<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="6511" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/6511?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T18:49:21+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="6491">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/16c5a0f6c4a73c643f479ce8bdbe4143.pdf</src>
      <authentication>bae99052d6148902b920fc856500a9dd</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77560">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4395</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77561">
              <text>1977</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77562">
              <text>sztuka ludowa</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="77563">
              <text>malarstwo ludowe - pogranicza</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77564">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4089</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77565">
              <text>Obrazy na płótnie i papierze/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77566">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1977 t.31 z.4; s.195-210</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77567">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77568">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77569">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77570">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="77571">
              <text>Aleksander Jackowski

OBRAZY NA PŁÓTNIE I PAPIERZE
(WSPÓŁCZESNE MALARSTWO LUDOWE I JEGO POGRANICZA)
Zdecydowana w i ę k s z o ś ć o b r a z ó w n a papierze i p ł ó t n i e , k t ó ­
re m o ż n a b y ł o s p o t k a ć w c h ł o p s k i c h izbach w X I X i na p o c z ą t k u
XX

w . w y k o n a n a b y ł a przez wyspecjalizowane w a r s z t a t y l u b

przez m a ł o m i a s t e c z k o w y c h m a l a r z y . P ł o d y i c h p r a c y d o c i e r a ł y

W o b u grupach m a m y do czynienia z n a w i ą z y w a n i e m
określonych

ludowych tradycji

estetycznych.

do

W pierwszej —

z ich f o r m ą r e l i k t o w ą , n i e ś w i a d o m ą , w drugiej — ze ś w i a d o m y m
p o s ł u ż e n i e m się m u z e a l n y m i w z o r a m i .

na wieś — kupowane przez p i e l g r z y m ó w w miejscach odpusto­

W grupie trzeciej więź z t r a d y c y j n ą s t y l i s t y k ą jest j e d n a k

w y c h i c u d o w n y c h , na j a r m a r k a c h , odpustach l u b t e ż o d w ę d r o ­

n i e u c h w y t n a . N i e s p o t y k a m y jej b o w i e m w malarstwie ś w i e c k i m ,

w n y c h k r a m a r z y s p r z e d a j ą c y c h , a n i e k i e d y m a l u j ą c y c h na po­

o p i s o w y m : p e j z a ż u , i l u s t r a c j i wiejskiego ż y c i a , portrecie n a j b l i ż ­

czekaniu ż ą d a n y

szych (z r e g u ł y — m a t k i , rzadziej ż o n y ) . Obrazy t a k i e m i e s z c z ą

temat.

O b r a z y dla l u d n o ś c i wiejskiej r ó ż n i ł y się o d w y k o n y w a n y c h

się c a ł k o w i c i e w k o n w e n c j i m a l a r s t w a amatorskiego. Z l u d o w ą

dla mieszczan, b y ł y strojniojsze, malowane p ł a s k o , schematycz­

t r a d y c j ą nic ich nie w i ą ż e : ani p o w ó d powstania, ani f u n k c j a

nie, jaskrawo w kolorystyce, bogate w s t y l i z o w a n ą

we w n ę t r z u , a n i t e m a t y k a , ani f o r m a , a n i s p o s ó b

ornamenty­

wykonania.

k ę w y s t ę p u j ą c ą w tle i na szatach . T y p o w o ś ć r o z w i ą z a ń ikono­

P o d s t a w ą takiego m a l a r s t w a jest b o w i e m ś w i a d o m a i u k i e r u n ­

graficznych

kowana

1

i formalnych ułatwia

ustalenie

miejsc

powstania

w i e l u t y c h o b r a z ó w . M a l o w a n o je w w i ę k s z y c h o ś r o d k a c h k u l t u
2

— C z ę s t o c h o w i e , K a l w a r i i Zebrzydowskiej, Odporyszowie i i n .
„ L u d o w o ś ć " m a l a r s t w a p o l e g a ł a więc n a p o d p o r z ą d k o w a n i u

obserwacja

natury, k t ó r a przecież

w sztuce ludowej

n i g d y nie m i a ł a miejsca. T o t e ż d o ś w i a d c z e n i e s z t u k i opartej n a
kanonio, schemacie, k o n w e n o j i — okazuje się w t a k i m

malar­

stwie b e z u ż y t e c z n e . Cóż w i ę c pozostaje innego, co p o z w o l i ł o b y

ich u j ę c i a u p o d o b a n i o m e s t e t y c z n y m wiejskiej k l i e n t e l i , a t a k ż e

n a m dostrzec k u l t u r o w ą o d r ę b n o ś ć takiego malarstwa?

na prostocie r o z w i ą z a ń , d y k t o w a n y c h z a r ó w n o o r g a n i z a c j ą pra-

że w n i k l i w a analiza g r u p y „ w i e j s k i e j " w plastyce a m a t o r ó w po­

Sądzę,

oy, j a k i m o ż l i w o ś c i a m i w y k o n a w c y . Organizacja praoy z w i ą z a ­

z w o l i ł a b y w y r ó ż n i ć pewne cechy, w y n i k ł e z i n n y c h n a w y k ó w

na z a ś b y ł a z s e r y j n ą

zasadę:

zdobniczych i k o l o r y s t y c z n y c h , a m o ż e i c h a r a k t e r u pracy na

w k ł a d z i e pra­

r o l i , innej więzi z p r z y r o d ą — ale b ę d ą t o raozej cechy drugo­

p r o d u k c j ą — realizowała więc

m a k s i m u m e f e k t u uzyskanego p r z y m i n i m a l n y m

r z ę d n e , nie d a j ą c e p o d s t a w y do w y r ó ż n i a n i a tego rodzaju malar­

cy i ś r o d k ó w .
ciążące

s t w a nawet w najszerzej p o j ę t e j k a t e g o r i i z w i ą z k u ze s z t u k ą l u ­

malarstwo

d o w ą . Dlatego t e n rodzaj m a l a r s t w a „ a m a t o r s k i e g o " p o m i n i e ­

ś w i e c k i e w postaci o b r a z ó w . Obraz z r e g u ł y p r z e d s t a w i a ł tema­

m y w dalszych r o z w a ż a n i a c h , p o z o s t a j ą c p r z y d w ó c h grupach

t y k ę s a k r a l n ą : M a t k ę B o s k ą z D z i e c i ą t k i e m , Jezusa, ś w i ę t y c h

uprzednio w y m i e n i o n y c h .

Pomijając

p o s z c z o g ó l n o niewielkie g r u p y l u d n o ś c i ,

k u wzorom kultury

miejskiej,

na w s i nie i s t n i a ł o

i t d . Obraz służył w i ę c k u l t o w i i w innej formie nie w y s t ę p o w a ł
w wiejskiej c h a ł u p i e .
Malarstwo o tematyoe religijnej
już w siedemdziesiątych

G r u p y te w zasadzie p o k r y w a j ą się z p o d z i a ł e m na t e c h n i k i ,
co w i ą ż e się przede w s z y s t k i m z f a k t e m , iż obrazy na szkło p o w ­

stosunkowo w c z e ś n i e , bo

l a t a c h u b . stulecia, zaczęło

zanikać,

s t a ł y po przerwie n i e m a l 70—80 letniej z inspiraoji z e w n ę t r z n y c h ,
n a t o m i a s t obrazy o charakterze

ludowo-naiwnym na

papierze

u s t ę p u j ą o placu l i t o g r a f i o m i oleodrukom. N a l e ż a ł o więo do dzie­

i p ł ó t n i e tworzono s ą przez nielicznych „ s a m o r o d n y c h " m a l a r z y ,

d z i n , k t ó r e o b u m a r ł y jeszoze w okresie n a j w i ę k s z e g o

j a k o ich w y p o w i e d ź osobista, d y k t o w a n a przede w s z y s t k i m we­

rozwoju

s t r o j u i zdobnictwa. W ł a ś n i e t o z d o b n i c t w o ( w y c i n a n k i , k w i a t y

wnętrzną potrzobą, twórczym imperatywem.

papierowe) j a k b y w t ó r n i e „ u ł u d o w i ł o " wieszane na ś c i a n a c h ob­
razy litograficzne, d o d a j ą c i m w a r s t w ę swojskiej dekoracji.

Obrazy na papierze i płótnie

S ą d z ę , że w ł a ś n i e z tego p o w o d u w n i e l i c z n y c h p r z y k ł a d a c h
wiejskiej t w ó r c z o ś c i malarskiej z okresu m i ę d z y w o j e n n o g o

(Ja-

W s y t u a c j i , gdy barwne reprodukcje m a l a r s t w a k o ś c i e l n e g o

noozko, B a r a ń s k a - D z i ę c i o l o w s k a ) m a m y do czynionia z k o n t y ­

są tanie i ł a t w o d o s t ę p n o , s t r a c i ł o sens r ę c z n e i c h malowanie.

n u a c j ą p o d s t a w o w y c h zasad f o r m a l n y c h t y p o w y c h dla ludowej

T y m bardziej, że w ł a ś n i e k u p n e w y o b r a ż e n i a M a t k i Boskiej czy

s z t u k i zdobniczej (symotria, d e k o r a c y j n o - k o n w o n e j o n a ł n e

trak­

Jezusa s p e ł n i a j ą p o s t u l a t y masowego odbiorcy wiejskiego i m i e j ­

s k ł o n n o ś ć do o r n a m e n t y k i , a n a t u r a l i z m ) — a l j

skiego. S ą b o w i e m „ j a k ż y w o " , kolorowo, konwencjonalne, w y ­

towanie k o l o r u ,

j u ż nie ze s t y l i s t y k ą d a w n y c h o b r a z ó w w y k o n y w a n y c h dla l u d u .

idealizowane.

M a l a r s t w o w s p ó ł c z e s n o nie jest więc p r z e d ł u ż e n i e m ż y w y c h

Czy jest wobec togo miejsce na t w ó r c z o ś ć m a l a r s k ą o chai'ak-

jeszcze t r a d y c j i , r ó ż n i się zdecydowanie o d m a l a r s t w a dawnego,

terzo r e l i g i j n y m ? Jest, alo na t w ó r c z o ś ć o oochach osobistych,

nawet w t e d y , g d y —• j a k w obrazach na szkle — pozornie w y ­

p o w s t a ł ą przede w s z y s t k i m dla siebie, z głębokiej

daje się n a j b l i ż s z e

p o t r z e b y . P o m i j a j ą o obrazy na szkle, bo to i n n a sprawa, o k t ó ­

dawnemu.

W y r a ź n i e dostrzegalna staje się cezura m i ę d z y t r z e m a r o ­
dzajami m a l a r s t w a w y s t ę p u j ą o y m i obecnie na w s i . Pierwsza gru­
pa

wownętrznej

rej b ę d z i e m o w a w cz. I V , w s p ó ł o z e s n e m a l a r s t w o religijne

jest

t w ó r c z o ś c i ą w y n i k a j ą c ą z rzeczywistoj p o t r z e b y i n t e r p r e t a c j i re­

t o obrazy o t r e ś c i a c h r e l i g i j n y c h , malowane z p o t r z e b y we­

l i g i j n y c h t r e ś c i . Jest ono ś w i a d e c t w o m , a nawet i f o r m ą p r z e ż y ć

w n ę t r z n e j , przede w s z y s t k i m dla siebie, sceny g r a w i t u j ą c e w kie­

r e l i g i j n y c h , a k t e m w i a r y , p o s ł a n n i c t w a , w k t ó r y m z a w a r t y jest

r u n k u , k t ó r y n a z y w a się zazwyczaj

„naiwnym".

stosunek

D r u g ą g r u p ę s t a n o w i t w ó r c z o ś ć ś w i a d o m i e s t y l i z o w a n a na
dawną „ludową",
zewnętrznej

w y k o n y w a n a przede w s z y s t k i m z

do ś w i a t a , do w a r t o ś c i m o r a l n y c h , do

transcenden­

tnych przeżyć i doznań.

inspiracji

Potwierdza to twórczość D o r o t y L a m p a r t , Nikifora, Michała

i dla odbiorcy miojskiogo, inteligenckiego (ściślej

M a z u r k a , M a r i i W i ś n i o s , K a t a r z y n y G a w ł o w e j czy J ó z e f a F r a n u -

m o ż n a b y to o k r e ś l i ć : dla inteligencji, k t ó r a nie jest b e z p o ś r e d n i o

siaka, m a l u j ą c y c h

pochodzenia

d ł a siobie. J o ż e ł i p o d e j m o w a l i t e m a t y k ę s a k r a l n ą , to nie dlatego,

c h ł o p s k i e g o , b ą d ź b ę d ą o n i ą —• n a d a ł

zachowuje

z p o t r z e b y w e w n ę t r z n e j , przede w s z y s t k i m

u c z u c i o w ą więź z k u l t u r ą l u d o w ą ) . D o tej g r u p y zaliczyć trzeba

że b y ł t o j e d y n y d o s t ę p n y i m s p o s ó b pozyskania obrazu, do k t ó ­

cało obecno m a l a r s t w o na szkle.

rego m o g l i b y się m o d l i ć , obrazu, k t ó r y b y s p e ł n i a ł konwencjo-

