<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="9812" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/9812?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T01:40:22+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="9790">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1546f6c6b8cbfdb9e96f3e616186674a.pdf</src>
      <authentication>03e09374ee32bcd6dc4d3011cf843936</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116735">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6493</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116736">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116737">
              <text>2005</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116738">
              <text>Odin Teatret</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116739">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6066</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116740">
              <text>Dzieci ciszy/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116741">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.2, s.128-132</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116742">
              <text>Barba, Eugenio</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="116743">
              <text>Dworakowska, Zofia (tł.)</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116744">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116745">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116746">
              <text>czas.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116747">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116748">
              <text>EUGENIO

BARBA

literą - aby odróżnić nieład jako stratę energii o d Nie¬
ładu jako w y b u c h u energii, który stawia nas twarzą
w twarz z nieznanym.
W m o i c h przedstawieniach zawsze dążyłem do wy¬

Dzieci Ciszy

wołania Nieładu w umyśle i zmysłach szczególnego wi¬
dza. Chciałbym wstrząsnąć jego n a w y k a m i przewidy¬
w a n i a i oceniania, doprowadzić go do emocjonalnego

Rozważania
o czterdziestoleciu O d i n Teatret

drżenia i wywołać zdumienie.
W i d z , o którym mówię, nie jest obcym, nie trzeba
go przekonywać a n i zdobywać. Przede wszystkim mó¬
wię t u o sobie. K t o k o l w i e k reżyseruje przedstawienie,
jest także jego widzem. Nieład (wielką literą) może

Tajemnemu ludowi — przyjaciołom

Odin

Teatret

być bronią l u b lekarstwem przeciwko nieładowi, który
zalewa nas, zarówno wewnątrz, j a k i na zewnątrz.
W i e m , że nie istnieje m e t o d a wywoływania Nieła¬
d u w w i d z u . Jednak wierzę, że mogę się do tego zbliżyć
poprzez szczególny rodzaj samodyscypliny. Oznacza to

M

porzucenie p o p r a w n y c h i rozsądnych sposobów rozwa¬
żania wartości, zasadności i celów naszej pracy. To jest

oje reakcje są często takie same j a k pięćdzie­

postawa, której n i k t nie może n a m narzucić a n i przy¬

siąt lat t e m u . „Popatrz na tego starszego czło­

znać.

w i e k a " - mówię sobie, obserwując mężczyznę

Wiąże się ona z wyzwoleniem i , tak j a k każde wy¬

koło czterdziestki. I zaraz śmieję się z siebie, zdając so¬

zwolenie, jest źródłem bólu.

bie sprawę, że o n m a tyle lat, co mój teatr i był dziec¬
k i e m , gdy ja już zacząłem myśleć, że moje najnowsze
przedstawienie będzie o s t a t n i m .

Polana

Chce m i się śmiać również wtedy, gdy O d i n Teatret
gra w n o w y m mieście i spotykamy młodych ludzi, k t ó ­

Polana znajduje się zaledwie k i l k a kilometrów za

rzy znają nas z książek. Myślą, że jesteśmy tylko roz¬

miastem. Przed c h a t ą zebrała się garstka mężczyzn

działem w h i s t o r i i teatru, więc nasze n i e n o r m a l n e

i kobiet. Należą do klasy z d o m i n o w a n y c h i wykorzy¬

trwanie zaburza i c h sposób rozumowania.

stanych w kolonialnej A f r y c e w połowie X X w i e k u .

Kości bolą, wzrok słabnie, a praca dwadzieścia go¬

Zgromadzenie jest tajne i zabronione. Wygląda to

dzin na dobę męczy o wiele bardziej niż kiedyś. M i m o

j a k spisek, ale n i m nie jest, bo karabiny, tak j a k w te¬

to, jakaś bezsensowna siła zdaje się utrzymywać przy

atrze, są nieprawdziwe. A l e to nie jest teatr. M i m o to

życiu moją potrzebę robienia teatru. W i e l e powodów

c i ludzie przebierają się i przemieniają się w postacie.

