<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="12816" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/12816?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T07:46:33+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="13352">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/abf698202b5f57d3bb9815ffc3642c3f.pdf</src>
      <authentication>fbd4e8d83a41658758492f1776fe6417</authentication>
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="4">
          <name>PDF Text</name>
          <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="52">
              <name>Text</name>
              <description/>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154245">
                  <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO

��OSKAR KOLBERG

DZIEŁA WSZYSTKIE

�O

S

K

A

R

K

O

L

B

E

DZIEŁA WSZYSTKIE
TOM 85/II

INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA
Pozna ń

R

G

�OSKAR KOLBERG
CZŁOWIEK I DZIEŁO
Część II

STUDIA MONOGRAFICZNE
Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig,
Zbigniew Jasiewicz, Elżbieta Millerowa,
Danuta Pawlakowa, Maciej Prochaska

Poznań 2024

�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors
Poznań 2024

Rada Naukowa
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska

Recenzenci
dr hab. Piotr Grochowski, prof. UMK
dr Weronika Grozdew-Kołacińska
dr Agata Kusto
dr Arleta Nawrocka-Wysocka

Skład i łamanie
Jacek Grześkowiak

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa,
przyznanych przez Ministra Edukacji i Nauki
w ramach Programu „Doskonała Nauka II”

ISBN 978-83-95-9125-8-0

Druk i oprawa
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka

�Spis treści

Od wydawców
s. 7
Piotr Dahlig

Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog
s. 9
Danuta Pawlakowa

Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga
s. 75
Maciej Prochaska

Kompozycje Oskara Kolberga
s. 137
Elżbieta Millerowa

Literatura ludowa w zbiorach Oskara Kolberga
s. 179
Ewa Antyborzec

Oskar Kolberga jako badacz terenowy
i autor monografii etnograficznych
s. 397
Zbigniew Jasiewicz

Etnografia Oskara Kolberga
s. 539

Spis rycin
s. 623

��Od wydawców

Część II publikacji Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło zawiera prace kilku autorów, poświęcone różnym dziedzinom działalności twórczej, badawczej i wydawniczej autora Ludu. Sprofilowane tematycznie, w zamierzeniu
składać się mają na całościowy obraz dorobku Kolberga, począwszy od
jego prac kompozytorskich i popularyzujących muzykę ludową aż po dokumentację wszystkich przejawów kultury wsi w ujęciu regionalnym, a więc
obok muzyki, także literatury ludowej i etnograficznego obrazu ziem dawnej
Rzeczypospolitej.
Ponieważ w edycji Ludu i Obrazów etnograficznych dziedziny te integralnie się splatają w obrębie poszczególnych monografii etnograficzno-folklorystycznych, nieuniknione są w poszczególnych pracach pewne
powtórzenia i nawroty treściowe, jak choćby np. problem ewolucji programowej, decydujący o traktowaniu przedmiotu badań (co dotyczy zarówno
melodii, jak i tekstu folkloru i opisu etnograficznego) czy metoda badań
i gromadzenia zbiorów w założeniach i w praktyce (także odnosząca się do
tych trzech głównych dziedzin zainteresowania Kolberga). Jednak właściwa dziełu badacza interdyscyplinarność w dokumentacji kultury wydaje się
wystarczająco uzasadniać takie sprofilowanie tekstów.
Z drugiej strony synkretyczne traktowanie przejawów kultury w ujęciu
Kolberga narzuca jednak – wobec prezentowanego układu treści w formie odrębnych studiów – pewne praktyczne konsekwencje. Wśród nich na
pierwsze miejsce wydaje się wysuwać fakt, że teksty te nawzajem się dopełniają. Dotyczy to nie tylko studiów tutaj publikowanych, ale i w pewnym
stopniu opracowań z części I, a także z części III. Autorzy stosują wzajemne
odniesienia oszczędnie, zakładając, że sam układ treści narzuci taki sposób
postrzegania profilu całości i sposobu jej percepcji.

��Piotr Dahlig

Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog

Kolberg jako muzykolog, s. 9 – Kolberg jako chopinolog, s. 20 – Kolberg
jako etnomuzykolog, s. 33 – Rezonans Kolberga w polskiej etnomuzykologii
XX w. – wybrane aspekty, s. 64

Kolberg jako muzykolog
Lektura Kolbergowskich pism muzycznych oraz etnograficzno-muzycznych monografii regionalnych przekonuje, że ich Autor, niezależnie od epokowego osiągnięcia w udokumentowaniu i badaniu śpiewów ludowych
i kultury społecznej na ziemiach Pierwszej Rzeczypospolitej oraz niebłahego dorobku kompozytorskiego, może być, jak słusznie zauważa Mieczysław
Tomaszewski, uznany za zwiastuna polskiej muzykologii (przeduniwersyteckiej)1. Tezy wydawcy Pism muzycznych (1975, 1981), wraz z klasyfikacją pisarstwa muzycznego autora Ludu, pozostają nadal aktualne (nawiązuję
do nich niżej). Niniejsze opracowanie zawiera uogólnienia i uzupełnienia
pochodzące od etnomuzykologa i omawiające również rezonans Etnografa
w XX w. Składa się ono z trzech części przedstawiających Oskara Kolberga
kolejno jako muzykologa, chopinologa i etnomuzykologa.
Przedstawienie Kolberga jako muzykologa czy etnomuzykologa opiera
się na doświadczeniu rozwoju tych gałęzi/profilów nauki humanistycznej
w XX w. Muzykologia uniwersytecka została zarysowana przez Guido Adlera w 1885 r.2, a na ziemiach polskich (w b. Galicji, zaborze austriackim)
1

M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne
cz. I (DWOK T. 61), s. XI. Opinia ta sformułowana została w odniesieniu do Kolbergowskiej
analizy źródeł i stylizacji muzycznych Krakowiaków i Górali Jana Stefaniego: Melodie ludowe
w operze J. Stefaniego „Krakowiacy i Górale”, „Ruch Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. 546–554. Opinia ta może być też
odniesiona np. do tekstu Kolberga O „Sonetach Krymskich” Stanisława Moniuszki, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 505–510, pierwodruk 1868.
2 G. Adler Umfang, Methode und Ziel der Musikwissenschaft, „Vierteljahresschrift für Musikwissenschaft” 1885, nr 1, s. 5–20.

9

�– umocowana na krótko przed I wojną światową w Krakowie (1911) i Lwowie (1912), następnie w II RP także w Poznaniu (1921) i Warszawie (1938).
Pierwsze, ukraińsko-polskie definicje etnomuzykologii pochodzą z okresu
międzywojennego (1929–1934)1. Możemy jednak śmiało twierdzić, że nic, co
wystąpiło w przekroju tematycznym i metodycznym dwudziestowiecznej
etnomuzykologii, nie byłoby autorowi Ludu… obce. Wszystkie wątki zainteresowań i postawy badawcze wystąpiły już wcześniej w jakimś kształcie
u Kolberga. Jest to nie tylko świadectwo szerokich horyzontów jego umysłu, ale i właściwość nauki humanistycznej – wiedzy o muzyce i kulturze.
Postaci i dorobku Kolberga w sferze muzykologii lub etnomuzykologii nie należy jednak widzieć tylko z perspektywy ludzi „mądrzejszych”
o XX wiek – należy także poznawać kontekst współczesny Etnografowi.
Skierujmy uwagę najpierw na czasy poprzedzające działalność Oskara
Kolberga: okres wojen napoleońskich przyspieszył ruch etnocentryczny
w krajach niemieckich, pobudzając refleksję nad rangą dziedzictwa kultury ludowej. Nastąpiła znamienna modyfikacja wydawnicza Stimmen der
Völkern in Liedern J.G. Herdera; pierwsza, autorska redakcja Herdera
(1778/1779) opierała się na podziale tematycznym pieśni, druga (1807) –
na pochodzeniu narodowym poetyckich tekstów ludowych. Akademia Celtycka (1805) powołana przez Napoleona miała ożywiać narodowe emocje
Francuzów. Pierwsze dokumentacje włoskiej pieśni ludowej na początku
XIX stulecia również stanowiły rezonans polityki cesarza francuskiego.
Za nowatorski, także w kontekście europejskim, możemy uważać całościowy ludoznawczy program badawczy z 1802 r. Hugona Kołłątaja, który
przezwyciężał partykularyzm stanów społecznych, a postulował skoncentrowanie się na poznaniu całej różnorodności kulturowej narodu, w tym
środowisk poza centrami miejskimi.
Wiedza o muzyce zaczęła powracać na uniwersytety (znalazła się poza
nimi z końcem XVI w.), najpierw niemieckie (od r. 1826). Równocześnie
w Europie nastał czas rozwoju periodycznego piśmiennictwa muzycznego, odkrywania przeszłości muzycznej i ożywionego przekładu wrażeń
muzycznych na język pisany (recenzje koncertów). W Polsce okresu zaborów piśmiennictwo tego typu otwiera „Tygodnik Muzyczny” redagowany
przez Karola Kurpińskiego (ukazywał się tylko w 1820 roku), w którym
1 P. Dahlig The use of the term ethnomusicology in Ukraine and Poland between 1928 and
1939, „Muzyka” R. LIV: 2009, nr 1, s. 51–56.

10

�funkcjonalna definicja „pieśni w ogólności” (‘wszystko to, co lud śpiewa’1)
zapoczątkowała szerokie, społeczne widzenie kultury artystycznej. Program ten dopełniony został, przynajmniej w sferze postulatów, zestawem
zadań (także powinnością zbierania pieśni i melodii tanecznych) dla sekcji
muzycznej Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, zredagowanym
przez Kazimierza Brodzińskiego (1828)2.
Na lata 20. XIX w. przypadły pierwsze edycje „pieśni narodowych”
w krajach pod panowaniem Habsburgów3. Istnienie różnych narodów
jako ozdób w koronie tej monarchii umotywowało podjęcie pierwszej akcji
zbierania pieśni ludowych (1819). Była to jakby odpowiedź na osiągnięcia
serbskie: w 1814 i 1815 r. Vuk Karadżić wydał po raz pierwszy w Wiedniu
Srpske narodne pjesme, pierwszą ekspozycję eposu europejskiego i dziedzictwa bardów słowiańskich. Za tą głośną antologią poszły w innych
krajach eksploracje dziejów średniowiecznych, przechowanych w tekstach
pieśni – bądź to w autografach chansons de geste, bądź pozyskiwanych na
żywo w czasie wędrówek badawczych (Kalevala odkrywana i redagowana
w Karelii).
Istotny okazał się wymóg zapisu nutowego we wspomnianej, prowadzonej w Wiedniu przez Gesellschaft der Musikfreunde akcji z 1819 r.4, co dowartościowało nie tylko poezję, ale i „nutę” rodzimą, którą z upodobaniem
uprawiał np. w wiedeńskim Grinzingu Franz Schubert. Pożądane przez
wiedeńskie Towarzystwo Przyjaciół Muzyki dopełnienie zbiorów tekstów
pieśni ludowych o zapis nutowy stało się drogowskazem dla Oskara Kolberga, a świadectwem oddziaływania wielkiej przeszłości teorii muzyki na
umysłowość Kolberga jest jego sięganie po metafory duszy, krwi, serca, aby
oddać znaczenie melodii wobec słów (które są tylko ciałem pieśni).
Podjęcie przez autora Pieśni ludu polskiego prób kompozytorskich
to w pierwszej połowie XIX w. oczywistość (także dla koncertujących
1 Por. A. Chybiński Wskazówki zbierania melodii ludowych, „Przegląd Muzyczny” 1925,
nr 1, s. 6–12, wznowione w: A. Chybiński O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac etnograficznych pod red. L. Bielawskiego, Kraków 1961, s. 68.
2 P. Dahlig Etnograficzne i muzyczne wątki w działalności Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk (1800–1832), „Nauka Polska. Jej Potrzeby, Organizacja i Rozwój” 2008,
T. XVII (XLII), s. 35–48.
3 T.A. Kunz Böhmische Nationalgesänge und Tänze. České národní zpěvy a tance, k vydání připravil Lubomír Tyllner, T. I Faksimile, T. II Texty, Praha 1995; pierwodruk 1825.
4 K. Vetterl, O. Hrabalová Guberniální Sbírka písní a instrumentální hudby z Moravy
a Slezska z roku 1819, b.m.w. 1994.

11

�muzyków); naukowy dystans i beznamiętna dokumentacja czegoś, co narzucało się i było dostępne na wyciągnięcie ręki (również w samej Warszawie) wydawały się niedorzeczne – to, co bez przeszkód żyje i funkcjonuje, nie musi być cytowane (tak samo niełatwo było przekonać XX-wiecznego filatelistę do zbierania tzw. „masówki”, znaczków w obiegu
powszechnym). W pierwszych dekadach XIX wieku muzyków otwartych
na „pieśni w ogólności” intrygowały: improwizowanie na popularny temat zasłyszany, dopowiadanie do fraz, rozwijanie myśli muzycznej, dodawanie akompaniamentu, komponowanie miniatur mających popularyzować czytanie nut i granie po domach muzyki narodowej (przydomek
„narodowy” dotyczył w latach 20. XIX w. również pieśni ludowych, tytuł
Pieśni ludu… upowszechniał się od lat 30., także pod wpływem cenzury
rosyjskiej usuwającej słowo „naród” po powstaniu listopadowym). Kompozytorzy byli przejęci zwłaszcza ideą tworzenia oper narodowych jako
rodzimej, lokalnej alternatywy wobec dominacji włoskiej sztuki operowej.
Obok ogólnych tendencji etniczno-twórczych w Europie, szczególnie
tam, gdzie hegemonia polityczna nie pozwalała na suwerenność małych
krajów, wstrząs powstania („rewolucji”) 1830/1831 r. rozbudził na ziemiach
Polski rozgrabionych przez „sąsiadów” potrzebę upamiętniania ludowej
twórczości poetyckiej w postaci drukowania antologii tekstów pieśni poszczególnych części kraju. Gdy do obiegu wchodziła pierwsza fala tego
typu wydawnictw Wacława z Oleska1, Kazimierza W. Wójcickiego2, Żegoty Paulego3 i Józefa Konopki4, Oskar Kolberg pogłębiał wiedzę o muzyce,
doskonalił w Berlinie i Warszawie swe rzemiosło muzyczne, zarabiał na
życie lekcjami muzyki, wtajemniczał się w pracę kompozytora, a wkrótce,
za namową brata Wilhelma, pogrążył się w buchalterii najbardziej rozwojowego środka transportu – kolejnictwa. Gdy w latach 40. XIX stulecia
– w apogeum polskiej filozofii, literatury i sztuki – postanowił skupić się
1

Wacław z Oleska [Wacław Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, Lwów 1833;
K. Lipiński Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych
przez Wacława z Oleska, Lwów 1833.
2 K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1–2, Warszawa 1836.
Reprint: Wrocław 1976.
3 Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838. Reprint: Wrocław 1973.
4 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840. Reprint: Wrocław 1974.

12

�na pieśniach, muzyce, a wkrótce i na życiu ludu, można powiedzieć (kontynuując paralelę kompozytorską), że przybył, tak jak Fryderyk Chopin dla
historii muzyki polskiej, mąż opatrznościowy dla kulturo- i ludoznawstwa
Europy środkowo-wschodniej.
W świetle współczesnej Kolbergowi ikonografii etnograficznej1 widzimy zdumiewającą, uderzającą różnorodność strojów ludowych i obfitość
ówczesnych materialnych przejawów kultury chłopskiej i małomiasteczkowej ziem polskich. Dziś ówczesny obraz wydaje się czystą egzotyką. Tak
samo mozaikowo rozmaita musiała być – i była – śpiewna oraz muzyczno-taneczna strona dawnych kształtów rzeczywistości społecznej. Oskar Kolberg, pierwszy wykształcony muzyk wśród miłośników pieśni gminnej,
pozbył się wątpliwości co do wyboru swej misji pod wpływem zachęt
K.W. Wójcickiego, który sam był tytanem pracy; wzniósł się jako pierwszy
po Łukaszu Gołębiowskim2 na ogólnopolską arenę etnograficzną i pierwszy
wyszedł do czytelnika masowego z kiermaszem swych książek historyczno-literackich. Nastąpiło szczęśliwe sprzężenie ducha czasów i sytuacji osobistej Kolberga. Niezałożenie rodziny, pewien dystans wobec podniosłości
polskich tradycji szlacheckich z racji protestantyzmu, niechęć wobec oznak
krzykliwej i pustej kultury masowej miast z jej „automatycznymi pudłami”
(m.in. katarynkami), imperatyw bycia pożytecznym dla kraju, w którym
rodzice się zasymilowali, wreszcie ambicje twórcze, które płynnie przeorientowały się z konstrukcji dźwiękowych na budowanie gmachu wiedzy
empirycznej – „obrazu muzyki słowiańskiej” – wszystko to silnie uwarunkowało drogę życiową Kolberga jako pioniera integralnego kulturoznawstwa,
antropologii, muzykologii i etnomuzykologii.
Spójrzmy na jego drogę naukową w świetle Pism muzycznych. Mieczysław Tomaszewski wskazuje na trzy profile: teksty publicystyczne (1);
hasła encyklopedyczne (2); monografia Chopina (3). W przypadku rozpoczynających pisarstwo Kolberga tekstów publicystycznych (1841–1843) autor
podejmuje (trwającą aż do 1870) współpracę z „Biblioteką Warszawską”,
recenzując tam kolekcje pieśni słowackich (1841) i wielkopolskich (1842)
oraz wydawnictwo kompozycji religijnych (psalmy Mikołaja Gomółki, msza
1

A. Błachowski Ubiór i krajobraz kulturowy Polski i Ukrainy Zachodniej w ikonografii
J. Głogowskiego i K.W. Kielisińskiego, Toruń 2011.
2 Ł. Gołębiowski Lud Polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830. Reprint: Warszawa 1983. Tegoż Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym, lub niektórych tylko prowincyach, Warszawa 1831. Reprint: Warszawa 1983.

13

�Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego)1, co świadczy o zainteresowaniach
Kolberga także muzyką staropolską.
Nekrolog Chopina, a w następnej dekadzie śmierć znajomych muzyków (Kasper Napoleon Wysocki – 1851, Emilian Jenike – 1852) skłoniła
Kolberga także do bycia encyklopedystą ludzi odchodzących. Spisanie ich
życiorysów i charakteryzowanie twórczości (przy Wysockim Kolberg dał
wyraz swej otwartości na stylizację tematów ludowych) stanowiło personalną odsłonę dokumentalno-kronikarskiego talentu Kolberga i uświadomiło
autorowi Ludu… obligację wobec współczesnego mu pokolenia muzyków
i kompozytorów polskich. Podsumowanie ich dorobku było wstępem do
opracowywania haseł encyklopedycznych, a dla Kolberga osobiście stanowiło doświadczenie pisania o muzyce jako sposobu życia oraz drukowania
prac jako budowy dyscypliny naukowej (historii muzyki jako fundamentu
muzykologii).
Ponadto słowo o muzyce i „starożytnościach słowiańskich” było mile
widziane przez redaktorów czasopism ogólnych, poświęconych kulturze,
sztuce; w szczególności „Biblioteka Warszawska” (od 1841 r.) kształtowała,
wobec braku uniwersytetu w Królestwie Polskim, humanistyczną myśl naukową. W tym czasopiśmie autor Ludu… opublikował (1865) swój apel-program badawczy odwołujący się do pomocy korespondentów terenowych.
Kompetencje muzyczne/muzykologiczne Kolberga znalazły szczególny
impuls rozwojowy we współpracy z Encyklopedią Powszechną Samuela
Orgelbranda w latach 1859–1868. Na 1114 tekstów w Pismach muzycznych 1069 pochodzi z tej pierwszej polskiej antologii wiedzy ogólnej. Wydawnictwo to powstawało w okresie, gdy wydawano w Europie encyklopedie narodowe. Gromadzenie polskojęzycznego przekazu wiedzy należy
widzieć także jako ówczesny wyraz suwerenności kultury polskiej. Kolberg,
umysł chłonny, pilny i gorliwy, opanował lub ponowił odpowiednie lektury polsko- i obcojęzycznych wydawnictw o ambicjach słownikowo-encyklopedycznych, łącząc je z osobistym doświadczeniem, z wypracowanym
już zmysłem redakcji-nawigacji (po morzu pieśni ludowych). Okazał się pośrednikiem w przekazaniu wiedzy nagromadzonej w kompendiach zachodnioeuropejskich (zwłaszcza niemieckich i francuskich) oraz znakomitym
1 O. Kolberg Śpiewy kościelne dawnych kompozytorów polskich zebrane i wydane przez
Józefa Cichockiego, „Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4, s. 421–424. Przedruk w: tegoż Pisma
muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 501–503.

14

�kronikarzem/obserwatorem współczesnego mu życia muzycznego, podobnie jak starał się być „stenografem” kultury zachowanej w krajobrazie
wiejskim. Z tą samą rzetelnością i dążeniem do kompletności (choć zdawał
sobie sprawę z połowiczności wysiłków) rejestrował zarówno oprawy muzyczne wesel, repertuar pieśni powszechnych, „obsługujących” wszystkie
duchowe, życiowe potrzeby ludzkie, jak i setki nazwisk kompozytorów
tworzących mazury i inne miniatury taneczne do słuchania lub tańczenia1.
Kompozycje taneczne, w szczególności mazurowe, traktował bowiem jako
kluczowy etap ku „samoistności” muzyki, która w kulturach społeczności
rolniczych pozostawała ściśle spleciona z obrzędami, kalendarzem (kościelnym, agrarnym) i życiem społecznym, niewiele miejsca zostawiając na indywidualną medytację (tu docenia Kolberg nurt pasterski jako ożywczy dla
wyobraźni muzycznej, także własnej – w Królu pasterzy).
Współpraca z periodykami i Encyklopedią powszechną Samuela Orgelbranda, kierowanymi do ogółu czytelników, wpłynęła na (czy też ugruntowała) Kolbergowski styl pisania o muzyce – komunikatywny, oszczędny, rzeczowy, skupiony na informowaniu, ani wybujały, ani poetycki, lecz
wyważony, naukowy; czasem tylko z dodatkiem wartościującym, gdy był
świadkiem czegoś. Tylko w jedynej Korespondencji2 z podróży zagranicznej (1857) daje dość pełny wyraz swej osobistej wrażliwości, skromności,
bezpośredniości, humorowi.
Analiza haseł przygotowanych przez Kolberga do Encyklopedii powszechnej Orgelbranda wskazuje, że powierzono mu całość zagadnień muzycznych. M. Tomaszewski stwierdza, że: hasła osobowe (574) przeważają
ilościowo nad rzeczowymi (495); duże znaczenie w formułowaniu wniosków czy opinii ma autopsja Kolberga (co jest widoczne także w przedmowach do tomów monografii regionalnych). Kolberg, współtworząc krąg
encyklopedystów, musiał praktykować różne stopnie swego autorstwa,
od całkowicie własnych tekstów do przekładu tekstów obcojęzycznych,
skupiając się wszędzie na walorze informacyjnym. Systematyka wiedzy
muzykologicznej konstruowana na podstawie mozaiki haseł daje przekrój
tematyczny właściwy projektowi muzykologii uniwersyteckiej Guido Adlera, który połączył profil systematyczny (zasady muzyki) z historią muzyki.
1

O. Kolberg Polskie tańce, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 609–611.
Pierwodruk: Encyklopedia powszechna, T. 20 Warszawa 1865.
2 O. Kolberg Korespondencja z Wiednia, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),
s. 357–363. Pierwodruk: „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26, s. 203–206.

15

�Zakres tej wiedzy zredagowany został przez M. Tomaszewskiego jako spis
treści, zestaw tematów wiedzy muzykologicznej zawartej w Encyklopedii:
O muzyce w ogólności:
Muzyka;
O elementach i zasadach muzyki;
O nutach.
O komponowaniu muzyki, jej działach, rodzajach i formach:
O kompozycji muzycznej;
Działy muzyki wedle rodzaju materiału:
Muzyka wokalna, czyli głosowa:
Gatunki muzyki wokalnej: chórał, figurał, motet, recitativo
i aria, chór, kantata;
Muzyka instrumentalna:
Formy muzyki instrumentalnej: formy polifoniczne, formy swobodne, formy okolicznościowe, formy złożone;
Formy obu rodzajów muzyki: formy zespołowe, części utworów.
Działy muzyki wedle miejsca i celu:
Muzyka kościelna:
Muzyka dla celów liturgicznych: psalmy, hymny, antyfony, responsoria, litanie, lamentacje, sekwencje, msze;
Religijna muzyka dramatyczna;
Muzyka światowa: muzyka teatralna, muzyka koncertowa, muzyka
pokojowa, muzyka taneczna, muzyka wojskowa.
O głosie, instrumentach i wykonywaniu muzyki:
Koloryt, instrumentacja, partycja;
Głos i śpiew;
Śpiewaczki i śpiewacy;
Instrumenty muzyczne:
Instrumenty strunowe: smyczkowe, czyli rznięte, strunowe szarpane, uderzane itp.;

16

�Instrumenty dęte: drewniane fletowe, drewniane stroikowe i języczkowe, dęte metalowe, dęte z klawiaturą;
Instrumenty bite, czyli perkusyjne;
Instrumenty wstrząsane;
Instrumenty pocierane;
Mechanizmy muzyczne.
Budowniczowie, wynalazcy i fabrykanci instrumentów:
– lutnicy;
– organmistrze i fabrykanci fortepianów;
– wynalazcy nowych instrumentów.
Wirtuozi na instrumentach:
– wirtuoz;
– słynne rodziny wirtuozów;
– skrzypkowie;
– wiolonczeliści;
– gitarzyści;
– fortepianiści;
– organiści;
– wirtuozi na flecie, oboju, klarnecie i fagocie;
– wirtuozi na innych instrumentach.
Sposoby śpiewania i grania. Ozdoby;
Z życia muzycznego:
– chór;
– orkiestra;
– muzyczne uroczystości;
– szkoły muzyczne.
Powyższy przekrój wiedzy o muzyce, przedstawiony w tomie 61 Dzieł
wszystkich Kolberga, przypomina encyklopedię według haseł rzeczowych.
Część druga Pism muzycznych, tom 62, ujmuje w podtytułach „otwarty” podręcznik historii muzyki według krajów i kontynentów: Z dziejów
muzyki powszechnej – o muzyce pierwotnej i starożytnej, o muzyce czasów nowszych w różnych krajach; Z dziejów muzyki polskiej – muzyka
polska, życiorysy okolicznościowe i wspomnienia o muzykach polskich,
17

�wiadomości, sprawozdania i recenzje z polskiego życia muzycznego; O pieśni ludowej i powszechnej – śpiewy ludowe, popularne i narodowe, śpiewy
religijne, rozprawy, dyskusje i wiadomości o pieśni i śpiewie, o zbiorach
pieśni ludowych; O tańcu i muzyce tanecznej – taniec i jego dzieje, o tańcach towarzyskich i narodowych, o tańcach teatralnych, z wydawnictw
muzyki tanecznej.
To, że z dorobku Kolberga można było skonstruować powyższy spis treści, świadczy o dalekim i szerokim horyzoncie badawczym autora Ludu…
Gdyby nie pochłonięcie pracami około etnografii muzycznej, byłby Kolberg pierwszym polskim polihistorem sztuki muzycznej i analitykiem stylów muzycznych. Przeświadczony o zmienności, różnorodności i swoistej
łamliwości tradycji ustnych wobec modernizacji świata w drugiej połowie
XIX wieku, wybrał kulturę muzyczną powszechnie zrozumiałą, charakteryzującą się obiegiem przeważnie ustnym i dużą rozmaitością wątków
w poszczególnych stronach kraju. Badanie twórczości kompozytorskiej ma
bowiem ostoję w postaci rękopisu i druku, twórczość ludowa zaś wspiera
się głównie pamięcią żyjących pokoleń i pilnie potrzebowała wówczas interpretatora zewnętrznego wobec społeczności wiejskiej, wyrosłej z koegzystencji chłopsko-ziemiańskiej (mimo kulturowej separacji).
Niezależnie od reprezentatywności i stopnia wyczerpania wiedzy o muzyce i kulturze muzycznej, szczebel pierwszego, XIX-wiecznego podsumowania historii i teorii muzyki w piśmiennictwie polskim został pokonany.
Przy perspektywie ogólnej, europejskiej i światowej, jedyną metodą musiała być roztropna praca kompilatorska na podstawie dzieł zagranicznych.
Do dyspozycji encyklopedystów polskich stała już dość obszerna literatura, w szczególności autorów niemieckich i francuskich1. To, co z dziedziny muzykologii (muzykografii) historycznej dał Kolberg piśmiennictwu
1 M. Tomaszewski wymienia następujące kompendia: E.L. Gerber Historisch-biographisches Lexikon der Tonkünstler, 2 T., Leipzig 1790–1792, nowe wyd. 4 T., 1812–1814; F.J. Fétis
Biographie universelle des musiciens et bibliographie générale de la musique, 8 T., Bruxelles
1837–1844, nowe wyd. od 1860; J.G. Sulzer Allgemeine Theorie der schönen Künste, 2 T., Leipzig 1771–1774 (i dalsze wydania); H.Ch. Koch Musikalisches Lexikon, 2 T., Frankfurt a/M. 1802
(i dalsze wydania); G. Schilling Encyklopädie der gesammten musikalischen Wissenschaften oder Universal-Lexikon der Tonkunst, 6 T., Stuttgart 1835–1838, nowe wyd. 1840–1842;
J.J. Rousseau Dictionnaire de musique, Amsterdam 1768; B.J. Dlabacz Allgemeines Künstler-Lexikon für Böhmen, 3 T., Prag 1815–1818; J.N. Forkel Allgemeine Geschichte der Musik,
2 T., Leipzig 1788–1801; R.J. Kiesewetter Geschichte der europäisch-abendländischen Musik,
Leipzig 1834; C.G.A. Winterfeld Der evangelische Kirchengesang, 3 T., Leipzig 1843–1847;

18

�polskiemu, to – jak konkluduje M. Tomaszewski – summa ówczesnej wiedzy1, encyklopedyczna mozaika ułożona z poczucia narodowej obligacji
i życiowej (ekonomicznej) potrzeby (Kolberg odstąpił w 1859 r.2 od pracy
etatowej). Nic innego ponad ową summę nie mogło powstać, zważywszy na
wielkie ciśnienie przemian w muzyce europejskiej XIX wieku i narastającą
świadomość bogactwa muzycznego epok minionych. Od strony metodologicznej – wpływ filozofii Hegla, archeologiczna Kulturkreislehre, raczkujące językoznawstwo porównawcze oraz prądy pozytywistycznej faktografii
wspomagały refleksję nad historią muzyki: Kolberg „na historię muzyki patrzy oczami J. N. Forkela (ciągły rozwój, doskonalenie się, dążenie do ideału,
przy rozstrzygającej roli genialnych jednostek), Herdera (muzyka pierwotna
i ludowa jako wiecznie żywe źródło) i Finka (centrum i migracje)”3.
Motywem przewodnim Kolberga-encyklopedysty muzycznego jest szczególnie obszerne, szczegółowe i życzliwe przedstawienie problematyki polskiej, uczestnictwa polskich muzyków w kulturze kontynentu europejskiego.
Kolberg brał przecież udział w pierwszej polskojęzycznej syntezie encyklopedycznej. Czerpał z istniejącego piśmiennictwa, szczególnie w odniesieniu
do muzyki dawnej, komentował wydawnictwa muzyki staropolskiej. Chociaż historykiem muzyki (polskiej) autor Ludu, jak pisze M. Tomaszewski,
nie był (i nie zamierzał być), to dał rzeczowy i syntetyczny przegląd dziejów muzyki polskiej, po Łukaszu Gołębiowskim (1831), a przed monografią
Aleksandra Polińskiego (1907), oraz pozostawił pierwszorzędne przyczynki-portrety współczesnych sobie lub zapamiętanych muzyków polskich, wobec których poczuwał się do szczególnego obowiązku podsumowania ich
życia i dorobku. W latach 50. XIX w. odeszli bowiem luminarze muzyki polskiej – Józef Elsner (1854) i Karol Kurpiński (1857). To poczucie odpowiedzialności splotło się też z przywilejem świadkowania geniuszowi Chopina.
I tak trzecim (po publicystyce i współtworzeniu encyklopedii) zakresem
zainteresowań – poza oczywiście etnografią muzyczną – Kolberga-muzykologa stał się Chopin, a zwłaszcza warszawski okres jego życia i twórczości.
G.W. Fink Erste Wanderung der ältesten Tonkunst, als Vorgeschichte der Musik oder als erste
Periode derselben, Essen 1831.
1 M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga… (DWOK T. 61), s. LV.
2 W Szkicu autobiografii (rkp. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68) podał, że
zakończył pracę etatową w roku 1861, dostępne obecnie źródła wskazują, że stało się to już
w roku 1859.
3 M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga… (DWOK T. 61), s. XLVIII.

19

�Hasło w Encyklopedii poświęcone Chopinowi traktuje M. Tomaszewski
jako szczególnie udane. Ponieważ wkład do badań nad życiem i twórczością
kompozytora jest oryginalnym osiągnięciem Kolberga, ten wątek w działalności Kolberga-etnomuzykologa zasługuje na szersze omówienie.
Kolberg jako chopinolog
Oskar Kolberg był pierwszym komentatorem Chopina, który połączył
kompetencje właściwe badaniom muzykologicznym i etnomuzykologicznym oraz przekroczył próg egotyzmu artystycznego. Polot w pisaniu o Chopinie i muzyce polskiej zawsze gwarantowała Kolbergowi jego empiria-autopsja i fakt wspólnego z Chopinem zadomowienia (dosłownie i w przenośni) w Warszawie. Związkom rodziny Kolbergów z Fryderykiem Chopinem
poświęcono wzmianki w większości monografii chopinowskich; istnieje
ważny źródłowy artykuł Krystyny Kobylańskiej (1967), który podsumowuje
wspomnienia braci Wilhelma i Oskara1, obszerny katalog wystawy poświęconej relacjom Chopina z braćmi Kolbergami (2005) przygotowanej przez
Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie i Muzeum im. Oskara Kolberga
w Przysusze na konkurs chopinowski w 2005 r. 2, opracowanie Ewy Sławińskiej-Dahlig (2014) podnoszące wątki Chopinowskie w korespondencji
Oskara Kolberga3.
Wobec opracowań szczegółowych zwróciłbym uwagę na rolę Oskara
Kolberga w tworzeniu podstaw wiedzy o kompozytorze, tj. chopinologii.
Oskar Kolberg był pierwszym przedstawicielem nauk humanistycznych,
w tym etnologii, który zmierzył się z unikatowym zjawiskiem w kulturze
artystycznej, jakim była i pozostaje osoba i twórczość Fryderyka Chopina.
W polu widzenia Kolberga znalazły się zatem dwa przeciwległe bieguny –
z jednej strony wspólnota kulturowa wielkich zbiorowości ludzi, jaką była
1

K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg, w: Studia Hieronymo Feicht septuagenario dedicata, Kraków 1967, s. 378–390. W artykule podniesiona jest m.in. rola Kolberga jako
kopisty dzieł Chopina.
2 H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na tle epoki. Przyjaźń, praca, fascynacje, katalog wystawy zorganizowanej z okazji XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, Warszawa 2005.
3 E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondencji Oskara Kolberga, „Polski Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 65–79.

20

�kultura chłopska w jej dziewiętnastowiecznym, utrzymującym się wówczas
nadal olbrzymim zróżnicowaniu i obfitości, z drugiej zaś – osobowość muzyczna wyjątkowa, której pojawienie się autorzy w XIX w. odnosili wręcz
do sił nadprzyrodzonych.
Znakomitym źródłem do rozpoznania wątku chopinologicznego jest
zwłaszcza Korespondencja Oskara Kolberga, ważne wydawnictwo epistolograficzne1. Znaczenie korespondencji Kolberga dla oświetlenia relacji łączących go z Chopinem wykazał już w 1926 r. Roman Zawiliński 2, inicjator
pierwszego nagrania folkloru polskiego (Jana Sabały-syna) w 1904 r.3
Autor Ludu zbierał materiały do większej pracy o Chopinie. Obligowały
go do tego nie tylko podziw natury artystycznej, ale i świadomość, że był
świadkiem młodości Chopina. Rzeczowy biogram o Chopinie, z licznymi,
do dziś trafnymi sformułowaniami o przełomowym znaczeniu kompozytora
i jego „akcentu polskiego” dla historii muzyki europejskiej, zestawiający
bieg życia z kolejnością dzieł, oraz bibliografię, jakże małą w 1861 r., dał
Kolberg w pierwszym wydaniu Encyklopedii powszechnej Orgelbranda4.
Po ukazaniu się dwu monografii polskich autorów – Marcelego Antoniego
Szulca (1873)5 i Maurycego Karasowskiego (1877)6, Kolberg, pochłonięty
pracą nad przygotowywaniem, redakcją i korektą tomów Ludu czy Obrazów etnograficznych, bezinteresownie dzielił się swą wiedzą o Chopinie ze
wspomnianymi autorami.
Listy Kolberga do Szulca (począwszy od 1874 r.) i do Karasowskiego
(począwszy od 1876 r.)7 ukazują charakter naukowego podejścia, cechy
warsztatu Kolbergowskiego, jak dociekliwość, bezstronne dążenie do obiektywizmu, prawdy i ścisłości, do – według określenia samego autora Ludu
1

Korespondencja Oskara Kolberga cz. I–III (DWOK T. 64–66).
R. Zawiliński Kolberg a Chopin, „Nowa Reforma” 1926, nr 272 i 273. Artykuł ukazał się
w miesiącu odsłonięcia pomnika Chopina w Parku Łazienkowskim w Warszawie.
3 P. Dahlig Pierwszy zapis fonograficzny folkloru polskiego (1904), „Muzyka” R. XLII: 1997,
nr 2 (165), s. 57–70.
4 O. Kolberg Chopin Fryderyk Franciszek, w: Encyklopedia powszechna, T. V, Warszawa
1861, s. 458–463. Przedruk w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 385–393.
5 M.A. Szulc Fryderyk Chopin i utwory jego muzyczne. Przyczynek do życiorysu i oceny
kompozycji artysty, Kraków 1986, I wyd. Poznań 1873.
6 M. Karasowski Friedrich Chopin. Sein Leben, seine Werke und Briefe, Bd 1–2, Dresden
1877, wyd. II skrócone i poprawione: 1878, wyd. III: 1881. Wersja polska: Fryderyk Chopin.
Życie. Listy. Dzieła, Warszawa 1882.
7 Roman Zawiliński twierdził, że listy od Szulca (23) i od Karasowskiego (9) do Kolberga
pochodzą z lat 1871–1888. R. Zawiliński Kolberg a Chopin…, nr 272.
2

21

�– „czystej nauki”, nie poddanej żadnym tendencjom ideologicznym. Zważmy, że dekada lat 70. XIX w., w której powstawały pierwsze polskie prace
o Chopinie, była okresem nie tylko wiary pozytywistycznej, lecz i formowania się w Europie narodowych centryzmów, nacjonalizmów (po wojnie
francusko-niemieckiej 1870/71), wreszcie – Kulturkampfu.
Powstawaniu prac o Chopinie towarzyszyły podobne dylematy jak
w etnografii – tradycja ustna a źródła historyczne (czy „wycisnąć”, według
określenia Szulca, wiedzę i pamięć świadków, rozsyłając ankiety, czy penetrować i studiować piśmiennictwo). Kolberg, podobnie jak Szulc, zwracał
się listownie do osób pamiętających kompozytora z prośbą o szczegóły jego
życia i twórczości, lecz prócz informacji uzyskanych od brata Oskara, Wilhelma Kolberga, kwerenda niewiele dała, co dziwiło autora Ludu1. Zaskakująca małomówność świadków, w tym zwłaszcza uczniów Chopina, miała,
moim zdaniem, różnorodne uwarunkowania: siła oddziaływania kompozytora, której towarzyszyły trudność czy unikanie werbalizowania odczuć
przez osoby z jego otoczenia (1); opóźniona reakcja społeczna – tradycję
pisaną zapoczątkowuje na ogół następne pokolenie; dopiero gdy wymierają
świadkowie, zaczyna się biografistyka ważnej postaci (2). Kolberg wyraził
ubolewanie, że nikt nie zechciał po prostu zapytać ojca Chopina (zmarłego
w 1844 r.) o rodzinne koneksje i tradycje2, a pozostawiono to wszystko
przyszłym poszukiwaczom źródeł; otworzono otchłań rozważań i polemik,
które dopiero dzisiaj uważa się za zamknięte3. Sam Kolberg podjął, w dro1

Do M. A. Szulca Kolberg pisał: „Zaraz po ukazaniu się znakomitej Pańskiej pracy o Chopinie powziąłem zamiar, obok powinszowania Mu tyle starannego i sumiennego jej wykończenia,
dorzucić kilka uwag [uwagi te dołączył Kolberg do listu, zob. aneks nr 7 w: Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 724–728 – P.D.], które mi się przy czytaniu nasunęły, a miejscami
nawet i sprostować. Wzgląd jednakże, że przychodzę z tym post festum i że nie mogą jeszcze
być nagłymi szczegóły potrzebne do drugiej edycji, do której wydania, daj Boże, aby przyszło,
wstrzymały moje pióro; a bardziej jeszcze i oczekiwanie wiadomości od ludzi żyjących niegdyś
z nieboszczykiem w bliskich stosunkach, do których w tej mierze udałem się listownie. Gdy
jednak upłynął rok cały z górą, a odpowiedzi od nich nie mam (wedle zwyczaju u nas dość
powszechnego), prócz od brata mego starszego, Wilhelma, który z Ch[opin]em kolegował, przeto nie czekając już dłużej, pospieszam podzielić się z Panem choć tymi drobnymi szczegółami,
które w pamięci mojej pozostały, jako i wiadomościami przez brata mi nadesłanymi, w nadziei,
że może Pan z nich w jakikolwiek sposób będziesz kiedyś chciał użytkować”. Brulion listu
z 13 XI 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 498.
2 Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 3 II 1879, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 202.
3 P. Mysłakowski Rodzina ojca Chopina. Migracja i awans, Warszawa 2002.

22

�dze na wystawę paryską w 1878 r., rekonesans w kwestii pochodzenia
rodziny ojca kompozytora, zgodnie z zasadą ustalania rodowodu zjawisk
etnograficznych 1. Warto podkreślić, że właściwą kwerendę wskazującą na polskiego przodka – dworzanina króla Leszczyńskiego (Mikołaja
Szopa) wykonał nie Kolberg, lecz Francuz, prawnik P. Gervais, co wyklucza „życzeniowość”, tendencyjność Kolberga tak przychylnie usposobionego do kultury i narodu polskiego. Sam Kolberg bezstronnie oceniał
tę hipotezę w konfrontacji z danymi uzyskanymi przez Karasowskiego
od matki kompozytora 2. Trzecia przyczyna małomówności świadków
dotyczy problemu psychologii społeczno-środowiskowej – wzajemnego
powstrzymywania się, stale czuwającego partykularyzmu, obawy – „nie
powiem, by ze mną nie polemizowali”, „zachowam to dla siebie, bym sam
uchodził za szczególnego spadkobiercę i kontynuatora”. Są to postawy
całkowicie obce Kolbergowi, lecz wydaje się, że dość rozpowszechnione
i wówczas.
Pomoc Kolberga, której udzielał pierwszym polskim monografistom
Chopina, była następująca:
1) ściśle źródłowo-bibliograficzna (np. dostarczenie Karasowskiemu melodii „Chmiela”, z zaznaczeniem, że to wersja znana niegdyś w Warszawie;
nota bene wskazuje to na szeroki zasięg pieśni ludowych także w środowisku miejskim)3;
1 Pierwsza relacja Kolberga na ten temat w brulionie listu do M. Szulca z 3 II 1879, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 200–204. Sprawa ta będzie przewijała się w szeregu
dalszych listów Kolberga.
2 „Wszystko też, co piszesz o rodowodzie Ch[opin]a, uważam za najsłuszniejsze. Juści prosta
rzecz, że trzymać się należy głównie tego, co opowiadała matka Fryderyka. Bo lubo się zdarza,
że familie niektóre głoszą tylko to, co ich życzeniom lub widokom odpowiada, to jednakże informacje podane przez rodzinę uważać się muszą jako autentyczne i zawsze na pierwszeństwo
przed innymi zasługują. Czy podane mi szczegóły przez innych a znane już Panu zgodzą się
w czymkolwiek z tamtymi lub nie, dochodzić tego dla braku czasu i wielu innych trudności –
nie będę. Ja tylko doniosłem o tym, com słyszał w przejeździe, a powziąwszy takie wiadomości,
do takich też przyjść musiałem wniosków”. Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego
z 30 X 1881, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 559.
3 Do Karasowskiego Kolberg pisał: „Brat mój, Wilhelm, pisał mi jeszcze w sierpniu (lecz list
odebrałem dopiero w końcu paźdz[iernika]), że Pan sobie życzysz mieć nutę Chmiela. Przypuszczam, że potrzebna ona jest do biografii Chop[ina], którą – o ile mi wiadomo – Pan się zajmujesz.
Lubo nuta ta w moim dziele ukazuje mnóstwo wariantów, jednak pewny jestem, że Ch[opin]
nie mógł innego użyć, jak tego, który znany był wówczas w Warszawie, i jak go już wówczas
nieraz miałem sposobność słyszeć. Oto nuta: […]”. Brulion listu z 9 XI 1876 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 661–662.

23

�2) uzupełnienia na temat źródeł pomysłów twórczych i okoliczności powstawania utworów, np. Fantazji op. 131;
3) przekazanie uwag redakcyjnych, uzupełnień, uściśleń skierowanych
do obu polskich autorów – w postaci aneksów do listów2, ale też ogólnych
wskazówek co do opanowania bibliografii3;
4) pomoc moralna – zachęta do gromadzenia dalszych materiałów, do
przygotowania dalszych wydań prac Szulca i Karasowskiego. Kolberg rozumiał naukę nie tyle jako zamykanie wiedzy w wykończonych dziełach, ale
jako proces, stałe tworzenie, doskonalenie. Jest to własne doświadczenie
z budowania monografii regionalnych. Ponadto Kolberg łagodził wzajemną krytyczność autorów4, podkreślał raczej to, co w pracach jest, a nie to,
czego w nich nie ma. Jest to ujmująca cecha Kolberga w piśmiennictwie
publicystycznym, recenzjach itp., nawet w tych naukowo-krytycznych, jak
odnośnie do zbioru pieśni z Górnego Śląska Juliusza Rogera5.
Sam Kolberg, obok uściślania szczegółów biograficznych i faktów wiążących się zwłaszcza z wczesnymi utworami Chopina, położył w listach
nacisk na konkretne konteksty kulturowe i właściwości gry Chopina,
które mają znaczne zakorzenienie historyczne, a nierzadko uchodzą uwadze badaczy życia i twórczości Chopina. Te konteksty kulturowe są następujące:
1 „I tak np. co do Fantazji op. 13. wiem, że pierwszy temat śpiewał mu pułkownik Józef
Paszkowski u generałowej Sowińskiej, drugi temat to pieśń Kurpińskiego czy kantata z Elegii
tegoż na śmierć Kościuszki (wykonanej w r. 1819), trzeci zaś podał mu Wodzyński w Warszawie czy też Służewie (jest to motyw ludowy, umieszczony w moim dziele Lud, seria IV, s. 244)”.
Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 559.
2 Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks nr 7: Uwagi O. Kolberga odnoszące się do
pracy Szulca o Chopinie, s. 724–729; aneks nr 11: Uwagi O. Kolberga odnoszące się do pracy
Karasowskiego o Chopinie, s. 738–743.
3 „Myślę, że nie byłoby bezpożytecznym, ani bardzo utrudniającym, gdybyś Pan w przedmowie podał cały przebieg literatury chopinowskiej, tj. wykaz wszystkiego tego, co ktokolwiek
dotychczas napisał o Chopinie, o ile to się zebrać da. Taki przegląd, jak sądzę, w lepszym by
nawet postawił świetle i własną Pańską pracę, prostującą wszędzie to, co było niedokładnym
lub mylnym”. Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 559.
4 Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 235.
5 O. Kolberg „Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku”…, „Biblioteka Warszawska” 1863,
T. 1, s. 153–156, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 579–583.

24

�1. Przypominając wielkie znaczenie tańca i śpiewu w życiu towarzyskim
młodzieży warszawskiej lat 1825–18301, podkreślał Kolberg, że i postawa
muzyka uzualisty nie była kompozytorowi obca, tzn. Chopin, gdy chciał,
był w sprzyjającym nastroju, grał i do tańca 2. Pojawia się tu dawne pojęcie
1

„Ażeby życzeniom Pańskim ile możności uczynić zadość, posyłam Mu owe drobiazgi
chopinowskie, o których wspomniałem, dorzucając do tych kilku róż jego muzy i parę także
własnych polnych bławatków, ażeby się jego bukiet tym lepiej wydał, pisząc bowiem tamte,
stanęły mi na myśli błogie chwile mojej takowej młodości około 1830–40, kiedy się to na świat
innym niż dzisiaj zapatrywało okiem, a w gronie życzliwych przyjaciół oddawało zabawie
i wesołości, hasając nieraz do białego dnia. Wtedy to pisywało się owe obertasy, kujawiaki
i mazury i bez należytego opracowania, i wykończenia na żądanie przyjaciół dawało czasami
w 100 lub 200 egz. do druku na szarej, warszawskiej bibule, nie troszcząc się nawet wcale
naówczas o porządną ich korektę. Ale młodość i myśl dobra krasiła wszystko. Ludzie w najlepszej wierze wmawiali w człowieka, że jest kompozytorem i człowiek nawzajem temu wierzył, zapominając, że to ziarko dobrego, jakie się w jego utworach znaleźć może bardzo często,
nie jego, ale poczciwego ludu jest własnością. Próbki, jakie Panu (z liczby całej setki w mojej
tece) posyłam jedynie dlatego tylko, że się sposobność do tego nadarza, powiedzą Panu więcej
o tym wszystkim, gdy je muzykalnie, pobłażliwie o to raczysz zapytać, niż wszelkie tłomaczenia
i komentarze”. Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 506–507.
2 Tamże, s. 508–509: „Co do kawałków Chopina, które oczywiście noszą na sobie piętno
dorywczości (lubo ducha jego cechujące niewątpliwie), nadmieniam, że trzy te mazury były
improwizowane wśród większej jeszcze liczby innych w ten sposób, jakem to wspomniał
w moim przeszłym liście, na jakimś wieczorze tańcującym (zdaje się, że u rektora Lindego
w r. 1826 czy 7), gdzie Ch[opin], w dobrym będąc humorze, sam siadał do fortepianu (nigdy
go bowiem o to przy tańcach, szanując jego talent, nie proszono) i puszczał wodze swojemu
wesołemu usposobieniu. Mazurów takich krocie sypały się wówczas spod jego ręki, jak
z rogu obfitości, lecz tylko te trzy na żądanie brata mego nazajutrz spisanymi być mogły, że
jeszcze z pamięci nie uleciały. Trzeci z nich (G-dur) nazwany został kulawym, dlatego, że
go grał, gdy tancerz w obertasie na lewo (na kseb) przysiadał się czasami jedną nogą czy
kolanem do ziemi, udając niby kulawego czy pijanego lub chcącego upaść, lecz wnet się podnosił, co mają oznaczać mocniej naciskane oktawy wiolinu i basu w drugim takcie każdej
części (więc w pierwszej części c–h, w drugiej g–fis, w trzeciej a–g, oznaczone tu &gt;). Dwa te
mazury: B-dur i G-dur, mój brat następnie za pozwoleniem jego litografował; na świstkach
bez tytułu w 30 tylko egzemplarzach odbite, rozdane one zostały znajomym (jeden egzemplarz mam u siebie). Są to te same, które później Friedlein wydał około r. 1852, a których
edycja (zapewne niezbyt liczna) od dwudziestu już lat jest wyczerpaną, więc on sam dziś już
ani jednego nie posiada egzemplarza. Miałem także i parę ecossaise’ów na tymże czy innym
improwizow[anym] skomponowanych wieczorze (lecz ich odnaleźć nie mogę), z których
jedna tak się zaczynała [nuty, op. 72 nr 4 – P.D.]. Zdawałoby się z niej, jakoby Ch[opin] przeczuwał już ducha późniejszej tak szerokowładnej polki. […] Z wszystkimi tymi kawałkami
rób Pan wszystko, co się będzie Panu podobało. Możesz je nawet jako aneksa do drugiej
dołączyć edycji, jeżeli to za stosowne uznasz”. Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 15
XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 507–509.

25

�muzyki jako zabawy (typowo ludowe rozumienie sztuki muzycznej: muzyka
= taniec + grupa instrumentalistów).
2. Wskazując na wysoką rangę improwizacji1, przypomniał tym samym
o kompetencjach, umiejętnościach i obowiązkach muzyka zawodowego,
co najmniej od XVII w., gdy rozkwitała muzyka instrumentalna. Przytoczmy słowa Mikołaja Dyleckiego, teoretyka muzyki z XVII w., z traktatu
Gramatyka muzyczna (1675) opublikowanego w Wilnie: „chcę, żebyś
wiedział, że powinieneś pisać choćby i tysiąc wariacji na ten albo podobny temat”2. Kolberg zwraca też uwagę na fazę pośrednią między przekazem ustnym a drukowanym 3. Wczesne kompozycje Chopina, w tym
pieśni, funkcjonowały w postaci druków ulotnych. Cechował je brak wykończenia zapisu muzycznego, a ich przeznaczeniem było krążenie między
przyjaciółmi jako pamiątki osobiste – wpisy do sztambucha. Ostateczna
instancja i sankcja publiczności oraz „sito” historii nie istniały wobec
juweniliów.
Ze zrozumienia przez Kolberga wagi improwizacji wynika jego trwałe zainteresowanie „odmiankami”, tj. wariantami pieśni ludowych, i wola
utrwalania ich, tak w antologiach pieśni, jak i w monografiach regionalnych.
3. Kwestia relacji „słowo a muzyka”, paralelizmu lub oddziaływania
wzajemnego treści pozamuzycznej i dźwięku. Kolberg podnosi, że Chopin
1 „Gdy grał, uważny słuchacz mógł odgadnąć, co artysta czuje i o czym myśli. Wiadomo,
że Ch[opin] w gronie przyjaciół improwizował często i wtedy malował niejako muzyką różne
sytuacje i epizody z życia domowego i publicznego, np. przedstawiał rozkosze sielskiej ustroni,
szumy strumyka, śpiew ptasząt, czasem i wrzawę, jarmark lub bitwę jakąś, nawet coś z życia
miejskiego, salonów itp. Dzieła jego wskazują nieraz na podobne usposobienie ducha. Ale nie
lubiał, jak to widzimy z jego dzieł, żadnych nadawać intytulacyj swoim kompozycjom, które
by bliżej rzecz określały, pragnąc, ażeby one same za siebie mówiły. Powiadają, że nazajutrz po
przedstawieniu Hamleta napisał Nokturno op. 15 nr 3 i dał mu napis: «Na cmentarzu», ale gdy
pójść miało do druku, zmazał ten napis, mówiąc: «niech się domyślą»”. Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 236.
2 D. Grzybek Kultura muzyczna białoruskiej mniejszości narodowej w Polsce, maszynopis; dysertacja doktorska obroniona w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie w 2013 r., s. 79.
3 „[…] Ch[opin] już w czasie swej dojrzałości muzycznej około 1827–1830 r. pisał sporadycznie, że tak rzekę, w antraktach swych większych dzieł, a raczej rzucał na papier improwizowane niekiedy na balach i wieczorach swe tańce i inne drobne rzeczy wcale nie w myśli
publikowania ich (bo owszem warował się od tego), ceniąc je sam zbyt mało i tylko dla zaspokojenia życzeń przyjaciół, którzy zawsze przeczuwali, że i te okruchy jego muzy mają pewną
wartość”, Uwagi O. Kolberga odnoszące się do pracy Szulca o Chopinie, Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), aneks 7, s. 724.

26

�grywał pod wpływem podpowiadanych przez przyjaciół obrazów i zdarzeń1. Byłby to literacko-plastyczny odpowiednik do powszechnie praktykowanej improwizacji na zadany temat muzyczny. Kontekstem tej praktyki był urzeczywistniony projekt „pieśnioksięgu” biskupa Jana Woronicza
– Śpiewy historyczne Juliana Niemcewicza, do których melodie układało
kilkoro polskich kompozytorów. Ponadto odkrywano wówczas w Europie
eposy narodowe, które współtworzyły świadomość narodową i programy
polityczne w XIX wieku. Kolberg, całe życie skupiony głównie na słowie
śpiewanym, traktował programy literackie i plastyczne muzyki jako naturalne współczynniki, tak jak pieśń w obrzędzie ludowym. Podpowiadanie obrazów przypomina ludowe konkursy poetyckie na wybrany temat w świecie
śródziemnomorskim, staroarabskim, nawet syberyjskim (badania Wacława
Sieroszewskiego wśród Jakutów). Układanie wierszy i śpiewanie na zadany
wątek, fantazja czy wariacja na daną melodię lub poddany temat plastyczny
to ślad archaicznej jedności sztuk, obudzonej w refleksji Kolberga podczas
obserwacji obrzędów ludowych. Zaawansowana chopinologia z lęku przed
uproszczeniami i tzw. „tłumaczeniami” (wiersze-komentarze, podkładanie
tekstu do melodii, np. wymyślanie tekstów do Mazurków Chopina, wersje
baletowe utworów pierwotnie instrumentalnych) odżegnywała się, podobnie
zresztą jak sam kompozytor, od programowości. Jednakże w relacji słowo
– obraz – muzyka nie chodzi o odpowiedniość czy relacje wynikania lub
wręcz wzajemnego uwięzienia, lecz o sprzężenie dynamiczne (także ukryte),
które tworzy nową jakość w momencie kreacji. Chodzi zatem o synergię, nie
o relacje logiczne. Realistycznie usposobiony Kolberg kładł nacisk na wiele
wymiarów kultury i ekspresji artystycznej, pozostawił więc i dla chopinologii akcent interdyscyplinarny, szeroko omawiany w antropologii kultury
jako synestezja, łączność zmysłów. Owa łączność znajduje potwierdzenie
w kulturze starożytnej jako jedność poety i pieśniarza lub jedność śpiewakainstrumentalisty i tancerza; w czasach Kolberga żywotna pozostawała unia
kompozytora i wykonawcy (pianisty, skrzypka, organisty). Kolbergowskie
opisy strony wykonawczej w tradycji muzycznej ludu świadczą o otwartości
także na ten synestezyjny i interdyscyplinarny wątek nauk o sztuce.
1

„Otóż mowa jest w Pańskim dziele o improwizacjach Ch[opina], że w towarzystwie nieraz
mu ktoś ze znajomych podał obraz jaki z życia narodowego jako temat, na który on improwizował; zwykle czynił to Grzymała, Witwicki, z Tańskich Hoffmanowa lub który z wojskowych”.
Brulion/konspekt listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 1 II 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 561.

27

�Kolberg dał uwagi o formowaniu się osobowości Chopina w okresie ich
wspólnej młodości, otwartej na przyszłe specjalizacje; wiadomo, że Chopin
miał uzdolnienia aktorskie, mimiczne, pantomimiczne, tak jakby był chwilami postacią z teatru ludowego, komedii dell’arte. Również w praktyce
ludowej inspiracją do śpiewu bywał nie tylko nastrój, okoliczność społeczna, obowiązek obrzędowy, ale i wrażenie zmysłowe, widok przyrody
– lasu, pola, drzewa, ptaka, kamienia (wypowiedzi Stanisława Brzozowego,
1901–1983, śpiewaka kurpiowskiego)1.
4. Od Kolberga pochodzą określenia dotyczące dziedziny stylizacji muzycznej. Komentując wczesne mazury Chopina, Kolberg wskazuje na utwory „podrobione” (naśladowane) i „podsłuchane” (oryginalne)2. Te pierwsze
miały się tylko wzorować na utworze oryginalnym granym przez Chopina (może się to odnosić też do „podrobienia” na fortepianie oryginalnych
melodii mazurkowych skrzypków wiejskich). Te drugie to „podsłuchane”,
„podkradzione”, prawdziwe, autentyczne „ziarka” melodii ludowych lub
autentyczne rysy stylu indywidualnego Chopina3. Sformułowania autora
Ludu w listach trafiają w sedno zagadnień, tak jak listy Chopina.
5. Kolberg zauważył źródła wrażliwości muzycznej, jak śpiew do snu,
śpiew piastunek. Przypomniał postać Zuzki – Zuzanny Wawrzek, „pomocy domowej” pochodzącej spod Opatowa w Sandomierskiem4. Agata Skrukwa przypuszcza, że zarówno dla Kolberga, jak i, być może, dla Chopina
1 P. Dahlig Stanisław Brzozowy (1901–1983) jako klasyk wśród śpiewaków ludowych,
„Przegląd Muzykologiczny” 2003, T. III, s. 5–22.
2 Do M. Karasowskiego Kolberg pisał: „Przeglądając spis dzieł Fryderyka i uwagi o nich
w Waszej biografii, natrafiłem na miejsce, gdzie mowa o podrobionych kompozycjach. Zaliczacie do nich niesłusznie, według mego zdania, i Mazurka F-dur wydanego niegdyś pojedynczo
w Wiedniu (widać zaraz lub wkrótce po śmierci Ch[opin]a). Toteż przyznam Wam się, że miałem ją zawsze za prawdziwą. Bo jakkolwiek jest ona względnie do Chopina słabą, miejscami
nawet jakby dosyć trywialną, w pośpiechu pisaną (nie słabszą przecież od wielu wydanych
przez Fontanę), to jednak są tam modulacje i kombinacje harmonijne, które jedynie Fryderyk
mógł napisać, a naśladować by je było trudno”. Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego
z 12 IV 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 240.
3 „Że one jednak są pióra Ch[opina] mogę zaręczyć, zresztą nietrudno dla znawcy to odgadnąć.
Nawet ów mazur podrobiony, o którym-eśmy mówili, był niezawodnie podsłuchanym, bo ma
tok i pewne rysy Ch[op]ina”. Brulion/konspekt listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 1 II 1876 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 561–562.
4 Zob. S. Dębicka W starym gnieździe, Warszawa 1989, s. 66–68. Autorka tych wspomnień,
Stanisława Dębicka, była wnuczką Antoniego, brata Oskara Kolberga. Por. A. Nowaczyński La
Zuska, „Wiadomości Literackie” 1935, nr 35 (615), s. 3.

28

�ten rodzaj śpiewu odegrał niemałą rolę1. Gatunek „kołyska” pojawił się
już w pierwszej monografii regionalnej, właśnie sandomierskiej (trzy pieśni
do kołyski, w tym jedna – piastunek)2. Psychologia rozwoju dziecka wskazuje na ważność pierwszych doświadczeń akustyczno-muzycznych (nawet
prenatalnych), pamięć niemowlęcia pozostaje podświadoma. Jak wykazał
festiwal „Dziecko w Folklorze” w Baranowie Sandomierskim w ostatniej dekadzie XX w., najpiękniejsze chyba na ziemiach polskich melodie kołysanek
pochodzą właśnie z Sandomierskiego – soczewki polskiej (łączącej wschód
– Lubelskie, południe – Małopolskie, środek – Powiśle). Tonalność kołysanek sandomierskich charakteryzuje się modalizmami, chromatyzmami; kołysanki miewają melodie tzw. polne, nietaneczne. Zuzka śpiewała nie tylko
przy usypianiu, ale i przy różnorodnych zajęciach. Śpiew przy pracy także
w mieście był czynnością powszechną w XIX w; śpiew to oswajanie nowego miejsca po migracji. Śpiew piastunki zsumował się zatem ze śpiewem
matki Fryderyka – Kujawianki. Pełne wdzięku i humoru poczucie wyższości
wobec wieśniaków, czytelne jeszcze u Chopina, a nieobecne już u Kolberga
(dla którego etos uczciwej pracy był ponad wszystko), brało się zapewne
z pierwszego kontaktu z wiejską służbą domową, niezależnie od struktury
społecznej wsi, wówczas jeszcze przed-uwłaszczeniowej, pańszczyźnianej,
poznawanej przez Chopina kilkanaście lat wcześniej niż przez Kolberga.
6. W autobiograficznym szkicu Kolberg podkreśla3, że pierwszym kręgiem inspiracji i praktyki dla Chopina był szlachecki (salonowy) mazur. Zainteresowania Chopina folklorem miałyby charakter bardziej post-oświeceniowy niż romantyczny. Najbardziej akceptowanym przez Chopina komentarzem dla Mazurków były „obrazy z natury”4. XX-wieczna chopinologia
1 „Razem z rodziną do Warszawy przybyła (w 1817 r.) także z Przysuchy Zuska Wawrzek,
której śpiew kołysał do snu dzieci Kolbergów, a kilka lat później rozbrzmiewał w mieszkaniu
Fryderyka Chopina”. A. Skrukwa Oskar Kolberg. Etnograf, folklorysta, kompozytor, w: Oskar
Kolberg (1814–1890). Etnograf, folklorysta, kompozytor, przewodnik po ekspozycji muzealnej,
Przysucha 2004, s. 15.
2 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), pierwodruk: Warszawa 1865, s. 155, 222.
3 „Przed r. 1830 lubiłem (jak i bracia moi) taniec namiętnie. Tańczyło się też często lub grało
do tańca na wieczorkach prywatnych, a czynił to i Szopen, improwizując mazury i walce. Ale
mazur ów, był to mazur salonowy, szlachecki, do którego tylko czasami dla odmiany i urozmaicenia go dodawano jakiś ustęp wzięty z muzyki wieśniaczej (a styl ten zachował Szopen
i w następstwie także)”. O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68.
Tekst powstał prawdopodobnie w roku 1889.
4„Lubił słyszeć, jak nazywaliśmy te utwory obrazami z natury”. J.-J. Eigeldinger Chopin
w oczach swoich uczniów, Kraków b.r.w., s. 102.

29

�już od połowy lat dwudziestych XX w. usilnie łączy Mazurki z tradycjami
ludowymi, także o charakterze wiejsko-chłopskim, co miało podłoże polityczne i narodowotwórcze. Tymczasem w pierwszych dekadach XIX w.
spoglądano na folklor z okna dworu ziemiańskiego, salonu mieszczańskiego; inna optyka była wszechstronnie utrudniona wskutek ograniczeń swobody poruszania się, kontroli policyjnej, nieufności chłopów. Dokładności
Kolberga i jego bezstronnemu spojrzeniu na kulturę zawdzięczamy dział
„Dwory i miasta” w monografiach regionalnych. Kultura szlachecka, tak
jak staropolska, nie była separowana od wspólnych źródeł z chłopską (widoczne jest to np. w historii tańca), lecz stanowiła charakterystyczny już
splot nurtów i wzorów estetycznych z kultury ogólnej, w odróżnieniu od
chłopskiej, która swą wyjątkową jakość zawdzięczała izolacji, odrębności
wynikającej ze struktury społecznej, typu gospodarowania i czasem trudniej niż zwykle dostępnego środowiska przyrodniczego.
Od 1878 r. Kolberga zaprzątała chęć uczestnictwa w pracach edytorskich nad dziełami wszystkimi Chopina, zwłaszcza tomami utworów młodzieńczych. Kompletował spisy utworów Chopinowskich 1. Korespondował
z wydawnictwami Breitkopf &amp; Härtel oraz Gebethner i Wolff w sprawie
kompletowania juweniliów 2, korekt wydawniczych, krytyki źródłowej
1

Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks nr 8: Spis utworów Chopina sporządzony przez O. Kolberga, s. 730–734.
2 Np. w 1881 r. Kolberg wysłał lipskiemu wydawnictwu Breitkopfa i Härtla swoją kopię
Poloneza Ges-dur Chopina, skomponowanego dla przyjaciół w 1830 roku, przed wyjazdem
z Warszawy do Wiednia, a wydanego pośmiertnie (około 1870 roku) w warszawskiej oficynie
J. Kaufmanna (zob. list z 5 I 1881 r., Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 446). Odpis swój
sporządził Kolberg na podstawie innej kopii tego utworu, przysłanej mu w 1880 r. przez J. Kleczyńskiego i prawdopodobnie przez niego wykonanej na podstawie wydania Kaufmanna, już
wówczas prawie niedostępnego (zob. list J. Kleczyńskiego z 20 IX 1880 r., Korespondencja… cz. II,
DWOK T. 65, s. 406, zob. też tamże, s. 396, list J. Sikorskiego z 23 VIII 1880, w którym pisze on,
że Kleczyński podjął się przepisania tego utworu dla Kolberga). Kopia Poloneza Ges-dur, o której
mowa, najprawdopodobniej pióra Kleczyńskiego, nadesłana przez niego z Warszawy, a dotąd
nieznana, zachowała się w archiwum Kolberga (Arch. PTL, teka 50, sygn. 1357/III, k. 1–2).
Utworu tego, dobrze sobie znanego i często wzmiankowanego w listach, poszukiwał Kolberg przez kilka lat, już w okresie pobytu pod Krakowem, zabiegając u zaprzyjaźnionych muzyków warszawskich o jego odpis z wydania Kaufmannowskiego (zob, Korespondencja… cz. I,
DWOK T. 64, s. 502, 509, 561, 626–627; cz. II, DWOK T. 65, s. 16, 58–59, 84, 257, 286, 323–324,
369, 406; cz. III, DWOK T. 66, s. 730 i 732). W roku 1886 próbował jeszcze zainteresować Polonezem Ges-dur biografistę Chopina, Maurycego Karasowskiego, przesyłając mu do Drezna
kopię tego utworu (czy własną?), podkreślając przy tym jego wartość i zachęcając do próby wydania go tamże. Starania Karasowskiego u drezdeńskich wydawców nie powiodły się jednak,

30

�i oceny autentyczności, powołując się na swe kompetencje świadka, wykształcenie muzyczne i rozeznanie w kwestiach stylu narodowego z racji
prac etnograficznych. Zgłosił i doprowadził do wydania antologię mazurków (jego lista utworów proponowanych do wydania objęła 60 utworów1).
W projekcie przedmowy przebija naukowe podejście do ewolucji stylu
muzycznego: od formy prymarnej, użytkowej do twórczości mistrzowskiej2. Kolberg rozważa relacje między indywidualnym porywem twórczym a wspólną domeną społeczną „ducha narodowego”. Zagadnienia talentu i roli środowiska kulturowego będą stale nurtowały monografistów
Chopina, muzykologów XX w.
Kolejna dziedzina, którą wyróżniły refleksje Kolberga, to wykonawstwo
utworów Chopina, krytyka muzyczna wykonań pianistycznych i ich konfrontacja z zapamiętanym przez autora Ludu stylem wykonawczym twórcy
Mazurków. Cenne uwagi dotyczą umiarkowania w tempach, rangi uwydatniania szczegółów, unikania afektacji, subtelności tempa rubato i są one
ważną wskazówką dla wiernych realizacji3. Kolberg wprowadzał w tajniki
a kopia poloneza została odesłana Kolbergowi (zob. listy z jesieni 1886 r., Korespondencja…
cz. III, DWOK T. 66, s. 378, 379–380, 382–383, 390–391, 393). Poruszana w listach sprawa
Poloneza Ges-dur, losy jego kopii i starań Kolberga mają więc swoja historię i wydają się
zasługiwać na osobne opracowanie.
Innym świadectwem zainteresowania Kolberga wydawnictwami utworów Chopina może
być z kolei brulionowa wersja erraty dotyczącej sześciu tomów edycji zbiorowej dzieł Chopina
(może Gebethnera i Wolfa z 1863–1864 r., choć pewności nie ma, bo była kilkakrotnie wznawiana?), także zachowana w spuściźnie Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 183–184).
1 Polnische Tänze. Mazurkas für das Pianoforte hrsg. von Oscar von Kolberg, Leipzig
[1881]. Antologia objęła 50 mazurków, wstęp Kolberga do tego zbioru jest przedrukowany w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 666–669. Spis mazurków takich kompozytorów
jak Karol Kurpiński, Karol Sołtyk (zm. 1830), Wincenty W. Studziński (1815–1854) opublikowano w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks nr 10, s. 736–738. Lista kompozytorów
mazurów kompletowana przez Kolberga sięgała ok. 270 nazwisk, co oddaje istotę poglądów
Kolberga, iż wiedza ma charakter kumulatywny.
2 „Uważne przejrzenie całego zbioru wykaże, że taniec ten (a więc i jego muzyka) ze skromnych – prawie nikłych – początków (podobnie jak to było z walcem), dzięki swemu rytmowi
i sprzyjającym okolicznościom osiągnął powoli pewien stopień rozwoju i rozkwitu. Wykazuje
on prócz tego, jak górujący w nim duch narodowy wywarł wpływ na Chopina, aby potem
ze swej strony dzięki twórczości mistrza spowodować pewne wtórne oddziaływanie w kraju.
Sądzę, że ogólnonarodowe cechy, które tak się uwydatniają w tych tańcach, niewątpliwie wywołają w publiczności żywe zainteresowanie zbiorem”. Brulion listu O. Kolberga do Breitkopfa
i Härtla z 26 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 503.
3 Do M. A. Szulca Kolberg pisał:: „Ja sam słyszałem bardzo wielu wirtuozów grających
dzieła C[hopina] (Liszta, Tausiga, Wieniawskiego, pannę Bohrer, Zarzyckiego, Śmietańskiego),

31

�chopinowskie mieszkańców odwiedzanych dworów, w tym kontekście
znajdujemy też rozważania estetyczne Kolberga1. Kontakt z pianistyką był
dla Kolberga odprężeniem, sposobem powrotu do młodości2.
Kolberg faktograficznym warsztatem badawczym, szerokością doświadczeń społeczno-kulturowych, świadomością stanu prac etnologicznych
w Europie, a także dzięki własnemu doświadczeniu pianistycznemu i kompozytorskiemu dał podwalinę chopinologii i pozostawił trafne i trwałe sformułowania dotyczące m.in. wczesnej twórczości kompozytora, jej źródeł,
a także – zwłaszcza – warunków społecznego funkcjonowania. Naukowotwórcza rola Kolberga i jego nacisk na źródła są o tyle ważne, że literatura
chopinologiczna bywa do dziś jakby pieśnią ludową. Autorzy mało zwracają
uwagę na to, od kogo pobrali wiedzę, podając ją jakby własną. Tak było
a przyznam się, że w zupełności żaden z nich mnie nie zadowolnił, chociaż najlepiej jeszcze grali je Liszt i Śmietański, a drobniejsze rzeczy k[się]żna Czartoryska, Wernik, Mikuli itd. Essipow
ma znakomicie grać ballady, ale tej nie słyszałem. Ja znajduję, że wszyscy grają go za prędko,
a biorąc szalone tempo w allegrach, gubią tym samym mnóstwo szczegółów, które właśnie
u kompozytora tyle w piękne szczegóły obfitego jak Ch[opin] uwydatnione w grze być by powinny. Przy tym prawie każdy wpada w afektację, niestosowną przesadę, albo też inaczej cieniuje te dzieła (oprócz miejsc wyraźnie do wzmocnienia i osłabienia wskazanych), każdy chce
naśladować (a naśladuje według własnego pojęcia, więc najczęściej bardzo nietrafnie) owe
ociągania się, ową niezależność obu rąk od siebie, które autor oznaczał wyrazem tempo rubato
lub przy spajaniu z sobą nut różnej wartości w czasie. Ja może dlatego tak jestem wymagającym, żem słyszał samego Ch[opin]a bardzo często bądź prywatnie, bądź i publicznie grającego
w czasie jego dojrzałości w latach od 1827–1830, a wrażenie tej gry (jakkolwiek byłem wówczas prawie dzieckiem jeszcze) niezatarte aż do dnia dzisiejszego pozostawiło na moim umyśle
ślady, nie dozwalające wcale porównań z nowszymi wykonawcami”. Brulion listu O. Kolberga
do M.A. Szulca z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 234.
1 Do Aleksandry Zduniowej pisał: „Ktoś (podobno Słowacki) powiedział, że muzyka jego,
niekiedy burzliwa i hulaszcza, jest w ogóle (mimo elegancji) smutną i rzewną jak dzieje naszego
narodu, a zawsze czystą jak łza”. Brulion listu z 18 X 1884 r., Korespondencja ... cz. III (DWOK
T. 66), s. 201.
2 W liście do Tytusa Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r. (pisanym niestety po śmierci
adresata) Kolberg informował: „Tymczasem zbieramy wiadomości, jak ziarko do ziarka, aby
ją [biografię i charakterystykę – P.D.] dla przyszłości, ile możności, uzupełnić i udokładnić. […].
W wolnych po pracy chwilach odgrywam sobie czasami to i owo dzieło Fryd[eryka], co dla
mnie starego jest dziś niemal jedyną rozrywką. […] A wtedy staje mi często na myśli jakoby
wspomnienie dnia wczorajszego, nasze uczone kadeckie koszary i ów długi pawilon przy Liceum, gdzieśmy mieszkali, i ćwiczenia Fryd[eryka] przy fortepianie i nasze na dziedzińcu, postać
starego Chopina wołającego wieczorem z okna drugiego piętra na swoich elewów bawiących
się na dole w piłkę: »rentrez, messieurs, rentrez!« Jakże to już dawno, ileż to wody upłynęło od
owego czasu, iluż to przyjaciół opuściło i pożegnało nas na zawsze!” Brulion listu do T. Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 285–287.

32

�już u początków, gdy Maurycy Karasowski nie odnotował w ogóle istnienia
monografii Szulca, przepisując jednak jej fragmenty w swoim dziele.
W Oskarze Kolbergu najpełniej ukonkretnił i uwydatnił się ogólny (artystyczny) prąd ludoznawczy pierwszej połowy XIX w., a uczestniczył w nim
i Chopin, zachęcany przez przyjaciół, np. Stefana Witwickiego, do zapisywania melodii ludowych. Jak wiadomo, mamy spod pióra Chopina zapiski
przyśpiewek spod Nieszawy, reportaże z Ziemi Dobrzyńskiej, rękopis dojny
rumuńskiej. Kompozytor dał wyraz zainteresowaniu ekspresjami muzycznymi różnych narodów w listach, odnotował zwyczaje doroczne w Austrii,
skomentował pieśni szkockie, skandynawskie, hiszpańskie, widząc w tradycjach etnicznych źródło odrębności, suwerenności kulturowej narodów
jako wartości samej w sobie. To samo przesłanie realizował na drodze
naukowej Oskar Kolberg.
Kolberg jako etnomuzykolog
Pracom około utrwalenia kultury narodów słowiańskich, w szczególności dziedzictwa staropolskiego bądź jeszcze plemiennego, różnorodnego tak
historycznie, jak i przestrzennie, a przechowanego w XIX-wiecznym życiu
małych społeczności lokalnych, poświęcić należy najwięcej miejsca. Prace
etnograficzne Kolberga stanowią bowiem prefigurację oraz fundament etnomuzykologii polskiej. Twórczość kompozytorska, inspirowana głównie
śpiewami, grą, obrzędami i tańcami krajowymi, opublikowana już w Dziełach wszystkich i sama w sobie zasługująca na osobną monografię1, dodała
Kolbergowi sił do pracy naukowej około faktycznego budowania ogólnie
pojętej etnografii – etnologii muzycznej, etnomuzykologii, antropologii kulturowej, ludo- i kulturoznawstwa.
Swoją koncepcję metodologiczną, obecną także w opisie kultury muzycznej, zaprezentował Kolberg m.in. w artykule Obecne stanowisko etnografii
(1876), omawiającym m.in. takie prace jak Grundzüge der Ethnographie
J.A. Maksymiliana Perthy’ego (1859) i Allgemeine Ethnographie Friedricha
1

Pierwszy kształt takiej monografii dają naukowe wstępy Danuty Idaszak, zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska Oskara Kolberga, w: Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. V–XXXIX, oraz D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga,
w: Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. V–XXX. Zob. też M. Prochaska Kompozycje
Oskara Kolberga w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. 2 [DWOK 85/2].

