<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="9796" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/9796?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:26:29+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="9774">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/af55c14e2d1649561c19916fe3222bae.pdf</src>
      <authentication>91f858fee989af2db19e9df96c1909a8</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116567">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3511</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116568">
              <text>1979</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116569">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3290</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116570">
              <text>Determinanty polskiej kultury ludowej XIX wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.3</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116571">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.3, s.131-142</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116572">
              <text>Stomma, Ludwik</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116573">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116574">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116575">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116576">
              <text>Ludwik Stomma

DETERMINANTY POLSKIEJ KULTURY LUDOWEJ XIX WIEKU

Etnograf stojący wobec konieczności dokonania opi­
su k u l t u r y jakiejkolwiek grupy społecznej podobny jest
k a r y k a t u r z y ś c i e m u s z ą c e m u oddzielić istotne od d r u ­
gorzędnego, by n a s t ę p n i e z a r y s o w a ć paroma kreskami
to, co charakterystyczne, zasadnicze,
najważniejsze .
Zadanie jego nie polega w i ę c na nierealnej pogoni
za w i e r n o ś c i ą fotograficznego portretu (wiadome zresz­
tą j a k bardzo jest ona zdradliwa), lecz raczej na cel­
n y m doborze migawek — odnalezieniu owych central­
nych determinant, k t ó r e Paul Lazarsfeld n a z w a ł był
w swoim s ł o w n i k u
f o r m u ł a m i - m a t k a m i (les
formules meres). Otóż wydaje się, iż w przypadku polskiej
k u l t u r y ludowej X I X wieku — szczególnie w odnie­
sieniu do ziem z a b o r ó w austriackiego i rosyjskiego —
wychwycenie owych f o r m u ł - m a t e k , e l e m e n t ó w , k t ó r e w
ogromnej mierze z a d e c y d o w a ł y o kształcie całości, jest
stosunkowo proste. Są n i m i przede wszystkim: i z o l a ­
cja, k a t o l i c y z m , u s t n y p r z e k a z
tradycji.
Izolacja. Pojęcia izolacji k u l t u r o w e j u ż y w a ć m o ż n a ,
w odniesieniu do sytuacji polskojęzycznego crlopa X I X
w., w trzech — dopełniających się zresztą — znacze­
niach &gt;: A. izolacji „ p o z i o m e j " — geograficznej, w y ­
nikłej głównie z m a ł e j mobilności społecznej miesz­
k a ń c ó w wsi polskiej tego okresu, B. izolacji „ p i o n o ­
w e j " — klasowej, ograniczającej w znacznym stopniu
możliwości korzystania przez wieś z e l e m e n t ó w tak
zwanej „ k u l t u r y e l i t " i wreszcie C. w y n i k a j ą c e j
na
zasadzie sprzężenia zwrotnego z poprzednich, a więc
izolacji „ ś w i a d o m o ś c i o w e j " — ksenofobii, k t ó r a r ó w n i e ż
w momentach nieuniknionych s p o t k a ń ze ś w i a t e m ze­
w n ę t r z n y m , ograniczała ich znaczenie poznawcze, powo­
dując p r z y p o r z ą d k o w a n i e w y n i k ó w nowych d o ś w i a d c z e ń
do zakorzenionych, spetryfikowanych struktur mitycz­
nych. Nasilenie p r o c e s ó w p o w o d u j ą c y c h owe izolacje nie
było oczywiście r ó w n e na poszczególnych terenach za­
siedlonych w X I X w. przez polskich (polskojęzycz­
nych) chłopów. I tak korzystnie (szczególnie w aspek­
cie A i B) p r z e d s t a w i a ł a się sytuacja ludności zaboru
pruskiego, a r ó w n i e ż (aspekt B) grup c h ł o p s k i c h prze­
mieszanych terytorialnie z d r o b n ą szlachtą, czy (aspekt
C) populacji kresowych. Pomimo to ogólne zasady (me­
chanizmy) izolacji cywilizacyjnej
i jej konsekwencji
u z n a ć można, z częściowym p o m i n i ę c i e m ziem zaboru
pruskiego, za charakterystyczne dla c a ł o k s z t a ł t u
tej
k u l t u r y wiejskiej X I X wieku, k t ó r ą dzisiaj — j a k ż e
często — o k r e ś l a się u n i f i k u j ą c y m mianem „ t r a d y c y j n e j
k u l t u r y ludowej". Niech u s p r a w i e d l i w i to, iż w n i ­
niejszym szkicu k o n c e n t r u j ą c y m się tylko na central­
nych,
najważniejszych
mechanizmach
kształtujących
model k u l t u r y ludowej, p o m i n i ę t e z o s t a n ą bardziej sub­
telne zagadnienia z r ó ż n i c o w a ń regionalnych, czy p r ó b y
dokładniejszego określenia geo-społecznego zasięgu po­
szczególnych zjawisk.
2

3

Izolacja pozioma. Za podstawowe czynniki mobilności
terytorialnej chłopa ziem polskich X I X w. przyjmuje
się z r e g u ł y : a. służbę w o j s k o w ą , b. pielgrzymki, c. tar­
gi i j a r m a r k i , czyli handel wiejski, d. migracje za­
robkowe (jest to jednak — dla ludności spoza k r ó lewszczyzn
— istotne dopiero w czasach p o u w ł a s z -

1

e

czeniowych , e. ż e b r a c t w o i ewentualnie — f. zamie­
r a j ą c e już w p o c z ą t k a c h X I X w . nawet na ziemiach
górskich, zbójnictwo. Trzy pierwsze z wymienianych
m i a ł y przy t y m mieć, o b e j m u j ą c
najszersze grupy
chłopów, znaczenie podstawowe.
Służba
wojskowa.
„Doświadczenie
odbywania
służby
wojskowej
było u d z i a ł e m
najwyżej
3—5%"
stwierdza Bohdan C y w i ń s k i m a j ą c na m y ś l i całą l u d ­
ność Rzeczypospolitej w przedrozbiorowych granicach.
Jeżeli u w z g l ę d n i m y jednak, iż np. w zaborze rosyjskim
mobilizowano c h ę t n i e j ( w y j ą w s z y okres represji po­
powstaniowych, dotyczących jednak g ł ó w n i e s z l a c h t y )
mężczyzn r u s k o j ę z y c z n y c h , że n i e k t ó r e kategorie pobo­
r o w y c h kierowane były do r ó ż n y c h służb w e w n ę t r z ­
nych, co u m o ż l i w i a ł o pozostanie na terenie powiatu
zamieszkania etc. — procent c h ł o p ó w polskojęzycz­
nych, k t ó r z y w z w i ą z k u ze służbą w o j s k o w ą opuszczali
rodzinne regiony obniżyć m o ż n a n i e w ą t p l i w i e do 2—3.
Opuszczali... I l u z nich jednak dane b y ł o p o w r a c a ć ?
— i mniej w a ż n a jest t u liczba żołnierskich ofiar na
odległych „polach c h w a ł " . J u ż bowiem sama wieloletniość uciążliwej służby, przy średniej długości życia
nie p r z e k r a c z a j ą c e j dla naszego w i e ś n i a k a ok. 1850 r
trzydziestu sześciu lat (bez u w z g l ę d n i e n i a ś m i e r t e l n o ­
ści n i e m o w l ą t ) nie s t w a r z a ł y w i e l k i c h szans. Toteż nie
darmo pieśń gminna owych czasów t r a k t o w a ł a powo­
ł a n y c h jak sui generis ż y w e trupy. Sądzić w s z a k ż e za­
sadnie m o ż n a , że procent mężczyzn m o g ą c y c h przeka­
z y w a ć społeczności wiejskiej relacje z odległych stron
wojaczki nie p r z e k r a c z a ł ostatecznie 0,5—0,8.
Pielgrzymki.
Zagadnieniem niedostatecznie prze­
badanym, co do którego' r ó w n i e ż s n u ć m o ż n a t y l k o
hipotetyczne r o z w a ż a n i a , jest zakres uczestnictwa X I X wiecznego c h ł o p s t w a katolickiego ziem polskich w pielg­
rzymkach. Historycy i etnografowie ograniczają się t u
p r z e w a ż n i e do niewiele m ó w i ą c y c h sugestii, j a k п р . :
ze „były pielgrzymki wcale p o p u l a r n e " . Na podsta­
wie
retrospektywnych
relacji
współczesnychjak
r ó w n i e ż fragmentarycznych b a d a ń zachowanych w nie­
k t ó r y c h sanktuariach „ k s i ą g " i „zbiorów ł a s k " p r z y j ą ć
m o ż n a ogólnie, iż p i e l g r z y m o w a ł o — przynajmniej je­
den raz w życiu — od około 30% (początek X I X w.)
do ponad 40% (schyłek wieku) katolickich m i e s z k a ń c ó w
wsi polskiej. Dokąd jednak? — X . S a d o k - B a r ą c z w y ­
licza w Polsce (w granicach z 1772) 463 cudowne obrazy
samej t y l k o M a t k i Bożej , а X . W a c ł a w z Sulgostowa p o d w y ż s z a tę liczbę (nie Wliczając miejsc k u l t u
ludności p r a w o s ł a w n e j ) do 1050 , co po doliczeniu
jeszcze około 220 cudownych miejsc z w i ą z a n y c h z k u l ­
tem n i e m a r y j n y m
pozwala u z y s k a ć o k r ą g ł ą cyfrę 1300
celów p ą t n i c z y c h peregrynacji — a więc jedno ścią­
gające p i e l g r z y m ó w sanktuarium katolickie na około
540 k m , czyli k r ą g o promieniu zaledwie 13 k m . Spo­
śród uich ok. 1200 to sanktuaria o znaczeniu lokal­
n y m , ok. 80 — regionalnym i ok. 20 — ponadregio­
nalnym (np. B e r d y c z ó w , Częstochowa, J a r o s ł a w , K a l ­
waria P a c ł a w s k a , K a l w a r i a Zebrzydowska, K o d e ń , K r a ­
ków, Trzebnica, Wilno...). Wydaje się — o ile pole­
gać m o ż n a z n ó w na szacunkowych danych z fragmen7

3

9

10

12

13

14

2

5

131

�tarycznych rekonstrukcji, iż pierwsze z wymienionych
były ostatecznym celem ponad 80°/o p i e l g r z y m ó w , już
t y l k o 12—15°/o (a więc 3,6—6% katolickiej populacji
wiejskiej) docierało do o ś r o d k ó w regionalnych, a co
n a j w y ż e j 5% (odpowiednio: 1,5—2%) dalej.
J a r m a r k i . Również uczestnictwo w j a r m a r k a c h i tar­
gach dotyczyło — j a k w y k a z u j ą to opracowania Z b i g ­
niewa B i a ł e g o , Kazimierza C h ł ę d o w s k i e g o , czy M i ­
chała Praskowskiego
— p r z e w a ż n i e tylko specyficz­
nych kategorii ludności wiejskiej i sporadycznie (około
0,5—l°/o n a b y w c ó w ) s k ł a n i a ł o c h ł o p ó w do w ę d r ó w e k
dłuższych niż 1—2 mile austriackie, t . j . ok. 15 k m .
Jest zresztą faktem znamiennym, iż chłopi polscy nie
stosowali w praktyce (w o d r ó ż n i e n i u choćby od Sło­
w a k ó w czy Ł o t y s z ó w )
rodzimej miary odległości
dłuższej niż, użyteczny t y l k o przy k r ó t k i c h dystansach,
krok .
15

le

17

1 8

19

W p r z y b l i ż e n i u p r z y j ą ć więc ostatecznie
można
(zbójnictwo
i żebractwo
m i a ł o w życiu s p o ł e c z n y m wsi
przeduwłaszczeoiowej
znaczenie drugorzędne!) iż za­
ledwie 2,5—4% c h ł o p ó w m i a ł o okazję kiedykolwiek w
życiu w y d o s t a ć się poza granice „naszego ś w i a t a " —
rejonu o promieniu nie w i ę k s z y m , niż 15 k m swoistego
orbis interior.
Izolacja pionowa. Kościół, d w ó r , karczma i szkoła —
spośród tych czterech podstawowych źródeł p o ś r e d n i e j
informacji o t y m , co dzieje się poza orbis interior, k o ­
ściół odgrywa na wsi polskiej rolę bez w ą t p i e n i a
najważniejszą.

