<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="5869" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/5869?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:52:45+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="5850">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b6a231b54725d60375d46b37eac918ef.pdf</src>
      <authentication>3b1780f637988c68f52d2dba8ceb1a9e</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70012">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2457</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70013">
              <text>1994</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70014">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2281</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70015">
              <text>O symbolicznym dotykaniu rzeczywistości / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70016">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.82-84</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70017">
              <text>Michera, Wojciech</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70018">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70019">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70020">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="70021">
              <text>O symbolicznym dotykaniu
rzeczywistości
Wojciech Michera

R z e c z y w i s t o ś ć muzealna najczęściej jest p r ó b ą odtworze­
nia i zaprezentowania czegoś, co istniało wcześniej, lub gdzie
indziej. P r ó b a ta przybiera charakter platońskiej m i m e s i s, jest chęcią zbliżenia się do ideału. Jest to jednak p r ó b a
zawsze mniej lub bardziej nieudana. P o s z c z e g ó l n e elementy
stworzonej sytuacji muzealnej są wprawdzie oryginalne, ale
w całości jest ona tylko k o p i ą . Jej w a r t o ś ć to s t o p i e ń
p o d o b i e ń s t w a do o r y g i n a ł u ; w istocie w a ż n y jest tylko on.
W muzeum t a k i m nigdy nie opuszcza nas ś w i a d o m o ś ć , że
m a m y do czynienia ze swoistą fikcja i iluzją. Nawet jeśli
wystrój zrekonstruowanej chaty jest oryginalny, a w przenie­
sionym do muzeum grobie leży prawdziwy nieboszczyk,
p a m i ę t a m y , że nie przyszliśmy t u ani w odwiedziny do
przyjaciół, ani po to, by złożyć k w i a t y na mogile.
Ujęcie to umieszcza widza wyłącznie w k o n t e k ś c i e orygi­
n a ł u , usiłuje przenieść go w t a m t ą rzeczywistość; kontekst
aktualny, z w i ą z a n y ze ś w i a t e m widza, nie jest istotny,
a nawet w p r ó b i e tej przeszkadza.
I n n ą s t r o n ą tak rozumianego muzeum jest jego instrukt a ż o w o ś ć i swoista depersonalizacja: zabytek, wystawa, jest
zawsze p r z y k ł a d e m c z e g o ś : tak mieszkano, tak lepiono
garnki, takie robiono wycinanki - przy czym nie przypad­
k o w o z o s t a ł a t u użyta forma bezosobowa. W gruncie rzeczy
bowiem w t a k i m muzeum nie jest w a ż n y t e n garnek, t a
chata, t e n t w ó r c a ludowy: to t y l k o p r z y k ł a d y . I c h znaczenie
polega wyłącznie na wskazywaniu w z o r c ó w , na idealizacji.
Zawsze m o ż n a je z a s t ą p i ć , jeden cep d r u g i m , nawet jednego
t w ó r c ę ludowego i n n y m , bo w a ż n a jest t y l k o c e p o w o ś ć
i l u d o w o ś ć j a k o pewna funkcja. Z tego p u n k t u widze­
nia nie liczy się więc „ p r z e s z ł o ś ć " , lecz tylko aktualny,
dydaktyczny p o ż y t e k . Oba zatem plany - „ m i n i o n y " i „ d z i ­
siejszy" - są rozdzielone i nie p r z e n i k a j ą się.
Lecz muzeum r o z u m i e ć m o ż n a inaczej, nie po „ p l a t o ń sku", ale po „ a r y s t o t e l e s o w s k u " . W koncepcji wywiedzionej
z p o g l ą d ó w Arystotelesa mimesis staje się nie o d t w o ­
r z e n i e m minionej ("idealnej") rzeczywistości, mniej lub
bardziej u d o l n y m k o p i o w a n i e m wzorca (działanie paradygmatyczne), lecz kreacją nowej, d z i a ł a n i e m konfiguracyjnym
(syntagmatycznym). Wtedy muzeum staje się przestrzenią
t w ó r c z ą , przestrzenią aktywnej penetracji rzeczywistości.
Nie p r ó b u j e m y w ó w c z a s r y w a l i z o w a ć - beznadziejnie
przecież - w stopniu osiągniętej realności z d o m n i e m a n ą ,
n i e o g a r n i o n ą sytuacją w z o r c o w ą . Pełnię i ciągłość ż y c i a
(nie dającą się nigdy o d t w o r z y ć w najwspanialszej nawet
ekspozycji) zastępujemy c z ą s t k o w o ś c i ą i d y s k r e t n o ś c i ą na­
szej konfiguracji. Jest to zarazem rezygnacja z pretensji do
quasi-magicznego przenoszenia się „ t a m " , w kontekst tam­
tej rzeczywistości. N i e zrywamy k o n t a k t u z „ t u " , z horyzon­
tem naszego życia, z n a s z ą współczesnością. W tak rozumia­
n y m zdarzeniu muzealnym ulega on jednak poszerzeniu,
musi o t w o r z y ć się na obcy kontekst zjawiska, k t ó r e napot­
kał. Jest to jedyny s p o s ó b zachowania g ł ę b o k o rozumianego
autentyzmu całego przedsięwzięcia.