195

�Zofia B a r a i i s k a - D z i ę c i o l o w s k a , Lubiczlco, g m . G r ę b o s z ó w , w o j . t a r n o w s k i e : i l . 1. Śn\ Barbara wśród lilii, farba k l e j o w a / t e k t u r a ,
w y r u . 4 9 x 3 8 , 5 c m . 1937 г . ; i l . 2. Sw. Anna z Matką
Boską, farba k l e j o w a / t e k t u r a , w y m . 47,5 x 36 c m . 1937 r.

n a l n ą rok; о!('л\&lt;&gt;су]п%. K a ż d y z n i c h m ó g ł t a k i obraz k u p i ć , jeśli

n a i w n o ś c i ą u j ę c i a ś w i ę t e j sceny p r z e s ą d z a o szczególnej poetyce

jednak p o d e j m o w a ł

tych obrazów.

t e m a t sakralny, c z y n i ł to, b y d a ć w y r a z

s w y m emocjom, potrzebie bardziej a k t y w n e g o p r z e ż y c i a t r e ś c i

A l o o k o ł o 1935 r. m a l a r k a z a m i l k ł a . W y s z ł a za m ą ż , prze­

r e l i g i j n y c h . T w ó r c z o ś ć s t a w a ł a się w ó w c z a s a k t e m m o d l i t w y , roz­

n i o s ł a się do innej w s i . P r z y j ę ł a nazwisko D z i ę c i o ł o w s k a i ani

m y ś l a n i e m o sprawach n a j w a ż n i e j s z y c h , obraz — m o r a l i t e t o m .

w głowie jej nie p o s t a ł o

malować

w ł a s n o r ę c z n i e religijne ob­

mające

razy, k t ó r e wszyscy z a m o ż n i e j s i gospodarze k u p o w a l i ; k t ó r e po­

na eelu t y l k o p r o d u k c j ę o b r a z ó w dla w s i . Jest niepotrzebne. W y ­

w i n n o się k u p o w a ć . S t a ć j ą b y ł o p r z e c i e ż na t o . M ą ż b y ł stolarzem

p a r ł a jo litografia, drukowane reprodukcje k o ś c i e l n y c h o b r a z ó w .

a wieś L u b i c z k o , c h o ć t y l k o o 7 k m o d l e g ł a o d Z a l i p i a , z a r z u c i ł a

Ł a t w e do nabycia w o d p u s t o w y c h k r a m a c h i u

j u ż dawne, t r a d y c y j n e zdobienie.

Xie istnieje j u ż j e d n a k ludowe malarstwo sakralne

wędrownych

s p r z e d a w c ó w lepiej z a s p o k a j a j ą dewocyjne i estetyczne p o t r z e b y

Dzięciołowska

całkowicie

swych umiejętności

nie

zapom­

odbiorcy. W z r ó s ł z r e s z t ą niepomiernie p o z i o m ż y c i a i nie stanowi

n i a ł a . M a l o w a ł a , ale j u ż inaczej, bardziej „ m i e j s k o " . G d y w la­

na ogół ż a d n e g o p r o b l e m u nabycie takiego samego obrazu, j a k i

t a c h s z e ś ć d z i e s i ą t y c h odnaleziono j ą , i n i e m a l r ó w n o c z e ś n i e B H Z

m a j ą m i e s z k a ń c y miast.

,,Desa" oraz kolekcjoner L u d w i g Z i m m e r e r poprosili j ą o p r z y ­

T y l k o najbiedniejsi, k t ó r y c h nie s t a ć na M a t k ę B o s k ą w zło­
conych ramach,

zmuszeni

s ą sami n a m a l o w a ć jej wizerunek.

G d y b y j e d n a k m o g l i k u p i ć g o t o w y obraz — niechybnie b y t o
uczynili.

s ł a n i e swych o b r a z ó w — u c z y n i ł a t o s k w a p l i w i e . Z i m m e r e r o w i
p r z y s ł a ł a d o ś ć marnie n a m a l o w a n ą k o p i ę Słoneczników
Poproszono

O b r a z ó w d e w o c y j n y c h nie maluje się ,,dla m i a s t a " .

Nie

s t a ł y się p r z e d m i o t a m i d e k o r a c y j n y m i — j a k r z e ź b i o n e ś w i ą t k i ,

V a n Go-

gha.
j ą w ó w c z a s , a b y s p r ó b o w a ł a w r ó c i ć do

swych d a w n y c h o b r a z k ó w . N i e b y ł o

to ł a t w o .

stylu

Dzięciołowska

p r ó b o w a ł a j o d n a k s t a ć się na p o w r ó t B a r a ń s k ą . U s i ł o w a ł a n a ś l a ­

stawiano obok k o l o r o w y c h p t a s z k ó w na p ó ł k a c h z k s i ą ż k a m i .

d o w a ć s a m ą siebie sprzed lat. N i e w y c h o d z i ł o to dobrze. Dener­

Jedynie obrazy na szkle p r z e s z ł y

kulto­

w o w a ł a s i ę , a nawet p r z e s t a ł a na pewien czas m a l o w a ć . P ó ź n i e j

wej do estetycznej, ale b y ł o to m o ż l i w e dlatego, że p o j a w i ł y się

z n ó w s p r ó b o w a ł a . S i ę g n ę ł a po w z o r y do plansz z k s i ą ż k i Seweryna

w s p r z e d a ż y j u ż w t e d y , gdy o d blisko w i e k u p r z e s t a ł y b y ć po­

Polskie

trzebne na w s i . P o j a w i ł y się na fali

znaleźć formułę

ewolucję

od

funkcji

p a m i ą t k a r s t w a i m o d y na

cepeliowską sztukę ludową.

malarstwo

ludowe

( i l . 3, 4). J e d n a k

dekoracyjną

organizującą

trudno

całość.

jej było

Wydzielała

w kwadracie ś w i ę t ą s c e n ę , m a l o w a n ą t r o c h ę nieporadnie, p o t e m

Jeden z n a m t y l k o l i c z ą c y się p r z y k ł a d ludowego malarstwa

o t a c z a ł a j ą szerokim obramieniom k w i a t ó w i roślin. W y c h o d z i ł o

na papierze, przeznaczonego dla o d b i o r c y inteligenckiego, ma­

to n i e ź l e , ale b r a k b y ł o w t y c h k a r t o n a c h dawnej p o e t y k i , b r a k

larstwa

podejmującego

wątki

religijne.

S ą to obrazy

Zofii

U r o d z i ł a się ona w 1907 r o k u w Z a l i p i u . J a k o
malowała

ściany

s p a j a j ą c e j całość ż y w i o ł o w e j o r n a m e n t y k i (por. i l . 1, 2). B y ł y to
w ł a ś c i w i e w y p r a c o w a n i a na zadany t e m a t . Proszono j ą , by ma­

В a r a ń s к i e j - 1) z i ę с i o ł o w s к i e j .
dziewczyna

l o w a ł a j a k n i e g d y ś , więc p r ó b o w a ł a .

d o m ó w , dekoracyjno k a r t o n y , ś w i ę t e obrazy.

A l e w m ł o d o ś c i t w o r z y ł a na „ l u d o w o " , g d y ż b y ł t o jej na­

W t r z y d z i e s t y c h l a t a c h z a i n t e r e s o w a ł się n i ą Tadeusz Seweryn

t u r a l n y s t y l , jej estetyka. N i e c h c i a ł a w ó w c z a s , a pewnio i nie

i n a m ó w i t, b y w y k o n a ł a k i l k a n a ś c i e o b r a z ó w dla M u z e u m E t ­

bardzo u m i a ł a m a l o w a ć inaczej. Teraz z a ś w r a c a ł a do „ l u d o w o ś c i "

nograficznego w K r a k o w i e . N a m a l o w a ł a . D o dziś obrazy te w i ­

z n a m o w y , j a k do k o n w e n c j i , k t ó r a przez te t r z y d z i e ś c i ł a t prze­

szą w m u z e a l n y c h salach. Jest w n i c h z a d z i w i a j ą o e

stała już być j e j

warstwy

ornamentalnej

i tematycznoj, żywiołowa

zespolenie
dekoracyj­

n o ś ć . W ł a ś n i e t a d e k o r a c y j n o ś ć w p o w i ą z a n i u z nieco d z i e c i ę c ą

196

konwencją.

M a l u j e , ale dla m i e j s k i c h i n s t y t u c j i , nie dla siebie, n i e dla
otoczenia. Maluje z r e s z t ą coraz sprawniej. Raz t y l k o

podjęła

�I I . 3. Z. B a r a ń s k a - D z i ę c i o l o w s k a Matka Boska z Dzieciątkiem,
niowo j . Matka Вояка Gromniczna,

t e m a t n o w y , k t ó r y ujęła c a ł o ś c i o w o , r o z w i ą z u j ą c

t e m p e r a / k a r t o n , w y m . 5 3 x 4 2 , 5 cm. I ) . 4. Obraz z M a ł o p o l s k i p o ł u d ­
ol./pł., w y m . 6 8 x 5 3 c m . 2. p o l . X I X w .

go na, zasa­

w k t ó r y pakuje się m a s ł o . N a j c h ę t n i e j maluje p r z y pomocy zgnie­

dzie obrazka, otoczonego k w i e t n ą b o r d i u r ą . B y l to obraz (wielo­

cionego, starego plastra na r e u m a t y z m . N i k t jej nie u c z y ł . Za­

k r o t n i e p o t e m p o w t a r z a n y i ulepszany) p r z e d s t a w i a j ą c y

częła, a b y p o m ó c synowi w odrobieniu lekcji. P ó ź n i e j malowała,

Ojca

Kolbego w O ś w i ę c i m i u . Obraz, w k t ó r y z a a n g a ż o w a ł a się emocjo­

j u ż dla siebie, dla p r z y j e m n o ś c i . K r y l a się z t y m . na wsi c h ł o p k a

nalnie.

m a l u j ą c a u w a ż a n a jest w c i ą ż za, „ d z i w n ą " . Z w ł a s z c z a że jej ob­

P o w i e d z i a ł e m , że ź r ó d ł e m religijnych inspiracji

innych

ma­

razy religijno

daleko odbiegają,

od

wzorów

ikonograficznych.

l a r z y (na papierze, p ł ó t n i e czy dykcie) b y ł a w e w n ę t r z n a potrzeba.

Dzieje się t o j e d n a k w b r e w jej w o l i . W z ó r , g d z i e ś uprzednio zo­

Czasem, j a k u К a t a r z у n у

baczony, ulega z biegiem czasu n i e ś w i a d o m e j p r z e r ó b c e , ,,prze-

G a w e 1 (ur. w

1895

г.), b y ł a

to c h ę ć przystrojenia miejsca w k t ó r y m się mieszka, stworzenia

pominaniu".

sobie swego w ł a s n e g o , m a l u t k i e g o n i b y — raju.

Obrazy M a r i i W i ś n i o s dalekie są od t y c h , k t ó r e akcept uje

Przed paroma l a t y stara,, niezdolna j u ż do pracy, z a c z ę ł a
Gawlowa p r z y o z d a b i a ć ś c i a n y swej malej izdebki. M a l o w a ł a

na

s p o ł e c z n o ś ć wiejska. R ó ż n i ą się t e ż od dawnego ludowego
larstwa.

Różnią

dynamiką,

t y n k u i na p a p i e r a c h : a n i o ł y , ś w i ę t y c h , M a t k ę B o s k ą ( i l . 5). K o ­

ekspresją,

lorowo, d z i c c i ę c o - n a i w n o w r y s u n k u , p i ę k n e

W odczuciu ś r o d o w i s k a nie są one

w

szczerości i de­

koracyjnej p o e t y c k o ś c i . M a l u n k i „ l u d o w e " w swej

kompozycji,

się

nimi jak

Heródek

aniołkami,

które

rzeźbił

T

i staw iał obok siebie na ł ą c e , na, kamieniach w p o t o k u .
z r e s z t ą ona sama. N i c nie ma w jej m a l u n k a c h z m i s t y k i , z eks­
tazy, p r z e ż y c i a m ę k i P a ń s k i e j , nic z szukania sensu istnienia,
moralnych.

pozbawiona, z w ą t p i e ń

Wiara
i wahań.

Gawłowej
Nic

nie

jest

bezdyskusyjna,

zakłóca

pierwiastka,

ma­

tematu,

dekoracyjnego.

„ l u d o w o " . Są obce, raczej

dziwne, j a k wszystko co r o b i W i ś n i o s . N i e w y k o n u j e ona b o w i e m
M a l a r k a zabiega, j e d n a k o uznanie. Wcale nie chce b y ć pro­
gramowo „ z g r z e b n a , " . A b y p o k a z a ć s w ą s p r a w n o ś ć , r o b i kopie
z p o c z t ó w e k , r e p r o d u k c j i , maluje sceny l e ś n e i egzotyczne ( i l . 9).

