e l e k c j i i e l i m i n u j ą c

formy

nieudane, zbyt

ponie­

waż

—

j a k to

ekstrawaganckie.
już

powiedziano

Nie istnieje,
—

sztuka

ludowa

Frasobliwy.
II. 1. Wys. 37 cm. Wyk. 1950. Feliks
Błaszczyk,
szawa,
pow. Aleksandrów
Kujawski.
II. 2. Wys. 25 cm.
1958. Wincenty
Pitura,
Sułowiec,
pow.
Zamość.

SYTUACJA

OBECNA

RZEŹBY

W

SZTUCE

LUDOWEJ
Spośród w s z y s t k i c h d z i e d z i n l u d o w e j
czość

rzeźbiarska

wyróżnia

dynamiką

swego

ujawniają

się n o w i

jący.

rozwoju.

Rozszerza

powstają

krąg

—

tychczasowych

nieraz

nowe

ośrodki,

bardzo

i odrębne w

twór­

szczególną

podejmowanej

dzieła o r y g i n a l n e

razie, n o w e

sztuki

obecnie

Powstają

twórcy,

się

się

interesu­
tematyki,

swym

wy­

choć w y n i k a j ą c e

bezsprzecznie z d o ­

tradycji.

to

tłumaczyć?

Co

w p ł y n ę ł o n a f a k t , że n a t l e s t a l e postępującego

roz­

padu

ludowej

właśnie

kultury

twórczość

n y proces
Chcąc
wszystkim

i

z

w

zaniku tradycyjnej
wykazuje

odpowiedzieć
wziąć

pod
Obca

tradycyjnych

wręcz

na to pytanie, trzeba
uwagę

się c o r a z

świadomości

powodu

sytuację
bardziej

zarówno
wsi i

przez
jej

negatywnego

jej form

m a młode

losu, symbol

nędzy

przede

obecną,
obca

gdy

własne­

zmiany,

kulturze,

jakie

jak

też

stosunku, jaki

do

pokolenie,

w folklorze i plastyce l u d o w e j relikt dawnego
skiego

sztuki

tak aktyw­

przemian?

środowisku.

zaszły

i

rzeźbiarska

sztuka l u d o w a staje
mu

Czym

i zacofania.

Dla

widząc
chłop­
powsta­

w a n i a t e g o r o d z a j u uprzedzeń n i e j e s t n a p e w n o o b o -

Nie­
Wyk.

�w

małym

s t o p n i u zaspokaja

konsumentów,
już

spójne,

potrzeby

samo

nie reprezentuje

estetycznych,
wym

a do tego
jest

bowiem

miejscowych

środowisko

określonych

pod

nie

upodobań

względem

r o z b i t e i właśnie w n i m s a m y m

jest

kulturo­

zachodzą

naj­

Rzeźba,
na

właśnie

inwencji

dycją,

stała

tycznych

i

dlatego

twórcy

i

że

mniej

się t e r e n e m
formalnych.

t a k silnie
jest

nowych
Sprzyja

opiera

ograniczona
poszukiwań

temu

w i ę k s z e p r z e m i a n y . F a k t t r z e c i : n a straży

„czystości"

o r a z d l a w ł a s n e j s a t y s f a k c j i . Istnieją b o w i e m

i plastycy,

b y twórczej w y p o w i e d z i , których nie może

specjalizujący
Fakt
i

się w

czwarty:

opiece n a d l u d o w y m i

instytucje

organizujące

twórcami.

wykonywanie

produkcję

jedynie sztuka „wyrażająca",

s k u p ( C P L i A i i n n e spółdzielnie r e g i o n a l n e )

przez

żywają

wodują

bicje

zmiany

w

twórczości

ludowych

wytwórców.

mują często n o w e t e m a t y , które i c h z d a n i e m
nią i m n a g r o d y
Przemiany

zapew­

i uznanie na konkursach.

wywołane

zachodzą r ó ż n i e w
wej

wycinankę

oraz

więc

znacza
dziej,

malarstwo,

tematyczną

te rodzaje

sztuki,

ceramikę

tkaninę

w

których

się r o l a i n w e n c j i w ł a s n e j
a

szczególnie

kontynuuje
modyfikując

się

w

formy

za­

Gdzie i n ­

rzemiosłach

—

dawne,

nieznacznie

je

tylko

regionach.

O

przede

figuralną,

najsilniej

ujawniać

i

które

daje

a więc w

zakresie

pla­

zaspokajają

n a t o m i a s t rzeźba

prze­

dziś

tema­

kontynuuje

d y c j e , k t ó r e zostały jeszcze ż y w e n i e m a l w e

ludo­

tradycyjnych

(trudno bowiem

przeważnie

„dywany",

(obojętne

dwuosnowową,

twórcy.

rzemiosł,

tra­

wszyst­

1

czynniki

dziedzinach

w t e j c h w i l i — u d a n e czy c h y b i o n e ) o b e j m u j ą
rzeźbę,

potrze­

o b e c n i e n o w ą f a z ę r o z w o j o w ą , z t y m że a m ­

malarskie

tyczne
kich

przez te wszystkie

poszczególnych

sztuki. T a k więc p o s z u k i w a n i a twórcze

wszystkim
a

podej­

jest

zaspokoić

s t y k i — rzeźba i m a l a r s t w o . Obie t e d z i e d z i n y

selekcję, z a m ó w i e n i a , a często i z w y k ł e żądania p o ­
C i zaś, c z u l i n a w s z y s t k o co się m ó w i i d z i e j e ,

artystycznych

iż

miejskiego

tradycyjnej

f o r m y stoją dziś e t n o g r a f o w i e

tema­

fakt,

obecnie w y k o n y w a n a głównie d l a o d b i o r c y

się
tra­

przemiany

TWÓRCZOŚCI

RZEŹBIARSKIEJ

W każdej n i e m a l dziedzinie
przekazywania
tów

umiejętności

następował

w

drodze

sztuki ludowej

i tradycyjnych
bezpośredniego

proces
schema­

kontaktu

m i s t r z a i c z e l a d n i k a , o j c a i s y n a , m a t k i i córki. Z p o ­
kolenia w
kazywano
sposoby

p o k o l e n i a , j a k pałeczkę

sztafetową,

w i e d z ę o rzemiośle, u s t a l o n e i

produkcji, charakterystyczne f o r m y

regionowi

czy

ośrodkowi.

zachodzące w świadomości tkając, haftując c z y l e p i ą c

pod

garnki).

l a t a całe r a z e m

czujnym

okiem

Młody

starego,

garncarz

dziewczyna

prze­

sprawdzone
właściwe
uczył

się

pracowała

z m a t k ą i babką, n i m stała się d o -

�świadczoną tkaczką. T y l k o r z e ź b i a r z „ r o d z i ł s i ę " s a m .
N i k t go p r z e w a ż n i e n i e uczył, n i e p o k a z y w a ł j a k w y ­
rzeźbić o k o , j a k z b u d o w a ć w y p u k ł o ś ć czoła, a u s t o m
nadać
opór
do

wyraz

bólu.

drzewa,

tajników

użyteczne

Sam

odkrywał

wszystko,

budowy

formy,

znajdować

sposoby definiowania

detalu. W procesie p r a c y

bryły,

jakimi

były

musiał

sobie

tylko

kształtowania

uczył się w y r a ż a ć s w ó j z a ­

m i a r , myśleć k a t e g o r i a m i r e a l n y c h
Wzory,

badał

sens układu słoi, s a m docierać

dla niego

możliwości.
figury

spotkane

w

kościołach i k a p l i c z k a c h p r z y d r o ż n y c h —

inspirowały

go,

tak trudne

to

jasne,

ale w z o r y

te były

często

do d o k ł a d n e g o p o w t ó r z e n i a , t a k n i e m o ż l i w e

do

sko­

p i o w a n i a , że z g ó r y już ś w i ą t k a r z r e z y g n o w a ł z t a ­
kiej

myśli, ograniczając

formę

jemu

dostępną

się
i

do

przełożenia

właściwą.

zmuszała go d o s z u k a n i a r ó ż n y c h
pobudzała
sprawna
intencji

inicjatywę,
była

sposobów

wyobraźnię.

dłoń, i m w i ę k s z a

rzeźbiarza, t y m b a r d z i e j

i c h na

Nieumiejętność
A

obawa

wyrazu,

im
o

mniej

czytelność

wyjaskrawiać

mu­

siał w y r a z p o s t a c i , t y m d o b i t n i e j określać gest, w y r a z
twarzy,

stan

większego

uczuciowy.

Powodowało

n a c i s k u n a ekspresję

to

rzeźby.

położenie
Deformacje,

j a k i e w i d z i m y w d a w n y c h rzeźbach, m i a ł y s w e ź r ó d ł o
nie t y l k o w
wydobywając
w

filmie)

wyrazowi,

nieudolności, b y ł y o n e często ś w i a d o m e ,
jak reflektor

najważniejszy

w

teatrze

moment

(czy

spektaklu,

zbliżenia
służyły

k u l m i n o w a ł y napięcie, k t ó r e g o i n a c z e j

nie

dało się w y r a z i ć .

4fW

U. 3. Chłop zafrasowany.
Wys. 50,5 cm.
Wyk.
1962. Ryszard
Miernik,
Kielce.
Frasobliwy.
II. 4. Wys. 22,5 cm.
Wyk.
po 1947. Leon
Kudła,
Świerże
Górne,
pow.
Kozienice.
II. 5. Wys. 30,5 cm.
Wyk.
1962. Stanisław
Dużyński,
Za­
widz
Kościelny,
pow.
Sierpc.
II.
6.
Wys. 31 cm. Wyk. 1962. Jan
Centkowski, Nieszawa,
pow. Aleksandrów
Ku­
jawski.
II. 7. Wys. 28 cm. Pocz. XX
w.

�W s y t u a c j a c h t a k i c h nieumiejętność i
możliwości t e c h n i c z n y c h
rozwiązań,

ograniczenie

s t a w a ł y się ź r ó d ł e m

prowokowały

do s z u k a n i a

nowych

takich

sposo­

b ó w w y r a ż a n i a pożądanej treści, j a k i e z g o d n e b y ł y b y
z

repertuarem

środków,

biarz.

Dzięki

temu

swoją

ekspresją,

którymi

właśnie

sprawia

rodności

form

stycznie

odbiorcę

i

ujęć.
w

dysponował

rzeźba

wrażenie

Działa
sposób

wizją

czyni

artysty,

tylko bardziej

Niezależność

od

była w l u d o w e j
w

którą

prawdziwą

pla­

świeży,

f o r m y , ale i w z r u ­
odcień

i

naiwności

przejmującą.

ikonograficznego

zawsze

r z e ź b i e większa, niż t o m i a ł o

twórczości p r o f e s j o n a l n e j .

nas

różno­

na wyrobionego

pewien

wzoru

wielkiej

nieoczekiwanie

z d o l n a n i e t y l k o cieszyć w a l o r e m
szać

rzeź­

zaskakuje

miejsce

Śmiałość, z j a k ą

k a r z e traktują w i z j ę U k r z y ż o w a n i a , m o ż n a

świąt-

porówny­

w a ć j e d y n i e z w s p ó ł c z e s n y m i dziełami S. D a l i , G. R i chier

czy u n a s W . H a s i o r a

i A . Rząsy. P a t r z ą c n a

t r z y p o d a n e t u p r z y k ł a d y l u d o w y c h r z e ź b ( i l . 10—12)
odnosi

się

wrażenie,

że

i c h twórcy

zdawali

sobie

s p r a w ę z t e g o , iż siła o d d z i a ł y w a n i a p o z o s t a j e w
sunku

wprost

czenia,

że

proporcjonalnym

konieczne

konwencjonalnych

jest

do m o m e n t u

wprowadzenie

wyobrażeń,

już

stał

Również

w

się t y l k o
grupie

zmian

a b y ocalić

ność działania t e m a t u , k t ó r y w
dawna

sztuce

sto­

zasko­
do

intensyw­

kościelnej

od

symbolem.
rzeźb

Frasobliwego

widać

o g r o m n ą rozpiętość r o z w i ą z a ń ( i l . 1, 2, 4 — 9 ) . W y d a j e
się, że w z ó r i k o n o g r a f i c z n y
dla

osobistego

stanowił t u t y l k o p r e t e k s t

ujęcia t e m a t u . N a p e w n o w

różnico­

w a n i u f i g u r dużą r o l ę o d e g r a ł s w o i s t y „ w a r s z t a t " , t a k
odmienny u reprezentowanych

t u rzeźbiarzy, a l e o b o k

tego widoczne jest i i n n e t r a k t o w a n i e samego
t u . Będziemy
uprzytomnimy

bliżsi

zrozumienia

sobie

szczególny

ści n a s z e g o l u d u , k t ó r y w
ciowywał
i

niejako

nadzieję .
2

w

własną

Dlatego

s o b i e jakąś n a d w y ż k ę

się już w
nego,

niedolę

rzeźby

emocji,

te —

jeśli

religijno­

świętej
i

uposta-

krzywdę,
ludowe

która

r a m a c h samego wyobrażenia

przekraczała

Rzeźby
wały

charakter

tematyce

właśnie

tema­

tego zjawiska,

ból

miały

10

n i e mieściła
ikonograficz­

je.

mówimy

się k a t a l i z a t o r a m i

o sztuce
różnych

kultowej

stanów

—

sta­

emocjonal-

II. 8. Frasobliwy
w
„su­
kience"
z kapliczki
w Ja­
nowie
Lubelskim.
Wys.
59 cm. II. 9.
Frasobliwy.
Wyk.
1961.
Mieczysław
Ruszkowski,
Sierpc.
II. 10.
Ukrzyżowany.
Wys. 80 cm.
Wyk.
1960. Józef
Janas,
Dębno,
pow. N.
Targ.

�l i . 11. Ukrzyżowany.
Wys.
Czerwiński,
Świnice,
pow.
na krzyżu. Wyk. ok. 1960.
ska,
pow. Włoszczowa.
II.
Wys.
46,5 cm. Wyk. 1963.
wy, pow.
Łęczyca.

liśmy, i t ł u m a c z y
wania wzorów
go,
0

które

fakt

dość s w o b o d n e g o

ikonograficznych.

ilustrują

takiej

38 cm. Wyk. 1961. Wacław
Łęczyca.
11. 12.
Chrystus
Michał
Grygiel,
Eliaszów13. Ostatnia
Wieczerza.
Marian
Jóźwiak,
Gaj
No­

t e n artykuł,

niezależności,

skonfrontowanym

z

są

interpreto­

Rzeźby

Frasobliwe­

wyraźnie

jakby

tematem

otaczającym

życiem.

świadczą
na

nowo

P r z e d s t a w i e n i e C h r y s t u s a z nogą założoną n a n o g ę
czy

splecionymi

upozowania

rękoma

odbiegało

od

cze b a r d z i e j l u d z k i e . Z n a m y F r a s o b l i w y c h o

głowach

chłopskich, o k m i e c y m

w

wyglądzie,

współczesne o d z i a n y c h , z n a m y
lud

ubierał w

niespotykany

sukienki,
w

a nawet

Frasobliwych,

czcząc i c h f i g u r y

oficjalnej

obrzędowości

g a c t w o i różnorodność p o d s t a w i a n y c h
się w i ę c

z różnorodnością

Znajdziemy
11

tradycyjnego

b o s k i e j postaci, przydając j e j cechy jesz­

wśród

rzeźb

w

sposób

( i l . 8). B o ­

treści

formalnych

szaty

których

wiązały

rozwiązań.

ludowych

(dawnych

1 współczesnych) dzieła a r t y s t y c z n i e d o s k o n a ł e ,

12

dziemy

też p r a c e

rzemieślniczo s p r a w n e

znaj­

(częste, g d y

ś w i ą t k a r z b y ł z z a w o d u s t o l a r z e m c z y cieślą), a t a k ż e
nych

i pod t y m względem

pełniły

j a k greckie

m i t y , wyrażając

matycznych

dramat ludzkiego

przeznaczeń. F r a s o b l i w y ,
Boska

Bolesna

podobną

w k i l k u schematach
Pieta,

Matka

nie

ilustro­

płaczące —

wały l i t y l k o dziejów Boga, zapisanych w
lecz

stawały

ludzkiego

się w

losu,

ludowej

opowieścią

Ewangelii,

interpretacji

o

krzywdzie,

kroniką

cierpieniu

i nadziei. D o d a j m y — jedynie możliwą w s w o i m
sie f o r m ą

wyrażenia

Dygresja

t a wydała

tak

zdawałoby

silne

się

pozornie

treści e m o c j o n a l n y c h ,
13

ko­

ludowej

emocjonalne

tematyki,

konwencjonalnej.

Wskazuje

też n a r o l ę e k s p r e s j i , która

służyła

wydobyciu

o których przed

chwilą

swą

tych

mówi­

nieporadne,

naiwną

choć

poetyką.

znacznie większa

nierzadko

Rozpiętość

niż w

jest

wzruszające
tu

ogromna,

jakiejkolwiek innej

dziedzi­

n i e twórczości, o p a r t e j o t r a d y c y j n y w a r s z t a t i
ry,

jak

np. w

z łatwością
dana

cinanka,

garncarstwie

odróżniamy

tkanina,

garnek,

z jakiego

tkactwie.
regionu

malowana

t e g o uczynić z

ją m o ż n a j e d y n i e

pewnych

czy

skrzynia

ale n i e m o ż e m y

Badając
powania

m i się n a t y m m i e j s c u

nasycenie

nieudolne,

cza­

p l a s t y c z n e g o t y c h treści.

n i e c z n a , j a k o że objaśnia d l a c z e g o w r z e ź b i e
istnieje

te­

losu, dramat l u d z k i c h

Ukrzyżowany,

i Niewiasty

funkcję

typów

wzo­
Toteż

pochodzi
czy

wy­

rzeźbą.

określać zasięg

ikonograficznych

wystę­

(jak np.

M . B . Skępskiej czy C h r y s t u s a u p a d a j ą c e g o p o d k r z y ­
ż e m ) o r a z w y r ó ż n i ć zespoły cech f o r m a l n y c h
wych
dla

pewnej
ośrodka

strza .
3

o

grupie
czy

Trudno

cechach

obiektów,

kręgu
jednak

regionalnych,

oddziaływania
w

takim

jako

właści­

charakterystycznych

że

jednego

wypadku
grupy

mi­

mówić

te były

—

�jak

się w y d a j e

—

mało

ności k r y s t a l i z a c j i w
tradycyjnie
możemy

trwałe

ośrodki

wykształconych

więc

warmińskiej

rzeźby

podhalańskiej,

stylowych.

Nie

kurpiowskiej

od

rzeszowskiej

od l u ­

czy k i e l e c k i e j , a i d l a w i e l k o p o l s k i c h s ł u p ó w

belskiej

rzeźbionych

dałoby

regionach.

się

Rzeźba

znaleźć
i

była

Toteż rozpoznajemy
Janasa,

w

analogie

jest

domeną

innych

jednostek.

b e z t r u d u dzieła P. B r y l i ń s k i e g o ,

J . W n ę k a , J . W a w r y , D . Bilińskiego, K .
J.

zdol­

charakterystycznych,

cechach

wyodrębnić

czy

i pozbawione

o

J . Centkowskiego,

Szczepaniaka,

J . Lamęckiego

czy

L . K u d ł y , a różnice m i ę d z y n i m i są p r z e d e w s z y s t k i m
r ó ż n i c a m i i n d y w i d u a l n y m i , a n i e zespołem c e c h w ł a ś ­
ciwych
Są

konkretnemu
oczywiście

i

regionowi.

przykłady

kilku

twórców.
w

zauważyć

Tak

gdzie w i d o c z n y

n a Stanisława

występują

w

Krajewskich.

Cechy

pracach

i syna —

ojca

nawet
pracuje

dadzą

się

z pow.

sierpeckiego,

wpływ

Mieczysława

Dużyńskiego, a

twórczości

wspólne

siebie

wspólne

rzeźbiarzy

jest n p . p e w i e n

Ruszkowskiego
bieństwa

n p . cechy

grupie

a

oddziaływań

zapożyczeń, zwłaszcza t a m g d z i e o b o k

ojca

znaleźć

Grabskich

i

podo­

syna

można

—

też

z Leśmierza.

w
Nie

j e s t t o j e d n a k żadną r e g u ł ą ; w t a k i e j n p . N i e s z a w i e
pracowało

równocześnie

Błaszczyk,

Karol

trzech

Ziomko

i

rzeźbiarzy:

t w ó r c z o ś ć k a ż d e g o z n i c h b y ł a zupełnie
i

Feliks

Jan Centkowski,

różna ( i l . 1, 6 ) .
4

Podkreślając

cechy

indywidualne ludowych

t r z e b a j e d n a k dodać, że mieszczą się o n e w
ramach ludowego
samym
14

„ s t y l u " , podlegają
i przeważnie

prawom

granice f o r m , odczuwanych
II. 14. Egzekucja.
Scena
z cyklu
„Oświęcim".
Wys.
35 cm. Wyk.
1962. Zygmunt
Skrętowicz,
Worowo,
pow. Łobez. II. 15. Chrystus
przed
Pi­
łatem. Wyk. Karol
Szczepanik,
Drzewica,
pow.
Opoczno.
11. 16. Baranek.
Wyk. K.
Szczepanik.
II. 17. Sw. Józef, fragm.
Wyk. Paweł
Czocher,
Klęczany,
pow.
Gorlice.
II.
18.
Przekupka,
fragm.
Wyk. Jan Janik,
Gryfino,
pow.
Stargard.

lecz

samodzielna

Jest

to jednak

styl

w

rzeźb

szerszych

zasadzie t y m

nie wykraczają

przez nas j a k o

wyznaczony

poza

„ludowe".
w

nie tyle

drodze

h i s t o r y c z n i e ukształtowanej t r a d y c j i w y k o n a w c z e j ,
w

w y n i k u pewnych

estetycznych.
o

wspólnych

Trudno

uwarunkowaniach

przecież

widoczne

sąsiadów

w

sposób

i , porównując

twórczość
i

odmienność

ile

nawyków

niemniej

południowych

dostrzegamy

i

precyzyjny

psychicznych,

wschodnich,

wyraźnie

postaw

pisać
są

one

naszych

zachodnich,

sztuki

naszego

l u d u . Z ł o ż y ł y się n a t o m . i n . : i n n y c h a r a k t e r r e l i g i j ­
ności, s t o s u n e k d o p o d d a ń s t w a i j e g o f o r m y ,
ekonomiczna,
inna

inna

tradycja,

rola

cechy

kościoła,

dworu

kulturowe i

sytuacja
i

miasta,

psychiczne,

ufor­

m o w a n e w p r o c e s i e d z i e j ó w , a t r w a j ą c e p o dziś dzień.
Obok

tych

cech

formujących

l u d u istniały też c e c h y
wspólne

twórczości

na podobnych

odrębność

różnych

szczeblach

ludów

rozwoju

WSPÓŁCZESNA TWÓRCZOŚĆ
Pod

pojęciem t y m r o z u m i e m

dwudziestolecia,
wany

został

mimo

znacznie

międzywojennych.

kulturową

wspólne większym

iż

wcześniej,

Istotną

kultury.

cezurą

się

5

RZEŹBIARSKA

twórczość

proces

obszarom,

znajdujących

zmian
jeszcze

ostatniego
zapoczątko­
w

latach

jest t u okres

wy-

�17

Zwolenia

i

n a naszej
zderzył

początek

rewolucji

społeczno-kulturalnej

w s i . Z m i e n i ł o n sytuację l u d o w e g o

go

z nowymi

dotychczas

treściami,

rozszerzając

podejmowanej

tematyki.

świadomości

rzeźbiarzy

Przemiany

twórcy,
zakres

18

Stworzyło

t o sytuację, w

której

wiejscy

n i e pogodziło się z t y m co się stało, w i e l u n i e m o g ł o
już, n i e umiało zmienić s w o j e g o w a r s z t a t u t w ó r c z e g o .

i sytuacja

spo­

T w o r z y l i więc w d u c h u t r a d y c y j n e j rzeźby,

łeczna r z e ź b y w y w a r ł y w p ł y w z a r ó w n o n a t e m a t y k ę ,

kodu

jak

d o w i s k u . R z e ź b i l i t y l k o już d l a s i e b i e , w

i c h a r a k t e r samej

twórczości, n a j e j t z w .

mę". W rzeźbie d a w n i e j s z e j

„for­

istniał k o m p r o m i s m i ę d z y

tradycją (zespołem n o r m j a k i e narzucała) a dążeniami
indywidualnymi

twórcy

(na

które

składały

się

równo jego z a m i a r y , j a k i określony zakres
ności i t p . ) . Istniał w i ę c s w o i s t y
wszechnie.
na

Ale przemiany

w s i , a zwłaszcza

statuetek,
wały

później

szybką

—

zmianę

filmu

istniejącego

gipsowych

—

kodu,

spowodo­
istniejących

k a t e g o r i i ocen e s t e t y c z n y c h . Nastąpiło z j a w i s k o
r a t o d w r o t n e niż w d z i e j a c h
nych

gdzie tendencje

wychodziły
domie
W

odrzucali

naszym

wiejska
z

sztuki w a r s t w

rozbijania

od twórców,

czy

wypadku

odrzuciła

rzeźbiarskiej
która

zawsze

kodów
świa­

przewartościowywali
umowny

biegłością

n a t u r ę ; sztuce p o z b a w i o n e j

oświeco­

istniejących

i m a l a r s k i e j , oddając

większą

aku­

g d z i e artyści

t o l u d właśnie, t o

dawny

po­

występować

litografii,

fotografii,

za­

umiejęt­

k o d , zrozumiały

j a k i e zaczęły

infiltracja

zdolna

świątka-

r z e o k a z a l i się poza burtą społeczności. W i e l u z n i c h

język

tradycje.
społeczność
twórczości

swe serca
była

sztuce,

odtwarzać

e l e m e n t u umowności, k t ó ­

—

izolowani

obojętności,
Inaczej

jeśli

coraz

bardziej

we

— c i n i e m i e l i obciążeń, i c h w z o r e m
przekazu,

Realizowali
ska,

więc

starając

gurki

ścisłość

t o , czego

się

gipsowej,

doścignąć
imponując

chciała

Poza

tradycją,

poza

s z t u k i , kształcili

społeczność
w

charak­

podobieństwa i t d .

wpływem

swoją

wiej­

banalność f i ­

umiejętnością

oddawaniu

fotografia,

podobieństwo.

doskonałą

sytuacji,

dawną

zaczynających
była

proporcji,

teryzowaniu
dobrej

śro­

atmosferze

nie d r w i n y .

stało się z grupą m ł o d y c h ,

wierność

dawnego

własnym

jakiejkolwiek

sprawność

techniczną,

nieświadomi tego, że w sztuce, i t o w ł a ś n i e r e a l i s t y c z ­
n e j , istnieją
sztuka

ta

i n n e poważne

wymaga

problemy

więcej

może

artystyczne,
niż

że

jakakolwiek

i n n a — obserwacji n a t u r y , w y b o r u i świadomej i n t e r pretarii.

Niski

poziom

czeństwie, f a t a l n e

kultury

plastycznej

rezultaty lekcji

(złych)

w

społe­

rysunków

w szkołach — w s z y s t k o t o p o g ł ę b i a ł o i p o g ł ę b i a w c i ą ż
jeszcze

zamęt

wśród

twórców

cel najwyższy

widnieje

ra jest „jak żywa", a p r z y t y m s e n t y m e n t a l n a , prze­

przekroczenie

prowadzi

słodzona, idealizująca.

torszczyzny,

i wciąż

jeszcze

jako

„bariera n a t u r a l i z m u " , której
już

jednak

do d y l e t a n t y z m u . N i e

tylko
można

do

ama­

przy

tym

�nosi

więcej

goryczy

i poczucia

krzywdy

—

niż r a ­

dości.
Obok

jednak

rzeszy amatorów,

ludowej tradycji
nowych,

własnych

odciętych

i n i e wnoszących żadnych
—

istnieją

twórcy

już

od

wartości

wybitnie

uta­

l e n t o w a n i , p r z e w a ż n i e u f o r m o w a n i w k r ę g u działania
dawnej
jętności

rzeźby. Jest i c h coraz więcej i t o m i m o
własnego

środowiska.

się t a k dzięki

t e m u , ż e i s t n i e j e dziś z a p o t r z e b o w a n i e

n a taką w ł a ś ­

n i e t w ó r c z o ś ć , że k o n f l i k t
równoważony
wyrobionej

21

p o m i j a ć f a k t u , iż z j a w i s k o t o w i ą ż e się r ó w n i e ż z p o d ­
noszeniem
wsi,

że

poziomu

tendencje

cywilizacyjnego
do

wypowiedzi

i

kulturowego

naturalistyeznych

są w y n i k i e m r o z b u d z e n i a świadomości o g ó l n e j , w i ę k ­
szych

ambicji poznawczych

czesnym

braku

mieniu

roli

stości w
młody

środków

sztuce.

I

człowiek

twórczości
było

—

świadomości
i

sposobów

dlatego

wie

niestety przy
plastycznej,

już

równo­

niezrozu­

wyrazu

rzeczywi­

t a k często się z d a r z a ,
za dużo, a b y być

w

a u t e n t y c z n y m , a za mało, a b y można

traktować

inaczej

niż

dyletanta. Gorzej

że

swej
—

go
że

s a m uważa się często za p e ł n o w a r t o ś c i o w e g o t w ó r c ę i
n i e r o z u m i e d l a c z e g o p r a c e j e g o o d r z u c a n e są
przez

jury

wystaw

przez

muzea

czy

i

konkursów,

CPLiA

•— k t ó r e

n i e są
wysoko

obecnie

kupowane
oceniają

z n a c z n i e b a r d z i e j p r y m i t y w n e i n a i w n e rzeźby.

Moż­

n a b y z a p e w n e p o w i e d z i e ć , że niezależnie o d w a r t o ­
ści a r t y s t y c z n e j

uprawianie jakiejkolwiek

j e s t rzeczą p o z y t y w n ą — g d y b y

twórczości

n i e t o , że w i ą ż e

się

o n o często z n a d m i e r n y m i a m b i c j a m i i w ó w c z a s p r z y -

obo­

Dzieje

ze ś r o d o w i s k i e m

własnym

j e s t p r z e z u z n a n i e i zachętę ze s t r o n y

plastycznie

publiczności,

ludzi

rozumie-

�23

j ą c y c h sztukę współczesną i w ł a ś n i e p r z e z tę
uwrażliwionych
Nowy

ludowych

ale

hamuje

indywidualnych

( j a k t o czyniło ś r o d o w i s k o w i e j s k i e )
sytuacji
od

k l i m a t wyraźnie

twórczość

świadomości

złożyły

na

jego

t a coraz
artysty,

przeciw­

i m sprzyjający.

Stąd

W

uzależniona

tej
jest

główek

mówiąc

i zwierzęcych

i c h zakończenia,

zdobiono
a

świeckiej.

również

w

atrybuty

Wyobrażenia

świętych

postaci

cydowanej
nym
to,

jakie

wystąpiły

w

się n a j w y r a ź n i e j
przewadze

że

tak

niemal

wszystkie

f i g u r k i . K o ń i s m o k s t a n o w i ł y nieodłączną część w i ­
„ U c i e c z k i do E g i p t u " i „ W j a z d u d o J e r u z a l e m " ,

artykułu.
rzeźbiarzy
prac, w zde­

świeckich
i
były

i

w

drzewie

wyrzezane,

lalki,

na

wyobrażenia
w

rzeźbie i d a w n i e j . W s p o m n i j m y t u z a b a w k i ,
ne

i w in­

uwagę

ucieszne

ludowej
ceramicz­
figurki

jako

drugorzędne

z e r u n k u św. J e r z e g o , r y b a —

t u zwrócić

l u d z k i e , j a k i zwierzęce, znane

jako

się

twórczości

przedmioty

występują

pogłębiający

w tematyce

wyobrażeń

ich traktowaniu. Warto

ściślej
(głowy

się

towarzyszyły

Zmiany,

świeckie

bądź

zdobią o n e n i e m a l w s z y s t k i e

zarysowują

a

rzeźbach r e l i g i j n y c h i obrzędowych

b ę d z i e jeszcze m o w a

zakończeniu

laski,

narzędzia

d o k o b y l i c ) i sprzęty. Z n a n e też są f i g u r a l n e u l e o t e ­
matyce

proces d y f e r e n c j a c j i i n d y w i d u a l n y c h „stylów", o czym
w

także

które

uwarunkowań,

osobowość.

war­

poszukiwań

i wręcz

silniej

ludzkie, k o n i k i i p t a k i . N i e k i e d y wyobrażeniami l u d z ­
kich

dziś r z e ź b i a ­

m u n a kontynuację t r a d y c y j n y c h

nie

nie, s t w a r z a

sztukę

rzeźb.

krąg odbiorców nie ogranicza

rza, pozwala
tości,

na uroki

24

św. P i o t r a , osiołek

św. F r a n c i s z k o w i ( w t w ó r c z o ś c i

—

ptaki

Wawry

dzieła ś w i ą t k a r z a ) . M i e j ­

scem, w

k t ó r y m każda n i e m a l p o s t a ć — n a w e t

teskowo

traktowana —

mogła

się s p o k o j n i e

gro­

znaleźć,

były plebejskie w s w y m c h a r a k t e r z e szopki, w których
przewijała
pów

się

galeria

ludowych

i

nieludowych

ty­

( n a t e j z a s a d z i e co w ś r e d n i o w i e c z n y c h i r y b a ł -

t o w s k i c h i n t e r l u d i a c h ) . Składali w i ę c h o ł d D z i e c i ą t k u
wojak,

strażak, m u z y k a n c i i p r z e d s t a w i c i e l e

zawodów,

a

także

figury

komiczne:

różnych

karczmarz-żyd,

V
II. 19. Mickiewicz.
Wys. 20,5 cm. Wyk. 1961. Mamert
Piórko,
Zielona
Córa. II. 20. Gen. Józef Bem. 0 13,5 cm.
Wyk.
1963. Jan Lamęcki,
Dąbrowa
Zielona,
pow. Radomsko.
II. 21. Lenin.
Wys. 48 cm. Wyk.
1963.
Win­
centy Krajewski,
Zawidz
Kościelny,
pow. Sierpc.
II. 22. Matka
Boska
z Dzieciątkiem.
Wys. 123 cm. Wyk. 1963.
Wincenty
Krajewski.
II. 23. Obudowa
zegara.
Wys. 35,5 cm. Wyk. 1961. Józef Fras,
Zapolice,
pow.
Radomsko.
II. 24. Fragm.
szopki
na 1000-lecie
Państwa
Polskiego.
Wyk. w latach
1950—1962.
Julian
Brzozowski,
Sro­
mów, pow. Łowicz. II. 25. Sfinks.
Wys. 19,5 cm. Wyk. ok. 1959. Józef Piłat, Zdebska
Wola,
pow. Kielce.
II. 26.
Syrena.
Wys. 14,5 cm. Wyk. Józef
Piłat.
25

26

�29

28

II. 27. Kobieta
z kijem.
Wys. 21,5 cm. Wyk. 1961. Ignacy
z bliźniętami.
Wys. 25 cm. Wyk. 1963. Bolesław
Grabski,
27,5 cm. Wyk. 1963. Stanisław
Dużyński.

przekupka

i dziad,

w

stajence

zaś

otaczały

Świętą

ten fakt,

Oraczew,
pow.
pow. Łęczyca.

„Jednoróg".

Łęczyca.
II.
28.
II. 29. Żniwiarka.

I n s p i r a t o r e m różnych

prac

Matka
Wys.

Wawry

aby

wskazać,

że

w

b i e l u d o w e j istniało z a p l e c z e t r a d y c y j n y c h ujęć

rzeź­

„beskidzkiemu

pew­

w l a t a c h o k u p a c j i i p o w o j e n n y c h L e o n Kudła rzeźbić

powsinodze".

W

kilka

lat

później

n y c h p o s t a c i c z y z w i e r z ą t i t w ó r c a m ó g ł podjąć n o w ą

będzie s w o j e niezwykłe p t a k i , f i g u r y l u d z k i e i

t e m a t y k ę , opierając

rzęta

się n i e t y l k o n a o b s e r w a c j i

t u r y , ale i korzystając

z pewnych

schematów

na­

trady­

figurek,

—

znajdując

artysty-plastyka

cyjnych.

Pojawienie

Zmieniała

się

jednak

przestały być

sadniczej

akcji,

rola

i

charakter

świeckich

a t r y b u t a m i , czy tłem

a stały

się s a m y m

statystów

awansowały

Tematyka

zaś o b y c z a j o w a ,

do ról

dla za­

tematem. Z

głównych

roli

bohaterów.

pełniąca f u n k c j e

rozryw­

potencjalnych

K.

twórczości

możliwości

skali

właśnie

po

1944 r o k u ,

działaczy

i miłośników

wyrazowe,

wystawa

rzeźby, g r a f i k i

tego

cechowały

jest

i

rzeź­

zmiana

for­

się

rewelacją

m a t u , i próba b a r d z i e j i n d y w i d u a l n e j c h a r a k t e r y s t y k i

nieco

postaci,

granicą

nasycenia

jej

ekspresją,

której

dotąd

była

się

pozbawiona.
Proces
się,

emancypacji

j a k można

sądzić,

t e m a t y k i świeckiej
w

latach

rozpoczął

międzywojennych,

i n i e bez w p ł y w u były t u pierwsze k o n t a k t y świątkarzy

z nowym

strony

odbiorcą,

miłośników

d o m o , że
6

nauczyciela

Jędrzej

inspiracje

sztuki,

pisarzy,

Wawro

rzeźbił

z Wadowic,

10

na wystawę

zamówienia

plastyków.
ludowe

typy

dla

wykonał

Stowarzyszenia

jednoroga
Cechu

jako

Artystów

tematyki

objeżdża

ludowej

stała

roku

różne

„Polska

K.

Sztuka

sztuki,

krytyków,

kultury.

Krakowska

1948. W

miasta

w

Tchorek

Przedmiotem
wszystkim

Ludowa"

miejsca. W
pokazuje

kraju

i

poświęca

swym

za

rzeźbie
jej
War­

salonie-anty-

Kudły.

fascynacji
rzeźba

staje

skróconej

t y m też czasie w
w

się

zainteresowania

i malarstwa ludowego

k w a r i a c i e rzeźby L e o n a
de

rzeźba

na

szerokiej

( m . i n . Paryż, L o n d y n , Brukselę). O

pisze,

szawie

gdy
dotąd

historyków

artystyczną

szczególnie w i e l e

ze

Wia­

k i e d y i n d z i e j zaś n a prośbę

art. m a i . J . H r y n k o w s k i e g o
godło

i

wersji

osobie

zbytu, zapotrzebowania

niespotykanego

ze s t r o n y p l a s t y k ó w ,

e m o t y w n e , , które d a w n i e j

rzeźbiarza

nią. S y t u a c j a t a k a , j a k w i e m y , zaistniała w
przedmiotem

zwie­

w

w i ą z a ł o się ze świadomością i s t n i e n i a

teraz pełnoprawną, o n a przyjęła n a siebie t e f u n k c j e
k u l t o w e . Konsekwencją

marszanda

Tchorka.

się w

nietradycyjnej

i

patrona

k o w e w z a b a w c e i w i d o w i s k a c h s z o p k o w y c h , stała się

by

był

E m i l Z e g a d ł o w i c z , p a t r o n u j ą c y zresztą p r z e z w i e l e l a t

R o d z i n ę k r o w a , w ó ł i osioł.
Podkreślam

Kamiński,
Leśmierz,

s t a j e się o c z y w i ś c i e

religijna,

której

prze­

znakomite

p r z y k ł a d y z e s t a w i a się z twórczością w i e l u a r t y s t ó w .
Powstaje

jednak

twórczością

klimat

ludowych

zainteresowania

rzeźbiarzy,

co

w

nie mogło

7

ogóle
po­

zostać bez w p ł y w u n a i c h świadomość o orientację.

�II. 30. Kobieta.
Wyk. Tadeusz
Szkodziński,
Lis2ne, pow. Biała Podłaska. II. 31. Spowiedź.
Wys.
21 cm. Wyk. 1963. Wiktor
Rysio,
Świnice,
pow.
Łęczyca.
II. 32. Dziadek
i b a b k a . Wys. 17 cm.
Wyk.
1963. Wacław Czerwiński.
II. 33. Siedząca
kobieta.
Wys. 28 cm. Wyk.
1961.
Kazimierz
Śliwa, Sośnica, pow.
Ropczyce-

�D o ś w i a d c z e n i a l a t w o j n y i o k u p a c j i , ciężkie
życia w ł a s n e s p o w o d o w a ł y z k o l e i w z m o ż o n ą
b ę bezpośredniej
rzy,

stworzyły

podjęcia

r e a k c j i twórczej
w

nich

tematów

ze s t r o n y r z e ź b i a ­

samych

związanych

prze­

potrze­

podatny

grunt

bezpośrednio

d o z n a n i a m i . W y r a ż a ł o s i ę t o najczęściej

w

dla

z

ich

tematyce

patriotyczno-religijnej.
N a s t ę p n y m b o d ź c e m d l a podjęcia t e m a t y k i ś w i e c ­
k i e j b y ł a działalność p l a c ó w e k k u l t u r a l n y c h t a k p a ń ­
s t w o w y c h , j a k i społecznych. W

działalności t e j w y ­

różnić

Główną

można

domość

kilka

wartości

przesłanek.

ludowego

k u l t u r z e , chęć o c a l e n i a i z a c h o w a n i a
W

twórczości

ludowej

sposobów p o d n o s z e n i a
nocześnie o c z e k i w a n o
powinny
w

jury

matykę

zachodzić

była

dorobku w

widziano
kultury

świa­

narodowej

sztuki

również

ludowej.
jeden

o d n i e j o d b i c i a procesów, k t ó r e
na

wsi,

wyraźnie

faworyzując

konkursów i w y s t a w rzeźby podejmujące
aktualną .
8

ze

artystycznej wsi. Jed­

W

tych

te­

w a r u n k a c h t o n ówczes­

nej p r o d u k c j i rzeźbiarskiej nadawały prace o c h a r a k ­
terze

raczej

matyki,

traktorami,
34

35

I I . 34. K s i ą d z .
Wys. 26,5 cm.
Wyk.
1963.
Henryk
Skowron,
Nieluszyna,
pow. Wieluń.
I I . 35.
Profesor.
Wys.
31,5 cm. Wyk. 1962. Aleksander
Koperwas,
Ja­
sienica
Gubińska,
pow. Lubsko.
II. 36. Lenin.
Wys.
55 cm.
Wyk. 1962. Teofil
Kożuchowski,
Studzianka,
pow.
Biała Podlaska.
II. 37. Miotlarz.
Wys. 28 cm.
Wyk.
1960. Hieronim
Karpiński,
Domasławek,
pow.
Wągrowiec.

amatorskim, prymitywne w

nieraz

wręcz

koniunkturalne

murarz przy

ujęciu

(radosna

te­
orka

pracy, k a r y k a t u r y

kułaka,

sceny z życia d a w n e j w s i — e k o n o m bijący

chłopów

itp.).

Organizatorzy

nimi

cieszyli,

zwierciedlają

terenowych

ulegając
one

wystaw

szczerze

n a i w n e m u złudzeniu, ż e

przemiany,

jakie

zaszły

w

się
od­

świa­

domości t w ó r c ó w , czy n a w e t w s i .
N i e m a p o t r z e b y przemilczać błędów tego, n i e z b y t
n a szczęście długo t r w a j ą c e g o
zresztą

jedynie

w

małym

o k r e s u , dotyczyły

stopniu

sztuki

one

ludowej

�•^1

i

zostały n a t y m o d c i n k u w c z e ś n i e j niż g d z i e i n d z i e j

przezwyciężone . Złe s t r o n y tego o k r e s u polegały n a
9

t y m , że n a dłuższy czas w p r o w a d z o n o
teriach

ocen,

ambicje

w

nieuzasadniony

licznych

amatorów,

nagród i z a k u p ó w
ty,

a

nawet

którzy

uwierzyli w

geniusz

zamęt w

sposób
pod

swoje

(tak pisano

zaś stroną

było

teresowania

nową

tematyką,

którą

podejmować

coraz

liczniejsi

interesujący

j a k Kudła,

talen­

ówczesnej

stworzenie
z

zain­

kolei

rzeźbiarze,

Janas,

wpływem

wielkie

np. w

„Wsi"). Pozytywną

kry­

rozbudzając

w

zaczęli

t y m tak

Centkowski

w p r z e k o n a n i u , że dzieła i c h są p o t r z e b n e

i

inni,

i użytecz­

ne społecznie.
I c h p r a c e znalazły się w ł a ś n i e n a
wystawie

sztuki

(1955 r . ) . W

10-lecia"

„Ogólnopolskiej
w

Warszawie

t y m czasie t r u d n o już m ó w i ć o i n s p i ­

1 0

rowaniu

ludowej

twórców,

na

naradach

i

z

okazji

wystaw

m i e l i o n i możność z o r i e n t o w a n i a się, że o o c e n i e
cyduje

przede

w s z y s t k i m czysto

i c h dzieł. S p r a w a

t a staje

artystyczna

się jeszcze b a r d z i e j

w i s t a p o 1957 r . , k i e d y t o w p r a k t y c e m e c e n a t
muje

n a siebie

C P L i A , stając się g ł ó w n y m

p r o d u k c j i rzeźbiarskiej
mechanizm

11

de­

wartość
oczy­
przyj­

odbiorcą

. T e r a z n i e działa już n i e m a l

inspiracji z

zewnątrz,

przeciwnie

—

to

C P L i A zachęca t w ó r c ó w d o p o d e j m o w a n i a o b o k i n n e j
r ó w n i e ż t e m a t y k i k u l t o w e j , zwłaszcza
chomienia sklepów w N o w y m
stawieniu

się

na

rzeźb o w y s o k i e j
świątków

12

dewizowego
randze

o d czasu

uru­

Jorku i Brukseli i na­
odbiorcę,

żądającego

a r t y s t y c z n e j , często

właśnie

. Również n i e m a i być n i e może żadnych

zewnętrznych

s u g e s t i i co d o f o r m y . P r z e c i w n i e ,

na-

39

II. 38. Chłop
z masielnicą.
Wys.
37 cm. Wyk. 1960 Mieczysław
Ruszkowski.
U. 39. Święty, fragm.
Wyk.
1960. Jan Centkowski.
II. 40. Głów­
ka
laski.
Wyk.
Feliks
Błaszczyk.

�t u r a l n a selekcja, u źródeł której stoi o d b i o r c a uwraż­

w y k o n u j e się już n i e m a l t y l k o d l a C P L i A ( M . R u s z ­

l i w i o n y i rozmiłowany w sztuce p r y m i t y w n e j , w

kowski,

nych

świątkach,

rakterze

preferuje

tradycyjnym.

wyraźnie

W

rzeźby

t e j więc

daw­

o

sytuacji,

cha­
raczej

jasnej d l a l u d o w y c h twórców, można powiedzieć,
tak

temat,

jak i

kształt

dzieła,

sprawą a r t y s t y . I z t e j p o z y c j i

jest

już

że

wyłączną

w a r t o dokonać

prze­

cechą

wyobrażeń

tematów

RZEŹB

niu

od

wykonuje

zarówno

współczes­

tematykę

dawnej,

tradycyjną,

się

s a k r a l n e j .

obecnie

coraz

Rzeźb

mniej;

uległa też ilość w y s t ę p u j ą c y c h

Potrze­

większości f i g u r y

o n e t o zastępują w k a p l i c z k a c h s t a r e ś w i ą t ­

k i l u d o w e , one głównie widnieją n a d o m o w y c h
r z y k a c h . Zanikają

takie dawniej

częste

rakterystyczny
ważają
rając

te również

się w

Chry­

do E g i p t u , a n a w e t t a k c h a ­

dla dawnej

dwa tematy:

Tematy

ołta­

wyobrażenia

j a k C h r y s t u s p o d krzyżem, Pieta, Sw. Rodzina,
stus w grobie, Ucieczka

wsi — Frasobliwy.

M a t k a Boska
rzeźbią

oraz

wiejscy

miarę możliwości

Prze­

krucyfiksy.

świątkarze,

zbliżyć

łości" gipsowego w i z e r u n k u , w

do

sta­

„doskona­

przeciwnym

bowiem

w y p a d k u n i e mogą konkurować z f i g u r a m i , k u p o w a ­
n y m i n a o d p u s t a c h czy w s k l e p a c h z d e w o c j o n a l i a m i .
Rzeźbią o n i również, a c z k o l w i e k r z a d k o , świętych

—

F l o r i a n a , strzegącego o d o g n i a , o r a z r ó ż n y c h św. P a ­
tronów,

choć

kapliczkach
Wciąż
wego,
i

ale

zwyczaj

też

już

jeszcze

stawiania

ich w

wyłącznie

tematy,

J. Lamęckiego
nież

z myślą

jest

z

spotykane

są

figurki

dla

często

Frasobli­

CPL1A,
w

rzeźbiarsko

kręgu

nabywców.

opracowanymi

muzeów

d l a siebie.

twórczości

czy J . Janasa, p o d e j m o w a n e
o nowym

i

młodego

podziale

widoczna

do J e r o z o l i m y "

1 !

czy
oto­

.

pokolenia

zainteresowa­
twórców,

n a g r u p y , j a k i e dość

1. Dzieje
skłania

ojczyste,
do

ambicja

koniunktura?

Wszystkie
i

tej

wykonywania

czyć p o w i n n y
dzieł

bohaterowie

podjęcia

o

tej

są

np.
rów­

Podobnie

szopkami,

które

i

roz­

wyraźnie

występującym

ale

prawie

—

ważnych,

a

zawsze

świad­

rzeźbiarza?

się d o

bodźcem

może

które

i randze

przyczyniają

tematyce,

Świadomość

inspiracja?

dzieł

Co

przywódcy.

tematyki?

o możliwościach

te m o t y w y

powstania

najważniejszym

(obok

innych)

jest

właśnie t e n o s t a t n i .
W i e l u rzeźbiarzy o d c z u w a posłannictwo s w e j
czości,

uważa

się

za s z c z e g ó l n i e

l o s , a sztukę s w ą t r a k t u j e
społeczne

znaczenie,

i c h ponad

środowisko,

wypadki,

gdy

gurę F r a s o b l i w e g o

świątkarz

mawiał

jej

na i n ­

wynoszą­

wyróżniającym.

b y ł y w s z a k ż e d a w n i e j (już k r a ń c o w e w s w e j
miałości)

przez
w

oddziaływania

n y c h ludzi. Twórczość jest d l a nich a k t e m
cym

twór­

obdarzonych

z powagą, wierząc

możność

Znane
zarozu­

ukończywszy

do n i e j :

„Panie

fi­

Boże

—

tyś m n i e s t w o r z y ł , j a C i e b i e — j e s t e ś m y k w i t a " . T o ­
też t r a k t o w a ł z g ó r y kogoś, z a j m u j ą c e g o
niem zabawek
tości

dzieła

Nie
rów

decydował

zawsze

gdzieś
czony

w

k i m byli

decyzja

dziejów
i

co

zasłyszane, jakaś
w

mieście. A

oczach

ludu

temat

wyrzeźbienia

wiązała

czynili

—

się

ze

że

pomoc

,

on

bohate­
świado­

wystarczyło

reprodukcja, pomnik

czy inaczej

rzeźbiono

o k t ó r y c h n i e w i e d z i a ł o się n i e m a l n i c p o z a
istnieli,

1 4

ogarniał i twórcę.

jednak

narodowych

mością,

się r z e ź b i e ­

czy u c i e s z n y c h f i g u r e k , j a k o że o w a r ­

też s p l e n d o r e m s w y m

p r y w a t n y c h nabywców z miast, rzadziej

Inne

domowych

zanika.

wykonywane

niemal

średniego

polityczna,

ta­

ogranicze­

tematów.

b y w s i zaspokajają w z d e c y d o w a n e j
gipsowe,

tradycyjnych

się z a r y s o w u j ą . Są t o :
we

n a d a l jeszcze k o n t y n u o w a n ą , j a k n o w ą — ś w i e c k ą .
kich

nurtem

i c h niekonwencjonalność,

czeniu Apostołów" Lamęckiego

patrzymy w

występujących

obejmuje

Zacznijmy

i n . ) . Charakterystyczną

T e m a t y k ę ś w i e c k ą , dominującą w

TEMATYKA

rzeźbie

jest

i
poza

„Chrystus S k o w a n y " Kamińskiego, „ M . B o s k a w

niach

nej

Kamiński

powstałych

np. w t a k i c h pracach j a k „Wjazd

glądu i c h p r a c .

Repertuar

Ignacy

rzeźb

ich i opieka

mogła

być

imię
zoba­

świętych,
t y m , że
niekiedy

�U. 41. Aniołek.
Wys. 24,5 cm.
Wyk.
1963. Apolinary
Pastwa,
•Węglikowice,
pow.
Kościerzyna.
II. 42. Babcia.
Wys. 25,5 cm. Wyk.
Ryszard
Miernik.
II. 43.
Statua
Wolności.
Wys. 82 cm. Wyk. 1961.
jan
Lamęcki.
Dorożka,
fragm.
Wy/c. 1962.
Feliks
Czajkowski,
Zelczyna,
pow.
Kraków.

s k u t e c z n a ? A c z y k t o znał t w a r z ś w i ę t e g o ? R ó ż n e
t w a r z e mają święci, o i c h tożsamości ś w i a d c z y p r z e ­
cież w ł a ś c i w y a t r y b u t .
Pierwsze znane

nam w

rzeźbie l u d o w e j

wyobra-

żenią h i s t o r y c z n y c h p o s t a c i b l i s k i e są t a k i m
wyobrażeniom

o ś w i ę t y c h . Są j a k k l i s z a

n a , n a której w y k o n a n o

d w a zdjęcia i o b r a z

p o s t a c i nakłada się n a s i e b i e , t w o r z ą c jakąś
śloną s y l w e t ę . T a k a
z

okresu

właśnie

fotograficz­
dwóch

nieokre­

j e s t nip. rzeźba Jędrzeja

międzywojennego,

o

której

weryn.

„...Wizerunku t e g o k r ó l a

próżno

przeszło

d w a tygodnie,

się w y r z e ź b i ć go t a k , j a k go

pisał

Wawry
T.

Se­

szukał [ W a w r o ]
wreszcie

widział

ksiądz m ó w i ł z a m b o n y o t r z e c h s e t n e j

w

na

kazań w
ka

umyśle s t a r e g o

osobliwego

jącego

w

króla:

lewej

ręce

Dodajmy,

że

beskidzki

tego „Święty I g n a c y
kim

płaszczu,

pancerz,

i w

powstała

I5

figur­

trzyma­

szablę, a n a g ł o w i e

o b r o n i e k t ó r e g o dobył b r o n i "

krzyż,

świątkarz

nazwał

ją

S o b i e s k i " , a strój króla w

zarzuconym

w

.

na

ochraniający

spódniczce w y w o d z i

się

do

krót­
tułów

prawdopodob­

n i e z r z e ź b św. F l o r i a n a czy św. J e r z e g o .
Dokładność

wiedzy

o

portretowanej

osobie

musiała b y ć z b y t w i e l k a , jeśli już p o w o j n i e

nie

Lamęc­

zdecydował

k i , człowiek n i e j e d n o

chwili,

ze swadą p o s ł u g i w a ć się p i ó r e m — rzeźbi f i g u r y J a ­

rocznicy

gdy
zwy­

na Napolańskiego

cięstwa p o d W i e d n i e m i J a n i e S o b i e s k i m , a niedługo

nak

przedtem o Prezydencie Rzeczypospolitej,

kazał z d e c y d o w a n y

c y m Mościckim. Z p o m i e s z a n i a

świątkarza

Ignacego Sobieskiego,

prof.

Igna­

się treści t y c h d w ó c h

okres w o j n y

w życiu widzący, a i

umiejący

czy J a k u b a S o b i e s k i e g o .
l s

A

jed­

i z m i a n , j a k i e p o n i e j zaszły, w y ­
wpływ

n a świadomość

twórców. Zbliżył i c h do w i e d z y ,

ludowych

d o książki — d o ż y -

25

�cia

i

tradycji

Miejsce
dzianych
jęła

narodowej,

dawnego
w

kościele

chodzi

do

odległego

domo

cech

stości

czci

Czorsztynie
a bodaj,

szkolne

góral,

wykonuje

Jest

jeszcze

t o czas, g d y
i

i

czwartek

kupuje

gazety.

najbiedniejszego

książki

dzieci,

świętym

wypi­

w

podobni,

atrybutów

pod

i m tylko

wpływem
w

uroczy­
pobliskim

stronę

wcześniej

chłopów

rzeźbi

w

działa

już

Mnożą

mechanizm
się

tejki

z

próbę

wer­

różnych

zachęty,

propo­

z y c j e — choćby z r o b i e n i a r z e ź b n a w y s t a w y

ludowe.

na zdobytych

reprodukcji

„Autoportretu".

gdzieś

Janas

bródkę
aby

u

starannie

wize­

ubiór,

jasna ponad

oni

tych

Nie

podkreślał

Matejki, inny

rzecz była

Są

już w

indywidualizacji twarzy.

więc

było

to

różnice

a

trochę

rzeźbach
łatwe,

fryzury,

Mickiewiczowi

wszelką

Oprócz
konał

t y c h p o s t a c i , już
płaskorzeźby

pernika.

I

t u źródłem

wiedzy

z astrolabium w
w

wywodzi

lewej

z własnej

Kościuszki,

była

prawej

dłoni,

gest

Stosza

produkcję

w

książce

Polska

plastyka

posiadanej

której

przez

a u t o r a w z i ą ł za

święte

postać przedstawioną, a b y ł t o f r a g m e n t r z e ź b y

Przej­

dzia

najmniej

do t e m a t y k i świeckiej

łatwe. Należało

odejść

n i e było

od spraw

by­

ważnych

Co w i e Janas o t y c h postaciach?
Kowalska

podaje,

wypożyczonej

zaczynali

rzeźbiarze
wypowiedź

kazania

swej

sprawności,

zainteresowań,
darskiej

nie

obciążeni

artystyczna

potrzeb

była

dla

że

środkiem

po­

m y ś l e l i , że świat

nie tylko

nadmiaru

codziennej,

p r a c y , a l e i radością o b s e r w a c j i ,

gospo­

chęcią j a ­

słońce

iż

D r A.

Lewicka-

o K o p e r n i k u czytał

w

książce

ze szkoły. W i e d z i a ł o n i m , iż

tradycją,

wyładowania

„Sę­

niesprawiedliwy".

( t e m a t ! ) i rzeźbić co? — k o n i a ? k r o w ę ? T a k w ł a ś n i e
których

re­

siebie

n a s. 159,

średniowieczna

t y l e że p o m y l i ł o m u się i n a z w i s k o

postać

wzorowany

Norymberczyka,

Janas

perga­

atrybut i

z o b r a z u M a t e j k i , a W i t Stosz

Ko­

Koper­

a rozwiniętym
swój,

jest n a rzeźbie w i e l k i e g o
znalazł

i

książka.

p o n i e w a ż w i a d o m o , że n i e p o w i n n y t o b y ć

ście ś w i ą t k a r z y

—

inicjatywy, w y ­

Wita

p o s t a c i e — w i ę c co m o ż n a b y ł o przedstawiać?

A

—

wątpliwość

p o d pachę w ł o ż y ł księgę w i e l k ą i o d r a z u w i d o c z n ą .

nik,

kilku

się

s z t y w n i , n i e p o r a d n i , ale widać

minem

1 7

t y l k o oprzeć

r u n k a c h : Mickiewicza z pomnika w Warszawie, a M a ­

bohatera

Janosika .

inspiracji.

zostało

trzymał",

1951 r . p o d o b i z n ę

panów,

s j a c h n a desce o b r a z
wpływów

—

Kostki-Napierskiego

sam z
że

literaturze, za­

izbie

p r z e s t a l i być

Janas,

ku
choć

Targu
są w

własnych, n o w y c h

właściwych.

regionalnej.

d z i e j ó w s t a l i się k o n k r e t n i e j s i . W i a ­

co u c z y n i l i . I

nabrali

„co,

N.

świątkarza

sy. B o h a t e r o w i e

tylko

świętych postaci, w i ­

ilustracja. Janas w

zjawiskiem

wiejskiego

nie

czy d e w o c y j n e j

książka, g a z e t o w a

Normalnym

a

pierwowzoru

stoi, a

świat

się

obraca,

a

„zbadał,

pirwi

ludzie

s t o i , a słońce się o b r a c a . T o

w i e l k a s t u k a t o t o zbadać". Z a p e w n e

była

służyć m u m i a ł y

do t e g o t r z y m a n e w r ę k u „ n a r z y n d z i a , co śnimi m i r z o ł t y n ś w i a t " . Z n a ł też r z e ź b y W i t a Stosza,

szcze­

kiegoś u t r w a l e n i a m o m e n t ó w życia... Ś w i ą t k a r z e n a ­

rze

powie

t o m i a s t chętnie s z u k a l i t e m a t ó w „ g o d n y c h " , o n e s t a ­

„Widzem

nowiły

k i s i zasłużony

u niektórych

rodzajowych,

u

rodzaj

niektórych

pomostu do
jak

właśnie

kompozycji
u

Janasa,

się

I

nimi

zachwycał.

Kościuszko?

cłowiek".

t u dochodzimy

do s p r a w y

następnej. N i e

w ą t p l i w o ś c i , że w z o r e m

nikało z całego ś w i a t o p o g l ą d u t w ó r c y , j e g o k o n c e p c j i

p o s t a c i z h i s t o r i i są i c h p o w s z e c h n i e

sztuki i roli

ki

—

w

podobnej

Zgodził

się w i ę c

Janas wyrzeźbić n a wystawę

w

nim

j e g o p o m n i k , t o w i e m , że t o m u s i b y ć j a -

s t a n o w i ł y j e d y n ą f o r m ę w y p o w i e d z i ś w i e c k i e j , co w y ­
artysty.

O

obrazy

d l a współcześnie

utrzymane

konwencji

w

znane

konwencji

ulega

rzeźbionych
wizerun­

„apoteozy",

utrzymane fotografie

i

ryci­

Mickie­

n y w książkach, n o i p o m n i k i . O n e t o s t a n o w i ł y w z ó r

w i c z a , ale n a z w i s k a t e n i c m u n i e m ó w i ł y , w i ę c p o ­

d l a w s p o m n i a n y c h już rzeźb J a n a s a , a t a k ż e n p . d l a

1953 r . s u g e r o w a n e

m u postacie

Matejki

i

11. 44. Odrodzenie.
Wys. 74 cm. Wyk. J . Jakubowicz,
Traktorzystka.
Wys. 42 cm. Wyk. Adam
Czarnecki,

Iwonicz,
Gumienice,

pow. Krosno.
II. 45.
pow.
Busko.

�Wy/c. Mieczysław
pow.
Łańcut.

II. 46. Autoportret.
Wys. 47,5 cm.
Wyk. Wojciech
Bytnar,
Albigowa,

Ruszkowski.

II.

47. Kobieta

przy

kc^dziełi.

W y s . 26 cm.

w y o b r a ż e ń W i e s z c z a w twórczości L e o n a K u d ł y i M a -

Z w r ó ć m y t u u w a g ę n a f a k t , iż u ź r ó d e ł t e j z m i a n y

m e r t a P i ó r k o ( i l . 19) czy J a n a L a m ę c k i e g o (o p o s t a c i

s t o s u n k u d o t e m a t u „ w o d z a " l e ż y dziś r ó w n i e ż i n n y ,

Mickiewicza

bardziej

osobisty

większa

znajomość

a u t o r p o w i e d z i a ł , że j e s t

na p o m n i k u w P a r y ż u "

Poważnym p r o b l e m e m

(strój,

czy

charakterystyczne

uczesanie,

wąsy).

Kostki-Napierskiego,

j a k stoi

stawała się j e d n a k

podobieństwa. N i e z a w s z e b o w i e m
postaci

„taki

).

l s

Te

sprawa

wystarczył a t r y b u t

jej

cechy

mogły

zewnętrzne

wystarczyć

St. Czarnieckiego,

dla

Janosika, h u ­

jach,

a także

statuetce

„Lenin

prez.

ale nie d l a postaci k o n k r e t n y c h ,

rzeźbionych

z fotografii, reprodukcji. Postulat

jewskiego

z i n d y w i d u a l i z o w a n i a p o s t a c i w i ą z a ł się z o k r e ś l o n y m
dawniej

niemal

że

niepotrzebnej

(świątkarze m i e l i s w ó j „ s p o s ó b " n a r z e ź b i e n i e
i , robiąc duże ilości zbliżonych w a r i a n t ó w
postaci,

dochodzili

do

właściwego

sobie

twarzy

tej

samej

schematu

czy

naszego b y ł y

wizerunku,

wzmożoną

Kożuchowskiego

obserwację i próby

czynione

w

że

czy
przez

tym kie­

r u n k u udało i m się uzyskać duży postęp. W i e m y
z

e

gdy

sprawność

uchwycić

nazwę

z

inspi

ji

a

gen. S w i e r c z e w s k i

koniu".

zawiodła

i

nie

z a m i e r z o n e g o r y s u podobieństwa,

zmieniał
r a c

ręki

figury

zdjęciem

i

tak np. u

Stalina
zamienia

też,
się

w

„Żołnierz",
„Oficera

na

czy

roli

realiów,

tematu,
w

dzie­

znanych

p o p i e r s i u S t a l i n a czy
dłuta

w

Kudły,

w

wizerunkach

jego

Lenina,

Kożuchowskiego

się p y t a n i e — w

współczesnych

i

Kra­

j a k i m stop­

przywódców

wynikiem

ryzykować

Kraju

Rad

i n s p i r a c j i . Zachęty

bez­

w

działacz i p r o p a g a n d y s t a

otrzymanie

oczach

łecznego",

a może
były

chwyceniem

podobizny

przeciętnego
nawet

b y te wynikały raczej
nieco

widza
naiwnie

z atmosfery
może

w

na pewno
od

chcie­
dale­

„oficjalnego"

zabawnej.

R-eź-

„zamówienia

spo­

karykaturalnym

pod­

tematyki, spotykanej

fesjonalnych,

rzeźbiarz

Centkowskiego

powstaje
się

udało

Stalin"
przez

wet, aby najgorliwszy

Lamęckiego,

( i l . 46) w s k a z u j e ,

jej

pośredniej — j a k się z d a j e — n i e b y ł o , n i e sądzę n a ­

kiej

Janasa,

ostatnio

rzeźby

męckiego czy D u ż y ń s k i e g o — p o r . i l . 5 i 29). P r z y k ł a d
Kudły,

podjętego

( i l . 2 1 , 36).

Oczywiście wyłania

li

Ruszkowskiego

ciekawym
i

Bieruta

niu

t w a r z y . W i d a ć t o zresztą i dziś u K a m i ń s k i e g o , L a ­

zwłaszcza

do

postaci,

charakterystycznych

dać t o n p . w b a r d z o
kompozycji

z n a n y c h już d o b r z e
sprawności,

samej

z l i c z n y c h i l u s t r a c j i czy r e p r o d u k c j i dzieł s z t u k i . W i ­

sarza, k o s y n i e r a —

typem

stosunek

na wystawach

p l a k a t a c h i prasie

pro­

ilustrowanej.

B y w a oczywiście, że r z e ź b i a r z w y c z u w a ( i n n a r z e c z
czy

słusznie) k o n i u n k t u r ę ; n a t y m t l e w ł a ś n i e

powstać w r ę c z
ki

narodowej

gigantyczna
Juliana

koncepcja

Brzozowskiego,

wielkiej
w

mogła
szop­

której

p r z e d ż ł o b k i e m l u b Gomułką i S p y c h a l s k i m

by

(zależnie

17

�o d t e g o , która w e r s j a u z y s k a szanse r e a l i z a c j i ) d e ­
f i l o w a ł o r s z a k przeszło 300 p o s t a c i , k r ó l ó w i w o d z ó w ,
h u s a r z y i ż o ł n i e r z y z różnych o k r e s ó w , t y p ó w l u d o ­
w y c h , cyklistów, sportowców, l u d z i różnych
pro­
f e s j i . A l e p r z y k ł a d y t e g o r o d z a j u n i e stanowią w i ę k ­
szości.
Tematyka
nie, źródłem
sa —
Z

„ b o h a t e r ó w " w y s t ę p u j e dziś n a d e r

licz­

jej

pra­

a nawet

jest

właśnie

kronika

książki p o c h o d z i

Bemem

książka

pierwowzór

( i l . 20) L a m ę c k i e g o

Centkowskiego.

Ale

ze szczerej p o t r z e b y

m e d a l i o n u z gen.

wypowiedzi,

n a n i a o słuszności podjęcia
których

k o n k u r s czy

chetną

pobudkę,

możliwości
Do

zachęta

tylko

tematycznej.

leży prace

typie „Żniwiarka i ekonom",

w

chłopa",

kami

sTcontrastowane

traktorów

orzących

nasz

kształtuje

katalog

polskich,
z

tematów

t y m że

ludowej

granica

czasowa

sokiej

i

ważnie

reprodukcji),

zmonumentalizowanej

figury

sytuuje

u l e , a t r y b u t t e g o chłopskiego
wątpliwości,

jak
dzia­

umieszcza

interesujący

reportażem

zapewne

fotograficznym

k a r n o idzie z papierosem
wzór

próby,

j a k np. Lamęc­

portret prezydenta

inspirowany

i podobieństwo

z

Indonezji S u -

kroniką

filmową

z pobytu w

lub

Polsce. S u -

w r ę k u — n i e j e s t już n a

świętych

u c z y n i o n y , widać,

że

wym

pokazaniem

treści,

pują

najczęściej

w

przełamują
A

dziś s c h e m a t y

bohaterowie

i

reportaż

„reprezenta­

stają

się

z

dzieł
i

sztuki

drugi

sztuki
zetek

profesjonalnej,
wspólny

społecznie

„ważnej",

ściennych,

plakatów.

tematyczne

dawniej

ne, z r o d z o n e
prawdy

inspiracja

bolizujący
ny

zwycięską

o

na

wiąże

je

kompo­

ni,

drapieżnych

książkę

w

rąk

depcze

postaci

na

książce

ohyd­

ogromnego

( r o b o t n i k m a kielnię

drugiej,

obok

w

w

gołąbek

kapitalistycznej hy d r y

dło­

pokoju,

wyrzeźbio­

napięcia, g m a c h f a b r y k i

i k o ł o zębate — i l . 44). J e s t w t y m w y o b r a ż e n i u
i

udolność

pewna

naiwność,

dlatego

ostrością o d n a j d u j e m y

w

też

niej j a k b y k a r y k a ­

turę ó w c z e s n e j złej s z t u k i z j e j apoteozą,
i

prymitywną

(a p r z e z

nie­

zapewne

to mało

gloryfikacją

skuteczną)

krytyką

i t d . Jest

przeszłości. Z w i ą z k u t a k i c h p r a c i w

—

zapotrze­

n e j t e m a t y k i z koniunkturą n a nią w t a m t y m o k r e ­

wyczucie

znanej

z

Zaliczam
żądany

dawniejszych.

się w

nurt

prasy,

ga­

tu

zarówno

temat,

jak np.

autentycz­

Granica

trudna

do u s t a l e n i a , o b o k b o w i e m

prostu

koniunkturalnych

jest

tu

l i c z n y c h rzeźb p o

prymitywnej

dydaktyce,

sie d o w o d z i

Tracze,
zabawka.
Wys.
Skirzyński,
Rumunki,

22 cm.
pow.

Wyk.
Sierpc.

f a k t niewystępowania

ogóle

jej w

omawia­

l a t a c h póź­

n i e j s z y c h , p o 1958 r .
Bardziej
tycznej

bezpośrednie są s c e n k i o r ó w n i e

treści, a l e u t r z y m a n e w

plebejskiej

—

j a k n p . rzeźba

konwencji

A.

dydak­
ludowej,

Orłowskiej,

przed­

stawiająca p a r o b k a usiłującego zdjąć d z i e d z i c o w i b u t
z nogi, podczas g d y t e n m u pomaga,
nogą t y ł e m

odwróconego

pchając

działające e m o c j o n a l n i e

ciecha

Draka para

Jest w
ale

niemal

przy typowej

osobiste

n a w i d z a , j a k choćby

wieśniacza

tej kompozycji

przy

drugą

parobka.

Są też, j a k w s p o m n i a ł e m , r z e ź b y szczere,
i

II.
48.
Wacław

wystę­

spotkać

j a k fotografią

i d z i s i a j " , j a k też i p r a c e

o

ale

zarówno

z chęci p r z e k a z a n i a m ł o d e m u p o k o l e n i u
czasach

wymową,

tego r o d z a j u

klasę robotniczą

kapitalizm, przedstawiony

łba i

ludźmi.

te

a

wzorami

n a tę t e m a t y k ę , chęć w ł ą c z e n i a

kompozycje
„Wieś

grupą

moment

bowania

Rzeźby

polityczno-społeczna.

poprzednią

prze­

satyrycznego,

zycji, gdzie w i e l k i , n a d m i e r n i e w y s o k i r o b o t n i k , s y m ­

z taką
2. Tematyka

(znanego

m o ż n a i w r z e ź b i e pełnej — j a k n p . w o w e j

a na cokole

portretu.

wpływ

czasu

płaskorzeźbach,

n e zostały słupy w y s o k i e g o

cyjnego"

rzeźbie

jednoznaczną

postaci, ubioru.

że t o w ł a ś n i e

się

zwłaszcza p l a k a t u . W ł a ś n i e p l a k a t u — z j e g o s k r ó t o ­

film

fotograficzny

w

rysunku

artystę z a f r a p o w a ć musiała e g z o t y k a
wykluczone,

ogólno­

1950—1955,

p r a c e zdradzają

tego

Nie

jest

i

latach

przesuwa

a n i e r a z sloganowością. T e m a t y

pszczoły.

K o n w e n c j ę l u d o w ą , hieratyzującą statyczną postać,

karno,

w

o 1—2 l a t a , a s a m e
tematycznego

ostatnie

obraz­

wznoszą­

okręgowych

się

malarstwa

kiego

ziemię, m u r a r z y

wystaw

odbywających

( i l . 50, 51), t y l e że p o b o k a c h n a d m i e r n i e w y ­

dopiero

„Dziedzic

lukrowanymi

c y c h ściany i t p . N i e t r u d n o z a u w a ż y ć , że j e s t t o j a k ­

Wawry

przełamują

szla­

pewnej

by

rzeźbiarz

żadnej

tylko

i wskazanie

postaci

j e j z rzeźbą sakralną

na n i c h w i e l k i e

stanowiły

impuls

śmierci

z l u d o w ą tradycją, co

łacza, a, b y n i e b y ł o

przeko­

wizerunek

w y r a ź n i e podkreśla z e s t a w i e n i e

—

i

rocznicę j e g o

czy

postać s w e g o b o h a t e r a z g o d n i e

dwa drzewka

z emocji

tematu — dla powstania

powstałych w y r a ź n i e z i n s p i r a c j i zaliczyć n a ­

bijący

filmowa.

d r J . Dzierżonia, w y k o n a n y w
przez

szkolna,

l a k i e r n i c z y c h i p ł y t k i c h — są i t a k i e , k t ó r e p o w s t a ł y

zaprzężona

jakaś w e w n ę t r z n a

hieratycznym

do

Woj­
sochy.

ekspresja,

ustawieniu

postaci,

d l a l u d o w e j rzeźby statyce. I n n e

prace

D r a k a potwierdzają

t o w r a ż e n i e . Są o n e już n a g r a ­

nicy

wyróżnia

grupy,

rodowód,

którą

przeżycie,

wybitnie

stanowiące

źródło

emocjonalny
podjęcia

te­

matu.
3.

Tematyka

takiej
treści,
w
de

które

jego

wszystkim
wiele,

i

jest

sceny

artystą,

wyobraźni.

obrazy
z

a l e działają

wypowiedzenia
pozostawiły

Znajdziemy

wojny,

obozów

Motorem

okupacyjna.
potrzeba

wstrząsnęły

psychice,

cywilnej,
jest

wojenna

twórczości

masakry

zagłady.

one n a w i d z a

Prac
ze

tu

ślad
prze­

ludności
tych

nie

szczególną

�siłą,

jest

w

nich

spotęgowana

ekspresja,

n a r r a c j i , która s p r a w i a , że wstrząsają
jak

relacje

toriach.

dzieci
z

Oświęcimia"

zwłaszcza

o

egzekucji

czy

munta

i

(il.

Woźniaka ,
1 9

przerażającym

14).

znaczne

cyklu
Zyg­

Nieporadność

stwarza

niezbędną osłonę, izolującą

od pato­

wzbogacenie

do m o ż l i w i e t r a f n e j

krema­
wcześniej

i Bełżca w y k o n a n y c h przez

Skrętowicza

t y c h scenach

już

Szczepana

znakomitym

scen z O ś w i ę c i m i a
w

scenach

Myślę t u o r e p r o d u k o w a n y m

„Więźniu
a

o

naiwność

one n a m i t a k ,

W

ujęciu

widać

niektórych

wyraźnie
religijna,

która

dosadna

żadnego

wzoru w

sztuce

dziej

nie dostrzeżemy

nika

wyobraźni

w

inspiracji,

bez

b a b niż s a m o

tak silnym stopniu

(il.

twórczej,

która

pozwoliła

artyście

znaleźć n o w ą , j a k ż e p r z e k o n y w a j ą c ą f o r m u ł ę d l a w y ­
rażenia p r z e p e ł n i a j ą c y c h
kiej

inwencji

aby

podjąć

i

g o treści. T r z e b a

odwagi

temat,

i

czy f o t o g r a f i i . N i g d z i e i n ­
czyn­

(a

raczej

d l a którego,

było w i e l ­

nieświadomości),

jeśli i s t n i e j e

prece­

dawniej

więcej

frapuje

charakterystyka
pokazany

jest

cież j a k ż e l u d o w e j
sposób b a r d z i e j
sunków
szek

formie, istnieje wiele

płaskorzeźb),

i l u s t r a c y j n y , zbliżony

amatorów

Świder).

ozy d z i e c i

Jest

0 przedstawienie

w

powiedzieć,

rażają
tylko
do

(Paweł H u l k a ,

Franci­

wizerunkach

troska

było", jest

własna,

t a k „jak

obserwacja.

pierwsze

przedstawiają,
następnej,

4. Sceny
najtrafniej

oddałoby

tę

różnych

środo­

to,

może

„mały

w i ę c — t e m a t y k a z życia, w y n i k ł a
różnych

odgrywa

t u i n s p i r a c j a dziełem

tografią, i s t o t n a zaś s t a j e
cy)

postaci poprzez

l u b podkreślenie

typowych,

co

co

realizm",

z próby

sztuki

rolę

względnie

się umiejętność
nawet

takie

fo­

charakte­
pra­

przerysowanie

rzeźby

a

charak­

p r o f e s j i . Mniejszą

r e k w i z y t ( n p . narzędzie
a

stawia

zbliża

obserwacji.

ludzie

określenie

środowisk,

na

je

cechuje

terystyki

rystyki

wy­

to te prace

właśnie

życia,

Grupę

zawodów.

—

ilustrują. I t o j e

opartej

z codziennego

i

O ile m o ­

kompozycje

treści w o j e n n o - o k u p a c y j n e ,

grupy

wisk

że

w

do r y ­

choć p r z e w a ż n i e s c h e m a t y c z n a
żemy

temat

raczej

takich

sceny

kompozycji

podejmujących

na granicy

Ciekawe

j e s t też

rażano j e d y n i e
zeświecczeniu,

j a k emocje,

poprzez
mimo

wesela,

typy

ludowe;

są

prządki,

ogromny,

typy

najczęściej

j a k : chłop

jednak

lub kobieta

z

spotyka
masielnicą

że

nawet

dą, czytający
oczywiście

że

właśnie

ambicje

się

doskonale
nych

prace

w

tej

grupie

prac

(lub

ze

spotyka

Są
jako
się

ż y w e j " , troskę o n a -

szczegół. A l e j e s t w i e l e
t o zresztą

mierne,

najczęściej

rzeczy „jak

podpatrzonych,

Widać
tu w

różne, p r z e w a ż n i e

dosadnych

interesujących,
w

charaktery­

n a przykładach

zamieszczo­

artykule ilustracji.

Obserwując

kształtowanie

podkreślić, że w

się t e j t e m a t y k i t r z e b a

porównaniu z okresem

n y m , g d y występowała

raczej

w

współczesne

szopce, z a b a w c e —

przedwojen­

sporadycznie
prace

które
w

jedna

się w

sposób b a r d z i e j

średnictwa,

choć

wątpliwości,

że

torem formy

niegdyś

formie

widoczne

kondensowały

t o dziś

ujawniają

bezpośredni, bez b o s k i e g o

zdaje

się

n i e ulegać

to Frasobliwy

„Zafrasowanego

katharsis w

jest

czy „ U k r z y ż o w a n i a " , realizują
tematyką. Przykładem

właśnie i n s p i r a ­

tyki

ludzkich

bólu i r o z p a c z y

dramatów,

przy­

symbolach

„Piety"

się dziś p o z a

religijną

są t u r z e ź b y

niemal w

po­

najmniejszej

c h ł o p a " ( i l . 3) c z y i n ­

religijnych

wińskiego, obsesyjne

Jeśli
zamy­

n y c h r z e ź b t e g o r o d z a j u . Treści, k t ó r e d a w n i e j
nosiły

wy­

ulegają

jak smutek,

postaci Frasobliwego,

Wacława

Czer­

podejmowaniu

tema­

niedoli,

smutku

starości,

( n p . i l . 32).

5. Tematyka

inspirowana

folklorem,

opowieścią,

podaniami,

legendami

a więc
i

ludową

bajdami.

Pod­

nietą d l a podjęcia t e j t e m a t y k i w m a ł y m t y l k o s t o p ­
n i u jest obserwacja

l u b w i d z i a n y gdzieś w z ó r ,

n i e w a ż n i e j s z a j e s t t u w y o b r a ź n i a , zdolność
nia plastycznego

odpowiednika

znacz­

stworze­

d l a l i t e r a c k i c h treści.

Głównym i n i e m a l j e d y n y m t e r e n e m , gdzie wystę­
gata w

takie

książkę ( l i k w i d a c j a a n a l f a b e t y z m u ) .

pokazania

turalistyczny
styce.

się t y l k o w

pują r z e ź b y o t e j t e m a t y c e

stępą), s i e w c a , d u d z i a r z , k o b i e t a niosąca w i a d r a z w o ­
to

jako

miasteczko­

opowieści

i bezdrożach

Pierwszym,

j e s t z i e m i a łęczycka, b o ­

o B o r u c i e , diabłach w o d z ą c y c h
zabłąkanych

j a k się z d a j e ,

który

po

podróżników i t p .

podjął

przed

kilku

II. 49. Traktor,
zabawka.
Wys. 14 cm.
Paweł Witek,
Urzędów,
pow.
Kraśnik.

Wyk.

1958.

oracze

1 k o w a l e , żołnierze i r y b a c y — k a t a l o g tytułów
jest

nabożeństwa

czy

ślenie n a d niedolą ludzką i własną —

bagnach

zabawy,

sytua­

wiejskich

do t r a d y c y j n y c h przedstawień.

gro­

Występują w t e j g r u p i e różne w i e j s k i e c h a t y , izby,

spo­

obycza­

t e m a t r e l i g i j n y , dziś

cech

teski.

jest

czy

w e g o życia ( i l . 34).

d a w n i e j t a k i e treści e m o c j o n a l n e ,

(przeważnie

czy

ksiądz,

z galerii b a r w n y c h figur wiejskiego

tępionych

O b o k w s p o m n i a n y c h rzeźb, o odrębnej — a p r z e ­

odrębną

dowcip

twarzy

m i s t e r i u m spowiedzi

31). P o d o b n i e

jest nawiązanie

piekle.

życia

świadomości

obejmowała

dens i ź r ó d ł o — t o w w y o b r a ż e n i a c h m ę k i d u s z p o ­
w

chłopskiego

zaszedł w

w i e d ź stają się jeszcze jedną scenką w i e j s k i e j
cyjny

niczyjej

jaki

od i n n e j s t r o n y , zewnętrznej. Nabożeństwo

ca.

bez

dążenia

sferę s p r a w ś w i ę t y c h , dziś chętnie p o d e j m o w a n a

a rzeźbiarza

powstały

i

w s i , a zwłaszcza l u d o w y c h t w ó r c ó w . T a k n p . t e m a ­
tyka

jowości,

rzeźby

obserwacji

motywów

proces,

su i e k s h i b i c j o n i z m u , r e l a c j a jest czysta i wstrząsają­
Te

tematów

c h a r a k t e r y s t y k i ( p o r . i l . 35).

lub tylko
wykazują

�l a t y t e m a t całej t e j d e m o n o l o g i i

ludowej

był

Kamiński.

samouk

o

Człowiek

oświecony,

umiłowaniu h i s t o r i i

i dziejów

swego r e g i o n u ,

n o w i ł zapoznać l u d z i z b o g a t y m
mi,

zarówno

ze

przeróżnymi

Pod

f o l k l o r e m swej

wpływem

zie­
starał

legendami

sukcesu

nież i n n i r z e ź b i a r z e
Grimma)

o

Borucie

Kamińskiego
zaczynają

itp.

tematykę

re-

podejmować

rów­

łęczyccy.
i bajkową

podejmuje

również

(spod

w

znaku

rzeźbach

g l i n i e K l a r a P r i l l o w a z Pałuk, n i e s t e t y a m b i c j e
łeczne i d y d a k t y c z n e

n i e idą t u w p a r z e

i wrażliwością

bestiariusze

rzeźbie

XVI- i

współczesnej

przeszłość, b l i s k i
nadajemy,

stanowiąc

najdalej

t e m u pojęciu

wysunięty

świątkarza,

myśląc o i z o l a c j o n i z m i e

kulturowej
W

XVII-wieczne,

punkt

w

spo­

z uzdolnie­

artystyczną.

scenki

i

bliźnich,

rodzaj

sta­
pta­

ki.

produkcji zabawkarskiej

Obok

seryjnej

odrębny

ich produkcji w

różnych

postaci

wiejskiego

w

lekie od w i z e r u n k u ornitologicznego
w

twórczości

czy

np. Adama

Andrzeja

i

J a k już

zabawnej

Liska. Krańcowym

mówi­

karykaturze

masywne

i

wielkie

ptaszyska

Kudły,
ścian

Rzeźbiarskie

walory

posiadały

dawniejsze

śmieszne

wi

dziad,

m u z y k a n t i t d . Przestano

je

przed

ostatnią

jednak

figurki

są

ruchome

wykonują,

i

śmieszna

w ó w c z a s stoją

stępnej, którą
7. Zabawki.

jest

czynność

Wśród

licznej

jeden

o

produkcji

t y p , jeden

charakterze

niekiedy

z

zabawkarskiej,

schemat

by — np. figurki

równą

Wincentego

—

jak np.

i s t n i e j e też z a ­

indywidualnym,

niemal

opracowywa­

starannością

co

rzeź­

J a s k r a . Są t o p r z e r ó ż ­

n e śmieszne p o s t a c i e , l a l k i , f i g u r k i , n o i z w i e r z ę t a
konie,
i

krowy,

koguty,

r y b y , postacie

kury,

pawie,

świnki,

—

ptaki

ludzkie na koniach.

Indywidualizacja

tych

zabawek

jest

o

tyle

zro­

zumiała, że r o b i o n o j e d l a w n u k ó w , d z i e c i , n a użytek
najbliższych,
kładem

a

n i e n a sprzedaż.

zabawki

wynikłej

Krańcowym

jedynie

z

przy­

własnego

mysłu i f a n t a z j i są p r z y p o m i n a j ą c e

murzyńskie

my

Józefa

—

obsesyjne,

Odrębny
przez

chłopców

pograniczu

falliczne

rodzaj

figurki

stanowią

pasących

obserwacji

zabawki

bydło.

Minora

2 0

.

wykonywane

Stoją

otaczającego

po­
tote­

one

już

świata

i

na
jako

t a k i e mogłyby być włączone do g r u p y tematów z ż y ­
cia

wiejskiego.
J e d n y m z często w y s t ę p u j ą c y c h

w

zabawce

przeznaczonej

dla

tematów

dzieci,

zarówno

jak i

tej

p r z e z d z i e c i i m ł o d z i e ż . w y k o n a n e j — są f i g u r k i
rząt, r z e z a n e p r z e w a ż n i e w

drzewie,

t y c h b y m do rzeźby raczej

wszelkiego
i

rzadziej

lepione
desce

Do
prawdę
gorię,

na

sprężyn­
wojak,

wyrabiać

jeszcze

pojawiły

figurki

się

wy­

znowu

(w

CPLiA).

Ostatnią
ich wiele,

grupę

stanowią

zabawki

ruchome.

Jest

są r o z m a i t e , choć dziś n i e t a k już a t r a k ­

cyjne

j a k d a w n i e j . G d y wertowałem materiały

czące

życia

różnych

rzeźbiarzy,

uderzyło

doty­

mnie, jak

często łączą o n i w s o b i e jednocześnie d w a z a m i ł o w a ­
nia — do p l a s t y k i i do m a j s t e r k o w a n i a , a n a w e t

do

k o n s t r u k c j i t e c h n i c z n y c h . N i e chcę p o w o ł y w a ć się t u
t y l k o n a z n a n y przykład J a n a Wnęka, któremu
pisuje

się z b u d o w a n i e

przy­

skrzydeł — m a c h i n y d o l a t a ­

n i a , i k t ó r y zginął j a k I k a r , s t r z a s k a w s z y się w p i e r w ­
szym locie o ziemię; w i e l u d a w n y c h rzeźbiarzy m a j ­
strowało

poruszane

siłą

w i a t r u i t d . Dziś m ł o d z i e ż m a tysiące m o ż l i w o ś c i

młyny

wodne,

elektrownie

wy­

życia tęsknot t e c h n i c z n y c h , a l e m i m o
jeszcze n o w e

to spotyka

pokręcenie korbką

uruchamia kilka figurek, a

suwanie

powoduje

czy

deseczek

miarowy

t r a c z y ( i l . 48). W s p o m n i a n y

zowski

n a l e ż y ze swą ruchomą

przykładów

łączenia

techniczną

swego

mniej

się

z a b a w k i — r u c h o m e k o n s t r u k c j e , gdzie

pracy

niż w

tego t y p u

ruch

prze­

kowali

już u p r z e d n i o

Brzo­

szopką n a r o d o w ą
uzdolnień

przedsięwzięcia

(w

wkłada

do

stronę
on

nie

wyrzeźbienie samych f i g u r ) .

8. Godła

Bywa,

i symbole.

że orzeł z a w i e s z o n y

s t a j e n a d w e j ś c i e m d o b u d y n k u , l u b że d o
dachowej

przymocowany

jest

pajac

zo­

sterczyny

obracający

przy

wietrze

t y p u zwierzaki t a k swojskie domowe, j a k

zawieszony

j e s t i orzeł i f i g u r a jeźdźca n a k o n i u

prehistoryczne

wieloprofilowo

zwierząt

Piłata

obecnie

dawnych

się

kominiarz,

silniejszym

należą

(Józefa
do

Piłata),

interesującej

t u nas g r u p y .
cze

wojną,

wzór

kiwające
żydów,

n i e zaliczał, n a t o m i a s t

egzotyczne, a n a w e t

opracowane

na

postacie

—

zwie­

z g l i n y . Większość i c h j e s t w y c i ę t a w płaskiej
i

konane
sklepach

ż y w i e c k i e k o n i k i czy k o n i e z w o z e m ,
na

jaką

one n a g r a n i c y g r u p y n a ­

stanowią:

powtarzającej
bawka

Czasem

figurki

„ e m a u s o w e " , w y r a b i a n e w czasie z i m y p r z e z k r a k o w ­
m u r a r z y , zwłaszcza

chuligan.

ptakistworzo­

ne, a l e , j a k m o n u m e n t a l n e r z e ź b y , p o t o , a b y istnieć.

kach

pijak,

zupeł­

n i e już r z e ź b i a r s k i e g o t r a k t o w a n i a t e m a t y k i są c i ę ż ­

skich

kułak,

m u z y k a n t a , dziada,

Stefańskich

przykładem

pa­

—

—

temat

atlasu. Widać t o

Kazimierza

s t u c h a , Ż y d a - k a r c z m a r z a . P o w o j n i e p o j a w i l i się n o ­
bohaterowie

życia

ośrod­

k a c h k r a j u , s p o t y k a się t w ó r c ó w , traktujących

kie,

karykatury.

pokazanie

wsi, o jej

nowią m i s t e r n i e n i e r a z w y k o n a n e , r ó ż n o b a r w n e

liśmy, podnietą b y ł a d l a t e j t e m a t y k i chęć r o z w e s e ­
lenia

mu

separacji.

rzeźby, n i e do l a t a n i a i n i e do ozdoby
6. Żartobliwe

w

jaki

dawnej

mówiąc
nieczęsto

wskazująca

ł o p a t y - r ę c e , l u b że n a d g a n k i e m

każdemu,

kto

do

i stworów
i

figurki
się

dziwnych

„Sfinksa"
te

bowiem

zaliczamy

( i l . 25 i

stanowią
już

odrębną

dziś

jesz­

26), choć

zdarza,

kate­
aby

wsi

zajedzie,

m i e s z k a rzeźbiarz (np. d o m Brzozowskiego
w i e ) . C z a s e m orzeł p a ń s t w o w y

„Syrenę"

w

p o rzeźbiarsku. I c h p t a k i są z i n d y w i d u a l i z o w a n e , d a ­

Tematykę folklorystyczną

niami

ne

swych kolorowanych figurkach, j a k
diabłami,

gionalno-folklorystyczną

raczej

posta­

s t r o j a m i r e g i o n a l n y m i , które

się o d t w a r z a ć w
i

Ignacy
wielkim

t y . N p . występuje
Golisa .
2 1

We

jako

Sromo-

kredensu

tych wypadkach

c z y n i e n i a z rzeźbą t r a k t o w a n ą n i e t y l e
ale

—
tu

zdobić m o ż e i s p r z ę ­

on n a zwieńczeniu

wszystkich

w

że

godło, s y m b o l . N i e t r u d n o

Jana

mamy

do

dekoracyjnie,

dopatrzeć

się

w

w i e j s k i t w ó r c a t a k d a l e c e t r a n s p o n o w a ł t e m a t , gdzieś

t y m a n a l o g i i d o g o d e ł p a ń s t w o w y c h w różnych u r z ę ­

zapewne dawno

dach,

już t e m u w i d z i a n y

czy m o ż e

t y l k o ze słyszenia. S t w o r y P i ł a t a p r z y p o m i n a j ą
20

znany
daw­

salach

widowiskowych

itd., a nawet

do

szyl­

d ó w , oznaczających różne c e c h y rzemieślnicze w m i a -

�stach i miasteczkach. Z
czasem

sierp

i

młot,

nowej

s t y k i postaci np. rosyjskiego
awansowały
ten

też

do godła

z a w s z e zresztą

że t e r a z

miał

symbolem

się

charaktery­

żołnierza. O s t a t n i e l a t a

symbolu —
symboliczne

nastąpiło w y r a ź n e

znaczeniowej

tematyki spotyka

d l a wyraźniejszej

gołębia.

Ptak

znaczenie,

tyle

przesunięcie w

warstwie

i z r e p r e z e n t a n t a D u c h a B o ż e g o stał się

Pokoju.
*

W

omówieniu

t y m nie wydzielam

ponieważ można w
tykę, mieszczącą

płaskorzeźby,

n i e j znaleźć b a r d z o

się w

różną

tema­

r a m a c h g r u p 1—6, z t y m że

najczęściej s p o t y k a się g r u p y 3 i 4. P ł a s k o r z e ź b a skła­
nia

k u rozwiązaniom

drzewie

r y s u n k u . Stąd r z a d k o w y s t ę p u j e w n i e j

postać

właściwie

we

wnętrzu

człowieka

izby

czy w

ma­

ryzowanego

(jak n p . u Kożuchowskiego,

stsze są p r z e d s t a w i e n i a
tuacji

rodzaj

bliższym

i

na

stanowi

kompozycyjnym

larstwu

w

w
jed­

i l . 36), c z ę ­

określonej

pejzażu

sy­

( i l . 37) l u b

g r u p y r ó ż n y c h p o s t a c i , s c e n y w t a r t a k u , lesie, n a p o ­
lowaniu, zebraniu i t p .
K R Ó T K A C H A R A K T E R Y S T Y K A RZEŹB
Jeśli
nych

rzeźba

działów

ogólnych

należała

do

twórczości,

ramach

ludowego

najbardziej
utrzymując
stylu,

indywidual­
się

tylko

t o rzeźba

w

współ­

czesna j e s t p r z y k ł a d e m t a k d a l e c e posuniętego z i n d y ­
widualizowania,
czy

i

że

czasem

na ile wolno

trzeba

twórczość

się

zastanawiać,

niektórych

zaliczać jeszcze d o k r ę g u s z t u k i l u d o w e j .
typów

rozwiązań

z różnorodności
dyspozycji

formalnych

postaw

twórczych,

wynika

psychicznych,
stopnia

artystów
Rozpiętość

tu

bowiem

uwarunkowań,

wykształcenia,

świa­

50

domości społecznej, k u l t u r o w e j e t c .
Tak

więc m ó w i ą c o l u d o w e j rzeźbie

jednocześnie
jak: J ó z e f
najbardziej

mówimy

Piłat

współczesnej

o t a k różnych

— świątkarz l u d o w y w

t r a d y c y j n y m , wręcz

twórcach,
wydaniu

p r y m i t y w n y ( i l . 25,

26), żyjący

w

dużej

współczesnej
Józef

izolacji, poza

kręgiem

wpływów

kultury.

Janas

—

( i l . 10) p r z e z

którego

chałupę

p r z e w i n ą ł się k o r o w ó d w y b i t n y c h gości z k r a j u i z a ­
granicy, naukowców, pisarzy, m a l a r z y , świątkarz p i ­
szący c i e k a w e

wiersze,

oglądający

książki,

czytający

o d czasu do czasu g a z e t y .
II. 50. Matka
Boska
(?). Wys.
45 cm. Wyk. przed
1935. Ję­
drzej
Wawro,
Gorzeń
Górny,
pow. Wadowice.
II. 51. Ks. dr
Jan
Dzierżoń.
Wys.
37 cm.
Wyk.
1956. Jan
Centkowski.

