<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="5975" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/5975?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T18:22:52+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="5955">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/53d399b82ea0b14fcba0264ee791374d.pdf</src>
      <authentication>e17bf203f03ba4886ca870b06ab4e1e7</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71286">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2443</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71287">
              <text>1994</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71288">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2267</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71289">
              <text>Semiotyka w lustrze kultury masowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71290">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.22-27</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71291">
              <text>Helman, Alicja</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71292">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71293">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71294">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="71295">
              <text>Semiotyka w lustrze
kultury masowej
Alicja Helman

Z w i ą z k i twórczości literackiej U m b e r t a Eco z k u l t u r ą
m a s o w ą to jeden z bocznych, przyczynkarskich t r o p ó w
u m o ż l i w i a j ą c y c h jej analizę. Z w i ą z k i te nie są szyfrowane
w g ł ę b o k i c h warstwach powieści, przeciwnie, ujawniają się
w s p o s ó b tak manifestacyjny, że na p o z ó r nie zachęcają do
interpretacji, gdyż w y d a j ą się nie mieć nam do powiedzenia
nic więcej ponad to, co z o s t a ł o j u ż expressis verbis powie­
dziane.
Z a r ó w n o Imię róży, j a k i Wahadło Foucaulta
to na
pierwszy rzut oka powieści kryminalne, czy też przynajmniej
w y p o s a ż o n e w rozwinięty w ą t e k kryminalny, k t ó r y angażuje
mniej wyrobionego czytelnika i uruchamia p r a c ę jego wyob­
r a ź n i . Z tego oczywistego spostrzeżenia w y n i k a , że i w t y m
przypadku funkcjonuje coś takiego j a k pierwszy poziom
lektury, na k t ó r y m teksty powieści Eco d o s t ę p n e są dla
wszystkich, oraz, rzecz prosta, kolejne, coraz to głębsze
poziomy, k t ó r e d o m a g a j ą się subtelnej egzegezy z n a w c ó w ,
a w lekturze d o s t ę p n e są czytelnikom bardziej w y r o b i o n y m .
1

Przyznaje to sam Eco, k o m e n t u j ą c w ł a s n e dzieło w Dopis­
kach na marginesie Imienia róży, k t ó r y to komentarz przynaj­
mniej w t y m , co dotyczy p r o b l e m a t y k i semiotycznej, wyręcza
badacza nastawionego na analizę w tej właśnie warstwie. Eco
informuje, że umieścił akcję swojej powieści w wieku X I V
(ściśle w 1327 roku) p o n i e w a ż dopiero w ó w c z a s m ó g ł
p o w o ł a ć do życia detektywa — A n g l i k a o w i e l k i m zmyśle
obserwacji i szczególnej wrażliwości na interpretowanie
znaków.
W to zdanie w t r ą c a Eco nawias z d o d a t k o w ą i n f o r m a c j ą
„ c y t a t intertekstualny". A n g l i k , zgodnie z z a ł o ż e n i a m i i n ­
trygi kryminalnej, m i a ł przy t y m i n t e r p r e t o w a ć znaki
w szczególny s p o s ó b — taki, k t ó r y k i e r o w a ł „ k u poznaniu
rzeczy p o s z c z e g ó l n y c h " . Eco, znawcy średniowiecza, bliższy
był wiek X I I i X I I I , lecz w ó w c z a s „ i n t e r p r e t a c j a z n a k ó w b y ł a
albo typu symbolicznego, albo przejawiała s k ł o n n o ś ć do
widzenia w znakach idei i p o w s z e c h n i k ó w " (s. 601-602).
U m i e j ę t n o ś c i , k t ó r y m i d y s p o n o w a ł bohater-brat W i l h e l m
z Baskerville m o ż n a b y ł o znaleźć w ś r o d o w i s k u franciszkań­
skim, po Rogerze Baconie i Ockhamie. Bohaterowie Imienia
róży sami p o w o ł u j ą się na tych a u t o r ó w . Eco dodaje, że
teoretycznie brat W i l h e l m m ó g ł być uczniem lub zwolen­
nikiem Ockhama, a co najmniej go znał: sam bohater m ó w i
w powieści o Ockhamie j a k o swoim przyjacielu. Jak dalece
semiotyczna koncepcja Imienia róży stoi pod znakiem Ock­
hama i o c k h a m i s t ó w świadczy wyznanie Eco, iż p o c z ą t k o w o
z a m i e r z a ł uczynić detektywem samego Ockhama.
„ Z n a k i kierujące k u poznaniu rzeczy p o s z c z e g ó l n y c h "
wykorzystuje j e d n a k ż e nie t y l k o semiotyka ś r e d n i o w i e c z n a ,
lecz i „ t e o r i a semiotyczna" leżąca u podstaw klasycznej
powieści kryminalnej, najpełniej i najbardziej konsekwentnie
wykorzystywana przez A r t h u r a C o n a n Doyle'a i A g a t ę
Christie. W z m i a n k a , że detektyw-Anglik to „ c y t a t interteks­
t u a l n y " w pełni potwierdza d o m y s ł czytelnika, k t ó r e g o
Baskerville via Pies Baskervillow
prowadzi p r o s t ą d r o g ą do
Conan Doyle'a i Sherlocka Holmesa.

22

Christian Slater w filmie Imię

Róży

Konwencja powieści kryminalnej służy Eco j a k o swoiste
alibi t ł u m a c z ą c e sukces czytelniczy Imienia róży, bowiem
s k ł o n n y jest on ulegać p r z e ś w i a d c z e n i u , iż jeśli n a p i s a ł o się
bestseller znaczy to zarazem, że nie n a p i s a ł o się książki
wybitnej (i dlatego t ł u m a c z y nam, że tak nie jest). Dlaczego
model fabularny powieści kryminalnej? P o n i e w a ż dostarcza
intrygi najbardziej metafizycznej i filozoficznej — odpowia­
da autor i wyjaśnia swoją m y ś l bliżej.
„ R z e c z w t y m , że p o w i e ś ć kryminalna przedstawia w sta­
nie czystym historię d o m y s ł ó w . Ale r ó w n i e ż w przypadku
diagnozy medycznej, b a d a ń naukowych, a t a k ż e p y t a ń
metafizycznych m a m y do czynienia z d o m y s ł a m i . W gruncie
rzeczy podstawowe pytanie filozofii (podobnie j a k psycho­
analizy) brzmi tak samo j a k powieści kryminalnej: kto
zawinił? C h c ą c się tego d o w i e d z i e ć (chcąc z y s k a ć przekon­
anie, że się wie), trzeba p r z y p u ś c i ć , że wszystkie fakty m a j ą
j a k ą ś logikę, logikę, k t ó r ą narzucił i m winowajca." (s. 612)
Z a r ó w n o Imię róży j a k i Wahadło Foucaulta
przynoszą
nam na pierwszym planie „ h i s t o r i ę d o m y s ł ó w w stanie
czystym", cokolwiek by się w tych p o w i e ś c i a c h nie d z i a ł o
i nie p r z e k a z y w a ł o poza t y m . Powieści Eco są czytane, przez
z n a w c ó w i przez m i ł o ś n i k ó w tego gatunku, w w i ę k s z y m
stopniu j a k o powieści kryminalne niż to zamierzył i życzyłby
sobie autor. Pisze przecież, iż p o z ó r powieści kryminalnej
łudzi do k o ń c a tylko naiwnego czytelnika Imienia
róży.
Zaczyna się ona j a k p o w i e ś ć kryminalna, ale nie jest nią,
p o n i e w a ż o d k r y w a się w niej raczej niewiele, a detektyw
ponosi klęskę. Lecz tak przecież dzieje się w późniejszej
powieści czarnej u H a m m e t t a i Chandlera, co sam Eco
wykorzysta w Wahadle Foucaulta. Jeśli w Imieniu róży m a m y
Wilhelma z Baskerville, Casaubon — bohater
Wahadła

