<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="8367" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/8367?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T17:42:02+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="8346">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fdd21fc87e9497a81a6659d3b3d260b7.pdf</src>
      <authentication>f885c19c421701b1bf32f1637035dac2</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99982">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3392</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99983">
              <text>1982</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99984">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3179</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99986">
              <text>Pejzaż z pamięci (referat z sesji) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99987">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.75-78</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99988">
              <text>Czyżewski, Adam</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99989">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99990">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99991">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99992">
              <text>Adam Czyżewski

PEJZAŻ Z PAMIĘCI CZYLI W SPRAWIE N I E D O K O Ń C Z O N E G O PRZYPISU
, , I t e m słyszeliście, że Jeruzalom loży w ś r o d k u ś w i a t a .
K i e d y więc j a d ą s t a m t ą d n a w s c h ó d tyle dni ile po­
trzeba, aby s t ą d dotrzeć do Jeruzalem osiągają g r a ­
nice tamtego ś w i a t a . . . "
(sir J o h n Mandeville)
1

P r z y z n a j ę , że niejasna p r z e w r o t n o ś ć k r y j ą c a się za tym
t y t u ł e m jest trochę n i e z r ę c z n y m zaproszeniem do lektury, jeśli
jodnak, drogi czytelniku, zaufasz autorowi i dasz w i a r ę , że nie
tylko s k ł o n n o ś ć do krygowania się przed T o b ą p o d y k t o w a ł a m u
te s ł o w a , to u kresu w ę d r ó w k i , do której Cię teraz namawiam,
odnajdziesz b y ć m o ż e w y t ł u m a c z e n i e .
Locz zanim skierujemy się na w ł a ś c i w y trop, p o z w ó l , żo
w y j a ś n i ę jedno s ł o w o , które w dalszoj części tego szkicu powróci
wielokrotnie w r ó ż n y c h kontekstach. Droga (bo o niej tu mowa)
symbolizuje p o s z u k u j ą c e d ą ż e n i e Podobne temu zdanie usłysza­
ł e m k i e d y ś n a w y k ł a d z i e prof. W ł a d y s ł a w a S t r ó ż e w s k i e g o , po­
ś w i ę c o n y m filozofii Parmenidesa. U ś w i a d o m i ł e m sobie wtedy, że
wszechobecna w dziejach m y ś l i metafora drogi oznacza coś
w i ę c e j n i ż tylko p u s t ą figurę retoryczną z d o l n ą p r z e m y c i ć k a ż d ą
treść. I jeśli przedmiot tego szkicu zmusza mnie wręcz, bym
m ó w i ł o „ d r o d z e " , to to nie znaczy wcale, że „ w ę d r ó w k a " jako
swego rodzaju p o s t ę p o w a n i e badawcze, które t u p r o p o n u j ę ,
wprost w y n i k a z przedmiotu. Przeciwnie, w i ą ż ą c się z nim,
jednocześnie zachowuje a u t o n o m i ę i pozostaje m e t a f o r ą . N a l e ż y
u t r z y m y w a ć w ł a ś c i w ą m i ę d z y nimi r ó w n o w a g ę ; tzn. nie trak­
t o w a ć metafory n a prawach niewygodnego ś w i a d k a naszej
b e z r a d n o ś c i interpretacyjnej, lecz u ś w i a d o m i ć sobie, że dopiero
metafora u m o ż l i w i a interpretację. P o r u s z a j ą c się w obszarze
metafory, w c z y t u j ą c się w n i ą r ó w n o c z e ś n i e w j a k i m ś stopniu
w s p ó ł t w o r z y m y jej sens. Podobnie jest z m e t a f o r ą drogi. Jakie­
kolwiek poszukiwania intelektualne zawsze c z e r p a ł y rozmach
z przestrzeni, p o n i e w a ż w niej dynamizuje się j ę z y k . Nie m o ż n a
sobie nawet w y o b r a z i ć takiego d ą ż e n i a do „ ł a d u " , k t ó r e m u
z a b r a k ł o b y perspoktywy drogi —• „ d r o g a odkrywa, otwiera".
Często jednak przechodzimy mimo niej, nie zdając sobie sprawy
z jej istnienia. To prawda, że droga „ o d k r y w a " , ałe dopiero pod
warunkiem, że się ją z a u w a ż y . I tu tkwi źródło niepokoju, nie
tylko filozoficznego, bowiem k a ż d a sztuka interpretacji wymaga
takiego zadziwienia, refleksji, a więc zatrzymania się nad c z y m ś .

marytaninie ( V wiek): „ W skutek sprzeniewierzenia się A d a m a ,
l u d z k o ś ć straciła prawo bytu w raju, miejscu wysoko p o ł o ż o n y m ,
spokojnym, wolnym od cierpień i cudownym, które słusznie
nazwano tutaj Jeruzalem, g d y ż nazwa t a oznacza „ p o k ó j B o ż y " .
I zstępuje ona do J e r y c h a , krainy pustej i z a p a d ł e j , w której
u p a ł jest d u s z ą c y . Jerycho, to g o r ą c z k o w e ż y c i e ś w i a t a , ż y c i e
o d r y w a j ą c e od Boga i p o c i ą g a j ą c e w dół. Ogień najbardziej
bezwstydnych p r z y j e m n o ś c i powoduje w nim d u s z n o ś ć i wyczer­
panie."
3

