<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="7613" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/7613?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T01:39:15+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="7594">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/96ef29daf4e29dc5c55897f2d7e93032.pdf</src>
      <authentication>d2a56359ac5594d11bb3ab9f4e78968e</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90840">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6550</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90842">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90844">
              <text>2005</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90845">
              <text>historiografia</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90846">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6122</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90847">
              <text>Guzik z historii? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90849">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90850">
              <text>Czaja, Dariusz</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90851">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90852">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90853">
              <text>czas.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90855">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="90874">
              <text>DARIUSZ

CZAJA

m o l o g i c z n y c h kwestii współczesnej historiografii. Już
nawet kartkując t y l k o pobieżnie książkę, można mieć
pewność, że żadne ważne pytanie z katalogu historiograficznych wątpliwości nie zostało t u pominięte. H a ­

Guzik z historii?
Dylematy współczesnej
historiografii

słowo można je ująć tak: jak pisać historię po ostat­
n i c h r e w o l u c j a c h w humanistycznej epistemologii?
k i m w tej sytuacji staje się historyk? czy w swojej pra­
cy m a o n kierować się obowiązkami etycznymi, czy
względami estetycznymi? jak ma się zapis pamięci do
historycznego konstruktu? po co n a m jeszcze historia
po ogłoszonym jakiś czas t e m u „końcu historii"? jeśli
historia tak naprawdę niczego nie uczy, to do czego

P a m i ę ć , etyka i historia. A n g l o - a m e r y k a ń s k a

może n a m się jeszcze przydać?

teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych.

Trzy wyraźnie wyodrębnione części dobrze d o k u ­

(Antologia przekładów)

m e n t u j ą tego rodzaju wybór tematów d o k o n a n y przez

Red. E w a Domańska, Poznań 2002

autorkę a n t o l o g i i .
Patrząc z perspektywy antropologicznej na te pyta­
nia, t r u d n o uciec o d przekonania, że podobne wątpli­
wości nawiedzają o d pewnego czasu i myśl a n t r o p o l o ­
giczną. Można nawet odnieść wrażenie, że dzieje się to
ostatnio ze wzmożoną intensywnością. I z tego też po­

N

w o d u moja l e k t u r a zbioru Pamięć,
ajpierw konieczne

u s p r a w i e d l i w i e n i e . Parę

znawcze zaprzyjaźnionej dyscypliny, ale każe m i przyj­

zdań o... h i s t o r i i tej recenzji. Pierwotnie miała

rzeć się baczniej także używanym przez nas narzę­

ona wejść do jednego z dwóch g r u b y c h n u m e ­

dziom. Redagując przed laty n u m e r „Kontekstów" po­

rów naszego pisma dotyczących pamięci, związków h i ­

święcony związkom wzajemnym h i s t o r i i i antropologii,

storii i pamięci, i t y m p o d o b n y c h problemów. Zdawa­

traktowaliśmy jako p e w n i k zdanie, że pytania i wątpli­

ło się b o w i e m , nie bez racji, że t a m będzie najstosow­

wości poznawcze o b y d w u dyscyplin - c h o ć nie tożsa­

niejsze miejsce dla tej recenzji, że t a m wśród oświetla­

me - to są bardzo sobie bliskie. Czytając teraz antolo­

jących ją z różnych stron, tak właśnie: kontekstów -

gię przekładów zmagających się ze skomplikowaną

będzie jej najlepiej. Jednakże, z powodów najbardziej

materią m e t o d o l o g i i historii, m a m cały czas poczucie,

prozaicznych z możliwych - n a d m i a r tekstów bieżą­

że jestem u siebie. Ze h i s t o r y k i a n t r o p o l o g jadą na

c y c h i t y c h „na wczoraj" - publikacja tej recenzji o d ­

t y m samym - c h y b o t l i w y m i t r u d n y m w prowadzeniu

wlekła się m o c n o w czasie. A l e nie m a tego złego...

— epistemologicznym wózku.

W r a c a m więc n i e m a l po r o k u rozłąki do książki,

N i e sposób w krótkiej recenzji powiedzieć wyczer­

o której miałem kiedyś pisać. I m a m dziwne poczucie,

pująco o wszystkich tekstach, toteż poniższe uwagi ko­

że książka, którą czytam teraz, to już jest nieco i n n a

rzystają ze zrozumiałej w t y m kontekście strategii wy­

książka niż ta, której ślad zachował się n a „trzech stro­

b o r u . T e n zaś p o d y k t o w a n y jest po części wagą p o r u ­

n a c h " kiedyś rozpoczętej recenzji. T r u d n o ukrywać, że
Pamięć,

szanych w artykułach problemów, ale również - nie ma

etyka i historia - bo o niej t u cały czas m o w a -

p o w o d u tego ukrywać - całkiem p r y w a t n y m i zaintere­

niezwykle intrygująca antologia przekładów tekstów

sowaniami. Z żalem pozostawiam więc na b o k u k i l k a

teoretycznych dotyczących sposobu uprawiania histo­

ważnych myślowo artykułów (zwłaszcza H a y d e n W h i ­

r i i dzisiaj, po lekturze w i e l u artykułów z naszych
dwóch tołstych żurnalow

t e ! ) , m a j ą c wszakże świadomość, że mówić po t r o c h u

zgłębiających zagadki pamię­

o wszystkim, to w istocie mówić po t r o c h u o niczym.

c i i zapomnienia prezentuje m i się dzisiaj inaczej niż

Przejdźmy już teraz do szczegółów.

r o k t e m u . O związkach i pokrewieństwach między n i ­
m i za chwilę, powiedzmy jednak najpierw parę zdań

Rozważny, romantyczny i jeszcze...

o samej książce.
S k o m p o n o w a n a przez Ewę D o m a ń s k ą z wyraźną

Jeśli jest jakieś ważne metodologicznie odkrycie

starannością i wielce t r a f n y m d o b o r e m tekstów a n t o ­

o s t a t n i c h lat, to chyba t o , że wizja n a u k i - m a m t u na

logia przekładów anglo-amerykańskiej teorii h i s t o r i o ­

myśli, rzecz jasna, Geisteswissenschaften

grafii jest pozycją wyjątkową. Świadczy o t y m , z jednej

myślowego skansenu. To, że zdarza się spotykać o d

n i c h F r a n k l i n A n k e r s m i t , H a y d e n W h i t e czy D o m i -

czasu do czasu jeszcze osobników konserwujących na­

n i c k LaCapra - co chyba wystarczy za rekomendację,
k i l k u najistotniejszych i najbardziej drażliwych episte-

- z pozytywi­

stycznych rojeń odesłana została w znacznej mierze do

strony, reprezentatywny wybór autorów - a są wśród

z drugiej zaś - jakość samych rozpraw, dotykających

etyka i historia nie

jest t y l k o spojrzeniem „z zewnątrz" na kłopoty po­

miętnie

p r a g n i e n i a o wiedzy p e w n e j ,

prawdziwej

I i o b i e k t y w n e j , w n i c z y m nie zmienia f a k t u , że tworzą

58

�Danusi

Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I ? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

oni - powiedzmy bezpieczniej: zaczynają tworzyć - już

każdym tazem coraz i n a c z e j ? Pytanie to pozosta­

tylko malowniczy margines h u m a n i s t y k i , a i c h teksty

w i a m w zawieszeniu.

pozwalają się zorientować jedynie w t y m „jak to drze­

W myśleniu Topolskiego o h i s t o r i i , przy p e w n y c h

wiej bywało".

wątpliwościach, ostatecznie jednak zwycięża n a u k o ­
wiec. Z k o l e i F e r d i n a n d Sanchez-Marcos

A l e co to bliżej oznacza dla historyka? A przede

próbuje

wszystkim, co realnie oznacza rozbrat z pojęciem na­

przyjrzeć się bliżej figurze historyka jako tłumacza.

uki r o z u m i a n y m na sposób pozytywistyczny?

Przypomina t r u d n y d o zgryzienia również dla history­

Dość przejrzystą odpowiedź na tak postawione

ka włoski kalambur traduttore, tradittore i pyta, czy

wątpliwości daje Jerzy Topolski. Jego głos jest o tyle i n ­

w przeszłości historycy byli raczej tłumaczami, czy też

teresujący, że z jednej strony uznaje o n status quo h i ­

może zdrajcami. Przyswajali realnie coś z „innego

storii po postmodernistycznej rewolcie, nie b r o n i nie-

świata", czy w p r o j e k t o w y w a l i weń własne przekona­

pottzebnie spraw przegranych i nie trzyma się kurczo­

nia? Mówili prawdę, czy kłamali?

wo dogmatów klasycznej historiografii, z drugiej zaś,
nie jest na p e w n o z w o l e n n i k i e m k o n c e p c j i

W

s w o i m artykule Sanchez-Marcos

najbardziej

anything

może ze wszystkich autorów zbioru zbliża się do opisa­

goes, stara się m i m o wszystko uratować zręby h i s t o r i i

nia n a t u r y poznania historycznego j a k o strategii b l i ­

pojmowanej (jednak!) n a u k o w o . Jak to rozumieć? To­

skiej w i s t o t n y c h p u n k t a c h b a d a n i u antropologa,

polski wyraźnie podkreśla, że pora rozstać się z naiw­

a więc tego, który stara się - mówiąc najkrócej - w n i ­

nym przekonaniem historyków o całkowitej mimezie

kać w „ o b c e " światy, przełamywać liczne bariery i n n o ­

świata, o którym piszą, czy może lepiej: który powołu­

ści. Przypomina o n spopularyzowaną przez D a v i d a L o -

ją do istnienia. Można mieć różne zdania na t e m a t re­

w e n t h a l a frazę „przeszłość to obcy k r a j " (w istocie jest

alnych skutków fali postmodernistycznej w h i s t o r i o ­

to pierwsze zdanie z powieści Leslie P H a r t l e y a -

grafii, t r u d n o jednak, pisze Topolski, trzymać się dalej

Go-Between),

realistycznej t e o t i i korespondencji między narracją h i ­

ność, odmienność m i n i o n e g o świata o d tego, w któ­

storyczną a przeszłością samą w sobie. W świetle tego

r y m f u n k c j o n u j e h i s t o r y k . Jego zadanie j a w i się w tej

kryzysu przedstawienia trzeba przeformułować zadania

sytuacji jako zadanie translatorskie: zrozumieć na tyle,

nauki. Jeśli w istocie nie do utrzymania jest prosto­

na ile się da „obcy" świat i przeszczepić jego rozumie­

duszna wiara w jedną prawdę czy uchylanie związku

nie na „własny" g r u n t . Przełamywanie obcości, znosze­

między sposobem prezentacji przeszłości a nią samą, t o

nie barier między o b c y m i światami to główne zadanie

nie oznacza to całkowitego porzucenia p e w n y c h ele­

historyka. Zastanawia się autor n a d interesującą k w e ­

mentarnych wymogów naukowości. T o p o l s k i zalicza

stią: jak się mają ograniczenia w r o z u m i e n i u ludzi tej

do nich: ścisłość i precyzję badawczą, procedury ide-

samej kultury, ale żyjących w i n n y c h epokach, d o

The

kładąc nacisk właśnie na obcość, i n ­

alizacyjne, czyli k o n s t r u o w a n i e m o d e l i , nacisk na ob­

trudności w r o z u m i e n i u ludzi żyjących w t y m samym

serwację świata bez względu na twierdzenia o dostępie

czasie, ale należących do różnych kultur? Czy na przy­

bądź braku dostępu do niego i wreszcie: postęp w ba­

kład łatwiej n a m , Europejczykom, zrozumieć człowie­

daniach historycznych.

ka e p o k i Oświecenia, czy żyjącego obecnie Hindusa?
Która obcość jest n a m bliższa, którą łatwiej przyswoić?