Mieczysław
K r a j e w s k i

R u s z k o w s k i
—

rzeźbiarze

czy

W i n c e n t y

sierpeccy,

świadomie

kontynuujący krąg t e m a t y c z n y t r a d y c y j n e j s z t u k i , a l e
warsztatowo
skiego

bardzo

sprawni

(autoportret

Ruszkow­

o d u ż y m p o d o b i e ń s t w i e — i l . 46).

Ignacy

Kamiński,

poseł n a S e j m ,

a u t o d y d a k t a , ongiś

działacz

podobno

chłopski, społecznik,

rozmi­

łowany w h i s t o r i i r e g i o n u , w e t n o g r a f i i . Zaczął rzeź­
bić

mając

związki

74

lata

i

twórczości

bezpośrednie

nu, dawno

z

jego

rzeźbiarską

nie

cechują

tradycją

regio­

już zamarłą, ale b l i s k o 1000 j e g o

figurek

( p o r . i l . 27) p o d w z g l ę d e m s t y l o w y m b l i s k i e j e s t s z t u ­
ce

ludowej,

tego
na

słowa
wsi

wiejskiego
J u l i a n
cza,

sam Kamiński
znaczeniu

pułap

jest

chłopem,

możliwości

zresztą
tyle

w

pełnym

reprezentuje

rozwojowych

dawnego

gospodarza.
B r z o z o w s k i

również

należy

do

—
ludzi

gospodarz

spod

oświeconych,

nych; inteligentny, nie pozbawiony
51

że

Łowi­
oczyta­

sprytu i ambicji.

Dzieło j e g o życia — w i e l k a s z o p k a , w y m a g a ł a

lektu-

�ry,

znajomości

dziejów,

postaci

królów,

wojska, l u ­

d u . J e s t t o t w ó r c z o ś ć stojąca n a g r a n i c y

poprawnej,

pogranicze

Świder,

s t o l a r z z R z e s z o w a , t o też

amatorsko-ludowe,

podobnie

jak

twór­

zentuje

Czerwiński,

twórczość

przejawia
płynący
wy

się t a s a m a

życiu

której
wsi, w

(obóz

i

dził w

inspiracje

giela

czy J a n a

Klimat
z

czości
53),

we

jedyne

obecnej

wyraźniej

swe

odpusto­

Lamęcki

i horyzont

jego

fazie

stanowi

ciekawej,

robotnika,
rzeźby

w

różniące niż

sad

cechuje

warsztatowych,

a

do

geometryzacji

wagi

do

stosunek
do f o r m

prostych,

s t a t y k i układu i

podporządkowania

stosowa­

wypadków

barwy.

kilka

rzeź­

mało

już

prace

architektonice, tendencja

W

większości

wyliczonych
którego

t u cech
skłonni

przynajmniej

występuje

jesteśmy

w

twórczości

zaliczać

wzorów,

większa

większa r o l a o b s e r w a c j i

różnorodność

wpływów,

n a t u r y , rozluźnienie

cy),
w

preferencja

nowych

tematów,

większa

twórczości

choć w y r a s t a

sztuki

z klimatu

odpustowej,

jak

i

ludowego,

tradycji

zarówno

rzeźby

w

ze

glinie

Leon

Kudła

ludowej
urocze

rzeźby

i

jest

( i l . 4), z w i ą z a n y b . s i l n i e z
w

drzewie.

rzeźby z drzewa,

drutu

naiwno-ludowego

bibułki

T u też

tradycją

zaliczyć

można

a czasem i b l a c h y , t e k t u r y ,

wykonane

przez

k o w s k i e g o

(por. okładka),

jak

zabawki.

odpustowe

też

F e l i k s a

kolorowe,

Czaj­

świąteczne

jest

rzeźba w

Grabskiego,
rafinowana,
sztuki

jest

wapieniu i drewnie

Bolesława

r o b o t n i k a z Leśmierza

( i l . 28). W y ­

korzystająca
rzeźba

42), kontynuująca
we,

przenoszące

wań nowej
torska

w

twórczy

zdobyczy

je w

świat

nowoczesnej

M i e r n i k a
sposób

( i l . 3,

tradycje

współczesnych

ludo­

poszuki­

ekspresji, nowego wyrazu. Bardziej

jest

sztuka

c h y b a wykraczająca
jętej l u d o w e j
A

ze

Ryszarda

więc

M a m e r t a

Piórko

poza granice

ama­

(19),

już

szeroko n a w e t

po­

twórczości.

jakże

duże

do

się

perfekcji

układów

w

formie,

w

moty­

dynamicznych,

Można

sądzić, że z b i e g i e m

przechodzić
coraz
I

będzie

dalszą

w i ę k s z e g o uniezależnienia

czy też

definicji.
chyba

przekraczała

Raczej

będzie

dostosowywać
W

końcu

definicje

ż e j części w s i z a w a n s e m

świadomości d u ­

k u l t u r o w y m (obudowa

g a r a w kształcie p r z y c i s k u - p o m n i k a , w k t ó r y m
sce k r ó l a

czy r y c e r z a

zastąpił żołnierz

ze­

miej­

radziecki

—

spo­

wartości

walor

artystyczny,

tej

s z t u k i jest
to

co

i powinien

wnosi

nowego

nonarodową.
litykę

Trzeba

opieki,

więc

pomocy

i

stworzyć
zakupów

tyle wyrazem

rzeźbiarza

już

upodobań środowiska, co osobistą

powiedzią a r t y s t y i t o właśnie oddala
22

jest

n o w y c h , t a k aby nie wyłączać f o r m
poza

barierę

dawnej

tradycji,

ją o d f o r m u ł y

zbiorów

po­
prac

wykraczających

form,

dla

których

r o z w o j u istnieją dziś l i c z n e n o w e i m p u l s y t a k w
c i u , j a k i w sztuce. Już d z i s i a j b o w i e m
zainteresowań

swoim
ścią

los

rodzaju,

niemal

zakupie
który

taką,

dycyjnym
22

decydujących
do

jest w

jak

zbiorów.
rzeźbie

Nikifor

w

o

ży­
oba­

pomocy,

Dowodzi

artysty

tego

jedynego

w

indywidualno­

malarstwie,

ale

się d o t w ó r c ó w l u d o w y c h w

tra­

r o z u m i e n i u tego słowa i dlatego

nie może

d o życia i p r a ­

.

P o t r z e b y rzeźbiarskiej w y p o w i e d z i
ba

istnieje

p r a c e znajdą się p o z a k r ę g i e m

czynników

którego nie zalicza

nie
wy­

jej

czym

prawidłową
do

cy

twórczość

być
i

w z b o g a c a naszą k u l t u r ę już n i e t y l k o l u d o w ą a o g ó l ­

wymi

częściej

trzeba

kry­

o n uzyskać w a r u n k ó w o d p o w i e d n i c h

Coraz

innych

więc
od roli

i l . 23) i różnych p r ą d ó w a r t y s t y c z n y c h łącznie z n o ­
p o s z u k i w a n i a m i ( i l . 19, 42).

pokrywała

t a k i c h czy

niezależnie

St. Zagajewskiego,

się w

do

zasad.

łecznej c z y i n n y c h m o t y w ó w , j e d y n y m t r w a ł y m
terium

bowiem

ludowa

do s z t u k i , a n i e o d ­

smutny

jeszcze k o j a r z y

rzeźba

prowadzącą

przekraczała,

tradycji

wciąż

nie

Skrę-

od wspólnych

bariery

czy

która

figury,

dawniej

n i e t o p o w i n n o nas m a r t w i ć , c z y b ę d z i e

się

stypendium

( i l . 12, 17) i s z t u k i mieszczańskiej,

czasu

ewolucję,

w a c h twórczości, a n a w e t i n s p i r a c j a c h ! B o t o i w p ł y w
wiejskiej

podobień­

wykończeniu

t o w i c z a , czy K a r p i ń s k i e g o — i l . 37).

w a , że b a r d z o c i e k a w e

różnice

w

występujących ( n p . w niektórych k o m p o z y c j a c h

wrotnie.

P r y m i t y w n a i n i e m a l t a k prosta j a k sztuka dziec­
ka

dążenie

pojawienie

( p o r . i l . 54).
Rzeźbiarzem pogranicza

swoboda

interpretacji tematyki tradycyjnej, troska o i n d y ­

pograniczu
wej,

więzów

a r t y s t a — o d b i o r c a (a w i ę c w z r o s t niezależności t w ó r ­

w i d u a l i z a c j ę p o s t a c i (aż p o e f e k t w i e r n e g o

jarmarczno-ludo-

ka­

Jednocześnie n o w ą r z e ź b ę c e c h u j e : r o z s z e r z e n i e r e ­
pertuaru

stwa),

stoi na

do

„ludowej".

szkiełek

„naiwnej" i

równo­

elementów

nia

( i l . 52,

jego

do z a ­

dla m a ­

swe w y k o n u j e w glinie, zdobi b u k i e t a m i z paciorków,
Sztuka

wspólne.

szacunek

zamiłowanie

brył, do

kompozycji,

dekoracyjnych

podobny

zwłaszcza

guziczków,

cekinów.

że

rzeźbie

zwie­

jeden

drewnianej,

zachodzących

elementy

nawy­

operowa­

twór­

powołanie. Zagajewskiego

i

powiedzieć,

do

też

w

więc

„na­

różno­

j e s t też sposób

osobistej

widzącego

uwarunkowań

Można

przemian

występują

większą

n i a bryłą zwartą. P o d o b n y

jest n a

Z a g a j e w s k i e g o

i

wszel­

języ­

i w warstwie

jarmarcznej

dawnej

twórczych,

jeszcze r z e ź b i a r z y

tegorii

z tradycją

mimo

psycho-kulturowe

Cóż w i ę c pozostało w s p ó l n e ? W y d a j e się, że w c i ą ż

Milczanowskiego.

Stanisława

wiąże

kręgu

współczesnym

pamiętników,

niezwykle

wyrażającej
postawy

wykazujących

k u l t u r o w y c h etc.

artysty,

warszawskiego

bie

postaw

w

amatorów

teriału, p r z e w a ż a j ą c e

tkwią

świata

rodność

szerszy, niż n p . Piłata, M i c h a ł a G r y -

sztuki

elementów

posta­

do tego

sztuki jarmarcznej,

obyczajowej

znacznie

uzu­

życia.

klimacie

—

wspólne

i

którym

ten sam impuls

( i l . 20, 43) n a l e ż y

życiu k a w a ł

pewno

repre­

jeniecki), z

w e j . Piszący, a u t o r b . c i e k a w y c h
kowej,

Świnic,

( i l . 32). R z e ź b y

obsesyjność,

przeżyć

wobec

Lamęcki

sztuki,

ze

komentarzem literackim, w

z ciężkich

psychicznej

Jan

szewc

dramatyczną

pełnia o b s z e r n y m

—

iwnych"
ków

czość m u r a r z a J . J a n i k a ( i l . 18).
Wacław

rzeźby l u d o w e j

różnic

społeczności w i e j s k i e j , zbliża zaś do t w ó r c z o ś c i

a m a t o r s k i e j s z t u k i ( i l . 24).
F r a n c i s z e k

dawnej
kich

zanikną.

Istnieje

też

specyfika

p r o l e t a r i a t u i t o m i m o niwelującej

nieprędko

chy­

wsi, prowincji,
roli tzw. kultury

�II. 52. Kogut.
Stanisław

masowej,

Wys. 67 cm. Wyk.
Zagajewski.

wolno

więc

sądzić,

1963. Stanisław

że

długo

w i j a ć się będzie rzeźba w y r o s ł a w
rowym.

Chodzi

autentycznego
miętając,

jeszcze

t y m kręgu

t y l k o o t o , a b y zapewnić
życia

że w i ę z y

i widzieć

Zagajewski,

proces

roz­

kultu­

jej

szanse

przemian, pa­

t r a d y c j i są w a ż n e , ale że

więzy

j a k t o w i ę z y — m o g ą łączyć, a m o g ą też k r ę p o w a ć .
R z e ź b a n a l e ż y d o s z t u k , które r o z w i j a j ą
z rozwojem

życia,

świadomością

się

człowieka,

wraz

powsta­

w a n i e m n o w y c h w z o r ó w k u l t u r o w y c h . I rzeczą naszą
j e s t r o z w ó j t e n s t a r a n n i e śledzić, z j a w i s k a
ne

i

nowe

choćby
szyld
naiwną

dostrzegać,

trzeba
„sztuki

było

ludowej"

czy n a w e t

a

w

nawet
na

rozwoju

zmienić

w

twórczość

ich

autentycz­
pomagać,

jakiejś

chwili

spontaniczną,

amatorską.
PRZYPISY

O „dywanach" i n f o r m u j e art. Fr. K o t u l i ,
„Dy­
wany"
— współczesne m a l a r s t w o l u d o w e w s i
rze­
szowskich,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1963, n r 3/4.
Rzeźbiarzy żyjących
i działających
zanotowano
w kartotekach Sekcji Badania Sztuki Ludowej Insty­
t u t u S z t u k i P A N około 200 ( w t y m r z e ź b i ą c y c h w
w ę g l u — 4, w g l i n i e — 16, w k a m i e n i u — 4). D a n e
te są niepełne, p o z w a l a j ą j e d n a k przypuszczać, że
rzeczywista
liczba żyjących rzeźbiarzy w y n o s i
co
n a j m n i e j 250.
Z a g a d n i e n i e t o n a ś w i e t l a w b a r d z o interesujący
sposób S t . C z a r n o w s k i w s z k i c u Kultura
religijna
wiejskiego
ludu
polskiego,
zamieszczonym
w tomie
„ K u l t u r a " ( w y d . o s t a t n i o w t . 1 Dzieł, W a r s z a w a 1956,
s. 88—107).
P o r . A . K u n c z y ń s k a , Chrystus
Frasobliwy
w
polskiej
rzeźbie
ludowej,
„Polska S z t u k a L u d o w a " ,
1962, n r 4 o r a z J . G r a b o w s k i „Szkoła
Krośnieńska"
w rzeźbie
ludowej,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1948,
n r 3.
1

2

3

Warszawa.

II. 53. Sowa.

Wys.

41 cm.

A . Kunczyńska,
Rzeźby
Jana
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1956, n r 1.
4

Wyk.

1963.

Centkowskiego,

N a związki t a k i e w s k a z u j e w rzeźbie m . i n .
F r . M ą c z y ń s k i zestawiając ś w i ą t k i podhalańskie ze
sztuką katalońską ( „ A r k a d y " , 1936, n r 1) o r a z J . G r a ­
b o w s k i w a r t . Sztuka
ludowa
— sztuką ludów, „ P o l ­
s k a S z t u k a L u d o w a " , 1948, n r 6 — 8 .
5

6

kiego
1956,

T . S e w e r y n , Żywot
Jędrzeja
Wawry,
n r 3.

i dzieło powsinogi
„Polska S z t u k a

beskidz­
Ludowa",

T . S e w e r y n , Sztuka
ludowa
w Polsce,
malar­
stwo — rzeźba — grafika.
(Katalog wystawy w Tow.
Przyjaciół Sztuk Pięknych w K r a k o w i e ) ,
Kraków
1948, s. 14—19 a także w y p o w i e d z i Z .
Pronaszko,
E. E i b i s c h a , J . F e d k o w i c z a , Cz. R z e p i ń s k i e g o i K . P o chwalskiego w n u m e r z e „Polskiej S z t u k i L u d o w e j ,
p o ś w i ę c o n y m k r a k o w s k i e j w y s t a w i e (1948, n r 6—8).
7

T a k n p . w 1948 r . n a w y s t a w i e p o l s k i e j s z t u k i
l u d o w e j , w y s ł a n e j d o M o s k w y , dział r z e ź b y l i c z y ł
20 p o z y c j i , w t y m t y l k o jedną o t e m a t y c e r e l i g i j n e j
(prace
Szcz. W o ź n i a k a ,
W. Draka,
St. K a l e m b y ,
L . K u d ł y , M . Gąsiora i J . J a n a s a ) . D a n e w g k a t a l o g u
Wystawka
polskogo
narodnogo
iskusstwa
i
chudożestwiennych
remieseł,
M o s k w a 1948.
W 1949 r . z o r g a n i z o w a n a została w s a l a c h P o l i ­
techniki Warszawskiej
Wystawa
sztuki
i
rękodzieła
ludowego,
n a którą, j a k p o d a j e k a t a l o g , z ł o ż y ł o się
548 e k s p o n a t ó w p o w s t a ł y c h już p o w o j n i e , w t y m
27 r z e ź b w d r z e w i e . T e m a t y k ę n o w ą r e p r e z e n t o w a ł o
20 p r a c Szcz. W o ź n i a k a , W . D r a k a , S t . K a l e m b y ,
K . A j s a , P. L e s z c z y ń s k i e g o o r a z L . K u d ł y .
W 1953 r . Z w i ą z e k S a m o p o m o c y C h ł o p s k i e j z o r g a ­
nizował k o n k u r s i wystawę w W a r s z a w i e p o d t y t u ­
ł e m : Dziś i wczoraj
wsi polskiej
w samorodnej
twór­
czości
plastycznej
chłopów,
co w y r a ź n i e
określiło
t e m a t y k ę większości nadesłanych r z e ź b .
Por. art. K. Pietkiewicza,
Bilans
opieki
nad
sztuką ludową w okresie
piętnastolecia,
„Polska S z t u ­
k a L u d o w a " , 1959, n r 4.
8

9

23

�Wśród eksponatów (cyt. w g k a t a l o g u
Ogólno­
polska
wystawa
sztuki
ludowej
10-lecia,
Warszawa
1955 znalazły się 34 r z e ź b y , w t y m o b o k r e p r e z e n t u ­
jących tematykę nową — 7 w y b i t n y c h przykładów
d a w n e j rzeźby s a k r a l n e j . A u t o r a m i p r a c współczes­
nych byli:
L . Kudła,
M . Gąsior,
Szcz. W o ź n i a k ,
H . Ś w i d r o w s k i , K . A j s , K . E n g l e r t , R. K u ź n i a r , S t .
K a l e m b a , J . H u l k a , W . D r a k , J . Janas i J . C e n t kowski.
R z e ź b y l u d o w e w y c e n i a n e są p r z e w a ż n i e w g r a ­
n i c a c h 350 — 700 zł. n i e k i e d y i w y ż e j . ( n p . w i e l o f i g u r a l n e sceny z Oświęcimia Z. Skrętowicza sprze­
d a n o p o 2.500 z ł ) . Oprócz C P L i A m e c e n a t s p r a w u j ą
również m u z e a etnograficzne, poprzez z a k u p y a także
organizacyjne f o r m y pomocy, w y s t a w y , opiekę n a d
t w ó r c a m i i t p . N a szczególną u w a g ę zasługuje t u d z i a ­
łalność M u z e u m w Ł ę c z y c y , k t ó r e dzięki z a i n t e r e s o ­
w a n i u k i e r o w n i k a — m g r J . G r o d z k i e j , odegrało p o ­
w a ż n ą r o l ę w p o w s t a n i u g r u p y r z e ź b i a r z y łęczyckich
( I . Kamiński, W . Czerwiński, B . i J . Grabscy, M . Jóźw i a k , W . R y s i o . ) Dużą a k t y w n o ś ć p r z e j a w i a r ó w n i e ż
M u z e u m E t n o g r a f i c z n e w T o r u n i u , M u z . Górnośląskie
w B y t o m i u , M u z . A r c h . E t n . w Ł o d z i , oddział M u z .
Narodowego w Łowiczu, M u z . w Olsztynie. Mecenat
n a d l u d o w ą r z e ź b ą s p r a w u j e też S t o w .
Twórców
L u d o w y c h , zorganizowane przez
„PAX",
działając
oczywiście głównie w k i e r u n k u z a c h o w a n i a s a k r a l ­
n e g o c h a r a k t e r u t e j twórczości. F o r m ą w s p ó ł c z e s n e g o
m e c e n a t u są też z a k u p y dzieł w y b i t n y c h p r z e z „ D e s ę "
(L. Kudły), a także zainteresowanie plastyków i m i ­
ł o ś n i k ó w s z t u k i , k t ó r z y stanowią w c a l e p o k a ź n y p r o ­
c e n t bezpośrednich n a b y w c ó w dzieł w y b i t n i e j s z y c h
rzeźbiarzy ( j a k J . Janasa, L . Kudły, J . Lamęckiego,
T. Kożuchowskiego i in.).
10

1 1

C h o d z i t u zarówno o k o n k u r s y , j a k i politykę
s k u p u . D l a jasności o b r a z u d o d a j m y , że o b o k k o n ­
kursów, t a k i c h j a k n a o z d o b y c h o i n k o w e w 1959 r.,
1 2

czy s z o p k i w 1959 r . C P L i A z o r g a n i z o w a ł a r ó w n i e ż w
1963 r . k o n k u r s i naradę r z e ź b i a r z y l u d o w y c h , połą­
czoną z w e w n ę t r z n ą w y s t a w k ą nadesłanych rzeźb,
wśród
których
zdecydowaną
większość
stanowiły
prace o t e m a t y c e współczesnej, w y s o k o o c e n i o n e przez
j u r y i z a p r o s z o n y c h gości. W i e l e z t y c h p r a c r e p r o ­
d u k u j e m y w n i n i e j s z y m a r t y k u l e ( i l . 5, 6, 11—14, 20,
22, 28, 29, 3 1 , 32, 34, 36, 4 1 , 43, 46, 52, 53).
Reprodukowane w art.: A. Jackowski,
Wysta­
wa sztuki
ludowej
województwa
łódzkiego,
„Polska
S z t u k a L u d o w a " , 1958, n r 4, s. 244 o r a z A . J a c h e r Tyszkowa,
Jan Lamęcki,
rzeźbiarz
i
pamiętnikarz
z Dąbrowy
Zielonej,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1963,
n r 1, s. 22.
13

P i s z e o t y m w b a r d z o interesujący
sposób
T . S e w e r y n w książce: Polskie
malarstwo
ludowe,
K r a k ó w 1937, s. 67.
T . S e w e r y n , Zywpt
i dzieło..., w y d . c y t .
A . J a c h e r - T y s z k o w a , op. cit.
W s z y s t k i e i n f o r m a c j e o J a n a s i e pochodzą z a r t . :
A . K o w a l s k a - L e w i o k a , Józef Janos,
rzeźbiarz
ludowy
z Dębna, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1954, n r 3.
A . J a c h e r - T y s z k o w a , op. cit.
R e p r o d . : „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1961, n r 1,
s. 60.
P. C h r z a n o w s k a , Zabawki
Józefa Minora,
„Pol­
s k a S z t u k a L u d o w a " , 1959, n r 1—2.
1 4

15

1 6

1 7

18

19

2 0

21 e. F r y ś , Jan Golis,
łowicki
stolarz
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1959, n r 3.

i

rzeźbiarz,

T r z e b a oddać s p r a w i e d l i w o ś ć w ł a d z o m C P L i A
o r a z Spółdzielni „ P r z y j a ź ń " w e W ł o c ł a w k u , k t ó r z y
o d r o k u już pomagają i l e m o g ą artyście, n i e s t e t y z a ­
k r e s t e j p o m o c y n i e m o ż e być a n i d o s t a t e c z n y , a n i
długotrwały. Obecnie Z a g a j e w s k i p r a c u j e w „Spół­
dzielni K u r p i o w s k i e g o Przemysłu L u d o w e g o " w Puł­
tusku.
2 2

Materiał:
wszystkie
rzeźby wykonane
w drewnie,
z wyjątkiem:
il. 28 — wapień;
49 i 54 — glina
palona,
polewana,
glazurowana;
53 — glina
palona.
Obiekty
w zbiorach:
Muz. Nar. Poznań — 1, 37; Muz. Kult.
Lud. Warszawa
— 4, 6, 23, 30, 36, 49, 51; Muz.
Łęczyca — 11, 27; CPLiA
Wzorcownia
Warszawa
— 14, 34, 52—53; Muz. Arch.
Etn. Łódź
—
15—16;
Muz.
Świętokrzyskie
Kielce
•—• 12, 25, 26; Muz. W ł o c ł a w e k — 40; Muz. Sanok
— 17.
Fot.: CAF — 1; Stefan
Deptuszewski
— 38, 40, 44, 45, 47, 48; Eustachy
10, 50; Lech
Mróz — 12, 17, 18, 30; Jan Swiderski
— 2—8, U, 13—16,
Andrzej
Woźniak
— 9.

11. 54. Walczące

koguty.

Wys.

12,5 cm.

Wyk.

1960. Stefan

Kossakowski
19—29, 31—37,

Głowiak,

Medynia

— 43; Jan Kurkiewicz
—
39, 41, 42, 46, 49, 51—54;

Głogowska,

pow.

Łańcut.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10420" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10398">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/07aa62e8160adf78c5ae4a5c3f49c64c.pdf</src>
        <authentication>bb83de82f75c8ddc3483e2ec5b29c99a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123896">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3630</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123897">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123898">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3407</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123899">
                <text>Wariacje na obrazy i przestrzeń teatralną Andrzeja Majewskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123900">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.30-31</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123901">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123902">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123903">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123904">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123905">
                <text>Wariacje na obrazy
i przestrzeń teatralną
Andrzeja Majewskiego
Aleksander Jackowski
Scenografia może mieć niezależne życie, oderwana od widowi­
ska, któremu służy. Bywa, że staje się samodzielnym środkiem
wyrazu, dziełem sztuki. Powołam się tu na otwartą w paździer­
niku, w salach Muzeum Teatralnego, wystawę Andrzeja Majew­
skiego, scenografa, od trzydziestu lat związanego z warszaws­
kim Teatrem Wielkim, wystawę, która, w odróżnieniu od tego,
czego zwykliśmy oczekiwać w sytuacji jubileuszu, bynajmniej
nie obrazuje dorobku artysty, lecz jest dziełem autonomicznym
i oryginalnym. Wybitnym, a do tego prowokującym do roz­
ważań na temat teatru, scenografii, awangardy, widzenia cza­
sów, w których żyjemy. Wystawa stanowi przy tym interesujący
przykład zjawiska, coraz dziś częściej występującego - zaciera­
nia granic między poszczególnymi dziedzinami, dyscyplinami,
środkami wyrazu. Toteż m o ż n a właśnie przy tej wystawie, zadać
pytanie - czym jest? Scenografią, dziełem plastycznym, teatrem
bez aktora, instalacją? Ż a d n e z tych pojęć nie określa wystar­
czająco jej charakteru, choć z każdym wchodzi w niezaprzeczal­
ne relacje. Autor posługuje się środkami właściwymi z a r ó w n o
scenografii, jak malarstwu i rzeźbie. Tworzy dzieło osobiste,
w stopniu nieczęsto dziś spotykanym. Osobiste, to wyraźnie chcę
podkreślić, a więc nie tylko wyróżniające się swym stylem. Styl
bowiem m o ż n a sobie wymyśleć, jak pieczątkę, znak firmowy.
Tysiące tego przykładów dokoła. Ale bywa też oryginalność
wynikająca z osobowości, charakteru wyobraźni. Nie wyduma­
na, nie zewnętrzna, ale będąca emanacją artysty, jego widzenia
świata, a w tym i sztuki. Właśnie o takiej oryginalności możemy
mówić, analizując twórczość Kienholza, Bacona, Kantora czy
Majewskiego. U każdego z nich wyraźnie odczuwalne jest
osobiste podłoże, p o w ó d , dla którego tworzą.
Jeśli jednak rzeźbiarz czy malarz jest w dziele przez siebie
tworzonym niezależny od otoczenia, profesja scenografa każe
mu być, jeśli nie wykonawcą koncepcji autora czy reżysera, to
w najlepszym razie współtwórcą przedstawienia. Scenografia
znajduje się, jako dyscyplina artystyczna, pomiędzy twórczością
a rzemiosłem. Bywa, że jest tylko realizacją zamówienia, choć
i wówczas piętno osobowości artysty może być dostrzegalne.
Powiemy wówczas - Wiśniak, Kołodziej, Sadowski, Majewski,
mimo iż realizowane zadanie nie daje szans na pełniejsze
zaangażowanie.
W dziedzinach „usługowych", a i w tej kategorii m o ż n a
mówić o scenografii, indywidualność twórcy nie ujawnia się tak
wyraziście jak w malarstwie czy rzeźbie. Coraz częściej, zwłasz­
cza tam, gdzie w grę wchodzą rozbudowane środki techniczne,
mamy do czynienia z realizacjami wręcz anonimowymi, na efekt
których składa się praca zespołu ludzi. Gdzież tam może być
miejsce na wyrażenie przez scenografa jego fascynacji, lęków,
obsesji?
Nie przypadkiem tylu znakomitych twórców odczuwa po­
trzebę poszerzenia granic swej wypowiedzi. Wystarczy przywo­
łać przykłady Swinarskiego, Szajny, M ą d z i k a , Kantora. Także
Majewskiego. Przyglądając się jego drodze rozwoju zauważyć
można coraz wyraźniejszą koncentrację na dziełach bliskich mu
w nastroju, problematyce. Pozwoliła na to reputacja artysty,
szybko zdobyta renoma wybitnego scenografa. Mógł więc
wybierać, a nawet sugerować pozycje repertuarowe, zarówno
teatralne, jak operowe. Po niezapomnianych realizacjach bale­
tów, jeszcze w „ R o m i e " , za czasów dyrekcji Wodiczki, pojawiają
się scenografie tak urzekające piękne, jak choćby do Operetki
Gombrowicza (zwłaszcza I akt!). Ale tonacja „ j a s n a " szybko
zdaje się ustępować „ciemnej". Powstają dzieła na deskach
największych scen świata, jak choćby Elektra i Salome Ryszarda
Straussa, w Polsce - Łucja z Lammermoor Donizettiego, Otello
Verdiego. Dramatyczne, nasycone ekspresją, erotyką i śmiercią.

Może najwybitniejsze, przynajmniej w moim odczuciu, ekstaty­
czne i wręcz sięgające w rejony metafizyki - Diabły z Loudu
i Pasja według św. Łukasza do muzyki Pendereckiego. Diablf,
reżyserował Kazimierz Dejmek, Pasję Majewski inscenizowa*
sam, w warszawskiej operze. Muzyka Pendereckiego swym*
dramatyzmem i regligijną ekspresją odpowiadała mu szczegół-*nie. Bez sensu byłoby mówienie w obu tych realizacjacf
o dekoracjach czy kostiumach. Majewski stał się współtwórcf
dzieł, muzyka dała mu szansę na wypowiedź osobistą, wręcP
porażającą siłą ekspresji.
"
Nie z a p o m n ę wrażenia, jakie wywarła na mnie pierwsza scen?
Pasji, rozgrywająca się w pełnym mroku. Powoli, gdy już wzrok
nasycił się intensywnością czerni, zaczęły się z niej wyłaniać
pełgające światełka, coraz silniejsze, niczym znicze cmentarne,
zapełniając przestrzeń aż do niewidocznych w głębi kulis
Muzyka mroczna i gęsta wypełniała przestrzeń i oto powoli
powoli, wtopione w masyw dźwięków zaczęły te światełki
podnosić się, by w kulminacji stanąć wielkim, masywny!]
krzyżem, płonącym zniczami. Dopiero po dłuższym czasie, gdj
światło zaczęło wydobywać szczegóły, okazało się, że w ramio
nach krzyża umieścił Majewski chórzystów z lampeczkami ni
czole. To właśnie te lampki tworzyły niesamowity nastró
pierwszych kilkunastu minut spektaklu.
O ile jednak początek wydał mi się wręcz genialny, później
intensywność odbioru zaczęła słabnąć, więź muzyki z obrazem
nie była j u ż pełna. Obraz przestał wyrażać, zaczął ilustrować,
a dokładniej mówiąc, zapełniać czas, by widz się nie nudził
patrząc na scenę. Tak to j u ż bowiem jest, że sama muzyka
słuchana w skupieniu obywa się bez rekwizytów, ale kiedy mamj
przed sobą scenę, dekorację, z którą coś się dzieje, która zaprząta
naszą uwagę, ciągle czekamy na nowy pomysł, już niecierpliwi,
nieskorzy koncentrować się tylko na muzyce.
Majewski, inscenizując Pasję, wyczuwał, oczywiście, te puste
miejsca, krzyż z wolna obracał się, jakieś szkieletopodobne
kształty sunęły w o k ó ł jego podstawy. Zamiast wzmacniać
ekspresję muzycznego tekstu, stawały się wartościami samoist­
nymi. Aleja wolałem oddzielnie je kontemplować, nie odnosząc

30

&gt;

�do muzyki, muzykę zaś przeżywać bez symbolicznych wizji
i metafor nawiązujących do czasu, w którym przyszło nam żyć.
Nie sądziłem wówczas, że te idiomy wyobraźni artysty staną się
pełnoprawnym dziełem sztuki, porażającym symboliką, bogact­
wem odniesień kulturowych, osobistych. Dziełem, odzwiercied­
lającym nasz czas - Holocaustu, pieców krematoryjnych, walk
bratobójczych, złudzeń i utraty nadziei.
Dziełem tym była wystawa w Teatrze Wielkim. Złożyły się na
nią obrazy i konstrukcje, o których chętnie powiedziałbym
- rzeźbiarskie, gdyby nie to, że rzeźba kojarzy się z ciężarem,
bryłą, trwałością, podczas gdy tu materię rzeczy cechuje kru­
chość, nietrwałość, jednorazowość.
Nie lubię porównań, każde dzieło jest zakotwiczone w kon­
kretnej, czasowej, mentalnej przestrzeni. W tym przypadku
wyznacznikami jej mogą być przede wszystkim późne cykle
litografii Goi, jak też proza Kafki, Brunona Schulza. W teatrze
zaś Kantor. W teatrze,ponieważ cały jego teatr, poczynając od
Umarłej klasy, naznaczony jest śmiercią, rozpaczliwą potrzebą
zrozumienia siebie, swego życia i czasu.
W wystawie Majewskiego występuje też, i to bardzo wyraziś­
cie, wątek przemijania. Przy całym bogactwie rozwiązań plas­
tycznych pozbawiona jest kokieterii, nie czuje się nawet zabawy,
jaką musiał odczuwać artysta, konstruując z patyków, drutu,
papieru, strzępów tkanin i wszelkich rupieci swe stwory zwierzoczy ptakopodobne. Świat metaforyczny pozwala uniknąć do­
słowności, choć człowiek jest przecież obecny w podtekście tej
wystawy. Podobnie jak Bóg, jak Zło, towarzyszące nam od
początku istnienia. Od wygnania z Raju.
Te same elementy, którymi posługiwał się Majewski w realiza­
cjach scenicznych, tu zyskują autonomię. Kontemplujemy po­
szczególne formy, czując ich symboliczne i metaforyczne uwik­
łania, przy czym sugestywny nastrój całości pomaga nam
znaleźć ich wyraźny kontekst. Jedno sprzyja drugiemu, ogólny
nastrój ekspozycji, bogactwo skojarzeń, jakich doznajemy,
przechodząc od przedmiotu do przedmiotu. One zaś, wraz ze
scenerią wystawy, wydają się tworzyć spójny świat. Czas
i przestrzeń przenikają się tu nawzajem. Chodząc odkrywamy
wciąż nowe profile rzeźb, nowe ich konteksty, odniesienia
symboliczne. Odczuwamy je raczej niż rozumiemy, ale na tym
przecież polega siła sztuki, iż ewokuje nastrój, porusza wraż­
liwość, wyobraźnię widza.
Już od chwili przekroczenia progu znajdujemy się w innym,
wykreowanym przez Majewskiego świecie. Tam, za nami,
lśniący parkiet, kandelabry, pompatyczna elegancja operowych
sal - tu półmrok, jaskrawy blask punktowych reflektorów.
Ciężka, spracowana tkanina, jak kokon spowija sale, rzucona na
ściany stanowi piaskowobure tło dla obrazów. Ta sama, tylko
bardziej sfałdowana pokrywa parkiet. Szurając posuwamy się,
otoczeni malowanymi kartonami i przestrzennymi formami.
Wyłaniają się one z półmroku jak szkielety, kruche świadectwa
czasu, który istnieje już tylko w naszej świadomości. A d o l f

Rudnicki nazwał go epoką pieców. Czas holocaustu, wojny,
przemocy, lęku. Przed nami, na tle oszalałych, zwichrzonych
chmur, latawiec, wyrywający się rozpaczliwie ku niebu, okale­
czona latarnia morska, a może to komin krematoryjnego pieca?
U dołu, na brezencie, wywalone graty, wóz prawdziwy z plecio­
nymi bokami. Teraz pomalowany na biało, jak ślad umarłej
przeszłości, wóz Ż y d a Wiecznego Tułacza, a może biednego
krawca? Pudła, pogięte kosze, też białe, jak i rzucona na wierzch
maszyna do szycia. W ó z tułacza, wóz - sam tułacz. W przenośni
i dosłownie. Gdzieś we wsi krakowskiej kupiony wrak. Czyj? Co
widział? Co przeżył? Czy jego biografia nie mogłaby być
świadectwem losu, okrutnego czasu? Pamiętam go z krakows­
kiej wystawy w galerii Camelot. Później zawędrował do Pragi,
teraz tworzy istotny element warszawskiej wystawy.
A nad nami i dokoła, w powietrzu - kruche, groźne ptaszyska
o krwawych, ostrych dziobach. Erynie. I dziwny stwór. Spręży­
ny, p o ł a m a n e koła, szprychy, o d w r ó c o n a kierownica roweru,
strzępy materii, papieru. Chciałby jak Ikar, wzbić się ku niebu.
Nie poleci.
Za i przed nami - obrazy, rozstrzelane domy, sceny z wyobra­
źni, ze snów, znaczące, jednoznaczne w nastroju, choć można
w nich wyczuwać jeszcze inne podteksty, osobiste, niesamowite.
Ten komin, już wspomniany przedtem, czy mogłem przypusz­
czać, że poza j a w n ą metaforyką ukryty jest jeszcze jeden jego
sens? Déjà vu... A może przeczucie? Dopiero niedawno ktoś
z rodziny pokazał Andrzejowi Majewskiemu dom, w którym
się urodził. Z okna ujrzał właśnie ten komin, widok namalo­
wany przed kilkoma laty!
Tych ukrytych, osobistych kontekstów m o ż n a sporo odnaleźć
na wystawie. Być może autor, świetnie władający piórem, zechce
kiedyś je wyjawić. Dla nas - widzów pozostaje szukanie
odniesień w kulturze antyku, sztuce - dawnej i współczesnej.
Pozostaje nastrój. Spektaklu, w którym nie pada ani jedno
słowo, ale który jest przejmujący. I czytelny.
Wszędzie płoty, pokrzywione, walące się. Drabiny. Tarcze jak
z małomiasteczkowej strzelnicy. Ryby na kiju, znaki zodiaku,
losu ludzkiego. Ostrość blach, rdza, stare drzwi jak nagrobki,
muślin delikatny i zbrukany. Białe ptaki śmierci.
Arsenał form, które nie dziwią. Zapomnieliśmy o czasach,
kiedy spiż i marmur zdawały się zapewniać przetrwanie posą­
gom i świątyniom. Dzisiaj padają pomniki jak worki ze słomy,
rozprute bagnetem. Czas niesie trwogę, coraz trudniej o nad­
zieję. Artysta pracuje pospiesznie, nie wierzy, że dzieło jego rąk
przetrwa wieki. Tragiczny czas - kolumny stają się kominami
krematoryjnych pieców, a schody wiodące do świątyni pudłami,
po których wspinają się z mozołem ortopedyczne buty.
Taka jest Apokalipsa według Andrzeja Majewskiego. Zatytu­
łowana - Nomen. Wariacje na obrazy i przestrzeń
teatralną.
Trudno o celniejszą nazwę. Zwraca bowiem uwagę na teatralny
r o d o w ó d i wyraz tej zdumiewającej wystawy. Bo też i jest ona
swego rodzaju teatrem.

31

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10433" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10411">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2ae2d4d6aa846068b3b2d773fc1e619f.pdf</src>
        <authentication>1d27b27974271e4404642a6bc6c89362</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3384</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124092">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124093">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124094">
                <text>Biografia i twórczość. O Bronisławie Krawczuku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124095">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.27-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124096">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124097">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124098">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124099">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124100">
                <text>Aleksander Jackowski
BIOGRAFIA I TWÓRCZOŚĆ, O BRONISŁAWIE KRAWCZUKU

Biografia

o d g r y w a s z c z e g ó l n e znaczenie p r z y opisie

twór­

emocjonalnym, osobistym. Zwłaszcza w tych przypadkach, g d y

czości z a l e ż n e j n i e m a l w y ł ą c z n i e o d n a k a z ó w i d y s p o z y c j i wew­

d z i e ł o zawiera w sobio w a r s t w ę s y m b o l i c z n ą , g d y jest

n ę t r z n y c h t w ó r c y . Czym bliżej znajdujemy

kompensacji — b i o g r a f i a a r t y s t y s t a n o w i ć m o ż e i s t o t n y k l u c z

się „ n a t u r y " , t y m

mniejszy w p ł y w c z y n n i k ó w z e w n ę t r z n y c h , k u l t u r o w y c h .

Czło­

w i e k , m a l u j ą c y z w ł a s n e j p o t r z e b y , bez w z o r ó w , bez s c h e m a t ó w

do zrozumienia

sensu d z i e ł a , d i a l o g u c z ł o w i e k a

M o ż n a p o w i e d z i e ć , że i m s ł a b s z a jest i n t e r w e n c j a

ze

formą

światem.

świadomości

prawda

t w ó r c y , i m mniejsza jego wiedza o p r ą d a c h , s t y l a c h , f o r m a c h

r ó w n i e ż z w i ą z a n y ze s w y m czasem i miejscem, ale t e z a l e ż n o ś c i

w y r a z u , t y m w i ę c e j w s k a z ó w e k do zrozumienia jego d z i e ł m o ż e

s ą w jego dziele mniej u c h w y t n e i m n i e j w a ż n e . Zapis ż y c i a ,

d a ć biografia.

narzucanych

m u przez e p o k ę czy ś r o d o w i s k o jest co

determinanty wynikające z osobowości, potencjału intelektual­

Badania

t w ó r c z o ś c i „ n a i w n e j " , czy

jak-ją-tam-zecheemy-

nego, k o n f l i k t ó w , s t r e s ó w , t r w a ł y c h n a p i ę ć o k r e ś l a j ą w znacznio

n a z w a ć , zmusza do szukania przede w s z y s t k i m i n d y w i d u a l n y c h

w i ę k s z y m s t o p n i u charakter t w ó r c z o ś c i l u d z i „ s p o z a ś r o d o w i s k a " ,

czynników, wpływających

n i ż osadzonych

sztukę

w y r a z s y m b o l i c z n y i s p o s ó b u j ę c i a . N i e w y s t a r c z y w nich o d w o ­

silnie w k u l t u r z e . D l a t e g o p a t r z ą c na

na c h a r a k t e r

dzieła,, na jego

treść,

l u d o w ą nie m u s i m y w istocie niczego w i e d z i e ć o k o n k r e t n y m

ł a n i e się do ś r o d o w i s k a , k u l t u r y , s c h e m a t ó w a r t y s t y c z n y c h , nie

garncarzu c z y m a l a r z u . K a ż d y ż y c i o r y s „ l u d o w y " m o ż e b y ć cie­

w y s t a r c z y t e ż doszukiwanie się a n a l o g i i (opisanie

k a w y , ale nie t ł u m a c z y c h a r a k t e r u t w ó r c z o ś c i . T a jest b o w i e m

przez p r z y r ó w n a n i e go do j u ż znanego). T r o p i e n i e a n a l o g i i i za­

przede w s z y s t k i m r e z u l t a t e m

zbiorowej m y ś l i i p r a c y .

Kiedy

nieznanego

p o ż y c z e ń jest oczywiście pomocne w i n t e r p r e t a c j i s z t u k i , wskazu­

j e d n a k z a j m u j ę się N i k i f o r e m w a ż n e s ą jego m y ś l i , t o co k s z t a ł ­

j e b o w i e m na preferencje,

t o w a ł o jego o s o b o w o ś ć , a co za t y m idzio t w ó r c z o ś ć . N a t o m i a s t

stwa

J u s t y n a Grzegory czy C z e s ł a w a K o n o p k ó w n a s ą w p i e r w s z y m

2&gt;ostrzeżcnia d z i e ł a , w r ę c z niebezpieczny,

r z ę d z i e k o n t y n u a t o r k a m i t r a d y c j i , i ona t o w ł a ś n i e (a nie oso­

dywidualność dzieła i twórcy.

p o k r e w i e ń s t w a m y ś l i czy p o d o b i e ń ­

w e w n ę t r z n e , alo jest t o w ł a ś c i w i e t y l k o p i e r w s z y

etap

kiedy przesłania i n ­

b o w o ś ć a r t y s t y ) s t a n o w i p u n k t odniesienia. T r a d y c j a oraz ś r o ­

K l a s y f i k a c j e s ą pomocne, z w ł a s z c z a w t e d y , k i e d y opisywacz

dowisko. W i ą ż e się t o o c z y w i ś c i o ze stopniem ekspresji osobo­

porusza się po n o w y m , n i e p e w n y m gruncie, zdany t y l k o na w ł a s n ą

w o ś c i w dziele, z nasyceniem o b r a z u c z y - r z e ź b y p i e r w i a s t k i e m

intuicję.

Pozwalają

uchwycić

związki,

sformułować

pytania

27

�П. 1. B r o n i s ł a w Kra"wczuk z c ó r k ą i s y n e m ; i l . 2. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Kraków,

A l e p o r ó w n u j ą c i s z u f l a d k u j ą c w c i ą ż j e s t e ś m y zdani na

swoją

i l . 3. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Gliwice w zimie

niepoznawalnego,

refleks w i e l k i e j t a j e m n i c y , k t ó r a

nas

w r a ż l i w o ś ć , n a s u b i e k t y w i z m s k o j a r z e ń i ocen, a w i ę c na pozna­

otacza i jest cudowna w ł a ś n i e przez t o , że jest. C z y ż i s t n i a ł y b y

nie nie t y l e n a u k o w e , co i n t u i c y j n e .

religia, sztuka, d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z a , n a u k a , w y o b r a ź n i a ,

K i e d y ś t o m n i e m a r t w i ł o , zło w i d z i a ł e m
warsztatu

pisarskiego,

Dlatego szukałem

w za m a ł e j

natarczywie

w

świadomości

przynajmniej

wraż­

niedostatkach

liwość, i n t u i c j a , fantazja — g d y b y ilość p y t a ń b y ł a s k o ń c z o n a ,

artystycznej.

a o d p o w i e d z i m o g ł y z a l e ż e ć t y l k o o d czasu i ś r o d k ó w przezna­

pozorów

nauko­

czonych na ,,badania p o d s t a w o w e " ?

Z a j m u j ą c się od wielu lat

op is

s z t u k ą , ze s m u t k i e m k o n s t a t u j ę , że coraz m n i e j r o z u m i e m jej

c z ł o w i e k a , w socjologizowanio. C z y n i ę to i teraz, m o ż e z j e d n ą

fenomen, ż e p r z y b l i ż a j ą c się do celu, w i d z ę go w coraz w i ę k s z e j

różnica. — zdaję, sobie s p r a w ę nie t y l k o z w ł a s n y c h o g r a n i c z e ń ,

o d d a l i . C z y m jest

ale i n i e m o ż n o ś c i d o t a r c i a do sedna, pochwycenia

k t ó r y się niespodzianie

wych

zabiegów.

Budowałem

klasyfikacje,

uciekałem

w

istoty pło­

m i e n i a " . M o ż e m y t y l k o u s i ł o w a ć lepiej i precyzyjniej go o p i s a ć .
Opisując,

dochodzimy jednak

zawsze do j a k i e g o ś

progu,

niesprzyjających

b o w i e m o l ś n i e n i e malarskie ? C z y m

talent,

p o j a w i a w najbardziej, z d a w a ł o b y się,

okolicznościach ? S k ą d

się bierze

dojrzałość,

niewiadomo j a k o s i ą g n i ę t a ? Co b y ł o s z k o ł ą w r a ż l i w o ś c i F e l i c j i

poza k t ó r y m jest t o , co nieopisywalne, do czego m o ż o m y t y l k o

G ł o w a c k i e j , j a k d o s z ł o do tego, że nagle choroba

się z b l i ż a ć . Tajemnica n i e p r z ' 3 k ł a d a m o ś c i jednego rodzaju s z t u k i

w czterdziestoletniej kobiecie w s p a n i a ł ą w y o b r a ź n i ę k o l o r y s t y c z ­

na d r u g i , specyfika, k t ó r ą s ł o w o osacza t y l k o z o d d a l i . Wszelkie

n ą , ż e nie s z u k a j ą c z n a l a z ł a t o , do czego w mozole d ą ż y ł o w i e l u

starania nasze d a j ą j e d n a k t o , ż e p r z y b l i ż a j ą c się do i s t o t y zja­

ś w i e t n i e k s z t a ł c o n y c h m a l a r z y . J a k o s i ą g n ą ł w r a ż l i w o ś ć , subtel­

w i s k a s t a w i a m y coraz nowo p y t a n i a , na k t ó r e albo nie m a m y

ność i precyzję rysunku Zdzisław Piekarski, rolnik o ciężkich,

o d p o w i e d z i , albo s ą t o w y j a ś n i e n i a c z ą s t k o w e . Ale nawet w t e d y ,

spracowanych d ł o n i a c h . Ski%d m ą d r o ś ć i g ł ę b i a p r z e ż y c i a r e l i g i j ­

g d y t y l k o s t a w i a m y pyt? nia, c z y n i m y opisywane d z i e ł o bardziej

nego, a zarazem artystycznego

i n t r y g u j ą c y m i z r o z u m i a ł y m dla c z y t e l n i k a . S a m i jednak t a j e m ­

Romana

nica d z i e ł a nie daje się łj,two z g ł ę b i ć . Czujemy j ą , ale

przemawiania

w rzeźbach Józefa

wyzwoliła

L u r k i czy

J

możemy
niż

raczej przoz tworzenie emocjonalnych

racjonalnych

wyjaśnień.

Sam,

zajmując

opisać

ekwiwalentów
się

twórczością

n a i w n ą " c z u j ę s i ę j a k kolekcjoner m o t y l i , k t ó r y w i e gdzie j e

Ś l e d z i a ? S k ą d n i e s a m o w i t y dar J a n i n y W i t k o w s k i e j
językiem

dawnych

mistrzów,

kobiety

p r z e c i e ż p&gt;za ś r o d o w i s k i e m a r t y s t y c z n y m , z dala o d

żyjącej
muzeów,

bibliotek z albumami sztuki?
Skąd

„naiwność"

Krawczuka ?

Czym

ją

wytłumaczyć,

z n a l e ź ć , j a k p o c h w y c i ć , o p i s a ć czy s k l a s y f i k o w a ć , p r z y s z p i l i ć —

skoro odpada w t y m p r z y p a d k u a r g u m e n t psychicznej b l o k a d y ,

bezradny wobec i c h p i ę k n a . S k ą d się ono biorze? N a to odpowie­

i n f a n t y l i z m u czy s z c z e g ó l n e j , szalonej w y o b r a ź n i ? J a k

d z i n i k t nie zna i c h y b a z n a ć nie b ę d z i e . B y ł czas, ż e n i e p o k o i ł y

d o j r z a ł y talent jego syna, r o z w i j a j ą c y s i ę bez z a h a m o w a ń i k o n ­

m n i e b a r i e r y , k t ó r y c h nie m o g ł e m p r z e k r o c z y ć . Teraz

sekwentnie o d wczesnych l a t m ł o d o ś c i po m ł o d z i e ń c z ą d o j r z a ł o ś ć T

w r ę c z rodzaj

28

dostrzegam

s a t y s f a k c j i z tego, ż e istnieje poza n a m i

sfora

wyjaśnić

R e j e s t r u j ę p y t a n i a . F r a p u j ą m n i e samego, ale nie u m i e m na nie

�n l p o w i c d z i e ć . Mogę natomiast s t a r a ć się p r z y b l i ż y ć c z y t e l n i k o m

nie z a m a z a ć . M i e l i ś m y toż w d o m u c h a r a k t e r y s t y c z n y dla t a m t y c h

эзоЬз i dzieło B r o n i s ł a w a K r a w c z u k a , w s p o m n i e ć o jego rodzinie,

okolic w i e l k i pioc g l i n i a n y , z a j m u j ą c y p ó l i z b y . M a t k a zawsze

o jej ż y c i u w sztuce. W ł a ś n i e przez opis c z ł o w i e k a i jego l o s ó w .

przed w i e l k i m i ś w i ę t a m i w y p r o w a d z a ł o na n i m f a r b a m i

P o s ł u ż ę się p r z y t y m f r a g m e n t a m i ż y c i o r y s u , a n k i e t y , zanoto­

i liście."

w a n y c h r o z m ó w i c y t a t a m i z l i s t ó w , k t ó r e do m n i e p i s a ł .
j a k zaczyna s w ą

Oto

autobiografię:

kwiaty

Przypuszczam, że ten r o z m a l o w a n y d o m m i a ł w p ł y w na pobudze­
nie w r a ż l i w o ś c i estetycznej m ł o d e g o c h ł o p c a . W rozmowie wspo­

„ U r o d z i ł e m się 24 g r u d n i a 1935 r. w P a n a s ó w c e . B y ł t o p o w i a t
s k a ł a c k i w w o j . t a r n o p o l s k i m . M ó j ojciec — J a n

—• p r a c o w a ł

m i n a , że na ś c i a n a c h w i s i a ł y o l e o d r u k i , o b r a z y religijne i m a k a t y
z k w i a t a m i . M i a l 8 l a t k i e d y front p r z e s u n ą ł się na z a c h ó d . Zo­

folwarku,

b a c z y ł w ó w c z a s w p o b l i s k i m miasteczku strzaskany pociskami

m i t k a —- R o z a l i a — z a j m o w a ł a się gospodarstwem. S z k o ł ę p o d ­

k o ś c i ó ł , w k t ó r y m m o d l i l i się ludzie. W i e l k i e w r a ż e n i e w y w a r ł y

jako maszynista m ł o e a r n i

parowej

w

miejscowym

radzieckiej.

na c h ł o p c u m a l o w i d ł a , k t ó r y c h f r a g m e n t y o c a l a ł y , a z w ł a s z c z a

W d z i e c i ń s t w i e p r z e s z e d ł e m t r u d n ą do z i d e n t y f i k o w a n i a c h o r o b ę ,

w i t r a ż e . N a ich w z ó r z a m a l o w a ł p r y m i t y w n y m i f a r b a m i o k n a

k t ó r a s p o w o d o w a ł a p a r a l i ż lewej r ę k i i n i e d o w ł a d n o g i . B y ł o to

w s t a r y m spichrzu. P ó ź n i e j pisze:

stawową

ukończyłem

w

Skalacie, j u ż

za

władzy

w czasie w o j n y i nio m o ż n a b y ł o n a w e t m a r z y ć o opiece lekar­

„ P r z e n i o s ł e m się do opuszczonogo f o l w a r k u i z a c z ą ł e m t a m

skiej. W dzieciństwie p r a g n ą ł e m zostać m a s z y n i s t ą

m a l o w y w a ć wszystkie o k n a . K o s z a r o w a l i t a m w ó w c z a s rosyjscy

Interesowały

mnie

pojazdy

mechaniczne

kolejowym.

i pragnąłem

pójść

roz-

ż o ł n i e r z e i c h w a l i l i m n i e za te w i t r a ż e . N a k a w a ł k a c h s z k ł a g d y

w ś l a d y ojca, ale p a r a l i ż r ę k i p r z e k r e ś l i ł c a ł k o w i c i e te marzenia.

je t y l k o z n a l a z ł e m bo w czasach w o j n y t r u d n o b y ł o o s z k ł o —

W p ó ź n i e j s z y c h l a t a c h m i a ł e m k ł o p o t y ze znalezieniem pracy,

m i ł o w a ł e m mało obrazki o motywach wojennyoh i sakralnych

ponieważ inwalidztwo

a t a k ż o k w i a t y , p t a k i , sceny rodzajowe i o r n a m e n t y . T r a k t o ­

nie p o z w a l a ł o m i na w y k o n y w a n i e cięż­

szych r o b ó t . W d o m u r o d z i n n y m p r z e b y w a ł e m do 16 r o k u ż y c i a ,

w a ł e m to zajęcie przede w s z y s t k i m j a k o z a b a w ę , nie m o g ą c ze

do ś m i e r c i m a t k i . P ó ź n i e j p r a c o w a ł e m w o k o l i c z n y c h k o ł c h o z a c h ,

w z g l ę d u na i n w a l i d z t w o u c z e s t n i c z y ć w zabawach r ó w i e ś n i k ó w .

a nawet k o ł o Odessy. R o d z i n a m o j a nie b y ł a z a m o ż n a , m a t k a

P ó ź n i e j , kiedy n a b r a ł e m w p r a w y w malowaniu i kiedy kupiono

j e d n a k bardzo d b a ł a o w y g l ą d mioszkania. M i a ł a d u ż o z d o l n o ś c i

m i p r a w d z i w e akwarele i tusze moje o b r a z k i , z w ł a s z c z a r e l i g i j n e ,

do m a l o w a n i a . Jej m a k a t k i i zdobione kolorowe f i r a n k i z p a p i e r u

zaczęły

kupowali nawet sąsiedzi. A w soboty m a l o w a ł a r ó ż n y m i barwni­

d a w n y c h r u b l i . Te skromne k w o t y s t a n o w i ł y j e d n a k j a k i ś w k ł a d

znajdować

nabywców.

Otrzymywałem

za

nie

po

10

k a m i g l i n i a n ą p o d ł o g ę , bo nie s t a ć nas b y ł o na d r e w n i a n ą . W y ­

do b u d ż e t u d o m o w e g o . "

g l ą d a ł a w t e d y j a k d y w a n i trzeba b y ł o u w a ż a ć , b y tego p i ę k n a

29

�П . 4. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Polonez As

S k o ń c z y ł a się w o j n a , P a n a s ó w k a z n a l a z ł a się na

obszarze

Z w i ą z k u Radzieckiego. Z i m a b y ł a m r o ź n a i ś n i e g p a d a ł o b f i t y .

Dur

na w y s t a w y o k r ę g o w e t w ó r c ó w l u d o w y c h . J a k i e to b y ł y obrazy?
N i c się nie z a c h o w a ł o . Sam K r a w c z u k m ó w i :

N i e c h o d z i ł e m do s z k o ł y z b r a k u o d z i e ż y i o b u w i a , nie p o z o s t a ł o
nic innego j a k m a l o w a n i e . T y l k o d z i ę k i k r o w i e p r z e t r w a l i ś m y

„ M i m o , że o t r z y m y w a ł e m

za nie p o c h w a ł y i n a g r o d y nie

g ł ó d , a w k o ń c u z j e d l i ś m y k r o w ę , g d y nie s t a r c z y ł o dla niej po­

p o t r a f i ę o c e n i ć i c h w a r t o ś c i a r t y s t y c z n e j . W y c h o w a ł e m się b o w i e m

żywienia.

z dala od ś r o d o w i s k a a r t y s t y c z n e g o , nie m i a ł e m k o n t a k t u z za­
w o d o w y m i p l a s t y k a m i , nie c z y t a ł e m i nie z n a ł e m z u p e ł n i e k s i ą ż e k

,,(...) W 1955 r. za n a m o w ą i p r z y p o m o c y miejscowej nauczy­

z zakresu h i s t o r i i s z t u k i . "

c i e l k i s t a r a ł e m się o p r z y j ę c i e do s z k o ł y plastycznej w Kosowie
( o d p o w i e d n i k naszego L i c e u m K e n a r a ) . N a podstawie p r z e d ł o ­
ż o n y c h o b r a z ó w na szkle z o s t a ł e m p r z y j ę t y bez egzaminu, ale
o d r z u c o n y przez k o m i s j ę l e k a r s k ą , g d y ż g ł ó w n y m
szkoły była rzeźba, wymagająca

pełnej sprawności

kierunkiem
fizycznej.

B y ł o to dla m n i e bardzo p r z y k r y m p r z e ż y c i o m , bo z n ó w musia­
ł e m w r ó c i ć do d o m u n a ł o n o k o ł c ł i o z u , gdzie nie n a d a w a ł e m się
do

c i ę ż s z y c h i lepiej p ł a t n y c h r o b ó t . Ż y c z l i w y m i

kierownik

z n a j d o w a ł d l a mnie od czasu do czasu l ż e j s z ą p r a c ę , p o l e g a j ą c ą
n p . na w y p i s y w a n i u r ó ż n y c h z o b o w i ą z a ń i h a s e ł . B y ł e m w t e d y
n a d w o r n y m m a l a r z e m w k o ł c h o z i e . P o r t r e t o w a ł e m stachanow­
c ó w , uiirnieolinięte ś w i n i a r k i z d o r o d n y m i p r o s i ę t a m i na rakach,
(...) ż y w y c h i u m a r ł y c h tego ś w i a t a (...). W y p i s y w a ł e m z o b o w i ą ­
zania na k o m b a j n a c h i i n n y c h r o l n i c z y c h maszynach, żo t y l e
to a t y l e k a ż d a z n i c h zaorze, skosi czy zbiorze. P o ł n e ręce malo­
wania, m i a ł e m z w ł a s z c z a p r z e d 1 maja i p r z e d ś w i ę t e m Rewo­
l u c j i P a ź d z i e r n i k o w e j . D o s t a w a ł e m za to ziaTno, p o t e m p i e n i ą d z e

W 1957 r. żeni się z „ c z a r n i u t k ą w d o w ą spod z n a k u Skor­
p i o n a " . M i m o , że p o w o d z i i m się c a ł k i e m dobrze d e c y d u j ą się na
r e p a t r i a c j ę do P o l s k i . K r a w c z u k o w i e o s i e d l a j ą się w Gliwicach
„ w s a m y m s?rcu g ó r n i c z e g o Ś l ą s k a " . P o c z ą t e k b y ł t r u d n y ,
wszystko t r z e b a b y ł o z a c z y n a ć o d p o c z ą t k u .
„ M a l o w a n i e s z y l d ó w nie w c h o d z i ł o w r a c h u b ę . N i e z n a ł e m
p r z e c i e ż l i t e r i polskiego pisma. A m b i c j a nie p o z w a l a ł a m i na
p o d j ę c i e p r a c y w charakterze nocnego s t r ó ż a czy i n n y c h zawo­
d ó w , k t ó r o m i proponowano. Ż y ł e m przez k i l k a l a t z prac do­
r y w c z y c h . M u s i a k m j e d n a k p o d j ą ć s y s t e m a t y c z n ą p r a c ę zarob­
k o w ą , g d y ż 9 . I X . 1958 r. u r o d z i ł m i się syn Eugeniusz, a w cztery
lata później córka Zofia. P r a c o w a ł e m więc jako stróż nocny,
p o r t i e r i wreszcie palacz centralnego ogrzewania w P r z y c h o d n i
Lekarskiej P K P w Gliwicach. Zawodowi temu jestom wierny
do dnia dzisiejszego i nie zamierzam go z m i e n i ć , c h o c i a ż jest dla
mnie dość t r u d n y .

i t a k w c i ą g n ą ł e m się w m a l a r s t w o dekoracyjno-transparentowo-sloganowe." Przez pewien czas pracuje w „ s z y l d z i a r n i " w Ska­

C i ę ż k o m i j e d n a k b y ł o ż y ć n a Ś l ą s k u . Nie m o g ł e m p r z y ­

lacie. Jego obrazy na szkle miejscowi d z i a ł a c z e k u l t u r y w y s ł a l i

z w y c z a i ć się do z m i a n y k o l o r y t u po z i e l o n y m P o d o l u . Przez

30

�I I . 5. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Autoportret w czapce

pewien czas w ogólo nie m a l o w a ł e m . C z ę s t o d o k u c z a ł a m i ę
t ę s k n o t a , a ż m y ś l a ł e m , czy b y nie w r ó c i ć . (...) W r a c a ł e m p a m i ę c i ą
na moje ukochano Podole, do t y c h z i m w b i a ł e ś n i e g i o b f i t y c h
i do toj soozystej, polnej b a r w zieloni, p a c h n ą c e g o s ł o ń c o m po­
w i e t r z a , i ziemi p u l c h n e j , blyszczp^cej w s ł o ń c u , czarnej jak s m o ł a ,
k t ó r a r o d z i p ł o d y w k s z t a ł c i e i b a r w i e b a r o k u . W s z y s t k o to starałom się p r z o n i e ś ć na o b r a z . "

się to na j e d n ą , to na d r u g ą s t r o n ę . Otoczenie o d n o s i ł o się lekce­
w a ż ą c o do jego w y s i ł k ó w . Z a c i ą ł s i ę , m a l o w a ł m i m o wszystko,
s t a r a j ą c się p o d p a t r z y ć w p r z y r o d z i e i w d z i e ł a c h i n n y c h m a l a r z y
„ j a k n a p r a w d ę ś w i a t w y g l ą d a " . D z i w i ł o go, że p r z e c i e ż w i d z i
miasteczko, d e m y — „ f a m i l i c k i " , a gdy

do rodzinnego p e j z a ż u , z

po­

t r z e b y oswojenia zadymionego Ś l ą s k a , w k t ó r y z t r u d o m w r a s t ' d .
A l o n a w e t g d y p r ó b o w a ł m a l o w a ć Ś l ą s k , b y ł o t o w c i ą ż P. .dolo.
Z a c z ą ł się w ó w c z a s i n t e r e s o w a ć s z t u k ą .

chce je w y r a z i ć

na

p ł ó t n i e okazuje się to szalenie s k o m p l i k o w a n e . Stopniowo j e d n a k
e l i m i n o w a ł niechciane deformacje. D o s z e d ł do s t o p n i a d u ż e j po­
p r a w n o ś c i . Móeł zapewno na

Stal się m a l a r z o m . Z t ę s k n o t y

Stańczyka

t y m p o p r z e s t a ć , iść w k i e r u n k u

poprawnego r e a l i z m u , ale czy t o k i e r o w a n y w ł a s n y m i n s t y n k t e m ,
czy c z y i m ś u w a g a m i z a c z ą ł w y k o r z y s t y w a ć efekt

doformacji.

Ś w i a d o m i e p o s z e d ł w k i e r u n k u n a i w n e j p o e t y k i . Owocem tego
b y ł a m i n . I nagroda, k t ó r ą o t r z y m a ł w 1970 r o k u n a o g ó l n o ­

,,Z w y s t a w y w G l i w i c k i m D o m u P l a s t y k a w y s z e d ł e m rozcza­
r o w a n y . Nie m o g ł o m i s i ę p o m i e ś c i ć w g ł o w i e , że obrazy, k t ó r e
o g l ą d a ł e m s t a n o w i ą d z i e ł a s z t u k i . N i e r o z u m i a ł e m m o d n y c h kie­
r u n k ó w , n p . a b s t r a k e j o n i z m u . (...) Z a p i s a ł e m się do Ogniska
Plastycznego w G l i w i c a c h , ale w y s t ą p i ł e m s t a m t ą d , g d y ż znu­
dziło m i się ciągle malowanie „ m a r t w y c h n a t u r " . P r z e s z e d ł e m
do Ogniska Plastycznego p r z y K o p a l n i „ Z a b r z e " , z k t ó r y m
z w i ą z a n y jestem do dzisiaj. M a l o w a ł e m j e d n a k zawsze w d o m u ,
p o k a z u j ą c w O g n i s k u j u ż gotowe prace. W z b u d z a ł y one zawsze
k o n t r o w e r s y j n e opinie. Z a c z ą ł e m p o c h ł a n i a ć k s i ą ż k i z dziedziny
sztuki, zarówno w języku polskim jak i rosyjskim. Oglądałem
a l b u m y i w m i a r ę m o ż l i w o ś c i f i l m y o sztuce. Jedno z najsilniej­
szych w r a ż e ń w y w a r ł a n a m n i e w y s t a w a V a n Gogha w Warsza­
wie. C z ę s t o m i a ł e m k o n f l i k t y z i n s t r u k t o r a m i p l a s t y c z n y m i ,
a t a k ż e z n a j b l i ż s z y m otoczeniem k t ó r e nie a k c e p t o w a ł o m o i c h
obrazów."

polskiej w y s t a w i e z w i ą z k o w c ó w - a m a t o r ó w w K r a k o w i e . N a g r o d a

D o p i e r o w 1966 r. z a c z ą ł m a l o w a ć p e j z a ż e ś l ą s k i e . S p r a w i a ł o

wentnie i ś w i a d o m i e r o z w i j a n y w p ó ź n i e j s z y c h l a t a c h . Zawsze

m u t r u d n o ś ć opanowanie p e r s p e k t y w y , d o m y p r z y ulicach w a l i ł y

c e c h o w a ł a go ś m i a ł o ś ć r y s u n k u , wyczucie k o m p o z y c y j n e ( z w ł a s z -

z m i e n i ł a stosunek r o d z i n y i s ą s i a d ó w do malarza. Z a c z ę l i

do­

s z u k i w a ć się w jego pracach w a r t o ś c i . U w i e r z y l i w to, ż e m o ż n a
m a l o w a ć również tak, jak on.
W t e d y w ł a ś n i e z a c z ę ł y się k r y s t a l i z o w a ć a r t y s t y c z n e z a i n ­
teresowania m ł o d e g o K r a w c z u k a . „ W y d a j e m i się — k o m e n t u j e
ojciec — że s t a ł o się to za m o i m p r z y k ł a d e m . N i e

udzielałem

m u jednak ż a d n y c h rad, pozostawiając pełną swobodę rozwoju."
Syn, w ankiecie w y p e ł n i o n e j d l a P r a c o w n i S z t u k i Nieprofesjo­
nalnej I S P A N p o t w i e r d z a t o . N a p y t a n i e co w y w a r ł o w p ł y w na
jego zainteresowania o d p o w i e d z i a ł — ojciec, atmosfera d o m u .
P r z y t y m r z e c z y w i ś c i e m a l o w a ł inaczej n i ż ojciec, inaczej n i ż
otoezonie.

Frapował

go

przede

wszystkim

kołor.

Problemy

p e r s p e k t y w y nie z a j m o w a ł y go z b y t n i o . M a l o w a ł p ł a s k o , deko­
r a c y j n i e . B y ł o w t y m sporo ze s z t u k i dziecka, ale j u ż w pracach
12 letniego c h ł o p c a

dostrzec m o ż n a k i e r u n e k d ą ż e ń

konsek­

31

�I I . 6. B r o n i s ł a w K r a w c z u k , Portret

oza r y t m i z a c j i

p ł a s z c z y z n y ) , ł a t w o ś ć decyzji

kolorystycznych.

W o d r ó ż n i e n i u od ojca, o p e r u j ą c e g o przode w s z y s t k i m c i e m n ą

rodzinny

namalował dużych rozmiarów tryptyki przedstawiające

odsło­

nięcie p o m n i k a g d a ń s k i e g o , sceny z p a t r i o t y c z n y c h manifestacji

zielenią, b r ą z a m i , bielą, kolorami ciemnymi, k ł a d z i o n y m i płasko,

i w y d a r z e ń historycznych. Nie

laserunkowo Eugeniusz operuje p e ł n ą p a l e t ą , p ł a s z c z y z n ę b r r w n ą

wczesnych prac z a c z ą ł sprawnie p o s ł u g i w a ć się „ e f e k t e m

ł a m i e a r i b e s k ą l i n i i , o r n a m e n t y k ą , zostawia w y r a ź n y ś l a d p ę d z l a ,

i w n o ś c i " . Stal sio w r ę c z z n a w c ą togo k i e r u n k u s z t u k i . Z p r a w ­

próbuje

dziwym

efektów

fakturowych.

Pierwsze o b r a z y maluje

do p ó ł t o r a m e t r a w y s o k o ś c i , p r z e w a ż n i e na t w a r d y m

duże,

podłożu

(podobnie j a k ojciec). O d t e m p e r y szybko p r z o d u dzi

do

oleju.

zainteresowaniem

oglądaniu

Triennale

t r a c ą c niczego z

słuchałem

Sztuki

jego

autentyzmu
na­

komentarzy

Nieprofesjonalnej

oraz

Ludwiga Z i m m т е г а . B y ł tam c z ę s t y m gościem. Nie

przy

kolekcji
pozostało

M a ł o m ó w n y , s k u p i o n y , o d p o c z ą t k u w i e d z i t i i w i e r z y ł w t i , ż&gt;'

to bez w p l v w u na d e c y z j ę p o d j ę t ą g d z i e ś p r z e d 10 l a t y s t w r z o n i r ,

malarstwo m o ż e się p r z e j a w i a ć w r ó ż n e j postaci. Dlatego zr/pewnj

sobi'

z d o ł a ł t a k n a t u r a l n i e i b e z p o ś r e d n i o p r z e j ś ć od fazy d z i e c i ę c e g o

opinio,

m a l o w a n i a do d o j r z a ł e g o . W i e d z i a ł czego chce. Czul silne oparcie

właśnie

wKsnego z b i o r u m a l a r s t w a ś l ą s k i c h n a i w i s t ó w .
toteż

od

Wybierał

o r g a n i z u j ą c d z i t i l p o l s k i w Zagrzebiu na Naivi
niego w y p o ż y c z y ł e m

najlepsze

w ojcu i m i a ł , j a k m o ż n a p r z y p u s z c z a ć , m y ś l ą c y c h a w k a ż d y m

Wróbla, Erwina

Z g r o m a d z i ł t y c h prac blisko s e t k ę . S k a r ż y ł się j e d n a k p ó ź n i e j ,

ż y c i a w y s t a w i a ł z r e s z t ą wraz z ojcem. Jego obrazy z tego okresu

że to obrazy, z a p e ł n i a j ą c e ś c i a n y mieszkania, p r z e s z k a d z a j ą

( i l . 8) z n a l a z ł y się na zasadzie w y j ą t k u na I Triennale P l a s t y k i

we

twórczości.

W

zadymionych,

Leopolda

77

Pawła

razie nie p r z e s z k a d z a j ą c y c h nauczycieli w szkole. Od 15 r o k u

własnej

S ó w k i , Eugeniusza B ą k a ,

obrazy —

szarych

Wróbla.
mu

Gliwicach

powszechne zaintere­

mieszkanie K r a w c z u k ó w jest j a k oaza. C a ł a rodzina żyje w k r ę g u

sowanie. K i l k a z n i c h k u p i o n o do z b i o r ó w m u z e a l n y c h w W a r ­

s z t u k i . Trzeba b o w i e m d o d a ć , że z a c z ę ł a t a k ż e m a l o w a ć (pozo­

szawie, K r a k o w i e i W r o c ł a w i u .

s t a j ą c pod w p ł y w o m b r a t a ) — c ó r k a Zofia. N a w e t ż o n ę p r ó b o w a ł

Nieprofesjonalnej

w Szczecinie. B u d z i ł y

Ojca i syna w i d z i a ł e m wiele r a z y , czy to k i e d y z a w z i ę c i e
d y s k u t o w a l i o B o t i c e l l i m i malarstwie Quatroeonta po

wyjściu

B r o n i s ł a w z a c h ę c i ć do m i ł o w a n i a ! S z t u k ą K r a w c z u k ó w intere­
s u j ą się s ą s i e d z i . N i e k t ó r z y m a j ą nawet ( i to k u p i o n e ) obrazy

z sal M u z e u m Narodowego w Warszawie, czy to podczas o g l ą d a ­

ojca i syna. Jest t o w i ę c fenomen nie t y l k o a r t y s t y c z n y ,

nia

i

prac

amatorów.

wrażliwości

Konstatowałem

i horyzontów

myślenia

ze

zdziwieniem

Bronisława,

rozwój

podczas

gdy

ale

kulturowy.
K r a w c z u k i wie m i e s z k a j ą c na Ś l ą s k u i w r a s t a j ą c w otoczenie

w m a l a r s t w i e nie w y c h o d z i ł poza w y p r a c o w a n y w c z e ś n i e j s t y l .

zachowali j e d n a k , nawet z e w n ę t r z n i e , p e w n ą o d r ę b n o ś ć .

D o s k o n a l i ł go j e d n a k , cechy „ n a i w n e " u c z y n i ł ś w i a d o m i e k s z t a ł ­

inne t w a r z e , szerokie, u ś m i e c h n i ę t e , inne s y l w e t k i , i n n ą m o w ę —

t o w a n ą w a r t o ś c i ą . O p e r o w a ł coraz bardziej p r e c y z y j n ą

m i ę k k ą , z t y p o w o k r e s o w y m z a ś p i e w e m . W o d r ó ż n i e n i u od w i e l u

kreską,

coraz lepiej d a w a ł sobie r a d ę z k o m p o z y c j ą , p l a n a m i , perspek­

nieprofesjonalnych

tywą,

p r ę d z e j p o z b y ć się statusu a m a t o r a , K r a w c z u k o w i e nie

porządkowaniem

elementów,

co

we

wczesnym

okresie

malarzy, m a r z ą c y c h

o t y m , aby

jak

Mają

naj­
mają

nie zawsze m u się u d a w a ł o . W c i e k a w y s p o s ó b p r z e s z e d ł od p r y ­

tego rodzaju d ą ż e ń . M a l u j ą przecie w s z y s t k i m z p o t r z e b y we­

m i t y w u w y n i k a j ą c e g o z n i e u m i e j ę t n o ś c i do ś w i a d o m e g o

w n ę t r z n e j , dla satysfakcji, w zasadzie nie dla z a r o b k u .

giwania

się

wypracowanym

przez

siebie

stylem.

posłu­

Zaskoczył

swoją

pracę

zarobkową

(Eugeniusz s k o ń c z y ł

szkołę

Mają

rzemiosł

m n i e w 1979 г., k i e d y to n a m a l o w a ł d u ż y c h r o z m i a r ó w t r y p t y k

i jest z ł o t n i k i e m ) . N i k t z n i c h nie chce się d o k s z t a ł c a ć , u c z ę s z c z a ć

przedstawiający

na k u r s y malarskie. I d ą s w o j ą d r o g ą , a o s i ą g n i ę t e sukcesy (z re­

jak

mrowisko pokryte t ł u m e m

niegdzie

32

„ Z r y w " . N a t r z e c h obrazach w i d n i e j ą

transparentami,

postaci z w i d n i e j ą c y m i

sztandarami.

Później

hałdy,
gdzie

kilkakrotnie

g u ł y I n a g r o d y na k o n k u r s a c h w k t ó r y c h b i o r ą u d z i a ł ) p o t w i e r ­
d z a j ą s ł u s z n o ś ć obranego k i e r u n k u .

�, . N a i w n o ś ć " ojca b y ł a na p o c z ą t k u po prostu najbardziej
o d p o w i a d a j ą c ą m u f o r m ą wypowiedzi. K o m p o z y c j a , rysunek —•

Z a najbardziej i n t e r e s u j ą c y c h malarzy uznaje Chagalla a w Polsce
Gielniaka, Suberlaka i D u d ę - G r a c z a .

s p r a w i a ł y mu t r u d n o ś ć . E f e k t n a i w n o ś c i w y n i k a ł więc ze sposobu
takiego

Zarówno ojciec j a k i syn najwięcej cenią s z t u k ę

porządkowania elementów wyobrażanego świata, który

dawną,

u m o ż l i w i a ł jego umowny opis. B r a k tu warstwy symbolicznej,

najmniej w s p ó ł c z e s n ą — a w a n g a r d o w ą oraz l u d o w ą . S y n , zapy­

wieloznacznej roli e l e m e n t ó w , tego co pojawi s i ę dopiero we wspa­

tany o swe fascynacje wymienia Leonarda da V i n c i a ze współ­

n i a ł y c h p ł ó t n a c h p o w s t a ł y c h po 1979 г., ś w i a d o m i e o p e r u j ą c y c h

czesnych Suberlaka. Z wystaw, które w y w a r ł y na nim n a j w i ę k s z e

symboliką,

wrażenie wymienia kolekcję Zimmerera, Nikifora, Zagajewskiego,

skojarzeniami, alegorią.

We

wczesnych

pracach

„ n a i w n y c h " obraz jest p ł a s k i , g ł a d k i , w i d a ć w t y m d o ś w i a d c z e ­

Ociepkę,

nie nabyte przez malowanie s z y l d ó w . Ś w i a t przedstawiony m a

w ankiecie czym się różnią malarze profesjonalni od nieprofesjo­

jednak s w ą p o e t y k ę , jest w nim p r ó b a uchwycenia atmosfery

nalnych odpowiada: „ T y m że zawodowcy m a l u j ą obrazy współ­

ft laska. Borykanie s i ę z p e j z a ż e m

czesne, podczas gdy m y malujemy to, co k a ż d y m a od siebie

jest t u przede wszystkim

Triennale P l a s t y k i

Nieprofesjonalnej.

Na

pytanie

w a l k ą ze s o b ą , z n a t a r c z y w o ś c i ą p a m i ę c i , k t ó r a w pierwszych

do powiedzenia". A c z y m jest dla Ciebie malowanie — koniecz­

obrazach j a k b y n a k ł a d a ł a wizję podolskioh ziem na ś l ą s k i e hał­

nością

dy. S ą d z ę nawet, że w ł a ś n i e poczucie o b c o ś c i b y ł o z a s a d n i c z ą

odpowiada. „ M a l o w a n i e daje m i zadowolenie".

p r z y c z y n ą dla k t ó r e j K r a w c z u k zaczął m i ł o w a ć . To m u pomaga­
ło o s w o i ć nowe ś r o d o w i s k o , to m u dało uspokojenie i s a t y s f a k c j ę
a nawet ś w i a d o m o ś ć społecznej w a r t o ś c i tego co robi (stwierdze­
nie w ankiecie).

wewnętrzną,

źródłem

zarobku itd. 1 „ R o z r y w k ą "

—

W t y m punkcie odpowiedzi syna i ojca różnią się chyba naj­
bardziej. „Malarstwo daje mi w i e l k ą s a t y s f a k c j ę i nie w y o b r a ż a m
sobie j a k b y m m ó g ł ż y ć bez niego. W 1979 r. o t r z y m a ł e m do­
roczną n a g r o d ę miasta Gliwic z a osiągnięcia twórcze i to b y ł

W swoich pracach ceni „ s z c z e r o ś ć " ( „ m o j e prace — pisze —

zaszczyt n a j w i ę k s z y j a k i mnie s p o t k a ł w ż y c i u . " pisze B r o n i s ł a w .

są bardziej szczere od uczonych a więc prawdziwe"). N a pytanie

P y t a m : a gdyby nie b y ł o tych s u k c e s ó w czy również by P a n

kogo u w a ż a za swego mistrza odpowiada zdecydowanie: nikogo.

m a l o w a ł ? „ N a powno, ale chyba mniej... malarstwo mnie rozpię­

l i . 7. Eugeniusz K r a w c z u k , Portret jubileuszowy,

olej na p ł y c i e , w y m . 128x 108 cm

33

�I I . 8. Eugeniusz K r a w c z u k , Akwarium 2

fa, m u s z ę m a l o w a ć . J u ż nie m ó g ł b y m nie m a l o w a ć . Bo to dla
mnie nie zabawa, ale azyl. T a k , a z y l ! " — powtarza z naciskiem.
Prace K r a w o z u k ó w z n a j d u j ą się w zbiorach Muzeum w Z a ­
brzu, Muzeum O k r ę g o w e g o w R a d o m i u , P a ń s t w o w e g o Muzeum
Etnograficznego w Warszawie, Muzeum Etnograficznego w K r a ­
kowie, w kolekcji L . Zimmerera.

P . S . Krawczukowie n a l e ż ą do najczęściej w y s t a w i a j ą c y c h
t w ó r c ó w nieprofesjonalnych w Polsce. Mieli i n d y w i d u a l n ą wy­
s t a w ę w Winterthur (1980). Obrazy swoje pokazywali w Gli­
wicach (wielokrotnie), B ę d z i n i e , K a t o w i c a c h , Krakowie, Szcze­
cinie, Warszawie W r o c ł a w i u . I c h prace wystawiano za granicą
w R F N , Szwajcarii, J u g o s ł a w i i , Czechosłowacji, Szwecji, Nor­
wegii, D a n i i itd.

Fot.: Z. Czajkowski, il. 1; J. Świderski, il. 8

34

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10462" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10440">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/11904dc1eb3add7c0e1268ed7b3da37b.pdf</src>
        <authentication>8c0cfcc252190844c82570060e430d07</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124537">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3490</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124538">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124539">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3271</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124540">
                <text>Sztuka ludowa we współczesnej kulturze artystycznej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124541">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.3-16</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124542">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124543">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124544">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124545">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124546">
                <text>I
Aleksander Jackowski

SZTUKA LUDOWA WE WSPÓŁCZESNEJ KULTURZE ARTYSTYCZNEJ

1

Przynajmniej od połowy X I X w . sztuka ludowa
stanowi w a ż n y element k u l t u r y wizualnej naszego k r a ­
j u , i to z a r ó w n o przez fakt swego b e z p o ś r e d n i e g o w y ­
s t ę p o w a n i a , j a k t e ż i przez inspiracje, k t ó r y c h dostar­
cza szituce kwalifikowanej. Inspiracje te są przy t y m
r ó ż n o r o d n e , podobnie j a k r ó ż n o r o d n e są przyczyny, dla
k t ó r y c h zwracano się — i nadal zwraca — do sztuki
ludowej.
Czego innego szukali w kulturze ludowej r o m a n ­
tycy, czego innego w dziewięćdziesiątych latach ideolo­
gowie stylu narodowego, k t ó r y to styl w warunkach
d ł u g o t r w a ł e j niewoli służyć m i a ł podtrzymaniu ducha
narodowego, rozwijaniu patriotycznej więzi podzielone­
go narodu. Nie przypadkiem n a w i ą z y w a n o w ł a ś n i e w t e ­
dy do ludowej ornamentyki, do cech z e w n ę t r z n y c h , for­
malnych, k t ó r e w społecznym odbiorze s k ł a d a ł y się na
stereotyp rodzimości.
Ta pierwsza, dość powszechna fascynacja s z t u k ą l u ­
d o w ą w i ą z a ł a się, rzecz prosta, z tendencjami artystycz­
n y m i okresu. Odkryto
ludową
a r c h i t e k t u r ę , zdobni­
ctwo — bo mieściły s i ę w ó w c z e s n y c h d ą ż e n i a c h stylotwórczyich, w y s t ę p u j ą c y c h zresztą nie t y l k o w Polsce,
ale i w w i e l u innych krajach europejskich. A l e nie do­
strzeżono j u ż a n i drzeworytu, a n i rzeźby ludowej, ani
malarstwa. Przeciwnie, w t y m samym czasie, gdy W i t ­
kiewicz w s p ó l n i e z g ó r a l s k i m i cieślami wznosił domy
w stylu „ z a k o p i a ń s k i m " — t ł u c z o n o masowo, za namo­
wą miejscowego proboszcza, obrazy na szkle, u w a ż a j ą c
je za z w y k ł e , nieporadne bohomazy. Przyszło czekać
blisko ćwierć w i e k u , n i m ówczesny charakter p r ą d ó w
artystycznych, d o c h o d z ą c y c h do Polski, s t w o r z y ł w a ­
r u n k i dla dostrzegania w a r t o ś c i ludowego drzeworytu,
rzeźby i malarstwa. Trzeba było przemian w sztuce,
k t ó r e pozwoliły dostrzec w a r t o ś c i sztuki ludowej, trze­
ba b y ł o p r z e ł o m u w m y ś l e n i u artystycznym, k t ó r y za­

w d z i ę c z a m y kubizmowi, a po części i ekspresjonizmow i . Z kolei n a w i ą z a n i e w ł a ś n i e do sztuki ludowej (a
nie np. rzeźb m u r z y ń s k i c h ) z a d e c y d o w a ł o o specyficz­
nie polskim obliczu naszego formizmu.
W r ó ć m y jednak do sytuacji z lat d z i e w i ę ć d z i e s i ą ­
tych. Odnotujmy co w ó w c z a s u w a ż a n o za s z t u k ę l u d o w ą ,
co s t a n o w i ł o źródło inspiracji? B y ł to ornament, deko­
racja, k t ó r ą przenoszono w formie b e z p o ś r e d n i e j l u b
stylizowanej na inny przedmiot, a nawet na inny ma­
teriał i t e c h n i k ę . M o t y w y z haftu ryzowano w drewnie,
budowano nawet pianina w stylu g ó r a l s k i m , a fabryka
porcelany w Sevres w y p u ś c i ł a rozkoszny serwis do k a ­
wy n a ś l a d u j ą c y drewniane g ó r a l s k i e czerpaki.
Jak więc w i d a ć , ó w c z e s n y zwrot k u formom ludo­
w y m dotyczył przede wszystkim z e w n ę t r z n e g o charak­
teru przedmiotu, mieszcząc się jeszcze w ramach ó w ­
czesnego typu m y ś l e n i a . W istocie bowiem zastąpiono
ornament eklektyczny — stylowym, rodzimym, d b a j ą c
tylko o logikę jego zastosowania, nie dochodzono jed­
nak jeszcze do p o s t u l a t ó w czystej funkcjonalności, któ­
re dopiero k i e ł k o w a ł y w ś r ó d m ł o d e g o pokolenia plasty­
ków.
Pokolenie to doszło do głosu d o s ł o w n i e w p i e r w ­
szym roku naszego stulecia. P o w s t a ł o „ S t o w a r z y s z e n i e
Polska Sztuka Stosowana", k t ó r e p o s t a w i ł o sobie za cel
o d n o w ę rękodzieła artystycznego, p r z y w r ó c e n i e rzemio­
słu jego wysokiej rangi. W ich działalności zaowoco­
w a ł a n a j p e ł n i e j myśl Ruskina i Morrisa, p r z e ś w i a d c z e ­
nie iż w ł a ś n i e l u d z a c h o w a ł w a r t o ś c i , k t ó r e c e c h o w a ł y
r z e m i e ś l n i k ó w ś r e d n i o w i e c z n y c h : łączenie w jedno fazy
tworzenia (czyli projektowania) z wykonawstwem, p r a ­
cy z twórczością.
Raz jeszcze p o t w i e r d z i ł a się teza, iż dostrzega się
tylko to, do z a u w a ż e n i a czego jest się przygotowanym.
O d k r y w a n o z r a d o ś c i ą i s a t y s f a k c j ą ludowe zdobni-

I I . 1. Haft p. Szczygielskiej na wystawie z a k o p i a ń s k i e j w „ C h a c i e Brzegi".
„Motywy
w z i ę t e z parzenic, ozdób znalezionych na starej kijance, skrzyniach i saniach'. Repr. z
„Tyg. IUustrowanego", 1904, n r 38, s. 774

�l i . 2. Kredens p r o j e k t u Franciszka Neużila, w y k . przed 1890 r.
w z a k o p i a ń s k i e j Szkole P r z e m y s ł u Drzewnego. I I . 3, 4. Wojciech
J a s t r z ę b o w s k i : b e z p o ś r e d n i e n a w i ą z a n i a do konstrukcji i formy
zydla ludowego (1917 r.) oraz p r z y k ł a d inspiracji logiką m y ś l e ­
nia w ł a ś c i w ą sztuce c h ł o p s k i e j

4

�ctwo, meble, sprzęty. Odkrywano je w r ó ż n y c h częś­
ciach k r a j u , ze zdumieniem jakie t o w a r z y s z y ć może,
gdy się na strychu w ł a s n e g o domu znajdzie nieoczeki­
wanie p i ę k n e i w a ż n e dla siebie przedmioty, k t ó r y c h
przedtem w ogóle nie u w a ż a n o za ciekawe.
Z w r ó ć m y u w a g ę na to, iż w t y m czasie sztuka l u ­
dowa p r z e ż y w a ł a na wsi szczyt swego rozwoju. Była
n a t u r a l n ą częścią pejzażu kraju, ale też była podobnie
jak pejzaż traktowana. Jako obiekt do z a c h w y t ó w , jako
temat do malowania — ale nie jako r ó w n o r z ę d n a t w ó r ­
czość, nie jako partner w koncepcjach artystycznych.
O t ó ż w ł a ś n i e a r t y ś c i spod znaku „sztuki stosowa­
nej" dostrzegli w r z e m i o ś l e i w zdobnictwie te cechy
podstawowe, k t ó r y c h poszukiwali. Zwrócili się, jakby
ponad t y s i ą c e m lat doświadczeń, do źródeł, do zasad,
k t ó r e leżały u p o c z ą t k u sztuki.

Przypomnijmy. Jest rok 1902. Paul Klee zapisuje
znamienne zdanie: „ C h c i a ł b y m być jak nowo-narodzony". N a s t ę p u j e zmiana tradycji, do k t ó r y c h się n a w i ą ­
zuje, k t ó r e u w a ż a się za w a ż n e i w ł a s n e .
T ą ważiną księgą zapomnianych p r a w d staje się
sztuka ludowa. Staje się ona przy t y m szkolą funkcjo­
nalnego m y ś l e n i a . Idee, k t ó r e na zachodzie u ś w i a d o m i
w k i l k a lat później Bauhaus, k s z t a ł t u j ą się w Polsce
w oparciu o d o ś w i a d c z e n i a w y c i ą g n i ę t e z analizy c h ł o p ­
skiego r z e m i o s ł a i zdobnictwa.
R ó ż n i c e są oczywiście
znaczne. Bauhaus tworzy
zwarty system teoretyczno-pedagogiczny, w Polsce na­
tomiast dochodzi do głosu doświadczenie artystyczne,
intuicja t w ó r c z a , znacznie słabiej podbudowane myślą
t e o r e t y c z n ą . I jeszcze jedno. Teoria Bauhausa, jak k a ż ­
da konsekwentnie budowana teoria, w i o d ł a do sytuacji
5

�5

П. 5. Ucieczko do Egiptu,

drzeworyt ludowy. I I . 6. W ł a d y s ł a w Skoczylas, Jayiosik,

drzeworyt z 1917 r.

skrajnych, do swoistego puryzmu funkcjonalnego, pod­
czas gdy w Polsce powrotowi do zasad celowości i au­
tentyzmu sztuki stosowanej t o w a r z y s z y ł a jednoczesna
potrzeba wyrazu emocjonalnego, u m i ł o w a n i e ornamen­
t u (zgodnego z k o n s t r u k c j ą i f u n k c j ą przedmiotu).

bowski, inicjator grupy i jej ideolog, pisał: „O przera­
bianiu i doskonaleniu sztuki ludowej, o braniu z niej
gotowych m o t y w ó w nie było mowy. Pozostała sama
t y l k o zasada logiki, szczerości i zrozumienia w a r t o ś c i
narzędzia i materiału" .

N i e m a ł a w t y m zasługa S t a n i s ł a w a W y s p i a ń s k i e g o .
Jego dramaty, a w plastyce — wizje piastowskich gro­
d ó w , trony-siedziska, łączyły s z t u k ą l u d o w ą z histo­
rią, n a d a j ą c jej znaczenie symboliczno-emocjonalne. I
znów trzeba p a m i ę t a ć o sytuacji historycznej k r a j u ,
znajdującego się w niewoli. Sztuka ludowa — przy
wszelkich swych inspiracjach formalnych — s t a n o w i ł a
j e d n o c z e ś n i e symbol t r w a ł o ś c i narodu, w i ą z a ł a się z d ą ­
żeniem
do
zachowania jego tożsamości historycznej.
S t ą d silniej niż w j a k i m k o l w i e k n i e p o d l e g ł y m k r a j u
inspiracje ludowe m i a ł y podtekst emocjonalny, patrio­
tyczny.

Ta logika zawarta w architekturze przedmiotu była
w a r t o ś c i ą c e n i o n ą n a j w y ż e j . Po latach d o ś w i a d c z e ń , w
p r z e d d z i e ń M i ę d z y n a r o d o w e j Wystawy Sztuki Dekora­
cyjnej w P a r y ż u (1925 г.), k t ó r a p r z y n i o s ł a naszej sztu­
ce sukces n a j w i ę k s z y — pisał Jerzy W a r c h a ł o w s k i : „W
j a k i s p o s ó b w y z y s k a ć m o t y w y ludowe w nowoczesnej
sztuce dekoracyjnej na to przepisu nie ma (...) Może
na drodze z u p e ł n e j negacji? (...) Analiza głębsza k a ż d e ­
go objawu sztuki ludowej (...) uczy wiecznych, nieprzedawnionych praw logiki i szczerej kompozycji w zakre­
sie barw i f o r m " .