T a pesymistyczna wizja d o c z e s n o ś c i zyskuje sobie aspokt

2

W r a c a j ą c do etnologii, najlepiej p r z y b l i ż y nam to zjawisko
Złota Gałąź Frazera. Otwiera ją, pozornie nieistotny, antyczny
r y t i na dalszych kartach d z i e ł a b ł y s k a w i c z n i e przeradza się
w i s t n ą l a w i n ę c y t a t ó w , o d n i e s i e ń , p r z y p o m n i e ń . E t a p po etapie
ś c i e ż k a interpretacji wprowadza c z y t a j ą c e g o w rozległy ś w i a t
z n a c z e ń . R o z w i j a j ą c y się w ą t e k nie powoduje r o z ł a d o w a n i a
n a p i ę c i a lecz p o t ę g u j e je. Nic więc dziwnego, że „ m i m o wszystko"
Złota
Gałąź z a c h o w a ł a do dzisiaj s w o j ą p i e r w o t n ą ś w i e ż o ś ć
i nadal inspiruje. Pobudza z w ł a s z c z a tych, k t ó r z y p o s z u k u j ą
odpowiedzi nie tyle na pytanie — „ c z y m jest etnografia?",
ile — „ j a k ą w a r t o ś ć m o ż e m i e ć dla etnografa jej uprawianie?".
Mam n a d z i e j ę , że w ten s p o s ó b u s p r a w i e d l i w i ł e m tok wywo­
du, k t ó r y z a p r e z e n t u j ę p o n i ż e j .
D ° w y j a ś n i e n i a pozostało nam jeszcze drugie znaczenio
„ d r o g i " . Odnajdujemy je r ó w n i e c z ę s t o w filozofii greckiej, j a k
i w m y ś l i chrześcijańskiej, mimo iż nie odnosi się już do „drogi
prawdy". B e z w z g l ę d u n a to jak p o j m o w a ć „ z b a w i e n i e " , „ d r o ­
ga" w wizji chrześcijańskiej t a k ż e stanowi jego o d w r o t n o ś ć ,
a więc „ u p a d e k " . D l a p r z y k ł a d u o d w o ł a m się do fragmentu
homilii Sewera z Antioohii z a t y t u ł o w a n e j O Miłosiernym
Sa-

pozytywny dopiero w o g ó l n y m planie zbawienia. Tymczasem
jednak p i ę t n o grzechu A d a m a sprowadza jego potomnych w chao­
tyczny dół, gdzie „ g o r ą c " i „ d u s z n o ś ć " przepełniają ich ż y c i e
cierpieniem.
N a podobne skojarzenie „ d r o g i upadku" z pierwiastkiem
„ d u s z n o ś c i " i „ g o r ą c z k o w o ś c i " zwrócił u w a g ę W ł a d y m i r Topo­
rów w ciekawej analizie Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego.
Poprzez ustalenie etymologii n i e k t ó r y c h s ł ó w , szczególnie prze­
s y c a j ą c y c h j ę z y k powieści, T o p o r ó w doszedł do wniosku, że Zbrod­
nia i kara rozwija archetypiczne przedstawienia chaosu i kos­
mosu, t k w i ą c e korzeniami w opozycji wedyjskich s ł ó w „ a m h a s "
i „ u r u loka". Pierwszo oznacza „resztki chaotycznej w ą s k o ś c i ,
ślepego z a u ł k a , braku dóbr z a r ó w n o w strukturze makrokosmosu,
jak i duszy c z ł o w i e k a " , drugie natomiast — „szeroki ś w i a t " . *
T a k zrekonstruowana opozycja jest dla Zbrodni i kary o s i ą
jej dynamiki. Uczestniczy w w ę d r ó w c e Raskolnikowa po Peters­
burgu i wyznacza kierunek jego ewolucji etycznej. Zapewnia
osobowości t ę pełnię c z ł o w i e c z e ń s t w a , której nie m o ż n a o s i ą g n ą ć
inaczej, j a k poprzez p e ł n ą jej u t r a t ę . Tyle Dostojewski.
Chociaż nie określiłem jeszcze wszystkich a s p e k t ó w „ d r o g i " ,
k t ó r ą przyjdzie nam p r z e m i e r z y ć , n a d e s z ł a już pora, aby wyzna­
c z y ć jej p o c z ą t e k .
W dalszej części wspomnianej analizy T o p o r ó w dorzuca do
opisu „ ś r o d k a " jeszcze jedno spostrzeżenie. Otóż nie d o s y ć , że
owo „ c e n t r u m c i e m n o ś c i " jest duszne, w ą s k i e , to jeszcze na
dodatek — żółte. Czy jest się czemu d z i w i ć ? Czy przejawiająca
się m e l a n c h o l i ą „ n a t u r a l n a reakcja" na widok p o ż ó ł k ł y c h tapet,
kryje jeszcze coś poza s o b ą ? O c z y w i ś c i e m o ż n a u z a s a d n i ć to
c i ą g i e m skojarzeń t y p u : żółte — pożółkłe — u w i ą d — destrukcja
— śmierć i pewnie stąd w ł a ś n i e p r z y g n ę b i e n i e . Ale po cóż s t a w i a ć
pytania, skoro o d p o w i e d ź jest już gotowa, tzn. „ u z a s a d n i o n a " .
M u s i a ł e m je odrzucić, tak j a k to zrobił T o p o r ó w , gdy p o p r z e s t a ł
jedynie n a stwierdzeniu z w i ą z k u m i ę d z y „ c h a o t y c z n y m ś r o d k i e m "
a s z c z e g ó l n ą k o l o r y s t y k ą . W przypisie do tej uwagi czytamy:
„ n a p r z y k ł a d : ż ó ł t y kolor tapet, ż ó ł t e meble, ż ó ł t e ramki u sta­
ruchy, żółte meble u Porfirego, ż ó ł t a woda w kantorze; blada
zżółkła cera Raskolnikowa i K a t a r z y n y Iwanowny".*
W y d a ć b y się m o g ł o , że ten „ n i e d o k o ń c z o n y przypis"
Toporowa prowadzi nas w ś l e p ą uliczkę. P r z y z n a m , że i j a tak
m y ś l a ł e m aż do chwili, kiedy w moje ręce trafił inny tekst —•
d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y p a m i ę t n i k niemieckiego p o d r ó ż n i k a P a u l a
Harro H a r r i n g a . Jogo charakterystyczny rys ponownie o d s y ł a
nas do symboliki koloru ż ó ł t e g o . S z c z e g ó ł ten, j a k obraz utajony
6

75

I

�w kliszy fotograficznej, pewnie u m k n ą ł b y m i , gdyby nie w c z e ś ­

naszego wozu. T o b y ł o wszystko — poza t y m s t ę s k n i o n y wzrok

niejsza lektura a r t y k u ł u Toporowa.

d o s ł o w n i e na niczym nie m ó g ł się oprzeć.

