<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="6197" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/6197?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T04:15:49+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="6177">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a9a4da936a5a40e01dad67fd08329d82.pdf</src>
      <authentication>452502f6df95e37daa8c26ee3913ad63</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73818">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4056</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73819">
              <text>1955</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73820">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3791</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73821">
              <text>Sprawozdania i recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.3</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73822">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1955 t.9 z.3; s.170-192</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73823">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73824">
              <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73825">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73826">
              <text>S

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

I

R

E

C

E

N

Z

J

E

NA MARGINESIE DYSKUSJI O HAFCIE KASZUBSKIM

W tomie X X V I I I „ L u d u " T a d e u s z S e w e r y n k o ń c z y
s w ó j artykuł o złotogłowiach kaszubskich n a s t ę p u ­
jącą uwagą:
„ P r z y s z ł o ś ć o k a ż e , czy pierwsze samodzielne hafciarki kaszubskie potrafią w « m o d r y m » k r a j u roz­
budzić uśpioną intuicję artystyczną i pchnąć j ą w
k i e r u n k u zdobienia p r z e d m i o t ó w w i e j s k i e g o ,
domo­
wego u ż y t k u . W r . 1925 dopiero k i e ł k o w a ł o n o w e l u ­
d o w e h a f c i a r s t w o n a K a s z u b a c h , a l e d z i ś jeszcze ż y ­
je i rozwija się,"
Przez „ n o w e hafciarstwo" rozumie tutaj S e w e r y n
ośrodek
hafciarski w e Wdzydzach,
zorganizowany
przez G u l g o w s k i c h .
Autor wspomnianego a r t y k u ł u
o b s e r w u j e z z a i n t e r e s o w a n i e m w z n o w i e n i e przez G u l ­
gowskich z a n i k ł e j j u ż prawie sztuki hafciarskiej n a
K a s z u b a c h i w s k a z u j e n a potencjalne
możliwości
rozwojowe.
Z a j m u j e s i ę n a j w i ę c e j o ś r o d k i e m w d z y d z k i m , lecz
p r z y p o m n i e ć t u n a l e ż y , ż e o k o ł o r . 1910 t a k i c h c e n ­
t r ó w hafciarskich, j a k we Wdzydzach, b y ł o kilka n a
Kaszubach: w Kościerzynie u Lewandowskich, w K a r ­
t u z a c h , w Z u k o w i e u gospodarzy P t a c h ó w , a o p r ó c z
tego w W e j h e r o w i e , w Ż a r n o w c u , w C h o j n i c a c h oraz
w innych miejscowościach,
Z tych centralnych niejako o ś r o d k ó w p r o m i e n i ś c i e
rozszerzały, s i ę w p ł y w y i n i c j u j ą c e kaszubskie h a f c i a r ­
stwo, a p o s z c z e g ó l n e c e n t r a m i a ł y
wykoncypowane
p r z e z siebie w z o r y , k t ó r e m n i e j s z y m p r a c o w n i o m p o ­
d a w a n o n i e j a k o z r ę k i do r ę k i .
T a d e u s z S e w e r y n pisze, ż e w r . 1907 p r a c o w a ł o w e
W d z y d z a c h 10 h a f c i a r e k , a w 1925 pod w d z y d z k ą d y ­
r e k t y w ą było już kilka innych pracowni i haftowało
w n i c h o k o ł o 100 d z i e w c z y n . C z y l i ż e o ś r o d e k w d z y d z ­
ki, zorganizowany przez Gulgowskiego w r a z z żoną,
b y ł najsilniejszy i najbardziej znany.
I n n e centra kaszubskie nie d o c z e k a ł y s i ę takiego
rozgłosu, mimo ż e poszczególne pracownie w y t w a r z a ­
ł y n i e m n i e j a r t y s t y c z n y h a f t n i ż G u l g o w s c y , ale n i e
tak p o w s z e c h n i e z n a n y .
J e d n a k zdobnictwo hafciarskie rodziny L e w a n d o w ­
s k i c h oraz s k u p i a j ą c y c h s i ę w o k ó ł n i c h h a f c i a r e k z y ­
s k a ł o sobie w K o ś c i e r z y n i e i okolicy z a s ł u ż o n ą s ł a w ę
n a d ł u g i e lata.
Podobnie M a j k o w s k a w K a r t u z a c h ,
rewindykując
s t r ó j k a s z u b s k i , n a p e w n y m etapie p o ł ą c z y ł a z t ą
a k c j ą r ó w n i e ż 1 w z n o w i e n i e haftu, p r z y c z y m o r g a ­
n i z o w a ł a pracownie hafciarskie.
W y n i k a s t ą d , ż e w l a t a c h 1910—1930 s p o t y k a m y
się n a K a s z u b a c h z w i e l k i m o ż y w i e n i e m r u c h u regionalistycznego, k t ó r y potem z n o w u s ł a b n i e , a po w y ­
buchu w o j n y i w okresie o k u p a c y j n y m zamiera z u ­
pełnie.
P o w o j n i e h a f t e m k a s z u b s k i m , tak j a k h a f t a m i w
innych regionach Polski, zajmuje s i ę C P L i A , k t ó r a
organizuje d u ż o o ś r o d k ó w hafciarskich i kieruje n i ­
m i . K i e r o w n i c t w o to j e d n a k n i e u w z g l ę d n i a ż y c z e ń
l u d u a n i jego t r a d y c j i . N a m i e j s c e k o l o r o w e g o haftu,
do k t ó r e g o p r z y z w y c z a j e n i b y l i K a s z u b i , C P L i A u s i ­
ł u j e w p r o w a d z i ć haft jednokolorowy, i to n a j p i e r w
b i a ł y , a potem ż ó ł t y n a s z a r y m p ł ó t n i e . C P L i A o r g a ­
nizuje kursy w tym kierunku pouczające, usiłuje n a ­
r z u c i ć hafciarkom inne wzory, wykoncypowane
w
ekspozyturach rejonowych,
Z o r g a n i z o w a n e j u ż dobrze
haf ciarki,
które tak
c h ę t n i e p o d j ę ł y i n i c j a t y w ę z e s p o ł o w e j pracy i stwo­
r z y ł y k o l e k t y w y h a f c i a r s k i e , teraz z n i e c h ę c i ł y s i ę pod
w p ł y w e m niefortunnych
innowacji,
zdezorientowały
i ostatecznie z e s p o ł y s w o j e r o z w i ą z a ł y .
Na tle tych nieustannych
kontrowersji
między
C P L i A a hafciarkami kaszubskimi — w y w i ą z a ł a się
d y s k u s j a , k t ó r a ze z j a z d ó w , p o s i e d z e ń , k u r s ó w —

170

p r z e n i o s ł a s i ę do p r a s y i t r w a d o t ą d . P o w s t a j e w i ę c
pytanie, c z y „ p o p r a w i a c z e " k a s z u b s k i e g o h a f t u m i e l i
s ł u s z n o ś ć i czym p o s t ę p o w a n i e swoje mogliby u z a ­
sadnić.
Z d a w a ł o s i ę bowiem, ż e sprawa b a r w n o ś c i kaszub­
skiego haftu j e s t j u ż z d a w n a p r z e s ą d z o n a . W s p o m i ­
na o b a r w n o ś c i h a f t ó w Tadeusz Seweryn w swoim
p i ę k n y m artykule o złotogłowiach:
„ D w i e barwy d o m i n u j ą w kaszubskich haftach: s u ­
cha, s p e ł z ł a , o l i w k o w a z i e l e ń oraz b ł ę k i t w r ó ż n y c h
t o n a c j a c h s k a l i — od s e l e d y n u , przez s p e ł z ł y k o b a l t ,
do j a s n e g o g r a n a t u . Z i e l e ń i b ł ę k i t , l a s y i j e z i o r a .
J e s t w t y c h b a r w a c h p e w i e n sens d y k t o w a n y p r z y ­
rodniczymi w ł a ś c i w o ś c i a m i kaszubskiej ziemi. Z n a n e
j e s t upodobanie K a s z u b a do m o d r e j b a r w y . Ś w i a d c z y
o t y m granatowy strój dawnych r y b a k ó w »lesoków«
czy » b o r o w i a k ó w « , pomalowywanie
błękitną
farbą:
p o w a ł y , m e b l i d o m o w y c h , o d r z w i , okien, zdobienie
ś c i a n izby p a s e m f a r b k o w y m , b i e g n ą c y m p o d p o w a ­
ł ą . N i e ulega w ą t p l i w o ś c i , ż e p r z y r o d a w p o s t a c i l a ­
sów, morza, j e z i o r - ż y w i c i e l i w y w a r ł a t u w p ł y w n a
u m i ł o w a n i e t y c h d w u b a r w : zielonej i m o d r e j . K o m ­
pozycja b a r w n a h a f t ó w w d z y d z k i c h u t r z y m a n a jest
p r z e w a ż n i e w z i m n y c h tonach."
Z b i e g i e m c z a s u j e d n a k , i to s z c z e g ó l n i e j u L e w a n ­
dowskiego, o ż y w i ł &amp;ią h a f t k a s z u b s k i c h ł o n ą c t a k ż e
inne barwy w i d m a s ł o n e c z n e g o : c z e r w o n ą i ż ó ł t ą
W ten s p o s ó b w y s t ę p u j ą w i ę c w t r a d y c y j n y m haf­
cie k a s z u b s k i m b a r w y s i l n i e j i s ł a b i e j nasilone, s k ł a ­
dając s i ę razem n a s k a l ę siedmiu k o l o r ó w .
Przy t a k i m postawieniu sprawy obstają
hafciarki
kaszubskie.
W ó w c z a s , kiedy Gulgowscy, Lewandowscy,
Maj­
kowska i inni rewindykowali haft kaszubski, wielob a r w n o ś ć i s t n i a ł a j u ż powszechnie w dekorowanym
meblarstwie kaszubskim. Na c i e m n o b ł ę k i t n y m , brą­
z o w y m l u b p o m a r a ń c z o w y m tle w y k w i t a ł y
bukiety
k w i a t ó w , a w i ę c r ó ż , t u l i p a n ó w , o w o c ó w granatu, stokroci, r o z g w i a z d o r a z i n n y c h k o m p o z y c j i k w i e t n y c h ,
w y s t ę p u j ą c y c h w siedmiorodzajowym
zabarwieniu.
K a s z u b s k i zdobnik czy zdobniczka nie wiedzieli n i c
0 t y m prawidle estetycznym, k t ó r e zabrania p r z e n o s i ć
o r n a m e n t y z jednego t w o r z y w a n a i n n e . A r t y s t a l u ­
d o w y p r z e n o s i swobodnie z d o b i n y n a d r z e w i e m a l o ­
w a n e do h a f t u , z h a f t u n a c e r a m i k ę , j a k to do d z i ­
siejszego d n i a p r a k t y k u j ą N e c e l i M e i s s n e r .
Nie j e s t bogaty z a s ó b o r n a m e n t a c y j n y k a s z u b s k i e ­
go z d o b n i c t w a , t o t e ż te s a m e w z o r y p o w t a r z a j ą s i ę
n i e u s t a n n i e — c z y to w m e b l a r s t w i e , czy w h a f c i e ,
czy w ceramice. T y m s i ę t ł u m a c z y o w a n i e u s t ę p l i ­
w o ś ć kaszubska, jeżeli bierzemy pod u w a g ę haft k o ­
lorowy, bo w k r ę g u z w y c z a j n y c h zdobin w y s t ę p u j e
w i e l o b a r w n o ś ć p o d k r e ś l o n a nadto c z ę s t o t l i w o ś c i ą p o ­
wtarzanych wzorów.
J e ż e l i o d e j m i e m y h a f t o w i k a s z u b s k i e m u jego b a r w ­
n o ś ć , to s t r a c i on o p a r c i e o r e a l i a . T y m i r e a l i a m i s ą
ornamenty n a kredensach kaszubskich, n a skrzyniach
m a l o w a n y c h , ł a w a c h , k o ł y s k a c h oraz i n n y c h s p r z ę ­
tach domowych.
Chata kaszubska w okresach dawnych b y ł a ciemna.
M a ł e okienka słabo przepuszczały światło — toteż
grały w e w n ą t r z szczegóły
umeblowania,
ceramiki
1 haftu, k t ó r e s t a n o w i ł y p e w n ą h a r m o n i j n ą
całość
rozjaśniającą w n ę t r z e i dodającą m u barwy.
N a w e t p i e c e ceglane c z y g l i n i a n e m a l o w a n o n a k o ­
lor j a s k r a w o zielony, a do k a f l i p i e c ó w o z d o b n y c h
stosowano m o t y w y hafciarskie.
C h a t y u b o g i c h gospodarzy c z y r o b o t n i k ó w f o l w a r c z ­
n y c h n i e w y k a z y w a ł y tego b o g a c t w a t o n ó w i k o l o r o w o ś c i , ozdób i dekoracji, g d y ż klasowo u p o ś l e d z o n y
rolnik wszystkie siły i c a ł y s w ó j czas w k ł a d a ł w pod-

�t r z y m a n i e b y t u s w e g o i s w o j e j rodziny, J e d n a k ż e w
k a ż d y m domu dziewczyna h a f t o w a ł a i zdobiła, za­
w i e s z a ł a paradny ręcznik, kolorowo haftowany
na
ścianie, a m ę ż c z y ź n i starali się, choćby w m i n i m a l ­
n y m stopniu, z d o b i ć s p r z ę t s w ó j i n a r z ę d z i a p r a c y ,
W całokształcie zjawisk zdobniczych b a r w n o ś ć by­
ł a w i ę c n i e t y l k o d y k t o w a n a p o t r z e b ą e s t e t y c z n ą , ale
s p e ł n i a ł a p e w n ą f u n k c j ę ż y c i o w ą przez stwarzanie
k u l t u r y w n ę t r z a , k t ó r e b y ł o p r z y s t o s o w a n e do p o ­
trzeb c z ł o w i e k a
Nie z n a m y j u ż takiego w n ę t r z a k a s z u b s k i e g o d o m u .
Z u r b a n i z o w a ł o s i ę ono, m e b l e p r z e s t a n o d e k o r o w a ć
i n i e dbano j u ż o i c h p i ę k n y d a w n y k s z t a ł t , z n i k ł y
barwne dekoracje, nikt nie interesuje się j u ż dzisiaj,
w w y ś c i g u życia, barwnymi wzorami, które należały
do i n n e j e p o k i k u l t u r o w e j , w y t w a r z a ł y s p o k ó j , i s t ­
n i a ł y n i e j a k o statycznie.
P o z o s t a ł y jeszcze t y l k o c e r a m i k a i h a f t — j a k o s y n ­
t e z a d a w n e g o bogatego z d o b n i c t w a .
Przemiany, o k t ó r y c h mowa, nie d o k o n a ł y się z dnia
na dzień na K a s z u b a c h . J a k w k a ż d y m i n n y m regio­
nie Polski, procesy n i w e l u j ą c e s z t u k ę l u d o w ą t o c z y ł y
s i ę i t u powoli, ale r o z w i j a ł y nieustannie. J e s t e ś m y
w i ę c dzisiaj ś w i a d k a m i z a n i k u bardzo w i e l u gałęzi
s z t u k i l u d o w e j , a s z c z e g ó l n i e j n a K a s z u b a c h , gdzie —
jak w każdym innym przymorskim kraju — postęp
k u l t u r o w y z a z n a c z a s i ę b a r d z o silnie.
J e d n ą w i ę c z n i e l i c z n y c h p o z o s t a ł o ś c i j e s t haft, k t ó ­
r y z a c h o w a ł s i ę w s w o j e j t r a d y c y j n e j formie l u d o ­
wej, z a r ó w n o w kompozycji, j a k i w kolorystyce.
J e ż e l i dzisiaj C P L d A s t w a r z a t a k i e t r u d n o ś c i h a f ­
ciarskim zespołom kaszubskim i przeciwstawia się
b a r w n o ś c i haftu, to j e d n a z p r z y c z y n l e ż y w t y m , ż e
h a f t t e n j e s t p r z e j a s k r a w i o n y , a l e nie z w i n y h a f ciarek kaszubskich. W ł a ś n i e C P L i A — nie dostar­
c z a j ą c s w o i m p r a c o w n i o m odpowiedniego s u r o w c a —
naraża hafciarki n a u ż y w a n i e nici, k t ó r y c h zabarwie­
nie nigdy nie w y s t ę p o w a ł o w k a s z u b s k i m zdobnic­
twie. P o j a w i a s i ę w i ę c np. w e W s p ó ł c z e s n y m hafcie
kolor trawiastozielony
zamiast
oliwkowego, ostra
c z e r w i e ń zamiast b a r w y w i ś n i o w e j , kolor k a n a r k o w o ż ó ł t y , j a s k r a w y fiolet i c i e m n y b r ą z , co n a tle
szarego p ł ó t n a n i e s t w a r z a h a r m o n i j n e j c a ł o ś c i .
A u d i a t u r et a l t e r a p a r s .
T a a l t e r a p a r s d o m a g a s i ę w p r o w a d z e n i a do h a f t u
k a s z u b s k i e g o m i ę d z y i n n y m i przede w s z y s t k i m bieli.
T u z a p y t a ć m u s i m y , czy n i e b y ł o n i g d y b i a ł e g o h a f t u
na Kaszubach? Haft taki istniał. Ś w i a d c z y o tym b i a ­
ł y czepiec h a f t o w a n y b i a ł ą b a w e m i c z k ą i ozdobiony
białymi koronkami, znajdujący się w Muzeum K a ­
szubskim w Kartuzach.
Również i w Muzeum w Słupsku znajduje się biały
haft a ż u r o w y w y r o b u ludowego. B i a ł y b y ł t a k ż e k a ­
s z u b s k i p ł ó c i e n n y czepek.
T o z n a c z y , ż e obok h a f t u b a r w n e g o i s t n i a ł h a f t
b i a ł y j a k o j e d n a z o d m i a n — podobnie j a k j e d n ą
z odmian jest haft złoty. H a f t b i a ł y i z ł o t y u w a ż a ć
m o ż e m y z a s t a r s z y , podczas k i e d y h a f t k o l o r o w y n a ­
zwany został przez S e w e r y n a haftem n o w y m . O c z y ­
w i ś c i e , ż e t a n o w o c z e s n o ś ć k o l o r o w e g o h a f t u nie j e s t
d z i s i e j s z a i n i e p o w s t a ł a w e W d z y d z a c h , bo p a m i ę ć
o hafcie k o l o r o w y m d a t u j e s i ę od k i l k u p o k o l e ń , a
obok c z e p c ó w b i a ł y c h i z ł o t y c h i s t n i a ł y t a k ż e k o l o ­
rowe, p r z y c z y m d o k u m e n t a c j i d o s t a r c z a n a m z n o w u
Muzeum Kaszubskie w Kartuzach.
P r o b l e m w i ę c n i e j e s t t a k i prosty, j e ż e l i c h o d ź ) o
historyczne uzasadnienie. H a f t wielokolorowy m a r ó w ­
n i e ż p o w s z e c h n ą t r a d y c j ę t e r e n o w ą i n i e m o ż n a go
p r z e c i w s t a w i a ć haftowi b i a ł e m u i z ł o t e m u .
H a f t k o l o r o w y z y s k a ł sobie r a c j ę b y t u z j e d n e g o
jeszcze p o w o d u . B y ł s t o s o w a n y do w y s z y w a n i a p r z y r a m k ó w koszuli d z i e w c z ę c e j , k o ł n i e r z y k a i m a n k i e ­
t ó w , w y s t ę p o w a ł n a fartuszkach b i a ł y c h i n a chustecz­
kach. Stąd u p a m i ę t n i ł się ludowi, a po z a n i k u stro­
j u p r z e n i ó s ł s i ę n a s e r w e t y , obrusy, T ę c z n i k i , f i r a n y —
o s t a ł s i ę j a k o d e k o r a c j a w n ę t r z a domowego.
Nadmienić należy, ż e z początkiem w. X X pojawiły
s i ę w domach k a s z u b s k i c h hafty jednokolorowe, n a j ­
c z ę ś c i e j czerwone z wersetami polskimi lub niemiec­
kimi. W y t w ó r c a m i tych h a r t ó w byli w ł a ś c i c i e l e skle­
p ó w hafciarskich, którzy rzucili t a k ą p r o d u k c j ę m i ę ­
dzy l u d , do m a ł y c h m i a s t e c z e k i n a w i e ś , a ż e w y ­

t w o r y te b y ł y b a r d z o tanie, w i ę c r o z p o w s z e c h n i ł y s i ę
szeroko i z n a l a z ł y n a ś l a d o w n i c t w o w ś r ó d l u d u . N i e
b y ł to o c z y w i ś c i e h a f t l u d o w y a n i r o d z i m y . D z i ś w i ę c
sugerowanie jednokolorowego haftu pojmowane jest
przez l u d k a s z u b s k i j a k o n a w r ó t do o b c y c h i b r z y d ­
kich w z o r ó w .
W i e l k i m i ł o ś n i k h a f t u ludowego i z n a w c a l u d u —
S e w e r y n Udziela pisze o hafcie l u d o w y m n a s t ę p u ­
jąco;
„ M i e l i ś m y z a w o d o w y c h h a f c i a r z y po m i a s t a c h w i e l ­
k i c h . W i o s k i p o l s k i e t a k ż e z d o b i ł y h a f t e m odzienie
ś w i ą t e c z n e , a n i e r z a d k o osady c a ł e o d d a w a ł y s i ę '.ej
pracy, j a k np. w M a ł o p o l s c e : T y n i e c lub M a k ó w .
D a w n e hafty a r t y s t y c z n e w y k o n y w a n o u n a s w e ­
d ł u g w z o r ó w o b c y c h , ale h a f c i a r k i w i e j s k i e w y s z y w a ­
ł y koszule, f a r t u c h y i c h u s t k i z p a m i ę c i , n i e w e d ł u g
w z o r ó w rysowanych. Stąd też jeżeli kiedy n a ś l a d o ­
w a ł y w i d z i a n e h a f t y n a s z a t a c h k o ś c i e l n y c h albo n a
s t r o j a c h p a ń s k i c h , o d t w a r z a ł y j e po s w o j e m u , a c z ę ś ­
ciej w y s z y w a ł y n i c i ą b i a ł ą l u b b a r w n ą k w i a t y , l i s t k i
i g a ł ą z k i , i ozdoby r ó ż n e w e d ł u g f a n t a z j i w ł a s n e j .
T o t e ż spostrzegamy, ż e k a ż d a o k o l i c a m a s w o j e u l u ­
bione z d o b i n k i i w z o r y " .
Nie dziw w i ę c , że i K a s z u b k i m a j ą swoje t r a d y c y j ­
n e z a m i ł o w a n i e do w ł a s n e g o z e s t a w i e n i a b a r w i w ł a s ­
nych wzorów.
Udziela w y d a ł d r u k i e m zeszyt o haftach b i a ł y c h ! .
W p r z e d m o w i e j e d n a k do s w o j e j r o z p r a w y z a z n a c z a ,
ż e poda w d r u g i m zeszycie opis h a f t u
kolorowego,
opartego n a m o t y w a c h n a r o d o w y c h . U d z i e l a w i ę c ,
pisząc o p r z e p i ę k n y m b i a ł y m hafcie k r a k o w s k i m ,
u s t o s u n k o w u j e s i ę r ó w n i e ż ż y c z l i w i e do h a f t u k o l o ­
r o w e g o i w i d z i w n i m t a k ż e odbicie r z e c z y w i s t o ś c i
rodzimej.
M o ż e by w t y m m i e j s c u w a r t o s i ę z a s t a n o w i ć n a d
haftowanymi czepcami kaszubskimi, t y m bardziej i e
— p o w o ł u j ą c s i ę n a S e w e r y n a U d z i e l ę — nie m o ż e m y
p o m i n ą ć u w a g prof. F i s z e r a n a temat c z e p c ó w . P i ­
sze o n :
„Złotogłowie kaszubskie z a r ó w n o
pod
Względem
k s z t a ł t u , j a k i z d o b n i c t w a p r z y n a l e ż y do t y p u k r a ­
kowskich c z e p c ó w z t y m zastrzeżeniem, ż e typem po­
ś r e d n i m m i ę d z y p i e r w s z y m i i d r u g i m i s ą czepce w i e l ­
kopolskie, k u j a w s k i e , w a r m i j s k i e i c h e ł m i ń s k i e . "
W y p o w i a d a j ą c p o w y ż s z e zdanie, prof. F i s z e r p o ­
w o ł u j e się r ó w n i e ż na Tadeusza Seweryna.
Z t e m a t y k ą kolorowego, n o w e g o h a f t u k a s z u b s k i e ­
go p o w i ą z a ć n a l e ż y t a k ż e t e m a t k o l o r o w y c h c z e p c ó w
k a s z u b s k i c h , o k t ó r y c h F i s z e r nie w s p o m i n a , a k t ó r e
n a l e ż ą do tego samego t y p u .
O czepcach kaszubskich m ó w i s i ę z a z w y c z a j : „ z ł o ­
togłowie", a lud n a z y w a j e „złotnicami". N a j d ł u ż e j
i n a j l e p i e j z a c h o w a ł y s i ę czepce z l o t e m w y s z y w a n e ,
co w y n i k a z t r w a ł o ś c i z ł o t e j n i c i . C z e p c e k o l o r o w e ,
w y s z y w a n e n i c i ą j e d w a b n ą , mniej s ą znane, ponie­
w a ż ł a t w o u l e g a ł y z n i s z c z e n i u . M i m o to k i l k a c z e p ­
c ó w kolorowych z a c h o w a ł o się w Muzeum w K a r t u ­
zach.
N a kolorowych czepcach jedwabnych w i d n i e j ą m a r gerity, o w o c e g r a n a t u , t u l i p a n y , p a l m e t y , r ó ż e r o z ­
w a r t e i r ó ż n e t y p y l i s t o w i a . W s z y s t k i e te m o t y w y
zdobnicze w y s t ę p u j ą w b a r w a c h , o k t ó r y c h p i s a l i ś ­
m y p o w y ż e j , a w i ę c : w i ś n i o w e j , ż ó ł t e j , oliwteowozielonej, b ł ę k i t n e j , p r z y z a s t o s o w a n i u odcieni s i l n i e j ­
szych i s ł a b s z y c h . Trudno dziś j u ż wszystkie b a r w y
o d c z y t a ć , bo k o l o r y s p e ł z ł y , j&lt;kiwab s i ę p r z y c i e m n i ł
i wiele nici jest porwanych.
Zapewne nie k a ż d a K a s z u b k a m o g ł a p o s i a d a ć cze­
piec w y s z y w a n y z ł o t ą n i c i ą . R ó ż n i c e k l a s o w e w y s t ę ­
p o w a ł y tu zapewne bardzo w y r a ź n i e . P r z y ó w c z e s n y m
rozwarstwieniu s p o ł e c z n y m odzieży, n a s c h y ł k u X V I I I
i w początkach X I X wieku, musiały się Kaszubki
s t o s o w a ć do tej k o n w e n c j i s p o ł e c z n e j ; bogatsze n o s i ł y
czepce z ł o t e , m n i e j u p o s a ż o n e w k ł a d a ł y
jedwabny
czepiec k o l o r o w y .
M o ż e m y u w a ż a ć , ż e czepce k o l o r o w e b y ł y b a r d z i e j
ludowe i n a p e w n o przez l u d w y s z y w a n e . J e ż e l i w z o r ­
nictwo tych c z e p c ó w o p i e r a ł o s i ę n a w e t o haft złoty,
to j e d n a k s a m o d z i e l n e p r z e t w o r z e n i a l u d o w e w y b i ­
jają s i ę bardzo w y r a ź n i e .
i Udziela S.: Polskie

hafty

ludowe.

(Wstęp.).

171

�J e ż e l i z ł o t e czepce o w z o r a c h p r z e w a ż n i e o b c y c h ,
z a c h o d n i c h , s t a n o w i ł y i m p u l s t w ó r c z y d l a l u d u , to
przecież lud potrafił p o w t a r z a j ą c y s i ę tak często w
z d o b n i c t w i e k a s z u b s k i m owoc g r a n a t u z a m i e n i ć n a :
" ś l i w ę " czy „ m a k ó w k ę " ; p a l m e t ę — n a r o z s t r z ę p i o n e
l i s t k i ; l i ś c i e a k a n t u — n a l i ś c i e d ę b o w e ; rozety — na
róże; storczyki — n a „ g w i a z d y morskie"; n a r c y z o w a te k w i a t k i o t r z e c h l i s t k a c h — n a „ p s z c z ó ł k i " ; r ó ż n e
p ą c z k i i owoce — n a „ ż u c z k i " czy „ w i s i e n k i " itp.
T a k w i ę c n a j b l i ż s z ą a n a l o g i ę kolorowego haftu sta­
n o w i ł y b y , historycznie rzecz biorąc,
b a r w n e czepce
kaszubskie z X V I I I i X I X wieku.
I d ą c za tokiem o p i s ó w F l o r i a n a C e y n o w y , c z y t a m y ,
ż e d r u h n y , j a k i p a n n a m ł o d a , i d ą c a do ś l u b u — m i a ­
ły:
„ C z e r z v j o n e w o p j n k j se s v j e c ą c e m i c ę t k a m j i n a
s a m j m v j e r z c h u g ł o v e p o z ł o c ą n i v j n c ze zeloneho
borvjiku; prze hoku vjelgj p ę k s z n u r ó w czerzvjonech,
a na k o ń c u b l a s z k ą wobsadzonech.
Na
posvjętnj
dzenj p r z e b j e r a ł e r ó ż n e wozdobe, c h t ś r e j i m k u p c e
z eezech k r a j ó w s p r o v o d z a l ć . " 2
Ze wzmianki Ceynowy wynika, że Kaszubki lubiły
k o l o r o w e n a k r y c i a g ł o w y , zielone w i e ń c e ,
czerwone
w s t ę g i z a k o ń c z o n e z ł o t y m i b l a s z k a m i oraz r ó ż n e ś w i e cidła, nieraz sprowadzane przez G d a ń s k z zagranicy.
M a m y t u w i ę c n a w i ą z a n i e do b a r w n o ś c i .
D y s k u s j a , j a k a przez k i l k a l a t t o c z y ł a s i ę n a ł a m a c h
różnych pism Wybrzeża, na konferencjach Centrali
P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego — szczególniej
w ekspozyturze g d y ń s k i e j , na k u r s a c h hafciarskich
w G d a ń s k u i G d y n i — k o m e n t o w a n a b y ł a szeroko
przez l u d k a s z u b s k i w terenie.
Z h a f c i a r e k k a s z u b s k i c h m ł o d e d z i e w c z y n y nie z n a ­
j ą genezy swojego haftu, starsze z a ś , c h o c i a ż n a o g ó ł
z n a j ą , n i e m a j ą odwagi z a b r a ć g ł o s u w n i e p r z y c h y l ­
n e j d l a n i c h atmosferze. W y j ą t k i t y l k o , j a k Z o f i a
i Jadwiga P t a c h ó w n y z Ż u k o w a , zdecydowanie bro­
nią swojej kolorystyki kaszubskiej.
L u d nie chce p r z y j ą ć np, ż ó ł t e g o h a f t u jednolitego
n a s z a r y m tle szarego p ł ó t n a , a b i a ł y h a f t u w a ż a z a
j u ż p r z e b r z m i a ł y etap zdobnictwa, do k t ó r e g o nie chce
n a w r a c a ć . L u d o w i podoba s i ę k o l o r y s t y k a i p r a g n i e
s t o s o w a ć o w y c h siedem t r a d y c y j n y c h b a r w , o p a r t y c h
o widmo słoneczne.

* Florian
move."