W 1901 r. f o r m u ł u j ą c program ideowy założyciele
Stowarzyszenia Polskiej Sztuki Stosowanej postulowali:
„ t w o r z e n i e ś w i a d o m e stylu narodowego poprzez, między
i n n y m i , wykorzystanie dorobku sztuki ludowej we w ł a s ­
nej twórczości, ale nie przez jej n a ś l a d o w n i c t w o " *.
Często jednak d ą ż e n i e do stylu oznaczało w p r a k ­
tyce s i ę g a n i e do ludowych w z o r ó w , do ornamentyki. Za­
chowywano co prawda logikę kompozycji, ale z a t r a c a ł a
ona walor emocjonalny, tak w a ż n y w autentycznej sztu­
ce ludowej. Styl s t a w a ł się z e w n ę t r z n ą cechą, dekora­
cją.
A r t y ś c i , k t ó r z y w 1913 r. u t w o r z y l i „ W a r s z t a t y K r a ­
kowskie" p r a g n ę l i dotrzeć w ł a ś n i e do istoty sztuki l u ­
dowej, p o m i a j a j ą c w a r s t w ę d e k o r a c y j n ą . Szukali auten­
tyzmu funkcji i konstrukcji przedmiotu, tego co stano­
wiło o jego emocjonalnej w a r t o ś c i . Wojciech J a s t r z ę ­

3

4

5

Odzyskanie niepodległości K r a j u w 1918 г. a z w ł a ­
szcza okres umacniania się p a ń s t w o w o ś c i i autorytetu
w ł a d z y na nowo ożywia dążenie s t y l o t w ó r c z e , ale j u ż
na gruncie sztuki oficjalnej, reprezentacyjnej. Może się
ona poszczycić przed o s t a t n i ą w o j n ą wieloma dokona­
niami, zwłaszcza w dziedzinie mebla, metaloplastyki, a
zwłaszcza tkaniny o cechach monumentalnych.
Obok kostniejącej w z r o z u m i a ł y sposób sztuki re­
prezentacyjnej, istniały w latach m i ę d z y w o j e n n y c h dwa
i n t e r e s u j ą c e zjawiska, na k t ó r e trzeba zwrócić u w a g ę .
Jedno z nich w i ą ż e się z analitycznym p o d e j ś c i e m do
sztuki ludowej. R e p r e z e n t o w a ł je m i n . Wojciech
Ja­
s t r z ę b o w s k i . M y ś l ą c o rodzimym podłożu sztuki dostrze­
gał nie tylko typowe, a p o n i e k ą d stereotypowe cechy
regionalnej twórczości wiejskiej, z w i ą z a n e z p o t r z e b ą
zaznaczenia tożsamości w ł a s n e j grupy, parafii, wsi, ale
i to, co było w ogóle w s p ó l n e l u d o w i , a z w i ą z a n e ге

�I I . 7. Jerzy Panek, Don Kichot,

drzeworyt z 1958 г. I I . 8. Sw. Mikołaj, drzeworyt
ilustracja do książki, ok. 1928 r.

stosunkiem do przyrody, powszechnie i stale u ż y w a ­
nych m a t e r i a ł ó w . U r z e k a j ą go f o r m y
naturalne,
wcale nie zdobione, a przecież z nieomylnym i n s t y n k ­
tem
artystycznym
z a u w a ż o n e w p l ą t a n i n i e korzeni,
gąszczu k o n a r ó w i gałęzi. Dostrzega walory, k t ó r y c h
tradycyjna etnografia nie zechce u z n a ć jeszcze przez
ćwierć w i e k u .
Pole inspiracji rozszerza się. Podobnie jak to miało
miejsce w przedrewolucyjnej Rosji, w działalności K a n dinsky'ego, Ł a r i o n o w a , Gonczarowej — w o b r ę b zainte­
resowania artys'ty^plastyka wkracza
sztuka
peryferii
miejskich: szyldy, reklamy, r y s u n k i na p ł o t a c h . Zauwa­
ża się
twórczość samorodnych, „ n a i w n y c h " a r t y s t ó w
miejskiego pogranicza — u nas: N i k i f o r a , Janeczki.

ludowy.

I I . 9.

Jan

Bukowski,

Ogólnie m ó w i ą c , ź r ó d ł e m inspiracji staje się wszyst­
ko, co otacza a r t y s t ę , niezależnie od tego, czy jest typo­
we dla j a k i e j ś grupy c h ł o p s k i e j , czy nie.
Drugie i n t e r e s u j ą c e zjawisko, w y r a ź n i e zarysowane
w czasie p r z y g o t o w a ń do wystawy paryskiej w 1925 r.
to w s p ó ł p r a c a plastyka z u z d o l n i o n ą g r u p ą młodzieży
wiejskiej czy robotniczej. Eksperyment t a k i
podjęli
wówczas K a r o l S t r y j e ń s k i oraz A n t o n i Buszek . S t r y j e ń s k i w ciągu k i l k u miesięcy pracy z g r u p ą m ł o d z i e ­
ży, p r z e w a ż n i e g ó r a l s k i e j , d o p r o w a d z i ł do tego, że za­
częli oni t w o r z y ć rzeźby w drewnie zgodnie z podsta­
w o w ą g r a m a t y k ą form ludowych, ale w y n i k ł e z ich
w ł a s n y c h dyspozycji, a nie m ą d r o ś c i nauczonej, nie z
zapożyczeń;
Buszek
z a p r o p o n o w a ł grupie robotnic z
9

7

�11
10, 11. Rzeźba

ludowa ze Ś l ą s k a

oraz rzeźba ucznia z a k o p i a ń s k i e j Szkoły P r z e m y s ł u
kier. K . S t r y j e ń s k i e g o , ok. 1925 r.

fabryki p a p i e r o s ó w malowanie na batiku, p o k a z u j ą c im
podstawy technologii, i p o z o s t a w i a j ą c p e ł n ą s w o b o d ę
wypowiedzi. K o n t a k t plastyka-animatora, a p o n i e k ą d i
r e ż y s e r a t w ó r c z e j w y o b r a ź n i , z młodzieżą d a ł w obu
wypadkach doskonale rezultaty.
Dalsze d o ś w i a d c z e n i a w t y m k i e r u n k u prowadzone
m.in. j u ż po ostatniej wojnie przez prof. E l e o n o r ę P l u t y ń s k ą , Antoniego Kenara i g r u p ę innych p l a s t y k ó w
skupionych w o k ó ł Instytutu Wzornictwa P r z e m y s ł o w e ­
go dowiodły, że w w a r u n k a c h nawarstwiania się róż­
nych w z o r ó w estetycznych rola plastyka-animatora po­
lega na u ś w i a d a m i a n i u podstaw t w ó r c z y c h , na w y k o ­
rzystaniu i n w e n c j i bazującej na zasobie posiadanych do­
świadczeń.
W s p ó ł p r a c a np. prof. P l u t y ń s k i e j z g r u p ą tkaczek
b i a ł o s t o c k i c h p o z w o l i ł a i m w y z w o l i ć się ze sztampy
modnych w z o r ó w fabrycznych i zacząć projektowanie
b e z p o ś r e d n i o na t k a c k i m warsztacie zgodnie z zasada­
m i techniki, warsztatu. Z kolei dzięki poznaniu techniki
tkania prof. P l u t y ń s k a s t w o r z y ł a znakomite dzieła, t w o ­
rzone bezpośrednio przy warsztacie. N a s t ą p i ł a wzajem­
na wymiana doświadczeń, wzajemna inspiracja, w i o d ą ­
ca zresztą do zbliżonych e f e k t ó w k o ń c o w y c h .
Zapiecze tradycji pozwala we wszystkich takich
przypadkach osiągnąć nowe jakości, zgodne z logiką
techniki i tworzywa a przy t y m zbliżone w efekcie do
typowej dla sztuki ludowej g r a m a t y k i form.
Metoda w s p ó ł p r a c y , lansowana po ostatniej wojnie
przez prof. W a n d ę T e l a k o w s k ą z I n s t y t u t u Wzornictwa
P r z e m y s ł o w e g o , aczkolwiek nie p r z y n i o s ł a z n a c z ą c y c h
e f e k t ó w we wzornictwie p r z e m y s ł o w y m , z a s ł u g u j e na

8

Drzewnego, w y k .

pod

u w a g ę , zwłaszcza w sytuacji szybkiego zaniku żywej
sztuki ludowej. Może mieć ona szczególne znaczenie w
warunkach rozpadu tradycyjnej k u l t u r y chłopskiej i
k r z y ż o w a n i a się r ó ż n y c h w z o r c ó w estetycznych, w okre­
sie, gdy żyjący jeszcze tzw. t w ó r c y l u d o w i w y k o r z y s t u ­
ją swe tradycyjnie nabyte u m i e j ę t n o ś c i w celu w y k o n y ­
wania dla odbiorcy miejskiego adaptowanych ludowopodobnych p r z e d m i o t ó w . Metodzie tej m o ż n a by wróżyć
sukces w praktyce działalności takich instytucji
jak
Cepelia, z a j m u j ą c y c h się p r o d u k c j ą w y r o b ó w o cechach
ludów yth.
W ą t p l i w e natomiast wydaje się, czy metoda ta mo­
że z a p e w n i ć rodzimy wyraz wzornictwu p r z e m y s ł o w e ­
mu. Jako program działania wydaje się sprzeczna z
istotą współczesnego wzornictwa, z mechanizmem m ó d ,
szybko p r z e m i j a j ą c y c h , z p s y c h i k ą odbiorców, nasta­
wionych na s t a ł ą k o n f r o n t a c j ę z k r a j a m i o w y ż s z y m
standardzie ż y c i o w y m . Problemem p o d s t a w o w y m jest
dziś poprawa jakości w y r o b ó w konfekcyjnych, mebli,
tkanin, w y r o b ó w t r w a ł e g o u ż y t k u . Poprawa (między i n ­
nymi) poziomu w z o r ó w , kolorystyki. W modelu rzeczy­
w i s t y m (a nie postulowanym)
współczesnej
kultury,
o g r o m n ą rolę o d g r y w a j ą czynniki z w i ą z a n e z powszech­
n y m d ą ż e n i e m do awansu s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e g o , mie­
rzonego m i ę d z y n a r o d o w y m i wzorcami konsumpcji, przy­
r ó w n y w a n i e m w y r o b ó w nabywanych w Polsce do po­
dobnych zagranicznych, o b o j ę t n i e — zachodnioeuropej­
skich, enerdowskich czy w ę g i e r s k i c h .
Nie przeczy to oczywiście temu, że zawsze przy
o k r e ś l o n e j koniunkturze i s t n i e ć m o ż e sytuacja sprzyja­
jąca dla inspiracji w y r o b ó w p r z e m y s ł u lekkiego s z t u k ą

�l u d o w ą . Czasem przenoszona w formie niemal bezpo­
ś r e d n i e j (hafty), kiedy indziej w postaci wzoru k r o j u ,
d o d a t k ó w i t p . D o ś w i a d c z e n i e wskazuje, że rezultat ta­
kich z a b i e g ó w zależy od:
a — ogólnego t r e n d u w modzie,
b — umiejętności
szybkiego wykorzystania
powstałej
k o n i u n k t u r y przez producenta,
с — talentu p r o j e k t a n t ó w .
W dotychczasowej praktyce p r ó b y masowego lanso­
wania np. p a s i a k ó w nie d a w a ł y d o b r y c h r e z u l t a t ó w .
Ludowe inspiracje w modzie s p r o w a d z a ł y się więc do
kolekcji w y s t a w o w y c h spod znaku haute couture, c h ę t ­
nie pokazywanych w prasie ilustrowanej, telewizji. W y ­
daje się, że r e ż y s e r o w a n e widowiskowo pokazy takiej
mody folklorystycznej s t a j ą się s t a ł y m elementem w
naszej kulturze, t o w a r z y s z ą c w i e l u imprezom masowym.
Pokazy mody inspirowanej s z t u k ą l u d o w ą należą więc
nie tyle do p r z e j a w ó w produkcji p r z e m y s ł u lekkiego,
co przede wszystkim do imprez masowych, b a z u j ą c y c h
na folklorze. Imprez takich jest obecnie bardzo dużo.
Większość z nich dawniej nie i s t n i a ł a , dziś zaś s t a n o w i ą
nieodłączną część w i e l k i c h widowisk w rodzaju woje­
w ó d z k i c h czy o g ó l n o p a ń s t w o w y e h
dożynek,
Cepeliad,
Festiwali, D n i Miast i imprez t o w a r z y s z ą c y c h ś w i ę t o m
narodowym.
I t u dochodzimy do konstatacji bardzo istotnej. O
ile przed o s t a t n i ą w o j n ą problem inspiracji
ludowych
i wykorzystywania poza ś r o d o w i s k i e m w i e j s k i m elemen­
t ó w folklorystycznych
dotyczył przede wszystkim tzw.
sztuki wielkiej i stosowanej — w jej ambitnych prze­
jawach, o tyle obecnie w y s t ę p u j e w kulturze masowej,
powszechnej. Jest to zresztą problem szerszy — doty­
czy bowiem w ogóle relacji m i ę d z y s z t u k ą l u d o w ą a
k u l t u r ą a r t y s t y c z n ą okresu.
1

-

I I . 12. Zbigniew

Z w r ó ć m y u w a g ę — w pierwszym półwieczu inspira­
cje ludowe w istotny s p o s ó b w y s t ę p o w a ł y w twórczości
k o m p o z y t o r ó w (Szymanowski, L u t o s ł a w s k i ) , w i e l k i c h i n s c a n i z a t o r ó w teatru (Leon Schiller, Dejmek), scenogra­
fów, grafików, rzeźbiarzy, a nawet malarzy, że w y m i e ­
nię t u Zofię S t r y j e ń s k a , nie m ó w i ą c już o plastykach
związanych z architekturą wnętrz i sztuką stosowaną.
W ostatnim ć w i e r ć w i e c z u inspiracje takie należą w tych
dziedzinach do rzadkości. Spotyka się j e tylko spora­
dycznie, coraz rzadziej (Rząsa, K i l i a n , K i l a r ) .
Przeszły jednak te inspiracje do dziedzin k u l t u r y
masowej: widowisk popularnych ( m i n . Zespołów P i e ś n i
i T a ń c a „ M a z o w s z e " i „Śląsk"), estradowych, f o l k l o r y ­
stycznych zespołów amatorskich, lekkiej piosenki, bitu,
a nawet jazzu, g r a f i k i reklamowej, plakatu, oprawy ma­
sowych imprez i widowisk, p r z e m y s ł u turystycznego i
pamiątkarskiego.
Z a s t a n a w i a j ą c się nad t y m faktem trzeba zwrócić
u w a g ę na z a s a d n i c z ą z m i a n ę funkcji inspiracji w mo­
delu k u l t u r y , w t y m i k u l t u r y artystycznej.
Na p o c z ą t k u stulecia inspiracje ludowe towarzyszy­
ły awangardzie artystycznej. W sztuce wiejskiej znaj­
dowano sojusznika poscaukiwań t w ó r c z y c h . Odkrywano
tę s z t u k ę na fali p r z e ł a m y w a n i a akademickich k o n w e n ­
cji X I X w i e k u .
Obecnie sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Poszu­
kiwania współczesnej sztuki poszły w innych k i e r u n ­
kach. K r a ń c a m i ich są z jednej strony penetracje psy­
chiki ludzkiej, z drugiej chęć zbliżenia się do nauki,
twórczość laboratoryjna, w wysokim stopniu intelek­
tualna. Poszukiwania i mody m a j ą miejsce poza k r ę ­
giem ludowej sztuki. Przeciwnie — na wzburzonym mo­
rzu w s p ó ł c z e s n y c h p o s z u k i w a ń , mód w z n o s z ą c y c h się
i o p a d a j ą c y c h po c h w i l i na dno — sztuka ludowa staje

Pronaszko, Pieta, rzeźba, gips, 1913. I I . 13. Fragment a d o r u j ą c e g o a n i o ł k a , rzeźba ludowa w drew­
nie, polichromowana

�14

się ostoją tradycji, o d w o ł a n i e m do przeszłości. Zaczyna
działać w i n n y m obiegu informacji.
Szuka się więc w niej nie odrodzenia zagubionych
w a r t o ś c i , czy prawd rudymentarnych,
ale
ludowych
konwencji, czyli tego, co oczywiste i co w ś w i a d o m o ś c i
masowego odbiorcy w i ą ż e się z pojęciem rodzimych
tradycji. Powiedzmy w i ę c e j : jeśli stylistyka ludowa —
nawet w najbardziej stereotypowej wersji — w y s t ę p u j e
dziś w p r z e m y ś l e turystyczno-&lt;gastronomicznym i w re­
klamie, to w ł a ś n i e dlatego, że istnieje w tych dziedzi­
nach potrzeba stereotypu, ł a t w e g o rozpoznania co jest
h i s z p a ń s k i e , a co w ę g i e r s k i e , czy polskie. Dlatego pa­
m i ą t k a narodowa czy regionalna musi o d w o ł y w a ć się
do czytelnego znaku informacyjnego, z a r ó w n o wtedy
gdy jest to p a m i ą t k a tania i masowa, jak i w ó w c z a s
gdy ma charakter unikatowy.
Inspiracje ludowe w k u l t u r z e masowej m u s z ą więc
o d w o ł y w a ć się do tego co znane, oczywiste, charakte­
rystyczne — a więc nie do logiki form, nie do trudno
czytelnych emocji (np. dawnej r z e ź b y kultowej) lecz
do z e w n ę t r z n e j warstwy dekoracyjnej, do ornamentyki.
S z u k a j ą c w dzisiejszej k u l t u r z e uzasadnienia dla i n ­
spiracji folklorystycznych, znajdujemy je, ale nie w sfe­
rze tych w a r t o ś c i , k t ó r e p o r u s z a ł y u m y s ł y i emocje ar­
t y s t ó w z pierwszej polowy
z o wieku.
P r z y g l ą d a j ą c się kosztownej tandecie „na ludowo"
coraz liczniejszych lokali gastronomicznych dostrzec w
nich m o ż n a podobny eklektyzm a nieraz i bezguście,
podobne powierzchowne n a w i ą z a n i e do pseudochlopskich
o r n a m e n t ó w — co w latach osiemdziesiątych ubiegłego
stulecia.

10

15

S t w i e r d z a j ą c t ę s y t u a c j ę bynajmniej nie zamierzam
twierdzić, iż jest nieunikniona i że nie ma dobrych w y ­
j ą t k ó w . D o ś w i a d c z e n i a Cepelii w s k a z u j ą , że m o ż n a p r o ­
d u k o w a ć — i to w skali masowej — wyroby adapto­
wane do w s p ó ł c z e s n y c h potrzeb, osiągające stosunkowo
dolbry poziom. Coraz częściej jednak k r y t y k u j e się je
za brak tego napięcia emocjonalnego, k t ó r e c e c h o w a ł o
dzieła dawnej sztuki ludowej oraz i n s p i r u j ą c e się nią
mistrzowskie p r z y k ł a d y artystycznego r ę k o d z i e ł a . Współ­
czesna sztuka ludowa jest estetyczna i niejako w do­
b r y m guście. Niewiele w niej jednak p o z o s t a ł o z suro­
wości p r y m i t y w u , m a ł o z autentyzmu dawnej sztuki
chłopskiej.
Gdy więc zastanawiamy s i ę , czemu współczesna
sztuka zwana l u d o w ą nie stanowi źródła ciągłej odnowy
i fascynacji współczesnej plastyki — w e ź m y pod u w a g ę
i tę w a ż n ą różnicę. Dawniej artyści obserwowali w o k ó ł
siebie ż y w ą , wciąż dla nich n o w ą s z t u k ę wiejskiego l u ­
du, dziś zaś w y t w o r y , k t ó r e widzą w sklepach i na
wystawach są już swoistą stylizacją, pastiszem dawnej
sztuki ludowej. Nie m a j ą siły przebicia a u t e n t y k ó w . To­
też n i e g d y ś fascynacja m i a ł a charakter spontaniczny,
obecnie zaś n a w i ą z a n i e do ludowej stylistyki jest prze­
w a ż n i e ś w i a d o m i e w y b r a n ą formą. Znacznie silniej dzia­
łać mogą na w y o b r a ź n i ę artysty autentyczne przejawy
sztuki jarmarcznej, plebejskiej, nawet takiej, k t ó r a oscy­
luje na granicy kiczu. Działają zresztą r ó ż n e bodźce,
r ó ż n e inspiracje — w t y m i sztuki p r y m i t y w n e j , egzo­
tycznej, ludowej — n i e z a l e ż n i e od tego gdzie i kiedy
p o w s t a ł e j . A j a k na t y m tle w y g l ą d a rękodzieło a r t y ­
styczne?

�П. 14. Rzeźba w drewnie, praca C z e s ł a w a Dukata, ucznia V k l . Liceum Technik Plastycznych w Zakopanem, w y k .
pod kier. Antoniego Kenara, 1956 г. I I . 15. Fragment Ukrzyżowania,
rzeźba ludowa z Podhala. I I . 16. Tytus Czy­
żewski, Madonna, olej, 1920 г. I I . 17. W. J a s t r z ę b o w s k i , Tragiczna, rzeźba w y k o r z y s t u j ą c a n a t u r a l n y k s z t a ł t
drzewa, w y k . w latach 1940—1947. I I . 18. Wypalony pieii drzewa, 2;akopane.

11

�Otóż p o r ó w n u j ą c s y t u a c j ę z początku wieku i obec­
ną dostrzec m o ż n a z m i a n ę miejsca i r o l i r ę k o d z i e ł a w
modelu k u l t u r y artystycznej. Z m i e n i ł y się funkcje i re­
lacje z i n n y m i dziedzinami twórczości.
Dawniej na osi: sztuka dla s p o ł e c z e ń s t w a — sztuka
elitarna, rękodzieło artystyczne widziało swe miejsce w
służbie szerokich rzesz odbiorców. Rękodzieło m i a ł o za­
p o c z ą t k o w a ć o d n o w ę sztuki, k t ó r a winna była przeni­
kać do życia ludzi. Obecnie miejsce to zajmuje wzor­
nictwo p r z e m y s ł o w e , dizajnerstwo. A l e nastawienie na
m a s o w o ś ć dizajnu przy jednoczesnym zaniku r z e m i o s ł a
niskoiseryjnego sprawia, że rękodzieło artystyczne staje
się przede wszystkim u n i k a t o w y m . Może b y ć ono oczy­
wiście r ó w n i e ż laboratorium nowych form, ale w p i e r w ­
szym r z ę d z i e staje się twórczością dającą s a t y s f a k c j ę
a r t y s t y c z n ą autorom. Cechą tego rękodzieła staje się
jednoczesność procesu m y ś l e n i a i realizacji, emocjonal­
ny stosunek do finalnej postaci dzieła, k t ó r e w o d r ó ż ­
nieniu od w y t w o r u manufakturowego czy p r z e m y s ł o w e ­
go k a ż d o r a z o w o u w z g l ę d n i a momenty zmienne, takie
jak:
—• charakter tworzywa (np. g r u b o ś ć i kolor skóry,
s ł o j e drewna, jego kolor, t w a r d o ś ć ) ,
—• u ż y t e n a r z ę d z i a ,
—• m y ś l artystyczna, s t a n o w i ą c a i n d y w i d u a l n ą od­
p o w i e d ź t w ó r c y na różne bodźce w e w n ę t r z n e i
zewnętrzne,
- odbiorca, a nawet indywidualna osoba, dla k t ó ­
rej się coś tworzy.

12

Tak o k r e ś l o n e rękodzieło artystyczne zbliża się w
swym charakterze do tzw. sztuki czystej, a k t ó r ą traf­
niej byłoby n a z w a ć s z t u k ą n a c e c h o w a n ą semantycznie.
Zbliża sdę w indywidualnej myśli, w szukaniu w e w n ę ­
trznej l o g i k i dzieła, w pierwiastkach emocjonalnych,
k t ó r e nie są komieoane dla spełnienia z a d a ń u ż y t k o ­
wych.
W jakiej mierze rękodzieło takie m o ż e się inspiro­
w a ć s z t u k ą l u d o w ą , być rodzime, a zarazem w s p ó ł c z e s ­
ne? Osiągnięcia sztuki skandynawskiej (zwłaszcza fiń­
skiej), j a p o ń s k i e j a t a k ż e np. R e p u b l i k i E s t o ń s k i e j w
ZSRR dowodzą, że rodzimość i nowoczesność są to po­
jęcia, k t ó r e nie m u s z ą się w y k l u c z a ć . Przeciwnie: ro­
dzimość, bazująca na r ó ż n y c h elementach tradycji i o d ­
r ę b n o ś c i przyrodniczo-geograficznych k r a j u m o ż e wzbo­
g a c a ć k s z t a ł t sztuki nowoczesnej, wnosić w nią nowe
pierwiastki, mieć więc postać szczegółową zjawiska ogól­
nego.
Oczywiste jest, że w pojęciu rodzimości p a r t y c y p u ­
je nie t y l k o sztuka ludowa, a zwłaszcza nie w swej
warstwie z e w n ę t r z n o - d e k o r a c y j n e j .
Rodzimość bowiem
to r ó w n i e ż charakterystyczny typ emocjonalności, spo­
sobu w y r a ż a n i a uczuć, przewaga cech praktycznych ctzy
romantycznych, typ t r a d y c j i religijnej i t d . W Polsce
kanon rodzimości X I X i X X w. w i ą ż e się z t r a d y c j ą
r o m a n t y c z n ą , a podejście emocjonalne widoczne jest
nawet w interpretacji takich k i e r u n k ó w , jak op-art, v i ­
sual-art czy conceptual-art.

�13

�Do żywej tradycji należy więc nie tylko sztuka l u ­
dowa, ale i portret sarmacki, a zwłaszcza trumienny,
prowincjonalna architektura barokowa, t w ó r c z o ś ć pleja­
dy poetów, pisarzy, k o m p o z y t o r ó w , rzeźbiarzy, malarzy
X I X i X X w. (łącznie z polskim ekspresjonizmem, for­
mizmem i koloryzmem). Do tradycji należy z a r ó w n o
ś w i a d o m o ś ć w ł a s n e j historii j a k i pejzaż wiejskich r ó w ­
nin i m a ł y c h miasteczek, r y t m życia, tempo — inne
prz&amp;oież w P a r y ż u czy Moskwie, a inne w Warszawie,
K r a k o w i e czy Katowicach.
P a t r z ą c na dzieła polskich a r t y s t ó w wystawiane na
Quadriannale w Erfurcie odczuwam ich w s p ó l n ą cechę,
n i e z a l e ż n i e od gatunku indywidualnych
talentów. Są­
dzę, że jest nią autentyzm kreacji, nie sięgający po
m a s k ę stylizacja, choćby ludowej. Być m o ż e nie u m i a ł ­
bym w i d z ą c j a k i ś jeden przedmiot z a s z e r e g o w a ć go do
konkretnej ekspozycji narodowej, ale odczuwam s p ó j ­
ność wszystkich tych prac, podobne zaplecze tradycji,
podobny stosunek do rzeczy, k t ó r e się tworzy.
Przychodzi m i w ó w c z a s na m y ś l emocja z j a k ą
wiejski młodzieniec zdobił przęślicę czy inny podarunek
dla swej narzeczonej, to z a a n g a ż o w a n i e , k t ó r e sprawia,
iż rzecz pozornie podobna do innych, ma jednak w ł a s ­
ny wyraz, jest rezultatem nie t y l k o wiedzy, tradycji,
ale i t w ó r c z e g o napięcia.
Ta sztuka bliska jest ludowej nie przez z e w n ę t r z n ą
s z a t ę ornamentu, lecz przez szacunek dla tych samych
w a r t o ś c i , k t ó r e legły u podstawy chłopskiego r ę k o d z i e ­
ła, chłopskiej sztuki.
Sytuacja współczesnej
kultury
sprzyja tworzeniu
dzieł, k t ó r e człowiek znużony zalewem rzeczy i i n f o r ­
macji odczuwa j e d n o c z e ś n i e jako w s p ó l n e grupie (i
23

�Wykorzystanie m o t y w ó w w y c i n a n k i ludowej: i l . 22. O k ł a d k a proj. Zygmunta K a m i ń s k i e g o , 1928 г.; i l . 23. Dekora­
cja A l . Ujazdowskich w Warszawie podczas Festiwalu Młodzieży, 1955 г.; i l . 24. Tkanina z I W P , projekt, przez
zespół wycinankarek opoczyńskich pod kier. art. p l . Aleksandry L e w i ń s k i e j . I I . 25. Inspiracje ludowe w modzie.
Ponczo i tunika „ k r a k o w s k i e " , w g projektu K . T r z c i ń s k i e j , „Moda Polska", 1970 г. I I . 26. Karczma „ R z y m " w Su­
chej Beskidzkiej

15

�27

П. 27. W n ę t r z e polskiej ekspozycji na I V Quadriennale w Erfiurcie z a a r a n ż o w a n e
linę J a s t r z ę b o w s k ą (komisarza działu
polskiego)

przez to sobie bliskie) a zarazem i n d y w i d u a l n e ,
nie identyczne z t y m co go otacza. W tej dialektyce
potrzeb dostrzegam w a ż n ą szansę dla rękodzieła a r t y ­
stycznego. W świecie w a r t o ś c i coraz bardziej skomer­

przez

Ha­

cjalizowanych sztuka staje się o b r o n ą tego co najcen­
niejsze — humanistycznej postawy, t r w a ł y c h w a r t o ś c i
duchowych. Jest ona j e d n ą z form ochrony ś r o d o w i s k a
w e w n ę t r z n e g o przed zanieczyszczeniem.

PRZYPISY
1

Referat wygłoszony podczas sympozjum na I V
Quadriennale R ę k o d z i e ł a Artystycznego k r a j ó w socjali­
stycznych w Erfurcie (NRD), 22 maja 1978 r.
L . Grabowski, Jan Szczepkowski,
„Przegląd A r ­
tystyczny" 1964, nr 6 s. 6.
W. Jastrzębowski,
Geneza,
program i wyniki
działalności
Warsztatów
Krakowskich i Ładu, „Pol. Szt.
bud.", R. V I , 1S52, mr 1.
Osiemdziesięciu a r t y s t ó w polskich zdobyło 36
2

3

1

Grand Prix, 31 odznaczeń honorowych oraz 60 ozłotych
medali.
J. W a r c h a ł o w s k i , Wycinanki, „ P r z e g l ą d Warszaw­
s k i " 1924, s. 74.
Buszek w y p r a c o w a ł m e t o d ę w s p ó ł p r a c y pedagoga-animatora z dziećmi i młodzieżą jeszcze przed 1920
r. Por. S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz, Teoria Antoniego
Buszka a odrodzenie Sztuki Czystej (w:) Nowe formy
w malarstwie i тле pisma estetyczne, Warszawa 1959.
5

0

Fot.: E . Ciołek — il. 27; T. Cissowski — il. 24; S. Deptuszewski — П. 1, 5, 9, 13, 15, 22; J . Grabowski — il 10; J . Grelowski —
il. 3; Л. Jackowski — il. 18; Z. Kamykowski — il. 20; T. Każmierski — il. 4; W. Mądroszkie wicz — il. 7; W. S ł a w n y — il. 23;
J . Świderski — il. 14, 16, 19, 21; W. Wolny — il. 12

16

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10511" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10489">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cf8b29e1660003b3c9fe7edf8e8616bb.pdf</src>
        <authentication>bb340865d9a4a8041d62eb28c5ba3aed</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125157">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2487</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125158">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125159">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2310</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125160">
                <text>Mit sztuki poza kulturą. Art Brut / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125161">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.59-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125162">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125163">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125164">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125165">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125166">
                <text>Mit sztuki
poza kulturą.
Art Brut
Aleksander Jackowski
Przeciwstawienie: natura-kultura pojmować należy jako
konstrukcję ułatwiającą rozumienie otaczających nas zja­
wisk. Jeśli przyjmiemy, że biegun natury cechuje niezależ­
ność od tradycji przekazywanej pamięciowo, bądź przy
pomocy pisma, to biegun kultury możemy opisywać biorąc
pod uwagę nawarstwienia tradycji, świadomość wzorów do
których się nawiązuje. Twórczość, o której mowa w tym
tekście, bliższa jest biegunowi natury, co jednak nie znaczy,
że jest całkowicie oderwana od doświadczeń pamięci, którą
daje uczestnictwo w życiu określonego środowiska.
Za mało wiemy o mechanizmie przekazu genetycznego,
o archetypicznej wrażliwości na sferę symboli, by odnosić ją
od twórczości „poza" kulturą, niemniej wiele wskazuje na to,
że te czynniki wpływają na twórczość.
Kiedy więc zastanawiamy się nad fenomenem twórczości
w niewielkim tylko stopniu zależnej od tradycji, kultury
środowiska, pomocne może się stać pojęcie art brut.
Wprowadził je w 1945 roku znakomity artysta francuski,
Jean Dubuffet. Nadał je także kolekcji, którą zaczął or­
ganizować, włączając w nią przede wszystkim prace zebrane
przed I wojną światową przez psychiatrę, dra Augusta
Marie. Jednak nie miała to być kolekcja prac osób umysłowo
chorych. W zbieranych dziełach, które doprowadziły do
powstania kolekcji, znajdującej się od 1975 r. w Lozannie ,
chciał ukazać twórczość absolutnie samodzielną, nie po­
ddaną żadnym rygorom, żadnej cenzurze, czy - co gorsza
- autocenzurze. Twórczość nie poddaną presji, czy jeśli tak
można powiedzieć obróbce kultury. Brut - a więc surową,
1

2

Nauki mają dwa krańce, które spotykają się ze
sobą: jeden to czysta niewiedza neutralna w ja­
kiej znajdują się wszyscy ludzie przy
narodzeniu.
Drugi kraniec to ten, do którego dochodzą
wszel­
kie dusze, które przebiegłszy
wszystko, co ludzie
mogą wiedzieć, uznają, że nie widzą nic i znaj­
dują się w takiej samej niewiedzy, z której wyszli,
ale jest to niewiedza
uczona, która zna samą

nie uczesaną, nie uładzoną przez jakiekolwiek konwencje.
Samorodną.
W pismach teoretycznych Dubuffet zwracał uwagę na
represywny charakter kultury. Podobne myśli pojawiały się
w okresie powojennym zarówno wśród psychiatrów, jak
filozofów. Jeden z wybitnych reprezentantów strukturalizmu, Michel Foucault, pisał: „Największym, bo niewidocz­
nym narzędziem duchowej represji jest kultura". Po latach,
w 1968 г., w książce Asphyxiante culture Dubuffet swój
stosunek do kultury uściślił, twierdząc że „Postawą właściw­
szą wydaje się negacja kultury niż zwykły jej brak". Poglądy
Dubuffeta stanowiły kontynuację idei surrealistów, zwłasz­
cza tego nurtu „który wydal twórców najbardziej zbun­
towanych: Massona i Artauda. Z tych samych źródeł, co
u Artauda - zauważa Stefan Morawski - wynikało trwające
od lat czterdziestych zainteresowanie Dubuffeta dla sztuki
dzieci, prymitywów i przede wszystkim psychicznie chorych.
Stany szaleństwa, dzikości, transu i upojenia wewnętrznego
miały odsłaniać (wyrażać) to, co w człowieku najbardziej
twórcze, gdyż instynktowne i bezpośrednie." Tak w nauce,
jak i w każdej dziedzinie twórczości. Kultura ogranicza
artystę, twierdził Dubuffet, zabija samodzielność. Stąd też by
dotrzeć do istoty samego siebie i być w pełni twórczym,
trzeba umieć wyzwolić się z niej. Sam czerpał do takiej
postawy impulsy z kolekcji, obcując przez długie godziny ze
zgromadzonymi tam pracami.
Negował mit artysty, dzieła, choć im bardziej atakował,
tym lepszą zyskiwał pozycję... na rynku sztuki. „Szukał
zjawisk twórczych wśród ludzi, którzy mają odwagę rozwijać
3

4

5

siebie. Owi pośrednicy, którzy wyszli z naturalnej
niewiedzy,
a nie mogli dojść do tamtej,
mają
jakowyś polor owej wiedzy zadufanej
w sobie
i udają mędrków.
Owi to mącą świat i sądzą
mylnie o wszystkim. Lud i ludzie naprawdę
zdatni
tworzą bieg świata.
Pascal, Myśli, 308

59

�je bezinteresownie i swobodnie, łamiąc wszelkie obwarowa­
nia społeczne i zachowując, przynajmniej w swoim przekon­
aniu, odpowiedni dystans w stosunku do nich." Interesowa­
ła go autentyczna sztuka, niezależnie od tego kto ją tworzył
i z czego. A były to, jak pisał, materiały „tres vulgaireset sans
prix aucun". Trochę to wówczas szokowało, choć rozwój
sztuki wyraźnie prowadził w tym kierunku i wkrótce nieza­
leżnie od siebie w różnych krajach zaczął powstawać pop-art,
dzieła z drutu, szmat, kółek od zegarków (Przypomina mi się,
jak kiedyś do działu rzeźby Muzeum Narodowego nadeszła
przesyłka. Kółka, cyferblaty, połamane stare ozdoby z meta­
lu, guziki, monety. Co to? zapytałem. Części zamienne do
obrazów pana Hasiora.)
Twórcami dzieł demonstrowanych w kolekcji Dubuffeta
byli ludzie z marginesu społecznego, włóczędzy, uliczni
prorocy, pensjonariusze zakładów karnych, pacjenci szpitali
psychiatrycznych (od nich pochodziła około połowa wszyst­
kich zgromadzonych prac). Dubuffet uważał, że po to, aby
być naprawdę sobą, bez wpływów kultury, trzeba być
przeciw społecznym normom i obyczajom. Taka postawa
„implikuje zachowania aspołeczne [...], które psycholodzy
nazwaliby alienacją. Ale właśnie taka postawa wydaje się być
sprężyną wszelkiej twórczej inwencji. Nowatorem jest bo­
wiem ten, kogo nie zadawala to, co zadowala innych [...]
Autorzy tych dzieł mają zazwyczaj bardzo mizerne wykształ­
cenie. Kiedy indziej udało się im, dzięki utracie pamięci lub
pełnym zamętu stanie umysłu wyzwolić się od magnetycznej
mocy kultury i odnaleźć życiodajną prostotę" . Twórcą
może być każdy - mówił - jeśli tylko nie pozwoli przytłumić
drzemiących w nim impulsów i będzie tworzył to, co jest jego
rzeczywistą potrzebą. Znalazł takich ludzi wśród tych,
„których od dawna się nazywa alienowanymi i którzy,
opanowani indywidualizmem, wyciągają z niego konsek6

7

2
П. 1. Wojciech Oleksy, Święto Rodzina, drewno, kreda; i l . 2.
Stanisław Hołda, z rzeźbami; il. 3. S. Hołda, Chrystus u słupa; il. 4.
Helena Szczypawka-Ptaszyńska, Ksiądz, drewno polichr.; i l . 5.
Aleksander Słomiński, Delegat Anglii, drewno polichr.

wencje poważniejsze niż inni, sami będąc niezdolnymi do
życia społecznego. W ich twórczości - ciągnie Dubuffet
- znalazłem (co prawda nieliczne) przypadki dzieł o wręcz
wyjątkowej inwencji, najbardziej oryginalne i konsekwentnie
zbudowane i zorganizowane spośród tych, które znam" .
Oczywiście można widzieć w tej ekspresywnej, totalnej
negacji, także produkt współczesnej kultury, która jak ten
mityczny wąż sama siebie zjada. Można by w koncepcji
Dubuffeta dostrzec tylko inaczej i konsekwentniej wyar­
tykułowaną próbę obalenia wszelkich barier i zakazów,
odwrotu od tradycji, która jest fundamentem kultury
i przedmiotem ataków ze strony reprezentantów kontrkultury. Nie o to jednak w tym miejscu chodzi. Teoretyczny
wywód Dubuffeta można krytykować, faktem jest jednak, że
zwrócił on uwagę na niezwykłą siłę wyrazu dzieł „suro­
wych", samorodnych. Przez wystawy, wydawnictwa , pełne
swady artykuły wprowadził termin Art Brut do powszechnej
świadomości. Jednak i ten termin nie jest idealny; sam
Michel Thevoz, obecny kierownik kolekcji, nadał wystawie
w Paryżu tytuł „Les Singuliers de Г A r t " (Musee de Г Art
Modernę de la ville de Paris, 1978). W Wielkiej Brytanii dwie
wystawy Art Brut nosiły nazwy: „The Singuliers" oraz
,,Outsiders" (1979). W tym samym roku ukazała się w Lon­
dynie książka Dubuffeta o tym tytule. Odpowiednikiem
polskim byliby: pojedynczy, osobni, a więc autsajderzy.
Jednak ze względu na już spopularyzowany tytuł Art Brut
przyjmuję go dla oznaczenia tego obszaru zjawisk, które są
odrębne w swym charakterze od sztuki naiwnej.
8

9

To oddzielenie zgodne jest ze stanowiskiem Dubuffeta,
który zarzucał sztuce naiwnej, iż pozostaje w orbicie wielkiej
sztuki, imitując to, co się utrwaliło w obiegowej kulturze.
3 Dlatego, jak się o tym mogłem naocznie przekonać w trakcie

10

60

�kilku miesięcy pracy, w kolekcji (1970 r.) nie ma w niej ani
jednego dzieła należącego do kategorii naiwnej.
Ale w większości ekspozycji, poczynając od Triennale
- „Insita", w Bratysławie i wystawy ustalającej na nowo
granice naiwności: Bihalji-Merina „Kunst der Naiven"
(Monachium 1974 i Zurych 1975), dzieła z kręgu Art Brut
eksponowane są razem z naiwnymi (Aloise, Ghizzardi i in.).
Różnica między obu pojęciami jest jednak zasadnicza,
nawet w klimacie dzieł. Twórczość artystów Art Brut jest
gorzka, dramatyczna, nie upiększona żadnym ornamentem.
Odnosi się wrażenie, że nikt z autorów nie myślał o tym, aby
stworzyć dzieło sztuki, aby to, co maluje, podobało się. Jakże
to dalekie od klimatu sympatycznych naiwnych; przy ich
obrazach myśl wraca do krainy dzieciństwa, gdzie w wielkiej
dżungli lew wygląda jak pluszowa zabawka, a małe ludziki
chodzą po placach, na których kręcą się karuzele, siłacze
podnoszą ciężary, mkną wśród tłumów i transparentów
kolarze Wyścigu Pokoju.
W kręgu sztuki Art Brut wyróżniam dwie grupy. Początek
pierwszej sięga naszych niewinnych wiejskich prymitywów
a koniec drugiej niknie w mrokach ekspresji psychopatologicznej. Jedną i drugą cechuje niezależność od otoczenia, od
kultury.
U samorodnych wiejskich twórców w większym stopniu
wpływa na to ich sytuacja, czasem kalectwo, niemożność
porozumienia się, niski poziom inteligencji, głęboka i naiwna
religijność. Natomiast czym bliżej ku biegunowi dewiacji,
tym ostrzejsza blokada i izolacja z normalnego życia. Jest to
twórczość ludzi „dziwnych", wyrażających swoje lęki, pasje,
wizje, obsesje, swoją samotność, agresję.
Zajmijmy się najpierw tymi z obrzeża wiejskiej kulury.
Łączy ich to, że rzeźbią bardziej „z siebie" niż z obserwacji
innych wiejskich twórców. Gdyby zrobić wykres, na którym
4

punktem zerowym byłaby twórczość absolutnie samorodna,
nie obciążona wiedzą, umiejętnością, tradycją - a punktem
szczytowym twórczość sprawna, dojrzała, świadoma trady­
cji - oni znaleźliby się właśnie w pobliżu zera. W tym sensie,
gdy porównujemy ich z rzeźbiarzami sprawnymi, jak Suskowie czy Lurka, nasuwa się określenie (nie zawsze zresztą
słuszne) - prymitywni. Nie mają sprawności manualnej,
która pozwoliłaby im cokolwiek skopiować, wiernie na­
śladować. Technikę prostą, prymitywną, wypracowują sobie
sami. Jest to technika najbardziej przylegająca do ich
możliwości fizycznych i psychicznych. Dzieło jest więc
w ogromnym stopniu wynikiem wypracowanej techniki,
ściśle z nią związane.
Rzeźby te są przy tym w dużej mierze poza wzorem,
schematem, tradycją. Albo dlatego, że wzór taki jest zbyt
odległy od możliwości technicznych rzeźbiarza, albo dlatego,
że twórca, nastawiony na wypowiedzenie własnych treści, nie
chce szukać zapożyczeń w rzeźbie ludowej czy kościelnej.
W pierwszym przypadku bywa - przykładem Józef Sobota
- że przyjmuje on najogólniejszy schemat ikonograficzny,
upraszcza go, sprowadza do znaku (np. w przedstawieniu
Trójcy Świętej - zamiast gołębia rzeźbi krzyż). W drugim
przypadku - widzimy to np. u Szczepana Muchy - rzeźby są
wyrazem obsesji bądź idei nurtujących twórcę.
Oryginalność tych rzeźb (Soboty, Heródka czy Słonim­
skiego) jest oryginalnością „pierwotną". Trudno tu o precy­
zyjne słowo, postaram się więc szerzej objaśnić, o co chodzi.
Oryginalność występuje w swej krańcowej postaci w dwóch
fazach rozwoju - wczesnej i szczytowej. Wielcy twórcy
osiągali oryginalność przez przezwyciężenie zastanych kon­
wencji, przez świadomy stosunek do tradycji - wybór lub
negację pewnych wartości niesionych przez nią. Oryginal­
ność tego rodzaju jest związana z istnieniem artystycznej
5

61

�świadomości, stanowi rezultat wysokiego stopnia organiza­
cji dzieła, w którym dochodzi do głosu wyobraźnia twórcy.
Oryginalność jest więc związana z odejściem od kanonu,
konwencji, z przyjęciem nowego, własnego „szyfru", „ko­
du". Występuje u twórców w pełni dysponujących swoją
techniką, panujących nad środkami, wśród których świado­
mie dokonują wyboru.
Bywa też, że oryginalność przejawia się w sposób nie
kontrolowany, że jest spontanicznym zapisem wizji, wyob­
raźni, że jest malarskim, graficznym czy rzeźbiarskim sposo­
bem wyrażania treści emocjonalnych. Oryginalność wynika
wówczas z podporządkowania formy wypowiedzi potrzebie
wewnętrznej, z odrzucenia konwencjonalnych i powszechnie
w danym czasie przyjętych wzorów. Widać to w sztuce
surowej, nie poddanej żadnym uładzającym zabiegom kul­
tury; sztuce, która stanowi swoisty zapis świata wewnętrz­
nego. On to staje się źródłem formy.
Zakłócenie relacji człowiek - świat zewnętrzny prowadzi
do ignorowania środków artystycznych powszechnie przy­
jętych, do posługiwania się formą, która jest najbardziej
adekwatna dla wyrażenia przekazywanych treści. Oczywiś­
cie i w tym przypadku środki i sposób wypowiedzi plastycz­
nej wiążą się z poziomem sprawności technicznej, manualnej,
z rodzajem wcześniejszych doświadczeń artystycznych czy
kulturowych, zakodowanych w pamięci. Nikt nie jest wolny
od wpływów świata zewnętrznego, ale w tej twórczości
stopień owych wpływów jest niewielki; istnieje swoista
blokada oddzielająca człowieka od otoczenia, każąca mu
nastawić się na ekspresję wewnętrzną i tej ekspresji pod­
porządkować formę wyrazu.
Oryginalność takich twórców wynika więc z braku zain­
teresowania konwencjonalnymi środkami wypowiedzi, z niemyślenia o tym „co wolno, co należy" - a więc ze swoistego

62

„zapomnienia" o sztuce świata otaczającego. Oryginalność
jest tu wynikiem stosunkowo bezpośredniej transmisji we­
wnętrznej ekspresji. Oryginalność Soboty czy Heródka wy­
nika z ich rzeczywistej niewiedzy i z ich technicznej, warsz­
tatowej niesprawności. Mozolnie, sami, kształtują język
plastycznej wypowiedzi. Punktem wyjścia nie jest tu żar
wyobraźni, skłębienie myśli, wizji i obsesji, ale trud wypowie­
dzi, oporność materiału.
Heródek nie dlatego rzeźbił prymitywne klocki, że uznał je
za najbardziej „ekspresyjne'', ale dlatego, że jego możliwości
psychofizyczne pozwalały mu tylko na taką formę wypowie­
dzi. Występuje więc w tej twórczości sprzężenie między
dziełem a możliwościami wyrazowymi. W tym też sensie jest
to twórczość absolutnie autentyczna. Ci rzeźbiarze, nawet
gdyby chcieli, nie mogliby tworzyć inaczej. Oryginalność nie
jest więc w tej grupie efektem geniuszu czy nadświadomości
- ale samorodnego talentu i . . . konieczności. I oni. i ci bliżsi
patologii są na swą oryginalność niejako skazani. Jedni,
ponieważ mają zbyt intensywne życie psychiczne, skoncent­
rowani na własnych wizjach, obsesjach, ideach - drudzy,
ponieważ muszą w trudzie wypracować własny system form,
znaków - jedyny zgodny z ich dyspozycjami.
Niezależnie jednak od tego. na jakim szczeblu przejawia
się oryginalność, jest ona we współczesnej kulturze zjawis­
kiem budzącym szczególne zainteresowanie. Stąd też waga,
jaką przywiązujemy do twórczości Heródka, Słonimskiego,
Hołdy, Muchy czy Soboty. Zwłaszcza, że widzimy ich rzeźby
na tle masowo rozwijającej się produkcji ludowej czy ludowopodobnej. Cechą tej produkcji jest jej związek z wzorcami
dawnymi i współczesnymi, a więc pewne skonwencjonalizo­
wanie. Na tym tle twórczość omawianej tu grupy wyróżnia
się zindywidualizowaniem.
Wynika ona głównie z pobudek wewnętrznych, z woli

�rozwój idący od wewnątrz, od środka". Jest to doskonalenie
swej własnej formy - a nie zbliżanie się do wzorca zewnętrz­
nego, do formy realistycznej.
Oczywiście mówiąc o tym, co łączy twórców takich, jak
Oleksy, G a w ł o w a , Hołda, Szczypawka, Sobota, Mucha
i Heródek, trzeba też powiedzieć o tym, co ich różni. A różni
ich wiele. Właśnie dlatego, że są indywidualni, że twórczość
dla każdego z nich zaczęła się od stworzenia własnego
sposobu wyrazu. A także dlatego, że zaczynali rzeźbić czy
malować w różnych latach swego życia.
H e r ó d e k : dobry, uczynny, infantylny. Kiedy wez­
brany potok zalewał drogę we wsi, on jeden usiłował
zbudować tamę z ziemi. Czuł, że coś trzeba robić. Inni się
śmieli - głupek. To on, gdy mu kupiono ciemny garnitur do
komunii, przeciął w nim nożem dziury, aby włożyć w nie
polne kwiaty. Rzeźbił z trudem; gdy chciał namalować
czerwony płaszcz Jezusa, maczał pędzel we własnej krwi.
I on, jak Gawłowa, miał w życiu, przecież niełatwym, swój
prywatny raj. Stawiał aniołki, wystrugane z drewna na
kamieniach w potoku, na łące...
Wojciech O 1 e к s y : głuchoniemy, odtrącany, dobry.
Rzeźbił jak mógł, formy syntetyzował, nie z wiedzy, lecz
konieczności. Barwił figury kredkami.
Helena S z c z y p a w k a - P t a s z y ń s k a : maleńka,
o pięknym, ciepłym stosunku do świata, zwierząt (świnki
chodziły za nią jak pieski, gdy się wybierała do miasteczka).
Rzeźbiła siekierą - konie, jeźdźców, huzarów, świnki, bocia­
ny.
Józef S o b ó t a :zaczął tworzyć pod wpływem słyszane­
go we śnie głosu Anioła, że powinien w podzięce za
wyleczenie powiesić Bogu kapliczki. Dawnych z rzeźbami nie
pamiętał, kupić figurki czy obrazka nie mógł, więc musiał je
rzeźbić jak potrafił.
Szczepan M u c h a : zaczął tworzyć z wewnętrznej po11

1 2

1 3

1 4

15

1 6

rzeźbienia a nie z kalkulacji, nie z motywów komercyjnych,
które w istocie zaważyły na powstaniu takich ośrodków
współczesnej rzeźby jak sierpecki, łukowski czy łęczycki.
A przecież bez zainteresowania ze strony miasta, turystów,
Cepelii - ośrodki te w ogóle by nie powstały. Natomiast
Heródek, Mucha czy Sobota rzeźbiliby nawet w kulturowej
próżni. Zresztą tak i było - rzeźbili niezrozumiani we
własnym środowisku wiejskim, nie myśląc nawet o tym, że
ich twórczość mogłaby okazać się źródłem dochodu. Rzeź­
bili w izolacji, a to sprzyjało krystalizowaniu się ich in­
dywidualności.
Izolacja rzeźbiarzy tego typu jest obecnie większa niż to
miało miejsce dawniej, w okresie rozkwitu ludowej kultury.
Niegdyś nawet indywidualne i prymitywne formy wypowie­
dzi mieściły się w ramach nawyków percepcyjnych środowi­
ska. Wieś akceptowała je. gdyż w rzeźbie szukano substytutu
świętego przedstawienia. Do identyfikacji osoby świętej
wystarczył atrybut, względnie czytelna aluzja do znanego
wszystkim schematu ikonograficznego. Rzeźby takie akcep­
towano, gdyż mieściły się w ramach ówczesnych kryteriów
estetycznych. Najlepszym dowodem tego jest fakt, iż wiele
z nich przetrwało do naszych czasów.
Inaczej jest obecnie. Zmieniły się kryteria oceny, wieś
szuka w rzeźbie nie .,znaku" świętej postaci, ale jej wizerun­
ku bliskiego naturalistycznym i idealizowanym wzorom
kościelnych litografii, obrazów czy gipsowych figur. Rzeźby
Hołdy czy Soboty są więc poza estetyką środowiska, a to
sprzyja izolacji twórców, odbiera im możliwość kontaktu ze
środowiskiem.
Twórcy ci rozwijają się. wzbogacają swe środki warsz­
tatowe, rozbudowują motywy i ornamentykę - ale jej to

8

11. 6. Szczepan Mucha. Diabły, drewno; il. 7. Henryk Seniuk. Serce
Jezusowe, olej, deska; i l . 8. Józef Sobota. Kapliczka, drewno

63

�kwestionować. Dzieła A r t Brut tym jednak różnią się od
konwencjonalnych, że ich stopień oryginalności jest większy
i nawet gdy nie umiemy dokładnie odczytać przekazu
artysty, zdajemy sobie sprawę z tego, że dzieła te są przede
wszystkim ekspresją jego osobowości, jego przeżyć.
Postaram się przedstawić twórców, których można u nas
zaliczyć do tej grupy, zwracając uwagę na podkład ich
„blokady",ich niezależności. Zacznę od Henryka S e n i u k a . Wiemy o nim niewiele. Był włóczęgą, bez dowodu
osobistego i mieszkania, często zatrzymywanym przez mili­
cję. Miewał ataki epileptyczne. Niekiedy pojawiał się w Kra­
kowskim Domu Kultury, gdzie bez słowa brał karton, farby
i malował. Czasem przy tym zasypiał. Wiadomo, że urodził
się na Wileńszczyźnie, po wojnie wędrował po województwie
krakowskim. Malował chyba przez krótki czas, ale wszystkie
jego obrazy (na desce, kartonie) są dojrzałe, konsekwentne,
o wyrazie przypominającym bizantyjskie mozaiki. Malował
kropkami, nieświadomie i prymitywnie zbliżając się do
rodzaju prymitywnego pointylizmu. Obrazki, które znam
odpowiadają opinii, którą wyraził o podobnych dziełach
Georges Schmits: „Wszyscy oni mają wyraźne inklinacje
tematyczne, fiksują pewne tematy, treści i zasób środków
wyrazu, w których twórczość ich nie ulega zmianie, roz­
wojowi."
19

20

2 1

П. 9. Eugeniusz Sutor, Głowa, drewno malowane
trzeby, aby rozładować żal, gorycz. Szokuje tematyką; nie
tylko nie dba o to, co inni powiedzą, ale wręcz chce ich
dotknąć. Stąd obsceniczne figury, diabły.
Maria W n ę к o w a : to już wejście w świat omamów,
obsesji, lęków. Podobnie Andrzej Siek, Stanisław Hołda,
Stanisław Mika - schizofrenicy.
Wchodzimy już w ten krąg zjawisk, który fascynuje
Dubuffeta. Twórczość samotną, poza kręgiem ludzi, nawet
takich, których by chcieli, jak Mucha, obrażać. Tu jednak
pojawia się pytanie - czy twórczość tego rodzaju można
rozpatrywać w kategorii sztuki, a więc dzieł tworzonych
świadomie. Z zarzutem takim spotkał się oczywiście i sam
wielki patron Art Brut. „Pokażcie mi tego waszego normal­
nego człowieka!" - denerwował się. „Czyż akt twórczy,
z towarzyszącym mu krańcowym napięciem, jakiego wyma­
ga, z wysoką gorączką, która mu towarzyszy, może być
kiedykolwiek normalny? [...] Od sztuki nie można oczekiwać,
żeby była normalna. Odwrotnie, nie można mieć co do tego
wątpliwości, że sztuka powinna być właśnie w najwyższej
mierze oryginalna i nieoczekiwana, oparta na twórczej
wyobraźni. Nonsensem jest więc stawianie zarzutów, że
jakieś dzieła są zbyt szokujące i stanowią produkt chorej
wyobraźni. Trzeba to wyraźnie powiedzieć - każda praw­
dziwie twórcza sztuka, gdzie by nie powstała, jest patologicz­
n a . " Podobnie sądził Marcel Proust: „Wszystko, co na
świecie wielkie, zawdzięczamy neurotykom" - pisał. Zresztą
już Demokryt sądził, iż twórczość artystyczna wywodzi się
z nienormalnego stanu umysłu.
17

18

Istotą sztuki jest to, że zdolna jest nam przekazać treści
odsłaniające nowy aspekt rzeczy lub ludzkich przeżyć. Póki
dzieło „mówi" a jego konstrukcja podporządkowana jest
wyrażeniu istoty zamiaru twórcy, nie ma powodu, by je

64

Sąd ten nie dotyczy jednak wszystkich. N i k i f o r ,
którego można postrzegać na pograniczu pomiędzy naiw­
nymi a Art Brut, wykazywał rozwój, widoczny gdy się
porównuje jego prace wczesne, młodzieńcze - z dojrzałymi.
Ale blokada oddzielająca Nikifora od świata zewnętrznego
wynikała po pierwsze z trudności w kontaktach z ludźmi
(zarówno na skutek bełkotliwej mowy, jak też i smutnych
doświadczeń tułaczego dzieciństwa, braku żywszego kontak­
tu emocjonalnego z matką, też zresztą bełkocącą), po drugie:
z pogłębiającego się życia duchowego, żarliwej wiary, coraz
bardziej ogarniającej jego wyobraźnię, każącej mu żyć
w przeświadczeniu, że wszystko co ziemskie jest przejściowe,
w istocie nieważne, ponieważ świat rzeczywisty, który „wi­
dział" i opisywał, dopiero go czeka.
Tym różnił się od artystów współczesnych, którzy malo­
wali w stylu naiwnym (pod surrealistów, Chagalla), że to, co
dla tamtych jest tylko poetyckim znakiem, dla niego było
symbolem, rzeczywistą kreacją a nie wymyśloną koncepcją.
Symboliczne są w obrazkach Nikifora gest, kolor, przyroda.
Symboliczny sens ma także malarstwo Teofila О с i e p к i , poczynając od Narodzin człowieka, gdzie - jak to
pisze Wisław Juszczak o symbolizmie - „wszystko co
widzialne jest przejawem niewidzialnego. Wszystko zmys­
łowe jest odczytywane jako sygnał, jako reprezentacja du­
chowego pierwiastka.""Symboliczna jest twórczość Zagaje­
wskiego, Wałęgi, Buynowskiej, Wójcickiego, Sułowskiego,
Henela, Monsiela, Sutora.
Efekt dystansu, tak ważny w sztuce, na który zwracała
uwagę Simone W e i l , w Art Brut wyraża się ujęciem
rzeczywistości postrzeganej przez symbol. Symbol, wróćmy
do rozważań Juszczaka, który nie jest literacką narracją, lecz
pozostaje jakby utajony w przyrodzie, w samej istocie
przedstawianej rzeczy.
Podobnie jak Nikifora, także Stanisława Z a g a j e w s ­
k i e g o widzę w tej pogranicznej strefie między A r t Brut
a sztuką naiwną. Zagajewski żyje wśród ludzi, lubi ich,
pomaga nieraz młodym chłopcom, fundując miesięczne
abonamenty na obiady itp., ale będąc wśród nich jest
w istocie zawsze sam, poza ludźmi. Gdy mówi, a przychodzi
mu to z łatwością i chętnie to robi, nic go nie obchodzi
reakcja słuchacza. On wie i to przekazuje. Jest tak pewien
swej prawdy jak prorok. Blokada, która znosi wewnętrzną
cenzurę, wywołuje w nim żarliwą pewność. Może być wśród
2 2

24

25

�ludzi, bo i tak jest poza nimi. Słucha tylko głosu swojej
wyobraźni, głosu artysty natchnionego przez Boga.
Władysław W a ł ę g a należy do ludzi, których życie
ciągle wyrzucało za burtę. Potrzeba malowania była w nim
tak duża, tłoczące się wizje tak kontretne, że przebywając
w załadzie karnym spisywał te wyobrażone obrazy dokład­
nie, tak jakby je miał przed sobą. Niektóre później zrealizo­
wał.
Twórczość Marii W n ę k wprowadza nas w świat religij­
nych olśnień, ale i obrazów, w których daje wyraz swym
lękom i obsesjom. Pracowała jako sprzątaczka, później
grzebała w śmietnikach, wyszukując jeszcze użyteczne przed­
mioty. Sąsiedzi jej nie lubią, boją się. Dokuczyła im, ale
i doznała od nich wiele zła, jest bowiem inna. We wszystkim
- zachowaniu, reakcjach. Krzywdy doznane rosną w jej
wyobraźni, trudno potem zorientować się, co było napraw­
dę, co stało się lękiem, obsesją, manią prześladowczą.
Jednocześnie żyje w świecie iluzji, cudownych doznań,
sakralizując nawet tematy świeckie. Rewersy kartonów
zapisuje nerwowym pismem; są to posłania dla świata,
przestrogi dla ludzi, modlitwy, opisy własnych krzywd,
legendy i katastroficzne wizje. Chciano ją ubezwłasnowolnić;
tacy ludzie, chodzący własnymi drogami, budzą niepokój
samym faktem swego istnienia.
W jej obrazach, tak jak u Edmunda M o n s i e l a
między twórcą a dziełem nie ma ogniwa pośredniego. Takiej
szyby w oknie. Wzoru, wiadomego sposobu - jak i o czym
należy mówić. Dzieło jest transpozycją indywidualną.
U Monsiela transpozycją jego lęku, ciągłego napięcia; wszę­
dzie na nas patrzą oczy Boga, jesteśmy wciąż pod obserwa­
cją, każdy czyn zostanie osądzony, ludzkość - dochodząca
do szaleństwa - ukarana. Zaczęło się od lęku konkretnego,
choć nie uzasadniającego aż takiej reakcji. Niemcy zrobili
mu rewizję w sklepie; uciekł, schował się w komórce bez
okna, na strychu. I tam lęk rósł, stawał się wyrazem osądu
świata, przeczuciem gniewu Boga.
Życie Edwarda S u t o r a ma dwa odrębne oblicza.
Młodość, pierwsze zainteresowania szkolne egzotyką, mito­
logią, kulturą Azteków i - dramatyczna przerwa, wojna,
straszliwe bicie; zostaje odarty ze wszystkiego: świadomości,
pamięci, człowieczeństwa. Ludzki nieszczęsny strzęp. Powoli
rekonstruuje siebie przez rzeźby, w nich wracają reminiscen­
cje chłopięcych zainteresowań, powstaje świat nieprzenik­
niony: głów, totemów (?), tancerek, konwulsyjnych postaci.
Przerażające wspomnienia obozu, rekonstruowane, jak? Czy
tylko z punktu widzenia ofiary? Czy i oprawcy? Teatr ??
Palenie, wieszanie, ekshumacja. Nie chciał o tym mówić. Nie
chciał pozbywać się rzeźb. W nich było to, co zachował
w życiu z siebie, z pamięci. Pod wpływem leków zrobił się
łagodny, spokojny. Lawa pozostała w środku... Neuroleptyki działają skutecznie.
26

2 7

II. 10. Marian Henel, fragment dywanu

28

2 9

Władysław S u 1 o w s к i , to nawroty schizofrenii, ucie­
czka od domu, lęk, obrazy - symboliczne, których nigdy,
nawet córce nie chciał objaśnić. Może mówił o tym swemu
jedynemu powiernikowi - psu? Gdy następowała poprawa,
pracował normalnie; widział wtedy, że obrazy, które wcześ­
niej malował jako „zdrowy", były amatorskie, słabsze. Starał
się więc naśladować siebie z okresu szpitalnego.
Wchodził w swych olejach w świat fantazji, egzotyki,
zresztą zawsze interesowały go podróże, dalekie kraje.
Choroba uaktywnia, choć niczego „z zewnątrz" nie wnosi.
Ani talentu przez nią nie przybędzie, ani wrażeń. Wyostrza
mozaikę szczegółów, z których się składa pamięć.
Na końcu chciałbym powiedzieć o przypadku Mariana
H e n e 1 a. Znów wracam do myśli, że izolacja, alienacja
- tylko zaostrza, wydobywa to, co potencjalnie tkwi w czło­
wieku. Henel jest jeden. A chorych? Miliony... Zresztą, czy
Henel jest chory? Jego życiorys daje tylko częściowe uzasad-

nienie takiego sądu, zresztą gdy chciano go wypisać ze
szpitala, nie znajdując podstaw do izolowania, okazało się,
że już nie umie żyć samodzielnie. Został. Wiąże (tka?) swoje
ogromne dywany, w których z radosnym i obleśnym eks­
hibicjonizmem przedstawia interesujące go sceny. Są to
dzieła znakomite, rewelacyjne.
Właśnie przy Henelu zrozumiałem, dlaczego Dubuffet
zwracał taką uwagę na twórczość ludzi represjonowanych,
zamkniętych w różnego rodzaju zakładach. Sytuacja taka
niszczy więzi społeczne, znosi wszelką autocenzurę. Świat
„normalny" przestaje istnieć; zostaje mały świat, w którym
trzeba schlebiać obsłudze, z poczuciem nieprzekraczalnego
dystansu. Schlebiam, jestem układny, by dali mi spokój,
pozwolili być sobą. To też blokada.
Dalsze przykłady są zbyteczne. Sytuacja jasna. Art Brut
jako pojęcie związana jest dwoma dystynkcjami:
- Określa typ osobowości twórców jako ludzi spoza
kultury. Nie z kontrkultury, nie zastępujących jednych
wartości innymi, lecz ludzi z ubocza kultury, wykopanych
- jak piłka - na aut.
- Określa twórczość jako niezależną od wzorów, wpły­
wów. Rudymentarną, taką jaką - wyobraźmy sobie - upra­
wiałby ktoś, kto po wielkim kataklizmie, kiedy wszystko
zostało zniszczone - zaczyna od początku. Pierwszy, bo też
każdy z tu wymienionych jest jakby pierwszy.
Wniosek z tego taki: Nie można utożsamiać pojęcia Art
Brut z dziełami chorych psychicznie. Sztuka „surowa" wcale
nie musi być produktem człowieka chorego, choć niekiedy
bywa, a raczej bywała, ponieważ neuroleptyk!, powszechnie
stosowane, głuszą skutecznie. Zarówno niepokoje, jak i twó­
rcze porywy.

65

I

�Art Brut a ekspresja psychopatologiczna

dził, iż pacjenci zaczynający rysować już w czasie choroby,
tworzyli własny styl, zarazem oryginalny i chorobliwy.
Niezależnie jednak od tego, czy w grupie A r t Brut znajdzie
się 40 czy więcej procent ludzi chorych, nie można stawiać
znaku równości pomiędzy tą grupą a obszarem ekspresji
psychopatologicznej.
Dodajmy jeszcze, że ekspresja ta stanowi kategorię wzglę­
dnie obiektywną, zaliczymy bowiem do niej każdy przejaw
wypowiedzi plastycznej alienowanych, podczas gdy Art Brut
jest kategorią ustanowioną arbitralnie, wyodrębnia bowiem
z masy różnych przekazów plastycznych tylko te, które
frapują oswojonego ze współczesną sztuką widza swą wyjąt­
kowością artystyczną i samodzielnością. Można tu nawet
mówić o odkrywczości (nieistotne w jakim stopniu świado­
mej).
Kiedy więc widzę gdziekolwiek na świecie tytuł wystawy
Art Brut, domyślam się, jakiego rodzaju sztukę na niej
zobaczę. Podobnie będę wiedział, jakiego rodzaju sztukę
zobaczę na wystawie impresjonistów, formistów, abstrakc­
jonistów czy realistów. A r t Brut jest bowiem w istocie
określeniem stylu, który polega na anty-stylu, ale w swej
odrębności stanowi, o paradoksie, również zjawisko o szcze­
gólnym charakterze. Jeśli nawet nie domyślam się, co na
wystawie spotkam, mogę z pewnością wiedzieć, czego nie
zobaczę.
Pojęcie ekspresji psychopatologicznej stosują psychiatrzy
francuscy i niezależnie od tego, że nie jest to określenie
najlepsze, wskazuje na dwie istotne cechy: ekspresję, a więc
wszelką formę komunikatu plastycznego oraz jego podłoże
psychopatologiczne. Nie każdy komunikat ma cechy artys­
tyczne, to znaczy wewnętrzną organizację, która może
przekazać odbiorcy jakieś wzruszenie. Nie każdy skierowany
jest do drugiej osoby. Często są to, jak pięknie powiedział
Georg Schmidt, monologi w samotności, w tragicznej pust­
ce.
Ilu jest artystów wśród ludzi, którzy przekraczają granice
normalności? Trudno na to odpowiedzieć; w szpitalach
psychiatrycznych mówi się. za Prinzhornem, o 1,5-2 procen-

30

Zacznijmy od podstawowego stwierdzenia. Ekspresja psy­
chopatologiczna obejmuje wszelkie komunikaty i manifesta­
cje plastyczne ludzi uznanych za chorych psychicznie. W po­
jęciu tym będzie się mieściła zarówno twórczość artystyczna
utalentowanych schizofreników, jak i niezdarne gryzmoły,
które mogą mieć znaczenie tylko dla samego chorego
i terapeuty. Ale nawet gdy weźmiemy pod uwagę tylko prace,
które można uznać za zorganizowaną formę plastycznej
wypowiedzi, okaże się, że znajdą się wśród nich zarówno
zupełnie prymitywne, nie nawiązujące do niczego w sztuce,
nie naśladujące, jak też doskonałe warsztatowo, nie różniące
się w przyjętych konwencjach od sztuki jaką widujemy na
wystawach artystów plastyków czy amatorów. Pacjentami
są bowiem także wykształceni, czy podkształceni plastycy,
niekiedy nawet o znacznej renomie. Okaże się też, gdy
przejrzymy dużą liczbę prac powstałych spontanicznie (nie
w ramach terapii zajęciowej!) w zakładach psychiatrycznych,
że spośród tych prymitywnych, nie uczonych i powstałych
w nieświadomości dorobku kultury wiejskiej, czy miejskiej,
tylko nieliczne można zaliczyć do kategorii Art Brut.
Jakie? Po pierwsze - interesujące od strony artystycznej,
dające się oceniać w tej kategorii (organizacja i wyraz treści,
walory ekspresywne, kompozycyjne, kolorystyczne). Po dru­
gie - oryginalne w sposobie widzenia, interpretowania
świata, osobiste, wysnute z siebie a nie z zapamiętanych
wzorów.
Jak widzimy nic w tej charakterystyce nie wskazuje na
zależność od choroby psychicznej. Istotna jest odrębność,
blokada oddzielająca od świata zewnętrznego, pozwalająca
na twórczość niezależną, tak jakby każdy z artystów tej
kategorii nic nie wiedział o tym, że sztuka już istnieje, ma
swoje tradycje, wzory, reguły. Ludzi tak tworzących można
również spotkać w szpitalach psychiatrycznych. Nie tylko
dlatego, że należą do marginesu społeczngo. Irene Jakab
w książce Dessins et peintures des alienes cytuje uwagę
Ferdiere'a, który analizując rysunki schizofreników stwier­

31

II. 11. Władysław Wałęga, Msza, olej/płótno.

66

�tach. Odwróćmy to pytanie, a wtedy okaże się, że jakiś
stopień dewiacji, odchylenia od wulgarnej (opartej o przecię­
tność) normy „normalności" cechuje większość twórców. Są
po prostu wrażliwsi od innych ludzi. Ale pamiętajmy, jak to
napisał w Schizofrenii Antoni Kępiński, iż choroba psychicz­
na nie tworzy talentu, choć może go wyzwolić, spotęgować
siły twórcze, nadać dziełu piętno niepowtarzalnej oryginal­
ności.
Wielu ludzi sądzi, iż istnieje ostra, wyraźna granica między
normalnością a nienormalnością. Sądzi tak, ponieważ strach
przed dewiacjami psychicznymi wciąż jest duży, nie wstyd
przyznać się do bólu wątroby, ale ukrywa się fakt zwrócenia
o pomoc do psychiatry, nawet psychologa. W tym świecie
znerwicowanym, nienormalnym do szpiku kości!
A tymczasem... zacytujmy fragment eseju Arthura Koestlera Anatomia mitu: „Umysł ludzki ma zasadniczo charakter
schizofreniczny, rozbity jest na przynajmniej dwie wzajemnie
wykluczające się płaszczyzny. Główna różnica pomiędzy
«patologiczną» i «normalną» schizofrenią polega na wy­
odrębnieniu składnika irracjonalnego w przypadku schizo­
frenii «patologicznej», w przeciwieństwie do społecznie przy­
jętej irracjonalności schizofrenii «normalnej».
Typowym przykładem tej społecznie uznanej schizofrenii
jest np. [...] psychoanalityk, który się żeni, determinista,
który lży swych przeciwników. Człowiek pierwotny wie, że
jego bożek to kawałek rzeźbionego drzewa, a jednak wierzy
w jego moc sprowadzenia deszczu i chociaż nasze wierzenia

uległy stopniowemu wyrafinowaniu, to ta dualistyczna stru­
ktura pozostała zasadniczo niezmieniona."
Nie ma podstaw, by eliminować poza granice „sztuki"
twórczość, której siłą motoryczną są lęki, urojenia, w której
znajduje wyraz walka człowieka o zachowanie swojej toż­
samości, o uwolnienie się - przez rysunek czy rzeźbę - od
niszczących go sił. „Samorodna i autentyczna twórczość, ta
która powstaje w procesie zmagania się ze sobą i światem,
która jest aktem wolności, sprawą wyboru, imperatywem
działania, rodzi się z lęku i konfliktu. Jest próbą odpowiedzi
na lęk i konflikt, jest dialogiem ze światem" - twierdził Jan
Mitarski. Zwłaszcza w pierwszej fazie schizofrenii często
występuje podwyższenie wrażliwości, spotęgowanie wyob­
raźni, a nawet intelektu. Dzieła utalentowanych artystów,
mimo a czasem i dzięki bodźcom, które daje im intensyfika­
cja życia wewnętrznego, osiągają szczególnie interesujący
charakter. Artystę przestaje obchodzić świat zewnętrzny, ten
od którego chroni się w chorobę, przestaje go bawić „gra
szklanych paciorków". Schizofrenikom w tej fazie urojenia
„umożliwiają często subiektywną reorganizację sytuacji ży­
ciowych i uporanie się z takimi problemami jak wzajemnie
sprzeczne dążenia i popędy, sfrustrowane nadzieje, braki
biologiczne, poczucie niepewności, wyparte cechy, dręczące
poczucie winy, konstelacje afektywne i inne treści nie­
świadomości" - piszą Noyes i Kalb, dodając iż: „Życzenia,
problemy, konflikty pacjenta ulegają głębokiej dramatyzacji
i symbolizacji w fantastycznej postaci." Podkreślają, że
32

33

34

67

�„Błędna jest tendencja do traktowania osób z zaburzeniami
nerwowymi czy psychicznymi jako zorganizowanych inaczej
niż tzw. ludzie «normalni». [...] To, co nazywamy «nienormalnym» jest tylko nadmiernym czy przesadnym wyrazem
tego, co normalne." Po czym zauważają, iż „Istnieje
ciągłość między zachowaniem normalnym, nerwicowym
i psychotycznym. W zakresie psychiki, jak w każdym innym
nie istnieją ustalone granice" . Granice te mają bowiem nie
tylko uzasadnienie biologiczne, ale i kulturowe. Wbrew
temu, czego należałoby oczekiwać, biorąc pod uwagę zmiany
we współczesnym życiu, a zwłaszcza w sztuce, zamiast
większej tolerancji daje się zauważyć w społeczeństwie
tendencja do nazywania dewiacjami tych zachowań, które
„znajdowały się dawniej w gestii religii i prawa, i nazywano je
g r z e c h e m lub p r z e s t ę p s t w e m " . Natomiast w psy­
chiatrii (nie mówiąc już o modnej przed laty antypsychiatrii),
jak pisze Antoni Kępiński „Rodzi się wątpliwość, czy
w ogóle coś takiego, jak zdrowie psychiczne istnieje i czy
granica między zdrowiem a chorobą psychiczną jest granicą
rzeczywistą, czy tylko normatywną (zależną od norm spo­
łecznych) i ilościową (zależną od stopnia nasilenia i utrwale­
nia objawów)." „Jest rzeczą nader dyskusyjną [cytuję
Mkarskiego], czy napięte stany twórcze były i są kiedykol­
wiek stanem normy. Norma jest w ogóle kategorią zmienną,
historyczną i społeczną. Na przykład w kulturze hinduskiej
„olśnienia" stanowiły właśnie jakąś normę. Przeżycie schizo­
freniczne wydaje się na przykład patologiczną formą pewnej
normy, wspólnej wielu artystom, a dawniej wielu misty­
kom."
Dodać należy, że cały czas mówimy o stanach podwyż35

36

3 7

38

34

11. 13. 14. Władysław Sułowski i jego obraz, olej na płycie;
il. 15. Edmund Monsicl, Ostrzeżenie Pana Boga, rysunek

\ i

i

szonego napięcia, których wyrazem mogą być stany na­
tchnienia, iluminacji. Ale tak jak np. w schizofrenii pierwsza
faza choroby może znaleźć swój wyraz w dziele sztuki, tak
w późniejszej fazie następuje dezintegracja osobowości,
rozprzęga się - jak powiada Mitarski - dyscyplina twórcza.
Skoro więc zadamy pytanie, czy twórczość, która jest
jeszcze zorganizowaną formą doznań, można zaliczyć do
obszaru sztuki, odpowiadając musimy wziąć pod uwagę trzy
aspekty rozważań: twórcy, dzieła, odbiorcy.
Aspekt „odbiorcy" omówiłem w pierwszym rozdziale.
W tym stwierdźmy jedynie, że sztuka współczesna zbliżyła
nas do psychotycznej, sprawiła, że nic z tego, co szokowało
jeszcze przed kilkudziesięciu laty - dziś nie razi, przeciwnie
- mieści się w granicach norm nowej estetyki.
W rozważaniu aspektu „dzieła" rozstrzyga podejście do
tego, co będziemy rozumieli przez pojęcie sztuki. Przytoczę
dwie definicje, odpowiadające stanowi sztuki w latach
sześćdziesiątych (dzisiejsze pozwalają uznać za sztukę to
wszystko, co tak zechcemy nazwać). Okaże się, że w tych
definicjach Art Brut czy sztuka psychopatologiczna dosko­
nale się mieszczą. Oto Thomas Munro: „Sztuka jest aktyw­
nością techniczną, przez którą artysta wyraża i komunikuje
innym przeżycia emocjonalne, o charakterze indywidualnym
bądź zbiorowym." I druga definicja, Władysława Tatar­
kiewicza: „Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy bądź konstruk­
cją form, bądź wyrażaniem przeżyć; jednakże tylko takim
odtworzeniem, taką konstrukcją, takim wyrażaniem przeży­
cia, które zdolne jest zachwycać, bądź wzruszać, bądź
wstrząsać."
40

41

42

68

1

�Ponieważ, jak powiadał niejaki Engels, próbą puddingu
jest jego zjedzenie, można sprawdzić, demonstrując komu­
kolwiek zestaw prac „nowych dzikich" i chorych psychicz­
nie, iż będą oni mieli co najmniej spore kłopoty z ustaleniem
who is who. Ja wiele z tych prac odróżniam jedynie po
formatach (plastycy mają środki i możliwości tworzenia
obrazów o dużych powierzchniach).
Aspekt „twórcy" w kontekście dotychczasowych roz­
ważań sprowadza się do tego, czy - parafrazując znane
zdanie Malraux o sztuce dzieci - talent nim włada, czy też on
swym talentem. Chodzi tu o poziom refleksji, samoświado­
mości. O dystans w stosunku do swego dzieła. Nie ulega
wątpliwości, że właśnie sprawa tego dystansu różni artystę
normalnego od psychotycznego. Co prawda, jak twierdził
Artysta
Tworzy dzieła sztuki świadomy ich miejsca w kulturze, istnienia
wirtualnego odbiorcy.
Włącza dzieła w szerszą, obiektywną strukturę widzenia kultury,
zmiennej w czasie i miejscu.
Ma możliwość wyboru uzależnioną od świadomie podjętej r
decyzji, sytuacji w sztuce, zasobu środków pozwalających na
różne sposoby wypowiedzi.
Zna dzieła różnych epok i stylów.
Może rozwijać się, zmieniać sposób wyrazu, środki.
Jest świadomy przemian w sztuce, miejsca swoich dzieł w życiu
artystycznym. Interesuje się twórczością innych.
Zachowuje kontrolę nad tym co robi. Kieruje swym talentem,
możliwościami.
Ma dystans w stosunku do tego co robi, co przeżywa.
Świadomie kształtuje swój styl.
Nastawiony jest przede wszystkim na formę dzieła, formę, która
jest nośnikiem treści.
Uzależniony od świata zewnętrznego.
Estetyczne funkcje ornamentyki. Symbole, jeśli się pojawiają,
przeważnie są zgodne z kodem kulturowym.
Ma świadomość granicy między rzeczywistością a fantazją,
marzeniem, snem.
Fantazja jest elementem procesu twórczego myślenia, kon­
trolowanym, zrelatywizowanym kulturowo.
Ma umiejętność życia na przemian w świecie rzeczywistym
i w świecie urojonym . Rojeń nie bierze za rzeczywistość.
Ma zdolność konceptualizacji doznań. W jego twórczości od­
grywa rolę także intelekt.
Zdolność operatywnego myślenia, pozwalająca na dostosowanie
metod i środków do zamierzeń.
Świadomie posługuje się deformacją, jako środkiem wyrazu
artystycznego.
47

Zestawienie to ma oczywiście charakter orientacyjny,
istnieją formy pośrednie, zacierające granice „normalności"
od „nie-normalności". Należą do nich wspomniane już
środki halucynogenne, pozwalające przeżyć stany rzadko
dostępne nawet artystom. Także medytacje, praktyki zmie­
rzające do spotęgowania wrażliwości, uzyskania stanów
iluminacji - pozwalają zbliżyć się do świata psychotyków.
Granice rzeczywistości i fantazji zacierają się w chwilach
dużego zmęczenia, sfera podświadomości dochodzi do głosu
w czasie machinalnego rysowania (griffonages automatiques), o czym pisał Prinzhorn, a także Henry Michaux,
znakomity francuski poeta i rysownik, mający w tej dziedzi­
nie doświadczenia osobiste.
Chciałbym na zakończenie zwrócić uwagę na jedną, jakże
ważną wartość twórczości kręgu Art Brut. W świecie współ­
czesnym, w którym sztuka stała się igraszką, właśnie ludzie
„inni" przekonują nas, że w swej istocie sztuka jest
48

Jean Bobon: „Chory umysł, jeśli dotyczy artysty, może
w oczywisty sposób stwarzać dzieła sztuki i wypowiadać się
w ten sposób na skutek choroby a także pewnych stanów
psychicznych" , ale różnice między artystą „normalnym"
a ogarniętym chorobą są wyraźne, zwłaszcza w procesie
twórczym, w stosunku do dzieła. Ujmuje tę różnicę celne
sformułowanie Zeldenrusta: „Surrealiści nie chcą, zaś schizofrenicy nie mogą inaczej się w y r a ż a ć " . Mitarski dodaje:
„Artyści świadomie sięgają do marzeń sennych, magii,
absurdu, podczas gdy chorzy transponują swoje przeżycia
spontanicznie, bez określonego estetycznego celu."
Rozwińmy tę myśl, porównując działania artysty pro­
fesjonalnego z twórcą z kręgu ekspresji psychopatologicznej:
43

44

45

46

Twórca z kręgu Art Brut
Dzieło jest ekspresją twórcy, wypowiedzią powstałą niezależnie
od kultury, nie zwróconą do konkretnego odbiorcy.
Nie zdaje sobie z tego sprawy. Problem poza jego polem
widzenia.
Skazanie na własną drogę. Fiksacja formy, środków służących
realizacji.
Nieznajomość lub odcięcie się od wiedzy, czasem nawiązanie do
wyobrażeń dawnych kultur.
Zawsze jest „sobą", zmiany zależą od stanu chorobowego, od
przyjmowanych środków farmakologicznych.
Nie świadomy. Wykazuje cechy myślenia magicznego, życzenio­
wego. Nastawienie wyłącznie na siebie i własne przeżywanie
świata.
Brak samokontroli, uzależnienie od wewnętrznych impulsów.
Nie świadomy swych możliwości.
Nie ma dystansu.
To, co postrzegamy jako styl, jest ekspresją osobowości, fomą
przeżywania i wyrażania świata.
Istotne jest to, co chce przekazać, przez rysunek, kolor, symbol,
ornament. Dąży do wyrażenia nurtujących go treści, lęków,
nadziei.
Uzależniony od procesów psychotycznych.
Symbolizacja treści, ornamentyki. Indywidualny i archetypiczny
kod symboli.
Brak tej świadomości. Nie ostre granice między fantazją a uroje­
niem.
Urojeniowy charakter fantazji.
Niezdolność odróżniania rzeczywistości od urojeń, marzeń.
Chronienie się w świat fantazmatów.
Ma bezpośrednie doznanie rzeczy. W procesie twórczym decydu­
jącą rolę odgrywa intuicja, podświadomość.
Spontaniczne działanie, perseweracja form, środków wyrazo­
wych.
Deformacja jest sposobem zwrócenia uwagi na elementy ważne
treściowo - być może - sposobem przeżywania tych treści przez
twórcę.
i może być pomocna człowiekowi. Gdy patrzę na rysunki
Monsiela czuję, że - przynajmniej w naszych czasach, lęk
staje się dominującym problemem. Lęk, samotność, po­
czucie bezsiły. Lęk widzę w przejmujących obrazach, jakże
pięknych w kolorze, Jadwigi Buynowskiej, w tajemniczym
świecie rzeźb Sutora. W ich sztuce nie ma teatru, udawanych
wzruszeń czy łez. Porusza prawda tej twórczości, autentycz­
nej aż do bólu. Krzyk jest prawdziwym krzykiem, obraz
- rozpaczliwą próbą dialogu. To ważne, tych wartości nie
łatwo dostrzec w sztuce naszego czasu, nawet tej mistrzows­
ko sprawnej. „Inni" mówią do nas. Wsłuchajmy się w ich
głos, starajmy się odczuć, co nam mają do powiedzenia. Oni
- bardziej wrażliwi i cierpiący - nam, którzy zagłuszamy
strach, uciekamy przed samotnością, refleksją nad ludzką
dolą i kondycją.
To nie my, to oni są lustrem świata.

69

I

�PRZYPISY
1

В. M a j e w s k a , Dubuffet, [w:] Sztuka inna, sztuka ta sama. W a r s z a w a 1974; Z d z i e ł a m i ,
które Dubuffet nazwa! L ' A r t Brut, p u b l i c z n o ś ć z e t k n ę ł a się po raz pierwszy w 1947 r. na
wystawiew galerii Rene D r o u i n a F o y e r de L ' A r t Brut. W rok p ó ź n i e j p o w s t a ł a Compagnie
de L ' A r t Brut, której z a ł o ż y c i e l a m i byli, obok Dubuffeta m.in. A n d r e Breton, Jean
Paulhan, Michel T ą p i e .
2

Informacje w: Collection de L'Art Brut, Chateau de Beaulieu, 11, A v . des Bergeres,
1004 L a u s a n n e (teksty: J . Dubuffet, Michel Thevoz). Patrz też: M . Thevoz, L'Art
Brut,
Skira 1980; R . C a r d i n a l , Outsider Art, L o n d o n 1972; G . Presler, L'Art Brut. Kunst zwischen
Genialitat und Wahnsinn, K o l n 1981
C y t . w: „ P a r t i s a n Review", X X X V I I I , 2, U S A
S. M o r a w s k i , Dubuffet, Cage, Beck: światopoglądy,
„ D i a l o g " , 1977, nr 4, s. 105
J . Dubuffet, L'Art Brutpr'ejer'e aux arts culturels, [w:] Prospectus et tous ecrits suivants,
Paris 1967, s. 222-223
M a j e w s k a , op.cit.
Dubuffet, Place a I'incivisme, [w:] Prospectus..., op.cit. s. 454
T a m ż e , s. 456-^57
Z w ł a s z c z a w a ż n e były wydawane przez K o m p a n i ę zeszyty z cyklu L'Art
Brut
z a w i e r a j ą c e teksty o t w ó r c a c h , k t ó r y c h prace znajdują się w kolekcji. C z ę ś ć z nich, p i ó r a
Dubuffeta, w e s z ł a p ó ź n i e j do tomu Prospectus... op.cit. U k a z a W się zeszyty: 1 9: Paris
1964-1971; 10: L a u s a n n e 177
Por. z w ł a s z c z a : Honneur aux valeurs Sauvages (1951) w tomie Prospectus ... oraz
w y p o w i e d ź w: Insita, „ B u l l e t i n de Tart Insitic", 4, 1972; M . T h e v o z z a u w a ż a w cytowanym
prospekcie kolekcji, iż naiwni s t o s u j ą tradycyjne techniki, podczas gdy t w ó r c y L ' A r t Brut
sami t w o r z ą s w ó j warsztat i p o s ł u g u j ą się m a t e r i a ł a m i nie konwencjonalnymi.
J . Łodziriski, Malarstwo Katarzyny Gawlowej, M u z e u m Etnograficzne w K r a k o w i e ,
1978; K . G a w ł o w a , O swoim życiu i malowaniu, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R . 3 3 , 1979 nr 3
J . D a r o w s k i , Heródek,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R . 2 2 , 1968 nr 1/2; B. K ł o b u s z o w s k a , Karol Wójciak „Heródek ". Portret ludowego artysty. „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.26,
1972 nr 4
A . K r o h , Paszyński
ośrodek plastyki ludowej, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.29, 1975 nr
1-2; t e g o ż Współczesna
rzeźba ludowa Karpat Polskich, W r o c ł a w - W a r s z a w a - К rak ó w 1979
J . O l ę d z k i , Pacierze Szczypawki, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R.30, 1976 nr 1
M . Pokropek, Życie i twórczość rzeźbiarska
Józefa Soboty, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
R.28, 1974 nr 2; A . J a c k o w s k i , Sobota i inni, t a m ż e
H . O l ę d z k a , Rzeźby Szczepana Muchy ze wsi Szale, K a t a l o g wystawy w P a ń s t w o w y m
M u z e u m Etnograficznym w Warszawie 1980; A . B ł a c h o w s k i , Własny świat
Szczepana
Muchy, (w:) Nie tylko chlebem... W a r s z a w a 1983
E . K r a s i ń s k a , Wnęk Maria, Nowy Sącz, skrytka pocztowa 148, „ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R.38, 1983 nr 3-4
Dubuffet, L'Art Brut prefere... op.cit., s. 202
A . J a c k o w s k i , Inni. Od Nikifora do Gawlowej, [katalog wystawy], „ Z a c h ę t a " ,
W a r s z a w a 1965
G . Schmits, O malarstwie naiwnych, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R . 2 2 , 1968 nr 1-2
A . Banach, Nikifor, W a r s z a w a 1983. M . S z c z y r b u ł a , Jeszcze o Nikiforze,
Fakty,
domysły
i legendy, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.28, 1974 nr 4
A . J a c k o w s k i , Teofil Ociepka, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.38, 1984, nr 1-2
W. Juszczak, O symbolizmie, o ekspresjoniźmie,
o przestrzeni, maszynopis odczytu
w y g ł o s z o n e g o 13.10.1975 r. na otwarciu wystawy Ciurlionisa.
S. Weil, Dystans jest duszą piękna (w:) Wybór pism, P a r y ż 1958, s. 179
E . K o r u l s k a , ,,Nikifor, Ociepka i ja". O Stanisławie
Zajagewskim.
„ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R.38, 1984 nr 1/2
3

4

s

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

Obrazy w zbiorach Szpitala im. B a b i ń s k i e g o w K r a k o w i e , w kolekcji Z i m m e r e r ó w .
Wielokrotnie pokazywane w kraju i za g r a n i c ą .
J . Mitarski, Świat samotnych wizji Edmunda Monsiela z Woźuczyna
(1897 1962),
K a t a l o g wystawy r y s u n k ó w z lat 1943- 1962. Stowarzyszenie H i s t o r y k ó w Sztuki - listopad
g r u d z i e ń 1963
H . Ś r e d n i a w a , E . R o d z i k , Edward Sutor, rzeźbiarz
z Nowego Targu, „ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R.26, 1972 nr 4
U . S u ł o w s k a , Portret Ojca. O Władysławie
Sułowskim,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
R.38, 1984, nr 1-2
I . Jakab, Dessins etpeintures des Ałienes. E d . de TAcademie Hongroise des Sciences,
Budapest
G . Schmidt, Jnsania pingens, Podobnie o k r e ś l a to L e o n i d a Villani we w s t ę p i e do
katalogu wystawy „ A r t e e F o l i a " , Milano 1964: „ S z t u k a alienowanych jest monologiem
w s a m o t n o ś c i , k o n w e r s a c j ą bez interlokutora".
A . Koestler, Anatomia mitu, w zbiorze The Yogi and the Commissar and other Essays,
L o n d o n 1945 (cyt. za „ A n e k s " , P a r y ż , 1977, пг 2, s. 80
81).
C y t . za: T . Lisiewicz, Przyjaciele samotnych wizjonerów,
„ Ż y c i e i M y ś l " , nr 12,
g r u d z i e ń 1974, s. 64
A . P . Noyes. L . C . K a l b , Nowoczesna psychiatria kliniczna, P Z W L , W a r s z a w a 1969, s.
361
T a m ż e , s. 69
T a m ż e , s. 70
Szlachetne zdrowie ( Z M a g d a l e n ą S o k o ł o w s k ą r o z m a w i a ł Jerzy Z i e l e ń s k i ) , „ Ż y c i e
W a r s z a w y " , 27.08.1970 (dodatek „ Ż y c i e i N o w o c z e s n o ś ć " ) .
A . K ę p i ń s k i , Amatorskie uprawianie plastyki a higiena psychiczna (druk pod tyt.
Kochać i lepić swój świat), „ K u l t u r a " , W a r s z a w a 7.04.1974
Szlachetne zdrowie... op.cit.
„Jeżeli k t o ś nazwie c o ś s z t u k ą - jest to sztuka" głosi D o n a l d Judd. C y t . za: M .
G o ł a s z e w s k a , Estetyka i antyestetyka. W a r s z a w a 1984, s. 69
M u n r o , op.cit., s. 98
Tatarkiewicz, op.cit., s. 52
i. B o b o n , Catalogue de ['exposition d'art psychopathoiogique,
Anvers 1962
E . Zeldenrust, L'art et la folie. Etude ontologique et antropologique,
„Evolution
psychiatrique", 1951, n. 73
J . Mitarski, Twórczość
chorych psychicznie, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.26, 1972, nr
4. A r t y k u ł ten, z niewielkimi zmianami przedrukowany j a k o r o z d z i a ł w k s i ą ż c e Antoniego
K ę p i ń s k i e g o Schizofrenia, jest najlepszym w Polsce wprowadzeniem w t w ó r c z o ś ć c h o i y e h
psychicznie.
Por. A . Jackowski, Art Brut a sztuka współczesna,
[w:] Art Brut. Krucha
Nadzieja,
P a ń s t w o w a G a l e r i a Sztuki w Legnicy, 1993
„ C z ł o w i e k normalny - powiada Paul Sivadon - to c z ł o w i e k wolny, k t ó r y potrafi ż y ć
na przemian w świecie rzeczywistym i urojonym. M o ż e sobie roić całe dnie i noce, ale swych
rojeń nie bierze za r z e c z y w i s t o ś ć . C z ł o w i e k chory psychicznie znajduje się w sytuacji w r ę c z
odwrotnej. M o ż e to b y ć istota niedojrzała, niezdolna do o d r ó ż n i a n i a r z e c z y w i s t o ś c i od
u r o j e ń , albo też k t o ś , kto nie chce przyjąć do w i a d o m o ś c i , że m i ę d z y r z e c z y w i s t o ś c i ą
a marzeniem jest j a k a ś różnica i chroni się w ś w i a t f a n t a z m a t ó w . " W y w i a d przeprowadzo­
ny przez Mariane K o h l e r , C y t . za: Psychiatria czy antypsychiatria „ F o r u m " , 20-26.05.1971
2 7

2 Й

2 0

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

H . M i c h a u x , Les grandes epreuves de 1'esprit et les innombrables petites, Paris 1966;
Miserable Miracle, Paris 1956; L'infini turbulent, Paris 1957; Connaissances par les gouffrcs,
Paris 1961. Por. też: J . de Ajuriaguera, F . Jaeggi, Le poete Henri Michaux et les drogues
hallucinogenes, Sandoz, S . A . Bale (b.d.)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10528" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10506">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a6c7dc1c359bccd7cd0f3fcfd067ce45.pdf</src>
        <authentication>46d0ae17c120b24260022a1830fff03f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125353">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125354">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125355">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125356">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125357">
                <text>Wspólczesna rzeźba zwana ludową / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1976 t.30 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125358">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1976 t.30 z.3-4; s.199-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125359">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125360">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125361">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125362">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125363">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

WSPÓŁCZESNA RZEŹBA ZWANA LUDOWĄ

Kończy się d a w n a r z e ź b a , c o r a z r z a d z i e j w i e j s c y
wstawiają ś w i ę t e f i g u r y

do

opustoszałych

świątkarze

kapliczek — a

cześnie j e s t o ś m y ś w i a d k a m i z d u m i e w a j ą c e g o

rozwoju

nej t w ó r c z o ś c i r z e ź b i a r s k i e j . I n n a t o j u ż r z e ź b a , c o r a z

jedno­

r z a n o s c h e m a t z a k o r z e n i o n y j u ż w t r a d y c j i , o k r e ś l a n o w i ę c siebie
poprzez k u l t u r ę

interpretacji był

w a r i a n t p o d s t a w o w e g o s c h e m a t u . U p o d o b a n i a este-

dalsza

tyozne ś r o d o w i s k a oraz t r w a ł e , n i e m a l ż e niezmienne zasady war­

dawnej, t r a d y c y j n e j , n i e d l a w s i , l e c z d l a m i e j s k i e g o p r z e z n a c z o n a

sztatowe

odbiorcy. C z y j e s z c z e „ l u d o w a " ? C z y w o l n o n a m

a r t y s t y c z n a j e d n o s t k i w y r a ż a ł a się przede w s z y s t k i m w

wobec nowego

zjawiska s t o s o w a ć u t a r t e n a z w y i k r y t e r i a o c e n y ?
Nie z a m i e r z a m t u

wchodzić w

rozważania,

war­

iant

od

wzoru,

grupy. Granicą twórczej

współczes­

kich
co j e s t

jeszcze,

a co już nie j e s t l u d o w e . O k r e ś l e n i a ż y j ą d ł u ż e j n i ż t r e ś c i ,

które

ograniczały

zmianach

polo i n d y w i d u a l n e g o

wprowadzonych

w

manewru.

s c h e m a t , ale

nie

Inwencja
niewiel­

naruszają­

cych jego istoty. S t y l osobisty twórczości p o d p o r z ą d k o w a n y
stylowi

ulegają z m i a n i e . P r z y j m u j ę w i ę c s z e r o k ą w y k ł a d n i ę t e g o p o j ę c i a ,

ośrodka,

Istnienie

był

regionu.

sztuki wspólnej

i typowej

dla

konkretnej

grupy

sądzę b o w i e m , ż e l e p i e j z g r z e s z y ć t o l e r a n c j ą i z a h a c z y ć o z j a w i s ­

regionalnej

ko pograniczne, n i ż p o m i n ą ć

fakty

ta pełniła w kulturze wiejskiej. Sztuka „ s t o s o w a n a " , a więc strój,

proszę w i ę c r o z u m i e ć w t y m

przypadku jako zbitkę

nowe i ważne.

