<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="9780" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/9780?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T04:15:26+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="9758">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/828be62d41dac05496cc4087650065a8.pdf</src>
      <authentication>59fff9d32b7114acd614f3ceaa088c90</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116296">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4695</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116297">
              <text>1971</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116298">
              <text>Chyżówka - obrzędowość doroczna</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="116299">
              <text>obrzędy doroczne - przemiany</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116300">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4359</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116301">
              <text>Przemiany obrzędowości dorocznej wsi Chyżówki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116302">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25 z.4; 231-250</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116303">
              <text>Kroh, Magdalena</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116304">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116305">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116306">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="116307">
              <text>Magdalena Kroh

PRZEMIANY OBRZĘDOWOŚCI DOROCZNEJ WE WSI CHYŻÓWKI
Praca m a na celu przedstawienie przemian, j a k i m
podlegały
na przestrzeni
ostatnich stu lat o b r z ę d y
i zwyczaje doroczne. Problem b ę d z i e o m ó w i o n y na p r z y ­
kładzie w s i C h y ż ó w k i w pow. l i m a n o w s k i m , w s i b ę d ą ­
cej — w p o r ó w n a n i u z ogromnym tempem przemian
współcześnie z a c h o d z ą c y c h na w s i polskiej — p r z y k ł a ­
dem powolnych p r z e o b r a ż e ń . W z w i ą z k u z t y m k u l t u r a
wsi jest stosunkowo zbliżona do modelu tradycyjnego.
C h y ż ó w k i to w i e ś leżąca w Beskidach, z dala od
szlaków komunikacyjnych, nie zelektryfikowana, leżąca
na terenie nie u p r z e m y s ł o w i o n y m , nie p o s i a d a j ą c a od­
powiedniej drogi. Te w ł a ś n i e czynniki s p o w o d o w a ł y , że
w y b r a ł a m C h y ż ó w k i jako teren moich b a d a ń . Chcia­
łam p r z e d s t a w i ć przemiany z a c h o d z ą c e w o b r z ę d o w o ś c i
na terenie, gdzie u p r z e m y s ł o w i e n i e czy
jakiekolwiek
inne czynniki nie s p o w o d o w a ł y tak g w a ł t o w n y c h zmian
w życiu gospodarczym, a co za t y m idzie w k u l t u r z e
społecznej, j a k to n a s t ą p i ł o na i n n y c h terenach. T y m
samym obraz przemian jest j a k b y bardziej czytelny,
bardziej „ k l a r o w n y " .
Pod o k r e ś l e n i e m „obrzędowość doroczna" rozumiem
w tej pracy wszelkie o b r z ę d y , zwyczaje, a t a k ż e w i e ­
rzenia, zabiegi magiczne itp., z w i ą z a n e z j a k i m ś dniem
lub okresem r o k u .
W zakres obrzędowości dorocznej
wchodzić b ę d z i e r ó w n i e ż sposób obchodzenia ś w i ą t p a ń ­
stwowych, k o ś c i e l n y c h , szkolnych i okolicznościowych.
Określenia „ o b r z ę d o w o ś ć tradycyjna" u ż y w a m w odnie­
sieniu do z w y c z a j ó w l u d o w y c h — z a r ó w n o starych, j a k
i od niedawna we w s i p r a k t y k o w a n y c h . Przy omawia­
niu o b r z ę d o w o ś c i tradycyjnej celowo nie rozgraniczam
„ o b r z ę d u " od „ z w y c z a j u " ze w z g l ę d u na r ó ż n e rozumie­
nie tych o k r e ś l e ń przez poszczególnych a u t o r ó w , a ści­

słe definiowanie t y c h pojęć dla omawianego
nia nie wydaje się konieczne.

zagadnie­

Ramy czasowe pracy to okres od k o ń c a X I X w. do
c h w i l i obecnej, czyli okres, k t ó r y m i e s z k a ń c y wsi obej­
m u j ą swoją p a m i ę c i ą ł u b znają ze słyszenia od po­
przedniego pokolenia.
W Chyżówkach
prowadziłam
badania
terenowe
w latach 1969—1971. Metody badania to w y w i a d i obser­
wacja uczestnicząca. I n f o r m a t o r ó w s t a r a ł a m się tak do­
b i e r a ć , by reprezentowali wszystkie grupy wieku, obie
płcie, by zachodziło z r ó ż n i c o w a n i e zawodowe oraz by
b y ł y reprezentowane wszystkie części wsi. Szczególnie
z w r ó c i ł a m u w a g ę na dobór większej ilości i n f o r m a t o r ó w
starszych, aby na podstawie ich wypowiedzi s t w o r z y ć
sobie obraz obrzędowości w k o ń c u ubiegłego stulecia
i na p o c z ą t k u obecnego. Z e b r a ł a m też konieczne dane
na temat gospodarki, historii, sytuacji społecznej i k u l ­
turalnej wsi. W i a d o m o ś c i te o t r z y m a ł a m od m i e s z k a ń ­
ców wsi a t a k ż e w Prezydium GRN, u sołtysa oraz
w parafii w Jurkowie.
We wspomnianym okresie p r z y j e ż d ż a ł a m do wsi
w czasie wszystkich ś w i ą t istotnych dla r o k u o b r z ę d o ­
wego. O b s e r w o w a ł a m w i ę c zwyczaje z w i ą z a n e z okre­
sem Bożego Narodzenia (m. i n . o g l ą d a ł a m kilkakrotnie
przedstawienia kolędnicze), Wielkanocy, M a t k i Boskiej
Zielnej, z Niedzielą P a l m o w ą itd., b y ł a m t e ż w Chy­
ż ó w k a c h 22 lipca. P o n i e w a ż p r z y j e ż d ż a ł a m do w s i w i e ­
lokrotnie, po p e w n y m czasie nie b y ł a m traktowana
przez m i e s z k a ń c ó w w s i jako obca, szczególnie w nie­
k t ó r y c h domach. U ł a t w i ł o m i to badania i zwiększyło
w i a r y g o d n o ś ć zebranych m a t e r i a ł ó w .

231

�L i t e r a t u r a dotycząca wsi C h y ż ó w k i
jest
bardzo
skromna: k i l k a wzmianek na temat pisowni nazwy wsi
w „Wierchach" i „Światowidzie" \ reportażowe
arty­
k u ł y Zbigniewa T u r k a w „ D z i e n n i k u Polskim" w 1958 r.
Marginesowo o wsi C h y ż ó w k i wspomina praca
Wieś
Dobra w powiecie limanowskim ,
a d o k ł a d n i e j opisuje
wieś z p u n k t u widzenia geografii Maria S i e m i ń s k a
w swojej pracy d y p l o m o w e j . Poza t y m są t y l k o prace
dotyczące n i e k t ó r y c h z a g a d n i e ń całego regionu.
2

3

Ogólna charakterystyka w s i
C h y ż ó w k i administracyjnie należą do pow. l i m a n o w ­
skiego, Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej mieści
się w Jurkowie. C h y ż ó w k i to w i e ś leżąca w Beskidzie
Wyspowym, w dolinie rzeki o tej samej nazwie; w p a ­
dającej do J u r k ó w k i - Ł o s o s i n y (dorzecze Dunajca). Do­
lina ta rozdziela dwa wzniesienia: pasmo Mogielicy,
najwyższego szczytu w Beskidzie W y s p o w y m (1171 m)
i masyw Ł o p i e n i a (951 m). Wieś ma u k ł a d r ó w n o l e ż n i ­
kowy, ciągnie się na przestrzeni ok. 3 k m . Budownic­
two jest rozproszone, wieś s k ł a d a się z 24 osiedli roz­
łożonych na stokach Ł o p i e n i a i Mogielicy. W k a ż d y m
osiedlu znajduje się 2—8 zagród. Obecnie jest we wsi
ok. 70 gospodarstw, dawniej liczba ich p r z e k r a c z a ł a 100.
W C h y ż ó w k a c h zelektryfikowane są t y l k o cztery
osiedla
leżące w b e z p o ś r e d n i m s ą s i e d z t w i e J u r k o w a
(1959 г.). Komunikacja autobusowa PKS od k i l k u lat
łączy J u r k ó w z L i m a n o w ą (dwa razy na dzień), naj­
bliższa stacja kolejowa to Dobra (6 km), leżąca na l i n i i
kolejowej Nowy S ą c z — C h a b ó w k a (istniejącej od 1885 г.).
Szosa asfaltowa dochodzi do J u r k o w a , przez C h y ż ó w k i
biegnie droga gruntowa, m o ż l i w a do przebycia w y ł ą c z ­
nie f u r m a n k ą .
P o d s t a w ą utrzymania m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k jest
przede wszystkim rolnictwo i hodowla. P r z e c i ę t n a w i e l ­
kość gospodarstw waha się w granicach 3—6 ha, w t y m
1—1,5 ha ziemi ornej. D u ż ą część gospodarstw s t a n o w i ą
lasy. Plony są niskie ze w z g l ę d u na trudne w a r u n k i
glebowe, ogromne rozdrobnienie g r u n t ó w i n i s k ą k u l ­
t u r ę rolną. Obok rolnictwa i s t o t n ą r o l ę odgrywa ho­
dowla k r ó w , świń i owiec. W C h y ż ó w k a c h wypasa się
owce przez cały sezon po okolicznych g ó r a c h . Organi-

2

232

zaeja pasterstwa jest typowa dla Beskidu Wyspowego,
opiera się przede wszystkim na s p ó ł k a c h pasterskich.
W okresie powojennym zaczęto p r z e w o z i ć owce w Biesz­
czady. Obecnie, dzięki zezwoleniu w ł a d z na wypas na
miejscu, t y l k o część owiec w y s y ł a n a jest na wschód.
Resztę wypasa się w s z a ł a s a c h na Ł o p i e n i u , Ćwilinie
i Mogielicy.
Do ostatniej w o j n y m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k praco­
w a l i t a k ż e we dworze w Dobrej, a szczególnie w la­
sach dworskich. Obecnie t a k ż e las jest g ł ó w n y m źród­
ł e m prac dodatkowych, z a r ó w n o stałych, j a k sezono­
wych. K i l k u m ł o d y c h pracuje też w sklepach w Do­
brej, w J u r k o w i e , w Sowlinach w z a k ł a d a c h ś l u s a r ­
skich, w warsztatach stolarskich w K a l w a r i i itp. Sezo­
nowo d z i e w c z ę t a i młodzi mężczyźni
wyjeżdżają
w
Bieszczady do prac l e ś n y c h .
C h y ż ó w k i należą do parafii w Jurkowie, k t ó r a po­
w s t a ł a w 1913 r. W okresie w c z e ś n i e j s z y m Chyżówki
były p r z y n a l e ż n e do parafii w Dobrej.
Szkoła w C h y ż ó w k a c h istnieje od 1916 r. Obecnie
po u k o ń c z e n i u szkoły podstawowej część młodzieży uczy
się dalej; aktualnie w szkołach ś r e d n i c h ogólnokształ­
cących l u b zawodowych (co częstsze) uczy się kilkana­
ście osób z C h y ż ó w e k , większość w pow. limanowskim.
Z a r ó w n o w okresie przed o s t a t n i ą w o j n ą , jak szcze­
gólnie obecnie, na terenie wsi istniało k i l k a organizacji,
nie z a o b s e r w o w a ł a m
jednak w i ę k s z e g o w p ł y w u ich
działalności na obrzędy. W C h y ż ó w k a c h jest sklep spo­
żywczy, l u d n o ś ć zaopatruje się poza t y m w Jurkowie,
Dobrej i L i m a n o w e j . O ś r o d e k zdrowia a t a k ż e innego
t y p u instytucje z n a j d u j ą się w Dobrej.
Istotną sprawą
dla
ogólnego rozwoju
Chyżówek
i zmian z a c h o d z ą c y c h w ś w i a d o m o ś c i są migracje. Od
ok. 1900 r. rozpoczęła się s t a ł a i sezonowa emigracja
do A m e r y k i , d o k ą d w y j e c h a ł o ok. 10 rodzin, pojedyncze
rodziny w y j e c h a ł y też do Francji, Belgii, Niemiec itp.
Ogromne znaczenie w życiu wsi m i a ł a emigracja na
Ziemie Zachodnie, szczególnie silna na p o c z ą t k u lat
pięćdziesiątych, ale t r w a j ą c a do c h w i l i obecnej. Na Zie­
mie Zachodnie (szczególnie w rejon Bystrzycy Kłodzkiej
i Zielonej Góry) ogółem w y j e c h a ł o ponad 20 rodzin, co
stanowi ok. 25% m i e s z k a ń c ó w . Założyli oni tam w więk­
szości indywidualne gospodarstwa.
Utrzymują
stały
k o n t a k t z r o d z i n n ą w s i ą ze w z g l ę d u na ścisłe związki

3

�°tLr ^

П.
g 0 S2,P 3. „ O g r a b k i " w y k . dla ozdoby

u

^^^^^

^¿
^

^ „ f Ł £
wiejskich

z Jurkowa.