Eksponat muzealny rozumiany j a k o symbol jest ź r ó d ł e m
poznania, ale nie ma charakteru dydaktycznego: nie t y l k o
informuje, ale i angażuje, ma w y m i a r egzystencjalny.
„ M u z e u m m o ż e b y ć miejscem wtajemniczenia."
*

*

*

W sali muzeum b i s k u p i ń s k i e g o , w szklanych gablotach,
znajdują się dwa groby szkieletowe. Pierwszy, p o c h o d z ą c y
z epoki neolitu, zawiera szczątki trzydziestoletniej kobiety.
Pochowano j ą na p r a w y m b o k u , z silnie p o d k u r c z o n y m i
nogami, co jest zapewne ś l a d e m myśli o powrocie do ł o n a
m a t k i i nadziei na odrodzenie. W d r u g i m grobie, m ł o d s z y m
o prawie 3 tysiące lat, spoczywa uzbrojony w o j o w n i k
celtycki. Jego ciało p o ł o ż o n e z o s t a ł o na plecach.
G d y wiele lat temu pierwszy raz przyjechałem do Biskupi­
na, o d c z u ł e m natychmiast swoistą n i e s t o s o w n o ś ć umieszcza­
nia g r o b ó w w zwykłej muzealnej sali. R o z u m i e j ą c dydak­
tyczny sens tej p r a k t y k i , t r u d n o m i b y ł o p o g o d z i ć się
z w y k a z y w a n y m przez a r c h e o l o g ó w brakiem d e l i k a t n o ś c i ,
l e k c e w a ż e n i e m g o d n o ś c i z m a r ł e g o , k t ó r e j przecież nie zawie­
sza ani u p ł y w czasu, ani naukowy imperatyw poznawczy.
Z m a r l i przeniesieni ze swych cmentarzy do muzealnych
gablot - statusem swym z r ó w n a n i ze wszystkimi i n n y m i
przedmiotami wystawianymi na widok publiczny: garnkami,
f o r m a m i odlewniczymi, ozdobami, n a r z ę d z i a m i - stawali się
z w y k ł y m i eksponatami. Licznie p r z y b y w a j ą c y do Biskupina
turyści - od p r z e d s z k o l a k ó w do e m e r y t ó w - p r z y g l ą d a j ą i m
się teraz z bliska, b a d a j ą z zaciekawieniem, k o m e n t u j ą c na
p r z y k ł a d stan u z ę b i e n i a człowieka epoki kamienia, l e k k ą
ekscytację u s p r a w i e d l i w i a j ą c p o ż y t k i e m poznawczym. G d y
b y ł e m w Biskupinie przewodnikiem, z d u ż y m trudem uda­
w a ł o m i się u ś w i a d o m i ć zwiedzającym wycieczkom swoistą
d e l i k a t n o ś ć sytuacji.

