<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="8339" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/8339?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T02:09:34+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="8318">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e2adf5370567bdc4cf7552b24335ee42.pdf</src>
      <authentication>7aef6c688b419d35e57405a4d8deb616</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99691">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2390</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99693">
              <text>1992</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99695">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2218</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99697">
              <text>Fotografia - pamięć - wyobraźnia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99698">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.108-111</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99699">
              <text>Sikora, Sławomir</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99700">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99702">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99703">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="99704">
              <text>Fotografia - pamięć - wyobraźnia
Sławomir Sikora
Jedyny problem to jak zmienić portret z powrotem w osobę...
Musimy się kłopotać znaczeniem, a nie wyglądem.
Michael Lesy
Nigdy nie widzimy dwóch ludzi,
lub jednego człowieka,
dwa razy tak samo.
To, czemu nie nadaliśmy nazwy
lub czego nie ubraliśmy w symbol,
umyka naszej uwadze.
W. H. Auden

Związek fotografii z pamięcią wydaje się oczywisty i jedno­
znaczny. W życiu codziennym nie nasuwa on ż a d n y c h w ą t p ­
liwości: m ó w i m y o p a m i ą t k o w y c h zdjęciach, dawaniu zdjęć na
p a m i ą t k ę (na p a m i ą t k ę swoją p o d o b i z n ę ofiaruję...) i t d . Ten
związek pamięci i fotografii p o d k r e ś l a n y był j u ż od samego
p o c z ą t k u istnienia fotografii. W latach pięćdziesiątych ze­
szłego wieku Oliver W . Holmes nazwał fotografię lustrem
z pamięcią. T a k ą też n a z w ę nadano fotografii w j ę z y k u
łacińskim - speculum memor, co dosłownie znaczy właśnie
lustro pamięci - ale tę o s t a t n i ą n a z w ę ukuto dopiero w połowie
dwudziestego w i e k u .
2

W t y m p o r ó w n a n i u do zwierciadła doszła do głosu jedna
z najważniejszych cech fotografii, lub też - precyzyjniej - jedna
z istotniejszych cech przypisywanych fotografii, a mianowicie
jej wierność rzeczywistości. Fotografia traktowana jest j a k o
zapis, ś l a d , czy nawet substytut rzeczywistości. Deiktyczny
język fotografii powoduje, że traktowana jest ona jako
rzeczywistość bliższa, łatwiej dotykalna, p o d r ę c z n a .
„ C o z a s t ę p o w a ł o fotografię przed wynalezieniem aparatu?
Oczekuje się, że o d p o w i e d ź będzie brzmiała: rytownictwo,
rysunek, malarstwo. Bardziej odkrywcza o d p o w i e d ź m o g ł a b y
brzmieć: p a m i ę ć " - pisze John Berger . M o ż n a by zatem
t r a k t o w a ć fotografię j a k o zewnętrzną pamięć. Jeśli tak, to
byłaby ona o b c i ą ż o n a t y m samym dylematem, j a k i Platon
przypisał pismu. Tamuz, o d p o w i a d a j ą c Teutowi zachwalają­
cemu pismo j a k o lekarstwo na p a m i ę ć i m ą d r o ś ć , m ó w i : „ T e n
wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek,
k t ó r y się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć, zaufa pismu
i będzie sobie p r z y p o m i n a ł wszystko z zewnątrz, ze z n a k ó w
obcych jego istocie, a nie z własnego w n ę t r z a z samego siebie.
Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na
przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko p o z ó r
m ą d r o ś c i , a nie m ą d r o ś ć p r a w d z i w ą . P o s i ą d ą bowiem wielkie
oczytanie bez nauki i będzie się i m z d a w a ł o , że wiele umieją,
a po większej części nie b ę d ą umieli nic i tylko o b c o w a ć z nimi
będzie t r u d n o . " * Chyba w podobnym kierunku m u s i a ł a
p o d ą ż a ć myśl Franza K a f k i , kiedy w rozmowach z Gustavem
Janouchem powiedział, że fotografujemy, aby z a p o m n i e ć .
3

s

Takie zastrzeżenie wobec związku pamięci z fotografią
wyda się t y m bardziej słuszne, jeśli uwzględnimy, że fotografia,
odmiennie niż pamięć, nie przechowuje znaczenia. Kiedy
w Nokturnie indyjskim, filmie Alaina Corneau, reporterka
pokazuje Rossigniolowi fotografię uchwyconego od pasa
M u r z y n a z podniesionymi r ę k a m i , wydaje się, że triumfuje on
po zwycięskim biegu; w rzeczywistości stoi przed plutonem
egzekucyjnym, a za chwilę mają paść śmiertelne strzały. Rację
ma więc John Berger, kiedy powiada, że tylko fotografia
rodzinna m o ż e nieść dla nas jasne znaczenie, fotografia
prasowa (publiczna) pozbawiona kontekstu ł a t w o m o ż e nas
mylić co do swego znaczenia i p r z e s ł a n i a .
6