�Foucaulta najchętniej p o r ó w n u j e siebie do Sama Spade'a
{Sokół maltański) lub Philipa M a r l o w e ' a detektywa z c y k l u
p o w i e ś c i o w e g o Raymonda Chandlera.
P o m y s ł nazwania bohatera Imienia róży „ b r a t e m W i l h e l ­
mem z Baskerville" nie pozostaje jedynie ż a r t e m - c y t a t e m
s u g e r u j ą c y m , iż p o s t a ć ta jest sui generis ś r e d n i o w i e c z n y m
Sherlockiem Holmesem. Eco przydaje m u przecież odpowie­
d n i k d o k t o r a Watsona, przyjaciela Holmesa i narratora
powieści Conan Doyle'a.
Jeśli Eco pisze, że Adso z M e l k u , narrator Imienia róży,
podopieczny i u c z e ń W i l h e l m a z Baskerville, staje się dla
czytelnika (tego mniej wyrobionego) o ś r o d k i e m identyfika­
cji, to w ten sam s p o s ó b o ś r o d k i e m identyfikacji jest dla
c z y t e l n i k ó w Conana D o y l e ' a d o k t o r Watson. W obu przy­
padkach cała historia opowiedziana jest „ g ł o s e m k o g o ś , k t o
p r z e ż y w a w y p a d k i , rejestruje je z fotograficzną w i e r n o ś c i ą
m ł o d z i e n i a s z k a , ale ich nie pojmuje (i nie pojmie do głębi
nawet j a k o starzec)" (s. 605). Osiemdziesięcioletni Adso
opowiada to, co przeżył j a k o c h ł o p i e c osiemnastoletni
starając się z r e k o n s t r u o w a ć swoją ó w c z e s n ą ś w i a d o m o ś ć ,
czy raczej jej brak. T y m , k t ó r y m u o b j a ś n i a znaczenie biegu
z d a r z e ń i podstawy snutych przez siebie d o m y s ł ó w jest brat
Wilhelm.
D o k t o r Watson t a k ż e relacjonuje wydarzenia ex-post, gdy
j u ż wie t o , czego nie wiedział, gdy z d a r z a ł y się sprawy,
o k t ó r y c h opowiada. Rekonstruuje stan swojej ówczesnej
niewiedzy, by p o s t a w i ć czytelnika na miejscu niegdyś przez
siebie zajmowanym, d o k ł a d n i e tak j a k czyni to Adso z M e l ­
k u . Watson opisuje to, co widzi i czego nie rozumie, a co
stopniowo wyjaśnia m u , czasem ubawiony, a czasem znie­
cierpliwiony jego niewiedzą i brakiem d o m y ś l n o ś c i , Sherlock
Holmes. Zacytujemy wszelako nie Watsona, lecz A d s o ,
k t ó r y z kolei cytuje Biblię: „ A l e videmus nunc per speculum et
in aenigmate, a prawda n i m staniemy z n i ą t w a r z ą w twarz,
w p r z ó d pokazuje się nam po k a w a ł k u (jakże nieczytelnym)
w b ł ę d a c h tego świata, w i n n i ś m y zatem o d c z y t y w a ć z mozo­
łem jej wierne znaki r ó w n i e ż t a m , gdzie j a w i ą się n a m j a k o
niejasne i prawie p o d s u n i ę t e przez w o l ę bez reszty o d d a n ą
z ł u . " (s. 15)
W i l h e l m z Baskerville nie jest oczywiście tout court
wzorowany na Sherlocku Holmesie, ale posiada j e d n ą
z d e t e r m i n u j ą c y c h cech tej postaci: d u m ę , a nawet p r ó ż n o ś ć ,
k t ó r a domaga się usatysfakcjonowania i k t ó r ą ł a t w o z r a n i ć .
Jej ź r ó d ł e m jest z d o l n o ś ć do p o s ł u g i w a n i a się logicznym
rozumowaniem i u m i e j ę t n o ś ć interpretowania m o t y w ó w
psychologicznych p o w o d u j ą c y c h ludzkie d z i a ł a n i a . Adso
uwielbia swego mistrza, ale przecież dostrzega i odnotowuje
tę jego s ł a b o s t k ę [pisze o Wilhelmie iż „ f o l g o w a ł przywarze
p r ó ż n o ś c i " (s. 30)], podobnie j a k Watson nie omieszka
p o d k r e ś l a ć podobnej „ s k a z y " uwielbianego przezeń H o l ­
mesa.
Z a r ó w n o Watsona j a k i Adsona ( p r o s z ę zwrócić u w a g ę na
foniczne p o d o b i e ń s t w o nazwiska d o k t o r a i imienia nar­
ratora Imienia róży) cechuje pewnego rodzaju prostoduszn o ś ć , skutkiem k t ó r e j zawiłość p o r z ą d k u rzeczy, niejasność
pozostawionych t r o p ó w , sprzeczności ludzkiego myślenia
p o z o s t a w i a j ą ich bezradnymi. Po latach stary Adso pisze
w s p o m i n a j ą c Wilhelma:
„ N i e rozumiem do k o ń c a , w j a k i s p o s ó b m ó g ł t a k i m
zaufaniem d a r z y ć swojego przyjaciela Ockhama i przysięgać
j e d n o c z e ś n i e na słowa Bacona, j a k to zazwyczaj czynił. T o
jednak prawda, że żyjemy w mrocznych czasach, skoro
człowiek m ą d r y musi s n u ć myśli, k t ó r e są m i ę d z y s o b ą
sprzeczne." (s. 23)
T o , co A d s o n o w i o d s ł a n i a się i ujawnia po k a w a ł e c z k u ,
a czego nie pojmuje, o b j a ś n i a cierpliwie etap po etapie
W i l h e l m z Baskerville. Adso jest ś w i a d k i e m r o z m ó w - p r z e s ł u c h a ń prowadzonych przez Wilhelma, ale bez jego o b j a ś ­