33

�Muellera (1873). Artykuł Kolberga z r. 1876 oraz podstawy metodologiczne
pracy badawczej Kolberga przebadał ks. Wojciech Domański1. Autor Ludu
był przychylnie nastawiony do psychologii, która intensywnie rozwijała się
w Niemczech. Akceptował teorię apercepcji Johanna Friedricha Herbarta
(1776–1841). Apercepcja to aktywne kształtowanie spostrzeżeń w łączności
z nagromadzoną wiedzą, to proces tworzenia nowej całości. Teoria apercepcji przyczyniała się do rozstrzygnięcia sporu między dwoma różnymi
poglądami na kulturę ludową. Mianowicie, kulturę tę rozumiano bądź jako
dziedzinę produktywną, twórczą, swoistą (pogląd romantyczny), bądź jako
świat niesamodzielny, pasywny, lecz chłonny oraz reprodukcyjny (pogląd
częsty w dobie industrializacji w drugiej połowie XIX w.). Kolberg, obserwując dynamikę tworzenia wariantów w pieśni i kulturze ludowej, był przeciwny temu drugiemu poglądowi, reprezentowanemu m.in. przez Ryszarda
Berwińskiego. Według tego ostatniego kultura ludowa w Polsce miała być
tylko sumą wpływów zewnętrznych, obcych, w szczególności refleksem
ogólnego dziedzictwa średniowiecza. Kolberg zaś twierdził, że elementy
dawne wiążą się integralnie z całym procesem przemian w historii ludów.
Ideą przewodnią pism Kolbergowskich było przekonanie o wzajemnym
oddziaływaniu i zgodnej całości duchowych (psychicznych) i materialnych
składników kultury. „Jak najdokładniejsze” badania miały też uwzględniać „żywot moralny”, obejmujący wszystkie aspekty kultury duchowej
i społecznej badanych grup ludności. Kolberg postulował program badawczy
oparty na badaniach empirycznych i faktograficznych oraz na ujęciach
interdyscyplinarnych, w których teorie psychologiczne, antropologiczne
(dotyczące życia jednostkowego) lub przyrodnicze, a także wiedza z zakresu
historii, archeologii, mitologii, lingwistyki, statystyki, geografii i geologii pomagałaby wyjaśniać podstawowy i autonomiczny korpus danych etnografii
i etnologii. Dwie ostatnie gałęzie odnoszą się, zdaniem Kolberga, do życia
człowieka w perspektywie społecznej, przy czym etnografia ujmuje życie
i kulturę współczesną, łącznie z drobnymi szczegółami zachowania ludzi,
a etnologia próbuje rekonstruować procesy historyczne, rozwojowe.
Wojciech Domański określa naukową postawę Kolberga jako pozytywizm post-oświeceniowy. Zauważa jednak nowatorskie akcenty m.in.
1 W. Domański Oskar Kolberg i jego dzieło oraz Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres
i cel etnografii, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 63–71 i 73–96.

34

�w Kolbergowskich komentarzach socjologicznych. Dyskusje o kulturze
zinterioryzowanej w jednostkach ludzkich, o roli świadomości zbiorowej
i jej wpływie na działania jednostek, innymi słowy rozumienie świadomości zbiorowej jako faktu społecznego odmiennego niż indywidualne pojęcia i przekonania jednostki, zbliżałyby autora Ludu do teorii socjologicznej Émile’a Durkheima (1859–1917), wypracowanej w ostatniej dekadzie
XIX wieku.
Oskara Kolberga, obok idei atlasu etnograficzno-kulturoznawczego i typologii repertuaru muzycznego (w tym muzyki tanecznej), intrygowała
głębia historii zapisanej w kulturze ludu. To zainteresowanie minionymi
epokami i ich dziedzictwem było jednym z motywów skupienia się Kolberga na etnografii muzycznej, bo w niej i z niej można było odczytać
przeszłość („starożytność”) muzyki i kultury. O zagadnieniach wiążących
się z samą analizą muzyczną niewiele pisał (poza Sandomierskiem), bo
dla kogóż miał pisać? Przecież nie było w Polsce, poza „Ruchem Muzycznym”, odpowiedniego piśmiennictwa, środowiska teoretyków muzyki,
ani muzyków zawodowych zajmujących się naukowo folklorem. Rozumiał go i polemizował z nim kompetentnie tylko Józef Sikorski, którego
Doręcznik muzyczny (Warszawa 1852) Kolberg wysoko cenił. Informacjami o muzyce, pieśniach i ich właściwościach Kolberg jedynie okraszał ogólnoetnograficzne rozprawy kierowane do czytujących wówczas
ludzi, kształtującej się warstwy inteligencji polskiej, jak np. opublikowaną w 1872 r. rozprawę Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce
i na Rusi ze szczególnym zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez
Pruskiego (Zygmunta Glogera) 1. W niej np. wspomniał o zmienności
funkcji i miejsca poszczególnych pieśni weselnych jako bądź pieśni kluczowych, bądź akcesoryjnych czy przygodnych; o zwyczaju zapraszania
skrzypka z rodziny lub przynajmniej symulowania początku grania przez
pana młodego, bo skrzypek „obcy” mógł czarować; o „ogrywaniu” rózgi,
wianka. Kolberg w tej rozprawie podniósł też pojęcia i kategorie analizy
wspólne dla antropologii kulturowej (etnografii) oraz etnomuzykologii,
jak: „tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień,
odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo […], wariant, wersja, motyw
1 Przedruk: O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi ze szczególnym zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), w: tegoż
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 259–306.

35

�[…]”1; działanie zaś etnografa, także tego z przygotowaniem muzycznym,
„powinno być przede wszystkim analityczne” 2. Rzecz o obchodach, fascynująca lektura dla współczesnego humanisty, także etnomuzykologa,
uwidacznia ponadto przemianę Kolberga – od gromadziciela „snopów
z pola muzyki naszej”, gdzie zachowana oryginalna melodia ludowa została uzupełniona nieskomplikowanym akompaniamentem przydatnym dla
początkujących miłośników fortepianu 3, tj. od kompozytora, a właściwie
w tym przypadku głównie autora wyboru melodii i jej harmonizacji 4, do
etnografa-kulturoznawcy-antropologa. Cenne intuicje Kolberga, inspirujące dla etnomuzykologii, znajdziemy jednak i w wydawnictwach Kolberga
przed monografiami regionalnymi. I tak we wstępie do pierwszego zeszytu
u Żupańskiego w Poznaniu w 1842 r. Kolberg pisze: „Rozpoczną dzieło
pieśni polskie, bo wśród całej Słowiańszczyzny dziś u tego plemienia
muzyka najsamoistniej się rozwinęła, widać to szczególnie w mazurach,
najoryginalniej malujących krzepki charakter ludu tego, oraz w krakowiakach odznaczonych już to niezakłóconą pogodą, już szumną wesołością, to
znów lekką tęsknotą. Inne większe pieśni, mianowicie treści historycznej
albo opisujące zdarzenia jakowe, toż pieśni obrzędowe, lubo zdają się być
1

O. Kolberg Rzecz o obchodach… s. 266.
O. Kolberg Rzecz o obchodach… s. 303.
3 Por. anons o Pieśniach ludowych do śpiewu, Warszawa 1862; przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II (DWOK T. 67/II), s. 278: „akompaniament […], odznaczający się wyrazistością utworom p. Kolberga właściwą, jak najprzystępniej
dla miernie nawet grających ułożony, i niska cena publikację tę pożądaną uczyni wszystkim,
którzy muzykę narodową miłują”. Opracowanie dotyczy 16 pieśni z tomu z r. 1857 i świadczy
o przetrwaniu u Kolberga nurtu popularyzatorskiego do r. 1862.
4 Jak pisze Aleksander Pawlak w przedmowie do T. 67/I, nim ukazały się serie regionalnych monografii etnograficznych z bogatymi zbiorami pieśni ludowych, O. Kolberg wydał już
w latach 1842–1849 oraz w r. 1862 szereg publikacji zawierających w sumie 598 pieśni, w tym
396 z melodiami w opracowaniu na głos z towarzyszeniem fortepianu (dalszych 236 pieśni
znajdowało się w rękopisach): Pieśni ludu polskiego, Poznań1842–1845; Pieśni ludu polskiego,
„Przyjaciel Ludu” 1846, nr 1–23, 26–36, 38–52; 1847, nr 2–4, 6–35; Pieśni ludu obrzędowe.
Kogutek, gaik, okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 dod. nut. s. 1–14;
Pieśni ludu weselne, „Biblioteka Warszawska” 1847–1849 (1847, T. 2, s. 188–206 dod. nut. s.
1–4, s. 649–661 dod. nut. s. 1–6; T. 3, s. 582–595 dod. nut. s. 1–6, T. 4, s. 625–639 dod. nut. s. 1–4;
1848 T. 3, s. 615–632 dod. nut. s. 1–6; 1849 T. 1, s. 605–623; T. 4, s. 383–403); Pieśni ludu do
śpiewu Warszawa [1862] (16 pieśni). Ponadto 15 pieśni zawiera artykuł O pieśniach litewskich,
„Dzwon Literacki” 1846, T. 3, a 22 pieśni – Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846,
T. 4. Antologie te w opracowaniu A. Pawlaka opublikowano jako Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu fortepianowym, cz. I i II (DWOK T 67/I–II).
2

36

�rozlane po całej Słowiańszczyźnie, wszakże jeśli u nas pierwotne miały
gniazdo, napiętnowane są oddzielną cechą odróżniającą je od muzyki innych pokoleń”1.
Po tej syntetycznej uwadze o kształtowaniu się autonomicznego świata
muzyki i wyłanianiu się sztuki dźwięku z kultury ogólnej Kolberg zwraca się ku walorom użytkowym i inspiratorskim pieśni i muzyki ludowej,
wątkom stale obecnym w publicystyce XX w.: „Muzyk bowiem, który by
chciał poznać i korzystać z upowszechnionych u nas melodii, znajdzie tu
zbiór bogatych, surowych, rodzimych, ale czerstwych, silnych i pięknych
piosnek, a geniusz znajdzie obfity materiał do podsycania i rozwijania własnych pomysłów”2. Po tomy opracowanych melodii ludowych (DWOK
67/I i 67/II), a właściwie antologii pieśni oryginalnych wybranych do zaopatrzenia w akompaniament, warto sięgać choćby i z tego względu, że
widnieją tam często wartości metronomiczne, co daje wyobrażenie o tempie
śpiewu ludowego.
Psychologia narodów w muzyce ludowej, stale komentowana w pierwszej połowie XX w., znajduje u Kolberga prostą konstatację: „Dowiedzioną i znaną jest ta prawda, że pieśni ludu jakiegokolwiek bądź narzecza
mieszczą w sobie doskonałe odbicie zwyczajów, języka, wrażeń, pojęć,
obyczajów i uczuć, słowem całą charakterystykę tego plemienia, z łona
którego wysnuły się. Że fizjognomia ludów jednych od drugich jest różną
i coraz rozmaitszą, w miarę jak się dalej posuwamy, wypływa z natury
rzeczy; jako i to, że jedne z drugimi ogniwem sąsiedztwa i rozlicznych
stosunków będąc połączone, wzajemny na siebie wpływ wywierają i nieraz sobie w zgodzie, i dłonie i myśli podają” 3. Po trzydziestu latach, w artykule Pieśni ludu litewskiego (1879) 4, owa psychologia zorientuje się
na badania porównawcze zbliżonych wątków polsko-litewsko-ruskich,
które w kontynuacjach folklorystycznych i etnomuzykologicznych XX w.
będą owocować monografiami poszczególnych pieśni (zwłaszcza ballad)
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań 1842, przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I (DWOK T 67/I), s. 2.
2 Tamże.
3 O. Kolberg O pieśniach litewskich. Melodie do „Pieśni litewskich” zebrał i na fortepian
ułożył…, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1–2, s. 93–107, przedruk w: tegoż Pieśni i melodie
ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T 67/I), s. 350.
4 O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły… (DWOK T. 63),
s. 307–336; pierwodruk: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. III: 1879, s. 167–187.

37

�w ujęciu bądź międzyetnicznym (np. Filareta Kołessy)1, bądź międzyregionalnym (Chmiel Jana Stęszewskiego)2. Porównując różne żywioły etniczne, Kolberg zawsze wyważa cechy wspólne i specyficzne, postępując
analitycznie, w imię „czystej nauki”.
Trwałym etnomuzykologicznym motywem przewodnim w pracach
Kolberga jest przeświadczenie o zmienności pieśni ludowej, „[…] bo gdzież
jest prawo, które by rzeczy ustnej, a tak ruchliwej stanowczość sakramentalną nadać i trwałość zapewnić bez skazy było w stanie?”3. „Ja sam byłem świadkiem nieraz, jak te same pieśni po upływie 10 lat w ustach tych
samych brzmiały inaczej – nie każda, ale mniej więcej – gdy tymczasem
zabobony, gusła niezmienione się zachowały, jak jądro stare, któremu czas
nie podołał, i zapewne długo się jeszcze będąc zachowywać”4. Zarazem
częste u Kolberga sformułowanie, że coś z dawnej kultury „poszło w poniewierkę”, świadczyłoby o preferencji bardziej stabilnej (rzekomo) przeszłości. Głos w dyskusji nad wystąpieniem Piotra Chmielowskiego, iż (m.in.)
natura pieśni jest bardziej zmienna niż trwalsze warstwy kultury ustnej
w podaniach, magii itp. – brzmi ciepło i znajomo; jest tam i skromność
badacza, porzucanie pewnych siebie twierdzeń, lecz i traktowanie nauki
(humanistycznej) jako gwaranta rozwoju wiedzy o świecie i jego kulturze,
jako ścieżki postępów samopoznania, co by wskazywało, że Kolberg chętnie by widział muzykologię (porównawczą) jako science, tzn. tak, jak ją,
pod wpływem nastania epoki fonograficznej, widzieli zachodnioeuropejscy
i amerykańscy badacze etnicznych tradycji muzycznych. Kolberg unika też
absolutyzacji naukowego tu i teraz; sama wiedza zmienia się: „Czy takąż
będzie za lat 10 lub 20, przyszłość okaże”5.
U schyłku życia Kolberga pojawił się fonograf, który po raz pierwszy
został zastosowany do nagrań śpiewów Indian w USA w 1889 r. Pierwsza
wzmianka na temat tego nowego wynalazku w piśmiennictwie polskim
1 F. Kołessa Ballada o córce-ptaku w słowiańskiej poezji ludowej, „Lud Słowiański” 1938,
T. 4, z. 1.
2 J. Stęszewski Chmiel: szkic problematyki etnomuzycznej wątku, „Muzyka” R. X: 1965,
nr 1, s. 3–33.
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, s. 305.
4 O. Kolberg Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego pt.: „Jak należy traktować
utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej”, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły…
(DWOK T. 63), s. 417. Pierwodruk: „Archiwum do Dziejów Literatury i Oświaty w Polsce” 1886,
T. 5, s. 162–164.
5 O. Kolberg Głos w dyskusji…, s. 418.

38

�(„Wisła”, T. IV, s. 749) ukazała się w roku śmierci autora Ludu (1890)1.
Nie wiemy, czy wiadomość o przełomowym dla muzycznej etnografii wynalazku dotarła do Kolberga. Jak wykazują kwerendy Bohdana Łukaniuka (Lwów), pierwsze rejestracje fonograficzne na ziemiach odwiedzanych
przez Kolberga (na Wołyniu) datują się na rok 1898. Możliwość analizy
szczególnych sposobów śpiewu, a zwłaszcza gry instrumentalnej, szanse
dokładnej transkrypcji, z uwzględnieniem zdobnictwa i wariacyjności, oraz
nowe perspektywy archiwizowania spotkałyby się na pewno z wielkim zainteresowaniem Kolberga.
Umysł Kolberga, patrona etnomuzykologii, zajmowały w drugim półwieczu XIX stulecia dwa główne problemy badawcze i metodologiczne:
(1) ogólna perspektywa (antropologiczna, kontynentalna, sięgająca indoeuropejskich szlaków) połączona ze specjalistycznymi metodami badań;
(2) połączenie empirii – zbierania pieśni celem stworzenia atlasu Pierwszej
Rzeczypospolitej – z budowaniem systemu interpretacji kultury. W zasadzie jest to odwieczny problem nauk humanistycznych: jak pogodzić walor
szczegółu z zasadą ogólną.
Refleksja zdolna do dystansu wobec przedmiotu badań potrzebowała
czasu, np. okresu między „Tygodnikiem Muzycznym” Karola Kurpińskiego
(1820) a profesjonalnym periodykiem „Ruch Muzyczny” pod redakcją Józefa
Sikorskiego, którego inauguracja (1857) przypadła na ten sam rok co przełomowy tom Pieśni ludu polskiego z monodycznymi zapisami nutowymi melodii zebranych przez Kolberga we wsiach naszego kraju. Namysł XIX-wieczny
nad historią muzyki skupiał się nad wielkimi kompozytorami i ich dziełami.
Bogactwo muzyki minionych epok dopiero odkrywano w pierwszych dekadach XIX w. W krajach zachodnioeuropejskich śpiewy popularne, wiejskie
lub miejskie były traktowane w kompendiach historii muzyki co najwyżej
jako pożywka dla ambitnej twórczości kompozytorskiej (zwłaszcza opery).
Natomiast w krajach środkowo- i wschodnioeuropejskich śpiewy wiejskie,
melodie popularne w miastach stanowiły nadal żywotną, jeśli nie główną
część doświadczenia życiowego chłopów i mieszczan polskich.
Symbolicznym momentem, zauważonym przez Kolberga, było zarządzenie francuskiego Ministerstwa Oświaty z 1852 r. o spisaniu
1

Recepcję wynalazku fonografu szczegółowo omawia Jacek P. Jackowski. Zob. tegoż Zachować dawne nagrania. Zarys historii dokumentacji fonograficznej i filmowej polskich
tradycji muzycznych i tanecznych cz. 1 (przełom XIX i XX w. – do drugiej wojny światowej),
Warszawa 2014, s. 31–44.

39

�i wydrukowaniu zasobów pamięciowych francuskiej pieśni ludowej1. Być
może także to stanowiło impuls specjalizacji badawczej Oskara Kolberga,
tym bardziej, że z kulturą niemiecką łączyła Polaków pewna ambiwalencja, czerpano z niej wiedzę teoretyczną, naukową, przejmowano wzory
optymalizacji gospodarowania, lecz lękano się dominacji, zwłaszcza po
wojnie francusko-pruskiej w 1870 r. Kolberg, choć, jak wynika z korespondencji, nie podzielał fobii pruskich np. Marcelego Szulca, to jednak
miał dla nich zrozumienie. Na styku kultury germańskiej i słowiańskiej
uznał się Kolberg za rzecznika tego drugiego żywiołu, podkreślając jednak (w polemice z Zygmuntem Glogerem) pożyteczność zapoznawania
się z niemiecką literaturą etnograficzną2. Profesjonalne wykształcenie
muzyczne pozwoliło Kolbergowi widzieć przy tym muzykę w całej złożoności środowiskowej – od wiejskich zwyczajów, obrzędów, zabaw, przez
repertuar dworów i salonów aż do teatru operowego i sali koncertowej.
Pod tym względem był kontynuatorem poglądów Karola Kurpińskiego,
będąc także realizatorem programu Hugona Kołłątaja.
Na szczególną uwagę zasługują, kształtujące problematykę etnomuzykologii, wstępy Kolberga do jego antologii i monografii, gdyż formułował je po
żmudnej pracy empirycznej. Wstępy cechuje ostrożny optymizm poznawczy
i niezwykła treściwość. We wprowadzeniach pojawiają się opinie, twierdzenia, wnioski (także estetyczne) szczególnie istotne i w określonej hierarchii.
We wstępie do antologii z roku 18573 uwidacznia się specyficzny horyzont
teoretyczno-historyczny Kolberga. „Systemat starogrecki”, chorał kościelny, korowodowe starosłowiańskie koło to podstawowe układy odniesienia
w fascynacjach śpiewem ludowym. Autor idzie na przekór ówczesnym redukcjom uproszczonego sposobu pojmowania folkloru polskiego jako oceanu przyśpiewek (zwłaszcza krakowiaków; tak w zestawieniu z folklorem
Rusinów był skłonny widzieć tradycję i praktykę polską Wacław z Oleska).
Kolberg, jak Herder wyróżniający Słowiańszczyznę, na pierwszym miejscu
stawia kulturę śpiewu samodzielnego. Wyeksponowanie w 1857 r „dum
i pieśni” ma więc motywy także estetyczne, nie tylko ideowe (dumy i pieśni jako zamiennik eposu, który nie zachował się w pamięci ludowej na
1

O. Kolberg Pieśni ludu, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), przypis s. 520.
Dodaje jednak Kolberg: „Nie jest nikomu tajnym, a i własne nasze uczy nas przekonanie,
że wielu Niemców istne pisało o Słowiańszczyźnie brednie […]”. O. Kolberg Rzecz o obchodach
weselnych…, s. 294.
3 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), pierwodruk: 1857, s. V–XI.
2

40

�ziemiach polskich). Kolberg interesuje się już problematyką wykonawczą
w folklorze, zwykle niedostrzeganą w dziewiętnastowiecznych antologiach.
Zauważa zmiany tempa i dynamiki w toku wykonania poszczególnych pieśni, niekiedy brak „równowagi taktowej”1. Komentuje szczególne sposoby
kończenia melodii, w tym okrzyk „na kształt innych Słowian”2. Zwraca
uwagę na typowe zachowania wykonawcy, świadczące o odczuwaniu muzyki całym ciałem. Nowatorskie jest notowanie (kursywą) nazw i określeń
lokalnych, gwarowych. Niezastąpione są uwagi o tańcach i instrumentach
– spostrzeżenia, które daleko wykraczają poza pierwsze (1820) obserwacje
Karola Kurpińskiego3. Wstęp do tomu z roku 1857 zawiera postulat, często pojawiający się wśród badaczy europejskich, aby nie traktować pieśni
ludowej wyłącznie jako tekstów słownych o przesłaniu odczytywanym
w zależności od potrzeb epoki. Pieśń to nie tylko poezja, literatura, lecz autonomiczna całość słowno-muzyczna: „[…] treść i melodia uzupełniają się,
podnoszą wzajemnie, jedną wspólną stanowiąc całość; a często melodia, ta
część mniej określona, mniej materialna, stanowi całą piękność pieśni”4.
Tak w latach trzydziestych XX w. Łucjan Kamieński będzie traktował pieśń
ludową – jako „organiczną całość logo-meliczną”5.
Innym zagadnieniem, które absorbowało Kolberga, podobnie jak wielu
innych zbieraczy w różnych krajach, były próby lokowania wiedzy muzycznej w konstelacji tworzących się wówczas nowych nauk, jak psychologia,
etnologia, socjologia. Przynależność wiedzy muzycznej do historii i filozofii
wydawała się mu oczywistością: „Śledzenie szczegółowe rozwoju melodyj,
jej przyczyn i następstw, należy do historyi i filozofii muzycznej i może mieć
miejsce dopiero po jak najdokładniejszem zebraniu melodyj nie już jednego
ludu, ale wszystkich innych ludów”6. Widzimy tu zalążki popularnej na przełomie wieków XIX i XX muzykologii porównawczej. Wnioski z badań nad
1

Tamże, s. VIII.
Tamże, s. VII.
3 Artykuł Karola Kurpińskiego pt. O pieśniach w ogólności („Tygodnik Muzyczny” 1820,
nr 8, s. 29–30; nr 9, s. 33–34) jako pierwsze opracowanie typu etnomuzykologicznego analizuje
Jan Stęszewski. Zob. Muzyka ludowa, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, T. 2,
red. M. Biernacka, M. Frankowska, W. Paprocka, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź
1981, s. 245–267.
4 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego… (DWOK T. 1), s. V.
5 B. Muszkalska Łucjan Kamieński – etnomuzykolog, w: Ł. Kamieński O biologii pieśni,
wstęp i dobór tekstów B. Muszkalska, Poznań 2011, s. 32.
6 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego… (DWOK T. 1), s. VI.
2

41

�pieśniami ludowymi rozszerzają „wiedzę i estetykę muzyczną”1. Erich Moritz
von Hornbostel w początkach wieku XX będzie widział zadanie muzykologii porównawczej również w pełniejszym oświetleniu zagadnienia piękna
w muzyce2. Pierwszy tom Kolberga z 1857 r. wystarczyłby, aby autorowi
zapewnić trwałe miejsce w historii kultury polskiej. Gdyby tom taki nie powstał, raziłaby w połowie XIX wieku na ziemiach polskich pustka w tej dziedzinie, tym bardziej dotkliwa, że właśnie wówczas w Europie zaczynała się
faza systematycznych monografii narodowych lub regionalnych, uwzględniających stronę muzyczną, tj. obejmujących transkrypcje nutowe melodii.
Nacisk na empirię, faktografię i bieżący ład dokumentacji nie był wyłącznie pochodną formatu zdolności Kolberga, lecz wynikał właśnie z jego
oceny stanu wiedzy, ze stwierdzenia poważnego niedostatku bazy źródłowej. Niedostateczność ta była spowodowana m.in. pozbawieniem ziem
polskich wyższych uczelni w okresie prac ludoznawczych Kolberga, poza
dobrowolnymi kilkoma Towarzystwami Przyjaciół Nauk i elitarnym Uniwersytetem Jagiellońskim. Kolberg dostosował się do stanu wiedzy, który
zastał. Rozumiał, że ziemie polskie, pozbawione suwerennego przywództwa politycznego, mogą pozostać upośledzone pod względem utrwalonego
dziedzictwa kulturowego. Gdyby urodził się w XX w., synteza intelektualna
przychodziłaby mu łatwiej i szybciej niż w jego stuleciu, gdy wszystko sam
musiał składać cierpliwie z elementów pozyskiwanych osobiście. W tej
perspektywie nie istniałby pozatechnologiczny postęp w nauce, a tylko
różnice w jakości rozeznania bieżących potrzeb ludzkości. Światły pragmatyzm Kolberga zadziałał także w kontekście społeczeństwa polskiego
okresu zaborów. Chronienie niezależności kultury wyłącznie w obszarze
tradycji szlacheckich (ziemiańskich) czy post-szlacheckich i kształtującej
się warstwy inteligencji polskiej nie było jego powołaniem. Bagaż kultury
intelektualnej podpowiadał mu ujęcia uniwersalizujące, uzupełnione „przekorą” protestantyzmu, usuwającego średniowieczne podległości społeczne.
Przeważała kategoria ogólnego obowiązku społecznego, odziedziczona po
ojcu, kartografie, którego działalność nota bene na swój sposób rozwijał
i dopełniał, gdyż tak jak Juliusz Kolberg pokrywał kraj siatką symboli graficznych, tak jego syn tworzył atlas kulturowy, etnograficzno-muzyczny.
1

Tamże.
Nota bene Hornbostela i Kolberga będzie łączyć też zdecydowana awersja do „mechanicznych pudeł” (katarynek, szaf grających itp.), gdyż niszczą ducha twórczego i oryginalne
systemy dźwiękowe i tonalne.
2

42

�Choć Oskar usuwał się od wszelkich rewolucji i skłaniał ku legalizmowi/lojalizmowi wobec władz zaborczych (o których całkowicie i znacząco
milczy), to przecież utrwalając obraz kultury większości ludzi żyjących na
ziemiach polskich pomógł nie mniej ocaleniu pamięci o Rzeczypospolitej
niż elity narodowe.
To, że Kolberg dokonał dzieła, którego samo opanowanie naukowo-wydawnicze zabierze zapewne czasokres życia etnografa, uprzytamnia
realność cudu, wspartego jednak względną żywotnością badanej kultury,
liczebnością życzliwych współpracowników i korespondentów terenowych
oraz gotowością tysięcy śpiewaków (częściej śpiewaczek), którzy przełamali
opory przed panem i śpiewali m.in. pieśni obrzędowe poza oryginalnym
kontekstem, a więc wbrew zwyczajom ówczesnej reguły chłopskiej; podobnie Sabała, zwierzający się ceprom, poniósł pewne środowiskowe koszty –
nie był traktowany całkiem jako „swój” przez współczesnych sobie Górali.
Ważnym czynnikiem mobilizującym warsztat Kolberga – przeduniwersyteckiego muzykologa/etnomuzykologa – było doświadczenie nie tylko
wspomnianej wyżej zmienności pieśni ludowej, ale i ogólnej zmiany kulturowej, ustępowania – pod wpływem postępu technologicznego (któremu służył Wilhelm Kolberg), industrializacji, a przede wszystkim wskutek koniecznego uwłaszczenia chłopów – tradycyjnych kształtów życia
chłopskiego. Odwieczna celebracja zwyczajów, obrzędów, zatapianie się
w śpiewie, zapamiętanie w tańcu, były jakimś „oszukiwaniem” (jak lament
panny młodej, płaczącej na weselu, aby po nim nie płakać) pańszczyznońki, naturalną kompensacją losu społeczno-gospodarczego chłopów.
Zakłopotanie z powodu upośledzonego położenia chłopów sygnalizowane
jest niekiedy w pismach Kolberga. Z kolei sprzeciw polskiego etnografa
wobec niemieckiej siły modernizacji, wobec germanizacji, wynikał stąd,
że – zdaniem Kolberga – protestantyzm, zwykle otwarty na unowocześnienia gospodarcze i podnoszący etos pracy, w przypadku gdyby nie posługiwał się językiem polskim, straciłby szanse oddziaływania na rzesze włościan polskich. Z drugiej jednak strony, spotykane czasem w terenie (także
w XX w.) połączenie izolacji, biedy i – o dziwo – nadzwyczajnego bogactwa
osobowości i ekspresji artystycznej musiało urzekać Kolberga i obligować
go do wytężonej i nieustannej pracy etnograficzno-muzycznej. Nakład pracowitości Kolberga zdaje się wprost proporcjonalny do malejącego czasu
poświęcanego przez uwłaszczonych chłopów na śpiew. Mitręga własnego
gospodarstwa pogłębiała wśród rolników rzeczowość spojrzenia na świat,
43

�a zajęciom muzycznym wyznaczała czystą pragmatykę (wcześnie zadziałało to w Wielkopolsce; jeszcze w XX w. np. na Pałukach więcej i częściej
śpiewano w folwarkach niż we własnych gospodarstwach chłopskich). Tak
prozaiczny i konieczny objaw postępu w XIX w., jak uczęszczanie dzieci do
szkół ludowych (powszechnych), rzutował na fakt, że najmłodsze pokolenie
przestało, podczas wielogodzinnych przygrywań, śpiewów i zabaw na pastwiskach, imitować świat dorosłych. Zwiększonej mobilności i jej wpływu
na stan zachowania kultury materialnej i duchowej na wsi doświadczył
sam Kolberg, przemieszczając się po kraju już także po drogach żelaznych.
Obok wyraźnych, choć względnie jeszcze powolnych przeobrażeń społecznych, samotność Kolberga (dopiero u schyłku życia został prawdziwie
doceniony), otwartość na pocieszenie głębszą więzią społeczną (świadczy
o tym np. troska o korespondencję) wraz z energią polskiego ewangelika, niezainteresowanego żadną władzą, a tylko „czystą nauką”, formowały
osobowość Kolberga i pogląd na sztukę muzyczną. Pisarstwo muzyczne
i etnografia nie były kompensacją ograniczonych sukcesów w kompozycji,
lecz raczej odkryciem dla siebie nowej przestrzeni aktywności umysłowej.
Czułość na wspomnienia młodości i zapamiętane prądy romantyczne (może
i pierwsza wyprawa na wschód w 1836 r. po wielkomiejskich trudach
w Berlinie) współgrały u Kolberga z pozytywistycznym basso continuo, jak
lewa ręka dyrygenta oddająca ekspresję z prawą pilnującą pulsu rytmicznego. Odrzucał w muzyce zarówno nadmierną bujność uczuć, jak i efektowne
pustosłowie. Na prywatny użytek żył czasem pogodną melancholią, czy też
lekką autoironią1.
Formułując apel w „Bibliotece Warszawskiej” w lutym 1865 r.2, Kolberg
odwołał się do wiedzy społecznej o kulturze ludowej, zawierzył metodzie
ankietyzacji, popularnej w stosowanych naukach społecznych (także w socjologii muzyki). Spośród 11 zakresów tematycznych kwestionariusza –
„1. Wieś i chata […]. 2. Praca i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków […].
3. Żywność […]. 4. Ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, odświętny i codzienny
[…]. 5. Mowa, czyli narzecze prowincjonalne [...]. 6. Przysłowia, zdania, bajki,
powiastki, klechdy, legendy, podania itp. […]. 7. Zabobony, gusła (zaklęcia),
1

„[…] przewiduję, że na początku sierpnia diabeł jakiś etnograficzny popędzi mnie do Lwowa”. Brulion listu O. Kolberga do szwagierki Karoliny z 15 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 14.
2 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, w: Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105, pierwodruk: „Biblioteka Warszawska” 1865, T. I, s. 306–308.

44

�przesądy [...]. 8. Pieśni, o ile możności z nutą, a choćby i bez niej, oddane mową
miejscową. Pieśni nabożne i dziadowskie. 9. Tańce. Opis tychże i nuta, jeśli
można. 10. Obrzędy: a) Wesela […]. b) Chrzciny […]. c) Pogrzeby […]. d) Sobótki
[…]. e) Obchód różnych świąt uroczystych i niedziel w ciągu roku. Kolędy,
szopki, zabawy mięsopustne, przebierania się itp. Wielkanoc. Gaik, kogutek,
konik itp., z pieśniami [...]. f) Dożynki […] koncepta i zabawy [...]. 11. Zwyczaje
i piosnki przy różnych zatrudnieniach […]”1 – cztery ostatnie są splecione
bezpośrednio z repertuarem i kulturą muzyczną.
Skierowanie się do czytelników, zwykle ziemian, będących w stanie
opisywać otaczającą kulturę ludową, wymusiło rozszerzenie programu badawczego. Gdyby Kolberg prosił piszącą publiczność wyłącznie o pieśni
z nutami, grono potencjalnych współpracowników jeszcze bardziej by się
uszczupliło. Równocześnie z apelem (1865) ujrzał światło dzienne tom Sandomierskie z tytułowym integralnym rozszerzeniem: Lud, jego zwyczaje,
sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni,
muzyka i tańce, które stało się słownym „logo” całego programu rodzącej
się etnologii (antropologii kulturowej) z komponentem (dla Kolberga kluczowym) etnografii muzycznej – etnomuzykologii.
Wspomniany pierwszy program muzykologii uniwersyteckiej Guido
Adlera2 pochodzi ze schyłkowych lat życia Kolberga. Adler podzielił muzykologię na historyczną i systematyczną. Głównie do tego drugiego działu
muzykologii zaliczylibyśmy prace etnograficzne Oskara Kolberga. Adler
kładzie nacisk na struktury dźwiękowe, w mniejszym zaś stopniu na specyfikę kulturową i bieżące uwarunkowania funkcjonalne. Jest to typowe
podejście w warunkach kreacji dyscypliny wiedzy. Pierwsza definicja etnomuzykologii Klymenta Kvitki3 również czyni przywilej dla klasyfikacji
samych pieśni ludowych wraz z prawidłową ich analizą czysto muzyczną
i formalną (tekstową).
Kolberg przeżył fascynację możliwościami szerokiego interpretowania
systemów tonalnych i wczesnej analizy porównawczej w Sandomierskiem,
gdy zapewne nieoczekiwanie zapoznał się z archaicznymi śpiewami obrzędowymi (weselnymi i na okrężne, tj. zakończenie żniw) o zwrotach pentatoniki półtonowej (hemitonicznej). Kolberg, wykształcony na bieżących
1

Tamże, s. 103–105.
Zob. przyp. 2 na s. 9.
3 P. Dahlig The use of the term ethnomusicology…, s. 53.
2

45

�wzorach akademickich repertuaru o tonalności dur-mollowej, o wyraziście
zarysowanych formach muzycznych, w których muzyka musi mieć swoją
miarę, tj. takt; biegły w pianistyce, ugruntowującej słyszenie w systemie
temperowanym, znalazł się nagle w konfrontacji z żywym, dynamicznym
systemem dźwiękowym wywodzącym się niewątpliwie z odległej przeszłości (badania porównawcze w XX w. datują ten rodzaj śpiewów na I tysiąclecie n.e.). Rozległe lektury z historii muzyki (m.in. prace J.J.M. Amiota 1, G.W.
Finka2) zachęciły Kolberga do analizy tego uderzająco dawnego systemu,
w którym coś „jęczało dziko-namiętnie”3.
Sandomierskie stanowi, razem z Kujawami, etnomuzykologiczne credo
Kolberga. Właśnie w okresie przejściowym, między muzyczną a muzyczno-ogólnokulturową dominantą zainteresowań, Kolberg czuje potrzebę zdefiniowania swego warsztatu pracy. W żadnym z dalszych tomów nie musiał
już formułować podobnego exposé. Autor (w Sandomierskiem) najpierw
uzasadnia przejście od antologii gatunku do monografii regionalnej, by wyróżnić szczegóły „prowincyjonalne”, które mają się składać na „ciekawszy
jeszcze obraz całego kraju” 4. Postanowił zatem w pracach swych „wydawać […] prowincyjami […] wszystkie w tych prowincyjach zebrane pieśni,
obrzędy i muzykę bez względu na rodzaj, treść i barwę”, co „utoruje łatwiejszą drogę poszukiwaniu, porównaniu, stosowaniu, badaniu, dając obok tego
możność sprawiedliwszego na nią (a przez nią w przyszłości i na całość)
poglądu i ocenku”.
Zadaniem warsztatu kulturoznawczo-muzykologicznego jest wykrywanie cech charakterystycznych bez względu na „polityczne podziały i rozgraniczenia” (co u schyłku XIX stulecia poczytano Kolbergowi za zasługę
pokonywania kordonów zaborczych), w łączności ze środowiskiem przyrodniczym, bowiem „[…] przegrodami rodów i narodów są częstokroć bory,
nieużytki, wielkie puszcze, wody i góry, a rozdział ten utrudniając związki,
jest powodem wyrabiania się miejscowych obyczajów”. Bazując na czynniku psychicznym, na nieidentyczności ludzi, oględnie traktuje kwestię
1 J.J.M. Amiot Mémoires concernant l’histoire, les sciences, les artes, les moeurs, les usages
etc. des Chinois par les Missionnaires de Pekin, T. VI, Mémoire sur la musique des Chinois,
tant anciens que modernes, Paris 1780.
2 G.W. Fink Erste Wanderung der ältesten Tonkunst, als Vorgeschichte der Musik oder als
erste Periode derselben, Essen 1831.
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s.12.
4 Tamże, s. 5; kolejne przytoczone fragmenty również pochodzą z tej przedmowy, s. 5–8.

46

�wydobywania specyfiki kulturowej, konstatując raczej stopniowe odmiany,
płynność różnic, rzadko przechodzącą w odrębność.
Celem ściśle etnomuzykologicznym jest „systematyczne i porządne, o ile
być może, przedstawienie wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości,
zwichnień nawet, więc całego nastroju i piętna muzyki naszej ludowej,
której pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównem usiłowań i śledzeń moich zadaniem”. Kolberg od razu jednak czuje
potrzebę dołączenia przykładów literatury ustnej, takich jak „przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencyje, gusła, zabobony,
gry i t.p. wychodzące już za obręb muzykalności”. Daje też wyraz typowej
dla etnomuzykologów-zbieraczy zadumie: „Ileż to tysięcy pieśni, wieleżby
opisów przybyło, gdyby czas z równą ścisłością dozwolił zbadać wszystkie
rzeczonego powiatu zakątki!”.
Przejście do wniosków analitycznych wyróżnia się wstrzemięźliwą samoświadomością Kolberga: „Na zasadzie posiadanych i przejrzanych już
materyjałów poczyniłem uwagi, mogące się w przyszłości zmodyfikować,
a może i innego nabrać kierunku w miarę nowo przybywających zapasów.
Uwagi te dotyczą składu, budowy i piętna czyli charakteru melodyi, nie
mniej jej miary i rytmu; rzucają obok tego myśli co do jej pochodzenia,
starości i rozrostu. Najwięcej podobnych myśli nastręczają nam pieśni obrzędowe, mianowicie weselne”.
Podstawowym zadaniem tej pre-etnomuzykologii jest zatem typologia
i chronologizacja (względna, tj. określenie, co starsze, co nowsze) pieśni;
tak definiować będzie zadanie etnomuzykologii („nauki o pieśni ludowej”)
Łucjan Kamieński w latach 30. XX w. Dokonanie typologii w warunkach
pełni żywotności praktyki i repertuaru, gdzie panowała, zdaniem Kolberga „pstrocizna i ruchliwość”, nie było jednak łatwe i, jak się okazało
w następnych monografiach, zbyt czasochłonne. Wstępy do następnych
serii (tomów) będą zawierały tylko ogólne uwagi o pieśniach, a ciężar
prac przeniesie się z typologii muzycznej na funkcjonalną (cykle doroczny,
rodzinny) i tekstową (pieśni powszechne).
Wstępna procedura analizy muzycznej Kolberga przypomina w zalążkach założenia metody zastosowanej w slawistycznej pracy Anny Czekanowskiej Melodie wąskiego zakresu w krajach słowiańskich1, gdzie
1 A. Czekanowska Ludowe melodie wąskiego zakresu w krajach słowiańskich. Przegląd
dokumentacji źródłowych, próba klasyfikacji metodą taksonomii wrocławskiej, Kraków 1972.

47

�z pomocą matematycznej taksonomii wrocławskiej i diagramu Jana Czekanowskiego zgrupowano melodie, już na początku zwarte stylistycznie
(tak jak wybrał Kolberg do swej roboczej „klassyfikacji” melodie weselne),
w konglomeraty blisko spokrewnione, obliczone na podstawie mierzalnej
charakterystyki według wybranych i skategoryzowanych cech. Inspirujący
jest sam tok myślenia Kolberga, wynikły z pewnego uniesienia czy zdumienia wobec witalności melodyki kształtowanej ustnie-pamięciowo:
W całej bowiem owej muzyce, podobnie jak w słowach, daje się dostrzegać parę
dawnych typów, które mimo wyginania się melodyi wedle coraz to nowszych
tekstów i dodatków (obok dawnych), niby mchem starości porosłe rdzenie a raczej korzenie (radices), od niepamiętnych czasów zachowały się i rozgałęziły na
rozległym ziemi obszarze. Typy takie dają niejako zasadę, tonalność, podobnie
jak dźwięki organu mowy dają ją dla języka. Z wątku takiego w danej prowincyi
w ten a nie inny sposób wysnuwa się, przeciąga i ucina nić melodyi, raz dłużej,
to znów krócej, to szybko i żywo, to powoli i ospale, to gładko, to chropawo, to
w jednę, to w drugą przeciwną tamtej stronę (k’sobie lub na odsib’, jak mówi
chłop), a zawsze wierne swojej zasadzie. Z takiego źródła wybiwszy się, melodyja płynie kręto lub prosto na kształt rzeki […]1.

Kolbergowi nasuwają się zatem w opisie typologicznym melodii metafory ze świata przyrody (drzewa, sieć wodna), rzemiosła (może kądziele, przy
których utrwalał się kobiecy repertuar wokalny), a także z ruchu tanecznego; ważniejsza jest dla niego pojemność i kontur melodii niż szczegółowy
kierunek i interwały. W Sandomierskiem daje przykład roboczej typologii
pieśni weselnych:
Opisane tu kilka obchodów weselnych z bliskich sobie położeniem okolic Sandomierza, potrafią właśnie przez swą bliskość objaśnić w jaki sposób kształtowały się pieśń i muzyka w waryjanty czyli wersyje, krocząc od sioła do sioła,
lub je przeskakując, gdy znalazły gotowe już wyrażenia2

„Jądro”, „gromada”, „rozgałęzienie”, „bliski/odmienny kształt” melodii
– to pojęcia Kolbergowskie (jakby z makro- czy mikrokosmosu) wypracowywane w toku transkrypcji, zestawiania i porównywania melodii lub ich
formuł obrzędowych:
1
2

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 9.
Tamże.

48

�„[…] w każdym opisie wesela widzimy kilka (acz nie zawsze dosyć ściśle od siebie
odgraniczonych) grup, czyli gromad pokrewnych sobie melodyj. I tak: w weselu I stanowią pierwszą gromadę (jądro niejako wesela, bo dwa główne jego
momenta mające na względzie: wianek i czepek), n-ra 1, 5, 30; drugą gromadę
(w części rozgałęzienie tamtej) nr 7, 10, 12, 13, 14, 20, 21, 33, 39; trzecią gromadę
nr 3, 4, 41, 43; czwartą nr 28, 29, 32, 34, 35, oprócz wielu pojedynczych pieśni
jak np. nr 9, na dobranoc śpiewanej a wracającej w tym samym niemal kształcie
przy każdym opisie wesela (nr 53, 89), nadto nr 26 i 63. [...]. W podobny sposób
można by uklasyfikować i melodyje następnych trzech wesel”1 .

Kolberg u progu serii monografii wydaje się promotorem myślenia
o muzyce jako o procesie (wykonawczym), a nie tylko jako o produkcie
(dziele); to zaś jest głównym postulatem antropologów kultury w XX w.
z Alanem Merriamem na czele2. Kolberg wiedząc, że wystawia się na zarzut
notowania drobnych wariantów, deklaruje asekuracyjnie w przypisie:
Wszakże skłonił mnie do tego wzgląd tak na samą ważność tych różnic, jak
na dokładność odznaczenia ich w nutach. Ważność ta polega według mnie na
przekonaniu, że tylko większa liczba, choćby drobniejszych odmian i odcieni
(które mimo to bynajmniej nie są i nie mogą być wyczerpane, gdy lud coraz to
nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub użytkowania, daje
wyobrażenie o stopniowem (czy to dodatniem czy ujemnem) kształtowaniu czyli
urabianiu się pieśni, pod względem formy rytmu i spojności z tekstem; a urabianie to ma niewątpliwie swą logikę psychologiczną, którą tylko szereg szczegółów
tłumaczy, a na którą pragnę zwrócić uwagę3.

Wrażliwość na warianty wynika z jednej strony z ogromu doświadczeń
empirycznych i osłuchania się Kolberga ze śpiewem ludowym, z drugiej
zaś – z woli ujęcia żywiołu muzycznego, tj. świata procesualno-zmiennego,
w zapisie i w opisie.
Kolberg omawia w komentarzach muzycznych formę obrzędowych pieśni sandomierskich, zwracając szczególną uwagę na relacje między nieparzystą a parzystą, symetryczną liczbą taktów, normatywną dla okresu
muzycznego. Koncentruje się jednak głównie na tonalności śpiewów jako
na podstawie-zasadzie tożsamości kultur.
1

Tamże, s. 100–101.
A.P. Merriam The anthropology of music, Evanston 1964.
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s.70.
2

49

�Akademickie przygotowanie i repetytorium literatury historycznej studiowanej w związku z Encyklopedią powszechną Orgelbranda każą Kolbergowi spojrzeć najpierw na śpiew ludowy w świetle dziedzictwa chorału
gregoriańskiego: „Wielka zatem ilość pieśni słowiańskich opiera się na tonalności kościelnej różnych epok, to jest: że zasadą ich nuty są prawa jakim
ulegały śpiewy w czasie wszechwładztwa tych tonacyj tworzone”1. Teza ta
potwierdzana jest w XX-wiecznych badaniach obecności chorału gregoriańskiego w pieśniach ludowych (o tematyce religijnej), pracach terenowych i analitycznych prowadzonych przez etnomuzykologów Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego od lat 70. XX w., a także w studiach etnomuzykologów ukraińskich w odniesieniu do korzeni wąskozakresowej archaicznej „ładkanki”, której odpowiedników można dopatrywać się w śpiewach
religijnych od przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia po Chrystusie.
Tego typu interpretacje ilustrują tezę kulturoznawczą (aktualną do XXI w.)
o przenikaniu się sacrum i profanum w kulturach słowiańskich, a nie o ich
separacji (jak w kulturze zachodnioeuropejskiej). Kolberg idzie jednak dalej:
[…] obok tonalności starokościelnych, dostrzegłem i inne, od nich niezawodnie
starsze, tu i owdzie spod warstw melodyjnych przeglądające, niby dolatujące
nas echa zamierzchłych od dawna wieków, w dziwny nieraz sposób z nowszemi
poplątane wyobrażeniami. Już samo np. wahanie się tonów h1 i b1 […] pokazuje,
że tony te nie są pierwotne ale napływowe, równie jak ton przechodni e2 (bo
akcent pada dopiero na następne d2) i ton podwyższony cis2, który częściej brzmi
jak c2; stanowczo zaś brzmiące: dolne f1, g1, a1, c2 wraz z rozpoczynającemi te
pieśni tonami d2 i f2, są wyraźnym znamieniem gammy głównej staro-chińskiej,
staro-indyjskiej i staro-szkockiej czyli celtyckiej […]2.

Kolberg był w pełni świadomy niedoskonałości narzędzi badawczych,
ale starczyło mu odwagi, by wyjść poza teoretycznomuzyczny krąg myślenia europocentrycznego i dać wczesny przyczynek do muzykologii porównawczej, która rozwinęła się dopiero z nastaniem fonografu. Nie stosuje terminów „pentatonika”, ani „pien” na oznaczenie wypełniających pentatonikę
tonów, ale wystarczająco opisuje ją pierwotnym pochodem czy systemem
kwart a, d, g, c, f, które zbite „w bliskie tony”3 dają „gammę”/„tonacyję”
1

Tamże, s. 14.
Tamże, s. 103–104.
3 Tamże, s. 105.
2

50

�dobrze znaną jako relikt w folklorze polskim: f, g, a, c, d, występującą albo
w wersji hemitonicznej (Lubelszczyzna, Sandomierskie), albo anhemitonicznej (Kurpie); jako ewenement w Wielkopolsce nagra na fonografie i skomentuje w latach 30. XX w. melodię Chmiela o pentatonice typu celtyckiego (anhemitoniczną) Łucjan Kamieński.
Erich M. v. Hornbostel (1877–1935), współtwórca muzykologii porównawczej, podobnie koncypował pochody (koła) interwałowe, by wyjaśniać
pozaeuropejskie zjawiska skalowe (teoria kwint przedętych). W roku 1885
– tym samym, gdy Guido Adler utożsamia Musikologie z vergleichende Musikwissenschaft i definiuje ją jako porównywanie dźwiękowych wytworów,
a zwłaszcza pieśni ludowych różnych ludów, krajów i terytoriów, oraz grupowanie i porządkowanie tych wytworów według wybranych cech – Aleksander John Ellis (1814–1890) podsumowuje doświadczenia z pomiarów skal
instrumentalnych za pomocą tonometru (półton = 100 centów, 1200 centów
w oktawie), podnosząc jednak wagę osłuchania przy analizie skali. Kolberg,
dokładny rówieśnik wszechstronnego uczonego angielskiego, matematyka,
filologa i muzykologa, daje temu wyraz, omawiając zmienną intonację h/b
i c/cis i komentując ćwierćtony w melodiach pięciotonowych; jest też dociekliwy, prosi wykonawców ludowych o powtórzenia śpiewu, by upewnić
się, że zmiany intonacji h/b nie są „wybrykiem”, lecz „właściwością”. Ellis w toku analizy porównawczej skal muzycznych różnych narodów konkluduje: „scales are not natural, but very diverse, very artificial, and very
capricious”1.
Fonografia XX w. zdążyła potwierdzić rozległe występowanie pentatoniki na świecie. Pentatonice przyznano zasięg prawie globalny. Współwystępowanie pentatoniki w wielu obszarach świata szeroko dyskutowano
wśród muzykologów w XX w. i próby analityczno-porównawcze Kolberga
mogą być uznane za sensacyjnie nowatorskie. W czasach Kolberga i później
wątpliwości mogły i mogą budzić jednak proporcje między autochtonicznym a migracyjnym charakterem systemu pięciodźwiękowego. Podobnie
w archeologii dyskutuje się, czy pewne odkrycia, wynalazki mogły zaistnieć
tylko w jednym miejscu (kręgu) i stamtąd rozchodzić się do innych ośrodków cywilizacyjnych lub ich peryferii, czy też odkryć tych dokonywano
(wynalazki opracowywano) równocześnie w wielu miejscach. W przypadku
1 A.J. Ellis On the Musical Scales of Various Nations, „Journal of the Society of Arts” 1885,
nr 33, s. 485–527.

51

�tzw. multanek (fletni syrinx) z Przeczyc k. Zawiercia, instrumentu dętego
wielopiszczałkowego odkopanego w latach 60. XX w. w warstwie kultury
łużyckiej z końca epoki brązu, z okresu 1000–700 lat p.n.e., okazało się, że
dziewięć kościanych cewek również daje dźwięki skali pentatonicznej, jak
stwierdził Włodzimierz Kamiński1. W przypadku pentatoniki bardziej przekonuje druga koncepcja (wielość miejsc wyłonienia się tej skali, jak grzyby po deszczu), co nie wyklucza dyfuzji systemów tonalnych, a zwłaszcza
ich ujęć teoretycznych. Porównanie nie musi oznaczać, że coś jest starsze,
coś młodsze, oryginalne, wtórne, własne i zapożyczone. Kolberg po prostu
testował możliwości interpretacji archaicznych zjawisk tonalnych pogranicza Zachodu i Wschodu w Sandomierskiem. Ta analiza była nowatorska
(i czasochłonna) w kraju, gdzie większość ludzi nie umiała czytać i pisać,
gdzie przewodnicy życia umysłowego, jak Józef Sikorski, musieli się liczyć
z analfabetyzmem (również muzycznym) i tworzyć doręczniki głównie
z „baczeniem na miejscowe potrzeby”. Gdy Kolberg komentował pięciotonowy (pentatoniczny) kościec melodii Bogurodzicy, wskazując na możliwy
chińsko-hinduski rodowód systemu tonalnego, natrafił na opór redaktora
„Ruchu Muzycznego”. Nie było może miło słyszeć uszom europejskim, gdy
kontynent stał u szczytu ekspansji gospodarczej i politycznej (kolonialnej),
że coś powstało poza Europą, że Europa jest tylko na szlaku pięciotonowego
systemu kultywowanego w kolonizowanej Azji. Jak pisze M. Tomaszewski,
polemikę z Józefem Sikorskim odnośnie do (chińskiego) pochodzenia pentatonicznego kośćca pieśni Bogurodzica2 przeniósł na pole etnografii muzycznej. Kwestia podstaw i pochodzenia dawnej tonalności Bogurodzicy nurtowała Kolberga do końca życia. W monografii Kaliskie, wydanej w 1890
r., autor wycofując się z prostolinijnych tez w Sandomierskiem, łączy jednak gamę c, d, f, g, a, c z pierwotną tonalnością kantyku oraz z macierzą
1 W. Kamiński Instrumenty muzyczne na ziemiach polskich, Kraków 1971, s. 29–32. Odnośny fragment brzmi (s. 31): „Wielokrotne próby praktyczne poprzedzone obliczeniami akustycznymi wskazują, że w omawianym instrumencie z Przeczyc szósta piszczałka stroiła o oktawę wyżej niż pierwsza. Wszystkie dalsze próby ustalenia pięciu stopni tej oktawy prowadziły
każdorazowo do pentatoniki anhemitonicznej. Zastrzegając się z góry, że dokładność oznaczeń
uwzględnia tu tolerancję w granicach ćwierćtonu, można przyjąć, że strój tego instrumentu
obejmował dźwięki: c3, d3, e3, g3, a3, c4, g4. Być może dalsze odkrycia wniosą dodatkowe informacje do badań nad ówczesnymi skalami, jednak obecnie tylko taki strój wydaje się możliwy
do przyjęcia”.
2 M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, s. XI–XII. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 13–16.

52

�indoeuropejską1, co stanowiłoby muzyczną paralelę do osiągnięć w rekonstrukcji historii języków w badaniach filologii porównawczej, starszej „siostry” muzykologii. Twierdzenia o dawności pentatoniki na ziemiach polskich dotyczyły raczej śpiewów obrzędowych. Zdaniem Waleriana Batki
melodie pentatoniczne w Lubelskiem nawet wśród młodzieży odbierane
były jako naturalne w okresie międzywojennym2. Natomiast rekonstrukcje
stroju piszczałek średniowiecznych z wieków XIII–XIV, z okresu największego znaczenia aerofonów w instrumentarium Słowian zachodnich, wskazują już na skale diatoniczne o pojemności seksty 3. Stroje instrumentów
łatwiej podlegają modernizacji niż wzory śpiewu wspólnotowego.
Zjawiska tonalne śpiewu obrzędowego w Sandomierskiem Kolberg rozpatrzył zatem według ówczesnego stanu wiedzy o wspólnocie (wędrówkach) systemu tonalnego w kręgu celtyckim (staro-szkockim), staro-chińskim i hinduskim. XIX-wiecznym przywilejem Kolberga było usłyszenie
pentatoniki także w grze skrzypcowej, gdyż tradycyjna muzyka instrumentalna wyrastała wprost ze śpiewu i naśladowała melodie wokalne. Zdumiony swobodą tonacji w grze skrzypków, Kolberg widział w ich grze modulacje między dwoma szeregami półtonowej skali pentatonicznej (z jednym
tonem wspólnym). Niewiele można dodać do tych analiz, gdyż w świetle
ówczesnych pojęć analitycznych tak właśnie można było to interpretować.
Dzisiaj widzielibyśmy w XIX-wiecznych melodiach obrzędowych Sandomierskiego, ogólniej terytorium o zasięgu wschodniosłowiańskich tradycji muzycznych, nawarstwienie (jak w archeologii) trzech pokładów:
elementów skal wąskozakresowych, tj. skal chordalnych, diatonicznych,
które mimo wszystko mogły mieć odległy (luźny) związek z tetrachordami
1

O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. IV, V, 247.
„…młodzież wiejska [na Lubelszczyźnie – P.D.] w dużym stopniu jszcze przeżywa skalę
pentatoniczną jako aktualne i normalne zjawisko w muzyce ludowych wesel i obrzędów dorocznych” – W. Batko, zdanie na marginesie recenzji („Teatr Ludowy” 1938, nr 11, s. 329–330)
antologii Łucjana Kamieńskiego Śpiewnik pomorski. Na 1 głos lub więcej. Dla przyjaciół
śpiewu ludowego i młodzieży szkolnej [70 pieśni]. Zob. P. Dahlig Tradycje muzyczne a ich
przemiany. Między kulturą ludową, popularną i elitarną Polski międzywojennej, Warszawa
1998, s. 256.
3 M. Rychły Instrumenty wykopaliskowe jako podstawa dla ustalania diachronii systemu
muzycznego, „Muzyka” R. XXXI: 1986, nr 2, s. 67–78. Rozważania autora i jego rekonstrukcje
stroju, oparte także na ergonomii gry, dotyczą dwu kościanych piszczałek: z Kowalewa (o pięciu otworach bocznych) i Międzyrzecza (o czterech otworach bocznych). W ramach seksty
możliwe są też, dzięki odmiennej artykulacji, chromatyczne zmiany poszczególnych tonów.
2

53

�starogreckimi; zwrotów lub pełnej skali pentatonicznej; następnie tonów
psalmodii i skal modalnych. Dziś mówi się też o dawnym dwucentrycznym
systemie tonalnym, tzn. dwa centra tonalne ścierają się między sobą, nadając tonalności charakter dynamiczny. Właśnie to zadziwienie autora Sandomierskiego: „[…] ile subtelności jest w modulacyjach melodyj ludowych […]”1,
a nie odgórne założenia, skłoniło Kolberga do bliższej analizy. Nie osłabia
to też często formułowanych ogólnych opinii Kolberga o przenikaniu się czy
symbiozie elementów dawnych i nowszych w kulturze duchowej (np. literaturze ustnej). Z punktu widzenia etnomuzykologii Kolberg jako pierwszy
stwierdził obecność pentatoniki w muzyce ludowej. Relikty tego systemu
będą się cieszyć szczególną uwagą wśród etnomuzykologów XX w.
Kolberg uznał później chińsko-hindusko-europejskie panoramy za
przedwczesne („wybujałe”); analizę jednak rozumiał jako dowartościowanie
tego, co zarejestrował w toku badań terenowych. Przeszkodą dla wypracowania twierdzeń pewnych były braki nutowych źródeł muzycznych oraz
niedostateczne podstawy empiryczne dla interkontynentalnych porównań.
Sumienność, którą wyróżnia się praca i warsztat naukowy Kolberga, oraz
imperatyw badań terenowych dla wypełniania atlasu etnograficzno-muzycznego I Rzeczypospolitej pozostawiły na uboczu dywagacje o globalnych
związkach kulturowych. Kolberg nie był przecież uczonym „gabinetowym”.
Być może ze studiów berlińskich przejął bakcyla myśli uniwersalistycznej
(świat jako jedna roślina), co w połączeniu z duchem romantyzmu i filozofią
pozytywizmu dało fenomen jedyny w swoim rodzaju – Oskara Kolberga.
Szerokie porównania nie były obce i muzykologom XX wieku. Łucjan
Kamieński, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, gdy w 1933 r. poznał z autopsji (nagrywał na fonografie Edisona) diafonię, tj. śpiew równoległych
kwint wśród górali pienińskich, dopuszczał związki tej prostej wielogłosowości z dziedzictwem skandynawskim i bizantyjskim2.
Sandomierskie jako prototyp, obok Kujaw, monografii regionalnej rozbudziło zainteresowanie Kolberga praktyką wykonawczą skrzypków, głównych (obok dudziarzy spotkanych w Wielkopolsce) reprezentantów ludowej
muzyki instrumentalnej. Znalazło to wyraz w opisie zachowania muzyka
w czasie gry, w komentowaniu sposobów urozmaicania, ozdabiania gry
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 12.
Ł. Kamieński Diafonia ludowa w Pieninach, w: Ł. Kamieński O biologii pieśni, wstęp
i dobór tekstów B. Muszkalska, Poznań 2011, s. 46–49.
2

54

�z jednoczesnym kierunkowaniem jej na wypełnienie dłuższego czasu gry1.
Dziedzictwem jeszcze starożytnym myślenia o instrumencie jako o figurze
ciała są komentarze Kolberga, iż instrument w rękach muzykanta, a właściwie wspólna dusza grajka i skrzypiec „[…] jęczy, płacze, wzdycha, drży
(tremoluje), skacze i zżyma się, posłuszna wszechwładnym poruszeniom
ramienia i ręki […]”2. Antropomorficzne traktowanie głosu instrumentu (niezależnie od „cielesnego” nazewnictwa części skrzypiec) jest bliskie opiniom
muzyków ludowych do dnia dzisiejszego.
Pojawiające się już Pieśniach ludu polskiego z 1857 r. zaciekawienie
praktyką wykonawczą, zachowywaniem się muzyków, śpiewaków w czasie
gry i śpiewu, traktowaniem ich w społecznościach, jest cennym wkładem
do wiedzy etnologicznej i pożywką dla etnomuzykologii. Z kolei lektura
Kujaw motywuje do przekrojowego studium tradycji muzycznej, tak w perspektywie repertuaru, osoby muzyka/śpiewaczki/śpiewaka, jak i społecznych funkcji i kontekstu kulturowego. Uwagi o ambiwalentnej ocenie osoby
muzyka i sposób ich formułowania przez Kolberga można zestawić z analogicznymi rozważaniami Alana Merriama sto lat później3.
Otwartość formy muzycznej tak śpiewu, jak i gry (zawieszanie na kwincie dolnej lub górnej), nastawienie praktyki muzycznej na ciąg dalszy (Kolberg to zawieszanie na dominancie rozumie dosłownie jako „odroczenie” do
czasu, gdy następny śpiewak/tancerz podejmie nutę), tworzenie atmosfery
grania, „ogrywanie” pomysłów formuł muzycznych stanowiły również,
podobnie jak dawna tonalność śpiewu, odkrycie dla Kolberga (o ile nie zachował wspomnień śpiewu swej piastunki Zuzanny Wawrzek, pochodzącej
z Sandomierskiego). Lektura komentarzy Kolberga jest stale inspirująca, np.
kwestia urozmaiconej reprodukcji lub preferencji nowości: skrzypek–rutynista „urozmaica melodyję we właściwym jej duchu”; skrzypek–wirtuoz
„lubi nowość”, a skoro droga daleka do kościoła i karczmy, może „bujać
swobodnie po instrumencie”, dodając czasem dwugłos4.
Zaobserwowanie zależności między wokalnym a instrumentalnym medium, między grą zbliżonego tematu muzycznego do tańca i do słuchania
podczas pokonywania dystansu między kościołem, zajazdem (karczmą)
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 9–10.
Tamże, s. 10.
3 A.P. Merriam Basongye Musicians and Institutionalized Social Deviance, “Yearbook of
IFMC” 1979, nr 11, s. 1–26.
4 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 101–102.
2

55

�i chatami weselnymi było rezultatem doświadczeń terenowych, uczestnictwa w weselu w Sandomierskiem, a może i przemieszczania się wozem
drabiniastym razem z muzyką. Do końca XX w. zachowało się nazywanie
owych melodii przez muzyków ludowych tych właśnie sandomierskich
okolic wędrowcami, podróżniakami (granymi przez skrzypka z basistą
w drodze na wesele lub z wesela) lub światówkami, tzn. przyśpiewkami
i ich wersjami instrumentalnymi w plenerze, „na świat”. W innych tomach,
tam gdzie może, zestawia Kolberg wokalne i analogiczne instrumentalne
melodie, aby oddać w tej „konwersacji” śpiewu i gry rdzenne właściwości
folkloru polskiego. Po tej ścieżce będą chadzać w XX w. Łucjan Kamieński
z Jadwigą i Marianem Sobieskimi oraz ich uczniami, zachęcając muzyków
instrumentalistów w trakcie nagrań dokumentalnych najpierw do zaśpiewania, a potem do odegrania melodii; bywa to nawet dziś kontestowane
przez konserwatywnych dudziarzy, bo przecież „gracze nie śpiewają” (a tylko ci, co tańczą).
Teksty Kolberga odnoszone do wrażeń i doświadczeń słuchowych wymagają właściwej im, cierpliwej interpretacji, egzegezy. Dzielą nas, w historii muzykologii, zmiany generacyjne. Każde pokolenie uwydatnia swój
wkład, filtrując, zmieniając proporcje wiedzy, redukując osiągnięcia minionych pokoleń (lub nie pamiętając o nich). Istotna zmiana polega głównie
na specjalizacji, kosztem perspektywy ogólnej, kulturowej, symbolicznej.
Kolberg próbował równoważyć szczegółową i uogólniającą perspektywę.
Sformułował np. potrzebę wyróżnienia typów melodycznych („wybitek”),
zachęcał także do samodzielnego tworzenia obrazu wesela z różnych części składowych z sąsiednich miejscowości1, co stało się normą w tworzeniu dziesiątek widowisk regionalnych wesel w XX w., na czele z Weselem
na Kurpiach ks. Władysława Skierkowskiego (1933).
Drugim regionem, w którym Kolberg sprawdził i wypełnił swój system
ekspozycji i utrwalania kultury ludowej, były (jak już wspomniano) Kujawy,
szczególnie dotknięte podziałem zaborów. Kolejność wyboru regionów można by tłumaczyć domową inicjacją muzyczną i (hipotetycznymi) pytaniami
natury naukowej: Jak się miał indywidualny repertuar piastunki Zuzanny
Wawrzek w Warszawie do jej stron macierzystych (Sandomierskie) oraz
czy dar „czucia muzyki narodowej” Chopina da się objaśnić analizą „muzykalności” w regionie, gdzie urodziła i wychowała się matka kompozytora?
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 97.

56

�Oprócz uporządkowania panoramy opisu kulturowego, w kontekście
obfitego zasobu kujawskiego repertuaru, podanego jeszcze w kaligraficznej (urzekającej) wersji, doszedł do głosu bardzo nośny wspomniany już
wątek zainteresowania Kolberga praktyką wykonawczą. Wątek ten godzić
będzie w XX-wieczną muzykologię historyczną i systematyczną, zapowiadając nachylenie „performatywne” w naukach społecznych. Kolberg
notuje obserwacje, jak ludzie tańczą (pierwsze opisy cyklów tanecznych),
jak grają po swojemu na skrzypcach, aerofonach prostych. W tym ostatnim przypadku uwidacznia się przekonanie Kolberga o głębokiej dawności pasterskiego śpiewu i muzykowania, o mocy dźwięku w komunikacji człowieka ze światem zwierząt („żywiną”). W istocie, elementarne,
pierwsze formy muzyczne (zawołanie, wyliczanie) 1, a nawet scenariusze muzyczne, ilustrowanie wydarzeń grą na aerofonach 2 będą identyfikowane w XX w. w obszarze muzykowania pasterskiego. Zauważenie
w tomach kujawskich swoistych lokalnych terminów okołomuzycznych,
stosowanych przez i wobec muzyków wiejskich, czy ogólnie słownictwa
chłopskiego w kontekście obrzędowości i praktyki społecznej, to pierwsze jaskółki XX-wiecznych studiów nad etnoteoriami w antropologii kulturowej i etnomuzykologii, dyktowane zwiększonym uznaniem dla wewnętrznych, lokalnych pól wartości (emic) 3, może nawet zapowiedź tych
motywacji, które towarzyszą odrodzeniu muzyki wiejskiej (skrzypcowej)
wśród grup młodzieżowych XXI w. Jak wszędzie, tak i tutaj Kolberg rozsypuje ziarna zainteresowań, które zakiełkują i rozwiną się w następnych
stuleciach.
1 L. Bielawski Rytmika polskich pieśni ludowych, Kraków 1970, s. 40–42; I. Nazina On early forms of traditional instrumental music among the people of Belarus, w: Traditional Musical Cultures in Central-Eastern Europe. Ecclesiastical and Folk Transmission, red. P. Dahlig,
przeł. J. Comber, Warsaw 2009, s. 13–26; P. Dahlig Muzyka Adwentu. Mazowiecko-podlaska
tradycja gry na ligawce, Warszawa 2003, s. 143–162.
2 I. Maciews’kyj Muzyczni instrumenty huculiw, Winnyca 2012, s. 221–222 (zagubienie
kozy przez pasterkę huculską, poszukiwanie, radość ze znalezienia, ilustrowane w melodii instrumentalnej na aerofonie – flujerce, org. флyєpкa). Cykliczno-programowe muzykowanie na
sopiłce utrwalił Kolberg na Pokuciu w grze Tymka Czupruna, zob. Pokucie cz. III (DWOK
T. 31), s. 9 i 70, nr 723, i w tomie suplementowym: Pokucie. Suplement do tomu 29–31 (DWOK
T. 81), s. 55–56, nr 64.
3 J. Stęszewski Rzeczy, świadomość i nazwy w badaniach etnomuzykologicznych (na
przykładzie polskiego folkloru), w: J. Stęszewski Rzeczy, świadomość, nazwy. O muzyce
i muzykologii, red. P. Podlipniak, M. Walter-Mazur, Poznań 2009, s. 253–278. P. Dahlig Ludowa
praktyka muzyczna w komentarzach i opiniach wykonawców w Polsce, Warszawa 1993.

57

�W Kolbergowskich „obrzędach przejścia”, od układania dźwięków do
struktury opisu kultury, uzewnętrzniają się zatem nowe pomysły na pojęciowe i werbalne ogarnięcie żywiołu praktyki muzycznej. Każda następna seria będzie charakteryzowała się bądź zróżnicowanymi proporcjami
repertuaru (choćby znacząca reprezentacja pieśni dziadowskich w Krakowskiem), bądź niepowtarzalnymi szczegółami interpretacji, i oczywiście
niepowtarzalną faktografią oraz swoistym repertuarem, lecz przekrój zagadnień i sposób widzenia kultury muzycznej zastanej na wsi przez autora
Ludu… wypracowane zostały „na gorąco” w pierwszych tomach (seriach)
monografii. Do rozważania pozostają, w kontekście każdego poszczególnego
tomu (wydanego za życia autora), w jakim stopniu Kolbergowska charakterystyka muzycznych nurtów regionalnych, jako obiektywna wartość pracy
etnomuzykologa, wynikła z dostępności piśmiennictwa, z autopsji etnografa
oraz stanu teorii wiedzy (wraz z jej stereotypami) w XIX w.
W swym obiektywizmie Kolberg dawał zawsze priorytet repertuarowi
i charakteryzowaniu muzyki, kraju, ludu, zwyczajów i obrzędów; jego atlas
etnograficzno-muzyczny był, jak wspomniano, sublimacją kartografii ojca.
O priorytecie repertuaru muzycznego świadczy ciągła numeracja repertuaru
(np. nr 1–571 w wydanym w 1889 r. Łęczyckiem, DWOK T. 22). Problemem
dla Kolberga było modelowanie przebiegu wesela z szeregu lokalnych realizacji, wydobycie cech obrzędowych jako iskry wyobraźni muzycznej ludu; dla
outsidera owe cechy obrzędowe stanowiły klucz do uściślenia dziedzictwa
pod względem terytorialno-regionalnym. W redagowaniu i modelowaniu,
których aksjomatem dla Kolberga była poprawność, chodziło o demonstrowanie dialogowego przebiegu wesela (role chóru kobiet, druhen, mężczyzn,
śpiewu drużbów, starostów) oraz o uwydatnienie współdziałania śpiewów
z partiami czysto instrumentalnymi (skrzypka). Kolberg był prekursorem
etnografii wykonania muzycznego. Problemem dla autora Ludu było też
rozgraniczanie funkcjonalne repertuaru wokalnego: pieśni weselnych i powszechnych. Dbał o zachowanie proporcji repertuaru; proporcje liczbowe
repertuaru: dorocznego, weselnego, pieśni powszechnych i tańców miały się
w 22. tomie Łęczyckie tak jak 1:3:7:7. Dążył do reprezentatywności repertuaru. W Łęczyckiem dał przypisy do Mazowsza, umieścił w tymże tomie
sporo repertuaru kujawskiego, ze względu na stwierdzone pokrewieństwo.
Zauważył i zapisał przeplatanie się w chodzonych trój- i dwumiaru. Prostotę


podziału metrum (tempo na  lub  ) uzupełnił dbałością o nazewnictwo
tańców (Mazur szlachecki, żydowski, kujawski). Do rejestracji melodycznej
58

�tańców i ich nazw czerpał zapewne siły z czasów młodości, gdy młodzież
w pierwszych dekadach XIX w., jak sam wspomina, zawzięcie tańczyła.
W omawianym tomie łęczyckim (1889) zauważamy upodobanie do folkloru pasterskiego (melizmatyczne owczarki, wolarki, podobne obserwacje na
Kujawach) i dziadowskiego. Gromadzi materiały o diable Borucie, przytacza
trzy strony przekleństw. Każdy tom ma swój niepowtarzalny urok.
Etnomuzykologia XX w. budowała kompetencje badaczy na zaaranżowanych sesjach nagraniowych. Kolberg, zwykle z pomocą dworu ziemiańskiego, również specjalnie przygotowywał swe sesje muzyczne (choć nie
tak komfortowo jak Béla Bartók, który ustawiał kolejkę włościan do tuby
fonografu) i był często świadkiem spontanicznych akcji muzycznych; miał
do dyspozycji tylko swą czujność słuchową, refleks i wyposażenie w bardzo
zwięzłą (wobec praktyki ludowej) bazę znaków i pojęć. Z pewnością miał
też wianuszek ciekawskich, bo zbieranie pieśni było jeszcze do lat 50. XX w.
wydarzeniem społecznym.
Uwagi Kolberga do redakcji swych transkrypcji trzeba zatem rozumieć
w kontekście intensywnego przekazu ludowego, żywej ekspresji bliskiej
transowi, gdzie rzeczywiście wiele elementów mogło być nieprzewidywalnych nawet dla samego wykonawcy. Bywało, że rozmówca śpiewał, jak pisze
Kolberg, byle do składu1. To określenie powszechnie występowało i sto lat
później wśród śpiewaczek/śpiewaków ludowych w późnych dekadach XX w.
Epoka fonograficzna uczuliła badaczy folkloru na ostateczność wizerunku
muzycznego i skłaniała do maksymalnej dokładności zapisu nutowego, np.
w transkrypcjach na podstawie fonogramów Ł. Kamieńskiego2; to podobna tendencja do dążenia do precyzji redaktorów odczytujących pierwszy
Urtext, tj. autograf dzieła kompozytorskiego. Kolberg nie miał żadnej rękojmi wierności, polegał tylko na swym znakomitym słuchu, zdolności ustawicznej mobilizacji, doświadczeniu „stenografii” muzycznej. Przygotowania
do druku wiązały się ze żmudną autoredakcją: „Rzeczą [bacznego znawcy]
jest: pracą ducha wyrównać i wygładzić co było szorstkie, co zakłócone
oczyścić, co sprzeczne pogodzić, co urwane związać”. Zarazem trzeba to
czynić „ostrożnie i umiejętnie”3. Co prawda „balastu przyrostków oj, hej,
da, dana” nie traktowalibyśmy dzisiaj jako balastu, lecz jako integralną
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 98.
Ł. Kamieński Pieśni ludu pomorskiego, Toruń 1936.
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 99–100.
2

59

�cząstkę wykonania, gdyż jest to muzyczna realizacja funkcji języka naturalnego (m.in. nastawienie na kontakt i jego podtrzymanie), lecz są to znacznie
późniejsze obserwacje językoznawców, folklorystów i etnomuzykologów,
którzy by przy takiej obfitości repertuaru i tradycji muzycznej, jaką miał
przed sobą Kolberg, zapewne „potracili głowy”.
Ciekawe światło na trud redakcyjny Oskara Kolberga rzuca jego tekst
z 1864 r. Jest to niepublikowana w XX w. recenzja zbioru pieśni ewangelickich w języku polskim1. Dbałość Kolberga o ład w repertuarze ewangelików polskich, podobna tej, którą w XX w. wykazywał Jan Tacina,
zwróciła już uwagę Arlety Nawrockiej-Wysockiej2. Recenzja zbioru, choć
dotyczy melodii pieśni religijnych, ukazuje redakcyjno-muzyczne preferencje Oskara Kolberga. Mianowicie dążył on do ujęcia w notacji muzycznej
śpiewów ludowych (w tym religijnych) tak, by były one dobrze czytelne
dla kompetentnych muzycznie odbiorców w XIX w. Czytelność obejmowała
np. zapis w określonym takcie, w którym ewentualne wydłużenia powinny
być wskazane fermatą, ale najlepiej ujęte konkretnymi wartościami rytmicznymi. Kolbergowi zależało nie tylko na tym, by melodia była podana
w uporządkowanym metrum, przygotowana redakcyjnie, lecz by wersja
zredagowana nie roniła cech istotnych. Ta racjonalizacja, zwłaszcza przebiegu rytmicznego, i zabieg metryzacji służyły też celom porównawczym
w sytuacji, gdy autor Ludu… operował tysiącami wytworzonych przez siebie zapisów. Zapisy te musiały pełnić rolę podstawowego źródła, urtekstu,
w odróżnieniu od zbiorów badaczy począwszy od lat trzydziestych XX w.,
gdy pierwotnym źródłem stał się fonogram. Część tej unikatowej recenzji
warto zacytować, także ze względu na szczególną skłonność Kolberga do
poszukiwania korzeni zjawisk muzycznych i na klauzulę recenzji, ukazującą
dyskretną osobę autora w całej prawdzie:
Objęte niniejszym zeszycikiem melodie dobierane są już to z kancjonałów niemieckich dawnych i nowych, już z polskich, już (i to najwięcej) z ust ludu,
a w tym ostatnim razie są one niezbyt szczęśliwemi odmianami (wariantami)
1 O. Kolberg Zbiór II melodyj choralnych ułożony przez ks. Dra W. Altmanna, pastora odolanowskiego. Erfurt i Lipsk 1856. Nakładem G. W. Körnera, Wrocław u Schefflera
(dawniej Cranz’a), Odolanów u wydawcy. Drukował T. Hofmann w Ostrowie, „Zwiastun
Ewangeliczny” 1864, nr 8, s. 125–127. Tekst udostępniła mi Agata Skrukwa.
2 A. Nawrocka-Wysocka Nurt ewangelicki w dokumentacji Oskara Kolberga, „Polski
Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 81–95.

