<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="6194" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/6194?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T02:11:36+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="6174">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7414fd65edca113fd38327a519e5f91b.pdf</src>
      <authentication>e9785ce363dc6928b15d9450f619d26f</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73785">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4066</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73786">
              <text>1955</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73787">
              <text>plastyka ludowa</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73788">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3799</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73789">
              <text>Z problematyki współczesnej amatorskiej twórczości plastycznej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.5</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73790">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1954 t.9 z.5 ; s.257-295</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73791">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73792">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73793">
              <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73794">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="73795">
              <text>Z PROBLEMATYKI

WSPÓŁCZESNEJ

AMATORSKIEJ TWÓRCZOŚCI

PLASTYCZNEJ

ALEKSANDER
Mówimy — sztuka ludowa, sztuka p r y m i t y w u , sztu­
ka a m a t o r ó w p l a s t y k ó w . A jednak pojęcia te nie są
na pewno tak jasne, j a k b y to się w y d a w a ł o w p i e r w ­
szej chwili. Co więcej, na k a ż d y m niemal -kroku j e ­
steśmy ś w i a d k a m i nieporozumień, jakie one
wy­
wołują.
Utożsamia się więc s z t u k ę l u d o w ą z w s z e l k ą t w ó r ­
czością a r t y s t y c z n ą c h ł o p ó w czy r o b o t n i k ó w , nie do­
strzegając tego, że pojęcie „sztuka ludowa" ma swój
określony zakres i nie obejmuje wszelkich p r z e j a w ó w
artystycznej twórczości ludu. Kiedy indziej s p o t k a ć
się można z nierozróżnianiem sztuki amatorskiej od
ludowej.
Wreszcie traktuje
się p r z e w a ż n i e s z t u k ę
a m a t o r s k ą jako zjawisko jednolite, nie dostrzegając
tego, że obejmuje ona w istocie bardzo r ó ż n e kate­
gorie. Takich n i e p o r o z u m i e ń m o ż n a oczywiście w y ­
liczyć znacznie więcej.
Trudno się temu dziwić. K ł o p o t ó w nie s p r a w i a j ą
jedynie te pojęcia, k t ó r y c h jednoznaczny sens i za­
kres ustalił się w toku p r a k t y k i . Inaczej b y w a z po­
jęciami nowymi lub t a k i m i , k t ó r e k s z t a ł t u j ą się do­
piero w naszych oczach, u l e g a j ą c w nowych w a r u n -

S z t u k a

l u d o w a

a

kach daleko i d ą c y m przemianom. Trudno w ó w c z a s
0 ś w i a d o m o ś ć pojęć, o precyzję definicji. S ł o w a są ela­
styczne, rozciągliwe, wieloznaczne — te same m o g ą
określać odmienne treści i potrzebna jest zazwyczaj
pewna stabilizacja zjawisk, aby w codziennej praktyce
w y k r y s t a l i z o w a ł y się jednoznaczne o k r e ś l e n i a . Sądzę,
że dotychczasowe d o ś w i a d c z e n i a p o z w a l a j ą już na w y ­
ciągnięcie pewnych w n i o s k ó w .
Konieczne jest więc przedyskutowanie tych zagad­
nień, zrozumienie sensu z a c h o d z ą c y c h przemian —
1 to nie tylko ze w z g l ę d u na czystość teoretycznych
założeń, ale przede wszystkim w trosce o codzienną
p r a k t y k ę , o w ł a ś c i w e kierowanie procesami zacho­
dzącymi w rozwoju współczesnej twórczości ludowej.
P i e r w s z ą bodaj' że p r ó b ą postawienia i częściowego
omówienia t y c h z a g a d n i e ń b y ł a I I Ogólnopolska
Konferencja
poświęcona
badaniom
rad
sztuką.
I w ł a ś n i e w klimacie t a m t y c h dyskusji p o w s t a ł y n i ­
niejsze uwagi, k t ó r e b y ć m o ż e p r z y c z y n i ą się do pod­
jęcia bardziej konkretnej w y m i a n y p o g l ą d ó w i spre­
cyzowania sensu podstawowych i n t e r e s u j ą c y c h
nas
pojęć.

t w ó r c z o ś ć

Zacznijmy od rozróżnienia p o j ę ć — sztuki ludowej
i artystycznej twórczości ludu.
Nie są one b y n a j ­
mniej równoznaczne, a u t o ż s a m i a n i e ich prowadzi
właśnie często do w y c i ą g a n i a f a ł s z y w y c h w n i o s k ó w .
Przede wszystkim dlatego, że sztuka ludowa stanowi
dziś dla nas pojęcie o określonej z a w a r t o ś c i . M ó w i m y
o tradycyjnym podłożu tej sztuki, o jej cechach sty­
lowych, o jej o k r e ś l o n y m charakterze, p o z w a l a j ą c y m
niemal zawsze rozpoznać n a s z ą s z t u k ę l u d o w ą na tle
sztuki innych n a r o d ó w , a wreszcie odróżnić dzieła
sztuki ludowej od nie-ludowej, tworzonej prz^z a r t y ­
stów p l a s t y k ó w oraz przez rzemiosło miejskie czy
przemysł.
„Sztuka ludowa" — jest pojęciem, u k s z t a ł t o w a n y m
dawniej W zasadzie w okresie rozbicia społeczeństwa
na klasy, w okresie o d r ę b n e g o k s z t a ł t o w a n i a się l u ­
dowej k u l t u r y wsi i m a ł y c h miasteczek. U podstaw
tej sztuki leżały odmienne w a r u n k i bytu
ludu
pracującego.
Sztuka ludowa r o z w i j a ł a się bowiem
w społeczności odseparowanej w p o w a ż n y m stopniu

JACKOWSKI

a r t y s t y c z n a

l u d u

od k u l t u r y w a r s t w uprzywilejowanych.
Tworzył ją
chłop, r z e m i e ś l n i k i dopiero w ostatnim okresie —
robotnik.
Z r o z u m i a ł e w i ę c , że sztuka ludowa od­
zwierciedlała
poglądy,
dążenia
i marzenia
tych
1

1

Nie miejsce t u oczywiście na r o z w a ż a n i e p r z y ­
czyn, k t ó r e s p o w o d o w a ł y ,
że twórczość robotnicza
k s z t a ł t o w a ł a się zupełnie inaczej niż c h ł o p s k a . Prze­
j a w i a ł a się ona p r z e w a ż n i e w pieśni, natomiast w za­
kresie p l a s t y k i w y k a z y w a ł a cechy w zasadzie zbliżo­
ne do tych, k t ó r e w y r ó ż n i a m y dziś w twórczości ama­
torskiej grup robotniczych. Nie m o ż n a w i ę c m ó w i ć
o stylu czy r o l i t r a d y c j i w odniesieniu do twórczości
plastycznej r o b o t n i k ó w . I s t n i e j ą natomiast pewne
dyspozycje w ł a ś c i w e danemu zawodowi czy ś r o d o ­
wisku, z a m i ł o w a n i a do pewnych t e m a t ó w (majsterko­
wanie, modelowanie, zabawka). W sensie estetycznym
twórczość r o b o t n i k ó w z n a j d o w a ł a się w zasadzie
w orbicie w p ł y w ó w d w ó c h grup: sztuki ludowej
wraz z c a ł y m jarmarczno-odpustowym pograniczem
oraz d r o b n o m i e s z c z a ń s t w a ,
k t ó r e g o norma gustu,
smaku t y m silniej d z i a ł a ł a na ś r o d o w i s k o robotnicze,
że w i ą z a ł a
się z pojęciem
awansu
życiowego,
a zwłaszcza kulturowego.

257

�Warstw. Toteż znajdziemy w niej i przejawy ideolo­
gii postępowej', w a l k i o lepsze jutro, w i a r y w zwy­
cięstwo s p r a w i e d l i w o ś c i , j a k też i ś w i a d e c t w a w p ł y ­
w u ideologii klas p a n u j ą c y c h , a t a k ż e zabobon, za­
cofanie.
Te treści w ł a ś c i w e sztuce ludowej prze­
j a w i a ł y się w mniejszym l u b w i ę k s z y m stopniu w po­
szczególnych dziedzinach twórczości. Silnie o d b i ł y się
na charakterze ludowej rzeźby, g r a f i k i czy malarstwa,
niemal n i e z a u w a ż a l n e są np. w zdobnictwie czy stro­
j u , chociaż i t u u w a ż n e spojrzenie socjologa w y k r y ć
m o ż e z w i ą z k i z a c h o d z ą c e m i ę d z y samym zdobieniem
a funkcją jego w stroju, meblu czy architekturze.
Lecz p r o b l e m t r e ś c i nie wyczerpuje zagadn.enia.
Z r e s z t ą o ludowych t r e ś c i a c h m o ż e m y m ó w i ć nie t y l ­
ko w sztuce ludowej, ale r ó w n i e ż i w dziełach a r t y ­
s t ó w w y k s z t a ł c o n y c h , nie zawsze nawet p o c h o d z ą ­
cych ze ś r o d o w i s k a ludowego. Zdarza się nawet, np.
w „ T r u m n i e c h ł o p s k i e j " Gierymskiego, że artysta
w y r a ż a obraz wsi głębiej i trafniej, niż czynią to
dzieła wiejskich ś w i ą t k a r z y czy wycinankarek.
O specyficznej w a r t o ś c i sztuki ludowej decyduje
więc nie t y l k o ł a d u n e k t r e ś c i o w y — ale przede wszyst­
kim f o r m a .
To wszystko, co s k ł a d a się na a r t y ­
s t y c z n ą o d r ę b n o ś ć ludowej sztuki naszego kraju, na
o d r ę b n o ś ć sztuki poszczególnych r e g i o n ó w .
Na jej
s t y l .
S t y l ten jest oczywiście historycznie u w a r u n k o w a ­
ny i w y t w o r z y ł się przez w s p ó l n y w y s i ł e k artystyczny
w i e l u p o k o l e ń ludowych t w ó r c ó w , t w o r z ą c y c h na u ż y ­
tek w ł a s n y , dla społeczności wiejskiej o w y r a ź n i e
u k s z t a ł t o w a n y c h nawykach estetycznych.
Nie miejsce t u na wyliczanie przyczyn p o w o d u j ą ­
cych powstanie takiego w ł a ś n i e , a nie innego stylu
ludowego, t j . o d r ę b n e g o charakteru formalnego w y ­
t w o r ó w ludowej sztuki. Wystarczy, jeśli p o d k r e ś l i m y
szczególną r o l ę tradycji, gdyż w ł a ś n i e
t r a d y c j a
b y ł a w sztuce ludowej szkołą technik artystycznych,
była wyrazem u p o d o b a ń całego środowiska. W sztuce
ludowej bowiem jednostka t w ó r c z a o tyle t y l k o m o ż e
r o z w i n ą ć się, z y s k a ć a p r o b a t ę ogółu, o ile respektuje
istniejącą t r a d y c j ę , o ile odpowiada upodobaniom
ogółu. D o ś w i a d c z e n i e p r y w a t n e t w ó r c y m i e ć musi
zawsze charakter ogólny, i po to, aby zyskać prawo
obywatelstwa, musi ono o d p o w i a d a ć nie zdefiniowa­
nym, a przecież i s t n i e j ą c y m w ś w i a d o m o ś c i l u d u k o n ­
wencjom artystycznym. Dlatego w ł a ś n i e w oparciu
o t r a d y c j ę m ó g ł się k s z t a ł t o w a ć specyficzny styl,
który nazywamy ludowym, a k t ó r e g o cechy w szeregu
w a r t o ś c i o w y c h o p r a c o w a ń p o d k r e ś l a l i T. Seweryn,
T. Dobrowolski, K . Piwocki i J. Grabowski, w y c h o d z ą c
zresztą z r ó ż n y c h założeń metodologicznych.
Ne oznacza to oczywiście zupełnego negowania
roli jednostki t w ó r c z e j . Utalentowana jednostka wzbo­
gaca t r a d y c j ę , wnosi do niej nowe, w ł a s n e elementy,
k t ó r e z kolei stają się dla innych znowu o b o w i ą z u ­
j ą c y m wzorem. Doświadczenie, tradycja — przecho­
dziły z ojca na syna. Ś w i ą t k a r z rzeźbiąc m i a ł przed
oczyma liczne stacje czy kapliczki wykonane przez
swoich p o p r z e d n i k ó w . Hafciarka uczyła się na t k a ­
ninach zdobionych przez jej poprzedniczki. Tradycja
nie jest c z y m ś m a r t w y m i z m i e n i a ł a się niejednokrot­
nie, niekiedy nawet w dość szybkim tempie. Tak np.
w ciągu ostatniego półwiecza istotnym zmianom uległy
tonacja
kolorystyczna, u k ł a d
i szerokość
pasów
w stroju ł o w i c k i m czy o p o c z y ń s k i m . M i m o to jednak
m o ż n a powiedzieć, że cechą p o d s t a w o w ą sztuki ludo­

258

wej jest oparcie się jej o wzorce w y k s z t a ł c o n e przez
t r a d y c j ę , przez k o l e k t y w n ą twórczość w i e l u pokoleń.
Dlatego w ł a ś n i e w sztuce ludowej tradycja doniosła
do naszych dni to jedynie, co było t r w a ł e , co nosiło
znamiona prawdziwego artyzmu, co w logiczny sposób
w y n i k a ł o z m a t e r i a ł u i właściwości jego obróbki.
C z a s
oczyszczał s z t u k ę l u d o w ą z tego, co w niej
było przypadkiem, co stanowiło naleciałość, co na­
rzuciła jej moda. Z a c h o w y w a ł o się i rozwijało to je­
dynie, co zyskało t r w a ł ą a p r o b a t ę ludowej społecz­
ności, to, co m o ż n a j u ż było n a z w a ć s u m ą twórczego
wysiłku naszego l u d u .
2

Dlatego w ł a ś n i e sztuka ludowa stanowi jeden z w a ż ­
kich e l e m e n t ó w naszej k u l t u r y narodowej.
I jeśli
stwierdzamy, iż w pojęciu n a r o d u
zawiera się
między i n n y m i o d r ę b n o ś ć u k ł a d u psychicznego, prze­
j a w i a j ą c a się w kulturze, to p a m i ę t a j m y , że w szcze-

- Na ten moment należy zwrócić szczególną u w a g ę .
Stanowi on bowiem bardzo w a ż n y w s k a ź n i k , m ó w i ą c y
0 przynależności w y t w o r u do tzw. „sztuki ludowej".
Można oczywiście w y m i e n i ć szereg innych pobocznych
cech, k t ó r e w t a k i m czy i n n y m zestawieniu m o g ą (ale
nie muszą!) w y s t ę p o w a ć w sztuce ludowej — ale ż a d n a
z nich sama nie decyduje o tym, czy coś jest, czy nie
jest ludowe. W ostatecznej instancji bowiem ludowa
jest taka sztuka, takie dzieło, które odpowiada potrze­
bom i upodobaniom l u d u (a ściślej b i o r ą c regionowi
etno-kulturowemu w
o k r e ś l o n y m czasie) i zgodne
jest z zasadniczą linią miejscowej tradycji.
W y o d r ę b n i o n e k r y t e r i u m treści ideowych samo w so­
bie nie stanowi, j a k to już p o d k r e ś l a l i ś m y , o t y m , czy
dany w y t w ó r jest ludo Wy. W sztuce ludowej spoty­
kamy się bowiem z a r ó w n o z n u r t e m p o s t ę p o w y m , jak
1 z wstecznym. Trudno przy t y m m ó w i ć o jakiejś ponad­
czasowej wymowie w y t w o r ó w ludowej sztuki. Jest ona
historycznie zmienna, konkretna i dzieło, k t ó r e daw­
niej w y r a ż a ł o d ą ż e n i a ludu, jego potrzeby i upodobania,
po kilkudziesięciu latach m o ż e już b y ć m u obojętne,
a nawet obce. P r z y k ł a d e m — obrazy czy rzeźba. Tak
więc k r y t e r i u m treści musi być zawsze traktowane kon­
kretnie, w odniesieniu do całej sytuacji, środowiska,
czasu.
Podobnie b ł ę d n e j a k ponadczasowe widzenie ludo­
wych treści, jest z a w ę ż a n i e ich w w ą s k i , wulgarny
sposób jedynie do tego, co p o s t ę p o w e . Sztuka ludowa
w y r a ż a przecież w swoisty sposób stopień świadomości
mas, a w i ę c i to, co było w danym czasie wsteczne, tak
j a k i w świadomości ludowych mas, obok dążeń postę­
powych, istniały i tendencje wsteczne. N e g o w a ć ist­
nienie tych e l e m e n t ó w — to znaczy przekreślić histo­
r y c z n ą p r a w d ę , odrzucić w i e l k i dorobek np. ludowej
sztuki sakralnej czy tworzonej na u ż y t e k bogatego
chłopa.
R ó w n i e ż zawodne okazać się może stosowanie jedy­
nie k r y t e r i u m formy. Jest ona bowiem t a k ż e historycz­
nie o k r e ś l o n y m pojęciem, k o n k r e t n y m dla danego re­
gionu i u l e g a j ą c y m o k r e ś l o n y m przemianom. Sama
forma nie ś w i a d c z y przy t y m jeszcze, czy coś jest
istotnie bliskie ludowi, czy też stanowi pseudoludowe n a ś l a d o w n i c t w o , p r z e d r z e ź n i a n i e sztuki ludowej.
Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy operuje się ludo­
w y m i motywami, bez zrozumienia związku z materia­
ł e m i funkcji w danym przedmiocie. Ludowa forma
wynika z konkretnych założeń funkcyjnych, z wyczu­
cia m a t e r i a ł u , narzędzia, r o l i w y t w o r u . Jest więc okreś­
lona funkcja, treścią. Forma sama w sobie, oderwana
od innych w s p ó ł c z y n n i k ó w , nie stanowi jeszcze decy­
dującego k r y t e r i u m , chociaż w praktyce stanowi naj­
ważniejszy moment rozpoznawczy.
Obok tych k r y t e r i ó w wysuwa się nieraz i inne, jak
np. pochodzenie twórcy, funkcji w y t w o r u , wreszcie
jakości. Sprawa pochodzenia, pozornie oczywista, w is­
tocie rzeczy wcale nie jest tak jasna. Okazuje się bo­
wiem, że p o w a ż n ą pozycję w sztuce ludowej odgrywa1