R e l i g i j n o ś ć Ga,włowej jest dobra,, prosta i ufna. T a k ą jest

problemów

ornamentyki,

ujęciem

m a k a t , nie d ą ż y do zdobienia swego wnętrza,.

w b a r w n o ś c i , w s y m e t r i i i r y t m i c e , która, je organizuje.
Otaczała

brakiem

indywidualnym

przekonania

o sensie i ł a d z i e ś w i a t a . Takie t e ż są jej o b r a z k i . Maluje je c h ę t n i e ,

A l e n a p r a w d ę s o b ą jest t y l k o w t e d y , g d y się poddaje transowi
malowania. Z w ł a s z c z a gdy pracuje szybko, szkicuje t y l k o s c e n ę ,
k t ó r ą p r z e ż y w a w d u ż y m n a p i ę c i u e m o c j o n a l n y m , w nocy, cza­
som j u ż przed ś w i t e m , zmęczona,, bliska stanom
luje siebie m y ś l ą o i n n y c h .

z w i d o c z n ą p r z y j e m n o ś c i ą , w c i ą ż jeszcze nie dla p i e n i ę d z y . M a ­
luje l u d z i o m , k t ó r y c h l u b i . D z i e l i się z n i m i obrazami j a k d o b r ą
nowiną.

Takie obrazy, robione w ł a ś n i e na ..luzie", szkicowo, na, z ł y c h
papierach ( k t ó r y c h nie musi s z a n o w a ć ) m a j ą najsilniejszy w y r a z .
Nie

O d k i l k u l a t , gdy t w o r z y na s p r z e d a ż , stara się p r z e d s t a w i a ć

halucynaeyj-

n y m . Z a p o m i n a w t e d y o t y m , co p o w i e d z ą s ą s i e d z i , nie k o n t r o ­

szuka w n i c h — j a k

pocieszenia. Maluje

Ga,wlowa — r a d o ś c i ani

sceny o d u ż y m

napięciu

radosnego

dramatycznym,

coraz t o nowe t e m a t y religijne, historyczne, obyczajowo-ludowe

bolesne — biczowanie, m ę k ę , ś m i e r ć . Szuka w n i c h sensu cier­

(Krakowiacy).

pienia, k t ó r e s t a ł o się w a r u n k i e m odkupienia,

G d y nie jest pewna, czy intencje jej b ę d ą p r a w i d ł o w o

odebrane, dodaje
obrazu. Oto Arka

podpis — wprost

na

odpowiednim

miejscu

Noego. W wodzie l e ż ą p o k o t e m postacie. „ J u s

są z a t o p i e n i " — pisze m a l a r k a , a b y nic b y ł o w ą t p l i w o ś c i .
Maria

W iś n io s

(ur. w 1914 r.) t w o r z y

od

przeszło

• dwudziestu l a t , p r z e w a ż n i e ś w i ę t e obrazy, malowane a,kwarelą,

również i tych,

k t ó r z y te cierpienia z a d a j ą . S ą to obrazy czasem nawet mroczno,
bliższe mistyce niż ewangelicznej p r z y p o w i e ś c i .
N a t o m i a s t w t e d y , gdy W i ś n i o s m y ś l i o s ą s i a d a c h , stara się
b y ć j a k najbardziej konwencjonalna, zbliża się do b a n a ł u , naturalistyczncj

poprawności.

t e m p e r ą , rzadziej k r e d k ą . W y k o n u j e je na d u ż y c h arkuszach pa­

s t r o w a ć " , d ą ż ą c usilnie

kowego papieru, na czystej stronie tapet, kartonie, pergaminie,

świętych

Przestaje
do

ckliwej,

„wyrażać",

zaczyna

landrynkom a( ' j

„ilu­

Imhiości

przedstawień.

197

�cję d e k o r a c y j n ą , t a k c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla ludowego m a l a r s t w a .
L u d o w e s ą r ó w n i e ż r z e ź b y Franusiaka, i w n i c h toż o d w o ł u j e się
do bliskiego sobie d o ś w i a d c z e n i a wiejskiego. T a m j e d n a k , gdzie
p u n k t e m w y j ś c i a staje się obserwaoja p r z y r o d y , jest

amatorem

p o d o b n y m i n n y m , a m a t o r e m — p r z y z n a j ę — m a l u j ą c y m w nieco
naiwnej

k o n w e n c j i . G d y b y m nie

znał

chłopskiego

rodowodu

Franusiaka, nie w y c z y t a ł b y m go w s p o s ó b p r z e k o n u j ą o y z jego
k r a j o b r a z ó w . Z prac Franusiaka nie d o m y ś l i ł b y m się t o ż n a p i ę ć
emocjonalnych, k t ó r e je p o p r z e d z a ł y i k t ó r y c h ofektem s ą jego
r z e ź b y i obrazy.
W

twórczości, k t ó r ą

t u o m a w i a m , emocja

odgrywa

rolę

bardzo i s t o t n ą . M o ż e nawet nie m n i e j w a ż n ą n i ż konwencja w y ­
r a z u zwana s t y l e m . M ó w i się b o w i e m wiele o upodobaniach este­
t y c z n y c h , ale prawie wcale o charakterzo ś w i a d o m o ś c i , z w ł a s z c z a
religijnej. Tymczasem w ł a ś n i e ś w i a t o p o g l ą d wydaje się n i e k i e d y
najważniejszy — jako p r o d u k t k u l t u r y chłopskiej i wyraz jed­
n o s t k o w y c h p o s z u k i w a ń , k t ó r y c h granice s ą przez t ę k u l t u r ę zde­
terminowane.
W t y m miejscu p o s ł u ż ę się p r z y k ł a d e m o b r a z ó w
Mazurka

M i c h a ł a

(1903—1959). M a l o w a ć z a c z ą ł p ó ź n o , dopiero w t o d y

g d y ciężko chory z d a ł sobie s p r a w ę , że zbliża się do kresu swego
ż y c i a . P r a c o w a ł w o g r o m n y m n a p i ę c i u , d z i e ń i noc, k r y j ą c

swe

obrazy p r z e d oczami l u d z i , nawet ż o n y . W c i ą g u trzech z i m o w y c h
m i e s i ę c y w y k o n a ł k i l k a n a ś c i e o b r a z ó w , w zdecydowanej
szości o tematyce

więk­

4

religijnej .

Co c h c i a ł przez nie w y r a z i ć ? Czemu t w o r z y ł je r e s z t k a m i sił,
w p o ś p i e c h u , w y ś c i g u ze ś m i e r c i ą ? Czemu w y b r a ł t a k ą w ł a ś n i e
f o r m ę p r z e s ł a n i a , a nie i n n ą — b l i ż s z ą

doświadczeniom

swego

ż y c i a ? N i e b y ł p r z e c i e ż malarzem, c h o ć z a j m o w a ł się w i e l o m a
r z e m i o s ł a m i , w t y m i a r t y s t y c z n y m i . Po ojcu — u p r a w i a ł ciosiołk ę i r z e ź b i ł ś w i ę t e postacie i szopkowe f i g u r k i . B y ł zdunem, l u t n i k i o m , stolarzem i k o w a l e m . W l a t a c h d z i e c i ń s t w a i m ł o d o ś c i

П. б. K a t a r z y n a G a w e ł , Z i e l o n k i , w o j , k r a k o w s k i e

c h o d z i ł z w y k o n a n ą przez siebie s z o p k ą , u k ł a d a ł t e k s t y j a s e ł k o ­
wych przedstawień, m u z y k ę . W y b u d o w a ł też własnoręcznie dom
i p r z y o z d o b i ł d r z w i p ł a s k o r z e ź b ą o tematyce religijnej. W po­
b l i ż u d o m u p o s t a w i ł k u ź n i ę , k o w a l e m b y ł d o b r y m i lubił to za­

T a k i e d w a bieguny, m i ę d z y k t ó r y m i r o z p i ę t a jest t w ó r c z o ś ć ,
widoczne s ą i u i n n y c h w s p ó ł c z e s n y c h malarzy.
Franusiak

Oto

Józef

3

(ur. 1914 r . ) . Maluje on j a k b y w d w ó c h r ó w n o ­

l e g ł y c h k o n w e n c j a c h : amatorskiej i l u d o w e j ( i l . 10, 11). Scenki

j ę c i e . N i g d y j e d n a k nie m a l o w a ł .
Szukając

p r z y c z y n , dla k t ó r y c h

za ś r o d e k przekazania

obrał właśnie

malarstwo

n u r t u j ą c y c h go m y ś l i i d o z n a ń , z w r ó ć m y

u w a g ę na w a ż n y f a k t w jego ż y c i u . U r o d z i ł się w B r z e ż a w i e , na

obyczajowe, k r a j o b r a z y — w y n i k a j ą z obserwacji ś w i a t a , z szu­

P o g ó r z u P r z e m y s k i m i p r z e ż y ł t a m 41 l a t , otoczony szacunkiem,

kania

trójwy­

silnie z r o ś n i ę t y ze ś r o d o w i s k i e m , m i e j s c o w y m i z w y c z a j a m i i ob­

spo­

r z ę d a m i . W l a t a c h w o j n y m u s i a ł j e d n a k swój d o m o p u ś c i ć , o s i a d ł

realistycznej

zasady p o r z ą d k u j ą c e j

przedmioty

miarowe na p ł a s z c z y ź n i e obrazu. N a t o m i a s t Matki

Boskie,

w i t e w k w i a t a c h , p r z y j m u j e m y za „ l u d o w e " , p o n i e w a ż

Franu­

w ó w c z a s na D o l n y m

Śląsku, w Ryczeniu koło Góry. Zmieniał

siak p r z y j ą ł w n i c h k o n w e n c j ę b l i s k ą d a w n y m l u d o w y m obrazom.

nie t y l k o otoczenie, ale i ś r o d o w i s k o k u l t u r o w e . T o , do czego

P r z y j ą ł z a s a d ę dekoracyjnego p o t r a k t o w a n i a t e m a t u , p o ł ą c z e n i a

p r z y w y k ł — b u d z i ł o u ś m i e c h p o l i t o w a n i a , n a r a ż a ł o go na d r w i ­

w i z e r u n k u z o r n a m e n t y k ą , p ł a s k o z d o b i ą c ą szaty i o r g a n i z u j ą c ą

n y . Ze s w o j ą s z o p k ą , z a m i ł o w a n i a m i — w y d a w a ł się o d m i e ń c e m

obraz. K w i a t y stylizuje, t r a k t u j e u m o w n i e , bez t r o s k i o relacje

z innego ś w i a t a , r e l i k t e m czasu, k t ó r y w t y m miejscu j u ż dawno

wielkościowe

p r z e m i n ą ł . D z i e l i ł y go od nowego otoczenia n a w y k i k u l t u r o w e ,

wobec

siebie

i wobec

realistycznie

traktowanej

twarzy.
Ludowość

s p o s ó b b y c i a , w r a ż l i w o ś ć a r t y s t y c z n a (na wiersz, m u z y k ę , p r z y ­
Marii

Wiśnios

dostrzegam

w jej

mentalności,

r o d ę ) , g ł ę b o k o r o z w i n i ę t e życie duchowe, z a m i ł o w a n i e r z e ź b i a r ­

w t y m , co j ą ł ą c z y z czasem p r z e s z ł y m c h ł o p s k i e j k u l t u r y . N i e

skie. B y ł y to p r z e c i e ż l a t a o k u p a c j i i powojennego

n a ś l a d u j e r o z w i ą z a ń , k t ó r e odbieramy d z i ś j a k o „ s t y l " , ale spo­

t y c h ziem. L a t a raczej p o e t y k i wosternu n i ż wiejskiej sielanki.

s ó b , w j a k i i n t e r p r e t u j e t e i n a t , zbliża j ą do togo, co odczuwam
jako chłopską świadomość religijną i e s t e t y c z n ą .

zasiedlania

Czuł się samotny, w y o b c o w a n y . M ó w i ł , że jest j a k drzewo
w y r w a n e z k o r z e n i a m i i rzucone na o b c ą z i e m i ę . P r z e ż y w a ł sta­

W p o j ę c i u wieloznacznym, j a k i m jest „ l u d o w o ś ć " , czasem

n y depresji, p o g r ą ż a j ą c się w r e l i g i j n y c h r o z m y ś l a n i a c h . W jego

zwraca n a s z ą u w a g ę aspekt p o w s z e c h n o ś c i , k i e d y indziej w y r a z

listach c z ę s t o w ó w c z a s p o j a w i a j ą się s ł o w a „ m i ł o ś ć " i „ d u c h o ­

f o r m a l n y (styl) czy z w i ą z e k z p e w n ą f o r m a c j ą m y ś l e n i a i odczu­

wość".

w a n i a ś w i a t a . W tej w ł a ś n i e k a t e g o r i i m ó w i ę o l u d o w o ś c i M a r i i

wspomina o m i s t y c z n y m charakterze jego w i a r y . B y ł o m u c i ę ż k o ,

Jadwiga

M a l i n o w s k a , sumienna

biografka

Mazurka,/

W i ś n i o s . E l i m i n a c j a szczegółu, m o n u m e n t a l i z m w y n i k ł y z p r o ­

nio u m i a ł się p r z y s t o s o w a ć do n o w y c h w a r u n k ó w , c h o r o w a ł , s z u k a ł

p o r c j i i syntetycznego

pomocy w szpitalu psychiatrycznym.

widzenia, t r a k t o w a n i e k o l o r u dekoracyj­

nie, a nie funkcjonalno-realistycznie, h i e r a t y c z n o ś ć , s t a t y k a u j ę c i a ,