П. 1. Jan

132

Paweł

Norblin,

Zabawa

K o ś c i ó ł . „ J a nie cztę pisma, ni piszę — Ale tak
z kazania słyszę" pisał, p r e z e n t u j ą c p o g l ą d y kmiecia,
XVI-wieczny
polemista katolicki
Wit Korczewski
i lubo jego bohater dodaje zaraz: „ W o l a ł b y m dobro
wyspanie — Niż pacierz, albo kazanie", nie sposób
docenić t r w a j ą c e g o aż po X X wiek, w p ł y w u homiletyki
na k s z t a ł t o w a n i e się s t r u k t u r chłopskiego ś w i a t o p o ­
glądu. Toż jeszcze w 1900 r o k u chłopski prenumerator
„ G a z e t y Ś w i ą t e c z n e j " nie znajduje dla redakcji w i ę ­
kszych k o m p l e m e n t ó w nad stwierdzenie, że a r t y k u ł y
w jej periodyku „To tak j a k b y s i ę w Kościele było
na kazaniu p i ę k n y m i s ł u c h a ł o u w a ż n i e "
a nawet
z wydanych w 1935 r o k u p a m i ę t n i k ó w c h ł o p s k i c h cy­
tuje Jan S t a n i s ł a w B y s t r o ń c h a r a k t e r y s t y c z n ą wypo­
w i e d ź : „Tyle tylko m ą d r o ś c i co ksiądz z dobrej woli
powie..." . W zakresie informacji „o ś w i e c i e " nie była
to je-dnak z zasady m ą d r o ś ć podawana explicite, w j a ­
k i k o l w i e k usystematyzowany sposób, lecz zbiór r ó ż n y c h
dygresji i anegdot służących dydaktyce moralnej, ko­
m e n t u j ą c y c h odczytane teksty z Pisma Ś w i ę t e g o , czy
też m a j ą c y c h po prostu u d o k u m e n t o w a ć p r z e w a g ę i n ­
t e l e k t u a l n ą kaznodziei. Słuchacz u z y s k i w a ł z nich w i a ­
domości przypadkowe, często zmitologizowane i ten­
dencyjne, czy zgoła faktograficznie fałszywe. Ich w a ż k a
rola dla systemu ludowej wiedzy o świecie z e w n ę t r z ­
nym (orbis exterior) z a s a d z a ł a się więc bardziej na
u t r w a l a n i u (szczególnie, gdy chodzi o c h ł o p s k ą kseno­
fobię) niż p r z e ł a m y w a n i u s t r u k t u r mitycznej ś w i a d o ­
mości wsi.

wiejska w karczmie,

20

2 1

22

rys.

pędzlem

i

tuszem,

lawowany.

�11. 2. Jan P a w e ł Norblin, W karczmie, rys. tuszem, lawowany, 1780 r.

Wydaje się natomiast, że nie należy
przecenia.:
znaczenia osobistego k o n t a k t ó w c h ł o p ó w z duszpaste­
rzem. „Ksiądz był w y n i o s ł y i daleki" — jak słusznie
p o d k r e ś l a B y s t r o ń , zaś proboszcze u t r z y m u j ą c y ż y w ­
sze kontakty prywatne z w i e ś n i a k a m i należeli do w y ­
j ą t k ó w nawet i u s c h y ł k u X I X wieku (stosunkowo czę­
sto zdarzało się to na kresach wschodnich — przy­
puszczalnie pod w p ł y w e m p r z y k ł a d u postawy p o p ó w
prawosławnych).
Zupełną
natomiast
rzadkością
byli
działacze t y p u X X w.: W a c ł a w a Blizińskiego (Kaliskie),
S t a n i s ł a w a S t o j a ł o w s k i e g o (Galicja), l u b Piotra W a ­
wrzyniaka (Wielkopolska).
2 3

D w ó r . Innej natury (moda, obyczaj, pieśń ś w i e c k a ,
w y p o s a ż e n i e materialne), ale bardziej jeszcze powierz­
chowne i mimowolne było — w dziedzinach edukacji
i informacji — o d d z i a ł y w a n i e dworu. Ogromnej w i ę k s z o ­
ści szlachty nazbyt o d p o w i a d a ł a f o r m u ł a „Niech na
całym świecie wojna — Byle polska wieś zaciszna —
Byle polska wieś spokojna..." , by w interesie jej
leżało jakiekolwiek rozszerzanie k r ę g u chłopskich w y o ­
b r a ż e ń . Wręcz odwrotnie — o d n o t o w a ć m o ż n a częste
p r z y k ł a d y wyrzucania przez oficjeli dworskich z terenu
wsi obcych handlarzy, ż e b r a k ó w i włóczęgów, zakazu
goszczenia przez c h ł o p ó w osób spoza parafii i.t.p. „ P a n
się boją we wsi r u c h u . . . " . Niech więc nie m y l ą nas
p o w r a c a j ą c e co pewien czas na dworskie ganki fale
zainteresowania „chłopską dolą", mazowieckie w ę d r ó w k i
Kolberga, programy „zbliżenia do ludu". „ K o c h a m te
swojskie,
wierne/
Chłopskie
serca
bratnie/
Które
dla mnie, ich pana/ Biją tak intratnie..." , podsu­
m o w a ł je Jan L e m a ń s k i , z sarkazmem wprawdzie, lecz
i bezsprzeczną słusznością.
24

25

2e

K a r c z m a . „W
karczmisku ć m a

całej wiosce
narodu" . I
27

d y m i ą czuby
rzeczywiście,

/ A w
karczma,

k t ó r a — o czym często się zapomina — spełniała w
życiu wsi, poza L i t w ą , nie tylko funkcje „ r o z d y m i a n i a
czubów", ale r ó w n i e ż handlowe, kulturalne, m a t r y m o ­
nialne etc. cieszyła się zazwyczaj i n t e n s y w n ą f r e k w e n ­
cją. I n t e n s y w n ą — nie szeroką, gdyż jej obroty za­
pewniane były przede wszystkim przez częste w i z y t y
stałej grupy najbliżej m i e s z k a j ą c y c h w i e ś n i a k ó w . G r u ­
py względnie niewielkiej, jako że „ n p . w 1874 na te­
renie Galicji jedna karczma p r z y p a d a ł a na 233 miesz­
k a ń c ó w , licząc w to nawet dzieci przy piersiach, a w
n i e k t ó r y c h powiatach nawet na 120 o s ó b " . Owa m i e j ­
scowa m i n i — „ ć m a narodu" m i a ł a t e o r e t y c z n ą okazję
spotkania w karczmie p o d r ó ż n y c h w i e ś n i a k ó w z innych
okolic (obowiązek dróg), k u p c ó w , j a k i niekiedy r ó ż ­
nego rodzaju e l e m e n t ó w nieustabilizowanych (żebracy,
złodzieje, paserzy). W praktyce jednak posłańcy c h ł o p ­
scy muszący p o k o n y w a ć pieszo conajmniej 30 k m dzien­
nie
nie m i e l i p r z e w a ż n i e sił, kupcy zaś, dysponu­
j ą c y zresztą najczęściej wydzielonymi kwaterami, ocho­
ty do bardziej ożywionego życia towarzyskiego. Obcym
kompanem karczemnych pogwarek b y w a ł więc spora­
dycznie dyskretny z konieczności złodziejaszek l u b nie
s k ą p i ą c y — za o p ł a t ą — g a r d ł a ani czasu dziad —
ż e b r a k . Wokół r o l i , j a k ą o d g r y w a ł ten ostatni w w i e j ­
skim obiegu informacji n a r o s ł o w literaturze etnogra­
ficznej i historycznej wiele m i t ó w . Nazywano go wszak­
że nawet „profesorem w s i " (Seweryn Udziela), czy „ga­
zetą ludu". Jeśli już gazeta, to ściślej — „ j o u r n a l j a u ne" — p o p o ł u d n i ó w k a ograniczająca się — jak w y k a ­
zują współczesne badania — przede wszystkim do
repertuaru sensacyjnego, t y p u : „ S t r a s z n a kara Boża
s p a d ł a na niegodziwego syna, k t ó r y mścił się nad swo­
i m ojcem, a gdy u d e r z y ł staruszka w twarz, to obie
ręce mu nagle s k o s t n i a ł y " , „ S t r a s z n a zbrodnia Bier2 8

2 9

30

133

�p a ń s k a pracza jnauka ojczowie nasze nie dali nam
Baszami nieumieli. Tobym tego niewiedział jak zga­
zety" ) o d g r y w a ć poczęło p o w a ż n i e j s z ą rolę w samym
końcu wieku.
Izolacja świadomościowa. Wreszcie: izolacja „ ś w i a d o ­
m o ś c i o w a " — zjawisko nie w y s t a r c z a j ą c o wciąż przez
h i s t o r y k ó w , czy socjologów dostrzegane i akcentowane.
Tymczasem m a t e r i a ł y zebrane przez Jana S t a n i s ł a w a
Bystronia nie p o z o s t a w i a j ą
najmniejszej
wątpliwości
co do tego, iż wierzenia o ś l e p y m rodzeniu się obcych,
ich czarności, kanibalizmie, obrzydliwym zapachu e t c .
nie ulegały w e r y f i k a c j i nawet wobec oczywistych, em­
pirycznych zaprzeczeń. W z a m k n i ę t y c h chłopskich m i krokosmosach X I X w. b r a k o w a ł o nie t y l k o fizycznych
możliwości lub chęci, ale r ó w n i e ż — czy raczej: przede
wszystkim — przygotowania intelektualnego do zauwa­
żenia, poznania, obiektywnej oceny, a t y m bardziej
zaakceptowania inności lub nowości. To dlatego ci nie­
liczni urlopnicy p o w r a c a j ą c y z wojska, w k t ó r y c h i n ­
formacjach tak w i e l k ą nadzieję zdaje się p o k ł a d a ć
B y s t r o ń , opowiadali — j a k wspomina Wincenty Witos
35

30

П.

3.

