<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="9616" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/9616?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:25:48+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="9594">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c7b893765e78e37f6967c35afac686c4.pdf</src>
      <authentication>ff094da0aaad21f54506d377b24cc02b</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114492">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3022</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114493">
              <text>2001</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114494">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2826</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114495">
              <text>"Tajemnicę czynić bliską..."/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114496">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.6-11</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114497">
              <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114498">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114499">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114500">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114501">
              <text>..TAJEMNICĘ CZYNIĆ BUSKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

ZBIGNIEW

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Nie... Kosmos to jest
przerzucanie mostu między przyszłymi a przeszłymi la­
ty, jak to jest pięknie u Mickiewicza powiedziane
„Pieśń ujdzie cało..."

BENEDYKTOWICZ

„Tajemnicę czynić
bliską..."*

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : A co będzie dalej? Jaki
następny most po Metamorfozach! Następny przystanek?

Rozmowa z Włodzimierzem
Staniewskim

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Ja mówię o Eurypidesie.
Chciałbym zająć się postacią Eurypidesa. Tak, jak
mnie fascynowała postać Apulejusza, tak teraz trzeba
tę całą sprawę grecką doprowadzić do końca, przeorać
tożsamość tym pytaniem z wykrzyknikiem o spuść iźnie,
o naszym europejskim, a więc śródziemnomorskim
dziedzictwie.

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i e * : Cieszę się, ze udało się
złożyć tak obszerny numer o „Gardzienicach", „raport
0 „Gardzienicach" roku 2000", szczególnie o Pana

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : A Eurypides, co kon­
kretnie?

1 Pańskiego zespołu ostatnich działaniach - Metamor¬
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Przede wszystkim Eury­
pides jako osoba. O n powinien być główną postacią
utworu..., następnego eseju teatralnego.

fozy, Festiwal Misteria, Inicjacje.
Nie wszystko udało się nam zgromadzić w tym nu­
merze tak, jak początkowo zamierzaliśmy. A l e tym bar­
dziej u końca tej drogi pragnąłbym Panu zadać parę py­
tań, bez których cała ta praca i całe to wydawnictwo
(bieżący, poczwórny numer „Kontekstów") mogłoby
się narazić na zarzuty, z jakimi spotykają się niekiedy
i inne próby opisania zjawiska jakim są „Gardzienice"
i Pańska droga twórcza. A mianowicie chciałbym
uchylić zarzut, że oto powstaje kolejne dzieło apologetyczne, entuzjastycznie nastawione, unikające kwestii
trudnych, akcentów krytycznych. Dla mnie akurat en­
tuzjazm wobec rzeczy wielkich i znaczących nie jest
czymś, czego trzeba by unikać bądź się wstydzić. N i e
poczytuję go za wadę. Ale wobec tworzącej się już nie­
mal legendy na temat „Gardzienic" i pewnych obsza­
rów pozostających w cieniu milczenia chciałbym także
i o nie zapytać w dalszej części naszej rozmowy.

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Dlaczego?...
Włodzimierz Staniewski: Bo on jest kwintesencją
tego, co w starożytności mogło być próbą łączenia tak
zwanej kultury wysokiej z kulturą niską. Człowiek nie­
zwykły. Nie tylko z powodu miejsca w historii, ale z po­
wodu - jakby to powiedzieć - dziwactwa. Jest autorem
największej ilości dramatów, jakie zostały nam po staro­
żytności, ale to odludek, chodzący swoimi wilczymi tro­
pami, stroniący od towarzystwa, z dala od establishmen­
tu, szukający schronienia w miejscu odosobnienia na
Salaminie. T o miejsce odosobnienia było pieczarą. Sie­
dział tam, zwrócony w stronę morza i medytował. W tej
pieczarze zgromadził wielką bibliotekę, zdaje się, że była
to pierwsza tego typu prywatna biblioteka w czasach sta­
rożytnych. Byl człowiekiem, który wałęsał się po wsiach,
pił - dzisiaj powiedzielibyśmy - z chłopstwem, słuchał
podań i legend. Nie zabiegał o względy w Atenach, dla­
tego tak długo musiał czekać, a właściwie nie doczekał
się w tychże Atenach na swoje pięć minut, na swój czas.

