<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="9811" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/9811?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T17:24:12+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="9789">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ea1171919eb2a48bdc3ef65bf143c252.pdf</src>
      <authentication>d6ab3ba53722d679bbd6e2dad8eac202</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116721">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6494</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116722">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116723">
              <text>2005</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116724">
              <text>pamięć</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116725">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6067</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116726">
              <text>Zdobywanie różnicy - list pewnej historyczki o nieukierunkowaniu pamięci autobiograficznej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116727">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.2, s.133-141</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116728">
              <text>Barba, Eugenio</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="116729">
              <text>Kasia, Katarzyna (tł.)</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116730">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116731">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116732">
              <text>czas.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116733">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116734">
              <text>EUGENIO

Droga M i r e l l o ,
Pytałaś m n i e ostatnio, jak się czuje ktoś, k t o bije

BARBA

właśnie r e k o r d długowieczności. W październiku 2004
O d i n Teatret skończył czterdzieści lat. Kuszące jest za­
trzymanie się na chwilę i spojrzenie, dokąd zaprowa­

Zdobywanie różnicy

dziły nas te wszystkie lata t e a t r u . I zastanowienie się
n a d własną historią. A l e refleksje n a d sobą samym
prowadzą zawsze wzdłuż przecinających się l i n i i . Podą­

List do pewnej historyczki
o nieukierunkowaniu pamięci
autobiograficznej

żają poprzez dywagacje i przypuszczenia, przywołując
stare idee i znane historie. M o g ą one uniknąć pragnie¬
nia wyważonego bilansu jedynie jako f o r m a instynk¬
t o w n y c h reakcji na czyjeś p y t a n i a . Także osobiste
stwierdzenia - tak j a k uczucia, o których mówił Stani­
sławski, kiedy ostrzegał aktorów przed wyrażaniem się
wprost - ujawniają się w postaci myśli oswojonych,
nawet jeśli zwodzimy sami siebie, wierząc, że nasza pa¬
mięć może n a d a ć i m formę. Refleksje, które n a m prze­
kazują, są reakcjami. Zależą o d działania prawdziwego
bądź wyobrażonego partnera, który p o w o d u j e , że re¬

K i e d y więc twierdził, że definicja „teatru wielokul¬

agujemy.

t u r o w e g o " pasuje jak ulał, nie mogłem się z n i m nie
zgodzić. Jednak równocześnie nie jestem w

stanie

przyznać m u racji.

Jedna reakcja i wiele pytań

Jaki jest sens długowieczności naszego teatru? Czy
to, że jest złożony z ludzi i dla ludzi o różnym pochodze¬

W t y m w y p a d k u miałem partnera i był o n prawdzi¬

n i u albo przynajmniej o różnych tradycjach kulturo¬

wy. Seria i s t o t n y c h i związanych z t e m a t e m pytań, za¬

w y c h i teatralnych? N i e wydaje m i się to takie ważne.

d a n y c h m i przez przyjaciela, skłoniła m n i e do ujrzenia

Interesuje m n i e coś innego: możliwość, że k o n t a k t z in¬

O d i n Teatret w z m i e n i o n y m świetle. Przyjaciel, I a n

n y m i światami staje się sposobem dotarcia do samego

W a t s o n , k i l k a lat t e m u przeprowadzał ze m n ą w y w i a d

siebie, do własnych korzeni, do świata, do którego się

do swojej książki o wielokulturowości i teatrze. Jego

przynależy. Zeby dać początek czemuś i n n e m u .

zdaniem h i s t o r i a O d i n

mogłaby

zostać

D l a m n i e , w h i s t o r i i O d i n Teatret, w ludziach, któ¬

wyrażona

w f o r m u l e doświadczenia i p r a k t y k i w i e l o k u l t u r o w e j .

rych

Dowodził tego, powołując się na k o n k r e t n e przykłady.

w naszych strategiach przetrwania, najbardziej intere¬

spotkaliśmy, w związkach,

które

zawarliśmy,

Mówił: „Jesteście teatrem stworzonym przez osoby

sujący jest aspekt odrzucenia i ucieczki. Długotrwałe

pochodzące z różnych krajów i kontynentów, posługu¬

i uparte chronienie naszej różnicy. Różnicy o d kogo?

jące się różnymi językami. Przez bardzo długie okresy

I o d czego?

osiedlaliście się w krajach oddalonych o d D a n i i . Wasze

Przyjaciel I a n W a t s o n był raczej zaskoczony niż

spektakle są często wielojęzyczne. Oprócz normalnego

rozczarowany m o i m o p o r e m . Zaczął m n i e wypytywać,

h a n d l u dziełami i p r o j e k t a m i teatralnymi praktykujecie

dlaczego jestem tak bardzo przeciwny rozpatrzeniu tej

także bartery, to znaczy wymieniacie wasze spektakle na

kwestii z szerszej perspektywy i czemu cały czas próbu¬

p r o d u k t y kulturalne grup, które was goszczą: zabawy,

ję odpowiadać na pytania przez pryzmat mojej auto¬

tańce, muzykę, pieśni, działania artystyczne i performa-

biografii. Czyżbym uciekał przed w y m o g a m i pracy in¬

tywne w odległych wioskach, szkołach, szpitalach, wię¬

telektualnej? Czyżbym odrzucał możliwość poszerze¬

zieniach czy d o m a c h kultury. Ukuliście przedziwny ter­

nia mojego sposobu widzenia? To prawda, nastawienie

m i n „transformances", żeby zaznaczyć, że wasze projek­

autobiograficzne często jest sposobem na uchylenie się

ty nie ograniczają się do „performances", lecz są dąże¬

o d odpowiedzialności.

n i e m do zmiany, c h o ć na chwilę, wyglądu jakiegoś mia¬

przez konieczność przeprowadzenia przedmiotowego

sta. Te projekty sprawiają, że miasta rozkwitają i że

bilansu? A może marzyłem o i n n y m celu?

Czyżbym czuł się

zagrożony

w formie reprezentacji, krzyżując się i zmuszając do in¬

K i e d y przyglądam się h i s t o r i i O d i n Teatret, zwłasz¬

terakcji, stają się widoczne różne kultury, które je za¬

cza teraz, kiedy w większości m a m y ją już za sobą, w i ¬

mieszkują, i c h różne składniki".

dzę coś zupełnie różnego o d krzyżowania się i dialogu
kultur. Widzę teatr jako miejsce paradoksalne, w któ¬

I dodawał jeszcze jedno potwierdzenie naszego wie¬
lokulturowego powołania: fakt, że przy O d i n i e powsta¬

r y m tworzenie wspólnego dzieła zakłada nie tylko oso¬

ła I S T A - I n t e r n a t i o n a l School of Theatre A n t h r o p o ¬

bowości różnorodne, lecz osobowości o k r u t n i e i ego¬

logy, która o d 1979 r o k u jednoczy podczas swych sesji

istycznie o d siebie oddalone, nie tylko z p o w o d u różni¬

aktorów, reżyserów, mistrzów teatru i badaczy z róż¬

cy kultur, ale również dlatego, że przeciwstawne są i c h

n y c h kontynentów, z teatrów W s c h o d u i Z a c h o d u .

cele, ideologie i wrażliwość.

133

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Pytania lana Watsona skłoniły m n i e do zapytania

samić się z historią, z m i t a m i , z tęsknotami i z ideała¬

siebie samego: jeżeli moje wybory nie wynikały z pra­

m i mojego k r a j u i mojego środowiska. Wybrałem spo¬

gnienia i dążenia do poszerzenia granic mojego obsza­

łeczną tożsamość emigranta, p r a c o w n i k a z Południa

r u kulturowego, to skąd się wzięły? Czego szukałem

w świecie całkiem na odwrót: w zimnej, luterańskiej

t a k zawzięcie przez tyle lat?

