<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="8600" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/8600?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T15:06:16+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="8579">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fe95a2c6770a4854e764d3422d12762.pdf</src>
      <authentication>636c27442a97274947ae101f55c1e712</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102717">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3371</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102718">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102719">
              <text>1983</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102720">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3159</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102721">
              <text>Twórcy ludowi w świetle swoich pamiętników / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102722">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.199-213</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102724">
              <text>Woźniakowa, Maria</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102726">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102728">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102730">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="102739">
              <text>Maria Woźniakowa

TWÓRCY LUDOWI W ŚWIETLE SWOICH PAMIĘTNIKÓW
PAMIĘTNIKI TWÓRCÓW LUDOWYCH JAKO ŹRÓDŁO
W styczniu 1974 r o k u rozpisany został konkurs na
p a m i ę t n i k i t w ó r c ó w l u d o w y c h pod h a s ł e m „Moja droga
dc twórczości". Organizatorami b y l i : Towarzystwo Pam i ę t n i k a r s t w a Polskiego i Z w i ą z e k Spółdzielni R ę k o ­
dzieła Ludowego i Artystycznego „ C e p e l i a " przy w s p ó ł ­
udziale M i n i s t e r s t w a K u l t u r y i Sztuki oraz Stowarzy­
szenia T w ó r c ó w L u d o w y c h .
K o n k u r s m i a ł p r z y n i e ś ć v. efekcie „ m a t e r i a ł y ź r ó d ­
łowe obrazujące sylwetki
osobowościowe
ludowych
a r t y s t ó w , koleje ich życia, drogi w i o d ą c e do twórczości
oraz bogactwo, potrzeby i r ó ż n o r o d n o ś ć sztuki ludo­
w e j " . N a p ł y n ę ł o 280 prac od t w ó r c ó w ludowych z cze­
go przejrzanych zostało 257 p a m i ę t n i k ó w o b e j m u j ą c y c h
niemal wszystkie dziedziny twórczości. Najliczniej
re­
prezentowana b y ł a r z e ź b a (79 p a m i ę t n i k ó w ) , plastyka
o b r z ę d o w a (30), haft (30), tkactwo (26), garncarstwo (20),
koronka (11); inne dziedziny były mniej liczne: ma­
larstwo (poza I w ó r c a m i ł ą c z ą c y m i malarstwo i rzeźbę
8 p a m i ę t n i k ó w ) , malarstwo na porcelanie (5), zabawkarstwo i snycerka (4), elementy s t r o j ó w l u d o w y c h (3),
plecionkarstwo (6), galanteria s k ó r z a n a (1). Nie brano
pod u w a g ę 12 p a m i ę t n i k ó w pisarzy i p o e t ó w , ani osób
z a j m u j ą c y c h się k o r z e n i o p l a s t y k ą , b e t o n o p l a s t y k ą i t p .
W sumie w t y m opracowaniu wykorzystano 152
p a m i ę t n i k i w mniejszym lub w i ę k s z y m stopniu odpo­
w i a d a j ą c e celom konkursu, tzn. p r z e d s t a w i a j ą c e koleje
życia, d r o g ę do twórczości, w a r u n k i pracy t w ó r c z e j itp.
P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w n a d e s ł a n e na konkurs stano­
wią bogaty, ale bardzo niejednolity m a t e r i a ł . Objętość
ich waha się od jednej do k i l k u d z i e s i ę c i u stron. M n i e j
w i ę c e j p o ł o w a zawiera k r ó t k i , lub tylko t r o c h ę posze­
rzony życiorys, a n i e k t ó r e pisane były nawet w formie
podania o przychylne p o t r a k t o w a n i e (czego? twórczości
czy p a m i ę t n i k a ? ) , co ś w i a d c z y с niezrozumieniu celów
konkursu.
Poziom l i t e r a c k i p a m i ę t n i k ó w , swoboda w y p o w i e ­
dzi, u z a l e ż n i o n e są od poziomu wiedzy, „ o b y c i a " pa­
m i ę t n i k a r z a , co nie musi wcale p o z o s t a w a ć w z w i ą z k u
z w a r t o ś c i ą p a m i ę t n i k a jako źródła. Z n a n i i cenieni
s k ą d i n ą d t w ó r c y l u d o w i często nie u m i e j ą i n t e r e s u j ą c o
p i s a ć o swojej twórczości, co trafnie ilustruje wypo­
w i e d ź Wincentego Krajewskiego, p o d s u m o w u j ą c a jego
zwierzenia: „na t y m kończę swój z b ł ę d a m i k r ó t k i ży­
ciowy m a ł y p a m i ę t n i k , p i s a ć nie umiem, ale za to r z e ź ­
b i ć " . (166, w.k.).
N i e k t ó r e p a m i ę t n i k i r o b i ą w r a ż e n i e , j a k gdyby p i ­
sane były r ó w n o c z e ś n i e przez k i l k a osób lub na zasaczie wypracowania szkolnego: „pokaż jak to napisa­
łeś, to odpiszę od ciebie". Odnosi się to głównie do pa­
m i ę t n i k ó w hafciarek i k o r o n k a r e k Zawarte w nich i n ­
formacje i s f o r m u ł o w a n i a są p r a w i e identyczne.
Trudno natomiast s t w i e r d z i ć z c a ł y m przekonaniem,
k t ó r e z ciekawszych p a m i ę t n i k ó w
zawierają
własne,
(..-yginalne p r z e m y ś l e n i a i sądy t w ó r c ó w , a k t ó r e p o w ­
t a r z a j ą z a s ł y s z a n e lub przeczytane przez autora t w i e r ­
dzenia m e c e n a s ó w , z n a w c ó w sztuki i t p . C y t u j ą c te w y ­
powiedzi w y c h o d z ę z założenia, że jeśli autor p a m i ę t ­
nik? podaje je jako w ł a s n e , jest przekonany o ich s ł u s z ­
ności.
T

1

W w i e l u p a m i ę t n i k a c h znaleźć m o ż n a szczegółowy
cp:s techniki procesu t w ó r c z e g o , t e m a t y k i prac, h i s t o r i ę
reprezentowanej przez p a m i ę t n i k a r z a dziedziny t w ó r ­
czości we wsi i okolicy.
Niektóre
zawierają
także
wspomnienia o p i s u j ą c e obyczaje, c b r z ę d y doroczne, wa­
r u n k i życia na wsi w dzieciństwie p a m i ę t n i k a r z a , w i a ­
domości dotyczące medycyny ludowej, f o l k l o r u i l i t e r a ­
tury, a t a k ż e p r z e ż y c i a wojenne T y m i ostatnimi za­
gadnieniami nie b ę d ę się tu z a j m o w a ć .
Celem tej pracy jest p r ó b a zarysowania sylwetek
t w ó r c ó w , charakterystyka ich drogi do twórczości, k o n ­
t a k t ó w z w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m i odbiorcami prac,
charakteru twórczości oraz przedstawienia opinii t w ó r ­
ców o w s p ó ł p r a c y z „ C e p e l i ą " i i n n y m i mecenasami l u ­
dowej twórczości, w a r u n k a c h pracy t w ó r c z e j i t r u d n o ś ­
ciach z nią z w i ą z a n y c h , o p i n i i o pracy k o m i s j i k o n ­
kursowych, w p ł y w i e o d b i o r c ó w na charakter twórczości,
perspektywach rozwojowych sztuki ludowej, szkoleniu
m ł o d y c h kadr.
W i ę k s z o ś ć p a m i ę t n i k ó w zawiera ciekawe i d a j ą c e
się p o r ó w n a ć m a t e r i a ł y d o t y c z ą c e losów t w ó r c ó w i ich
drogi do twórczości. Analiza tych m a t e r i a ł ó w w e d ł u g
jednolitego kwestionariusza p o z w o l i ł a na uchwycenie
pewnych p r a w i d ł o w o ś c i i specyfiki poszczególnych grup
współczesnych twórców ludowych.
l/znano za istotne i p r z y j ę t o za p o d s t a w ę p o r ó w n a n i a
następujące czynniki:
a — wiek, w j a k i m t w ó r c a z e t k n ą ł się ze swoją dzie­
dziną;
1: — motywy podjęcia t w ó r c z o ś c i ;
с — czas, miejsce, okoliczności n a u k i ;
cl — stosunek rodziny i w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a do t w ó r ­
cy i uprawianej przez niego dziedziny twórczości
(a także zmiany tego stosunku i ich przyczyny);
e — s a m o o k r e ś l e n i e t w ó r c y i jego ocena w ł a s n e j t w ó r ­
czości;
f — zbyt w y r o b ó w , odbiorcy. Zmiany w t y m zakresie
i ich przyczyny.
P o r ó w n a n i e m a t e r i a ł ó w u p o r z ą d k o w a n y c h wg. po­
w y ż s z y c h k r y t e r i ó w pozwoliło na w y r ó ż n i e n i e k i l k u od­
r ę b n y c h grup p a m i ę t n i k a r z y r e p r e z e n t u j ą c y c h
różne
d;iedziny t w ó r c z o ś c i :

2

1. Tkactwo, haft, koronka (deuej
stosuję
określenie
rękodzieło) — 49 p a m i ę t n i k ó w ;
.2. Garncarstwo (19 p a m i ę t n i k ó w ) ;
3. Plastyka
obrzędowa
(wycinanki,
pisanki, palmy,
k w i a t y , r e k w i z y t y o b r z ę d o w e — 24 p a m i ę t n i k i ) ;
4. T w ó r c z o ś ć i n d y w i d u a l n a (rzeźba, malarstwo, g r a f i ­
ka — 60 p a m i ę t n i k ó w ) .

Twórca ludowy we w ł a s n y m środowisku
i wobec nowego odbiorcy
Wyraźne prawidłowości
dostrzec m o ż n a
czas i m o t y w y rozpoczęcia pracy t w ó r c z e j .

badając

1.99

I

�Garncarze rozpoczynali p r a c ę we wczesnej m ł o ­
dości, zazwyczaj po u k o ń c z e n i u 14—15 lat, pod k i e r u n ­
kiem ojca, krewnego lub też oddawani b y l i do t e r m i n u
w n a j b l i ż s z y m s ą s i e d z t w i e . Tradycja rodzinna jest t u
n a j c z ę s t s z y m m o t y w e m rozpoczęcia pracy w zawodzie,
choć w a r u n k i materialne o d g r y w a ł y n i e b a g a t e l n ą rolę.
W i ę k s z o ś ć garncarzy pochodzi z rodzin wielodzietnych
i małorolnych.
Podobnie przedstawia się droga do twórczości w

r ę k o d z i e l e . Z 45 wypowiedzi tkaczek, hafciarek, k o r o n karek 62% odziedziczyło swojo u m i e j ę t n o ś c i po k r e w ­
nych, 47*/o jako źródło swoich umiejętności wymienia
t r a d y c j ę l o k a l n ą i aż 55% u z n a ł o k o n i e c z n o ś ć zarobko­
wania jako podstawowy bodziec do podjęcia pracy r ę k o ­
dzielniczej. Jedna z hafciarek wprost stwierdza:
,.bo mama m ó w i ł a : r ó b dziecko, to jak nie będziesz
r o b i ł a , to nie będziesz j a d ł a . " (25, L.M.).

Wiek pamiętnikarzy
Grupa
wytwórczości

Ilośó
wypo­
wiedzi

M

К

Poniżej
30 lat

30—50

50—70

Powyżej ;
70
.. .

19
49

17
3

2
46

2

3
9

10
23

4
7

24

2

22

1

7

9

3

60

58

2

24

24

14

152

80

72

7

43

56

Garncarze
Rękodzieło
Plastyka
obrzędowa
Twórczośó
indywidualna
Ogółem

j

j
8
22

J
j

Wykształcenie pamiętnikarzy
Wykształcenie
Grupa
wytwórczości

ilośó wypowie­
dzi

średnie,
zawodowe

Garncarstwo

18

3

Rękodzieło
Plastyka obrzę­
dowa
Twórczośó indy­
widualna

39

34

14

11

47

34

13

118

82

36

Ogółem

36 osób pisze o t r u d n y c h w a r u n k a c h b y t o w y c h w
j a k i c h rozpoczynali p r a c ę t w ó r c z ą W parze z koniecz­
nością zarobkowania idzie j e d n a k ż e z a m i ł o w a n i e do
prac r ę c z n y c h , co najlepiej ilustruje wspomnienie zna­
nej hafciarki M a r i i Szewczykowej:
„Wtedy byłam małą dziewczynką p r z y p a t r y w a ł a m
się pracy moich hafciarek (matki i babki). M n i e
to bardzo p a s j o n o w a ł o ten autentyzm r o ś l i n n y ,
k ł a d z i o n y na materiale. A ż e b y moje hafciarki nie
o d p y c h a ł y mnie d o p o m a g a ł a m i m n a w l e k a j ą c po­
c z ą t k o w o n i c i do igły. Tak się zaczęła moja t w ó r ­
cza praca haftu kujawskiego. N a s t ę p n a faza to
k a w a ł e k p ł ó t n a , igła, n i c i i p o c z ą t k i haftu. M a m a
zaczęła m i u d z i e l a ć
wskazówek.
Chciałam jak
n a j p r ę d z e j n a u c z y ć się h a f t o w a ć , żeby pomóc ma­
mie (...) Babcia mnie p o c h w a l i ł a (...) I tak babcia
powiedziała, że trzeba jej w y r y s o w a ć coś na p ł ó t ­
nie niech się w p r a w i a . Ja w ó w c z a s m i a ł a m 9 lat".
(151, M.S.).
200

podstawowe
lub niepełne

15
(nauka rzemio­
sła)
5
3

Nie wszystkie hafciarki m i a ł y tak dobry start do zawedu j a k w c y t o w a n y m fragmencie. Na K u r p i a c h t r u d ­
ne w a r u n k i życia z m u s z a j ą c e do szukania dodatkowych
z a r o b k ó w p o w o d o w a ł y k o n k u r e n c j ę w ś r ó d hafciarek, o
czym wspomina kilka, p a m i ę t n i k s r e k z tego terenu,
a m.in. K.C. (206):
„ p o n i e w a ż w tych latach p o w a ż n i e o d c z u w a ł o się
brak pracy zarobkowej poza r o l n i c t w e m , dlatego
też te osoby, k t ó r e p o t r a f i ł y w y k o n y w a ć hafty
r ę c z n e n i e c h ę t n i e p o k a z y w a ł y i n n y m (...). Wyszy­
w a ł a m w e d ł u g w ł a s n e g o rozeznania, w i d z ą c je
(hafty na chustkach — M.W.) u kobiet n o s z ą c y c h
na g ł o w a c h " .

R ę k o d z i e ł e m z a c z y n a ł y się p a r a ć d z i e w c z ę t a w c z e ś n i e .
Na 45 o s ó b w s p o m i n a j ą c y c h o p o c z ą t k a c h swojej t w ó r ­
czości 30 rozpoczęło p r a c ę w d z i e c i ń s t w i e (tzn. przed
14 r o k i e m życia) i 18 we wczesnej m ł o d o ś c i .

�Z u p e ł n i e inaczej przedstawia się sprawa m o t y w a c j i
i źródeł u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z y c h u r z e ź b i a r z y i malarzy,
a częściowo t a k ż e — w plastyce o b r z ę d o w e j .
Plastyka o b r z ę d o w a , z r a c j i głębokiego z w i ą z k u
z t r a d y c j ą r e g i o n a l n ą m o g ł a b y znaleźć się w grupie
r ę k o d z i e ł a ludowego, j e d n a k ż e w trakcie opracowania
źródeł okazało się, że pod p e w n y m i w z g l ę d a m i bliż­
sza jest charakterem twórczości i n d y w i d u a l n e j , niż inne
rodzaje r ę k o d z i e ł a . O ile w r ę k o d z i e l e i r z e m i o ś l e czas
rozpoczęcia twórczości p r z y p a d a ł w y ł ą c z n i e na okres
d z i e c i ń s t w a lub wczesnej młodości, o tyle w plastyce
o b r z ę d o w e j na 24 w y p o w i e d z i 5 kobiet rozpoczęło to
zajęcie w w i e k u d o j r z a ł y m (p) zamążpójściu), a w a ­
r u n k i bytowe nie o d g r y w a ł y tak w i e l k i e j r o l i j a k w
r ę k o d z i e l e (na 17 w y p o w i e d z i 8 określiło swoje w a ­
r u n k i bytowe jako trudne, 9 jako nie m a j ą c e znaczenia
dla podjęcia twórczości). W i ę k s z ą też rolę odgrywa
u pisankarek, w y c i n a n k a r e k
i t d . potrzeba
twórcza:
„(....) Codzienne o b o w i ą z k i stały się dla mnie c i ę ż a r e m .
Raz w r o k u o ż y w i a ł a m się z a s i a d a j ą c do robienia pisa­
nek (...) Po z a k o ń c z e n i u robienia pisanek czas zaczął
się dłużyć, a zajęcia domowe u w a ż a ł a m za dopust
Boży. P o s t a n o w i ł a m r o b i ć pisanki na sprzedaż. Chcia­
ł a m p o p r a w i ć s y t u a c j ę m a t e r i a l n ą i j e d n o c z e ś n i e przed­
ł u ż y ć okres ich pisania". (126, O.S.),
W t w ó r c z o ś c i i n d y w i d u a l n e j na 57 w y p o w i e d z i pot r i e b a tworzenia stanowi w 93°/o p r z y p a d k ó w podsta­
w o w y bodziec rozpoczęcia twórczości, co nie znaczy,
że sytuacja materialna (21°/o) craz tradycja rodzinna
(28"/o) nie odgrywa t u pewnej r o l i . O t r a d y c j i wiosko­
wej w s p o m i n a j ą zazwyczaj p a m i ę t n i k a r z e , k t ó r z y s w ą
t w ó r c z o ś ć rozpoczynali od zabawek, r e k w i z y t ó w o b r z ę ­
dowych, szopek (5 wypowiedzi!, natomiast wspomniana
t u tradycja rodzinna nie oznacza, jak w r ę k o d z i e l e ,
b e z p o ś r e d n i e j k o n t y n u a c j i zajęcia wykonywanego przez
r o d z i c ó w , lecz raczej dotyczy obeznania z surowcem,
t e c h n i k ą o b r ó b k i drewna i t p . (ojciec stolarz, bednarz,
zabawkarz).
Droga do t w ó r c z o ś c i r z e ź b i ą : zy i malarzy jest tak
r ó ż n o r o d n a , że trudno sprawy t t z a w r z e ć w j e d n y m
zdaniu. W ś r ó d 60 w y p o w i e d z i p a m i ę t n i k a r z y , w dzie­
c i ń s t w i e rozpoczęło p r a c ę 20 osób, a we wczesnej m ł o ­
dości 23 t w ó r c ó w . P o z o s t a ł y c a 11 zaczęło rzeźbić, ma­
l o w a ć w w i e k u d o j r z a ł y m . W i e l u pisze o dziecinnym
struganiu f i g u r e k na pastwisku, t r a k t u j ą c je jako
pierwszy kontakt z r z e ź b ą .
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y b o w i e m b o d ź c e m b y ł y
s'lne p r z e ż y c i a psychiczne, z w i ą z a n e z k o n k r e t n y m w y ­
darzeniem (śmierć bliskiej osoby, wojna, spotkanie z
f a s c y n u j ą c y m a r t y s t ą czy d z i e ł e m sztuki) b ą d ź z w a ­
r u n k a m i życia t w ó r c y , r o d z ą c y m i poczucie k r z y w d y ,
wyobcowania ze ś r o d o w i s k a ( n r z e w l e k ł a choroba, k a ­
lectwo, nędza, brak rodziny).
W
tych
przypadkach
t w ó r c z o ś ć p e ł n i rolę k o m p e n s a c y j n ą , rodzi się z silnej
potrzeby w y r a ż e n i a swoich d o z n a ń . Dla innych t w ó r ­
czość zaczyna się od ś w i a d o m e j p r ó b y w y w o ł a n e j p r o ­
gramem w telewizji, a r t y k u ł e m w gazecie, n a m o w ą
„ a n i m a t o r a " — kogoś i n t e r e s u j ą c e g o się s z t u k ą ludo­
w ą , pracownika domu k u l t u r y i t p .
Na 49 w y p o w i e d z i d o t y c z ą c y c h problemu m o t y ­
w a c j i t w ó r c z e j , w 18 w y m i e n i a się jako p r z e ł o m o w e
wydarzenie p r z e ż y c i a osobiste; w 12 przypadkach decy­
d u j ą c y okazał się kontakt z i n n y m t w ó r c ą lub dziełem.
K o n t a k t z domem k u l t u r y , muzeum, „ a n i m a t o r e m " oka­
zał się istotny w 40 przypadkach, zaś z e t k n i ę c i e się
z w y t w o r a m i l u b w i a d o m o ś c i a m i o konkursie w ś r o d ­
kach masowego przekazu w 9.
Zdaję sobie s p r a w ę , iż podane w ten sposób suche
informacje nie w y c z e r p u j ą bogaciwa m o t y w ó w i b o d ź ­
ców t w ó r c z y c h , stąd też oddaję głos p a m i ę t n i k a r z o m :