Cejnowa:

„Skórb

Kaszebskosłovjnskja

Z tego, co p o w i e d z i e l i ś m y , w y n i k a , ż e z a g a d n i e n i e
haftu k a s z u b s k i e g o r o z s z c z e p i a s i ę n a d w a o d r ę b n e
tematy: h a f t u kolorowego — p r z y c z y m ta k o l o r o w o ś ć m a się z a m y k a ć w siedmiu ś c i ś l e oznaczonych
b a r w a c h — oraz haftu b i a ł e g o .
T o c z ą s i ę w i ę c n i e j a k o d w a n u r t y d y s k u s y j n e obok
siebie i
obydwa znajdują w y r a z w życiu praktycz­
n y m , a ż e c a ł o ś ć z a g a d n i e n i a r o z g r y w a s i ę n a bazie
gospodarczej, w i ę c p o w s t a j e k o n k u r e n c j a , k t ó r a n i e
jest k o r z y s t n a dla haftu ludowego w o g ó l e .
J e d n a k ż e na s k u t e k o ż y w i e n i a s i ę r u c h u f o l k l o r y ­
stycznego n a P o m o r z u — p o w s t a j ą w a r u n k i , w k t ó ­
r y c h haft kolorowy z w y c i ę ż a .
Do w i e l o b a r w n o ś c i n a w i ą z u j ą plastycy, k t ó r z y
w
b a r w n y m hafcie k a s z u b s k i m z n a j d u j ą i m p u l s t w ó r ­
czy i r o z w i ą z u j ą n a jego tle r o z m a i t e p r o b l e m y d e ­
koracyjne wnętrza. B a r w n e wzory kaszubskie o mo­
t y w a c h z a c z e r p n i ę t y c h z haftu p o j a w i a j ą s i ę j a k o
ozdoba w n ę t r z a w ś w i e t l i c a c h , w gospodach t u r y ­
stycznych, na stacjach kolejowych, w polichromii k o ś ­
ciołów.
P o n i e w a ż nie s ą j u ż d z i ś p l a s t y k o m z n a n e i n n e w z o ­
ry dekoracyjne, tylko hafciarskie, w i ę c cale
pęki
kwietne, zerwane niejako z h a f t ó w ludowych, prze­
noszone s ą n a ś c i a n y p o l i c h r o m o w a n y c h w n ę t r z .
Z p o d z i w e m o g l ą d a m y te i n w e n c j e d e k o r a c y j n e p l a ­
s t y k ó w , p o d c h w y t y w a n e n a s t ę p n i e p r z e z zdolne j e d ­
n o s t k i z l u d u i przenoszone d a l e j , w e w ł a s n e j j u ż
k o m p o z y c j i , do d e k o r a c j i w y k o n y w a n y c h s a m o d z i e l ­
nie.
O b o k a r t y s t y - p l a s t y k a staje k o l e j a r z czy robotnik
i nabrawszy rozmachu — maluje na Kaszubach, w y ­
b r a n y do tej a k c j i przez s w ó j z e s p ó ł z a w o d o w y .
B i a ł y albo ż ó ł t y haft s p o t y k a m y n i e t y l k o w s k l e ­
pach Centrali P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego,
b y w a on t a k ż e z a k u p y w a n y n i e ś w i a d o m i e p r z e z t u ­
r y s t ó w w sklepach galanteryjnych, w kioskach p a ­
miątkarskich, na wystawach.
W cichych wioskach kaszubskich, w z a p a d ł y c h „ c h e ­
c z a c h " nad j e z i o r a m i m ł o d e d z i e w c z y n y ,
pouczone
przez m a t k i i b a b k i , n i e w i e d z ą c e n i c o d y s k u s j a c h
t o c z o n y c h n a tle h a f t ó w , s n u j ą d a l e j k o l o r o w ą n i ć
i spod i c h p a l c ó w w y k w i t a j ą z n o w u n i e b i e s k i e t u l i ­
pany, czerwone r ó ż e , w o b r z e ż e n i u o l i w k o w y c h l i ś c i .
W z o r ó w do b a r w d o s t a r c z a j ą i m m o d r e j e z i o r a , l a s y
bukowe nasycone z i e l e n i ą i z ł o t e promienie
słońca
r z u c a j ą c e b l a s k i n a sady w i ś n i o w e i ogrody,
Bożenna

NA MARGINESIE „JABŁONECZKI" JULIANA PRZYBOSIA

W y d a n a w 1953 r o k u przez J u l i a n a P r z y b o s i a a n ­
tologia p o l s k i e j p i e ś n i l u d o w e j „ J a b ł o n e c z k a "
była
w p e w n y m sensie p i e r w s z ą p r ó b ą d o s t a r c z e n i a c z y ­
t e l n i k o w i w y b o r u p i e ś n i ś p i e w a n y c h przez l u d w
c a ł e j Polsce.
D o t y c h c z a s o w e z b i o r y tego r o d z a j u — j a k ; W a c ł a ­
w a z O i e s k a (Zaleskiego), K a z i m i e r z a
Wójcickiego.
2egoty Paulego, m o n u m e n t a l n e d z i e ł o O s k a r a
Kol­
b e r g a „ L u d " , w y c h o d z ą c e w l a t a c h 1865—1890, „ P i e ś ­
ni ludowe z P o l s k i e g o Ś l ą s k a " w y d a n e przez J , S t .
B y s t r o n i a , J . L i g ę z ę i M . S t o i ń s k i e g o w l a t a c h 1934
i 1938—9 oraz i n n e — m a j ą c h a r a k t e r d o k u m e n t a r n y , s ą t r u d n o d o s t ę p n e i nie n a d a j ą s i ę do u p o ­
w s z e c h n i a n i a tej dziedziny polskiego f o l k l o r u . W y ­
mienione d z i e ł a p r z e d s t a w i a j ą o g r o m n ą w a r t o ś ć dla
b a d a c z y l i t e r a t u r y , k u l t u r y i etnografii p o l s k i e j ; d l a
czytelnika
szukającego w pieśni
ludowej p i ę k n a
i prawdy o ż y c i u i odczuciach ludu — m a t e r i a ł w nich
z e b r a n y jest z b y t obszerny i za m a ł o w y s e l e k c j o n o ­
wany.
G r o m a d z ą c w s w o j e j antologii to w s z y s t k o , co spo­
śród tysięcy pieśni ludowych w y d a w a ł o mu się n a j ­

172

Stelmachowska

1

p i ę k n i e j s z e , d o k o n a ł P r z y b o ś wielkiego z a d a n i a , spo­
p u l a r y z o w a ł w s z e r o k i c h k r ę g a c h c z y t e l n i c z y c h 674
teksty,
m a ł o d o t y c h c z a s znane.
Mimo licznych niedostatków, o których będzie m o ­
w a później, „Jabłoneczka" spełniła s w o j ą rolę. Z a w a r ­
ty w n i e j m a t e r i a ł p i e ś n i o w y jest i l u d o w y , i ł a d n y .
C z y t e l n i k s i ę g n i e n i e w ą t p l i w i e po a n t o l o g i ę P r z y b o ­
sia. aby o d k r y w a ć w niej coraz to n o w e s k a r b y p o l ­
skiej twórczości pieśniarskiej. Wystarczy przekonać
s i ę o t y m w e r t u j ą c zbiorek. S z c z e r e u z n a n i e n a l e ż y
się Przybosiowi cd wszystkich m i ł o ś n i k ó w twórczości
ludowej za i n i c j a t y w ę i trud w y d a n i a „Jabłoneczki".
C z ę ś ć t e k s t o w ą antologii poprzedza obszerny w s t ę p .
Z n a l a z ł y się w nim s ą d y autora n a temat p i e ś n i l u ­
dowej w o g ó l e , o m ó w i e n i e c e l u i z a d a ń p o d j ę t e j p r a ­
cy oraz — p r z y o k a z j i — u w a g i d o t y c z ą c e o s i ą g n i ę ć

i Julian P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a . Antologia
p i e ś n i l u d o w e j . W a r s z a w a 1953. P a ń s t w o w y
W y a a w n i c z y . 8° s. 511, 1 n l b .

polskiej
Instytut

�B y s t r o n i a . P r z y b o ś g r o m a d z i p i e ś n i ze w s z y s t k i c h r e ­
g i o n ó w Polski, d o k o n y w u j ą c przy tym wyboru
w
o p a r c i u o k r y t e r i a a r t y s t y c z n e , W u j ę c i u a u t o r a (w
p e w n y m sensie) „ J a b l o n e c z k a " s t a ć s i ę m i a ł a p r z e ­
c i w s t a w i e n i e m w y d a n e j p r z e d w o j n ą antologii B y ­
s t r o n i a ^ d z i e s i ę c i o k r o t n i e n i e m a l u b o ż s z e j w teksty,
opartej n a z a s a d a c h , k t ó r e P r z y b o s i o w i nie w y d a w a ł y
s i ę s ł u s z n e . „ B y s t r o n i o w i nie c h o d z i ł o o w y b ó r n a j ­
ł a d n i e j s z y c h p i e ś n i , lecz p r z e d e w s z y s t k i m o i l u s t r a c j ę
s w o i c h tez o istocie p i e ś n i l u d o w e j . N i e w a r t o ś c i o ­
w a ł on p i e ś n i , w y b i e r a ł t e k s t y n i e dlatego, ż e p i ę k ­
ne, lecz ż e r e p r e z e n t u j ą t a k i l u b i n n y r o d z a j w s t w o ­
r z o n e j przez niego k l a s y f i k a c j i . " 3
T a k i s ą d o B y s t r o n i u , k t ó r e m u n i e podobna o d m ó ­
w i ć z a s ł u g w dziedzinie p r a c n a d f o l k l o r e m p o l s k i m
— wydaje się nam niesłuszny. Jeżeli nawet przyjmie­
my, ż e antaiogia B y s t r o n i a p o w s t a ł a d l a p o p a r c i a
w ł a s n y c h jego tez o p i e ś n i l u d o w e j , nie d y s k w a l i f i ­
k u j e to jeszcze j e j w a r t o ś c i . Z r e s z t ą w i e l e t e k s t ó w
zamieszczonych
u B y s t r o n i a , albo i c h w a r i a n t ó w ,
znaleźć można również w „Jabłoneczce".,.
Przyboś zarzuca Bystroniowi
niewłaściwą
ocenę
pieśni ludowej: „ B y s t r o ń d o p a t r y w a ł się nawet szcze­
g ó l n e j cechy t w ó r c z o ś c i l u d u w t y m , ż e n i e s i e ona,
j a k samo ż y c i e , r z e c z y cenne obok b e z w a r t o ś c i o w y c h
i z p o w a g ą n a u k o w c a p r z y s t ę p o w a ł z a r ó w n o do t e k ­
s t ó w n i j a k i c h , j a k i do u t w o r ó w o w y s o k i e j w a r t o ś ­
c i a r t y s t y c z n e j . A l e nie jest to cecha w y r ó ż n i a j ą c a ;
podobnie j a k l i t e r a t u r a p i s a n a , i t w ó r c z o ś ć l u d o w a
bezimienna m a swoje szczyty i niziny. Z a s ó b p i e ś n i
l u d o w y c h , k t ó r e n a m z a p i s a l i zbieracze,
obejmuje
k i l k a w i e k ó w p o e z j i c h ł o p s k i e j , nie p r z e b r a n e j nigdy
przez ż a d n e g o h i s t o r y k a l i t e r a t u r y . P i e ś n i
ludowe
traktowano j a k o folklorystyczny zabytek, a nie jako
p o e z j ę , w k t ó r e j obok a r c y d z i e ł z n a l e ź ć s i ę m u s z ą
u t w o r y b e z w a r t o ś c i o w e , podobnie j a k w l i t e r a t u r z e
pisanej."5
Twierdzenie Bystronia o t w ó r c z o ś c i ludowej, która
„ j a k samo ż y c i e niesie r z e c z y cenne obok b e z w a r t o ś ­
c i o w y c h " n i e w y d a j e n a m s i ę bez r a c j i . P r z y z n a j e
m u z r e s z t ą s ł u s z n o ś ć i s a m P r z y b o ś . W e w s t ę p i e do
„Polskiej pieśni
ludowej" B y s t r o ń
pisze:
„Wbrew
utartemu w dotychczasowych w y d a w n i c t w a c h z w y ­
czajowi umieszczania t e k s t ó w najbardziej odpowia­
dających
l i t e r a c k i m gustom p u b l i c z n o ś c i , - a zatem
c z ę s t o sztucznie
zrekonstruowanych
i
troskliwie
u p i ę k s z a n y c h , w r e z u l t a c i e z a ś d a j ą c y c h f a ł s z y w e po­
j ę c i e o p i e ś n i l u d o w e j , w zbiorze n i n i e j s z y m w y b r a ­
n e s ą p i e ś n i n a j b a r d z i e j c h a r a k t e r y s t y c z n e , bez j a ­
k i c h k o l w i e k z m i a n , o p u s z c z e ń czy u z u p e ł n i e ń , t a k
j a k j e l u d do d z i ś d n i a ś p i e w a . K a ż d y tekst o k r e ś ­
lony j e s t t e r y t o r i a l n i e , p r z y c z y m p r z y i c h w y b o r z e
m i a r o d a j n ą by)a z a s a d a
możliwie
równomiernego
u w z g l ę d n i e n i a w s z y s t k i c h z i e m polskich"^.
1

O b y d w u a u t o r o m antologii
chodziło o wybranie
i przekazanie t e k s t ó w prawdziwie ludowych. B y s t r o ń
dobierał najbardziej charakterystyczne, P r z y b o ś prze­
de w s z y s t k i m — p i ę k n e .
B y s t r o ń z d a j e sobie s p r a w ę z t r u d n o ś c i p o d a n i a
d o k ł a d n e j definicji p i e ś n i ludowej. Nie tylko b » w i e m
one w y w i e r a ł y
duży
w p ł y w na naszą literaturę:
„ w i e d z i e ć warto, ż e i w p ł y w l i t e r a c k i n a n a s z ą p i e ś ń
l u d o w ą b y ł bardzo silny, ż e w i e l k a ilość p i e ś n i m i ­
łosnych,
zalotnych i komicznych, a t a k ż e
pewna
ilość pieśni balladowych o w ą t k a c h tragicznych —
p o w s t a ł a pod w p ł y w e m l i t e r a t u r y X V I i X V I I w i e ­
k u , k t ó r ą w ę d r o w n i ś p i e w a c y , r y b a ł c i czy t e ż zbiory
drukowane pieśni szlacheckich lub też wreszcie r ę ­
k o p i ś m i e n n e silvae r e r u m r o z p o w s z e c h n i a ł y
bezpo-

* J a n Stanisław Bystroń: Polska pieśń
ludowa.
W y b ó r . K r a k ó w 1925.
P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s, 7—6.
N p . J a s i o konie p o i ł , K a s i a w o d ę b r a ł a ( B y s t r o ń :
P o l s k a p i e ś ń l u d o w a s. 28—31; P r z y b o ś : J a b ł o n e c z ­
k a s. 91—94), N a s z m a i k z i e l o n y ( B y s t r o ń , j w . , s. 17—
18; P r z y b o ś , j w . , s. 208—209), W p o l u l i p e ń k a , w p o ­
l u zielona ( B y s t r o ń , j w . , s. 18—19; P r z y b o ś , j w . , s.
246—247) i w i e l e i n n y c h .
P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a , w s t ę p s, 8.
« s. X L I I .
4

5

średnio i p o ś r e d n i o w ś r ó d szerszych warstw s p o ł e ­
c z e ń s t w a . G d z i e ż t u p r z e p r o w a d z i ć granice, k i e d y ż
m o ż n a p o w i e d z i e ć , ż e tu k r e s p i e ś n i l u d o w e j , a z a ­
czyna się poezja literacka?""
„ P i e ś n i ą l u d o w ą — pisze dalej — j e s t b e z i m i e n n a
t w ó r c z o ś ć l u d u ; w ten s p o s ó b w y ł ą c z a m y w s z e l k i c h
p o e t ó w i w i e r s z o k l e t ó w w i e j s k i c h i m a m y do c z y ­
nienia j e d y n i e z p i e ś n i ą , k t ó r e j autor jest n a m n i e z n a ­
ny, z p i e ś n i ą w r e s z c i e , k t ó r a ś p i e w a n a przez d ł u g i e
lata, d r o g ą p o w o l n y c h z m i a n t a k s i ę d o s t o s o w a ł a do
swego ś r o d o w i s k a , ż e s ł u s z n i e m o ż n a j ą n a z w a ć w ł a s ­
n o ś c i ą s w o j e j grupy."8
P r z y b o ś n i e podaje d o k ł a d n e j d e f i n i c j i tego, co s a m
za p i e ś ń l u d o w ą u w a ż a , a l e s t w i e r d z a z a B y s t r o n i e m ,
ż e : „ N i e z a l e ż n i e od i c h s p o ł e c z n e g o pochodzenia p i e ś ­
ni od d a w n a u t r z y m u j ą c e s i ę w ś p i e w i e l u d u , n a l e ż y
u w a ż a ć n a r ó w n i z p i e ś n i a m i samorodnie c h ł o p s k i m i
za ludowe. Z o s t a ł y one b o w i e m w u s t a c h ś p i e w a k ó w
sprawdzone, p r z e m i e n i o n e , p r z y s t o s o w a n e do i c h p o ­
j ę ć tak, ż e c z ę s t o m o ż e m y u w a ż a ć p i e ś n i pochodze­
n i a szlacheckiego, ś p i e w a n e przez c h ł o p ó w z a p r z e ­
róbki — twórcze"9.
O k r e ś l e n i e P r z y b o s i a nie w n o s i w ł a ś c i w i e n i c n o w e ­
go. J e s t p o w t ó r z e n i e m opinii B y s t r o n i a o i n n e j n i e c o
szacie s ł o w n e j .
P r z y o k a z j i n a l e ż a ł o b y istotnie z w r ó c i ć u w a g ę n a
brak poprawnej i w y c z e r p u j ą c e j definicji pieśni l u ­
d o w e j . P o d a n e b o w i e m przez B y s t r o n i a , P r z y b o s i a
i i n n y c h są n i e d o k ł a d n e , i n i e z a w s z e s ł u s z n e .
P r z y b o s i o w i , podobnie j a k i B y s t r o n i o w i , c h o d z i ł o
0 poprawne i wierne wydanie t e k s t ó w ludowych. Z a ­
gadnieniu temu p o ś w i ę c i ł P r z y b o ś d u ż o miejsca z a ­
r ó w n o w e w s t ę p i e do „ J a b ł o n e c z k i " , j a k i n a ł a ­
m a c h „&amp;ycia L i t e r a c k i e g o " :
„ N i e przez b r a k s z a c u n k u d l a o r y g i n a ł u l u d o w e g o
1 nie przez s t y l i z a c j ę w i e d z i e droga do t w ó r c z e j p o ­
e z j i l u d o w e j , to jest do p o e z j i tak t r a f i a j ą c e j w u p o ­
d o b a n i a powszechne, ż e b y p r z e s z ł a w p i e ś ń l u d o w ą ,
v/ p r z y s ł o w i a , w p o r z e k a d ł a , h a s ł a ,
(...) T r z e b a z e r w a ć z p r z e s ą d e m , ż e s z t u k a » p r y m i t y w n a s jest c z y m ś n i ż s z y m od s z t u k i » u c z o n e j « i ż e
co n a j w y ż e j s ł u ż y ć m o ż e z a p r e t e k s t do a r t y s t y c z n y c h
w a r i a c j i n a j e j temat. N a j p i l n i e j s z y m w i ę c z a d a n i e m
p o e t ó w i m u z y k ó w m a j ą c y c h uszy czułe na auten­
t y c z n ą p i e ś ń l u d o w ą jest obrona o r y g i n a ł u ludowego
przed przerabiaczami, popsujami i falsyfikatorami.
Z a d a n i a tego p o w i n n i by s i ę p o d j ą ć w ł a ś c i w i e k r y t y ­
cy, a l e czy m a m y t a k i c h k r y t y k ó w ? O p i e k a n a d c z y ­
s t o ś c i ą t e k s t ó w ś p i e w a n y c h przez liczne z e s p o ł y ś p i e ­
w a c z e i taneczne m u s i w i ę c p r z y p a ś ć z n a w c o m p o ­
e z j i — a w i ę c poetom. N a n i c h w i n n a s p o c z ą ć o d p o ­
w i e d z i a l n o ś ć i troska o dobór n a j p e ł n i e j s z y c h i n a j ­
starszych odmian t e k s t ó w " .
1 0

I słusznie. P i e ś ń ludowa powinna p o d l e g a ć takim
samym prawom ochronnym, jak wszelkie literackie
d z i e ł o a u t o r s k i e . W b r e w t e m u , co o b u r z a P r z y b o s i a ,
pieśń ludowa pośród z a b y t k ó w literatury pełni prze­
cież f u n k c j ę d o k u m e n t a c y j n ą .
Jeżeli nawet
wybór
zostanie s p o r z ą d z o n y w y ł ą c z n i e pod k ą t e m w a l o r ó w
l i t e r a c k i c h , p i e ś ń pozostanie z a w s z e d o k u m e n t e m o b y ­
c z a j o w y m , j ę z y k o w y m i a r t y s t y c z n y m danego ś r o ­
d o w i s k a , w p e w n e j epoce.
W p r z e c i w i e ń s t w i e do d z i s i e j s z y c h metod, o p a r t y c h
na z e s p o ł o w e j pracy ekip odpowiednio przygotowa­
n y c h i w y p o s a ż o n y c h , d a w n i zbieracze, j a k : K o l b e r g ,
G l o g e r i i n n i (z k t ó r y c h obficie czerpie P r z y b o ś ) do­
konywali sami olbrzymiej pracy zbieraczej, k i e r u j ą c
s i ę w ł a s n y m i i nie z a w s z e ś c i ś l e p r z e s t r z e g a n y m i p r a ­
w i d ł a m i , c z a s e m k o r z y s t a j ą c z pomocy z n a j o m y c h l u b
p r z y j a c i ó ł , p r z y s t ę p u j ą c y c h do tej p r a c y z u p e ł n i e j u ż
po a m a t o r s k u , J a k w i a d o m o , G l o g e r w zbiorze s w o i m
nie z a c h o w u j e w ł a ś c i w o ś c i g w a r o w y c h w z a k r e s i e fo­
n e t y k i ; n i e m a m y r ó w n i e ż ż a d n e j p e w n o ś c i , czy t a k
samo n i e p o s t ę p u j e z p o z o s t a ł y m i c e c h a m i g w a r y i c z y
w e d l e w ł a s n e g o literackiego s m a k u t e k s t ó w n i e p o -

" B y s t r o ń : A r t y z m p i e ś n i l u d o w e j , P o z n a ń 1921 s. 4.
« J w . , s. 6—7.
» P r z y b o ś ; J a b ł o n e c z k a s. 6—7.
io J . P r z y b o ś : P i e ś ń l u d o w a d l a p o e t ó w . Ż y c i e l i ­
t e r a c k i e 1953 n r 14—15 s. 7.

173

�prawią, Z w a i y w s z y całkowitą niemożność sprawdze­
n i a d z i s i a j , w j a k i e j m i e r z e i k t ó r e p i e ś n i z a p i s a n e zo­
s t a ł y w i e r n i e , nie s ą d z ę , aby b y ł o m o ż n a do b a r d z o
prawdopodobnych b ł ę d ó w dawniejszych d o d a w a ć no­
w e przez wprowadzanie poprawek opartych jedynie
n a w y c z u c i u p o e t y c k i m , c h o c i a ż b y w y p a d a ł y one b e z ­
w z g l ę d n i e na k o r z y ś ć tekstu. W ł a ś c i w y m
miejscem
na r e k o n s t r u k c j ę rzekomo prawdziwego
brzmienia
t e k s t u , z p o d a n i e m odpowiedniej m o t y w a c j i , b y ł y b y
p r z y p i s y . W s z e l k i e o d s t ę p s t w a od t e k s t u ź r ó d ł o w e g o
(terminem t a k i m n a z y w a ć b ę d z i e m y teksty zawarte
w e w c z e ś n i e j d r u k o w a n y c h zbiorach, j a k i e p o s ł u ż y ł y
P r z y b o s i o w i z a p o d s t a w ę do w y d a n i a jego antologii)
n a j c z ę ś c i e j ź l e o d b i j a j ą s i ę n a t r e ś c i o w y m aspekcie
pieśni i obniżają stronę artystyczną; jeżeli
nawet
w p ł y w a j ą n i e k i e d y n a tekst dodatnio, o s ł a b i a j ą
w
k a ż d y m r a z i e z a u f a n i e do w i e r n o ś c i p r z e k a z u .
Po u w a ż n y m przejrzeniu i sprawdzeniu z tekstami
ź r ó d ł o w y m i o k o ł o 300 p i e ś n i „ J a b ł o n e c z k i " , o k a z a ł o
się, ż e wiele z n i c h nosi p i ę t n o jeżeli nie j a k i e g o ś
ś w i a d o m e g o w y g ł a d z a n i a r ę k ą a u t o r a antologii,
to
w k a ż d y m r a z i e n i e u w a g i p o s u n i ę t e j t a k daleko, ż e
p o w o d u j ą c e j z n i e k s z t a ł c e n i e tekstu.
Jaskrawsze wypadki takich
zniekształceń
się zilustrować przykładami. Trzecia zwrotka
„Na wieczór przedślubny" u Przybosia brzmi:

dadzą
pieśni

„ B e n d ó nom grali,
bendo spsiewali,
m y loboje, p r z e z ł u l t o r z e m ( o ł t a r z e m )
bendziem ś l u b brali" — u
podczas gdy u Steffena, z k t ó r e g o
zbioru P r z y b o ś
s w ó j tekst z a c z e r p n ą ł , w i e r s z trzeci o w e j . z w r o t k i j e s t
daleko b a r d z i e j z r o z u m i a ł y i b r z m i i n a c z e j :
„ m y łoboje, przed

1

łulturzem" '.

bosia p o s t u l a t o w i
wierności przekazywania
tekstu.
W całej p i e ś n i „Jasio" ani ż a d n e inne i m i ę w ł a s n e
nie w y s t ę p u j e .
i
J a k dalece n i e d u ż e s t o s u n k o w o o d c h y l e n i a ó d t e k ­
stu ź r ó d ł o w e g o w p ł y w a j ą n a z m i a n ę t r e ś c i , z a c i e r a j ą
p o i n t ę , a w s k u t e k tego o b n i ż a j ą jego w a r t o ś c i a r t y ­
styczne, p r z e k o n u j e m y s i ę n a p r z y k ł a d z i e p i e ś n i „ M a m
babę, mam".
Wedle Przybosia p o c z ą t e k jest n a s t ę p u j ą c y :
1 6

„Mam babę, m a m —
nie sprzedam ją."

kochaną,

U Kolberga, służącego Przybosiowi
p o c z ą t e k tej p i e ś n i b r z m i i n a c z e j :
„Mam babę, mam — kochaną,
i sprzedam j ą " .

jedyną

za

podstawę,

jedyną

1 7

W dalszym c i ą g u tekstu c y t u j ę z a Przybosiem:
„ N i e d a m j e j z a t r z y — bo m i ł a d n i e p a t r z y
m a m babę, mam.
N i e d a m z a cztery — z r o b i ę z n i e j l i r y
i będę grać.
Nie dam jej za pięć — umie uprać, uszyć,
m a m babę, mam.
N i e d a m j e j z a s z e ś ć — bo m i g o t u j e j e ś ć ,
m a m babę, mam."
N i e s ą d z i m y , aby w y d a w c a „ J a b ł o n e c z k i " n i e z r o ­
z u m i a ł w ł a ś c i w e g o s e n s u p i e ś n i . P o d pozorem t a r g u
z domniemanym n a b y w c ą p i e ś n i a r z ludowy dokonuje
p o c h w a ł y b a b y - ż o n y . O k a z u j e s i ę , ż e n a b a b ę nie m a
w ł a ś c i w i e ceny, bo w d o m u j e s t i m i ł a , i p o ż y t e c z n a .
C h ę ć s p r z e d a ż y b y ł a t y l k o p r e t e k s t e m do w y g ł o s z e ­
nia p a n e g i r y k u n a j e j c z e ś ć .
Analogiczny w y p a d e k zachodzi w pieśni „ K o ł y s z ę
j a cały dzleń" ^.
1

Podobnie w p i e ś n i „ K o l e ł a s a " z a p i s a n e j w
neezce" n a s. 193—194:

„Jabło-

„Kołyszę ja cały dzień,
a nigdy s i ę nie w y ś p i ę .
K o ł y s z ę j a i w nocy,
m o j e s p ł a k a n e oczy."

„ U c i e k a j , nie u c i e k a j
z w i a n e c z k i e m do ł a s a
m a j e r a n do k o l a n ,
c h u s t e c z k a do p a s a " —
sens j e s t n i e z r o z u m i a ł y . Dlaczego d z i e w c z y n a m i a ł a ­
b y j e d n o c z e ś n i e u c i e k a ć i n i e u c i e k a ć ? W y j a ś n i a to
poprawny tekst źródła:

Wersja Kolberga,
jest odmienna:

„ Z i m n e g o w i a t r u , zimnego •—
w y r w i j ż e n a m , p a n i e w i e t r z e jednego.
K t ó r e g o by, jakiego?
Z e d w o r a J a s i a do tego,
1

W
tekście
źródłowym u Kolberga *
brzmienie wiersza jest n a s t ę p u j ą c e :

poprawne

„ O j c h m i e l u , oj n i e b o ż ę ,
N i e c h ci P a n B ó g d o p o m o ż e ,
Chmielu niebożę."

partykuły wzmacniającej „to" — pieś­
dobitnie z a z n a c z a , ż e chodzi t u o tego,
Jasia,

W p r z y p i s a c h K o z ł o w s k i podaje u w a g ę : „ W n i e k t ó ­
r y c h w s i a c h z a m i a s t tego w i e r s z a ś p i e w a j ą :
„ O j c h m i e l u , oj n i e b o ż ę ,
to n a d ó ł , to k u g ó r z e . "

w

1 1

P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 174.
A . S t e f fen: Z b i ó r p o l s k i c h p i e ś n i l u d o w y c h
W a r m i i . P o z n a ń 1931 s. 3.
K o l b e r g : S a n d o m i e r s k i e 1 s. 66 n r 68,
K o l b e r g : M a z o w s z e 1 s. 179 n r 63.
15 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 232—233.

174

Przybosia

N i e p o p r a w n e o d c z y t a n i e t e k s t u pochodzi
prawdo­
podobnie s t ą d , ż e K o l b e r g t ę z w r o t k ę u m i e ś c i ł p o d
pięciolinią,
nie
postawił
znaków
przestankowych
i tylko drugi wiersz rozpoczął dużą literą.
Kropki
i p r z e c i n k i w „ J a b ł o n e c z c e " p o c h o d z ą od P r z y b o ­
sia i s ą ź l e postawione. K r o p k a niepotrzebnie k o ń c z y
wiersz drugi.
Weselna pieśń o chmielu^ u K o z ł o w s k i e g o ^ , z k t ó ­
rego czerpie P r z y b o ś , m a n a s t ę p u j ą c y refren w ł a ś c i ­
wy:

to tego".

„Dumka dziewczęcia"is —
z w r o t c e s z ó s t e j tej
pieśni P r z y b o ś n a d a ł i m i ę w ł a s n e „ J a s i e ń k o " pospo­
litemu „kochankowi". Zmiana, c a ł k o w i c i e
dowolna,
dokonana z o s t a ł a prawdopodobnie n a rzecz zgodniejszego r y m u , w b r e w w i ę c w y s u w a n e m u p r z e z P r z y ­

1 2

dla

1

W p i e ś n i s o b ó t k o w e j , z a p i s a n e j u P r z y b o s i a n a str.
206, do drugiego w i e r s z a z w r o t k i d r u g i e j z n ó w z a ­
kradł się błąd:

Za pomocą
niarz ludowy
a n i e innego

źródłem

„ K o ł y s z ę j a cały dzień,
k o ł y s z ę j a i w nocy,
a nigdy s i ę nie w y ś p i ą
m o j e s p ł a k a n e oczy." *

„ U c i e k a j , n i e cekaj"V3,

„Ze dwora Jasia

będąca

w

P r z y b o ś w y b r a ł ten d r u g i r e f r e n z p r z y p i s u , a l e czy
słusznie?

IB P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 326.
K o l b e r g : K a l i s k i e 23 s. 159 n r 149.
IS P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s 319.
!9 K o l b e r g : M a z o w s z e 3 s. 337 n r 550.
20 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 144.
21 K o r n e l K o z ł o w s k i : L u d . W a r s z a w a 1867
1 7

s.

231.

�P o s p o l i c i e z n a n a i ż y w a j e s z c z e do d z i ś d n i a p i e ś ń
b a l l a d o w a „ P o d o l a n k a " c y t o w a n a jest w „ J a b ł o n e c z ce" z a C z e r n i k i e m , t a k s a m o j a k i d r u g a w e r s j a
b a l l a d y „ P a n i p a n a zabita". P o m i j a j ą c j u ż f a k t , ż e
Czernik w swojej „Poezji c h ł o p ó w polskich" (Warsza­
w a 1951) r e k o n s t r u u j e teksty, u w a ż a m y , a ż autor a n ­
tologii p o w i n i e n b y ł c z e r p a ć t e k s t b e z p o ś r e d n i o
ze
ź r ó d ł a , a nie z a p o ś r e d n i c t w e m C z e r n i k a , k t ó r y s i ę
ostatecznie opiera n a K o l b e r g u .
P r z e j d ź m y t e r a s do innego r o d z a j u n i e z g o d n o ś c i
m i ę d z y tekstem „ J a b ł o n e c z k i " a tekstami ź r ó d ł o w y m i ,
jakie jej autorowi p o s ł u ż y ł y za podstawę.. Z a l i c z y l i ś ­
m y do n i c h d o w o l n e s t r e s z c z e n i a .
N a str. 326—327 „ J a b ł o n e c z k i " u m i e ś c i ł
Przyboś
p i e ś ń z a t y t u ł o w a n ą „Ej m u r a w a , murawa". T e k s t ten
zaczerpnięty został z „Ludu" Kolberga^.
Przyboś
o p u ś c i ł t u z w r o t k ę p i e r w s z ą ( z a p i s a n ą pod p i ę c i o l i ­
n i ą ) , k t ó r e j p r a w d o p o d o b n i e n i e z a u w a ż y ł . M o g ł o to
z d a r z y ć się z ł a t w o ś c i ą , z w ł a s z c z a ż e druga zwrotka
z o s t a ł a b ł ę d n i e oznaczona k o l e j n y m n u m e r e m „1".
Zwrotka pierwsza łączy s i ę tymczasem
tematycznie
z c a ł o ś c i ą i jest r o d z a j e m „ a u t o a p o s t r o f y " . D l a i l u ­
s t r a c j i c y t u j ę p i e r w s z ą z w r o t k ę za K o l b e r g i e m , p o ­
zostałe za Przybosiem:

E j murawa, murawa,
da, n a m u r a w i e ł a w a ,
ej, n a j m i l s z a m i z t o b ą ,
da, ż o n e c z k o z a b a w a .
E j , murawa, murawa,
da, n a m u r a w i e sanie,
ej, n a j m i l s z e m i z w a m i ,
da, d z i e c i a k i gadanie.
dzieci m o j e , dzieci,
coście mnie obsiadły,
nie siał j a , nie orał,
coż będziecie jadły?"

K o l b e r g w t. 19 K i e l e c k i e , n o t u j e d w i e r ó ż n e p i e ś ­
n i o S t r a l i , n a str. 161, pod n r 485 i n a str. 162 n r
487. P r z y b o ś podaje j e pod w s p ó l n y m t y t u ł e m S t r a l a ,
z a z n a c z a j ą c r ó ż n o ś ć pochodzenia c y f r a m i I , I I i n a ­
z w a m i m i e j s c o w o ś c i , z k t ó r y c h p o c h o d z ą teksty.
P o s t ę p o w a n i e takie w y d a j e się n i e s ł u s z n e m. in.
i dlatego, ż e a n t o l o g i ę s w o j ą t r a k t u j e P r z y b o ś j a k o
osnowę
słowną
pieśni. Tymczasem
pieśni
łączone
sztucznie m a j ą n a j c z ę ś c i e j z u p e ł n i e r ó ż n y r y t m , u n i e ­
możliwiający
śpiewanie na wspólną melodię
połą­
czonego t e k s t u . P i e r w s z a p i e ś ń o S t r a l i o p r ó c z w i e r ­
sza p i e r w s z e g o s i e d m i o z g ł o s k o w e g o m a w
pozosta­
ł y c h p i ę c i u r e g u l a r n i e po o s i e m z g ł o s e k , p i e ś ń d r u g a
natomiast s k ł a d a s i ę w całości z wierszy s z e ś c i o z g ł o s k o w y c h . P o d o b n i e w p i e ś n i „ J a b ł o n e c z k a i jawor" **
z n a l a z ł y s i ę d w a r ó ż n e teksty, p o ł ą c z o n e p r a w d o p o ­
dobnie n a p o d s t a w i e w s p ó l n e g o r e f r e n u „...hej' l e l u j a ! " ,
pomimo różnicy w budowie rytmicznej. C z ę ś ć p i e r w ­
sza s k ł a d a s i ę z trzynastu s z e s n a s t o z g ł o s k o w y c h w i e r ­
szy. C z ę ś ć d r u g a , o j a w o r z e , m a b u d o w ę
nieregu­
l a r n ą : w i e r s z e 1 i 2 l i c z ą 12 z g ł o s e k ; 3, 4, 5 — 14;
i 7 _ 15; 8, 9 — .13; 10 — 12; 11 — 14; 12 i 13 —
12; w i e r s z 14 — z g ł o s e k 15.
2

6

, , O j , p u ś ć k o n i a do k o n i
da, s a m se i d ź do ż o n y .
O j , p u ś ć konia n i e c h leci
da, s a m se i d ź do d z i e c i .

Ej,
da,
ej,
da,

Bliżej jednak zajmiemy się zjawiskiem odwrotnym,
k i e d y to z d w ó c h r ó ż n y c h t e k s t ó w ź r ó d ł o w y c h P r z y ­
boś tworzy j e d n ą całość.

ł

P o d o b n i e r z e c z s i ę m a w p i e ś n i pt. „ N i e o d j e ż d ż a j
ode mnie"2S w k t ó r e j d z i e w c z y n a d a r e m n i e u s i ł u j e
zatrzymać odjeżdżającego kochanka. Z a nieczułość na
p r o ś b y i ł z y dziewczyny niegodziwca spotyka z a s ł u ­
żona kara — motyw charakterystyczny i często w y ­
stępujący w pieśniach ludowych. W omawianej p i e ś ­
n i m o t y w ten w y s t ę p u j e dopiero w o m a w i a n e j z w r o t ­
ce, k t ó r e j u P r z y b o s i a b r a k , c h o c i a ż z n a j ą K o l ­
berg, z k t ó r e g o z b i o r ó w P r z y b o ś p i e ś ń t ę z a c z e r p n ą ł :
&gt;

„ U j e c h a ł ci m i l ę ,
złamał nogę, syję.
P a n B ó g c i go s k a r a ł
za g r z e c n ą dziewcynę"24.
Poza o m ó w i o n y m i
przykładami
naliczyliśmy
w
s p r a w d z o n y c h p i e ś n i a c h j e s z c z e 15, k t ó r e z o s t a ł y do­
w o l n i e s k r ó c o n e przez P r z y b o s i a , o c z y m w p r z y p i ­
sach najmniejszej w z m i a n k i nie ma. Podajemy poni­
ż e j z e s t a w i e n i e o p u s z c z o n y c h (w s t o s u n k u do t e k s t u
źródłowego) zwrotek w pieśniach zebranych w „ J a b ł o n e c z c e " . Z o b . : t a b l i c a 1.
N i e r z a d k i m z j a w i s k i e m w o m a w i a n e j antologii jest
rozbicie jednego t e k s t u ludowego, z a c z e r p n i ę t e g o od
K o l b e r g a , G l o g e r a i i n n y c h w y d a w c ó w , n a d w i e co
najmniej pieśni odrębnej25.