Jurij Ł o t m a n w artykule Sztuka kanoniczna jako paradoks

108

1

1

informacyjny wskazał na dwa typy k o m u n i k a t ó w , k t ó r e
umownie m o ż n a by n a z w a ć „ n o t a t k ą " i „chusteczką z supeł­
k i e m " z a w i ą z a n y m , aby o czymś p a m i ę t a ć . K o m u n i k a t pierw­
szy niesie w sobie treść, k t ó r a w zasadzie jest czytelna dla
k a ż d e g o , kto potrafi czytać, komunikat drugi spełnia jedynie
funkcję m n e m o t e c h n i c z n ą , jest tylko przypomnieniem, że
o czymś mamy p a m i ę t a ć , wydobycie k o m u n i k a t u z tekstu bez
jego wcześniejszej znajomości jest niemożliwe. Odbiegając od
znaczenia jakie n a d a w a ł temu podziałowi Ł o t m a n , m o ż n a
powiedzieć, że fotografia paradoksalnie, wbrew mniemaniu
0 oczywistości przekazywanego przez nią k o m u n i k a t u , przy­
najmniej czasami byłaby bliższa właśnie temu drugiemu
systemowi komunikacji. Z a k ł a d a ł a b y wiedzę, z n a j o m o ś ć k o n ­
tekstu, by m o ż n a j ą było właściwie zrozumieć. Wiąże się to
z faktem, że fotografia nie ma własnego języka, nie ma
ustalonych cech dystynktywnych, k t ó r e m o ż n a by t r a k t o w a ć
jako znaki i k t ó r e umożliwiałyby jej czytanie.
Uwagi te potraktujmy j a k o wstęp do pewnej przygody
z pamięcią, j a k ą opisał w swojej książce La chambre claire
Roland Barthes. Z a n i m jednak przejdę do sedna sprawy
muszę p o k r ó t c e p r z y p o m n i e ć p o g l ą d y Barthesa na fotografię.
C a ł a wspomniana książka Barthesa p o d p o r z ą d k o w a n a jest
poszukiwaniu istoty fotografii, tych cech tego nowego me­
dium, k t ó r e czynią j ą swoistym, odmiennym od poprzednich,
typem obrazowania. „ T o , co Fotografia reprodukuje w nie­
s k o ń c z o n o ś ć , m i a ł o miejsce tylko jeden raz: powtarza ona
mechanicznie c o ś , co nigdy j u ż nie będzie m o g ł o p o w t ó r z y ć się
egzystencjalnie. W Fotografii zdarzenie nie wykracza nigdy
poza siebie, k u czemuś innemu: j a k a ś całość, sprowadza się
zawsze do przedmiotu, k t ó r y widzę. Jest ona a b s o l u t n ą
J e d n o s t k o w o ś c i ą , wszechwładną P r z y p a d k o w o ś c i ą , głuchą
1 b e z m y ś l n ą . " [§ 2 ] T o właśnie p r z y p a d k o w o ś ć fotografii
powoduje, że trudno m ó w i ć o fotografii j a k o takiej (ogólnie),
zawsze bowiem nasuwają się określone zdjęcia. W pierwszym
spojrzeniu w fotografii zawsze widzimy określony wycinek
rzeczywistości, sama fotografia pozostaje jakby niewidoczna,
widzimy człowieka, zwierzę, przedmiot, krajobraz. T o dopiero
akt refleksji pozwala nam na nią p a t r z e ć j a k o na zdjęcie,
medium, dostrzec nie odniesienie rzeczywiste (referencję), lecz
to, co semiotyka nazywa znaczącym. Fotografia z w i ą z a n a jest
ze swoim odniesieniem rzeczywistym tak silnie, że p r ó b a ich
rozdzielenia nieuchronnie powoduje „zniszczenie" fotografii.
Fotografia nie da się w ż a d e n s p o s ó b przekształcić, np.
filozoficznie,
jest „całkowicie o b c i ą ż o n a p r z y p a d k o w o ś c i ą ,
dla której jest n i e w a ż k ą i przezroczystą k o p e r t ą " . [§ 2]
W obliczu fotografii Barthes staje rozdarty między dwoma
głosami: pierwszy narzucający się głos nauki m ó w i - „ W r a c a j
do Fotografii. T o , co t u widzisz i co powoduje twoje cierpienie,
należy do kategorii 'fotografii amatorskich', k t ó r y m i zajmuje
się zespół socjologów; to tylko ślad integrującego c e r e m o n i a ł u
społecznego, k t ó r y ma ponownie w y p r o w a d z i ć R o d z i n ę na
8