�golnie silny i , jeśli tak m o ż n a powiedzieć, masowy
sposób przejawia się ona w s z t u c e
ludow e j.
Ale nie cała rozwijająca się na wsi twórczość a r t y ­
styczna jest s z t u k ą l u d o w ą . Na tej samej wsi istnieli
przecież ludzie t w o r z ą c y na u ż y t e k innych środowisk,
dla dworu, kościoła, miasta. Istnieli i istnieją ludzie,
którzy czuli p o t r z e b ę wypowiedzenia się w innych
formach niż u k s z t a ł t o w a n e przez t r a d y c j ę . Znamy
p r z y k ł a d y chłopów m a l u j ą c y c h od wczesnej młodości
różne obyczajowe obrazki czy p i s z ą c y c h u t w o r y p r o z ą
lub wierszem, dalekie od tradycji folkloru. Oczywiście
jest to jeden z p r z y k ł a d ó w artystycznej twórczości
jednostek pochodzących z ludu, nie m o ż n a jednak
utożsamiać tego ze s z t u k ą l u d o w ą , b ę d ą c ą w y t w o r e m
kolektywu, a więc noszącą o k r e ś l o n y charakter.
3

ją w y t w o r y , a nawet całe działy, tworzone przez rze­
m i e ś l n i k ó w miejskich i t p . (np. d r u k i na płótnie, obraźnictwo, zabawkarstwo itp.). Z drugiej strony, sama
formalna p r z y n a l e ż n o ś ć t w ó r c y do ś r o d o w i s k a np.
wiejskiego wcale nie przesądza, że dzieło jego. jest l u ­
dowe. Obraz wiejskiego malarza amatora, malowany
w konwencji impresjonistycznej, nie będzie t w o r e m
sztuki ludowej, chociaż t w ó r c a jego s p e ł n i a warunek
„pochodzenia". Tak więc moment ten nie m o ż e sta­
nowić jakiejś automatycznej cechy w y r ó ż n i a j ą c e j .
Zawodne jest r ó w n i e ż k r y t e r i u m funkcji
wytworu.
Stanowi ono co prawda w a ż n y współczynnik, wskazu­
jący na żywotność czy obumieranie pewnych form i zja­
wisk w ś r o d o w i s k u w ł a s n y m , ale nie decyduje samo
w sobie o ludowości danego w y t w o r u . Ludowe są np.
malowanki łowickie Wiechno czy Kołaczyńskiej, mimo
iz g ł ó w n y m odbiorcą jest dziś miasto, C P L i A .
Nie wszystko zresztą, co przeznaczone jest na u ż y t e k
ludu, dla wsi — jest s z t u k ą ludową. Wieś w c h ł a n i a dziś
duży zasób rzeczy pochodzenia miejskiego, obcego
własnej, tradycyjnej kulturze. Fakt, że coś tworzone
jest specjalnie dla odbiorcy wiejskiego, nie p r z e s ą d z a
jeszcze sprawy, stanowi tylko jeden z e l e m e n t ó w .
Wreszcie k r y t e r i u m jakości, spotykane wciąż jeszcze
w pracach n i e k t ó r y c h h i s t o r y k ó w sztuki. Polega ono na
tym, że za ludowy u w a ż a się w y t w ó r grzeszący p r y ­
mitywizmem, nieudolnością i topornością wykonania.
N i k t oczywiście nie neguje faktu, że duża część dzieł
ludowych a r t y s t ó w daleka jest od technicznej precy­
zji, właściwej zawodowemu r z e m i e ś l n i k o w i czy uczo­
nemu artyście. A l e nie stanowi to ż a d n e j zasady, żad­
nej specjalnej cechy w y r ó ż n i a j ą c e j . Co więcej, istnieją
nawet takie działy ludowego rzemiosła artystycznego,
jak tkanina, haft, wycinanka, k t ó r e odznaczają się
często z d u m i e w a j ą c ą w i r t u o z e r i ą i doskonałością w y ­
konania.
Ten właśnie moment przesądza, dlaczego t a k ą rolę
wyznaczamy dziś sztuce ludowej. Dlaczego traktujemy
ją nie tylko jako s u m ę osiągnięć artystycznych (jak
moglibyśmy np. t r a k t o w a ć s z t u k ę innych n a r o d ó w ) ,
ale jako w a ż n y w k ł a d l u d u do skarbca narodowej
sztuki. Dlaczego d ą ż ą c do p o d k r e ś l e n i a cech naszej
narodowej k u l t u r y , inspirujemy się w p o w a ż n y m
stopniu l u d o w ą s z t u k ą . Dlaczego np. w czasie Festi­
walu, aby n a d a ć dekoracji miasta charakter polski,
sięgnięto do form zapożyczonych ze sztuki ludowej.
Oczywiście nie sądzę jednak, aby zespół historycznie
wytworzonych cech psychicznych, k t ó r y znalazł r ó w ­
nież wyraz i w obliczu sztuki ludowej, b y ł c z y m ś sta­
łym, niezmiennym. Myślę, że wcześniej nawet ulegają
przemianom same cechy psychiczne społeczeństwa,
niż zachodzą zmiany w sztuce. Ale sztuka ludowa
zachowuje swoją w a r t o ś ć nawet wówczas, gdy traci
bezpośredni związek z życiem, potrzebami i z a m i ł o ­
waniami społeczeństwa.
Tak np. w naszej sztuce
wiele e l e m e n t ó w nosi dziś charakter r e l i k t u , przestaje
się bezpośrednio t ł u m a c z y ć — o b u m i e r a j ą
nawet
w żywej praktyce sztuki ludowej w s w y m ś r o d o w i s k u ,
zachowują natomiast w a r t o ś ć h i s t o r y c z n ą i artystycz­
ną w tradycji naszej k u l t u r y artystycznej.
3

Jest to szczególnie istotne dziś, kiedy ciśnienie w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a na wsi s ł a b n i e , kiedy n a s t ę p u j e roz­
k ł a d tradycyjnej k u l t u r y wiejskiej, kiedy sztuka l u ­
dowa przestaje już w y s t a r c z a ć ś r o d o w i s k u wiejskiemu.
Procesy zacierania się p r z e c i w i e ń s t w
klasowych,
likwidacja zacofania w s i w i ą ż ą się dzisiaj b e z p o ś r e d ­
nio z przenikaniem do wsi wszelkich form naszej
współczesnej k u l t u r y i cywilizacji. O ile więc dawniej
uzdolniony t w ó r c a ludowy t w o r z y ł p r z e w a ż n i e w k r ę ­
gu otaczającej go sztuki (a w k a ż d y m razie pod n a j ­
silniejszym jej w p ł y w e m ) , o tyle dzisiaj oddziałuje
na niego radio, f i l m , prasa, fotografia i reprodukcja
jedno- i wielobarwna), a wreszcie książka, plakat i t d .
Nic dziwnego, że i i n n y staje się dziś jego horyzont
kulturalny, inne t ę s k n o t y i inne d ą ż e n i a . Tradycyjna
forma ludowej wypowiedzi przestaje w y s t a r c z a ć . Jest
za sztywna, a przede wszystkim za w ą s k a . Nie daje
przecież niemal ż a d n e g o wzoru dla w y r a ż e n i a tego
wszystkiego, co dzieje się obok nas i w nas samych.
Więcej — ta sama konwencja, w ramach k t ó r e j roz­
winęła się tradycyjna sztuka ludowa, dziś j u ż nie w y ­
starcza, a czasem nawet przeszkadza. I w i e l u uzdol­
nionych m ł o d y c h ludzi na wsi czy w ś r o d o w i s k u ro­
botniczym sięga do n o w y c h f o r m wyrazu, c h c ą c w y ­
powiedzieć się w sposób p e ł n y , nie s k r ę p o w a n y symboliezno-defcoracyjnymi założeniami tradycyjnej l u ­
dowej konwencji.
S t ą d też, jeżeli m ó w i ć o w p ł y w a c h d z i a ł a j ą c y c h
dziś na t w ó r c ó w wiejskich, to s z u k a ć ich należy już
nie tylko we wzorach tradycyjnych, ale raczej w k r ę ­
gach o d d z i a ł y w a n i a całej naszej w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y .
Inna rzecz, że inwazja nowej k u l t u r y na w i e ś , na
ś r o d o w i s k a robotnicze niesie ze sobą nie t y l k o o s i ą g ­
nięcia np. naszej plastyki, ale brzemienna jest nie­
stety r ó w n i e ż i we wzory d r o b n o m i e s z c z a ń s k i e j szniiry, p r z e n i k a j ą c e j r ó ż n y m i drogami, r ó ż n y m i sposo­
bami. Od „ w z o r u kulturalnego" ohydnego drobnomieszczańskiego mieszkania, poprzez fabryczne (nie­
stety nie tylko dawne!) makaty, r ó ż n e w z o r n i k i haf­
ciarskie, p u d e ł k a do czekoladek, w i n i e t y ś c i e n n y c h
kalendarzy, aż po t a n d e t ę p a m i ą t k a r s k ą i złe wzory
naszej sztuki reprodukowane w r ó ż n y c h gazetach i t y ­
godnikach itp.
Czy to znaczy, że tradycyjna sztuka ludowa prze­
staje o d d z i a ł y w a ć na ś r o d o w i s k o wiejskie? Na pewno
w j a k i m ś sensie tak. I n n a jest p r z e c i e ż rola jej dzisiaj
w ś r o d o w i s k u . Inna i mniejsza. Jeśli bowiem dawniej
sztuka ludowa z a s p o k a j a ł a większość artystycznych
potrzeb ś r o d o w i s k a , dzisiaj dzieje się to w coraz
mniejszym stopniu. Zwężył się zakres jej odziaływania, ograniczając się raczej do technik zdobni­
czych. Dodajmy, że ludowe artystyczne rzemiosło
w coraz silniejszym stopniu o b s ł u g u j e dziś miasto, i to
raczej ś r o d o w i s k o inteligenckie, oraz służy celom eks­
portowym, coraz słabiej zaś zaspokaja potrzeby wsi.
Nie ł u d ź m y się, nawet takie np. w y k l e j a n k i ł o w i c k i e
Wiechno czy K o ł a c z y ń s k i e j nie z n a j d u j ą j u ż dziś ż a d ­
nego niemal o d d ź w i ę k u w rodzinnych wsiach, a pro­
dukowane są b ą d ź dla CPLiA, b ą d ź też z okazji r ó ż ­
nych k o n k u r s ó w . Nie znaczy to oczywiście, jakoby
zmierzch ludowej sztuki tradycyjnej był s p r a w ą m i e ­
sięcy czy lat. Na pewno sztuka ludowa rozumiana
w sensie tradycyjnym zachowa się przez d ł u g i e lata,
a n i e k t ó r e jej działy m o g ą się nawet r o z w i j a ć (np.
tkanina), nie zmienia to jednak faktu, iż staje się

259

�ona obecnie t y l k o j e d n y m ze sposobów artystycznej
wypowiedzi ś r o d o w i s k a wiejskiego (i to nie zawsze
najważniejszym).
Obok niej — rozwija się, i to coraz silniej, t w ó r ­
czość s z u k a j ą c a źródeł inspiracji w c a ł y m dorobku
naszej sztuki, j a k też w b e z p o ś r e d n i e j obserwacji
życia. Twórczość czerpiąca zresztą r ó w n i e ż i z do­
r o b k u tradycyjnej sztuki — t w ó r c z o ś ć
ama­
t o r s k a .
Ta twórczość amatorska jest dziś coraz bardziej
masowa i obejmuje wszystkie w a r s t w y i grupy spo­
łeczne. Z tego powodu na pewno m o ż n a u w a ż a ć j ą
za prawowitego n a s t ę p c ę dawnej tradycyjnej sztuki
ludowej. Toteż nierzadko nazywa się dziś artystyczne
w y t w o r y amatorskie — s z t u k ą l u d o w ą , s t a w i a j ą c
t y m samym znak r ó w n o ś c i m i ę d z y t r a d y c y j n ą s z t u k ą
l u d o w ą a sztuką a m a t o r s k ą . Jest to jednak tylko p o z o r n i e s ł u s z n e . W istocie rzeczy bowiem, sztuka
amatorska
nie jest i nie może być utożsamiana
ze
sztuką ludową.
Dlaczego?
a) Sztuka ludowa — ta, k t ó r e j dorobkiem tak s i ę
wszyscy szczycimy — p o w s t a ć m o g ł a jedynie
w w a r u n k a c h klasowego p o d z i a ł u społeczeństwa.
I w ł a ś n i e ta specyficzna sytuacja ekonomicznospołeczna określiła charakter rozwoju tej sztuki,
w y j ą t k o w ą rolę tradycji, p o w o l n o ś ć z a c h o d z ą ­
cych w niej przemian, w z g l ę d n ą izolację na
tle
całokształtu
rozwoju
sztuki narodowej,
wreszcie — typowe i w z g l ę d n i e t r w a ł e cechy
m y ś l e n i a artystycznego, s k ł a d a j ą c e się na od­
r ę b n o ś ć stylu. Sztuka ta — j a k uprzednio wska­
z y w a l i ś m y — mimo zmian, jakie zaszły w s t r u k ­
turze społecznej naszego k r a j u , wciąż jeszcze
żyje, a nawet w n i e k t ó r y c h dziedzinach ulega
i n t e r e s u j ą c y m przemianom. Specyficzny charak­
ter tej sztuki, o d r ę b n o ś ć jej stylu, a w dużej
mierze i fakt istnienia środowisk, w k t ó r y c h
nadal powstaje i żyje — s p r a w i a j ą , że o k r e ś ­
lenie „ s z t u k a ludowa" jest dla niej w p e ł n i
uzasadnione i ma k o n k r e t n ą z a w a r t o ś ć p o j ę c i o ­
wą.
b) Sztuka amatorska nie jest ż a d n ą k a t e g o r i ą
sztuki, mieszczą się w niej absolutnie wszystkie
m o ż l i w e k i e r u n k i , nie m o ż n a m ó w i ć o jej ce­
chach stylowych czy treściowych. W y r ó ż n i a ją
tylko to, że nie jest ona profesjonalna i że prze­

na

tle

T w ó r c z o ś ć
p r o b l e m a t y k i

Na p o c z ą t k u o k r e ś l m y , co r o z u m i e ć b ę d z i e m y przez
pojęcie „ a m a t o r s t w o " . Przez pojęcie to rozumiemy
twórczość
uprawianą
dla
własnej
przyjemności,
w zasadzie w i ę c niezarobkowo i bez uprzedniego fa­
chowego przygotowania. To wszystko, co m o ż n a powie­
dzieć w k r ó t k i e j , roboczej definicji. P o d k r e ś l a m — ro­
boczej, p o n i e w a ż wymienione wyżej cechy wcale nie
w y c z e r p u j ą zagadnienia. Przede wszystkim nie m o ż n a
stosować ich ani zbyt rygorystycznie, ani mechanicznie.
Tak np. k r y t e r i u m pracy dla w ł a s n e j przyjemności,
w zasadzie słuszne i obowiązujące, nie wyczerpuje za­
gadnienia. Szkic malarski robiony przez rzeźbiarza na
marginesie jego pracy, a w i ę c dla p r z y j e m n o ś c i —
trudno przecież n a z w a ć amatorskim. Z drugiej strony,

260

w a ż n i e tworzona jest z m n i e j s z ą świadomością
przebiegu procesu artystycznego, z mniejszym
b a g a ż e m w i a d o m o ś c i fachowych, z pominięciem
d o ś w i a d c z e n i a , k t ó r e przekazuje szkoła w pro­
cesie nauki.
c) Określić s z t u k ę a m a t o r s k ą j a k o „ l u d o w ą " — to
znaczy, r o z u m u j ą c logicznie, u z n a ć j ą W naszym
ustroju za s z t u k ę l u d u , to jest całego s p o ł e ­
c z e ń s t w a . A l e t u n a s u w a j ą się wątpliwości.
W t a k i m w y p a d k u bowiem „ l u d o w e " b ę d ą za­
r ó w n o obrazki malowane amatorsko, dla w ł a s ­
nej satysfakcji przez profesora uniwersytetu,
j a k też przez robotnika czy d o r o ż k a r z a z Mławy.
I przyznam, że nie bardzo rozumiem, dlaczego
taki obrazeczek profesora ma b y ć tak samo
„ludowy", j a k obrazek robotnika z Nowej Huty.
Coś t u chyba nie jest w p o r z ą d k u .
A l e jeśli m i m o to uznamy, że k a ż d a t w ó r ­
czość, k t ó r a wywodzi s i ę z naszego społeczeń­
stwa, jest ludowa (w t a k i m sensie, j a k np. m ó ­
w i m y : ludowa ojczyzna, czy: budowniczy Polski
Ludowej), to l u d o w y m i b ę d ą przecież nie tylko
obrazki profesora czy d o r o ż k a r z a , ale i prace
Pronaszki, Taranczewskiego czy Eibischa! T y l k o
że j a k r o z u m i e ć w ó w c z a s sens nazwy nowej
instytucji p o w o ł a n e j do sprawowania opieki
metodycznej nad ruchem amatorskim: „ C e n t r a l ­
ny D o m Twórczości Ludowej"? Przecież insty­
tucja ta nie opiekuje się chyba Dunikowskim
czy Eibischem?
O k r e ś l a j ą c więc s z t u k ę a m a t o r s k ą j a k o „ludową",
t j . s z t u k ę naszego ludu — dochodzimy do tego, że
albo sztuka zawodowa (uczona) m i e ś c i się również
w o b r ę b i e tego pojęcia, albo też poza n i m , co w obu
wypadkach r ó w n i e jest pozbawione sensu.
Dlatego też wydaje się, że n a j r o z s ą d n i e j i najlogiczniej byłoby n a z y w a ć twórczość a m a t o r s k ą — t w ó r ­
czością a m a t o r s k ą , a twórczość l u d o w ą o p a r t ą o tra­
dycję — twórczością l u d o w ą lub s z t u k ą ludową. A j e ­
śli chcemy b y ć już bardzo ściśli i p o d k r e ś l a ć to, że
chodzi nam jednak o dawno u k s z t a ł t o w a n e pojęcie
sztuki ludowej, p r z e c h o d z ą c e dziś r ó ż n e zmiany — to
m ó w i m y : tradycyjna sztuka ludowa.
Tyle o sprawach terminologii. Z kolei p r z e j d ź m y
do o m ó w i e n i a z a g a d n i e ń twórczości amatorskiej i na
t y m tle — twórczości plastycznej.