I n n y m p r z y k ł a d e m omawianej kategorii jest p i e ś ń
„ B o g i n k i " n a str. 83 „ J a b ł o n e c z k i " , k t ó r a w e d l e s p i ­
su r z e c z y antologii P r z y b o s i a w y p i s a n a z o s t a ł a z „ L u ­
d u " K o l b e r g a — tom 19 K i e l e c k i e , n r 489—490. P r z y ­
pisy p i e ś n i tej d o t y c z ą c e k a z a ł y p ó j ś ć ś l a d a m i a u t o ­
r a antologii, a b y dociec, s k ą d w i a d o m o , ż e „ B o g i n k i "
(z d w ó c h r ó ż n y c h f r a g m e n t ó w p o w s t a ł e ) to „ u r y w k i
s t a r y c h p i e ś n i p o g a ń s k i c h ze w z m i a n k a m i o p o s t a ­
ciach mitycznych"". O k a z a ł o się, że ź r ó d ł e m i przy­
pisu, i p o m y s ł u p o ł ą c z e n i a d w ó c h t e k s t ó w w j e d e n ,
bo t a m w ł a ś n i e f r a g m e n t y d w ó c h r ó ż n y c h p i e ś n i p o ­
dane z o s t a ł y t u ż po sobie, j e s t A . B r u c k n e r a „ M i t o l o ­
gia polska", W a r s z a w a 1924. W e d l e B r u c k n e r a „ s t r a ­
l a " to d u c h w i e t r z n y , l a t a w i e c , a w i ę c p o s t a ć m i t y c z ­
na, a „boginki", r ó w n i e ż przedstawicielki ś w i a t a m i ­
tycznego, to m a m u n y i p a n u ń c i c e . P r z y t e r m i n i e „ b o ­
g i n k i " B r u c k n e r podaje o b j a ś n i e n i e w n a w i a s i e : „ n a ­
z w a to o d w i e c z n a , rodzima"28. N i e w y d a j e s i ę r z e c z ą
s ł u s z n ą n a podstawie d w ó c h w y r a z ó w , k t ó r y c h h i ­
storia jest w zasadzie nieustalona, c a ł ą p i e ś ń u z n a ć
za starą, p o g a ń s k ą , t y m bardziej, ż e „ S ł o w n i k ety­
mologiczny j ę z y k a polskiego", K r a k ó w 1927, pod h a ­
s ł e m „ B ó g " — inaczej o b j a ś n i a pochodny w y r a z :
„ b o g i n i — l u d o w e , o d 16 w . z n a n e boginki, m a m u ­
ny, r u s a ł k i ,
wiły..." Nie
mogą
zatem p i e ś n i
za­
c y t o w a n e przez P r z y b o s i a b y ć f r a g m e n t a m i s t a r y c h ,
p o g a ń s k i c h ś p i e w ó w , skoro c a ł a i c h b u d o w a i s ł o w ­
n i c t w o n i e w s k a z u j ą n a to, a n a z w a m i t y c z n y c h b o g i ­
nek z n a n a j e s t u n a s dopiero od X V I w i e k u .
Sztuczne ł ą c z e n i e p i e ś n i jest niezgodne z o g ó l n i e
przyjętymi i gorąco propagowanymi
przez s a m e g o
autora antologii z a s a d a m i o w i e r n o ś c i w
cytowaniu
t e k s t ó w l u d o w y c h . W a r t y k u l e pt. „ P i e ś ń l u d o w a d l a
p o e t ó w " 2 9 pisze P r z y b o ś : „ . . . t r z e b a d b a ć , ż e b y ś p i e ­
wano melodie i s ł o w a prawdziwie ludowe, ż e b y nie
c z ę s t o w a n o m i e s z k a ń c ó w miast falsyfikatami.
Nie­
stety c z ę s t o s i ę z d a r z a , ż e k i e r o w n i c y c h ó r ó w i o r ­
kiestr z a c h o w u j ą s i ę wobec p i e ś n i ludowej j a k dzie­
dzice n a f o l w a r k u : z l e k c e w a ż e n i e m i p o g a r d ą d l a
o r y g i n a ł u ludowego. P r z y s t r a j a j ą i m u z y k ę , i t e k s t
dowolnymi fioriturkami, m i e s z a j ą zwrotki ni w p i ę ć ,
ni w d z i e w i ę ć , k l e c ą c ze s ł ó w r ó ż n y c h p i e ś n i j e d e n
tekst bez sensu. P r a k t y k a ta p r z y p o m i n a z a b a w y d a d a i s t ó w . P o w s t a j e j a k i ś a b s u r d a l n y zlepek z d a ń w

B S

K o l b e r g : L u b e l s k i e 17 s. 24 n r 60.
P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 224.
K o l b e r g : Ł ę c z y c k i e 22 s. 107,
Przykładem
rozbicia m o ż e b y ć p i e ś ń zapisana
przez K o l b e r g a w t. 4, K u j a w y , s. 7 n r 109, k t ó r ą
P r z y b o ś p r z e n i ó s ł do s w e g o z b i o r u j a k o d w i e r ó ż n e
p i e ś n i : „ K i e d y b ę d z i e s ł o ń c e i pogoda" — „ J a b ł o n e c z ­
k a " , s. 219 (w s k ł a d tej p i e ś n i w e s z ł y 4 p i e r w s z e
zwrotki p i e ś n i zapisanej u Kolberga) — i „ Ż e b y ś ty
m n i e m o j a m i ł a c h c i a ł a " — „ J a b ł o n e c z k a " , s, 242
( p i e ś ń t a s t a n o w i 5, 6 i 7 z w r o t k ę t e k s t u K o l b e r g a ) .
a s

2 4

2 5

28 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 77—78 —• p i e ś ń p o w s t a ­
ł a na podstawie t e k s t ó w z a c z e r p n i ę t y c h z Zegoty
Paulego „ p i e ś n i l u d u polskiego w G a l i c j i " ,
Lwów
1833, z a p i s a n y c h p o d k o l e j n y m i n u m e r a m i 1, 2, j a k o
pieśni różne.
27 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 478.
28 A , B r u c k n e r : M i t o l o g i a p o l s k a . W a r s z a w a 1924,
s. 116.
29 „ Z y c i e l i t e r a c k i e " 1953 n r 14—15 s. 7.

175

�lukrze ckliwej muzyczki, nic lub niewiele m a j ą c y
wspólnego z pieśnią chłopską."
D o t y c h w s z y s t k i c h n i e d o k ł a d n o ś c i dochodzi j e s z ­
cze spora l i c z b a w a r i a n t ó w tej s a m e j p i e ś n i , u m i e s z ­
c z o n y c h w r ó ż n y c h d z i a ł a c h k s i ą ż k i . W o b e c bogate­
go zasobu p o l s k i c h p i e ś n i l u d o w y c h i w o b e c f a k t u
p r z e j r z e n i a przez P r z y b o s i a k i l k u d z i e s i ę c i u i c h t y ­
s i ę c y , n a l e ż a ł o b y m o ż e w ł ą c z y ć do z b i o r u t y l k o j e d e n
z w a r i a n t ó w pieśni. Nagromadzenie
bowiem
wielu
odmian tej s a m e j p i e ś n i w antologii m o ż e n a s u n ą ć
c z y t e l n i k o w i s ł u s z n e przypuszczenie, ż e m n o g o ś ć n a ­
szego l u d o w e g o zasobu p i e ś n i a r s k i e g o p o l e g a n i e n a
w i e l k i e j liczbie z u p e ł n i e r ó ż n y c h p i e ś n i , lecz n a d u ­
ż e j i l o ś c i o d m i a n jednego t e k s t u .
I n n y m rodzajem p r z e k s z t a ł c e ń tekstowych s ą do­
w o l n e z m i a n y w p r o w a d z o n e przez P r z y b o s i a m . i n .
do p i e ś n i „ J a s i e ń k o z K a s i ą p o l u b i l i s i ę " . C h o d z i tu
0 z m i a n ę imienia bohaterki Skolasi (jak brzmi w ł a ś ­
c i w e i m i ę u K o l b e r g a — M a z o w s z e t 5 s. 268 n r 278—
k t ó r e g o t e k s t b y ł p o d s t a w ą d l a „ J a b ł o ń eczki") n a
Kasię. Pod w z g l ę d e m rytmu, k t ó r y jedynie m ó g ł b y
jakoś Przybosia tłumaczyć, pieśń nic n a tym nie z y ­
skuje. Schemat z g ł o s k o w e g o u k ł a d u zwrotek przed­
stawia s i ę następująco.
Wiersze
pierwszy,
drugi
1 c z w a r t y k a ż d e j z w r o t k i m a j ą po p i ę ć z g ł o s e k , w i e r s z
trzeci — s z e ś ć . J e d y n i e w p i e r w s z e j z w r o t c e w s k u ­
tek p r z y d ł u g i e g o imienia dziewczyny w i e r s z trzeci
tekstu ź r ó d ł o w e g o (Kolberga) d ł u ż s z y jest o j e d n ą
sylabę, a u Przybosia, przy zmianie imienia — k r ó t ­
szy r ó w n i e ż o j e d n ą s y l a b ę . D l a p r z y k ł a d u p o d a j e m y
rozbitą na sylaby p i e r w s z ą z w r o t k ę wedle Przybosia:
„Na-po-lu wiś-nie
po-chy-li-ły się
Ja-sień-ko z Ka-sią
po-lu-bi-li się".
U

K o l b e r g a w i e r s z trzeci tej z w r o t k i b r z m i :
„Hej

Ja-sio ze

„ H e j z g ó r y , (z g ó r y )
jadą Mazury,
jedzie, jedzie M a z u r e c z e k ,
wiezie, wiezie m i wianeczek
rozmarynowy, rozmarynowy."
W p i e ś n i z a t y t u ł o w a n e j „ W y p r a w a p a n a do m ł y na"3i P r z y b o ś t r z y k r o t n i e o d s t ą p i ł od p r z y j ę t e g o w
całej
pieśni
siedmiosylabicznego
układu
wierszy,
z m i e n i a j ą c w z w r o t k a c h 24 i 25 w w i e r s z u p i e r w s z y m
f o r m ę w o ł a c z a „ p a n " n a „ p a n i e " (bardzo n i e k o r z y s t ­
n a modernizacja, p o z b a w i a j ą c a p i e ś ń l u d o w y c h cech
j ę z y k o w y c h ) i w z w r o t c e 36 w w i e r s z u p i e r w s z y m
w s t a w i a j ą c nie i s t n i e j ą c y w t e k ś c i e ź r ó d ł o w y m ( K o l ­
b e r g : Ł ę c z y c k i e 22 s. 121 n r 203) w y r a z „ m n i e " , b u ­
rzący rytmiczną regularność wierszy.
P o d o b n i e r z e c z s i ę m a w p i e ś n i pt. „ K o c h a n e k j a ­
d ą c do d z i e w c z y n y u m i e r a " . Z w r o t k a p i e r w s z a u
P r z y b o s i a ( J a b ł o n e c z k a s. 127—128):
„Chciał s i ę Jasiek ż e n i ć , nie mogli m u z a b r o n i ć ,
ze s e r d u s z k a , ze szczerego, n i e mogli m u z a b r o n i ć . "
N a t o m i a s t w „ P i e ś n i a c h l u d o w y c h z polskiego Ś l ą s ­
k a " t. 1 s. 51—52 n r 14, k t ó r y c h tekst b y ł ź r ó d ł e m
dla Przybosia, czytamy:
„ C h c i a ł s i ę Jasiek ż e n i ć , nie mogli m u zbronić,
ze s e r d u s z k a ze szczerego n i e m o g l i m u z b r o n i ć . "

Sko-Ia-sią".

C o s k ł o n i ł o t w ó r c ę „ J a b ł o n c c z k i " do z m i a n y i m i e ­
n i a d z i e w c z y n y , nie w i e m y .
W y d a j e s i ę jednak, ż e zmienianie imion w ł a s n y c h ,
pomijając
już sprawę autentyczności pieśni
ludo­
w y c h , jest n i e w ł a ś c i w e i z tego jeszcze w z g l ę d u , ż e
w niektórych przypadkach,
zwłaszcza w pieśniach
b a l l a d o w y c h , i m i o n a w ł a s n e m o g ą p r z y c z y n i a ć s i ę do
zlokalizowania i przynajmniej w przybliżeniu okre­
ślenia wieku pieśni.
T y l e w sprawie wiernego przekazywania o r y g i n a ł u
ludowego.
P o n i e w a ż n a c z e l n ą z a s a d ą w y b o r u p i e ś n i do „ J a błoneczki" b y ł dla Przybosia artyzm,
chcielibyśmy
p o k r ó t c e zająć s i ę t y m zagadnieniem. B r a k teoretycz­
nych o p r a c o w a ń artyzmu w pieśniach ludowych ( J a ­
na S t a n i s ł a w a Bystronia:
Artyzm pieśni
ludowej.
P o z n a ń 1921 — j e s t j e d y n ą p r a c ą s p r a w i e tej p o ś w i ę ­
c o n ą ) i s z c z u p ł e r a m y r e c e n z j i nie p o z w a l a j ą n a
szczegółową analizę artystyczną t e k s t ó w zawartych
w antologii P r z y b o s i a . S ą d oparty n a w y c z u c i u —
t y m r a z e m w y p a d ł n a k o r z y ś ć autora „ J a b ł o n e c z k i " .
W i ę k s z o ś ć p i e ś n i odznacza
się prawdziwym
pięk­
nem. L e k t u r a ich nierzadko
dostarcza
wzruszeń
i przeżyć estetycznych, chociaż zdarzają s i ę w ś r ó d
p i e ś n i i takie, wobec k t ó r y c h m i e l i b y ś m y p e w n e z a ­
s t r z e ż e n i a , czy istotnie n a l e ż ą do n a j l e p s z y c h pod
w z g l ę d e m artystycznym. D l a p r z y k ł a d u cytujemy p i e ś ń
z a p i s a n ą w „ J a b ł o n e c z c e " n a s t r . 25, pod n a d a n y m
tytułem „ N a p a ń s k i e nie pójdę":
„ C h ł o p i e c - c i j a , c h ł o p i e c , n a p a ń s k i e nie p ó j d ę ,
na p a ń s k i e nie pójdę, ani nie pojadę."
W p i e ś n i tej, a raczej w k r ó t k i e j p r z y ś p i e w c e , do­
m i n u j ą przede w s z y s t k i m b a r d z o silne a k c e n t y spo­
ł e c z n e , lecz z a r t y z m e m m a o n a c h y b a n i e w i e l e w s p ó l ­
nego.
J e d n y m z podstawowych
warunków
poprawności
t e k s t ó w p i e ś n i o w y c h jest rytmiczna z g o d n o ś ć w i e r ­
szy i strof. J e ż e l i ś p i e w a s i ę w s z y s t k i e z w r o t k i n a t ę
s a m ą m e l o d i ę , to w s z y s t k i e n i e u m o t y w o w a n e z m i a n y
w zakresie r y t m u s ą j e d n o c z e ś n i e
wykroczeniem

176

przeciwko artyzmowi pieśni. W pieśni „Hej, z góry
j a d ą mazury"30 s k r ó c o n y
został
wiersz pierwszy
o d w i e z g ł o s k i , przez co p o z b a w i o n o go r ó w n i e ż p o ­
w t ó r z e n i a , charakterystycznego dla stylu p i e ś n i l u ­
dowej i w y s t ę p u j ą c e g o w c a ł e j p i e ś n i przez wszyst­
kie zwrotki. Zniekształcona zwrotka pierwsza brzmi
n a s t ę p u j ą c o (w n a w i a s i e p o d a j e m y u z u p e ł n i e n i e t e k ­
stu n a p o d s t a w i e Z . G l o g e r a „ P i e ś n i ludu", 1892 s. 152
n r 14, z k t ó r y c h P r z y b o ś p i e ś ń t ę z a c z e r p n ą ł ) :

C a ł a ta p i e ś ń s k ł a d a s i ę z szesnastu
dwuwierszo­
w y c h zwrotek; k a ż d y pierwszy wiersz zwrotki m a
12 z g ł o s e k , k a ż d y d r u g i — 14, T y m c z a s e m w p r z y t o ­
czonej w y ż e j z w r o t c e P r z y b o ś w y d ł u ż a oba w i e r s z e
o jedną sylabę, modernizując jednocześnie
gwarowe
cechy s ł o w n i c t w a .
Na podstawie podanych p r z y k ł a d ó w i n a podsta­
wie wielu innych, które zostaną zacytowane w w y ­
kazie b ł ę d ó w
wydawniczo-technicznych,
stwierdzić
m o ż n a , ż e najczęstszą p r z y c z y n ą n i e z g o d n o ś c i teksto­
w y c h antologii P r z y b o s i a z t e k s t a m i ź r ó d ł o w y m i j e s t
n i e z a c h o w y w a n i e g w a r y . W e w s t ę p i e do „ J a b ł o n e c z k i "
P r z y b o ś wprawdzie zaznacza, ż e nie u w z g l ę d n i a fo­
netycznych w ł a ś c i w o ś c i gwarowych, j a k mazurzenie,
p o c h y l e n i a s a m o g ł o s e k i i n . S z k o d a , bo g w a r a — j a k o
czynnik s k ł a d o w y formy z e w n ę t r z n e j p i e ś n i — bar­
dzo ś c i ś l e ł ą c z y s i ę z t r e ś c i ą . J ę z y k l i t e r a c k i n a j ­
c z ę ś c i e j nie h a r m o n i z u j e z t e m a t y k ą w p i e ś n i a c h z a ­
w a r t ą i sposobem m y ś l e n i a t w ó r c ó w l u d o w y c h . P o ­
z b a w i a n i e u t w o r ó w l u d o w y c h g w a r y o b n i ż a bardzo
ich w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą , odbiera i m w d z i ę k i u r o k .
Pobudki społeczne, którymi
kierował się Przyboś
chcąc j a k najbardziej udostępnić i r o z p o w s z e c h n i ć
p i e ś ń l u d o w ą , nie u z a s a d n i a j ą w ż a d n y m w y p a d k u
w p r o w a d z a n i a do n i c h z m i a n t e k s t o w y c h .
KoJejno przechodzimy
do o m ó w i e n i a k l a s y f i k a c j i
p i e ś n i dokonanej przez P r z y b o s i a w „ J a b ł o n e c z c e " .
Klasyfikacja
Bystronia, oparta n a zasadzie t r e ś c i o w o - f u n k c j o n a l n e j , daje n a j o g ó l n i e j s z e t y l k o r a m y
p o d z i a ł o w e , b ę d ą c p i e r w s z ą u n a s p r ó b ą tego r o d z a ­
ju.
Wydaje :
że krokiem naprzód w tym zakresie
jest k l a s y f i
:ja, p r z y j ę t a przez „ P r a c o w n i ę badania
tekstów luć
ych" P I S — również treściowo-funkcjon a l n a , posz
ona w schemacie g ł ó w n y m i rozbudo­
w a n a wew:
rznie.
Moment
i k c j o n a l n o ś c i ograniczono t u j e d n a k do
p i e ś n i treś&lt;
vo z w i ą z a n y c h z o b r z ę d a m i , w y k l u c z a ­

no P r z y b e .
3i P r z y b o ś :

J a b ł o n e c z k a s. 222—224.
J a b ł o n e c z k a s. 135—139.

�j ą c m o ż l i w o ś ć z a m ę t u w y n i k a j ą c e g o z f a k t u , ż e te
same pieśni w r ó ż n y c h o k o l i c z n o ś c i a c h m o g ą p e ł n i ć
różne funkcje.
P o d z i a ł pieśni zastosowany przez Przybosia nie da
się objąć ż a d n y m z wymienionych r o d z a j ó w klasyfi­
k a c j i , ani t e ż nie t w o r z y nowego s y s t e m u . A u t o r „ J a błoneczki" s w o j ą klasyfikację oparł n a niejednoli­
tych kryteriach i w ramach niekonsekwentnie wydzie­
lonych grup n i e w ł a ś c i w i e teksty p o u m i e s z c z a ł .
Z a w a r t o ś ć ,,Jabłoneczki" podzielona z o s t a ł a n a g r u ­
py: „ P i e ś n i b u n t u i niedoli", „ E p i k a " , „ P i e ś n i o b r z ę ­
dowe" (w t y m p i e ś n i weselne, s o b ó t k i , p i e ś n i g a i k o ­
w e i innej, „ L i r y k a m i ł o s n a " , „ L i r y k a rodzinna",
„ L i r y k a p a s t e r s k a " , „ P i e ś n i taneczne", „ P i e ś n i ż o ł ­
nierskie", „ P i e ś n i ż a r t o b l i w e " . G r u p y g a t u n k ó w l i ­
terackich m i e s z a j ą s i ę tu z grupami funkcjonalnymi.
Do t y c h o s t a t n i c h n a l e ż ą p i e ś n i taneczne i ż o ł n i e r ­
skie z t y m , ż e p i e ś n i ż o ł n i e r s k i e i t e m a t y k ą d o t y c z ą
ż y c i a ż o ł n i e r s k i e g o . P i e ś n i b u n t u i niedoli z o s t a ł y w y ­
dzielone ze w z g l ę d u n a i c h t r e ś ć .
J a k j u ż w s p o m n i e l i ś m y , w o b r ę b i e s a m y c h g r u p da
s i ę s t w i e r d z i ć sporo
niekonsekwencji.
Do
pieśni
e p i c z n y c h w e s z ł y np. p i e ś ń o S t r a l i , p i e ś ń o d z i e w ­
czynie i panu, k t ó r y jej dzban rozbił (miłosna),,'Za­
t y t u ł o w a n a „ Z i e l o n y dzban"3S, „ ś p i bieda"34 — p i e ś ń
s p o ł e c z n o - k l a s o w a itp. P o d o b n i e dzieje s i ę w e w s z y s t ­
kich innych działach, a zwłaszcza w pieśniach ta­
necznych, z k t ó r y c h wiele p r ó c z r y t m u i melodii nie
m a z t a ń c e m nic w s p ó l n e g o . Np.
3 2

„ O j , s k o w r o n e c z e k orze,
da, j a s k ó ł e c z k a pogania,
oj, j e s z c z e m nie w i d z i a ł a ,
da, takiego kochania."3S
Albo:
„ E j , leci g ł o s po rosie,
ej, po polu, po lesie.
E j , co ludzie g a d a j ą ,
w s z y s t k o to w i a t e r e k niesie.
O j , co l u d z i e g a d a j ą ,
w s z y s t k o o n a s z e j doli —
oj, n i e c h o to nikogo,
da, g ł ó w e ń k a nie b o l i . "
38

N i e u l e g a w ą t p l i w o ś c i , ż e u k ł a d antologii c a ł k o w i ­
cie z a l e ż y od jej autora, n i e m n i e j przeto c z y t e l n i k m a
p r a w o w y m a g a ć , aby u k ł a d ten b y ł j a s n o i logicznie
pomyślany.
Wszystkie pieśni zawarte w „ J a b ł o n e c z c e " zaopa­
trzone z o s t a ł y t y t u ł a m i , k t ó r y c h , gdy i m s i ę p r z y j ­
rzeć bliżej, w y r ó ż n i ć m o ż n a trzy typy.
T y p p i e r w s z y , n a j p o w a ż n i e j s z y , to u ż y c i e i n c i p i t u ,
tzn.. ż c t y t u ł p i e ś n i s t a n o w i ą p i e r w s z y lub d w a p i e r w ­
sze j e j w i e r s z e , a c z a s e m t y l k o p i e r w s z e s ł o w a tekstu.
P o c z ą t e k p i e ś n i p r z e n o s i P r z y b o ś do t y t u ł u n a o g ó ł
bardzo d o k ł a d n i e , z t y m ż e c z a s e m opuszcza s p ó j n i ­
ki i w y k r z y k n i k i , s t a n o w i ą c e oryginalny
początek
pieśni, np.:
„Ożeniłem się"
zamiast
„A ożeniłem
s i ę " ? ; „ O n a g n a ł a w o ł k i " z a m i a s t „ D a ona g n a ł a
wołki"38 „Spojrzał na s ł o n e c z k o " zamiast „Oj spoj­
rzał n a s ł o n e c z k o "
itp., albo t e ż , prawdopodobnie
przez n i e u w a g ę , podaje i n c i p i t bez s e n s u i co gorsza,
n i e j e d n a k o w o : i n a c z e j n a d t e k s t e m , inaczej w spisie
rzeczy. Np.: t e k s t r o z p o c z y n a s i ę od s ł ó w : „ N j e b ą d ę
sę r e c h l i żenjeł"*", t y t u ł n a d t e k s t e m b r z m i „ N j e b ą ­
dę s ę r e c h l i " , co z n a c z y „ N i e b ę d ę s i ę p r ę d k o " , a w
spisie r z e c z y p i e ś ń t ę z a t y t u ł o w a n o : „ N j e b ą d ę r e c h l i
ż e n j e ł " — kogo?
3

;

3 9

3 2

Przyboś: Jabłoneczka
J w . , s. 107—109J w . , s. 82.
J w . , s. 394.
J w . , s. 398.
J w . , s. 324—325.
»8 J w . , s. 357.
J w . , s. 389.
i » J w . , s. 264.

as
a*
«
»»
3

3 7

s. 83.

T y p drugi t y t u ł o w a n i a to w y j ę c i e w i e r s z a c a ł e g o l u b
jego f r a g m e n t u ze ś r o d k a p i e ś n i , np. „ Z a r z u c ę j a r u ­
ciany wianeczek" .
41

„ Z r o b i ę j a tej s w o j e j m a t u s i
uciechę, uciechę,
zarzucę j a ruciany wianeczek
na s t r z e c h ę , n a s t r z e c h ę " —
incipit s t a n o w i dopiero w i e r s z trzeci z w r o t k i .
T a k samo rzecz s i ę m a w p i e ś n i pt.: „ G d z i e
dziesz n o c o w a ł a " ?^2
„ A ty. p s z c z ó ł e c z k o m a ł a ,
gdzie b ę d z i e s z n o c o w a ł a ? "

bę­

—

i n c i p i t s t a n o w i dopiero w i e r s z d r u g i .
T r z e c i m r o d z a j e m t y t u ł o w a n i a jest n a d a w a n i e ty­
t u ł u p r z e z samego w y d a w c ę , j a k n p . „ Ż a ł o s n a k o ­
chanka" *, „ P o ż e g n a n i e d o m u "
i inne. P r z y r o z ­
p a t r y w a n i u tego ostatniego sposobu t y t u ł o w a n i a n a ­
s u w a s i ę pytanie, w j a k i m c e l u P r z y b o ś n a d a ł n i e ­
k t ó r y m p i e ś n i o m t y t u ł y sztuczne, c z a s e m n a w e t n i e ­
n a j g o r s i o g ó l n ą treść lub nastrój pieśni oddające,
z a w s z e j e d n a k obce s a m e m u t e k s t o w i . T y t u ł s z t u c z n y
nie m o ż e zrosnąć się z p i e ś n i ą w j e d n o r o d n ą całość,
t y m b a r d z i e j ż e k a ż d y w y d a w c a m a niegorsze od
Przybosia prawa nadawania
nazw
publikowanym
p i e ś n i o m . S t w a r z a to r o z l e g ł e m o ż l i w o ś c i n a j r o z m a i t ­
s z y c h n i e p o r o z u m i e ń , gdy n p . c a ł k i e m p r z y p a d k o w o
r ó ż n e p i e ś n i z o s t a n ą przez r ó ż n y c h w y d a w c ó w j e d n a ­
k o w o n a z w a n e l u b odwrotnie. T y t u ł n a d a n y n i e s ł u ­
ż y zatem identyfikacji pieśni, nie o k r e ś l a jej w ą t k u ,
a w k a ż d y m r a z i e nie c z y n i tego a n i s y s t e m a t y c z n i e ,
ani d o k ł a d n i e , wobec czego n a r z u c a n i e go p i e ś n i l u ­
d o w e j jest n i e u z a s a d n i o n e i c a ł k o w i c i e
jej
obce.
Większość wydawnictw pieśni ludowych prawie w y ­
ł ą c z n i e z a m i a s t t y t u ł u d a j e incipit p i e ś n i . Z w y c z a j
ten n a l e ż y p r z y j ą ć z a z a s a d ę . P o c z ą t e k p i e ś n i ł a t w y
j e s t do z a p a m i ę t a n i a i t w o r z y z p i e ś n i ą j e d n o r o d n ą
c a ł o ś ć . N a jego p o d s t a w i e c z y t e l n i k bez t r u d u po­
t r a f i d o t r z e ć do w ł a ś c i w e g o t e k s t u .
P r z y b o ś w c y t o w a n y m a r t y k u l e pt. „ P i e ś ń l u d o w a
d l a p o e t ó w ^ " i w e w s t ę p i e do „ J a b l o n e c z k i " k i l k a ­
krotnie z w r a c a u w a g ę na wielkie
zapotrzebowanie
s p o ł e c z e ń s t w a na p i e ś n i ludowe i gorliwie upomina
s i ę o n i e s k a z i t e l n o ś ć nie t y l k o t e k s t ó w , a l e i m u ­
zyki ludowej.
„Temu
pragnieniu
— pisze P r z y b o ś — u d o s t ę p n i e ­
n i a t w ó r c z o ś c i poetyckiej
i muzycznej
ludu trzeba
od­
powiedzieć
dostarczeniem
p i e i n i szczerze
ludowych,
nie zepsutych
przez
przypadkowych
przerabiaczy
i
poprawiaczy"i\
„Łżeludowość
jest plagą nie tylko poezji, szerzy s i ę
ona hałaśliwie
i w innych
sztukach,
a zwłaszcza
w
muzyce.
Niebezpieczeństwo
zafałszowania
tego, co lu­
dowe przez czerpiących
z m e l o d i i i tekst&amp;w
ludowych
jest natarczywie
aktualne"**.
T o upominanie s i ę , n a j z u p e ł n i e j z r e s z t ą s ł u s z n e ,
o teksty i melodie p r a w d z i w i e l u d o w e w i ą ż e s i ę z z a ­
g a d n i e n i e m sposobu i c h p u b l i k o w a n i a . C h o d z i m i a ­
n o w i c i e o to, czy s ł u s z n ą jest r z e c z ą p u b l i k o w a n i e
t e k s t ó w p i e ś n i o w y c h z p o m i n i ę c i e m melodii. P r z e c i w
p u b l i k o w a n i u n i e z a l e ż n i e od siebie t e k s t ó w i m e l o d i i
l u d o w y c h p r z e m a w i a s t w i e r d z e n i e , ż e p i e ś ń j e s t po­
ł ą c z e n i e m d w ó c h e l e m e n t ó w : s ł o w n e g o i muzycznego,
ż e rozdzielanie i c h d a j e t r o c h ę sztuczne, a p r z y n a j ­
mniej n i e p e ł n e twory i ż e przy o d ł ą c z e n i u t e k s t ó w
p i e ś n i od melodii p o w s t a j ą d u ż e m o ż l i w o ś c i w ł a ś n i e
stylizacji i kompozycji pseudoludowych z a r ó w n o w
zakresie s ł o w n y m , j a k i m u z y c z n y m . Z drugiej z a ś
strony same teksty p i e ś n i o w e s t o j ą c z ę s t o n a w y s o ­
k i m poziomie a r t y s t y c z n y m i w y d a n e oddzielnie m o ­
gą przedstawiać zbiór o d u ż y c h w a r t o ś c i a c h literac­
kich. Wydaje s i ę w i ę c , ż e obydwie formy s ą u p r a w ­
4

1 4

2

ni
a
*3
41
45
•iu

J w . , s. 183—184.
J w . , s. 324.
J w . , s. 132—133.
J w . , s. 154—156.
J W . , S. 6.
P r z y b o ś : P i e ś ń l u d o w a d l a p o e t ó w O. c. s. 7.

177

�nit&gt;ne, z t y m j e d n a k w a r u n k i e m , ż e w k a ż d y m z t y c h
w y p a d k ó w k r y t e r i u m w y b o r u n i e ś n i do t a k i c h z b i o ­
r ó w s t a n o w i ć b ę d ą niezaprzeczone w a r t o ś c i b ą d ź m e l o d i o w o - s ł o w n e ł ą c z n i e , b ą d ź l i t e r a c k i e , gdy m o w a
o publikowaniu samych tylko tekstów.
N a j w i ę c e j zastrzeżeń budzi wydawniczo-techniczna
strona
„Jabłoneczki"
Juliana
Przybosia. Odpowie­
d z i a l n o ś ć z a to ponosi t y m r a z e m j u ż n i e t y l k o autor
antologii, lecz przede w s z y s t k i m P a ń s t w o w y I n s t y ­
tut W y d a w n i c z y .
T r u d w ł o ż o n y w zgromadzenie i w y b r a n i e m a t e r i a ­
ł u j e s t c h y b a t r o c h ę n i e w s p ó ł m i e r n y do z e w n ę t r z n e j
szaty, j a k ą antologia o t r z y m a ł a . B r z y d k i i n i e t r w a ł y
papier, z b r o s z u r o w a n a forma o p r a w y — c z y n i k s i ą ż - '
k ę n i e z m i e r n i e p o d a t n ą na
prędkie
„zaczytanie".
Wielka ilość b ł ę d ó w
drukarskich, niedbalstwo
w
przypisach s t w a r z a w r a ż e n i e w y d a n i a niechlujnego.
S p i s r z e c z y „ J a b ł o n e c z k i " u ł o ż o n y j e s t w t a k i spo­
s ó b , ż e po t y t u l e p i e ś n i podane jest j e j ź r ó d ł o , a w i ę c
s k r ó c o n a nazwa dzieła (skróty i ich pełne brzmienie
podane z o s t a ł y w w y k a z i e ) , t o m — p r z y d z i e ł a c h w i e ­
lotomowych i numer pieśni. Przy cytowaniu w y d a ­
n y c h w j e d n y m t y l k o tomie „ P i e ś n i l u d u " G l o g e r a —
P r z y b o ś z a z n a c z a r z y m s k ą c y f r ą — tak j a k t o m y —
c z ę ś c i , n a k t ó r e sobie G l o g e r c a ł o ś ć p o d z i e l i ł , c h o ­
c i a ż c z ę ś c i te nie m a j ą a n i w ł a s n e j k a r t y t y t u ł o w e j ,
ani oddzielnej p a g i n a c j i i s t a n o w i ą j e d n o l i t ą c a ł o ś ć .
Niekonsekwentne
to oznaczenie d e z o r i e n t u j e
trochę
c z y t e l n i k a . M i m o to n a p o d s t a w i e s p i s u r z e c z y k a ż d ą
p i e ś ń (poza k i l k o m a p o m y ł k a m i ) m o ż n a o d n a l e ź ć w
dziele ź r ó d ł o w y m , n a t o m i a s t ż a d n e j nie d a s i ę bez
trudu o d s z u k a ć w „Jabłoneczce", p o n i e w a ż strony nie
z o s t a ł y podane p r z y p o s z c z e g ó l n y c h p i e ś n i a c h , lecz
dla c a ł e g o r o z d z i a ł u ł ą c z n i e , n p . : „ L i r y k a m i ł o s n a —
s. 217—314", T o s k o m a s o w a n e p o d a w a n i e stron z m u ­
sza c z y t e l n i k a do s z u k a n i a cztero- albo d w u w i e r s z o ­
wego t e k s t u n a p r z e s t r z e n i b l i s k o stu stron.
Z a s t r z e ż e n i a b u d z ą r ó w n i e ż przypisy. S k ł a d a j ą się
na nie uwagi d o t y c z ą c e n i e k t ó r y c h pieśni i s ł o w n i c z e k
w y r a z ó w gwarowych. W y d a j e się, ż e w w y d a w n i c t w i e
popularnym, j a k i m jest „Jabłoneczka", p o ż y t e c z n i e j ­
szy b y ł b y s ł o w n i k u ł o ż o n y w p o r z ą d k u a l f a b e t y c z n y m .
S ł o w n i k ten trzeba b y ł o b y nadto u z u p e ł n i ć o b j a ś n i e ­
n i a m i c a ł y c h z w r o t ó w , bo p r z y p i s y n i e o b e j m u j ą c a ­
ł e g o m a t e r i a ł u . Np. w p i e ś n i z a t y t u ł o w a n e j „ C e b r z i cek s i ę o s u ł " , s. 307, w y j a ś n i o n o t y l k o : „ o s u ł s i ę —
r o z s y p a ł się", p o m i n i ę t o natomiast c a ł y drugi wiersz
drugiej z w r o t k i : „prze j e d y n cebrzicek g a z d o w a ć bed y m a " , k t ó r y t ł u m a c z y ć n a l e ż y : „i bez jednego ceberka b ę d z i e m y gospodarzyć". Nie został w y j a ś n i o n y
r ó w n i e ż m. in. w y r a z „ p a s t e w n i c z e k " — zdrobnienie
od „ p a s t e w n i k " — „ m a ł e p a s t w i s k o " ( J . K a r ł o w i c z ;
S ł o w n i k g w a r p o l s k i c h , t. 4, 1906, s. 51), m n i e j z r o ­
z u m i a ł y z w ł a s z c z a d l a odbiorcy m i e j s k i e g o , n i ż w y ­
raz „ ł u m r a " — „ u m r ę " * ? , k t ó r e g o z r o z u m i e n i e w k o n ­
tekście nie nastręcza ż a d n y c h trudności.
Przybosiowi c h o d z i ł o o pokazanie p i e ś n i reprezen­
t u j ą c y c h c a ł y k r a j : „Przestrzegając
tej naczelnej
za­
sady w y b o r u — pisze — -nie dopuszczającej
wyjątków
na rzecz utworów
wyraźnie
chybionych
lub zbyt
znie­
kształconych,
dobierałem
teksty
tak, żeby
przedsta-

4 7

«
4 9

5 0

5 1

niku.