9

�spokojne w o d y . " D r u g i , donośniejszy głos wewnętrzny nalega:
p o m i ń socjologiczny komentarz. Barthes postanawia iść za
t y m drugim głosem. Wobec pewnych fotografii chciałby być
nieoswojony, bez kultury. [§ 2] T o pragnienie jest oczywiście
w pewien s p o s ó b złudne. Wobec fotografii m o ż n a p r ó b o w a ć
być jedynie dzikim naszej kultury, wiadomo bowiem, że ludzie
innych k u l t u r m a j ą często t r u d n o ś c i w odczytaniu rzeczywisto­
ści w fotografiach.
Barthes z a u w a ż a , że wszystkie podziały, jakie stosuje się
wobec fotografii, są wobec niej zewnętrzne, są poza jej istotą.
Z tego właśnie p o w o d u postanawia o b r a ć inną, bardziej
osobistą d r o g ę . Z a u w a ż a , że pewne fotografie nic m u nie
m ó w i ą , inne zaś wywołują w n i m r a d o ś ć , jedne milczą, inne
wydarzają się, są p r z y g o d ą . Barthes używa t u w formie
zwrotnej czasownika, k t ó r y w j ę z y k u francuskim strony
zwrotnej nie ma („telle photo m 'advient"; advenir = w y d a r z a ć
się, s t a w a ć się) [§ 7]: czyli pewne fotografie j e m u się „ w y d a r z a ­
j ą " . Postanawia p o s z u k i w a ć istoty fotografii w ł a s n ą d r o g ą ,
d r o g ą , k t ó r a prowadzi poprzez badanie zdjęć, k t ó r e c o ś m u
m ó w i ą , k t ó r e lubi. P o s t ę p o w a n i e t ą d r o g ą wiedzie go do
rozróżnienia d w ó c h możliwych s p o s o b ó w opisu, czy też
zainteresowania fotografią. Pierwszy z nich nazywa studium,
drugie - punctum. Pierwszy wiąże się z k u l t u r o w ą , niejako
o b i e k t y w n ą l e k t u r ą zdjęcia. Bazuje ona na w i e d z у osoby,
k t ó r a je o g l ą d a . Barthes pisze: „ R o z p o z n a ć studium to nie­
chybnie s p o t k a ć się z intencjami fotografa, współbrzmieć
z n i m i , a p r o b o w a ć je lub też o d r z u c a ć , ale zawsze je r o z u m i e ć ,
d y s k u t o w a ć je w swym wnętrzu, p o n i e w a ż kultura (do której
studium przynależy) jest u m o w ą z a w a r t ą między t w ó r c a m i
i konsumentami." [§11] Punctum to słowo, k t ó r e etymologicz­
nie związane jest z r a n ą , bolesnym miejscem; pewne fotografie
są rozdzierające, przeszywają. Wiele fotografii - jak powiada
Barthes - w ogóle nie ma punctum. Punctum jest spoza
jakiegokolwiek kodu, trudno je zlokalizować, czasem dopiero
po długim czasie, po poszukiwaniach i błądzeniach, po
odłożeniu fotografii lub zamknięciu oczu udaje się ustalić co
n a p r a w d ę było powodem niepokoju i b ó l u w danym zdjęciu
- „ t o nie j a je [tj. punctum] wyszukuję, (...) lecz ten element
wyrasta ze sceny, wystrzela z niej j a k strzała i przebija mnie" [§
10]. Ż e b y zatem uchwycić punctum, trzeba niejednokrotnie
pozwolić dojrzewać obrazowi bez patrzenia n a ń . Punctum
często odnosi się do osobistych przeżyć, w s p o m n i e ń , jest spoza
kultury. Jak pisze Barthes - trudno znaleźć jakikolwiek
związek między studium a punctum. T o właśnie ten drugi
aspekt fotografii go pociąga. Jako spectator Barthes interesuje
się fotografią j a k o „ r a n ą " , a nie problemem. M o ż n a t u chyba
widzieć pewne p o k r e w i e ń s t w o do Marcelowskiego rozróż­
nienia na tajemnicę i problem.
10

W swoich dawniejszych poszukiwaniach dotyczących litera­
tury Barthes wyróżnił literaturę n a d a j ą c a się do czytania i tę
n a d a j ą c ą się do pisania. Prawdziwie g o d n ą uznania byłaby
tylko ta druga. Odczucia jakie p ł y n ą z obcowania z nimi
Barthes n a z w a ł odpowiednio przyjemnością i r o z k o s z ą (plaisir
i jouissance). C h o ć trudno byłoby p o r ó w n y w a ć b e z p o ś r e d n i o
jouissance z punctum, istnieje pewne p o d o b i e ń s t w o ze względu
na intensywność uczuć, j a k i się z n i m i w i ą ż ą .
P r z y p a d k o w o ś ć fotografii o d r ó ż n i a j ą od sztuki. Sztuka
zmierza do uchwycenia istoty zjawiska. Potrafi syntetyzować
cechy przedstawianego zjawiska. Fotografia zaś daje zawsze
określony, jednostkowy w y g l ą d . Jest skrajnie metonimiczna
i asymboliczna.
Dalsze poszukiwania Barthesa w i o d ą go do odkrycia istoty
fotografii - jest nią zwykłe, banalne to było. „ O b r a z , powiada
fenomenologia, jest niebytem obiektu. O t ó ż Fotografia, j a k
twierdzę, to nie tylko nieobecność obiektu, ale także, w t y m
samym momencie i na r ó w n i fakt, że ten obiekt rzeczywiście
istniał i że był tam, gdzie go widzę. T u właśnie t k w i szaleństwo,
p o n i e w a ż aż do tego dnia ż a d n a reprezentacja nie m o g ł a
zapewnić mnie co do przeszłości jakiejś rzeczy, chyba że tylko
p o ś r e d n i o : jeśli chodzi o Fotografię, moja pewność jest
natychmiastowa: n i k t na świecie nie m o ż e mnie p r z e k o n a ć , że
się mylę. Fotografia staje się zatem dziwnym medium, n o w ą
formą halucynacji: fałszywą na płaszczyźnie percepcji, praw­
1 1

