<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="9612" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/9612?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T18:48:42+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="9590">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7b0942f7c17388e75e4f58fd0830a28.pdf</src>
      <authentication>d4f40d12f0706a4e523ac94c37c4967f</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114442">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6261</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114443">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114444">
              <text>2006</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114445">
              <text>podróże - aspekt antropologiczny</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="114446">
              <text>Arktyka - relacje z podróży</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="114447">
              <text>święto</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="114448">
              <text>szamanizm</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114449">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5838</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114450">
              <text>Etnolog w podróży (6) : smutek Arktyki w masce święta, w szamańskim kostiumie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006, t.60, z.2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114451">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, t.60, z. 2, s. 5-14</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114452">
              <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114453">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114454">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114455">
              <text>czas.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114456">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="114457">
              <text>005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
1.&#13;
&#13;
ETNO LO G W PODRÓŻY (6)&#13;
&#13;
N&#13;
&#13;
a eweńskie sanie trzeba wskakiwać szybko,&#13;
najczęściej w biegu, zwłaszcza jeśli jedzie się&#13;
w zbiorowym zaprzęgu, w którym powiąza­&#13;
nych jest jeden za drugim kilka pojazdów i tyleż ciąg­&#13;
nących je par reniferów. Te ruszają z kopyta&#13;
i w mgnieniu oka można znaleźć się pod ich nogami,&#13;
a potem pod płozami sań. Wprawdzie reny to zwierzę­&#13;
ta skoczne i w biegu zadziwiająco lekkie, ale też impul­&#13;
sywne, trudno poddające się kierowaniu. Nierzadko&#13;
jadący musi najpierw przebiec obok nich kilkaset me­&#13;
trów, by wdrożyły się do truchtu w określonym kierun­&#13;
ku, podczas gdy one uparcie zawracają, chcąc wrócić&#13;
do stada, z którego zostały odłowione. Sztukę szcze­&#13;
gólnie narowistą trzeba tego oduczać, waląc ją z całej&#13;
siły kułakiem w pokrytą długim włosem klatkę piersio­&#13;
wą. Najbardziej oporne są osobniki mieszanego, dziko-domowego pochodzenia. Jesienią, w czasie rui, zdarza&#13;
się, że do samic z wypasanego stada podchodzi dziki&#13;
samiec z tajgi. Z zostawionego przezeń potomka poży­&#13;
tek będzie niewielki: nie chce chodzić w zaprzęgu,&#13;
ucieka na swobodę. Zresztą takie powroty do natury&#13;
zdarzają się też osobnikom niby to oswojonym. Stado&#13;
jest w ciągłej fluktuacji, bo renifery to w gruncie rze­&#13;
czy zwierzęta nie do końca udomowione. Przez noc&#13;
pasą się w tajdze, w ciągu dnia są dwu- lub trzykrotnie&#13;
przyganiane na krótko w pobliże obozowiska, by unik­&#13;
nąć zupełnego ich rozproszenia i pogubienia. Ich zwią­&#13;
zek z człowiekiem jest ostatnio jeszcze słabszy, niż był&#13;
dotąd. Otóż prawie wcale się ich nie doi, choćby z bra­&#13;
ku kobiet w pasterskiej brygadzie, złożonej z samych&#13;
tylko młodych mężczyzn, podczas gdy kobiety, dzieci&#13;
i starsi żyją w osadzie odległej o kilkadziesiąt lub kilka­&#13;
set kilometrów od stada i jego koczowisk. Nic zatem&#13;
dziwnego, że warstwa udomowienia, cywilizacji jest&#13;
dziś na renach szczególnie cienka. Pytanie, czy to sa­&#13;
mo w jakiejś mierze nie odnosi się również do ludzi.&#13;
Kontakt eweńskich pasterzy z kulturą jest ponie­&#13;
kąd okresowy. To, co odbywa się w tajdze, przy sta­&#13;
dzie, można nazwać gołą egzystencją. Przebiega ona&#13;
w grupie kilku mężczyzn, kiedyś stanowiących bryga­&#13;
dę. Dziś w miejsce tej starej, po komunistycznemu bo­&#13;
