<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="6575" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/6575?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T18:48:37+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="6555">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/acec723665eab778762cac9d1f9b9538.pdf</src>
      <authentication>4b6f3ebbefe8d5595e8a2b7bdc883356</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78260">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4881</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78261">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78262">
              <text>1968</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78263">
              <text>sztuka naiwna</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78264">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4527</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78265">
              <text>Po I Triennale sztuki naiwnej w Bratysławie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78266">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1968 t.22 z.1-2: s.67-79</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78267">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78268">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78269">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78270">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="78271">
              <text>II. 1. Louis

Delattre,

Wniebowstąpienie

księcia

Baudouina,

ol.

Aleksander Jackowski

PO I T R I E N N A L E

SZTUKI

NAIWNEJ

Oto kolejny s t o p i e ń w przedziwnej karierze malar­
stwa naiwnego — oficjalna konfrontacja naiwnej sztuki
całego świata, p o ł ą c z o n a z u c z o n ą nad n i ą d y s k u s j ą .
Kariera doprawdy ciekawa, p r z e k r a c z a j ą c a zdecydowa­
nie ramy zjawiska artystycznego, a s t a j ą c a s i ę faktem
społecznym, k u l t u r o w y m .
Po prostu m o ż n a j u ż m ó w i ć o i s t n i e j ą c y m r ó w n o l e g l e
obok sztuki oficjalnej nurcie „ n a i w n y m " . M a on swoją
publiczność, k o l e k c j o n e r ó w , i d e o l o g ó w i k r y t y k ó w , ma
własnych m a r s z a n d ó w i a n i m a t o r ó w , a w i ę c i pewien
określony wzorzec a t r a k c y j n y nie t y l k o dla odbiorcy,
ale i dla samych malarzy, nierzadko s t a r a j ą c y c h się t y m
właśnie wzorcem o k r e ś l i ć w ł a s n ą t w ó r c z o ś ć .
Pierwsze w y s t a w y malarzy n a i w n y c h m i a ł y na celu
zwrócenie u w a g i na pewien fenomen artystyczny, na
l

W

BRATYSŁAWIE

twórczość, k t ó r a z a s k a k i w a ł a s w o b o d ą rozwiązań, od­
m i e n n o ś c i ą w i z j i ś w i a t a , twórczość, k t ó r a raz jeszcze
dowodziła, że znamiona sztuki nie zależą a n i od spraw­
nego r z e m i o s ł a , arii od k o n t y n u a c j i ustalonych reguł.
J u ż awangarda p o c z ą t k u w i e k u c h ę t n i e p o w o ł y w a ł a się
na wszelkie p r z y k ł a d y sztuki p r y m i t y w n e j , naiwnej,
ludowej, dziecięcej, spontanicznej. — znajdując w nich
potwierdzenie słuszności drogi, k t ó r ą k r o c z y ł a . Picasso,
Klee, Apollinaire, a później Brancusi ś w i a d o m i e burzyli
zastygłe kanony akademickich konwencji, t o r u j ą c drogę
do wyzwolenia w y o b r a ź n i , do sztuki ś w i a d o m i e w s p ó ł ­
t w o r z ą c e j i i n t e r p r e t u j ą c e j ś w i a t l u b t e ż — przeciw­
nie — a p e l u j ą c e j do p o d ś w i a d o m o ś c i , do przypadko­
wego gestu. Malarstwo n a i w n y c h podobnie j a k rzeźba
m u r z y ń s k a czy sztuka dziecka s t a w a ł y się sojusznikiem

67

�68

�ówczesnych poszukiwań, p o t w i e r d z a j ą c je, a niekiedy
i inspirując.
Dla odbiorcy jednak pierwsze manifestacje m a l a r ­
stwa naiwnego były niemal r ó w n i e s z o k u j ą c e j a k i sztu­
ka ich protektorów. W ramach p a n u j ą c e j
konwencji
realistycznej były nie do przyjęcia. Dopiero zrozumienie
i oswojenie się ze sztuką w s p ó ł c z e s n ą pozwoliło poprzez
jej pryzmat spojrzeć i docenić obrazy starego Celnika,
Vivina czy Bomboisa.
Były to jednak zjawiska w y b i t n e , do k t ó r y c h m o ż n a
było stosować wysokie k r y t e r i a artystyczne. I , tak czy­
niono.
Z biegiem czasu zainteresowanie n u r t e m sztuki n a i w ­
nej rosło, zaczęto dostrzegać coraz to n o w y c h malarzy,
wystawiać ich prace, hołubić •— czasem w uznaniu rze­
czywistej wartości artystycznej, czasem dlatego, że m o ż ­
na ich było zaliczyć do k i e r u n k u , k t ó r y s t a w a ł się coraz
bardziej modny. Okazało się, że „ n a i w n i " są niemal
wszędzie. Odkryto ich t y l k o w p ó ł n o c n e j F r a n c j i ponad
setkę, odkryto w Niemczech, Szwajcarii, Belgii, USA,
Anglii, Jugosławii, ZSRR, Ameryce P o ł u d n i o w e j , Hisz­
panii, Grecji, Izraelu.
Zjawisko nie było jednoznacznie o k r e ś l o n e , niemniej
poprzez analogie do uznanych j u ż w a r t o ś c i f o r m u ł o w a n o
je jako odrębny kierunek w sztuce, podbudowywano
eoretycznie. Nurt „ n a i w n y c h " z wolna a u t o n o m i z o w a ł
ię, odbierano go już nie w k o n t e k ś c i e z a i n t e r e s o w a ń
ztuką awangardy, ale jako zjawisko samodzielne. Nie
zokujące — gdyż w gruncie rzeczy ś w i a t w y o b r a ź n i
aiwnych jest nader ograniczony i daleko m u do w i z j i
rrealistów, Salvadore Dali, Maksa Ernsta czy M a gritte'a. Nie szokujące w i ę c na tle szybkich przemian,
które zachodzą we w s p ó ł c z e s n y m malarstwie, a w r ę c z
przeciwnie, s p r o w a d z a j ą c e skomplikowany obraz ś w i a t a

do f o r m u ł prostych, naiwnych, czasem pociesznych
i rzewnych j a k stara fotografia czy wspomnienie c y r k o ­
w y c h a t r a k c j o n ó w i l u n a p a r k ó w . W dramatycznej i go­
r ą c z k o w e j epoce p a t r z y m y na m a l a r s k i ś w i a t naiwnych
j a k na f i l m y i zdjęcia z belle epoque.
I w ł a ś n i e coraz w i ę k s z y dystans p o w s t a j ą c y m i ę d z y
k s z t a ł t e m nowoczesnej sztuki a n a w y k a m i odbiorców
s p o w o d o w a ł (zwłaszcza po ostatniej wojnie), że malar­
stwo n a i w n y c h przyjmuje się jako s z t u k ę ł a t w ą , odwo­
ł u j ą c ą się do w s p o m n i e ń , prostych s k o j a r z e ń . Dialektyka
p r o c e s ó w z a c h o d z ą c y c h w kulturze s p r a w i ł a , że malar­
stwo naiwnych, odbiorowi k t ó r e g o u t o r o w a ł a d r o g ę sztu­
ka nowoczesna, obecne powodzenie zawdzięcza znużeniu
s z t u k ą n o w o c z e s n ą . W y p e ł n i a ona, j a k m o ż n a sądzić,
ż y w e jeszcze potrzeby sztuki narracyjnej, figuratywnej,
sztuki o p o w i a d a j ą c e j o świecie, sztuki-bajki, sztuki po­
godnej i b u d z ą c e j u ś m i e c h zadumy lub rozbawienia.
Malarstwo naiwne stało się w i ę c w istocie rzeczy
j e d n y m z k i e r u n k ó w sztuki: omawiane w encyklope­
diach, p o d r ę c z n i k a c h , monografiach współczesnego m a ­
larstwa. Z n a l e ź l i się malarze zawodowi n a w i ą z u j ą c y
z całą p r e m e d y t a c j ą do „ s t y l u naiwnego" (np. u nas
M a r i a Anto). S p r z y j a j ą c a aura s p o w o d o w a ł a ujawnienie
się w i e l u , nie zawsze najlepszych, t w ó r c ó w wypowiada­
j ą c y c h się w konwencji „ n a i w n e j " . Odkryto, a nawet
p o w o ł a n o do życia c a ł e o ś r o d k i produkcji o b r a z ó w l u dowo-naiwnych. Zjawisko to szczególnie w y r a ź n i e daje
się z a u w a ż y ć w J u g o s ł a w i i .
W ostatnich latach zorganizowano też, obok licznych
pokazów indywidualnych,
w i e l k i e w y s t a w y narodowe ¡
n a i w n y c h Belgii, J u g o s ł a w i i , Polski,
Czechosłowacji,