„Ludowość"
kryteriów,

wiązało

zdobnictwo,

się b e z p o ś r e d n i o

architektura

czy

z funkcjami,

rękodzieło —

które

sztuka

charakteryzowały

.jako p o j ę c i e w y j ś c i o w e d o c h a r a k t e r y s t y k i r ó ż n y c h g r u p i p r z e ­

g r u p ę , wydzielały ją spośród innych grup, a zarazem konsolidowa­

jawów r z e ź b y

ły.

współczesnej.

Nim jednak p r z e j d ę do c h a r a k t e r y s t y k i , o h o i a ł b y m
uwagę na s p o c y f i k ę t w ó r o z o ś c i r z e ź b i a r s k i e j

zwrócić

wśród innych

dzin s z t u k i l u d o w e j o r a z n a r ó ż n i c e , k t ó r e i s t n i e j ą m i ę d z y
a współczesną r z e ź b ą

dzie­
dawną

Trwałość

podstawowych

warstwę

kulturą

informacyjną.

Mówiła

o

zamożności

domu,

pokaźną
gospodar­

ności i s p r a w n o ś c i gospodyni, o prestiżu. Strój w s k a z y w a ł na stan,
hierarchię społeczną, wyróżniał panny,

ludową.

i silna więź z

schematów

g r u p y p r z y c z y n i ł y s i ę d o t e g o , ż e s z t u k a n i o s ł a ze s o b ą

mężatki

ozy w d o w y ,

ka­

w a l e r ó w i r e k r u t ó w . N a w e t z d o b n i c t w o czy haft m o g ł y pełnić po­
dobną

Rzeźba a inne dziedziny sztuki ludowej

rolę.

Specyficzny „ k a n o n " l u d o w y w y n i k a ł więc nie t y l k o z cha­
W świadomości
nowi b e z p o ś r e d n i e

potocznej

współczesna

przedłużenie

ceoh z e w n ę t r z n y c h , t a k i c h , j a k

sztuki

sztuka ludowa

dawnej.

sta­

Podobieństwo

ornament, kształt, temat —

su­

r a k t e r u twórczego procesu i przekazu
turowych

potrzeb

geruje o i ą g ł o ś ć t r a d y c j i . O i l e j e d n a k w r z e m i o ś l e , m i m o w s z e l k i c h

wet

stępowania

ciągłość

ta

wciąż

jest

wartością

naczelną,

w rzeźbie s t a j e s i ę c o r a z m n i e j w y c z u w a l n a . W i ą ż e s i ę t o z i n n ą
strukturą procesu t w ó r c z e g o ,

z

które w y s t ę p o w a ł y i w y s t ę p u j ą
biarzem, p o m i ę d z y w z o r e m a

innym

charakterem

pomiędzy

jego

rękodzieła n i e b u d z i n a

rzeź­

„ludowość"

o g ó l naszej w ą t p l i w o ś c i , t o p r z y

jednoznacznej

definicji.

nych

W

rzeźbie

wymykała

tych

samych

determinowały

spoistość

presti­

s p r z y j a ł y , a na­

stylistyczną,

trwałość

I n n a b y ł a sytuacja r z e ź b y , i n n y charakter jej

„ludowości".

jakby

ornamentalnych.

poza

tradycją

miejscową,

danej społeczności d o ś w i a d c z e n i o m

poza

wspólnym

w a r s z t a t o w y m , nie

nych wspólnych

cechach l o k a l n y c h (zwłaszcza o ś r o d k ó w

kultu),

ze ś w i a d o m y c h d ą ż e ń d o k s z t a ł t o w a n i a

odręb­

nie w y n i k a ł y one

nego s t y l u lokalnego. W y n i k a to m i ę d z y i n n y m i z tego, że r z e ź b a
nie p e ł n i ł a f u n k c j i p r e s t i ż o w y c h , nie m u s i a ł a w y o d r ę b n i a ć

gurki o c e c h a c h i n d y w i d u a l n y c h , j a k

wiejskiej, parafii, regionu. Nie konsolidowała swą formą

rzemieślnicze,

wią­

ż ą c s i ę ze s t y l e m r e g i o n a l n y m , a j e ś l i n a w e t m o ż n a m ó w i ć o p e w ­

ramach „ l u d o w o ś c i " l o k o w a n o b o w i e m z a r ó w n o p r y m i t y w n e f i ­
też i prac»

wy­

kolorystycz­

motywów

form,

i z kul­

ale

informacyjne,

zestawień

czy

charakterystycznych

Powstawała
dla

pojęcie t o n a s t r ę c z a w i e l e k ł o p o t ó w . R z e ź b a b o w i e m
się i w y m y k a p r ó b o m

a

interpretacją.

D o d a t k o w ą t r u d n o ś ć s p r a w i a f a k t , iż podczas g d y

wręcz

związków,

środowiskiem

umiejętności,

Funkcje

ż o w e i p a t r i o t y c z n e p e ł n i o n e przez s z t u k ę l u d o w ą

zmian w

kulturze,

społeczności.

grupy

społecz­

zaslugująco r a c z e j n a m i a n o s z t u k i p r o w i n c j o n a l n e j . Z a

„ludowe"

ności, i n a w e t t a m , gdzio ż y w i o ł polski k o n k u r o w a ł z niemieckim

uważa się z a r ó w n o

ekspresji,

c z y u k r a i ń s k i m , i s t o t n e b y ł y r ó ż n i c e r e l i g i i i r y t u a ł u , a n i e spe­

dzieła w y j ą t k o w e

rzec m o ż n a — j e d n o r a z o w e ,
wszechnie n a

określonym

i

w

typowe

swej f o r m i e ,
figury

występujące

po­

obszarze.

Nio dziwnego, ż e s p ó r o k r y t e r i a r o z g o r z a ł w sztuce l u d o w e j
rzeźbiarskiej.

Kłopotów t a k i c h nie n a s t r ę c z a ani haft, ani w y c i n a n k a , strój,
malarstwo n a

szkle czy

plastyka

obrzędowa.

umiejscowiona w

Ich

„ludowość"

środowisku,

czasie

i przestrzeni. „ L u d o w e " d a j e s i ę w t y c h d z i e d z i n a c h o k r e ś l i ć
przez z a s i ę g w y s t ę p o w a n i a i s t y l c h a r a k t e r y s t y c z n y d l a
miejsca i o k r e s u h i s t o r y c z n e g o . L u d o w y
iłżecka o e r a m i k a , k u r p i o w s k a

czy

góralska

7

Ludow o b y ł o g a r n c a r s t w o Ł ą ż k a , K a r t u z c z y B o l i m o w a ,
gdzie c o c h y l o k a l n e o d g r y w a ł y m n i e j s z ą
stwie, o l u d o w o ś c i

przesądzała

rolę, jak np.

technika,

spinka.
a

w

„naturalny"

Funk­

wskazywała

na

p o b o ż n o ś ć g o s p o d a r z y czy z a m o ż n o ś ć d o m u , d z i a ł o się to nie

za

sprawą
by

szoEOgólnej

W
nie

formy

Nawet wtedy, gdy

(stylu),

a przez zwielokrotnienie licz­

p r z e d m i o t ó w k u l t u , przez ich s t r o j n o ś ć czy w i d o m ą

materialną,

przez f u n d a c j ę

krzyża

czy

rzeźbie dominowała funkcja

cechy forjnalne,

otaczano k u l t e m

kultowa. W a ż n o więc

lecz w y s t ę p o w a n i e

i z obecnością

wartość

kapliczki.

postaci świętych,

których

były
które

wiązano określone

na­

dzieje.

tam,

kowal­

Funkcje

kultowe

(często

również

magiczne)

w z o r e m b y ł y f o r m y przechowano przez t r a d y c j ę

sprawiały,

(np. w

że

obrzędo­

(a

więc

wym

i sposobem wykonania.)

cha­

i s p o t y k a n e w p r z y d r o ż n y c h k a p l i c z k a c h . R z e ź b y te, a t a k ż e słu­

rakter z d o b n i c t w a .
Wymogi

k u rzeźby rolę drugorzędną.

po­

danego

był więc łowicki pasiak,

wycinanka

zgodny z t w o r z y w e m , n a r z ę d z i o m

rogionalno-ludowej f o r m y dzieł sztuki kultowej.

cje p r e s t i ż o w e , i n f o r m a o y j n o c z y e s t o t y o z n o o d g r y w a ł y w p r z y p a d ­

przede w s z y s t k i m n a p r z y k ł a d z i e t w ó r c z o ś c i

wydaje s i ę n i e p o d w a ż a l n a ,

cyficznej,

pieczywie)

a

w

religijnej

rzeźbie

—

figury

kościelne

ż ą c e n i e r a z za i c h w z ó r d o w o c y j n e o b r a z k i , p o z b a w i o n e b y ł y zna­

warsztatu,

utrwalone

w

przekazu u m i e j ę t n o ś c i ,

dyscyplinowały

maty o b o w i ą z u j ą c e

danej

w

procesie

bezpośredniego

rzemiosło. Wzory,

społeczności

ograniczały

inwencji j e d n o s t k i , n a w e t n a j b a r d z i e j u t a l e n t o w a n e j . T e

sche­

swobodę
właśnie

m i o n regionalnej deklinacji.
r o w a ł się na
rzeźby

na

świątkarz

wzo­

figurze z miejscowej kapliczki, nie s t y l i z o w a ł

swej

jakąś

miejscową

się w preferencji o k r e ś l o n e j

Nawot wtedy,

modłę.

gdy

Cechy lokalne

przejawiały

t e m a t y k i , t y p ó w r o z w i ą z a ń , ale

nie

wzorce, p o w s z e c h n i e a k c e p t o w a n e , i n t e g r o w a ł y g r u p ę i s t a n o w i ­

o d r ę b n e g o stylu. Jest to z r o z u m i a ł o . W y c i n a n k i czy stroje m o g ł y

ły p r z e j a w j e j t o ż s a m o ś c i k u l t u r o w e j .

być

wytwarzająo

typowy

produkt

Haftując, zdobiąc izbę

rzemieślniczego

ośrodka,

czy

powta­

łowickie

czy

kurpiowskie,

ale

nie

mogło

być

łowickie

czy kurpiowskie w y o b r a ż e n i e B o g a i ś w i ę t y c h !

199

�O ile w i ę c w hafcie, t k a n i n i e czy w y c i n a n c e w z o r e m b y ł a i n ­
na w y c i n a n k a ozy t k a n i n a , t o w r z e ź b i e p u n k t e m odniesienia b y ­
ła figura kościelna, schemat ikonograficzny.
Skoro w rzeźbie — zwłaszcza
dalej

mowa,

pojawiała

wień, wynikała

ona nie tyle

cje

drewnianej, bo o niej

się transpozycja

kościelnych

z upodobań

będzie

przedsta­

estot5rcznyeh

regionu,

co z o d m i e n n e j ś w i a d o m o ś c i r e l i g i j n e j , z c h a r a k t e r u w i a r y ,
kazywanej

pamięciowo,

zapamiętanej

m ę k i , legend i przypowieści.

w

Wiary,

postaci

jak

„ucho

igielne". K o m i k s o w y

charakter

potrzeba

wewnętrznej

b y ć p r z y t y m zrealizowana w

ekspresji.

sposób

silniej

P o t r z e b a to

bardziej

osobisty

n i ż w r z e m i o ś l e , j a k o ż o w r z e ź b i e d e f o r m a c j a i e k s p r e s j a b y ł y uzna­
n y m i ś r o d k a m i w y r a z u , a o świętości przedstawienia
tematyka.

scen

tradycji

(zezwalając oczywiścio na innowacje

nadzieja,

przekazu

emocjonalne,

mogła

głównie

obrazów

traktowanej

rzeźbiarskiej

prze­

w i a r y biednyoh i u c i ś n i o n y c h , a nie t y c h , k t ó r y m przyjdzie przejść
przez

Trzeba też podkreślić, że w twórczości

n i ż w i n n y c h d z i e d z i n a c h l u d o w e j s z t u k i w y s t ę p o w a ł y motywa.

Hafciarkę

„sprawdzano"

decydowała

wiernością

wobec

z g o d n o z ogólnym

k i e r u n k i e m u p o d o b a ń ) , a l e r z e ź b i a r z m i a ł z n a c z n i e w i ę k s z o pra­
wo

religij­

do i n d y w i d u a l n y c h r o z w i ą z a ń .
W

rzeźbie

wyższy

był również

stopień

s e m a n t y z a o j i prze­

n y c h treści spłycał je, odbierał i m aspekt m i s t y c z n y i filozoficz­

k a z u o r a z n a w a r s t w i e n i a r ó ż n y c h s k o j a r z e ń e m o c j o n a l n y c h , ist­

ny.

nienie w k u l t u r z e ludowej jedynie r z e ź b y o tematyco

„Ludowość"

wiejskiej w i a r y

miała

i inny, niż „ludowość" polegająca
nego, n a

charakter

szerszy

stylu.

schemacie

(mowa t u oczywiście
wo-magicznej

Transpozycja
na

więc

na formie wyrazu artystycz­

kościelnych

ludowej

wzorów — gdy

kapliczki

czy

nie

była

oparta

świątka — wynikała

z psychofizycznych możliwości świątkarza. Hafciarka czy

toż
garn­

przez
nie,

czy zabawce)

symboliczne

Pieta,

dramatyczne

powodowało,

tematy — archetypy

Upadek

religijnej

t y l k o o r z e ź b i e w y r a ż a j ą c e j , a. n i e obrzędo-

pod

ż e p r z e k a z y w a n o po­
takie, j a k

Ukrzyżowa­

k r z y ż e m c z y F r a s o b l i w y — n a j b a i dziej

a n i e k i e d y i osobiste

treści: mękę,

b ó l p o stracie

ze z r o z u m i e n i e m w z o r u , k t ó r y

interpre­

d z i e c k a , l i t o ś ć , k r z y w d ę , p r z e ś l a d o w a n i e , w i a r ę , n a d z i o j ę , ufność

t o w a l i , ale r z e ź b i a r z s t a w a ł n i e t y l k o p r z e d z a d a n i e m

technicz­

i

carz n i e m i e l i k ł o p o t u

gorycz.

n y m ; m u s i a ł o n z r o z u m i e ć t e m a t , d o t r z e ć do jego w a r s t w y s y m ­
Dawna a współczesna

b o l i c z n e j , p r z e ż y ć t e n t e m a t , c z y g o t y l k o p r z e k a z a ć z g o d n i e ze
swoją
nych

wyobraźnią

religijną,

ze s w o j ą

interpretacją

ewangelicz­

treści.

w

i n n y c h dziedzinach

w

dyspozycjach

zniodołężniały,

sztuki ludowej,

wynikały

fizycznych. Inne miał przecież
chwytający

pomyślenia

też z

różnicy

człowiek

za kozik czy d ł u t o r ę k ą

stary,

nionawykłą

do precyzyjnej pracy, a inne m ł o d y , sprawny, dobrze

władają­

ludowa

R z e ź b a , b a r d z i e j z w i ą z a n a z o s o b o w o ś c i ą t w ó r c y n i ż z tra­
dycją

Ogromne różnice w interpretacji w z o r u , nie do

rzefba

r e g i o n u , z m i e n i a ł a s i ę s z y b c i e j n i ż i n n e d z i e d z i n y sztuki

ludowej,

wcześnioj

estetycznej

reagując

twórców

i

na

przemiany

w

świadomości

odbiorców.

W r z e m i o s ł a c h a n a w e t w z d o b n i c t w i e , p r o o e s o w i dezintegra­
cji dawnej kultury
wanie

dawnych

w i e j s k i e j t o w a r z y s z y ł o p r z e d ł u ż o n e występo­

wzorów

i nawyków

e s t e t y c z n y c h . Nosicielami

który

i c h b y l i p r z e d e w s z y s t k i m l u d z i e s t a r s i . K o n f l i k t w upodobaniach

w y k o n a ł w s w y m ż y c i u j e d n ą c z y k i l k a r z e ź b , a inne w i e j s k i rze­

m i ę d z y d a w n ą a n o w ą m o d ą w i ó d ł n i e t y l e d o p r z e m i a n w zdob­

mieślnik,

nictwie,

cy siekierą, znający t a j n i k i o b r ó b k i drewna. Inne amator,

zawodowo

trudniący

się

renowacją

dawnych

rzeźb

co do o d r z u o e n i a d a w n e g o

s t r o j u c z y h a f t u — n a rzecz

i tworzeniem nowyoh.
Różnorodności rozwiązań rzeźbiarskich sprzyjał brak sztyw­
n y c h zasad w a r s z t a t o w y c h , b r a k b e z p o ś r e d n i e g o p r z e k a z u u m i e ­
jętności z pokolenia w pokolenie. Przekaz taki istniał
szych

ośrodkach

produkcji

kultowej i w

rodach

w

więk­

rzeźbiarskich,

ale w i e l u ś w i ą t k a r z y d o c h o d z i ł o s a m o d z i e l n i e do w ł a ś c i w e g o sobie
sposobu

wypowiedzi.

K a ż d y z nich zaczynał j a k b y od nowa, traktując wzór jako
punkt

wyjścia.

Hafciarka czy kowal

byli

w

stanie

skopiować

prace m i s t r z ó w starszego p o k o l e n i a , a w k a ż d y m razie

wiedzieli,

że j e s t t o w z a s i ę g u i c h m o ż l i w o ś c i , ale r z e ź b i a r z , z w ł a s z c z a
morodny,

nie

dysponujący

dużymi

umiejętnościami

sa­

obróbki

drewna, możliwości takie m i a ł ograniczone. Mógł zbliżyć się do
prostej, wyrazistej figury

w w i e j s k i e j k a p l i c z c e , ale j u ż nie

kościelnego w z o r u , nie do przedstawienia

do

z oleodruku czy bar­

dziej s k o m p l i k o w a n e j d e w o c y j n e j g r a f i k i . A skoro w z o r u nie m ó g ł
p o w t ó r z y ć — m u s i a ł go

interpretować.

T r u d n o ś ć z b l i ż e n i a się do wzorca p o w o d o w a ł a , że ś w i ą t k a r z
•— z k o n i e c z n o ś c i — u p r a s z c z a ł p r z e d s t a w i o n e
b y ć zrozumianym, podkreślał a t r y b u t y , po
je r o z p o z n a ć . B r a k u m i e j ę t n o ś c i

postacie,

których

warsztatowych,

a

chcąc

można

było

pozwalających

na p o p r a w n ą i realistyczną interpretację ikonograficznego wzor­
ca, s p r a w i a ł , ż e r z e ź b i a r z m u s i a ł p o s ł u g i w a ć się i n n y m i
wyrazu, przede w s z y s t k i m ekspresją.

środkami

Deformacja w rzeźbie lu­

dowej w y n i k a ł a więc nie tyle z przeżycia t e m a t u i mistycznego
n a p i ę c i a , co z p o t r z e b y p o d k r e ś l e n i a t y c h cech p o s t a c i i s y t u a c j i ,
k t ó r y c h świątkarz nie u m i a ł w y r a z i ć w realistycznej konwencji.
Deformacja b y ł a sposobem w y r a z u treści, k t ó r e artysta
nujący

ś r o d k a m i realistycznego

charakterystykę
Różny

skich

i

aniżeli

200

dyspo­
poprzez

psychologiczną.

silniej

lokahio

ważył na
tradycje.

„odmieńców",

produkoja warsztatów

sprawności

wypowiadał

stopień sprawności warsztatowej

pretacji tematu

twórczość

warsztatu

(np. figurki

różnicach

i możliwości
rozwiązań

Jednocześnie

rzeźbiących
o wysokim

istniała

z wewnętrznej
standardzie

M a t k i Boskiej

Skępskiej).

inter­

rzeźbiar­
przecież
potrzeby,

rzemieślniczej

1

1

�II. I . M a r i a n B r u d e k , B o g o r i a , w o j . t a r n o b r z e s k i e .
Matka
Boska
z Dzieciątkiem
(fragm.), drewno polichrom.,
w y s . 22 c m . 1969 r
II. 2. J ó z e f P i ł a t , D ę b s k a W o l a , g m . M o r a w i c a , w o j . k i e l e c k i e . Kapela
anielska,
d r e w n o p o l i c h r o m . , w y s . 25 c m . O k . 1 9 6 1
r.
II. 3. W i n c e n t y K r a j e w s k i , Z a w i d z K o ś c i e l n y , w o j . p ł o c k i e . Pieta,
d r e w n o , w y s . 5 2 c m . 1 9 6 6 r . I I . 4 . W . K r a j e w s k i . Pasja
(fragm.
o ł t a r z a ) , d r e w n o , w y s . C h r y s t u s a 49 c m . 1964 r .

201

�n o w y c h , m i e j s k i c h w z o r c ó w . A l e d a w n e w z o r y t r w a ł y siłą
w

pamięci

starszego

pokolenia,

inercji

w y k o n y w a n e -— p o o z ą t k o w o

z n a w y k u , dla coraz rzadszych o d b i o r c ó w wiejskich,

później

na skutek zainteresowania publiczności miejskiej — dla

obraźni twórców.
tazji

—

muzeów,

na k o n k u r s y , dla Cepelii i t d .

w

ujęciu

Rzeźba

O c z e k u j e s i ę o d n i c h n o w y c h r o z w i ą z a ń , fan­

tematu

nietradycyjnego.

współczesna

śoią ż y w ą , k o n t a k t u j ą c ą

jest

więa

w

z nowymi

dużym

stopniu

bodźcami i

twórczo-

doświadczeniami

r z e ź b i a r z y . W i ę k s z o ś ć z n i c h c h o d z i ł a d o s z k ó ł , o g l ą d a ł a telewi­
dawnych form,

które

zję, ilustracje,

c h o ć w y k o n y w a n e na wsi, nie p e ł n i ą j u ż d a w n y c h f u n k c j i .

Auto­

m a s z e s z t u k i l u d o w e j . Z a c i e r a s i ę w i ę c c o r a z b a r d z i e j r ó ż n i c a po

twór­

między

Nastąpiła więe a u t o n o m i z a c j a

nomizacja widoczna jest i w t y m , że t a d a w n a (w formie)
czość istnieje, a

czasom i p r z e k s z t a ł c a

się poza ż y w y m

przemian w upodobaniach, j a k b y głucha na
czasu. D o p o m a g a j ą
cza

w tym

dają

od w y r o b ó w

wszelkie podszepty

konkursy, polityka

komisje etnograficzne w
rękodzieła

spółdzielniach

nurtem

nagród, a

zwłasz­

„Cepelii", które

zgodności z dawnymi

żą­

świadomością

kształconych

Obok świątków,

które

wyraźnie wywodzą

obszar w s p ó l n y c h

wanie wielu a m a t o r ó w

na­

wiązują do d a w n y c h tradyoji, m a m y t u do czynienia z twórczo­
ścią ż y w ą , odzwierciedlającą w

s t o p n i u w y ż s z y m , n i ż inne dzie­

dziny sztuki ludowej, m e n t a l n o ś ć t w ó r c y . Widoczne jest to
szcza w t e m a t y c z n y o h p r a c a c h k o n k u r s o w y c h ,
u j a w n i e n i u się

które

zwła­

sprzyjają

twórców

z miast

a

nie wy­

i miasteozek. Wi

penetracji.

konwencją

Sprzyja

temu

zaintereso­

ludowo-cepeliowskiej

rzeźby.

m i e j s c a ,

które zajmuje

w

kulturze.

D a w n i e j r z e ź b a o b s ł u g i w a ł a s p o ł e c z n o ś ć w i e j s k ą , b y ł a więc
z w i ą z a n a b e z p o ś r e d n i o i g ł ę b o k o z l u d o w ą k u l t u r ą , z potrzebami
kultowymi

i estetycznymi. P o w s t a w a ł a

ona

w

o t o o z e n i u , gdzie

i s t n i a ł a r z e ź b a o a n a l o g i c z n y m s c h e m a c i e . A l e d z i s i e j s z a rzeźba
o b c a j e s t u p o d o b a n i o m i w z o r o m i s t n i e j ą c y m w ś r o d o w i s k u ma­
cierzystym, t o t e ż nie
wszystkim z myślą

wyobraźni.

wiejskich

w y s t a w y i kier­

N o t u j e m y w i ę c w a ż n ą r ó ż n i c ę m i ę d z y d a w n ą a współozesną

skompli­

się l u b

estetyczną

plastycznie a m a t o r ó w

rzeźbą,-różnic;

W p r z y p a d k u r z e ź b y sytuacja jest j e d n a k bardziej

cepeliowskich sklepów,

d o c z n e j e s t t o r ó w n i e ż w i o h t w ó r c z o ś c i . P o s z e r z a s i ę o b s z a r gra
niczny,

schematami

stylistycznymi.

kowana.

witryny

funkcjonuje

w

n i m , p r o d u k o w a n a przede

o mieście, o w y k s z t a ł c o n y m

o d b i o r o y . Jeśli

w i ę c n a w i ą z u j e ś w i a d o m i e d o w z o r ó w l u d o w y c h , t o s ą t o wzory
Porównując
tkaninę — mamy

dawną
do

i

współczesną

czynienia

z

wycinankę,

przedmiotem

garnek

a na pewno bardzo p o d o b n y m . R z e ź b a jednak odbiega od
nych

wzorów

zarówno

w

kręgu

podejmowanej

ozy

zrozumiałe, jako że w

jest znacznie w i ę k s z a niż w
oczekuje

się,

by

tematyki,

jak

202

dawne

Dawniej produkowano z myślą o wiejskim
wykach estetycznych i kulturowych,
o

rzeźbie swoboda

twórczości

wzorcu

sztuki

ludowej,

którego

a k t ó r y przechowuje miasto:

oddziaływania.

o d b i o r c y , o jego na­

t e r a z w i e ś r z e ź b i z myślą

jednak

„Cepelia",

nie

muzea.

ma

j u ż n a wsi,

Nie

s ą s i a d czy

nie

o p i n i a ś r o d o w i s k a — a l e k o m i s j a e t n o g r a f i c z n a l u b j u r y konkur­

schematy — przeciwnie —

s u d e c y d u j e , c o j e s t , a co n i e j e s t „ l u d o w e " . W i e l u t z w . ludowych

innych dziedzinach. Od r z e ź b y

powtarzała

sens w i ę k s z o ś c i k o n k u r s ó w

książkowe.

Z m i e n i ł się d o k ł a d n i e o 180 s t o p n i k i e r u n e k

daw­

i w formie wyrazu artystyoznego.
Jest to

„cepeliowskie", muzealne,

identycznym,

polega właśnie na

dopingu dla

wy­

twórców

świadomie

rzeźbi

„pod

miasto".

Słyszałem

dziesiątki

�I I . 5. S t a n i s ł a w F a l t y n , S z c z a w a , g m . K a m i e n i c a , w o j . n o w o s ą d e c k i e . Św. Michał
Archanioł,
w y s . 4 0 c m . 1 9 7 5 r . I I . 6. S z c z e p a n M u c h a ,
Szale, g m . K l o n o w a , w o j . s i e r a d z k i e . Oskar Kolberg,
w y s . 4 9 c m . 1 9 7 4 r . I I . 7. S t a n i s ł a w H o ł d a , N o w y S ą c z . Chrystus
upadający
pod
krzyżem,
d r e w n o , p a k u ł y , w y m . 1 6 x 4 6 c m ( p o s t a c i ) . 1974 r.

narzekań, że t y l k o t a k i e r z e ź b y m a j ą z b y t , ż o c h c i e l i b y inaczej —

z historią narodu, z tradycją

ale w t e d y k o m i s j a o d r z u c a i m

jest spontaniczna

Zmieniły

prace.

się funkcje p e ł n i o n e

przez

rzeźbę.

Dawniej

one przede w s z y s t k i m k u l t o w e , d z i ś s ą e s t e t y c z n e .
figury ś w i ę t e j m o d l o n o s i ę , o t a c z a n o

do

czcią. D z i ś stawia się j ą na

półce z k s i ą ż k a m i , w i e s z a n a ś c i a n i e — p o n i e w a ż m a
wać

były

Dawniej

d e k o r o ­

wnętrze, j a k a n t y k , j a k stara b r o ń czy porcelana.

Niektó­

ny,

Przejawom

tego

reakcja na martyrologię narodu w latach

woj­

eksterminację

Ojca

ludności

K o l b e g o , ne.

skiego. K i l k u
poświęcone
Ignacy

pamięci

w

z

postawiło

własnym

zmarłych

w

Oraczowa

wystawił

beatyfikację

latach

sumptem

okupacji
pomnik

w

obozach-

upamiętniają­

cy

Kolbego, c y k l p ł a s k o r z e ź b o tematyce obozowej (Oświęcim i Beł­

wdzięcznym przez s w ą p r o s t o t ę , b a r w n o ś ć , a z w ł a s z c z a
n o ś ć ! W społeczeństwie

coraz

bardziej

przyszłości" — r z e ź b a l u d o w a zaspokaja
k i , sielskiej n a i w n o ś c i .

Daje

odczuwającym

„szok
poety­

też miłośnikom

satysfakcjo

arty­

styczne.
Trudniej m ó w i ć o f u n k c j a c h r z e ź b i e n i a d l a t w ó r c ó w , s ą one
inne

w

środowiskach

rzeźbiarskiej

pro-

dukoji, i n n e u o s ó b t w o r z ą c y c h z w e w n ę t r z n e j p o t r z e b y i t d . D o
znanych w p r z e s z ł o ś c i f u n k c j i ,

takich, jak kathartyozna

zaoja w e w n ę t r z n e j p o t r z e b y w y p o w i e d z i ) ,

Szok, j a k i m b y ł o z a b ó j s t w o

ego, n i e m a l w s z c z e g ó ł a c h w i d o c z n e w
sprawił,

że

kilku z nich

czasu wolnego, r z e ź b i e n i e j a k o awans

Ojca

prezydenta

Kennedy'-

telewizyjnych relacjach,

(znam 7 przypadków) wyrzeźbiło

prezydenta,

a Skrętowicz swoją

por­

kompozy-

przywiózł z W o r o w a (w Szczecińskiem)

do

War­

szawy, b y j ą złożyć — jako kondolencję — w Ambasadzie
nów

Sta­

Zjednoczonych.

(roali-

niej w i ą ż ą c a s i ę t y l k o z r o l i g i ą ) i k u l t u r o w a ( r z e ź b i e n i e j a k o s p o ­

itd). Z m n i e j s z a s i ę n a t o m i a s t

oję specjalnie

Setki — a chyba

komercyjna, komemo-

ratywna, k o m p e n s a c y j n a — d o s z ł y t a k i e , j a k d y d a k t y c z n a ( d a w ­

sób s p ę d z a n i a

temat

R z e ź b i a r z e r e a g u j ą n a zdarzenia, k t ó r e p o r u s z y ł y silnie i c h
wyobraźnię.

tret zamordowanego

bowiem z r ó ż n i c o w a n e ,

podjęło

żec) s t w o r z y ł Z y g m u n t S k r ę t o w i c z i t d .

n a i w ­

potrzeby prostej

rzeźbiarz}'

Pol­

pomniki

Polski, r o d z i n n e j w s i , p r z e s z ł o ś c i ; d l a w i e l u j e s t j u ż t y l k o

kowo t a n i m ( d o n i e d a w n a ) , ł a d n y m p r z e d m i o t e m a r t y s t y c z n y m ,

kilkudziesięciu

Polsce,

1000-locie P a ń s t w a

rym o d b i o r c o m r z e ź b a l u d o w a w i ą ż e s i ę e m o c j o n a l n i e z p o j ę o i e m
stosun­

Millenium,

żydowskiej

takie rocznice, j a k

rzeźbiarzy

Kamiński

ludowej kultury.

w a ł o , j a k i e noszono

zdecydowanio potrzeba wypowie­
cha­

tysiąoe rzeźb powstaje

po to,

aby

stroje, jakie b y ł y

obrzędy,

obyczaje.

M o m e n t d y d a k t y k i łączy się z d u m ą chłopską. W i e ś z wolna

społeczny

dzi t r e ś c i r e l i g i j n y c h . W i ą ż e s i ę t o n i e t y l k o z o z m i a n a m i w

nawet

p o k a z a ć wspólozesnym, zwłaszcza młodzieży, j a k to dawniej by­

przestaje
my

się w s t y d z i ć swej p r z e s z ł o ś c i , b i e d y . Z n a m i e n n e , żo for­

w y r a z u tego b y w a j ą

z a c z e r p n i ę t e ze w s p ó ł c z e s n j ' c h

wzorów

rakterze r e l i g i j n o ś c i w s i , a l e p r z e d e w s z y s t k i m — z i n n ą r o l ą w s p ó ł ­

kulturowych.

czesnej r z e ź b y , ze z m i a n ą j e j f u n k c j i

artystyczną,

o b r a z ó w i l u s t r u j ą c y c h legendy śląskie i o f i a r o w a ć te obrazy tysią­

ze z d e c y d o w a n y m r o z s z e r z e n i e m k r ę g u p o d e j m o w a n e j t e m a t y k i .

cowi szkół, aby młodzież z a p o z n a ł a się z k u l t u r ą l u d o w ą i historią

z sakralnej n a

Nie s p o s ó b p o m i n ą ć t u w a ż n e g o f a k t u .

W

rzeźbie

ludowej

ujawnia s i ę , i t o s t o s u n k o w o s i l n i e , p o o z u c i e e m o c j o n a l n e j

więzi

Śląska.
siąclecie

Maria

Lenczewska

postanowiła

namalować

J u l i a n B r z o z o w s k i ze S r o m o w a p o d Ł o w i o z a m
postanowił

wyrzeźbić

pochód

historyozny,

tysiąc

na

Ty­

wszystkie

203

�Dwa

rodzaje wojska, k r ó l ó w , w y b i t n e postacie n a u k i i sztuki, l u d n o ś ć

typy

osobowości

twórców

w i e j s k ą w s t r o j a c h r e g i o n a l n y c h . W y k o n a ł b l i s k o 300 — " w znacz­
nej c z ę ś c i r u c h o m y c h f i g u r , k t ó r e u m i e ś c i ł n a t a ś m i e
rowej.

Po

latach pracy i zainwestowaniu stukilkudziesięoiu

ty­

sięcy złotych w y b u d o w a ł solidny, ł a d n y budynek „ M u z e u m

ro-

dzinnogo"

się

w

Sromowie,

z jego r u c h o m y m i
ją

łowicką,

gdzie

zwiodzająoy

może

zapoznać

„ s z o p k a m i " — pochodem tysiąclecia,

humorystycznie

potraktowanym

procos-

weselem,

giem P o k o j u " itd., a t a k ż e z d a w n y m i r z e ź b a m i wuja,
ludową sztuką matki

patrywane
dwóch

„czystą"
córki,

oczywiście złożone. W

toż

chęć ufundowania

i własnych

pomnika, który

t w ó r c y j u ż nie b ę d z i e . P r z e d p ó ł w i e k i e m

przy­

umiejęt­

zostanie,

Brzozowski

gdy

wystawił­

b y zapewne w ł a s n y m s u m p t e m k a p l i c z k ę czy k r z y ż z nazwiskiem

nio tak

daw­

no d o S r o m o w a z i n n e j w s i . B r z o z o w s k i z o s t a ł co p r a w d a s o ł t y ­
jest z n a k o m i t y m g o s p o d a r z e m , ale
„swoim". Budując

wciąż

muzeum, które ma

nie

jest we

stanowić

do c h w a ł y dla całej w s i , c h c i a ł p o k a z a ć , k i m jest,
swoją

wsi

powód

wywindować

pozycję.
złożona.

k o w i e r z e ź b i ą dla z a r o b k u , ale r ó w n i e ż i d l a w ł a s n e j

re

Bracia

nie

jest

ich

i

zewnątrz-

potrzeba

dla

których

autoekspresji.

podsta­

Tworzą

nawet

o d b i o r c ó w , p o n i e w a ż r z e ź b i e n i e j e s t dla
egzystencji,

spełnienia

filozoficznych

siebie,

wyra­

czy emocjonalnych, któ.

przepełniają.
rzeźbie

tyle

w

figuralnej

potrzeba

sferzo d z i a ł a l n o ś c i

autoekspresji

manualnej,

nie

przejawia

tyle

w

się

potrzebie

religijnym,

artystycznym.

nostek wyalienowanych

z normalnego

życia

czy

to

na

swej „ i n n o ś c i " , czy k a l e c t w a , c h o r o b y , n i e u m i e j ę t n o ś c i
sowania się. B y w a
wyższy

poziom

też, że p r z y c z y n ą

przeżywania,

wadzić w niesprzyjających

Bodźce

wystawa

a r t y s t y c z n ą , z p o t r z e b ą takiej czy

c z a s e m ze

świadomością

roli,

którą

się

in­
chce

wewnętrzne

działalności albo na

twórczej

skutek
przysto­

d z i a ł a l n o ś c i jest

w r a ż l i w o ś c i — co

też

może

pro­

w a r u n k a c h d o z a k ł ó c e ń r e l a c j i z oto­

konkretyzują

się

w

określonej

formie

skutek równolegle w y s t ę p u j ą c y c h wyraźnyoh

z a m i ł o w a ń ( n p . p r e d y s p o z y c j i d o w y r a ż a n i a s w y c h m y ś l i i odozuć

na

słowie, piśmie, w

r z e ź b i e o z y f o r m a c h p a r a - t e a t r a l n y c h ) albo

skutek przypadku, który

sprawia, że człowiek

konkretyzuje

s w o j ą p o t r z e b ę w y p o w i e d z i r z e ź b i ą c , m a l u j ą c czy g ł o s z ą o innym
swoją

prawdę.

R z e ź b y Romana Śledzia, Malinówka, gm. Cyców, woj. chełmskie, drewno polichrom.
w y s . 2 1 c m . I I . 9. Pieta,
w y s . 22 c m .

204

do

rozróżnienie

nazwać: wewnątrzsterowną

religijnych,

filozoficznym,

cjonalnym, z satysfakcją

odegrać.

sprowadzić

„ d ł u b a n i a " , co w c h ę c i s t w o r z e n i a w o k ó ł s i e b i e ś w i a t a i n n e g o od

w

może

się

codzienności, dawania wyrazu swoim przekonaniom

Sus-

satysfakcji,

dla pozycji w e wsi, dla splendoru, j a k i m jest dla nich

i

treści

W

ozy n a g r o d a w k o n k u r s i e . M o t y w k o m e r o y j n y w i ą ż e się z a m b i ­

kompensacji,

dadzą

parafrazując

czeniem.

M o t y w a c j a twórczości jest zazwyczaj

nej

które

R e g u ł ą j e s t , ż e b o d ź c e w e w n ę t r z n e d z i a ł a j ą n a j s i l n i e j u jed­

J o s t jeszcze j e d o n p o w ó d . B r z o z o w s c y p r z y s z l i

w pełni

bodźcom

w t e d y , g d y nie z n a j d u j ą

fundatora. Dziś buduje muzoum.

sem,

można

widzenia,

grup,

„ W e w n ą t r z s t e r o w n i " — to rzeźbiarze,
wowym

patriotyczno-dydaktycz-

nyoh będzie to duma z rodzinnych tradycji
n o ś c i , ale

punktu

storowną.

żenia
Motywacje twórczości bywają

tego

n i c h f o r m ą roalizaeji swej

Łodzi.

p a d k u Brzozowskiego, obok o l e m e n t ó w

z

podstawowych

Riesmanowskie,

„Wyści­

(pająki, kodry, ozdoby) i obrazami

absolwontki L i c e u m Plastycznogo w

M o t y w a c j e w i ą ż ą s i ę z r o d z a j e m o s o b o w o ś c i t w ó r c ó w . Roz­

transporte­

1 9 7 6 r . I I . 8. Chrystus

i

Matka

Boska

Bolesna,.

�Rzeźbiarze

„wewnątrzsterowni"

form w y r a z u , t e m a t ó w
czej n i e ś w i a d o m i e ,

czy

nie

szukają

na

sposobów wypowiedzi.

spontanicznie — własne

wizje

zewnątrz

Budują

ra­

formy

ich

i

realizacji. N i e b a r d z o i c h o b c h o d z i , c o i j a k r z e ź b i ą i n n i ,
formy a d o k w a t n o j d l a

swych napięć emocjonalnych, a

formy, w k t ó r e j

się

mogą

szukają
zarazem

wypowiedzieć.

Są j a k b y p o z a w z o r a m i i m o d ą , p o "a t y m , c o r o b i ą i n n i ,
tworząc, p o s ł u g u j ą si^ę p r z e c i e ż a l f a b e t o m k u l t u r y , w k t ó r e j
rośli, , , i k o n o m a m i " ,

które

utrwaliła

ich

pamięć

i

świadomość.

Dostrzoc t o m o ż n a n a p r z y k ł a d z i e N i k i f o r a . , w o b r a z k a c h

którego

wyraźnie w i d o c z n y j e s t z a s ó b j o g o o b s e r w a c j i i u t r w a l o n y c h w
mięci p e j z a ż y ,

budowli,

fragmentów

'IV w s z y s t k i e e l e m e n t y z e w n ę t r z n e j

cerkiewnego

realności

ale
wy­

pa­

malarstwa.

podporządkowane

są w y o b r a ź n i m a l a r z a , s c h e m a t o m w y p r a c o w a n y m

przez

niego

„ Z e w n ą t r z s t e r o w n y c h " jest znacznie w i ę c e j , d o m i n u j ą

wszę­

i adekwatnym do

jego

umiejętności.

dzie— i w t w ó r c z o ś c i p r o f e s j o n a l n e j ,

i w ludowej, i wśród

ama­

torów. R z e ź b i ą c z y m a l u j ą , s z u k a j ą c w z o r c a p o z a s o b ą . W y p o w i a ­
dają się p o p r z e z f o r m ę z n a l e z i o n ą p r z e z i n n y c h , w r a m a c h i s t n i e ­
jącego s y s t o m u . ( G d y s y s t e m t e n z a k ł a d a w y n a l a z c z o ś ć , r o b i o n i e
czogoś, czogo j o s z c z o n i o b y ł o — r o b i ą t o b e z

wahania, na

zasa­

dzie ś w i a d o m e g o w y m y ś l a n i a n o w y c h k o m b i n a c j i — c z e g o p r z y ­
kłady ł a t w o d o j r z o ć n a w y s t a w a c h w s p ó ł c z e s n e j
Są w ś r ó d

nich

znakomici

artyści,

sztuki).

i przeciwstawiając

we­

wnątrz — z e w n ą t r z s t e r o w n y m , n i e t w i e r d z ę b y n a j m n i e j , ż e j o d n i
są „ l e p s i " o d d r u g i c h . S ą j e d n a k „ i n n i " , a w r z e ź b i e l u d o w e j
to swoje k o n s e k w e n c j e . R ó ż n i c e p o l e g a j ą n a p i e r w i a s t k u
nicznej t w ó r c z o ś c i ,

na

kierunku

reakcji.

Na

ma

sponta­

introwertyczności

i okstrawertyczności.
P r z y p o m i n a j ą c te J u n g o w s k i e k a t e g o r i e p o d z i a ł u ,

częściowo

pokrywająco się z p o j ę c i e m s t e r o w n o ś c i , s t w i e r d z a m t y l k o , ż e ca­
11

li.

10.

Chrystus

u słupa,

wys.

27

cm. I I .

. Zdjęcie

z krzyża

(fragm.), wys.

c a ł . 22

cm.

la rzecz d o t y c z y t y p ó w o s o b o w o ś c i , i w o g ó l n y m aspekcie nie prze­
s ą d z a wcale „ n o r m a l n o ś c i " jednych lub

drugich.

K a ż d y artysta tworzy zresztą z potrzeby wewnętrznej,
fakt,

że m a l u j e , pisze czy k o m p o n u j e ś w i a d c z y

runku

sam

o wyborze

kie­

działania.

U l e g a j ą c b o d ź c o m czy i n s p i r a c j o m , j e d n i t w ó r c y bardziej na­
stawieni

są

na

swój

„ g ł o s " w e w n ę t r z n y , i n n i na g ł o s y docho­

dzące z oddali. M i m o przenikań wzajemnych i częstego występo­
wania obu

skrajnych

Wy­

r a ź n i e rysuje się o d r ę b n o ś ć t w ó r c z e j o s o b o w o ś c i t a k j e d n y c h

rodzajów

inspiracji,

w

przypadkach

jak

i drugich. W p e w n y c h okrosach dziejów sztuki — c i „ o d w e w n ą t r z "
nie m i o l i w i e l k i c h szans i s t n i e n i a , s t a n o w i l i m a r g i n e s , nie
niani przez w s p ó ł c z e s n y c h ,

alo w d o b i e r o m a n t y z m u ,

doce­

symboliz­

m u — oni błyszczeli j a k g w i a z d y pierwszej wielkości.
W
nak
to

rzeźbio ludowej szczególnie interesujący

wydają

się j e d ­

g ł ó w n i e ci — „ i n t r o " , c i „ w o w n ą t r z s t e r o w n i " . P o s t a r a m się
objaśnić.

świadomość

Otóż na

pewnym

niowyszkolonego

szczeblu k o m p l i k a c j i
odbiorcy

sztuki,

znacznie jest

niższa

gdy
od

ś w i a d o m o ś c i t w ó r c y , a m a t o r , p r z e j m u j ą c w z ó r z z o w n ą t r z , przej­
muje

pozór, powiorzchnię,

nie

widząc ukrytych pod nią m e c h a n i z m ó w działania. Naśladuje,

w

istocie t y l k o

jogo z e w n ę t r z n y

nie

r o z u m i o j ą c , p o w t a r z a s ł o w a , nio d o s t r z e g a j ą c sensu z d a n i a . Prze­
c i ę t n y dostawca f i g u r e k do „ C e p o l i i " , na k o n k u r s y czy
naśladuje

inno rzeźby, a n a ś l a d u j ą c — w m i a r ę swoich

— s p o s ó b ujęcia, r z o ź b i e n i a , d ą ż y do j a k n a j w i ę k s z e g o
stwa.

Naśladując

rzeźby,

które

przokraozają

jego

kiermasze
możliwości
podobiońmożliwości

o d t w o r z e n i a , n i e z d a j e s o b i e c z ę s t o s p r a w y z r ó ż n i c , j a k i o go d z i e ­
lą od
brak

pierwowzoru—właśnie
krytycyzmu — i w

na

tym

polega brak

efekcie w y t w a r z a f i g u r k ę ,

świadomości,
której

w d z i ę k pologa na n i e p o r a d n o ś c i , na u r o k u nieświadomej

cały

karyka­

t u r y . G d y jest to złe — m ó w i m y kicz, ohyda. G d y m a jodnak pew­
ne z a l e t y , d o s t r z e g a m y j e j a k o n a i w n o ś ć r z e ź b i a r z a , j a k o

odwagę

205

�podjęoia zadania ponad siły. U j m u j e
iwna

nas n a i w n y

wdzięk,

na­

N a i w n o ś ć s t a ł a się w naszych czasach k a t e g o r i ą
rodzajem

samoobrony

może być tylko

artystycznego wkładu.

D z i e ł o w y b i t n e g o p l a s t y k a o s a d z o n e jest

m o c n o w e p o c e , p o w s t a ł e w d i a l o g u z o t a c z a j ą c ą g o s z t u k ą , z ist­

poetyka.

przed

technizacją

świata.

estotyozną,

Ale

naiwność

w y n i k i e m n i e z d a w a n i a sobie s p r a w y z t r u d u za­

n i e j ą c y m i p r o g r a m a m i a r t y s t y c z n y m i , p o d c z a s g d y d z i e ł o samo­
rodnego a r t y s t y o r y g i n a l n o ś ć

s w ą z a w d z i ę c z a w d u ż y m stopniu

separacji o d w p ł y w ó w tej k u l t u r y ,

m o n o l o g o w i , k t ó r y prowadzi

dania, p r z e j a w e m n i e u m i e j ę t n o ś c i , ż a ł o s n y m w swej istocie, c h o ć

ze s o b ą . A r t y s t a p l a s t y k k o n s e k w e n t n i e s z u k a i w y b i e r a — „sa­

zabawnym

zabawny

m o r o d n y " t w o r z y t a k , j a k m o ż e , w a ż n a jest dla niego trość, którą

jedzący łyżką, jeżdżący na rowe­

chce w y r a z i ć i s t a r a s i ę j e d y n i e o t o , a b y t o n p r z e k a z b y ł zrozumia­

dla widza widowiskiem.

szympans n a arenie oyrkowej,
rze ozy u k ł a d a j ą c y

się do snu w noonej

czuję się z a ż o n o w a n y ,
nie

widzę

ilekroć

powodu, aby

rzeczy, rzecz

Podobnie jest t e ż

słyszę

cieszyć

koszuli.

tego

tak

zachwyty,

ktoś

nieświadom

pociosznie — w y k o n a ł .

wzrusza mnie n a p r a w d ę t w ó r c z a w y o b r a ź n i a ,

że

rodzaju

się t y m , iż

tę pociesznie— i tylko

Przyznam,

Ale

„ n a i w n o ś ć " — jeśli

j ą n a z w a ć — k t ó r a s t a ł a się f o r m ą p o e t y c k ą .

Świeżość spoj­

rzenia, t w ó r c z o ś ć , k t ó r a jest j a k b y n a n o w o , o d zera

wymyślona

i z n i e z r ó w n a n ą i n t u i c j ą doprowadzona do swoistej d o s k o n a ł o ś c i .

ły, aby

odpowiadał

- '• H a s i o r s z u k a

jogo

wizji.

i znajduje,

alo H e r ó d o k ,

Oleksy czy

Sobota

niczego nie szukali. I c h f o r m a w y r a z u z o s t a ł a i m niejako „dana",
była jodyną, którą mogli

z r e a l i z o w a ć . I w l a ś n i o n a t y m polega

zasadnicza r ó ż n i c a : p l a s t y k w y b i o r ą

spośród tysiąca

możliwych

w a r i a n t ó w , ale s a m o r o d n y t w ó r c a n i c z e g o n i e w y b i o r ą . Jost taki,
j a k i m j o s t , i n a t y m p o l e g a a u t e n t y z m j e g o t w ó r c z o ś c i . C z y He­
ródok, g d y b y zechciał, m ó g ł b y

rzeźbić

inaczej?

H e r ó d e k — nie,

R ó ż n i c e p o z o r n i e n i e w i e l k i e , ale zasadniczo. T a k i e j a k m i ę d z y

p o n i e w a ż f o r m a w y r a z u b y ł a w j e g o p r z y p a d k u t ą j e d y n ą opty­

prostactwem a prostotą, nieudolnym naśladownictwem a odkryw­

m a l n ą , i H e r ó d o k , g d y b y n a w e t s t r a s z n i e c h c i a ł , t o b y n i e m ó g ł wy­

czością. Tak, właśnie

odkrywczością,

ponieważ

w twórczości —

r z e ź b i ć p e ł n e j , p l a s t y c z n e j t w a r z y — j a k i n n i r z e ź b i a r z e . A l e już

Forma

Z a g a j e w s k i m a t e c h n i k ę r z e ź b i e n i a w g l i n i e t a k d o s k o n a l ą , żo stać

w y r a z u jest b e z p o ś r e d n i o p o o h o d n ą m o ż l i w o ś c i p s y c h o f i z y c z n y c h

go b y b y ł o n a p r ó b ę n a ś l a d o w a n i a n p . p ł a s k o r z e ź b ceramicznych

twórcy, który buduje formę „ o d w e w n ą t r z " , z

Luoa

wróćmy

do

sedna

tyoh

rozważań — wewnątrzsterownoj,

siebie.

Nie chcę

delia R o b i ą ,

t y l k o , że go t o z u p e ł n i e nie

zrównywać odkrywczości H e r ó d k a z odkrywczością Hasiora, in­

b o w i o m — g d y go się obserwuje — w r ę c z

n y jest p o z i o m ś w i a d o m o ś c i i k o n i e c z n o ś c i ich d z i a ł a ń , i n n a waga

wyobraźni. Po

co m i a ł b y

R z e ź b y B o l e s ł a w a M u s i a ł a , B i e r u t o w i c e , g m . K a r p a c z , w o j . j e l e n i o g ó r s k i e . I I . 1 2 . Modląca
krzyżem.
O k . 1972 r.

206

się,

coś naśladować,

i n t o r o s u j o , jest

niewolnikiem
skoro rzeźbi

własnej
właśnie

w y s . 7 4 c m . O k . 1 9 7 2 r . I I . 13. Pod

�II. 14. A n d r z e j S i e k , L i p i n y D o l n e , g m . P o t o k G ó r n y , w o j . z a m o j s k i e . N a p i s n a o d w r o e i u p ł a s k o r z e ź b y z 1 9 7 1 r .
M o n s i e l , W o ż u c z y n , g m . K r y n i e c , w o j . z a m o j s k i e . R y s u n e k o ł ó w k i e m , 2 0 x l 5 e m . 1948 r .

dlatego, ż e c h c e d a ć w y r a z i d e o m i p o m y s ł o m , k t ó r e g o
niają, k t ó r y c h r e a l i z a c j ę u w a ż a za s w ó j ś w i ę t y

przepeł­

obowiązek.

właśnie

na

i c h

zawsze ś w i a d o m y m

b u n t e m,

rodnych n i e z a l e ż n o ś ć
jest i c h

i najwięksi

od

form

twórcy,

ale

podczas gdy
istniejącej

u

u

Niezależ­

nich

jest

naszych

kultury

to

samo­

artystycznej

losem.
ale i j e d n y c h ,

i drugioh ł ą c z y t w ó r c z a p o s t a w a , o d k r y w c z o ś ć w y o b r a ź n i .
tego też t w ó r c y t a c y , j a k N i k i f o r c z y z o b c y c h — W ó l f l i ,

zepchnęła
fakt

ich na

również

Ilija B o s i l j , S k u r j e n i c z y Ż i v k o v i c z — f a s c y n u j ą
tkwiących p o u s z y w

tylu

plastyków

problemach dwudziestowiecznej

sztuki.

nikogo

„Wewnątrzsterowni".

s i ę z n a l e ź l i (z r ó ż n y o h z r e s z t ą p r z y c z y n ) ,

margines życia społecznego, i m o ż e ten właśnie

s t a ł się d o d a t k o w y m b o d ź c e m

dla

ich

twórczości.

R z e ź b y Oleksego są s w o i s t ą m o d l i t w ą starego człowieka,

którego

kalectwo (niomota) i bieda z e p c h n ę ł y na dno ludzkiej egzystencji.
p o z y c j ę , poczucie, że jest k i m ś , że uczestniczy

w ż y c i u swej p a r a f i i .

Dla­

Lesage,

potrzeby.

Izolacja, w której

Rzeźby dały m u

Różne są p u n k t y w y j ś c i a , r ó ż n e z a ł o ż e n i a —

Edmund

własną mądrością, głusi na doświadczenia innych, tworzą­

cy z wewnętrznej

n i e z a l e ż n o ś c i

od w p ł y w ó w z e w n ę t r z n y c h , o d t e g o , co n i e s i e k u l t u r a .
ność t a k ą o h c ą o s i ą g n ą ć

15.

s z y ń s k a . T w ó r c y samorodni, spontaniczni, nie n a ś l a d u j ą o y
mądrzy

Siła i s ł a b o ś ć , w i e l k o ś ć i o g r a n i c z e n i e — p o l e g a j ą w t w ó r c z o ś c i
samorodnych m i s t r z ó w

II.

S z c z y p a w k a - P t a s z y ń s k a r z e ź b i t o , co k o c h a n a j b a r d z i e j .
rozstrzyga p r o b l e m ó w religijnych, nie o p o w i a d a D o b r e j

Nie

Nowiny,

ale p r z e d s t a w i a u l u b i o n e k o n i e , ś w i n k i , p t a k i . J e s t c o ś n i e z w y k ł e ­
go

w

tym,

że ta

mała,

dobra, zaharowana kobieta

znajdowała

czas n a r z e ź b i e n i e , i t o j a k i e ? T a k i e , k t ó r e g o n i k t n i e m ó g ł usza­
Stratyfikacja

współczesnej

twórczości

nować, pochwalić. Nie

rzeźbiarskiej

służą —
„Samorodni" stanowią niewątpliwie odrębną kategorię,
dzielającą s i ę n a

tle masowej produkcji

rzeźbiarskiej —

wy­

zwanej

ludową.

nie

rzeźby,

które

koni, świnek

i innych

Mucha, podejrzliwy,

kategorii

wyróżnić

można

s a m o r o d n ą

w i e j s k ą .

Zaliczam

do

niej

co m ó g ł w

I. e

stworzeń.
s a m o t n y , s t a w i a swo r z e ź b y na

R/eźby —

demonologii poczęte —
tych

twórców,

którzy

ukształtowali

w klimacie w i e j s k i e j k u l t u r y , i t o w z a s a d z i e t r a d y c y j n e j .
którzy żyli c z y ż y j ą n a w s i , ale d o d a j m y r z e c z w a ż n ą —
jąc się j a k b y n a m a r g i n e s i e ż y c i a w s i , n a

marginosie

się

Ludzi,
znajdu­

zachodzą­

cych w niej p r z e m i a n .

straży
niczego,

p r ę d z e j d i a b ł y n i ż l u d z i e , ze

świata

i m o ż e dlatogo, przez p o d o b i e ń s t w o

fun­

k c j i i na n i k i m nie w z o r o w a n y s p o s ó b rzeźbienia — bliższe

afry­

k a ń s k i m niż rodzimym.
S z c z e g ó l n a , n i e m a l m a n i e r y s t y c z n a w s w y m w y r a z i e eksprosja cechuje r z e ź b y R o m a n a Ś l e d z i a ( i l . 8—11). Z a d z i w i a j ą c a

jest

siła w y r a z u t y c h r z e ź b , w i a r y g o d n o ś ć cierpień i bólu, k t ó r o przed­

Czasem m o ż n a o n i c h p o w i e d z i e ć , ż e s ą j a k b y p o z a c z a s e m

s t a w i a w scenach r e l i g i j n y c h , p o d s u n i ę t y c h m u przez w y o b r a ź n i ę

i środowiskiem. N a w i e d z e n i , o d s e p a r o w a n i o d i n n y c h k a l e c t w e m ,

na podstawio lektury Pisma Świętego. Nie

nie m i e s z c z ą c y s i ę w

t y c h r z e ź b w naszej sztuce l u d o w e j —

normie środowiska,

z b y t serio

pojmujący

wiarę i n a k a z y , k t ó r y c h n i k t n i e p r z e s t r z e g a . C i , co c z u j ą m o c n i e j ,
nietypowi, d z i w n i . A

czemuś

jeźdźców,

d o m u , r z e ź b y o m a g i c z n 3 j sile w y r a z u , n i e p o d o b n e do

W ramach tej
rzeźbę

święte figury,

lecz n i k o m u n i e p o t r z e b n e , p o p r o s t u r z e ź b y :

więc: Heródek,

Oleksy,

Mika, H o ł d a (ił. 7 ) , S o b o t a , M u c h a ( i l . 6) c z y

Siek,

znajduję

analogii

dla

k l i m a t o b r a z ó w E l Groca

w y d a s i ę c h y b a n a j b l i ż s z y —• a l e Ś l e d ź n i g d y E l G r e c a n i e w i d z i a ł .

Stanisław

Siłą „ s a m o r o d n y c h " jest ich izolacja, p r z e m o ż n a pasja wew­

Szczypawka-Pta-

nętrzna, niezależność od jakichkolwiek wzorów. Jedni — jak Horó.

207

�18

I

208

�Interpretacje t e m a t u Ostatniej
Wieczerzy:
i i . 16. A n d r z e j R a d z i k ,
Płaskorzeźba, w y m . 5 4 X 8 6 c m . X V I I / X V I 1 I w . ( ? ) ; i l . 1 8 . J ó z e f
rzeźba, w y m . 33 X 62 c m . 1 9 7 1 r . ; i l . 19. J a n B i z u ń , R z y k i , g m .
A d a m Zegadło, Krzyżka, gm. Suchedniów,

G r y b ó w , w o j . n o w o s ą d e c k i e . W y m . 45 X 150 c m ; i l . 17. A n o n i m .
Lurka, Bystrzyca Górna, gm. Lutomia, woj. wałbrzyskie. Płasko­
B r z e ź n i c a , w o j . b i e l s k i e . W y m . 4 5 x 8 0 c m . P r z e d 1966 r . ; i l . 2 0 .
w o j . k i e l e c k i e . W y m . 2 4 x 4 6 c m . 1965 r .

209

�I I . 2 1 — 2 3 . I n t e r p r e t a c j e t e m a t u Ostatniej

Wieczerzy.

I I . 21. Józef Sobota, Regut, gm. Celestynów,
1975 r.

dek, nie u m i e l i b y i c h n a w e t p o w t ó r z y ć , i n n y m do niczego b y

nie

p o s ł u ż y ł y , bo i co d a t r a d y c y j n y ś w i ą t e k S z c z y p a w c e , k t ó r a c h c e
wyrzeźbić

konia

czy

kaczuszkę,

co

da

osobny świat swyoh n i to ludzi, n i to
Czy

rzeźba

„samorodna"

Musze

—

tworzącemu

istniała dawniej ? Oczywiście,

są­

Mniejszy

b y l b o w i e m dystans m i ę d z y w y o b r a ź n i ą ludzi wiejskiego margi­
niż

to

ma

Jak

chimery

z

stołeczne.

Notre-Dame jawią

dziękując Kopernikowi

Fragm.

kapliczki.

się postacie

za jego o d k r y o i e , t o

kosmosu,

z n ó w C h o p i n a czy

K o c h a n o w s k i e g o o t a c z a r o z w i b r o w a n a m a s a n i t o s t w o r ó w , n i to
roślin, z a s t y g ł a w d z i w n y m , p o k r ę t n y m k s z t a ł c i e ( i l . 57). Wyobraź­

demonów.

dzę nawet, że b y ł a w ó w c z a s bardziej „ l u d o w a " niż dziś.

nesu a społeoznośeią,

tazji.

woj.

miejsce dzisiaj. Dlatego

nia k a ż e Zagajewskiemu r o z b u d o w y w a ć t e m a t do wymiaru
żonych, fantastycznych kompozycji,
t ł u m a c z ą c sens k a ż d e g o
R z e ź b y n i k t go

mniej

nie

zło­

o k t ó r y c h c h ę t n i e opowiada,

szczegółu.
uczył, nikt

tak

z r e s z t ą n i e r z e ź b i . Nie

różne

m o ż n a t e ż w s k a z a ć w z o r u , k t ó r y i n t e r p r e t u j e , f o r m a j e s t bowiom

dawne świątki w zbiorach muzealnych, odnoszę wrażenie, że b y ł y

u n i e g o z a w s z e p o c h o d n ą w i z j i i t e c h n i c z n y c h m o ż l i w o ś c i . D a się

wśród

co

w y r a ź n i e w y d z i e l a ł a się z k r ę g u r z e ź b y ludowej.

tyoh,

które

najbardziej

nas

P a t r z ą c na

zaskakują

swą

„innością",

takie, które m o ż n a b y n a z w a ć „ s a m o r o d n e " — w odróżnieniu
tyoh bardziej konwencjonalnych, z b l i ż o n y c h do

siebie w

formie

i emocjonalnym wyrazie. Przeciwieństwem bowiem pojęcia
m o r o d n o ś ć " j e s t p o w s z e c h n o ś ć , t y p o w o ś ć , a w i ę c t o , co
było

na

wzorze, z a p o ż y c z e n i u ,

od

„sa­

oparte

czy

prawda

odnaleźć

ornamentu,

punkt wyjścia, pierwowzór

ale

są to

zaledwie cegiełki,

z

jakiejś

postaci

których

buduje

w ł a s n y m o n u m e n t . G u m o w e z a b a w k i , j a r m a r c z n e f i g u r k i gipsowe,
s z y s z k i i t a n d e t n o o z d o b y , d e w o c y j n e o b r a z k i — a k c e s o r i a wspóloześnie spotykane w chłopskim i robotniczym

mieszkaniu.

T r u d n o z e s t a w i a ć Z a g a j e w s k i e g o zo s z t u k ą l u d o w ą , j e s t tak

tradycji.

o d n i e j i n n y , j a k G a u d i b y ł i n n y o d a r c h i t e k t u r y p o c z ą t k u wieku.

*

N i e d a s i ę t e ż p o r ó w n a ć Z a g a j e w s k i e g o ze s z t u k ą u c z o n ą , z j a k i m ­
kolwiek

Drugą

grupę,

niach, stanowi
Rzeźba

którą

można

s a m o r o d n a

ludzi, którzy m i m o

by

wydzielić

r z e ź b a

w

tyoh

•— j a k n p .

„uczonej",

czasem

Stanisław Zagajewski, z przekonania, że ich

gijny — rzeźbi w glinie fantastyczne p t a k i i wielkie

po

przykładem
reli­

kompozycjo

R z e ź b i z głębokiej p o t r z e b y w e w n ę t r z n e j , czasem
to,

aby

przybliżyć

innym

prawdy,

w

—

powoła­

najlepszym. N i e w y k s z t a ł c o n y , p r a c u j ą c y fizycznie, głęboko

raźnie

czy

Szczypawka-Ptaszyńska

życia

wewnętrznego,

które

wy­

wierzy.

Interpretuje je z o g r o m n ą ekspresją, przeżywając j a k b y na

nowo

r ó ż n i ą się o d otoozonia

przeżyć

niekiedy potrzebą głoszenia

n i e m jest los r z e ź b i a r z a . Z a g a j e w s k i j e s t t u z r e s z t ą

religijne.

nie

masowej.

Tworzą z potrzeby wypowiodzenia swyoh wizji,

religijn3'ch,

gorejącą

w s p o ł e c z n o ś c i , nie t r a c ą z n i ą k o n t a k t u . B y w a
t a k t się u r y w a , a t w ó r c z o ś ć —
napięcia

i wstrząsy,

jakio

tragicznym zapisem konfliktów,

psychiką

które

Pozornie różnice są n i e d u ż e , ot,

rzecz

do­

t y c z y t e m a t ó w ś w i e c k i c h , i n t e r p r e t u j e je p u s z c z a j ą c w o d z e f a n ­

210

osobowość,

krzy­

k r e s k a p o c i ą g n i ę t a jeszcze

przekroczenia.

Do

chwili,

gdy

człowiek

tkwi

z oczu M a t k i Boskiej

a gdy

u j a w n i a tylko

d a l e j . . . A j e d n a k R u b i k o n j e s t t u w i d o c z n y , c h o ć i n i e t r u d n y do

nonkonformizmu,

F i g u r y otaoza g ą s z c z e m o r n a m e n t ó w i symboli,

tkwią

c z ł o w i e k a , staje się

trawią

przejęcia

broczące

wyobraźnią,

kiem samotnej rozpaczy.

stwa o d d o s t o j e ń s t w a i łaski. R z e ź b i w i ę c wielkie ł z y t o c z ą c e się
ciernie i k r o p l e k r w i

Siedź,

j e d n a k , ż e kon­

j a k sejsmograf —

targają

n a w i ą z u j e z n i ą dialog, jego b u n t , poczucia

z ran Biozowanego, rzeźbi z n i e w i a r y g o d n ą p a s j ą i cierpliwością.

brui

natężeniem

„ p r a w d y " . A l e r ó ż n i ą c się —

d r a m a t Ewangelii. Bliższy m u jest g r y m a s b ó l u i ciernie m ę c z e ń ­

Bolesnej,

Fart

miejsce.

Z a r ó w n o on, jak i wcześniej t u wymieniani Heródek,

miast,

korzystają z wystaw, muzeów, z całego n u r t u sztuki

jej k i e r u n k i e m . T y l k o w r a m a c h samorodnej

z n a j d u j e swe

m i e j s k a .

iż s ą m i e s z k a ń c a m i

a w d u ż y m stopniu nawet z kultury

rozważa­

wzorów

kultury

to ograniczenie, czy też
Stany

olśnień

(jakiejkolwiek)

odmienności,

u

w

społeczności,

o d r ę b n o ś c i , niechęć
są

tylko

źródeł któroj

przejawom

l e ż e ć m o ż e ozy

nadwrażliwość.

mistycznych,

doznawano nawet

p r z e z ludzi

n i e w i e r z ą c y c h , p o d o b n e d o t w ó r c z y o h u n i e s i e ń a r t y s t ó w , należą

�do tej k a t e g o r i i t w ó r o z o ś c i , k t ó r a m i e ś c i s i ę w r a m a c h
choć znaleźć j e m o ż n a i p o z a g r a n i c ą

kultury,

T w ó r c z o ś ć w y z w a l a się spod k o n t r o l i sprawowanej przez
r z e ź b i a r z nie

„normalności".

Celowo n i e u ż y w a m t u p o j ę c i a n o r m y z d r o w i a p s y c h i c z n e g o .

czuje zależności o d k u l t u r y ,

od wzorów

rozum,

obyczajo­

w y c h i estetycznych, t w ó r c z o ś ć jego osiąga ten s t o p i e ń szczerośoi,

Zależy ono b o w i e m o d c h a r a k t e r u k u l t u r y , o d ś r o d o w i s k a , a w i ę c

a nieraz i ekshibicjonizmu, na k t ó r y

pojęcie to j e s t z r e l a t y w i z o w a n e , i j e d n o s t k a

w

b y ć t y l k o nieliczni profesjonalni artyści. Stopniowo jednak

wisku „ n i e n o r m a l n a " , m i e ś c i s i ę w

innego

obrębie

Dlatego t e ż za w y z n a c z n i k t w ó r c z o ś c i
gicznoj uznać m o ż n a
Do grupy

pewnym

środowiska.

p s y c h o p a t o l o -

m . i n . stosunek j e d n o s t k i do

środowiska.

tej n a l e ż e ć w i ę c b ę d ą j e d n o s t k i o z a k ł ó c o n e j

nawiązywania d i a l o g u ze

środo­

zdolności

Oczywiście l u d z i e t w o r z ą zawsze z b u d u l c a , k t ó r y

gromadzą

się ś w i a d o m i e

g ł ę b i a j ą c y się proces c h o r o b o w y wiedzie do r o z p a d u
do

stadium, w

którym

u r y w a s i ę w s z e l k i k o n t a k t ze

światem,

a nie o t w ó r o z o ś c i ) przestaje b y ć n a w e t m o n o l o g i e m , z n a c z ą c je­

W

rzeźbie

osobowości.

przykładem

twórozości

„psychopatologioznej"

jest E d w a r d Sutor, człowiek, k t ó r e g o w o j n a okaleczyła w

mość f o r m u c z ł o w i e k a w y w o d z ą c e g o s i ę z k r ę g u n p . k u l t u r y

okrutny. Nieprzenikniony świat

dowej, i n n y u z a w o d o w e g o p l a s t y k a , a j e s z c z e i n n y u

prymitywa

żyjącego n a m a r g i n e s i e w i e j s k i e j s p o ł e c z n o ś c i . N a s i n t e r e s o w a ć
będzio o c z y w i ś c i e g r u p a t w ó r c ó w ,

którzy

wyrośli na

tu

podglebiu

Przeważnie w g r u p i e tej m a m y do czynienia z l u d ź m i
piącymi n a r ó ż n e r o d z a j e p s y c h o z , o b s e s j e ,
sferze

osobowości,

Wtedy t o w ł a ś n i e , u j e d n o s t e k
nętrzne n a p i ę c i a

odzwierciedlają

Sutorowych wizji

sposób

dostrzegamy

j e d y n i e o d z e w n ą t r z . D o m y ś l a ć się t y l k o m o ż e m y r o l i , j a k i e r z e ź b y
jego pełnią
mach,

w

które

przejmujących
Sutor

co

obrzędach,

pewien

swoistych

psyohodra-

czas o d g r y w a . W r a c a j ą

wówczas

p i ę t n a obozowych przeżyć, r z e ź b y giną — jak ludzie — w płomie­

ludowej k u l t u r y w s i i m i a s t .

zaburzenia w

po­

osobowości,

w wyniku o b s e r w a c j i , i n n y w i ę c b ę d z i e z a s ó b s k o j a r z e ń i z n a j o ­
lu­

zdo­

a ekspresja p l a s t y c z n a (bo o niej w t y m p r z y p a d k u t r z e b a m ó w i ć ,

dynie ślady rozpadu

społeczeństwem.

umieją

lęki,

wczesne postacie
s k ą d i n ą d
się

w

schizofrenii.

twórczych,

sztuce.

cier­

halucynacje,

Mamy

rzeczywistością,

w

więc

walką z w ł a s n y m l ę k i e m , p o c z u c i e m z a g r o ż e n i a .

ekshumowane z ziemi, stając

wciąż pogrążony

jest nieszczęsny

Twórczość
jednak wąski

o

znamionach

wyraźnie

chorobowych

margines w skali całej r z e ź b y

uchodzi.

stanowi

ludowej.

W a ż n y m natomiast zjawiskiem jest znaczna liczba

Pierwsze s t a d i a c h o r o b y p r z y n o s z ą j a k b y z n i e s i e n i e p o c z u ­

się
ich

*

—

przeżyć m i s t y c z n y c h , p o t r z e b ą g ł o s z e n i a p o s ł a n n i c t w a , a z a r a z e m

której

autor.

wew­

— jakuMonsiela, Sieka i M u c h y t w ó r c z o ś ć , k t ó r a jest w y r a z e m i c h

cia, co m o ż n a , a c z e g o n i e m o ż n a , c o u c h o d z i , a oo n i e

niach krematorium, wracają —

twórców

o r y g i n a l n y c h , o c i e k a w e j o s o b o w o ś c i , t a k i c h , k t ó r y o h bez t r u d u
m o ż n a rozpoznać. Oni to właśnie nadają rangę artystyczną współ-

H. 22. E d m u n d Z i e l i ń s k i , G d y n i a - O r l o w o , ' d r e w n o p o l i c h i o m . , w y s . 76 c m . 1 9 7 4 r . I I . 2 3 . J ó z e f L u r k a , d r e w n o p o l i c h r o m . , w y s . 37 c m
1971 r.

22

23

211

�Czesnej n a s z e j r z e ź b i e l u d o w e j .

Rzecz to n a p o z ó r

paradoksalna

R z e ź b a w s p ó ł c z e s n a j e s t w i ę c b a r d z i e j z r ó ż n i c o w a n a o d daW- I

— częściej s p o t y k a m y się z o d r ę b n o ś c i ą w l a ś n i o w tej rzeźbie, n i ż

n e j , w i ę k s z a w n i e j r o z p i ę t o ś ć o d m i e r n o t y i k i c z u p o d z i e ł a oie-

w sztuoe uczonej, profesjonalnej. T a k j u ż j e d n a k jest, ż e i m w i ę ­

kawe,

ksza wiedza, k u l t u r a artystyczna, ś w i a d o m o ś ć i s p r a w n o ś ć — t y m
trudniej

o rzeczywistą

oryginalność.

Trzeba

wówczas

odrzucić

indywidualne w

Indywidualność
w

samym

s w y m wyrazie.

interesuje

fakcie odrębności

nas

dzisiaj

skłonni

chyba

jesteśmy

najbardziej,

widzieć

wartośii

niepotrzebny balast n a w y k ó w , u m i e j ę t n o ś c i , s p o s o b ó w , a b y w y ­

a r t y s t y c z n ą . B y ł b y m t u o s t r o ż n y , s a m f a k t o d r ę b n o ś c i n i e prze­

d o b y ć i r o z w i n ą ć t o , co w c z ł o w i e k u w ł a s n e , o d r ę b n e i c z e m u n a ­

s ą d z a j e s z c z e o w a r t o ś c i . S ą b o w i e m j a k b y d w a p i ę t r a t e j indywi­

l e ż y n a d a ć k s z t a ł t w ś w i a d o m e j p o l e m i c e ze s z t u k ą , z a k t u a l n y m i

d u a l n o ś c i . W y ż s z e — n a k t ó r y m m a m y d o c z y n i e n i a z rzeczywiś­

jej k i e r u n k a m i . A r t y s t a d o j r z a ł y t w o r z y zawsze s z t u k ę ,

cie i n t e r e s u j ą c ą

i każ­

osobowością

artystyczną

i ciekawą

da jego w y p o w i e d ź , n a w e t b u n t — u w i k ł a n e s ą w k o n t e k s t świa­

oraz p i ę t r o n i ż s z e , n a k t ó r y m

domie podejmowanych p r o b l e m ó w

c z o n y c h m o ż l i w o ś c i n a ś l a d o w c z y c h , ze s w o i s t e g o

a r t y s t y c z n y c h , podczas

gdy

odrębność wywodzi

wyobraźnią
s i ę z ograni­

prymitywizmu.

r z e ź b i a r z l u d o w y o w y r a ź n e j o s o b o w o ś c i b u d u j e f o r m ę swej w y ­

Źródłem

powiedzi w

c z y n a w e t p o w t ó r z e n i a w z o r c a . N i e m o ż n o ś ć t a — c z y t o w sferze

wzorem,

dużym

stopniu samodzielnie, poza

spontanicznie

—

a

więc

tradycją,

nieświadomie.

poza

indywidualnej formy

Ograniczone

psychiki,

czy

umiejętności, a nierzadko i s p r a w n o ś ć fizyczna — również sprzy­

prostych

rozwiązań,

jają znalezieniu w ł a s n e g o sposobu wypowiedzi,

rzeźbiarza.

swoistego

„stylu"

j e s t t u n i e m o ż n o ś ć interpretacji

dyspozycji manualnych
najbardziej

—

wiedzie do

przylegających

do

szukania

możliwości

(np. Sobota). Jest z t y m t r o c h ę j a k z b i b l i j n ą p r z y p o w i e ś c i ą o bo­
O i l e w i ę c o d r ę b n o ś ć d z i e ł C h a j c a , L u r k i c z y Z g a n i a c z a zwią­

gaczu i u c h u igielnym. Ł a t w i e j prostaczkowi osiągnąć z n a m i ę ory­
ginalności, niż człowiekowi wyuczonemu, ś w i a d o m e m u , k t ó r y wie,

zana

co w y p a d a i n i e w y p a d a , co, k i e d y i j a k n a l e ż y r o b i ć .

postawą

Oryginalność

wielu rzeźbiarzy

współczesnych

jest więc

z u l t a t e m n i e t y l k o i o h t a l e n t ó w , ale i s y t u a c j i k u l t u r o w e j ,
wzorów rzeźby, która by ich otaczała —

jak to było

re­

braku

jest

z

ioh

o s o b o w o ś c i ą ,

wobec życia i religii —

sadza się przede

wszystkim na

własnej gramatyki formy,

przekonaniami,

filozofią,

t o o d r ę b n o ś ć p r y m i t y w ó w za­
k o n i e c z n o ś c i

w ł a s n e g o sposobu

stworzenia

wypowiedzi.

T r u d n o o c z y w i ś c i e t r a k t o w a ć r z e ź b i a r z y o w y r a ź n i e skrysta­

dawniej,

braku wyuczonych sposobów rzeźbienia, b r a k u presji środowiska,

lizowanej osobowości w ramach odrębnej

rozszerzenia k r ę g u

w i e m d z i e l i n i ż ł ą c z y . N i e m n i e j m a j ą i w i d o c z n e c e c h y wspólne:

Oryginalność

tematów.
związana

ale

sama

t a l e n t ,

artystycznym.

Swo­

zarówno tradycyjnej, ludowej,

j e s t ze s w o b o d ą

s w o b o d a n i e p r z e s ą d z a jeszcze o r e z u l t a c i e

twórczą,

stosunkowo znaczną

boda p o c z y n a ń — w przeciwieństwie do sztuki opartej na wzorach

—

—

perspektywa myślenia,

zostawia t w ó r c ę samego wobec p r o b l e m ó w , wiedzio go w

runku
którą

różnych
ma

każdy

wpływów,
członek

którym

ulega

społeozności

bez

tej

zamkniętej,

zdetermino­

wanej przez jednolite w z o r y k u l t u r o w e . Swoboda r o z w i ą z a ń
rozszerzenie k r ę g u p o d e j m o w a n y c h t e m a t ó w p r z e s ą d z a j ą
o charakterze współczesnej r z e ź b y , p r z e s u w a j ą akcent z
(stylu) na

s p o s ó b

u j ę o i a

kie­

świadomości,

oraz

jednak

p r z y całej

odrębności

g r u p y , w i ę c e j i c h bo­

n i e z a l e ż n o ś ć

o d kultury

j a k i w s p ó ł c z e s n e j . Ł ą c z y ich —

a r t y s t y c z n e j w o b e c siebie —

podobny zasób

życiowych

wspólna

doświadczeń,

t o w s z y s t k o , c o w c i ą ż j e s z o z e r ó ż n i m e n t a l n o ś ć i k u l t u r ę duchową
chłopa od człowieka miasta, zwłaszcza inteligenta.
S ą — p o z a g r u p ą samorodnych
mniej zależni od

— n a j b a r d z i e j o r y g i n a l n i , naj­

wpływów.

f o r m y

t e m a t u .

R z e ź b y z o ś r o d k a ł u k o w s k i e g o ( w o j . s i e d l e c k i e ) : i l . 2 4 . T a d e u s z C ą k a ł a , S o b i s k a , w y s . 4 1 c m . 1 9 6 9 r . ; i l . 2 5 . M a r i a n A d a m s k i , Sobiska
w y s . 5 1 c m - 1 9 6 9 r . ; i l . 2 6 . R y s z a r d S ę k , B u d z i s k a , w y s . 4 5 c m . 1 9 7 6 r . ; i l . 2 8 . Z e n o n A d a m s k i , S o b i s k a , w y s . 4 4 c m . 1 9 7 1 r . I I . 27
R z e ź b a H e n r y k a W i e r z c h o w s k i e g o , Z a w i d z K o ś c i e l n y , w o j . p ł o c k i e , w y s . 26 c m . 1969 r .

212

|

�Przejdźmy

z

kolei

do

twórczości

inspirowanej

zewnętrznymi. N a j c i e k a w s z y m z j a w i s k i e m j e s t t u
rzeźba

w s p ó ł c z e s n y c h

wpływami

bezsprzecznie

o ś r o d k ó w .

Formuła tego r o d z a j u r z e ź b y jest p r o s t a :

O d K r a j e w s k i e g o ( i l . 3,4) p r z e j ę l i u m i e j ę t n o ś c i j e g o s y n J a n ,
nowa

Alfreda,

z sąsiadów

współpracujących

ze s t a r y m

sy­
mis­

trzem m.in. H e n r y k Wierzchowski. Ten ostatni, sprawny i rzutki,
=

jed­

nostka i n i c j u j ą c a p l u s g r u p a n a ś l a d o w c ó w . J e d n o s t k a p e ł n i

więc

Ośrodek

doszedł

w

swych pracach

do

rzemieślniczej

doskonałości,

d u k u j ą c niemal masowo dla „Copelii"zarówno m a ł e
i

wielkie

rolę z b l i ż o n ą d o r o l i t r a d y o j i w d a w n e j r z e ź b i e . N a n i e j

wzorują

się inni, o z ę s t o n i e z d a j ą c s o b i e n a w e t s p r a w y , ż e m o g l i b y

rzeźbić

rzeźbą

inaozej. W z ó r d o m i n u j ą c y n a r z u c a s i ę i m z t a k ą s i ł ą , ż e z a c z y n a ­

W

jąc r z e ź b i ć , s t a r a j ą

a

figuralne ule

(kilkanaście

tysięcy

pro­

figury,

zł!) oraz

jak

zdobione

meble.
łatach świetności ośrodka pojechał Wierzchowski na

ur­

się zbliżyć do tego w z o r u . M o ż e się t o w y ­

lop do r o d z i n y ż o n y , A d a m s k i c h . P r z y j e c h a ł do Sobisk, w okolice

dawać d z i w n e , j a k o ż e c h o c i a ż b y w t e l e w i z j i a ż d o z n u d z e n i a p o ­

Ł u k o w a . R z e ź b i ł w ó w c z a s n a k o n k u r s i szwagier p o m a g a ł m u zna­

kazują r ó ż n y c h l e p s z y c h c z y g o r s z y c h r z e z a c z y f i g u r e k . A l e t e m i ­

leźć

gawkowe z d j ę c i a

d o r z e ź b i e n i a , p o k a z a ł , j a k s i ę t o r o b i . T a k z a c z ą ł w 1964 r . M a ­

mówią

niewiele, nie k o n k r e t y z u j ą

się w

wyo­

suche k l o c k i

lipowego drewna.

Wierzchowski zachęcił

go

braźni j a k o w z ó r , a p r z y t y m , o i c h z n a c z e n i u m o ż n a m ó w i ć d o ­

rian

piero w t e d y , g d y j u ż i s t n i e j e w o l a r z e ź b i e n i a . T a j e d n a k

Sęk, a p o t e m bracia Suskowie, synowie Adamskiego i wielu i n ­

i konkretyzuje s i ę n a j c z ę ś c i e j
oglądania

dopiero pod w p ł y w e m

powstaje
dłuższego

rzeźby.

Najprostszy

Adamski, a niemal jednocześnie

pod w p ł y w o m c z y j e g o ś

sukcesu

ośrodka

jest więc

sąsiedzi zaczynają

taki:

zastanawiać

Ryszard

nych. Trzeba jednak dodać, że zarówno Adamski, jak i Cąkała
mieli wyraźne

schemat powstawania

Tadeusz Cąkała,

uzdolnienia

techniczne,

Sęk

zajmował

się

l a r k ą b u d o w l a n ą , a obaj Suskowie i C h o j ę t a — ciesiołką.

sto­

Każdy

z nich rzeźbił t r o c h ę inaczej. R ó ż n i c e polegają jednak głównie

na

się. A c z y t o j a j e s t e m g o r s z y ? G d y b y m z o b a c z y ł , j a k o n t o r o b i ,

rozwiązaniach kompozycyjnych. W figurkach prostych, a zwłasz­

też b y m u m i a ł c o ś t a k i e g o w y s t r u g a ć . C i , k t ó r y m

cza w t w a r z a c h w i d o c z n a jest u d e r z a j ą c a z b i e ż n o ś ć ( i l . 24—28).

w a r u n k i po­

zwalają n a t o i m a j ą c h ę ć , a n i e r a z u m i e j ę t n o ś ć o b r ó b k i
— próbują. N i e k t ó r z y

od razu widzą,

że ta praca

inni r z o ź b i ą d a l e j . S u k c e s , n a w e t s k r o m n y , z a c h ę c a

drewna
typy

do

z tradyoji

dalszego,

wysiłku. P o p e w n y m c z a s i e , p o k i l k u l a t a c h , k o n s o l i d u j e s i ę g r u p a
stale r z e ź b i ą c y c h .

Pilnie oglądają

ozasem r z e ź b i ą r a z e m , n a j b a r d z i e j
w istniejący s c h e m a t c o ś n o w e g o ,

swoje

prace

na

wystawach,

ambitni próbują

wprowadzić

własnego...

kilkunastoosobowego d z i ś o ś r o d k a ł ę c z y c k i e g o . M i e c z y s ł a w
dali początek

ośrodkowi

rozwiązań

Rusz­

sierpeo-

kiemu, a z w ł a s z c z a p l e j a d z i e r z e ź b i a r z y z Z a w i d z a K o ś c i e l n e g o .

tematyczno-formalnyeh.

Jeden

Wierzchowskiego, drugi stworzyli

dwa

wywodzi

wystawy

ośrodka

łukowskiego

słowa

Wacława

„ Z a c z ą ł j a r z e ź b i ć nie bardzo w i e d z ą c , ż e m i c o ś z tego
m i samotność,
1

zacząłem

r o z p ę d z i ć czarne m y ś l i " . P o d j ą ł

się

Suskowie.

H a l i n a Olędzka, sumienny biograf ośrodka, przytacza w
talogu

Dokuczała

Sukces r z e ź b I g n a c e g o K a m i ń s k i e g o s t a ł s i ę z a l ą ż k i e m b l i s k o

kowski i W i n c e n t y K r a j e w s k i

o ś r o d k u ł u k o w s k i m w y r a ź n i e w y d z i e l a j ą się o b e o n i e

W

i m nie leży,

ciąć, aby

ka­

Suski:
wyjdzie.

się o z y m ś

zająć,

tematykę historyczną

( i l . 55),

postacie k r ó l ó w i b o h a t e r ó w n a r o d o w y c h , podczas g d y

młodszy

brat —

Bolesław —

inspirował się głównie soenami

biblijnymi,

a potem

podejmował także

inne t e m a t y (np. „Ściana

Wsohodnia"

213

�K o l o n i a K y b a o k a k / W ę g o r z e w a , w o j . s u w a l s k i e : i l . 2 9 . S t a n i s ł a w C i e r n i a k , Małgorzata
Fornalska,
w y s . 6 1 o m . 1 9 7 3 r . ; i l . 3 0 . Henryk
C i e c h a ń s k i , Dziewczyna,
w y s . 4 2 o m . 1 9 7 6 r . ; i l . 3 1 . W e r o n i k a C i e r n i a k ( ż o n a S t a n i s ł a w a ) , Postać,
w y s . 38 o m . 1976 r.

w W a r s z a w i e , j a k p r a l i za m a r s z a ł k a

Piłsudskiego —

a jak

za

r z e ź b y , p o j a w i ł a się w p i ę ć d z i e s i ą t y c h l a t a c h d u ż a indywidualność
Edwarda

I sekretarza Gierka).
Mimo różnic zachodzących wówczas, gdy opracowują
tematy, uderza niesłyohane p o d o b i e ń s t w o w realizacjach

nowe

tomatu

Kołaoza,

nych wielofigurowych

już zafiksowanogo w w y o b r a ź n i . T a k j a k t r u d n o odróżnić

autor­

presjonistów

s t w o p o s t a c i n a i l . 2 4 — 2 8 , t a k jeszcze t r u d n i e j r o z r ó ż n i ć

sceny

cyjnym świątkom.

biblijne

obu braci S u s k ó w czy Andrzeja W y d r y

(il. 32—33).

Mechanizm tworzenia się o ś r o d k ó w i d e n t y c z n y jest w

określiła

swej

zasadzie z m e c h a n i z m e m f o r m o w a n i a się d a w n o j s z t u k i l u d o w e j .
Też

występuje

staje

się

t u wzór

zawiązką

początkowy,

lokalnej

który

tradycji,

w

toku

opracowań

kontynuowanej

i

odna­

twórcy

szczególnie

—

styl

stulecia

nawet w ośrodku

warsztatowe.

paszyńskim,

rzeźbiarzy

szczeoińskich —

S t r z e l c z y k a (por. i l . 34, 35).

O d o ś r o d k ó w i g r u p t y l k o k r o k d o m i n i - g r u p , mini-ośrodków,
jakimi

są

rodziny.

Meohanizm

twórczości

jest

tu

identyczny

j a k w w i ę k s z y c h o ś r o d k a c h , z t y m , ż e n a o g ó ł s i l n i e j s z e jest ciś­

podpatrywania

taki występuje

( z w ł a s z c z a B a r l a c h a ) , n i ż trady­

wypowiedzi innych

Szulca, Jarosika,

nienie pierwowzoru. Zaczyna

Wzór

kształt,

O s o b o w o ś ć K o ł a c z a z d o m i n o w a ł a środowisko,

do o d r ę b n o ś c i w tematyce

w z d u m i e w a j ą c o t r w a ł y s p o s ó b w s p ó l n e cechy

na

monumental­

k o m p o z y c j a c h b l i ż s z y j e s t o n r z e ź b i e eks­

początku

wianej t w ó r c z y m wysiłkiem g r u p y rzeźbiarzy. W i e l u z nich d ą ż y
i ujęciu kompozycyjnym, zachowując

wrażliwego

f a k t u r ę drewna i eksprosję postaci. W najlepszych,

i pomocy,

się zazwyczaj

wzór

wydajo

taka

t w ó r c z o ś ć od

s i ę o c z y w i s t y , a pro­

b l e m — t e c h n i c z n y : j a k o s i ą g n ą ć p o d o b i e ń s t w o . A l e o b o k momen­

mimb

t u rywalizacji,

chęci sprawdzenia

to z ist­

do p o d j ę c i a

nienia w t y m ośrodku

twórców,

k o n i u n k t u r y i p r z e t a r t y c h j u ż d r ó g d o s p r z e d a ż y . C o p e w i e n czas

kilku w y b i t n y c h samorodnych

t a k i c h j a k Oleksy ozy M i k a .
pisał zresztą niedawno
Zadziwiające
wencjonalny,

O speoyfice

ośrodka

na t y m miejscu A n t o n i

jest, że p i e r w o w z ó r

„ładny",

bliski

paszyńskiego

wcale nie musi b y ć k o n ­

pojęoiu

czy

pamięci

o

za­

r z e ź b i e n i a jest chęć zarobku,

się więc w

„Cepelii", B H Z „Dosie"

„ d o oceny"

praco k o g o ś z

to rzeźby bardzo podobne

w swym

Przekonuje o t y m ośrodek w K o l o n i i Rybackiej koło

Węgo­

c z y ,,Voritasio",

rodziny.

P r z e w a ż n i e są

charakterze.

wytłumaczyć.

Stary Zegadło —

A d a m z a c z ą ł r z e ź b i ć p o d wpły­

w e m syna, k t ó r y u k o ń c z y ł 5 lat warszawskiej

świątków.

wykorzystania

T y l k o Z e g a d ł o w i o r z e ź b i ą i n a c z e j , c o z r e s z t ą ł a t w o się. daje

dawnej

rzeźbie l u d o w e j . M o ż e b y ć n a w e t dziwaozny, daleki w samej
sadzie m y ś l e n i a o d d a w n y c h

pojawiają
przynosząc

2

Kroh .

próby

s i e b i e , n a j s i l n i e j s z y m bodźcem

iż w y s t ę p u j e w n i m n a j w i ę k s z e z r ó ż n i c o w a n i e . W y n i k a

zachowały jednak rys

prymitywizmu

A S P . R z e ź b y jego

a t a k ż e a u t e n t y z m ( i l . 20),

rzewa. N a p o c z ą t k u S t a n i s ł a w Cierniak zaczął t a m rzeźbić dziw­

k t ó r y syn zastępuje biegłością i stylizacją.

ne figury,

k a z a c z ę ł a r z e ź b i ć w s t y l u m ę ż a . P o d o b n i o z r e s z t ą , m ę ż o w s k i faoh

niepodobne

d o n i c z e g o , co d o t ą d

istniało w

ludowej

rzeźbie. W pierwszej c h w i l i s p r a w i a j ą w r a ż e n i e , ż e toczono je n a

przejęły

tokarce, z e s t a w i a j ą o przesadnie szerokie, kuliste k s z t a ł t y

wpływem

i

krótkiego

tułowia

Obłe, błyszczące
były

ze

zbyt

wąskimi,

wypolerowaną

od wszelkich n a w y k ó w

bielą

wiotkimi

kończynami.

lipowego drzewa,

estetycznych

środowiska.

k i l k u latach styl Cierniaka p r z y j ą ł się, p o d jego w p ł y w e m
rzeźbić
W

214

równioż

głowy

dalekie
Ale

po

zaczęli

gdzie o c z y w i ś c i e nie i s t n i a ł a

ż o n y Cierniaka, Jana Krajewskiogo, Józefa
ojca

Adamskiego,

zajął

syn

żadna

tradycja

się r z e ź b ą

zmarłego

Jan

Józefa

Krajewski,

Piłata.

Pod

H u l k i . Pod

dwaj

synowie

wpływem

Filo­

m e n y R o b a k o w s k i e j p r a c u j e j e j c ó r k a , J a d w i g a ( i l . 3 6 - 3 8 ) . Z braci
wzajemnie
Chajca,

się i n s p i r u j ą c y c h

dzieło starszych

towioza. R z e ź b i ą

i n n i ( i l . 29-31).

Szczecinie,

A l e j u ż ż o n a Henry­

niowe:

wymieniłbym

Susków,

młodszego

p o d j ę l i w n u k o w i e : K u b a s z c z y k a , Skrę-

t e ż c a ł e r o d z i n y w i e l o o s o b o w o i wielopokole­

Kastelików,

Ficoniów

(łącznie

z

Bohdanem

Sochą) —

�I — il, 51, K o ż u c h ó w . W P a s z y n i e r z e ź b i r o d z i n a — O r l e o k i e h , D r o ż ­

r o s ł y c h jeszcze i z a c z y n a j ą c y c h

działać w klimacie

tradyoyjnej

k u l t u r y l u d o w e j ( p o r . i l . 1—4, 6 0 ) . R z e ź b i ą z g o d n i e z d a w n ą t r a ­

dżów...

d y c j ą , c h o c i a ż w p r o w a d z a j ą t e ż n o w e m o t y w y , co w i ą ż e s i ę z t y m ,

Zdarza się c z ę s t o , ż e t a m , gdzie p o j a w i a s i ę w y r a ź n i e z a r y ­
sowana i n d y w i d u a l n o ś ć ,

staje

Franciszek P a l k a d l a W a c ł a w a

odbiorcy z miasta. J ó z e f Grucela z Piwnicznej czy Janas z D ę b n a

Klehra).

Czasem n a ś l a d o w n i c t w o j e s t t y l k o e t a p e m w s t ę p n y m ,
jednak s t a j e s i ę p o s t a w ą ,

po prostu

rzemiosłem,

cala a m b i c j a s k i e r o w a n a j e s t n a s p r a w n o ś ć

przy

wyznaczone

stosunkiem

t w o r z ą dziś podobnie j a k i n i e g d y ś . Ś w i ą t k i Gruceli nie różnią się

często

o d t r a d y c y j n y c h , J a n a s jeszoze n i e d a w n o w y k o n y w a ł f i g u r y d o

którym

przydrożnych

wykonawczą.