178

P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s, 467.
J w . , s. 6—7.
J w . , s. 62: O j b i j ą - c i m n i e , b i j ą ,
J w . , s. 62—63: Ż e b y n i e te pany.
J w . , s. 130—131: P i e ś ń o d z i e w c z y n i e i

wiały
twórczość
poetycką
całego
obszaru
etnograficz­
nego Po Es k i " * .
P o s t u l a t ten z o s t a ł w antologii z r e a l i z o w a n y . P i e ś n i
r e p r e z e n t u j ą r z e c z y w i ś c i e w s z y s t k i e regiony, ale n i e
w y n i k a to z u k ł a d u k s i ą ż k i . P o d a n e n a d t y t u ł e m n a ­
zwy miejscowości: „Od Klimontowa (Gorlice)"«, „Od
M s z c z o n o w a " , „ R o z b a r k " 5 i — o p r z y n a l e ż n o ś c i do
r e g i o n u niczego c z y t e l n i k o w i n i e m ó w i ą . D l a odpo­
w i e d n i e g o z l o k a l i z o w a n i a p i e ś n i trzeba b y
sięgnąć
albo do s p i s u rzeczy i z podanego ź r ó d ł a w n i o s k o w a ć
0 regionie, albo do s ł o w n i k a geograficznego l u b po­
s z c z e g ó l n e j mapy. Obok tych n a z w powinna by s i ę
znaleźć przynajmniej nazwa powiatu lub w o j e w ó d z ­
t w a , k t ó r a b y w p r z y b l i ż e n i u region w y t y c z y ł a , a w
k a ż d y m razie z o r i e n t o w a ł a w geograficznym p o ł o ż e ­
n i u m i e j s c o w o ś c i , z k t ó r e j d a n a p i e ś ń pochodzi.
W spisie r z e c z y , z a w a r t y m n a str. 495—512, p o d a n e
są zbiory pieśni ludowych, z k t ó r y c h P r z y b o ś zaczerp­
n ą ł t e k s t y do s w o j e j antologii. P o d c z a s s p r a w d z a n i a
pieśni zawartych w „Jabłoneczce" z tekstami ź r ó d ­
ł o w y m i o k a z a ł o s i ę , ż e n i e k t ó r e dane b y ł y n i e ś c i s ł e .
D l a p r z y k ł a d u i j e d n o c z e ś n i e p o p r a w i e n i a b ł ę d ó w po­
d a j e m y k r ó t k i e z e s t a w i e n i e , z a w i e r a j ą c e : 1) s t r o n ę
1 t y t u ł p i e ś n i w „ J a b ł o n e c z c e " , 2) p o d a n ą w spisie
rzeczy n i e w ł a ś c i w ą i n f o r m a c j ę o ź r ó d l e i 3) ź r ó d ł o
w ł a ś c i w e . Zob.: tablica I I .
4

30

Podajemy też zestawienie b ł ę d ó w z a u w a ż o n y c h w
p i e ś n i a c h sprawdzonych z tekstami ź r ó d ł o w y m i . Zob.:
tablica I I I .
W k o ń c u pozostaje jeszcze j e d n a s p r a w a — to k a r t a
t y t u ł o w a . R a m k a j e j s k ł a d a s i ę z d w ó c h l i n i i — ze­
w n ę t r z n e j g r u b s z e j i w e w n ę t r z n e j — o d l e g ł e j od p i e r w ­
szej m n i e j w i ę c e j o c e n t y m e t r — c i e ń s z e j . W g ó r n e j
c z ę ś c i obramowanego pola znajduje s i ę napis k a p i t a l i k a m i petitu: J U L I A N P R Z Y B O Ś , n i ż e j — t ł u s t y m
d r u k i e m , w y r a ź n i e o d b i j a j ą c y m s i ę od p o z o s t a ł y c h
n a p i s ó w : J a b ł o n e c z k a , jeszcze n i ż e j — k u r s y w ą , u j ę ­
ty w d w a w i e r s z e po d w a w y r a z y — p o d t y t u ł :
Anto­
logia polskiej
pieśni
ludowej.
U d o ł u , pod f i r m o w y m
sygnetem,
umieszczony
nakładca: P I W . Identyczny
u k ł a d p o w t ó r z o n y jest n a o k ł a d c e . P i e r w s z e w r a ż e ­
nie s k ł a n i a do p r z y p u s z c z e ń , ż e a u t o r e m , w podsta­
w o w y m z n a c z e n i u tego w y r a z u , jest J u l i a n P r z y b o ś ,
tzn. — ż e w s z y s t k i e u t w o r y s k ł a d a j ą c e s i ę n a zbio­
rek, z o s t a ł y przez niego n a p i s a n e . Z n ó w m a m y do
czynienia z t y ł u ł e m nadanym,
wprowadzającym w
błąd odbiorcę. Tytuł zbiorku zapożyczony został z
tekstu. A u t o r n a d a ł go w c z e ś n i e j j e d n e j z p i e ś n i w e ­
s e l n y c h ^ , w k t ó r e j j a b ł o n e c z k a jest s y m b o l e m z a m ę ż c i a . Dlaczego P r z y b o ś „ J a b ł o n e c z k ę " u p a t r z y ł so­
bie n a n a z w ę s w o j e j antologii, nie u m i e m y n a to o d ­
p o w i e d z i e ć . M o t y w j a b ł o n e c z k i n i e jest w p i e ś n i a c h
ludowych ani najczęstszy, ani najbardziej charakteiystyczny. „ A n t o l o g i a p o l s k i e j p i e ś n i l u d o w e j " — w ł a ś ­
ciwa nazwa, o k r e ś l a j ą c a z a w a r t o ś ć i rodzaj zbioru,
j a k o p o d t y t u ł ginie pod „ w y t ł u s z c z o n ą " „ J a b ł o n e c z ­
k a " . T a k i u k ł a d graficzny k a r t y t y t u ł o w e j w y w o ł u j e
nieporozumienie i w p r o w a d z a w b ł ą d j u ż p r z y p i e r w ­
szym zetknięciu się z książką.
Recenzja niniejsza p o w s t a ł a w w y n i k u pracy nad
m a t e r i a ł a m i P a ń s t w o w e g o Instytutu S z t u k i i w to­
ku licznych dyskusji Z e s p o ł u Folklorystycznego P I S .
Za w s p ó ł p r a c ę i ż y c z l i w ą k r y t y k ę autorka s k ł a d a c a ­
ł e m u z e s p o ł o w i serdeczne p o d z i ę k o w a n i e .

s

przewoź­

~&gt; J w . , s.

143—144,
Maria

Błońska

�T A B L I C A
Strona i t y t u ł p i e ś n i u Przybosia

147

P i e ś ń d z i ę k c z y n n a p o obiedzie

I
Źródło

Opuszczenia

Kolberg: Radomskie 22 s.

Zwrotki 3,4,5

175

i 7.

weselnjitn
161-2

Rozpleciny V.

Kolberg: Mazowsze s. 246 nr

130

D w a w i e r s z e po

wierszu

14-um.
3

197

Nie b ę d z i e s z ,

4

214

Z pieśni

5

219

6

220

Kolberg: Mazoujsze 3 s. 120 nr 84

D w i e p i e r w s z e zwrotki,

Kolberg: Mazowsze 5 s. 113 nr 53

Zwrotki 4, 8-16, 18 ,19.

Kiedy b ę d z i e s ł o ń c e i pogoda

Kolberg: K u j a w y 4 s. 7 nr

109

Zwrotki

Z a J a s i e m do

Kolberg: K u j a w y 4 s. 33 n i

165

Cztery zwrotki k o ń c o w e .

Marysiu

dożynkowej
Śląska

5-10.

7

231-2

J a s i e ń k o z K a s i ą polubili s i ę

Kolberg: M a z o w s z e 5 s. 2 6 « nr

278

8

233-4

S z u m i las

Kolberg: Mazowsze 5 s

272

9

241-2

Koło mego o g r ó d e c z k a

Kolberg: Kaliskie 23 s. 99 nr 53

Zwrotki

8-11.

242

Ż e b y ś ty mnie, moja m i ł a ,

Kolberg: K u j a w y 4 s. 7 nr

Zwtotki

8-10.

10

263 nr
109

Brak ostatniej z w r o t k i .
Brak zwrotek

5-3.

chciała
11

250

12

259
Oj, wołałem,
277-87 Biała l e l i j a

13

Przy oknie s p a ł a
wołałem

Kolberg: P o z n a ń s k i e 12 s. 194 nr 371

T e k s t k r ó t s z y o d w i e zwrotki.

Kolberg: Mazowsze 3 s. 140 nr 121

Brak zwrotek 3-S.

Kolberg

Sandomierskie 1 s. 58 nr 53

Z 33 z w r o t k o w e j p i e ś n i

wy­

brane tylko zwrotki 27-29.
[4

280-81 T o p ó l s i ę

15

283

Kolberg: Sandomierskie 1 s. 136 nr 165

rozwija

H u l a j , bujaj, j e l e n i u

Kolberg: Mazowsze 5 s. 277 nr

298

Zwrotki

1-4 i 13-18.

Zwrotki 5-11,

oddzielone

przez Kolberga od

poprzed­

nich p o z i o m ą kreskg.

T A B L I C A
Nr

Strona i t y t u ł p i e ś n i u

1

80

2

143

Przubosia

II

Ź r ó d ł o podane mylnie

Pieśń o gołębiu

Kolberg: P i e ś n i , nr 10 a.

Z ł o t e ziarno

Kolberg: Kaliskie

13, s.169

Sprostowanie

Informacja
nr

170

mylna.

Powinna b y ć : K o l b e r g 23 . . .

3

1 4 5 - 6 Ł a d o 1,11.111.

4

177

Już-ci

5

225

T u r l a m j a se,

6

257

Prosto mego o k i e n e c z k a

Kolberg: P o z n a ń s k i e i 2, lir 271

Powinno byc: Kolberg, 12.
Po/nariskie, s.145 nr 272.

7

273

K o c h a n c c z k a po
chodzi

Steffen

Informacja

8

314

Na kopieczku kwitnie r e ż

P i e ś n i I I , nr 331

9

347

A wyjrzyjże, dziewczyno

Kolberg: P i e ś n i , 11, nr 5

Kolberg: L u b e l s k i e l G , nr 27.219,211.
Kolberg; K i e l e c k i e 18, nr 217

pojechał
turlam

sadeczku

Kolberg: P o z n a ń s k i e 12, s.

c

Informacja

mylna.

289

mylna.

Powinno b y ć : Pieśni, H ,
s. 331 nr 272 c.
Inforinccjo

mylna.

�T A B L I C A
Nr

I

Str.

III
Jest

Pieśń

2
3

75
83
103- - 6

4
5
6

112- - 3
115- - 9
121- - 2

wiersz 6 j 7
O turze, co z ł o t e różki m a
Strala
zwrotka 2 wiersz
O dzieciach p o w r a c a j ą c y c h z n i e w o l i
18
tureckiej
,.
4
W s z y s t k i m ludziom jest ś w i a d o m o
„
18
J a s i u z w o j e n k i jedzie
.,
Brat zabija s i o s t r ę
3
„

127
8
129 - 3 0
135- - 9

K o c h a n e k j a d ą c do d z i e w c z y n y u m i e r a
Pod Krakowem w e wsi co sie b u ł o s i a ł o
W y p r a w a pana do m ł y n a

7
a
9
10
11
12
13
14
15
Ib
17
li!
19
20
21
22
23
24
25

„
143
147- - 8
154- - 6
164
174
175
178
188
193- - 4
206
211- - 1 2

Z ł o t e ziarno
Bóg zapiać
P o ż e g n a n i e domu
Wianek weselny I .
Na wieczór przedślubny
Po wianek
P r z e l e c i a ł y ptaszki
W y s z ł a Kasieńka
Kole ł a s a
Zimnego wiatru
P i e ś ń gaikowa

.,
&gt;•

26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47

213
214
222- - 4
231- - 2
232- - 3

Podkoziolek
Z pieśni dożynkowej
H e j , z g ó r y jadą Mazury
J a s i e n k o z Knsią polubili s i ę
Dumka d z i e w c z ę c i a

jt
238
243 - 4
245 - 6
246 - 7

S k o c z y ł z konia n i e u w a ż n i e
A z w i e c z o r a czarna burza
P o w i e d z i e mi, powiedz
Lipeńka

251- - 5 2
263
2b6
267- - 8
272- - 4
275
277 - 8
296

J e d z i e konik z miasta
Po c ó ż e ś c h o d z i ł a
Droga do dziewczyny
P r z y j e c h a ł o siedmiu
Gricbziujszczek ji łupod
Nie są to ptaszkowie, tylko k a w a l e r o w i e
B i a ł a leiija
Pierse kury zapiały

48
49
50
51
52

324
326
332 - 3
343- - 4
357- - 8

Gdzie będziesz nocowała
M a m b a b ę , mam
A dala s i ę moja pani matka
Poleciała gąska
Piosenka ś w i n i o p a s a

„
1
„Ii
wiersz 2
zwrotka 9 w i e r s z
„
24
,,
„ 25
„
36
w i e r s z 12
z w r o t k a 5 wiersz
6
4
3
„
1
„
1
.,
3
3
„
2
11
„
12
„
15

„

tytuł

4
1
2
3
2
1
1
l
1
1
3
3
3
4
2
3
3
2
1
2
2

,.

I

„

15
1
3
2
2
2
1
3
2
9
17
22
24
3
4
2
1

.,
„

,,

4

..
.,
„
.,
..
.,
„
„
„
„
„
„

2
3
1

„

2

„

„

1
2
1
1
14

Powinno b y ć

szczure
dolej

szyre
dali

swej
pitrzyj
tohie
juzem się ja
rozmyśliła
zabronić
pokochało
na p r ó g
panie
pumę
mnie
a pan m ł o d y
ł a u y, ściHny
Jawy, s t o ł y
oj t y l i rai dobrze
pr*ez
nie m o s z c i j a d o m a
Mareskie
wsie
u c i s k a j , n i e uciekaj
do
pierścionka
pawie
prosił o jej
0 wieniec
podkoziolka
dożęli
Hej, z góry
mi
Jasieńku
w rynku
Jasieńka
dziew z ę
stada
ciebie
Jasieczku
goni
bystro
mam j a
mila
na r ę k u
mi
s i o j n ł a m se
wtórowany
dziewukl
lelijo
1 se z d j ą n te bucicki
pszczółeczko
nie s p t z e d a m
mię
te
docy

swojej
patrzaj
tobiem
juzem się już j a
rozmyśliła
zbronić
zakochało
za próg
pan
pan
a m ł o d y pan
ściany, ławy
stoły, ławy
0 tyla mi dobrze
przed
nie masz ci j i doma
Marewskie
wsio
uciekaj, nie c e k a j
to
pierścienia
panie
p r o s i ł jej o
wieniec
podkoziolek
dożęlim
Hej. z góry, z góry
mnie
Jasiuleńku
w ryku ( p ł o c i e )
Kochanka
złoto
stado
siebie
Jasieńku
płynie
bystra
mam-U
mata
na r ę c e
ma
stojala se
wy torowany
dziewuli
lelija
1 z d j ą n se b u c i c k l
pscółeńko
i sprzedam
mi
to
decy

�GARNCARSTWO L U D O W E
Wydawnictwo „Sztuka", Warszawa 1955

P o s t ę p techniczny z w ę z i ł m o ż l i w o ś c i
produkcyjne
g a r n c a r s t w a ludowego. J u ż u p o w s z e c h n i e n i e
pieców
kuchennych krytych blachą, .dało p i e r w s z e ń s t w o praktyczniejszym i wytrzymalszym „żeleźniakom" przed
g l i n i a k a m i , s k u t k i e m czego m a s o w o , f a b r y c z n i e w y ­
twarzane garnki ż e l a z n e i emaliowane stały s i ę groź­
n y m k o n k u r e n t e m k r u c h e g o t o w a r u , o b w o ż o n e g o po
targach i jarmarkach. T a k ż e wprowadzenie w i r ó w e k
o g r a n i c z y ł o k o n i e c z n o ś ć p o s ł u g i w a n i a s i ę w gospo­
darstwie w i e j s k i m naczyniami zasobowymi. Poza t y m
rozkruszanie s i ę z w y c z a j ó w ludowych, w k t ó r y c h gli­
n i a k i s p e ł n i a ł y w a ż n ą rolę, t e ż nie w y c h o d z i ł o g a r n ­
c a r z o m n a dobre. W t y c h w a r u n k a c h g a r n c a r s t w o —
j a k o p r z e m y s ł t y p o w o glebae a d s c r i p t u s , n a w s k r o ś
l u d o w y , bo u p r a w i a n y p r z e z l u d i n a u ż y t e k l u d u —
t r a c i ł o coraz b a r d z i e j s w ó j c e l i p o d s t a w y r o z w o j u .
A j e d n a k w g a r n c a r s t w i e o d b i j a s i ę poziom k u l t u ­
ry m a t e r i a l n e j i o b y c z a j o w e j p r z e s z ł o ś c i , a nadto po­
z i o m s z t u k i ż y c i a codziennego. Dlatego w a r t o b y ł o
z a j ą ć s i ę t y m tematem.
Praca Romana Reinfussa o polskim garncarstwie l u ­
d o w y m w y p e ł n i a d o t k l i w ą l u k ę w naszej literaturze
n a u k o w e j , niezbyt zasobnej nawet w
monograficzne
opracowania w a ż n i e j s z y c h o ś r o d k ó w garncarskich, a
p o z b a w i o n e j syntetycznego p r z e d s t a w i e n i a c a ł o k s z t a ł ­
tu t e g o ż p r z e d m i o t u . N a p i s a n a j e s t p r z e j r z y ś c i e i z r o ­
z u m i a l e dla szerokiego k r ę g u c z y t e l n i k ó w , a do n a u k i
w n o s i w i e l e nowego m a t e r i a ł u , zdobytego podczas b a ­
d a ń terenowych,
prowadzonych
systematycznie
od
k i l k u lat przez P a ń s t w o w y I n s t y t u t S z t u k i , b a d a ń
indywidualnych oraz czynnej w s p ó ł p r a c y z akcją k o n ­
k u r s o w ą , o r g a n i z o w a n ą przez M i n i s t e r s t w o
Kultury
i Sztuki w różnych w o j e w ó d z t w a c h . Autor dokonał
c z y n u pionierskiego, p o d a w s z y po r a z p i e r w s z y w n a ­
szej l i t e r a t u r z e w s p o s ó b z w i ę z ł y dzieje r z e m i o s ł a
g a r n c a r s k i e g o od z a r a n i a m ł o d s z e j e p o k i k a m i e n n e j
a ż do n a s z e j
współczesności, w której
wytwórcy
z r z e s z e n i zostali w s p ó ł d z i e l n i a c h ; po r a z p i e r w s z y
p o d a ł p r z e g l ą d form i zdobnictwa n a c z y ń w y r a b i a ­
n y c h n a obszarze P o l s k i L u d o w e j i po r a z p i e r w s z y
s c h a r a k t e r y z o w a ł ż y w e do d z i ś w t e r e n i e
ogniska
garncarskie. T o wszystko j e d n y m tchem n a l e ż y po­
w i e d z i e ć o k s i ą ż c e Reinfussa, obfitującej w
bogac­
t w o r z e t e l n i e zebranego i dobrze u p o r z ą d k o w a n e g o
materiału.
Nadto
należy
p o d k r e ś l i ć , ż e fotografie
p r z e d m i o t ó w z o s t a ł y d o s k o n a l e w y b r a n e przez a u t o ­
r a . I l u s t r u j ą one istotnie n a j l e p s z e okazy polskiego
g a r n c a r s t w a ludowego z a r ó w n o co do k s z t a ł t u , j a k
i co do z d o b n i c t w a . S z k o d a , ż e do poziomu s a m e j se­
l e k c j i n i e dostosowano t e c h n i c z n e g o p o z i o m u r e p r o ­
d u k c j i . N i e m a l w s z ę d z i e r a z i n a s t ł o poplamione, a
jego
p r o p o r c j a w s t o s u n k u do samego p r z e d m i o t u
c z ę s t o jest w a d l i w a . Nadto n a l e ż y z a u w a ż y ć , ż e dolepione n a k o ń c u k s i ą ż k i e r r a t a o b e j m u j ą , niestety,
t y l k o 1/3 i l o ś c i p o m y ł e k
drukarskich. Mimo tych
i i n n y c h usterek, k s i ą ż k ę n a l e ż y u w a ż a ć z a u d a n ą
pozycję wydawnictwa „Sztuka".
P o n i e w a ż jednak badania ceramiki ludowej w P o l ­
sce b y n a j m n i e j n i e d o b i e g ł y k o ń c a , a w b l i s k i m c z a ­
sie m o ż n a s i ę s p o d z i e w a ć m o n o g r a f i c z n y c h
opraco­
w a ń w a ż n y c h , a niedostatecznie
poznanych
ośrod­
k ó w g a r n c a r s k i c h , w y d a j e m i s i ę , ż e p o ż ą d a n e jest
zaopatrzenie n i n i e j s z e j r e c e n z j i w dodatkowe u w a g i .
Przede w s z y s t k i m n a l e ż a ł o b y ustalić t e r m i n o l o g i ę
technologiczną garncarstwa, która w książce
Rein­
fussa nie zawsze jest trafna. A w i ę c :
c z e r e p e m
n a z y w a s i ę z w y k l e nie s u r o w e
tworzywo naczynia
glinianego, ale j u ż w y p a l o n e . J e s t on z z a s a d y po­
rowaty w naszych naczyniach ludowych z powodu
wypalania ich w temperaturze niskiej.
A n g o b ą
nie n a z y w a s i ę u n a s p o l e w a , lecz p o w ł o k a z g l i n k i ,
w y s t ę p u j ą c a w ludowych naczyniach glinianych jako
p o b i a ł k a (aczkolwiek francuskie s ł o w o
e n g o b e,
a w i ę c to, co s c a l a s i ę z i n n y m przedmiotem, m o ż e o d ­

n o s i ć s i ę z a r ó w n o do p o b i a ł k i , j a k i s z k l i w a ) . G 1 i n k a k o l o r o w a n i e j e s t t y m s a m y m co p o l e w a ,
p o1e w a
z a ś nie jest c z y m ś innym n i ż glazura, g d y ż
polewa, g l a z u r a , s z k l i w o — to jedno.
W podanych przez autora informacjach o d n o s z ą ­
c y c h s i ę do t e c h n i k i p r o d u k c j i n i e m a ż a d n y c h u c h y ­
b i e ń . O d z n a c z a j ą s i ę one z w i ę z ł o ś c i ą . N i e m n i e j , w y ­
daje m i s i ę , ż e n i e k t ó r e u w a g i w y m a g a j ą r o z s z e r z e ­
nia. J e ś l i n p . c z y t a m y , ż e g a r n c a r z e p r a ż o n y
ołów
m e ł l i w ż a r n a c h na proszek i p r z e s i e w a j ą c przez
sito o k u r z a l i n a c z y n i a , ale „ w w i e l u o ś r o d k a c h z a ­
p o m n i a n o j u ż o t y m sposobie" — w y d a j e m i s i ę , ż e
n a l e ż a ł o b y d o d a ć , ż e to o d w r ó c e n i e s i ę od tego r o ­
dzaju techniki glazurowania b y ł o w y n i k i e m smutnych
d o ś w i a d c z e ń garncarzy, którzy stwierdzili (szczegól­
nie n a U k r a i n i e ) , ż e p y ł o ł o w i o w y z a t r u w a ł i c h o r ­
ganizm, w y w o ł u j ą c r ó ż n e schorzenia, kurcze ż o ł ą d k a ,
krwotok w e w n ę t r z n y , a nawet u t r a t ę wzroku i epi­
lepsję. (Także nadmiar ołowiu w niskotopliwym s z k l i ­
wie, w y ł u g o w y w a n y przez k w a s y w potrawach, s t a w a ł
się przyczyną rozmaitych o b j a w ó w zatrucia orga­
n i z m u z c h o r o b ą „ k o l i k " n a czele).
R o z d z i a ł o k s z t a ł t a c h n a c z y ń w i i to b y w p r z y s z ­
łości u z u p e ł n i ć m a t e r i a ł e m gwarowym. L u d bowiem,
k t ó r e g o j ę z y k s p e ł n i a ł dobrze r o l ę n a r z ę d z i a p o r o z u ­
miewania się ludzi m i ę d z y sobą, w y t w o r z y ł
wcale
bogatą onomastykę kształtów
naczyń,
regionalnie
z r ó ż n i c o w a n ą , podobnie z r e s z t ą j a k samo g a r n c a r s t w o .
O d n o s i s i ę ona p r z e w a ż n i e do p o j e m n o ś c i n a c z y ń l u b
ich k s z t a ł t u o g ó l n e g o . Wystarczy w s p o m n i e ć , ż e w
czasopiśmie warszawskim
„Pamiętniku
ReligijnoM o r a l n y m " z r. 1854 autor a r t y k u ł u o I ł ż y , w y w o ż ą ­
cej w X V I i X V I I w . t o w a r g l i n i a n y do G d a ń s k a
i S z w e c j i — podobnie j a k K o ł a c z y c e , D e n k ó w i B y d ­
goszcz — takie z n a ł n a z w y g a r n k ó w : „ p ł a s z c z y z n y" — to jest m i s k i , p o k r y w y i r y n k i ;
„drobiszc z e" — b y ł o n a z w ą m a ł y c h g a r n k ó w ;
„p o d p n i ac z ę t a" — t a k z w a ł y s i ę k w a r t ó w k i ;
„o b s z e r n i a k i " — to t r z y k w a t e r k ó w k i ;
„ p n i a k i " — to
garnce;
„j a g i e 1 n i k i " — d w u g a r n c e ;
„kruszc e" — s t ą g w i e . W O l k u s k i e m z a ś , w e d l e S t . C i ­
szewskiego, d u ż y g l i n i a n y g a r n e k z w a ł s i ę „ s t e m p o c e k", m n i e j s z y — „ g r o s o c e k", p r z y s a d z i ­
sty z a ś , a p o j e m n y — „ k e m p i o c e k".
Garnek
k w a r t o w y n a z y w a ł s i ę „ c a r e c k a", n a c z y n i e
do
topienia s ł o n i n y — „r y n e c k a",
a trójnóżek —
,,k o z ś o ł e c e k". W S a n d o m i e r s z c z y ź n i e z n a n e s ą
d u ż e „ w o d z i a k i " oraz k o c i o ł e k do p a r z e n i a b i e ­
l i z n y , zw.
„ p o 1 e w a n i c a".
Na Śląsku Cieszyń­
s k i m karmiono n i e m o w l ę t a z n a c z y n i a glinianego
z rurką, zwanego
„ c y p e k", k t ó r a to n a z w a w y ­
w o d z i s i ę od p ł ó c i e n n e g o c z e p k a , u ż y w a n e g o p i e r w o t ­
n i e w r a z i e potrzeby z a smoczek do s s a n i a k a s z k i
o s ł o d z o n e j . Do p o g ł ę b i e n i a w i ę c p r o b l e m u g a r n c a r ­
stwa, a w szczególności w y s t ę p u j ą c y c h w n i m form,
p o ż ą d a n e jest p r z e p r o w a d z e n i e o d n o ś n y c h b a d a ń j ę ­
zykowych.
Autor, d o c i e k a j ą c ź r ó d e ł w p ł y w ó w p o s t r o n n y c h n a
c e r a m i k ę l u d o w ą , nie w s p o m n i a ł — i s ł u s z n i e — o
w p ł y w i e zagranicy. W znanych mi bowiem statutach
c e c h ó w garncarskich nie c z y t a ł e m o o b o w i ą z k u o d ­
bywania takiej p r a k t y k i za granicą, c h o ć wzorem z a ­
chodnio-europejskim
wymagano
tego od
czeladni­
k ó w c e c h u m a l a r z y , z ł o t n i k ó w , r z e ź b i a r z y itp. S t w i e r ­
dzenie tego f a k t u u z a s a d n i a ł o b y w z n a c z n y m stopniu
rodzimość
formy
polskiego g a r n c a r s t w a ludowego.
Autor w s p o m n i a ł natomiast i o innych ź r ó d ł a c h w p ł y ­
w ó w : m a n u f a k t u r a c h , s z k o ł a c h oraz o i n g e r e n c j i i n ­
teligentów. T u należy zaznaczyć, że patronacka akcja
i n t e l i g e n t ó w sięga c z a s ó w dawniejszych n i ż moda na
l u d o w o ś ć , p o w s t a ł a wprawdzie w okresie R o m a n t y z ­
mu, ale j a k o z j a w i s k o s p o ł e c z n e r o z w i j a j ą c a s i ę do­
piero od p o c z ą t k u X X w . J a k i m i d r o g a m i m o g ł y p o ­
w s t a w a ć u l u d u n i e k t ó r e formy c e r a m i c z n e , d a j e n a m

179

�przykład M . Łopuszańska, która w „Gazecie
Rze­
m i e ś l n i c z e j " n r 5 z r. 1905 podaje, ż e w P a w ł o w i e l u ­
belskim ks. P i o t r o w s k i d o s t a r c z a ł g a r n c a r z o m „ m o ­
deli w e d ł u g w y k o p a l i s k
s t a r o s ł o w i a ń s k i c h lub też
wedle greckich urn", a c z y n n o ś ć t ę u w a ż a ł za „ c h w a ­
lebną".
Poważniejszego
natomiast
uzupełnienia
wymaga
rozdział pracy Reinfussa t r a k t u j ą c y o formie i zdob­
nictwie. W o m a w i a n i u zagadnienia formy nie m o ż e ­
m y o g r a n i c z y ć s i ę do a n a l i t y c z n e g o p r z e d s t a w i e n i a
części s k ł a d o w y c h naczynia: nóżek, brzuśca,
szyjki,
u c h a i k o ł n i e r z a (bo tak, a n t r o p o m o r f i z u j ą c n a c z y ­
n i e , n a z y w a l u d jego c z ę ś c i ) . F o r m ę b o w i e m c h a r a k t e ­
r y z u j e synteza tych c z ł o n ó w w y p o w i a d a j ą c a s i ę nie
w „ w y m o d e l o w a n y m k o n t u r z e " (str. 49)), ale — lepiej
p o w i e d z i e ć — w p r o f i l u , k t ó r e g o u k s z t a ł t o w a n i e jest
w g a r n c a r s t w i e bodaj z a s a d n i c z e , j a k o p o d s t a w a a r ­
t y s t y c z n e j w a r t o ś c i formy. P r o f i l w ł a ś n i e s t a n o w i w
z n a c z n y m s t o p n i u d i f f é r e n c i a specifica m i e d z y p o l ­
s k i m garncarstwem ludowym a analogicznymi for­
m a m i z a g r a n i c z n e g o pochodzenia. O k r e ś l e n i e p r o f i l u
— co p r a w d a t r u d n e do w y s ł o w i e n i a — n a l e ż y do
o b i e k t y w n e g o opisu, w k t ó r y m s t o p i e ń o d c h y l e n i a
n a j w y ż s z e j w y d ę t o ś c i b r z u ś c a w g ó r ę od p o ł o w y w y ­
s o k o ś c i naczynia gra dużą rolę. N a j w a ż n i e j s z a
jed­
n a k j e s t ocena p r o f i l u ze s t a n o w i s k a estetycznego, co
jako wyraz
naszej
wrażliwości na formę, smaku
i kultury artystycznej — decyduje o hierarchii z a ­
k w a l i f i k o w a n i a p r z e d m i o t u do sztuki.
W charakterystyce s k ł a d o w y c h części formy g a r n ­
c a r s k i e j autor m a ł o u w a g i p o ś w i ę c i ł u c h u . T y m c z a ­
s e m t e n n a p o z ó r m a ł o z n a c z n y dodatek j e s t w k o m ­
pozycji naczynia problemem b y n a j m n i e j nie b ł a h y m .
G a r n c a r z l u d o w y k s z t a ł t u j e j e i n a l e p i a bez w a h a n i a ,
trafia z a w s z e w sedno, bez n a m y s ł u w y b i e r a j ą c z w i e ­
lu m o ż l i w o ś c i j e d n ą — n a j l e p s z ą , o c z y w i ś c i e z a n i e ­
o m y l n y m podszeptem tradycji. A l e ceramik, k s z t a ł ­
cony w szkole, b i e d z ą c s i ę n a d w y b o r e m f o r m y u c h a ,
r o z w i ą z a ć m u s i zagadnienie z e s t r o j e n i a d w ó c h r z e ­
czy n i e j e d n o r o d n y c h : n a c z y n i a wytoczonego n a kole
i u c h a mieszonego w d ł o n i a c h a n a d t o b r y ł y z l i n i ą ,
a k i e r u n k u o d ś r o d k o w e g o z d o ś r o d k o w y m . Nieobo­
j ę t n e s ą w tej p r a c y p u n k t y n a l e p i e n i a u c h a , jego
g r u b o ś ć i d ł u g o ś ć , a nade w s z y s t k o k s z t a ł t , k t ó r y by

u z u p e ł n i a ł naczynie, h a r m o n i z o w a ł z nim, o k r a s z a ł
je, a n i e p o p a d a ł w k o n f l i k t z c h a r a k t e r e m t w o r z y ­
w a , to j e s t nie n a ś l a d o w a ł w glinie kutego ż e l a z a ,
g i ę t e g o d r u t u , r z n i ę t e g o d r z e w a lub o b ł ą k a p l e c i o ­
nego z p r ę c i a .
T y l k o ten, kto b i e d z i ł s i ę n a d t y m
problemem z g l i n ą w dłoni, wie, j a k trudno osadzić
ucho, aby ono b y ł o dostatecznie d u ż e , grube i silne,
b y m o g ł o s p e ł n i a ć s w e f u n k c j o n a l n e zadanie, a j e d ­
n o c z e ś n i e — b y p o s i a d a ł o k s z t a ł t zgodny z f o r m ą
przedmiotu, z k t ó r y m jest ściśle z ł ą c z o n e .
S a m a d o s k o n a ł o ś ć t e c h n i c z n a n i e g r a t u roli p r z o ­
d u j ą c e j . S a m e r ę c e w p r a w n e nie w y s t a r c z a j ą do w y ­
k o n a n i a p i ę k n e g o g a r n k a . Podobnie m a s i ę rzecz z
s z a t ą z e w n ę t r z n ą naczynia. T y m bardziej ż e nie z a w ­
s z e z a l e ż y o n a od g a r n c a r z a . U g a r n c a r z a ludowego
ż a d n a b a r w a n i e j e s t u s t a l o n a , bo technologia jego,
nie o p a r t a o c h e m i ę , n i e p o z w a l a m u n a p r e p a r o w a ­
nie b a r w n y c h s z k l i w o zamierzonym kolorze ani t e ż
n a niezawodne
kierowanie
procesem
wypalania.
Wskutek tych b r a k ó w wiedzy fachowej
wychodzą
spod jego r ę k i r ó ż n e fiolety i c z e r n i e m a n g a n u , r ó ż ­
ne zielenie m i e d z i o r a z
żółcienie i brązy
ugrów.
M o ż n a b y d o j ś ć do p a r a d o k s a l n e g o t w i e r d z e n i a , ż e
garncarz ludowy umie wiele, d z i ę k i temu, ż e w i e m a ­
ł o . W istocie j e d n a k u m i e j ę t n o ś ć jego j e s t k r u c h a .
T o t e ż o g i e ń p ł a t a n i e r a z z ł o ś l i w e figle g a r n c a r z o w i ,
n a r a ż a j ą c go n a s t r a t y m a t e r i a l n e , ś c i e r a j ą c m u m a ­
l o w i d ł o i p r z e i n a c z a j ą c jego p r a c ę . T e n n i e p o w o ł a n y
dekorator, od k t ó r e g o ż a d e n g a r n c a r z u s t r z e c s i ę nie
m o ż e , zabawia s i ę nieraz w artystę, d a j ą c w szkliwie
i s t n y poemat n i e u c h w y t n y c h l ś n i e ń i d r ż e ń oraz t r u d ­
n y c h do w y r a ż e n i a u r o k ó w z a m a z a ń o r n a m e n t u . P o ­
d z i w i a m y w t e d y k w i a t y , k t ó r y c h ż a d e n ogrodnik nie
hoduje, i ptaki, k t ó r e w ż a d n y m k r a j u nie ż y j ą ,
i gwiazdy, k t ó r e n a ż a d n y m niebie nie ś w i e c ą .
A l e nade w s z y s t k o cieszy n a s ś w i a d o m e d z i a ł a n i e
g a r n c a r z a ludowego i jego t r a f n y w y b ó r ś r o d k ó w ,
k t ó r e n i e p o z w a l a j ą m u n a zagubienie s i ę m i ę d z y
p r a w d ą n a t u r y a e l e m e n t a r n y m i p o s t u l a t a m i sztuki.
D a n i e w y r a z u r a d o ś c i i u m o t y w o w a n i e naszego z a ­
chwytu nad dziełami naszych artystów — garncarzy
t e ż n a l e ż y do o b o w i ą z k u p i s z ą c y c h o sztuce.
Tadeusz