p l a s t y c z n a
r u c h u
a m a t o r s k i e g o
zdarza się, że niektórzy amatorzy s p r z e d a j ą swe prace.
Są i w y p a d k i szczególne, np. twórczość Nikifora, który
malarstwo swe traktuje jako w e w n ę t r z n ą konieczność
i jedyne — obok j a ł m u ż n y — źródło utrzymania. Jeśli
jednak twórczość Nikifora mimo to zaliczamy do kate­
gorii n a i w n y c h realistów, to dlatego, że cały świat jego
w y o b r a ż e ń , jego warsztat artystyczny, bliższy jest umysłowości i wrażliwości „ p r y m i t y w i s t y " , amatora, niż
w y k s z t a ł c o n e g o artysty, o świadomości u k s z t a ł t o w a n e j
przez ś r o d o w i s k o t w ó r c z e , szkoły i t p .
Z r e s z t ą szkoła, fachowe przygotowanie — chociaż sta­
n o w i pomocnicze k r y t e r i u m , nie rozwiązuje jednak
problemu. W większości w y p a d k ó w sprawa fachowych
s t u d i ó w p r z e s ą d z a o t y m , czy zaliczymy danego t w ó r c ę

�do kategorii a r t y s t ó w uczonych, zawodowych, czy do
amatorów. Nie stanowi to jednak reguły. Artysta,
który nie ukończył żadnej specjalnej uczelni plastycz­
nej', może na drodze ż m u d n y c h w ł a s n y c h p o s z u k i w a ń
osiągnąć doskonałość warsztatu twórczego. Nie zapo­
minajmy, że z pozycji amatorskich startowali tacy
wielcy malarze, j a k Van Gogh, Gauguin, U t r i l l o , a u
nas Michałowski czy Slewiński.
O tym, czy ktoś jest amatorem, decyduje w ostatecz­
nej instancji jego w ł a s n y stosunek do swojej t w ó r ­
czości, potwierdzony i zobiektywizowany przez prak­
tykę, przez o c e n ę ś r o d o w i s k a . Moment, w k t ó r y m Van
Gogh poczuł się malarzem i zrozumiał, że twórczość
artystyczna jest g ł ó w n y m , jedynym celem jego życia —
zadecydował o tym, że przestał b y ć amatorem. W ł a s n a
decyzja stanowi tu o» przekroczeniu Rubikonu, dzielą­
cego amatorstwo od zawodowstwa. Ale decyzja po­
twierdzona przez życie, przez p r a k t y k ę , przez h i s t o r i ę .
Są oczywiście wypadki k r a ń c o w e , gdy twórczość
czyjaś jest w y r a ź n i e amatorska, naiwna, p r y m i t y w n a ,
dyletancka, i są takie, gdzie trudno m ó w i ć o w y r a ź n e j
granicy. Gdy obraz może r ó w n i e dobrze wisieć na
salonie o k r ę g o w y m czy nawet ogólnopolskim, jak i na
wystawie p l a s t y k ó w a m a t o r ó w . Gdy artysta o d r ę b n o ś ­
cią swej w i z j i stanowi zjawisko samo w sobie — nie­
powtarzalne j a k k a ż d a wielka t w ó r c z o ś ć — np. N i k i f o r
czy Ociepka, i takie, gdy osiąga d o s k o n a ł o ś ć p r z e c i ę t ­
nego poziomu ogólnego (np. prace n i e k t ó r y c h absol­
w e n t ó w ognisk).
Pojęcie amatorstwa jest szerokie, obejmuje roz­
ległą dziedzinę, od p r y m i t y w u aż po osiągnięcia o du­
żym ciężarze gatunkowym, od dyletantyzmu aż po zu­
pełną dojrzałość a r t y s t y c z n ą i w a r s z t a t o w ą .
Tyle o zasięgu samego pojęcia. A l e określenie zasięgu
nie tłumaczy jeszcze zjawiska, k t ó r e jest przecież, jak
wszystkie zjawiska świadomości społecznej, osadzone
konkretnie w czasie i przestrzeni.
Twórczość amatorska nie jest pojęciem nowym. Nie
będę tu o m a w i a ł genezy zjawiska, wystarczy przy­
pomnieć, że z twórczością a m a t o r s k ą spotykamy się
już w X V I — X V I I wieku. Znane są amatorskie zespoły
teatralne czy muzyczne, k t ó r e istniały na dworach
i w rezydencjach magnackich. Spotykamy się r ó w n i e ż
ze zjawiskiem amatorskiej twórczości plastycznej, k t ó r e
to zjawisko szczególnie silnie w y s t ę p o w a ł o w k o ń c u
X V I I I i w X I X wieku.
Amatorstwo k w i t ł o w r ó ż n y c h ś r o d o w i s k a c h . T w o ­
rzyło nie tylko w a ż n y rozdział w historii naszej k u l t u r y
artystycznej, ale w p ł y w a ł o bezpośrednio na rozwój
mecenatu, na wysoki poziom świadomości artystycz­
nej środowiska. M a l o w a ł amatorsko sam k r ó l Stani­
sław Poniatowski. M a l o w a ł y panienki z dobrych do­
mów, początkowo z arystokratycznych, później miesz­
czańskich. Po amatorsku zajmowali się r ó w n i e ż ma­
larstwem
wybitni
t w ó r c y w innych
dziedzinach,
łwłaszcza pisarze i poeci. Znane s ą rysunki Goethego,
Puszkina
Kraszewskiego. Ale szczególne
zainte­
resowanie się s z t u k ą a m a t o r s k ą datuje się od lat
1905—09, t j . od czasu gdy P a r y ż odkrywa urok
sztuki prymitywnej,
a Apollinaire
lansuje
twór­
czość H . Rousseau, po czym n a s t ę p u j e fala zaintere­

sowań
„niedzielnymi
artystami"
(„peintres
du
dimanche"), j a k nazywano celnika Rousseau, p r a c z k ę
Seraphine, listonosza V i v i n a czy d r w a l a Dietricha.
M ó w i ą c jednak o twórczości amatorskiej, o r u c h u
amatorskim, m a m y na m y ś l i nie h i s t o r i ę zaintereso­
w a ń s z t u k ą a m a t o r ó w , ale konkretne zjawisko, ż y ­
wotne w naszej k u l t u r z e i z w i ą z a n e nierozerwalnie
z p o j ę c i e m rewolucji k u l t u r a l n e j , z l i k w i d a c j ą wszel­
k i c h barier klasowych, społecznych i k u l t u r a l n y c h .
C e c h ą specyficzną tego zjawiska jest to, że r u c h ama­
torski stanowi u nas p o t ę ż n ą d ź w i g n i ę rozwoju k u l ­
turalnego mas, że jest szkołą k s z t a ł c ą c ą rzesze od­
biorców, ź r ó d ł e m ujawniania się w y b i t n i e utalento­
wanych jednostek artystycznych, a wreszcie — że
ruch amatorski stwarza nowe i nieraz niepoślednie
w a r t o ś c i artystyczne. W o d r ó ż n i e n i u więc od charak­
teru amatorskiej twórczości w ustrojach klasowych
jest ona u nas zjawiskiem o b e j m u j ą c y m najszersze
masy, faktem s p o ł e c z n y m . A chodzi przecież w naszym
ustroju — j a k to s f o r m u ł o w a ł B. Bierut — o „ o g a r ­
nięcie a t m o s f e r ą i pragnieniem wiedzy, s a m o k s z t a ł ­
cenia, u p o d o b a ń k u l t u r a l n y c h i artystycznych m i l i o ­
nowych mas młodzieży robotniczej i chłopskiej i p r z y ­
swojenie przez te masy wiedzy i u p o d o b a ń artystycz­
nych, obudzenie z a i n t e r e s o w a ń k u l t u r a l n y c h w m i l i o ­
nowych rzeszach ludu p r a c u j ą c e g o i ich zaspoko­
jenie".
1

Ruch amatorski obok działalności naszych szkół
i rozwoju szkolnictwa stanowi w ł a ś n i e j e d n ą z pod­
stawowych f o r m realizacji tych z a d a ń . Dzięki niemu
możliwe się staje zniesienie „ r o g a t e k k u l t u r a l n y c h " ,
wciągnięcie najszerszych rzesz s p o ł e c z e ń s t w a w o r b i t ę
działania sztuki.
Możemy więc powiedzieć, że podstawowym
nadrzęd­
nym zadaniem ruchu amatorskiego
jest
wychowanie
człowieka,
rozszerzanie
jego świadomości
społecznej
i kulturalnej.
Współuczestniczenie w procesie t w ó r ­
czości artystycznej pogłębia w r a ż l i w o ś ć ,
wyrabia
smak estetyczny, k s z t a ł t u j e uczucia — przyczynia się
do wyrobienia tych cech moralnych i etycznych, k t ó r e
pragniemy widzieć w człowieku naszej epoki. P o d k r e ś ­
lam t ę z a s a d n i c z ą społeczną funkcję ruchu amatorskie­
go, jako że w obecnym okresie obserwujemy masowy
proces powstawania nowej inteligencji,
przeważnie
technicznej. Inteligencji, kształconej na ogół nader j e d ­
nostronnie, kosztem tzw. dyscyplin humanistycznych.
W ciągu ostatnich 10 lat ponad 2 miliony ludzi prze­
szło ze wsi do miast, do fabryk, kopalni, hut, szkół
zawodowych. Wielu z nich jest dziś d o s k o n a ł y m i m a j ­
strami, r z e m i e ś l n i k a m i o wysokiej kulturze pracy
zawodowej. Potrzeb k u l t u r a l n y c h tych ludzi nie t y l k o
nie u m i e l i ś m y zaspokoić, ale nieraz i n i e
stara­
l i ś m y
się nawet o to, aby je t y m ludziom uprzy­
tomnić. Rezultaty? Wystarczy p r z y p o m n i e ć tzw. „cie­
nie" wychowania nowego obywatela Nowej Huty czy
innych wielkich z a k ł a d ó w p r z e m y s ł o w y c h .
Dopiero na dalszym planie w hierarchii ważności
masowego r u c h u artystycznego leżą inne jego f u n k ­
cje, k t ó r e p o k r ó t c e o m ó w i m y .

4

„Nowe Drogi", nr 11/1952 r., str.

107.

261

�w i e l k i c h
o s i ą j* n i ę ć
do s z e r o k i c h

Z b l i ż a n i e

M ó w i m y wiele o s p o ł e c z n y m o d d z i a ł y w a n i u sztuki.
Niestety w praktyce nie w y g l ą d a to różowo. Do
ogromnej ilości wsi, a nawet miasteczek nie docierają
nasze teatry, zespoły muzyczne i estradowe.
Nie
wszędzie dochodzi f i l m . K u l t u r a l n e odłogi leżą t u ż
pod W a r s z a w ą . Szczytowe osiągnięcia naszej k u l t u r y
do ludzi nie docierają i d o t r z e ć nie m o g ą . I nie w y ­
starczy — jeśli m ó w i m y o plastyce — w y d a ć w „ S z t u ­
ce" serii reprodukcji dzieł malarstwa polskiego, a na­
wet ś w i a t o w e g o , i
rzucić do s k l e p ó w w
po­
wiatach, czy gromadach, aby zaczęły oddziaływać.
Bez ruchu amatorskiego, bez działalności świetlic, do­
m ó w k u l t u r y , bez tysięcy zespołów teatralnych, m u T w o r z e n i e

n o w y c h

U j a w n i a n i e

6

O m ó w i o n e p o w y ż e j zadania r u c h u
amatorskiego
k s z t a ł t u j ą się różnie w poszczególnych dziedzinach.
I r ó ż n e s ą też dotychczasowe d o ś w i a d c z e n i a rozwoju
r u c h u amatorskiego w zakresie teatru, m u z y k i czy
plastyki. Można więc m ó w i ć o specyfice poszczegól­
nych dziedzin i specyfice opieki nad n i m i .
Tak np. znaleźliśmy w zasadzie p r z e k o n y w a j ą c e
f o r m y pracy dla zespołów teatralnych, jasna jest t e ż
na ogół l i n i a rozwojowa amatorskich zespołów ta­
necznych, c h ó r a l n y c h czy muzycznych.
Można się
s p i e r a ć o szczegóły, ale w zasadzie formy pracy są
tam w ł a ś c i w i e r o z w i ą z a n e , efekty artystyczne b y w a j ą
nieraz wysokie, członkowie p r a c u j ą z satysfakcją.
W t o k u przygotowywania np. p r z e d s t a w i e ń teatral­
nych z a p o z n a j ą się z l e k t u r ą dotyczącą danego za­
gadnienia l u b okresu. Znane są p r z y k ł a d y zespołów,
k t ó r y c h członkowie, p r a c u j ą c np. nad s z t u k ą Gogola
czy Fredry, sięgali do i n n y c h dzieł pisarza, zapozna­
w a l i s i ę z licznymi m a t e r i a ł a m i d o t y c z ą c y m i historii
danej epoki i t d . Nie ulega w ą t p l i w o ś c i , że udział
w tego rodzaju zespołach teatralnych nie t y l k o roz­
wijał ś w i a d o m o ś ć u c z e s t n i k ó w , ale d a w a ł i m r ó w n i e ż
r z e t e l n ą s a t y s f a k c j ę a r t y s t y c z n ą , zwłaszcza, gdy ze­

262

5

a r t y s t y c z n y c h

A nawet w wypadkach gdy t w ó r c z o ś ć amatorska nie
osiąga tej wysokiej rangi, nierzadko zbliża się swym
poziomem do dzieł sztuki uczonej, czasem górując
nawet świeżością inwencji, i n d y w i d u a l n y m i t w ó r ­
czym w swej odkrywczości widzeniem ś w i a t a i zna­
jomością realiów, co wynagradza istniejące usterki
formalne i niedostatek techniki.

w y b i t n y c h

P o w a ż n e znaczenie r u c h u amatorskiego
polega
w ł a ś n i e na t y m , że stwarza on możliwości dla u j a w ­
niania się u k r y t y c h t a l e n t ó w , przez co daje w zasa­
dzie możność przeprowadzania w ł a ś c i w e j r e k r u t a c j i
m ł o d z i e ż y na studia artystyczne. P i s z ę : w zasadzie,
p o n i e w a ż sprawa ta nie w y g l ą d a jeszcze t a k różowo,
j a k b y to w y g l ą d a ł o z n i e k t ó r y c h notatek prasowych,
p o n i e w a ż pomimo słusznej zasadniczej l i n i i naszej
p o l i t y k i k u l t u r a l n e j — problem Janków
Muzykantów
nie został jeszcze w p e ł n i r o z w i ą z a n y . Odnosi się to
zwłaszcza do z a g a d n i e ń twórczości plastycznej, k t ó r a
wymaga
niezmiernie
przemyślanych
form
opieki
i w k t ó r e j liczne p r ó b y kierowania na uczelnie p l a ­
styczne uzdolnionych t w ó r c ó w nie zawsze d a w a ł y po­
zytywne rezultaty.

k u l t u r y

zycznych, plastycznych — nie m o ż n a k o n t y n u o w a ć
ofensywy kulturalnej, docierać z dorobkiem naszej
sztuki do mas. Jest to t y m ważniejsze, że sztuka l u ­
dowa, dawniej powszechna i o d d z i a ł u j ą c a na w ł a s n ą
społeczność, dziś jest j u ż w coraz silniejszym stopniu
reliktem. . Nie t y l k o nie zaspokaja r o s n ą c y c h potrzeb
swego ś r o d o w i s k a , ale wyizolowana od zachodzących
przemian może się nawet s t a ć w pewnych wypadkach
czynnikiem wstecznym, h a m u j ą c y m .
Nową kulturę
trzeba organizować, tak j a k organizuje się nauczanie
powszechne, j a k p r z e p r o w a d z a ł o się w a l k ę z analfa­
betyzmem czy a k c j ę rozwoju czytelnictwa.

w a r t o ś c i

Przy całej ś w i a d o m o ś c i p r z o d u j ą c e j r o l i sztuki p r o ­
fesjonalnej, trzeba jednak stwierdzić, że twórczość
amatorska nie jest jedynie powielaniem j u ż i s t n i e j ą ­
cych w a r t o ś c i . Szczególnie w zakresie sztuki p l a ­
stycznej m ó w i ć m o ż n a o cennych
osiągnięciach,
o w a r t o ś c i a c h t r w a ł y c h i nawet niepowtarzalnych —
np. w twórczości H . Rousseau czy naszego N i k i f o r a .