�rodzinne. K i l k a
w Bieszczadach.

rodzin z C h y ż ó w e k

osiedliło

się t e ż

Rok obrzędowy w Chyżówkach
Przedstawienie — bardzo ogólne zresztą — r o k u
obrzędowego ma na celu zasygnalizowanie o b r z ę d ó w
czy zwyczajów i s t n i e j ą c y c h w C h y ż ó w k a c h , niezależnie
od czasu ich w y s t ę p o w a n i a .
Najbogatsze są obrzędy z w i ą z a n e z okresem zimo­
w y m . Od św. Ł u c j i rozpoczyna się przepowiednie pogody
na cały n a d c h o d z ą c y r o k a t a k ż e w r ó ż b y urodzaju z ga­
łązek leszczyny. Najwięcej z w y c z a j ó w dotyczy dnia w i ­
gilijnego — są to r ó ż n e g o rodzaju nakazy i zakazy, j a k
się tego dnia z a c h o w y w a ć , co robić, j a k p r z y g o t o w a ć
izbę i stół do wieczerzy, j a k się ma o d b y w a ć sama
wieczerza. W i l i a jest też dniem w r ó ż e b n y m z a r ó w n o
jeśli chodzi o gospodarstwo •— urodzaj, dobytek — j a k
i o sprawy osobiste d o m o w n i k ó w , a więc przede wszyst­
k i m zamążpójście, życie l u b ś m i e r ć . W Wigilię i Boże

Narodzenie dzieją się t e ż dziwy i cuda, r ó ż n e zabiegi
magiczne o s i ą g n ą p o ż ą d a n y skutek, np. m o ż n a w y k r y ć
c z a r o w n i c ę i t p . Sw. Szczepan to dzień ś w i ę c e n i a owsa,
o w i ą z y w a n i a drzew owocowych a t a k ż e p o c z ą t e k cho­
dzenia po kolędzie. Od Szczepana do Trzech K r ó l i cho­
dzą r ó ż n o r a k i e grupy k o l ę d n i c z e : z szopką, T u r o ń z Ż y ­
dem l u b Cyganem, ostatnio „ ż y w a szopka" czy po p r o ­
stu chłopcy z g w i a z d ą , a 6 stycznia przebrani za Trzech
K r ó l i . Nowe zwyczaje to przebieranie się za ś w . M i k o ­
łaja oraz za Stary i N o w y Rok.
W d n i u M a t k i Boskiej Gromnicznej
święci
się
g r o m n i c ę dla c e l ó w r e l i g i j n y c h i magicznych, w dniu
św. A g a t y — chleb, sól i w o d ę . Na zapusty w Chy­
ż ó w k a c h p r z e b i e r a ń c y nie chodzili,
z okresem
tym
zresztą nie w i ą ż ą się ż a d n e szczególne zwyczaje. „ W a ­
żenie ż u r u " — o i l e b y ł o wcześniej j a k i m ś zwyczajem —
za p a m i ę c i i n f o r m a t o r ó w jest t y l k o p o r z e k a d ł e m .
Bogate są też zwyczaje wiosenne, przede wszyst­
k i m wielkanocne, począwszy od ś w i ę c e n i a palm, przez

�święcenie jedzenia, wody, ognia, p r a k t y k i magiczne za­
pewniające urodzaje, s k o ń c z y w s z y na P o n i e d z i a ł k u W i e l ­
kanocnym, w czasie k t ó r e g o chodzą po domach przebie­
rańcy: dziady ś m i g u ś n e i Cyganie. B r a k natomiast zwy­
czaju topienia Marzanny, Judasza
i t p . Powszechne
były „ m a j ó w k i " , czyli wieczorne zebrania przy kaplicz­
kach wiejskich, a w późniejszych czasach n a b o ż e ń s t w a
majowe.
O wiele mniej popularne są n a b o ż e ń s t w a
czerwcowe. Znane było zdobienie d o m ó w na Zielone
Święta, p r a k t y k o w a n o zabiegi z w i ą z a n e z B o ż y m C i a ­
łem, święcenie ziół, zbóż i innych r o ś l i n na Wniebo­
wzięcie.
W omawianym okresie p o j a w i ł się we w s i zwyczaj
przystrajania g r o b ó w na Wszystkich Ś w i ę t y c h .
W niniejszym a r t y k u l e zmuszona jestem p o m i n ą ć
zwyczaje rolnicze i hodowlane (szczególnie bogate, j e ­
śli chodzi o m a g i ę p a s t e r s k ą ) . W y j ą t e k z r o b i ł a m jedynie
dla dożynek (dawny „ o g r a b e k " ) .
Osobną g r u p ę s t a n o w i ą zwyczaje z w i ą z a n e ze ś w i ę ­
tami p a ń s t w o w y m i , ś w i ę t a szkolne oraz ś w i ę t a okolicz­
nościowe, j a k Dzień Dziecka, Dzień M a t k i czy Dzień
Kobiet.
Obrzędowość jest częścią s k ł a d o w ą k u l t u r y wsi, pod­
lega więc t y m samym w p ł y w o m i d o k o n u j ą się w niej
te same przemiany, co w całej k u l t u r z e wiejskiej. Prze­
miany te są bardzo r ó ż n o r o d n e i r ó ż n y m i czynnikami
spowodowane. A r t y k u ł jest p r ó b ą przedstawienia tych
przemian na p r z y k ł a d z i e w s i C h y ż ó w k i .
Przy chronologizacji o b r z ę d ó w p o s ł u g u j ę się jako
datami granicznymi przede w s z y s t k i m okresami obu
wojen ś w i a t o w y c h .
Przyczyny s ą d w i e ; po pierwsze
można z a o b s e r w o w a ć w p ł y w wojen na przyspieszenie
przeobrażeń, po drugie jest to n a j ł a t w i e j s z y dla miesz­
k a ń c ó w wsi sposób umiejscowienia z d a r z e ń w czasie.
W tradycyjnej o b r z ę d o w o ś c i dorocznej C h y ż ó w e k —
z p u n k t u widzenia ż y w o t n o ś c i — m o ż n a w y r ó ż n i ć trzy
grupy o b r z ę d ó w i z w y c z a j ó w :
1) obrzędy, k t ó r e z a n i k ł y l u b m a j ą t e n d e n c j ę zani­
kającą;
2) obrzędy nowe, k t ó r e p o j a w i ł y się w C h y ż ó w k a c h
w omawianym czasie;
3) obrzędy
praktykowane
nadal, nie w y k a z u j ą c e
tendencji z a n i k a j ą c y c h lub w y k a z u j ą c e tendencje roz­
wojowe.
Obrzędowość jako całość, jako pozostałość t r a d y ­

cyjnej k u l t u r y wiejskiej, wykazuje tendencje zanika­
jące. Poszczególne zwyczaje l u b n i e k t ó r e ich elementy
p r z e k s z t a ł c a j ą się wolniej, inne szybciej, jeszcze inne
z a c h o w u j ą w z g l ę d n ą n i e z m i e n n o ś ć , a nieliczne się roz­
wijają. Niewiele jest t a k ż e o b r z ę d ó w nowych, k t ó r e na
teren w s i wprowadzono w omawianym okresie.
Zwyczaje, k t ó r e zupełnie zaginęły, to w y j ą t k i . Za­
nikanie o b r z ę d ó w w większości w y p a d k ó w ma charak­
ter d ł u g o t r w a ł e g o , do dziś nie zakończonego procesu.
Tendencja z a n i k a j ą c a przejawia się w r ó ż n y sposób;
dany obrzęd rzadziej w y s t ę p u j e , zmniejsza się ilość
osób p r a k t y k u j ą c y c h go , zabieg przestaje m i e ć uzasad­
nienie magiczne l u b zanika w i a r a w jego skuteczność,
p o j a w i a j ą się zmiany formalne i t p . Tendencja zanika­
j ą c a przejawia się w większości przemian obrzędowości
dorocznej. D o k ł a d n i e j problem ten będzie o m ó w i o n y
dalej.
Jak
w s p o m n i a ł a m , niewiele jest w C h y ż ó w k a c h
o b r z ę d ó w , k t ó r e z a n i k ł y całkowicie, k t ó r e nie są prak­
tykowane przez ludzi z ż a d n e j grupy wieku, a zacho­
w a ł y się jedynie w p a m i ę c i starszych m i e s z k a ń c ó w wsi.
Do t a k i c h z w y c z a j ó w m o ż n a by zaliczyć n i e k t ó r e w i e ­
rzenia i p r a k t y k i magiczne.
W i e l u i n f o r m a t o r ó w ze starszego pokolenia jest
przekonanych o istnieniu czarownic. Zazwyczaj zresztą
dodają: „ t e r a z już ich nie ma". Ostatnia kobieta u w a ­
ż a n a przez m i e s z k a ń c ó w w s i za czarownicę
umarła
przed k i l k o m a laty, a wieś opuściła prawie 20 lat te­
mu. W ś r e d n i m pokoleniu zdania na temat istnienia
czarownic i c z a r o w n i k ó w są podzielone (na 21 wypo­
wiedzi 14 osób w y r a z i ł o p e w n o ś ć lub przypuszczenie, że
istnieją). Gdy k i e d y ś s p y t a ł a m o to, po dłuższym w a ­
haniu p a d ł a o d p o w i e d ź : „musiały być, bo przecież cza­
rownica jest w szopce". Młode pokolenie w ogromnej
większości nie wierzy w to.
1

Działalność czarownic b y ł a skierowana przede wszyst­
k i m przeciwko k r o w o m , zazwyczaj polegała na zabraniu
lub zepsuciu mleka. Działo się to najczęściej w dnie
szczególnie „ d o b r e " do czarowania — wigilię św. W o j ­
ciecha, dzień ś w . Łucji, wigilię Bożego Narodzenia. Z wie­
rzeniami t y m i z w i ą z a n e b y ł y p r a k t y k i magiczne stoso­
wane celem zabezpieczenia się przed czarami oraz w y ­
krycia czarownicy. P r a k t y k tych już się nie stosuje,
z ich opisem s p o t k a ł a m się. t y l k o dwa razy; jeden z i n ­
f o r m a t o r ó w m a j ą c y obecnie 60 lat twierdzi, że jego
babka w y k r y w a ł a czarownice. I n n i starsi ludzie wiedzą,

235

�I I . 9—17. Szopka, 88 X 76 cm i f i g u r k i drewniane z szopki, w y k .

że „coś" się w t y m celu robiło, ale nie p o t r a f i l i do­
k ł a d n i e j o t y m opowiedzieć. W e d ł u g relacji wspomnia­
nego wyżej informatora n a l e ż a ł o w okresie od św. Ł u c j i
(13 grudnia) do w i g i l i i Bożego Narodzenia codziennie
o d k ł a d a ć po jednej szczapce drzewa, w dzień w i g i l i j n y
t y m w ł a ś n i e drzewem rozpalić ogień i w garnuszku go­
t o w a ć szpilki krawieckie. Szpilki te tak k ł u ł y czarow­
nicę, że p r z y b i e g a ł a prosić o litość i odczynić czary.
Trzeba było jednak p a m i ę t a ć o z a m k n i ę c i u wcześniej
drzwi i okien, żeby „nie r o z d a r ł a " ze złości. Szpilek tych
nie wolno g o t o w a ć zbyt długo, bo z a k ł u ł y b y c z a r o w n i c ę
na ś m i e r ć .
Pomimo że w e d ł u g dużej części opinii wiejskiej
jeszcze po wojnie b y ł a na terenie wsi czarownica ( k i l ­
kakrotnie z a n o t o w a ł a m powtarzane z przekonaniem opo­
wiadanie o t y m , j a k diabły ją m ę c z y ł y w c h w i l i śmierci,
a w końcu u r w a ł y jej głowę), nie s p o t k a ł a m się z re­
lacją o j a k i c h k o l w i e k praktykach wymierzonych prze­

12

236

1962

r.

Jan

Bielski,

Pólrzeczki,

pow.

Limanowa.

ciwko niej.
Jest to co prawda trudne do zbadania
z w i e l u p o w o d ó w ; przede wszystkim ze w z g l ę d u na
o b a w ę i n f o r m a t o r ó w przed o ś m i e s z e n i e m , a t a k ż e ze
w z g l ę d u na i n d y w i d u a l n y charakter tego t y p u praktyk
magicznych. M i m o tych zastrzeżeń, sądzę, że należą one
już do przeszłości.
I n n y zwyczaj, k t ó r y z u p e ł n i e zaginął na wsi, to roz­
dawanie b i e d n y m w dzień Wszystkich Ś w i ę t y c h i Za­
duszki specjalnie pieczonych na
blasze „placusiów"
(owsianych lub j ę c z m i e n n y c h ) z p r o ś b ą o m o d l i t w ę za
dusze* z m a r ł y c h .
Zwyczaj
p r a k t y k o w a n y był do ok.
1914 г., w okresie m i ę d z y w o j e n n y m dawano biednym
tego dnia po prostu chleb, czasem coś z odzieży lub
„10 groszy na b u ł k ę " . Po ostatniej wojnie zwyczaj zu­
p e ł n i e z a g i n ą ł („teraz już i d z i a d ó w nie ma"), na co
d e c y d u j ą c y w p ł y w m i a ł y p r z e o b r a ż e n i a gospodarczo-społeczne.
W omawianym

okresie p o j a w i ł o

się we

wsi nato-

�miast k i l k a nowych z w y c z a j ó w . Najbardziej powszech­
ny, dotyczący całej społeczności wiejskiej, z w i ą z a n y jest
właśnie z dniem Wszystkich Ś w i ę t y c h . Cmentarz, tak
jak i kościół, jest w J u r k o w i e od 1913 г.; wcześniej
zmarłych chowano w Dobrej. G r o b ó w wtedy nie ubie­
rano, r ó w n i e ż nie odwiedzano ich zwyczajowo („czasem
kto poszedł, j a k k t o ś b l i s k i u m a r ł " , „telo co zawieźli
i zakopali", „ n a j w y ż e j j a k i k w i a t e k wsadzono, żeby
rósł"). Zwyczaj odwiedzania cmentarza, strojenia gro­
bów, stawiania lampek datuje się z okresu m i ę d z y w o ­
jennego. Bogatsi m i e s z k a ń c y w s i ( k t ó r y c h stać b y ł o na
kupno bibuły) j u ż w k o ń c u l a t dwudziestych zaczęli
w dniu Wszystkich Ś w i ę t y c h p r z y b i e r a ć groby bliskich
kwiatkami i szarfami z b i b u ł y , a t a k ż e z a p a l a ć na
nich świeczki. Wydaje się, że w c z e ś n i e j p o j a w i ł się z w y ­
czaj zapalania na grobach świeczek, a dopiero nieco
później przystrajania g r o b ó w . U p o w s z e c h n i ł się zwyczaj
dopiero po I I wojnie ś w i a t o w e j . Na pytanie, dlaczego
zaczęto stroić groby, informatorzy o d p o w i a d a j ą : „ d u c h o ­
w i e ń s t w o zwróciło u w a g ę , że trzeba, p r z y s z e d ł rozkaz

od biskupa", „To zniewaga dla z m a r ł y c h ludzi nie d b a ć
o g r ó b , bo to może b y ć ś w i ę t y . A poza t y m w ogóle
rodziny p o w i n n y swych k r e w n y c h s z a n o w a ć i księża
się tego t r z y m a j ą " ,
„zaczęto o p i e k o w a ć się grobami,
bo k s i ą d z m ó w i ł , a i r z ą d się nie sprzeciwia. Ludzie nak u p i ą b i b u ł y , żeby p o r o b i ć k w i a t y , j a d ą wszyscy na
groby, to p a ń s t w o zarabia na t y m " , „ t a k a moda weszła
w życie", „ k a ż d y chciał u p i ę k s z y ć swój g r ó b i tych,
co za okupacji zostali zabici" (w Jurkowie jest g r ó b
k i l k u osób zamordowanych przez h i t l e r o w c ó w ) .
Obecnie
w
dzień Wszystkich Ś w i ę t y c h
niemal
wszyscy m i e s z k a ń c y w s i idą do kościoła i na cmentarz.
Przyjeżdżają też k r e w n i z nowego miejsca zamieszka­
nia, czyli przede wszystkim z Ziem Zachodnich; z k a ż ­
dej rodziny przynajmniej jedna osoba, a często po k i l k a .
Oczywiście o d w i e d z a j ą też groby k r e w n y c h ludzie z s ą ­
siednich w s i czy miasteczek. We Wszystkich Ś w i ę t y c h
lub w p r z e d d z i e ń u p r z ą t a się groby i przystraja bardzo
bogato, najczęściej k o l o r o w y m i k w i a t k a m i z bibuły, pa­
pieru, tkaniny, często k w i a t a m i woskowanymi. Z jed-