skłania m n i e do k o n t y n u o w a n i a pracy. I c h syntezę da

Porzucają swój codzienny sposób mówienia i chodze¬

się ująć w j e d n y m zdaniu: rzemiosło teatralne jest m o ­

nia i zachowują się inaczej. Udają. Czy to jest zabawa?
Traktują to poważnie. W p o t o c z n y m r o z u m i e n i u do¬

ją ojczyzną, a H o l s t e b r o - m o i m d o m e m .
I o t o jestem, świętuję czterdziestolecie mojego te¬

puszczają się wykroczenia i okrucieństwa. N a środku

atru, pracuję n a d przedstawieniem o Hansie Christia¬

polany, w dużym g a r n k u gotują psa, a p o t e m jedzą je¬

nie Andersenie i jego baśniach. M a m prawie siedem¬

go mięso, które stanowi dla n i c h przedmiot tabu.
Przemienieni ludzie są opętani, ale nie przez bogów

dziesiąt lat, więc ludzie uznają, że dziecinnieję.
Ja też chciałbym napisać baśń. Opowiadałaby ona

swojej przeszłości. Zamiast bóstw tradycyjnych obja¬

o dwóch braciach, dzieciach Ciszy, którzy podróżują

wiają się obecni mistrzowie: burmistrz miasta, szef po¬

po świecie, jeden jako cień drugiego. Robią wrażenie

l i c j i i damy europejskiej klasy wyższej w państwie ko¬
l o n i a l n y m . Przez k i l k a godzin Afrykańczycy nie są

chuliganów, a i c h i m i o n a m i są: Nieład i Błąd.

podporządkowani białym, którzy rządzą n i m i na co
dzień. Ucieleśniają i c h i przez opętanie przywłaszczają

Nieład

sobie na chwilę i c h życie i los.
Wydają się obłąkani i wyzbyci k o n t r o l i . Europej¬

W o s t a t n i c h latach, gdy mówię o rzemiośle teatral¬

czyk, który filmuje protagonistów rytuału, uważa i c h

n y m , coraz częściej używam słowa „Nieład", zdając so¬

j e d n a k za mistrzów i nazywa „szalonymi mistrzami":

bie sprawę, że rodzi to nieporozumienia. Nieład ma

używa dwóch rozbieżnych słów usiłujących zdefinio¬

dla m n i e d w a przeciwne znaczenia; r o z u m i e m go albo

wać Nieład.

jako b r a k l o g i k i i rygoru charakterystyczny dla bezsen¬

D o p o n o w n e g o obejrzenia kadrów f i l m u sprzed

sownych i chaotycznych prac; albo jako logikę i rygor,
które wywołują w w i d z u stan oszołomienia.

pięćdziesięciu lat ukazujących opętanych

Powinie­

ludzi

na

afrykańskiej polanie skłonił m n i e n i e d a w n o artykuł

n e m używać w t y m celu dwóch różnych słów. Zamiast

w gazecie. Podstęp wyobraźni i pamięci sprawił, że

tego posłużę się sztuczką ortograficzną - małą i wielką
128

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

w m o i c h myślach pojawiają się i n n i nieżyjący mistrzo­

N a wiadomość o śmierci Jeana Roucha, tego mi¬
strza Nieładu, zastanawiam się: czy jego szaleni mi¬

wie, drodzy m i i zawsze bliscy.

strzowie mówią też coś o m n i e , mojej historii, m o i c h
wymyślonych t e a t r a l n y c h przodkach? Jakie łańcuchy

Szaleni mistrzowie

m y chcemy zerwać?
N i e w i e m , j a k to wytłumaczyć, ale coś niewypo¬

W nocy ze środy 18 na czwartek 19 lutego 2004 r o ­

wiedzianego, prawie wstydliwego skłania m n i e do roz¬

k u zmarł w w y p a d k u samochodowym w Nigrze, sześć­

poznania k i l k u szalonych i opętanych mistrzów wśród

set kilometrów o d N i a m e j , Jean R o u c h . Był czołową

artystów t e a t r u z przeszłości.

postacią francuskiego k i n a , j e d n y m z ojców N o w e j Fa­
l i . Nazywano go le maître du Desordre, mistrzem Nieła­
d u . Pięćdziesiąt lat t e m u , na peryferiach A k r y , stolicy
Ghany, w t e d y k o l o n i i brytyjskiej, nakręcił Les

Cisza

maîtres

fous. Ten etnograficzny f i l m dokładnie pokazał jedną

G d y myślę o skrajności myśli przywódców teatral¬

z sytuacji, w której ciału i myślom ciągle boleśnie cią¬

nej r e w o l t y X X w i e k u , poczynając o d Stanisławskiego,

żyły łańcuchy, a męczarnie mieszały się z Nieładem

stają się o n i dla m n i e maîtres
W

w dążeniu do wyzwolenia.

fous.

atmosferze estetycznej,

technicznej i ekono¬

micznej odnowy, stawiali pytania, które były tak ab¬

F i l m R o u c h a dawał świadectwo innej racjonalno¬
ści, podziemnej i w y w r o t o w e j . Zafascynował Jeana

surdalne, że spotykali się z obojętnością i d r w i n a m i .