12

dziwą na płaszczyźnie czasu: halucynacją u m i a r k o w a n ą , m o ż ­
na by powiedzieć - s k r o m n ą , podzieloną halucynacją (z jednej
strony 'tego t u nie ma', jednak z drugiej - 'ale to na n a p r a w d ę
było': szalony obraz, o k t ó r y o t a r ł a się rzeczywistość). [§ 47]
Oczywiście ta p e w n o ś ć , co do istnienia rzeczy, nie idzie w parze
z pewnością, co do ich znaczenia.
Jednym ze znaczących elemetów La chambre claire jest
poszukiwanie w fotografiach egzystencji niedawno zmarłej
matki. P o c z ą t k i są trudne. Barthes cytuje Prousta, k t ó r y
powiada, że przed fotografiami trudniej jest p r z y w o ł a ć wspo­
mnienie jakiejś osoby niż przez zwykłe myślenie o niej. [§ 25]
Cel j a k i sobie stawia Barthes jest umiarkowany: śladem Paula
Valery'ego pragnie tylko napisać dla siebie skromne ze­
stawienie o niej. W poszczególnych fotografiach udaje m u się
r o z p o z n a ć tylko pewne jej cechy - w j a k i s p o s ó b chodziła, j a k a
była zdrowa i jasna, lecz nie udaje m u się odnaleźć jej twarzy. [§
25] Ł a t w o przychodzi m u odróżnienie jej od tysięcy innych
kobiet, ł a t w o r o z p o z n a j e j ą przez różnicę (semiotycznie),
nie m o ż e zaś o d n a l e ź ć jej istotnościowo (fenomenologicz­
nie). [§ 27] „ D o b r z e wiedziałem, że za s p r a w ą owej nieuchron­
ności losu, k t ó r a jest j e d n ą z najokrutniejszych cech żałoby,
nigdy j u ż nie p r z y p o m n ę sobie jej rysów (nie p r z y w o ł a m ich
w sobie w całości, razem), c h o ć b y m przejrzał wszystkie jej
wizerunki." [§ 25] Pewna fotografia, na której matka przytula
go do siebie, pozwala m u nawet o b u d z i ć w sobie m i ę k k o ś ć jej
zmiętej krepdeszyny i zapach ryżowego pudru - ale są to
wszystko jedynie fragmenty. [§ 26]
I w k o ń c u , gdy przegląda jej fotografie i p o d ą ż a wraz z n i m i
wstecz w czasie, udaje m u się j ą odnaleźć: „ F o t o g r a f i a była
bardzo stara. Jej rogi były p o s t r z ę p i o n e od wklejenia do
albumu, sepiowy k o l o r wyblakły, i l e d w i e widoczny
obrazek u k a z y w a ł dwoje dzieci stojących razem w k o ń c u
m a ł e g o drewnianego mostka w Z i m o w y m Ogrodzie o szkla­
nym suficie. M o j a matka m i a ł a wówczas pięć lat (1898), jej
brat siedem. O n oparty był o p o r ę c z mostka, wzdłuż której
trzymał wyciągniętą rękę; ona, niższa niż on, stała nieco z tyłu,
p a t r z ą c w aparat; czuło się, że fotograf powiedział: Zbliż się
trochę, żeby cię było widać; w jednej dłoni ściskała palec
drugiej ręki, częstym u dzieci niezręcznym gestem. (...) Obser­
w o w a ł e m tę m a ł ą dziewczynkę, odnajdując wreszcie m a t k ę .
J a s n o ś ć jej twarzy, dziecinne ułożenia r ą k , miejsce, k t ó r e
posłusznie zajęła, nie wysuwając się na pokaz ani się nie kryjąc,
i w k o ń c u jej ekspresja, k t ó r a o d r ó ż n i a ł a j ą , j a k D o b r o od Z ł a ,
od histerycznej dziewczynki, sztucznie uśmiechniętej lali, k t ó r a
gra dorosłą; wszystko to tworzyło p o s t a ć w najwyższym
stopniu niewinną (...), wszystko to przekształciło fotograficz­
n ą pozę w niemożliwy do utrzymania paradoks, k t ó r y jednak
ona u t r z y m a ł a przez całe swoje życie: potwierdzenie ł a g o d n o ­
ści. W t y m obrazie dziewczynki zobaczyłem d o b r o ć , k t ó r a
stworzyła jej istnienie od razu i na zawsze, bez dziedziczenia jej
po kimkolwiek; j a k m o g ł a ta d o b r o ć wywodzić się od niedo­
skonałych r o d z i c ó w , k t ó r z y tak źle j ą kochali. [...]
Fotografie, k t ó r e fenomenologia n a z w a ł a b y 'zwykłymi'
przedmiotami, były tylko obrazami analogicznymi, przywoły­
wały jedynie jej t o ż s a m o ś ć nie zaś jej p r a w d ę ; ale Fotografia
z Ogrodu Zimowego była rzeczywiście i s t o t n o ś c i o w ą ,
ziściła ona dla mnie, utopijnie, niemożliwą naukę jedynej
istoty." [§ 28, spacja moja - SS]
Barthes powiada, że o d n a l a z ł tę fotografię cofając się
w czasie i że p o s u w a ł się podobnie j a k starożytni Grecy, k t ó r z y
w ten s p o s ó b - cofając się - wkraczali w śmierć: zacząć od
ostatniej - wykonanej niedługo przed śmiercią - fotografii
matki, by skończyć na pierwszej. Takie p o s t ę p o w a n i e Bart­
hesa, j a k również przywołanie kontekstu myśli greckiej,
pozwala chyba na ukazanie z w i ą z k ó w jego p o s z u k i w a ń z grec­
k i m i w y o b r a ż e n i a m i na temat pamięci. Jak pisze Eliade,
w Grecji istniały dwa typy rozumienia pamięci. Pierwszy z nich
wiązał się z poszukiwaniem wiedzy o p o c z ą t k a c h , źródłach:
„ M u z y śpiewają zaczynając od p o c z ą t k u - ix drkhes - pierw­
szego pojawienia się świata, pochodzenia b o g ó w , narodzin
ludzkości. Przeszłość objawiona w ten s p o s ó b była czymś
zdecydownie więcej, niż poprzedzeniem teraźniejszości; była
jej ź r ó d ł e m . W r a c a j ą c do niej, wspomnienie nie poszukuje