�70

�Brazylii itp. i k i l k a n a p r a w d ę w s p a n i a ł y c h , liczących się
w kronikach życia artystycznego, p o k a z ó w twórczości
naiwnych całego ś w i a t a w Brukseli, Bazylei, P a r y ż u ,
Nowym Jorku, Rotterdamie, Baden-Baden, Frankfurcie
n/Menem, Hannowerze, a ostatnio w ł a ś n i e w B r a t y ­
sławie.
Wystawy te organizowano przede w s z y s t k i m z u w a g i
na wartość a r t y s t y c z n ą sztuki n a i w n e j , w y b i e r a n o w i ę c
przeważnie pozycje pewne, o ustalonej j u ż marce, ś w i a ­
domie k o n s t r u u j ą c p a n o r a m ę „ n a i w n e g o obrazu ś w i a t a "
W tych wypadkach m i e l i ś m y do czynienia z w y s t a wami-koncepcjami O. B i h a l j i - M e r i n a . A . Jakovsky'ego,
D. Mahlowa, A . Hernandeza i t d . O n i decydowali, oni
zakreślali granice dość przecież niejasnego pojęcia „ n a i w ­
ności".
Rzecz bowiem w t y m , że nie m a j a k i e j ś oderwanej
kategorii n a i w n o ś c i , są jedynie dzieła, k t ó r e m y w da­
nym czasie i k o n t e k ś c i e u w a ż a m y za naiwne. M y — sto­
jący „z z e w n ą t r z " , m y — o c e n i a j ą c y to malarstwo czy
rzeźbę z pozycji w s p ó ł c z e s n e j sztuki. Przy czym w a r t o
pamiętać i o t y m , że o k r e ś l e n i e „ n a i w n a sztuka" nie
jest w pełni adekwatne do rzeczy, k t ó r e się pod to po­
jęcie podciąga, że obok tego o k r e ś l e n i a u ż y w a się, często
wymiennie, wiele i n n y c h : sztuka p r y m i t y w i s t ó w , m a ­
larzy niedzielnych, dnia s i ó d m e g o , czystego serca, n a i w ­
nych realistów. P o j ę c i a te przy t y m nie p o k r y w a j ą się
w pełni i a k c e n t u j ą nieco odmienne k r y t e r i a w y b o r u .
Naiwny realizm preferuje
dobrotliwą
obserwację
świata, n a t r ę t n ą p r a c o w i t o ś ć w m a l o w a n i u szczegółów,
bez hierarchii ich w a ż n o ś c i albo w ł a ś n i e z h i e r a r c h i ą
nader szczególną i przez to n a i w n ą . A l e w p o j ę c i u t y m
nie bardzo mieszczą się mistyczne n i e m a l wizje b i b l i j n e

Trillhaasego czy fantastyczny ś w i a t Ociepki. A z kolei
czy m o ż n a do niedzielnych malarzy zaliczyć Nikifora,
z o b s e s y j n ą p a s j ą m a l u j ą c e g o od wschodu słońca do
późnego wieczoru? A j a k k l a s y f i k o w a ć sztukę, k t ó r a
jest d r a m a t y c z n ą p r o j e k c j ą życia w e w n ę t r z n e g o , p o d ­
ś w i a d o m y m niemal zapisem e t a n ó w l ę k o w y c h i n a t r ę c t w ?
S z t u k ę , k t ó r a w y m i e r z a realnemu ś w i a t u s p r a w i e d l i w o ś ć ,
sądzi, karze, o s k a r ż a ? Czy t a k a twórczość, w swej f o r ­
mie p r y m i t y w n a , a w w i z j i ś w i a t a — naiwna, mieści
się w ramach szeroko p o j ę t e j „ n a i w n o ś c i " ?
I m więcej pytamy, t y m o d p o w i e d ź w y d a się t r u d ­
niejsza, a stosowane o k r e ś l e n i a coraz bardziej umowne.
Problemy te r y s o w a ł y się w y r a ź n i e j u ż w poprzed­
nich ekspozycjach, ale z całą ostrością u j a w n i ł y się
właśnie w Bratysławie.
Dotychczas bowiem — j a k j u ż p i s a ł e m — w y s t a w y
komponowano z m a t e r i a ł u znanego i w d u ż e j mierze
powszechnie akceptowanego (przez e k s p e r t ó w ) . W B r a ­
t y s ł a w i e p o s t ą p i o n o inaczej. Organizatorzy zwrócili się
do r ó ż n y c h osób i i n s t y t u c j i na c a ł y m świecie, prosząc
o n a d e s ł a n i e k o l e k c j i prac. Nie precyzowano przy t y m
w y r a ź n i e granic pojęcia. N a d e s ł a n y w odpowiedzi ma­
t e r i a ł nie zawsze b y ł reprezentatywny, niekiedy ogra­
niczał się do w y b o r u przypadkowego (Ameryka Płd.)
albo dość n i e p e ł n e g o ( J u g o s ł a w i a , Francja, Szwajcaria),
w k r a c z a ł w regiony kiczu i dyletantyzmu (np. rzeźba
w dziale austriackim) czy t e ż amatorstwa bazującego
na ś w i a d o m y m powielaniu s c h e m a t ó w sztuki w s p ó ł c z e s ­
nej (Indie). T r u d n a do uchwycenia w y d a w a ł a się też
granica ze s z t u k ą l u d o w ą , i to nie t y l k o e u r o p e j s k ą
(rzeźby drewniane w dziale w ę g i e r s k i m , szwajcarskie
malarstwo S y b i l l i Neff k o n t y n u u j ą c e t r a d y c j ę malar-