„Dziś zdaję sobie s p r a w ę , że b y ł a to j a k a ś dzie­
cinna z a z d r o ś ć do dzieci, k t ó r e nie b y ł y g ł o d n e ,
nie b y ł y bezdomne, m i a ł y się lepiej w co u b r a ć
i to m n i e odciągało od ich w e s o ł o ś c i " . (145, W.D.).
„ O d p o c z y n k i e m od koszmaru mojej c o d z i e n n o ś c i
(był m ó j w ł a s n y ś w i a t m a r z e ń i t ę s k n o t zamiesz­
czony w kolorowe m a l u n k i k w i a t ó w , z w i e r z ą t ,
ludzi i k r a j o b r a z ó w " (bieda w domu, w szkole
niesprawiedliwe oceny — M.W., (153, M.K.).
„Chodząc j u ż do szkoły z a c z ą ł e m w szkole i w
domu w y s t r u g i w a ć coś n o ż y k i e m z drzewa l i p o ­
wego, g ł ó w k i k a r z e ł k ó w i f i g u r k i k o l ę d n i k ó w do
szopki (...). W oknie domu Jakuba Juszczyka zo­
b a c z y ł e m w y r z e ź b i o n e przez niego r ó ż n e f i g u r k i
i(...) Strasznie w z r o s ł a we mnie chęć a ż e b y uczyć
się coś takiego r o b i ć i m ó w i ł e m do m a t k i zaraz,
że j a b y m poszedł do tego r z e ź b i a r z a się uczyć,
a matka m i o d p o w i e d z i a ł a , że jego t u nie ma, on
r z e ź b i daleko po świecie ś w i ę t y c h do kościołów,
p o m n i k i w Warszawie (...) Smutna była dla mnie
ta o d p o w i e d ź , ale r o b i ł e m od tego dnia moje dro­
biazgi z jeszcze w i ę k s z y m z a p a ł e m , ale n i k t się
m o j ą r o b o t ą nie i n t e r e s o w a ł i n i k t m i nie doda­
w a ł z a p a ł u i nie z a c h ę c a ł do tej roboty (...) s ą ­
siad (...) zawsze złośliwie szydził po co to r o b i ę
j a k nic z tego nie b ę d ę m i a ł " . (213, A.Z.).
„ Z a i n t e r e s o w a n i e t y m k i e r u n k i e m twórczości m i a ­
ł e m od dziecka. O g l ą d a ł e m prace nieżyjącego już
r z e ź b i a r z a Konstantego Chojnowskiego. Proste l u ­
d z i k i i inne f i g u r k i w y r z y n a ł e m z drewna scyzo­
r y k i e m . Po wojnie, kiedy p o w s t a ł o w i ę k s z e za­
interesowanie w k r a j u s z t u k ą l u d o w ą , kiedy w
gazetach, w radio i telewizji b y ł y opisy prac
niezliczonych w ó w c z a s t w ó r c ó w p o s t a n o w i ł e m po­
p r a c o w a ć w tej dziedzinie z czego jestem dziś za­
dowolony". (69, W.K.).
„Najczęściej p a t r z y ł e m na k r z y ż stojący na na­
szym polu, figura Chrysi;usa b y ł a tak p i ę k n a , że
z a c h ę c a ł a mnie do strugania Wystrugany Chrys­
tus nie p r z y p o m i n a ł r z e ź b y na k r z y ż u i dlatego
z a p r z e s t a ł e m strugania (...) (Po latach wojennej
zawieruchy autor mar.iy o powrocie do k r a j u ,
M.W.) I t u zrodziła się m y ś l postanowienia sobie,
że gdy w r ó c ę szczęśliwie do domu, to w zamian
w y r z e ź b i ę ś w i ą t k a " . (243, A.S.).
„ N i e j e d n o k r o t n i e b r a ł e m je (świątki z p r z y d r o ż ­
nych kapliczek — M.W.) do r ę k i , o g l ą d a ł e m i
w k ł a d a ł e m z powrotem. C h c i a ł e m je t a k ż e r z e ź ­
bić. To urzeczenie tych prostych ś w i ą t k ó w , d ł u ­
banych w k a w a ł k u lipowego drewna p o z o s t a ł o we
mnie do dziś". (158, B.S.).
„Podczas w o j n y p a r t y z a n porucznik m ó w i ł m i
(...) ż e b y m tej roboty mojej nie p o r z u c i ł (...), że
b ę d z i e lepiej i że doczekam takiego czasu, że b ę d ę
mógł r o b i ć f i g u r k i i za p i e n i ą d z e , a nie za dar­
mo. I znów przez tego człowieka zostałem na
nowo z a c h ę c o n y (...). Wnet m i n ę ł y te lata nie­
korzystne i dziś w trzydziestolecie Polski Ludowej
p o s t a w i ł e m nowy dom i p r a c o w n i ę ,
złożyłem
egzamin czeladniczy, z a r e j e s t r o w a ł e m się, należę
do cechu i jestem już legalnym r z e m i e ś l n i k i e m " .
(213, A.Z.).
„ S p o t k a ł e m w gazecie zdjęcie r z e ź b y ludowej (...)
i to m i u t k w i ł o w oku. P o s t a n o w i ł e m zaraz s p r ó ­
b o w a ć . P o c z ą t k i b y ł y oczywiście k r w a w e , bo nóż
często z a h a m o w a ł o palec. M i m o tego r z e ź b a bar­
dziej m i o d p o w i a d a ł a , gdyż m o g ł e m wszystko r o ­
bić w e d ł u g w ł a s n e g o gu.itu, w korzeniach to się
t y l k u nieznacznie poprawia n a t u r ę " . (114, S.C.).
„Gdy p r a c o w a ł e m w Warszawie, w i d z i a ł e m rzeźby

201
I

�i tak sobie m y ś l ę — ja bym to zrobił ale czy to
k u p i ą (...) Pewnego
razu
przyjechał
szwagier
Wierzchowski, w i ę c go pytam o tych rzeźbach,
a on m i m ó w i , że on to r o b i i sprzedaje „Cepelii",
Desie i on m i dał adres i p o w i e d z i a ł : masz t a k ą
zdolność, to potrafisz robić takie rzeźby". (92
M.A.).
„A rzeźbić (w 69 r o k u życia — M.W.) to z a c z ą ł e m
od tego czasu jak u nas w Janowie b y ł y D n i
K u l t u r y i O ś w i a t y i na p r z e m ó w i e n i u słyszałem,
że tow. E d w a r d Gierek interesuje się rzeźbą l u ­
d o w ą i że k a z a ł położyć w i ę k s z y nacisk na roz­
wój k u l t u r y i sztuki ludowej. No i ja od tego
czasu n a b r a ł e m chęci tak mnie to r u s z y ł o , że
p a ń s t w o interesuje się r z e ź b ą l u d o w ą , że z a c z ą ­
ł e m t r o c h ę rzeźbić". (157, P.J.).
Przytoczone t u u r y w k i p a m i ę t n i k ó w dotyczą p i e r w ­
szego okresu twórczości, o p s u j ą wydarzenia b ę d ą c e
jakby
kamieniem
w ę g i e l n y m drogi t w ó r c z e j , k t ó r e j
szczegółowym o m ó w i e n i e m zajmę się w dalszej części
pracy.
W w y p a d k u garncarstwa trudne jest bliżej o k r e ś l i ć
stosunek ś r o d o w i s k a wiejskiego do tego zajęcia, gdyż
garncarze prawie nie w s p o m i n a j ą o t y m w p a m i ę t n i ­
kach, n a d m i e n i a j ą c co n a j w y ż e j k r ó t k o : „ludzie kupo­
w a l i " . Jeden tylko z p a m i ę t n i k a z y (z M e d y n i G ł o g o w ­
skiej) wspomina o z a z d r o ś c i starych garncarzy w sto­
sunku do niego, gdyż z a t r u d n i ł przy w y r o b i e n a c z y ń
całą r o d z i n ę , u s p r a w n i a j ą c proces w y t w ó r c z y .
;

r

O stosunku rodziny do zajęcia garncarskiego wspon r n a 9 p a m i ę t n i k a r z y i w 8 wypadkach
synowie
w s p ó ł d z i a ł a j ą z garncarzem w jego pracy, jeden tylko
narzeka na brak zainteresowania r z e m i o s ł e m ze strony
dzieci.
R ę k o d z i e ł o i plastyka o b r z ę d o w a były powszechnie
w opinii wioskowej oceniane pozytywnie (32 z 34 w y ­
powiedzi i 18 z 20 wypowiedzi). Tkaczki, hafciarski, kor o n k a r k i , pisankarki, traktowane b y ł y przez w ł a s n e
ś r o d o w i s k o jako specjalistki w г п а п у с п i i n n y m kob etom zajęciach i często zarniwiano u nich w y r o b y .
Jedynym w y j ą t k i e m od tej r e g u ł y jest stosunek
ś r o d o w i s k a wiejskiego do zawodu tkacza, p o c h o d z ą c e g o
ze wsi zamieszkanej przed w o j n ą przez ludność u k r a i ń ­
ską. Tkacz ten kontynuuje w innej już wsi p o w i a t u
hrubieszowskiego odziedziczony po ojcu zawód, w y k o ­
n u j ą c dywany w e d ł u g starych unikalnych w z o r ó w „ p a ń ­
skich i d w o r s k i c h " i nie icst pozytywnie oceniany
p'-zez ś r o d o w i s k o wiejskie, co sam sobie z r e s z t ą p r ó b u ­
je w y j a ś n i ć :
„Ożeniłem się (...) ż o n a p o m a g a ł a m i w pracy w
gospodarstwie jak też w t k a n i u . Zaczęło nam się
p o w o d z i ć lepiej. W i d z ą c to ludzie z otoczenia za­
częli w y ś m i e w a ć się z nas, że oboje z żoną r o ­
bimy p i e n i ą d z e na owczych ogonach, gdyż nie
doceniano w a r t o ś c i sztuki ludowej (...) M a r t w i
mnie, a j e d n o c z e ś n i e d z i w i fakt, że nie z n a j d u j ę
w ś r o d o w i s k u w k t ó r y m mieszkam i z k t ó r e g o
się w y w o d z ę c h ę t n y c h d : k o n t y n u o w a n i a i upow­
szechniania sztuki ludowej. Być m o ż e p r z y c z y n ą
tego jest w y b i t n i e rolniczy charakter naszego po­
w i a t u , gdzie dba się o w y d a j n o ś ć z hektara d ó b r
konsumpcyjnych, a w y d a j n o ś ć p o ż y t k u dla ducha
o d k ł a d a się na później (...) Są u nas w Polsce
regiony gdzie s z t u k ę l u d o w ą u w a ż a się za zaję­
cie b e z p o ż y t e c z n e dla kogokolwiek i t w ó r c y są
przez otoczenie t r a k t o w a l i , jako j a c y ś maniacy,
którzy niepotrzebnie t a c ą czas na n i k o m u nie­
potrzebne d ł u b a n i n y . W y r a ź n y m tego p r z y k ł a d e m
r

202

jest nasz region hrubieszowski, gdzie t w ó r c ó w
ludowych m o ż n a policzyć d o s ł o w n i e na palcach
jednej r ę k i " . (195, Cz.R.I.
Ten gorzki ton towarzyszy c a ł e m u p a m i ę t n i k o w i , a ów
tkacz jest charakterystycznym p r z y k ł a d e m b r a k u akcep­
tacji d z i a ł a l n o ś c i t w ó r c z e j nie w y w o d z ą c e j się z m i e j ­
scowych tradycji.
K l i m a t b r a k u akceptacji ś r o d o w i s k a wiejskiego to­
warzyszy większości p o c z y n a ń t w ó r c z y c h
rzeźbiarzy.
Dopiero uzyskanie powodzenia i s p r z e d a ż prac poza
w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m zmienia częściowo to nastawie­
nie, ale o t y m b ę d z i e jeszcze mowa.
Na 36 wypowiedzi ś r o d o w i s k o wiejskie odnosiło
się n i e c h ę t n i e do t w ó r c y i jego dzieł w 20 wypadkach,
pozytywnie w 15; rodzina natomiast częściej (choć nie
zawsze) a k c e p t o w a ł a pierwsze k r o k i t w ó r c z e (na 29 w y ­
powiedzi 20 przy 8 nie a p r o b u j ą c y c h twórczości i 4
o b o j ę t n y c h ) . K l i m a t t o w a r z y s z ą c y pierwszym p r ó b o m
t w ó r c z y m najlepiej o d d a j ą sami p a m i ę t n i k a r z e :
„Sąsiedzi i koledzy w pracy m ó w i l i : „ ś w i r a stary
d o s t a ł " . Miejscowe otoczenie p a t r z y ł o na mnie
z p o g a r d ą i z i r o n i c z n ą litością. Zona p r z e s t a ł a
się w ogóle o d z y w a ć , w domu wieczna draka".
(140, C.S.).
„ W t e d y to (po ś m i e r c i Chojnowskiego) z a c z ą ł e m
p r a c o w a ć na odkryto i śmiało i w t e d y to spotka­
ł e m się z zawodem, zaczęli się ze mnie ś m i a ć ,
iż r z e ź b y moje są n i e k s z t a ł t n e , jedna noga g r u b ­
sza, druga cieńsza itp.". (125, M.G.).
„ P o c z ą t k o w o ludziom p o d o b a ł y się r z e ź b y , szcze­
gólnie młodzieży j a k m i e l i k a w a ł e k l i p y p r z y ­
chodzili do mnie. Potem stosunek z m i e n i ł się. (...)
niekiedy dlatego, że ludzie z a z d r o s z c z ą m i moich
u m i e j ę t n o ś c i i nie chcą s p r z e d a ć d r e w n a . To jest
taka ludzka z a w i ś ć i z a z d r o ś ć o m ó j talent (...).
M o i rodzice k r z y w o p a t r z ą na moje r z e ź b y , często
krzyczą, że nic nie r o b i ę , t y l k o b a w i ę się t y m i
„ d z i a d a m i " . M o i koledzy zaczynają mówić, że dziw a c z e j ę z t y m i „ ś w i ą t k a m i " . N i e k t ó r z y koledzy w
moim w i e k u ś m i e j ą się ze mnie, j a k niosę j a k i ś
klocek lipowy, w o ł a j ą wtedy: „hej ty k o ł k u l i p o ­
w y , bo zdechniesz przy swoich ś w i ą t k a c h ; choć
na w i n o " . (118, A.B.).
„Żona się kłóciła, sąsiedzi dziwnie na to p a t r z y l i
i pewnie też myśleli, że m a m tego kota w gło­
wie. Teraz (po z a m ó w i e n i a c h „Cepelii") rodzina
i ja j e s t e ś m y zadowoleni, bo już p a r ę groszy za­
robione i jestem j a k o ś inaczej t r a k t o w a n y . L u ­
dzie też mnie nie p o s ą d z a j ą , że u p a d ł e m na gło­
wę, tylko p o d z i w i a j ą moje zdolności". (135, S.J.).
„W okolicy ludzie zawiszczom m i , strasznie m i
zazdroszczono. Bo kto tu przyjdzie, to m ó w i : „nie
ma j a k jemu, to on siedzi, d ł u b i e se, moszżeć
ty n a t u r ę g ł u p i o m " (...) nawet m n i e meldowali, że
strasznie dużo zarabiam. M u s i a ł e k się o d s t a w i ć
do u r z ę d u finansowego dwa razy". (127, L . K . ) .
„ J a k b y ł e m na stoisku na Jesieni T a t r z a ń s k i e j
miejscowi g ó r a l e ś m i e l i się, m ó w i l i , że siedzą
w klatach jak w ZOO i tu przyszli i to w nie­
dzielę r o b i ą j a k b y w c h a ł u p i e nie m i e l i co jeść.
Obecnie w ś r o d o w i s k u jestem w ł a ś c i w i e docenia­
ny, może n i e k t ó r z y zazdroszczą, m ó w i ą , że jestem
d ł u b a k , ino głową myślę i m a m p i e n i ą d z e " . (198
„Lubań").
Działalność twórcza
m i ę t n i k a r z y dzieli się