Zatem nie pozostaje nic innego j a k , k o r z y s t a j ą c z usług

Gnębiło mnie pragnienie, poleciłom więc pocztylionowi, by

nowego przewodnika, ruszyć w dalszą podróż. Zawiedzie nas

zatrzymał

ona do K r ó l e s t w a Kongresowego, w k t ó r y m ten romantyczny

prawdziwie świeżej wody. Milcząc z b o c z y ł nieco w lewo, w po­

peregrynator z a w i t a ł w roku 1828. Pobudki, jakimi się kierował,

bliże jednej ze strzech, g ł ę b o k o osuniętej nad r o z p a d a j ą c ą się

w y p ł y w a ł y z klimatu epoki. Nie dziwimy się przeto, że p e ł e n

lepianką.

wziuszającej

naiwności

„postanowił

podjąć

zaszczyt

służby

w wojsku polskim", które j a k głosiła prasa niemiecka g o t o w a ł o

w ó z przed szynkiem dla pokrzepienia się

łykiem

To b y ł a pierwsza, tzn. p i e r w s z o r z ę d n a gospoda.
Wysiadłem,

zapytałem,

co m o g ę

d o s t a ć , bo przecież

—

się w ł a ś n i e do walki z T u r k a m i . I chociaż na miejscu pogłoski

stosownie do przywileju o b e r ż y s t y — nio m o g ł e m

o k a z a ł y się f a ł s z y w e , fatum, które zaciążyło nad losem Harringa

tylko na szklance wody. Kobieta — któroj opisowi sprzeciwiają

poprzestać

b y ł o n i e u b ł a g a n e . Trafił więc do armii, a ściślej m ó w i ą c zwerbo­

się prawa estetyki — z d a w a ł a się b y ć g ł u c h o n i e m a i wreszcie

wano go tam pod przymusem i , co jeszcze bardziej rozmijało

o d p o w i e d z i a ł a , że nie posiada nic innego poza w ó d k ą .

się z jego planami, b y ł a to armia nie polska a rosyjska. Odsłużył

W ó d k ę , a — na wszelki wypadek — t a k ż e t r o c h ę wina m i a ł e m

w niej dwa lata, p o d e j m u j ą c w m i ę d z y c z a s i e szereg prób wy­

z sobą, ale m ó j język p r a g n ą ł świeżego p ł y n u , p o p r o s i ł e m przeto,

dostania się z Polski. Wszystkie s p a l i ł y na panewce.

Został

zadowolony, o szklankę czystej wody.

po nich ślad w p a m i ę t n i k u , gdzie czytamy: „ P o l s k a

wydała

D o b r ą r a d ą nie n a l e ż y g a r d z i ć : kobieta z a p r o w a d z i ł a mnie,

m i s i ę (...) p e ł n ą słoniny p u ł a p k ą na myszy (świń t a m dosłownie

brodząc przez b ł o t o i g n ó j , na oddalone o kilka k r o k ó w po­

i w p r z e n o ś n i nie brak), do której bardzo ł a t w o m o ż n a się wśliz­

dwórze i w s k a z a ł a mi s t u d n i ę — o k r o p n ą j a m ę , o t o c z o n ą poręczą

n ą ć , ale c a ł y problem pologa na t y m , by się s t a m t ą d w y d o s t a ć .

z trzech desek, o b l a n ą brunatnym sosem. Z głębi studni d o b y w a ł

P r z y w y j ś c i u w s z ę d z i e m o ż n a uderzyć nosem o druty, na k t ó r y c h

się fetor

niejeden u t k n ą ł . "

7

Dopiero

po

ciężkiej

kontuzji, jako

nieprzydatny dla celów wojskowych, u z y s k a ł Harring

obiekt

żółtej

posoki,

ściekającej po s p l e ś n i a ł y c h grzybach,

p o k r y w a j ą c y c h glininą c e m b r o w i n ę .

zezwole­

— Czy to wasza studnia, dobra kobieto ? —• z a p y t a ł e m na

nie na w y j a z d . Po powrocie do Niemiec, w 1831 г., w y d a ł ksią­

p o ł y z u ś m i e c h e m , na p o ł y wzruszony t ą l u d z k ą n ę d z ą , która tu

żeczkę z a t y t u ł o w a n ą

n a z y w a ł a się ż y c i e m .

rosyjskim.

Wspomnienia

o Polsce

pod

panowaniem

Zawiera ona wnikliwy, do dziś b u d z ą c y zgrozę, opis

stosunków

między

władzą

a

społeczeństwem

Kongresówki.

— T a k , to jest, j a k pan widzi, studnia, ale wiadro znajduje
się w głębi, a drąg jest z ł a m a n y .

P o w r ó c ę do niego p ó ź n i e j , a tymczasem p o s ł u c h a j m y j a k H a r ­

Z p e ł n y m rezygnacji spojrzeniem, które p a d ł o na g r o m a d k ę

ring wspomina przekraczanie granicy tej „ k r a i n y bez powrotu".

całkowicie nagich dzieci, t a r z a j ą c y c h się w piachu, w s i a d ł e m

„ N i e m i e c k i czytelniku! Gdyby kaprys losu m i a ł cię k i e d y ś

do pojazdu. Podczas ślimaczej jazdy m i a ł e m d o s y ć czasu na

s p r o w a d z i ć do Polski i k i e r o w a ł b y ś się przypadkiem przez Wro­

ponowne p r z y g l ą d a n i e się okolicy. Bardzo m u s i a ł e m się zasta­

cław do K a l i s z a , przypatrz się d o k ł a d n i e dumnym d ę b o m w oko­

n o w i ć , czy w jakimkolwiek k r a j u poza P o l s k ą w i d z i a ł e m podobny

licy Milicza, uciesz się urokiem ich zieleni, lub jeśli to b ę d z i e

obraz. J a k daleko wzrok sięgał —- nic tylko p r z e s t r z e ń , w której

zima, s k r z ą c y m szronem, otwórz swe serce na ten widok, p o ż e ­

z ł a t w o ś c i ą m o ż n a by w k r ó t c e s t w o r z y ć ś w i a t .

gnaj się z Niemcami — ale n a s t ę p n i e zamknij swe serce, a t a k ż e

Z rozpaczy p o c i ą g n ą ł e m

z flaszki p o t ę ż n y

łyk, nabiłem

s w ó j kufer, jeśli dotychczas go nie z a b e z p i e c z y ł e ś , i bacz na k a ż d e

fajkę i d u m a ł e m nad s z c z ę ś c i e m n a r o d ó w , nad dolą l u d z k ą i nad

s ł o w o , j a k i na s w o j ą s a k i e w k ę , bo jedziesz do Polski.