jowej nazwy weszła zresztą nowa, przyjęta w „Unitar­&#13;
nym Przedsiębiorstwie Państwowym” (tak prze­&#13;
chrzczono większość dawnych sowchozów): podsta­&#13;
wowa grupa wraz ze zwierzętami nazywa się jeszcze do­&#13;
sadniej - stado.&#13;
Stado siódme, w którym jesteśmy, to niespełna&#13;
trzysta reniferów, brygadier - czterdziestolatek Stiepan - i trzej młodzi, dwudziestoparoletni: Kola, Anton&#13;
i Timur. Czasem któryś pójdzie w tajgę na polowanie&#13;
na dzikiego rena - mięsa starczy na tydzień, nie trzeba&#13;
będzie zabijać sztuki ze stada. Mieszkają w brezento­&#13;
wej pałatce, która wyparła już wszędzie dawny, kryty&#13;
skórą namiot - czum. W niej śpią, gotują i jedzą, wy-&#13;
&#13;
J E R Z Y S. W A S I L E W S K I&#13;
&#13;
Smutek Arktyki&#13;
w masce święta,&#13;
w szamańskim&#13;
kostiumie&#13;
konują drobne prace gospodarcze i naprawcze, słucha­&#13;
ją radia, grają w karty - tej listy aktywności nie da się&#13;
zanadto przedłużyć. Czasem któryś zagada coś do po­&#13;
zostałych w zborsuczonym rosyjskim (Kola nie mówi&#13;
po eweńsku, bo ma ojca „Gruzina” - w ten delikatny&#13;
sposób daje się do zrozumienia, że spłodził go jakiś nie­&#13;
zupełnie zidentyfikowany przyjezdny). Wieczorami&#13;
można się wzajemnie postraszyć opowieściami o niedź­&#13;
wiedziu, który potrafi dokonywać przerażających ata­&#13;
ków nawet na ludzi przy domowym ogniu.&#13;
W niektórych takich obozowiskach jest jeszcze&#13;
etatowa czumrabotnica —gospodyni-kucharka, jedyna&#13;
kobieta w tym towarzystwie. Wszystkie inne, młode&#13;
i stare, żyją w osadzie. Są przy dzieciach, niektóre&#13;
pracują w administracji albo w szkole, inne prowadzą&#13;
jakiś sklepik, łapią się dodatkowych prac, na przy­&#13;
kład uszyją komuś unty, zimowe buty ze skóry zdjętej&#13;
z goleni łosia lub renifera, części najbardziej odpornej&#13;
na wilgoć.&#13;
Takie buty nie są tanie: latem trzeba za nie dać&#13;
dziewięć tysięcy rubli, czyli ok. tysiąca złotych, a kto&#13;
się spóźni z zamówieniem, ten zimą zapłaci i dwana­&#13;
ście tysięcy, przyciśnięty koniecznością. Od stycznia&#13;
do początków marca mrozy będą dochodzić do minus&#13;
sześćdziesięciu stopni i tylko w miejscowym obuwiu da&#13;
się wytrzymać. Mogą to być też filcowe walonki albo&#13;
prawdziwie myśliwskie torbaza, nader wygodne, bo&#13;
luźne i miękkie, nie tylko miękkością wyprawionej na&#13;
zamsz skóry, ale i zostawionym na niej futrem, stano­&#13;
wiącym wnętrze buta. O ich wartości przekonuję się&#13;
w trakcie jazdy w prawie czterdziestostopniowym mro­&#13;
zie połowy marca. W moim markowym obuwiu alpini­&#13;
stycznym, mimo dwóch par grubych skarpet (a może&#13;
właśnie z ich winy - krew w tak ściśniętej stopie ma&#13;
utrudnione krążenie) wytrzymuję tylko cztery godziny,&#13;
po czym muszę ratować się przed odmrożeniem, zmie­&#13;
niając je na unty.&#13;
Sanie Ewenów są niższe niż ich pobratymców&#13;
Ewenków, więc siedzi się blisko ziemi, z lewą nogą wy­&#13;
ciągniętą przed siebie, podczas gdy prawa, opuszczona&#13;
z niedbałym szykiem, spoczywa na płozie, by w razie&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
2.&#13;
&#13;
potrzeby stabilizować pojazd albo hamować. Trzeba&#13;
tylko uważać, by nie trafiła między kamienie czy gałę­&#13;
zie. Saniom nic się nie stanie - mają niezbędną gięt­&#13;
kość, którą zapewniają im rzemienie, łączące ze sobą&#13;
również elastyczne brzozowe pręty oraz deski wymosz­&#13;
czonego skórami siedzenia.&#13;
Reny, nie zwalniając tempa, przeskakują ponad&#13;
zawałami - wywróconymi w czasie wiosennych powo­&#13;
dzi drzewami, które wmarzły w lód i teraz tarasują&#13;
drogę. Naszym traktem jest bowiem rzeka zamarznię­&#13;
ta do dna, co umożliwia komunikację. To paradoks&#13;
Syberii: siarczyste mrozy i śniegi, gdzie indziej będące&#13;
przeszkodą w transporcie, tu umożliwiają łączność.&#13;
Ogromne obszary są podmokłe i błotniste, bo leżą na&#13;
wiecznej zmarzlinie, a te na niżu mają do tego nie­&#13;
wielki stopień nachylenia. Dlatego latem są z reguły&#13;
nieprzejezdne - nawet wierzchowy renifer pod prymi­&#13;
tywnym, niepewnym siodłem nie gwarantuje długo­&#13;
dystansowego transportu: zbyt często zdarzają się&#13;
upadki z jego grzbietu w błoto. Jako że pomniejsze&#13;
rzeczki są zbyt płytkie dla łodzi, trzeba czekać, aż za­&#13;
marzną, tworząc zimniki, którymi będzie mógł ruszyć&#13;
cięższy transport. Wielkie, takie jak Lena, stają się na&#13;
czas od listopada do maja szlakami i mostami dla naj­&#13;