109

�czasowej ramy, by umieścić w niej wydarzenia, lecz głębi bytu,
chce o d k r y ć początek, p i e r w o t n ą rzeczywistość, z której
wywodzi się kosmos i k t ó r a czyni możliwym zrozumienie
stawania się j a k o całości." Poeci o p ę t a n i przez M u z y mogli
czerpać b e z p o ś r e d n i o z Mnemosyne, czyli b e z p o ś r e d n i o ze
źródeł p o c z ą t k ó w wiedzy. N a s t ę p n i e mitologia Pamięci i Za­
pomnienia została wzbogacona o w ą t e k eschatologiczny i ule­
gła zmianie: w a ż n a o k a z a ł a się wiedza o poprzednich wciele­
niach. „ C i , (...) którzy są zdolni p a m i ę t a ć swoje poprzednie
życia, są przede wszystkim zainteresowani w odkryciu własnej
'historii', rozdzielonej pomiędzy niezliczone wcielenia. Starają
się oni zjednoczyć te oddzielne fragmenty, by uczynić z nich
pojedynczy wzór, w celu odkrycia kierunku i znaczenia
swojego przeznaczenia. P o n i e w a ż zjednoczenie, poprzez ana­
mnesis, tych całkowicie nie związanych fragmentów historii
implikowało również 'spotkanie p o c z ą t k u i k o ń c a ' ; innymi
słowy,
koniecznym jest
odkrycie, w j a k i
sposób
p i e r w s z a ziemska egzystencja u r u c h o m i ł a proces w ę d r ó w k i
dusz." Jak powiada Elżbieta Wolicka, według Platona teoria
anamnezy nie jest jedynie ,,'tezauryzacją p a m i ą t e k w schowku
pamięci, gromadzeniem i encyklopedycznym sumowaniem
wiedzy, lecz zdolnością' w i d z e n i a i s t o t n o ś ć i ' . "
Oczywiście, przywołanie greckich w y o b r a ż e ń na temat
pamięci nie ma t u na celu bezpośredniego ich p o r ó w n a n i a
z doświadczeniem Barthesa, chcę jedynie w s k a z a ć na pewne
p o d o b i e ń s t w a strukturalne między tymi dwoma d o ś w i a d ­
czeniami. Myślę zresztą, że uwaga Barthesa na temat podobie­
ń s t w a jego p o s t ę p o w a n i a z greckim sposobem wkraczania
w zaświaty, poczyniona było z całą świadomością szerszego
kontekstu, j a k i ta myśl ze sobą niesie. W jego p o s t ę p o w a n i u
m o ż n a dostrzec znaczące p o d o b i e ń s t w o szczególnie do drugie­
go sposobu wykorzystania pamięci: cofanie się w czasie,
cofanie się poprzez medium kolejnych, u ł o ż o n y c h w odwrot­
nym do chronologicznego p o r z ą d k u fotografii, m o ż n a u z n a ć
za p r ó b ę poznania w o d w r ó c o n y m p o r z ą d k u kolejnych „wcie­
l e ń " matki, by „zjednoczyć te oddzielne fragmenty, by uczynić
z nich pojedynczy w z ó r " .
C a ł a książka Barthesa j a w i się j a k o kolejne stadia przygoto­
wania do tego odkrycia i jednocześnie do pokonania fatalności
fotografii - jej nieodwracalności ukrytej w prostej, banalnej
formule: to było.
Paul Ricoeur, pisząc o dyskursie, zwraca uwagę na wy­
stępującą w n i m dialektykę zdarzenia i znaczenia. O ile
wszelki dyskurs realizuje się j a k o zdarzenie, o tyle jest on
rozumiany j a k o znaczenie. T y m , co chcemy zrozumieć, jest
znaczenie, zdarzenie przemija, znaczenie pozostaje trwałe.
W piśmie dochodzi do oddalenia zdarzenia i znaczenia (w
mowie to oddalenie jest ledwie zarysowane) :,,tym, co pismo
rzeczywiście utrwala, nie jest zdarzenie mowy, lecz to, co
powiedziane w mowie, t j . intencjonalne uzewnętrznienie kon­
stytutywne dla pary 'zdarzenie-znaczenie'. T y m , co stanowi
przedmiot zapisu, jest więc noemat aktu mówienia, znaczenie
zdarzenia mowy, nie zaś zdarzenie j a k o zdarzenie."
Fotografia zachowuje się odmiennie od pisma. O ile pismo
przechowuje znaczenie, o tyle fotografia przechowuje zdarze­
nie, znaczenie pozostawiając co najmniej niepewnym. Zna­
mienna dla fotografii p r z y p a d k o w o ś ć zatrzymanej, zaaresz­
towanej chwili, pozostawia zawsze - jeśli sami nie znamy
kontekstu powstania zdjęcia - niepewność co do znaczenia.
Prześledźmy raz jeszcze drogę Barthesa. Całe jego po­
stępowanie ma na celu przekroczenie fatum fotografii, jej
„ p o r u s z e n i e " . Barthes twierdzi, że interesują go tylko pewne
fotografie, te k t ó r e się wydarzają, k t ó r e są p r z y g o d ą . Podobnie
jest z elementem punctum. O ile studium jest statyczne, o tyle
punctum „ p o r u s z a , dzieje s i ę " , jest jakby wchodzenim „ w
g ł ą b " fotografii, czy też raczej - jak powiada Barthes - „ t e n
element wyrasta ze sceny, wystrzela z niej jak strzała i przebija
mnie". [§ 10] Wszystko to wiedzie w kierunku uwzględnienia
elementu czasowego w fotografii, do jej „ p o r u s z e n i a " . Foto­
grafia j a k o konkret zniewala, paraliżuje myśl i wyobraźnię.
Jacob Bronowski napisał, że „nie m o ż e m y sformułować
żadnej teorii (...) bez uformowania w naszym umyśle jakiegoś
wzorca r u c h u , jakiegoś zaszeregowania i przeszeregowania
1 3