Geneta, który napisał Murzynów,

Żarzący się rdzeń t y c h pytań opakowany był w dobrze

wywarł wpływ na

Petera Brooka i jego przedstawienie Marat/Sade

sformułowane, fachowe teorie i dlatego uznano je za

Pete¬

ra Weissa oraz towarzyszył rozważaniom Jerzego Gro¬

a t a k i na sztukę t e a t r u , albo „utopie", n i e w i n n i e dając

towskiego o aktorze. W europejskich kręgach teatral¬

do zrozumienia, że nie trzeba traktować i c h poważnie.

n y c h krążyły anegdoty i legendy o oddziaływaniu Les

O t o niektóre z t y c h rdzeni:

maîtres fous. Coraz częściej dyskutowano w t e d y o po¬

- szukać życia w świecie papier-mâché;

dobieństwach i różnicach między teatrem i rytuałem.

- pozwolić prawdzie wpłynąć w świat pozorów;

Niektórzy artyści o d k r y w a l i podtekst, który dzisiaj jest

- osiągnąć szczerość

więcej niż oczywisty: teatr może być polaną w sercu

-

poprzez udawanie;

przekształcić t r e n i n g aktora (jednostki, która

cywilizowanego świata, miejscem uprzywilejowanym,

przedstawia i naśladuje

w którym wywoływany jest Nieład.

w ścieżkę prowadzącą do integralności

l u d z i różnych o d siebie)
N o w e g o Czło¬

wieka.

Przenieśmy się na chwilę do Moskwy, gdzie ulice są
białe o d l o d u . Jednego z pierwszych d n i stycznia 1889

Niektórzy mistrzowie skrajności d o d a w a l i szaleń¬

r o k u A n t o n i Czechow napisał długi list do bogatego

stwo do szaleństwa. N i e umiejąc zrozumieć, że te „uto¬

wydawcy i literata Alieksieja S. S u w o r i n a . Czytając

p i e " są nieosiągalne, zrealizowali je.

go, czuję t e n sam parzący smak cierpienia i zarozu¬

Wyobraźmy sobie dzisiaj artystę, który stara się

mialstwa, który pamiętam z afrykańskiej polany: pie¬

o grant M i n i s t e r s t w a K u l t u r y na badanie Prawdy po¬

kącą agonię wyzwolenia. Z surowym realizmem Cze¬

przez teatr. A l b o rektora szkoły teatralnej, który pisze

c h o w antycypuje napięcie i uniesienie

uczestników

w jej programie: uczymy t u aktorstwa w celu stworze¬

tamtej ceremonii, opisując człowieka, „który k r o p l a

nia N o w e g o Człowieka. A l b o reżysera, który wymaga

po k r o p l i wyciska z siebie n i e w o l n i k a " .

o d swoich aktorów biegłości w tańcu, który byłby od¬

T y m człowiekiem nie jest były n i e w o l n i k afrykański,

zwierciedleniem h a r m o n i i sfer niebieskich. U z n a n o by

ale w i e l k i i sławny pisarz rosyjski, syn chłopa pańszczyź¬

i c h za wariatów. Dlaczego więc historycy t e a t r u piszą

nianego. M i m o względnego k o m f o r t u , który go otacza,

0 Stanisławskim, Copeau i A p p i i tak, jakby i c h szalo¬

rozpoznaje w sobie rany po niewidzialnych łańcuchach.

ne pytania były szlachetnymi u t o p i a m i i o r y g i n a l n y m i

W i e l o k r o t n i e dostawał razy o d swojego ojca i nauczy¬

teoriami?