2

82

*

*

*

W i e ś Czarne w Beskidzie N i s k i m j u ż nie istnieje. Wszyscy
dawni jej m i e s z k a ń c y , kiedyś z niej wygnani - Ł e m k o w i e
- albo nie żyją, albo mieszkają gdzieś daleko. N i e p r z e t r w a ł y
też b u d y n k i - p r ó c z d w ó c h czy trzech d o m ó w i mocno
zniszczonej cerkwi. N i e jest to więc etnograficzny skansen
- brakuje t u przecież „ e k s p o n a t ó w " . M i m o to jest to miejsce
niezwykłe, bo w z a r o ś n i ę t y c h k r z a k a m i drogach, regular­
nych zarysach nie istniejących j u ż d o m ó w , samotnych ka­
miennych kapliczkach, opuszczonym cmentarzu zachowana
jest p a m i ę ć żyjących t u niegdyś ludzi.
*

*

*

Symbol nie ma nigdy charakteru p o g l ą d o w e g o ; c h o ć służy
poznaniu, nie jest poznawczym n a r z ę d z i e m . Jest raczej
p r o w o k a c j ą , z m u s z a j ą c ą do z a a n g a ż o w a n i a , o k r e ś l e n i a się

�wobec zaistniałej sytuacji. Właściwością dobrego n a r z ę d z i a
jest jego p o r ę c z n o ś ć - t y m większa, i m mniej odczuwamy
jego istnienie. Symbol przeciwnie - nie pozwala, by o k r e ś l a ł o
nas wobec niego przyzwyczajenie.
P o g l ą d o w y charakter, j a k i nadajemy muzealnym eks­
p o n a t o m , redukowanie ich sensu do funkcji n a r z ę d z i a
dydaktycznego, p r z e w a ż n i e u n i e m o ż l i w i a nam włączenie się
w s y m b o l i c z n ą rzeczywistość muzeum. Dlatego celem dzia­
ł a ń , jakie podjęliśmy w Biskupinie i w Czarnym, b y ł o
nadanie o b u miejscom charakteru symbolicznego, czyli
niejako - „ o d z w y c z a j e n i e s i ę " od nich, uznanie ich za
p r o w o k a c j ę wobec naszej egzystencji.
*

*

*

W Biskupinie p r a g n ę l i ś m y p r z y w r ó c i ć d w ó m eksponatom
status prawdziwych g r o b ó w , a całej przestrzeni muzeum
n a d a ć symboliczny charakter cmentarza.
Wieczorna pora pozwala u n i k n ą ć spotkania z turystami
- m o g ł o b y ono s p o w o d o w a ć , że podjęte d z i a ł a n i a s t a n ą się
niezamierzonym happeningiem. Z a p a d a j ą c y zmrok, podob­
nie j a k stroje p r z y w o ł u j ą c e skojarzenia z m o n a s t y c z n ą
m o d l i t w ą , to t a k ż e pomoc w stworzeniu odpowiedniego
nastroju. Wszystko trwa o k . 20-30 m i n u t , w y p e ł n i o n y c h
przede wszystkim śpiewem. K i l k u n a s t u u c z e s t n i k ó w zdarze­
nia o k r ą ż a salę, o g a r n i a j ą c j ą i wypełniając d ź w i ę k a m i
o k r e ś l a j ą c y m i p o c z ą t e k owego czasu skupienia. P ó ź n i e j ,
przy k a ż d y m z g r o b ó w , śpiew, w s p o m a g a j ą c y milczenie
d ź w i ę k fletu, cichy znak dzwonka oraz k w i a t y materializują
niejako p a m i ę ć o z m a r ł y c h .
N a l e ż y t u p o w i e d z i e ć , że n a s t r ó j , o k t ó r y m m o w a , w ma­
ł y m stopniu dotyczy - w t ó r n e j tutaj - strony widowiskowej
przedsięwzięcia. Dlatego t y p o w o muzealny wystrój sali,
m a ł o sprzyjający „ o b r z ę d o w e m u " nastrojowi, nie był prze­
s z k o d ą , przeciwnie - o to właśnie przecież c h o d z i ł o , by c h o ć
na k r ó t k i czas przekształcić charakter tego miejsca.
Podstawowym elementem tego swoistego „ o b r z ę d u " jest
śpiew. T w o r z ą go albo k r ó t k i e , d w u g ł o s o w e , „ g o t y c k i e "
w nastroju „ z a ś p i e w y " , bez słów l u b z tekstem s u g e r u j ą c y m
sens ceremonii (пр.: „ I n paradiso perducant te angeli"), albo
w i e l o g ł o s o w a , częściowo i m p r o w i z o w a n a konstrukcja
dźwiękowa.
*