1 4

1 5

16

17

18

1 9

110

20

danych, k t ó r e w y w o d z ą się z naszego d o ś w i a d c z e n i a . " O tej
ostatniej-pierwszej fotografii Barthes pisze „ w tym momencie
wszystko zachwiało się i odnalazłem j ą taką, jaką była. [Chodzi
oczywiście o m a t k ę - SS.]
Tego r u c h u F o t o g r a f i i
( p o r z ą d k u fotografii)
doświadczyłem w rzeczywistości." [§ 29, spacja moja - SS]
Widzimy jasno, że Barthes, m ó w i ą c o tej jednej Fotografii, ma
również na myśli wszystkie inne, te, k t ó r e d o p r o w a d z i ł y go do
tej jedynej: ostatniej, lecz pierwszej. W t y m ruchu Fotografii
d o k o n u j e s i ę p r ze к r o c z e n i e j e j a c z a s o w o ś с i .
Paul Ricoeur pisze, że „ w k r a c z a m y do symboliki wtedy, gdy
mamy za sobą śmierć, a przed sobą d z i e c i ń s t w o " . Dzieje się
więc tak wtedy, kiedy potrafimy o d w r ó c i ć bieg czasu, kiedy
potrafimy z a n e g o w a ć jego nieodwracalność. Barthesowi udaje
się przekroczyć fatalność zastygłych fotografii, p a m i ę ć foto­
graficzną, zewnętrzną p a m i ę ć faktów, k t ó r ą Marcel Proust
nazwał pamięcią u p a d ł ą . T o ożywienie pamięci dokonuje się
dzięki sу n t e t у z u j ą ce j w ł a ś c i w o ś c i w y o b r a ź n i .
,,(...) w y o b r a ź n i a jest formą pamięci (...) Obraz powstaje dzięki
umiejętności kojarzenia, a skojarzenia przygotowuje i pod­
suwa pamięć... W t y m znaczeniu z a r ó w n o pamięć, j a k i wyob­
raźnia są formą negacji czasu" — pisze N a b o k o v . N a związek
pamięci z w y o b r a ź n i ą j u ż od dawna w s k a z y w a ł o wielu auto­
rów. Przypomnijmy zdanie Gastona Bachelarda „Przeszłość
przypomniana nie jest tylko przeszłością postrzeżenia... W y o ­
b r a ź n i a zabarwia od p o c z ą t k u obrazy, k t ó r e pragnie raz
jeszcze z o b a c z y ć . " Na tej drodze „ B a c h e l a r d odnajduje
b a u d e l a i r o w s k ą koncepcję pamięci zasadzającą się na 'żywot­
ności' w y o b r a ź n i " - pisze Gilbert D u r a n d .
Zaprezentowany „ p r z y p a d e k " jest trudny do jednoznacz­
nego zaklasyfikowania. Fotografia j a k o zastygły fakt jest
silnie ahermeneutyczna: „Bez względu na to jak długo przypa­
t r y w a ł b y m się [fotografii], nie nauczy mnie ona niczego. T o
właśnie na t y m zatrzymaniu interpretacji opiera się pewność
Fotografii: wyczerpuję swoje możliwości stwierdziwszy: to
było". [§ 44] Barthes p o r ó w n u j e j ą do haiku, podobnie jak ono
fotografia uniemożliwia marzenie, nie daje nam „znaczeń
otwartych", metaforycznych. Barthesowi udaje się p o k o n a ć ,
„ r o z m r o z i ć " te „ z a m r o ż o n e chwile" fotografii. Miejscem,
w k t ó r y m dochodzi do przekroczenia zastygłości fotografii jest
trudny do zdefiniowania element punctum. N a zakończenie
swoich d o c i e k a ń Barthes odkrywa, że we wszystkich foto­
grafiach istnieje jeszcze jeden rodzaj punctum - jest n i m właśnie
to było - czas, który wiąże fotografie ze śmiercią. P o w r ó ć m y
jednak do wcześniej opisanego pierwszego rodzaju punctum.
Zdaję sobie sprawę, że będę t u częściowo (niebezpiecznie - ?)
przekraczał myśl Barthesa.
Barthes omawia element punctum między innymi na pod­
stawie zdjęcia Jamesa Van der Zee (1926) przedstawiającego
rodzinę M u r z y n ó w w odświętnych strojach. P o c z ą t k o w o
wydaje m u się, że to, co go porusza w t y m zdjęciu, to przede
wszystkim zapięte na paski buty stojącej kobiety: „ T o szczegó­
lne punctum wzbudza we mnie wielką sympatię, prawie rodzaj
czułości. Ponieważ punctum nie oddaje pierwszeństwa moral­
ności ani dobremu smakowi: punctum m o ż e być źle wy­
chowane." [§ 19] A l e trzy paragrafy dalej Barthes pisze: „ N i c
dziwnego zatem, że czasem, pomimo swej wyrazistości, punc­
tum m o ż e się objawić dopiero po fakcie, kiedy nie mam j u ż
fotografii przed oczami i kiedy myślę o niej na nowo. M o g ę
lepiej z n a ć fotografię, k t ó r ą p a m i ę t a m , niż fotografię, na k t ó r ą
właśnie patrzę, jak gdyby bezpośrednie widzenie mylnie
kierowało językiem, angażując go w wysiłek opisu, który
zawsze chybia celu - gubi punctum. Odczytując fotografię Van
der Zee, sądziłem, że u d a ł o m i się wychwycić to, co mnie
poruszyło: zapięte na paski buty czarnej kobiety w odświęt­
nym stroju; ale ta fotografia pracowała we mnie i zrozumiałem
później, że prawdziwym punctum był naszyjnik, który nosiła
- ponieważ (z pewnością) był to taki sam naszyjnik (cienkie
pasemka plecionego złota), j a k i widziałem zawsze na szyi
u k o g o ś z rodziny (...) Z r o z u m i a ł e m wówczas, że pomimo całej
swej bezpośredniości i natarczywości punctum m o ż e się p o d d a ć
2 1

