<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="6204" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/6204?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T15:57:43+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="6184">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/17e9e4f7d9634c27f47816288ee7f094.pdf</src>
      <authentication>da3e52f165c7b28e349690084b6acf6a</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73888">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2394</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73889">
              <text>1992</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73890">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2222</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73891">
              <text>Antropologai kultury, historia i Kubuś Puchatek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73892">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.123-124</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73893">
              <text>Stomma, Ludwik</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73894">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73895">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73896">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73897">
              <text>Antropologia kultury, historia
i Kubuś Puchatek
Ludwik Stomma

,, — P r o s z ę p a ń s t w a , oto m i ś . M i ś jest bardzo grzeczny
d z i ś . " W r o k u 1967 obroniona z o s t a ł a na Uniwersytecie
W r o c ł a w s k i m praca magisterska p o d t y t u ł e m : Analiza kultu
niedźwiedzia w świetle wierzeń i obrzędów w Polsce z uwzględ­
nieniem genezy tego kultu u ludów totemicznych. Uniwersytet
A d a m a Mickiewicza w Poznaniu był znacznie skromniejszy
i z a d o w o l i ł się Niedźwiedziem
w wierzeniach i obrzędach ludu
polskiego na tle wierzeń i zwyczajów
w środkowej
Europie
(1967). P ó ź n i e j w pracach p s y c h o a n a l i t y k ó w ze szkoły
Lacana c z y t a ć m o g l i ś m y wielokrotnie o „ k o m p l e k s i e nie­
d ź w i e d z i a " , w r o d z o n y m p o c i ą g u dziecka d o niedźwiedziej
m i ę k k o ś c i etc. M i ś naszych dziecinnych d o z n a ń w t a r g n ą ł
w naukowe horyzonty i z u n i w e r s a l i z o w a ł się — chytre
zwierzę.
Tymczasem rzecz jest akurat prosta i udokumentowana.
Pewnego dnia 1902 r o k u , prezydent Teodor Roosevelt, k t ó r y
był zapalonym m y ś l i w y m o d m ó w i ł strzelania do m ł o d e g o
n i e d ź w i a d k a . Scena stała się legendarna i j u ż w p a r ę t y g o d n i
p ó ź n i e j zalały rynek a m e r y k a ń s k i m a ł e , pluszowe n i e d ź w i a ­
d k i zwane do dzisiaj w Stanach Zjednoczonych „ T e d d y
bear". N o w a maskotka d o ś ć szybko p r z e n i o s ł a się do
Europy, co szczególną jest z a s ł u g ą a r m i i a m e r y k a ń s k i e j
interweniującej p o d koniec I wojny ś w i a t o w e j . Ostateczny
t r i u m f z a p e w n i ł misiowi w latach dwudziestych A l a n Alexa­
nder M i l n e swoim Winnie-the-Pooh, czyli, j a k genialnie
p r z e t ł u m a c z y ł a poetycko Irena T u w i m o w a — Puchatkiem
(w samych latach 1926—1936 dziewiętnaście masowych
w y d a ń anglojęzycznych).
M u s i m y spojrzeć prawdzie w oczy: przed r o k i e m 1902 był
miś pluszowy i s t o t ą n i e z n a n ą i nie b a w i ł y się n i m dzieci.
J a k ż e m a ł o trzeba b y ł o czasu, by przypadek p r z e m i e n i ć
w z a s a d ę , nabyte - we wrodzone i jeszcze znaleźć genezę tego
wszystkiego u „ l u d ó w totemicznych", k t ó r e g o to pojęcia
m i m o najlepszej w o l i r o z s z y f r o w a ć nie jestem w stanie. Jedno
jest pewne: bez Misia Puchatka nie b y ł o b y m a j a c z e ń o k u l ­
tach niedźwiedzia w ś r e d n i m paleolicie.
P r z y k ł a d to prostacki wręcz, j a k rudymentarna z g o ł a
egzegeza historyczna u n i e w a ż n i ć m o ż e synchroniczne sofizmaty.