Oko

Opatrzności,

olej

na

płótnie,

XIX

w.

nackiego i Karczmarczyka p o p e ł n i o n a na kalece T a l a ­
rze w R ę b k o w i e pod G a r w o l i n e m " .
etc. Zaiste —
zachęcająca wizja ś w i a t a !
Szkoła.
Złożona jest natomiast sprawa
oddziały­
wania na wieś szkoły. O ile bowiem w zaborze prus­
k i m , gdzie przymus szkolny zaprowadzono na Ś l ą s k u
w 1819, w P o z n a ń s k i m w 1825, a w Prusach Zachod­
nich w 1845, jest ono skuteczne i stosunkowo g ł ę b o ­
kie, o tyle do pozostałych t e r e n ó w Rzeczypospolitej
p a s u j ą raczej strofy Jana L e m a ń s k i e g o : „O wsi gdzie
dookoła/ N i k t nie wie, co to szkoła/ Gdzie w i e ­
dza
krzewi
ta
się/ W y k r ę c a ć
gniazda ptasie..." .
I tak podług danych spisu l u d n o ś c i z 1897 t y l k o 31 '/o
dorosłej (!) populacji guberni lubelskiej umie czytać,
w radomskiej i kieleckiej mniej jeszcze. A przecież
są to lata bujnego już rozwoju szkolnictwa jednoklasowego. Jeżeli więc u w z g l ę d n i m y jeszcze, iż przytoczo­
ne cyfry są oczywiście z a w y ż o n e przez szerzej korzy­
s t a j ą c ą z o ś w i a t y ludność m i e j s k ą , przyjdzie p r z e s t a ć
się dziwić, że w pierwszej połowie X I X w i e k u u w a ­
żano p i ś m i e n n e g o za „księdza, d i a b ł a albo niespełna
k l e p k i " z a r ó w n o w Galicji, j a k i na ziemiach zaboru
rosyjskiego, zaś Eustachy Hrabia Tyszkiewicz w swo­
i m „Opisaniu powiatu borysowskiego" nie potrafi p r z y ­
p o m n i e ć sobie ani jednego (!) dziecka chłopskiego po­
b i e r a j ą c e g o nauki. Sytuacja ta p o p r a w i a ł a się bardzo
powoli. Jeszcze w 1899 entuzjastka szkolnictwa ludo­
wego Zofia Strzetelska-Grynbergowa stwierdzi, iż „lud
wiejski n i e c h ę t n y jest dla o ś w i a t y " i „ n i e p r z y c h y l n i e
usposobiony do s z k o ł y " , a jej opisy wiejskich szkół
roić się b ę d ą od takich s t w i e r d z e ń , j a k пр.: „w B i l i czu założono szkołę na p o c z ą t k u X I X wieku. Pobyt
dla nauczyciela tam bardzo p r z y k r y ; m o ż n a d o s t a ć me­
lancholii. W y n i k i n a u k i bardzo s ł a b e " . Oczywiście
w t y m stanie rzeczy r ó w n i e ż i czytelnictwo wiejskie
(„Oboże ile j a s i ę n a u c z y ł zgazety iłem P o z n a ł ś w i a t a
ile k r a j ó w w o d ó w A s k ą d t b y m mug wiedzić żeby nie
31

S2

f

33

3 4

134

— „cuda o t y m , co tam widzieli, a czego najczęściej
nie rozumieli. Mówili na p r z y k ł a d z a s ł u c h a n y m gro­
madom, że obozowali na tak wysokich górach, z k t ó ­
rych m o ż n a było wprost od słońca zapalić fajkę albo
papierosa. Widzieli całe domy budowane ze szkła, z&gt;ote kościoły, kamienice tak wysokie jak nasze Tatry,
kłosy zboża na pół metra długie, k r o w y takie, że do
brzucha jednej m o ż n a bez t r u d u dziesięć naszych scho­
w a ć , ogromne ilości wina, w k t ó r y c h się ludzie t a m ­
tejsi k ą p i ą i myją, nie u ż y w a j ą c wody. Dziwne było
po prostu, że plotąc te i inne androny ż a d e n z n i c h
(podkr. L . S.) nie w s p o m n i a ł nawet o stosunkach i u r z ą ­
dzeniach, jakie w tych krajach już p a n o w a ł y , a k t ó r e
powinien był, j a k o r o l n i k , w pierwszym rzędzie zo­
baczyć."
Jak w i d a ć z w i e l k ą i n t u i c j ą pisał Tomasz
Mann w Józefie
i jego braciach ,
iż w izolowanych
k u l t u r a c h tradycyjnych m i t pokonuje z r e g u ł y „ p r z y ­
p a d k o w ą i n i e i s t o t n ą rzeczywistość". Mogli więc chłopi
z Galicji, m i e s z k a j ą c y po prawej stronie Wisły, mieć
na jej d r u g i m brzegu ukochanych krewnych, przyja­
ciół i znajomych, a r ó w n o l e g l e — j a k n a k a z y w a ł a m i ­
tyczna r e g u ł a — u w a ż a ć wszystkich s ą s i a d ó w zza rzeki
„za Moskali i dziwić się, dlaczego oni m ó w i ą po polsku,
a w i ę k s z e mieć do nich uprzedzenia aniżeli do N i e m ­
ców lub Ż y d ó w " . Tak — „ m u s i m y się zgodzić na
to, że owa epoka dopuszczała j e d n o c z e ś n i e obie moż­
l i w o ś c i " . Nie d o c e n i l i b y ś m y jednak znaczenia tej swo­
istej ludowej ksenofobii i schizofrenicznej rezerwy po­
znawczej, ograniczając ich znaczenie do
kontaktów
z cudzoziemcami i egzotyką dalekich stron. K u r p i o ­
wskie badania Jacka O l ę d z k i e g o
wykazały wszakże
dobitnie, iż zmityzowane postrzeganie, połączone z nie­
chęcią p o z n a w c z ą , a wzmocnione p o k a ź n y m b a g a ż e m
infernalnych bez m a ł a w i e r z e ń , odcisnęły swoje p i ę t n o
na znajomości i interpretacji niezwykle szerokiego za­
kresu (czy zgoła wszelkich?) zjawisk i istot spoza
oswojonego k r ę g u „ n a s z e j " w s i . P o m i ę d z y inteligen­
ckie bajki włożyć więc można wizję „ t r a d y c y j n e g o "
w i e ś n i a k a — dziecka natury, p o d z i w i a j ą c e g o p i ę k n o dzi­
k i c h „pól i l a s ó w m i e s z k a ń c ó w " . „Niech ta ciort
w e ź m i e wszystkie gady, robaki i inne z w i e r z e — ta
i podobne, zanotowane nie t y l k o przez Jacka O l ę d z ­
kiego, wypowiedzi są niestety znacznie bardziej w i a r y ­
godne od p o k u t u j ą c y c h t u i ówdzie rzewnych wspo­
minek sielskiego d z i e c i ń s t w a . W najlepszym przypadku:
„dzikich s t w o r z e n i ó w nie zidziałam, to nie poziem, k t ó ­
re m i się spodobają. Zajunc casem przeleci, ale zajunc
3 7

38

3 9

40

41

4 2

43

44

15

— j a k to zajunc" . Wszystko co poza granicami „ n a ­
szego" ś w i a t a , swojskiej ekumeny, nie warte jest w

�gruncie rzeczy w y s i ł k u obserwacji, czy zastanowienia,
pada ł a t w y m ł u p e m mitycznych s c h e m a t ó w . Toż i tnk
wiadomo, że t y l k o w naszej wsi, naszym „orbis interior"
— „ n a t u r a jest doskonalsa, od Pana Jezusa cłoziekoziu
dana"«.
Znaczenie owej wielostronnej izolacji wsi polskiej
X I X wieku, k t ó r ą p o d s u m o w a ł był Witos lapidarnym
stwierdzeniem, iż chłop „tworzył sobie swój w ł a s n y
.świat, poza k t ó r y nie chciał ani nie mógł w y c h o d z i ć " ' ,
nie było dotąd należycie doceniane przez większość
h i s t o r y k ó w i e t n o g r a f ó w epoki, k t ó r z y ograniczali się
p r z e w a ż n i e do z d r o w o - r o z s ą d k o w e j konstatacji z w i ą z k u
między odosobnieniem i konserwatyzmem chłopskich
m i k r o k o s m e s ó w , czyli do teoretycznego uogólnienia —
p e ł n y c h zresztą przesady — w e r s ó w W ł a d y s ł a w a Syrok o m l i o Polesiu: „Tu zaslonieni lasem i oblani wodą.'
Z pokoleń w pokolenia ludzie wiek swój wiodą;/ Ż a d e n
nowy obyczaj, żaden w y m y s ł świeży/ Nie p r z e m i e n i ł ich
mowy n i k s z t a ł t ó w odzieży;/ Ż a d e n nowy duch wieki,
nie przyłożył ręki,/ By zmienić bicie serca albo tekst
piosenki..."
Tymczasem wydaje się, iż skutki owego
..zasłonięcia lasem i oblania w o d ą " były o wiele szer­
sze i bardziej złożone. Nie p o r y w a j ą c się na całościo­
wą, s y s t e m o w ą ich analizę, warto chyba na paru naj­
bardziej jaskrawych i znaczących p r z y k ł a d a c h : г у t u a1 i z m u, m o r a l n o ś c i ,
s e n s u a 1 i z m u wiejskiego,
u k a z a ć s p r a w c z ą , organizującą rolę pozostawania w izo­
lacji dla mechanizmu k u l t u r y ludowej X I X wieku.
Rylualizm. Male, względnie odosobnione grupy, żyjące
w mniej lub bardziej silnym poczuciu mitycznego za­
grożenia z e w n ę t r z n e g o , tylko w bardzo w ą s k i c h ramach
pozwolić sobie mogły ( w p ł y w a ł y na to r ó w n i e ż racje
ekonomiczne) na tolerowanie niezestandaryzowanych po­
staw jednostek, noszących w s z a k ż e zawsze w sobie za­
rodek groźby dezintegracji orbis interior . „Zespoleni
i jednacy" — tak b r z m i e ć by zapewne winna n i e u ś w i a damiana dewiza dążeń tradycyjnej społeczności w i e j ­
skiej. N a t u r a l n ą zaś takiej zasady k o n s e k w e n c j ą oka­
zywać się m u s i a ł a społeczna niechęć do wszelkich po­
staw i działań indywidualnych, o b e j m u j ą c a z a r ó w n o za­
kres obyczajowości, w y p o s a ż e n i a materialnego (opiewa­
ny wielekroć chłopski opór przeciw innowacjom tech­
nicznym) , jak i — p r z y k ł a d to nader charakterystycz­
ny dla polskiej k u l t u r y ludowej X I X wieku — r e l i ­
gijności. „W ż a d n y m bodaj ś r o d o w i s k u , poza wiejskim,
nie w y s t ę p u j e z t a k ą w y r a z i s t o ś c i ą oblicze społeczne re­
l i g i i — to, że jest ona s p r a w ą życia zbiorowego, a do­
piero w t ó r n i e indywidualnego." — pisał Stefan Czar­
nowski . I rzeczywiście — nawet modlitwa oceniana
jest w ś r ó d chłopów zdecydowanie w y ż e j , jeżeli ma cha­
rakter zbiorowy. „Abo to Pan Bóg ma głowę do u w a ­
żania na k a ż d e g o z osobna", „ J a k razem, to i Pan
Jezus inaczej w y s ł u c h a " , ,,Jek Jezus z apostoły i my
k l ę k a j m y p o s p o ł y . . . " . Podobne opinie p o w t a r z a j ą sie
w odniesieniu do pielgrzymek ( „ P i e l g r z y m i nie są nie­
mal nigdy przedstawicielami t y l k o samych siebie. Z re­
guły są jednocześnie p o ś r e d n i k a m i n a b o ż n o ś c i szerszego,
lub szczuplejszego grona, k t ó r e p o w i e r z y ł o i m zaniesie­
nie p r ó ś b dio Boga przed cudownym obrazem Jego M a ­
t k i , dokonanie w imieniu m a n d a t a r i u s z ó w i za nich
o k r e ś l o n y c h ćwiczeń nabożnych... Pielgrzym nawet sa­
motny, jest zawsze czyimś p o s ł e m . " ) , j a k r ó w n i e ż
p r a k t y k pokutnych etc. Owemu u b ó s t w u — żeby nie
powiedzieć b r a k o w i — i niskiemu
wartościowaniu
p r a k t y k i n d y w i d u a l n y c h przeciwstawia się oczywiście
bogaty i z r ó ż n i c o w a n y repertuar w i e r z e ń , w y o b r a ż e ń
i p r a k t y k zbiorowych. Realizacja tych ostatnich z udzia­
łem znaczniejszego grona u c z e s t n i k ó w wymaga zaś sta­
rannej reżyserii, o b e j m u j ą c e j z a r ó w n o czasowe, prze­
strzenne, jak i społeczne rozplanowanie obrzędu. K u l ­
J