*

*

P o m o c ą w przygotowaniu D z i a d ó w , k t ó r e „ o d p r a w i l i ­
ś m y " w opuszczonej cerkwi w Czarnym, był tekst Dziadów
Mickiewicza, cz. I i П . I tutaj jednak, podobnie j a k w Bis­
kupinie, nie c h o d z i ł o n a m o wystawienie sztuki teatralnej
albo zrealizowanie spektaklu - nie uczestniczyli w n i m
przecież ż a d n i widzowie. N i e z a m i e r z a l i ś m y też - co chcę
zdecydowanie p o d k r e ś l i ć - w y w o ł y w a ć d u c h ó w . Poszukiwa­
nie symbolicznego w y m i a r u rzeczywistości kłóci się radykal­
nie z wszelkimi tendencjami spirytystycznymi. Dlatego na­
wet w tekście Mickiewicza z r e d u k o w a l i ś m y wszystkie sceny,
w k t ó r y c h p o j a w i a j ą się konkretne duchy. P r z y w o ł y w a n e
przez „ g u ś l a r z a " ("Czyszcowe duszeczki! - W jakiejkolwiek
świata stronie: - Czyli k t ó r a w smole płonie, - Czyli marznie
na dnie rzeczki, - Czyli dla dotkliwszej k a r y - W surowym
wszczepiona drewnie, - G d y j ą w piecu gryzą żary, - I pisz­
czy, i płacze rzewnie; - K a ż d a spieszcie do gromady!")
pojawiają się j a k o przedmiot naszej p a m i ę c i .
P o c z ą t k i e m „ o b r z ę d u " b y ł a w zasadzie j u ż p o d r ó ż - d ł u g a ,
m ę c z ą c a noc w p o c i ą g u , jazda autobusem, marsz z w i ą z a n y
z przekraczaniem wezbranych p o t o k ó w . Jego w s t ę p n ą część
s t a n o w i ł też tydzień w y p e ł n i o n y przygotowaniami: n a u k ą

śpiewu, r o z m o w a m i (ich zapisem jest w pewnej mierze ten
tekst), ćwiczeniami, a przede wszystkim samym pobytem
w miejscu całkowicie w o l n y m od zgiełku Warszawy. Ostat­
nia noc była d o p e ł n i e n i e m wszystkiego, co z d a r z y ł o się
wcześniej.
„ G u s ł a " r o z p o c z ę ł y się marszem do świątyni i przejściem
przez przycerkiewny dawny cmentarz. Był to swoisty znak
opuszczenia świata c o d z i e n n o ś c i i przejścia w sferę „realnej
p a m i ę c i " . Po przekroczeniu tej granicy weszliśmi „ c i c h o
i p o w o l i " do cerkwi - o b i e k t u pozbawionego j u ż oficjalnego
statusu świątyni i wpisanego tylko do rejestru konserwatora
zabytków.
Nie w i e m d o k ł a d n i e , j a k d ł u g o t r w a ł „ o b r z ę d " - m o ż e p ó ł
godziny, m o ż e g o d z i n ę . W y p e ł n i o n y był s ł o w a m i , gestami,
a przede wszystkim ś p i e w e m i d ł u g i m , g ł ę b o k o przez wszyst­
kich p r z e ż y t y m milczeniem. K o ń c z y ł się pouczeniem i pieś­
nią, k t ó r a swym charakterem u ł a t w i a ł a wyjście z cerkwi oraz
p o w r ó t do tego wymiaru rzeczywistości, w k t ó r y m p a m i ę ć
zdaje się w i ą z a ć wyłącznie z przeszłością.
*