Tekst Topolskiego jest zbyt krótki i zbyt ogólny, by

Intrygujące to zagadki.

z nim dyskutować. Jest taczej listą haseł i zaleceń (mo­
że czasem: ptagnień) niż dogłębną analizą sytuacji h i ­

N a t u r a l n i e , takie rozumienie poznania historycz­

storiografii „po p o t o p i e " . Formułowany t u p r o g r a m

nego łączy się ze wszystkimi zagrożeniami i iluzjami,

pozytywny jest na tyle ogólnikowy i oczywisty, że w za­

które napotyka tłumacz w swojej pracy translatorskiej.

sadzie (poza może tezą o postępie) t r u d n o się z n i m nie

A u t o r nawiązuje wyraźnie w swojej propozycji do k o n ­

zgodzić. K t o będzie dyskutował z tezą, że myślenie po­

cepcji

winno być raczej ścisłe niż niechlujne? G o d n e wszak­

i h e r m e n e u t y k i twórczego przyswojenia Paula Ricoeu-

że odnotowania jest t o , że w tej wypowiedzi tak wyraź­

ra. I , co ważne, podkreśla o n za w s p o m n i a n y m i auto­

nie ściera się „nowe" ze „starym". T o p o l s k i przyjmuje

r a m i wyraźny kontekst etyczny takiego podejścia do

pewne rozwiązania postmodernistycznej historiografii,

przeszłości. C h o d z i już nie t y l k o o t o , by wyjaśniać

fuzji horyzontów

Hansa-Georga

Gadamera

ale najwyraźniej nie chce wylać dziecka z kąpielą i po­

„jak było naprawdę", ale by m ó c wejść w owocny dia­

stuluje - m i m o wszystko - w a r u n k o w e utrzymanie te­

log ze światem, który się bada. Oczywiście, myśl jest

zy o naukowym (przy nieco rozluźnionych rygorach)

szlachetna, ale w praktyce badawczej n i c nie jest pro­

statusie historii. Dyskusyjna jest natomiast dla m n i e

ste i oczywiste. Bywa, że próby przełamywania obcości

teza, czy tzeczywiście można mówić o a k u m u l a c j i wie­

stają się źródłem napięcia raczej niż porozumienia,

dzy historycznej, czy wraz z rosnącą górą i n f o r m a c j i

bardziej iluzji niż owocnego dialogu. N i e m n i e j jednak

o przeszłości,

Sanchez-Marcos postrzega tę hermeneutyczną prakty­

rzeczywiście

wiemy o

niej

coraz

w i ę c e j . Skoro, jak chciał B u r c k h a r d t , historia jest

kę historyczną jako j e d n o z ważniejszych

„zapisem tego, co jeden w i e k uznaje za godny o d n o t o ­

współczesności. Możliwe, że jest o n o u t o p i j n e w swo­

wania w i n n y m " , to może jest raczej tak, że nie tyle

i c h dalekosiężnych celach, ale przynajmniej nie w y ­

wiemy o m i n i o n y c h światach więcej, ile po prostu za

zbywa się pewnej dozy odpowiedzialności za świat - co

1

59

wyzwań

�Danusi Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I . ' D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

w słowach n a d m i e r n i e może patetycznych stara się

tetycznego nie zaś epistemologicznego rozumienia re­

wyrazić autor w p o d s u m o w a n i u swoich uwag.

prezentacji. Z rozważań n a d kłopotami z pojmowa­

W

stronę nieco podobnie r o z u m i a n y c h konse­

n i e m reprezentacji wynikają trzy, brzemienne w s k u t k i

k w e n c j i etycznych pracy historyka zmierza myśl Fran­

w n i o s k i . Po pierwsze: w b r e w tradycyjnemu stanowisku

ka A n k e r s m i t a , c h o ć co innego jest dominantą jego

epistemologicznemu, w przypadku reprezentacji histo­

rozważań. W m o i m przekonaniu jest t o jeden z n a j ­

rycznej nie porównujemy języka i rzeczy, ale „rzeczy"

ważniejszych tekstów całego zbioru. Tezy A n k e r s m i t a ,

z „rzeczami", ocenianie więc tekstu historycznego pod

jak zwykle, nowatorskie i świetnie uargumentowane,

kątem fotograficznej dokładności zupełnie mija się

wyrywają z epistemologicznej d r z e m k i i zmuszają d o

z celem. Po drugie: n a solidnie rozpracowanym przy­

g r u n t o w n e g o przemyślenia rzekomo niewzruszonych

kładzie k o n c e p t u „ruchu robotniczego" (pytanie, co

pewników.

realnie o d p o w i a d a t e m u pojęciu?) dowodzi autor, że

A n k e r s m i t rozważa o d różnych s t r o n t a k m o c n o

nie m a rzeczy bez reprezentacji, że przeszłość o d m a l o ­

krytykowaną w t r a d y c y j n y m m o d e l u obiektywistycz-

wywana przez historyka jest nie m n i e j uzależniona o d

nej historiografii kwestię subiektywności badacza. H i ­

sposobu jej przedstawienia niż „obiekt" przedstawienia

storyk, j a k dobrze wiemy, w i n i e n być w swej pracy cał­

w malarstwie p o r t r e t o w y m . Po trzecie: dokładność,

kowicie bezstronnym sędzią, w i n i e n unikać wszelkiej

rozumiana jako ścisła odpowiedniość słów i rzeczy jest

tendencyjności, odsuwać własne poglądy n a bezpiecz­

niemożliwa d o osiągnięcia, i dotyczy t o zarówno repre­

ną odległość i p o prostu skrupulatnie i uczciwie korzy­

zentacji artystycznej, j a k i historiograficznej. Jest t a k

stając z materiału źródłowego opowiadać o t y m , co się

dlatego, ponieważ n i e dysponujemy a b s o l u t n y m i kry­

wydarzyło. W t a k formułowanym programie pozytyw­

t e r i a m i , które mogłyby n a m pokazać jakie relacje p o ­

n y m szczególnie podkreślano, że badacz - jeśli nie

w i n n y łączyć słowa z rzeczami.

chce pogwałcić obowiązujących w k o n f r a t e r n i history­

Najciekawsza jest konkluzja t y c h wywodów. Otóż,

ków reguł gry - p o w i n i e n przede wszystkim zrezygno­

nie traktuje A n k e r s m i t powyższych konstatacji jako

wać z u j a w n i a n i a swoich sympatii p o l i t y c z n y c h i prze­

ułomności poznania historycznego, nie rozumie i c h ja­

konań m o r a l n y c h . D o w o d z i A n k e r s m i t , że z nieja­

ko epistemologicznych defektów. Przeciwnie: pokazuje

snych (a może właśnie: nazbyt jasnych)

powodów,

język reprezentacji, jego tworzenie, wyłanianie się jako

z reguły kiedy mówiono o subiektywności tekstu histo­

sferę wolności: „nieokreśloność relacji między słowem

rycznego

rzadko zwracano

uwagę

n a t a k łatwo

a przedmiotem nie jest wadą, lecz największą zaletą

u c h w y t n e jego cechy j a k : specyficzny styl pisarski czy

wszelkich reprezentacji językowych. C i historycy, któ­

przynależność d o jakiejś szkoły badawczej, natomiast

r y m w i c h własnej dziedzinie przeszkadza brak precyzji,

zawsze zarzut subiektywności kojarzono z wartościami

okazują względem niej nieufność spowodowaną t y m ,

p o l i t y c z n y m i i m o r a l n y m i . Dlaczego t a k się dzieje?

co w istocie stanowi jej największą wartość i najcie­

A n k e r s m i t przekonuje, że n i e dlatego, by były one su­

kawsze wyzwanie. Tutaj b o w i e m język dopiero się rodzi,

b i e k t y w n e , ale właśnie dlatego, że obydwa te światy

wyłania się z tego, co językiem jeszcze riie jest", (s. 66-

wartości - inaczej niż styl pisarski czy orientacja m e t o ­

67) Historyczne reprezentacje danego w y c i n k a prze­

dologiczna - należą d o sfery o b i e k t y w n e j . M a ł o tego,

szłości, to i n n y m i słowy p r o p o z y c j e konstruktów

wbrew naszym r u t y n o w y m przyzwyczajeniom, są one

językowych najlepiej odpowiadających rzeczywistości,

niezwykle blisko powiązane z wartością, której głów­

którą opisują. Z t y m idzie w parze m o c n o podbudowa­

nie chce służyć h i s t o r y k - prawdą: „być może w war­

ne przekonanie, że - logicznie rzecz biorąc - w ocenie

tościach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h dostrzega się t a k

reprezentacji historycznych kryteria estetyczne wyprze­

wielkie zagrożenie d l a prawdy historycznej n i e dlate­

dzają kryteria dyskursu poznawczego i normatywnego.