237

�I I . 18—22. Szopka k u k i e ł k o w a i f i g u r k i z tej szopki. W y k . przed

liny r o b i się w i e ń c e lub przystraja g a ł ą z k a m i . Do k r z y ż a
p r z y w i ą z u j e się szeroką w s t ę g ę z k r e p i n y w r ó ż n y c n
kolorach. Innego t y p u ozdoby, to r o ś l i n y : b i a ł e kuleczki
„śnieguliczki", w i d ł a k i i t p .
Powszechnie
zapala
się
l a m p k i l u b świece. Ludzie przyjeżdżający na groby b l i ­
skich spoza C h y ż ó w e k p r z y w o ż ą ze sobą w i e ń c e k u p o ­
wane w miastach oraz chryzantemy. Ten sposób ubie­
rania grobu u w a ż a n y
jest za „ b a r d z o p i ę k n y " , ale
m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k nie k u p u j ą ani w i e ń c ó w , ani
chryzantem. Ubieraniem g r o b ó w z a j m u j ą się w y ł ą c z n i e
kobiety, zazwyczaj starsze, p o m a g a j ą i m dzieci. Istnie­
je coś w rodzaju w s p ó ł z a w o d n i c t w a , kto p i ę k n i e j p r z y ­
stroi g r ó b . K a ż d a rodzina stroi „swoje groby" — r o d z i ­
ców, dzieci, w s p ó ł m a ł ż o n k a ; a jeśli nie ma kto się t y m
zająć, to t a k ż e dalszej rodziny. Ogólne zasada: „stroi
g r ó b ten, kto na gruncie siedzi".
M i e s z k a ń c y w s i t w i e r d z ą , że kolor k w i a t ó w i szarf
na grobie zależy od w i e k u z m a r ł e g o . Starszemu r o b i się
k w i a t y czarne, fioletowe lub w i n n y m ciemnym k o l o ­
rze, dzieciom i m ł o d y m ludziom — białe, p o z o s t a ł y m ,
czyli w ś r e d n i m w i e k u — kolorowe: czerwone, niebie­
skie itp. W rzeczywistości jednak nie jest to przestrze­
gane. Ogólnie panuje tendencja do niezwykle barwnego
zdobienia g r o b ó w .
Zwyczaj odwiedzania g r o b ó w , strojenia ich, sta­
wiania lampek p r z e j ę t y został z miasta, częściowo pod
w p ł y w e m Kościoła. I n t e r e s u j ą c e jest, że p r z e j ę t o sam
zwyczaj, natomiast jego strona formalna jest odmienna.
Przede wszystkim inny jest niż w m i e ś c i e sposób stro­
jenia g r o b ó w . Nawet w Dobrej, gdzie większość gro­
b ó w jest przybrana — tak j a k w C h y ż ó w k a c h — sztucz­
n y m i k w i a t a m i , szarfami z k r e p i n y i j e d l i n ą — zdecy­
dowanie p r z e w a ż a kolor czarny lub fioletowy. Charak­
terystyczne też, że pomimo pozytywnego stosunku do
ozdób miejskich ( w i e ń c ó w i chryzantem), n i k t z m i e j ­
scowych nie kupuje ich. Ostatnio księża z J u r k o w a sta­
r a j ą się w p r o w a d z i ć zwyczaj ubierania g r o b ó w ż y w y m i
k w i a t a m i zamiast sztucznych.
Nieznanym d o t ą d we wsi zwyczajem b y ł o chodzenie
po domach postaci przebranych za Stary i N o w y Rok.
K i l k a lat temu d w ó c h c h ł o p a k ó w (ok. 20 lat) wieczorem
w Sylwestra chodziło po domach d w ó c h osiedli w g ó r ­
nej części wsi. Stary Rok w k o ż u c h u wsadzonym k u ­
d ł a m i na wierzch, w masce z d ł u g ą s i w ą b r o d ą , t r z y ­

238

I I wojną

światową,

Chyżówki,

pow.

Limanowa.

m a ł w r ę k u w i e l k ą l a g ę ; Nowy Rok z u m a l o w a n ą twa­
rzą, ubrany za m ł o d e g o c h ł o p a k a , w y p y t y w a ł Starego,
j a k m u się wiodło, czy m u b y ł o dobrze przez ten rok,
na koniec go w y p ę d z a ł . Stary Rok p ł a k a ł , Nowy składał
domownikom życzenia.
Całe to przedstawienie chłopcy u r z ą d z i l i wyłącznie
dla zabawy, nie p r z y j m o w a l i od gospodarzy niczego,
„zrobili to tak j a k o ś sami od siebie".
N o w y zwyczaj w p r o w a d z i ł też inny c h ł o p a k (obec­
nie lat 23), k t ó r y przez k i l k a ostatnich lat przebierał
się 6 grudnia za św. M i k o ł a j a czy też „ d z i a d k a Mroza"
(informator u ż y w a tych o k r e ś l e ń wymiennie). Wkładał
d ł u g ą s t a r ą spódnicę, na to d ł u g ą k u r t k ę , na wierzch
n a r z u c a ł serdak barani w ł o s e m do góry. Na głowę wy­
s o k ą czapę b a r a n i ą z c z e r w o n ą o p a s k ą , b r o d ę robił ze
s k ó r y baraniej, okulary w s a d z a ł na nos, w r ę k ę brał
l a s k ę i s t a r ą t o r b ę z c u k i e r k a m i , j a b ł k a m i , ciastkami.
Głos z m i e n i a ł na „ t r z ę s ą c y " — starczy. Tak przebrany
chodził — zaproszony — do k i l k u d o m ó w , gdzie były
dzieci (w g ó r n e j części wsi).
Raz też u ś w i e t n i ł jako
dziadek M r ó z c h o i n k ę szkolną.
D w a lata t e m u d w ó c h innych m ł o d y c h mężczyzn
(z osiedla w centrum wsi) chodziło przebranych za św.
M i k o ł a j a i Diabła. D i a b e ł był w w ą z i u t k i c h czarnych
spodniach, na t w a r z y m i a ł c z e r w o n ą m a s k ę (z drewna
lipowego i baraniego k o ż u c h a , z r o b i o n ą przez jednego
z p r z e b i e r a ń c ó w ) , na nogach drewniane buty z czasów
okupacji ( „ h u p k a ł y strasznie"), w r ę k u w i d ł y i łańcuch.
D i a b e ł w c h o d z i ł ze św. M i k o ł a j e m do d o m ó w , w któ­
r y c h nie b y ł o dzieci, żeby ich nie s t r a s z y ć .
Wszyscy uczestnicy tych
przedstawień
(Mikołaj,
Stary i N o w y Rok, Diabeł) m a j ą n i e p e ł n e średnie wy­
k s z t a ł c e n i e , przez j a k i ś czas przebywali poza wsią. Skąd
znają te zwyczaje, nie u m i e j ą określić (prasa, książki,
radio, telewizja?).
Wiele dawnych o b r z ę d ó w jest w C h y ż ó w k a c h jesz­
cze obecnie p r a k t y k o w a n y c h ; większość z nich wykazuje
tendencje z a n i k a j ą c e , ale są i w p e ł n i ż y w o t n e , akcep­
towane przez wszytkie grupy w i e k u , m a j ą c e wystarcza­
j ą c e uzasadnienie w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w wsi. Nie­
liczne w y k a z u j ą nawet tendencje rozwojowe. Istotną
r o l ę - w u t r z y m a n i u n i e k t ó r y c h z w y c z a j ó w odgrywa Ko­
ściół, szczególnie jeśli o b r z ę d jest z w i ą z a n y z liturgią
kościelną. Do o b r z ę d ó w czy z w y c z a j ó w nie wykazują­
cych tendencji zanikowych m o ż n a by zaliczyć np. sta-

�•

wianie choinki, ś w i ę c e n i e jedzenia w W i e l k ą S o b o t ę ,
święcenie kredy, wody i j a ł o w c a w dzień Trzech K r ó l i .
Tendencje rozwojowe widoczne są szczególnie w z w y czaju stawiania choinki. Charakterystycznym p r z y k ł a dem zwyczaju bardzo ż y w o t n e g o , podtrzymywanego
przez Kościół, jest procesja w Boże Ciało.
Mimo stałego, ż y w e g o p r a k t y k o w a n i a tych zwyczajów, podlegają one p e w n y m p r z e o b r a ż e n i o m , z a r ó w n o
jeśli chodzi o s t r o n ę f o r m a l n ą , j a k i uzasadnienie stosowania.
Przemiany d o k o n u j ą c e się w dziedzinie tradycyjnej
obrzędowości dorocznej we w s i C h y ż ó w k i s ą bardzo
różnorodne. U w a r u n k o w a n e s ą przede wszystkim zmianami w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i , spowodowanymi
przeobrażeniami w życiu g o s p o d a r c z o - s p o ł e c z n y m i k u l turalnym. Z m i e n i a j ą się zapatrywania ludzi, rozwija się

u m y s ł o w o ś ć . Jest to p r z y c z y n ą zaniku dotychczasowej
t r e ś c i o b r z ę d ó w , zmiany i c h funkcji. Pod o k r e ś l e n i e m
„treść społeczna z w y c z a j ó w " rozumiem rolę, j a k ą odg r y w a j ą one w ś w i a d o m o ś c i badanej zbiorowości w i e j skiej
(uzasadnienie
stosowania
zwyczajów,
motywy
s k ł a n i a j ą c e do ich przestrzegania, oceny skuteczności
i t p . ) . C a ł k o w i t a zmiana t r e ś c i obrzędu, c a ł k o w i t a zmiana f u n k c j i jest w y j ą t k o w a . W ogromnej większości w y p a d k ó w n a s t ą p i ł o jedynie częściowe zatarcie dawniej
z w i ą z a n y c h z o b r z ę d e m treści. N i e k t ó r e obrzędy, ma­
j ą c e w okresie w c z e ś n i e j s z y m r ó ż n o r o d n e funkcje, obecnie spełniają t y l k o j e d n ą z nich, np. są formą r o z r y w k i ,
zabawy l u b też o t r z y m u j ą funkcję w t ó r n ą ,
Z m i e n i ł się też stosunek ludzi do o b r z ę d ó w o cha­
rakterze magicznym, w y r a ź n i e m o ż n a
zaobserwować
proces zanikania w i a r y w s k u t e c z n o ś ć obrzędu, proces
b ę d ą c y często na etapie, k t ó r y n a z w a ł a b y m „ b r a k i e m
4

239

�w i a r y z r ó w n o c z e s n y m b r a k i e m niewiary". S t ą d niejed­
nokrotnie w y s t ę p u j e praktykowanie o b r z ę d ó w , bo „co
prawda nie pomogą, ale i nie z a s z k o d z ą " ; lub po p r o ­
stu dla zachowania t r a d y c j i czy z przyzwyczajenia. Na­
stępuje t u często, przy d ą ż e n i u do zachowania czysto
z e w n ę t r z n y c h form, zanik t r e ś c i zwyczaju lub prze­
kształcenie zespołu w i e r z e ń ze zwyczajem t y m z w i ą z a ­
nych.
B y w a i odwrotnie — ginie zwyczaj, z a n i k a j ą
formy z e w n ę t r z n e , pozostaje natomiast w ś w i a d o m o ś c i
ludzi obawa przed siłami magicznymi, losem, przypad­
kiem, pozostaje p r z e s ą d .
Zmienia się też społeczna ranga o b r z ę d u . Uczest­
nictwo w obrzędzie l u b p i ę k n e wykonanie przedmiotu
obrzędowego' b y ł o ź r ó d ł e m dumy i powodem w y r ó ż n i e ­
nia w społeczności wiejskiej, obecnie ogromnie zawęził
się k r ą g ludzi, dla k t ó r y c h ma to j a k i e ś znaczenie.
Jak już w s p o m n i a ł a m , większość przemian o b r z ę ­
d ó w jest odzwierciedleniem procesu ich zanikania. Wszel­
kie zasygnalizowane wyżej zjawiska zachodzące w ś w i a ­
domości m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k są w mniejszym lub
w i ę k s z y m stopniu w y n i k i e m tego procesu. Są one r ó w ­
nocześnie p r z y c z y n ą zmian w samym przebiegu o b r z ę ­
dów, zmian formalnych oraz zmian w składzie osób bio­
r ą c y c h udział w obrzędzie, z a r ó w n o
w
charakterze
uczestnika, j a k i odbiorcy.
Poniżej zestawiam te zmiany zaobserwowane w Chy­
żówkach, należy jednak p a m i ę t a ć , że w poszczególnych
o b r z ę d a c h w y s t ę p u j ą r ó w n o c z e ś n i e przemiany r ó ż n e g o
typu:
— zmienia się częstość w y s t ę p o w a n i a obrzędu, tzn.
z r e g u ł y jest on rzadziej p r a k t y k o w a n y ;
— n a s t ę p u j e zmiana w i e k u u c z e s t n i k ó w o b r z ę d u lub
rozszerzenie w i e k u ludzi, k t ó r z y obrzęd k u l t y w u j ą (naj­
częściej jest to obniżenie granicy wieku);
— w y s t ę p u j e zanik podziału w e d ł u g płci uczestni­
k ó w obrzędu;

23

240

— zmiana pozycji społecznej osób n a l e ż ą c y c h do
grupy o b r z ę d o w e j l u b w y k o n u j ą c y c h p r a k t y k i zwycza­
jowe;
— zmiana o d b i o r c ó w o b r z ę d ó w o charakterze wido­
wiskowym;
— zmiana czasu p r a k t y k o w a n i a zwyczaju;
— zmiana a k c e s o r i ó w o b r z ę d o w y c h (zarówno ma­
t e r i a ł u , j a k i sposobu wykonania);
— zmiana rodzaju o b r z ę d u , czyli np. zamiana j e d ­
nego t y p u w i d o w i s k a na i n n y ;
— zanikanie
n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w o b r z ę d u przy
r ó w n o c z e s n y m p o j a w i a n i u się nowych;
— w y s t ę p o w a n i e nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h
żywotnych;
— w y s t ę p o w a n i e nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h
zanikających.
Jedynym na terenie w s i C h y ż ó w k i
przykładem
c a ł k o w i t e j zmiany t r e ś c i o b r z ę d u wraz ze z m i a n ą f u n k ­
cji jest „ o g r a b e k " . Z a m o ż n i e j s i gospodarze najmowali
kobiety (dziewczęta i m ł o d e m ę ż a t k i ) do żęcia zboża;
często „ s p r a w i e n i e ograbka" b y ł o j e d y n ą przyrzeczoną
f o r m ą z a p ł a t y . „ J a k nie b y ł o s t a ć kogo na zapłacenie
za żęcie, to obiecał, że ograbek sprawi". Żęcie o d b y w a ł o
się najczęściej „przy m i e s i ą c k u " , na z a k o ń c z e n i e dziew­
częta w i ł y ze zboża, k t ó r e żęły, rodzaj w i e ń c a lub, jeśli
nie b y ł o na to czasu, to ostatni snopek u b i e r a ł y pol­
n y m i k w i a t k a m i lub przygotowanymi wcześniej k w i a t ­
k a m i z b i b u ł k i . Snopek ten p r z y n o s i ł y gospodarzowi,
ś p i e w a j ą c : „ I d z i e m a , idziema, ograbek niesiema, jak go
nie przyjmiecie, to go przepijema". Gospodarz często­
w a ł je w ó d k ą , gospodyni w y n o s i ł a kołacz z serem, chleb,
k i e ł b a s ę i t p . ; umawiano się, że za k i l k a d n i gospodarze
u r z ą d z ą z a b a w ę u siebie w domu lub w karczmie. Przez
ten czas kobiety u w i ł y ze snopka „ o g r a b e k " , przy­
stroiły k w i a t a m i , w s t ą ż k a m i , k o g u t k a m i z sera. W u m ó ­
wiony dzień p r z y n o s i ł y go gospodyni ś p i e w a j ą c specjal-