60

�niektórych znanych pieśni starodawnych, wspólnych tak protestantom jak i katolikom, jak np. pieśni: „Jezu Chryste Panie miły” (nr 14), „Kiedy król Herod
królował” (nr 15), psalmy, mianowicie psalm 91: „Kto się w opiekę poda” (nr 17),
pieśń: „Nuż wszyscy z serca wiernego” (nr 29, która jest wariantem Hejnału
roratnego adwentowego w pieśniach ks. Mioduszewskiego1 nr 1 w Krakowie
wydanych, zamieszczonego) itd. Pieśni te wydawca usiłował widocznie oddać
nutami tak jak je lud śpiewa, więc niewolniczo prawie trzymał się jego dykcyi
i nie oznaczył nigdzie taktu ani tempa w jakiem się poruszać mają, zastępując
często fermatą  przydłuższe, lecz nieokreślone głosu zatrzymanie, większemi
a stanowczemi naznaczyć się mającego nutami. Niepewność ta, a raczej niedokładność w określeniu, dozwala śpiewakowi skracać lub przedłużać tony
takie wedle swego widzimisię. Przypuściwszy, że lud tamtejszy śpiewa czysto
i dobrze, że robi nacisk (akcentuację) właściwy, że zachowuje iloczas języka jak
należy (o której to ostatniej okoliczności wszakże wątpić się godzi, znając pieśni
ludowe polskie, co też i niniejszy zbiorek stwierdza), to zawsze śpiewa on tylko
instynktowo, a rzeczą jest człowieka muzykalnego, choćby elementarnie tylko
w tej sztuce wykształconego, gdy notuje melodią ze słuchu oddać ją wiernie
i muzykalnie zarazem, a nie roniąc nic z jej swobody w rozwijaniu się, a nawet
i z iloczasu, nadać jej przecież porządek i pewną symetrię w układzie2. Czujemy bowiem bardzo dobrze, że melodie pozornie bezładne, niedające się niby
ująć w regularne takty, tak samo jak w poezji wiersze niejednostajnej miary
nie mogą się jednak obejść bez rytmu i pewnego nacisku (akcentu) właściwą
uwydatnionego deklamacją; a te, mimo bardzo wybujałej nieraz śpiewaków
tych swobody w polocie, nadają im pozór jak największej szykowności. I tak np.
psalm „Błogosław duszo moja” (nr 3), napisany, równie jak wszystkie inne, bez
oznaczenia taktu, można było rozdzielić na takty cztero-ćwierciowe lub na trzyćwierciowe, lub też mieszane; niektóre zaś z nut ćwierciowych (fermatami na
wierzchu odznaczonych) przedłużyć o drugie tyle (to jest zrobić z nich półnuty)
lub też ligaturami połączyć.
W taki lub podobny sposób dałoby się wszystkie niemal w tym zbiorku
zamieszczone melodie ułożyć, traktując rzecz tę umiejętnie, t.j. bez naruszenia
ich właściwości. Baczyć by przede wszystkiem należało na długość nut, nad
któremi fermata są położone, przedłużać niekiedy nawet i te nad którymi nie
ma fermatów, uwzględniać i poprawiać czas trwania niektórych półnut, a same
1

M.M. Mioduszewski Śpiewnik kościelny, Kraków 1838, s. 9–10.
Tu Kolberg dołączył przypis: „Że w ten sposób pisano i wydawano, i wydają jeszcze
mnóstwo śpiewników, że niektóre śpiewy jak np. lamentacje, mogłyby a nawet winny czasami
pozostać bez oznaczenia taktu – nie uwalnia bynajmniej wydawcy od zarzutu jaki wyżej wyłuszczamy”.
2

61

�melodie porównywać z odmianami czyli wariantami używanymi po innych częściach naszego kraju. Prawda, że praca to arcy-mozolna, lecz nie bez pożytku
dla śpiewającej gminy.
Do najdawniejszych z tych pieśni (z których wiele idzie w tonacjach tak zwanych kościelnych) należą niewątpliwie Lamentacje III i IV (nr. 22 i 23, „Rozważajmy wszyscy” i „Posłuchajcie lamentu”), których tonalność sięga może przedchrześcijańskich czasów, a przynajmniej współczesną być może słynnej pieśni
św. Wojciecha Bogarodzicy. Pierwiastkowo musiały one brzmieć surowiej niż
dzisiaj, prawdopodobnie brakowało im tonów charakterystycznych (tonami
charakterystycznemi zowią się: wielka tercja i wielka septyma każdej gamy).
Mimo usterek, jakie wyżej co do braku znaków taktowych wykazaliśmy, zalecając potrzebę ich uregulowania, którym to usterkom zresztą dobry śpiewaka
instynkt łatwo zaradzić i takowe sprostować sobie może, przyznać musimy, że
melodie te, w tym nawet kształcie w jakim są podane, znakomity posiadają jeszcze
w sobie zasób siły, powagi i piękności, aby się same przez się gminie polecić mogły; są bowiem utworem starych błogich czasów, kiedy to wiara silnie jeszcze do
serc przemawiając, budziła natchnienie ku chwale Bożej i tworzyła, jednym je namaszczając duchem, zarówno wielkie dzieła sztuki, jak i skromne pieśni pobożne.

W dokumentacji badań terenowych Kolberg nie zapisywał danych
o wykonawcach. Kwestia braku imion i nazwisk śpiewaków i muzyków
u Kolberga może być wyjaśniona następująco: Pytanie „jak się nazywasz?”
było podstawowym zachowaniem ówczesnego żandarma we wszystkich
zaborach; wiązało się ponadto z urzędami, podatkami i poborem do wojska. Samo spisywanie pieśni, śpiewanie na żądanie mogło wydawać się
podejrzane dla chłopów. Outsider nie powinien wchodzić w personalia rozmówcy. Ponadto trzeba pamiętać, że urzędowe nadawanie nazwisk mieszczanom i chłopom realizowane bywało na początku XIX w. dopiero przez
administracje zaborcze. Ludzie czasem nie wiedzieli dokładnie, jak się nazywają i w którym roku się urodzili. Kolberg mógł nie chcieć darmo się trudzić. Pieśń ludowa była tym, czym dziś public domain, kwestia autorstwa
była wtórna, funkcjonowało prawo wykonawcze, nie autorskie. Ówczesna
obfitość tradycji ustno-pamięciowej przesłaniała wagę tego, kto konkretnie
śpiewał lub grał. Kolberg traktował wykonawcę ludowego jako medium.
Zdecydowana większość ówczesnych jego „informatorów”, śpiewaków
i muzyków była wówczas niepiśmienna. Personalia obowiązywały tylko
w paszporcie, w przyjściu, ślubie i zejściu z tego świata (księgi parafialne).
Nawet rozpoznanie własnego wizerunku okazywało się kłopotliwe (lustro
62

�w chacie było rzadkością, odbicie oblicza dawało lustro wody). Dopiero
późny zwyczaj zawieszania zdjęć ślubnych uprzytamniał fizjonomie. W lokalnym środowisku każdy miewał swoje imię lub przydomek. Osoba w środowisku dookolnym zyskiwała konkretność. W sferze publicznej zaś autorstwo dzieła, personalia wykonawcy zaczynały się wyłaniać historycznie
wraz ze świadomym słuchaniem muzyki, począwszy od koncertów publicznych, a szczególnego znaczenia nabrały w epoce radia, gdy chodziło też
o to, by mieli o czym mówić spikerzy. Wydaje się, że gdy słuchamy jakiejś
muzyki, najpierw uświadamiamy sobie, że znamy ją, potem – że znamy
kompozytora, potem zaś ewentualnie wykonawcę. Chociaż Kolberg był jak
najdalej od wyniosłości wobec ludności chłopskiej, myślał raczej typami
ludowymi niż jednostkami ludzkimi. Nie ukrywał naturalistycznych, surowych czy grubiańskich stron życia ludu; z kolei jednak brał w obronę chłopów, gdy spotykał się z ich pogardliwym traktowaniem. Kolberg spisywał
ze słuchu melodie z życia, rysował kulturę, oddawał prawo, nie dopuszczał
zaś uzurpacji jednostek, typowej dla dzisiejszego świata rzeczywistych lub
imaginacyjnych artystów. Czynność zapisywania pieśni tu i teraz miała też
szczególny sens; to była materialna konkretyzacja rzeczy ogólnej, duchowej,
sama czynność zapisu to jakby chwytanie osobowości. Już sama pieśń jest
osobą, tak jak performance wybitnej śpiewaczki/muzyka jest szczerą ekspozycją całej, pełnej osobowości. To Kolbergowi wystarczało.
Okres wzmożonej refleksji antropologicznej, kulturoznawczej i kontekstowo-muzycznej miał miejsce w drugiej połowie XX wieku, i to zwłaszcza
w kręgu anglosaskim. Kolberg sprawy z dziedziny socjologii muzyki uznawał za oczywistość; wielu wybitnych etnomuzykologów ukraińskich do dziś
koncentruje się, podobnie jak Kolberg, głównie na typologii muzycznej i rekonstrukcji procesów historycznych, traktując społeczne funkcje folkloru
jako powszechnie zrozumiałe. Kolberg, który położył podwaliny dla slawistyki muzycznej, był jednak także wyczulony na związek muzyki z życiem
indywidualnym (geneza ekspresji w pieśniach powszechnych) i społecznym
(śpiewy cyklów rodzinnego i dorocznego). Traktował muzykę jako synonim życia. Zapewne też z tego powodu przeszedł od monografii gatunku
pieśni do regionalnych monografii tradycyjnej kultury muzycznej; ewolucję
tę wyczuwamy w recenzji pieśni weselnych Glogera, gdzie Kolberg dzieli
się doświadczeniem zarówno wielości zastosowań funkcjonalnych danej
pieśni, jak i wypełniania danego epizodu obrzędu przez różne, wymienne
epickie i liryczne utwory. Jest to zjawisko tzw. liryzacji obrzędu weselnego,
63

�komentowane przez współczesnych etnomuzykologów białoruskich1, gdy
w miejsce lub obok wspólnotowych śpiewów rytualnych pojawiają się liryczne personalno-indywidualne wątki pieśniowe.
O ile dla muzykologii historycznej XIX-wieczna summa Kolbergowska,
zawarta zwłaszcza w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, jest ważnym
odsyłaczem do stanu wiedzy o muzyce i świadomości historycznej XIX w.,
to dla etnomuzykologii (muzykologii systematycznej) wiedza źródłowa zawarta w dziełach Kolberga stanowi fundament i inspirację stale aktualną.
Wszystkie studia nad tradycjami regionów czy okolic kraju muszą zaczynać
się od Kolberga, także na zasadzie stwierdzenia, iż Kolberg o tym nie pisał
lub go tam nie było. Ważny problem: rozbieżność między źródłami folkloru „z pierwszej ręki”, prosto „z ust ludu” a stylizacją, aranżacją folkloru
w opracowaniach dla ruchu amatorskiego lub w twórczości artystycznej,
ten rozdźwięk uwydatniony w XX w., był Kolbergowi już dobrze znany.
Wydaje się, że w sposób nam współczesny opowiedziałby się za suwerennością i komplementarnością obu nurtów folklorystycznych i wysłuchałby dzisiejszego zaawansowanego folkowego performance’u z takim
samym przejęciem jak czterogłosowych opracowań pieśni w wykonaniu
włościańskiego chóru z Bieżanowa na swym jubileuszu 75-lecia urodzin
i 50-lecia pracy naukowej w 1889 roku.
Rezonans Kolberga w polskiej etnomuzykologii XX w. –
wybrane aspekty
„Życie po życiu” Kolberga, jego rezonans w XX-wiecznej etnomuzykologii, dotyczy takich zagadnień jak: 1 – syntetyczna charakterystyka muzyki
ludowej na ziemiach polskich (w pierwszym projekcie –„charakterystyka
muzyki słowiańskiej”); 2 – monografie poszczególnych ballad i pieśni „wędrujących”; 3 – choreologia; 4 – instrumenty i praktyka instrumentalna;
5 – specyficzne sposoby śpiewu i gry; 6 – przemiany kulturowe, w szczególności kultury muzycznej.
1. Zagadnienie sprawdzalnej charakterystyki jako pierwsze przyciągnęło uwagę badaczy. Helena Rogalska-Windakiewicz (1868–1956) oparła
1 T. Varfolomeyeva The song systems of Belarusian rituals of the family cycle, w: Traditional Musical Cultures in Central-Eastern Europe. Ecclesiastical and Folk Transmission,
red. P. Dahlig, przeł. John Comber, Warsaw 2009, s. 49–66.

64

�się na źródłach Kolbergowskich, gdy podjęła studia nad rytmiką, wierszem, zwrotką, formą i tonalnością polskiej muzyki i pieśni ludowej, a także badania nad inspiracjami ludowymi Fryderyka Chopina 1. Podobnie
jeszcze przed I wojną światową zaczął spożytkowywać zapisy muzyczne
Kolberga Adolf Chybiński (1880–1952). Dokonał on w 1907 r. przeglądu
metod klasyfikacji pieśni i muzyki ludowej wypracowanych w XIX w.
oraz zweryfikował je w świetle zbiorów Kolbergowskich 2. Bronisława
Wójcik-Keuprulian (1890–1938), autorka pierwszych syntetycznych artykułów o polskiej muzyce ludowej, ilustrowała swe analizy i wnioski
przykładami ze zbiorów Kolberga 3. Wydaje się, że w zakresie rozpoznawania kultury regionalnej Oskar Kolberg oddziaływał nie tylko poprzez
to, czego dokonał, lecz także przez niewyczerpujące opracowanie przez
niego niektórych działów bądź regionów. I tak, począwszy od okresu
międzywojennego, bliższemu opracowaniu zaczęły podlegać te zbiory regionalne, które nie były obficie reprezentowane u Kolberga, mianowicie
Śląsk4, Kaszuby5, Podhale6 i Kurpie7 (dwa pierwsze regiony były ponadto
kluczowe dla II RP).
1 H. Rogalska-Windakiewicz Rytmika ludowej muzyki polskiej, „Wisła” T. XI: 1897,
s. 716–737. Tejże Chromatyka muzyki polskiej ludowej, „Wiadomości Artystyczne” R. V: 1900,
nr 2/3–6/7. Tejże Studya nad wierszem i zwrotką poezyi polskiej ludowej, Kraków 1913. Tejże Wzory ludowej muzyki polskiej w mazurkach Fryd[eryka] Chopina, Kraków 1926. Tejże
Ze studiów nad formą muzyczną pieśni ludowych: Okres kolisty, w: Księga pamiątkowa ku
czci prof. Dr. A. Chybińskiego, Kraków 1930, s. 115–123. Tejże Pentatonika w muzyce polskiej
ludowej, „Kwartalnik Muzyczny” 1933, z. 17–18, s. 1–26. Tejże Zagadnienie chronologii pieśni
ludowych polskich, „Ziemia” R. XXIV: 1934, nr 12, s. 298–301. Tejże Ślady teorii gam greckich
w muzyce i pieśni ludowej, „Sprawozdania z Czynności i Posiedzeń PAU” T. XLIV: 1939, nr 5,
s. 194–195. Tejże Dysonans w muzyce polskiej, „Ruch Muzyczny” 1946, nr 22–23, s. 13–16.
2 A. Chybiński O metodach zbierania i porządkowania melodii ludowych, „Lud” 1907,
T. XIII, s. 171–201. Wznowienie w: A. Chybiński O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac
etnograficznych pod red. L. Bielawskiego, Kraków 1961, s. 23–57.
3 B. Wójcik-Keuprulian Muzyka ludowa, w: Wiedza o Polsce, T. 5, cz. 3, Warszawa 1932,
s. 437–446. Tejże Polska muzyka ludowa, „Lud Słowiański” 1932/34, T. III, s. B3–B33, dod.
nutowy s. 3–5.
4 Pieśni ludowe z polskiego Śląska, T. 1, wydał J.S. Bystroń, Kraków 1927–1934; T. 2, wydał J. Ligęza, S. Stoiński, Kraków 1938.
5 Ł. Kamieński Pieśni ludu pomorskiego…
6 S. Mierczyński Muzyka Podhala, Lwów 1930; II wyd. Kraków 1949; III wyd. Kraków
1973. Tegoż Pieśni Podhala, Warszawa 1935.
7 Ks. W. Skierkowski Puszcza kurpiowska w pieśni, cz. 1–2, Płock 1928–1934. Reedycja:
Puszcza kurpiowska w pieśni. Dzieła zebrane red. H. Gadomski, cz. 1–3 Ostrołęka 1997–2003.

65

�2. Łucjan Kamieński, profesor muzykologii na Uniwersytecie Poznańskim, rozpoczął m.in. prace nad poszczególnymi wątkami pieśniowymi.
Z jego inicjatywy przestudiowano i analizowano w formie prac magisterskich, na podstawie materiałów Kolbergowskich i w pewnym stopniu kontynuując metodę porównawczą zastosowaną przez Kolberga w antologii
z 1857 r., monografie pieśni balladowych: Konrada Pałubickiego Na Podolu
biały kamień (1937) i Witolda Kandulskiego Pojechał pan z chartami na
pole (1939); jako odpowiednik lwowskich studiów nad tańcami powstała w Poznaniu praca magisterska Bożeny Czyżykowskiej o melodiach wiwatów wielkopolskich (1938). Sam Kamieński dał pogląd na muzykologię
porównawczą w mikroskali w monografii jednej z pieśni na Kaszubach1.
Warto dodać, że w środowisku poznańskim spojrzano również metodycznie
na dorobek Oskara Kolberga. Refleksji w tej dziedzinie, w nieopublikowanym referacie „O trzech seriach Ludu Oskara Kolberga”, podjęła się Maria
Pleuss-Turczynowicz na I Wszechpolskim Zjeździe Muzykologów w Poznaniu w październiku roku 1938.
3. Główny obszar badań Adolfa Chybińskiego – muzyka staropolska –
skierował uwagę profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie na
tańce ludowe2. Z inspiracji kierownika Zakładu Muzykologii (powstałego
w 1912 r.) przygotowano studia o oberku – Wilhelmina Bagarówna (1932),
polonezie – Jan Józef Dunicz (1932), krakowiaku – Tadeusz Głodziński
(1933); wszystkie z dopiskiem w tytule „na postawie zbiorów Oskara Kolberga”. Ciągłość zainteresowań tańcem w dziełach Kolberga potwierdzają
w drugiej połowie XX w. prace Marii Drabeckiej3 i Grażyny Dąbrowskiej4.
Znaczenie Kolberga dla choreologii przedstawił ostatnio Tomasz Nowak5.
W kontekście wpływu Kolberga na etnochoreologię trzeba przypomnieć
zorganizowanie przy Muzeum Etnograficznym w Toruniu przez Roderyka Langego w roku 1956 młodzieżowo-studenckiego zespołu im. Oskara
Kolberga, który zaczął odtwarzać w wersji oryginalnej, na podstawie kinetogramów, tradycyjne, wolne od stylizacji tańce wiejskie, m.in. tchnące
1 Ł. Kamieński Monografja pieśni zmówinowej z Kaszub południowych, „Polski Rocznik
Muzykologiczny” 1935, T. 1, s. 107–131.
2 A. Chybiński O polskich tańcach ludowych, w: tegoż O polskiej muzyce…., s. 186–242.
3 M. Drabecka Polskie tańce ludowe w dziełach Oskara Kolberga, Warszawa 1963.
4 G. Dąbrowska Taniec w polskiej tradycji. Leksykon, Warszawa 2006.
5 T. Nowak Znaczenie zbiorów Oskara Kolberga dla współczesnych badań choreologicznych, „Polski Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 145–157.

66

�elegancją kujawiaki. Była to pierwsza zapowiedź promocji folkloru w postaci możliwie wiernej, która swą muzyczną ostoję znalazła na Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym w r. 1967 (wiejskie tańce
tradycyjne zyskały dopiero w 1985 r. doroczną enklawę ochronną w postaci
Ogólnopolskiego Konkursu Tradycyjnego Tańca Ludowego w Rzeszowie).
4. Nie można wykluczyć, że nikłość materiałów o instrumentach muzycznych była jedną z przyczyn podjęcia studiów nad instrumentami Podhala
i Huculszczyzny1, Wielkopolski2, Żywieckiego3, Kurpiów4. W poszczególnych tomach Kolberga informacje o instrumentach są sporadyczne, jednak
uwzględniwszy całość jego dorobku otrzymamy blisko 1500 wzmianek, które pozwalają sporządzić słownik instrumentów, określić lokalizację i zasięgi
geograficzne instrumentów oraz składów kapel, omówić role instrumentów
muzycznych w pieśni i w ustnej literaturze ludowej, wyjaśniać role muzyka-instrumentalisty w społecznościach wiejskich, przedstawić zjawisko
hałasu obrzędowego z pomocą narzędzi dźwiękowych; wszystko to stanowi
XIX-wieczną podstawę dla studium samych instrumentów, kapel i funkcji
społecznej muzyki5.
Transkrypcje muzyki instrumentalnej są wyrazem kunsztu stenografii
muzycznej Kolberga. Marian Sobieski obecność zdobnictwa traktował jako
wartość wyróżniającą zapisy Kolberga na tle zbiorów europejskich. Brak
zapisów gry kapel (poza, jak stwierdzają redaktorzy DWOK, pojedynczymi
przykładami, mającymi się znaleźć w suplementach do tomów Kolberga)
łatwo jest wytłumaczyć elementarnością akompaniamentu (burdon lub
ostinato rytmiczne), oszczędnością w druku pięciolinii, a także trudnością
słuchowego rozszyfrowania np. współgry dudów i skrzypiec, którą można
odczytać dopiero na podstawie nagrania dwumikrofonowego.
1

A. Chybiński Instrumenty muzyczne ludu polskiego na Podhalu, Kraków 1924. Reedycja: tenże O polskiej muzyce…, s. 245–420. Cenne opisy instrumentów Huculszczyzny – cymbałów, trombity, sopiłki i in. wraz z transkrypcjami solowej i zespołowej muzyki instrumentalnej
pozostawił Stanisław Mierczyński, zob. S. Mierczyński Muzyka Huculszczyzny, przygotował
do druku z rękopisu, skomentował i wstępem opatrzył J. Stęszewski, Kraków 1965.
2 J. Pietruszyńska [-Sobieska] Dudy wielkopolskie, Poznań 1936. Przedruk: J. i M. Sobiescy
Polska muzyka ludowa i jej problemy, red. L. Bielawski, Kraków 1973, s. 75–136.
3 S.M. Stoiński Dudy żywieckie, „Gronie” 1938, nr 1, s. 25–34, nr 2, s. 58–66, nr 3, s. 144–153.
Wznowienie: S. Stoiński Pieśni żywieckie, red. W. Poźniak, Kraków 1964.
4 A. Chętnik Instrumenty muzyczne na Kurpiach i Mazurach, red. S. Olędzki, Olsztyn 1983.
5 P. Dahlig Instrumentarium muzyczne w dziełach etnograficznych Oskara Kolberga,
„Muzyka” R.XXXIII: 1988, nr 3 (130), s. 71–98.

67

�5. Kwestia praktyki wykonawczej i specyficznych sposobów (manier)
śpiewu i gry, choć nie znajduje się na pierwszym planie w monografiach
regionalnych, bywa jednak podnoszona. Kolberg nigdy nie poddaje się rutynie, każdy tom, do ostatniego wydanego za życia, zawiera jakieś szczególne
akcenty opisu, szczegóły muzyczne, kulturowe, które świadczą o chłonności
i otwartości Autora Ludu, o twórczych dyspozycjach, utrzymanych także
w ostatniej dekadzie życia, bez reszty poświęconej przygotowywaniu do
edycji tomów regionalnych.
Wprawdzie sporadycznie, ale zwraca Kolberg uwagę na związek
osobowości i nastroju wykonawcy z realizacją muzyczną 1. Niekiedy
uwzględnia też zewnętrzne zachowania wykonawcy w czasie śpiewu
lub gry 2, wykrzyki 3, cechy głosowe śpiewaków 4, zróżnicowanie tempa,
głośności, akcentów w odniesieniu do tempa rubato 5. Zwraca uwagę
na chromatyzmy w melodiach 6, które świadczą o związkach niektórych
polskich melodii ludowych z muzyką Słowian południowych, a nawet
Bliskiego Wschodu. Omawiając praktykę instrumentalną, Kolberg zauważa różnice między wokalnym a instrumentalnym wykonaniem melodii, twórcze cechy gry skrzypków 7. Podaje również nazwy i komentarze wykonawcze pochodzące bezpośrednio od śpiewaków i muzyków
ludowych, w tym także oceny estetyczne 8. Napotykamy wreszcie uwagi
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VI.
O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII, IX; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4),
s. 200, 202; tegoż Kaliskie (DWOK T. 23), s. 137; tegoż Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 107;
tegoż Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 207; tegoż Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 70; tegoż
Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 213.
3 O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4),
s. 201; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 73, 194, 202; tegoż W. Ks. Poznańskie
cz. V (DWOK T. 13), s. X.
4 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII; tegoż Sandomierskie (DWOK T. 2),
s. 100; tegoż Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 216; tegoż Litwa (DWOK T. 53), s. 61, 63.
5 O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII, X; tegoż Sandomierskie (DWOK
T. 2), s. 10–12; tegoż Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 10; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 208;
tegoż Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. IV–VI; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12),
s. V, VI.
6 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 12, 102–107.
7 Tamże, s. 9, 10, 101, 102; O Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 9; tegoż Kujawy cz. II
(DWOK T. 4), s. 208, 209; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VI; tegoż Kaliskie
(DWOK T. 23), s. 138.
8 O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX; tegoż Sandomierskie (DWOK T. 2),
s. 9, 99; tegoż Kujawy cz. I(DWOK T. 3), s. 9; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199, 207,
2

68

�o ludowych klasyfikacjach repertuaru (pieśni długie, krótkie) 1, a nawet
o wyobrażeniach formy muzycznej 2. Ważną cechą uwag i komentarzy
wykonawczych Kolberga jest fakt, iż są one przeważnie zlokalizowane
geograficznie, niekiedy też czasowo, co umożliwia także bliższe zbadanie
zmienności manier śpiewu i gry przy porównywaniu z dokumentacją
dwudziestowieczną. Oczywiście te krótkie komentarze o praktyce wykonawczej giną na tle kolosalnego zbioru samych pieśni i melodii instrumentalnych, niemniej jednak zebrane w całość nabierają wielkiej wagi
– każdy komentarz Kolberga jest bowiem skrótem, obrazem wielkiego
doświadczenia terenowego.
6. Przemiany kulturowe. Zbiory muzyczne w monografiach regionalnych
Oskara Kolberga pozwalają dzisiaj na namysł nad przemianami kulturowymi – społeczno-środowiskowymi oraz muzyczno-repertuarowymi – w stosunku do źródeł z XX i już XXI w. Konstatacje przeobrażeń w warunkach
ogólnego rozwoju technologiczno-cywilizacyjnego XX/XXI w. musiałyby
koncentrować się na olbrzymich ubytkach w różnorodności i żywotności
lokalnych tradycji muzycznych wskutek przezwyciężania izolacji, na homogenizacji i utracie cech archaicznych, jak je czasem nazywa Kolberg
– „dzikich”, wreszcie na zasadniczych przesunięciach funkcjonalnych – od
zadań dośrodkowych, wzmacniających wspólnotę, do odśrodkowych, reprezentacyjno-rekreacyjnych. Ubytki oryginalności kompensują liczne próby ożywiania i uprawiania, zwykle zespołowego i z pomocą instytucjonalną,
a przede wszystkim nieograniczone upowszechnianie, które jednak nosi
brzemię stereotypów.
W XXI w. wzrasta znaczenie Kolberga również dla kulturoznawstwa.
Analityczne, pozytywistyczne nastawienie epoki wobec kultury, typowe dla
czasów Kolberga, przełożyło się na imponującą obfitość szczegółów z wielu
dziedzin życia (ujętych w kolekcji nazw w tytule Ludu). Wyobraźnia dzisiejszego czytelnika ożywia i składa z elementów, mozaikowych cząstek spójne
obrazy żywych niegdyś kultur, niesłychanie zróżnicowanych przestrzennie i środowiskowo-społecznie. Podobnie z zapisami muzycznymi – są to
klucze do wejścia w potoczysty świat śpiewu i gry, pełen witalności lub
209–211; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 233; tegoż Radomskie cz. I (DWOK
T. 20), s. 140; tegoż Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 133; tegoż Tarnowskie-Rzeszowskie
(DWOK T. 48), s. 272.
1 O Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 24.
2 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 167.

69

�rzewności; specyficzny sposób ujęcia świata w sprawdzone formy poezji
i śpiewu, dobrze rozpoznawalne skróty i znaki ekspresji ludzkiej. Osłuchanie się z fonograficznym, XX-wiecznym obrazem tych praktyk muzycznych,
których badaniu poświęcił się Oskar Kolberg, ułatwia rozpoznanie sedna
jego zapisów nutowych, które nie są ani „szkicami akustycznej rzeczywistości”, ani obiektywną melografią, lecz sumienną próbą zinterpretowania
powszechnie lub lokalnie znanego repertuaru według reguł zawodowego
wykształcenia muzycznego XIX w.
Refleksja nad znaczeniem dorobku Kolberga ożywiła się w Polsce na początku lat 60. XX w. w kontekście decyzji ówczesnej Rady Państwa o opublikowaniu prac etnografa w ramach obchodów 1000-lecia Państwa Polskiego.
Znaczenie zbiorów muzycznych Kolberga podsumował Marian Sobieski
w dwóch artykułach1, w których przedstawił ewolucję od kompozytorskich do naukowych dążeń Autora Ludu oraz omówił wartość materiału
muzycznego zawartego w monografiach. W dekadach międzywojennych,
w czasie rozwoju techniki nagrań, postulowano stworzenie raczej obrazu
dźwiękowego, fonograficznego muzyki regionów Polski; w przededniu reedycji Sobieski podniósł zaś rangę historyczną dzieła Kolberga. Po upływie
60 lat opinie M. Sobieskiego zachowują aktualność. Współtwórca (z Jadwigą Sobieską) powojennych zbiorów fonograficznych folkloru muzycznego
w Polsce uznaje zapisy Oskara Kolberga za pełnowartościowe dokumenty polskiej kultury muzycznej. Jak Chybińskiemu zależało na wzmożeniu
krytyczności wobec zapisów nutowych Kolberga (utrwalanych przecież ze
słuchu w trakcie śpiewu lub gry!), by podnieść znaczenie akcji fonograficznej2, tak Marianowi Sobieskiemu, już po przeprowadzeniu Akcji Zbierania
Folkloru Muzycznego (1950–1954), nadrzędna wydała się sprawa uprzystępnienia dorobku etnografa. Dopiero zresztą późniejsze analizy tek Kolbergowskich, związane z przygotowaniami kolejnych tomów Dzieł wszystkich
Oskara Kolberga, mogły wykazać w porównaniu do wersji ostatecznych
żmudne retusze zapisów terenowych dokonane przez Autora Ludu oraz
1 M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni
ludu polskiego (DWOK T 1), s. XLII–LVI. Przedruk: J. i M. Sobiescy Polska muzyka ludowa…,
s. 498–511. M. Sobieski Wartość zbiorów Oskara Kolberga dla polskiej kultury muzycznej,
„Muzyka” R. VI: 1961, nr 1, s. 105–113. Przedruk: J. i M. Sobiescy Polska muzyka ludowa…, s.
512–520.
2 A. Chybiński Dalszy ciąg pracy, czy praca od nowa? (w sprawie polskiej muzyki ludowej), „Muzyka Polska” 1937, nr 3, s. 99–107.

70

�istotnie kłopotliwe dla każdego próby ujęcia w takty śpiewów o cechach
wschodniosłowiańskich1.
Zapisy nutowe Kolberga, owe stenogramy muzyczne, należy – przy honorowaniu nienaruszalności źródła pisanego (drukowanego) – traktować,
zwłaszcza w ruchu odnowy pieśni/muzyki ludowej, również jako „przepis”
na śpiew, na grę w duchu tradycyjnie ludowym (powszechnym), nie tylko
jako Urtext, tekst pierwotny przeznaczony jedynie do wiernej reprodukcji. Zapis nutowy Kolberga nie mógł być, jak wspomniano, biologicznym
sejsmografem, „melodiomierzem” jak u Łucjana Kamieńskiego (por. tegoż
Pieśni ludu…), gdzie każda transkrypcja, zrealizowana już na podstawie
dokumentu fonograficznego, stara się uwiecznić wykonanie unikatowe, mogące być za każdym następnym razem nieco inne. Kolberg notuje wiernie,
na ile to możliwe z realizacji tu i teraz, w słuchowym transkrybowaniu
„w biegu”. Z uwagi na ustawiczną zmienność szczegółów w wykonaniu
melodii poszczególnych zwrotek pieśni, zmienność typową dla performance’u w kulturze tradycyjnej, zapis końcowy do druku bywa, na co wskazał
już A. Chybiński, standaryzowany (zwłaszcza pod względem metrorytmicznym). To samo, może w większym jeszcze stopniu, dotyczy gry instrumentalistów ludowych, u których (do dziś, zwłaszcza na Mazowszu) zmienność
powtórzeń sprawia wrażenie odruchu naturalnego. Kolberg dokłada starań,
by warianty nanosić na jeden system pięcioliniowy, wykazuje nadludzką
cierpliwość, by redagować, a równocześnie zachowywać możliwie pierwotny kształt.
Próba zmierzenia się Kolberga z nieskończoną różnorodnością, którą
zawsze zapewnia żywe słowo, zwłaszcza śpiewane, wydaje się zdumiewającym sukcesem. Gdyby nie praca Kolberga, nie wiedzielibyśmy prawie nic o tym, jak pieśń ludowa na ziemiach polskich przedstawiała się
w swych właściwościach muzycznych i konkrecie środowiskowo-regionalnym w XIX w. Nic nie zastąpi też uważnej lektury tomów Kolbergowskich,
a każdy z nich dostarcza niespodzianek świadczących o spostrzegawczości, giętkości opisu i wrażliwości muzycznej autora. Z szeregu możliwości
utrwalenia żywej muzyki tradycyjny zapis nutowy jest dziś raczej w odwrocie, przynajmniej w praktyce dydaktycznej. Przez zapis nutowy kształci się
jednak sam transkrybent, który musi wnikać w formę, strukturę śpiewu
1 Zwraca na to uwagę między innymi Bogusław Linette w przedmowie do Rusi Czerwonej
(DWOK T. 56), s. LX, LXI.

71

�oraz gry i wyróżniać elementy ważne wobec mniej ważnych. Zapis nutowy,
o ile nie zabija inwencji, jest znakomitym wtajemniczeniem dla nowicjuszy i miłośników. Znając zapis można kompetentnie porównywać muzykę.
Gdy uczestnicy odnowy śpiewu i muzyki tradycyjnej (wiejskiej) zaznaczają niekiedy, że nie znają i nie używają nut, nie należy się cieszyć z takiej
retrospektywy, raczej sukcesem byłoby, gdyby p o m i m o znajomości nut
przekazywali melodie tak, jakby były muzyką żywą, kształtowaną pamięciowo, wtedy dopiero można by powiedzieć, że „umieją coś śpiewająco”.
Ponadto odnowa (revival) jest zawsze odmianą, nigdy klonem, pojawiają
się chociażby n o w e generacje śpiewaków/ muzyków/ tancerzy. Samo zagwarantowanie dzięki rewolucji cyfrowej dostępności źródeł muzyki ludowej bez kształtowania środowiska, wychowywania słuchaczy i praktyków
może okazać się maksymalnym upowszechnieniem skierowanym w pustkę.
Należy jednak mieć nadzieję, że przemiany technologiczno-cywilizacyjne
nie pójdą tak daleko, aby te emocje i wzruszenia, które towarzyszyły Kolbergowi i następnym pokoleniom etnomuzykologów, uległy całkowitemu
zatarciu.
Ku końcowi trzeba podkreślić, że istniała chronologiczna zbieżność tak
publikacji, jak i szeregu poglądów w licznych krajach europejskich w drugiej połowie XIX w.1, a w tę perspektywę wpisuje się imponująco działalność Oskara Kolberga. Trzeba też nadal uwydatniać faktyczną wyjątkowość
postaci Kolberga w dziedzinie europejskiej i światowej etnografii, etnologii,
etnomuzykologii i muzycznie zorientowanej antropologii kulturowej. Wyjątkowość ta polega na ogromie przestrzeni badań i dokonań oraz metodologicznej nowoczesności łączenia muzyki z całokształtem kultury. Dzieło
Kolberga to jeden z największych sukcesów nauki i kultury polskiej doby
zaborów.
Podsumowując, powtórzmy, że wszystkie wątki badawcze w pismach
muzycznych i monografiach Oskara Kolberga są, częściowo zagospodarowanymi już przez autora Ludu, zalążkami pól i zainteresowań muzykologii
i etnomuzykologii w XX stuleciu. Owe pola to: historia muzyki powszechnej
i historia muzyki polskiej, współczesne życie muzyczne, kulturoznawstwo
muzyczne (traktowanie muzyki jako dobra wspólnego dla wszystkich
1 P. Dahlig Dzieło Oskara Kolberga a badania folklorystyczne w Europie, w: Muzyka
wobec tradycji. Idee–dzieło–recepcja. Księga pamiątkowa Profesor Ireny Poniatowskiej, red.
S. Paczkowski, Warszawa 2004, s. 101–111.

72

�środowisk społecznych) i oczywiście etnomuzykologia, która w pierwszej
definicji miała za zadanie klasyfikować pieśni ludowe (etno-muzykologia),
a następnie ukazywać ich miejsce (funkcje) i znaczenie w życiu społecznym (etnografia muzyczna). „Zapominanie” przez kolejne pokolenia osiągnięć poprzedników (także z braku czasu na wyczerpujące ich poznawanie)
i wykorzystywanie szansy studiów specjalistycznych w XX w. nie zmienia
faktu, że na wielu szlakach drogę już przetarł Oskar Kolberg, choćby przez
przyznanie pierwszeństwa analizie, tj. studium wewnętrznego porządku zawartego w dobrach (niematerialnych) kultury. To, co z Kolberga najbardziej
„przebija się” przez stulecia, to całościowe spojrzenie na muzykę jako dobro
powszechne, stałe uwzględnianie korzeni etnicznych muzyki profesjonalnej oraz ofiarowanie nam etnograficznego obrazu–wehikułu czasu, jakby
żywego filmu z historii życia naszych przodków. Niezależnie od współczesnej i zmieniającej się interpretacji dorobku najbardziej zasłużonego w skali
całego kontynentu etnografa XIX w. odnawia nas zawsze prosta lektura
tomów Kolberga i nic nie osłabi stałego wrażenia podziwu dla jego pracy
i osiągnięć, ani też sensu zadumy nad przeszłością.

��Danuta Pawlakowa

Dokumentacja folkloru muzycznego
w pracach Oskara Kolberga1

Kształtowanie się poglądów Kolberga na folklor muzyczny i zasady jego edycji, s. 75 – Metody badań terenowych oraz zapisywania i opracowywania
redakcyjnego melodii wokalnych i instrumentalnych, s. 97 – Informacje
o tańcach, instrumentach i wykonawcach, s. 123 – Oceny Kolbergowskiej
dokumentacji muzyki ludowej, s. 132

Kształtowanie się poglądów Kolberga na folklor muzyczny
i zasady jego edycji
Rozpoczęte we wczesnych latach młodzieńczych kształcenie muzyczne
przygotowało Oskara Kolberga do profesji muzyka – pianisty i kompozytora. Umiejętności i wiedzę z tego zakresu zdobywał najpierw w Warszawie u Tomasza Głogowskiego i nieznanego bliżej Vettera, później u Józefa
Elsnera i Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, następnie w Berlinie u Karla
Friedricha Girschnera i Carla Friedricha Rungenhagena. Panujące wówczas,
charakterystyczne dla okresu romantyzmu zafascynowanie kulturą ludową
wzbudziło i w nim zainteresowanie tą dziedziną, a szczególnie muzyką.
W Szkicu autobiografii, napisanym pod koniec życia, tak przedstawił przyczyny swojej działalności na tym polu, szeroko zakrojonej w późniejszych
latach:
Dopiero ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około r. 1834
i później, zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego
zachęta do poszukiwania melodyj (których w jego dziele jest bardzo mało), jak
i zachęta Dobrzyńskiego, a wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek,
skrzypeczek i katarynek za miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły
mnie do poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary do1 Autorka zmarła w 2016 roku przed ostatecznym przygotowaniem tekstu do druku. W pozostawionym przez Nią opracowaniu wprowadzono niezbędne uzupełnienia i korekty.

75

�konany r. 1839 w Wilanowie, dał mi już spory zasób nader ciekawych motywów
i pchnął do dalszych poszukiwań na tym polu1.

Poszukiwania te zostały szybko zauważone w środowisku literacko-naukowym Warszawy. Już w 1841 roku Antoni J. Szabrański, ówczesny
redaktor „Biblioteki Warszawskiej”, omawiając najnowsze zbiory pieśni ludowych, zapowiadał:
U nas w Warszawie p. Oskar Kolberg, artysta muzyczny, zajmuje się zebraniem
pieśni ludu, a bardziej samych melodyi, któremi pragnie oznaczyć i wykazać
charakter muzyki słowiańskiej2.

Użycie terminu „słowiańska” mogło być wybiegiem wobec ówczesnej
cenzury, która wtedy często zakazywała użycia w druku przymiotnika „polska”, zwłaszcza w tytułach, jednak faktem jest, że od samego początku Kolberg interesował się również muzyką krajów sąsiednich, co znajdzie później
odzwierciedlenie w gromadzonych przez niego materiałach. Od samego
też początku jego zainteresowanie folklorem wiązało się z próbami analizowania i porównywania melodii ludowych, polskich i innych narodów
słowiańskich, a co za tym idzie – służyło badaniom naukowym.
Już pierwsze penetracje terenowe, kontakty z twórczością pieśniową
ludu pozwoliły też Kolbergowi zauważyć więź tekstu i melodii w pieśniach.
W 1841 r. Kolberg pisał:
Pieśni ludu […] są wszystkie śpiewami, w których tak słowa, jak i nuta z jednego
źródła razem wytryskują i tak ściśle są ze sobą spojone, że jedno bez drugiego
ostać się nie może3.

Tymczasem na półkach księgarskich stały już zbiory pieśni ludowych,
które ukazały się drukiem w latach 1833–1842. Były one w zasadzie antologiami tekstów pieśni, w niewielkim tylko stopniu posiadającymi zapisy
nutowe, lub nie mającymi ich w ogóle. Jako druki zwarte ukazały się Pieśni
polskie i ruskie ludu galicyjskiego Wacława z Oleska z 160 melodiami
1

O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w BN PAU i PAN w Krakowie, sygn. 2184, k. 68.
A.J.S. [A.J. Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 1,
s. 163.
3 O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502; przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 583–584.
2

76

�opracowanymi przez Karola Lipińskiego i wydanymi oddzielnie pt. Muzyka
do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” […] Wacława z Oleska1,
Pieśni ludu Białochrobatów […] Kazimierza Władysława Wójcickiego
z 30 melodiami w opracowaniu Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego2, Pieśni
ludu polskiego w Galicji Żegoty Paulego3, niezawierające zapisów nutowych, Pieśni ludu krakowskiego Józefa Konopki z 16 zapisami nutowymi4
oraz Piosnki ludu wielkopolskiego Józefa Jana Lipińskiego z 20 zapisami
nutowymi przekazanymi przez bliżej nieznaną „szanowną Polkę, która
mniej obeznanemu z muzyką […] raczyła takoweż na fortepian ułożyć”5.
Wszystkie melodie załączone do tych zbiorów prezentowane były na głos
z towarzyszeniem fortepianu.
U zarania swoich prac zbierackich i edytorskich Kolberg uznał za konieczne uzupełnienie o muzykę wydanych już drukiem tekstów pieśni. We
wstępie do pierwszej publikacji zapisanych przez siebie melodii pisał:
Sądzę, że dogodzę potrzebie czasu i współziomków, gdy tyle ważną, a może
ważniejszą jeszcze pieśni tych część, to jest muzykę, dołączę do istniejących już
zbiorów6.

Jego Pieśni ludu polskiego drukowane były w Poznaniu w latach
1842–1845 (125 pieśni w pięciu zeszytach). Resztę przygotowanych do druku w tym zbiorze nut i tekstów, 100 utworów, zamieścił leszczyński tygodnik „Przyjaciel Ludu” w latach 1846–1847. Pieśni ludu polskiego były
1

Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, Lwów 1833; Karol Lipiński Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych
przez Wacława z Oleska, Lwów 1833.
2 K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1–2, Warszawa 1836; toż:
wydanie fototypiczne pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, Wrocław
1976. O autorstwie muzyki do zbioru zob. R. Wojciechowski Posłowie do tego wydania, s. XLII.
3 Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838; toż: wydanie fototypiczne pod red.
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Górski, Wrocław 1973.
4 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; toż: wydanie fototypiczne pod
red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, Wrocław 1974. Być może melodie do
tego zbioru zanotowała Antonina Męcińska.
5 J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał…, Poznań 1842. Anonimową
autorkę zapisów nutowych wspomina J.J. Lipiński na s. X.
6 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań [1842–1845], s. 1, przedruk w: O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.

77

�wydawnictwem w ścisłym znaczeniu tych słów nutowym, a wszystkie melodie wokalne, jak nakazywał ówczesny zwyczaj, miały opracowane przez
Kolberga towarzyszenie fortepianu. Już po ukazaniu się pierwszego zeszytu
autor doczekał się pochlebnej opinii ze strony poznańskiego recenzenta,
Marcelego Antoniego Szulca:
Każdy prawie numer jak najpilniej opracowany, towarzyszenie proste, ale zawsze melodii odpowiednie, a niekiedy nawet artystyczne, położenie głosu wygodne, przegrywki przyłączone nie są czczymi dodatkami, lecz zupełnie w duchu pieśni ułożone. I to chwalić wypada, że gdzie kilka melodii do tegoż samego
tekstu zastosowanych pomiędzy ludem obiegł[o], wydawca wszystkie umieścił,
nastręczając tym samym znawcom sposobność porównania względnej ich wartości. […] Dodane miary czasu (tempo) podług metronomu Mälzla będą zapewne
niejednemu przydatne1.

Szulc doskonale odczytał intencje Kolberga, który – przy zachowaniu
szacunku dla ludowej twórczości – swój zbiór przeznaczał dla potrzeb domowego muzykowania. W dalszym ciągu wstępu do tego zbioru Kolberg
pisał:
Wiernie ją [melodię] schwycić i oddać w zupełności, ozdobić i ubrać w przegrywki, przystroić w harmonią było zadaniem pracy mojej przy zbieraniu melodii, jako i tekstu samychże pieśni2.

Poza pieśniami zapisanymi w czasie własnych wycieczek w teren,
w zbiorze tym opublikował 81 tekstów pochodzących z wymienionych już
opracowań innych autorów oraz z wydanych przez Karola Reyznera Pieśni
i piosneczek narodowych z fortepianem3, a także z pieśni zamieszczanych
przez anonimowych zbieraczy w „Przyjacielu Ludu” z lat 1836–1837. Pewna
liczbę melodii zaczerpnął Kolberg także z wydanych już zbiorów.
Uzupełnienie o muzykę wybranych obcych zapisów przebiegało w dwojaki sposób. Jeżeli tekst pochodzący ze zbiorów poprzedników nie miał
1 M.A. Szulc „Pieśni ludu polskiego”. Zebrał i rozwinął Oskar Kolberg. Oddział pierwszy,
„Tygodnik Literacki” 1842, nr 42; zob. przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 273.
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego…, zob. przedruk w tegoż Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.
3 Pieśni i piosneczki narodowe z fortepianem cz. I, Poznań 1828, nakładem K. Reyznera,
księgarza.

78

�w źródle muzyki, Kolberg łączył z nim melodię z pokaźnych już wówczas
własnych zasobów rękopiśmiennych wraz z napisaną przez siebie partią
fortepianu1. Natomiast gdy wybrana z któregoś zbioru pieśń opublikowana
była z zapisem nutowym, tzn. z melodią i akompaniamentem fortepianu,
Kolberg przytaczał tekst i melodię wokalną i dołączał partię fortepianu
własnego autorstwa2. W tych przypadkach melodie były w zasadzie wiernie przejmowane ze źródła, choć zauważyć można pewne zmiany. Polegały
one na sporadycznie dokonywanych nieznacznych retuszach linii melodycznej, niekiedy transpozycji melodii, natomiast regułą było zwiększanie


wartości rytmicznych przez zmianę podanego w źródle metrum z  na 


i z  na . Być może Kolberg czynił tak przez wzgląd na przyszłych wykonawców tych utworów, wokalistów i pianistów nie posiadających wysokich
kwalifikacji muzycznych (wolniejsze tempo ułatwiało im odczytanie nut).
Już na tym wczesnym etapie swojej działalności zbierackiej i edytorskiej
dostrzegał Kolberg potrzebę powiązania pieśni z miejscem ich pochodzenia
czy występowania. Własne zapisy zamieszczone w Pieśniach ludu polskiego oznaczał notami wskazującymi zwykle na szerszy zasięg popularności
danego utworu, np. „od Przysuchy, Radomia”, „od Czerska”, „od Łowicza”,
„spod Warszawy”, „od Czerniakowa”, rzadziej podawał nazwy konkretnej
miejscowości, np. „Złaków Kościelny pod Łowiczem”, „Chochołów pod
Żychlinem”, „Przysucha”. Nie zachowały się jednak rękopisy tych pieśni
sporządzone bezpośrednio w czasie ich wykonywania (nazywane dalej rękopisami terenowymi), nie wiemy więc, jakie miały tam noty lokalizacyjne.
Niewątpliwie były one plonem pierwszych badań Kolberga prowadzonych
w czasie letnich wędrówek w roku 1839 i w kilku następnych latach w bliższych i dalszych okolicach Warszawy.
Również pieśni zaczerpnięte ze zbiorów wydanych drukiem opatrywał
Kolberg notami lokalizacyjnymi. Spośród wykorzystanych źródeł takich
informacji nie było w trzech: Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich” […],
1

Por. np. w zbiorze z lat 1842–1845 (zob. przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu… DWOK T. 67/I) teksty nr 4, 25, 26, 113 i 143 zaczerpnięto z wymienionych
wcześniej publikacji poprzedników Kolberga.
2 Por. np. w Pieśniach ludu polskiego (przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu… DWOK T. 67/I) nr 2 i melodię u Wójcickiego w Pieśniach ludu Białochrobatów…, T. 2, s. 306; w Pieśniach ludu polskiego… nr 53 i 56 i w Pieśniach ludu krakowskiego
Konopki, s. 93 (tekst), dod. nutowy nr III, i s. 98 (tekst), dod. nutowy nr I; w Pieśniach ludu
polskiego… nr 116 i 133 i w Piosnkach ludu wielkopolskiego J.J. Lipińskiego mel. nr 14 i 11
z tekstami na s. 94–96 i 77–81.

79

�Pieśni ludu krakowskiego i Piosnki ludu wielkopolskiego. W dwóch
ostatnich tytuły zbiorów wskazują teren, z którym związane są zamieszczone tam pieśni. Spośród pieśni drukowanych anonimowo w „Przyjacielu Ludu” ogólną notę: „z północnych okolic Wielkopolski” miała tylko
jedna. Natomiast niektóre melodie i teksty przejęte z Pieśni ludu Białochrobatów… Wójcickiego już w źródle proweniencję geograficzną miały
również ujętą ogólnie: „z Krakowskiego”, „z Mazowieckiego”, „Małopolska”, lub: „ubiór mazowiecki”, „mazowiecka na Kujawiaków”. Pochodzenie
pieśni przejętych z tych publikacji Kolberg określał nazwą regionu, np.:
„z Wielkopolski”, „z Krakowskiego”. Niektóre z tych pieśni opatrzone są
jednak w publikacji Kolberga notami dokładniejszymi, co w wypadku
utworów pochodzących ze zbiorów K.W. Wójcickiego i J. Konopki może
wynikać z konsultacji z ich autorami. Obu znał osobiście i mógł uzyskać
od nich potrzebne informacje. Jednak dla przypisania nazw konkretnych
miejscowości, np.: „z Myślenic”, „Tarnów”, „ze Lwowa” do melodii pochodzących ze zbioru Muzyka do „Pieś­ni polskich i ruskich”… K. Lipińskiego
nie znajdujemy dziś zadowalającego wyjaśnienia, a konieczna do tego
dokumentacja nie zachowała się.
Równolegle z ukazującymi się w „Przyjacielu Ludu” polskimi pieśniami Kolberg zamieścił w piśmie zbiorowym „Dzwon Literacki” w latach
1846–1847 dwa niewielkie zbiorki: O pieśniach litewskich oraz Pieśni czeskie i słowackie1. Poprzedzają je krótkie noty pióra Kolberga, nakreślające
w kilku zdaniach pewne cechy charakterystyczne tych pieśni oraz wskazujące na ich źródła. Podobnie jak pieśni polskie, tak i litewskie oraz czeskie
i słowackie opracowane były jeszcze wówczas na głos ze skomponowanym
przez Kolberga akompaniamentem fortepianowym. W przygotowaniu do
druku pierwszego zbiorku pomagali autorowi mieszkający w Warszawie literaci litewscy, Franciszek Zatorski i Kajetan Niezabitowski2, którzy nieznającemu języka litewskiego zbieraczowi folkloru tłumaczyli teksty na język
polski. Wydaje się prawdopodobne, że właśnie oni zaśpiewali mu te pieśni
1 O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, s. 93–107 i dodatek nutowy, przedruk tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i dodatek nutowy,
przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–401.
2 Ich nazwiska Kolberg wymienił we wstępie do zbiorku pieśni litewskich, natomiast o swej
nieznajomości języka litewskiego pisał w liście do J. Karłowicza w 1877 r., zob. Korespondencja Oskara Kolberga cz. II (DWOK T. 65), s. 24.

80

�i wskazali ich proweniencję geograficzną. Drugi zbiorek powstał również
w Warszawie, o czym poinformował Kolberg we wstępie do niego:
Tak nazwani druciarze, pochodzący z tego [tj. słowackiego] narodu, po większej części Górale, a wędrujący zimą po krajach słowiańskich i niemieckich
dla zarobku, z wiosną zaś wracający pod rodzinną strzechę, odśpiewali mi tu
w Warszawie kilkanaście […] pieśni1.

Zamieścił tam Kolberg 21 pieśni zapisanych w czasie spotkań ze Słowakami w Warszawie i jedną melodię bez tekstu zasłyszaną prawdopodobnie
w 1841 roku w okolicach Podiebradów i odtworzoną z pamięci na potrzeby
zbiorku.
Następne wydawnictwa z serii opracowań muzyki ludowej na głos
z towarzyszeniem fortepianu drukowane w warszawskich czasopismach,
tj. Pieśni ludu obrzędowe2 i Pieśni ludu weselne3, miały inny charakter. W obu zbiorach obok pieśni znajdują się opisy zwyczajów i obrzędów,
którym owe pieśni towarzyszą. W tym poszerzeniu zakresu rzeczowego
publikacji zauważyć można ewolucję w postrzeganiu muzyki ludowej przez
Kolberga – dostrzeżenie jej roli jako jednego z ważnych elementów w życiu
społecznym ludu. Zdanie swoje na ten temat wyraził tak:
Lud nasz ściśle się trzyma zwyczajów przekazanych mu od przodków w puściźnie. Obrzędy, jakie zachowuje przy różnych okolicznościach i w różnych porach
roku, mają właściwe sobie pieśni z właściwą nutą4.

Wydając drukiem opisy wesel we wstępie określił przedmiot swej pracy:
Zatem, gdy muzyka jest tu z tekstem nierozdzielną (bo bez niej żadne wesele nie
ma miejsca), przedsięwziąłem skreślić pieśni weselne z melodiami, jakie mi się
1 O. Kolberg, wstęp do Pieśni czeskich i słowackich, zob. w: tegoż Pieśni i melodie ludowe
w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373.
2 O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek, gaik, okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 i dodatek nutowy, przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402–441.
3 O. Kolberg Pieśni ludu weselne, „Biblioteka Warszawska” 1847–1849, przedruk w: tegoż
Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–674, tam wykaz kolejnych tomów „Biblioteki Warszawskiej”, w których publikowany był cały zbiór.
4 O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe…, zob. tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402.

81

�w różnych okolicach kraju naszego słyszeć zdarzyło, oraz wykazać (o ile można)
ich warianty, przerabiania, wyskoki, różnorodne napływy, nawet zwichnienia
[…], a rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne z różnych mianowicie oddalonych od siebie stron, najlepiej przez porównanie ich między sobą, rozróżnić,
[…] odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość
poetyczną będziemy w możności1.

Warto zwrócić uwagę na zadanie, jakie Kolberg sobie wówczas wyznaczył: rejestrowanie i gromadzenie nie tylko wariantów melodii i pieśni, ale
także odmian w przebiegu obrzędu. Publikowanie przez Kolberga wielu wariantów poszczególnych wątków tekstowych i muzycznych bywało w późniejszym okresie przedmiotem krytyki ze strony recenzentów2.
Niemal wszystkie melodie ze zbioru Pieśni ludu weselne zostały później ponownie opublikowane, już bez partii fortepianu, w odpowiednich
monografiach: w Radomskiem, Mazowszu, Łęczyckiem i Kaliskiem. Powtarzając po wielu latach materiały z Pieśni ludu weselnych w monografiach regionalnych, a więc w innym typie publikacji, Kolberg opatrywał je
zastrzeżeniami:
Opis ten, podany już przez nas do czasop. „Biblioteka Warszawska” w r. 1847,
powtarzamy tu w dokładniejszej przeróbce, tj. uzupełniając go późniejszymi nabytkami i prostując niektóre z ogłoszonych wówczas szczegółów […]3, […] obecnie
podajemy wersję poprawniejszą4, […] Tu podajemy wersję poprawniejszą5.

Stwierdzenia te mogą budzić pewien niepokój co do wiarygodności zapisów i ich pierwodruków. Z porównania fragmentów Pieśni ludu weselnych z odpowiadającymi im tekstami i melodiami w monografiach wynika,
że uwagi te odnieść należy do całości przedrukowywanych materiałów,
w tym także do opisu przebiegu obrzędu. Zgodnie z informacją o uzupełnianiu „późniejszymi nabytkami” wesela zamieszczone w Ludzie zostały
wzbogacone wieloma zapisami pieśni z melodiami lub samymi tekstami,
1

O. Kolberg Pieśni ludu weselne, zob. tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu…
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–443.
2 Zob. np. J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219, przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do
tomu 1 (DWOK T. 70), s. 133.
3 O. Kolberg Radomskie (DWOK T. 20), pierwodruk: Kraków 1887, s. 165.
4 O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), pierwodruk: Kraków 1889, s. 43.
5 O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), pierwodruk: Kraków 1890, s. 148.

82

�szczególnie w monografiach Kaliskie i Mazowsze1, a tylko nieliczne pieśni lub melodie zostały pominięte. Zdanie o „poprawniejszym” przekazaniu materiału folklorystycznego odnosi się zapewne do opuszczenia partii
fortepianu, do przywrócenia w pewnym stopniu w tekstach pieśni i oracji cech gwarowych i nadawania zapisom nutowym mniejszych wartości
rytmicznych, bowiem melodie publikowane w Pieśniach ludu weselnych
i Pieśniach ludu obrzędowych były w dalszym ciągu przeznaczone do wykonywania z partią fortepianową. Większość melodii w późniejszych monografiach została wydana wiernie w stosunku do pierwodruku. Nieliczne
przykłady wskazywać mogą na „prostowanie niektórych z ogłoszonych
wówczas szczegółów”. Do nich należy przywrócenie właściwej struktury
pieśni „Wiedziałaś ty, pani matko…” (melodii i tekstu) w Kaliskiem. Już
w rękopisie terenowym zaburzony został tok notowanej melodii, być może
nieprecyzyjne było samo wykonanie. Tak zakłócony zapis terenowy zamieszczony został w Pieśniach ludu weselnych, natomiast w monografii
otrzymał poprawną formę:

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 46.
1

Zob. O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 143–154 i 175–191 – opis wesela II, III i VII oraz
w Pieśniach ludu weselnych przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu…
(DWOK T. 67/I) s. 504–546; O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), pierwodruk: Kraków 1887,
opis wesela IV, s. 127–139, oraz w Pieśniach ludu weselnych… (DWOK T. 67/I), s. 546–579.

83

�84

�Druk w Pieśniach ludu weselnych…, za przedrukiem w Pieśniach i melodiach
ludowych w opracowaniu… (DWOK T. 67/I), s. 530, nr 363.

85

�Druk w Kaliskiem (DWOK T. 23), s. 150, nr 122.

Innym przykładem „podania wersji poprawniejszej” jest skorygowanie zapisu melodii nr 319 z Pieśni ludu weselnych, przedrukowanej
w Łęczyckiem jako nr 38, zob. ilustracje na następnych stronach.
Nie zachował się wprawdzie rękopis sporządzony ze słuchu, jednak
przypuszczać można, że w pierwodruku (Pieśni ludu weselne) została ona
przedstawiona z nim zgodnie. Po niemal pięćdziesięciu latach, przygotowując monografię Łęczyckiego do druku, Kolberg poprawił brzmienie tej
obrzędowej melodii, obniżając w trzecim takcie trzecią nutę z h1 na a1,
wskutek czego powstała tercja wielka między II a IV stopniem, tworząc
zwrot g1 a1 cis2 d2, charakterystyczny dla tego wątku1.
1 Por. także O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), pierwodruk: Warszawa 1867, s. 265–266,
nr 26 i 27; tegoż Kaliskie (DWOK T. 23), s. 150, nr 123 oraz A. Pawlak Folklor muzyczny Kujaw, Kraków 1981, s. 90.

86

�Druk w Pieśniach ludu weselnych…, według przedruku w Pieśniach i melodiach
ludowych w opracowaniu… (DWOK T. 67/I), s. 478, nr 319.

87

�Druk w Łęczyckiem (DWOK T. 22), s. 46, nr 38.

W latach czterdziestych, a także prawdopodobnie jeszcze na początku
lat pięćdziesiątych Kolberg do druku redagował wciąż melodie z opracowaniem fortepianowym. W jego spuściźnie znajduje się ok. 3500 zapisów
melodii w różnym stopniu przygotowanych do takiego opracowania, rozproszonych w kilkunastu tekach. Niewielka ich część ma wpisany akompaniament1, dla większości w rękopisach zanotowane zostały tylko melodie
i teksty pieśni (lub incipity) z notami lokalizacyjnymi, natomiast pięciolinie
przeznaczone dla fortepianu są puste, niewypełniane nutami2. Być może
zapisy te stanowić miały materiał do kontynuacji Pieśni ludu polskiego
drukowanych w latach 1842–1847, jednak prace nad partią fortepianową
zostały podjęte tylko dla nielicznych melodii pieśni i tańców. Zachował się
także oddzielny zwarty zbiór melodii tanecznych pozbawiony tytułu, a liczący nieco ponad 3200 zapisów nutowych3. Dodawanie akompaniamentu
fortepianowego do melodii ludowych spotkało się z dwiema nieprzychylnymi opiniami. Pierwszą było zdanie Karola Libelta o „przegrywkach” wyrażone jeszcze w 1842 r.:
1 Zob. w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), pieśni i melodie
nr 599–834.
2 Są to następujące rękopisy: Arch. PTL, teka 5 Płock, Dobrzyń, Pułtusk, Kurpie, sygn.
1137, k. 80; teka 7 Kujawy, Gostynin, Łęczyca, sygn. 1156, k. 1, 2, 7, 8; teka 33 Miscellanea,
sygn. 1308 I, k. 1–7, 9, 10–13, 16, 17, 20, 23–25, 29, 30; sygn. 1308 II, k. 12, 14, 17, 22–24, 26;
teka 36, Miscellanea, sygn. 1317, k. 30, 31, 38; sygn. 1320, k. 9, 10, 45, 49, 52, 56, 57, 59, 63–67,
69–72, 80–82, 85, 90; teka 42, Miscellanea, sygn. 1349, k. 1, 1a, 4, 6, 7, 13–15, 23–25, 27, 40–42.
3 Arch. PTL, teka 33 Miscellanea, sygn. 1305, k. 1–81. Zob. też uwagi o tym rękopisie w:
A. Skrukwa Spuścizna rękopiśmienna O. Kolberga…, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło
cz. III (DWOK T. 85/III).

88

�Niechby autor tylko zawsze miał na uwadze, że idzie tu o to tylko, aby śpiew
ludu jak najwierniej był oddany, że zatem wszelkie zdobywanie się na sztukę,
wszelkie dodatki na koszt wierności i prostoty w oddaniu melodii ludowej nie
są na swoim miejscu. Przegrywki wydają nam się za niestosowne, końcówki
melodii zakrawają czasem na coś obcego, np. w pieśni nr 13 bas za sztuczny
i mało zbliżony do wiejskich tonów […]1.

Uważał on za ważny fakt publikację licznych melodii ludowych, których
tak mało było w dotychczasowych zbiorach, ale harmonizację uznał za
niewłaściwy dodatek.
Akompaniamentu dotyczy też bardzo krytyczna ocena Fryderyka Chopina, zamieszczona w liście do rodziny w roku 1847, którą być może Kolberg
poznał:
[…] dobre chęci, za wąskie plecy. Często podobne rzeczy widząc, myślę, że lepiej
nic, bo mozół ten tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który kiedyś tam prawdę odwikła. A aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną
z przyprawionymi nosami, różowane, z poobcinanymi nogami albo na szczudłach, i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą2.

Te słowa oraz wypowiedź Libelta mogły mieć pewien wpływ na zaprzestanie przez Kolberga tworzenia tego typu opracowań. Zasadniczą jednak
przyczyną zaniechania „przyozdobień” wydają się doświadczenia pozyskane
w wyniku badań terenowych. Ukierunkowywały one zbieracza na potrzebę,
wręcz konieczność dokumentowania twórczości ludowej, a nie na kompozytorskie przybliżanie muzyki ludowej przez dopowiedzenia w postaci
akompaniamentu do autentyków ludowych.
Pierwszą publikacją, w której Kolberg w pełni zrealizował swe nowe
założenia w zakresie edycji muzyki ludowej, były Pieśni ludu polskiego
wydane w 1857 r. We wstępie do tego tomu pisał:
Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru. […] Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających) tak jak wybiegła
1

[K. Libelt] Pieśni ludu polskiego przez Oskara Kolberga, „Dziennik Domowy” 1842,
nr 21, s. 174; przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. II
(DWOK T. 67), s. 275–276.
2 Korespondencja Fryderyka Chopina, zebrał i opracował B.E. Sydow, T. 2, Warszawa
1955, s.193, zob. też M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 111.

89

�z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym nie zmąconej czystości jak ją natura natchnęła1.

Opracowanie do druku tego zbioru pieśni i melodii tanecznych jest
niewątpliwie punktem zwrotnym w postrzeganiu przez Kolberga ludowej
kultury muzycznej, jej dokumentowania i sposobu utrwalania w druku.
Wprawdzie po pięciu latach powrócił raz jeszcze do zaniechanego już sposobu prezentowania melodii ludowych, ale spowodowane to było potrzebą
uzyskania choćby niewielkiego dochodu. Dlatego w roku 1862 wydał Pieś­
ni ludowe do śpiewu2 w czterech zeszytach opracowane na głos z towarzyszeniem fortepianu jako muzykalia do użytku praktycznego. Materiał
pieśniowy, jaki tam zamieścił, pochodził właśnie z Pieśni ludu polskiego
z 1857 r. Do wybranych z tego zbioru ośmiu wątków balladowych i ośmiu
melodii tanecznych z przyśpiewkami Kolberg dodał akompaniament, którego w edycji z 1857 r. nie było. Partia fortepianu tym razem zasługuje na ocenę wyższą niż opracowanie dołączone do pieśni publikowanych w latach
1842–18453. Aleksander Pawlak, omawiając Kolbergowskie zbiory pieśni
z akompaniamentem, napisał: „Najwyższy poziom wykazują Pieśni ludowe
do śpiewu, ostatnia tego rodzaju publikacja” 4. Było to jednak, jak już wspomniano, opracowanie przygotowane wyłącznie dla amatorów domowego
muzykowania, mających pewne umiejętności wykonawcze, a nie wydawnictwo źródłowe, przeznaczone dla badaczy muzyki ludowej. Powodem
powrotu do takiej formy publikacji były niedostatki finansowe, bowiem
w roku 1859 Kolberg zrezygnował z pracy w Dyrekcji Dróg i Mostów przy
Komisji Skarbu5. Oddał więc do druku Pieśni ludowe do śpiewu, licząc na
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), pierwodruk: Warszawa 1857, s. V–VI.
O. Kolberg Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu zebrał i ułożył […],
zeszyt 1–4, Warszawa [1862]; przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu…
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 675–700.
3 W zbiorze z roku 1862 Kolberg powtórzył trzy pieśni zamieszczone po raz pierwszy w wydaniu z lat 1842–1845, por. opracowanie pieśni drukowanych w latach 1842–1845 z opracowaniem tych samych pieśni w roku 1862 w przedruku w tomie Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… (DWOK T. 67/I i 67/II) nr 156 i 583, nr 141 i 585, nr 75 i 597.
4 A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe” w opracowaniu fortepianowym, w: O. Kolberg
Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. VIII.
5 Dotychczasowe biografie O. Kolberga i on sam w Szkicu autobiografii…, podają, że pracę
w Komisji Skarbu zakończył w 1861 r., jednak analizy dostępnych dokumentów, m.in. zapisów
w Notatniku zawierającym rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–
–1869 (rkp. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 3210), wykazują, że stało się to już w roku 1859.
2

90

�uzyskanie dochodu ze sprzedaży, który choć w małym stopniu zasiliłby
jego budżet. Czy było to działanie skuteczne, nie wiadomo. Zapewne z tego
samego powodu przygotował zespół 72 melodii instrumentalnych opracowanych na fortepian, zatytułowany Zbiór mazurów i obertasów gminnych
wydanych przez O[skara]a Kolberg. Ten ostatni nie został jednak za jego
życia nigdzie opublikowany1.
Pieśni ludu polskiego wydane w roku 1857 składają się z dwóch części,
ze zbioru ballad i z rozdziału zawierającego melodie taneczne z tekstami
przyśpiewek. W pierwszej części o porządkowaniu i układzie pieśni decydowały wyłącznie teksty ballad. Zestawionych jest 41 wątków tekstowych,
większość z wieloma wariantami, co w sumie daje 444 utwory, a zaledwie
kilka z nich zamieszczonych zostało bez melodii. Na materiał muzyczny
tego rozdziału złożyły się głównie zapisy nutowe Kolberga:
[…] największą część zamieszczonych słów sam własnym staraniem wraz z nutami wydobyłem z ukrycia naszych zagród. Wszakże obok tego nie omieszkałem
wcielić do mego zbioru i tego, co inni skrzętni badacze różnemi czasy nagromadzili, o ile mi się tylko właściwa melodia nawinęła2.

Tę część tomu zasiliło nieco ponad sto tekstów zaczerpniętych z wymienianych tu już zbiorów poprzedników: W. Zaleskiego i K. Lipińskiego, K.W. Wójcickiego, J. Konopki, J.J. Lipińskiego, Ż. Paulego oraz z nieco
późniejszych druków Józefa Lompy, Roberta Fiedlera i Ludwika Zejsznera3. Nadto materiału dostarczyły znajdujący się wówczas w zbiorach
Kolberga obszerny manuskrypt Gustawa Gizewiusza4 oraz inne źródła
rękopiśmienne: znacznie skromniejszy rękopis sporządzony prawdopo1

Rkp. ten (Arch. PTL, teka 42, sygn. 1348, k. 1–4) został wydany w tomie: O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe w opracowaniu… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 197–268, nr 763–834.
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XI.
3 J. Lompa Kilka pieśni ludu górnoszląskiego, „Przyjaciel Ludu” R. 11: 1845, T. 2, nr 38;
R. Fiedler Kilka pieśni ludu polskiego w Dolnym Szląsku, „Przyjaciel Ludu” R. 13: 1846, T. 1,
nr 11, 13 i 16; L. Zejszner Pieśni ludu Podhalan czyli Górali tatrowych polskich zebrał i wiadomość o Podhalanach skreślił […], Warszawa 1845.
4 Rękopis G. Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836 do 1840–go roku przez X. G. G. znajduje się w zbiorach BN PAU
i PAN w Krakowie, sygn. 2559 II; wybrane teksty zamieścił Kolberg w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1) oraz w rękopisie Mazury pruskie, opublikowanym w T. 40 DWOK. Wydanie
krytyczne całości rękopisu: G. Gizewiusz Pieśni ludu znad górnej Drwęcy…, z rękopisu opracowała, wstępem i komentarzami opatrzyła D. Pawlak, Poznań 2000.

91

�dobnie przez Teofila Lenartowicza1 oraz niewielkie objętościowo zapisy
niezidentyfikowanego autora2.
Do tekstów balladowych przejętych z wyżej wymienionych publikacji
Kolberg przytoczył 25 zapisów nutowych z tych samych źródeł, a blisko
50 melodii dołączył z własnych zasobów. Zapisy nutowe zaczerpnięte ze
zbiorów drukowanych i z rękopisu nieznanego autora przekazane zostały wiernie w stosunku do podstawy. Natomiast wykorzystanie materiału
muzycznego z rękopisu Gizewiusza wymaga dokładniejszego omówienia.
Gizewiusz w latach 1836–1840 zapisywał polskie pieśni wykonywane przez
śpiewaków z Ostródy i pobliskiego Kraplewa. Jego rękopis trafił, za pośrednictwem K.W. Wójcickiego, do rąk Kolberga, o czym wspomina on
we wstępie do Pieśni ludu polskiego. W rękopisie Gizewiusza pt. Pieśni
ludu znad górnej Drwęcy… zanotowanych jest 441 tekstów o bardzo różnej
tematyce, a dopełniają je zaledwie 32 zapisy nutowe. Znikoma ich liczba
wskazuje, że Gizewiusz nie miał wprawy w rejestrowaniu melodii ze słuchu, a potwierdza to w wielu wypadkach ich notacja. Połowa z nich ma
wprawdzie zapisy pełne, inne są jednak niekompletne, wymagają uzupełnień, przy czym zawsze zanotowana jest w całości linia melodyczna w postaci główek nut. Pozostałe elementy zapisu zarejestrowane są w takim
stopniu, że pozwalają na właściwe odczytanie melodii i zrekonstruowanie
obrazu nutowego. Do części balladowej Pieśni ludu polskiego Kolberg włączył ze zbioru Gizewiusza 35 tekstów oraz 9 zapisów nutowych 3. Dziesiąta
melodia (w Pieśniach ludu polskiego nr 9k) pochodzi z artykułu zbieracza
ostródzkiego pt. Pieśni, które lud wiejski w okolicach Osterode w Prusach
Wschodnich śpiewa4. Z owych dziewięciu zapisów trzy są cytatami (nr 12y,
14k, 20e), sześć pozostałych wymagało ze strony Kolberga dopełnienia5.
1

Rękopis ten powstał prawdopodobnie w czasie wspólnej wycieczki Kolberga i Lenartowicza do dworku Norwidów w Wysocem w r. 1843 i znajduje się w Arch. PTL, w tece 43
Miscellanea, sygn.1352, k. 36–37. W r. 1968 na zlecenie redakcji Dzieł wszystkich Kolberga
wykonano jego ekspertyzę grafologiczną, jednak ani nie potwierdziła ona autorstwa Lenartowicza, ani mu nie zaprzeczyła.
2 Ten rękopis nieznanego autora znajduje się w Arch. PTL, teka 4, sygn. 1134, k. 2.
3 Są to w Pieśniach ludu polskiego O. Kolberga (DWOK T. 1) melodie nr 1b, 2, 6f, 6g, 12y,
14k, 20e, 25d,
4 Artykuł zamieścił G. Gizewiusz w „Przyjacielu Ludu” R. 6: 1839, T. 1, nr 5.
5 Pozostałe zapisy nutowe G. Gizewiusza włączył Kolberg do monografii Mazury pruskie
przygotowanej do druku około 1889 r., a wydanej dopiero w roku 1966 jako tom 40 Dzieł
wszystkich.