nień nie potrafi z r o z u m i e ć sensu przekazywanych infor­
macji. „ C o chciał n a m p o w i e d z i e ć ? " (s. 146) — pyta po
rozmowie ze starym A l i n a r d e m , i podobnie po doniesieniach
Bencjusza: „ p o w i e d z m i , co m a m y myśleć o t y m , c o ś m y
usłyszeli?" (s. 161). N i m odpowie, W i l h e l m nie omieszka
zganić c h ł o p c a : „ M ó j drogi A d s o , winieneś n a u c z y ć się
p o s ł u g i w a ć w ł a s n ą g ł o w ą . " (s. 161)
Eco pisze, że Adso nie pojmuje tego, co przeżył do k o ń c a ,
nawet z perspektywy osiągniętej przez lata m ą d r o ś c i . A l e nie
pojmuje r ó w n i e ż i Watson, w momencie, gdy bieg z d a r z e ń
dobiega k o ń c a , a morderca zostaje o d k r y t y i pojmany.
Klasyczna powieść k r y m i n a l n a (nowsza czasami t a k ż e )
k o ń c z y się rodzajem k o d y , w k t ó r e j Holmes, lub j a k a ś inna
p o s t a ć znajdująca się w miejscu w s z e c h w i e d z ą c e g o autora,
o b j a ś n i a i dopowiada to wszystko, czego Watson, b ą d ź
czytelnik nie zdołał sam złożyć, z o d s ł a n i a n y c h m u stop­
n i o w o k a w a ł k ó w mozaiki.
Eco nie stosuje tego rodzaju r o z w i ą z a n i a s t w a r z a j ą c wsze­
lako czytelnikowi m o ż l i w o ś ć wejścia na inne poziomy inter­
pretacji niż ta, k t ó r e daje m u zajęcie pozycji Adsona z M e l k u .
Podobnie Conan D o y l e i Agata Christie zdają się zachęcać
czytelnika, by p r z e k r o c z y ł ograniczenia pozycji i stylu rozu­
m o w a n i a Watsona, a zaczął m y ś l e ć i d o c i e k a ć j a k Holmes,
samodzielnie znajdując o d p o w i e d ź na pytanie: „ k t o zawi­
nił?", co nie musi o z n a c z a ć r ó w n i e samodzielnej interpretacji
wszystkich z n a k ó w p o d s u w a j ą c y c h r o z w i ą z a n i e .
J u ż w pierwszym rozdziale Imienia róży W i l h e l m z Basker­
ville daje w y k ł a d swej metody interpretacji z n a k ó w u d e r z a j ą ­
co podobnej do metody śledczej i dedukcyjnej Sherlocka
Holmesa. Obaj w p r a w i a j ą swych słuchaczy w zdumienie
i podziw. N i k t nie pojmuje j a k Holmes na podstawie, np.
odcisku buta, szczypty p o p i o ł u i n i t k i z tweedowej maryna­
r k i m o ż e o d g a d n ą ć z a r ó w n o wygląd domniemanego mor­
dercy, j a k i pewne cechy jego psychiki.
G d y W i l h e l m i A d s o zbliżają się do Opactwa s p o t y k a j ą
g r o m a d k ę zaaferowanych m n i c h ó w i sług. W ó w c z a s W i l ­
helm odgrywa swoją pierwszą p o p i s o w ą scenę a la Holmes
u s p o k a j a j ą c witający go o d d z i a ł e k co do l o s ó w k o n i a ,
k t ó r e g o p o s z u k u j ą . Rzecz w t y m , że W i l h e l m nie wie, iż
słudzy szukają k o n i a , o k r e ś l o n e g o , szczególnego konia,
i oczywiście samego k o n i a r ó w n i e ż nie widział. A l e istotnie za
chwilę poszukiwacze p r z y p r o w a d z a j ą k o n i a zgodnego z opi­
sem d o k o n a n y m przez Wilhelma i to z tego miejsca, k t ó r e i m
wskazał.
N a pytanie podnieconego c h ł o p c a W i l h e l m odpowiada
sentencjonalnie:
„ M ó j poczciwy Adso [...]. W ciągu całej p o d r ó ż y uczę cię
r o z p o z n a w a ć znaki, przez k t ó r e świat do nas przemawia niby
wielka księga. [...]. Prawie w s t y d z ę się, że m u s z ę p o w t a r z a ć
Ci to, o czym winieneś w i e d z i e ć . " (s. 30)
Dalej n a s t ę p u j e szczegółowe objaśnienie w n i o s k ó w wycią­
gniętych ze ś l a d ó w na śniegu, ich k s z t a ł t u i rozmieszczenia,
p o z i o m u u ł a m a n e j g a ł ą z k i , pozostawionego czarnego w ł o s a
itp. K i e d y Adso pyta o dalsze szczegóły i niepojęte podstawy
rozumowania Wilhelma ten reaguje p e ł n y m zniecierpliwie­
nia krzykiem: „ O b y D u c h Święty wlał ci więcej oleju do
głowy, niż masz w tej chwili, m ó j synu!"
Dociekliwy A d s o pyta jednak dalej cytując znamienitych
t e o l o g ó w , k t ó r z y uczą, że „ k s i ę g a przyrody przemawia do
nas jedynie przez esencje" (s. 34), a t y m samym ślady m o g ł y
m ó w i ć W i l h e l m o w i jedynie o wszystkich koniach o k r e ś ­
lonego rodzaju, a nie z a ś t y m szczególnym, Brunellusie.
W d ł u g i m w y k ł a d z i e W i l h e l m o b j a ś n i a m u d r o g ę rozumowa­
nia p r o w a d z ą c ą od pojęcia k o n i a do wiedzy o k o n i u
p o s z c z e g ó l n y m . A d s o komentuje później t o , co usłyszał,
o p i n i ą , iż W i l h e l m ze sceptycyzmem o d n i ó s ł się do uniwersaliów, a cenił rzeczy p o s z c z e g ó l n e , co zdaniem c h ł o p c a , b y ł o
z a r ó w n o brytyjskie, j a k i franciszkańskie.