ś w i a t o w e j
mas

t a l e n t ó w

spół s p o t k a ł się z uznaniem w i d o w n i , u z y s k a ł na­
g r o d ę na konkursie czy Festiwalu i t d . Jasne, że
w zasadzie praca w takich zespołach rozwija w r a ż l i ­
w o ś ć a r t y s t y c z n ą uczestnika, t w o r z ą c z niego zaawan­
sowanego widza, ś w i a d o m i e i czujnie reagującego na
przedstawienia
widziane
w
zawodowym
teatrze,
w r a ż l i w e g o nie t y l k o na treści przedstawienia, ale
i na charakter inscenizacji, na k a ż d y odcień w y k o ­
nawstwa.
Podobnie oczywiście w y g l ą d a sprawa w zespołach
muzycznych, c h ó r a l n y c h czy tanecznych, w k t ó r y c h
satysfakcja osobista r ó w n i e ż w i ą ż e się p r z e w a ż n i e ze
wzrostem świadomości artystycznej, z u w r a ż l i w i e ­
niem na s z t u k ę .
Tak, ale z a u w a ż m y , że wszystko to dotyczy dzie­
dzin odtwórczych,
w k t ó r y c h rola amatora spro­
wadza
się do wykonawstwa. Znacznie
trudniej

5

Inaczej przedstawia się sprawa z folklorem
—
zwłaszcza z p i e ś n i ą , t a ń c e m , m u z y k ą i l i t e r a t u r ą l u ­
dową, k t ó r e z a c h o w u j ą nadal swoją żywotność.
Analiza tego zjawiska wykracza poza ramy n i ­
niejszego a r t y k u ł u , na t y m miejscu c h c i a ł b y m jedy­
nie z a s y g n a l i z o w a ć t r u d n o ś c i zagadnienia, szczegól­
nie w t y m wypadku, gdy utalentowana jednostka po­
siada j u ż wyrobiony, w ł a s n y p r o f i l artystyczny (co
zachodzi r ó w n i e ż i w przypadku t w ó r c ó w ludowych)
l u b też gdy odbiega o g ó l n y m poziomem rozwoju k u l ­
turalnego od poziomu kolegów na uczelni, co powo­
duje liczne zahamowania,
urazy i t d . Problem ten
przedstawia się p o m y ś l n i e j w zakresie amatorstwa
muzycznego czy teatralnego, przy czym niepoślednią
rolę odgrywa t u fakt, iż utalentowane jednostki prze­
chodzą uprzednio przez zespoły, k t ó r e d a j ą i m pewne
m i n i m u m ogólnego przygotowania kulturalnego i za­
wodowego. R ó w n i e ż w zakresie p l a s t y k i zaobserwo­
w a ć m o ż n a , że jednostki p r z e c h o d z ą c e do szkolnictwa
zawodowego po u k o ń c z e n i u Ogniska K u l t u r y Pla­
stycznej, d a j ą sobie na ogół r a d ę , o d p a d a j ą zaś ama­
torzy niezorganizowani.
6

�przedstawia się jednak sprawa w zakresie
twór­
czości
amatorskiej, a więc w tych
dziedzinach,
w k t ó r y c h amator sam tworzy nowe w a r t o ś c i , j a k
np. w twórczości literackiej, w kompozycji czy p l a ­
styce. Trudniej — z w i e l u p o w o d ó w . Przede wszyst­
k i m z uwagi na społeczny sens twórczości.
Osta­
tecznie k a ż d y — czy to będzie w i e l k i , uznany artysta,
czy skromny amator — tworzy j a k o ś dla ludzi, p r z y ­
najmniej dla bliskiego otoczenia. A l e twórczość bez
nadziei na j a k i k o l w i e k o d d ź w i ę k w społeczeństwie —
jest gorzka i trudna. Dlatego u a m a t o r ó w l i t e r a t ó w ,
k o m p o z y t o r ó w czy p l a s t y k ó w tyle poczucia k r z y w d y
wobec niezrozumienia, nieuznania przez innych.
Członek zespołu teatralnego czy muzycznego uczest­
niczy w przygotowaniu programu, po czym uzyskuje
satysfakcję a r t y s t y c z n ą w postaci k i l k u publicznych
w y s t ę p ó w . Sprawa jest więc t y m samym z a ł a t w i o n a .
Zaczyna się normalna praca nad n o w y m repertuarem.
Ale j a k ą s a t y s f a k c j ę ma kompozytor czy literat ama­
tor? Jak rzadko usłyszeć m o ż e swoje u t w o r y ze sce­
ny, z estrady czy poczytać wydrukowane w piśmie.
Stosunkowo najmniej jest t u istotny problem k o m ­
pozytorów s a m o u k ó w . Jest ich niewielu.
I to zro­
zumiałe. Muzyka w najsilniejszym stopniu wymaga
znajomości reguł. T u bez fachowej pomocy, bez sy­
stematycznej nauki wiele się nie osiągnie.
Gorzej — z literatami.
Wydawnictwa nasze, t y ­
godniki, prasa zalewane s ą setkami, t y s i ą c a m i u t w o ­
r ó w samorodnych p o e t ó w czy p r o z a i k ó w . Z n a j d u j ą
się tam i prace ś w i a d c z ą c e o dużej wrażliwości, w y ­
ostrzonym zmyśle obserwacji. Ci najzdolniejsi stają
się często zawodowymi pisarzami, dziennikarzami (rep o r t a ż y s t a m i ) . Z r e s z t ą — l i t e r a t u r a jest j e d y n ą dzie­
dziną sztuki, w k t ó r e j w ł a ś c i w i e zawsze zaczyna się
od amatorstwa. Czy istnieje możliwość r o z s ą d n e g o
organizowania tej twórczości?
W p e w n y m stopniu
na pewno tak. Pisanie jest przecież zawsze wyrazem
jakiejś szczególnej w r a ż l i w o ś c i na życie. I nie trudno
w y k o r z y s t a ć literackie upodobania dla korespondenC h a r a k t e r

a m a t o r s k i e j

Czy m o ż n a m ó w i ć o o d r ę b n y c h , specyficznych ce­
chach amatorskiej twórczości plastycznej, pozwala­
jących na odróżnienie jej od np. sztuki „ u c z o n e j " czy
ludowej?
M ó w i l i ś m y j u ż o specyfice sztuki ludowej, o cechach
formalnych, p o z w a l a j ą c y c h rozpoznać ją na tle r ó ż ­
nych w y t w o r ó w artystycznych. Cech takich w sztu­
ce amatorskiej nie znajdziemy. Istnieje ona bowiem
zawsze obok każdej sztuki, przy czym trudno nieraz
ustalić granice np. m i ę d z y s z t u k ą a m a t o r s k ą a sztu­
ką l u d o w ą czy „uczoną".
W swych szczytowych
dziełach, wzorowanych na kategoriach sztuki ludo­
wej czy „uczonej", twórczość amatorska przejawia
identyczny z n i m i charakter, osiągając nieraz w r ę c z
profesjonalną doskonałość.
Ale problem sztuki amatorskiej nie da się sprowa­
dzić jedynie do ram zależności od sztuki „ u c z o n e j "
czy ludowej.
Obok wymienionych form spotykamy
w sztuce amatorskiej r ó w n i e ż rozległy zakres t w ó r ­
czości „ p r y m i t y w n e j " , konstruowanej w mniejszej
czy większej izolacji od wszelkich w p ł y w ó w , żyjącej
w k r ę g u w ł a s n y c h doznań, obserwacji i potrzeb t w ó r ­
czych. I bodaj że ten zakres amatorskiej twórczości
plastycznej przedstawia z estetycznego p u n k t u w i -

cji z terenu, dla zasilania miejscowych gazetek ś c i e n ­
nych k o n k r e t n y m „ m i ę s e m " .
Niekoniecznie m u s z ą
przecież p u c h n ą ć od b a n a ł ó w . A l e p r z y j m i j m y na­
wet, że twórczość amatorska w t y m zakresie nie
znajduje ż a d n e g o o d d ź w i ę k u , staje się po prostu p i ­
saniem do szuflady. Pozostawia w ó w c z a s z r o z u m i a ł ą
gorycz, ale i j a k ą ś n a d z i e j ę na przyszłość.
Najtrudniej przedstawia się jednak sprawa w za­
kresie twórczości plastycznej. Do wszystkich w y ­
mienionych j u ż a s p e k t ó w dochodzą t u bowiem jeszcze
dodatkowe. Pierwszy to sprawa osobistej satysfakcji.
S a t y s f a k c j ę daje uczestniczenie w życiu, poczucie
społecznego sensu swojego w y s i ł k u . I tu okazuje się,
że plastyka amatorska, zwłaszcza rzeźba, malarstwo
i grafika (faworyzowane przez o r g a n i z a t o r ó w ruchu
amatorskiego i ognisk) — są w ł a ś c i w i e niemal że
nieprzydatne praktycznie, oderwane od f u n k c j i u ż y t ­
kowej, k t ó r ą s p e ł n i a ł y np. w y t w o r y tradycyjnego
artystycznego r z e m i o s ł a ludowego.
Jedyną
formą
publicznego pokazu prac staje się w t y c h warunkach
udział w wystawach, co — j a k postaram się w y k a z a ć
w dalszej części a r t y k u ł u — też nie jest ani ł a t w e ,
ani w y s t a r c z a j ą c e . Z r o z u m i a ł e również, że praca ama­
tora plastyka daje m u w rezultacie s p o r ą liczbę dzieł
rocznie, z k t ó r y m i , po prostu m ó w i ą c , nie wiadomo
często, co robić.
W tych warunkach umasowienie
ruchu plastycznej twórczości a m a t o r ó w jest szczegól­
nie odpowiedzialne, nie tylko bowiem nie daje g w a ­
rancji wszechstronnego rozwoju kulturalnego, ale nie­
rzadko powoduje rozgoryczenie, zawiść w stosunku
do artysty zawodowca. N i e m a ł ą rolę odgrywa przy
t y m fakt, iż twórczość plastyczna jest na ogół nader
kosztowna, i obok wszystkich innych spraw — ta
r ó w n i e ż sprzyja niezdrowej tendencji sprzedawania
prac, konkurowania z a r t y s t ą zawodowcem, ubiegania
się o nagrody i t d . Wszystko to wskazuje na t r u d ­
ności, j a k i e z a r y s o w u j ą się w zakresie opieki i orga­
nizacji twórczości p l a s t y k ó w a m a t o r ó w .
Ale nim
przejdziemy do p r o b l e m ó w opieki, rozpatrzmy sam
charakter amatorskiej twórczości plastycznej.
t w ó r c z o ś c i

p l a s t y c z n e j

dzenia n a j w y ż s z ą w a r t o ś ć , s t a n o w i ą c istotny w k ł a d
w dorobek naszej s z t u k i .
Możemy r ó w n i e ż m ó w i ć w ramach sztuki amator­
skiej o twórczości np. chorych u m y s ł o w o (bardzo i n ­
t e r e s u j ą c e wystawy takich prac o r g a n i z o w a ł corocz­
nie przed w o j n ą szpital i m . Jana Bożego w Warsza­
wie; por. ryc. 51). o twórczości młodzieży szkolnej.
7

7

P r z y j m u j ę tu określenie
„prymitywiści",
nader
powszechne w literaturze przedmiotu.
Prymitywista
współczesny to człowiek p r z e w a ż n i e oderwany od k u l ­
t u r y swego ś r o d o w i s k a , w d u ż y m stopniu p o z o s t a j ą ­
cy w k r ę g u w ł a s n y c h p o s z u k i w a ń i d o z n a ń t w ó r c z y c h .
B l i s k i jest sztuce dziecka, stanowi też zazwyczaj j a k ­
by
dalszą
jej
kontynuację.
Prymitywista
wie
0 sztuce bardzo niewiele, tworzy na w ł a s n ą r ę k ę , brak
m u zazwyczaj tego, co nazywamy b a g a ż e m k u l t u ­
ralnym.
Pojęcie „ p r y m i t y w ó w , p r y m i t y w i s t ó w " p o w s t a ł o we
Francji na p o c z ą t k u naszego stulecia. Warto p o d k r e ś ­
lić, że m ó w i ą c o w s p ó ł c z e s n y m malarstwie p r y m i t y w ­
n y m — miano na m y ś l i nie s z t u k ę l u d ó w p r y m i t y w ­
nych, nie do niej n a w i ą z y w a n o , ale szukano analogii
z p r y m i t y w a m i flamandzkimi, z n a i w n y m widzeniem
1 w y r a ż a n i e m ś w i a t a w ł a ś c i w y m sztuce wczesnego
średniowiecza.
1

263

���r o b o t n i k ó w , c h ł o p ó w czy inteligencji.
Powoduje to
t a k ą rozpiętość, że trudno m ó w i ć o w s p ó l n y c h k r y ­
teriach.
Jak m o ż n a bowiem p o r ó w n y w a ć ze sobą
np. obrazy malowane dla w ł a s n e j p r z y j e m n o ś c i przez
historyka sztuki, a więc amatorskie — z t a k ą ż t w ó r ­
czością analfabety, nie znającego w ogóle dorobku
sztuki ś w i a t o w e j , perspektywy czy
światłocienia.
Zbyt wielka jest w t y m w y p a d k u różnica
b a g a ż u
k u l t u r a l n e g o !
R ó ż n a jest poza t y m skala z a i n t e r e s o w a ń i ambicji
w y s t ę p u j ą c y c h w o b r ę b i e sztuki amatorskiej. Obok
bowiem d y l e t a n t ó w , k o p i u j ą c y c h p r z e r ó ż n e wzory —
od l a u r k o w y c h róż, aż po „Szał" P o d k o w i ń s k i e g o czy
w lepszym w y p a d k u „Mojżesza" M i c h a ł a Anioła —
spotykamy i n d y w i d u a l n o ś c i twórcze, chociażby takie
jak Ociepka, Nikifor, P a w e ł Stolorz.
Dodajmy, że zainteresowanie czy z a m i ł o w a n i e do
twórczości plastycznej nie rozstrzyga bynajmniej k w e ­
stii talentu.
Toteż obok wybitnie
uzdolnionych,
prawdziwych a r t y s t ó w
a m a t o r ó w , spotykamy
się
r ó w n i e ż i z twórczością n i e u d o l n ą , n i e p o r a d n ą , po­
z b a w i o n ą wszelkich cech artyzmu.
Z twórczością,
k t ó r ą w najlepszym w y p a d k u n a z w a ć m o ż n a dyle­
tancką.
Tak więc dochodzimy do wniosku, że nie m o ż n i
mówić o j a k i e j ś jednej określonej sztuco amatorskiej
i że w k a ż d y m w y p a d k u n a l e ż a ł o b y bliżej określać,
0 j a k i rodzaj sztuki chodzi.
O m ó w m y więc poszczególne grupy.
Pierwszą, niewątpliwie najciekawszą
g r u p ą jest
twórczość
samorodna, nie u l e g a j ą c a w zasadzie w p ł y ­
w o m sztuki ludowej ani uczonej. . Reprezentuje ona
najbardziej s a m o d z i e l n ą twórczość plastyczną, j a k ą
spotykamy w sztuce amatorskiej. A l e grupa ta nie
jest jednolita. Dzieli się oczywiście na nieudolnych
1 obdarzonych w i e l k i m talentem, na ludzi o n i s k i m
stopniu rozwoju i o intensywnym życiu w e w n ę t r z ­
nym, na tych, k t ó r z y r e a g u j ą jedynie na otaczający
ich świat, i takich, dla k t ó r y c h ź r ó d ł e m d o z n a ń jest
ś w i a t fantazji, m a r z e ń , snów. Łączy ich wszystkich
jednak samodzielność ich twórczości, n i k ł a zależność
od jakichkolwiek tradycji.
R o z p a t r u j ą c t w ó r c z o ś ć malarzy samorodnych u w a ­
ż a m za celowe podzielenie jej na dwie podgrupy:
na twórczość p r y m i t y w i s t ó w i naiwnych r e a l i s t ó w .
Co ich odróżnia? W przypadkach k r a ń c o w y c h jest to
chyba w y r a ź n e . P r y m i t y w i ś c i są mniej dojrzali we­
w n ę t r z n i e , ich życie toczy się w w i ę k s z e j izolacji od
8

8

„ T w ó r c a samorodny — to talent w y c h o w u j ą c y
sam siebie, w oderwaniu niejako od ogólnego n u r t u ,
istniejący ubocznie, jakby nie było w ogóle w ł a ś c i w e ­
go ś w i a t a l i t e r a t u r y l u b sztuki, a jego droga odby­
w a ł a się przypadkami, mozolnymi odkryciami ś w i a ­
t ó w już dawno odkrytych, j e m u przecież zupełnie nie
znanych."
( S t a n i s ł a w Czernik: Z n o w u sprawa t a l e n t ó w l u ­
dowych. Wieś, n r 39/1949.)
„ S a m o r o d n y artysta ludowy, p o r a j ą c się z t r u d ­
nością technicznego opanowania m a t e r i a ł u , d ą ż y nie­
ś w i a d o m i e do j a k n a j w i ę k s z y c h uproszczeń. Uprosz­
czenia te, o s i ą g n i ę t e kosztem m o ż l i w i e najmniejszego
wysiłku, m a j ą p o d d a w a ć odbiorcy m a k s i m u m wyrazu.
S t ą d w p r y m i t y w i e schematyzm i u b ó s t w o formy,
k t ó r a ma w y r a ż a ć więcej niż osiąga. P r y m i t y w jest
więc n i e w ą t p l i w i e ś w i a d e c t w e m b e z p o ś r e d n i e g o sto­
sunku do t w o r z y w a artystycznego."
(Julian P r z y b o ś : P r y m i t y w i z m a twórczość l u ­
dowa. Zaranie Śląskie, 1929. V, s. 54.)