24

�II, 23—25. „Żywa szopka" z Lubomierza, pow. L i m a n o w a (na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizowanym przez
Muzeum i m . Wł. Orkana w Rabce, 1971 г.).

ne na tę okazję piosenki. P r z y c h o d z i ł a muzyka, scho­
dzili się chłopcy i dziewczęta z całej wsi, a czasem tak­
że z sąsiednich („jak ograbek b y ł na Wilczycach, to
Chyszówki szły"). Dziewczęta, k t ó r e p r a c o w a ł y , po kolei
tańczyły z ograbkiem na głowie, ś p i e w a j ą c okoliczno­
ściowe piosenki, пр.:
A ty, ograbecku,
Bardzoś ty jest ł a d n y ,
Bo cie ta u w i ł y
Te chysowskie panny.
A ty, ograbecku,
Bardzoś ty ubity,
Bo cie ta u w i ł y
Chysowskie kobity.
Gospodyni częstowała (wódka, kołacz, kawa l u b her­
bata, czasem kiełbasa, piwo itp.); p o c z ę s t u n e k dosta­
wały tylko najęte do pracy kobiety, ale t a ń c z y l i wszys­
cy, nigdy nikogo nie wypraszano; za m u z y k ę płacili
mężczyźni („hulali do rana").
Ograbek w tej formie o d b y w a ł się do I I wojny
światowej, ale już w latach trzydziestych b y ł rzadziej
organizowany.
Był on f o r m ą z a p ł a t y za żęcie zboża,
a jednocześnie spełniał rolę zwyczaju towarzyskiego. Na
ograbek przychodził kawaler, k t ó r y „chciał se p o s z u k a ć
dziewkę" i panna, „której kawaler b y ł potrzebny", przy­
chodzili wszyscy, którzy m i e l i ochotę p o t a ń c z y ć . Ogra­
bek sprawiali średnio zamożni gospodarze; informatorzy

t w i e r d z ą , że nigdy ci najbogatsi (bardzo zresztą nielicz­
ni), „ b o g a t e m u żal było pieniędzy". R ó w n i e ż z najbo­
gatszych d o m ó w nie przychodzili tańczyć, „bo i m wstyd
było, że bogacz idzie do biedaka".
Po ostatniej wojnie k i l k a razy s p r a w i a ł ograbek
ksiądz. Zabawa o d b y w a ł a się u k t ó r e g o ś z gospodarzy.
Zaproszeni
byli wyłącznie
ludzie, k t ó r z y pracowali,
z r o d z i n ą . I n n i , nieliczni, jeśli chcieli się p o b a w i ć , pro­
sili o pozwolenie pozostania.
Obecnie o g r a b k ó w „nie sprawia się", natomiast k o ­
biety w i j ą czasem sam wieniec i wieszają w izbie dla
ozdoby.
Od 1965 r. co r o k u organizowane są uroczyste do­
żynki — powiatowe lub rejonowe. O d b y w a j ą się one
w r ó ż n y c h wsiach (1965 — w J o d ł o w n i k u , 1966 i 1968 —
w Jurkowie, 1969 — w Dobrej, 1970 — we wschodniej
części powiatu). Najbardziej uroczyste dożynki — we­
dług
oceny
mieszkańców Chyżówek
— odbyły się
w 1968 r. w Jurkowie. Na p o c z ą t k u uroczystości prze­
wodniczący Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej
p r z y w i t a ł zebranych, wygłosił p r z e m ó w i e n i e ; n a s t ę p n i e
delegacje kobiet z poszczególnych w s i wręczały wieńce
miejscowym w ł a d z o m i przedstawicielom powiatu. K a ż d a
delegacja w r ę c z a j ą c wieniec ś p i e w a ł a ułożone wcześniej
p r z y ś p i e w k i . Na z a k o ń c z e n i e uroczystości przedstawione
zostało widowisko regionalne: wesele Jurkowskie, przy­
gotowane przez Koło G o s p o d y ń Wiejskich z Jurkowa.
R ó w n o c z e ś n i e czynna b y ł a w Jurkowie wystawa r o l ­
nicza: upraw, o g r ó d k ó w kwiatowych
i warzywnych,
z w i e r z ą t hodowlanych i t d .

241

�Wieńce z C h y ż ó w e k p r z y g o t o w y w a ł a 31-letnia obec­
nie kobieta, sekretarz K o ł a G o s p o d y ń Wiejskich. Nigdy
dawniej nie w i ł a o g r a b k ó w . „ T a k sama ze siebie" się
nauczyła, w j a k i e j ś gazecie w i d z i a ł a takie w i e ń c e . Nie­
k t ó r e ograbki przygotowane na d o ż y n k i przez chyżow i a n k i , tak j a k i przez j u r k o w i a n k i , m i a ł y k s z t a ł t zu­
p e ł n i e odmienny od tradycyjnego. P o s i a d a ł y f o r m ę fe­
retronu, zdobione były k w i a t a m i , w s t ą ż k a m i i serkami
owczymi w k s z t a ł c i e k o g u t ó w , jeleni i gołębi. Na szczy­
cie w i d n i a ł orzeł, pomalowany na biało. Szczyt ograbka
z Półrzeczek zdobiła figurka g ó r a l a w stroju p o d h a l a ń ­
skim, z c i u p a g ą . Inne ograbki b y ł y u w i t e w e d ł u g daw­
nych w z o r ó w , jednak w centralnym punkcie m i a ł y m o ­
t y w orła zrobionego z kłosów.
P r z y ś p i e w k i ułożone przez kobiety z C h y ż ó w e k nie
m i a ł y absolutnie nic w s p ó l n e g o z tradycyjnymi. Prześ p i e w k i te ( a u t o r k ą ich b y ł a ta sama kobieta, k t ó r a
w i ł a wieńce), z a w i e r a ł y p o d z i ę k o w a n i a , a r ó w n o c z e ś n i e
p r o ś b y do w ł a d z gromadzkich i p o w i a t o w y c h o takie
inwestycje, j a k budowa drogi czy elektryfikacja w s i .
Oto p r z y k ł a d :
Nie damy spokoju dziś c a ł e m u ś w i a t u ,
W i t a m y też p i ę k n i e tych gości z powiatu.
W y szanowni goście i powiecie drogi,
Byście zobaczyli jakie mamy drogi.
Nie rób nam powiecie tyle n a u m y ś l n i e ,
Niechże na C h y ż ó w k a c h też ś w i a t ł o zabłyśnie.
Ten kochany p o w i a t c h w a l i ć t e ż b ę d z i e m y ,
Za t o co nam zrobią z góry d z i ę k u j e m y .
Jeszcze m y t u dzisiaj k o m u ś z a ś p i e w a m y
I n a s z ą milicję t r o c h ę poruszamy.

242

Kochana w ł a d z u c h n o , rządzisz n a m i ł a d n i e ,
Czasem nam mandacik do kieszeni wpadnie.
Lecz na was i za to k a ż d y dobrze patrzy,
Niech się dobrze wiedzie w waszej trudnej pracy.
W s p ó ł c z e s n e d o ż y n k i s ą tak o d r ę b n e od dawnego
ograbka, że w ł a ś c i w i e m o ż n a by chyba m ó w i ć o cał­
k i e m i n n y m zwyczaju. W y s t ę p u j e t u z u p e ł n y zanik tre­
ści obrzędu, c a ł k o w i t a zmiana jego f u n k c j i , a także
w y p ł y w a j ą c a z tego zmiana a k c e s o r i ó w .
C h a r a k t e r y s t y c z n ą i l u s t r a c j ą przemian w obrzędo­
wości jest zwyczaj k o l ę d o w a n i a . We w s i chodziły po
domach g r u p y k o l ę d n i c z e r ó ż n e g o rodzaju, a w i ę c z szop­
ką, grupy p r z e b i e r a ń c ó w : Ż y d z B y k i e m , Cygan z Kozą,
czasem t a k ż e inne postacie, chłopcy z g w i a z d ą , chłopcy
przebrani za Trzech K r ó l i . Ostatnio — t a k ż e grupa ko­
lędnicza „ ż y w a szopka". Grupy te zaczynały dawniej
chodzić w d z i e ń Bożego Narodzenia, od lat trzydzie­
stych pod w p ł y w e m księży — w dzień ś w . Szczepana
(bo „Boże Narodzenie to strasznie wielkie święto"),
a k o ń c z y ł y w Trzech K r ó l i .
Z a c h o w a ł a się jeszcze w C h y ż ó w k a c h jedna szopka
z kukiełkami.
Chodziło z n i ą k i l k u mężczyzn, często
starszych. Jeden, w ł a ś c i c i e l szopki, „puszczał l a l k i " (by­
ło i c h ponad 20) m ó w i ą c i ś p i e w a j ą c odpowiednie tek­
sty, d w ó c h i n n y c h m ę ż c z y z n p o m a g a ł o . Zawsze towa­
r z y s z y ł a i m muzyka. Przedstawienie szopkarskie odby­
w a ł o się w izbie, najczęściej proszono szopkarzy do
t y c h d o m ó w , gdzie b y ł y m a ł e dzieci. Często, gdy szopkarze d a w a l i przedstawienie, schodzili się ludzie z ca­
łego osiedla. Zwyczaj chodzenia z szopką zaginął. Ostat­
n i raz szopkaree chodzili w czasie okupacji.

�U. 26. Dziady S m i g u ś n e z Dobrej, pow. Limanowa. W y s t ę p na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizowanym
przez Muzeum i m . W l . Orkana w Rabce. U . 27. „ Ż y w a szopka" ze Szczawy, pow. Limanowa.

Najpopularniejsze do ostatnich lat grupy kolędnicze
stanowili Żyd z B y k i e m , l u b Cygan z K o z ą ; b y w a ł o , że
chodzili także razem. Ż y d m i a ł m a s k ę na twarzy, na
plecach garb, ubrany b y ł w j a k i ś ciemny c h a ł a t , w r ę ­
ku trzymał torbę i „berło". Zawsze m i a ł s k ó r k ę z jeża
(„wszyscy go skubali, to m u s i a ł się czymś b r o n i ć " ) , cza­
sem również z jeża b r o d ę . Cygan b y ł cały wysmaro­
wany, miał psa zrobionego z k o ż u c h a , wypchanego sło­
mą, włóczył go za sobą na ł a ń c u s z k u („nóg to nie m i a ­
ło"). Byk i Koza były „ p i ę k n i e wyszykowane", z k ł a ­
piącą dolną szczęką. Z g r u p ą zawsze szła muzyka (basy,
skrzypce, czasem harmonia). Podchodzili pod okno ś p i e ­
wając kolędy. J e ś l i ich zaproszono do ś r o d k a , zaczynali
przedstawienie. Było ono bardzo r ó ż n e , w dużej mierze
zależało od inwencji a k t o r ó w . Więc np. Ż y d w c h o d z i ł
do izby wciągając Byczka, k t ó r y z p o c z ą t k u nie m ó g ł
się zmieścić, n a s t ę p n i e Ż y d s p r z e d a w a ł r ó ż n e przed­
mioty, lekarstwa, zbierał s k ó r k i z zająca. Cygan wcho­
dził ciągnąc swojego „ n i b y psa", u d a w a ł , że „ t o " nie
może wejść, szarpał tak, żeby poleciało na panny. Koza
wchodziła do domu, wszędzie z a g l ą d a ł a , w s k a k i w a ł a na
piec, na łóżko („jak zgrabny c h ł o p a k był"), b o d ł a co
ładniejsze panny. Ż y d p r o s i ł o wiaderko, doił kozę l u b
byczka. Cygan „ w y z g a r n i a ł " wszystkie panny w jeden
kąt, po czym k o p n i ę t y przez kozę, w y w r a c a ł się na
dziewczęta z w i a d r e m p e ł n y m wody. P r z y n o s i ł z d r u ­
giego pokoju ze skrzyni rzeczy gospodarza i chciał m u
je sprzedawać, Żyd bił go za k r a d z i e ż . Ż y d zachwa­
lając h a n d l o w a ł byczkiem czy kozą, z w i e r z ę zdychało,
Żyd je cucił odczyniając u r o k i i t p .
W skład tej grupy k o l ę d n i c z e j wchodzili mężczyźni
dorośli, kawalerowie i żonaci. Z d a r z a ł o się, że b y l i to

mężczyźni w ś r e d n i m w i e k u . Chodzili po domach od
wieczora przez całą noc. W osiedlu, k t ó r e odwiedzili,
szli „za p o r z ą d k i e m " od domu do domu, nikogo nie
opuszczając, żeby „ d e s p e k t u nie było". Zazwyczaj wie­
dzieli, gdzie gospodarze ich zaproszą, więc szli tam na
k o ń c u . W innych domach ś p i e w a l i k o l ę d y i dawali k r ó ­
ciutkie przedstawienie t y l k o pod oknami. Tam, gdzie
ich wpuszczono, po przedstawieniu t a ń c z o n o do rana.
Zawsze
c z ę s t o w a n o k o l ę d n i k ó w w ó d k ą i jedzeniem,
a t a k ż e wynagradzano ich p i e n i ę d z m i . J e ś l i gospodarz
zaprosił k o l ę d n i k ó w do izby, m u s i a ł i m oczywiście w i ę ­
cej zapłacić niż za przedstawienie pod oknami (pod
oknami 10—20 zł, w domu ok. 50 zł).
W C h y ż ó w k a c h jeszcze przed paroma laty chodziły
takie grupy kolędnicze. Do I I w o j n y ś w i a t o w e j b y ł z w y ­
czaj, że ten sam mężczyzna przez wiele lat chodził „za
Ż y d a " , „pod k o z ę " i t d . Istnieje nawet nazwa „ B a r a n ó w k a " , k t ó r a wzięła podobno swój p o c z ą t e k od prze­
zwiska „ B a r a n " , nadanego gospodarzowi, gdyż stale
chodził po kolędzie „pod barana" (co świadczyłoby o
uczestnictwie takiej postaci w przedstawieniu k o l ę d n i ­
czym). Gospodarz ten u m a r ł ok. 40 lat temu. Żyje na­
tomiast jeszcze mężczyzna, na k t ó r e g o wołają „ C y g a n e k
od Copka", p o n i e w a ż p r z e b i e r a ł się za Cygana (mieszka
na osiedlu „u Copka").
J e ś l i chodzi o ocenę sytuacji społecznej członków
grupy o b r z ę d o w e j , istnieją r o z b i e ż n e zdania. Część i n ­
f o r m a t o r ó w twierdzi, że po kolędzie chodzili t y l k o l u ­
dzie biedni, druga część — że stan m a j ą t k o w y nie m i a ł
ż a d n e g o znaczenia. Żyjący jeszcze członkowie tych grup
czują się nieco u r a ż e n i stwierdzeniem, że chodzili, aby
zarobić t r o c h ę pieniędzy. Jako główny cel p o d a j ą m o ż -

243

�liwość
zabawy, r o z r y w k i , „ p o h u l a n i a " .
Niewątpliwie
jednak r ó w n i e w a ż n y m celem — przynajmniej u nie­
k t ó r y c h grup — było zdobycie p i e n i ę d z y . T y m bardziej
że wszyscy informatorzy zgodnie t w i e r d z ą , że po k o l ę ­
dzie nie chodzili gospodarze najbogatsi ani i c h syno­
wie.
W s p o m n i e ć należy jednak, że przy obsadzaniu po­
szczególnych r ó l w przedstawieniu k o l ę d n i c z y m istotne
znaczenie m i a ł y zdolności aktorskie, a więc odpowiedni
sposób odegrania postaci, zręczność, inwencja, u m i e ­
jętność ładnego śpiewu itp.
Po I I wojnie ś w i a t o w e j ogromnie z m n i e j s z y ł a się
ilość grup kolędniczych. Poza t y m organizowane są one
sporadycznie, nie m a j ą ż a d n y c h cech t r w a ł o ś c i . Cel
tworzenia tych grup jest w y ł ą c z n i e r o z r y w k o w y . W skład
grupy w c h o d z ą t y l k o młodzi mężczyźni (18—30 lat). K o ­
lędnicy i d ą do gospodarzy, k t ó r z y ich wcześniej zapro­
s i l i ; jednego wieczoru o d w i e d z a j ą t y l k o jeden dom. Nie
o t r z y m u j ą wynagrodzenia, są jedynie ugaszczani przez
d o m o w n i k ó w . Muzyce p ł a c ą t a ń c z ą c y . Z m i e n i ł o się t r o ­
chę przebranie a k t o r ó w , t o w a r z y s z ą c a muzyka to akor­
deon i „bobon".
W 1969 r. we w s i chodziła t y l k o jedna grupa k o l ę d ­
nicza. Charakterystyczne, że b y ł a to tzw. „ ż y w a szopka".
Dawniej na terenie C h y ż ó w e k nie było takich grup. Cza­
sami jedynie przychodzili k o l ę d n i c y z „ ż y w ą s z o p k ą "
z innych wsi — z Kamienicy, Szczawy, Zalesia. Była to
zawsze duża grupa (ok. 20 osób), przedstawienie t r w a ł o
„strasznie długo" i trzeba było i m drogo zapłacić. Do
domu więc zapraszali ich nieliczni, najczęściej k r e w n i
lub znajomi.