Najpierw jednak zacznijmy od końca: Go dalej przed
Panem i „Gardzienicami"? Jakie projekty w najbliższej
(i dalszej) przyszłości? - Co po Metamorfozach?...
Włodzimierz S t a n i e w s k i : ... „zostanie złom żela­

Pozostały po Eurypidesie ślady autorstwa muzyki
w Orestesie i Ifigemi w Aulidzie. Musiał mieć bardzo do­
bre otrzaskanie w muzyce. Ojciec dobrze go wykształ­
cił, choć współcześni śmiali się z jego pochodzenia, mó­
wili, że ojciec to sklepikarz, a matka straganiarka. By!
posłany do szkoły atletycznej. Startował zdaje się jako
bokser w zawodach, gdzie odnosił sukcesy. Usuwał się
z towarzystwa, nie był karierowiczem, to jest ważne, to
jest intrygujące w postaci.

zny... i głuchy, drwiący śmiech..."
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Ostatnio prezentowa­
ny Kosmos „Gardzienic" jest jakby budowaniem ciągło­
ści pomiędzy - nie wiem czy aż Gusłami, - ale na pew­
no pomiędzy Carmina Burana, Auwakumem, Metamor¬
fozami. Kosmos... to jest taka jakby repetycja... Nie
wiem, bo nie widziałem tego...

Zajmował się tym, co jest jedną z największych ta­
jemnic; istotą kobiecości. Zajmował się tajemnicą, na

* Tytuł pochodzi od redakcji. Jest to cytat z innej wypowiedzi
W . Staniewskiego Ipor. strona 2 1 8 ] .

6

�„TAJEMNICE CZYNIĆ BUSKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

dzi z nią związanych. O n m i się jawi jak smok, który
pożera naturę. A sposób, w jaki przetwarzał kulturę n i ­
ską przysparzał mu wielu przeciwników. T o przecież o n
pierwszy wprowadził do dramatu postaci z ludu. Prze­
ciwstawił mądrość ludową mądrości agory, mądrości
establishmentu. Pierwszy wprowadził postaci charakte­
rystyczne, nie hieratyczne. Głęboko penetrował to, co
jest charakterem, typem człowieka. Trzeba zwrócić
uwagę, że to są chyba pierwsze postaci w dramacie an­
tycznym, które mają charakter ambiwalentny, są głę­
boko rozdarte. Klitajmestra, która jest złą, winną
wszelkim nieszczęściom, przewrotną, zdradliwą kobie­
tą, wypowiada w Elektra zdanie, którym zyskuje pełną
sympatię. Niech sięgnę po książkę,

temat której żartobliwie za Freudem powtarzam- „Zba­
dałem osiem tysięcy przypadków kobiet i nic z tego nie
rozumiem." Tajemnicą, którą językiem swojej epoki,
wpisał w postać: Klitajmestry, Elektry, Ifigenii, Medei.
Tych historii powinno się uczyć od najmniejszego, opo­
wiadając je, jako bajki i baśnie chłopcom i dziewczyn­
kom. Po to, żeby mogli coś o sobie wzajemnie wiedzieć.
Intryguje jego fascynacja tajemnicą pierwiastka żeń­
skiego i tym, że nie tylko ma on moc sprawczą, ale jest
przyczyną szczęścia i nieszczęścia. Z natury swojej, nie
z uczynków. Szalenie to ważne ponieważ świat dzisiaj
staje się światem żeńskim.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Chciałbym Cię zapy­
tać: co jest ważniejsze dla Ciebie czy postać twórcy - to
tak, jak w Awwakumk ten heretyk, konserwatysta,
spalony na stosie, jego wielka namiętność, obrona swo­
jej wiary itd. - Później Apulejusz, teraz Eurypides - co
jest ważniejsze czy ta wspólność duchowa z autorami
po których sięgasz, czy temat? Teraz mówisz przy Eury­
pidesie o pierwiastku żeńskości. Co jest ważniejsze, czy
postać autora czy tematy, które podnoszą. Co Cię bar­
dziej motywuje do zajęcia się nimi?

„Lecz choć mnie wtedy ta krzywda spotkała
Ja się nie wściekłam, męża nie zabiłam
Lecz wrócił z dziewką szaloną, menadą
Łoże z nią dzielił i we dwie «małżonki»
Byłyśmy razem w t y m samym pałacu", i t d .
Ona tłumaczy się ze swojego czynu, ze swej postawy
życiowej, tak, że zyskuje sympatię. Agamemnon kala
i rujnuje wszelkie rodzinne świętości. Orestes szamoce
się, robi wrażenie nadwrażliwca, dla którego liczy się
prawda, sprawiedliwość, czystość uczuć, ale zabija mat­
kę z zimną krwią po wysłuchaniu w ukryciu jej spowie­
dzi, która wzruszyłaby kamień.