*

*

Symboliczne dotykanie rzeczywistości - k t ó r e g o p r ó b ą są
nasze d z i a ł a n i a - to prowokowanie spotkania. Co znaczy
jednak „ s p o t k a n i e " , gdy jego o ś r o d k i e m jest neolityczny
g r ó b lub w y m a r ł a wioska?
Jak p o w i e d z i a ł e m , nie chodzi t u o ż a d n e spirytystyczne
w y w o ł y w a n i e d u c h ó w , j a k ą k o l w i e k ich materializację (z
podejrzeniem o takie intencje s p o t y k a l i ś m y się k i l k a razy).
Nasze śpiewy nie są też r e k o n s t r u k c j ą dawnych o b r z ę d ó w
(nie są n i ą przecież i Dziady Mickiewicza). N i e byłyby t a k ą
r e k o n s t r u k c j ą nawet wtedy, gdyby p o c h o d z i ł y „ z e p o k i " (a
są przecież całkowicie naszym p o m y s ł e m ) . Ż a d n y c h zatem
złudzeń b e z p o ś r e d n i e g o k o n t a k t u z m i n i o n ą rzeczywistością
l u d ó w dawnych epok, albo m i e s z k a j ą c y c h niegdyś w Czar­
n y m Ł e m k ó w , ż a d n y c h fantazji, że m o ż e na p r z y k ł a d „ t a k
właśnie kiedyś ś p i e w a n o " .
N i g d y b o w i e m nie da się w spotkaniu - nawet z ż y w ą
o s o b ą - u n i k n ą ć p o ś r e d n i c t w a symbolicznego. A l e p o ś r e d n i ­
ctwo takie nie musi b y ć traktowane j a k o przykre ogranicze­
nie - dzięki niemu właśnie to, co się dzieje w Biskupinie lub
na Czarnym, nie jest fikcją przenoszenia się „ g d z i e ś " , lecz
przeciwnie - poszerzaniem własnej, realnej rzeczywistości.
Nasze d z i a ł a n i a m a j ą więc charakter symboliczny, co
znaczy, że są p r ó b ą d o s t r z e ż e n i a symboliczności świata
- swoistym aktem jego interpretacji. Prowokujemy sytuacje,
w k t ó r y c h ujawnia się szczególny, nie zawsze przez wszyst­
kich dostrzegany w y m i a r rzeczywistości - poszerzonej o „ a k ­
t y w n ą p a m i ę ć " . Nie stwarzamy tego w y m i a r u , lecz ujaw­
niamy. C h o ć go nie stwarzamy, stajemy się jego częścią.
Nasz śpiew nie służy wyłącznie celom estetycznym. I c h o ć
zadaniem jego jest w y w o ł a n i e odpowiedniego nastroju, to
przecież n a s t r ó j m o ż e b y ć rozumiany nie t y l k o w kategoriach
psychologicznych - to t a k ż e s p o s ó b nadania miejscu i chwili
nowego sensu. Śpiew jest więc n a r z ę d z i e m poznania, me­
d i u m w s p i e r a j ą c y m nasze zmysły.
M o ż n a powiedzieć, że owe szczególne sytuacje, w k t ó r y c h
w ten s p o s ó b uczestniczymy, w wymiarze naszego codzien­
nego życia są - c h o ć p r o w o k o w a n y m - przypadkiem. Nagle
tak się zdarza, że j e s t e ś m y w sali muzealnej, w opuszczonej
cerkwi. T e m u zdarzeniu - jednemu z wielu w naszym życiu
- nadajemy sens, p o r z ą d k u j e m y go, „ k o n f i g u r u j e m y " . T o
d z i a ł a n i e ma charakter otwierający: u m o ż l i w i a spotkanie.
Miejscem spotkania jest zawsze j a k a ś granica, horyzont
naszego dotychczasowego świata. D o spotkania m o ż e nie
dojść: gdy wycofamy się i poprzestaniemy na obserwacji;