18

ił. 4. Matka Boska S a l e t y ń s k a , olej na
cm, X I X w.

p ł ó t n i e , 65 X 51

19

50

51

52

53

tura
ludowa
wypracowała
przez
wieki
(opierając
się w t y m dziele w znacznej mierze na ciągłej adap­
tacji p i e r w i a s t k ó w c h r z e ś c i j a ń s k i c h do spetryfikowanych, a c h r z e ś c i j a ń s k i c h s t r u k t u r m i t y c z n y c h ) nader
precyzyjne i koherentne „ s c e n a r i u s z e " rytualne. Boga­
ctwo ich form i bagaż w nich zawartych, a m a j ą ­
cych dla struktur rodzimej k u l t u r y ludowej X I X w i e k u
znaczenie organizujące, tradycji
mitycznych , łatwo
p r z y ć m i ł y n a j w a ż n i e j s z ą z p u n k t u widzenia Kościoła,
to jest teologiczną treść o b r z ą d k ó w . R y t u a ł o d e r w a ł się
od swych teologicznych znaczeń stając się niezwykle
często — sam w sobie przedmiotem w i a r y , jak пр.:
powszechna w religijności ludowej X I X w. wiara, że
„jeśli zaginą koladka ( t . j . obrzędy b o ż e n a r o d z e n i o w e )
n a s t ą p i koniec ś w i a t a " , gdzie sam zespół akcji o b r z ę ­
dowych przekształcił się w „ n o r m ę eschatologiczną",
lub — bezrefleksyjnie, czyli bez z w i ą z k u z jego sen­
sem
teologicznym,
celebrowany
spektakl,
czego
wymownym
p r z y k ł a d e m m o g ą być choćby obchody
ś w i ę t a M a t k i Bożej Zielnej realizowane w K a l w a r i i
P a c ł a w s k i e j (fundacja 1668, sprowadzenie cudownego
obrazu N M P ok. 1685). K a l w a r i a wybudowana została
przez J ę d r z e j a Maksymiliana F r e d r ę z m y ś l ą — jak
to sama nazwa wskazuje — o obchodach paschalnych.
Jest ona możliwie w i e r n y m odtworzeniem miejsca Męki
P a ń s k i e j — odległości pomiędzy kapliczkami, wyobra­
ż a j ą c y m i poszczególne stacje, wymierzone są tak, by
o d p o w i a d a ł y odległościom w Jerozolimie. Mamy t u
i górę O l i w n ą i potok Hebron vel C e d r o n
(rzeka
Wiar). W tej scenerii obnoszona b y ł a corocznie, w dniu
14.VIII (i jest zresztą do dzisiaj) figura M a r y i . Z okazji
uroczystości W n i e b o w z i ę c i a idzie się więc do „ d o m k u
P i ł a t a " , przechodzi przez „ H e b r o n " , odwiedza Annasza
i Kajfasza... Ż a d e n z indagowanych współcześnie pielg­
r z y m ó w nie widział w t y m nic dziwnego, u z a s a d n i a j ą c
5J

55

5 6

57

135

�П. 5. Sw. B a r t ł o m i e j , drewno policbrom., wys. 67 cm, X I X (?) Z a b o r ó w , w o j . rzeszowskie.
I I . 6. Wojciech Oleksy. Pieta, drewno mai. k r e d k a m i , wys. 28 cm, 1973 r.

swoje p o s t ę p o w a n i e (np. ś p i e w a n i e pieśni wielkopost­
nych przy tak radosnym święcie) najfantastyczniejszy­
m i a p o k r y f a m i , albo prostym stwierdzeniem: „ j a k ­
b y ś m y inaczej r o b i l i , to by nas Pan Bóg p r z e k l ą ł , tak
zawsze było i być m u s i . R y t u a ł sam w sobie oka­
zuje się więc w a r t o ś c i ą o b w a r o w a n ą nie tylko groź i4
oburzenia grupy, ale i gniewu B o ż e g o . Dokonuje się
kliniczny w r ę c z przypadek procesu mityzacji: nie t r e ś ć
n a u k i Kościoła, ale w y t w o r y społeczne, rezultaty okre­
ślonych p o w i k ł a ń historyczno-kulturowych, czy zgoła
ekonomiczno-klasowych,
czysto
nieraz
zewnętrzne
i przypadkowe, j a w i ć się p o c z y n a j ą w oczach chłopów
jako „odwieczne", „uświęcone", „ s ł u s z n e " i w konse­
kwencji p o d l e g a j ą rytualizacji. Liczne ś w i a d e c t w a po­
t w i e r d z a j ą zaś, iż w X I X wieku takie w ł a ś n i e zmitologizowane i zrytualizowane, acz niejednokrotnie zgoła
fałszywe, w y o b r a ż e n i a o w ł a s n e j religii były często
dla polskich w i e ś n i a k ó w podstawowym probierzem ich
katolickiej p r a w o w i e r n o ś c i , p o z w a l a j ą c y m m i e s z k a ń c o m
orbis interior nie t y l k o na pogardliwe ustosunkowy­
wanie się do innych grup wyznaniowych, n a r o d o w o ś c i o ­
wych, czy lokalnych, ale niekiedy nawet na ignoro­
wanie postawy i nauki książy, o ile ci u s i ł o w a l i w
ś w i a t tych p o g l ą d ó w i n g e r o w a ć . Dotyczyło to, jak się
wydaje, przede wszystkim sfery m o r a l n o ś c i
Moralność. „ R y t u a l i z m e m t ł u m a c z y się t a k ż e fakt, że
t r e ś ć etyczna c h r z e ś c i j a ń s t w a m a ł o z a p r z ą t a naszego
w ł o ś c i a n i n a (...) M o r a l n o ś ć ludowa praktyczna w ca­
łości swojej, uzasadniona jest przede wszystkim tra­
dycją, starodawnym obyczajem. P o s t ę p u j e się w pe­
wien sposób w danych okolicznościach, bo nie ina­
czej p o s t ę p o w a l i ojcowie, bo tak p o s t ę p u j e się za­
wsze, nie zaś dlatego, że tak uczy ksiądz na kaza­
niu..."
— stwierdza z n ó w Stefan Czarnowski, lecz
zdanie jego, chociaż n i e w ą t p l i w i e słuszne, ma t y l k o
opisowy charakter. „ T r a d y c j e " , „święte prawa", „czy­
58

5 9

ł

60

0 1

136

ny ojców" to już w s z a k ż e k o ń c o w y p r o d u k t mityzacji.
Co spoczywało jednak u jego podstaw, wokół jakich
centralnych zasad o g n i s k o w a ł się system m o r a l n o ś c i
ludowej X I X wieku? Otóż dopuszczając pewne n i u ­
anse regionalne , n a t r a f i m y i t u bez t r u d u na za­
sadnicze przeciwstawienia: „nasza grupa" — obcy,
orbis interior — orbis exterior, k t ó r y c h w y n i k i e m by­
ła tzw. m o r a l n o ś ć swojacka, w której
bezwzględnie
p o t ę p i a n e zło, grzech ciężki, s t a n o w i ł o to wszystko,
co u d e r z a ł o w g r u p ę od z e w n ą t r z l u b
rozsadzało
ją
od ś r o d k a . Natomiast przewiny wobec obcego, czy
p o p e ł n i o n e w imię utrzymania zasad ł a d u w e w n ę t r z ­
nego, były już traktowane zupełnie inaczej. Ten de­
terminowany przez na czelność f o r m u ł y „ r a z e m swo­
jacy" r e l a t y w i z m moralny w i d a ć bodaj najlepiej w
zakresie oceny p r z e s t ę p s t w przeciw zdrowiu i mieniu
bliźniego. I tak zabicie człowieka p o t ę p i a n e było oczy­
wiście suxowo przez X l X - w i e c z n y c h c h ł o p ó w nadrabskich
i poczytywane za grzech ciężki, jednak „zabi­
cia człowieka znanego ze zbrodniczych c z y n ó w prze­
ciw m i e s z k a ń c o m w s i , chociażby i dla pomszczenia oso­
bistej krzywdy i w sposób p o d s t ę p n y , nie zaliczają
już Nadrabianie do ciężkich p r z e s t ę p s t w . Wobec zaś
s p e ł n i e n i a zabójstwa w imię ogólnego dobra l u d nie
t y l k o uniewinnia zupełnie zabójcę, ale owszem czyn
jego u w a ż a za bardzo p i ę k n y " . Dodajmy, iż w p r z y ­
padku gdy owo c a ł k i e m dowolnie interpretowane „ogól­
ne dobro" z w r a c a ł o się przeciw osobnikowi szczególnie
(narodowościowo, językowo, religijnie, czy zawodowo)
grupie obcemu, jego zgładzenie j a w i ł o się chłopom
o m a l ż e pożyteczną rozrywtką, toteż prześcigali się w po­
mocy prowodyrom. Oto udokumentowany w znakomi­
tej monografii Jana S w i ę t k a , a z n a j d u j ą c y swoje od­
powiedniki z i n n y c h r e g i o n ó w , opis rozprawy z karcz­
marzem — Ż y d e m : „...dwaj młodzi parobcy częścią
z osobistej zemsty, częścią w imię ogólnego dobra po62