2 2

2 3

2 4

25

�pewnemu utajeniu (ale nigdy ż a d n e m u badaniu)." [§ 22]
Punctum to element zdjęcia, w k t ó r y m m o ż e dojść do głosu
pewnego typu relacja dialogiczna między fotografią a ogląda­
jącym: punctum „ t o to, co dodaję do fotografii, ale co tym
niemniej już tam jest". [§ 23] T o miejsce, k t ó r e m o ż e p o b u d z i ć
myśl, p a m i ę ć marzenie, to miejsce, w k t ó r y m daje się p o k o n a ć
„ j a ł o w o ś ć " i a h e r m e n e u t y c z n o ś ć zdjęcia, w k t ó r y m - m o ż n a
by rzec - dochodzi do głosu „ p r y w a t n a symbolika" oglądają­
cego.
Z a u w a ż y ć trzeba, że w elemencie punctum zawieszona
zostaje bezpośrednia referencja zdjęcia, to co Barthes uznał za
niepodważalny aspekt każdej fotografii. W tym rozdwojeniu
referencji (analogiczny naszyjnik z plecionych pasemek złota
na szyi M u r z y n k i i k o g o ś z rodziny) m o ż n a dostrzec pewne
p o d o b i e ń s t w o do właściwej poezji rozszczepionej referencji.
Paul Ricoeur, zastanawiając się nad związkiem procesu meta­
forycznego z poznaniem, w y o b r a ż a n i e m i odczuwaniem, pisze:
„język poetycki m ó w i w nie mniejszym stopniu o rzeczywisto­
ści niż każde inne użycie języka, lecz odnosi się do niej za
p o m o c ą skomplikowanej strategii, której zasadniczym skład­
nikiem jest zawieszenie i niejako usunięcie zwykłej referencji,
właściwej językowi dyskursywnemu. Owo zawieszenie jest
jednak tylko warunkiem referencji drugiego stopnia, referencji
pośredniej, zbudowanej na gruzach referencji bezpośred­
n i e j . " W takim zawieszeniu referencji Ricoeur dostrzega
znaczącą rolę w y o b r a ź n i : „jedną z funkcji w y o b r a ź n i jest
nadanie konkretnego wymiaru zawieszeniu b ą d ź epoche właś­
ciwemu referencji rozszczepionej. W y o b r a ź n i a nie tylko
s c h e m a t y z u j e upodobnienie predykatywne między
terminami przez swój syntetyczny wgląd w p o d o b i e ń s t w o i nie
tylko o b r a z u j e sens dzięki ukazywaniu o b r a z ó w
2 6

zrodzonych przez proces poznawczy i przezeń kontrolowa­
nych. Przede wszystkim przyczynia się w s p o s ó b konkretny do
epoche zwykłej referencji i p r o j e k c j i nowych możliwości
ponownego opisywania ś w i a t a . "
Oczywiście, to zawieszenie bezpośredniej referencji w zdję­
ciu jest bardzo trudne, dlatego właśnie fotografia czasem
odsłania się dopiero wtedy, gdy nie mamy jej już przed oczami.
Barthes cytuje jedynie przykłady, w k t ó r y c h punctum oddziaływuje na p o k ł a d y „osobistej historii". Jeśli jednak uzna­
my za możliwe zaistnienie takiego osobistego symbolizmu
m o ż n a s p r ó b o w a ć zrobić jeden krok dalej i u z n a ć , że j a k i ś
element zdjęcia m o ż e poruszyć nie tylko ściśle prywatne,
jednostkowe, historyczno-osobiste p o k ł a d y w jednostce, ale
także głębsze p o k ł a d y symboliczne, że jednym słowem m o ż e ­
my wkroczyć na obszar symbolu. Zdaję sobie sprawę, że w ten
s p o s ó b zaprzepaszczona zostaje istota fotografii - to było - ale
jestem także ś w i a d o m , że drzwiami tymi przeszedł również
sam Barthes, kiedy odnalazł na fotografii m a t k ę . Tak bowiem
w przypadku Barthesa, jak i Prousta, nie idzie o odnalezienie
przeszłej chwili w jej zastygłości, lecz o metaforyczne połącze­
nie przeszłości z teraźniejszością. Idzie, m o ż n a by rzec, korzys­
tając z terminologii Sorena Kierkegaarda, o przeciwstawiające
się wspomnieniu, a bliskie rytuałowi p o w t ó r z e n i e :
„ N a p r a w d ę żyje ten tylko, kto w y b r a ł P o w t ó r z e n i e . Nie
biegnie on za motylami, jakby był m a ł y m chłopcem, ani nie
wspina się na palce, ł a k o m y wspaniałości tego świata - bo już
je zna. Nie tka, jak stara p r z ą d k a , tkaniny na krosnach
w s p o m n i e ń , lecz robi swoje, rad z możliwości P o w t ó r z e n i a .
(...) Dialektyka P o w t ó r z e n i a jest łatwa, bo to, co powtarza się
- j u ż było (w przeciwnym razie P o w t ó r z e n i e nie jest możliwe)
i właśnie owo ' b y ł o ' czyni P o w t ó r z e n i e nowością. (...) egzys­
tencja, k t ó r a była, teraz się staje."
2 7

2 8

PRZYPISY
1

Fragment wiersza Nie jestem aparatem fotograficznym, przel. J .
Rostworowski, (w:) W . H . Auden, Poezje, W L K r a k ó w 1988.
W motcie zamieniłem kolejność zwrotek.

przeł. W. Witwicki, P W N Warszawa 1958, s.

' E . Wolicka, Pamięć i czas, „ Z n a k " 10—11 ( 4 2 5 - 4 2 6 ) , 1990, s.
121. Spacja moja — SS.