Psycholog p o w i e d z i a ł b y w t y m miejscu — ucieczka w cho­

wyczucie r ó w n o w a g i k s z t a ł t ó w , r y t m i k i i w a l o r ó w s y m e t r i i —

r o b ę , k o n f l i k t m i ę d z y o s o b o w o ś c i ą w r a ż l i w ą , o d u ż y m poczuciu

wszystko to c z y n i m a l a r s t w o p a n i W i ś n i o s bliższe k u l t u r z e , a więc

własnej godności, a nowymi warunkami życia.

i sztuce ludowej niż j a k i e m u k o l w i e k i n n e m u k r ę g o w i

kulturo­

wemu.
. . L u d o w o ś ć " Franusiaka

w i d z i m y z a ś przez p r y z m a t

stylu

jego k w i e t n y c h M a d o n n . Przez t o , że p r z y j m u j e w nioh k o n w e n ­

198

Mazurek m i a ł ż o n ę , troje dzieci. Bogato życie w e w n ę t r z n e
r o z ł a d o w y w a ł w m o d l i t w i e , w p r z e m y ś l e n i a c h . G d y c z u ł , że opu­
s z c z a j ą go siły, z a c z ą ł m a l o w a ć . M a pewnie r a c j ę M a l i n o w s k a ,
g d y zastanawia się, ozy u c z y n i ł b y

to

pozostając

w

dawnym

�ś r o d o w i s k u , gdzie b y l z r o z u m i a n y , gdzie czul się p o t r z e b n y . „ N a

, , ( . . . ) P i e r w o t n a , dewocyjna funkcja

obcj^m gruncie — pisze — gdzie r z e c z y w i s t o ś ć

o d s u n i ę t a na p l a n dalszy — g ó r u j e idea w y r a ż e n i a

przestała

dos­

t a r c z a ć oparcia i duchowej s t r a w y , m a l a r s t w o s t a ł o się o s t a t n i ą

obrazu religijnego

zostaje

wewnętrz­

8

nych refleksji". — zauważa Malinowska .
Mazurek

f o r m ą w y p o w i e d z i i ucieczki. M o ż e b o d ź c e m b e z p o ś r e d n i m sta­

interpretuje

wzorce

zapożyczone

z

ikonografii

ły się studia malarskie syna? Z d o b y w a o d b i o r c ę i cel: przekaza­

zachodniej i wschodniej. Spaja je w j e d n ą c a ł o ś ć . Czyni t o

nie wszystkiego w m a l a r s k i m testamencie. Maluje j a k

jak

gdyby

sądzę — świadomie.

Nie

przypadkiem

też

Matka

—

Boska

w ekstazie, w p o ś p i e c h u , p r z y ś w i e c y , s ł a b n ą c z g ł o d u , „ b y z d ą ­

u p o d a b n i a się w s t r o j u , a nawet w t y p i e u r o d y do wiejskiej ko­

ż y ć " . Z n i e c i e r p l i w o ś c i ą o o z e k i w a ł p o w r o t u syna, aby jeden po

b i e t y . P ł a s z c z zatraca p o d o b i e ń s t w o z m a f o r i o n e m , p r z y p o m i n a

d r u g i m o d s ł a n i a ć p r z y k r y t e gazetami obrazy, z n a p i ę c i e m bada­

c h u s t ę . Podobnie c h ł o p s k a chusta u p i ę t a zostaje na jej g ł o w i e ,

j ą c w r a ż e n i e jakie

a w r ą c z c e Pana Jezusa p o j a w i a się w i ą z a n k a k w i a t ó w ż y w o p r z y ­

5

wywierają..." .

Co p r z e d s t a w i a ł y te obrazy? J a k i e t o t r e ś c i p r a g n ą ł umie­
r a j ą c y c z ł o w i e k p r z e k a z a ć swemu synowi? W y o b r a ź n i a podsuwa
n a m wizję Boscha, Gustava Moreau, n i e p o k ó j v a n Goghowskich
p ł ó c i e n . N i c z tego. M a z u r e k s k r u p u l a t n i e

malował

wizerunki

ś w i ę t o , M a t k ę B o s k ą z D z i e c i ą t k i e m ( i l . 13), O s t a t n i ą W i e c z e r z ę ,
P o j m a n i e , Chrystusa p r z e d P i ł a t e m ( i l . 12), Serce Jezusa... Za­
w a r ł w n i c h ł a d u n e k swego n i o p o k o j u , t r o s k i , w i a r y i nadziei.
„ P r z y ś w i e c a ł o m u , j a k m o ż n a się d o m y ś l a ć , pragnienie zawar­
cia idei m a j ą c y c h

zbawczy w p ł y w n a s k ł ó c o n y c h ,

walczących

6

z s o b ą l u d z i — idee „ M i ł o ś c i " i „ D u c h o w o ś c i " . . . "

p o m i n a j ą c a ludowe b u k i e t y . M a l i n o w s k a , o d n o t o w u j ą c to s k r u ­
pulatnie,

podsumowuje.

,,(...)celem

malarza

było

stworzenie

przedstawienia j a k n a j b l i ż s z e g o sobie, uosobienie i d e i c h ł o p s k i e j
Matki

9

Bożej" .

Z a p o m i n a m y c z ę s t o o r o l i s z c z e g ó ł u , pozornego d r o b i a z g u ,
a p r z e c i e ż n i e g d y ś s p ó r o przecinek czy i n n y , p o z o r n y drobiazg,
w i ó d ł do schizm, rozbicia k o ś c i o ł ó w . D l a M a z u r k a szczegół i n ­
t e r p r e t a c y j n y w i ą z a ł się z p r z e m y ś l e n i e m sensu i d o ś w i a d c z e ń
jogo ż y c i a . A b y

o t y m p o w i e d z i e ć i n n y m — nie

potrzebował

r o z b u d o w y w a ć w a r s t w y t e m a t y c z n e j , sięgać do alegorii, symbo­
l i k i , eschatologicznych w i z j i . P r z e r a s t a ł o to z r o s z t ą jogo m o ż l i ­

Nasuwa się m y ś l o B a z y l i m A l b i c z u k u , k t ó r y analogiczne

w o ś c i , w y p o w i a d a ł się w i ę c i n t e r p r e t u j ą c t e m a t o k r e ś l o n y przez

7

t r e ś c i w y r a ż a w s w y m m a l a r s k i m dziele . A l e A l b i c z u k przeciw­

k o ś c i e l n ą i k o n o g r a f i ę . C h c ą c w y p o w i e d z i e ć siebie, swoje p r z e m y ­

stawia ludzkim n a m i ę t n o ś c i o m h a r m o n i ę przyrody, w p o r z ą d k u

ś l e n i a — m a l o w a ł obrazy, pozornie t y l k o konwencjonalno w to-

wszechświata widząc „ k s z t a ł t miłości", Mazurek zaś prowadzi

matyce.

n a s z ą m y ś l do spraw, w k t ó r y c h k u l m i n u j e

się sens ludzkiego

losu — do p a m i ę c i O f i a r y i Odkupienia.

A Nikifor?
życia.

Było

jeszcze

Malowanie b y ł o dla niego sposobem, f o r m ą
czymś — moralitetom,

prawdą

głoszoną

P r z y o g l ą d a n i u t y c h o b r a z ó w w a ż n y jest nie t y l k o t e m a t

i p r z e k a z y w a n ą ludziom w tysiącach małych obrazków, z k t ó ­

ikonograficzny, ale i olomenty pozornie m a ł o z n a c z ą c e , wniosio-

r y c h ż a d e n nie b y ł r e p l i k ą drugiego. N i k i f o r (1895(?)—1968) w y ­

ne przez malarza. Zwróćmy

na nie u w a g ę , ono to bowiem

po­

rósł w k r ę g u k u l t u r y c h ł o p s k i e j , k u l t u r y ł e m k o w s k i e j , i to

s z e r z a j ą t r e ś c i religijne zawarte w temacie obrazu, n a d a j ą c

im

w a ż y ł o w d u ż y m s t o p n i u n a jego t w ó r c z o ś c i . N a j w y r a ź n i e j w i ­

odbiorcy.

doczne jest t o w z a m i ł o w a n i u do dekorowania swego pomieszcze-

wymiar

przesłania

bezpośrednio

z w r ó c o n e g o do

I I . G. K. G a w e ł , Chryelue

w lodzi, t e m p e r a / p l y t a , w y m

za­

r

66 X 83,5 "om.

29.9

�I

nia i p r z e d m i o t ó w . W p o k o j u N i k i f o r a z p i ę ć d z i e s i ą t y c h l a t ( i l . 25,
26) s t a ł piec p o k r y t y g l i n ą i bielony, malarz w y r y s o w a ł na n i m
siatkę „kafli", zdobiąc k a ż d y prostym ornamentem
nym

umieszczo­

w ś r o d k u p ł a s z c z y z n y . O r n a m e n t o w a n ą na w z ó r l u d o w y

m i a ł t e ż s k r z y n i ę , w k t ó r e j t r z y m a ł wszystkie swoje

malunki,

w z o r n i k i i rzeczy, ornamentowana b y ł a kasetka p o d r ę c z n a ,

któ­

r ą z a b i e r a ł ze s o b ą w y c h o d z ą c z d o m u . N a ś c i a n a c h , w trzech
c z w a r t y c h i c h w y s o k o ś c i , a m o ż e i nieco w y ż e j , p r z y k l e j o n e b y ł y
t a k , że d o t y k a ł y się brzegami, d u ż e reprodukcje z czasopism
oraz znalezione g d z i e ś p o r t r e t y . N i e k t ó r e jednobarwne, s p ł o w i a ­
ło, przechowywane przez d ł u g i e l a t a , inne świeżej p r o w e n i e n c j i ,
kolorowe, z „ P r z e k r o j u " , „ Ż o ł n i e r z a Polskiego" i i n n y c h p i s m .
W zgodzie ze s o b ą w i s i a ł y , j a k ś w i ę t e obrazy, w i z e r u n k i

Fran­

ciszka J ó z e f a , Piusa X I , P i ł s u d s k i e g o , R y d z a - Ś m i g ł e g o , Mościc­
kiego, B i e r u t a , Stalina, Rokossowskiego, ś w . M i k o ł a j a . O k r e ś l e ­
nia „ j a k ś w i ę t e o b r a z k i " nie w y m y ś l i ł o m . N i k i f o r w i d z ą c moje
zdziwienie, iż t a k r ó ż n e o s o b i s t o ś c i zgodnie ze s o b ą k o e g z y s t u j ą
na trzech ś c i a n a c h jego k r y n i c k i e g o p o k o j u , s k o m e n t o w a ł

to

m ó w i ą c , że w niebie t e ż wszyscy święci p r z e b y w a j ą razem. M o ­
jego zdziwienia nie z a p o m n i a ł , i po p a r u l a t a c h , g d y m i e s z k a ł
przez k i l k a t y g o d n i u mnie w Warszawie, n a m a l o w a ł

obrazek,

na k t ó r y m po o b u stronach o k r ą g ł e g o stoliczka, na t l e s ą d e c k i e g o
p e j z a ż u s t o j ą w gali
przepijając

m i t e n obrazek
świata

mundurów

Józef Piłsudski i Józef Stalin,

do siebie w ó d k ą , n a l a n ą do k i e l i s z k ó w .

Wręczając

u ś m i e c h a ł się, w i e d z i a ł p r z e c i e ż lepiej, j a k i jest

porządek,

a obrazek

miał

zapewne moje

wątpliwości

całkowicie rozproszyć.
Dopóki

sprawy

s p r z ę t ó w , a nawet

wnętrza,

dekoracji

ornamentyki bordiur niektórych

dotyczyły

estetyki

obrazków

( i l . 20), „ l u d o w o ś ć " N i k i f o r a nie p o d ł o g a d y s k u s j i . U t r w a l o n e
za m ł o d u n a w y k i ,
i

miasteczkach

pogłębione

okolic

żebraczą

wędrówką

Muszyny, pozwalały m u

po

wsiach

identyfikować

się z k u l t u r ą w s i ł e m k o w s k i c h . W y s t ę p o w a ł o t o j e d n a k t y l k o na
„ n i ż s z y m " poziomie realizacji jego ż y c i a , a więc t y m , k t ó r y
o k r e ś l a ł y n a w y k i ś r o d o w i s k o w e . N a „ w y ż s z y m " poziomie ż y c i a
duchowego d o m i n u j ą c ą rolę o d e g r a ł y w ł a s n e p r z e m y ś l e n i a , szcze­
g ó l n a interpretacja w ą t k ó w r e l i g i j n y c h ,

odtwarzanych z

frag­

m e n t ó w lepiej czy gorzej z r o z u m i a n y c h i z a p a m i ę t a n y c h k o ś c i e l ­
n y c h l e k c j i , a przede w s z y s t k i m z p r z e ż y c i a o b r a z ó w w i d z i a n y c h
w ł e m k o w s k i c h cerkiewkach i k a t o l i c k i c h k o ś c i o ł a c h .
7

M a r i a W i ś n i o s , Rataje, g m . W ą c h o c k , w o j . kieleckie: i l . 7. Prze­
bicie boku, w y m . 1 0 0 x 5 0 c m . , i l . 8. Chrystus w grobie, w y n v
9 0 x 3 0 cm.