CERAMIKA L U D O W A NA I OGÓLNOPOLSKIEJ

Seweryn

WYSTAWIE

CERAMIKI I SZKŁA A R T Y S T Y C Z N E G O W E WROCŁAWIU

Staraniem Ministerstwa Kultury i Sztuki zorgani­
zowana została w I V kwartale u b i e g ł e g o roku w M u ­
zeum Ś l ą s k i m we W r o c ł a w i u I O g ó l n o p o l s k a W y s t a ­
w a C e r a m i k i i S z k ł a A r t y s t y c z n e g o , i l u s t r u j ą c a po­
w o j e n n y dorobek P o l s k i w z a k r e s i e w s z y s t k i c h d z i a ­
ł ó w ceramiki artystycznej i szkła dekoracyjnego.
Obfity m a t e r i a ł w y s t a w o w y , e k s p o n o w a n y w s p o s ó b
estetyczny w k i l k u o b s z e r n y c h s a l a c h , u j ę t y z o s t a ł
w szereg d z i a ł ó w , p o c z ą w s z y od m a ł o n a o g ó ł z n a ­
n y c h w y r o b ó w c e r a m i c z n y c h , z n a j d u j ą c y c h zastoso­
w a n i e w d e k o r a c j i a r c h i t e k t o n i c z n e j , poprzez u ż y t ­
k o w e w y r o b y f a b r y c z n e z porcelany, p o r c e l i t u , f a ­
j a n s u , k a m i o n k i , do e k s p e r y m e n t a l n y c h o s i ą g n i ę ć I n ­
stytutu W z o r n i c t w a P r z e m y s ł o w e g o i r ó ż n y c h uczelni
p l a s t y c z n y c h czy p o s z c z e g ó l n y c h a r t y s t ó w ,
kończąc
na ceramice ludowej, na której w niniejszej recenzji
skupimy naszą u w a g ę .
W y r o b y l u d o w e w y s t a w i o n e z o s t a ł y w d w ó c h ob­
szernych salach oraz w części p r z y l e g ł e g o korytarza.
M n i e j s z e p r z e d m i o t y , j a k np, okazy l u d o w e j r z e ź ­
by — w oszklonych gablotkach, naczynia z a ś — na
o b i t y c h s z a r y m p ł ó t n e m o t w a r t y c h stopniach. K o n ­
c e p c j a w y s t a w y w dziale w y r o b ó w l u d o w y c h b y ł a

180

z u p e ł n i e prosta. N a w s t ę p i e dano p r z e g l ą d f o r m , w y ­
s t ę p u j ą c y c h w garncarstwie ludowym, dalej r ó ż n e
r o d z a j e w y r o b ó w g a r n c a r s k i c h , w z a l e ż n o ś c i od g a ­
tunku surowca, techniki w y k o n a n i a i zdobienia (bi­
skwity, siwaki, naczynia malowane i glazurowane),
d r o b n ą g a l a n t e r i ę i r z e ź b ę l u d o w ą (ptaszki z I ł ż y ,
plastyka figuralna z Medyni G ł o g o w s k i e j i U r z ę d o w a ) ,
wreszcie p r z e g l ą d ceramiki ludowej ilustrujący jej
z r ó ż n i c o w a n i e regionalne. N a z a k o ń c z e n i e p r z e d s t a ­
wione z o s t a ł o zagadnienie r o l i n a d z o r u C P L i A w d z i e ­
d z i n i e podnoszenia p o z i o m u a r t y s t y c z n e g o l u d o w e j c e ­
r a m i k i . U k ł a d w y s t a w y m i m o s w e j prostoty o k a z a ł
s i ę nieco t r u d n y dla z w i e d z a j ą c y c h , g d y ż
zanadto
rozpraszał poszczególne zespoły. Naczynia z tych sa­
m y c h o ś r o d k ó w w i d z i e l i ś m y raz j a k o p r z y k ł a d y form
u ż y t k o w y c h , po r a z d r u g i j a k o o k a z y t e j c z y i n n e j
techniki, trzeci z a ś raz w ś r ó d z e s p o ł ó w regionalnych,
a czasem jeszcze czwarty — w ś r ó d o s i ą g n i ę ć nadzoru
a r t y s t y c z n e g o C P L i A . Ponadto z o s t a ł on w s z c z e g ó ­
ł a c h t u i ó w d z i e p o z a c i e r a n y przez „ c h o c h l i k a w y ­
stawowego", k t ó r y d l a o s i ą g n i ę c i a efektu e s t e t y c z n e ­
go — bez s k r u p u ł ó w p r z e s t a w i a g a r n k i k p i ą c z s y -

�s t e m a t y k i i l e k c e w a ż ą c w y t y c z n e o p r a c o w a n e g o przez
f a c h o w c ó w scenariusza.
M a t e r i a ł u wystawowego d o s t a r c z y ł a organizatorom
Centrala P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego,
co
m i a ł o te. d o b r ą s t r o n ę , ż e u w o l n i ł o i c h od k o n i e c z n o ś ­
ci p e n e t r a c j i t e r e n o w e j , ale r ó w n o c z e ś n i e
zawęziło
z a s i ę g w y s t a w y do e k s p o n a t ó w z o ś r o d k ó w z o r g a n i ­
z o w a n y c h w C P L i A , b ą d ź t e ż p r z e z n i ą w t e n czy
inny s p o s ó b kontrolowanych. T a j e d n o s t r o n n o ś ć w y ­
boru m a t e r i a ł u wystawowego d o s y ć ujemnie z a c i ą ż y ­
ła n a c a ł o ś c i , z u b o ż a j ą c w y s t a w ę , k t ó r a s k u t k i e m te­
go w y k a z y w a ł a p o w a ż n e b r a k i . I t a k n p . w p r z e g l ą ­
dzie r ó ż n y c h f o r m z a s t o s o w a n i a n a c z y ń g l i n i a n y c h
b r a k ł o c h o ć b y z d o b i o n y c h m a ś l n i c do w y r o b u m a s ł a ,
czy p o d k u r z a c z y d l a p s z c z e l a r z y ; w ś r ó d t e c h n i k zdob­
n i c z y c h p o m i n i ę t o s i w a k i z d e k o r a c j ą w postaci c z a r ­
nej m a l a t u r y ; z a ś w p r z e g l ą d z i e r e g i o n a l n y m poszcze­
g ó l n e o ś r o d k i , j a k np. B o l i m ó w czy P a w ł ó w , p o t r a k ­
towane z o s t a ł y w s p o s ó b jednostronny.
Nie b y ł y reprezentowane takie d o s k o n a ł e p r a c o w ­
nie, j a k n p . J e l e ś n i a ń s k i e g o z M i l ó \ ^ i ,
Bilińskiego
ze S t a r e g o S ą c z a , C z e c z e l e w s k i e g o z s i e l c z y k a (pod
B i a ł ą Podlaską), J ó z e f a G ł u s z k a z C h a ł u p e k i wiele
innych.
Obficie natomiast pokazano wyroby z pracowni
zrzeszonych w C P L i A , j a k np. s p ó ł d z i e l n i a w K a r t u ­
zach ( L . Necel, Meissner, K a z i m i e r c z a k ) , s p ó ł d z i e l n i e
we W ł o c ł a w k u (wyroby W. Nowakowskiego),
Siera­
dzu ( H . M u s z y ń s k i , P e r t k i e w i c z ) , T o m a s z o w i e M a z o ­
wieckim (E. Arkuszyński, J . Budkiewicz, J . Malczew­
ski, T r z e ś n i o w s k i ) , Ł o w i c z u ( L . K o n o p c z y ń s k i ) , B i e l ­
s k u - B i a ł e j (W. i F . M a t u s i a k o w i e ) , I ł ż y (W. K i t o w s k i ,
K o s i a r s k a , S. L u b a , S . P a s t u s z k i e w i c z , J . Poletek,
J . Purski, A. Rokita, F . Bąbel, T. Bąbel, K . Ciepiel e w s k i , C . J e ż ) , P u ł t u s k u (W. L a t o s z e k , Z . P l a g o w ski, E . P i o t r o w s k i ) , B i a ł y m s t o k u (W. G a c k i , A . K r a ­
szewski, J , Panas, L . S o ł o ś c i u k i e w i c z , G . Szeremie­
tiew), P a w ł o w i e ( E . F a r i o n , J . i P . W i t e k , K . Z o ł nacz), w J a n o w i e L u b e l s k i m ( J . N o w o r o l , A . i J .
S t a ń k o oraz c a ł a r o d z i n a S t a r t k ó w ) , Ł a ń c u c i e ( E .
Chmiel, W. Jurek, W. K ę p a , S. K o t , J . Plizga, W.
Prucnal, A. Ruta, J . Schodziński, E . Welc, J , Woś).
Wyroby zaprezentowane
na wystawie
to
prze­
w a ż n i e p o p r a w n i e pod w z g l ę d e m t e c h n i c z n y m w y k o ­
nana produkcja bieżąca,
którą znamy z wielu już
w y s t a w czy p u b l i k a c j i . Z i n n y c h n a l e ż y
wymienić
wyroby Kazimierczaka z Kartuz, które ciemną, gład­
k ą g l a z u r ą o d b i e g a j ą od p o w s z e c h n i e z n a n y c h w y r o ­
b ó w k a s z u b s k i c h N e c l a czy M e i s s n e r a , oraz m a l o w a ­
ne w y r o b y M a t u s i a k ó w z B i e l a n w p o w i e c i e O ś w i ę ­
cim.

tern w r e a k t y w o w a n ą t e c h n i k ę d e k o r a c y j n ą , j p r z e j d ą
do r o z w i j a n i a i p o m n a ż a n i a t r a d y c y j n e g o zasobu d e ­
koracyjnego.
W a ż n y moment wkrzeszenia zarzuconej techniki
dekoracyjnej zbyt m o ż e s ł a b o został wykorzystany,
z w ł a s z c z a z a ś t a m , gdzie p o d s u m o w y w a n o o s i ą g n i ę c i a
nadzoru artystycznego C P L i A , n i e s ł u s z n i e
natomiast
w t y m dziale z n a l a z ł y s i ę w y r o b y K . R o g o w s k i e g o
z B i a ł e j P o d l a s k i e j , k t ó r y n i e j e s t zrzeszony w s p ó ł ­
dzielni C P L i A , poziom jego w y r o b ó w t r u d n o w i ę c
z a p i s a ć n a poczet z a s ł u g c e p e l i o w s k i e g o n a d z o r u .
Skoro j u ż m o w a o z a s ł u g a c h , n a s u w a s i ę jeszcze
jedna uwaga. N a wystawie w r o c ł a w s k i e j z u p e ł n i e nie
p o d k r e ś l o n o roli, j a k ą w dziedzinie opieki n a d c e r a ­
m i k ą l u d o w ą o d g r y w a od w i e l u lat p r o w a d z o n a a k c j a
Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki. Wiele o ś r o d k ó w g a r n ­
c a r s k i c h , k ó r y c h p r o d u k c j a zdobi d z i ś w i t r y n y s k l e ­
p ó w C P L i A , zostało odkrytych lub uaktywnionych w
kierunku artystycznym przez konkursy i w y s t a w y
o r g a n i z o w a n e przez W y d z i a ł S z t u k i L u d o w e j M i n i ­
s t e r s t w a K u l t u r y i S z t u k i . N i e k i e d y dopiero n a t y c h
właśnie wystawach
zapoznawali
się
pracownicy
C P L i A z nie z n a n y m i i m o ś r o d k a m i g a r n c a r s k i m i
i n a w i ą z y w a l i pierwsze kontakty handlowe z w y ­
twórcami.
Ze s p r a w ą ceramiki ludowej w i ą ż e s i ę w pewnej
m i e r z e a k c j a p r o w a d z o n a przez I n s t y t u t W z o r n i c ­
twa P r z e m y s ł o w e g o , który w w y t w ó r n i f a j a n s ó w we
2

^ T e n s a m b ł ą d p o w t a r z a s i ę n a str. 86 k a t a l o g u
w y s t a w y , gdzie K . R o g o w s k i f i g u r u j e w d z i a l e z a t y ­
t u ł o w a n y m „Spółdzielnie garncarskie C P L i A " .

Po r a z p i e r w s z y n a w y s t a w i e w r o c ł a w s k i e j p o k a ­
zano ś w i e ż o r e a k t y w o w a n ą c e r a m i k ę „ f l a m e r o w a n ą "
z Pułtuska. Flamerowanie n a c z y ń , n i e g d y ś d o s y ć roz­
powszechnione na terenie K u r p i o w s z c z y z n y (Pułtusk,
W y s z k ó w , Serock), p o l e g a ł o na tym, ż e plastyczne
jeszcze n a c z y n i e g l i n i a n e p o l e w a n o b i a ł ą a n g o b ą , c z y ­
li tzw. ,,tonem", a n a s t ę p n i e ryto w z ó r z a p o m o c ą
rylca. Po wyszuszeniu i wypaleniu naczynia malo­
wano je barwnymi farbami podszkliwnymi, które w
drugim wypale pokrywano b e z b a r w n ą glazurą .
W e d ł u g badań M. 2ywirskiej, która garncarstwu
kurpowskiego p o ś w i ę c i ł a o s o b n ą pracę,
flamerowa­
nie z a m a r ł o n a K u r p i a c h pod
koniec
pierwszego
d z i e s i ę c i o l e c i a m i ę d z y w o j e n n e g o (w l a t a c h 1928—1930).
1

Obecnie, d z i ę k i w y s i ł k o m
nadzoru
artystycznego
C P L i A , z a r z u c o n a t e c h n i k a zdobnicza o d ż y ł a . W y r o ­
by E . P i o t r o w s k i e g o , Z . P l a g o w s k i e g o i W ł . L a t o s z k a — z a r ó w n o w formie, j a k i o g ó l n y m c h a r a k t e r z e
d e k o r a c j i — s t a r a j ą s i ę n a w i ą z y w a ć do t r a d y c j i . Nie
z a w s z e s i ę to j e d n a k udaje, czego p r z y k ł a d e m m o ż e
b y ć d z b a n E . P i o t r o w s k i e g o , ozdobiony n a b r z u ś c u
l i n i ą ł a m a n ą i szeregiem r y t m i c z n i e p o w t a r z a j ą c y c h
s i ę k ł o s ó w . B y ł o b y m o ż e w s k a z a n e , aby n a d z ó r a r ­
tystyczny spółdzielni garncarskiej w P u ł t u s k u n a k ł o ­
n i ł n a p o c z ą t e k g a r n c a r z y m i e j s c o w y c h do p o w t a ­
rzania dawnych w z o r ó w , znanych z cytowanej p r a ­
cy Ż y w i r s k i e j , D o p i e r o gdy w ż y j ą s i ę oni z p o w r o -

1

Maria Zywirska: Garncarstwo Puszczy Białej.
P r a c e i M a t e r i a ł y E t n o g r a f i c z n e , T , V I I , str. 345.

Ryc.

1.

Reaktywowana
Wyk.

Zdzisław

ceramika
Plagowski,

„flamerowaną".
Pułtusk.

181

�Ryc.

2.

Reaktywowana
Wyk.

Władysław

Włocławku
organizował
kolektywy
projektanckie,
złożone z miejscowych
robotnic
fabrycznych lub
specjalnie w tym celu zaproszonych m a l a r e k ludo­
wych z Powiśla Dąbrowskiego. Na wystawie w r o c ł a w ­
s k i e j d z i a ł a l n o ś ć ta z o s t a ł a z i l u s t r o w a n a d o s y ć j e d n o ­
s t r o n n i e — p r z e z s e r i ą t a l e r z y m a l o w a n y c h przez k o ­
l e k t y w robotnic z f a b r y k i f a j a n s ó w w e W ł o c ł a w k u .
Nie b y ł natomiast w s p o s ó b r ó w n o r z ę d n y zadoku­
mentowany
dorobek
kolektywu malarek
ludowych
z P o w i ś l a D ą b r o w s k i e g o , co ze w z g l ą d u n a w n i o s k i
w y p ł y w a j ą c e z p o r ó w n a n i a m o g ł o b y b y ć niezwykle
interesujące.
C e r a m i k i p r o d u k o w a n e j przez f a b r y k i i w p r a c o w ­
n i a c h z a k ł a d ó w n a u k o w y c h o m a w i a ć nie b ę d z i e m y ,
g d y ż p r z e k r a c z a ł o b y to j u ż r a m y n i n i e j s z e j r e c e n z j i .
W s p o m n i e ć jednak należałoby o nielicznych wypad­
k a c h , k i e d y czy to w t o k u n a u k i , czy j u ż w p r o ­
d u k c j i p i a s t y k - d e k o r a t o r s i ą g a do d o ś w i a d c z e ń l u d o ­
w e j s z t u k i zdobniczej. P r z y k ł a d y tego r o d z a j u m o ż ­
n a b y ł o o b s e r w o w a ć w ś r ó d w y r o b ó w u c z n i ó w prof.
R . K r z y w c a . W y t r a w n y ten pedagog d o c e n i ł w a r ­
tość c e r a m i k i ludowej j a k o elementarza, na k t ó r y m
p o c z ą t k u j ą c y c h a d e p t ó w sztuki n a l e ż y u c z y ć p i e r w ­
s z y c h liter alfabetu zdobienia b r y ł y obrotowej. Ż e
pojętni uczniowie potrafią później z tych w i a d o m o ś ­
ci samodzielnie
korzystać,
w i d a ć z prac dawnej
u c z e n n i c y prof. K r z y w c a , I r e n y D r o ż d ż , k t ó r a w o p a r ­
c i u o l u d o w e formy d e k o r a c j i c e r a m i c z n e j p o t r a f i ł a
z n a l e ź ć w ł a s n y s p o s ó b plastycznego
w y r a z u , czego
liczne d o w o d y d a ł a d e k o r u j ą c w y r o b y s p ó ł d z i e l n i w
Suwałkach.
W związku z w y s t a w ą wrocławską został wydany
katalog, s t a n o w i ą c y
p r a c ę z b i o r o w ą pod
redakcją
M . S t a r z e w s k i e j , k t ó r y d z i ę k i s w e j bogatej t r e ś c i
stanowi c e n n ą p o z y c j ę bibliograficzną.
Interesujące
nas zagadnienia ceramiki ludowej znajdujemy w roz­
d z i a ł a c h pisanych przez J a n i n ę O r y n ż y n ę i K o r n e l i ę
Popławską.
Praca O r y n ż y n y („Zagadnienia ceramiki ludowej"
str. 55—65) w u k ł a d z i e t r e ś c i n a w i ą z u j e do ekspo­
zycji. O m a w i a w i ę c w niej autorka zagadnienie funk­
cjonalności
wyrobów
garncarskich i jej
związek
z f o r m ą n a c z y ń ludowych, n a s t ę p n i e zajmuje s i ę po­
krótce techniką
w y r o b u i zdobienia oraz a n a l i z y
drobnej p l a s t y k i f i g u r a l n e j , w y r a b i a n e j w I ł ż y , M e dyni Głogowskiej
czy U r z ę d o w i e .
W
zakończeniu
s z k i c u j e s y t u a c j ę g a r n c a r s t w a ludowego, k t ó r e , t r a ­

182

ceramika
Latoszek,

„flamerowana".
Pułtusk.

c ą c o d b i o r c ę w w i e j s k i m ś r o d o w i s k u , z y s k u j e go w
mieście, i omawia dzałalność
CPLiA
n a odcinku
ochrony tej w i ę d n ą c e j g a ł ę z i l u d o w e j t w ó r c z o ś c i a r ­
tystycznej. A r t y k u ł J . O r y n ż y n y , napisany w s p o s ó b
n i e z w y k l e p o w ś c i ą g l i w y , i to w y ł ą c z n i e z p u n k t u
widzenia C P L i A , nie daje w ł a ś c i w e g o obrazu skom­
p l i k o w a n y c h „ z a g a d n i e ń c e r a m i k i ludowej". A u t o r k a
nie w s p o m i n a , ż e obok p a r u o ś r o d k ó w g a r n c a r s k i c h ,
k t ó r e j a k o tako p r o s p e r u j ą , pod b o k i e m o p i e k u ń c z e j
C P L i A u p a d a j ą z r o k u n a rok o ś r o d k i o w s p a n i a ­
ł y c h n i e k i e d y t r a d y c j a c h a r t y s t y c z n y c h , j a k np. z n a ­
n e od p a r u s t u l e c i K o ł a c z y c e ; ż e w i e l u c i e k a w y c h
form ludowej
ceramiki, mimo istniejących
możli­
w o ś c i , nie reaktywowano; że są całe w o j e w ó d z t w a ,
k t ó r e nie p o s i a d a j ą „ s w o j e j " l u d o w e j c e r a m i k i a r t y ­
stycznej (jak np. woj. krakowskie), g d y ż n i k t nie z a ­
j ą ł s i ę i s t n i e j ą c y m i t a m do d z i ś o ś r o d k a m i g a r n ­
carskimi; ż e c e r a m i k ę l u d o w ą w bogatszym wyborze
m o ż n a z a k u p i ć w ł a ś c i w i e t y l k o w stolicy, g d y ż poza
t y m s k l e p y w c e r a m i k ę l u d o w ą s ą fatalnie z a o p a t r y ­
w a n e ; ż e w r e s z c i e n i k t szczerze n i e c h c e z a i n t e r e ­
s o w a ć s i ę l u d o w ą c e r a m i k ą a r t y s t y c z n ą , g d y ż jest
2 n i ą m n ó s t w o kłopotu, a obrót z punktu widzenia
h a n d l o w e g o (wobec n i s k i c h cen) — n i e w i e l k i .
P i s z ą c o ludowej ceramice, autorka jest j a k gdyby
skrępowana
swym
oficjalnym stanowiskiem,
które
nie pozwala jej p r z y j ą ć postawy bardziej bojowej,
j a k a cechuje wypowiedzi
niektórych
współautorów
katalogu, nie c o f a j ą c y c h s i ę przed j a s n y m stawianiem
z a g a d n i e ń r ó w n i e ż i t a m , gdzie w y m a g a j ą one k r y ­
tyki i d o m a g a j ą się poprawy. N a marginesie pracy
O r y n ż y n y jeszcze jedna drobna uwaga. A u t o r k a p i ­
sze n a str. 57, ż e „ s i w a k i F r y d e r y k a B ą b l a s ą jego
o s o b i s t ą i n n o w a c j ą z r. 1954". W i a d o m o ś ć ta, o p a r t a
b y ć m o ż e n a w y p o w i e d z i samego B ą b l a , n i e odpo­
w i a d a prawdzie. T w ó r c y ludowi, z w ł a s z c z a bardziej
znani, j a k w i ę k s z o ś ć a r t y s t ó w w ogóle, lubią dokoła
s w o j e j osoby s t w a r z a ć l e g e n d ę . W r z e c z y w i s t o ś c i s i ­
w a k i w y r a b i a n e b y ł y w o ś r o d k a c h g a r n c a r s k i c h po­
ł o ż o n y c h k o ł o Denkowa znacznie w c z e ś n i e j .
Świa­
d e c t w e m tego s ą z a c h o w a n e do d z i ś w K ą t a c h D e n k o w s k i c h piece s ł u ż ą c e s p e c j a l n i e do w y p a ł u s i w a ­
k ó w , p r z y c z y m n i e k t ó r e z n i c h w r. 1954 b y ł y j u ż
nieczynne.
D r u g a ze w s p o m n i a n y c h autorek, K . P o p ł a w s k a ,
pisze o w s p ó ł p r a c y a r t y s t ó w z z a k ł a d a m i s e r y j n e j

�produkcji. Zagadnieniami z w i ą z a n y m i z t w ó r c z o ś c i ą
l u d o w ą z a j m u j e s i ę ona t y l k o m a r g i n e s o w o , k r e ś l ą c
obraz s t o s u n k u , j a k i k s z t a ł t u j e s i ę m i ę d z y z a w o d o ­
wym
plastykiem a ludowymi garncarzami zatrud­
nionymi w zakładzie ceramicznym.
Według
słów
autorki, „ p l a s t y c y k i e r u j ą c y p r o d u k c j ą w tych z a ­
k ł a d a c h w p e ł n i d o c e n i a j ą p i ę k n o miejscowych form
i nie k r ę p u j ą i n i c j a t y w y g a r n c a r z y " (str. 72). O b s e r ­
w a c j e jednak czynione b e z p o ś r e d n i o w cepeliowskich
z a k ł a d a c h c e r a m i c z n y c h nie p o t w i e r d z a j ą tego i d y l ­
licznego o b r a z u . W r z e c z y w i s t o ś c i p l a s t y c y z a w o d o w i ,
zapatrzeni w e w ł a s n ą t w ó r c z o ś ć artystyczną, n a j c z ę ś ­
ciej nie i n t e r e s u j ą się m o ż l i w o ś c i a m i w s p ó ł p r a c u j ą ­
cych z nimi garncarzy i bynajmniej niedają im
sposobności ujawniania s w y c h artystycznych umie­
jętności. P r z y k ł a d e m m o ż e b y ć pewna plastyczka,
k t ó r a w r. 1953 j a k o k i e r o w n i k a r t y s t y c z n y m a l o w a ł a
sama wyroby spółdzielni ceramicznej w S u w a ł k a c h ,
nie w i e d z ą c n a w e t o t y m , ż e p r a c u j ą c y w jej z a k ł a ­
dzie g a r n c a r z e p a m i ę t a j ą jeszcze ludowe z d o b n i c t w o
Fotografował

i u m i e j ą m a l o w a ć naczynia. P r z y k ł a d ó w takich m o ż ­
n a by p o d a ć w i ę c e j .
W y t y k a j ą c autorkom zbyt
optymistyczny
sposób
o b r a z o w a n i a r z e c z y w i s t o ś c i , c z y n i m y to n i e z r e c e n zenckiej n a d g o r l i w o ś c i , k a ż ą c e j s z u k a ć
przysłowio­
w e j „ d z i u r y w c a ł y m " , lecz dlatego, ż e u n i k a n i e
wiernego m a l o w a n i a s y t u a c j i w d z i e d z i n i e s z t u k i l u ­
dowej s t w a r z a pozory, j a k o b y n a t y m o d c i n k u w s z y s t ­
ko b y ł o „ w n a j w i ę k s z y m p o r z ą d k u " , co w p r o w a d z a
w błąd opinię publiczną i usypia czujność społe­
c z e ń s t w a . T y m c z a s e m w i e m y , ż e w dziedzinie l u d o ­
w e j t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j b y n a j m n i e j n i e dzieje
s i ę dobrze. I m b l i ż e j p o z n a j e m y z a w i k ł a n y splot z a ­
g a d n i e ń w i ą ż ą c y c h s i ę ze w s p ó ł c z e s n ą l u d o w ą t w ó r ­
czością artystyczną, tym w i ę c e j odsłania się m a n k a ­
m e n t ó w i bolączek. Odkrywanie ich i dyskutowanie
jest n a s z y m
wspólnym
obowiązkiem.
Pamiętajmy
o t y m , ż e k a ż d a d o l e g l i w o ś ć w t e d y dopiero m o ż e b y ć
leczona, gdy j ą d o k ł a d n i e p o z n a m y ,

Rss.
Michał

Maśliński

W Y S T A W A SZTUKI L U D O W E J uioj. W A R S Z A W S K I E G O

W d n i a c h od 29 m a r c a do 6 k w i e t n i a o t w a r t a b y ł a
w Warszawie Wystawa Sztuki Ludowej i Rękodzieła
L u d o w e g o , z o r g a n i z o w a n a przez Z w i ą z e k S a m o p o m o ­
cy C h ł o p s k i e j , a m a j ą c a s t a n o w i ć u z u p e ł n i e n i e z j a z d u
t w ó r c ó w ludowych o k r ę g u warszawskiego, który obra­
d o w a ł w t y m okresie w stolicy. C e l e m w y s t a w y b y ł o ,
jak informuje katalog, zspoznanie o g ó ł u z w i e d z a j ą ­
cych, a s z c z e g ó l n i e w i e j s k i c h działaczy kulturalnoo ś w i a t o w y c h z dorobkiem a r t y s t ó w l u d o w y c h woj.
warszawskiego. S a m y m z a ś autorom eksponowanych
p r a c w y s t a w a m i a ł a p o k a z a ć z ł e i dobre p r z y k ł a d y
p o s z u k i w a ń nowych r o z w i ą z a ń tematycznych i k o m ­
p o z y c y j n y c h w e w s p ó ł c z e s n e j sztuce l u d o w e j .
T e n s ł u s z n y c e l w y s t a w y nie c a ł k i e m j e d n a k z o s t a ł
z r e a l i z o w a n y . Z ł o ż y ł y s i ę n a to p e w n e n i e d o c i ą g n i ę ­
cia z a r ó w n o w doborze e k s p o n a t ó w , j a k i w s a m e j
ekspozycji,
N i e z r o z u m i a ł e jest umieszczenie w y s t a w y w znacz­
nej o d l e g ł o ś c i od c e n t r u m m i a s t a , niedostateczne i n ­
f o r m o w a n i e o j e j adresie (nieliczne afisze), j a k r ó w ­
nież zlikwidowanie jej n a 7 dni przed ustalonym
terminem. Z tych też p o w o d ó w wiele osób zaintere­
s o w a n y c h s z t u k ą l u d o w ą nie m o g ł o o b e j r z e ć z g r o ­
m a d z o n y c h e k s p o n a t ó w . A n i e w ą t p l i w i e w a r t o je b y ­
ło 2obaczyć,
W y s t a w a o b e j m o w a ł a n a s t ę p u j ą c e działy: tkactwo,
s t r ó j , w y c i n a n k ę , z d o b n i c t w o w n ę t r z a oraz c e r a m i k ę .
N a c z e l n e m i e j s c e n a w y s t a w i e — ze w z g l ę d u na
i l o ś ć z g r o m a d z o n y c h e k s p o n a t ó w i ich w a r t o ś c i a r t y ­
styczne — z a j m o w a ł o t k a c t w o . W d z i a l e t y m , j a k
i w e wszystkich p o z o s t a ł y c h , eksponaty u ł o ż o n e b y ł y
w e d ł u g p o d z i a ł u terytorialnego, powiatami. N a l e ż a ­
łoby o c z e k i w a ć rozmieszczenia w y s t a w i o n y c h tkanin
w j a k i e j ś k o l e j n o ś c i chronologicznej.
Tymczasem
układ eksponatów pochodzących z różnych okresów
byl w o b r ę b i e p o s z c z e g ó l n y c h p o w i a t ó w t a k dalece
niejednolity, ż e n i e p o z w a l a ł n a p r z e ś l e d z e n i e c i ą ­
g ł o ś c i r o z w o j o w e j t k a c t w a ludowego w d a n y m po­
wiecie. N i e p r z e m y ś l a n y u k ł a d z a c i e r a ł z u p e ł n i e r ó ż ­
n i c e w czasie p o w s t a w a n i a i n a s i l e n i u u ż y t k o w a n i a p o ­
szczególnych tkanin. Brak było również danych u m o ż ­
liwiających w y r ó ż n i e n i e prac najbardziej typowych
dla danego p o w i a t u . U t r u d n i a to w y p r o w a d z e n i e j a ­
kichś wniosków' d o t y c z ą c y c h rozwoju tkactwa w roż­
n y c h regionach.
W o b e c w i ę c t r u d n o ś c i u j ę c i a historycznego, o m ó w i ­
m y reprezentowane na wystawie działy
twórczości
tkackiej w kolejności podyktowanej ilością zgroma­
dzonych e k s p o n a t ó w ,

Najliczniejsze b y ł y tkaniny przetykane i pasiaki.
P a s i a k i w y s t ę p u j ą z a r ó w n o w dziale s t r o j u , j a k i w
dziale t k a n i n d e k o r a c y j n y c h , s ł u ż ą c y c h do n a k r y w a ­
nia ł ó ż e k , s k r z y ń , z a w i e s z a n i a n a d r z w i a c h i w r e s z ­
cie u ż y t k o w a n y c h j a k o c h o d n i k i . N a s p e c j a l n e w y ­
różnienie zasługują „gurowe" zapaski Marii Ż u r a w ­
s k i e j z R u d z i e n k a (tkane w czerwono b i a ł e p a s e c z k i
n a z i e l o n y m tle) i f a r t u c h w y k o n a n y przez K u r p i o w ­
s k ą Spółdzielnię P r z e m y s ł u Ludowego w
Pniewie
(w w ą s k o tkane paski utrzymane w kolorach b i a ł y m ,
s z a r o b ł ę k i t n y m i c z e r w o n y m ) . S z k o d a t y l k o , ż e ten
ostatni pasiak, u k r y t y z a b i a ł ą l n i a n ą s p ó d n i c ą , n i e
b y ł u d o s t ę p n i o n y do o g l ą d a n i a w c a ł o ś c i . N i e p o z w a ­
l a ł o to o c e n i ć w p e ł n i jego w a l o r ó w a r t y s t y c z n y c h .
P a s i a k i d e k o r a c y j n e — w p r z e c i w i e ń s t w i e do p a s i a ­
stych zapasek w e ł n i a n y c h — b y ł y czysto lniane. W y ­
jątek s t a n o w i ł o kilka pasiastych k i l i m ó w w e ł n i a n y c h ,
z których na specjalną u w a g ę zasługują: kilim w ko­
l o r o w e pasy c h a b r o w e i g r a n a t o w e
—
wykonany
przez S t a n i s ł a w ę J a s t r z ę b s k ą z S i e n n i c y , zielony d y ­
w a n w k o l o r o w e pasy — p r a c a M a r i i M l a d z k i e j z R u ­
dzienka i „sorc" w e ł n i a n y w szerokie pasy popiela­
te na tle c z e r w o n y m — d z i e ł o J u l i i M a z u r e k z R u ­
dzienka. W i ą z k i b a r w n y c h p a s ó w w o m a w i a n y c h t k a ­
ninach rozłożone są asymetrycznie. Zestawienia b a r ­
w n e , bardzo j a s k r a w e , n i e r a ż ą d z i ę k i o d p o w i e d n i e m u
dobraniu s ą s i a d u j ą c y c h z s o b ą k o l o r ó w i szerokości
pasów.
T a k t k a n i n y pasiaste, j a k i p r z e t y k a n e w e ł n i a n e ,
r ó w n i e ż bardzo licznie e k s p o n o w a n e n a w y s t a w i e ,
przeważnie łączone były z d w ó c h szerokości mate­
riału.
Ze specjalnym zainteresowaniem
oglądaliśmy
na
wystawie dekoracyjne tkaniny dwuosnoWowe,
które
na M a z o w s z u m a j ą
swoją
bardzo s t a r ą
tradycję
sięgającą X V I wieku.
W ś r ó d d y w a n ó w dwuosnowowych znalazły się znane
już z poprzednich w y s t a w i k o n k u r s ó w d y w a n y D o ­
miniki B u janowskiej z W ę g r o w a . Jej bogatą t w ó r c z o ś ć
c h a r a k t e r y z u j ą c ą s i ę obecnie r ó ż n o r o d n o ś c i ą w dobo­
rze b a r w , r e p r e z e n t o w a ł o niestety t y l k o k i l k a t k a ­
nin u t r z y m a n y c h w k o l o r a c h c z a r n y m i b i a ł y m , l u b
b r ą z o w y m i b i a ł y m . T y p o w e b y ł o b y to d l a j e j t w ó r ­
czości p o c z ą t k o w e j , wzorowanej ściśle n a podlaskich
d y w a n a c h d w u o s n o w o w y c h pochodzenia r z e m i e ś l n i c z e ­
go, ale n i e o b r a z o w a ł o c a ł e j j e j t w ó r c z o ś c i do r o k u
1954. Z ż a l e m m u s i m y s t w i e r d z i ć , ż e n i e s i ę g n i ę t o z u ­
p e ł n i e do j e j o s t a t n i c h p r a c , k t ó r e n i e w ą t p l i w i e p o ­
z w o l i ł y b y p r z e ś l e d z i ć p r o c e s r o z w o j u t w ó r c z e g o tej

183

�oraz d a ł o b y p r a w d o p o d o b n i e bardzo bogaty m a t e r i a ł
porównawczy.
Obok tkanin n a p r a w d ę p i ę k n y c h — znalazły się
na wystawie eksponaty nie p r z e d s t a w i a j ą c e
żadnej
w a r t o ś c i artystycznej, w y k a z u j ą c e natomiast w y r a ź ­
ne w p ł y w k u l t u r y d r o b n o m i e s z c z a ń s k i e j . Z a p r z y ­
k ł a d s ł u ż y ć t u m o ż e obrus W a n d y J a k u b o w s k i e j
z Pogorzel K r z y w i c y , n a k t ó r y m n i e ł a d n y motyw n a turalistycznie potraktowanych k w i a t ó w
przypomina
wzory drukowane w okresie m i ę d z y w o j e n n y m przez
r ó ż n e tygodniki,
a z w ł a s z c z a przez
wydawnictwo
o r a c z e j e p i g o n a l n y m c h a r a k t e r z e „ B l u s z c z " itp. N i e l u d o w y c h a r a k t e r tego o b r u s a s z c z e g ó l n i e jest Widocz­
ny wskutek kontrastu, j a k i tworzy z umieszczonym
obok s z m a c i a k i e m , u t r z y m a n y m w p a s t e l o w y c h k o l o ­
rach, a r e p r e z e n t u j ą c y m twórczość X I X wieku. S z m a ciak ten m a charakter u ż y t k o w y . Autor, nie kiero­
w a n y s p e c j a l n ą c h ę c i ą ozdobienia go, s t w o r z y ł m i m o
to d z i e ł o o r y g i n a l n e , a r ó w n o c z e ś n i e c h a r a k t e r y s t y c z ­
ne d l a t w ó r c z o ś c i l u d o w e j tego o k r ę g u . I n a c z e j m a
s i ę s p r a w a z o b r u s e m . T w ó r c z y n i s i ę g n ę ł a do w z o ­
r ó w miejskich, ściśle m ó w i ą c drobnomieszczańskich,
k t ó r e z m i e n i ł y p i ę k n y motyw róży, spotykany często
w ludowych wzorach, n a r a ż ą c y kolorystycznie i k o m ­
pozycyjnie k w i a t c a ł k o w i c i e rozwinięty, p e ł n y , na
d ł u g i e j ł o d y ż c e z k r z y c z ą c o zielonymi liśćmi. .

