<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="9677" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/9677?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T20:07:25+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="9655">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/964a94c358ed85adc71ecba80c6351e2.pdf</src>
      <authentication>88e6d54247d08dd1fc412f283ad71a36</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115134">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2409</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115135">
              <text>1992</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115136">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2237</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115137">
              <text>Kreacja i dokument. Filmy Andrzeja Różyckiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115138">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.194-200</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115139">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115140">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115141">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115142">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="115143">
              <text>П. 1. Andrzej Różycki i Zofia Rydet

Kreacja i dokument
Filmy Andrzeja Różyckiego
Aleksander Jackowski

Andrzej R ó ż y c k i , bo o n i m m o w a , s t u d i o w a ł na Wydziale
Sztuk P i ę k n y c h Uniwersytetu M i k o ł a j a K o p e r n i k a w T o r u ­
niu. D o b r a to uczelnia, znam wielu a r t y s t ó w , k t ó r z y twier­
d z ą , że właśnie ona p o s z e r z y ł a ich horyzonty poznawcze
i d a ł a impuls d z i a ł a n i o m t w ó r c z y m . R ó ż y c k i z n a l a z ł się
w k r ę g u ludzi p o s z u k u j ą c y c h , podobnie j a k on, takich
s p o s o b ó w wypowiedzi, w k t ó r y c h o p e r u j ą c nowoczesnymi
ś r o d k a m i mogliby nie t y l k o świat o p i s a ć , ale i głębiej p o j ą ć .
N a l e ż a ł , o b o k Józefa Robakowskiego, do szczególnie ak­
tywnych u c z e s t n i k ó w grupy ,,Zero-61". Nazwa o k r e ś l a ł a
z a r ó w n o p u n k t , j a k i czas r o z p o c z ę c i a ich p o s z u k i w a ń .
Zaczęli w 1961 r. ze ś w i a d o m o ś c i ą , że nie c h c ą iść niczyim
ś l a d e m , w i ą z a ć się z ż a d n y m kierunkiem w sztuce. M ó w i o n o
o nich - neoawangarda. Szokowali. I c h pierwsza wystawa,
w 1966 r. r ó ż n i ł a się od tego, co d o t ą d m o ż n a b y ł o z o b a c z y ć
w salonach wystawowych.
Z n a l a z ł a się na niej praca Andrzeja R ó ż y c k i e g o . T a k j ą
opisuje W . H u d o n : , , W stertę piachu w e t k n i ę t a wielkich
r o z m i a r ó w fotografia spychacza, c h ł o p s k a twarz na foto­
grafii, zestawiona z prawdziwym, drewnianym p ł o t e m (...)
skontrastowany, graficzny obraz liścia, ustawiony nisko pod
drzewem. Była w t y m demonstracja z w i ą z k u z n a t u r ą .
Demonstracja wiary w m o ż l i w o ś c i kreacyjne fotografii.
N a w i ą z a n i a do s y m b o l i z m u . "
Opis wskazuje na cechy m y ś l e n i a i w y o b r a ź n i artystycznej
R ó ż y c k i e g o . Jego a w a n g a r d o w o ś ć w y r a ż a ł a się nie tylko
1