I I . 28. Dziady Ś m i g u ś n e z Dobrej, pow. L i m a n o w a .
W y s t ę p na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizo­
w a n y m przez Muz. i m . Wł. Orkana w Rabce 1971 r.

W s p ó ł c z e s n a „ ż y w a szopka" została zorganizowana
przez dwudziestokilkuletniego mężczyznę, k t ó r y pochodzi
z M ł y ń c z y s k (wsi oddalonej o k i l k a n a ś c i e k i l o m e t r ó w ) ,
a „ożenił się do C h y ż ó w e k " . Grupa w z o r o w a ł a się na
dawnych przedstawieniach pokazywanych w M ł y ń c z y skach. J e d n ą z r ó l , n a j w a ż n i e j s z ą a zarazem n a j t r u d ­
niejszą (Żyda), o d g r y w a ł c h ł o p a k z tej w s i , k r e w n y
organizatora.
Prócz
niego w przedstawieniu wzięło
u d z i a ł d z i e w i ę c i u m ł o d y c h mężczyzn (w większości k a ­
walerowie). Sytuacja materialna nie m i a ł a ż a d n e g o zna­
czenia w wyborze a k t o r ó w . W y s t ę p o w a l i t y l k o „ n a za­
proszenie". Uczestnicy t w i e r d z ą , że „ ż y w a szopka" jest
ł a d n i e j s z a , „ m o ż n a coś p o k a z a ć " , dlatego w y b r a l i w ł a ­
śnie to przedstawienie. Wzięły w n i m udział n a s t ę p u ­
j ą c e postacie:
czterej Pastuszkowie, Anioł, M i l i c j a n t -Hetman,
k r ó l Herod, dwaj S ł u d z y - Ż o ł n i e r z e , Żyd,
Ś m i e r ć , Diabeł, Cygan, Cyganka, Czarownica.
P u b l i c z n o ś ć b y ł a liczna, z całego osiedla, a także
s ą s i e d n i c h ; p r z y s z ł o też k i l k u w i d z ó w (znajomych) z i n ­
nych w s i . Reakcja publiczności b y ł a bardzo ż y w a , szcze­
gólnie w miejscach, w k t ó r y c h aktorzy w t r ą c a l i j a k ą ś
u w a g ę dotyczącą kogoś z C h y ż ó w e k . C a ł e przedstawie­
nie, k t ó r e m i a ł o t r a d y c y j n y schemat, w y p e ł n i o n e było
z a i m p r o w i z o w a n y m i ż a r t a m i i dowcipami.
W ostatnim r o k u we w s i nie c h o d z i ł a ż a d n a grupa
kolędnicza, z w y j ą t k i e m „ g w i a ź d z i a r z y " . Uczestnicy ze­
szłorocznego przedstawienia t w i e r d z ą , że „nie ma k t o "
tego r o b i ć , organizator poprzedniej „żywej szopki" prze­
niósł się na Ziemie Zachodnie, inny członek zespołu
ożenił się, jeszcze i n n e m u „coś w y p a d ł o " . Nie są zde­
cydowani, czy w p r z y s z ł y m r o k u b ę d ą p r z y g o t o w y w a ć
j a k i e ś przedstawienie.
Innego t y p u o b r z ę d e m k o l ę d n i c z y m jest chodzenie
po domach c h ł o p c ó w z g w i a z d ą ; chodzą oni po dwóch,
trzech, zbliżają się pod okna i k r ę c ą c rozświetloną
g w i a z d ę ś p i e w a j ą kolędy. Jest to zwyczaj dawny, nadal
p r a k t y k o w a n y , lecz nieco rzadziej. Obecnie chodzą „za
g w i a ź d z i a r z y " chłopcy w w i e k u 9—12 lat, przed w o j n ą
t a k ż e nieco starsi. Daje i m się za to „ze 2 złote", przed
w o j n ą „z 10 groszy". Zwyczaj ten ma charakter w y ­
bitnie zarobkowy: przed w o j n ą „ g w i a ź d z i a r z a m i " b y l i
synowie n i e z a m o ż n y c h gospodarzy, obecnie po prostu
chłopcy, k t ó r z y chcą „ z e b r a ć t r o c h ę grosza". Podobnie
w y ł ą c z n i e zarobkowy charakter m i a ł o dawniej i ma
obecnie przebieranie się 6 stycznia za Trzech Króli
(długie szaty, m a s k i na t w a r z y , b e r ł o w r ę k u ) i śpie­
wanie po domach kolęd z w i ą z a n y c h z t y m ś w i ę t e m . Za
Trzech K r ó l i zawsze chodzili chłopcy w w i e k u szkol­
nym. Obecnie zwyczaj zanika — coraz mniej jest ta­
kich przebierańców.
O b r z ę d y k o l ę d n i c z e są i l u s t r a c j ą r ó ż n e g o t y p u prze­
mian. W y s t ę p u j ą w i ę c rzadziej, z m i e n i ł się czas prak­
tykowania o b r z ę d u , zmienia się w i e k u c z e s t n i k ó w , od­
biorcy w i d o w i s k nie są p r z y p a d k o w i (miejsce w y s t ę p u
jest w c z e ś n i e j uzgodnione), p o j a w i ł y się nowe obrzędy,
j a k „ ż y w a szopka", a r ó w n o c z e ś n i e n i e k t ó r e stare prze­
stano k u l t y w o w a ć (szopka k u k i e ł k o w a ) , z a n i k ł y po­
działy społeczne w grupach k o l ę d n i c z y c h , stroje, maski
i inne akcesoria w w i ę k s z y m niż dawniej stopniu są
kupowane w mieście, a t a k ż e m a t e r i a ł , z k t ó r e g o są
wyrabiane, obecnie jest często pochodzenia miejskiego.
Częściowo z m i e n i ł się t a k ż e cel o b r z ę d u .
Zdecydowanie zaś nie n a s t ą p i ł a zmiana płci w skła­
dzie grup o b r z ę d o w y c h .
Zawsze a k t o r a m i b y l i i są
obecnie mężczyźni l u b chłopcy, bez w z g l ę d u na to, czy
rola jest kobieca, czy m ę s k a . Na pytanie, dlaczego ko­
biety nie chodzą po kolędzie, z r e g u ł y pada odpowiedź
w rodzaju: „gdzie by t a m baby chodziły", „ludzie by
się ś m i a l i " i t p . W jednej z pobliskich w s i natomiast

244

�(Lubomierz) w skład grupy kolędniczej „ ż y w a szopka"
wchodzi dziewczyna, g r a j ą c a r o l ę A n i o ł a i Ż o n y Heroda.
Cel przedstawienia tak przygotowanego b y ł jednak zde­
cydowanie odmienny, z m i e n i ł a się z u p e ł n i e jego f u n k ­
cja, p o n i e w a ż b y ł pokazywany na konkursie l u d o w y c h
obrzędów dorocznych, organizowanych przez Muzeum
im. W ł a d y s ł a w a Orkana w Rabce.
Podobne p r z e o b r a ż e n i a , j a k w o b r z ę d a c h k o l ę d n i ­
czych, m o ż n a też z a o b s e r w o w a ć w zwyczaju „chodzenia
po śmiguście". W C h y ż ó w k a c h w P o n i e d z i a ł e k W i e l k a ­
nocny chodzili p r z e b i e r a ń c y dwojakiego rodzaju: „ d z i a ­
dy ś m i g u ś n e " i Cyganie. B y l i to w y ł ą c z n i e młodzi m ę ż ­
czyźni; najczęściej kawalerowie, ale nieraz t a k ż e ż o ­
naci.
Dziad w k ł a d a ł „ s t a r g a n e spodnie", serdak w ł o s e m
na wierzch, nogi o w i j a ł słomą, nieraz t a k ż e cały się
opasywał p o w r ó s ł a m i , na t w a r z y m i a ł m a s k ę , n a j c z ę ­
ściej z baraniego k o ż u s z k a , na g ł o w i e w y s o k ą c z a p k ę
słomianą, z a k o ń c z o n ą trzema s ł o m i a n y m i warkoczami,
p r z y b r a n ą w s t ą ż k a m i z czerwonej k r e p i n y . W r ę k u k i j
i koszyk o w i n i ę t y słomą, czasami też specjalnie zro­
biona sikawka. Niekiedy D z i a d o w i t o w a r z y s z y ł a Dziadówka, podobnie ubrana, lecz w s p ó d n i c y . Niosła na
r ę k u l u b na plecach dziecko — k u k ł ę ze szmat.
Cyganie też chodzili w maskach, czasem uczernieni
sadzami l u b w ę g l e m . „ J a k z m y ś l n y kawaler b y ł " , to
twarz p r z y k r y ł c i e n k ą s k ó r k ą , w y s m a r o w a n ą czasem
m a z i d ł e m z tłuszczu i sadzy l u b p a s t ą do b u t ó w i po­
tem „ w y c a ł o w a ł panny". Cyganka, tak j a k D z i a d ó w k a ,
niosła dziecko, często m i a ł a w i e l k i brzuch. Czasami
towarzyszył i m „ z i a n d a r " , po I I wojnie ś w i a t o w e j za­
mieniony na M i l i c j a n t a . Gdy Cygan l u b Cyganka coś
ukradli, M i l i c j a n t i c h gonił, ł a p a ł , b i ł i t p .
S m i g u ś n i c y zaczynali chodzić po domach o świcie,
czasem jeszcze w nocy, k o ń c z y l i około godziny 9—10.
Z a r ó w n o Dziady j a k i Cyganie podchodzili pod okno,
czasami wchodzili do izby. Dziady „ t u r c z a ł y " ( t r r r r r r ) ,
prosiły o jajeczko. Domownicy, szczególnie d z i e w c z ę t a ,
polewali ś m i g u ś n i k ó w w o d ą , a s m i g u ś n i c y d o m o w n i ­
ków. J e ś l i było ciepło, to Dziad czy Cygan w c i ą g a ł k o ­
biety do rzeki; „ w y h u l a ł się z n i ą po wodzie", dziew­
czyna p r ó b o w a ł a ś c i ą g n ą ć m u m a s k ę , żeby r o z p o z n a ć ,
kto się p r z e b r a ł . Cyganie u d a w a l i , że k r a d n ą , Cygan
bił C y g a n k ę , potem nad n i ą p ł a k a ł , czasem Cyganka
kładła się do łóżka i u d a w a ł a , że rodzi. „ P r z e d s t a w i e ­
nie" zależało oczywiście od p o m y s ł o w o ś c i ś m i g u ś n i k ó w .
„Największą r a d o ś ć " s m i g u ś n i c y m i e l i , gdy domow­
nicy jeszcze spali. J e ś l i d r z w i nie b y ł y z a m k n i ę t e , to
polewali ich na łóżkach. „ J a k panny b y ł y zuchowate"
i wcześniej wody n a n i o s ł y , to p o w y l e w a l i , „ n i e r a z po
kolana wody w izbie b y ł o " . „Robili despety, w y b r y k i " ,
np. k i e d y ś p o p r z e w i ą z y w a l i psy z jednego osiedla na
drugie. „ U ś m i a ł się człowiek, m ł o d y był, to go cie­
szyło".
Ś m i g u ś n i k o m dawano j a j k a — z a r ó w n o Dziadom,
jak i Cyganom. Z r e s z t ą o n i w c h o d z ą c do domu l u b pod
oknami m ó w i l i : „ m o j a gosposiu, dajcie m i też jajeczko".
Potem dzielili się t y m i j a j k a m i l u b w s p ó l n i e s m a ż y l i
(„mieli m y ś w i ę t a " ) . Nie wszystkie grupy jednak zbie­
r a ł y jajka, n i e k t ó r z y „ t y l k o dla hecy szli", niosąc ze
sobą dziurawy koszyk.
K i l k a l a t temu jeden z m i e s z k a ń c ó w w s i (pracu­
jący sezonowo pod K r a k o w e m ) w p r o w a d z i ł
zwyczaj
przebierania się w P o n i e d z i a ł e k Wielkanocny za Diabła,
k t ó r y t o w a r z y s z y ł Cyganom i M i l i c j a n t o w i .
Obecnie coraz, mniej jest ś m i g u ś n i k ó w i chodzą co­
raz rzadziej. Zdecydowanie zanika zarobkowa funkcja
obrzędu, w y b i j a się natomiast — dawniej zresztą r ó w ­
nież bardzo istotna — funkcja zabawowa. Z a n i k ł a na-

I I . 29. Dziady Ś m i g u ś n e . Dobra, pow. Limanowa, 1912 r.