-i

200

Malar3tw-o N i k i f o r a r ó ż n i się o d ludowego w ł a ś n i e t y m , że
jest ono d y n a m i c z n ą o p o w i e ś c i ą , żywą, w y k ł a d n i ą p r a w d , do
k t ó r y c h N i k i f o r sam d o s z e d ł .
T a m , gdzie w ł a d z a k s i ę d z a jest p e ł n a , a k a t e c h i z m i podsta­
wowe n a u k i w s p ó l n e są w s z y s t k i m i jednoznaczne — n a s t ę p u j o

�kodyfikacja

świętych

„zadania",

z każdym

obrazów.

Każdy

z nich

w i ą ż e się w ł a ś c i w y

i z a c h o w a ń . Obraz ś w i ę t y

ma

repertuar

określono

o p o w i a d a ł rzeczy p i ę k n o , straszne i w z n i o s ł e , ale i n n i , g d y j u ż

modlitw

z a p a n o w a ł a m o d a na N i k i f o r o w e o b r a z k i , p a t r z y l i na nie szuka­

jest w ó w c z a s symbolem, zrozumia­

ł y m dzięki n a u k o m w y n i e s i o n y m z d o m u i k o ś c i o ł a .
A l e N i k i f o r nie m a l o w a ł o b r a z ó w „ d o m o d l e n i a " , o b r a z ó w
konwencjonalnych.

Z ułamków

usłyszanych

czy

treści religijnych stworzył własny, konsekwentny

j ą c n a i w n o ś c i t r e ś c i , p i ę k n e g o k o l o r y t u , nostalgicznego

piękna

k r a j o b r a z u . Tymczasem dla N i k i f o r a w a ż n a b y ł a i f o r m a artysstyczna, i t r e ś ć ideowa. O niej m y ś l a ł przede w s z y s t k i m , reszta

zobaczonych

b y ł a j u ż t y l k o r e a l i z a c j ą zamierzenia. R e a l i z a c j ą z n a k o m i t ą , —

światopogląd

jako że k r y n i o k i „ j u r o d i w y " m i a ł n i e z w y k ł y

dar m a l a r s k i , po­

w y j a ś n i a j ą c y m u ś w i a t — i t o w ł a ś n i e p o k a z y w a ł w s w y c h ob­

czucie k o l o r u i ekspresji, w y ć w i c z o n o na co n a j m n i e j k i l k u d z i e ­

razach. Malowanie b y ł o b o w i e m dla N i k i f o r a f o r m ą

sięciu t y s i ą c a c h n a m a l o w a n y c h przez siebie o b r a z k ó w .

apostolstwa,

a obrazy — m o r a l i t e t e m , p r z e s t r o g ą . S t a ł o się t e ż dla togo cięż­

W ś r ó d r ó ż n y c h t e m a t ó w b y ł y i t a k i e , do k t ó r y c h stale w r a ­

ko d o ś w i a d c z o n e g o ż y c i e m i k a l e c t w e m c z ł o w i e k a j a k b y psycho­

c a ł : N i k i f o r w i t a n y serdecznie w r ó ż n y c h domach, u c z t y mala­

terapią. Nadzieją i wiarą.

r z y . . . P y t a ł e m go o sens t y c h uczt. W y j a ś n i ł , że malarz jest b l i ­

N i k i f o r chyba nie p o m y ś l a ł n i g d y , że jest kacerzem, że t o ,
co m ó w i ,

niezgodne

jest z o f i c j a l n ą d o k t r y n ą . T r u d n o ś c i poro­

żej Boga, p o n i e w a ż t w o r z y , po ś m i e r c i malarze z a s i ą d ą

więc

p r z y w i e l k i m , w s p ó l n y m stole z Panem. M a l o w a ł t o w setkach

zumienia się z l u d ź m i i n i e u f n o ś ć wobec w s z y s t k i c h a d m i n i s t r a ­

wersji.

t o r ó w ziemskich k o ś c i o ł a s p r a w i ł a , że c a ł k o w i c i e w i e r z y ł głoso­

d z i a ł Pan w p o n t y f i k a l n y m n a k r y c i u g ł o w y , a p r z y p o z o s t a ł y c h

Zawsze u szczytu perspektywicznie! u j ę t e g o

w i w e w n ę t r z n e m u . B y ł zarazem g ł o w ą k o ś c i o ł a , k t ó r y s t w o r z y ł

b o k a c h — malarze. W s k a , z y w a ł y

w akoie i n t u i c y j n e g o poznania, j a k i k a p ł a n e m tego kościoła.,

r y n y i czarne fontazie, charakterystyczne a t r y b u t y m ł o d o p o l ­

a zarazem j e d y n y m jego w y z n a w c ą . M a l o w a ł o b r a z k i , w k t ó r y c h

skiej b o h e m y , z k t 6 r A . . a e t k ^ ł . j i e . . j e s z c z c _ j a k p _ m ł o d x . _ c h ł o p i e o .

n a to w y r a ź n i e

stołu

sie­

czarne pele­

201

�I I . 10. Szosa do Grybowa, akwarela, w y m . 2 4 , 5 x 3 4 , 5 cm, 1963. I I . 11. Matka Boska Częstockoicska,
akwarela, w y m .
3 7 , 5 x 2 4 , 5 c m . I I . 12. M i c h a ł Mazurek, R y c z e ń , g m . G ó r a , w o j . l e s z c z y ń s k i e , Matka Boska z Dzieciątkiem,
ol./pł.,
wym. 58x43 cm.

�I I . 13. M. Mazurek, Chrystus

przed Piłatem,

ol./karton, wyra. 69 X 96 cm. 1039 i'. Tl. 14. Л1. Mazurol

W ó w c z a s to f o r m o w a ł a się jego o s o b o w o ś ć , jego w y o b r a ź n i a ,
jego przekonania. W i e d z i a ł , że jego p o w o ł a n i e m jest b y ć mala­
rzem, t o t e ż przez całe ż y c i e p o d k r e ś l a ł w swoim s t r o j u (rzeczy­
w i s t y m i n a obrazach) akcesoria, k t ó r e w jego p r z e ś w i a d c z e n i u
w i ą z a ł y się z o s o b ą malarza. Pozbawiony w ł a s n e g o nazwiska —
n a z w a ł się w ó w c z a s „ M a t e j k ą " .
N i k i f o r w i e r z y ł w życie pozagrobowe. P r z e d s t a w i a ł je rea­
listycznie, j a k b y to b y ł o jeszcze jedno, t y l k o lepsze w y d a n i e
ziemskiego b y t u . Święci w niebie nosili w zimie nauszniki, a b y
i m nie b y ł o z i m n o , j e ź d z i l i d o r o ż k a m i n a „ b a l o n a c h " , jak za­
m o ż n i goście k r y n i c c y , g o t o w i więcej z a p ł a c i ć , aby ich nie t r z ę s ł o
na w y b o i s t y c h ulicach. B a r d z o c z ę s t o u m i e s z c z a ł siebie na obra­
zach, b y ł o to j a k b y marzenie i w i a r a w s p r a w i e d l i w o ś ć tego
drugiego, „ p r a w d z i w e g o " ż y c i a . B i e d n y k r y n i c k i analfabeta —
p r z e d s t a w i a ł t a m siebie j a k o duchownego, c z y t a j ą c e g o w p i ę k ­
n y m p o k o j u ś w i ę t e księgi, m a l u j ą c e g o , g r a j ą c e g o na skrzypcach.
P r z e d s t a w i a ł też siebie s t o j ą c e g o p r z y o ł t a r z u k o ś c i e l n y m . D l a
p e w n o ś c i w i z e r u n e k swój o p a t r y w a ł p o d p i s e m :
„Matejko"
lub „ M a l a r z " . Czasem a s y s t o w a ł t y l k o postaci w szatach pont y f i k a l n y o h , j a k b y s ł u ż ą c r a d ą czy d o n o s z ą c , czasem d e c y d o w a ł
sam. G r o ź n i e w y m i e r z o n y palec s k a z y w a ł j e d n y c h na raj, d r u ­
gich na p o t ę p i e n i e .
K i e d y ś z a s t a n o w i ł a m n i e scena w k o ś c i e l e , k t ó r y cały obwie­
szony b y ł k i e ł b a s k a m i . N a w i d o c z n y m miejscu w i d n i a ł a powie­
szona na sznurze k o b i e t a , a N i k i f o r p r z y o ł t a r z u demonstracyj­
n y m gestem s k a z y w a ł j ą na ś m i e r ć i p o t ę p i e n i e . T o t y ? — za­
p y t a ł e m , w s k a z u j ą c g r o ź n ą , trochę, C h a p l i n o w s k ą p o s t a ć p r z y
o ł t a r z u . S k i n ą ł g ł o w ą i u ś m i e c h n ą ł się p r z y p a t r u j ą c namalowanoj soenie. Co oi t a k o b i e t a z r o b i ł a ? — c i ą g n ą ł e m . Ona

mnie

14

�I I . 15. Obraz s ł o w a c k i , Sąd Ostateczny,

zawszo

oszukuje

w sklepie

oszukuje... z d e n e r w o w a ł

mięsnym,

p ł ó t n o , w y m . 240 X 152 c m . I I . 10. D o r o t a L a m p a r t , Zawoja, w o j . bielskie. Niebo
w y m . 129 X 84 c m .

na

kiełbasie,

się. T o za, to j ą s k a z a ł e ś ?

oszukuje

Poważnie

s k i n ą ł g ł o w ą i r o z e ś m i a ł się z s a t y s f a k c j ą

nieco

sadystyczną.

O c z y w i ś c i e ś w i a t N i k i f o r o w y c h o b r a z k ó w to nie t y l k o sceny

C h o ć b y z tego p o w o d u inna jest , , n a , i w n o ś ć " dziel zachodnio-niemiockiego
prof, dr

czy -znakomitego

chirurga

Jana Kossakowskiego,- i n n a z a ś W ł a d y s ł a w a

okulisty

dr. Papsa

Kybkow-

skiego czy N i k i f o r a . W t y m o s t a t n i m p r z y p a d k u r n a m y do c z y ;

religijne. Skoro się j u ż jest malarzom i t r a k t u j e to j a k o swe po­

nienia z „ n a i w n o ś c i ą " n a d b u d o w a n ą na p o d ł o ż u k u l t u r y

w o ł a n i e oraz z a w ó d ( w y k o n y w a n y p o s p o ł u z d r u g i m — ż e b r a c ­

skiej , k u l t u r y — u ś c i ś l i j m y to — ł e m k o w s k i e j .

twem), cały

świat

może

być podnietą

i źródłem

malarskich,

Mówimy

wiej­
• .

„ n a i w n o ś ć " — gdy o d b r ę b n o ś ć ^widzenia imieści

p r z e ż y ć . I n t e r p r e t u j ą c go, b y ł N i k i f o r r a s o w y m malarzem czy

się w granicach realistycznej obserwacji czy b a ś n i o w e j fantasty­

to w scenach ś w i ę t y c h , czy w p e j z a ż a c h , a u t o p o r t r e t a c h , a na­

k i , t a m j e d n a k , gdzie o d r ę b n o ś ć w i z j i wskazuje na cechy pato­

wet

logiczne, na obsesje, zaciekłość rozrachunkowej w y o b r a ź n i —

i

w groteska,ch, scenkach ś w i a d c z ą c y c h o poczuciu h u m o r u

umiejętności

trafnego

podchwycenia, cech w y ś m i e w a n e j

po­

o k r e ś l e n i e „ n a i w n y " w y d a się z b y t dobroduszno. S t o i m y b o w i e m
u p r o g u zjawisk s t a n o w i ą c y c h w y r a z s z c z e g ó l n y c h s t a n ó w psy­

staci.
K w a l i f i k a c j a t w ó r c z o ś c i N i k i f o r a jest na ogół jednoznaczna.
10

U w a ż a się go яа czołowego reprezentanta m a l a r s t w a n a i w n e g o .
S ą d z ę , że jest to w zasadzie s ł u s z n e , niczego t e ż nie ujmuje czysto
a r t y s t y c z n y m w a l o r o m jego d z i e ł a . A l e , , n a i w n y " — t o m ó w i
jeszcze niewiele. N a i w n o ś ć m o ż e d o t y c z y ć o s o b o w o ś c i c z ł o w i e k a ,

chicznych, obsesji, l ę k ó w , h a l u c y n a c j i , ucieczki od
tości z e w n ę t r z n e j

rzeczywis­

w ś w i a t z a m k n i ę t y , ś w i a t osobny.