Zależność t ę w y k a z u j ą n a t o m i a s t inne, w y r a ź n i e j
jące się g r u p y ,

ż e p r a c u j ą z a r ó w n o d l a siebie i ś r o d o w i s k a , j a k t e ż i d l a n o w e g o

się ona wzorem dla innych (np.

nych

zarysowu­

do wzorów,

kapliczek. A l e t e n ż e Janas p o d w p ł y w e m

reprodukcji

i namów

odwiedzających

go osób,

widzia­

wyrzeźbił

wiele prac daleko o d b i e g a j ą c y c h o d t r a d y c y j n y c h w ą t k ó w tema­

tradycji,

tycznych.

mody. S ą t o :
I — rzeźba r e l i k t o w a ,
— rzoźba w y k o n y w a n a

związana
głównie

jeszcze z d a w n ą

w celach

Występuje

tradycją,

przy

t y m charakterystyczne

zjawisko,

nieoboe

z r e s z t ą i d a w n e j sztuce l u d o w e j — r ó ż n i c a w sposobie u j ę c i a te­

k o m e r c y j n y c h

m a t ó w n o w y c h , jeszcze n i e o k r z e p ł y c h w f o r m i e , a t e m a t ó w d o b ­
dla o d b i o r c y m i e j s k i o g o ( d l a „ C e p e l i i " , n a k o n k u r s y i t d . ) ,
— rzeźba a m a t o r ó w w z o r u j ą c y c h s i ę n a zasadach r z e ź b y

i — rzeźba i n t e l i g e n t ó w p o c h o d z e n i a wiejskiego, ś w i a d o m i e
rzących w d u c h u dawnej s z t u k i
— rzeźba s t y l i z o w a n a n a l u d o w o ,

rze

ludowej,
two­

ludowej,

są t u rzeźby

podkształco-

itp.),

przed kilku laty Józefa Piłata z Dębskiej Woli, k t ó r y w tematyce

kulturowej

trady­

cyjny, n i ż w n o w y c h tematach świeckich. W i ą z a ł o się to z a r ó w n o
z „ograniem"
przeżycia,

— rzeźba p o w s t a ł a w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m i peryferii

jak

zmarłego

sakralnej b y ł o wiele bardziej „ l u d o w y " , o wiele bardziej

w y k o n a n a przez

nych r z e m i e ś l n i k ó w i p l a s t y k ó w w celach k o m e r c y j n y c h (pa­
miątki regionalne

znanych, zafiksowanych zarówno w pamięci wzrokowej,

i manualnej — mięśniowej. P r z y k ł a d e m

czy

tematu, jak i innym

stopniem jego

przetworzenia na kształt

Frasobliwe

z rzeźbą

Sfinksa

rzeźbiarski

czy

zrozumienia,

(por. n p .

Piety

Syreny).

miast, w y k o n a n a d l a t y c h ś r o d o w i s k , z g o d n i e z i c h o b e c n y m i
Rzeźba wykonana głównie w c e l a c h

upodobaniami.
Stosunek w z a j e m n y t y c h , a t a k ż e nie w y m i e n i o n y o h w a r t y ­
kule i n n y c h

grup r z e ź b y nieprofesjonalnej

(nieuczonej) oraz i c h

zalożności o d r ó ż n y c h w z o r ó w p r z e d s t a w i a m n a z a ł ą c z o n y m s c h e ­

jest p r o d u k t e m
Oczywiste

istniejącej

k o m e r c y j n y o h

o d co n a j m n i e j

10 l a t

koniunktury.

jest, ż e t a m , gdzie w y s t ę p u j ą b o d ź c e , a k t y w i z u j ą one

również ludzi, w k t ó r y c h potencjalna potrzeba rzeźbienia łączy się

macie ( t a b l . I ) , c o z w a l n i a m n i e o d p o t r z e b y s z e r s z e g o i c h o m a ­

z t a l e n t e m . N i e k t ó r z y z n i c h , c i o w y r a ź n i e z a r y s o w a n y c h osobo­

wiania. Z a j m ę

wościach artystycznych, o indywidualnym

się więc tylko k r ó t k ą

wionych w y ż e j
Rzoźba

grup,

tłumacząc

r e l i k t o w a :

charakterystyką

przedsta­

byli w grupie

ich odrębności.

grupa

ta

JUŻ t w ó r c ó w , b o z p o ś r e d n i o k o n t y n u u j ą c y c h

obejmuje

nielicznych

dawne tradycje, w y ­

Matki

stylu prac — omawiani

T u m o w a więc o masowej, t y ­

powej — choć często dobrej l u b p o p r ą w n o j produkcji
pracujących

D ą b r ó w k a , g m . A d a m ó w , w o j . s i e d l e c k i e : i l . 3 2 . W a c ł a w S u s k a , Koronacja
Koronacja

o s o b o w o ś c i .

Boskiej,

Matki

rzeźbiarzy

przede w s z y s t k i m d l a miejskiego k l i e n t a , d l a zbie-

Boskiej,

w y s . 35 c m . 1976 r . ; i l . 33. A d a m

Wydra,

w y s . 39 c m . 1976 r .

215

�r a c z y , m i ł o ś n i k ó w s z t u k i l u d o w e j w k r a j u i za g r a n i c ą , d l a
Handlu

Zagranicznego

„Desa",

„Veritasu"

—

a

Biura

zwłaszcza

dla

zawsze przebiega m i ę d z y w s i ą

a miastem, występuje

również w

samej wsi.
C o r a z c z ę ś c i e j w k o n k u r s a o h n a r z e ź b ę l u d o w ą b i o r ą udział

3

„Cepelii" .
Charakterystyczną

cechą

rzeźby

tego r o d z a j u jest

uległość

wzorom, k t ó r e znane są z w y s t a w , k o n k u r s ó w , publikacji,

skle­

amatorzy, przeważnie

zresztą

pochodząoy

ze

wsi,

odczuwający

e m o c j o n a l n ą w i ę ź z k u l t u r ą l u d o w ą , k u l t u r ą i c h o j c ó w i dziadów.

p ó w i biur „ C e p e l i i " czy , , V e r i t a s u " . W i e l o k r o t n i e s p o t y k a ł e m się

S ą t o l u d z i e ś w i a d o m i , co t o s z t u k a l u d o w a , a p r z y t y r h c z y t a j ą c y

ze s k a r g a m i r z e ź b i a r z y t e g o k r ę g u , ż e m u s z ą r o b i ć „ p o d l u d o w e " .

k s i ą ż k i o sztuce, o g l ą d a j ą c y a l b u m y , w y s t a w y ,
Do

W swej n i e ś w i a d o m o ś c i b y l i p e w n i , że m o g l i b y znacznie ciekawiej
rzeźbić „ r e a l i s t y c z n i e " czy, j a k m ó w i l i , „ w k a ż d y m

W z o r c e widoczne s ą w tej g r u p i e w y r a ź n i e , d o t y c z ą
ogólnych sposobów rzeźbienia. W
nia się na p r z y k ł a d —

rzeźby

stylu".
jednak

ostatnich latach rozpowszech­

pod w p ł y w e m a m a t o r ó w i plastyków

biących „na ludowo" — rzeźba o wyraźnych, drobnych
j a k pospiesznie o b r a n y kartofel,

ro­

cięciach,

m a l o w a n a (np. W ł a d y s ł a w

Gru­

s z c z y ń s k i czy Grzegorz Szewczyk) b ą d ź też nasycona olejem
bejcą, aby

u d a w a ł a starego ś w i ą t k a ,

gów, wichrów i skwaru.

Rzeźbią

tak z upodobaniem

Purchała,

rzeźbiarzy

nadsyłanych

na

toj

grupy

stanowią

znaczną

k o n k u r s y . C z ę s t o t r u d n o bez

biograficznych stwierdzić, czy

część

poznania

danych

wiejską.

W i e l u a m a t o r ó w b o w i e m w swej m e n t a l n o ś c i nie r ó ż n i się j u ż
„ludowych",

żyjących

w

sferze p r z y c i ą g a n i a

kultury

lu­

od

N i e m o ż n a się t e m u d z i w i ć , coraz częściej s p r a w a uczestnic­

zwłaszcza młodego pokolenia. W

ł u p i e , na o d l u d z i u , g d z i e ś za S e j n a m i —
właśnie

zdał

na

zaintere­

tej samej cha­

s p o t k a ł e m braci, z któ­

archeologię,

oczytany,

myślący,

drugi zaś — pozostał w atmosferze k u l t u r y wiejskiej. P o d z i a ł

216

bądź

dlatego,

nie

na

czynią
że

zasadach

tak

bądź

konwencja

ze
„lu­

i rysunku.
Wielu amatorów
wencjach (Oller,

7

p r ó b u j e s w o i c h m o ż l i w o ś c i w r ó ż n y c h kon­

Strahl, Raszat). Tak

np.

Jan

G a j d o w s k i przez

kilka lat rzeźbił jak t y p o w y amator, podejmując
i sakralną, aby

t y p r z e ź b y bardziej
W

inteligenci, nie
plastycy —

tematykę

w ostatnich latach

oku-

przejść

„ludowej".

„stylu" ludowym

ś w i a d o m i e r z e ź b i ą n i e k t ó r z y amatorzy,

zawsze n a w e t wiejskiego

niefortunni,

z

nie

pochodzenia.

Rzeźbią

u k o ń c z o n y m i studiami. Dla

r o b k u , rzadziej dla satysfakcji. Wszyscy oni w i e d z ą , jak

za­

rzeźbić

„na ludowo".
Amatorzy

z

pogranicza

ludowego uczestniczą

w s z y s t k i c h k o n k u r s a c h , co w i ę c e j —

t w a w kulturze lokalnej czy powszechnej jest w y n i k i e m
s o w a ń i decyzji,

którzy

czy a k a d e m i c k o - r e a l i s t y c z n e — w y m a g a j ą c e z n a j o m o ś c i anatomii

miejskiej,

wykształconej.

tych,

muzea.
się

d o w e j " r z e ź b y , t y p o w e j c e p e l i o w s k i e j f i g u r k i , ł a t w i e j s z a j e s t dla

rzeźb

a u t o r e m r z e ź b y jest „ t w ó r c a

d o w y " , czy a m a t o r nie m a j ą c y nic w s p ó l n e g o z t r a d y c j ą

jeden

koniunkturalnych,

wzorujących

n i c h do odtworzenia, n i ż inne k o n w e n c j e r z e ź b i a r s k i e , współczesne

na

rych

zaliczyłbym

paoyjno-partyzancką

Ż a k i inni.
Prace

a m a t o r ó w

ludowej

względów

czy

sczerniałego od burz, śnie­

grupy

dy,

w

oczach j u r y

wydają

się b o w i e m

bardziej

„ludowi",

„ p r a w d z i w i " wiejscy rzeźbiarze, np. B o g u s z y ń s k i , Fus,
O ile a m a t o r ó w c i ą g n i e do
biarzy w pełni „wiejskich"
realistycznej
wenoji

precyzji

nieludowych.

obecnie

we

z d o b y w a j ą p i e r w s z e nagro­
niż

Gajdowski.

„ l u d u " , t o r ó w n o c z o ś n i e u rzeź­

dostrzega się, odwrotnie, dążenie

(Konstanty

Pawłowski)

lub

do

do
kon-

�Rzeźba
amatorów
oraz
absolwentów
średnich i wyższych
uczelni plastycznych wykonywana w stylu
ludowym w celach
zarobkowych.

Ź

R Ó

Rzeźba
amatorów
oparta o schemat
prostych rzeźb lądo­
wych (ze względu na
ograniczone możliwoś
ci wypowiedzi)•

Rzeźba amatorów sty­
lizowana na ludowo
z pobudek emocjonal­
nych (poczucie więzi)
(np. Słowiński,
Biernacik ) .

D

Ł

A

I

N

S

P

I

RZEŹBA- L U D O W A , S T Y L I Z O W A N A , A TAKŻE

Rzeźba profesjonalnych
artystów

INSPIROWANA CECHAMI LUDOWYMI; ORAZ

-plastyków

inspirowana

JEJ

sztuką

ludową ( Rząsa, Hasior

ŹRÓDŁA

Kolon itd.J.

R

A

C

J

i WZORCE.
Rzeźby
rzemieślnicze
wyk. „ Pod ludowe ".
Dewocjonalia.
Pamiątka! stwo.
Powielanie wzorów.

Rzeźba
środowiska
wiejskiego i peryferii
kulturowych miast
akceptowana przez
własne
środowisko.

I

W

Z

O

—

Współczesna

Świecka

Teksty

rzeźba

chłopska

pisane

wa " z wystaw,

rzeźba figural­

zasłyszane,

konkursów,

na (szopkowa,

przeżycia,

„Ludo­

sklepów Cepe­

postacie stru­

oraz

Natura.

Sztuka

Chłopska

Dawna ludowa

Estetyka

Środowisko

profesjonal­

kultura

rzeźba

peryferii

kościelna

życia i pracy.

na,

materjalri/a

wa

kulturowych

(ikonografia,
widziane

(rzeźby

Sztuka

z kapliczek,

{makaty,gipsy,

duchowa

figury,krzy­

wyroby odpus­

rzeźby

(praca,

że itp.)

towe, moda na

ki dewocyjne).

i

2połXIXiXXw.

przemyślenia,

kulto­

lii, ilustracji

gane przez

w

dzieci, ptak i,

ceremonia,

zdobienie

zabawki, pie -

obrzędy

wnętrza

czywo ozdobne)

zwyczaje

książkach,

prasie

itp.

wyobraźnia.

7

Ul

U l
Rzeźba wykonana
przez
mieszkańców
wsi,, Dla miasta ", na
konkursy, dla Cepelii,
Veritasu, zbieraczy,
turystów (zgodnie
z „ ludową konwencją).

y

T

Rzeźba wykonana
przez
mieszkańców
wsi z powodów osobis tych ( kompensacyjnych ) .

Rzeźba ośrodków
inspirowana
twórczością uta­
lentowanego rzeź­
biarza (Sierpec ki, łukowski).

Samorodna
rzeźba wsi
(prymitywna)
(Oleksy, Heródek,
Słomiński j .

Rzeźba wyróż mających się
osobowości
(ChajecLurka,
Siedź ) .

I

i obraz

itp.)

t

Samorodna
rzeźba miast
i ośrodków
przemysłowych
( Zagajewski).

Rzeźba
reliktowa,
sakralna,
(Piłat, Kożuchówski).

U
E

K

S

P

R

E

S

J

A

P S Y C H O P A T O L O G I O
( Sutor,

Musiał

)

Z N A

�I I . 34. E d w a r d K o ł a c z , S z c z e c i n . Powrót
córki marnotrawnej,
w y s . 35 c m . 1 9 6 9 r . I I . 3 5 . J a n S t r z e l c z y k , K u n o w o , g m . S t a r g a r d Szoz.,
woj. s z c z e c i ń s k i e . Rodzina,
w y s . 66 c m . 1 9 7 3 r . I I . 3 6 . F i l o m e n a R o b a k o w s k a i j e j c ó r k a J a d w i g a M a t u s i a k , W i t o n i a , w o j . p ł o c k i e .
I I . 3 7 . J a d w i g a M a t u s i a k . Królowa,,
w y s . 2 5 c m . I I . 3 8 . F i l o m e n a R o b a k o w s k a . Król
Kazimierz
Wielki,
w y s . 27 c m .

�I I . 3 9 , 4 0 . S ć a n i ą j a w W a l c z a k , Szlapy,
gin
G r a b ó w , w o j . k o n i ń s k i e i frag­
m e n t j e g -i r z e ź b y
Pijak.

I I . 4 1 , 42. P i o t r Z o l e k , H u t a , g m . Kry­
n i c a , w o j . n o w o s ą d e c k i e i f r a g m . jego
r z e ź b y J.
Kennedy.

42

44
I I . 4 3 , 4 4 . A V i k t o r R y s i o , Ś w i n i c e Warckie,
woj.
k o n i ń s k i e i j o g o rzeźba
Chłop.

��I I . 5 1 — 5 9 . R z e ź b y z K o n k u r s u „ W i e l c y P o l a c y — i c h ż y c i e i d z i e ł a w r z e ź b i e l u d o w e j " , T o r u ń 1974 r. I I . 5 1 . A n n a F i c o ń , W i e p r z ,
w o j . b i e l s k i e . Maria
Curie-Sklodowska
z mężem,
w y m . 32,5 X 28,5 c m . 1974 r . I I . 52. W i k t o r W ę g l a r s k i , H a n s l o w y M ł y n , g m . Golub- D o b r z y ń , w o j . t o r u ń s k i e , Eliza
Orzeszkowa,
w y s . 37 c m .

Jak
dzy

w i d a ć , proces rozszerzania się p a s m a granicznego

rzeźbą

amatorską

a

ludową

jest

zjawiskiem

mię­

naturalnym,

w pełni zrozumiałym, podobnie jak stylizowanie swych prac
ludowo przez ludzi

emocjonalnie

bliskich

dawnej

ludowej

na
kul­

turze.

Wpływ

estetyki

„makatkowo-jarmarcznej"

W

rzonych
trudu

dla

wa

własnej

satysfakcji.

wczesnych

(sprzed

go

można

bez

1968—1970) pracach

Adama

Ze-

tej g r u p i e r z e ź b , ś w i a d o m i e t w o r z o n y c h w d u c h u
chciałbym

wymienić

prace

mgr.

sztuki

polonistyki

Antoniego

Adama

Doszukać

się

Barana.

N a t y m k o ń c z ę p r z e g l ą d p o s z c z e g ó l n y c h grup. Nie uwzględni­

Słowińskiego z K r a k o w a (zarazem jednego z najlepszych naszyoh

ł e m w nich zjawisk odbiegających

malarzy na

rzeźby w drewnie,

szkle), a t a k ż e i n ż y n i e r ó w Stefana F u s a i

Biernacika oraz ludzi

o wykształceniu

Andrzeja Konopackiego, Wiktora
i wyraźna

jest w

ich

wyższym

niż

Szewczyka. N a

Andrzeja
średnie

—

„ P o d ludowo",
wzory

w

k i ze s c e n a m i f i g u r a l n y m i , s z o p k i ) , z a b a w e k o ś r o d k ó w

w

z zapałek
klimacie stylizacji
Szkoły

jeszczo

z

lat

naśladującej
Przemysłu

niedobre

Drzewnego

przedwojennych)

w rodzaju

wciąż

dziewczyny przez p a r o b k a w

dyngusowego
szkopkowatym

p ł o w y c h w ł o s a c h . Istnieje n a w e t obecnie

tej

t o r ó w — k o r z e n i o p l a s t y k i , k o n s t r u k c j i n a g r a n i c y z a b a w k i (wiatra­

n y c h o r a z p r z e d m i o t ó w o c h a r a k t e r z e s p r a w n o ś c i o w y m ( n p . scen

g ł ó w g ó r a l i i scen „ f o l k l o r y s t y c z n y c h "

ucząca

manierze

młodych,

zdolnych

górali

w

rzy,

których uważam

peryferii

kulturowej

poza p r z y k ł a d a m i —

rzeźbia­
celowo,

s ą d z ę b o w i e m , że dla k a ż d e g o , k t o interesuje się zagadnieniem —
bardziej interesujące

b ę d z i e p o r ó w n a n i e zamieszczonego w

numerze pisma s ą d u na
to

na

bardziej

ten

temat grupy „ekspertów".

zobiektywizowane

tym

Pozwoli

spojrzenie.

szkółka

Kilka

i na

nazwisk

za najciekawszych. U c z y n i ł e m to

jurgowskich

Ostatnią grupę, którą wymieniam, stanowi rzeźba
wiejskim

produkcyj­

butelkach).

Nie podałem też —

(Gombosa).

środowisku

pojęcia

załączone

rzeźbi p o k a ź n a grupa p r o d u c e n t ó w „ p a m i ą t e k " — orłów, żubrów,

kapeluszu na

od konwencjonalnego

m o d n e j z w ł a s z c z a w ś r ó d ama­

p r z y p a d k u inspiracja, w s k a z u j ą

(często

oblewania wiejskiej

jak —

świadoma

(a r a c z e j i c h p o p ł u c z y n y )

Zakopanem

takich

ile

ilustracje (il. 60—61).

w

jest

g a d ł y , w c a ł e j t w ó r c z o ś c i J ó z e f a S e r w i k a o r a z b a r d z o ciekawego

ludowej,

w

widoczny

o c z y w i ś c i e t a k ż e w r z e ź b a c h p r z e z n a c z o n y c h d l a m i a s t a i two­

u w a g o dzisiejszej

rzeźbie

powstała

miast,

K i l k a uwag, ponieważ na

wyko­

ten

temat

pisałem

przed

dwu­

nana dla t y c h środowisk, zgodnie z ich o b e c n y m i upodobaniami.

n a s t u laty*. O g r a n i c z ę się w i ę c do s p r a w y t e m a t y k i rzeźb i krótko

Zaliczyć

—

można

do

tej

grupy:

—

snycerkę

ozdobną,

rodzaju r a m k i z palonego drzewa, f a j k i (np. w kształcie
laski

z rzeźbionym

ralistycznym

(np.

miątki z węgla

(na

uchwytem;

—

Konstantego

rzeźby

głowy),

o charakterze

Pawłowskiego),

Śląsku), figury

różnego

rzeźby

święte, naśladujące

—

220

odpustowych figur

z

gipsu.

pa­

gipsowe

w z o r y , dewocjonalia (np. i l . 5), j a s k r a w o p o m a l o w a n e — i w
zbliżone do

natu-

tym

do

roli

1 —
(z

opieki.

t e m a t y k a

kultowej

na

narzucających
do

większego

jej

ujęcia.

s a k r a l n a .

estetyczną),
się

wzorów

zróżnicowania

Widać to

brak

Zmiana

kontroli

ikonograficznych
zarówno

doskonale na

funkcji

środowiska

przyczyniają

tematyki,

przykładzie

czerzy" (il. 16—23). Leonardowski p i e r w o w z ó r

rzeźb
i

jak

i

brak
się

sposobu

„Ostatniej

Wie­

zostaje t u inter-

��I I . 6 6 . K o n s t a n t y P a w ł o w s k i , S t r z e l o o w i z n a , w o j . s u w a l s k i e . Adam
Mickiewicz,
w y s . 34 c m . I I . 57. S t a n i s ł a w Z a g a j e w s k i ,
Jan
Kochanowski,
glina palona, w y s . 51 c m .

pretowany w sposób świadczący o „luzie" wyobraźni, o niepod-

(Kopernik,

daniu się presji o b o w i ą z u j ą c e g o

więź emocjonalna między

O

zróżnicowaniu

sohematu.

tematyki mówiliśmy

przykładzie twórczości Susków
boda

w

interpretacji

wiązań

religijnyoh

niekonwencjonalnych.

C z a i Frasobliwy

siedzi na

już

wcześniej

—

(ił. 32), d o d a j m y t y l k o , ż e
treści

Tak

wiedzie czasom do

np.

w

rzeźbie

grzbiecie zgarbionego,

symbolizujących

sprzyja

nieznajomość

g r a f i i . Frasobliwego
Piłat.
lub

ludzkość.

myślenia

o świętych

teologiczne

Tematyka

(np.

pomysłów

Chajec,

ludowej

czy

i dzieła",

prze­

w

ostatnich

lataoh

Polskie",

ustępowała
konkursów,

„Wielcy Polacy

„Moja

praca

na

—

roli",

„ S i e n k i e w i c z i postacie z jego k s i ą ż e k " ) z n a l a z ł a ostatnio p o w a ż n o
wsparcie

w

działalności

n y c h przoz „ P A K "
2
nych
tej

—

„Veritasu"

na

sztukę

t e m a t y k a

właśnie

za

i

konkursach

organizowa­

sakralną.

twórcą

niekiedy

W

wrażenie,
na

„trzy

że

w

tym

przypadku

a postacią.
wręcz

z

Równie

obsesyjną

i okupacyjnej

świadomości

istniała

osobiście,
ekspresją)

martyrologii.

rzeźbiarzy

wyraźny

historio":

—

legendarną,

pobudzającą
kościoła,
dramat

—

znaną

nie

znaną

bliżej

wyobraźnię, znaną

książek

(wojna

angażującą,

z p r z e k a z ó w u s t n y c h , lekcji

rzeźbiona

Męki Pańskiej, Kopernik,
z autopsji,

i nio

przekazywaną

przoz

ludzi

młodych,

Kolbe),
jako

żywa

pamięć,

utrwa­

wyrażę —

sprawą

(wojna,

okupacja)

czy

innym

warstwom

społeczeństwa

(scenki f o l k l o r y s t y c z n e , p r z e k a z y w t y p i e „ t a k b y ł o dawniej").
3

—

tematyka
rzeźbie.

s c e n y

z

ż y c i a ,

historyczna

Nio

znaczy

—

to,

o b s e r w a c j i .

novum,
że

nie

dawniej

P o d o b n i e jak

występujące

rie

posługiwano

w

dawnoj

się

nigdy

o b s e r w a c j ą ś w i a t a o t a c z a j ą c e g o , n i o p r z y g l ą d a n o w l a s n o j twarzy
czy d ł o n i . W y s t ę p o w a ł o t o j e d n a k w s t o p n i u n i e w i o l k i m , głównie

h i s t o r y c z n a .

12 l a t n a s t ą p i ł a , ż e s i ę t a k

tematyki,

(a

Korczak).

lenie f a k t ó w , k t ó r e p o w i n n y b y ć z n a n o m ł o d s z e m u pokoleniu

która

„Wojsko

-— d a l e k ą ,

Biblii

(Lurka).

religijna,

Odnoszę
jest podział

stary

własno

p l a c u m o t y w o m ś w i e c k i m ( m . i n . za s p r a w ą l i c z n y c h

żyoio

ikono­

jost l e k t u r a

Chojęta)

takich jak np. „ K o p e r n i k w rzeźbie ludowej",
ich

grupą

intarprotsoji

nio znał ani Sobota, ani A d a m s k i , ani

Zdarza się też, ż e ź r ó d ł e m

legend

tematów

zaangażowaniem

dr

przykucniętego

Swobodzie

tradycyjnych

z

Kolbe,

przedstawiane są sceny z lat w o j n y

roz­

Stanisława

szatana, a u L u r k i C h r y s t u s niosie s w ó j k r z y ż w s p ó l n i e z
postaci

na

swo­

o.

Włocławek.

W

ciągu

minio­

instytucjonalizacja

konkursów.

Zwłaszcza

dwa

w rzeźbie o charakterze rzemieślniczym, sprawnej,

realistycznej.

O b e c n i e o b s e r w a c j a jost w a ż n y m ź r ó d ł o m p o z n a n i a , a osiągnięcie
podobioństwa

sprawdzianem

i

„obiektywnym"

dowodom

swej

z nich, zorganizowane przez M u z e u m E t n o g r a f i c z n e w T o r u n i u -

sprawności.

S t o s u n k o w o c z ę s t o w ł a s n a t w a r z b y w a w z o r e m dla

Kopornikowski

rzeźbionych

twarzy,

i

i

na

Wielkich
5

ciekawe interpretacje .

metaforyce,

w

uroczej

Polaków

Ciekawo w
naiwności

—•- p r z y n i o s ł y

skojarzeniu,

rozwiązań

(por.

w

liczne

plakatowej
i l . 51—59).

Oczywiście sporo prac n a d o s ł a n y c h na k o n k u r s o p a r t y e ł i b y ł o
powierzchownoj interpretacji lub wręcz stanowiło kopię

znanych

ujęć czy zdjęć. Po prostu „ p o s t a c i o " niezbyt wiele m ó w i ł y
r o w i , nic więo dziwnego, że najciekawiej p o m y ś l a n e b y ł y

na

auto­
rzeźby

p r z e d s t a w i a j ą c e osoby, k t ó r y c h działalność p o b u d z a ł a w y o b r a ź n i ę

222

lustro

—

lokcją

a n a t o m i i ) T r u d n o —• boz

b a d a ń n a t e n t e m a t —• p o w i e d z i o ć , n a i l e ś w i a d o m e j o s t p o s ł u g i ­
wanie
różnie.

się

wzorcom

Typ

własnego

własnej

twarzy

oblicza,
i

sądzę,

pewnych

że

cech

bywa

z

tym

anatomicznych

w y s t ę p u j ą e y o h w r o d z i n i e m o ż e n i e ś w i a d o m i e n a w e t w p ł y w a ć na
kształtowanie

proporcji

dycznie w y s t ę p u j ą c
identyfikacji.

w

b y ć po

rzeźbie

( i l . 3 6 — 5 0 ) , m o ż e t o ż spora­

prostu przejawem żartobliwej

auto-

�Obserwacja z ż y c i a z b l i ż a r z e ź b ę d o k o n w e n c j i
występuje

też

najczęściej

moja praca

na roli,

kobieta

rzeźby,

tego

nagrodami na

k o n k u r s ó w , ile t a r g ó w , festiwali, cepeliad. N a d m i a r nieuchronnie

jak

itp. Obserwacja i chęć dosłow-

rzeczy widzianej

która

realistycznej,
rodzaju,

wzorowała

jest

się

na

do p r o d u k o w a n i a

zbliża

przy

modeli,

rzeźbę

braku
np.

ludową

dó

świadomości

baby

z

całego

zjawiska,

do

obniżania

jego

do preferowania ż y w e j sztuki, do realizacji postaw t w ó r c z y c h

rzeźbie,

amatorskiej

taka

komercjalizacji

innej

formę.

—

do

tych

rangi

artystyczną

Sytuacja

wiedzie

6

k o n k u r s a c h . N i o jest też o b o j ę t n e , ile jest

zaprzeczeniem

na r z o o z y w i s t o ś c i s p r e p a r o w a n e j , p r z e t w o r z o n e j n a

i wiedzie n i e r a z
I

tematach

wiejska

nego o d d a n i a r z e c z y w i s t e j
zasad d a w n e j

przy

artystycznej

maselnicą,

orki

—

końmi

czy

i poziomu.

do

Trzeba

sprzyjania

też

stylizacji,

wiedzieć

do

do

czego się

umasowienia

dąży,

malowniczymi

kramami,

niby-chatami

i

—

pamiątkarstwa

w s t y l u l u d o w y m , p o k a z y w a n e g o w nieco operetkowej
z

czy

stylizacji,

poprzebieranymi

twórcami.

czy t r a k t o r e m .
4 —
I

p t a k i .

Rzadko kiedy zwierzęta. Właśnie

nie te m a ł e , d e k o r a c y j n e , t a n i e , w y r a b i a n e m a s o w o w
i rzemiosła z a b a w k a r s k i e g o , a l e
monumentalne

gawrony

ptaki

Kudły,

—

r z e ź b y .

bociany

ośrodkach
Wspaniało,

Piłata,

a

obecnie

barwne, e g z o t y c z n e w s w e j o r n a m e n t y c e m a l a r s k i e j p t a k i
sława

Marcisza,

monumentalno

sowy

i

ptaszyska

Rozwój

p t a k i ,

Stani­

Krystyny

rzeźby

ludowoj

o d p o w i e d z i a l n y c h za
stwa

Kultury

wytworzył

i

to

Sztuki

wokół

jest

instytucji,
i

sztuki

w

dużym

stopniu

przede wszystkim

„Cepelii".
ludowej,

Zasługą
a

klimatu,

zwłaszcza

zasługą
Minister­
jaki

się

przekonania

o artystycznej randze ludowej rzeźby. R a n g ę tę trzeba u t r z y m a ć .
Ola

dobra rzeźby —

i naszej n a r o d o w e j

kultury.

Adamczyk.
Ciekawe, c z y p t a k , g o t ó w u l e c i e ć w k a ż d e j c h w i l i , t a j e m n i c z y
i niezależny nie s y m b o l i z u j e t ę s k n o t u k r y t y c h w
ozy w y b ó r j e g o i t y l k o j e g o ( a n i e p s a ,
] wielu r z e ź b i a r z y w i ą ż e

się t y l k o

podświadomości,

k o n i a czy k r o w y )

z tradycją,

tylko

z

zabawką?

Może ł a t w i e j p o z w o l i ć s o b i e n a o s o b i s t y w y r a z r z e ź b i a r s k i w p t a k u ,
niż w p o s t a c i c z ł o w i e k a ?

Tadeusz S z k o d z i ń s k i , d ą ż ą c do

ralistycznej k o n w e n c j i

postaciach,

osobowy,

słaby

w

rzeźbiarsko

•fantastyoznych

ptakach

—

staje

w
się

nieciekawy
dziwnych,

wręcz

w

natu-

nich,

bez­

karykaturalno -

frapujący,

PRZYPISY

przez

wolny

od

1

Łukowski
ośrodek
rzeźby
ludowej,
wystawa maj
1976.
P a ń s t w o w e M u z e u m Etnograficzne w Warszawie, Warszawa
1976. ( K a t a l o g z a w i e r a b a r d z o d u ż o w i a d o m o ś c i z a r ó w n o o o ś r o d ­
k u , j a k i r z e ź b i a r z a c h . O p r a c o w a ł a go w z o r o w o a u t o r k a scena­
riusza w y s t a w y H a l i n a O l ę d z k a ) .
2

A n t o n i K r o h , Paszyński
ośrodek
plastyki
ludowej,
„Pol.
L u d . " , R . X X I X , 1 9 7 5 , n r 1—2, s. 9 5 — 1 0 5 .
L i c z b a r z e ź b i ą c y c h jest znacznie w y ż s z a od liczby s t a ł y c h
d o s t a w c ó w do „ C e p e l i i " . O p i e r a j ą c się n a r ó ż n y c h k a t a l o g a c h
w y s t a w , m a t e r i a ł a c h k o n k u r s o w y c h i rejestrach t w ó r c ó w ludo­
w y c h i dokumentacji I n s t y t u t u Sztuki P A N , sądzę, że rzeźbiaSzt.

3

konwencji,
Sądzę,
jaką

która
że

tematykę

0, Maksymilian

w

go

ogranicza

dzisiejszej
się

Kolbe

jej

i

sytuaoji

narzuca,

której

nia

rzeźby

jakie

umie

sprostać.

nieobojętne

rozwiązania

jest,

preferuje

z K o n k u r s u „ W i e l c y Polacy...": il.58. J ó z e f C h e ł m o w s k i , B r u s y w o j . bydgoskie.
s ł a w A d a m i a k , S i e d l i s k a , g m . R y b c z e w i c e , w o j . l u b e l s k i e . W y s . 34 c m .

Wys.

40 c m ;

ił.59.

Bole­

223

�I I . 6 0 . J ó z e f J a n a s , D ę b n o k / C z o r s z t y n a , w o j . n o w o s ą d e c k i e . Chrystus
w świątyni,
w y m . 3 8 , 5 x 5 4 c m . 1953 r . I I . 6 1 . A n d r z e j B i e r n a c i k ,
Z a k o p a n e . Św.
Krzysztof,
w y m . 8 5 x 3 2 c m . 1970 r .

rzy p r e t e n d u j ą c y c h do m i a n a „ l u d o w y c h " b y ł o w c i ą g u ostat­
n i e g o t r z y d z i e s t o l e c i a oo n a j m n i e j
600—700, natomiast,
jak
w y n i k a z r e j e s t r u „ C e p e l i i " , w s p ó ł p r a c u j e o n a o b e c n i e ze
160
osobami.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i , Współczesna
rzeźba
ludowa,
„Pol.
Szt. L u d . " , R . X V I I I , 1964, n r 1.
Zasługa to ogromna Aleksandra Błachowskiego, dyrektora
M u z e u m oraz i n i c j a t o r a i o r g a n i z a t o r a t y c h k o n k u r s ó w . O w y n i ­
k a c h o b u k o n k u r s ó w pisze we w s t ę p a c h do k a t a l o g ó w
Mikołaj
Kopernik
w rzeźbie
ludowej,
T o r u ń 1973 o r a z Wielcy
Polacy,
4

5

ich życie i dzieła
w rzeźbie
ludowej,
T o r u ń 1975. W k a t a l o g u tym
z a m i e s z c z o n a j e s t r ó w n i e ż d o ś ć p e ł n a b i b l i o g r a f i a p o l s k i e j rzeźby.
T e m a t t e n r o z w i j a m s z e r z e j , z w i ę k s z ą o s t r o ś c i ą pole­
m i c z n ą , w a r t y k u l e p r z e s ł a n y m w 1 9 7 5 r . d o B i u l e t y n u Stowa­
r z y s z e n i a T w ó r c ó w L u d o w y c h . O n i e b e z p i e c z e ń s t w i e nadmiaru
k o n k u r s ó w m ó w i ł r ó w n i e ż A l e k s a n d e r B ł a c h o w s k i w referacie
w y g ł o s z o n y m n a s e m i n a r i u m „ R o l a s z t u k i w e d u k a c j i kultu­
r a l n e j d z i e c i i m ł o d z i e ż y " ( o p u b l i k o w a n e n a p o w i e l a c z u w zesta­
w i e m a t e r i a ł ó w n a s o m i n a r i u m , w y d a n y m w 1975 r. przez Pań­
stwowe M u z e u m Etnograficzne w Warszawie).
6

O b i e k t y p o c h o d z ą ze z b i o r ó w : M u z e u m w S t a s z o w i e — i l . 1 ; M u z e u m Ś w i ę t o k r z y s k i e g o w K i e l c a c h — i l . 2 ; L . Z i m m e r e r a — i l .
7, 1 2 , 13, 2 2 , 2 3 ; P M E w W a r s z a w i e — i l . 8 — 1 1 ; M u z e u m w B i a ł y m s t o k u — i l . 1 4 ; B . N a w r o c k i e g o — i l . 1 6 ; M u z e u m Diecez­
jalnego w T a r n o w i e — i l . 17; M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o w T o r u n i u — i l . 5 1 — 5 9

Fot.: J . Chodyna — il. 22; S. Deptuszewski — II. 28, 60; E . Kozlowska-Tomezyk — il. 15; .T. Milka — il. 13; B . Nawrocki — il. 16; J . Sobolewski — il. 23; B. Se­
wilski — il. 47; J . Świderski — il. 1—12, 14, 18—21. 24—27. 29—46. 48—59. 61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10530" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10508">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fb2dafa85486bf43df903bcb01720b35.pdf</src>
        <authentication>5bbc023f775a20e3f40165bb48e71bd7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125377">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4435</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125378">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125379">
                <text>rzeżbiarze ludowi - okres powojenny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125381">
                <text>Wybitni rzeźbiarze okresu wojennego - omówienie ankiety / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1976 t.30 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125382">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1976 t.30 z.3-4; s.243-245</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125383">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125384">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125385">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125386">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125387">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

WYBITNI RZEŹBIARZE OKRESU POWOJENNEGO
(OMÓWIENIE ANKIETY)

Każdy z interesujących
najciekawszych

twórców,

się r z e ź b ą

ale jest

to

ludową

ma

jego lista, z

swoją

listę

konioczności

subiektywna i n i e p e ł n a . P o m y ś l e l i ś m y w i ę c , p r z y g o t o w u j ą c

ten

p o r ó w n a n i e t y c h o d p o w i e d z i . W k a ż d y m razie m n i e , j a k o a u t o r a
zamieszczonego w t y m numerze

a r t y k u ł u , lektura ankiet

niła w potrzebie w y o d r ę b n i e n i a poszczególnych

numer, ż o b y ł o b y i n t e r e s u j ą c e p o r ó w n a n i e t a k i c h l i s t s p o r z ą d z o ­

szorokiego
pamiętać,

sowań

surowe k r y t e r i a , i t a k n p . A l e k s a n d e r B l a e h o w s k i p o d a ł w ankieoio

być

dziewiętnastu

uważani

osób,

Spodziewaliśmy

za

ekspertów.

od siedemnastu
się,

że

Zwróciliśmy

otrzymaliśmy

pewna

grupa

się

do

odpowiedzi.

rzeźbiarzy

ogólnie

zwanej

żo poszczególni

73 n a z w i s k a ,
którzy

rzeźby

ludową.

eksperci

również

oczywiście

przyjęli bardziej

podczas g d y np. R o m a n

uwzględniali

Należy

upew­
ramach

n y c h przez l u d z i , k t ó r z y z r a c j i s w e g o z a w o d u , w i e d z y i z a i n t e r e ­
mogą

nurtu

grup w

Reinfuss

ciekawych

lub

tylko

10. N i o -

amatorów,

inni

znanych i c e n i o n y c h w y s t ą p i n a w i ę k s z o ś c i l i s t , i t a k s i ę s t a ł o .

Podobnie z rzeźbą ceramiczną — tylko w paru ankiotach

Dlatego s ą d z ę ,

trzydziestka

nazwiska wybitnych

w

w a n i u ankiety więcoj osób u w z g l ę d n i ł o b y twórczość

rzeźbiarzy

że pierwsza

wytypowana

dwudziestka

jest

nader

a

nawet

obiektywnie,

razie z g o d z i ł a b y s i ę n a n i ą w i ę k s z o ś ć e k s p e r t ó w .
wystąpił natomiast

w grupie rzeźbiarzy

Spory

każdym
rozrzut

„wyróżniających

się".

uwagi, z w ł a s z c z a

na

choć przez j e d n e g o
Formułując
w trzy

rubryki

pracujących

twórców,

zostali

ankietę,

ludowym.

Stanisława

Seweryńskiego.

Dlatego

sformuło­

w

tym

rzeźbę

Stanisława

Zagajewskiego.

N a z w i s k o jego w y m i e n i a n o

nawet

odpowiedziach

programowo

wysoko

przy­

p a d k u w y n i k a n k i e t y nie jest m i a r o d a j n y . P o m i j a m y więc w t y m
omówieniu

ocenieni

nie.

podano

Władysławy

nas

w

ceramiczną,

uwzględniając

jedynie

twórczość
bowiem

pomijających

drobną

rzeźbę c e r a m i c z n ą . ( T u , dla p o r z ą d k u , p o d a j m y tylko, że z rzeź-

eksperta.

twórców:

w stylu

którzy

czy

ceramików. N a pewno przy innym

baczniejszej

Wymieniono w niej p o n a d sto p i ę ć d z i e s i ą t n a z w i s k ! N i k t z
na p e w n o n i e z n a i c h w s z y s t k i c h , s y g n a ł t o w i ę c d o

Prucnal

mniej

prosiliśmy
ludowych,

o

wpisywanie

„innych"

oraz

nazwisk
świadomie

B y ł to zabieg t r o c h ę p r o w o k a c y j n y ,

biarzy-ceramików

za

wybitnych

uznawano:

Stanisława

Sewe­

r y ń s k i e g o , W ł a d y s ł a w ę P r u c n a l i J a d w i g ę Gralę). Jest dla mnie
oczywiste,

że

ankietę,

mając

I I . 1. A n d r z e j

nie.

Sądzę,

że

dla

czytelnika

ciekawe

Konopacki, Zakopane.
Ukrzyżowanie
w y s . 69 c m . R z e ź b a z P r z e g l ą d u

będzie

Barbara

o

sobą

k t ó r y c h p o m i n ę l i . S ł u s z n i e pisze w k o m e n t a r z u do swej a n k i e t y

poza

p r z y p o m n i e l i b y sobie

przed

dającego mieści się jeszcze w p o j ę c i u t w ó r c y „ l u d o w e g o " , a
wykracza

naNpewno

na

listę

kto

nazwisk,

odpowiadający

chcieliśmy w ton s p o s ó b d o w i e d z i e ć się, k t o w o d c z u c i u o d p o w i a ­

rzeźbiarzach,

Zagórna-Tężyoka, że „odpowiadać na t a k ą ankietę

( k a p l i c z k a ) , w y m . 103 X 5 5 c m . 1 9 7 2 r . I I . 2 . A . D ę b n i c k i , K r o s n o .
A m a t o r s k i e j T w ó r c z o ś c i P l a s t y c z n e j w R z e s z o w i e , 1973 r .

bez

Frasobliwy,

F I

1

243

�oglądania,

»na

żywo«

eksponatów

jest

szalenie

trudno".

więc pusto k r a t k i nie zawsze z n a o z ą ś w i a d o m e p o m i n i ę c i e
goś t w ó r c y . A n k i e t a

ma

więc wartość tylko orientacyjną.

Tak
jakie­

Stoso­

Rezultaty ankiety zamieszczamy w formie
wienia. P o n i e w a ż k a ż d y z o d p o w i a d a j ą c y c h
(1—10) t w ó r c ó w

jego zdaniem

wanie j e d n o l i t y c h k r y t e r i ó w na p e w n o d o p r o w a d z i ł o b y do r ó ż n y c h

w

„kratce"

przetasowań.

jeden

twórców,

Nie

wszyscy

działających

w

uwzględniali

obecnie

okresie p o w o j e n n y m

już

zmarłych

(niektórzy

kreślają, że p o d a j ą g ł ó w n i e t y c h t w ó r c ó w , z k t ó r y m i się
Nim
o
na

przejdę

ekspertaoh,

do

którzy

omówienia

wyników

zechcieli

poświęcić

ankiety,
czas

i

pod­

stykali).

kilka

nasze p y t a n i a .

punkt,

w y b i t n y c h ,

cyfrę

stawialiśmy

w grupie t w ó r c ó w

2,

czyli

wówczas,

zesta­

dwa

punkty.
T

gdy

nazw isko

w y r ó ż n i a j ą c y c h

kilku

wpisywaliśmy

się.

1, czyli

figurowało

Przedstawiamy

n a s. 2 4 5 r z e ź b i a r z y , k t ó r z y u z y s k a l i w s u m i e p o w y ż e j 4 p u n k t ó w

słów

odpowiedzieć

odpowiedniej

tablicy —

w s k a z y w a ł na

Cztery osoby w y m i e n i ł y :
jewskiego,

Karola

Stanisława
dyslawa
wa

Ziomkę,

Marcisza,

Wójcika,

Mariana Adamskiego, Jana

Stanisława

Jana

Madeja,

Krystynę

Czerwińskiego,

Szulca,

Władysława

Adamczyk;

Andrzeja

Wiktora

Sieka

trzy

(f),

Bąka,

osoby —

Stanisława

Wła
Wacla

Karulaka

B r o n i s ł a w a C h o j ę t ę ( O l ę d z k a u z n a ł a go za „ w y b i t n e g o " ) ,

I N D E K S NAZWISK

Kra
Rysia,

Józefa

G r u c e l ę ( N a w r o c k i w y m i e n i ł go j a k o „ w y b i t n e g o " ) ; d w i e osoby —
Emil

Biela,

kolekcjoner.

J ó z e f a W r o n ę (Biela u w a ż a go za „ w y b i t n e g o " ) , J ó z e f a
Józefa

A l e k s a n d e r B ł a c h o w s k i , historyk sztuki, etnograf, dyr. Muzeum
Etnograficznego w Toruniu, autor licznych publikacji o sztuce ludowej, książ­
ki Skarby w skrzyni malowanej,
komisarz ogólnopolskich konkursów „Mikołaj
Kopernik w rzeźbie ludowej", „Wielcy Polacy — ich życie i dzieła w rzeźbie
ludowej" i in.

Kaczmarka,

Bolesława

Stanisława

Grabskiego,

Mieczysława

Szkodzińskiego, Ludwika
Stanisława
Romana

Rekowskiego,

Słoninę,

Annę

Żeglińskiego,

Szczepaniaka, L u d w i k a

Ficoń,

Tadeusza

Kubaszczyka,

Denkiewicza, Stanisława Walczaka, W a c ł a w a

Śledzia

(Jackowski

uznał

go

za

Suskę,

„wybitnego"),

Fran­

ciszka S a d o w n i k a , W ł a d y s ł a w a L i c ę , A n d r z e j a W y d r ę , Tadeusza
Bożena Gołcz,
etnograf, kierownik Działu
Etnograficznego w „Cepelii".
Aleksander
Jackowski,
redaktor
autor licznych prac o sztuce ludowej.

Nadzoru

Artystycznego i

Sobolewskiego,
(Nawrocki

„Polskiej

Sztuki

ludowej",

Józefa

uważa

Sochę

obu

za

(j')

i

Stanisława

„wybitnych"),

Majewskiego

Mieczysława

P o n a d t o w y m i e n i o n o p o r a z i e 76 o s ó b , w t y m j a k o
Al.
H.

Błachowski

podał Jarosława

Olędzka —

Furgałę

i Zdzisława

Jana Sęka, F. Solowski —

Piwkę.

„wybitnych"
Purchalę,

M i c h a ł a Grygiela (f),

J a d w i g a J a r n u s z k i e w i c z , krytyk artystyczny, autorka publikacji
o rzeźbie, współautor książki Sztuka Ludu Polskiego, z-ca redaktora naczelnego
„Polskiej Sztuki Ludowej".

B . G o ł c z — M a r i a n a U l c a , B . N a w r o c k i —W i n c e n t e g o J a s k r a (f),

Marek
Arpad
Kowalski,
książki o rzeźbie
Śladami

„ i n n y c h " , a więc „ n i e - l u d o w y c h " zaliczano w n i e k t ó r y c h

Franciszka Lenarta i Andrzeja
Niejednolicie

Stefania
0

sztuce

Krzysztofowicz,

ludowej

w Polsce,

etnograf, publicysta kulturalny, autor

kwalifikowano

kierownik B W A

w

Krakowie.

A.

Zegadłę.

o

pierwszej

Nie

budził

jewski,

Mucha

Piłat,

Lurka,

Janas,

Skrętowiez,

M a r i a n P o k r o p e k , etnograf, pracownik dydaktyczny Katedry Etno­
grafii U W , autor monumentalnego słownika twórców ludowych (w druku).

Zagajewski,

Mucha,

to

wszystko

kolekcjoner.

a

o

rzeźby"

Wyraźnie

(np.

Są
1.

Adam

Kudła,

Zogadlo,

Kożuchowski,

zaliczani

byli:

prymitywnie

Suska,

Heródek,

Szczypawka-Ptaszyńska,

cechach

Zaga­

większości

Hołda.

samorodnych

od przyjętego

wyobrażenia

Kołacz).

w y d z i e l a się w

ankietach grupa

świadomie rzeźbiąca w

amatorów
stylu

(nie­

ludowym.

to:
Henryk

Zegadło

—11

6. H e n r y k W i o r z c h o w s k i —

5

—

7

7. J a r o s ł a w

5

Biernacik

—

7

8. M a r i a n

Toborowicz

—

6

9. A n d r z e j

.--

6

2. F r a n c i s z e k

4. A n t o n i
5. A d a m

Palka

Słowiński

również

10.

Furgała

Ule

— 4

Konopacki

Stefan Fus

kilkakrotnie

—

—

4

— 4

nazwisko

Antoniego

R z ą s y , j a k o t e g o r z e ź b i a r z a , c z ł o n k a Z P A P , k t ó r y w s w e j sztuce
bliski jest ludowej

Jan
Świderski,
pracownik Instytutu Sztuki P A N , fotograf,
kilkudziesięciu tysięcy zdjęć z zakresu sztuki ludowej, kolekcjoner.

autor

Barbara
Zagórna-Tężycka,
etnograf, st.
sztuki ludowej w Ministerstwie Kultury i Sztuki,
większości konkursów na rzeźbę ludową.

specjalista do spraw
członek jury m. in.

tradycji.

Spośród amatorów
jako „wybitny"

kolekcjoner.

Oleksy,

tu

Zganiacz,

odczuciu

Lamęcki,

„innych"

Kołacz,

twórcy

Wymieniano

Zimmerer,

do

kiedy podkształconyeh)

3. A n d r z e j
Roman
Reinfuss,
etnograf, autor wielu podstawowych publikacji
o sztuce ludowej, od 1947 r. kierownik Pracowni Dokumentacji Sztuki Ludo­
wej I S P A N (Kraków), przewodniczący jury licznych konkursów na sztukę
ludową.

Ludwig

Do

ankie-

(mówię

(jako ludowi),

„inni". W

Krajewski,

Centkowski,

natomiast

„ludowoj
Halina
Olędzka,
etnograf, kustosz działu sztuki w P a ń s t w o w y m
Muzeum Etnograficznym w Warszawie, komisarz wielu wystaw sztuki ludowej
(m. in. rzeźby), autorka licznych prac o sztuce ludowej, członek Komisji Etno­
graficznej „Cepelii".

tylko

K o ż u e h o wski,

Dużyński

jako

lub stylem swych rzeźb odbiegający

kolekcjoner.

K i j a k-S o 1 o w s k i,

wątpliwości

Janas,

i Stanisław

i Sutor —

Ruszkowski,

Są

Ferdynand

twórców-.

e k s p e r t ó w , spośród pierwszej dwudziestki „ l u d o w i " b y l i :
Chajec,

Anna
K u n c z y ń s k a-l r a c k a, historyk sztuki, członek jury wielu
konkursów, Komisji Etnograficznej „Cepelii", Komisji Weryfikacyjnej Rady
Naukowej Stowarzyszenia Twórców Ludowych, autorka wielu studiów z za­
kresu rzeźby, malarstwa i grafiki ludowej.

żadnych

trzydziestce!):

B'eliks B ł a s z c z y k

Nawrocki,

poszczególnych

taoh np. Centkowskiego, K u d ł ę , Chajca, P i ł a t a , W . Krajewskiego,
historyk sztuki, autorka m. in. książki

A n t o n i K r o h, etnograf, komisarz dwóch konkursów na rzeźbę karpacką,
zorganizowanych przez Muzeum w Nowym Sączu, autor książki o rzeźbie kar­
packiej (w druku).

Bolesław

Radzika.

F.

Solowskiego.

43

„innych"

W

swe

sumie

Teodozjusz Butyniec został

przez A l . B ł a c h o w s k i o g o ,

wymieniono
i amatorów,

prace „ n a

ludowo".

Fot.: St. Stępniewski — il. 2 ; J . Świderski — il. 1

132
17

rzeźbiarzy

twórców

a Jan

wymieniony

S z o s t a k przez

ludowych

świadomie

żyjących,

stylizujących

�4

(t) J a n L a m ę c k i

Piłat

Wincenty

6

Józef

7

Adam

Krajewski

Janas

Józef

Zegadlo

m

W

2

2

1

1

2

2

o

1

1

2

2

2

2

2

o

2

2

2

2

2

2

1

2

1

Wójciak

11

Jan

Centkowski

Teofil

1

2

2

2

1

2

2

„Heródek"

2

1

2

2

1

2

Wojciech

Oleksy

15

Szczepan

Mucha

Edward

2
1

2

2

2

18

Bolesław

1

1!)

Edward

Suska

Józef

22

1

1

Hołda

Stanisław

21

2

1

1

20

2
1

Kołacz

2

Korpa

1

Sobota

(t) Mieczysław

2

2

1
1

1

2

2

,

M i k a (st)
Robakowska

34

Edward

36

Feliks

37

Józef

38

Wacław

39

Piotr

Skirzyński

Izajasz

Rzepa

41

Stanisław

Cierniak

1

1

1

22

1

1

2

1

2

2

1

2

1

22

1

2

2

2

1

2

1
1

2

2

1

1

2

2

2

2

2

1

2

1

o

19

1

2

o

2

19

2

18

1

15

1

2

2
2

1

1

1

2

2

1

o

14

2

i

13

1

i

12

1

1
1

1

1

1

12

2

1

11

1

1

1

1

1

1

2

1

1

2
1

1
1

1

1

1

1

1

1

1
2

1

9

1

2

1

9

1

1

1

1
2

1
1

1

1

1
2

1

1

1
1

8
1

2

1

7
7

2

1

7
G

1

0
6
6

1
1

8

2

1

1

8

1

8

1
1

1

1

1

1
i

1

1

2

1

9

8

2
1

10

1

2

1

1

2

2
1

10

1

1

1

1

12

1

1

i

2
2

1

1

1

2

1

1

1

1

2

1

1

1

1

1

i

14

2

2

1

14

2

1

1

15

1

1

1

1

2

2

1

2

15

2
2

2

1

1

2

1

1

1

2

2

1

1

1

1

1

1

1

1

1

1

1

!

2

2

1

1

21

1

1

1

2

2

1

1

1

2

2

1
2

i

Zelek

40

23

2

1

Pastwa

Citak

1

2

1

Czajkowski

Apolinary

2

2

Sutor

36

2
2

1

1

Brudek

Stanisław

2

2

1

Dużyński

Filomena

2

2

1

1

Cąkała

33

1

2

1

Błaszczyk

Marian

32

Słomiński

Kamiński

SI

2

1

1

(t) Stanisław

27

2

1

30

2

1

Ruszkowski

Blaszczyk

2

1

1

(f) I z y d o r

2

2

Serwik

29

2

1

Józef

(f) Tadeusz

1

2

24

28

2

1

1

(t) Feliks

28

1

1

27

2

2

i

1

(f) I g n a c y

29

2

i

1

P4

2

2

2

i-Í

2

1

2

«
2

1

i

P5

i

2

i

i

N

2

2

Zganiacz

26

2

¿tí

-o
te

2

2
o

O

2

1

i

w
Ch

2

i

1

1

Józef

(f) Aleksander

2

1

23

2í

1

1
2

Helena Szczypawka - P t a s z y ń s k a

17

1
2

Zagajewski

14

2

1

Kożuchowski

Stanisław

2

2

2

&gt;.
N

&gt;i
b&gt;
H

mkty

«j

o
cc

Ü

Zimmerer

t/i

Kroh

2

tí

c3

A. Kowalski

2

Skrętowicz

(t) Karol

16

&gt;-i

2

10

13

&lt;

Lurka

(t) Z y g m u n t

12

m

3

Roinfuss

Olędzka

(t) Józef

!)

&lt;rj

m

£

Kijak-Solowski

Nawrocki

Chajoo

3

8

H

Kudła

Władysław

5

Jackowski

2

73
c
A
3
s

Golczowa

(f) Leon

1

Biela

'3.

Po kropek

Kunczyńska-Iracka

&lt;

N
O

'S
.2

1

1

ñ

1

1

5

1

1

6

245

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10598" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10576">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/98f49179cb02040257921b426f6b792b.pdf</src>
        <authentication>2fed03db265e7aeddc2c27dceff68a69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3274</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126264">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3069</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126266">
                <text>Janina Orynżyna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126267">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126268">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126269">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126270">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126271">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126272">
                <text>Aleksander Jackowski

JANINA

Tego a r t y k u ł u o sobie j u ż nie p r z e c z y t a ł a . Proces d r u k u t r w a
d ł u g o , a g d y się m a 93 l a t a k a ż d y m i e s i ą c jest j a k d a r o w a n y .

ORYNŻYNA

d y s t y n k c j a , k u l t u r a b y c i a , p r z y w i ą z a n i e do t r a d y c y j n y c h

zwy­

c z a j ó w (a nawet p o t r a w ) .

Z m a r ł a 3 l u t e g o . Pochowano j ą skromnie, bez r o z g ł o s u , na cmen­

Jeszcze w l a t a c h w i l e ń s k i c h z e t k n ę ł a się z gronem dzialaczok,

t a r z u w K u t n i e . O d p r o w a d z a ł o j ą w tej ostatniej ziemskiej w ę ­

z a j m u j ą c y c h się propagowaniem s z t u k i l u d o w e j . Z d a w a ł a sobie

d r ó w c e niewiele o s ó b , w s p ó ł m i e s z k a ń c y D o m u O p i e k i S.S.

s p r a w ę z tego, że o r g a n i z u j ą c z b y t l u d o w y c h p r z e m y s ł ó w

Alber­

nie

t y n e k w K u t n i e , ż y c z l i w e Jej Siostry, k i l k a d a w n y c h w s p ó ł p r a ­

t y l k o p r z y c z y n i a się do podniesienia k u l t u r y estetycznej miejs­

cowniczek z „ C e p e l i i " . Z a b r a k ł o w i e ń c ó w , p r e z e s ó w ,

k i c h n a b y w c ó w , ale i pomaga materialnie t y s i ą c o m l u d z i na w s i .

dygnita-

r z y z resortu k u l t u r y , n a s t ę p c ó w , h o n o r ó w , na k t ó r e z a s ł u ż y ł a

Tej sprawie poświęciła się c a ł k o w i c i e . A l e g d y z a c z y n a ł a t ę dzia­

j a k m a ł o k t o . P r z y p a d e k ? Zapewne, w i a d o m o ś ć n a d e s z ł a w os-

ł a l n o ś ć m i a ł a jeszcze do czynienia ze w s i ą w z n a c z n y m stopniu

t a t n i o j c h w i l i , wszyscy b y l i z a j ę c i , p o u m a w i a n i , pogoda

była

z i n t e g r o w a n ą , k o r z y s t a j ą c ą z w ł a s n e g o d o r o b k u , w k t ó r e j nie­

o k r o p n a . A l e p r z y p a d k i b y w a j ą z a d z i w i a j ą c o l o g i c z n e . P a n i Ja­

m a l k a ż d a k o b i e t a t k a ł a czy h a f t o w a ł a . W c h o d z ą c do M i n i s t e r ­

n i n a p r z e ż y ł a s w ó j czas, n a l e ż a ł a do e p o k i , k t ó r a o d e s z ł a .

stwa P r z e m y s ł u i H a n d l u — w dwudziestych latach — z d a w a ł a

U r o d z i ł a się w W i l n i e , 24 czerwca 1893 r . T a m się w y c h o w a ­

sobie s p r a w ę z p r z e m i a n , k t ó r e z a c h o d z i ł y , ale nie s ą d z i ł a zapewne,

ł a , t a m z a c z ę ł a p i s a ć , i n t e r e s o w a ć się ż y c i e m i t w ó r c z o ś c i ą l u d u .

że jeszcze za j e j ż y c i a z a j d ą n a wsi t a k ogromne z m i a n y , że

P o t e m , w dwudziestych l a t a c h p r z e n i o s ł a się do W a r s z a w y , ale

p r z e k s z t a ł c i się nawet p o j ę c i a s z t u k i l u d o w e j czy t w ó r c y ludowe­

jej p r o w e n i e n c j ę z d r a d z a ł a zawsze ś p i e w n o ś ć m o w y , s z c z e g ó l n a

goByła już ostatnią spośród wielkich działaczek

zajmujących

się s z t u k ą l u d o w ą . C z ę s t o w r o z m o w a c h w s p o m i n a ł a l u d z i , z k t ó ­
r y m i się s t y k a ł a , z k t ó r y m i p r a c o w a ł a — Zofię S t r y j e ń s k a ,

Ce­

zarie B a u d o u i n de Courtenay J ę d r z e j e w i c z o w ą , H e l e n ę Sohram ó w n ą , W a n d ę S c h r e i b e r ó w n ą , Jerzego W a r c h a ł o w s k i e g o , Eleo­
n o r ę P l u t y ń s k ą , Zofię C z a s z n i c k ą , A n t o n i e g o K e n a r a . P r z e ż y ł a
I I . 5. J . O r y n ż y n a , Papież
narodowym
Kardynałów
w

Jan Paweł
Warszawie,

I I w otoczeniu
między­
akwarela, 29,5 x 20om

ich w s z y s t k i c h . P r z e ż y ł a l a t a fascynacji l u d e m , m o d y n a c h ł o p s k ą
s z t u k ę i czasy, w k t ó r y c h t r z e b a b y ł o na nowo w a l c z y ć o p r a w o
tej s z t u k i do istnienia.
W c i ą g u Jej

życia odszedł w niepamięć krajobraz lat mło­

d z i e ń c z y c h , d w u k r o t n i e z m i e n i a ł się k s z t a ł t k r a j u , z m i e n i ł a rad y k a l n i o wieś, z m i e n i a ł y p r o b l e m y z w i ą z a n e ze s z t u k ą l u d o w ą .
T o , co n i e g d y ś b y ł o ż y w e — s t a ł o się wzorcem, n a s t r a ż y k t ó r e g o
s t a n ę l i etnografowie, przekaz p o k o l e n i o w y z a c z ę l i

zastępować

i n s t r u k t o r z y , „ s z t u k a " s t a l ą się „ p a m i ą t k ą " a m ą d r e r ę c e c z ł o wioka

z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć maszyna,. N a w e t „ C e p o l i a "

połowy

l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h niowiele m a w s p ó l n o g o z t ą , k t ó r ą organi­
z o w a ł a p . J a n i n a i k t ó r e j t y l e l a t ż y c i a p o ś w i ę c i ł a . Ze s m u t k i e m
w s p o m i n a ł a „ r o m a n t y c z n y " okres „ C e p e l i i " , k i e d y to a u t o n t y c z na, s z t u k a l u d o w a w y z n a c z a ł a

jeszcze a r t y s t y c z n ą

rangę

tej

instytucji.
P o z n a ł e m p a n i ą J a n i n ę , gdy

pracowała w jednym

pokoju

z m o i m ojcem, w Ministerstwie P r z e m y s ł u i H a n d l u . B y ł o

to

przed 60 l a t y . . . P a m i ę t a m j ą dobrzo z t a m t y c h lat. P ó ź n i e j , po
wojnie, p o ł ą c z y ł o nas w s p ó l n e zainteresowanie — a g d y p .

Ja­

n i n a o d e s z ł a na e m e r y t u r ę , o d w i e d z a ł e m j ą , s ł u c h a ł e m o p o w i e ś ­
ci o czasach i l u d z i a c h . C h o d z i ł a j u ż z t r u d e m , ale b y ł a w y t w o r n a ,
zadbana, p e ł n a smutnego u r o k u . P ó ź n i e j s t r a c i ł e m z n i ą k o n t a k t .
Dopiero po k i l k u l a t a c h z n ó w o N i e j u s ł y s z a ł e m — j a k o o malar­
c e W y r z u c a m sobie, że w i e d z ą c w j a k i c h z n a l a z ł a się w a r u n k a c h
zapomniana przez i n s t y t u c j ę , k t ó r e j tyle sił p o ś w i ę c i ł a , nie po­
t r a f i ł e m j e j p o m ó c . Nie p o j e c h a ł e m do N i e j . B o i co m ó g ł b y m
Jej p o w i e d z i e ć , c z y m p o c i e s z y ć ?
P a t r z ę n a j e j o b r a z k i . Czy s ą naiwne ? O t y l e , o ile n a i w n ą
jest d o b r o ć , szczera, serdeczna wiara, m i ł o ś ć do l u d z i , p t a k ó w
i r o ś l i n . Uderza mnie w t y c h akwarelach ich s k r o m n o ś ć , ich de­
l i k a t n o ś ć . S ą o s t a t n i m ś l a d e m w z r u s z e ń i m y ś l ą . Jest w n i c h
smutek, ale i Nadzieja.

fot. J .

252

Świderski

�Aleksander Jackowski

JADWIGA
WSPOMNIENIE O JADWIDZE JARNUSZKIEWICZOWEJ

O r z e ź b i e w i e d z i a ł a d u ż o . Z a r ó w n o o dawnoj j a k i w s p ó ł c z e s n e j .

B y ł a przez ć w i e r ć w i e k u częścią naszej r e d a k c j i , k i m ś b l i s k i m ,
w a ż n y m , do kogo m o ż n a się b y ł o z w r ó c i ć w k a ż d e j

sprawie,

M i a ł e m o k a z j ę k i l k a razy o g l ą d a ć z n i ą muzea i w y s t a w y , d a ł o

w i e d z ą c , że się uzyska pomoc. S ą ludzie, do k t ó r y c h g a r n ą się

mi

i n n i : s ł a b i , w r a ż l i w i , pozornie m o c n i , a w ś r o d k u p ę k n i ę c i . Ś m i a ­

wrażliwość

to

wiele,

cechowała

Pamiętam

irytację

l i ś m y się, że w y s t a r c z y , a b y sama z o s t a ł a z k i m ś w p o k o j u , a j u ż

jednej z naszych k o l e ż a n o k , g d y i d ą c u l i c a m i F l o r e n c j i

Jadwiga

z a c z y n a ł y się zwierzenia, otwieranie duszy. B u d z i ł a

zaufanie,

nagle z a w o ł a ł a — o! D o n a t e l l o . Gdzie ? N o t u , te dwie r z e ź b y !

m i a ł a w sobie c i e p ł o , n a l e ż a ł a do l u d z i , k t ó r z y d a w a l i coś z siebie

S k ą d wiesz ? — z d e n e r w o w a ł a się k o l e ż a n k a , h i s t o r y c z k a s z t u k i .

i wynikająca

ją

bowiem rzeczywiście

z niej

intuicja.

wyjątkowa

i n n y m . O p o w i a d a ł a m i o s w o i m o j c u , nauczycielu, k t ó r y b ę d ą c

P r z e c i e ż t u s ą cztery r z e ź b y ! T o oczywiste! z d z i w i ł a się J a d w i g a ,

j u ż na emeryturze

p r z e c i e ż to dwie s ą z u p e ł n i e inne.

szedł do s z k o ł y a b y u s ł y s z e ć h a ł a s na k o ­

r y t a r z a c h w czasie p r z e r w y . I l u jest dziś t a k i c h nauczycieli?

D o n a t e l l a z r e s z t ą w i e l b i ł a , co nie p r z e s z k a d z a ł o j e j entuzjaz­

B y ł a u r o d z o n y m pedagogiem, l u b i ł a m ł o d z i e ż , w ł a ś c i w i e dopiero

m o w a ć się s z t u k ą w s p ó ł c z e s n ą , z w ł a s z c z a Pevsenerem, Ipouste-

w t e d y się w p e ł n i r e a l i z o w a ł a , g d y m o g ł a d y s k u t o w a ć z m ł o d y m i

gry'm,

l u d ź i p i o i c h p r a c y , o sztuce, o n a j w a ż n i e j s z y c h sprawach ż y c i a .

d z i a ł a l n o ś ć warszawskiej

K i c n h o l z e m , Baconom,

Giacomettim.

Bliska

g r u p y „ R e p a s a g g e " , nieraz

jej

była

zwracała

Sama k o r z y s t a ł a nie m n i e j z t y c h k o n t a k t ó w , o t w a r t a na nowo

m i u w a g ę n a j a k ą ś szczególnie c i e k a w ą i m p r e z ę j a k n p . a r a n ż a c j ę

p r o b l e m y , nowe zjawiska. U m i a ł a s ł u c h a ć , a ł e i co joszczo rzadszo

K a l i n y i K o w a l s k i e g o g r o b u wiolkanocnego w kościele ś w . K r z y ż a ,

— p a t r z e ć . T a k , p a t r z e ć , a b y w i d z i e ć t o , co nowe, i n n e ; p a t r z e ć

czy

od ś r o d k a , od samej rzeczy w ł a ś n i e a nie przoz j e j p r z y r ó w n a n i e

Romana

t e ż bliskie istocio ludowej

ekspresji

widowisko

pasyjne

Woźniaka.

do c z e g o ś , co j u ż istnieje. T y m się w ł a ś n i e o d z n a c z a ł y j e j k r y t y k i ,

W sztuce, t a k j a k i w ż y c i u nie u z n a w a ł a k o m p r o m i s u , w o l a ł a

recenzje w y s t a w , w s t ę p y do k a t a l o g ó w — n a p i s a ł a ich niewiele,

o d e j ś ć n i ż r o b i ć czy m ó w i ć coś, czego nio a k c e p t o w a ł a . R ó w n i e ż

ale d o c i e r a ł a w n i c h do sedna rzeczy, p o t e m d z i ę k o w a n o jej —

o r g a n i z u j ą c w y s t a w y nie u l e g a ł a presji m o d y , czy t o w a r z y s k i c h

Pani

u k ł a d ó w . B y ł y to w y s t a w y odkrywcze i konsekwentne,

zrozumiała

t o , co n a j w a ż n i e j s z e ,

co c h c i a ł e m

wyrazić.

że w y ­

Obca j e j b y ł a „ n a u k o w o ś ć " p o l e g a j ą c a na t o m , że rzecz n o w ą

m i e n i ę c h o ć b y „ R z e ź b ę w ogrodzie" ( S A R P , W - w a 195G) ,,14-tu

wpasowuje się w j u ż i s t n i e j ą c ą s i a t k ę p o j ę ć i k l a s y f i k u j e ,

r z e ź b i a r z y " ( Z a c h ę t a , Warszawa 1968). P r z y g o t o w a ł a d o s k o n a ł y

usta­

w i a j ą c a r t y s t ę w kolejce — ton za M o o r e m , t a m t e n za Giacomet-

zostaw polskiej r z e ź b y powojennej n a m i ę d z y n a r o d o w ą w y s t a w ę

t i m , A r p e m czy Cesarom. S z u k a ł a w ludziach i sztuce tego, co

w P a r y ż u , b y ł a w s p ó ł a u t o r e m w a ż n e j ekspozycji „ R z e ź b a polska

autentyczne i w ł a s n e , co s t a n o w i ł o n a w e t t y l k o zarodek nowego.

1944—1948" w p o z n a ń s k i m B W A (1984). Znakomicie r o z w i ą z a ł a

M o ż e dlatego w ł a ś n i e t a k cenili j ą , j a k o k o n s u l t a n t k ę , studenci

t r u d n y p r o b l e m w y s t a w y , o b r a z u j ą c e j dorobek i p r o b l e m a t y k ę

Wydziałów Rzeźby i Wzornictwa Przemysłowego ASP w War­

25 l a t d z i a ł a n i a naszego pisma

szawie. P r o w a d z ą c teoretyczne

się t a k ż e w inne w y s t a w y , p r z y g o t o w y w a n e w P r a c o w n i S z t u k i

kając

w intencje autora,

prace d y p l o m o w e u m i a ł a , w n i ­

r o z s z e r z y ć jego h o r y z o n t

( P M E , W - w a , 1972). A n g a ż o w a ł a

myślenia,

Nieprofesjonalnej, że w y m i e n i ę t u c h o ć b y w y s t a w k ę t o w a r z y s z ą c ą

z w r ó c i ć u w a g ę na niedostrzegane k o n t e k s t y i u w a r u n k o w a n i a .

konferencji na t e m a t k i c z u i s z t u k i j a r m a r c z n e j . M i a ł a z r e s z t ą

253

�n a tej konferencji z n a k o m i t ą w y p o w i e d ź , u m i a ł a b o w i e m p o d e j ś ć

t e ż i siłę, z j a k ą p r z e b i j a ł o się t o , co b y ł o i s t o t ą j o j o s o b o w o ś c i ,

do zagadnienia nie szablonowo, w i d z ą c je w aspekcie k u l t u r y ,

jej p o w o ł a n i e m . T w o r z y ł a w o k ó ł siebie a t m o s f e r ę ,

a nie t y l k o t r a d y c y j n i e p o j m o w a n e j s z t u k i .

dawała

wiele a r t y s t o m . B y ł a

czułym,

środowisko,

wrażliwym

i

mądrym

N a t o m i a s t do dawnej s z t u k i ludowej p o d c h o d z i ł a z szacun­

k r y t y k i e m ; przyjacielem i d o r a d c ą . „ C a ł e jej ż y c i e p r z e n i k n i ę t a

k i e m n a l e ż n y m k a ż d e j p r a w d z i w e j sztuce. N i e b y ł o w niej czu-

b y ł o poszukiwaniem n a j g ł ę b s z y c h w a r t o ś c i d u c h o w y c h , a ż y c i u

łostkowości,

miłośników

sztuki o d d a w a ł a cały swój niepowtarzalny entuzjazm" napisali

niektórych

w „ T y g o d n i k u P o w s z e c h n y m " Jej

t y l k o

tak

charakterystycznej

sztuki ludowej,

dla

wielu

czy zawodowej g o r l i w o ś c i

działaczy „ n a polu k u l t u r y " . Mierzyła dzieła sztuki ludowej t a k ą

Chorowała

przyjaciele.

d ł u g o i c i ę ż k o . Ś m i e r c i się nie

bala.

Wierzyła

s a m ą miarą, jak twórczość środowisk elitarnych. Nie u z n a w a ł a

b o w i e m mocno i g ł ę b o k o . Nieobecni są n a j b l i ż e j nas,

a r g u m e n t ó w w rodzaju „ j a k na garbatego, t o on jest bardzo

w j e d n y m ze s w y c h wierszy k s i ą d z T w a r d o w s k i . Pewnie t a k jest,

p r o s t y " , z a c h w y c a ł y j ą dawne r z e ź b y , d r z e w o r y t y , obrazy. N a

gdy

ś c i a n a c h w p o k o j u w i s i a ł y — niepodal ulubionego p e j z a ż u J a c k a

P ó k i p a m i ę t a m y — s ą w ś r ó d nas. Czasom j a k o p a m i ę ć przesz­

S e m p o l i ń s k i e g o i l i n o r y t u Gielniaka — N i k i f o r , a n a d tapczanem

łości, czasem — j a k o p u n k t odniesienia.

obrazy na

szkle A d a m a

Słowińskiego

i Leokadii

L u d o w a r z e ź b a ceramiczna z S a r d y n i i ś w i e t n i e

Plonkowej.

Ludu

Polskiego"

wypełnić.

U r . 9.03.1918 w Warszawie, u k o ń c z y ł a w 1935 g i m n . „ W s p ó ł ­

Z wdzięcznością wspominam wielomiesięczną wspólną pracę
albumem „ S z t u k a

daje się

*

harmonizowała

z n i e w i e l k i m i b r ą z a m i j e j m ę ż a — Jerzego Jarnuszkiewicza.
z J a d w i g ą nad

l u k a spowodowana i c h o d e j ś c i e m nie

napisał

(Arkady,

p r a c a " i w s t ą p i ł a n a U n i w e r s y t e t W a r s z a w s k i , gdzie s t u d i o w a ł a
polonistykę.

Przed

wybuchem

wojny

zdążyła

jeszcze

zrobić

W - w a 1967). J e ź d z i l i ś m y po muzeach, p r z e g l ą d a l i ś m y i s t n i e j ą c e

a b s o l u t o r i u m . W czasie o k u p a c j i b r a ł a u d z i a ł w t a j n y m naucza­

a r c h i w a , z n o s i ł e m jej zdjęcia w y b r a n e z p o ś r ó d

n i u , od 1943 u k r y w a ł a się. Po p o w s t a n i u z o s t a ł a wywieziona do

t y s i ę c y — a ona,

kilkudziesięciu

j a k r e ż y s e r , k o m p o n o w a ł a je n a

planszach

t w o r z ą c s w o i s t ą s a g ę o sztuce l u d o w e j .

obozu rozdzielczego w Spellen, s t a m t ą d

wysłana

do

fabryki

„ F e r r u m " w Sosnowcu. Po w y z w o l e n i u p r a c o w a ł a j a k o nauczy­

Do „Polskiej Sztuki Ludowej" wniosła Jadwiga swą wrażli­

cielka w g i m n a z j u m i m . St. Staszica w Sosnowcu. J e s i o n i ą 1945 r.

w o ś ć i s p r a w n o ś ć o r g a n i z a c y j n ą . M o ż n a b y ł o b y ć s p o k o j n y m , że

p o w r ó c i ł a do W a r s z a w y , r o z p o c z ę ł a p r a c ę w referacie p r a s o w y m

po j e j a d i u s t a c j i t e k s t nadaje się do d r u k u , po korekcie

Biura

nie

O d b u d o w y Stolicy i j e d n o c z e ś n i e z a c z ę ł a studia h i s t o r i i

zostanie wiele b ł ę d ó w , p r z y p i s y z o s t a n ą ujednolicone, ilustracje

s z t u k i . M u s i a ł a je p r z e r w a ć w z w i ą z k u ze s p r a w a m i o s o b i s t y m i .

trafnie wyeksponowane. B y ł a sekretarzem r e d a k c j i ,

W 1951 k o ń c z y studia polonistyczne, p i s z ą c p r a c ę m a g i s t e r s k ą .

grafikiem,

p ó ź n i e j z a s t ę p c ą r e d a k t o r a naczelnego. Jej inspiracji z a w d z i ę c z a m

Rozpoczyna p r a c ę z l e c o n ą dla I n s t y t u t u B a d a ń L i t e r a c k i c h —•

rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń t a k ż e na t w ó r c z o ś ć N i k i f o r a i i n n y c h

pisze o g ó l n ą c h a r a k t e r y s t y k ę m a l a r s t w a polskiego 2. p o l . X I X w .

„ n i e p r o f e s j o n a l n y c h " , p o g ł ę b i e n i e stosunku do l u d z i , do a r t y s t ó w .
A l e w i e d z i e l i ś m y dobrze, ona i j a , ż e redakcja nie jest miejscem,

W

1953 rozpoczyna p r a c ę w P a ń s t w o w y m I n s t y t u c i e S z t u k i ,

p o c z ą t k o w o j a k o sekretarz r e d a k c j i „ P r z e g l ą d u A r t y s t y c z n e g o " ,

w k t ó r y m m o g ł a b y się n a j p e ł n i e j r e a l i z o w a ć . Т а к się j e d n a k po­

p ó ź n i e j Sekretarz Sekcji h i s t o r i i s z t u k i X I X i X X w . O d

t o c z y ł o jej ż y c i e , ż e po r ó ż n y c h p e r t u r b a c j a c h z g o d z i ł a się w

w r e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . Po 1978 r. w s p ó ł p r a c u j e

1958 r. p r z e j ś ć do naszej r e d a k c j i . T e n k r o k p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z A k a d e m i ą Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie. Z m a r ł a 7.11.1986.

n a s t ę p n e , o d d a ł a n a m 20 l a t swego a k t y w n e g o ż y c i a . C ó ż ! w y ­

Wydala

dwie

b i e r a m y m y , ale i los w y b i e r a za nas. N i e c h c ę a n a l i z o w a ć t y c h

W-wa

spraw, z r e s z t ą nie

(PWN, W-wa

wiem,

czy

zdołałbym

to obecnie u c z y n i ć ,

1960,

f a k t e m jest, ż e p r a c u j ą c w r e d a k c j i z a w ę ż a ł a pole i n n y c h swych

Polskiego

książki:

wersje

Polaka

obcojęzyczne)

rzeźba
oraz

współczesna
Pomnik

1975). B y ł a w s p ó ł a u t o r e m a l b u m u Sztuka

d z i a ł a ń . N i e d o s t a w a ł o jej b y ł o z d r o w i a , siły przebicia, u m i e j ę t ­

k i l k a n a ś c i e recenzji, w s t ę p ó w do k a t a l o g ó w
teoretycznych, m . i n . Sztuka,

z r e a l i z o w a ć w p o l n i swych t a l e n t ó w , u c z y n i ł a

1979

p r z e j ś c i u n a e m e r y t u r ę . P a t r z ą c teraz na Jej

dopiero

życie m o ż n a

po
do­

strzec w n i m z a r ó w n o niezrealizowane obszary m o ż l i w o ś c i , j a k

nr

(PWN,
Mickiewicza
Ludu

( A r k a d y , W - w a 1967, w y d a n i a o b c o j ę z y c z n e ) , n a p i s a ł a

n o ś c i zabiegania o w ł a s n e interesy. D a j ą c wiele n a m nie m o g ł a
to

1958

27;

Granice

pojęcia

„przezroczysta"
rzeźby

wystaw,

[ w : ] Rzeźba

1984 [ k a t a l o g ] , Galeria B W A „ A r s e n a ł " , P o z n a ń
1984 ( w y d a n y w 1980].

tekstów

„Kultura", R.
polska

17,

1944—.

20.IX—21.X.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10578">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c457381d02e995b6723112295ac0e63.pdf</src>
        <authentication>6bbd3d1df755afbf3029d02e769a14c6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126283">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3271</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126284">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126285">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3066</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126286">
                <text>Andrzeja Grzelachowskiego rzeźby Czarnej Afryki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126287">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.233-238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126288">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126289">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126290">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126291">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126292">
                <text>Aleksander Jackowski

ANDRZEJA GRZELACHOWSKIEGO
RZEŹBY

Mieszka w P o z n a n i u , na

Osiedlu Rusa. B l o k i nowoczesne

ozdobione p r e f a b r y k o w a n y m i o r n a m e n t a m i , w y j ą t k o w e j szpeto­
t y . Mieszkanie niewielkie, dwa p o k o j e nie o d z n a c z a j ą się n i c z y m
s z c z e g ó l n y m , z w y j ą t k i e m k i l k u r z e ź b z b l i ż o n y c h do t y c h

ze

s k l e p ó w , , V e r i t a s u " , k i l k u o b r a z ó w t y p o w o a m a t o r s k i c h . W cen­
t r a l n y m p u n k c i e p o k o j u g o ś c i n n e g o p ł a s k o r z e ź b a , g ł o w a Jozusa,
r z e ź b i o n a z d u ż ą w p r a w ą . T y l k o t a g ł o w a jest d z i e ł e m gospoda­
rza, inne r z e ź b y s ą p r ó b a m i p o d e j m o w a n y m i przez syna — Jac­
k a . Obrazy, wszystkie, s ą p o d a r u n k a m i p r z y j a c i ó ł ,
Jak

d o t ą d nic nie wskazujo w t y m mieszkaniu na

znajomych.
szczogólną

fascynację Afryką, żadnego trofeum, przedmiotu, k t ó r y by

su­

g e r o w a ł t o , że p a n G r z e ł a c h o w s k i blisko 7 l a t s p ę d z i ł w buszu,
wśród

Masajów,

plomion

Mawia

i Makonde. Ż a d n e g o

śladu,

ż a d n e j p a m i ą t k i s t a m t ą d nie z n a j d u j ę i w t r z e c i m p o k o j u , t y m
najważniejszym.

N a z y w a ten p o k ó j

„Muzeum".

Okno z a s ł o n i ę t e , ś w i a t ł o p r z y ć m i o n e , w p o w i e t r z u w c i ą ż moc­
n y zap,ach k a d z i d ł a , trociezek. Ś c i a n y z a p e ł n i o n e o d g ó r y
d o ł u r z e ź b a m i Czarnej A f r y k i , m a s k a m i . R o z p o z n a j ę

do

obiekty

dobrze m i znane z a l b u m ó w , m u z e ó w . W y ł u s k u j ę w z r o k i e m r z e ź b y
z n a k o m i t e , sprowadzone do z n a k u , deformacji, k t ó r a nie jest ani
g r o t e s k ą , ani k a r y k a t u r ą a p r z e c i e ż c h a r a k t e r y z u j o p o s t a ć , t y p .
Obok, również
„opocze",

z hebanu, m a h o n i u , cedru, lekkiego puchowca,

„jokoh"

czy

„iroko"

— r z e ź b y podobne do

tych,

j a k i e w i d y w a ł e m z a g r a n i c ą , z w ł a s z c z a w P a r y ż u . T a m sprzeda­
w a l i jo M u r z y n i , u s t a w i a j ą c na, p ł a c h c i e , p o ł o ż o n e j na t i o t u a i z o .
n a P c h l i m T a r g u , k o ł o Trocadcro. R z e ź b i masek z d r e w n a jesi
w t y m p o k o j u p r a w i o 300. Cudowno g ł o w y z B e n i n u , t a k dobrze
znane z o d l e w ó w w b r ą z i e , f i g u r y dawnej, k u l t o w e j prowenien­
cji i w s p ó ł c z e s n e , o z n a m i o n a c h r e a l i z m u — n i e p o r ó w n a n i e gor­
sze. S i e d z ę na m i ę k i m p u f i e ( p o k ó j jest przystosowany do tego,
aby t u o d p o c z y w a ć , k o n t e m p l o w a ć r z e ź b y , p o d d a w a ć się nas­
t r o j o w i tej ekspozycji i o s o b o w o ś c i
maczy: „Chciałem pokazać
plemion, s t ą d są, jak Pan

C Z A R N E J AFRYKI

gospodarza). O n sam

tu przekrój

w i d z i , i dawne

rzeźb

tłu­

poszczególnych

współczesne".

Rzo-

U.

i ' . Fragment

kolekcji

rzeźb

A . Grzelachowskiego

�I ] . 3—6. R z e ź b y A . Grzclachowskiogo: i ! . 3. F i g u r k a k u l t o w a K o n g o , p l e m i ę Masaja, drewno opecze, 48 c m ; i l . 4. Macierzyństwo,
w s p ó ł c z e s n y N i g e r i a , p l e m i ę Y o r u b a , opecze, 47 c m ;

czywiście,
różne

przyglądając

style regionalne,

stylizacji.

Na

przykład

się t y m r z e ź b o m ,
różno
sposób

typy

można

„znakowania",

potraktowania

styl

rozpoznać

zeum, staje się p r z e d m i o t e m rozpraw, a r t y k u ł ó w . Czy t z w . p o l s k i

ekspresji,

E l Greco, r e p r o d u k o w a n y niedawno na znaezku p o c z t o w y m b y ł

oczu, powiek,

gorszym obrazem przed ustaleniem jego a t r y b u c j i ?

g a ł k i ocznej. W ł a ś c i w i e n i e m a l w k a ż d e j r z e ź b i e jest on i n n y ,

Dlaczego o t y m w s p o m i n a m ? P o n i e w a ż p r z y p a d e k p . Grze-

o d k r y w c z y r z e ź b i a r s k o . Z r ó ż n i c o w a n e s ą proporcje f i g u r , w r ó ż ­

lachowskiego nie da się p r a w i d ł o w o z i n t e r p r e t o w a ć

n y c h t y p a c h r z e ź b stosunek g ł o w y do reszty ciała w y n o s i od

naszych p o g l ą d ó w na s z t u k ę . P o s ł u g u j ą c się u s t a l o n y m i norma­

1:2 a ż po 1:7. Z a s k a k u j ą c e jest, ż e p . Grzelachowski z r ó w n ą

m i nie bardzo w i a d o m o co z n i m z r o b i ć . N i e jest, w p r z y j ę t y m

w ramach

ł a t w o ś c i ą podejmuje r ó ż n o r o d n e zadania. Jego uzdolnienia na-

u

śladowczo-odtwórcze

Afryce

n a l e ż y do z w i ą z k u , nie u k o ń c z y ł A k a d e m i i , w ogóle nie u c z y ł się

jest z n i k o m a , ale m a m w p a m i ę c i najwspanialsze r z e ź b y , k t ó r y m

r z e ź b y , a do tego jego d z i e ł o m ż y c i a s ą właściwie k o p i e , r e p l i k i ...

d ł u g o p r z y p a t r y w a ł e m się n a r ó ż n y c h w y s t a w a c h i w p r y w a t n y c h

W r z e ź b a c h „ w ł a s n y c h " , niewielkich, o p e r u j ą c y c h

kolekcjach ( n p . w Neuchatel). Czy r o z p o z n a ł b y m na t a m t y m tle

g i b k o ś c i ą l i n i i , t e ż jest poza k r ę g i e m s z t u k i europejskiej, poza

o b c o ś ć t y c h r z e ź b ? Czy d a ł b y m się „ n a b r a ć " na i c h a u t e n t y z m ?

p r o b l e m a t y k ą , k t ó r ą ż y j e sztuka k u l t u r o w y c h e l i t . N i e jest rze­

A czy d a ł b y się n a b r a ć z n a k o m i t y znawca? N i e m o g ę odpowie­

m i e ś l n i k i e m , z n o w u — p o n i e w a ż nie m a d y p l o m ó w , nie p o w t a ­

dzieć na te p y t a n i a , ale nawet z a k ł a d a j ą c , ż e p r z y

kilkudzie­

rza, nie powiela, a do tego nie sprzedaje i — n a p r a w d ę — r z e ź b i

sięciu obiektach m o ż n a b y m i e ć niejakie w ą t p l i w o ś c i czy jest to

z w e w n ę t r z n e j p o t r z e b y i dla w ł a s n e j satysfakcji. Jest w i ę c m o ż e

są nieprzeciętne.

Moja

wiedza o

o r y g i n a ł — czy k o p i a , trzeba stwierdzi 5, ż e s p r a w n o ś ć

twórcy

nas

w Polsce znaczeniu,

amatorem ? Boże

dobry,

rzeźbiarzem

profesjonalnym.

wystarczy spojrzeć

Nie

prześwitami,

na

doskonałość

tej k o l e k c j i jest bardzo d u ż a . N i e t y l k o z r o s z t ą s p r a w n o ś ć ma­

w a r s z t a t u r z e ź b i a r s k i e g o , a b y z r e z y g n o w a ć z tego

nualna, ostatecznie s ą dziś automatyczne t o k a r k i laserowe, da­

Z r e s z t ą nie m a nic w s p ó l n e g o z ruchem a m a t o r s k i m , nie wys­

j ą c e r e p l i k i r z e ź b niemal idealne. W r z e ź b a c h p . G r z e ł a c h o w s k i e -

t a w i a . . . T w ó r c a l u d o w y ? T o ż nie, a b s u r d , P o l a k i n s p i r u j ą c y się

go jest coś więcej n i ż p o d o b i e ń s t w o , jest w e w n ę t r z n e n a p i ę c i e ,

tradycją

„życie".

określenia.

Afryki...

A b y właściwie s y t u o w a ć r z e ź b i a r z a i dostrzec t o , co istotne

W naszej k u l t u r z o s k ł o n n i j e s t e ś m y p r z e c e n i a ć r o l ę a u t e n t y k u .

w jego dziele, m . i n . wspomniane j u ż w e w n ę t r z n e n a p i ę c i e (ży­

Oceniamy r z e ź b y , obrazy nie t y l k o j a k o dzieła d o s k o n a ł e w sobie,

cie) jogo prac, trzeba o d w o ł a ć się do n o r m k u l t u r y , k t ó r e p r z y j ą ł

p i ę k n e , ekspresywne, w r a ż l i w i e r z e ź b i o n o czy malowano —• ale

i u z n a ł za swoje, i w o b r ę b i e k t ó r y c h f u n k c j o n o w a ł (a w ł a ś c i w i e

również

i obecnie funkcjonuje). Dopiero w t e d y p r z y j m u j ą c k o d y : este­

jako przedmioty

o wartości

handlowej,

prestiżowej,

a p r z y t a k i m p o d o j ś c i u ogromne znaczenie, ma f a k t ich autentyz­

tyczny, symboliczny, kultowy i etyczny, żywe

m u , j e d n o r a z o w o ś c i . W a r t o ś ć k u l t u r o w a z a l e ż y nio t y l k o od oce­

t u r z e p l e m i o n a f r y k a ń s k i c h , b ę d z i e m y m o g l i z r o z u m i e ć fenomen

jeszcze w k u l ­

n y f o r m y dzieła, ale i od s y g n a t u r y , stwierdzenia, a u t e n t y c z n o ś c i ,

zarówno rzeźb jak i zachowań

o d nazwiska t w ó r c y . T o n sam obraz, skoro o k a ż e się, że jest

p l e m i o n , k t ó r e go z a a k c e p t o w a ł y , d y s k r e c j ę , z d e c y d o w a n ą nie -

p ę d z l a wielkiego mistrza,, w ę d r u j e na honorowe miejsce w m u ­

c h ę ć do dyskontowania swej wiedzy, p r z y g ó d i t d . , a t a k ż e b r a k

234

ich t w ó r c y , jego stosunek do

�J 1.5. K o b i e t a c i ę ż a r n a , K o n g o , p l e m i ę B a l u b a , toak, 64 c m , oraz K o b i e t a , D a h o m e j , p l e m i ę F a n g , teak, 58 c m ; i l . 6. R z e ź b a Z w i ą z ­
k u T a j n o , J a m a j k a , z w i ą z a n a z r y t u a ł e m h a l u c y n a c j i , j a k o , 49 cm oraz Popiersie k o b i e t y , s t y l Z a i r , p i o m i ę L u b a , j a k o , 46 c m

w d o m u wszelkich p r z e d m i o t ó w , k t ó r e p r z e c i ę t n y t u r y s t a

czy

etnograf p r z y w i ó z ł b y ze s o b ą , d u m n y z tego, że m a p r z e d m i o t y
z w i ą z a n e z k u l t e m . Z a n i m j e d n a k o k r e ś l ę bliżej t y p k u l t u r j
tystycznej, z k t ó r y m identyfikuje

r

ar­

j u ż w ó w c z a s , w m ł o d o ś c i w y k s z t a ł c i ł y się w n i m takie cechy j a k
ciekawość świata, zwłaszcza Afryki,

oraz życzliwość dla l u d z i ,

ułatwiające kontakty z nimi.

się p . Grzelachowski, k r ó t k a

L a t a w o j n y —• to ś m i e r ć dziadka, wywiezionego i zamordo­

informacja o n i m s a m y m i o t y m , j a k s t a ł się a f r y k a ń s k i m r z e ź ­

wanego przez h i t l e r o w c ó w , u k r y w a n i e się ojca przed aresztowa­

biarzem .

niem, g o r z k i czas dojrzewania w w a r u n k a c h , k t ó r e

zaostrzają

Jest ś r e d n i e g o w z r o s t u , t w a r z okolona zarostem, w ł o s y rude,

w y b o r y moralne. J u ż w t e d y interesuje go sztuka. P o w y z w o l e ­

podszyte s i w i z n ą . A l e n a j w a ż n i e j s z e w tej t w a r z y s ą oczy. Oczy

n i u wraz z ojcem „ b u d o w l a ń c o m " w y j e ż d ż a do Szczecina. O j ­

c z ł o w i e k a w r a ż l i w e g o , ufnego,

ciec pracuje p r z y odbudowie miasta, a on p o c z ą t k o w o idzie do

c z ł o w i e k a , k t ó r y p r z e s z e d ł nio-

jedno gorzkie d o ś w i a d c z e n i e i g o t ó w jest zawsze p o m ó c

innym.