tomiast j u ż zupełnie magiczna rola o b r z ę d u ; pozosta­
łości jej m o ż n a dostrzec w wypowiedzi 62-letniego i n ­
formatora: „ d a w n i e j j a k nie było Dziada po śmiguście,
to j u ż b y ł zły rok", przewidywano wtedy nieurodzaj.
Jak w s p o m n i a ł a m , p o j a w i a j ą się teraz nowe postacie
w ś r ó d ś m i g u ś n i k ó w , zmienia się nieco ich ubiór i akce­
soria o b r z ę d o w e (maski kupne, obok drewnianych sika­
wek p o j a w i ł y się żelazne). Natomiast tak j a k przy ob­
r z ę d a c h k o l ę d n i c z y c h , nie z m i e n i ł a się płeć uczestników.
Tendencje do zaniku p o d z i a ł u uczestnictwa w e d ł u g
płci w y k a z u j ą takie zwyczaje, j a k święcenie palm
w Niedzielę P a l m o w ą czy ziela w dzień M a t k i Boskiej
Zielnej.
Wykonanie i zaniesienie palmy do kościoła należało
tradycyjnie do mężczyzn, szczególnie zajmowali się t y m
kawalerowie, jeśli jednak nie było w domu c h ł o p a k ó w ,
to gospodarz l u b ojciec gospodarza. Palma b y ł a zrobio­
na z g a ł ą z e k wierzby z baziami („bagniota", „ p a l m y " ) ,
p r z y w i ą z a n y c h do długiego k i j a , u góry ozdobiona p ę ­
k i e m trzciny wodnej. W okresie m i ę d z y w o j e n n y m dla
ozdoby dodawano k i l k a sztucznych k w i a t k ó w i p ę k
w s t ą ż e k , p o c z ą t k o w o z kolorowej bibuły, po I I wojnie
ś w i a t o w e j najczęściej jedwabnych. Całość b y ł a o k r ę c o n a
biczem konopnym l u b l n i a n y m , a od lat dwudziestych
zaczęto t a k ż e u ż y w a ć b a t ó w rzemiennych. Bazie zry­
w a l i chłopcy „po miedzach" l u b hodowali specjalnie
przy domach; t r z c i n ę kupowano na targach w Dobrej,
Skrzydlnej l u b L i m a n o w e j .
Palmy b y ł y różnej długości, od pół metra do ok.
4 m. I m w i ę k s z e , t y m piękniejsze, powszechnie więc
kawalerowie starali się, by sięgały tęczy w kościele.
I s t n i a ł o coś w rodzaju w s p ó ł z a w o d n i c t w a , kto zrobi
p i ę k n i e j s z ą . „ C z y m k t o m a wyższą, to honorniejsze".
Starsi gospodarze nieśli palmy k r ó t k i e , „takie że pod

245

�p a z u c h ę w e ź m i e " , „gdzie by stary takie duże niósł".
W okresie Polski Ludowej coraz więcej m ł o d y c h m ę ż ­
czyzn „wstydziło s i ę " iść z p a l m ą do kościoła, r o b i l i je
mniejsze, często jedynie pod naciskiem starszej gene­
racji. Obecnie bardzo niewielka ilość m ł o d y c h mężczyzn
niesie p a l m ę . Zazwyczaj r o b i ą to starsi gospodarze lub
m a ł e chłopaczki; gdy chłopiec kończy szkołę podstawo­
wą, przestaje nosić p a l m ę , a nieraz i w c z e ś n i e j . Zdarza
się też, że niosą p a l e m k ę (małą wtedy i raczej skromnie
zdobioną) starsze kobiety l u b m a ł e dziewczynki. Coraz
mniej jest w a ż n e , k t o niesie p a l m ę i j a k ona w y g l ą d a .
Starsze pokolenie zachowuje dawny zwyczaj dla celów
magicznych l u b dla tradycji. Młodsze — najczęściej ze
w z g l ę d u na ojca czy m a t k ę .
Oprócz — j a k j u ż w s p o m n i a ł a m — zanikania na­
kazu p r a k t y k o w a n i a o b r z ę d u przez mężczyzn, w y r a ź n y
jest t u proces przemian a k c e s o r i ó w , czyli w t y m w y ­
padku samej palmy. Z n a j w i ę k s z ą dbałością palmy r o ­
bione b y ł y w okresie m i ę d z y w o j e n n y m . Obecnie sam
zwyczaj jest jeszcze ż y w y , ale w c a ł y m kościele t y l k o
k i l k a palm jest rzeczywiście wysokich.
Zanika też powoli zespół w i e r z e ń z w i ą z a n y c h z ma­
gicznymi t r e ś c i a m i obrzędu. Po p r z y j ś c i u do domu p a l ­
m ą uderzano k r o w y , „żeby się d a r z y ł y " . Biczem, k t ó r y m
palma b y ł a o w i ą z a n a , w y p ę d z a n o pierwszy raz b y d ł o
na pastwisko, żeby „nie s k a k a ł o bardzo, nie gziło się",
żeby nic się nie stało b y d l ę c i u ani pasterzowi. Batem
t y m robiono też k r z y ż przed k o n i e m za k a ż d y m razem,
gdy gdzieś m i a ł j e c h a ć . W W i e l k ą S o b o t ę „ g ł o w i o n k i "
z palmy wielkanocnej opalano w p o ś w i ę c a n y m ogniu
koło kościoła, po czym robiono z nich k r z y ż y k i , d o d a j ą c
trzciny i kwiatuszek l u b w s t ą ż k ę . K r z y ż y k i te w k ł a d a n o
w pola, gdzie były zasiane oziminy; m i a ł y one powstrzy­
m y w a ć burze i grady, a t a k ż e s p r a w i a ć urodzaj. W W i e l ­
k ą Sobotę wieszano t a k ż e m a ł e k r z y ż y k i z p a l m na
szczycie domu l u b nad drzwiami, by c h r o n i ć dom przed
piorunem, przed p o ż a r e m („nic nie ma mocy, bo k r z y ż y k
poświęcony", „ k t o m a dom pod s ł o m ą l u b pod gontem,
to r o b i k r z y ż y k i ; m y w zeszłym r o k u p o k r y l i ś m y dach
eternitem, to j u ż nie musimy"). K a w a ł e c z e k palmy (lub
ziela święconego 15 V I I I ) k ł a d ł o się pod p i e r w s z ą skibę.
Większość z p o w y ż s z y c h p r a k t y k jest przez star­
szych gospodarzy nadal stosowana, a często t a k ż e przez
ś r e d n i e pokolenie, t y l k o z mniejszym przekonaniem l u b
zupełnie bez w i a r y w s k u t e c z n o ś ć zabiegów. Natomiast
młodzi rzadko je stosują, w i e l u m ł o d y c h w w i e k u 15—
20 lat w ogóle z w y c z a j ó w tych nie zna.
O ile robienie i zanoszenie p a l m wielkanocnych do
kościoła należało do mężczyzn, o tyle zbieranie r o ś l i n
i zanoszenie i c h do ś w i ę c e n i a w dzień M a t k i Boskiej
Zielnej (15 sierpnia — W n i e b o w z i ę c i e M B ) — do k o ­
biet. M o ż e m y t u o b s e r w o w a ć t a k i sam proces zmian
stosunku ludności do zwyczaju. Dawniej „ziele" do po­
ś w i ę c e n i a niosła dziewczyna; gdy nie b y ł o w domu pan­
ny — kobieta z a m ę ż n a . Dodatkowo m a l u t k i e bukieciki
p r z y g o t o w y w a ł o się dla k i l k u l e t n i c h dziewczynek, jeśii
chciały też nieść ziele. Obecnie (od ok. 20 lat) dziew­
częta w s t y d z ą się iść z zielem, czasem k t ó r a ś w e ź m i e
tylko kwiatek. „ O c i p k ę " (snopeczek ziół) niosą kobiety
starsze i w ś r e d n i m w i e k u , czasem k i l k a r o ś l i n e k niesie
m a ł y chłopiec.
W skład „ziela" w c h o d z ą rozmaite zioła, z k t ó r y c h
najważniejszymi
mają
być: „zwonek"
(dziurawiec),
„ w r o t y c " , „ m a r u n k a " . Dodaje się po k i l k a k ł o s ó w
wszystkich zbóż (czasami w y ł ą c z a j ą c owies, k t ó r y ś w i ę ­
ci się w drugi dzień ś w i ą t Bożego Narodzenia), liście
kapusty, n a t k ę ziemniaka i t d . Do przystrojenia u ż y ­
wa się „geronije", ostatnio t a k ż e inne k w i a t y ogrodowe

246

30

(goździki, nagietki, b r a t k i , p i w o n i e itp.). Dodawano też
j a b ł k a ( k t ó r e w powrotnej drodze z kościoła kawalero­
wie u s i ł o w a l i z a b i e r a ć pannom z b u k i e t ó w ) . Do „ziela"
m o ż n a d o d a ć wszystkie r o ś l i n y ; „ k a ż d a trawa woła
u r w i j mnie, oświeć mnie", ale „ t r z e b a by było w oktuszy na plecach nieść lub furą wieźć".
K a ż d a z polnych r o ś l i n m i a ł a zastosowanie w lecz­
nictwie l u b w e t e r y n a r i i , lecz nawet stare kobiety nie­
wiele j u ż p a m i ę t a j ą . Powszechnie znane jest stosowa­
nie „ w r o t y c u " — po ocieleniu k r o w y do okadzenia jej
i zaparzonego do picia („by nic złego jej się nie stało"),
stosowanie „ z w o n k a " i p i o ł u n u — na żołądek, „marunki
uwarzonej z tłuszczem, gdy się k t o oberwie", babki na
rany. N i e k t ó r e kobiety znają przeznaczenie także in­
nych ziół; częściowo ma ono charakter racjonalny,
częściowo magiczny.
Inne magiczne zastosowanie ziela, obecnie także za­
n i k a j ą c e , to stawianie b u k i e t u po przyjściu z kościoła
do kapusty, „ b y dobrze rosła", w k ł a d a n i e pod pierwszą
skibę, rzucanie na ogień, gdy nadchodzi burza („ziele
jest potrzebne, bo j a k p r z y c h o d z ą burze straszne, to
ziele rzuca się na ogień; M a t k a Boska dzisiaj do nieba
w s t ę p o w a ł a , to wszystkie c h m u r y może rozpędzić").
Zwyczajem odmiennego t y p u b y ł y „ m a j ó w k i " ; przez
cały maj wieczorami schodzili się ludzie pod kaplicz­
k a m i i ś p i e w a l i pieśni do M a t k i Boskiej oraz odmawiali
l i t a n i ę . G ł ó w n i e p r z y c h o d z i ł y kobiety, ale mężczyźni
t a k ż e b r a l i u d z i a ł w m a j ó w k a c h . M a j ó w k i obok roli
k u l t o w e j s p e ł n i a ł y t a k ż e r o l ę zwyczaju towarzyskiego,
b y ł y miejscem s p o t k a ń dziewczyn i c h ł o p a k ó w ; „ka­
walerowie przychodzili do towarzystwa", „wszystkie
panny leciały na m a j ó w k ę , potem c h ł o p a k i przychodzili,
ś m i a l i się, zabawy były". W m a j u f i g u r k i przystrajano
szczególnie bogato: j e d l i n ą , sztucznymi k w i a t a m i , czasem
ustawiano pod k a p l i c z k ą m ł o d e brzózki.

�П. 30, 31. Maska d i a b ł a ś m i g u ś n e g o , w y k . przed
laty S. S m o l e ń , C h y ż ó w k i .

kilku

Po ostatniej wojnie zwyczaj zaczął z a n i k a ć . Obecnie
jeszcze kobiety zbierają się czasami pod kapliczkami,
ale nie jest to zwyczaj powszechny a n i codziennie p r a k ­
tykowany. W dużo w i ę k s z y m stopniu natomiast l u d n o ś ć
wsi (szczególnie kobiety) bierze u d z i a ł w n a b o ż e ń s t w a c h
majowych, zwłaszcza jeśli odległość od kościoła nie jest
zbyt duża. N a b o ż e ń s t w a majowe cieszą się we w s i dużą
popularnością, w p r z e c i w i e ń s t w i e do czerwcowych czy
październikowych.
Jeden z nielicznych z w y c z a j ó w ż y w o t n y c h , r o z w i j a ­
jących się; zwyczajów, w k t ó r y c h dostrzec m o ż n a stale
wprowadzane nowe elementy, to stawianie
choinki.
Oczywiście związane to jest z p o p u l a r n o ś c i ą zwyczaju
na terenie całej Polski.
Fierwsze choinki we w s i stawiane b y ł y w latach
dwudziestych przez i n t e l i g e n c j ę w i e j s k ą , przede wszyst­
kim przez nauczycieli. Powszechnie zwyczaj ten p r z y j ą ł
się po I I wojnie ś w i a t o w e j . Choinka, zwana w C h y ż ó w ­
kach „drzewkiem", w y p a r ł a w c z e ś n i e j s z ą „podłaźniczkę".
Podłaźniczka to w i e r z c h o ł e k j o d e ł k i wieszany czubkiem
na dół nad stołem w i g i l i j n y m . U d o ł u wieszano k u l ę
z opłatków, tzw. „ ś w i a t " (sporadycznie nazywany też
„niebem"). Poza t y m p o d ł a ź n i c a przystrojona b y ł a t y l k o
jabłkami i k ó ł k a m i w y c i ę t y m i z kolorowych o p ł a t k ó w .
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m przyozdabiano czasem pod­
łaźniczkę k w i a t k a m i z b i b u ł k i („wielkie mecyje były,
że kilka k w i a t k ó w na podłaźniczce"). Z a r ó w n o p o d ł a ź ­
niczka, jak i choinka zawsze b y ł y z jodły, nigdy ze
świerka; jodełka u w a ż a n a jest za p i ę k n i e j s z e drzewo.
Jedno uzasadnienie
wieszania
podłaźniczki,
to:
„z dziadka pradziadka ten zwyczaj". Sporadycznie zda­
rza się inne, np. „podłaźniczka jest na t a k ą p a m i ą t k ę ,
że się Pan Jezus narodził, a w stajence też b y ł y k r z a k i " ,
„podłaźniczka d a w a ł a scęście w domu cy j a k " .
Spotykało się we w s i t a k ż e p o d ł a ź n i c z k i s ł o m i a n e ,
lecz nie był to zwyczaj miejscowy i nie spopularyzo­
wał się.
Gdy zaczęto s t a w i a ć c h o i n k ę , to na ogół nie wiesza­
no już podłaźniczki. A l e w n i e k t ó r y c h domach przez
jakiś czas obie te formy w s p ó ł i s t n i a ł y . D u ż o częściej
natomiast zdarzało się, że stawiano c h o i n k ę , a r ó w n o ­
cześnie robiono „ ś w i a t " i wieszano go u p u ł a p u . Spotka­
łam też dom, w k t ó r y m jeszcze 5 lat t e m u wieszano
podłaźniczkę. Gospodyni twierdzi, że nie ma miejsca
na drzewko. Charakterystyczne, że w rodzinie tej nie
ma małych dzieci.
Obecnie choinki ubierane są przede w s z y s t k i m
„bajkami", które podobno zaczęły się p o j a w i a ć j u ż przed
samą ostatnią wojną (kupowane w ż y d o w s k i c h sklepach
w Dobrej) i służyć jako ozdoba p o d ł a ź n i c z e k . P r ó c z
baniek na choince wiesza się cukierki, j a b ł k a , nieraz
orzechy w srebrnych papierkach, ł a ń c u s z k i z koloro­
wego papieru, ciasteczka, nadal o p ł a t k i , ostatnio „włosy
anielskie". Poza t y m czasami postacie a n i o ł k ó w w y c i ę t e
z papieru przez dzieci, k ł a d z i e się k a r t k i pocztowe, k t ó ­
re przesyła rodzina z ż y c z e n i a m i , p r z e d s t a w i a j ą c e żłobek
czy inne sceny z w i ą z a n e ze ś w i ę t a m i Bożego Narodzenia.
Choinka stoi w izbie do Trzech K r ó l i , a czasami
(o ile igiełki nie oblatują) do M a t k i Boskiej Gromnicz­
nej — „pokąd się ś p i e w a k o l ę d y " . Tak samo było z pod­
łaźniczka.
W Chyżówkach wiele jest o b r z ę d ó w o charakterze
magicznym; funkcja magiczna jest albo w y ł ą c z n ą , albo
jedną z wielu. K a ż d a p r a k t y k a magiczna zresztą jest