go, że są one o d niej nieskończenie odległe i należą d o

Te pierwsze pozwalają n a m dopiero ocenić wartości po­

zupełnie innego świata, ale właśnie dlatego, że są zbyt

znawcze i n o r m a t y w n e tekstu. Jeśli b o w i e m , reprezen­

blisko niej i ze t r u d n o te światy rozdzielić. Wartości

tacja historyczna zawsze jest (musi być) w y b o r e m spo­

moralne i polityczne należą bardziej d o świata przed­

śród k i l k u możliwości, t o w efekcie stopień jej trafności

m i o t u niż p o d m i o t u , a zatem h i s t o r y k określany jako

(udatności) badamy n i e poprzez porównanie narracji

'subiektywny' pozostaje wierny domenie

z samą przeszłością, ale poprzez porównanie narracji

przedmiotu

(zgodnie z w y m o g a m i o b i e k t y w i z m u ) , nie zaś w sferze
własnej podmiotowości

między sobą.

i osobistych doświadczeń. I n n y ­

Jak te uwagi o reprezentacji wiążą się z kwestią war­

m i słowy, istota p r o b l e m u może polegać n a t y m , że

tości? Postuluje A n k e r s m i t twierdzenie zgodnie z któ­

prawda historyczna przejawia się niekiedy w w a r t o ­

r y m , u w a r u n k o w a n i a polityczne i moralne tekstu h i ­

ściach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h i vice versa", (s. 57)

storycznego t o - w b r e w zdroworozsądkowym przeko­

drobiazgowo dyskutuje standardowe

n a n i o m - nie przeszkoda w d o t a r c i u do prawdy, ale

argumenty obiektywistyczne, szczególną jednak uwagę

przeciwnie, to jej w a r u n e k ! Najbardziej zaskakująca

poświęca kwestii reprezentacji historycznej i jej nie­

konkluzja brzmi t a k : „dyskurs narracyjny bądź histo­

bezpiecznym związkom z wartościami, o których była

ryczny jest najlepszym p u n k t e m odniesienia, gdy cho­

m o w a . Jego myślenie w tej kwestii zmierza w stronę es­

dzi o wybór najwłaściwszych n o r m politycznych i m o -

Ankersmit

60

�Darius? Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

ralnych. Inaczej mówiąc, wybór określonego działania

rzeczywistości. Dzisiaj historycy muszą wiedzieć, że

politycznego l u b etycznego może zasadzać się na wcze­

w t e n czy i n n y sposób konstruują tę rzeczywistość,

śniejszym ustaleniu, które reprezentacje historyczne

bądź, j a k to ujął b r u t a l n i e G o l o M a n n , zmyślają ją.

uważamy za najlepsze i jakie n o r m y polityczne i m o r a l ­

Oczywiście, kiedy mówi o n o zmyślaniu, to nie ma na

ne są w n i c h eksponowane. Zgodnie z tą metodą po­

myśli zwykłego kłamstwa, ale konieczność uzupełnia­

winniśmy wybierać te wartości polityczne i moralne,

nia, wypełniania „pustych" miejsc w obrazach prze­

któte stały się źródłem najbardziej u d a n y c h i wyrazi­

szłości: „Historycy (...) zmyślali o d czasu, kiedy T u k i ­

stych reprezentacji przeszłości" (s. 78). Przykładowo:

dydes wprowadził d o swojego dzieła mowy, dramatycz­

niemal wszyscy zgadzamy się co do tego, że obraz rewo­

ne dialogi, co do których przyznawał, że wprawdzie nie

lucji francuskiej w dziele Tocqueville'a przewyższa w i ­

w i a d o m o , czy tak zostały wygłoszone, ale p o w i n n y być

zję Micheleta, co z kolei może być p u n k t e m wyjścia do

tak wygłoszone. Nowoczesne

porównania wartości politycznych wchodzących w grę

stwo nie zaniechało tej m e t o d y t a k całkowicie jak się

w obu przypadkach, kulminującego we wniosku o wyż­

sądzi. B o w i e m jeśli nawet z reguły wystrzega się o n o

szości wartości liberalnego indywidualizmu (Tocqueville)

wkładania w usta s w o i m b o h a t e r o m słowa mówione­

nad indywidualizmem z l e w i c o w y m o d c h y l e n i e m ( M i -

go, to odgaduje myśli, jakie zostały pomyślane tak al­

chelet). A zatem, reprezentacja historyczna czytana

bo inaczej; w t e n sposób k o n s t r u u j e przecież poglądy,

n a u k o w e dziejopisar­

nie tylko z czysto poznawczego, ale też z pragmatyczne­

przyczyny, związki, których rzeczywistości i oddziały­

go p u n k t u widzenia, może być d o b r y m źródłem wybo­

wania nie może dowieść, a którym jednak i właśnie i m

ru właściwych (przekonujących, najlepiej uzasadnio­

zawdzięcza sens swego przedsięwzięcia".

nych) wartości politycznych i

moralnych.

3

Jednakże

różnica między Tukidydesem a współczesnymi history­
k a m i jest - w o l n o sądzić - taka, że c i o s t a t n i wiedzą,

W p u b l i k o w a n y m kiedyś w „Kontekstach" wywia­

co robią (w każdym razie wiedzieć p o w i n n i ) i są świa­

dzie A n k e r s m i t mówił o konieczności p o w r o t u „prze-

d o m i k o n s e k w e n c j i stosowanych przez siebie „kon­

naukowionego" pisarstwa historycznego do r o m a n ­

s t r u k c y j n y c h " procedur.

tycznych korzeni, do n a r r a c j i z wyraźnym stemplem
jednostkowego stylu i autorskiej sygnatury. Mówiąc

W „nowej" historiografii anglo-amerykańskiej za­

o nowym romantyzmie j a k o atrakcyjnej dla historyka

miast jałowego o p t y m i z m u pozbawionego pytań d o m i ­

propozycji, przeciwstawiał się w t e d y h i s t o r i i pisanej

nuje raczej m o c n e poczucie ułomności naszych m e t o d

przez „całkowicie odczłowieczone, abstrakcyjne j e d ­

docierania do przeszłości i świadomość, j a k wiele zale­

nostki, które po prostu orzekają o prawdziwości jakie­

ży o d samego historyka, jak wielka t y m samym spoczy­

goś fragmentu przeszłości". W p r e z e n t o w a n y m tek­

wa na n i m odpowiedzialność za p r o p o n o w a n y czytel­

ście rozwija tę myśl i wzmacnia, ale t y m razem czyni

n i k o m obraz światów m i n i o n y c h . By być w i a r y g o d n y m

tak, nie w obronie żywego, pojedynczego doświadcze­

i słuchanym, m u s i o n teraz odgrywać wiele ról. I to nie

nia, ale - paradoksalnie - w obronie wartości obiek­

z osobna, ale najlepiej jednocześnie. Teraz już nie w y ­

tywnych, tych, które tworzą rzeczywisty świat każdej

starczy m u d o epistemologicznego szczęścia i sukcesu

historycznie i k u l t u r o w o określonej wspólnoty.

czytelniczego solidna krytyka źródeł. Dzisiaj m u s i być

2

i „rozważny", i „romantyczny". A także „etyczny" i „es­

K t o więc, w świetle powyższych propozycji, pisze
teraz historię? K i m jest - bądź: k i m być p o w i n i e n

tetyczny". Dobrze też, by miał jeszcze pisarski talent.

-

współczesny historyk? Współczesny, a więc t e n , który

Nieproste wymagania...

lata poznawczej niewinności i naiwności ma już za so­

Pamięć, żałoba i melancholia

bą. K i m zatem? Kładącym wciąż nade wszystko nacisk
na solidny warsztat i precyzyjne i n s t r u m e n t a r i u m po­
jęciowe Naukowcem? Wyrozumiałym,

słuchającym,

niwelującym historyczne odmienności

Tłumaczem?

Wspomniałem wcześniej o dwóch s o l i d n y c h t o ­
m a c h „Kontekstów" (nr 1-3 i 3-4: 2003) poświęco­

Niewyrzekającym się e m o c j i i osobistego zaangażowa­

n y c h różnym aspektom pamięci i i c h oświecającej r o l i

nia noworomantycznym Pisarzem?

w mojej p o n o w i o n e j lekturze zbioru Pamięć,

Pewnie każdym z n i c h po t r o c h u . C h y b a żadna ge-

etyka i hi­

storia. D w a słowa o t y m . Pośród w i e l u tekstów z n u m e ­

neralizacja nie jest t u możliwa. A przecież wymieniłem

r u 1-2 dotykających s k o m p l i k o w a n y c h relacji pamięci

tu ledwie trzy opcje. M i m o że zdają się one dość repre­

i h i s t o r i i dwa zdają m i się wielce symptomatyczne.

zentatywne, nie wyczerpują, co jasne, wszystkich moż­

W pierwszym artykule h i s t o r y k Żydów Yosef H a y i m

liwości. Przy wszystkich różnicach ról p r o p o n o w a n y c h

Yerushalmi pisze o t r u d n y m do zrozumienia dla naszej

historykom wyraźna teza, jaka płynie z recenzowanego

zhistoryzowanej świadomości fakcie p r y m a t u , j a k i j u ­

tomu, jest taka: nie m a już raczej p o w r o t u do pozyty­

daizm przydawał żywej pamięci n a d zainteresowaniem

wistycznej wizji historii, do h i s t o r i i z i n d u k c y j n y m na-

faktografią, a więc historią, w znaczeniu w j a k i m rozu­

nizywaniem faktów na przyczynowo-skutkowy sznu-

m i e m y ją dzisiaj. Pamięć pielęgnująca wiedzę o bo­

tek, z przezroczystymi semantycznie źródłami, z k o n ­

skich wtargnięciach w empiryczny świat ostatecznie

cepcją jednej Prawdy i h i s t o r y k i e m - s u m i e n n y m ar­

okazywała się dla wrażliwości żydowskiej

chiwistą, który ma n i e k o n f l i k t o w y dostęp do m i n i o n e j

mocniejszą

4

61

rzeczywistością

niż

znacznie

zanotowane

przez

�Dańusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L I

&lt;VTY WSPÓ1CZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

skrybów „prawdziwe" wydarzenia, co dość paradoksal­

uzależnienia o d przeszłości, narcystycznej identyfikacji

ne, zważywszy na silne podkreślanie przez j u d a i z m h i -

z u t r a c o n y m o b i e k t e m miłości. Inaczej - żałoba. Może

storyczności Boskiego objawienia. D r u g i tekst, autor­

ona skutecznie przeciwdziałać melancholijnej depresji.