92

�Druga część tomu Pieśni ludu polskiego, zatytułowana Tańce,
a w podtytule Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce, obejmuje 466 zapisów. Poza wymienionymi w tytule tańcami w tomie znajdują się także parzystotaktowe drabanty (nr 344, 439), melodie pasterskie
(nr 128, 167, 239), kołyskowe (214, 402) i weselna (201). Materiał muzyczny tej części tomu, poza kilkoma zapisami, jest plonem pozyskanym
wyłącznie przez Kolberga w czasie badań przeprowadzanych na Mazowszu od roku 1839. W odróżnieniu od uporządkowanej pierwszej części tomu tutaj trudno dopatrzeć się jakichkolwiek kryteriów w układzie
zapisów – ani rodzaj tańca, ani struktura metrorytmiczna, formalna czy
sposób wykonania (wokalny, instrumentalny) nie stanowiły wyznacznika grupowania zapisów, widoczne jest jedynie kilkakrotne zamieszczanie
koło siebie zapisów z tego samego manuskryptu 1. Nie można jednak
prześledzić takiego porządkowania wszystkich melodii w rozdziale poświęconym tańcom, ponieważ nie zachowała się całość ani zapisów terenowych, ani ich późniejszych wersji redakcyjnych opracowanych do
druku.
Rozdział zamyka kilka melodii (nr 461–465) opatrzonych notami
Kolberga wskazującymi na autorstwo ówczesnych kompozytorów: Józefa Elsnera, Józefa Damsego, Jana lub Józefa Stefaniego i Adama Tarnowskiego. Spośród nich na szczególną uwagę zasługuje melodia nr
461, dla której istnieją dwa przekazy źródłowe. Jeden to własnoręczny
zapis Kolberga sporządzony prawdopodobnie bezpośrednio w czasie
wykonywania przez ludowego artystę, znajdujący się wśród innych melodii na karcie oznaczonej lokalizacją „Miedniewice”, drugi przekaz przywołany przez Kolberga – to melodia duetu z opery Król Łokietek, czyli
Wiśliczanki J. Elsnera 2. W obu melodie są takie same. Powstaje więc
pytanie o źródło: czy jest nim anonimowa twórczość ludowa, z której
Elsner zapożyczył melodię do swej kompozycji, czy też jest to oryginalny
1

Np. z rękopisów terenowych z teki 7 Kujawy. Gostynin. Łęczyca pochodzą w T. 1 melodie tańców nr 58–64, 126–134), z rękopisu terenowego z teki 43 Miscellanea pochodzą nr
352–356, 366–370, w kopii zapisów terenowych znajdujących się w tece 33 Miscellanea zapisane są nr 65–81, 200–215, 298–312. W przypisach źródłowych w tomie O. Kolberg Pieśni
ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70, s. 64–112) podane są wszystkie źródła rękopiśmienne zachowane dla melodii opublikowanych przez Kolberga w Pieśniach ludu polskiego
(DWOK T. 1).
2 Zob. wstęp M. Prochaski w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70),
s. LIX, oraz tamże s. 120, przypis źródłowy do nr 461.

93

�utwór kompozytora spopularyzowany dzięki teatrowi i wchłonięty przez
repertuar ludowy. Podobne wątpliwości wyrażał Kolberg w stosunku do
melodii Jana Stefaniego, omawiając materiał muzyczny Krakowiaków
i Górali:
Stąd też niepodobna wyrzec co do przytoczonych motywów, czy Stefani brał je
żywcem z ludu, czy tylko korzystał z nich po swojemu1.

Niewątpliwie obydwa przykłady stanowią widoczne świadectwo wzajemnego przenikania się muzyki ludowej i muzyki profesjonalnej.
Podobnie jak w poprzednich publikacjach, również w Pieśniach ludu
polskiego z 1857 roku zapisy tekstów i melodii pochodzące ze źródeł
drukowanych opatrywane są notami lokalizacyjnymi, choć w pierwodrukach nie zawsze mają ten element dokumentacji. Wtedy, gdy tekst
innego zbieracza Kolberg łączył z zapisaną przez siebie melodią, podawał miejscowość, z której pochodził zapis nutowy. Jednak niekompletne
dziś materiały rękopiśmienne nie pozwalają ustalić jednoznacznie we
wszystkich wypadkach, jakimi kryteriami kierował się w każdej z takich
sytuacji.
Pieśni ludu polskiego drukowane były w postaci zeszytów od czerwca
1856 r. do czerwca 1857 r., a ukazanie się ich wywołało żywy oddźwięk
wśród ówczesnych krytyków. Zbiór przyjęto z wielkim uznaniem. Przedstawione tam zapisy melodii postrzegano jako tworzywo dla kompozytorów muzyki „prawdziwie narodowej” (M. Karasowski, K.W. Wójcicki),
„jako skarbnicę niewyczerpanego natchnienia” dla muzyków (J.I. Kraszewski) 2. Zawartość dwóch pierwszych zeszytów poddał ocenie także
J. Sikorski. Podkreślając wielkość przedsięwzięcia, ustosunkował się negatywnie do umieszczenia w tomie tak wielkiej liczby wariantów tekstowych i odmian, jak pisze, „jednej i tej samej melodii”. Nadto sugerował, by „zawiłe harmonicznie miejsca […] cyframi i dodanym basem
1

O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”, „Ruch
Muzyczny” R. 2: 1858, nr 46, s. 363; przedruk w: tegoż Pisma muzyczne (DWOK T. 62), s. 554.
2 M.K. [M. Karasowski] Kilka słów o dziele Oskara Kolberga pod tytułem „Pieśni ludu
polskiego”, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1857, nr 55; W. [K.W. Wójcicki]
Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 3,
s. 470–471; J.I. Kraszewski Listy do redakcji „Gazety Warszawskiej”, „Gazeta Warszawska”
1857, s. 206–207; przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 124–128, 149–150, 134–138.

94

�objaśnić” 1. Propozycja Sikorskiego dołączenia do ludowej muzyki wokalnej akompaniamentu fortepianowego w postaci basu cyfrowanego była
wyrazem zupełnej nieznajomości folkloru. Zaniechanie, czy tylko ograniczenie publikowania wariantów, byłoby całkowitym zaprzeczeniem idei
Kolberga, który wówczas już dążył do zgromadzenia możliwie największej liczby „odmianek” melodii i tekstów pieśni. Miały one służyć jako
materiał do przyszłych badań porównawczych, tak jak późniejsze zbiory
bajek, przysłów, opisy etnograficzne itp. Część krytyków nie dostrzegła
i nie zrozumiała rzeczy istotnej, wręcz podstawowej: zmiany stosunku
zbieracza do kultury muzycznej ludu, przyjęcia nowych założeń, które
czyniły z niego już nie popularyzatora muzyki, ale wyłącznie dokumentalistę i badacza, dla którego upowszechnianie folkloru muzycznego stało
się sprawą dalszą.
W planach Kolberga było opracowanie i wydanie w sposób podobny do
ballad także innych pieśni w zbiorach grupujących utwory o jednorodnej
tematyce lub wykonywanych w podobnych sytuacjach. Chciał zestawić
w wariantach z różnych regionów Polski pieśni obrzędowe (w tym weselne), wojackie, żartobliwe i miłosne, jak informował J.I. Kraszewskiego,
wysyłając mu świeżo wydrukowany tom Pieśni ludu polskiego z prośbą
o ocenę. Tak wydany materiał pieśniowy miał ukazać „dosadnie ducha muzyki ludowej”2. Wśród rękopisów zachowały się karty, na których wpisane
są np. pieśni kołyskowe, myśliwskie, wojackie czy dożynkowe. Na kartach
takich, obecnie rozproszonych w różnych tekach, widoczna jest ta sama
zasada konstruowania zawartości przyszłego tomu: obok własnych materiałów korzystanie z zapisów wcześniejszych zbieraczy czy to w postaci
cytatów, czy też kontaminacji zapożyczonych tekstów pieśni z melodiami
zarejestrowanymi przez siebie.
Kolberg rozpoczął nawet poszukiwanie wydawcy następnego tomu.
Zwrócił się do Aleksandra Grozy, założyciela nowopowstałego Stowarzyszenia Księgarsko-Wydawniczego w Żytomierzu, „z propozycją wydania
drugiej części, która tej samej, co pierwsza jest objętości, z tyluż rycinami”3.
1 J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219, przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 128–134.
2 List Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja Oskara Kolberga
cz. I (DWOK T. 64), s. 73.
3 Brulion listu Kolberga do A. Grozy z 20 VI 1859 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 90.

95

�Do opublikowania takiej pozycji nie doszło, co więcej nie zachowały się
w materiałach, poza wieloma zestawieniami wariantów pieśni, żadne ślady
realizowania redakcji takiego tomu, a nawet informacje wskazujące na zakres merytoryczny planowanego zbioru.
Około roku 1862 Kolberg zrezygnował z wydawania zbiorów zawierających wybrany gatunek pieśni lub utwory związane z określonym obrzędem
z całej Polski na rzecz publikacji obejmujących repertuar jednego regionu.
Oddany do druku w 1863 r. tom Sandomierskie miał prezentować różne
gatunki pieśni z tego terenu, jego druk przeciągnął się jednak aż do roku
1865. Przedstawiony w tym właśnie roku na łamach „Biblioteki Warszawskiej” program1 Ludu był wynikiem kolejnej zmiany w planach badawczych i edytorskich Kolberga. Kolberg podjął wówczas zadanie zbierania
materiałów i przygotowywania do druku etnograficzno-folklorystycznych
monografii regionalnych. Znajdujący się od dwu lat w drukarni tom Sandomierskie przekształcił wtedy w bardzo niepełną jeszcze monografię etnograficzną, a opracowane następnie Kujawy, wydane w latach 1867–1869,
były już całkowitą realizacją nowo przyjętego programu. Jednak muzyka
zawsze stanowiła dominantę jego zainteresowań i jej dokumentacja była
ważną częścią każdego z tomów, choć jej miejsce w nich było teraz podporządkowane ogólnemu planowi monografii. We wstępie do Sandomierskiego Kolberg pisał:
Do wydania następnych seryj prac moich w przywiedziony tu sposób skłania
mnie nadto wzgląd na systematyczne i porządne, o ile być może, przedstawienie wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości, zwichnień nawet,
więc całego nastroju i piętna muzyki naszej ludowej, której pochód i rozwój
historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich
zadaniem2.

1

O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, „Biblioteka Warszawska” 1865, T. I, s. 306–308. Przedruk w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 102–106.
2 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), pierwodruk: Warszawa 1865, s. 7. Wstęp ten dotyczył jednak pierwotnej koncepcji książki, tj. zbioru pieśni regionalnych z opisami obrzędów,
którym towarzyszą.

96

�Metody badań terenowych oraz zapisywania
i opracowywania redakcyjnego melodii wokalnych i instrumentalnych
Podróże podejmowane w celu badania kultury ludowej przynosiły obfity
plon zapisów nutowych drukowanych później w monografiach regionalnych. Z tego powodu spotkał się Kolberg z krytyczną opinią Mścisława
Kamińskiego, recenzenta pierwszej części monografii Kujaw:
[…] przeładowanie jednorodnymi szczegółami, że wspomnim tu tylko o melodiach ludowych, które tak nieproporcjonalnie poważną część dzieła tego stanowią. Zdaniem naszym niewielką stratę poniosłaby etnografia, gdyby autor
przynajmniej do połowy zredukował cały dział poświęcony melodiom1.

Zauważyć tu trzeba, że tom ten zawiera zaledwie 104 melodie. Uznanie
i poparcie dla swego stanowiska zyskał Kolberg w wypowiedzi Zygmunta Glogera, który podkreślając umiejętności i profesjonalizm autora Ludu,
napisał:
Niesłusznym jest zarzut, że p. Kolberg za wiele podał w swym dziele odmian
muzyki ludowej. Autor, sam będący muzykiem, a specjalnie poświęcający się
badaniu ludowych melodii, powinien jak najwięcej podawać nam tego, co niełatwo przyjść może komu innemu i czym podobno nikt więcej tak gorliwie u nas
się nie zajmuje2.

Spisywane i następnie publikowane przez Kolberga melodie miały
być pomocne w poznawaniu dziejów muzyki ludowej, stać się podstawą
studiów nad jej właściwościami, wpłynąć „na rozwój i kierunek muzyki
narodowej”, a „polskiemu kompozytorowi [wskazać] drogę, po jakiej postępować mu wypadnie, by na miano narodowego piewcy zasłużyć sobie
zdołał”3. Gromadził zatem wszystkie pieśni i utwory instrumentalne powszechne na terenie kraju „czy to ludowe, czy szlacheckie, czy oryginalne, czy naśladowane”, także mające swe źródło w utworach scenicznych
1

M. Kamiński „Lud, jego zwyczaje sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i taniec”. Przedstawił Oskar Kolberg. Seria III. Kujawy. Część I,
„Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52, s. 419.
2 Z. Gloger Kujawiacy, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 16.
3 O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), pierwodruk: Kraków 1873, s. III.

97

�kompozytorów polskich i obcych, gdyż należą one do „ogólnego obrazu
muzyki narodowej”1.
Początkowe podróże badawcze Kolberga, podejmowane dla pozyskiwania melodii, miały charakter raczej spontaniczny. Jedno lub kilkudniowe
wypady z Warszawy w bliższe i dalsze jej okolice (Wilanów, Czerniaków,
Praga, Czersk) odbywały się w towarzystwie zaprzyjaźnionych przedstawicieli warszawskiego świata sztuki – literatów, muzyków, malarzy, m.in.
Emila Jenikego, Teofila Lenartowicza, Karola Marconiego, Antoniego Kolberga (brata Oskara), Ignacego Komorowskiego, Walentego Zakrzewskiego,
a także krakowianina Józefa Konopki. Jednak dosyć wcześnie musiał Kolberg zrezygnować ze spontanicznych wycieczek i wyjazdy swe, zwłaszcza
dłuższe i w dalsze od Warszawy okolice, organizował inaczej. Opisał to
w Szkicu autobiografii sporządzonym pod koniec życia:
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za
tychże listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam badałem najprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej, byli skorsi do
pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali
innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do dworu,
lub pozwalali do swojej przychodzić chaty2.

Przykładem takiego przebiegu eksploracji może być trwająca ponad dwa
miesiące podróż w Lubelskie, Radomskie i Sandomierskie w lecie 1859
roku. W notatkach Kolberga o tej podróży znajdujemy m.in. wzmianki
o datkach pieniężnych dla wykonawców: „4 lipca – za pieśni (i na struny)”
zapłacił 30 kopiejek muzykowi z okolic Kozienic, „21 lipca – za śpiewy
i służbę (4 kobietom)” dał w miejscowości Bąkowiec 60 kopiejek, między
1 a 25 sierpnia płacił wielokrotnie „za pieśni” i skrzypkowi po około 15 kopiejek w okolicach Chojna, Lublina i Gałęzowa3. Podobnie było podczas
wyprawy na Kujawy w 1860 roku, kiedy to przez parę tygodni przebywał
po kilka dni kolejno w Bogusławicach, Redczu, Kłonowie, Bodzanowie,
Otmianowie, Płowcach i Służewie. Tu również wykonawcy wynagradzani
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 173–174.
O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.
3 O. Kolberg Notatnik…, k. 23.
2

98

�byli za grę lub śpiew, co potwierdza między innymi notka z 9 sierpnia:
„w Bogusł[awicach], pieśni – 1,50 rubla”1.
Nawiązywanie kontaktu z informatorami bywało trudne, warunki notowania wykonywanych melodii często dalekie od komfortu czy chociażby
spokoju i minimalnej wygody. Kolberg tak opisał w liście z 1857 roku do
J.I. Kraszewskiego ówczesne swe badania:
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni
obcemu (tak nazywa każdego w paletocie lub surducie), w jego niecierpliwości
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu
drzewa lub w polu na własnym kolanie, lub na karku towarzysza wędrówki
wpisywać nuty – a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania itd.2.

Podczas notowania melodii wyniknąć też mogły inne trudności:
Głos wieśniaków naszych z natury dźwięczny jest i donośny; lecz u wielu
z nich nadużycie trunku i ciężka praca fizyczna pozostawiły w miejscu jego
tylko chryp­liwą artykulacją tonów do nie wiedzieć jakiej gamy należących […].
Oczyścić pieśń przy spisywaniu jej z takich fałszów i pleśni po bacznym w nią
wsłuchaniu się, było rzeczą mego sądu i sumienia3.

W Modlnicy, gdzie mieszkał 14 lat (1871–1884), prowadził badania –
można by użyć dzisiejszego terminu – stacjonarne. Informatorami byli
przedstawiciele dworskiej służby pochodzący z okolicznych wsi, robotnicy
sezonowi zatrudnieni do prac w okresie letnim (Górale), tak że Kolberg
często gromadził materiały, nie opuszczając domu. Opisuje to Antonina
Konopczanka, wieloletni świadek działań autora Ludu:
1
2

s. 74.
3

Tamże.
List Kolberga do J. I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.

99

�W każdym dworze mieści się zwykle dosyć służby z bliższych i dalszych wsi
nagromadzonej, także w porze letniej przybywa dużo robotników – i pan Oskar
nigdy czasu nie tracił, często nie wychodząc z pokoju, zbierał pieśni z różnych
stron, które sobie układał i porządkował w teki, stające się później tomami dzieł
jego. Niekiedy w towarzystwie goszczących go obywateli jeździł zwiedzać okolice albo obchodził chaty wiejskie. Po największej części pomagały mu kobiety
– panie, panny, nauczycielki albo też księża proboszcze1.

Mieszkańcy dworów pobyt Kolberga wspominali z sympatią. Po audycji
radiowej o Kolbergu, w której brał udział J. Burszta, wówczas redaktor
naczelny Dzieł wszystkich, napisała do niego wnuczka właścicieli jednego
z podkrakowskich dworków goszczących Kolberga w XIX w.:
Nie jedną noc taką pamiętała moja matka, jak to szczupły wysoki pan zrywał się
w nocy i grał i przegrywał cicho zasłyszane piosenki. […] Ilekroć, będąc w Krakowie, przechodzę koło jego mogiły […] przypomina mi się opowiadanie matki:
wysoki, szczupły, starszy pan w nocy grający na fortepianie, by dobrze utrwalić
melodie ludu, który tak ukochał2.

Jednocześnie Kolberg w dalszym ciągu odbywał coroczne, wcześniej
zaplanowane wyjazdy w teren. Wspominał je Izydor Kopernicki, świadek
pobytu etnografa na Pokuciu w 1877 r. Dodał, że kontakty nawiązane
z mieszkańcami dworów owocowały czasem późniejszym korespondencyjnym dostarczaniem materiałów etnograficznych. Relacji Kopernickiego
zawdzięczamy też inne ważne informacje o okolicznościach badań, m.in.
o stosunku Kolberga do indagowanych osób:
Potrzeba doprawdy widzieć i podziwiać ten jego spokój, cierpliwość i tę natężoną uwagę, pochłaniającą badanego, i tę dobrotliwość jego i słodycz, z jaką
on zachęca i podtrzymuje chłopa, znudzonego i znużonego już powtarzaniem
zapisywanej pieśni lub opowiadania; potrzeba widzieć tę jego uporczywą wytrwałość w badaniu, dopóki nie wyciągnie z chłopa lub z baby tego, co mu po1 K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze Kolbergu, „Wieś Radomska” T. 11: 2018, s. 102.
2 List J. Jasińskiej-Zawadzkiej do J. Burszty, datowany 18 XII 1964 r., w aktach Instytutu
im. O. Kolberga w Poznaniu. Autorka przytacza wspomnienia swojej matki mieszkającej wtedy w Liszkach pod Krakowem, miejscowość ta jako miejsce zapisu licznych pieśni i melodii
pojawia się w tomach Krakowskiego (DWOK T. 5–8 i 73), Kolberg nie odnotował jednak daty
prowadzenia badań w Liszkach.

100

�trzeba – ażeby się przekonać, że takie badania etnograficzne kosztują trudu wiele
i że zesumowawszy wszystko, co Kolberg zdziałał, trud przez niego poniesiony
okaże się bajecznie olbrzymim1.

Uprzejmość Kolberga oraz drobne wynagrodzenie bądź szklanka trunku zachęcały niewątpliwie informatorów do śpiewu, grania lub opowiadania. Sam badacz budził też zapewne sympatię, a jego nazwisko zostało
zapamiętane przez jednego z wykonawców, czego wyrazem jest zabawna
przyśpiewka, którą Kolberg zanotował najprawdopodobniej w powiecie
kutnowskim:
A jak ci ja umrę, moja dusza wstanie,
jak ona usłyszy pana Kolbra granie2.
O uwadze, jaką Kolberg poświęcał ludowym wykonawcom, oraz o ich
stosunku do badacza świadczy także notatka zamieszczona przez niego
w Kujawach:
Skrzypek grający mi jedną z podobnych melodyj, zawieszonych na dominancie,
gdym mu wskazał w jaki sposób ma znowu przejść do toniki i na niej zakończyć,
po kilku z rozmaitym powodzeniem odbytych próbach, wracał do dawnego
trybu, w którym mu daleko gładziej szło, i w końcu zniecierpliwiony rzekł: Eh!
Jużcić to ta panowie musita lepij wiedziéć jak mo być, bo się uczyta w szkole;
a u nas, chłopstwa, to tylko się tak gro zwyczajnie, po prostu, jak Bóg przykazał!3

Podczas prowadzonych systematycznie przez kilkadziesiąt lat badań
Kolberg zgromadził zapisy nutowe z terenów obejmujących znaczną część
przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Wprawdzie w 1865 roku, już jako autor
monografii regionalnej i badacz dokumentujący całokształt kultury ludowej,
o wcześniejszych swoich pracach pisał: „Zbierałem wówczas [tj. w 1860 r.]
głównie pieśni i melodie ludowe”4, jednak niezaprzeczalnym pozostaje fakt,
1 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. XI, pierwodruk: Kraków 1891.
2 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1209, k. 10, nr 568; tekst został zanotowany
prawdopodobnie w 1847 roku w okolicach Chochołowa i Tretek w powiecie kutnowskim
(te miejscowości wymienione są w rękopisie nad zapisanymi wyżej pieśniami).
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 9.
4 List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 117.

101

�że muzyka przez całe życie stanowiła zasadniczy przedmiot jego zainteresowań i każdy wyjazd przynosił kolejny, obfity zbiór melodii. Współpracując
niekiedy w terenie z innymi badaczami, Kolberg zawsze zapisywał nuty (co
było uzasadnione ze względu na jego wykształcenie i wyjątkowe umiejętności), pozostawiając swoim towarzyszom rejestrowanie tekstów pieśni, czy
też innych jeszcze informacji. Tak pracował z Józefem Konopką podczas
pierwszej wspólnej wyprawy do Czerska w 1841 r., a także później w czasie
pobytu w Modlnicy i Mogilanach1. Nie jest wykluczone, że w podobny sposób prowadził badania także z Władysławem Wierzbowskim na Suwalszczyźnie w 1858 roku2. Natomiast na pewno później, w 1865 roku na ziemi
czerskiej w okolicach Czaplina, gromadził materiały wspólnie z Kornelem
Kozłowskim. Ten ostatni swoje zapisy tekstów opublikował w pracy Lud.
Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego wraz z tańcami i melodiami3. Na potrzeby tego zbioru Kolberg
przygotował około 100 melodii4, ale mimo zapowiedzi w tytule i odsyłaczy
do nut przy poszczególnych pieśniach nie zostały one wydrukowane, prawdopodobnie ze względu na zbyt wysokie koszty.
Badania terenowe były bez wątpienia podstawowym sposobem gromadzenia zapisów muzyki ludowej wykonywanej przez mieszkańców wsi
i miasteczek, ale Kolberg wykorzystywał też inne okazje, by pozyskać nowe
materiały. Jego informatorami bywały także osoby okazjonalnie przybywające do danej miejscowości, jak na przykład Górale, którzy zatrudniani
byli w Modlnicy podczas żniw. Wykorzystywał też takie okazje w Warszawie, gdzie pozyskiwał pieśni od służby, która przybywała do stolicy wraz
z rodzinami ziemiańskimi, czasem nawet z odległych okolic Ukrainy. Pisał
1

Zachował się m.in. rkp. J. Konopki (Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k.139–140) z zapisami
tekstów, część melodii do tych tekstów zanotowana została przez Kolberga (rkp. w Arch. PTL,
teka 42, sygn. 1349, k. 147–148).
2 Zachował się rkp. terenowy (Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 91) z melodiami zanotowanymi przez Kolberga i (tamże k. 87–89) z tekstami zapisanymi prawdopodobnie przez
Wierzbowskiego.
3 Praca ukazała się w Warszawie, najpierw w czterech zeszytach (1867–1868), a powtórnie
jako całość w 1869 roku.
4 Zbiór miał liczyć 142 melodie, z czego, jak sam Kozłowski informuje, 2/3 otrzymał od
Kolberga. Melodie te zostały zanotowane podczas ich wspólnych badań; zob. K. Kozłowski Lud.
Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego, wraz z tańcami
i melodiami zebrał […], Warszawa 1869, s. 23. Zapisy melodii przekazane Kozłowskiemu przez
Kolberga zaginęły.

102

�o tym sposobie gromadzenia materiałów w liście zamieszczonym w „Ruchu
Muzycznym” w r. 1859:
Wyczytawszy w numerze 19 z rb. w liście Adama Pługa1 objawione przez niego
życzenie, aby ktoś zajął się zbieraniem ludowych melodyj ukraińskich, jak niemniej w przypisku Redakcji z tego powodu dołączonym zapewnienie, że już się
koło tego dzieła krzątają niektóre tam zamieszkałe osoby, miło mi oświadczyć,
że w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodyj z Wołynia, Podola, Ukrainy,
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie
zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych,
jak łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp., więc
nieposzlakowanej autentyczności. Stosunkowo do liczby tych pieśni żyjących
między ludem zbiór mój zbyt jest szczupły, mianowicie, by dał dokładne wyobrażenie o różnicach prowincjonalnych i pomniejszych cechach powiatowych.
Dla dopełnienia braków czuję, ile pożądanym byłoby zwiedzenie osobiście stron
tamtych. Podróży wszakże w tym celu ani czas, ani środki jakimi dysponować
mogłem i mogę, dotąd odbyć mi nie pozwoliły. O. Kolberg2.

Jednak w ciągu następnych kilkunastu lat znakomicie powiększył swe
zbiory melodii ludowych zapisami terenowymi z kilku regionów Ukrainy.
Kolberg sporządzał swoje zapisy nutowe zwykle na dużych arkuszach
papieru o wymiarach 32–35,5 cm x 20–27,5 cm. Jednak często, gdy trafiała
się okazja zarejestrowania kilku lub choćby jednej melodii, wykorzystywał
jakąkolwiek kartkę, nawet skrawek papieru. U góry typowych dużych kart,
zazwyczaj w górnym rogu, umieszczał nazwę miejscowości wskazującą na
miejsce sporządzania notatek bądź na ich inny związek z danym terenem.
Początkowo Kolberg starał się zgromadzić informacje o miejscu pochodzenia pieśni, które, jak pisał „mogłoby uchodzić za jej właściwe gniazdo,
ze względu, że ją tam nasamprzód słyszano”3. Zapewne w praktyce terenowej okazało się to niemożliwe i ostatecznie w 1857 roku we wstępie do
Pieśni ludu polskiego zapowiedział:
1 Wyjątek z listu Adama Pługa do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3:
1859, nr 19, s. 161–163.
2 O. Kolberg Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3: 1859, nr 22, s. 193.
Przedruk w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 524 w przypisie.
3 Rkp. Kolberga będący wcześniejszą wersją wstępu do Pieśni ludu polskiego (Arch. PTL,
teka 35, sygn. 1314, k. 3), sporządzony prawdopodobnie około roku 1849, zob. O. Kolberg Pieśni
ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 5.

103

�Stając się wiernym jej [pieśni] tłumaczem, wszędzie wskazałem miejsce, gdzie
wysłuchaną została. Wymienioną wieś lub miasto (a raczej okolicę ich) po większej części uważać można za miejsce, gdzie ze szczególnym zamiłowaniem pieśń
tę i ową śpiewają. Nie zawsze jednak w tym miejscu powstała […]”1.

Niekiedy między kolejnymi zarejestrowanymi melodiami widnieje inna
nazwa niż podana na górnym marginesie karty. Może to wskazywać, że
zmienił się wykonawca i nowy pochodził z innej miejscowości niż poprzedni, przykładem jest karta z zapisami z Ciepielewa i Pułtuska2.
Kolberg nie datował swoich manuskryptów. Niekiedy opatrywał datą
roczną niektóre utwory publikowane w Mazowszu czy w Radomskiem,
zwłaszcza wtedy, gdy czas zapisania i czas druku były odległe, a dzieliło je
niekiedy nawet czterdzieści lat.
Wydaje się, że zbieracz przygotowywał wcześniej arkusze, przynajmniej
ich część, kreśląc na nich starannie pięciolinie jedna pod drugą na całą
szerokość. Później, wykorzystując pełną długość pięciolinii, notował obok
siebie melodie, szczególnie instrumentalne, oddzielając je kluczami (zob.
ilustracja na s. 105).
Na innych kartach wykreślał kilka pięciolinii na górnej części karty,
również na całą szerokość, i tam zapisywał melodie, głównie wokalne,
z incipitem tekstu. Całość przynależącego tekstu umieszczał poniżej lub na
oddzielnej karcie, przy czym incipit tekstu zapisany pod nutami spełniał
rolę odsyłacza do pełnego tekstu3. Niemało jest jednak kart nieprzygotowanych wcześniej do notowania, gdzie rejestrowanie materiału tekstowego odbywało się bezpośrednio po muzycznym i utwory zapisywane są
kolejno jako całostki. Wtedy melodie zapisywane były często dwuszpaltowo4.
Czasem używał papieru nutowego, zapewne droższego, na którym niekiedy notował ołówkiem. Wpisywał wtedy melodie bezpośrednio jedna po
drugiej, po dwie lub trzy na jednej pięciolinii, np. na kartach z zapisami terenowymi z Łomży5 zmieścił na jednej stronie ponad 50 melodii. Zdarzało
się, że teksty przyśpiewek notował wtedy na marginesach.
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VI.
Zob. ryc. 1 po s. 120.
3 Zob. ryc. 2 po s. 120.
4 Zob. ryc. 3 po s. 120.
5 Zob. ryc. 4 po s. 120.
2

104

�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 3.

Pismo Kolberga jest drobne, ścisłe, na ogół czytelne, szczególnie gdy
używał atramentu, a notatki powstawały w dogodnych warunkach przy
biurku lub stole w gościnnych domach. Nie można tego powiedzieć o wielu
zapisach ołówkowych, dokonywanych być może w warunkach trudniejszych. Pismo jest wówczas mniej dokładne, mniej precyzyjne, a dziś, po
półtora wieku, miejscami zatarte i trudne do odczytania.
We wszystkich rękopisach sporządzonych ze słuchu w czasie śpiewu lub
gry widoczny jest pośpiech w notowaniu ulatujących dźwięków, w uchwyceniu melodii, rytmu czy ewentualnych cech wykonawczych. Dlatego zapisy nutowe często bywają niekompletne. Zawsze brak oznaczenia miary
taktu, ale w oczywisty sposób można ją odczytać z podziału na takty i urytmizowania melodii. Z uwagi na konieczność szybkiego pisania, z przyczyn
105

�czysto praktycznych Kolberg notował melodie trójmiarowe prawie wyłącz
nie w większych wartościach – w metrum . Z konieczności nadążenia za
rozbrzmiewającą melodią nie notował oddzielnie z chorągiewkami wartości
ósemkowych i mniejszych w utworach wokalnych, lecz łączył belkami.
O pośpiechu świadczą też puste, niewypełnione nutami powtarzające się
takty:

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 143.

Druk w Krakowskiem cz. II (DWOK T. 6), s. 501–502, nr 852.

Niekiedy puste takty opatrzone są znakiem wskazującym na powtórzenie
taktu poprzedniego, co potwierdzają zredagowane czystopisy i druki:

106

�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 30.

Druk w Mazowszu cz. II (DWOK T. 26) s. 204, nr 235.

Notując, Kolberg stosował też znaki repetycji lub umieszczał nad taktami
notę „bis”, obejmując łukiem fragmenty melodii, których dotyczyła. Nie
zawsze zapisywał melodie, także instrumentalne, w realnej wysokości wykonania, lecz transponował je do tonacji, w których większość nut mieściła
się na pięciolinii. Wybierał przy tym tonacje o możliwie niewielu znakach
chromatycznych:
dla jednolitości i dogodniejszego ich czytania pozwoliłem sobie niekiedy transpozycji z tonacji najeżonych w wykonaniu krzyżykami i bemolami do prościejszych1.
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 102.

107

�Często w zapisach terenowych pisał znaki chromatyczne w przebiegu
melodii przed lub nad odpowiednią nutą, w druku natomiast umieszczał je
zgodnie z ortografią muzyczną przy kluczu:

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 44v.

Druk w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1), s. 402–403, nr 311.

Umieszczenie znaków nad nutami może oznaczać też możliwość fakultatywnego ich zastosowania, o czym pisał np. w erracie do drugiej części
Kujaw (DWOK T. 4) do melodii nr 408: „takt 12 i 16 krzyżyk na wierzchu
znaczy, że biorą c lub cis wedle woli”, dotyczy to zresztą także taktu 20 tej
melodii. Tak też należy odczytywać inne przykłady znajdujące się w czystopisach i drukach, m.in. w monografii Sandomierskie i w materiałach
do Gór i Podgórza1. Zdarza się, że w rękopisach znaki te w ogóle są opuszczone, gdy na jednej pięciolinii umieszczonych jest parę melodii granych
lub śpiewanych w tej samej tonacji. Oddzielone są one wtedy od siebie
1 Zob. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), nr 197, 201, 202; zob. też O. Kolberg Góry
i Podgórze (DWOK T. 44) nr 5, 125, 135, 447.

108

�kluczem, jednak bez powtórzenia znaków znajdujących się przy pierwszym
zapisie. O tym, że dla Kolberga oczywiste było utrzymanie tej samej tonacji w następnych melodiach zapisanych na tym samym systemie, świadczą czystopisy, w których melodie te zanotowane są we właściwej tonacji
i z poprawnym wprowadzeniem znaków przykluczowych:

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 65v.

Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 175 r. nr 2.

W zapisach ze słuchu w notacji linii melodycznej widoczne są poprawki,
skreślenia, wahania co do wysokości nut, dopisywanie nuty nad zasadniczą nutą, pod nią lub obok niej, zapisywanie o oktawę niżej brzmienia całego taktu. Taki nieprecyzyjny, pozornie niezdecydowany zapis nie oznacza
wyłącznie niepewności, wahań czy korekt Kolberga. Jest przede wszystkim
wynikiem wariantowego wykonania dalszych zwrotek pieśni lub skutkiem
kilkakrotnego powtarzania przez wykonawcę danej melodii dla umożliwienia
zarejestrowania całości utworu. Na ogół śpiewacy i instrumentaliści nie powtarzają idealnie tak samo linii melodycznej i rytmu melodii, co szczególnie
charakteryzuje grę skrzypków. O kujawskich wykonawcach Kolberg pisał:
Niektórzy improwizatorską obdarzeni zdolnością, rzadko kiedy powtarzają bez
ozdób jedne i te same frazesa, ale owszem coraz to inne z nich wytwarzają, albo
je nowymi obwieszają melizmatami1.
1

O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209, pierwodruk: Warszawa 1867 (recte 1869).

109

�Wspominał o tym problemie także wcześniej, charakteryzując zapisy
z Sandomierskiego: „Urozmaicenia te choć w cząstce starałem się pochwycić i oddać, bo wszystkiego niepodobna”1. Niemożliwością również było dla
Kolberga oddanie w grafice nutowej ćwierćtonów uwzględnianych niekiedy
przez skrzypków:
Skrzypek taki daje nawet gdzieniegdzie, obok półtonów, słyszeć zarzucone dziś
ćwierćtony […]. Dla braku znaków pisarskich w dzisiejszej naszej muzyce służących na oznaczenie takich ćwierćtonów, należało je, gdzie się przypadkiem zdarzyły, obniżyć lub podwyższyć wedle okoliczności o drugie jeszcze ćwierćtonu,
sprowadzając do najbliższego półtonu2.

Tak więc nuty zapisane ciasno obok siebie lub jedna nad drugą mogą
być próbą utrwalenia przez Kolberga takich odmianek wykonania. Gdy
zapis stawał się nieczytelny, Kolberg często zaznaczał literowo wysokości
nut nad pięciolinią, pisał też obok zanotowanej melodii właściwszą wersję
danego taktu lub odcinka, czasem dodając uwagę „lepiej”. Natomiast gdy
chodziło o wersję alternatywną, używał wyrazu „lub”, „vel” bądź znaczka
„x”, wpisując je w odpowiednim miejscu melodii i nad dopisanym na marginesie taktem:

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 97.

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 12(3).
1
2

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 10.
Tamże, s. 105–107.

110

�Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 2, sygn. 1124, k. 22r.

Z notacją metrorytmiczną melodii wiąże się istotny problem stosunku
Kolberga do melodii o rytmie swobodnym i do melodii wykonywanych z zastosowaniem tempa rubato. Melodie ametryczne przyrównywał do śpiewów
i chorałów kościelnych, pisząc we wstępie do Pieśni ludu polskiego, że są
one tylko „pozornie pozbawione owej równowagi taktowej, do której ucho
nasze nawykło”1. Swoje stanowisko w sprawie notacji melodii ametrycznych
i konieczności ich ujęcia w takty podkreślił również w recenzji Zbioru II
melodyj chóralnych Wilhelma Altmanna, pastora z Odolanowa:
[…] a rzeczą jest człowieka muzykalnego, choćby elementarnie tylko w tej sztuce
wykształconego, gdy notuje melodię ze słuchu, oddać ją wiernie i muzykalnie zarazem, a nie roniąc nic z jej swobody w rozwijaniu się, a nawet i z iloczasu, nadać
jej przecież porządek i pewną symetrię w układzie2. Czujemy bowiem bardzo
dobrze, że melodie pozornie bezładne, niedające się niby ująć w regularne takty,
tak samo jak w poezji wiersze niejednostajnej miary nie mogą się jednak obejść
bez rytmu i pewnego nacisku (akcentu) właściwą uwydatnionego deklamacją, a te,
mimo bardzo wybujałej nieraz śpiewaków tych swobody w polocie, nadają im
pozór jak największej szykowności. I tak np. psalm „Błogosław duszo moja” (nr 3)
napisany, równie jak wszystkie inne, bez oznaczenia taktu, można było rozdzielić
na takty czteroćwierciowe lub na trzyćwierciowe, lub też mieszane, niektóre zaś
z nut ćwierciowych (fermatami na wierzchu odznaczonych) przedłużyć o drugie
tyle (to jest zrobić z nich półnuty) lub też ligaturami połączyć.
W taki lub podobny sposób dałoby się wszystkie niemal w tym zbiorku zamieszczone melodie ułożyć, traktując rzecz tę umiejętnie, tj. bez naruszenia ich
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.
Że w ten sposób pisano i wydawano, i wydają jeszcze mnóstwo śpiewników, że niektóre
śpiewy, jak np. lamentacje, mogłyby, a nawet winny czasami pozostać bez oznaczenia taktu
– nie uwalnia bynajmniej wydawcy od zarzutu jaki wyżej wyłuszczamy. [Przypis Kolberga
w przytaczanej recenzji.]
2

111

�właściwości. Baczyć by przede wszystkim należało na długość nut nad którymi
fermata są położone, przedłużać niekiedy nawet i te, nad którymi nie ma fermatów,
uwzględniać i poprawiać czas trwania niektórych półnut, a same melodie porównywać z odmianami czyli wariantami używanymi po innych częściach naszego kraju. Prawda, że praca to arcymozolna, lecz nie bez pożytku dla śpiewającej gminy.1

Zgodnie więc z takim przekonaniem już w czasie zapisywania melodii
ametrycznych Kolberg usiłował ująć je w sztywne ramy taktów i naginał swobodną pulsację rytmiczną do ustabilizowanych stosunków czasowych. Przyporządkowanie rytmiki do regularnej budowy taktowej wymagało przepracowania struktury metrorytmicznej. Wydłużał więc lub skracał wartości nut,
przesuwał kreski taktowe, wprowadzał rytm synkopowany, fermaty, pauzy.
Tak zapisane melodie zatracały swój charakter, swoją płynność wykonania.
Przedstawione przykłady, wybrane spośród wielu, ilustrują to zagadnienie.
Dwie pierwsze melodie są zapisami z Sanockiego, każda w trzech wersjach,
które ukazują zmagania Kolberga ze sformalizowaniem zapisu.

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, BN PAU i PAN, sygn. 3195, k. 54.
1 Recenzja Kolberga: Zbiór II melodyj chóralnych ułożony przez ks. Dra W. Altmanna,
pastora odolanowskiego, Erfurt i Lipsk 1856 ukazała się w „Zwiastunie Ewangelicznym” 1864,
nr 8, s. 125–127.

112

�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, BN PAU i PAN, sygn. 3195, k. 51.

Przytoczone niżej dwie melodie, zanotowane pierwotnie przez zbieracza
na Hali Królowej koło Stawów Gąsienicowych w Tatrach, po zredagowaniu
ujęte zostały w czystopisach w karby metrum parzystego:

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 11, sygn, 1176/18, k. 6
i czystopis, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/11, k. 7.

113

�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/18, k. 6
i czystopis, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/11, k. 7.

Charakterystyczne dla polskiej muzyki ludowej tempo rubato było Kolbergowi znane. Opisał je w drugiej części Kujaw:
Grając kujawiaka […] skrzypek wiejski rad przystraja go w kwieciste zwroty […]
przydłużając obok tego lub opóźniając (tempo rubato) miejscami części taktów
i całkowite takty, albo je zbijając, czyli chłoniąc w siebie, które to wykonanie
prowadzi za sobą mniejsze lub większe w podobnych taktach wartości w czasie
niż tempo  i , lubo te nie rażą, gdy symetrycznie w danych a równych powracają okresach1.

Badacz nie sygnował swoich zapisów muzycznych jakąkolwiek notą
wskazującą na tempo rubato, zapewne dlatego, że poza określeniami słownymi: rubato, tempo rubato, nie istniał wówczas w grafice nutowej znak dla
tego zjawiska. Być może też dlatego, że ów środek wyrazowy wykonawstwa
ludowego był powszechny wśród muzyków, zresztą nie tylko kujawskich.
Dokładne uchwycenie tej maniery i wypracowanie oznakowania stało się
możliwe dopiero w XX w. dzięki nagraniom muzyki ludowej i jej transkrypcjom2.

1

O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 208–209.
Zob. J. i M. Sobiescy Tempo rubato u Chopina i w polskiej muzyce ludowej, w: J. i M.
Sobiescy Polska muzyka ludowa i jej problemy, wybór prac pod red. L. Bielawskiego, Kraków
1973, s. 430–441.
2

114

�Kolberg starał się natomiast zanotować w swych rękopisach terenowych
niektóre ornamenty. Spośród nich najczęściej zanotowana jest przednutka
krótka i długa. Ta ostatnia w istocie jest też krótką i tylko z uwagi na pośpiech w pisaniu nie bywała przekreślona i w zredagowanych już przez
Kolberga zapisach nutowych ma ona postać przednutki krótkiej. Notowane
są też podwójne przednutki, mordenty, tryle i bardzo często melizmaty.
Nadto Kolberg zarejestrował w litewskich zapisach nutowych manierę
wykonawczą, jaką jest apokopa, znana także na terenie polskim, m.in. na
Kurpiach. Polega ona na tym, że w końcowym takcie pieśni, a czasem także
i zdania, jako przedostatnia zanotowana jest dłuższa nuta, a po niej krótka,
wykonywana przez śpiewającego krótko, prawie bezdźwięcznie, na wydechu lub niewykonywana w ogóle1.
Z dokumentacją melodii wokalnych wiąże się problem rejestrowania
przez Kolberga tekstów pieśni i relacji między tekstami a zapisami nutowymi. W zapisach terenowych Kolberg nie podpisywał tekstu pod nutami
z podziałem na sylaby, zaznaczał tylko podział na zwrotki i wiersze. Często
zauważyć można, że tekst nie jest zgodny z melodią, szczególnie w dalszych
zwrotkach. Ma to niewątpliwie związek z kilkakrotnym wykonywaniem
pieśni, przy czym Kolberg najpierw rejestrował melodię, a później tekst.
W trakcie wykonywania kolejnych zwrotek, zwłaszcza pieśni dłuższych, melodia ulegała pewnym zmianom i zapis jej wykonania dla pierwszej zwrotki
mógł nie odpowiadać tekstowi dalszych. Problem ten pozostał nierozwiązany także w zredagowanych i przygotowanych do druku materiałach.
Melodie wokalne stanowią zdecydowaną większość wśród zarejestrowanych w manuskryptach. Muzykę instrumentalną reprezentują przede wszystkim skrzypce, rzadziej piszczałka i dudy. Sam Kolberg sporadycznie informował, na jakim instrumencie wykonana była melodia. W wielu melodiach
można rozpoznać wykonanie skrzypcowe, rzadziej na fujarce, w większości
jednak trudno odgadnąć rodzaj instrumentu na podstawie samego tylko
zapisu2. W monografii Kujaw podał Kolberg istotną informację o umiejscowieniu na końcu drukowanego zapisu nutowego partii skrzypiec, które
w oryginalnym wykonaniu zwykle współbrzmią z melodiami wokalnymi:
1

Zob. O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53), nr 24, 45, 74, 117 i in.
Zob. też T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” R. V:1954, nr 3–4, s. 9–11.
Strumiłło analizował zapisy Kolberga zawarte w tece 11 Górale i doszedł do wniosku, że są wśród
nich notacje gry na dudach i trombicie; w artykule jako wykonaną na trombicie przytoczył melodię z rękopisu, która później została wydana w tomie Góry i Podgórze cz. II (DWOK T. 45), nr 1931.
2

115

�Częstokroć to, co grają skrzypce jako urozmaicenie, napisałem w dalszym ciągu
po skreśleniu śpiewu, jakkolwiek głos skrzypiec zwykł towarzyszyć śpiewowi
[…], niekiedy wszakże grają skrzypce po śpiewie rodzaj odpowiedzi, tj. jakoby
drugą część tego, co słyszały w pierwszej wyśpiewanym1.

Wydaje się, że uwaga o „odpowiedzi” skrzypcowej na melodię wokalną
może dotyczyć 2-, 4- i 6-taktowych przygrywek instrumentalnych, które towarzyszą pieśniom i przeważnie korespondują z nimi motywicznie,
a rzadziej zawierają odrębny materiał muzyczny. Rzeczą znamienną jest
to, że często nie mają one swego źródła w zachowanych zapisach terenowych, obejmujących tylko melodie wokalne, bez owych przygrywek, które uzupełnione zostały w czystopisach i w drukowanych pieśniach, np.:

Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 56
i czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1159, k. 84.
1

O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209.

116

�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 7, sygn. 1157, k. 5a
i druk: O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 298, nr 70.

O pracy redakcyjnej Kolberga nad zapisami ze słuchu znajdujemy nieliczne wzmianki w korespondencji. O tym, że podejmował ją bezpośrednio,
tego samego dnia, wspomina Teofil Lenartowicz w roku 1857 po otrzymaniu Pieśni ludu polskiego:

117

�[…] zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysocem i Mokrym Lesie, Ty
za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas porządkujemy nasze
zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida1.

Sporządzając czystopisy melodii na podstawie rękopisów terenowych,
Kolberg porządkował ich zapis. Wprowadzał miarę taktu, określając tym
samym tempo danej melodii, zmieniał wartości nut na mniejsze dla szyb

szych melodii (metrum ), pozostawiając miarę  dla wolniejszych. Wartością dzielącą melodie pod względem tempa było dla ósemki mniej więcej
 = 140 M.M.2. W czasie redagowania materiału muzycznego doświadczenie, pamięć i znajomość lokalnego folkloru podpowiadały mu, kiedy przyjąć


dla danego utworu miarę , a kiedy .
Uzupełniał też wszelkie braki zapisu terenowego: wypełniał puste takty, ustalał zasadniczą linię melodyczną, gdy w taktach odnotowanych było
obok siebie więcej nut lub gdy melodia wyrażona była literami, dokonywał drobnych korekt w linii melodycznej, rezygnował z alternatywnych
nut lub je uwzględniał zgodnie z zapisem terenowym, rozgraniczał graficznie nuty sylabiczne od melizmatycznych, czasami transponował melodie do innych tonacji niż te, w których zanotowane były w rękopisie terenowym, poprawiał nieprecyzyjne urytmizowanie, np. rytmy punktowane, dla melodii wykonanych swobodnie pod względem metrorytmicznym
wprowadzał budowę metryczną. Niekiedy wpisywał też bezpośrednio nad
melodią notę lokalizacyjną odmienną od zanotowanej w trakcie badań dla
całej karty, być może wskazującą na bliższe związki wykonawcy z daną
miejscowością.
Przygotowując czystopisy przeznaczone do druku, do roku 1879
(tj. w pierwszych dwunastu tomach Ludu) Kolberg opracowywał melodie
w pełnym brzmieniu z wszelkimi ozdobami i odmiankami wykonania wynikającymi z uzdolnień muzycznych śpiewaków i instrumentalistów. Odmiany te odnotowywał małymi nutami obok nut dużych, stanowiących podstawowy przebieg melodii, o czym pisał w tomach Kujawy i Krakowskie3.
1 List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66. Lenartowicz wspomina wycieczkę do dworku Norwidów odbytą w roku 1843.
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII i tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4),
s. 205.
3 Zob. O Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209, i tegoż Krakowskie cz. II (DWOK T. 6),
s. I–II.

118

�Po latach wrócił jeszcze raz do wyjaśnienia znaczenia tak rejestrowanych
melodii:
Przypominamy, iż małe nuty umieszczone nad i obok większych, główny tok
melodyi głoszących, oznaczają odmianę, urozmaicenie tej melodyi i używane są
zwykle przy powtórzeniu śpiewu1.

Począwszy od piątej części Poznańskiego wydanej w 1880 r. znaczenie małych nut poszerzył. Nie przedstawiały one już wyłącznie odmian
wynikłych z powtarzania melodii, ale stały się przede wszystkim częścią
głównego przebiegu melodii, częścią jej struktury. Przyczyną tego było
wprowadzenie przez Kolberga w druku skróconej notacji melodii. Polega
ona na zamieszczeniu np. ośmiotaktowej melodii w czterech taktach przy
zastosowaniu znaków repetycji w poprzedniku i wpisaniu do niego małymi nutami melodii następnika lub odwrotnie: wpisaniu do następnika
małymi nutami melodii poprzednika. Kolejność przebiegu melodii wyznaczają w odpowiednich miejscach cyfry 1 i 2. W wyniku takiego zapisu
wielotaktowe melodie mieściły się w połowie ilości taktów, zajmowały
więc w drukowanych tomach znacznie mniej miejsca, co w konsekwencji łączyło się z mniejszymi kosztami druku. Można też przypuszczać, że
powodem zastosowania skróconego zapisu była chęć zamieszczenia w publikacji większej liczby melodii, których ogromna część w dalszym ciągu
pozostawała jeszcze niewydana. Sposób odczytywania takiego zapisu zamieścił Kolberg w r. 1880 w części piątej Wielkiego Ks. Poznańskiego 2,
nie wyjaśniając jednak przyczyn, dla których go wprowadził. Stosując
taki zapis, musiał z konieczności rezygnować z zamieszczania wszelkich
odmian, np. alternatywnych wersji powtarzających się fragmentów melodii, mimo ich wariantowego ujęcia znajdującego się w zapisach nieskróconych, pełnych. Zachowały się dziesiątki czystopisów pierwotnie sporządzonych w pełnym brzmieniu, a następnie sprowadzonych do zapisu
skróconego. Kolberg dokonywał tego bezpośrednio na zredagowanych
już kiedyś pełnych melodiach lub przepisywał je, tworząc nową wersję
redakcyjną:
1

O. Kolberg Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), pierwodruk: Kraków 1886, s. II; cytat dotyczy
melodii zebranych w tym regionie w latach czterdziestych i publikowanych przede wszystkim
w Pieśniach ludu polskiego w 1857 r.
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), pierwodruk: Kraków 1880, s. XIV–XV.

119

�Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 112.

Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 115.

Następowało więc zubożenie, zeschematyzowanie zarejestrowanych
wcześniej melodii. Nadto w późniejszych monografiach, kierując się
oszczędnością miejsca i jednocześnie chęcią opublikowania jak największej ilości materiału muzycznego, Kolberg łączył w druku w ramach jednego zapisu dwie wariantowe melodie, które były odrębnymi utworami
pochodzącymi z różnych wykonań, zarejestrowanymi jako dwie melodie
niezależne, samoistne:

Melodia 1: Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 17
i czystopis przygotowany do Kieleckiego, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 41, nr 190.

120

�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 18
i czystopis przygotowany do Kieleckiego, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 41, nr 189.

Melodie połączone w druku: O. Kolberg Kieleckie cz. II, (DWOK T. 19) s. 113, nr 370.

121

�Inny przykład dwu odrębnych melodii zredagowanych w ten sposób do
druku w Kieleckiem:

Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 41, nr 489
i czystopis, Arch. PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 41, nr 490.

Rkp. Kolberga, zapis zredagowany do druku, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 13, nr 37.

Charakterystyczną cechą tomów publikowanych po roku 1879, poza
skróconą notacją melodii, jest rezygnacja z zamieszczenia niektórych zapisów nutowych i odsyłanie tekstów notą: „obacz nuta nr…”, do podobnych,
już drukowanych lub przeznaczonych do druku melodii. Wprawdzie ideą
Kolberga było gromadzenie wszystkich wariantów melodii, jednak wysokie
koszty druku nut powodowały, że zmuszony był od niej odstąpić, co zresztą
przewidywał już na samym początku publikowania monografii regionalnych:
Ważność ta [przytaczania wielu wariantów] polega według mnie na przekonaniu:
że tylko większa liczba, choćby drobniejszych odmian i odcieni (które mimo to
122

�nie są i nie mogą być wyczerpane, gdy lud coraz to nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub użytkowania, daje wyobrażenie o stopniowem
[…] kształtowaniu czyli urabianiu się pieśni pod względem formy, rytmu i spójności z tekstem […]. W przyszłości jednak, posiłkując się odsyłaczami, unikać będę
powtarzania tych samych lub zbyt do siebie podobnych melodyi1.

Często też pod jedną melodią zamieszczonych zostało kilka, a nawet kilkanaście tekstów przyśpiewek. Właściwością takich jedno- lub dwuzwrotkowych utworów jest ich swobodne łączenie się z różnymi melodiami
o odpowiedniej strukturze metrycznej. Takie obserwacje poczynił zbieracz
odnośnie do krakowiaka:
Że rytm krakowiaka jest mniej więcej jednostajny, a i miara wiersza częstokroć
jednakowa, przeto słowa krakowiaka pod jaką bądź melodią mniej więcej
stosowną, bez skrupułu bywają podkładane, byle się do niej nadały i przytoczone
tu słowa do melodyi po większej części za przypadkowe uważane być winny […]2.

Spostrzeżenia te rozszerzyć można i na teksty przyśpiewek do tańców
trójmiarowych, np. kujawiaka, obertasa.
Informacje o tańcach, instrumentach i wykonawcach
Tańce zajmują istotne miejsce w monografiach regionalnych Kolberga.
Już w Pieśniach ludu polskiego (1857) zamieścił podstawowe informacje o ich rodzajach, podziale terytorialnym i przynależności do obrzędów,
a w kolejnych tomach Ludu znalazły się liczne ich opisy. Niekiedy zostały
one zaczerpnięte z literatury, np. w Sandomierskiem opisy Kolberga oparte
są tekście J. K. Gregorowicza3, a w Krakowskiem i Mazowszu zamieścił
wypisy między innymi z publikacji K. Brodzińskiego, Ł. Gołębiowskiego
i K. Czerniawskiego4. Dotyczą one przede wszystkim tańców powszechnie
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 70
O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 620–621.
3 J.K. Gregorowicz Obrazki wiejskie, T. 4, Warszawa 1852, s. 238–245.
4 K. Brodziński Wyjątek z pisma o tańcach, „Melitele” 1829, s. 97–98; przedruk pt. O tańcach narodowych, w: K. Czerniawski O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na tańce różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie, Warszawa 1860,
s. 97–119, tę ostatnią pracę opublikował Czerniawski najpierw pt. Charakterystyka tańców
2

123

�znanych, takich jak polonez, krakowiak, mazur, obertas. Zupełnie inny charakter mają opisy tańców regionalnych, które znajdziemy np. we wstępie
do części V W. Ks. Poznańskiego. Wymienione tam wiatraki, kowale, kołodzieje, wiwaty, a także walc, sztajer czy lendler zostały zaobserwowane
przez Kolberga podczas jego podróży w latach 70.1 i poza wzmiankami o ich
przebiegu opisy zawierają szczegółowe informacje o odmianach i miejscu
wykonywania (np. „w Lubostroniu, Oporowie, Smogurzewie, pow. szubiński”, „w Bukowskiem i Międzyrzeckiem”). Równie szczegółowo zostały
scharakteryzowane tańce z Pokucia. W monografii tego regionu Ukrainy
najwięcej miejsca spośród tańców autor poświęcił kołomyjce i jej lokalnej
odmianie horodylance2, ale opisał też wertaka, czobana, serpena, kozaka,
hajduka i wołocha. Podobnie jak w przypadku innych elementów kultury
ludowej, na jakość opisów zamieszczonych w monografii Pokucia wpływ
miał stosunkowo długi kontakt badacza z tym terenem, m.in. w czasie organizacji wystawy w Kołomyi w 1880 r., oraz dobry kontakt z miejscowymi
regionalistami.
Niewątpliwie wyjątkowe miejsce w badaniach Kolberga zajmują tańce
z Kujaw. Przebywając na tym terenie w latach sześćdziesiątych XIX wieku, mógł widzieć jeszcze taniec składający się z trzech, coraz to szybszych
części. Według jego opisu taniec kujawski składał się z: chodzonego czyli
polskiego, odsibki czyli kujawiaka właściwego oraz ksebki czyli mazura
(vel obertasa kujawskiego)3, sam jednak pisał, że bardzo często odrzucają
„owego chodzonego, rozpoczynając taniec od razu od odsibki” 4. Funkcjonowanie takiego wieloczęściowego tańca do początków XX wieku, nie tylko
na Kujawach, potwierdził także Marian Sobieski5. Taniec kujawski stał się
w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1847, T. 2, s. 293–354. Zob. też Ł. Gołebiowski Gry i zabawy
różnych stanów…, Warszawa 1831, s. 304–327
1 Kolberg pisał m.in.: „W Kościańskiem zauważyliśmy (w r. 1872 i 1875) głównie następujące tańce: walec powolny (w  lub  takcie) zwany czasami wałkiem i linder (Ländler, walc
prędszy w  lub  t.)”, zob. tenże W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. IX.
2 W cz. III Pokucia (DWOK T. 31), pierwodruk: Kraków 1888, na s. 5 Kolberg podał nazwę
tego tańca w wersji „hordyjanka czy horodyjanka”, ale tamże na s. 7, a przede wszystkim nad
melodiami (zob. s. 46–48) zapisuje nazwę tego tańca jako „hordylanka”.
3 O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 204. Zob. też T. Nowak Znaczenie zbiorów
Oskara Kolberga dla współczesnych badań choreologicznych, „Polski Rocznik Muzykologiczny”, T. XII: 2014, s. 145–157.
4 O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 204.
5 M. Sobieski Polskie tańce, w: J. i M. Sobiescy Polska muzyka ludowa…, s. 390.

124

�przedmiotem specjalnych opracowań Kolberga, z których najwcześniejszym
był prawdopodobnie rękopis Chodzone, kujawiaki, obertasy, mazury zawierający ponad 700 tańców (większość z nich składa się z dwóch lub
trzech odrębnych melodii), przy czym kolejność melodii w danym tańcu nie
zawsze odpowiada wcześniejszemu opisowi autora. Jest to zapewne pierwsza wersja zbioru tańców, który miał się znaleźć w planowanym trzecim
tomie Kujaw1. Ostatecznie jednak znaczna część tych melodii opublikowana
została w monografiach regionów sąsiednich w osobnych rozdziałach (jak
w Łęczyckiem) lub rozproszona wśród innych zapisów (w Poznańskiem).
Informacje o tańcach zawarte w Ludzie wspomniany już Marian Sobieski podsumował następująco:
Kolberg wymienia około 200 różnych nazw tańców. Nie podaje wprawdzie bliższych analiz muzycznych, ale określa tempo tańców i stosowane w nich akcenty
rytmiczne. Szerzej natomiast opisuje je od strony choreotechnicznej, wskazując
również na przynależność do poszczególnych obrzędów2.

Opisy instrumentów, informacje o ich budowie i wymiarach pojawiają
się u Kolberga – zarówno w rękopisach, jak i w monografiach – bardzo
rzadko. Do wyjątków należą dane zamieszczone w Pokuciu o lokalnej sopiłce i skonstruowanej przez miejscowego muzyka żołomyjce:
W Jasieniowie Polnym, chłopiec jeden nazwiskiem Tomasz Czuprun zrobił sobie instrument maleńki, 5 cali długi, z trości (trzciny stawowej) o 6 dziurkach
i z pyszczkiem wsuwanym jak mundsztyk u klarnetu, jednakże dla ostrości tonu
stłumionym cokolwiek kłociem (włósiem), który nazwał żołomyjka3.

Etnomuzykolodzy zwracają uwagę, że w monografii Poznańskiego brak
jakiejkolwiek wzmianki o koźle weselnym, który w czasach Kolberga był
1

Rkp. Kolberga Chodzone, kujawiaki, obertasy, mazury przechowywany jest obecnie
w Arch. PTL, w tece 42 Miscellanea, sygn. 1350, opublikowany został w: O. Kolberg Kujawy.
Suplement do tomów 3–4 cz. I (DWOK T. 72/I). Kolejne redakcje tego zbioru są w Arch. PTL
w tece 51, sygn. 1358: k. 1–19 i k. 21–40; szczegółowy opis tych manuskryptów oraz przebieg
badań Kolberga nad tańcem kujawskim zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara
Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. I (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.
2 M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. LIV.
3 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 9.

125

�rozpowszechniony w Wielkopolsce na obecnym pograniczu lubusko-wielkopolskim1. Jednak w przeciwieństwie do Pokucia, gdzie autor Ludu przebywał dłuższy czas, część Wielkopolski zwana dziś regionem kozła nie była
terenem jego bezpośrednich badań, prawdopodobnie nie miał też stamtąd
materiałów uzyskanych pośrednio. Sporą część informacji dotyczących
Wielkopolski Kolberg zaczerpnął z Szematów, czyli ankiet opracowanych
i rozesłanych przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu2, nie wiadomo jednak, czy z okolic Zbąszynia i Wolsztyna (tj. z regionu kozła), gdzie
dominowała ludność niemieckojęzyczna i gdzie właścicielami dworów,
nauczycielami i duchownymi byli najczęściej Niemcy, w ogóle zostały nadesłane jakiekolwiek odpowiedzi.
Ponadto instrumentarium ludowe jako przedmiot badań nie wchodziło
w zakres zainteresowań Kolberga3, być może ze względu na dość skromny
jego zasób. Pisał o tym jeszcze w Pieśniach ludu polskiego w 1857 roku,
wymieniając jedynie skrzypce jako podstawowe „narzędzie muzyczne”,
a oprócz nich – basy. Pozostałym instrumentom poświęcił w tej publikacji
zaledwie dwa zdania:
Dudy czyli kobza wychodzi już z użycia i tylko w niektórych stronach Wielkopolski, w Tatrach i na Rusi słyszeć się daje, dzieląc w tym los znanej jeszcze
na Rusi liry i cymbałek żydowskich. W polu za bydłem pasterze czyli pastuchy
dmą w fujarki wykręcane na wiosnę z kory wierzbowej, których miły dźwięk
daleko rozlega się po rosie, podobnie jak na Rusi w sopiałki z kory bzu białego,
a na Podlasiu w ligawki4.

To krótkie wyliczenie poprzedził nieco obszerniejszymi uwagami o grze
skrzypków:
Narzędzia muzyczne służące do rozbudzenia ochoty wiejskiej po karczmach
są przede wszystkim skrzypce, a obok nich basy, znaczące zwykle takt (rytm)
1

A. i D. Pawlak Instrumenty ludowe, w: Kultura ludowa Wielkopolski, pod red. J. Burszty,
T. III, Poznań 1967, s. 272. Do tego opracowania odwołał się Z.J. Przerembski w artykule Kolbergowska dokumentacja ludowej muzyki instrumentalnej z perspektywy współczesnych
badań, „Polski Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 125.
2Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017, s. 97–105.
3Na ten temat szerzej zob.: P. Dahlig Instrumentarium muzyczne w dziełach etnograficznych Oskara Kolberga, „Muzyka” R. 33: 1988, nr 3, s. 71–98.
4 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX.

126

�akordem próżnej kwinty. Przekonani jesteśmy, że charakterystycznej ruchliwości skrzypiec nie zdoła wyrugować martwota wkradającej się już tu i owdzie
katarynki, czyli pozytywy. Skrzypek wiejski, grajkiem albo wesołkiem zwany
(zwołując innych do powszechnej zabawy) coraz to bardziej sam się przy grze
zapala, przechyla głowę ku skrzypcom i nastawia im ucha, jakby wysłuchiwał
z głębi (najczęściej bardzo niedokładnie zbudowanego) narzędzia wydobywających się tonów, które nieraz niby w krzyki, piski lub skargi przechodzą; gdy
tak gra, mówią, że rżnie od ucha. Z przytoczonych tu melodyj tanecznych gra
on jedną po kilkanaście razy w kółko, pstrząc ją gdzie niegdzie dodatkami, nim
wpadnie na drugą, którą tak samo obrabia. A nie zmieniłby jej na żadne modne
kontredanse, polki, walce i mazury, których nie rozumie, chyba by je na swoje
(jak to mówią) kopyto przerobił1.

Tezę Kolberga o powszechnym użyciu skrzypiec potwierdza Zbigniew
J. Przerembski, pisząc: „W jego [Kolberga] czasach podstawowe znaczenie
dla ludowej praktyki muzycznej miały skrzypce i dudy”2. Jednocześnie
ustosunkowuje się do zamiennego użycia przez Kolberga terminów „kobza” i „dudy”:
Zdarza mu się wszakże używać nieprawidłowych nazw, czego najbardziej znamiennym przykładem jest rozpowszechniające się w XIX wieku określenie
„kobza” odnoszące się do dud. Kolberg posługuje się nim sam, nie zmienia go
w przytaczanych tekstach innych autorów, chociaż zwykle zaznacza: „dudy czyli
kobza” lub „kobza czyli dudy”, a nawet stwierdza wręcz, że instrument ten zwany
jest „wcale niewłaściwie kobzą”3.

Te oraz inne uwagi Z. Przerembskiego dotyczą nie tylko tekstów zamieszczonych w Ludzie, ale oparte są również na analizie haseł, które Kolberg
opublikował w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. Wśród licznych
zamieszczonych tam opisów instrumentów znalazły się też tzw. instrumenty
wiejskie, takie jak gęśle, fujara czy wspomniane już dudy i kobza4.
1

Tamże.
Z.J. Przerembski Kolbergowska dokumentacja ludowej muzyki instrumentalnej…, s. 125.
3 Tamże, s. 116. Przerembski odsyła do hasła „dudy” w T. 17 Encyklopedii powszechnej
z roku 1896, która była kolejnym przedrukiem pierwszego wydania z lat 1859–1868. Zob. hasło
Dudy w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. 256–259, gdzie zostało opublikowane na podstawie pierwodruku w T. 7 Encyklopedii powszechnej z r. 1861.
4Kolberg w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda opublikował wiele haseł poświęconych instrumentom, w tym także dotyczących instrumentów ludowych; zostały one
2

127

�Nieliczne są też w Ludzie wzmianki dotyczące techniki gry na skrzypcach, basach i piszczałce wierzbowej, a stosunkowo obszerny fragment
o lirze korbowej zamieszczony w Pokuciu zaczerpnięty został z publikacji
K.W. Wójcickiego i koncentruje się raczej na postaci lirnika1. Lirze poświęcił też Kolberg hasło w Encyklopedii powszechnej, w którym potwierdził
jej upowszechnienie „u dziadów kościelnych i ślepców na Rusi”2. Kilka lat
wcześniej wspomniał też o tym instrumencie w odniesieniu do Podhala:
„Powiadają, że i lirę, i cymbałki w tych stronach napotkać można, lecz ja
ich nie widziałem”3.
Wzmianki o zastosowaniu instrumentów pojawiają się natomiast stosunkowo często przy okazji opisów zwyczajów i obrzędów. Kolberg zamieszczał
informacje o roli instrumentów w konkretnych sytuacjach obrzędowych
(zarówno w rękopisach, jak i później w druku), na przykład podczas wesela: „Jadą do kościoła z trzaskiem i śpiewem, przy towarzyszeniu grajków”4
i „Skrzypek przygrywa, gdy już została oczepioną”5, czy pogrzebu: „Jak
tylko umrze kto z rodziny, jeden z krewnych idzie i na wszystkie cztery rogi
chałupy na trembicie trąbi smutną melodię”6.
Mimo że Kolberga interesował głównie wiejski folklor muzyczny danego
regionu, odnotował on zjawisko poszerzania repertuaru i instrumentarium
solistów oraz kapel ludowych o elementy zaczerpnięte z folkloru miejskiego.
We wstępie do Sandomierskiego pisał m.in.:
„Ani wspominam tu o owych […] najętych z dalszej okolicy lub z miast Żydach
i grajkach, w towarzystwie wrzaskliwego klarnetu i bębenka występujących,
ani o nieznośnych pozytywach, organkach, katarynkach i tym podobnych auprzedrukowane w jego Pismach muzycznych cz. I (DWOK T. 61), zob. tam np.: Kobza (s. 239–
–240), Gęśl (s. 242–243), Fujara (s. 254), Dudy (s. 256–259).
1 W cz. I Pokucia (DWOK T. 29), pierwodruk: Kraków 1882, na s. 24–26 Kolberg zamieścił
fragmenty pracy K.W. Wójcickiego Stare gawędy i obrazy, Warszawa 1840, T. II, s. 156–157
i T. III, s. 221–225.
2 O. Kolberg Lira, w: Encyklopedia powszechna, T. 17, Warszawa 1864, przedruk w: tegoż
Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. 232–234.
3 O. Kolberg Korespondencja [list z Wiednia z 11 września 1857 r.], „Ruch Muzyczny” R. 1:
1857, nr 26, s. 204; przedruk w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 359. O lirnikach
wspomniał też Kolberg w cz. IV Mazowsza (DWOK T. 27), pierwodruk: Kraków 1888, s. 364.
4 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), pierwodruk: Kraków 1885, s. 222–223,
nr 86 i 87.
5 Tamże, s. 226, nr 92.
6 O. Kolberg Ruś Karpacka (DWOK T. 54), s. 325.

128

�tomatycznych pudłach, na nieszczęście zbyt już gęsto w kraju naszym zagnieżdżonych”1.

Były to jednak dla Kolberga problemy marginalne, a inne nieliczne dotyczące tego zjawiska wzmianki zamieszczone w monografiach przywoływał
za innymi źródłami2. Wśród jego materiałów nie ma natomiast zapisów
melodii w wykonaniu kapel i z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ze względu na trudność zanotowania jednoczesnego brzmienia wielu
instrumentów zbieracz w ogóle takich wykonań nie rejestrował.
Niezmiernie rzadko wymienia Kolberg w rękopisach, a jeszcze rzadziej
w drukowanych tomach nazwiska wykonawców, czy to śpiewaków, czy
instrumentalistów. Tego rodzaju notatki bywają umieszczane niekiedy na
marginesach kart z zapisami melodii. Sugerują one, iż materiał muzyczny
zanotowany obok pochodzi od wymienionych osób. W ten sposób przekazał
nazwiska Mateusza Glunka – muzyka z Mazowsza, Walkowej – śpiewaczki
z Kujaw oraz Jana Maślonki – skrzypka z Kujaw, którego nietypowe trzymanie instrumentu w czasie gry wzbudziło takie zainteresowanie Kolberga,
że opisał je w rękopisie, a później krótką notatkę o nim zamieścił w druku:
[…] będąc szmają (mańkutem, [lewo]rękim), wyuczył się grać na skrzypcach na
szmajndę tj. lewą ręką smykował (wodził smyczek po strunach), palcami zaś
prawej ręki przebierał na strunach, które stosownie do tego działania, miał
nawiązane na opak3.

Inni wymienieni z nazwiska muzycy to: Kazimierz Kurek z Tomaszowic
i Wojciech Kluska z Mogilan – obydwaj skrzypkowie, Hania Cyniawska –
śpiewaczka z Krynicy, Walenty Polak – „grajek na dudach” z Grzechyni,
Izak Engel z Zakopanego – wykonawca paru pieśni żydowskich, Iwantyczycha – śpiewaczka z Leszczowatego, bezimienni „Góral duda z Zawoi” i śpiewak z Czarnego Dunajca. Większa liczba informatorów wymieniona została
w materiałach dotyczących Pokucia. Są to dwie śpiewaczki z sąsiadujących
wsi w pow. Horodenka: Zofia Olejniczka z Żukowa i Ilczycha (żona Ilki
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 10.
Zob. np. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 81–82, tam za: W. Anczyc Obrazy
krakowskie, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, T. V, nr 131; O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK
T. 28), pierwodruk: Kraków 1890, tam za: Z. Gloger Obrzędy rolnicze, „Biblioteka Warszawska” 1867, T. 2, s. 274–287.
3 O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209; wyróżnienia w tekście od Kolberga.
2

129

�Hrycaniuka) z Harasymowa, z tegoż powiatu ze wsi Siekierczyn niewidomy
lirnik i śpiewak Dmetro Marczuk oraz Anna Czartecka, śpiewaczka, autorka
tekstu pieśni z Ispasa. Nieco więcej uwagi poświęcił Kolberg wspomnianemu już Tomaszowi Czuprunowi z Jasienowa Polnego grającemu na sopiłce,
który był jednocześnie budowniczym instrumentu nazwanego przez samego konstruktora żołomyjką. Z jego repertuaru pochodzą też dwa utwory
zamieszczone w części III Pokucia: „Owczarz” i „Polka”1.
Nielicznymi wymienionymi w rękopisach z nazwiska wykonawcami
muzyki byli także przedstawiciele ziemiaństwa i ówczesnej inteligencji, np.
Aniela i Klotylda Biesiekierskie z Piołunowa i Płowców na Kujawach, Helena Kraińska z Leszczowatego, Kazimiera Kleczyńska z Zakopanego, Amelia
Okólska z Kornicza. Ich repertuar muzyczny obejmował głównie pieśni
nieludowe, popularne, zamieszczone przez autora Ludu w osobnych rozdziałach zatytułowanych zwykle „Dwory i miasta”.
Muzykę ludową, która stanowiła główny przedmiot zainteresowań i poszukiwań Kolberga, uznawał on za powszechną własność lokalnej społeczności, zatem dokumentowania nazwisk jej odtwórców, a nawet twórców, nie
uważał za rzecz nieodzowną. W odpowiedzi na recenzję Iwana Franki2, który
zarzucał mu, że nie podaje informacji o wykonawcach, pisał w roku 1890:
„Wprawdzie można jeszcze było […] podać dla potomności i nazwiska śpiewaków
Hryciów lub śpiewaczek Hafek […] lecz – przyznajemy się do tego otwarcie –
uczynić tego nie uważaliśmy już za rzecz konieczną, więc zaniedbaliśmy tych
szczegółów, równie jak i nasi poprzednicy”3.

Do wyjątków bowiem w historii zbieractwa folkloru, nie tylko muzycznego, należy wspomniany już Gizewiusz, zbieracz polskich pieśni na Mazurach, który niezwykle szczegółowo dokumentował swoje zapisy4, a także
1 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 70–71, nr 723, i s. 74, nr 735; utwory te opublikował Kolberg na podstawie własnych zapisów, które zachowały się w Arch. PTL, teka 35, sygn.
1313, k. 9. Zob. też O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 55, nr 64.
2 Recenzja I. Franki opublikowana była w „Kwartalniku Historycznym” w r. 1889, s. 740–741,
przedrukowano w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 286–288.
3 Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu Pokucia zamieszczona była w „Kwartalniku Historycznym” w r. 1890, s. 221–223, przedruk w: tegoż Pokucie. Suplement… (DWOK
T. 81), s. 288–291.
4 Zob. D. Pawlak Gustaw Gizewiusz i jego dzieło…, w: G. Gizewiusz Pieśni ludu znad
górnej Drwęcy…, s. XV. Nie wiadomo jednak, czy podawałby w druku nazwiska wykonawców
odnotowane w rękopisie.

130

�K.J. Turowski, który w Dodatku do zbiorów pieśni ludu polskiego i ruskiego1 podawał nazwisko i wiek niektórych swoich informatorów. Kolberg,
podobnie jak większość ówczesnych badaczy, traktował wykonawców jako
anonimowych odtwórców folkloru, przedstawicieli „ludu” jako zbiorowości,
dlatego też nie uważał, aby konieczne było notowanie ich nazwisk.
Dla pełniejszego obrazu metod dokumentowania przez Kolberga muzyki
ludowej pozostaje jeszcze krótkie przedstawienie jego stosunku do manuskryptów innych zbieraczy folkloru muzycznego, którzy przekazywali autorowi Ludu swoje zapisy lub których zbiory i zbiorki melodii znalazły się
w jego posiadaniu pośrednią, nie zawsze znaną obecnie drogą.
Wspomniano tu już rękopis Gustawa Gizewiusza, a wymienić należy
także manuskrypty Józefa Blizińskiego, ofiarodawcy 45 własnoręcznych zapisów melodii pochodzących z Kujaw2, wśród których na uwagę zasługuje
jedyny w zbiorach Kolberga zapis kapeli (skrzypce i basy)3. Melodie notowała też Maria Hemplówna z Tarnowa, która przekazała Kolbergowi m. in.
26 zapisów nutowych z Orchówka (pow. Włodawa)4 i Zofia Moszyńska, która zapisała 12 pieśni ukraińskich we wsi Uście na Podolu i której rękopisy
muzyczne z prośbą o nieujawnienie autorstwa przekazał Kolbergowi Henryk Szopowicz5. Za pośrednictwem ks. Władysława Siarkowskiego Kolberg
otrzymał kilka zapisów melodii z Kieleckiego, nieoznaczonych nazwiskiem
spisującego6. W tece zatytułowanej Pokucie przechowywany jest zeszyt
z pieśniami ukraińskimi i czeskimi, otrzymany przez Kolberga od Wacława
Dundera, w którym zanotowanych jest 14 melodii, głównie ukraińskich7.
Wśród materiałów z Wołynia zachował się rękopis nieznanego autora pt.
Ukraińskie śpiewy i tańce, zawierający ponad 70 melodii8.
1 K.J.Turowski Dodatek do zbiorów pieśni ludu polskiego i ruskiego, Lwów 1846. Zbiorek
ten zwiera tylko teksty pieśni.
2 Zob. D. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. I (DWOK T. 72/I), s. XV–XVII.
3 Ten zapis J. Blizińskiego został opublikowany w tomie Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK
T. 72/II), s. 147, nr 157.
4 Zob. B. Linette, wstęp do: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34 (DWOK
T. 82), s. LXXI. Zob. też wstęp E. Millerowej tamże, s. XVIII i XXXI.
5 Zob. D. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Podole (DWOK T. 47), s. XXV.
6 Zob. H. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Kieleckie. Suplement do tomów 18–19 (DWOK
T. 76), s. XXIV.
7 Rkp. Dundera teka 21/22, sygn. 1258, k. 92–113.
8 Znaczna część pieśni z tego rękopisu została zredagowana przez Kolberga i w tej postaci
wydana przez J. Tretiaka w tomie Wołyń (DWOK T. 36) a później w suplemencie do niego
(DWOK T. 84). Zob. też O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian wschodnich (DWOK

131

�Manuskrypty innych zbieraczy, a także druki, włączał Kolberg, o czym
już wspomniano, do swoich materiałów, uznając je za „żywioł uzupełniający [jego] własne liczniejsze zbiory”, który miał dopełnić „braki pewnych rubryk słabiej […] zaopatrzonych, np. w pieśni zalotne, weselne, rzemieślnicze
itd.”1. Wysoko oceniał wiarygodność zarejestrowanych melodii i traktował
je na równi z własnymi zapisami, np. przekazując Z. Moszyńskiej podziękowanie za otrzymane manuskrypty, pisał:
Bardzo wdzięczny jestem za przesłanie mi 12 pieśni ukraińskich nader oryginalnych i tym cenniejszych dla mnie, że zanotowane zostały przez osobę kompetentną w takich rzeczach i wiarygodną2.