cięższych maszyn oraz lotniskami dla samolotów. 20,&#13;
30, 40 ton - kolejne komunikaty określają dopusz­&#13;
czalne obciążenie lodowej pokrywy, jesienią w po­&#13;
rządku rosnącym, na wiosnę w malejącym. Ale dwa&#13;
okresy pośrednie, ledostaw i ledochod, kiedy to lód jest&#13;
jeszcze zbyt słaby lub już niepewny, a kry wykluczają&#13;
użycie łodzi i promów, oznaczają zupełne przecięcie&#13;
komunikacyjnych arterii na wiele tygodni.&#13;
Do siódmego stada jechaliśmy najpierw po lodowej&#13;
tafli Tompo (dopływu Ałdanu, który z kolei wpada do&#13;
Leny), w górę rzeki, by wkrótce skręcić w jej dopływ&#13;
Sach, a potem jeszcze w głąb potoku Chułania. Rzeki&#13;
te wiją się wśród szczytów Gór Wierchojańskich, któ­&#13;
re teraz, w marcu, wyglądają jak osypane cukrem,&#13;
z powtykanymi w środkowych partiach zapałkami&#13;
drzew, przechodzącymi u podnóży w gęstszą, burą&#13;
szczecinę tajgi. Jej prawie wyłącznie modrzewiowy&#13;
drzewostan jest o tej porze roku praktycznie bezbarw­&#13;
ny, koloru nie dodają też nadbrzeżne smugi topoli&#13;
i wierzby koreańskiej, na której łuszczą się krótkie, wy­&#13;
schłe na wiór paski kory.&#13;
Punktem wyjścia była osada Topolinoje, położo­&#13;
na w połowie odległości między Leną a Kołymą, dwa&#13;
dni drogi od Jakucka - siedemset kilometrów, z cze­&#13;
go większość po dobrze przeprowadzonym, gładkim&#13;
w zimie jak stół magadańskim trakcie. Budowali go&#13;
w latach czterdziestych więźniowie GUŁagu, wyście­&#13;
łając nie tylko modrzewiem, ale i swymi martwymi&#13;
ciałami; resztki otoczonych drutem kolczastym bara­&#13;
ków bez skrępowania znaczą tę drogę do dziś. Łagro­&#13;
wy rodowód to grzech pierworodny większości tutej­&#13;
szych osad.&#13;
&#13;
„Smutek Arktyki”, to oczywiście formuła zapoży­&#13;
czona, i to podwójnie: tytuł klasycznej pozycji strukturalizmu sprzed półwiecza w ten właśnie sposób prze­&#13;
tworzył przed laty profesor Dynowski, zbierający się&#13;
stale i bezskutecznie do spisania wspomnień ze swych&#13;
młodzieńczych podróży po Syberii, Dalekim Wscho­&#13;
dzie i Północy. Bo syberyjska Północ już w tamtych&#13;
czasach, przed stu laty, robiła na przybyszu przygnębia­&#13;
jące wrażenie. Beznadzieja egzystencji w żałosnych,&#13;
oddalonych od świata osadach, pijaństwo mężczyzn&#13;
i apatia kobiet, na próżno wypatrujących kandydata&#13;
na męża - niechby i przelotnego - wśród rzadkich&#13;
przybyszów, kupców czy marynarzy, uzupełniających&#13;
ograniczoną lokalną pulę kandydatów, co dałoby&#13;
szansę wyjścia poza chów wsobny (i może jakieś bły­&#13;
skotki, podarki, jeśli na rzecz patrzeć nie w katego­&#13;
riach interesów gatunkowych, genetycznych, lecz&#13;
osobniczych, ekonomicznych).&#13;
Dzisiaj role się poniekąd odwróciły: to mężczyźni&#13;
na próżno wypatrują kobiet - kandydatek na żony.&#13;
Nastąpiło bolesne rozszczepienie resztek rdzennej kul­&#13;
tury i lokalnych społeczności na część produkcyjną,&#13;
pasterską, męską, koczującą w tajdze i pozaprodukcyj­&#13;
ną, kobiecą, osiadłą. „A która chciałaby tu przyjść&#13;
i żyć w pałatce?” - odpowiada retorycznym pytaniem&#13;
Anton, kiedy pytam go o perspektywy żeniaczki. No&#13;
tak, one mieszkają w osadzie niewielkiej wprawdzie,&#13;
ale noszącej w oficjalnej nomenklaturze miano „typu&#13;
miejskiego”, z takimi jego wykładnikami jak kilka blo­&#13;
ków mieszkalnych, drewnianych, ale piętrowych, nie&#13;
dość że z bieżącą wodą (leci wszędzie z kranów przez&#13;
całą dobę, bo inaczej zamarzłaby w rurach), to jeszcze&#13;
z toaletami w mieszkaniu, co przy tych mrozach ma&#13;
niemałe znaczenie.&#13;
Usadowione w otwartym miejscu, nad rzeką, na&#13;
tle gór, Topolinoje nie razi brzydotą, co może zdziwić,&#13;
jeśli widziało się takie połagrowe miasteczka jak&#13;
Chandyga czy Batagaj. Tam odnosiłem wrażenie, że&#13;
budujący je i żyjący w nich skazańcy nienawidzili tych&#13;
miejsc i mszcząc się na nich za swoją tragedię dokła­&#13;
dali starań, by wyglądały jak najgorzej: zeszpecone&#13;
koszmarną infrastrukturą rozpadających się rur i ko­&#13;
minów, zabłocone i niemożliwie zaśmiecone wszelki­&#13;
mi odpadkami, po sowiecku byle jakie i zdewastowa­&#13;
ne. To zresztą jeszcze przedradziecka specyfika. W a­&#13;
cław Sieroszewski, zesłany do Wierchojańska w la­&#13;
tach 80. XIX wieku, opisuje w czarnych barwach tę&#13;
osadę w autobiograficznej powieści Ucieczka, tyle że&#13;
ukrywa ją przez uprzejmość pod nazwą Dżurdżuj.&#13;
Można by pomyśleć, że to jakaś fikcja, groteskowa&#13;