Lecz n i e p r a w d ą jest, że ze szczętem zapomnieli etnologo­
wie o historii. P r z y k ł a d e m historycznych c i ą g o t , czy m o ż e
i m p e r a t y w ó w , są j a k ż e częste o d w o ł a n i a etymologiczne
— szukanie odległych z n a c z e ń słów, k t ó r e r o z s z e r z a ł o b y
pole semiotyczne pojęć i symboli. A l e dlaczego t y l k o słów?
— C z y ż b y p o d ś w i a d o m y strukturalizm? Czemu nie sięgnąć
po dzieje p r z e d m i o t ó w , struktur spłecznych, i d i o m ó w ; dzieje
najzupełniej materialne i fizyczne?
„ Ż y c i e " . W marksistowskiej i j a k ż e j u ż przy literze „ Ż "
cenzurowanej Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN ma­
m y p o d h a s ł e m „ ż y c i e " aspekta filozoficzne, teologiczne
i genetyczne wreszcie. — Gdzie miejsce dla aspektu socjo-fizycznego? Tymczasem ś r e d n i a d ł u g o ś ć życia ludzkiego
(bez u w z g l ę d n i e n i a śmiertelności n i e m o w l ą t ) w y n o s i ł a
w V w . o k . 27 lat, w X V w. 33 lata, w 1850 — 36,4 lat; w 1900
— 48,9; w 1950 — 66,2. K r z y w a d ł u g o w i e c z n o ś c i we Francji
przy wszystkich z r o z u m i a ł y c h wahaniach (rewolucja, wojny

n a p o l e o ń s k i e ) p o k r y w a się z n o r m ą o g ó l n o e u r o p e j s k ą . Po­
wolny, ach, j a k ż e p o w o l n y p o s t ę p przez wieki i n a g ł y b o o m
o k o ł o 1880 r o k u . W ciągu d w ó c h tysiącleci p r z y b y ł o n a m
nadziei na trwanie lat osiem wszystkiego, i nagle w p r z e c i ą g u
jednego, g ł u p i e g o w i e k u lat czterdzieści prawie (Francja
1985: 77,45 lat). C z y ż nie jest to rewolucja s p o ł e c z n a
i pojęciowa?
M a j ą c p e r s p e k t y w ę ś r e d n i o trzydziestoletniego życia nie
ma się czasu na d z i e c i ń s t w o . „ W wieku o ś m i u lat — pisze
V a n D e n Berg — Goethe pisał po niemiecku, francusku,
grecku i łacinie; m i m o c h o d e m n a u c z y ł się w ł o s k i e g o , k t ó r e g o
ojciec uczył jego s i e d m i o l e t n i ą siostrę. Czteroletni „ T u r n vater" Jahn u m i a ł p i s a ć i c z y t a ć . Przyszły ojciec Józef, b ę d ą c
w t y m samym wieku, w d r a p y w a ł się na stolik i r e c y t o w a ł
przed g o ś ć m i ojca dramat G o l g o t y . ' V a u b a n holenderski',
M e n n o van Coehoorn, m i a ł szesnaście lat, kiedy j a k o
komendant k o m p a n i i piechoty w y s ł a n y z o s t a ł z wojskiem
z Fryzji do garnizonu w Maastricht. I tak dalej — nieprze­
r w a n y ciąg dzieci p r z e d w c z e ś n i e d o j r z a ł y c h (jak to dziś
nazywamy), przed k t ó r y m i stawiano d o r o s ł e o b o w i ą z k i
i k t ó r e najwyraźniej doskonale w y w i ą z y w a ł y się ze swoich
z a d a ń . D o t y c z y to zresztą r ó w n i e ż dziewcząt: jeśli decydowa­
no się d a ć i m wykształcenie, nauka z a c z y n a ł a się z chwilą,
gdy u k o ń c z y ł y d w a lub trzy lata. N i e k t ó r e w wieku pięciu lat
m i a ł y j u ż za s o b ą l e k t u r ę całej B i b l i i , a skoro w t y m w i e k u
czytały K s i ę g ę Świętą, to c z e m u ż by nie d a ć i m o d czasu do
czasu historyjki z Dekamerona ( m i m o dezaprobaty M o n t a i g ne'a)." — V a n D e n Berg opowiada o w i e k u X V I I I . C ó ż
m ó w i ć o czasach wcześniejszych.