Ś r e d n i e j S z k o ł y Sztuk Plastycznych, ale p ó ź n i e j m u s i p r z e r w a ć

W ł a ś n i e . . . P o m ó c , w y j ś ć poza siebie, k u i n n y m . W ł a ś n i e . . . z dys­

n a u k ę , p r a c o w a ć , p o m a g a ć rodzinie ( t r z y siostry, m a t k a ) .

k r e c j ą i szacunkiem dla drugiego c z ł o w i e k a . S ą d z ę , że t a p r a w o ś ć

1948 r. w r a c a j ą wszyscy do Poznania, on k o ń c z y „ b u d o w l a n k ę " ,

,,01d Shaterhanda", ł a t w o dostrzegalna i p o t w i e r d z o n a zacho­

pracuje

w a n i e m , w p o ł ą c z e n i u z zainteresowaniem

s z t u k ą , z w ł a s z c z a r z e ź b ą . Z r e s z t ą jeszcze w k o ń c u 1946 r . w y ­

drugim człowiekiem

fizycznie, ale nie rezygnuje

konał

czeniach j ę z y k o w y c h , szybko p r z e s t a ć b y ć „ o b c y m "

z t a r n o w s k i c h k o ś c i o ł ó w . B y ł o t o pierwsze potwierdzenie t a l e n t u ,

m i o n , z k t ó r y m i się z a p r z y j a ź n i ł . J a k do tego d o s z ł o ?
U r o d z i ł się 20.11.1933 r . w P o z n a n i u . W a r t o ś c i etyczne i za­

jasełkową

na

zamówienie

zainteresowań

i ł a t w o ś c i ą k o n t a k t u s p r a w i ł a , że m ó g ł , p r z y wszelkich ograni­
dla ple­

szopkę

ze swj'ch

W

proboszcza

jednego

pierwsze h o n o r a r i u m za c o ś , co sam w y m y ś l i ł i z r o b i ł . P ó ź n i e j
p r ó b o w a ł r ó w n i e ż m a l o w a ć obrazy, m ó w i , że k i e d y się w y k a ń ­

Aleksander

cza mieszkania i maluje ś c i a n y , t e ż p o s ł u g u j e się f a r b ą i p ę d z ­

Grzelachowski, b y ł a r t y s t ą - m a l a r z e m , w i t r a ż y s t ą , b r a t ojca m a t ­

lem w i ę c a ż dziwne b y b y ł o nie w y k o r z y s t a ć ich do i n n y c h p r ó b

k i b y ł misjonarzem ( J ó z e f H e ł p a ) . Jego o p o w i e ś c i o Afryce w y ­

malowania.

interesowania

e g z o t y k ą w y n i ó s ł z d o m u . Dziadek,

w a r ł y d u ż e w r a ż e n i e na m ł o d y m c h ł o p c u . W c z e ś n i e z a c z ę ł a go

Zawsze p r a c o w a ł dobrze, stosunek do życia., pracy w y n o s i

f a s c y n o w a ć sztuka p l e m i o n , k t ó r e b e z l i t o ś n i e niszczyli i p o n i ­

się z d o m u , a t w i e r d z i , że r o d z i c ó w m i a ł c u d o w n y c h . Z w ł a s z c z a

żali k o l o n i z a t o r z y . S z u k a ł w tej sztuce p r a w d y o l u d z i a c h i i c h

m ó w i — co b y ś m y r o b i l i bez m a t k i ? Po ś m i e r c i ojca w s z e d ł

wierzeniach, m i t a c h . A l e r z e ź b y , k t ó r e w i d z i a ł , b y ł y w y r w a n o zo

ś w i a d o m i e w jego ś l a d y . P r a c o w a ł j a k o t e c h n i k b u d o w l a n y . W

swego ś r o d o w i s k a , c z ę s t o w y ł u d z o n e jeśli nie w y k r a d z i o n e . Zda­

1960 r . ożenił się z d y p l o m o w a n ą p i e l ę g n i a r k ą . „ S z c z ę ś c i e

w a ł sobie s p r a w ę z n a d u ż y c i a , zo ś w i ę t o k r a d z t w a , k t ó r y m b y ł o

m ó w i — t y l k o w t e d y jost p e ł n e , g d y jo m o ż n a z k i m ś razem

wywiezienie t y c h r z e ź b — p r z e c i e ż k u l t o w y c h — i p o t r a k t o w a ­

p o d z i e l a ć " . O k a z a ł o się j e d n a k , że m u s i p o d j ą ć

nie i c l i j a k o d o k u m e n t u etnograficznego czy n a w e t dzieła s z t u k i

zję — z o s t a ć z ż o n ą w P o z n a n i u b ą d ź w y j e c h a ć samemu do

prymitywnej.

Miał szacunek dla l u d z i , n i e z a l e ż n i e od tego, do

L i b i i i t a m p r a c o w a ć p r z y budowie

trudną

nawadniających

—

decy­

kanałów.

jakiej należeli rasy czy w a r s t w y . Zapewne o g r o m n ą rolę ode­

W y j e c h a ł , z a d e c y d o w a ł y o t y m nie t y l e w a r u n k i k o n t r a k t u , co

g r a ł o w t y m otoczenie, postawa r o d z i c ó w , wychowanie, religia.

m ł o d z i e ń c z e marzenia. P r a c o w a ł c i ę ż k o , k i e d y się t y l k o

D z i ś p a t r z ą c na swe życie z a u w a ż a , ż e w ł a ś c i w i e zawsze m i a ł

w ś w i ę t a i w t z w . nadgodzinach. D z i ę k i t e m u m i a ł d ł u ż s z y u r l o p .

p r e d y l e k c j ę do l u d z i biednych, s k r z y w d z o n y c h , p o n i ż a n y c h . W i ę o

D o c h o d z i ł do 6 m i e s i ę c y . I n n i w r a c a l i na t e n czas do k r a j u , o n

dało,

235

�stosuje, m u s i p r z y j ą ć i n n ą t e c h n i k ę p r a c y niż r z e ź b i a r z e , z k t ó r y ­
m i p r a c o w a ł w Afryce. O n i b o w i e m r z e ź b i ą w d r e w n i e m i ę k k i m ,
zaraz po ścięciu drzewa — o n w ó w c z a s , g d y drewno t o jest j u ż
twarde.
P r a c u j ą c przez wiele l a t d o s z e d ł do w p r a w y i z o s t a ł — j a k o
rzeźbiarz

—

zaakceptowany. W

każdym

p l e m i e n i u jest,

jak

m ó w i , trzech a nawet czterech l u d z i r z e ź b i ą c y c h , ale nie k a ż d y
m a p r a w o w y k o n y w a ć r z e ź b y o charakterze k u l t o w y m

obdarzo­

ne — zgodnie z a n i m i s t y c z n y m i wierzeniami — d u s z ą

(mzimu).

Takie rzeźby

zawsze

mówi

p.

Grzelachowski

wykonuje

się

z m i ę k k i e g o d r o w n a (z twardogo hebanu p o w s t a j ą jodynie f i ­
g u r k i na s p r z o d a ż dla t u r y s t ó w
cydujo

pozbawione duszy)

F u n d i do-

k t ó r e drzowa n a ł o ż y w t y m celu ś c i ą ć . N i m to n a s t ą p i

prosi ducha

k t ó r y p r z o b y w a w t y m drzowio a b y

z o c h c i a ł jo

o p u ś c i ć i a b y ллszedł w r z o ź b y , k t ó r e z niogo p o w s t a n ą . R z e ź b y
te s t a n o w i ą p r z y t y m k o n t y n u a c j ę s t a r y c h , z m u r s z a ł y c h , prze­
ż a r t y c h przoz t o r m i t y . D u c h , k t ó r y jo o ż y w i a ł w i n i e n

przejść

w n o w o p o w s t a j ą c o r z o ź b y . F u n d i decyduje o t y m , czy t a k
e t a ł o , czy r z e ź b a z o s t a ł a
Jak

tię

„ożywiona".

w i d a ć podstawowe znaczonio m a

t u fakt

kontynuacji,

a nie, j a k w naszej k u l t u r z e — o r y g i n a l n o ś ć , czy — j a k w sztuce
l u d o w o j — w a r i a c y j n o ś ć w r a m a c h k a n o n u . Jodna r z e ź b a z a s t ę ­
puje d r u g ą , j a k t a t u a ż dzisiejszy b ę d z i e j u t r o z a s t ą p i o n y n o w y m ,
ale p o d o b n y m w swej symbolice, w s w y m w y r a z i e . T r a d y c j a
realizuje się w r z e ź b a c h nio t y l k o przoz w a r i a n t y , ale i przoz
Ii.

7. G ł o w y K r ó l o w e j M a t k i (Iowa.) i K r ó l a , transpozycja r z e ź b
w b r ą z i e , s t y l B o n i n , opocze, 40 cin

t o ż s a m o ś ć . G w a r a n t o m z a ś „ d o b r e j r o b o t y " jest osoba m i s t r z a ,
fundiejo.

Tylko on ma prawo w y k a ń c z a n i a i „ o ż y w i a n i a " rzeźb.

F u n d i wskazuje swego n a s t ę p c ę , a

zatwierdza go

starszyzna

plemienia.
p o d r ó ż o w a ł . J e ź d z i ł , c h o d z i ł z plecakiem po sawannach a f r y k a ń s ­

T o , że p . Grzelachowski z o s t a ł (jak twierdzi) f u n d i m ,

zaw­

we

d z i ę c z a zabawnemu w y d a r z e n i u . W i d z ą c , j a k f u n d i szczepu M a ­

wschodniej Afryce, w M o z a m b i k u , K e n i i , T a n z a n i i . Interesowali

w i a sygnuje gotowe j u ż i przeznaczone do w y s y ł k i za g r a n i c ę

k i c h . P o z n a ł j ę z y k k i s w a b i l i , k t ó r y m m ó g ł się p o r o z u m i e ć

go ludzie, szczepy jnemienno, z k t ó r y m i s t a r a ł się w s p ó ł ż y ć .
N i e m i a ł postawy etnologa, s p i s u j ą c e g o d o s t r z e ż o n o f a k t y ,

wy­

p y t u j ą c e g o o wierzenia, obyczaje — s p r a w y w k o ń c u i n t y m n e ,
n i e c h ę t n i e ujawniane o b c y m . N i e p y t a ł , b y ł z n i m i . Z d o b y ł zau­
fanie. W c i ą g u 12 l a t p o b y t u (w t y m

ok. 7 w samej

Afryce)

mieszkał wśród Masajów i innych szczepów, pracował, pomagał.
N a u c z y ł się p r o s t y c h z a b i e g ó w tokarskich, u m i a ł oczyścić
leozonie,

przeciąć

ropniaka.

Posługiwał

się

ska-

antybiotykami,

ale — podejrzewam —• m ó g ł p o m a g a ć l u d z i m t a k ż e w s p o s ó b
mniej konwencjonalny.

Jak

Harris.

W

Mawii

nazywano

go

тпуапда mzimu — lekarz dusz. U m i a ł p o m ó c w znalezieniu w ł a ś ­
ciwego miejsca na s t u d n i ę , ale co n a j w a ż n i e j s z e —. r z e ź b i ł razem
z m i e j s c o w y m i r z e ź b i a r z a m i . Niczego nie c h c i a ł , l u d z i s z a n o w a ł ,
l u b i ł , w i ę c i jego p o l u b i o n o . N a j p i e r w p r z y j ę t o go do w ł a ś c i w e j
m u g r u p y wiekowej plemienia, p ó ź n i e j z d o b y ł p r z y j a ź ń wodza.
Pokazuje ś l a d y n a c i ę ć na p r z e d r a m i e n i u lewej r ę k i — pozos­
t a ł o ś ć o b r z ę d u z w i ą z k u k r w i . T a k i z w i ą z e k p o ł ą c z y ł go z wo­
d z a m i d w ó c h p l e m i o n . I l u b i a ł y c h m o ż e p o s z c z y c i ć się

takim

w y r ó ż n i e n i e m ? T o zaufanie i braterstwo z o b o w i ą z u j e . D l a t e g o
n i e c h ę t n i e i niewiele m ó w i o wierzeniach l u d z i , z k t ó r y m i obco­
w a ł . P o w t a r z a m , nie m i a ł ż y ł k i badacza, r e p o r t a ż y s t y . N i e są­
dzę nawet, aby

istotnie wielo w i e d z i a ł . Po p r o s t u b y ł z n i m i

i w i e d z i a ł tyle, co m ó g ł dostrzec n a co d z i e ń , co m u

mówiono.

Z w ł a s z c z a o r z e ź b a c h , ich a t r y b u t a c h i symbolice.
R z e ź b ą i n t e r e s o w a ł się, j a k w i e m y , j u ż j a k o k i l k u n a s t o l e t n i
c h ł o p i e c , nic dziwnego, że zafrapowala go r z e ź b a p l e m i o n , w ś r ó d
k t ó r y c h p r z e b y w a ł . P o w o l i z d o b y w a ł zaufanie m i e j s c o w y c h spe­
c j a l i s t ó w . T w i e r d z i , że przekazano m u n a w e t sekrety z w i ą z a n e
z p r z y g o t o w a n i e m drewna, z nasycaniem ż y w i c a m i
r z e ź b . Tego nie chce u j a w n i a ć .

Z o b o w i ą z a ł się do

gotowych
milczenia.

Z r e s z t ą sam w fazie w y k o ń c z e n i a r z e ź b , stosuje obecnie sposoby
inno, j a k t w i e r d z i — szybszo. N p . w Afryce p o l e r u j ą

gotowe

r z e ź b y s k ó r k ą p ł a s z c z k i lub l i ś ć m i n i e k t ó r y c h drzew — on pos­
ł u g u j e się t e c h n i k ą k o n w e n c j o n a l n ą .

R ó ż n i c o s ą nieuniknione.
1

R z e ź b i , gdy m o ż e w hebanie, opecze czy m a h o n i u , ale też i w je­
sionie, brzozie, t o p o l i , d ę b i e , l i m b i e , w t e d y m u s i je oczywiście
odpowiednio b a r w i ć . Ale n a w e t w drewnie i r o k o , k t ó r e c h ę t n i e

c36

I I . 8. Popiersie k o b i e t y , Nigeria, p l e m i ę Y o r u b a , opecze 35,5 c m .
Wariant własny

�f i g u r y , po k r y j o m u

podmienił jedną — zabierając

ją, a w to

r z e ź b i nadal, pomaga t y m , k t ó r y m m o ż e p o m ó c . W jogo „ i m i -

miejsce d a ł w ł a s n ą . N a s t ę p n i e z a p y t a ł — czy j e s t e ś pewien, że

zeum"

wszystkie

—• o d p o w i e d z i a ł

poeci, ci k t ó r z y c z u j ą się t u dobrzo. W i e l u gości m a swojo u l u ­

m i s t r z . S p r a w d ź ! S p r a w d z i ł . N o to zobacz — w s k a z a ł m u „ s w o j ą " .

bione r z e ź b y . J a z r e s z t ą t a k ż e . J e d n y m bliższe s ą dawne f i g u r y

Ożywiona!

rzeźby

są

ożywione ? Oczywiście
fundi.

N o a gdzie sygnatura?

3

spotykają

się r ó ż n i ludzie,

malarze,

Fundi

i m a s k i plemienne, i i m y m oryginalne prace a r t y s t y czy transpo­

zdziwił się, przecież o z n a c z y ł wszystkie r z e ź b y . W t e d y p . Grze-

zycje, t a k i e j a k n p . r z e ź b z B e n i n u , k t ó r e n a podstawie zachowa­

laehowski w y c i ą g n ą ł p o d m i e n i o n ą r z e ź b ę z s y g n a t u r ą . Nie b y ł o

n y c h o r y g i n a ł ó w z b r ą z u w y k o n a ł w h e b a n o w y m drewnie. Trzeba

dyskusji, m i s t r z przecież kategorycznie o r z e k ł , że wszystkie f i ­

t u jeszcze d o d a ć , żo z bogatego r e p e r t u a r u r z e ź b

g u r y s ą o ż y w i o n e . . . Starszyzna p o t w i e r d z i ł a —

z n a j d u j e m y w „ m u z e u m " jedynie postacie p o z y t y w n e , z w i ą z a n e

został

potwierdził

—• s a n k t u a r i u m

Grzelachowski

fundim.

afrykańskich

z m a g i ą s y m p a t y c z n ą , o b r z ę d o w o ś c i ą . „ T w o r z ę t y l k o r z e ź b y do­

T a k więc w r a m a c h k u l t u r y p l e m i o n Czarnej A f r y k i z y s k a ł
j a k o r z e ź b i a r z p o z y c j ę bardzo w y s o k ą . M a uzasadnione p r a w o
u w a ż a ć , że k o n t y n u u j e

tradycjo

sztuki afrykańskiej,

reguły,

o b o w i ą z u j ą c e w o k r e ś l o n y m miejscu i czasie, a p r z y t y m jego
2

bre

o właściwościach

pozytywnych" —

czytamy

wypowiedź

4

artysty .
S w ą kolekcję

„poznańską"

w y r z e ź b i ł j u ż po powrocie

do

k r a j u . W sumie s t w o r z y ł , j a k oblicza ok. 600 r z e ź b . P o ł o w a i o h

r z e ź b y s ą p r z e c i e ż o ż y w i o n e . N a t o m i a s t na gruncie n o r m w s p ó ł ­

znajduje

czesnej k u l t u r y artystycznej

R F N , N R D , B e l g i i , H o l a n d i i , Szwecji, N o r w e g i i , A n g l i i , K a n a d y ,

E u r o p y jego t w ó r c z o ś ć t r a c i s w ą

się w muzeach

i p r y w a t n y c h kolekcjach w A u s t r i i ,

r a n g ę i m o ż e f u n k c j o n o w a ć t y l k o w k a t e g o r i i k o p i i , podrabia­

L i b a n u i Sudanu. R z e ź b , k t ó r e m a , nio sprzedaje. „ N i e t w o r z ę ,

nia a u t e n t y k u . L i c z y się b o w i e m w naszej k u l t u r z e o r y g i n a l n o ś ć ,

m ó w i , d l a zarobku. J e ś l i coś s p r z e d a ł e m d a w n i e j , to t y l k o l u ­

w y r a z w e w n ę t r z n y , ekspresja b ą d ź i n t e l e k t u a l n o poszukiwania,

d z i o m , k t ó r y m j a k a ś r z e ź b a n a p r a w d ę się p o d o b a ł a . D o m u z e ó w

inne sposoby n a w i ą z y w a n i a

o f i a r o w y w a ł e m . Teraz t e ż c h c i a ł b y m , a b y t a m o j a kolekcja zos­

do t r a d y c j i ,

oparte nie o k o n t y ­

n u a c j ę lecz ś w i a d o m y w y b ó r w a r t o ś c i .
Obecnie

pan

Grzelachowski jest

t a ł a po mojej ś m i e r c i w p o z n a ń s k i m M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m . . .
na

rencie.

Intensywność

ż y c i a nie p o z o s t a ł a bez w p ł y w u na stan jego z d r o w i a . M i m o t o

5

S ą j u ż r o z m o w y w tej sprawie. R z e ź b i ę , p o w t a r z a m t o , nie dla
z a r o b k u , ale z w ł a s n e j , g ł ę b o k i e j w e w n ę t r z n e j p o t r z e b y " .

I I . 9. M a s k a p o l i c h r o n o w a n a M p o n g w e , Gabon, s t y l Ogawe; i l . 10. M a s k a o b r z ę d o w a stowarzyszenia E k p o , Z a i r , p l e m i ę L w a l w a

237

�P R Z Y P I S Y

1

Pozyskuje egzotyczne drewno w r ó ż n y s p o s ó b , p r z y w o ż ą
m u z n a j o m i , a t a k ż e , j a k podaje W . T . B a b i a r z c y t u j ą c a r t y s t ę :
„ P i e r w s z ą p a r ę m o i c h prac p o d a r o w a ł e m w ł a d z o m Sudanu. W za­
m i a n o t r z y m a ł e m od n i c h k l o c hebanu, k t ó r y bezdewizowo p r z y ­
słali m i samolotem do W a r s z a w y . ' Y C z a r n a Afryka w
prywatnym
mieszkaniu,
„ W p r o s t " , P o z n a ń , 25.09.1983)
S ą d z ę , ż e pewne analogie do r o l i fundiego m o ż e m y odna
leźć w p r a k t y c e d a w n y c h w a r s z t a t ó w m i s t r z ó w , z a r ó w n o i k o n
staroruskich j a k ś r e d n i o w i e c z a , renesansu i b a r o k u . W i a d o m o
p r z e c i e ż , że n p . wiele o b r a z ó w Rubensa b y ł o częściowo m a l o w a ­
n y c h przez u c z n i ó w , a M i s t r z n a d a w a ł i m dopiero ostateczny
2

I I . l i . M a ł y b ę b e n e k taneczny

szlif, k t ó r y c h y b a wolno w j a k i m ś s t o p n i u p r z y r ó w n a ć do „ o ż y ­
w i e n i a " r z e ź b przez fundiego. Obrazy, podobnie j a k te r z e ź b y ,
m o g ą b y ć „ o ż y w i o n e " i m a r t w e . W y s t a r c z y p r z y j r z e ć się w i ę ­
k s z o ś c i k o p i i i p o r ó w n a ć je z o r y g i n a ł e m .
3

Z o r g a n i z o w a ł j e w 1978 r .

* W . Z . B e r y t , Nazywają
n a ń s k a " , 23.09.1983
5

„Gazeta

Poz­

Zabiega o to m . i n . p r o f . J ó z e f B u r s z t a , wysoko c e n i ą c y
dzieło p . Grzelachowskiego. W ł a ś n i e dzięki u p r z e j m o ś c i Profe­
sora m o g ł e m p o z n a ć r z e ź b i a r z a .

(Kgomo), M o z a m b i k , p l e m i ę M a w i a , opecze, 50 c m

Fot.: A. Grzelachowski, il. 1—10; J . Miecznikowski, i l . 11

238

go Afrykańczykiem,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10647" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10625">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bfb305816e1c942fcf71e2a7f2610023.pdf</src>
        <authentication>a93341a285bb6fef195d6aa5e75303df</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126851">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4454</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126852">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126853">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126854">
                <text>kolekcje etnograficzne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126855">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4143</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126856">
                <text>Ewa Pape i jej kolekcja polskiej sztuki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126857">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.105-106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126858">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126859">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126860">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126861">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126862">
                <text>Aleksander Jackowski
EWA

PAPE I JEJ KOLEKCJA POLSKIEJ SZTUKI

Kim jest E w a Pape ? Urodzona we Lwowie, chciała
studiować m e d y c y n ę , ale poszła na ekonomię, nie u k o ń c z y ł a
jej, przez pewien czas b y ł a w Wyższej Szkole Plastycznej
w Łodzi, potem robiła meble, c e r a m i k ę , fotele ze sznurków,
biżuterię. W 1962 r. w y j e c h a ł a do S t a n ó w Zjednoczonych,
tam studiowała s z t u k ę w N o r d West University (stan
Michigan). W Chicago wyszła za m ą ż za biznesmena, prezesa
koncernu żywnościowego. N u d z i ł a się, chciała coś robić.
Zaprosiła z Polski do siebie Adama Niemczyca, malował,
pomógł jej wiele w artystycznej edukacji, zrobiła m u w y s t a w ę
W Harwardzie, M i a m i . B y ł t o sukces Niemczyca, no i j e j .
Zaczęła działać jako menager.
Przyjęła obywatelstwo a m e r y k a ń s k i e , ale k o n t a k t ó w
z Polską nie zerwała. Zaczęła działać w środowisku polo­
nijnym, powoli w g r y z a ć się w środowisko a m e r y k a ń s k i e .
Z Polski przywiozła t r o c h ę dzieł sztuki, 60 o b r a z k ó w N i k i ­
fora zbieranych jeszcze przed wyjazdem. W 1967 r o k u
urządziła w y s t a w ę akwarel Nikifora ze swoich zbiorów.
Miała wówczas t y c h akwarel 220 (dziś ma ok. 300). W no­
wojorskiej Beadly Gallery p o k a z a ł a 180. J e d e n a ś c i e sprze­
dała wytrawnym kolekcjonerom.
Ilekroć przyjeżdżała do rodziny, do Polski, k u p o w a ł a ,
brała w komis obrazy i rzeźby. Urządziła d r u g ą w y s t a w ę
Zbigniewę, Makowskiego, Tadeusza Brzozowskiego i Adama
Niemczyca. Zaczęła organizować wystawy mieszane, ale
zawsze z udziałem polskich a r t y s t ó w . W y s t a w i a ł a ich prace

w r ó ż n y c h galeriach. Jej zbiory zaczęły rosnąć.
Nie z n a ł e m dawnej, polskiej E w y Pape. Po k i l k u ­
nastu latach wydaje się j u ż bardzo a m e r y k a ń s k a . Myślę,
że bardzo jej na t y m zależy. G d y co r o k u przyjeżdża na
k i l k a tygodni, zajmuje stale t e n sam, najlepszy apartament
w hotelu „ E u r o p e j s k i m " , częstuje ciągle przewijających się
gości drinkiem, ma w y n a j ę t e g o Mercedesa, bezustannie
jeździ od pracowni do pracowni. J a k Amerykanka — na­
rzeka, że Polska s t a ł a się droga, wykłóca się w B H Z „ D e s a "
0 cenę obrazów, wtedy przestaje i m p o n o w a ć s w ą amerykańskością — w k o ń c u kupuje od p l a s t y k ó w , t ł u m a c z y ,
że t o dla nich reklama, szansa startu.
W t y m r o k u w y s t ą p i ł a w telewizyjnym Tele-Echu,
1 bardzo było ciekawe oglądać obie panie: Pape i Dziedzic.
Mają coś wspólnego, pierwsza dama telewizji i a m e r y k a ń s k a
Ewa, zadająca w Polsce szyku, obwieszona ciężkimi wisior­
k a m i , biżuterią, k t ó r ą przeważnie sama projektuje. Pani
Pape nie rozstaje się z m a l e ń k i m , rozczochranym pieskiem,
dla k t ó r e g o spacer wokół hotelowej palmy w doniczce jest
w y c z e r p u j ą c y m wyczynem. „ F y l y p " . Ale pani Dziedzic nie
zgodziła się na „ F y l y p a " . Patrzyliby na niego, a nie na
nas — powiedziała.
Po k i l k u latach p r z y j a z d ó w do Polski, k o n t a k t ó w
z c a ł y m naszym high-life'm artystycznym, niełatwych roz­
m ó w w B H Z „ D e s a " — Ewa Pape ma w swoim domu
w Los Angeles prawdziwe muzeum polskiej sztuki — współ-

II. 1, 2. Ewa Pape i zorganizowana przez n i ą wystawa polskiej r z e ź b y ludowej i malarstwa naiwnego w galerii „ T h e Egg
and the E y e " w Los Angeles.

105

�czesnej i ludowej. Ma wszystkich, k t ó r z y się liczą — Brzo­
zowskiego, Gierowskiego, Dominika, Kobzdeja, z k l a s y k ó w
awangardy: najstarszy obraz Stażewskiego z 1924 r. i Jaremiankę, ma młodych, k t ó r y m rzeczywiście stwarza szanse
zahaczenia się o a m e r y k a ń s k i rynek, ma prace malarzy
i rzeźbiarzy, k t ó r z y u nas są poza g ł ó w n y m m i r t e m życia
artystycznego, jak np. Żechowski. Obrazy jego p o k a z a ł a
w 1973 r. na wystawie „ P o l s k a sztuka erotyczna". (Zna­
lazły się t a m jeszcze m . i n . prace Berdyszaka i Zająca).
Z rzeźb ludowych ma K u d ł ę , Adama Zegadłę, K r a ­
jewskich, Lamęckiego, K o r p ę i wielu innych. Malarstwo
„ n a i w n e " r e p r e z e n t u j ą w jej kolekcji — Ociepka, Maria
Korsak, Płaskociński. Ociepki ma 12 obrazów, a więc
znacznie więcej niż Muzeum Etnograficzne w Warszawie.
W sumie domowa galeria E w y Pape przekracza już 700
pozycji. Mieszkanie jej jest jednocześnie w y s t a w ą polskiej
sztuki — profesjonalnej i nieprofesjonalnej.
Trzeba też dodać, że pomaga ona naszym plastykom
w a m e r y k a ń s k i m starcie, zaprasza co roku dwóch — trzech
do siebie, organizuje i m wystawy. Współdziała z F u n d a c j ą
Kościuszkowską, k t ó r a przyznaje naszym artystom sty­
pendia, pomaga w zamierzeniach wystawowych, wydawni­
czych.
T y l k o w ostatnim okresie w y s t a w i ł a w The Santa
Barbara Museum of A r t (w Kalifornii) Three polish
artists:
Józef Twirbutt, Zbigniew Makowski, Anna Güntner (30.111.—
28.IV.1974); w galerii The Egg and the Eye (Los Angeles,
13.XI.1973—6.1.1974) Naive Art of Poland z p o d t y t u ł e m
The Eva Pape Collection; w Esther — Robles Gallery (La
Cierega, 4—30.III.1974) Painted obiects by Witold Masznicz
oraz Naive Paintings Jan
Płaskociński.
Ewa Pape ma teraz pozycję. T u , u ne-s owiana m i t e m
bogatej Amerykanki, mecenasa sztuki i m ł o d y c h a r t y s t ó w .
Tam — nie ma co owijać w bawełnę — dzięki temu mece­
nasowaniu, dzięki wystawom, k t ó r e organizuje — też jest
„ k i m ś " . Więc nie t y l k o żoną byłego bossa z p r z e m y s ł u
spożywczego (byłego, bo gdy skończył 40 lat, uznano,
że k t o ś młodszy będzie na jogo miejscu bardziej sprawny),
ale miłośnikiem i znawcą sztuki, p o s i a d a c z k ą domu-muzeum,

106

marchandem, organizatorem wystaw. Bardzo to „ a m e r y ­
k a ń s k i e " i j a k ż e inne od naszego modelu kolekcjonera.
U nas zbieracz jest idealistą, m a m y m u za złe, gdy
sprzeda coś, a zwłaszcza, gdy o t y m mówi. Ale Ewa Papo
ma kolekcję współczesnej sztuki, większą przecież niż
przeciętno nasze muzeum, a przy t y m traktuje j ą j a k salon
sprzedażny, co r o k u wiele prac idzie do m u z e ó w , prywat­
n y c h galerii, na wystawy organizowane przoz p. Papo
(np. wielka wystawa, r z e ź b y ludowej w grudniu 1973 w San­
ta-Barbara Museum, Los Angeles).
W Stanach nawet d u ż e muzea m u s z ą obracać dziełami
sztuki, mieć pieniądze na utrzymanie zbiorów i kupno
nowych prac. Ewa Pape nie l u b i , gdy k u p u j ą właśnie to,
do czego się przywiązała. Ale trudno... dzięki t e m u możo
znowu przyjechać po pół roku czy roku, znowu kupić kilka­
dziesiąt nowych obrazów i rzeźb.
Jej kolekcja ma z naszego, krajowego p u n k t u widzenia
niezaprzeczalną w a r t o ś ć . Jest to nasze „ o k n o na ś w i a t " —
w Stanach Zjednoczonych, k t ó r e są t r u d n y m rynkiem,
i gdzie trzeba mieć d u ż o szczęścia, aby s t a ć się „ k i m ś " .
Jest t o w i z y t ó w k a naszej k u l t u r y , nareszcie nie tej Polski
wiejskich strzech i s z u m i ą c y c h łanów, ale Polski, która
jest krajem o żywej, bogatej kulturze współczesnej. Nic
dziwnego, że od lat m ó w i się o stworzeniu na bazie tej
kolekcji polskiego muzeum sztuki w Stanach. Może pod
egidą Fundacji Kościuszkowskiej ? Sądzę, że sprawa jest
w a ż n a i realna, i warto, aby włączyły się w n i ą : Ambasada
nasza w Waszyngtonie, Towarzystwo „ P o l o n i a " , Minister­
stwo K u l t u r y i Sztuki.
Kolekcja E w y Pape jest p o ż y t e c z n a i z całkiem pro­
zaicznego powodu. Jest „ r y n k i e m z b y t u " dla naszych
twórców.
Słyszałem jednak obawy o o d p ł y w rzeczy najlepszych —
bo trzeba p r z y z n a ć , że p. Pape w y b i e r a ć umie. Nie po­
dzielam t y c h obaw. Ostatecznie najlepsze prace sami artyści
de.ją na wystawy, na komisje z a k u p ó w . A jeśli czasem
muzea coś przegapią, a E w a Pape weźmie — nie stanie się
nieszczęście. Jej kolekcja ma sens dla naszej k u l t u r y , dla
ugruntowania rangi naszej sztuki.

�Jan Pluciński
LUDOWE ZBIORY W C H O C H O Ł O W S K I E J SZKOLE — SMUTNE WSPOMNIENIA
Gdy rozwiązano w Culichowie (pow. grodkowski)
Uniwersytet Ludowy, k t ó r e g o przez t r z y lata byiem dyrek­
torom, proponowano m i r ó ż n e posady na Śląsku, chciałem
jednak powrócić na Podhale, aby b y ć bliżej Spiszą. D o tego
też przyczyniła się moja żona, k t ó r a zaczęła tęsknić ogromnie
za górami. Po wielu k ł o p o t a c h o t r z y m a ł e m p o s a d ę kierowni­
ka szkoły w zasłużonej i sławnej w s i Chochołowie.
Szkoła b y ł a stara, z pokrzywionymi ścianami, j e d n ą
klasą do nauki i mieszkaniem kierownika. Drewniany
budynek otaczał z jednej strony zbiornik gnoju sąsiada,
z drugiej — u s t ę p y szkolne, a z trzeciej — droga publiczna.
Już po raz trzeci Gromada zbierała m a t e r i a ł na b u d o w ę
nowej szkoły. Szlo t o wszystko ociężale, bo zgromadzony
materiał dwa razy znikał, a w starej ruderze, ciemnej,
w niezdrowym otoczeniu dzieci siedziały n a d k s i ą ż k a m i —
wdychając wyziewy z obory. Niestety budowy nie wprowa­
dzono do Planu 6-letniego.
Zacząłem więc s z u k a ć przyjaciół we w s i , chodzić po
chałupach, n a w i ą z y w a ć k o n t a k t y z l u d ź m i dobrej woli,
by jej b u d o w ę uwzględniono w Planie. P o c z ą t k o w o wszystko
szlo bardzo opornie, ludzie przestali j u ż wierzyć, że uda się
doprowadzić do wybudowania nowej szkoły. A l e nasze
wysiłki zaczęły w k o ń c u d a w a ć rezultaty.
„ R o k 1962/53 — W t y m r o k u n a s t ą p i ł o ożywienie
w związku z b u d o w ą szkoły, kilkakrotnie wyjeżdżała dele­
gacja z Prezydium Gminnej R a d y Narodowej do W y d z i a ł u
Oświaty przy Prezydium Pow. R a d y Narodowej, do Woje­
wódzkiej R a d y Narodowej, do K u r a t o r i u m Okręgu Szkol­
nego w Krakowie, do Ministerstwa O ś w i a t y w Warszawie.
Niezmordowanymi pracownikami okazali się ob. ob. J a c k ó w niak Józef sołtys, Mola Mikołaj, K r u p a Leopold, Wilczek
Jan i Wetulowa Julia. Ludzie ze w s i często manifestowali
swe wypowiedzi na temat budowy szkoły. N i e chcieli
uwierzyć, aby t o marzenie żyjące od 50 l a t miało się spełnić.
Znczęto realnie p r a c o w a ć . Ob. Mola Mikołaj wyjechał na
Zachodnie Ziemie, gdzie k u p o w a ł stare b u d y n k i , rozbierał je
i cegłę posyłał do Chochołowa. Sołtys Jackowniak pilnował
lasu, gromadził drzewo. I cegłę i drzewo zwozili ofiarni
chłopi. Dużo k ł o p o t u sprawiła n a m wymiana odpowiedniej
parceli pod b u d o w ę szkoły... ale i t u t a j dokonali ludzie
dobrej w o l i zwycięstwa. — N a napisany list do Biura
Zażaleń i Skarg przy C K - Z S L u w Warszawie przyjeżdża
specjalna Komisja do zbadania naszych k ł o p o t ó w . W i d z i m y ,
że czynniki rządowe i partyjne z a c z y n a j ą się interesować

n a s z ą b u d o w ą . Komisja widzi j u ż drzewo, cegłę i wysiłek
ludzki. Staramy się o włączenie do planów inwestycyjnych.
Wszyscy architekci oddalają n a m wykonanie planów na
nieograniczony czas. Pierwszy plan w y k o n a ł architekt
z Nowego Targu. Jednak planu jego nie zatwierdzono. —
Po wielu szukaniach i k ł o p o t a c h natrafiliśmy na młodziut­
kiego, energicznego inżyniera architekta ob. Freyera Andrze­
ja, k t ó r y podjął się wykonania planu". („Kronika, szkolna").
„ R o k 1953/54—(...) Plan inżyniera-architekta ob.
Freyera zostaje zatwierdzony. Dzięki pomocy Polski Ludo­
wej p r z y s t ę p u j e m y do budowy naszej szkoły, której od
„ P o r u s e ń s t w a Chochołowskiego nie m o ż n a było ruszyć
z miejsca".
(...) Praca ruszyła z miejsca, a b y ł a bardzo ż m u d n a
i powolna, bo ściany zewnętrzne układało się z kostek
kamienia piaskowca. K a ż d a kostka musiała b y ć dokładnie
obrobiona i d o p a s o w a n ą , a t y l k o w e w n ę t r z n ą stronę ścian
w y k ł a d a n o cegłą. Kamienie wożono najpierw z Chocho­
łowa, potem p r ó b o w a n o dobierać w Witowie, piasek znad
Czarnego Dunajca. Pierwsze wapno z Rogoźnika — a na­
s t ę p n e z kamieniołomów od Krakowa... Trawersy przy­
b y ł y z Ziemi Zachodniej, żelazo na sklepienie z Gliwic.
A ponieważ rozpoczęto b u d o w ę sposobem gospodarczym —•
t r u d n o ś c i wielkie b y ł y przy nabywaniu m a t e r i a ł u budowla­
nego, jednak dało się t o wszystko w y k o n a ć przy pomocy
P Z P R , Pow. R a d y Narodowej, PZGS i GS.
(...) Nasza szkoła m a ł a — o 4 klasach, sali gimnastycz­
nej, kancelarii, gabinecie fizycznym, bibliotece, świetlicy,
pokoju nauczycielskim. N a piętrze, a raczej poddaszu —
ma b y ć mieszkanie kierownika szkoły i nauczycieli.
Budynek o stylu p o d h a l a ń s k i m (dach k r y t y gontem),
parterowy, z pomnikiem p o w s t a ń c ó w chochołowskich na
froncie, z boiskiem sportowym, ogródkiem doświadczalnym
i b u d y n k a m i gospodarczymi...
(...) Z k o ń c e m czerwca 1956 r. urzędowo oddano naszą
szkołę miejscowemu K o m i t e t o w i Budowy Szkoły. Przy
oddawaniu b y ł obecny przedstawiciel ref. inw. przy Inspek­
toracie szkolnym, ob.ob. Jackowniak Józef, Mola Mikołaj
i kier. szkoły Pluciński Jan.
(...) W drugiej połowie sierpnia odbyło się uroczyste
oddanie nowej zbudowanej szkoły ludności."
Z b u d o w a l i ś m y szkołę piękną, okna duże, sale widne,
w salach wszędzie parkiet, przy drzwiach — k l a m k i ręcznej
roboty, centralne ogrzewanie, elektryczne oświetlenie,
107

�w hallu żyrandole kowalskiej roboty, t a k samo krata przy
drzwiach szklanych, a sufit we wszystkich salach na tragarczykach ze świerkowych desek, a p o w a ł a w hallu —
tragarczyki ułożone w kwadraty. Pod p o w a ł ą umieszczono
ozdobne listwy, a za n i m i niewidoczne z z e w n ą t r z r u r y
centralnego ogrzewania. P r z y p o m i n a ł o to c h a t ę wiejską.
U p r z y t o m n i ł e m sobie w czym było to p o d o b i e ń s t w o . L i s t w y !
Przecież w y g l ą d a j ą podobnie j a k p o d h a l a ń s k i e „ l i s t w y "
czy spiskie „ r ó m y " . T a m gazdowie stawiali obrazy malo­
wane na szkle, t a m t e ż przed obrazami były' białe „szajb i c k i " ozdobione „ k o h u t k a m i , rózyckami, lelujami i inksymi
kwioteckami" a nieraz postaciami ludzi i zwierząt. Obrazy
pochylano do podłogi, b y święci mogli w s p o m a g a ć w pracy
i w ogóle w życiu „ g a z d ó w " , a „szajbicki" (talerze) —
by mogły siać swoimi „ m a l u n k a m i " radość wśród żyjących.
Poniżej rzeźbionych k r a ń c ó w listwy b y ł y powbijane rzeźbio­
ne kołki, na k t ó r y c h „ g a ź d z i n y " lubiły wieszać garnuszki,
dzbanuszki a gazdowie „ f l i n t y " , t o r b k i strzeleckie, rogi
na proch i na kule.
Przypadkowo znalazłem się w szkole w J a b ł o n c e ,
gdzie na ścianie korytarza wisiała stara, piękna, ryzowana
„ p ó ł e c k a " i łyżnik. Przyszła m i na m y ś l moja szkoła.
Koniecznie trzeba wypełnić p u s t ą przestrzeń l u d o w y m i
zabytkami.
Zaapelowałem do uczniów całej szkoły, b y zwrócili
uwagę na stare przedmioty, nieraz zawadzające w domu
albo wyrzucane do sieni, na strych, czy wręcz gnijące pod
gołym niebem. Młodzież prośbę m o j ą przyjęła z z a p a ł e m .
Zaczęto przynosić z d o m ó w różne stare, j a k je nazywano —•
„ g r a t y " . A ja t y l k o z a p i s y w a ł e m nazwiska t y c h , k t ó r z y
je znosili. Zorganizowałem nawet konkurs, k t o więcej
przyniesie t y c h okazów dawnego rzemiosła chłopskiego.
Zachęcone t y m dzieci zaczęły znosić najprzeróżniejsze
narzędzia, naczynia, sprzęty, a nawet części strojów ludo­
wych. W konkursie zdobyli pierwsze miejsce Tokarscy—•
synowie miejscowego garncarza. Ojciec ich toczył miski,
garnuszki, dzbanki, garnki, wazoniki, a matka ozdabiała je
p i ę k n y m i wzorami.
Wszystko t o g r o m a d z i ł e m w pokoju nauczycielskim.
Jedne władze szkolne chwaliły mnie za to, inne nie ganiły,
ale zarządziły, a b y m t o u s u n ą ł z pokoju nauczycielskiego.
Nie chciałem się z t y m pogodzić, znalazłem więc takie
miejsce, gdzie m o g ł y te uzbierane przedmioty w spokoju

p o z o s t a w a ć . W s a d z i ł e m je wszystkie do tej pustej prze­
strzeni za listwami. W izbie chłopskiej najdroższe i naj­
piękniejsze przedmioty przechowywano za listwami, niech
więc t o samo dzieje się i w szkole. Po wszystkich klasach
i innych izbach ś m i a ł y się uzbierane przedmioty do dzieci.
Naturalnie najwięcej ich było t a m , gdzie uczył się Tokarski.
D y r e k t o r Muzeum T a t r z a ń s k i e g o w Zakopanem —
Juliusz Zborowski b y ł kiedyś moim profesorem. Miałom
wielki szacunek dla jego pracy, często u niego bywałem.
W s p o m n i a ł e m m u o moich poczynaniach w związku z ra­
towaniem z a b y t k ó w . Nic m i nie odpowiedział. Wyglądało
j a k b y nie pochwalał tej działalności. Okazało się później,
że m i a ł rację. W późniejszych rozmowach wyjaśnił mi,
że zbiory m u s z ą mieć odpowiednie miejsce, w którym
m o ż n a je spokojnio oglądać, gdzie są zabezpieczono i nie
n a r a ż o n e na zniszczenie. N a d zbiorami musi b y ć stała
opieka, a szkoła nie nadaje się na to.
P r z e k o n a ł e m się zresztą o t y m osobiście. U n o s z ą c y się
w szkole kurz osiadał na eksponatach. Trzeba było je
często wycierać. R ą c z k i dziecinne skrzętnie t o wykonując,
nieraz przy czyszczeniu u p u s z c z a ł y przedmiot, przez co
go niszczyły. Wysokie i odległe ułożenie p r z e d m i o t ó w pod
s a m ą p o w a ł ą nie sprzyjało dokładnej obserwacji, umiesz­
czenie o b i e k t ó w — zwłaszcza drewnianych — koło rur, po­
wodowało rozsyehanie się n a c z y ń , przez co obrączki spadały,
a „ b e d n a r k i " się r o z l a t y w a ł y .
W 1958 r o k u zaczęto organizować w N o w y m Targu
w y s t a w ę sztuki ludowej. Zaproszono mnio na członka
K o m i t e t u przygotowującego w y s t a w ę .
Artystka-plastyczka Wanda Widigerowa (Tippenhauerowa) z Zakopanego, k t ó r a współpracowała przy organi­
zacji wystawy, n a m ó w i ł a mnie, aby p o k a z a ć również zbiory
szkoły. Pisała w liście: „ S z a n o w n y Panie! A k u r a t miałam
pisać do Pana, gdy doręczono m i list p a ń s k i . Nie mogłam
dojechać — j a k d o t ą d do Chochołowa, bo m a m tysiące
niespodziewanych, w a ż n y c h spraw. B y ł a m w Warszawie
w Ministerstwie i prosili mnie t a m , aby Pan dostarczył
na konkurs w N o w y m Targu wszystkie zebrane przez
dzieci rzeczy, t a k j a k k a ż d a klasa zebrała. Dzieci dostaną
odpowiednią n a g r o d ę . Co będziecie chcieli sprzedać kupią,
dając W a m pieniądze na kupno, czego W a m trzeba w szkole."
(list z listopada 1958 г.). Pani Widigerowa przyjechała
w k r ó t c e potem do nas, p o m o g ł a w y b r a ć eksponaty. Nie był

I I . 2. Nowa szkoła w Chochołowie i m . P o w s t a ń c ó w Chochołowskich.

208

�to jednak koniec pracy. P r z y t o c z ę fragment listu z polowy
listopada 1958 r. od pani Bialońskiej z D o m u K u l t u r y
w Nowym Targu.
„Kochany Panie J a ś k u ! (...) przed chwilą p r z e c z y t a ł a m
list od Pana. Wszystko jest dobrze, co Pan załatwił, czy
komu coś przyobiecał. K o n k u r s zapowiedziany jest na
4—5 grudnia i w y s ł a ł a m j u ż zaproszenia. Pod koniec mie­
siąca przyjedzie wóz ciężarowy i będzie wszystko zabierał,
co będzie do zabrania. (...) M a m szalone t r u d n o ś c i i wiele
kłopotów. (...) Proszę nie u p a d a ć na duchu, j a k o ś dopro­
wadzimy do k o ń c a wszystko. Ł ą c z ę pozdrowienia..."
Z różnych świstków i notatek s p r ó b o w a ł e m o d t w o r z y ć
sobie co dostarczyłem ze swojej szkoły na w y s t a w ę : drajfus,
świder do wiercenia, ozdoba ze starych sanek, strug do
kopyt, 2 korby drewniane, strug dwuosobowy, 2 piszczałki,
5 łyżników, k ł ó d k a , k ł a p a e e , 2 lampaski, 2 krzesła, kocioł
na wodę, 2 pary kierpców, waga, m o t o w i d ł o , giby, 2 bioty,
faifa, deska na rękawice, hospinki, kołowrotek, solniczka,
2 oselniki, krążel, toporka do kierniczki, cepy, 2 ocydzarki,
pucek, łapka na myszy, t ł u c z k a do ziemniaków, 8 dzba­
nuszków, 9 misek, 7 g a r n k ó w , wazonik, w i d ł y drewniane,
oparcie do krzesła, rzeźba — głowa chłopa z K o b y l i c y ,
12 oboniek, 6 stępek, 2 konewki, 2 rajtocki, 3 dzieżeczki,
redykałka, forma na oscypki, 4 czerpaki, 1 czółenko.
Aby zebrać więcej e k s p o n a t ó w w ę d r o w a ł e m po okolicz­
nych wioskach, j a k Z ą b , Czerwienne, Czarna Góra, J u r g ó w ,
Ratułów, Ciche, Miętusowo, W i t ó w , Nowe Bystre, Międzyczerwienne, Dzianisz. Przyjmowano mnie chętnie, goszczono,
wyciągano ze s k r z y ń odzież, pokazywano r ó ż n e posiadane
przedmioty. Wiele z nich w y s ł a n o na w y s t a w ę . Kierpce
damskie i męskie, pasek na zegarek, gorsety, poszewki,
formy na oscypki, 4 cyrpoki, gelety, t o r b y bacowskie,
mieszki na t y t o ń , Jadwigę, spinki, k o t l i k i , oposki, ciupagi,
parzenicę czarnogórską, p a r o b s k ą , chłopską, m o t o w i d ł o ,
kądziel w a r t k ą , „ P o n i e z u s a Frasobliwego", fajki, spodnie
góralskie, zawiasy, r ó ż n e hafty, dzbanki, u p r z ą ż k o ń s k ą ,
pługi, okucia do dyszla. Nie zawsze b y ł y t o zabytkowe
egzemplarze, b y ł y t e ż nowe, artystycznie i stylowo wykona­
ne. Ile ich zakupiono, i l u a r t y s t ó w chłopskich obdarowano
wysokimi nagrodami — tego nie p a m i ę t a m .
„Po wystawie zastanawiano się nad t y m , j a k b y mnie
wynagrodzić, bo wszystkie moje eksponaty chciano z a b r a ć
do nowo powstającego Muzeum Etnograficznego w War­
szawie. Poprosiłem o telewizor. Chętnie na t o się zgodzono.
Zaznaczyłem, aby go przydzielić nie mnie, lecz dzieciom
i ich rodzicom, gdyż dzieci zbierały z a b y t k i a rodzice je
dawali. I dnia 28.1.1959 r. przywiozłem sam z K r a k o w a
telewizor m a r k i „ O r i o n " . Co to nie było ? Cafe wieś uczęszcza­
ła na seanse telewizyjne, jakie o d b y w a ł y się w szkole.
Powstało wielo zamieszania, straty czasu. Obowiązywało
uczestniczenie w kapciach, a nie w t y m obuwiu w j a k i m
ludzie przyszli. W y b i t o m i k i l k a szyb. Ciężko to przeżywałem,
cle ludność zbliżyłem do ś w i a t a . " (Odpis z k r o n i k i szkolnej).
Tak więc z kilkuset zabytkowych p r z e d m i o t ó w arty­
stycznych i k u l t u r y materialnej (ile ich było ? — na jednej
z kartek znalazłem za/pis: Dach Zofia, klasa V , garnek
gliniany nr 485) — część poszła do warszawskiego muzeum,
część zakupiło Muzeum T a t r z a ń s k i e , a część pozostała
w szkole, zdobiąc jej w n ę t r z e .
Zbiory nasze bardzo się zmniejszyły. Smuciło mnie t o ,
ele zauważyłem, że podobnie stało się i w innych szkołach,
gromadzących z a b y t k i góralskiej k u l t u r y . A zbierano
w niejednej szkole. W i e m na p r z y k ł a d , że wiele p r z e d m i o t ó w
zgromadziła w Witowie kierowniczka szkoły Gizela Maj­
chrowicz, a w Podczerwonem — Jan Możdżeń, umieszczając
je na półkach w przedsionku szkoły. D u ż y zbiór stworzył
w 1959 r. dr Mieczysław Adamczyk w kierowanej przez

siebie szkole w Cichem. Przedmioty umieszczał na ścianach
b u d y n k u , na p i ę k n y c h półeczkach (ciekawe, co się dzisiaj
dzieje z t y m zbiorem, jalde s p o t k a ł y go losy?). Najpiękniej­
szy i najlepiej zinwentaryzowany zbiór stworzył k o l . Jawor­
ski w Dzianiszu, wiosce leżącej na uboczu i rzadko odwie­
dzanej przez t u r y s t ó w . Dzięki temu osiągnął wiele rzadkich
i dawnych e k s p o n a t ó w . Umieścił je w hallu szkoły, na
wszystkich ścianach, g r u p u j ą c przedmioty działami, t a k
że od razu wiadomo było, do czego służą.
K i e r o w n i k szkoły w Rabie W y ż n e j , W i k t o r Piasecki,
r o z m i ł o w a n y w historii, zbierał wszelkie wiadomości oraz
książki o historii regionu, rńiał t e ż d u ż y zbiór dawnych
monet — nie licząc p r z e d m i o t ó w k u l t u r y materialnej.
D o k t o r W a ł a c h , zakochany w dawnym świecie, pra­
cujący obecnie w P y z ó w c e , zgromadził t e ż wiele przedmio­
t ó w starych, t a k samo i dyrektor szkoły w J a b ł o n c e na
Orawie, Andrzej Ffaniaczyk.
Zbierano i chroniono z a b y t k i t a k ż e w Kiczorach,
w Hajkabuzie, L i p n i c y Małej i innych miejscowościach,
k t ó r y c h j u ż dziś nie p o m n ę . Cieszyło mnie to, podziwiałem
p r a c ę m y c h kolegów, a jako kierownik Szkolnego Powiato­
wego O ś r o d k a Krajoznawczo-Turystycznego przy W y ­
dziale O ś w i a t y m o g ł e m ich zachęcać do zbierania i chronienia
śladów przeszłości.
Nasze zbiory wielce się pomniejszyły, ale stało się t o
nie t y l k o w Chochołowie •— lecz i Cichem, jako t e ż i w Dzia­
niszu.
Co się dziś dzieje z t y m i zbiorami ? K t o zakupił zbiory
w Cichem? K t o w Dzianiszu? Nie wiem. W której szkole
są jeszcze zbiory ? T e ż się nie orientuję. Wiem, że do szkół
zgłaszało się wielu c h ę t n y c h nabycia dawnych przedmiotów
góralskich.
P o ż e g n a n i e z m o j ą szkołą bardzo ciężko przeżywałem.
Po oddaniu inwentarza szkolnego — zaczęto p o r z ą d k o w a ć
resztki zbiorów. Część ich została uznana przez nowe władze
szkolne za godne pozostawienia w szkole, resztę — posta­
nowiono u s u n ą ć . Te same rączki, k t ó r e gromadziły zabytki,
wynosiły na korytarz przed m o i m mieszkaniem resztki
wycofanych części zabytkowych rzeczy. K a ż d y t a k i stuk
u p a d a j ą c y c h części n a c z y ń , czy sprzętów, słyszałem i k a ż d y
t a k i odgłos wbijał m i się w serce. A kiedy j u ż wszystko
ucichło, z d o b y ł e m się jeszcze na t o , że k a ż d ą deseczkę,
ucho, dno, obrączkę, „ b e d n a r k ę " p r z y t u l a ł e m do siebie
i wynosiłem na strych, gdzie u k ł a d a ł e m pod strzechą. Coś
mnie t a m zabolało, coś m i serce ścisnęło, boć to było po­
żegnanie z t y m , co t a k bardzo ukochałem.
Po przejściu na e m e r y t u r ę nie z a p o m n i a ł e m o resztkach
zbiorów szkoły w Chochołowie. Część, t ę ze strychu przejęło
Muzeum w N o w y m Targu, powstaje t a m bowiem izba
regionalna w zagrodzie Błaszyńskich. Ale innych okazów,
k t ó r e b y ł y za listwą, nauczycielstwo nie wydało. Chcąc
jeszcze i t ę część r a t o w a ć , pozbierałem różne zapiski z moich
pcpierów, pojechałem do Chochołowa, bardzo prosiłem
by jedna z p a ń zajęła się spisaniem tego, co jeszcze zostało.
Pani tej, aby p o m ó c w tej pracy, o d d a ł e m moje zapiski.
Niestety i to zakończyło się klęską, bo zaufana od­
jechała, a n o t a t k i razem z n i ą wyfrunęły, a proszona listownie
o zwrot zapisków — nie raczyła nawet odpowiedzieć.
Dzisiaj, gdy mnie zaproszą dzieci do szkoły w Cho­
chołowie, o g l ą d a m w hallu resztki „ m u z e u m " , k t ó r y m się
t a k dzieci, j a k i cały personel nauczycielski mógł pochwalić.
B y ł y t o zbiory piękne, sczerniałe od d y m u w kurnych
chatach, wypoliturowane przez długie lata, p a m i ą t k i po
prapradziadach, no i „rozeszły s i ę " , poszły w szeroki świat...
A m o ż e to dobrze? A m o ż e właśnie dostały się do
dobrych r ą k , k t ó r e je z miłością pieszczą, szanują, na hono­
r o w y m miejscu s t a w i a j ą ? A m o ż e t a k ą drogą uniknęły
rozbicia .siekierą i spalenia?

Fot.: I . Butkiewicz — il, 1; J . Pluciński — il. 2

109

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10648" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10626">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b0bd85a2a6ff4d1612b92c2a4b3ae246.pdf</src>
        <authentication>c213eecb7e60b46e6dedc14160c3188f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126863">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4452</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126864">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126865">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126866">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126867">
                <text>kolekcjonerstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126868">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126869">
                <text>Z kręgu ludowych fascynacji - o zbiorach Zbigniewa Kowalewskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126870">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.89-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126871">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126872">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126873">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126874">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126875">
                <text>Aleksander Jackowski

W KRĘGU LUDOWYCH FASCYNACJI — O ZBIORACH ZBIGNIEWA KOWALEWSKIEGO
Jest malarzem, docentem w Akademii Sztuk Pięknych
w Krakowie. Mieszka tuż naprzeciw Kościoła Franciszkanów.
Pracownia, dwa pokoje, kuchnia. Jak to u malarza — obra­
zy na stalugach, płótna na ścianach, farby, pędzle. Ale co
dominuje w tym wnętrzu, to mnogość rzeźb, kapliczek,
obrazów, tykających zegarów. Mnóstwo drobiazgów: kafle,
dziwne przedmioty, szklane banie, ceramiko, zydle, ławy
z drewna. Gdy oko oswaja się z t y m nasyceniem, gdy zdolne
jest wyłuskać z natłoku co ciekawszy obiekt — dostrzega
się ogromną pieczołowitość i dowcip plastyczny w aranżacji
tego wnętrza, w nadaniu przedmiotom nowych funkcji.
Zapiecek wozu stał się t u oparciem ławy stojącej przy stole,
kołowrotek poziomo zawieszony pod sufitem, przystrojony
bukietem zasuszonych kwiatów i ptaszkami zamienił się
w żyrandol. Cudownie rozłożyste sanie pełnią rolę zydla.
Foremki do sera — podtrzymują na półce książki...
Jest to kolekcja giomadzona z miłością, z urzeczenia
formą, nie naukowo, bez troski o czystość regionu, o funkcję
przedmiotu — więcej—nieustannie „fałszowana". Patrząc
na ściany trudno czasem dostrzec, co jest autentykiem, a co
zostało dokomponowane. Co jest dziełem ludowego świąt karzą, a co — sprawnych rąk artysty.
Zadziwiające są zwłaszcza obrazy. Przy jednym,
zupełnie ludowym w wyglądzie zastanawiałem się •— skąd

może pochodzić. Nie pasował do żadnej znanej mi grupy.
Okazało się, że kiedyś żona artysty zaniosła podobny obraz
namalowany na starej szybie do Desy. Tam zachwycili się.
Cudowne!! Obraz sprzedano natychmiast. Dopiero po
kilku latach, gdy kierowniczka Desy była u pp. Stopków,
zauważyła na ścianie obraz z takiej samej „grupy". I wtedy
dowiedziała się, kto był twórcą tego ludowego obrazka.
Rzeźby p. Kowalewskiego są łatwiejsze do rozpoznania.
Choć trudno odróżnić co jest „prawdą", a co „zmyśleniem",
gdy umieszcza znalezioną gdzieś na wsi figurkę w kapliczce,
którą sam wykonał, lub gdy do pięknej autentycznej
„szafki" dorabia świątka. Najbardziej wierne są oczywiście
zabiegi konserwatorskie, rekonstrukcje.
W rzeźbach i kapliczkach widać różnice między wyko­
nanymi wcześniej a później. We wczesnych — imitacyjność
była o wiele większa, ale z biegiem czasu dystans wobec
ludowego autentyku zaczął się powiększać, rosła potrzeba
zaznaczenia własnego śladu. Świątki stały się bardziej
jaskrawe, głowy ich większe, cięższe. „Lukrowane głowy" —
mówi doc. Kowalewski.
Świątki to w porównaniu z oryginalną, dawną rzeźbą
ludową •— są bardziej kolorowe, w ekspozycji twarzy prze­
rysowane, czasem aż do granic groteski. (Są w kolorystyce,
w ekspresji twarzy bliższe współczesnej rzeźbie ludowej).

89

�П. 2. Fragment mieszkania. П. 3. Matka Boska, rzeźba w drewnie, wy
Zabrzeż, pow. N . Sącz.

Tłumaczą to zresztą słowa gospodarze: „W sztuce ludowej
jest prawdziwy prymitywizm nieświadomy, a ja podchwy­
tuję te deformacje, anomalia, aby je zupełnie już świadomie
rozwinąć, uzewnętrznić''.
Powstały te pseudo-ludowe świątki z chęci „uzupeł­
nienia układu dekoracyjnego" — jak to określa twórca.
Rzeźbił je, aby zapełnić lukę na ścianie, aby zrekonstru­
ować piękną kapliczkę, z której zachowały się tylko frag­
menty. Destrukt jest smutny, czemu więc nie przywrócić
mu życia ?
Gdy widzę to mieszkanie, któro samo w sobie jest
kompozycją, „układem dekoracyjnym", wydaje mi się,
że lepiej rozumiem powody, które skłoniły plastyka, miłośni­
ka ludowej sztuki — do wykonywania od czasu do czasu
przedmiotów ludowopodobnych, równolegle do swych
głównych zainteresowań malarskich. Zresztą i świątki,
i obrazy, trochę z ducha formizmu mające — wydają się
mieć jakąś wspólną cechę. Jaką? Może kolorystykę, prze­
wagę cierpkich brązów i perłowych szarości, które w t y m
wnętizu nasuwają mi myśl o starych bierwionach pociem­
niałych ścian góralskich chałup, o zszarzałym na deszczu
drewnie kapliczek. Możo w posłużeniu się elementarną
formą prostokąta czy kwadratu, dzielonego po snycersku —
po przekątnej — na podobieństwo techniki wrąbkowej
góralskich snycerzy. Na pewno w zasadzie konstrukcji
obrazu, w którym wszystkie napięcia równoważą się i ciążą
ku środkowi.
Zastanawiam się, co zaważyło na zainteresowaniach
mojego gospodarza. Na pewno prawdziwe rozmiłowanie
90

�w ludowej sztuce, więcej —rozumienie tej sztuki. A jednym
z najlepszych sprawdzianów rozumienia, dostrzegania tego
co charakterystyczne — jest pastisz. Te rzeźby, kapliczki
są przecież tym, co pastisze profesora Wyki, Witolda
Zechentera, czy dawniej Artura Marii Swinarskiego. Jest to
zabawa, na wysokim poziomie wtajemniczenia, zabawa
wymagająca nie tylko wiedzy, smaku, ale i zręczności.
Wierzę, że bodźcem była ochota, by w określonym miejscu
„coś" mieć. Ale mógł to być tylko bodziec początkowy,
przecież doc. Kowalewski rzeźbi i dla samej satysfakcji
rzeźbienia, i z rzadka dla innych ludzi, przecież gdy opra­
cowuje piękną „formę naturalną", robiąc joszcze jedną
lawę — nie wynika to z potrzeb mieszkaniowych, funkcjo­
nalnych.
Zresztą państwo Kowalewscy ciągle ściągają do swego
mieszkania nowe przedmioty: obrazy, ceramikę, skrzynie,
zydle. Znoszą też ciekawe korzenie, skręcone konary, pniaki.
A gdy się ma już je w domu, rodzi się myśl, aby nadać
im nowy sens — estetyczny, użytkowy.
Zainteresowania doc. Kowalewskiego sztuką ludową
zaczęły się wc-.eśnie. Ojciec był werkmistrzem na kolei
w Nowym Sączu, ale kochał namiętnie malarstwo, malował
po amatorsku obrazy z walczącymi jeleniami, zachody
słońca. Przynosił czasem z wycieczki jakieś rzeźby ludowe.
Kowalewski chciał w młodości zostać albo malarzem, albo
marynarzem. Miał jednak zawroty głowy i to przesądziło
wybór. Zaczął studia u Pautscba i Jarockiego, malarzy
świetnie znających wieś i rozmiłowanych w ludowej tema­
tyce. Już na Akademii interesował się sztuką ludową,
urzekał go prymityw świątków, obrazów na szkle. „Jak się
jest oczarowanym, to się chce z t y m przebywać" — mówi,
ale nie uważa się za rasowego zbieracza. Nie ma ambicji

II. i. Chrystus Ukrzyżowany, rzeźba w drewnie, wys. 49 cm, z pow. Miechów. I I . 5, 6. Matka Boska z Dzieciątkiem,
olejne na desce.

��П. 9. Kapliczki ze zbiorów Zb. Kowalewskiego. I I . 10. Św. Rodzina, obraz na szkle, wym. 40x29 cm, wyk. Zb. Kowalewski.

�I I . 11. Chrystus Frasobliwy, rzeźba w drewnie, wyk. Zb. Kowalewski. I I . 12. Kropielniczka, ceramika.
I I . 13. Doc. Zbigniew Kowalewski.

uzupełniania kolekcji, nie poszukuje egzemplarzy wcześniej­
szych, po prostu otacza się tym, co mu się podoba, co wpad­
nie mu w ręce. Obecnie zresztą ciężar „zbierania" przejęła
żona, również malarka, i również rozmiłowana w ludowej
sztuce. Jest to więc ich wspólną pasją, a efektem jej jest
urocza atmosfera tego mieszkania.
I właśnie dlatego Kowalewski tak niechętnie rozstaje
się z czymkolwiek, co się już „zakorzeniło". Z autentykami
i ze swoimi świątkami. Kilka swoich kapliczek oddał zresztą
przyjaciołom, kilka wykonał na usilne prośby, ale w za­
sadzie prac swych nie lubi sprzedawać czy oddawać. Nie­
mniej, gdy powstało Muzeum w Nowym Sączu, ofiarował
mu kilka, kapliczek i innych przedmiotów.
Ale nawet gdy mówi o tym, widzę, że decyzja ta nie
przyszła mu łatwo... Są zbieracze handlujący, wymieniają­
cy.— i są tacy, jak Zimmerer czy Kowalewski, którzy
okropnie nie lubią się z czymkolwiek rozstawać.
Jest więc w tym mieszkaniu ponad 400 okazów ludowej
sztuki, w tym samych kapliczek bogato dekorowanych
jest dziesięć.
Zastanawiam się, czy takie zbieractwo ma społeczny
sens ? Czy nie „drenuje" terenu, nie ogołaca pejzażu. Problem
ten przecież istnieje, w ciągu ostatnich 10—15 lat zbieracze,
w tym często plastycy (szczególnie wrażliwi na uroki pry­
mitywnych świątków) ogołocili większość kapliczek, wybrali

co się dało z wiejskich zakamarków. Ile rzeźb po prosfc
skradziono!
Z satysfakcją słucham, gdy mi doc. Kowalewski opoi
wiada, jak i gdzie w miejsce kupionej za grosze, niszczejące]
czy wręcz zwalonej już kapliczki, zrobił identyczną. Po.
twierdza to nasz kolega z Instytutu, fotografik p. Jai
Świderski, który uczestnicząc w badaniach terenowych
zna doskonale małopolskie wsie, a pamięć ma znakomitą
Okazuje się, że zdjęcie, które robił w Kamienicy (pcw.
Limanowa) przedstawia replikę kapliczki, wykonaną przei
naszego gospodarza, e oryginał wyremontowany, odno
wiony wisi przed nami na ścianie (il. 9 — prawa).
Gospodarz zapytany o to, czy obiekty z jego kolekcji
mają metryczki, wyraźnie się zafrasował. Na pewno trzeba
uzupełnić co się jeszcze da, niestety dawniej nie notowi
skąd dana,rzeźba pochodzi.
Pytam na zakończenie o dalsze losy kolekcji. Szkoi
by było, gdyby kiedyś uległa rozproszeniu. „O tym nie щ
mowy!" — energicznie wykrzykuje docent. „Coś z nit
wezmą — gdy przyjdzie na to czas — przyjaciele, alf'
reszta musi się znaleźć gdzieś w zbiorach muzealnydf
Może w Nowym Sączu ? Przecież to są naprawdę pięki
dzieła! "Potakuję —rzeczywiście, jest to zbiór pod tyj
względem wyjątkowy. Nic dziwnego. Tworzą go przecir.
plastycy wyjątkowo wrażliwi na urodę ludowej sztuki

Fot.: J . Świderski

94

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10686" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10664">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/061d35048d1fd8cd484921c0f69bbc54.pdf</src>
        <authentication>ad8545bda6cf3fa69b5bbe0cc0a74a7a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127336">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1781</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127337">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127338">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127339">
                <text>twórcy ludowi</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127340">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127341">
                <text>Pojęcie twórcy ludowego / LUD 1980 t.64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127342">
                <text>LUD 1980 t.64,s.5-24</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127343">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127344">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127345">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127346">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127347">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127348">
                <text>I. W 70-LECIE PROF. DRA ROMANA REINFUSSA *

liud, t. ·64, 10980

ALEKSANDER

JACKOWSKI

POJĘCIE TWÓRCY LUDOWEGO

Tradycyjlna ku'ltura -chłOlpslkanie znała "twórców" 'Czy "artystów".
Pojęcia te wiąiŻą'się z innym układem odniesi~nia, z kJUaturą warstw wyksz'tako'llyeh, w ;której ,powstała wyodrębniOlIla kategoria "sztulki" i związana "Z tym odręlbna Ipl'of'esja "arty/sty".
Pojęcie artysty nie mogło istnieć w społeczności, Iktóra nie znała
ostrego ipodziału ról ma "aktorów" i "widzów", 'w której Ikażdy mógł bez
'uoprzedtni'ejsanlkcji być zarówno twórcą, jak i ikonsumełllt'em. A tam :gdzie
iPrz-eciwstawienie 'takie '11iewystępuJe, :gdzie nie istnieje wyodręibniona
kategoria ,,'Sztulki" - nie .moż·e!powstać po'jęcie ,,'twórcy" -czy "artysty".
Można je tylko wprowadzić z zewnątrz, i tak wła:śnie uczyniono. !Pojęcie
to, wprowadzone w olkrelsie zainteresowania
eHtyartystycZinej
!kraju
sztuką ludową (Iprzełom XIX i XX w.), miało nobi'litować rękodzieło
wiejskie oraz stworzoną prz'ez !lud, względnie dla ludu, plastykę kultową
przyrównując je do !ku'ltury artystycznej 'warstw wyikształconych.
AQepojęcie "artysty" ·czy "twórcy" wiązało 'Się z wyraźnie wycZJuwa'1ną opozycją, i'stnieniem illi'e-ar'tysty, tnie-twór,cy. "Artysta" miał oIkreśloną o'toczlkę emo'cjona'lną, która wiązała 'się 'z jegos:polsohem bycia (na1leżeniem do odlPowiedniego środowiska, ilIp. "cyganerii"), z zajmowaniem
się .S1pra
wami 'przede wszystlkim du'Chowy;mi, z tworzeniem nowy~h wartości Na początku stulecia nawet strój odróż'11iałartystów od rzemieślni_
ków i zwykłych zjadaczy chleba.
Tymczasem w ku'lturz,e chłopskiej funkcje est,etyczne wiązały się z innymi, nie istniała wyodręlłmionaprof,€'sja kog'oś, kto stwarza tylko war* Redakrcja "Lu:du" l1Jie puibl1irkuje apralcoWlalnia biogmfkznego
prof. R. Reinfusoo. Zos:tallllie ono zaJmiesZrc'ZrOlDe
w Sipecj,a'lnytm zes;zycie "Poliskiej SzJtuiki Ludowej" z 1980 r., do Ictó.re@oodsyłamy ezyttelników.

�6

ALEKSANDER

JACKOWSKI

tości artystyczne. Ce,chy artystyczne związane tbyły ściśle z rękodziełem,
reahzują'c się ,przede wszystkim 'w użyt:kowym i kultowym 'przedmiocie.
JeśH więc Ispróbujemy Iprzenieść pojęcie twórcy czy ariysty na dawną
'kulturę chłopską, mU1siJmyodnieść Je nie do oclręlbnej grupy społecznej
i konkretnej !profesji, .lecz do j-ednostek szczegÓlm.ieuzdolnlQnych i sprawnych. Twórcami l(tCZy"artystami") możnaby wówczas nazwać ludzi, którzy nie tylko wzJbQgacalizasób wariantów, ,lecz i wnosili w nie nowe wartoś'ci, którzy tworzyli mody w stroju, ha,Icie, zdobnictwie, wyróżniali się
umiejętnościami i z tego powodu rświadczyli usługi również inlnym członkom wiejskiej :społeczności. Do ite'j grupy za:hczyłbym też sz'cz'ególni-e
uzdolnionych i cenionych rzemieśrlnilków.
W takim Irozumi,enitu arty!sta oznacza mistrza, :k.ogo,śkto ,wybija się
ponad przeciętność, ma 'szczególnie wyraźne uzdo'llnienia, 'Z,nadoskonale
technikę wykonania, obdarzony jest większą niż inni inwencją.
Ale dokonują'c takiego ,przeniesienia lpojęć stworzonych w ramach jediTlej formacji kulturowej na drugą, zmieniamy wartość 'Samego 'Pojęcia.
"Twróca" zna,czy ;przecież co innego w obrębie kultury nastawionej na
oryginalność, a 00 innego w kultu-rze chło'psrkiej o typi'e Ikano'lli'cznym.
Jednocześnie zmienia się też wartość emocjornal[}a 'pojęć: Itwórca
artysta we 'współczesnej kulturze. W ciągu ostatlnich ikiIkudziesięciu lat
uległa odwróceniu hierarchia wartości tych 'pojęć, :nieostry,ch przecież,
a przez to łatwo ulegająq"c'h mi'sty:fiikują'cym zalbiegom, pojęć - dodajmy - w ostatnim dziesięcioleciu coraz czę'śóej Ikwesbonowanyoh, a nawet odrzucanych 'przez współczesną awanga,rdę ,arrtystyczną.
OtÓ'ża'ż do okresu międzywoJennego w odczuciu powszechnym "twórca" ważył 'więce'j rniż "artysta". "Artysta" oznaczał Iprofesję i Iprzynależność do określonej grupy społecznej, nie mówi,ono więc o każdym malarw, ko,mpozytorze czy Ipisarzu, 'ż'e jest twórcą. OkreśJenie to T'ezerwowano 'przeważni'e dla największych i to w zaikresieśósłej
twór'czości,
a nie odtwÓ'rcz.ości.{Artystą był równiei Ipianista ,czy aktor, a'1e Itwórcą
mógł Ibyć tylko Ipisarz, 'kompozytoT, malarz czy rzeźJbiarz). W świadolll1ości
narodu twórcami byli 'więc MiCikiewicz, Mat,ejko, Chopin, Sienkiewicz.
Najwięksi. Ci, którzy organizowali narodową wyobraźnię. Często jednak
oba c!kreślenia używano wymien,nie - "artysta" ·było przy tym określeniem występują'cym 'szeTZej, a jego ranga była raczej niższa.
W 1itera'iurz'e o !sztuc,eludowej pisano wówczas o arltystach 1udowych,
a nie o twóT'cach. T'eTmin "twór'ca" występował rzadko, widocznie odczuwano 'pewną nieadelkwatność tego, okreś~enia 'Przy mówiealiu o sztuce ludowej. Pojawilo się 'Onoszerzej dopiero 'Po ostatniej wo;jnie, wprowadz.one w [Ju'b:licystyce z int'encją iJlobilitacji ,sz1Juki'ludowej w świadomości
społecznej.
Okr,e§lenia "artysta iludowy" 'CzęS'to uźywał Il!p. J óze:f Gralbowski.

�Pojęcie

tw6rql

LudoweQo

7

slto:sując je wobec ka7.dego 'Członka społeczności wiejSkiej, który wytwarzał "rzeczy pię~ne" nie d'la !korzyści (materialnych. Bezinteresowność
'twórczości Itraktował autor jako 'Podstawowe Ikryterium :by'Cia arty,stą.
PiJsząc o dawnej rzeźbie ludowej Graibowski wyrażni'e {choć ni'e~godJnie
z rz.eczywi'sto:ścią).stwierdzał: "rze:źfuiarz tworzy przewa'żnie dla 'si'elbie,
z salffi'ejIpotrzeby i radości tworzenia" 1. W 'książce Dawny artysta ludowy, stanowiącej prz'eniesi'enie :poglądów autora !Uformowanych jesz·c~e
w latach trzydziestych, GralbowSki ~godnie z ówczesną hi,eraI'chią ustawia
oba 'pojęcia: "Artystami - 'pi'sz'e- 'l... l Iffiożna n.azwać wszy.stlkich, którzy w jakiś :sposób wyltwarzają rzeczy pięlkne, dzieła sztuki, twórcami zaś
jedynie tych wśród nich, którzy świat !s~tuki roZ'szerzają i wZJooga'Cają"2.
Ale w 19'76 r. Ikiedy autor wydał swą 'książkę, Ibyła już ona jawnie
anachron.iczna i to zarówno w podejściu do zagadnienia twórczości, jak
i ludu 3. Zmieniła się też w odczuciu 'pows:oechnyrm'hierar,chia obu pojęć.
Wyraźnie obniżyła :się ranga określenia: twórca. Wiąż·e się to m. in. z dążeniem do [ikwida,cji Ipodziału na sztukę czystą i użytkową, a taJkże z zakwestionowaniem Iprzez ni'elktór-ewspółczesne kierunki artystyczne 'pojęcia aktu itwórczego, ,a'rcydzieła, statusu artysty. J'eśli więc dawni'ej punktem odniesienia dla de:hnicji twór:cy ibył idiom - stwór1ca, oibecnie okrr,eś1lenie "twórca" ikojarzy się z wy'twórczością i w tym konte·kście bywa
zazwyczaj stosowane. 'Z dziedziny !Sztulki, i 'to \przez duże ,,8", pojęcie
twórcy przeszło do nauki, techni!ki, a psychologia i pedagogika związały
je 7. pr:oejawami ludzki'ej inwencji, twóT&lt;CZejsalIl1orea'lizacji (self aduarrizing neativene1ss) 4, której 'Tezultaltem 1ffi00że
być nie tyl/ko przedmiot, lecz
i postawa otwa,Tta na doświadczenie.
Rozsz·erzenie sf.ery zwa:nej twórczoś'cią odebrało temu pojęciu jego
charYZJmatyczną o'tocz'kę. Maslow, wspolffi~nając iPewną ubogą gospodynię
domową, podkreśla na rprzY'kład 'jej gust i pomy'słowość. "Po prostu 'Powiada - musialem ją nazwać osobą twórczą. Od niej i wielu 'podO'bl J.
GnahOIwiski, Dawna poLska rzeźba Ludowa, WraI's:zaw&lt;l 1!}68, s. 15. Z teza'mi
GraibowGkiego
polemizowali
m. im. S. BłasZlczyrk, L'Wdo.wa pbastyika kultowa
w
WieLkopoLs.ce, I'roznarl
1976, s. 12, 41 - 47; A. ~UlI'l.czyńJs!ka-lfaJcka, Przeglqd
publikacji o poLskiej rzeźbie, maLarstwie
i gr'afiee Ludo&lt;'wej w Latach 1964 - 1977, ,,'PoLska
Sztuka Ludowa''" R. 32, 1'!}~8.,nr 2, s. 7.2; K. Pi:woaki, Rz·eźba Ludowa, ,;POIlska Sztuka Ludowa"., R. 30, 197'6, nr 4, s. 139., 140.
2 ,T. GnahawlSlkJi Dawny
artysta Ludowy, Wamszawa 1!l7'5, s. 40.
3 'Por. np. M. Jag.ieNo,
Mr~t o twórcy Uudowym, "P.ol'i'ty,ka", nr 31 (1065) z 21. V.
1977.
• Par. C. ROIg'eins., o.n becoming a Pe,rlSon, HouJghiton
Mii1JliJn, H}61; A. H. Maslow, Towards a PsychoLogy of Being, N. Y&lt;oI1k 1962; Siz.tuka i społeczeństwo,
.pod
red. A. Kuczyńskiej,
t. 2, Kreatywne
funkcje
S'ztwki, Wralnszarwa Hl,76; lirel1Ja Wojnar,
Teoria wychOl'WOJnia estetycznego,
WaJI'.szarwa 197(6; Wycho'wani€
,przez sztukę, pod
red.!. Wojnar, WI&lt;ITS7JalWra
ma5 oi in.

�8

ALEKSANDER

JACKOWSKI

nych nauczyłem się, że Ipierwszorzędna zupa jest czymś bardziej twórczym niż 'prz,eciętne malowidło ... " 5. Twóncz·oŚć określa w takim ujęciu
postawęczłowieika, a nie Jego zawód - nawet artystyczny. Twórcą jest
dzieciko malujące obrazeilc Twórcze predys;pozy'cje tkwią w nas wszystkich, nawołuje się nas do twórczego odbioru sztuki czy twór'czego stosunku do kultury. Jeśli więc dawniej jako synonim twórcy nersuwał się
mistrz, wieszcz, obecnie synonimem jest człowiek .aktywny, otwarty na
dostrzeżenie nowego faktu, nowych relacji.
Upowsz·echnienie się, a na wet spospolitowanie ~pojęcia twórcy wiąże
się z kolei z rzadszym stosowaniem określenia "artysta". Stosowane jest
ono naJczęściej na oZll1aczenieprof.esji aktora, dodane zaś do określenia:
iplastylk czy muzytk - wzmacnia je, konsekru}e - niczym tytuł naukowy, świadcząc o przynależności do grupy ulprzywilejowanych, dyplomowanych.
Dewaluacja pojęcia twórcy 'sprawiła, że bez wię'kszych oporów zaczęto
je stosować do ludowych :rzemieślników, rz-eźbiarzy, wytwórców wycinanek, sztucznych ·kwiatów. O zakorzenieniu się w naszej ś'wiadomości językowej właśnie określenia "twórca ,ludowy" 'Zadecydowało iPOws'tanie
w l!9'6'6r. S'towarzysz-enia Twórców Ludowych. Odtąd inomen'klaturę tę
przyjęli dziennikarze, etnografowie, działacze.
Twórcą 'lud-owym zaczęto Ipcto'CZ'Ilienazywać każdego, 'kto wytwarza
przedmioty nazywane obecnie sztuką -ludową - rzeźbiarza, gospodynię
zdobiącą ściany ibudytnku i rzemi,eslnika. "Twórca" nie wyróżnia wyibitnej jednos~ki, lecz określa osobę, któTa kontYIPuuje tradycj.e sztuki ludowej, niezależnie od tego, czy wykonuje ona "przemysł domowy" na
własny użytek, czy też rzeŻibi, wycina iprodu'kuJe garnki na potrzeby
"Cepehi".
Sytua·cja taka wydziela "twórcę" spośród reszty nosicieli artystycznych tradycji wieJskich. Nawet w 'praktyce opieki, ustawę o zao'patrzeniu ,emerytalnym twórców czy możIiwo'ść uzyskania stypendiów i 'za:pomógograniczono
do twórców wytwarzających
przedmioty materialne.
Twórca - w tym potocznym rozumieniu, to ktoś, kto tka, rzeźbi, ma'luje, wycina, zdobi, wyrabia (garnki czy zdobione przedmioty z drzewa lub
metalu. J'est to więc jaikby rozszerzone 'Pojęcie rwmi'eś\lnika.
To miejsikie i utylitarne 'spojrzenie na twórcę jako "dostawcę" sprawia, że wydzie'1rumygo z·e ,śr'Odowiska, jakby zaipominając, ·ż·eśr·odowisko
to miało swą kulturę, której wyrazem był szero!kopojęty fo,lklor, a więc
i gwara, zwycza;j, muzyka, taniec, ·śpiew, o!jJowiadanie - a nie tylko strój,
zdobnictwo 'czy rzemiosło.
5 A. H. Maslow,
O ludziach
sień 1975, s. 11'43.

twórczych,

tłum. pol. "Znak",

R. 27, nr 255, wrze-

�Pojęcie twórcy

ludowego

W tym więc węższym, "plastycznym" rozUJmi'eniu twórcę ludowego
dzieli od nie-iwórcy jeden, podstawowy fakt. Twórca 'produkuje \Sztukę
ludową, .podczas 'gdy reszta wsi zajmuje się czymśin:nym.Jest
to więc
odbicie sytuacji, 'kiedy nie ma już żywej kultury ludowej, są natomiast
ludzie, związani jeszcze ·emocjonalnie z tradycyjną kulturą i 'wytwarzający dla miejis'kiego odbior·cy (rzadko dla siebie) przedmioty ,,~udowe".
Istnienie Stowarzyszenia Twórców Ludowych izorganizowanyeh form
opieki nad :sztulką ludową spowodowało jednak lpOtrz'e!bęadministracyjnego wydzielenia kategorii ludzi, którzy mieli z doibrod~iej:stwa tej opieki
korzYiStać.
Określenie "twórca iludolwy" 'pojmowa'ne w świadomości potocznej jako nazwa .osoby, wykonywującej 'odpowiedni zawód, w znaczeniu węższym ozna'czakogoś zweryfikowanego, uprawnionego do wykonywania
tego zawodu iczerpa.nia z tej racji określonych :korzyści.
Kim są dziś twór'cy ludowi? "Właściwie nie wiadomo, ikim są - 'Pisz,e
Marek Arpad Kowal,ski. [... l W określe:niu "twórca ludowy" wątpliwe są
bowiem dwa słowa. A wszystko zależy Dd tego, j.alkJe rozumieć" 6. "Tradycyjne pojęcie "twórcy ludowego" gwałtownie traci oparcie w rzeczywistoś'ci ... " zauważa Roch Sulima 7. Trudno się z nim nie zgodzić. Zmienia się punkt odniesienia i fPoję:cie twórcy 'ludowego użyte współcześnie
nie ,pokrywa się z dawnym. Zresztą mówiąc o twórcach "obmcarrny się
często 'w kręgu Soldówzmistyfikowanych. Twórca wiejski jawi się wówczas ja'ko analfabeta [... l o świa,to,paglądzie śf'ednio rozwiniętego 'prostaka, ik'ióry powinien być człowielkiem uihogim, chodzić boso i w wystrzępiolnych portkach, 'sztukę ,,'szcz'erą" fllprawiac wyłą'cznie z wewnętrznej
potrzeiby, wolną od zewnętrznych ins'Piracji. Obraz taki jednaik - twierdzi Roman Reinfuss [... J nie pasuje ani do XIX-wiecznej, ani do współczesnej rzeczywistości" 8.
Spróbujmy więc zastanowić się, 'kogo możemy nazwać twórcą ludowym 'w :prz·eszloś·ci,kogo zaś ohecnie i w ja,kim !kierunku z·mi'erza to pojęcie.
POIillińmy w tych rozważaniach różnice w dystainsie poszczególnych
regionów i środowisk wobec kul tury miejsikiej, a takie różnice między
rzemiosłem ipracującym na 'potrzeby ludności chłQlPskiej, wy'specjaliw&amp;

M.

A.

KowaJ.Slki, A rlyści

frasobliwi?

"Tygodnik

KJubtura1ny",

R.

20 nr

1

(969), 4 I 1976.
1

nr

R. Su1ima,

Twórca

25 (732), 20 VI

s. 186.
s R.

...

statutowy?

w książce

"Tygodnik

Fo~klor

Kul~ulI1aI1'11Y",R. 15,
Warn~za:wa 1'976,

i liteeratura,

O współczesnych
twórcach
ludowych,
"Bh,lj}eJtyn lmOlrrma.cyjny··
'l\wórcÓ'w L:u:dawych", LUlb1in, nr 10., V,II - XII ],975, s. 1.

ReiJnf'U5ls,

StowarzY1szenia

ludowy

1971. PFwdrU!k

�10

ALEKSANDER JAOKOWSKI

wanym
rękodziełem
wiejsbm
oraz powszechnymi
formami
wypowiedzi a'rty,stycznej (zdoibnidwo,tJkactwo).
Otóż w ciągu ostatnich 100 - 120 lat wyodrębnić
możemy trzy wyrażnie różne sytuacje modelowe:
pierwszą - oclpowiadającąokresO'wi
rozikwitu sztuki ludowej w warunkach istnielnia tradycyjnej
kultury chłopsIkiej;
drugą - ohejmującą okres dezinte@racji tej ku'ltury;
trzecią podtrzymywanie
dawnych
umiejętności
i tradycji
artystycznych w warunkach
zani:ku tradycyjnej
'kulturyehłOlpslkiej.
Omówmy 'te !sytuacje. Zacznijmy
od :pierwszej. W okresie rozkwitu
sztuki ,ludowej, od połowy XIX 'Po Ipierwsze lata XXwielku
twórcą ~udowym można by nazwać 'człowieka, [który wychował się i żył w kręgu kultury chłopskiej, tworząc :ogodnie z tradycją interesujące
artystycznie
warianty f ODm, odpowiadające
upodobaniom
i 'potrzebom lokalinej S'połeczności, ,przede w:szystlkiJm na jej i na własne potrzeby.
Definicja
taka zgodna jest z ograniczeniami,
które przyjęte
zostały
wIpraktyce
prz'ez nasząe'tnografię
i nau'kę o 'sztuce ludowej, to znaczy
dotyczy ,tylko kultury
'chłopskiej i to wyłącznie tych przejawów,
które
zyskały a1probatęśrodowisika,
mają więc 'charakter kumulatywny.
Zawiera bowiem cechy wspólne podstawowej
produikcji artystycznej
określonej grupy w określonym
czasie.
W definicji tej nie mieści się twórczość, którą naj właści wiej 'jest
nazwać samorodną,
stanowi
bowiem przejaw
indywidualnej
ekspresji,
uzależnionej
przede wszys1!kim old psycho-fizycznych
możliwości jednostki, a zrealizowarnych
poza 'kręgiem form uznanych
i preferowanych
przez śr.odowisko 9.
Nie można jednak pomijać faktu, iż wyddręibniając
twórców samorodnych od 'ludowych tworzymy
tylko jedną z możliwych k1lasyfikacji. "Samorodnych"
bowiem różni od ,tych, których nazwiemy "ludowymi"
tyllko
warstwa stylistyczna,
tyil'ko stosunek do tej tradycji, Iktórą :konstytuuje,
przechowuje
i rprze:kazuje ,lokalna kultura. Natomiast zarówno "samorodnym", jak i "l udow)'lm ", W'Sipólne są determinanty
wynikłe z samego charaikterużycia,
pracy, a więc występujące
ikonwergentnie,
poza niwelującą i fmmującą rolą konlkretnej kultury.
!Podział na sferę "natury"
i !sferę "kultury"
nie jest oczywi'ście ostry,
9 Należy zwrócić uwagę na trudność
slńwieiI1dizeniaco mogło być niegdyś aJprobOWlane przez śr&lt;ociowilslk'O.Da1ne, Wtórymi się pdSłulglUljemy, Oipa:r&lt;tesą pr,ze\V1ażnie
na Zlbi,o.mch mUZlea];nyich, a więc na wy:boI1ze dość przYlpaidl~o!wym i alrbjjtra,lnym.
WLemy, Zlwła!szlcZlaw I'zelmiOlŚrle,stJrajlu, buidow1l111c'1Jwie
- co było wy.mz&lt;em regionalny'ch czy loka,l:nYich Ulpo:dolbań, ale nLe znamy stopn~a dezaiproba'ty społecznej
dUa prz'edimioltów, kltó:re my uwaiJamy za s.am1oI101dine,nie-lJ.udowe.

�Pojęcie

twórcy

ludowego

11

obie sfery przenikają
się, niemniej roznIce są wyrażne.
W n'aszym przypadku do sf,ery naturalnej,
stanowią1cej Ipodłoże 'kuUury, zahczyłibYlffi dyspozycje 'jednostki ukształtowane
w waruinkach 'pracy fizycznej, a zwłaszcza pracy ;na roh, w warunkach
'stałego kontalktu z przyrooą
'i ,poczucia
zależności od niej, a także wynikł,e z doslkonałej zna'jomości tworzywa,
narzędzi i techniki obr6bki teg'o 'tworzywa.
Dodać jeszcz'e na'leży dyspozycje za;leżne od psychiki jednostki
i jej moż1iwaści manua'lnych.
W tej wła:ś'n1'e kategorii mieś'ci się twórczość wiejskich
artystów
samorodnyeh.
Są oni "ludowi"
w spos&lt;JIbi€ myśJ.enia artysty'cznego,
ale pozba wieni cech stylistycznych,
IMóre wytworzyła
regionalna
tradycja,
a które przywykliśmy
cd stu łat utożsamiać
z .ludowym charakterem
dzieła.
Zastanawiając
się nad osohowością dawnego tWÓf&lt;cy łudowego,
trzeba
pamiętać,
że ibyłon
,członkiem stosunikowo
zwartej
społ'eczmoś,ci. Sf'era
,,!sztuki" stanowiła
naturalny
'Produkt warun'ków
'życia i kultury.
Wynikała 'ze &amp;truktury funkcji, o których była mowa w Ipolprzedn~ch rozdziałach. Wyni1kała też z wspó'lnego ;grupie zasobu doświadcz,eń
i stos uniku
do ,przyrody, ziemi, pracy.
"Autentyzm"
10 tej sztuki
polegał między innymi na tym, że była ona
,na'tura~nymefe'kt'em
rzeczywistyoh
determinant.
Weżmy il1a przylkład
stosunek do przyrody . .susz'e, desZIcze, grad, mróz mogły 'Prz'ekroeś.uć wysiłek oracza czy 'Pasterza, toteż starał się on ,wszelkimi sposobami
zapewnić sobie 'przychylność
'sił, któ.ry'ch nie pojmował,
aod których
'lależał. Podległy
rylmowi Iprzyrody, stałej powtarza1noś'ci
cyklu rodzenia,
dojrzewania
i umierania,
łatwiej 'przyjmował
:smierć najbliższych.
Zył
w symbiozie z naturą, ·nie usiłując - jalk ludzie w miastach - przeciwstawić się jej, tworząc
własny rytm ,pracy. i odpoczyn!ku. Inny był 'też
'jego stosunek do 'czasu, do lprz'estrz'eni, inna ibyła stpulktura
'jego pojęć,
uzależnionych
od własnych i ś,rodowiskowych
doświadczeń,
inny dystans

10 'Przedmiot
autentyczny
to taki,k'tóry
niczego nie udaje, nie jest falsyf.'ikatem, kitórego fopma z,go'dna jest z fUJn:kcją. AluteIlltyczną na!Z.wi'elmy sztukę, kltóra
JUSlt wyibwor'em określonych
war,urlkó'W SlpoleC'znych, h~5t()'ry'c'Zmyic'h,kchno.Iogkznych i któ&lt;r'ej C'c,chy fonmallnc zgodne są ZJe stylem epotk:i, okrei9u k:uilJtury. W tym
sensie aU'teIllty'cznym będzie g'OItyk w średnliO'wiec'zu', secooja na pc:c'zątku n.al~zego
stu,lecia, s,Z1tulkaluidmv'a w okreS/j'e istmienia ZJwa'litej, modelowo
odrębnej
kul:tJury
chłOlpski,e\j. Naśladowniotwo
gCity'ku., seoelSji czy salturki Ludowej l1'ieza,le!7,nie od
eSltelty&lt;czmeg,owaloru - będzie już ty,Tko naŚ!1aidQWIJict'wem "stylu", życiem f.omny
odenw.anej od ma-aierzYlSltego podłaŻ&lt;a. AIUlten'1:y?Jmokreśllla więc sybUJa,coę dzieła, ale
nie j&lt;eg;o ja1k,Ość. PaLSl~ils'z,
,fai1syifm{laJt,
!&lt;'opia, mogą być ,ró'Wmie ,pi.ęklne jaikolfYgim.ał
czy forma na.ślad.owana, nie mając jednak w świadomości
posiad-acza czy widza
war,tości aUlten&lt;t;yik:u.

�12

ALEKSANDER JACKOWSKI

w opozycja'ch talkich, jak: bliski-&lt;ialeki, sąsiad-obcy, czas pracy - czas
wolny.
Osobowość człowi,eka,c'haraMer jego wyobraźni i myślenia arty",tycznego 'kształtowane Ibyły z,arówno 'przez warunki ;bytu, jak i system oc.en,
wierzeń, stosunelk do innych warstw wiejskiej społeczności, sposób prz'ekaw 'treści i Uimiejętno,ści oraz utrwalania ich 'w lŻywej tradycji.
Między twórczością a warunkami, które ją o'kreśilały, istniała zależność, dzięki cZ'€Imuodczuwamy np. dawną rz.eźJbę,haH czy wycinankę jako adekwatny wyraz dawnej kultury ,chłopskiej, Ipodoibnie jak wyrazem
kultury "wykształconej" będzie w 'połowie ub. wi'e1kulondyńtski Cristal-Pala'ce, a w końcu stulecia wieża Eiffla, obrazy Matejki czy Gierymskiego, współcześnie zaś - samolot Concorde, Picasso czy Manhattan
lub Brasilia.
Różnica między wiejskim snyC'erz'em czy wycinankarką a "kwalifikowanym" artystą :polegała nie tylko na tym, co wylkonywali; nie na wy!kształceniu, możliwościach technicznych, aile również na ,przynalei..ności
do i,nnej kultury, na innym widz'eniu świata, innej skali ocen, a to wszystko wiązalo :się Im. in. z wyłJorem innej anetody al'tystycznej.
Ta metoda artystyczlna odpowiadała 'potrzebomśl'o:dowi~ka, azarazero mnżłiwoś'ciom wyrazowym twórców, pozwalając im na znakomite
OłPerowanie f{)lfmą. Wiązała się ,ś'ciś['ez dominującą 'W 'kulturze ludowej
naszego kraju estetyką 'kumu:latywną, opartą o 'zbiorowe szlifowanie
fonm, wiodąrce do "stylu". Estetyka taoka cechuje ikuHury o ty/pie Ikanonicznym.
! KowaJl, hafciarka 'CZywycinankar'ka nie dlatego syntetyzowali 'kształt
koguta, 'że nie umieli narysować 'go poprawInie, ale dlatego, że stylizacja
motywu, doprowadzona czasem do ahstrakcyjnego oTnamentu, była ich
,,'metodą artystyczną", zgodną z techniką, ce{:hami tworzywa, narzędzi
itp. Ta metoda stanowiła w rękodzieile powszechnie przyjęte kryterium
oceny, akce.ptowane zarówno ,prz'ez 'twórców, jaik i odlbi'orców.
Czym jest ta metoda - pokazuje nawet krótki ,cytat z książki Mieczy'sława Gładysza Zdobnictwo metalowe na Śląsku: "Komponowanie
l...] motywów ludowych nie za'sadza 'się [... ] na wiernym naśladowaniu
przyrody, aloe na stosowaniu w celach de!koracyjnych jej zasadniczych
form. A zatem w odtwarzaniu 'rzeczywistości są decydującymi elementy IPrzypomnielniowe, oparte o zasadnicze ior'myświata rea1lnego. Właściwa dopiero twórczość polega na symetryczno-rytmicz:nym wiązaniu motywów, jaiko odpowi,edników przyrody" 11.
'Podstawową ,cechą dawnego twórcy ludowego była indentyfilkacja ze
11

M. Gła'C1ysz, Zdobnictwo

metalowe

na

ŚlqSlku,

KłJ1aików

1938, s. 142.