w życiorysach
j a k gdyby na

większości pa­
dwa etapy. W

�p i e r w s z y m t w ó r c a pracuje zazwyczaj na potrzeby w ł a s ­
ne i swojego ś r o d o w i s k a (rękodzieło, r z e m i o s ł o , plasty­
ko o b r z ę d o w a ) lub też w y ł ą c z n i e dla siebie. W d r u g i m
etapie zostaje „ o d k r y t y " i zaczyna t w o r z y ć dla nowego
odbiorcy. U ż y w a m t u s f o r m u ł o w a ń „w w i ę k s z o ś c i " i
„ z a z w y c z a j " gydż p o d z i a ł ten nie dotyczy wszystkich
p a m i ę t n i k a r z y . Część t w ó r c ó w , szczególnie z m ł o d s z e ­
go pokolenia, została w c i ą g n i ę t a do pracy przez osoby
już w s p ó ł p r a c u j ą c e z r ó ż n y m i instytucjami i od p o c z ą t ­
k u rozpoczęła p r a c ę dla o k r e ś l o n e g o odbiorcy spoza
ś r o d o w i s k a wiejskiego.
P o n i e w a ż obecnie interesuje nas d z i a ł a l n o ś ć t w ó r ­
ców ludowych we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u , d r u g ą g r u p ą
t w ó r c ó w z a j m ę się p ó ź n i e j .
Rynek z b y t u na w y r o b y r ę k o d z i e l n i c z e o g r a n i c z a ł
się zazwyczaj w pierwszym okresie do rodziny i w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a (z 40 w y p o w i e d z i 26 osób p r a c o w a ł o
na potrzeby swoje i wsi, a 6 w y ł ą c z n i e dla siebie),
k o r o n k a r k i i n i e k t ó r e hafciarki s p r z e d a w a ł y swoje w y ­
roby na targach i j a r m a r k a c h (15) lub też p r a c o w a ł y
na z a m ó w i e n i e d w o r u . J u ż w tyn. okresie traktowane
b y ł y jako specjalistki w s w o i m zawodzie:
„W szkołach w t y m czasie na robotach też uczyli
r ó ż n y c h takich r o b ó t e k , nic też dziwnego, że na­
sze prace były zawsze oceniane na celująco (...)
To wszystko p r z y d a ł o się żeby we wczesnym dzie­
c i ń s t w i e móc p r a c o w a ć na siebie. Były nas w t e d y
cztery, a mama p i ą t a . Pracy m i a ł y ś m y bardzo
dużo, gdyż wszystkie panny dziedziczki z okolicy
o b s t a l o w y w a ł y u nas w y p r a w y , a wiadomo, że
do w y p r a w y n a l e ż a ł o bardzo dużo bielizny p o ś ­
cielowej, koszul nocnych, dziennych, o b r u s ó w , ser­
wetek, c z e p k ó w , chusteczek. Jak w k a ż d y m za­
wodzie, tak i w naszym w y ł a n i a ł y się specjali­
zacje. K a ż d a z nas miata dla siebie u l u b i o n ą tech­
n i k ę , jedna n a j ł a d n i e j r o b i ł a pościel, inne z n ó w
serwetki s z y d e ł k o w e , mama w y k o r z y s t y w a ł a to,
trafnie i s k r z ę t n i e d y r y g o w a ł a r o b o t ą " . (57, J.S.).
Garncarze w okresie przedwojennym i zaraz po wojnie
zbywali swoje w y r o b y na targach i j a r m a r k a c h , a t a k ż e
we wsi i najbliższej okolicy sam' r o z w o ż ą c towar lub
też o d s p r z e d a j ą c cały w y p a ł handlarzom.
Pisanki, k w i a t y , palmy, w y c i n a n k i , r e k w i z y t y ob­
r z ę d o w e w y k o n y w a l i zazwyczaj t w ó r c y dla siebie i dla
w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a nie z a j m u j ą c się s p r z e d a ż ą na
w i ę k s z ą skalę.
W r z e ź b i e — znaczna część t w ó r c ó w p r a c o w a ł a dla
siebie, k r y j ą c się ze swoim, j a k sami o k r e ś l a j ą : „ h o b ­
b y " (27 z 42 wypowiedzi) lub też o f i a r o w y w a ł a prace
znajomym, rodzinie (16), n i e i i e i i i a zaś grupa r z e ź b i a r z y
(4 osoby) w y w o d z ą c a s w ą t w ó r c z o ś ć od zabawkarstwa
z b y w a ł a swoje w y r o b y na targach.
Tak w p r z y b l i ż e n i u w y g l ą d a ł pierwszy okres dzia­
łalności t w ó r c z e j p a m i ę t n i k a r z y , do momentu p r z e ł o ­
mowego, j a k i m stało się (dla większości) odkrycie t w ó r ­
cy przez m e c e n a s ó w i generalna zmiana odbiorcy prac.
Stosunek t w ó r c ó w do w ł a s n e j pracy w i ą ż e się za­
zwyczaj z rodzajem i charakterem w s p ó ł p r a c y z no­
w y m i odbiorcami.
Wśród n o w y c h o d b i o r c ó w w y t w ó r c z o ś c i
ludowej
n a j p o w a ż n i e j s z y m jest bezsprzecznie „Cepelia". W s p ó ł ­
pracuje z n i ą 82% tkaczek, hafciarek i koronkarek,
83% osób z a j m u j ą c y c h się p l a s t y k ą o b r z ę d o w ą , 84%
garncarzy i 55% r z e ź b i a r z y . S t ą d też n a j w i ę c e j o p i n i i
i sądów dotyczących k o n t a k t ó w z nowym środowiskiem
odnosić się b ę d z i e do tej i n s t y t u c j i . W sumie ze spół­
dzielniami Z w i ą z k u „ C e p e l i a " w s p ó ł p r a c u j e na r ó ż n y c h
zasadach 109 a u t o r ó w p a m i ę t n i k ó w .

P o w a ż n y m i odbiorcami prac są t a k ż e muzea oraz
l u d n o ś ć miejska k u p u j ą c a w y r o b y ludowe na j a r m a r ­
kach, wystawach i kiermaszam, organizowanych z r ó ż ­
nych okazji przez instytucje kulturalne.
R z e ź b i a r z e , poza w y m i e n i o n y m i instytucjami, n a j ­
więcej w ł a s n y c h prac s p r z e d a j ą osobom p r y w a t n y m —
kolekcjonerom, „ m i ł o ś n i k o m sztuki ludowej", turystom,
gościom zagranicznym. P r ó c z r z e ź b i a r z y jedynie w r ę k o ­
dziele z d a r z a j ą się w y p a d k i .sprzedaży wyrobów
pry­
w a t n y m odbiorcom spoza własr,ego ś r o d o w i s k a , nato­
miast w plastyce o b r z ę d o w e j i i z e m i o ś l e są to w y p a d k i
sporadyczne.
Po r o z p o c z ę c i u pracy dla o d b i o r c ó w miejskich j e ­
dynie 7 tżaczek i hafciarek oraz 8 wycinankarek 1 p i sankarek w y k o n u j e jeszcze w y r o b y na z a m ó w i e n i e w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a , nieliczna grupa r z e ź b i a r z y i malarzy
zajmuje się k o n s e r w a c j ą , rzeźbi f i g u r y do kościołów,
kaplic, stacji k r z y ż o w y c h , czasem wykonuje t a k ż e po­
piersia i obrazy do szkół i ś w i e t l i c . Powodzeniem we
w ł a s n y m ś r o d o w i s k u cieszą się t a k ż e prace odrzucone
przez komisje konkursowe i. „Cepelię" — p ł a s k o r z e ź b y
wypalane na sklejce, ś w i e c z n i k i , obrazki na pniach,
ramki itp.
Generalna zmiana o d b i o r c ó w i w y k s z t a ł c e n i e no­
wego r y n k u zbytu w y w a r ł o ogromny w p ł y w na w a r u n ­
k i materialne t w ó r c ó w , charakter ich prac, stosunek r o ­
dzinnego ś r o d o w i s k a , a t a k ż e rozumienie w ł a s n e j t w ó r ­
czości. W p a m i ę t n i k a c h znajduje w y r a ź n e odbicie zde­
rzenie t r a d y c j i i potrzeb estetycznych w ł a s n e g o ś r o d o ­
wiska z wymaganiami i gustami nowych o d b i o r c ó w
prac, nawet jeżeli sądy to nie są w p e ł n i u ś w i a d o ­
mione. Zagadnienia te niejednokrotnie poruszane b y ł y
w a r t y k u ł a c h dyskusyjnych na temat tzw. „współczesnej
sztuki l u d o w e j "
p o n i e w a ż jednak nie c h c ę z a m ą c i ć
obrazu zawartego w tytule pracy. „ T w ó r c y l u d o w i w
świetle swoich p a m i ę t n i k ó w " o g r a n i c z ę się w t y m m i e j ­
scu do refleksji j a k i e n a s u w a j ą m a t e r i a ł y w n i c h za­
warte.
Większość twórców współpracujących z „Cepelią"
jest z tej pracy zadowolona. Praca dla stałego odbiorcy
stała się d o d a t k o w y m , a niekiedy g ł ó w n y m ź r ó d ł e m
dochodów, p o p r a w i ł y się w a r u n k i materialne t w ó r c ó w
i ich rodzin.
I tak w r ę k o d z i e l e na 38 osób ocenia s w o j ą w s p ó ł ­
p r a c ę pozytywnie 31, m o t y w u j ą c to m o ż l i w o ś c i a m i za­
robku, u d z i a ł u w konkursach i k o n t a k ó w z szerszym
ś w i a t e m , wyjazdu z z e s p o ł e m cepeliowskim za g r a n i c ę ,
a t a k ż e w y ż y c i a się t w ó r c z e g o :
4

„(..) o teraz p r a c u j ę prawie na stałe, nawet m i
idzie nie najgorzej, bardzo się cieszę gdy nad­
chodzi dzień odbioru, bo lubię nawet p o t r z e ć na
m ł o d e panie, k t ó r e nieraz m u s z ą n e r w ó w d o k ł a ­
d a ć aby nam
starym w y t ł u m a c z y ć , a jednak
grzecznie z n a m i p o s t ę p u j ą i tak j a k o ś we m n i e
w s t ą p i ł ten duch siły w i d z i m i się, że i ludzie ze
wsi na mnie p a t r z ą , a nawet synowie m i m ó w i ą :
„ale mama teraz nasza zarabia tak j a k m y " i tak
ciężka droga moja do tej twórczości jest dużo
opóźniona, ale i tak nie żałuję". (71, S.S.).
C i e k a w o ś ć ś w i a t a i ludzi charakterystyczna jest z w ł a s z ­
cza dla p a m i ę t n i k a r z y z opoczyńskiego (hafciarek, w y ­
cinankarek, tkaczek), k t ó r e zazwyczaj są t a k ż e c z ł o n ­
kami zespołu tanecznego „ O p o c z n i a n k a " :
„Dziś z w i e l k i m zadowoleniem mogę s t w i e r d z i ć ,
że tą m o j ą s k r o m n ą p r a c ą rozpoczęły się prace
na w i e l k ą skalę w Opocznie. W ślad za m n ą
poszło
wiele
innych
kobiet. Jestem
bardzo
203

i

�w d z i ę c z n a spółdzielni „ O p o c z n i a n k a " , gdyż dzięki
niej od kilkunastu lat w y j e ż d ż a m na r ó ż n e spot­
kania t w ó r c ó w ludowych (z z e s p o ł e m „ O p o c z n i a n ­
ka" b y ł a t a k ż e na nagraniach do f i l m u „ W e s e l e "
w K r a k o w i e ) " . (138, R.K.).
„Nie s p o d z i e w a l i ś m y się nigdy, że n a s t a n ą lata,
że b ę d ą nas tak u w a ż a ć , że my mamy sposob­
ność z w i e d z a ć t r o c h ę ś w i a t a , a jak się gdzie po­
jedzie to się człowiek rozweseli i tak m ó w i ę do
bratowej: przyjechali by my tu, kiej by nas tu
nie powieźli? (...) Tego r o k u w lato chcemy się
z a b r a ć na w y c i e c z k ę z „ O p o c z n i a n k a " w góry,
żeby my przed s t a r o s t o m zobaczyły ś w i a t a t r o ­
chę". (93, D.S.).
Ustalona forma w s p ó ł p r a c y i stałe zarobki są najczęściej
w y m i e n i a n y m t a k ż e przez garncarzy m o t y w e m pozy­
t y w n e j oceny pracy dla „Cepelii", choć p e w n ą rolę od­
g r y w a też możliwość brania udziału w wystawach.
W ś r ó d 33 r z e ź b i a r z y w s p ó ł p r a c u j ą c y c h z „Cepelią"
17 ocenia ten k o n t a k t pozytywnie, przede w s z y s t k i m
ze w z g l ę d u na możliwość zbytu prac (14) oraz uczestnistwo w konkursach, zyskanie s ł a w y i uznania:
„ T a m do tyj „Cepelii" co ż e m r o b i ł do Katowic,
tam tych był nic p o w i e d z i a ł na to, tom żech
dość dobrze z a r o b i ł . I ty z a m ó w i e n i a m i a ł bar­
dzo d u ż e . I b y ł e c h z tego zadowolony, no boch
prace m i a ł i chcioł r o b i ć i był człowiek zdrow­
szy jeszcze. Po t y m żech zaczął w „ C z a n t o r y j e "
p r a c o w a ć . Mówili m i co bydom w kasie chorych,
co b y d o m p r a c o w a ć i b y ł e m z tego bardzo zado­
wolony i do dziśka dnia jestem bardzo zadowo­
lony". (127, K . L . ) .
„Biorę dużo udziały w konkursach i kiermaszach,
k t ó r e dla mnie są dużą w a r t o ś c i ą t w ó r c z ą . Jestem
za to bardzo w d z i ę c z n y „Cepelii", że są d o b r y m i
odbiorcami mych prac i s k ł a d a m serdeczne po­
d z i ę k o w a n i e za o p i e k ę i dobry odbiór mych prac
(...)". (36. C.T.).
Rozszerzenie zbytu na w y r o b y ludowe poza w ł a s n e ś r o ­
dowisko, n a w i ą z a n i e k o n t a k t ó w z n o w y m i odbiorcami,
z k t ó r y c h n a j p o w a ż n i e j s z y m s i a ł a się „Cepelia" spowo­
d o w a ł o u większości p a m i ę t i i i k a r z y z d e c y d o w a n ą po­
p r a w ę w a r u n k ó w materialnyiin. Najczęściej p o d k r e ś l a ­
j ą ten fakt k o r o n k a r k i , tkaczki, opisując inwestycje, j a ­
kie dzięki pracy w spółdzielni p o r o b i ł y one same i i n n i
m i e s z k a ń c y wsi.
Osoby z a j m u j ą c e się p l a s t y k ą - o b r z ę d o w ą rzadko
w y p o w i a d a j ą się na ten temat; podobnie jak r z e ź b i a r z e ,
w ś r ó d k t ó r y c h o warunkach b y t o w y c h wspomina 36
osób, o c e n i a j ą c je jako lepsze niż były (64,0%) lub na­
dal trudne (35,12%).
Obraz k o n t a k t ó w t w ó r c ó w ludowych z n o w y m ś r o ­
dowiskiem b y ł b y c a ł k o w i c i e z a f a ł s z o w a n y , gdyby nie
w s p o m n i e ć o c a ł y m szeregu k ł o p o t ó w i t r u d n o ś c i jakie
sprawia t w ó r c o m k o n i e c z n o ś ć w y w i ą z y w a n i a się z za­
m ó w i e ń , podpisywanie u m ó w , oczekiwanie na o c e n ę
k o m i s j i i o d b i ó r pracy, dogodzenie l i c z n y m k l i e n t o m
w e d ł u g i n n y c h (a nie znanych p o c z ą t k o w o t w ó r c y ) gus­
t ó w i masie innych k ł o p o t ó w , na k t ó r e „ n i e p r z y s p o s o biony u m y s ł o w o " t w ó r c a nie był przygotowany:
„ C e p e l i a " z a m ó w i ł a w 196G r o k u 60 sztuk, nie
s p o d z i e w a ł e m się, że tyle naraz z a m ó w i ą i za­
m ó w i e n i e było dla mnie trudne, bo p r z y s ł a l i m i
w formie fachowej, u r z ę d o w e j , czego ja nie mog­
łem zrozumieć. Oni w Z a r z ą d z e n i e może myśleli,

że to r z e ź b i a r z jest człowiek przysposobienia i
u m y s ł o w e g o zarazem, a to okazuje się nie, to
c z ł o w i e k c a ł k i e m zwykły, to t y l k o r z e ź b i a r z nie
p r a w n i k , nie k s i ę g o w y i nie biuralista, nie w y z ­
n a w a ł e m się na symbolach, na tych numerach,
każdy symbol ma swój numer i n a s t ę p n e z a m ó ­
w i e n i a na ostatnich symbolach, a symbole moje
gdzieś się rzuciło. Szukam, szukam, suszę głowę,
na s t a r o ś ć n a u c z y ł się r z e ż b i e r s t w a i tu się oka­
zuje, że i m u s z ę się jeszcze f o r m a l n o ś c i u r z ę d o ­
w y c h uczyć, m i a ł e m n i e m a ł e k ł o p o t u n i m doszed­
ł e m do w n i o s k u , a p r z e w r a c a ł e m wszystko, gdzie
są ostatnie symbole, aby się na nich w z o r o w a ć ,
to co mam o d s t a w i ć i tu s t r a s z ą , że za n i e w y ­
konanie k a r ę g r z y w n y o d c i ą g n ą w rozliczeniu".
(3, J.F.).
Na zbyt w i e l k ą ilość z a m ó w i e ń i b i u r o k r a c j ę najczęściej
n a r z e k a j ą r z e ź b i a r z e , k t ó r z y zazwyczaj
współpracują
z „ C e p e l i ą " na zasadzie skupu. Ż ą d a n i e zbyt dużej i l o ­
ści prac od jednego t w ó r c y w y w o ł u j e u jednych chęć
pozbycia się wszystkich zajęć nie z w i ą z a n y c h z r z e ź b ą
i mechanizowanie „ p r o d u k c j i " , u innych zaś z n i e c h ę c e ­
nie do w s p ó ł p r a c y i głębsze lefleksje na temat d z i a ł a l ­
ności „Cepelii":
„Ze Zrzeszenia o t r z y m a ł e m zaproszenie do wzięcia
u d z i a ł u w O g ó l n o p o l s k i e j wystawie r z e ź b y ludo­
wej w K r a k o w i e . Bardzo się cieszę. T e r m i n co
prawda k r ó t k i , do 15 czerwca br. trzeba prace
o d d a ć w ilości 10 sztuic, a w domu nic gotowe­
go nie mam, wszystkie prace moje m i u c i e k a j ą
i stąd z n o w u ż p r o b l e m n a j w i ę k s z y j a k i mnie stale
p r z e ś l a d u j e za m a ł o czasu na p r a c ę t w ó r c z ą , a
z a r z ą d z e n i a o d n o ś n i e t w ó r c ó w l u d o w y c h są nieraz
dziwne i nierealne. Ż a ł u j ę jednego, że nie jestem
z zawodu r z e ź b i a r z e m , m ó g ł b y m o t w o r z y ć p r y ­
w a t n y z a k ł a d i p r a c o w a ć dla „ C e p e l i i " albo cho­
ciaż hektar ziemi, m ó g ł y m p r a c o w a ć dla „Cepelii".
Nie p r a c u j ą c nigdzie „ C e p e l i a " moich prac nie
może p r z y j ą ć , trzeba p r a c o w a ć w p a ń s t w o w y m
z a k ł a d z i e pracy, a p r a c u j ą c zawodowo nie m o ż n a
wiele zrobić dla „Cepelii". Poprostu nie ma w y j ś ­
cia z tej sytuacji, a pasja r z e ź b y ludowej i jej
wykonanie stale się wzmaga. Trzeba poprostu
czekać do e m e r y t u r y i kiedy człowiek b ę d z i e już
z g r z y b i a ł y , wyczerpany z sił, też nie wiele będzie
mógł już zrobić, a może tej e m e r y t u r y się nie
doczekać. Jak do tej pory sytuacja jest bez w y j ś ­
cia". (214, H.H.).
„Pragnę urządzić jakąś pracownię i trochę ją
z m e c h a n i z o w a ć , aby p o d o ł a ć swoim z a m ó w i e n i o m ,
k t ó r y c h mam pod dostatkiem". (135, S.J.).
N i e m n i e j s z ą b o l ą c z k ą jest dla r z e ź b i a r z y zbyt długi
okres oczekiwania na ocenę prac i wynagradzanie, co
z r e s z t ą dotyczy nie tylko w s p ó ł p r a c y z „Cepelią":
„Te wszystkie oczekiwania na kontakt, na odpo­
wiedź, na ocenę poprostu mnie i nas t w ó r c ó w
zżerają, gaszą, o d b i e r a j ą w i a r ę , a p r z y s ł o w i e po­
noć m ó w i : że nawet r ę k a ż e b r a k a zbyt długo
w y c i ą g n i ę t a o pomoc może w k o ń c u z a w r z e ć się
w pięść". (117, S.S.).
Wspomniane t u kłopoty są n a j p o w a ż n i e j s z y m i i n a j ­
częściej p o w t a r z a j ą c y m i , się w p a m i ę t n i k a c h problema­
m i , z w i ą z a n y m i ze w s p ó ł p r a c ą z n o w y m i odbiorcami.
Prócz
kłopotów
w y n i k a j ą c } ch
b e z p o ś r e d n i o ze
w s p ó ł p r a c y z i n s t y t u c j a m i często wymieniane są w pa-