Włodzimierz Staniewski: Jedno z drugim pozostaje
w ścisłym związku. Doświadczenie osobiste pozostaje
w związku z wypowiedzią publiczną. Z Eurypidesem jest
to o tyle ciekawe, że do niego przylgnął przydomek dramaturg-filozof albo filozof sceny. „Filozof mógł być epi­
tetem, niekoniecznie pozytywnym. Jedyny dramaturg-filozof. Widzimy go jak chodzi po rogatkach A t e n . Cho­
dzi sam. Inaczej niż Sokrates (który darzył go atencją),
Platon, Alkibiades; całe to niebieskie, gwarne towarzy­
stwo. Nie bierze udziału w dysputach, które toczą się na
każdym placu, w każdym miejscu publicznym. Przysłu­
chuje się. T o jest też czas, gdy pojawiają się stoicy. T o
jest rewolucja w myśleniu. Rewolta, ponieważ dochodzi
do przewartościowania pojęć etycznych postaw obywa¬
telskich, praw społecznych, postaw osobistych. O n przysiuchujt* się temu i to wszystko jakoś zasysa. T o wszyst­
ko ma wpływ na jego wypowiedź artystyczną, w której
odbija się filozofowanie tamtego okresu. W jego drama­
tach co krok natrafiamy na sentencje, które brzmią jak
mądrości ludowe, wypowiedziane gdzieś
ulicy.
Eurypides łączył środki wyrazu muzycznego — był muzy­
kiem - z układaniem ruchu i z wypowiedzią słowną
K r lv
model budował osobno
składał
razem I ieżeli mówimy o choret o tvm co mnie tak bar
d^o interesuje DO d v t ™ b i e 'to trzeba sie zwrócić do
Eurypidesa i trzeba tam szukać, w jego twórczości, zależ
nośći między muzyką ruchem i słowem.

Eurypides bardzo przybliża sytuacje mityczne i czyni
je sytuacjami, na które trzeba spojrzeć z perspektywy:
człowiek - człowiek, z perspektywy bardzo osobistej.
Eurypides miał niezwykły dar, przez to, że egzystował
w różnych sferach, miał niezwykły dar patrzenia na
istotę ludzką z wielu stron. Orestes więc, jest postacią
bardzo ambiwalentną.
N i k t nie jest jednoznaczny, cała ta rozmowa o l u ­
dziach, która dzisiaj odbywamy... pokazuje nam, jak
bardzo skomplikowane i trudne w osądzie, jest życie
ludzkie, istota ludzka, natuta ludzka.
Eurypides przybliża nam postać ludzką bo poznał ży­
cie tak zwanych dołów, gdzie sprawy, które są sprawa­
mi wiecznymi, stykają się z tym, co jest przyziemne
i tutejsze.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Nadal me jestem pe­
wien czy to wyczulenie na „doły", to śledzenie wątku
ludowego, niskiego, pierwotnego decyduje o tym czy
bardziej Cię pociąga autor czy temat. Czy to nie jest ta­
kie programowe założenie, teza przyświecająca Twojej
i „Gardzienic" twórczości. Bo kiedy mówisz o drama­
cie, Eurypidesie, wielostronności spojrzenia, wciąż
przebija jakby ta teza, że prawda leży po stronie kultu­
ry niskiej, ludowej, pierwotnej. T a m się przełamuje,
tam jest ten dostęp prawdziwy do tajemnicy namiętno­
ści, zbrodni, miłości, śmierci. Prawda nie leży po tej
oświeconej stronie, ale w tym bardzo pierwotnym śro-

Fascynuje mnie jego operowanie między kulturą es­
tablishmentu, kulturą wysoką, a tak zwaną kulturą n i ­
ską. Oczywiście bliska mu była przyroda, jak i życie l u ­
7