Norwegii. W

t y m p r o l e t a r i a c k i m świecie odkryłem

I w t e n sposób znowu stanąłem wobec konieczno­

walkę klas, skuteczność strajków i solidarności, lecz

ści ponownego mentalnego prześledzenia zmian, k t ó ­

także ksenofobię i rasizm. Byłem dago, byłem wop. To

re dobrze poznałem, szukając odpowiedzi. I znowu

są określenia nieprzetłumaczalne, ponieważ odnoszą

okazało się, że jestem zdezorientowany. By się zorien­

się do sytuacji bardzo odległych w czasie. We Wło¬

tować, potrzebowałem wyjątkowych sposobów, p o ­

szech emigranci, którzy z Południa przyjechali szukać

trzebowałem n o w y c h słów.

pracy na Północy, b y l i nazywani terroni. A l e ja, nawet
jeśli wyjechałbym z G a l l i p o l i , żeby pracować w Medio¬

A l e słowa nigdy nie są n o w e . T y m , co się zmienia,
jest światło, które je oświetla, cienie, które rzucają.

lanie czy Turynie i żeby zostać terrone, niósłbym ze so¬

Uzupełniające

teraz

bą znamiona mojego szlacheckiego pochodzenia. Na¬

w nadzwyczajny sposób ze sobą walczą, na gruncie zu¬

tomiast w N o r w e g i i m o j a emigracja była całkowita:

żytego t e r m i n u : różnica.

zostawiłem mój kraj, mój język, moją przeszłość i kla¬

się p r z e d t e m światło i cień,

Różnicy można doświadczać jako danej okoliczności,

sę społeczną. Musiałem nauczyć się mówić i myśleć po

która może generować cierpienie lub dumę. A l e wierzę,

norwesku, uważnie słuchając, by wychwycić podteksty

że różnica może być także p u n k t e m dojścia, trudną zdo¬

w słowach i zachowaniach ludzi dookoła m n i e . M o j a

byczą. Kiedy jesteśmy młodzi, czujemy się jak czarny

kondycja egzystencjalna uczyniła m n i e „innym", a ta

p u n k t w świecie, do którego nie należymy. Kiedy się sta¬

pozycja nie jest nigdy n e u t r a l n a . D l a niektórych Nor¬

rzejemy, okazuje się, że to właśnie przynależność jest czę¬

wegów stanowiła element negatywny, dla i n n y c h sama

sto t y m , co pozwala n a m żyć wewnątrz świata. Nauczy¬

w sobie była wartością. W t e d y t a m t a decyzja, nie zo¬
stała podjęta w pełni świadomie, ale teraz się jej nie

liśmy się, ile jest warta różnica, która wzbudza szacunek.

wstydzę: zostawić W ł o c h y , znaczyło odciąć swoje naj¬
głębsze korzenie, włoskie i szlacheckie, te które miały

Własna ziemia

i mogły m n i e chronić.
M o j e niebywale silne pragnienie, by wyrwać się
z włoskiego b a c k g r o u n d u nie przerodziło się w pragnie¬

K i e d y byłem dorastającym chłopcem, mieszkają¬

nie zostania N o r w e g i e m . Zdawałem sobie sprawę, że

c y m daleko na południu W ł o c h , wystarczyło, b y m po¬

„kulturowe korzenie" są synonimem ograniczenia, wy¬

j e c h a ł k i l k a kilometrów na północ, żebym czuł się cu¬

znaczonego horyzontu. Chciałem zerwać więzi, które

dzoziemcem, żebym czuł się „inny". W G a l l i p o l i , gdzie

ograniczały moją mentalną wolność, i zbliżyć się do

dorastałem, jako syn szlacheckiej rodziny, całkowicie

„inności" mrocznej i bez słów, znajdującej się wewnątrz

ignorowałem wszelkie przejawy k u l t u r y „popularnej".

mnie, w porównaniu z którą otaczająca m n i e k u l t u r a

W i e l e lat później, ze zdziwieniem, dowiedziałem się

okazywała się pełna przeszkód. N i e chciałem zostać za¬

z książek Ernesto D e M a r t i n o , że żyłem w kulturze ta-

korzeniony w jakimś narodzie, kulturze czy klasie.

r a n t y z m u : trans, muzyka i tańce, skonstruowane jako

Walczyłem o coś bardzo k o n k r e t n e g o , o t o , b y m

terapeutyczna i p e r f o r m a t y w n a ceremonia, której ist¬

mógł zapuścić korzenie w niebie, w k r a j u wartości bez

n i e n i a nawet nie podejrzewałem.

granic, gdzie prawdy byłyby o w o c e m k o n f l i k t u , a zara¬

Przez trzy lata uczyłem się w szkole wojskowej. Ma¬

zem osobistą zdobyczą.

j ą c osiemnaście lat, zniechęcony dyscypliną, uciekłem

Słyszę w sobie jeszcze echo tego doznania oświece¬

najdalej, jak się dało. W N o r w e g i i , jako emigrant, mu¬

nia, j a k b y m odziedziczył całą ziemię, wszystkie jej kra¬

siałem stawić czoło życiowemu p r o b l e m o w i w t o p i e n i a

je i wszystkie kultury, jej różnorodną przeszłość i nie¬

się w kontekst, w którym obyczaje, mentalność, rela¬

pewną przyszłość. Miałem osiemnaście lat. N i e wie¬

cje między płciami, hierarchia w pracy były dla m n i e

działem jeszcze, że otrzymanie spadku oznacza podda¬

p r a w d z i w y m i t r a u m a m i k u l t u r o w y m i . Musiałem prze-

nie go metamorfozie i że spadkobierca zawsze jest nie¬

formułować moje zachowania aż do samych korzeni.

wiernym.

Zmieniła się nawet m o j a świadomość historyczna.

W i e k pozwolił m i zrozumieć, że jeśli teatr jest od¬

U c z y l i m n i e , że w 1936 r o k u W ł o c h y zajęły Etiopię,

k r y c i e m , to bazuje o n o na zmartwychwstaniu przeszło¬

żeby zanieść cywilizację barbarzyńcom. Ileż razy m a t k a

ści, dokonującym się dzięki niepowtarzalnej, osobistej

powtarzała m i : kiedy przychodziłeś na świat, twój oj¬

barwie każdego z nas. A l e ta przeszłość nie była nazna¬

ciec był odważnym dowódcą na tej w o j n i e . A teraz,

czona przez jedną kulturę i jeden naród. Była symulta¬

N o r w e g o w i e i i c h książki, mówili m i o w o j n i e zagłady.

niczną współ obecnością wszystkich przeszłości.

Szok k u l t u r o w y uderzył w moją własną osobistą tożsa¬

To nie skrzyżowanie k u l t u r m n i e zafascynowało.

mość. I było wiele i n n y c h szoków.

N i g d y świadomie nie pragnąłem znaleźć się na t a k i m

Porzuciłem moje burżuazyjne środowisko i ciepłe,

skrzyżowaniu. Chciałem być „podróżnikiem Prędkości".

katolickie, południowe W ł o c h y , bo nie umiałem utoż134

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Są ludzie, którzy żyją w jakimś narodzie czy w jakiejś

i organizacji pracy. A l b o ze względu na potrzebę odda­

kulturze. Są też tacy, dla których t e r y t o r i u m , na któ¬

lenia się o d swojej własnej pierwotnej perspektywy,

r y m żyją, wyznacza i c h własne ciało. Są jednak podróż¬

potrzebę ucieczki o d własnej ziemi, własnych korzeni,

nicy, przemierzający Kraj Prędkości, przestrzeń i czas,

żeby stworzyć n o w y Heimat,

niemające n i c wspólnego z krajobrazem i p o r a m i r o k u

Mały świat: mikrokosmos i mikrospołeczność.

w

miejscu, przez które przejeżdżają.

wszystko w książce Teatr. Samotność,

Opisałem

rzemiosło,

to

W

d o m sztuki, i n n y świat.

t y m o s t a t n i m w y p a d k u naleganie na wymiar

w i e l o k u l t u r o w y wytwarza więcej zamieszania niż jasno­

bunt.