przesada. Ale kiedy w powieści pada nazwa Morze&#13;
Gnoju, jaką zesłańcy obdarzyli wielki staw zajmujący&#13;
do dziś centrum osady, to wiem - po ubiegłorocznym&#13;
tam pobycie - że czytelnik dostaje najszczerszą praw-&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
dę geograficzną bez żadnego zmyślenia. Okropieństwo, doprowadzające do skrajnej rozpaczy. To tu już&#13;
na trzeci dzień po przyjeździe popełnił samobójstwo&#13;
młodziutki student z Petersburga skazany za udział&#13;
w zamachu na cara. Zostawił list do matki i powiesił&#13;
się na Baranuckiej Górze, po drugiej stronie rzeki Jany, co do dziś wspominają mieszkańcy, jakby nieświa­&#13;
domi tego, że jest to najgorsze w historii świadectwo&#13;
wystawione ich małej ojczyźnie.&#13;
Topolinoje dopiero niedawno wkroczyło w fazę za­&#13;
uważalnego kryzysu. Przedtem, za rządów lokalnego&#13;
satrapy, stanowiło siedzibę pokazowego sowchozu,&#13;
skupiającego eweńskich pasterzy renów. Staraniem&#13;
owego wpływowego dyrektora zbudowano tu nawet&#13;
kombinat hodowli świń (dziś oczywiście w ruinie), do&#13;
którego pasza - produkowana gdzieś w Europie - była&#13;
dostarczana helikopterami... Taniej byłoby pewnie&#13;
dowozić gotowe obiady z najlepszych kalifornijskich&#13;
restauracji, ale przecież nie rachunek ekonomiczny&#13;
wtedy decydował. Pasterze mieli za wszelką cenę pro­&#13;
dukować mięso, którego brakowało dla robotników&#13;
w zakładach wydobywających cynę, złoto, diamenty...&#13;
Stada reniferów osiągały wielkość nieznaną w prze­&#13;
szłości i ten nienaturalny stan jest dziś wspominany ja­&#13;
ko „tradycyjny obraz gospodarowania” !&#13;
Obecnie, gdy gigantomania minęła, bo nie ma&#13;
środków na jej finansowanie, ci którzy pracowali w jej&#13;
chorobliwym ideologicznym czadzie, stracili sens ży­&#13;
cia. Pasterze są w stanie zupełnej frustracji: na ich pro­&#13;
dukt nie ma prawdziwego rynkowego zapotrzebowa­&#13;
nia, skoro amerykańskie kurczaki („nóżki Busha”)&#13;
kosztują połowę tego, ile musi kosztować mięso rena,&#13;
by jego producent mógł przeżyć. Ta rąbanka nie ma&#13;
zresztą dobrej marki u jakuckich gospodyń. A komu&#13;
potrzebne są dziś skóry czy rogi? Nawet panty - młode,&#13;
ukrwione poroże, przedtem sprzedawane do Chin i na&#13;
Zachód z przeznaczeniem farmaceutycznym - nie&#13;
znajdują już odbiorcy.&#13;
Gdzie widzieć pocieszenie i sens życia? Czym re­&#13;
kompensować sobie wyrzeczenia i trud bytowania&#13;
w skrajnie trudnych warunkach tajgi? Jak zachować&#13;
zdrowie psychiczne, żyjąc miesiącami bez kobiet,&#13;
w oddaleniu od rodzin - bo helikopter nie przywiezie&#13;
już w tajgę dzieci po szkole, jak to bywało w dobrych&#13;
czasach. Co może robić chłopak w osadzie pełnej bez­&#13;
robotnych rówieśników, poza szabaszką —jakąś doryw­&#13;
czą pracą czy usługą dla sąsiada? Jak bronić młodych&#13;
przed alkoholizmem, który doprowadza do tylu no­&#13;
żowniczych bójek kończących się śmiercią? Jak odwo­&#13;
dzić od samobójstw młodych ludzi, którzy widzieli w telewizji, w wojsku - zgoła inny świat, i wiedzą, że&#13;
nigdy się w nim nie znajdą? Triste Arctique, zaiste.&#13;
Czy zatem na naszych oczach odchodzi w niebyt&#13;
trwająca od tysięcy lat aktywna symbioza człowieka&#13;
i renifera? Może tak, skoro nie uwzględniają jej żela­&#13;
zne reguły światowej ekonomii, nie ma dla niej miej­&#13;
&#13;
sca w systemie skutecznych subsydiów, nie będzie&#13;
kontynuacji wiedzy i doświadczenia pasterskiego przy&#13;
sztucznym, brygadowym systemie pracy, gdzie rozbity&#13;
zostaje przekaz rodzinny i kontakt pokoleń.&#13;
No i ta plaga samobójstw. Wiadomo, to problem&#13;
całej Arktyki, nie tylko poradzieckiej. Uczestnicząc&#13;
w debatach zachodnich antropologów tego obszaru&#13;
w ramach projektu Boreas spotykałem się z wyspekulowaną hipotezą, że jednym z czynników ułatwiają­&#13;
cych decyzję o samobójstwie jest tradycyjna wiara&#13;
w reinkarnację; takie opinie bulwersowały mnie, po­&#13;
nieważ wiem, że było ono zawsze traktowane ze zgro­&#13;
zą, kończyło się nietypowym, hańbiącym pochów­&#13;
kiem, samobójca miał przeradzać się w upiora itp.&#13;
Tak - myślę teraz - ja to wiem, ale czy wiedzą dzisiej­&#13;
si młodzi kandydaci na samobójców? Czy mają jakąś&#13;
znajomość tych spośród dawnych treści wierzenio­&#13;
wych (opowieści, obrzędów), które odwodziłyby ich&#13;
od strasznego zamiaru? Przecież w głowach zostały&#13;
tylko marne ich resztki, może więc mgliste wspomnie­&#13;