194

w wynajdywaniu nowych ś r o d k ó w wyrazu, nie t y l k o w po­
szukiwaniu oryginalnych technik, lecz przede wszystkim
- w redukcji ś r o d k ó w na rzecz sensu, w docieraniu do tej
warstwy znaczeniowej, k t ó r a była j a k b y u k r y t a p o d powierz­
c h n i ą . Fotografia tak p o j ę t a , ma d z i a ł a ć na w y o b r a ź n i ę przez
zestawienia, kontaminacje, ujawnienie z n a c z e ń symbolicz­
nych.
Nie wiem na ile był to p r o g r a m jasny od p o c z ą t k u .
Ś w i a d o m o ś ć w sztuce, tak j a k i w nauce jest poprzedzana
intuicją. T o ona podsuwa lektury, argumenty, k t ó r e poja­
wiają się w późniejszej dojrzałej fazie t w ó r c z o ś c i . D l a
R ó ż y c k i e g o t a k i m potwierdzeniem intuicji stało się z e t k n i ę ­
cie z m y ś l ą e t n o l o g i c z n ą . Po latach powie: „ D l a mnie
najowocniejszymi d o ś w i a d c z e n i a m i i wskazaniami ukierun­
k o w u j ą c y m i programy pracy w sztuce, stały się myśli et­
nologa, antropologa k u l t u r y i historyka religii Mircea Elia­
de."
Ten kierunek p o s z u k i w a ń widoczny jest w wyborze tema­
t ó w późniejszych wystaw artysty. Z a c y t u j ę p r z y k ł a d o w o
k i l k a ich t y t u ł ó w : Koszulki Panny Marii, Moje prywatne
Kalwarie, Drzewo poznania, Raj tracony, Chusta Weroniki.
R ó ż y c k i p o s ł u g u j e się t e c h n i k ą k o l a ż u , n a k ł a d a na siebie
klisze, stosuje r ó ż n e zabiegi m a j ą c e na celu z w r ó c e n i e naszej
uwagi na podteksty symboliczne, na duchowy, sakralny
w y m i a r kultury, na jej j e d n o ś ć z n a t u r ą . Wprowadzenie
elementu z n a c z ą c e g o , j a k np. w y o b r a ż e n i a U k r z y ż o w a n e g o
2

�I

w przedstawienie drzew, poszerza pole naszej percepcji,
pobudza refleksję, w y d o b y w a p r z e n i k a j ą c y n a t u r ę pierwias­
tek d u c h o w o ś c i .
„ F o t o g r a f i a dawno j u ż p r z e k r o c z y ł a skalę w z r o k u ludz­
k i e g o " z a u w a ż a R ó ż y c k i . O b i e k t y w aparatu i technika
p r z e t w o r z e ń obrazu służą m u w realizacji z a m i e r z e ń tyle
filozoficznych,
co i poetyckich. P o n i e w a ż , gdyby znaleźć
literacki odpowiednik jego t w ó r c z o ś c i , b y ł b y to u t w ó r
poetycki.
Świat widziany manifestuje w sztuce R ó ż y c k i e g o swe
religijno-metafizyczne p o d ł o ż e . S w ą s y m b o l i k ę . N a t u r a ,
k u l t , o b r z ę d , magia zdają się p r z e n i k a ć wzajemnie, t w o r z ą c
j e d n o r o d n ą całość.
W s p o m n i a ł e m , iż R ó ż y c k i s t u d i o w a ł w T o r u n i u . Konser­
wację. Tamte lata nie były stracone, m i m o iż k o n s e r w a c j ą
zajmuje się t y l k o na u ż y t e k w ł a s n y , r e p e r u j ą c od czasu do
czasu ludowe rzeźby i obrazy z bogatej kolekcji, k t ó r ą
z g r o m a d z i ł w czasie w ę d r ó w e k po wsiach. Studia poszerzyły
jego ś w i a d o m o ś ć , ale nie uczyniły z Andrzeja konserwatora.
W y b r a ł inne n a r z ę d z i e pracy - obiektyw. Najpierw, o czym
w s p o m n i a ł e m , fotograficzny, później - rozszerzający obszar
jego penetracji - kamery filmowej.
W 1969 r. dostaje się do łódzkiej Szkoły Filmowej na
w y d z i a ł reżyserski. Z n ó w styka się z Józefem R o b a k o w s k i m ,
eksperymentuje w Warsztacie F o r m F i l m o w y c h . S ł o w o
eksperymentuje nie jest m o ż e dobre, zwykle w i ą ż e m y je
z szukaniem czegoś nowego, bogaceniem formy. Tymcza­
sem, j a k sam m ó w i o sobie: „ W a r s z t a t b y ł dla mnie
d o ś w i a d c z e n i e m n e g l i ż o w a n i a techniki, jej w z g l ę d n o ś c i , ma­
nifestacją skrajnej prostoty. P r z e ł a m y w a l i ś m y w ten s p o s ó b
myślenie filmowe, narzucane przez szkołę. A l e j u ż w m o i c h
etiudach pojawił się, t r o c h ę na p r z e k ó r , inny w ą t e k : j a c y ś
'szajbusi', artyści z marginesu. Oczywiście g ł ó w n ą a m b i c j ą
był film fabularny. N i e m y ś l a ł e m wtedy jeszcze o etnografii
i gdyby nie zablokowano m i paru t e m a t ó w , k t o wie, j a k
p o t o c z y ł a b y się moja praca."
3