�Pojęcie

twórcy

ludowego

13

środowiskiem, widoczna za'równo w postawie, jak i wytworach robionych dla własnego śroidowiska (a nawet i dla klienta miejskiego). Zdobią'c dla siebie &lt;czypraoują'c dla innych - twórca 'ludowy 'Przeważnie lnie
odczuwał sytuacji wyboru, a gdy zaistniała, to nie tak ostro, jak się to
dzieje wspó-łcześnie. Nie zastanawiał się jak rdbić, w jakim "styilu". KuJ_
tura ludowa była mu dana, tkwiąc w niej 'Przyjmował ją bez !buntu, bez
świadomości, że może wyłamać się z tradycji, przyjąć inną konwencję
artystyczną·
A co się zmieniło dbecnie? Twól'cWŚĆ ludowa ulegała oderwaniu od
swej doty-chczasowej bazy. Nastąpił proces jej autonomiza'cji, ()ddzielenia
od macierzystego środowiska. Zmieniły !się funJkcje, a więc i racje istnienia rzeźby, obrazów, wycinanelk, haf,tów czy tkanin. Współczesny twórca
ludowy, opie,rając się na tradycji własnego regionu zwraca się d() n()wego odbiorcy, często z'llipełnie sobie nieznanego. Wchodzi ze swą działalnością w orbitę innego modelu kultury, podporządkowany nowym dla
siebie regułom gry.
iPowstaje paradoksalna sytuacja, kiedy twórca tym bardziej ()ddala
się od swego środowiska im bliższy jest tradycyjnym wzorom. Jego pozycja :spolecz,na zależy wówczas od 'oceny "miasta", od tego, czy nazwisko twórcy pojawia się w prasie lu'b t'elewizji, czy przed dom zajeżdża
dużo limuzyn, zwłaszcza zagrani'cznych, na ile szacuje się wysokość jego zardhków 12.
Zerwanie więzi z 'gl'Uipą ,powoduje konsekwencje również w sa-mej
twórczości. Pozytywne - polegają na większej swobodzie wypowiedzi;
negatywne - dotyczą sytuacji, w :której twórca odrywając się od tradycji nie jest jesz-cze zdolny 'przyjąć i zrozumieć reguł estetycznych środowis'ka, dla którego pracuje. Punktem odniesienia -staje się wówczas dla
ni'ego świadomość artystyczna (często ni'kła) oraz opinia "miasta", cepeliowskich komisji, jury konkursów czy wystaw, mniej lub ba:rdziej
kompetentnych doradców.
Tradycja przestaj-e być 'żywym źródłem, 'przekazywanym -przez otoczenie, a staje się sty.Iistyczny;m wz()1"Cemform, które trz'eba 'powtarzać,
aby być "ludowym". Wywołuje to znieóerpiliwienie niektórych tw6rców,
zwłas:ocza rzeŹlbiarzy, którzy sądzą, że mogliby pracować w dowolnym
:stylu.
Są oczywiście i tacy twórcy, iktórzy z ochotą 'kultywują dawne wzory, traktując nawet tę pracę jalko misję spol'eczną. Obok nich pojawia
się jednak coraz więcej twórców okazjonalnych, podejmujących pewien
12 Twórca
niejednclkr-otni-e ukrj"lwa przed sąlSiada,mi stan rze-czYiwuslty,stara,jąc
się, by wyżej s.za'cowaJno jEl~O dochody, a Wliąc i pozy.cję spoleczmą. Bor. J. Brzozowski, O sobie, "Po!Js,~a Sztuka Ludowa", R. 31, 1977, nr 3, s. 185.

�ALEKSANDER

14

JACKOWSKI

typ Tozwiązań artystycz.ny,ch tyilko dlatego, że }est na to moda, 'Żena 'tym

można zwrdbić, wy'bić się 13.
Niektórzy tw60cy pracują nawet w "dwóch estetykach". Inaczej dla
"Cepeilii", ina'czej dla wlalsnego środowiska. Podobnie zr'esztą czynili dawniej małomiasteczlkowi rzemieślnicy, zorientowani i na !klientelę miej:ską
i wi'ejlską.
Dwuestety'czność ,taka ibynajmniej nie jest czymś sztUoczn~m.Przeciwnie - jest ona rzeczą naturalną, a nawet charakterysty'czną dla sytuacji w które~ działają rMJne wzorce kulturowe, toteż spotykamy się
z nią na stykach kultur (m.in. ludowej i nie-ludowej). Dwuestety'czność
ceohuje większość twÓ'oców ludowy,ch okresu 'przejściowego, zwłaszcza
osta tniego dwudziestolecia.
Wsp£!kzesna tWÓI"'CZOŚĆ
ludowa coraz bardziej staje się ei'ektem świadomego wyiboru. 'To talkże różni sytuację obecną od dawnej, kiedy to
twórca pracował w sposób naturalny, ni'eraz nawet nie zdając Bobie sprawy z t'ego,że mógłby to czynić inaczej.
Te różnice między sytuacją dawną i wspókzesną można wyrazić w
postaci schematu:
dawna twórczość '}iudowa
współczesna twórczośĆ ludowa dla
miast
wspókzesna ·twórczość "ludowa"
na
użytek
własny
środowisk
wiejskich i miejskich peryferii

warunki bytowe + ku1tura gruiPY I(regionu, środowiSka);
pamięć lub na'byta znajomość
dawnych wz,orów + sty.mulacja
z z·ewnątrz;
da wne nawyki
estetyczne
+
współcz'esne mOldy i upodobania
występujące w środowislmch nie
uczestniczących w wyższym obiegu kultury.

Cechą 'podstawową t wórczo:ści ~udowej w O'kresie dezintegra'cji tradycyjnej kultury chłopSki,ej jest więc 'Żywa pamięć dawnych form i umiejętno:ści. Póki ta ciCllgłośćhezpośredniego prz'ekazu istnie}e - moż,emy
mówić o twórczości !ludowej, choć w znacznym już stopniu stymulowanej z zewnątrz.
Ciągłość, o któr'ej mowa, dotyczy jednak nie tylko salmych umiejętności i Irepertuaru wzorów, a~ei metody twórczej, zasad ,przeważnie
nieuświadomionych werbaln'ie, które określają odrę'bność sztuki ludowej od nie-ludowej.
Cią:głoś'ć ,tradycji estetycznej wiąże się też z ,wciąż wyczuwalną wię13

Twórca

Tw6rcó:w
ludowy

taik1ich w dziedzinie
...

kontraktowy,

~iJtematuryoma·wńa

(w:) Folklor

Roch Sulima w rOlidozial1e
op. cit., s. 188 passim.

i literatura,

�Poięde twórcy

ludowego

15

zią z daw,ną Iktilturą,zemocj-ona!lną identyfi1kacją twórcy z wła'sną grupą
społeczną i jej 'losem.
'Wielu twórców iludowych nie różni się ani swym wy1kształeeniem,.
a,ni modelem świadomości od 'przeciętnie wykształeonych łudzi z miast.
Uczestniczą w tym samym obiegu kultury, mają ten sam zasób informa'cji, podobnie oceniają sytuację 'poEtyczną, sprawy :społ'€Czne,Igospo- .
ciafcz,e. Różni ich jedna'k sposób wyrażania swoich przem)'lśleń, większa
"obrazowość" izdalność ujęcia zjawiska ogólnego w konkretnym przykładzie, 'co łą'czy się z tradycją ll'ólkloru, z T'eminiscencjami ludowej
kultury. Różlni ich 'stosuneik do tworzywa, szacunek dla jego właściwości, a w 'rZemiośle - 'ZiIlajomośćwal\5zta'tu, vradycyjnJ1Cihsposoibów. Toteż różni'ce między inteligentem miejSkim a twórcą rrudowym dostrzec'
można ,przede wszystkim tam, Igdzie wy'stępu}e emocjona'lna więź z :prz'eszłością, rodzimą kulturą. Różnice talkie anogą istnieć w &amp;ferze odczuć •.
preferencji estetycznych, wzorów które podsuwa Ipamięć i wychowanie.
'Wie'lu 'twórców pod wpływem własnych przemyśleń, a zwłaszcza
polityki kulturalnej w okresie pO'woj,e,nnym,uważa, że rzeźbiąc, układając Ibukiety czy malują'c - wnoszą i utrwalają istotne wartości w społeczeństwie, lnie dając zaniknąć tradycjom, które są 'W kh odczuciu
kwi'ntesencją ,,'polskości". Stąd więk'szy wyraz patriotycznej dydaktyki
w tema'ty'ce ich dzieł, nawet nie inspirowanych prz€z konkursy. Ta iPOstawa twórców IlvdO'w)'lchwobec rodzimych trady'cji IprzYlPomina stosunek €migracji chłopskiej do 'kraju. Emigracji, która IIlliJmoinnych wzo- .
rów życia 'Utrzymuje serdeczne 'związki z krajem i rodzinną wsią zachowując !pewne .elementy f,01kl'Ofu,obyczajowości. iRó7miich 'Od nowegootocz'e,nia właśnie genea'logia, 'eIDo·cjonalna więź z ikuHurą o}ców•.
iPodohną więż ,spotyikamy 'U :starJ'lCh twórców ludowych pamiętającychtradycyjne
formy życia oraz u młodych, wychowanych 'W szaculllku dla 'kultury swych ojców.
Wśród współczesnych twórców l1udowych przeważają [udzie :starsi,.
których osobowość i nawyki -kulturowe 'zostały ukształtowane w atmosferz€ 'tradycji przechowany'ch 'W rodzinie. Zachowah oni pamięć daw-nych zwyczajów, form i 'Umi,ejętności i co wa:żl11€
- naib)'lli je jeszcze:
po;przez Ibezipośredni !przekaz lpoko~eniowy. Toen właśnie falkt 'Przesądza:
o Stpecyii'ceoheqnego okres'U - dezi.ntegracji dawnej kultury i wprowadzeniu sztuki ~udowej 'W obieg kultury pow:sz'€ichnej.Okres toen 'wyznacza'ją orientacyjne da ty 1\94'5' - 1(919,0 r.
Twórców rrudowych tego dkresu wyróżnia pamięć dawnych form
i proc,ederów, bez'pośrednia więź z 'Pokol'eniami, (które tworzyły j-eszcze:
sztukę ~udową dla si'ebi'e, więź &lt;emocjonalna z rodzimym środowiskiem.
Wła'śnie odrębność tradycji, z którą twórca się identyfikuje, a także

�'16

ALEKSANiDER

JACKOWSKI

spo'sób artystycznego
myślenia sprawiają,
że na wiązanie do Tegioinalnej
stylistyki
nie Jest tylko 'powierz'chownym
zabiegiem.
Temat
ten porusza
interesująco
Tadeusz
Staich
na przykładzie
gwalry i !pisarstwa 'góraJskiego. "Warunkiem
góralskiego
myś'lenia jesf:
przynależność
do Ikultury góralskiej
(a więc pa'sterskiej)
i bezpośredni
,kontakt
z prawodawcami
'tradycji:ojc'em,
matką, starszym pdkoleniem
góra-lskim. Jeżeli ty'ch wzajemnych
uwarunkowań
braknie, a więc jeśli
mpo sposób myślenia i formułowania
myśli nie będzie mieć cech góral,skiego spos(jbu myślenia
i formułowania,
wówczas 'W twórcz,ości literackiej 'brakni·e :ugodnoŚ'Ci między intencją,
a jej reailizacją w gwarze.
,Musi z,atem istnieć wewnętrzna
,konieczność używania gwary, bo treści
góralskie, w góralskim umyśle ulkształtowane, a wyraż·one językiem literackim, tworzą niekonsekwencję,
zagrają fałszywie.
I odwrotnie, oczywiś-eie: treści ni'eg6ralskie,
ukształtowCłine w niegóra'lskirm 'lub pozornie
tylko góral'skim umyśle, wy:rażone gwarą - stworzą fał-sz. Gwara jest
nie ,przy'czyną, lecz skutkiem chłopS'kiego 'pisania. 'Proces 'pisania w gwarze zaczyna się tam, ,gdziezaczyna
'Się góralszczyZlna, jest uwaruI1lko'wany góralskim
rozumowaniem
i myśleniem
'W ogóle.
To zaś uwa.Tunlkowane j-estsposohem
żY'cia, wywodzącym
się z historycznej
,bazy
,pasterskiej."
14
Różnice między powi'erzchowną
a rzeczywistą
Iludowoś.cią dostrzega'lne :są łatwiej
w twórczości
lite1raekiej niż rzeżbiarskiej
czy ręko&lt;lzielni-czej. W tych bowiem dziedzina'chsilniejszy
jest wzór .stylistyczny,
mniejsza zaś możliwość uja'wnienia się indywidualności
twórcy 15. Zwła,szcza w rękodziele
"ludowość"
sprowadzona
zostaje w praktyce do ornamentacyjnego
tatuażu.
Autonomizacja
formy, po:ubawienie jej wszel;kich związ'ków z dawnymi'Iu~~ik~jami
'i detenmina,ntami
:prowadzi do
'bezo:soibowości, stereotypizacji.
"Sztuka ,ludowa" w rękodziele staje się
--czymś na !kształt wz,orni'ka regionalnych
form i motywów, iktóre można
naśladować.
Nawet w rz,eŹlbie i malarstwie
na szkle "ludowość"
sprowadzona zostaje do 'schematów.
Naśladują
je zarówno twórcy wiejscy,
jak i amatorzy z mialst. Etnografowie
w komisjach ocen i jury konkur:~'SÓwcoraz 'częściej &lt;są wobec tych zjawisk !bezradni. Odrzucają
najcie14 T. Staiich, Prawda
i fałsz w literaturze
gwarowej,
"Biu'!etyn lnfurmacyj:ny
'StowarzysZlenia
'IlWÓ.oców LurdOW)'Ich", Lub:lin-, nr 7-8, 1974, s. 39, 40.
15 Ręk,~dizieŁo j'e5t ib3iridzj,ej iskJOIIlIw1enlcjlonah'z,owalne
Old Utara'tUlry. Łaitwiej od-:r&amp;ŻJnićwi'erSlz od wierSlwnliż
serwetkę
z haft·em k:aSlzubskim C'zy ku.rpio'wskim od
d-rugliej. KJaż:dy wiersz Hoły'S,z,owej je5t ZJ3ipi!sem:innego Slt.anu d'ucha, innej syltuacji
dQsbnzeżcmej czy uświa,domionej,
,podczas gdy zITaJkomute tJkanuny czy wydna niki !'lip,
'BUlrzyńsildej czy S~w(k'owej są tyll'k-o walri,a:nJtem i'ch irudywidua,lnego sltya'U, nie różniąc s!ię 'Old ,Slielbie .n:a1S1tu'oj'emc:zy ,001lsenwalCją.Wl·er'SIZ, .i w więkS'Z)'lm jelSZlcze s.to'p;ni,u pro:l!a są zap1Js,em myś~i, a c-iśnie:nie WZJOI1U
formabnego jest w niJch sla,bsze niż
't}J rzemiJoś,!e" 'zwł,alSlWw opartym
o I!"ygory 'w&gt;aJr'.5:zJtatoW'f'.

�Pojęcie

twórcy

ludoweuo

ka wsze Il"zeźby czy obrazy, gdy wykraczają one poza znalne im wzory,
gotowi nagrodzić ·kaźdego, kto te wzory respektuje. W Radomiu faworytem stał się milicjant rzeźbiący świątJki, w Rahceetnograf
miejsC'owegD muzeum malująicy zręcznie obrazki na sZJkle. Nieraz w ostatniej
chwili udaje się zalpo'biec "nieszczęś&lt;:iu" i skreślić z [isty nagród kogoś,
o kim właśnie się dowiedziano, że jest inżynierem !Czy architektem.
A z roku na rok ·coraz więcej osób wycina, rz·eźbi, haftuje "na ludowo".
W takiej sytuacji D tym, ktD jest, a kto nie jest "twórcą ludowym",
de~yduje nie tylko dzieło, a'le i a;nkieta personalna. Można jednak zadać
pytanie, czy naprawdę musimy wiedzieć !kim jest autor, !Czynie wystarczy ocena samego dzieła? Otóż gdyby chodziło tyl:ko o Iprzedmiot, o za~;pokojenie potrzeb odbiorców, osoba producenta mogła,by nas nie interesować. Skoro j-ednak w ,grę wchodzi polityka ku,lburalna, chęć za,chowam a tego, co SIę da, z tradycyjnej twórczości, podtrzymania ginących
za wadów i otoczenia opieką zasłużonych na wsi nosicieli dawnych tradycji - O'kazało się (koni'e~zne znalezienie odpowiednich form pomocy
i określenie kategorii osób, które mają z tej pomocy korzystać.
Powstały rejestry twórców. Najpierw w Mini'sterstwie K'u1tury i Sztuki (na ,podstawie zarządzenia Ministra Kultury i Sztuki !Ul' 80
dr.ia
31 sierpnia 1972 r.), ,później w "Cepelii" i w Stowarzyszeniu Twórców
Ludowych. Rejestr Ministerstwa jest ,największy, a zarazem najbardziej
miarodajny. Obejmuje bowiem zarówno nazwiska ,członków STL, jak
też i osób, które nie należą do Stowarzyszenia. Znajdują się w nim zarówno twórcy pracujący dla "Cepelii", jak i tacy, którym wiek czy
stan zdr·owia uniemożliwia już dalszą pracę 16. Definicja "twórcy ludowego", przyjęta przez Ministerstwo, stanowi podstawę dla działania K{)misji Weryfikacyjnej 17. Definicja ta, w zasadzie zhliżona do wytycznych
przyjętych przez "Ce'pelię" i STL 18, ma oczywiście ~hara,kter instrumentalny. Jest na tyle 'szero'ka, ż·e pozwala objąć pomocą zarówno zasłużonych twórców, jak też i ludzi młodych a utalentowanych, a także
jednostki, które wnoszą 'swój własny, samorodny 'wkład w naszą kulturę, mimo iż wykra'czają {poza tradycyjną ludową stylistykę.

z

18 Bor. K. Z,alwilsltowicz-Adamska,
Polska sztuka ludowa, "Łódzkie Studia Eltnograiliczne", R. 18, 1976, s. 30, 31. CEln!tJralną Komirsję Weryfikacyjną
powolrarno
w p.aźdz,ior:nJlku 19·57 r. Pierwszy etap weryfikacji
Ulk'011czono w 1973 r. wpisując
do reje!s:tr·u M~n'1sltenstbwaK'uIJ1tU!ry
i SzJtU!ki1257 osÓ'b.
17 K. Z,awi'sltow!1c.z-AJd,am!S1ka,
Cip. dt., s. 11, 68. (AJneks 2: A1ek:s·a'nder J.ackowski,

Definicja

twórców

ludowy.ch).

K. Zalw.ilSltow~cz-Ada,mslka,op. art., s. 41, 42: de.Einkja twó:r,cy ludowego przyjęta przez "Cepelię" oraz s. 1:19: statut Stowarzyszenia
Twórców Ludowych - Kryteria pOJmorcni·czeSekcji Sztuki Ludowej w Radzie Naukowej STL p;orstuUują: ,,1. Pochordzenie chlropski·e lub rc,bobnicze. 2. SItaI,e pozosltawanlie w chłOlpSikiJmlub robCitiIliczym ś:rodowisku. 3. Bra'k zaWJOdoweg·o-!specjalistycZJll€lgo przygoto'wania
plastycz18

2 "Lud"

-

tom

64

�18

ALEKSJAiNDiE!R

JACK,OWSK:I

W myśl definicji, pierwszym i nieodzownym warunkiem jest IPO·
chodzenie. Samo jednaik pochodzenie nie wystar'cza, konieczna jest /bowiem więź ze iŚrooowiSlkiem,joegotradycją ikulJ.turową, sp060lbem 'życia,
systemem ooe.n.Ważny jest też iSlposĆJib
naiby&lt;Ciaumi'eję'tności. 'PowiJIlien
on następować w drodze przekazu heZJpo:średniego(dawniej - :przede
wszyst'kim Toózjjnnego,w 'przyszłoś~i - z misbrza na ucznia).
W pierwszy~h dys'kiUsja~h i definicjach zwracano jeszcze uwagę na
sto:pień wykształcenia. CiąiŻyłdziewiętnastowieczny mi,t chłopskiego twórcy-anaHahety. Zgadzano się więc na szkołę podstawową. Już :po lki1ku
lata~h :stał'o'się oczywiste, Iże'granicę tę 'trz'eba rprzesunąć. Mówiono więc
o wykształ!ceniu niepełnym średnim, a pot'em 'Średnim 19.W obowiązującej definicji, przyjętej w 1'974 r. !punkt dotyczący wykształoe:nia w ogółe ,pominięto. Stwierdza :się joedyni'e,że nie można uznać za twórcę ludowego ucz,nia :lUlbalbsolwenta uczelni plastycznej.
Następny postu!lat dotyczy artystycznej
inicjatywy, 'przejawionej
w Tamach fonm lub zasad myślenia, chara'kterysty~znych dla sZ\Jl"lkiludowej. Tw6rcami :są więc uudzi'e, Iktórzy ,,[... l 3. Nie z-rywają w swej
twórczości więzi z podstawowymi za1sadami myślenia artystycznego,
Mór'e cechowały tradycyjlną \Sztukę [udową, a tam 'gdzie funkcja wytworu na to pozwala, nawiązują do tradycyjnych wzorów. 4. Wwry te
twórczo mody'i':lkU'ją."20
Postula t modyfi'ka~ji wzoru SłUiŻYĆ
ma rozróżnieniu twórców od Tzemieśllników--odtwórców. Sprawa to nie łatwa, poniewa'ż w takich dziedzinach, jak garncaTstwo, a naw-et ha&lt;fctarstwo, trudna j€'St do uchwycenia Igranica między mistrz.astwem 't-echnicznym a 'twórczą modyfikacją. Rola inwencji rośnie tam, gdzie mniejszą rolę odgrywa determinanta warsztatu i Iwzoru.'W obecnym okresie inwencja cechuje przede
wszystkim Tz'e'ŹIbęi malarstwo, a więc dziedz~ny, w Iktórych ocz,elkuje
się od artysty intenpreta~ji coraz .tonowy~h i oróinych tematów.
D{}strzec 'tu można różnicę w pojmowaniu pojęcia. inwencji w sz,tuce
ludowej i nie ..•
ludowej. Artyści.,plastycy z reguły tworzą dzieła jednostkowe, chyiba 'ż-e sama techni'ka zakłada możno.ść :powiela'nia (grafi'ka,
medaheI1stwo).
nego (s.zIJwła 'IJllalS!tytC;z.:na~
Og)llIliSlkopJ,alSltYJC'=elitp.). 4. Znajom.ość
re,g)i·onaunych technik bworzeniJa ~OIdnie z traldy,c'ją retg1icl'n&lt;u.Wysoki pOZJiQm a,rrt;Yrstyc=y. 5. ppzoos'ba,w~enie zdjęć ,pr.a'c, bądź pra&lt;e or)'lgina.1my,ch do oceny (lpulnilQtow:Cl&lt;na
IroTI1!P'Ozycja,
jecllność fonmy, a'I1tyZlm, ogMny wy.ra'z iitJp.). 6. Opinia, przyna:j!mnieli jednego z wymienionY'ch w reguibatmiJnJie przYi.ię~, OIllgaJnÓiWpowołaJnych
do opi'l'lli,owaJnJia. 7. Pożądana a1kitYrwność w ślrOld&lt;owil~ku (WiSlpó~pflalC:az muzeulm, dOlInami k'ulHury, udzuał
w konkIUiI1Salc'h"na.g1ro&lt;dy)."
19 Na
pasieidzelnilU CeIl1itna!Jlnej KlOmilstii Wery,f,ik'a'cyjmej
w Szyidłowcu,
18 IX
19712 of. pr&lt;zY'jęto wyikls:zJtallCleJn;ie
maiklsliimumśl'€ldJnie.
ft K. Zaiwtilsltawticz-A:daU'I1i'&gt;lka,
QP. cit., s. 58.

�Pojęcie

twórcy

Zudowego

19

Twórcy ludowi, zwłasz'cza w !przeszłośd, z reguły Ipowtarza!li !Się.
ŚWiątkarz'e ne:źJbili dziesiątki taikich 'samych lub nieznacznie ZJmienionych ujęć Frasobliwego czy Skępskiej, tkaczki, hafciarki czy wycinan!karki powtarzały ten sam motyw, rÓ'żni'cująrc tyl!ko !kolorystykę czy
uikład ,elementów, Iktóry nie zmieniał zresztą ogólnego chara~kteru dzieła.
Ale właśnie stworzenie ,własnego wzoru (później powtarzanego) czy
nawet tyTko 1ndywidualnainterpretacja
szczegółów stanowiły !przejaw
twórczej działalności.
Sformulujrmy tę różnicę bardziej ogółnie: w kuilturze wykształconej
XIX - XX wi,eku !pojęcie twóDCzości wiąże się z dą~eni'em do indywidua'lnoś'Ci, autorskiego piętna - Ipodczas gdy w k1ulturzeludowej I(tak
jak we wszy'stJki&lt;chkulturach !kanoni'czny'ch) 'twórczość przejawia się
w interpretacji, w niewi,elkich !przelkształceniach wzoru.
Oznacza to, 'że rozdzielając w nasz'ej definicji pojęcia twórcwści
i odtWÓTCZOŚ'Ci
nazywamy 'twórcami tych rzeźbiarzy, maiIarzy czy rzemieśl:n~ków, którzy zdOilniISąstworzyć własną intenpreta'cję wzoru, i to,
niezależnie od ,t'ego,czy to czynią 'j€dnorazowo, czy i-eż wzór t'en powtarzają wielokrotnie. Twórców o wyraźnie Skrystalizowanej osobowości
artystycznej cechuje więc inwencja, a nawet odrębny stylI, 'PO którym
rozpoznajemy. iż np. j.edna rzeŹJbajest Chojęty, a druga Kołacza. (Styl
ten, gdy zostanie podchwycony !przez 1nnych, przestaje "wyra1żać" t'wórcę, a staje się cechą grUJPY).
Definicja 'twórcy ludowego zawiera Jeszcze jeden ,punkt, pozwalający objąć systemem 'Pomocy jednostki utalentowane, ale wypowiadające :się 'poza tradycją regionu i ;poza 'kręgiem W1pływówsztuki elitarnej. ,,:Przywi:leje 'twórców 'ludowych - czytamy - obejmują również
artystów samoTodny'ch, 'tworzącY'ch poza kręgiem inspiracji sztuką oficjailną ... " 'Rzecz dotyczy artystów "sam·orodnyc'h" pochodzących z,e środowis'ka wiejskiego, małomiasteczkowego, robotniczego. Passus o samorodnych artystach wprowadzm1o po to, alby zna'leźć prawną podstawę
dla oipieki nad takimi twór1cami, jak Nikifor, Ociepka, Sobota, Ga włowa, zagajewski. Sądzę Jednak, 2Je za takim ,postawieniem sprawy przemawiają równ'ie'ż'pewne racJe m'eTy'toryczne.
P'owoli zmierzamy 'W nauce do przezw~ciężenia tradycyjnej
koncepcji sztu!ki, 1udowej, zawęż'eń, jakie wiedzie 'Ze :SQlbą.Ograniczenie
pojęcia "sztuki ludowej" tylko do tego, co różne od s zltulki inJnych
warstw, a 'ty;powe dla danej grupy Tegion.a'~nej.zawęża po'le olbserwacji
tylko do zjawisk o charakterystycznej
stylistyce. Obok nich istniały
jednak i inne zjawiska. Kiedy 'patrzymy na dawną kulturę chłOpSką
jako na 'c.ałO'ść'Zł,O'ż·oną
'Z róż.nych nawars'twi'eń - dostrz,ec mo'ż'emy
wśród fa'któw rozpoznawanych prz'ez na's ja\ko artystyczne - zarówno
typowe, ak'ceptowane przez ogół, jak też i jednostkowe. Allbowiem sztu-

'l

�20

ALEKSANDER

JACKOWSKI

ka ludzi marginesu również jest refleksem ich sY'tuacji, wyraża ich
świadomość, u'kształt{)waną w dbcowaniu z grupą, w kręgu tradycyjnych pojęć, wierzeń, ()c'en - w tym i estetycz:nych.
Różnica między nimi a typowymi reprezentantami
twórczości lud{)• wej polega jedna'k na tym, 'że 'si'lniej występują u nioh cechy indywidURlne. Czasem dlatego, że pewne rodzaje wypowiedzi przerastają ich
możliwości, czasem zaś ze względu na stosuneik do bodźców wewnętrznych, którym 'Starają się dać wyraz w twórczości.
Każdy człowie'k konstruuje swoje widzenie świata z ,cegiełek obserwacji i doznań. Każdy ma w świadomej czy utajonej !pamięci zaobserwowane 'wZ'Ory,ale w 'kulturze () dużym 'stopniu organizacji wew:nętrznej, większość wypowiada się w formach ogó1nie 'przyjętych, skonwencjonalizowanych, nastawiona "lna 'z'ewną'trz". Korzystając z podobnego
zasobu wiedzy, nawy!ków i ohserwa'cji - samorodni tworzą ,przede wszystkim "od wewnątrz", w zlgodzie ze swoimi możliwościami ,psycho-fizycznymi. Za'chowują jednak więź ze środowiskowym ,podłożem, ze !Swoją
forma1cją kulturową. Dlatego właśnie odczuwamy wiejs'k{)ść Gawłowej,
Soboty, Heródkaczy
Wojciecha Oleksego, dostrzegając odmienność ich
zaplecza środowiskowego i kulturowego od zaplecza twórczości np. Zagajewskiego.
Przy ,całej swojej "kulturowej nieprzema'kalności" są samorodni na
pewno bliżsi dawnej ikulturze Judowej niż współczesnej :sztuce ;profesjonalnej. Czasem nawet wydają się 'bardziej i autentyczniej związani
z tą 'kulturą, niż niektórzy współcześni twórcy ludowi malujący czy
rzt&gt;żbiący "na ludowo".
Przedsta wiona tu definicja nie może być traktowana j a'ko ,propozycja
naukowa. Coraz więcej wątpliwości budzą sytuacje, z którymi się spotykamy, czy to w czasi'e posiedzeń Komisji Weryfikacyjnych
czy obserwując róŹ!ne kiermasze, jarmar'ki, 'konkursy. Sytuacja jest inna w regionach, gdzie i'stnieją jesz'cze enklawy tradycyjnej twóTczości, inna zaś
tam, gdzie ;procesy migmcyjne i urbanizacyjne zatarły .pamięć tego, co
było. Trudno więc tprzykładać tę samą miarę ooen do górs~kiej wiosIki
w Żywiecikie:m i nowoczesnego POR w .poznańskiem czy Kosza:1ińskiem.
Definicja jest więc narzędziem ,służącym polityce 'ku'1turalnej, zachowaniu w miarę możności dawlnych tradycji artys,tycznych i .otoczenia
szacunkiem i opieką nosi,cieli tych tradycji. Definicja ma więc, co pod'kreśla towarzyszące wyja:śnienie, charakter instrru!k'cji dla Komisji Weryfikacyjnej, 'która Ikażdorazowo ;powinna brać pod uwagę 'pochodzenie
:kandydata i to, Co reprezeni-uj-e on w swych pracach. Sito selekcyjne
musi być w takiej 'sytuacji gęstsze [przy ncenie kandydatów z Podhala
niż np. Dolnego ,Slągka ,czy Pomona Zachodnieg.o.

�Pojęcie

twórcy

*

21

ludowego

*

*

Zastanówmy -się teraz nad 'kierunkiem zachodzą'Cych 'prz-emian, a co
za tym idzie - nad ewOllucją pojęcia "twórcy ludowego".
W 197-5 r. dane Stowarzyszenia Twórców Ludowy'ch wskazywały na
to, że ;:-9'% twórców Ima ,powyżej 60 Jat, a 218% mie.ści się w prz'edziale wieku 4-6 - 60 'lat 21. Wymierają, pfz-estają działać ,ludzie, którzy
w młcdości 'swej _pracowali jeszcze dla własnego środowiska. Na sikutek
zmian za-chodzących na wsi zanika odrę'bność chłopskiego myśłenia i odczuwania, odrębność kulturowa. Wieś upodabnia się do miasta w 5ipOSObie życia, rozrywki, mieszkania, -u1hrCłinia.To, co !było środowiskiem
kształtującym
mentalnO'ść i na wy'ki ,estetyczne twórców urodzonych
przed I wojną światową, ,przestaje istnieć. Już dla wielu twórców średniego pokolenia :środowisko to istniało tylko w postaci żywej tradycji,
pamięci przechowanej w rodzinnym domu. Dla młodych, 'którzy obecnie
dochodzą i 'będą dochodzić do rejestru twór'Ców ludowych - tradycja
kulturowa staje się 'po prostu wzorem, jednym z wzorów, które działają obok innyeh i któr-e są z różnych przyczy,n świadomie wybierane.
Pod'stawową s.prawąstaje
się w nowej sytuacji sposób na'bycia tradycyjnych umiejętności, charakter
związków z dawnymi tradycjami.
W twóT'cz.ościoznacza to m.in. 'Stosunek do tradycyjnych form, do wzorów, które uznane są za ludowe, regionalne.
Nie jest obojętne jak się nabywa UlIDiejętnośd, ja1k wchodzi -w krąg
tradycyj.nych form. Czy w drodze bezpośredniego prz-e'kazu, oibserwa'Cji
uczestniczącej - czy w -szkole, -z'k..siążek,nut.
PrzeJkaz bez'pośredni, z 'poko[enia w ,pokolenie, z mistrza na ucznia
pozwa,lana opanowanie sprawności w lhez:p0ś1'ednim Iproc-esie tworzenia.
Zdobywanie um iejętnoś'ci techniczny'ch odbywa się wówczas w powiązaniu z kształtowaniem myślelnia artystycznego, wyo'braini i nawyków
estetycznych. Młody adept przechodzi 'Cały cykl
od zna~jomO'ściwarsztatu, surowca i dawnych form po s.pecyfikę myślenia arty'stycznego,
opartą o doświadczenia ;pckoleń. W 'szkole zaś uczy -się osiągania gotowego rezultatu, naśladownictwa. Przekaz ;pośredni - prz,ez szkołę, ognisko, książkę, nuty - uczy zrutymizowanych umiejętności, naśladownictwa kOlnkretnego wzoru, gubi więc, tak i,stotny od ,początku nauiki, element pro'cesu twórczego i uczestnictwa w tym procesie. Inaczej też formuje rodzaj pamięci, która w dawnej sztuce ludowej odgrywała ogromną rolę.
-r-

!I "Biuletym
nr 13, s. 3.

Imf'OInmacyj1nyStowaI1zYSlzenia Twórców

Ludowych",

LubHn,

1977,

�22

ALEKSANDER JACKOWSKI

Przekaz pośredni jest celowy, a nawet konieczny tam, gdzie zerwana
jest nić bezpośredniej tradycji i gdzie nie daje się przedłużać życia
danej dziedziny 'W sposób natumlny - ale jest to już inna jakoś'Ciowo
faza twórczości.
W tej ina:stępnej fazie, 'której początek daje się zaobserwować, a która będzie zapewne charakterystyczna dla okresu po 1,985 - 119~O r., obecna definicja twórcy -ludowego straci swój sens. Nie istotne stanie się
pochodzenie, skoro niewiele będzie z tego wynikało w 'praktyce twór&lt;czości.Odipadnie moment rzeczywistej więzi z iludową kulturą, tradycją.
Istotny okaże się tylko stosunek do form i środków wyrazu. "Ludowość"
- rozumiana w sensie 'kontynuacji stylu będzi,e wówczas 'polegała na
stylizacji iodtwarzalniu tradycyjnych form, na ręcznym ich wykonaniu, przy użyciu - w miarę możności tradycyjnych !Surowców, a 'po
&lt;części i narzędzi. 'Twórca ludowy - stanie się po prostu zawodem.
W o'kresie, gdy 'nie istotne 'staną się różnice w zapleczu kulturowym
twórców oraz ich pochodzeniu, w okresie gdy zerwany zostanie bezpośredni ,przekaz umiejętności - stra'Ci sens pojęcie twÓf'cy ludowego
w dotychczasowym rozumieniu. Pojęcie to będzie może funkcjonowało
nadal, ale już ,na 'Oznaczerniealbo zawodu, a,lho innego zjawiska występującego 'w kręgu powszedłmych f'OTmtwórczości, plas'tyki amatorskiej.
Trudno przewidzieć dziś, na He silna mO'ż,e!być wówczas potrzeba
"ręcznie wykonanej" ,sztuki ludowej. Nie wykluczałbym moż:liwości zaników i nawrotów tabch tendencji. Wiemy jednak, ,że "ręcznie wykonane" w epoce 'kultury masowej i masowej tandety jest jeszcze jed!I1ym fałszem i mitem komercja'lnego rYlnlku.Wtedy, gdy się to o'każe
potrzebne i opłacalne znajdą się 'ludzie, którzy będą "ręcznie" rzeźbić
czy ma'lować, powielając dane i:m wzory. Mote to ich będziemy wówczas nazywa1litwórcami ~ludowymi?
Niezależnie jednak od tej grupy przedmiotów już obecnie widoczne
jest narastani'e dwóch podstawowych tendencji, które zapewne w latach
dziewięćdziesiątych będą dominowały: ;pierwsza - produkowanie wyrobów sztuki ludowej w za'kładach zwartych, metodami pół- i przemysłowymi; druga - za'Cieranie się granic, 'zwłaszcza w rzeźbie i malarstwie, między twórcami ,ludowymi a miejskimi i wiejskimi amat'OTami22

•

*

*

Pojęcie "twórcy ludowego" nie 'jest ponadczasowe. Ma ono swą genezę, etalpy przemian i Ikres. Odsuwanie tego kresu może po części za22 G['anice
te utrzymują
s,ię wY'ra2Jll'i,ew rzemi'osla,ch OIP'a.r,tychna u:mieję'tmoś'ŚiCiach, opanawa.nie któTy.ch wymaga dużego nakładu
sił i cza'Slu ora.z znajomości
warsztatu
i technik (np. w kOlwa~stw'ie, garncarsoi'Wlie, tika,ctwie - zwłdJs?Jcza dwu'OSlllowowym).

�Pojęcie

twórcy

ludowego

23

leżeć od właściwej polHyki opieki i stymulacji twórczości ludowej w
obecnych warun!kach, od tego, czy uda się zapewnić zmianę 'Pokoleniową, stworzyć na czas przepisy i 'system !bodicó,w pozwaIającyóh starym
mistrzom szko'lić adeptów zawodu. Chodzi też o to, aby utrzymać ,pamięć artystycznych 'tradycji w różny'ch dziedzinach, nie tylko w rękodziele, ale i w muzyce, tańcu, ,obrzędzie. lAby docenić i uszanować ralę
twórców ludowych -śpiewalków,
instrumentalistów, tancerzy, zapewnić
im to samo .pra'wo do zaopatrzenia emerytaInego, ;które już przyznano
rękodzielnikom.
Mamy sprzyjają'cy klimat dla tych działań, ludzi rozumiejących
obecną :sytua'Cję i barierę Iprzepi'sów, które trzeba zmienić, 'zaktualizować. Od 'tempa działań w 'latach osiemdziesiątych 'będzie zależało, czy
w dziesięć lat później ibędziemy jeszcze mi'eli 'czym ,się opiekować.

ALEKSANDER

JACKOWSKI

THE CONCEiPT OF THE FOLK ARTIST

eS u m m ary)
An old village community
did not recognize a s.eparal.e ca'teglory of "art".
Thc.re w.a'S no Sluron.g diviJsiOlI1be'tweem c'rea!tolfs 1lJn.d,par'ti1c.i(pall1lbs
af a·rt and thU1S
there was ,no concept 0'1' a,n aI1tist, namely the trans'planted
fo'lik artist. This concept wa·s to the .gwUIlidof
fd1k cul:ture aiS late as after the F.irnt World War
whon the v1lJlues of fo'l'k art were rec.ogn'ix,ed and the art itseU was not treated as
a pnodudt of a coliJec·ti,ve an/d aneinymo'li!s production any more.
The c'oncetpt of f·olrk ant wa!s genera'llly a.Cocep'ted afrter the WOIf:ld Wa'r r.r, iln
the period of a grea't dElSifntegra't'ion of fol,k cUll:tUlre, when works oJ' folk art
were received mQlS1tllyby ciltires alnd f()llik ant was U1I1Iderthe calI'e of atPpoopria'te
inshtuti·ons. Alt that VLmea ,prof'ei:&gt;si1onerlgroUlp of fo.1k a,rtiJs't's calme .irl1!toexiJslte:rJIce
and established its own trade union: "Association of Folk Artists" (Stowarzyszenie
'DwÓI1Có.wLUldowych). Att t'he S!aime Ume the ClQl1iCeplbs
of "a.rt$,t" and "creat()lf"
changed their vall-ue in our li-ngui's't'ic C oll'soCioUSlness,they ~ost their charaC'ter; we
tafk about creative abUbudes not only in the ca'se of ant but whenever invenuion
::'1' aim 1"01' sedIf-&lt;roolliizatiOln
&lt;lIppeans.
Employing the concept of folk prodU'c'ttion to the period of tradi'tional
peasants' culture, we used it to appoin:t people engaged h artistic handicrafts,
decorative art, etc., people who
had special talent, ability and invention,
and for
those rea sClI1.S
were alt O'the.r .people's serv.ke .
'
.In the period of a great ,des'i,n'tegratilon of foll:k cu'lt1ue, the cOll1!cept of folk
pnodu'C'tli.onIdritd;nJot dilsltiJnJguJiJsh
taln lOuusiuallJJd:i!nig
.iJl1ld'iv,iidJuail
bUlt &lt;ł/ppoilnted a crn:f!sman who ~onO:We(duraldl~bilcmałocheme!s i'I'fetSlpeative of daiJng it for hi.'m:&gt;e1f, hiS
nejghbolllrs OT commercial insti'tutions.

�24

ALEKSANDER

JACKOWSKI

The conte'mporary folk artist is not illiter::lte any more, he lives a.ccording to
alI1 urba,n style of life, his aes,the'tic vi·ews are changeid and he follows the rules
of folk art oansc·iO'UJsly.Previous folk arUs"ts did not choose the forms of their p1'OducHon, they were a part of their system of social communication;
the contemporary folk artist c h o a s e s, consoiously, the forms of his airt, for e,motional as
well as practical reasons. The stronger he sticks to traditional
patlerns, the less
he is accepted by his own villag.e community.
Thus, traditi'o,n is 110t cOll1nected
w,ith aesthetic needs alny ,more and it be,come's only a styhsVic paHeI1I1 which is
fo1Joiwc&lt;dby a ."folk artiJst".
Special committees appointed at the Associalion o·f Folk Artists and the Minis'bry of Cu'1'ture and Ants dedde who il5 a falk artis1t and who is not; this "title"
is connected w,ith pe.nsion r1ghts, fellowships, etc. The fol'1owing criteria are taken
into co,nsideration whi'le appofu1t'ing fOflk a'rtists: I) parentage,
2) the employment
od' basic rules of the artis.ti'c way ad' thinking speciil'ic for traditional
folk art,
3) po.ssess'ion of abi-lities acquired through traditional
tlransmis'si'on or dire,ct observation (pupil - master), 4) the artilStic values of p-roducts.
'The author of the present paper sUPPQses, tha,t after 1990 the cOIl1&lt;:ept,of the
folk artist shall be connected on:Jy with traditional
abi'lities; the line between folk
p:roductiOlI1 and am:aituers sha,]] cliisalPlpear, espeda:llly in the do.ma.i'n of s'culpitJJre
and pain1Jiong.This c·o.nce'Pt in not timeless, it has its owln origin, .s'tages of evo'lution and limits. It ils up to our cu1tural polity to maiJntaiJn 1Jraditional abilities
as long as possible.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10729" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10707">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6873193e859b3ad78e9468d58db38632.pdf</src>
        <authentication>6567cd48c324d6f0f025c53e70ed6001</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127899">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2300</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127900">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127901">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127902">
                <text>Bronisław Surowiak / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127903">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4, s.61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127904">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127905">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127906">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127907">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127908">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

BRONISŁAW S U R O W I A K
Urodził się 2 0 października 1936 roku w Gdyni. Był czwartym

Pracuje od wielu już lat jako technik przy reprodukowaniu

dzieckiem w rodzinie. Ojciec pracował jako robotnik, pił, a matka

planów architektonicznych w jednym z warszawskich przed­

nie zawsze mogła zarobić na najpilniejsze potrzeby. Leżał więc

siębiorstw budowlanych. Lubi swoją pracę, kolegów, s a m też jest

całymi dniami w łóżku, słaby, „nieudany". Bawił się palcami,

przez nich lubiany, zaakceptowali go, ujęła ich jego życzliwość

przybierał je papierkami i gałgankami. J e d e n palec przedstawiał

i uczynność, brak wszelkiej zawiści, lojalność w o b e c każdego,

Matkę Boską, inne aniołów. Układał modlitwy ze słów, które nie

poczucie sprawiedliwości i umiejętność wybaczania.

istniały. Szybko je zapominał. Dzieci się z nim nie bawiły, samotny

Ważną rolę w życiu Surowiaka odgrywa pełna kwiatów dział­

chodził po ulicach. Zbierał pudełka zapałek, budował z nich

ka, na której postawił domek, suto zdobiony rzeźbami i ornamen­

miasta. Marzył o nieznanym świecie, o niebie, gdzie jest sprawie­

tami. „Każdy pragnie mieć swój mały świat - napisał - ja go

dliwość. „Kiedy chciałem być sobą, mówił, uciekałem od ludzi,

odnalazłem na działce. Światło dało roślinom życie, ja im daję

budowałem w polnym rowie ołtarz z gałązek, kamieni i przy nim

wolność, one mnie piękno i o w o c e . "

się modliłem. Modlitwa była wołaniem do otaczającego mnie

M o ż e i pod w p ł y w e m uroku swojej działki Surowiak odchodzi

krajobrazu." Szkołę podstawową ukończył z trudem, nie umiał się

w

koncentrować, każdy postrzeżony fakt uruchamiał jego wyobraź­

symboliczne sceny - jak zawsze - z dużą sprawnością. S a m

nię, już wtedy - malarską. „ W klasie czytano Odprawę

postów

wypracował i doprowadził do mistrzostwa właściwe sobie środki

a ja traciłem g ł o w ę , bo wciąż chodziły po niej myśli c o

wypowiedzi. Szczególnie interesujące są rysunki tuszem. W osta­

greckich

ostatnich latach od „czarnej" tematyki.

Rysuje i maluje

rysować. Nie tylko język polski dawał mi tematy, ale i chemia,

tnim okresie powstały widoki

matematyka, nie mówiąc już o historii." Kiedy miał 12 lat ulubioną

czytelnym nawiązaniem do architektury Grobu Nieznanego Żoł­

jego zabawą było kreślenie planów wyimaginowanych miast na

nierza, kościoła św. Anny czy Zamku, w y c z u w a się odwołanie do

czystej stronie zerwanych z murów plakatów. „ M o j e życie było

historii, do emocjonalnego klimatu, które mają te miejsca dla

Warszawy, ale w

nich poza

trudne, przyjaciół nie miałem. Rozmawiałem z niebem, słońcem

Polaków. „Każde pokolenie - pisze w komentarzu do jednego

i roślinami, one były dla mnie człowiekiem. A kiedy bliżej

z obrazów -

poznałem człowieka i jego charakter, to w tej czułości odnalazłem

zostawi człowiek naszego pokolenia?"

pozostawia po sobie ślad s w e g o istnienia. C o

siebie, wtedy powstała potrzeba rysowania życia. Rysowałem
miasto pełne rajskich ogrodów. Ale człowiek w nim był smutny
i nieszczęśliwy." Marzył o tym, żeby zostać architektem, ale
oddano go do piekarza. Za pierwsze zarobione pieniądze kupił
blok rysunkowy, ołówki, kredki. Chciał zapisać się na kurs
kreślarski. Ale ojciec nie chciał się zgodzić, zniszczył mu skrypty,
połamał ołówki. Konflikt narastał, chłopiec miał swoje marzenia,
ambicje, których w domu nie mógł zrealizować. Wyjechał do
Warszawy, wrażliwy, bezbronny, bez grosza, tylko z książkami
Orzeszkowej i swoimi planami miast. Unikał ludzi, bał się ich,
sypiał na ławkach w parku, za sprzedane puste butelki kupował
chleb i kawę mleczną. Wszedł w środowisko włóczęgów, tam
przyjęto go pierwszy raz w życiu serdecznie. Ale raził go brud,
szybko więc odszedł

i pracował

przy czym się dało.

Miał

szczęście, spotkał znacznie od siebie starszego człowieka, kalekę,
który go przygarnął, znalazł zajęcie na budowie.

Po pracy

Surowiak pomagał mu w domu, uprawiał działkę s w e g o dob­
roczyńcy - i rysował do późnej nocy. Na wielkich arkuszach
wymalował kredkami s w o j e „muzeum wyobraźni", amfiladę sal
obwieszonych obrazami. Podobne obrazy rzeczywiście później
namalował. Przedstawiały ludzi starych, brzydkich, ułomnych. Ta
tematyka fascynowała go, a przy tym wyrażała przepełniające go
myśli o życiu.
Wstrząsem była dla niego w o j n a , agresywność ludzi, okrucień­
stwo, niesprawiedliwość, której zdążył sam doświadczyć. „ W i ­
działem jak człowiek staje się ofiarą innych ludzi i sam jako ofiara
szukałem prawdy życia (...) Moje malarstwo pełne jest smutku,
krzyku ludzi skrzywdzonych, wyczerpanych życiem i wojnami
(...) Nienawidzę niesprawiedliwości, poniżenia innych, boli mnie
ciało na widok kalectwa ludzkiego (...) Jestem odmienny od
wszystkich (...) nie potrafię żyć jak inni ludzie, przywykłem już do
życia cierpiącego i pełnego refleksji. Muszę jednak powiedzieć
prawdę, że nie potrafiłbym żyć w

dobrobycie, w

szczęściu

i spokoju. Nienawidzę s w o i c h cierpień, mojego bólu a jednocześ­
nie kocham je."
Zdaje sobie sprawę ze s w e g o skazania na samotność, ale nie
widzi wyboru. Myślał o ożenku, ale szybko zdał sobie sprawę, że
nie miałby wtedy czasu na rysowanie, malowanie, kucie w kamie­
niu i wyplatanie grubych, kudłatych gobelinów.

61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10731" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10709">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5ee3ae8456a234d1c1b68dd57aa910f6.pdf</src>
        <authentication>296aa92f4ecf1598a3854051c64e8809</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127919">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2883</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127920">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127921">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2688</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127922">
                <text>Inni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127923">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.249-251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127924">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127925">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127926">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127927">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127928">
                <text>Aleksander Jackowski • INNI

W

k w i e t n i u tego r o k u miała miejsce w war­
szawskiej G a l e r i i Krytyków „Pokaz" wysta­
wa: Srało mi się, że wychodzę

za mąż- Wysta­

ALEKSANDER

JACKOWSKI

wę tę pokazano następnie (czerwiec) w krakowskiej
Galerii d ' A r t N a i f pana Leszka Macaka. I już w t y m

Inni

miejscu nasuwa się pytanie - co gdzie pokazujemy?
A u t o r z y wystawy: Zofia Bisiak i niżej podpisany, zebra­
l i prace, nazwijmy to, szczególne. A może trafniej to
nazwać - osobne, i n n e . O wysokich w a l o r a c h arty­
stycznych, a zarazem „inne", to znaczy takie, w któ­
rych na kształt dzieła składa się zarówno talent, jak i n ­
s t y n k t o w n e poczucie formy, kształtu, k o l o r u , ale też
i szczególne cechy psychiki. Jakie? Pamiętam pierwszą
rozmowę z Jeanem D u b u f f e t e m , w i e l k i m artystą f r a n ­
cuskim, a zarazem twórcą k o l e k c j i A r t B r u t . Byłem

ujawnienia się poza k o n w e n c j a m i , poza wysiłkami, aby

pod wrażeniem zobaczonych t a m dzieł, i n n y c h o d spo­

się podobać. Zdumiewające, ile człowiek powalony,

t y k a n y c h w muzach, a zarazem b l i s k i c h sztuce współ­

zdawałoby się, chorobą, bólem, samotnością ma do

czesnej. I n n y c h , a intrygująco b l i s k i c h w swej s t r u k t u ­

powiedzenia n a m , zdrowym „normalnym". Rację ma

rze, dostrzegających świat jakby na n o w o , przez pry­

Kępiński, kiedy widzi w tych ludziach głębiej czują­

zmat swej osobowości, nieuładzonej, wręcz obnażonej.

cych, mocniej przeżywających świat. Pewnie dlatego

Normalność?

Oto

właśnie

zapytałem D u b u f f e t a .

ta sztuka tak interesuje artystów. Sam D u b u f f e t czer­

Wściekł się, a co to pana obchodzi? Pyta się pan o to,

pał wiele inspiracji ze swej k o l e k c j i (dziś jest ona w L o ­

oglądając sztukę? C h o r y c h są miliony, malują z n i c h

zannie). Twórczości szalonej, niepokornej, ale i odkry­

tysiące, dziesiątki tysięcy, a M u n c h jest jeden, v a n

wającej świat na n o w o , w a r t o poświęcić uwagę. D l a t e ­

G o g h , Ensor. Miał rację, każdy wybrany przez niego do

go zorganizowaliśmy tę wystawę. Opatrzyłem ją wstę­

kolekcji był inny, był sobą. I w t y m rzecz. N i e wymyślił

pem

formy, sposobu pokazania swej „oryginalności", bo ona

nieznacznie zmieniając. A więc „inni" - mówi się sztu­

była w n i m , bo o n był właśnie sobą. W bolesny, czasem

ka taka, i n n a . D o b r a - zła, profesjonalna - amatorska.

o k r u t n y sposób.

A w n i e j : n a i w n a , art brut, ekspresja psychopatologicz-

Dlaczego o t y m mówię? Ponieważ teksty krytyków
piszących o wystawie bywały beztadne. Jak do tego po­
dejść? Jak opisać? Najprościej powiedzieć - schizofren i k , chory. Ciekawy, ale właśnie dlatego inny. Tak jak­
by nie dostrzegali, że choroba, czy to trawiąca umysł,
czy zniewalająca ciało, jest t y l k o wyzwaniem, szansą

odwołującym

się

do

tytułu.

Przytoczę

go,

na. Podziały zachodzą na siebie, przenikają się. A l e
wszędzie można dostrzec dwie postawy: pierwszą

-

szukanie pokrewieństwa, uleganie jakiemuś t r e n d o w i ,
w z o r o m i drugą - szukanie własnej osobowości twór­
czej. Takiej, która przekracza granice. W t e d y ważna
się staje oryginalność, nawet ta niezamietzona. Spoty­
ka się ją wszędzie, u profesjonalistów i amatorów. A l e
świadomy artysta wybiera, odrzuca m u niepottzebne
umiejętności, natomiast „inny" jest t a k i j a k i jest, po­
nieważ nie p o t r a f i być i n n y m . Jeden dochodzi do swo­
jej prawdy, drugi jest w niej zakotwiczony o d początku.
Zwłaszcza wtedy, gdy bodziec twórczy u j a w n i a się
w późnych latach życia.
W i s i przede m n ą rysunek Jerzego Panka -

Koza.

Zdefiniowana jedną, nieomylną kreską, sprowadzona
przez wielkiego artystę do znaku, do formy tak prostej,
że aż zaskakującej. A na wystawie możemy zobaczyć
r y s u n k i A d a m a Dębińskiego. Też jedną kreską kreślo­
ne.

Tylko jak

gdyby z i n n e g o k o ń c a

„drabiny".

Z pierwszego szczebla. Również niezawodne, sformu­
łowane w sposób najprostszy z możliwych. A d a m D ę ­
biński rysuje, maluje z potrzeby swego życia, psychiki.
Beata Jaszczak, i n s t r u k t o r k a p l a s t y k i w

Płockim

Ośrodku K u l t u r y i Sztuki, tak pisze o n i m : „Mówi bar­
dzo źle, wyraża myśli całym ciałem, spojrzeniem, m i ­
miką, gestem. K i e d y opowiada, zapala się, wciąga słu­
chacza w krąg tematów najważniejszych, t a k i c h jak
Barbara C h ę c k a Śniło mi się, że wychodzę za

broń, wojna i wieś. A ta wieś to przede wszystkim ko-

mąz

249

�Aleksander Jackowski • INNI

�Aleksander

jad-.koivski • INNI

nie, i k r o w y z dużymi w y m i o n a m i . Ludzie-muzykanci,

b o w i e m wyciągniętą lewą ręką, leżąc na podłodze.

grajkowie żydowskiej k a p e l i " . K r o w y malowane nie­

R ę k a , k t ó t a ttzęsie się, gdy siedzi, gdy się w i t a , że­

bieskim k o l o r e m mają żółte, n i e m a l złote w y m i o n a .

gna. W s p o m i n a m t y l k o o k i l k u ptzykładach, ale to,

Jak słoneczko w rysunkach dzieci. Z w y m i o n a m i jak

że je znamy, że już się o n i c h mówi, pisze, zawdzię­

słoneczne p r o m y k i . Bo przecież wymię jest najważniej­

czamy k o n k u t s o w i i m . Teofila O c i e p k i , któty w byd­

sze! Daje m l e k o .

g o s k i m D o m u K u l t u r y zorganizowała Agnieszka So­
wińska. Już

A d a m Dębiński mieszka już ptawie o d cztetdziestu

istotę

ptzedsięwzięcia.

O c i e p k a - w i e l k i mag, o k u l t y s t a , w i z j o n e r świata.

w jego rysunkach to nawet nie tyle wspomnienie, co

W i ę c nie typowy przegląd d o r o b k u amatorów, lecz

matzenie. Kiedyś, gdy wyjechał z grupą n a d morze,

wyraźnie zaznaczony k i e r u n e k zainteresowania - n a

wyszedł o świcie z n a m i o t u . Z a n i e p o k o j o n y o p i e k u n

l u d z i „innych".

znalazł go na łączce, gdy pasł na ttawie swoje dwa

O

Dębińskim i C h ę c k i e j pisałem. T u chciałbym

d t e w n i a n e k o n i k i - z a b a w k i . A d a m tysuje z t r u d e m ,

jeszcze dodać obrazy G a r s t k i , Jezierzańskiego, Żarskie­

musi pokonać opór ciała, mięśni. Każda kreska po­

go, Świetlika, Głowali. W i e l u z uczestników k o n k u r s u

wstaje z wysiłkiem, ważna, ostateczna. O n nie wybie-

pracuje t a m , gdzie ptzebywa - w d o m a c h spokojnej

ta, lecz twotzy świat „od zeta". S w ó j . Potrzebny m u .

starości, o p i e k i społecznej. Właśnie z k i l k u tych do­
mów pochodziły ptace ptzysłane na k o n k u t s Oto Ja,

Jean D u b u f f e t tworząc pojęcie art brut - sztuki su­
rowej,

nieoktzesanej

przez kultutę, a więc wynikłej

z bezpośtedniej inicjacji - znajdował ją wśród ludzi
społecznego marginesu: włóczęgów, odludków, nędza­
rzy, więźniów, pacjentów

ztealizowany ptzez Beatę Jaszczak w Płockim Ośrodku
K u l t u r y i Sztuki.
Ciekawe ptzyciąga ciekawe. W Płocku dzieje się

k l i n i k psychiattycznych.

dużo, Beata Jaszczak ptacuje z dziećmi, a jest to odręb-

U niektórych rodziła się, zazwyczaj w późnym w i e k u ,

ny f e n o m e n - dzieci, któte walczą z dorosłymi o swe

pottzeba twotzenia. Realizowali swe obsesje, marze-

podwótko, sadzą na n i m kwiaty, żądając w regulami-

nia, wizje, teligijne ptzesłania. W krajach anglosaskich

nie, który wywiesiły, by być życzliwym i „nie szczać

nazywa się i c h outsiderami. U nas „innymi". Ponieważ

w bramie". Przedwcześnie dojrzałe, ale - pewnie dzię­

są i n n i o d typowych amatorów, naśladujących lubiane

k i Beacie - nie ustające w „wychowywaniu" ojców,

obrazy, utrwalających w i d o k lasu, zmierzchu słońca,

którzy często wracają do domów chwiejąc się na n o ­

pałacu na wodzie. Ponieważ są tak różni, że n a w e t

gach i „szczając w bramie". W Płocku działa galeria,

laik dostrzeże -

to N i k i f o r , a to O c i e p k a .

Barbara

muzeum. Zbigniew Chlewiński wydał katalogi rysun­

C h ę c k a , której obrazowi wystawa zawdzięcza swój ty­

ków Monsiela, sławne się stają obrazy - przerażające

tuł, w późnych l a t a c h życia malowała, pisała listy, wy­

twarze ludzi, nawet nie polityków, malowane przez Ry­

imaginowane - do Jasia Potockiego. Malowała to, co

szarda Koska. Bydgoszcz zaś to i konkurs t k a n i n y arty­

było dla niej ważne, o czym myślała, śniła. Była już o d

stycznej, i sztuka ludowa. A jeśli już o niej m o w a , to

dawna w B r w i l i n i e , gdy stwotzyła obraz - pokazany na

wspomnijmy o Józefie Chełmowskim. Mówi się o n i m

tej wystawie - Śniło m i się, że wychodzę

artysta ludowy, i do rzeźb określenie to dobrze przysta­

za mąż- A l e był

to tylko sen. W k r ó t c e p o t e m odeszła.

je. A l e Chełmowski to także ptzedziwne instalacje

Zupełnie i n n e w k o n c e p c j i , w charakterze

przestrzenne - jak maszyna do łapania w i a t r u : to dzie­

jest

m a l a r s t w o D a m i a n a Rebelskiego. Temat wydaje się
w n i m m n i e j i s t o t n y - ważny jest jako pretekst do
m a l o w a n i a , pięknego zestawienia kolorów czystych,
świetnie się d o p e ł n i a j ą c y c h w całości. To jest t a l e n t
ogromny, i n t u i c y j n y . Żywiołowy. Czuje się radość
tworzenia świata k o l o r e m , tak jakby bez wysiłku.
A przecież o g r o m n y jest to t t u d t w o r z e n i a , przejście
do innego świata. D a m i a n , nieszczęsny

chłopiec,

ła zmagające się z tajemnicą świata, z jego budową.
Myśli o świecie, czyta i pisze, snując śmiałe hipotezy
na podstawie znanych sobie faktów. Zajmuje go ko­
smos, tajemnice b y t u , studiuje obce języki. A l e naj­
ważniejsze - maluje. Koroną życia stała się dla niego
praca nad Apokalipsą według św. Jana. Stwotzył dzie­
ło w i e l k i e ,

wstęgę płótna

54-metrową,

na

której

przedstawił wizualną wersję A p o k a l i p s y wers po wer­
sie. M a ł ą wersję A p o k a l i p s y pokazujemy na wystawie.

skazany na i n w a l i d z k i wózek i opiekę ojca, maluje

251

i

tytuł okteślał

lat w D o m u Pomocy Społecznej w B r w i l i n i e . Wieś

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10791" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10769">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e1db9b42c6ca09dfc6c68f72158f30c5.pdf</src>
        <authentication>390bfe99a6a97c58615e82dbfe42e2c5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128615">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128616">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128617">
                <text>sztuka ludowa - wystawy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128618">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3740</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128619">
                <text>Refleksje po wystawach malarstwa, drzeworytu i rzeźby w Krakowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128620">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1, s. 54-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128621">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128622">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128623">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128624">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128625">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128626">
                <text>Warunki
bytowe garncarzy.
Wydaje się pewne,
że garncarze zalascy n i e zajmowali się — poza spo­
radycznymi w y p a d k a m i — uprawą r o l i , a żyli t y l k o ze
swego rzemiosła. Świadczy o t y m fakt, że od schył­
k u X V I I I w . w y m i e n i a n i są oni zwykle jako chałup­
nicy wzgl. komornicy, nie opłacający żadnego podat­
k u poza komorniczym podatkiem od domu. W i n ­
wentarzu z 1756/7 r. wpisana jest własnoręcznie d y ­
spozycja komisarza dóbr, który poleca, aby garnca-

rzom t y m dostarczano co r o k u „jarzynę", za którą
m i e l i płacić 180 zł. Najprawdopodobniej chodzi t u
o kapustę, marchew i rzepę, gdyż pod nazwą „ja­
rzyna" te właśnie rośliny wymieniane są w księgach
prowentowych hrabstwa.
Oczywiście o stopie życiowej tych garncarzy m o ­
glibyśmy powiedzieć coś więcej, gdybyśmy m i e l i
chociaż przybliżone dane o wysokości dochodu, j a k i
osiągali. O t y m zaś można t y l k o snuć przypuszcze­
nia, choć „Wykaz dóbr" z 1821 r. stwierdza, że garn­
carze z Zalasu, podobnie j a k i z Brodły, „mają się
dobrze" (s. 5). W każdym razie można przypuszczać,
że garncarze zalascy dysponowali gotówką, na jaką
mógł się zdobyć n i e każdy gospodarz, nawet zamoż­
ny . I choć musieli z tych pieniędzy pokrywać koszty
całego utrzymania, to posiadanie gotówki miało nie­
wątpliwie pewne znaczenie społeczne. Charaktery­
styczna d l a Zalasu jest m . i n . ilość spożywanego
alkoholu, zwłaszcza wódki. T a k np. w 1765/6 r. Z a las miał, w g rachunków prowentowych, zdecydowa­
ną przewagę w spożyciu wódki nad i n n y m i wsiami,
wyrażającą się ilością 2178 garnców, gdy druga po
n i m Morawica wykazywała 1 784 garnce, a Krzeszo­
wice jako trzecie — 1 240 garncy. Zalas był jedną
z największych w s i hrabstwa, ale Krzeszowice i M o ­
rawica, leżące przy ważnych drogach, miały austerie
zajezdne, w których zapewne sporo gorzałki w y p i l i
przyjezdni. W 1796 r. zajmował Zalas drugie miejsce
po Krzeszowicach jeśli chodzi o wysokość zysku
z propinacji (inw. z 1796/7 r.). Podobny stan utrzy­
mał się w następnych latach.

Np. 13 paźdz. 1826 r. poleca komisarz dóbr
ekonomowi generalnemu: „Od garncarzy pod żadnym
pretekstem nie brać bezpłatnie naczyń a n i samemu
ani dozwalać komu, co pod odpowiedzialnością po­
lecam." (Pot. 1756, s. 186). Sformułowanie to jest

niejasne i zdawałoby
się przeczyć spotykanemu
w inwentarzach, iż garncarze mają „ w miarę po­
trzeb" dostarczać naczyń d l a d w o r u bezpłatnie.
Por.: Stan majątkowy garncarzy, „Polska Sztu­
ka L u d o w a " , 1960, n r 2, s. 110—111.

mieniają już określonej ilości naczynia, jaką p o w i n n i
b y l i dostarczyć garncarze, t y l k o zawierają stwier­
dzenie, że. mają „naczynia glinianego na potrzebę
zamkową co potrzeba dawać bez zapłaty" ( i n w .
z 1733/4 r. i in.). Mogło to oznaczać zwiększenie l u b
zmniejszenie wysokości tej daniny. Takie nieokreślo­
ne j e j sformułowanie powodowało, że z żądaniami
dostarczania naczyń zwracali się do garncarzy różni
oficjaliści, na co jeszcze w latach dwudziestych
X I X w . uskarżali się garncarze komisarzowi dóbr .
Obowiązek stawiania pieców z własnych k a f l i utrzy­
mał się przez cały czas, ale wydaje się, że ciężar
jego z biegiem czasu znacznie zmalał, gdyż więk­
szość folwarków w hrabstwie została zlikwidowana,
a poza t y m obowiązek ten został nałożony także na
garncarzy z nowych ośrodków.
19

Poza t y m i obciążeniami, związanymi ściśle z w y ­
k o n y w a n y m rzemiosłem, garncarze zalascy zobowią­
zani b y l i „powabę do żniwa d w a razy odprawić"
(inw. z 1712 r.) i obowiązek t e n utrzymany został
do końca.

19

(c.

20

20

d . nastąpi)

Edward
Fot. E. Pietraszek.

zsander

Rys. Maria

Czarnecka

rysunku

E.

Pietraszka.

Jackowski

PO
RE FLEKSJE
D I? Z E W O R Y T U

W Y S T A W A C H
MALARSTWA,
I R Z E Ź B Y
W
K R A K O W I E

Jeszcze n a początku naszego stulecia mało k o m u
przychodziło n a myśl, aby w muzeach etnograficz­
nych szukać artystycznych wzruszeń. Szukano i c h
w salach wystawowych, w muzeach sztuki. Etnogra­
fia dawała określoną wiedzę i tego o d niej oczeki­
wano.
Trzeba było zasadniczej zmiany pojęć, zmiany
obowiązujących kryteriów estetycznych, a b y w ludo­
wej twórczości odnaleźć podobne przeżycia a r t y -

54

na podstawie

Pietraszek

styczne, jakie daje zetknięcie się z każdą prawdzi­
wie wielką sztuką — zarówno epok minionych, jak
i współczesną.
Najwcześniej dostrzeżono ludowe rzemiosło arty­
styczne, precyzyjną snycerkę, celową i piękną sztukę
góralskiej ciesiołki, zdobnictwo.
Uznanie wartości
ludowego rzemiosła wiązało się z postępującą kry­
tyką eklektyzmu X I X - w i e c z n e j sztuki mieszczańskiej,
z n o w y m i poglądami w y s u w a n y m i z jednej strony

��nianą tradycją. A l e f o r m i z m nie miał na naszym
terenie takich konsekwencji artystycznych, jakie miał
kubizm n a zachodzie Europy. Twórczość l a t między­
wojennych potoczyła się w i n n y m kierunku, który
wprawdzie nadawał wysoką rangę sztuce ludowej,
ale uczulał przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, na
jej w a l o r dekoracyjny nawet w odniesieniu do m a ­
larstwa czy rzeźby.

' • p u n i i '*- :
1

ï

I I . 3. Fragm. ekspozycji rzeźby na wy­
stawie sztuki ludowej w Muz. Etno­
graf, w Krakowie, 1960 r.

przez Morrisa i Ruskina, z drugiej strony — z b u j ­
n y m rozkwitem secesji, która stworzyła k l i m a t sprzy­
jający rozwojowi sztuki dekoracyjnej.
Właśnie w t y m okresie rozwija się działalność
Tow. „Polska Sztuka Stosowana", programowo postu­
lująca nawiązanie do ludowego rzemiosła, do tra­
dycji ludowego zdobnictwa. Sztuka ludowa staje się
niemal synonimem dobrego rzemiosła, wysokich w a ­
lorów dekoracyjnych. T o się w niej dostrzega, tego
się od niej oczekuje.
Drzeworyt, malarstwo, rzeźba pozostają nieomal
że nie zauważone, n i e interesuje się n i m i a n i społe­
czeństwo, ani nawet środowisko plastyczne. Nie do­
strzega ich jeszcze St. Witkiewicz, k r y t y k i artysta
szczególnie przecież uczulony na wartości ludowej
sztuki. Nie dostrzega i c h i n i e wyciąga konsekwencji
ani Wyspiański, ani całe środowisko krakowskie, sty­
kające się przecież z l u d o w y m i świątkami, zachodzą­
ce do wiejskich chat, snobizujące się na „ludowo".
Po prostu rzeźba, malarstwo i drzeworyt tak jesz­
cze szokują, t a k daleko odbiegają o d panujących
i nie podważonych wciąż konwencji estetycznych, że
środowisko plastyczne w ogóle nie odbiera i c h w k a ­
tegoriach sztuki, nie rozumie ich.
Dopiero Wł. Skoczylas rozmiłuje się w świątkach,
zacznie głosić wartość wiejskich drzeworytów, obraz­
ków n a szkle malowanych. Dopiero formiści, już
w czasie I w o j n y światowej, odkryją zbieżne p u n k t y
między sztuką, którą tworzą, a tą wiejską, nie doce­

56

Można oczywiście i w t a m t y m okresie znaleźć
przykłady innych, głębszych powiązań z malarstwem
l u d o w y m i rzeźbą (W. Wąsowicz, T. Makowski,
Tytus Czyżewski, Z. Waliszewski, J . Szczepkowski,
T. Kulisiewicz czy Z. Stryjeńska). A l e są to przykłady
inspiracji, jeśli t a k wolno powiedzieć, bardzo i n d y ­
widualnych, nawiązujących t y l k o do pewnych frag­
mentarycznych wartości ludowej sztuki. D l a Stryjeńskiej będzie to słowiańska jurność, sięgnięcie nie
tyle do istoty plastycznej dzieł, ile do obrzędu, oby­
czaju, folklorystycznej mitologii, okraszonej jaskrawą
kolorystyką, przypominającą raczej łowickie pasiaki
niż ludowe obrazy. D l a Wąsowicza czy Makowskiego
inspiracja ludowa jest j a k b y próbą stworzenia innego
świata, naiwnego i prostego, stylizacją na jasełka
czy pastorałkę. Czyżewski znajdzie w ludowych obra­
zach przejmującą ekspresję wyrażaną niezwykle pro­
stymi środkami, naiwnie i statycznie.
Kulisiewicz
w c y k l u ze Szlembarka dotrze do ludzkiej nędzy
i krzywdy.
Sztuka ludowa frapuje odmiennością w i z j i , n a i w ­
nością wyobrażeń, żarliwością, odpowiada t y p o w i emo­
cji artystycznej, który w sposób powściągliwy w y ­
raża sprawy największe, bez patosu, bez zbędnej
gestykulacji.
A l e nawiązania te są krótkotrwałe, nie stają się
doświadczeniem społecznym, są przy t y m — j a k to
już podkreślałem — dość wąskie i ograniczone. A n i
rzeźba, ani malarstwo ludowe nie zostają t a k roz­
szyfrowane, t a k doskonale pojęte, j a k to się działo
np. w e Francji z rzeźbą murzyńską czy sztuką ludów
egzotycznych. Dlaczego?
Sądzę, że recepcji sztuki ludowej nie można od­
rywać o d aktualnej sytuacji twórczości plastycznej,
od problematyki, jaką ona zarysowuje i upowszech­
nia. Sztukę ludową widziano więc tak, j a k ją umiano
zobaczyć poprzez pryzmat istniejących poglądów arty­
stycznych, doświadczeń i zainteresowań.
T o nie przypadek, że właśnie w 1906 r. Modigliani
zachwyca się znalezioną murzyńską statuetką, że P i ­
casso właśnie wtedy stanie zafrapowany przed m u ­
rzyńską maską, że Brancussi, Derain, Matisse, K i r e h ner, Lipsohitz czy Klee świadomie zwracają się ku
sztuce ludów Oceanii, Wybrzeża Kości Słoniowej czy
A m e r y k i Południowej. W t y m samym przecież czasie
doświadczenia awangardy artystycznej Paryża do­
prowadzą do powstania kubizmu, do różnorodnych
poszukiwań, których istotą będzie zwrot k u formie,
ku nowemu widzeniu świata. Sztuka murzyńska stała
się t y l k o katalizatorem, przyśpieszyła pewne procesy,
nadała i m może szczególny kształt; ale istota zja-

�4

II. 4. „Narodziny N.M.P.",
obraz na szkle,
wym.
36 x 30 cm. Zamagórze, pow. Nowy Targ. Własność
Muz. Etnograf, w Krakowie.
II. 5. „Matka
Boska",
rzeźba w drzewie, polichr.,
wys. 25 cm. Wł. Muz.
Ziemi Bocheńskiej.

wiska polegała na t y m , że sztuka ta odpowiedziała
na problematykę, jaką podjęli w t y m czasie twórcy
ówczesnej awangardy artystycznej.
I tak jak nie było przypadkiem, że dopiero w 1906 r.
zrozumiano we Francji, czym jest rzeźba murzyńska
i maska maoryjska, t a k też nie jest przypadkiem, że
w klimacie naszych stosunków plastycznych zrozu­
mienie tej problematyki nastąpiło znacznie później,
i w dodatku — w wąskim kręgu oddziaływania
formistów. I tak j a k f o r m i z m był epizodem pozba­
wionym przez wiele l a t konsekwencji plastycznych,
tak też i widzenie nowej problematyki, która t k w i
w rzeźbie czy malarstwie l u d o w y m , stało się właści­
wie dopiero zdobyczą l a t p o w o j e n n y c h .
Rewelacją artystyczną w najlepszym tego słowa
znaczeniu stała się wystawa 1948 r. w K r a k o w i e ,
po raz pierwszy pokazująca w szerokim przekroju
rzeźbę i malarstwo l u d u . Rewelacją — i n a t y m
koniec, bo przez 12 następnych l a t nie dało się za­
uważyć konsekwentnej kontynuacji tego rodzaju po­
kazów. Było wprawdzie wiele wystaw, często nawet
doskonale przygotowanych, ale demonstrowały one
raczej rzemiosło ludowe czy twórczość współczesną —
l

Ściślej — już w 1937 r. sztuce tej poświęcono
sporo miejsca na wystawie w warszawskim Instytucie
Propagandy Sztuki, ale i ten pokaz w zasadzie fawo­
ryzował czynnik zdobniczy, aspekt dekoracyjny, nawet
rzeźby i malarstwa.
1

a nie te najwyższe wartości plastyczne, które zawarte
były właśnie w dawnej rzeźbie k u l t o w e j , malarstwie
i drzeworycie, to jest — dopowiedzmy — w tych
działach sztuki ludowej, które dziś są już niemal
zupełnie martwe, coraz bardziej obce mentalności
i upodobaniom współczesnej w s i , które jednak — j a k
sądzę — reprezentują w naszej sztuce ludowej n a j ­
wyższe wartości artystyczne, stając się cennym i t r w a ­
łym wkładem w dorobek naszej k u l t u r y narodowej
i zjawiskiem w y b i t n y m nawet w zestawieniu z twór­
czością ludową i n n y c h narodów.
Dzisiaj może bardziej niż kiedykolwiek bliska
nam jest ta sztuka. Jej wyraz plastyczny, dawniej nie
do przyjęcia d l a odbiorcy wychowanego na akade­
mickich normach estetycznych, teraz — stał się wręcz
urzekający. Ponad 50 l a t w a l k i z akademicką kon­
wencją w sztuce obaliło te k r y t e r i a naturalistycznej
57

�poprawności, które kazały dawniej oceniać malarstwo
i rzeźbę ludową j a k o twórczość nieudolną i zbarbaryzowaną. 50 l a t doświadczeń sztuki X X w i e k u po­
mogły odkryć w twórczości ludowej jej własne fascy­
nujące wartości artystyczne; nauczyły cenić zarówno
jej autentyzm, zaskakujące środki ekspresji, lapidar­
ność i celowość plastycznych sformułowań, j a k —
przede wszystkim — bogactwo i n w e n c j i twórczej,
śmiałość i celność rozwiązań.
Bliskie są te wartości współczesnemu artyście,
który niejednokrotnie w malarstwie l u d o w y m czy rzeź­
bie znajduje dziś echo swoich własnych intencji i po­
trzeb artystycznych. Bliskie są one i szerszym kręgom
odbiorców. Deformacja — już nie szokuje. N a i w ­
ność — już nie razi, przeciwnie, odczuwamy ją jako
szczerość i autentyzm emocji, których jesteśmy sprag­
nieni, t y m bardziej że sztuka oglądana na oficjalnych
wystawach jest często zbyt oschła w s w y m intelektualizmie, albo — z drugiej strony — zbyt k o n ­
wencjonalna w swej tradycjonalności.
W tej sytuacji wydaje m i się, że sztuka ludowa
może dziś zaspokoić dość szerokie potrzeby natury
emocjonalnej i artystycznej. Na ile może być ona
przydatna d l a współczesnej twórczości — t r u d n o w y ­
rokować. Jedno jest pewne, że aby sztuka ta mogła
inspirować, pobudzać inwencję, radować i wzruszać —
musi być znana, musi się stać własnością wszystkich.
A t a k niestety nie jest, dowodem czego są liczne
głosy pełne zdumienia, nawet w y b i t n y c h naszych
twórców, znajdujących w ludowej rzeźbie i malar­
stwie wartości, których — j a k t w i e r d z i l i — nawet
nie przeczuwali.
Dobrze się więc stało, że po długiej przerwie zo­
baczyliśmy w K r a k o w i e w lecie i jesieni ub. r. dwie
wystawy malarstwa, grafiki i rzeźby ludowej — w y ­
stawy, powiedzmy to od razu — świetne.
P i e r w s z a była eksponowana w k r a k o w s k i m Pa­
łacu Sztuki i już samo miejsce określało jej charak­
ter. Była to wystawa najcelniejszych dzieł ludowego
drzeworytnictwa i malarstwa. Organizatorzy, m i m o
krótkiego czasu i m i n i m a l n y c h środków (dlaczego?),
zdołali zgromadzić doskonały zestaw 259 eksponatów,
pochodzących ze zbiorów krakowskich •— głównie
z Muzeum Etnograficznego,
Muzeum Narodowego,
Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz p r y w a t ­
nych kolekcji prof. d r a K a r o l a Estreichera i m g r
M a r i i Woleńskiej. Wiele z tych dzieł nie było dotąd
nigdy wystawianych na w i d o k publiczny, wiele ujrze­
liśmy po raz pierwszy w pełnej i c h krasie — myślę
tu zwłaszcza o obrazach na drzewie, płótnie i papie­
rze, działających śmiałymi i jakże charakterystycz­
n y m i dla polskiej sztuki ludowej zestawieniami kolo­
rystycznymi — czystymi, ostrymi błękitami, zielenia­
mi, żółciami, czerwieniami, różami i bielami. Obrazy,
2

„Wystawa malarstwa ludowego". Komitet w y ­
konawczy: K a r o l Estreicher, Tadeusz Seweryn, Teo­
dor Grott, Ignacy Trybowski. A d a m Bochnak. Bożena
Daszyńska, Maria Woleńska, Juliusz Zborowski. K a ­
talog ilustr.
2

5H

pokazywane wielokrotnie na różnych wystawach w
k r a j u i za granicą, pieczołowicie przez p p . Zofię W a l ­
czewską i Halinę Urbanowicz oczyszczone z b r u d u
i w e r n i k s u — ujawniły nowe, znakomite wartości.
Twórcy wystawy z prof. T. Sewerynem na czele
włożyli dużo wysiłku, aby pokazać na dobrych przy­
kładach różne grupy malarstwa, j a k też bogaty prze­
gląd używanych przez l u d technik (łącznie z r z a d k i m i
przykładami eglomizowania czy zdobienia drzewory­
tów gufrowaną blaszką-pozłotką).
Szkoda tylko, że ograniczono się, ze względu na
czas i budżet, jedynie do zbiorów k r a k o w s k i c h , zna­
komicie pokazujących malarstwo krakowskie na pa­
pierze i płótnie, czy podhalańskie na szkle, ale już
nierównie słabiej dokumentujące śląskie obrazy na
szkle, a jedynie fragmentarycznie —• kaszubskie, łódz­
kie, lubelskie i t p .
3

Wielkość w y s t a w y i niemal pełna reprezentacja
w i e l u grup stwarzały doskonały materiał d l a studiów,
pozwalając uważnemu w i d z o w i na zapoznanie się
niemal z w s z y s t k i m ważniejszymi odmianami czy
technikami. T y m bardziej wypada żałować, że układ
ekspozycji n i e ułatwiał orientacji, szczególnie w sa­
lach z m a l a r s t w e m n a szkle, gdzie Spisz, Orawa,
Rabka i Śląsk występowały nieraz obok siebie, a co
gorsza, w większych zespołach np. m a l a t u r podhalań­
skich organizatorzy umieścili jedną śląską, wyraźnie
odbiegającą charakterem. Nie zawsze wątpliwości
mógł rozwiać katalog — przygotowany wyjątkowo
niestarannie, z niepełnymi, a w k i l k u przypadkach
fałszywymi atrybucjami. a nawet ilustracjami obiek­
tów, których w ogóle nie było na wystawie (podobno
ze względów oszczędnościowych musiano posłużyć się
w y k o n a n y m i już dawniej kliszami).
Znacznie ciekawiej przedstawiała się ekspozycja
malarstwa na płótnie, drzewie i papierze, gdzie układ
w g zbieżności cech formalnych pokrywał się na ogół
z podziałem na grupy czy typy, a zestawienia w po­
bliżu siebie tych samych tematów ikonograficznych
(M. Boska Saletyńska, M . Boska Dzikowska) pozwa­
lały na obserwowanie, j a k w t y m samym układzie
zmieniają się szczegóły, a nawet j a k tradycja lokalna
czy zainteresowanie osobiste malarza wpływają na
odmienne — „realistyczne" czy „dekoracyjne" — trak­
towanie tematu.
W oddzielnej salce pokazano obrazy z ostatnich
trzydziestu l a t : F. Janeczki, R. Barańskiej, D. Lam­
part oraz k i l k a kartonów R. Zaród, F. Curyło i i n .
Widać t u przemiany zachodzące w malarstwie ludo­
w y m , odstępowanie od tradycyjnych ujęć na rzecz
zdobnictwa,
przełamywanie
schematów
kompozy­
cyjnych i ikonograficznych, aż po dyletancko-amatorski obrazek tematyczny. L. Kosiniak „Sceny z oku­
pacji". Nie bardzo orientuję się w intencjach orgaJedynie 5 obrazów wypożyczono z Muzeum i m .
W. Orkana w Rabce, a 2 z Muzeum Tatrzańskiego
w Zakopanem.
3

�nizatorów. Jeśli chodziło i m o pokazanie degene­
racji malarstwa — przykład w y b r a n o świetnie, jeśli
jednak o pokazanie tego, co cenne w sztuce ludowej,
to podobny obraz w ogóle n i e powinien był t u się
znaleźć. A może chodziło o pokazanie choć jednej
pracy o tematyce współczesnej? Za t y m przemawia­
łoby umieszczenie n a okładce katalogu „Wesela"
0. Czajki, obrazu raczej przecież reprezentatywnego
dla sztuki „naiwnej" niż tradycyjnej ludowej, stano­
wiącej 99% eksponatów.
Nie Chciałbym oczywiście wątpliwościami t y m i
pomniejszyć wielkiego osiągnięcia, j a k i m się stała
wystawa; jeśli wyrażam t u obiekcje, to t y l k o dla­
tego, że bogactwo w y s t a w y upoważnia do szukania
w niej nie t y l k o źródła estetycznych doznań, ale
i określonej koncepcji naukowej.
Wystawa przynosi zresztą szereg ważkich przy­
czynków do naszej wiedzy o ludowej sztuce. Szcze­
gólnie interesujące są drzeworyty z okolic Jasła ( i l . 7),
tworzone przez jeden ośrodek, a przeznaczone zarówno
dla ludności prawosławnej, j a k i d l a katolickiej,
polskiej. Nie różnią się one cechami f o r m a l n y m i ,
tylko napisy cyrylicą (i to niekonsekwentną) świadczą
o tym, dla kogo były przeznaczone. Sąd t a k i po­
twierdza interesująca informacja umieszczona n a o d ­
wrocie jednego z drzeworytów, pochodzących z k o ­
lekcji prof. Estreichera sporządzona przez nabywcę.
Cytuję ją w dosłownym b r z m i e n i u : „Utwory X y l o grafii wieyskiej artystów naszokrajowych. Następne
drzeworyty dostarczone m i zostały z Galicyi z c y r ­
kułu Jasielskiego, zatym n i e wątpię, iż są w y r o b e m
włościan produkujących te grube u t w o r y , w którego
chacie jest pracownia r y t o w n i k a , koloratora i który
razem wyroby swoje na plecach roznosi po odpustach,
jarmarkach, targach i gdziekolwiek jest liczniejsze
zgromadzenie wieyskiego l u d u . Wnoszę, że te x y l o grafy przeznaczone są d l a ludzi wieyskich Obrządku
ruskiego".
Innym n o v u m wystawy jest zaskakujący w swej
ekspresji i dynamice
obraz
Ukrzyżowania ( i l . 1)
utrzymany w gamie brązowo-żółtej, nie znajdujący
odpowiednika w znanych n a m zbiorach. Analiza obra­
zu pozwala przypuszczać, że n i e był o n przypadko­
wym wyskokiem; kontur pirowadzony jest t a k pewną
ręką i z t a k i m rozmachem, że należy raczej sądzić,
iż mamy t u do czynienia z j e d y n y m zabytkiem, po­
chodzącym z ręki twórcy, który podobny schemat
kompozycyjny wykonywał wielokrotnie, dochodząc do
swoistej wirtuozerii.
Bardzo ciekawy jest również „Sąd Ostateczny"
Doroty Lampart, m a l a r k i z Zawoi, sprawiający n a
pierwszy rzut oka wrażenie gobelinu. Obraz w y k o ­
nany jest farbą klejową i w y k l e j a n y różnokoloro­
wymi papierkami; stanowi o n również u n i k a t w n a ­
szej sztuce ludowej, reprezentując jednak typowe
dla niej cechy, j a k strojnoiść, świetne poczucie r y t ­
mu, typizacja postaci.
Nieludowy, ale niezmiernie interesujący d l a etno­
grafa jest obraz przedstawiający „Napad zbójników"

11. 6. „Napad zbójników", obraz nie­
ludowy. Fragment. Wym. całości 161,5 x
91,5 cm. Własność Muz. V. J. w Kra­
kowie. II. 7. „Sw. Mikołaj",
drzewo­
ryt łemkowski, kolorowany, wym. 31 x
21 cm. Własność Karola
Estreichera,
Kraków.

�(ii, 6), dokumentujący strój, zapewne orawski p r a w ­
dopodobnie z pierwszej połowy X I X w . Sam obraz
przypomina w układzie, a nawet we fragmentach
(łóżko z dzieckiem) obrazy w o t y w n e ; wykonany jest
z wyraźną troską o wierność przedstawienia każdego
szczegółu, zwłaszcza interesujących nas strojów.

O ile przy wystawie w Pałacu Sztuki można było
zarzucać autorom pewną niekonsekwencję, polega­
jącą na t y m , że albo pokazano za mało — jeśli chcia­
no dać pełen obraz ludowego malarstwa, albo za dużo
— jeśli zamierzano pokazać jedynie najcelniejsze
dzieła, o tyle późniejszy pokaz urządzony w salach
Muzeum Etnograficznego z okazji pobytu gości Mię­
dzynarodowego Kongresu Krytyków Sztuki (AICA) —
ocenić należy w samych superlatywach. Goście nasi
z zagranicy, a także wielotysięczna rzesza zwiedza­
jących zobaczyli wystawę, która byłaby wydarzeniem
artystycznym w każdej stolicy i w każdym większym
centrum sztuki.
Wielką zasługą prof. T. Seweryna była t u ostra
i celowa selekcja. Na wystawie nie było rzeczy sła­
bych — niemal że nie było średnich. Pokazano

I I . 8. „Więzień Oświęcimia", rzeźba w drzewie, polichr., wys. 44 cm. Wyk. Szczepan Woźniak. Własność
Muz. Etnograf, w
Krakowie.

w jednej salce obrazy na szkle, każdy inny, każdy
0 własnych, odrębnych wartościach. Wszystkie, zda­
wałoby się, już znane, ale dopiero teraz demonstru­
jące całą swą krasę. Obok — współczesne obrazy na
papierze i rzeźby, nowa zdobycz badań Instytutu
Sztuki — aniołek Kożuchowskiego, oraz najlepsza
chyba rzeźba Szczepana Woźniaka „Więzień Oświę­
c i m i a " (11, 8). W innych salach świetnie dobrane
obrazy na płótnie i drzewie oraz rzeźby; wśród nich
Chrystus Frasobliwy z Rabki, prawdziwe arcydzieło
naszej rzeźby ludowej, t r y p t y k ze Św. O n u f r y m z L i ­
manowej oraz n a prawdę najlepsze obiekty zarówno
z. K r a k o w a , j a k Rabki, Nowego Sącza i Bochni. Nie
można się więc było dziwić, że wystawa wywołała
niezwykle żywy oddźwięk u gości, którzy uznali ją
Cobok krakowskiego Biennale grafiki) za najciekawsze
zjawisko artystyczne, komentując długo, a nawet r y ­
sując poszczególne eksponaty.
Do sukcesu wystawy przyczynił się również spo­
sób ekspozycji; inwencja i w y b o r n y smak prof. T. Se­
weryna pozwoliły stworzyć wystawie ramy wręcz nie­
powtarzalne, poczynając o d żywych kształtów drzew,
dosłownie puszczających świeże pędy w muzealnych
salach (ile t r u d u kosztowało wyławianie po powodzi
tych nasiąkłyCh wodą pni), aż po mądrą i skromną
ekspozycję mniejszych figurek znakomicie rozmiesz­
czonych na tle parkanowych desek.
Ilość eksponatów nie była w i e l k a , ale przejrzystość
ekspozycji, dobre rozmieszczenie i zestawienie rzeźb
potęgowało i c h wyraz.
Przy okazji poddano r e w i z j i i sąsiednie sale, za­
stępując słabsze obiekty (zwłaszcza rzeźby, płasko­
rzeźby) i n n y m i , lepszymi. Wygrał na t y m również
1 J . Wawro, reprezentowany przez k i l k a najlepszych
swoich prac.
Z okazji w y s t a w y wydano mały voider zawiera­
jący 16 zdjęć z podpisami w językach angielskim
i francuskim.
Kończąc tę recenzję nie mogę powstrzymać się
od wyrażenia głębokiego żalu, że nie udało się w y ­
stawy zamienić n a stałą ekspozycję. Muzeum Etno­
graficzne posiada bowiem wspaniałe zbiory, które
jedynie w małej części dostępne są d l a zwiedzających.
Zbiory w magazynie nie pełnią r o l i społecznej. Sądzę,
że w interesie władz K r a k o w a byłoby powiększenie
Muzeum, chociażby przez tymczasowe oddanie do
jego dyspozycji k i l k u sal w sąsiedztwie na rozsze­
rzenie ekspozycji. Jest też n a pewno w interesie
Muzeum powiększenie stałej kolekcji rzeźb i malar­
stwa — Choćby dlatego, że Muzeum to jest jedną
z największych a t r a k c j i d l a turystów zagranicznych
i gości, bawiących n a „Dniach K r a k o w a " . Jest to też
na pewno w interesie naszej k u l t u r y , a nawet wię­
cej — jest to naszym obowiązkiem wobec przeszłości,
wobec społeczeństwa i przyszłych pokoleń.

Fot.: Jan Swiderski
— U. 1—3, 5, 8, Stefan
szewski — U. 4, 6, 7.