Można trwać w j e d n y m miejscu przez miesiące, na¬

ści. Tak naprawdę nie jest k o m p e t e n t n e . Koncentruje

wet lata i dalej być „podróżnikiem Prędkości", który

uwagę na zewnętrznej powłoce, nie na substancji.

przemierza tysiące lat i kilometrów razem z myślami

M o j a zawodowa biografia odpowiada d r u g i e m u

i reakcjami mężczyzn i kobiet, o d d a l o n y c h o d niego ze

przypadkowi. W ł a ś n i e dlatego, zastanawiając się n a d

względu na kolor i c h skóry czy historię. W Canoe z pa­

m o i m doświadczeniem wewnątrz mojego teatralnego

pieru. Traktacie o antropologii teatralnej miałem świado¬

Heimat,

mość,

dzykulturowości za przeszkodę, nie za pomoc, chociaż

że preekspresywna

analiza

nieeuropejskich

t e c h n i k p e r f o r m a t y w n y c h może łatwo przerodzić się
w

interpretację

„międzykulturową":

uznałem kategorie wielokulturowości i mię-

teatr mój nosi wielokulturową szatę.

mechaniczną

i dualistyczną, powielającą schemat W s c h ó d - Zachód

Podróże w stronę różnicy

ze wszystkimi jego bieżącymi odniesieniami politycz¬
nymi. W

tej książce stawałem po stronie „kultury

przejściowej". Wierzę, że europejscy Reformatorzy -

Zawsze można stosować perspektywę w i e l o k u l t u -

b u n t o w n i c y i heretycy, jak Stanisławski, M e y e r h o l d ,

rową, aby obserwować zjawiska teatralne, ale do uży¬

Craig, Copeau, A r t a u d i Brecht - b y l i twórcami t e a t r u

wania tej perspektywy trzeba się najpierw przyznać.

przejściowego. I c h życie i i c h dzieła zniszczyły wcze¬

N i c nie zabrania powiedzenia, że O d i n Teatret jest

śniejszy sposób oglądania i robienia spektakli, ustaliły

w i e l o k u l t u r o w y . Został stworzony w N o r w e g i i przez sa­

n o w y rodzaj relacji z widzem, pobudziły nową świado¬

mozwańczych aktorów, których reżyser włoskiego p o ­

mość i c h sztuki jako środka politycznego, etycznego

chodzenia przeżył swoją zawodową inicjację w Polsce.

i duchowego. Zaszczepiły wartość i znaczenie p o d nie-

Dzisiaj nasz teatr w H o l s t e b r o jest karawansera-

przenikalną skorupę naszego zawodu.

jem, który gości osoby i grupy z całego świata: Skandy-

To nastawienie m a swoje korzenie w stanie przej¬

nawów, W ł o c h ó w , Francuzów, Anglików, Hiszpanów,

ściowym, w odrzucaniu ducha czasu. N i e może zostać

Niemców, obywateli A m e r y k i Południowej i Północ¬

pasywnie przekazane następnemu p o k o l e n i u . Trzeba

nej, przybyszów z Japonii czy Sri L a n k i . Podróżujemy

wybrać bycie i c h spadkobiercami i zdobyć i c h dziedzic¬

i mieszkamy przez długie okresy w rozmaitych krajach.

two w s a m o t n y m wysiłku, który je przekształci i uczy¬

Nawiązaliśmy współpracę z a k t o r a m i i badaczami róż¬

n i naszym własnym.

n y c h narodowości. A l e wszystkich t y c h osób, kultur,

Powoli, odpowiadając I a n o w i W a t s o n o w i , zaczyna¬

tradycji, wszystkich t y c h obrazów, które widzieliśmy,

łem dostrzegać nie tylko mój wybór różnicy, lecz także

n a p o t k a n y c h przez nas spektakli i h i s t o r i i nie szukali¬

coś innego. Jak męczące jest to ciągłe odróżnianie się.

śmy po to, by się wzbogacić, ale ze względu na coś in¬

N o m a d z i z korzeniami, ale z korzeniami w niebie.

nego: aby pomogły n a m uciec. O d czego? O d naszej

Bohaterzy W i e l k i e j Reformy scen X X w i e k u , zmar¬

własnej kultury, o d tradycji teatralnych, w których się

l i , którzy na zawsze pozostają młodzi, roztrzaskali od¬

urodziliśmy. O d małych tradycji i pewności, które sa¬

wieczny m o d e l t e a t r u istniejący w Europie, stwarzając

m i ustaliliśmy.

miejsce dla pełnego nisz ekosystemu teatralnego, peł¬

Jeżeli patrzymy z bliska na naszą pracę i małe na¬

nego „małych nomadycznych t r a d y c j i " . Te „małe n o -

w y k i , na wartości, którym czujemy się zobowiązani do¬

madyczne tradycje", o u l o t n y c h t e c h n i k a c h , lecz po¬

trzymać wierności, na zmarłych żyjących w naszej pa¬

siadające silne i n d y w i d u a l n e motywacje, żyły krótko.

mięci, możemy odkryć niemożliwy do zdefiniowania

C h o ć podróżowały i ewoluowały, i c h wyjątkowe war¬

związek, pewną mentalność, dotyczącą jedynie pracy,

tości były zawłaszczane przez i n n y c h artystów, nieza¬

sprawiającą, że jesteśmy jakąś mikrokulturą, małym,

leżnie o d miejsca i początkowego k o n t e k s t u . Zdoby¬

odrębnym światem. Zawdzięczamy to wszystko powol¬

wane i zawłaszczane dziedzictwo zakłada oderwanie

n e m u zdobywaniu, a nie mieszaniu się i integracji kul¬

się o d własnych początków.

tur oraz tradycji.

N i e jest sam w sobie odkrywczy fakt, że osoby wy¬

„Mieć korzenie w niebie" wydaje się tylko pięknym

wodzące się z różnych tradycji jednoczą się. Interesu¬

porównaniem, pożytecznym z p u n k t u widzenia retory¬

jące jest natomiast pytanie, dlaczego tak się dzieje. Wy¬

k i . A l e kryje się za n i m rzeczywistość niespokojnego

daje m i się, że mogą istnieć d w a powody, całkowicie

życia, wybór ciągłej zmiany, który nie jest celem sam

przeciwstawne: albo dzieje się tak dlatego, że i c h róż¬

dla siebie, lecz próbuje zaprzeczyć naszej t e n d e n c j i do

ne k u l t u r o w e tożsamości jakoś się uzupełniają, w for¬
mie

zakorzenienia się. Kryje się za n i m niełatwy wybór nie¬

różnorodnych specjalizacji, w rodzaju podziału

stabilności. B y ć może wszystkie nasze najważniejsze
135

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

relacje, spotkania czy decyzje mogłyby zostać raz jesz­

t k a n i a między teatralną kulturą europejską i azjatycką.

cze opowiedziane w świetle tego ducha przygody bez

N i e istniała świadomość ważnej r o l i spektakli z i n n y c h

c h w i l i spoczynku.

kontynentów. T y m , co w t e d y budziło w Europie zain­

K i e d y patrzy się na własną przeszłość, często pró­

teresowanie, były przedstawienia Berliner Ensemble

buje się zapomnieć o niezliczonych zygzakach przy¬

B e r t o l t a Brechta, m i m M a r c e l M a r c e a u , który potrafił

p a d k u , o długich objazdach bez k i e r u n k u , do których

oczarować wielką publiczność nie używając tekstów,

zmuszają nas okoliczności. To nie są „poszukiwania"

posługując się jednie fizycznymi środkami wyrazu, oraz

czegoś, tylko objawy n i e p o k o j u , pragnienia przygody,

teksty

wrażenia, że gdzieś t a m czeka na nas szczęście. W i e l e

i Mrożka.

awangardy:

Ionesco,

Becketta,

Adamova

m o i c h nagłych i szalonych decyzji było o w o c a m i przy¬

A l e w książkach o d n o t o w a n o coś więcej. N a przy¬

p a d k u : spotkanie z kobietą, antypatia l u b sympatia

kład zainteresowanie M e y e r h o l d a , Eisensteina, D u l l i ¬

wobec jakiegoś mężczyzny. Teraz już w i e m - nie cho­

na, A r t a u d a , Claudela czy Brechta klasycznymi for¬

dziło o nauczenie się miłości, czy o ryzyko. Czerwony

m a m i t e a t r u azjatyckiego. To była wskazówka. N a w e t

szlak prowadził m n i e do mojego statusu emigranta,

o n i nie przeżyli doświadczenia t e a t r u azjatyckiego

wiecznego cudzoziemca. Przez t e n l a b i r y n t spotkań,

w praktyce. Z wyjątkiem Claudela, który mieszkał

k o n f r o n t a c j i i aspiracji popychała m n i e potrzeba obro¬

w C h i n a c h i w Japonii, żaden z w y m i e n i o n y c h przeze

n y mojej godności i nieprzynależności. Patrząc wstecz,

m n i e artystów nie widział aktorów azjatyckich w i c h

widzę jasno: doprowadziło m n i e to do odkrycia t e a t r u

własnych

jako wyspy niezależności. N i e do pojęcia. N i e zawsze

w kontekście europejskiego t e a t r u i europejskiej pu¬

do usprawiedliwienia. Zasadniczej.

bliczności. Jednak wizja A z j i była f u n d a m e n t a l n a dla

teatrach,

lecz jedynie podczas

tournée,

n i c h wszystkich.