71

�stwa z Appenzelle), ale zwłaszcza e g z o t y c z n ą — m a m
t u na m y ś l i etiopski malunek s p e ł n i a j ą c y wszelkie w a ­
r u n k i „ n a i w n e g o " dzieła, a przecież n a l e ż ą c y do k r ę g u
tradycyjnej sztuki ludowej (plemiennej?) tego k r a j u .
Pewna p r z y p a d k o w o ś ć w szukaniu k o n t a k t ó w , w y n i ­
k a j ą c a z b r a k u d o ś w i a d c z e ń organizacyjnych, k t ó r a spo­
w o d o w a ł a , że n a d e s ł a n y m a t e r i a ł na Triennale nie zaw­
sze r e p r e z e n t o w a ł n a j w y ż s z e w a r t o ś c i , d a ł a niezamie­
rzone zapewne, ale niezmiernie ciekawe rezultaty. Z o ­
b a c z y l i ś m y rozległą p a n o r a m ę sztuki, k t ó r ą p o d c i ą g a się
do o k r e ś l e n i a „ n a i w n a " , p r z e k o n a l i ś m y się raz jeszcze,
jak umowna i trudna do ustalenia jest granica tej n a i w ­
ności. Okazało się, że dla n i e k t ó r y c h k o l e k c j o n e r ó w ,
którzy n a d e s ł a l i na apel o r g a n i z a t o r ó w posiadane prace,
pojęcie sztuki naiwnej w r ę c z p o k r y w a się ze s z t u k ą
a m a t o r ó w , d y l e t a n t ó w , a w n i e k t ó r y c h w y p a d k a c h do­
tyczy tylko kategorii formalno-stylowych, jako że p r z y ­
syłano i dzieła malarzy o nienagannym warsztacie p r o ­
fesjonalnym, ś w i a d o m i e p o d e j m u j ą c e pewne konwencje
plastyczne.
Trudna b y ł a w tych w a r u n k a c h praca j u r y , z w ł a s z ­
cza że w w i e l u Wypadkach nic się w ł a ś c i w i e nie w i e ­
działo o samym t w ó r c y . K i m jest? Na ile autentyczna
jest jego w y p o w i e d ź ? Pytania bynajmniej nie o b o j ę t n e ,
na Zachodzie bowiem (a nawet w Polsce) i s t n i e j ą k o ­
mercyjne bodźce dla tworzenia takiej w ł a ś n i e naiwnej
sztuki i liczne są p r z y k ł a d y ś w i a d o m e g o podjęcia przez
amatora (czy nawet profesjonalistę) f o r m u ł y „ n a i w n e j " ,
jako tej, k t ó r a m o ż e z a g w a r a n t o w a ć r y n k o w y sukces.
W B r a t y s ł a w i e j u r y s t a n ę ł o na stanowisku, że tego r o ­
dzaju prace, nie w y n i k ł e z w e w n ę t r z n y c h konieczności,
a t y l k o z ś w i a d o m e g o w y b o r u konwencji, nie p o w i n n y
się znaleźć na wystawie.

72

Sprawy, o k t ó r y c h t u m ó w i ę , s t a ł y s i ę też g ł ó w n y m
tematem dyskusji, k t ó r a m i a ł a miejsce na t r z y d n i o w y m
sympozjum zorganizowanym w czasie t r w a n i a wystawy.
Inicjator i komisarz generalny Triennale, Stefan Tkać,
p r ó b o w a ł l a n s o w a ć n o w y t e r m i n : „ i n s i t n e umenie" (der
insiten Kunst, insitic art), z a s t ę p u j ą c „ n a i w n o ś ć " p o j ę ­
ciem w y w o d z o n y m z ł a c i ń s k i e g o t e r m i n u „ i n s c i t u s " —
wrodzony, n i e ś w i a d o m y .
Propozycja ta nie została jednak w dyskusji pod­
trzymana, w w i e l u b o w i e m j ę z y k a c h , m . i n . w naszym,
t e r m i n ten jest nieznany, pozbawiony zaplecza skojarzeń.
Choć k t o wie, czy nie trafniej niż inne o k r e ś l e n i a przy­
lega do charakteru samego zjawiska,
podkreślając
moment s p o n t a n i c z n o ś c i , w y n i k a n i a
kształtu
dzieła
z „ w n ę t r z a " , z dyspozycji psychiki t w ó r c y .
Czym jest jednak ta i n n o ś ć , s p o n t a n i c z n o ś ć czy „naiw­
ność". Zagadnienie to r o z w a ż a n o w k i l k u referatach
i wypowiedziach. P o g l ą d y B i h a l j i - M e r i n a i Schmitsa
znajdzie czytelnik na i n n y m miejscu, podobnie jak Piwockiego. W y p o w i e d ź Piwoekiego, k t ó r y b y ł jednym
z p r z e w o d n i c z ą c y c h obrad, d o t y c z y ł a zresztą głównie
samego sytuowania t w ó r c z o ś c i n a i w n y c h i sprecyzowania
różnic m i ę d z y t ą t w ó r c z o ś c i ą a s z t u k ą l u d o w ą czy ama­
t o r ó w . G o r ą c e p r z y j ę c i e tego w y s t ą p i e n i a b y ł o nie tylko
dowodem szacunku i sympatii dla polskiego historyka
sztuki, ale i uznania dla k l a r o w n o ś c i m y ś l i , k t ó r e j nigdy
nie za wiele, z w ł a s z c z a przy podejmowaniu tematu,
k t ó r y j a k ż e ł a t w o prowadzi na manowce poetyckich
s p o s t r z e ż e ń , mglistej metafizyki i r e t o r y k i .
Referat niżej podpisanego s t a n o w i ł p r ó b ę klasyfikacji
r ó ż n y c h postaw t w ó r c z y c h , spotykanych w
zjawisku
„ n a i w n e j " sztuki. S t a r a ł e m się w y k a z a ć , że w gruncie
rzeczy m a m y do czynienia z co najmniej k i l k u odręb-

�10

II 9 Israel Litwak,
Stolorz, Dworzec w

Times Square w Nowym Jorku,
ol. II. 10. Maria Korsak,
Widok na
Pragę,
Katowicach,
akw., tusz. II. 12. Franciszek
Kocielski,
Pejzaż,
tempera.

�13

n y m i grupami twórczości, k t ó r e w s p ó l n i e oznaczamy
pewnym u m o w n y m h a s ł e m . Czym i n n y m jest bowiem
p r y m i t y w i z m w y n i k a j ą c y z izolacji k u l t u r o w e j t w ó r c y ,
czym i n n y m samodzielny sposób obserwowania ś w i a t a
czy uleganie naporowi w y o b r a ź n i . S t a r a ł e m się dowieść,
że granica „ n a i w n o ś c i " jest p ł y n n a , r e l a t y w n a i że za­
zwyczaj tak samo nazywamy rzeczy dość różne.
K r y t y k literacki z Pragi Aleksy Kusak w swej w y ­
powiedzi p o d k r e ś l a ł , że w ł a ś c i w i e wszystkie cechy for­
malne sztuki naiwnej znaleźć m o ż n a w dziełach l u d o ­
w y c h i w sztuce dwudziestego w i e k u . A na pytanie, co
Więc w y r ó ż n i a s t y l sztuki naiwnej, o d p o w i e d z i a ł : „ S ą d z ę ,
że charakteryzuje ją oscylacja, niejako zawieszenie m i ę ­
dzy s z t u k ą a kiczem, ś w i a d o m o ś c i ą a i n s t y n k t e m t w ó r ­
czym, wiedzą p l a s t y c z n ą a świeżością doznań, skostnie­
niem tradycyjnej t e m a t y k i a w e w n ę t r z n y m ś w i a t e m
artysty, m i ę d z y jego t w ó r c z y m stosunkiem do ś w i a t a
a obojętnością i p r o z ą w s p ó ł c z e s n e j cywilizacji. Ta oscy­
lacja s t a ł a się elementem podstawowym w k o n s t r u k c j i
estetyki sztuki naiwnej."
Dietrich Mahlow, d y r e k t o r galerii miejskiej w N o ­
rymberdze i j u r o r Triennale, zwrócił z kolei u w a g ę na
przemiany zachodzące w nurcie naiwnej sztuki. Z a i n ­
t e r e s o w a ł y go naiwne kompozycje abstrakcyjne i kolaże
n a d e s ł a n e na Triennale. „ N a s u w a się w i ę c pytanie —
pisał w n a d e s ł a n e j wypowiedzi — czy m o ż n a łączyć po­
jęcie abstrakcji z n a i w n o ś c i ą ? "
Dla w y j a ś n i e n i a tej sprawy i n t e r e s u j ą c y m o ż e b y ć
przypadek W e r o n i k i K o k o t t , s p r z ą t a c z k i z Hamburga.
Podobnie j a k Seraphine zaczęła m a l o w a ć w p o d e s z ł y m
już wieku. Malarstwa przedtem w ł a ś c i w i e w ogóle nie
znała i nie uczyła się go nigdy. Jej k w i t n ą c e b a r w a m i