Zdawał sobie jednak sprawę, że niektórzy autorzy zapisów muzycznych
dokonywali pewnych modyfikacji, niwelując celowo oryginalne cechy folkloru bądź nie potrafiąc ich oddać. Wspomniał o tym w liście do Szopowicza:
Napisane [pieśni] przy fortepianie, zaokrąglone, wymuskane, straciły, zdaje mi
się, zupełnie charakter pierwotnej swej dzikości. […]. To mnie przekonało, że nie
chciały, albo nie potrafiły uchwycić prawdziwego sensu muzycznego pieśni lub
też dokładnie jej napisać nie umiały. Pod piórem straciła ona wprawdzie swą
szorstkość i dzikość, ale z nimi zarazem i swą wyrazistość, życie, oryginalność,
o które to ostatnie przymioty głównie mi chodzi3.

Oceny Kolbergowskiej dokumentacji muzyki ludowej
Podczas trwających blisko pół wieku peregrynacji Kolberg zapisał
prawdopodobnie kilkanaście tysięcy melodii. To właśnie zapisy terenowe
sporządzane bezpośrednio ze słuchu przedstawiają dla współczesnych badaczy największą wartość. Biorąc pod uwagę także przeznaczone do druku
T. 58), gdzie zamieszczono całość tego zbioru (tom w opracowaniu), oraz A. Skrukwa, wstęp do:
O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), s. XXXI–XXXII i XLI–XLII.
1 Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 396.
2 Brulion listu O. Kolberga do H. Szopowicza z 18 VI 1870 r., w: Korespondencja...
cz. I (DWOK T. 64), s. 360. Zob. także D. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Kujawy. Suplement…
cz. II (DWOK T. 72/II), s. XCVII oraz B. Linette, wstęp do: O. Kolberg Chełmskie. Suplement…
(DWOK T. 82), s. LXXV.
3 Brulion listu O. Kolberga do H. Szopowicza z 18 VI 1870 r., w: Korespondencja... cz.
I (DWOK T. 64), s. 361.

132

�późniejsze redakcje zapisów terenowych i inne ich kopie, jego archiwum
liczy obecnie około 25 tysięcy zapisów nutowych. Liczba ta obejmuje więc
zarówno wykonane ze słuchu zapisy terenowe, jak i czystopisy, czasem
kilkakrotne, sporządzane do różnie sprofilowanych publikacji, przy czym
wiadomo, że żadna z tych „warstw” nie zachowała się w całości i w jednym
miejscu. W wydanych za życia autora 33 tomach Ludu i Obrazów etnograficznych (DWOK T. 1–33) znalazło się około 9 000 zapisów nutowych1.
Wymieniona tu liczba przekłada się jednak w rzeczywistości na znacznie
więcej melodii, gdyż jak słusznie wskazuje Marian Sobieski, ze względu na
wysokie koszty druku Kolberg wypracował system zapisu kilku linii melodycznych na jednej pięciolinii2. Zdarza się także, że pod jednym numerem
łączył kilka odrębnych melodii, np. w tańcach. W tomach wydanych na
podstawie zachowanych rękopisów (DWOK T. 39–84) zamieszczono około
12 000 melodii, przy czym – tak jak w wypadku melodii publikowanych
przez Kolberga – zastrzec trzeba, że w rzeczywistości jest ich więcej.
Niezależnie od zabiegów stosowanych przez Kolberga podczas przygotowania melodii do druku kolejne pokolenia badaczy muzyki ludowej wysoko
oceniały wartość zapisów autora Ludu.
Już w r. 1936 Karol Hławiczka pisał:
Ponieważ materiały pozostawione przez Kolberga przedstawiają, jak to już zaznaczyłem, wartość niezwykłą (niektóre zapiski sięgają roku 1843) i zasługują
na to, by je jak najszybciej wydano, chciałbym przedstawić zawartość choćby
kilku teczek i podkreślić ich znaczenie. […] Nie ulega też wątpliwości, że i tekst
muzyczny nie zawsze jest ścisły, ponieważ Kolberg nie podaje np. wielogłosowej muzyki ludowej, notując wyłącznie melodie […]. Mimo to materiały zebrane
przez Kolberga przedstawiają wartość bezcenną, ponieważ niczym nie dadzą się
zastąpić i sięgają czasów, kiedy kultura ludowa była mniej narażona na unifikujący wpływ komunikacji i radia3.

1 Liczby melodii znajdujących się w poszczególnych tomach Dzieł wszystkich wydanych
do roku 1997 podaje L. Bielawski w zestawieniu dołączonym do artykułu biograficznego, zob.
tegoż Kolberg Henryk Oskar, w: Encyklopedia muzyczna PWM, red. E. Dziębowska, T. KLŁ,
Kraków 1997, s. 141–142.
2 Zob. M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor…, s. LIV.
3 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” 1936, nr 47, s. 3–4.

133

�Adolf Chybiński krótko po wojnie, w 1947 r., odpowiadając na pytanie
Béli Bartóka „Czy polska etnografia muzyczna posługuje się nadal jeszcze
wydawnictwami O. Kolberga?”, stwierdził:
[…] musimy się nimi posługiwać, jakkolwiek uznając w całej pełni znaczenie
dzieła O. Kolberga, zdajemy sobie dobrze sprawę z braków jakie jego publikacje
posiadają i z góry posiadać musiały. Tu zaś należy, nie bez pewnego nacisku, zaznaczyć, że istnieje szereg pokolbergowskich, nawet najnowszych wydawnictw
(polskich melodii ludowych), które nie osiągają nawet tej względnej poprawności, jaką odznaczają się nawet najpobieżniej traktowane tomy Ludu O. Kolberga.
Musimy korzystać z wydawnictw Kolberga już choćby z tego powodu, że nie
posiadamy starszych wartościowych materiałów polskiej muzyki ludowej, równie stosunkowo obfitych, a są to w niektórych wypadkach zabytki bardzo dawne, jakkolwiek tylko w pewnych szczegółach zdradzające swe średniowieczne
pochodzenie a zarazem odbycie już pewnej ewolucji od nieznanego prymitywu
po wiek XIX. (Nie same tylko ich pentatoniczne i inne, także «kombinowane»,
skale mam tu na myśli)1.

Marian Sobieski w roku 1961 we wstępie do pierwszego tomu Dzieł Kolberga, omawiając jego zapisy muzyczne, dokonał też ich analizy i wskazał
oraz ocenił nowatorskie cechy rejestracji przyjęte przez autora Ludu:
Środki, które zastosował, to: wykazanie drobnymi nutami wszelkich odmian,
jakie wykonawcy ludowi stosowali przy śpiewaniu melodii, co świadczy, że
Kolberg nie ograniczał się do zapisania jednej wersji melodycznej, lecz czujnie
śledził wszelkie formy wariantów; podanie wskazówek co do tempa melo

dii (wolniejsze tempa ujmuje jako  , szybsze jako  ); precyzja jaką włożył
w zapis melizmatyki ludowej, zarówno wokalnej, jak i instrumentalnej. Tryle,
mordenty, mordenty wolniejsze wpisane jako triole, przednutki pojedyncze
i podwójne, ponutki, wokalizy i rytmiczne rozdrobnienia – oto arsenał jego
oznakowań, którymi wyprzedza nie tylko swoich poprzedników, lecz i następców. Nikt ze współczesnych Kolbergowi zbieraczy, ani Smolerj na Łużycach,
ani Erck w Niemczech, Erben w Czechach czy Sušil na Morawach nie wnikają
tak jak Kolberg w te szczegóły muzyki ludowej, zwłaszcza instrumentalnej.
Setki Kolbergowskich tanecznych melodii skrzypcowych, szczególnie z terenu
1 A. Chybiński O potrzebach polskiej etnografii muzycznej, „Polska Sztuka Ludowa” 1947,
nr 1, tu przytoczone za: tegoż O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac etnograficznych, przygotował do druku L. Bielawski, Kraków 1961, s. 82,

134

�Mazowsza i Kujaw, zawierają najistotniejsze cechy ornamentyki instrumentalnej i w wielu wypadkach nie różnią się dokładnością od tego, co dziś zapisujemy transkrypcyjnie w oparciu o taśmę magnetofonową. Szacunek wzbudza
nieustępliwa postawa Kolberga, który mimo zarzutów współczesnej krytyki,
z całą konsekwencja notował wszystkie zasłyszane warianty melodyczne, wiążąc je starannie odsyłaczami, by wskazać drogi ewolucji pieśni i jej żywotności w różnych formach na terenie różnych regionów. Skrępowany kosztami
drukarskimi wypracował Kolberg system pozwalający na zapisywanie kilku
wersji melodycznych na jednej pięciolinii, co potwierdza, że świadomie dążył
do uzyskania największej dokładności zapisu strony muzycznej. Należy więc
stwierdzić, że dzięki tym wysiłkom Kolberga zapisy nutowe jego publikacji stanowią materiał mający rangę pełnowartościowego dokumentu historycznego,
tym cenniejszego, że niepowtarzalnego.1

Bogusław Linette, który przygotowywał do druku wiele rękopisów Kolberga i jako doświadczony badacz terenowy analizował jego zapisy muzyczne z różnych regionów, w roku 1995 pisał:
Oceniając wiarygodność zapisów muzycznych Kolberga należy pamiętać, że
notowanie melodii ludowych jest ogromnie złożoną czynnością. Polega ona bowiem na przekładaniu kodu dźwiękowego na uproszczony, nieadekwatny kod
graficzny, odnoszący się do temperowanego systemu tonalnego o stałych relacjach wysokości i czasu trwania dźwięków. Kolberg zaś dokonywał zapisów ze
słuchu, musząc uporać się z problemami wahań intonacji i znaczną swobodą
rytmiczną żywych wykonań. Analiza jego zapisów terenowych, szczególnie pieśni obrzędowych ze wschodnich peryferii Polski, pozwala poznać mozolną pracę
i rozterki Kolberga w trakcie notowania melodii. Daje też podstawy do stwierdzenia, iż zapisy Kolberga są z muzykologicznego punktu widzenia wiarygodne.
Przemawia za tym również fakt, że Kolberg miał świetny słuch i odpowiednie
kompetencje muzyczne, co potwierdzają jego notacje oddające ludowy, regionalny idiom muzyczny2.

W miarę postępu wieloletnich prac badawczych nad spuścizną Oskara Kolberga wysoka ocena jego dokumentacji folkloru muzycznego
1

M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor…, s. LXVIII–LXIX.
B. Linette Znaczenie wydania Dzieł Kolberga dla kultury polskiej, w: Oskar Kolberg.
Prekursor antropologii kultury, redakcja: L. Bielawski, J. K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszwa 1995, s. 13.
2

135

�ugruntowywała się1; Ludwik Bielawski, autor hasła encyklopedycznego
o Kolbergu, stwierdza:
K[olberg] należy do najwybitniejszych twórców narodowej kultury muz[ycznej],
obok Chopina i Moniuszki. Sprawiły to jego dokonania jako naukowca, folklorysty i etnografa, który utrwalił w piśmie i ocalił od niepamięci zbiorową
twórczość lud[ową], przekazany tradycją dorobek wielu pokoleń. K[olberg] uważany jest słusznie za ojca pol[skiej] etnografii. W ciągu 50 lat pełnej wyrzeczeń,
niestrudzonej działalności budował gmach nauki o kulturze tradycyjnej, w którym uprzywilejowane miejsce wyznaczył pieśni i muzyce ludowej. Nieczęsto
zdarza się w dziejach, aby ktoś tak całkowicie oddał się jednej idei, aby ją
tak konsekwentnie i z takim samozaparciem realizował. W efekcie powstało
potężne dzieło o nieprzemijającej wartości źródłowej: obraz kultury lud[owej]
ogromnego obszaru środkowo-wschodniej Europy, bowiem K[olberg] utrwalił
nie tylko pol[skie] tradycje, choć na nich przede wszystkim się skoncentrował.
[…] Spuścizna K[olberga] przekracza znacznie wartość hist[orycznego] dokumentu
epoki; jest to dzieło wyprzedzające swój czas, stanowi bowiem wyraz tej intuicji,
która legła u podstaw antropologii muz[ycznej] naszych czasów, wyczulonej na
więzi artystycznej wypowiedzi muz[ycznej] z człowiekiem i jego kulturą. Niezwykłe i niepowtarzalne dokonania K[olberga] zapewniły mu trwałe miejsce
w pol[skiej] i europ[ejskiej] nauce i kulturze2.

1

O aktualnym znaczeniu dorobku Kolberga zob. też W. Grozdew-Kołacińska Myśli i dzieło Oskara Kolberga jako inspiracja dla współczesnego muzykologa, „Lud” T. XCVIII: 2014,
s. 63–79.
2 L. Bielawski Kolberg Henryk Oskar…, s. 150.

136

�Maciej Prochaska

Kompozycje Oskara Kolberga

Wykształcenie muzyczne i podstawy nauki kompozycji, s. 137 – Pieśni na
głos z towarzyszeniem fortepianu, s. 143 – Pieśni chóralne, s. 148 – Król
pasterzy i inne utwory sceniczne, s. 150 – Kompozycje fortepianowe, s. 165
– Pieśni ludowe w opracowaniu fortepianowym, s. 172

Wykształcenie muzyczne i podstawy nauki kompozycji
Prace kompozytorskie Kolberga związane są głównie z okresem jego pobytu w Warszawie od czasów zdobywania podstaw edukacji ogólnej i muzycznej aż do opuszczenia przez niego zaboru rosyjskiego w 1871 roku. Zyskując rzetelne wykształcenie ogólne pod okiem znakomitych pedagogów
Liceum Warszawskiego i w oświeceniowej atmosferze rodzinnego domu,
jako uzdolniony młodzieniec Kolberg kształcił się u różnych nauczycieli
muzyki. W roku 1824 rozpoczął pobieranie regularnych nauk muzycznych.
Jego pierwszym nauczycielem był Tomasz Głogowski1, rok później nauki
pobierał u Vettera2. W roku 1830 rozpoczął naukę kompozycji i gry fortepianowej u Józefa Elsnera. Po dramatycznym okresie powstania listopadowego, w latach 1832–1834, Kolberg kontynuował naukę u Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego. W roku 1834 wyjechał do Berlina, gdzie uczestniczył
w kursie buchalterii w akademii handlowej oraz pobierał regularne lekcje
kompozycji u Karla Friedricha Girschnera (1794–1860) i Karla Rungenhagena (1778–1851). Efektem tych wieloletnich nauk i zbieranych doświadczeń
1

Prawdopodobnie chodzi o Tomasza Głogowskiego, pianistę i muzyka działającego w Warszawie w I poł. XIX wieku. Nieznane są lata jego życia. Od 1840 roku był członkiem Towarzystwa Wspierania Artystów Muzycznych w Warszawie. Śladami jego działalności są publikowane przez niego w latach 1840–1860 utwory fortepianowe: mazury, walce, polki, pieś­ni, polonez
i galop. Zob. W. Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne 1 połowy XIX wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 1997, s. 86, oraz W. Tomaszewski Bibliografia warszawskich
druków muzycznych 1801–1850, Warszawa 1992, s. 371.
2 O tym muzyku brak informacji.

137

�w praktyce muzycznej było nieukrywane przez Oskara Kolberga pragnienie
rozwijania kariery muzyka i kompozytora.
Bezcenne uwagi o wykształceniu muzycznym Kolberga przekazał Izydor
Kopernicki w swojej nocie biograficznej zawartej w Przemyskiem:
Kształcenia w muzyce młodego artysty podjął się najprzód sam Elsner i uczył go
przez cały rok. Potem przez trzy lata nauczycielem jego był Feliks Dobrzyński,
sławny kapelmistrz opery warszawskiej. Fanatyczny zwolennik muzyki klasycznej i jako nauczyciel takiż naśladowca Hum[m]la, Dobrzyński we trzy lata tak
wyćwiczył ulubionego ucznia, że 19-letni O. Kolberg, władając już doskonale
fortepianem, z całą pewnością siebie, począł marzyć o kompozytorstwie.
Dla zdobycia też niezbędnej do tego teoryi i najwyższej wiedzy muzycznej,
w roku 1834 udał się do Berlina, gdzie przez całe dwa lata z zapałem młodzieńczym oddawał się nauce harmonii i kontrapunktu u najsławniejszych nauczycieli ówczesnych, Girschnera i Rungenhagena.
Już w Berlinie, krok po kroku zdobywając tajemnice twórczości muzycznej,
roił sobie młody kompozytor dla przyszłych utworów swoich drogi nowe i nowy
świat tonów, ów świat melodyj swojskich, lubych sobie od kolebki, któremi
w uszlachetnionej postaci czarował go genialny Szopen w samotnych swych improwizacjach, gdy dzieckiem jeszcze będąc, zasłuchiwał się niemi chłopczyna1.

W czasie swojego pobytu w Warszawie, już po okresie nauki, Kolberg
starał się, aby działalność związana z praktyką muzyczną stała się jego
głównym zawodowym zajęciem. Realia życia zmusiły go jednak do podjęcia, za radą i wsparciem brata Wilhelma, etatowej pracy w zarządzie Drogi
Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. Mierne dochody z działalności muzycznej, głównie z udzielania lekcji gry na fortepianie, okazały się niewystarczające dla zapewnienia mu spokojnego bytu.
Pierwsze próby kompozytorskie pochodzą jednak jeszcze sprzed okresu
studiów w Berlinie. W czasie nauki podjętej u Józefa Elsnera Kolberg był
już zaznajomiony z podstawami zasad muzyki, przypuszczać można, że to
właśnie znakomity warszawski kompozytor i nauczyciel skierował uwagę
młodego Oskara w stronę kompozycji. Z tego okresu pochodzą z pewnością niektóre notatki muzyczne w Zeszytach do studiów muzycznych2,
1

Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. VII, pierwodruk: Kraków 1891.
2 Zeszyty do studiów muzycznych to robocza nazwa zszytych rękopisów muzycznych przechowywanych w Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu w tece 51

138

�obejmujące szkice różnych fragmentów dokonane ręką samego Kolberga,
odpisy kompozycji obcych oraz krótkie noty muzyczne pisane obcą ręką.
Kolejny, bardzo ważny etap w edukacji kompozytorskiej wyznaczają studia
berlińskie. Wspomniane powyżej źródła dają nam pewien pogląd na metody nauczania stosowane przez Rungenhagena i Girschnera. Być może na
polecenie tych profesorów Kolberg dokonywał fortepianowych opracowań
utworów obcych, w tym przede wszystkim transkrybował arie z oper Johanna Adolfa Hassego.
Zeszyty do studiów muzycznych to rękopisy przechowywane obecnie
w dwóch różnych miejscach. Jedna część tych manuskryptów, w postaci
zeszytu, znajduje się w Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego
w tece 51 Miscellanea1. Druga część, w formie luźnych, niezszywanych
kart, zawierająca ponad 20 utworów oraz znaczną liczbę niekompletnych
szkiców, znajduje się obecnie w zbiorach biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego2. Inny zwarty rękopis z tego okresu, równie istotny dla
Miscellanea (sygn. 1358), utworzona dla celów źródłoznawczego opracowania zbioru Kolbergowskiego przez Redakcję Dzieł Wszystkich i Instytut im. Oskara Kolberga. Podobnej nazwy
używa się na określenie zbioru luźnych kart rękopiśmiennych zachowanych w Bibliotece Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, gdzie trafiły one już w XIX wieku jako trzy grupy manuskryptów. Nie ma żadnych wskazówek co do tego, że rękopisy z teki 51 i dokumenty z WTM
stanowiły kiedyś jeden Zeszyt do studiów muzycznych. Pochodzą jednak prawdopodobnie
z tego samego okresu nauki u Elsnera, Dobrzyńskiego i u profesorów berlińskich.
1 W Arch. PTL rękopisy te mają sygnaturę 1358, k. 204–214. Są to własnoręcznie sporządzone przez Kolberga transkrypcje kompozycji zaczerpniętych z oper XVIII-wiecznych: Johanna Adolfa Hassego: arie „Di quell’acciaro al lampo” z opery Solimano (1753) i „Guardami in
volto, e vedi” z opery Artemisia (1754), „Digli ch’e un infedele” z opery Adriano in Siria (1752),
„Come all’amiche” z opery Semiramide riconosciuta (1747) oraz niedokończona „Chia ritrova
e aspira prudenza” z opery Atillio Regolo (1750). Znajdują się tam także transkrypcje dwóch
marszów Josepha Nagla oraz opracowania uwertur i innych utworów instrumentalnych przeznaczone do wykonania na fortepianie na cztery ręce.
2 Drugi zespół zeszytów do studiów muzycznych, zachowany w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, został tam uporządkowany i oznaczony sygnaturami:
12091, 12092, 12093. Zbiór ten jest znacznie obszerniejszy i podobnie jak w przypadku fragmentów przechowywanych w tece 51 Miscellanea w Archiwum PTL, składa się ze szkiców
własnych kompozycji Kolberga oraz opracowań fortepianowych kompozycji innych autorów,
m.in.: Leopolda Hoffmanna Concerto p[er] il Clavicembalo solo (z notą: „im jahr 1745”), uwertura do opery Lodoiska Simone Mayra, uwertura do opery François-Adriena Boieldieu La fệte
du village voisin (1816), uwertura do opery Nicolasa Dalayraca Les deux petits Savoyardes
(1789) oraz Mazur „dedykowany przyjacielowi swemu O. de Kolberg przez Michała Bergson”.
Ten ostatni utwór jest prawdopodobnie zapisany ręką kompozytora Michała Bergsona (1820–
–1898), cenionego w tym okresie pianisty, ojca znanego filozofa Henriego Bergsona. W zbiorze

139

�pierwszego okresu twórczego, to czystopis Sonaty fortepianowej Es-dur,
także zachowany w archiwum Kolbergowskim w tece 51 Miscellanea. Te
trzy grupy rękopisów łączy czas ich powstania, czyli okres po roku 1830,
kiedy to Kolberg zdobywał wykształcenie muzyczne, najpierw na lekcjach
u Józefa Elsnera i Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, a później w Berlinie.
W datowaniu wczesnych kompozycji Kolberga pomocne są dokonywane
i wpisywane własnoręcznie przez Kolberga transkrypcje dzieł z I poł. XIX
wieku zawarte we wspomnianych powyżej rękopisach. Nota na marginesie
Kolbergowskiego zeszytu z teki 51 pokazuje źródła, które być może wskazywane były adeptowi kompozycji jako godna naśladowania inspiracja dla
własnych poczynań twórczych. Wymienione są tam nazwiska następujących kompozytorów: „Mozart, Rode, Boieldieu, Haydn, Beethoven, Bach,
Chopin, Hertz, Paganini, Herold, Rossini, Paer, Righini, Spontini, Cherubini,
Weber, Cimarosa”. Szkoła berlińska opierała się zatem w pewnym stopniu
na wykorzystywaniu do nauki kompozycji dzieł dawnych i współczesnych
(XIX-wiecznych) autorów, których utwory niejednokrotnie uznawano ówcześnie za niedoścignione wzorce doskonałości i klasycznej harmonii.
W obu zachowanych częściach Zeszytów, prócz wspomnianych transkrypcji fortepianowych oraz kompozycji wpisywanych przez inne osoby,
znajdują się w większości autorskie prace kompozytorskie Kolberga. Podzielić je można na kompozycje ukończone oraz szkice kompozytorskie
obejmujące przeprowadzenia motywów, ciągi przebiegów harmonicznych,
niejednokrotnie zarzucone w połowie i nierozwijane, znajdujemy tam również notatki samych tylko motywów melodycznych, w tym kilka melodii
„ludowych” bez akompaniamentu wynotowanych z oper Kurpińskiego i Elsnera1 oraz kilka wypisanych ze zbioru Jana Józefa Lipińskiego Piosnki
tym znajduje się również transkrypcja fortepianowa fugi z oratorium Der Tod Jesu Carla
Heinricha Grauna, jednej z najbardziej popularnych osiemnastowiecznych kompozycji pasyjnych. Wiadomo, że utwór ten był bardzo dobrze znany wśród polskich muzyków; sam Elsner
w wieku młodzieńczym brał udział w jego wykonaniu w 1785 roku jako sopranista. W zespole
rękopisów o sygnaturze 12092 znajduje się m.in. odpis pieśni Wojak Fryderyka Chopina wykonany przez nieznanego kopistę, oznaczony notą: „Pieśń, muzyka Fryderyka Chopina (1831)”.
Zob. także Katalog mikrofilmów nr 26: Rękopisy muzyczne XIX–XX wieku T. 1 (A-K), oprac.
E. Wąsowska, Warszawa 2001, s. 298–302.
1 Wśród notatek tam zawartych znajdują się również motywy melodyczne z dwiema ciekawymi adnotacjami. Pierwsza to: „Kurpiński, 1816, Marcinowa w seraju”, chodzi tu o operę
Marcinowa z Dunaju w Stambule w seraju, którą wystawiono w 1812 roku w Warszawie.
Druga nota: „Elsner, z Łokietka”, przywołuje melodię mazurka z opery Król Łokietek czyli

140

�ludu wielkopolskiego1. Wiele z tych konstrukcji muzycznych to struktury z charakterystyczną dla tańców polskich rytmiką mazurkową, niektóre
fragmenty zdradzają pokrewieństwo z fakturą typową dla form związanych
z etiudą. W przeważającej części szkice te miały być utworami przeznaczonymi na fortepian, wyjątkiem są niektóre prace zawarte w części Zeszytów
do studiów muzycznych przechowywanej w zbiorach Biblioteki WTM
w Warszawie2.
W żadnym zachowanym do dziś źródle rękopiśmiennym nie pojawiają
się jakiekolwiek ślady kompozycji orkiestrowych Kolberga z tego okresu.
Taki stan rzeczy wydaje się dość zastanawiający, ponieważ jedyna zachowana partytura orkiestrowa, tj. Król pasterzy, pomimo wielu wad, nieścisłości czy też instrumentacyjnych niedogodności i pewnego schematyzmu,
pokazuje Kolberga jako dość sprawnego kompozytora orkiestrowego. Być
może szkice orkiestrowe sporządzane podczas studiów w Berlinie nie weszły w skład Kolbergowskiego archiwum i jako ćwiczenia wykonywane
pod okiem Girschnera i Rungenhagena oraz Elsnera i Dobrzyńskiego pozostały w ich prywatnych zbiorach muzycznych. Do dziś nie udało się
odnaleźć żadnej partytury orkiestrowej Kolberga z młodzieńczego okresu
nauki kompozycji.
Zachowane źródła poświadczają, że metody przygotowania młodego
adepta sztuki muzycznej były w I poł. XIX wieku dość ograniczone i sprowadzały się często do przepisywania i opracowywania dzieł dawnych mistrzów oraz rozpisywania zadanych przez nauczyciela tematów muzycznych3. Dodatkowym elementem nauczania, jak się wydaje dość istotnym
z punktu widzenia rozwijania ogólnej erudycji, był osobisty kontakt ucznia
Wiśliczanki, dzieła wystawionego w 1818 roku w Warszawie, przy czym Kolberg zamieścił
tę melodię później w swoich Pieśniach ludu polskiego z 1857 jako świadectwo transmisji
repertuarowej.
1 J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał…, Poznań 1842.
2 Zachowały się tam fragmenty kwartetów smyczkowych zapisane ręką Kolberga. Jeden
jest odpisem trzech fragmentów kwartetu smyczkowego d-moll op. 8 Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, drugi to ekspozycja allegra sonatowego C-dur niezidentyfikowanego autorstwa,
być może jest to szkic kompozycji własnej Kolberga.
3 W Zeszytach do studiów muzycznych znajdują się dwie kompozycje nazwane fugami, są
to w rzeczywistości inwencje w kontrapunkcie swobodnym. W kompozycjach tych widoczne
są zapisane nieznaną ręką (Dobrzyńskiego?) tematy i kanoniczne wejścia poszczególnych głosów, rozwijane i przekształcane w prostym kontrapunkcie ręką Kolberga. W tych Kolbergowskich rozwinięciach zwraca uwagę wyraźny wpływ faktury klawiszowej na typ kształtowania
figuracji w poszczególnych głosach.

141

�z dziełami orkiestrowymi i operowymi poprzez opracowywanie ich na
fortepian. Przypuszczać należy, że Kolberg nabywał wiedzę o podstawowych zasadach muzyki, kształtowaniu melodyki, harmoniki i architektoniki muzycznej stopniowo, zarówno poprzez stałe rozwijanie umiejętności
pianistycznych, a więc praktyczną naukę wielu kompozycji, w tym sonat
fortepianowych, miniatur tanecznych, być może także koncertów fortepianowych, jak i przez sporządzanie fortepianowych transkrypcji uwertur, arii
i chórów operowych i oratoryjnych.
Ostateczna ocena przygotowania Kolberga do zawodu muzyka została
wyrażona przez najbardziej zasłużonego ówcześnie polskiego nauczyciela,
jakim był Józef Elsner. Wydany w roku 1836 dokument wyraźnie podkreśla
trwałe efekty edukacji muzycznej Kolberga:
Odwołując się do mego zaświadczenia z roku 1834, nim JW. Oskar Kolberg
udał się do Berlina w celu wydoskonalenia się w muzyce, do której wtenczas
już niepospolity talent i znaczne usposobienie widziałem. Zaświadczam teraz,
jako tenże po złożonym przede mną egzaminie okazał stopień celujący jako
fortepianista, generałbasista i kompozytor muzyki, wskutek czego ma prawo
być policzonym i liczę go do rzędu znakomitszych artystów miasta Warszawy.
Dnia 14 grudnia 1836
Józef Elsner
b. Profesor Warsz[awskiego] Uniwers[ytetu],
b. Rektor Konserwatorium Muzyki1

Rozwijane przez ponad sześć lat umiejętności pianistyczne i kompozytorskie, wraz z pozyskiwaną stopniowo wiedzą o formach muzycznych, o zasadach kształtowania melodyki i prawidłach relacji harmonicznych, bez
wątpienia przysłużyły się w sposób niezwykle istotny do wykształcenia doskonałej podstawy dla podjętych później przez Kolberga prac związanych
z utrwalaniem folkloru muzycznego. Wrażliwość, znakomicie rozwinięty
słuch muzyczny, zdolności analityczne i ćwiczona przez wiele lat pamięć
muzyczna umożliwiły badaczowi wykorzystanie umiejętności muzycznych
w sposób, który okazał się znacznie trwalszy i znacznie bardziej użyteczny
dla rodzimej kultury niż twórczość kompozytorska, czy kariera pianistyczna.
1 Rkp. Józefa Elsnera, zaświadczenie zachowane w tece z dokumentami osobistymi Kolberga w zbiorach BN PAU i PAN w Krakowie (sygn. 2183, k. 37).

142

�Podstawy rzemiosła kompozytorskiego stały się dla Kolberga mocnym
fundamentem działań podjętych przez niego później w sferze gromadzenia,
badania, porównywania i publikowania folkloru muzycznego ziem polskich.
Pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu
Lirykę wokalną Oskara Kolberga reprezentuje ponad 25 pieśni pisanych do tekstów polskich poetów. Utwory te z jednej strony ujęte zostały
w stylistyce bliskiej wczesnoromantycznym pieśniom niemieckim, z drugiej
natomiast stanowią kontynuację polskiej pieśni sentymentalnej, której najbardziej znanym elementem, do dziś obecnym w repertuarze koncertowym,
są pieśni Fryderyka Chopina. Kontakt Kolberga z formą pieśni solowej nastąpił z pewnością dość wcześnie, ponieważ na początku wieku XIX była
ona ważnym elementem codziennego życia kulturalnego mieszczan i szlachty. Wiązało się to z pewnością z upowszechnieniem się w epoce Kolberga
fortepianu oraz z traktowaniem nauki muzyki i śpiewu jako jednego z obowiązkowych elementów wychowania. W środowisku Kolbergów codzienny
kontakt ze sztuką był naturalnym sposobem na spędzenie wolnego czasu
w gronie rodziny i znajomych. Pieśń solowa z akompaniamentem była zatem, obok tanecznych utworów fortepianowych, najczęściej praktykowaną postacią amatorskiej aktywności muzycznej. Lirykę wokalną uważano
już wtenczas za jeden z najdoskonalszych sposobów na wyrażenie emocji
poprzez powiązanie poezji i muzyki, które spajało dwie niezależne sztuki
i miało dodatkowy walor związany z wykorzystaniem tekstów słownych,
najczęściej w języku narodowym. O ile arię operową komponowano na
kształcone głosy śpiewaków i stanowiła ona wymagający dla wykonawcy
sprawdzian jego możliwości, o tyle pieśń z towarzyszeniem fortepianu była
częstokroć dostępniejszą formą muzykowania w salonie.
Pieśni Kolberga powstawały zapewne w latach jego pobytu w Warszawie, przy czym niektóre z nich ukazały się drukiem jeszcze za życia
kompozytora 1. W jego dorobku można zauważyć trzy nurty inspiracji,
które mogły mieć znaczenie dla stylu pieśni. Pierwszy ważny element to
krąg wczesnoromantycznej pieśni niemieckiej. Trzeba tu zwrócić uwagę
1 Zestawienie pieśni wydanych w czasach Kolberga zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68),
s. XXXIV.

143

�zwłaszcza na olbrzymi dorobek pieśniarski Carla Loewego oraz styl wokalny Feliksa Mendelssohna. O obu tych twórcach wyrażał się Kolberg
z wielkim szacunkiem i podziwem i być może ich dokonania dane mu
było śledzić już od czasu studiów w Berlinie. Pieśń solowa była w kręgu
niemieckojęzycznych twórców gatunkiem szczególnie uprzywilejowanym
i rozwijanym przez najwybitniejsze osobowości twórcze epoki. Ciekawe
światło na ten typ inspiracji rzucają nieznane wcześniej – zidentyfikowane dopiero w XXI wieku – trzy krótkie pieśni do słów niemieckich
poetów. Manuskrypty te zachowały się wśród materiałów Kolbergowskich
przechowanych przez Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, włączonych
do wspomnianego już wcześniej zbioru szkiców muzycznych. Pieśni napisane zostały ręką Kolberga, noszą ślady poprawek charakterystycznych
dla autografów kompozytorskich Kolberga i według piszącego te słowa
mogą być jego własnymi kompozycjami. Dwa utwory zostały napisane do
tekstów Johanna Heinricha Vossa (1751–1826), a jeden do słów Henricha
Ludwiga Theodora Giesbrechta (1792–1873)1. Kompozycje te są krótkie
i być może powstały w okresie studiów w Berlinie jako prace studyjne 2.
Pieśni te charakteryzują się prostą budową, a stylistycznie są do pewnego
stopnia zbieżne z wczesnoromantyczną liryką wokalną. Być może inspirowane były muzyką Carla Loewego. Pieśni te zostały prawdopodobnie
przez samego Kolberga zapomniane lub uznane za nieskończone. Jest też
prawdopodobne, że Kolberg nie uznawał napisanych przez siebie dzieł
muzycznych z tekstami w języku innym niż polski za godne upowszechniania. Są to ważne manuskrypty, ponieważ przy założeniu, że stanowią obraz
kompozytorskich poczynań z okresu nauki w Berlinie, wskazują wyraźnie
na styl wczesnoromantycznej pieśni niemieckiej jako istotne źródło pewnych elementów warsztatu kompozytorskiego Kolberga.
Pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu opublikowane w tomie Kompozycje wokalno-instrumentalne (tom 68 DWOK), mimo że wszystkie napisane zostały do tekstów polskich, mają szerokie tło stylistyczne. Związane
1 Wiersze obu poetów były ówcześnie dosyć chętnie wykorzystywane do opracowań kompozytorskich, ich teksty odnaleźć można u tak ważnych muzyków jak Carl Loewe czy Carl
Maria von Weber.
2 Utwory te nie zostały opublikowane w tomie Kompozycje wokalno-instrumentalne Kolberga (DWOK. T. 68), ponieważ w okresie przygotowywania jego utworów do druku rękopisy
tych trzech pieśni nie były uznane za autografy Kolberga, co automatycznie wykluczyło ich
publikację wśród jego kompozycji.

144

�są zarówno z liryką niemiecką, jak i z sentymentalną polską pieśnią z czasów po kongresie wiedeńskim, a w sposobie kształtowania rysunku melodycznego widoczne są również dalekie echa operowej kantyleny inspirowanej stylem bel canto. W kilku kompozycjach można także zauważyć
nawiązanie do melodyki przejętej z polskiej muzyki ludowej. Tę inspirację
folklorem trzeba jednak uznać za element sztafażu, nie jest to w żadnej
mierze próba naśladowania czy imitacja, lecz twórcze spożytkowanie takich
elementów jako sposobu budowania klimatu emocjonalnego. Pieśni Kolbergowskie należą w historii polskiej muzyki do okresu wczesnoromantycznego1, ze szczególną skłonnością do sentymentalizmu i sielanki.
Zasadnicze znaczenie dla typu emocjonalności obecnej w pieśniach
Kolberga ma dobór tekstów. Kompozytor wykorzystał w swoich lirykach
wokalnych wiersze Juliana Heppena, Józefa Bogdana Zaleskiego, Teofila
Lenartowicza, Seweryny Duchińskiej-Pruszakowej, Stefana Witwickiego,
Gustawa Zielińskiego, Edmunda Wasilewskiego i Konstantego Zakrzewskiego. Dobierał przede wszystkim teksty o charakterze sentymentalnym
i sielankowym (Rojenia wiosenne, Śpiew poety, Pod twym okienkiem, Gdy
na górach świta dzionek, Piszczałeczko jedyna, Kukułeczko moja siwa,
Wiosna, Westchnienie za rodzinną chatką, On zginął), a także o tematyce
miłosnej (Do dziewczyny, Kochanka do gwiazdy, Wyjazd, Zakochana,
Przyczyna, Krakowiak), nieliczne natomiast są w nich znamiona baśniowości czy fantastyki (Talizman). Niektóre z wierszy służyły już wcześniej
innym kompozytorom, w tym Chopinowi2. Opracowanie muzyczne Kolberga respektuje zwykle dość dokładnie prozodię tekstu. Pojawiają się
czasem sugestie, jakoby Kolberg miał problem z dopasowaniem melodyki
swoich pieśni do wybranych tekstów poetyckich. Zdanie to wypada uznać
za krzywdzące, ponieważ sam Kolberg, obeznany dokładnie z literaturą współczesnych mu twórców liryki wokalnej, stosował czasem celowo
pewne rozbieżności, przybliżając w ten sposób odbiorcom klimat śpiewów
popularnych i ludowych3.
1 O periodyzacji polskiej pieśni w okresie romantyzmu zob. M. Tomaszewski Oblicze i losy
pieśni polskiej 1795–1918, w: Muzyka polska w okresie zaborów, red. K. Bilica, Warszawa
1997, s. 13–14.
2 Uwagi o opracowaniach tekstów tych autorów przez innych kompozytorów zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XV.
3 O wykorzystywaniu specyfiki polskiej prozodii w kompozycjach polskich tego okresu zob.
K. Bilica Melos polski u Chopina, w: Muzyka polska w okresie zaborów…, s. 67–93.

145

�Nie sposób dziś zarzucić znawcy polskiej pieśni ludowej nieumiejętność
obchodzenia się z prozodią polskiego języka w trakcie aktu kreacji dzieła
muzycznego. Kilkukrotnie nawet przepisywane szkice tych samych pieśni
różnią się przede wszystkim poszukiwaniem szczegółów opracowania muzycznego, autokorekty te nie dotyczą przyporządkowania słów poezji do
fraz melodycznych. Te dyskusyjne tezy o braku umiejętności łączenia wybranych przez siebie tekstów poetyckich z własną, koncypowaną muzyką
nie są wystarczająco uzasadnione, podobnie jak tezy o wykorzystywaniu
„autentycznej ludowości” 1.
W kompozytorskim opracowaniu pieśni Kolbergowskich widoczne
są trzy zasadnicze wątki stylistyczne. Pierwszy związany jest ze wspomnianym już kręgiem niemieckiej pieśni wczesnoromantycznej. Znane
ówcześnie i będące w powszechnym odbiorze cykle pieśniowe Carla
Loewego czy liryka wokalna Webera odcisnęły pewne piętno na utworach Kolberga, widoczne przede wszystkim w dążeniu do strukturalnego
porządku i harmonijnej budowy, co było również konsekwencją wykorzystania środków związanych z muzyką późnego klasycyzmu. Kolejny
element znany z kompozycji mistrzów niemieckiej liryki to istotna rola
akompaniamentu fortepianowego, który u Kolberga jest w kilku pieśniach
bardziej nawet urozmaicony niż w pieśniach chopinowskich. Ważna jest
także rola rozwiniętej, choć niestroniącej od chłodnego akademizmu harmoniki, która kształtuje emocjonalność przebiegu na równi z melodyką
i tekstem poetyckim2.
Drugim znamieniem stylistycznym, dotyczącym w tym przypadku
przede wszystkim partii wokalnych, jest stosowanie formuł melodycznych
znanych z włoskich oper bel canto. Fragmenty takie spotkać można zwłaszcza w zakończeniach fraz. Włoski typ melodyki nierzadko łączy kompozytor z akompaniamentem „harfowym” opartym na rozłożonych akordach.
Ten typ stylistyczny ujawnia się również w utworach o marszowych rytmach, gdzie poprzez spowolnienie tempa uzyskany został charakter cavatiny operowej, ozdobionej jeszcze typowym włoskim zdobnictwem w partii
wokalnej3.
1

Por. D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XIV.
Zob. O. Kolberg Talizman i Rojenia wiosenne, w: tegoż Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 3–4 oraz tamże, s. 16–18.
3 Zob. O. Kolberg Śpiew poety, Do dziewczyny i On zginął, w: tegoż Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), odpowiednio s. 21–23, s. 27 oraz s. 75–76.
2

146

�Trzecim, najważniejszym światem inspiracji muzycznych Kolberga jest
krąg muzyki polskiej okresu późnego klasycyzmu i współczesnych kompozytorowi muzyków. Pomimo niezwykłego, udowodnionego wielokrotnie
uwielbienia, jakim Kolberg darzył twórczość Chopina, w pieśniach Kolbergowskich nie ma jasnych nawiązań do znanej przecież wówczas i wykonywanej powszechnie chopinowskiej liryki wokalnej. Bez wątpienia jednak
podobnie jak Chopin, także Kolberg jako twórca pieśni wyrósł na muzyce
Elsnera, Kurpińskiego, ale też na tradycji polskiej opery ludowej (Maciej
Kamieński, Jan Stefani) oraz na całej tradycji polskiej muzyki ludowej i popularnej. Z tej inspiracji powstały pieśni o charakterze dumki, ujęte w metra
parzyste i w wolnych tempach, o prostej budowie i częstych powtórzeniach
motywów1. W tym typie mieści się także stosowanie polskiego stylu „ludowego”, uzyskiwanego przez maksymalne uproszczenie akompaniamentu
i partii wokalnej. Widoczne jest to najwyraźniej w pieśni Kukułeczko moja
siwa2. Przejawem tej tradycji jest również, spotykane niekiedy w pieśniach
Kolbergowskich, nasycenie kompozycji rytmiką tańców polskich, w szczególności mazurka, poloneza i krakowiaka. O ile taneczność synkopowanej
rytmiki krakowiaka jest zawsze uchwytna i zaznaczona dodatkowo tytułem
pieśni, o tyle rytmy mazurkowe są czasem ukryte w pieśniach o wolniejszym
tempie, gdzie taneczność nie jest głównym celem przekazu. Rytmy mazurowe dodają wówczas narodowy rys. Analogiczną funkcję pełnią również rytmy polonezowe, niejednokrotnie jeszcze głębiej ukryte w strukturze pieśni3.
Pieśni Kolberga należą do chętniej wykonywanych jego kompozycji.
Z pewnością utworów tych nie można postawić na równi z muzyką mistrzów niemieckich. Przy dokładniejszym zapoznaniu się z nimi widać
jednak staranność opracowania kompozytorskiego, rozwinięte rzemiosło
w kształtowaniu partii akompaniamentu fortepianowego oraz swobodę
w doborze środków przy budowaniu partii wokalnych. Szerokie wykorzystanie wczesnoromantycznych środków muzycznych jest tu świadectwem
wyrobionej erudycji Kolberga. Przy dokładniejszej analizie widać także wyraźnie kręgi jego inspiracji. Zauważyć też można, że brak w tych utworach
1

–50.

Np. Dumka, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 47–

2

Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s 107–108.
Zob. O. Kolberg Pod twym okienkiem (I), Młodo zaswatana, Krakowiak, Jaskółka (III)
i Kochanka do gwiazdy w: tegoż Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), odpowiednio s. 7, 13–15, 46, 62–63 i 68–70.
3

147

�rysu indywidualnego, jest to jednak cecha całej twórczości Kolberga. W miniaturach pieśniowych, ze względu na ich niewielką formę, ta niejednolitość
stylistyczna jest szczególnie wyrazista. Wykorzystywanie doświadczeń innych kompozytorów w budowaniu dzieła muzycznego jest jedną z częstych
cech kompozycji romantycznych, jednak Kolbergowi najwyraźniej zabrakło
czasu na dopracowanie indywidualnego sposobu korzystania z tych elementów. Stąd też niektóre pieśni trzeba określić jako utwory konwencjonalne
i akademickie, gdzie często ciekawe, oryginalne myśli muzyczne zestawiane
są z elementami płytszymi pod względem wyrazu. Ujawnia się tu „nieromantyczna” osobowość Kolberga, który w kompozycji pozostał wierny
ograniczeniom późnego klasycyzmu muzycznego.
Pieśni chóralne
Osobnego omówienia wymagają dwie kompozycje chóralne Kolberga1.
Pierwsza, zatytułowana Do smutnego przyjaciela, ze słowami Stefana Witwickiego, przeznaczona na czterogłosowy męski chór a cappella (TTBB),
jest dziełem nieskomplikowanym strukturalnie. Ten typ kształtowania
struktury muzycznej znany jest przede wszystkim z pieśni chóralnych
kompozytorów niemieckich. W kompozycji dominuje najlepiej rozumiana
prostota. Cały tekst tej zwrotkowej pieśni został potraktowany deklamacyjnie, z wyraźną dominacją melodyczną najwyższego głosu. W utworze nie
ma żadnych nawiązań do muzyki ludowej, a jego struktura harmoniczna –
z opóźnieniami, zmiękczającymi całość alteracjami i dyskretną chromatyką
– zasługuje na wysoka ocenę.
Podobne cechy posiada ośmiogłosowy Psalm 85 „Nakłoń ucha Twego, Panie”, choć charakteryzuje się on znacznie bardziej rozwiniętą fakturą
i znakomicie przemyślanym akompaniamentem fortepianowym. Kolberg
skorzystał tutaj z tłumaczenia autorstwa Franciszka Karpińskiego2. Pokutny tekst otrzymał opracowanie muzyczne w trzyczęściowej formie ABA’.
1

Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 127–129
O proweniencji tekstu w tym utworze zob. A. Nawrocka-Wysocka Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików – twórczość, krytyka, dokumentacja, w: Oskar Kolberg – Polak
z wyboru, seminarium, zeszyt z materiałami z sesji popularno-naukowej wydany w roku Kolberga staraniem parafii ewangelicko-augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie, red. E. Kobierska-Maciuszko [Warszawa 2014], s. 17.
2

148

�Części skrajne to deklamacyjne partie ośmiogłosowe o nasyconej harmonice, w części pierwszej rozpisane z rozmachem w barokowej formie dialogowanej między głosami męskimi i żeńskimi. Afektowane pauzy między
wersami potęgują klimat powagi i smutku1. Część środkowa miała być
prawdopodobnie przeznaczona na głosy solowe2, wskazuje na to wyodrębnienie klasycznego czterogłosu, z rozpisaniem partii poszczególnych głosów
na ustępy solowe i duety i połączeniem ich przed repryzą części pierwszej
w pełen czterogłos3. Także zastosowany tu kantylenowy typ melodyki sugeruje obsadę solową tego fragmentu. Epizod środkowy przynosi zmianę klimatu, akcentowaną zarówno zmianą trybu z e-moll na E-dur, jak i poprzez
ascendentalnie zakreśloną frazę oraz progresję harmoniczną z wyraźnym
dążeniem do kulminacji i z dynamicznie podkreśloną partią akompaniamentu. Cały ten fragment ma wyraźnie włoski kształt, przywodzący na
myśl ensemble z oper bel canto4.
Poważny charakter kompozycji i jej patetyczne nacechowanie przypomina nieco żałobne utwory Cherubiniego, tym bardziej że w środkowej fazie
dzieła widać wyraźną inspirację muzyką operową w sposobie budowania
frazy melodycznej, a części skrajne zdominowane są przez deklamacyjną
retorykę, sugestywnie oddającą pokutny nastrój tekstu. Jest to jedna z najciekawszych kompozycji Kolberga, z wyraziście nakreśloną formą i o poważnej wymowie emocjonalnej, z przemyślanym planem harmonicznym
i atrakcyjną pod względem melodycznym częścią środkową. Forma utworu
i jego rozmach obsadowy oraz nasycenie faktury w akompaniamencie mogą
wskazywać na to, że Kolberg planował zorkiestrowanie tego dzieła. Jest to
jedyna zachowana kompozycja religijna Oskara Kolberga, trudno dziś jednak stwierdzić, czy utwór ten powstał na jakąś szczególną okazję. Trudno
też zaakceptować sugestię, że była to kompozycja towarzyska, o charakterze
Tafelmusik5. Przeczy takiej tezie zarówno rozbudowana obsada wokalna
i wyodrębnienie partii solowych wymagających głosów operowych o dużych umiejętnościach wykonawczych, jak i dość mroczny jak na utwory
1

Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 110.
Zasada dialogowania między głosami męskimi i żeńskimi jest tu zastosowana równie
konsekwentnie jak w części pierwszej psalmu, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 112–121.
3 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 118.
4 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 116–117.
5 Por. D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XVI.
2

149

�Kolberga klimat opracowania muzycznego. Jest prawdopodobne, że psalm
ten powstał z myślą o wykonaniu w kościele protestanckim, na co wskazuje
użycie wersji tekstu w języku polskim. Aktywne związki Kolberga z ewangelicką parafią Świętej Trójcy w Warszawie wydają się najbardziej prawdopodobnym źródłem inspiracji dla powstania tego utworu1.
Król pasterzy i inne utwory sceniczne
Zainteresowanie Kolberga formami scenicznymi miało swój początek
już w okresie nauki kompozycji i teorii muzyki. Wykonywane w tym czasie
transkrypcje fortepianowe arii i uwertur operowych z pewnością kierowały jego uwagę w stronę dzieł przeznaczonych do wykonania w teatrze.
Zainteresowaniu temu sprzyjał znaczący rozwój warszawskiego teatru operowego za czasów dyrekcji Karola Kurpińskiego. W tym okresie, aż do lat
czterdziestych, publiczność warszawska miała możliwość zapoznania się
z prawdziwie europejskim repertuarem operowym. Pomimo represji po
powstaniu listopadowym opera warszawska działała nadal, choć tematyka
przedstawień podlegała ścisłej cenzurze, a działalność tej instytucji znajdowała się pod całkowitą kontrolą władz rosyjskich. Z pewnością rodzina Kolbergów uczestnicząc w życiu kulturalnym miasta, korzystała także
z bogatej oferty repertuarowej teatru. Młody Kolberg dorastał przy tym
w środowisku, które aktywnie kreowało życie muzyczne Warszawy pierwszej połowy XIX wieku. Wśród dzieł prezentowanych wówczas w Warszawie przeważał repertuar włoski, francuski i niemiecki2.
1

Zob. A. Nawrocka-Wysocka Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików…, s. 17–19.
Wiele oper po premierze doczekało się jedynie kilku przedstawień, jednak niektóre tytuły zyskiwały popularność i utrzymywały się dłużej w repertuarze teatru warszawskiego.
W sumie publiczność warszawska mogła poznać szeroki repertuar europejski, w tym opery
Mozarta (Don Giovanni, Czarodziejski flet), Rossiniego (Tankred, Turek we Włoszech, Sroka
złodziejka, Cyrulik sewilski, Włoszka w Algierze, Kopciuszek, Hrabia Ory, Otello), Elsnera
(Król Łokietek czyli Wiśliczanki) oraz Kurpińskiego (Pałac Lucypera, Szarlatan, Jadwiga,
Nowe Krakowiaki, Czaromysł, Leśniczy w Puszczy Kozienieckiej, Cecylia Piaseczyńska).
W późniejszych latach, za dyrekcji Kurpińskiego, na scenie pojawiły się również dzieła Aubera
(Niema z Portici, Fra Diavolo), Halévy’ego, Herolda, Paera, Boieldieu, Damsego (Chłop milionowy), Webera (Wolny strzelec), Meyerbeera (Robert Diabeł), Donizettiego (Napój miłosny)
i Belliniego (Lunatyczka). Por. A. Lisowska Karol Kurpiński jako pisarz, działacz i organizator muzyczny w Warszawie, w: Szkice o kulturze muzycznej XIX wieku, T. II, red. Z. Chechlińska, Warszawa 1973, s. 199–213.
2

150

�Omawiane już zeszyty do studiów muzycznych wskazują na pewne wątki repertuarowe, nazwiska kompozytorów i tytuły dzieł operowych, które
znane były Kolbergowi. Dodatkową wskazówką, dzięki której poznajemy
upodobania Kolberga w sferze sztuki operowej, są jego artykuły i pisma
muzyczne. Noty biograficzne przygotowane przez niego dla potrzeb Encyklopedii Orgelbranda pokazują szeroką wiedzę oraz zawierają czasem jasne
deklaracje estetyczne autora1. Z tekstów tych wyłania się wiedza Kolberga
o dziełach, które mogły być dla niego inspiracją w pracy nad własnymi
kompozycjami – dotyczy to w szczególności utworów dramatycznych. Chociaż sam Kolberg podążał konsekwentnie drogą wyznaczoną przez kompozytorów pierwszych polskich oper (Jan Stefani, Maciej Kamieński), to
z napisanych przez niego haseł dotyczących najwybitniejszych muzyków
europejskich wynika, że twórczość operowa wielu autorów włoskich, francuskich czy niemieckich była mu bardzo dobrze znana. Z tekstów przygotowanych do Encyklopedii wnioskować można o wielkiej erudycji Kolberga oraz o perspektywicznym spojrzeniu przez niego na historię muzyki.
Głównym jednakże źródłem jego poglądów odnośnie do muzyki scenicznej
było przywiązanie do stworzonej przez Bogusławskiego, patriotycznej i „ludowej” wizji polskiego teatru narodowego.
Kontynuację i twórcze rozwinięcie znanego z dzieł Bogusławskiego sposobu kreowania i kształtowania opery polskiej Kolberg upatrywał w działalności Stanisława Moniuszki:
1

Zwracają uwagę zamieszczone tam noty o kompozytorach operowych, dające wyobrażenie o poziomie erudycji muzycznej Kolberga. Autor nie stroni w nich od żywych, nierzadko
ostrych, lecz inteligentnych ocen estetycznych na temat kompozytorskich dokonań najwybitniejszych współczesnych mu oraz dawniejszych kompozytorów. Zob. na przykład hasła z Encyklopedii Orgelbranda, przedrukowane w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62):
Dobrzyński (s. 396–400), Elsner (s. 400–404), Kurpiński (s. 421–425), Moniuszko (s. 434–439),
Stefani (s. 450–451) oraz Halévy (s. 181–183), Herold (s. 183–184), Gluck (s. 244–248), Graun
(s. 248–249), Haendel (s. 250–251), Hasse (s. 254–255), Marschner (s. 173–275), Meyerbeer
(s. 278–282), Mozart (s. 282–287), Spohr (s. 300–301), Weber (s. 306–309), Lully (s. 186–188),
Gounod (s. 179–180), obszerny i krytyczny artykuł o Berliozie (s. 164–167), bardzo rozbudowany i jednocześnie obiektywny artykuł o Auberze (s. 156–163), entuzjastyczna w tonie nota
o Rossinim (s. 128–131), podobna o Donizettim (s. 107–109), pochlebny tekst o Cherubinim
(s. 104–106) i Bellinim (s. 97–99), krytyczny tekst o Verdim (s. 135–137) i napisana z nieskrywanym podziwem nota o Wagnerze (s. 304–305). Z tekstów o kompozytorach „nieoperowych”
zwraca uwagę pełna ciepła i osobistej fascynacji, rozbudowana nota o Mendelssohnie (s. 275–
–278), o rodzinie Bachów (s. 224–230), Beethovenie (s. 230–234), Haydnie (s. 257–261), krytyczny tekst o Schubercie (s. 296–297) i entuzjastyczny o Schumannie (s. 297–299).

151

�Dzieła te, jak w ogóle wszystkie pomysły tego kompozytora, cechuje prostota
bynajmniej nie wyłączająca namiętności ni zapału, obok opracowania bogatego
szczegółów, zawsze siłę i głębokość, a gdzie potrzeba, szumność i rubaszność im
nadającego. Przymioty te składają się na całość udatną, skończoną, a przesiąknięte melodią i harmonią swojską, działają wybitnie na umysł i serce każdego
myślącego i czującego człowieka1.

Uzasadniał także potrzebę inspirowania się przez kompozytorów tradycją własnego kraju i powiązaniem twórczości z lokalną problematyką
społeczną:
Artysta krajowy, zapatrując się na otaczającą go społeczność i naturę, w duszy
swej ze zbiorowych jej uczuć i obrazów snuje i tworzy ideały, którym wierny
pozostać winien pod karą utraty samodzielności, a stąd i miłości w narodzie2.

Szczególnie ważny dla zrozumienia idei, którą Kolberg jako twórca
operowy starał się w swoich kompozycjach zrealizować, jest artykuł Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i górale” 3. Opublikowany został w „Ruchu Muzycznym” w 1858 roku, a czas publikacji
tego artykułu wyraźnie zbieżny jest z rokiem teatralnej premiery opery
Kolberga Król pasterzy. Z postawy Kolberga jako historyka muzyki i teoretyka wynika jasno, że za wartościowe dla rozwoju kultury muzycznej
Polski pod zaborami uznał te postawy twórcze, które w sposób kreatywny
i jednocześnie szeroki akceptowały korzystanie z polskiej tradycji muzycznej oraz z kultury muzycznej wsi. W pewnym stopniu swoje opery uważał
prawdopodobnie za kontynuację idei Wojciecha Bogusławskiego, korzystając z doświadczeń kompozytorskich Jana Stefaniego, Józefa Elsnera,
Karola Kurpińskiego i po części samego Stanisława Moniuszki, starał się
włączyć w nurt „opery narodowej”. Już na początku lat pięćdziesiątych
XIX wieku, kiedy to komponował Króla pasterzy, mógł poszczycić się
wnikliwą znajomością polskiej muzyki ludowej, wynikającą z wieloletniej
już wówczas praktyki zbierackiej. Zgromadzone przez niego w tym czasie
pieśni (teksty i melodie) nie tylko stały się podstawą jego działalności
1

O. Kolberg Moniuszko Stanisław, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 438,
pierwodruk w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, T. 18, Warszawa 1864.
2 Tamże, s. 439.
3 „Ruch Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II
(DWOK T. 62), s. 546–554.

152

�wydawniczej jako etnografa muzycznego, ale także bezpośrednio wpłynęły na jego zainteresowania kompozytorskie. Można przypuszczać, że
wyrażona przez niego chęć „oznaczenia charakteru muzyki słowiańskiej” 1
odnosiła się na początku jego działalności również do działań kompozytorskich. Być może sam Kolberg liczył na to, że jednym ze sposobów
praktycznego wykorzystania publikowanych przez niego zbiorów melodii
może być inspirowanie folklorem muzycznym działań kompozytorskich
(w tym jego własnych). Mając zatem na początku lat pięćdziesiątych na
swoim koncie pokaźny zasób dokumentacji folkloru ziem polskich, czuł
się dobrze przygotowany do stworzenia pewnego rozwinięcia Krakowiaków i Górali Stefaniego i późniejszej kontynuacji „narodowej opery” Kurpińskiego. Na początku lat 50. XIX wieku Kolberg nie porzucił jeszcze myśli o komponowaniu. Twórczość kompozytorska i aktywność muzyczna
były przez niego wtenczas spostrzegane jako równoległe drogi rozwoju.
Dopiero z biegiem lat ta kompozytorska pasja Kolberga stopniowo ustawała na rzecz pochłaniającej go działalności zbierackiej, etnograficznej,
pisarskiej i edytorskiej.
Libretto Króla pasterzy zostało przygotowane przez Teofila Lenartowicza na podstawie sielanki Feliksa L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy2. Opera została ujęta w siedem obrazów i poprzedzona introdukcją
orkiestrową, zaś w ramach obrazów można wyróżnić arie, duety, niewiele
recytatywów. Tekst zaczął powstawać już w 1848 roku, jednak ze względu na zagrożenie aresztowaniem Lenartowicz musiał w tym roku opuścić
Warszawę. Być może już od tego momentu trwały także prace Kolberga nad
planowaną operą. Ostatecznie za oficjalną datę powstania Króla pasterzy
przyjmuje się rok 1853. Szkice zachowane w archiwum Kolbergowskim
w tece 51 powstały być może jeszcze przed rokiem premiery „salonowej”
tego utworu3. Faktem bezspornym jest, że jakaś wstępna wersja tego dzie1 A.J.S. [Antoni Józef Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”
1841, T. 1, s. 163.
2 F.L.J. [F.L. Jaskólski] Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie, Warszawa 1827, reedycja w opracowaniu B. Burdzieja, Włocławek 2005.
3 W Archiwum PTL we Wrocławiu, w tece 51, sygn. 1358, zachowały się szkice do
kilku fragmentów Króla pasterzy. Na k. 167 zachowało się arioso Wojtka ze sceny II, na
k. 181 wstępna wersja recytatywu Sołtysa ze sceny II i arioso Wojtka, na tej samej karcie
oraz na k. 182 widnieje chóralna partia z poloneza oraz niewykorzystane później epizody
instrumentalne dla sceny V, na k. 199 i 200 znajdują się niewykorzystane ostatecznie dwie
różniące się od siebie wersje wstępu orkiestrowego do opery, na k. 201 jeszcze kilka taktów

153

�ła (wraz z fragmentami opery Scena w karczmie czyli Powrót Janka,
obie najpewniej z akompaniamentem fortepianowym samego kompozytora) została zaprezentowana w 1853 roku w warszawskim salonie Faustyna
Żylińskiego1. Świadectwem tego wykonania jest nota zamieszczona przez
Karola Kucza w Pamiętnikach miasta Warszawy z 1853 roku:
Co zaś do prywatnych tego rodzaju wieczorów, jednym z znaczniejszych był
wieczór w domu znanego muzyka p. Żylińskiego, gdzie zebrani Amatorowie
i Amatorki wykonali pod przewodnictwem p. Kolberga dwie opery własnego
jego utworu, to jest Król pasterzy i Powrót Janka. Z tych pierwsza na samych
ludowych motywach oparta odznacza się nadzwyczajną melodią i znaczną liczbą
wzniosłych ustępów i godną byłaby publicznego przedstawienia2.

Nie są znane żadne szczegóły tego wykonania, nie wiadomo także, na
podstawie jakich materiałów muzycznych przedstawienie to zostało przygotowane. Warto tu wspomnieć, że jako autora libretta podaje się konsekwentnie Teofila Lenartowicza, jednak słowa Kolberga wskazują na nieco
bardziej skomplikowany proces powstawania nieukończonego ostatecznie przez librecistę tekstu 3. Pomimo genetycznej niejednolitości tekstu,
tej introdukcji, przy czym najpierw zanotowane są one jako wersja fortepianowa, niżej natomiast widnieje próba rozpisania ich w formie partytury na kilka niezidentyfikowanych
instrumentów.
1 Faustyn Żyliński (1796–1867), śpiewak, dyrygent, pedagog i kompozytor. Jako tenor występował w operach wystawianych w operze warszawskiej, prowadził w Warszawie salon
muzyczny. Jest prawdopodobne, że w salonowej prezentacji opery Król pasterzy z roku 1853
śpiewał rolę Wojtka. Zob. O. Kolberg Żyliński Faustyn, w: Pisma muzyczne cz. I (DWOK
T. 61), s. 209; zob. także B. Chmara-Żaczkiewicz Faustyn Żyliński, hasło w: Encyklopedia muzyczna PWM, T. W-Ż, pod. red. E. Dziębowskiej, Kraków 2012.
2 K. Kucz Pamiętniki miasta Warszawy z roku 1853, T. I, Warszawa 1854, s. 235. Kucz wymienia tytuł Powrót Janka, pełny tytuł brzmiał Scena w karczmie czyli Powrót Janka, zob.
też informacje o tym utworze Kolberga w: A. Skrukwa Życie Oskara Kolberga w Warszawie,
w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I), s. 101–103.
3 Przedstawienie salonowe z 1853 roku nie było wynikiem jakiejś spontanicznej inicjatywy,
a zaplanowane zostało przez Kolberga i jego warszawskich przyjaciół z pewnym wyprzedzeniem. W liście do Józefa Sikorskiego Kolberg wspomina bowiem o nieukończeniu pracy nad
librettem przez Lenartowicza i kłopotach związanych z powstawaniem dalszej części tekstu:
„Tymczasem, pragnąc jako tako mieć wykończonym ten obrazek dla przedstawienia go w salonie znajomego mi, zacnego obywatela, uprosiłem parę osób zajmujących się pracami literackimi o napisanie reszty, czego chętnie dopełnili”. Zob. niedatowany brulion listu do J. Sikorskiego
Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (DWOK T. 66), s. 682. Kolberg podał tam mylnie, że
Lenartowicz wyjechał z Warszawy w roku 1849 zamiast 1848.

154

�ze względu na prostotę tematu i niewielkie komplikacje dramaturgiczne,
w ostatecznej wersji nie odczuwa się w nim udziału kilku autorów.
Być może zachowany w tece 51 Miscellanea czystopis wersji fortepianowej Sceny w karczmie jest śladem wykonania tego utworu scenicznego w salonie F. Żylińskiego. Natomiast nie zachowała się żadna sporządzona własnoręcznie przez autora rękopiśmienna wersja fortepianowa
Króla pasterzy, która mogła służyć jako podstawa interpretacji koncertowej w roku 18531. Wyciąg fortepianowy tego utworu został wydany
drukiem2 w ośmiu zeszytach w latach 1859-1860 prawdopodobnie przy
okazji przygotowywania inscenizacji tej opery w teatrze warszawskim.
Można domniemywać, iż ta starannie opracowana, drukowana wersja na
fortepian i głosy wokalne jest powieleniem pierwszej, wykonanej w 1853
roku kompozycji.
Partytura orkiestrowa, sporządzona przez Kolberga własnoręcznie, zachowała się w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Rękopis ten jawi się obecnie jako dokument wyjątkowy, jest to bowiem
jedyne znane dziś samodzielnie zorkiestrowane dzieło Kolberga. Ostateczna
wersja partytury została przez niego prawdopodobnie zakończona w roku
1858. Na ten rok wskazują dwie noty zamieszczone na karcie tytułowej.
Pierwsza z nich to wyrażona po francusku opinia dyrektora opery warszawskiej, Giovanniego Lodovico Quatriniego3, w której przewiduje on
sukces sceniczny w razie wykonania tego dzieła. Kolejna adnotacja została
wpisana przez Stanisława Moniuszkę4, który od 1858 roku, jako odpowie1

W zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie znajduje się odpis wyciągu fortepianowego sporządzony przez kopistę o nazwisku Filipow. Kopia ta pochodzi z roku 1938. Jak już
wspomniano, nie zachował się jednak rękopis Kolberga, dlatego nie wiadomo dokładnie, jaka
wersja została przepisana w tym manuskrypcie. Zob. W. Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne drugiej połowy XIX wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 2002, s. 75, nr
157 i 157a.
2 Opis postaci wydawniczej tej publikacji zob. D. Idaszak, Twórczość kompozytorska…
(DWOK T. 68), s. XX.
3 Giovanni Lodovico Quattrini (1822–1898), włoski dyrygent i pedagog, w 1843 przybył do
Warszawy, gdzie w latach 1853–1874 piastował stanowisko pierwszego dyrygenta Warszawskich Teatrów Rządowych, od 1858 roku dzielił tę funkcję ze Stanisławem Moniuszką, z którym
był zaprzyjaźniony i którego opery wystawiał bardzo starannie. Zob. B. Chmara-Żaczkiewicz
Quatrini Jan Ludwik, hasło w: Encyklopedia muzyczna PWM, T. Pe-R, pod red. E. Dziębowskiej, Kraków 2004.
4 Kolberg znał Moniuszkę już od lat czterdziestych XIX wieku. W zachowanych do dziś listach
Moniuszki skierowanych do Józefa Sikorskiego nadawca wielokrotnie prosi o przekazywanie

155

�dzialny za przygotowywanie oper polskich, dzielił obowiązki dyrygenckie
z Quatrinim:
Potwierdzam zdanie W[wielmożnego] Pana Dyrektora Quattrini.
Stanisław Moniuszko

Nieznana osoba wpisała także dodatkową notę:
JWy Generał polecić raczył wobec Dyrektora i artystów opery spróbować niniejszą partyturę i podać projekt do rozdania ról w razie pozytywnej opinii1.

Pierwsza prezentacja sceniczna Króla pasterzy na deskach opery warszawskiej miała miejsce 3 marca 1859 roku2. Partytura, pomimo bardzo
przejrzystej, czystopiśmiennej formy, wskazuje na intensywną pracę, której
świadectwem są znaczne ilości poprawek, a czasem nawet daleko idące korekty, włącznie z wykreślaniem pewnych fragmentów oraz dopisywaniem
alternatywnych wersji. Niektóre korekty miały prawdopodobnie na celu
zmniejszenie wolumenu, dotyczy to chociażby wykreślania partii puzonów
lub ograniczania partii fletów w wysokich rejestrach. Część tych poprawek
pochodzi od Kolberga i wpisana została jego ręką, wiele jednak naniesionych zostało przez nieznane osoby w nieznanym czasie. Operę Kolberga
prezentowano później kilkakrotnie i trudno dziś zidentyfikować, kto i kiedy
te niejednokrotnie znaczące korekty wprowadził. Alternatywne wersje wpisane przez Kolberga mogły powstać podczas przygotowywania pierwszego
przedstawienia. Korekty te mogły być opracowywane przy współudziale
Stanisława Moniuszki, a może nawet wprowadzane w odpowiedzi na jego
bezpośrednie sugestie. Do dziś zachował się bilet przesłany Kolbergowi
przez Moniuszkę o wymownej treści:
pozdrowień dla Kolberga, zob. S. Moniuszko Listy zebrane, przygotował do druku W. Rudziński przy współpracy M. Stokowskiej, Kraków 1969.
1 Notatkę tę cytuje D. Idaszak w komentarzu rewizyjnym, zob. O. Kolberg Kompozycje
wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 627.
2 O recepcji opery i kolejnych jej wykonaniach oraz o wykonawcach zob.: D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XXII–XXV oraz 626–645. Józef Sikorski jako datę
premiery scenicznej podaje w swojej recenzji w „Ruchu Muzycznym”: „2 b.m. [marca] 1859”,
zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 660.

156

�Mój zacny Oskarze! Potrzebuję mego Flisa.
Twój najżyczliwszy
Stanisław Moniuszko1.

Ta krótka nota wskazuje na to, że Kolberg starał się przygotować do
zorkiestrowania Króla pasterzy poprzez przestudiowanie dzieła Moniuszki.
Trudno dziś wskazać, czy jakieś fragmenty Flisa zaważyły bezpośrednio
na partyturze Kolberga. Możliwe, że pierwsze takty introdukcji, wyraźnie
obrazujące wschód słońca i poranek, mogły być inspirowane sielankowym
klimatem wstępnego fragmentu uwertury do Flisa2.
Spoglądając dzisiaj obiektywnie na pracę Kolberga-orkiestratora, zauważyć można w partyturze Króla pasterzy wyraźne przywiązanie do
brzmienia znanego mu z dzieł kompozytorów okresu klasycyzmu, a zatem
do wiodącej roli instrumentów smyczkowych. Odnotować można również
nieśmiałe dysponowanie instrumentami dętymi drewnianymi oraz blaszanymi, co stało się bezpośrednim powodem ostrych w tonie uwag Maurycego Karasowskiego3. W swoim opracowaniu orkiestrowym Kolberg
podążał drogą wyznaczoną przez kompozytorów epoki klasycyzmu, jednakże w kilku miejscach swojej partytury wykazał się niekonwencjonalną
pomysłowością. Standardowym rozwiązaniem instrumentacyjnym stosowanym przez Kolberga było włączenie do opery wielkiego bębna, czyneli i trójkąta, czyli tzw. „perkusji tureckiej” 4, szczególnie subtelnie użytej
1

Korespondencja Oskara Kolberga cz. I (DWOK T. 64), s. 88.
Samą operę Kolberg w sposób dość skrótowy wspomniał w cytowanym już tutaj biograficznym haśle o Moniuszce napisanym dla Encyklopedii Orgelbranda: „[…] jest to obrazek
ludowy warszawski, zręczną, choć zbyt może poważną odziany muzyką”. Zob. O. Kolberg
Moniuszko Stanisław…, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),
s. 434–439.
3 Maurycy Karasowski (1823–1892), muzyk i publicysta muzyczny, był wiolonczelistą w operze warszawskiej, a od roku 1854 działał jako krytyk muzyczny. Po scenicznej premierze Króla
pasterzy w 1859 roku opublikował w „Kronice Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” bardzo
krytyczną recenzję, w której wykazywał znaczące jego zdaniem wady opery Kolberga, zwłaszcza
w zakresie instrumentacji. Zob. M.K. [M. Karasowski] Koncerta – Król pasterzy – Małżeństwo
przy latarniach, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81, s. 3–4, przedruk
w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK, T. 68), aneks, s. 663. Podobnie
krytyczną recenzję napisał wówczas Aleksander Rożniecki, zob. tamże, s. 664.
4 Perkusja turecka, a w zasadzie janczarska, od czasów Uprowadzenia z seraju Mozarta używana była zwyczajowo dla odmalowania klimatu dźwiękowego światów pozaeuropejskich, zwłaszcza kojarzonych z kulturą turecką, arabską, perską itd. Od początku XIX wieku
instrumenty te na stałe weszły do użytku orkiestrowego, zwłaszcza w operach, gdzie jednak
2

157

�w arii Maciusia Ciemięgi, gdzie intensyfikuje ona komiczny wydźwięk
tego fragmentu1.
Interesującym brzmieniem charakteryzują się również chóry „ludowe”,
w których stosuje Kolberg klasyczne sposoby przywoływania klimatów
sielankowych w postaci burdonów, a poprzez zdwojenia oktawowe w instrumentach dętych drewnianych uzyskuje charakterystycznie ostro zarysowane, jasne, a nawet piskliwe brzmienie, co wzmaga jeszcze rustykalny
charakter krótkich motywów powtarzanych na wzór kujawiaków2. Pomysły takie należy uznać za udaną formę odmalowania klimatu dźwiękowego
„wiejskiej” muzyki, który dla słuchacza i widza w operze, w sytuacji scenicznej, ma być czymś zupełnie innym niż typowe, symfoniczne brzmienie
operowe. Zaskakujące jest też to, że w wielu fragmentach tutti Kolberg
jako instrumentator radzi sobie lepiej niż w ustępach kameralnych. Dotyczy to szczególnie arii i duetów3, w których zwłaszcza instrumenty dęte
drewniane nie wpływają korzystnie na wyrazistość brzmienia, zaciemniając czasem melodykę partii wokalnych4. Partytura Króla pasterzy została
przez Kolberga napisana na skład charakterystyczny dla możliwości zespołu opery warszawskiej z połowy XIX wieku. Z pewnością warunkiem
przedstawienia tego utworu na wielkiej scenie operowej było rozpisanie
fortepianowej wersji na pełen skład orkiestrowy, co nie oznacza, że wersja
fortepianowa Kolbergowskiej opery nie dawała możliwość zadysponowania materiału muzycznego w sposób efektowny. Dla obiektywnej oceny tej
najczęściej służyły wzmocnieniu tutti orkiestrowego. Użycie ich w dynamice piano bywało
rzadsze i świadczyło o oryginalnym spojrzeniu na ich walory brzmieniowe.
1 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 278–291.
2 Tamże, s. 228–230.
3 Do mniej udanych fragmentów zaliczyć należy duet Maciusia i Sołtysa poprzedzający
poloneza w scenie piątej. Skupienie instrumentów o ciemnej barwie i niskim rejestrze z dwoma
głosami męskimi sprawia, że partie wokalne są nieco przesłonięte. Za udane instrumentacyjnie
fragmenty z głosami solowymi, obok znakomitej, przesyconej humorystycznymi epizodami arii
Maciusia Ciemięgi, trzeba uznać duet Wojtka i Rózi ze sceny pierwszej, arię Rózi z ruchliwą
partią klarnetu oraz cavatinę Wojtka z finału opery, gdzie widać prostotę i celność koncepcji
brzmieniowej: lekki akompaniament smyczków wspomagają instrumenty dęte podkreślające
przebieg harmoniczny.
4 Innym problemem wykonawczym może stać się, szczególnie kłopotliwe dla śpiewaków,
eksponowanie przez Kolberga niskich rejestrów w partiach solistów przy jednoczesnym nagromadzeniu masywnego brzmienia orkiestrowego. Epizody takie można niejednokrotnie znaleźć
w Kolbergowskiej partyturze. Mogą one powodować obniżenie komfortu wykonawczego solistów oraz chórzystów.