Także teatr azjatycki miał dla m n i e przede wszyst¬
k i m przemożną siłę mirażu, który trzeba ścigać, ścież¬

Jako samouk miałem obsesję na p u n k c i e profesjo¬

k i , prowadzącej poza moje granice. N a początku był to

n a l i z m u . M i m o b r a k u doświadczenia, musiałem na¬

sposób przeskoczenia h o r y z o n t u k u l t u r y włoskiej. Za¬

uczać tych, którzy chcieli zostać m o i m i a k t o r a m i . Za¬

nurzyłem się w książkach o hinduizmie i buddyzmie.

cząłem o d ćwiczeń, które widziałem w teatrze G r o t o w ­

Zostałem marynarzem, aby zobaczyć miejsca, gdzie żył

skiego, kiedy byłem w O p o l u . C i spośród m o i c h kan¬

Ramakrishna. M o j a „Azja" to było k i l k a nazw miejsc,

dydatów na aktorów, którzy uczęszczali na kursy dla

zamieszkanych przez filozofów i eremitów. To był re¬

mimów albo balet, zostali „instruktorami" dla swoich

gion K r a j u Prędkości.

kolegów. A l e nie b y l i mistrzami. Okazali się początku¬

K i e d y zacząłem pracować w teatrze, ta wyśniona

jącymi. Nasza k u l t u r a teatralna była więc nie tyle mie¬

A z j a stała się dla m n i e najważniejszym przewodni¬

szana, czy synkretyczna, ile raczej przypominała misz-

k i e m . Przykładem na wpół o d k r y t y m , na wpół wymy¬

masz. Jak wydobyć porządną wiedzę z miszmaszu?

ślonym: ideą dynamiczną, która pomogła m i uwolnić
się z więzów samouctwa.

Szukałem książek, w których mógłbym

znaleźć

k o n k r e t n e przykłady i rady. Stanisławski,

Dullin

Pierwsze lata bycia samoukami, konieczność cią¬

i W a c h t a n g o w okazali się niezwykle pożyteczni. Stu¬

głego usprawiedliwiania w y b o r u pracy teatralnej oraz

diowaliśmy dokumentację pracy pedagogicznej i spek¬

poszukiwania źródeł, by ją ugruntować w środowisku,

t a k l i europejskich Reformatorów,

które było wobec nas obojętne, to m o i m zdaniem

ćwiczenia, mające zrekonstruować postawę aktorów.

c z y n n i k i determinujące historię O d i n Teatret. Wła¬

A p o t e m zrobiliśmy k o l e j n y k r o k , użyliśmy także zdjęć

śnie trudności i konieczność uciekania, bardziej niż

z t e a t r u k a b u k i i opery pekińskiej. Ożywiając nieru¬

żeby

opracować

idee i teorie, doprowadziły nas do nieoczekiwanych

chome obrazy, aktorzy razem ze m n ą tworzyli struktu¬

rozwiązań.

rę dynamiczną, kolejne „ćwiczenie", które dołączali¬

J e d n ą z t y c h konieczności - zasadniczą dla tech¬

śmy do naszego t r e n i n g u . N i e sądziliśmy oczywiście, że

nicznej i emocjonalnej tożsamości O d i n a - była emi¬

te ćwiczenia, nazywane przez nas chińskimi czy japoń¬

gracja z N o r w e g i i do D a n i i . N a s i norwescy aktorzy

skimi, mają naprawdę c o k o l w i e k wspólnego ze sposo¬

m i e l i trudności z p o r o z u m i e n i e m się z duńskimi widza¬

b e m , w j a k i grają chińscy czy japońscy aktorzy, ale to

m i w naszej nowej siedzibie w H o l s t e b r o . Stało się to

postępowanie nas stymulowało i niosło konsekwencje.

dla nas kwestią przetrwania. Musieliśmy zacząć two¬

A te konsekwencje były nasze. To samo działo się, gdy

rzyć spektakle, których dramaturgia nie byłaby oparta

zajmowaliśmy się głosami różnych śpiewaków, o d wło¬

wyłącznie na i n t e r p r e t a c j i tekstu i r o z u m i e n i u słów,

skiej opery po A r m s t r o n g a , o d chorałów gregoriań¬

lecz na bliskości i intymności, na akcjach l u b „atrak¬

skich po Y m a Sumac, o d improwizacji o p a r t y c h na

cjach" - j a k nazwałby je Eisenstein - mogących pobu¬

h i n d u s k i c h raga po myśliwskie pieśni Pigmejów, o d jo-

dzić percepcję widza na poziomie zmysłowym, wokal¬

r u r i (pieśń b u n r a k u ) po deklamację sycylijskich zmy¬

n y m i dynamicznym.

śleń. Powtarzaliśmy i c h intonacje, pomyłki i modula¬
cje głosów, podejmując wysiłek o d k r y w a n i a i ożywie¬

N i k t nie posługiwał się t e r m i n e m „wielokulturow o ś ć " p o d koniec lat 50., kiedy zacząłem interesować

nia na n o w o możliwości i k o l o r y t u ludzkiego głosu,

się teatrem. N i k t nie zajmował się zagadnieniem spo-

posiadanego o d urodzenia. Głosu, który tracimy, po-

136

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

nieważ wybieramy tylko dźwięki potrzebne do używa¬

Przełamali delikatne i cenne schematy, które wypra¬

nia języka, w którym dorastamy.

cowaliśmy sobie w O d i n i e . Nieraz w y p y c h a l i nas z na¬

N a szczęście nie byliśmy zbyt u z d o l n i o n y m i naśla¬

szego porządku.

d o w c a m i . Dzięki t e m u odkryliśmy nasze głosy.

Zdaję sobie sprawę, że obserwowane z zewnątrz, lo¬

Przez te pierwsze lata teatry azjatyckie jawiły m i się

sy O d i n Teatret mogą wydać się naznaczone dążeniem

niczym swego rodzaju teatralna A r k a d i a , i c h bohater¬

do zjednoczenia różnych k u l t u r teatralnych, do i c h

k i były silne, a w o j o w n i c y pełni łaski, sceny wypełnia¬

k o n f r o n t a c j i i odkrycia i c h komplementarności. A l e

ły fantastyczne ryczące zwierzęta, zacumowane łodzie,

gdy w s p o m i n a m moje młodzieńcze sny o teatrze azja¬

morza z błękitnej emalii, ciche szczyty gór... A wszyst¬

t y c k i m , kiedy myślę o m o i c h relacjach z Sanjuktą, czy

ko to ucieleśnione dzięki sztuce jednego aktora. M o ¬

z i n n y m i mistrzami, wydaje m i się, że co innego było

del, który chcieli stworzyć samoucy z O d i n Teatret, to

najważniejsze. Magiczny świat t e a t r u azjatyckiego był

zawodowa doskonałość. N i e szukaliśmy „autentyczno¬

dla m n i e liną, której się trzymałem i mogłem dzięki te¬

ści" mitycznego O r i e n t u z jego filozofią, skodyfikowa-

m u wychylić się poza oczywistość - nie tylko świata te¬

ną techniką i sugestywnymi obyczajami. D l a nas teatr

atralnego, do którego nie chciałem należeć, ale także

był pracą wobec polis, możliwością zajęcia pozycji i po¬

poza oczywistość naszych

dążania drogą odrzucenia. Z tej perspektywy teatry

wymyśliliśmy i czego nie mogliśmy porzucić, bo byli¬

zasad, tego wszystkiego, co

azjatyckie z pewnością nie były dla nas bardzo istotny¬

śmy zbyt b i e d n i , a może za bardzo przestraszeni. N a

m i modelami.