stwa Paula Ricoeura

Umożliwia rozpoznanie Innego jako Innego, rozluźnia

5

pokazuje na w i e l u i n s t r u k t y w -

n y c h przykładach różnorakie formy zagrożenia pamię­

t y m samym gorset

c i . A n a l i z u j e niezwykle precyzyjnie zjawiska pamięci

istotnej dla m e l a n c h o l i i . W żałobie człowiek ma pełną

narcystycznej

identyfikacji,

tak

powstrzymywanej, pamięci m a n i p u l o w a n e j i pamięci

świadomość straty, lecz z czasem potrafi się o d niej

narzuconej, przedstawiając sposoby nadużywania pa­

odłączyć, opuścić „kraj" przeszłości i stanąć po stronie

mięci n a t u r a l n e j i k o n s e k w e n c j i społecznych, jakie

teraźniejszego życia. Pamięta o n i szanuje zmarłego, ale

z t y c h nadużyć wynikają. W pierwszym tekście pamięć

nie identyfikuje się z n i m . Żałoba podtrzymuje korzyst­

jest zdecydowanie silniejsza o d h i s t o r i i , w d r u g i m oka­

ną dla życia różnicę. A b y żałoba była skuteczna, musi

zuje się ona bardzo kruchą instancją, władzą podatną

mieć wsparcie we wspólnocie.

na liczne nadużycia.

Jak przenieść te uwagi na myślenie o pisaniu histo­

I jeszcze jeden o g r o m n i e ważny tekst zamieszczony

rii? Operując zręcznie o b y d w o m a pojęciami, dołącza

w t o m i e d r u g i m pisma: bogato egzemplifikowana roz­

do n i c h autor jeszcze dwa i n n e , f u n d a m e n t a l n e Freu­

prawa autorstwa K e r w i n a Lee K l e i n a . N i e dziwi, że

dowskie

a u t o r k a a n t o l o g i i w s p o m i n a z entuzjazmem w swoim

zwłaszcza t e m u o s t a t n i e m u przydając ogromną wagę.

wstępie t e n właśnie artykuł. To właśnie K l e i n jako je­

Przepracowanie przeszłości jest -

d e n z pierwszych poddał analizie zastanawiający feno­

i bolesną - n i e m n i e j j e d n a k konieczną próbą uporania

m e n świata zachodniego: pojawienie się stosunkowo

się z przeszłością. LaCapra postuluje wyciągnięcie ka­

n i e d a w n o (lata 80.) pamięci w dyskursie publicznym,

tegorii przepracowania z k o n t e k s t u terapeutycznego

a zwłaszcza n a u k o w y m . Powołuje się o n przy t y m na

i odniesienie go do rozważań natury etycznej i poli­

6

pojęcia:

przeniesienia

i przepracowania,
ogromnie trudną

prekursorskie w tej m a t e r i i prace Pierre'a N o r a i wła­

tycznej. W jego r o z u m i e n i u przepracowanie jest bo­

śnie na książkę Zakhor Yerushalmiego, z której p o c h o ­

w i e m w dużej mierze procesem etycznym. Transferując

dzi przypomniany przed chwilą rozdział. K l e i n zwraca

Freudowski dyskurs kliniczny na kwestie pisarstwa h i ­

uwagę na to, że tak m o c n a o b e c n o ś ć pamięci w na­

storycznego, La Capra k o n k l u d u j e :

szym myśleniu jest reakcją na rozczarowanie dyskur­

„Wiele spraw związanych z H o l o c a u s t e m i i n n y m i

sem historycznym, powiada też, że pamięć bywa często

'katastrofami' historycznymi można

i s t o t n y m uzupełnieniem, o ile nie alternatywą dla te­

i pamiętać, trudność zaś polega na t y m , aby nie trwać

go dyskursu.

obsesyjnie przy urazie j a k o doświadczeniu

zrekonstruować
niczyim,

które sprawia, że, paradoksalnie, jest się świadkiem za­

Te trzy pobudzające myślowo eseje tworzą owocne
tło d l a rozpraw

łamania możliwości świadectwa, lecz by wypracować

z części drugiej naszej antologii, zwłaszcza dla tekstów

relację między pamięcią a rekonstrukcją, w której bę­

D o m i n i c k a LaCapry i Franka A n k e r s m i t a , na które

dą się one wzajemnie wzbogacać oraz krytycznie kwe­

teraz szczególnie chciałbym zwrócić uwagę. O b y d w a

stionować i która będzie uwrażliwiała na zagadnienie

poznawczo i wyjątkowo stosowne

dotyczą wydarzeń, o których E m m a n u e l Levinas pisał,

urazu psychicznego" (s. 130). I nieco dalej: „Histo­

że „rozdzierają swoją własną o s ł o n ę " .

ryczne s t u d i u m zdarzenia granicznego może pomóc

7

LaCapra, autor szeregu p u b l i k a c j i drążących bole­

wytworzyć gotowość do odczuwania lęku w d a w k a c h

sny i t r u d n y p r o b l e m historiografii H o l o c a u s t u , jak

nieparanoidalnych, która da lepszy p u n k t wyjścia po­

i możliwości pisarskiego udźwignięcia wydarzeń gra­

myślenia możliwości 'tego, czego nie da się pomyśleć'

nicznych, w s w o i m artykule rozważa zagadnienie trau-

oraz przeciwstawienia się w a r u n k o m sprzyjającym wy­

m y j a k o kategorii interpretacyjnej. Szkoda, że jest to

stępowaniu zdarzeń pourazowych; takie s t u d i u m może

tekst wyraźnie przegadany, idący nierzadko w różnych,

zatem sprawić, że powiedzenie 'ostrzeżony - uzbrojo­

często rozbieżnych k i e r u n k a c h , a miejscami po prostu

n y ' zyska n o w y wydźwięk" (s. 133). Tekst t a k i może

mętny. N i e zmienia to f a k t u , że p r o b l e m , z którym się

być o d p o w i e d n i k i e m jednostkowego

zmaga, jest ogromnie ważny.

nia", może wyposażyć zbiorowość w narzędzia do upo­

„przepracowa­

rania się z n i e c h c i a n y m i e l e m e n t a m i

P u n k t e m wyjścia artykułu jest pochodzące o d Freu­

przeszłości.

Oczywiście, jest to możliwe tylko przy założeniu, że

da psychoanalityczne i n s t r u m e n t a r i u m pojęciowe. La­

„przepracowanie" jest procesem pożądanym i że roz­

Capra stara się uczynić z niego użyteczne narzędzie ba­

ważania natury etycznej przynoszą - mniej lub bardziej

dawcze. D w a przywoływane przezeń i analizowane

zrealizowany - ale w efekcie potrzebny skutek.

w tekście pojęcia to — wspominane również przez R i ­
coeura w c y t o w a n y m artykule - żałoba i melancholia.

Budując zręby swojej t e o r i i krytycznej, LaCapra

M e l a n c h o l i a m a charakter ambiwalentny, może być

postuluje bardzo m o c n o konieczność etycznego zwro­

w a r u n k i e m żałoby, ale też może skutecznie blokować

t u w analizach wypadków granicznych. W i d z i koniecz­

jej proces. M e l a n c h o l i a jest doświadczeniem izolują­

ność wyjścia badacza poza m u r y akademii, złączenia

c y m , zamykającym jednostkę w stanie rozpaczy. W wy­

myślenia z wartościami, a n a l i t y k i z etyką. Czym wszak­

kładni Freuda melancholia to stan fantazmatycznego

że jest ów postulowany przez LaCaprę zwrot etyczny

62

�Dariusz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓ1CZESNEJ HISTORIOGRAFII

w badaniu historycznym? Powiada o n d o b i t n i e : „zwrot

Jasną rzeczą jest, że LaCapra rysując m o d e l owego

etyczny czy n o r m a t y w n y jest konieczny, lecz n i e w y ­

„zwrotu etycznego" w historiografii, podkreśla przy

starczający przy próbie przepracowania problemów,

t y m pozytywy takiego podejścia, a w m i n i m a l n y m

zwłaszcza jeśli p o j m u j e się go w kategoriach j e d n o s t k i ,

s t o p n i u eksponuje

jej zrozumienia siebie i zachowania. A b y odgrywał ja­

p r a k t y k a j e d n a k swoje. N i e w i e m , czy t a k łatwo, j a k t o

kąś rolę społeczną, m u s i być o n połączony z zagadnie­

sugeruje autor, można wyminąć napięcie

słabe jego strony. Teoria swoje,
pomiędzy

niami politycznymi. Podejmowanie t a k i c h zagadnień

„czystą" myślą a „brudną" polityką? Czy etycyzacja

wymaga połączenia ról czy też statusów p o d m i o t o ­

myślenia historycznego -

wych uczonego i krytycznego i n t e l e k t u a l i s t y ; połącze­

(nie wszyscy podzielamy te same wartości) - nie może

nia, które nie odrzuca skrupulatnej pracy n a u k o w e j

prowadzić do nadużyć? Czy t y m samym nie może się

ani nie m y l i refleksji krytycznej ze stronniczą propa­

zdarzyć, że zamienimy epistemologię dyskursu histo­

gandą, lecz umożliwia czy wręcz p o c h w a l a sposoby

rycznego na sentymentalizm g o r z k i c h żalów? A u t o r

myślenia często n i e a k c e p t o w a n e

powiada, że nie m a się czego b a ć , z n a k i zapytania m i ­

(podkr. D C )

w obrębie a k a d e m i i " (s. 156).

n i e j a k o „z n a t u r y rzeczy"

m o wszystko pozostają. Przy wszystkich j e d n a k zgło­
szonych t u wątpliwościach przekonany jestem, że p o ­

To bardzo ważne, co podkreśla L a C a p r a . D o m i ­
nanta etyczna pisarstwa historycznego nie zwalnia

stulat LaCapry - j a k o idea r e g u l a t y w n a - jest jak n a j ­

w żaden sposób z obowiązku krytycznego myślenia.