s ł o w a m i francuskiego gwardzisty, k t ó r y k i e d y ś , w tej okolicy,

Zmiana krajobrazu niemieckiego

na polski dokonuje eię

stopniowo, jeżeli w ogóle krajobrazem m o ż n a n a z w a ć to, co
nas otacza na t y m skrawku ziemi, k t ó r y stanowi z a c z ą t e k właści­
wej Polski.

wśród

przekleństw

wykrzyknął:

, , I to

nazywają

Polacy oj­

c z y z n ą ?"
Z a p a d ł w i e c z ó r , przeszła noc. K i e d y z n a d c h o d z ą c y m po­
rankiem z b u d z i ł e m się z mojej ostatniej drzemki, b y ł o mi ciężko

Polski ? — cóż m ó w i ę ! Nie m a przecież P o l s k i ! S ą jeszcze

na sercu. W y d a w a ł o mi s i ę , j a k gdybym d o t a r ł na koniec ś w i a t a ,

j a k dotychczas, R o s j a , Prusy i Austria, nie ma jednak Polski.

w miejscu, gdzie winien b y ć już zabity deskami. Z i m n y poranek

Ale jedziemy, j a k szybko to m o ż l i w e , przez t ę część p a ń s t w a

wiosenny ś w i t a ł na horyzoncie, ale t u nie z n a l a z ł wiosny. Cztery

pruskiego,

która

poprzez

monotonię

szarzyzny

doprowadzi

pory roku z d a w a ł y się t u b y ć w z a c i e k ł y m sporze nad s p r a w ą
śmierci natury. Nawet jej elementy z d a w a ł y się istnieć jedynie

nas nad granicę rosyjską.
Droga z W r o c ł a w i a do K a l i s z a jest j e d n ą z najgorszych,
j a k ą kiedykolwiek przejeżdżałem — powiadam: p r z e j e ż d ż a ł e m ;
prowadzi na d u ż y m odcinku przez bagna, które — jak k a ż d e
bagno — m o g ł o b y dopiero s t a ć się drogą.

w stanie s z c z ą t k o w y m . Powietrze, ziemia, bagniska i tylko tjde
ognia, by s ł u ż y ł o na zapalenie fajki.
Wreszcie, na lewo od drogi, u k a z a ł się wysoki budynek
kamienny — pruski u r z ą d graniczny czy j a k się tam

zwał.

P o j a z d y b y ł y dostosowano do drogi, tzn. wybitnie się po-

Pocztylion doręczył s w ó j papierek i szlaban p o d n i ó s ł się w górę.

p o g o r s z y ł y od chwili, kiedy m i n ą ł e m p i e r w s z ą stację, z a Wro­

S k r z y p i ą c z a m k n ą ł się za nami, ten odgłos p r z e s z y ł mi serce.

c ł a w i e m , dumnym miastem prowincjonalnym, b ę d ą c y m jeszcze

T a k więc z n a l a z ł e m się formalnie r o z ł ą c z o n y •— odzielony

w z a s i ę g u dobrodziejstw kultury... u n o s i ł e m się w tej na p o ł y

od k r a j u d ę b ó w , k t ó r e w r z e c z y w i s t o ś c i o p u ś c i ł e m j u ż około

p ł y n n e j bryi, na przestrzeni trzeciej stacji...
Czy

zdołasz

sobio w y i m a g i n o w a ć ,

dwudziestu godzin temu. Czułem ucisk serca. Z n a j d o w a ł e m się

drogi czytelniku, j a k

właściwie

w kraju bezpańskim,

bo

dopiero

po przejechaniu

d w ó c h , a m o ż e półtorej wiorsty od miejsoa, gdzie w i d n i a ł ostatni

m ó g ł ś w i a t w y g l ą d a ć jeszcze przed jego stworzeniem ?
odbywałem

orzeł z czarnych i b i a ł y c h desek, u k a z a ł się d w u g ł o w y przy

podróż przez P o l s k ę pod zaborem pruskim. W ś r ó d t y s i ą c a obra­

czerwonobiałej rogatce. Co za kontrast m i ę d z y granicami p r u s k ą

Doskonale

mogę

sobie to

wyobrazić,

odkąd

z ó w , utrwalonych w mojej p a m i ę c i , n a j w y r a ź n i e j w y ł a n i a się

i r o s y j s k ą ! P r z y pierwszej ani szyldwacha, ani żołnierza, ani

przede m n ą obraz, k t ó r y m o ż n a by wiernie o d t w o r z y ć za p o m o c ą

jeźdźca granicznego; tu rogatka, K o z a c y , inspektorzy, strzelcy

piasku, bagna, gliny, s ł o m y i wielu steit gnoju. Przede wszyst­

graniczni, herby, b r o ń . "

8

k i m jednak w mojej w y o b r a ź n i unosi się obraz pewnej wsi —

Od czasów, kiedy sir J o h n Mandeville p i s a ł swój przewodnik

nazwa ta dla tej najnędzniejszej z osad jest bezsprzecznie obraź-

po Ziemi Ś w i ę t e j , dzieli nas wiele stuleci. Z m i e n i ł y się u k ł a d y

liwa, niomniej z o w i ą ją wsią.

polityczne,

Niebo i chaos — oto główne t ł o tego obrazu. Ziemia nie

inaczej przebiegają

szlaki komunikacyjne i nikt

nie traktuje d o s ł o w n i e zwrotu „ n a k r a ń c a c h ziemi". Wystarczy

b y ł a jeszcze, zdajo się, stworzona, t u i ó w d z i e w i d n i a ł y rozpada­

jednak p r z y w o ł a ć taki c h o ć b y opis Harringa, by

jące się strzechy, p o p ę k a n e mury gliniane i c u c h n ą c e

sobie, ż e do dzisiaj ż y j e m y w świecie o ś r e d n i o w i e c z n y c h zarysach.