cieli, którzy uczyli go szacunku dla hierarchii, całowania

Dzisiaj w i c h p o z o r n y m szaleństwie można bez tru¬

rąk popów, naginania się do o p i n i i i n n y c h i okazywania

d u dostrzec sensowną reakcję na prądy epoki, która

głębokiej wdzięczności za każdy otrzymany o k r u c h . Wy¬

zagrażała i s t n i e n i u t e a t r u . W oszołomieniu,

rósł na młodzieńca, który dręczył zwierzęta i lubił obia¬

strzowie Nieładu w p r o w a d z i l i do t e a t r u swojego czasu,

dy z bogatymi k r e w n y m i ; stał się hipokrytą w stosunku

łatwo dziś rozpoznać wnikliwość, spójność i inteligen¬

które mi¬

cję. O d r z u c i l i stary porządek, wywrócili hierarchie,

do Boga i ludzi, bo był świadomy własnej nicości.
Czechow, który przyznaje się do zmagań z własny¬

d o k o n a l i sabotażu sprawdzonych k o n w e n c j i k o m u n i ¬

m i ł a ń c u c h a m i i poczuciem nicości, jest p r z e n i k l i w y m ,

kacyjnych między sceną i widownią, odcięli pępowinę

wrażliwym i a u t o i r o n i c z n y m pisarzem cywilizowanej

l i t e r a t u r y i płytkiego realizmu. B r u t a l n i e ogołocili te¬

Europy. Jego słowa są powściągliwe. A l e i c h opanowa­

atr i zredukowali go do jego esencji. Za uzasadnienie

nie k a r m i się t y m samym Nieładem, który odżywia

służył i m paradoks: tworzyli przedstawienia, które by¬

działania podczas afrykańskiej ceremonii, niepokojące

ły niewyobrażalne w swojej skrajności, oryginalności

i dla naszych oczu niepowściągliwe.

1 artystycznym w y r a f i n o w a n i u po to, aby zaprzeczyć, że
129

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

teatr jest tylko sztuką. Każdy z n i c h , s w o i m i słowami,

szy, która zakuwa nas w łańcuchy i zwiększa strach, ale

podkreślał, że powołaniem t e a t r u jest zerwanie intym¬

czujemy, że ona może nas poprowadzić j a k szalony

n y c h , zawodowych, etycznych, społecznych,

mistrz na afrykańskiej polanie.

religij¬

n y c h i k u l t u r o w y c h łańcuchów.

Samodyscyplina, która jest j e d n y m z warunków re¬

Przywykliśmy czytać historię t e a t r u współczesnego

alizowania Nieładu w m o i m umyśle jako widza, rodzi

o d k o ń c a . Zaczynamy nie o d żarzących się rdzeni py¬

się ze skrzepu ciszy. M a t a k swoistą naturę, że gdy od¬

tań i obsesji mistrzów Nieładu, ale o d sensu l u b poezji

czuwam pierwsze symptomy, nie rozpoznaję i c h . Dla¬

i c h w y d r u k o w a n y c h słów. I c h teksty mają t o n autory¬

tego żadna metoda nie może zaprowadzić do Nieładu.

tarny i przekonujący. A l e na p e w n o każdy z n i c h prze¬

S ą przedstawienia, gdzie aktorzy, reżyser i widzowie

żył wiele nocy pełnych samotności i strachu, podejrze¬

znają opowiadaną historię. Są przedstawienia, gdzie

wając, że w i a t r a k i , z którymi walczy, są niepokonany¬

aktorzy i reżyser ją znają, a widzowie nie. Po l a t a c h

m i olbrzymami.

c h c ę stworzyć t a k i rodzaj przedstawienia, na początku

Dzisiaj widzimy i c h sportretowanych na malowni¬

którego a n i ja, a n i aktorzy nie p o t r a f i m y wyobrazić so¬

czych fotografiach: o i n t e l i g e n t n y c h , dobrze odżywio¬

bie historii, którą opowiadamy. M u s i m y odkryć nie

n y c h i ironicznie spokojnych twarzach, j a k Stanisław¬

tylko jak, ale także co opowiadamy. Jedynie przedsta¬

ski; przywodzących na myśl żebrzących królów, jak A r ¬

wienie, które powołamy do życia, może

t a u d ; d u m n y c h i świadomych swojej intelektualnej

ukazać to, co chcieliśmy powiedzieć.