Przypomnijmy słynny dramat na z a m k u w C h i n o n 6 mar­
ca 1429, kiedy to rozpozna Joanna d ' A r c przebranego
Delfina. K t ó ż gra w n i m g ł ó w n e role? — K t o decyduje
0 losach Francji? — K a r o l V I I lat 26, Joanna — lat 17,
m a r s z a ł e k Gilles de Rais — 25, książę Jan d ' A l e n c o n — 19
1 jego siostra Charlotte — 16, k a n o n i k Thomas Basin - 17...
A przecież, n i k o g o to nie dziwi.
W bitwie p o d Maupertuis ( 1 9 I X 1 3 5 6 ) w y r ó ż n i się szcze­
gólnie czternastoletni syn Jana I I Dobrego — F i l i p , książę
Burgundii. N i e ma w jego w i e k u niczego w y j ą t k o w e g o .
Pasowanie na rycerza w wieku c z t e r n a s t u - p i ę t n a s t u lat b y ł o
w X I V / X V w. rzeczą zupełnie n o r m a l n ą , p r z y d a r z a ł o się z a ś
r ó w n i e ż i d w u n a s t o l a t k o m . Jakby to nie r a n i ł o czułych
naszych serc, u z n a ć musimy, że tak p o d A z i n c o u r t , j a k i na
p r z y k ł a d p o d G r u n w a l d e m , starły się ze s o b ą armie z ł o ż o n e
w p o k a ź n e j części z n a s t o l a t k ó w .
Jeszcze książę Piotr Aleksiejewicz K r o p o t k i n (urodzony
1842) s k a r ż y się we Wspomnieniach, że nie m i a ł w dziecińst­
wie zabawek. Nie t y l k o o n . P r z e c h a d z a j ą c się po muzeach
o g l ą d a m y stroje m i n i o n y c h . Serie takich samych o d z i e ń
w c a ł y m bogactwie w y m i a r ó w : dla trzylatka, dwudziestolat­
ka, j a k i dla pięćdziesięcioletniego starca. Dziecko jest t u
m i n i a t u r o w y m d o r o s ł y m . N i c dziwnego, że nie ma specyficz­
nie m u n a l e ż n y c h p r z e d m i o t ó w . Wystarczy w y p o s a ż e n i e
d o r o s ł y c h w zmniejszonej ewentualnie skali.
Lecz oto koniec X I X w. Życie zaczyna się w y d ł u ż a ć tak
namacalnie, że rodzi się też wiara w procesu tego t r w a ł o ś ć .

123

�M a m y czas i b ę d z i e m y go mieć coraz więcej. S z e r o k o ś ć
w i d m a zaczyna b y ć w y s t a r c z a j ą c a , by dzielić je i klasyfiko­
w a ć . I tak rodzi się d z i e c i ń s t w o . „ D z i e c k o nie zawsze b y ł o
dzieckiem — s t a ł o się n i m " pisze V a n D e n Berg. D o d a j m y , że
„ s t a ł o się n i m " w stosunkowo k r ó t k i m i ł a t w y m do chronologizacji okresie.
C ó ż t o jednak znaczy: „ k l a s y f i k o w a ć " ? Znaczy: z b u d o w a ć
o p o z y c j ę . Dziecko d o t ą d nie r ó ż n i ą c e się od d o r o s ł e g o , musi
z a c z ą ć się r ó ż n i ć o d niego i to r ó ż n i ć się radykalnie.