266

ś r o d o w i s k a . To często analfabeci, ludzie z tych czy
innych p o w o d ó w m a j ą c y utrudniony kontakt z innymi
ludźmi, z n a s z ą k u l t u r ą , książką, gazetą, r e p r o d u k c j ą .
N a i w n i realiści zaś to ludzie o bogatym życiu wew­
n ę t r z n y m , o w i ę k s z y m zasobie obserwacji. Jeśli pierwsi
dążą do pokazania świata, ci chcą p o k a z a ć ten świat
takim, j a k i m chcieliby go widzieć. Ożywiają i n a p e ł ­
niają go swoimi w y o b r a ż e n i a m i . Ich siłą jest twórcza,
organizująca w y o b r a ź n i a .
Wraz z rozwojem naszej kultury, upowszechnianiem
oświaty i dorobku cywilizacji, ginie kategoria p r y m i t y ­
wistów. Jest ona w dużej mierze dziedzictwem przesz­
łości, zacofania, izolacji. Nie w i d z ę natomiast powo­
dów, dla k t ó r y c h mieliby z n i k n ą ć n a i w n i realiści. Ich
siłą i walorem jest o d r ę b n e widzenie świata, w ł a s n a
wizja rzeczy. A tego •— mam n a d z i e j ę — nie zniszczą
nawet złe w p ł y w y schematycznej sztuki.
Oczywiście, przeprowadzony t u podział rysuje się
jasno jedynie w przypadkach skrajnych, p r z e w a ż n i e
bowiem różnice między j e d n ą a d r u g ą k a t e g o r i ą są,
jeśli tak m o ż n a powiedzieć, nie tyle jakościowe, ile
ilościowe. M i m o to w y d a ł o m i się celowe o m ó w i e n i e
obu tych kategorii oddzielnie.
Prymitywiści.
S ą to t w ó r c y najbliżsi sztuce dziec­
ka, najbardziej nieporadni w technice pracy. Nie zna­
ją t r u d n o ś c i , nie znają ujęć czy sytuacji niemożliwych.
Malują wszystko, szukając ś m i a ł o sposobu oddania
rzeczy, o k t ó r ą i m chodzi. Gdy trzeba, p a t r z ą jedno­
cześnie i z dołu i z góry, kiedy indziej, gdy chcą
p o k a z a ć w n ę t r z e domu, j a k „Diabeł k u l a w y " Lesage'a,
podnoszą dachy czy przezroczystymi czynią ściany.
Nie boją się s z u k a ć z n a k ó w plastycznych na w y r a ­
żenie r ó ż n y c h
s t a n ó w psychicznych. Są
śmiali,
twórczy i nieporadni. U m i e j ą n a m a l o w a ć rzeczy naj­
trudniejsze — p o k a z a ć uczucie, całą s y m b o l i k ę w i e l ­
k i c h spraw, a jednocześnie w i e l k i kłopot sprawia i m
z w y k ł a ulica b i e g n ą c a w dal. Nie znają przecież praw
perspektywy, światłocienia, t r ó j w y m i a r o w o ś c i
brył,
ruchu.
Do wszystkiego
dochodzić
muszą
sami
i raz jeszcze d o k o n y w a ć o d k r y ć , k t ó r e historia sztu­
k i zna j u ż od stuleci. Dlatego w obrazkach ich świat
jest nieco różny od tego, do jakiego p r z y w y k l i ś m y .
Bo też i r ó ż n e jest ich widzenie i nasze. I nie dziwmy
się. Widzenie ś w i a t a jest przecież nie t y l k o s p r a w ą
oczu, ale i twórczego doświadczenia.
A im właśnie
d o ś w i a d c z e n i a tego nie dostaje.
T w o r z ą w samot­
ności, w izolacji, bez całego doświadczenia naszej k u l ­
tury. Niektórzy — p o n i e w a ż żyją na odludziu, bez
kontaktu z dorobkiem cywilizacji; i n n i — odcięci
b a r i e r ą odrębności psychicznych od ś r o d o w i s k a .
9

Ale też dzięki temu inwencja ich nie jest s k r ę p o ­
wana ż a d n y m i schematami. Tak np. P a w e ł Stolorz
prostymi, p r y m i t y w n y m i ś r o d k a m i osiąga sugestię
ruchliwego, pełnego zgiełku miasta w „ R y n k u stalinogrodzkim" (ryc. 1) (proszę spojrzeć, j a k ą rolę odgry­
wa w jego obrazku s p l ą t a n a sieć p r z e w o d ó w elektrycz­
nych, j a k organizuje pulsujący r y t m ruchliwego cen­
trum). Stolorz przy t y m buduje obraz wielopiętrowy,
czym z a s t ę p u j e n i e u m i e j ę t n o ś ć r o z w i ą z a n i a n o r m a l -

" „ P r y m i t y w n i — pisze J. Białostocki — m y ś l ą pla­
stycznie w kategoriach fantazji i symbolu znakowege.
I c h realizm jest realizmem pojęciowym, intelektual­
nym. M a l u j ą to, co wiedzą o w y g l ą d z i e p r z e d m i o t ó w . "
(Kuźnica, nr 27/1949.)

�nej perspektywy, i n t e r e s u j ą c o rozwiązuje
również
Stolorz obraz „ Z a k ł a d y hutnicze w Szopienicach"
(ryc. 2).
W kategoriach sztuki p r y m i t y w n e j m o ż n a r ó w n i e ż
mówić o pracach Leopolda W r ó b l a (ryc. 3) czy B. Starzewskiego (ryc. 4).
Naiwni realiści.
Ci j u ż wiedzą w i ę c e j . Malarstwo
ich bogatsze jest i bardziej wielostronne od malarstwa
prymitywistów.
Bogatszy jest r ó w n i e ż ich k a p i t a ł
wrażeń, a nawet konkretnej wiedzy o sztuce. Sztuka
jest dla nich nie tylko f o r m ą poznania n a t u r y — co
często się zdarza u p r y m i t y w i s t ó w — ale w silniej­
szym stopniu w y r a ż a ich m y ś l i , stany uczuciowe,
przeżycia. W twórczości ich mieszają się elementy

konkretnej obserwacji i fantazja. Znajdujemy w niej
i baśń, i marzenie senne, i ślady przeżyć religijnych;
własny, często z a s k a k u j ą c o twórczy stosunek do świa­
ta. Z a r y z y k o w a ł b y m powiedzenie, że n a i w n i realiści
inspirują się czasem bardziej l i t e r a t u r ą
(nie­
koniecznie p i s a n ą lub istniejącą n a p r a w d ę ! ) , niż s a m ą
obserwacją.
Są czasem „ludowi", ale nie w sens e
bliskości tradycyjnej ludowej sztuce. K r ą g ich w r a ­
żeń, z a i n t e r e s o w a ń bliski jest często atmosferze j a r ­
marku czy odpustu. Chcą b y ć wierni i p r a w d z i w i
wobec rzeczywistości, ale i c h w i e r n o ś ć nie jest do­
słowna. Ma za to n a i w n y wdzięk, często j a k i ś l i r y z m ,
poetycki klimat.
Są wzruszający, gdy p r a g n ą m a ­
lować świat tak j a k inni, nawet gdy kopiują p o c z t ó w -

k i czy widziane reprodukcje i obrazy. W z r u s z a j ą c y —
nie s w o j ą n i e p o r a d n o ś c i ą , ale w ł a ś n i e j a k ą ś p o e t y c k ą
o d r ę b n o ś c i ą widzenia, k t ó r a przebija się przez i c h
t w ó r c z o ś ć wszędzie, w k a ż d y m niemal temacie.
Oczywiście i oni s ą różni, i to nie t y l k o dyspozy­
cjami czy s k a l ą talentu, ale nawet rodzajem i cięża­
rem swej wiedzy, doświadczeń, świadomości t w ó r c z e j .
Inny jest np. nasz Ociepka, inny zaś H e n r i Rousseau
czy Nikifor.
Ociepka t k w i w k r ę g u ludowo-religijnych
przed­
s t a w i e ń . „ T e m a t y k a jego o b r a z ó w — pisze M . Ż y wirska
— w y r o s ł a nie tylko z jego osobistych w y ­
o b r a ż e ń i w i e r z e ń , ale jest z w i ą z a n a silnymi w ę z ł a m i
z c a ł o k s z t a ł t e m atmosfery k u l t u r y ludowej Ś l ą s k a .
1 0

11

Jego swoista interpretacja w ą t k ó w religijnych, wzbo­
gacająca jej treść całą p l e j a d ą d u c h ó w , dziwacznych
1 0

To do nich odnoszą się najlepiej zdania, napisa­
ne o amatorach przez Jerzego M a l i n ę : „ A m a t o r z y do­
r ó w n u j ą w prostocie i odwadze realizacji dzieciom:
realiści z przekonania — f a n t a ś c i w rzeczywistości.
Są wszyscy t r o c h ę niezręczni, zawsze coś d e f o r m u j ą
n i e ś w i a d o m i e ; p r z e c e n i a j ą znaczenie detalu, m a j ą
zawsze j a k i ś sentyment dla fotografii l u b oleodruku...
Mają jednak wszyscy w i e l k i e poczucie d e k o r a t y w n o ś c i
bardzo swoistej, r y t m u i kompozycji." (Życie L i t e ­
rackie, nr 106/1954.)
Maria Ż y w i r s k a : Twórczość plastyczna g ó r n i k ó w ,
cz. I I I , Ociepka Teofil. Polska Sztuka Ludowa, n r
4—5/1951, s. 134.
1 1

267

�Ryc. 6. Teofil

Ryc.

268

Ociepka,

7. Teofil

„Pozdrowienie

Ociepka.

„Śląsk".

Warszawy".

��270

��Ryc.

Ryc.

s t w o r ó w , jest b e z p o ś r e d n i m wyrazem ś w i a t a b a ś n i
i legend ludowych." J e d n o c z e ś n i e „zaczął m a l o w a ć
późno... m a j ą c 35 lat. Był już wtedy d o j r z a ł y m czło­
wiekiem o g ł ę b o k i m życiu w e w n ę t r z n y m , k t ó r e po­
zwoliło m u z b u d o w a ć swój w ł a s n y
światopogląd.
Gdy zdobył się na malowanie, stało się cno dla niego
raczej ś r o d k i e m w y r a ż a n i a jego przeżyć w e w n ę t r z ­
nych, a nie d o z n a ń artystycznych."
N i k i f o r zaś jest a n a l f a b e t ą Żyje jednak z nieuustannym poczuciem swojej krzywdy, swojego upo­
śledzenia.
Toteż na k a ż d y m obrazku bezwzględnie
rysuje litery, całe wyrazy, nawet jeśli
stanowią
przypadkowe zlepki z a u w a ż o n y c h słów. Życie we­
w n ę t r z n e N i k i f o r a jest bogate, p e ł n e naiwnej w i a r y
w lepszy ś w i a t , gdzie s p r a w i e d l i w o ś ć nagrodzi ziem­
skie krzywdy, a malarze chodzić b ę d ą w glorii. W ł a ś ­
nie malarze — bo N i k i f o r wierzy g ł ę b o k o w swoje
p o s ł a n n i c t w o , w w i e l k ą r o l ę malarzy, k t ó r z y tu, na
ziemi, głoszą p r a w d ę o świecie i u k a z u j ą to, czego
i n n i ludzie sami by nigdy ujrzeć nie mogli.
H e n r i Rousseau, „ojciec" naiwnych realistów, był
natomiast nader wszechstronnie w y k s z t a ł c o n y m czło­
wiekiem. Prawda, że był celnikiem w P a r y ż u , ale
w k r ó t c e potem zajmuje się już przepisywaniem akt
adwokackich i aby z y s k a ć pieniądze na życie (oraz
malowanie) udziela lekcji muzyki, kompozycji i d y k ­
c j i . Pisze poezje oraz s z t u k ę t e a t r a l n ą .
Oczywiście m o ż n a by m ó w i ć i o innych realistach
naiwnych — mniej czy bardziej k u l t u r a l n i e zaawan­
sowanych, o różnej skali wrażliwości czy różnych zain­
teresowaniach t w ó r c z y c h , ale j a k się wydaje, trzy
wymienione p r z y k ł a d y c h a r a k t e r y z u j ą
dostatecznie
rozpiętość ich twórczości.

272

13.

Felicja
Curylo,
gospodyni
z Zalipia.
„Kwiaty".

14. Seraphine de Senlis, praczka
„Drzewo *kwia tów".

wiejska

(Francja).

�273

�274

�¡{ye.

20.

Henri
„Pejzaż".

Rousseau,

275

�Hyc.
21. Adolf
Dietrich,
drwal
(Szwajcaria).
„Portret
chłopca".

Warto d o d a ć jeszcze, że o ile p r y m i t y w i ś c i są na
ogół nieporadni, o tyle realiści n a i w n i r e p r e z e n t u j ą
niekiedy wysokie umiejętności, nabyte w toku pracy.
Można więc m ó w i ć np. o mistrzostwie kolorystycznym
H. Rousseau czy prac N i k i f o r a z lat największego
rozwoju jego talentu. A l e mistrzostwo to jest nie­
pełne, ograniczone, w y c i n k o w e . Nie dotyczy wszyst­
k i c h z a g a d n i e ń malarskich, a nawet zależy od p o d j ę ­
tego tematu. T a k np. analiza prac N i k i f o r a z r ó ż ­
nych o k r e s ó w p r z e k o n a ł a mnie, że p o d e j m u j ą c z u ­
pełnie nowe założenie (np. p o r t r e t y kuracjuszy), staje
się nieporadny, brak m u tego opanowania formy,
kompozycji, k t ó r e osiąga np. w w i e l k i c h seriach, zło­
żonych z kilkuset (a nawet do paru tysięcy!) warian­
t ó w tego samego tematu.
N a i w n i realiści, podobnie j a k p r y m i t y w i ś c i , nie są
s k r ę p o w a n i ż a d n y m i normami estetycznymi, ż a d n y m i
konwencjami. Nie wiedzą, co „ m o ż n a " , a czego nie
można, nie znają d o ś w i a d c z e ń , k t ó r e są siłą, ale
i słabością k a ż d e g o w y k s z t a ł c o n e g o t w ó r c y . Dlatego
tak ł a t w o p o d e j m u j ą decyzje, na k t ó r e m a ł o k t o by
się zdobył. Dlatego m a j ą t ę d z i e c i n n ą , niefrasobliwą
niemal o d w a g ę podejmowania w swych pracach te­
m a t ó w i artystycznych s k r ó t ó w , k t ó r e p r z e c i ę t n y za­
wodowy malarz u z n a ł b y za absolutnie n i e w y r a ż a l n e
lub obciążone secesją, ekspresjonizmem i t p . (np.

276

T. Ociepki „Rozpacz", ryc. 5). Mówią, że Ociepka to
„nasz Meksykanin". P o r ó w n a n i e
nie pozbawione
słuszności. A l e chyba nie tyle przez spcsób malo­
wania, lecz raczej przez p o d o b n ą p o s t a w ę wobec ży­
cia, d e c y z j ę pokazania w sugestywny sposób swego
zamiaru. Sugestywny, a więc artystycznie prawdziwy.
Przyjrzyjmy
się, j a k konsekwentnie buduje swoje
„ P o z d r o w i e n i e Warszawy", s t w a r z a j ą c radosny, ś w i ą ­
teczny n a s t r ó j ulicy, pełnej u ś m i e c h n i ę t y c h ludzi.
Jak skupia u w a g ę na punkcie centralnym — k w i a ­
ciarce i ' jej radosnym, b a r w n y m stoisku. A wysuwa­
j ą c te wielkie, p i ę k n e k w i a t y i paprocie na pierwszy
plan obrazu, stwarza sugestię jakiegoś bukietu kwia­
t ó w dla Warszawy (ryc. 6). Jak różne i śmiałe są
obrazy Ociepki! I l e w nich ciągłej twórczej pracy
wyobraźni,
p o s z u k i w a ń nowych rozwiązań dla za­
mierzonego tematu (np. autoportret na tle huty, za­
t y t u ł o w a n y „Śląsk", ryc. 7, czy fantastyczna, n i to
z baśni, n i to ze snu wysnuta „Dżungla", ryc. 12). Czy
też p e ł e n poetyckiej fantastyki obraz „Górnik w le­
sie" (ryc. 10)
Ociepka, realizując swoje fantastyczne wizje, nie
liczy się wcale z d o s ł o w n ą , n a t u r a l i s t y c z n ą p r a w d ą ,
ustawia np. Skarbka obok konkretnych u r z ą d z e ń ko­
palnianych. Kiedy indziej maluje morze, spienione
b a ł w a n y o fantastycznych grzywach. Jest w u k ł a -

�dzie obrazu dużo dekoracyjności, ale nie ona decy­
duje o charakterze. Ociepka daje w ł a s n ą sugestyw­
ną wizją morza, pełnego skłębionych fal, niespokoj­
nych j a k żywe, dziwne twory. I nie d z i w i ł b y m się,
gdyby nagle z tego Ociepkowego morza w y j r z a ł
zmierzwiony łeb Neptuna czy innego Wodnika albo
w y n u r z y ł a się p o s t a ć d z i w o ż o n y - s y r e n y .
Bo nawet
morze jest u Ociepki jego w ł a s n ą opowieścią-baśnią
o morzu (ryc. 9).
Inna, a przecież podobna w s w y m n a i w n y m rea­
lizmie i przemieszaniu e l e m e n t ó w
„prawdziwych"
7 fantazją i marzeniem — jest twórczość Nikifora. 'Wzrusza j a k a ś p r y m i t y w n a k o n k r e t n o ś ć o b r a z k ó w ,
w k t ó r y c h święci s ą r ó w n i e realni j a k my, ś m i e r t e l ­
ni, i w k t ó r y c h wszystko jest nawet na „ t a m t y m "
świecie po ziemsku konkretne. S p ó j r z m y , j a k np.
Nikifor widzi „ O s t a t n i ą wieczerzę".
Na dolnej po­
lowie k a r t k i przedstawia samo wydarzenie, w gór­
nej zaś połówce śpieszy z naiwnie logicznym komen­
tarzem, pokazując przygotowania do wieczerzy, w k t ó ­
rych święci k r z ą t a j ą się po kuchni, p i e k ą c chleby na
ucztę (ryc. 8).
Twórczość p r y m i t y w i s t ó w i naiwnych realistów z w i ą ­
zana jest ze stopniem ich świadomości k u l t u r a l n e j ,
psychiką, zależną od tradycji obyczajowych i k u l t u ­
rowych ś r o d o w i s k a społecznego, w k t ó r y m żyją. Te
momenty określają p r z e w a ż n i e treść obrazów, p o d j ę '-' Por. Andrzej Banach: Nikifor. Polska Sztuka L u ­
dowa, n r 3'1955, s. 131—170.