�m i ę t n i k a c h t r u d n o ś c i transportowe i warsztatowe
brak możliwości zdobycia surowca.

oraz

Opis t r u d n o ś c i z w i ą z a n y c h z powstawaniem no­
w y c h w y t w o r ó w k o ń c z y się często k o n k r e t n y m i propo­
zycjami pod adresem m e c e n a s ó w ; d o t y c z ą c y m i u ł a t w i e ń
w zakupie s u r o w c ó w , transportu, zmniejszenia f o r m a l ­
ności i t p .
H a f c i a r k i s k a r ż ą się na brak n i c i i p ł ó t n a , w y c i n a n k a r k i — papieru, r z e ź b i a r z e chcą b y ć zaopatrywani
przez o d b i o r c ó w w m a t e r i a ł y , n a r z ę d z i a i f a b r y ; listę
potrzeb tego rodzaju m o ż n a by m n o ż y ć . Do jednostko­
w y c h natomiast n a l e ż ą (w relacjach p a m i ę t n i k a r z y ) ta­
kie w y p a d k i j a k doniesienie m i e s z k a ń c ó w w i o s k i do
u r z ę d u finansowego na r z e ź b i a r z a , że za d u ż o zarabia,
k ł o p o t y w y t w ó r c y zabawek z t y m ż e u r z ę d e m l u b po­
danie do s ą d u przez s t r a ż p o ż a r n ą za przechowywanie
drzewa na p o d w ó r k u .
Praca dla innego niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy
m u s i a ł a w y w r z e ć silne p i ę t n o na charakterze t w ó r c z o ś c i
ludowej.
O d d z i a ł y w a n i e sztuki elitarnej na s z t u k ę l u d o w ą
istniało od czasów, k i e d y w ogóle k u l t u r a l u d o w a zaist­
n i a ł a jako o d r ę b n e zjawisko. W p r z e s z ł o ś c i j e d n a k ż e
(i to dość odległej) o d d z i a ł y w a n i e to o d b y w a ł o się na
drodze naturalnego niejako przyswajania przez k u l t u r ę
w i e j s k ą pewnych w z o r ó w r ę k o d z i e ł a i sztuki dworskiej
i miejskiej i przetwarzania jej na m i a r ę w ł a s n y c h m o ż ­
liwości, potrzeb i g u s t ó w .
Jest to obszerne zagadnienie, k t ó r e m u p o ś w i ę c o n o
n i e j e d n ą j u ż p r a c ę n a u k o w ą i nie miejsce t u na tego
rodzaju r o z w a ż a n i a . C h c ę tylko z a z n a c z y ć , że i w pa­
m i ę t n i k a c h t w ó r c ó w l u d o w y c h m o ż n a znaleźć materia­
ły s t a n o w i ą c e przyczynek do tego i n t e r e s u j ą c e g o te­
matu.
Jeden z r z e ź b i a r z y w swoisty sposób t ł u m a c z y p o w ­
stanie sztuki l u d o w e j : „ F i g u r k i i obrazy fachowe b y ł y
za drogie, sami chłopi na w z ó r r o b i ą swoje p r y m i ­
tywne ze w z g l ę d u na n a r z ę d z i a i brak w p r a w y . Z bie­
giem czasu w i ę s z k o ś ć t w ó r c ó w pod w p ł y w e m czasu
d o s k o n a l i ł a swe u m i e j ę t n o ś c i dochodząc do takich w y ­
n i k ó w , że umieszcza się je w k o ś c i o ł a c h . Ostatnio n a ­
rosło p s e u d o t w ó r c ó w i z n a w c ó w sztuki ludowej". (139,
Kmieć).
Hafciarka kaszubska spisuje t a k ż e h i s t o r i ę p o w ­
stania i rozwoju haftu ż u k o w s k i e g o , k t ó r y dzięki o p u ­
b l i k o w a n e m u w z o r n i k o w i cieszy się ostatnio n i e m a ł y m
powodzeniem w całej Polsce:
„W 1210 r o k u do klasztoru ż u k o w s k i e g o p r z y b y ł y
pierwsze N o r b e r t a n k i . One to w ł a ś n i e w p r o w a ­
dziły hat kaszubski, u c z ą c tego p i ę k n e g o dzieła
w swoich ś w i e c k i c h s z k o ł a c h . (Zbiory h a f t ó w prze­
chowywane są w kościele w skarbcu podklaszt o r n y m w Ż u k o w i e ) . Pracownie haftu b y ł y p r o ­
wadzone przez w y b i t n e siły nauczycielskie, k t ó r e
b y ł y obeznane z w y s o k ą t e c h n i k ą . S k ą d t a m m o ­
ja prababka od swoich poprzedniczek
czerpała
swoją w i e d z ę i na podstawie podpatrzonych t a m
m o t y w ó w i w z o r ó w ornamentalnych w y k o n y w a ł a
s w ą p r a c ę (...) M o t y w y dc swoich w z o r ó w 1 haf­
t ó w czerpię ze Skarbca Ż u k o w s k i e g o . W kompo­
zycjach moich w y s t ę p u j ą najczęściej takie m o t y ­
w y jak palmeta, t u l i p a n , róża, rozgwiazda morska,
margareta, niezapominajka, chaber, k w i a t k o n i ­
czyny, k w i a t granatu, dzwonki, pszczółki i inne.
W i ą z a n k i 7 k o l o r ó w — 3 odcienie niebieskiego,
czerwony, żółty, zielony, czarny. W y c h o d z ą r ó w ­
nież hafty tak zwane: „Haft k o ś c i e l n y " to znaczy

imitacja złota i imitacja srebra wykonane b i a ł ą
n i t k ą . Obwiedzone są n i t k ą b r ą z o w ą . W haftach
moich nie o d s t ę p u j ę od tradycji haftu ż u k o w ­
skiego pomimo, że mieszkam w Kartuzach, w y ­
stępuje przewaga koloru niebieskiego. C ó r k i moje
natomiast l u b i ą c z e r w i e ń i stosują j ą w m i a r ę
możliwości więcej n i ż ja. To jest dopuszczalne,
ma prawo sobie z m i e n i a ć " . (46, W.E.).
J u ż w k o ń c u X I X i p o c z ą t k a c h X X w i e k u , a szczegól­
nie w okresie m i ę d z y w o j e n n y m rozpoczęto na s z e r o k ą
skalę a k t y w i z a c j ę wiejskich
ośrodków
wytwórczych.
P o w s t a w a ł y szkoły r z e m i o s ł artystycznych, gdzie uczono
haftu, syncerki, koszykarstwa, często w e d ł u g obcych
w z o r ó w . Znane dziś ludowe o ś r o d k i hafciarskie i koszy­
karskie (Bobowa, M a k ó w ) z a w d z i ę c z a j ą p r ę ż n o ś ć szkol­
n i c t w u zawodowemu, że nie w s p o m n ę o Szkole Prze­
m y s ł u Drzewnego w Zakopanem, k t ó r a w y p u ś c i ł a dzie­
s i ą t k i znanych a r t y s t ó w .
Niemałą
zasługę w powstawaniu
znanych
dziś
o ś r o d k ó w wiejskiej w y t w ó r c z o ś c i artystycznej położyły
entuzjastki, zazwyczaj w ł a ś c i c i e l k i d w o r ó w , ucząc k o ­
biety wiejskie r ę k o d z i e ł a artystycznego jak np. Hele­
na M o s z c z y ń s k a w Golinie (haft „ s n u t k o w y " czy W a n ­
da Modzelewska w G ł a d c z y n i e (haft na t i l u ) , a z w ł a s z ­
cza działacze Towarzystwa Popierania P r z e m y s ł u L u ­
dowego z prof. E l e o n o r ą P l u t y ń s k ą na czele:
„ P i e r w s z y d y w a n z r o b i ł a m z p a n i ą prof. P l u t y ń ­
ską. Było to w tak zwane „ s t a r e k w i a t k i " . Sama
jeszcze nie p o t r a f i ł a m k o m p o n o w a ć lecz przy po­
mocy prof. P l u t y ń s k i e j to m i się udało, jak r ó w ­
nież zachęciło mnie do dalszej pracy. Za k t ó r y to
d y w a n o t r z y m a ł a m od prof. P l u t y ń s k i e j p i e r w s z ą
z a p ł a t ę , k t ó r a mnie s p r a w i a ł a dużo zadowolenia
i r a d o ś c i . Więc mnie to z a i n t e r e s o w a ł o i z a c z ę ł a m
r o b i ć j u ż samodzielnie. B a r w i e n i a p r z ę d z y na d y ­
w a n n a u c z y ł a m się od w y ż . w y m . profesor. Bar­
w i l i ś m y b a r w n i k a m i n a t u r a l n y m i to jest k o r ą
kruszyny, k o r ą dębu, liśćmi brzozy, skrzypu pol­
nego i t d . z dodatkiem s k ł a d n i k ó w chemicznych,
k t ó r e to prof. P l u t y ń s k ą p r z y w o z i ł a z Warszawy
(...). P o s t a n o w i ł a m k o m p o n o w a ć dywany z mego
wiejskiego otoczenia jak r ó w n i e ż i przyrody to
jest k w i a t y , drzewa, z w i e r z ę t a , ptaki, zabudowa­
nia wiejskie, zabawy młodzieży i t p . " (208, J.O.).
„Była to osoba bardzo
p r z e m y ś l n a . W ł a ś n i e jej
p r z y s z e d ł do gołwy p o m y s ł , żeby hafty, k t ó r e zdo­
b i ł y nasze koszule p r z e n i e ś ć na serwety. P i e r w ­
szy raz u b r a ł a m się w to (co sama w y h a f t o w a ­
ł a m — M.W.) w Boże C i a ł o do kościoła (asysta) ...
nie m i a ł a m jeszcze 14 lat i n i k t nie chciał u w i e ­
rzyć, że to jest m ó j haft. Po tej pierwszej p r ó b i e
n a b r a ł a m odwagi, żeby iść do tej p a n i Modze­
lewskiej i p o p r o s i ć j ą o r o b o t ę . Pani ta (...) d a ł a
m i n i e w i e l k i komplet (...) Miał to być haft czer­
wony z czarnym (...) Ta pani zobaczyła m o j ą r o ­
b o t ę i m ó w i : „Skoro tak p i ę k n i e haftujesz to ja
ci dam haft b i a ł y " . B r a k o w a ł o jej hafciarek, k t ó r e
u m i a ł y by r o b i ć b i a ł y haft. To j u ż było t r u d ­
niejsze (...) ale się z g o d z ' ł a m i potem r o b i ł a m j u ż
ten haft i b y ł a m zadowolona, bo ten haft był
bardziej p o p ł a t n y . Od tamtej pory j u ż m i rodzice
nie potrzebowali grosza na mnie d a w a ć " . (152,
P.M).
„ N a u c z y ł a m s i ę haftu od kobiet na w s i , k t ó r e
u m i a ł y od dziedziczki, 'właścicielki Goliny Helenv
M o s z c z e ń s k i e j . Ona r o z p o w s z e c h n i ł a haft w G o l i ­
nie p ł a c ą c za hafty wykonane do kościołów i
f u n d u j ą c je k o ś c i o ł o m " . (103, GM.).
205

7

�P o t r a k t o w a ł a m szerzej nieco tę s p r a w ę , gdyż w t w ó r ­
czości p a m i ę t n i k a r z y d z i a ł a l n o ś ć tych instytucji i osób
o d e g r a ł a n i e m a ł ą rolę, jeżeli nawet nie b e z p o ś r e d n i o ,
to na skutek zakorzenionej w poprzednich pokoleniach
tradycji.
Zakres p o j ę c i a „ l u d o w y " w odczuciu t w ó r c ó w i ich
ś r o d o w i s k a w i ą ż e się ze ś w i a d o m y m o d d z i a ł y w a n i e m
o d b i o r c ó w pozawiejskich na s z t u k ę i r ę k o d z i e ł o ludo­
we. D a j ą temu w y r a z p a m i ę t n i k a r z e r o z r ó ż n i a j ą c o k r e ś ­
lenie „ l u d o w y " od o k r e ś l e n i a „ t r a d y c y j n y " , u ż y w a n e g o
w ł a ś n i e na oznaczenie w y t w o r ó w l u d o w y c h w sensie
funkcjonowania ich w kulturze w i e j s k i e j .
R o z b i e ż n o ś ć g u s t ó w ś r o d o w i s k a i o d b i o r c ó w spoza
tego k r ę g u k u l t u r y daje się z a u w a ż y ć zwłaszcza w
tkactwie i hafcie:
„ Z a j m u j ą c się p r a c ą w spółdzielni dalej w y k o nję wzory b i a ł e 1 kolorowe, k t ó r e z w i ę k s z ą c h ę ­
cią w y k o n u j ę , bo mnie to cieszy, że to jest moje
w ł a s n e i lepiej m i się p o d o b a j ą . Ja jestem na­
p r a w d ę samouk, bo w Sidzinie, ani mnie n i k t
nie odwiedza, ani ż a d e n historyk, ani etnograf —
co się m y ś l i , że p i ę k n e to się r o b i (...) Z tygod­
nia pracy t w ó r c z e j (...) Gdy p r z y j e c h a ł a m do do­
m u było już p o ł u d n i e , w i ę c nie b r a ł a m się za
haft dla spółdzielni, tylko za swoje wzory a ż e b y
o d p o c z ą ć od tak jednakowych w z o r ó w i haftowa­
ł a m b l u z k ę k o l o r o w y m i n i ć m i " . (270, B.M.).
„ K o b i e t y chciały ż e b y i m j a k n a j w i ę c e j
tkać
k w i a t y , a szczególnie róże. Wzory były r ó ż n e :
kapowe, serwetowe. Dużo z t y m było kłopotu, bo
k a ż d a kobieta chciała i n n y wzór, k a ż d e j inna
p r z ę d z a . Pani E. P l u t y ń s k a pierwsza p o k a z a ł a j a k
r o b i ć dywany ludowe. Ona pierwsza d a ł a wzór
i p o k a z a ł a jak f a r b o w a ć . Dla niej jestem bardzo
w d z i ę c z n a i bardzo serdecznie j ą wspominam, bo
to ona w ł a ś n i e mnie w p r o w a d z i ł a na d r o g ę i d l a ­
tego z o s t a ł a m t w ó r c z y n i ą l u d o w ą " . (89, K.B.).
„ K o b i e t y wiejskie jeszcze ciągle l u b i ą wzory kapo­
we — tak n a z y w a j ą , ale ja je też staram się
p r z e k o n a ć , że to niedobre, n i e ł a d n e . Myśli o tern
i moja spółdzielnia, bo w 1971 r o k u zorganizo­
w a ł a kurs tkania, żeby ta dobra t w ó r c z o ś ć l u ­
dowa się r o z w i j a ł a " . (179, G.S.).
„ T u już nie b y ł o (w pracach pod kier. P l u t y ń skiej) w z o r ó w tradycyjnych, a ludowe. I na takie
t k a n i n y m i e l i ś m y z a m ó w i e n i a od Zrzeszenia Cha­
ł u p n i k ó w w B i a ł y m s t o k u . J u ż dziś w posagu nie
poniesie dziewczyna do t e ś c i o w e j d y w a n u t r a ­
dycyjnego. Z a m ó w i l u d o w y i potrafi w y b r a ć wzór,,
n a n i e ś ć p o p r a w k i . Zaczyna i w i e j s k a młodzież
d o s t r z e g a ć a r t y z m w w y t w o r a c h ludowych". (159,
M.A.).
Ś w i a d o m e u m o w n o ś c i o k r e ś l e n i a „ l u d o w y " tkaczki, k t ó ­
re we w s p ó ł p r a c y z d o b r y m i
animatorami
znalazły
m o ż l i w o ś ć wypowiedzi t w ó r c z e j c h w a l ą sobie w s p ó ł ­
p r a c ę z „ C e p e l i ą " zwłaszcza w systemie skupu. Nowy
odbiorca p o z w o l i ł i m w y r w a ć się z z a m k n i ę t e g o k r ę g u
g u s t ó w ś r o d o w i s k a wiejskiego i d a ć w y r a z w ł a s n e j i n ­
wencji t w ó r c z e j :
„W B i a ł y m s t o k u są d w a p u n k t y „Cepelii". W j e d ­
n y m k u p u j ą w y r o b y od tkaczek wykonane z w ł a s ­
nego surowca i o nowych wzorach i kompozy­
cjach (...) Zdolne tkaczki i s t a ł e m a j ą przyznane
stypendia. Jako wynagrodzenie za czas p o ś w i ę c o ­
ny na nowe kompozycje (...) Ja osobiście też tam
od czasu do czasu s p r z e d a j ę w ł a s n e w y r o b y (...)
Jeżeli m a m swój surowiec, to od czasu do czasu