83

�m o ż e m y też o d w a ż y ć się granicę tę p r z e k r o c z y ć , poszerzając
w ten s p o s ó b nasz świat.
W a r u n k i e m spotkania jest napotkanie. Spotkanie jest to
napotkanie,
które d o s t r z e g l i ś m y .
Natknęli­
śmy się na coś i nie przeszliśmy m i m o . D o - s t r z e g l i ś m y , s t a ł o
się dla nas w a ż n e , nie o d w r ó c i l i ś m y się. W spotkaniu
do-tykamy tego, co n a p o t k a l i ś m y . Do-strzegłszy s t r z e ­
ż e m y go j a k o „ n a s z e g o " .
S ł o w o strzec pochodzi o d greckiego stergo, co znaczy
kochać.
N a p o t k a n y i d o - s t r z e ż o n y k t o ś , lub c o ś , staje się przejś­
ciem przez g r a n i c ę . M y stajemy się s t r ó ż a m i tego przejścia.
Do-strzec i u-strzec k o g o ś lub c o ś , to - o t w o r z y ć się.
N a co d z i e ń p r z e s t r z e ń muzealna jest j a k dobrze, zbyt
dobrze znana droga. D o p ó k i c o ś jej nie zakłóci - niemal nie
u ś w i a d a m i a m y sobie jej istnienie. Staje się sprawnym n a r z ę ­
dziem.
Nasze d z i a ł a n i a - w muzeum, w opuszczonej cerkwi - są
p r ó b ą odzwyczajenia się od codziennej drogi, p r ó b ą jej
dotykania, deptania. D r o g a , na k t ó r e j spotykamy szkielet
kobiety sprzed k i l k u tysięcy lat albo p o ł e m k o w s k ą w i o s k ę ,
nie m o ż e b y ć g ł a d k a . T r a k t o w a n i e tych części naszego świata
j a k e k s p o n a t ó w muzealnych l u b turystycznych jest sposo­
bem ich w y g ł a d z e n i a - stają się p r z y s t ę p n e i p o r ę c z n e . A tak
być nie p o w i n n o .
P o r ę c z n e narzędzie w y g ł a d z a świat. G d y świat jest g ł a d k i ,
mniejsze mamy szanse d o s t r z e ż e n i a go. G d y nie dostrzegamy
świata, nie dostrzegamy też samych siebie, bo brakuje tła,
kontrastu. Szczypiemy się w policzek by s p r a w d z i ć , czy nie
śnimy, czyli - czy n a p r a w d ę istniejemy. Istnienie ręki spo­
strzegamy w c h w i l i , gdy kłujemy się d r z a z g ą . Jeśli deska jest
zbyt wyślizgana, nie spostrzegamy ani jej, ani naszej ręki.
C o znaczy takie „ d o t y k a n i e rzeczywistości"? Jest to
uznanie jej istnienia. D o t k n ą ć : to powiedzieć ( k o m u ś , cze­
m u ś ) - istniejesz. D o t k n ą ć rzeczywistość to powiedzieć: o d
tej chwili istniejesz t a k ż e dla mnie, jesteś częścią mojego
świata, m i m o że cię nie rozumiem. D o t k n ą ć , to dostrzec
i strzec - tej ulotnej i nieuchwytnej n i e - p o r ę c z n o ś c i ,
nie-zręczności, n i e - t o ż s a m o ś c i , o d m i e n n o ś c i .