�TAJEMNICĘ CZYNIĆ BUSKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

dowisku. Czy ta teza, ten wątek nie jest niejako waż­
niejszy aniżeli sam temat: namiętność, zbrodnia, m i ­
łość, śmierć? - Zapytam inaczej, czy ta podróż do Gre­
cji, „do źródeł" nie prowadziła Cię nigdy no, może ktoś powiedziałby - do wtórnych ujęć. Do tego drugie­
go bieguna, mam tu na myśli Rilkego Sonety do Orfe­
usza. Czy nie kusiło Cię, żeby sięgnąć do niego, do te­
go słowa, z wysokiej kultury, które pojawiło się u po­
czątków X X wieku, do poezji, z tego drugiego, bardzo
wyrafinowanego, bieguna?

ga: Teatr S T U Jasińskiego
własnego teatru...
Włodzimierz Staniewski:

Grotowski - Założenie

jest już wpół do

czwartej rano...
Zbigniew Benedyktowicz: ... nic nie pomoże...
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : (po dłuższej chwili
milczenia i krzątaniu się.)... Niebagatelna sprawa.
Osobiste doświadczenie. Pierwsze było bardzo mocną
przygodą społeczną. Pamiętam jak wyjechaliśmy ze
Spadaniem zrobionym przez Krzysztofa Jasińskiego
i Edwarda Chudzińskiego do którejś ze stoczni
w 1971 zaraz po wyborze Gierka. Graliśmy w grudniu
1970 Spadanie w Łodzi. Decyzja jury pod przewodnic­
twem Puzyny o przyznaniu pierwszej nagrody została
podjęta, bo tego dnia o 20. Gierek wygłosił słynne te­
lewizyjne przemówienie. Jury nie miało wyboru
(śmiech). Spadanie na podstawie Różewicza. Miało to
silną nośność społeczną, nie mówiąc o tym, że była to
duża lekcja życia. Bo środowisko artystycznej alterna­
tywy po trosze było też politycznym podziemiem, śro­
dowisko kultury studenckiej mimo wszystkich konce­
sji, które robiło - dawało ostrogi postaw obywatel­
skich N o więc graliśmy w tej stoczni i pamiętam jak
w takim barze przystoczniowym," rano następnego
dnia, jadłem z kimś z zespołu śniadanie. Któryś z ro­
botników, którzy tam pracowali i wpadali na kawę
z mlekiem, podszedł i niezwykle poruszająco podzię­
kował za spektakl. Jak wyjeżdżaliśmy wcześniej do Ło­
dzi to ja się przebijałem na pociąg przez łapankę m i
licyjną. Krakowski rynek otoczony był z czterech
stron trafiłem w środek w ten kocioł Była łapanka
ganianie po bramach, gwizdy wrzaski .gestapo"
,A potem zaułltcirni Jo pociągu. Nie wiadomo było czy
oociae w oeóle wviedzie
Atmosfera na tvm festiwa
lu w Łodzi nie do ooisania

Włodzimierz Staniewski: Ale Eurypides to jest
bardzo wysoki i wyrafinowany biegun. Fascynujące jest
jego doświadczenie biograficzne. Musiały tam być
jakieś powinowactwa z Ikarią Tespisa, który stworzył
podwaliny teatru starożytnego. T o oczywiście trzeba by
jeszcze przebadać.
Jego doświadczenie biograficzne jest fascynujące,
tak samo, jak doświadczenie biograficzne Dantego,
który nie trzyma się dworu, nie wisi u płaszcza wielkich
- tak, jak doświadczenie Villona - że daje się uplatać
w życie, w życie z tego, co boli.
Oczywiście, jest coś takiego jak fascynacja postacią.
Człowiek szuka jakichś wzorów, odniesień, analogii do
swoich własnych wyborów, do swojej postawy. Sięgać
trzeba na wysoką półkę.
Rilke, tak, Rilke w swoich wierszach, które dla mnie
ważną rolę inicjacyjną odegrały:
Wracam ze swych
podniebnych dróg, gdziem zgubił się wśród lotu...".
Piękny wiersz. Mógłby być takim moim zawołaniem.
Przyłóżmy teraz to wyznanie do faktu, że Rilke wto­
czył się po rosyjskich wsiach, wiejskich chatach. Ten
subtelny Rilke.
A l e tu chodzi też o postać, która odgrywa jakąś rolę
społeczną, która wywołuje jakiś ferment społeczny,
której sprawy społeczne są nieobce. Przy pomocy i n ­
strumentów sztuki, talentów, którymi Bóg obdarzył,
próbuje powiedzieć coś, wzruszyć coś w strukturach
i układach społecznych. Awwakum był taką postacią,
Taliesin był taką postacią, był - trzeba to przypomnieć

A to drugie doświadczenie zupełnie odmienne; hermetyzm; izolacja, laboratoryjność, w przekonaniu, że
się chwyta pana Boga za nogi...