Mówimy

w ó w c z a s o t w ó r c z o ś c i innej niż. p r z e c i ę t n a . Z w ł a s z c z a g d y m a m y
podstawy

b y s ą d z i ć , iż „ i n n o ś ć " ta nie jest z a m i e r z o n y m pro­

g r a m e m a r t y s t y , co c z ę s t o m a miejsce w sztuce

współczesnej
1 1

skali i sposobu jego ocen, i n t e r p r e t a c j i ś w i a t a , m o ż e b y ć toż t y l k o
„ n a i w n o ś c i ą w y b i ó r c z ą " , podobnie j a k m ó w i m y o w y b i ó r c z y c h

i wskazuje zazwyczaj t y l k o na ś w i a d o m y w y b ó r p o e t y k i .
T a m jednak, gdzie nie ma, m o w y o ś w i a d o m y m wyborze,

uzdolnieniach czy defektach. Może b y ć sposobem p o r z ą d k o w a n i a

a „naiwność"

w r a ż e ń i p r z e k a z y w a n i a ich w formie d z i e ł a artystycznego. T a

w ł a ś n i e takiego o k r e ś l e n i a swej o s o b o w o ś c i — w k r a c z a m y

pierwsza kategoria n a i w n o ś c i d o t y c z y m y ś l e n i a i odczuwania,,

m a ł o zbadany teren „ e k s p r e s j i psychopatologicznej", t w ó r c z o ś c i

a w i ę c sfery podstawowej, druga z a ś d o t y c z y t y ł k o t r a n s m i s j i

pozbawionej k u l t u r o w y c h h a m u l c ó w

rzeczywistości

k t ó r e j b o d ź c e m i siłą n a p ę d o w ą s ą procesy chorobowe, alienacja,

widzianej na

formę

zdyscyplinowaną,

uprosz­

c z o n ą w m n i e j czy bardziej ś w i a d o m y s p o s ó b , z b u d o w a n ą z ele­
m e n t ó w p r o s t y c h , p o t r a k t o w a n y c h dekoracyjnie, ze ś w i a d o m y m
o d w o ł a n i e m się do f a n t a z j i , l o g i k i snu, ś w i a t a b a j k i .
B u d u l c e m k a ż d e j „ n a i w n o ś c i " jest d o ś w i a d c z e n i e c z ł o w i e k a ,

wynika

z wewnętrznego

a u t y z m , stany rozszczepienia

musu, z

i ograniczeń,

konieczności
na

twórczości,

osobowości.

M ó w i ą c o k u l t u r z e ludowej nie m o ż e m y z a p o m i n a ć , że obok
zdyscyplinowanych członków chłopskiej społeczności,

uczestni­

c z ą c y c h w k o l e k t y w n y m procesie tworzenia i przekazywania war­

jego „ b a g a ż " w y o b r a ż e ń , jego k u l t u r a estetyczna, zaplecze wzo­

t o ś c i — m i ę d z y i n n y m i a r t y s t y c z n y c h — i s t n i e l i t e ż ludzie mar­

r ó w ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m się u k s z t a ł t o w a ł .

g i n e s u , p o g r ą ż e n i w świecie w ł a s n y c h p r z e ż y ć , o l ś n i e ń i d o z n a ń .

204

�I

Wiejscy

„jumilliwi",

opętańcy,

a n i e k i e d y ludzie po

prostu

n i e p o r ó w n a n i e bardziej w r a ż l i w i od i n n y c h . Czas nie oszczędził
ich dziel, ś l a d y d z i w a c t w a skwapliwie zamazywano,

ogrzewanej, na skraju wielkiej n ę d z y . Otoczona
gardą.

niechęcią,

po­

Odepchnięta.

czemu nie

D o k ą d m i a ł a się zwrócić po pocieszenie ? M o d l i ł a się, j u ż j a k o

m o ż n a się d z i w i ć w s p o ł e c z n o ś c i nastawionej na a k c e p t a c j ę śro­

dziecko p r z e ż y w a ł a stany z a p a m i ę t a n i a , nieledwie ekstazy. W y ­

1 2

dowiskowej n o r m y .

r z e ź b i ł a w glinie i w y p a l i ł a w k u c h n i , p o d b l a c h ą , f i g u r k i ś w i ę t e .

P r z y k ł a d e m t a k i m w ostatnich l a t a c h jest m . i n . t w ó r c z o ś ć

Serce P a n a Jezusa i D z i e c i ą t k o Jezus. M o d l i ł a się do nich. Z gli­

I l o r ó d k a . P i s z ą c o r z e ź b i e , zwanej l u d o w ą , u m i e ś c i ł e m go w grupie

n y lepiła t e ż z a b a w k i dla siebie i dzieci s ą s i a d ó w . C h ę t n i e , g d y

t w ó r c ó w samorodnych,

m o g ł a — r y s o w a ł a . M ó w i , że dziadek się d z i w i ł :

pulsu

wewnątrzsterownych, działających z im­

1 3

wewnętrznego .

Podobnie

można

określić

twórczość

d w ó c h z n a k o m i t y c h malarek ludowego pogranicza: D o r o t y L a m ­
part i Marii Wnęk.
Dorota
czeniem,

od

ry­

M i a ł a osiem l a t , g d y p r z y ś n i ł o się jej niebo „ c a ł e ubrane
płaszczami i koronkami". Największa i najpiękniejsza korona —

L a m p a r t . Samotna, w r a ż l i w a , s k ł ó c o n a z oto­
dzieciństwa

traktowana

z pogardą

przoz

w k t ó r e j mieszka. U r o d z i ł a się 6 lutego 1906 r. w

wieś,

Krakowie,
14

d o k ą d w y j e c h a ł a jej m a t k a w p o s z u k i w a n i u z a r o b k u . M ó w i ą ,

to b y ł a pewnie M a t k a Boska. Postacie w i d z i a ł a od t y ł u , j a k b y
m i a ł y ulecieć k u n i e b u . P o t e m z a o z ę ł y b i ć p i o r u n y , r o z p ę t a ł a
się burza i widzenie z n i k ł o . „ T o na pewno śniło się na w o j n ę " .
— komentuje s w ą r e l a c j ę . W k r ó t c e w y b u c h ł a I w o j n a ś w i a t o w a .

że ojcem D o r o t y b y ł ż o ł n i e r z , ona wspomina o m a l a r z u . N i k t
go nic w i d z i a ł , k r ą ż y ł a p l o t k a , że b y ł Ż y d e m .

L a m p a r t widzenie u t r w a l i ł a na kartce p a p i e r u ,

za e d u k a c j ę , k t ó r ą

otrzymał

kilkakrotnie

je p ó ź n i e j m a l o w a ł a .
A l e p i e r w s z y m obrazem, k t ó r y s t w o r z y ł a , „ t o b y ł o N i e b o ,

W y c h o w y w a ł j ą na wsi dziadek, n i e z b y t we wsi l u b i a n y ,
alo raczej p o w a ż a n y

„Tylko

1 5

s u n k i r o b i , t y l k o r y s u n k i r o b i , co to t a k i e g o ? "

odsiadując

a ludzie u z n a l i to za S ą d Ostateczny, ale to b y ł o N i e b o " . Z n a m

12-letni w y r o k . B y ł dla w n u c z k i d o b r y , m ó w i o n i m c i e p ł o , z roz­

t e n obraz, a raczej t ę jego w e r s j ę , k t ó r a znajduje się w k r a k o w ­

czuleniem. M a t k a — to j u ż

s k i m M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m ( i l . 16). C u d o w n y , l u d o w y collage

opowiadali m i s ą s i e d z i — , , b y ł a

u m y s ł o w o chora, m a ł o co — trzeba j ą b y ł o w i ą z a ć . L a t a ł a , ro­

z b i b u ł e k , s t a n i o l u , n a k l e j a n y c h na pastelowe f i g u r y ,

biła g ł u p s t w a , w a r i o w a ł a . N o . . . , ale z m a r ł a na s z c z ę ś c i e " .

klejową farbą. Przypomina w

D o r o t a m i a ł a w ó w c z a s k i l k a , a m o ż e k i l k a n a ś c i e l a t , relacje

wyobrażenia

Sądu

SWJTII

malowane

u k ł a d z i e znane na S ł o w a c j i

Ostatecznego (ił. 15). Czy w i d z i a ł a

kiedyś

Sąsiedzi

t a k i obraz ? S k ł o n n y jestem s ą d z i ć , że t a k , co nie znaczy, że go

m ó w i ą , że w d a ł a się w m a t k ę . M u s i a ł a b y ć ś l i c z n a , jeszcze teraz

z a p a m i ę t a ł a p r z y t o m n i e . Ileż t o r a z y się zdarza, że scena czy

są

różne.

Była

dzieckiem

nerwowym, pobudliwym.

t w a r z jej z a c h o w a ł a ś l a d y u r o d y , m o ż e t r o c h ę egzotycznej, j a k b y

melodia zostaje przez p a m i ę ć w c h ł o n i ę t a , g d z i e ś t k w i w p o d ś w i a ­

c y g a ń s k i e j , ż y d o w s k i e j ? N a u c z y ł a się c z y t a ć i p i s a ć , co d z i w i ł o

d o m o ś c i , b y nagle w procesie t w ó r c z e g o w y s i ł k u ulec odtworze­

s ą s i a d ó w . P y t a m , czy c h o d z i ł a do s z k o ł y . „ O , panie, gdzie o szko­

n i u , alo j u ż bez ś w i a d o m o ś c i tego, że k i e d y ś nasza p a m i ę ć t o

le... była taka prywatna

„kupiła".

to do niej-em c h o d z i ł a , ale nie więcej

j a k 3 m i e s i ą c e . P i s a ć t o u c z y l i . . . A t a k , to bida b y ł a . B i d a " .
To w i e m . M i e s z k a ł a z d z i a d k i e m w m a ł e j c h a ł u p i e , z i m n e j , nio

D . L a m p a r t : i l . 17, Śmierć

człowieka,

M a l a r k a opowiada, że „ N i e b o " „ w y r o z u m o w a ł a sobie" og­
l ą d a j ą c d z i e w c z ę t a na procesji z l i l i a m i i k s i ę ż y : „ a

akwarela, w y m . 38 X 28,5 c m ; i l . 18, Stacja XIII,

17

w niebie

tempera/papier, w y m . 63 X 45,5 c m .

18

. . ..

205

�jest p r z e c i e ż wszystkiego więcej niż na z i e m i " . Temat podejmo­
w a ł a kilka, razy.

k i e m do s ą s i e d n i c h barw. M ó w i : „ U l a Panien trzeba b i a ł e j farby,
dla,

P y t a m o strefę

d o l n ą . Ozy t o duszo p o t ę p i o n o ?

męcenników

cerwonej,

Trójca,

Przenajświętsza

potrzebuje

Piekło'?

n a j w i ę c e j z ł o t y c h f a r b ó w , szrobrnych, r o z m a i t y c h " — ale ma­

„ O j , p i e k l ą nie da n a m a l o w a ć , bo nie w i e r z ą w t o . N i e d a j ą nama­

luje z z a d z i w i a j ą c ą w r a ż l i w o ś c i ą k o l o r y s t y c z n ą . N a p o e t y k ę jej

l o w a ć . N i e trzeba, m ó w i ą , d i a b ł a m a l o w a ć " .
Ale

namalowała

Pani — p r z y p o m i n a m

o b r a z ó w s k ł a d a się h a r m o n i a czystych, a zarazem
jej

obraz

zwany

stonowanych

b a r w oraz ujęcie rysunkowe sceny. Zawsze znajduje

lapidarny

„ Ś m i e r ć m a t k i " . R o z g l ą d a s i ę , m i m o że r o z m a w i a m y na łące.

w y r a z dla malowanej s y t u a c j i , b u d u j ą c obraz h i e r a t y c z n y , z r ó w ­

„ A l e togo nie m o ż n a p o k a z a ć ! A z t y m d i a b ł e m to t a k sprawa w y ­

n o w a ż o n y , s p o k o j n y . Z a s a d ą p o r z ą d k u j ą c ą b y w a s y m e t r i a , ale

g l ą d a . P o s z ł a m do Siedzina (?) i z p o w r o t e m z a s z ł a m do Osielca,

w licznych pracach znakomicie r ó w n o w a ż y s c e n ę p u s t ą p ł a s z c z y z ­

n i k t m n i e nie c h c i a ł p r z e n o c o w a ć . B y ł a jedna k o b i t a z Z a w o i ,

n ą . W Stacjach

eo j ą znam, p o p r o s i ł a m j ą , n o c o w a ł a m u niej, p o t e m p r o s i ł a m n i e ,

w y c h m a l o w i d e ł , w d o j r z a ł y i t r a f n y s p o s ó b b u d u j ą c obraz nie

ż e b y m z a s z ł a do jej ojca we wsi. W s t ą p i ł a m t a m , bo ze mnie

o p a r t y na s y m e t r i i , r y t m i e czy ornamentyce ( i l . 18).

p r o s i ł a " . Głos cichnie, t y l k o w a r g i c o ś s z e p c ą . N i e w i e m ,

czy

Męki

Pańskiej

najdalej m o ż e odchodzi o d l u d o ­

D a r ( u m i e j ę t n o ś ć ?) s y n t o t y z a c j i r ó ż n i jej prace od s z t u k i

t w i e r d z i , iż t a k b y ł o , czy relacjonuje sen. Granica m i ę d z y j a w ą

dzieci. P o d o b i e ń s t w o

i snem zaciera s i ę , p a m i ę ć a r t y s t k i rejestruje p r z e ż y c i a onirycz-

s p r a w n o ś c i r y s u n k o w e j , widocznej w o k r e ś l a n i u k s z t a ł t u , z w ł a s z ­

ne r ó w n i e dobitnie j a k sceny z ż y c i a , a m o ż e i silniej — to prze­

cza t w a r z y . Inaczej p o s ł u g u j e się k o l o r e m , stosuje go o s z c z ę d n i e ,

cież sny w a ż n e , objawione.

zgodnie z l o g i k ą t r e ś c i , inaczej t r a k t u j e rysunek,

, , A ten m ó w i — c h o d ź c i e do izby. A nie potrzeba m i . Ale c h o d ź ­
cie do i z b y , t e n m ó w i . P o s z ł a m i z o b a c z y ł a m t e n obraz, co go
w y m a l o w a ł a m p o t e m , że c z ł o w i e k umiera, a t u się k r ę c ą , p ł a c z ą ,
ś w i c z k i się p a l ą k o ł o niego, a t u d i a b e ł się p r z y c z a i ł , d w ó c h anioł­
k ó w go o d p ę d z a . T a k to w z i ę ł a m p o d g ł o w ę i z r o b i ł a m . (...) A l e
t o nie b y ł a m o j a

matka..."

występuje

tylko w jednym — w braku

przemyślany,

doprowadzony w najlepszych d z i e ł a c h do syntetycznego

ujęcia.