Rozpoczyna się więc teatralizacja dzieciństwa. Odmienny
s t r ó j , odmienny świat o b i e k t ó w (zabawki). W 1860 nie b y ł o
w P a r y ż u ani jednego sklepu z zabawkami dla dzieci. W 1900
jest ich j u ż 26. A l e nie to m o ż e najbardziej szokuje. Jean de
Greve, przedstawiciel starszawego j u ż w 1990 r o k u pokole­
nia, gorszy się w Dzienniku, iż nie d o ś ć , że w s p ó ł c z e s n e m a t k i
o p o w i a d a j ą l u b czytają progeniturze teksty najwyższego
infantylizmu, to o g ł u p i a j ą je jeszcze d o d a t k o w o p r z e k s z t a ł ­
ceniami słów i p o ł y k a n i e m l u b z m i ę k c z a n i e m zgłosek. Ależ
tak. D o lat o k o ł o 1850-tych m ó w i o n o do dzieci j ę z y k i e m
n o r m a l n y m , codziennym, niczym do partnera. — C y dzidziuś ce z r o b i ć k u p k ę ? — Dlacego j ę z y c e k wysuwa? — A m o ­
że w o l i mlecka cacany... — są to zdobycze ostatnich
stukilkudziesięciu lat.
N a p r z e ł o m i e X I X i X X wieku u p o w s z e c h n i ł y się we
Francji — pisze M i c h e l Wlassikoff — k o n k u r s y na najpięk­
niejsze dziecko, k t ó r e t o w a r z y s z y ł y wszystkim ważniejszym
targom i jubileuszom. „ K o n k u r s y te m i a ł y pretensje nauko­
we. Dzieci były podczas nich w a ż o n e , mierzone i szczegóło­
w o badane przez wyspecjalizowanych lekarzy. W y g r a ć m a
dziecko d o s k o n a ł e p o d k a ż d y m w z g l ą d e m — dziecko uoso­
bienie zdrowego dzieciństwa. P a t r z ą c na zdjęcia widzimy
cały p r o g r a m ideowy tych imprez: nagie dziecko na o k r y t y m
draperiami stole i zakutane po szyję j u r y d o r o s ł y c h . " N a g o ś ć
o z n a c z a ć m a t u n i e w i n n o ś ć i b e z b r o n n o ś ć . Czy nie jest
jednak tak n a p r a w d ę projekcją tylko obsesji r o d z i c ó w ?
Opozycja raz stworzona, zaakceptowana i w d r o ż o n a
społecznie przynosi n i e u b ł a g a n e skutki. „Dzisiejsi pionierzy
n a u k i — oddajmy raz jeszcze głos V a n D e n Bergowi — nie
ujawnili w m ł o d y c h latach znamion późniejszego geniuszu,
przeciwnie, są o n i raczej p r z y k ł a d e m dojrzałości o p ó ź n i o n e j .
A co do naszych w ł a s n y c h dzieci, to dziecko p o w t a r z a j ą c e
p i e r w s z ą klasę, p o n i e w a ż intelektualnie nie o s i ą g n ę ł o jeszcze
wieku szkolnego, jest w mniejszym stopniu przedmiotem
rodzicielskiej troski niż dziecko, k t ó r e przerasta swoich
r ó w i e ś n i k ó w i siedzi zagrzebane w k s i ą ż k a c h , w czasie, kiedy
tamci k ą p i ą się, biją l u b d o k u c z a j ą d o r o s ł y m . " I nic dziw­
nego — to dziecko zaczytane zaciera w s z a k ż e w y r a z i s t o ś ć
klasyfikacyjnej opozycji b a c h o r y : d o r o ś l i , wchodzi w niebez­
pieczny teren tego, co s t r u k t u r a l i ś c i n a z y w a j ą „ m e d i a c j ą " ,
czyli p o j ę c i o w e g o obojnactwa.