Rys.

1, Dywan-narznta

Wierzbicka

z

Żelechowa

zielono-czarny.
(pow.

Mińsk

Wyk.

Maria

Mazowiecki).

a r t y s t k i . W ż a d n y m w y p a d k u nie m o ż e m y tego u w a ­
ż a ć z a p r z e g l ą d dotychczasowego dorobku B u j a n o w skiej.
Z grupy tkanin przetykanych p o c h o d z ą c y c h z po­
w i a t u M i ń s k M a z o w i e c k i z w r a c a ł y u w a g ę z b l i ż o n e do
siebie k o l o r y s t y c z n i e z i e l o n o - c z a r n e d y w a n y , ś w i a d ­
c z ą c e — przez u d a n y d o b ó r b a r w i r y s u n e k w z o r u —
o w y s o k i m poziomie a r t y s t y c z n y m t w ó r c ó w . W y m i e ­
nić tu n a l e ż y szczególnie p i ę k n y d y w a n - n a r z u t ę M a ­
rii Wierzbickiej, u d e r z a j ą c y p o w a g ą b a r w i szlachet­
n ą p r o s t o t ą o r n a m e n t u (rys. 1). N i e m o ż n a t e ż p o m i ­
n ą ć doskonalej p r a c y J u l i i B u d z y ń s k i e j ze S t a r o w s i
(ryc. 2), o w z o r a c h k o m p o n o w a n y c h n a zasadzie k r z y ­
ża, j a k r ó w n i e ż d y w a n u I r e n y P a ł d y n y z P o s i a d a ł ,
o gwiaździstych motywach ornamentacyjnych.
T e n s a m t y p t e c h n i k i t k a c k i e j , co d y w a n y , r e p r e ­
zentują wystawione kapy i makaty. S p e c j a l n ą u w a g ę
zwraca tkanina o wzorach
ciemnoczerwono-seledynow y c h , w y k o n a n a przez S t a n i s ł a w ę K r z y w n i a k z W ę ­
g r o w a ( r y c . 3), obok. niej n a r z u t a M a r i i M l a d z k i e j
z R u d z i e n k a , t k a n a n a b i a ł y m postonie t u r k u s o w ą
w e ł n ą w d r o b n y w z ó r o k i e n k o w y ( r y c . 4), w r e s z c i e
szafirowo-biała kapa Stanisławy Cholewińskiej, rów­
n i e ż z R u d z i e n k a . A u t o r k a , d z i ę k i u m i e j ę t n e m u do­
b o r o w i splotu, s t w o r z y ł a r o z w i ą z a n i e
kompozycyjne
specjalnie i n t e r e s u j ą c e s w o j ą o r y g i n a l n o ś c i ą .
B a r d z o c i e k a w e b y ł o b y stwierdzenie, o ile p r z e d ­
stawione p o w y ż e j ostateczne o s i ą g n i ę c i a w dziedzinie
ludowego t k a c t w a d w u o s n o w o w e g o n a w i ą z u j ą do s t a ­
rych mazowieckich tradycji tkackich. Wskazane by­
ł o b y w i ę c szczególnie silny nacisk p o ł o ż y ć na prze­
ś l e d z e n i e p r o d u k c j i t k a c k i e j n a o m a w i a n y m terenie
w j e j r ó ż n y c h f a z a c h r o z w o j u , i to z a r ó w n o w p o c z ą t ­
k o w e j fazie p r o d u k c j i r z e m i e ś l n i c z e j , j a k i p ó ź n i e j ­
szej p r o d u k c j i w i e j s k i e j . D o p o m ó c w t y m m o g ł a b y
w ł a ś n i e o m a w i a n a w y s t a w a , gdyby z n a l a z ł y s i ę n a
niej eksponaty najbardziej typowe
ze
wszystkich
ośrodków
produkcji tkackiej z terenu
Mazowsza
z ostatnich lat. B y ł o b y to pewnego r o d z a j u p o d s u m o ­
w a n i e m r o z w o j o w e g o procesu t k a c t w a i jego o s i ą g n i ę ć
184

Na w y s t a w i e z n a l a z ł y s i ę t a k ż e firanki siatkowe. S ą
one, j a k w i a d o m o , n a j m ł o d s z ą , r o z w i j a j ą c ą s i ę dopie­
ro g a ł ę z i ą t w ó r c z o ś c i l u d o w e j , p r o p a g o w a n ą
przez
C P L i A ze w z g l ę d u n a i c h ł a t w y z b y t w m i e ś c i e .
B r a k j a k i c h k o l w i e k o b j a ś n i e ń d o t y c z ą c y c h pochodze­
n i a i ogromnego z a s i ę g u r o z p o w s z e c h n i e n i a
firanek
siatkowych w r ó ż n y c h rejonach Polski m ó g ł b y n a ­
s u w a ć b ł ę d n y wniosek o ich regionalnej
specyfice
m a z o w i e c k i e j . F i r a n k i — podobnie j a k i l n i a n e h a f ­
towane serwety
n a stół czy komplety
podobnych
w t y p i e m a ł y c h s e r w e t e k — w y r a b i a n e s ą dopiero
od k i l k u lat. S z c z e g ó l n i e silnie p r o d u k c j a i c h r o z w i ­
j a s i ę w spółdzielniach ludowych, p r o d u k u j ą c y c h pra­
wie w y ł ą c z n i e na rynek miejski. Wielką
zasługą
w y t w a r z a j ą c y c h te n o w e w y r o b y p l a c ó w e k jest p r z e ­
niesienie n a n i e s t a r y c h w z o r ó w z h a f t o w a n y c h k o ­
s z u l c z y w y c i n a n e k . W ten s p o s ó b p r z y z a c h o w a n i u
c i ą g ł o ś c i t r a d y c j i t w o r z ą s i ę n o w e formy, c i e s z ą c e s i ę
d u ż y m popytem w m i e ś c i e , a t y m s a m y m p r o p a g u j ą ­
ce t a m o s i ą g n i ę c i a l u d o w e j t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j .
W y m i e n i ć tu n a l e ż y w z o r o w ą s p ó ł d z i e l n i ę w . P n i e ­
wie, o p i e r a j ą c ą s w o j ą p r o d u k c j ę wie w s z y s t k i c h j e j
działach na wzorach ludowych, charakterystycznych
d l a P u s z c z y B i a ł e j . R ó w n i e ż i w dziale s t r o j u n a j bogaciej r e p r e z e n t o w a n y n a w y s t a w i e b y ł t e n t e r e n ,
na k t ó r y m p n i e w s k a s p ó ł d z i e l n i a r o z w i n ę ł a
swoją
działalność.
W z a k r e s i e t r a d y c y j n e g o s t r o j u ludowego P u s z c z y
B i a ł e j n a w y s t a w i e z n a l a z ł y s i ę eksponaty z a r ó w n o
starsze, j a k i w y k o n a n e ostatnio. Z lat 1900 p o k a z a n a
została stara „kiecka" utrzymana w charakterystycz­
n y m d l a tego o k r e s u kolorze c z e r w o n y m . Z l a t 1930
w y s t a w i o n o „ k i t e l " zielony, n o w y f a r t u c h i p i ę k n i e
h a f t o w a n ą koszulę — pracę E w y Mielcarek. Znacz­
nie gorzej p r z e d s t a w i a ł s i ę s t r ó j z P u s z c z y Z i e l o n a j .
Eksponaty,
m i m o ż e b y ł o ich wiele,
nie t w o r z y ł y
zwartej całości. O g l ą d a l i ś m y tam spódnicę b r ą z o w ą
„ w oczka", w zielone p a s y u ł o ż o n e poprzecznie, d w a
f a r t u c h y „ o d p r z y o d z i e w k u " , pasiaste (z p r z e w a g ą
k o l o r ó w czerwonego i l i l a , p r z e c i ę t e c z a r n o - z i e l o n y m i
p a s k a m i ) , o p r ó c z tego c z a r n y gorset zdobiony c z e r w o ­
n y m i tasiemkami, i n o w e c z ó ł k o w y k o n a n e
przez
K o n o p k ó w n ę d l a C P L i A . S z k o d a , ż e nie pokazano
koszuli, k t ó r a — c h o c i a ż n i e t a k bogato h a f t o w a n a
jak w Puszczy Białej — dostarczyłaby
materiału
do u c h w y c e n i a r ó ż n i c i p o d o b i e ń s t w w z a k r e s i e h a f t u
na
tych
dwóch
sąsiadujących
ze s o b ą
terenach,
k t ó r e w i n n y c h dziedzinach w y t w ó r c z o ś c i s ą c z ę s t o ­
k r o ć do siebie z b l i ż o n e . O k r ę g s a n n i c k i r e p r e z e n ­
t o w a ł y j e d y n i e d w a gorsety, w y s z y w a n e
koralika­
m i . Z a z n a c z y ć n a l e ż y , ż e s t a r s z e i do ostatnich c z a ­
s ó w c z ę ś c i e j s p o t y k a n e s ą gorsety z h a f t e m p ł a s k i m .
Z tego t e r e n u w y s t a w i o n o t a k ż e „ z a r ę k a w k i " , r ó w ­
n i e ż w y s z y w a n e koralikami. Pokazanie ich w oder­
w a n i u od c a ł e g o s t r o j u s a n n i c k i e g o n i e p o z w o l i ł o n a
p o d k r e ś l e n i e s p e c y f i c z n o ś c i tego s t r o j u , w k t ó r y m z a -

�r ę k a w k i te o d g r y w a j ą s w o j ą r o l ę . N a j w i ę k s z y m b r a ­
k i e m tego d z i a ł u e k s p o z y c j i b y ł o c a ł k o w i t e p o m i n i ę ­
cie s t r o j u k o ł b i e l s k i e g o , k t ó r y n a w e t w obecnej do­
bie u r b a n i z a c j i w s i i z a n i k u s t r o j u ludowego j e s t
j e s z c z e c i ą g l e ż y w y . J e s t to t y m b a r d z i e j d z i w n e , ż e
w s i e , w k t ó r y c h s t r ó j ten p o w s z e c h n i e
występuje
(jak na p r z y k ł a d Rudzienko), w innych d z i a ł a c h w y ­
t w ó r c z o ś c i b y ł y bogato r e p r e z e n t o w a n e . S t r ó j k o ł b i e l s k i , b a r d z o z b l i ż o n y do s a n n i c k i e g o , m ó g ł b y w s k a ­
zać na z a p o ż y c z e n i a , upodabnianie s i ę i r ó ż n i c o w a ­
nie p e w n y c h f o r m n a t e r e n a c h s ą s i e d z k i c h .
N a w y s t a w i e w a r s z a w s k i e j s t o s u n k o w o bogato r e ­
prezentowany b y ł dział wycinanek. Pokazano w y c i ­
nanki
z powiatów:
Ostrołęka,
Gostynin,
Węgrów
i Mińsk Mazowiecki.
O m a w i a n i e m a t e r i a ł u z a c z n i e m y od p o w i a t u O s t r o ­
ł ę k a , z k t ó r e g o dano p r z e g l ą d w y c i n a n e k ostatniego
dziesięciolecia. Z o b a c z y l i ś m y w i ę c wszystkie ich ty­
py, z a c z y n a j ą c od n a j s t a r s z y c h ,,leluj" i „ k ó ł e k " jedno
i w i e l o b a r w n y c h , do n o w y c h w y c i n a n e k t e m a t y c z n y c h .
Bardzo i n t e r e s u j ą c e b y ł o pokazanie wielobarwnych
naklejanek o k s z t a ł c i e kolistym, które
dotychczas
słabo było reprezentowane n a innych wystawach.
Z i n f o r m a c j i z e b r a n y c h w czasie M i ę d z y u c z e l n i a n e g o
O b o z u E t n o g r a f i c z n e g o w 1954 r o k u w i e m y , ż e n a
terenie T a t r i W o l k o w e g o z n a n o od d a w n a w y c i ­
n a n k i w i e l o b a r w n e . B y ł y to z a r ó w n o k ó ł k a , j a k i w y ­
cinanki tematyczne. P o r ó w n a n i e „leluj" eksponowa­
nych na w y s t a w i e w y k a z a ł o nowe tendencje t w ó r c ó w
ludowych polegające na zastępowaniu dawnych mo­
t y w ó w n o w y m i . W y s t ę p o w a ł o to m i ę d z y i n n y m i na
przykładach
zastąpienia
tradycyjnych
kogutków,
u m i e s z c z a n y c h s y m e t r y c z n i e po obu s t r o n a c h „ l e l u i " ,
g o ł ą b k a m i i napisem „ P o k ó j " .
Z w y c i n a n e k t e m a t y c z n y c h pokazano d w i e bardzo
ciekawe prace S t a n i s ł a w y B a k u ł o w e j . R e p r e z e n t u j ą
one k i e r u n e k w w y c i n a n k a r s t w i e , z a r z u c a j ą c y typo­
w ą d l a w y c i n a n e k s y m e t r i ę . S a m proces w y c i n a n i a
poprzedzony
jest o b r y s o w a n i e m k o n t u r ó w w y c i n a ­
n y c h postaci i p r z e d m i o t ó w . N i e w i a d o m o , czy p r a c e
te m o ż n a z a l i c z y ć do w y c i n a n e k t e m a t y c z n y c h , czy
też
traktować
je jako
odrębny,
nowy
kierunek
w twórczości ludowej.
Dotychczas
nikt b l i ż e j nie
z a j m o w a ł s i ę t y m zagadnieniem. Wymienione prace
o b r a z u j ą z a j ę c i a gospodarskie. S ą to „ W a r s z t a t t k a c ­
k i " i „Zagroda". „ Z a g r o d a " w y k o n a n a jest z papieru
czarnego. M o t y w y m a j ą u k ł a d p a s o w y , p r z y c z y m
w k a ż d y m z trzech poziomych p a s ó w przedstawione
zostały schematycznie kontury b u d y n k ó w
gospodar­
c z y c h oraz s y l w e t k i l u d z i w y k o n u j ą c y c h r ó ż n e p r a c e
w o b r ę b i e zagrody. N i e b r a k t e ż s y l w e t e k z w i e r z ą t .
W y c i n a n k a w y k o n a n a jest bardzo starannie i dro­
biazgowo.
Uwypuklone
zostały
niektóre
szczegóły
ubioru, a n a w e t s p o s ó b z a c z e s a n i a w ł o s ó w , co s p r a w i a
w r a ż e n i e d o k ł a d n e g o zdjęcia z natury. W y c i n a n k a
zatytułowana
„Warsztat
tkacki",
wykonana
rów­
n i e ż z czarnego p a p i e r u , p o k a z u j e w podobnej, a z a ­
r a z e m r ó w n i e ż d e k o r a c y j n e j formie, k o l e j n e c z y n n o ś ­
ci p o p r z e d z a j ą c e proces p o w s t a w a n i a t k a n i n y .
N i e pokazano w y c i n a n e k o t e m a t y c e r e l i g i j n e j , k t ó ­
re j a k o rzecz n o w a i s t n i e j ą n a K u r p i a c h od 1945 r o ­
k u , a w i ę c s ą w y t w o r e m d z i e s i ę c i o l e c i a , k t ó r e przede
wszystkim ilustrowano m a t e r i a ł a m i zebranymi na w y ­
stawie.
D r u g i m powiatem, z k t ó r e g o wystawiono dość du­
ż o w y c i n a n e k , j e s t G o s t y n i n , Z n a l a z ł y s i ę tu prace a r ­
tystek l u d o w y c h z S a n n i k . O k r e s o k u p a c j i n i e m i e c ­
kiej c a ł k o w i c i e p r z e r w a ł p r o d u k c j ę wycinanek w S a n ­
n i k a c h i dopic-ro z o r g a n i z o w a n y p r z e z M i n i s t e r s t w o
K u l t u r y i S z t u k i w 1951 r o k u k o n k u r s p o b u d z i ł a r ­
t y s t k i s a n n i c k i e do w z n o w i e n i a tego r o d z a j u t w ó r ­
czości. W y c i n a n k i z powiatu g o s t y n i ń s k i e g o
nawią­
z u j ą do ł o w i c k i c h . W i d z i m y t u w i ę c t r a d y c y j n e „ k l a poki" i „ k o d r y " . W z d o b i e n i u p o w t a r z a s i ę m o t y w
pawi i k o g u t k ó w . N a w y s t a w i e pokazano p r z e w a ż n i e
w y c i n a n k i tematyczne z Sannik. Wobec zbyt m a ł e j
liczby w y c i n a n e k i n n y c h t y p ó w z a c i e m n i ł o to obraz
t w ó r c z o ś c i w y c i n a n k a r e k z tego o k r ę g u , w k t ó r y m
w ł a ś n i e w y c i n a n k i tematyczne, w y s t ę p u j ą stosunkowo
rzadko.
W ś r ó d tych w y c i n a n e k
tematycznych
zwracają
u w a g ę prace Marii Król. która szuka nowych treści

Ryc,

2,

Dywan-narzuta.
Starowsi
(pow.

Ryc.

3. Dywan-narzuta
Wyk.
Stanisława

Wyk.
Mińsk

Julia
Budzyńska
Mazowiecki).

ze

ciemnoczerwono-seledynowy.
Krzywiak
z
Węgrowa.

185

�Ryc.

4. Dywan-narzuta
Mladzka z Rudzienka

biało-turkusowy.
(pow. Mińsk

Wyk.
Maria
Mazowiecki).

di a s w o j e j t w ó r c z o ś c i . N a k l e j a n k i j e j w f o r m i e n a ­
w i ą z u j ą do t e m a t y c z n y c h w y c i n a n e k ł o w i c k i c h . J e s t
wśród nich cykl wielobarwnych naklejanek o tema­
tyce p r o d u k c y j n e j , p o k a z u j ą c y c h p r a c e w polu.
C i e k a w e s ą dzieje w y c i n a n e k podlaskich, k t ó r e
z n a l a z ł y s i ę na wystawie. N a terenie Podlasia p r o ­
d u k c j a w y c i n a n e k z o s t a ł a z a r z u c o n a j u ż d a w n o . Nie­
g d y ś znano t u j e d y n i e w y c i n a n k i z k o l o r o w e g o o p ł a t ­
k a . M i a ł y one k s z t a ł t g w i a ź d z i s t y i b y ł y j e d n o l u b
w i e l o b a r w n e . W z n o w i e n i e tej dziedziny
twórczości
miejscowe artystki zawdzięczają plastykowi Bartod z i e j s k i e m u , k t ó r y m ł o d z i e ż w szkole n a u c z y ł r o b i ć
wycinanki. K i e r o w n i c z k a miejscowej p l a c ó w k i C P L i A
p r z y p o m n i a ł a kobietom p o d l a s k i m o d a w n y c h w y c i ­
nankach z opłatka, p o k a z a ł a im dawne wzory i z a ­
c h ę c i ł a do w y c i n a n i a i c h z p a p i e r u kolorowego. W y ­
c i n a n k i te u t r z y m a n e s ą w k o l o r a c h j a s n y c h , p r z y ­
p o m i n a j ą w ten s p o s ó b p a s t e l o w e kolory o p ł a t k a .
W y s t a w i o n e eksponaty w y k o n a n e b y ł y j e d n a k m a ł o
starannie.
P o w i a t M i ń s k M a z o w i e c k i r e p r e z e n t o w a ł y cztery
w y c i n a n k i k o ł b i e l s k i e . N i e ł a d n e i bardzo n i e s t a r a n ­
n i e w y k o n a n e , n i e n a d a w a ł y s i ę w ł a ś c i w i e do p o k a ­
zania na wystawie.
Z powiatu W ę g r ó w eksponowano na wystawie k i l ­
k a „ w y d m u s z e k - o w i j a n e k " , w y k o n a n y c h przez S c h o ­
l a s t y k ę C h r u p e k ze w s i P o s z e w k a . W y d m u c h a n e s k o ­
rupki jajek o w i n i ę t e b y ł y spiralnie t r e ś c i ą sitowia
i ozdobione k o l o r o w ą w e ł n ą . S z k o d a , ż e b y ł o i c h t a k
m a ł o i ż e w s z y s t k i e r e p r e z e n t o w a ł y ten s a m t y p .
S k r o m n a i l o ś ć p o k a z a n y c h w y d m u s z e k d z i w i nas t y m
b a r d z i e j , ż e afisz p r o p a g u j ą c y w y s t a w ę
zapowiadał
u r z ą d z e n i e osobnego d z i a ł u p i s a n e k .
A f i s z z a p o w i a d a ł r ó w n i e ż pokazanie
przedmiotów
c h a r a k t e r y z u j ą c y c h k u l t u r ę w n ę t r z a . W tym zakresie
n a l i c z y l i ś m y z a l e d w i e k i l k a e k s p o n a t ó w . B y ł y to m i ę ­
dzy i n n y m i k w i a t y 2 p i ó r w y k o n a n e przez C z e s ł a w ę

186

K o n o p k ę ze w s i T a t a r y , pow. O s t r o ł ę k a . T e g o t y p u
ozdoby n i e s ą z n a n e na K u r p i a c h , N i e w i a d o m o , c z y
jest to r e a l i z a c j a p o m y s ł u t w ó r c z y n i , czy t e ż n a w i ą z a ­
nie do ł o w i c k i c h k u l z ciasta z z a t k n i ę t y m i w n i e
p i ó r a m i . Z a l i c z o n e r ó w n i e ż do k u l t u r y w n ę t r z a p i e ­
czywo o b r z ę d o w e reprezentowane b y ł o na wystawie
p a r o m a e k s p o n a t a m i . B y ł y to f i g u r k i z w i e r z ą t w y r o ­
bu M a r i i K o n o p k i ze w s i T a t a r y .
C e r a m i k a b y ł a d z i a ł e m s t o s u n k o w o bardzo s k r o m ­
nie
reprezentowanym
na
wystawie
warszawskiej
w p o r ó w n a n i u z t k a c t w e m czy w y c i n a n k ą . Z n a l a z ł y
się tu jedynie w y r o b y
Eugeniusza
Piotrowskiego,
g a r n c a r z a ze w s i S t a r e M i a s t o , p o w i a t P u ł t u s k : m i s k i ,
d z b a n k i , d w o j a c z k i oraz flasza. N a c z y n i a te — z w y ­
j ą t k i e m m o ż e misek, k t ó r e k s z t a ł t e m s w y m p r z y p o ­
m i n a ł y w y t w o r y z k a s z u b s k i e j p r a c o w n i N e c l a -—
nawiązywały
do t r a d y c y j n y c h form
dekoracyjnego
garncarstwa p u ł t u s k i e g o , Wykonane starannie, zdo­
bione k r e d o w ą l u b c i e m n o b r u n a t n ą p o l e w ą oraz o r ­
namentem r o ś l i n n o - g e o m e t r y c z n y m
stanowiły przy­
k ł a d dobrej, z d e c y d o w a n i e j e d n a k n i e n a j c i e k a w s z e j
t w ó r c z o ś c i tego t y p u . N i e z r o z u m i a ł y w y d a j e s i ę f a k t ,
ż e o r g a n i z a t o r z y w y s t a w y , m o g ą c d y s p o n o w a ć bardzo
d u ż y m i r ó ż n o r o d n y m m a t e r i a ł e m , o g r a n i c z y l i s i ę do
eksponowania w y t w o r ó w
jednego t y l k o g a r n c a r z a .
M o g ł o to n a s u w a ć z w i e d z a j ą c y m m y l n y w n i o s e k , j a ­
koby
garncarstwo na Mazowszu i Podlasiu
było
czymś
wyjątkowym,
spotykanym
sporadycznie.
A w i a d o m o p r z e c i e ż , ż e tereny te m a j ą r o z w i n i ę t e
ośrodki produkcji garncarskiej, takie jak: Płock, R a - ,
dzymin, Gostynin, W y s z k ó w , Ostrołęka, Myszyniec,
B r o k i wiele innych. Zilustrowanie ich twórczości na
w y s t a w i e w y k a z a ł o b y istnienie t u s t a r y c h i b o g a t y c h
tradycji
g a r n c a r s k i c h oraz z a p o z n a ł o b y
zwiedzają­
c y c h z c a ł o k s z t a ł t e m z a g a d n i e n i a , a n i e t y l k o z tak
d r o b n y m jego f r a g m e n t e m .
Na marginesie w y s t a w y warszawskiej nasuwa się
szereg u w a g , z k t ó r y c h
przynajmniej najbardziej
w a ż k i e trzeba b ę d z i e o m ó w i ć .
Z a c z n i j m y od s t r o n y t e c h n i c z n e j ,
od e k s p o z y c j i .
I tu od r a z u staje p r z e d z w i e d z a j ą c y m p y t a n i e : c z y
organizatorzy w y s t a w y s k o r z y s t a l i z d o ś w i a d c z e ń , j a ­
kie w n i o s ł y 134 tego r o d z a j u i m p r e z y o r g a n i z o w a n e
w c i ą g u d z i e s i ę c i o l e c i a n a t e r e n i e c a ł e g o k r a j u , i czy
r z e c z y w i ś c i e w ł o ż y l i m a k s i m u m w y s i ł k u w to, a b y
wystawa u r z ą d z o n a w Stolicy b y ł a p e ł n o w a r t o ś c i o w a
tak pod w z g l ę d e m a r t y s t y c z n y m j a k i p o p u l a r y z a t o r ­
sko o ś w i a t o w y m ? W a r s z a w s k a W y s t a w a S z t u k i L u ­
d o w e j i R ę k o d z i e ł a L u d o w e g o nie s p e ł n i ł a s w y c h z a ­
dań. Układ wystawy
wielodziałowej,
obejmującej
przy tym d o s y ć znaczne i z r ó ż n i c o w a n e terytorium,
w y m a g a barzo p r z e m y ś l a n e j , logicznej i p r z e j r z y s t e j
e k s p o z y c j i , i t y l k o gdy te w a r u n k i z o s t a n ą s p e ł n i o n e ,
z w i e d z a j ą c y wyniesie z w y s t a w y wszechstronne ko­
rzyści, a tym s a m y m w y s t a w a s p e ł n i swe zadanie.
W y d a j e się, ż e najlepszy b y ł b y p o d z i a ł n a s t ę p u j ą c y :
w y o d r ę b n i e n i e terytorium, a w jego r a m a c h poszcze­
g ó l n y c h z a g a d n i e ń (np. t k a c t w o , w y c i n a n k i ) w u k ł a ­
dzie c h r o n o l o g i c z n y m , p r z e c h o d z ą c od t y p ó w n a j s t a r ­
s z y c h do w s p ó ł c z e s n y c h . P o z w o l i ł o b y to n a p r z e ś l e ­
dzenie r o z w o j u p r z e d s t a w i o n y c h z a g a d n i e ń . N a o m a ­
w i a n e j w y s t a w i e zachowany jest wprawdzie u k ł a d
t e r y t o r i a l n y , nie u w z g l ę d n i o n o j e d n a k k r y t e r i u m c z a ­
sowego. N i e s ł u s z n e b y ł o r ó w n i e ż p o m i n i ę c i e k r y t e ­
rium w a r t o ś c i artystycznej, k t ó r e n i e w ą t p l i w i e powin­
no b y ć u w z g l ę d n i o n e n a w y s t a w i e s z t u k i . P r z y p a d k o ­
w y u k ł a d p r z e d m i o t ó w , przemieszanie starych z no­
w y m i ^ typowych z nietypowymi, w a r t o ś c i o w y c h z bez­
w a r t o ś c i o w y m i — utrudnia zorientowanie s i ę w z a ­
g a d n i e n i a c h n a w e t f a c h o w c o m , nie m ó w i ą c j u ż o p u ­
bliczności, nie zawsze zorientowanej w skompliko­
w a n y c h zagadnieniach sztuki ludowej.
Bezwzględnym zubożeniem wartości wystawy było
ograniczenie s i ę do z a p r e z e n t o w a n i a n a n i e j t y l k o
siedmiu p o w i a t ó w woj. warszawskiego. S ą d z ą c zas
z n a z w y w y s t a w y , s p o d z i e w a ć by s i ę m o ż n a zoba­
czenia e k s p o n a t ó w o b r a z u j ą c y c h c a ł o k s z t a ł t dorobku
t w ó r c z o ś c i l u d o w e j z n a c z n i e szerszego o k r ę g u .
Z k a ż d e g o z p o w i a t ó w reprezentowanych na w y ­
stawie wybrano zaledwie kilka wsi. Wyroby z tych
m i e j s c o w o ś c i p o w t a r z a j ą się we wszystkich d z i a ł a c h
w y s t a w y , co m o ż e s u g e r o w a ć m y l n y wniosek, j a k o b y

�r ó ż n o r o d n e gałęzie w y t w ó r c z o ś c i artystycznej r o z w i ­
jały s i ę tylko w p e w n y c h o ś r o d k a c h . Nie w y s t ą p i ł o ­
by to t a k j a s k r a w o , gdyby t w ó r c z o ś ć w y b r a n y c h w s i
była
najbardziej
charakterystyczna i w y k a z u j ą c a
c i ą g ł o ś ć r o z w o j o w ą d a n e j dziedziny, t y p o w ą d l a d a ­
nego o k r ę g u . W d z i a ł a c h r e p r e z e n t o w a n y c h
bardzo
m a ł ą liczbą e k s p o n a t ó w nie zawsze trafny b y ł ich
d o b ó r , j a k to j u ż w s p o m n i a n o p r z y o m a w i a n i u d z i a ­
ł ó w kultury wnętrza i ceramiki.
J e ś l i chodzi o s t r o n ę t e c h n i c z n ą o r g a n i z a c j i w y s t a ­
w y , to poza n i e z b y t t r a f n i e d o s t o s o w a n y m
lokalem
i z ł y m oświetleniem, d a w a ł się odczuć brak chociaż­
by j e d n e j m a p y , k t ó r a by p o z w o l i ł a z o r i e n t o w a ł s i ę
osobom m n i e j o b z n a j m i o n y m z t e r e n e m M a z o w s z a
i Podlasia w usytuowaniu p o w i a t ó w i o ś r o d k ó w , k t ó ­
rych twórczość ilustrowana b y ł a na wystawie. Nie
u ł a t w i a ł o to p r z e ś l e d z e n i a p e w n y c h z w i ą z k ó w i po­
dobieństw w kulturze tych t e r e n ó w .
W i e l e do ż y c z e n i a p o z o s t a w i a ł a r ó w n i e ż
estetyka
ekspozycji. T k a n i n y poprzybijane g w o ź d z i a m i wprost
do ś c i a n y , w y c i n a n k i p r z y k l e j o n e do s z y b , c e r a m i k a
p o u s t a w i a n a n a h a f t a c h itp. — w s z y s t k o to n i e od­
p o w i a d a ł o w a r u n k o m , j a k i e s t a w i a s i ę w y s t a w i e tego
typu.
Brak wyczerpujących napisów utrudniał zwiedzają­
cym uzyskanie bliższych w i a d o m o ś c i o o g l ą d a n y c h
przedmiotach. K a t a l o g p o d a w a ł informacje lakonicz­
ne, niekompletne, a c z ę s t o k r o ć niezgodne z n a p i s a ­
mi o b j a ś n i a j ą c y m i przy eksponatach.
Fotografował

J e s z c z e j e d n a s p r a w a pozostaje do o m ó w i e n i a . J e s t
to zagadnienie e l i t a r y z a c j i p e w n y c h o ś r o d k ó w a r t y ­
stycznych w y t w ó r c z o ś c i ludowej, k t ó r e sugeruje nam
warszawska Wystawa Sztuki Ludowej i Rękodzieła
Ludowego. F a k t powtarzania s i ę p e w n y c h w s i , a w
ramach ich tych samych nazwisk, znanych
nam
z wielu poprzednich w y s t a w n a s u w a m y ś l , jakoby
t w ó r c z o ś ć ludowa nie u p o w s z e c h n i a ł a się, o g a r n i a j ą c
coraz to szersze tereny, lecz p r z e c i w n i e , o g r a n i c z a ł a
s i ę t y l k o do p e w n y c h o ś r o d k ó w , r o d z i n l u b j e d n o ­
stek.
Wspomniane
wyżej
usterki
nie
mogą
jednak
umniejszyć zasługi, jaką położyli działacze Z w i ą z k u
Samopomocy C h ł o p s k i e j dla popularyzacji sztuki l u ­
dowej, W y s t a w a w a r s z a w s k a nie j e s t j e d y n ą tego
rodzaju w y s t a w ą o r g a n i z o w a n ą przez Z w i ą z e k S a m o ­
pomocy C h ł o p s k i e j . W y s t a w a w a r s z a w s k a , l u b e l s k i ,
białostocka i inne są w y k ł a d n i k a m i polityki k u l t u ­
ralnej prowadzonej przez t ę o r g a n i z a c j ę na wsi.
W tym w i ę c wypadku sprawa w ł a ś c i w e j organi­
z a c j i i e k s p o z y c j i w y s t a w y u r a s t a do w a ż n e g o p r o ­
b l e m u s p o ł e c z n e g o . N a l e ż a ł o b y s i ę w o b e c tego s p o ­
dziewać, że Z w i ą z e k Samopomocy C h ł o p s k i e j prze­
w a r t o ś c i u j e stosunek do tego r o d z a j u i m p r e z i n=»
p r z y s z ł o ś ć roztoczy n a d n i m i t r o s k l i w ą o p i e k ę , z a ­
pewni im s p r a w n i e j s z ą o r g a n i z a c j ę i fachowe w y k o ­
nawstwo.
I. Cywińska,
Jan

A. Gerlach,

T.