Ż y j e w n ę d z y , m i m o p o m o c y , jakiej starano się jej u d z i e l i ć .
W i n a to c z y n n i k ó w miejscowych, ale t e ż i n i e ł a t w o malarce po­
m ó c . N i e l u b i ą j e j , a i ona nie l u b i i n n y c h m i e s z k a ń c ó w wsi. M o ż e
nawet nie t y l e nie l u b i , co b o i się i c h , c i ę ż k o d o ś w i a d c z o n a , prze­
ż y w a j ą c a stany l ę k o w e , urojenia.

W i j e jest d i a b e ł ? — p y t a m z n o w u i w r a c a m do „ N i e b a " .
— To p r z e c i e ż o g i e ń p i e k i e l n y ? „ E , nie, t o c z y ś c i e c " . I szybko
m ó w i , że się b o i , bo j ą w y ś m i e w a j ą , m ó w i ą , że stare g u s ł a opo­
wiada. A j a k b y w d i a b ł y w i e r z y l i , t o b y się nie śmieli. — A p a n i
w p i e k ł o w i e r z y ?... „ P r a w d ę m ó w i ą c w i e r z ę — i w p i e k ł o i w nie­
b o " . — A l e n i e k t ó r z y w i e r z ą t y l k o w niebo? „ E , bo o n i s ą nie­
k o r z y s t n i . . . W o l a ł a b y m , ż e b y p i e k ł a nie b y ł o . K t o t o chce, ż e b y
go p a l i ł o . . . S k ó r a cierpnie na c z ł o w i e k u , w o l a ł a b y m , ż e b y go nie
b y ł o . K a ż d y chce b y ć szczęśliw, że nie m a takiego. K t o b y c h c i a ł ,
a b y się p a l i ł o . . . K t o to c h c e ? "
Sny, widzenia — j a k b y i n n y ś w i a t , k t ó r y t u do niej dociera,
namacalny, wszystko w i d z i d o k ł a d n i e . Co w i d z i — m o ż e w y m a ­
l o w a ć . „ S ą sny z w y k ł e , panie, i sny w a ż n e " — m ó w i . W s p o m i ­
na sen, k t ó r y do niej p r z y s z e d ł , g d y m i a ł a z 15 l a t . S p a ł a , a t u
nagle o t w a r ł o się niebo, p r z y s z e d ł ś w i ę t y , strasznie p i ę k n y , więc
m y ś l a ł a , że to B ó g , a to b y ł M i c h a ł A r c h a n i o ł i a n i o ł y . P o k a z a ł

N i e l u b i ą j e j , bo źle gospodaruje, niszczy z i e m i ę . G d y b y ł e m
w Z a w o i p r z e d 7 l a t y , p a s ł a chude k o z y i k r ó w k ę , k t ó r a w y g l ą d a ł a ,
j a k b y m i a ł a p a ś ć z g ł o d u . M i a ł a n i e c a ł e dwa h e k t a r y ziemi, zbo­
że ledwo dostrzegalne

między k ą k o l a m i , m a k a m i i chabrami,

k t ó r o c i e s z y ł y j ą nie m n i e j n i ż rachityczne k ł o s y .

Otrzymała

w ł a ś n i e k i l k a n a ś c i e t y s i ę c y z ł o t y c h za o b r a z k i sprzedane do M u ­
zeum w Warszawie i do k o l e k c j i Z i m m e r e r a , w y d a ł a je n a t y c h ­
miast. D o k u p i ł a . . . ziemi, k t ó r e j i t a k nie m o g ł a p r z e c i e ż upra­
w i a ć . S ą s i a d ó w o b u r z a ł o t o do ż y w e g o , chwasty nicszczyly ich
pola. Lepiej b y s p r z e d a ł a , zamiast

męczyć ziemię — mówili.

Z o b r a z k ó w więcej b y m i a ł a ! T o p r a w d a , ale t o p r a w d a p r z y z i e m ­
na, rzeczowa. D l a samotnej, k r z y w d z o n e j przez łos k o b i e t y , oto­
czonej n i e c h ę c i ą i d r w i n ą — dokupienie ziomi b y ł o s y m b o l e m .
Awansem społecznym. W jej pojęciu.
„Człowiekowi jednemu

samotnie, nieraz c i ę ż k i e ż y c i e j a k

jej zegar, k t ó r y t r z y m a ł w r ę k u . A p o n i ż e j w z n o s i ł a się z p n i a k a

nie m a a n i dzieci, a n i m ę ż a . A wszyscy obcy nic a nic dobrze

r ę k a . T e m a t t e n n a m a l o w a ł a t o ż k i l k a razy.

nie m y ś l ą o c z ł o w i e k u . . . , t y l k o

zdradliwi.

Czasem son ostrzega. S z ł a j a k b y do j a k i e g o ś d o m u , g d y a n i o ł

. . . C z ł o w i e k w żyoiu t o t y ł k o s k a r b u szuka, ale go nie znaj­

z a s t ą p i ł jej d r o g ę i p o k a z a ł troje m a l u t k i c h dzieci kolo d o m u .

dzie, bo go nie m a . J a t e ż takiego s k a r b u s z u k a ł a m i p r a g n ę ł a m ,

S ą d z i , że to b y ł a przestroga, bo za p a r ę d n i t a k b y ł a chora, że

ale nie m o g ł a m go z n a l e ź ć i nie z n a j d ę go, c h o ć b ę d ę go g o n i ł a . . .
W s z y s t k o się s k o ń c z y . W grobie s k a r b u nie m a . "

1 6

o m a l nie u m a r ł a .
„Żyje

swoimi

snami" — pisał Jan

Bujak. „Przeżywa

je

Nadużyłem

cierpliwości o z y t e l n i k a , a ł e wydaje m i s i ę , że

ciągło ohoć j ą p r z e r a ż a j ą . Możo po to maluje, a b y się o d tego

n a k r e ś l o n a s y l w e t k a najznakomitszej

strachu u w o l n i ć . U w a ż a jo za prorocze, o s t r z e g a j ą c e . W i e r z y ,

(z pogranicza

że postacie, k t ó r o w joj wizjach w y s t ę p u j ą , i n g e r u j ą w jej życio,

z d a ń , a w k a ż d y m razie p o z w o l i te zdania z w e r y f i k o w a ć .

w życie ś w i a t a . M a l u j ą c , chce d a ć ś w i a t u j a k i ś znak, j a k ą ś wska­

ludowego) więcej

naszej m a l a r k i

wyjaśni, niż kilka

wiejskioj
okrągłych

T

Powinienem jeszcze d o r z u c i ć k i l k a uwag o M a r i i

Wnęk,

z ó w k ę p o s t ę p o w a n i a , p r z e s t r o g ę , pouczenie moralne czy religijno.

(ur. w 1922 r . ) malarce, żyjącej zawsze w biedzie, w N o w y m S ą ­

Co k i l k a lat m a sny s z c z e g ó l n e , k t ó r o n i ą w s t r z ą s a j ą i k t ó r e po­

czu. Z n a k o m i t a to m a l a r k a , nawiedzona

t e m maluje w niezliczonych w a r i a n t a c h .

t a l e n t e m , ale i c h o r o b ą ,

17

m a n i ą p r z e ś l a d o w c z ą , o b a w ą , że zostanie o t r u t a . Maluje r ó ż n e

D o r o t a L a m p a r t maluje swoje sny i w y o b r a ż e n i a , a ł e maluje

t o m a t y , najciekawiej „ ś w i ę t o postacie" i wszelkie o d ś w i ę t n e ce­

nie t y l k o dla siobio. T o , co w i o , clico p r z e k a z a ć i n n y m . „ T o to się

remonie, z a r ó w n o k o ś c i e l n e procesje, j a k i pierwszomajowe po­

maluje, a b y na papiorecku p r z e d s t a w i ć t o , czego nie ma w rze­

chody ( o k ł a d k a ) . W i d z i a ł a przed p a r o m a ł a t y s ł y n n y p o c h ó d sztan­

c z y w i s t o ś c i , aby ludzie zobaczyli j a k p i ę k n y jest ś w i a t , a b y się

d a r ó w W ł a d y s ł a w a Hasiora, zorganizowany w Ł ą c k u
Święta Kwitnienia

malować, zwłaszcza

w i a t r u c h o r ą g w i e , s y l w e t k i n i o s ą c y c h je l u d z i na tle g ó r z y s t e g o

1 8

pierwszy raz, bo n a s t ę p n e

wersje

uważa

J a b ł o n i . Ogromne, falujące

p e j z a ż u — wszystko t o w y w a r ł o

n a m a l o w a ć l a d a ą t w a r z . Ł a t w i e j jest m a l o w a ć k w i a t y , u b r a n i a ,

p o s ł u ż y ł o j e j za w z ó r do c y k l u w s p a n i a ł y c h . . . k o ś c i e l n y c h j u ż

niebo, z i e m i ę , wszystko, ale t w a r z n a j t r u d n i e j . . . T o jest t r u d n o ,

procesji.

j a k c z ł o w i e k p a t r z ą c cierpi, w y m a l o w a ć p i ę k n ą t w a r z . "

nie z a u w a ż y ł a , iż a r t y s t a za t r e ś ć w y d a r z e n i a p r z y j ą ł s a m ą for­

nie

dostrzegła

wrażenie

podmuchach

z r e g u ł y za lepsze: ,,Z'3 w s z y s t k i c h [ t e m a t ó w ] n a j t r u d n i e j jest

Wnękowa

dużo

w

podczas

cieszyli — m i e l i zajęcie z t o g o " . M a r t w i s i ę , żo t a k t r u d n o jest

Hasiorowej

na

malarce,

przewrotności,

Maluje d u ż y m i p ę d z l a m i , k u p i o n y m i w sklepie i m a l e ń k i m i ,

m ę ceremonii, n a s t r ó j i skojarzenia, k t ó r e n i o s ł a ze s o b ą . Z d o b r ą

w ł a s n e j r o b o t y , z sierści k o z y . Jest d o b r ą k o ł o r y s t k ą , o h o ć nie

w i a r ą o p i s a ł a p o c h ó d c h o r ą g w i , p r z y w r a c a j ą c i m na p o w r ó t ich

s ą d z ę , a b y m y ś l a ł a ś w i a d o m i e o t o n a c j i obrazu. Proces malowa­

sakralną treść.

nia przebiega u niej m i ę d z y ś w i a d o m o ś c i ą a i n t u i c j ą i gdy malar­

W s y t u a c j i , g d y k r y t e r i a l u d o w o ś c i coraz bardziej się za­

ka stosuje kolor w ł a ś c i w y o k r e ś l o n e j postaci czy części s t r o j u ,

c i e r a j ą , a chodzi o zjawisko artystyczno nie d a j ą c o się ściśle w y ­

nieświadomie

m i e r z y ć , w ooraz w i ę k s z y m s t o p n i u b u s o l ą badacza staje się

206

go harmonizuje,

napięciem

walorowym,

stosun­

�207

�208

�N i k i f o r : i l . 23. N a u k i , akwarela, w y m . 44,5 X 29,5 c m . , i l . 24. Ukaranie sprzedawczyni
P o k ó j malarza w K r y n i c y , o k . 1951 r.

intuicja.

Dopiero n a s t ę p n y m k r o k i e m jest p r ó b a w e r y f i k a c j i

j a k i n n i — zapewne

kiełbasy

( p o c z ą t e k c y k l u ) , i l . 25, 26.

myślałaby, wierzyła — jak inni i malowała

odczucia, o b c i ą ż o n a — czy tego chcemy, czy nie — „ w s p ó ł ­

— j a k i n n i , p r z e j m u j ą c k o ś c i e l n e wzory. A l e W n ę k o w a m a l u j e

czynnikiem humanistycznym", ryzykiem

od

nie t o , co j u ż jest, lecz swoje w y o b r a ż e n i e , swoje p r z e m y ś l e n i a .

emocjonalnej p o z y c j i badacza, o d togo czy p r o w a d z i o n zabieg

błędu

zależnego

Dlatego t e ż obrazy zaopatruje c z ę s t o w obszerne t e k s t y d o p e ł n i a ­

weryfikacyjny

j ą c e na odwrocie. Święci W n ę k o w e j o d b i e g a j ą o d w z o r ó w oficjalnej

z p o z y c j i o b r o n y , czy o s k a r ż e n i a .