206

coś nowego w y m y ś l ę i w y l k a m . Zbyt mam za­
pewniony. Bo ja p r a w d ę powiedziawszy, to lubię
zawsze coś nowego w y m y ś l e ć . C h o ć zabiera czas
to jednak sprawia dużo zadowolenia. A jak chcę
zarobić, to t k a m do swojej „ C e p e l i i " (...) i chyba
nadal z o s t a n ę jej c z ł o n k i e m . C h c i a ł a b y m o t r z y ­
m a ć r e n t ę na stare lata". (171, S.Z.).
„Dla Zrzeszenia r o b i ł a m t k a n i n y ze swojej p r z ę ­
dzy. Sama f a r b o w a ł a m , o b i e r a ł a m kolory. Na­
reszcie p e ł n a swoboda wypowiadania się. Da­
wano g o t o w ą f a r b o w a n ą p r z ę d z ę , nie narzucano
w z o r ó w . A l e raczej b y ł y to wzory tradycyjne.
T r o c h ę nudne. Z a c z ę ł a m d a w a ć t r o c h ę rodzaj i
fantazji, z m i e n i a ć wzory, choć .za k a ż d y m razem
d r ż a ł a m czy chociaż ten numer przejdzie. J a k o ś
nie m o g ł a m zrobić dwóch jednakowych egzem­
plarzy". (159, M.A.).
„W Cepelii (...) b r a ł a m r o b o t ę c h a ł u p n i c z ą . T k a ­
ł a m b i e ż n i k i , m a k a t k i , narzuty o r ó ż n y c h w y ­
miarach i wzorach, k t ó r e szły na eksport. Tutaj
znowu z a c z ę ł a m sobie p r z y p o m i n a ć o moich w ł a s ­
nych wzorach. P r z e w a ż a ł y w nich p t a k i , postacie
ludzkie w r ó ż n y c h scenach obyczajowych i ele­
menty dekoracyjne. Ile ich w y t k a ł a m , kto by to
zliczył". (170, D.M.).
Gcrzej jest, jeżeli praca c h a ł u p n i c z a dla „Cepelii" za­
bija u m i e j ę t n o ś c i i i n w e n c j ę t w ó r c z ą , co t a k ż e odnoto­
w u j ą p a m i ę t n i k a r k i , choć często w pogoni za zarobkiem
same nie p r z y w i ą z u j ą do tego w a g i .
„Na b i e l i z n ę t k a ł a m p ł ó t n o , na ubranie też, tak
się n a z y w a ł a u b r a n i ó w k a . Obrusy, r ę c z n i k i w
cztery, sześć i nawet w d w a n a ś c i e niczonki t k a ­
ł a m , na pościel w dziureczki w cztery niczonki
i w trzy to b y ł o od ś w i ę t a , a na codzień t k a ł o
się takie p ł ó c i e n k o w k r a t k ę z gorem, b i a ł e z sza­
r y m , a nawet niebieskim rozbijane. To t a k ż e było
tkane p o ś c i e l o w e t k a ł a m p ł a c h t y tak zwane p r z e ś ­
c i e r a d ł a , w o r k i , chodniki. Jeszcze t k a ł a m
tak
zwane sukno (...) i szyły się duże b u r k i (świty),
z kapiszonami czyli k a p t u r a m i (...) Nawet jeszcze
t k a ł a m i na sukienki, c h o d z i ł a m w t y c h sukien­
kach do kościoła, a nawet na zabawy. Na codzień
to r ó ż n e k r a t k i , w paski. A o d ś w i ę t n e to b y ł y
przeplatane, przetykane bardzo ł a d n y m i n i ć m i z
j e d w a b i u . Od 1950 r o k u t k a ł a m c h o d n i k i dla spół­
dzielni, potem grube d y w a n i k i i dorywczo jeszcze
wzory (...) Niedawno z m i e n i ł a m p r a c ę : zamiast
d y w a n i k a grubego, szmaciska r o b i ę chodniki pod­
ł o g o w e z w e ł n i a n e j p r z ę d z y „ P o ł a m " . (173, W.J.).
Dużo ostrzej rysuje się sprawa kreowania „stylu ludo­
wego" w twórczości indywidualnej.
W opiniach r z e ź b i a r z y i malarzy brak swobody
t w ó r c z e j i n i e p e w n o ś ć oceny przez kolejne komisje k o n ­
kursowe stanowi p o w a ż n e z a g r o ż e n i e dla ich t w ó r c z o ś c i .
Oddam głos p a m i ę t n i k a r z o m gdyż s p r a w ę oceny prac
i „ s z u f l a d k o w a n i a " t w ó r c z o ś n u w a ż a j ą za tak i s t o t n ą
w swych p r z e ż y c i a c h , że p o ś w i ę c a j ą jej wiele miejsca
w pamiętnikach:
„Nie m o g ę się p o g o d z i ć z t y m , że do dzisiaj nie
ma ustalonej definicji t w ó r c y ludowego. N i e k t ó r z y
u w a ż a j ą za t w ó r c ó w ludowych tylko tak zwanych
u ł o m n y c h co nie m a j ą k o n t a k t ó w ze ś r o d o w i s k i e m
i ze ś w i a t e m i coś t w o r z ą i tych, co r o b i ą ekspo­
naty muzealne. Ja u w a ż a m t a k i c h za straszny
p r y m i t y w ludowy. Obecnie nie m o ż n a już tego
b r a ć pod u w a g ę , bo analfabetyzm został już daw­
no z l i k w i d o w a n y i s p o ł e c z e ń s t w o na wsi ma i n n y

�pogląd na ś w i a t i w y o b r a ż e n i e jak dawniej. W
m o i m przekonaniu sztuka ludowa jest tworzona
w miarę przeobrażeń i postępu zachodzącego w
danym k r a j u . W m i a r ę możliwości nabycia na
r y n k u potrzebnych m a t e r i a ł ó w n i e z b ę d n y c h do
tworzenia tego co może się z w a ć s z t u k ą ludo­
w ą " . (198 „ L u b a ń " ) .
„Do p r z y k r y c h spraw n a i e ż a ł a nieraz ocena pracy
przez r z e c z o z n a w c ó w . Jedni zachwycali się m y m i
pracami, t w i e r d z ą c , że jest to czysta r z e ź b a l u ­
dowa, na w y s o k i m poziomie, drudzy na te same
prace m ó w i l i , że są kiczem. A jeszcze i n n i , że to
p r y m i t y w i z m , a b y l i i tacy, k t ó r z y t w i e r d z i l i , że
to amatorszczyzna. T a k i m dowodem b y ł fakt, że
przez dwa lata stała moja r z e ź b a „ H u l i g a n " w
Pedeku i d w u k r o t n i e ją odrzucano, że nie nadaje
się na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą , za to w trzecim
uznano j ą jako n a j l e p s z ą z mych prac i przyzna­
no d r u g ą n a g r o d ę na wystawie
wojewódzkiej.
Bądź tu m ą d r y i pisz wiersze. Taka ocena nie
w p ł y w a m o b i l i z u j ą c o lecz odwrotnie z n i e c h ę c a do
pracy, zwłaszcza p o c z ą t k u j ą c y c h .
Dla
każdego
t w ó r c y jest potrzebny j a k i ś sprawdzian,, spra­
w i e d l i w a i s ł u s z n a k r y t y k a , bo m a ł o jest takich,
k t ó r z y by mogli t w o r z y ć w y ł ą c z n i e sobie i muzom.
Ostatecznie nie s a m ą m a n n ą lecącą z nieba czło­
w i e k żyje ale tragicznie jest gdy t w ó r c a jest za­
interesowany w y ł ą c z n i e materialnie, w ó w c z a s eks­
ponaty są kiczowate i p r z y n o s z ą więcej szkody
niż korzyści, takie jest moje osobiste zdanie".
(140, C.S.).
„Istniejąca obecnie konkurso-festiwalo-mania oraz
organizowanie j a k i c h ś „ D n i " z takiej czy innej
okazji stwarza coraz to n o w ą okazję wystaw
i p r z e g l ą d ó w oraz innych k o n k u r s ó w . Jest to na­
pewno bardzo cenne. Mamy obecnie w Polsce
chyba jak nigdy d o t ą d dużą ilość t w ó r c ó w ludo­
wych
„ o d k r y w a n y c h " z tej okazji.
Nawiasem
m ó w i ą c mnie też obecnie „ o d k r y t o " . Ale czy ta
ilość jest r ó w n o z n a c z n a z j a k o ś c i ą ? Popyt na tego
rodzaju imprezy stwarza też duże z a g r o ż e n i e . Za­
stanawiam się czy p r a w d z i w a sztuka ludowa nie
staje się j a k ą ś s z t u k ą k o n k u r s o w ą , gdzie t w ó r c y
stają się powoli w y c h o w a n k a m i k o m i s j i k o n k u r ­
sowych, t r a c ą c w ł a s n ą i n d y w i d u a l n o ś ć , u l e g a j ą c
r ó ż n y m sugestiom. Czy t w ó r c a ludowy, k t ó r y w y ­
chodzi z r a m d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h
kanonów
sztuki ludowej (...) nie jest j u ż t w ó r c ą ludowym?
(...) gdzie t k w i on mocno w rodzinnej sztuce l u ­
dowej? Jest wiele p y t a ń i z a g a d n i e ń , na k t ó r e
szukam odpowiedzi przy n a d ą ż a j ą c e j się okazji
na rozmaitych spotkaniach i miejscach. K o n f r o n ­
tuję i szukam w ł a s n e g o miejsca w t y m wszyst­
k i m . Tymczasem r z e ź b i ę to co l u b i ę i tak jak
l u b i ę . Najprawdopodobniej nie b ę d ę b r a ł u d z i a ł u ,
a jeżeli to bardzo rzadko w konkursach sztuki.
Osobiście w o l a ł b y m organizowanie wystaw z oce­
ną przez o d p o w i e d n i ą k o m i s j ę a r t y s t y c z n ą , z t y ­
powaniem miejsc bez n a g r ó d . Dla częstych uczest­
n i k ó w k o n k u r s ó w nagrody p i e n i ę ż n e s t w a r z a j ą pe­
wien bodziec do rzeźbi ;nia i uprawiania swojej
twórczości. Jednak s t w a r z a j ą też z a g r o ż e n i e w
postaci r z e ź b i e n i a tak jak się takiej czy innej
k o m i s j i konkursowej podoba. Nie n e g u j ę b y n a j ­
mniej ż a d n e j z k o m i s j i konkursowych, jednak są
w y p a d k i przy rozmaitych p r z e g l ą d a c h , że j e d n ą
i tą s a m ą rzecz jedna komisja pochwali, inne nie.
W y s y ł a m też swoje prace na r ó ż n e k o n k u r s y i
wystawy sztuki ludowej, ale bez w i ę k s z y c h rezul­
t a t ó w (...) S p r a w i a m t r o c h ę k ł o p o t u gdyż nie w i a ­

domo jak mnie z a s z u f l a d k o w a ć , bo to ani n a i w n y
t w ó r c a ludowy, ani artysta z l e g i t y m a c j ą z w i ą z ­
k o w ą , j a k p i s a ł a prasa na mój temat. Sam siebie
u w a ż a m za t w ó r c ę ludowego, gdyż r z e c z y w i ś c i e
n i m jestem. Rzeźby moje napewno naiwne ani
p r y m i t y w n e nie są, ale t k w i ą korzeniami w r o ­
dzimej twórczości ludowej oraz z niej się w y w o ­
dzą (...). Trudno b y ć p r o r o k i e m we w ł a s n y m k r a ­
j u . (...) C h c i a ł b y m zwrócić u w a g ę na jedno zagad­
nienie i s p r a w ę z k t ó r ą ja osobiście i w i e l u i n ­
nych t w ó r c ó w się spotyka, a z k t ó r ą ja nie m o g ę
się zgodzić i nie m o g ę jej z r o z u m i e ć . Jest n i ą
j a k i e ś pedentyczne i niebardzo z r o z u m i a ł e „szuf­
ladkowanie" sztuki (...), a może nie sztuki co jej
t w ó r c ó w . Rozumiem, że nie m o ż n a do jednego
w o r k a włożyć t w ó r c y ludowego, t w ó r c y amatora
i artysty z l e g i t y m a c j ą z w i ą z k o w ą . Zdarza się
jednak, że t a k i ludowy t w ó r c a czy amator nie
mieści się sztywno w tych ramach, wiem, że to
trudne do uchwycenia granice, ale napewno są.
M a m y p r z e c i e ż w h i s t o r i i sztuki całą g a l e r i ę sa­
m o u k ó w . Dlaczego nie -.tworzyć takiej szansy u
nas w Polsce t a k i m ludziom. M a m na myśli stwo­
rzenie możliwości od czasu do czasu b e z p o ś r e d n i e j
konfrontacji dzieł i t w ó r c ó w , k t ó r y c h prace od­
p o w i a d a ł y b y odpowiednim k r y t e r i o m ocen.
Trzeba się też zgodzić z t y m , że margines p r z y ­
s ł o w i o w e g o „jelenia na r y k o w i ;ku" m o ż e istnieć
nie tylko w sztuce l u l o w e j , dlatego weryfikacja
prac w y m a g a ł a b y prawdziwej b e z s t r o n n o ś c i i rze­
czowości (...) B r a ł e m udział w t a k i c h wystawach
za g r a n i c ą naszego k r a j u i ż a d n ą n a d z w y c z a j n ą
r e w e l a c j ą moje prace tam nie były, jednak spot­
k a ł y się t a m z uznaniem i(...) Tam nie pytano
o l e g i t y m a c j ę z w i ą z k o w ą . Chcieliby tylko w i e d z i e ć
co mam do pokazania (...) Takie w y s t a w y p r z y ­
d a ł y b y się czasem u nas w Polsce. Na pewno
sztuce przez duże „ S " by to nie zaszkodziło, pod­
czas gdy legitymowanie a r t y s t ó w , a nie ich dzieł
na zdrowie jej nie wychodzi". (158, B.S.).
(Na konkurs ogólnopolski „ K o p e r n i k w r z e ź b i e
l u d o w e j " r z e ź b i a r z p o m a l o w a ł p r a c ę i nie d o s t a ł
nagrody.
M i m o to Muzeum
zakupiło
prace):
„(...) Ponadto w w i e l u czasopismach chociaż nie
nagrodzone moje р г а с э u k a z y w a ł y się i u k a z u j ą
(...) i przybył do mnie redaktor w celu n i e w ą t p l i ­
wie poznania tego w y k o n a w c y , k t ó r e g o praca po­
d o b a ł a się wszystkim, a nie zajęła ż a d n e g o m i e j ­
sca. Prawdopodobnie znawcy sztuki ludowej z
Warszawy uznali, że mój styl jest i n n y i to w ł a ś ­
nie mnie cieszy że mam inny styl w ł a s n y i nie
b i o r ę p r z y k ł a d u ,z innych t w ó r c ó w ludowych, u
k t ó r y c h w ł a ś n i e obserwuje się w y k o n y w a n i e r z e ź b
identycznych przez kopiowanie i powielanie. I tu
te r z e ź b y o dziwo m a j ą duże powodzenie na
wszelkich konkursach. Ale p r z e c i e ż r z e ź b a to nie
w a r z ą c h e w ani cedzak, że musi b y ć niezmienna
forma lub kubatura i nie mogę jednego zrozu­
m i e ć : czym etnografowie się p o s ł u g u j ą przy oce­
nie r z e ź b , może tu dużą rolę gra nazwisko t w ó r ­
cy lub miejsce zamieszkania. K a ż d y t w ó r c a od
dawnych c z a s ó w s t a r a ł się dać swej r z e ź b i e jak
n a j w i ę c e j życia, nie w s z y s t k i m się to u d a ł o , ale
b ł ę d e m jest hamowanie innowacji w e w s p ó ł c z e s ­
nej r z e ź b i e ludowej.
Znawcy
chcieliby,
żeby
t w ó r c a b y ł m a r i o n e t k ą i r z e ź b i ł tak jak go się
nastawi". (139 „ K m i e ć " ) .
Na r z e ź b i e i r z e ź b i a r z a c h n a j w y r a ź n i e j odbija się fa­
talny w skutkach w p ł y w kreowania „ l u d o w o ś c i " stylu
гот

�prac przez r ó ż n y c h „ m e c e n a s ó w " i komisje konkurso­
we. T w ó r c y czują się z a g u b i e ń : .
Jedni, t r a k t u j ą c y swoje zajęcie jako r z e m i o s ł o , przy­
noszące zarobek, zadowolenie i sławę, c h w a ł ą sobie
.dobre rady" r z e c z o z n a w c ó w , dc tyczące techniki, stylu
itp., ci zaś, dla k t ó r y c h w ł a s n y styl jest c e n n ą zdo­
byczą t w ó r c z ą nie chcą p o d d a w a ć się biernie ż ą d a n i o m
co az liczniejszych o d b i o r c ó w , czują się pokrzywdzeni
i zawiedzeni:
v

„W czerwcu 1973 r o k u b y ł e m na plenerze t w ó r ­
ców ludowych zorganizowanym przez Z a r z ą d W o ­
j e w ó d z k i ZSMW w K r a k o w i e . Plener t r w a ł 2 t y ­
godnie w Znamierowicach koło R o ż n o w a . Na ple­
nerze dopiero pierwszy raz zobaczyłem jak się
rzeźbi, bo nigdzie dotychczas nie w i d z i a ł e m w ży­
ciu jak się rzeźbi. P r z e k o n a ł e m się kto dzisiaj
tworzy p r a w d z i w ą s z t u k ę l u a o w ą dla w y ż y c i a się
artystycznego i dla p r z y j e m n o ś c i ż y c i o w e j . Jak
r ó w n i e ż m o ż n a n i e d u ż y m n a k ł a d e m pracy i spryt­
nie r o b i ć niby s z t u k ę l u d o w ą s e r y j n ą , no i pie­
niądze.
Ja plener w y o b r a ż a m sebie inaczej bo w ł a ś n i e
ma to być m o ż l i w o ś ć w y ż y c i a się artystycznego,
tworzenia coś nowego. P r z e w a ż n i e r o b i l i to co
r o b i ą seryjnie do skupu, r o z c z a r o w a ł o mnie to,
bo pierwszy dzień nie r o b i ł e m , a p r z y g l ą d a ł e m
się z boku na r o b o t ę i n a d s t a w i a ł e m uszy j a k
wielcy a r t y ś c i l u d o w i są w mowie, j a k się p ó ź ­
niej o k a z a ł o . Ja m ó w i ę m a ł o , a dużo myślę, co
dzisiaj nie popłaca, ale ja m a m t a k i charakter.
Na plenerze r o b i ł e m to czego jeszcze w życiu
nie r o b i ł e m . M o i m zdaniem ani p o ł o w a to nie
b y l i t w ó r c y l u d o w i . W czasie pleneru i po, za­
stanawiali się czy to nie zaszkodzi n i e k t ó r y m .
T y m co r o b i ą nie seryjnie i chcą r o b i ć po swo­
j e m u j a k się to m ó w i to nic nie zaszkodzi. A
spryciarzom też nic j u ż nie zaszkodzi, bo o n i już
dawno są uszkodzeni chęcią ł a t w i z n y , podpatry­
wania innych i robien a na t y m korzyści ma­
terialnych. Nie godzę się z t y m , ażeby dzisiaj
t w ó r c a nie w i d z i a ł ś w i a t a i nie w i d z i a ł nic poza
swoje ś r o d o w i s k o i nie o r i e n t o w a ł się o t w ó r ­
czości ludowej amatorskiej no i tak zwanej no­
woczesnej". (198 „ L u b a ń " ) .
;