23

�P o d o b n y m rozumowaniem p o s ł u ż y się W i l h e l m wobec
opata na wieść o tragicznej śmierci Adelmusa z O t r a n t u .
Przedstawi m u gotowe wnioski z f a k t ó w , o k t ó r y c h na p o z ó r
n i k t m u nie powiedział, na p o z ó r , bowiem z dostarczonych
przez samego opata informacji m ó g ł w y w n i o s k o w a ć tę
b r a k u j ą c ą , a d o t y c z ą c ą z a m k n i ę t e g o okna. Ten prosty
szczegół p o z w a l a ł m n i e m a ć , iż Adelmus nie p o p e ł n i ł samo­
b ó j s t w a , ani nie w y p a d ł przez o k n o przypadkiem.
W dalszym t o k u powieści W i l h e l m podejmuje klasyczne
śledztwo w taki s p o s ó b j a k detektywi z klasycznych powieści
kryminalnych, k t ó r z y m a j ą do czynienia z tzw. z b r o d n i ą
z a m k n i ę t e g o k r ę g u , to znaczy, że nie m ó g ł jej p o p e ł n i ć n i k t
spoza m i e s z k a ń c ó w zamku, wyspy etc, w t y m przypadku
opactwa. A zatem W i l h e l m przepytuje kolejne osoby i bada
miejsca, gdzie spodziewa się znaleźć w s k a z ó w k i naprowa­
dzające go na ślad zbrodni.
Tajne pismo (notatka s p o r z ą d z o n a przez Wenancjusza),
to t a k ż e znany chwyt powieści kryminalnej, gdzie detektywi
z m a g a j ą się b ą d ź z szyframi b ą d ź z zapiskami fragmentarycz­
n y m i , niekompletnymi, np. z listami nadpalonymi, pisanymi
atramentem sympatycznym, o d c i ś n i ę t y m i na bibularzu etc.
Przy okazji Adso rozczarowany t y m , co W i l h e l m z d o ł a ł
o d c z y t a ć , r a n i p r ó ż n o ś ć mistrza, by usłyszeć r i p o s t ę , w której
W i l h e l m p o d k r e ś l a , iż w ciągu k r ó t k i e g o czasu o d c z y t a ł
n o t k ę całkowicie h e r m e t y c z n ą w mniemaniu jej autora,
rzucając pod adresem Adso u w a g ę : „ a ty n ę d z n y nieuk
i ł a p s e r d a k pozwalasz sobie twierdzić, że j e s t e ś m y w punkcie
wyjścia?" (s. 243)
M y tymczasem j e s t e ś m y w p o ł o w i e dzieła, a m i ł o ś n i k
powieści kryminalnej otrzymuje kolejną satysfakcję p ł y n ą c ą
z odkrycia znanego m u modelu zbrodni seryjnej, k t ó r a
realizowana jest w e d ł u g planu m a j ą c e g o swoją u k r y t ą lo­
gikę. P r z y j e m n o ś ć czytelnika płynie stąd, że zazwyczaj jest
on w posiadaniu informacji, k t ó r ą nie dysponuje detek­
tyw, i t y m samym szybciej odgaduje regułę kształtującą se­
rię. Informacji tej d o s t a r c z a j ą m u j u ż same tytuły powieści
(a więc coś co pozostaje na z e w n ą t r z ś w i a t a przedstawio­
nego), np. A g a t y Christie А, В, С lub Dziesięciu
małych
Murzynków
czy Sebastiana Japrisota Przedział
morderców
(błąd w t ł u m a c z e n i u — chodzi o zamordowanych). Serię
tworzy alfabet, dziecinna wyliczanka, fakt bycia p a s a ż e ­
rem o k r e ś l o n e g o p r z e d z i a ł u w p o c i ą g u etc. Seryjny p o r z ą ­
dek z b r o d n i w Imieniu róży wyznacza Apokalipsa wg św.
Jana.
Czytelnik — znawca powieści kryminalnej m o ż e o d k r y ć tę
regułę wcześniej niż Adso, a nawet sam W i l h e l m z Baskerville. T r o p ten podsuwa bowiem bohaterom mamrotanie
stuletniego starca; nie l e k c e w a ż ą oni tego co A l i n a r d ma i m
do powiedzenia, lecz też nie p r z y w i ą z u j ą do jego słów tego
samego znaczenia i wagi, j a k i n a d a j ą i n n y m wypowiedziom.
Niemniej W i l h e l m zastanawia się, czy w s ł o w a c h mnicha nie
ma szczypty prawdy, m i m o że pierwsza śmierć „ n i e pasuje"
do wzoru, na co zwraca u w a g ę Adso.
„ T o prawda — rzekł W i l h e l m — ale ten diabelski albo
chory u m y s ł m ó g ł z a c z e r p n ą ć natchnienie ze śmierci A d e l ­
musa, by p r z e d s t a w i ć w s p o s ó b symboliczny p o z o s t a ł e
dwie." (s. 297-298)
Komplikacje samego śledztwa, n a r a s t a j ą c a groza wyda­
rzeń, a wreszcie i sama z ł o ż o n o ś ć w y w o d ó w Wilhelma
przyprawia Adsona o konfuzję. W i l h e l m p r ó b u j e m u przeka­
zać myśl, iż r o z w i k ł a n i e tajemnicy nie jest t y m samym, co
dedukcja z pierwszych zasad, ani zbieranie j a k największej
liczby danych p o z w a l a j ą c y c h o d k r y ć prawo o g ó l n e . Po­
szczególne odkrycia m o g ą p r o w a d z i ć p o c z ą t k o w o do r ó ż ­
nych hipotez, z k t ó r y c h żadnej nie należy o d r z u c a ć przed­
wcześnie. Adso nie potrafi w n i k n ą ć w s p o s ó b rozumowania
mistrza i dochodzi do wniosku, że W i l h e l m o w i nie zależy na
tej prawdzie, k t ó r a jest z g o d n o ś c i ą rzeczy z u m y s ł e m , lecz

24

jedynie zabawia się „ w y m y ś l a n i e m większej liczby m o ż l i w o ­
ści, niż jest to m o ż l i w e " (s. 356).
Adso ma to wprawdzie sobie za złe, ale przyznaje, że
z w ą t p i ł w Wilhelma i z zadowoleniem przyjął przybycie
inkwizycji. Oto p u ł a p k a , w k t ó r ą wpada naiwny u m y s ł , gdy
staje wobec k o n i e c z n o ś c i przeprowadzenia w y w o d u m y ś ­
lowego, k t ó r y przerasta jego m o ż l i w o ś c i .
W Wahadle Foucaulta funkcjonują inne reguły, nowszej
powieści kryminalnej, a odniesienia intertekstualne są nie
t y l k o sygnalizowane, j a k to ma miejsce w Imieniu róży, lecz
w y k ł a d a n e i o b j a ś n i a n e expressis verbis. Bohater, j a k się
r z e k ł o , p r z y r ó w n u j e sam siebie do Sama Spade'a, a t a k ż e ,
c h o ć rzadziej, do Philipa M a r l o w e ' a . Samo osadzenie „śledz­
t w a " w odległej przeszłości historycznej m o g ł o b y w y d a w a ć
się n o v u m , nie wykorzystywanym przez p o w i e ś ć k r y m i n a l n ą
(śledztwo po latach u A g a t y Christie np. dotyczy co najwyżej
historii, k t ó r a r o z e g r a ł a się d w a d z i e ś c i a lat wcześniej; chwyt
ten jest wykorzystywany często w t y m celu, by wyśledzić
m o r d e r c ę w ostatnim momencie, tuż przedtem n i m zbrodnia
ulegnie przedawnieniu), ale o t y m , że jest inaczej przekonuje
nas p o w i e ś ć a u t o r k i szkockiej, piszącej pod pseudonimem
Josephine Tey Córka czasu (Warszawa 1974). A u t o r k a ,
k t ó r a n a p r a w d ę n a z y w a ł a się Elizabeth M a c K i n t o s h pisała
też sztuki historyczne, t y m razem pod pseudonimem G o r d o n
D a v i o t . W i d a ć , j a k Eco, była r ó w n i e ż m i ł o ś n i c z k ą ś r e d n i o ­
wiecza, bowiem k a z a ł a swemu bohaterowi, inspektorowi
A l a n o w i G r a n t o w i , zająć się ś l e d z t w e m w sprawie do­
mniemanych zbrodni Ryszarda I I I . Eco nie czyni nigdzie
aluzji do Josephine Tey, c h o ć Wahadło Foucaulta jest bogate
w cytaty intertekstualne, k t ó r y c h d o s t a r c z y ł a sztuka popu­
larna. Nie m u s i a ł wszelako z n a ć Córki czasu, by w y k o r z y s t a ć
ten sam p o m y s ł . Jak u t r z y m u j ą znawcy powieści k r y m i n a l ­
nej, w t y m g a t u n k u nie da się wymyślić niczego n a p r a w d ę
nowego.
P o m y s ł Tey jest oczywiście prostszy niż Eco, j a k też jego
realizacja przebiega stricte w e d ł u g reguł policyjnego śledzt­
wa, tyle że jego przedmiotem są dokumenty historyczne.
Inspektor G r a n t jest amatorem w tej dziedzinie, a jego
pomocnik, Brent Carradine, to A m e r y k a n i n o z a m i ł o w a ­
niach historycznych, k t ó r e m u nieobce są techniki „ s z p e r a ­
nia", lecz daleko m u do bycia z n a w c ą epoki. Obaj d o c h o d z ą
do tego, co od dawna wiadome h i s t o r y k o m , c h o ć d o w o d y
wysuwane przeciw b ą d ź w obronie Ryszarda I I I , m a j ą raczej
charakter poszlakowy. Niemniej ź r ó d ł e m potocznej wiedzy
o Ryszardzie są dzieła literackie, nie naukowe, dramat
Szekspira i dzieło sir Tomasza M o r e ' a b ę d ą c e dla Szekspira
ź r ó d ł e m informacji, a — j a k w i a d o m o — sam M o r e korzys­
tał ze ś w i a d e c t w a biskupa M o r t o n a , wroga Ryszarda. Ten
poziom wiedzy ( b ą d ź z g o ł a poziom zerowy) z a k ł a d a Tey
u czytelnika, a ź r ó d ł e m m o ż l i w o ś c i rozwijania dramatycznej
intrygi jest n i e z g o d n o ś ć p o r t r e t u psychologicznego Ryszar­
da, z a ś w i a d c z o n e g o przez ź r ó d ł a , oraz tego portretu, k t ó r y
uwiarygodnia p o p e ł n i o n e przezeń zbrodnie (przede wszytk i m zamordowanie b r a t a n k ó w ) b ę d ą c e g o efektem literac­
kich p o c z y n a ń z w o l e n n i k ó w T u d o r ó w , k t ó r y m śmierć Ry­
szarda o t w o r z y ł a d r o g ę do t r o n u .
Nie inaczej, bo r ó w n i e ż na s p o s ó b powieści kryminalnej,
wprowadza Eco do Wahadła Foucaulta informacje na temat
historii templariuszy, tej rzeczywistej, ź r ó d ł o w o udokumen­
towanej, j a k i fantastycznej, będącej efektem spekulacji,
d o m y s ł ó w , konfabulacji d o k o n y w a n y c h przez tzw. „ d i a b o l i s t ó w " , m i ł o ś n i k ó w wszelkich odmian wiedzy tajemnej. Jego
bohater, Casaubon, ma jednak tę p r z e w a g ę nad G r a n t e m , że
jest zawodowcem. N a p i s a ł p r a c ę d o k t o r s k ą o templariu­
szach, a szperanie po bibliotekach i archiwach oraz analiza
d o k u m e n t ó w historycznych to jego specjalność, ale t a k ż e
z a m i ł o w a n i e , a wreszcie ź r ó d ł o pracy zarobkowej.
Z a r ó w n o jednak G r a n t , j a k i Casaubon, w swych po-