31

mniej l u b bardziej p o w i ą z a n a z c a ł y m zespołem w i e ­
rzeń i o b r z ę d ó w , d o t y c z ą c y c h o k r e ś l o n e g o dnia czy
okresu. P o d a w a ł a m wyżej j u ż n i e k t ó r e zwyczaje, k t ó ­
r y c h cel ma w y r a ź n i e magiczny charakter, np. stawia­
nie w polach k r z y ż y k ó w z p a l m czy okadzanie k r o w y .
Dalszym p r z y k ł a d e m jest zwyczaj o b w i ą z y w a n i a drzew
owocowych przed ś w i t e m w dzień św. Szczepana. Po­
w r ó s ł a do o w i ą z a n i a robiło się z nieomłóconego snopka
owsianego przyniesionego do domu przed wieczerzą
wigilijną. Drzewa w ten sposób o b w i ą z a n e „lepiej r o ­
dzą". Zwyczaj ginie, zanika motywacja magiczna, np.
jeden ze starszych gospodarzy, do ostatnich lat w y k o ­
n u j ą c y ten zabieg, twierdzi, że j u ż teraz m u się nie
chce chodzić po śniegu. „ T o t y l k o dla p t a s z k ó w , żeby
sobie d z i u b a ł y — drzewa r o s n ą i bez tego". Inny infor­
mator u w a ż a , że zwyczaj m i a ł sens, gdy przy domu
rosło k i l k a drzewek. Obecnie n i e k t ó r z y gospodarze m a j ą
„po 100 i 150 (we wsi — j a k i w c a ł y m regionie —
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m w ogromnym stopniu roz­
w i n ę ł o się sadownictwo), to by musieli cały dzień o w i ą ­
zywać".
Starsi gospodarze, w r a c a j ą c z kościoła z p o ś w i ę c o ­
n y m owsem w dzień ś w . Szczepana, szli na swoje pole,
jeśli b y ł o zachwaszczone, posypywali je m ó w i ą c : „Ucie­
kaj diable z ostem, bo idzie ś w i ę t y Szczepan ze ś w i ę c o ­
n y m owsem". J e ś l i w i e r z y ć wypowiedziom informato­
r ó w , to zabiegi te nie są j u ż praktykowane (często
o k r e ś l a n e są jako głupie). Do dziś natomiast ogromna
większość gospodarzy święci owies i dodaje go do ziarna
przeznaczonego na siew, żeby b y ł urodzaj.
Inne zabiegi magiczne, to np. jedzenie j a b ł e k ś w i ę ­
conych w dzień ś w . Błażeja jako ś r o d e k zapobiegający
bólowi g a r d ł a , mycie się w potoku w Wilię rano, żeby
b y ć z d r o w y m przez cały rok. M y l i się t a k ż e ludzie
chorzy, gdyż woda m i a ł a działać wtedy t a k ż e jako le-

247

�karstwo; po u m y c i u chory z o s t a w i a ł przy rzece s t a r ą
koszulę, odchodząc nie oglądał się, bo choroba m o g ł a b y
się p o w t ó r z y ć . Był też zwyczaj mycia się w wodzie, do
k t ó r e j wrzucano srebrne p i e n i ą d z e , a po wojnie po
prostu bilon, żeby b y ć „ j a k ten p i e n i ą d z zdrowy".
W Boże Narodzenie z kościoła do domu „chłop s t a r a ł
się przyjść przed b a b ą , żeby b y ł chytrzejszy przez cały
rok", w Nowy Rok dawano b y d ł u specjalnie pieczone
placuszki, „żeby na t y m r o k u w i ę d ł o się szczęśliwie".
Przed wieczerzą wigilijną k ł a d z i o n o pod stół r ó ż n e ż e ­
lazne przedmioty, np. części p ł u g a , „żeby p r z y o r a ć k o ­
m u ś k a w a ł e k pola", części wozu, m ł o t e k , s i e k i e r ę . W Bo­
że Narodzenie nie zamiatano izby, bo to „wielkie ś w i ę ­
to", a poza t y m m o ż n a w y m i e ś ć z domu całe bogactwo.
W Wigilię, Boże Narodzenie, Nowy Rok, a szczególnit
w Szczepana b y ł zwyczaj sypania owsem po izbie,
„posuło się owsem po garnkach, po stole, po wszystkim,
żeby dużo tego chleba było". Chleb ze stołu wigilijnego
jedzono po k a w a ł e c z k u k a ż d e g o dnia od W i g i l i i do N o ­
wego Roku, żeby z a p e w n i ć sobie urodzaj. Po wieczerzy
w i g i l i j n e j dzieci p r z y n o s i ł y do izby drzewo, żeby grzyby
się rodziły.
P r z y k ł a d y m o ż n a by m n o ż y ć . Z a b i e g ó w magicznych
jest masa. Są t o zabiegi dwojakiego rodzaju: o charak­
terze z a p o b i e g a j ą c y m i m a j ą c e na celu spowodowanie
czegoś -— urodzaju, zdrowia, p i e n i ę d z y i t p . Bardzo wiele
tych p r a k t y k żyje już t y l k o w p a m i ę c i i n f o r m a t o r ó w ,
inne są nadal stosowane. Różne są przyczyny p r a k t y k o ­
wania z a b i e g ó w magicznych. Część m i e s z k a ń c ó w w s i ,
w szczególności starszych, nadal wierzy w ich skutecz'
ność, i n n i w y k o n u j ą je dla zachowania t r a d y c j i (jeśl'
nic nie stanie akurat na przeszkodzie i jeśli w odpo­
wiednim momencie p a m i ę t a j ą o zwyczaju), jeszcze i n n i
t r a k t u j ą n i e k t ó r e p r a k t y k i magiczne zabawowo (np. m y ­
cie się w wodzie z p i e n i ę d z m i ) . Jeżeli przy czynności
magicznej w y k o r z y s t y w a n y jest przedmiot p o ś w i ę c o n y ,
wtedy dla w i e l u m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k w y s t a r c z a j ą c ą
m o t y w a c j ą w y k o n y w a n i a zabiegu jest stwierdzenie: „bo
to p o ś w i ę c o n e " ; dotyczy to ogromnej ilości p o c z y n a ń .
Wreszcie zdarza się też często, że zwyczaj p r a k t y k u j e
się w y ł ą c z n i e ze w z g l ę d u na ojca, m a t k ę czy i n n ą star­
szą osobę.
Nieco odmiennie przedstawia się stosunek ludzi do
wróżb, szczególnie z w i ą z a n y c h z okresem Bożego Na­
rodzenia. Wróżby w dziedzinie spraw osobistych, z w ł a s z ­
cza zamążpójścia czy ożenku, nadal są często praktyko­
wane przez m ł o d y c h , ale j u ż w y ł ą c z n i e jako zabawa
okazja do ż a r t ó w , zalotów. Natomiast w r ó ż b y dotyczące
urodzaju, chowu b y d ł a czy owiec —• znane są tylkb
w starszym pokoleniu i nawet przez ftie niezbyt często
dokonywane. Przepowiadanie pogody na n a d c h o d z ą c y
rok (z d n i od Ł u c j i do Bożego Narodzenia, a czasem do
Trzech Króli) jest nadal praktykowane, i to z a r ó w n o
przez starsze, j a k i ś r e d n i e pokolenie.
Wierzenia dotyczące c u d ó w i d z i w ó w , np. że woda
w noc wigilijną zamienia się w wino, że b y d ł o w Wigilię
o północy m ó w i l u d z k i m głosem, że leszczyna wtedy
k w i t n i e (jakby k t o ś to zobaczył, s p o t k a ł o b y go szczęście),
a pewien gatunek t r a w p ł y n i e pod p r ą d w g ó r ę rzeki,
że w W i e l k ą Niedzielę skarby zakopane w ziemi otwie­
r a j ą się — są przytaczane j a k o legendy, opowieści b a b k i
czy dziadka. N i e w i e l u nawet starszych ludzi wierzy
w ich p r a w d z i w o ś ć .
Przemiany w obrzędowości p r z e j a w i a j ą się t a k ż e
w zmianie osoby p r a k t y k u j ą c e j zwyczaj (pod w z g l ę d e m
wieku, płci, pozycji rodzinnej), np. dawniej przyniesie­
nie snopka owsianego do izby przed w i e c z e r z ą w i g i l i j n ą
n a l e ż a ł o do gospodarza, obecnie nie ma ż a d n e g o zna­

248

czenia, k t o to r o b i ; niejednokrotnie zresztą w ogóle za­
rzucono ten zwyczaj.
M o ż n a r ó w n i e ż z a u w a ż y ć zmiany formalne, prze­
j a w i a j ą c e się w zmianie p o t r a w o b r z ę d o w y c h , np. w i g i ­
l i j n y c h . P o t r a w y tradycyjne to k r u p y , grzyby, karpiele
(brukiew), ziemniaki, galas (kompot), groch, k w a ś n i c a .
Są one częściowo rugowane (szczególnie karpiele) na
rzecz nowych, dawniej nie znanych (przede wszystkim
ryby). Oczywiście z w i ą z a n e to jest w pierwszym rzędzie
ze wzrostem z a m o ż n o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i .
Bardzo c i e k a w y m zjawiskiem jest wprowadzenie
nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h z a n i k a j ą c y c h . P r z y k ł a d
podaję z s ą s i e d n i e j w s i (Szczawa), p o n i e w a ż jest on
niezwykle charakterystyczny. Zwyczaj chodzenia z szop­
k ą k u k i e ł k o w ą jest w Szczawie jeszcze ż y w y , ale w y ­
kazuje silną t e n d e n c j ę z a n i k a j ą c ą . W ś r ó d k u k i e ł e k jed­
nej z szopek znajduje się „ i n w a l i d a wojenny spod
Monte Cassino". Z r o z u m i a ł e , że nie jest to p o s t a ć trady­
cyjna.
Tradycyjne o b r z ę d y doroczne w C h y ż ó w k a c h za­
n i k a j ą , jedne szybciej, inne wolniej, bardzo nieliczne
w y k a z u j ą tendencje rozwojowe. P r z y c z y n ą tego są głę­
bokie p r z e o b r a ż e n i a , j a k i e zaszły w życiu gospodarczym,
s p o ł e c z n y m i k u l t u r a l n y m . D u ż y w p ł y w na zanikanie
o b r z ę d u l u b jego zachowanie m a kościół. Proboszcz,
k t ó r y w parafii w J u r k o w i e przebywa j u ż ponad 40 lat,
m a we w s i ogromny autorytet; ze w z g l ę d u na funkcję,
k t ó r ą sprawuje, a t a k ż e po prostu jako człowiek. Ksiądz
przyznaje, że z n i e k t ó r y m i zwyczajami walczył świa­
domie, np. z chodzeniem po kolędzie, p o n i e w a ż zawsze
z w i ą z a n a b y ł a z t y m „ p o h u l a n k a " , przykre w y b r y k i ,
g ł u p i e ż a r t y . Poza t y m s t a r a ł się w p ł y n ą ć na parafian
(co m u się udało), by nie zaczynali chodzić po kolędzie
w dzień Bożego Narodzenia, t y l k o dopiero na Szczepana.
I n n y zwyczaj, przeciw k t ó r e m u k s i ą d z w y s t ę p o w a ł , to
sypanie owsem w kościele na ś w . Szczepana. Jeszcze po
ostatniej w o j n i e po mszy ś w . w kościele było pełno
ziarna („po kostki"); trudno je potem w y s p r z ą t a ć , skut­
k i e m czego lęgły się myszy i niszczyły szaty liturgiczne.
Obecnie parafianie sypią jedynie „ p a r ę ziarnek" (kilka
garści). N i e k t ó r e o b r z ę d y są z kolei przez kościół po­
pierane, np. ś w i ę c e n i e ziół 15 sierpnia, bo „wyrażają
one cnoty M a t k i N a j ś w i ę t s z e j " , kościół modli się, by
zioła b y ł y skuteczne j a k o lekarstwa.
Pewien w p ł y w na p r z e o b r a ż e n i a obrzędowości tra­
dycyjnej m i a ł a też szkoła, oczywiście stale wzrastające
k o n t a k t y z miastem, w ogromnej mierze migracje. Tak­
że ś r o d k i masowego przekazu, j a k radio (na baterie,
z n a j d u j ą c e się w ponad 50% d o m ó w ) , prasa, telewizja
( o g l ą d a n a przez m ł o d y c h , a w dolnej części wsi także
przez ś r e d n i e pokolenie — w J u r k o w i e lub w zelektry­
fikowanych osiedlach C h y ż ó w e k ) . Nie należy też za­
p o m i n a ć , że stosunek ludzi do o b r z ę d o w o ś c i jest często
s p r a w ą i n d y w i d u a l n ą , z a l e ż n ą od p s y c h i k i i stopnia
rozwoju u m y s ł o w o ś c i .
Na z a k o ń c z e n i e k i l k a spostrzeżeń. Wydaje m i się,
że silniejsza w i a r a w r ó ż n e g o t y p u p r a k t y k i magiczne,
opowiadania o duchach, czarownicach i t p . występuje
w rodzinach bardziej z w i ą z a n y c h z pasterstwem niż
reszta w s i , w rodzinach, w k t ó r y c h zawód bacy był
przekazywany z ojca na syna aż do c h w i l i obecnej.
I n n a uwaga dotyczy stosunku do o b r z ę d ó w mieszkańców
g ó r n e j i dolnej części w s i . O k r e ś l e n i a „ g ó r n a " i „dolna"
część w s i p r z y j ę ł a m umownie, gdyż nie da się oczy­
wiście p r z e p r o w a d z i ć ż a d n e j granicy pomiędzy nimi.
Otóż o b r z ę d y k o l ę d n i c z e w s p ó ł c z e ś n i e praktykowane są
w g ó r n e j części w s i . Za Stary i N o w y Rok oraz za św.
M i k o ł a j a przebierali się chłopcy z g ó r n y c h osiedli, naj­
wyższe p a l m y r ó w n i e ż przez nich są robione. Być może