bardziej słuszny i cenny poznawczo. Jak j e d n a k będzie

Związek myśli i wartości nie może zamienić h i s t o r i i

się o n przekładał na praktykę, t o już i n n a h i s t o r i a .

w propagandową tubę. I co najważniejsze, kładzie o n

Czytając

rozważania

LaCapry, próbowałem o d ­

nacisk na t o , że m o r a l n y akcent h i s t o r i o g r a f i i nie m o ­

nieść je do bliskiego n a m polskiego k o n t e k s t u . Jeden

że być mylony z p r o s t a c k i m m o r a l i z o w a n i e m . T u nie

t y l k o wyrazisty historiograficznie k o n k r e t . O t o po lek­

chodzi o prezentowanie m o r a l n e j wyższości, ale o t o ,

turze LaCapry w nieco i n n y m świetle j a w i n a m się na

by mocno powiązać sferę myślenia ze sferą działania.

przykład dysputa publicystyczna i historyczna wokół

Aby w swoich rozważaniach wyjść - w różnych zna­

książki Jana T. Grossa Sąsiedzi-

czeniach tego czasownika - poza cieplarniane i bez­

skiego miasteczka

pieczne mury u n i w e r s y t e t u . Przy czym, j a k gdyby czu­

dyskusji historycznej o s t a t n i c h lat, j a k

jąc podskórnie opór k o n s e r w a t y w n y c h z n a t u r y aka­

nieustającemu przemieszaniu ulegały wątki poznaw­

demików, demonstruje też drobiazgowo na k i l k u w y ­

cze, etyczne, ideologiczne i polityczne. Jak w soczewce

branych przykładach, p o w o d y dla których tego rodza­

skupiły się w niej liczne p r o b l e m y związane z historycz­

ju propozycje natrafiają w myśleniu n a u k o w y m

n ą reprezentacją wydarzeń granicznych, z pisaniem h i ­

na

sptzeciw.

Historia

zagłady

żydow­

(Sejny 2 0 0 0 ) . W tej najważniejszej
pamiętamy,

storii dzisiaj, jak i z r o z u m i e n i e m jej zadań. T y m , k t ó ­

LaCapra m o c n o akcentuje fakt, że badanie h i s t o ­

rzy łapią się już za głowę, mówiąc: z n o w u Jedwabne?!

ryczne wypadków granicznych nie może być czysto p o ­

o d p o w i a d a m bez namysłu: j a k najbardziej, z n o w u !

znawcze, ale że m u s i o b e j m o w a ć w sobie m o m e n t

M a m b o w i e m nieodparte wrażenie, że w powodzi na­

etyczny, chce o n t y m samym zbliżyć naukę do życia:

miętności - skądinąd zrozumiałych - jakie wzbudziła

„Tak pojęty dyskurs obejmowałby wzajemnie p r o w o k a ­

ta książka, zniknęła szansa na poważną dyskusję m e t o ­

cyjną intetakcję między kwestionującą teorią a bada­

dologiczną: o ograniczeniach tradycyjnej historiografii

niami naukowymi mającymi w y m i a r empiryczny i h i ­

wobec rozumienia e p o k i pieców, czy też o etycznym

storyczny. Impuls etyczny tego podejścia w y m u s i też

imperatywie p o s t u l o w a n y m przez „nowe" podejścia do

być może przemyślenie na n o w o samego znaczenia

pisania h i s t o r i i . A była wyjątkowa po t e m u okazja.

etyki oraz jej stosunku do p o l i t y k i : e t y k i o t w a r t e j na

Może właśnie dopiero teraz - kiedy stopniały już

niezwykle istotną interakcję między pracą i zabawą

emocje, kiedy a n t y s e m i c k i szlam oblepiający o d po­

(...) oraz p o l i t y k i rozumianej nie t y l k o j a k o władza,

czątku tę dyskusję już opadł, k i e d y poważni historycy

lecz jako regulowane n o r m a m i współżycie. Rozumiane

przestali już mnożyć w i r t u a l n e ciężarówki z N i e m c a m i

w sensie etycznopolitycznym zainteresowanie kwestią

krążące jakoby w czasie z b r o d n i po

ptzeniesienia w badaniach n a u k o w y c h nie m u s i wcale

i uznali podstawowe rozpoznanie autora za prawdziwe,

prowadzić do sesji psychoterapeutycznych a n i n a w e t

kiedy śledztwo I P N - u zostało zakończone -

mchu ku autobiografii (...). Badacze, którzy bezpo­

(i w a r t o ) , już sine ira, zastanowić się n a d paroma k w e ­

średnio doświadczyli zdarzeń urazowych. M o g ą oczy­

stiami, t a k rzadko przewijającymi się w p o l s k i c h spo­

wiście wykorzystywać to doświadczenie w s w o i m pisar­

r a c h o Jedwabne.

stwie naukowym, i często takie pisarstwo czy dyskurs

Łomżyńskiem
można

O t , choćby n a d sprawą strategii retorycznej książki

ma zasadnicze znaczenie w próbie poradzenia sobie

Grossa, czy też zamieszczonej t a m sugestii „nowego po­

z przeszłością. A l e jest również t a k , że uwikłanie bada­

dejścia do źródeł", które odnoszą się do ofiar H o l o c a u ­

cza w pewien zbiór problemów istnieje i może być zgłę­

stu. Czy ktoś zadał sobie na przykład pytanie, dlaczego

biane dlatego, iż badacz jest w nierozdzielny sposób

książka Sąsiedzi

uczonym, działaczem etycznym i o b y w a t e l e m l u b isto­

wywarła na ogromnej liczbie czytelni­

ków t a k porażające wrażenie? Czy stało się t a k t y l k o

tą polityczną" (s. 162).

z p o w o d u samej i n f o r m a c j i o zbrodni jedwabiń-

63

�Dariusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

skiej, czy też może i z i n n y c h - by tak rzec: k o n s t r u k -

n y c h , o tyle A n k e r s m i t premiuje raczej estetykę. Teza

cyjno-retorycznych - powodów? Czy ktoś zastanowił

na pierwszy rzut oka dziwna, a zdaje się t y m bardziej

się, dlaczego wydana n i e m a l w t y m samym czasie książ­

obrazoburcza, że odnosi się przecież do sposobu poj­

ka Tomasza Szaroty V progu zagłady

(Warszawa 2000),

m o w a n i a H o l o c a u s t u : „Każda dyskusja o Holocauście

klasyczne s t u d i u m historyczne, solidnie przecież udo­

niesie ze sobą niebezpieczeństwo uwikłania się w błęd­

k u m e n t o w a n e - rzecz traktująca o antyżydowskich po­

ne koło nieporozumień i niemoralności. W t y m wy­

gromach w okupowanej Europie, a więc mająca za te­

padku t y l k o kategoria estetyczna, to znaczy zasadniczo

mat wydarzenia równie odrażające jak te opisane w Są­

estetyczna kategoria stosowności pomoże n a m ominąć

siadach - miała tak relatywnie n i e w i e l k i odzew? C o tak

ślepe uliczki, w których poszukiwania jedynej prawdy

naprawdę oznacza powtarzana często teza, że Gross

i etycznego dobra mogłyby się zagubić. Jeżeli staniemy

„napisał złą książkę historyczną, która jednak spełniła

przed tak t r u d n y m w y z w a n i e m jak p r o b l e m H o l o c a u ­

ważną rolę"? Dlaczego w r o l i źródła znalazły się w niej

stu, to właśnie do estetyki, a nie do kategorii faktycz­

nie tylko tradycyjne d o k u m e n t y „pisane", ale także śla­

nej prawdy i moralnego dobra p o w i n n a odwoływać się

dy ludzkiej pamięci? Czy wyrzucanie przez niektórych

historia. Ostatecznym w y z w a n i e m zarówno dla pisar­

historyków a u t o r o w i Sąsiadów

b r a k u elementarnego

stwa historycznego, jak i dla samego historyka jest nie

warsztatu historycznego można rozumieć tylko jako

wyzwanie faktograficzne czy etyczne, lecz estetyczne"

wyraz troski o intelektualną rzetelność? A może także

(s. 163).

jako znak metodologicznej bezradności i w gruncie rze­

Jak to bliżej rozumieć? Pisząc o kłopotach z repre­

czy jako przyznanie się d o trudności wyjścia poza kre­

zentacją H o l o c a u s t u , A n k e r s m i t pokazuje ograniczo­

dowe koło archaicznych przyzwyczajeń? Czy powtarza­

ną rolę języka, pisarstwa historycznego, które z n a t u r y

na przez n i c h rytualna m a n t r a o obowiązującym histo­

rzeczy metaforyzuje rzeczywistość minioną (nieznane,

ryka „bezwzględnym o b i e k t y w i z m i e " nie wymaga jed­

obce poznaje za p o m o c ą tego, co znane i swojskie).

nak pewnej rewizji? I t d . , i t p . . . .

Przekonuje, że w tej szczególnej sytuacji pisarstwo za­

8

wsze będzie osłabiać i zniekształcać prawdę tamtego

To ledwie k i l k a pytań do dawnej - co nie znaczy
przedawnionej -

dyskusji o książce Grossa,

świata. Zwraca się więc w stronę sztuki, w stronę zja-.

kilka

wisk operujących m e t o n i m i a , a zatem t y c h , które nie

z t y c h , które przychodzą m i do głowy po lekturze tek­
stu L a C a p r y . Z pewnością dałoby się sformułować i c h

tyle przybliżają „obcą" rzeczywistość w zawsze kula­

więcej. Jego rozważania, nie może być t u chyba żad­

w y c h i n i e a d e k w a t n y c h t e r m i n a c h , ale które operują

n y c h wątpliwości, pozwalają na tego rodzaju pytania

wieloznacznym wskaźnikiem, są raczej drogowskazem

spojrzeć z n o w e j , odświeżającej perspektywy. N i k o g o

do przeszłości, niż zastępują ją. W ł a ś n i e sztuka, a d o ­

nie pouczają, niczego nie nakazują, ale sugerują, by

kładniej p o m n i k — i jego możliwości „poznawcze" -

przez pryzmat powinności etycznych spojrzeć na teksty

stają się głównym o b i e k t e m analizy A n k e r s m i t a .