Deptu-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10856" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10834">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a780b460e92796c90ee1c20047266aee.pdf</src>
        <authentication>72fed2945b7720c1e351ef1654878797</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129461">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3905</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129462">
                <text>1953</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129463">
                <text>folklor tradycyjny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129464">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3658</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129465">
                <text>O wartości poznawczej folkloru / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1953 t.7 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129466">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1953 t.7 z.1; s.9-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129467">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129468">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129469">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129470">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129471">
                <text>O WARTOŚCI P O Z N A W C Z E J

FOLKLORU

ALEKSANDER

,.Sztuka — pisał Czernyszewski —• nie tylko
odtwarza życie, nie tylko je objaśnia, lecz bar­
dzo często oskarża samą e p o k ę " . S f o r m u ł o w a ­
nie to, stanowiące k a m i e ń w ę g i e l n y materialistycznej koncepcji pojmowania sztuki, odno­
si się o c z y w i ś c i e zarówno do sztuki profesjo­
nalnej, w y k s z t a ł c o n e j , jak też i do sztuki l u ­
dowej, a szczególnie do tego jej działu, który
nazywamy folklorem.
2

:i

Sztuka — uczy leninowska teoria odbicia —
stanowi jedną z form
ludzkiego
poznania,
szczególną formę wiedzy o świecie. Sztuka jest
w i ę c jedną z form ludzkiej świadomości, w k t ó ­
rej znajduje odbicie społeczny byt człowieka.
Marks n a z y w a ł sztukę artystyczno-praktycznym sposobem opanowania świata; określenie
to najpełniej w y r a ż a społeczny sens sztuki
na wszystkich etapach rozwoju ludzkości, za­
równo w ustroju w s p ó l n o t y pierwotnej, jak
w ustrojach klasowych czy wreszcie w czasach
dzisiejszych.
W klasowym, antagonistycznym s p o ł e c z e ń ­
stwie rozwój sztuki nie przebiega jednak jako
jednolity,
nieprzerwany proces
poznawczy,
lecz odbywa się w walce sprzecznych tendencji,
z których jedne odzwierciedlają p o s t ę p o w e , i n ­
ne zaś wsteczne d ą ż e n i a . Podział na sztukę l u 4

5

1

A r t y k u ł n i n i e j s z y s i a n o w i f r a g m e n t w i ę k s z e j ca­
łości.
- M . Czernyszewski:
Stosunek
estetyczny
sztuki
do r z e c z y w i s t o ś c i — ze z b i o r u , , E s t e t i k a i l i t e r a t u r n a j a k r i t i k a " . M o s k w a — L e n i n g r a d 1951 s. 51.
Pod p o j ę c i e m folklor r o z u m i e m ten zakres a r t y ­
stycznej t w ó r c z o ś c i l u d o w e j , k t ó r e g o c e c h ą charakte­
r y s t y c z n ą jest przekaz p a m i ę c i o w y — a w i ę c p i e ś ń ,
muzykę, literaturę ludową, obrzędy, dramat itd.
P o r . G . N i e d o s z i w i n : O s t o s u n k u s z t u k i do r z e ­
czywistości. „Materiały
do
studiów
i
dyskusji..."
P.I.S. 1950 n r 3—4 s. 161—203.
' Por. K . A . S i t n i k : L e n i n a zagadnienia estetyki.
P.I.S. 1952 s. 16—17 ( s k r y p t p o w i e l o n y ) .
я

4

r

1

JACKOWSKI

dową i sztukę w y k s z t a ł c o n ą jest w ł a ś n i e kon­
sekwencją rozwarstwienia klasowego s p o ł e ­
czeństw w ustrojach klasowych. Sztuka ludowa
kształtowała się w masach pracujących, pozba­
wionych kultury pisanej, pozbawionych m o ż ­
liwości u t r w a l e n i a swej twórczości lite­
rackiej, poetyckiej, muzycznej czy dramatycz­
nej. Stąd też w y w o d z ą się charakterystyczne
cechy folkloru, jak p r z e k a z
pamięcio­
w y (a co za tym idzie zmienność u t w o r ó w ) ,
lapidarność formy i p o s ł u g i w a n i e się takimi
środkami artystycznymi, które ułatwiają zapa­
miętanie utworu (obrazowość, typizacja, paralelizmy, rytm i r y m w pieśniach itd.).
Najistotniejszą cechą folkloru jest jednak je­
go powszechność. O ile bowiem sztuka w kla­
sach p a n u j ą c y c h uprawiana b y ł a w zasadzie
przez grupę zawodowych m u z y k ó w , poetów,
pisarzy, aktorów litd. — o tyle wśród ludu
sztuka b y ł a niejako własnością
powszechną.
Niezależnie bowiem od istnienia zdolniejszych
twórców czy w y k o n a w c ó w , k a ż d y jest czy też
może b y ć w s p ó ł t w ó r c ą utworu, jego wykonaw­
cą.
Przechodząc drogą tradycji p a m i ę c i o w e j
z ust do ust, utwór ludowy ulega r ó ż n y m ś w i a ­
domym czy n i e ś w i a d o m y m zmianom, osiąga­
jąc w rezultacie kształt będący wynikiem zbio­
rowego procesu twórczego. Stąd też charakte­
rystyczną cechą utworu ludowego jest jego
powszechność
i b e z i m i e n n o ś ć Wiąże się z tym i inna cecha — z m i e n ­
n o ś ć . O ile bowiem u t w ó r zawodowego artys­
ty posiada zasadniczo kształt raz na zawsze
ustalony w piśmie czy nutach, o tyle u t w ó r
ludowy zawsze jest ż y w y , zmienny, ulega dos­
konaleniu czy rozpadowi, a gdy przestaje w y ­
rażać z b i o r o w e potrzeby czy odczucia —
9

�zanika, bądź ulega daleko nieraz idącym prze­
kształceniom.
Twórczość
ludowa w znacznie silniejszym
stopniu niż sztuka profesjonalna w y r a ż a opinię
masy, świadomość i upodobania ludu pracują­
cego. O ile bowiem twórczość kompozytora czy
pisarza jest przy wszystkich uwarunkowaniach
klasowych i historycznych w dużej mierze wy­
nikiem jego indywidualnych uzdolnień, indy­
widualnego sposobu widzenia i wyrażania rze­
czywistości, o tyle twórczość ludowa jest bez­
imiennym w y k ł a d n i k i e m doświadczeń grupy
społecznej.
Puszkin, Mickiewicz czy Tołstoj,
niezależnie od pochodzenia i przynależności do
określonej klasy społecznej, w twórczości swo­
jej podejmowali s u r o w ą k r y t y k ę otaczającego
świata, zdobywali się na osąd w y b i e g a j ą c y poza
poglądy ich klasy czy epoki. U t w ó r ludowy
natomiast staje się powszechnym jedynie w ó w ­
czas, gdy w y r a ż a opinię określonej grupy spo­
łecznej, zbiorowe doświadczenia, potrzeby czy
dążenia. Pieśń, ułożona przez bardziej uzdol­
nionego twórcę ludowego, staje się l u d o w ą ,
powszechną, dopiero w ó w c z a s , gdy w procesie
przekazu nabierze ostatecznego kształtu, gdy
korektura masy nada jej wartość utworu bez­
imiennego, wyrażającego potrzeby ogółu. Spe­
cyficzna wartość folkloru polega w i ę c na tym,
że odzwierciedla on myśli, dążenia i nastroje
mas ludowych.

Jak wszystkie
dziedziny ideologii, sztuka
również jest narzędziem walki społecznej, w a l ­
ki klas. W folklorze przejawia się to m. in.
w w y r a ź n i e klasowej ocenie zjawisk społecz­
nych, co w y s t ę p o w a ł o szczególnie ostro w okre­
sie narastania e l e m e n t ó w układu kapitalistycz­
nego na naszej wsi. Folklor, przekazując w ar­
tystycznej formie doświadczenia ż y c i o w e mas
pracujących, przyczynił się również do rozwo­
ju świadomości tych mas, mobilizowania ich
przeciwko uciskowi pańszczyźnianemu.

„Ludowa poezja — pisał Paul Lafargue —
utwory kolektywu powstają z samego życia
ludowych mas. L u d ś p i e w a swe pieśni pod bez­
pośrednim i naturalnym w p ł y w e m uczuć, któ­
rych doznaje... Na skutek tej wierności i praw­
dziwości, literatura ustna ma w i ę c e j wartości
historycznych niż utwór jakiejkolwiek jedno­
stki.'"

0 bohaterach ludowych, p r z y w ó d c a c h b u n t ó w
1 rabacji — o Ś c i e g i e n n y m , Szeli, Marku z Je­
mielnicy i innych. Opowiadał bajki o chłopie,
który okpił swego s k ą p e g o a bogatego pana.
który p r z e m y ś l n y m fortelem pokonał nawet
samego diabła itd.

1

Folklor przekazuje jednak nie tylko uczucia
i nastroje ludu. Jest on także w a ż n y m źródłem
poznania stosunku ludu do otaczających go zja­
wisk, zawiera bowiem w sobie zarówno ele­
menty artystycznego uogólnienia, jak i wie­
dzę, którą lud posiadł o świecie. Toteż folklor
jest — obok ustnego przekazywania d o ś w i a d ­
czeń praktycznych — istotnym sposobem wy­
rażania wiedzy ludu w artystycznej formie.
Stąd bogactwo widowisk obrzędowych, zwy­
czajów dorocznych, literatury ludowej itp., w y ­
rażających s u m ę doświadczeń ludu na okreś­
lonym etapie rozwoju historycznego.
(i

P. L a f a r g u e :
1926 s. 53—54.

10

O c z e r k i po

istorii

kultury.

Moskwa

Nic w i ę c dziwnego, że klasy rządzące zdając
sobie s p r a w ę z siły oddziaływania folkloru, nie­
raz p o d e j m o w a ł y w a l k ę z nim. Tak np. zabra­
niano ś p i e w a n i a i rozpowszechniania
pieśni
a n t y p a ń s z c z y ź n i a n y c h , buntowniczych, rewolu­
cyjnych. W K i e l e c c z y ź n i e groziła np. kara zes­
łania za ś p i e w a n i e pieśni o spisku Piotra Ś c i e ­
giennego, gdzie indziej za pieśń o Szeli karano
chłostą i t d . Nie osiągając rezultatów w drodze
zakazów, próbowano zaszczepić ludowi obce
mu ideolcgicznie treści, podkładając np. pod l u ­
dowe melodie s ł o w a wyrażające wdzięczność
wobec pana. pokorę i miłość chrześcijańską
wobec c i e m i ę ż y c i e l i .
7

8

Pomimo jednak znacznych nawet w y s i ł k ó w ,
próby takie nie d a w a ł y rezultatu i lud nadal
śpiewał
satyryczne, zjadliwe,
antydworskie
pieśni, pieśni przeciwko u r z ę d n i k o m dwors­
kim, bezpośrednim ciemięzcom chłopa. Ś p i e w a ł

Niestety, zbieracze nasi nie rejestrowali nie­
mal wcale takich pieśni czy opowiadań. Wędru­
jąc p r z e w a ż n i e od dworu do dworu, od plebanii
do plebanii, nie mogli pozyskać zaufania c h ł o ­
pa, który wiedział przecież jak ciężkie kary
spotkać go m o g ł y za ś p i e w a n i e buntowniczych
czy antydworskich pieśni.
Dlatego też, jeśli
7

J. C h o r o s i ń s k i : Ż y c i e i w a l k a l u d u z i e m i k i e l e c ­
kiej w pieśni.
„Polska Sztuka L u d o w a "
1952 n r 6
s. 301—315. W y p a d k i te n i e b y ł y o d o s o b n i o n e . B y s t r o ń
tak o t y m m ó w i : ..Jeżeli n a w e t ustawa Senatu wolnego
m i a s t a K r a k o w a z 12 g r u d n i a 1834 u z n a j e za „ c i ę ż k i e
p o l i c y j n e p r z e s t ę p s t w o " , k t ó r e g o z w a l c z a n i e j e s t obowiązkiem wójtów gmin okręgowych,
„wywoływa­
nie m o d l i t w , pieśni, p o e m a t ó w ,
nowin
wojennych,
o p i s a ń etc,", to c ó ż d o p i e r o d z i a ł o s i ę t a m , g d z i e w ł a ­
dze n a k a ż d y m k r o k u w i e t r z y ł y
niebezpieczeństwo
dla p o r z ą d k u p a ń s t w o w e g o " . „ K u l t u r a l u d o w a " W a r ­
s z a w a 1947 s. 264.
* P o r . St. W a l l i s : Ś l ą s k i e p i e ś n i g ó r n i c z e . „ P o l s k a
S z t u k a L u d o w a " 1952 n r 3 s. 142.

�pieśni takie powszechnie nawet były wykony­
wane,
rzadko kiedy docierały do przybysza
z miasta. Inna rzecz, że i sami zbieracze szu­
kali p r z e w a ż n i e pieśni o sentymentalnym uro­
ku, pastoralnej błogości i pięknie lub też śla­
dów dawnej S ł o w i a ń s z c z y z n y , która w m y ś l
popularnych koncepcji przechować się miała
w ludowej twórczości artystycznej.
Do prawdziwych w y j ą t k ó w należał Łukasz
Wallis i jeszcze kilku zbieraczy śląskich, po­
chodzących z ludu. Pozostawili nam oni sporo
pieśni o niedoli górniczej, o krzywdzie i po­
niewierce w niemieckich kopalniach, o tułacz­
ce za emigracyjnym chlebem.
Inni zbieracze
albo zupełnie pomijali t e m a t y k ę społeczną czy
a n t y d w o r s k ą (np. Z. Gloger, który traktował
swoje zbiory jako .,wybór etyczny" dla ludu ):
albo też u w z g l ę d n i a l i ją jedynie w nieznacz­
nym zakresie, jak to czynił najwybitniejszy
nasz folklorysta — Oskar Kolberg. Warto
przypomnieć, że Kolberg, niezależnie już od
samej sprawy sposobu zbierania, stosował se­
lekcję zarówno w czasie zapisu jak i podczas
wydawania swych zbiorów, opuszczając pieśni,
które uważał za niezgodne z przyzwoitością
i dobrym smakiem.
Charakterystyczna pod
tym w z g l ę d e m jest w y p o w i e d ź jego we w s t ę p i e
do serii I ,,Pieśni L u d u Polskiego".
Kolberg
polemizuje tam z p o g l ą d e m W a c ł a w a z Oleska
jakoby krakowiaki d a w a ł y odbicie życia ludu
polskiego i należały do najpowszechniejszych
pieśni.
11

„ S ł o w a zaś i treść ś p i e w e k krótkich, ucinkowych — czytamy — mimo rozlanego w nich
humoru i czucia nie zawsze godzą się z przy­
zwoitością i dobrym smakiem. Wiele podobnie
rubasznych piosnek odrzucić m u s i a ł e m , lecz
i m i ę d z y p o z o s t a ł y m i znaleźć m o ż n a niejedną
małoznaczącą, nawet lichą, umieszczoną tu je­
dynie dla wskazania w jaki sposób lud w y r a ­
zy układa, szykuje i w wiersz splata, jak łą­
czy sylaby z tonami, gdzie wytrzymuje, wzmac­
nia lub osłabia głos. w k t ó r y m miejscu daje
przycisk itp."

T u Kolberg cytuje kilkanaście przykładów.
„Śpiewki takie nie zawsze lud w tańcu lub
w karczmie przy kieliszku nuci, owszem s ł y ­
szeć one się często dają przy robocie w domu
i na polu, podczas żniw, sianożęci, w ogrodzie,
na paszy za b y d ł e m ; także przy dojeniu krów,
w czasie jazdy, przy kołysce. Nieprzebrana ich
mnogość jest owocem chwilowego natchnienia
podnieconego trunkiem i miejscowymi
oko­
licznościami, do czego lada codzienna przygo­
da dać może pochop; inne w s z a k ż e są znane
i ś p i e w a n e powszechnie na równi z dłuższymi
pieśniami i dumami, zwłaszcza gdy w sobie
zawierają p e w n ą sentencję..." (s. X ) .
Interesujące jest sięgnięcie do tych cy­
towanych przez Kolberga piosenek. Okazuje
się, że wśród tych „nie zawsze godzących się
z przyzwoitością i dobrym smakiem"
przy­
ś p i e w e k znajduje się wiele o akcentach spo­
łecznych. Np.
Oj

panowie,

Da

daliście

Da

ani ja koszuli

Da

ani

ja

dali

sukmany.

Oj

panowie,

Da

daliście m i

Da

ćwierć gnoju z obory

panowie
chleba

Da i trzy ć w i e r c i z chlewa.
(s. 333, n r

78)

Nie żenię się z d w o r s k ą
Nie

żenię

Rad

się przy

tej

dziwką

dworskiej

dziwce

Rozlenię
Będzie

m i się dworska

dziwka

Stroiła
Nie

będzie

mi

dworska

dziwka

Robiła.
(s. 348, n r

Oj

dobry

Kiedy

chłop

wódki

Karbowego
Albo

Pana

na

127)

pańszczyźnie

gwiżnie
poczęstuje

obiecuje.

Ekonoma
'•' Z . G l o g e r t a k p i s a ł o s w o i c h z b i o r a c h : . . D z i ś w ł a ś ­
nie, k i e d y c h o d z i o u c z c i w e z a s ł o n i ę c i e l u d u p r z e d
spaczonymi p o j ę c i a m i o m o r a l n o ś c i i
p r z y r o ­
d z o n y c h
stosunkach s p o ł e c z n y c h (podkr. moje —
A . J.). a n a w r ó c e n i e b ł ą k a j ą c y c h s i ę u m y s ł ó w k u p o ­
j ę c i o m e t y c z n y m , k u czystej i zacnej u c z u c i o w o ś c i
serca i m i ł o ś c i , p r z e d s i ę w z i ę l i ś m y s a m i
opracowanie
antologii, w k t ó r e j oświeceni z n a j d ą w y b ó r i pod­
r ę c z n i k c a ł e j naszej s t a r e j l i t e r a t u r y n i e p i ś m i e n n e j ,
a l u d otrzyma s u m ę r o d z i m y c h estetycznych
pojęć,
k r z e p k i j ę z y k starodawny i obraz poezji w p i e ś n i a c h ,
wybranych
według
najpiękniejszych
wariantów".
„ K ł o s y " T . X X X I I I r. 1881 n r 836.

panowie
mi

się nic

się nie

lęku

boi

Chociaż

z kijem

nad

nim

stoi

Chociaż

z kijem

nad

nim

stoi.

(s. 362, n r

Mówiła

mi moja

Nie trza darmo
A ż k t o doda

172)

mać
serca

dać

pieniędzy

Bo zła m i ł o ś ć o n ę d z y .

12

�Ale

Maciek

Rozpedai
Lepsze

rozumnie

mi

na

serce

gumnie
tysiące.

is. 368. n r
Da

sierotka

Da

to m n i e b y ł o n i e

ja

Da

było

Do

bogatej

jechać.

Oj

sieroty,

sieroty

Da

w i e l e was

na

Oj

n i ojca n i

matki

se

1

gorące

Niż p i e n i ą ż k ó w

193)

była
brać

Jasiulku

świecie

D a g d z i e s i ę podziejecie?...
(s
Uboga
Da

nie

ja

Oj j u ż ja

372. n r 204)

sieroteczka

mam

ja

pierzyny

się nie

cej zgodne są z duchem narodu, ale razem są
n a j p i ę k n i e j s z y m tego rodzaju pomnikiem". "
Także Z. Gloger podkreślał:
„Charakter pieśni ma ścisły związek z ż y ­
ciem rodzimym i charakterem narodu, pieśni
bowiem są z w i e r c i a d ł e m uczuć, pojęć i oby­
czajów narodowych". "
Stwierdzenie faktu nie pociągnęło jednak za
sobą dalszych konsekwencji, takich jak opra­
cowanie i analiza zależności istniejących m i ę ­
dzy ż y c i e m ludu a jego twórczością. T a m zaś,
gdzie próby tego rodzaju czyniono, na prze­
szkodzie stawała cenzura, konfiskująca takie
np. prace, jak Henryka Biegeleisena „Szlachta
w ś w i e t l e poezji ludowej" i „ D u c h o w i e ń s t w o
w poezji ludowej"
Próby takie były jednak
sporadyczne, g ł ó w n y nurt zainteresowań prze­
sunął się, od czasu pojawienia się pierwszych
prac Karłowicza, w kierunku badania genezy
wątków
t r e ś c i o w y c h i w p ł y w ó w oddziałują­
cych na folklor i sztukę ludową. Nawet B y ­
stroń, pomimo szerokich zainteresowań socjo­
logicznych, nie zdołał przełamać tych tenden­
cji metodologicznych i ograniczył się właści­
wie tylko do mało w y c z e r p u j ą c e g o o m ó w i e n i a
stosunku pieśni do historii, pozostawiając na
uboczu interesujące nas zagadnienie poznaw­
czych wartości folkloru.

ożenię

A Bożesz m ó j jedyny.
(s. 393, n r 280)

Pieśni takich, w y r a ź n i e określonych przez
Kolberga jako „mało znaczące", można by za­
c y t o w a ć w i ę c e j . N i e w ą t p l i w i e wśród odrzuco­
nych ,,piosnek" wiele było m ó w i ą c y c h o chłop­
skiej krzywdzie, pańszczyźnie, różnicach ma­
j ą t k o w y c h itp.
Znikome u w z g l ę d n i e n i e pieśni o w y d ź w i ę k u
s p o ł e c z n y m przez ogół naszych zbieraczy spo­
w o d o w a ł o w konsekwencji szereg f a ł s z y w y c h
ocen, p o k u t u j ą c y c h jeszcze do dnia dzisiejsze­
go. Charakterystycznym p r z y k ł a d e m jest J . St.
Bystroń, nieprzeciętnej miary znawca polskiej
pieśni ludowej. I on jednak, opierając się na
nader jednostronnie dobranym materiale, nie
mógł we w ł a ś c i w y sposób ocenić roli i znacze­
nia pieśni społecznej, pieśni wyrażającej życie
i dążenia ludu.
Dopiero powojenne już badania nad folklo­
rem, podjęte na szeroką skalę przez P a ń s t w o ­
wy Instytut Sztuki, przyniosły obfity materiał,
pozwalający na zupełnie nowe spojrzenie na
naszą pieśń, na rewizję
wielu dotychczaso­
wych ocen i poglądów. Dopiero w oparciu o te
materiały prześledzić można istotny związek
zachodzący m i ę d z y pieśnią a życiem i charak­
terem ludu.
N i e s ł u s z n y m jednak byłoby sądzić, że daw­
niejsi zbieracze i miłośnicy twórczości ludo­
wej nie dostrzegali związku
między pieśnią
i życiem. Już K . Brodziński twierdził:

Dlatego celowym będzie przypomnienie na
tym miejscu postawy wielkich materialistów
rosyjskich X I X w.: Bielińskiego, Dobrolubowa
i Hercena, którzy widzieli w twórczości ludo­
wej klucz do zrozumienia zagadnienia ludowo­
ści sztuki, do zrozumienia w ę z ł o w e g o w owym
czasie problemu — położenia mas chłopskich
w Rosji. Tak np. Hercen pisał:
„Nie znając ludu można go gnębić, wyzyski­
w a ć i podbijać, ale nie można go wyzwolić". "'
Z a r ó w n o Hercen, jak Bieliński i Dobrolubow dużo uwagi poświęcali zagadnieniu folk­
loru, przy czym zainteresowanie ich nie ogra­
niczało się tylko do strony artystycznej. W i ­
dzieli oni r ó w n i e ż w ustnej twórczości ludowej
nieocenione źródło wiedzy
o ludzie, wiedzy
1

" ' K a z i m i e r z B r o d z i ń s k i : L i s t do r e d a k t o r a D z i e n ­
nika Warszawskiego
(o p i e ś n i a c h ) . D z . W a r s z a w s k i
1826 г. I V s. 173.
1 1

1 3

„Jeżeli dziś zaczynamy cenić poezję natu­
ralną, a często tylko niby naturalną, godna po­
znać naprzód te pieśni, które nie tylko n a j w i ę ­
12

Z . G l o g e r , 1. c.

' - S k o n f i s k o w a n e w 1886 r. w p i ś m i e
„Przegląd
S p o ł e c z n y " , cyt. w g K . D u n i n - W ą s o w i c z a :
Czasopiś­
m i e n n i c t w o l u d o w e w G a l i c j i . W r o c ł a w 1952 s. 70.
A . Hercen: P o ł n o j e sobranije soczinienii — pod
r e d . M . L e m k e , t. X V s. 181. W i n n y m m i e j s c u H e r c e n
pisze: „ D ą ż e n i a l u d u r o s y j s k i e g o n i e s ą p r z e d s t a w i o ­
ne w f o r m i e t e o r i i , ale i s t n i e j ą w ż y c i u l u d u , w j e g o
p i e ś n i a c h i b a j k a c h " (op. с. V I . s. 305).

�potrzebnej w ł a ś n i e w tym celu. aby zrozumieć
lud i w y z w o l i ć go z jarzma pańszczyzny.
Szczególnie w a ż n e są jednak dla nas uwagi
Lenina, zanotowane we wspomnieniach W.
Boncz-Brujewicza, a odnoszące się do okresu
zesłania:
..Włodzimierz Iljicz, studiujący stale s ł o w ­
nik języka
rosyjskiego
Dala,
zaintereso­
wał się przytoczonymi w nim p r z y s ł o w i a m i
i przypowieściami. Nie p a m i ę t a m już teraz jak.
ale rozmowa zeszła na zagadnienia eposu l u ­
dowego i gdy powiedziałem, że mam w biblio­
tece dość dobrze dobrany
zbiór
opowiadań,
pieśni ludowych i bylin, Włodzimierz Iljicz za­
pytał, czy m o g ę dać mu je do przejrzenia.
Oczywiście z radością s p e ł n i ł e m prośbę i jesz­
cze tego wieczoru w i d z i a ł e m , jak Włodzimierz
Iljicz czytał u w a ż n i e „Smolenskij
etnograficzeskij sbornik". zestawiony przez W. N. Do­
browolskiego.
Cóż to za ciekawy materiał — powiedział
do mnie Lenin, kiedy zaszedłem rankiem do
niego. P r z e j r z a ł e m te książki pobieżnie, ale
jak w i d z ę brak albo rąk do pracy albo chęci,
aby to wszystko uogólnić, przejrzeć ze społecz­
no-politycznego punktu widzenia. Przecież na
podstawie tego materiału można by napisać
piękną rozprawę o marzeniach i tęsknotach
ludu... Oto, na co należałoby zwrócić u w a g ę
naszym historykom literatury. To jest przecież
najprawdziwsza ludowa twórczość, tak ważna
i potrzebna dla badania psychologii ludu w
nasze dni". "
W y p o w i e d ź ta wskazuje na to, jak wielkie
znaczenie
przykładał
Lenin do badań
nad
twórczością ludową, ,,tak ważną i potrzebną
dla badania psychologii ludu w nasze dni".
S ł o w a Lenina aktualne są również i dla nas
szczególnie w obecnym okresie walki o uspółdzielczenie wsi. o kształtowanie nowej moral­
ności socjalistycznej, nowego stosunku do pra­
cy itp. Aby d o k o n y w a ć zmian w
psychice
ludzkiej trzeba opierać się o znajomość psy­
chologii ludu, trzeba znać jego dawne t ę s k n o ­
ty i marzenia, umieć w y k o r z y s t a ć je i rozwi­
nąć. Folklor nasz daje bogaty materiał dla
tego rodzaju uogólnień.
Lenin podkreśla jednak w swej wypowiedzi,
że należy ten materiał ocenić z politycznospołecznego punktu widzenia, a w i ę c umieć

w y c i ą g n ą ć z niego w ł a ś c i w e wnioski. Zadanie
to obowiązuje
nas zarówno w stosunku do
dawnych zbiorów, jak i w pracy nad współ­
czesnym m a t e r i a ł e m folklorystycznym. Zasta­
n ó w m y się w i ę c , jakie wartości poznawcze po­
siadać dla nas może polska pieśń ludowa, baj­
ka, opowiadanie czy przysłowie.
*

Czy pieśń ludowa
może stać się dla nas
źródłem wiadomości o dawnych czasach? B y stroń tak pisał o tym:
..Pieśń tworzy świat dla siebie zamknięty,
wyniesiony ponad codzienne stosunki ludzkie,
stąd też normalnie nie opisuje zdarzeń histe­
rycznych czy też s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h itd..
mamy jednak i pieśni, które bezpośrednio czy
pośrednio okazują łączność z przeszłością poli­
tyczną czy kulturalną narodu." •'
1

Zarówno ta w y p o w i e d ź , jak i wiele innych
świadczy o tym, że B y s t r o ń widział pewien
związek m i ę d z y pieśnią a ż y c i e m , ale nie do­
strzegł tego. w jakiej mierze pieśń może być
odbiciem życia, przekazać informacje o przesz­
łości. Bystroń zawężał zagadnienie do szukania
jedynie prawdziwości danych histerycznych,
stwierdzając przy tym. że:
,,...lud nie ma z m y s ł u historycznego. Pamięć
ludu jest krótka; czasy i wypadki giną w nie­
pamięci pokoleń. Jeżeli zechcemy się dowie­
dzieć, co wieśniak nasz wie o dziejach kraju
z tradycji bezpośredniej, przekazywanej z oj­
ca na syna, nie uzupełnionej
wiadomościami
ze szkoły i książek, to zadziwi nas zupełne
ubóstwo ludowej wiedzy historycznej". "'
Na uzasadnienie swego poglądu B y s t r o ń przy­
tacza wiele przykładów ś w i a d c z ą c y c h o tym, że
lud istotnie nie ma z m y s ł u historycznego, że
dowolnie zestawia fakty, przeinacza je i prze­
suwa w czasie. Pogląd ten zaciążył na naszej
folklorystyce, zwalniając niejako z obowiązku
dokładniejszej analizy pieśni historycznych lub
dotyczących dawnych w y d a r z e ń czy postaci.
Wydaje się jednak,
że Bystroń mając w
pewnym w ą s k i m zakresie rację, nie dostrzegł
istoty zagadnienia. Sprowadza on bowiem po­
znawczą rolę folkloru
jedynie do wierności
opisu historycznych w y d a r z e ń
i
wychodząc
z tego założenia n i e w ą t p l i w i e ma rację,
gdy
l : &gt;

J. St. B y s t r o ń : P o l s k a p i e ś ń l u d o w a . K r a k ó w .
N a r o d o w a , s. 28.
J. St. B y s t r o ń : H i s t o r i a w p i e ś n i l u d u p o l s k i e g o .
K r a k ó w 1925 s. 6.

Bibl.
1 4

W. D . B o n c z - B r u j e w i c z : L e n i n o poezji (cyt. w g
N . A n d r e j e w a : R u s s k i j f o l k l o r . L e n i n g r a d 1938 s. 29).

1,1

7Л

�odmawia dokumentarnej wartości
pieśniom jak:
Posłuchajcie
0

wojnie

Jak

to

król

niedzielę

Wpłynęły
Na

tym

Gdzie
W

temu

bardzo

miejscu

niedzielę

1 do

lat

Sobieski.
rano

okręty

był

Bramy

pilnie

tureckiej

dwieście

Walczył
W

proszę

takim np.

obraz

stanęły
święty.

bardzo

rano

otworzyli
miasteczka

Turków

Widnia

napuścili...

1 7

Sprawa jednak
polega na c z y m ś zupełnie
innym. Już W a c ł a w z Oleska (Zaleski) wie­
dział, że:
„...jeżeli zechcemy w pieśniach ludu szu­
kać dat historycznych, mniejszą może odnie­
siemy korzyść jak się spodziewamy. W pieś­
niach ludu daty historyczne , pomieszane są
z bajkami i baśniami, od których je czasem
nie podobna odróżnić." Niemniej twierdził on,
że „...pieśni ludu będąc obrazami, w których
każdy naród s w ó j charakter najwierniej ma­
luje i przedstawia, w y n u r z a j ą c swoje uczucia,
opisując
zwyczaje i wszelki obyczaj — są
n a j d o k ł a d n i e j s z y m
w y r a z e m
życia
n a r o d o w e g o."

pozwalają bowiem stwierdzić np. popularność
takich ludowych p r z y w ó d c ó w jak Piotr Ś c i e ­
gienny, Jakób Szela czy Kcstka-Napierski.
O życiu i spisku Ś c i e g i e n n e g o wiemy z histo­
rii, ale jedynie pieśń ludowa m ó w i nam o po­
pularności jego postaci. Badania prowadzone
na terenie Kielecczyzny w okresie przedwo­
jennym przez J . Chorosińskiego oraz poszuki­
wania prowadzone w obecnym okresie przez
p r a c o w n i k ó w P a ń s t w o w e g o Instytutu Sztuki
p o z w o l i ł y stwierdzić dużą popularność postaci
Ściegiennego.
Okazuje się, że liczne pieśni
o nim lub też poszczególne
fragmenty tych
pieśni znaleziono zarówno w pow. iłżeckim,
jak i w kieleckim, jędrzejowskim, radomskim
czy w ł o s z c z o w s k i m . Ś w i a d c z y to o d u ż y m od­
dźwięku, jaki znalazł ruch ks. Ś c i e g i e n n e g o
wśród ludu Kielecczyzny.
1 0

O n i e k t ó r y c h postaciach bohaterów
histo­
rycznych dowiadujemy
się w ł a ś n i e dopiero
z ludowych pieśni. Tak np. powojenne już ba­
dania na
Opolszczyźnie
przyniosły
pieśń
o Marku z Jemielnicy,
przywódcy
buntów
chłopskich na początku X I X wieku. Oto pieśń
o nim:
W Jemielnicy
Od

Płaczą

N i e w ą t p l i w i e Zaleski słusznie rozumiał za­
gadnienie, szukając w pieśni nie prawdy hi­
storycznego faktu, ale prawdy „pod w z g l ę d e m
psychologii".
Wartość folkloru, jako źródła wiedzy o l u ­
dzie, polega w i ę c nie na dokładności opisu
historycznych faktów, ale na tym, że daje on
pojęcie o ustosunkowaniu się ludu do tych
faktów. Tego zaś nie dadzą nam często ani
żadne źródła pisane, ani oficjalna historiogra­
fia, czy też pamiętniki lub listy, niemal zawsze
zabarwione subiektywnymi ocenami piszących.
Pieśni, opowiadania,
legendy, bajki
czy
przysłowia świadczyć mogą jedynie o tym. jak
lud reagował na wydarzenia historyczne i na
krzywdy doznawane ze strony dworu. O czym
marzył, do czego dążył, z czym walczył, co ko­
chał i kogo nienawidził. Pieśni ludowe są więc
dla nas cennym ś w i a d e c t w e m historycznym,
1 7

Jeden z licznych w a r i a n t ó w zapisany, w r a m a c h
A k c j i Zbierania Folkloru (AZF) P a ń s t w o w e g o Insty­
t u t u S z t u k i , w 1950 r. p r z e z M . i J. S o b i e s k i c h od
54-letniego
Walentego Kunysza,
wieś
Kraczkowa,
pow. Ł a ń c u t .
1 8

W a c ł a w z Oleska: Pieśni polskie i ruskie
g a l i c y j s k i e g o . L w ó w 1833 s. X V I — X V I I .

14

ludu

chłopcy

i starzyki
i

N i e masz M a r k a
Cieszyciela
Przedoł
Za

miłego

go z d r a d ż c a

judaszkie
się

Płacze

nasze

sm;ai.u.ią.

Nie

ujrzymy

Od

pańskiego
dziecia

Taką

porę

wiary

ogibają

chłopom

Może

bez

talary.

tym Markiem,

Ziemia

dziecia.

naszego

Drzewa
Za

dzień

zawodzeń

dziołchy

Baby,

I S

sądny

żałosnych

co n a m

padół:

i wola...

zelżenia
rzemienia
co

płaczą

obaczą.

2 0

Zdarza się, że oficjalna ocena
historyków
różna jest od oceny danej przez lud. Charak­
terystyczne przykłady daje nam w tej dziedzi­
nie folklorystyka radziecka. Gorki stwierdził
np. na I W s z e c h z w i ą z k o w y m Zjeździe Pisarzy
Radzieckich, że:
„...poezja ludowa ma swoje zdanie o dzia­
łalności Iwana Groźnego, i zdanie to zdecydol ! l

P o r . a r t . J. C h o r o s i ń s k i e g o : Ż y c i e i w a l k a l u d u
ziemi kieleckiej w pieśni. „ P o l s k a Sztuka L u d o w a ' '
1952 n r 6 s. 301—315.
-° Z a p i s a ł a E w a
Dziewkowice.

Domaradzka

w

r.

1946

we

wsi

�waníe różni się od oceny historyków, których
nie bardzo interesowało, co w n o s i ł a walka mo­
narchów z feudałami w życie ludu pracują­
cego".
Żyjący na początku X I X w. historyk K a ramzin oceniał np. zdecydowanie negatyw­
nie działalność Iwana Groźnego widząc w nim
okrutnego despotę,
natomiast
przedstawiał
bojarów jako niewinne
ofiary carskiej ty­
ranii. Karamzin musiał jednak przyznać, że
w pamięci ludu, w pieśniach jego i opowiada­
niach Iwan Groźny
w y s t ę p u j e jako car-zdobywca, jako jeden z t w ó r c ó w potęgi Rosji
i bezwzględny
przeciwnik samowoli
bojar­
skiej. - Innym przykładem jest ogromna po­
pularność postaci Pugaczowa czy Stieńki R a ­
zina w pamięci ludu. Katarzyna I I , chcąc po
wyroku na Pugaczowa zatrzeć w s z e l k ą pamięć
o nim, zabroniła surowo śpiewania jakichkol­
wiek pieśni z w i ą z a n y c h z buntem i z osobą P u ­
gaczowa. Za przekroczenie tego zakazu groziło
zesłanie. Ale lud śpiewał o Razinie i śpiewał
również o Pugaczowie, nazywając go „ojcem
rodzonym" i „ j a s n y m słoneczkiem".
1

L u d jednak nie zawsze ocenia wydarzenia
zgodnie z prawdą faktyczną, często w sądach
swych, w y r a ż o n y c h w twórczości artystyczne],
daje w ł a s n ą ocenę w y d a r z e ń czy osób. Niez­
miernie ciekawa jest ludowa „prawda" o Kostce-Napierskim. Jak w y k a z a ł w swym cennym
studium Julian Krzyżanowski, legenda ludo­
wa poprawiła histerię, ratując Kostkę-Napierskiego spod szubienicy. Nie dopuściła, aby orę­
downik góralskiej krzywdy zginął
śmiercią
hańbiącą na palu. W ł a ś n i e pod w p ł y w e m l u ­
dowej legendy ukształtował wydarzenia L u ­
cjan S i e m i e ń s k i w balladzie o Napierskim.
Idealizowanie postaci
bohaterów ludowych
połączone jest czasem z wprowadzeniem róż­
nych e l e m e n t ó w dawnych opowieści czy le­
gend; niejednokrotnie
następuje jakby na­
kładanie się na siebie obrazu postaci legendar­
nej i rzeczywistej. Tak w i ę c nieraz twórczość
ludu nie przekazuje nam autentycznego opisu
wydarzeń, ale jego subiektywnie zabarwioną
interpretację. Można to określić jako rezultat
swoistej oceny faktów historycznych z klaso­
wej, ludowej pozycji.

L u d ocenia przy tym i zachowuje w pamięci
bynajmniej nie wszystkie wydarzenia, ale j e ­
dynie te, które w p o w a ż n i e j s z y sposób odbiły
się na jego życiu. Z pieśni czy legendy nie od­
czytamy w i ę c historii k r ó l ó w polskich ani dat
w a ż n i e j s z y c h w y d a r z e ń p a ń s t w o w y c h . L u d po­
został obojętny na różne zmiany m o n a r c h ó w ,
wojny i wydarzenia, w których nie b y ł zaan­
g a ż o w a n y . Nic w i ę c dziwnego, że wojny tu­
reckie plątały się potem z odsieczą w i e d e ń s k ą ,
a całość p r z y p o m i n a ł a znane z czasów szkol­
nych wierszyki, np. „Kara Mustafa, wielki w ó d z
Krzyżaków..." Znamienny jest fakt, że postać
Napoleona znacznie silniej odbiła się w folklo­
rze rosyjskim niż we francuskim. T ł u m a c z y się
to tym, ze pochód na M o s k w ę i n i e b e z p i e c z e ń ­
stwo grożące krajowi z m o b i l i z o w a ł o w Rosji
masy ludowe przeciw najeźdźcom. W ł a ś n i e ma­
sowy, ogarniający cały kraj ruch partyzancki
spowodował, że wojna z Napoleonem stała się
sprawą całego narodu, że przeszła do historii
pod n a z w ą „ojczyźnianej", że znalazła silne
odbicie w pieśniach i opowiadaniach ludowych.
Nasz lud, uginający się pod jarzmem p a ń ­
szczyzny, nie i n t e r e s o w a ł się zmianami i wy­
darzeniami, które r o z g r y w a ł y się w politycz­
nych kręgach stolicy, p o z o s t a w a ł o b o j ę t n y wo­
bec poczynań, które nie m i a ł y żadnego z w i ą z ­
ku z jego losem. T y m należy t ł u m a c z y ć nikły
oddźwięk p o w s t a ń narodowych w pamięci l u ­
du, przy jednoczesnym przechowywaniu tra­
dycji Bartosza Głowackiego, Kościuszki, Mar­
ka z Jemielnicy, Ś c i e g i e n n e g o , Pantoczka czy
Szeli. Tak np. oddźwięk powstania listopado­
wego znajdujemy
zaledwie
w
jednej czy
dwóch pieśniach, a i rok 1863
znalazł
nie
o wiele bogatszy wyraz w ludowej twórczości.
Pieśń daje w i ę c charakterystyczne ś w i a d e c t w o
oderwania p o w s t a ń od ludu,
dokument po­
twierdzający obojętność mas ludowych w sto­
sunku do wydarzeń, po k t ó r y c h nie obiecywa­
ły sobie zmiany swego p o ł o ż e n i a .
24

- ' B y s t r o ń podaje w swej pracy „ H i s t o r i a w p i e ś n i
ludu polskiego" dwa zaledwie p r z y k ł a d y
dotyczące
1863 r. D o t y c z ą one j e d n a k n i e t y l e p o w s t a n i a , i l e
o d d ź w i ę k u b i t w y pod G r o c h o w i s k a m i w ś r ó d okolicz­
nej l u d n o ś c i . J e d e n p r z y k ł a d t o :
„Będzie bitwa, będzie
Pod G r o c h o w i s k a m i
Pojedzie
matusia
Ze s w y m i s y n a m i . "

1

- W. K . S o k o ł o w a :
Russkije
istoriczeskije pieśni
X V I w i e k a . „ S ł a w i a n s k i j F o l k l o r " ( M a t e r i a ł y issledowanija
po
istoriczesko.i n a r o d n o j poezji S ł a w i a n ) .
I z d . A k a d e m i i N a u k Z S S R , M o s k w a 1951 s. 10.
-- N . K o ł p a k o w a :
Kniga o russkom folklore.
Le­
n i n g r a d 1948 s. 11.
Julian Krzyżanowski:
Paralele. Warszawa
1935
s. 173 o r a z „ W i e ś " n r 25 z d n i a 24.VI.1951 s. 2.

i

Drugi,
Kasi:

wpleciony

w

wątek

balladowy

o

Jasiu

„...Kasia z a p ł a k a ł a
Kaz moja
rodzina?

15

�Nie miał w i ę c racji Bystroń. w y p o w i a d a j ą c
negatywny sąd o wartości historycznej mate­
riału folklorystycznego.
Nie miał, ponieważ
szukał jedynie zgodności dat i faktów, a po­
mijał to co najistotniejsze — l u d o w y
spo­
sób oceny zjawisk, inieraz przejawiający się
w ł a ś n i e w przeinaczaniu historycznych wyda­
rzeń, w zabarwianiu ich marzeniami i prag­
nieniami ludu.

w s p o m i n a j ą c y c h stoczoną przed dwoma wie­
kami b i t w ę pod Zawichostem. N i e j e d n ą inte­
resującą informację znajdujemy
również w
starych księgach sądowych, kronikach i in­
nych materiałach archiwalnych.
Właśnie z archiwów
dworskich
pochodzi
ciekawa pieśń z 1788 r. o zbiegostwie chłopów
do ..lepszego" pana.
R z u c i m na zawsze

Wartość poznawcza folkloru polega przede
wszystkim na tym, że uzupełnia on historię
oceną w y d a r z e ń z punktu widzenia ludu, co
jest niezmiernie w a ż n e dla wytworzenia praw­
dziwego obrazu przeszłości. Tak rozumiał to
M. Gorki twierdząc, że:

Brzeg Wisły
A

na

Przejdziemy
to

Ci

Krakowianie

przybyli

cię

zoczyli

Łaskawy

Z

panie.

temi

przebrnęli

Prośbami
Bych
Pod

swą

16

żelazem

tu

chwalą

nie

palą.

P e ł n a wymowy jest pieśń o pańszczyźnie:
Со/, to za
Cztery
W

ojczyzna

dni

pańszczyzna

piecu ogień

Na

zalij

pańszczyznę

dalij. -'

Echem rugowania chłopów ze wsi jest p i e ś ń
podana przez Kolberga:

I

stodoły

I

służącym

Oj,

nas

pan,

wygnał,

1938

powywracał
nie

dobrześ

Będziesz

trzeci roczek, c a ł y k r w i ą zalany,
cały k r w i ą zalany
K t ó r y chłopiec najzdatniejszy, k t ó r y chło­
piec n a j z d a t n i e j s z y
do w o j s k a w y b r a n y .
i folklor. Leningrad

Że

W s z y s t k i c h c h ł o p ó w ze w s i w y g n a ł

Sześćdziesiąty

Gorki

zakazem
się

Oj, wygnał

J a k w i d a ć , t r u d n o to n a z w a ć ś l a d a m i
powstania,
sam z r e s z t ą B y s t r o ń stwierdza, że tradycja o powsta­
n i u ..nie z n a l a z ł a g ł o ś n i e j s z e g o echa w p i e ś n i l u d o ­
w e j " . ( „ H i s t o r i a . . . " s. 101—102). N i e l i c z n e p i e ś n i d o ­
t y c z ą c e w y d a r z e ń 1863 r „ z n a l e z i o n e o b e c n i e w r a m a c h
badań
terenowych
Państwowego
Instytutu Sztuki,
r ó w n i e ż p r z e d s t a w i a j ą j e w s p o s ó b p o ś r e d n i . T a k np.
p i e ś ń z a p i s a n a w 1950 r. przez M . i J. S o b i e s k i c h
w p o w . ł a ń c u c k i m od W a l e n t e g o K u n y s z a
stanowi
nieznacznie zmieniony w a r i a n t znanej pieśni r e k r u c ­
kiej :

K. Piksanow:

wzięli

opiekę.

Ludzie
Boków

M o j a rodzineczka
Marnie wyginęła
Braciska zabili
Siostra
utonęła
Brata m i zabili
Pod G r o c h o w i s k a m i
Siostra
utonęła
W rzece p o d l o d a m i . "

2 5

rzekę

cię ich

Waszym

N
s. 34.

murawy.

Po
By

,,...nie można znać prawdziwej historii nie
znając ustnej twórczości ludowej... Nie znając
tego co było, nie można pojąć
prawdziwego
sensu teraźniejszości i celów przyszłości."

S p r ó b u j m y zilustrować to twierdzenie przy­
kładami pieśni ludowych. Dają one ciekawy
materiał do badania przeszłości naszego ludu,
jego życia i poglądów, chociaż pochodzą prze­
ważnie z czasów nie w c z e ś n i e j s z y c h niż połowa
X V I I I wieku. O czasach w c z e ś n i e j s z y c h do­
wiedzieć się m o ż e m y jedynie z pieśni utrwa­
lonych w druku, a w i ę c poprzez
śpiewniki,
zbiory pastorałek czy kolęd, w których znaj­
dujemy niekiedy ludowe motywy i pieśni. Cen­
ny bywa także przekaz pośredni. Z kronik
Długosza dowiadujemy się np. o cyklu pieśni

prawy

łaskawsze

sam

wypłacał.

parchu
na

zrobił,

siebie

robił. -

s

Wiele interesujących przykładów ilustrują­
cych związek pieśni pańszczyźnianej z ż y c i e m

B

- R k p . n r 17186 z B i b l i o t e k i C z a r t o r y s k i c h w K r a ­
kowie. W dalszych strofach p i e ś ń ma charakter pochlebczy, przypuszczalnie
została ułożona dla „ n o ­
wego" pana. Ostatnia z w r o t k a jej b r z m i :
„Chcecie
pam — wiemv l ż y c i e przedłużyć I W a m też będziemy]
T y m ż y c i e m s ł u ż y ć " . Z a p e w n e te m o m e n t y w p i e ś n i
z a d e c y d o w a ł y o jej spisaniu i zachowaniu.
- ' A Z F . Z a p i s a ł J. C h o r o s i ń s k i od 4 5 - l e t n i e j A n n y
Michalskiej, wieś Bieliny, pow. kielecki. W y k o n a w c z y ­
n i zna p i e ś ń od s w e j o k . 9 0 - l e t n i e j m a t k i .
-• O. K o l b e r g : Seria

X I I I n r 341.

�podaje St. Czernik, przytaczając pieśni siero­
ce, buntownicze i inne.'"'
W pieśniach znajdziemy również ślady bun­
tów chłopskich, p o w s t a ń i rabacji. Wspomina
się w nich nazwiska ludowych p r z y w ó d c ó w :
Kostki-Napierskiego,
Marka
z
Jemielnicy,
Ś c i e g i e n n e g o i Szeli. Warto z a c y t o w a ć pieśń
o Jakubie Szeli i wydarzeniach 1846 r. P i e ś ń
ta w y r a ż a nie tylko przyczyny rabacji chłop­
skiej — straszny ucisk i bezprawie ze strony
panów, ale zawiera r ó w n i e ż wezwanie do bun­
tu, do rewolucji. Jest to jedna z kilku pieśni
o rabacji galicyjskiej, zanotowanych w ramach
badań terenowych P a ń s t w o w e g o
Instytutu
Sztuki:
W

roku

osiemset c z t e r d z i e s t y m

T y ś s t a n ą ł , Szelo, na
już

miał

Ciemnym

gromada

Przyszli

do

Wyroki

biedy

wieczorem

Chłopów

za
w

Francyjo, ty
rodzina

W

cudzej

Szczęśliwy

z

Co

przyjdzie... -

żałować,

Umrzesz

ze

tysiąca

Powiadają

ludzie

Że

to

w

Prusach

W

Prusach

Nie

byla

Więc
Bo

robić

Aż

się

skóra

podrze.

bezprawiem

Aż

się

skóra

podrze

Koszula
ogrodzie

popęka

Kto

pojedzie

Ten

se

do

Prus

Ach,

Boże

kochany,

Boże

mój

jedyny

m

popamięta.

dziedzica

i prosi

Z

tej

mnie,

pruskiej

Boże

krainy.

łzami
panie

swymi

T o naszej z e m s t y
nam

dobrze

trzeba

ukryta

dziedzicu

Ach,

grzechami.

B y ł e ś ty straszny dla o j c ó w
Biłeś

landzie
bądzie

: i

nazad

wiele.

to u p a d l

O s w o j e ż y c i e ze
Późno

płakać

Dużo pieśni opowiada o niedoli bandosów
w ę d r u j ą c y c h za pracą, o ciężkim losie emi­
granta zmuszonego do pracy na obcej ziemi.

odczytać.

dziedzic na

cię

zginie

Wyprowadź
Pan

nieszczęsny

na

krainie

Niejeden

szóstym

dworskim

pana, pana

śmierci

Francyjo,
Niejedna

przeważnie

czele

B y wreszcie s k o ń c z y ć z szlachty
Chłop

W pieśniach takich w y s t ę p u j e
motyw niedoli żołnierza.

naszych

Boże kochany,

Boże, twoja

wola

Wyprowadź

mnie.

Na

te p o l s k i e

,
Boże

pola.

przyczyna

dzieci p r o s z ą c e
ich

wtedy

śmiało,

chłopi,

chleba

Ciekawa jest również pieśń malująca roz­
czarowanie chłopa, który za chlebem w y w ę d rował do Ameryki.

wina.
idziemy

droga

długa

nas

Podpálím

pałac.

Krwawe

dalej

czeka
płomienie

Sprzedałem

ja

rolę

: l

Niech w i d z ą wszyscy z daleka. "

I

Na
Na

wojnę

Sierotoma. "

1951

dużej

ja

Do

s i ę dosta)

:)

fabryki.
piszą

odpisał

tu

nie

tak

sobie

dom,

Swojej

:)

pojechał

z matką

im

Jakżem

dobrze

c h ł o p c y , do
roli

:)

myślał.
dom

orać

(: N i ż w tej A m e r y c e :)

sie

Z

L

chłopów

A Z F . Z a p i s a l i w 1950
J o d ł o w a , pow. jasielski.
:

Ameryki

tej

(: Ż e

doma

St. C z e r n i k : P o e z j a
s. 63 — 111.

ja

Do

I

piniondzoma

Zastawiajom

Jakżem

Ojciec

som.
w

się zabieram

Ameryki.

(: Z a r a z ż e m

pobrali

B o g o c e som

tej

Do

sieroty

wojnie

Trzęsom

Do

sieroty

Wszystkie

koniki

(: A s a m

W pieśniach z okresu wojny niemiecko-francuskiej í e T O ^ l przewijają się dwa motywy —
ciężkiej doli żołnierza, narażonego w każdej
chwili na śmierć, i motyw krzywdy chłopskiej.
B y ł y one popularne o c z y w i ś c i e tylko w zabo­
rze austriackim. Oto jedna z nich:
Wszystkie

białe

polskich.

Warszawa

r. M . i J. S o b i e s c y w e

wsi

" A Z F . Z a p i s a ł w 1950 r. A d o l f D y g a c z od 6 7 - l e t n i e j
Franciszki Geluzda, w i e ś Poliwoda, pow. opolski.

:l

panną

maszerować.

2

' A Z F . Z a p i s a ł w 1950 r. A d o l f D y g a c z o d 4 9 - l e t niego P i o t r a B ł a s z c z y k a ,
wieś
Kieszki, pow. l u b l i niecki.
A Z F . Z a p i s a ł w 1951 r. T a d e u s z D u t k i e w i c z o d
34-letniej M a r i i Dziuba, w i e ś I r z ą d z e , pow. w ł o s z c z o w ski.
; l 3

17

�Nú
negal
riału
szukc
mijał
sób &lt;
właśi
rzeń,
nieni
Wi
wszy
ocen;
jest ;
dziw
M. С

Do

dom,

Swojej

chłopcy,

łączki

(: N i ż w

do

dom

Zebrali

kosić

tej

Ameryce

Piwko

kuflem

Bo

ta

Ameryka

To

obłuda

:)

: A t y m reśte

(: O n a

śmiele

:)

marnuje

chłopcom

niewinni

:)

: A u n i j i m ó w i ą — dej n a m p a n i i n n y c h :)
:)

lata.

3 - 1

o w o m i n n y c h nie

dom

: B o m n i e w s z y s t k i c h s z k o d a :)

Ś w i a d e c t w e m postępującego procesu rozwar­
stwienia wsi są pieśni m ó w i ą c e o wyzuwaniu
m a ł o r o l n y c h chłopów przez bogatych gospo­
darzy. Są one aktualne gdzieniegdzie jeszcze
w naszych latach.
Oto p r z y ś p i e w k a podana przez S t a n i s ł a w a
Dziurdzia:

: N i e c h sie z n a m i d z i e j e w o l o P a n a B o g a :)
Wtenczas ich
Dużymi
Aze

ubili

palkami

krew

:)

płynęła

ze

ścian

s t r u m i e n i a m i :)

A k i e d y ci d r u d z y
Kule sykowali

:)

T o sie n a s i c h ł o p c y ze s o b ą ż e g n a l i :)
Myśleliście, kmiecie, że m n i e
Ja k o n i k i sprzedom,
Górowanie
A

Wase na

pieniędzy

wyzeniecie

w y g n a ć się W a m nie dom.
pieniądzach

k u p y Dziurdzia się nie boi.

Oj

żarna,

Oj

melłybyście,

żarna

z

kamienia

żeby

co

A

k i e d y te
W

stoi

twardego

godnego...

śwaby

górę wystrzelili

T o sie n a s i

3 5

Krótkie p r z y ś p i e w k i
w y r a ż a j ą nieraz w
skondensowanej, pięknej formie w i e j s k ą biedę.

"У
Dłu{

iść kazali

tłomacy

: Że chłopcy

świata

tak

Młodym

:)

do d o m

nosić.
'łomacka

,,...
znajć
tego
sensi

Sp
kład;
mate
jego
ważr
XVI]
wied
lonyi
zbio:
duje

dwudziestu

: Postawili w tyle

A

wy

nimcy

: Będziecie

:

Pieśń pozwala nam zapoznać się nie tylko
z przeszłością ludu, jest ona również ciekawym
dokumentem
o d z w i e r c i e d l a j ą c y m czasy nie­
dawne i teraźniejszość. Interesujące są liczne
pieśni z czasów okupacji hitlerowskiej, nieraz
drobiazgowo i wiernie rejestrujące poszczegól­
ne wydarzenia. Pieśń, którą przytaczamy, po­
chodzi z 1944 r. i opisuje akcję zatrzymania
przez p a r t y z a n t ó w pod w s i ą Topola pociągu
z zarekwirowanym b y d ł e m . Hitlerowcy zasto­
sowali ostre represje, paląc w i e ś Michniów
i rozstrzeliwując ludność. Ciekawe są dwie
ostatnie zwrotki, zawierające komentarz do
wydarzeń.

o ż y c i e p r o s i l i :)

śwaby

: P r z y j d z i e n a w o s k a r a :)
lecieli

Jak ' t r a w a na

3 6

:)

chłopcy

Leży

ak

zabili

: Na

ćtery

sie o d b y w a ł a

wziny

I d z ,ie p o c i ą g

u l i c y :)

n i e w o l a :)

Com

idzie

Tyś

(: P o c i ą g t o w a r o w y :)

S k o r o sie
(: Z a r a z

krowy

:)

3 7

Michniowie
się

chodził

w

wioska

po

tobie
t o b i e :)

pod

lasem

żołnierzy

(: P r z y p a t r z c i e

giestapo
wczesnym

:)

nieszczęśliwy

Ojczyzna
Ile

(: O t y m d o w i e d z i a ł o

stał

(: A j a

(: A t a l e ś n o b a n d a r o z p u ś c i ł a

go n a r ę c e :)

śwaba

środku

Katyń

Polaków

:)

Wydarzenia w Michniowie jeszcze dziś ż y w e
są w pamięci okolicznej ludności. D z i e w c z ę t a ,
które ś p i e w a ł y zbieraczowi o masakrze w Mich­
niowie, b y ł y tak
wzruszone, że w y k o n u j ą c
pieśń nie m o g ł y się p o w s t r z y m a ć od łez.

tam pod Skalbmierzym

(: T a m

stosami

: N i m i a ł go k t o p ł a k a ć , p r z y s ł a ś w i n i a , k w i c y

(: J e s t w i o s k a T o p o l a :)
Jal
sam
niu
woj"
tyczg
bada
lówn
pieśr
w
p
niezr
kiej:

polach

:)

panny

Michniowie,
Hej

:)

żołnierz

: N a zielonej ł ą c e
: Przysły

trawa

:)

b ę d z i e c i e na

U m a r ł polski

łące

łące

pokosami

: I w y tak

j a k na

trupów

się

tylko

l e ż y :)

:)

rankiem

do

wsi

przyjechało

Jadą

:)

partyzanci

Powiedzieć

w

Michniowie

(: Ż e ż a n d a r m i

jadą

Sprawią

t o b i e :)

3 J

A Z F . Z a p i s a ł w 1950 r. J a n C h o r o s i ń s k i o d 9 0 - l e t niej Józefy Zelgi, Stara Wieś, pow. iłżecki.
3 5

A Z F . Z a p i s a ł a w 1950 r . Z o f i a Z a c h a r o w a

Siedlce,
3 0

pow.

klęskę

we wsi

bocheński.

s. 34

A Z F . Z a p i s a ł w 1950 r. W ł a d y s ł a w D y l ą g o d J a n a
Kaczmarczyka z Kobylec, pow. bocheński.

16

18

3 7

AZF. Zapisał w
45-letniej S t a n i s ł a w y
pow. w ł o s z c z o w s k i .

1951 r. T a d e u s z D u t k i e w i c z od
Kostrzejewskiej
w
Sadowie,

�Pod

naszym M i c h n i o w e m

Dymy
(: A
W

w górę

stodołach

synem

(: K l ę k a
Błaga

przed

żandarmem

d z i e c k u :)

masz t r z y

(: I g i n i e s z
Przez

matką

r ę c e :)

żandarmi

robicie z n a m i

(: C ó ż w i n n y
Z

z

niemieckie

Żandarmi,
Cóż

miesiące

wraz

małymi

Gdy

te

mówią

żandarm

matka

Piersią

matki

d z i e c i a r n i :)

słowa

Bagnet
(: A

wom

Jeśli

wbija

Przez

dziś

:)

michniowskie

(: T o t y l k o
Spalone
Na

przez

(: I n u c i

Żyli

niwy

M y kolejno

(: T e r a z

ci

:)

Runęły

Może
Już

n ó m nie
wszyscy

'Żodnego

t u nie

patrzycie?
robota,

będzie!

Bije

nas

trony,

marsz!

sprawdzali,

znikną

marsz!.

tyrany,

m u s i za k r z y w d y

A Z F . Z a p i s a ł w 1950 r . J a n C h o r o s i ń s k i o d 2 0 - l e t niej A n t o n i n y K a r y ś , w i e ś M ą c h o w i c e , p o w . k i e l e c k i .

rozprawy

Próżna

swe...

4 1

godzina

już przemoc

Nową

s i ę era

Budzi

się miasto

d rzeź

zaczyna
i

wieś...

4 2

Wiele takich pieśni jeszcze obecnie pamiętają
starzy działacze robotniczy, z a r ó w n o w mia­
stach jak i po wsiach. Nie wszystkie jednak
przetrwały do naszych dni, wiele zanikło, u s t ę ­
pując miejsca innym, bardziej aktualnym i ar­
tystycznie d o s k o n a ł y m .

Warto poruszyć z kolei zagadnienie, które
n i e w ą t p l i w i e m o ż e n a s u n ą ć się przy czytaniu
S 9

St. W a l l i s : Ś l ą s k i e p i e ś n i g ó r n i c z e . „ P o l s k a S z t u ­
k a L u d o w a " 1952 n r 3 s. 134 — 145.
„ P o l s k i e p i e ś n i r e w o l u c y j n e z l a t 1918— 1939".
W a r s z a w a 1950 s. 219.
A Z F . Z a p i s a n a w 1950 r . o d 6 4 - l e t n i e g o J a n a
Bajdy z Gorzkowic, pow. bocheński.
P i e ś ń z 1917 r. u ł o ż o n a p r z e z K P P - o w c a . C y t .
w g c z a s o p i s m a „ W i e ś " z d n . 13 m a j a 1951 r .
4 0

4 1

: i H

biegiem

*

wierzycie?

kładą

zbiórka,

odliczali,

x s

:t!l

co

marsz!

zerwano,

przyśni
w g r o b i e :)

Cennym dokumentem są r ó w n i e ż pieśni żoł­
nierskie, rzemieślnicze, a zwłaszcza robotnicze.
W a r t o ś c i o w y materiał p r z y t o c z y ł niedawno na
ł a m a c h „Polskiej Sztuki Ludowej" St. W a l lis.
Spośród podanych przez niego pieśni na
szczególną u w a g ę zasługują te, które związane
są z w a l k ą przeciwko kapitalizmowi, przeciw
niemieckiemu w ł a ś c i c i e l o w i kopalń. Niektóre
z nich układano do melodii niemieckich, narzu­
canych w ś p i e w n i k a c h wraz z tekstami sła­
w i ą c y m i „szczęśliwą" pracę górnika, niemiec­
kich s z t y g a r ó w itp. Do takiej w ł a ś n i e pieśni
„Schon wieder t ó n t vom Schachte her..." do­
robiono polski tekst, w y r a ż a j ą c y prawdziwe,
rewolucyjne nastroje górników:
...Panie s z t a j g e r

nas

Lud pomścić

tobie

się

siedzieć:

N i e k t ó r e z pieśni wzorowano na znanych
już melodiach i tekstach rewolucyjnych, jak
пр.:

Michniowie

dziatwa

dowiedzieć,

na d r u g i g w i z d e k

Komendanci

piosenkę

ten ż e b r a k wolny

Twoja

3 3

Czy n i e u c i e k ł c z a s e m k t ó r y — b i e g i e m

płocie

dzieci w

fedrują!

zagwizdano

z sienników

A

zobaczysz

Michniowie,

się

rano

Michniów

Siedzi ptaszek p o l n y
Jak

fedrują,

chcecie

Czwarta

k o m i n y :)

spalonym

boli,

fedrują,

A n i siedzieć, ani leżeć, biegiem
I

Przejedź

teraz

Jak w Berezie było

zemdlona

go z a k r y w a

pany

niewoli,

bardzo

Treść pieśni robotniczych
wyrażona
jest
często w formie nieporadnej, daleko odbiega­
jącej od tradycyjnej formy pieśni wiejskiej;
mimo to pieśni robotnicze o d g r y w a ł y ogromną
rolę mobilizującą i agitującą. Pieśni te są rów­
nież cennym przyczynkiem do historii naszego
ruchu robotniczego. Wiele z nich nadesłano po
wojnie do W y d z i a ł u Historii Partii К С P Z P R .
Ze ś p i e w n i k a
„Polskie pieśni
rewolucyjne
z lat 1918 — 1939" cytujemy fragment pieśni
więźnia Berezy Kartuskiej:

ręku

Synu m ó j , synu m ó j
Dziś

od lat

Fedrują,

matka

życia

nos

Niech

s i ę p a l ą :)

s w y m na

d o ś ć jest naszej

Co

m a t k i z dzieciarni

Jedna m ł o d a
Z

Już

walą

4 2

�Ni
nega
riału
szuk;
mija
sób
właś
rzeń
nien:
W
WSZJ

ocen
jest
dziw
M. (
)) • •

znaj,
tego
sens

podanych w y ż e j przykładów — w jakim stop­
niu przytaczane przez nas pieśni wiejskie czy
robotnicze b y ł y powszechne, w jakiej mierze
wyrażają one ocenę powszechną, a nie jednost­
kową.
Odpowiedź na to pytanie należałoby
o c z y w i ś c i e u d o k u m e n t o w a ć szerzej, ale na tym
miejscu musimy ograniczyć się jedynie dc k i l .
ku uwag i przykładów.
A w i ę c sprawa powszechności. Badania pro­
wadzone przez P a ń s t w o w y Instytut Sztuki po­
zwalają na w y c i ą g n i ę c i e ciekawych w n i o s k ó w
co do trwałości i powszechności pewnych w ą t ­
ków czy pieśni. Tak np. okazuje się, że na te­
renie niemal całego kraju spotyka się prawie
identyczne teksty m ó w i ą c e o nienawiści do
e k o n o m ó w , karbowych, pisarzy dworskich itd.
Teksty takie, notowane rzadko przez dawnych
zbieraczy, p r z e t r w a ł y do naszych dni. U K o l ­
berga (Seria X V I I I nr 12) znajdujemy zwrotki
d o ż y n k o w e spod Proszowic:
O j , za d w o r e m , za
Szubieniczka
Któż

kład
mat&lt;
jego
ważi
XVI
wiec
lony
zbio
duje

tam

Ekonom
Oj,
Bo
A
Bo

z

dziewki

za

A stoi
Za

dworym.

za

to,

ludziom

zapisuje.''

dniówki

1

Podobnie można zestawić liczne w c a ł y m
kraju warianty innych bardzo
popularnych
pieśni:
słoneczko zaszło

za g ó r e c z k ę w

P u ś ć t y nas do d o m u , e j , t y d z i a d z i e
B o j a k nas n i e p u ś c i s z , t o s a m i
C i e b i e , ł y s y d z i a d z i e , do k r z a

я

Żebym

ja

Orałbym

nad
miał

ja

nami
nad

was,

wami.

Panem b y m ci oral
Ekunumem

włóczył.

A pisarzem

radlił.

Robić

was

bym

(Prace i M a t e r i a ł y

...Trzeba

w gbura

Dowiedzieliby

uczył.
A n t r . - A r c h . V Etn.

o r a ć , w szlachcica

się, j a k

czeladź

s.

170)

bronować

szanować.

( A Z F . Z a p i s a n a w 1950 r. n a

Warmii)

jak onych

nauczyć

rządcą

dziedzicem

o r a ć , gdzie

włóczyć.

najcięższa

w ł ó c z y ć , gdzie

się perz

rola,
wywala.

P r z y k ł a d ó w takich c y t o w a ć
można
wiele,
stwierdzając tym samym szeroką popularność
i trwałość pieśni społecznych, buntowniczych,
klasowych. Wyrażają w i ę c one nie poglądy
jednego, bezimiennego t w ó r c y , ale opinię ca­
łego ludu. W tym też leży wielka wartość po­
znawcza tych pieśni.

wisiał?

katuje,

A pisarczyk

Już

moc

z karbowym.

A karbowy winien

Ja
sam
niu
wej"
tycz:
bada
rówr
piesi
w p
niezi
kiej:

panowie

Macie

to,

katuje.

A któż tam będzie

Licho

Panowie,

( A Z F . Z a p i s a n a w 1951 r. w p o w . w ł o s z c z o w s k i m )

szubienica

Ż e ludzi

bronować

łobszanować.

( A Z F . Z a p i s a n a w 1951 r. w p o w . o l s z t y ń s k i m )

A

to,

d w o r y m , za

Pisarczyk

wola,
rola

We ś p e k t o r y lorać, a w pany
B y łoni ziedzieli ludzi

Panem

P o r ó w n a j m y je z zapisanymi w 1952 r.
zwrotkami z powiatu w ł o s z c z o w s k i e g o
(wieś
Siedlce):

ny
Dłu;

śpektory

Panem r z ą d c ą orać, a dziedzicem

całuje,

ekonom
ludzi

za

ziedzieli Pana Boga

m y łorać we

...Żebyśmy wiedzieli

wisiał?

karbowym.

karbowy

my

Daliby

dworem

stoi.

będzie

Kiedy

ciszy,
łysy,

pójdziemy,

przywiążemy.

s. 34

* A Z F . Z a p i s a ł Tadeusz D u t k i e w i c z od
53-letniej
Joanny Kucharczyk. Z publikowanych w a r i a n t ó w tych
zwrotek, pochodzących z innych regionów,
wymienić
m o ż n a zawarte u Steffena: ,.Zbiór polskich p i e ś n i lu­
d o w y c h z W a r m i i " , P o z n a ń 1931 t. I . s. 181, o r a z u K o l ­
b e r g a : L u d I , S a n d o m i e r s k i e , n r 203.

16

20

M ó w i ą c o znaczeniu folkloru, należy z w r ó ­
cić u w a g ę również na w a r t o ś ć jego jako źró­
dła wiadomości etnograficznych o życiu i pra­
cy ludu.
Szczególnie interesujące są pod tym w z g l ę ­
dem pieśni górnicze, w pewnych przypadkach
stanowiące jedyne i nieocenione źródło wia­
domości o dawnych czasach.
„...pieśni górnicze m ó w i ą nam nie tylko
o tym, co czuł górnik, ale dają również cenny
materiał etnograficzny, i n f o r m u j ą c y nas o jego
życiu, zwyczajach, pracy, stroju, posiłkach..."
— pisze ś w i e t n y znawca folkloru górniczego
S t a n i s ł a w Wallis w cytowanym już przez nas
artykule. Wallis podaje m. in. pieśń opisującą
codzienne życie górnicze, z której przytaczamy
pierwsze zwrotki:

�Gdy

rano

Żonka
Przy

zadzwonią,

lampka

górnik

daje

tern go o b ł a p i , m i l e

Szczęśliwej
Przyjdzie
Czeko

roboty

na

i

pocałuje,

szychty

a ż ze

opłacił,

Sztygar

lampką,

recytuje,

kilofem

stracił?

robota,

gdy t a k u s ł y s z y , lepszo m a

Uzbrojony

idzie,

wyjdzie.

albo wcale

Kolega odpowie: dobro tam
A

winszuje.

szybu

P o t e m go sie p y t o , j e l i sie
sie g a l m ó n ,

cie wzajemnych zależności m i ę d z y literaturą
pisaną i l u d o w ą . Ciekawe b y ł y b y n i e w ą t p l i w i e
studia z zakresu wzajemnego o d z i a ł y w a n i a np.
literatury r y b a ł t o w s k i e j i pieśni ludowej, jak
też studia nad popularnością w ś r ó d ludu nie­
których u t w o r ó w k l a s y k ó w naszej literatury
itd. Materiał folklorystyczny, k t ó r y m rozporzą­
dzamy, jest pod tym w z g l ę d e m zupełnie niedo­
statecznie wykorzystany.

ubiero,
otwiéro.

k o p a l n i a , do c e c h o w n i

na k a m r a t a ,

Poprawiół

sie

i dźwierze

ochota.

i

rogiem,

powie: idźcie

z

Bogiem...

44

D u ż o materiału etnograficznego zawierają
również pieśni
wędrownych
rzemieślników,
pieśni dziadowskie, owczarskie, pasterskie itp.
Czasem w p r z y ś p i e w c e znaleźć można infor­
macje o stroju czy p o ż y w i e n i u , o nędzy wiej­
skiej. Zacytujemy jedną z takich p r z y ś p i e w e k :
W c z o r a j b y ł y z i y m n i o k i , a dzisiaj som
Cały
I

tydzień

tak

k o r p i e l e , a ż do s a m y

piyknie

wyglondom,

chociaż

buroki

niedziele.
miysa

nie

jodom.

4 5

P i e ś ń ludowa niejednokrotnie była wyko­
rzystana w pracach naukowych, jako jeden
z pomocniczych m a t e r i a ł ó w informacyjnych.
Tak np. F r . Engels, o m a w i a j ą c stosunki panu­
jące w dawnej rodzinie, p o w o ł u j e się na świa­
dectwo starorosyjskiej pieśni." Pieśni i przy­
śpiewki góralskie wykorzystuje w charakterze
pomocniczego materiału dr W ł a d y s ł a w Och­
mański w pracy „Zbójnictwo góralskie".
1

P i e ś ń ludowa przedstawia także istotną war­
tość dla j ę z y k o z n a w c y , pozwala bowiem na
uchwycenie niejednej
charakterystycznej ce­
chy wymowy czy akcentowania, które w pieś­
ni zachowują się w formie starszej, bardziej
skostniałej niż mowa potoczna.
Precyzyjna
technika w s p ó ł c z e s n y c h nagrań u m o ż l i w i a j ę ­
zykoznawcom korzystanie w szerokim zakresie
ze zbiorów ludowych pieśni.
Studia nad m a t e r i a ł e m
folklorystycznym
mogą mieć również niemałą wartość dla histo­
ryka literatury, pozwalają bowiem na w y k r y -

Z

e

z

b

i

o

r

ó

w

IQO
Łukasza
Wallisa. P o w s t a ł a
ok.
1820 г., z a w i e r a 40 z w r o t e k . C y t u j ę w g St. W a l l i s a :
bląskie
pieśni
górnicze.
„Polska Sztuka L u d o w a "
1952 n r 3 s. 138.
4

" A Z F . Zapisana
ląga od 55-letniego
myślenicki.
4 6

Kończąc o m ó w i e n i e wartości poznawczych
pieśni ludowej należałoby jeszcze zwrócić uwa­
gę na zagadnienie, w jakim stopniu p o m ó c nam
może w naszych badaniach analiza strony mu­
zycznej. P o m i j a l i ś m y ją bowiem dotychczas,
rozpatrując jedynie teksty pieśni. Melodia jest
jednak nierozdzielną, integralną częścią skła­
dową pieśni. Jeżeli w i ę c o g r a n i c z a l i ś m y się
do tekstu, to dlatego, że w nim przede wszyst­
kim można znaleźć odbicie konkretnej rzeczy­
wistości, odbicie
różnych zjawisk życia co­
dziennego. Jednak m ó w i ą c o poznawczych w a r ­
tościach pieśni nie należy pomijać
zupełnie
strony muzycznej. Niejednokrotnie
bowiem
analiza łączna tekstu i melodii m o ż e przyczy­
nić się do ustalenia przypuszczalnego czasu po­
wstania pieśni. R ó w n i e ż zestawienie warian­
tów tekstowych i melodycznych pozwala na in­
teresujące obserwacje dotyczące rozwoju pieś­
ni, w p ł y w ó w z z e w n ą t r z itd. Badając stronę
muzyczną można nieraz dotrzeć do e l e m e n t ó w
ludowych
wtopionych w inne utwory, zaa­
doptowanych przez kościół itd. Pierwiastki l u ­
dowe znajdujemy bowiem m. in. w dawnych
kolędach, pastorałkach, mszach ludowych. Tak
np. w drukowanym w 1631 r. zbiorze Dachnowskiego „ S y m f o n i e anielskie" znajdujemy
kilka
kolęd, dziś jeszcze
śpiewanych
(np.
„Przybieżeli do Betlejem"), k t ó r y c h melodie
zapożyczone są ze ś w i e c k i c h pieśni ludowych.
Z tegoż zbiorku kolęda „Przy onej górze" u ł o ­
żona jest na m e l o d i ę pieśni ludowej „Hej, tam
na górze",melodia zaś k o l ę d y „Cztery lata za­
wszeni pasał"
jest identyczna
z
piosenką
..Cztery lata wiermem służył" itd.' K i l k a tych
przykładów wskazuje, jak pomocna może być
analiza melodii przy badaniu zapożyczeń z kul­
tury ludowej. Dlatego też, o m a w i a j ą c ogólnie
wartości poznawcze folkloru, na ten moment
należy również zwrócić u w a g ę czytelnika.
7

w 1950 r. p r z e z W ł a d y s ł a w a D y ­
Teofila Ł a c i a k a , G r u s z ó w , pow.

F r y d e r y k Engels: Pochodzenie r o d z i n y , w ł a s n o ś ­
c i p r y w a t n e j i p a ń s t w a . W a r s z a w a 1947 s. 67.

4 7

D r Jan J . Dunicz: Pierwiastek narodowy w pol­
skiej k o l ę d z i e .
„ M u z y k a P o l s k a " 1937
zeszyt X I I
s. 553.

21

�Ni
nega
riału
szuk,
mija
sób
właś
rzeń
nien
W
j
W S Z

o

c

e

n

jest
dziw
M. (
j;
tego
,
z n a

s e n s

To wszystko, co p o w i e d z i e l i ś m y uprzednio,
daje odpowiedź na pytanie czy pieśń ludowa
zawiera wartości
poznawcze, czy m o ż e ona
s ł u ż y ć jako źródło wiadomości o dawnych czasach, o historii ludu pracującego. Trzeba w i ę c
odrzucić pogląd Bystronia, że
„...pieśń ludowa bliższa jest naszemu odczuciu artystycznemu niż mogła nią b y ć kiedykolwiek; jej naiwność i w d z i ę k bezpośredniości,
brak wszelkiego alembiku intelektualnego w
przygotowaniu, obrazowość i konkretność w
przeprowadzeniu, jej ponadspołeczność i jej
„sztuka dla sztuki" — to cechy łączące pieśń
l u d o w ą z najbardziej w y s u n i ę t y m i awangardałS

mi poezji w s p ó ł c z e s n e j " .
Twierdzenie o „ponadspołeczności" pieśni,
o realizowaniu w niej haseł idei „sztuki dla
sztuki" jest bowiem w n a j w y ż s z y m stopniu
niesłuszne i k r z y w d z ą c e dla ludu, którego
wielka i prawdziwa sztuka polega w ł a ś n i e na
g ł ę b o k i m z w i ą z k u z ż y c i e m , ze s p o ł e c z n y m i
warunkami bytu.
• *

kład
matť
jego
ważr
XVI
wied
lony
zbio
duje
У
Ułu{
П

jal
s

a

m

'"j..'
tycza
,.¿ n
pieśń
P
-i
w

W

m e Z
k i e

:

W k a ż d y m niemal narodzie znane są opowiadania o szlachetnych i mocarnych bohaterach ludowych. Wystarczy w y m i e n i ć babilońskiego Gilgamesa, ż y d o w s k i e g o Samsona, greckiego Heraklesa, rzymskiego Herkulesa, skandynawskiego Thora czy wreszcie polskiego Toczygroszka czyli Żelazną P a ł k ę . Wszystkie te
postacie, niezależnie
od istniejących różnic,
wyrażają pewne cechy wspólne. Są to: szla­
chetność i moc ogromna, pozwalająca na roz-

J. St. B y s t r o ń : A r t y z m
W a r s z a w a 1921 s. 62.

s. 34.

22
16

*

Podania, opowieści i bajki ludowe są dla
nas r ó w n i e cennym jak pieśni m a t e r i a ł e m do
poznania psychologii ludu, jego marzeń, tęsknot
i uczuć. Najbardziej konkretne są o c z y w i ś c i e
opowiadania o niedalekiej przeszłości, np. opowiadania o pańszczyźnie.
Dają
one mocny
i prawdziwy obraz życia naszego ludu. Nieco
inaczej jednak przedstawia się zagadnienie bajek i legend. Sięgają one p r z e w a ż n i e w głąb
dziejów, opowiadają o z a m i e r z c h ł y c h czasach
i wydarzeniach. Postacie i fakty niewiele ma­
ją o c z y w i ś c i e w s p ó l n e g o z prawdą historycz­
ną, nie na tym też polega ich wartość. Znacze­
nie bajek, podań czy legend opiera się bowiem
na tym, że wyrażają
one tęsknoty, dążenia
i uczucia ludu, że m ó w i ą cne o psychologii
ludu.

4 8

2 5

.

pieśni ludowej.

prawianie się z dzikimi bestiami, olbrzymami
czy g r o ź n y m i tyranami. Bohaterzy ludowych
baśni personifikują najpiękniejsze idee mas
ludowych, u m i ł o w a n i e
wolności i
poczucie
sprawiedliwości, w i a r ę w nieuniknione
zwy­
c i ę s t w o nad ciemięzcami. Są to prawdziwi „bo­
haterzy pozytywni",
nie schematyczni,
nie
konwencjonalni, ale w n a j g ł ę b s z y sposób t yp o w i. Właśnie na przykładzie takich posta­
ci można w y k a z a ć istotę zjawiska t y p i z ac j i: uogólnienie najistotniejszych cech i dą­
żeń, zaostrzenie r y s ó w charakteru, u m i e j ę t ­
ność wyboru nie tych m o m e n t ó w , które prze­
w a ż a ł y statystycznie, ale tych, które b y ł y naj­
bardziej istotne.
Postacie takie wyrażają o c z y w i ś c i e nie tyl­
ko siłę ludu, ale i jego typowe
dla danego
okresu słabości. Toteż śledząc rozwój postaci
w ludowej bajce czy legendzie, przekonujemy
się o p o s t ę p u j ą c y m procesie
uświadamiania
sobie przez lud swojej
krzywdy,
klasowej
prawdy. Postacie dawnych b o h a t e r ó w — jak
np. wymienionego przez nas Toczygroszka czyli
Żelazną P a ł k ę — cechuje w ł a ś c i w i e tylko s i ła
fizyczna.
Wielkopolska o p o w i e ś ć o
Żelaznej Pałce kończy się w ten sposób, że
dobry siłacz poznaje wreszcie, iż był dotych­
czas wyzyskiwany i poniewierany przez swego
pana. Wymierza w i ę c swemu ciemięzcy za­
służoną karę. Jak słusznie zauważa przy tym
Czarnowski,
„...sama kara bywa przedstawiana tak, jak
gdyby dobry siłacz nie miał zamiaru zabi­
cia, jak gdyby epilog, dla wyzyskiwacza tra­
giczny, w y n i k ł tylko z nadmiernej siły cie­
miężonego. Tak w i ę c wyzyskiwany i oszukany
przez szlachcica polskiego parobek
Żelazna
Pałka wyzywa w k o ń c u pana swego na wza­
jemne w y c h ł o s t a n i e się biczem; zaczyna pan
i u m y ś l n i e zadaje siłaczowi razy jak najdo­
tkliwsze, które jednak Żelazna Pałka
znosi
jak ukąszenie komara; po czym kładzie się
pan. a Żelazna Pałka chcąc tylko uderzyć lek­
ko, przecina pana biczem w p ó ł ; nie opłakuje
go jednak i wchodzi w posiadanie pańskich
dóbr i bogactw, które n i e g d y ś sam w y t w o r z y ł
lub zdobył dla swego c i e m i ę ż y c i e l a w ł a s n ą
pracą i w y s i ł k i e m " .
ш

Zupełnie już inne jest podanie o Szewczyku,
który zabił wawelskiego smoka. Wyraża ono
świadomość innej klasy, innego okresu.
Nie
siła fizyczna d e c y d o w a ł a
w tym czasie, ale

Poznań-

4 ! )

s.

Stefan
184.

Czarnowski:

Kultura.

Warszawa

1948

�znajomość rzemiosła, zręczność, rozum. Szew­
czyk pokonuje smoka nie dzięki odwadze czy
sile, lecz sprytem, „smykałką".
Porównując
Toczygroszka z Szewczykiem w y r a ź n i e widać
różnicę czasu, w k t ó r y m p o w s t a ł y te o p o w i e ś ­
ci. P r z y k ł a d y podobne m o ż n a znaleźć w lite­
raturze każdego narodu.
Z p o d o b i e ń s t w a jednak postaci i ich losów
nie n a l e ż y w y p r o w a d z a ć wniosku, jakoby to
b y ł y tylko różne warianty tego samego w ą t k u .
Dostrzegając w s p ó l n e cechy, które są pochod­
ną podobnej sytuacji mas pracujących, trzeba
r ó w n o c z e ś n i e w i d z i e ć i różnice, w i d z i e ć w j a ­
kiej mierze specyfika s t o s u n k ó w historycznos p o ł e c z n y c h w p ł y n ę ł a na u k s z t a ł t o w a n i e się
cech różnych legendarnych postaci. Inny jest
Herakles, inny rosyjski Swiatogor, inny nasz
Toczygroszek. C z y m o ż n a więc m ó w i ć o w p ł y ­
wach i zapożyczeniach?
Wydaje się n i e w ą t p l i w e , że pewne w p ł y w y
istniały, że niejeden wątek
rozpowszechniał
się, przenoszony przez w ę d r o w n y c h
bajów,
przez d r u ż y n ę książęcą, przez igrców i szpilmanów.
B ł ę d e m b y ł o b y jednak przecenianie
tego procesu. B ł ę d e m b y ł o b y ograniczenie się
w y ł ą c z n i e do śledzenia w p ł y w ó w
i zapoży­
czeń, przydawanie im zbyt wielkiego znacze­
nia.
Folklorystyka radziecka u d o w o d n i ł a np. zu­
pełną samorodność postaci bylin staroruskiego, kijowskiego czy nowogrodzkiego okresu.
Znając historię Rusi nie trudno dostrzec w lu­
dowych
bylinach o Swiatogorze,
Mikule
i Wołdze odbicie nieustannych walk toczonych
z Tatarami, P o ł o w c a m i i Pieczeniegami. S ą to
przecież postacie jak najbardziej realnie osa­
dzone w ó w c z e s n e j rzeczywistości społecznej.
Swiatogor w y r a ż a w i e l k ą siłę fizyczną, której
nie umie jeszcze w ł a ś c i w i e s p o ż y t k o w a ć . Poru­
sza góry, przesuwa ciężary — ale jego siła nie
jest kierowana ś w i a d o m ą wolą, nie jest poży­
teczna. Mikuła
Sielaninowicz
jest symbolem
rolników, najbardziej szanowanej warstwy w
kraju. Siła jego znajduje zastosowanie w celo­
wej, p o ż y t e c z n e j pracy. Wołga, natomiast re­
prezentuje d r u ż y n ę książęcą, przy czym byli­
ny podkreślają, że Wołga nie umie nawet po­
s ł u g i w a ć się narzędziami pracy, umie
tylko
bronić kraju. Bohaterem tego czasu jest oczy­
wiście m ą d r y i silny Mikuła. Umie on rzucić
pracę na roli, gdy zajdzie tego potrzeba i z ca­
ł y m p o ś w i ę c e n i e m w a l c z y ć o w o l n o ś ć swojej
ojczyzny.

Jak widać, postacie te personifikują ówczes­
ne siły społeczne, tak jak z kolei bohaterowie
bylin kijowskich czy nowogrodzkich są w y r a ­
zicielami s t o s u n k ó w innych o k r e s ó w
histo­
rycznych i społecznych. O ile w i ę c byliny okre­
su kijowskiego określić m o ż n a jako bohater­
skie, o tyle nowogrodzkie mają już w y r a ź n i e
charakter obyczajowy, co znajduje uzasadnie­
nie w tym, że N o w o g r ó d nie prowadzi w owym
czasie ż a d n y c h walk, należy do z w i ą z k u miast
hanzeatyckich i nastawiony jest na w y m i a n ę
handlową. Bohaterami bylin tego okresu są
bogaty kupiec Sadko i Wasyli B u s ł a j e w —
j a k b y ś m y to dziś określili — reprezentant zło­
tej młodzieży, lubiący zabawić się i użyć roz­
koszy życia. Byliny opowiadają o dalekich
podróżach, kupcach, przygodach, o hulaszczym
życiu bogatych mieszczan, ale przy całej fan­
tastyce ukazują one w zasadzie p r a w i d ł o w y
obraz handlowego Nowogrodu. Jak w i ę c w i ­
dać z tego krótkiego zestawienia, postacie by­
lin rosyjskich dowodzą
istnienia
głębokiego
związku m i ę d z y twórczością l u d o w ą i życiem.
Folklorystyka nasza od czasów Karłowicza
interesowała
się przede wszystkim filiacją
wątków.
P r o w a d z i ł o to do zaprzeczania po­
znawczych wartości legend czy bajek, skoro
bowiem w y w o d z i ł o się je od w s p ó l n e g o pnia,
trudno b y ł o d o s z u k i w a ć się w nich specyfiki
danego narodu czy okresu.
Jak podkreśliliśmy, zapożyczenia w ą t k ó w są
m o ż l i w e i niejednokrotnie mamy p e ł n ą doku­
mentację świadczącą o ich w ę d r ó w c e . Zagad­
nienie jednak nie na tym polega. W ą t e k przyj­
muje się bowiem jedynie w tym przypadku,
gdy odpowiada on potrzebom
ludu. Istotne
więc w naszych badaniach jest nie to, że został
on zapożyczony z zewnątrz, ale — d 1 а с z eg o przyjął się w nowym środowisku, dlacze­
go i j a k zrósł się z m i e j s c o w ą tradycją.
Zresztą podobne w różnych krajach w ą t k i
i motywy wcale nie m u s i a ł y w y w o d z i ć się ze
w s p ó l n e g o źródła. N i e w ą t p l i w i e wiele z nich
m o g ł o p o w s t a ć niezależnie od siebie, jeśli ist­
niały o c z y w i ś c i e zbliżone warunki życia. C z y
nie jest rzeczą naturalną, że wydarzenia znane
i często powtarzające się w ś r ó d ludzi, w y d a ­
rzenia typowe,
powstać
mogą w różnych
miejscach, niezależnie od siebie? C z y tragedia
starego ojca, w ę d r u j ą c e g o od córki do córki na
ł a s k a w y chleb, nie jest aktualna u wszystkich
ludów?
Toteż niesłuszna wydaje się postawa n i e k t ó ­
rych uczonych (np. K a r ł o w i c z a czy Bystronia),
23

�Ni
nega
riału
szuk.
mija
sób
właś
rzeń
nien
W
WSZJ

ocen
jest
dziw
M. (
znaj;
tego
sens

kład
matt
jego
ważr
XVI
wiec
lony
zbio
duje
ny
Dłuj

Jal
sam
niu
wej"
tyczć
bada
równ
pieśń
w
p
niezr
kiej:

którzy w y w o d z ą popularny w ą t e k
„Króla
Leara" ze zbioru p r z y p o w i e ś c i ś r e d n i o w i e c z ­
nych „Gesta Romanorum". Wątek ten bowiem
został tam zapisany. N i e z a l e ż n i e od tego mógł
on istnieć w c z e ś n i e j i nawet poza krajami, w
których „Gesta Romanorum" b y ł y znane (Indie.
Chiny), m ó g ł on także p o w s t a ć później w swej
innej odmianie, np. komiczny. P r z y k ł a d e m tego
m o ż e b y ć powiastka Hansa Sachsa z X V I I w.,
w której córki ponoszą ośmieszającą karę za
złą opiekę nad ojcem.
Przesadne szukanie zapożyczeń, tak popu­
larne do niedawna wśród naszych h i s t o r y k ó w
literatury i etnografów, prowadziło w rezulta­
cie na manowce jakiejś pseudowiedzy, w k t ó ­
rej gubiły się zasadnicze problemy twórczości
ludu i związki folkloru z życiem.
Warto w i ę c z a c y t o w a ć pogląd na te sprawy
wybitnego znawcy zagadnień sztuki ludowej,
Paula Lafargue'a:
„Poezja ludowa ma na ogół charakter lo­
kalny. Czasem tylko w ą t e k t r e ś c i o w y m o ż e b y ć
wniesiony z zewnątrz, ale przyjmuje się on
jedynie w tym wypadku, jeśli odpowiada l u ­
dowi, jeśli jest bliski zwyczajom tych, którzy
go sobie przyswajają. Nie m o ż n a narzucić pieś­
ni, tak jak narzuca się m o d ę na suknię. Po­
dobne pieśni, opowiadania i obyczaje znajdo­
wano w najbardziej oddalonych od siebie k r a ­
jach. Niektórzy uczeni uważają, że pieśni takie
przechodziły z narodu do narodu, lub też że
s t a n o w i ł y one część tego bogactwa duchowe­
go, które posiadały n i e g d y ś narody przed póź­
niejszym rozdzieleniem. A przecież w Europie
człowiek z epoki kamiennej kształtował swe
noże, krzesiwa, czy topory w te same formy,
co w s p ó ł c z e s n e
nam plemiona australijskie.
Nie m o ż n a w i ę c sądzić, żeby ta zbieżność po­
chodziła z tradycji czy zapożyczeń. Identycz­
ność surowca prowadziła, zarówno tam i tu,
do jednakowej techniki jego obróbki. W ten
sam sposób ludzie, odbierając takie same wra­
żenia i znajdując się w podobnych warunkach,
odtwarzają te wrażenia w zbliżenych do siebie
pieśniach, opowiadaniach i obyczajach... Poezja
ludowa powstaje z życia ludu, który tworzy
swe pieśni pod w p ł y w e m naturalnych impul­
sów, jakie odczuwa..."

16

„...zbójnictwo góralskie powstałc&lt; w w y ­
niku tworzenia
gospodarki
folwarcznej na
Podhalu i w Beskidzie Zachodnim, wprowa­
dzania p a ń s z c z y z n y oraz zwiększania powin­
ności i danin chłopskich..." "
ъ

Wszędzie, gdzie warunki b y ł y podobne, gdzie
góry i lasy u ł a t w i a ł y zbójnicki proceder — po­
w s t a w a ł y lub p r z y j m o w a ł y się podobne pieśni,
legendy i opowiadania. Janosik b y ł zbójnikiem
s ł o w a c k i m , ale imię jego stało się symbolem
mściciela krzywdy góralskiej, zarówno w Sło­
wacji jak na W ę g r z e c h czy w Polsce. O Janosi­
ku lud tworzy liczne opowieści, ale nie dlatego,
że w ą t e k Janosika p r z y w ę d r o w a ł ze Słowacji.
Wątek ten zdobył popularność, p o n i e w a ż i na­
sze góry m i a ł y niejednego Janosika, niejedne­
go ludowego bohatera-zbójnika.
Analogiczne
w ą t k i pojawiają się we wszystkich
krajach,
w których warunki naturalne i ekonomiczne
sprzyjały zbójnictwu (np. na W ę g r z e c h , w S ł o ­
wacji, Bułgarii, Jugosławii, Albanii).
Innym p r z y k ł a d e m tego, że legendy i opo­
wieści, mimo iż przyniesione z zewnątrz, mają
dla nas dużą wartość poznawczą, jest w ą t e k
w ł a d c y zagryzionego przez myszy — znany
u nas jako podanie o królu Popielu. Otóż za­
r ó w n o Bielowski, Berwiński, jak Bruckner
przytaczają argumenty świadczące o tym, że
podanie nie jest zgodne z prawdą historyczną,
że w ą t e k ten spotykamy wcześniej u D ł u g o ­
sza, który w i ą ż e go z M i e c z y s ł a w e m K u j a w ­
skim, że w ą t e k ten znany b y ł również w in­
nych krajach Europy Zachodniej, a szczegól­
nie w Niemczech (legendy o okrutnych wład­
cach i biskupach zagryzionych przez myszy
w w i e ż y ) . Istnieje nawet w pracy K . Wehrhana „Die Sage" (Lipsk 1908) specjalny roz­
dział („Mauseturm"), w k t ó r y m autor zesta­
wia ze sobą różne odmiany tego w ą t k u . Bruck­
ner przypuszcza więc, że legenda została prze­
niesiona do Polski w X I wieku przez niemiec­
kiego szpilmana (igrea). Bystroń zaś dodaje, że
niemieckie pochodzenie motywu rzuca pewne
ś w i a t ł e n a 'stosunki kulturalne m i ę d z y nie­
mieckimi sąsiadami a Kruszwicą, po czym
kończy:

Nie trudno z a u w a ż y ć пр., że wątek zbójni­
ka — obrońcy pokrzywdzonych był popularny
tam, gdzie było rozwinięte zbójnictwo. gdzie

„...widzimy w y r a ź n i e , że podanie ma charak­
ter w ę d r o w n y i że zostało luźnie przyczepione

•'" P a u l L a f a r g u e : „ L e s c h a n s o n s et les
p o p u l a i r e s d u m a r i a g e " 1886.

~'
Władysław
Ochmański:
W a r s z a w a 1950 s. 15.

25 ,
s. 34

specyficzne
warunki e k o n o m i c z n o - s p o ł e c z n e
t w o r z y ł y w i ę ź m i ę d z y z b ó j n i c t w e m a miejsco­
w ą ludnością. W. Ochmański dowodzi na przy­
kład, że:

24

céremionies

1

Zbójnictwo

góralskie.

�do nielubianego w ł a d c y i że wobec tego nie ma
żadnej wartości historycznej".
Fakt zastosowania w ą t k u .,mysiej w i e ż y " do
Popiela wskazuje jednak na stosunek ludu do
Popiela, „nielubianego w ł a d c y " — jak go na­
zywa Bystroń. Nie jest przecież przypadkiem,
że lud w swej fantazji każe ponieść taki koniec
właśnie Pcpielowi, a nie np. Kazimierzowi
Wielkiemu.
P r z y k ł a d legendy o Popielu pozwala zrozu­
mieć, o jaką p r a w d ę historyczną nam chodzi
i dlaczego w tym wypadku szczególnie intere­
suje nas nie zagadnienie, skąd p r z y w ę d r o w a ł
motyw złego w ł a d c y zagryzionego przez my­
szy, ale fakt, że został on powszechnie przyję­
ty i zastosowany do konkretnej postaci.
Podobnych p r z y k ł a d ó w m o g l i b y ś m y wymie­
nić znacznie w i ę c e j , np. wystarczy przypoJ . St. B y s t r o ń : W s t ę p do l u d o z n a w s t w a p o l s k i e g o .
W a r s z a w a 1939, I I w y d . s. 39. P o r . r ó w n i e ż p o d o b n e
p o g l ą d y R. B e r w i ń s k i e g o : S t u d i a . . . s. 2 1 , B i e l o w s k i e go:
W s t ę p k r y t y c z n y do d z i e j ó w P o l s k i , L w ó w 1850
s. 290 o r a z B r u c k n e r a : D z i e j e k u l t u r y p o l s k i e j , K r a ­
k ó w 1931 t o m I s. 289.

mnieć chociażby legendę o Wandzie, która uto­
piła się w Wiśle, aby nie w y j ś ć za Niemca.
Legenda, z m y ś l o n a bodaj że przez Janka
z Czarnkowa w s i e d e m d z i e s i ą t y c h latach X I V
w i e k u z y s k a ł a ogromną popularność w ś r ó d
ludu w ł a ś n i e dlatego, że w y r a ż a ł a w niezmier­
nie sugestywny, obrazowy sposób stosunek do
Niemiec. Z drugiej strony, podanie o Lechu.
Czechu i Rusie m o ż e ś w i a d c z y ć o w y r a ź n i e
i s t n i e j ą c y m wśród ludu przekonaniu co do
w s p ó l n o t y pochodzenia n a r o d ó w słowiańskich,
ich bliskości i braterstwa.
K i l k a tych p r z y k ł a d ó w dowodzi, jak istotny
jest związek m i ę d z y ż y c i e m i psychologią l u ­
du a jego twórczością. Dowodzi również, że
sprawa oryginalności
danego w ą t k u czy też
m o ż l i w e g o zapożyczenia
jest dla nas drugo­
planowa i w ż a d n y m wypadku nie może prze­
słonić n a j w a ż n i e j s z e g o
zagadnienia,
którym
jest badanie na podstawie materiału folklory­
stycznego psychologii ludu i jego stosunku do
świata.
r,:l

Aleksander Bruckner:
Encyklopedia
ska. W a r s z a w a 1937 t o m I I s. 845.

staropol­

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