początku byliśmy „inni", ponieważ byliśmy młodzi i te¬

Tylko w 1973, dziesięć lat po konsolidacji O d i n Te-

atralnie niedoświadczeni, bo przyszliśmy na świat poza

atret, doświadczyliśmy t e a t r u japońskiego, dotykając

w i e l k i m i z a c h o d n i m i t r a d y c j a m i . Potem staliśmy się

nie tylko różnych stylów i spektakli, ale tego wszyst¬

„inni" z w y b o r u i z powołania.

kiego, co się za n i m i kryje. Oglądaliśmy pracę t a k i c h

I właśnie dlatego, dla m n i e , teatr nie może ograni¬

artystów j a k Sawamura Sojuro, Hisao i H i d e o Kanze.

czać się do spektaklu. M u s i przez cały czas szukać no¬

Dzięki p o m o c y Franka H o f f a zorganizowaliśmy w H o l -

w y c h sposobów karmienia własnej rewolucji. Bardzo

stebro seminarium, które w t a m t y c h czasach wydawa¬

szczególnego typu rewolucji, którą hamują nie tylko

ło się niemożliwe. Udało się n a m zebrać p o d t y m sa¬

idee, przekonania czy przyzwyczajenia i n n y c h ludzi, ale

m y m d a c h e m teatry k a b u k i , n o i aktorów ze współcze¬

także nasze własne bogactwa, przeświadczenia, drobne

snego t e a t r u S h u j i Terayama.

wygody, r u t y n a i wiedza, zamykające nas w więzieniu.
Już o d pierwszych d n i mojej działalności reżysera i pe¬

D w a lata później O d i n Teatret zorganizował semi¬
n a r i u m poświęcone t e a t r o w i tańca z Jawy i Bali. Dzię¬

dagoga byłem owładnięty dwiema myślami, na których

k i t e m u spotkałem I M a d e Pasek Tempo, mistrza z Ba¬

punkcie zresztą dalej m a m obsesję. Pytanie pierwsze

l i , który w 1980 r o k u znalazł się wśród założycieli I S T A

brzmi: dlaczego Stanisławski i M e y e r h o l d wymyślili

i współpracował ze m n ą aż do swojej śmierci w 1991

swoje „ćwiczenia" dla aktorów? Doświadczenie podpo¬

r o k u . Oprócz tego w 1977, podczas seminarium O d i n a

wiada m i , że aktor bezbłędnie wykonujący ćwiczenia,

poświęconego tańcowi i teatrowi h i n d u s k i e m u , spo¬

nie jest często w stanie zachować tej samej jakości na

tkałem młodą tancerkę Odissi Sanjuktę Panigrahi i jej

próbach czy w czasie przedstawienia. N i e m a żadnej

męża Ragunatha. To było jak spotkanie siostry: inteli¬

łączności między efektami t r e n i n g u a osiągnięciami

gentnej, pięknej, silnej, wrażliwej, odważnej i h o j n e j .

twórczymi. Po co w t a k i m razie ćwiczenia?

Głęboko ją pokochałem. Przypominają m i się liczne

Także drugie pytanie pojawiło się szybko, kiedy

pytania, które zadawaliśmy sobie nawzajem, nasze dłu¬

w I n d i a c h po raz pierwszy obejrzałem spektakl K a t h a -

gie rozmowy, noc, kiedy wszyscy i n n i poszli spać, jej do¬

kali. To było w 1963 r o k u . Mówiłem o t y m wiele razy:

kładne, ale sugestywne prezentacje i bardzo osobiste

nic nie wiedziałem o tego rodzaju teatrze, ponieważ nie

wyjaśnienia. Sanjukta była nie tylko jedną z założycie¬

było w t e d y a n i książek, a n i i n f o r m a c j i o K a t h a k a l i . N i e

lek I S T A , była jego bezdyskusyjną królową.

rozumiałem języka i nie był dla m n i e jasny k o d działań

Zbieranie funduszy na sesję I S T A wymaga ogrom¬

aktorów - tancerzy. Wiedziałem jedynie co nieco o hi¬

nego wysiłku, pisania i przepisywania nieskończonej

storiach, które prezentowano, i byłem zmieszany i c h

ilości podań, robienia i odrabiania kosztorysów, zaci¬

hałaśliwym i l u d o w y m kontekstem. A jednak w pew¬

skania zębów i niepoddawania się. Zmęczenie i mękę

n y c h m o m e n t a c h , a k t o r o w i udawało się przykuć moją

zawsze osładzała myśl, że oto raz jeszcze spotkam K a t -

uwagę, pobudzić moje zmysły, wciągnąć m n i e w swoje

suko A z u m ę ,

Ragunatha.

działania, jedno po d r u g i m . Jak m u się to udawało? Jak

I przede wszystkim Sanjuktę. N i g d y nie zaakceptuję

to się mogło zdarzyć? Jakie były aktywne składniki na¬

K a n i c h i Hanayagiego,

niesprawiedliwości jej przedwczesnej śmierci.

szej interakcji? Czy była to tylko kwestia t a l e n t u , łaski,
indywidualnego temperamentu? A może to miało coś

Indie, Japonia, B a l i - i c h k u l t u r a i tradycja to od¬

wspólnego z techniką? A jeżeli tak, to w j a k i sposób?

ległe krainy. A l e ludzie, którzy przez lata stali się kole¬
gami z pracy, są częścią mojego k r a j u . Przyniosły i c h

Te pytania, te dwie zagadki nie do rozwikłania, sta¬

do niego umiejętności, lecz także wymagania. Sprawi¬

ły się obsesjami i jeszcze teraz m n i e prześladują. Wy¬

l i , że we m n i e samym narodziła się n o w a ciekawość.

znaczyły d w a najważniejsze obszary m o i c h zawodo-

137

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

w y c h poszukiwań: obszar doskonalenia rzemiosła oraz

łem jego całkowicie przypadkowe początki, w okolicz¬

a n t r o p o l o g i i teatralnej (preekspresywne f u n d a m e n t y

nościach, kiedy O d i n nie mógł pokazać swoich doko¬

wydajności i siły aktora i tancerza). W dużej mierze

n a ń i nie był w stanie zaprezentować się poprzez dzia¬

wyznaczyły zatem także moje praktyczne wybory i ko¬

łanie artystyczne mieszkańcom małej włoskiej wioski,

lejne przemiany. Dzięki n i m powstała I S T A . Dzięki

w której mieszkaliśmy przez k i l k a miesięcy. N i e mogli¬

n i m wybrałem ludzi, którzy m n i e otaczają. Te poszuki¬

śmy powiedzieć: wystawimy spektakl. Powiedzieliśmy:

w a n i a określiły w a r u n k i mojej pracy.

spotkamy się. M y coś przyniesiemy, a wy, oczywiście,
zrobicie to samo. Tak odkryliśmy drogę „barteru" te¬
atralnego.

Ziemia niczyja

Potem i n n i podchwycili ten pomysł i używali go na
różne sposoby, zgodnie ze swoimi potrzebami, konteksta¬

D l a m n i e i dla m o i c h towarzyszy z O d i n a , stworze¬

m i i celami. Był stosowany przez grupy teatralne i ta¬

nie naszego t e a t r u nie różniło się o d stworzenia spek¬

neczne, przez psychologów i badaczy, przez duńską an-

t a k l u . Nasz pierwszy akt twórczy nie wyrósł z porząd¬

tropolożkę M e t t e B o v i n w jej pracach dotyczących Afry¬

k u i metody, z tego, co znamy, z jakiegoś wyobrażenia,

k i . Tak dzieje się zawsze, a przynajmniej p o w i n n o się

które by nas przekonywało albo upewniało, ale z pier¬

dziać z t y m i pomysłami czy działaniami, których wartość

w o t n e j , wciąż odnawianej nieregularności, połączonej

wykracza poza projekt osoby, która je wymyśliła.

z u p o r e m . G d y przyglądam się naszej przeszłości, wy¬

O d i n Teatret nie jest właścicielem idei b a r t e r u , na¬

daje m i się, że w t e n sposób stworzyliśmy także naszą

w e t jeśli barter jest czymś, co wywodzi się z naszej hi¬

artystyczną biografię: odrywając się o d porządku, tak¬

storii i naszej wizji świata. A l e nie czujemy się zuboże¬

że o d naszego porządku.

n i a n i pominięci, jeśli z tej m e t o d y korzysta jakaś gru¬
pa w I n d i a c h czy B o l i w i i .