�szukiwaniach u w i k ł a n i są w mechanizm nazwany przez Tey
„ T o n y p a n d y " . Jest to nazwa miejscowości w p o ł u d n i o w e j
W a l i i , gdzie w r o k u 1910 r z ą d j a k o b y n a k a z a ł strzelać do
walijskich g ó r n i k ó w . Wydarzenie to, dla celów politycznych
rozdmuchane do monstrualnych r o z m i a r ó w , w istocie wy­
g l ą d a ł o zupełnie inaczej, a d z i a ł a n i a Winstona Churchilla,
ó w c z e s n e g o ministra spraw w e w n ę t r z n y c h , p o l e g a ł y na
wstrzymaniu interwencji wojskowej i z a r z ą d z e n i u pogotowia
nieuzbrojonej policji. K a ż d y wie, k t o tam był, że k r w a w a
wersja w y d a r z e ń w T o n y p a n d y to bzdura, ale n i k t nigdy
temu nie zaprzeczył. Nieprawdziwa o p o w i e ś ć o b r o s ł a legen­
d ą , k t ó r a z czasem zaczyna f u n k c j o n o w a ć na prawach
historycznej prawdy.
Casaubon i jego przyjaciele Jacopo Belbo i Diotallevi nie
t y l k o u w i k ł a n i są w ś l e d z t w o w o k ó ł swoistego „ T o n y p a n ­
d y " , lecz są jego k o n t y n u a t o r a m i a nawet do pewnego
stopnia, inicjatorami. P r o w a d z ą swoje ś l e d z t w o właściwie
dla zabawy (podobnie j a k Grant, k t ó r y p r z y k u t y do szpital­
nego ł ó ż k a nie m o ż e z a j m o w a ć się j a k i m ś ś l e d z t w e m „ p r a w ­
d z i w y m " ) , t r a k t u j ą c w s k a z ó w k i rodem z „ T o n y p a n d y " tak
j a k b y były wiarygodnymi d o k u m e n t a m i historycznymi.
T w o r z ą więc historię na s p o s ó b „ T o n y p a n d y " , lecz c h o ć
sami w nią nie wierzą, w y m y k a się i m ona spod k o n t r o l i . Nie
m a j ą w p ł y w u na to, by i n n i nie wzięli jej serio, co powoduje
splot dramatycznych komplikacji i śmierć b o h a t e r ó w .
Tutaj tropiciel ś l a d ó w powieści kryminalnej w dziele Eco
napotyka na Dashiella H a m m e t t a i jego Sokola
maltańs­
kiego. J u ż na str. 33 Casaubon powiada o sobie expressis
verbis: „byłeś Samem Spade'em edytorstwa [...], znajdź więc
sokoła maltańskiego".
T y t u ł o w y s o k ó ł m a l t a ń s k i przewija się przez w i ę k s z ą część
powieści H a m m e t a na p o d o b i e ń s t w o „ m a g o f f i n u " (o czym
za chwilę), w i a d o m o jedynie, że to czarna figurka ptaka
poszukiwana przez r ó ż n y c h ludzi dla j a k i ś p o w o d ó w nie­
znanych ani czytelnikowi, ani n a r r a t o r o w i , k t ó r y m jest
detektyw Sam Spade. W rozmowie z j e d n y m ze swych
p r z e c i w n i k ó w Spade powiada jedynie: „ P a n wie, co to jest. Ja
wiem, gdzie to j e s t . "
C z y m jest s o k ó ł m a l t a ń s k i dowiadujemy się mniej więcej
w p o ł o w i e książki. O t ó ż z opowieści Caspara G u t m a n a
w y n i k a , iż zakon rycerski z Rodos, wygnany z wyspy przez
Sulejmana W s p a n i a ł e g o w 1523 r o k u , osiedlił się p o c z ą t ­
k o w o na Krecie, a potem u z y s k a ł od cesarza K a r o l a V z g o d ę ,
by osiąść na Malcie. Zgoda b y ł a obwarowana d o d a t k o w y m i
w a r u n k a m i , m . i n . że rycerze b ę d ę corocznie s k ł a d a ć j a k o
haracz jednego s o k o ł a , po prostu dla formy, na znak, że
M a l t a wciąż należy do Hiszpanii. Bogaty zakon szukając
sposobu w y r a ż e n i a wdzięczności przysłał nie ptaka, lecz jego
figurę ze szczerego z ł o t a inkrustowanego najwspanialszymi
klejnotami. G u t m a n opowiada h i s t o r i ę s o k o ł a z a ś w i a d c z o n ą
j a k o b y d o k u m e n t a m i historycznymi. W pewnym momencie
ślad się u r w a ł i trzeba b y ł o siedemnastu lat p o s z u k i w a ń , by
figurkę ptaka, p o m a l o w a n ą dla zabezpieczenia na czarno
odnaleziono ponownie, w K o n s t a n t y n o p o l u . Dowiaduje się
0 t y m jednak zbyt wielu ludzi i w wyścigu do s o k o ł a p a d a j ą
kolejne ofiary. G d y tajemniczy przedmiot zostaje znaleziony
okazuje się k i e p s k ą imitacją p o z b a w i o n ą jakiejkolwiek war­
tości. A l e G u t m a n wierzy nadal, że legendarny s o k ó ł istnieje
1 zamierza p r o w a d z i ć swoje poszukiwania...
W Wahadle Foucaulta
figurkę s o k o ł a zastępuje Plan
(naturalnie przez d u ż e P), tajemnica templariuszy, k t ó r a ma
z a p e w n i ć jej posiadaczom w ł a d z ę nad ś w i a t e m . Plan został
z m y ś l o n y , wykreowany dla ż a r t u z komputerowej zabawy
(narrator powie jednak — j u ż na str. 29, że w c i ą g n ą ł ich
ponad w s z e l k ą m i a r ę , poza granice zabawy), a inicjujący go
szczątek d o k u m e n t u , z d r o w o r o z s ą d k o w o m y ś l ą c a L i a , zwią­
2