�przyczyną tego bardziej aktywnego stosunku do o b r z ę ­
dów jest w i ę k s z a odległość od gospody (w Dobrej czy
cd niedawna w J u r k o w i e ) , od telewizji, k l u b u i t p .
Wielokrotnie p r o w a d z ą c w C h y ż ó w k a c h
badania
spotykałam się z s y t u a c j ą , w k t ó r e j m ł o d y c h ł o p a k czy
dziewczyna, b ę d ą c ś w i a d k i e m mojej rozmowy z rodzi­
cami lub dziadkami, pierwszy raz w życiu słyszeli opo­
wieść o dawnych zwyczajach rodzinnej wsi. Nieraz
natomiast u z u p e ł n i a l i t ę (relację w i a d o m o ś c i a m i u s ł y s z a ­
nymi pirzez radio.
Na podstawie dotychczasowych b a d a ń w C h y ż ó w ­
kach nie z g o d z i ł a b y m się z hipotezą, w y s u n i ę t ą co
prawda przy badaniach o b r z ę d ó w r o l n i c z y c h , jakoby
w pierwszym r z ę d z i e z a n i k a ł y zwyczaje stosowane i n ­
dywidualnie, m a j ą c e na celu dobro jednego gospodar­
stwa, na k t ó r e nie m i a ł y w p ł y w u sankcje o p i n i i spo­
łecznej. Np. niemal powszechny jest do dziś w C h y ż ó w ­
kach zwyczaj kropienia w o d ą ś w i ę c o n ą p ł u g a z k o n i e m
przy pierwszej orce, w k ł a d a n i e p o ś w i ę c o n e g o ziela pod
pierwszą skibę i t p .
5

W zupełnie inny sposób niż o b r z ę d o w o ś ć t r a d y ­
cyjną należy r o z p a t r y w a ć zwyczaje z w i ą z a n e ze ś w i ę ­
tami p a ń s t w o w y m i , organizacji s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h ,
szkolnymi, o k o l i c z n o ś c i o w y m i .
Nie m o ż n a oczywiście o b s e r w o w a ć przemian, jakie
zachodziły w sposobie obchodzenia ś w i ą t p a ń s t w o w y c h
na przestrzeni całego omawianego okresu. Nie u d a ł o m i
się niestety z e b r a ć ż a d n y c h danych o ś w i ę t a c h z okresu
sprzed I wojny ś w i a t o w e j . Wszyscy najstarsi gospodarze
albo s t w i e r d z a j ą , że nie obchodzono wtedy ż a d n y c h
świąt tego typu, albo — że po prostu nie p a m i ę t a j ą .
Najbogatszym ź r ó d ł e m do okresu m i ę d z y w o j e n n e g o
jest kronika szkolna prowadzona od momentu powstania
szkoły (1916 r.) do c h w i l i obecnej. W latach 1916—1946
kronika pisana b y ł a stale przez t ę s a m ą osobę — nau­
czycielkę, potem k i e r o w n i c z k ę szkoły — W a l e r i ę Ł a s k ą
(Knapczyk). Wszelkie obchody ś w i ą t czy rocznic p a ń ­
stwowych we w s i w okresie m i ę d z y w o j e n n y m koncen­
trowały się w szkole. G ł ó w n y m ś w i ę t e m b y ł a rocznica
uchwalenia K o n s t y t u c j i 3 Maja. P o n i ż e j cytuję opis u r o ­
czystości z 1924 г., zanotowany w kronice.
„Miesiąc maj z a s ł u g u j e na wybitniejsze miejsce
w tej kronice a to ze w z g l ę d u na obchód K o n s t y t u c j i
w dniu 3 maja z n a s t ę p u j ą c y m opisem: O godzinie 6 r a ­
no w y r u s z y ł y dzieci szkolne p a r a m i ze szkoły w Chy­
żówkach do kościoła w J u r k o w i e . P o c h ó d p o p r z e d z a ł
uczeń Józef M r ó z e k niosący duży sztandar b i a ł o - c z e r ­
wony z o r ł e m polskim. Dzieci w czasie p o d r ó ż y ś p i e w a ł y
piosenki. Przybywszy do kościoła u s t a w i ł y się parami,
a las b i a ł o c z e r w o n y c h c h o r ą g i e w e k , k t ó r e m i e l i ucznio­
wie r o z w e s e l a ł serce polskie. Mszę ś w . o d p r a w i a ł m i e j ­
scowy proboszcz ks. M i c h a ł Chłoń, podczas k t ó r e j dzie­
ci śpiewały. Po Mszy ś w . ks. proboszcz wygłosił p i ę k n e
okolicznościowe kazanie b u d z ą c w sercach słuchaczy
miłość ojczyzny. Po mszy ś w . wszystkie dzieci r u s z y ł y
do nowej szkoły w J u r k o w i e gdzie b y l i obecni przed­
stawiciele gmin, ks. proboszcz, nauczycielstwo i p. poseł
Michał Laskuda. Dzieci o d ś p i e w a ł y p i e ś n i patriotyczne
i o d d e k l a m o w a ł y wiersze. Odczyt w y g ł o s i ł a nauczycielka
z Jurkowa, p. Julia S i d o r ó w n a , o znaczeniu obchodu
wygłosił p r z e m ó w i e n i e ks. proboszcz i p. poseł Laskuda.
O d ś p i e w a n i e m Roty z a k o ń c z o n o obchód."

podniesie n a j w c z e ś n i e j za 4.000 lat."). Liczniejsze grono
u c z e s t n i k ó w jest t y l k o wtedy, gdy święto przypada
w niedzielę.
Inne ś w i ę t o w podobny sposób obchodzone przez
dzieci szkolne to — w g k r o n i k i — 11 listopada (od
1930 г.). Od 1927 r. wprowadzono też w szkole obchody
imienin M a r s z a ł k a , a od 1936 r. — imienin Prezydenta.
W p a m i ę c i m i e s z k a ń c ó w wsi w y r a ź n i e żywy jest
zwyczaj obchodzenia 3 Maja, natomiast o pozostałych
ś w i ę t a c h nie p a m i ę t a j ą (być może nie b r a l i w obcho­
dach tych udziału).
Z organizacji społeczno-politycznych,
działających
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m w C h y ż ó w k a c h , i s t o t n ą r o l ę
o d g r y w a ł o Stronnictwo Ludowe, bardzo silne organiza­
cyjnie w tej części p o w i a t u limanowskiego. Rokrocznie
w drugi dzień Zielonych Ś w i ą t członkowie Stronnictwa
Ludowego jechali do L i m a n o w e j na pochód protestacyj­
ny. Często dochodziło do w a l k z policją. W czasie po­
c h o d ó w ś p i e w a n o specjalne okolicznościowe pieśni, częś­
ciowo u k ł a d a n e przez ludzi z C h y ż ó w e k , b ę d ą c e r e a k c j ą
na wydarzenia. Z a n o t o w a ł a m np. pieśń, k t ó r a p o w s t a ł a
po zabiciu przez policję w Kasinie c h ł o p a k a — działacza
r u c h u ludowego (autorem jest podobno Józef Smoleń,
nieżyjący od 9 lat).
Tam w Kasinie na mogile
k r z y ż zieloniusieńki,
ginie od k u l policyi
chłopiec m ł o d z i u s i e ń k i .
Ginie, ginie chłopiec młody,
ś m i e r ć m u oczy t u l i ,
prosi w ranach brata swego,

I I 32. K r z y ż y k z palmy wielkanocnej w zbożu. Kotów,
pow. Nowy Sącz.

Niemal co r o k autorka k r o n i k i u b o l e w a ł a nad bra­
kiem zainteresowania d o r o s ł y c h m i e s z k a ń c ó w w s i u r o ­
czystością (w 1927 г.: „ G ó r a l e j a k z w y k l e m a ł o w uczest­
nictwie dopisali. Na nic u r o c z y s t o ś ć K o n s t y t u c j i 3 Maja
jak nie będzie co « c h a m k a c » . Dlatego też j a k « j e d e n
m ą ż » [...] sadzili ziemniaki. U takiego l u d u k u l t u r a się

24.9

�by doniósł m a t u l i .
P r z y s z ł a m a t k a zabitego,
zobaczyła syna,
wzięła go w swoje objęcia
i tak p r z e m ó w i ł a :
ty umierasz, synu drogi,
m ó j r ó ż o w y kwiecie,
a j a twoja stara matka
zostaję na świecie.
Ty umierasz, synu drogi,
synu m ó j kochany,
twoich braci policy ja
już kuje w kajdany.
P r o s z ę mamy, proszę bardzo,
ł a d n i e mnie chowajcie,
niech m i wszystkie dzwony d z w o n i ą
i organy grajcie.
Niech mnie t y l k o nie c h o w a j ą
mordercy, ł a j d a k i ,
t y l k o sami kasinianie
dziewczęta, c h ł o p a k i .
Sadźcie róże na m y m grobie,
k t ó r a się rozwinie
na p a m i ą t k ę mojej ś m i e r c i
niewinnyj w Kasinie.
M i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k raczej nie m a j ą aktywnego
stosunku tak do ś w i ą t 1 Maja j a k i 22 Lipca. Opinia
społeczna nie nakazuje ś w i ę t o w a n i a w te d n i , m i m o
to — jeśli nie m a pilnych r o b ó t polowych — jest we
wsi n a s t r ó j „ p ó ł ś w i ą t e c z n y " . Ludzie p r a c u j ą , ale nie
przy zajęciach widocznych dla s ą s i a d ó w i k a ż d e g o prze­
chodzącego („w polu k r ę p u j ą się robić"), najczęściej
p r a c u j ą w lesie („w lesie ś w i ę t o robi"). W szkole na
1 maja odbywa się uroczysta akademia z częścią a r t y ­
styczną,
i
3 maja jest traktowany obecnie jako święto kościel­
ne — K r ó l o w e j K o r o n y Polskiej; „ k t o chce idzie do
kościoła", nie ma nakazu ś w i ę t o w a n i a .
Działalność organizacji s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h jest
nikła, członkowie ich nie o b c h o d z ą ż a d n y c h ś w i ą t . Jedy­
nie istniejące we w s i od 1969 r. koło Zjednoczonego
Stronnictwa Ludowego (wcześniej k i l k a osób z C h y ż ó ­
wek n a l e ż a ł o do k o ł a w P ó ł r z e c z k a c h ) p r ó b o w a ł o zorga­
n i z o w a ć w Zielone Ś w i ę t a ognisko, ale przeszkodził w

t y m deszcz. C z ł o n k o w i e Z S L b r a l i udział w „święcie
l u d o w y m " w Skrzydlnej. Na program o b c h o d ó w złożyły
się: p r z e m ó w i e n i a okolicznościowe, dekorowanie odzna­
czeniami z a s ł u ż o n y c h l u d o w c ó w i część artystyczna,
w k t ó r e j w y s t ą p i ł zespół zorganizowany przy GS w Do­
brej.
Ś w i ę t a szkolne, to przede wszystkim rozpoczęcie
i z a k o ń c z e n i e r o k u szkolnego. Do 1946 r. z tej okazji
dzieci b r a ł y u d z i a ł w uroczystym n a b o ż e ń s t w i e w koś­
ciele w J u r k o w i e , po czym w szkole n a s t ę p o w a ł o przy­
witanie l u b p o ż e g n a n i e dzieci, rozdanie ś w i a d e c t w itp.
Od 1948 r. w d n i u rozpoczęcia 1 z a k o ń c z e n i a r o k u szkol­
nego odbywa się akademia, na k t ó r ą p r z y c h o d z ą —
prócz dzieci szkolnych — ich rodzice, starsza młodzież
i i n n i m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k . W programie akademii
z n a j d u j ą się okolicznościowe deklamacje,
inscenizacje,
piosenki i t a ń c e .
Od około 6 l a t uczniowie V I I klasy organizują uro­
czyste p o ż e g n a n i e klasy V I I I (przed r e f o r m ą szkolnictwa
odpowiednio V I i V I I klasa). Uczniowie V I I klasy w r ę ­
czają k w i a t e k k a ż d e m u „ ó s m a k o w i " , całują („to ściska­
nie, c a ł o w a n i e nawet m i ł o w y g l ą d a " — j a k m ó w i jedna
z nauczycielek), potem n a s t ę p u j e p o ż e g n a n i e i małe
„przyjęcie": herbata z ciastkiem. Na zakończenie za­
bawa. W czasie zabawy często dziewczęta improwizują
okolicznościowe piosenki.
W 1948 r. pierwszy raz obchodzone było w Chyżów­
kach Ś w i ę t o M a t k i ( u r z ą d z o n o a k a d e m i ę , na k t ó r e j dzie­
ci w r ę c z a ł y m a t k o m k w i a t y ) , a w 1950 — Dzień Kobiet
(również akademia). W ostatnich latach dzieci na lek­
cjach wychowania plastycznego p r z y g o t o w u j ą l a u r k i dla
matek na Dzień M a t k i i Dzień Kobiet, uczą się też
w i e r s z y k ó w , k t ó r e czasami m ó w i ą w domu. Dzień
Dziecka połączony jest z D n i e m Sportu Szkolnego. Dzie­
ci w y k o n u j ą zabawy ruchowe ze ś p i e w e m , gry sportowe
itp. W n a g r o d ę ( t a k ż e za udział) o t r z y m u j ą cukierki,
ciastka, ołówki, długopisy i t p . W domach prywatnych
Dzień Dziecka nie jest obchodzony.
Wszystkie z a u w a ż o n e w tradycyjnej obrzędowości
dorocznej p r a w i d ł o w o ś c i , wszystkie wnioski mogą do­
tyczyć w y ł ą c z n i e C h y ż ó w e k i ewentualnie najbliższej
okolicy. Zagadnienie o b r z ę d o w o ś c i dorocznej Chyżówek
na tle i n n y c h w s i regionu b ę d z i e przedmiotem dalszych
prac.

PRZYPISY
1

Istnieje spór do tej pory nie r o z s t r z y g n i ę t y , czy
nazwa w s i powinna b r z m i e ć „ C h y s z ó w k i " czy „ C h y ż ó w ­
k i " . P r z y j ę ł a m p i s o w n i ę „ C h y ż ó w k i " , p o n i e w a ż tak w ł a ś ­
nie wieś jest zarejestrowana w u r z ę d o w y m spisie m i e j ­
scowości P R L .
Wieś Dobra w powiecie limanowskim.
Wybór
ma­
teriałów
zebranych
przez uczestniczki
V
Instruktorskie­
go Żeńskiego
Obozu Krajoznawczego
w Dobrej, K r a k ó w
1938.
2

Fot.:

250

Jerzy Duda -

3

M . S i e m i ń s k a , Monografia
wsi Chyżówki,
maszy­
nopis pracy dyplomowej wykonanej w I I Studium Nau­
czycielskim, K r a k ó w 1968.
K . K w a ś n i e w i c z , Z badań nad zwyczajami
dorocz­
nymi w społeczności
wiejskiej,
„ E t n o g r a f i a Polska", R.
V I I I , 1965, t. 9, s. 62—102.
Z. Szyfelbejn-Sokolewicz, Plon, obrzęd,
widowisko.
Próba etnologicznego
ujęcia obrzędów
i zwyczajów
rol­
niczych, Ossolineum 1967.
4

5

i l . 23-28; M a g d a l e n a K r o h - i l . 1-3, 6, 18-22, 30, 31; J a n S w i d e r s k i
R e p r : S t a n i s ł a w S t ę p n i e w s k i — i l . 4, 5, 7, 8, 23-25.

-

И. 9-17, 32; b . W ę g r z y n o w i c z -

i l . 29.

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