9

historyczne traktujące o zdarzeniach, które nie tylko

By uprawomocnić swoją tezg, bierze p o d lupę dwa

filozofom nie mogły się przyśnić.

przykłady. D w a różne p o m n i k i znajdujące się w Yad
Vashem: M a u z o l e u m Pamięci i p o m n i k Dzieci. Każdy

W przeciwieństwie do pokrętnej stylistyki artykułu
LaCapry, kolejny zamieszczony w a n t o l o g i i tekst A n -

z n i c h w o d m i e n n y sposób powraca w przeszłość, każ­

kersmita odznacza się krystaliczną jasnością. Jednak

dy inaczej realizuje swoją funkcję reprezentowania,

o g r o m n y ciężar rozważań autora History and

„przypominania" przeszłości.

Memory

A/ter Auschwitz pozostaje i t u w dalszym ciągu t e n

M a u z o l e u m Pamięci „zbudowane" jest z umiesz­

sam. C o ciekawe, i w uwagach A n k e r s m i t a powracają

czonych na posadzce 22 nazw największych obozów

- bardzo precyzyjnie zdefiniowane - Freudowskie ka­

k o n c e n t r a c y j n y c h , w rogu, p o d gołym n i e b e m migocze

tegorie żałoby i m e l a n c h o l i i , niezwykle przy t y m n o w a ­

wieczny płomień. Za n i m biała, granitowa płyta osła­

torsko odniesione do p r o b l e m u i n t e r p r e t a c j i reprezen­

niająca dół z p r o c h a m i zamordowanych w obozach

tacji historycznej. T u również powraca poważny pro­

śmierci. Komentarz A n k e r s m i t a : „jak soczewka ogni­

b l e m najstosowniejszego języka, którym p o w i n n o się

skuje światło, tak p o m n i k skupia nasze uczucia, skoja­

„opowiadać" H o l o c a u s t . I t u przypomniany zostaje

rzenia i wiedzę o Holocauście w m o m e n c i e , kiedy

f u n d a m e n t a l n y dylemat pisarstwa historycznego: co

uświadamia n a m jego zaistnienie i przybliża nas do je­

lepsze? Bezstronny i obiektywistyczny język n a u k i , czy

go rzeczywistości tak, j a k t o tylko możliwe. I to wła­

apodyktyczny, zainfekowany subiektywnością

język

śnie przemienia M a u z o l e u m Pamięci w rodzaj p o m n i ­

powieści? N a u k a czy sztuka? Czysty opis i świadectwo

ka H o l o c a u s t u najstosowniejszego dla pokolenia, któ­

czy i c h artystyczne przetworzenie? Czy w ogóle wobec

re jest nadal blisko H o l o c a u s t u " (s. 173). P o m n i k jest

t y c h zdarzeń wypadających poza ludzką wyobraźnię,

t u czymś w rodzaju i n t e r w e n c j i we wspomnienia, przy­

wobec tej czerni bez dna, istnieć może jakiś język, któ­

wołuje t y l k o (?!) poprzez nazwy grozę m i n i o n e g o świa­

ry mógłby unieść jej ciężar?

ta, zakłada przy t y m uprzednią wiedzę o t y m świecie,
bez niej byłby jedynie zbiorem pustych nazw.

Przy p e w n y c h podobieństwach tematycznych oby­
d w u tekstów powiedzieć trzeba o d razu, że o ile LaCa-

I n n y rodzaj strategii upamiętnienia, i n n y rodzaj i n ­

pra akcentował p r y m a t e t y k i w badaniach historycz­

deksu pamięci prezentuje p o m n i k Dzieci. „W p o m n i k u

64

�Dańmz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓICZESNEJ HISTORIOGRAFII

tym

można

wyróżnić

trzy poziomy. N a

zewnątrz

t e n memoriał nie jest doświadczeniem

przeszłości

(expe­

(pierwszy poziom) s t o i blisko dwadzieścia k w a d r a t o ­

rience of the past),

wych słupów o różnej wysokości i ściętych czubkach.

tywacji, jakie wywołują takie p o m n i k i , jak M a u z o l e u m

t o znaczy doświadczeniem jego reak­

Niewątpliwą i n t e n c j ą artysty było pokazanie w t e n

Pamięci, ale doświadczeniem

sposób nagle przerwanego życia dzieci zabitych w get­

about the past). Jako takie zaś, doświadczenie wywoła­

tach i obozach, podczas gdy biel samych słupów sym­

ne przez p o m n i k i przez jego szczególną zdolność do

bolizuje i c h niewinność. (...) D r u g i p o z i o m odnajduje­

głębokiego poruszania naszych emocji, może osiągnąć

my w przedsionku p o m n i k a , gdzie wystawione są trój­

najwyższy stopień doświadczenia

wymiarowe zdjęcia k i l k o r g a z dzieci, których los upa­

Dzieci nie d o t y k a w pełni rzeczywistości, można p o ­

miętnia p o m n i k . A l e p r a w d z i w y m sercem p o m n i k a

wiedzieć, że jest jakoś nierzeczywisty (co w b r e w oczy­

jest poziom trzeci. Z przedsionka, po k i l k u k r o k a c h ,

wistości jest właśnie jego a t u t e m ) , nie jest zatem i nie

schodzimy niżej w zaciemniony, wąski, aczkolwiek w y ­

może być związany z żałobą, „świat", który przywołuje,

soki, ośmiokątny korytarz, otaczający ośmiokątny cen­

nigdy więc nie stanie się bliski n a m , nie będzie przez

tralny filar. O b i e strony korytarza są p o k r y t e l u s t r a m i

nas oswojony. Będzie dla nas i dla t y c h , co przyjdą po

za pleksiglasem. Jedyne oświetlenie daje pięć ner

ne-

nas j a k o t w a r t a , niedająca się zagoić rana. I na t y m

shama, czyli świec żałobnych; lustra sprawiają, że o d b i ­

właśnie polega pozytywny aspekt tej p o m n i k o w e j me­

cia świec zwielokrotniają się nieskończenie w galakty­

l a n c h o l i i . Koszmar, który ów p o m n i k przywołuje

kę świateł, z przodu, z tyłu, n a d i poniżej, t a k że każde

t r w a . Bo m a trwać.

z nich symbolizuje duszę jednego z dzieci" (s. 174).

o przeszłości

(experience

o" (s. 183). P o m n i k

-

W n i k l i w y i inspirujący tekst A n k e r s m i t a powraca

W swoim k o m e n t a r z u zwraca A n k e r s m i t uwagę, że

po raz k o l e j n y d o p r o b l e m u historycznej reprezentacji

wtażenie, jakie wywołuje na oglądających t e n p o m n i k ,

H o l o c a u s t u , kontynuując w tej mierze świetne studia

jest oszałamiające. A co ważniejsze, gdy porównać je­

Berela Langa czy Lawrence'a L . Langera, a jest o n

go działanie z M a u z o l e u m , t o po t o , by odczuć jego

ważny, bo p y t a n i a , które podejmuje, będą wciąż p o n a ­

moc, nie m u s i m y wcześniej n i c wiedzieć na temat H o ­

wiane przy każdej nowej próbie sprostania w y z w a n i u

locaustu, ta wiedza zjawia się ad oculos przed n a m i ,

przedstawienia tego upiornego świata i wciąż trzeba

przeszywa nas i p o r u s z a .

będzie się z n i m i mierzyć. M i m o że jego adresatem są

10

Po interesujących, acz r y z y k o w n y c h uwagach na

przede wszystkim historycy ( i n a t u r a l n i e historycy

temat kiczu i sztuki, „kiczowatości" (przy p e w n y m ,

sztuki), może być p o m o c n y także dla antropologa za­

dość szczególnym, r o z u m i e n i u tej kategorii) sztuki

interesowanego

w ogóle, przechodzi autor do p u e n t y swoich wywodów.

m i f o r m a m i reprezentacji H o l o c a u s t u . By wymienić

Pytanie zasadnicze jest t a k i e : który z t y c h dwóch p o ­

c h o ć b y budzącą różne reakcje wystawę Mirroring

mników lepiej, a d e k w a t n i e j , m o c n i e j zdaje

sprawę

otwartą 17.03.2002 w Jewish M u s e u m w N o w y m Jor­

z niewyobrażalnej grozy H o l o c a u s t u . A n k e r s m i t o p o ­

k u . Bez wątpienia samo t o zjawisko może być ogląda­

wiada się za p o m n i k i e m D z i e c i . By zrozumieć, dlacze­

ne z różnych s t r o n : ale bardziej może n a w e t niż dla h i ­

go, trzeba przywołać znane już z tekstu LaCapry Freu­

storyka, t o głównie p r o b l e m dla badacza mentalności

dowskie kategorie żałoby i m e l a n c h o l i i . Porównując ze

czy dla antropologa wizualności.

11

różnymi współczesnymi k u l t u r o w y ­
Evil,

sobą te dwie reakcje n a śmierć bliskiej osoby, powiada
on, że żałoba jest „zdrową" formą przezwyciężenia stra­
ty, ttudną, ale jednak akceptacją stanu istniejącego,

Po co nam historia?

ptoces żałoby pozwala cierpiącej osobie żyć w stanie
nieokaleczonym przez tę stratę. W reakcji m e l a n c h o ­

D a w n o , d a w n o t e m u , bo w r o k u 1874, F r i e d r i c h

lijnej cierpiąca osoba n i e zostaje u w o l n i o n a o d zmar­

Nietzsche obwieszczał w sławnym tekście O

łego obiektu swoich uczuć, rana po stracie pozostaje

i szkodliwości

wciąż niezagojona, poza t y m w reakcji tej m e l a n c h o l i k

histońi

dla życia

pewnością: „nadmiar h i s t o r i i szkodzi życiu".

uttzymuje się w stanie ciągłego niezadowolenia z wła­

pożytkach

z niezmąconą niczym
12

W po­

tężnej diatrybie wytoczonej przeciwko X I X - w i e c z n e -

snej osoby, mało tego: ma o n poczucie n i e n a p r a w i a l -

m u n i e m i e c k i e m u historyzmowi, w sposób m n i e j lub

nej winy wobec utraconej osoby.