W i ę c przypadek? Kiedy się ma talent i u p ó r , a R ó ż y c k i e m u
go nie brakuje (na szczęście!), pozostaje się s o b ą , nawet
w t a k i m zakresie, j a k i podsuwa życie. F i l m y , k t ó r e zrealizo­

w a ł ś w i a d c z ą o t y m najlepiej. U k a z u j ą d r o g ę od d o k u m e n t u
do kreacji.
N a p o c z ą t k u swej działalności, w W y t w ó r n i F i l m ó w
O ś w i a t o w y c h (z k t ó r ą jest z w i ą z a n y do dziś), zaczął od
typowego d o k u m e n t u . N a k r ę c i ł film o g i n ą c y c h c h a ł u p a c h ,
karczmach, m ł y n a c h (Chałupy drewniane Polski
Północnej,
1978). Chyba nie przypadkiem ten właśnie temat p o d s u n ą ł
m u dyrektor W y t w ó r n i . R ó ż y c k i j u ż nie t y l k o sporo wiedział
o kulturze c h ł o p s k i e j , ale też m i a ł do niej żywy, serdeczny
stosunek, c h o c i a ż sam nie p o c h o d z i ł ze wsi.
Zainteresowanie wsią z a w d z i ę c z a ojcu. M ó w i o n i m
z o g r o m n ą serdecznością. Przed w o j n ą ojciec pojechał do
Baranowicz, „ k o l o n i z o w a ć " wschodnie r u b i e ż e . Ożenił się
z B i a ł o r u s i n k ą . T a m w 1942 r. u r o d z i ł się Andrzej. Rodzinie
szczęśliwie u d a ł o się u n i k n ą ć deportacji, więzienia. M o ż e
dlatego - zastanawia się - że ojciec przyjaźnił się z B i a ł o ­
rusinami i Ż y d a m i , więc go nie wydali? Po wojnie wrócili
w strony rodzinne do Ż y c h l i n a . Ojciec uczył tam w liceum
- m ó w i R ó ż y c k i . " A mnie woził ze s o b ą na wieś, gdzie były
jeszcze lampy naftowe, klepisko w kuchni, piec chlebowy
w sieni. K u p o w a ł m i zabawki na targu. P a m i ę t a m takiego
tracza z drewna. W t e d y jeszcze k a ż d a zabawka b y ł a inna,
niepowtarzalna. P o z o s t a ł o m i z tych c z a s ó w rozumienie wsi.
Ż e wypiek chleba - to jest magia. Ż e ubijanie m a s ł a - to nie
t y l k o c z y n n o ś ć , ale cały s p o s ó b ż y c i a . "
Oczywiście przy t a k i m widzeniu wsi, zwłaszcza intrygują­
cych go ludzi, a r t y s t ó w , samo rejestrowanie ginących zabyt­
k ó w , zwyczajów i rzemiosł nie m o g ł o z a s p o k o i ć ambicji
m ł o d e g o reżysera. C h c i a ł , od p o c z ą t k u , r e a l i z o w a ć filmy,
w k t ó r y c h by m ó g ł p o k a z a ć szerszy w y m i a r ludowej k u l t u r y ,
jej p o d ł o ż e duchowe, z w i ą z e k ludzi z n a t u r ą .
Rola dokumentalisty-etnografa w y d a ł a m u się nazbyt
ograniczona. D o k u m e n t - tak. Konieczny. A l e za szczegól­
nie w a ż n e u w a ż a ł spojrzenie szersze, dzięki k t ó r e m u widz,
nawet za sto lat, będzie m ó g ł z r o z u m i e ć sens ludowej k u l t u r y ,
o b r z ę d ó w , zwyczajów, sztuki, istotę t w ó r c z o ś c i c h ł o p s k i e j ,
jej ścisłe p o w i ą z a n i e z życiem codziennym i treściami ducho­
wymi.
Przypadek sprawił, że z o s t a ł „ t y l k o " d o k u m e n t a l i s t ą , że
4