częściowo

wyższości, jak Craig; wiecznie zachmurzonych i wojow¬

W t e n sposób, zdając sobie sprawę z ryzyka, gubię

niczych, jak M e y e r h o l d . W żadnej z t y c h jasnych po¬

się i odnajduję się p o n o w n i e . Wykorzystuję dwie kon¬

staci nie da się odnaleźć niemożności zapomnienia czy

trastujące siły: z jednej strony, u f a m m o j e m u długiemu

zaakceptowania własnych niewidzialnych łańcuchów.

doświadczeniu zawodowemu, z drugiej próbuję unie¬

N i e domyślamy się, że i c h skuteczność wyrasta częścio¬

ważnić to doświadczenie, tworząc chaotyczne i uciąż¬

w o z wysiłku wyrwania się ze stanu bezsilnej ciszy.

liwe w a r u n k i pracy. C h c ę sparaliżować p e w n i k i mojej

Sztuka, która jest zdolna wywoływać stan

wiedzy, rozbroić manieryzm m o i c h odruchów i ponow­

oszołomie¬

pierwszy raz; ożywiając moje umiejętności

nia i w t e n sposób nas zmieniać, zawsze skrywa sferę ci¬

nie przeżyć

szy, która ją stworzyła. Myślę, że t e n rodzaj ciszy nie jest

w oszołomieniu wobec sytuacji, której nie kontroluję.

wyborem, ale stanem doświadczonym jako amputacja.

Takie przedsięwzięcie jest w y k o n a l n e tylko z a k t o r a m i

Ta cisza tworzy p o t w o r y : niską samoocenę, przemoc

O d i n Teatret, których silne osobowości były tempero¬

wobec siebie i i n n y c h , ponure lenistwo i bezowocny

wane podczas tego paradoksalnego poszukiwania: wie¬

gniew. Czasami jednak ta cisza odżywia Nieład.

my jak szukać,

ale jeszcze nie wiemy, czego szukamy.

Doświadczenie Nieładu nie dotyczy kategorii este¬

Muszę zrobić nowe przedstawienie. Pierwszy wysi¬

tycznych. Pojawia się, gdy n a d rzeczywistością bierze gó¬

łek polega na umiejętności stworzenia stanu zbiorowej

rę inna rzeczywistość:

w świecie geometrii płaskiej ciało

inkubacji, który zaczyna się o d „czarnych dziur". Mogą

stałe spada. Tak jak wtedy, gdy niespodziewanie, jak bły¬

to być dwa lub trzy różne teksty, jakieś zniewalające hi¬

skawica, śmierć uderza w ukochanego, albo gdy w ułam¬

storie, rozbieżne pytania albo sprzeczne tematy zesta¬

k u sekundy nasze zmysły rozpalają się i uświadamiamy

wione razem. A k t o r z y i ja pozwalamy t y m „czarnym

sobie, że jesteśmy zakochani. A l b o wtedy, gdy w Norwe¬

dziurom" oddziaływać na nas przez wywołanie strumie¬

gii pogardliwie nazywano mnie - świeżego emigranta -

nia pomysłów, wspomnień, duchów, skojarzeń, wyda¬

„makaroniarzem" i zatrzaskiwano przede mną drzwi.

rzeń biograficznych lub wymyślonych i faktów histo¬
rycznych. Poprzez improwizacje i świadomą kompozy¬

G d y Nieład uderza w nas, w życiu i w sztuce, bu¬
dzimy się nagle w świecie, którego już nie rozpoznaje¬

cję dajemy t e m u wewnętrznemu s t r u m i e n i o w i anato¬

m y i jeszcze nie wiemy, j a k się do niego przystosować.

mię - system nerwowy, dynamiczny i dźwięczny tempe¬
r a m e n t w formie działań fizycznych i w o k a l n y c h . Pod¬
czas prób p o d d a m y t e n materiał sceniczny maceracji,

Polana w zamęcie

wymieszaniu i destylacji, dopuszczając czasami, aby po¬
jawiły się sensoryczne, melodyczne, rytmiczne, skoja¬

K i e r u n k i artystyczne są zawsze i n d y w i d u a l n y m i

rzeniowe i intelektualne związki, których nie można

ścieżkami, które usiłują uciec o d zastanych mechani¬

było przewidzieć: coś, co na początku

zmów, tras i rozwiązań. Trzeba odkryć własną orga¬

zignorowaliśmy.