bardziej dorzeczny, dowodził tezy, iż historia jest gar­

To rozpoznanie staje się podstawą k w a l i f i k a c j i oby­

b e m społeczeństw. Ze c i , którzy wstecz j e n o spogląda­

dwu pomników. Pozwala zrozumieć, dlaczego p o m n i k

ją, konserwują świat ułudy i nierzeczywistości. Ze znie­

Pamięci jest t a k i m rodzajem p o m n i k a H o l o c a u s t u ,

czulają się na widzenie w prawdzie rzeczywistości. Ze

który w najlepszej możliwej f o r m i e spełnia dla przy­

są w istocie p i e w c a m i m a r t w o t y , a nie realnego życia.

szłych pokoleń swoje podstawowe zadanie: upamięt­

Toteż „zdrożna wybujałość zmysłu h i s t o r y c z n e g o "

nienia. Otóż, M a u z o l e u m Pamięci wywołuje reakcje

w i n n a zostać poważnie ograniczona. N i e idzie o t o , by

13

przypominające kategorię „żałoby", podczas gdy p o ­

uciec o d h i s t o r i i , bo t o niemożliwe, ale by zneutralizo­

mnik Dzieci przyprawia o reakcje m e l a n c h o l i j n e : w y ­

wać jej szkodliwe działanie.

wołuje cierpienie, r a n i , nie pozwala zapomnieć. Jak re­
asumuje A n k e r s m i t : „doświadczenie wywołane przez

Bez względu n a t o , czy generalnie Nietzsche miał
I rację -

65

a raczej n i e m i a ł , by d a ć j e d e n przykład:

�Darius? Q a j a • G U Z I K Z H I S T O R I I ? D Y L E M A T Y WSPÓtCZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

wątpliwa i ryzykowna w kontekście XX-wiecznej h i ­

który być może pozwoli stworzyć n o w e koncepcje za­

storii apoteoza zapomnienia, przy jednoczesnej dys­

stosowania wiedzy historycznej" (s. 196). W tej sytu­

kredytacji pamięci - p r o b l e m postawiony przez niego

acji p o d s t a w o w y m p y t a n i e m nie będzie już kwestia, co

jest wciąż aktualny. Dzisiaj przyjmuje taką c h o ć b y po­

zrobić z naszą wiedzą historyczną, bo w i a d o m o , że na

stać: co n a m z tej przyrastającej wciąż wiedzy o histo­

wiele się n a m ona nie przyda, ale co - jaka potrzeba -

r i i , skoro i t a k się z niej niewiele, jak widać, uczymy.
Historia

skłania nas k u m i n i o n y m światom, bez względu na to,

magistra vitae, powiada stara łacińska senten­

jakie cele praktyczne chcemy uzyskać.

cja. Szlachetna bardzo. I nieprawdziwa bardzo. Bo czy

M a rację G u m b r e c h t , twierdząc, że nie m a m y prze­

rzeczywiście historia t o dobra nauczycielka życia? Przy

konujących racjonalizacji wiedzy o przeszłości. W jego

bliższym wglądzie okazuje się raczej, że jest t o p a n i w y ­

propozycji t y m „czymś" jest „pragnienie przeniknięcia

jątkowo tępa i bez p o l o t u ; w b r e w t e m u , co czasem

granicy, która oddziela nasze życie o d czasu poprzedza­

0 niej myślimy, uczyć tak naprawdę nie p o t r a f i . Po p r o ­

jącego nasze narodziny. C h c e m y znać światy, które ist­

stu: dydaktyczne zero. Współczesny h i s t o r y k , jeśli

niały przed naszym urodzeniem i bezpośrednio i c h d o ­

chce być wobec siebie uczciwy, m u s i zmierzyć się z t y m

świadczyć" (s. 198). I co ciekawe, zwraca o n uwagę na
to, że o w o „bezpośrednie doświadczenie" obejmowało­

paradoksem.
W ł a ś n i e do tego, nieprzyjemnego dla badacza h i ­

by możliwości nade wszystko zmysłowe: d o t y k a n i a ,

storii, schizmatycznego uczucia nawiązuje w swym

wąchania i smakowania m i n i o n y c h światów poprzez

tekście H a n s U l r i c h G u m b r e c h t , otwierając trzecią

artefakty, które je tworzyły. Koncepcja ta kładzie na­

część a n t o l o g i i . Pomijając obecne w niej jeszcze i n t e ­

cisk na n i e d o c e n i a n ą stronę zmysłową doświadczenia

resujące kwestie referencjalności podejmowane przez

historycznego. To rzadkie i niezwykle cenne zwrócenie

Joan Scott, ponowoczesne do bólu uwagi o końcu h i ­

uwagi na zmysłowy aspekt doświadczania przeszłości.

storii K e i t h a Jenkinsa, czy daleko m n i e j zajmujące

Podkreśla G u m b r e c h t , że takie dowartościowanie

problemy fallocentryczne, z którymi mocuje się Rita

sfery zmysłowej nie m u s i prowadzić do

Felski, c h c ę n a koniec skupić się jedynie n a ważnym

przeszłości. N i e ma t u m o w y o j a k i m k o l w i e k uwznio-

artykule G u m b r e c h t a , ponieważ w jego rozważaniach

ślaniu przeszłości: „Przeszłość dotknięta, powąchana

estetyzacji

dochodzi z dużą m o c ą do próby odpowiedzi n a n a j ­

i posmakowana nie staje się b o w i e m o d razu a n i pięk­

prostsze z możliwych pytań: po co w ogóle się historią

na, a n i wzniosła" (s. 198). A l e to bezpośrednie d o ­

zajmować?

Pytanie przecież f u n d a m e n t a l n e , a tak

świadczenie jest niezwykle ważne. Zapewne mało k t o

rzadko - może właśnie z p o w o d u owej f u n d a m e n t a l -

z historyków wypowiedziałby otwarcie takie o t o zda­

ności — zadawane.

nie: „Dla w i e l u uczonych liczy się raczej dotykanie

G u m b r e c h t przypomina po części rzeczy oczywiste

oryginalnego rękopisu tekstu, którego dokładna treść

1 znane, ale istotne. C h o ć b y to, że ważny d l a zachod­

byłaby łatwiej dostępna w wydaniu krytycznym" (s. 198).

niej d y d a k t y k i pomysł, by uczyć się n a przykładach,

A zatem h i s t o r y k niewiele różniłby się w t y m względzie

legł generalnie w gruzach. A l e co ważniejsze, zwraca

o d zwykłego amatora historii, który chciałby zobaczyć,

uwagę na rozplenienie się przekonania, że nie „uczymy

dotknąć, powąchać, posmakować „ślady" przeszłości.

się o d h i s t o r i i " , ale że „tworzymy historię". Pisze też

Bo może t y l k o one naprawdę są.

o złowrogich konsekwencjach przekształcenia się h i ­

W

wypowiedzi G u m b r e c h t a d o c h o d z i do głosu

storiografii w literaturę: kontestuje zwłaszcza dogmat

znany n a m już wątek

0 subiektywizmie historycznym (a raczej pewną jego

wzbogacony o nowe parametry: „Jakiż sens miałoby

konstruowania historii,

ale

skrajną p o s t a ć ) , wedle którego nie istnieje rzeczywi­

tak m o c n e podkreślanie suplementarności i nieobec­

stość, ale jedynie pragnienie dotarcia do n i e j . W za­

ności (...), gdyby nie był to przejaw n i e p o h a m o w a n e ­

m i a n za t o G u m b r e c h t proponuje, by przekształcić

go pragnienia obecności? I czymże byłoby u w y p u k l a ­

dość jałowe pytanie: co możemy zrobić z naszą wiedzą

nie nieredukowalnego dystansu, j a k i dzieli nas o d m i ­

historyczną, w bardziej intrygujące pytanie: co nas

n i o n y c h światów, jeśli nie p r a g n i e n i e m ponownego

skłania

dlaczego

i c h uobecnienia (...) - przywrócenia i c h obecności?

chcemy i c h „dotknąć"? Pisze: „Szukając odpowiedzi,

K u l t u r a historyczna żyje n i e u c h r o n n i e między dąże­

dobrze byłoby wziąć najpierw w nawias aspekt n o r m a ­

n i e m do zaspokojenia pragnienia obecności a świado­

t y w n y i wychowawczy tego pytania ('Co powinniśmy

mością, iż stawia przed sobą zadanie niemożliwe do

zrobić?') i skupić się po prostu na t y m , iż o w a wiedza

spełnienia. Jeśli więc chce ona zachować tożsamość

wzbudza trwałą fascynację. I n n y m i słowy, proponuję

i pozostać formą doświadczenia innego niż doświad­

skupić się (zarówno z perspektywy k o n k r e t n y c h badań

czenia f i k c j i , m u s i starać się 'wyczarować' rzeczywi­

historycznych, jak i teorii historii) n a zasadniczym

stość światów m i n i o n y c h , nie porównując się naiwnie

ku minionym

rzeczywistościom,

'pragnieniu rzeczywistości historycznej', które zdaje się

z magią, lecz zdając sobie sprawę z n i e u c h r o n n i e su­

tkwić u podstaw wszystkich z m i e n n y c h racjonalizacji

biektywnego c h a r a k t e r u każdej t a k skonstruowanej

1 uprawomocnień historiografii oraz h i s t o r i i j a k o dzie­

inności historycznej. Lecz gdy t y l k o k u l t u r a historycz­
na otwarcie opowie się za pragnieniem ponownego

dziny wiedzy. Dzięki t a k i e m u posunięciu zyskamy dy­
stans d o jałowych dyskusji i dyskursów -

uobecnienia (które nie jest dane z góry), m u s i stać się

dystans,

66

�Dariusz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓ1CZESNEJ HISTORIOGRAFII

kulturą ironiczną, gdyż uobecnia wówczas przeszłość

w i e k w praktyce. W świecie pieniącej się o d jakiegoś

jako 'rzeczywistość', c h o ć

czasu humanistycznej metarefleksji, która nierzadko

w i e , że każde p o n o w n e

uobecnienie t o s y m u l a k r u m " (s. 204).

staje się sztuką dla sztuki, nie jest t o , przyznajmy, wąt­

Tak więc źle i t a k niedobrze, a m e d i a c j i między t y ­

pliwość całkiem bez znaczenia. Po odpowiedź udałem

mi rozwiązaniami nie widać. G u m b r e c h t m o c n o wska­

się raz jeszcze do mądrego G o l o M a n n a , świetnego h i ­

zuje przy t y m na f a k t , że t o pragnienie obecności bywa

storyka i świetnego filozofa. Mistrza historycznych m o ­

często tłumione przez badaczy, że wydaje i m się, że

nografii i przenikliwego k r y t y k a historycznych rozpraw.