II. 2. Kręcenu- 111 mu „M.iskj, c/yli swul I K ! początku"

195

�4

196

�П. 5, 6. Krystyna Adamczyk w filmie „Ulecieć'

�nazwisko jego w i ą z a n o z tematem wiejskim, ale u p ó r i pew­
n o ś ć , że są to sprawy w a ż n e dla naszej k u l t u r y sprawiły, iż
przez lata uporczywie walczył o m o ż l i w o ś ć realizowania
t e m a t ó w , k t ó r e u z n a ł na potrzebne i m o ż l i w o ś ć pokazania
ich p u b l i c z n o ś c i . N i e b y ł o to ł a t w e .
T r u d n o w to uwierzyć, ale w p a ń s t w i e nazwanym " l u d o ­
w y m " o dominacji m i e s z k a ń c ó w wsi, reżyser nie z n a l a z ł
o d d ź w i ę k u dla swych inicjatyw. Powojenna elita nie i n ­
t e r e s o w a ł a się s z t u k ą " p r y m i t y w n ą " . T a k i to j u ż los naszej
prowincji, że zapatrzona w to, co dzieje się w ś w i a t o w y c h
o ś r o d k a c h sztuki i m o d y , z p o b ł a ż l i w o ś c i ą , by nie rzec
p o g a r d ą , patrzy na dorobek k u l t u r y chłopskiej swego naro­
du. Owszem, instytucje do tego p o w o ł a n e o t a c z a ł y o p i e k ą
Cepelię, zespoły amatorskie, organizowano konkursy i prze­
glądy, ale t r a k t u j ą c je w y r a ź n i e j a k o drugi, gorszy obieg.
W i a d o m o b y ł o , że „ t a k trzeba", więc opieka nad s z t u k ą
l u d o w ą , folklorem istniała, była nawet d o ś ć sprawna, tyle że
na pokaz. W telewizji zainteresowanie k u l t u r ą l u d o w ą było
znikome, wiele filmów n a k r ę c o n y c h w W y t w ó r n i F i l m ó w
O ś w i a t o w y c h nigdy nie z o s t a ł o pokazanych, a jeśli, to
w p ó ź n y c h godzinach wieczornych, z reguły bez wcześniej­
szej zapowiedzi w prasie.
R ó ż y c k i , z natury prawy, prostolinijny i pewny swych
racji, nie chciał godzić się z t ą sytuacją. Z a b i e g a ł o to, by
dano m u m o ż l i w o ś ć utrwalenia zjawisk i ludzi, k t ó r z y g i n ą
nieuchronnie. W W y t w ó r n i z n a j d o w a ł życzliwe poparcie, ale
to, że n a k r ę c i ł j a k i ś temat nie z n a c z y ł o jeszcze, że m ó g ł go
p o k a z a ć szerszej p u b l i c z n o ś c i . Nawet na festiwale k r ó t k i e g o
m e t r a ż u t r u d n o m u b y ł o się d o s t a ć . W systemie p a ń s t w o ­
w y c h dotacji W y t w ó r n i a m i a ł a poczucie s p e ł n i o n e g o obo­
w i ą z k u - realizując filmy zgodnie z planem. Dystrybucja ich
nie w p ł y w a ł a na k o n d y c j ę f i n a n s o w ą p r z e d s i ę b i o r s t w a .
R ó ż y c k i czym ambitniejsze tworzył filmy, nie t y l k o reje­
strujące dzieło l u d z k i c h r ą k , lecz i jego kontekst społeczny,
duchowy, psychologiczny, t y m mniejsze zrozumienie znaj­
d o w a ł w ś r ó d e t n o g r a f ó w . P r z e k r a c z a ł k o n w e n c j ę suchego
dokumentu - obiektywnej rejestracji. „ R o b i ł e m filmy o garn­
carzach - powie po latach - o plecionkach, o z n i k a j ą c y c h
formach i z n i k a j ą c y c h ludziach. Z a c z ą ł e m w c h o d z i ć w d u ­
c h o w o ś ć człowieka wiejskiego. I n t e r e s o w a ł o mnie wszystko,
co w o k ó ł t w ó r c z o ś c i . Jej sens."
Pierwszymi f i l m a m i , w k t ó r y c h p o k a z a ł nie t y l k o „ j a k to
się r o b i " , ale i „ d l a c z e g o " , w j a k i m k o n t e k ś c i e s p o ł e c z n y m
i k u l t u r o w y m - były zrealizowane w „ S e m a f o r z e " : Zabawki
spod strzechy (1978) i Na koniku malowanym (1979). W swej
macierzystej W y t w ó r n i rejestrował ginące o b r z ę d y , zwyczaje
i r z e m i o s ł a . Z szopką w Szczawnej (1980), Beskidzkie palmy
wielkanocne (1983), Niesiemy wam wieniec ze samego złota
(1985), wspomniane j u ż Plecionki (1984) i Kto garnki lepi?
(1982), w k t ó r y c h p o k a z a ł p r a c ę garncarzy z U r z ę d o w a ,
Czarnej Białostockiej, R ę d o c i n a i Ł ą ż k a Ordynackiego.
5