T o , że malarstwo W n ę k o w e j odbieram w k o n t e k ś c i e s z t u k i
nie t y l k o samorodnej, naiwnej — ale i ludowej,

uzasadniałbym

ikonografii.

S ą j a k b y w k w i e t n e j przestrzeni, w t o p i e n i w n i ą ,

w y ł a n i a j ą się s p o ś r ó d c h m u r , h i e r a t y c z n i , umieszczeni

frontal­

p e w n y m p o k r e w i e ń s t w e m m i ę d z y j e j o b r a z k a m i a d a w n ą men­

nie, m o n u m e n t a l n i w proporcjach. W n i e k t ó r y c h obrazach ujęcie

t a l n o ś c i ą w i e j s k ą . A więc p o k r e w i e ń s t w e m nie t y l e w formie, co

t e m a t u jest dynamiczne, polne ekspresji ( i l . 19). U k ł a d k o m p o ­

w sposobie u j ę c i a t e m a t ó w . W t y p i e w y o b r a ź n i , a ściślej m ó w i ą o

zycyjny

— naiwnej w i a r y . W i n n y c h , niereligijnych w ą t k a c h

u m o w n i e , ekspresyjnie.

pokrewień­

występujące

stwa tego b o w i e m nie w y c z u w a m .
Z n a m i ę l u d o w o ś c i dostrzegam więc w ś w i a t o p o g l ą d z i e W n ę ­
kowej, bliskim

poetyce

bywa przeważnie

W a w r o w y c h r z e ź b i o p o w i e ś c i o świę­

t y c h — b l i s k i m w y o b r a ź n i religijnej d a w n y c h ś w i ą t k a r z y . T y p

sekwencje

centralny, k o l o r y s t y k a t r a k t o w a n a

Ś w i e t n e poczucie r ó w n o w a g i
symetryczne — z b l i ż a j ą

do zasad ludowej p l a s t y k i . W k a ż d y m

to

i często

malarstwo

razie bliższe s ą k o n t e k ­

stowi l u d o w e m u n i ż p r z y k ł a d o m m a l a r s t w a naiwnego czy ama­
torów miejskich.

joj w y o b r a ź n i religijnej wydaje się z b l i ż o n y do ś w i a t a dawnego

Obrazy W n ę k o w e j t r a k t u j ę więc j a k o jeden z p u n k t ó w gra­

zabobonu, do p r z y r o d y i z w i ą z a n e g o z t ą p r z y r o d ą odczuwania

n i c z n y c h m i ę d z y t y m , co jeszcze m a j a k ą ś więź z „ l u d o w o ś c i ą " ,

losu, swej zależności o d deszczu, s ł o ń c a i gradu, o d r y t m u zmie­

a t y m , co j u ż nie m a z n i ą nio w s p ó l n e g o .

n i a j ą c y c h się p ó r r o k u . P r z y r o d a i praca u c z y ł y p o k o r y , sprzyja­
ły

też myśleniu

racjonalno-magicznemu,

które

P o j ę c i e l u d o w o ś c i o b r a z ó w na p ł ó t n i e i papierze jest — j a k

modyfikowało

w i d a ć z dokonanego p r z e g l ą d u — t r a k t o w a n o w s p o s ó b szeroki.

i „ u l u d o w i a ł o " k o ś c i e l n e n a u k i . Jeden p r z y k ł a d , k t ó r y m o ż e w y ­

Najszybciej z a n i k ł a „ l u d o w o ś ć " w warstwie s t y l i s t y c z n e j , ob­

j a ś n i , dlaczego w ł a ś n i e w t y m k o n t e k ś c i e w i d z ę W n ę k o w ą . O t ó ż

razy te p o w s t a w a ł y b o w i e m z p o t r z e b y w e w n ę t r z n e j , a bezpo­

niodawno z m a r ł a w swej wiejskiej c h a ł u p i e jej m a t k a . C ó r k a do

ś r e d n i e wzorce dawnego ludowego m a l a r s t w a o d d a w n a j u ż s ą

k o ń c a usiłowała p o d t r z y m a ć ulatujące życie, a gdy spostrzegła,

w a r t o ś c i ą t y l k o m u z e a l n ą i nie o r g a n i z u j ą w y o b r a ź n i t w ó r c ó w .

że ciało sztywnieje i t e m p e r a t u r a jego spada — o b ł o ż y ł a je roz­

Znacznie trwalsze s ą , zachowane przez t r a d y c j ę r ó ż n y c h dziedzin

g r z a n y m i w piecu k a m i e n i a m i , w i e r z ą c iż ciepło z a t r z y m a matce

s z t u k i ludowej, z w ł a s z c z a zdobniczej, podstawowe zasady orga­

ż y c i e . Zabieg t e n w i e l o k r o t n i e p o w t a r z a ł a , t o t e ż g d y po k i l k u

nizacji d z i e ł a , s p o s ó b t r a k t o w a n i a k o l o r u , t y p k o m p o z y c j i cen­

dniach s ą s i e d z i zaalarmowali m i l i c j ę , z n a l a z ł a
z w ł o k i . M a l a r k ę aresztowano, nie p o j m u j ą c

ona

nadpalone

celu j e j z a b i e g ó w .

„ I n n o ś ć " W n ę k o w e j w y n i k a oczywiście z tego f a k t u , że nie
mieści się ona w granicach ogólnie p r z y j ę t y c h n o r m . G d y b y b y ł a

t r a l n e j , upodobania do p o s ł u g i w a n i a się s y m e t r i ą i r o z b u d o w a n ą
ornamentyką.

Występują

t e ż — sygnalizowane

przykładem

W n ę k o w e j — z w i ą z k i w sposobie m y ś l e n i a i odczuwania, szcze­
gólnie w y r a ź n e w t y p i e religijności.

209

�Jeżeli jednak indywidualny

charakter o b r a z ó w W n ę k o w e j ,

W i ś n i o s czy L a m p a r t wydaje się n a m d o ś ć d a l e k i od f o r m
dycyjnych

dzi indywidualnych,

j a k o że nie w y s t ę p u j ą j u ż stylizowane wzor­

tra­

ce ś r o d o w i s k o w e . N a t o m i a s t z g o d n o ś ć — i to daleko p o s u n i ę t ą

i n i e g d y ś powszechnych, dzieje się t a k zapewne dla­

— z d a w n y m i f o r m a m i w y k a z u j e malarstwo na szkle, tworzone

r

tego, że m e n t a l n o ś ć i w y o b r a ź n i a t y c h malarek, s p r a w i a j ą w r a ­

dla miejskiego odbiorcy ś w i a d o m i e w s t y l u d a w n y c h o b r a z ó w ,

żenie j a k b y c o f n i ę t y c h w czasie, r e a l i z u j ą się w f o r m a c h w y p o w i e -

znanych już przeważnie t y l k o z m u z e ó w i książek.

P R Z Y PISY

1

C h a r a k t e r y s t y k ę o b r a z ó w dla l u d n o ś c i wiejskiej daje
Tadeusz Seweryn w p r a c y Polskie Malarstwo
Ludowe,
Kraków
1937, s. 68.
A n n a K u n c z y i i s k a - I r a c k a , Malarstwo
ludowe
kręgu
częstochowskiego,
Wrocław-Warszawa, w druku.
P o s t a ć i t w ó r c z o ś ć Franusiaka omawia B a r b a r a E r b e r
w a r t . Franusiak
Józef — malarz z Koniemlotów,
„Rocznik
M u z e u m Ś w i ę t o k r z y s k i e g o " , t . 3, 1965, w y d . 1966.
I n f o r m a c j e o Ż3 ciu i t w ó r c z o ś c i M a z u r k a c z e r p i ę z a r t y ­
k u ł u J a d w i g i M a l i n o w s k i e j , Michał Mazurek — życie i twórczość,
„ M a t e r i a ł y B u d o w n i c t w a Ludowego w Sanoku", nr 17—18,
1973, w y d . 1975 r. oraz przekazu syna, E m i l a M a z u r k a ( n o t a t k i
z r o z m ó w , l i s t y z 1965—1967 г.). P&lt;r. t e ż A . J a c k o w s k i , k a t a l o g
w y s t a w y : „Inni".
Od Nikifora
do Głowackiej, C B W A , Warszawa
1965.
J . M a l i n o w s k a , op. c i t . , s. 47.
Jw.
Jacek O l ę d z k i , Prawdziwym
pięknem jest natura. (0 twór­
czości malarskiej Bazylego Albiczuka),
„ P o l . Szt. l u d . " , R . X X X I ,
1977, nr 1.
J . M a l i n o w s k a , op. cit., s. 97.
J . Malinowska., op. c i t . , s. 39.
N i k i f o r figuruje we wszystkich w s p ó ł c z e s n y c h p u b l i ­
kacjach p o ś w i ę c o n y c h m a l a r s t w u im.rwncmu
(Bihalji-Merma,,
J a k o v s k y ' e g o , T k a ć a , Dasr.oya), Obrazy N i k i f o r a z r e g u ł y
z n a j d u j ą się na wszystkich m i ę d z y n a r o d o w y c h wystawach.
J e d n o c z e ś n i e o m a w i a je i reprodukuje R o m a n Reinfuss w k s i ą ż c e
Malarstwo
ludowe, K r a k ó w 1962.
O N i k i f o r z e pisali t e ż m . i n . A n d r z e j Bar а з Ь :
Nikifor,
„ P o l . Szt. l u d . " , R . 1 X , 1955 nr 3; A . Banach i E l a B a n a c h , Historia
o Nikiforze,
K r a k ó w 1966 oraz Nikifor,
mistrz z Krynicy,
Kra2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

k ó w 1957; A . J a c k o w s k i , Wystawa prac malarskich
Nikifora,
C B W A , Warszawa 1956; Tadeusz Szczepanek, Z badań
nad
twórczością Nikifora,
„ P o l . Szt. l u d . " , R . X X V I I I , 1974, nr 4.
N a j p e ł n i e j s z y , solidnie opracowany k a t a l o g (z b i b l i o g r a f i ą prac
0 Nikiforze) w y d a ł o C B W A p n . Nikifor
(орг. J e r z y Z a n o z i ń s k i
1 A n d r z e j Banach), Warszawa 1967.
„ N i e z w y k ł o ś ć p r z e d s t a w i e ń nie jest koniecznie dowodem
z a b u r z e ń psychicznych, lecz m o ż e b y ć u w a r u n k o w a n a f a n t a z j ą
t w ó r c z ą lub w p ł y w a m i k u l t u r o w y m i " — pisze J a n M i t a r s k i
w art. Twórczość chorych psychicznie, „ P o l . Szt. l u d . " , R . X X V I ,
1972, nr 4, s. 198.
W n i e k t ó r y c h s p o ł e c z n o ś c i a c h p l e m i e n n y c h , czy
np.
w dawnej K o r e i ludzie szczególnie wrażliwi, a nawet w y r a ź n i e
o d b i e g a j ą c y od n o r m y , otoczeni b y l i s z c z e g ó l n y m szacunkiem,
j a k o ci, k t ó r z y w i d z ą i w i e d z ą więcej od i n n y c h .
A . J a c k o w s k i , Współczesna
rzeźba zwana ludową,
„Pol.
Szt. l u d . " , R . X X X , 1976, n r 3/4.
I n f o r m a c j e o Dorocie L a m p a r t c z e r p i ę z w y w i a d u , k j ó r y
p r z e p r o w a d z i ł e m w 1970 r. z n i ą oraz jej s ą s i a d a m i w Zawoi
G ó r n e j . W t e k ś c i e p o w o ł u j ę się na opinie p. Ż u r k a , potwierdzone
przez i n n y c h s ą s i a d ó w .
S ł o w a L a m p a r t w f i l m i e M i r o s ł a w y Marcinkiewicz
Dziwni
artyści po obu stronach Babiej Góry, W F O , L ó d ż 1970.
Z w y w i a d ó w przeprowadzonych z m a l a r k ą przez E w ę
Fryś-Pietraszkową
z krakowskiej
Pracowmi
Dokumentacji
S z t u k i L u d o w e j I n s t y t u t u S z t u k i P A N . N r 34829/T. 452/279
oraz 34272/T.
J a n B u j a k , Malarka snów — Dorota Lampart, „ P r z e k r ó j " ,
23 l u t y 1969 r.
Ten oraz wszystkie n a s t ę p n e c y t a t y p o c h o d z ą z c y t .
f i l m u Dziwni
artyści...
1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

Obiekty pochodzą ze zbiorów: Muzeum Etnograficznego, Kraków — il. 1, 2, 4, 16, 17, 18; Muzeum Narodowego, Kielce — il. 7, 8; Muzeum Nowy Sącz — il. 22;
Muzeum Sanok — il. 12, 13; Muzeum, Bardziejów, Czechosłowacja — il. 15; Bolesław Nawrocki — il. 19; Ludwig Zimmerer — il. 'S, 6, 10.
Fot.: S. Deptuszewski — il. 16, 20 — 23, 25, 26; J . Świderski - - i l . 1—13, 17—19, 24

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