Rogalanka

Swiderski

PRACE I MATERIAŁY ETNOGRAFICZNE,

T O M X, Z E S Z Y T 1

Str. 2 7 0 ryc. 67, tablic 27, w tym 4 barwne.
Wydawnictwo Zakładu im Ossolińskich, Kraków — Wrocław

W r a m a c h w y d a w n i c t w r e d a g o w a n y c h przez P o l ­
s k i e T o w a r z y s t w o L u d o z n a w c z e , a w y d a w a n y c h obec­
nie p r z e z O s s o l i n e u m — u k a z a ł s i ę zeszyt 1 tomu X
„ P r a c i M a t e r i a ł ó w E t n o g r a f i c z n y c h " . O b e j m u j e on
część prac etnograficznych
ośrodka
krakowskiego,
przygotowanych
r e d a k c y j n i e pod k i e r u n k i e m prof.
K a z i m i e r z a M o s z y ń s k i e g o . D r u g i p o d o b n y zeszyt, pod
r e d a k c j ą prof. K a z i m i e r z a D o b r o w o l s k i e g o , z n a j d u j e
s i ę jeszcze pod p r a s ą .
T r e ś ć zeszytu 1 w y p e ł n i a pięć prac.
O t w i e r a go
a r t y k u ł W ł a d y s ł a w a J a r e c k i e g o pt. „ L u d o w y p r z e ­
m y s ł d r z e w n y L a s o w i a k ó w " , w k t ó r y m po k r ó t k i m
wstępie, z a w i e r a j ą c y m zarys d z i e j ó w osadnictwa daw­
nej P u s z c z y S a n d o m i e r s k i e j , autor o m a w i a t e c h n i k ę
obróbki drzewa i z w i ą z a n e z tym rzemiosła: bednar­
stwo, k o ł o d z i e j s t w o i ciesielstwo.
W d r u g i e j z k o l e i p r a c y , pt. „ S z a ł a ś n i c t w o w l i m a ­
nowskim Beskidzie Wyspowym", Leopold W ę g r z y n o ­
wicz d a j e s u m i e n n i e z a r y s o w a n y o b r a z ż y c i a p a s t e r ­
skiego n a t y m t a k m a ł o z n a n y m terenie. P r a c ę s w ą
autor r o z p o c z y n a o p i s e m p o l a n , n a k t ó r y c h o d b y w a
e t ę w y p a s , n a s t ę p n i e p r z e c h o d z i k o l e j n o do o m ó w i e ­
nia p o j ę c i a „ s z a ł a s " , i l o ś c i s z a ł a s ó w i o w i e c { w l a ­
t a c h 1923—1933), o r g a n i z a c j i w s p ó l n o t y
szałaśniczei,
b u d o w n i c t w a i s p r z ę t u p a s t e r s k i e g o , a w r e s z c i e gospo­
d a r k i s z a ł a ś n i c z e j i t e c h n i k i w y r o b u s e r ó w . P r z y tej
okazji autor wspomina o wyrobie s e r k ó w o k s z t a ł ­
tach dekoracyjnych, w y t ł a c z a n y c h
z drewnianych
ferm, i p u b l i k u j e r y s u n e k ( r y c . 2, str. 33) i l u s t r u j ą c y
kilka charakterystycznych m o t y w ó w zdobniczych w y ­
s t ę p u j ą c y c h n a s e r k a c h w tej c z ę ś c i B e s k i d u W y s p o ­
wego. A r t y k u ł k o ń c z y k r ó t k i opis m a g i i p a s t e r s k i e j .

Z d z i s ł a w S z e w c z y k p u b l i k u j e „ M a t e r i a ł y do s t r o j u
m ę s k i e g o górali ochotnickich". Ochotnica — jedna
z n a j w i ę k s z y c h c o do o b s z a r u w s i w P o l s c e , l e ż ą c a n a
północno-zachodnich
kresach powiatu
nowotarskie­
go — s t a n o w i w y j ą t k o w y o b i e k t d l a b a d a ń e t n o g r a ­
f i c z n y c h , g d y ż j e s t i d e a l n y m t e r e n e m do
śledze­
nia p o s t ę p u j ą c e g o procesu „ p o d h a l a n i z a c j i " k u l t u r y
grup g ó r a l s k i c h s ą s i a d u j ą c y c h z P o d h a l e m i Nowotarszczyzną.
Długa
ta, I 7 - k i l o m e t r o w a ł a ń o u c h ó w k a
w
swej
c z ę ś c i zachodniej j e s t j u ż w y r a ź n i e
„podhalańska",
podczas gdy w s c h o d n i k r a n i e c w s i z a c h o w u j e jeszcze
szereg e l e m e n t ó w s w e j d a w n e j k u l t u r y . Z j a w i s k o to
w y s t ę p u j e s z c z e g ó l n i e j a s k r a w o w stroju, z w ł a s z c z a
m ę s k i m , który byl przedmiotem b a d a ń Szewczyka.
A u t o r podaje n a j p i e r w og61ny opis w s i , ( j e d n a k ż e
z p o m i n i ę c i e m danych historycznych), a następnie
przechodzi do o m ó w i e n i a p o s z c z e g ó l n y c h c z ę ś c i u b i o ­
r u . O p i s y u t r z y m a n e s ą w e d ł u g jednolitego s c h e m a t u
o b e j m u j ą c e g o n a z w ę g w a r o w ą , m a t e r i a ł , k r ó j i zdob­
nictwo. W ł a ś n i e ze w z g l ę d u n a ten ostatni p u n k t , s u ­
m i e n n i e p r z e z S z e w c z y k a r o z p a t r y w a n y , p r a c a ta s t a ­
n o w i p o z y c j ę , o k t ó r e j p o w i n n i p a m i ę t a ć etnografowie
s p e c j a l i z u j ą c y s i ę w dziedzinie ludowego z d o b n i c t w a .
W
związku
z
omawianiem
zdobnictwa
stroju
m ę s k i e g o n a j w i ę c e j uwagi p o ś w i ę c i ł autor wyszyciom
na
spodniach,
Znajdujemy tam rozwój
dekoracji
p r z y p o r ó w „ n a s t a r ą m o d ę " — od prostego s z n u r k a ,
o b r z e ż a j ą c e g o k r a w ę d ź p r z y p o r a , poprzez j e d n o p ę t l i cową czerwono-niebieską
„kluckę",
przypominającą
w k s z t a ł c i e o b c ę g i , po n a j n o w s z ą m o d ę „ g ó r a l s k ą " ,
k t ó r a z k u l t u r y n o w o t a r s k i e j p r z e d o s t a ł a s i ę przez

187

�p a s m o L u b a n i a do o c h o t n i c k i e j doliny, n i o s ą c ze so­
bą r o m b o w a te „ k r z e s i w k o " ( z w a n e t u „ s z p i c " ) w r a z
z
meandrowatym
„gadzikiem"
dokoła
przyporów,
a później i rozbudowanej formy parzenicy z pano­
s z ą c y m s i ę na hafcie p o d h a l a ń s k i m motywem dzie­
więciornika.
E l e m e n t e m c h a r a k t e r y s t y c z n y m d l a d a w n y c h ochot­
nickich ubiorów męskich, choć opartym na motywach
n o w o t a r s k i c h , b y ł y „ p o r t k i " z o b s z y c i a m i w postaci
„ k l u c e k " , obok k t ó r y c h h a f t o w a n o po stronie z e ­
w n ę t r z n e j szereg c z e r w o n y c h k ó ł e k z n i e b i e s k i m i
ś r o d k a m i . N a p o ł u d n i e od L u b a n i a o w y c h k o l i s t y c h
zdobin n i e h a f t o w a n o , z a ś w T y l m a n o w e j , s ą s i a d u j ą ­
cej z O c h o t n i c ą od w s c h o d u — obok „ k l u c k i " , a c z a ­
sem zamiast niej, w y s t ę p u j e m o t y w sercowaty, p r z e ­
j ę t y d o tamtejszego s t r o j u , j a k s ą d z i autor, z p ó ł n o c y
(Sądeczyzny).
P o d o b n i e j a k z ozdobami n a s p o d n i a c h , m a s i ę r z e c z
z i n n y m i e l e m e n t a m i m ę s k i e g o u b i o r u ochotnickiego,
w k t ó r y m w p ł y w y p o d h a l a ń s k i e , a ściślej nowotarskie,
nawarstwiają s i ę na starszym podkładzie miejscowym.
Z e z j a w i s k i e m t y m s p o t y k a m y s i ę w sposobie w y k o ­
n a n i a .i z d o b i e n i a s u k m a n y , k a p e l u s z a , k i e r p c ó w c z y
baranich s e r d a k ó w .
Pracę
swą
Szewczyk
zamyka
podsumowaniem,
w k t ó r y m stara s i ę n a s z k i c o w a ć w y g l ą d najstarszego
ochotnickiego
stroju męskiego,
a
następnie
jego
z m i e n n o ś ć w n a w i ą z a n i u do p r z e m i a n , j a k i m u l e g a ł y
od
wieku
X I X ubiory górali
całego
„starostwa
czorsztyńskiego",
którego
część
stanowiła
niegdyś
również i Ochotnica. Autor omawia przy tym zróżni­
c o w a n i e u b i o r ó w m ę s k i c h w z a l e ż n o ś c i od z a m o ż n o ­
ś c i , w i e k u , k o ń c z y z a ś opisem u b i o r u weselnego.
P r a c a S z e w c z y k a , k t ó r ą tu o m ó w i l i ś m y w d u ż y m
skrócie, stanowi n i e w ą t p l i w i e pozycję
wartościową,
rozszerzającą naszą w i e d z ę o góralskich ubiorach l u ­
dowych.
Mimo sumiennych s t u d i ó w terenowych, nie
udało s i ę jednak autorowi u n i k n ą ć pewnych, drob­
nych zresztą, usterek b ą d ź n i e d o p o w i e d z e ń . D o t y c z ą
one z a r ó w n o s t r o n y t e r m i n o l o g i c z n e j , j a k i o p r a c o w a ­
nia p o s z c z e g ó l n y c h e l e m e n t ó w u b i o r ó w . I tak np. p i ­
sząc o spodniach p ł ó c i e n n y c h , S z e w c z y k podaje dwie
n a z w y : „ g a c i e " i „ h o l o s n i e " (str. 53). P o m i j a j ą c j u ż
s p r a w ę pisowni, która powinna w y g l ą d a ć nieco i n a ­
czej ( „ c h o ł o ś n i e " ) , n a s u w a s i ę t u p e w n e z a g a d n i e n i e ,
które wymagałoby
ze s t r o n y
autora
wyjaśnienia.
N a z w ą „chołośnie" („chołoszni") o k r e ś l a n o bowiem —
z a r ó w n o na t e r e n a c h p o l s k i c h , j a k i r u s k i c h — z r e ­
g u ł y spodnie w e ł n i a n e . J e ż e l i w O c h o t n i c y w y r a z ten
u ż y w a n y jest w i n n y m z n a c z e n i u (co s i ę c z a s e m w y ­

j ą t k o w o zdarza), n a l e ż a ł o s i ę t y m faktem b l i ż e j z a ­
i n t e r e s o w a ć i w y j a ś n i ć go. O p i s u j ą c d a w n y k a p e l u s z ,
k t ó r y m i a l b y ć w y k o n a n y z „ c z o r n e g o s u k n a " (?),
autor
opisuje
formę
podhalańską
ze
skrzelaml
opuszczonymi w d ó ł , nie informuje natomiast, czy
przed t ą n a p ł y w o w ą f o r m ą n a k r y c i a g ł o w y n i e n o ­
szono w c z e ś n i e j j e s z c z e k a p e l u s z y ze s k r z e l a m i p o d ­
w i n i ę t y m i do g ó r y , c o w k r ę g u w p ł y w ó w s p i s k i c h jest
zjawiskiem typowym (Ruś Szlachtowska, Szczawnica,
Sromowce etc).
P i s z ą c o s p i n k a c h do k o s z u l i , n i e
w s p o m i n a a u t o r o i c h formie, k t ó r e j b y n a j m n i e j n i e
p r z e s ą d z a jeszcze fakt, ż e w y r a b i a n e b y ł y p r z e z K u ­
bina, s p i n k a r z a i fajczarza p o d h a l a ń s k i e g o . Niekiedy
autor zbyt bezkrytycznie p r z y j m u j e wypowiedzi i n ­
f o r m a t o r ó w , w i d o c z n e to j e s t n p . t a m , gdzie m ó w i
o k o ż u s z k a c h (str. 68), k t ó r e r z e k o m o m i a ł y p o j a w i ć
s i ę „ p r z e d 60 l a t y , gdy u s t a ł a m o d a n a l a j b i k i " . A u t o r
jakby zapomina, że Ochotnica, jedna z najstarszych
w t y c h s t r o n a c h w s i z a ł o ż o n y c h przez p a s t e r z y w o ­
ł o s k i c h (1416 r.), nie m o g ł a z k o ż u c h a m i z a p o z n a ć s i ę
dopiero po w y j ś c i u z m o d y s u k i e n n y c h k a m i z e l e k ,
c z e m u z r e s z t ą p r z e c z ą poza t y m m a t e r i a ł y z s ą s i e d ­
n i c h t e r e n ó w g ó r a l s k i c h — c z y to p o l s k i c h { P o d h a l e ,
Gorce), czy r u s k i c h ( Ł e m k o w s z c z y z n a ) .
W z a k o ń c z e n i u , gdzie a u t o r o m a w i a p r z e m i a n y s t r o ­
j u ochotniokiego, n i e z b y t j a s n o r y s u j e s i ę s t a r e p o d ł o ­
że i pierwsza, najdawniejsza fala w p ł y w ó w
idąca
z S ą d e c z y z n y (str. 75).
P l a s t y c z n i e j w y s t ę p u j e do­
piero w p ł y w s t r o j u n o w o t a r s k i e g o n a u b i o r y g ó r a l i
zamieszkujących
„starostwo
czorsztyńskie".
Zagad­
n i e n i e to b y ł o j u ż j e d n a k w l i t e r a t u r z e poruszone,
o c z y m a u t o r nie w s p o m i n a , p o m i j a j ą c w o g ó l e c y ­
towanie w swej p r a c y literatury etnograficznej.
Po artykule S z e w c z y k a n a s t ę p u j e obszerna p r a c a
T a d e u s z a S e w e r y n a , pt. „ M e c h a n i c z n a i c h e m i c z n a l u ­
d o w a b r o ń ł o w i e c k a " , k t ó r e j — ze w z g l ę d u n a b r a k
p o w i ą z a n i a z zagadnieniami sztuki — n a t y m miejscu
o m a w i a ć nie b ę d z i e m y .
K o ń c z y z a ś tom A l f r e d Z a ­
ręba, który publikuje „ S ł o w n i c t w o Niepołomic". Praca
ta, ze w z g l ę d u na d i a l e k t o l o g i c z n y c h a r a k t e r p r e d y s ­
p o n o w a n a r a c z e j do s p e c j a l n y c h c z a s o p i s m j ę z y k o ­
znawczych, łączy s i ę z p r o b l e m a t y k ą ściśle etnogra­
f i c z n ą o tyle, ż e w p a r u s t r o n i c o w y m w y b o r z e t e k s t ó w
z n a j d u j e m y g w a r o w e opisy w e s e l a , pogrzebu, c h o d z e ­
n i a po s z c z o d r a k a c h o r a z k i l k a n o t a t e k z z a k r e s u
m a g i i i demonologii l u d o w e j . N i e z a p r z e c z a l n ą w a r ­
tość dla b a d a ń etnograficznych m a j ą r ó w n i e ż z a ł ą ­
czone d o a r t y k u ł u t a b l i c e (20 s z t u k ) z a w i e r a j ą c e r y ­
sunki p r z e d m i o t ó w z zakresu kultury materialnej,
z dokładnie oznaczoną ludową terminologią.
Rss.

KILKA U W A G NA MARGINESIE ARTYKUŁU „CERAMIKA POMORSKĄ"

W n u m e r z e 1 „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " z r, 1954
ukazał się artykuł Marii Przeździeckiej p t
„Cera­
m i k a pomorska", w k t ó r y m a u t o r k a — o p i e r a j ą c s i ę
n a zabytkowym materiale zgromadzonym n a w y s t a ­
wie „ D a w n a Ceramika
Pomorska", zorganizowanej
w r . 1953 przez M u z e u m P o m o r s k i e w G d a ń s k u —
omawia artystyczną produkcję ceramiczną na Pomo­
r z u W s c h o d n i m . A r t y k u ł , n a p i s a n y przez m ł o d ą a u ­
t o r k ę n a o g ó ł dobrze, z a w i e r a j e d n a k u s t ę p y b u d z ą ­
ce z a s t r z e ż e n i a b ą d ź t e ż w y m a g a j ą c e s p r o s t o w a n i a .
I tak K l o n o w i c z w s w y m „ F l i s i e " n i e o k r e ś l a n a ­
c z y ń bydgoskich jako „ w i e l k i c h p o d ł u ż n y c h g a r n k ó w " .
S z c z e g ó ł ten, k t ó r y m ó g ł b y b y ć p r z y d a t n y p r z y i d e n ­
tyfikacji w y r o b ó w bydgoskich, z a c z e r p n ę ł a autorka
zapewne z pracy K o ł a c z k ó w s k i e g o i , nie p o d a j ą c e j
ź r ó d ł a tej i n f o r m a c j i , co u m n i e j s z a j e j w a r t o ś ć . ( W s k u ­
tek niejasnej w pracy K o ł a c z k o w s k i e g o stylizacji od-

powiedniego z d a n i a m o ż n a o d n i e ś ć w r a ż e n i e , ż e c y ­
t u j e on K l o n o w i c z a , i to z a p e w n e w p r o w a d z i ł o a u t o r ­
k ę w błąd).
W s p o m i n a j ą c o publikowanym przez Seckera- z a ­
g i n i o n y m obecnie l a w a t e r z u f a j a n s o w y m , z a w i e r a ­
j ą c y m w d e k o r a c j i h e r b G d a ń s k a i d a t ę 1697 — j e d ­
nym z najstarszych w y r o b ó w fajansowych przypi­
sywanych G d a ń s k o w i — cytuje autorka za Seckerem
niemiecki napis umieszczony na n a k r y w i e : „ I c h M a r ­
tin F e h l a u w o h l b e d a c h t . H a b diesen W a s s e r k r a h n ge­
macht. D e r Meisterin zu Zier u n d E h r , Auff Stolzen­
b e r g w a r i c h i n L e h r " , po c z y m pisze: „ N a p o d s t a w i e
w y ż e j przytoczonego n a p i s u , p o w t ó r z o n e g o b e z n a ­
l e ż y t e g o z r o z u m i e n i a , oraz o d k r y t e j n a o d w r o c i e n a ­
c z y n i a p l a m y zielonej S e c k e r u w a ż a , ż e jest to w y ­
r ó b osiemnastowieczny,
wykonany w e d ł u g
pierwo2

1 Kołaczkowski J . : Wiadomości tyczące się przemy­
s ł u i s z t u k i w d a w n e j Polsce. K r a k ó w 1888, s. 176.

188

S e c k e r H , F . : D i e alte
L e i p z i g 1915, o d b i t k a z d e r
s. nlb. 12.

Töpferkunst
Danzigs.
Cicerone, Jahrg. V I I ,

�w z o r u 7. r, 1697." Z a s z ł o tu n i e w ą t p l i w i e n i e p o r o z u ­
mienie, S e c k e r b o w i e m nie k w e s t i o n u j e daty a n i n i e
p r z e s u w a c z a s u p o w s t a n i a l a w a t e r z a n a w i e k osi :mnasty, s t w i e r d z a t y l k o , ż e n a k r y w a l a w a t e r z a doro­
biona z o s t a ł a z gipsu, p r z y c z y m p r z y p u s z c z a , w n o ­
s z ą c z p o p r a w n e g o pod w z g l ę d e m s t y l i s t y c z n y m w y ­
k o n a n i a n a k r y w v oraz z p i s o w n i i b r z m i e n i a w i e r s z a ,
iż odtworzono j ą n a n o d s t a w i e zniszczonego o r y g i n a ­
łu.
O d n o ś n i e do p r z y p a d k o w e j p l a m y ,
wykonane:
z i e l o n ą polewa n a odwrocie zbiornika n a w o d ę , S e c ­
k e r z a u w a ż a j e d y n i e , ż e jest to fakt godny u w a g i ,
p o n i e w a ż ta s a m a z i e l e ń p o c z ą w s z y od p o l e w y 18 w i e ­
k u staje s i ę j e d n y m z g ł ó w n y c h z n a m i o n r o z p o z n a w ­
czych dla zachodnio-pruskieh fajansów.
W y d a j e s i ę m a ł o prowdopodobne, ż e b y k a f l e p o r ­
tretowe z p i e c a w D w o r z e A r t u s a p r z e d s t a w i a ć m i a ł y
„ r ó ż n e osoby ze ś r o d o w i s k a m i e s z c z a ń s k i e g o i s z l a ­
checkiego". P o r t r e t y n a k a f l a c h
renesansowych nie
b y ł y w y k o n y w a n e z n a t u r y , lecz o p i e r a ł y s i ę n a p o ­
pularnych sztychach i drzeworytach, p r z e d s t a w i a j ą ­
cych m o ż n o w ł a d c ó w i znane osobistości r ó ż n y c h k r a ­
j ó w (wzory b y ł y szeroko r o z p o w s z e c h n i a n e
i wę­
d r o w a ł y z k r a j u do k r a j u ) . P o r t r e t y n a k a f l a c h z
D w o r u A r t u s a n a w i ą z u j ą w y r a ź n i e do w s p ó ł c z e s n y c h
portretów cłworskich, a z d w ó c h portretów,
które
udało się zidentyfikować, jeden przedstawia Karola V
(bardzo c z ę s t o p o j a w i a j ą c e g o s i ę n a r e n e s a n s o w y c h
kaflach), drugi — cesarza M a k s y m i l i a n a . Portrety
n a k a f l a c h z D w o r u A r t u s a n i e p o w t a r z a ł y s i ę po
s z e ś ć — j a k podaje a u t o r k a — lecz c z ę ś c i e j ; n a ok.
190 k a f l i p o r t r e t o w y c h , z a w a r t y c h w t r z e c h d o l n y c h
k o n d y g n a c j a c h pieca, z a s t o s o w a n o 12 w z o r ó w .
Nie sądzę, aby m o ż n a b y ł o „ z a r y z y k o w a ć twierdze­
nie, ż e w k a f l a r s t w i e n i e m i e c k i m tego o k r e s u p o r t r e ­
ty, z w ł a s z c z a w s p ó ł c z e s n e , n i e s ą z b y t szeroko r o z p o ­
wszechnione"; j e ś l i w i e r z y ć l i t e r a t u r z e f a c h o w e j , o m a ­
wiany t y p dekoracji w y s t ę p u j e n a terenie Niemiec
c z ę s t o i jest d l a okresu Renesansu s z c z e g ó l n i e c h a ­
rakterystyczny.
P r z e c h o d z ą c do p o m o r s k i e j p r o d u k c j i s i e d e m n a s t e ­
go w i e k u , a u t o r k a pisze, i ż i m p o r t h o l e n d e r s k i c h w y ­
robów musiał zaważyć n a wyrobach
miejscowych,
„które tracą s w ą pierwotną barwność i ograniczają
s i ę p r z e w a ż n i e do k o l o r ó w n i e b i e s k i e g o i b i a ł e g o "
oraz iż z „ n i e l i c z n y c h z a b y t k ó w , k t ó r e m o ż n a n a p e w ­
no p r z y p i s a ć G d a ń s k o w i , w i d a ć , ż e s i e d e m n a s t o w i e c z ­
ne wyroby w y k a z u j ą w y r a ź n e w p ł y w y
holenderskie
z a r ó w n o w kolorycie, j a k i w e w z o r a c h " .
Przypuszczam, ż e p i s z ą c o pierwotnej
barwności
w y r o b ó w miejscowych, autorka m a na m y ś l i poli­
c h r o m o w a n e k a f l e z 1 p o ł o w y X V I w., b r a k b o w i e m
podstaw do p r z y p u s z c z e ń , by w X V I w i e k u p o w s t a ­
w a ć tu m i a ł y jeszcze j a k i e ś i n n e w y r o b y c e r a m i c z n e
o wielobarwnej dekoracji. Trudno jednak w z u b o ż e ­
n i u pod w z g l ę d e m k o l o r y s t y c z n y m d e k o r a c j i p o m o r ­
skich kafli d o p a t r y w a ć s i ę w p ł y w ó w holenderskich,
w p ó ź n o r e n e s a n s o w y m kaflarstwie europejskim bo­
w i e m w o g ó l e z a u w a ż y ć s i ę daje z a n i k a n i e z w y c z a ­
ju polichromowania reliefów na kaflach i
przeważ­
nie n a w r ó t do d a w n y c h p o l e w j e d n o b a r w n y c h ( z a ­
z w y c z a j zielonej, c z a s e m c z a r n e j l u b b r u n a t n e j ) . O b o k
kafli o polewach jednobarwnych w y s t ę p u j ą także —
c h o ć rzadziej — kafle, w k t ó r y c h polewa t ł a różni
s i ę b a r w ą od p o l e w y z a s t o s o w a n e j w reliefie. W ś r ó d
nielicznych kafli siedemnastowiecznych,
trafiających
się n a Wschodnim Pomorzu, spotykamy tak kafle
o polewach
j e d n o b a r w n y c h , j a k i kafle d w u b a r n e ,
b i a ł o - n i e b i e s k i e , p r z y c z y m ostatnie c h a r a k t e r e m d e ­
k o r a c j i reliefowej i b a r w ą z b l i ż a j ą s i ę silnie do kafli
wyrabianych w siedemnastym wieku w Luneburgu.
Z wymienionych przez autorkę
siedemnastowiecz­
n y c h w y r o b ó w f a j a n s o w y c h ż a d e n nie m o ż e b y ć , n i e ­
stety, „ n a p e w n o " p r z y p i s a n y p r o d u k c j i g d a ń s k i e j .
D z b a n z h e r b e m G d a ń s k a i d a t ą 1637, z M u z e u m
Narodowego w K r a k o w i e ,
j e ś l i nie jest
wyrobem
h a m b u r s k i m , to w k a ż d y m r a z i e k s z t a ł t e m , c h a r a k t e ­
r e m d e k e r a c j i i d a t ą b a r d z o z b l i ż a s i ę do d z b a n ó w
hamburskich, a sama o b e c n o ś ć w dekoracji herbu
G d a ń s k a nie m o ż e m i e ć d e c y d u j ą c e g o z n a c z e n i a d l a
atrybucji. Z w i ę k s z ą p e w n o ś c i ą p r z y p i s a ć m o ż n a za
S e c k c r e m G d a ń s k o w i zaginiony l a w a t e r z z h e r b e m

G d a ń s k a i d a t ą 1697 — c h o ć i t u m a m y do c z y n i e ­
nia z z a b y t k i e m odosobnionym, n i e w y k a z u j ą c y m w
dekoracji w i ę k s z y c h analogii z fajansami g d a ń s k i m i
z p i e r w s z e j p o ł o w y X V I I I w i e k u , a napis, k t ó r y
mógłby rozstrzygnąć sprawę, znajdował się, jak już
o t y m w s p o m n i a n o , n a c z ę ś c i dorobionej i t y m s a ­
mym autentyczność
tekstu m o ż e n a s u w a ć
wątpli­
wości.
D w a z a k u p i o n e ostatnio przez M u z e u m P o m o r s k i e
w G d a ń s k u j a k o w y r ó b p o m o r s k i talerze f a j a n s o w e
0 roślinnej dekoracji wykonanej s z k l i w n ą farbą zie­
l o n ą (jeden z d a t ą 1686 r e p r o d u k o w a n y w a r t y k u l e
„ C e r a m i k a p o m o r s k a " n a r y c . 7) z a l i c z y ć trzeba do
o d r ę b n e j grupy w y r o b ó w fajansowych, k t ó r y c h g ł ó w ­
ne c e n t r u m p r o d u k c j i i d o ś ć szeroki, j a k s i ę z d a j e ,
z a c i ą g n i e z e s t a ł y dotychczas ustalone. O p i e r a j ą c s i ę
n a p e w n y c h analogiach, w y k a z y w a n y c h przez te n i e
znane m i uprzednio w y r o b y , z f a j a n s a m i p o m o r s k i ­
m i — j a k jednostronne n a k ł a d a n i e polewy,
sposób
k s z t a ł t o w a n i a odwrocia talerzy z d o ś ć c h a r a k t e r y ­
s t y c z n y m w a ł k o w a t y m z g r u b i e n i e m p r z y brzegu, p o ­
s ł u g i w a n i e s i ę w dekoracji s z k l i w n ą farbą zieloną,
z n a m i e n n ą dla dekoracji f a j a n s ó w pomorskich d r u ­
giej p o ł o w y w . X V I I I ,
stosowaną
jednak
także
w c z e ś n i e j ( j a k o t y m ś w i a d c z y o b e c n o ś ć tej f a r b y n a
t a l e r z u p o m o r s k i m d a t o w a n y m : 1723, a t a k ż e p r z y p a d ­
k o w a p l a m a n a l a w a t e r z u z r. 1697) oraz p o d o b i e ń ­
stwo c z e r e p u — e k s p o n o w a ł e m o m a w i a n e d w a t a l e ­
rze n a w y s t a w i e „ D a w n a C e r a m i k a P o m o r s k a " j a k o
przypuszczalny w y r ó b w a r s z t a t ó w
wschodnio-pomorskich (w e t y k i e t a ż u miejsc powstania o k r e ś l o n e b y ł o
jako Pomorze Wschcdnie z pytajnikiem). J u ż w cza­
sie t r w a n i a w y s t a w y kustosz M u z e u m N a r o d o w e g o w
W a r s z a w i e , dr G e b e t h n e r , z w r ó c i ł m i u w a g ę , ż e b i o ­
rąc udział w akcji zabezpieczania z a b y t k ó w n a Ś l ą s ­
k u w r . 1945 n a p o t k a ł t a m
podobne t y p y t a l e r z y
1 p e w n ą ich i l o ś ć z g r o m a d z i ł w M u z e u m N a r o d o w y m
w W a r s z a w i e ; k i l k a t a l e r z y z tej g r u p y — j a k s ł u s z ­
nie z a u w a ż a a u t o r k a — z n a j d u j e s i ę w m a g a z y n a c h
M u z e u m Ś l ą s k i e g o , a Bossert* p u b l i k u j e d w a analo­
giczne talerze ze z b i o r ó w M u z e u m N a r o d o w e g o w P r a ­
dze, p r z y p i s u j ą c j e p r o d u k c j i p ó ł n o c n o - c z e s k i e j ; ostat­
nio d o w i e d z i a ł e m s i ę z n a d e s ł a n e j k w e r e n d y , ż e w y ­
s t ę p u j ą one r ó w n i e ż n a terenie N i e m i e c i ż e i n t e ­
resuje się tam nimi Instytut Sztuki Stosowanej w
B e r l i n i e , o k r e ś l a j ą c je, ze w z g l ę d u n a t e r e n n a j ­
częstszego w y s t ę p o w a n i a , roboczym mianem
fajan­
s ó w ż y t a w s k i c h („Zittauern Fayencen"). — C z y istnie­
ją j a k i e ś z w i ą z k i m i ę d z y o m a w i a n ą g r u p ą f a j a n s ó w
a p r o d u k c j ą p o m o r s k ą , n a co w s k a z y w a ć b y m o g ł y
wzmiankowane
wyżej
analogie,
trudno orzec —
zwłaszcza
ż e w y k r u s z e n i e s i ę w czasie ostatniej w o j ­
ny m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o n a P o m o r z u ( z n i s z c z e n i u
u l e g ł o ok. 80 /c z b i o r ó w c e r a m i c z n y c h d a w n e g o M u ­
zeum Miejskiego
w
Gdańsku)
u n i e m o ż l i w i a dziś
stwierdzenie, c z y w y s t ę p o w a ł y t u one c z ę ś c i e j . (Poza
t a l e r z a m i z a k u p i o n y m i przez M u z e u m P o m o r s k i e z n a ­
ny m i jest w c h w i l i obecnej jeszcze t y l k o j e d e n p o ­
c h o d z ą c y z t e r e n u P o m o r z a t a l e r z tego t y p u , z n a j ­
dujący s i ę w posiadaniu prywatnym).
n

W kaflarstwie wschodnio-pomorskim
autorka do­
p a t r u j e s i ę p o c z ą w s z y od p i e r w s z y c h l a t X V I I I w i e ­
ku d w ó c h dróg rozwojowych:
j e d n ą w i ą ż e z typem
kafli o dekoracji malarskiej u j ę t e j obramieniem r e ­
liefowym, d r u g ą z kaflami o dekoracji w y ł ą c z n i e m a ­
l a r s k i e j . C h a r a k t e r y z u j ą c obie g r u p y k a f l i , p i e r w s z e j
przypisuje przeciętnie
wysoki
poziom
techniczny
i przez c a ł y czas w y s o k i i s t o s u n k o w o w y r ó w n a n y p o ­
ziom artystyczny oraz p r z e w a g ę w dekoracji t e m a ­
t ó w mitologicznych, r e l i g i j n y c h , e g z o t y c z n y c h i s i e ­
lankowych; drugiej — kierunek bardziej rodzimy z a ­
r ó w n o pod w z g l ę d e m t e c h n i k i ( ? ) , j a k i r y s u n k u , a w
tematyce
dominowanie
scen z ż y c i a
mieszczanina
i c h ł o p a : „ T o co w p i e r w s z e j grupie s t a n o w i r a c z e j w y ­
j ą t e k , np. c h ł o p z c i ę ż k i m b r z e m i e n i e m d r e w n a p l e ­
c a c h , w d r u g i e j staje s i ę r e g u ł ą " .

s Bossert H . T h : Volkskunst
1941, tabl, 102, r y c . 1, 3.

in

Europa.