3

J . Berger, Uses of Photography, (w:) tegoż, About
Pantheon Books, New Y o r k 1980, s. 50
128

1 4

5

1 6

5

R . Barthes, La chambre
Gallimard, Le Seuil, 1980, 22
6

1 3

Looking,

J . A. Keim, La photographie et 1'homme. Sociologie et psycho­
logie de la photographie, Casterman 1971, s. 19

Platon, Fajdros,

„słabo intencjonalnego" zjawiskiem

J . P. Vernant, Aspects mylhiques de la memoire en Grece,
„Journal de Psychologie", 1959; cyt. za Eliade, Mythologies of
Memory and Forgetting, ,,History of Religion", Vol. 2, 1965, s. 333
M . Eliade, op. cit., s. 335. Spacja moja — SS.

2

4

próbą uczynienia zjawiska
„silnie intencjonalnym".

claire.

Note sur

la

photographie,

J.Berger, op. cit.. s. 56

7

J . M . Ł o t m a n , Sztuka kanoniczna jako paradoks
komentarz i tłum. St. Zapaśnik, „Literatura" nr 45,

M . Eliade, op. cit., s. 335
P. Ricoeur, Język jako dyskurs, przeł. K . Rosner, (w:) tegoż,
Język, tekst, interpretacja, P I W Warszawa 1989, s. 79
1 7

1 8

informacyjny.
1975

8

Fragmenty książki Barthesa pojawiły się w: ..Fotografia" nr
1(21), 1981 (§§ 36 i 48; tłum. U . Czartoryska), „Obscura" nr 5, 1982
(§§ 19, 33,34,48; tłum. S. Magala), „ K i n o " n r 3 , 1992(11 13,37, 38,
39, 41, tłum. E . Modzelewska-Sikora), Maski, t. I , Wydawnictwo
Morskie Gdańsk 1986 (§ 15, tłum. J . Trznadel).
4

Wszelkie cytaty jeśli tego nie zaznaczę inaczej p o c h o d z ą z wy­
mienionej książki Barthesa. W nawiasach kwadratowych po cytacie
zaznaczam miejsce (paragraf), z którego pochodzi cytat.
Z a c h o w u j ę u ż y w a n e przez Barthesa duże litery. W słowie „ F o t o ­
grafia" Barthes stosuje je w ó w c z a s , kiedy m ó w i o fotografii
w „ o g ó l e " , o istocie fotografii, a nie o jakiejkolwiek fotografii
empirycznej.

P. Ricoeur, Mowa i pismo, przeł. K . Rosner, (w:) Język...,
cit., s. 97

op.

1 9

T a m ż e , s. 99
J . Bronowski, The Visionary Eye. Esseys in the Arts, Literature
and Science, The M I T Press Cambridge, Massachusetts and L o n ­
don, England 1979, s. 28. Spacja moja — SS.
Nieco podobnie dzieje się w Powiększeniu Antonioniego. Kiedy
fotograf poszukuje z n a c z e n i a zdjęć wykonanych w parku „krąży
p o m i ę d z y zdjęciami". Przechodzi od zdjęcia do zdjęcia, od całej
sceny do jej detalu. T o dopiero w tym r u c h u fotografii objawia się
prawdziwe znaczenie sfotografowanej sceny. Kiedy po kradzieży
zdjęć w pracowni pozostaje jedna odbitka, jest ona „ n i e m a i mart­
wa". Fotograf przygląda jej się d ł u g o , lecz nic z niej nie wynika. Por.
S. Sikora, Fotograficzna przygoda Antonioniego:
,,Powiększenie"
(maszynopis, 1990).
2 0

2 1

2 2

1 0

Powszechnie znany jest przykład - podawany przez Melville'a
Herskovitsa — Buszmenki, która nie była w stanie r o z p o z n a ć na
fotografii swojego syna [Allan Sekuła, On The Invention of Photog­
raphic Meaning, „ A r t f o r u m " Jan. 1975].
1 1

1 2

R. Barthes, Le plesir du texte, Editions du Seuil

1982

Z a u w a ż y ć trzeba, że fotografia często dąży do przezwyciężenia
przypadkowości. W modelowej postaci m o ż n a to z a o b s e r w o w a ć
w ukutym przez Henri Cartier-Bressona terminie moment dćcisif.
O t ó ż m o ż n a chyba uznać, że dążenie fotografa do uchwycenia istoty
zjawiska (Stiglitz miał p o n o ć przez trzy godziny czekać w czasie
burzy śnieżnej, by we w ł a ś c i w y m momencie w y k o n a ć zdjęcie) przez
wybranie najwłaściwszej chwili jest przy okazji niejako próbą
przezwyciężenia istoty fotografii, którą jest przecież, przypadko­
w o ś ć . M o ż n a sądzić, że filozofia „decydującego momentu" jest

P. Ricoeur, Konflikt hermeneutyk: Epistemologia interpretacji,
przeł. J . Skoczylas, (w:) tegoż, Egzystencja i hermeneutyka. Roz­
prawy o metodzie, Inst. Wyd. P A X Warszawa 1985, s. 146
Cyt. za W. Karpiński, Portret z wyobraźni,
(w:) W Central
Parku, Res Publica Warszawa 1989, s. 83
Cyt. za G . Durand, Wyobraźnia symboliczna, przeł. C . R o w i ń ­
ski, P W N Warszawa 1986,"przyp. 45 do s. 92
Tamże.
P. Ricoeur, Proces metaforyczny jako poznanie,
wyobrażenie
i odczuwanie, tłumaczyła G . Cendrowska, „Pamiętnik Literacki"
1984, z. 2, s. 280
T a m ż e , s. 281
S. Kierkegaard, Powtórzenie.
Próba psychologii eksperymental­
nej przez Constantina Constantiusa, przeł. B. Świderski, „ R e s
Publica" nr 6. 1990
2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

111

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