„ J a k r z e b i y m to se już m y ś l y m o nowej rzeźbie,
j a k ą w y m y ś l e ć . Zawsze człowiek kombinuje co
by to było t a k i czym najstarsze — zabytkowe".
(127, K . L . ) .
„Może b y ł b y m r z u c i ł to wszystko, ale m i a ł e m na­
dzieję, że może k t o ś zainteresuje się m o i m i r z e ź ­
bami, r o b i ł e m na konkurs a w sztuce ludowej
nie wiadomo co kogo interesuje. Jak m i się nie
p o w i o d ł o to r o b i ł e m dla siebie. Czasem tak było,
że z a m ó w i ł sobie k t o ś j a k ą ś rzeźbę czy obrazek,
a później nie chce, bo on w o l i , żeby było k o l o ­
rowe czy tam z i n n y c n przyczyn. Wcale się t y m
nie z r a ż a m , lubię jak m a m p ó ł k ę z a p e ł n i o n ą . Moja
r z e ź b a jest nie malowana i m o ż e nie k a ż d e m u się
p o d o b a ć , widocznie mało znają się na t y m . (118,
B.A.).
„ Z a c z y n a ł e m coś d ł u b a ć , m i a ł e m p a r ę w z o r ó w go­
towych. P o w i o z ł e m do „Cepelii". T a m s p o t k a ł o
mnie rozczarowanie, okazało się, że wzory są źle
wykonane i w ogóle nie dano ich na k o m i s j ę więc
z a b r a ł e m z powrotem i w r z u c i ł e m w piec. Bo ja
wiem dzisiaj, j a k zrobię ł a d n e wzory i komisja da
mi bardzo d o b r ą ocenę to się cieszę j a k m a ł y
synek i stale staram się zrobić coś nowego i ł a d ­
208

nego aby m o i odbiorcy b y l i jaknajbardziej za­
dowoleni. Nie sprawia i n i t y l e zadowolenia w y ż ­
sza cena za dobrze w y k o n a n ą p r a c ę ile to sama
p o c h w a ł a i szacunek j a k i m mnie d a r z ą pracow­
nicy „Cepelii". (135, S.J.).
„Nie l u b i ę z r o b i ć coś na z a m ó w i e n i e , dlatego, że
odbiorca stawia w a r u n k i niezgodne z m y m sty­
lem, a często ż ą d a n a ś l a d o w n i c t w a , co u mnie
jest niedopuszczalne. R ó w n i e ż nie l u b i ę p o w t a ­
r z a ć tych samych t e m a t ó w . Najlepiej się czuję,
gdy mogę r o z p u ś c i ć wodze w y o b r a ź n i i p r a c o w a ć
nad t y m co m i podszepnie potrzeba czy j a k kto
w o l i — natchnienie". (140, C.S.).
„ M a m nieraz zwracane r z e ź b y za złą f o r m ę plas­
tyczną, ale j a k to n a z y w a j ą jest to dla mnie j a k ­
by p r z y s ł o w i o w ą o l i w ą w i e w a n ą do ognia, bo
wtedy staram się w y c h o d z i ć j a k najlepiej w swo­
jej t w ó r c z o ś c i " . (254, T.B.).
„Rzeźbiąc nie m o ż n a m y ś l e ć o zarobku, bo w t y m
w y p a d k u sztuka nie b y ł a by s z t u k ą lecz rzemios­
łem, k t ó r e r o z w i j a ł o by się na r ó w n i z zapotrze­
b o w a n i e m i c h ł o n n o ś c i ą ogółu. M o i m zdaniem
sztuka musi w y p r z e d z a ć i k s z t a ł t o w a ć (...) Często
jestem tak zrezygnowanv że g o t ó w jestem się
p o d d a ć w p ł y w o m ludzi, ale nie mogę zabić w r a ż ­
liwości swoich uczuć". (217i, K . A . ) .
Oto j a k w y g l ą d a , w relacjach p a m i ę t n i k a r z y
kreowanie „stylu ludowego". „ W y r z e ź b i ł e m kobie­
tę s i e d z ą c ą na stołku z m a s e l n i c ą , b y ł a fajna,
w y g l ą d a ł a na p r a w d z i w ą w i e j s k ą k o b i e t ę . Gruba,
w chustce na głowie, a^e t r o c h ę z e p s u ł e m , bo
lekko p o m a l o w a ł e m f a r b ą o i e j n ą . Wtedy nie w i e ­
d z i a ł e m , że ładniej w y g l ą d a jako r z e ź b a w na­
t u r a l n y m kolorze.
Na w y s t a w ę p o w i a t o w ą w 1973 r o k u latem da­
ł e m j u ż s i e d e m n a ś c i e r z e ź b z czego k i l k a zakwa­
l i f i k o w a n o na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą w Olsztynie,
O r ł y , k t ó r e od czasu do czasu r z e ź b i ł e m nie da­
w a ł e m na w y s t a w ę , bo m ó w i l i m i , że to nie nasz
region, w r z e ź b i e n i u orłów t y l k o region Podhale".
(254, T.B.).
„Na 3 sierpnia o t r z y m a ł e m zaproszenie na ze­
branie t w ó r c ó w do O d d z i a ł u w o j e w ó d z k i e g o „ A r t -Region". Na t y m zebraniu b y ł a pani etnograf
M . H . k t ó r a u d z i e l a ł a cennych rad t w ó r c o m ludo­
w y m . Z tego spotkania w y n i o s ł e m dużo korzyści.
D o w i e d z i a ł e m się п р . : że prace nie n a l e ż y w y ­
g ł a d z a ć papierem ś c i e r n y m , że należy p o z o s t a w i ć
f a k t u r ę po n a r z ę d z i u . D o w i e d z i a ł e m się j a k na­
leży p r z y g o t o w y w a ć drzewo mokre do suszenia
i j a k trzeba r o z c i e ń c z a ć farby olejne i o t r z y m a ­
ł e m wiele cennych rad, do k t ó r y c h się przysto­
s o w a ł e m (...) k a ż d a rada lub uwaga fachowca
jest p o ż y t e c z n a dla samouka". (257, J.K.).
„ P o j e c h a ł e m do Sopotu gdzie dość w y c z e r p u j ą c o
o p o w i e d z i a ł a m i p a n i mgr H . o wymogach r z e ź b y
skupowanej przez „ A r t - R e g i o n " , j a k r ó w n i e ż z w i e ­
d z i ł e m w magazynie bardzo wiele r z e ź b i n n y c h
t w ó r c ó w ludowych, co n i e w ą t p l i w i e b y ł o d!a mnie
p o ż y t e c z n e , c h o ć b y ze względu na wyrobienie
w ł a s n e g o stylu". (139, K m i e ć ) .
„Na wystawie tak m i powiedzieli: obrazy to nie
t w ó r c z o ś ć ludowa, t w ó r c z o ś ć to garncarstwo, r z e ź ­
ba w drewnie, ozdoby kowalskie, koronka, tak
s ą d z ą n i e k t ó r z y . T w o j e malarstwo to prace a r t y ­
styczne, a powinno b y ć p r y m i t y w n e i naiwne (...)
S p o t k a ł e m znajomego r z e ź b i a r z a — nie o t r z y m a ł
on wprawdzie nagrody, bo to nie b y l p r y m i t y w
lecz ślicznie w y g ł a d z o n y Chrystus na k r z y ż u i M a -

�donna z D z i e c i ą t k i e m . Wszyscy z w i e d z a j ą c y go
c h w a l i l i , chcieli z mieji'-Ч k u p i ć , ale nie s p r z e d a ł ,
bo czul sn; pokrywdzony P o r a d z i ł e m mu by sic
p r z y g l ą d a ł pracy innycn. P o p a t r z y ł i s t w i e r d z i ł ,
że są oryginalne. Tak, r z e ź b a p r y m i t y w n a jest
też bardzo ciekawa". (14, D.S.).
„Nie c h c i a ł e m pójść, poprostu siłą z a c i ą g n ę l i mnie
do „ C e p e l i i " powiedzieli, ż e owszem to jest dobre,
ale temat nie odpowiada. Kierowano mnie do
„ A r s - C h r i s t i a n a " , a przy okazji namawiano mnie
a b y m s p r ó b o w a ł rzeźbić kapele ludowe, poczet
k r ó l ó w polskich itp. W „ A r s - C h r i s t i a n a " powie­
dzieli m i , że owszem p r z y j m ą lecz m u s z ą się po­
s t a r a ć o zezwolenie na w y r ó b tych rzeczy, oraz
m u s z ę m i e ć uprawnienia. To mnie zniechęciło
i z r o b i ł e m dwie rzeźby p e ł n e m u z y k ó w , jednego
k r ó l a i rycerza. P o p r o s i ł e m kolegę, aby o d d a ł to
w „ C e p e l i i " i z a p y t a ł czy to jest dobre. P r a c u j ą c a
t a m w ó w c z a s p a n i mgr I.G. p o w i e d z i a ł a , że to
jest dobre i musi p r z y j ś ć autor tej pracy, musi
p o w i e d z i e ć c e n ę " . (214, H.H.).
„ W y k r y t o mnie przez Dom K u l t u r y we W ł o d a ­
wie (...) D o s t a ł e m d u ż ą s u m ę p i e n i ę d z y . Jak w
bajce Robinson, w y n a l a z ł e m ogień. P o c z u ł e m się
młodszy, silniejszy, ta suma 4,8 tys. p o b u d z i ł a
mnie do dalszej pracy. Od tej pory nazywali mnie
t w ó r c ą l u d o w y m " . (16, W.A.).
„W prasie codziennej nazwano nas a u t o r ó w prac
k o n k u r s o w y c h a r t y s t a m i l u d o w y m i . Ja o s o b i ś c i e
nie poczuwam się za ż a d n e g o a r t y s t ę n a w e t nie
za ludowego. Nie ja, ale prasa z r o b i ł a ze mnie
j a k i e g o ś a r t y s t ę ludowego". (83, P.J.).
N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e z w r a c a j ą u w a g ę na nie­
j e d n o l i t o ś ć k r y t e r i ó w uznawania za t w ó r c ó w ludowych
(STL). O s t r o ż n o ś ć k r y t e r ó w u z a l e ż n i o n a
jest
przede
w s z y s t k i m od regionu k r a j u . Na terenach, gdzie t w ó r ­
czość ludowa jest ż y w a k r y t e r i a ocen są surowsze, a np.
na ziemiach p ó ł n o c n y c h i zachodnich, p r a w i e k a ż d y
kto rzeźbi czy haftuje może b y ć uznany za t w ó r c ę .
Twórca i jego praca, sylwetki t w ó r c ó w
Z a w ó d czy pasja? Na pytanie to znajdujemy od­
p o w i e d ź w większości o m a w i a n y c h p a m i ę t n i k ó w . W i ę k ­
szość p a m i ę t n i k a r z y potrafi u m i e j ę t n i e łączyć p r a c ę
z z a m i ł o w a n i e m i nawet jeżeli p o d s t a w o w y m b o d ź c e m
do p o d j ę c i a pracy b y ł y trudne w a r u n k i materialne (jak
to zazwyczaj m i a ł o miejsce w r ę k o d z i e l e ) ,z czasem za­
jęcia te p r z y n i o s ł y r a d o ś ć tworzenia i s a t y s f a k c j ę t w ó r ­
czą. W ś r ó d 44 tkaczek, hafciarek i koronkarek przeszło
p o ł o w a t r a k t u j e swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarob­
kowo, a 43% t a k ż e emocjonalnie.
P r z y w i ą z a n i e do zawodu jest w ś r ó d garncarzy często
j e d y n ą p r z y c z y n ą do pozostania przy t y m r z e m i o ś l e
mimo jego uciążliwości i możliwości zmiany pracy.
W y ł ą c z n i e emocjonalne r a k t o w a n i e w ł a s n e j t w ó r ­
czości charakterystyczne jest jedynie dla o s ó b w y k o n u ­
j ą c y c h p l a s t y k ę o b r z ę d o w ą (36% z 22 wypowiedzi) oraz
r z e ź b i a r z y i malarzy (38% z 60 wypowiedzi). W ś r ó d
tych ostatnich częściej n a t o m a s t niż m o g ł o b y się w y ­
d a w a ć , mamy do czynienia z zawodowym p o d e j ś c i e m
do pracy t w ó r c z e j (28%).
O postawie wobec w ł a s n e j twórczości „ z a w o d o w ­
c ó w " w rzeźbie nie b ę d ę t u w s p o m i n a ć , g d y ż zamiesz­
czone w poprzedniej części fragmenty p a m i ę t n i k ó w są
w y s t a r c z a j ą c ą i l u s t r a c j ą ich postawy
wobec
własnej
twórczości. C h c i a ł a b y m natomiast poświęcić w i ę c e j m i e j ­
sca na przedstawienie emocji z w i ą z a n y c h z procesem
tworzenia. Nie b ę d ę k o m e n t o w a ć
tych
wypowiedzi,
+

gdyż one same m ó w i ą
własnej twórczości:

o

stosunku

pamiętnikarzy

do

„ C i ą g n i e mnie do r z e ź b i e n i a j a k żabę do b ł o t a ,
m u s z ę r o b i ć , kusi coś natura, z a m i ł o w a n i e " . (20,
CH.W.).
„ R z e ź b a to m ó j nałóg, do k t ó r e g o ciągnie mnie
j a k r y b ę do wody. Potrzebna m i jest jak po­
wietrze, słońce czy woda, jak g ł o d n e m u uprag­
niony chleb, k t ó r e g o na codzień trzeba z j a d a ć .
Bez mojej r z e ź b y nie m ó g ł b y m żyć, a życie bez
niej b y ł o b y dla m n i e niczym. Czym więcej r o b i ę
t y m w i ę c e j czuje się głód. K o c h a m j ą dlatego,
że w t r u d n y c h w a r u n k a c h j ą z d o b y ł e m dlatego,
że n i k t m i jej nie n a r z u c i ł , a to co u m i e m zdo­
b y ł e m w ł a s n ą p r a c ą " . (145, P.W.).
„Rzeźbię z p a s j ą w i e l k ą , nie czuję głodu, z m ę c z e ­
nia i t u w ł a ś n i e n a j w i ę c e j wypoczywam. Czasem
zastanawiam się dlaczego p o w i e d z i a ł k t o ś , że czło­
wiek to istota d o s k o n a ł a . Nie z g o d z i ł b y m się z
t y m . Dlaczego c z ł o w i e k musi s p a ć i t r a c i ć na to
tak cenny czas. Dlaczego 1/3 swego życia czło­
w i e k musi się w y ł ą c z y ć na ten czas ze s p o ł e c z e ń ­
stwa, musi b y ć nieczynny, a życie jest takie k r ó t ­
kie. Aż strach o t y m p o m y ś l e ć , że człowiek c h c i a ł ­
by w życiu tyle zrobić, tyle s t w o r z y ć , a życie
ucieka za k r ó t k i czas, poprostu za p a r ę m i n u t
się u r y w a i koniec. Ginie o t y m p a m i ę ć , nie do­
konane zamierzenia, ginie c z ł o w i e k istota dosko­
n a ł a " . (214, H.H.).
„ B y ł e m szczęśliwy, że r z e ź b i ę coś ł a d n e g o , t u od­
d a ł e m serce i duszę do pracy t w ó r c z e j . P a m i ę t a m ,
ojciec mnie p r z e k l i n a ł : „idź s p a ć , po c h o l e r ę ci
te dziady", ja śpię, a lampa się świeci ale ja nie
b y ł e m na tyle gapski, o b m y ł e m twarz z i m n ą w o ­
dą i p o l a ł e m głowę, p o m a g a ł o , dobre lekarstwo,
tak się s p a ć nie chciało". (13, D.F.).
„Rzeźba „ P ł a c z ą c a kobieta" była tak sugestywna,
że k a ż d y kto p a t r z y ł na n i ą p o w a ż n i a ł i często
z a m y ś l o n y długo w p a t r y w a ł się w n i ą . W ł a ś n i e
oprócz w e w n ę t r z n e j potrzeby u t r w a l e n i a swych
d o z n a ń w r z e ź b i e t a k ż e i zainteresowanie oraz
reakcje o g l ą d a j ą c y c h moje prace w p ł y n ę ł y na to,
że r z e ź b a s t a ł a się dla mnie t y m czym jest dzisiaj
tzn. t r e ś c i ą życia i chęcią do niego. M a t k a dziś
nie m o ż e m i d a r o w a ć , że p o z b y ł e m się tej p i e r w ­
szej r z e ź b y (...) M o i m i r z e ź b a m i z a i n t e r e s o w a ł a
się s ą s i a d k a , jednak na razie nie chcę się z n i m i
r o z s t a ć (...) nie m o g ę p r z y w y k n ą ć do myśli, że
coś w co w ł o ż y ł e m tyle serca m o ż n a tak po prostu
s p r z e d a ć j a k zboże czy z i e m n i a k i " . (153, M . K . ) .
„Nie znaczy to, że swych prac nie s p r z e d a j ę , cóż
b y m m i a ł z n i m i r o b i ć , nie s t a r c z y ł o b y pomiesz­
czenia, b y je m a g a z y n o w a ć , z r e s z t ą to by było
egoistyczne p o d e j ś c i e , bo jeżeli one (sztuka) coś
przedstawia, ma j a k i e ś w a r t o ś c i w i n n a służyć i
o d d z i a ł y w a ć na szersze k r ę g i s p o ł e c z e ń s t w a . Za­
tem l u b i ę , gdy moja praca stoi m i e s i ą c , czy dwa,
w z r o k mój nacieszy się nią, w ó w c z a s trafia się
amator (a tych nigdy nie brak) niech idzie l u ­
dziom służyć. S ą okresy, że w domu nic nie ma,
wszystkie
ludzie
r o z k u p i ą . W ó w c z a s czuję się
strasznie ubogi. Wydaje m i się, że zaczynam swój
dorobek od nowa". (140, C.S.).
„(...) Gdy siedzę na p n i a k u , a w r ę k a c h k a w a ł e k
drewna samym zapachem l i p y mnie zachęca, a po
w y k o n a n i u w s t ę p n y c h cięć w drewnie n a s t ę p u j e
częściowo
w y k o ń c z e n i e , to chcąc m i się bez
przerwy siedzieć i d ł u b a ć , zapomina się o p o ż y ­
w i e n i u o t r u d n o ś c i a c h , serce i ducha t w ó r c z e g o