74

malarstwo nie przypomina f o r m realnych. Od trzy­
dziestu j u ż chyba lat m a l u j e k w i a t y i doszła w nich
do f o r m niemal abstrakcyjnych. Inaczej m ó w i ą c — po­
zostając n a i w n ą m a l o w a ł a to, co s p r a w i a ł o jej przy­
j e m n o ś ć , co w y n i k a ł o z istotnych potrzeb wewnętrznych.
... I n n y p r z y k ł a d —• t w ó r c z o ś ć pani M e h r g u t z Oslo (na
wystawie pokazana w dziale niemieckim). Zaczęła ona
na stare lata k o m p o n o w a ć k o l a ż e wycinane z kolorowych
o b r a z k ó w w ilustrowanych pismach. Otóż w odróżnieniu
od k o l a ż y Schwitersa, w k t ó r y c h poszczególne elementy
w i ą ż ą się l u ź n o ze sobą, t w o r z ą c w ł a ś n i e w takim roz­
sypaniu szczególną k o m p o z y c j ę k w i e t n ą , u Mehrgut
wszystkie elementy ściśle s ą ze s o b ą p o w i ą z a n e i tworzą
k o m p o z y c j ę z w a r t ą , u z u p e ł n i a j ą c się tematycznie.
M o ż n a by t u dodać, że zjawiskiem podobnym jest
s ł y n n a Ursula w NRF, a u nas f a s c y n u j ą c e kompozycje
b u k i e t ó w Felicji G ł o w a c k i e j , s t o j ą c e już na granicy
p r z e d m i o t o w o ś c i i abstrakcji.
Triennale b r a t y s ł a w s k i e p o s u n ę ł o n a p r z ó d rozważa­
nia i obserwacje nad s z t u k ą n a i w n ą , choćby przez ilość
w ą t p l i w o ś c i i p r o b l e m ó w , k t ó r e się w y r a ź n i e zaryso­
w a ł y na wystawie. Najcenniejsze dla m n i e było wspólne
o g l ą d a n i e i dyskutowanie poszczególnych działów i po­
zycji w y s t a w y , zwłaszcza u w a g i B i h a l j i - M e r i n a i Grochowiaka (z NRF) pozwoliły na p e w n ą konfrontacje;
naszych s ą d ó w , opartych g ł ó w n i e o m a t e r i a ł polski,
z p o g l ą d a m i zagranicznych a u t o r y t e t ó w . Niemniej cenie
sobie w s p ó ł p r a c ę w j u r y k w a l i f i k u j ą c y m eksponaty,
szczególnie z D. M a h l o w e m i E. L a n g u i .
2

Wydaje m i się jednak, że aby uczynić wyraźny krok
n a p r z ó d , konieczne są j u ż nie impresje, nawet naj­
ciekawsze h i s t o r y k ó w sztuki, ale systematyczne, szeroko

��17

zarysowane badania w poszczególnych krajach oparte
o stasowanie kombinowanych metod s i ę g a j ą c y c h do r ó ż ­
nych dziedzin n a u k i — od historii sztuki p o c z y n a j ą c ,
na etnologii, socjologii i psychologii k o ń c z ą c .
N i m to n a s t ą p i , m o ż n a , j a k m n i e m a m , p o k u s i ć się
o zarysowanie j u ż teraz pewnych w n i o s k ó w d o t y c z ą ­
cych w y s t a w i n a s t ę p n y c h Triennale.
Wydaje się, że i s t n i e j ą w t y m w z g l ę d z i e dwie p o d ­
stawowe tendencje. Jedna — to d ą ż e n i e do pewnego
puryzmu, do zachowania jednolitego oblicza stylistycz­
nego ekspozycji, druga — to rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń
nie t y l k o na f o r m y w y r a ź n i e naiwne (zgodne ze sche­
matem
franeusko-belgijsko-jugosłowiańskim),
ale
na
wszelkie ciekawe (zjawiska p o j a w i a j ą c e się na obszarze
twórczości nieprofesjonalnej. Jedna tendencja nie w y ­
klucza zresztą drugiej. W r ę c z przeciwnie, dopiero r e a l i ­
zacja problemowych w y s t a w t w ó r c z o ś c i nieprofesjonalnej
może pozwolić na s p o k o j n ą o b s e r w a c j ę i w y o d r ę b n i e n i e
prac, k t ó r e najbliższe s ą wzorcowi „ n a i w n e m u " .
Czas j u ż n a j w y ż s z y dostrzec, że w nurcie nieprofesjo­
nalnym mieszczą się zjawiska ciekawe z a r ó w n o psycho­
logicznie, j a k i — przede wszystkim — artystycznie.
A l e w y s t a w t a k i c h w ł a ś c i w i e nie ma, a u r z ą d z a n e
co pewien czas pokazy a m a t o r ó w m a j ą z u p e ł n i e i n n y
sens. S t a n o w i ą
podsumowanie
działalności
jakiegoś
ośrodka, grupy, ś r o d o w i s k a . O d p o w i a d a j ą
na
hasła
z góry narzucone (czasem dość naiwne w swej d y d a k ­
tycznej koncepcji wychowania obywatelskiego
przez
sztukę). A gdyby i s t n i a ł y r ó w n i e ż w y s t a w y selekcjono­
wane pod k ą t e m widzenia w a l o r ó w artystycznych, u j a w ­
nić by m o g ł y inne oblicze sztuki spontanicznej, nie

76,

zawsze ś w i a d o m e j , ale w a ż k i e j w życiu c z ł o w i e k a i cie­
kawej dla obserwatora.
F o r m u ł a „ n a i w n a " , j a k b y ś m y nie chcieli jej rozsze­
rzać, nie wystarcza dla w y c h w y c e n i a wszystkich ważkich
i i n t e r e s u j ą c y c h zjawisk w sztuce nieprofesjonalnej.
I dopóki nie b ę d z i e się r o b i ć t a k i c h w ł a ś n i e wielokie­
r u n k o w y c h wystaw, nie l i m i t o w a n y c h ż a d n y m i z góry
p r z y j ę t y m i definicjami, t r u d n o ś c i w y d a j ą się nieunik­
nione, gdyż trzeba ciągle r e z y g n o w a ć albo z ciekawych
zjawisk t w ó r c z y c h , albo z czystości p r o f i l u wystawy.
P e w n ą p r ó b ą takiego nowego spojrzenia na twórczość
n i e p r o f e s j o n a l n ą b y ł a zorganizowana przed trzema laty
w warszawskiej „ Z a c h ę c i e " w y s t a w a pt. „ I n n i . Od Niki­
fora do G ł o w a c k i e j " . A l e i tamta wystawa, choć przez
t y t u ł s u g e r u j ą c a zjawisko szersze n i ż „ n a i w n o ś ć " , nie
d a w a ł a p e ł n e g o rozpoznania, w y k r e ś l a ł a jednak pewne
w a ż n e pogranicza m i ę d z y s z t u k ą n a i w n ą i ludową
(zwłaszcza problem rzeźby), s z t u k ą p s y c h o t y k ó w i amatorów-naśladowców.
Na Triennale b r a t y s ł a w s k i m •— j a k j u ż mówiłem —
znalazły się prace bardzo r ó ż n e , zdecydowanie przekra­
czające najbardziej 'nawet tolerancyjnie p o j m o w a n ą gra­
n i c ę n a i w n o ś c i . B y ł y w i ę c t a m r z e ź b y z metalu, np. „Ko­
gut" Einy Rautaruoho (Finlandia) znakomicie zrobiony
z łopat, kos, k ł ó d e k i w i d e ł . Swoistym p r z y k ł a d e m dosko­
n a ł e g o p o p - a r t u b y ł wspomniany j u ż abstrakcyjny kolaż
G e r t r u d y M e h r g u t (NRF), typowe rzemiosło artystycz­
ne — metaloplastyka S ł o w a k a Zigmunda H u b a ć k a , pełne
dramatycznej ekspresji sceny A b r a h a m a Levina (USA),
typowo ludowa r z e ź b a W ę g r a A n t a l a H o r v á t h a , pogra­
nicze — j a k ż e trudno definiowalne — ze s z t u k ą schizo-