Ryc. 22.

Rosine

Viva

te tematy. B ę d ą to więc osobiste sprawy między N i ­
kiforem a S t w ó r c ą , serie liczące po kilkaset r ó ż n y c h
w a r i a n t ó w , tragicznych p e j z a ż y z s a m o t n ą postacią
artysty, w n ę t r z kościelnych, pejzaży miejskich, w i ­
d o k ó w w i l l i i p o r t r e t ó w , k t ó r e w d u ż e j mierze t ł u ­
m a c z ą się t y m , że N i k i f o r żyje w uzdrowisku, m a ­
luje obrazki, k t ó r e sprzedaje później jako p a m i ą t k i .
B ę d ą to t a k ż e pejzaże śląskie Stolorza.
Oczywiście m o ż n a znaleźć i cechy w s p ó l n e r ó ż n y m
malarzom, z e s t a w i a ć np. Leopolda W r ó b l a z P a w ł e m
Stolorzem, czy p o s u w a j ą c się dalej — w y k a z a ć pew­
ne w s p ó l n e postawy naszych t w ó r c ó w i naiwnych
r e a l i s t ó w np. francuskich (por. ryc. 13, 15, 17, 19,
20).
Nie zmienia to jednak faktu,
że w t w ó r ­
czości malarzy p r y m i t y w n y c h przejawia s i ę nie tylko
ich w ł a s n a postawa czy dyspozycja artystyczna, ale
istnieją i pewne cechy, w ł a ś c i w e k u l t u r z e artystycz­
nej ś r o d o w i s k a czy psychice narodowej. T y l k o więc
na podstawie tych cech artystycznych m o ż n a niekiedy
nader ł a t w o rozpoznać obrazy malarzy francuskich,
w ł o s k i c h czy t w o r z ą c y c h w k r ę g u k u l t u r y niemiec­
kiej (Szwajcar — Dietrich; por. ryc. 21, 22).
13

,;!

R ó w n i e ż M . Ż y w i r s k a p o r ó w n u j e w cytowanym
j u ż a r t y k u l e twórczość Ociepki z H . Rousseau. Pisze
t a k ż e o t y m J. B i a ł o s t o c k i : „ C i e k a w a jest zbieżność
m i ę d z y t y m i polskimi artystami a i c h francuskimi
poprzednikami i kolegami. Silne p o d o b i e ń s t w a m o ż n a
z a o b s e r w o w a ć m i ę d z y S t ę p n i e m a V i v i n e m , Staligą
a U t r i l l e m . " (cyt. art. z „Kuźnicy".)

(Wiochy).

„Pejzaż".

277

�Ryc.

278

24. Konstanty

Lenkiewicz,

rolnik.

„Drużby".

�279

�Tyle o tej pierwszej w kolejności omawiania g r u ­
pie p r y m i t y w i s t ó w i naiwnych r e a l i s t ó w . I chociaż
nie reprezentuje ona p r z e c i ę t n e g o charakteru ama­
torskiej twórczości plastycznej ani nie stanowi cen­
tralnego ogniwa w naszej walce o społeczny sens
opieki nad s z t u k ą a m a t o r s k ą , to jednak p r z y z n a ć
trzeba, że z p u n k t u widzenia w a r t o ś c i artystycznych
przedstawia się ona najciekawiej. reprezentuje bo­
wiem to, co najbardziej twórcze i samodzielne w arnatorstwje plastycznym. "
Z kolei o m ó w i m y twórczość a m a t o r s k ą
związaną
z tradycyjną
sztuką ludową.
T ę dziedzinę reprezen­
tuje grupa t w ó r c ó w , do k t ó r e j n a l e ż ą z a r ó w n o ar­
tyści l u d o w i p o d e j m u j ą c y nowe założenia tematyczne
i formalne, oparte (w mniejszym czy w i ę k s z y m stop­
niu) o t r a d y c j ę l u d o w ą , j a k też i amatorzy robotnicy,
a nawet i inteligenci t w o r z ą c y w klimacie bliskim
ludowej kulturze.
Nie b ę d ę tu m ó w i ł o nowych poszukiwaniach te­
matycznych np. w wycinance, wyklejance czy w d y ­
wanach. O b r a c a j ą się one bowiem w k r ę g u t r ą d y -

Ryc. 27. Timofiej

cyjnych form i s t a n o w i ą
k i ludowej. Tam jednak,
kracza p r ó g tradycyjnej
w ł a s n ą r ę k ę " rozszerzyć

1 1

Tichoniuk,

W y r a ź n y związek z l u d o w ą formą ma również ma­
lowanka Lenkiewicza (ryc, 24), tak w schemacie

rolnik.

n a t u r a l n ą k o n t y n u a c j ę sztu­
gdzie ludowy t w ó r c a prze­
formy, gdzie p r ó b u j e „ną
s k a l ę i ś r o d k i wyrazu, m a -

Trudno dziś przewidzieć, czy i w j a k i m stopniu
istnieć b ę d z i e w naszym ustroju twórczość „ p r y m i ­
t y w ó w " . Wydaje m i się. że pewne jej formy raczej
z a n i k n ą , te zwłaszcza, k t ó r e w i ą ż ą się z izolacją od
naszej k u l t u r y , od ś r o d o w i s k a . Likwidacja analfabe­
tyzmu, rozwój czytelnictwa, f i l m , radio, prasa, ruch
świetlicowy, a szczególnie p o w s z e c h n o ś ć oświaty —
czynią n i e m o ż l i w y m w przyszłości casus Nikifora.
(Myślę t u zwłaszcza o całej t r e ś c i o w o - e m o c j o n a l n e j
stronie jego twórczości.)
A l e nie dostrzegam przy­
czyn, k t ó r e m i a ł y b y wogóle z l i k w i d o w a ć twórczość
prymitywną, twórczość naiwnych realistów.
Argu­
mentem tu m o ż e być chociażby H . Rousseau, z n a j ą c y
nieźle l i t e r a t u r ę , m u z y k ę , co nie przeszkodziło m u być
jednym z najbardziej w z r u s z a j ą c y c h i w y r a f i n o w a ­
nych malarzy k r ę g u ..naiwnych r e a l i s t ó w " .

280

my już do czynienia z i n t e r e s u j ą c y m nas problemem.
Tak np. wybitna malarka ludowa z Zalipia — Fe­
licja C u r y ł o obok malowanek o charakterze dekora­
cyjnym, opartych na motywach roślinnych, maluje r ó w ­
nież obrazki tematyczne, np. „ E l e k t r y f i k a c j a " (ryc. 23).
W malowance tej w y s t ę p u j ą s k r ó t o w o podane mo­
t y w y zdobnicze chat, ale jest w nich również i ob­
serwacja zagrody plus wiedza o niej. I w ł a ś n i e ten
dodatek wiedzy o przedmiocie — jest tu szczególn e
charakterystyczny. K a r t o n p o w s t a ł przecież w dniach
elektryfikacji wsi, elektryfikacji, o k t ó r ą z takim
uporem zabiegała w ł a ś n i e C u r y ł o w a .
Toteż słupy
i d r u t y m a j ą w jej obrazku znaczenie dominujące.
Poprzez ich równoległe ciągi widzimy zagrodę czy
też schematycznego pieska. C u r y ł o w a u m i a ł a z w r ó ­
cić u w a g ę widza na to, co n a j w a ż n i e j s z e — na elek­
tryczność, a przy t y m intuicja a r t y s t k i k a z a ł a jej
p o t r a k t o w a ć druty i słupy dekoracyjnie, wykorzystac­
ie w budowie kompozycji.

„Stalin

i Bierut

na

Kremlu".

biegnących koni, bliskich wycinance, jak i w r y t ­
micznym u k ł a d z i e siedzących na wozie dziewcząt
i chłopców.
Do tradycji rzeźby ludowej n a w i ą z u j e
St. Kalemba nie tylko realiami, ale rodzajem uprosz­
czeń formy rzeźbiarskiej i ornamentyki (ryc. 25).
Warto t u zwrócić u w a g ę na to, że z a r ó w n o Cury­
łowa, j a k Kalemba i Lenkiewicz w y c h o d z ą z pozycji
ludowych a r t y s t ó w i w dalszej pracy twórczej prze­
chodzą dosyć harmonijnie od ludowego, tradycyjnego
widzenia rzeczy do nowych form, nowych t e m a t ó w .
Toteż m o ż n a twórczość i c h r o z p a t r y w a ć jako swoiste
pogranicze sztuki ludowej i obszarów leżących już
poza nią, raczej w k r ę g u twórczości indywidualnej,
k t ó r e j cechą odróżniającą np. od naiwnych realistów
jest przewaga czynnika dekoracyjnego, s t a n o w i ą c e g o
siłę f o r m o t w ó r c z ą większości ich prac.
C h a r a k t e r y z u j ą c ogólnie stosunek twórczości takich
a r t y s t ó w do sztuki ludowej, należy podkreślić, że na­
wiązują oni nie tyle do ludowych m o t y w ó w , co do

�281

�282

�Ryc.

32. Pawel

ludowego widzenia rzeczy.
Podobnie bowiem j a k
w sztuce ludowej, m a ł o interesuje ich b e z p o ś r e d n i a
obserwacja natury, w twórczości swojej realizują
niemal zawsze wiedzę
o przedmiocie, a więc nie
p r z e d s t a w i a j ą rzeczy t a k i m i , jakie są w danej c h w i l i ,
ale n a d a j ą i m charakter takich, jakie ich zdaniem
być powinny. D o d a ć n a l e ż y , że obok tego ludowego
widzenia rzeczy w y s t ę p u j ą , w ich twórczości r ó w n i e ż
perspektywa czy światłocień, zapożyczone j u ż ze
sztuki uczonej. Trzecią
cechą
charakterystyczną,
właściwą r ó w n i e ż tradycyjnej sztuce ludowej, jest
dekoracyjne traktowanie dzieła, przy jednoczesnym
pogłębieniu wyrazu psychologicznego, nawet przez
stosowanie pewnej ekspresji.
O d r ę b n y m zagadnieniem jest twórczość H . RojKozłowskiej, k t ó r a w s w y m malarstwie na szkle
przeszła d a l e k ą d r o g ę — od kopii autentycznych
obrazów p o d h a l a ń s k i c h , poprzez s a m o d z i e l n ą t w ó r ­
czość z w i ą z a n ą ze stylem i charakterem tradycyjnych
przedstawień, aż po prace z lat ostatnich, n a w i ą z u j ą c e
do historii (Kostka-Napierski), do folkloru (ryc. 26). Na

Wróbel.

„Taniec"

p r z y k ł a d z i e R o j - K o z ł o w s k i e j m o ż n a o b s e r w o w a ć cały
proces emancypacji ludowych a r t y s t ó w — od p r y m i ­
tywnego widzenia ś w i a t a a ż po ś w i a d o m e przejęcie
i zrozumienie zasad kompozycji, ornamentu i t p .
Innego rodzaju n a w i ą z a n i e do sztuki ludowej w y ­
s t ę p u j e w twórczości np. T. Tichoniuka. T r u d n o tu
nawet m ó w i ć o j a k i m ś w p ł y w i e samej sztuki ludo­
wej. W y s t ę p u j e tu raczej z w i ą z e k ze s z t u k ą peryfe­
r y j n ą , leżącą gdzieś na granicy sztuki jarmarcznej,
odpustowej. W t y m w ł a ś n i e klimacie, opromienionym
z jednej strony u r o k i e m naiwnej sztuki jarmarcznej,
ludowych f e s t y n ó w , z drugiej zaś t k w i ą c y m w sferze
oddziaływania
straszliwego
drobnomieszczaństwa,
t k w i dziwny obraz T. Tichoniuka „Stalin i Bierut na
K r e m l u " (ryc. 27).
Ale o ile w ogóle naiwny i uroczy kicz Tichoniuka
leży gdzieś m i ę d z y s z t u k ą jarmarcznych m a l o w i d e ł
( e k r a n ó w ulicznych fotografów) i d r o b n o m i e s z c z a ń s k i e j
ohydy, o tyle t w ó r c z o ś ć P a w ł a W r ó b l a mieści się na
przecięciu w p ł y w ó w tej w ł a ś n i e ludowej, jarmarcznoodpustowej k u l t u r y i o d d z i a ł y w a n i a twórczości pro-

283

�284

�Ryc.

36, Fr. Goya.

„Rozstrzelanie'

285

�piracji, w innych — silne, określające charakter twór­
czości. Nie zawsze też jednakowo oceniać m o ż n a rezul­
taty takiego o d d z i a ł y w a n i a . Zacznijmy od p r z y k ł a d u —
twórczego, rozsądnego stosunku do wielkiego dziedzic­
twa sztuki, iprzykładu, w k t ó r y m n a w i ą z a n i e nie prze­
k r e ś l a i n d y w i d u a l n y c h cech amatora, a właśnie sprzyja
ich rozwojowi, rozszerzając horyzonty i wzbogacając
m y ś l e n i e plastyczne.
Taka ijest w ł a ś n i e twórczość
P. W r ó b l a .
W r ó b e l nie jest o b o j ę t n y na dorobek historyczny
ś w i a t o w e j sztuki. Wiele jego prac wskazuje nie tylko
na dużą w r a ż l i w o ś ć i chłonność artystyczną, ale i na
ś w i a d o m y stosunek wobec r ó ż n y c h zjawisk zachodzą­
cych w sztuce uczonej. P o r ó w n a j m y chociażby trzy
obrazy (ryc. 28, 31, 32) — tak r ó ż n e od siebie, a przy
t y m nie z a t r a c a j ą c e cech w ł a ś c i w y c h malarzowi. W r ó ­
bel zna r e p r o d u k c j ę dzieł sztuki, chodzi na wystawy,
poza t y m — o czym też trzeba powiedzieć — przez
k i l k a miesięcy uczęszczał na kursy, u t r z y m y w a ł i póź­
niej kontakt ze s w y m w y k ł a d o w c ą , pożyczając od
niego książki o sztuce i reprodukcje. Jest również —
co stwierdza M . Ż y w i r s k a — pod urokiem wystawy
malarstwa francuskiego, k t ó r a b y ł a bodaj że w 1950 r.
zorganizowana w Katowicach
(przeważały
repro­
dukcje).
W przypadku Wróbla m o ż e m y więc m ó w i ć o t w ó r ­
czym, osobistym stosunku do sztuki uczonej, przy k t ó ­
r y m artysta zachowuje w ł a s n ą p o s t a w ę artystyczną,
i nie ulega ż a d n e j , zaczerpniętej z z e w n ą t r z k o n ­
wencji.

Ryc.

37.

Jerzy
Mastej. Kopia
Michała
Anioła.

„Mojżesza"

A l e m o ż e m y m ó w i ć r ó w n i e ż o p r z y k ł a d a c h mniej
twórczej postawy, gdy w y r a ź n i e w y s t ę p u j e zapoży­
czenie pewnych form czy nawet gotowych rozwiązań.
Nie jest to zresztą dziwne — jeśli się zważy, że sztuka
uczona jest dla amatora w i e l k ą i często bardzo suge­
s t y w n ą szkołą. Tak np. E. G a w l i k m a l u j ą c obraz
„ K r a k o w i a k " w ciekawy sposób z a i n t e r p r e t o w a ł płótno
A . Orłowskiego „ Z a b a w a w karczmie", n a w i ą z u j ą c
r ó w n i e ż w r o z w i ą z a n i u kompozycyjnym do schematu
,Ostatniej wieczerzy" Leonarda da V i n c i (por. ryc. 33
i 34). T w ó r c z o adaptuje r o z w i ą z a n i e kompozycji Goyi
w obrazie „ Ś m i e r ć Belojannisa" F. Grabowski (por.
ryc. 35 i 36). Nie ogranicza się on do uwspółcześnienia
realiów, ale konsekwentnie przebudowuje u k ł a d Goyi.
p r z y s t o s o w u j ą c go do swojej koncepcji Nie t y l k o więc
wykasowuje z tła zamek czy zmienia źródło światła,
ale w twórczy sposób przekomponowuje g r u p ę roz­
strzeliwanych. Jego Belojannis ma z t y ł u s k r ę p o w a ­
ne ręce, ale pomimo to całą postacią w y r a ż a moc, wolę
w a l k i . To nie człowiek p a d a j ą c y pod gradem k u l , ale
bohater. On właśnie, a nie pluton egzekucyjny w y r a ż a
w t y m u k ł a d z i e siłę, wolę z w y c i ę s t w a . Grabowski k o n ­
sekwentnie prowadzi swoje założenie — nadaje więc
inny w y r a z r ó w n i e ż pozostałym postaciom (np. chłopiec
z podniesioną pięścią).
;

1 5

fesjonalnej.
Wróbla łączy z k u l t u r ą l u d o w ą p a m i ę ć
dzieciństwa (w obrazach p r z e d s t a w i a j ą c y c h dom r o ­
dzinny ze szczególną pieczołowitością p o d k r e ś l a ludo­
w y ornament na malowanych sprzętach) oraz szcze­
gólne u m i ł o w a n i e wszelkich ludowych zabaw, weso­
łych miasteczek, festynów. W w i e l u obrazach przedsta­
w i a gwarne place, p e ł n e w e s o ł y c h ludzi, b a w i ą c y c h
się koło karuzeli czy na wycieczce (ryc. 28 i 29). W r ó ­
bel w y j ą t k o w o w r a ż l i w y jest na ruch. Gest jest dla
niego w ł a ś c i w i e wszystkim. W r ó b e l nie maluje np. nie­
m a l nigdy twarzy, nie obchodzą go stany psychiczne
ludzi, ale tylko przez ruch, gest charakteryzuje ich
działanie, ich k o n k r e t n ą s y t u a c j ę . F r a p u j ą go sceny
masowe — r o z w i ą z u j e je z d u ż y m dowcipem, w i d a ć ,
że go to bawi i cieszy. A l e t w ó r c z o ś ć W r ó b l a należy
już w ł a ś c i w i e częściowo do trzeciej grupy — k t ó r ą
stanowi sztuka amatorska rozwijająca
się w sferze od­
działywania
sztuki uczonej, profesjonalnej.
Oczywiście o d d z i a ł y w a n i e sztuki uczonej na s z t u k ę
a m a t o r s k ą jest bardzo r ó ż n o r o d n e . W n i e k t ó r y c h w y ­
padkach ledwie z a u w a ż a l n e , polegające raczej na ins-

18

28H

M . Ż y w i r s k a , tamże, s. 141—147.