gnoju na piasku bezdennym,

76

przesypującym

s i ę przez

kupy
koła

uświadomić

T a sama intuioja geograficzna, istniejąca w m y ś l e n i u

stereo-

�typowym, wytycza granicę m i ę d z y zachodem a wschodem,
p o d n o s z ą c j ą do rangi „ k o ń c a ś w i a t a " . Poza e k u m e n ą nie m a
cywilizacji, kultury, dobrych o b y c z a j ó w , poczty z a c h o w u j ą c e j
t a j e m n i c ę korespondencji itd. J e ż e l i trafi się w y j ą t e k , to t y m
gorzej dla niego, p o n i e w a ż to, co „ u nas" jest normalne, t r w a ł e
i dobre, „ t a m " istnieje na zasadzie diabelskiej p r z e w r o t n o ś c i ,
m a s k u j ą c dewiacje, niestałość i o g ó l n y chaos. W s p a n i a ł y m
p r z y k ł a d e m takiej inwersji jest reakcja Harringa n a niespodzie­
wanie dobry stan dróg W Polsce. Twierdzi, że chociaż „wjeż­
d ż a j ą c e m u do Polski wydaje się ten kraj wzorem kultury, zwłasz­
cza gdy wzrok jogo przesuwa się po ś w i e t n e j szosie biegnącej
p r o s t o j a k strzelił", to „ n i e d a l e k o z a s z e d ł b y filozof, gdyby
w e d ł u g stanu tej drogi w n i o s k o w a ł o stanie kraju... D o s z e d ł b y
wtedy do wniosku, że bardzo jest kiepsko z p r a c o w i t o ś c i ą na
Ś l ą s k u , natomiast bardzo wysoko s t o j ą w Polsce p r z e m y s ł
i sztuka. Tymczasem w s z y s t k o j e s t w ł a ś n i e n a o d ­
w r ó t " . (podkr. A . C . ) Ostatnie zdanie dostarcza nam gotowej
formy stereotypowego widzenia zagranicy. Zgodnie z t ą z a s a d ą
„ p r o s t a droga" odniesiona do negatywnej całości jest p r z e d ł u ­
ż e n i e m i ekwiwalentem „ b e z d r o ż y " .
9

W ramach t y c h uniwersalnych s c h e m a t ó w m i e ś c i się t a k ż e
wizja „ d r o g i upadku", której wiele miejsca p o ś w i ę c i ł e m na
p o c z ą t k u szkicu. W e d ł u g Harringa naród polski j a k owa l u d z k o ś ć
z s t ę p u j ą c a do dusznego J e r y h a , oddala się od w s p a n i a ł e j s p u ś ­
cizny swoich p r z o d k ó w . Z a jakie grzechy Polacy cierpią, tego
Harring nie precyzuje, ale i nie czyni i m ż a d n y c h obietnic, że
kiedykolwiek osiągną „ n i e b i e s k i e Jeruzalem". Widocznie prze­
sunięcie granicy tamtego ś w i a t a już na zawsze w y r w a ł o P o l s k ę
z „ z a s i ę g u dobrodziejstw kultury". Historia p o k a z a ł a czy s t a ł o
się tak r z e c z y w i ś c i e , reszta jest już tylko milczeniem. Mimo,
że „ d r o g a u p a d k u " tworzy wraz z p o z o s t a ł y m i stereotypami
jeden syndrom, w y r ó ż n i a s i ę zdecydowanie swoim chrześcijań­
skim rodowodem i zasługuje n a potraktowanie jako przedmiot
odrębnych badań.
T a sama p o d r ó ż Harringa u k a ż e się w nieco odmiennym
ś w i e t l e , gdy z a u w a ż y m y , że jej przebieg jest wiernym odwzoro­
waniem mitycznej p o d r ó ż y w z a ś w i a t y . M a m n a m y ś l i typowe
dla niej o d k s z t a ł c e n i e czasu i przestrzeni, szczególnie narzucające
się w zdaniu k o ń c z ą c y m cytowany fragment p a m i ę t n i k a . J a k
sobie przypominamy Harring zatrzymuje się przed r o s y j s k ą
strażnicą i ze zdumieniem stwierdza, że od czasu kiedy opuścił
„ k r a i n ę d ę b ó w " m i n ę ł o przeszło d w a d z i e ś c i a godzin. „Czas
przejścia" jest plaski, a przestrzeń — amorficzna. D w a d z i e ś c i a
godzin stanowi w przeszłości l u k ę , k t ó r e j Harringowi nie udaje
się tak ł a t w o zapołnić.
T e n p o b i e ż n y p r z e g l ą d r ó ż n y c h a s p e k t ó w drogi w z a ś w i a t y
jest zarazem wykazem r ó ż n y c h m o ż l i w o ś c i interpretacyjnych.
I stale p a m i ę t a j ą c o nich s p r ó b u j ę p r z y j ą ć nieco odmienny
k ą t widzenia.
Otóż wydaje m i się zasadnym potraktowanie tej relacji jako
swego rodzaju ś w i a d e c t w a p r z e ż y c i a estetycznego. Jego przed­
miotem intencjonalnym b y ł b y t u krajobraz w y w o ł a n y z pa­
m i ę c i , a w i ę c już pewien obraz, w c i e l a j ą c y ustalony p o r z ą d o k
w a r t o ś c i . I chociaż trudno m ó w i ć o p o r z ą d k u w a r t o ś c i w przy­
padku obrazu, z k t ó r e g o wyziera powszechny chaos, postaram
się w y k a z a ć w jaki s p o s ó b antyostetyka m o ż e b y ć produktem
określonej estetyki i z w i ą z a n e g o z n i ą p o r z ą d k u w a r t o ś c i .
P r z e j d ź m y teraz do tekstu i wynotujmy z niego te fragmen­
ty, które o d p o w i a d a j ą interesującej nas kolorystyce. J u ż pobież­
n a analiza w y k a ż e , że najczęściej pojawia się piasek, strzechy,
gliniano m u r y , kupy gnoju, bagna i w jednej sytuacji (w fabule
p a m i ę t n i k a znajduje ona p o z y c j ę w y r a ź n i e k u l m i n a c y j n ą ) —
ż ó ł t a posoka. Z w y j ą t k i e m ostatniego, wszystkie poprzednie
elementy krajobrazu d o p u s z c z a j ą bardzo rozległą t o n a c j ę ,
jednak zawsze b ę d ą to pochodne koloru ż ó ł t e g o . Ogólnie rzecz
biorąc, po dołączeniu „ b r u n a t n e g o sosu", kolorystyka taka oddaje
„ m o n o t o n n ą s z a r z y z n ę " . D l a przeciętnego Europejczyka nie
stanowi ona zaskoczenia, z w ł a s z c z a po u w z g l ę d n i e n i u całego
kontekstu, ale w ł a ś n i e ten kontekst p o m i n ą ł e m celowo, po to