�П. 17- Maria Lenczewska,
О skarbach
w
bytowskim
zamku, ol. II. 18. Leokadia
Płonkowa,
Sw. Jan
Chrzci­
ciel, dl. II. 19. Marta Michałowska,
Portret
matki,
ol.

freników, p s y c h o t y k ó w — nasz Monsiel. Przy n i e k t ó r y c h
obrazach np. Reginy Dapra (Austria) trudno b y ł o roz­
strzygnąć, nie o d w o ł u j ą c s i ę do z n a j o m o ś c i życia i psy­
chiki malarki, czy są one spontaniczne, czy też z z u p e ł ­
ną finezją i ś w i a d o m o ś c i ą n a w i ą z u j ą do „ n a i w n e g o "
sposobu obrazowania. Niestety, n a d e s ł a n e w i a d o m o ś c i
o twórcach b y ł y często w r ę c z znikome, a sama analiza
formalna (zwłaszcza gdy n a d s y ł a n o j e d n ą l u b dwie
prace) nie zawsze m o g ł a z a p e w n i ć w y c i ą g n i ę c i e p r a w i d ł o ­
wych wniosków. Element ś w i a d o m o ś c i w y s t ę p u j e zresz­
tą u wielu w y b i t n y c h „ n a i w n y c h " , i z biegiem czasu
wyraźnie wzrasta. Tak w i d z ę d o s k o n a ł e malarstwo Ge­
neralice, Rabuzina, u nas — P ł o n k o w e j . Powstaje p r o ­
blem trudny jeszcze do r o z s t r z y g n i ę c i e — granic dzie­
lących n a i w n o ś ć n i e ś w i a d o m ą , od n a i w n o ś c i ś w i a ­
d o m e j . I jeżeli na naszym gruncie uznamy za znako­
mity p r z y k ł a d tej ostatniej obrazy M a r i i A n t o , to nie
wolno zapominać, że istnieje jeszcze jeden rodzaj świa­
domego w y b o r u — p r z y k ł a d — P ł a s k o c i ń s k i . W y b ó r
naiwnej konwencji przez dyletanta, amatora. Ś w i a d o m y
wybór konwencji d a j ą c e j n a j w i ę k s z ą s z a n s ę sukcesu.
Sprawa jest zresztą bardziej złożona, t u t y l k o sygnali19

18

żuję, że i w ś r ó d „ n a i w n y c h " spotyka się zapożyczenia
od w y b i t n y c h i n d y w i d u a l n o ś c i „ n a i w n y c h " . Szczególnie
widoczne jest to w J u g o s ł a w i i , gdzie s t y l G e n e r a l i ć a
zaciążył i z a i n s p i r o w a ł cały k r ą g okolicznych malarzy,
widoczne jest to jednak nawet i u nas w sporadycznych
p r ó b a c h n a w i ą z y w a n i a przez mniej uzdolnionych amato­
r ó w do N i k i f o r a czy Ociepki.
M y ś l ą c o przyszłości b r a t y s ł a w s k i e g o Triennale, c h ę t ­
nie w i d z i a ł b y m je w u k ł a d z i e nie t y l k o narodowym,
ale i p r o b l e m o w y m . A w i ę c w y r a ź n i e w y o d r ę b n i a n e k r ę g i
p o k r e w i e ń s t w i inspiracji, ukazywanie r ó ż n y c h n u r ­
t ó w , a nie zacieranie ich przez sprowadzanie do w s p ó l ­
nego m i a n o w n i k a .
R o z w a ż a n i a te nie p o d w a ż a j ą jednak r o l i i sensu
m i n i o n e j w y s t a w y . Nie t y l k o p o b u d z a ł a ona do refleksji,
ale d a w a ł a s p o r ą s u m ę w r a ż e ń artystycznych; zawsze
bowiem fascynuje z e t k n i ę c i e ze s z t u k ą p r o s t ą i w i e l k ą .
I kto wie, czy nie na tych w ł a ś n i e p r z y k ł a d a c h n a j ­
ł a t w i e j dojrzeć istotny mechanizm twórczego aktu.
Z p r a w d z i w y m wzruszeniem o g l ą d a ł e m p a t r o n u j ą c y
w y s t a w i e autoportret Rousseau z Muzeum Narodowego
w Pradze. Rola Celnika nie t y l k o w sztuce francuskiej,
ale w całej naszej kulturze artystycznej wydaje się co­
raz bardziej w a ż k a . D o m i n o w a ł też nad c a ł ą w y s t a w ą .
S p o ś r ó d k i l k u d z i e s i ę c i u innych bardzo ciekawych
malarzy w y m i e n i ć by n a l e ż a ł o w ś r ó d t w ó r c ó w „ p r y m i ­
t y w n y c h " (nie upieram się przy s f o r m u ł o w a n i u ) chociaż­
by N a t a l i ę S c h m i d t o w ą z Czechosłowacji, z klasycznie
„ n a i w n y c h " : Skurjeniego, F e j e ś a i Buktenica z Jugo­
sławii, t r o c h ę p o w t a r z a j ą c e g o już samego siebie Ge­
n e r a l i ć a ; F r a n c u z ó w : Bauchanta, V i v i n a , Bomboisa,

77

�20

Л. 20. Jan Lada,

Śmierć

Spartakusa,

Unolit. II. 21. Adam

Zegadło,

Sw. Cecylia,

drewno.