Kadry z filmów: il. 7, 8. „Plecionki"; il. 9. „Stanisław Reykowski";
il. 10. „Kalwaria Marii Wnęk"; il. 11. Andrzej Różycki podczas
kręcenia filmu „Zabawki spod strzechy"; il. 12. Zofia Rydet podczas
kręcenia filmu „Nieskończoność dalekich dróg"

198

K o n t a k t z l u d o w y m i artystami z a o w o c o w a ł serią k r ę c o ­
nych o nich d o k u m e n t ó w . Pierwszy - Filmowe muzeum
pamięci Szczepana Muchy (1984) zrealizował we w s p ó ł p r a c y
z M a r i e l l ą N i t o s ł a w s k ą , o p e r a t o r k ą w jego wcześniejszych
filmach (Beskidzkie palmy,.., Kto garnki lepi?). C e n i ę tę
impresję o r z e ź b i a r z u spod Sieradza. Świetnie jest w niej
wprowadzony dźwięk, szmery, p o ś w i s t w i a t r u . Potęguje to
n a s t r ó j , pomaga z a r y s o w a ć sylwetkę człowieka skrzywdzo­
nego, rzeźbiącego z nienawiści do swych w r o g ó w , figury
bliższe naszemu w y o b r a ż e n i u o Afryce niż rodzimej tradycji
świątkarskiej.
J u ż w t y m filmie R ó ż y c k i odchodzi od konwencjonalnych
o p o w i e ś c i o r z e ź b i a r z u l u d o w y m , pokazuje nie to, j a k struga
klocek drewna, nie dziełka jego r ą k - ale o s o b o w o ś ć artysty,
w y j ą t k o w ą , niezwykłą.