aby go odnaleźć w innych tekstach i dopiero później powrócić
do w s p o m n i e ń Harringa. Inaczej m ó w i ą c , da się z a a r a n ż o w a ć
s y t u a c j ę , w której w y p o w i e d ź będzie się t ł u m a c z y ć przez wy­
powiedź.
Wspomnienia Harringa są typowym wytworem romantyzmu
i nie sprzeczając się już o zasięg tego pojęcia, prowadzi nas ono do
k i l k u , różnej rangi postaci epoki: Goethego, Delacroix, Rungego czy nieco wcześniejszego Price'a. Wszyscy oni zajmowali się
rolą, znaczeniem koloru w p r z e ż y c i a c h estetycznych, niekiedy
czyniąc to z prawdziwie naukowym zacięciem, j a k w p r z y p a d k u
Goethego czy Rungego.
Goethe w Nauce o barwach pisze o barwie ż ó ł t e j : „ J e ż e l i
barwa t a w swej c z y s t o ś c i i jasnej postaci działa przyjemnie
i r a d o ś n i e , w p e ł n y m nasyceniu m a coś z pogody i s z l a c h e t n o ś c i ,
to gdy zostanie zabrudzona lub w pewnym stopniu p r z e c i ą g n i ę t a
na stronę m i n u s o w ą , okazuje się na to niezmiernie w r a ż l i w a
i działa bardzo nieprzyjemnie. I tak kolor siarki, p o s i a d a j ą c y
lekki odcień zieloni sprawia nieprzyjemne wrażenie.
Takie w ł a ś n i e wrażenie powstaje, jeśli kolorem ż ó ł t y m za­
barwimy powierzchnie nieczyste i nieszlachetne, np. z w y k ł e
sukno, filo itp. na k t ó r y c h nie ukazuje się on z c a ł ą s w ą siłą.
Przez nieznaczne i niedostrzegalne przesunięcie odczuwamy
teraz to, co robi w s p a n i a ł e wrażenie ogni i z ł o t a , jako plugawe:
barwa c h w a ł y i rozkoszy zostaje zamieniona w barwę h a ń b y ,
w s t r ę t u i niesmaku. S t ą d t e ż prawdopodobnie w z i ę ł y się żółte
kapelusze b a n k r u t ó w , żółte pierścienie na p ł a s z c z a c h Ż y d ó w .
T a k ż e tak zwany kolor rogaczy nie jest niczym i n n y m j a k brud­
n y m kolorem ż ó ł t y m . "
1 0

Od siebie dorzucę tylko ż ó ł t e ł a t k i dla Ż y d ó w za c z a s ó w
I I I Rzeszy, ż ó ł t e kwiaty oznaczające zazdrość, żółte worki pokut u j ą o y c h przed Ś w i ę t ą I n k w i z y c j ą , czy żółte habity t y c h , k t ó r y c h
oddawano w ł a d z y ś w i e c k i e j n a stracenie. Odwróoenie dokonane
przez Goethego polega n a t y m , ż e kolor siarki sprawia nieprzy­
jemne wrażenie, nie tylko ze w z g l ę d u n a lekki o d c i e ń zieleni,
ile z powodu nieprzyjemnego zapachu kojarzącego się z p i e k ł e m ,
a oo do Ż y d ó w to znany jest antysemityzm Goethego.
P o s z u k u j ą c p o r z ą d k u aksjomatycznego dla antyestetyki
obrazu Harringa, docieramy do jeszcze jednego aspektu nobili­
tacji koloru w X I X w. Jest to jego aspekt kosmiczny. R o m a n ­
t y z m u p r a w i a ł m i s t y k ę barw, czerpiąc obficie ze średniowiecznej
alchemii k t ó r ą Schelling n a z w a ł „ s z t u k ą destylowania substancji
boskiej z substancji ziemskiej". Znana b y ł a t e ż k s i ą ż k a J a k o b a
Boehme z 1620 roku, gdzie p o s z o z e g ó l n y m barwom o d p o w i a d a j ą
określone Osoby T r ó j c y Ś w i ę t e j .
P r z y t o c z ę cytaty z d w ó c h g ł ó w n y c h d z i e ł teorii koloru, t y m
ciekawszych, że p o w s t a ł y c h w t y m s a m y m czasie i do pewnego
stopnia niezależnie od siebie. Pierwszy pochodzi z d z i e ł a Philippa
Otto Rungego Farbenkugel: „ K o l o r jest o s t a t n i ą s z t u k ą , która
zawsze pozostanie t a j e m n i c ą . Zawiera s y m b o l i k ę T r ó j c y : ś w i a t ł o ,
czyli biel i c i e m n o ś ć , czyli czerń, które nie są kolorami. Ś w i a t ł o ś ć
jest dobrem, c i e m n o ś ć — z ł e m . . . Nie m o ż e m y p o j ą ć ś w i a t ł a i nie
m o ż e m y p o j ą ć ciemności. Dlatego ludziom dane z o s t a ł o obja­
wienie i barwy p r z y s z ł y n a ś w i a t , a oto: błękit, c z e r w i e ń i żółcień.
B ł ę k i t jest Ojcem, c z e r w i e ń jest w i ę z i ą m i ę d z y niebem a z i e m i ą .
G d y obie z n i k n ą , ukazuje się w nocy o g i e ń , k t ó r y jest ż ó ł t y ;
jest to zesłanie Parakleta, dlatego księżyc jest ż ó ł t y . "
1 1

Drugi cytat pochodzi od Goethego: „ J e ż e l i zdamy sobie
s p r a w ę z k r a ń c o w y c h opozycji barwy ż ó ł t e j i niebieskiej i jeśli
dostatecznie długo p r z y g l ą d a ć się b ę d z i e m y ich intensyfikacji k u
czerwieni, co sprawia, iż p r z e c i w i e ń s t w a z a c z y n a j ą się s k ł a n i a ć
k u sobie i łączą się w c z y m ś trzecim, w ó w c z a s n a pewno powsta­
nie pewne, s z c z e g ó l n e , tajemnicze w y o b r a ż e n i e , że t y m oddzielo­
n y m od siebie, przeciwstawnym sobie dwom istnieniom m o ż n a
by p r z y p i s a ć znaczenie w sferze ducha. W i d z ą c j a k k u d o ł o w i
w y t w a r z a j ą one z i e l e ń , a k u górze c z e r w i e ń , z trudom powstrzy­
mamy s i ę od p o m y ś l e n i a tam o ziemskich, a tu o niebieskich
bytaoh, które E l o h i m s t w o r z y ł y . "
1 2