21

a z nie znanych mai d o t ą d •— Maurice'a G r i m a (piękne
bajkowe sceny leśne) i Simona Schwartzenberga, t w ó r c ę
ślicznie zinterpretowanej katedry Notre Dame. W ś r ó d
o b r a z ó w niemieckich w y r ó ż n i a ł y się s w o j ą e k s p r e s j ą
i p r y m i t y w n ą ż a r l i w o ś c i ą r e l i g i j n ą bliskie ś r e d n i o w i e c z ­
nym mistrzom obrazy Trillhaasego, p r z y w o d z ą c e t r o c h ę
na m y ś l naszego O c i e p k ę .
Trudno m ó w i ć o narodowych cechach sztuki „ n a i w ­
nej", w y r a ź n i e jednak widoczna jest cezura dzieląca
narody o żywej jeszcze t r a d y c j i ludowej sztuki od k r a ­
j ó w u p r z e m y s ł o w i o n y c h , zurbanizowanych. Bardzo „ n a ­
rodowa" b y ł a ekspozycja w ę g i e r s k a , a t a k ż e i czecho­
s ł o w a c k a . Swoisty charakter m i a ł y prace z J u g o s ł a w i i ,
zresztą w dużej mierze s ł a b e i w t ó r n e ( w p ł y w Generalića, maniera szkoły w Kovacicach). Na i c h tle w y ­
r a ź n i e w y o d r ę b n i a ł y się zestawy takie j a k francuski,
belgijski czy niemiecki. Francuski — w a l o r a m i m a l a r ­
skimi, r a d o s n ą o b s e r w a c j ą scenek jarmarcznych, ulicz­
nych, w e s o ł y c h miasteczek. Dział niemiecki k a z a ł m y ś l e ć
o k r ę g a c h m i e s z c z a ń s k i c h , belgijski — dla mnie n a j ­
ciekawszy chyba z całej w y s t a w y , p o k a z y w a ł p o w a ż n ą ,
s k u p i o n ą f a s c y n a c j ę t e c h n i k ą , miastem. Szczególnie cie­
k a w y dla ś l e d z e n i a życia s t e r e o t y p ó w b y ł p e ł e n n a i w n e ­
go w d z i ę k u obraz fotografa nadwornego Louisa Delattre'a „Apoteoza księcia Baudouina". Podobnie j a k Aloys
Sauter Delattre wychodzi z t r a d y c j i realistycznego m a ­
larstwa, a ściślej nawet — p o r t r e t u . Z u p e ł n i e urocze
były w y r a ź n i e inspirowane l u d o w ą t r a d y c j ą p e ł n e w d z i ę ­
k u obrazy na szkle austriackiej nauczycielki, Helgi
Muller.
Nowością w y s t a w y b r a t y s ł a w s k i e j b y ł a liczna k o l e k ­
cja rzeźb. Pokazali je W ę g r z y , C z e c h o s ł o w a c y , J u g o s ł o -

78

�wianie, Polacy i Austriacy. Prace tych ostatnich prze­
kraczały już chyba g r a n i c ę r z e m i o s ł a i strasznej ama­
torszczyzny, inne w y r a ź n i e w y w o d z i ł y się z ludowej t r a ­
dycji. S ł o w a c y pokazali też dość zabawne f i g u r y z d r u ­
tu, prace r z e m i e ś l n i k a w y k o n u j ą c e g o p u ł a p k i na myszy.
Najciekawsze b y ł y jednak poza w s p o m n i a n y m już f i ń ­
skim pop-artem r z e ź b y Zivkovica z J u g o s ł a w i i oraz na­
sze: Kudły, Czajkowskiego, L a m ę c k i e g o , ojca i syna
Zegadłów, S k r ę t o w i c z a .
Jak na tle w y s t a w y w y p a d ł w ogóle dział polski?
Był chyba najbardziej r ó ż n o r o d n y , b u d z i ł duże zaintere­
sowanie. Poza N i k i f o r e m i O c i e p k ą naszych n a i w n y c h
dotychczas nie znano, a poza t y m wydaje się, że dzięki
temu, iż u nas są jeszcze n a p r a w d ę niezepsuci, auten­
tyczni malarze, t w o r z ą c y t y l k o dla siebie, a nie na po­
kaz czy s p r z e d a ż , całość naszej ekspozycji b u d z i ł a zaufa­
nie i zaciekawienie. Zestaw polski na wniosek I n s t y ­
tutu Sztuki i P a ń s t w o w e g o Muzeum Etnograficznego
przygotował niżej podpisany, w y s t a w k ę liczącą b ą d ź co
bądź ponad 50 pozycji z o r g a n i z o w a ł o z d u ż y m n a k ł a d e m
starań i p r z e s ł a ł o Muzeum Etnograficzne, co w a r t o t u
podkreślić chociażby dlatego, iż w katalogu informacja
ta została w niefrasobliwy sposób po prostu p o m i n i ę t a .
Z prac polskich poza N i k i f o r e m i O c i e p k ą szczególne
zainteresowanie budził R y b k o w s k i , M a r i a Korsak, M o n siel i M a r i a Lenczewska, a z r z e ź b H e n r y k i Adam

Fot.: Jan Swiderski

Adam
22

Zegadło:

— il. 10—23; il. 1—9 dostarczone

II.

22. Umywanie

nóg,

drewno

Z e g a d ł o , K u d ł a oraz Zagajewski. W sumie dzieła 24
autorów.
P o w a ż n y b y ł też nasz w k ł a d z a r ó w n o w pracy j u r y ,
j a k i w obrady sympozjum. Wygłoszono dwa referaty,
prof. P i w o c k i p r z e w o d n i c z y ł w pierwszym dniu obrad.
M o ż n a żywić n a d z i e j ę , że w n a s t ę p n y m Triennale udział
nasz b ę d z i e nie mniejszy.
Z a c h ę t ą m o ż e być i czynnik dodatkowy — ogromna
serdeczność o r g a n i z a t o r ó w , k t ó r z y zrobili wszystko, aby
u p r z y j e m n i ć nam pobyt. B y l i tak w t y m szczerzy i spon­
taniczni, j a k to w ł a ś n i e S ł o w a c y p o t r a f i ą .
PRZYPISY
1 I Triennale d'art naif. Bratislava 1966. Organiza­
torzy: Povernictvo SNR pre Skolstvo a K u l t ú r u i Slov e n s k á Narodna Galeria; czasokres t r w a n i a wystawy
26.8 — 2.X.1966 r. Komisarz Generalny — Stefan T k a ć .
Sympozjum o d b y ł o się w dn. 21—23.IX.1966.
2 J u r y m i ę d z y n a r o d o w e p r a c o w a ł o w s k ł a d z i e : Emile
L a n g u i (Belgia) — p r z e w o d n i c z ą c y , Dietrich
Mahlow
(NRF), Aleksander Jackowski (Polska), Julia Szabó
(Węgry), Miroslav Mićko, Stefan T k a ć , K a r o l Vaculik
i A n d r e i Barcik (Czechosłowacja).
3 Jedynym p r z y k ł a d e m , na k t ó r y m ó g ł b y m t u się po­
w o ł a ć , jest zorganizowana w 1961 r. przez Gewerbemuseum w Bazylei w y s t a w a pt. „ L a i e n m a l e r " (Amatorzy),
k t ó r a jednak, jak m o g ę w n i o s k o w a ć z katalogu, r ó w n i e ż
p r e f e r o w a ł a k r ą g twórczości „ n a i w n e j " .
przez Komitet

polichr.

Organizacyjny

11. 23. Zwiastowanie

I Triennale

N.M.P.,

drewno

Naiwnych.

polichr.
23

�II.

Jerzy

H

1. Heródek,

Galeria

drewno

mai.