T e m u procesowi nieustannie zagrażają niepewność

niczność, która jest naszą „potrzebą". To, czy te ścież¬

i obawa. Mijają d n i i tygodnie, a m y czujemy się j a k

k i oddychają i utrzymują się przy życiu, zależy o d oso¬

rozbitkowie na m o r z u rozbieżnych propozycji, dziw¬

bistej samodyscypliny.

n y c h możliwości, niedorzecznych scen i kierunków:

Samodyscypliny nie da się pogodzić z dobrowol¬

zamęt.

n y m przestrzeganiem n o r m wymyślonych przez in¬

Posuwam się do przodu skokami, za p o m o c ą

skojarzeń,

n y c h . Powtarzam: polega ona na porzuceniu oczywi¬

niespójnych

wyborów,

nieporozumień

i przypadkowych ingerencji. Podejmuję decyzję, nie

stych i sensownych sposobów uznawania wartości, ce¬

wiedząc dlaczego, a moja i n t u i c j a często nie bierze

lów i m o t y w a c j i naszego rzemiosła. Oznacza także siłę

w t y m udziału. Prowadzą m n i e zmęczenie i upór.

umysłu potrzebną do oddania się tej wewnętrznej c i 130

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

Z czasem doszedłem do swoistej poufałości z m o i m

stycznym to n o r m a l n a praktyka. Ileż to razy przygoto¬

sposobem myślenia, c h w y t a n i a myśli, które przekła­

wując przedstawienie pogrążam się w zamęcie i odkry¬

d a m na słowa sobie i m o i m towarzyszom. O d r u c h o w o

w a m , że jestem na złej drodze. Zamęt i dezorientacja są

w i e m , które drogi prowadzą donikąd, a które, przeciw­

nieprzyjaciółmi, których trzeba pokochać.

nie, zaprowadzą m n i e do d o m u . Podążam

przeczu­

Uczono m n i e : życie jest snem. To nieprawda. Zycie

ciami. Przepowiadam d o m wiatrów, który po o m a c k u

jest baśnią. Jest światem czystej anarchii, gdzie ci, któ¬

budujemy.

rzy uparcie próbują zwyciężać, kierując się w walce

za

Ten sposób postępowania nie jest d o b r y m przykła¬

rozsądkiem, przegrywają. A ci, którzy zachowują się

d e m do naśladowania, szczególnie dla niedoświadczo¬

głupio, w zakończeniu odnajdują księżniczkę.

n y c h reżyserów, którzy mogą dać się zwieść przez

Świat baśni jest czystą anarchią, bo jest skoncen¬

szczęśliwy traf, przypadkowe odkrycia i nieoczekiwane

t r o w a n y na potrzebie zerwania łańcuchów. Baśń zrywa

rozwiązania, które pojawiają się podczas popełniania

kajdany, które skuwają opowieści ze światem, t a k i m

błędów i błąkania się, w trakcie pracowitego okresu

j a k i jest. Jednak ta wolność o k u p i o n a jest ryzykiem ar¬

prób.

bitralności. W ł a ś n i e dlatego baśnie są

K i e d y próbuję oprzeć się na bezpiecznych regu­

zamieszkane

przez potwory, cienie obdarzone a u t o n o m i c z n y m ży¬

łach, moja naiwność zostaje ukarana. Jeśli pogodzę się

ciem, kobiety i mężczyzn, którzy są półzwierzętami,

z koncepcją świata pozbawionego reguł, zapłacę za tą

mówiące t r u p y i żywe przedmioty, które myślą. To nie

naiwność niepowodzeniami, które są równie druzgo-

jest świat m i t u i wyobraźni. To jest świat zamętu. To

czące. Co znajduje się więc między regułami a i c h bra­

jest świat, który dzieci kochają, ale o n i c h nie kocha.

kiem? Między regułą a anarchią? Teoretycznie: n i c .

T a m dzieci masowo umierają, są obezwładnione i po¬

A l e p r a k t y k a uczy m n i e , że t a m jest coś, co jednocze¬

rzucone. Doświadczają nagiej rzeczywistości: niepoko¬

śnie łączy istotę reguły i istotę tego, co jest jej zaprze¬

j u i strachu przerywanych błyskami bezsensownej

czeniem.

sprawiedliwości.