nie wiary w reinkarnację rzeczywiście pozwala im wi­&#13;
dzieć w samobójstwie nie tylko doraźną ulgę, ale tak­&#13;
że jakąś nadzieję?&#13;
&#13;
3.&#13;
Zadaniem święta jest dostarczanie sensu. Wbrew&#13;
realiom, wbrew temu, co widać gołym okiem, ma ono&#13;
przekonać, że hodowla reniferów ma przyszłość, że&#13;
władze wysoko cenią trud pasterzy, że kultura ludowa&#13;
Ewenów ma się dobrze. Kwietniowy Dzień Pasterza&#13;
Rena jest typowym świętem biurokracji, bez uzasad­&#13;
nienia w tradycji, ale przecież ma tę tradycję okresowo&#13;
ożywiać. Gospodynie wyciągają więc pochowane stro­&#13;
je, które imitują dawne. To nic, że większość z nich cienkie skórzane kurtki, zdobione haftem - nie nada­&#13;
je się na zimę. Nakłada się je dwa razy do roku, na­&#13;
stępnym razem w czerwcu, w czasie święta narodowe­&#13;
go, a ściślej republikańskiego, wywodzącego się z jakuckiej tradycji Ysyachu. Renifery też dostaną ozdob­&#13;
ne, poobszywane koralikami popręgi, czasem z ra­&#13;
dzieckimi jeszcze symbolami.&#13;
Przemówienia, odznaczenia, gratulacje. Zawraca­&#13;
nie kijem rzeki Tompo: rocznicowe wspominanie dy­&#13;
rektora - bohatera pracy socjalistycznej, nostalgia za&#13;
okresem świetności, gołosłowne napominanie, żeby&#13;
utrzymywać ducha tamtej epoki. Wreszcie akcja prze­&#13;
nosi się z salonów władzy lokalnej na gładką po­&#13;
wierzchnię zamarzniętej rzeki za osadą, gdzie obok ofi­&#13;
cjalnej areny każda brygada - teraz już wzmocniona&#13;
o kobiety z osady - postawiła swoją pałatkę, w niej&#13;
przyjmuje odwiedzających i częstuje ich wszystkim, co&#13;
ma najsmaczniejszego. Wczoraj, dziś i jutro występują&#13;
w domu kultury amatorskie zespoły pieśni i tańca,&#13;
miejscowe i przywiezione z innych ułusów. Pokazują&#13;
etniczność odświętną, kostiumową, choreograficzną.&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 1 Wyścigi,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 2 Radzieckie symbole,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 3 Na saniach,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Ostatni prawdziwy szaman eweński, Stiepan Spiridonowicz Kriwoszapkin nie zostawił następcy, ale&#13;
przecież natura nie zniesie próżni; Ewenowie z Jakucka przyznali to miejsce pobratymcowi, Ewenkowi&#13;
z Nieriungri, Siemionowi Stiepanowiczowi Wasiliewowi znanemu pod imieniem Sawieja. To pewnie rzeczy­&#13;
wiście ostatni prawdziwy szaman ewenkijski, przynaj­&#13;
mniej w Jakucji (pamiętajmy, że lud ten, choć o li­&#13;
czebności nieprzekraczającej kilkunastu tysięcy, żyje&#13;
na całym ogromnym obszarze od Jeniseju po Ocean&#13;
Spokojny). Zarówno jego asystentka, w średnim wie­&#13;
ku kobieta o wymownym imieniu Oktiabrina, jak&#13;
i uczeń Soduot to Jakuci. Ponoć on sam pytał duchy,&#13;
czy są jeszcze w Jakucji szamani, a one odpowiedziały&#13;
mu, że jest jedyny. Stosownie do tego utrzymuje się za­&#13;
potrzebowanie na jego praktyki wróżebne i lecznicze.&#13;
Sawiej mieszka na prowincji, ale klientela jest przecież&#13;
głównie w stolicy, więc i on, jak Mahomet do góry,&#13;
musi czasem przyjechać do Jakucka.&#13;
Mamy szczęście. Nasz eweński przyjaciel, etnograf&#13;
z Jakucka Anatolij Aleksiejew współpracuje z nim od&#13;
dziesięciu lat, pełniąc funkcję organizatora jego wizyt&#13;
w mieście. Tak się szczęśliwie składa, że właśnie będzie&#13;
się odbywać leczenie. Anatolij ma też nadzieję, że&#13;
w trakcie seansu pojawią się tajemnicze ognie, jakie&#13;
od kilku lat ujawniają się na fotografiach, które Sawiej&#13;
pozwala mu robić w czasie seansu.&#13;
Jest późny wieczór, ale jeszcze nie ciemno, bo&#13;
w marcu zmrok zapadnie dopiero po dziewiątej. Stary,&#13;
parterowy dom przy ulicy Ojuńskiego, jednej z głów­&#13;
nych ulic Jakucka. Pokrzywiony jak wszystkie tu bu­&#13;
dynki drewniane od ruchów płytkiej warstwy ziemi na&#13;
wiecznej zmarzlinie. Wygódki i szopy na podwórku,&#13;
ciasne dwupokojowe mieszkania w budynku. W cho­&#13;
dzimy przez kuchnię do pokoju stołowego. N a stole&#13;
czeka obfity poczęstunek z przywiezionych ze wsi,&#13;
z tajgi surowców: wędzone mięso rena, kiełbasy, kon­&#13;
fitury. Są i ryby w kilku postaciach, głównie nelma&#13;
z Kołymy czy Indygirki (pobliska Lena w dobrą rybę&#13;
nie obfituje, skażona pewnie nieczystością z kursują­&#13;
cych po niej statków). Jemy zarówno soloną w dzwon­&#13;
kach, mniej smaczną, jak i największy przysmak Sybe­&#13;
rii, stroganinę —kawałki surowej, zamrożonej na kość&#13;
ryby, strugane wzdłuż grzbietu w jego najlepszej części.&#13;