- natchnieniem w pracy nad Carmma Burana, taki cel­
tycki Orfeusz.

Zostały ręce wyciągnięte do góry, a Bóg... Przywo­
łam tutaj Dormana, założyciela Teatru Dzieci Zagłę­
bia. Gościłem go w Gardzienicach. Opowiadał jak po­
jechali do Francji do Nancy, gdzie odnieśli sukces,
a potem pojechali do Paryża. Jego ludzie-on też górali
miał w swoim zespole-chcieli iść do katedry Notre Da­
mę. Jeden z nich stanął w tej katedrze, podniósł ręce
do góry i woła: „Panie Janie! T o się łunosi i łunosi!" T a m w Brzezince zostały „ręce do góry".

Oczywiście Orfeusz też był taką postacią.
Interesuje mnie nie tylko autor utworu artystyczne­
go, ale interesuje mnie człowiek, który ma - to strasz¬
nie brzmi dzisiaj - wrażliwość i potrzebę działalności
społecznej. Ktoś, kto jest uwikłany w życie i dokonuje
wyboru w tym życiu. Ktoś, kto nie jest azylantem życiu
i dokonuje tych wyborów na dobre i na zle. Tak, jak
rozmawialiśmy: po co na tej przegranej już od lat redu­
cie tu trwać...

Zbigniew Benedyktowicz: Jesteś tak postrzegany
w plotkarskim świecie, że unikasz, czy nie chcesz mó­
wić o Grotowskim. Dlaczego milczysz o Grotowskim?

Zbigniew Benedyktowicz: N o dobrze, dobrze...
Teraz nie przepuszczę...- Twoje uwikłnia. Twoja dro­
8

�„TAJEMNIC :E CZYNIĆ BLISKA-" ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

Włodzimierz Staniewski: N o cóż ja mogę mieć do
powiedzenia. Ja mogę mówić tylko o doświadczeniu
osobistym, które legendzie nie posłuży. Jak to się nie
daje przyłożyć do legendy, to o czym ja mogę mówić?...
Niech mówią ci, co pretendują do masy spadkowej po
Grotowskim. Ja uciekałem stamtąd gdzie pieprz rośnie
i gdzie diabeł mówi dobranoc. Położyłem całe swoje ży­
cie osobiste na szali. Mówiłem jasno i otwarcie, że to
jest w kontrze do niego. O n szanował tę kontrę, cho­
ciaż przez pierwsze lata był w popłochu. Nasyłał m i róż­
nych takich, grał na uczuciach i ambicjach członków
mojego otoczenia. Ja byłem fair wobec niego. Czy on
był wobec mnie?

o którym mówisz jest ważny element niepewności... czy
w środowisku Mistrza była pewność Mistrza?

Były to bardzo ekscytujące cztery lata, chociaż
z końcówką pytań, niepewności, rozgoryczeń.

Włodzimierz Staniewski: Wiele zawdzięczam...
na przykład pierwszą podróż do Ameryki. - T o dużo,
Ameryka jest mitem. Wtedy szczególnie była mitem.
Trochę ciekawych znajomości, które zresztą urywały
się po kolei, jak się okazało, że „Gardzienice" nie będą
epifrazą Grotowskiego.

Włodzimierz Staniewski: N o nie, brzmi to, jak
„szukanie haka" na Grotowskiego. A mnie to zupełnie
nie interesuje. Mnie w tej chwili interesuje ja i moi ko­
ledzy - Rodowicz, Gołaj i młodsi, i to traumatyczne do­
znanie przez jakie przechodzimy, które jest wiekiem
męskim, wiekiem klęski.
Zbigniew Benedyktowicz: Co zawdzięczasz Jerze­
mu Grotowskiemu?

Nie można mówić, że szuka się nieznanego, podczas
kiedy to nieznane wybiera z twego życia radość, ener­
gię, poświęcenie i to nieznane trwoni twoje życie...
Dlaczego ja miałbym mówić o Grotowskim?

Zbigniew Benedyktowicz: Wśród obserwatorów
zauważone zostało Wasze spotkanie w latach dziewięć­
dziesiątych. Mówi się, że doszło wtedy do pojednania.
0 czym Panowie wtedy rozmawiali?