To coś jest zazwyczaj nazywane błędem

Czego uczy m n i e czysta anarchia baśni?

i to o n po­

Jeśli zamęt zyskuje przewagę podczas prób, wszyst¬

maga m i wydostać się z zamętu. Rozpoznaję dwa r o ­
dzaje błędu: stały i płynny. Błąd stały może być zmie¬

ko staje się niewyraźne. Mgła uniemożliwia patrzenie

rzony, ukształtowany l u b zmodyfikowany, i traci w t e d y

w którąkolwiek stronę. A b y odzyskać orientację, usi¬

swoje właściwości: nieścisłość, nieporozumienie, nie¬

łuję skondensować t e n c h w i l o w y zamęt w błędy stałe,

dostatek i absurdalność. Może być przywrócony regu¬

które można poprawić i wykluczyć, przywracając sytu¬

le i zamieniony w ład.

acji ład.

Błąd płynny nie może być u c h w y c o n y a n i oszaco¬

Jednocześnie muszę wiedzieć, j a k rozpoznać błędy

wany. Jest j a k p l a m a w i l g o c i za ścianą. W y j a w i a coś, co

płynne, które przeniosą m n i e do miejsc, których sobie

przychodzi z daleka. Widzę, że dana scena jest „zła",

nie wyobrażałem. N i e chciałem t a m iść albo nie wie¬

ale jeśli jestem cierpliwy i nie robię natychmiast użyt¬

rzyłem, że jest to możliwe.

k u z mojej inteligencji, zdaję sobie sprawę, że tej sce¬

Gdyby rzeczywiście baśnie mogły uczyć, musiałbym

n y nie trzeba poprawiać, ale za nią podążyć. W ł a ś n i e

przyznać, że przede wszystkim udowadniają, że błąd

dlatego, że jest ona w tak oczywisty sposób zła, podej¬

może być błogosławieństwem. Głupota albo roztar¬

rzewam, że nie jest po prostu głupia, ale wskazuje

gnienie protagonisty, ktoś wzięty za kogoś innego,

boczną drogę, która prowadzi nie w i a d o m o dokąd.

przedłużający się sen, m a r t w a w r o n a , którą włożyłeś
do kieszeni, są często przesłankami i w a r u n k a m i nie¬

N a j t r u d n i e j jest opanować sztukę przylgnięcia do
błędu

zamiast natychmiastowego p o p r a w i a n i a

spodziewanego szczęśliwego zakończenia.

go,

Czy istnieje sztuka błędu? Teraz, po czterdziestu la¬

w t e d y można odkryć, gdzie nas t e n błąd przeniesie.
Ta zdobyta cicha wiedza jest pogrzebana we m n i e ,

tach z O d i n Teatret, jestem skłonny twierdzić, że są

w m o i m systemie n e r w o w y m , w mięśniu mojego serca.

błędy, które zwiększają zamęt i błędy, które wyzwalają.

N i e można jej nauczyć a n i przekazać jako metody, któ¬

Oczywiście wierzę w inspirację, n a t c h n i e n i e , głos mu¬

rą da się sformułować i zastosować. Każdy z nas, złapa¬

zy, ddimon, duende czy anioła stróża. A l e więcej wiary

ny w zamęcie, ślepnący i zbaczający ze szlaku, walący

m a m dla błędów, które wyzwalają, jeśli jestem na tyle

głową w swoją własną ciszę i samotność, musi wystawić

zręczny, aby je przewidzieć i podążyć za n i m i . To są

na szwank zawodową pewność i odgadnąć, gdzie otwo¬

znaki, które odrywają się o d ciszy. Pochodzą z tej czę¬
ści mojego wnętrza, którą ignoruję. Uważam je za

rzyć szczelinę swojemu szczególnemu Nieładowi.

przesłanie, które powierzył m i szalony mistrz.

Anarchia baśni i sztuka błędu

Materiał organiczny

Nieład niczego nie b u d u j e . Czasami jest wyjątkowo
nieprzyjemny, ale pomaga zerwać łańcuchy.