209

�b a w i i rozwesela, g d y b y m nie m u s i a ł nie p o s z e d ł ­
b y m nawet spać. K a ż d a godzina ucieka mi m a ł ą
m i n u t ą , p o r ó w n a ł b y m wnet ten moment do m ł o ­
dej pary zakochanych i z d a j ą c y c h się nigdy ze
sobą nie r o z s t a w a ć , tak c h c i a ł b y m i ja siebie po­
r ó w n a ć " . (75, H.J.).
„Rzeźbę p o r ó w n u j ę do b r y ł y ,
według
mo.ego
mniemania r z e ź b a p o w i n n a b y ć b r y ł ą tak dosko­
n a ł ą , że po zrzuceniu jej z okna 2 p i ę t r a nie ma
prawa nic się o d ł a m a ć . Nie p o w i n n o nic wysta­
w a ć co by nie p r z y p o m i n a ł o b r y ł y . R z e ź b i ł b ę d ę
tak długo d o k ą d m i sił starczy, a gdy tej tężyzny
fizycznej zabraknie i nie b ę d ę zdolny t w o r z y ć , po­
święcę się sztuce malowania na szkle. T u w ł a ś n i e
jest pole do popisu, t u m o ż n a w y r a z i ć wszystko
w szczegółach, t u m o ż n a wszystko w y s t a w i ć i
p r z e d s t a w i a ć . T u m o ż n a zrobić to czego się nie
da w r z e ź b i e . Na szkle malowanie to temat nie
do wyczerpania". (214, Н.Ы.).
„ Z r o z u m i a ł e m , że tak j a k pisarz w y p o w i a d a się
na kartach książki, tkaczka może w y p o w i e d z i e ć
się na tkaninie (...) M o ż n a było t k a ć p a s i e k ę ojca,
ulicę mojej wsi, drzewo co od lat samotnie stało
pośród pola, s ą s i a d k ę , co ugięta pod c i ę ż a r e m w i a ­
der p r z e m i e r z a ł a drogę z domu do odległej studni
i las i r z e k ę i co m i tylko p r z y s z ł o do głowy (...)
Sama f a r b o w a ł a m , d o b i e r a ł a m kolory. Nareszcie
p e ł n a swoboda w y p o w i a d a n i a się". (159, M.A.).
Stosunek p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j pracy w a r u n k u j e
niejednokrotnie rodzaj satysfakcji jakie daje t w ó r c o m
jej wykonanie. N a j w i ę k s z y m
pragnieniem, zwłaszcza
r z e ź b i a r z y , było zyskanie s ł a w y i uznania dla swojej
twórczości, stąd też najczęściej w swoich wyznaniach
piszą o r a d o ś c i ze s p e ł n i e n i a tego pragnienia.
„ J e s t e m z tego bardzo dumny, j a k z tego, że
prosty nie uczony człowiek ma uznanie dla swego
talentu (...) dziś napawa mnie d u m ą , ż e moje
r z e ź b y jako syna przedwojennego
pastucha są
zakupywane przez muzea". (102, K.J.).
„ J e s t e m bardzo z a m i ł o w a n y do. t w ó r c z o ś c i ludo­
wej i p r a g n ę się r o z w i j a ć na wysoki poziom tak
rzeźbę j a k i zabawki ludowe. Wszelkimi siłami
b ę d ę się s t a r a ł , żeby moi odbiorcy to znaczy „ C e ­
pelia" b y l i z moich prac zadowoleni, bo w ł a ś n i e
i ja też widzę, że „ C e p e l i a " też dba o k a ż d e g o
t w ó r c ę ludowego. O t r z y m a ł e m wiele n a g r ó d w
konkursach od „Cepelii", b i o r ę zapomogi, bo
jestem teraz na rencie. Nawet się nie spodzie­
w a ł e m , że kiedyś w życiu mnie spotka t a k i za­
szczyt i z o s t a n ę t w ó r c ą l u d o w y m i będę nosił
o d z n a k ę t w ó r c y ludowego". (101, G.S.).
Niemniejsze zadowolenie sprawia t w ó r c o m ś w i a d o m o ś ć ,
że ich dzieła są potrzebne „ s p o ł e c z e ń s t w u i kulturze
polskiej", że p r z e t r w a j ą dla p o t o m n o ś c i . D u ż e znacze­
nie ma t a k ż e n a w i ą z a n i e dze.ki t w ó r c z o ś c i k o n t a k t ó w
z l u d ź m i w y k s z t a ł c o n y m i , poznanie szerszego ś w i a t a .
„Cieszy mnie to, że praca moja może p r z e t r w a ć
w i e k i , a oglądać ją m o g ą nawet moi p r a w n u k o wie. Bardzo mnie to cieszy, że podoba się k o m u ś
to co m ó j umysł i ręce p o t r a f i ą s t w o r z y ć . Nie
ma chyba nic milszego j a k zadowolenie z pracy,
k t ó r ą się w y k o n a ł o . Daje to o wiele więcej j a k
p i e n i ą d z e " . (214, H.H.).
„ M a m to zadowolenie, że te naczynie, k t ó r e sam
r ę c z n i e r o b i ę i ono wyjdzie m i ł a d n i e i k t o ś to
210

k u p i i ozdabia sobie mieszkanie, czy daje k o m u ś
prezent i to mnie cieszy, że ja swoją p r a c ą u p i ę k ­
szam k o m u ś życie". (262, O.J.).
„Lubię wyjeżdżać do miasta i na inne spotkania
i to mnie bardzo zachęciło do pracy tak j a k spot­
kanie z l u d ź m i w mieście w y k s z t a ł c o n y m i na
w y s o k i m poziomie, człowiek ma t a k i d o s t ę p , mile
się porozmawia, a p r z e w a ż n i e z b i u r e m k i e r o w ­
n i c t w a S T L , k t ó r z y o t a c z a j ą nas t r o s k l i w ą o p i e k ą
i to mnie strasznie p r z y w i ą z a ł o do w.spóżycia z
twórczością (98, A.M.).
Jestem zadowolona i szczęśliwa i potrzebna, ce­
nią m o j ą p r a c ę 1 mnie, że u t a r g u j ę , a ważniejsze,
'.e ś w i a t a i ludzi zobaczę, a ludzie mnie". (212,
!\J).
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y , szczególnie tych, k t ó r z y t r a k ­
t u j ą swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarobkowo, n a j ­
p o w a ż n i e j s z y m powodem do zadowolenia było uzyska­
ni? niezależności finansowej, „ d o r o b i e n i e się", a t y m
samym zyskanie szacunku w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a .
Pragnienie u t r w a l e n i a w ł a s n e j s ł a w y odzwierciedla
się w d a l e k o s i ę ż n y c h planach i marzeniach n i e k t ó r y c h
twórców:
„ P r a g n ą ł b y m tyle chociaż żyć ż e b y m jeszcze dzieci
w y k s z t a ł c i ł , a zarazem może z o s t a w i ł b y m po so­
bie j a k i e ś ślady, że ja k o c h a ł s z t u k ę , co pod­
k r e ś l i ł y b y moje k l o c k i lipowe lub k a w a ł k i szyb
albo p ł ó t n a czy papieru. Jeżeli mam być szczery
to c h c i a ł b y m m i e ć w i ę k s z ą izbę, w k t ó r e j to
m ó g ł b y m u m i e ś c i ć swoje i mojej rodziny rzeźby
i obrazy. Byłoby to takie m a ł e muzeum rodziny".
(237, K.W.).
„Jeżeli chodzi o mnie, to n a j w i ę k s z y m , a zara­
zem najskrytszym m o i m marzeniem jest to aby
k i e d y ś w przyszłości utkany przeze mnie, a opar­
ty na starych unikato ,vych wzorach tzw. „ p a ń ­
skich czy d w o r s k i c h " K i l i m mógł być zawieszony
w symbolu polskiej p a ń s t w o w o ś c i w odbudowa­
n y m obecnie Z a m k u K r ó l e w s k i m , gdzie w ł a ś n i e
chyba tego rodzaju w y r o b y z n a j d o w a ł y się przed
tragicznym dla nas dniem jego zburzenia. Za­
mierzam r ó w n i e ż w p a j a ć swoim dzieciom zami­
ł o w a n i e do uprawianego przeze mnie tkactwa,
aby tradycja ludowa pozostała w rodzinie i była
nadal kontynuowana". (195, G.R.).
P o d s u m o w u j ą c to wszystko, co zostało powiedziane na
temat stosunku p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j twórczo-ci
m e ż n a s p r ó b o w a ć o k r e ś l i ć i : h s y l w e t k i . Za k r y t e r i u m
w y r ó ż n i a j ą c e p r z y j m u j ę tu, j a k j u ż w s p o m n i a ł a m , sto­
sunek do w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i zdeklarowany przez sa­
mego p a m i ę t n i k a r z a , lub też w y n i k a j ą c y z całości pa­
m i ę t n i k a . Z a z n a c z y ć jednak m u s z ę , że klasyfikacja ta
może nie w p e ł n i o d p o w i a d a ć
rzeczywistości,
gdy?
opiera się ona na tak s u b i e k t y w n y m materiale ź i ó d i o w y m j a k i m są p a m i ę t n i k i .
R o z p a t r u j ą c sylwetki t w ó r c ó w , n i e z a l e ż n i e od re­
prezentowanej dziedziny w y t w ó r c z o ś c i m o ż n a podzier.ć
p a m i ę t n i k a r z y na k i l k a grup.
1. T w ó r c y w p e ł n y m znaczeniu tego słowa, działający
pod w p ł y w e m potrzeby tworzenia, nie p o d d a j ą c y się
wpływom
nacisków
z e w n ę t r z n y c h , nie zrażający się
t r u d n o ś c i a m i w odbiorze ich dziel, s t a w i a j ą c y w ł a s n ą
s a t y s f a k c j ę t w ó r c z ą przed o s i ą g a n i e m materialnych k o ­
rzyści i s ł a w y . Nie znaczy to, że nie cenią sobie po­
p u l a r n o ś c i i zarobku, jeżeli jednak te ostatnie k o l i d u j ą
z m o ż l i w o ś c i ą swobodnej w y p o w i e d z i t w ó r c z e j s k ł o n n i
są z r e z y g n o w a ć z tych k o r z y ś c i .

�T a k ą p o s t a w ę r e p r e z e n t u j ą przede w s z y s t k i m r z e ź b i a r z e
i malarze (28 w ś r ó d 60) oraz n i e k t ó r e tkaczki d y w a n ó w
p o d w ó j n y c h i hafciarek (tworząc i n d y w i d u a l n ą tech­
n i k ą „ m a l a r s k i e " kompozycje). W ś r ó d tej grupy pa­
m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o t w ó r c ó w rozpo­
c z y n a j ą c y c h s w ą d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą bez b o d ź c ó w zew­
n ę t r z n y c h , j a k też t w ó r c ó w kreowanych, k t ó r z y zostali
z a c h ę c e n i do t w ó r c z o ś c i przez r ó ż n y c h a n i m a t o r ó w (o
czym b y ł a j u ż m o w a wcześniej).
2. T w ó r c y k r e o w a n i (lub odkryci) przez instytucje czy
osoby spoza w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a i g ł ó w n i e na ich po­
trzeby u p r a w i a j ą c e d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą . W ś r ó d tych
p a m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o r z e ź b i a r z y (3J)
j a k i h a f c i a r k i i tkaczki, zwłaszcza z młodszego poko­
lenia. Grupa ta w ł a s n e zajęcie traktuje zawodowo, p r a ­
cując na z a m ó w i e n i e o k r e ś l o n e g o odbiorcy i zgodnie
z jego w y m a g a n i a m i . Wprawdzie k r y t y k u j ą oni niekie­
dy wymagania powielania w z o r ó w i w y k o n y w a n i a zbyt
d u ż e j ilości prac w k r ó t k i m czasie, j e d n a k ż e p o d d a j ą
się ż y c z e n i o m o d b i o r c ó w z a r ó w n o co do charakteru w y ­
t w o r ó w j a k i ilości prac.
3. Rzemieślnicy i r ę k o d z i e l n i c y wiejscy, z w i ą z a n i korze­
n i a m i swojej działalności z t r a d y c j a m i w ł a s n e g o ś r o ­
dowiska, a k o n t y n u u j ą c y p r a c ę , z b r a k u możliwości
zbytu na wsi, na potrzeby innego k r ę g u o d b i o r c ó w .
Charakter tej w y t w ó r c z o ś c i w n a j w i ę k s z y m stopniu na­
w i ą z u j e do modelu, k t ó r y m o g l i b y ś m y n a z w a ć t r a d y ­
cyjnym.
Do tej grupy m o ż n a zaliczyć przede wszystkim
garncarzy, tkaczki oraz większość hafciarek.
Zastosowany przeze mnie podział nie wyczerpuje
o c z y w i ś c i e w p e ł n i zagadnienia. D y s p o n u j ą c jednak tak
s u b i e k t y w n y m ź r ó d ł e m , j a k i m są dokumenty osobiste,
gazie w g r ę wchodzi i n d y w i d u a l n o ś ć t w ó r c z a z c a ł y m
b a g a ż e m w ł a s n y c h s ą d ó w , trudno byłoby u n i k n ą ć b ł ę ­
dów przy p r ó b i e szczegółowszej klasyfikacji.
Na marginesie r o z w a ż a ń o sylwetkach t w ó r c ó w m u ­
szą w s p o m n i e ć o warunkach, w j a k i c h przychodzi t w ó r ­
com, po długiej często p o d r ó ż y , b r a ć udział w r ó ż ­
nych
imprezach
folklorystycznych,
wystawach
itp.
T w ó r c y ludowi, jak wszyscy t w ó r c y są zazwyczaj l u d ź ­
m i bardzo w r a ż l i w y m i na stosunek w i d z ó w do dzieła
i jego autora. Znamienny jest p r z y k ł a d hafciarki (nie­
typowej, bo t w o r z ą c e j w i n d y w i a u a l n e j technice „ m a ­
larskiej" kompozycji) zaproszonej na otwarcie w y s t a ­
w y w S z y d ł o w c u w 1973 г о к и : „Na p r ó ż n o s z u k a ł a m
j a k i e g o ś miejsca, żeby m o ż n a było usiąść (...) A prze­
cież na parterze w dość d u ż y m pomieszczeniu nie za­
gospodarowanym m o ż n a było r o z s t a w i ć s t o l i k i i k r z e s ł a ,
k t ó r e tam w i d z i a ł a m w k ą c i e , p o k r y t e kurzem (...) kto
p o m y ś l i o poczekalni dla ludzi, kiedy w ostatniej go­
dzinie k o ń c z o n o dekorowanie wystawy (...) Na wysta­
wie (...) z a u w a ż y ł a m d w ó c h bardzo m ł o d y c h ludzi, k t ó ­
rzy swoim zachowaniem zbudzili we mnie o d r a z ę i
niechęć. Chichotanie i w y k r z y w i a n i e się nad m a l o w i d ­
ł a m i w i s z ą c y m i na ś c i a n i e , p o w i e d z i a ł o m i o nich
wszystko. B y ł a m jakoś r o z d r a ż n i o n a i zawiedziona.
M o ż e k o m u ś się nie p o d o b a ć , ale s w o i m zachowaniem
nio p o w i n n i u r a ż a ć c z ł o w i e k a , k t ó r y to w y k o n a ł i m o ż e
dla k t ó r e g o ta praca jest c z y m ś w z n i o s ł y m , czymś z
czego wykonawca jest dumny i głęboko przekonany,
że to co r o b i jest w a ż n e i dlatego m ó g ł w z i ą ć u d z i a ł
w tak zaszczytnej imprezie. Ludzie w y k s z t a ł c e n i po­
w i n n i r o z u m i e ć , że t y m p r y m i t y w n y m w y k o n a w c o m n i k t
c a ł y m i latami w ż a d n e j szkole nie k ł a d z i e wiedzy jak
ł o p a t ą do g ł o w y . T y l k o oni przez u p a r t ą w y t r w a ł o ś ć
i u m i ł o w a n i e sztuki zdobywali to co p o t r a f i ą . C i ę ż k ą
p r a c ą przez d ł u g i e lata i w ł a s n y m d o ś w i a d c z e n i e m " .
(113, B.M.).

W i e l u p a m i ę t n i k a r z y wspomina o t r u d n y c h w a r u n ­
kach pracy na stoiskach na ,Cepeliadzie'\ festiwalach
i innych imprezach, na k t ó r e przecież zostali zaproszeni
przez o r g a n i z a t o r ó w . Zaproszenie z o b o w i ą z u j e do za­
pewnienia podstawowych w a r u n k ó w : c i e p ł e g o p o s i ł k u ,
możliwości skorzystania z toalety i t p . Bez w z g l ę d u na
rodzaj
prezentowanej
twórczości i s ł a w ę nazwiska
t w ó r c y l u d o w i w o ś r o d k a c h miejskich w i n n i b y ć zawsze
t r a k t o w a n i j a k zaproszeni goście.
Perspektywy sztuki ludowej w opiniach pamiętnikarzy
P a m i ę t n i k a r z e niejednokrotnie p o d k r e ś l a j ą o p i e k ę
p a ń s t w a nad s z t u k ą l u d o w ą , zainteresowanie j a k i m cie­
szy się ona w s p o ł e c z e ń s t w i e , r o z m a i t o ś ć sposobów jej
prezentacji i t p . Nie oznacza to jednak, że na perspek­
t y w y rozwoju sztuki ludowej wszyscy z a p a t r u j ą się
optymistycznie. O ile w r ę k o d z i e l e i plastyce o b r z ę d o ­
wej ponad 90% t w ó r c ó w (na 35 wypowiedzi) przeka­
zało swoje u m i e j ę t n o ś c i i n n y m osobom (rodzinie, zna­
jomym, na kursacn „Cepelii"), w garncarstwie zaledwie
4. R z e ź b i a r z e w c i ą g n ę l i do w s p ó ł p r a c y 19 c z ł o n k ó w r o ­
dziny (23 wypowiedzi).
M ó w i ą c o b r a k u perspektyw rozwojowych w y t w ó r ­
czości ludowej j e d n i t w ó r c y p o d k r e ś l a j ą zmiany g u s t ó w
i u p o d o b a ń l u d n o ś c i wiejskiej (zwłaszcza w w y p o s a ż e ­
n i u w n ę t r z ) , garncarze natomiast
główną
przyczynę
u p a t r u j ą w możliwościach lżejszej pracy w innych za­
wodach czy zmianie miejsca zamieszkania.
Najbardziej optymistycznie na p r z y s z ł o ś ć sztuki l u ­
dowej z a p a t r u j ą się r z e ź b i a r z e . T w ó r c y ci t r a k t u j ą c swe
zajęcia zawodowo u t w o r z y l i nawet całe szkółki r z e ź ­
biarskie, gdzie w y c h o w u j ą kadry n a s t ę p c ó w , pomaga­
jących i m w wykonywaniu zamówień.
„Aby ocalić dotychczasowy t r u d i sukcesy zorga­
n i z o w a ł e m po prostu szkołę we w ł a s n y m domu
i wszystkich c h ę t n y c h i zdolnych, k t ó r z y chcieli
się p o ś w i ę c i ć tej w ł a ś n i e p i ę k n e j pracy postanowi­
ł e m n a u c z y ć tego do czego sam d o s z e d ł e m w tak
niedługim
czasie. Jaka zwycięzca
wypuściłem
spod swojej r ę k i tak się m o g ę w y r a z i ć 10 ludzi,
k t ó r y m m o g ł e m p o w i e r z y ć część pracy w y k o n y ­
wanej przeze zmnie. Z a m ó w i e n i a n a d s y ł a n e , zo­
stały wykonane. K a ż d y z tych w ł a ś n i e ludzi, k t ó ­
rzy odeszli ode mnie z a k ł a d a ł w ł a s n ą p r a c o w n i ę
i p r a c o w a ł osobiście. K a ż d y p r a c o w a ł na s w o j ą
r ę k ę , k a ż d y o b m y ś l a ł osobiście i w y k o n y w a ł nowe
wzory, aby w z b o g a c i ć s z t u k ę l u d o w ą Polski L u ­
dowej jeszcze w i ę c e j . Tak p o w s t a ł p u n k t skupu
w Nowogrodzie". (125.C.M.).
„Jeśli chodzi o s p r z e d a ż (osobom p r z y j e ż d ż a j ą c y m )
nie m o g ł e m s p e ł n i ć p r o ś b y o d w i e d z a j ą c y c h , bo
sam j u ż m a ł o r o b i ę , a syn też nie m o ż e n a d ą ż y ć ,
w y k o n a ć prac z a m ó w i o n y c h przez „Cepelię". W i e ­
le swoich w z o r ó w o d d a ł e m c h ę t n y m do tej pracy.
P i ę c i u s ą s i a d ó w ze wsi mojej i s ą s i e d n i e j r o b i
w y r o b y z moich w z o r ó w . M a m w planie dalej
k o n t y n u o w a ć tę p r a c ę , zamierzam d a ć k i l k a no­
w y c h w z o r ó w . Wszystkie wzory są z mojego re­
gionu kurpiowskiego w k t ó r y m żyję". (69, K.W.).
N i e k t ó r z y t w ó r c y , z a r ó w n o ci pesymistycznie o c e n i a j ą c y
perspektywy sztuki ludowej j a k i o p t y m i ś c i p r o p o n u j ą
na ł a m a c h p a m i ę t n i k ó w 'szereg d z i a ł a ń m a j ą c y c h p o d ­
t r z y m a ć s z t u k ę l u d o w ą . Do najczęściej p o w t a r z a j ą c y c h
się należy propozycja ograniczenia ilości organizowa­
nych k o n k u r s ó w i postawienie ich na w y ż s z y m pozio­
mie z k o m p e t e n t n y m j u r y . Inne propozycje d o t y c z ą
r ó ż n y c h f o r m propagandy sztuki ludowej w ś r o d k a c h
211