Ż e b y określić p o z y c j ę ozerwieni w koncepcjach, trzeba naj­
pierw p r z y p o m n i e ć

zasadę trójkąta

barw podstawowych,

na

77

I

�której obie się wspierają. Oto g ó r n y w i e r z c h o ł e k trójkąta zajmuje

serce na ten widok, p o ż e g n a j się z Niemcami, ale n a s t ę p n i e zam­

c z e r w i e ń , a u jego podstawy s y t u u j ą się kolory niebieski i ż ó ł t y .

knij swe serce"; „ b y ł o mi ciężko n a sercu"; „ t e n odgłos p r z e s z y ł

Te dwa ostatnie, j a k pisze Goethe, mimo że opozycyjne, znajdu­

mi serce"; „ c z u ł e m ucisk serca".

ją jedność w czerwieni, natomiast w dole, mieszając się w akcie

G d y uważniej p r z y j r z y m y się inwokacji, to z a u w a ż y m y , że

kreacji, emanacji, t w o r z ą zieleń, kolor bliski materii, symbol

jeden szozegół zdecydowanie w y r ó ż n i a ją z całego p a m i ę t n i k a .

ziemi. Nie trudno teraz dopatrzeć się w czerwieni trzeciej, bra­

Przeczytajmy jeszcze raz „ p r z y p a t r z

kującej Osoby Trójcy — D u c h a Ś w i ę t e g o , k t ó r y będąc z a s a d ą

d ę b o m w okolicy Milicza, uciesz oko urokiem ich zieleni, lub

T r ó j c y jest zarazem, j a k czytamy u Bungego

„więzią między

jeśli b ę d z i e to zima, s k r z ą c y m szronem..." i r z e c z y w i ś c i e , poza

niebem a ziemią". N a tej w i ę z i wspiera się c a ł y porządek kos­

t y m jednym, s z c z e g ó l n y m przypadkiem, w c a ł y m tekście ani

miczny, krótko m ó w i ą c kosmos.

się dokładnie

dumnym

razu nie pada słowo „ z i e l e ń " , z a s t ę p u j e ją za to monotonio, barw,

Sakralny charakter t r ó j k ą t a uwypukla ambiwalenoję

two­

p o c h o d z ą c y c h od „żółci". Ż e b y wyjaśnić na czym polega

r z ą c y c h go barw podstawowych. Np. c z e r w i e ń , która jest gwa­

wymiana, musimy ponownie o d w o ł a ć się do kosmicznego

rantem harmonii kolorystycznej, posiada również c i e m n ą i groźną

k ą t a barw.

s t r o n ę : „ P u r p u r o w e s z k ł o ukazuje dobrze o ś w i e t l o n y krajobraz
w ś w i e t l e p r z e r a ż a j ą c y m . W barwy tej tonacji spowite m u s i a ł y
by b y ć niebo i ziemia w D n i u S ą d u

Ostatecznego".

13

Kolor

ta

trój­

zielony symbolizuje w nim ziemię. Opisana przez

Goethego coincidentia oppositorum d w ó c h barw —. żółtej i nie­
bieskiej — z a k ł a d a trzeci czynnik — czerwień. J e j brak lub

B ł ę k i t wg Goethego jest jeszcze bardziej u w i k ł a n y w sprzecz­

o b e c n o ś ć kieruje rocznym cyklem wegetacji. W niej spełnia się

n o ś c i : ,,(...) o błękicie m o ż n a p o w i e d z i e ć , iż posiada właściwości

odwieczny dramat przyrody. Wiosna przynosi zieleń, jesień —•

c z e g o ś ciemnego. B a r w a ta na oko oddziałuje szczególnie, czego

s k r z ą c y się szron. Tymczasem kraina, do której dotarł Harring,

nie da się n i e m a l ż e bliżej określić. Jako barwa jest energią,

nie zna n a s t ę p s t w a pór roku — „ Z i m o w y poranek ś w i t a ł na ho­

j e d n a k o w o ż n a l e ż y do strony negatywnej i w swej najczystszej

ryzoncie, ale t u nie znalazł wiosny. Cztery pory roku w y d a w a ł y

postaci jest niejako nicością, k t ó r a pobudza. Spoglądając

na

się t u b y ć w z a c i e k ł y m sporze nad s p r a w ą śmierci natury. Nawet

nią dostrzegamy sprzeczność m i ę d z y p o d n i e t ą a spokojem (...)

jej elementy z d a w a ł y się istnieć jedynie w stanie s z c z ą t k o w y m " .

T a k j a k chętnie gonimy za u m y k a j ą c y m

przed nami m i ł y m

R o z p a d a j ą się wszystkie w i ę z i łączące do tej pory niebo i z i e m i ę .

przedmiotem, tak s p o g l ą d a m y c h ę t n i e na błękit nie dlatego, że

Chaos p o c h ł a n i a resztki zieleni i w postaci zdegradowanej żółci

nam się narzuca, lecz dlatego, że nas za s o b ą p o c i ą g a . "

1 4

unosi je na swojej powierzchni. „ N i e b o i chaos — to g ł ó w n e

J e d y n y m kolorem pozbawionym tej ambiw.ilencji (pomijając

tło tego obrazu. Ziemia nie b y ł a jeszcze, zdaje się, stworzona..."

d w o i s t o ś ć żółtej barwy, o czym p i s a ł e m wcześniej) jest z i e l e ń :

czas nieba i chaosu jest czasem kosmicznej katastrofy, k t ó r ą

„ O k o nasze znajduje w niej realne zaspokojenie. Jeżeli obie

dopełnia rozpad trójkąta barw. I chociaż ó w D z i e ń S ą d u Osta­

podstawowe

tecznego powinien o b j a w i ć się grozą płonącej purpury, w obrazie

barwy mieszając się p o z o s t a n ą w idealnej r ó w n o ­

wadze, tak że jedna nie dominuje nad drugą, to oko i dusza spo­

Harringa nie znajdujemy czerwieni, ognia, w s z ę d z i e „ p o w i e t r z e ,

c z y w a j ą n a p o w s t a ł e j barwie jako na c z y m ś prostym. Człowiek

ziemia, bagniska i tylko tyle ognia, by służyło na zapalenie

nie chce p ó j ś ć dalej i nie m o ż e . Dlatego też na t a p e t ę w pokoju,

fajki".

w k t ó r y m się stale przebywa, wybiera się najczęściej kolor zie­
lony."