K i e d y byliśmy jeszcze bardzo młodą grupą teatral¬

D l a nas barter nie jest spontanicznym b r a t a n i e m

ną i spędzaliśmy wiele czasu zamknięci w naszej siedzi¬
bie, pogrążeni w samotniczej pracy, zdarzało się, że py¬

się. W y m a g a w i e l u d n i , w niektórych w y p a d k a c h na¬

tano: j a k to możliwe, że żyjecie tak bardzo zamknięci

w e t t y g o d n i przygotowań. N i e jest wcale spotkaniem

w sobie, a za każdym razem, kiedy się pojawiacie, pre¬

ekspansywnym, rezultatem i m p e t u wzajemnej sympa¬
t i i . O p i e r a się na dobrze opracowanej polityce relacji,

zentujecie całkiem inną twarz?
Jest jedno zdjęcie O d i n Teatret, które wyjątkowo

i n t e r a k c j i i m a ściśle wyznaczone cele. K o n t a k t y , na¬

k o c h a m . Przedstawia głównie pejzaż - o t w a r t y i pusty.

wiązane przez nas z różnymi osobami czy stowarzysze¬

W rogu znajduje się mała grupka ludzi. Patrzą na ko¬

n i a m i , które z n a m i współpracują, są u k r y t y m moto¬

goś, stojąc w n i e m a l doskonałym kręgu, skupieni na

r e m danego wydarzenia oraz następnych wydarzeń. Są

odbywającym się w jego środku prawie n i e w i d o c z n y m

partyturą, p u n k t e m dojścia, u k r y t y m celem. K o n t a k t y

spektaklu. Bardziej niż d o k u m e n t , jest to dla m n i e ide¬

zawsze rodzą się z w y m i e r n y c h i nie tylko naszych „in¬

ogram, stworzony przez młodego Duńczyka Petera By-

teresów": lokalne k o n t a k t y muszą jasno zakładać kon¬

steda, który dziś jest bardzo znanym grafikiem. Przed¬

kretne korzyści wynikające z wymiany.

stawia t r u d n e okoliczności towarzyszące b a r t e r o w i

Te sytuacje mogą zatem na n o w o ożywić istniejące

w peruwiańskiej wiosce w A n d a c h . W wiosce brako¬

relacje oraz ustalić nowe, stworzyć nieprzewidywaną

wało koniecznej przestrzeni, dlatego wybraliśmy pole

wcześniej dynamikę, wydobyć na jaw możliwości, po¬

daleko o d zabudowań. M o m e n t spotkania i w y m i a n y

m ó c l o k a l n y m wspólnotom zjednoczyć się dzięki spo¬

stał się chwilą zawieszenia b r o n i , przerwą w czasie,

t k a n i u z przybyszami z zewnątrz. Może się też okazać,

a przestrzeń przekształciła się w ziemię niczyją. To wła¬

że ci przybysze, poprzez wydajność swojej zabawy,

śnie widać na zdjęciu: f o r m a kręgu sprawia, że t u b y l c y

w jednej c h w i l i pozbawiają swoich gości przesądów.

i przybysze są nie do odróżnienia. Wszyscy jesteśmy za¬

Sprawia n a m wielką przyjemność tworzenie mo¬

razem a k t o r a m i i n i e a k t o r a m i , uczestnikami i obser¬

m e n t u poza czasem, innego m o m e n t u . I jeszcze to oso¬

w a t o r a m i . Obraz daje poczucie zjednoczenia i integra¬

biste zaangażowanie organizatorów, c h ę ć poruszenia

cji, ale także samotności c e r e m o n i i zagubionej w nie¬

czegoś na i c h własnym t e r y t o r i u m . W y n i k a to z naszej

skończoności przyrody. Samotna postać w kręgu przy¬

potrzeby dawania życia n o w y m rozwiązaniom i rela¬

w o d z i m i na myśl m n i e samego w p o d o b n y c h sytu¬

c j o m , żeby nie popadać w stagnację. Cieszy nas to

acjach: jestem w środku, a jednak na zewnątrz.

w p o d o b n y sposób, jak te tygodnie, podczas których

To zdjęcie wzrusza m n i e nie tylko dlatego, lecz

odbywają się sesje I S T A - źródłem radości jest kosz¬

również z i n n y c h , n i e r a c j o n a l n y c h powodów, których

t o w n a u t o p i j n a zabawa, bankiet, w którym jako goście

nie da się wyrazić słowami. Mówi o smoku, który pil¬

uczestniczą mistrzowie starożytnych tradycji razem

nuje złota we m n i e . Prawie to samo dzieje się w t y m

z najmłodszymi i najmniej z n a n y m i spośród grup Trze¬

splocie p r a k t y k , strategii, wygód i przesądów, które na¬

ciego Teatru, n a u k o w c y pełni ciekawości i starzy przy¬

zywamy barterem.

jaciele, których k o c h a m .

Barter nie powstał dzięki i d e i albo poszukiwaniu

Sesja I S T A jest teatralną wioską, istniejącą przez

oryginalności przeze m n i e czy m o i c h kolegów. Opisa-

czternaście d n i , przez połowę tego czasu w rygory-

138

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

m i się to przede

Mógłbym podzielić książki na dwie kategorie: te,

wszystkim dlatego, że stwarza przestrzeń paradoksal¬

stycznym odosobnieniu. Podoba

które zawierają przede wszystkim i n f o r m a c j e sche­

nego spotkania.

matyczne, napisane w m a r n y m stylu, ale uderzające

Jest jednak coś jeszcze, coś delikatniejszego i nie-

m o c n o . Przykładem może być wiele spośród dzieł

przekładalnego na słowa. Mógłbym spróbować opisać

M e y e r h o l d a , które wywarły na m n i e duże wrażenie.

to tak: zapraszasz gości, którzy cię interesują, którzy

D o drugiej grupy zaliczyłbym książki zbudowane we¬

mają posłużyć c i za przewodników w różnych sytu¬

dług w y r a f i n o w a n e j i świadomej d r a m a t u r g i i scenicz¬

acjach. O n i muszą znaleźć wielkie sumy potrzebne na

nej,

przeprowadzenie sesji I S T A l u b p o w i n n i poinformo¬

słów, „rzeczywistości rzeczywistości", s y m u l t a n i c z n o -

wać cię o detalach, które albo cię dotkną, albo uderzą.

ści i zmysłowości, charakterystycznej dla s p e k t a k l u .

Zbierasz wokół siebie jeszcze raz t w o i c h aktorów, wiel¬

O d n o s i się to także do niektórych dzieł o h i s t o r i i te­

pozwalające

doświadczyć,

za

pośrednictwem

k i c h mistrzów, ludzi, dla których O d i n jest p u n k t e m

a t r u . N a przykład Il trucco e l'anima A n g e l o R i p e l l i -

odniesienia, i tych, którzy uwielbiają oglądać nasz te¬

no:

atr przy pracy. Lecz są też tacy, których musisz chociaż

w przestrzeni" i o t w i e r a d r z w i doświadczenia. Więzi,

na chwilę skłonić, by cię akceptowali, c h o ć nie są do

które łączą m n i e z niektórymi z n a w c a m i t e a t r u , są

tego zbyt skłonni. W k o ń c u zbierasz, na n e u t r a l n y m

reakcją na środowisko akademickie czy dziennikar¬

jego zaklinająca

siła p o r y w a n i c z y m

„poezja

gruncie, na ziemi niczyjej przyjaciół, sceptyków, prze¬

skie, które zatrzymuje się zawsze jedynie n a naskórku

ciwników, t y c h wszystkich, o d których jesteś uzależ¬

naszego zawodu i przez to zaciemnia obraz jego wła¬

n i o n y i tych, którzy oczekują, że znajdą t u coś dla sie¬

ściwej substancji: p o t , m e n s t r u a c y j n a krew, sperma

bie. Potem czekasz. Wcześniej czy później z jakiejś

k o n k r e t n y c h ludzi, w określonych

strony, z zewnątrz bądź z wewnątrz, o d t w o i c h akto¬

W i z j a akademicka m a skłonności do abstrakcji, redu¬

rów, o d przyjaciół, o d nieznajomego przechodnia, o d

kuje wszystko do nurtów, i d e i , wpływów, powodów

najmniej zaangażowanego młodzieńca, o d najbardziej

oraz jasnych i m i e r z a l n y c h efektów, zakrywając w t e n

wrogiego starca nadejdzie komentarz, gest, reakcja,

sposób podziemną, mglistą i materialną historię te¬

która będzie j a k sygnał. D z w o n e k , może niechciany,

atru.