Darowski

E

R

O

Był p a ź d z i e r n i k 1959 r. P r z e p r o w a d z a l i ś m y z ramienia
Muzeum T a t r z a ń s k i e g o badania terenowe w powiecie
nowotarskim. Trzeba b y ł o j u ż w r a c a ć , p r z e c h o d z i l i ś m y
więc spiesznie przez L i p n i c ę W i e l k ą i j u ż t y l k o z n a w y ­
k u zajrzeliśmy przez w y b i t e okno do w n ę t r z a starej,
opuszczonej c h a ł u p y . W m r o k u m o ż n a było dostrzec na
zerwanej p o d ł o d z e sterty ż e l a s t w a , znoszonego obuwia,
wszelkich osobliwości. W k ą c i e stał ś w i ą t e k , p r z y k r y t y
kurzem, ale w y r a ź n i e świeżej roboty. Zaciekawieni
w e s z l i ś m y do ś r o d k a . I tak zaczęła się z n a j o m o ś ć z gos­
podarzem chaty.
W e d ł u g m e t r y k i nazywa się K a r o l Wójciak, ale w e
wsi n a z y w a j ą go powszechnie H e r ó d e k . Trudno dziś
dociec, s k ą d w z i ę ł a się ta nazwa, podobno H e r ó d k i e m
nazywano już ojca i dziadka naszego r z e ź b i a r z a . U r o d z i ł

80

postaci,

D

E

K

się w 1892 r o k u , m a w i ę c 76 lat, ale nie wygląda na
tyle. Postaci jest n i e w i e l k i e j , chudy, k r ę p y , pochylony
do przodu, o r u c h l i w e j niespokojnej twarzy, skorej do
szerokiego u ś m i e c h u i n a g ł y c h z a m y ś l e ń . Odziany po
wiejsfcu, na nogach pepegi, na g ł o w i e stary, zniszczony
w o j s k o w y kaszkiet, t y l e że z kieszonki przydługiego
kabata s t e r c z a ł a fantazyjnie kolorowa chusta, a na szyi
z a w i ą z a n e niedbale k r a w a t y . D w a , trzy, a n a w é t i cztery.
Palce suto u p i e r ś c i e n i o n e d z i e ł a m i w ł a s n e j roboty.
P o r o z u m i e ć się z H e r ó d k i e m nie b y ł o łatwo. Mowę
ma b e ł k o t l i w ą , k a l e k ą , trzeba się dobrze wsłuchiwać, by
pojąć, co m ó w i . M o ż e dlatego opowiada niechętnie o so­
bie i dawnych latach, a m o ż e dlatego, że cały wychylo­
ny jest k u temu, co jest i jeszcze b y ć m o ż e . Na gospo­
darnego nie w y g l ą d a . K i e d y ś m i a ł j a k ą ś tam odziedzi-

�W H e r ó d k o w e j naturze jest i miejsce na chwilę sa­
m o t n o ś c i w graniu i tworzeniu, ale wielka siła ciągnie
go do ludzi i do przygody. Unudzi sobie j e d n o s t a j n o ś ć
pasienia a przychodzi czas wesel i o d p u s t ó w , to idzie
we ś w i a t , ograniczony p r z e s t r z e n i ą k i l k u s ą s i e d n i c h dzie­
dzin, w ł ą c z y ć s w o j ą wesołość w l u d z k ą ochotę, popisać
się n i e p o r a d n ą ś p i e w k ą , opowieścią, k t ó r ą t y l k o swoi
a co u w a ż n i e j s i p o j ą ć p o t r a f i ą . Ten i ów ulituje się
jego biedzie ś p i e w a c z e j , grosz j a k i rzuci. Chciwych nie
l u b i , na p i e n i ą d z e się nie ł a k o m i , ale nie ma ich przecie
w pogardzie: „ p i n i ą d z e to tyż chlyb" — mawia.
To chadzanie ś w i a t a m i t r w a po k i l k a tygodni i d ł u ­
żej, czasem i dalsza droga wypadnie, gdy się uda p r z y ­
łączyć do pielgrzymki. Ciężka p r ó b a w y r o z u m i a ł o ś c i dla
przychylnego gazdy, od w i e l u j u ż lat chlebodawcy He­
r ó d k a , a dla niego zaspokojenie na czas j a k i ś p ę d u k u
przygodzie, wesołości człowieczej i w ę d r o w a n i u . L u b i
też w ę d r o w a ć w y o b r a ź n i ą , gdy p r z e g l ą d a pisma z obraz­
k a m i w l i p n i c k i m domu k u l t u r y .
I n s t y n k t s p o ł e c z n y o k r e ś l a jego p o s t a w ę etyczną. Jest
w n i m g ł ę b o k a wrodzona dobroć, życzliwość dla ludzi
Przyjdzie noc, to go ta siła podrywa z p o s ł a n i a i każe
iść w jar bystrego potoku, by jego .niszczącą siłę ujarz­
mić. Buduje jazy, groble, zapory, żeby ludziom ziemi
nie b r a ł o w czas powodzi. Nie ubliży nikomu, choćby
czasem złość z w y k ł a , ludzka p o r w a ł a , gryzie wtedy r ę k ę
w ł a s n ą , żeby t ę złość zdusić, po sobie nie okazać. Ta
p r z y c h y l n o ś ć idzie szerzej i k u wszelkiemu stworzeniu.
Zaszyje się, b y w a , na cały dzień w mroczny k ą t , by o p ł a ­
k a ć ś m i e r ć z a r ż n i ę t e g o koguta, k r z y w d ę w y r z ą d z o n ą
k a ż d e m u stworzeniu. W t y m jest cały.

II. 2. Heródek,

Chrystus

Zmartwychwstały,

drewno

mai.

czoną ziemię, ale nie chciał jej u p r a w i a ć , zabrali ją
więc krewniacy, co H e r ó d k a j a k się zdaje zbytnio nie
zmartwiło. W o l a ł p r a c o w a ć jako parobek i pastuch
u innych. W y m a g a ń d u ż y c h zresztą nie ma, a p r a c ę
lubi. Bywa, że z w ł a s n e j w o l i niejedno sarn zrobi, brzeg
potoka umocni, d r o g ę poprawi. A l e n a j w i ę c e j to l u b i
wygnać „ g a d z i n ę " k u grapom, s k ą d szeroki w i d o k na
Babią G ó r ę , z a ś p i e w a ć wtedy szeroko czy z a g r a ć p i s k l i ­
wie na skrzypeczkach, k t ó r e nosi p r z e w a ż n i e ze sobą.
W graniu z a p a m i ę t u j e się cały, gra sobie a tej ubo­
giej muzie, k t ó r e j służy, grania tego bowiem po p r a w ­
dzie n i k t rad nie s ł u c h a , takie nieporadne, ś m i e j ą się
więc z niego ludziska, a jeśli kto go s ł u c h a , to t y l k o
dzieci. A l e w n i m jest w t e d y powaga w i e l k a i p r z e j ę c i e ,
oczy się m g l ą wzruszeniem. Gra na skrzypcach cudzej
roboty, z prawdziwego zdarzenia, ale sam l u t n i k nieuczony, a wielce z a m i ł o w a n y w tej robocie, zrobił i n ­
s t r u m e n t ó w k i l k a n a ś c i e . Z drzewa smrekowego, p o ś c i ą gane d r u t a m i , t u i ó w d z i e b l a c h ą , n i e k t ó r e po r z e ź b i a r s k u
piękne, choć do grania nieprzydatne. B y w a jednak, że
ciągnie po nich smykiem, z a s ł u c h a n y w d ź w i ę k i , k t ó r e
sam t y l k o słyszy.