Szaman musi się najeść, bo czeka go daleka droga,&#13;
a my jemy razem z nim, i w odróżnieniu od niego tak­&#13;
że pijemy - na etykietce ma to napis Zołoto Jakutii. Jest&#13;
nas razem 17 osób (ktoś zwraca uwagę, że to dobrze liczba nieparzysta), prawie same kobiety, z których po­&#13;
łowę stanowią Jakutki, a drugą Rosjanki. Wszystkie&#13;
miastowe, a jedna, ta najważniejsza, przyjechała nawet&#13;
z Moskwy. Jest artystką estrady, ma stosowną tuszę&#13;
i puszystą fryzurę blond. Skarży się na ciężkie nogi, to&#13;
dla niej zorganizowany jest seans, z którego dobro­&#13;
dziejstw także i my będziemy mogli skorzystać. Sawiej&#13;
wychodzi do pokoju obok, gdzie po kolei wchodzimy&#13;
&#13;
Oczywiście, występy swojaków, zwłaszcza małych dzie­&#13;
ci, cieszą widzów i nie mam poczucia zupełnego braku&#13;
autentyczności. A jednak przypomina mi się masowa&#13;
sztuka ludowa, taka jaką widziałem w Jakucku&#13;
w warsztatach jubilerów, którzy na nowoczesnych ma­&#13;
szynach tłuką „ludową” srebrną biżuterię, mówiąc na&#13;
tę produkcję lekceważąco: nacjonałka.&#13;
Siebia pokazat’ i liudej posmotret’ —ta ogólnorosyjska&#13;
dewiza przyświeca i temu świętu. Każdy nakłada na&#13;
siebie najlepszą, odświętną maskę, usiłując pokazać się&#13;
od najlepszej strony. Urzędowy optymizm władzy po­&#13;
zwala zapomnieć o marnych perspektywach. Bardzo&#13;
tego potrzebują zwłaszcza ci w brygadach, więc pozjeż­&#13;
dżali tu po miesiącach izolacji. Dla tych, co koczują&#13;
400-500 kilometrów dalej, nieobecność mogła trwać&#13;
nawet pięć lat. Święto daje nadzieję na poznanie&#13;
dziewczyny, na ożenek - tak przynajmniej chcieliby to&#13;
widzieć starsi, którzy przy każdej okazji robią do tego&#13;
aluzje; pasterska młodzież sceptycznie ocenia widocz­&#13;
nie swe szanse, skoro oddaje się piciu w zamkniętym,&#13;
męskim towarzystwie.&#13;
Nie wszyscy zresztą odważą się na konfrontację&#13;
oczekiwań z rzeczywistością. Nasz Kola z siódmego&#13;
stada dobrowolnie został sam w pustym obozowisku.&#13;
Wie, że świętowanie oznaczałoby bezustanne picie,&#13;
przy czym każda kolejna butelka wódki będzie sprze­&#13;
dawana coraz drożej. Narobiłby długów, których nie&#13;
ma jak spłacić z mizernej pensji; a zresztą, od począt­&#13;
ku roku jeszcze jej nie wypłacano.&#13;
Jego koledzy ekscytują się udziałem w wyścigach re­&#13;
niferowych zaprzęgów. Tu naprawdę mogą i siebie po­&#13;
kazać, i na innych popatrzeć. Wskakiwanie na grzbiet&#13;
rena wierzchowego, w mgnieniu oka, z wykorzystaniem&#13;
pasterskiego kija jako podpórki, to prawdziwie cyrkowa&#13;
sztuczka. Zawody obejmują kilka biegów na różnych&#13;
dystansach i w różnych grupach wieku, widać więc, ja­&#13;
ką rolę gra eksperiencja: starzy prowadzą sanie dokład­&#13;
nie po szlaku, młodym reny uciekają na boki tak samo&#13;
jak w tajdze. Najwięcej emocji budzi ostatni bieg, któ­&#13;
rego uczestnicy sami fundują nagrodę: zwycięzca zabie­&#13;
ra renifery pokonanych. Tylko siedmiu pasterzy decy­&#13;
duje się na takie ryzyko, ale po aplauzie publiczności&#13;
widać, że Ewenowie lubią hazard i doceniają śmiałków.&#13;
&#13;
4.&#13;
Rozszczepienie pasterskiej kultury przebiega nie&#13;
tylko po liniach codzienność - święto albo brygada osada. Pewne treści przeniosły się jeszcze dalej, wywędrowały bowiem do miasta. Do nich należy szama­&#13;
nizm, którego próżno by szukać w tajdze. Pasterze pa­&#13;
miętają, który z ich przodków był szamanem, prze­&#13;
strzegają też przed żartowaniem lub niedowiarstwem&#13;
w tej kwestii, przytaczając z respektem przykłady nad­&#13;
zwyczajnej a groźnej mocy jakiegoś dawnego szamana,&#13;
ale nie stykają się z takimi praktykami osobiście.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 4 Topolinoje osada,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 5 Łagier,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 6 Galop,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps&#13;
&#13;
8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 7 Ofiara ogniowi&#13;
na początek święta,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 8 Ubój rena,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 9 Obozowisko, reny,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps&#13;
&#13;
8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 10 Występy artystyczne,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 11 Łagier,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 12 Szaman, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