okolicznościach.

który o z n a j m i nadejście c h w i l i , kiedy raz jeszcze po¬

Ja na początku nie odczuwałem potrzeby pisania.

rzucimy nasze małe przekonania, pewności, w któ¬

Zacząłem wcześnie, ale tylko dlatego, że chciałem za¬

rych, choćby na m o m e n t , szukamy zwykle wygody.

protestować przeciw niesprawiedliwości: ciszy, oskar¬
żeniom i dezinformacji dotyczącym pracy Grotowskie¬
go. Pisarstwo jest sposobem w a l k i z władcami informa¬

Hermafrodytyczna historia teatru

cji, t y m i , którzy komponują k r o n i k i swoich czasów
i dokumentują historię t e a t r u . Z upływem lat pisar¬
stwo stało się sposobem na to, by zostawić po sobie

W mojej pracy z a k t o r a m i reaguję, j a k w i e l u in¬

ślady, które przełamią uporządkowane schematy histo¬

n y c h reżyserów, na to, co „działa", co m i się wydaje

r i i . Traktuję to jako obowiązek: wydobywać zawikłane,

„żywe", „organiczne", co zawiera wibracje, które jawią

lecz dobrze określone i n t r y g i mrocznych sił, prowadzą¬

m i się jako ambiwalentne, hermafrodytyczne. Podwo¬

cych nas w naszym zawodzie.

jenia, jak sądzę, mogą rozszerzyć możliwe znaczenia

Czasem m a m wrażenie, że piszę dla mojego alter

sekwencji działań czy sceny. Szczególny proces pracy

ego, całkowicie różnego ode m n i e , które narodzi się za

łączący aktora i reżysera nie opiera się na teoriach, ale

sto lat i które poprzez teatr wścieknie się, by poruszyć

na w i e l u czynnikach, między i n n y m i na sugestiach re¬

nie tylko swój i n d y w i d u a l i z m , ale d o k o n a ć też procesu

żysera, na jego pragmatyzmie, i n w e n c j i , zdolności re¬

i n d y w i d u a c j i . Także to jest dla m n i e dziś teatrem:

agowania na bodźce materialne, na działania i błędy

możliwość r a t o w a n i a mojej tożsamości w kontekście

aktorów, na niezrozumienie, na przygodne zdarzenia,

społecznym, p o l i t y c z n y m i e k o n o m i c z n y m , to znaczy

na przypadek.

mojego i n d y w i d u a l i z m u , a równocześnie procesu oso¬

N a początku, większość mojej teatralnej wiedzy po¬

bistego dorastania, i n d y w i d u a c j i , dzięki wieloletniej

chodziła z książek. Miały dla m n i e ogromne znaczenie,

pracy z i n n y m i j e d n o s t k a m i .

ponieważ nauczyły m n i e przeczuwać, jak dbać o ambi-

Wydaje m i się, że ta transformacja doświadczenia

walencję. N i e opowiedziały m i o t y m : ale czytając je,

w świadomość i refleksję zaczęła się wraz z w i e l k i m i eu¬

zauważałem przebłyski czegoś, co należało do m n i e .

ropejskimi r e f o r m a t o r a m i teatru, aż do Grotowskiego.

Były wśród n i c h fascynujące biografie artystów, któ¬

To było coś więcej niż proste przekształcenie p r a k t y k i

re stały się moją gwiazdą polarną. A l e książki były też

w teorię. To był milczący przekaz czegoś zasadniczego.

użytecznymi narzędziami pracy, dzięki opisom tech¬

W i e l u bohaterów przemiany z początku X X w i e k u

nicznym, które raz przetrawione stawały się osobiste

nie było p r o f e s j o n a l i s t a m i . B y l i o u t s i d e r a m i l u b dyle­

i nadawały się do działania. L e k t u r a pozwalała m i

t a n t a m i , j a k A n t o i n e i Stanisławski. Niektórzy wy¬

wchłaniać tę wiedzę, możliwą do sformułowania na po¬

w o d z i l i się ze środowiska muzyków, j a k A p p i a czy Ja-

ziomie w e r b a l n y m i k o n c e p t u a l n y m , komplementarną

cques-Dalcroze. A l b o b y l i p o e t a m i , j a k M a l l a r m é ,

wobec wiedzy aktywnej, która żyje dzięki praktyce.
139

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paul Fort, S t r i n d b e r g . N i e b y l i ograniczeni przez nor¬

A l e stało się jeszcze coś ważniejszego: w pełnym

m y l u b przyzwyczajenia, przez reguły i sposoby życia,

różnic społeczeństwie teatr stał się przestrzenią para¬

przez m e n t a l n e schematy czy przez ustalone r u t y n y

doksalną.

teatralnego świata. Tworzyli swoje własne małe n o -

Paradoks to nie jest dziwaczna opinia. To koherent¬

madyczne tradycje: n o w e sposoby myślenia i postę¬

na myśl, u której podstaw leżą zasady i n n e niż te, n a

powania,

których bazują rozprzestrzenione opinie i przeważają¬

n i g d y wcześniej

niewymyślone

techniki

i cele. Sposoby myślenia niepodzielane przez więk¬

ce teorie. Paradoks, nawet wówczas, gdy nie można go

szość, ciągle ulegające z m i a n o m . Sposoby myślenia,

po prostu odrzucić, nie przeważa:

które n i e mogły zostać przekazane, więc trzeba było

jest też zdobywany.

nie zdobywa, ale nie

znaleźć kanały, aby mogły n a d a l zarażać. Także dlate¬

O t y m myślę, kiedy mówię o teatrze jako o prze¬

go w i e l c y reżyserowie z początku X X w i e k u „wymyśli¬

strzeni paradoksalnej, znajdującej się w samym sercu

l i " teatralne pisarstwo.

własnej epoki, ale do niej nienależącej. To przestrzeń
możliwe

„święta", w sensie „oddzielona", w c e n t r u m sporów

przekazanie tego milczącego i i n t y m n e g o k o d u , który

i ciśnień bez rozwiązania, m i k r o k u l t u r a indywiduali¬

pomaga rozszyfrować i zrekonstruować racje i m o d a l -

stów owładniętych

Artyści umierają bezdzietni. N i e jest

potrzebą

tworzenia k o h e r e n c j i

ności artystycznej wyjątkowości. A l e każdy z nas re¬

między własnym wewnętrznym w u l k a n e m ,

żyserów wszystko, co m u s i wiedzieć, w i e o d Stani¬

p r y w a t n y m i zachowaniem scenicznym. Ta potrzeba

życiem

sławskiego, M e y e r h o l d a , B r e c h t a czy A r t a u d a . Wie¬

wciąż popycha nas d o robienia i zaprzestawania. Jeste¬

my, n a ile, w b r e w naszej w o l i , ucieleśniamy i c h dzie¬

śmy pogrążeni w świadomej iluzji nieprzerwanego ćwi¬

d z i c t w o . N a ile nasze życie, k r u c h o ś ć , pasje i ślepe

czenia, będącego inicjacją przed t y m pustym rytuałem

obawy są u w a r u n k o w a n e podążaniem za l u b odrzuce¬

spektaklem - który oczekuje, b y zostać nasyconym

n i e m t y c h powiewów w i a t r u i chmur, które nazywa¬

przez nierówne motywacje każdego, k t o go w i d z i i k t o

m y i c h „ m e t o d a m i " . Stały się częścią nas, b o życiory¬

go w y k o n u j e . To przestrzeń, która istnieje tylko t a k

sy mistrzów są przykładami wewnętrznej spójności,

długo, j a k długo t l i się w nas potrzeba o p o r u .

o p o r u , ciągłego zaczynania o d n o w a . S ą ideałami d o

O p o r u wobec czego? N i e żyjemy w czasach dyktatury.

prześcignięcia.