Berlin

180

�T r o c h ę trudno s i ę z t y m z g o d z i ć . M a t e r i a ! z a b y t k o ­
w y n i e w y k a z u j e , aby kafle o d e k o r a c j i czysto m a ­
l a r s k i e j u s t ę p o w a ł y pod W z g l ę d e m p o z i o m u a r t y s t y c z ­
nego k a f l o m , k t ó r y c h d e k o r a c j a m a l a r s k a
uzupełnia
się z d e k o r a c j ą r e l i e f o w ą . Techniczne opracowanie
n i e k t ó r y c h kafli malowanych, p o c h o d z ą c y c h z tere­
n u T o r u n i a , jest w p r a w d z i e gorsze n i ż k a f l i g d a ń s ­
k i c h z r e l i e f o w y m i k a r t u s z a m i (mniej l ś n i ą c a , t r o ­
c h ę niedobrze r o z p r o w a d z o n a , s z a r a w a p o l e w a ) ,
w
z a m i a n k a f l e z E l b l ą g a , gdzie m a l a r s k a d e k o r a c j a —
jak się zdaje — p r z e w a ż a ł a , w y k a z u j ą poziom tech­
n i c z n y r a c z e j w y ż s z y od g d a ń s k i c h . P r z e p r o w a d z o n y
przez a u t o r k ę p o d z i a ł t e m a t ó w , w i ą ż ą c y c h s i ę r z e k o ­
mo b ą d ź z j e d n y m •— b ą d ź z d r u g i m t y p e m d e k o ­
r a c j i k a f l i , r ó w n i e ż nie o d p o w i a d a w y m o w i e m a t e ­
r i a ł u z a b y t k o w e g o . S p r ó b u j ę to z i l u s t r o w a ć c y f r a m i :
W grupie k a f l i o d e k o r a c j i reliefowo m a l a r s k i e j : 1)
t e m a t y
m i t o l o g i c z n e
nie b y ł y n a w y ­
stawie „ D a w n a C e r a m i k a Pomorska" w o g ó l e repre­
zentowane, s p o t k a ł e m s i ę j e d n a k w d e k o r a c j i 3 k a f l i
g d a ń s k i c h z 1 p o ł o w y X V I I I w. (zawartych w piecu
b ę d ą c y m p ó ź n i e j s z y m m o n t a ż e m ) z przedstawieniem
B a c h u s a , W e n u s i A m o r a ; 2) t e m a t y
r e l i g i j n e r e p r e z e n t o w a n e b y ł y n a w y s t a w i e przez 8 k a f l i (ze
scenami z Nowego Testamentu), p o c h o d z ą c y c h jednak
z jednego p i e c a ; d o d a ć do tego t r z e b a w z m i a n k o w a n y
przez S e c k e r a piec ze s c e n a m i b i b l i j n y m i z p r o b o ­
s t w a S w . W o j c i e c h a ; n a p o t k a ł e m t e ż 4 kafle ze s c e ­
n a m i b i b l i j n y m i w m o n t o w a n e w d w a piece o ś w i e c ­
k i e j p o z a t y m d e k o r a c j i k a f l i ; 3) t e m a t y
egzo­
t y c z n e
z n a m t y l k o z d w ó c h czy trzech k a f l i pieca,
w k t ó r y m o g ó ł kafli w y k a z u j e r o k o k o w e sceny r o d z a ­
j o w e ; 4) w ś r ó d r e l i e f o w y c h kafli g d a ń s k i c h z 1 p o ł o w y
X V I I I w. t r a f i a j ą się stosunkowo c z ę s t o kafle w ro­
dzaju kafla reprodukowanego w artykule P r z e ź d z i e c k i e j n a r y c 21, z a w i e r a j ą c e w t r o c h ę n i e p o r a d n i e m a ­
l o w a n e j d e k o r a c j i obok m o t y w ó w z w i e r z ę c y c h , j a k
j e l e n i e , p t a k i , konie, p s y itp.,
t y p y
c h ł o p ó w
c z y
u b o ż s z e j
l u d n o ś c i
m i e j s k i e j
( n i e z a l e ż n i e od kafli, z n a j d u j ą c y c h s i ę w
Muzeum
P o m o r s k i m , z n a n e m i s ą jeszcze d w a piece z a n a l o ­
gicznymi kaflami), t e m a t y k ę t ę r e p r e z e n t o w a ł y
na
w y s t a w i e jeszcze 4 k a f l e z T o r u n i a , a n i e m o ż n a po­
m i n ą ć n i e i s t n i e j ą c e g o j u ż , l e c z p u b l i k o w a n e g o przez
Seckera pieca z t y p a m i d o m o k r ą ż c ó w g d a ń s k i c h i pie­
ca ze s c e n a m i r y b a c k i m i n a probostwie w H e l u .
Wśród kafli
o malowniczej w y ł ą c z n i e
dekoracji:
1)
t e m a t y k ę
z a c z e r p n i ę t ą
z
mitol o g i i
w y k a z u j ą dwa eksponowane na w y s t a w i e
kafle z przedstawieniem Merkurego i A m o r a
oraz
kafel ś r o d k o w y e l b l ą s k i e g o pieca w Muzeum Czarto­
r y s k i c h ( Z e u s i Io); 2)
sceny
b i b l i j n e
od­
najdujemy w dekoracji eksponowanych na wystawie
5 k a f l i ( p o c h o d z ą c y c h z trzech p i e c ó w ) oraz n a k a f ­
lach pieca w M u z e u m Czartoryskich i na kaflach nie
i s t n i e j ą c e g o j u ż pieca publikowanego w
katalogu
zbiorów Basnera*
3) t e m a t y k a
e g z o t y c z n a
r e p r e z e n t o w a n a b y ł a n a w y s t a w i e przez c z t e r y
k a f l e z p o s t a c i a m i p s e u d o - C h i ń c z y k ó w ; 4) j e d e n a ś ­
cie e k s p o n o w a n y c h n a w y s t a w i e k a f l i z a w i e r a w d e ­
koracji
p o s t a c i e
c h ł o p ó w
i
d r o b n y c h
m i e s z c z a n
(przy c z y m n a d m i e n i ć trzeba, ż e
n a k a f l a c h n a l e ż ą c y c h do tej s a m e j serii s p o t y k a m y
s i ę r ó w n i e ż z p r z e d s t a w i e n i a m i tego r o d z a j u ,
jak
pierrot, C h i n k a , p o s t a ć z k o m e d i i w ł o s k i e j itp., z a c z e r ­
p n i ę t y m i n i e w ą t p l i w i e z rycin), a w zbiorach M u ­
z e u m P o m o r s k i e g o w T o r u n i u z n a j d u j e s i ę jeszcze p a ­
rę kafli z pieca dekorowanego typami r z e m i e ś l n i k ó w .
R o k o k o w e
sceny
r o d z a j o w e
należą
do n a j c z ę ś c i e j s p o t y k a n y c h t a k w p i e r w s z e j , j a k i w
d r u g i e j grupie k a f l i (w grupie k a f l i o d e k o r a c j i w y ­
ł ą c z n i e m a l a r s k i e j , n i e z a l e ż n i e od z a c h o w a n y c h z a ­
b y t k ó w , t e m a t y k ę t ę w y k a z u j e jeszcze p i ę ć z n i s z c z o ­
nych p i e c ó w elbląskich, u w z g l ę d n i o n y c h na w y s t a ­
w i e p r z y p o m o c y p o w i ę k s z o n y c h fotografii).
P o w y ż s z e z e s t a w i e n i e , n i e oparte n a j a k i e j ś
do­
k ł a d n e j i n w e n t a r y z a c j i , lecz n a m a t e r i a l e z g r o m a d z o ­
n y m n a w y s t a w i e „ D a w n a C e r a m i k a P o m o r s k a " oraz

n a z a b y t k a c h z a p a m i ę t a n y c h , n i e r o ś c i sobie p r e t e n s j i
do c a ł k o w i t e g o w y c z e r p a n i a m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o w
zakresie omawianych grup tematycznych. N i e w ą t p l i ­
w i e do k a ż d e j z t y c h g r u p m o ż n a b y jeszcze d o r z u c i ć
po k i l k a p r z y k ł a d ó w — i po stronie k a f l i o d e k o r a c j i
reliefowo m a l a r s k i e j ,
i w y ł ą c z n i e malarskiej.
Nie­
m n i e j w y d a j e s i ę ono dostatecznie p r z e k o n y w a j ą c e ,
j e ś l i chodzi o stwierdzenie, że w o m a w i a n y c h d w ó c h
typach dekoracji kafli nie p o s ł u g i w a n o s i ę o d r ę b n y m
doborem t e m a t ó w . T e m a t y k a w i ą z a ł a się raczej z
czasem powstania, a t a k ż e — c h o ć w mniejszym, z d a ­
j e się, stopniu — z m i e j s c e m p o w s t a n i a k a f l i .
Nie w i e m , n a c z y m a u t o r k a opiera t w i e r d z e n i e , ż e
„ w c z e ś n i e j s z e kafle o malowanej ornamentyce r o ś ­
l i n n e j , p o c h o d z ą c e z c z a s u o k o ł o p o ł o w y X V T I I w.,
są w i e l o b a r w n e " ; n i e n a p o t k a ł e m ż a d n e g o p r z y k ł a ­
du wschodnio- pomorskiego kafla
o wielobarwnej
d e k o r a c j i r o ś l i n n e j , k t ó r e g o czas p o w s t a n i a o d n i e ś ć by
m o ż n a do p o ł o w y X V I I I w i e k u — czas p o w s t a n i a
najwcześniejszych
datowanych
kafli
z
dekoracją
k w i a t o w ą p r z y p a d a n a ostatnie l a t a X V I I I
wieku.
Najwcześniejszym
datowanym kaflem w ś r ó d
kafli
o d e k o r a c j i w y ł ą c z n i e m a l a r s k i e j n i e jest k a f e l z d a ­
t ą 1724 ze z b i o r ó w M u z e u m w K w i d z y n i e , lecz k a f e l
2 d a t ą 1716 ze z b i o r ó w M u z e u m w E l b l ą g u . M a n g a n o ­
w a farba brunatna w y s t ę p u j e n a j w c z e ś n i e j na kaflu
d a t o w a n y m : 1742 (na t a l e r z u f a j a n s o w y m j u ż w r.
1730), a nie n a k a f l u d a t o w a n y m : 1748.
O p i e r a j ą c s i ę n a podanej przez G l o g e r a3 w i a d o ­
m o ś c i o kaflach w y k o n a n y c h w G d a ń s k u dla R z e ­
w u s k i c h o r a z do dostarczonej przez Ł o z i ń s k i e g o ^ w i a ­
d o m o ś c i o p i e c a c h g d a ń s k i c h w e d w o r z e w; D r o z d o w i cach (przytoczonych przez Ł o z i ń s k i e g o dla poparcia
twierdzenia, iż „zdarzały się" w Polsce „piece z kafli
polewanych i malowanych, najczęściej gdańskich, a
wtedy b y ł y p r a w d z i w ą ozdobą i osobliwością miesz­
k a n i a " ) a u t o r k a pisze: „Z w y s t ę p o w a n i a w P o l s c e
siedemnastowiecznej p i e c ó w g d a ń s k i c h n a l e ż y w y c i ą g ­
n ą ć wniosek, ż e w t y m wieku m u s i a ł a się już w y ­
k s z t a ł c i ć c h a r a k t e r y s t y c z n a dla n i c h f o r m a ,
któn
z w ł a s z c z a w p i e c a c h e l b l ą s k i c h (?) w y k a z u j e wiele",
c e c h w s p ó l n y c h ze s ł y n n y m i s i e d e m n a s t o w i e c z n y m i
s z a f a m i g d a ń s k i m i . " Nie w i d z ę p r z y c z y n y , d l a k t ó ­
rej w y s t ę p o w a n i e w X V I I w i e k u w Polsce p i e c ó w
g d a ń s k i c h m i a ł o b y ś w i a d c z y ć o ustaleniu się już w
t y m czasie i c h c h a r a k t e r y s t y c z n e j f o r m y — z n a n e j
z drugiej p o ł o w y X V I I I w i e k u , a m a t e r i a ł zabytko­
w y nie daje ż a d n y c h p o d s t a w do p r z y p u s z c z e ń — r a ­
czej p r z e c z y — by s t a ć s i ę to m i a ł o w c z e ś n i e j n i ż
w c z t e r d z i e s t y c h l a t a c h osiemnastego w i e k u . Z n a n y
typ „ s z a f y g d a ń s k i e j " p o j a w i a s i ę dopiero w p o c z ą t ­
k a c h w i e k u osiemnastego ( w c z e ś n i e j s z e szafy g d a ń ­
skie wzorowane b y ł y na szafach holenderskich? i a n a ­
logii m i ę d z y p i e c a m i e l b l ą s k i m i a s z a f a m i g d a ń s k i m i
doszukać się m o ż n a tylko w masywnych, pośrodku
p r z e ł a m a n y c h i t w o r z ą c y c h tzw.
„gdański
szczyt"
g z y m s a c h w i e ń c z ą c y c h szaf g d a ń s k i c h z p i e r w s z e j
p o ł o w y X V I I I w i e k u — b r a k z a ś analogii m i ę d z y
piecami e l b l ą s k i m i a szafami g d a ń s k i m i z w i e k u
siedemnastego.
C h a r a k t e r y z u j ą c w o p a r c i u o p r a c ę S e c k e r a piece
elbląskie, autorka twierdzi, ż e zasadniczym typem
p i e c a e l b l ą s k i e g o b y ł piec t r ó j k o n d y g n a c j o w y .
Nie
jest to s ł u s z n e ; w p r a w d z i e w E l b l ą g u , w p r z e c i w i e ń ­
s t w i e do G d a ń s k a , w y s t ę p o w a ł y piece o trzech k o n ­
d y g n a c j a c h , p r z e w a ż a ł y j e d n a k — s ą d z ą c ze z n a n e g o
obecnie m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o — piece o d w ó c h k o n ­
dygnacjach.
Zdaniem autorki, „zasadnicza różnica m i ę d z y osiem­
nastowiecznymi piecami
gdańskimi
a niemieckimi
polega n a tyra, ż e te ostatnie s t r a c i ł y w dobie b a r o ­
k u s w ó j c h a r a k t e r r e p r e z e n t a c y j n y " . W y g l ą d a to n a
n i e p o r o z u m i e n i e ; w o k r e s i e b a r o k u piec n i e t y l k o w

5 G l o g e r Z . : E n c y k l o p e d i a staropolska.
Warszawa
1901, t I I I , s. 305.
Ł o z i ń s k i W . : Ż y c i e polskie w d a w n y c h w i e k a c h .
L w ó w 1921, s. 50.
Por. Behling Lottlisa: Der Danziger Dielenschrank
u. seine h o l l ä n d i s c h e n V o r l ä u f e r . D a n z i g 1942,
6

4

W i c h m a n n H . : K u n s t u. K u n s t h a n d w e r k i m
se B a s n e r in Zoppot. D a n z i g 1925, tabl. 39.

190

Hau­

7

�N i e m c z e c h u t r a c i ł s w ą d a w n ą p o z y c j ą g ł ó w n e j do­
m i n a n t y i z e s z e d ł do r o l i j e d n e g o
ze
s p r z ę ­
t ó w
składających się na urządzenie wnętrza — była
to t e n d e n c j a r a c z e j o g ó l n a i p i e c e g d a ń s k i e s i ę w n i e j
nie w y ł a m a ł y ; z d u ż y m umiarem r o z w i ą z y w a n e g d a ń ­
s k i e piece b y n a j m n i e j n i e w y r ó ż n i a j ą s i ę o k a z a ł o ś c i ą
w ś r ó d w s p ó ł c z e s n y c h mebli gdańskich, a produkcja
ozdobnych p i e c ó w , r o z w i j a j ą c a s i ę w t y m s a m y m
czasie n a t e r e n i e N i e m i e c , u j a w n i a n a w e t n i e j e d n o ­
k r o t n i e d ą ż e n i e do u j ę ć z n a c z n i e b a r d z i e j r e p r e z e n t a ­
cyjnych.
S t r a u s s w s w e j p r a c y „ K a c h e l n u . U f e n der M a r k
B r a n d e n b u r g " nie p r z y t a c z a — j a k podaje a u t o r k a •—
p r z y k ł a d ó w p i e c ó w hamburskich o dekoracji zdra­
d z a j ą c e j w p ł y w y h o l e n d e r s k i e , lecz s t w i e r d z a t y l k o
w p ł y w y Hamburga w piecach o biało
polewanych
k a f l a c h i n i e b i e s k i e j d e k o r a c j i , w y s t ę p u j ą c y c h w' p ó ł ­
nocno-zachodniej
części
Marchii
Brandenburskiej.
O p i e r a j ą c s i ę n a przeprowadzonej
przez C h a r l o t t e
Steinbrucher charakterystyce p i e c ó w
hamburskich,
S t r a u s s z a u w a ż a j e d n a k , ż e w f o r m a c h piece b r a n ­
d e n b u r s k i e r ó ż n i ą s i ę od h a m b u r s k i c h — b r a k i m
np. znamiennych dla p i e c ó w h a m b u r s k i c h w n ę k p ó ł cylindrycznych, zdobnych rocaille'ami n ó g fajanso­
w y c h i p i l a s t r ó w k r a w ę ż n y c h (piece b r a n d e n b u r s k i e
tego t y p u , podobnie j a k g d a ń s k i e , p r z e p r u t e s ą a r k a ­
dami n a wylot i s p o c z y w a j ą n a podstawach d r e w ­
n i a n y c h ) . S t r a u s s u w a ż a , ż e do p i e c ó w b r a n d e n b u r ­
s k i c h b a r d z i e j z b l i ż o n e s ą w b u d o w i e — podobne
z r e s z t ą do h a m b u r s k i c h — p i e c e w y r a b i a n e w L ü n e b u r g u , gdzie w X V I I I w , n a p i e r w s z y p l a n p r o d u k c j i
w y s u n ę ł y s i ę piece o k a f l a c h b i a ł o p o l e w a n y c h z n i e ­
b i e s k ą d e k o r a c j ą . N i e k t ó r e ze z n a j d u j ą c y c h s i ę w
Brandenburgii p i e c ó w omawianego typu
nasuwają
S t r a u s o w i podejrzenie — ze w z g l ę d u n a w y s o k i p o ­
ziom d e k o r a c j i — ż e m o g ą b y ć i m p o r t e m z k t ó r e g o ś
z północno-niemieckich
o ś r o d k ó w produkcji, w i ę k ­
s z o ś ć j e d n a k u w a ż a z a w y r ó b miejscowy^.
J a k w y n i k a z c y t o w a n y c h d a n y c h , H a m b u r g nie
b y ł „ j e d y n y m obok G d a ń s k a ( c h y b a t a k ż e E l b l ą g a
i Torunia) w i ę k s z y m o ś r o d k i e m , k t ó r y w y t w a r z a ł pie­
ce tego t y p u " . P r o d u k c j a k a f l i n a w i ą z u j ą c y c h w d e ­
k o r a c j i do fliz h o l e n d e r s k i c h b y ł a b a r d z i e j r o z p o ­
w s z e c h n i o n a , n i ż s ą d z i a u t o r k a — nie j e s t w y ł ą c z o n e ,
że wyrabiano je także w innych dzielnicach Polski,
nie t y l k o n a P o m o r z u W s c h o d n i m . N i e w p ł y w a to
o c z y w i ś c i e n a pozbawienie
pieców gdańskich
cech
oryginalności. T a k jednak p o s ł u g i w a n i e się kaflami
omawianego typu, j a k i o g ó l n y nawet schemat kon­
s t r u k c y j n y — o o r y g i n a l n o ś c i t e j , same w sobie n i e
rozstrzygają, spotyka s i ę je bowiem t a k ż e w innych
o ś r o d k a c h . Dopiero s p o s ó b r o z w i ą z a n i a
poszczegól­
n y c h e l e m e n t ó w formy i d e k o r a c j i , w r a z z d r u g o ­
r z ę d n y m i , niemniej charakterystycznymi
szczegółami
9

1 0

* S t r a u s s K . : K a c h e l n u. Ö f e n der M a r k B r a n d e n ­
burg, S t r a s s b u r g 1926.
S t e i n b r u c h e r C h : H a m b u r g e r F a y e n c e ö f e n des
18 J a h r h u n d e r t s . K a c h e l u n d T ö p f e r k u n s t , 3, J a h r g .
1924, H . 12.
!&lt;* P o r . M a ń k o w s k i T . : D z i e j e w y t w ó r n i c e r a m i c z ­
nych w G l i ń s k a i Żółkwi. Biuletyn Historii Sztuki
i K u l t u r y , r. I X , s. 241—243, 246—247,
9

ora2 p r o p o r c j e z e s t a w u d e c y d u j ą w k o ń c o w y m e f e k ­
cie o i c h o d r ę b n e j a p a r y c j i .
A u t o r k a nie m a r a c j i t w i e r d z ą c , ż e „ t r z y g ł ó w n e
cechy p i e c ó w h a m b u r s k i c h , a m i a n o w i c i e : n i s z a w
górnej kondygnacji, skośnie ścięte narożniki i fajan­
s o w e nogi w y s t ę p u j ą t a k ż e w p i e c a c h g d a ń s k i c h " ;
ani
półcylindryczne
nisze,
znamienne
dla p i e c ó w
hamburskich, ani nogi fajansowe (autorka n i e k o n ­
sekwentnie n a innym miejscu p r z y j m u j e za Secker e m , żq piece g d a ń s k i e u s t a w i a n o z a w s z e n a d r e w n i a ­
n y c h podstawach)
— w G d a ń s k u nie w y s t ę p u j ą ,
a s f a z o w a n e n a r o ż n i k i s ą n a t y l e pospolite, ż e m o g ą
być charakterystyczne dla p i e c ó w hamburskich tylko
w formie p i l a s t r ó w k r a w ę ż n y c h , r ó w n i e ż n i e w y s t ę ­
p u j ą c y c h w p i e c a c h g d a ń s k i c h . (Podobne elementy
spotyka s i ę natomiast w piecach e l b l ą s k i c h ) .
Charakteryzując wschodnio-pomorską produkcję ce­
r a m i c z n ą w. X V I I I , autorka twierdzi: „ O d pierwszej
p o ł o w y X V I I I w. p o j a w i a s i ę w p r o d u k c j i z a r ó w n o
n a c z y ń f a j a n s o w y c h , j a k j k a f l i d ą ż n o ś ć do ś w i a d o ­
mego l i c z e n i a n a o d b i o r c ó w z n i ż s z y c h w a r s t w spo­
ł e c z n y c h , w z w i ą z k u z czym w ceramice pomorskiej
z a c z y n a u p a d a ć f a ł s z y w a w z a ł o ż e n i u d ą ż n o ś ć do n a ­
ś l a d o w a n i a porcelany c h i ń s k i e j , j a p o ń s k i e j czy e u ­
r o p e j s k i e j i n a s t ę p u j e n a w r ó t do p r z e d s t a w i e ń r o d z i ­
mych".
C o ś t u s i ę n i e zgadza. O p r o d u k c j i p o m o r s k i e j
X V I I w i e k u w i e m y n i e w i e l e . - P a r ę o k a z ó w kafli i f a ­
jansów, z mniejszym lub w i ę k s z y m p r a w d o p o d o b i e ń ­
s t w e m p r z y p i s a n y c h tej p r o d u k c j i , nie n a ś l a d u j e p o r ­
celany c h i ń s k i e j a n i j a p o ń s k i e j ( j e d y n i e d z b a n z d a ­
t ą 1637 z a w i e r a w d e o k r a c j i p e w n e e l e m e n t y w s c h o d ­
nio-azjatyckie); o n a ś l a d o w a n i u porcelany
europej­
s k i e j n i e m o ż e b y ć w t y m czasie m o w y ,
ponieważ
w Europie produkcja porcelany z a c z ę ł a s i ę r o z w i j a ć
dopiero w p i e r w s z e j ć w i e r c i X V I I I w i e k u ; n i e s p o ­
tykamy s i ę z tymi n a ś l a d o w n i c t w a m i także w deko­
racji w c z e ś n i e j s z y c h kafli i f a j a n s ó w z w i e k u X V I I I
(samo u l e g a n i e
rozpowszechnionej
modzie
jedno­
b a r w n e j d e k o r a c j i n i e b i e s k i e j n i e jest c h y b a w y s t a r ­
czające, ż e b y u z n a ć j e za n a ś l a d o w n i c t w a porcelany).
D o p i e r o o k o ł o r o k u 1740 p o j a w i a j ą s i ę w z o r y p s e u dochińskic — przejmowane w d o ś ć swobodnych i n ­
terpretacjach z f a j a n s ó w holenderskich; w drugiej
p o ł o w i e X V I I I w i e k u r o z p o w s z e c h n i a j ą s i ę w deko­
r a c j i k a f l i modne r o k o k o w e s c e n k i r o d z a j o w e , w y ­
k a z u j ą c e p e w n e z w i ą z k i z tego t y p u d e k o r a c j ą e u r o ­
pejskiej porcelany, a n a s t ę p n i e p r z y j m u j ą s i ę wzory
kwiatowe
— pokrewne
naturalistycznym
wzorom
kwiatowym wprowadzonym
do d e k o r a c j i
fajansów
pod w p ł y w e m p o r c e l a n y m i ś n i e ń s k i e j — k t ó r e u t r z y ­
m u j ą s i ę jeszcze w p o c z ą t k a c h w i e k u X I X .
N a p o d s t a w i e znanego m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o m o ż ­
n a s ą d z i ć , ż e p r o d u k c j a obliczona n a z b y t w ś r ó d
uboższych warstw społecznych rozwijała się w X V I I I
w i e k u r ó w n o l e g l e do p r o d u k c j i p r z e z n a c z o n e j d l a o d ­
biorców zamożnych. Po połowie wieku X V I I I pierw­
szy k i e r u n e k z a c z y n a p r z e w a ż a ć w w y r o b a c h f a j a n ­
sowych, w produkcji ozdobnych p i e c ó w jednak od­
wrotnie, w ł a ś n i e n a t r z e c i ą ć w i e r ć X V I I I
wieku
przypada okres n a j w i ę k s z e g o rozkwitu, a j u ż s a m
charakter p i e c ó w w y ł ą c z a m o ż l i w o ś ć
przynależności
o d b i o r c ó w do n i ż s z y c h w a r s t w s p o ł e c z n y c h .
Jan

Chranicki

W ZWIĄZKU Z UWAGAMI O A R T Y K U L E „CERAMIKA POMORSKA"

W cennych uwagach, k t ó r y m i uzupełnił m ó j artykuł
o ceramice pomorskiej wybitny jej znawca, dyrektor
Muzeum Pomorskiego
w Gdańsku, Jan Chranicki,
znajduje s i ę kilka p u n k t ó w w y m a g a j ą c y c h
wyjaś­
n i e n i a , gdzie r ó ż n i c a p o g l ą d ó w w y n i k ł a z odmiennego
ustawienia
zagadnienia. P r a g n ę z w r ó c i ć tu u w a g ę
jedynie n a n a j w a ż n i e j s z e z nich.
W kaflarstwie renenansowym n i e w ą t p l i w i e
cechą
charakterystyczną
kafli
europejskich
są przedsta­
w i e n i a portretowe
znanych osobistości
(wzorowane

na popularnych sztychach niekoniecznie s a m y c h tylko
osób koronowanych), jednak nie znamy
dotychczas
z a b y t k o w y c h p i e c ó w z i n n y c h k r a j ó w , gdzie b y ł a b y
nagromadzona tak d u ż a i l o ś ć r ó ż n o r o d n y c h p o r t r e t ó w
j a k n a k a f l a c h p i e c a g d a ń s k i e g o z D w o r u Artusa^.

i P . S i m s o n ( D e r A r t u s h o f i n D a n z i g . D a n z i g 1900,
str. 176) podaje, ż e n a p i e c u w D w o r z e A r t u s a b y ł o
268 k a f l i p o r t r e t o w y c h .

191

�Chodziło mi o podkreślenie zjawiska m a s o w o ś c i wy­
s t ę p o w a n i a kafli portretowych na jednym zabytku.
Z u b o ż e n i e k o l o r y s t y c z n e , j a k i e n a s t ą p i ł o po w i e l o ­
barwnym
renesansowym
kaflarstwie
reliefowym,
było zjawiskiem powszechnym, k t ó r e m u uległo r ó w ­
n i e ż k o l a r s t w o pomorskie. C h a r a k t e r y s t y c z n y jest
tu j e d n a k ż e fakt, ż e w p r z e c i w i e ń s t w i e do s ą s i e d n i c h
t e r e n ó w n i e m i e c k i c h , gdzie w t y m o k r e s i e w y s t ę p u j ą
kafle jednobarwne, w kaflarstwie pomorskim z j a ­
wiają się dwubarwne biało-niebieskie, które łączyć
chyba należy z ogólnymi motywami niderlandzkimi,
k t ó r e w P o l s c e s t a j ą s i ę w sztuce X V I I w i e k u d o m i ­
nujące.
D u ż ą p r z y j e m n o ś ć s p r a w i ł m i fakt, ż e w y s u n i ę t e w
m o i m a r t y k u l e z a s t r z e ż e n i a co do pomorskiego pocho­
dzenia talerzy eksponowanych na wystawie z n a l a z ł o
potwierdzenie w e w n i k l i w y c h badaniach dyrektora
Chranickiego.
P r o d u k c j ę k a f l a r s k ą , p o c z y n a j ą c od p o c z ą t k u X V I I I
w i e k u , p o d z i e l i ł a m n a d w i e drogi r o z w o j o w e , p r z y
czym z a z n a c z y ł a m , że
„jedna
w y w o d z i
s i ę od
k a f l i ze s c e n ą r o d z a j o w ą w otoczeniu o z d ó b reliefo­
w y c h , d r u g a z a ś od k a f l i o d e k o r a c j i w y ł ą c z n i e m a ­
larskiej" . D o pierwszej grupy z a s z e r e g o w a ł a m wszyst­
k i e k a f l e p o s i a d a j ą c e o b r a m i e n i e reliefowe o r a z k a f l e
n a ś l a d u j ą c e takie obramienie t e c h n i k ą malarslcą. D r u ­
g ą g r u p ę s t a n o w i ą kafle nie n a w i ą z u j ą c e w niczym
do o b r a m i e ń r e l i e f o w y c h . P o d k ą t e m w i d z e n i a tego
p o d z i a ł u c h a r a k t e r y z o w a ł a m t e ż grupy kafli o „ t y p i e
r e l i e f o w y m " i „ z d o b i o n y c h m a l a r s k o " . Dlatego u w a g i
i zestawienia statystyczne dyrektora Chranickiego, j a ­
ko p r z e p r o w a d z o n e n a zasadzie odmiennego p o d z i a ­
łu, gdzie w y d z i e l o n a j e s t j e d n a g r u p a k a f l i — ozdo­
bionych reliefami i druga — o dekoracji wyłącznie^
malowanej, z a w i e r a j ą c a r ó w n i e ż kafle o m a l o w a n y c h
obramieniach w y w o d z ą c y c h się z reliefu, d a ł y w y ­
n i k i o d m i e n n e od m o i c h .
5

D r u g i m n i e p o r o z u m i e n i e m , podobnie i s t o t n y m j a k
poprzednie, j e s t i n t e r p r e t a c j a o k r e ś l e n i a „ k a f l e g d a ń ­
skie", k t ó r e d y r e k t o r C h r a n i c k i r o z u m i e s e n s u stricto
j a k o w y k o n a n e w G d a ń s k u , j a z a ś (co j e s t n i e w ą t p l i ­
w i e n i e w ł a ś c i w e ) t r a k t o w a ł a m w sensie s z e r s z y m , t a i :
j a k w Polsce u ż y w a n o terminu „piece g d a ń s k i e " ,
k t ó r y m to t e r m i n e m o k r e ś l a n o o g ó l n i e p r o d u k c j ę p o ­
morską.
Wzmianka w moim artykule o wielobarwnej orna­
mentyce r o ś l i n n e j w y s t ę p u j ą c e j na kaflach z o k o ł o
p o ł o w y X V I I I w i e k u umieszczona została na podsta-

2 P o l s k a S z t u k a L u d o w a , n r 4/1954, s. 223.

wie notatki s p o r z ą d z o n e j na wystawie w G d a ń s k u .
B y ć m o ż e z a k r a d ł a s i ę tu j a k a ś p o m y ł k a w s k u t e k
w a d l i w e g o o d c z y t a n i a p o d p i s u pod e k s p o n a t a m i .
P r z y p o d k r e ś l a n i u o d r ę b n o ś c i X V I I I - w i e c z n y c h pie­
c ó w pomorskich, czyli g d a ń s k i c h — w szerszym u j ę ­
ciu, od w s p ó ł c z e s n y c h i m p i e c ó w n i e m i e c k i c h c h o ­
dziło o wydobycie najbardziej istotnych różnic. P i e ­
ce n i e m i e c k i e z a t r a c a j ą w t y m okresie s w o j ą t e k t o ­
niczną formę, a często nawet podział na poszczególne
kafle, n a ś l a d u j ą c w k s z t a ł c i e bogato zdobione k o m o ­
dy czy inne meble. Z a ś d o s t o s o w a n y n a o g ó ł do m e b l i
kolor m i a ł n a c e l u z a m a s k o w a n i e o d r ę b n o ś c i p i e c a
w e w n ę t r z a c h tego okresu^. I n a c z e j s p r a w a ta p r z e d ­
s t a w i a ł a s i ę n a P o m o r z u , gdzie p r o d u k o w a n o w t y m
okresie w y ł ą c z n i e piece o f o r m a c h t e k t o n i c z n y c h , z ł o ­
ż o n y c h z oddzielnych kafli pokrytych m a l a t u r ą n a
b i a ł y m tle. P i e c e t a k i e n i e u t o ż s a m i a ł y s i ę a n i f o r m ą ,
ani k o l o r y t e m z m e b l o w y m w y p o s a ż e n i e m , s t a n o w i ł y
o d r ę b n e akcenty w n ę t r z a .
C e n n a jest uwaga dyrektora Chranickiego, ż e pie­
ce p o d o b n e do p o m o r s k i c h i h a m b u r s k i c h w y s t ę p o ­
w a ł y też w Ltineburgu.
Ostatnia uwaga o poruszonym w m y m artykule
problemie pojawiania się w pomorskiej p r o d u k c j i ce­
r a m i c z n e j od p i e r w s z e j p o l o w y w i e k u X V I I I
dąż­
n o ś c i do l i c z e n i a n a o d b i o r c ó w z n i ż s z y c h w a r s t w
i n a w r o t u do p r z e d s t a w i e ń r o d z i m y c h w k i e r u n k u
swoistej interpretacji w z o r ó w obcych — nie jest zbyt
jasno s f o r m u ł o w a n a i w y g l ą d a n a nieporozumienie.
Określenie „pierwsza połowa" oznaczać może zarów­
n o l a t a p i e r w s z e , j a k i l a t a 40—50, i dlatego n i e b a r ­
dzo w i d z ę p o w ó d , aby m o ż n a b y ł o z mego t e k s t u w y ­
c i ą g n ą ć wniosek o zarzuceniu n a ś l a d o w n i c t w a porce­
lany europejskiej przed jej wynalezieniem. Nieporo­
zumieniem wydaje mi się również p o w o ł y w a n i e się
tu n a w y r o b y X V I I - w i e c z n e , skoro m o w a j e s t o po­
j a w i e n i u s i ę tej t e n d e n c j i w w i e k u n a s t ę p n y m .
Maria

Przeździecka

s A . Roeper i H . Bosch ( S a m m l u n g von Oefen in
allen Stilarten von X V I bis A n f a n g X I X J a h r h u n ­
dert. M ü n c h e n 1895) p o d a j ą szereg i l u s t r a c j i tego r o ­
dzaju p i e c ó w .
K . S t r a u s s : K a c K e l n e und Oefen der M a r k B r a n d e n ­
b u r g , S t r a s s b u r g 1926, str. 27 ("... so fasste m a n i h n
(Ofen) i m Z e i t a l t e r des B a r o c k s l e d i g l i c h a l s W ä r ­
m e s p e n d e r auf, a l s ein „ M ö b e l " , m i t dem m a n s i c h
eben a b z u f i n d e n hatte") i str. 28 ( „ M a n s u c h t e d a m i t
den O f e n den s c h w a r z e n , s c h w e r e n
Kichenmöbeln
a n z u p a s s e n . D i e s galt ganz bezonders f ü r N o r d d e u t ­
schland").

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