i przedstawiamy mu swe prośby; ja proszę o zdrowie&#13;
dla mojej dwuletniej córki; szaman nie mówi po rosyj­&#13;
sku, więc jego pomocnica tłumaczy mu, że proszę&#13;
o ochronę dziecka przed czarami i urocznym okiem.&#13;
Nareszcie zrobiło się ciemno, można zaczynać.&#13;
Wynosimy do kuchni stół z jedzeniem, rozsiadamy się&#13;
na podłodze i na krzesłach z rękami położonymi luźno&#13;
na kolanach, trzymając je otwartymi dłońmi do góry.&#13;
Szaman i jego pomocnica nakładają skórzane stroje,&#13;
oba są obficie haftowane kolorową nicią, płaszcz Sawieja jest poobwieszany żelaznymi przywieszkami.&#13;
Ona zapala w żelaznej miseczce ogień, a on to ziewa,&#13;
to czka, i jeszcze łapczywie wypala papierosa.&#13;
Sawiej bierze do rąk bęben, który suszył się dotąd&#13;
ponad płytkami kuchenki elektrycznej i zaczyna ryt­&#13;
miczne uderzenia w tempie ok. 120 na minutę. Nie&#13;
przerwie ani nie zmieni tempa przez następną godzinę.&#13;
Najpierw siedzi, po kwadransie pomocnica pomoże&#13;
mu się podnieść, a on zaczyna niemrawy taniec z czę­&#13;
stymi skłonami ciała do ziemi i rzadszymi półobrotami,&#13;
czemu towarzyszy cichy, przerywany śpiew, a raczej zu­&#13;
pełnie nieczytelne zawodzenie.&#13;
Zaczyna się faza wróżb: szaman rzuca pałkę od bęb­&#13;
na kolejno ku każdemu z nas, a na podstawie tego, czy&#13;
upadła ona właściwą stroną do góry, pomocnica orze­&#13;
ka, czy wróżba jest dobra czy zła. Może niewłaściwie to&#13;
odczytuję, ale chyba pałka musi upaść przed każdym&#13;
trzy razy z rzędu w pozycji „dobrze”, a to niełatwo uzy­&#13;
skać, dlatego rzutów jest co najmniej kilkadziesiąt.&#13;
Teraz czas wziąć się do leczenia głównej chorej.&#13;
Kładzie ona ręce na bębnie, a szaman i pomocnica&#13;
białą szmatką zbierają z jej ciała choroby. Już po chwi­&#13;
li mają ich materializację - pokazują brud na szmatce.&#13;
Potem choroba z ciała zostanie wydobyta za pomocą&#13;
bębna przeciąganego ponad ciałem - znów nazbiera&#13;
się w nim całkiem sporo jakiegoś śmiecia, które zosta­&#13;
nie demonstracyjnie wysypane na szmatkę.&#13;
Minęła już godzina od początku seansu. Sawiej&#13;
zdejmuje kolejno strój, nakrycie głowy i bęben, odda­&#13;
je je chorej, która na kilka minut podejmuje szamanienie. Jeszcze kilka kobiet przejmuje rekwizyty, ich&#13;
taniec jest momentami żywszy, a uderzenia w bęben&#13;
energiczniejsze aniżeli u samego Sawieja. On zaś,&#13;
zmęczony, siedzi w kącie, odpoczywając ze szmatą na&#13;
głowie, która zakrywa mu oczy. Wreszcie wychodzi&#13;
do pokoju obok, a razem z nim chora - pewnie opo­&#13;
wie mu, tak jak to potem zadeklaruje nam, że od ra­&#13;
zu poczuła się lepiej, a szaman da jej jeszcze ostatnie&#13;
wskazówki.&#13;
Znów zasiadamy do poczęstunku w kuchni; kobie­&#13;
ty, zwłaszcza Rosjanki, są podekscytowane i rozrado­&#13;
wane, Jakutki przeżywają to spokojniej. Wychodząc,&#13;
żegnają się wylewnie, mówiąc nam, że choć zdawało­&#13;
by się, iż spotkaliśmy się tu przypadkiem, to przecież&#13;
w życiu nie ma przypadków, a wszystkim pokierował&#13;
Gospod.&#13;
&#13;
5.&#13;
Ale na najwyższe piętro wtajemniczenia wprowa­&#13;
dza nas Anatolij. Otóż stanowczo zapewnia, że cały&#13;
czas widział wspaniałe ognie. Jedna czy dwie osoby&#13;
nieśmiało to potwierdzają; przypuszczam, że nazajutrz&#13;
będą o tych ogniach z przekonaniem opowiadać...&#13;
Gdybyś chciał, łaskawy Czytelniku, wiedzieć, jak&#13;
one wyglądały, nie pytaj o to sceptycznego zachodnie­&#13;
go obserwatora. Sam spójrz na zdjęcia Anatolija, któ­&#13;
re ukazują dziwne złociste czy pomarańczowe smugi.&#13;
Czasem wychodzą one szerokim płomieniem z sza­&#13;
mańskiego bębna albo też z naczynia z rozpalonym na&#13;
wstępie oczyszczającym ogniem, czasem przebiegają&#13;
przez kadr wąskimi, zapętlonymi sznurami. Niekiedy&#13;
towarzyszą im mroczne plamy, w których Anatolij do­&#13;
patruje się to głowy niedźwiedzia, to ptaka, to ludzkiej&#13;
dłoni. Wyjaśnia, że efekt pojawił się dopiero po latach&#13;
jego współpracy z Sawiejem, pewnie też w związku&#13;
z tym, że i sam szaman zdobył już wtedy większą moc&#13;
- mógł docierać do dwunastego, a nie tylko do dzie­&#13;
wiątego nieba.&#13;
Szamańskie duchy-pomocnicy? Trajektorie sił sa­&#13;
mego szamana, jego mocy duchowej? Resztki tej ener­&#13;
gii, które zostały w przestrzeni po jakichś niegdyś żyją­&#13;
cych ludziach, przywołanych w seansie? Obraz eweńskiej „gospodyni ogniska domowego”, Tow muhonni?&#13;