Zbigniew Benedyktowicz: Jakie były elementy tej
kontry, tego sprzeciwu?
Włodzimierz Staniewsld: N o to wiadomo, tam
była sytuacja zamknięta, laboratoryjna, a tutaj jest sy­
tuacja otwarta, społeczna - ten rys społecznikowski.
T a m - rodzaj hermetyzmu i takiego „docisku", jak
w Kole Sprawy Bożej u Towiańskiego „Brat A d a m do­
cisnął brata. Juliusza...". A tutaj sytuacja wyjścia w l u ­
dzi, w przyrodę, w drogę, nie w sensie metafory, ale
w sensie dosłownym.

Włodzimierz Staniewski: Obserwatorów? Byłem
obserwowany?... Zupełnie mnie to czyni bezradnym.
Była więc to już pewnie sytuacja legendy, która - jak to
bywa w takich wypadkach - ociera się o mistyfikację.
Uczestniczenie w mistyfikacji jest sprawą niewdzięcz­
ną, jeżeli człowiek staje się ofiarą mistyfikacji. Legenda
1 środowisko legendy to jest wariatkowo. Weźmy na
przykład legendy PRL-u.
Eurypides mnie interesuje, bo on pokazywał, jakie
to jest wariatkowo i próbował przybliżyć wariatkowo
mitu i legendy, przełożyć to na język życia takim, ja­
kim ono jest.
Występujesz w roli bardzo niewdzięcznej, ponieważ
występujesz w roli prokuratora diabła, nie adwokata.
Jak kiedyś zwrócił m i uwagę pewien uczony: nie jest
prawdą, że był advocatus diaboli i procurator dei. O d ­
wrotnie. Występujesz w roli procurator diaboli, bo co­
kolwiek bym nie powiedział, to będzie działało na mo­
ją niekorzyść.

Tutaj też doświadczenie egzystencjalne, kiedy czło­
wiek musi znaleźć się w różnych środowiskach, nieko­
niecznie mu bliskich.
Szukanie swojego wśród obcych.
Szukanie swojej tożsamości poprzez innych ludzi.
Częstokroć skrajnie i krańcowo odległych od tego jak
ja i koledzy byliśmy uformowani. Stąd się wzięły Wy¬
prawy a w nich sytuacje, które przybierały nieraz formę
horroru, kiedy chciano nas riezat'. Innymi znów razy
doświadczaliśmy niezwykłej życzliwości i aprobaty, jak­
byśmy byli jakimś zastępem proroków, niosącym rado­
sną wieść.
Inne klimaty, inne zapachy...
Rozumiem, że mówimy o działalności kulturotwór­
czej i o ideach, nie o teatrze. W teatrze ja zacytowałem
parę jego „chwytów" w Auiwakumie. Demonstracyjnie,
jako dowód szacunku, ale to było już po Rabelais'ie
i Gusłach, które były z zupełnie innej planety. O n na­
tomiast próbował naśladować moje poszukiwania ze
śpiewem i Wyprawy. Nie poszedł jednak za daleko i nie
pokazywał Apocalypsis... na wsiach.
Zbigniew B e n e d y k t o w i c z :

W

Co mam powiedzieć?... że wypiliśmy butelkę ko­
niaku?
Zbigniew Benedyktowicz: Wypiliście butelkę ko­
niaku i o czym mówiliście?
Włodzimierz Staniewski: O Boże... o duszy i d u ­
chu. Jaka jest różnica między duszą a duchem. Nie mó­
wiliśmy o podziale terytoriów. Najpierw zjedliśmy
obiad w „Monopolu" o porze raczej późnej. W e dwój-