O p i e r a ć się t o znaczy nie d a ć się uwieść głosowi

Czasem zdarza m i się o czymś mówić w kontekście
„dziedzictwa". A l e m a m w t e d y n a myśli

szepczącemu w głębi każdego z nas: o t o t w o j a ziemia.

przede

T u możesz się zatrzymać.

wszystkim f o r m y zarażania c h o r o b a m i i wątpliwościa¬
m i . Rozprzestrzenianie

-

Myślę o h i s t o r i i w i e l k i c h mistrzów t e a t r u i widzę

się wirusów. Jak utrzymać

świetlisty meteor, który w y b u c h a - wirujący sztuczny

przy życiu wirusa, który w f o r m i e legend, książek, wy¬

ogień. J e d n ą z oszałamiających m i s t y f i k a c j i h i s t o r i i

obrażeń i wyborów może być przekazywany człowie¬

t e a t r u jest zdolność d o p r e z e n t o w a n i a się, j a k o eks¬

k o w i przez człowieka albo p o k o l e n i u przez p o k o l e n i e .

pozycja jednej t r a d y c j i , podczas gdy w rzeczywistości

Ja sam nie zostałem zarażony przez żadne wirusy po¬

m a m y d o czynienia z systemem słonecznym, złożo¬

chodzące z odległej i niezrozumiałej przeszłości, któ¬

n y m z p l a n e t i satelitów o różnych c y k l a c h i obro¬

re odrywałyby m n i e o d spraw teraźniejszych. W zagu¬

t a c h , temperaturze, faunie, florze i metafizyce. Dla¬

b i e n i u w a r s t w a p o warstwie zapalenie opanowywało

tego t a k ważne jest wyodrębnienie się, w y b r a n i e , d o

mój mózg, w k o ń c u gorączka zawładnęła całym orga¬

jakiej t r a d y c j i się należy. Tradycja, stworzona przez

n i z m e m . Jest tak, że zmarli się w nas osadzają j a k nie¬

ciebie w pierwszej osobie, oczyszczona z n a l o t u po¬

widzialne m i k r o b y . Powodują halucynacje i sprawia¬

b o c z n y c h bodźców. M a ł a „tradycja-w-życiu",

ją, że wierzymy w możliwość i s t n i e n i a i n n e g o porząd¬

jest t y l k o t w o j a , zbudowana n a podstawie spotkań,

k u p o d przekonującą postacią „metody". M e t o d y

biografii, książek, wydarzeń, anegdot, d e t a l i , które

która

w ciągłym r u c h u , zmieniającej się. Zamieszkują w nas

zyskują w y m i a r emblematyczny, a p r z y n a j m n i e j nada¬

j a k pasożyty, zachęcani absolutną i paradoksalną ko¬

ją, w sposób e w i d e n t n y i hermetyczny, sens tobie

herencją.

i t w o j e m u działaniu.

Reformatorzy dwudziestowiecznego t e a t r u , d o któ¬

Tę tradycję musisz sobie stworzyć dzięki własnym

r y c h ciągle p o w r a c a m , wyznaczają b i g bang t e a t r u ,

decyzjom. Jest o n a mapą idealnego t e r y t o r i u m , które¬

eksplozję tradycji, tworzenie małych nomadycznych

m u chcesz dochować wierności, zapuścić swoje zawo¬

tradycji wraz z i c h specyficznymi ideałami, zadaniami

dowe korzenie, wydobyć n a światło jego różnorodne

pedagogicznymi, zasadami gry aktorskiej, celami spo¬

warstwy geologiczne. To t w o j a droga, która zaprowa¬

łecznymi i estetycznymi, z i c h wyjątkową publiczno¬

dzi cię d o miejsc, gdzie nie będziesz musiał wszystkie¬

ścią. Po n i c h teatr przestał być k o n t y n e n t e m , stał się

go wystawiać n a pokaz, zaprowadzi cię do odnalezie¬

archipelagiem. I c h wysiłki koncentrowały się n a jed¬

nia p r a k t y k , które zmienią twoje czasy i otaczającą cię

n y m celu, poza fizyczną obecnością i c h spektakli: na

epokę. To poszukiwanie t w o i c h przodków, m a r t w y c h ,

wymiarze

z których wysysa się bycie-w-życiu pracy, będącej orga¬

artystycznym, d y d a k t y c z n y m ,

wewnętrz¬

n y m , politycznym, etycznym, r e w o l u c y j n y m ,

nihili-

n i c z n y m przedłużeniem genealogii w poszukiwaniu

stycznym, d u c h o w y m .

jeszcze nienarodzonych wnuków.

140

�Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paradoksalna przestrzeń teatru

Jestem wyjątkowo zainteresowany tą nieprzezroczystą
przestrzenią teatru, która jest zawirowana, odległa o d

Razem z moją grupą O d i n Teatret podróżuję po

świateł i o d uwagi ekspertów czy tych, co wydają opinie.

świecie przez pół r o k u . Tylko przez niewielką część te¬

Ta sprzeczność skłania mnie do refleksji: teatry zaniedba¬

go czasu jesteśmy gośćmi bogatych i szanowanych te¬

ne, marginalne i niezgrabne są tymi, które poszukują war¬

atrów. Większość czasu spędzamy w przestrzeniach

tości i nowych znaczeń dla działania, będącego chwaleb¬

Trzeciego Teatru. Dokądkolwiek idę, znajduję środo¬

n y m reliktem modelu szybko zanikającego społeczeństwa.
Doświadczyłem teatru jako emigracji. Pozwolił m i do¬

wiska utworzone przez zmotywowane mniejszości, lu¬

trzeć do wnętrza wielu klas, kultur i społeczeństw. A tak¬

dzi szukających transcendencji poprzez teatr.
Słowo „transcendencja" może brzmieć filozoficznie

że do wnętrza wielu klas i kultur, które noszę w sobie.

lub religijnie. D l a m n i e jest czymś przeciwnym: czymś

Wartość teatru kryje się w jakości relacji tworzonych przez

całkowicie p o z b a w i o n y m doktryny. Czymś związanym

niego między jednostkami i między różnymi głosami

z zasadami skromnego i dokładnego postępowania rze¬

w środku jednej osoby. N i e wierzę we wzajemne rozumie¬

mieślników. Kojarzy m i się z pozorną

samotnością

nie. Wierzę w nieprzezwyciężalną niemożliwość porozu¬

anarchistycznych artystów, którzy walczyli o wolność

mienia między tymi, którzy razem działają. O w o c i c h ak¬

K a t a l o n i i (tych, których Hans Magnus Enzensberger

cji, owszem, może być wspólny. Wierzę w teatr jako „pu¬

spotkał na w y g n a n i u ) , ze sposobem, w j a k i p o t r a f i l i za¬

sty" rytuał, nie w znaczeniu czegoś błahego czy bez sensu,

chować godność i sens swojej r e w o l u c j i dzięki anoni¬

ale dlatego, że nie daje się o n podporządkować doktry¬

mowej sztuce.

n o m . T u ktokolwiek może jechać na własnej „różnicy",

Dzisiaj, w naszym w i e l o k u l t u r o w y m

może ją odkryć i wzmocnić, bez tłumienia różnic innych.

społeczeń¬

stwie, w porównaniu z czasami, kiedy r e n o m o w a n y te¬

Droga Mirello, dla Ciebie jako historyczki to wszystko

atr wydawał się j e d y n y m p u n k t e m odniesienia, jest

jest ważne, chociaż to już inna kwestia. Także na t y m

dużo t e a t r u „transcendentnego". M a m y do czynienia

przez wieki polegało życie teatralne. Jest dwuznacznym

z wielością f o r m spektaklu, wiele z n i c h rozwija się

i prereligijnym sposobem zachowania i zbierania różnic.

t a m , gdzie społeczne rany są najgłębsze, a mechanizmy

Zanim przeważy nakaz. Dzisiaj, wybór.

spychania na margines najsilniejsze: więzienia, szpita¬
Przełożyła Katarzyna

le, społeczności emigrantów.

Spotkanie kończące część sesji ISTA w Krzyżowej, fot. Francesco Galli

141

Kasia

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