zana z Casaubonem, odczytuje j a k o rachunek z pralni. A l e
raz wprawionego w ruch mechanizmu nie daje się j u ż
p o w s t r z y m a ć , a mityczny Plan staje się dla d i a b o l i s t ó w
faktem s k ł a n i a j ą c y m do podejmowania nader radykalnych
d z i a ł a ń . T r u d n o aby b y ł o inaczej, skoro sami t w ó r c y Planu
nieomal zaczynają w e ń wierzyć.
K o n k l u z j a narratora ( s f o r m u ł o w a n a na str. 168, ale
o d n o s z ą c a się do ostatniej fazy przedstawionych z d a r z e ń
brzmi: „ T a m t e g o wieczoru m u s i a ł e m wierzyć, że Plan jest
prawdziwy, w przeciwnym bowiem razie przez ostatnie dwa
lata b y ł b y m wszechmocnym t w ó r c ą złośliwego koszmaru.
Lepiej żeby koszmar o k a z a ł się rzeczywistością, bo rzecz
prawdziwa jest prawdziwa i nie ma na to r a d y . "
A l b o inny, znamienny p r z y k ł a d , t y m razem z dialogu
między wspólnikami:
„ O s t a t e c z n i e byli to Niemcy — z a u w a ż y ł e m . — Czytali
manifesty r ó ż o k r z y ż o w c ó w .
— A l e sam pan p o w i e d z i a ł , że b y l i fałszywi — p r z y p o m ­
niał Belbo.
— I co z tego? Przecież my też rekonstruujemy falsyfikat.
— T o prawda. Z a p o m n i a ł e m . " (s. 396)
W j e d n y m i drugim przypadku i u H a m m e t t a i u Eco,
m a m y do czynienia z przedmiotem, k t ó r y u i n t e r p r e t a t o r ó w
o t r z y m a ł n a z w ę „ m a g o f f i n u " , a k t ó r y m o ż e być byle czym;
sam w sobie bywa pozbawiony w a r t o ś c i i znaczenia, ale
uruchamia d z i a ł a n i e rywalizujących b ą d ź k o n k u r u j ą c y c h ze
s o b ą grup p r o w a d z ą c do ukonstytuowania, z jednej strony
— zagadki do r o z w i ą z a n i a , z drugiej — dramatycznych
perypetii ludzi w n i ą u w i k ł a n y c h . „ M a g o f f i n " jest specjal­
nością powieści szpiegowskich, o czym przecież doskonale
wie Eco, k t ó r y a n a l i z o w a ł swego czasu powieści lana
Fleminga z ich superagentem Jamesem Bondem. Fleming nie
jest w y n a l a z c ą magoffinu, ale r o z w i n ą ł reguły p o s ł u g i w a n i a
się n i m do perfekcji. Wahadło Foucaulta idzie w tej dziedzinie
jeszcze dalej, zasada magoffinu (dla czytelnika, k t ó r y nie w n i ­
ka w o r g a n i z u j ą c e całość reguły k a b a ł y ) zdaje się r z ą d z i ć nie
t y l k o Planem, ale c a ł y m ś w i a t e m przedstawionym powieści.
Rekonstruowana przez Casaubona, Belbo i Diotalleviego
historia templariuszy — autentyczna i mityczna k o n t r a p u n ­
ktowana jest stale j a k b y na zasadzie przebitek odniesieniami
do świata k u l t u r y popularnej, głównie by p r z y p o m i n a ć
0 jednej z funkcji Casaubona — detektywa i narratora
jednocześnie.
J u ż w d r u g i m rozdziale Casaubon zwraca się do siebie:
„ N u ż e , b ą d ź ż e Samem Spade'em. Masz po prostu r u s z y ć na
o d k r y w c z ą w y p r a w ę m i ę d z y m ę t y społeczne — to twój
fach." (s. 19)
I niewiele dalej, gdy r o z m y ś l a j ą c nad p r z e s ł a n i e m Belba
pali papierosa za papierosem, Casaubon powiada imitując
b o h a t e r ó w powieści kryminalnej: „ P o s z e d ł e m do kuchni
1 n a l a ł e m sobie ostatnie krople whisky do jedynej czystej
szklaneczki, j a k ą znalazłem, w r ó c i ł e m do p o k o j u , r o z p a r ł e m
się na krześle, p o ł o ż y ł e m nogi na stole (czyż nie tak r o b i ł Sam
Spade — a m o ż e nie, m o ż e to Marlowe?) i z a c z ą ł e m
r o z g l ą d a ć się d o k o ł a . " (s. 34) P o r ó w n a n i e to wraca regular­
nie, zawsze w konfiguracji istotnej dla d e t e r m i n u j ą c y c h cech
czarnej powieści. N p . na str. 392: „Alepopelicans to fakt, nie
zaś skojarzenie, a fakty są s p r a w ą Sama Spade'a. P r o s z ę więc
o k i l k a dni z w ł o k i . "
L u b na str. 403: „ Z n a l a z ł e m t r o p , z p o z o r u wprawdzie
n i e w y r a ź n y , ale tak przecież p r a c o w a ł Sam Spade, dla jego
d r a p i e ż n e g o spojrzenia nie b y ł o rzeczy b ł a h y c h . "
I jeszcze pod sam koniec, gdy narrator jest j u ż j e d y n y m
z trójki b o h a t e r ó w , k t ó r y p o z o s t a ł przy życiu: „ R a z jeszcze
s t a ł e m się Samem Spade'em, k t ó r y szuka ostatniego j u ż
t r o p u . " (s. 623)