13

Zdziwimy się bardzo, gdy ta sama żółć w koncepcji Rungego
o k a ż e się Parakletem — pocieszycielem. Jestem g ł ę b o k o przeko­

Skoro j e s t e ś m y teraz bogatsi o symboliczny kontekst, oto­

nany, że jedno nie przeczy drugiemu, a p o w y ż s z a interpretacja

czenie, z którego p r z e m a w i a j ą do nas „ b a r w y ziemi", s p r ó b u j m y

poddaje się tej ambiwalencji. N a l e ż y bowiem do natury zjawisk

z o r g a n i z o w a ć w o k ó ł nich poszczególne elementy obrazu H a r r i n -

symbolicznych to, że są ono wieloznaczne. W i e l o z n a c z n o ś ć nie

ga. Inwokacja do „ n i e m i e c k i e g o czytelnika", otwierająca pa­

oznacza sprzeczności. Istotna różnica m i ę d z y pozytywnym a ne­

m i ę t n i k , wprowadza nas w k o s m o l o g i ę c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla

gatywnym odniesieniem barwy ż ó ł t e j , m o ż e tracić na swej istot­

czasu przejścia. P o d r ó ż n i k powinien p o ż e g n a ć się z Niemcami

ności podobnie, jak pozorne wykluczanie się „ d r o g i p r a w d y "

i p r z y g o t o w a ć swe serce na spotkanie z c z y m ś „ i n n y m " , bowiem

i „drogi upadku" w chrześcijańskim planie zbawienia. Widocznie

„ d u m n e d ę b y w okolicy Milicza" są już ostatnim znamieniem

nie wystarczy o d w o ł a ć się do archetypu tak, jak to zrobił Topo­

swojskiego

rów. Niech to ostatnie

krajobrazu i solidnej, trwałej

„niemieckości". Z a

zdanie b ę d z i e konkluzją tego szkicu,

nimi rozpościera się p l ą t a n i n a b e z d r o ż y , b ł o t n i s t e koleiny pro­

a p o n i e w a ż droga, k t ó r ą p r z e b y l i ś m y , nie jest ś l e p ą

w a d z ą c e do nikąd. Nie m o ż n a m ó w i ć o drodze, p o n i e w a ż ta „jak

z a c h ę c a m do g ł ę b s z e g o wczytania się w Zbrodnię

k a ż d e bagno -—• m o g ł a b y dopiero s t a ć się d r o g ą . " I nie tylko

kolorystykę,

za k t ó r ą

kryje

się n i e m a ł e

uliczką,

i karę,

bogactwo

jej

znaczeń.

wzrok, k t ó r y „ d o s ł o w n i e na niczym nie m ó g ł się oprzeć", ale

A m o ż e r o z w i ą z a n i e przyniesie fragment tajemniczej księgi,

i s ł o w a nie p r z y l e g a j ą do swoich d e s y g n a t ó w . „ D r o g a " właściwie

którą niodawno odnaleziono w j a k i m ś starym dworku n a kresach

nie jest drogą, „pierwszorzędna gospoda"

p ó ł n o c n o - w s c h o d n i c h ? Przeczytajmy go na z a k o ń c z e n i e :

k a ż e się d o m y ś l a ć

n ę d z n e j lepianki, a „ c z y s t a woda" okazuje się żółtą posoką.

„ A czy Sędzia, rzekł Major, Żółtą K s i ę g ę c z y t a ł ?

Ó w stan zawieszenia, w k t ó r y m „ o b r a z " jest co prawda „ u t r w a ­

Co to za Żółta K s i ę g a ? P a n Sędzia z a p y t a ł .

lony w p a m i ę c i " , lecz zarazem „ w y ł a n i a s i ę " „unosi s i ę " , kiorujo

K s i ę g a , rzekł Major, lepsza niż wasze statuty

t a k ż e p r z e m i a n ą emocji. G w a ł t o w n e skoki w rytmie uczuć to­

A w niej pisze co s ł o w o : stryczek, Sybir, k n u t y :

w a r z y s z ą pokonywaniu kolejnych barier. Chciałoby się p o w i e d z i e ć ,

K s i ę g a ustaw wojennych, teraz w Litwie całej

że ta magia Alkmeny wciela się w i s t o t n ą m a g i ę serca — „ o t w ó r z

O g ł o s z o n y c h , już pod stół wasze t r y b u n a ł y " .

PR
1

2

J o h n Mandeville
Stróżowski W ł a d y s ł a w , Istnienie

K r a k ó w 1981

Harring, op. cit., s. 333
t a m ż e , s. 326—329
t a m ż e , g. 333
J a n W . Goethe, Nmtka o barwach (w:) Wybór pism este­
tycznych, Warszawa 1981, ss. 296—297
Maria R z e p i ń s k a , Historia, kołom w dziejach
małarstwa
europejskiego,
t. 2, K r a k ó w 1979, s. 90
Goethe, op. cit., s. 324
t a m ż e , s. 303
t a m ż e , s, 299
t a m ż e , s. 304
A d a m Mickiewicz, Pan Tadeusz, w. 165—170
8

9

s. 5
3

Sewer z Antiochii Miłosierny
Samarytanin
(w:) Henri de
L u b a c , Katolicyzm,
K r a k ó w 1961 s. 183
W ł a d y m i r N . T o p o r ó w , Poetyka Dostojcwskiego a archaiczne
schematy myśłenia
mitologicznego, ,,Literatura na świecie", 1981,
nr 118, s 305—331
t a m ż e , s. 318
P a u l Harro Harring, Wspomnienia
z Połski
Kongresowej
(w:) Cudzoziemcy o Polsce. Bełacje i opinie, K r a k ó w 1971, s.
325—354
4

5

6

78

Y P I S Y
7

i wartość,

1 6

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