tym „wyjściu",
9

�kę siedzieliśmy w zupełnie opustoszałej restauracji; był
tam bardzo zabawny kelner, z którym nawiązałem żywą
rozmowę. Nagle powiedziałem m u : „Wie Pan, Pan
przypomina m i postać z Worcella z Zaklętych rewirów.
Na to kelner cały pokraśniał i mówi: „A wie Pan, że ja
bardzo dobrze znałem się z Panem Worcellem. O n t u ­
taj przychodził często i pisał t u Zaklęte rewiry. A ten
kelner tam był wiecznym kelnerem od 30 lat, no i w Je­
rzym wezbrała straszna zazdrość. O n zawsze pytał „jak
ty to trafiasz?". A to jest po prostu intuicja...
(śmiech)... to się nazywa intuicja, wyczucie, podejście
do człowieka. Grota to ruszyło, bo kelner go tam
z wielką atencją obsługiwał i to był „jego kelner", a t u ­
taj nagle stal się „moim kelnerem". I to przypomina m i
sytuację z Nowego Jorku. Przychodzi Grot na „Mara­
t o n " do katedry St John the Divine i po przedstawie­
niu idziemy do takiej knajpy włoskiej na ro^u. bodaj
Cathedral Street i Broadway'u. D o odwiedzanej
mnie kafejki węgierskiej vis à vis katedry nie chciał iść
pod pretekstem że będą nam przeszkadzać Myślę somusi
być bardzo znany skoro w nierwszei len
szei knainie mora eo ludzie nachodzić Jesteśmy iuż DO
s ł o w i e z o b s W a i n a d e od sąsiedniego stolika Dodno
sza sie trzy czVczterv niewiasty nrzvnadaia do mnie
obrałowi.ia - widziały właśnie n a d s t a w i e n i e T o był
M a r a t o n " (AwwakL

- CuL

-

i L

/'smiecnj.
- M tTę raczę] poaowie Vao' ^Kantora mz ao u r o towsKiego aie to jest niestety szczera prawda, to tycn
„z^aklętycn rewiracn poszliśmy do niego do pokoju
z butelką koniaku, o n m o w i l , ze juz wiele nie może, ale
towarzyszył dzielnie. Obgadywaliśmy interes.
1

m

O

W

1

y

C

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Czy więc, w tym i tych
późniejszych spotkaniach z lat 90. były jakieś elementy
powrotu syna marnotrawnego?
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : (śmiech) N o tak, frocw
rator diaboli... pogratulować. Nie widywaliśmy się. Roz­
mawialiśmy przez telefon. Wiesz, jest też inna formuła:
„Ojciec marnotrawny".
• .
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Czy wtedy było łatwiej,
czy teraz łatwiej, bo mówisz coraz częściej o trudach
obecnego czasu, który zaczął się teraz w demokracji, po
przemianach?
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Łatwiej jest być party­
zantem. Znacznie łatwiej jest pisać notatki z podzie­
mia, niż być strażnikiem wartości. Być strażnikiem nor­
matywów, które się samemu ukuło, jest potwornie
trudno. W a r u n k i się zmieniły. Zrobił się potworny kociokwik tej rzeczywistości, rozpraszający i rozbijający
stan skupienia. Przedtem człowiek był jak laser, jak do­
brze zogniskowana soczewka. Dawniej nie miałem żad­
nych wątpliwości, co do dokonywanych wyborów.

Inlrl*
i ł m ao
T t tej n
W
' ranie
P
Y '
przemawiałem
puoiicznoscL..
zacnwycają
6

wił: «Wie Pan, jak patrzę na Pana, to mam na myśli
jedno słowo: osioł-".
Z perspektywy egzegetów tej, było nie było, nietu­
zinkowej postaci, mam pewnie wiele do powiedzenia.
Ja tak nie uważam. Ja mogę powiedzieć za Stachurą:
„Ty i ja teatry to są dwa...*

f

Jestem pełnym życia, młodym
człowiekiem
(śmiech), który nie chce dać się przywalić tą całą ponowoczesnością, w której mamy socrealizm a rebour;
ekscytację tłumami, rynsztokowy epikureizm (słynne
„świetnie się bawię"), politykierstwo przeżerające śro­
dowiska kultury, ignorancja w stosunku do historii
a przez to owrzodzenie wstydliwych kart historii bli­
skiej.
:•-•&gt;••

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Co to był za interes?
Jaka sprawa?
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Powiedzmy, że coś mu
załatwiałem.

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Z „Gardzienic" wyszły
i wypromieniowaly takie grupy jak „Węgajty" Wacława
i Erdmute Sobaszków, Wolfganga Niklausa i Małgorza­
ty Dżygadlo, „Muzyka Kresów" Jana Bernarda, „Pogra­
nicze" Krzysztofa Czyżewskiego i Małgorzaty Sporek,
„Studium Teatralne" Piotra Borowskiego, „Tanto"
z Wiednia z JanemTabaką i Susanne Pillhofer, „Tragon" A n n y Zubrzyckiej i Grzegorza Brala, „Stella Pola¬
ris" Pera Borga z Norwegii i inne. W parę lat po twoich
„Gardzienicach" młodzi artyści zaczęli osiedlać się na
wsiach i brać nazwy od tych wsi. Czy, i c h odejście było
dla Ciebie dotkliwym doświadczeniem?