I w r z e ź b i e n i u . Rzeźbi, kiedy przyjdzie n a ń potrzeba
i czas sposobny do tego (ale nigdy w niedzielę). Wtedy
z a p a m i ę t u j e się w robocie, z a p a ł w i e l k i go ogarnia, w o ł a
z p r z e c h w a ł k ą , w uniesieniu, że nic dla niego taka r o ­
bota „może i ś t y r y sto figur takich zrobić". Co zai
w y r o b i , to pod siano k r y j e w szopie, by kto tego nie
w y p a t r z y ł . I t y l k o w y r o s t k i wiejskie, ciekawe wszelkich
osobliwości, co i raz w y p a t r z ą H e r ó d k o w e skarby, czy
ludzie z miasta p r z y j a d ą , co jest, obejrzą i za t a n i grosz
k u p i ą , bo moda się na H e r ó d k a zrobiła, o d k ą d rzeźby
jego w 1966 r o k u pokazano na wystawach ludowej sztu­
k i w N o w y m Targu i K r a k o w i e (w Domach K u l t u r y ) ,
a w rok potem u k a z a ł y się o n i m w z m i a n k i i a r t y k u ł y
Rzeźbi w i ę c H e r ó d e k m i l c z ą c e swe s k r z y p k i i „ p a n y " — bo tak nazywa ciosane czy raczej p r y m i t y w n i e
w k l o c k u zaznaczone figury. Jednakie w etylu i odmien­
ne od tego, co d o t ą d znamy, ludowe w swej formie
prostej i pierwotnej, ale wszelkiej tradycji dalekie.
L u b i te swoje figury, a rzeźbi ich dużo, dumny z nich,
ale i zawsze do przygany skory. Tych, k t ó r e za gorsze
uzna lub n i e d o k o ń c z o n e , choć na pozór nic i m nie chy­
bia, gdy z i n n y m i p o r ó w n a ć , s p r z e d a ć nie chce, t a k i ma
honor. S p r z e d a j ą c zaś pyta, prawie bezosobowo i pa­
t r z ą c m i m o „kielo dadzom?",. ale po prawdzie o pie­
n i ą d z e nie stoi, a o t r z y m a n y m i dzieli się z gazdą, od
k t ó r e g o ma s t r a w ę i przyodziewek.

1

P i e r w s z ą w z m i a n k ę p o d a ł k r a k o w s k i tygodnik
„ T e m p o " 27.VI.1966 r. N a s t ę p n i e — w
„Przekroju"
21.V.1967 r. a r t y k u ł J. Bujaka. Ze sprostowaniem w y ­
stąpił J. Darowski na ł a m a c h „ T y g o d n i k a Powszechne­
go" 2.VII.1967 r. (wobec niezamieszczenia sprostowania
przez „ P r z e k r ó j " ) . D r u k o w a n y obecnie a r t y k u ł J. Darowskiego n a d e s ł a n y został do redakcji w początku
czerwca 1966 г.; ze w z g l ę d u na p r z e s u n i ę c i e numeru,
do k t ó r e g o był przygotowany, ukazuje się dopiero obec­
nie. P o d k r e ś l a m y ten moment, gdyż w ł a ś n i e p. Jerzemu
Darowskiemu p r z y p i s a ć należy zasługę „ o d k r y c i a " He­
r ó d k a i zaopiekowania się n i m . Redakcja

81

�Rzeźbi w drzewie s m r e k o w y m (bo „ ś w i e r k " u g ó r a l i
to modrzew), k r z e s z ą c s i e k i e r ą choć j a k i o k r ą g l a k i w y ­
r ó w n u j ą c nożem. S ą to p r a w d z i w e p i e r w o c i n y ludowej
czy w r ę c z ludzkiej twórczości, t w o r y p o w s t a ł e z pier­
wotnej potrzeby p i ę k n a i i n s t y n k t u tworzenia. Postacie
p o d ł u g o w a t e , wysokie czasem w y ż e j metra, j a k d y k ­
tuje m a t e r i a ł , prosty k u l i k . C a ł ą u w a g ę skupia na g ł o ­
wie świętego. T w a r z znaczy lekko zakrzesanymi szczegó­
ł a m i , oczy obwodzi mocnym w y r a z i s t y m k o n t u r e m . S ą
to wszystko biskupie postacie, a n i o ł y ze s k r z y d ł a m i do­
p r a w i o n y m i z desek, Chrystus, d z i e r ż ą c y
chorągiew
w i e l k a n o c n ą w jedynej wwierconej ręce, m a ł e a n i o ł k i
ledwie w y ł a n i a j ą c e się z k a w a ł k a drewna. A wszystko
polichromowane dostarczonymi m u f a r b a m i
olejnymi
(bo z pierwszych farba ł u s k ą s p a d a ł a ) w bielach, czer­
wieniach i b ł ę k i t a c h .
H i e r a r c h i ę postaci zaznacza wzrostem.
Najwyższy
więc zawsze. Pan Bóg będzie, Chrystus j u ż mniejszy,
lecz od ś w i ę t y c h w i ę k s z y , a r c h a n i o ł y d u ż e a a n i o ł y
m a ł e . K a ż d e m u nazwa jego przystoi, będzie to w i ę c M i k u ł a s z czy Wendelin, a, by ł a t w i e j , k t o zacz, r o z p o z n a ć ,
r z e ź b i a r z k a ż d e m u na k l o c k u dorysowuje, domalowuje
czy r y t e m zaznacza p r y m i t y w n y a t r y b u t postaci. M a r c i ­
n o w i — dziecko, Jackowi — ledwo widoczny instrument
muzyczny (pokazując go H e r ó d e k wpada w zachwyt
i w k ó ł k o ś p i e w a : „ J a c e k chudy zagrał w dudy, Jacek
chudy zagrał w dudy...").
2

Nie s ą to wszystko w y o b r a ż e n i a , takie j a k i e spot­
k a ć m o ż n a w p r z y d r o ż n e j kapliczce czy kościele. „ P a n y "
H e r ó d k a niczego nie n a ś l a d u j ą . S ą t w o r e m p r y m i t y w ­
nej, choć ż a r l i w e j w y o b r a ź n i . N i e rzeźbi ich dla s ą s i a ­
d ó w ani ido kapliczek. I nawet nie na s p r z e d a ż , lecz
z w ł a s n e j potrzeby, dla siebie samego. Minęło j u ż k i l k a
lat, j a k o b s e r w u j ę jego prace. Z m i e n i a j ą się szczegóły,
ale w istocie rzeczy forma r z e ź b H e r ó d k a jest niezmien­
na. Nie podlega ewolucji, rozwojowi. Niezmienny jest

3

II. 3. Karol

Wójciak

— Heródek.

II. 4. Skrzypce

Heródka.

ś w i a t jego d o z n a ń , w y o b r a ź n i a p i ę k n a , choć prymi­
tywna.
H e r ó d e k coraz częściej zapada na zdrowiu. Nie jest
już młody... Dobrze, że na stare lata znalazł ludzi, którzy
cenią i l u b i ą jego r z e ź b y , k t ó r z y w p r y m i t y w n y m
w i e j s k i m ś w i ą t k a r z u u m i e j ą dostrzec p i ę k n e g o człowie­
ka o g o ł ę b i m sercu.
3

2

B u j a k w cyt. w y ż e j a r t y k u l e trafnie z a u w a ż a , że:
„Dziesięć kresek zielonych na figurze, k t ó r ą nazywa
»Mojżesz«, to dziesięć p r z y k a z a ń . Trzy k r e s k i to gwoź­
dzie, k t ó r y m i Chrystus został p r z y b i t y do k r z y ż a , obok
k ó ł k o czerwone, kolczaste — to korona cierpniowa.
Czerwona plama to k s i ą ż k a w r ę k a c h Eliasza".
R z e ź b y H e r ó d k a z a k u p i ł y do swych zbiorów: Mu­
zeum T a t r z a ń s k i e w Zakopanem, Muzeum i m . Orkana
w Rabce ( w i ę k s z e kolekcje), Muzeum Etnograficzne w
K r a k o w i e i P a ń s t w o w e M u z e u m Etnograficzne w War­
szawie.
Fot. autor
3

82

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