Wszystko to obejmuje całe ciało, nie tylko mięso

Uczono m n i e : kochaj swoich nieprzyjaciół. W życiu

i kości, ale mięśnie, nerwy i złożone relacje między or¬

codziennym jest to specjalność świętych. W życiu arty-

ganami, krążenie k r w i i zakończenia nerwowe. Ciało
131

�Eugenio Barba • D Z I E C I CISZY

przypomina myśl dokładnie dlatego, że jest organi-

Dzisiaj jest dla m n i e jasne, że: teatr stanowi cenne

z m e m - d u c h e m : ciałem-umysłem.

narzędzie, za p o m o c ą którego można dokonać podboju

Z tego p o w o d u materiał organiczny, który stwarza

t y c h obszarów świata, które wydawały się poza m o i m

teatr, wraz z p r o m i e n i o w a n i e m , które wydziela, był za¬

zasięgiem. Można się wedrzeć zarówno na nieznany te¬

wsze moją pasją. U w i e l b i a m pracować n a d t y m żywym

r e n wertykalnej czy duchowej rzeczywistości człowie¬

materiałem, po to, aby snuć ciche rozmowy z ludożer¬

ka, j a k i w przestrzeń horyzontalną relacji międzyludz¬

c a m i - widzami, którzy mają potrzebę pożerania swo¬

k i c h , kręgów społecznych, władzy i p o l i t y k i , właściwą

i m i zmysłami. Lubię za p o m o c ą tego materiału otwie¬

dla kleistej codzienności tego świata, który zamieszku¬

rać f u r t k i , które natychmiast się za m n ą zamkną, po¬

ję i do którego nie chcę należeć.

zwalając m i i m o i m a k t o r o m pozostać w przejściu.
Podczas mojego

Dzisiaj nadal jestem oczarowany f a k t e m , że teatr
od

dostarcza narzędzi, sposobów i alibi dla p o d b o j u obsza¬

czasu do czasu nieoczekiwane zderzenia z rzeczywisto¬

rów d w u w y m i a r o w e j geografii: t y c h , które są wokół

ścią teatralną, która zasiewała we m n i e oszołomienie.

m n i e i tych, wokół których ja jestem. Z jednej strony

Brechta/Gorkiego w Berliner Ensemble, długa

świat zewnętrzny z jego regułami, jego bezkresem, nie¬

Matka

t e r m i n o w a n i a przeżywałem

n o c kathakali w K e r a l i i Książę Niezłomny

Grotowskie¬

go pozostały nieusuwalnie wyryte w m o i m

zrozumiałymi i kuszącymi obszarami, złem i chaosem;

mózgu

z drugiej świat wewnętrzny z jego k o n t y n e n t a m i i oce¬

i szpiku.

anami, pofałdowaniami i żyznymi t a j e m n i c a m i .

Podobnie, niespodziewanie i m i m o w o l n i e doświad¬

Czym jest t r e n i n g m o i c h aktorów, jeśli nie mostem

czałem i ciągle doświadczam Nieładu w pracy z m o i m i

między t y m i d w o m a skrajnościami: w d a r c i e m się do

a k t o r a m i . O d samego początku niektóre f o r m y i c h

maszyny ciała i o t w a r c i e m na w y b u c h energii, który

działań fizycznych i w o k a l n y c h , nieustannie powtarza¬

rozrywa ograniczenia ciała?

ne i dopracowywane, przenosiły w inną rzeczywistość

Teatr może być rzemiosłem p o d b o j u , pływającą wy¬

istnienia.
Sam

spą sprzeciwu, polaną w sercu cywilizowanego świata.
byłem

tego

świadkiem:

gęstsze,

W

jaśniejsze

rzadkich i szczególnych przypadkach, teatr jest

i bardziej rozżarzone ciało niż nasze ciała, wynurza się

wzburzonym Nieładem, który wstrząsa m o i m i nawyka¬

w przestrzeni teatralnej z jakiegoś innego miejsca, któ¬

m i doświadczania przestrzeni i czasu i , przez oszoło¬

rego nie u m i e m wskazać. N i e zważając na dobry czy

mienie, zmusza m n i e do odkrycia innej części m n i e sa¬

zły smak, to ciało-w-życiu wdziera się, dzięki połącze¬

mego.

n i u przypadku i rzemiosła albo z p o w o d u nieprzewi¬
dzianego zdarzenia w obrębie dokładnie skonstruowa¬

Przełożyła

nego p l a n u .

132

Zofia

Dworakowska

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