158

�partytury wskazane jest przypomnienie, iż jest ona jedyną znaną dziś pracą
orkiestrową Kolberga. Jeżeli zatem uznamy Króla pasterzy za pierwszy
zorkiestrowany przez niego utwór, z pewnością niedociągnięcia czy pewne
nielogiczności tej partytury staną się całkowicie zrozumiałe1.
W odniesieniu do samej treści muzycznej Króla pasterzy należy wskazać
na zachowawczy styl tej kompozycji, w którym widać bezpośrednią fascynację muzyką z Krakowiaków i Górali Jana Stefaniego. Kolberg operuje
prostymi motywami melodycznymi, często o rytmach mazurowych i polonezowych (chóry ze sceny pierwszej i z finału). W niektórych fragmentach,
zwłaszcza przywołujących asocjacje miłosne, posługuje się melodyką przejętą z włoskich oper w stylu bel canto (Romans Rózi z cadenzą i cavatina
Wojtka z finału)2. Ta cecha, dotkliwie skrytykowana przez współczesnych
mu recenzentów, dzisiaj nie wydaje się już tak rażąca. Przejmowanie włoskich wzorców w konstrukcji przebiegu melodycznego dziś uznać można
za całkowicie naturalne dla kompozytorów I połowy XIX wieku – może to
być przecież z łatwością wskazane także w operach Moniuszki. Z pewnością
„ludowe” chóry, jak wspomniano już wyżej, pomimo prostoty użytych przez
kompozytora środków charakteryzują się często świeżością melodyczną,
cechuje je także wyraźnie rozwijana motoryka, co dziś uznać można za sugestywną aluzją do wiejskiego muzykowania. Nie sposób także nie zauważyć świadomych najpewniej nawiązań melodycznych do Czarodziejskiego fletu Mozarta w niektórych fragmentach duetu Rózi i Wojtka. Zgodnie
z uwagami dziewiętnastowiecznych krytyków trzeba przyznać, że najsłabiej
prezentują się w operze Kolberga recytatywy, z jednym może wyjątkiem
– rozpoczynającym finał opery solo sołtysa3. Fragment ten, mniej recyta1

Napisana zaraz po premierze i opublikowana przez J. Sikorskiego w numerze 10 „Ruchu
Muzycznego” recenzja zawiera nieco bardziej pozytywne wnioski niż wspomniane wyżej krytyki Karasowskiego i Rożnieckiego. Sikorski szeroko omawia treść opery, dzieje jej powstania,
w ocenie dzieła stara się wykazać jego niektóre walory, zwracając jednocześnie uwagę na słabą
orkiestrację i brak rozwinięcia niektórych ciekawych dramaturgicznie fragmentów. Autor omawia również szerzej interpretację wykonawców pierwszego przedstawienia. Ogólna wymowa
tej recenzji jest pozytywna i zachęcająca Kolberga dla dalszych prób kompozytorskich. Zob.
J. Sikorski Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego napisany w 1-ym akcie przez T. L
[T. Lenartowicza], muzyka O. Kolberga. Pierwsze przedstawienie d. 2 b.m., „Ruch Muzyczny”
1859, nr 10, s. 81–83, przedruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK
T. 68), aneks, s. 660–662.
2 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 260 i 342.
3 Zob. tamże, s. 339.

159

�tywny a bardziej chorałowy, zinstrumentował Kolberg na instrumenty dęte
drewniane (klarnety, fagoty) i blaszane (rogi i puzony), przez co przywołuje
on skojarzenia z osiemnastowiecznym sposobem obrazowania „wyroczni”
(w tym wypadku rolę tę pełni postać Sołtysa), znanym na przykład z oper
Mozarta1.
Król pasterzy wydaje się obecnie dziełem interesującym, choć niepozbawionym wad i niezręczności. Styl utworu wyraźnie nawiązuje do dzieł
Jana Stefaniego i Karola Kurpińskiego, co pozwala tę kompozycję uznać za
należącą jeszcze do późnego muzycznego klasycyzmu, zwłaszcza w zakresie
kształtowania warstwy harmonicznej i instrumentacyjnej. Ciekawe dla dzisiejszego odbiorcy nawiązania do oper włoskiego bel canto wbrew ostrej
krytyce współczesnych Kolbergowi recenzentów przydają dziełu pewnej
lekkości i oczekiwanej w tej formie teatralności. Odniesienia do ludowej
muzyki są wyraziste i pokazane odbiorcom z dużą dozą naturalności, co
widać w sposobie kształtowania frazy, w podpatrzonym (podsłuchanym)
u ludowych muzyków wariacyjnym „ogrywaniu” krótkich motywów w kujawiaku z introdukcji orkiestrowej2. Wyraźnymi zaletami kompozycji są
żywa akcja, spora doza poczucia humoru oraz różnorodność użytych środków kompozytorskich przy jednoczesnym skupieniu się na oddaniu muzyką klimatu wsi kujawskiej. Wady dzieła obejmują zarówno niezręczności
instrumentacyjne, jak i zbyt skrótowe – jak słusznie zauważył Józef Sikorski – potraktowanie poszczególnych fragmentów, nierozwijanie udanych
pomysłów kompozytorskich i szczególnie charakterystyczną dla stylu tego
utworu niezbyt wyrazistą pracę tematyczną.
Kolejna opera Kolberga, Scena w karczmie czyli Powrót Janka, według wspomnianego już wcześniej świadectwa Karola Kucza została zaprezentowana wraz z Królem pasterzy w salonie Faustyna Żylińskiego.
W rękopisach muzycznych Kolberga przechowywanych w tece 51 Miscellanea znajduje się obecnie zespół szkiców do tego dzieła oraz czystopis
wersji fortepianowej wraz z zapisem partii wokalnych. Manuskrypt ten jest
niestety niepełny, brakuje w nim zakończenia opery, które zachowało się
1 Sceny takie popularne były zwłaszcza w operach francuskich już od czasów Christopha
Willibalda Glucka, weszły one do konwencjonalnych środków operowych jako pewien standardowy element finałów ex machina. Kolberg najprawdopodobniej mógł inspirować się tu
operami Mozarta (np. w Don Giovannim partia Komandora w finale oraz w Czarodziejskim
flecie finałowy recytatyw Sarastra).
2 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 176.

160

�w szkicowej formie na dalszych kartach w tejże tece. Nie wiadomo zatem,
czy podczas salonowej prezentacji w roku 1853 wykonano Scenę w karczmie z jakiegoś kompletnego, a niezachowanego do dziś rękopisu, czy była
to niedokończona wersja z teki 51.
W utworze tym Kolberg wykorzystał jako libretto tekst Jana Kantego
Gregorowicza, którego rękopis zachował się obok partytury fortepianowej
kompozycji we wspomnianej tece. Historia rozgrywa się w karczmie na
nieokreślonej bliżej sandomierskiej wsi, gdzie Basia czeka na powrót swojego ukochanego Janka, pocieszana przez ojca i grupę współmieszkańców.
Janek przybywa w końcu i opowiada o swoich przeżyciach z podróży po
Warszawie. Dzieło kończy się szczęśliwym połączeniem pary kochanków
oraz pochwałą zdrowego i pracowitego życia mieszkańców wsi. Ta apoteoza wiejskiej prostoty i stabilności została tu przedstawiona w kontraście
do pełnej pośpiechu i powierzchowności egzystencji mieszczan.
Scena w karczmie to opera numeryczna z wyraźnie wyodrębnionymi
scenami, w których ważną rolę pełni bohater zbiorowy – chór mieszkańców wsi, komentujący i bezpośrednio uczestniczący w akcji scenicznej. Kolberg wykorzystuje tu arie solowe, duety, arie łączone z chórami, a w finale
zaplanował (zachowany w formie szkicowej) tercet Basi, Janka i Stanisława
– ojca Basi. Opera poprzedzona została żywiołową introdukcją, opartą na
materiale muzycznym arii Janka opowiadającej o hałaśliwym życiu warszawskiej ulicy. Koda tej uwertury jest ciekawym echem pomysłów w stylu
Rossiniego, stanowi bowiem rodzaj instrumentalnej cabaletty, ze wzmożeniem ruchu i dwukrotnym przeprowadzeniem, które za drugim razem
znajduje swój finał w brawurowym zakończeniu.
Pod względem opracowania muzycznego kompozytor starał się o oddanie
w tej operze klimatu emocjonalnego wynikającego z tekstu i sytuacji scenicznej. W sferze nawiązań do „ludowości” widać wyraźne operowanie rytmami
tańców polskich: oberka, mazura, poloneza czy krakowiaka1. W porównaniu
jednak z przesyceniem Króla pasterzy motywami wzorowanymi na ludowych melodiach, w Scenie w karczmie folklor muzyczny traktowany jest
jako sztafaż i „dekoracja”. Po uwerturze rozbrzmiewają dźwięki skocznego
obertasa, widać tu świadome kształtowanie frazy, w sposób oddający pewną
1 Wśród szkiców do Sceny w karczmie zachowanych w tece 51 Miscellanea (Arch. PTL)
znajduje się jedna karta z notą „Janek”, na której Kolberg zapisał prawdopodobnie szkic finałowego chóru w rytmach krakowiaka.

161

�swobodę muzyki ludowej i jej fantazyjność. Uwidacznia się to poprzez wtrącenia elementów skali cygańskiej do całego durowego przebiegu melodycznego, powtarzanie krótkich motywów i uzyskiwaną przez to motoryczność
kształtowania całej frazy1. Partia solowa Janka w lirycznej scenie jego powrotu do rodzinnej wsi także zawiera interesujące elementy skali cygańskiej,
która stworzyła Kolbergowi możliwość niekonwencjonalnego opracowania
harmonicznego, oscylującego pomiędzy dur i moll2. Inne partie solowe, szczególnie epizody kantylenowe, kształtuje Kolberg w sposób bliższy konwencjonalnej melodyce pieśniowej. W rzewnej arii Basi z chórem zastanawia
bliski słynnej moniuszkowskiej arii z Halki sposób wyprowadzenia frazy solowej. Pewien zasób humorystycznych środków kompozytor wykorzystał do
zilustrowania ruchu i zgiełku życia miejskiego, co widać w pierwszej części
o motorycznym charakterze, wykorzystującej typowe dla środków włoskiej
opery komicznej parlando. Ciekawym fragmentem jest także parodystyczny
marsz, spożytkowany przez kompozytora na opisanie charakteru mieszkańców Warszawy3. Partie chóralne napisane zostały przez Kolberga jako homorytmiczne, zwarte struktury, eksponujące czytelnie tekst libretta i ciekawie
wkomponowane w całość, często naprzemiennie z partiami solowymi, co
ożywia dość statyczną już w samym libretcie akcję sceniczną.
W zestawieniu z ewidentnie komediowym w charakterze Królem pasterzy druga opera Kolberga jawi się jako typowy przykład lirycznej sielanki,
z pewnymi aspiracjami do krytyki społecznej. Pod względem muzycznym
Scenę w karczmie można ocenić jako dzieło ciekawsze z uwagi na wyraźnie romantyczny już sposób kształtowania struktury harmonicznej. Statyczny charakter libretta Kolberg zrekompensował znacznym udziałem chóru
w dialogach z postaciami, co słusznie nasuwa skojarzenia z najstarszą tradycją dramatu muzycznego4.
W archiwum Kolbergowskim zachowały się również obszerne szkice fortepianowe do trzeciej opery Kolberga, Pielgrzymka do Częstochowy, z librettem opracowanym przez kompozytora na podstawie tekstu Seweryny
1

Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 499–501.
Zob. tamże, s. 545.
3 Zob. tamże, s. 579–581.
4 Hasła opracowane przez Kolberga do Encyklopedii Orgelbranda pokazują dziś ich autora
jako niezwykle świadomego muzyka, z olbrzymim jak na XIX wiek bagażem wiedzy o historii
muzyki. W hasłach tych, mimo często dość ogólnych sformułowań, widać wyraźnie, że Kolberg nabył szeroką wiedzę o historii opery i innych gatunków muzycznych.
2

162

�Pruszakowej1. Manuskrypty obejmują zanotowaną skrótowo uwerturę, kilka
szkiców partii solowych, arii i chórów. Kompozycja stylistycznie jest zbliżona do Sceny w karczmie, choć ma bardziej charakter opery obyczajowej,
w której rysy delikatnie humorystyczne przenikają się ze scenami obrazującymi specyficzny typ „religijności pielgrzymkowej”. W jednej ze scen zawarł
Kolberg autentyczną, religijną pieśń ludową, której pierwowzór zanotował
podczas badań w regionie kaliskim i opublikował później w swojej monografii tego regionu2. W oryginale pieśń posiada tekst pokutny „Wszystka
moja nadzieja u Boga mojego”. W planowanej operze melodia tej ludowej
pieśni3 otrzymała tekst inspirowany słowami antyfony maryjnej Salve Regina, muzyczne opracowanie natomiast bardzo przybliża się do „ofiarnych”,
dostojnych chórów z oper Glucka czy Mozarta. Wiele zachowanych fragmentów muzycznych umożliwia dziś odtworzenie kilkunastu epizodów tej
opery, zarówno chórów, jak i partii solowych. W kompozycji uwidaczniają
się wpływy melodyki włoskiej, w strukturze harmonicznej dominują jednak
konwencjonalne, choć sprawnie stosowane wzorce czerpane z klasycystycznych dzieł operowych. Niektóre partie solowe konsekwentnie powielają typ
melodyki inspirowany polską muzyką ludową. Naszkicowana uwertura, podobnie jak introdukcja do Sceny w karczmie, ma charakter nawiązujący do
włoskiej opery buffa. W finale opery, jak wskazuje sama konstrukcja libretta,
Kolberg planował przedstawienie typów muzycznych obrazujących specyfikę
polskich regionów. Zachowały się zatem muzyczne szkice do krakowiaka,
poloneza kojarzonego z Wielkopolską czy mazowieckiego mazurka. W ostatecznej ocenie trzeba stwierdzić, że dzieło to mogło stać się interesującą
kompozycją, dojrzalszą niż obie poprzednie opery. W archiwum Kolberga
zachował się także szkic, niedokończona pieśń „Niechże ja lepiej nie żyję”, do
planowanej opery Wiesław na podstawie sielanki Kazimierza Brodzińskiego4.
Być może jednym z powodów, dla których Kolberg zniechęcił się do samego gatunku opery, było wyraźnie krytyczne nastawienie recenzentów Króla
1 Pielgrzymka do Częstochowy opublikowana została w Obrazkach dramatycznych
S. Pruszakowej, Warszawa 1857, s. 51–111.
2 Pieśń tę zamieścił Kolberg wśród śpiewów religijnych związanych z okresem Wielkiego
Postu, zob. O Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. 77, nr 31.
3 Por. Hymn z opery Pielgrzymka do Częstochowy w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 617 z pieśnią „Wszystka moja nadzieja…” w: O. Kolberg Kaliskie
(DWOK T. 23), s. 77, nr 31 oraz jej wariantem w: O Kolberg Kaliskie. Suplement do tomu 23
(DWOK T. 79), s. 5, nr 3.
4 Zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska…, (DWOK T. 68), s. XXVIII i s. 131–132.

163

�pasterzy. Dziś widać, że miał on bezsprzecznie predyspozycje do tworzenia
form scenicznych, wyczucie sceny, potrafił muzycznie odmalować emocje
i w sposób niezwykle celny ilustrował muzycznie klimat polskiej wsi. Samą
treść muzyczną cechuje jednak wyraźny akademizm i brak indywidualnych
rysów. Nie można zarzucić Kolbergowi słabej inwencji, jednak w jego operach ewidentnie zawodzi umiejętność rozwijania i przekształcania udanych
pomysłów muzycznych. Spore znaczenie miało tu uzyskane przez niego wykształcenie, opierające się z jednej strony na skonwencjonalizowanych operach dawnych mistrzów, z drugiej zaś na chłodnych czasem w wyrazie dziełach współczesnych mu kompozytorów francuskich czy niemieckich, słusznie dziś uznawanych za pomniejszych twórców. Być może zaważyła tu także
fascynacja Kolberga muzyką fortepianową i mało fantazyjne podejście do roli
orkiestry. Na pewno dobrze ocenić trzeba typ wyobraźni harmonicznej kompozytora, korzystającego zarówno z konwencji klasycyzmu, jak i z doświadczeń kompozytorów wczesnoromantycznych. Pomimo tych zalet nie sposób
dziś nie zauważyć, że wyraźnie zadeklarowana w jego utworach scenicznych
chęć kontynuacji polskiej opery „ludowej” została zaniechana, przede wszystkim dlatego że Kolberg całkowicie poświęcił się badaniom etnograficznym
i pracy edytorskiej. We wspomnianych przy omówieniu Króla pasterzy recenzjach zwraca także uwagę dość natarczywe nakłanianie kompozytora do
pisania „w ludowym stylu”. Z jednej strony wydaje się to zrozumiałe, przede
wszystkim ze względu na typ jego zainteresowań i dokonań, z drugiej strony
mogło to ograniczyć go w rozwoju jako kompozytora i sprowadzić do roli
twórcy „rustykalnego”, czego być może pomimo szczerego zainteresowania
kierowanego w stronę ludowej tradycji muzycznej chciał uniknąć. Na zaprzestanie działań kompozytorskich w sferze opery miała też wpływ niestabilna,
a później wręcz tragiczna dla mieszkańców zaboru rosyjskiego sytuacja polityczna. Świadczą o tym także słowa samego Kolberga dotyczące pracy nad
operą Wiesław, zawarte w szkicu autobiografii:
Wiesław – opera Pruszakowej – zacząłem ją pisać i naszkicowałem już kilka
ustępów, ale wypadki r. 1863 znów przeszkodziły dalszej na tym polu pracy
i rzecz nie została odtąd wcale już podjętą. Są to zatem słabe okruchy czegoś, co
być miało, ale do skutku wcale nie przyszło i nie przyjdzie1.
1 O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68; w pochodzącym
z 1889 r. Szkicu… Kolberg błędnie zanotował nazwisko autora libretta, zamiast „Pruszakowej”
winno być „Brodzińskiego” .

164

�Kompozycje fortepianowe
Muzyka fortepianowa od samego początku zajmowała w życiu Kolberga
niezwykle ważne miejsce. Wspomniana już opinia Józefa Elsnera o Kolbergu jako znakomitym muzyku odnosi się z pewnością przede wszystkim do
jego umiejętności pianistycznych. Ze świadectw innych osób także wyłania
się postać bardzo zdolnego wykonawcy i być może również improwizatora1. Dzieła na fortepian, obejmujące głównie tańce, zachowały się zarówno
w rękopisach, jak i w formie wydawanych powszechnie w XIX wieku druków muzycznych.
Kolbergowskie kujawiaki, mazury, polonezy i walce drukowane były
przez znanych dziewiętnastowiecznych wydawców muzycznych, m.in. Adama Dzwonkowskiego, Gustawa Sennewalda, Franciszka Spiessa, Ignacego
Klukowskiego i Henryka Hirszela2. Wiele z tych wydawnictw powielało
dzieła już opublikowane, co świadczy o pewnym powodzeniu tych kompozycji. Popularnością cieszyły się zwłaszcza jego kujawiaki. Taniec ten jako
miniatura fortepianowa stał się dla Kolberga szczególnie inspirujący. Spore
znaczenie dla tej fascynacji miała osobista styczność twórcy z folklorem
kujawskim, jednak warto zaznaczyć, że kompozycje fortepianowe Kolberga
nazwane kujawiakami są formami artystycznymi i z nielicznymi wyjątkami
miniatury te nie są opracowaniem ludowych tematów. Kujawiaki fortepianowe publikowano za życia autora najchętniej i spotykały się one z pozytywnymi, choć niepozbawionymi uwag krytycznych, opiniami recenzentów
muzycznych3. Kolejne formy taneczne licznie reprezentowane w spuściźnie
autora Ludu to mazury, polonezy, walce i kontredanse. Zachowało się także
kilka etiud, nokturnów, fantazje, cykl wariacji, marsze oraz napisana jeszcze
w Berlinie i dedykowana Girschnerowi sonata fortepianowa. Utwory te
zostały opublikowana w tomie Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69),
1 Ważna jest tu relacja Pauliny Wilkońskiej z wieczoru u Seweryny Pruszakowej: „[…] potem
nastąpiła muzyka, Słuchaliśmy gry dźwięcznej na fortepianie, niezrównanej lekkości, wycieniowania i czucia, tyle zasłużonego Oskara Kolberga. I ożywiały nas jego kujawiaki ochocze,
z cechą wybitnie swojską”. P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, opracowała Z. Lewinówna, red. J.W. Gomulicki, Warszawa 1959, s. 132; zob. także
D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. V–XVII.
2 Zestawienie kompozycji fortepianowych i ich drukowanych wersji zob. D. Idaszak, Twórczość fortepianowa..., (DWOK T. 69), s. XX–XXX.
3 Zob. przedruki recenzji w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 713–725.

165

�tylko nieliczne szkice bądź fragmentarycznie zarysowane w rękopisach
utwory nie zostały w tej publikacji wydane drukiem.
W twórczości fortepianowej Kolberga kujawiak jest zwartą formą miniatury muzycznej, kształtowaną przez wielokrotnie powtarzane krótkie
motywy, najczęściej rozwijane w niewielkim stopniu poprzez poddawanie
ich nieskomplikowanym, ewolucyjnym zabiegom wariacyjnym. Dość często kompozytor wykorzystuje tu kilka taktów wstępu, nierzadko w postaci
oktaw, kwint lub bardzo krótkich motywów, przydających utworowi charakterystycznego klimatu i wprowadzających od początku specyficzny typ
motoryki. Niektóre z takich fragmentów mogą stanowić artystycznie przetworzoną aluzję do idei przygrywki, powszechnej w praktyce wykonawczej
muzyków ludowych1.
Niektóre z kujawiaków oparte zostały na oryginalnych ludowych motywach muzycznych, co odnotowane zostało przez kompozytora w postaci
podtytułu. Charakterystyczną cechą kujawiaków Kolberga jest wspomniane
już kształtowanie przebiegu muzycznego poprzez powtarzanie krótkich motywów modulujących czasem do bliskich tonacji. Większość tych krótkich
tańców posiada dwie lub trzy grupy tematyczne, ściśle ze sobą łączone
(bez wpływu na motorykę) i swobodnie przenoszone do różnych rejestrów.
Są one czasem stopniowo figurowane i wzbogacane o nowe odcienie harmoniczne. W kujawiakach przeważa forma repryzowa, zbliżona do typu
ABA’. Tematy są skontrastowane tylko w niewielkim stopniu, w większości tańców kompozytor pozostaje wierny jednemu typowi melodycznemu,
najczęściej jest to rodzaj melodyki „falującej”, w której fraza koncentruje
się na jakimś centralnym dźwięku. Kolejne odcinki fraz kształtowane są
regularnie i równoważnie, stąd też najczęstszym wynikiem takiego sposobu
budowania melodyki jest wrażenie braku napięcia. Trudno w przebiegu
melodycznym wyznaczyć poważniejszy punkt kulminacyjny, ponieważ rozdrobnienie frazy prowadzi bezpośrednio do rozłożenia napięcia na krótkich
odcinkach2. Ten typ kształtowania jest prawdopodobnie efektem uważnego przebadania muzyki ludowej i ma swoje źródło w sposobie ogrywania
krótkich tematów przez muzyków ludowych. W wyniku takiego sposobu
budowania kujawiaki Kolberga zyskują dość często na motoryce, choć
tempo pozostaje w nich znacznie wolniejsze niż w obertasach i mazurach.
1
2

Zob. np. wstęp do kujawiaka, O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 55.
Zob. O. Kolberg Kujawiak I w: tegoż Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 15.

166

�Zrównoważone, krótkie motywy, transponowane i nierzadko dyminuowane
w repryzie, dodają miniaturom „okrągłości” i potoczystości. Bardzo istotnym elementem w uzyskaniu tej falującej struktury melodycznej jest rytm,
najczęściej naprzemiennie wykorzystujący drobniejsze wartości i akcentujący niektóre dźwięki stanowiące „oparcie” frazy poprzez wydłużenie ich
czasu trwania. W niektórych tańcach ostrzejsze rytmiczne motywy o mazurowym zarysie łagodzone są triolami1. Cechą typową dla kujawiaków jest
także nieskomplikowana harmonika, skupiona na podkreślaniu struktury
melodycznej i urozmaicana czasem w powrotach motywów. Struktury tematyczne eksponowane są najczęściej w partii prawej ręki, w lewej pojawia
się często konwencjonalny akompaniament ćwierćnutowy, niekiedy urozmaicany brzmieniami burdonowymi w niskich rejestrach lub podkreślający
niektóre charakterystyczne formuły rytmiczne.
Mazury fortepianowe Kolberga obrazują wszystkie najważniejsze cechy
tego tańca. Pierwszym elementem charakterystycznym dla tej formy jest tu
nieodzowny, punktowany motyw rytmiczny, pojawiający się nie tylko na
początku frazy, ale również w dalszych fragmentach przebiegu muzycznego. Forma Kolbergowskich mazurów nie odbiega od konwencji i z reguły
zamyka się w układach repryzowych ABA’. Tematy mazurowe zarysowane
są ostrzej niż w kujawiakach i dość często podkreślane są pionami akordowymi. W porównaniu z koronkową i niejednokrotnie intymną w charakterze tkanką melodyczną kujawiaków, mazury odznaczają się znacznym
wzmocnieniem wolumenu, uzyskanym poprzez używanie pełnych akordów i skupienie się na mocnym wybrzmieniu motywów. Akcentowane nuty
w zgodzie z konwencją tańca są wyostrzane i podkreślane nasyconą strukturą harmoniczną2.
W przeciwieństwie do kujawiaków melodyka mazurów jest mocno rozwinięta, w przebiegu muzycznym często pojawiają się nagłe skoki, a niespokojną linię podkreślają figuracje, gamy i ozdobniki znane z faktury typowej
dla stylu brillant. Również w przeciwieństwie do krótkich i „falujących”,
powtarzanych regularnie fraz i nieskontrastowanych myśli muzycznych
kujawiaków, mazurowe tematy są często kontrastowe i łączone krótkimi
epizodami bądź oddzielane wyraziście przez zmianę tonacji i typu faktury.
1

Zob. tamże, s. 23 (zestawienie triol i rytmów punktowanych) oraz s. 56 (szeregowanie
tematów).
2 Zob. wstępy mazurów na s. 244 i s. 279 w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK
T. 69).

167

�Co prawda, analogicznie jak w kujawiakach, także i w mazurach struktury tematyczne obecne są niemal wyłącznie w partii prawej ręki, jednakże
w akompaniamencie pojawiają się ukształtowania bardziej fantazyjne i dynamiczne przy zastosowaniu kontrastów tempa i charakteru1. Kompozytor
w śmielszy sposób posługuje się tu harmoniką i nie poprzestaje na prostych
modulacjach do bliskich tonacji, korzystając z odniesień medianowych,
a w przebiegu muzycznym nie stroni od chromatyki i, w konsekwencji, od
łańcucha alteracji2.
Do typu tanecznego wypada także zaliczyć trzy utwory pozostawione
w rękopisie bez tytułów, a opublikowane współcześnie3. Są to kompozycje
eksponujące w warstwie rytmicznej formuły charakterystyczne dla kujawiaka bądź mazura, ich forma jednak jest swobodniejsza i bardziej fantazyjna. Stąd też, choć są to nadal utwory taneczne, wypada je uznać za dzieła
stylizowane o przeznaczeniu koncertowym, tym bardziej że kompozytor
stosuje tutaj znacznie bardziej urozmaicone zabiegi formalne i fakturalne,
korzystając z możliwości, jakie daje pełna skala fortepianu. Przebieg harmoniczny tych utworów także ma mniej schematyczny charakter. Formy
dwóch z tych kompozycji zbliżają się do formuły ABA, a jedna ma rzadką u Kolberga formę ronda. W kilku fragmentach tych dzieł widać także
próby pracy tematycznej, zwłaszcza w bardziej rozbudowanych epizodach
łącznikowych i kodach. Do tego samego rodzaju kompozycji o rytmach
tanecznych, lecz swobodnie kształtowanej formie, należy Fantazja b-moll.
Kompozycja rozpoczyna się kantylenowym wstępem w tonacji F-dur, dalej
następuje właściwa fantazja o repryzowym zarysie formy. Utwór ten posiada też pewne elementy pracy tematycznej z wykorzystaniem wariacyjnych
przekształceń głównego, mazurowego tematu. Omówione powyżej kompozycje można w zasadzie zaliczyć do popularnego w XIX wieku typu rapsodii
opartych na tematach ludowych lub inspirowanych folklorem.
Ciekawą, choć nieoryginalną formą w twórczości fortepianowej Kolberga są jego polonezy. Utwory te wydane zostały za życia autora i nie odbiegają stylistyką od standardowych polonezów wczesnoromantycznych.
Kompozytor nie stosuje tu żadnych aluzji do muzyki ludowej, traktując tę
1

Zob. tamże, s. 273, t. 29–36.
Zob. O. Kolberg Wielki mazur fantastyczny, t. 35–40, w: tegoż Kompozycje fortepianowe
(DWOK T. 69), s. 477.
3 Są to utwory w tonacjach As-dur (ABA), C-dur (rondo) i B-dur (ABA), zob. O. Kolberg
Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 582–606.
2

168

�formę jako typowy przejaw tradycji szlacheckiej 1. Przy zachowaniu statecznego charakteru, nadawanego przez wymagane w tej formie rytmiczne
formuły, polonezy Kolberga charakteryzuje przede wszystkim kantylenowość. W odróżnieniu od powtarzalności krótkich motywów kujawiaka czy
wyostrzonego rysunku tematów mazurowych, polonezy cechuje szeroka,
wokalna w charakterze fraza. Te kantylenowe tematy ujmowane są często
w ramy akordowych wstępów i epizodycznych łączników przypominających o konwencji tańca. Kompozytor prezentuje tematy najczęściej w partii
prawej ręki, choć w kilku tańcach przenoszone są one również do partii
ręki lewej. Kolberg stosuje dość prosty, motoryczny akompaniament w postaci ósemkowych, rozłożonych akordów, a w triach dość konsekwentnie
wprowadza bas Albertiego. W rozwinięciach motywów pojawiają się także
rozbudowane figuracje, gamy, tremolanda i zmiany rejestrów, co wzbogaca
fakturę omawianych kompozycji. Przebieg harmoniczny tych utworów wykazuje się prostotą, a nawet zachowawczością, co w zestawieniu z konwencjonalnymi środkami kompozytorskimi nadaje polonezom Kolberga klimat
nieco osiemnastowieczny.
Etiudy są w twórczości kompozytora formą marginalną, choć mogą mieć
znaczenie dla zrozumienia i oceny umiejętności wykonawczych Kolberga
jako pianisty. Kompozycje te mają dwuczęściową formę, gdzie powolny
wstęp, nierzadko o nokturnowym charakterze, w którym wykorzystywane
są często rozbudowane gamowe figuracje, prowadzi do części szybkiej, figurowanej, o motorycznym i wirtuozowskim zarysie. W etiudach As-dur i H-dur wstęp ten opatrzony jest określeniem Prelude, w etiudzie E-dur i drugiej etiudzie w As-dur jest to Introduction. Tylko jedna z etiud nie posiada
wolnej części wstępnej, od pierwszych taktów eksponując właściwy materiał muzyczny. Wśród zachowanych w rękopisach Kolbergowskich kompozycji bez nadanych im tytułów można także zidentyfikować formy bliskie
etiudowym. W zgodzie z tradycją tej formy kompozytor poświęca każdą
etiudę określonym problemom technicznym czy fakturalnym, unika przy
tym konwencjonalnych motywów gamowych czy pasażowych. Nie rozwija
jednak swoich pomysłów w sposób oryginalny, pozostając w tej mierze
w akademickiej konwencji wyznaczonej przez kompozycje Clementiego,
1 Kolberg zawarł swoje uwagi o polonezie w tekście opublikowanym w Encyklopedii Orgelbranda, zob. przedruk: O. Kolberg Polonez, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),
s. 634–635.

169

�Hummla i Kalkbrennera. Utwory te świadczą jednak o wysokim stopniu
umiejętności pianistycznych Kolberga i całkowicie potwierdzają świadectwa z epoki mówiące o jego znakomitej technice wykonawczej.
Wśród innych miniatur fortepianowych wymienić trzeba walce, utrzymane w konwencji salonowych kompozycji użytkowych i podobnie jak
kontredanse nie charakteryzujące się żadną szczególną cechą indywidualną.
Variations brillantes to kilkuczęściowa, rozbudowana forma, poprzedzona
introdukcją o nokturnowym zarysie. Temat wariacji według sugestii samego kompozytora został ujęty w stylu haydnowskiego menueta, a kolejne jego opracowania noszą cechy typowe dla figuracyjnych wariacji stylu
brillant. Ciekawą kompozycją jest Grande marche1 h-moll opublikowany
jeszcze za życia Kolberga, który spotkał się z pochwałą Maurycego Karasowskiego2. Zdanie to wypada potwierdzić, ponieważ kompozycja ta została
napisana z rozmachem, w nawiązaniu do konwencji marsza operowego.
Bezpośrednio utwór przypomina swoim charakterem analogiczne dzieło
Kalkbrennera3, choć w kompozycji Kolberga zwraca uwagę równowaga
fakturalna w stosowaniu technik stylu brillant oraz subtelniejsze spożytkowanie harmoniki, ze znacznym udziałem chromatyki.
Jedynym utworem cyklicznym w formie sonatowej jest napisana prawdopodobnie na zakończenie studiów w Berlinie Grande sonate4 op. 3, dedykowana Karlowi Girschnerowi. Dzieło to zachowało się w precyzyjnie
sporządzonym autografie Kolberga. Kompozycja ujęta jest w cztery części:
Andante sostenuto – Allegro vivace, Minuetto, Adagio con espressione,
Rondo militare. Francuskie określenie grande jest bardzo charakterystyczne dla kompozycji okresu brillant5. Utwór Kolberga jest w pewnym sensie wytworem akademickim i charakteryzuje się pewną schematycznością,
choć w kilku fragmentach widać rozwiązania oryginalne i niepozbawione
inwencji. Pierwsza część to allegro sonatowe o zaburzonej formule, gdzie
1 Zob. O. Kolberg Grande marche, w: tegoż Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69),
s. 377–393.
2 Zob. przedruk recenzji w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 724–725.
3 F.W. Kalkbrenner Grande Marche interrompue par un orage et suivie d’une Polonaise
pour le Pianoforte avec accompagnement de 2 violons, alto et violoncello, contre-basse ad
libitum, op. 9, wyd. w Lipsku w r. 1828.
4 O. Kolberg Grande sonate, w: tegoż Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 502–545.
5 O terminologii opisującej styl wirtuozowskich kompozycji z I poł. XIX wieku i genezie sformułowania brillant zob. D. Jasińska Styl brillant a muzyka Chopina, Poznań 1995,
s. 18–32.

170

�rozpoczynające Andante jest prezentacją właściwego tematu pierwszego
o charakterze wolnego marsza, a wprowadzone po kilku taktach Allegro
jest, mimo znacznego kontrastu, strukturą łącznikową prowadzącą do drugiego, afektowanego tematu; w dalszej części przebiegu, po epizodach łącznikowych, można wydzielić trzeci temat w partii lewej ręki. Przetworzenie
rozpoczyna powrót tematu pierwszego w tonacji dominanty, dalej następuje praca tematyczna na materiale łączników i tematu drugiego. Repryza
wyznaczona jest przez powrót drugiego tematu w tonacji zasadniczej, po
czym konsekwentnie kompozytor przypomina trzeci temat i dopiero przed
kodą powraca Andante, czyli właściwy temat pierwszy. Skrócona repryza jest bardzo charakterystyczna dla kompozytorów polskich tego okresu,
spotykana jest nawet w dziełach Chopina. Omówione allegro sonatowe jest
najsłabszym ogniwem sonaty. Dalsze części, wymagające mniejszej przestrzeni kompozytorskiej, stoją na wyraźnie wyższym poziomie. Minuetto
jest rodzajem lekkiego w charakterze scherza, o prostej budowie, ale jednocześnie z przemyślaną strukturą harmoniczną i ciekawymi przesunięciami
akcentów. Adagio o budowie zbliżonej do ronda sposobem opracowania
muzycznego przywołuje klimat liryczny i pieśniowy. Rondo militare ma
charakter zbliżony do etiudy i w epizodach między refrenami eksponuje
głównie figuracje triolowe. W pierwszej części, pomimo żywej motoryki
całości, widać wyraźne nadużywanie basu Albertiego, co w nieunikniony
sposób prowadzi do monotonii przebiegu muzycznego, objawiającej się
także w niemal nieprzerwanym ciągu szesnastek. Kompozycja ta dowodzi,
iż Kolberg spełniał się jako kompozytor w formach miniaturowych, nie
wymagających rozbudowanej pracy tematycznej. Jako twórcę muzyki fortepianowej należy przyporządkować go do reprezentantów stylu brillant,
ponieważ zaobserwować można w jego dziełach konsekwentne stosowanie
wielu środków, które ten styl definiują. Znacznie rzadziej jednak korzystał
z tak ulubionej przez reprezentantów stylu brillant techniki wariacyjnej,
natomiast najbardziej wyrazistym elementem tego stylu jest w jego kompozycjach rozbudowanie epizodów figuracyjnych, stosowanie formuł fakturalnych i koronkowych w charakterze przebiegów, przy wykorzystaniu
możliwości skontrastowania rejestrów fortepianu.
Kompozycje fortepianowe Kolberga świadczą o jego znakomitym przygotowaniu jako wykonawcy i rozwiniętej technice pianistycznej. Odbija się
w nich również styl epoki, w której wzrastał jako muzyk. Kompozytorskie
przygotowanie oraz wybitna erudycja muzyczna, znajomość dzieł i trendów
171

�w muzyce I połowy XIX wieku oraz rzetelne przygotowanie teoretyczne
stanowiły solidny fundament jego działań związanych z dokumentowaniem
żywej kultury muzycznej ludu.
Pieśni ludowe w opracowaniu fortepianowym
Pierwsze próby dokumentowania folkloru muzycznego podejmowane
przez Kolberga były w pewnej mierze związane z chęcią zdobycia ciekawych, oryginalnych melodii ludowych, które mógłby wykorzystać jako
inspirację dla własnej twórczości. Kompozytorska konwencja posługiwania się cytatem melodii jako źródłem inspiracji była w czasach młodości
Kolberga bardzo powszechna, warto tu przypomnieć utwór, który samego
badacza szczególnie fascynował, czyli Fantazję na tematy polskie op. 13
Fryderyka Chopina. Dzieło w twórczości geniusza fortepianu miało znaczenie raczej drugorzędne, natomiast dla Kolberga stało się prawdziwym
objawieniem możliwości, jakie tkwić mogą w prostych tematach umiejętnie
przetworzonych i rozwijanych.
Jak już wykazano wcześniej, cytat melodii ludowej w autorskich kompozycjach Kolberga pojawia się dość rzadko. W utworach o tematyce rustykalnej zauważalny jest jednak bardziej subtelny sposób kształtowania dzieła
poprzez zarysowywanie charakterystycznych elementów „podejrzanych”
u ludowych muzyków. Taki sposób wykorzystania oryginalnych utworów
muzyki tradycyjnej miał znaczenie dla wielu jego kompozycji. Najczęstszym sposobem inspirowania się oryginalnymi melodiami ludowymi było
przejmowanie z nich pewnych formuł rytmicznych i melodycznych, które wplecione w artystyczną tkankę kompozycji nadawały jej klimat sugerujący słuchaczowi „sielskość” czy „swojskość” Taki sposób dodawania
drobnych elementów przejętych przez Kolberga z oryginalnej, zapisywanej
przez siebie muzyki ludowej wspomniany już został przy okazji omówienia Kolbergowskich oper i tańców fortepianowych. Te nawiązania to także
wyraźnie zauważalne wykorzystanie rytmów przejętych z polskich tańców
– przede wszystkim mazurowych, polonezowych i krakowiakowych. Przy
dokładniejszej analizie w kompozycjach tych znaleźć można łatwo spostrzegalne aluzje, takie jak formuły kadencyjne, preferowanie określonych następstw interwałowych (np. tercja wielka–sekunda mała), unikanie struktur
melodycznych z przedtaktem, powtarzalność krótkich fraz, preferowanie
172

�drobnych odmian w powrotach tematów i dyminucje w przebiegach melodycznych. Widać tu twórcze przetworzenie techniki „ogrywania” melodii
przez muzyków ludowych, wspomniane już przy okazji omówienia kujawiaków. Taki sposób kształtowania struktury muzycznej dotyczy przede
wszystkim kompozycji, które swoim tematem, tytułem lub treścią pozamuzyczną co prawda sugerują związek z kulturą ludową, ale celem ich stworzenia przez Kolberga jest kreacja własnej, autorskiej formy. Są to zatem
dzieła do pewnego stopnia inspirowane folklorem, ale w sposobie operowania wspomnianymi środkami nie wykraczające poza późnoklasycystyczną
konwencję muzyki artystycznej.
Odrębnym problemem w spuściźnie muzycznej Kolberga są pozostawione przez niego fortepianowe opracowania oryginalnych melodii ludowych. Najczęściej są to pieśni z dokomponowaną przez niego partią instrumentalną. Kolberg spożytkował w nich konwencję publikowania folkloru
muzycznego, którą stosowano w pierwszych dziesięcioleciach wieku XIX.
Niewątpliwie było to przede wszystkim działanie edukacyjne i upowszechniające, skierowane do wyższych, wyedukowanych literacko i muzycznie
sfer społecznych. Zarówno warstwa ziemiańska, jak i mieszczanie mieli być
główną grupą odbiorców tak opracowanych materiałów.
W czasie, w którym Kolberg rozpoczynał swoją działalność wydawniczą, czyli w I połowie lat 40. XIX wieku, dostępne już były zbiory pieśni
ludowych opublikowane przez różnych autorów. Te wczesne zbiory pieśni
sprzed 1850 r., które mogły Kolbergowi służyć jako wzorzec, to przede
wszystkim publikacje Wacława z Oleska1, Kazimierza Wójcickiego2, Józefa
Konopki 3 i Jana Józefa Lipińskiego 4. Melodie w wymienionych zbiorach zgodnie z ówczesną praktyką wydane zostały z uproszczonym
akompaniamentem fortepianowym, przy czym samego materiału muzycznego jest w nich niewiele, a dominują zapisy tekstów pieśniowych.
1 Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, Lwów 1833.
Muzyka została wydana osobno: K. Lipiński Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych przez Wacława z Oleska, Lwów 1833.
2 K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1–2, Warszawa 1836;
autorem zawartych tam zapisów muzycznych był I.F. Dobrzyński.
3 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; autor opracowania muzycznego nieznany.
4 J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego…, ze wstępu autora wiadomo, że melodie pieśni
zapisała dla niego znajoma.

173

�Podobnie opracowany został zbiór Wojciecha Sowińskiego1, w którym
akompaniament fortepianowy jest nieco bardziej rozbudowany, a część
pieśni otrzymała opracowanie wielogłosowe. W zbiorze tym do każdego
tekstu opublikowano odpowiadające mu opracowanie muzyczne2. Celem
takiego sposobu wydawania muzyki ludowej było przekazanie jej motywów muzycznych w formie łatwo przekładalnej na praktykę wykonawczą,
czyli przekonanie odbiorców do osobistego z nią kontaktu poprzez wykonanie pieśni lub tańców ludowych na fortepianie. Zatem chodziło tu przede
wszystkim o edukację społeczną i wskazanie, iż także niepiśmienna przecież
warstwa włościańska, czyli oświeceniowo rozumiany „szlachetny chłopek”,
ma własną kulturę, twórczość literacką i muzyczną.
Dla zrozumienia konwencji zbiorów pieśni z dokomponowaną partią
fortepianu zasadnicze znaczenie ma zobrazowanie oczekiwań adresatów
tych wydawnictw. Odbiorca z początku XIX wieku nie był przygotowany
na oryginalny obraz ludowej pieśni (monofonię bez akompaniamentu) oraz
literalną transkrypcję brzmienia kapeli ludowej (heterofonię). Sama konwencja miała także źródło w postrzeganiu twórcy ludowego jako depozytariusza dawnej, prasłowiańskiej nawet kultury. W świetle takiej postawy
sam artysta wiejski nie był uznawany za świadomego twórcę, był bardziej reprezentantem swego środowiska niż indywidualnym twórcą. Ślady
takiego poglądu tkwią jeszcze w niektórych wypowiedziach Kolberga. Jednocześnie od początku swych badań traktował on pieśń jako integralny
utwór muzyczno-literacki. Od roku 1849 zaprzestał dodawanie w swych
publikacjach partii fortepianu, instrumentu nie używanego przecież przez
wykonawców ludowych, ponieważ uznał, że od popularyzacji ważniejsza
jest dokumentacja ludowej muzyki.
Zanim jednak Kolberg wystąpił ze swoją innowacyjną koncepcją utrwalania kultury muzycznej ludu, posłużył się konwencją już zastaną. Pierwsze
opracowane przez niego pieśni wydawane były w latach 1842–1845 w Poznaniu u Jana Konstantego Żupańskiego, następnie w latach 1846–1847
w leszczyńskim tygodniku „Przyjaciel Ludu”3, a ostatnie zbiory pieśni ludo1

W. Sowiński Chants polonais nationaux et populaires, Paryż 1830.
Część publikacji pieśni z tego okresu w ogóle nie zawiera zapisów muzycznych, np. Żegoty
Paulego Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838 i Ludwika Zejsznera Pieśni ludu Podhalan czyli Górali tatrowych polskich, Warszawa 1845.
3 O zapisach muzycznych publikowanych przez Kolberga w „Przyjacielu Ludu” i w innych czasopismach zob. A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym”
2

174

�wych z opracowanym akompaniamentem fortepianu opublikował Kolberg
w r. 18481. Wspominana już wcześniej ważna zmiana w tym zakresie nastąpiła w czasie przygotowywania do druku Pieśni ludu polskiego wydanych
w 1857 r. Była to pierwsza publikacja Kolberga nieujęta w formę typowego śpiewnika2, ale mająca znaczenie naukowe i dokumentacyjne, w której
materiał pieśniowy został poddany typologizacji ze względu na wątki tematyczne tekstów, a także zestawionych zostało wiele różnych wariantów
muzycznych i tekstowych tej samej pieśni. Ostatecznym efektem tej zmiany
koncepcji wydawniczej było wykształcenie się idei monografii regionalnej.
Od opublikowanego w 1865 roku Sandomierskiego koncepcja monografii
stopniowo kształtowała się w dojrzałą formę wydawniczą, w którą włączane były opisy kultury duchowej i materialnej, teksty literatury ludowej
i ikonografia, a melodie pieśni i muzyka instrumentalna ujęte były już wyłącznie w zapisy monofoniczne 3.
Pieśni ludowe z akompaniamentem są w dorobku Kolberga formą hybrydyczną. Nie można zakwalifikować ich do kompozycji, ponieważ w swojej twórczości Kolberg posługiwał się własnymi motywami muzycznymi,
a jeśli korzystał z określonego tematu o proweniencji ludowej, zaznaczał to
w tytule kompozycji. Jak już wskazano, swoje utwory taneczne kształtował
z charakterystycznych formuł, które znał z repertuaru muzyki ludowej,
jednak nie były to cytaty muzyczne. Natomiast cechą podstawową publikowanych przez niego pieśni ludowych z akompaniamentem jest to, że ich
warstwa zasadnicza, a zatem słowa oraz przebieg melodyczny partii wokalnej, są pochodzenia ludowego. Partia akompaniamentu jest najczęściej
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym
cz. I (DWOK T. 67/I), s. V–XVIII.
1 Tamże, s. V.
2 Jedną z publikacji, która być może wskazała Kolbergowi możliwość zaprezentowania czytelnikowi pieśni bez akompaniamentu, był Śpiewnik kościelny wraz z późniejszymi Dodatkami Michała Marcina Mioduszewskiego wydany w Krakowie w latach 1838–1853. W publikacji
tej pieśni religijne uporządkowano według układu roku kościelnego i ich funkcji w liturgii.
Do niemal wszystkich tekstów przypisane zostały właściwe im melodie w formie zapisów
monofonicznych, choć w praktyce wykonawczej w wielu świątyniach melodiom tym towarzyszyły organy. Większość wydrukowanych tam pieśni to tradycyjne śpiewy w języku polskim
z różnych regionów Polski przedrozbiorowej.
3 O idei monografii regionalnej i jej praktycznej realizacji zob. E. Antyborzec Monografie
regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja, Poznań 2015, oraz tejże Oskar Kolberg
jako badacz terenowy i autor monografii regionalnych w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło
cz. II (DWOK T. 85/II).

175

�sprowadzona do najprostszej harmonizacji, z rzadką obecnością alteracji
i całkowitym podporządkowaniem faktury i rytmiki oryginalnej melodii
ludowej. W niektórych opracowaniach Kolberg dokomponował krótkie
łączniki między zwrotkami lub przygrywki i kilkutaktowe postludia.
W swoich opracowaniach kompozytor starał się podążać za charakterem pieśni, podkreślając czasem charakterystyczne zwroty rytmiczne i wydobywając w ten sposób rytmy taneczne mazurka czy poloneza. Najwyższy
głos w partii prawej ręki zdwaja zazwyczaj melodię wokalną, choć w niektórych opracowaniach uzyskuje pewną samodzielność poprzez wprowadzenie figuracji i rozłożonych akordów w równych wartościach. Wszystkie
opracowania cechuje jednak maksymalna prostota harmoniczna, która jest
wynikiem podporządkowania struktury akompaniamentu przebiegowi melodii wokalnej. Cecha ta wyraźnie odróżnia pieśni ludowe od pieśni skomponowanych przez Kolberga. Opracowania melodii ludowych nie są także
budowane z pomocą technik wariacyjnych. Jak wynika z powyższych spostrzeżeń, nie można opracowań melodii ludowych uznać za pełnoprawne
kompozycje Kolbergowskie, tym bardziej że sam autor akompaniamentu
starał się unikać zbytniej ingerencji w oryginalny przebieg melodii ludowej.
Nadrzędnym celem Kolberga stało się pokazanie prawdziwego rysunku
melodycznego monofonicznej polskiej pieśni ludowej.
Być może zaniechanie dołączania do ludowych pieśni akompaniamentu
fortepianowego było także efektem niekorzystnej oceny, którą pieśniom
publikowanym u Żupańskiego i w „Przyjacielu Ludu” wystawił w liście
do swojej rodziny sam Fryderyk Chopin1. Pozbawienie zapisów folkloru
muzycznego akompaniamentu odebrane zostało przez część krytyków niezbyt przychylnie, czego świadectwem jest recenzja Pieśni ludu polskiego
z 1857 roku autorstwa Józefa Sikorskiego2. Przyzwyczajenie odbiorców do
publikowania pieśni z towarzyszeniem fortepianu było mocno ugruntowane
w środowisku, do którego kierował Kolberg swoje wydawnictwa. Z czasem
pozbawienie zapisów folkloru akompaniamentu zostało jednak zaakceptowane przez odbiorców, a z punktu widzenia historii polskiej etnomuzykologii decyzja Kolberga nie tylko dowodzi odwagi edytorskiej, ale także jest
widomym znakiem ewolucji świadomości badacza.
1

M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 111.
J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219, przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1 (DWOK
T. 70), s. 128–134.
2

176

�Za niewątpliwą zasługę Kolberga trzeba uznać zerwanie z dotychczasowym sposobem popularyzowania muzyki ludowej. Zrezygnował on
z formy śpiewnikowej, mającej znaczenie przede wszystkim utylitarne
i edukacyjne dla wyższych warstw zainteresowanych rozwijaniem swojej
wiedzy o kulturze i poszerzeniem repertuaru pieśniowego. Wydawnictwa
jego, począwszy od Pieśni ludu polskiego z 1857 r. i Sandomierskiego, nabrały, jak już wspomniano, cech edycji źródłowych, w których materiał
zgromadzony w trakcie badań terenowych i kwerend miał posłużyć jako
egzemplifikacja autentycznej kultury ludowej regionu. Zapisy muzyczne
z akompaniamentem fortepianu pozostały jednak świadectwem najwcześ­
niejszego etapu działalności wydawniczej Kolberga na polu etnomuzykologii.

��Elżbieta Millerowa

Literatura ludowa w zbiorach Oskara Kolberga

Geneza zainteresowań Kolberga literaturą ludową. Ewolucja programów badawczych i wydawniczych, s. 181 – Stosunek badacza do tekstów ludowych
i ich miejsca w kulturze wsi. Założenia teoretyczno-metodologiczne, s. 209
– Metody gromadzenia i źródła tekstów ludowych w pracach Kolberga,
s. 215 – Zasób tekstów folkloru i ich dokumentacja źródłowa w rękopisach
i w drukowanych monografiach, s. 223 – Postać językowa tekstów zbieranych
i wydawanych przez Kolberga, s. 245 – Miejsce tekstów folkloru w Ludzie
i Obrazach etnograficznych. Selekcja i systematyzacja. Przegląd gatunków:
klasyfikacja, terminologia, specyfika genologiczna w ujęciu badacza, s. 258:
– Pieśni, s. 268 – Bajki. Podania, s. 288 – Przysłowia, s. 318 – Zagadki,
s. 337 – Widowiska, s. 348 – Oracje, s. 373 – Formuły magiczne, s. 383

Przyjęcie w tej pracy tradycyjnego terminu „literatura ludowa” podyktowane jest przeświadczeniem autorki, że przylega on ściślej do tekstów
folkloru zebranych przez Kolberga ponad półtora wieku temu. Stanowią
one bowiem przekazy literatury ustnej „zastane”, są tekstami „zamkniętymi”, dawniej zapisanymi, a ich uwikłanie sytuacyjne, wskazywane
przez Kolberga niekonsekwentnie i okazjonalnie, pozwala na co najwyżej częściową rekonstrukcję ich synkretycznego charakteru jako tekstów
kultury, tekstów komunikacji, tekstów dziejących się i obserwowanych
jako proces. Nie przyjmuje się w tym opracowaniu wyłącznie perspektywy literaturoznawczej ani też antropologicznej czy etnolingwistycznej,
a jedynie pomocniczo sięga – w miarę potrzeby – do elementów tych
stanowisk badawczych dla ukazania sposobu widzenia tekstu ludowego
przez Kolberga w jego czasie i warunkach, i to zarówno jako składnika
dokumentacji całokształtu kultury, jak i odrębnego utworu artystycznego. Celem pracy jest przede wszystkim przedstawienie miejsca i funkcji
literatury ludowej w kulturze i życiu ówczesnej wsi w ujęciu Kolberga, jego poglądu na dynamikę zmian, wędrówki i wariabilność folkloru
słownego, ukazanie założeń i praktyki wyodrębniania gatunków, ich
179

�zróżnicowania, specyfiki i systematyki, a także metod zbierania, selekcji i wydawania. Z tego punktu widzenia ani stanowisko filologiczne,
ani antropologiczne nie definiują prawidłowo i wyczerpująco założeń
i metod Kolberga, lecz je w pewien prekursorski sposób łączą i splatają,
gdyż teksty ludowe traktowane były przez zbieracza i wydawcę zarówno jako gatunki folkloru autonomiczne, niepowiązane ściśle z sytuacją
wykonawczą – samoistne, fabularne i niefabularne przekazy artystyczne
(bajki, pieśni powszechne, zagadki, przysłowia), jak i jako gatunki uwikłane sytuacyjnie, związane ze zwyczajami kalendarzowymi i obrzędami
rodzinnymi (kolędy, pieśni dożynkowe, pieśni i oracje weselne, lamenty
pogrzebowe). Ponadto badacz dokumentował obserwowaną przez siebie
płynność w tym zakresie (np. fakt okazjonalnego włączania niektórych
pieśni powszechnych do konkretnego wesela) lub w swoim holistycznym
ujęciu sam narzucał ilustratywną funkcję części tekstów (np. przysłowia
i podania wierzeniowe jako element charakterystyki ludu, jego sposobu
myślenia i wyobrażeń o świecie i przyrodzie). Co więcej, autor Ludu już
wówczas zauważał, że miejsce tekstów folkloru w kulturze i obyczaju
nie było zjawiskiem ustabilizowanym i identycznym w poszczególnych
regionach, miejscach i odstępach czasu, lecz zmiennym, podlegającym
dynamicznym procesom w zależności od czynników środowiskowych,
różnorakich wpływów i migracji, wreszcie indywidualnych predyspozycji i talentów śpiewaków i narratorów. Zadaniem tej pracy będzie zatem
próba ukazania, jak w ówczesnych warunkach i na tle prądów epoki
Kolberg torował drogę nowo powstającej folklorystyce, kształtującej się
najpierw pod wpływem romantyzmu, potem dojrzewającej w duchu pozytywistycznym, jak abstrahując świadomie od nadmiernych, jałowych
często dociekań filozoficzno-teoretycznych i przedwczesnych interpretacji materiału jeszcze niekompletnego, a dopiero rozpoznawanego, budował fundamenty nowej dyscypliny, gromadząc ogromny zasób tekstów
folkloru o bezcennej wartości źródłowej dla przyszłych badaczy 1.
1 Posługując się terminem „folklor”, zaznaczyć należy, że sam Kolberg go nie używał; pojęcie to, wprowadzone w 1846 roku przez Williama Thomsa, przyjęło się w Polsce znacznie
później. Pod koniec życia autor Ludu wyraził jednak swój brak akceptacji dla angielskiego neologizmu, pisząc 2 września 1888 roku, że nie da się on gładko adoptować (przyswoić) do organizmu naszego języka”. Była to opinia skierowana do Jana Karłowicza, redaktora „Wisły” (zob.
Korespondencja Oskara Kolberga cz. III , DWOK T. 66, s. 530), który przysłał mu pierwsze
zeszyty czasopisma, gdzie znalazł się m. in. jego krótki artykulik pt. Folklore, z wyjaśnieniem

180

�W pracy wykorzystano wyniki wieloletnich analiz i studiów nad warsztatem Kolberga jako zbieracza i wydawcy oraz nad jego dziełem drukowanym i spuścizną rękopiśmienną. Owoce tych prac stanowią w pewnym
sensie rezultat doświadczeń i dorobek całego zespołu skupionego nad tymi
zagadnieniami w ciągu ponad półwiecza – najpierw w Redakcji Dzieł
wszystkich Kolberga, potem w Instytucie im. O. Kolberga.
Geneza zainteresowań Kolberga literaturą ludową.
Ewolucja programów badawczych i wydawniczych
Teksty folkloru stanowią najliczniej reprezentowaną w dokumentacji Kolberga dziedzinę kultury ludowej. Zbioru o podobnych rozmiarach
i zróżnicowaniu gatunkowym, z tak ogromnego obszaru jak dawna przedrozbiorowa Rzeczpospolita, stworzonego przez jednego uczonego, nie dorobiło się żadne poprzednie ani późniejsze pokolenie nie tylko w Polsce, ale
i w Europie. Bogactwo literatury ludowej zgromadzonej w ciągu 50-letniej
działalności – zarówno w monografiach wydanych za życia autora Ludu,
jak i w materiałach zachowanych w jego spuściźnie rękopiśmiennej i publikowanych po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich – wiąże się z jednej
strony z uwarunkowaną historycznie genezą zainteresowań Kolberga twórczością ludową, z drugiej strony ze swoistą ewolucją, której podlegał jego
program i warsztat badawczy i wydawniczy.
Pracę dokumentacyjną nad folklorem słownym rozpoczął Kolberg około roku 1839 jako muzyk z wykształcenia i zamiłowania. Muzyka i poezja
ludowa (pieśń) były też na początku jedynym przedmiotem zainteresowań
młodego zbieracza i wydawcy. Jego kontakt z tekstami folkloru rozpoczął
się zatem od zapisu słownego (tekstów) pieśni jako organicznego ich składnika obok melodii, a nie jako samodzielnego obiektu badań. Przygotowania
filologicznego do pracy nad tekstem literackim nie miał, lecz jako niestrudzony rejestrator folkloru, w miarę postępu badań i nabywanych doświadczeń,
stał się niekwestionowanym znawcą poezji i prozy ludowej, mechanizmu
ich życia i funkcjonowania. U podstaw jego zainteresowań folklorem leżał
terminu i informacją o jego upowszechnianiu się w Europie zachodniej. Zob. D. Simonides
Pojęcie „folklor” w myśli europejskiej, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Opolskiego”. Filologia
Polska 36. Folklorystyka 1, Opole 1995, s. 5–12, U. Sobczyk Dzieje pojęcia „folklor” w polskim
dyskursie humanistycznym, „Ogrody Nauk i Sztuk” 2014, nr 4, s. 417–425.

181

�romantyczny zwrot ku ludowości. Związany z kulturalno-artystycznym środowiskiem stolicy, stał się Kolberg uczestnikiem jego życia i wyrazicielem
nowych romantycznych postulatów ideowych i estetycznych, z którymi łączyła się ściśle popowstaniowa refleksja nad naszą sytuacją narodową. Zainteresowanie „rzeczami ludowymi”, gorące dyskusje teoretyczne i niezwykłe
ożywienie ruchu zbierackiego podyktowane były przeświadczeniem o zabytkowej wartości folkloru, o zawartych w nim pamiątkach dawnej przeszłości, reliktach epoki przedchrześcijańskiej. Kultywowanie tradycji miało
stanowić spoiwo wspólnoty rozdartej przez rozbiory i zagrożonej przez utratę
niepodległości. W zbiorowej pamięci o naszych korzeniach i dziedzictwie
kulturowym upatrywano podstawę bytu narodu wymazanego z mapy Europy i warunek jego przetrwania w czasach niewoli. Świadome tych zagrożeń
ówczesne literackie i artystyczne pokolenie szukało więc w folklorze źródeł
naszej kulturowej tożsamości, a także inspiracji twórczej dla własnej sztuki.
Cele te określały wręcz obywatelski obowiązek w czasie niewoli. Program
„powrotu do ludu” leżał też u podstaw kształtowania się polskiej folklorystyki
w drugim trzydziestoleciu XIX wieku. Nie było to zjawisko zupełnie nowe.
Zainteresowanie ludem postulowali już przedstawiciele Oświecenia, koncentrując się jednak bardziej na celu, jakim była wiedza o ludzie, naukowe,
racjonalne poznanie jego bytu materialnego i duchowego, niż na twórczości
ludu jako skarbnicy pamięci i źródle inspiracji dla sztuki narodowej. Działalność utworzonego w roku 1800 Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół
Nauk, z jego apelami, instrukcjami w tej kwestii, z dojrzałym programem badań etnograficznych, sformułowanym przez Hugona Kołłątaja w 1802 roku,
miała po latach znaleźć swoją praktyczną kontynuację w pracach Kolberga. Pod koniec lat trzydziestych młody Oskar pozostawał jednak pod wpływem aktualnych idei romantyzmu, jego fascynacji poezją ludową. Był nie
tylko uważnym obserwatorem i świadkiem nowego ruchu umysłowego, ale
stał się jego czynnym uczestnikiem i entuzjastą. Należał do generacji, która
kształtowana w duchu ideałów późnego Oświecenia, przeżyła romantyczny
przełom lat 1822–1830 (umowną datą początku romantyzmu jest wydany
w 1822 roku pierwszy tomik Poezji Mickiewicza) oraz tragedię upadku powstania listopadowego, która w znacznej mierze zmieniła postrzeganie ludu
i jego dziejowej roli. Niemal bezpośrednio na oczach Oskara dokonywały
się narodziny romantyzmu i rozwój jego idei, najpierw w ścieraniu się z klasycyzmem. Rodzina Kolbergów przyjaźniła się z mieszkającymi po sąsiedzku rodzinami Kazimierza Brodzińskiego i Mikołaja Chopina. Ojciec Oskara,
182

�Juliusz, członek Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, powołany
na profesora geodezji Uniwersytetu Warszawskiego w roku 1817 z rekomendacji S. Staszica, pasjonował się poezją, sam ją tworzył, przekładał na
niemiecki wiersze F. Karpińskiego i K. Brodzińskiego, historyka literatury
i poety, prekursora romantyzmu w literaturze, autora przełomowej rozprawy O klasyczności i romantyczności. Kolberg, młodszy o cztery lata od
Fryderyka Chopina, był uważnym słuchaczem jego gry, świadkiem rozwoju
talentu i osobowości artystycznej kompozytora. Do końca życia zachował
fascynację jego twórczością i sztuką pianistyczną. Dom rodzinny, jego atmosfera intelektualna i upodobania artystyczne ukształtowały więc wrażliwość
młodego Oskara na aktualne prądy umysłowe i ożywiony ruch literacki, na
nowe zjawiska kulturowe. Trauma klęski powstania, w którym uczestniczył
jego starszy brat Wilhelm i z którym zbiegła się śmierć ojca, pozostawiła niezatarty ślad w świadomości Kolberga jako przedstawiciela całego dotkniętego
tym dramatem pokolenia. Zmieniła też radykalnie – podobnie jak u wielu
rówieśników i przyjaciół – życiowe plany 17-letniego Oskara. Zmuszony był
przerwać edukację w Liceum Warszawskim, gdyż szkoła została zamknięta,
podobnie jak wiele innych instytucji kultury, m.in. uniwersytet i działająca
przy nim Szkoła Główna Muzyki, miejsce studiów Chopina, który wyemigrował do Paryża w 1830 roku. Wprawdzie Kolberg podjął pracę w kantorze
bankowym S. Fraenkla, nie zarzucił jednak planów kariery kompozytorskiej
i studiów muzycznych. Kształcił się najpierw u Józefa Elsnera, kontynuując
naukę u Ignacego F. Dobrzyńskiego, potem w Berlinie. Po powrocie do Warszawy w roku 1836 i otrzymaniu świadectwa J. Elsnera, który zaliczył go do
grona „znakomitszych artystów Warszawy”, zamierzał poświęcić się komponowaniu, utrzymując się z lekcji muzyki. Wkrótce pojawiły się też pierwsze
kompozycje, nawiązujące do tradycji polskiej muzyki ludowej. Jednak wobec
trudności utrzymania się z nauczania muzyki Kolberg w roku 1845 podjął na
stałe pracę urzędniczą, która trwała kilkanaście lat1.
Na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku znalazł się
w gronie młodych romantyków, literatów i artystów, wyprawiających się
na wieś w poszukiwaniu wątków, tematów, utworów i „typów” ludowych.
W trakcie tych wędrówek zasłyszane melodie i teksty, napotykane pejzaże,
1

Środowisko, życie, rozwój zainteresowań i działalność Kolberga w Warszawie do roku
1871 szerzej przedstawiła A. Skrukwa w pracy Życie Oskara Kolberga w Warszawie (1814–
–1871), w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I). Zob. też wyżej w tym
woluminie opracowanie M. Prochaski Kompozycje Oskara Kolberga.

183

�postacie, chaty i rekwizyty życia wiejskiego utrwalali oni w swoich notatnikach i szkicownikach, spodziewając się znaleźć w nich tworzywo i źródło
inspiracji twórczej oraz pamiątki dawnej kultury, tradycji i „charakteru”
narodowego. Kolberg jako muzyk, obdarzony wybitnym słuchem i jak nikt
przygotowany do rejestracji muzyki, zajął się spisywaniem melodii i pieśni.
Jak wspomniano, w centrum jego ówczesnych zainteresowań znajdowała
się wtedy jedynie muzyka i pieśń ludowa. I to za sprawą tej ostatniej przedmiotem rejestracji badacza, a później wydawcy stał się obok melodii także
tekst pieśni, postrzeganej jako naturalna i nierozerwalna symbioza muzyki
i słowa poetyckiego. Po latach tak wspominał początki swych zainteresowań folklorem:
[…] ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około roku 1834
i później, zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego zachęta do poszukiwania melodii (których w jego dziele jest bardzo mało), jak i zachęta Dobrzyńskiego, wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek i katarynek poza miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły
mnie do poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy taki połów na większe rozmiary
dokonany w roku 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób nader ciekawych
motywów i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu1.

Prace nad folklorem muzycznym i podjęcie notowania melodii ludowych
miało zatem dwa cele: eksplorację artystyczną, tj. poszukiwanie materiału, tematów i wątków dla własnej twórczości kompozytorskiej, oraz dokumentację muzyczną dla uzupełnienia zbiorów pieśni już wydanych przez
poprzedników, w których jednak melodie były nieliczne bądź nie było ich
wcale, gdyż autorzy tych antologii poezji ludowej do rejestrowania muzyki
nie byli przygotowani. Zbiory wcześniejsze, na które powołuje się Kolberg
jako na inspirację dla siebie, to Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego zebrane i wydane przez Wacława z Oleska (tj. Wacława Zaleskiego)
w 1833 roku oraz Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu
Kazimierza Władysława Wójcickiego z roku 1836. Listę poprzedników
dopełniają: Żegoty Paulego Pieśni ludu polskiego w Galicji z roku 1838
1

O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. sporządzony prawdopodobnie pod koniec życia,.
BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 68. Pojedyncze pieśni i melodie z takimi lokalizacjami znajdują
się wśród rękopisów Kolberga i zostały opublikowane później, w Pieśniach ludu polskiego
z 1857 r. i w monografii Mazowsza.

184

�i tegoż Pieśni ludu ruskiego w Galicji z lat 1839 i 1840 (2 tomy) oraz Józefa
Konopki Pieśni ludu krakowskiego z roku 1841 i Jana Józefa Lipińskiego
Piosnki ludu wielkopolskiego opublikowane w 1842 roku. Wszystkie wymienione prace Kolberg nie tylko poznał dokładnie, lecz korzystał z nich
w późniejszych latach dla celów porównawczych i dla dopełnienia własnych zbiorów, budując tym samym ciągłość bazy źródłowej dla polskiej
folklorystyki. Do sposobu wykorzystania tych zbiorów wypadnie w trakcie
dalszej analizy powrócić.
Własną działalność wydawniczą rozpoczął Kolberg w latach 1842–1845,
kiedy to ukazały się w Poznaniu u Jana K. Żupańskiego Pieśni ludu polskiego (125 pieśni i 11 nieliczbowanych wariantów), których edycja kontynuowana była w leszczyńskim „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847
(80 pieśni i 2 warianty). Kolejne publikacje pieśniowe to następujące artykuły: O pieś­niach litewskich (z 15 pieśniami) i Pieśni czeskie i słowackie
(z 22 pieś­niami) – w „Dzwonie Literackim” w 1846 roku, Pieśni ludu obrzędowe zamieszczone w Album literackim w 1848 roku (21 pieśni), wreszcie Pieśni ludu weselne opublikowane w latach 1847–1849 w „Bibliotece
Warszawskiej” (309 pieśni i 2 warianty)1.
Wszystkie wymienione prace zawierają melodie w opracowaniu fortepianowym, co wskazuje na zamysł ich popularyzacji i przeznaczenie do
muzykowania domowego. Przypisane do melodii teksty nie odnotowują
systemowo i starannie cech gwarowych, występujących w nich jedynie
sporadycznie, najczęściej jednak eliminowanych. Towarzyszą muzyce
jako element całości pieśni. Niewątpliwie tak przygotowane zbiorki miały
przede wszystkim uprzystępnić pieśń ludową, nie gubiąc przy tym waloru
dokumentacyjnego, który pozwoli „oznaczyć i wykazać charakter muzyki
słowiańskiej”2. Notując pieśni ludowe, w naturalny sposób objął więc Kolberg rejestracją także przynależne do melodii teksty, od początku traktując
obie symbiotycznie związane warstwy, muzykę i słowo pieśni, jako integralną całość. I choć w deklaracjach zbieracza i w praktyce dokumentatora
1 Wszystkie utwory z tych zbiorków przedrukowane zostały w tomie Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym O. Kolberga cz. I (DWOK T. 67/I). Późniejsze Pieśni ludu
do śpiewu (16 utworów) wydane u A. Dzwonkowskiego w Warszawie w 1862 roku stanowiły
już tylko pogłos zarzuconej koncepcji opracowań melodii z harmonizacją.
2 Określeniem charakteryzującym w ten sposób plany badawcze i edytorskie Kolberga posłużył się A J. Szabrański w swojej recenzji podpisanej A .J. S. pt. Zbiory pieśni ludu z r. 1840,
zamieszczonej w „Bibliotece Warszawskiej” 1841, T. 1, na s. 163.

185

�traktował jako swoją powinność zasadę równorzędności, niejednokrotnie
wyrażał przekonanie o priorytecie melodii. W prospekcie i w przedmowie
do zeszytu 1. swoich pieśni pisał w roku 1842:
Kiedy obecnie tylu miłośników Słowiańszczyzny pracuje nad wydobyciem zapomnianych i poniewieranych skarbów umysłowych różnych pokoleń, kiedy
wartość pieśni gminnych dziś już należycie ocenioną została, a przywiązanie
do rzeczy narodowych niepomału wzrasta, sądzę, że dogodzę potrzebie czasu
i współziomków, gdy tyle ważną, a może ważniejszą jeszcze pieśni tych część,
to jest muzykę, dołączę do już istniejących zbiorów. I w rzeczy samej częstokroć
pieśń, sama przez się licha, dla melodii jedynie przetrwała i upowszechniła się
wszędzie. Melodia jest duszą pieśni gminnej, w niej poznasz myśl i serce jak
w zwierciadle, ona znamionuje ducha każdego pokolenia1.

Recenzujący edycję Kolberga Karol Libelt nazwał w kontekście tej wypowiedzi tekst pieśni „ciałem”2. Z czasem, w miarę postępu prac i doświadczeń, temu „ciału” pieśni, tj. tekstom, poświęcał Kolberg coraz więcej uwagi,
traktując ludową poezję jako odrębny gatunek folkloru i przedmiot badań
rządzący się specyficzną formą, poetyką, stylistyką, a także wymagający
analiz historycznych, genetycznych, klasyfikacyjnych.
Pogląd Kolberga na pieśń jako „rzecz narodową”, wyrażony w cytowanym fragmencie, warto zestawić z wypowiedziami jego poprzedników
w dziedzinie XIX-wiecznego zbieractwa. Romantyczna metryka pierwszych pieśniowych edycji Kolberga jako zamierzonej kontynuacji dokonań
wcześniejszych badaczy zyskuje w tym zestawieniu dodatkowe wsparcie.
Wymienić tu trzeba przede wszystkim Wacława Zaleskiego (1799–1849),
pisarza, poetę i krytyka, autora pierwszego w Polsce i największego do
czasów Kolberga zbioru pieśni ludowych, liczącego 1496 pieśni polskich
i ruskich (z 160 melodiami, które „do śpiewu i na fortepian ułożył” Karol
Lipiński). W rozprawie wstępnej do tego zbioru z roku 1833, przedstawiając syntezę ówczesnych poglądów na znaczenie i wartość poezji ludowej,
Zaleski pisał:
1 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął…, oddział pierwszy, w: tegoż Pieśni
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1. Omówienie tych pierwszych publikacji pieśniowych Kolberga zob. tamże, wstęp A. Pawlaka, s. V–XVIII, por. też wyżej w tym woluminie opracowanie D. Pawlakowej Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga.
2 [K. Libelt] Pieśni ludu polskiego przez Oskara Kolberga, „Dziennik Domowy” 1842, nr 21,
s. 174, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), aneks 1, s. 275.

186

�Któż zaprzeczy, że pieśni ludu, będąc obrazami, w których każdy naród swój
charakter najwierniej maluje i przedstawia, wynurzając swoje uczucia, opisując
zwyczaje i wszelki obyczaj, są najdokładniejszym wyrazem życia narodowego1.

I określał cel swojej edycji:
[…] zamiarem moim było tylko okazać, jak pieśni ludu, pominąwszy nawet ich
wewnętrzną wartość, najbardziej są zgodne z duchem narodu, jak pod tym
względem stać się powinny prawdziwą nauką i jak dlatego każdemu, komu
chodzi o poznanie ducha narodowego, a mianowicie poecie, zbiory pieśni ludu
są wielce pożyteczne, a nawet i niezbędnie potrzebne2.

Wysoka ocena pieśni i ich narodowego charakteru trafiła na podatny
grunt, wywarła też decydujący wpływ na Kolberga, który do opinii i zbioru Zaleskiego wielokrotnie się odwoływał i na nim się wzorował. Praca
spotkała się zresztą z żywym i entuzjastycznym oddźwiękiem; recenzenci
podnosili jej wartość i postulowali rozpowszechnienie „w każdym polskim
domu”3. Zaś wagę historyczną zbioru dla przyszłych badań tak podsumował Piotr Chmielowski:
Pierwszy to był u nas zbiór poważny zabytków twórczości ludowej; od niego
dopiero zaczyna się gorączkowa na tym polu praca we wszystkich prowincjach
i to mu nadaje pierwszorzędne znaczenie4.

W roku 1834, dwa lata przed wydaniem kolejnego zbioru pieśni, jego
autor, Kazimierz Władysław Wójcicki, warszawski literat, starożytnik i historyk, wypowiadał się podobnie w lwowskim noworoczniku „Ziewonia”:
Uderzyła godzina rozwagi i zaczynamy poznawać, co jest narodowością w poezji. Materiałami po temu są pieśni ludu. […] w nich się przechowuje duch narodowy, czysty, bo nieskalany wpływem cudzego”5.
1

Wacław z Oleska [Wacław Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego…, Lwów
1833, s. XVII.
2 Tamże, s. XXVIII.
3 K. S. [K. Słotwiński] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, zebrał i wydał Wacław
z Oleska [rec.] „Czasopismo Naukowe od Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich wydawane” 1833, z. 3, s. 59.
4 P. Chmielowski Historia literatury polskiej, Warszawa 1900, T. 5, s. 69.
5 K.W. Wójcicki O pieśniach polskiego ludu, „Ziewonia”, Lwów 1834, s. 111 i 114.

187

�Zbiór pieśni wydał Wójcicki w Warszawie pod osobliwym tytułem
Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu, który skrywał rzeczywistą treść, zapewne ze względu na paskiewiczowską cenzurę.
W przedmowie, charakteryzując pieśni, autor położył jednak nacisk na
wspólnotę słowiańskiego repertuaru, nie na narodowy charakter ludowej poezji. Wskazywał na ujawniającego się w pieśniach „jednorodnego ducha, co ożywia całą Słowiańszczyznę”1, a utwory z różnych „krain”
opisywał jako śpiewane „na jednę słowiańską, narodową nutę”2. Mówił
o „ludzie narzecza polskiego”3 zamiast o ludzie polskim. Współcześni mu,
a wraz z nimi Kolberg, który znał autora i redaktora „Biblioteki Warszawskiej” osobiście, rozumieli jednak ten szyfr jako swoisty wybieg wobec
restrykcyjnej cenzury władz carskich w zaborze rosyjskim po powstaniu
listopadowym. Wójcicki był przecież wcześniej, w roku 1830, wydawcą
pracy Przysłowia narodowe, z wyjaśnieniem zrzódła początku oraz
sposobu ich użycia, okazujące charakter, zwyczaje i obyczaje, przesądy, starożytności i wspomnienia ojczyste. Odwołując się do tej publikacji
w zbiorze pieśni, używał już jednak tylko tytułu w skrócie – Przysłowia,
nie Przysłowia narodowe. W rzeczywistości ludowość utożsamiano wtedy z narodowością. Jak pisze R. Wojciechowski, był to pogląd i program
ideowy, począwszy od Brodzińskiego, który „z pieśni ludu jako z natury
charakter i obyczaje narodu” wywodził, poprzez Mickiewicza, który w pieśni gminnej widział „arkę przymierza miedzy dawnymi a nowymi laty
i strażniczkę narodowego pamiątek kościoła”. Można się zatem w dużej
mierze zgodzić ze zdaniem Wojciechowskiego, który stwierdzał, że „popowstaniowy program badań słowiańskich należy traktować jako ocenzurowaną wersję pierwotnego brzmienia” 4, tj. narodowego charakteru
poezji ludowej. Zdanie to nie przekreśla jednak – co wyraźnie trzeba tu
zaznaczyć – celowości i potrzeby postulowanych przez romantyków badań
porównawczych nad kulturą ludową różnych narodów słowiańskich, za
którymi niejednokrotnie opowiadał się zresztą także Kolberg. W sumie,
choć zbiór Wójcickiego jest wyrazem romantycznych założeń, zwłaszcza
1 Tenże Pieśni ludu Białochrobatów…, wyd. fototyp. pierwodruku z 1836 r., pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, ,T. 1, Wrocław 1876, s. 10.
2 Tamże, s. 11.
3 Tamże, s. 9.
4 R. Wojciechowski Posłowie, w: K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów…, T. 2, Wrocław 1976, s. IX–X.