P r z y k ł a d ten pokazuje, że sięgając do arcydzieł
jako wzoru, nie szkolony amator m o ż e d a ć własny,
i n t e r e s u j ą c y obraz, i mimo całej nieporadności tech­
nicznej osiągnąć p r z e k o n y w a j ą c y efekt.
Może b y ć wreszcie mowa nawet o bezpośrednim
kopiowaniu. Jest to zresztą jedna z bardziej rozpo­
wszechnionych form pracy a m a t o r ó w . Pomijam tu
w tej c h w i l i s p r a w ę k o p i i jako jednego z e l e m e n t ó w
wychowania plastycznego. Chodzi m i o kopie trakto­
wane jako ostateczny rezultat z a i n t e r e s o w a ń i wysiłku

�amatora. Zjawisko to w y s t ę p u j e szczególnie w y r a ź n i e
tam, gdzie mamy do czynienia z amatorem pozbawio­
nym inwencji i t w ó r c z y c h ambicji, dla k t ó r e g o jednak
obcowanie ze s z t u k ą w i ą ż e się z zainteresowaniami
odtwórczymi. Wierna kopia sprawia m u r z e t e l n ą sa­
tysfakcję, jako sprawdzian
rzemieślniczej
precyzji
(ryc. 37). K o p i i takich nie m o ż n a o c e n i a ć w kate­
goriach artystycznych. Niosą one jednak pewien po­
żytek d o s k o n a l ą c s p r a w n o ś ć oka i ręki oraz p o g ł ę b i a ­
jąc znajomość odtwarzanych dzieł.
Specyficzny sens ma kopiowanie p o l e g a j ą c e na prze­
noszeniu wzoru na i n n ą t e c h n i k ę , inny m a t e r i a ł . To
już nie jest ścisłe kopiowanie — m o ż n a m ó w i ć raczej
o transpozycji. W a r t o ś ć jej polega przede wszystkim
na tym, że wiąże w sposób naturalny rzemiosło
z problemami artystycznymi. Charakterystyczne, że
ten rodzaj twórczości obejmuje p r z e w a ż n i e r z e m i e ś l ­
ników. Tak np. ś l u s a r z Luchter precyzyjnie w y k o ­
nuje w metalu kopię „ K o p e r n i k a " M a t e j k i (ryc. 38):
ktoś inny, z zawodu stolarz, odtwarza w drzewie tech­
niką intarsji portret Mickiewicza (ze znanej głowy
Dunikowskiego). I nie jest to chyba bez znaczenia
dla ich dalszego rozwoju zawodowego, wskazuje bo­
wiem na nowe możliwości, pogłębia smak i wzbogaca
wyobraźnię.
Nie jest natomiast obojętne, dlaczego się kopiuje,
a przede wszystkim — co się kopiuje. W ś r ó d mniej
czy bardziej dyletanckich k o p i i masowo n a d s y ł a n y c h
na konkursy czy wystawy niepokoi nie tyle brak
uzdolnienia a u t o r ó w , ile z a s t r a s z a j ą c o zły smak. Prze­
rażenie ogarnia, gdy widzi się te „Szały" P o d k o w i ń 11

" Zjawiisko to w y s t ę p u j e również w ś r ó d mniej w y ­
robionych odbiorców, zwłaszcza w ś r o d o w i s k a c h r o ­
botniczych, chłopskich i rzemieślniczych. Spotykamy
się tam niemal powszechnie z t y m , że ocena dzieła
sztuki w p o w a ż n y m stopniu mierzy się precyzją, p r a ­
cowitością wykonania.

Ryc.

38.

Luchter.

Transpozycja

skiego, ckliwe g ł ó w k i odrobione „ j a k ż y w e " , straszli­
we k w i a t y czy ł a b ę d z i e na jeziorze.
R ó w n i e silnie zaniepokoić m u s z ą dyletanckie prace,
w k t ó r y c h ambicje a u t o r ó w i d ą w k i e r u n k u d o r ó w ­
nywania temu, co w i d z ą na naszych wystawach i sa­
lonach, przy czym przejawia s i ę to z a r ó w n o w tema­
tyce (produkcyjna, historyczne kompozycje, sceny ba­
talistyczne), j a k i w formie, d ą ż ą c e j k u naturalistycznej, niemal fotograficznej w i e r n o ś c i . I tu d o p e r o
widać, j a k i w p ł y w m a j ą złe obrazy, w i s z ą c e na na­
szych wystawach, reprodukowane i popularyzowane
w prasie. Jak dobrze „ p a s u j ą " do złego, mieszczań­
skiego smaku. Na pewno ani B y l i n a , ani Żółtowski,
ani i n n i nasi konwencjonalni n a t u r a l i ś c i t y p u K r a ­
jewskich nie przypuszczali, że ich twórczość t a k i m i
drogami t r a f i „pod strzechy". A niestety trafia (por.
ryc. 42, 43, 45).
Patriotyczny
ozy
sentymentalnoc k l i w y , konwencjonalny kicz stanowi p o w a ż n e ostrze­
żenie dla wszystkich o p i e k u n ó w amatorskiej t w ó r c z o ­
ści plastycznej (ryc. 41). Ś w i a d c z y o t y m , że panoszy
się zły smak, najgorsze d r o b n o m i e s z c z a ń s k i e wzory,
szczególnie powszechne — j a k w s k a z u j ą wystawy —
w ś r o d o w i s k a c h u r z ę d n i c z y c h i rzemieślniczych.
Problem w p ł y w ó w nie ogranicza się jednak do na­
turalizmu.
Na a m a t o r ó w p l a s t y k ó w o d d z i a ł u j e r ó w ­
nież impresjonizm, pointylizm, a nawet kubizm. Rzad­
ko jednak spotyka się j a k i ś t w ó r c z y , osobisty stosu­
nek do tych źródeł inspiracji. Prace Z. Słabej są t u
raczej w y j ą t k i e m (np. ryc. 39). P r z e w a ż a j ą rzeczy
nieudolne, pretensjonalne, bezsensowne (np. ryc. 40).
Takie tendencje do p r e t e n s j o n a l n o ś c i , do złego drobnomieszczańskiego smaku, do k o n w e n c j o n a l n o ś c i —
przykre s ą w twórczości amatorskiej, od k t ó r e j się
oczekuje w ł a ś n i e więcej świeżości. A l e szczególnie
ostro niepokoją, gdy się je spotyka u w y c h o w a n k ó w
ognisk plastycznych. I t u dochodzimy do zasadniczego
problemu — opieki nad twórczością a m a t o r s k ą .

na metal

„Kopernika"

J.

Matejki.

287

�• J *****

Ryc. .5.9. Zofia Słaba, „W sadzie".

Z a g a d n i e n i e

o p i e k i

nad

S t w i e r d ź m y od razu: opieka ta nie jest ani dosta­
teczna, ani celowa. Zasadniczym jej b ł ę d e m jest jakieś
mechaniczne podchodzenie do a m a t o r ó w p l a s t y k ó w .
Traktuje się ich j a k j e d n ą g r u p ę , nie dostrzegając
tego, że w istocie rzeczy nie m o ż n a m ó w i ć o dyspo­
zycjach i postawach artystycznych w s p ó l n y c h wszyst­
k i m amatorom.
A przecież — j a k to j u ż uprzednio s t a r a ł e m się
w y k a z a ć — zupełnie inny problem w y s t ę p u j e przy
opiece mad p r y m i t y w i s t a m i i n a i w n y m i realistami,
zwłaszcza nad ludźmi starszymi, o w y r a ź n i e skrysta­
lizowanym p r o f i l u artystycznym, inny — w w y p a d k u
m ł o d y c h , uzdolnionych a m a t o r ó w , m a j ą c y c h ambicje
wzorowanie się na sztuce uczonej. Pierwszym — kursy
czy systematyczne studia nie t y l k o nie przyniosą po­
żytku, ale mogą w r ę c z p r z y t ę p i ć czy zabić ich wra­
żliwość, nie dając niczego w zamian. Drugim — sy­
stematyczna opieka p r z y n i e ś ć może duże korzyści,
rozwijając ich zdolności, rozszerzając wiedzę i przy­
gotowując
najzdolniejszych do przejścia na drogę
normalnych s t u d i ó w w liceach czy akademiach pla­
stycznych.
Tak więc podstawowym w a r u n k i e m p r a w i d ł o w e j
opieki jest u w z g l ę d n i a n i e różnic istniejących między
poszczególnymi
grupami
twórczości
artystycznej
(o czym m ó w i l i ś m y w poprzednim rozdziale), jak też
u w z g l ę d n i a n i e odmiennych ambicji i dyspozycji indy­
widualnych.
Słuszne dla jednych metody nauczania m o g ą o k a z a ć
się dla innych bezużyteczne, a nawet szkodliwe. B i o -

288

t w ó r c z o ś c i ą

a m a t o r s k ą

rąc p r z y k ł a d k r a ń c o w y •— regularna nauka rysunku
czy studium aktu nie tylko nic nie da np. Ociepce,
ale w r ę c z może m u zaszkodzić, zabijając w n i m jego
w ł a s n y sposób widzenia artystycznego. Ten sam zaś
rysunek i akt m o g ą być bardzo celowe dla uzdolnio­
nego amatora, tworzącego w k r ę g u naszych „uczo­
nych" pojęć o sztuce.
Powiedzmy w y r a ź n i e : dla kształcenia a r t y s t ó w p l a ­
s t y k ó w nie ma innej drogi poza n o r m a l n ą szkołą.
I ogniska w stosunku do utalentowanej młodzieży, ma­
jącej ambicje artystyczne, mogą t y l k o spełniać rolę
p r z y g o t o w a w c z ą . Inaczej natomiast przedstawia się
sprawa d o k s z t a ł c a n i a plastycznego ludzi dorosłych, któ­
rzy nie będą przecież nigdy zawodowymi malarzami,
a twórczość swoją t r a k t u j ą jako w a r t o ś c i o w ą roz­
r y w k ę b ą d ź jako osobisty
sposób
wypowiadania
swoich przeżyć czy w z r u s z e ń . T y m ludziom potrzebna
jest raczej pomoc w ogólnym rozwijaniu swoich za­
miłowań, w rozszerzaniu wiedzy, pogłębianiu w r a ż l i ­
wości. Inaczej wreszcie w y g l ą d a zagadnienie p r y m i ­
t y w i s t ó w , naiwnych realistów — typu L . Wróbla,
Ociepki czy Nikifora. W t y m wypadku nie widzę
żadnej potrzeby artystycznego patronatu nad n i m i .
Jeśli trzeba — zapewnijmy i m znośne w a r u n k i m a ­
terialne, p o m ó ż m y w sprawach organizacyjno-bytowych, ale nie w t r ą c a j m y się do ich twórczości. Jest
ona w pewnym sensie doskonała. I umiejmy to usza­
nować.
Muszą więc ulec daleko idącym zmianom istniejące
formy pracy i programy nauczania. Ogniska, k t ó r y c h
w ł a ś c i w y m celem było krzewienie k u l t u r y plnstycz-

�opartej

Ryc. 40. Przykład
zlej
na pseudoformalistycznych

rzeźby,
założeniach.

nej, stały się w istocie m a ł y m i akademiami, stawiały
sobie podobne zadania, stosowały podobne metody
nauczania i co najgorsze — rozpalały podobne a m ­
bicje j a k szkoły plastyczne. A p o n i e w a ż i zakres ich
działania był mniejszy, i przede wszystkim zupełnie
inna struktura u c z e s t n i k ó w — ambicje dociągnięcia
do poziomu z a w o d o w c ó w w y d a w a ł y o wiele za często
i za dużo manierycznych d y l e t a n t ó w . A nawet jeśli
się u d a w a ł o p o d c i ą g n ą ć amatora do poziomu popraw­
ności — to co z tego?
Przecież rola ognisk nie polega na t y m , aby w y ­
p r o d u k o w a ł y tych k i l k u czy kilkunastu p r z e c i ę t n y c h
plastyków.
Zagubiono sens ognisk. Zapomniano, czym m a j ą b y ć .
A jeszcze w 1949 r. Wł. S t r z e m i ń s k i tak trafnie sfor­
m u ł o w a ł ich rolę pisząc: „ Z a d a n i e m ognisk k u l t u r y
plastycznej jest w y k s z t a ł c e n i e plastyka amatora na
kulturalnego z n a w c ę sztuki. Wznosząc jego poziom —
oddziałuje ognisko na otoczenie, z jak:m się styka
dany amator." "
Niestety te w ł a ś n i e podstawowe zadania zostały
w praktyce zepchnięte na dalszy plan. Zapomniano,

17

Władysław Strzemiński:
Wieś, nr 15/1949.

Amatorstwo

Przykłady
negatywne. Ryc. 41. „Nowe
„Po bitioie". Ryc. 43. „Śmierć gen.
Ryc.44. „I Dywizja
Kościuszkowska

plastyczne.

życie". Ryc. 42.
Świerczewskiego".
nad
Odrą".

�Ryl.

45. Przykład

naturalistycznego

obrazu o tematyce

produkcyjnej.

„W

stoczni".

�291

�Ryc.

49. Dolatowski.

Rysunek

do powieści E. Z o l i ;

„Germinal".

że chodzi przecież o p e ł n y rozwój człowieka, a nie
o to, by p r z e k a z a ć m u w stosunkowo k r ó t k i m czasie
j a k ą ś s u m ę warsztatowej wiedzy. A rezultat? Zamiast
rozwijać ogólną k u l t u r ę artysty amatora — budziło
się w n i m fałszywe ambicje i nadzieje. Zamiast w r a ż ­
liwego o£ł&gt;iorcy — tworzyło się „nie zrozumianego",
zapoznanego a r t y s t ę .
Dodajmy do tego nie zawsze r o z s ą d n ą r e k l a m ę pra­
sową, bezsensowne zachwyty ze strony dyletanckiej
k r y t y k i (bo taka p r z e w a ż n i e z a j m o w a ł a się ruchem
a m a t o r s k i m ) , no i wreszcie złą organizację k o n ­
k u r s ó w (forsowanie za wszelką cenę „nowego tema18

1 8

Ryc. 50. Dolatowski.

292

Rysunek
„Germinal".

do powieści

E. Zoli

K r y t y k a prasowa na pewno odegrała p o w a ż n ą
rolę w popularyzacji sztuki ludowej i amatorskiej,
w ugruntowaniu p r z e ś w i a d c z e n i a samych t w ó r c ó w
0 społecznej w a r t o ś c i ich pracy. A l e obok tych osiąg­
n i ę ć trzeba widzieć i u j e m n ą rolę złej, d o r a ź n e j , dyle­
tanckiej k r y t y k i . Celowała w t y m swego czasu „Wieś",
ale r ó w n i e ż i na ł a m a c h innych p o w a ż n y c h czasopism,
gdy t y l k o trzeba b y ł o sięgnąć do omówienia np. w y ­
stawy sztuki ludowej czy amatorskiej, pojawiały się
nowe, n i k o m u dotąd nie znane nazwiska i czytaliśmy
w rezultacie nieodpowiedzialne peany na cześć ludzi,
k t ó r z y na pewno zasługiwali na u w a g ę , ale nie na
epitety „ g e n i a l n y " czy „ z n a k o m i t y " , j a k i m i szafowano
bez z m r u ż e n i a oka. Taka np. K r y s t y n a P a ł y s potra­
fiła pisać o b. i n t e r e s u j ą c y m wycinankarzu lubelskim
1 D o b r z y ń s k i m : „genialny ten samouk, kierując się
wrodzonym z m y s ł e m artystycznym i w i e l k i m sma­
kiem, doszedł do stosowania w swoich kompozycjach
p ł a s k i c h wszelkich zasad przestrzeganych przez arty­
s t ó w zawodowych i stworzył w ł a s n ą t e c h n i k ę bez
ś l a d u cech zapożyczonych. Te prawdziwe arcydzieła
z d r a d z a j ą d o s k o n a ł e wyczucie l i n i i i konturu, przy
mistrzowskim wykorzystaniu wszystkich
walorów
formy i barwy, z p o m i n i ę c i e m jakiejkolwiek fałszy­
wej stylizacji." (Wieś, nr 48/1953.) Co zdanie, to bzdu­
ra. I o tej w ł a s n e j technice bez zapożyczeń (!), i bra­
k u fałszywej stylizacji. Nie chcę b y ć złośliwym, ale