6 3

6 i

�stanowili zgładzić Lejbusia ze ś w i a t a . Z a m i a r u swego
dokonali w święto
Matki
Boskiej Zielnej (warto
zwrócić u w a g ę na s y m b o l i k ę tego doboru t e r m i n u —
przyp. L . S.) w jego w ł a s n e j szynkowni. (...) Rozpo­
częło się kolankowanie, kopanie obcasami i deptanie
(...) Za c h w i l ę dobrze już zbitego wyw-leczono za włosy
z izby karczemnej na pole, a tu wielu z obecnych
u w a ż a ł o za swój o b o w i ą z e k przynajmniej przez jedno
uderzenie k o ł k a p r z y c z y n i ć się do zgładzenia L e j b u sia. (...) L e j b u ś t y m sposobem do stu kołów o t r z y m a ł
już po śmierci... (...) A l e — komentuje S w i ę t e k — nie
można tego u w a ż a ć za pastwienie się nad trupem, bo
cała wieś wtedy o p o w i a d a ł a sobie, że L e j b u ś t y l k o
dlatego tak liczne razy po ś m i e r c i odniósł, p o n i e w a ż
obawiano się, aby »się nie zatajuł« (udał n i e ż y w e g o ) ' .
Oczywiście — przypadki z a b ó j s t w to zdarzenia skraj­
nie jaskrawe i w b r e w plastycznemu opisowi Wincen­
tego Witosa, j a k to „ T r u p y zalegały p o d w ó r z a kar­
czemne, komisje s ą d o w e i prokuratorskie zjeżdżały co
t r o c h ę do w s i . . . "
— jednak dosyć na wsi polskiej
X I X wieku rzadkie. Problemem dalece powszechniejszym
były t r w a ł e uszkodzenia cielesne i okaleczenia stano­
w i ą c e najczęściej — rzecz to typowa dla większości
izolowanych grup lokalnych w Europie — owoc po­
rachunków
wewnątrzrodzinnych.
Niezwykle istotnym
instrumentem zachowania ł a d u w e w n ą t r z grupy była
w s z a k ż e jej spetryfikowana h i e r a r c h i c z n o ś ć ,
podział
u p r a w n i e ń i w ł a d z y z a r ó w n o w skali całego orbis
interior, j a k i jego integralnych — rodzinnych ato­
m ó w . S t ą d b e z w z g l ę d n e poszanowania praw rodziciel­
skich, p o s u n i ę t e tak daleko, iż „... uszkodzenia cielesne
dzieci przez
rodziców,
wskutek k t ó r y c h
następuje
ś m i e r ć po u p ł y w i e k r ó t s z e g o l u b dłuższego czasu, nie
należą do bardzo rzadkich p r z y p a d k ó w . (...) Sąsiedzi
nie podnoszą ich z zasady, aby nie n a r u s z y ć p r a w
ojcowskich; zresztą ś m i e r ć dziecka u w a ż a się za natu­
r a l n ą , skoro ona nie n a s t ę p u j e b e z p o ś r e d n i o po pobi­
ciu, ale po dłuższej słabości, k t ó r a jest jego n a s t ę p ­
stwem. — Sąsiedzi t y l k o wtedy nie puściliby bezkar­
nie rodzicom zabicia dziecka, gdyby ono od r a z ó w
z ich r ę k i natychmiast zakończyło życie. (...) Jak cięż­
kie i częste są kalectwa, o k t ó r e rodzice dzieci przy­
p r a w i a j ą , j a k nieopatrzne są razy, k t ó r e oni nawet
z b ł a h y c h p o w o d ó w między nie rozdzielają, wystarczy
choćby z a g a d n ą ć jednego i drugiego w ł o ś c i a n i n a , k t ó r y
ma pewne wady fizyczne l u b u m y s ł o w e , o d k ą d d a t u j ą
się te jego wady, a usłyszy się od niego narzekania
na »tatusia, co go o k u l a w i l i , ize teraz u k r y m u j e na
nogę, bo go porazili p a ł ą , j a k uciekał, ize się bał, zeby
go nie pobili za to, ize p u ś c i u ł w konicyne k r o w y * ;
lub »na mamusie, ze m u u t r ą c i l i r ę k ę , j a k i m k i j kciał
w y d r z y ć , izeby go nie b i l i za to, ze k r ó w nie n a p a s «
(...) Utyskuje też niejeden na tatusia l u b m a m u s i ę ,
»ize gio raz tak po łbie z w a l i l i , ize on teraz p a m i ę c i
n i ma i zabacuje se i w g ł o w i e m u się casem jaze
mąci«" .
Ii?

66

e7

Sensualizm. W y o b r a ź n i a chłopa polskiego X I X wieku
k s z t a ł t o w a n a przez z m i t o l o g i z o w a n ą t r a d y c j ę l o k a l n ą nie
w y b i e g a ł a dalego poza granice orbis interior. Wizja
ś w i a t a „po tamtej stronie" t r w a ć więc m o g ł a i t r w a ł a
w spetryfikowanym bezruchu mitycznych w y o b r a ż e ń .
Sytuacja k o m p l i k o w a ł a się jednak w przypadku przy­
jęcia i zaakceptowania przez wieś jakiejkolwiek n o w i ­
ny z z e w n ą t r z . I tak, zasymilowanie modelu dobrego
w ł a d c y , w jego konkretnej postaci, pociągać by wszak
za sobą winno spopularyzowanie obrazu d w o r u , czy
choćby (w zależności od zaboru) k o p u ł k r e m l o w s k i c h
cerkwi, galerii Sanssouci, kolumnad Hofburgu. R ó w ­
nież dzieje ewangeliczne r o z g r y w a j ą się na tle pustyn­
nych p i a s k ó w , egzotycznych g a j ó w oliwnych, w cieniu

II.

7. M a r i a n J ó ź w i a k , S p o w i e d ź ,
wys. 32 cm.

drewno polichrom.

p i r a m i d . Zrozumienie tego kontekstu, u d o s t ę p n i e n i e w y ­
o b r a ź n i tamtej — odległej rzeczywistości pod inną, niż
b a ś n i o w o - f a n t a s t y c z n a f o r m ą , oznaczałoby zaś uznanie
możliwości toczenia się normalnego ludzkiego życia
w ś r ó d r ó ż n y c h pejzaży, zwierząt, roślin, co uderza­
łoby w s a m ą istotę dychotomii orbis i n t e r i o r : orbis
exterior i p r o w a d z i ł o do jej zupełnego zniweczenia.
B r o n i ą c się przed t y m , azyli i n n y m i słowy — chcąc
u d o s t ę p n i ć chłopom nowe treści bez naruszania binar­
nej s t r u k t u r y mitycznej, podjęła k u l t u r a ludowa u w i e ń ­
czony p e ł n y m powodzeniem w y s i ł e k zmiany kontekstu
„ t a m t y c h " zdarzeń, przeniesienia ich b o h a t e r ó w w t u ­
tejsze, swojskie, z r o z u m i a ł e realia. Są więc nadal „tam
daleko" domy „wyzse niz T a t r y " , rzeki w ó d k ą p ł y n ą c e ,
kościoły z r u b i n ó w i złota, ale j u ż „ n a s z cysorz to
ma z dziesięć zagród i po sto owiecek w k a ż d e j " .
Pan Bóg w chłopskim przebraniu o d w i e d z a ć ma posz­
czególne wsie, czynić cuda i w y m i e r z a ć d o r a ź n i e spra­
w i e d l i w o ś ć , Matka Boska upodabnia się do w i d y ­
wanej od czasu do czasu „ p a n i e n k i ze d w o r a " ... Wszy­
stko wraca do normy. Z n ó w mamy do czynienia z prze­
ciwstawionym „ o b c e m u " ś w i a t e m swojskim i dosło­
w n y m , namacalnym i z r o z u m i a ł y m . Czyż może zatem
dziwić, że w tak u k s z t a ł t o w a n e j ś w i a d o m o ś c i chłopa
nie mieściło się na p r z y k ł a d , iż m ó g ł b y z w r a c a ć się do
Wszechobecnego m o d l ą c się niekoniecznie przed kon­
kretnym,
dobrze
sobie znanym
obrazem
świętym.
Nie! — on zwraca się t y l k o do tego tu obrazu
k t ó r y sam w sobie „ m a udział w naturze w y ­
obrażanej
postaci
i postać
tę streszcza" ,
który
sam w sobie jest cudowny. Więc i medalik, k t ó r y do
tego obrazu p r z y t k n i ę t o będzie m i a l „większą moc"
od medalika zwykłego, więc i dyskusja, k t ó r a Matka
Boska jest „silniejsza" — krasnobrodzka czy j a r o s ł a w ­
ska — m o g ł a w y d a w a ć się jak najbardziej uzasadnio­
n a . Jak dalece wizerunek, symbol, u t o ż s a m i a n y był
e s

69

70

71

72

137

�z postacią, k t ó r ą sygnalizuje, jak daleko sięgał konkretyzm ludowej w y o b r a ź n i religijnej, p r z y k ł a d e m nie­
zwykle m a ł o w Polsce X I X w i e k u r o z w i n i ę t y k u l t
r e l i k w i i . Wzruszająco uzasadnia to współczesny (IV.
1975) respondent z Nowego Sącza w odniesieniu do
r e l i k w i i św. S t a n i s ł a w a K o s t k i : „A na co ja się mom
do kości modlić, kiej m o g ę godoć do całego Stani­
s ł a w a Świętego..." (chodziło oczywiście o figurę).
Ten naiwny n i e w ą t p l i w i e i niejednokrotnie depre­
cjonowany ludowy sensualizm legł jednak, m i m o wszy­
stkich swoich ograniczeń, u podstaw specyficznego bo­
daj
dla ziem p ó ł n o c n o - s ł o w i a ń s k i c h typu
niezwykle
głębokiej i autentycznej wrażliwości religijnej.
Katolicyzm. Wrażliwość religijna. Jeżeli w s p o m n i e l i ś m y
o
tendencji
do
„zeswoj szczenią"
i
usensualnienia
wizji
sacrum
przez k u l t u r ę
ludową
XIX
wieku,
to p o m i n ą ć w s z a k ż e nie m o ż e m y drugiej — daleko
bardziej istotnej — strony tego samego zjawiska, czyli
sakralizacji „swojego" ś w i a t a , orbis interior, w k t ó ­
r y m większość obserwowalnych e l e m e n t ó w rzeczywis­
tości z w i ą z a n y c h zostaje b e z p o ś r e d n i o z postaciami
Chrystusa, M a r y i , świętych — lub ich działalnością.
S p ó j r z m y na same choćby nazwy r o ś l i n : boży byt (amb­
rosia maritima), boże drzewko (artemisia abrotanum),
boży mech (hieracium pilosella), dłoń Chrystusowa (or­
chis conopsea), koszyczki Najświętszej Panny M a r y i
(verbena officinalis), lenek Panny M a r y i (linaria v u l ­
garis), łysina św. Piotra (scabiosa succisa), łzy M a t k i
Bożej (pisum sativum), rajskie drzewo (aquillaria agalloeha), warkoczyki Najświętszej Panienki (verbascum
thapsus), ziele św. Antoniego (plumbago europaea), zło­
te włoski M a t k i Boskiej (polytriehum)... etc. A prze­
cież na t y m nie koniec. R ó w n i e ż wszelkie właściwości
roślin i z w i e r z ą t , ich w y g l ą d , głosy, zachowania znaj­
dują w y t ł u m a c z e n i e w niegdysiejszym lub permanent­
n y m kontakcie z sacrum. I tak na p r z y k ł a d gałązki
leszczyny zabezpieczać m a j ą przed b u r z ą , gdyż pod
t y m drzewem s c h r o n i ł a się Ś w i ę t a Rodzina podczas
ucieczki do Egiptu, osika dygocze do dzisiaj ze w s t r ę t u
po d o t k n i ę c i u ciała Judasza, k t ó r y się na niej był po­
wiesił, skowronek jest pod s p e c j a l n ą o c h r o n ą M a t k i
Bożej w n a g r o d ę za to, że w y d ł u b a ł cierń z g ł o w \
u m ę c z o n e g o Pana Jezusa, p a j ą k a nie walno zabijać
gdyż uciszył ongiś m u c h ę p r z e s z k a d z a j ą c ą s p a ć Dzie­
ciątku lub wręcz przeciwnie — należy t ę p i ć za przech­
w a ł k i , iż przędzie cieniej od Najświętszej Panienki, j a ­
skółka u k r a d ł a nożyczki i k ł ę b e k czerwonych nici szy­
jącej M a r y i i za k a r ę ma p i ę t n o nożyczek na ogame
(głębokie wycięcie), а czerwonego koloru pod
szyją
(chodzi o j a s k ó ł k ę d y m ó w k ę — hirondo rustica) etc.
etc... Cały ś w i a t wokół, „ w s z y s t k i e dzienne sprawy"
w i e ś n i a c z e w ł ą c z a n e były przez k u l t u r ę l u d o w ą w
chrześcijański k r ą g sacrum. Owo w ł ą c z e n i e nie wyczer­
p y w a ł o się przy t y m w dziedzinie f o l k l o r u słownego,
lecz w istotnym stopniu d e t e r m i n o w a ł p o s t a w ę c h ł o ­
pów, ich stosunek do rozlicznych p r z e d m i o t ó w i zja­
wisk. By się o t y m p r z e k o n a ć wystarczy w s p o m n i e ć
choćby n a b o ż n y szacunek ludu dla „ d a r ó w B o ż y c h " —
chleba krojonego na krzyż i podnoszonego z ziemi —
jeżeli u p a d ł — z p r z e p r a s z a j ą c y m p o c a ł u n k i e m , po­
t r a w ż e g n a n y c h przed spożyciem, r ó ż n o r a k i c h p ł o d ó w
święconych uroczyście w dniach: M a t k i Boskiej Gro­
mnicznej (2.02.) — wosk, św. Błażeja (3.02.) — j a b ł k a ,
św. Agaty (5.02.) — sól, św. Walentego (14.02.) — len,
św. Tomasza (7.03.) — chleb, św. Ł a z a r z a (27.03.) —
ziele s z a k ł a k u , Przemienienia P a ń s k i e g o (6.08.) — owo­
ce, miód, koper, św. W a w r z y ń c a (10.08.) — miód, m a s ł o ,
M a t k i Boskiej Zielnej (15.08.) — zioła pcftne i k w i a t y ,
św. Rocha (16.08.) — bydło, i.t.d. Warto też zwrócić
u w a g ę na powszechne przyjęcie przez w i e ś p o l s k ą r e l i ­
7 3