�N a s t ę p n y film Bracia, n a k r ę c o n y w t y m samym r o k u , jest
j u ż t y l k o impresją, szkicem do p o r t r e t u . N i e pada w n i m ani
jedno słowo czy to artysty, czy komentarza. N i e są potrzeb­
ne. Patrzymy na o b u braci. Jeden jest „ t y l k o " gospodarzem,
c h o ć p r ó b u j e t a k ż e n a ś l a d o w a ć rzeźby brata, drugi a r t y s t ą
dużej klasy, oryginalnym, o ciekawej, fascynującej osobowo­
ści. O W ł a d y s ł a w i e Chajcu pisano wiele, t a k ż e w „Polskiej
Sztuce L u d o w e j " , reżyser nie powtarza jednak f a k t ó w ,
wybiera pozornie n i e z n a c z ą c e , ale tak, że zarysowuje portret
c h ł o p s k i e g o myśliciela, m ę d r c a i r z e ź b i a r z a . W i d z i m y go, j a k
siedzi skulony na zboczu i przez l o r n e t k ę obserwuje świat.
R ó ż y c k i pokazuje d ł u g o twarz, oczy, s p o s ó b i tempo p o r u ­
szania się, izbę, w której mieszka. D o k u m e n t trwa 8 m i n u t ,
cały czas o g l ą d a ł e m go w napięciu.
W t y m miejscu m u s z ę d o d a ć , że znam wszystkich bohate­
r ó w filmów Andrzeja. P i s a ł e m o nich, o ich twórczości,
z a s t a n a w i a ł e m się nad z w i ą z k i e m m i ę d z y t y m , j a k rzeźbią
czy m a l u j ą , a ich usposobieniem, w a r u n k a m i w j a k i c h żyją.
O t ó ż m o g ę z a ś w i a d c z y ć , że w filmach R ó ż y c k i e g o są oni
pokazani nie tylko ciekawie, ale i prawdziwie.
O g l ą d a j ą c portret rysowany przez R ó ż y c k i e g o w pierwszej
chwili dziwiłem się, że tyle uwagi zwraca na j a k ą ś c z y n n o ś ć ,
że filmuje na p r z y k ł a d ostrze siekiery wbite w pień, ale
o k a z y w a ł o się, że właśnie ten kadr zapada w p a m i ę ć .
Z w ł a s z c z a w k o n t e k ś c i e m ł o d e j , ładnej dziewczyny rzeź­
biącej z a s k a k u j ą c o p i ę k n e p t a k i .
K a ż d y z nas m ó w i i n n y m j ę z y k i e m , ale to właśnie jest
w s p a n i a ł e . Z n a m K r y s t y n ę Adamczyk, ale po fjlmie A n d ­
rzeja znam j ą lepiej. M o ż e nie tyle znam, co odczuwam.
Ulecieć (1985) jest p i ę k n y m i gorzkim filmem. O czystości
serca, o trudzie życia, o przyrodzie, ptakach, muzyce i samo­
tności. T a k a m a ł a , 18-minutowa impresja poetycka, a za­
c h o w a ł e m j ą w p a m i ę c i j a k długi f i l m . Jak p o r u s z a j ą c e mnie
nowele Czechowa.
R ó ż y c k i komponuje portret artysty. Wprowadza, np.
J a r o s ł a w a F u r g a ł ę do kościoła i k a ż e m u słuchać organowej
m u z y k i . D l a mnie F u r g a ł a jest a k t y w n y m człowiekiem,
0 temperamencie d z i a ł a c z a - s p o ł e c z n i k a , w r a ż l i w y m , m ą d ­
r y m , bardzo z d o l n y m , i j a k to bywa z nieprofesjonalnymi
artystami, g o t o w y m p o d j ą ć d o s ł o w n i e k a ż d e zadanie artys­
tyczne. Niewiedza dodaje odwagi (za to ś w i a d o m o ś ć parali­
żuje). Niespodziewanie z o b a c z y ł e m w filmie Andrzeja Jaro­
sława Furgaly modlitwa w drewnie (1986) tego „ m o j e g o "
F u r g a ł ę , ale j a k p i ę k n i e pokazanego. Kontekst k o ś c i o ł a
1 m u z y k i o d k r y w a bogactwo życia w e w n ę t r z n e g o , w r a ż ­
liwość artysty.
D u ż ą w a g ę p r z y w i ą z u j ę do Kalwarii Marii Wnęk (1988),
przejmującej opowieści o natchnionej malarce, ukazanej