„obiektywny" ogląd rzeczywistości możliwy jest t y l k o

Z w o l e n n i k a uprawiania p i s a r s t w a historycznego,

wówczas, gdy oczyścimy nasz stosunek do przeszłości,

autora, który jeszcze w czasach przednarratywistycz-

kiedy w y e l i m i n u j e m y pragnienie bezpośredniości. Przy

n y c h m o c n o i odważnie głosił tezę o konieczności po­

czym t o dążenie do obiektywnego dystansu może przy­

w r o t u do o p o w i a d a n i a historii, jako przeciwwa­

słonić n a m pragnienie bezpośredniego doświadczenia

gi dla t w a r d y c h , scjentyficznych jej ujęć. Wreszcie, en­

rzeczywistości. Pytanie, które stawia sobie autor, jest

tuzjastycznego wyznawcy formuły Paula Veyne'a, we­

takie: czy książka historyczna może dostarczyć owego

dług której historia t o „prawdziwa powieść z l u k a m i " .

Barthesowskiego „wrażenia realności", czy dotknięcie

W szkicu p o d z n a m i e n n y m tytułem: Czy historii po­

ptzeszlości w tekście nie zamieni się w obiektywizują­

trzebna jest teoria , dość obcesowo o d n o s i się o n do

cy fakt historycznego dyskursu? Pyta o n -

myśląc

wszelkich prób przeteoretyzowanego pisania h i s t o r i i .

o swojej pracy, ale kwestia jest ogólniejszej n a t u r y -

C o raz zapytuje retorycznie: a gdzie jest teoria w arcy­

czy książka historyczna może w ogóle dostarczyć czy­

dziele M a r c a

telnikom bezpośredniego doświadczenia przeszłości?

a gdzie teoria w t y m czy w t a m t y m studium? Przywo­

A zatem, jeśli nie możemy już nauczyć się niczego

łując szereg przykładów, przekonuje, że posiadanie

0 ptzeszłości, t o przynajmniej spróbujmy d o t k n ą ć owej

t e o r i i nie jest w a r u n k i e m sine qua non u p r a w i a n i a h i ­

7

Blocha

o społeczeństwie

feudalnym,

kształcie.

storii. W zakończeniu swojego tekstu pisze t a k : „Zu­

Zbliżmy się do smaku i zapachu przeszłości. Poczujmy

pełnie nie wierzę w t o , że dziejopisarstwo cierpi na n i e ­

jej „dotknięcie" na sobie.

dostatek

ptzeszłości w jej

dojmująco

zmysłowym

W późnej twórczości Zbigniewa H e r b e r t a pojawia
się ptzejmujący wiersz Guziki.

Wiersz t e n , co ważne,

teorii.

Dziejopisarstwo jest sztuką,

która

opiera się na wiedzy. (...) Zarzut jest m i znany: k t o
p o d c h o d z i do p r z e d m i o t u historycznego bez świado­

Herberta,

mie przyjętej t e o r i i , t e n nieświadomie przemyci taką,

rozstrzelanego w Lesie Katyńskim, co przydaje m u w a ­

której następnie nie p o t r a f i obronić właśnie dlatego,

gi osobistego świadectwa. M a ł o chyba k t o dostrzegł

że przyjął ją nieświadomie. O t ó ż sądzę, że j e d n a k p o ­

w nim oprócz traumatycznej rodzinnej pamiątki, głę­

t r a f i . Tak zwana t u teoria nie jest n i c z y m i n n y m , jak

boką „historiograficzną" refleksję:

sumą l u d z k i c h doświadczeń o b e c n y c h już w l u d z k i m

jest dedykowany pamięci

kapitana

Edwarda

umyśle. Doświadczeń jego własnej e p o k i i własnego
życia, bez którego chyba żaden w i e l k i historyk nie o p i ­

„Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie z b r o d n i
z głębin wychodzą na powierzchnię

sał dziejów, następnie doświadczeń, jakie wyłoniły się
już ze studiów n a d i n n y m i p r z e d m i o t a m i i i n n y m i epo­

jedyny p o m n i k na i c h grobie

kami".

tylko guziki nieugięte

r a n t y z m u . M a n n nie mówi t u przecież, żeby się nie

potężny głos zamilkłych chórów

uczyć, nie studiować, nie być k r y t y c z n y m i t p . Jak r o ­

(...)

1 5

N i e sądzę, żeby t o wyznanie było pochwałą obsku­

z u m i e m , powiada raczej tyle, że wszelkie aprioryczne

tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i m u n d u r ó w " .

14

k o n s t r u k c j e w p o d c h o d z e n i u do badania h i s t o r i i i t a k
biorą w łeb w s p o t k a n i u z empirią, że obojętnie j a k i c h

Co nam zostaje z lekcji historii? Czasem t y l k o zwy­

w y r a f i n o w a n y c h teoretycznie instrumentów historyk

czajny guzik. Guzik, który wprawdzie niczego nas nie

by się imał, n i c nie zastąpi jego własnej biografii a n i je­

uczy i nauczyć nie może, ale m a w sobie tę zadziwiają­

go

cą moc ewokacji świata, który już umarł. Leży przed

o p o w i e d z e n i a h i s t o r i i , a żadna teoria m u nie

nami jak artykuł prawdy. Przypomina ledwie u c h y l o n e

pomoże, jeśli b r a k n i e m u zmysłu e m p a t i i albo jeśli nie

drzwi do zattzaśniętej na zawsze rzeczywistości.

będzie umiał dobrze pisać.

talentów.

Nikt

nie

zwolni

go z

konieczności

Paradoks tego bez mała m a n i f e s t u antyteoretycznego na t y m wszakże polega, że m a m n i e m a l pewność,

Teoria. A praktyka?

że zgodziliby się z n i m prawie wszyscy autorzy recenzo­
wanej a n t o l o g i i . O n i też nie m a j ą przecież wątpliwo­

Po lektutze t o m u Pamięć,

etyka i historia, po tej so­

lidnej dawce teoretycznych rozpraw, ktoś mógłby zapy­
tać nie bez tacji, czy w istocie refleksje na temat kłopo1 tów metodologicznych h i s t o r i i przydają się na c o k o l ­

ści, że dziejopisarstwo „jest sztuką, która opiera się na
wiedzy".

�Dariusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

Przypisy

winę za czyny swych przodków, lecz dlatego, że w ograniczonym

J. Burckhardt, judgements on History and on Historians, b. m. w,

stopniu są odpowiedzialni za konsekwencje tych czynów (na

1959, s. 158, cyt. za: E. H . Carr, Historia. Czym jest, przel. R Kuś,

przykład to, że ktoś mieszka w domu odebranym Żydowi); mo­

Poznań 1999, s. 72

gą przepracowywać (mniej lub bardziej nieuzasadnione) poczu­

Pochwala narratywizmu. Rozmowa z Franklinem R. Ankersmitem,

cie winy lub niejasnej dezorientacji i dążyć do krytycznego dy­

„Konteksty" nr 1-2: 1997, s. 90

stansu (lub podstawowego rozróżnienia w sferze wartości i emo­

G. Mann, Dziejopisarstwo jako literatura, w: tegoż, Ludzie myśli,

cji) wobec ideologii i motywacji, które spowodowały czyny

ludzie władzy, historia, przel. E. Paczkowska-Łagowska, Kraków

oprawców", (s. 147-148)

1997, s. 10

Wedle zwiedzających podobne wrażenie robi tzw. Wieża Holo­

Y. H . Yerushalmi, Znaczenie w historii, pamięć i pisanie historii. Po­

caustu w zaprojektowanym przez Daniela Libeskinda Muzeum

stawy biblijne i rabiniczne, przel. D. Czaja, „Konteksty" nr 1-2:

Żydowskim w Berlinie, w tej kwestii por. też uwagi J. K. Lenar­
towicza, Architektura trwogi, „Konteksty" nr 3-4: 2003, s. 321-

2003, s. 55-67
P. Ricoeur, Nadużycia pamięci naturalnej: pamięć

330

powstrzymana,

pamięć manipulowana, pamięć narzucona, przel. W. Bońkowski,

O niejednoznacznych próbach zmierzenia się z przedstawieniem

„Konteksty" nr 1-2: 2003, s. 41-54

Holocaustu przy wykorzystaniu form odwołujących się do per­

K. L. Klein, O pojawieniu się pamięci w dyskursie

spektywy dziecka i dziecięcej wrażliwości (powieść I . Kertesza

historycznym,

przel. M . Bańkowski, „Konteksty" nr 3-4, s. 42-56

Los utracony, film R. Benigniego Zycie jest piękne, komiks A.

E. Levinas, Trudna wolność. Eseje o judaizmie, Gdynia 1991

Spiegelmana Maus, praca-zabawka Z. Libery L E G O . Obo'z kon­

Jednym z niewielu głosów, które uznały za stosowne odnieść się

centracyjny) piszę w tekście Jak to powiedzieć? Jak TO powiedzieć?

do niektórych z wymienionych kwestii, byl ważny tekst - co cie­

Strategie dziecięce (w druku)

kawe antropologa, a nie historyka - Joanny Tokarskiej-Bakir

F. Nietzsche, O pożytkach i szkodliwości historii dla życia, w: te­

Obsesja niewinności, „Gazeta Wyborcza", 13-14.01.2001

goż, Niewczesne rozważania,

Nawiasem mówiąc, wielu mieszkańców dzisiejszego Jedwabne­

Michalski, Kraków 1996, s. 95

go (jak i niezłomnych obrońców ich dobrego imienia) mogłoby

Tamże, s. 158

np. skorzystać z mądrej i dalekiej od taniego moralizowania

Z. Herbert, Guziki, w: tegoż Rovigo, Wrocław 1992, s. 21

uwagi LaCapry: „Potomkowie oprawców mogą - zapewne po­

G. M a n n , Czy historii potrzebna jest teoria!, w: tegoż, dz- cyt.,

winni - podjąć pracę pamięci i żałoby nie dlatego, iż ponoszą

s. 70-71

Aldona Mickiewicz - Stłuczki, 1988, olej na płótnie, 40x50

68

przeł. M . Łukasiewicz, posłowie K.

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