74

138

gijnych f o r m u ł p o w i t a ń , p o z d r o w i e ń i życzeń: „Niech
będzie pochwalany Jezus Chrystus", „szczęść Boże",
„Boże dopomóż", „z Bogiem", „Boże p r o w a d ź " , „w i m i ę
Boże", „wszelki duch Pana Boga chwali", „niech cię
Bóg ma w swojej opiece" i związanego z n i m i zwy­
czaju czynienia znaku k r z y ż a przed p r a c ą , podróżą,
w a ż n ą r o z m o w ą , przy powrocie do domu..., czyli ogól­
niej — na rozpoczęcie i z a k o ń c z e n i e k a ż d e g o z w a ż ­
niejszych lub niebezpiecznych przedsięwzięć, w p e ł n y m
poczuciu zależności ich powodzenia od Bożego w y r o k u .
Poczuciu tak silnym, iż w księgach łask przy cudo­
wnych obrazach, a nawet na votach, znajdujemy nie­
zwykle często zapisy p o d z i ę k o w a ń za opiekę Bożą w
sprawach, k t ó r e obserwatorowi nie obdarzonemu ową
ludową „wrażliwością m i r a k u l a r n ą "
w y d a ć się m u s ^ ą
naturalne i codzienne: „Za szczęśliwy p o w r ó t z m i a ­
sta", „za plon obfity", a nawet (sic!) „za p o m y ś l n e
u k o ń c z e n i e budowy obory". Adresatem p r ó ś b o pomoc
i o r ę d o w n i c t w o , a w konsekwencji i podobnych cyto­
w a n y m p o d z i ę k o w a ń , była na wsi polskiej przede
wszystkim osoba M a t k i Bożej. „ W s z y s t k o tam wielkość
M a t k i Bożej chwali,/ Wszystko J ą w i e l b i albo
Jej
się ż a l i ! "
— pisał w. Pol i rzeczywiście nasilenie
k u l t u maryjnego p r z y b r a ł o w ś r ó d chłopów polskich
X I X w i e k u rozmiary niespotykane w innych krajach
Europy Płn., na co d e c y d u j ą c y w p ł y w m i a ł y , j a k się
wydaje, cztery czynniki: 1. popularyzowanie przez K o ­
ściół (szczególnie po Tridentinum) prostych i ł a t w o do­
s t ę p n y c h sensualnej m e n t a l n o ś c i chłopskiej stereoty­
p ó w k u l t o w y c h : M a r y i — piastunki (Panagia Galaktotrophousa, Glykophilousa i Hleousa), opiekunki (orędo­
wniczki), czy zbolałej m a t k i (Panagia Strastnaja, M a ­
ter Dolorosa), k t ó r e ł a t w o b y ł o d o p a s o w a ć do konkret­
nych sytuacji codziennego życia, 2. niemal i u p e ł n y
brak (poza Ś l ą s k i e m C i e s z y ń s k i m i Inflantami) pene­
t r a c j i protestanckiej na wsi polskiej, w z g l ę d n i e silny
natomiast (szczególnie na kresach wschodnich) w p ł y w
p r a w o s ł a w i a , 3. bardzo silne pierwiastki matriarchalne w kulturze społecznej wsi polskiej, z w i ą z a n e z jej
rolniczym — o s i a d ł y m charakterem, 4. rc zdrobnienie
przestrzenne k u l t u do w i e l u m a ł y c h c e n t r ó w l o k a l ­
nych, umożliwiające zamykanie go i interpretowanie
w kategoriach orbis interior. Tradycyjna socjologia pol­
ska a k c e n t o w a ć z w y k ł a , mniej czy bardziej ś w i a d o m i e ,
g ł ó w n i e ostatni (4.) spośród wymienionych czynników.
W t a k i m ujęciu ludowa nabożność maryjna, oderwana
od c a ł o k s z t a ł t u zagadnienia chłopskiej w r a ż l i w o ś c i r e l i ­
gijnej, staje się l i - t y l k o j e d n y m jeszcze elementem
sakralizacji „swojskiej ekumeny" lub identyfikacji k u l ­
turowej, p o w i e r z c h o w n ą w a r s t w ą bez w i ę k s z e g o znacze­
nia, p o d p o r z ą d k o w a n ą całkowicie mitycznym s t r u k t u ­
r o m k u l t u r y ludowej. Na poparcie takiego poglądu
p r z y w o ł u j e się z r e g u ł y ł a t w y statystycznie do w y k a ­
zania głęboki rozdźwięk między nakazami etycznymi
które winny wynikać z kultu a moralnością swojacką;
jak r ó w n i e ż u n a o c z n i a j ą c e dobitnie n i e t r w a ł o ś ć spekta­
kularnych nawet uniesień religijnych ludu w y n i k i róż­
nych akcji sanacyjnych podejmowanych,
szczególnie
często pod koniec X I X wieku, przez kolejne diecezje.
„ J e d n e g o dnia po p o ł u d n i u — opisuje np. Wincenty W i ­
tos — zjechali w e d ł u g zapowiedzi księża r e d e m p t o r y ś c i .
W bardzo licznych i g o r ą c y c h kazaniach, starali się
oni w j a k najczarniejszych barwach p r z e d s t a w i ć skutki
p i j a ń s t w a i zepsucia połączonego zwykle z n i m , gro­
żąc strasznymi k a r a m i -bożymi, k t ó r e w t y m i przy­
szłym życiu na pewno nie o m i n ą w i n o w a j c ó w . Szcze­
gólnie k:s. L u b i ń s k i w s ł o w a c h p o r y w a j ą c y c h , m a l u j ą c
ogrom czeluści piekielnych i g o s p o d a r k ę z a j ę t y c h tam
s z a t a n ó w , potrafił d o p r o w a d z i ć ludzi do tego, że to
piekło i s z a t a n ó w z n ę c a j ą c y c h się nad p o t ę p i e ń c a m i
7 5

76

�II.

8. Frasobliwy, Pantalowice, woj.

widzieli wciąż przed sobą tak we dnie, jak i w nocy.
W czasie parodniowych misji kobiety zawodziły głośno
i p r z e r a ź l i w i e , mężczyźni stali p r z e w a ż n i e nieruchomo
z zachmurzonymi, na dół spuszczonymi twarzami. Wszy­
scy byli u spowiedzi i wszyscy przyrzekli solenną po­
p r a w ę , w y r z e k a j ą c się wszystkiego złego. Misje z a k o ń ­
czyły się generalnym ś l u b o w a n i e m od wszelakich t r u n ­
k ó w i uroczystym p o d z i ę k o w a n i e m Bogu za t ę w i e l k ą
p r z e m i a n ę . Proboszcz chodził uradowany, a m a r t w i ł o
go tylko, że k i l k a kobiet chodziło z objawami o b ł ą k a ­
nia. Był to jednak t r i u m f bardzo przedwczesny, gdyż
j a k się okazało, misje i ś l u b y niewiele i nie na długo
pomogły. Ś l u b u j ą c y , prawie wszyscy, wstrzymali się od
picia na p a r ę tygodni, huczna i głośna karczma z u p e ł ­
nie opustoszała. Nie b r a k ł o jednak takich, co p i l i po
k r y j o m u lub po innych karczmach. Z czasem zaczęli
pić wprost otwarcie i to jeszcze więcej niż przedtem,
ażeby odrobić zaległości. Wszystko zaczęło iść po da­

rzeszowskie, X I X

w.