25

�I

Bohaterowie często s p o t y k a j ą się w starym barze Piladego,
gdzie p r o w a d z ą długie r o z m o w y i gdzie m a j ą miejsce w a ż n e
spotkania. Zaraz zostaje p r z y w o ł a n y najsłynniejszy z filmo­
wych b a r ó w „ R i c k ' s Cafe A m e r i c a i n " z Casablanki Curtiza
(s. 58), tyle że tu p a m i ę ć zawodzi autora, g d y ż konsekwentnie
nazywa go po prostu Rick's Bar. U Ricka spotykali się
bojownicy R u c h u O p o r u i kolaboranci, u Piladego ludzie,
k t ó r y c h dzielić m o ż e wszystko, a niewiele łączyć.
G d y narrator opowiada swym p r z y j a c i o ł o m historię temp­
lariuszy, przerywa sam sobie s p o s t r z e ż e n i e m : „ B y ć m o ż e
z a b r z m i a ł o to za bardzo j a k z westernu." (s. 86)
Potwierdzi to komentarz Belbo na z a k o ń c z e n i e relacji:
„ A l e w sumie k i m właściwie byli templariusze? Najpierw
p r z e d s t a w i ł ich pan j a k o s i e r ż a n t ó w z filmów Johna For­
da..."
Specyficzna stylizacja narracji przypomina nieustannie, że
opowiada człowiek współczesny, k t ó r y m i m o swego wy­
kształcenia, a m o ż e właśnie dlatego, m ó w i tak j a k b y stresz­
czał film lub p o p u l a r n ą powieść [o św. Bernardzie — „ O d
razu zostaje świętym, gdyż p o d l i z y w a ł się w ł a ś c i w y m l u ­
d z i o m " , s. 87; „niezłe k o m a n d o białych n a j e m n i k ó w z tych
twoich templariuszy" i „ M n i e przychodzi do g ł o w y Tom and
Jerry" (Disney) — s. 93].
A tak przedstawia Casaubon h i s t o r y c z n ą relację Joinville'a:
„ P o d p i ó r e m pana na Joinville wiele z tych bitew albo
raczej potyczek staje się miłymi baletami, przy czym czasem
toczy się p a r ę głów, wiele b ł a g a ń wznosi się do dobrego Pana
Boga, k r ó l r o n i łzę nad k o n a j ą c y m wiernym sługą, ale
wszystko jest j a k b y w b a r w n y m filmie, w ś r ó d czerwonych
c z e r p a k ó w , z ł o c o n y c h u p r z ę ż y , błyszczących h e ł m ó w i mie­
czy, pod ż ó ł t y m s ł o ń c e m pustyni i nad morzem tureckim;
i k t o wie, czy nie tak właśnie przeżywali templariusze swoją
c o d z i e n n ą r z e ź . " (s. 96)
P u ł k o w n i k A r d e n t i , k t ó r y przynosi n a p i s a n ą przez siebie
a p o k r y f i c z n ą historię templariuszy i od jego o b ł ą k a ń c z y c h
interpretacji rzekomo autentycznego d o k u m e n t u wszystko
się zaczyna, powiada: „ t e stronice zawierają m a t e r i a ł do
opowieści [...] lepszej niż a m e r y k a ń s k i e powieści k r y m i n a l ­
ne" (s. 124). T o on z a k ł a d a , że templariusze chcieli p o d b i ć
świat i znali tajemnicę ogromnego ź r ó d ł a mocy, ale swój plan
rozłożyli na stulecia.
Studia nad wielce uczonymi dziełami odległych stuleci są
komentowane uwagami w rodzaju, że ich długie tytuły
m u s i a ł a w y m y ś l a ć Lina Wertmuller (reżyserka w ł o s k a znana
z długich t y t u ł ó w ) , a piszący o r ó ż o k r z y ż o w c a c h F l u d d
( p o c z ą t e k X V I I w.) p u b l i k o w a ł więcej niż Barbara Cartland
(współczesna autorka kilkuset bestsellerów), p ó k i r ó ż o k r z y ż o w c y nie znudzili się j a k Beatlesi.
Sprawy n a b i e r a j ą wartkiego biegu po powrocie Casaubona z Brazylii, k t ó r y postanawia wymyślić s p o s ó b zarabiania
na życie. I z n ó w stylizując swoją w y p o w i e d ź pod M a r l o w e ' a
powiada, że założy agencję d o s t a r c z a j ą c ą informacji z za­
kresu k u l t u r y . Z g r o m a d z i ł b y książki, kartoteki, fiszki, a po­
tem „ s i e d z i a ł b y m sobie w biurze, z nogami na stole i whisky
w k a r t o n o w y m kubeczku przyniesionym ze sklepiku na
r o g u " (s. 228). Potem d z w n o n i ł b y klient, t ł u m a c z , k t ó r y
n a t k n ą ł się w tekście na niejakich m u t a k a l l a m i n ó w . Casau­
bon p o s t a w i ł b y piwo w barze asystentowi z orientalistyki
i u z y s k a ł i n f o r m a c j ę darmo, a klientowi oznajmił, że praco­
wał nad t y m trzy d n i z finałem „ p a n ustala s t a w k ę " .
Belbo podchwytuje myśl i okazuje zainteresowanie. „ W
gruncie rzeczy to b y ł o b y zajęcie dla mnie, być Samem
Spade'em kultury, dwadzieścia d o l a r ó w dziennie plus kosz­
ta." (s. 231)
P r a c u j ą c dla Wydawnictwa „ I z y d a O b n a ż o n a " d o s t a j ą