PRZ
1

Koncepcję muzeum jako przestrzeni i doświadczenia symbolicznego
przedstawiłem w artykule Tajemnica butów, czyli pochwala muzeum,
„Konteksty - P S L " , nr 1 1993, s. 17-18. Próbą jej praktycznego
zastosowania były warsztaty antropologiczne, jakie odbyły się w Bis­
kupinie (wrzesień 1991, czerwiec 1992, czerwiec 1993) i w Czarnym

84

D o - t k n i ę c i e to spo-tkanie. Te dwa spokrewnione ze s o b ą
s ł o w a ( p o c h o d z ą c e od greckiego tykidzo - ciosać, podobnie
j a k t k a ć , n a p o t k a ć , t k n ą ć , n a t k n ą ć się) są metaforami, k t ó r e
w y z n a c z a j ą k r ą g egzystencjalnego z a a n g a ż o w a n i a w sym­
b o l i c z n ą rzeczywistość.
Uczy zatem antropologia, że dotykanie rzeczywistości
m o ż e m i e ć charakter symboliczny - jeśli się j ą „ d o s t r z e g a "
i jej „ s t r z e ż e " . Bywa wtedy czasem tkliwe, czasem dotkliwe,
zawsze jednak p o w i n n o b y ć - m i ł o s n e . I to jest największy
w k ł a d tej n a u k i we w s p ó ł c z e s n o ś ć .
Czerwiec 1993
PS. Z a s k a k u j ą c y komentarz do mojego tekstu na temat
zdarzenia muzealnego - komentarz r ó w n i e k o n k r e t n y j a k
nasze odprawienie „ D z i a d ó w " - d a ł w o j e w ó d z k i konser­
w a t o r z a b y t k ó w w N o w y m Sączu: latem 1993 r o k u r o z e b r a ł
znajdującą się w C z a r n y m cerkiew i zamierza przenieść j ą do
skansenu. O t o więc dwa p r z y k ł a d y praktycznych konsek­
wencji przyjęcia określonej koncepcji teoretycznej.
C z y m jest cerkiew z Czarnego? Czy t y l k o obiektem
architektury drewnianej, zapisanym w rejestrze u r z ę d n i k a ?
Obiektem, k t ó r y należy u d o s t ę p n i ć j a k największej liczbie
w i d z ó w ? C z y m jest jednak w t a k i m razie cała wioska? C z y m
jest g ó r a - święta g ó r a , na której sto lat temu wzniesiono
świątynię? A co z r o b i ć z cmentarzem, k t ó r e m u świątynia ta
t o w a r z y s z y ł a ? Przecież bez niej traci o n s w ą religijną „ s k u t e ­
c z n o ś ć " bramy wiodącej z m a r ł y c h do nieba. Jeśli nie do­
strzegamy, że zabytek istnieje t a k ż e w wymiarze ciągle
aktualnej pamięci, to nawet p r a g n ą c w y k o r z y s t a ć go w ce­
lach czysto dydaktycznych p o w i n n i ś m y p a m i ę t a ć , że stanowi
on fragment większej, logicznej całości zapisu kulturowego.
Jest to sprawa elementarnej wiedzy, zupełnie podstawowej
etnograficznej wrażliwości, k t ó r e j brak dyskwalifikuje k a ż ­
dego opiekuna l u d o w y c h z a b y t k ó w .
C h o ć myślę też sobie, że m o ż e w y s t a r c z y ł a b y t u z w y k ł a ,
ludzka w r a ż l i w o ś ć na p i ę k n o ?

W r z e s i e ń 1993

PISY
(wrzesień 1992, wrzesień 1993). Ich uczestnikami i współtwórcami byli
moi uczniowie z X V I I S L O w Warszawie. Im też chciałbym podziękować
za 4 lata wspólnej pracy.
Arystoteles, Retoryka, Poetyka, przel. H . Podbielski, Warszawa,
1988. Zob. też W. Michera, op. cit.
2

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