10

11
w stanach modlitewnej egzaltacji, tak iż gdy po raz pierwszy
o g l ą d a ł e m film, nie m o g ł e m się o p r z e ć w r a ż e n i u , iż z o s t a ł a
j u ż w n i m naruszona granica i n t y m n o ś c i portretowanej
osoby. A l e ta d r a s t y c z n o ś ć służy zrozumieniu psychiki
nawiedzonej m a l a r k i . Ś w i e t n e są k a d r y , p o k a z u j ą c e j ą przy
pracy, w czasie pisania „ l i s t u " do M a t k i Boskiej.
Z n a m M a r i ę W n ę k o w ą , u w a ż a m za j e d n ą z najwspanial­
szych w świecie malarek n u r t u „ a r t b r u t " , ale po t y m filmie
j a k b y m d o s t r z e g ł j ą na nowo, lepiej, p i ę k n i e j .
Z cyklu p o r t r e t ó w c h c i a ł b y m w s p o m n i e ć jeszcze o d w ó c h .
Jeden przedstawia Krzysztofa O k o n i a , krakowskiego muzy­
ka, wirtuoza i pedagoga, c z ł o n k a „ T r i a K r a k o w s k i e g o " , ale
przede wszystkim t w ó r c ę o b r a z ó w na szkle. R ó ż y c k i poka­
zuje go, j a k gra / Suitę wiolonczelową
Bacha, a kamera
przechodzi z wolna na obrazy i r z e ź b y w pracowni artysty.
Byłem ś w i a d k i e m tego, j a k R ó ż y c k i wrażliwie w ę d r u j e
k a m e r ą po obrazach, j a k w y d o b y w a sekwencje tematyczne
i kolorystyczne. T o nie t y l k o sprawa w y b o r u obiektu, k a d r u ,
lecz i ś w i a d o m e g o konstruowania p r z e ż y c i a widza.
W filmie Nieskończoność
dalekich dróg. Podpatrzona i pod­
słuchana Zofia Rydet anno domini 1989, reżyser usuwa się
w cień. Pozornie. T w o r z y b o w i e m sytuacje, w k t ó r y c h
pozwala s ł u c h a ć i o b s e r w o w a ć Zofię Rydet, c z a r u j ą c ą ,
bardzo j u ż s t a r s z ą p a n i ą , k t ó r a przez lata w ę d r o w a ł a po
wsiach, t w o r z ą c jedyny w swoim rodzaju dokument - portret
fotograficzny ludzi we w n ę t r z u . P i s a ł e m o niej w „Polskiej
Sztuce L u d o w e j " .
Podczas gdy w Braciach nie pada ani jedno s ł o w o ,
wszystko dzieje się w obrazie, t u t w o r z y o n t y l k o t ł o dla
wartkiej, niecierpliwej o p o w i e ś c i , zdaje się, nie przerwanej
6

12

199

�ani przez chwilę. F i l m z o s t a ł n a k r ę c o n y j a k o c z a r n o - b i a ł y ,
operuje bowiem d u ż ą ilością fotografii Z o f i i Rydet. A l e ma
to też uzasadnienie artystyczne, bowiem u k r y t y m prze­
słaniem filmu jest - z d ą ż y ć przed śmiercią, ocalić p a m i ę ć
tego, co ginie. N i e u c h r o n n o ś ć czasu i w a l k a z jego destruk­
cyjną r o l ą , zdają się m o t o r e m d z i a ł a n i a Z o f i i Rydet. T r u d n o
z a p o m n i e ć scenę, gdy w n a d c h o d z ą c y m m r o k u malarka
w ę d r u j e po szosie, j u ż z trudem p o r u s z a j ą c się, z aparatem
g o t o w y m do zdjęć. P i ę k n y film. Nagrodzony, czemu się nie
dziwię w 1990 r. na festiwalu w K r a k o w i e , a ostatnio
w dziedzinie filmu k r ó t k o m e t r a ż o w e g o , w p a r y s k i m Centre
Pompidou.
Tadeusz Sobolewski, w artykule Początek świata z a u w a ż a :
„ R ó ż y c k i opowiada o rzeczywistości symbolicznej, do k t ó r e j
m a j ą d o s t ę p ludzie ze wsi, artyści i nawiedzeni (Kalwaria
Marii Wnęk). G d y się o g l ą d a te filmy w j e d n y m ciągu,
okazuje się, że filmowanie jest dla R ó ż y c k i e g o aktem
włączenia się w tę u ś w i ę c o n ą rzeczywistość. Jego k i n o
wyrasta z powszechnej nostalgii za sacrum, za utraconym
p o r z ą d k i e m , rajem, k t ó r y - j a k m ó w i tytuł jednej z jego
wystaw fotograficznych - nie t y l k o raz u t r a c i l i ś m y , wciąż go
tracimy, na n o w o . "
Ten w y m i a r sacrum, p r z e n i k a j ą c y świat przyrody i ludzi,
dostrzec m o ż n a przede wszystkim w d w ó c h filmach: Drzewa
i Maska, czyli świat od początku.
Maska to film w pełni, c h c i a ł o b y się rzec, etnologiczny. Są
w n i m dwie warstwy pozornie niezależne, a wzajemnie się
d o p e ł n i a j ą c e - wizualna i komentarz do p o j a w i a j ą c y c h się
masek, k o l ę d n i k ó w , o b r z ę d ó w o symbolice wegetacyjnej,
z a p e w n i a j ą c y c h ś w i a t u r ó w n o w a g ę , odradzanie się przyro­
dy. T o , co urzeka bogactwem barw, ruchu, w komentarzu
Ewy N o w i n y - S r o c z y ń s k i e j wyjawia swój sens symboliczny,
7