26

dziennie dziesiątki m a s z y n o p i s ó w relacjonujących fantas­
tyczne historie a to o migracji greckiej na Y u c a t a n , a to
0 K o l u m b i e p e ł n i ą c y m o b o w i ą z k i wielkiego mistrza temp­
lariuszy na wygnaniu, a to o tajemnicy A r k i Przymierza
zdolnej w y t w a r z a ć w y ł a d o w a n i a elektryczne r z ę d u pięciuset
voltow. N a marginesie wymiana z d a ń : „ W i d z i a ł e m to j u ż na
j a k i m ś filmie" — „ I co z tego? Jak pan myśli, s k ą d czerpią
p o m y s ł y s c e n a r z y ś c i ? " (s. 278)
O t y m , że bohaterowie są fanami kina dowiadujemy się
z k r ó t k i e j informacji, iż „ B e l b o zwykle lubił p r z e j a w i a ć
zdumienie, p r z y b i e r a j ą c wyraz twarzy, k t ó r e g o n a u c z y ł się
w filmotece" (s. 290). Belbo m ó w i ą c o sobie c h ę t n i e u ż y w a
k i n o w y c h aluzji w rodzaju np. „ c z u ł e m się niby Oscar Levant
podczas pierwszej p r ó b y na B r o d w a y u z Gene K e l l y m " (s.
334). A narrator doda nieco p ó ź n i e j : „ O d d a l i l i ś m y się
(krokiem R ó ż o w e j Pantery, j a k określił to Diotallevi, dosko­
nale poinformowany, jeśli chodzi o perwersje w s p ó ł c z e s n e g o
ś w i a t a ) . . . " (s. 358)
D r o g ą losowego wyboru do p r o g r a m u komputerowego,
k t ó r y ma d a ć „nie p u b l i k o w a n y r o z d z i a ł historii m a g i i " ,
trafia t a k ż e Myszka M i k i .
- Kulminacyjna faza prac nad Planem p r z y r ó w n a n a zostaje
do filmu. N a r r a t o r pisze:
„ K i e d y p r z y p o m i n a m sobie te tygodnie, cała sprawa
wydaje m i się g r o ź n a , szaleńcza j a k film Larry'ego Semona
(jeden z mniej znanych t w ó r c ó w burleski p r a c u j ą c y dla
Vitagraphu — przyp. A . H . ) , gdzie wszystko odbywa się
zrywami i skokami, drzwi otwierają się i z a m y k a j ą z ponadd ź w i ę k o w ą s z y b k o ś c i ą , w powietrzu latają ciastka z kremem,
widzimy j a k i e ś gonitwy po schodach puszczane do przodu
1 tyłu, zderzenia starych s a m o c h o d ó w , w a l ą c e się półki
w sklepie i kaskady p u d e ł , butelek, serów, rozbryzgi wody
sodowej, t r z a s k a j ą c e w o r k i z m ą k ą . " (s. 465)
Casaubon staje się więźniem swej metody i obsesyjnych
s k o j a r z e ń . Rose — C r o i x , R.C., a więc Rene Clair, R a y m o n d
Chandler, Rick z Casablanki. W i e ż a Eiffla j a k o astralna
sonda i R e n ć Clair (R.C.), k t ó r y j a k o pierwszy d a ł jej
p r z e r a ż a j ą c y obraz (Gdy Paryż śpi).
U m b e r t o Eco sam poddaje racjonalizacji swoje wycieczki
w świat powieści kryminalnej, odcinkowej czy filmu. W k ł a d a
tę kwestię w usta Belbo, k t ó r y powiada:
„ W tandentnej literaturze udaje się, że wszystko jest
ż a r t e m , ale potem ukazuje nam świat t a k i , j a k i jest, albo
przynajmniej, j a k i będzie. K o b i e t y są podobniejsze do
M i l a d y niż do Łucji Mondella. F u M a n c h u jest prawdziwszy
od Nathana M ę d r c a , a Historia bardziej przypomina his­
torię o p o w i e d z i a n ą przez Sue niż tę z a p l a n o w a n ą przez
Hegla." (s. 496)
Tragiczne umieranie Diotalleviego w relacji Belbo zostaje
przedstawione j a k b y w k r z y w y m zwierciadle:
„ I wtedy Diotallevi, s a p i ą c j a k T o C o ś z filmu science
fiction, zaczął m ó w i ć . Był przezroczysty j a k T o C o ś , tak
samo niedostrzegalna nieomal była granica m i ę d z y t y m , co
z e w n ę t r z n e , a t y m , co w e w n ę t r z n e . . . " (s. 562) G d y do
muzeum w c h o d z ą diaboliści u k r y t y narrator reaguje przede
wszystkim na styl, w j a k i m j a w i m u się ta sytuacja. „ O Boże
— p o w i e d z i a ł e m sobie — sabat na Łysej G ó r z e w wersji
W a l t a Disneya." (s. 579)
Niepewny tego, czy w istocie przeżył czy wyśnił to, co
z d a r z y ł o się w muzeum (śmierć Lorenzy i Belba) b ł ą k a j ą c y
się po mieście narrator udaje się do kina i o g l ą d a Damę
z Szanghaju Orsona Wellesa. Dlaczego właśnie ten film? Jest
tam słynna scena strzelaniny w gabinecie luster, gdzie ani
bohaterowie, ani widz nie r o z r ó ż n i a j ą postaci rzeczywistych
od ich o d b i ć .
R o z s ą d n a L i a zwraca n a r r a t o r o w i u w a g ę , że bawił się j u ż

�ten, k t o rzekomo serio p o d s u n ą ł pierwszą w s k a z ó w k ę . Jego
tekst daje się o d s z y f r o w a ć kluczem zastosowanym przez
Arsena Ł u p i n a o d k r y w a j ą c e g o W y d r ą ż o n ą Iglicę. Z r e s z t ą
i Belbo bawi się j a k Arsen L u p i n p r o w a d z ą c swoją grę
z tajemniczym panem Aglie i pewien swej przewagi cytuje
Aiguille creuse: „ B y w a j ą chwile, że moja p o t ę g a przyprawia
mnie o z a w r ó t głowy. Upaja mnie moja moc i w ł a d z a . " (s.
551)
M o j a wyprawa tropiciela ś l a d ó w powieści kryminalnej
i o d w o ł a ń filmowych w dziełach Eco d o b i e g ł a k o ń c a . Czy
prowadzi do j a k i ś w n i o s k ó w i o d k r y ć ?
Była przede wszystkim celem samym w sobie, z a b a w ą , do
k t ó r e j sam autor z a c h ę c a , w y z n a j ą c w cytowanych j u ż
Dopiskach...,
że pisze dla czytelnika, k t ó r y zgodzi się na
p o d j ę t ą g r ę i między i n n y m i zechce się bawić. Odniesienia,
k t ó r e cytuję stale p r z y p o m i n a j ą , że mamy do czynienia
z s z a r a d ą , k r z y ż ó w k ą , u k ł a d a n k ą , puzzlem, g r ą u m y s ł o w ą ,
k t ó r a przynosi satysfakcję wraz z k a ż d y m znaleziskiem.
W Dopiskach...
Eco wspomina j a k pisał Imię róży k o m ­
p o n u j ą c całe partie, w t y m scenę m i ł o s n ą , sięgając do

r o z ł o ż o n y c h karteczek z m n ó s t w e m c y t a t ó w , k t ó r e łączył ze
s o b ą i zestawiał w s p o s ó b odmienny niż w o r y g i n a ł a c h .
Zazwyczaj jego krytycy zarzucali m u „ u w s p ó ł c z e ś n i e n i e "
tam, gdzie p r z e m a w i a ł j ę z y k i e m c y t a t ó w z epoki. N a kartecz­
kach przygotowanych do Wahadła Foucaulta sporo było
c y t a t ó w z powieści a m e r y k a ń s k i e j i o d w o ł a ń do filmów,
k t ó r e być m o ż e u z n a ł za właściwy kontekst dla powieści tak
przewrotnie s z a r l a t a ń s k i e j . W przypadku rozpatrywanych
przeze mnie odniesień Eco operuje aluzją, paracytatem
i cytatem w ł a ś c i w y m , k t ó r e w y ł u s k a n e z bogatego kontekstu,
a s t a n o w i ą c e jego niewielki procentowo s k ł a d n i k , t w o r z ą
w ł a s n y w z ó r . Znajduje się on na samej powierzchni, lecz
p o w t ó r z o n y zostaje w głębszych warstwach, w k t ó r y c h
ustami kolejnych b o h a t e r ó w ujawni się p r z e s ł a n i e powieści
i jej sui generis negatywny m o r a ł .
Z n a l a z ł a m p r z y s ł o w i o w y „ k o n i e c ucha k r ó l i k a " , lecz
w p o w i e ś c i a c h o strukturze centonu (przynajmniej n i e k t ó r e
partie Imienia róży i Wahadła Foucaulta
są tak właśnie
pisane) ma on swoje ściśle wyznaczone miejsce w konstrukcji
całego wzoru.

P R Z Y P I S Y
1

Uberto Eco, Imię róży; przełożył Adam Szymanowski, PIW, War­
szawa 1987; Tenże, Wahadło Foucaulta; przełożył Adam Szymanowski,
PIW, Warszawa 1993
Dashiell Hammett, Sokół maltański, Iskry, Warszawa 1963, s. 111
2

27

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