M o d a o d z i e ż o w a dla dzieci. W y k r e ś l o n a r ó w n i e arbitral­
nie, j a k ta dla d o r o s ł y c h , t y m się jednak oznacza, że nigdy nie
jest taka sama. G d y dla d o r o s ł y c h zalecane są k o l o r y
jaskrawe, dziecko odnajdziemy popielate; kiedy d o r o ś l i
n o s i ć się m a j ą obcisłe, dzieciom na pewno poleci się l u ź n e
i swobodne...
Bajka. Jeszcze bracia G r i m m , a nawet Andersen nic nie
pojęli. I c h bajki ociekają p r a w d ą . Jest w nich miejsce dla
cierpienia, zdrady, sprzeniewierzenia... Z ł u d z e n i e , że wystar­
czy przenieść w odrealnione, by z a s p o k o i ć z a s a d ę opozycji.
D o p i e r o Disney z r o z u m i a ł . Przemoc jest u niego przym r ó ż e n i e m oka — pies Pluto się spłaszcza, ale zaraz o t r z ą s a
i łypie lewym okiem; świnki trzy triumfują nad w i l k i e m . . . N i e
wystarczy dzieci o d r ó ż n i ć . Trzeba i m s t w o r z y ć „ i c h ś w i a t " .
A c h ten świat dziecięcy, czy też „ n a s z e g o d z i e c i ń s t w a " . K t ó ż
by ośmielił się go wyrzec?
Lecz j a k ż e u b o g i w istocie i p r y m i t y w n y to świat. Przypisu­

124

je się dzieciom p o e t y k ę n a i w n o ś c i , n i e s k r ę p o w a n i e wyobra­
źni. Cienia tego nawet nie znajdziemy w n a j w i ę k s z y m p o n o ć
w Europie sklepie z zabawkami przy bulwarze Sewastopolu
w P a r y ż u . P e ł n y asortyment uzbrojenia, tyle że w rzeczywis­
tości przeciwnika nie r a ż ą c y ; m i l i o n y s a m o c h o d z i k ó w (nie­
raz wysoce elektronicznie skomplikowanych), służących nie
do transportu; k l o c k i „ L e g o " i i m podobne, z k t ó r y c h
s k o n s t r u o w a ć m o ż n a niemieszkalne budowle... Prosty za­
bieg odebrania funkcji p r z e n o s i ć m a obiekt ze ś w i a t a doros­
łych w d z i e c i ń s t w o . Zamiast „ n i e s k r ę p o w a n e j w y o b r a ź n i "
prosta opozycja funkcjonalne : dysfunkcyjne. Zaiste, sklep
z zabawkami nic n a m nie m ó w i o dzieciach (o ile takowe
istnieją); w s p a n i a ł y m jest za to miejscem obserwacji obsesji,
m a r z e ń i t r w ó g d o r o s ł y c h naszych społeczeństw. Ś r e d n i o ­
wiecze d a w a ł o m a l u c h o m miecze proporcjonalne do m o ż ­
liwości fizycznych, metalowe w s z a k ż e i prawdziwie ostre.
W i e k X X proponuje gumowe i plastikowe miecze na niby.
„ J a ustałyj staryj k ł o w n , j a b o d u miecziom k a r t o n n y m "
— śpiewał W e r t y ń s k i w Żółtym Aniele. K l o w n e m , pajacem
jest p o s ł u g u j ą c y się niefunkcjonalnym. D o d a t k o w a to rola
s p o ł e c z n a sprowadzonych do r o l i m i l u s i ń s k i c h . I c h śmiesz­
n o ś ć gwarantuje n a s z ą p o w a g ę .