r

�masowego przekazu, ś w i e t l i c a c h , organizowanie s p o t k a ń
ze znanymi t w ó r c a m i , wystaw i p o k a z ó w w m a ł y c h
o ś r o d k c h , pomocy finansowej w organizowaniu w i ­
dowisk i t p .
Na marginesie c h c i a ł a b y m dodać, że r o z w a ż a n i a
o w ł a s n e j twórczości p r o w a d z ą czasem p a m i ę t n i k a r z y
do ogólniejszych s p o s t r z e ż e ń na temat sztuki ludowej,
sztuki w s p ó ł c z e s n e j , innych a r t y s t ó w i t p . Przytaczam
tu jedynie najbardziej charakterystyczne z tych uwag:
„ J a osób ś w i ę t y c h nie o d w a ż y ł e m się jeszcze r z e ź ­
bić, tak dostojnych osób p r z e d s t a w i ć w n a l e ż y t e j
godności, żeby i m nie ubliżyć tak jak n i e k t ó r z y
p r z e d s t a w i a j ą w postaci b a ł w a n a . W tygodniku
„Myśl S p o ł e c z n a " (...) o g l ą d a ł e m r z e ź b y , k t ó r e
r e p r e z e n t u j ą r ó ż n y c h r z e ź b i a r z y polskich w y k o ­
nane w k r a j u b ą d ź za g r a n i c ą i d o s t a j ą uznanie.
Ja osobiście nie p o c h w a l ę , r o b i ą j a k i e ś b a ł w a n y
bez ż a d n e j proporcji, bez charakteryzacji, głowa
r ó w n a t u ł o w i u , r ę k a j a k k i k u t i to n a z y w a j ą
r z e ź b ą " . (119, K.F.).
„Moim zdaniem obecnie polska sztuka ludowa
jest tak z m ą c o n a j a k polskie rzeki. Dlatego, że
dzisiaj k a ż d y się zna na sztuce ludowej, t ł u m a c z y
ludziom, k t ó r z y j ą t w o r z ą , że nie tak ma b y ć , to
trzeba z m i e n i ć , tamto dołożyć i wtedy b ę d z i e le­
piej. Przez z góry planowane ilości
produkcji
seryjnej, a sztuka ludowa nie powinna b y ć p r o ­
d u k c j ą s e r y j n ą . O k r e ś l e n i e produkcja sztuki l u ­
dowej mnie razi. Co prawda zmieniono n a z w ę
„ p r z e m y s ł " na „ r ę k o d z i e ł o " ale produkcja b ę d z i e
p r o d u k c j ą . Wiem, że to musi b y ć , bo jest o b j ę t e
w planie p a ń s t w o w y m . M o i m zdaniem etnogra­
fowie i a r t y ś c i plastycy p o w i n n i b y ć k i e r o w a n i
na etaty m a j ą c e wiele w s p ó l n e g o ze s z t u k ą l u ­
d o w ą , na tereny, z k t ó r y c h się w y w o d z ą . Bo kto
lepiej może z n a ć się na sztuce ludowej, m i ł o ś n i k
f o l k l o r u m i e s z k a j ą c y stale na danym terenie,
czy artysta po szkole z innego k r a ń c a Polski.
O b a w i a m się, że z czasem ci a r t y ś c i , k t ó r z y nie
m a j ą swojej i n d y w i d u a l n o ś c i z m i e n i ą s z t u k ę l u ­
d o w ą c h c ą c u p o d o b n i ć s z t u k ę l u d o w ą do sztuki
nowoczesnej. Obecnie bardzo modne jest i w y c h ­
walane z a k ł a d a n i e szkółek r z e ź b i a r s k i c h i m ó w i
się, że to są młodzi t w ó r c y l u d o w i i m a j ą być
w przyszłości. Ja z t y m nie m o g ę się zgodzić dla­
tego, że sztuki samorodnego tworzenia nie da się
w y u c z y ć i we w ł a s n y m stylu. Zgadzam się z prze­
w i d y w a n i a m i ostatniego zjazdu t w ó r c ó w ludowych,
że ż y w o t STL przewiduje się na około 30 lat. To
dlatego, bo teraz wszyscy m u s z ą iść do szkoły,
k t ó r y ma j a k i e ś zdolności idzie do szkoły a r t y ­
stycznej. N i e k t ó r y po szkole się zepsuje i nie wie
jak r o b i ć i co r o b i ć , bo to co teraz t w o r z ą to nie
ma na to za dużo n a b y w c ó w , jeżeli u w a ż a się
chleb malowany lub z g w o ź d z i e m , albo m u s z k ę
za dzieło sztuki". (198 „ L u b a ń " ) .

*
*

*

P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w ludo wy ch z a w i e r a j ą wiele cen­
nych, d a j ą c y c h się jeszcze niejednokrotnie w y k o r z y s t a ć
m c t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h , szczególnie do takich zagad­
n i e ń jak historia p o s z c z e g ó l n y c h dziedzin w y t w ó r c z o ś c i
ludowej w regionie reprezentowanym przez p a m i ę t n i ­
karza, t e c h n i k i i procesy w y t w ó r c z e , asortymenty w y ­
r o b ó w w r ó ż n y m okresie i t p .
Niniejsze opracowanie p o ś w i ę c o n e jest r o z w a ż a n i o m
nod osobą t w ó r c y i charakterem jego k o n t a k t ó w ze

212

ś r o d o w i s k i e m w ł a s n y m i obcym. P a m i ę t n i k i są jednak
ź r ó d ł e m mało o b i e k t y w n y m , a obraz j a k i przedstawia­
ją, m o ż e b y ć niekiedy daleki od r z e c z y w i s t o ś c i . Dopiero
b e z p o ś r e d n i e k o n t a k t y z t w ó r c a m i i ich d z i e ł a m i , szcze­
g ó ł o w e badania terenowe oraz p o r ó w n a n i a obu rodza­
j ó w m a t e r i a ł ó w p o z w o l i ł y b y na w y c i ą g n i ę c i e o g ó l n i e j ­
szych w n i o s k ó w . M a j ą c to na uwadze o g r a n i c z y ł a m się
w pracy do zasygnalizowania p r o b l e m ó w poruszonych
w p a m i ę t n i k a c h , n a j w i ę c e j miejsca p o ś w i ę c a j ą c w y ­
powiedziom samych t w ó r c ó w .
Po lekturze p a m i ę t n i k ó w nasuwa się jednak k i l k a
refleksji, k t ó r e j a k się wydaje m o g ą p r e t e n d o w a ć do
w m i a r ę o b i e k t y w n y c h s t w i e r d z e ń . T w ó r c a ludowy znaj­
d o w a ł zrozumienie we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u w ó w c z a s
jego praca z w i ą z a n a b y ł a z tradycjami miejscowymi
i „ k o n s u m o w a n a " przez to ś r o d o w i s k o . T w ó r c y i n d y ­
w i d u a l n i , k t ó r y c h d z i a ł a l n o ś ć niewiele m i a ł a w s p ó l n e g o
z tradycjami miejscowymi zostają zaakceptowani do­
piero w c h w i l i gdy t w ó r c z o ś ć ich zaczyna p r z y n o s i ć
widoczne efekty finansowe i p r e s t i ż o w e poza w ł a s n y m
ś r o d o w i s k i e m , co nie oznacza jednak akceptacji przez
w i e ś ich w y t w ó r c ó w . Przeciwnie — t w ó r c z o ś ć dla inne­
go niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy daleko odbiega od
g u s t ó w i u p o d o b a ń z a r ó w n o w s i jak t e ż i samego t w ó r ­
cy. Daje się w y c z u ć w p a m i ę t n i k a c h ton nieszczerości
kiedy t w ó r c y w s p o m i n a j ą , że w y t w o r y , k t ó r e w y k o n y ­
w a l i przed „ o d k r y c i e m " były n i e ł a d n e , „ale teraz już
w i e m j a k i e są ł a d n e " . N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e szczerze
m ó w i ą , że dla siebie i znajomych w y k o n u j ą inne w y ­
roby niż na z a m ó w i e n i e miasta.
Obraz twórczości ludowej j a k i w y t w o r z y ł się w
ś w i a d o m o ś c i odbiorcy miejskiego, a t a k ż e n i e k t ó r y c h
c z ł o n k ó w k o m i s j i konkursowych i k w a l i f i k a c y j n y c h jest
obrazem n a l e ż ą c y m j u ż do przeszłości etapu k u l t u r y
wsi, j u ż historycznie z a m k n i ę t e g o , „ m u z e a l n e g o " . Ele­
menty lansowanego „stylu ludowego" t a k ż e i w przesz­
łości nie tylko nie p o w s t a ł y w izolacji od w p ł y w ó w
innych ś r o d o w i s k ale n i e k t ó r e rodzaje r ę k o d z i e ł a w r ę c z
w y k r e o w a n e były przez a n i m a t o r ó w twórczości i szkoły
r ę k o d z i e l n i c z e (jak np. haft biały m a k o w s k i czy „ s n u t k i golińskie"), o czym j u ż b y ł a mowa.
Zamykanie w s p ó ł c z e s n e j twórczości w ramy w y i m a ­
ginowanej „ l u d o w o ś c i " jest b ł ę d n e z samego założenia.
Co jest dziś bardziej ludowe: d y w a n w p r ą d k i ,
tkany mozolnie przez trzecie już pokolenie tkaczek w e d ­
ług w z o r ó w z kap fabrycznych, zakorzeniony dziś w
t r a d y c j i w i e j s k i e j , czy t k a n i n a dwuosnowowa Moja
droga przez wieś, wykonana pod k i e r u n k i e m profesor
P l u t y ń s k i e j ? Czy bardziej l u d o w y jest dziergany biały
haft, rozpowszechniony przez szkołę w Makowie, czy
kolorowe k w i a t k i , k ł a d z i o n e
swobodnie na t k a n i n ę
przez h a f c i a r k ę w c h w i l i wolnej od p r o d u k c j i na za­
mówienie „Makowianki"?
Rozbieżność g u s t ó w
ś r o d o w i s k a wiejskiego i od­
b i o r c ó w w s p ó ł c z e s n y c h w y r o b ó w „ l u d o w y c h " zaznacza
się bardzo w y r a ź n i e w p a m i ę t n i k a c h o czym wspomnia­
ł a m już poprzednio (str. 28—29)
Zeby być dobrze z r o z u m i a n ą c h c i a ł a b y m p o d k r e ś l i ć
zdecydowanie, że a b s t r a h u j ę w tej c h w i l i od oceny
estetycznej w z o r n i c t w a „ l u d o w e g o " czy „ n i e l u d o w e g o " .
Chodzi m i przede w s z y s t k i m o przekonanie k o m i s j i
konkursowych, że uczenie t w ó r c ó w co jest a co nie
jest ludowe w stylu prac wprowadza absolutny chaos
w umysłach twórców.
W r ę k o d z i e l e kreowanie nowego charakteru w y ­
twórczości artystycznej na wsi, zwłaszcza pod k i e r u n ­
kiem dobrych a n i m a t o r ó w (takich jak prof. E. P l u t y ń s k a czy zespół I W P pod k i e r u n k i e m prof. Wandy
Telakowsklej) ma więcej p l u s ó w niż m i n u s ó w , jeżeli

�pobudza i n w e n c j ę t w ó r c z ą i jeżeli proces powstawa­
nie nowych t k a n i n czy h a l t ó w ma charakter t w ó r c z e ­
go w s p ó ł d z i a ł a n i a plastyka i t w ó r c y ludowego.
Nadawanie nowego k s z t a ł t u artystycznej w y t w ó r ­
czości wiejskiej musi p r z e b i e g a ć w harmonijnej w s p ó ł ­
pracy (na zasadzie partnerstwa) artysty plastyka, etno­
grafa i t w ó r c y ludowego, jeżeli w ostatecznym k s z t a ł ­
cie w y t w ó r c z o ś ć ta s t a n o w i ć ma dobro o g ó l n o n a r o d o w e .
Pozostawienie r ę k o d z i e ł a wiejskiego w „ n i e s k a ż o n e j "
formie jest absurdem, bo taka forma (jak już wspom­
n i a ł a m ) nie istnieje. Artystyczne r ę k o d z i e ł o w s p ó ł c z e s ­
nej w s i powinno c z e r p a ć (i m i e ć takie możliwości)
z najlepszych w z o r ó w dorobKu artystycznego, a nie
z o d p a d ó w k u l t u r y masowej.
Pozornie w y d a w a ć by się mogło, że w moich roz­
w a ż a n i a c h istnieje s p r z e c z n o ś ć . U w a ż a m za s ł u s z n e czy
n i e s ł u s z n e kreowanie twórczości ludowej? T a m gdzie
mamy do czynienia z kopiami w z o r ó w muzealnych,
o d t w a r z a n i e m starych w z o r ó w i f o r m sprawa jest jas­
na Chodzi m i tutaj przede w s z y s t k i m o sposób t r a k ­
towania wszelkich innowacji
i prób twórczych
we
w s p ó ł c z e s n e j t k a n i n i e wiejskiej, hafcie i t p . Nie m o ż e ­
my jej o c e n i a ć na zasadzie: „nie podobna do muzeal­
nych — nieludowa", „ p o d o b n a — ludowa". W s p ó ł c z e s ­
ne rękodzieło wiejskie musimy ocenić (zważywszy na
ogromny n a p ł y w n o w y c h w z o r ó w , nie zawsze najlep-

PRZ

1

„Zielony Sztandar" nr 8 z 27.02.1974
O m a w i a j ą c p o r ó w n a w c z o k a ż d e zagadnienie poda­
ję ilość p a m i ę t n i k ó w w k t ó r y c h z n a l a z ł a się informacja
na ten temat.
O k r e ś l e n i e „ a n i m a t o r " nie jest najlepszym sfor­
m u ł o w a n i e m , ale przyjęło się już w pracach i dys­
kusjach p o ś w i ę c o n y c h tej tematyce i z a s t ą p i e n i e go
i n n y m np. „ b u d z i c i e l " m o ż e nie b y ł o b y w ł a ś c i w i e zro­
zumiane. Pod o k r e ś l e n i e m t y m rozumiem c e l o w ą dzia­
ł a l n o ś ć osób lub instytucji m a j ą c ą na celu o ż y w i e n i e
i rozwijanie t w ó r c z o ś c i ludowej.
2

3

szych), jako dobre artystycznie, lub złe, nie n a z y w a j ą c
dobrego „ l u d o w y m " , a złego .„nieludowym w stylu".
We w s p ó ł c z e s n e j w y t w ó r c z o ś c i wiejskiej
najbardziej
— ludowe stają się w y t w o r y , k t ó r y c h w z o r n i c t w o opar­
te często na z a p o ż y c z o n y c h wzorach wrasta już w k u l ­
t u r ę w i e j s k ą i m o g ł o b y ulec z biegiem czasu, gdyby
z a i s t n i a ł y po temu w a r u n k i , charakterystycznym dla tej
kultury modyfikacjom .
W ą t p l i w o ś c i wszelkich k o m i s j i b i o r ą się zazwyczaj
z faktu, że tempo przenikania do k u l t u r y wiejskiej no­
wego (nie zawsze z d o b r y : h
źródeł
pochodzącego)
w z o r n i c t w a jest szybsze niż k i e d y k o l w i e k i dokonuje
się ono niejako na naszych oczach.
Ingerencja dobrych a n i m a t o r ó w r ę k o d z i e ł a ludowe­
go wydaje się t u konieczna, j e d n a k ż e , jak już wspom­
n i a ł a m musi o d b y w a ć się na zasadzie t w ó r c z e j w s p ó ł ­
pracy, a nie odrzucania nowej w charakterze t w ó r c z o ­
ści, bez uzasadnienia (jak to często ma miejsce) k r y ­
t e r i ó w , j a k i m i k i e r u j ą się komisje konkursowe.
Na pewno też n a l e ż a ł o b y w w i ę k s z y m , niż dotych­
czas stopniu w y k o r z y s t y w a ć u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z e haf­
ciarek i tkaczek, k t ó r e w przeszłości u m i a ł y w y k o n y ­
w a ć wszelkie, u ż y w a n e na wsi, rodzaje t k a n i n , a obec­
nie p r o d u k u j ą np. chodnik s ł o m i a n y czy szmaciak.
P r z e c i e ż celem naszym m i a ł o b y ć podtrzymywanie t r a ­
dycyjnych u m i e j ę t n o ś c i i rozwijanie twórczości ludo­
wej.
6

PISY

4

Por. np. A . Jackowski: O sztuce ludowej,
kon­
kursach i kryteriach
ocen, „ B i u l e t y n S T L " nr 11—12,
1976, s. 11—11; tegoż: Sztuka ludowa — relikt czy war­
tość żywa,
„Pol. Szt. L u d " . , R. X X I X , 1975, nr 3; K .
Piwocki, Uwagi
o zagadnieniu
tzw.
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt. L u d . " R. X X I X , 1975, nr 3; S. Błaszczyk,
Współczesne
przeobrażenia
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt.
L u d . " , R. X X I V , 1970, nr 3—4
Por. J. O r y n ż y n a , O sztukę
ludową,
W - w a 1965,
s. 38—49, W. Telakowska, W kręgu chłopskiej
kultury,
W - w a 1970
5

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