Anatolij przyjmuje wszystkie te wyjaśnienia jednocze­&#13;
śnie, a do tego zarzuca nas terminami i pojęciami, któ­&#13;
re same w sobie mają wszystko wyjaśnić: a to ciała&#13;
astralnego, a to efektu Kirliana, falowo-korpuskularnej natury światła, strumieni elektronów, równań Maxwella i Heisenberga, jakiejś przestrzeni Kozyriewa&#13;
i równie dla mnie tajemniczej energii czasu. „Prawda&#13;
jest wielowariantowa, a rzeczywistość objawia się&#13;
w mirażach” - powtarza za którymś z rosyjskich ni to&#13;
mistyków, ni to profesorów, których dzieła zapełniają&#13;
dziś rosyjski rynek masowych czasopism i książek, do­&#13;
cierając - jak to parę razy stwierdzałem w rozmowach&#13;
w syberyjskiej głuszy - do bardzo szerokich kręgów od­&#13;
biorców, głodnych, jak się okazuje, tych iście pankosmicznych wyjaśnień.&#13;
„Wielowariantowość prawdy” to sformułowanie,&#13;
które bardzo odpowiada tricksterskiej naturze Anatolija. Ten Ewen z krwi i kości, niemłody, a późno przeflancowany z tajgi na uniwersytet, o bogatym życiorysie, łą­&#13;
czy w sobie zarówno dalekosiężne ambicje poznawcze,&#13;
jak i fantastyczne poczucie humoru, dzięki któremu mi­&#13;
strzowsko posługuje się tzw. mową nienormatywną (a&#13;
jak wiadomo, język rosyjski daje tu utalentowanemu&#13;
rozmówcy niemałe możliwości). To poczucie humoru&#13;
każe mu też mówić o sobie samym, stosując cytat&#13;
z Puszkina: „ja, Tunguz dziki”. Ma on też niewątpliwie&#13;
ów spryt tubylca, co to chętnie wykołuje obcego (Jaku­&#13;
ta, Rosjanina, Europejczyka), by wykazać mu - przy&#13;
wszystkich swoich kompleksach i aspiracjach - wyż-&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 13 Szaman i tricster, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 14 Portret, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
szość własnej kultury. Czy nie postąpiłby on zatem tak&#13;
samo jak szaman, który pokazuje ukryty wcześniej&#13;
śmieć jako materializację wyciągniętej właśnie choroby,&#13;
a jednocześnie wierzy w prawdziwość swych działań?&#13;
Oglądam negatywy zdjęć i widzę te same co na od­&#13;
bitkach smugi. Nie jestem specjalistą od fotograficz­&#13;
nych trików, nie potrafię tych efektów przekonująco&#13;
objaśnić i zdyskwalifikować. Pytani o to praktycy nie&#13;
umieli mi dotąd pomóc - stale czekam na bardziej&#13;
kompetentne opinie. Wykluczmy, czytelniku, takie&#13;
czynniki jak zleżała błona albo defekt przesłony czy&#13;
lampy: na jednej i tej samej kliszy ognie pojawiają się&#13;
tylko na zdjęciach szamana i jego akcesoriów, z lampą&#13;
i bez, także bez związku z ewentualnym źródłem świa­&#13;
tła w kadrze. Skądinąd, dokumentacja opisanego wy­&#13;
żej seansu z naszym udziałem, robiona przez mego eks­&#13;
pedycyjnego kolegę, nie ujawnia ogni, a przecież na&#13;
fotografiach Anatolija są one widoczne nawet wtedy,&#13;
gdy to my, widzowie, zaczynamy szamański taniec.&#13;
&#13;
Może zatem same negatywy zostały już poddane&#13;
montażowi i skopiowane? Ale byłby to trochę zbytecz­&#13;
ny, nadmierny trud. Skądinąd, identyczny efekt widnie­&#13;
je na zdjęciu szamanów nepalskich, opublikowanym z wcale nie sceptycznym komentarzem - przez Piersa&#13;
Vitebsky’ego w jego popularnej książce Szaman (trzeba&#13;
też pamiętać, że Anatolij towarzyszył przez lata Piersowi w jego wyprawach do Ewenów).1 Słyszałem też o po­&#13;
dobnym przypadku od godnego zaufania kolegi robiące­&#13;
go zdjęcia tybetańskich ceremonii mistycznych cam. Na&#13;
dodatek, kiedy w Jakucji pokazywano mi pamiątkowe&#13;
zdjęcia z obchodów początków lata, organizowanych&#13;
przez newage’owe grupki nawiedzonych, a na tych zwy­&#13;
kłych polaroidowych fotkach widać było niekiedy jakieś&#13;
małe, złociste plamki, to uczestnicy interpretowali to ja­&#13;
ko zapis manifestującej się wtedy mocy.&#13;
Co ma zatem zrobić z ognistymi zdjęciami mój ra­&#13;
cjonalny umysł? Pewnie muszę sobie powiedzieć, że&#13;
płomienne emanacje to coś, co funkcjonuje dużo po­&#13;
wyżej moich potrzeb psychicznych czy duchowych, że&#13;
mogę je zostawić w tamtej wysokiej sferze nieba, gdzie&#13;
docierają tylko najwięksi szamani, a razem z nimi tak­&#13;
że najlepsi tricksterzy.&#13;
&#13;
Przypisy&#13;
1&#13;
&#13;
Fot. 15 Szaman i duchy, Fot. Anatolij Aleksiejew&#13;
&#13;
P. Vitebsky, Reindeer People. Living with animals and spirits in Si­&#13;
beria, London 2005; tenże, Szaman, Warszawa 1996&#13;
&#13;
Fot. 16 Szaman i duchy, Fot. Anatolij Aleksiejew&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