swój duchowy w y m i a r . „ J e d y n i e w perspektywie religijnej
kosmos występuje j a k o 'szyfr' - cytuje Andrzej swego
mistrza. - D l a człowieka religijnego rytmy wegetacji o d ­
słaniają zarazem misterium życia i a k t u stworzenia, a t a k ż e
odnowy, m ł o d o ś c i i n i e ś m i e r t e l n o ś c i . "
8

Drzewa to w istocie poemat filozoficzny, w k t ó r y m czas
- drzewa - ludzie t w o r z ą rzeczywistość sacrum, zakorzenio­
n ą w tradycji lokalnej-rodzinnej, przekazywanej z pokolenia
na pokolenie. W i a r a w świętość drzew, zwłaszcza wielkich,
p a m i ę t a j ą c y c h pradawne czasy, wciąż zdaje się b y ć żywa.
W filmie przewijają się obrazy drzew mocarnych, c z y n i ą c y c h
cudy, u r z e k a j ą c y c h s w ą u r o d ą . Świat natury i l u d z k i splecio­
ne są t u ze s o b ą , drzewa s t a n o w i ą p u n k t oparcia w ciężkiej
d o l i , p o d n i m i gromadzono się w chwilach grozy, one d a w a ł y
siłę i p r z y w r a c a ł y zdrowie.
R ó ż y c k i pokazuje siłę wiary w święte drzewa, wiary, k t ó r a
p r z e t r w a ł a wieki. T o nic, że K o ś c i ó ł starł się o d w i e ś ć od niej,
wieszając na odwiecznych drzewach dewocyjne wizerunki,
b u d u j ą c kościoły i kapliczki tam, gdzie n i e g d y ś były święte
gaje - wciąż żywe s ą stare wierzenia, wciąż obszar sacrum
r o z c i ą g a się nie t y l k o na życie ludzi, ale i na świat natury.
M ó w i R ó ż y c k i : „ W kulturze ludowej jest naturalny po­
r z ą d e k , w y n i k a j ą c y z r y t m u przyrody i r y t m u świąt, z o ż y w a ­
nia i zamierania. Jest to świat u p o r z ą d k o w a n y , w k t ó r y m nie
ma dysonansu, w k t ó r y m odbija się p o r z ą d e k kosmiczny.
Oferta dzisiejszego świata, jego w y o b r a ż e n i e , idee - wszystko
to jest c a ł k o w i t y m zaprzeczeniem tamtej wizji. A l e to, co
nazywamy n o w o c z e s n o ś c i ą , j u ż się w y c z e r p a ł o . Jeśli mamy
p r z e t r w a ć , dawny model musi się o d r o d z i ć . C h c i a ł b y m
swoimi filmami do tego się p r z y c z y n i ć . "
9

PRZYPISY
1

C y t . za: T . Sobolewski, Porządek świata. Spotkanie z Andrzejem
Różyc­
kim, „ K i n o " 1991, nr 5
A . R ó ż y c k i , Drzewo poznania ( w s t ę p do katalogu wystawy), Galeria F F ,
Ł ó d z k i D o m Kultury, marzec 1990
2

3

4

T . Sobolewski, op. cit.
Tamże.

5

6

Tamże.
A . Jackowski, Portrety

nr 3
7

8

Q

T . Sobolewski, op. cit.
A . R ó ż y c k i , op. cit.
T . Sobolewski, op. cit.

II. 13. K a d r 7. filmu „Plecionki"

200

ludzkiego losu, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " 1990,

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