Przed r o k i e m 1902 nie b y ł o pluszowych m i s i ó w — m ó w i
historyk. Jeszcze w X V I I I wieku nie b y ł o dzieci — m ó w i
historyk. Szampan wynaleziony z o s t a ł dopiero za c z a s ó w
L u d w i k a X V , przedtem nie b y ł o szampana — m ó w i his­
toryk... A bajeczna historia kartofli?... — I j a , stary strukturalista, widzę nagle cały b ł ą d mojej wiary. O, nie polega
ona nawet na „ p o w o ł y w a n i u b y t ó w " , czy sprowadzaniu
wszystkiego do f o r m u ł y dziesięciu zaklęć, o co o s k a r ż a n o nas
najczęściej. C h o d z i o p y c h ę „ s y n c h r o n i i " , k t ó r a tak napraw­
d ę uniwersalny m i a ł a m i e ć w y m i a r . Ileż w „ s y n c h r o n i c z ­
n y c h " naszych analizach o d w o ł a ń do R z y m i a n , G r e k ó w ,
średniowiecza, symboliki, s k ą d by ona nie była... Bo przecież
nasze „ T a b l i c e Mendelejewa" - g ó r a : d ó ł , j a s n o ś ć : ciem­
n o ś ć , d z i e c i ń s t w o : wiek dojrzały, m i a ł y b y ć ponadczasowym
do prawdy wytrychem. A t u , ot, nie m a dzieciństwa. I nie
p o m o ż e Levi-Straussa w y k r ę t o „ l u d a c h bez h i s t o r i i " . K a j ­
many dopiero p o d koniec X V I I I wieku pojawiły się w O r i n o k o . J u ż to wystarczy: jest historia.
Nie znaczy t o , by w y c o f a ć się m i a ł a etnologia z p o d ­
stawowej swojej tezy relatywizmu k u l t u r o w e g o . W r ę c z prze­
ciwnie: w i n n a mocniej a k c e n t o w a ć jego p o d w ó j n y — pozio­
my i pionowy wymiar.
Jest we F r a n c j i gra w „ t o m a t e " ( p o m i d o r ) , m a j ą c a d o k ł a d ­
ny odpowiednik w polskim „ p o m i d o r z e " , a w z m i a n k o w a n a
j u ż w X V I I I w i e k u . Opowiada się k o m u ś śmieszne rzeczy,
a o n m a z p o w a g ą o d p o w i a d a ć : tomate. Jak będzie tak
r o z ś m i e s z o n y , że nie z d o ł a warzywa w y m ó w i ć — przegrał.
P o m i d o r y s p r o w a d z i ł do Francji Franciszek I . C o przedtem
śmieszyło gawiedź? A m o ż e gry nie było? W k a ż d y m razie
trzy przynajmniej w i e k i g ł u p a w e g o powtarzania „ t o m a t e " ,
to ciągłość i m p o n u j ą c a . M a ona jednak swój p o c z ą t e k
i w każdej c h w i l i m o ż e m i e ć i koniec. O t , zadekretuje geniusz
społeczny, że zabawniejsza jest „ k a p u s t a " . T a k , o t y m
w ł a ś n i e z a p o m n i a ł a j a k b y etnologia, że k u l t u r ę w znacznej
mierze się dekretuje. D o w o d e m dziecko. A k t o by jeszcze nie
wierzył, niech przyjedzie na pokazy m o d y do P a r y ż a . M o d y
na przyszły (sic!) sezon.
Etnologia jest n a u k ą p o r ó w n a w c z ą . S t ą d jej imanentne
zainteresowanie e g z o t y k ą z a m o r s k ą l u b s p o ł e c z n ą . Zada­
niem etnologa jest przecież dziwienie się. N i c z a ś nie jest
dziwne samo w sobie, lecz zawsze w stosunku do c z e g o ś .
Etnologia w s p ó ł c z e s n o ś c i s a m ą j u ż n a z w ą akcentuje swój
nieuchronny p u n k t odniesienia. G d y z a s a d ą jest „ t e r a z " ,
w s p o s ó b naturalny p o r ó w n a n i e m staje się „ k i e d y indziej".
Wtedy z a ś j a d ą c w teren p u k a m y do d r z w i historyka.

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