188

�potrzeby wskazania śladów dawności w pieśniach wsi, ma swoje istotne
znaczenie dla dziejów folklorystyki, przede wszystkim dzięki próbie ukazania związków poezji ludowej z literaturą staropolską, poezją XVII-wieczną,
dawnymi drukami, w czym autor jako bibliotekarz, archiwista i starożytnik torował drogę przyszłym badaczom i za czym w poszukiwaniach źródłoznawczych i bibliotecznych podążać miał też Kolberg. Z prac Wójcickiego korzystał, począwszy od pierwszych swoich publikacji pieś­niowych.
O roli poezji ludowej w podobnym duchu wypowiadał się też trzeci
z poprzedników Kolberga, Żegota Pauli, historyk i etnograf, wydawca pieśni polskich i ruskich w Galicji. Oba zbiory, starannie przygotowane pod
względem wyboru tekstów, języka i oprawy naukowej, przynoszą 383 warianty polskie i 600 ruskich. W przedmowie do antologii pieśni polskich
Pauli pisał, że do jej wydania skłoniła go przede wszystkim „potrzeba ogłoszenia zbioru pieśni gminnych kraju naszego, zwłaszcza przy wzmagającym
się postępie poezji narodowej […]”1.
A w prospekcie do zbioru potrzeba ta znalazła takie uzasadnienie:
Do rzędu pamiątek narodowych, które od dnia do dnia coraz bardziej nikną,
a które troskliwie przechować winniśmy, należą szczególniej pieśni gminnne,
w nich to bowiem naród składa podług słów poety naszego „swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty”2.

Do publikacji przeznaczył Pauli „same tylko pieśni narodowe”, pochodzące głównie ze środowiska wiejskiego, a utwory związane z obrzędami
dla lepszego zrozumienia opatrzył opisem tych ostatnich. Cały materiał
wzbogacił też wartościowymi wyjaśnieniami historycznymi i etnograficznymi oraz odniesieniami do Słowiańszczyzny. Praca została wysoko oceniona także przez późniejszych folklorystów, historycznie wpisywała się
natomiast w romantyczną koncepcję ludowości. Badacz ten odegrał ważną
1

Ż. Pauli Przedmowa do tegoż Pieśni ludu polskiego w Galicji, wyd. fototyp. pierwodruku
z 1838 r., Wrocław 1973, s. [1] nlb.
2 Prospekt do „Zbioru pieśni gminnych ludu galicyjskiego” Ż. Paulego, rkp. BJ, sygn. 5454 II,
k. 1. Zob. też R. Górski Posłowie, w: Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego…, s. XIV–XV. Zbiór Paulego
był gotowy do wydania kilka lat przed rokiem 1838. Autor, podejrzany o współautorstwo pamfletu przeciwko rządowi austriackiemu, został jednak aresztowany i uwięziony, a uwolniony
w 1836 roku, nie otrzymał pozwolenia na druk swoich Pieśni; cenzor zakwestionował określenie „gminnych” użyte w cytowanym prospekcie, co jednak wkrótce zostało zrewidowane (zob.
R. Górski Posłowie… s. XII–XIV).

189

�rolę w kształtowaniu się poglądów i warsztatu przyszłego autora Ludu nie
tylko dzięki swoim publikacjom, ale i późniejszym bezpośrednim kontaktom w Krakowie, gdzie mieszkał od 1845 r.
Kolberg miał się okazać gorliwym kontynuatorem pionierskich przedsięwzięć swoich zasłużonych dla folklorystyki poprzedników, do których
wielokrotnie się odwoływał i z których prac korzystał. Zaleskiemu, Konopce, Wójcickiemu i Paulemu, „niezmordowanym współpracownikom
w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu” dedykował też początkowy
„oddział” swojej pierwszej edycji 125 pieśni wydanych w latach 1842–1845
u Żupańskiego w Poznaniu.
Opublikowane w latach czterdziestych przez Kolberga pieśni ludowe
zebrane w wymienionych wyżej zbiorkach przynoszą w sumie 572 pieśni,
w tym 396 z melodiami (186 tekstów bez melodii to około 31% całego
zasobu). Pochodzą z różnych stron Polski i w przeważającej liczbie opatrzone są notami lokalizacyjnymi o różnym stopniu szczegółowości – od
konkretnych miejscowości: „z Krakowa”, „Ostrołęka”, „ze Lwowa”, często
z bliższym geograficznym dookreśleniem dla miejscowości mniejszych, np.
„Modlnica pod Krakowem”, „Tretki i Chochołów pod Żychlinem”, „Wilanów pod Warszawą”, „Kuligów nad Bugiem (pod Serockiem)”, poprzez ogólniejsze wskazania okolicy większych miejscowości, typu: „od Przysuchy
i Opoczna”, „od Łowicza i Kutna”, „spod Radomia”, „z okolic Warszawy”,
czy wręcz regionu: „z Wielkopolski”, „z Sandomierskiego”, „z Mazowsza”,
„z Galicji”, aż po określenie zasięgów: „z Krakowskiego, Kaliskiego i Wielkopolski”, „z Galicji i Sandomierskiego”, „z Lubelskiego i Galicji”, a nawet
po notę o powszechności występowania, np. „znana w całej Polsce”. Już
wtedy zatem pierwszorzędnym elementem dokumentacji jest dla Kolberga
określanie proweniencji geograficznej publikowanych pieśni, co dowodzi
świadomości badacza w kwestii regionalizacji zjawisk folkloru, przekonania
o jego zmienności i specyfice w różnych stronach kraju. Nie jest tu zresztą
Kolberg zupełnym nowatorem; w zbiorach Zaleskiego i Wójcickiego lokalizacje geograficzne, choć rzadziej doprecyzowane szczegółowo, a częściej
dość ogólne, pojawiają się również. Brak ich natomiast w zbiorze Paulego, gdzie ogólniejsze wskazówki dotyczą jedynie krakowiaków. Ciekawym
przyczynkiem w tej kwestii jest fakt, że brak ten Kolberg próbował po
latach uzupełnić na drodze osobistych konsultacji. Świadczy o tym zachowana notatka rękopiśmienna, w której niektóre pieśni opublikowane przez
tego autora opatrzone są notatkami lokalizacyjnymi sporządzonymi przez
190

�Kolberga, a pochodzącymi z informacji czy zapisków Paulego1. W publikacjach Kolberga z tego wczesnego okresu działalności widoczne jest również, że zauważał już wówczas zjawisko wariantywności pieśni jako cechę
wyróżniającą folklor, wręcz go konstytuującą. Świadczą o tym próby zestawiania wariantów, przy czym kryterium odniesienia stanowią dla Kolberga
teksty pieśni, nie melodie, co wskazuje na uświadomienie sobie przez badacza już wtedy rangi warstwy słownej w odczytaniu charakteru pieśni, jej
funkcji i przeznaczenia, „ucieleśnienia” uczuć i przeżyć. Temat pieśni miał
też później stać się jednym z nadrzędnych i najbardziej operatywnych wyznaczników klasyfikacji materiału pieśniowego, choć jej strona muzyczna
nie traciła przy tym w ocenie Kolberga swojego szczególnego, „duchowego”
znaczenia. Warianty zestawiał Kolberg według tekstów, przywołując też
w miarę możliwości przynależne do nich melodie i lokalizacje, czasami
zestawiał różne teksty śpiewane na tę samą melodię2. Zdarzało się jednak
niekiedy, że wątki tekstowe łączone były na zasadzie niezrozumiałej, gdyż
odrębności są znaczne. Podobnie wskazywał warianty pieśni śpiewanych
w ramach określonych zwyczajów dorocznych, kogutka, gaika i okrężnego, w różnych okolicach Polski. Zaś plan dokumentacji pieśni weselnych
w całym ich zróżnicowaniu określał tak we wstępie do poświęconego im
artykułu:
[…] gdy muzyka jest tu z tekstem nierozdzielną (bo bez niej żadne wesele nie
ma miejsca), przedsięwziąłem skreślić pieśni weselne z melodiami, jakie mi się
w różnych okolicach kraju naszego słyszeć zdarzyło, oraz wykazać (ile można)
ich warianty, przerabiania, wyskoki, różnorodne napływy, nawet zwichnienia.
Przekształcenia takowe spowodowały tysiące okoliczności i stosunków, których
drobiazgowe śledzenie mozolną, niewykonalną, wreszcie niepotrzebną byłoby
pracą. Oddaję je przeto, jakimi są, ludowi, od którego je wziąłem, a rozwijając
jedne po drugich obrzędy weselne z różnych, mianowicie oddalonych do siebie
stron najlepiej przez porównanie ich między sobą rozróżnić, co w nich pierwotnego, a co było napływowego z innych pieśni lub okolic, odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość poetyczną będziemy
w możności3.
1

Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 12a, sygn. 1190, k. 1.
Zob. O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), m.in. nr 9 i 9a, 35 i 35a,
54 i 54a, 99 i 99a, 112 i 112a–d, 122, 122a i 123, 255–259, 264–273.
3 O. Kolberg Pieśni ludu weselne, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2, s. 188, przedruk
w: tegoż Pieśni i melodie ludowe…cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–443.
2

191

�Materiał potraktowany zatem porównawczo ułożył tam Kolberg geograficznie, zamieszczając jedenaście opisów wesel (osiem z Radomskiego,
Łęczyckiego, Kaliskiego i Mazowsza oraz trzy z Galicji), w których znalazło
się ponad 300 tekstów pieśni, przy czym tylko trzecia ich część posiadała
melodie. Dając pogląd na regionalne zróżnicowanie folkloru weselnego,
skoncentrował się tam jednak bardziej na ukazaniu odmienności i podobieństw w samych obchodach obrzędu w poszczególnych okolicach niż na
zestawianiu wariantów pieśni, które w efekcie często zostały rozdzielone.
Nowym, istotnym elementem opracowania pieśni związanych ze zwyczajami i weselami w dwu poświęconych im zbiorkach z lat 1847–1849 jest
osadzenie ich w kontekście kulturowym zwyczajów i obrzędu weselnego,
w którym występują. Stanowi to bardzo ważny krok na drodze ewolucji
stosunku Kolberga do tekstów literatury ludowej. Dostrzegając organiczny
związek pieśni z opisywanymi uroczystościami, funkcję pieśni w okreś­
lonym momencie obrzędu, w rytualnej sytuacji wykonawczej celebrowanej przez konkretnego śpiewaka lub grupę uczestników, publikował
takie pieśni wraz z opisem odpowiedniego momentu w ramach przebiegu
obrzędów czy obchodów, dając tym samym pogląd na „ścisłą łączność”
żywego folkloru z życiem społecznym określonej wspólnoty lokalnej. Poszedł tu Kolberg tropem Paulego; pieśni obrzędowe takiego kontekstu
w sposób naturalny się domagały. W repertuarze Pieśni ludu polskiego
z tego okresu charakterystyczne jest też uwzględnienie przez Kolberga
pieśni szlacheckich i mieszczańskich, z wyraźnym określeniem środowiska, z którego pochodziły, oraz różnorodność utworów bez preferencji
dla jednego typu, tematu czy gatunku. Część tekstów zaczerpnął tam ze
zbiorów wcześniejszych, odnajdując dla nich melodie w trakcie własnych
badań terenowych. Nie zawsze można jednak ustalić jednoznacznie na
podstawie podanej przez Kolberga noty bibliograficznej, czy wskazuje ona
źródło, a więc pochodzenie zapisu, czy też kieruje porównawczo do wariantu z innego zbioru.
Zróżnicowanie, ale i wspólnotę wątków pieśniowych, ich ruchliwość
i zmienność oraz wzajemne wpływy i specyficzne stałe atrybuty widział
Kolberg zresztą szerzej, nie tylko w ujęciu regionalnym, tj. w utworach
z różnych stron kraju, ale i u rozmaitych narodów i „plemion”. We wstępie
do artykułu o pieśniach ludu litewskiego pisał w roku 1846:

192

�Dowiedzioną i znaną jest ta prawda, że pieśni ludu jakiegokolwiek bądź narzecza mieszczą w sobie doskonałe odbicie zwyczajów, języka, wrażeń, pojęć,
obyczajów i uczuć, słowem, całą charakterystykę tego plemienia, z łona którego
wysnuły się. Że fizjognomia ludów jednych od drugich jest różną i coraz rozmaitszą, w miarę jak się dalej posuwamy, wypływa z natury rzeczy, jako i to, że
jedne z drugimi ogniwem sąsiedztwa i rozlicznych stosunków będąc połączone,
wzajemny na siebie wpływ wywierają i nieraz sobie w zgodzie i dłonie, i myśli
podają1.

Z kolei ciekawym przejawem pojmowania folkloru jako własności określonego środowiska zawodowego był artykuł również z 1846 roku, w którym opublikował Kolberg kilkanaście spisanych przez siebie w Warszawie
pieś­ni druciarzy, górali słowackich „wędrujących zimą po krajach słowiańskich i niemieckich dla zarobku, z wiosną zaś wracających pod rodzinną
strzechę”2. Była to jednocześnie pierwsza praca badacza, w której dokumentował folklor innego słowiańskiego narodu i mierzył się z jego językowym zapisem.
Zasób pieśni opracowanych na fortepian, który prezentują publikacje
Kolberga z pierwszej połowy XIX wieku, wzbogacają zapisy rękopiśmienne,
których nie wydał, a które opublikowano z zachowanych rękopisów w części II tomu Opracowania melodii ludowych… (DWOK T. 67/II). Wśród
236 pieśni i melodii z tego zespołu 148 posiada tekst, pozostałe to zapisy
melodii tanecznych bez tekstu. W większości są to pieśni i przyśpiewki polskie (141 zapisów), pozostałe to 4 utwory ukraińskie i 3 chorwackie.
W sumie publikacje te, przynoszące wraz z wariantami prawie 700
polskich pieśni, stanowią wyraz ówczesnych tendencji badawczych i edytorskich, są twórczą kontynuacją prac poprzedników z innowacyjnym
poszerzeniem dokumentacji folkloru pieśniowego o zapisywane ze słuchu melodie. Można też już mówić o wykrystalizowanej wcześnie, bo na
pierwszym etapie badań Kolberga, pryncypialnej zasadzie dokumentowania proweniencji geograficznej prezentowanego materiału, o rozumieniu
znaczenia jego specyfiki narodowej, regionalnej i lokalnej, wariantywności, dynamice pokrewieństw i zróżnicowań, a także o związku folkloru
1

O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1, s. 93, przedruk
w: tegoż Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK 67/I), s. 350.
2 O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–273, przedruk
w: tegoż Pieśni i melodie ludowe ... (DWOK T. 67/I), s. 374.

193

�pieśniowego z życiem określonego środowiska społecznego. W okresie
pierwszego dziesięciolecia badań, w latach 1839–1849 wypracował więc
Kolberg i zaczął stosować w praktyce kryterium synkretyczności, czyli
sytuowanie ludowego tekstu w ścisłym związku z muzyką i tańcem, a także w pewnym stopniu już wtedy z sytuacją kulturowo-społeczną. Były
to wówczas pionierskie założenia badawcze; rozwinęła je współczesna
folklorystyka, przyjmując synkretyczność za istotę folkloru i postulując
badanie go jako części kultury 1.
Równolegle z publikacją w 1849 roku Pieśni ludu weselnych zaczął
kształtować się w planach Kolberga zamysł cyklu wydawniczego. Był to
nowatorski program edycji zbiorów pieśni określonego gatunku, z licznymi
wariantami poszczególnych wątków. W okresie tym, po wydarzeniach rabacji galicyjskiej 1846 roku i później Wiosny Ludów, zmieniło się radykalnie
nastawienie do ludu, a entuzjazm i zachwyt nad jego twórczością ustąpił
miejsca trzeźwym postulatom obiektywnych badań nad rzeczywistym bytem i kulturą wiejskiej społeczności. Niektórzy badacze folkloru rewidowali
też lub zmieniali swoje poglądy i oceny wartości folkloru, czego radykalnym
wyrazem była sformułowana w roku 1854 opinia Ryszarda Berwińskiego.
Zakwestionował on zdolności twórcze ludu, sugerując jedynie naśladowczy, reproduktywny w stosunku do literatury wysokiej charakter folkloru.
Zdeprecjonował tym samym romantyczny aprioryzm co do samorodności,
autentyzmu i rodzimości folkloru oraz jego wartości dla literatury narodowej2. Po kilkunastu latach Kolberg stanowczo przeciwstawił się tezom
Berwińskiego, broniąc możliwości twórczych ludu, choć nie negując wzajemnych wpływów i przenikania się literatury ludowej i literatury warstw
wykształconych3. Do polemiki tej trzeba będzie jeszcze powrócić.
1

O współczesnym rozumieniu folkloru jako przedmiotu badań zob. m.in. C. Hernas Miejsce
badań nad folklorem literackim, „Pamiętnik Literacki” 1975, T. 66, nr 2, s. 3–15, przedruk
w zbiorze: Teoria kultury. Folklor a kultura, oprac. M. Waliński, Katowice 1978, s. 66–82;
J. Bartmiński Folklor– język – poetyka, Wrocław 1990; P. Kowalski Współczesny folklor
i folklorystyka: o przedmiocie poznania w dzisiejszych badaniach folklorystycznych, Wrocław 1990; R. Sulima Folklorystyka wobec kultury współczesnej, „Literatura Ludowa” 1992,
nr 6, s. 39–61, Folklorystyka. Dylematy i perspektywy, red. D. Simonides, Opole 1995 (praca
zbiorowa), J. Bartmiński, S. Niebrzegowska-Bartmińska Tekstologia, Warszawa 2009.
2 Zob. R.W. Berwiński Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki, T. 1–2, Poznań 1854. Toż, ze zmienioną kartą tytułową: [R.W. Berwiński] Studia
o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych, T. 1–2, Poznań 1862.
3 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XIV–XVI.

194

�W atmosferze tej nabierało znaczenia bardziej naukowe, systemowe
podejście do folkloru, plan jego metodycznego zbierania i dokumentowania
jako bazy źródłowej dla badań porównawczych. Koncepcji systematyzującej obszerny materiał domagało się również ciągle pomnażane archiwum
Kolberga. Pozyskiwane przez kolejne lata badań terenowych coraz bogatsze zbiory, a wraz z nimi rosnące doświadczenie i wiedza o sposobie życia
i mechanizmie funkcjonowania tradycyjnej literatury ustnej zaowocowały
po ośmiu latach od wydania ostatnich pieśni weselnych w 1849 roku nową
publikacją o odmiennym profilu.
W roku 1857 ukazały się Pieśni ludu polskiego, obszerna antologia ballad i tańców ludowych, stanowiąca pierwszą z monografii określonych gatunków i grup pieśni, które zamierzał Kolberg wydzielać według różnych
kryteriów: treściowego, środowiskowego bądź okolicznościowego, planując wydanie m.in. pieśni miłosnych, weselnych, wojackich, żniwiarskich,
żartobliwych1. Plany te zostały jednak zarzucone i jak się miało okazać,
Pieśni ludu polskiego były pierwszą i jednocześnie ostatnią publikacją
z zamierzonego cyklu tomów o takiej koncepcji edytorskiej. W centrum
zainteresowania Kolberga pozostały w tym zbiorze nadal melodie, co autor podkreślił wyraźnie we wstępie: „Muzyka jest głównym przedmiotem
niniejszego zbioru. Do każdej pieśni dołączam właściwą jej nutę […]”. Radykalnej zmianie uległ jednak sposób potraktowania zapisu muzycznego;
melodie wydane tu zostały bez akompaniamentu fortepianowego, co odtąd
będzie stałą praktyką Kolberga:
Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających), tak jak wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego,
bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym niezmąconej
czystości, jak ją natura natchnęła2.

W pierwszej części zbioru zamieścił Kolberg 444 pieśni balladowe, grupując razem warianty tekstowe 41 wątków z całej prawie Polski. Tylko 21 pieśni w tym zespole nie posiadało zapisu nutowego. W części drugiej znalazły
się „Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce”, w sumie 466 melodii
1

Zob. m.in. wypowiedzi Kolberga na ten temat w liście do J. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 73 oraz we wstępie do Sandomierskiego (DWOK T. 2),
s. 5–6.
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V–VI.

195

�tanecznych z okolic Warszawy, przeważnie z tekstami przyśpiewek1. Choć
w części pierwszej Kolberg łączył także warianty melodyczne ballad, jednak to teksty pieśni stały się wyznacznikiem układu i tym samym uzyskały
w zbiorze sprofilowanym gatunkowo szczególnie istotne znaczenie, gdyż podstawą typologii ballad stała się właśnie analiza tekstów. Ich temat i struktura
fabularna pozwoliły określić zasadnicze cechy gatunku, wyodrębnić wątki
i powiązać ich warianty w grupy. Taka nowatorska metoda prezentacji folkloru pieśniowego stanowiła dalszy, decydujący krok na drodze ewolucji programu badawczego Kolberga, a także i jego stosunku do tekstu ludowego.
O ile w zespole ballad o publikacji decydowało kryterium gatunkowe,
o tyle w grupie melodii tanecznych wyznaczała je funkcja i sytuacja wykonawcza. Jest więc Kolberg świadomy różnorodności kryteriów systematyzujących materiał; wyraźnie rozgranicza je dla „Dum i pieśni” oraz dla
„Tańców”. Nie stosuje terminu „ballada”; posługuje się określeniem „duma”,
używanym w XIX wieku, także przez poprzedników, w odniesieniu do ludowych pieśni fabularnych, historycznych. We wstępie do Pieśni ludu polskiego nie definiuje gatunku i nie podejmuje rozważań na temat charakteru
tekstów balladowych. Pisze jedynie:
Co do wyrazów pieśni nadmieniam tylko, że znaczenie głębokie dum ludowych,
ich estetyczna, lingwistyczna, a często moralna i historyczna wartość, jako należycie dziś oceniona, nie potrzebuje dalszego wywodu2.

Zapewne ustępował tu Kolberg miejsca wypowiedziom teoretycznym
swoich poprzedników-literatów. Jednak w niedrukowanej wcześniejszej
wersji przedmowy do tego tomu tak określa dumy:
Wśród tylolicznych i tak rozmaitych pieśni ludu dumy, mające za podstawę
wydarzenia domowe, do których klucz zagubiły wieki, można uważać za jeden
z najpiękniejszych zabytków przeszłości naszego ludu. Liczba ich jest wielka,
treść osnuta już to na prawdziwym zdarzeniu, już na zmyśleniu, które jednak
obok wygórowanej fantazji przybiera niezatartą cechę prawdy3.
1 Analizę materiału źródłowego tego zbioru, koncepcji edytorskiej i metod pracy Kolberga
nad książką oraz jej znaczenia dla polskiej folklorystyki przedstawiła A. Skrukwa we wstępie
„Pieśni ludu polskiego” Oskara Kolberga, w: tegoż Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu
1 (DWOK T. 70), s. XIX–XLIII.
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX–X.
3 Rkp. Kolberga prawdopodobnie z około 1849 r. (Arch. PTL, teka 35 Miscellanea, sygn.
1314, k. 1), zob. też Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 3 oraz XXIV.

196

�Opis ten zbieżny jest z przedstawianymi przez folklorystów ówczesnych,
m.in. Wacława z Oleska i Żegotę Paulego, którzy określali dumy jako pieśni
„tyczące się zdarzeń pojedynczych osób” lub „tyczące się zdarzeń domowych”
(przy czym Pauli wyjątkowo używa terminu „ballady”). W sumie gatunek
rozumiany jest wówczas – jak pisze w nawiązaniu m. in. do tych określeń
zbieraczy Elżbieta Jaworska – poprzez „temat rodzinny i właściwość morfologiczną, jaką jest fabularność (zdarzeniowość)”1. Do problematyki tej w ujęciu
Kolberga powrócić wypadnie w dalszym ciągu tego opracowania przy analizie pojęć gatunkowych przyjmowanych dla poszczególnych grup tekstów.
Większość materiału w części I Pieśni ludu polskiego z 1857 r. pochodzi z badań terenowych Kolberga prowadzonych w latach 1840–1855, po
części wespół z towarzyszami pierwszych wypraw. Skoncentrowany jednak
przede wszystkim na poszukiwaniu i dokumentowaniu spisywanych samodzielnie melodii brakujących we wcześniejszych publikacjach, część tekstów zaczerpnął także ze zbiorów poprzedników – Zaleskiego, Wójcickiego,
Paulego, Konopki, Lipińskiego – oraz z rękopisu G. Gizewiusza Pieśni ludu
znad górnej Drwęcy, w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od
1836 do 1840 roku, który użyczył mu Wójcicki2. Korzystał również sporadycznie z prac innych zbieraczy, J. Lompy, R. Fiedlera, L. Zejsznera. Sposób dokumentowania proweniencji tekstów pochodzących z tych zbiorów
nie jest jednak w opracowaniu Kolberga na tyle czytelny i precyzyjny, by
jednoznacznie ustalić, czy podane przez niego w druku wskazówki bibliograficzne oznaczają źródło, czy kierują jedynie do wariantu w innych pracach. Analiza wskazuje jednak, że w większości są to odsyłacze do tekstów
źródłowych w zbiorach już opublikowanych, do których to tekstów dołączał pozyskane i zanotowane przez siebie melodie. Zaznaczyć trzeba, że nie
zawsze są to wierne przedruki tekstów wcześniejszych, często przywołując
źródło, dokonywał Kolberg uzupełnień, zmian lub skrótów, a wyjątkowo
1 E. Jaworska Posłowie, w: Polska ballada ludowa. Antologia. Wybrała i opracowała…,
Kraków 1991, s. 143, Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego…,
s. 483, Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji…, s. 81. O historii nazwy i definicjach ballady
zob. również E. Jaworska we wstępie do Katalogu polskiej ballady ludowej, Wrocław 1990,
s. 8–17. O balladzie jako gatunku i jego funkcjach modelowych zob. J. Jagiełło Polska ballada
ludowa, Wrocław 1975.
2 Kolberg wspomina o tym we wstępie do Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1) na s. XI,
zob. też tamże, s. V, gdzie mowa o poprzednikach zainteresowanych głównie tekstami pieśni.
Rękopis Gizewiusza opublikowany został w opracowaniu, ze wstępem i komentarzami D. Pawlakowej w Poznaniu w roku 2000.

197

�posunął się nawet do kompilacji z kilku zapisów formowanych następnie
w jeden pełny wariant1. Pomijał cechy gwarowe przywoływanych przekazów drukowanych, nie uwzględniał ich też w zapisach własnych z tego
okresu. Starannie oznaczał natomiast lokalizację geograficzną pieśni, przy
czym nie zawsze jest ona tożsama z oznaczoną w cytowanym źródle, co
prawdopodobnie wskazuje na określanie proweniencji pozyskanej melodii. Ten element dokumentacji pozostaje trwałym fundamentem warsztatu
Kolberga i jego spojrzenia na utwory folklorystyczne.
W części drugiej tomu zebrał Kolberg nie tylko przyśpiewki towarzyszące tytułowym tańcom, „piosneczki krótkie najczęściej w czasie tańca
nucone”, ale także śpiewki towarzyszące różnym okolicznościom życiowym,
wykonywane okazjonalnie, ulotne lub powszechnie znane, utrwalone w pamięci. Pisał:
Słowa zaś i treść śpiewek krótkich, ucinkowych, mimo rozlanego w nich humoru i czucia nie zawsze godzą się z przyzwoitością i dobrym smakiem. Wiele
podobnie rubasznych piosnek odrzucić musiałem, lecz i między pozostałymi
znaleźć można niejedną małoznaczącą, nawet lichą, umieszczoną tu jedynie dla
wskazania, w jaki sposób lud wyrazy układa, szykuje i w wiersz splata, jak łączy
sylaby z tonami […] Śpiewki takie nie zawsze lud w tańcu lub w karczmie przy
kieliszku nuci, owszem słyszeć one się często dają przy robocie w domu i na
polu, podczas żniw, sianożęci, w ogrodzie, na paszy za bydłem, także przy dojeniu krów, w czasie jazdy, przy kołysce. Nieprzebrana ich mnogość jest owocem
chwilowego natchnienia podnieconego trunkiem i miejscowymi okolicznościami, do czego lada codzienna przygoda dać może pochop, inne wszakże są znane
i śpiewane powszechnie na równi z dłuższymi pieśniami i dumami […]2.

Widać tu zainteresowanie strukturą słowno-muzyczną pieśni, a także
wymogi autocenzury, konieczność liczenia się obowiązującym ówcześnie
konwenansem obyczajowym.
Analizując zawartość Pieśni ludu polskiego z 1857 roku, można stwierdzić, że utrwalone jest już w świadomości badacza i świadomie realizowane przekonanie o strukturalnym związku melodii i tekstu pieśni, które nawzajem się dopełniają, współtworzą. Ma też Kolberg świadomość
1 Zob. też A. Skrukwa „Pieśni ludu polskiego” Oskara Kolberga…. (DWOK T. 70), s. XXX–
–XXXIV.
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.

198

�specyfiki gatunków i różnych kryteriów ich wyodrębniania. Pieśni fabularne, balladowe, widzi jako „śpiewane historie” o niezwykłych, tragicznych zdarzeniach rodzinnych i miłosnych, trwalsze w tradycji, często starsze, z wędrownymi i ustabilizowanymi wątkami, choć w różnych
realizacjach. Przyśpiewki lokuje w kontekście sytuacyjnym, eksponując
ich funkcję i związek z tańcem bądź innymi okolicznościami życiowymi,
a więc mniejszą stabilność, często ulotność i dorywczość. Książka jest
już dziełem badacza–folklorysty, świadomego zjawiska wariantowości
i zmienności pieśni, ich regionalnego zróżnicowania, a jednocześnie trwałości niektórych wątków, celowości prac porównawczych, ale i ciągłości tradycji, co pozwoliło sięgać autorowi po teksty do wcześniejszych
zbiorów, by uzupełnić je o zapisy melodii. W tomie zaznacza się waga,
jaką Kolberg przywiązywał do tekstu dla określenia tematu i charakteru
pieśni, postrzeganie przez niego indywidualnej realizacji narracyjnej, znajomość środków poetyckiego wyrazu w pieśniach, takich jak powtórzenia,
refreny, paralelizm, polegający na zestawianiu życia i uczuć ludzkich ze
światem przyrody. O ile jednak wariant tekstowy rozumiany jest przez
Kolberga jako przekaz realizujący oś tematyczną wątku, choć różniący
się odmiankami treści od innych przekazów, o tyle nieostre i drugorzędne jest widzenie wariantu wykonawczego różniącego się np. językiem,
stylistyką i nacechowaniem gwarowym tekstów, rozbudowaniem motywów, przy tożsamej treści głównej. Przejawem tego podejścia jest zastosowane w tomie skracanie testów o fragmenty uznane przez Kolberga za
powtarzające się, zbyt podobne lub nieodległe treściowo w innych wariantach, co sygnalizuje w druku notką: „dalej jak w nr […], od wiersza
[…]”. Porównanie tekstów wskazuje, że opuszczenia te niejednokrotnie nie
dotyczą partii tekstów zbieżnych filologicznie i tożsamych treściowo i stylistycznie w tych wariantach, do których kierują. Pominięte partie często
różnią się znacząco, są zindywidualizowanymi poetycko i motywicznie
opowieściami tej samej fabuły 1. Można wręcz mówić o modelowaniu wariantów metodą zestawiania tekstów, które różnią się źródłowo. Zastrzec
1 Zob. np. Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. 15, nr 3c, gdzie po zwr. 5. ballady od Poznania „Stała nam się nowina” Kolberg odsyła do wariantu od Warszawy, tj. nr 3a tamże, notą:
„dalej jak w no 3a, od wiersza 7 do 22”. Pieśń zaczerpnięta została ze zbiorku J. Lipińskiego,
co wskazuje nota Kolberga w druku, a opuszczony tekst z tego źródła jest krótszy od warszawskiego, znacznie bogatszego w motywy. Por. też O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement…
(DWOK T. 70), s. 12, gdzie opuszczony przez Kolberga tekst tej ballady został przytoczony.

199

�wprawdzie należy, że zabieg ten zastosował Kolberg nie tylko i może
nie przede wszystkim ze względów merytorycznych, ale dla oszczędności miejsca i chęci pomieszczenia jak największej ilości pieśni i melodii.
Książkę wydawał własnym nakładem, a koszty druku nut były wówczas bardzo wysokie. Można więc stwierdzić, że choć traktował fabułę
pieśni jako wyznacznik przynależności do wątku i podstawę określonego
wariantu, samych tekstów nie traktował jako osobnych bytów literackoartystycznych w ścisłym rozumieniu znaczenia indywidualności przekazu.
Ogromne znaczenie dla ewolucji metod badawczych Kolberga, a także
dla jego dalszych prac ma wyrażony we wstępie, a zatem sformułowany już
w 1857 roku pogląd na kwestię pochodzenia pieśni i mechanizm ich życia:
Stając się wiernym jej [tj. pieśni] tłumaczem, wszędzie wskazałem miejsce, gdzie
wysłuchaną została. Wymienioną wieś lub miasto (a raczej okolicę ich) po większej części uważać można za miejsce, gdzie ze szczególnym zamiłowaniem pieśń
tę i ową śpiewają. Nie zawsze jednak w tym miejscu powstała; rozmaite koleje,
przypadki i burze mogły ją tam zagnać, a więc powikłać nasze domniemania
co do jej początku. A lubo znalazłyby się cechy naprowadzające na pierwotne
gniazdo pieśni, któż jednak chciałby wyrokować tu z bezwarunkową ścisłością,
gdzie ono było? W jednej i tej samej wsi zdarzało mi się niekiedy słyszeć po parę
odmian jednejże pieśni, w sąsiedniej wsi już inaczej śpiewano, gdy tymczasem
o kilkanaście mil dalej pierwsza melodia znów wypływała. Bywały przypadki,
że taż sama osoba po kilku latach zmieniała nieco tok melodii, co już (choć nie
ze wszystkim) zacierało pierwotny jej wyraz, a cóż dopiero gdyby ją przyszło
usłyszeć po latach kilkunastu lub kilkudziesięciu?. Pieśń jest po większej części
tradycyjną, więc czas, stosunki ludzi zobopólne, zmiana trybu życia, moda, która
z dworca szlacheckiego zaczyna już do chaty wieśniaczej zaglądać, wreszcie osobistość śpiewaka (jego muzyczne usposobienie) i mnóstwo innych okoliczności
wciąż na nią wpływają w nieskończonych odcieniach. Ruch tu, jak wszędzie,
gdzie życie, nieustanny […]1.

Wprawdzie nawiązuje tu Kolberg do melodii, ale dynamika i ruchliwość
jako przypisane całości pieśni dotyczą także i tekstu.
Pieśni ludu polskiego miały pozostać wyjątkowym tomem w całym
jego dorobku edytorskim. Włączone po latach do serii Ludu jako jej tom
pierwszy, przyniosły prawie 900 melodii i były nowatorskim dokonaniem
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VI.

200

�badacza jako najwcześniejsza w polskiej folklorystyce i etnomuzykologii
publikacja o charakterze analityczno–typologicznym, mająca na celu usystematyzowanie materiału muzyczno-tekstowego pieśni. Do czasów współczesnych pozostają największym polskim zbiorem ballad ludowych, stanowiąc
jedno z najważniejszych źródeł do badań nad tym gatunkiem literatury
tradycyjnej1.
Porzucając plan kontynuacji monografii pieśniowych, legitymowanych
wariantami z różnych regionów Polski, posunął się Kolberg dalej na drodze
ewolucji swojego programu badawczo-edytorskiego. Podjął ambitne zamierzenie cyklicznej publikacji serii monografii etnograficzno-folklorystycznych poszczególnych regionów, w których uwzględnione zostaną wszystkie
przejawy kultury ludowej – materialnej, społecznej i duchowej. W tych
ramach obok preferowanych dotąd wyłącznie pieśni i tańców przedmiotem
dokumentacji badacza stać się miały również inne gatunki folkloru, takie
jak bajka, podanie, anegdota, przysłowie, zagadka, opowieść wierzeniowa.
Drogę do konstruowania tak szerokiego planu wytyczało Kolbergowi
zarówno doświadczenie nabywane w trakcie postępujących intensywnych
badań własnych, jak i programowa dyskusja podejmowana w opiniotwórczych środowiskach literackich pierwszej połowy XIX wieku. W debacie
tej, której głosy fragmentarycznie przytaczano wyżej, obok poezji ludowej
znalazło się również miejsce dla innych rodzajów twórczości ludowej,
a także całościowo widzianego folkloru osadzonego w badaniach w szerszym kontekście kulturowym, obejmującym sferę materialną i społeczną
życia ludu. W ścisłym związku wszystkich dziedzin życia i twórczości ludu
upatrywać zaczęto stopniowo główny postulat badawczy kształtującej się
folklorystyki. Materiał do dyskusji i ewolucji poglądów przyniosły nie tylko
zbiory pieśni „gminnych”, ale także wydawane w drugim trzydziestoleciu
XIX wieku, a zawierające ludową prozę prace K.W. Wójcickiego, K. Balińskiego, L. Siemieńskiego, R. Zmorskiego, A. Glińskiego2.
1

Zbiór ballad Kolberga stał się podstawowym materiałem, na którym J. Jagiełło zbudowała model fabularny gatunku ukazany w pracy Polska ballada ludowa (Wrocław 1975) oraz
bogatym źródłem do opracowanych przez E. Jaworską Katalogu polskiej ballady ludowej
(Wrocław 1990 ) i antologii pt. Polska ballada ludowa (Kraków 1991).
2 K.W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, T. 1–2, Warszawa 1837; K. Baliński Powieści ludu spisane z podań przez…, wyboru i wydania K. W. Wójcickiego, Warszawa 1842; L. Siemieński Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Poznań 1845; [R. Zmorski] R. Zamarski Podania i baśni ludu w Mazowszu, z dodatkiem kilku

201

�Geneza tych pierwszych zbierackich i edytorskich prac w zakresie
bajki – podobnie jak równolegle powstających zbiorów pieśni – wiąże
się ściśle z romantycznym zwrotem do ludu, z programem stworzenia
narodowego archiwum do dziejów naszej kultury budowanego w oparciu
o przeświadczenie o zabytkowej wartości folkloru, o zachowanych w nim
reliktach epoki przedchrześcijańskiej i możliwości odkrycia w nim pamiątek dawnego piśmiennictwa polskiego. Ten romantyczny aprioryzm
i presja historycznego paradygmatu w odniesieniu do literatury ludowej
zaciążył na charakterze pierwszych prozatorskich zbiorów. Prezentowane
w nich teksty poddawane były literackiej obróbce i stylizacji, przypisywano im, często karkołomnie, dawną metrykę, wiążąc z czasami przedchrześcijańskimi, zmieniano koloryt i realia. Choć praktyki te realizowano
w różnym stopniu, generalnie przy takich tezach programowych teksty
prezentowane przez pierwszych wydawców nie stanowiły dokumentów
indywidualnego przekazu, niepowtarzalnych wariantów konkretnych realizacji wykonawczych, ale miały być świadectwem dawnej historii, pamiątkami przeszłości narodu. Stopniowo jednak w dyskusji teoretyczno-metodologicznej tamtego czasu pojawiają się głosy krytyczne w stosunku
do takiego stanowiska. Już w 1842 roku Józef Ignacy Kraszewski, który
wcześniej zarzucił Klechdom Wójcickiego takie właśnie zacieśnienie perspektywy badawczej1, pisał:
Podania gminu stały się ważnym i prawie jedynym żywiołem dzisiejszej literatury; podania dziś mają dostarczyć tego, czego dawniej dostarczały mitologia
starożytnych, ich dzieje itp. Ale jesteśmy w epoce, w której dopiero zbierać się
one poczynają, jeszcześmy podobno charakteru ich dobrze nie poznali, ogółu
nie schwycili, a już je obrabiamy chciwie. Mnóstwo głodnych rzucili się na tę
pastwę i użyli jej, po większej części przenaturzając […]2.

Natomiast, żeby poznać zasób podań i bajek, konieczne jest – zdaniem
Kraszewskiego – rozdzielenie kompetencji i celów poety jako twórcy i zbieracza–rejestratora, którego zadaniem powinna być rzetelna dokumentacja
szląskich i wielkopolskich, Wrocław 1852; A.J. Gliński Bajarz polski. Zbiór baśni, powieści
i gawęd ludowych, T. 1–4, Wilno 1853.
1 J. I. Kraszewski Podania gminne („Klechdy” Wójcickiego), „Tygodnik Petersburski” 1838,
nr 44.
2 J. I. Kraszewski Podania gminu, w: tegoż Studia literackie, Wilno 1842, s. 93.

202

�tekstów i zgromadzenie materiałów, a dopiero na dalszym etapie ich kompleksowe badania. Pisarz postulował:
Zbierający podania i ogłaszający je po raz pierwszy ograniczyć by się powinni
jedynie ścisłym, wiernym, dokładnym ich spisaniem, porównaniem naprzód
z pobratymczymi skazkami innych ludów słowiańskich, potem z różnymi podobnymi i pokrewnymi im charakterem powieściami innych krajów. Gdy zbierający obrabia natychmiast i dodaje swoje, ściśle wziąwszy, nie przedstawia nam
podania, które powinno być w rodzimej szacie oddane, jak było wzięte z ust ludu
[…] Po zbierającym nic nie wymagamy ponad ścisłość i dokładność; można by go
nawet od badań filozoficznych i naukowych uwolnić, bo te raz mając źródłowe
podania, dopełnić się dadzą łatwo1.

Obok tej priorytetowej tezy o konieczności stworzenia bazy materiałowej dla przyszłych prac analitycznych jako zadaniu pierwszoplanowym
dla badaczy folkloru Kraszewski sformułował drugą fundamentalną o zasadności badań kompleksowych nad kulturą ludową, której folklor jest integralnym, ale i komplementarnym przejawem. W tej samej pracy z 1842
roku pisał:
[…] nie dość się nauczyć treści podania, by je upoetyzować, by z niego, jak mówią,
coś zrobić, trzeba znać miejsce, gdzie się urodziło, lud, co je powtarzał, obyczaje,
przesądy, zabobony itd. Póki w zbiorze podań nie będą się dołączać i z nimi
jednoczyć wiadomości te, póty okształtowanie artystyczne podań będzie niepodobne […] Każdy pracuje nad drobnostkami, nikt całości objąć się nie odważył
[…] Całość zaś dopiero wykaże charakter właściwy narodowości naszej2.

Wprawdzie nie abstrahuje tu autor od opracowania literackiego podań,
jednoznacznie wskazuje jednak na wagę kontekstu kulturowego, w jakim
funkcjonują.
Te nowatorskie propozycje znajdą po latach realizatora właśnie w osobie Kolberga, jednak jako głos znaczący w dyskusji nad folklorem były
z pewnością znane już w tamtym czasie przyszłemu autorowi Ludu i niewątpliwie wpłynęły na kształtowanie się jego planów badawczych i edytorskich. Tym bardziej że stopniowo presja romantycznego historyzmu
ustępowała pod naciskiem obiektywniejszych ocen literatury ludowej.
1
2

Tamże, s. 99–100.
Tamże, s. 104 i 106.

203

�Wbrew wcześniejszym arbitralnym zapatrywaniom, zamiast szukać w niej
pomnikowych zabytków przeszłości narodowej, coraz częściej spostrzegano niejednolitość i zmienność, nawarstwianie się różnych wpływów,
przeobrażenia i adaptacje do odmiennych warunków. Stopniowo folklor
słowny przestaje być wyłączną domeną literatów, a kolejne lata przynoszą wytyczanie nowych kierunków badań usamodzielniającej się jako
odrębna dyscyplina naukowa folklorystyki. Radykalnym wyrazem nowej
postawy stała się przełomowa praca Berwińskiego pt. Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki wydana w dwu tomach w Poznaniu w 1854 roku. Była to pierwsza naukowa
i udokumentowana książka o folklorze, jako pierwsza prezentowała też
metodę komparatystyczną. Sformułował w niej autor nowatorską tezę,
że nie w twórczości ludu należy szukać reliktów dawnej historii i źródeł
odrodzenia literatury, ale poprzez badanie materiałów historyczno-literackich docierać do źródeł wiedzy o ludzie. Berwiński jako pierwszy wskazał
wagę i przydatność dokumentów i świadectw pośrednich, materiałów
XVI- i XVII-wiecznych, dla badań nad folklorem i analizą jego żywotnych
form. Ocenił też krytycznie dorobek romantycznego okresu folklorystyki,
dostrzegając w nim brak kryteriów oceny literatury ludowej oraz precyzji
w określaniu jej istoty i charakteru, sprzeczności w sądach. Dał wreszcie
ramowy plan przyszłych prac nad literaturą ludową. Postulaty te były
nowe i cenne, w ich sformułowaniu leży też wartość pracy Berwińskiego.
Natomiast fałszywe okazały się uogólnienia zawarte w Studiach – krańcowym, skrajnym wnioskiem autora stało się bowiem przeświadczenie
o niesamodzielnym, jedynie reproduktywnym charakterze literatury ludowej, która według autora tylko wchłaniała w siebie tradycje kościoła
i warstw oświeconych, nie będąc zdolną do samodzielnego tworzenia.
To paradoksalne stwierdzenie przy jednoczesnym naukowym warsztacie
Berwińskiego było z jednej strony efektem przeniesienia wyników badań
nad wierzeniami, czarami i zabobonami ludu na literaturę ludową, z drugiej stanowiło rezultat załamania się poety po rabacji galicyjskiej 1846
roku, prowadząc do tak absurdalnej i pesymistycznej oceny 1. Stanowisko
to spotkało się później ze stanowczą krytyką Kolberga, do czego wypadnie
jeszcze powrócić.
1 Por. T. Brzozowska-Komorowska Ryszard Berwiński (1819–1879), w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 11–24.

204

�Sygnalizowany wyżej postulat Kraszewskiego dotyczący kompleksowych badań kultury ludu sformułowany został w roku 1842, kiedy to
Kolberg wydał swój pierwszy zbiorek pieśni. Równoległa refleksja nad
potrzebą porzucenia romantycznego aprioryzmu w stosunku do twórczości ludu oraz koniecznością obiektywnego jej analizowania w oparciu
o źródłową dokumentację, także na tle porównawczym, kontynuowana
była również przez następne lata, jeszcze przed publikacją stanowiska
Berwińskiego1. W roku 1859 kolejny apel o całościowe badania kultury
wsi publikuje „Biblioteka Warszawska”, ważny opiniotwórczy periodyk
popowstaniowej stolicy. Obok pieśni, podań i przysłów – postuluje redakcja – należy uwzględnić rysunki narzędzi i sprzętów rolniczych, a także
„charakterystykę każdej wydatniejszej okolicy, dołączyć rys zwyczajów,
uroczystości, kostiumów, w najwierniejszym oddaniu nie tylko właściwych ubiorów, ale fizjonomii i postaci kmiotków naszych” 2. Rok później
na łamach tego samego czasopisma opublikowany zostaje apel wzywający
do badania mowy ludu, dla dopełnienia dzieła Lindego, oczyszczenia języka z obcych naleciałości, odnowy słowotwórstwa poprzez nawiązanie
do rodzimego zasobu leksykalnego 3.
Kolberg, żywo zainteresowany tą problematyką, związany blisko z redakcją „Biblioteki Warszawskiej” i uczestniczący w życiu literacko-umysłowym Warszawy, był z pewnością szczególnie chłonnym odbiorcą tej
kampanii i postulatów nawiązujących do oświeceniowego programu Kołłątaja. Upadek powstania styczniowego w 1864 roku i narodziny pozytywizmu w polskich warunkach kraju pod zaborami przyniósł też radykalne
przewartościowanie dotychczasowych postaw, odejście od romantycznej
idealizacji ludu i jego poezji na rzecz konkretnej pracy organicznej i pracy
u podstaw dla szerzenia oświaty wśród ludu, poprawy jego bytu materialnego i podniesienia świadomości narodowej w walce z rusyfikacją i germanizacją. A cele te domagały się gruntownej i realnej wiedzy naukowej
o życiu mieszkańców wsi i ich kulturze.
1 Zob. m. in. E. Dembowski Uwagi nad źródłami do badań dziejowych, „Przegląd Naukowy” 1842, T. 3, nr 24, s. 950–951, [tenże] E.–D.– Piśmiennictwo polskie w zarysie, Poznań
1845, s. 13, 32–33, J. Majorkiewicz Historia, literatura i krytyka, Warszawa 1847, s. 39–73;
W. A Maciejowski Piśmiennictwo polskie od czasów najdawniejszych aż do roku 1830, T. 1,
Warszawa 1851, s. 108 i nast.
2 Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3, s. 522.
3 S.. Mikucki Odezwa do miłujących mowę ojczystą, „Biblioteka Warszawska” 1860, T. 2,
s. 530–533.

205

�Przede wszystkim jednak zmianę przedmiotu badań i potrzebę całościowego widzenia kultury ludowej dyktowało Kolbergowi własne doświadczenie nabywane w trakcie wieloletnich już badań terenowych i bezpośredniego obcowania z życiem ludu i jego folklorem, praktyczna obserwacja
ścisłego związku wszystkich przejawów kultury wsi w jej zróżnicowaniu regionalnym. Reorientacja koncepcji Kolberga w tym duchu – zbieżna z programem postulowanym w ówczesnym środowisku literackim –sprawiła
więc, że jego wcześniejsze wyłączne zainteresowanie muzyką i pieśnią przyporządkowane zostało kompleksowej wizji kultury w ujęciu regionalnym,
a w niej ważne miejsce wyznaczył badacz także innym gatunkom literatury
ludowej.
Za cezurę nowego etapu uznać można rok 1865, w którym Kolberg
ogłosił w „Bibliotece Warszawskiej” list otwarty, apel do społeczeństwa
o pomoc i czynny współudział w zbieraniu materiału do planowanego według nowej koncepcji dzieła i jednocześnie zarysował jego panoramiczny
profil1. W liście tym osobne działy, które miałyby być obiektem badań
i rejestracji – obok odnoszących się do kultury materialnej i społecznej –
poświęcone są literaturze ludowej. Pod nr 6. czytamy: „Przysłowia, zdania,
bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp., o ile możności (lubo niekoniecznie) w mowie potocznej, miejscowej oddane”, dział 8. obejmuje: „Pieśni, o ile możności z nutą, a choćby i bez niej, oddane mową miejscową.
Pieśni nabożne i dziadowskie”, zaś w ramach „Zwyczajów i „Obrzędów”
wymienia Kolberg towarzyszące tym uroczystościom „piosnki”, „śpiewy
i mowy”.
W tym samym roku 1865 wydany zostaje jako tom pierwszy dzieła
pt. Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni i tańce „zarys etnograficzny” pt. Sandomierskie
(później przemianowany na tom drugi, po włączeniu do Ludu jako tomu
pierwszego Pieśni ludu polskiego z 1857 roku). Nie jest to jeszcze pełna
monografia etnograficzno-folklorystyczna, jak późniejsze w ramach Ludu,
ale jako zarys monograficzny stanowi pierwsze ogniwo monumentalnego
planu, uwidocznionego w tytule serii wydawniczej. W tomie widoczna
jest zmiana koncepcji: obok pieśni powszechnie śpiewanych, zebranych
1 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”
1865, T. 1, s. 306–308, przedruk w: Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105.

206

�w osobnym dziale (w liczbie 55) oraz wyodrębnionej grupy kilkunastu pieśni szlacheckich, dworskich i mieszczańskich, są tam opisy pięciu wesel,
dwu obchodów zwyczajów sobótkowych i czterech dożynkowych, opublikowane wraz z pieśniami wplecionymi w relację, a związanymi z odpowiednimi uroczystościami. Tom zawiera też krótkie „wiadomości topograficzno-etnograficzne”, tańce podzielone według metrum dwu- i trójdzielnego oraz
stosunkowo obszerny materiał językowy, na który składają się: „Słowniczek”, „Właściwości mowy” oraz „Próbki mowy”. W ramach tych ostatnich znalazły się m.in. trzy teksty bajkowe („legenda”, „klechda”, „gadka”),
potraktowane jednak „służebnie”, jako przykłady ilustrujące żywy język
z okolic Sandomierza. Ponadto kilka tekstów ludowych (podania, pieśni,
przysłowia) zamieścił Kolberg w przypisach. W sumie materiał pieśniowy
i taneczny dominuje (325 pozycji), ale jest już w miarę rozpoznanej funkcji
osadzony w szerzej wskazanym kontekście.
Odtąd kolejne tomy Ludu, potem Obrazów etnograficznych wydawane przez Kolberga do roku 1890, tj. do końca życia, przynosić będą
– zgodnie z wypracowanym modelem monografii etnograficzno-folklorystycznej – także dokumentację z zakresu literatury ludowej danego
regionu, potraktowanej jako integralny składnik konstytuujący kulturę
określonej wspólnoty, choć w różnym stopniu dla niej reprezentatywny,
co warunkować będą możliwości badawcze, a także ilość oraz charakter
uzyskanych materiałów.
Ewolucję tę sam badacz tak przedstawił w 1868 roku, tj. trzy lata po
wydaniu Sandomierskiego:
Z początku, idąc za ogólnym wówczas popędem w literaturze do rzeczy swojskich, ludowych, zwracałem uwagę na jego [ludu] poezję, więc na pieśni i muzykę, i znaczną zebrawszy ilość piosnek ludowych, takowe już to w osobnych
poszytach, już po różnych rozproszone czasopismach ogłaszałem. Przekonawszy
się później, że wielka pieśni tych mnogość wiąże się z pewnymi obrzędami, bez
opisania których treść ich stałaby się zagadkową, a często niezrozumiałą, że
nadto wielka ich liczba przez systematyczny dopiero układ, tj. zestawienie i porównanie z sobą licznych wariantów i wersyj, dostateczne znajdzie objaśnienie
i ocenienie, rozszerzyłem zakres prac moich, wciągając w nie także opis szczegółowy obrzędów i zwyczajów ludu. Rozpatrywanie się znowu w tych ostatnich
po ich uporządkowaniu powiodło mnie do szukania i śledzenia podań, baśni,
gadek, przysłów i zabobonów ludowych, w pośredniej i bezpośredniej z tamtymi
będących styczności, niemniej do skreślenia takowych w ludowej mowie i spo207

�sobie wyrażania się, a to dla użytku filologów. Wszystkie te objawy życia wewnętrznego, duchowego, łącząc się w zgodną całość z zewnętrznym, fizycznym
ludu ustrojem, wymagały przedstawienia także jego postaci, szaty, mieszkania
i zajęć gospodarczych1.

Na zmianę koncepcji wpłynęło także przeświadczenie, że prezentowany
w Pieśniach ludu polskiego obraz folkloru balladowego zakrojony był „na
zbyt rozległą skalę” i planowana kontynuacja takiej metody dla innych
gatunków pieśni okazała się zadaniem nierealnym. W przedmowie do Sandomierskiego wyjaśniał, że układ pieśni
wiążący w jednę całość mnóstwo wariantów, zebranych z najodleglejszych
[…] okolic kraju, lubo uzasadniony chęcią przedstawienia (wedle treści słów)
ogólnego całej Polski muzykalnej zarysu, jaki dać zamierzałem, […] nie dozwolił w masie nagromadzonych różnorodnych materiałów dopatrzeć i wyróżnić
szczegółów prowincjonalnych, które jedne po drugich systematycznie opisane,
nie roniąc nic w monografiach swych z właściwości i odcieni miejscowych,
wzięte razem składałyby się na niemniej rzetelny – i pochlebiam sobie – tym
ciekawszy jeszcze obraz całego kraju2.

W kolejnych monografiach Kolberg nie zarzucił całkowicie zestawiania
wariantów, ograniczył jednak ich ilość do wybranych i znaczących, posługując się dla celów porównawczych systemem odsyłaczy do utworów
zawartych w innych monografiach czy tomach.
Konsekwentna realizacja nowego i monumentalnego programu przyniosła
w efekcie największe kompendium tekstów folklorystycznych będące dziełem jednego badacza. W nowym ujęciu folklor słowny reprezentowany przez
różne gatunki literatury ludowej – nie tylko poezję, ale i prozę: bajki, podania,
legendy, anegdoty, opowieści wierzeniowe, a także mikroformy takie jak zagadka czy przysłowie – w dużej mierze potraktowany zostaje synkretycznie,
więc osadzony w towarzyszącym mu lub organicznie przynależnym kontekście kulturowym danego regionu (muzyka i taniec, zwyczaje, obrzędy, wierzenia), a po części prezentowany jest autonomicznie w całej różnorodności
form, gatunków, ich funkcji i specyfiki oraz kolorytu lokalnego.
1 List do Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk z 28 II 1868 r., Korespondencja…cz.
I (DWOK T. 64), s. 246.
2 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 5.

208

�Stosunek badacza do tekstów ludowych i ich miejsca w kulturze wsi.
Założenia teoretyczno-metodologiczne
Uznanie literatury ludowej za niezbędny, integralny element „kompletnego obrazu ludu” odzwierciedlało holistyczne spojrzenie Kolberga na kulturę
ludową i folklor. Podejście to było rezultatem przekonania, wypracowanego
empirycznie w trakcie własnych badań i wieloletniej obiektywnej obserwacji faktów kulturowych, o ścisłym związku kultury duchowej i materialnej.
Przedmiot etnografii stanowić miały obie dziedziny dopełniające i przenikające się nawzajem. Pisał:
[…] gdy jednak przedmiot, którym [etnografia] się zajmuje, tj. człowiek, obok
cech zwierzęcych, do ziemi go przykuwających, ukazuje razem całe bogactwo
swej natury duchowej, jakoby świat drugi nadzmysłowo nad światem zmysłów
rozpięty, przeto aby nauce o nim potrzebną nadać pełność, w opis objawów bytu
jego zewnętrznego wciągnąć także należy cały tak widocznie od innych istot
odróżniający go żywot moralny, skłaniający go do społeczności z współbliźnim
równie potrzebą duchową, jak materialną, który to żywot sam dopiero piętno
człowieczeństwa w najszlachetniejszym wyrazu tego znaczeniu zdolen wycisnąć
mu na czole1.

Teksty folkloru miały ukazywać ów „żywot moralny” i jak wyrazi to Kolberg wielokrotnie gdzie indziej, „ducha ludu (narodu)”, jednakże z uwzględnieniem odbicia w nich bytu materialnego. Jednocześnie wyraźnie podkreślił w tej wypowiedzi społeczny aspekt kultury. Twórczość ludowa pojmowana więc będzie jako własność zbiorowa; przekaz utworów dokonuje się
wprawdzie przez konkretnego bajarza czy śpiewaka, który nadaje im swój
indywidualny rys, przekształca je po swojemu, stając się autorem kolejnego wariantu, ale zasadniczo pozostają przynależne do wspólnoty. Kolberg
był świadomy nieustannych przeobrażeń tekstów folkloru, ich wędrówek,
niezliczonych odmian, wpływów, „zwichnień”. Za główną cechę folkloru
słownego, podobnie jak muzycznego, uważał wariantywność, którą postrzegał przede wszystkim w kategoriach zróżnicowania regionalnego, ale
1

O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia, rozprawy, artykuły (DWOK
T. 63), s. 7 (pierwodruk: „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1876, R. 4, nr 8, s. 710–726). Zob.
też W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg.
Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak–Kozicka, K. Lesień–Płachecka,
Warszawa 1995, s. 77.

209

�także indywidualności wykonawcy, jego predyspozycji do reprodukowania
i improwizacji, warunków transmisji itd. Przyjmując za cel swoich badań
obraz kultury poprzez monografie regionalne, starał się dokumentować tę
różnorodność i dynamikę zmian folkloru, lokalne właściwości, gromadząc
jak największy zasób materiału i starając się o systematyczne zestawienie
„wszelkich różnic, odmian i drobnych odcieni i o metodyczne ich porównanie”. I wyjaśniał dalej:
Działanie takie przyczyni się do łatwiejszego wyśledzenia, co w wyobrażeniach,
pieśniach i zwyczajach jest specyficzną własnością miejscowości, powiatu, prowincji, plemienia (dajmy na to: słowiańskiego), a co i w jakiej dozie naleciałością obcego plemienia, narodu, prowincji itd., w jaki sposób układała się treść
pierwiastkowa i prosta w warianty i jak dalece wyobrażenia jednych ludów
oddziaływały na wyobrażenia drugich. Stąd też etnograf i w ogóle wszelkiego
rodzaju badacz żadnym, by najmniejszym gardzić nie powinien szczegółkiem
(byle tylko autentyczność jego nie ulegała zaprzeczeniu) […]1.

Tak więc swoje zasadnicze zadanie upatrywał w zebraniu jak najbogatszego materiału do przyszłych wielostronnych badań i interpretacji naukowych. Jednocześnie tym tłumaczyć można szczególną powściągliwość
Kolberga w formułowaniu uogólnień i dalej idących wniosków, które na
etapie budowania bazy źródłowej uważał jako praktyk za przedwczesne.
W ukształtowaniu tak dojrzałego stanowiska obok empirycznego poznawania folkloru wspomagała badacza także oparta o rozległe studia orientacja
w dorobku polskiego i europejskiego ludoznawstwa i nauk humanistycznych.
Choć akcentował mocno potrzebę osadzania utworów ludowych w kontekście kulturowym i w praktyce realizował ten postulat w ramach zwyczajów, obrzędów, gier i zabaw oraz tańców, gdzie pieśni czy oracje i przyśpiewki stanowiły składnik uroczystości czy rozrywek utrwalony tradycją
i organicznie do nich przyporządkowany, w innych sytuacjach wykonawczych pomijał jednak na ogół informację o kontekście sytuacyjnym, rozmaitych okolicznościach transmisji bajek, zagadek, przysłów oraz pieśni
1

O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych w Polsce i na Rusi ze szczegółowym zwrotem
do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), czytana na posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego przez…, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły
(DWOK T. 63), s. 265 (pierwodruk: „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285).

210

�niezwiązanych z obrzędami, śpiewanych przy różnych okazjach czy zdarzeniach życia codziennego wsi. Określając pieśni takie jako „powszechne”,
funkcję ich postrzegał jako ruchliwą, zmienną, kształtowaną bardziej lub
mniej doraźnie. Podobnie folklor prozatorski i małe formy (zagadki, przysłowia), ilustrujące świat wyobrażeń i wiedzy ludu, przypisywał do określonego
regionu zgodnie z ich proweniencją, nie informując przy tym na ogół o sytuacji, okolicznościach, w jakich narrator czy informator realizował swój przekaz. Takie teksty lokował w osobnych poświęconych im rozdziałach, klasyfikując je wewnętrznie według różnych kryteriów, przeważnie jednak treści,
do czego wypadnie jeszcze powrócić. Taka praktyka prezentowała utwory
ludowe jako samodzielne, integralne, odrębne kategorie folkloru, co było
odbiciem romantyczno-filologicznego rozumienia tekstu jako obiektu sztuki,
okazu poezji czy prozy „gminnej” lub reprezentanta gatunku. Niektórym gatunkom przypisał jednak w praktyce funkcję ilustratywną, dopełniając nimi
informacje topograficzne i opis etnograficzny kraju, ludu czy tzw. świata
nadzmysłowego. Wymienić tu należy m.in. legendy, podania historyczne,
ogólnonarodowe i lokalne związane z opisywanymi miejscowościami, postaciami historycznymi, topografią terenu, zabytkami, patronami kościołów itd.,
anegdoty i przysłowia ilustrujące charakterystykę ludu danego regionu oraz
opowieści wierzeniowe o strachach, duchach, czarach, które to teksty opowiadane często jako przygody konkretnych osób i włączone w opis uprawdopodobnić miały przedstawiane wierzenia, wyobrażenia i przesądy ludowe
w danym regionie. Dotyczyło to zarówno tekstów w postaci fabularnej, jak
i streszczeń czy sygnałów, komunikatów o wątkach przypisanych do miejsc
i osób czy sytuacji społecznych oraz legitymizujących wierzenia. W sumie,
traktując folklor słowny jako składnik całościowego obrazu kultury, Kolberg okazał się prekursorem nowoczesnego antropologicznego podejścia
do twórczości ludowej, które postrzega tekst słowny nie tylko jako „wytwór
sztuki”, ale jako „działanie komunikacyjne”, „tekst kultury”, „tekst-zachowanie”, „tekst-proces”1. W praktyce jednak, choć dostrzegał uwikłanie tekstów
1 Problem niewystarczalności filologicznego traktowania tekstu folkloru wobec jego antropologiczno-kulturowego ujęcia jest jednym z wiodących zagadnień we współczesnej debacie
nad folklorem. Postulat C. Hernasa: „Wypowiedź może znaczyć co innego w zależności od sytuacji; jeżeli nie zapiszemy sytuacji, tylko sam tekst – nic nie zapisaliśmy”, określający „synkretyczność tekstu jako utworu wielotworzywowego i przede wszystkim sytuacyjnego”, w dzisiejszej folklorystyce uznawany jest za bezdyskusyjny, choć – zdaniem wielu badaczy – nie znosi
postrzegania go i badania w kategoriach „tekstocentrycznych” (według kryteriów estetycznych

211

�folkloru w sytuację wykonawczą, metodycznie i szczegółowo kontekstu nie
dokumentował. Dla tego materiału jednoznaczna rekonstrukcja funkcji, jaką
poszczególne teksty folkloru pełniły w lokalnym środowisku społeczno-kulturowym, staje się wątpliwa bądź wręcz niemożliwa, gdyż sam temat pieśni
czy fabuła wątku bajkowego i jego lokalizacja geograficzna na tę funkcję nie
wskazują, skoro brak informacji o okolicznościach transmisji konkretnego
przekazu i o jego wykonawcy1. Można tu jedynie odwoływać się do wiedzy i pamięci Kolberga jako badacza-praktyka, rejestratora przekazu, który
był świadomy sytuacji wykonawczej i jej potencjalnej powtarzalności dla
pewnych tekstów, np. pieśni dziadowskich czy żołnierskich, choć trudno
zakładać, że odtwarzał tę sytuację z pamięci jako identyczną dla wszystkich
wariantów danego wątku, gdyż poszczególne wersje pieśni czy bajki mogły
funkcjonować w różnych, zmiennych sytuacjach i być produktem różnych
wykonań. Jak się okaże w dalszych rozważaniach, przy utworach traktowanych przez Kolberga autonomicznie decydowała hierarchia oraz kryterium
tematyczne, podmiot lub przedmiot wykonywanej pieśni czy struktura treściowo-fabularna bajki.
Wychodząc z założenia, że twórczość słowną należy badać i ukazywać
wiernie w całym jej bogactwie treściowym i formalnym, autor Ludu szybko
przeciwstawił się też tak typowej dla romantyków praktyce upiększania
ludowej poezji i prozy, wybierania tekstów pod kątem ich artystyczno-estetycznych walorów. Teofilowi Lenartowiczowi, który w nawiązaniu do wydanych świeżo Pieśni ludu polskiego radził przyjacielowi, aby drukował
tylko takie teksty, „w których znajduje się coś piękniejszego”, odpowiadał
już w 1857 roku:
Wierzę ja, że zapatrując się okiem poety, mogłeś wiele tu rzeczy niesmacznych
dla siebie dojrzeć, ależ ja nie zbieram pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej.
Są i będą one skarbnicą ciekawą dla gramatyków, lingwistów, historyków, dla
ludzi kreślić mających nie tylko duchowość narodu, nie tylko całe jego moralne
i niemoralne usposobienie, jego obyczajowość, ale i zewnętrzną skorupę, wszysti kodu werbalnego). Zob. m.in. J. Bartmiński Folklorystyka, etnonauka, etnolingwistyka – sytuacja w Polsce, „Literatura Ludowa” 2005, nr 6, s. 5–13. Wyżej posłużono się określeniami
cytowanymi z tej pracy. Por. też dyskusję zainicjowaną przez C. Hernasa po wydaniu książki
J. Bartmińskiego O języku folkloru (Wrocław 1973), „Literatura Ludowa” 1976, nr 4/5, s. 3–21,
oprac. M. Łazuk pt. Co to jest język folkloru? (tam na s. 4 cytowana wyżej opinia Hernasa).
1 Por. też P. Grochowski, V. Wróblewska Materiały Kolbergowskie a metodologia badań
folklorystycznych, „Lud” T. XCVIII: 2014, s. 49–51.

212

�kie przypadłości słowa i dźwięku, przez jakie przechodził […] Takimi, jakimi są,
zbieracz je ma przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie1.

Kolberg miał świadomość złożoności zjawisk folkloru, jego funkcjonowania i mechanizmu przemian, nieustannych wędrówek i trudności w ustaleniu proweniencji tekstów. Akcentował to wielokrotnie w przedmowach
do swoich tomów, w korespondencji i w publicystyce. M.in. pisał jeszcze
przed rokiem 1857 w zaniechanej wersji wstępu do Pieśni ludu polskiego:
Od lat kilku przebiegałem kraj w różnych kierunkach dla zbierania pieśni. Wszędzie prawie była ich wielka obfitość i śmiało rzec mogę, że co wieś, to pieśń,
i to niejedna, ale nieprzebrane źródło. Po wyśpiewaniu melodii nie zaniedbałem
bowiem ze śpiewaka wybadać pochodzenie pieśni, jej początek, dawność i rozgałęzienie w okolicy. Częstokroć po dworach znajdowały się w służbie śpiewaczki z oddalonych stron będące, które tym samym wiele z okolic rodzinnych
i lat dawnych umiały śpiewów, lubo i w nowym siedlisku miejscowych pouczyły się pieśni, którą to okoliczność wyraźnie przy wykonaniu wymieniały. Stąd
też miejsce wyrażone obok pieśni po większej części mogłoby uchodzić za jej
właściwe gniazdo ze względu, że ją tam nasamprzód słyszano, chociaż rzecz nie
zawsze się tak ma, bo zaprzeczyć nie podobna, że i okoliczne sioła posiadają tęż
samą, podobną, bardziej oryginalną lub piękniejsze jej warianty, a to według
miejscowego usposobienia i uświęcenia. Bywa i to, że pieśń niejedna, z dalekiego zakątka kraju przywędrowawszy do stolicy lub przeniesiona w zupełnie
przeciwną stronę, dopiero tam, na kończynach kraju oparła się i upowszechniła.
Ponieważ działanie to od wieków w różnych kierunkach i na rozmaity sposób
się odbywało, przeto w tych dziwnych i chaotycznych uplotach wykryć ślady
rozlicznych melodyjnych wędrówek byłoby to samo, co chcieć szczęśliwie wyjść
z labiryntu lub rozwiązać gordyjski węzeł. Wszelako na podstawie osiągniętych
już rezultatów troskliwy badacz będzie w stanie wnioskować o pochodzeniu
i dawności wielu pieśni, potrafi zbadać koloryt miejscowy, różny wpośród różnych prowincji, tysiączne odcienia i warianty do pierwotnego sprowadzić źródła
i jakim gdzie korytem pieśń mogła płynąć, wykazać2.

Wcześnie wyrażał przekonanie, że teksty folkloru nie egzystują w pierwotnej postaci, ale noszą ślady różnych epok i wpływów, wędrówek
1 List T. Lenartowicza z 25 III oraz odpowiedź Kolberga z 5 V 1857 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 67 i 70–71.
2 Rkp.O. Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1314, k. III.

213

�i miejsc. Daleki był jednak od arbitralnego wiązania genezy twórczości
ludowej z czasami przedhistorycznymi, doszukiwania się w niej jedynie
śladów przeszłości i uznawania za źródło do poznania historii narodu. Dostrzegał utwory i elementy starsze, zabytkowe, ale i odbicie czasów nowszych, nieodległą w czasie metrykę niektórych tekstów. Literatura ludowa,
którą dokumentował jako ciągle się „dziejącą” w kolejnych przetworzeniach, należała według badacza do jego czasu, choć wchłonęła i wchłania
różne wcześniejsze i ościenne wpływy. Dynamikę tych przemian uznawał
za nieuchronną i tym bardziej za pilne uważał systematyczne zbieranie
i porządkowanie materiałów spisanych wiernie „z ust ludu”.
Bogactwo zbieranych źródeł i obserwacji skłoniło go w 1871 roku do
znamiennej polemicznej wypowiedzi w obronie zdolności twórczych ludu,
które zakwestionował R. Berwiński we wspomnianej już głośnej pracy
z 1854 roku pt. Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej
i naukowej krytyki:
Że sąd tak bezwzględnie postawiony (a wywołany widocznie grozą wypadków
galicyjskich 1846 r.) ostać się długo jako pewnik nie mógł, tego dowodzić
tu obszernie nie potrzebuję. Zaprzeczając bowiem umysłowi naszego ludu
twórczości i na bierne, naśladowcze jedynie skazując go ducha stanowisko, ubliżałby on naturze ludzkiej w ogóle, która jakkolwiek uległą być może prądom
wypadków, czy to gwałtownie, czy mniej nagle z zewnątrz na nią napływających, nie zrywa przecież od razu wszystkich ogniw wiążących ją z przeszłością,
nie wyrzeka się jej bezwarunkowo, chociaż nie zawsze czuje wagę i pojmuje znaczenie przechowanych w swym łonie tradycyj. Jak tedy z jednej strony skutkiem
nowszych coraz wypadków i wyobrażeń mógł on w pewnych kraju miejscach
niejedno zapomnieć, uronić, to z drugiej zapamiętał także i zachował niemałą
zabytków podobnych ilość (acz je często zwichnął), tam zwłaszcza gdzie wpływy wyżej wskazane działały słabiej. Jeżeli i u innych narodów, nad którymi
niemniejsze jak nad naszym huczały dziejów nawałnice, są mnogie tego rodzaju
zabytki, to nie widzę przyczyny, dlaczego by znaleźć ich nie było można i wśród
naszego ludu umysłowo i pamięciowo wcale nieupośledzonego?1

Opinia ta dobitnie pokazuje perspektywę badawczą Kolberga wobec
folkloru.

1

O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XV.

214

�Metody gromadzenia i źródła tekstów ludowych w pracach Kolberga
Teksty ludowe gromadził Kolberg równolegle z innymi materiałami etnograficznymi i folklorystycznymi i publikował je w kolejnych monografiach regionalnych wydawanych w latach 1865–1890. Zasób poszczególnych gatunków poezji i prozy ludowej układał się różnie w ramach różnych
serii, co warunkowały możliwości badań i kontaktów w danym regionie,
ilość i charakter pozyskanego materiału oraz ograniczenia finansowe związane z wysokimi kosztami druku, a zatem konieczność eliminacji części
źródeł w trakcie przygotowań do publikacji.
Literaturę ludową dokumentował Kolberg w trojaki sposób: z autopsji
w trakcie własnych badań terenowych, dzięki współpracy z innymi zbieraczami i badaczami, w wyniku studiów i kwerend bibliotecznych i archiwalnych. Pozyskany materiał układa się więc odpowiednio w trzy warstwy
źródłowe: zapisy ze słuchu sporządzane samodzielnie w trakcie bezpośredniego kontaktu ze śpiewakiem czy narratorem; teksty zanotowane przez inne
osoby, uzyskane od korespondentów i współpracowników, przeznaczone dla
Kolberga i specjalnie przygotowane dla jego potrzeb bądź też podarowane
mu, lecz pierwotnie nie dla niego spisywane; utwory zaczerpnięte z różnego
rodzaju źródeł literackich i archiwalnych. Już we wspomnianym wyżej liście
do redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, zwracając się o pomoc do „współobywateli” w gromadzeniu materiału, badacz wskazał drugą z wymienionych
dróg jako niezbędne dopełnienie własnych zbiorów wobec niemożliwości
zrealizowania swego ogromnego zamierzenia bez wsparcia życzliwych etnografów-amatorów i osób związanych z danym regionem. Zaś systematyczne
i rozległe studia nad literaturą pozwoliły zorientować się szybko w ilości materiału już publikowanego, który może poszerzyć i wzbogacić obraz własny,
dokumentując przy tym ciągłość tradycji, wędrówkę wątków, podobieństwa
i różnice, wiek i pochodzenie, rozpowszechnienie i wielość wariantów pieśni
i bajek, wreszcie ich specyfikę regionalną, „miejscową”. Materiał zbierany
tymi trzema kanałami nie jest więc jednolity źródłowo, cechuje go różnorodność formalna, językowa i treściowa w zależności od kompetencji źródła,
preferencji i celu autora, czasu, miejsca i okoliczności rejestracji tekstu, osoby informatora i zapisującego itd.
Najbogatszą ilościowo i najcenniejszą źródłowo część dorobku Kolberga
w zakresie folkloru słownego stanowią jego własne zbiory terenowe z lat
1839–1885 pozyskane na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Szybko odszedł
215

�od młodzieńczych, romantycznych wypraw, głównie w okolice Warszawy,
na rzecz podróży i badań zaplanowanych i przemyślanych, pozwalających
skutecznie wykorzystać czas i skromne środki finansowe. Za cel obierał
miejscowości, które mogły stanowić stacje badawcze, tj. najczęściej życzliwe dwory i dworki ziemiańskie, plebanie, domy inteligencji itd. ofiarowujące gościnę. U zaprzyjaźnionych znajomych lub poleconych gospodarzy
mógł zatrzymać się dłużej, za ich pośrednictwem pozyskać informatorów,
znaleźć często pomoc merytoryczną w zakresie dziejów i kultury regionu
czy okolicy, a także w organizacji pracy. Taką metodę badań wymuszały
niejako warunki życia w kraju rozdartym przez zabory, restrykcje polityczne nasilone zwłaszcza po upadku powstania styczniowego, nieufność chłopów wobec obcych przybyszy i ich niechęć do odpowiadania na indagacje
i oczekiwania badacza. Był wprawdzie uzależniony od życzliwości gospodarzy; ci jednak ofiarowując mu gościnę i pomoc, rozumieli na ogół wagę
pracy Kolberga „na niwie narodowej”, a pobyt u nich nierzadko odejmował
mu kosztów wypraw. Sam tak o tym pisze w autobiograficznym szkicu:
[…] podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych
obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za tychże
listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam, badałem najprzód i kaptowałem
sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej byli skorsi do pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali
innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do dworu
lub pozwalali do swojej przychodzić chaty. Ponieważ wszędzie nader gościnnie
byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone z oszczędzonych na zajęciach
lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się
jedynie na datkach [dla] włościan za pozyskane materiały1.

Dzięki takiej organizacji badań Kolberg odwiedził wiele miejscowości na
ziemiach wszystkich trzech zaborów i pozyskał setki tekstów ludowych zapisanych z autopsji, ze słuchu, w bezpośrednim kontakcie z narratorem czy
śpiewakiem. Wśród gościnnych stacji, w których pobyt okazał się owocny,
wymienić można dla przykładu: Wysoce na Mazowszu („słomiany dworzec Norwidów”), Bodzanowo na Kujawach (u Biesiekierskich), Czeszewo
na Pałukach (u Libelta) i Morownicę (u Niegolewskich) – w Wielkopolsce,
1

Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68.