(?)

wnemu"
Wszystko po dawnemu — m o ż n a więc, za­
k ł a d a l i n i e k t ó r z y badacze , tych p a r ę pomisyjnych
tygodni p o m i n ą ć , w y r z u c i ć — jako redundantne — pc.a
margines opisu i analizy. I t u w ł a ś n i e p o p e ł n i o n o za­
sadniczy, n i e m o ż l i w y później do naprawienia, błąd. Nie
spostrzeżono bowiem, że podobne jak m i s j i , tyle ż bardziej spontaniczne i niie połączone z eschatologiczną
grozą, było o d d z i a ł y w a n i e na m e n t a l n o ś ć l u d o w ą całego
szeregu zdarzeń. Przypomnijmy powszechny w X I X
wieku zwyczaj godzenia się w r o g ó w z okazji ś w i ą t Bo­
żego Narodzenia, Wielkanocy, Bożego Ciała, powstrzy­
mywanie się od alkoholu w wigilię wszelkich ś w i ą t ma­
ryjnych („Kto kocha M a r y j ą nie pyta o wiliją"), a czę­
sto i przez cały W i e l k i Post, często w y s t ę p u j ą c y zakaz
bicia z w i e r z ą t domowych w soboty (dzień
maryjny)
i na Boże Narodzenie, przerywanie bójek na d ź w i ę k
d z w o n ó w w z y w a j ą c y c h do p o ł u d n i o w e j m o d l i t w y , poniechiwanie zemsty (nawet na obcych!) przy Zielonych
78

r

139

�J ę d r z e j Wowro: i l . 9. Sw. E m i l , drewno polichrom.; i l . 10. Chrystus

Ś w i ę t a c h lub po prostu „w imię M a r y i " etc. Że były to
wszystko d z i a ł a n i a k r ó t k o t r w a ł e i d o r a ź n e , że potem
znów „po dawnemu"...? — Zapewne. Jeżeli wyliczyć
jednak czasokresy „po dawnemu" i „nie po dawnemu",
okaże się, iż była wieś polska X I X w i e k u a r e n ą ciągłe­
go starcia postaw. C h r z e ś c i j a ń s t w o szczególnie dzięki
sentymentalnym s k ą d i n ą d , ale za to z r o z u m i a ł y m i ż y ­
wo o d d z i a ł u j ą c y m
uczuciowo formom
kultu
maryj­
nego, z d y n a m i z o w a ł o — jeżeli m o ż n a się tak w y r a z i ć
— e t y k ę wsi, wniosło w życie chłopów nowy — obcy
statycznym, dychotomicznym s t r u k t u r o m orbis interior
— głęboki ferment.
Ustny przekaz tradycji. Wieś polska X I X wieku jest
jednak, o czym j u ż p i s a l i ś m y na w s t ę p i e , w ogromnym
procencie n i e p i ś m i e n n a . Tradycja utrzymuje się t u
więc dzięki p a m i ę c i o w e m u przekazowi ustnemu. M e ­
chanizmy zaś p a m i ę c i z a r ó w n o k o m p u t e r ó w , jak i l u ­
dzi m a j ą charakter zero-jedynkowy, to jest k o d u j ą i n ­
formacje w oparciu o system binarnych p r z e c i w s t a w i e ń .
S t ą d wypreparowane przez s t r u k t u r a l i s t ó w , z dostar­
czanego przez k u l t u r y ludowe m a t e r i a ł u , pary: góra —
dół, lewe — prawe, m ę s k i — żeński, tył — przód, nie
są bynajmniej elementem
abstrakcyjnej
łamigłówki,
lecz o b n a ż e n i e m zasad ludowej klasyfikacji
zjawisk,
klasyfikacji, k t ó r a determinuje nie tylko możliwość
przekazu najbardziej złożonych treści ale r ó w n i e ż i r o ­
zumienie zachodzących
między
przedmiotami
zależ­
ności i z w i ą z k ó w ; to wszystko co określać się ostatnio
zwykło jako „ m y ś l e n i e m i t y c z n e "
— będące samą
istotą k u l t u r y ludowej. Jedynie w kategoriach tego
m y ś l e n i a zrozumieć m o ż e m y całą sferę ludowej (w
t y m apokryficznej) wierzeniowości, folkloru słownego,
wiedzy, obrzędowości, m a g i i . . .
F u n d a m e n t a l n ą zaś j e ­
go p o d s t a w ą jest w ł a ś n i e , inwokowana dotychczas r a ­
czej z p u n k t u widzenia socjologicznego, nie wyczerpu­
j ą c a się w n i m przecież, opozycja: „orbis interior" —
„orbis exterior", w e w n ę t r z n e — z e w n ę t r z n e , do ś r o ­
dka — na z e w n ą t r z .
70

80

Katolicyzm — wymiar drugi. C h r y s t i a n i z u j ą c wieś K o ­
ściół nie s t a r a ł się w większości p r z y p a d k ó w (przy­
140

w

Ogrójcu,

drewno

polichrom. 46 X 30 cm.

najmniej do X V I I I — X I X wieku) p o d e j m o w a ć frontal­
nej w a l k i ze s t r u k t u r a m i tego m y ś l e n i a z m i e r z a j ą c r a ­
czej do ich adaptacji, oraz zgadzając się na daleko
idącą folkloryzację swej l i t u r g i i , hagiografii etc. Za­
w d z i ę c z a m y tej formacji misyjnej z n a c z n ą ciągłość np.
układu
ludowego (przedchrześcijańskiego)
kalendarza
o b r z ę d ó w p r z e j ś c i a , w a r t o ś c i o w a n i a przestrzeni, og­
romnej ilości p r a k t y k magicznych etc. Zafascynowani
t y m i i podobnymi zbieżnościami z e w n ę t r z n y m i lub d ł u ­
gim t r w a n i e m w e w n ę t r z n y c h struktur k u l t u r y ludowej
etnografowie skoncentrowali się na nich niemal c a ł ­
kowicie. W ten sposób uszedł ich uwadze i n n y rezul­
tat chrystianizacji, k t ó r y potocznie n a z w a ć by m o ż n a
u w e w n ę t r z n i e n i e m — niekoniecznie intelektualnego —
poznania religijnego, do k t ó r e g o p r z y n a l e ż a ł a b y ta ta­
jemnicza rzeczywistość, k t ó r ą pastor Bonhoeffer nazy­
w a ł „ g ł ę b i ą " . Samo indywidualne przeżycie „głębi"
jako „ n i e d a j ą c e się w y r a z i ć , a więc w pewien sposób
nieprzekazywalne"
znajduje się n i e w ą t p l i w i e poza za­
sięgiem n a r z ę d z i i metod etnologa. Nie może on jednak
p o m i n ą ć projekcji owego d o ś w i a d c z e n i a na ś w i a t ze­
wnętrzny, której
społeczny
w y m i a r zasygnalizowali
choćby B o l e s ł a w Prus w dialogu d r ó ż n i k a Wysockiego
z uratowanym przed samobójczą śmiercią W o k u l s k l m ,
czy Stefan Ż e r o m s k i w Charitas (scena z s o ł d a t e m
p r z e k a z u j ą c y m odnalezione dziecko panu Granowskiem u ) , k t ó r e j jednak najwyraziistszą i n a j d o s t ę p n i e j s z ą
d o m e n ą jest ludowa sztuka sakralna.
Ludowość czy „ludowość".
Sztuka ludowa... — I t u w ł a ­
śnie dochodzimy do swoistego paradoksu. Otóż defi­
niując o w ą u m o w n ą „ l u d o w o ś ć " rzeźby, r y t u a ł u , opo­
wieści, postawy, s k ł o n n i j e s t e ś m y o d w o ł y w a ć sdę prze­
de wszystkim do spetryfikowanych s t r u k t u r m y ś l e n i a
mitycznego. Można w r ę c z z a r y z y k o w a ć twierdzenie, iż
przedmiot o tyle jest w powszeahnym odczuciu „ l u d o ­
w y " o ile mieści się bez reszty w owych strukturach.
Napewno „ l u d o w y " wydaje się więc np. ś w . E m i l
J ę d r z e j a Wowry, p r z e d s t a w i a j ą c y
jakiegoś
„świętego
w ogóle" (św. E m i l nie znany jest tradycji chrześci­
j a ń s k i e j , a najbliższy m u imieniem ś w . Emilian odznacza
81

82

83

b4

8 5

�się w ikonografii w i e l k i m mnisim kapturem — stąd
nawet jego przydomek ,,Cucullatus") i p r z y w o ł u j ą c y
dla p o d k r e ś l e n i a sacrum tematu atrybuty całej plejady
ś w i ę t y c h (gałąź k w i t n ą c a w dłoni, korona, pies...) *\
jak r ó w n i e ż mityczny stereotyp drzewa życia (kwiaty
z ptakami po bokach). Natomiast Ostatnia Wieczerza
Józefa L u r k i budzić już będzie p o w a ż n e zastrzeżenia
co do swej ,,ludowości". W sferze literackiej jest wszak­
że ta rzeźba niejako r e p l i k ą katastroficznych strof A r a ­
gona z Nie ma miłości szczęśliwej:
,,A kiedy człowiek
chce z miłością szeroko o t w o r z y ć ramiona, jego cień...
ma k s z t a ł t k r z y ż a . " U L u r k i r z ą d tych samych skoja­
r z e ń : miłość — otwarte ramiona — krzyż, nabiera
jednak znaczenia odwrotnego — miłości (szczęśliwej;)
r e a l i z u j ą c e j się przez u k r z y ż o w a n i e . Głębia tej teolo­
gicznej refleksji (a przecież zubożyliśmy ją p o m i j a j ą c
całą s y m b o l i k ę Wieczerzy) odbiega jakże daleko od
dualistycznej ś w i a d o m o ś c i „ d r z e w a życia". Czy jest
więc L u r k a „ l u d o w y " ? — Trudno odpowiedzieć.
Te same w ą t p l i w o ś c i i w innych rejonach k u l t u r y
religijnej wsi. P o s t a w ę par excellence „ l u d o w ą " refe­
ruje np. A n t o n i G o ł u b i e w poprzez monolog napotkanej
na łódzkim
targu wileńskiej
przekupki, w y w o ł a n y
stwierdzeniem tożsamości Częstochowskiej i Ostrobram­
skiej M a t k i Boskiej: „Może i prawda, że ta sama. A l e
różnica t a k i jest: nie pójdziesz do tutejszej j a k do
naszej, k a ż d y zrozumi, że taka rzecz n i e m o ż e b n a . (...)
Do naszej Ostrobramskiej polecisz, wypłaczesz się, w y ­
powiesz wszystko j a k kobieta kobiecie, dusza cała otwo­

rzysz. A u tej Częstochowskiej na r e n k u siedzi m a l u ­
sieńki .Tezusik, patrzy swoimi oczkami i k a ż d z i u t k i e
słowo p o d s ł u c h u j i : to i dyskrecji żadnej nie ma. A jesz­
cze K r ó l o w a Polski, ciż z k r ó l o w ą bendziesz g a d a ł bez
nijakiej ż e n a d y ? . . . " Gdy jednak chłopi — kiedy pod­
czas wojny nie stało księdza — postawili w konfesjo­
nale krzyż i do niego się s p o w i a d a l i — czy była to
postawa „ l u d o w a " ?
Wieś polska w procesie przemian. Nie jest to dzielenie
włosa na czworo. W ś w i a d o m o ś c i większości w s p ó ł c z e s ­
nych e t n o g r a f ó w
(jak i zafascynowanych
egzotyką
e k s p l o r a t o r ó w sprzed I Wojny Ś w i a t o w e j ) funkcjonuje
w s z a k ż e „ t r a d y c y j n y " i „ l u d o w y " wiek X I X , k t ó r y
dopiero pod w p ł y w e m X X - w i e c z n y c h p r o c e s ó w i n d u ­
strializacji i urbanizacji podlegać poczyna przemianom
— r ó w n i e ż w sferze k u l t u r y duchowej. I dopiero wieku
X X dotyczą w ą t p l i w o ś c i co jest jeszcze, a co j u ż nie
jest „ l u d o w e " . W ten sposób wytworzona zostaje fał­
szywa dychotomia „ t r a d y c y j n e j k u l t u r y l u d o w e j " i „wsi
polskiej w procesie przemian". Na tej zaś dychotomii
o p i e r a j ą się liczne analizy i p o r ó w n a n i a . Tymczasem
kształt k u l t u r y duchowej wsi polskiej X I X w i e k u de­
t e r m i n u j ą : ustny przekaz tradycji, zmieniająca swe na­
tężenie izolacja i katolicyzm w obu swoich nurtach.
„ T r a d y c y j n a k u l t u r a ludowa" X I X w i e k u nie jest więc
tak ze wszystkim „ l u d o w a " . Z r e s z t ą znajduje się ona
„od czasów Seta" , czyli „od zawsze" w procesie
przemian. Na t y m też zasadza się jej fascynujące bo­
gactwo.
87