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Zaprosiłeś, zapraszałeś
go tutaj do Gardzienic?
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Tak, on t u wpadł przed
laty, na początku działalności, ze swojej inicjatywy. Ja
się nawet opierałem, ale na jego upór nie było moc­
nych. Siedzieliśmy tam w czworakach, gdzie mieliśmy
swoje kwatery. Niedługo potem wyrzucono nas stam­
tąd na zbity pysk w stanie wojennym. Najpierw oku­
powaliśmy dwa tygodnie. Potem na chwilę rozjechali­
śmy się do rodzin. Jak wróciliśmy, nasze rzeczy wynie­
sione były na zewnątrz. „Oni cię tutaj kochają" - mó­
wił o ludziach z mojego otoczenia - „A ja, jak zaczyn
nalem, to do mnie aktor (nie powiem nazwiska) mó­

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Z perspektywy czasu pa­
trzę na to z wielką satysfakcją. Mówię ludziom, na któ-

10

�„TAJEMNICĘ CZYNIĆ BLISKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

rych się decyduję - a proces przyjmowania, to są długie
podejścia, zanim zdecyduję się zaprosić do współpracy
- mówię buńczucznie: „Wiesz - jedno masz pewne, że
jak przejdziesz przez to doświadczenie, to masz zagwa­
rantowane powodzenie w życiu. T o nieważne, czy na to
powodzenie sam sobie zapracujesz, czy los będzie nad
Tobą czuwał, ale tak jakoś wspaniale się stało, że wszy­
scy, którzy stąd wyszli są w życiu niezwykle dzielni".
Niezwykle dzielni.

EDWARD

STACHURA

Życie to nie teatr*

Nie mnie się wdawać w to, na ile i c h predyspozy­
cje osobiste są podstawą do t a k i c h osiągnięć, a na ile
doświadczenie, przez które t u przeszli. Może tak jest,
że trochę to i trochę to. A l e faktem jest, że wszyscy
oni robią rzeczy, co do których można mieć duże po­
czucie satysfakcji i taki rodzaj pewności, że się nie
poroniło. Że t u się nic nie poroni. Jak już się zaciąży­
ło, to wtedy jest pełny, wspaniały noworodek, który
pięknie rośnie. O !

Życie to nie teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
T o jest gra!
Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
Życie to nie tylko kolorowa maskarada;
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest;
Wszystko przy n i m blednie, blednie nawet sama
'
śmierć!
T y i ja - teatry to są dwa.
T y i ja!

Ale oczywiście ja rozstania przeżywam bardzo cięż­
ko, potwornie ciężko. Właściwie z długo noszoną traumą. Aczkolwiek przyczyniam się do rozstań. Kiedy sta­
je się jasne, że doświadczenie wyczerpane i dalsza
współpraca będzie grzęźnięciem. Czy nie możemy po­
rozmawiać o czymś wdzięczniejszym?...

T y - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
T y najwyżej w górę wznosisz brwi.
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle
Bo ty grasz!

(trzaski wyłączającego się magnetofonu)
Taśma się skończyła.
Gardzienice, lipiec 2001

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz kaleka nie ja jestem, tylko ty!

Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz;
Gości będzie dużo, niedostępna tyraliera;
Flirt i alkohole, może tańce będą też,
Drzwi otwarte zamkną potem się.
N o i cześć!
Wpadnę tam na chwile zanim spuchnie atmosfera;
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram;
Wyjdę na ulice, przy fontannie zmoczę łeb;
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.
T y i ja - teatry to są dwa.
T y i ja!
T y - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
T y najwyżej w górę wznosisz brwi.
I nie zaraźliwy wcale jest twój śmiech.
Bo ty grasz!

Gardzienice, Włodzimierz Staniewski, Zbigniew Benedyktowicz,
Ireneusz Guszpit (odwrócony plecami). Fot. Przemek Sieraczyński

* Podajemy pełną wersję wiersza Edwarda Stachury przytoczo­

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz, gdy śmieje się, to w krąg się śmieje świat!

nego przez Włodzimierza Staniewskiego w rozmowie za: Edward
Stachura, Wiersze, poematy, piosenki, przekłady,

Czytelnik, Warsza­

wa 1987

11

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