�Ryc. 51. Obraz umysłowo

chorej

(melancholiczki)

z wystawy

w szpitalu

Jana Bożego,

Wnrszawa

1937,

tu"), wystaw oraz d z i w a c z n ą p o l i t y k ę nagród, a sta­
nie się jasne, j a k w tych warunkach mogły p o w s t a ć
wypaczenia ruchu p l a s t y k ó w a m a t o r ó w , s p r a w i a j ą c e ,
że w i e l u z nich chciało z r e z y g n o w a ć z w ł a s n e j pra­
cy, a poświęcić się sztuce. Różne instytucje, do n a j ­
wyższych instancji r z ą d o w y c h i partyjnych włącznie,
zasypane były listami w tych sprawach A pisali, co
gorsze, nie młodzi, lecz ludzie często już po czter­
dziestce. Chłopi, k t ó r z y c h c i e j rzucić ziemię, buchal­
terzy m a j ą c y za sobą lata pracy, robotnicy fachowcy
itd. Pisano r ó w n i e ż w innej sprawie: d o m a g a j ą c się
opieki, a w ł a ś c i w i e p ł a t n y c h z a m ó w i e ń . Rosło nie­
zdrowe, konkurencyjne nastawienie w stosunku do

zawodowych malarzy czy rzeźbiarzy. Tak więc fał­
szywe tory opieki nad ruchem a m a t o r ó w p l a s t y k ó w
d o p r o w a d z i ł y w rezultacie do tego, że dla wielu —
ogniska czy nawet kursy stały się p r z e s z k o d ą w ży­
ciu, a nie pomocą. U t r u d n i a ł y ogólny awans k u l t u ­
ralny, k s z t a ł t u j ą c zamiast w r a ż l i w y c h o d b i o r c ó w dla
naszej profesjonalnej sztuki — rozgoryczonych k o n ­
kurentów.
Czy m o ż n a było tego u n i k n ą ć ? Chyba tak. Błędy
i wypaczenia, o k t ó r y c h piszę może nawet przeja­
s k r a w i a j ą c je trochę, nie w y p ł y w a ł y tylko z przyczyn
obiektywnych, j a k np. z b r a k u
wykwalifikowanych
kadr instruktorskich, ale przede wszystkim z nie-

czyja to wina, że w ostatnich latach D o b r z y ń s k i
właśnie z a t r z y m a ł się w rozwoju i w p a d ł w fałszywą
stylizację... Nic dziwnego, że takie elaboraty m u s i a ł y
mącić w głowie, d a w a ć niepotrzebne iluzje, p o d s y c a ć
fałszywe ambicje. Ostatecznie i nasi n a j w i ę k s i — Gie­
rymski, Matejko, Dunikowski nieczęsto słyszeli po­
dobne p o c h w a ł y !
W ogóle należy chyba jak najostrzej przestrzec
przed stosowaniem w ocenie twórczości ludowej czy
amatorskiej zaniżonych k r y t e r i ó w . Warto p r z y p o m ­
nieć, że w sztuce „ulgowa taryfa" nie istnieje i istnieć
nie może. Że brak w y k s z t a ł c e n i a i pochodzenie nie
stanowią żadnej podstawy dla odmiennych ocen este­
tycznych. Trzeba p a m i ę t a ć , że j e d y n ą drogą p r a w i d ł o ­
wego rozwoju jest awans kulturalny — trudna, ż m u d ­
na droga przez szkoły, przez w y k s z t a ł c e n i e zawodowe,
specjalne artystyczne. I to, co daje nasz u s t r ó j , to nie
automatyczne w y r ó w n a n i e k r z y w d ludu p r a c u j ą c e g o ,
jego zacofania wobec inteligencji twórczej swego na­
rodu, ale prawo r ó w n e g o (choć na pewno wciąż jesz­
cze bardzo t r u d n e g o )
startu.
A k a ż d y nawet cień przeciwstawienia pochodzących
z ludu i nie p o s i a d a j ą c y c h w y k s z t a ł c e n i a jednostek —
naszej inteligencji t w ó r c z e j (nb. też już w p o w a ż n e j
części w y w o d z ą c e j się z ludu!) jest
obiektywnym
szkodnictwem, niezależnie od intencji, k t ó r e powodo­
wały niefortunnym dziennikarzem czy działaczem.

Czas już skończyć z t y m nonsensem, że na wysta­
wach twórczości ludowej entuzjazm w z b u d z a j ą niaudolne w y t w o r y np. amatora rzeźbiarza, a wystarczy,
aby w s t ą p i ł on np. do Szkoły P r z e m y s ł u Drzewnego
w Zakopanem i po k i l k u m i e s i ą c a c h w y s t a w i ł nieco
lepszą p r a c ę , aby została ona poddana już słusznej
i ostrej krytyce. (Zresztą, powiedzmy szczerze, w szko­
le, nawet jeśli amator nasz osiągnie znaczne postępy,
nikogo to j u ż nie b ę d z i e obchodziło.)
Wreszcie w s p o m n i e ć należy o f a ł s z y w y m nastawia­
niu i inspirowaniu a m a t o r ó w , bo i ono r ó w n i e ż m i a ł o
miejsce. Czytelnik sam osądzi, ile szkody m o g ł y przy­
nieść, a zapewne i przyniosły podobne — powiedzmy
jasno — brednie. Oto np. j a k i ś p. A . Z. pisał o w y ­
stawie a m a t o r ó w p l a s t y k ó w :
,.Na k o ń c u wreszcie k i l k a słów o tych, którzy
jeszcze niezupełnie w ł a ś c i w i e pojęli wymagania,
jakie stawia przed p l a s t y k ą nowy styl socjalistycz­
ny... (O T. Ociepce — przyp: A. J . ) . Jego barwna
i nie pozbawiona uroku kompozycja »Raj p t a k ó w «
nie ma nic w s p ó l n e g o z socjalistycznym realiz­
mem... T a k ż e Wróbel, towarzysz pracy Ociepki,
podlega p e w n y m skazom formalistycznym: zbyt
schematyczne traktowanie plamy barwnej i prze­
sadzony syntetyzm w ujęciu formy niepotrzebnie
wypaczają właściwą
intencję
a r t y s t y c z n ą tego
płodnego amatora." (Nowa K u l t u r a , nr 33/1951).

293

�Ryc. 52.

Sankiewicz.

„Pokój".

Miedź"

zrozumienia istotnych z a d a ń i celów opieki nad ama­
torami, z patrzenia na r u c h amatorski przez pryzmat
zawodowej twórczości plastycznej (por. ryc. 45, 48).
Tak np. zasadnicze formy opieki o b e j m o w a ł y gra­
fikę, malarstwo i rzeźbę, nie u w z g l ę d n i a j ą c niemal
z a i n t e r e s o w a ń dla rzemiosła artystycznego, zdobnic­
twa, p l a s t y k i u ż y t k o w e j . Te ostatnie działy t r a k t o ­
wane b y ł y w y r a ź n i e na dalszym planie, pomijane
niemal zupełnie w konkursach czy na wystawach.
I z n ó w po tej l i n i i kształciły ogniska, k ł a d ą c p u n k t
ciężkości na rysunek,
studia z natury,
sposób
malowania. Natomiast w efektach i w pracy nie w i ­
dać, by p r z y w i ą z y w a n o d o s t a t e c z n ą w a g ę do uczenia
np. zasad ornamentu i tego wszystkiego, co może b y ć
najbardziej przydatne w k i e r u n k u kształcenia plastyk a - u ż y t k o w c a , a przecież w t y m k i e r u n k u istnieją
duże perspektywy pracy dla amatora, szczególnie dla
r z e m i e ś l n i k ó w czy p r a c o w n i k ó w n i e k t ó r y c h dziedzin
p r z e m y s ł u . Zdobyta wiedza i d o ś w i a d c z e n i a artystycz­
ne w t y m zakresie d a w a ł y b y się b e z p o ś r e d n i o w y z y ­
s k a ć w pracy zawodowej, rozszerzając jej zakres
i w z b o g a c a j ą c możliwości. I niezmiernie w a ż n e jest,
aby u m i e ć w praktyce w ł a ś c i w i e o r g a n i z o w a ć prace
a m a t o r ó w , n a s t a w i a ć ich d z i a ł a n i e na konkretne, u ż y ­
teczne formy (np. ryc. 52). Najgorzej bowiem, gdy t w ó r ­
czość w ł a s n a przestaje s p r a w i a ć zadowolenie, gdy
rodzi się poczucie jej bezużyteczności, n i e p r z y d a t n o ś ­
ci. A takiego p r z e ś w i a d c z e n i a w d u ż y m stopniu m u ­
szą n a b r a ć amatorzy z a j m u j ą c y się t y l k o rzeźbą czy
malarstwem.

a nawet z zespołami pieśni i t a ń c a (strój, kompozycja
kolorystyczna całości itp.). Najważniejsze jest jednak
wciągnięcie a m a t o r ó w p l a s t y k ó w w prace świetlicy,
i to z a r ó w n o przy u r z ą d z a n i u j e j , jak i przy w y k o ­
n y w a n i u okolicznościowych dekoracji; włączanie i n ­
wencji plastycznej a m a t o r ó w do k o n k u r s ó w czytelni­
czych i pracy bibliotek. T a k ż e ilustracje do przeczy­
tanych k s i ą ż e k s t a n o w i ć m o g ą interesującą zawsze
w y s t a w ę , d a j ą c ą s a t y s f a k c j ę ich twórcy, a zachęcę
do czytania —• widzom. S ł u s z n e jest też wciąganie
a m a t o r ó w p l a s t y k ó w do redagowania gazetek ścien­
nych, „ b ł y s k a w i c " itp. Celny satyryczny rysunek
działa często mocniej niż dobry nawet tekst. Wreszcie,
aby w y c z e r p a ć zagadnienie, za celowe u w a ż a m pro­
pagowanie formy szkiców, notatek rysunkowych —
bądź d o t y c z ą c y c h pewnych w y d a r z e ń , b ą d ź robionych
np. w czasie wycieczek, zwiedzania stolicy itp. Oczy­
wiście świetlice i powiatowe domy k u l t u r y powinny
częściej, a może nawet systematycznie organizować
wystawy prac a m a t o r ó w p l a s t y k ó w , i to zarówno
z zakresu p a m i ą t k a r s t w a , rzemiosła
artystycznego,
zdobnictwa, j a k wspomnianych wyżej szkiców, i l u ­
stracji do książek, p l a k a t ó w politycznych czy saty­
rycznych, a wreszcie rzeźb i obrazów.

Dlatego celowe wydaje się propagowanie i popie­
ranie wszelkich f o r m w s p ó ł p r a c y artystycznej z ze­
społami t e a t r a l n y m i (dekoracje, kostiumy), z teatrami
lalkowymi
(kukły,
strona plastyczna inscenizacji).

A l e wystawy takie nie m o g ą być mechan cznym
odbiciem „ Z a c h ę t y " czy salonów okręgowych. Stają
się w ó w c z a s nonsensem i pogłębiają tylko istniejący
j u ż zamęt. Problematyka sztuki amatorskiej wymaga

294

Problem wystaw jest zresztą w ruchu amatorskim
szczególnie w a ż n y . Wystawy s t a n o w i ą bowiem jedyną
w ł a ś c i w ą f o r m ę pokazania dorobku plastyka amatora.
Toteż s ł u s z n e jest organizowanie ich, i to wielostop­
niowe — od świetlicowych przez powiatowe, woje­
wódzkie aż do ogólnopolskich.

�specjalnego p r z e m y ś l e n i a nawet form ekspozycji, u k ł a ­
du demonstrowanych prac.
W dotychczasowych z a ś wystawach ogólnopolskich
nie stosowano w ł a ś c i w y c h , p r z e m y ś l a n y c h k r y t e r i ó w
oceny przyjmowanych prac. Nie określono nawet za­
kresu pojęcia „ a m a t o r " . "*. Na I I I Ogólnopolskiej Wy­
stawie Twórczości P l a s t y k ó w A m a t o r ó w s p o t y k a l i ś m y
np. prace a r t y s t ó w ludowych (niczym nie odbiegające
od tradycyjnych form sztuki ludowej), d o s ł o w n i e z a ś
obok nich obrazki p r y m i t y w ó w , dzieci (najmłodszy
uczestnik liczył 10 lat), a b s o l w e n t ó w ognisk, a wresz­
cie d o s k o n a ł e technicznie prace a la Noakowski, r o ­
bione bodaj że przez architekta. Pokazywano w i ę c
jednocześnie wachlarz od nieudolnych, pierwszych
p r ó b aż po doskonałe, pełne k u l t u r y i profesjonalnej
dojrzałości rysunki, rzeźby czy obrazy (np. ryc. 46, 49,
PO). Co gorsza, przyznawano r ó w n i e ż nagrody i w y ­
różnienia — k i e r u j ą c się z konieczności i j a k i m i ś f a n ­
tastycznymi k r y t e r i a m i oceny, w k t ó r y c h mieszały
się ze sobą: dydaktyka, polityka (faworyzowanie w a ż ­
nych tematów), a wreszcie estetyka.
U w a ż a m , że przyszłe wystawy m u s z ą w y r a ź n i e
dzielić się na poszczególne działy, w y o d r ę b n i a ć prace
ognisk od prac s a m o u k ó w ^ p r y m i t y w ó w i t d . N i e z b ę d ­
ne też jest zaopatrywanie o b r a z ó w w w y j a ś n i a j ą c e
m e t r y k i . Nazwisko samo niewiele m ó w i widzowi.
A przecież na wystawie interesuje nas nie tylko
bezwzględny poziom artystyczny dzieł, ale i ś r o ­
dowisko, z jakiego pochodzi plastyk amator, jego
zawód, wiek, w y k s z t a ł c e n i e ogólne i plastyczne.
P o ż ą d a n e jest t a k ż e u r z ą d z a n i e różnego rodzaju
wystaw problemowych, p o k a z u j ą c y c h np. d r o g ę roz­
woju amatora pozostającego pod opieką ogniska czy
zespołu plastycznego, oraz organizowanie wystaw de­
m o n s t r u j ą c y c h prace o k r e ś l o n y c h grup t w ó r c ó w —
j a k np. górników, r z e m i e ś l n i k ó w , c h ł o p ó w i t p . D o ­
piero takie, sensownie p r z e m y ś l a n e wystawy m o g ą
pozwolić 'na w y c i ą g a n i e w n i o s k ó w dotyczących np.
przewagi różnych z a i n t e r e s o w a ń w poszczególnych
grupach "-" i celowości takich, a nic innych metod
opieki.
" Tak np. u w a ż a n o , że amatorem jest człowiek,
który ma za sobą k i l k a lat Akademii, ale nie u z y s k a ł
końcowego dyplomu l u b też nie jest członkiem Z w i ą z ­
ku P l a s t y k ó w .

Twórczość amatorska ma r ó ż n e aspekty. Chodzi
0 to, by u w z g l ę d n i a ć je w sposób harmonijny, a j e d ­
nocześnie widzieć zawsze zasadniczy kierunek i cel
pracy z amatorem — ogólne dobro człowieka, jego
rozwój ideowy i artystyczny. A b y nie o d r y w a ć czło­
wieka od jego ś r o d o w i s k a , od jego normalnych d ą ż e ń
1 pracy.
Wiemy, że są wypadki, gdy otoczenie ceni amatora
plastyka, pomaga m u ; zdarza się nawet, że sąsiedzi
z a s t ę p u j ą go w czasie r o b ó t polowych, aby m ó g ł w y ­
k o n a ć p r a c ę na konkurs czy w y s t a w ę (tak b y ł o np.
z T. Tichoniukiem czy P. H u l k ą ) . A l e obok tego spo­
t y k a m y się często z obojętnością czy l e k c e w a ż e n i e m
ze strony ś r o d o w i s k a . Wtedy i m dalej idzie artysta
amator w s w y c h poszukiwaniach, i m p o w a ż n i e j s i ę
rozwija artystycznie, t y m trudniejszy staje się często
jego k o n t a k t z otoczeniem. S k a r ż y się na to Wróbel,
s k a r ż ą Ociepka, Centkowski i wielu innych.
S ą d z ę , że zjawisko to m o ż n a w dużej mierze o b j a ś ­
nić. Po prostu rośnie człowiek — rozwija się, awan­
suje kulturalnie, a ś r o d o w i s k o pozostaje bez zmian,
takie, j a k i e było. Ś w i a d c z y to, że nie p o t r a f i m y po­
w i ą z a ć pracy wychowawczej ze szkoleniową. Ż e kursy,
zespoły twórczości czy nawet ogniska ograniczają się
do pracy z t w ó r c a m i , a zbyt m a ł ą w a g ę p r z y k ł a d a j ą
do sprawy wychowania kulturalnego s p o ł e c z e ń s t w a .
A przecież chodzi nam dziś nie t y l k o o to, aby
z ludu w y r a s t a l i a r t y ś c i — to bowiem ostatecznie
zdarzało się u nas i przed w o j n ą , ale przede wszystkim
o to, aby rośli o n i r a z e m
z l u d e m . I n atym
właśnie polega głęboki, sens przemian, jakie zachodzą
w naszym ustroju. I na t y m też polega społeczny sens
amatorskiego ruchu artystycznego.

2 0

Trzeba podkreślić, że poszczególne grupy zawo­
dowe m o g ą m i e ć pewne cechy charakterystyczne, w y ­
różniające j e w danej dziedzinie twórczości np. w m a ­
larstwie. T a k w i ę c dla g ó r n i k ó w typowe jest zaintere­
sowanie pejzażem^ ' b a r w n o ś c i ą ś w i a t a , t r a k t o w a n i e
sztuki jako j a k i e g o ś odprężenia, e k w i w a l e n t u za mrok
kopalni. Natomiast w ś r ó d c h ł o p ó w a m a t o r ó w , nie spo­
tykamy niemal nigdzie „czystego" krajobrazu Przy­
roda w y s t ę p u j e tam zawsze w p o w i ą z a n i u z człowie­
kiem, jego p r a c ą . P r z e w a g ę pewnych cech ma zapewne
twórczość innych grup zawodowych, ale to wymaga
szczegółowych studiów, w ł a ś n i e w oparciu o proble­
mowe w y s t a w y .

Fotografie wykonali: B. Gajdzik: 1, 3, 5, 24, 30, 31, 32. E. Kozłowska:
2, 4, C, 7, !/, 25, 28, 35, 37, 38, 39, 42.
43, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 52. J. Swiderski:
8, 11, 12, 13, 14, 15, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 51. T. Każmierski:
10, 34,
L . Żukowski:
16, St.
Deptuszewski: 24. Wl. Dziurzycki:
33: CAF: 44.

295

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