88

89

PRZYPISY

1

A r t y k u ł niniejszy jest rozszerzoną i z m i e n i o n ą
w e r s j ą tekstu do książki Uniwersalizm
i swoistość
kul­
tury polskiej, pod red. Jerzego Kłoczewskiego, która
u k a ż e się n a k ł a d e m T N K U L w 1981 roku.
P o r ó w n a j : K . G. Izikowitz, Esąuisse
ethnographiąue,
w : Echanges et Communications,
Paris 1970,
s. 933—934; L . Nowak, Prawda jest tam, gdzie nikt jzj
nie oczekuje, „ Z n a k " nr 11—12 1977, s. 1351.
P. Lazarsfeld, Le vocabulaire des sciences sociales, Paris 1965.
P o r ó w n a j : J. Sutter, Demographie,
genetique et
ethnologie, w : Ethnologie Generale, Paris 1968, s. 1529.
P o r ó w n a j : J. S. B y s t r o ń , Kultura Ludowa, War­
szawa 1947, s. 93—95.
P o r ó w n a j : I . Kostrowicka, Z. Landau, J. Toma­
szewski, Historia gospodarcza Polski XIX г XX wieku,
Warszawa 1966, s. 153.
B. C y w i ń s k i , Doświadczenie
sześciu
pokoleń,
„ Z n a k " nr 10—11 1978, s. 1294.
P o r ó w n a j : E. K o z ł o w s k i , Służba Polaków
w sze­
regach armii rosyjskiej, w : Społeczeństwo
polskie
XVIII
i XIX wieku, t. V I , Warszawa 1974, s. 109—128.
P o r ó w n a j п р . : E. Tyszkiewicz, Opisanie powiatu
borysowskiego, W i l n o 1847, s. 18—19.
B y s t r o ń , op. cit., s. 99.
W y n i k i b a d a ń na Roztoczu L u b e l s k i m (IX.197G)
i Ziemi C h e ł m s k i e j (IX.1977) — m a t e r i a ł y w dyspo­
zycji K a t e d r y Etnografii U.W.
X . S a d o k - B a r ą c z , Cudowne obrazy Matki Naj­
świętszej
w Polsce, L w ó w 1891.
X . W a c ł a w z Sulgostowa. O cudownych
obrazach
w Polsce Przenajświętszej
Matki Bożej, K r a k ó w 1902.
Proporcja na podst. E. Ciupak. Kult
religijny
i jego społeczne
podłoże,
Warszawa 1965, s. 105.
Z. Biały, Ekonomiczna i kulturowa rola
targów
i jarmarków
w Małopolsce
południowej
w XIX i XX
wieku, „Etnografia Polska" t. X I I , 1968, s. 29—66.
K . C h ł ę d o w s k i , Galicyjskie
jarmarki,
„Dodatek
tygodniowy przy Gazecie L w o w s k i e j " 1872, s. 185.
M . Praskowski, Wpływ
jarmarków
na lud wiej­
ski, „Tydzień Piotrkowski" nr 9/1899.
2

3

4

5

0

7

8

9

1 0

1 1

1 2

13

14

1 5

1 0

1 7

1 8

W. K u l a , Miary i ludzie, Warszawa 1970, s. 16.
t a m ż e , s. 10.
W. Korczewski, Rozmowy polskie, ł a c i ń s k i m j ę ­
zykiem przeplatane,
rytmy
ośmiorzecznymi
złożone,
K r a k ó w 1889, (wyd. J. Karłowicz), s. 7.
Listy polskie, „ R e g i o n y " nr 4/1978, s. 87.
B y s t r o ń , op. cit., s. 133.
t a m ż e , s. 141.
S. W y s p i a ń s k i , Wesele, akt 1, scena 1, w. 23—25.
tamże, w. 26.
J. L e m a ń s k i , L u b i ę wieś, w. 17—20.
A . Niemojewski, Branka, w. 1—2.
J. R. Szaflik, O rząd chłopskich
dusz, Warszawa
1976, s. 12. P o r ó w n a j r ó w n i e ż : J. Burszta,
Społeczeństwo
г karczma, Warszawa 1951, s. 43—47.
M . Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór,
Warsza­
wa 1977, s. 98.
S. N y r k o w s k i , Karnawał
dziadowski, Warszawa
1973, s. 164.
t a m ż e , s. 270.
L e m a ń s k i , Ekologa, w . 80—83.
Z. Strzetelska-Grynbergowa, Staromiejskie,
ziemii i ludność, L w ó w 1899, s. 568.
t a m ż e , s. 570.
Listy polskie... s. 89.
B y s t r o ń , Megalomania narodowa, Warszawa 1935,
s. 63—85.
W. Witos, Moje wspomnienia, Warszawa 1973,
s. 91.
T. Mann, Józef i jego bracia, Warszawa 1961,
t. I I I , s. 191—192 i 409—412.
Witos, op. cit., s. 86.
Mann, op. cit., s. 410.
J. Olędzki, Kultura artystyczna ludności
kurpio­
wskiej, W r o c ł a w 1971.
t a m ż e , s. 179—206 et passim.
M . Konopnicka, Piosenka moja, w. 7.
Olędzki, op. cit., s. 196.
tamże,
t a m ż e , s. 184.
Witos, op. cit., s. 35.
1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 9

2 7

2 8

2 9

£ 0

3 1

3 2

3 3

34

8 5

5 0

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 1

4 5

4 8
4 7

141

�18

L . Kondratowicz, Ułas, cz. I , sc. 1, w. 21—26.
P o r ó w n a j : Л. R. Radcliffe-Brown, Structure and
junction in primitive society, London 1961, s. 205—211.
P o r ó w n a j пр.: E. Redlińsk-i, Konopielka,
War­
szawa 1974, s. 211—231.
S. Czarnowski, Kultura religijna wiejskiego ludu
polskiego, w : Dzieła, Warszawa 1956, t. I , s. 90. Po­
r ó w n a j t a k ż e : S. Poniatowski, Etnografia polska, w :
Wiedza o Polsce, Warszawa 1932, t. I I I , s. 260—262.
Inf. z Hutkowa, Krasnobrodu i Szumu (Rozto­
cze Lubelskie) z IX.1976. Ankiety w dyspozycji Kate­
dry Etnografii U.W.
Czarnowski, op. cit., s. 93.
P o r ó w n a j : L . Stomma, Struktura
słowiańskich
obrzędów
przejścia
cyklu dorocznego, Warszawa 1976
(maszynopis
w
dyspozycji
Wydziału
Historycznego
U.W.).
Stomma, op. cit., s. 8—23, 56 et passim.
P o r ó w n a j : J. Tomicka, Wigilia ludowa, „ T y ­
godnik Powszechny" 25.XII.1975.
Pielgrzymi u ż y w a j ą obu tych nazw wymiennie.
P r o w a d z ą c y systematyczne, wieloletnie badania
w K a l w a r i i P a c ł a w s k i e j A. Hemka poniósł t r a g i c z n ą
ś m i e r ć w 1977 r. i większość jego dorobku zaginęła.
Opieram się więc na jego z a p a m i ę t a n y c h
relacjach
ustnych.
inf. zanotowana w K a l w a r i i P a c ł a w s k i e j w V I I I .
1976 (pielgrzym z okolic J a r o s ł a w i a ) .
P o r ó w n a j : Czarnowski, op. cit., s. 105—106.
t a m ż e , s. 106.
Nieco inne typy w a r t o ś c i o w a ń w y s t ę p o w a ł y —
j a k się wydaje — szczególnie w odniesieniu do prawa
własności — na terenach k r ó l e w s z c z y z n . P o r ó w n a j : Cz.
Robotycki,
Analiza ethosu ludowego na
przykładzie
wsi Jurgów
w powiecie nowotarskim,
K r a k ó w 1977
(maszynopis w dyspozycji K a t e d r y Etnografii S ł o w i a n
U.J.).
J. S w i ę t e k , Zwyczaje
i pojęcia
prawne
ludu
nadrabskiego, cz. 1 w : „ M a t e r i a ł y Antropologiczne, A r ­
19

5 0

5 1

5 2

5 3

5 1

5 5

5 8

5 7
5 8

5 9

0 0

0 1

6 2

6 3

cheologiczne i Etnograficzne" t. 1/1896, cz. Ш , s. 266 —362; cz. 2 t a m ż e , t. 11/1897, cz. I I I , s. 119—379.
S w i ę t e k , op. cit., cz. 2, s. 288.
t a m ż e , s. 290.
Witos, op. cit., s. 102.
S w i ę t e k , op. cit., s. 299—300.
inf. Rzepiska 1.1975 (ankieta w dyspozycji LS).
""Porównaj п р . : Cz. Pietkiewicz, Kultura
duchowa
Polesia Rzeczyckiego,
Warszawa 1938, s. 132—137.
Czarnowski, op. cit., s. 96—97.
t a m ż e , s. 99.
inf. H u t k i (Roztocze Lubelskie) IX.1977 (ank. w
dysp. LS).
Czarnowski, op. cit., s. 99.
P o r ó w n a j : Z. Gloger, Rok Polski,
Warszawa
1922 r.
t e r m i n p r z y j ę t y za J. O l ę d z k i m .
W. Pol., poemat (Jest tam w Krakowie...)
w.
19—20.
Witos, op. cit., s. 102—103. P o r ó w n a j też: A. C h ę t nik, Z Puszczy Zielonej, Warszawa 1978, s. 68.
Czarnowski, op. cit., s. 99.
P o r ó w n a j п р . : R. Tomicki, Drzewo Życia, War­
szawa 1975, s. 21.
P o r ó w n a j пр.: L . Stomma, Magia dzisiaj, „Pol.
Szt. L u d . " R. X X X I I , 1978, n r 3/4, s. 131—142.
P o r ó w n a j : L . Stomma, Struktura
słowiańskich
obrzędów...
rozdz. I I I — I V .
J. C. Barreau, Abyście przez wiarę życie
mieli,
K r a k ó w 1969, s. 222.
t a m ż e , s. 223.
B. Prus, Lalka t. I I I , Warszawa 1977, s. 195.
S. Ż e r o m s k i , Charitas, Warszawa 1948, s. 284—
—287.
L . Reau, IconoorapJiie de I'art Chretien, t. I I I ,
cz. I I I , Paris 1955, index.
A. G o ł u b i e w , Jasna G ó r a — odpowiedź
na an­
kietę, „ T y g o d n i k Powszechny" nr 35/1977.
informacja udzielona przez T. Żychiewicza.
T. Mann, op. cit., t. I , s. 17.
8 1

6 5

6 6
e 7

6 8

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 8

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

8 6

8 7

8 8

8 9

Fot.: S. Deptuszewski — Ц. 1, 2; E . Kossakowski — il. 7; R. Reinfuss — il. 3; J . Swiderski — ii. 4—6,

II.

11. Józef

Lurka,

Ostatnia wieczerza, p ł a s k o r z e ź b a

polichrom.

33 X 62

cm,

1972.

8—11.

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