216

�Tarnów w Chełmskiem (u Hemplów), Zakrzewko (u Czarlińskich) i Telkwice (u Donimirskich) – na Pomorzu, Bóbrkę (u Blizińskich) i Leszczowate (u Kraińskich) – w Sanockiem, Sanoczany (u Jaruzelskich) i Iskań
(u Załęskich) – w Przemyskiem, Żabie (u ks. Witwickiego) i Czortowiec
(u Przybysławskich) – na Pokuciu, Barysz (u Szawłowskich) i Zadwórze
(u Bochdanów) – w Lwowskiem, a przede wszystkim Modlnicę i Mogilany
pod Krakowem, gdzie u zaprzyjaźnionej rodziny Konopków przebywał wielokrotnie, od roku 1842, by zamieszkać w gościnnym dworze w Modlnicy
na kilkanaście lat (1871–1884), ciesząc się tam szczególnym zrozumieniem
i pomocą właścicieli w swoich badaniach i pracy. Inaczej było natomiast
np. na Mazurach, gdzie nie znalazł punktów oparcia, bo brakło dworów
polskiego ziemiaństwa, a próby nawiązania kontaktów z miejscową ludnością za pośrednictwem duchownych protestanckich dały znikome rezultaty.
Nie zdołał też Kolberg przeprowadzić planowanych badań na Śląsku (w zaborze pruskim), konkretny ich projekt w 1885 roku nie doszedł do skutku. Najbogatsze materiały pozyskał oczywiście tam, gdzie miał korzystne
warunki dla swoich badań terenowych, tj. przede wszystkim na Mazowszu
i w Krakowskiem, z którymi był związany długoletnim miejscem zamieszkania, a także w regionach, w których znalazł szczególne oparcie i gdzie
wracał parokrotnie, czyli na Kujawach, w Wielkopolsce, w Sanockiem czy
na Pokuciu.
Bezpośredni kontakt z informatorem podlegał jednak w tych okolicznościach pewnym ograniczeniom. Nie zawsze, dokonując notacji ze słuchu, utrwalał Kolberg wykonania spontaniczne, nieograniczane nieufnością
i skrępowaniem chłopskiego informatora wobec obcego badacza. Często
bywały to sytuacje sztuczne, zaaranżowane, organizowane we dworze,
w obecności pani lub pana, co stanowiło barierę dla swobodnej wypowiedzi czy śpiewu, onieśmielało wiejskiego wykonawcę, narzucało retuszowanie lub eliminację niektórych treści czy utworów. Stąd często w tej roli występowała bardziej obyta służba dworska. Z kolei jako gość i rezydent Kolberg niejednokrotnie musiał liczyć się też z ograniczeniami ze swojej strony
w trakcie indagacji czy w opisie sytuacji, o którą mu chodziło. Rzutowało to
również na repertuar i charakter pozyskiwanego materiału. Z jednej strony
specyficzna autocenzura śpiewaka czy narratora wobec słuchaczy dyktowała unikanie treści ich zdaniem niepożądanych, tj. np. pieśni stanowych
czy obscenicznych, rubasznych konceptów czy epizodów dwuznacznych
obyczajowo. Z drugiej strony sam Kolberg zapewne nieraz pozbawiony był
217

�swobody w bezpośrednim kontakcie z informatorem, w zadawaniu pytań
i w obmyślanym wywiadzie, zmuszony liczyć się z pośrednikami i animatorami sytuacji dla niego zorganizowanej. Wreszcie niejednokrotnie śpiewali dla Kolberga pieśni i opowiadali bajki gospodarze znający miejscowy
folklor i gwarę, często żony i córki właścicieli, rezydentki i nauczycielki we
dworach, muzykujące i śpiewające. Wskazują na to zachowane rękopisy
oraz znajdujące się w nich notatki i liczne wzmianki rozsiane w korespondencji. Wówczas również repertuar i charakter przekazywanych tekstów
folkloru zdeterminowany był, choć w różnym stopniu, przez subiektywną
ocenę wykonawcy wybierającego opowieści i bajki „odpowiednio” reprezentatywne.
W skomplikowanej sytuacji politycznej kraju i przy ograniczonych możliwościach własnych, czasowych i finansowych, nie ograniczał się Kolberg
do dokumentacji folkloru słownego w granicach regionu, z którego pochodziły i gdzie funkcjonowały. Gromadził teksty poetyckie i prozatorskie także
poza granicami ich macierzystych regionów, korzystając z najrozmaitszych
sprzyjających po temu okazji. Znaczną ilość materiału pozyskał w Warszawie od zjeżdżających do stolicy, zwłaszcza zimą, rodzin ziemiańskich i ich
służby. Często osoby takie pochodziły z najodleglejszych zakątków dawnej
Rzeczypospolitej, np. z Kresów Wschodnich, czego potwierdzeniem są rękopisy i własne świadectwa Kolberga w rodzaju takiego z roku 1859:
[…] w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodyj z Wołynia, Podola, Ukrainy,
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie
zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych, jak
łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp. […]1.

Także w okresie długoletniego zamieszkiwania w Modlnicy pod Krakowem spisywał utwory ludowe od gości i przyjezdnych przybywających
do dworu z różnych stron kraju; podobnie korzystał z okazji rodzinno-towarzyskich w czasie swoich dłuższych pobytów w zaprzyjaźnionych stacjach badawczych. Pozyskiwał też materiał w podróżach od przypadkowo
napotykanych na trasie informatorów, od pracowników kolejowych, robotników sezonowych wędrujących w poszukiwaniu zarobku itd. Pochodzili oni z różnych stron Polski, Kolberg zaznaczał więc wówczas na ogół
1

O. Kolberg Do redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3: 1859, nr 22, s. 193.

218

�proweniencję geograficzną zapisywanych w ten sposób tekstów, rzadziej
poprzestając jedynie na odnotowaniu miejsca zapisu, gdy pochodzenie nie
zostało ustalone lub było wątpliwe, zdarzało się również, że odnotowywał
i jedno, i drugie. Rękopisy dostarczają w tym zakresie bezcennego materiału, dokumentując takie sytuacje. Oto dwa wybrane przykłady ilustrujące tę metodę. Trzynaście bajek zapisanych śląską gwarą na Mazowszu od
sezonowych robotników rolnych ze Śląska opatrzył w rękopisie notatką,
w której wymienia najpierw ich nazwiska i pisze dalej: „Ludzie ci ze Szląska byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7, od r. 1860–[186]8 [!] we Woli
Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w r. 1868”1.
Przy siedmiu pieśniach zanotowanych na jednej karcie manuskryptu zamieścił notatkę: „śpiewał pastuch w Złotopolicach, z Galicji będąc” i podał lokalizację tych pieśni: „z Galicji (z Rzeszowskiego), od Leżajska”2. Pobyt w obu miejscowościach na Mazowszu, zarówno w Woli Rasztowskiej
w 1868 roku, jak i w Złotopolicach pod Płońskiem w 1864 roku potwierdza
własnoręczne itinerarium Kolberga3. Zachowane rękopisy i korespondencja
dokumentują też fakt, że chcąc pozyskać jak najwięcej materiału, skłaniał
do takiej metody zapisu także swoich współpracowników. Sugerował np.,
że niektóre pieśni czy bajki pozyskać można w miastach od przybywających
tam mieszkańców wsi czy od zatrudnionej tam służby ze wsi pochodzącej.
Zastrzegał przy tym: „[…] tylko musi być powiedziane, z której wsi lub miasta […] pochodzą”4.
Drugą warstwę źródłową tekstów folklorystycznych – obok zanotowanych przez Kolberga w trakcie własnych badań i kontaktów – stanowią zapisy uzyskane od współpracowników i korespondentów. Do takiego sposobu wzbogacania swojej dokumentacji odwoływał się autor Ludu we wspomnianym liście otwartym z 1865 roku, już wówczas świadomy, że sam nie
jest w stanie podołać wielkiemu badawczemu zamierzeniu, mimo że mu się
bez reszty poświęcił. Przez cały okres swojej 50-letniej działalności korzystał więc również z materiałów udzielonych mu przez inne osoby, wcielając
1 Rkp. Arch. PTL, teka 10, sygn.1170, k. 26; teksty bajek na k. 12–26, zob. też O. Kolberg
Śląsk (DWOK T. 43,) s. 76 i nast., opowieści nr 9–11, 13, 15–23.
2 Rkp. Arch. PTL, teka 15, sygn. 1204, k. 11, zob. też O. Kolberg Tarnowskie-Rzeszowskie
(DWOK T. 48), pieśni nr 9, 35, 67, 75, 88,107, 143.
3 Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705 i 706.
4 Zob. m.in. bruliony listów Kolberga z lat 1880–1882 do B. Moraczewskiej i do B. Jurczeńki
Korespondencja..., cz. II (DWOK T. 65), s. 320, 556, 672 (tu cytowany fragment)..

219

�je do swojego archiwum i następnie po dokonaniu selekcji w miarę potrzeby do drukowanych monografii na zasadzie równorzędnej z własnymi zasobami. Autorzy tych zapisów pochodzili z bardzo różnych środowisk, mieli
różne wykształcenie i kompetencje oraz cele, dla których notowali folklor
słowny. Niektórzy znani Kolbergowi przygotowywali swoje zbiorki czy notatki specjalnie dla niego, niekiedy przekazując je nie bezpośrednio, a za
pośrednictwem znajomych, inni kontynuowali współpracę z nim po zakończeniu podróży i pobytu u nich lub między kolejnymi odwiedzinami, jeszcze
inni pozostali nierozpoznani, a ich rękopisy dotarły do zbiorów badacza
nieznaną drogą. Wśród grona współpracowników i ofiarodawców znaleźli
się więc przedstawiciele ziemiaństwa i inteligencji, lekarze, nauczyciele,
ludoznawcy amatorzy, księża, literaci, a także naukowcy i badacze. Osobną
znaczącą grupę, jak się wydaje, w większości anonimową, stanowiły panie
z dworów i dworków, które na ogół miały muzyczne przygotowanie, by notować melodie pieśni, oraz szczególną gotowość i cierpliwość, by wspierać
Kolberga własnymi zapiskami i ułatwiać mu kontakt z miejscową ludnością. Wśród autorów rękopisów obcych znalazły się też osoby mające trudności z pisaniem, nieporadne językowo, niewprawne w posługiwaniu się
piórem. Były to postacie na ogół bliżej nieznane, co najwyżej w rękopisie
podane było tylko ich nazwisko. Zarówno zasób gatunkowy, jak i poziom
językowy oraz wartość źródłowa zanotowanych przez innych zbieraczy tekstów przedstawiały się bardzo różnie i w różnym też stopniu wzbogaciły
monografie regionalne Kolberga, gdyż nie zawsze spełniały jego oczekiwania. Wśród szczególnie wartościowych materiałów wymienić można dla
przykładu bogate zbiory folkloru pieśniowego, wierzeniowego, podaniowego i bajkowego Antoniny Konopczanki z Modlnicy, bliskiej i długoletniej
współpracownicy, materiały folklorystyczne (obok etnograficznych) Marii
Hemplówny z Tarnowa pod Chełmem, która w znacznym stopniu przyczyniła się do zbudowania monografii tego regionu, pieśni i bajki zanotowane
przez ks. Władysława Siarkowskiego z Kielc czy ponad 200 zapisów tekstów pieśni mazurskich sporządzonych przez Wojciecha Kętrzyńskiego1.
Część przekazanych Kolbergowi materiałów stanowiła większe, jednorodne gatunkowo zbiorki pieśni czy opowieści, inne zawierały różne
1

Wkład wymienionych zbieraczy w dzieło Kolberga i pochodzący od nich materiał źródłowy omówione zostały we wstępach do tomów suplementowych do Krakowskiego, Chełmskiego i Kieleckiego i (DWOK T. 73/I, T. 82 raz aneks do tegoż i T. 76), a także do Mazur pruskich
(DWOK T. 40).

220

�przemieszane teksty i informacje, jeszcze inne to pojedyncze zapisy pieśni,
oracji czy bajki. Niektórzy z autorów na swoje życzenie zachowali anonimowość, ze względu na sytuację polityczną, np. udział w powstaniach i grożące im stąd represje. Inni podpisali swoje rękopisy, informowali o nich
w listach, o niektórych podał wiadomość sam Kolberg w korespondencji
lub w postaci własnej notatki na manuskryptach.
Ten niezwykle zróżnicowany autorsko, chronologicznie, merytorycznie
i formalnie zasób źródeł tekstów folkloru pochodzących od innych osób
znacznie wzbogacił kolejne monografie regionalne Kolberga, a w ramach
edycji Dzieł wszystkich także nowe tomy wydawane z rękopisów po raz
pierwszy.
Trzeci rodzaj źródeł Kolberga stanowią teksty prozatorskie i poetyckie
zaczerpnięte przez niego z literatury. Obejmuje ona najrozmaitszego typu
publikacje i materiały archiwalne. Korzystał z nich Kolberg wielostronnie przez cały okres swej działalności, od pierwszych zbiorów pieśni po
ostatnie tomy Obrazów etnograficznych. Wybierał interesujący go materiał folklorystyczny przy okazji szerokich studiów nad dorobkiem polskiej
i europejskiej etnografii i ludoznawstwa oraz nad dyscyplinami sąsiednimi, historią literatury, muzyki, kultury, filologią, lingwistyką. Sięgał do
zbiorów pieśni, bajek i przysłów poprzedników: Wacława z Oleska, K.W.
Wójcickiego, Ż. Paulego, M. Mioduszewskiego, J. Konopki, J. Lipińskiego,
L. Zejsznera, K. Balińskiego, L. Siemieńskiego, R. Zmorskiego, J. Glińskiego, A. Marcinkowskiego i innych. Szukał też materiału folklorystycznego
w literaturze pięknej, zwłaszcza staropolskiej, w utworach poetów renesansu, w starych kronikach, annałach, drukach straganowych, by wykazać
ciągłość tradycji polskiej, żywotność w niej niektórych form folkloru. Odwoływał się m.in. do utworów M. Reja, J. Kochanowskiego, S. Klonowica,
Ł. Górnickiego, P. Skargi, K. Miaskowskiego, K. Twardaskiego, H. Morsztyna, W. Kochowskiego, F. Bohomolca, niektóre z nich cytował, czasami
wtórnie, za innymi bezpośrednimi źródłami, z których czerpał. Sięgał także
szeroko do czasopism różnego profilu, od poważnych naukowych periodyków w rodzaju „Czasopisma Naukowego Zakładu Narodowego imienia
Ossolińskich”, „Biblioteki Warszawskiej” czy późniejszego „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” i „Wisły”, poprzez tygodniki kulturalne,
takie jak „Tygodnik Ilustrowany”, „Kłosy”, „Wędrowiec”, znane dzienniki
warszawskie, galicyjskie, wielkopolskie, po kalendarze regionalne i prasę
prowincjonalną. Niekiedy sporządzał Kolberg wyciągi ze źródeł, wcielając
221

�do swoich tomów wybrane teksty pieśni czy bajek, podań i legend lub
zespoły tekstów ludowych, np. pieśni ze zbiorów Wacława z Oleska, Konopki i Lipińskiego, prac Wójcickiego i Gołębiowskiego czy bajki i podania
z leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu”. Nie pomijał nawet czasopism takich
jak „Pszczółka Krakowska”, „Przyjaciel Dzieci”, „Dzwonek”. Choć zdarzało
się, że bywał w doborze źródeł niedostatecznie krytyczny, wydobył jednak
w czasie tych kwerend i studiów szereg cennych tekstów i przyczynków
folklorystycznych. Niejednokrotnie ocalił je od zapomnienia, gdyż pochodziły z druków dziś zaginionych bądź nieznanych. W sumie dzięki penetracji źródeł literackich, sięgających okresu staropolskiego, poszerzył zasób
materiału folklorystycznego i odniósł go w dużej mierze do dawnej tradycji,
dokumentując jej trwałość i twórczą dynamikę. Wychodził z założenia, że
nie należy lekceważyć żadnego ze źródeł, nawet mniej znaczących, gdyż
często tytuły błahe mogą przynieść znaleziska i świadectwa istotne dla badacza poszukującego w nich materiału folklorystycznego. W odpowiedzi
Henrykowi Biegeleisenowi, który zarzucił mu w swojej recenzji Ludu brak
krytycyzmu w doborze źródeł literackich, pisał w niedrukowanej za życia
replice z roku 1886:
Skąd pewność, że materiał dziś za lichy uważany nie nabierze z czasem wagi
przy bliższym rozpoznaniu go przez uczonych? Czyja powaga ma ocenić wartość
źródeł, skoro najznakomitsi nawet uczeni zagraniczni nie są co do ich kompetencji w zgodzie? […] niemal w każdej, choćby najlichszej broszurze może się
znaleźć dla etnografa lub uprawiacza innej gałęzi wiedzy ziarno zdrowe i wielce
pożyteczne, byle je tylko chciał i umiał tam odszukać1.

Intuicja naukowa Kolberga co do nietrafności przedwczesnej i arbitralnej oceny wartości źródeł do badań nad folklorem i przydatności takich
penetracji dla nauki także w zakamarkach literackich, ulotnych drukach,
rzadkich periodykach czy drugorzędnych publikacjach miała się po latach
doczekać uznania ze strony nestora polskiej folklorystyki, Juliana Krzyżanowskiego, który z własnego doświadczenia znał wagę drobnych nawet,
a niekiedy cennych znalezisk w takich źródłach2. W ten sposób Kolberg
1

O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena, w: tenże Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 394–395 (cała replika s. 391–411). Recenzja H. Biegeleisena ukazała się
w „Bibliotece Warszawskiej” 1886, T. 4, na s. 432–441.
2 Zob. J. Krzyżanowski Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej, w: tegoż
Szkice folklorystyczne T. 1, Kraków 1980, s. 278.

222

�znowu potwierdzał swoje główne założenie teoretyczno-metodologiczne
o pierwszoplanowej konieczności zbudowania pełnej bazy źródłowej, co
poprzedzać powinno wszelkie interpretacje i oceny krytyczne źródeł. Ponadto twórczo realizował poszukiwanie tekstów i treści folklorystycznych
nie tylko w żywej tradycji ustnej, ale i w starszych, nowszych i aktualnych świadectwach literackich, okazując się prekursorem współczesnego
stanowiska o niewystarczającej w badaniach nad twórczością słowną ludu
kategorii ustności jako folklor wyodrębniającą1.
Zasób tekstów folkloru i ich dokumentacja źródłowa w rękopisach
i w drukowanych monografiach
Prowadząc z niespotykaną pracowitością i determinacją własne wieloletnie badania na historycznych ziemiach dawnej Rzeczypospolitej i korzystając z literatury i pomocy współpracowników, zgromadził Kolberg przez
półwiecze swej działalności monumentalny, nie mający sobie równego
w skali światowej zbiór tekstów ludowych. Już w roku 1961, u początku
edycji Dzieł wszystkich J. Krzyżanowski dokonał ich wstępnego obliczenia
według gatunków w 35 tomach badacza wydanych w XIX wieku i w 3 monografiach opublikowanych w pierwszej dekadzie XX stulecia. Mimo widocznych dziś i nie zawsze zrozumiałych błędów w tych szacunkach wynik
okazał się nie tylko imponujący ilościowo, ale także reprezentatywny dla
wzajemnych proporcji między gatunkami. Wyrażają go liczby (podawane
w przybliżeniu): około 13 000 pieśni, 1250 podań, 670 bajek, 2700 przysłów,
340 zagadek, 15 widowisk i 50 innych dokumentów folkloru2.
Dobiegająca obecnie końca edycja Dzieł wszystkich, która z ogromnego archiwum Kolberga wydobyła niedrukowane materiały zamieszczane
w nowych monografiach regionalnych oraz w tomach suplementowych do
monografii wcześniejszych, pozwala ten zasób znacznie powiększyć do następujących, także przybliżonych liczb: około 27 000 pieśni, blisko 2400 podań i bajek, około 8400 przysłów, prawie 600 zagadek, ponad 20 widowisk,
1

Por. J. Bartmiński Folklorystyka, etnonauka, etnolingwistyka…., s. 8.
J. Krzyżanowski Dorobek Oskara Kolberga w dziedzinie literatury ludowej, w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XXVIII. W swojej kwerendzie badacz ten m. in.
pominął kilka publikacji Kolberga ogłoszonych za jego życia w czasopismach, a zawierających
teksty folkloru.
2

223

�około 100 innych tekstów folkloru (oracje, formuły magiczne itd.). Uderzająca jest tu przewaga pieśni; ich zasób dokumentuje fakt, że pieśń i muzyka
ludowa pozostały przez cały czas działalności Kolberga w centrum jego
zainteresowania. Respektował jednak wszystkie pozostałe gatunki folkloru
słownego, tj. podania, legendy, bajki magiczne, facecje, opowieści wierzeniowe, przysłowia, zagadki, teksty dramatyczne (widowisk), oracje, nawet
drobne formy folkloru dziecięcego (mętowanie, rymowanki) i najtrudniejsze
do uzyskania formuły magiczne. Zbierał je i wcielał do swoich zbiorów
zgodnie z potrzebami, traktując część z nich – jak wspomniano – jako samodzielne utwory ludowe, część sytuując w ramach zwyczajów, obrzędów,
wierzeń, gier i zabaw, a nawet obrazu etnograficznego ludu jako ich organiczne elementy lub jako ilustrację opisywanych treści. Ilość tekstów
i ich gatunkowe proporcje w poszczególnych monografiach kształtują się
rozmaicie w zależności od możliwości badawczych w danym terenie i charakteru pozyskanych zbiorów. Kwestia gatunków w dziele Kolberga podjęta
zostanie dalej.
Określony takimi liczbami zasób materiału folklorystycznego pochodzącego z różnych stron dawnej Rzeczypospolitej, od różnych informatorów
i z różnorodnych źródeł literackich, rejestrowanego także przez współpracowników i innych zbieraczy, przy rozmaitości regionalnej, źródłowej,
chronologicznej, merytorycznej i formalnej zgromadzonych tekstów, wymagał oczywiście od Kolberga wypracowania względnie stałego modelu
dokumentacji źródłowej dla swojego seryjnego wydawnictwa i dla tak
mocno akcentowanego celu, jakim była systematyzacja materiału do badań porównawczych. W tym zakresie bezcenny jest materiał, który przynoszą wieloletnie analizy spuścizny rękopiśmiennej, nie tylko odnoszonej
do tomów przez Kolberga wydanych, ale i publikowanej po raz pierwszy
w edycji Dzieł wszystkich. Choć zachowane manuskrypty nie są dziś kompletne i odbiegają znacznie od stanu, w jakim pozostawił je Kolberg 1, stanowią źródło niezastąpione, zwłaszcza dla rekonstrukcji metod dokumentacji
folkloru. Niezastąpione tym bardziej, że sam Kolberg nie podawał na ogół
wskazówek warsztatowych dotyczących konkretnych zapisów. Dzięki tym
analizom można obecnie zweryfikować ustalenia wcześniejsze – oparte jednak tylko na materiale drukowanym w edycji XIX-wiecznej – i określić
1 Zob. A. Skrukwa Spuścizna rękopiśmienna O. Kolberga. Jej dzieje, edycje i obecny stan,
w: O. Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).

224

�principia, którymi praktycznie posługiwał się Kolberg jako zbieracz (dane
z rękopisów) oraz jako wydawca (dane z tomów).
Podstawowy i stały element modelu dokumentacji tekstów, przyjęty
przez badacza zarówno w rękopisach, jak i w druku, stanowi lokalizacja
geograficzna1. Jest to naturalna konsekwencja jego całościowej wizji obrazu
kultury ludowej w ujęciu regionalnym. Pierwszoplanowe miejsce kryterium geograficznego przy rejestracji tekstów, tak jak i wszystkich innych
materiałów, określało zarazem ich przydział do konkretnej monografii regionalnej. Z reguły oznaczał więc Kolberg systematycznie miejscowości,
z których pieśni i bajki pochodziły, w których funkcjonowały bądź zostały
zanotowane. Noty te miały różnorodny charakter: od nazwy konkretnej
miejscowości, z której dany tekst folkloru pochodził, proweniencji odniesionej do większego miasta czy miasteczka, do określenia zasięgu, a nawet
powszechności występowania. Jak wskazuje analiza rękopisów – zasada
lokalizacji tekstu bywała jednak przemieszana z zasadą lokalizacji zapisu,
często nie pozwalając odróżnić jednego od drugiego. Nie zawsze bowiem
Kolberg w swoich notach wyraźnie to precyzuje, jak w przypadku wspomnianych wcześniej bajek ze Śląska czy pieśni z Rzeszowskiego zapisanych
na Mazowszu. Notując teksty nie tylko w granicach interesującego go regionu, z którego pochodziły, ale i poza jego granicami, często nie podawał
w swoich notach obu wskazówek dotyczących miejscowości, a poprzestawał na jednej z nich, w zależności od danych, które zdołał uzyskać.
Na ogół w zapisach, sporządzanych przez Kolberga ze słuchu w trakcie
bezpośredniego kontaktu z nadawcą przekazu, nazywanych w uproszczeniu, choć niezbyt precyzyjnie, zapisami terenowymi2, stosował Kolberg lokalizację generalną dla całej karty (lub strony) rękopisu mieszczącej grupę
tekstów. Dotyczyło to najczęściej pieśni notowanych w blokach po kilka,
kilkanaście, a nawet więcej utworów na jednej karcie, a także materiałów tematycznie przemieszanych, wśród których znalazły się teksty słowne (wkomponowane w opis obrzędu, gier, wierzeń itd.). Bajki jako utwory
dłuższe opatrywane były zazwyczaj notą indywidualną dla każdego tekstu.
W sporządzanych później przez Kolberga czystopisach, opracowywanych
redakcyjnie do druku, przeważnie notę lokalizacyjną otrzymywał każdy
1

Zob. też E. Miller Kolbergowskie metody zbierania i wydawania tekstów ludowych
w świetle rękopisów, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury…, s. 15–36.
2 Taki roboczy termin przyjęto w całej edycji Dzieł wszystkich dla zapisów prymarnych
Kolberga dokonanych w trakcie bezpośredniej transmisji.

225

�tekst lub zwarta źródłowo grupa, np. przysłów czy zagadek, przy czym
lokalizacje te często bywały określane inaczej niż w zapisach prymarnych,
doprecyzowywane, uogólniane czy wręcz korygowane. Z kolei w wersji
drukowanej obserwować można także różnice – niekiedy nawet znaczne
– i to zarówno w stosunku do zapisu prymarnego, jak i czystopisu. Jak
wiadomo, materiały rękopiśmienne nie dotrwały do naszych czasów nienaruszone i kompletne; wiele manuskryptów zaginęło, zostało zniszczonych
przez samego Kolberga, potem przez wydawców z lat 1891–1914 i w czasie
wojny, nie dysponujemy więc pełną bazą źródłową do porównań. W wyniku uszkodzenia manuskryptów, oderwania pojedynczych fragmentów od
macierzystych zlokalizowanych całości, przesunięć kart w zespołach archiwalnych, będących skutkiem burzliwych losów spuścizny Kolberga, często
bezpowrotnie zatarta została proweniencja geograficzna zapisów kiedyś
wyraźnie przez niego określona. Dotyczy to szczególnie braku lokalizacji
geograficznej przy pojedynczych tekstach folkloru w zachowanych rękopisach prymarnych.
Obserwowane dziś różnice w tym zakresie dotyczą braku lub obecności
noty lokalizującej w poszczególnych wersjach źródłowych lub też zmian
danych geograficznych na bardziej szczegółowe lub ogólniejsze; zdarzają
się też rozbieżności międzyregionalne. Np. w rękopisie terenowym teksty
pieśni zapisane bez melodii opatrzone są notą: „Wysoce”, „Mokrylas”, zamieszczone zaś w druku z melodiami mają m.in. lokalizacje: „od Rożana
(Mokrylas, Brzeźno) czy „od Ostrowa (Wąsew, Wysoce)”. Być może tak były
udokumentowane melodie niezachowane w rękopisie terenowym1. Albo:
teksty kilku bajek oznaczone zostały w druku w Radomskiem i Sandomierskiem notami: „od Denkowa”, „od Ostrowa, Szewna”, „od Szydłowca”, „od Ożarowa, Ćmielowa”, „od Ożarowa (Wojciechowice)”, zaś w rękopisie prymarnym lokalizacja podana jest jedynie nad dwiema ostatnimi opowieściami: dwukrotnie: „Ożarów”2. Przykłady różnic dalej idących
można by mnożyć. Ich części nie da się dzisiaj wytłumaczyć wobec braku
źródłowych przesłanek i warsztatowych wskazówek Kolberga. Niektóre
złożyć można na karb obiektywnych warunków jego badań, tj. utrudnień
1

Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k, 36 i 37, por. O. Kolberg Pieśni ludu
polskiego (DWOK T. 1), s. 148, nr 11a i tenże Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 312, nr 330.
2 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 4–4a. Por. w druku odpowiednio: O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), nr 4, 6, 12, tenże Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 273 i,
274.

226

�w swobodnej eksploracji terenowej wobec restrykcji politycznych, nieufności wiejskich śpiewaków i bajarzy, na którą się niejednokrotnie sam
uskarżał, uzależnienia od przygotowania i dobrej woli korespondentów
i współpracowników, wreszcie ograniczeń materialnych przesądzających
często o intensywności i zakresie kontaktu z informatorami, możliwościach
powtórnej penetracji itd. Niekiedy wahania i niekonsekwencje w umiejscawianiu tekstów folkloru wynikać mogły z wspomnianego przemieszania
oznaczeń lokalizacyjnych, tj. miejsca pochodzenia z miejscem notacji, co
w trakcie opracowania redakcyjnego do druku Kolberg prostował lub uściślał. Z pewnością uznać można jednak, że część tych zmian i rozbieżności
tłumaczy późniejsza weryfikacja Kolberga, do której przykładał dużą wagę
i którą poświadczają liczne dokumenty, zwłaszcza własne notatki i korespondencja.
W listach kieruje Kolberg do współpracowników i przyjaciół częste pytania i prośby o podanie, sprawdzenie czy skorygowanie na miejscu lokalizacji geograficznej tekstów o niepewnej proweniencji, zebranych wcześniej
przez siebie lub inne osoby w tej okolicy lub pozyskanych z literatury. Ma
wówczas zdecydowanie na myśli pochodzenie geograficzne pieśni czy bajki,
ów fundamentalny element swojej dokumentacji, tak wyraźnie określony
już w 1857 roku w cytowanej wyżej niedrukowanej wersji wstępu do Pieśni
ludu polskiego. Tak np. pisze w sprawie materiałów od zbieraczki, która
prosiła o nieujawnienie jej nazwiska w druku:
Życzenie pani M[oszyńskiej], aby nazwisko jej w tajemnicy zachowanym było,
święcie uszanować potrafię i pragnąłbym jednak, aby mi dozwolono wykazać
miejsce, z którego pieśni pochodzą, bo to jest dla etnografa ważną wskazówką […] 1.

Zaś w swojej rozprawie o pieśniach ludu litewskiego ocenia :
[…] dotkliwą wadą [omawianego zbioru pieśni Nesselmanna] jest brak wskazówki
miejsca urodzenia pieśni, jej metryki, a przynajmniej miejsca, gdzie była słyszaną i spisaną, chociaż o miejscu takowym dowiedzieć się wcale autorowi nie
było trudno. Rozszerzać się tu o ważności tego przedmiotu nie mamy potrzeby.
1

Brulion listu do H. Szopowicza z 18 VI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 361, zob. też list tegoż z 10 V 1870 r., tamże, s. 356. Mowa o Józefie Moszyńskiej (1820–1897),
córce Piotra, działacza patriotycznego, zesłańca na Syberię, żonie J. Szembeka, właścicielce
ogromnych dóbr na Wołyniu i Podolu, zbieraczce folkloru i późniejszej autorce cennych prac
z tego zakresu publikowanych w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” od 1878 r.

227

�Każdy bowiem badacz zna dostatecznie wagę takiego rodowodu przy pracach
porównawczych, już dla samych własności i różnic lingwistycznych1.

Indagacje badacza o sprawdzający wywiad czy uściślającą informację korespondenta z autopsji dotyczą też sytuacji, gdy znane mu miejsce zapisu sam
oznaczył, co dowodzi istotnej dla niego hierarchii obu danych źródłowych.
Podobnie postępował Kolberg z zapisami tekstów innych zbieraczy oraz
z przejętymi z literatury. Zabiegał o podanie, sprawdzenie, uzupełnienie
danych lokalizacyjnych, często pomijanych lub podawanych ogólnikowo,
okazjonalnie, z relacji, a nawet z domysłu. W listach i notatkach formułował liczne pytania o to, skąd pochodzą zapisy folkloru dokonane przez inne
osoby bądź też czy są znane w miejscu ich zamieszkania utwory przejęte
przez niego skąd inąd, głównie z literatury. I tak np. zachował się rękopis,
w którym Kolberg notował, zapewne w trakcie bezpośredniego kontaktu
z autorem, wspominane już informacje o bliższej proweniencji 34 tekstów
i 7 zespołów pieśni wypisanych ze zbioru Żegoty Paulego, a pozbawionych
tam lokalizacji2. Odnalazły się też notatki przekazane Kolbergowi przez
Józefa Blizińskiego, przyjaciela i pomocnika w badaniach na Kujawach,
o pochodzeniu kilkunastu pieśni kujawskich i mazowieckich, wcześniej
przez siebie spisanych i dostarczonych, co Kolberg wykorzystał w obu
monografiach3. Na drodze takich ustaleń weryfikował nawet miejscowości
zaszyfrowane przez autorów w druku, prawdopodobnie ze względu na cenzurę warszawską, i przedrukowując w Krakowie ich tekst po latach w swoim tomie, uzupełniał miejscowość na podstawie otrzymanych informacji.
Tak stało się np. w przypadku opisu dożynek zaczerpniętego z artykułu
L. Kunickiego w „Dzienniku Warszawskim” z roku 1854, a opublikowanego przez Kolberga w Chełmskiem pół wieku później. Kunicki wymienia w swoim artykule jako miejsce opisywanego zwyczaju „wieś nad Bugiem”, „Nadbuże”, Kolberg, przedrukowując partie z Kunickiego w swoim
tomie, podaje konkretne miejscowości: „Majdan Stuleński, Stulno, Zbercza
1 O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tenże Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),
s. 310 (pierwodruk rozprawy: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. III:1879, s.167–
187. Mowa o zbiorze G.H.F. Nesselmanna Littauische Volkslieder gesammelt kritisch bearbeitet und metrisch übersetz, Berlin 1853.
2 Zob. wyżej, s. 190–191.
3 Rkp. J. Blizińskiego, Arch. PTL, teka 6, sygn. 1141, k. 24. Pieśni te zob. O. Kolberg Kujawy
cz. II (DWOK T. 4), nr 343, 204, 205 oraz Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41) nr 532, 520, 551, 519.

228

�[błędnie; powinno być Zbereże], pod Włodawą”. Kunicki, pisarz i rysownik,
był właścicielem Stulna i Majdanu Stuleńskiego, o czym Kolberg dowiedział się zapewne w kręgach literatów warszawskich, w których kiedyś
obaj bywali. Identycznie, drukując opis wesela III w Chełmskiem na podstawie artykułu M. Jasieńskiej, z „Księgi Świata”, podpisanego kryptonimem
M. J., w którym brak bliższej lokalizacji (jedynie informacja: „o dwie mile
od Buga”), w swoim tomie precyzuje ją: „od Włodawy (Brus)”, a także podaje tam pełne nazwisko autorki. Musiał więc także ustalić, pewnie jeszcze
przed opuszczeniem Warszawy, że dobra Bruss należały do rodziny Jasieńskich1. Te i szereg podobnych sytuacji, w których Kolberg uzupełnia lub
doprecyzowuje lokalizację, wskazują ponadto, jak utrudniona była praca
dokumentalisty w kraju podzielonym na zabory i borykającym się z represjami policji i cenzury. Dziś wobec tej ostatniej trudno ocenić, ile ważnych
wskazówek źródłowych nie ujrzało z tych powodów światła dziennego
i przepadło bezpowrotnie.
Częstą praktyką Kolberga była też weryfikacja własna w czasie badań
terenowych. Tak stało się np. w przypadku pieśni religijnych pochodzących ze zbioru Mioduszewskiego, a publikowanych także w Chełmskiem.
Mioduszewski drukuje je w zwartym bloku „Pieśni cerkiewnych w diecezji
chełmskiej”, Kolberg podaje w swoim tomie przy pieśniach sygnowanych
nazwiskiem Mioduszewskiego konkretne miejscowości (np. „od Chełma”,
„od Kodnia, Włodawy”, „od Horodła, Uhnin”) oraz informacje typu: „przez
Mazurów śpiewana”, „śpiewana przez Mazurów i Rusinów”, „u Mazurów
śpiewana (znana i Rusinom)”, a ponadto przy jednej z pieśni podaje rok
1869, tj. datę swojego jej potwierdzenia w terenie wiele lat po wydaniu
zbioru Mioduszewskiego2. Podobnie uzupełniał lub poprawiał noty proweniencyjne w sytuacjach, gdy w terenie odnalazł i zapisał konkretną
melodię do tekstów publikowanych w innych zbiorach lub zanotowanych
przez siebie czy innego zbieracza wcześniej, jak to miało zapewne miejsce
w przypadku melodii wspomnianych pieśni mazowieckich z Wysocego.
1 Zob. L. Kunicki Maryśka. Obrazek znad Buga, „Dziennik Warszawski” 1854, nr 24, M.J[asieńska] Obrzędy weselne na Rusi, „Księga Świata” 1863, cz. II, s. 113–120 oraz O. Kolberg
Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 167–169 i 219–237.
2 Zob. O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), nr 1, 13–16, 25–26[b]. Mowa o zbiorze J. Mioduszewskiego Śpiewnik kościelny, Kraków 1838, uzupełnionego Dodatkami z lat
1842–1854. Pieśń opatrzona w tomie Kolberga z 1890 roku datą 1869 ma nr 25; Mioduszewski
opublikował ją 27 lat wcześniej w Dodatku z 1842 roku, na s. 633.

229

�Lokalizacja zapisu muzycznego dokumentowanego z autopsji przypisywana
była wówczas do całej pieśni, potwierdzając jednocześnie żywotność tekstu
czy wątku. Dla pieśni religijnych – odmiany względnie stabilnej – ze zbioru
Mioduszewskiego jest to szczególnie charakterystyczne.
Do innych okoliczności wyjaśniających wahania i rozbieżności w zakresie danych lokalizujących ten sam tekst w poszczególnych wersjach źródłowych (rękopis terenowy, czystopis, druk) może też należeć chęć wyjścia
poza wąskie lokalizacje konkretnych wsi i wskazania zasięgu występowania, usytuowania utworu na większym obszarze. Umożliwiać to mogła również świetna orientacja Kolberga w ogromnym materiale folklorystycznym,
wiedza o mechanizmach funkcjonowania i transmisji przekazów folkloru,
umiejętność indagacji informatora, wreszcie znakomita pamięć pozwalająca
odtwarzać okoliczności, w jakich niektóre teksty zostały zasłyszane i zanotowane. Wówczas następować mogła zmiana noty proweniencyjnej np.
w opracowywanym z rękopisu prymarnego czystopisie, wersji redakcyjnej
do druku czy nawet w korekcie tomu. Wiadomo, że po powrocie z wyprawy terenowej Kolberg na gorąco porządkował uzyskane zbiory; refleksja
nie była więc odległa w czasie. Drobiazgowa rekonstrukcja tego elementu
dokumentacji dla tekstów folkloru nie jest jednak dzisiaj możliwa.
Z tego względu, mimo widocznej w świetle rękopisów płynności not
lokalizacyjnych, właśnie analizy źródłowe skłaniają do szczególnej ostrożności w ich krytycznej ocenie, a wnioski w dużej mierze pozostają hipotetyczne. Zastrzeżenie to nie zmienia jednak faktu, że dokumentowanie geografii tekstów folklorystycznych, postrzeganych i gromadzonych
z uwzględnieniem ich wariantowości i systematyzowanych w poszczególnych monografiach, pozostaje trwałą i bezsporną zasługą Kolberga,
a wiarygodność i celowość tej podstawowej dla jego dzieła zasady nie
tylko wytrzymuje próbę czasu, ale i uwiarygadnia się we współczesnej
praktyce badawczej.
Odmiennie natomiast przedstawiają się i w rękopisach, i w druku inne
elementy dokumentacji źródłowej tekstów, takie jak dane o informatorze,
czasie czy okolicznościach zapisu tekstów ludowych. Kolberg nie podawał
na ogół nazwisk śpiewaków, narratorów, bajarzy i gawędziarzy, którzy
przekazywali mu pieśni, opowieści czy drobne formy folkloru. W jego materiałach pojawiają się one sporadycznie. Nie przywiązywał takiej wagi
do indywidualnego wykonawcy, jak do miejsca pochodzenia i występowania spisywanych utworów. Teksty ludowe funkcjonujące w ustnej tradycji
230

�uważał za własność zbiorową wspólnoty etniczno-kulturowej, specyficzną
dla danego regionu. Przekonanie o możliwościach twórczych ludu, wyrażone tak kategorycznie w cytowanej wyżej polemice z Berwińskim, w praktyce przekładało się na gromadzenie i zestawianie jak największej liczby
wariantów i form folkloru; zdolności i talenty konkretnych śpiewaków czy
narratorów – jako drugorzędne – przyporządkowane były dokumentowaniu różnorodności i dynamiki tekstów1. Autentyczna twórczość regionalna
przejawiała się w tym rozumieniu przede wszystkim w wielości i rozmaitości wariantów i form folkloru, wyrażających ludowy pogląd na świat
(baśnie, podania, wierzenia, anegdoty), społeczne życie i obyczaje (zwyczaje
i obrzędy), sferę życia emocjonalnego (pieśni i tańce), mądrość utrwaloną w doświadczeniu pokoleń (przysłowia). Wszystkie te przejawy kultury
duchowej i społecznej, ściśle zespolone z kulturą materialną, decydowały
dopiero o poczuciu regionalnej wspólnoty i świadomości jej odrębności.
W takim ujęciu indywidualny wykonawca pozostawał reprezentantem
określonej zbiorowości, wyrazicielem jej żywotnych wyobrażeń i możliwości twórczych.
Choć Kolberg nie dokumentował informacji o wykonawcach metodycznie i nie opatrywał poszczególnych tekstów danymi o nich, w publikowanych tomach i niewydanych przez niego rękopisach odnaleźć można
pojedyncze notatki na ten temat. Z zachowanych manuskryptów udało
się wyłowić niektóre nowe i cenne wskazówki źródłowe o informatorach
autora Ludu, które rzucają dodatkowe światło na metody zbierania i zapisywania tekstów. Dane te są na ogół dość skąpe i ogólnikowe, ale tym
bardziej zasługują na uwagę. Oto kilka przykładów (najpierw z publikowanych tomów). Przy dwu bajkach z Poznańskiego zamieszczone są w druku
informacje o narratorach: „Opowiadał Walenty Babiór, 1872”, „Opowiadał
r. 1867 w Morownicy rymarz Józef Chota, pracujący po dworach w okolicy Leszna, Wschowy, Przemętu, Szmigla i Kościana”2. Jedenaście pieśni
dziadowskich z Pokucia opatrzył autor w tomie nazwiskiem wykonawcy,
podając o nim szerszą informację: „Śpiewał Dmetro Marczuk, lirnik z Siekierczyna nad Dniestrem (rodem ze Ścianki, wyuczony w Koropcu)”, przy
innych trzech, także dziadowskich, wskazał: „Śpiewał wróż z Jasienowa”3.
1

Por. też W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii…, s. 85–87.
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. 118, nr 24 i s. 162, nr 33.
3 O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30) s. 268, nr 494, zob. też noty o wykonawcy pod pieśniami nr 359, 406, 495, 496, 498, 501, 503–505, 507 (lirnik z Siekierczyna) oraz pod pieśniami nr
2

231

�Osobliwy przykład takiej informacji znajdujemy przy pieśni dziadowskiej
zamieszczonej w Krakowskiem: „Pieśń tę [nr 443] śpiewał w lecie 1862 r.
lirnik ze Strzelbisk w Brzeżańskiem, w Jawczu pod Rohatynem zamieszkały. Umieściliśmy ją tu dla porównania z poprzedzającą”1. Chęć zestawienia
wariantów z odległych stron sprawiła, że zakwestionowane zostało w tym
przypadku nadrzędne kryterium geograficznego rodowodu pieśni z Rusi
Czerwonej. Inna pieśń dziadowska w tomie krakowskim otrzymała notkę:
„Pieśń tę [nr 444] i nr 442 śpiewał dziad (r. 1854) spod kościoła Ks. Karmelitów na Piasku”. Czasami odnaleźć można wzmianki na ten temat w korespondencji, w której np. Kolberg ciepło wspomina Halkę i Marysię, swoje
informatorki ze służby dworskiej w Bóbrce, w Sanockiem, gdzie gościł
u przyjaciół, Pelagii i Józefa Blizińskich, czy szewca z Soliny, „opowiadacza”
bajek, spisywanych przez Pelagię Blizińską, zaś Michał Sokołowski w swoim liście z Głuszyna na Kujawach wyraża nadzieję, że podczas następnego
pobytu w jego domu „zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub
Graszkowskiego znowu coś nowego”2.
Wyjątkowo wspomina Kolberg swoich informatorów we wstępach do
monografii, jak np. do Pokucia, gdzie wymienia bajarzy z tego regionu:
włościan, włościanki, diaków i inne osoby (z różnych Pokucia pochodzące miejscowości), które nam spisane tu kazki w rodzinnej swej udzielali mowie, a jakimi
byli: pan S., nauczyciel w Kołomyi, p. Bazyli Jurczeńko z Ispasa, Iwan Nikityszyn,
diak w Horodnicy, Zofia Olejnyczka z Ispasa, Jewdocha Haraczycha, Łeś (Oleś)
Ozarko i Michajło Basarab w Czortowcu, Tymko Czuprun i Fedor Serhiniuk
w Jasienowie Polnym, i wielu innych3.

Zaś w przedmowie do części V W. Ks. Poznańskiego dziękuje
p. T. Klonowskiemu, nauczycielowi muzyki w pozn[ańskim] seminar[ium] za
dostarczenie kilkudziesięciu pieśni miejskich i ludowych, jak również p. Stanisławowi Jurasz za kilkadziesiąt melodyj tanecznych, spisanych przezeń ze
492, 497 i 502 (wróż w Jasienowie Polnym). Charakterystyczne, że dane te dotyczą pieśni dziadowskich, gatunku, którego wykonanie stanowiło zazwyczaj indywidualny występ, swoiste autorskie przedstawienie, mające zatrzymać uwagę słuchaczy, a więc nietrudne da zapamiętania.
1 Informacje cytowane tu i niżej zob. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), przypisy
na s. 234 i 235.
2 Zob. listy do J. Blizińskiego z 28 IX 1883 r. i z 15 X 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66 ), s. 72 i 198 oraz list M. Sokołowskiego z 16 XI 1865 r., tamże, cz. I (DWOK T. 64), s. 139.
3 O. Kolberg Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. XI.

232

�skrzypiec, gdy pełnił obowiązki nauczycielskie na prowincji, niemniej wszystkim obywatelom ziemskim, którzy chętną i życzliwą przy poszukiwaniach nieśli
nam zawsze pomoc1.

Osoby z Pokucia to zatem nie tylko informatorzy chłopskiego pochodzenia, podobnie jak poznańscy nauczyciele, którym zapisywanie pieśni
i melodii tanecznych umożliwiło przygotowanie muzyczne. Bliższych
danych o okolicznościach rejestrowania przez nich folkloru nie znamy,
choć pewnych szczegółów dostarcza tu korespondencja w odniesieniu
np. do B. Jurczeńki z Ispasa, studiującego w Czerniowcach, któremu
Kolberg udzielał wskazówek dotyczących sposobu zbierania materiału,
sugerując np., że także w Czerniowcach czy w Kołomyi, tj. większych
miejscowościach, może spotkać przybyłych ze wsi potencjalnych informatorów 2.
Podobnie ogólnikowe informacje, niekiedy niewykraczające poza sygnał wyrażony nazwiskiem, ale i niekiedy bardzo istotne, odnaleźć można
w rękopisach. Często nie wykorzystał ich Kolberg w druku, gdyż dotyczyły materiałów, których sam nie zdążył wydać. Niektóre, umieszczane
na marginesach lub w narożnikach kart, nie dają pewności, że chodzi
o informatora, a nie o oderwaną od zapisów notatkę, np.: „Hania Cyniawska”, „Staszeczek Jan Walkosz” 3. Inne, w rodzaju: „Giżyńska opowiadała”, pozwalają jedynie na podstawie charakteru tekstów domyślać
się środowiska wykonawcy 4, jeszcze inne, np. „fornal”, „pastuch”, „szewc
z Dukli opowiedział”5, informują o zajęciu opowiadacza czy śpiewaka,
ale nie zawierają nazwisk. Część tych not wyraźnie wskazuje na osoby
niepochodzące z ludu, które same odtwarzały znane sobie i zapamiętane
utwory lub spisywały je z ust wiejskich informatorów, np. „śpiewała p.
1

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. XV.
Zob. bruliony listów do B. Jurczeńki z lat 1881 i 1882, Korespondencja… cz. II (DWOK T.
65), s. 556, 652, 672, 682.
3 Zob. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), nr 158–160, tamże cz. II (DWOK
T. 45), nr 210.
4 Taką notą opatrzył Kolberg cztery spisane swoją ręką „gawędy” z miejscowości Kosino,
zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), s. 490–491, 491–493, 556–558, 562–563. Postać narratorki pozostaje nieznana.
5 Zob. np. O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35), s. 202–203, nr 3 (tam bajka bez noty
o narratorze) oraz tenże Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 83/II), s. 469 (tam nota
cytowana za rękopisem: „szewc z Dukli opowiedział”).
2

233

�Kleczyńska w Zakopanem, 1882”, „pani Jenike”, „p. Marianowa Biesiekierska z Piołunowa”, „w Leszczowatem, pani Jaruzelska”, „panna Wunsch
w Sanoczanach” 1. Niekiedy lakoniczność notatki nie pozwala odróżnić
ludowego wykonawcy od zbieracza o inteligenckim czy ziemiańskim rodowodzie, który spisywał teksty lub odtwarzał je sam z pamięci dla Kolberga. Wówczas zaciera się granica między nadawcą folkloru z wiejskiego środowiska a pośrednikiem–zbieraczem z tym folklorem oswojonym,
zaś o tym nadawcy „mówi” jedynie charakter tekstu, stopień językowej
nieporadności wypowiedzi, nasycenie elementami gwarowymi, tok narracji itd.
Bardziej lub mniej dokładnych informacji o wykonawcach dostarczali
też czasami korespondenci i współpracownicy Kolberga w listach lub uwagach na rękopisach mu przekazywanych. Np. kilka mazowieckich bajek
zanotowanych w Modlnicy przez Antoninę Konopczankę opatrzyła autorka
zapisu uwagą: „mówił Józef Leśniowski” i wpisała ich lokalizację: „z Augustowskiego – Zambrów”, „Warszawa”, „z Łomży”, przy czym wskazała Modlnicę jako miejsce zapisu2. Władysław Siarkowski w swoim manuskrypcie kieleckich tekstów prozatorskich dostarczonych Kolbergowi zamieścił
uwagę, którą Kolberg opublikował wraz z bajkami:
Opowieści niniejsze głównie spisane z opowiadań Tomasza Dudały, Tomasza
Kubali, Wojciecha Hynka, Piotra Kaczmarczyka ze wsi Rembowa i Samostrzałowa w parafii Kije3.

1 Zapewne chodzi o żony lub krewne Jana Kleczyńskiego, muzyka i kompozytora, oraz
Ludwika Jenikego, pisarza i publicysty, a także o Anielę, żonę Mariana Biesiekierskiego gospodarującego w Piołunowie na Kujawach, i Helenę Jaruzelską, żonę Józefa z Sanoczan w Przemyskiem, która pochodziła z Leszczowatego. Panna Wunsch z Sanoczan, może rezydentka
lub nauczycielka albo gość we dworze Jaruzelskich, pozostaje bliżej nieznana; z jej repertuaru
pochodzi ponad czterdzieści pieśni typowych dla środowiska dworów i dworków. Zob. odpowiednio pieśni w: O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), nr 520; Białoruś-Polesie
(DWOK T. 52), nr 531 i 532; Kujawy. Suplement… (DWOK T. 72/II), m.in. nr 112, 114–116, 122,
123, 128, 131, 133, 134, 137–140, 142–146; Sanockie-Krośnieńskie cz. II (DWOK T. 50), nr 329;
Przemyskie. Suplement… (DWOK T. 83/II), nr 668–711.
2 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), bajki na s. 453–455, 468–469, 485–488.
W rękopisie Konopczanki wśród opowiadań Leśniowskiego fragmenty zapisów z Modlnicy (oracje
weselne i część bajki krakowskiej) oraz ukośnie wpisana na tekście ręką autorki nota: „Modlnica”.
3 Zob. O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 218.

234

�Józef Riedmüller, krakowski lekarz, wysyłając Kolbergowi w roku 1857
kilka pieśni z okolic Szczawnicy, tak określił swojego pieśniarza i okoliczności zapisu:
Śpiewał je Rusnak, który przysiadł się na czółno do nas w czasie podróży po
Dunajcu, od Czerwonego Klasztoru do Szczawnicy. […] Rusnak ten był ze Szlachtowy, wsi ruskiej w obw[odzie] sandeckim […]1.

Zofia Urbanowska, autorka powieści dla młodzieży, wysyłając Kolbergowi w 1885 roku 74 teksty pieśni góralskich, wyjaśniała:
Jest trochę z Zakopanego, nie ze wsi jednak, tylko miejscowości za lasem położonej, a zwanej Hamrami, i z Poronina. Tych i tamtych dostarczyły mi służące
Góralki, ale trochę już w służbie ucywilizowane, więc sposób ich wymawiania
zbliżony trochę do naszego stracił nieco swej pierwotnej barwy2.

Ludwik Czarkowski, lekarz, bibliograf i bibliotekarz, mieszkający w Siemiatyczach, swój rękopis czterech opowieści wydanych dopiero w ramach
edycji Dzieł wszystkich tytułuje: „Cztery gadki spisane dosłownie z opowiadania 14-letniego chłopca we wsi Pobikry, w dawnej ziemi dobrzyń­
skiej”3. Wreszcie Izydor Kopernicki, charakteryzując materiał Kolberga
w wydanym przez siebie pośmiertnie Przemyskiem, pisze, że tom
mieści w sobie wyłącznie wiadomości autentyczne i świeże, przez samego Kolberga zebrane w tej okolicy […] r. 1883 i 1885, a w nader szczupłej tylko części
(bajek) dostarczone mu przez osoby miejscowe4.
1

List J. Riedmüllera z 18 IX 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 78. Pieśni
przez niego przysłane zob. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), nr 364, tamże cz. II
(DWOK T. 45), nr 1030, 1031, 1033, 1034, 1203, 1308, 1775, 1776.
2 List Z. Urbanowskiej z 13 XI 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 295. Pieśni
(z Poronina i Zakopanego–Kuźnic) z rękopisu Urbanowskiej zob. O. Kolberg Góry i Podgórze
cz. I (DWOK T. 44), m.in. nr 222–239, 746–748, 751, 788, 789, 802–807, 811, 812.
3 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), s. 415–416, 446–449, 505–507, 561–562,
586–587, 579–581 (w rzeczywistości 6 opowieści). Z Kolbergiem współpracowała Melania
Czarkowska, żona Ludwika, literatka, przysyłająca mu materiały z Podlasia (opisy obrzędów,
wierzeń). O opowiadaniach spisanych przez męża brak bliższych informacji. Zob. listy z lat
1884 i 1885, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), nr 1171, 1182, 1186.
4 Dr I. K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. XVII.

235

�„Osoby miejscowe” to zapewne postacie związane z tamtejszymi dworami, które spisały przemyskie opowieści (zarówno w języku polskim, jak
i ukraińskim) z ust ludowych bajarzy lub z zapamiętanego przez siebie lokalnego repertuaru.
Przywoływane przykłady, zarówno z tomów drukowanych przez Kolberga, jak i z rękopisów, świadczą o tym, jak różni informatorzy i zbieracze
współpracowali z Kolbergiem i jak różny materiał mogli mu dostarczać.
Różnili się nie tylko pochodzeniem i wykształceniem, ale i wiekiem, i talentem twórczym i odtwórczym. Nie wszyscy byli bezpośrednimi nosicielami
folkloru, nie wszyscy też byli związani z wsią i jej kulturą. Kolberg był tego
świadomy; wykorzystywanie wszelkich sprzyjających sytuacji i chętnych do
śpiewu czy opowiadania osób stanowiło immanentny element jego metody
zbierackiej w realiach XIX-wiecznej rzeczywistości polityczno-społecznej
Polski. Zaznaczał to wielokrotnie; np. w przedmowie do części IV W. Ks.
Poznańskiego, omawiając swój zbiór pieśni z tego obszaru, pisał:
[…] niemałą pieśni liczbę (częstokroć pisanych w zeszycikach) dostarczyli nam
już to ludzie miejskiego pochodzenia, już oficjaliści wiejscy, służący, panny pokojowe, słowem ludzie na chlebie dworskim wychowani […]1.

Najpełniejsze i najciekawsze dane o narratorach, jakie udało się w zbiorach
Kolberga odnaleźć, dotyczą wierzeń i opowieści wierzeniowych, podań i bajek
z okolic Krakowa, spisanych w 1869 roku przez Antoninę Konopczankę w Modlnicy. Zbieraczka zachowała w swoim prymarnym rękopisie, do dziś przechowanym w archiwum, formę wywiadów i utrwaliła autentyczne rozmowy
z konkretnymi, dobrze sobie znanymi osobami oraz okoliczności dnia codziennego, w jakich się toczyły. Dzięki temu z utalen­towaną bajarką, Jadwigą
Skoczkową z Modlnicy, jej córką Elżbietą Kostaśką, ogrodnikiem z Modlnicy,
Antonim Kurkiem, owczarzem z Tomaszowic, Jackiem Rogalą, można nie tylko powiązać relacje o „świecie nadzmysłowym”, czarach, lecznictwie i ziołach,
opowiadane „historyje” i bajki z Modlnicy i okolicznych wsi, ale także uchwycić rysy indywidualne, charakterystyczne dla wyrazistych rozmówców Konopczanki i ich repertuaru2. A niekiedy nawet własną, dojrzałą świadomość
1

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VII–VIII.
Rękopis ten opublikowano w całości pt. Raptularz Antoniny Konopczanki w tomie
Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 (DWOK T. 73/III), s. 5–105. Zob. też E. Millerowa,
A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga, w: tegoż Krakowskie. Suplement … (DWOK T.73/I),
2

236

�znaczenia ich świadectw i opowieści, jak np. w wypowiedzi wspomnianej
Jadwigi Skoczkowej, która zwróciła się do Konopczanki słowami: „Dobrze, że
Wielmożna Pani zapisze, choć pamiętność zostanie w pisaniu […]”1.
Jednak większość śpiewaków i narratorów przekazujących Kolbergowi
swoje pieśni czy opowieści pozostała anonimowa. Niejednokrotnie działo
się tak – jak w przypadku wykonawców niepochodzących z ludu – na ich
własne życzenie lub na prośbę goszczących Kolberga gospodarzy. Skłaniała
do tego również nieufność chłopów wobec obcych przybyszów „z miasta”,
na którą Kolberg wielokrotnie się uskarżał i którą trudno było przełamać
podczas często zbyt krótkiego spotkania. Warunki w kraju nękanym przez
restrykcyjną i policyjną politykę władz zaborczych przyczyniały się do tego
w sposób decydujący. Udzielanie nazwisk i informacji o sobie nieznajomym
lub świeżo poznanym osobom mogło oznaczać w rozumieniu indagowanego chłopa zagrożenie; śpiewanie czy opowiadanie dla obcych bywało
karane2. Ponadto nie wszyscy chłopi w tym czasie używali nazwisk; pytania o nie mogły być szczególnie podejrzane. Tak więc skąpą stosunkowo
dokumentację Kolberga w zakresie danych o informatorach należy – jak
się dziś wydaje – złożyć nie tylko na karb mniejszej wagi, jaką badacz
do tego elementu przywiązywał, ale także, a może przede wszystkim, warunków politycznych i społecznych w kraju wymazanym z mapy Europy,
który walczył o przetrwanie i zachowanie tożsamości. Ciepło, szacunek
i cierpliwość, z jakimi Kolberg traktował swoich informatorów w czasie
wywiadów, opisywane przez świadków jego badań i przyjaciół, zdają się
dodatkowo potwierdzać tę refleksję.
Nie było również systematyczną zasadą Kolberga datowanie sporządzanych zapisów słownych folkloru. W rękopisach dane takie należą do
rzadkości. Choć teoretycznie badacz przywiązywał wagę do utrwalania
s. LXIX–LXXX oraz E. Millerowa Niezwykły dokument zachowany w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9, Radom 2011, s. 233–245.
1 Zob. Raptularz Antonimy Konopczanki…(DWOK T. 73/III), s. 30.
2 Wspominał o tym m.in. poznański literat, Antoni Woykowski, który spotkał się z podobnymi trudnościami w czasie swojej wycieczki w okolice Krakowa. Towarzyszący mu chłopi,
niechętni zaśpiewaniu na jego życzenie, tłumaczyli: „Nam nie wolno śpiewać, Wielmożny Panie! […] Pan komisarz zakazał […], bo wielu z nas śpiewało piosenki takie, co tu nie wolno śpiewać! Od tego czasu każdy chłopak ze wsi dostaje 20 batów, gdy śpiewa. Niedawno znów dostało z naszej wsi aż trzech” (przypis redaktora A. Woykowskiego do zapowiedzi wydawniczej
Pieśni ludu polskiego Kolberga w dziale Doniesienia literackie, w „Tygodniku Literackim”
1842, nr 14, s. 112).

237

�informacji o czasie uzyskania przekazów folklorystycznych, a dynamikę
tekstów ludowych, ich zmienność i wielotworzywowość postrzegał nie
tylko w przestrzeni, w aspekcie geograficznym, regionalnym, ale i w czasie, w praktyce ten element dokumentacji na ogół jest nieobecny. Do
rzadkości należą sytuacje takie jak przywołana wyżej, gdy bajki śląskie
zapisane poza rdzennym ich regionem, na Mazowszu, opatrzone są w manuskrypcie datą. Częściej daty, wyłącznie roczne, pojawiają się w drukowanych tomach, co jest wynikiem późniejszej refleksji Kolberga przy
opracowaniu materiałów do druku, przy czym niejednokrotnie czas zapisu
i późniejszej publikacji dzieliło wiele lat. Daty te dotyczą wtedy przeważnie kultury społecznej lub materialnej. Na ogół podawany jest wówczas
w druku rok, w którym opis obrzędu, zwłaszcza wesela, czy występowanie regionalnego stroju lub jego elementów było obserwowane. Niekiedy
wymienia Kolberg lata swoich podróży i badań terenowych we wstępach
do monografii lub w odpowiednich przypisach, jak np. w przedmowie do
części I Chełmskiego, gdzie z wdzięcznością wspomina pobyt w Tarnowie
pod Sawinem w Chełmskiem, u goszczącej go rodziny Hemplów, u której
znalazł znakomite warunki dla swojej pracy i szczególną pomoc w zbieraniu materiału dzięki osobie Marii Hemplówny1. W samej monografii
nie wiąże jednak z wymienianymi datami konkretnych zapisów. Teksty
przejęte z literatury sygnuje na ogół notami bibliograficznymi, a więc data
publikacji jest wówczas znana; nie czyni tego jednak metodycznie, w efekcie dane takie bywają często niepełne (np. tylko nazwisko autora lub tytuł
artykułu) lub na tyle ogólnikowe, nieprecyzyjne, że wymagają żmudnej
niekiedy weryfikacji. Czasami opatruje takimi wskazówkami niedatowany
rękopis obcy pozyskany od współpracownika czy ofiarodawcy, ale również nie czyni tego systematycznie.
Sporadyczność danych datujących zapisy własne Kolberga sprawia, że
często trudno jest ustalić czas, w którym poszczególne teksty pieśni czy
1

Kolberg pisze tam: „Poszukiwania nasze […] najobfitszy owoc przyniosły nam w okolicy
Chełma, gdzie osobliwie w gościnnym domu pp. Hemplów, w Tarnowie pod Sawinem, dzięki
umiejętnej pomocy i zamiłowaniu do rzeczy ludowych córki domu, p. Marii Hempel, zdołaliśmy (w latach 1867, 1869, 1870) nagromadzić zasób wiadomości i notatek etnograficznych rzadko kiedy w takiej przez nas w innych okolicach nabytych obfitości” (Chełmskie cz. I, DWOK
T. 33, s. X). O współpracy z M. Hemplówną i jej materiałach zob. E. Millerowa „Chełmskie”
Oskara Kolberga, w: tegoż Chełmskie. Suplement do tomów 33–34 (DWOK T. 82), s. XIV–
–XXII i LIII–LX oraz tejże autorki wstęp do aneksu do suplementu chełmskiego .

238

�bajek zostały przez niego zanotowane. Pewnych informacji dostarcza w tym
zakresie analiza zachowanych źródeł, zwłaszcza korespondencja i nieliczne
notatki Kolberga o jego wyprawach terenowych, zapiski autobiograficzne i rachunkowe, dotyczące wydatków. Przeważnie jednak wnioski z tych
analiz płynące nie pozwalają na ustalenie konkretnych dat zapisu poszczególnych tekstów, co najwyżej na hipotetyczne powiązanie ich z określonym
etapem badań, z trasą podróży czy miejscem pobytu wskazanym w zachowanych świadectwach lub jedynie na usytuowanie w ramach prawdopodobnych cezur czasowych
Rękopisy dostarczają natomiast cennych i odkrywczych informacji źródłowych, dotyczących autorskiego pochodzenia tekstów folkloru dokumentowanego przez innych zbieraczy, korespondentów i współpracowników
Kolberga. Jak wspomniano przy opisie poszczególnych warstw źródłowych
w zbiorach Kolberga, jego pomocnicy stanowią bogatą galerię rozmaitych
postaci. Są wśród nich profesjonaliści i entuzjaści, amatorzy i dyletanci,
sawantki i panie z dworów i dworków, ziemianie i inteligenci, nauczyciele
i studenci, księża, literaci i lekarze. Znaleźć można w ich gronie zarówno
badaczy świadomych celu i założeń Kolberga, czasami zbierających pierwotnie materiał do własnych prac przekazany później Kolbergowi, np.
Gustawa Gizewiusza, Władysława Kętrzyńskiego, Władysława Siarkowskiego czy Teobalda Klepaczewskiego1, jak i autorów z trudem posługują1 Z rękopisu pieśni mazurskich G. Gizewiusza pt. Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zebrane od 1836 do 1840 roku, przekazanego Kolbergowi przez K. Wójcickiego po śmierci badacza (w roku 1848), korzystał on częściowo już
w Pieśniach ludu polskiego z 1857 roku oraz przede wszystkim przy opracowaniu monografii
Mazury pruskie (zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazury pruskie, DWOK T. 40, s. VII i nast., oraz edycja tegoż rękopisu w oprac. D. Pawlak z roku
2000). W. Kętrzyński na prośbę autora Ludu ofiarował mu swój zbiór ponad 200 tekstów pieśni
mazurskich (zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie”…., s. XIV–XVI oraz Korespondencja… cz. III,
DWOK T. 66, listy 1543 i 1545 z 1890 r.) Kolberg czerpał także z rękopisu rozprawy pt. Pogląd
historyczny na czary w Polsce T. Klepaczewskiego, którego prosił o materiały na ten temat;
fragmenty tej pracy cytował wielokrotnie przy opisie wierzeń wielkopolskich (w cz. VII W. Ks.
Poznańskiego, DWOK T. 15, zob. listy Kolberga do tego autora z lat 1880 i 1881, Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, nr 699, 720, 852; rękopis Klepaczewskiego zachował się w zbiorach
Kolberga). Z kolei W. Siarkowski, jeden z najgorliwszych współpracowników Kolberga, przesłał mu „do użytku” swój rękopis zawierający kieleckie pieśni, notatki o Sobótkach, czarach
i lekach oraz zbiór bajek, gadek i legend z tego regionu, za co Kolberg podziękował w przedmowie do cz. II Kieleckiego, wyjątkowo starannie oznaczając tam pochodzenie tego materiału
(zob. Kieleckie cz. II, DWOK. T. 19, s. III).

239

�cych się piórem i ledwie panujących nad zapisywanym tekstem (Andrzej
Wojtas, Michał Szczurek)1. Niektórzy z współpracujących z badaczem zbieraczy związani byli z wsią i bezpośrednio kontaktowali się z ludem, jak
np. mieszkańcy zaprzyjaźnionych ziemiańskich dworów (Józef Bliziński na
Kujawach, potem w Sanockiem, Maria Hemplówna w Chełmskiem, Antonina Konopczanka w Krakowskiem, Józefa Koźmianówna w Lubelskiem).
Inni stykali się z chłopskimi informatorami sporadycznie w trakcie przelotnych spotkań, czasami wywiadów organizowanych na zamówienie Kolberga (Władysław Ciesielski, Bazyli Jurczeńko)2. Materiały folklorystyczne,
zarówno zebrane przez nich dla potrzeb i według instrukcji Kolberga, jak
i przekazane z samodzielnych badań i własnych zasobów, a także do dziś
niezidentyfikowane, zapisane przez nieznanych autorów i nieznaną drogą
złożone w archiwum badacza, prezentują oczywiście różny stopień kompetencji językowych, rozmaity repertuar, odmienny poziom notacji, a nawet
zrozumienia tekstu. Po poddaniu ich selekcji badacz traktował te nabytki
równorzędnie z własnymi, wcielając je do swoich tomów zgodnie z potrzebami i układem monografii. Wkład ten w ramach poszczególnych „serii”
jest bardzo zróżnicowany, w różnym stopniu bowiem Kolberg dysponował
materiałem obcym i w różnym decydował się uzupełniać nim własny, zdobyty z autopsji.
Zapisy tekstów folkloru pochodzące od współpracowników i ofiarodawców znacznie pomnożyły jednak zasób poezji i prozy ludowej w kolejnych
monografiach regionalnych wydanych przez Kolberga, a także publikowanych współcześnie z manuskryptów po raz pierwszy. Dotyczy to szczególnie tekstów ludowych właśnie, liczniejszych w obcych zapisach od melodii,
w których notowaniu nikt nie mógł Kolbergowi dorównać.
1

Rękopis pieśni zanotowanych nieporadnie (w języku polskim i ruskim) przez bliżej nieznanego A. Wojtasa, służącego z Podhorców pod Tomaszowem, opublikowany został w całości
jako dokument folkloru środowiskowego w suplemencie chełmskim (zob. DWOK T. 82, nr 76–
97). Teksty „śpiewek” i opowieści („pogadek”) zapisane przez niezidentyfikowanego M. Szczurka w Mogilanach pod Krakowem znalazły się w suplemencie krakowskim (zob. DWOK T. 73/I,
, nr 736–781 – pieśni, DWOK T. 73/II, s. 472–475, 484, 487–488, 488–489 –„pogadki”).
2 Materiał pozyskany od W. Ciesielskiego, literata i powstańca z 1863 roku, wykorzystał
Kolberg w monografii Lubelskie (DWOK T. 16 i 17), od B. Jurczeńki, studenta z Ispasa, w Pokuciu ( DWOK T. 31 i 32). Kontakty z obydwoma zbieraczami oraz z wyżej wymienionymi
osobami dokumentuje korespondencja, a ich współpraca z Kolbergiem i pozyskany od nich
materiał omówione są we wstępach wydawców do monografii publikowanych z rękopisów po
raz pierwszy w edycji DWOK oraz w odpowiednich tomach suplementowych.

240

�Tymczasem autorstwo innych osób jest często przemilczane na kartach drukowanych tomów, niekiedy z powodów wyżej wskazanych, tj. ze
względu na życzenie zachowania anonimowości autorów, co Kolberg rozumiał dobrze w rzeczywistości popowstaniowej kraju, sam borykając się
z barierami i przeszkodami stawianymi przez zaborcze władze. Czasami
proweniencja autorska nie została wskazana z powodów warsztatowych;
w tamtym czasie precyzyjne odniesienia źródłowe do prac drukowanych
i do rękopisów innych autorów nie były powszechnie respektowane. Tak
więc wkład innych zbieraczy w dzieło Kolberga nie zawsze jest czytelny.
Rękopisy przynoszą w tym zakresie cenny materiał źródłowy, pozwalając
ustalić cały szereg danych proweniencyjnych, których brak przy tekstach
obcych autorów drukowanych przez Kolberga i wtapianych często w opis
etnograficzny czy własną jego relację. Dzięki temu możliwa staje się identyfikacja autorska takich zapisów folkloru, o których pochodzeniu w druku
brak informacji, a po skorelowaniu wersji publikowanej przez Kolberga ze
źródłową w rękopisie obcym – ustalenie stopnia i sposobu wykorzystania
go przez Kolberga oraz jego stosunku do nie zawsze podzielanych i zgodnych z własnymi opinii zbieraczy1.
W archiwum Kolberga zachowały się większe lub mniejsze zespoły tekstów lub ich fragmenty, pojedyncze kartki z zapisami pieśni, opowieści
czy przysłów, ale i całe zbiory i zbiorki tekstów zapisanych przez innych
zbieraczy. Nie wszystkie oczywiście wykorzystał Kolberg w swoich tomach
i w różnym stopniu z nich czerpał. Po poddaniu ich ocenie i selekcji niekiedy odrzucał materiał obcy lub dokonywał potrzebnego mu wyboru. Czasami otrzymywał takie rękopisy już po wydaniu odpowiedniej monografii
regionalnej i wtedy te, które zachowały się w jego archiwum aż do czasów
obecnych, można było opublikować w suplementach do tych monografii.
Zapisy i zbiorki innych osób rzadko są skrupulatnie opisane i podpisane przez samych autorów, jak to ma miejsce w przypadku zapisów Hemplówny, Siarkowskiego czy Konopczanki, blisko współpracujących z Kolbergiem autorów, których materiały znacznie wzbogaciły jego monografie Chełmskiego, Kieleckiego i Krakowskiego. Niektóre zbiorki opatrywał
1

Wszystkie dane na ten temat odnalezione w rękopisach zachowanych w archiwum Kolberga zostały przytoczone w części komentarzowej tomów suplementowych do monografii
wydanych przez Kolberga w XIX wieku, zawierającej przypisy źródłowe do materiału publikowanego w tych monografiach. W tomach wydawanych po raz pierwszy w edycji DWOK
odnotowano je w przypisach do poszczególnych tekstów.

241

�odpowiednią notatką proweniencyjną sam Kolberg, inne noty dopisał
Kopernicki, porządkujący po śmierci Kolberga jego materiały jako wykonawca testamentu autora Ludu, a wcześniej przyjaciel i świadek jego prac
i kontaktów. Czasami teksty ludowe zapisane przez inne osoby powiązane
były bezpośrednio z listami korespondentów, stanowiąc omawianą w nich
przesyłkę. W innych przypadkach – oderwane od listów dziś nieznanych,
doręczane osobiście lub okazjonalnie przez pośredników – nie posiadają
bliższych wskazówek źródłowych. Niektóre rękopisy są sygnowane jedynie ogólnikowymi notami typu: „od p. Kubaczka”, „od Blizińskiego”, które
wskazują nazwisko zbieracza nie zawsze bliżej znanego. Inne dane o autorach cytowanych rękopisów, w rodzaju: „Oto co jedna z literatek nam
znajomych pisze (z okolic Puchaczowa, Parczewa)”, „Inny autor powiada”,
„Piszą nam z Cycowa (pod Puchaczowem, r. 1870)”1, są wręcz zaszyfrowane i pozostają enigmatyczne. Jeszcze inne zapisy z manuskryptów obcych
cytuje Kolberg anonimowo w rozdziałach poświęconych pieśniom i prozie
ludowej. Bardzo rzadko starannie opatruje odpowiednimi notami teksty
pochodzące od innych zbieraczy. Regułą jest bardziej lub mniej ogólnikowa
wzmianka o współpracy i pozyskanym materiale i niewiązanie w publikacji
poszczególnych tekstów z nazwiskiem ich autora. Dlatego dane z rękopisów
umożliwiają identyfikację autorską szeregu zapisów folkloru i sposobu ich
wykorzystania przez Kolberga, a w tomach wydawanych po raz pierwszy
– zdyskontowanie tych informacji w przypisach.
I tak np. można ustalić na podstawie wspomnianego rękopisu raptularza
A. Konopczanki, w którym notowała swoje rozmowy z mieszkańcami Modlnicy i sąsiednich wsi, oraz sporządzanych przez zbieraczkę czystopisów
ich opowiadań i relacji, że większość tekstów bajkowych publikowanych
w częś­ci IV Krakowskiego, tj. ponad połowa ze 111 opowieści, pochodzi
z jej zbiorów, podobnie jak znaczna część opisu wierzeń i wtopionych w nie
opowieści wierzeniowych. Można też oznaczyć pochodzenie autorskie (Konopczanka i jej informator) konkretnych tekstów folkloru z tego źródła oraz
prześledzić sposób pracy zbieraczki redagującej swe zapisy prymarne, a następnie ingerencję Kolberga opracowującego te czystopisy do druku i selekcjonującego je. Wkład Konopczanki dopełnia kilkadziesiąt opowiadań
1

Zob. O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 22, 17 i 129. Monografia tego regionu
należącego wówczas do zaboru rosyjskiego, wydawana w Krakowie, znalazła się na liście dzieł
w Królestwie Polskim zabronionych. Stąd prawdopodobnie szczególna i uprzedzająca ostrożność Kolberga przy podawaniu nazwisk współpracowników.

242

�niedrukowanych przez Kolberga, w tym dwadzieścia podań wydanych dopiero obecnie w suplemencie do Krakowskiego1. Podobnych ustaleń dokonać można po porównaniu tomów Chełmskiego z zachowanymi rękopisami
Hemplówny czy Kieleckiego z manuskryptami Siarkowskiego, mniej spektakularnych także w przypadkach innych zbieraczy, np. Blizińskiego, Ciesielskiego, Koźmianówny czy bliżej nieznanych autorów, kiedy przynajmniej
można ustalić proweniencję źródłową (ten sam autor i rękopis) dla tekstów
rozproszonych w monografii Kolberga bez żadnych odesłań do źródła.
Sytuację wykonawczą, okoliczności przekazu tekstów folkloru Kolberg
dokumentował tylko dla części zapisów, tj. dla pieśni związanych ze zwyczajami i obrzędami, oraz dla oracji, które lokował w ramach uroczystości opisywanych w cyklu dorocznym (od Bożego Narodzenia począwszy)
i w cyklu życia ludzkiego (chrzest, wesele, pogrzeb), wreszcie dla pieśni
towarzyszących grom i zabawom i wplatanym w ich opis. Wprawdzie
kontekst, w jakim konkretnie występowały, określany bywał dość ogólnikowo i schematycznie, nierzadko bez istotnych szczegółów, ale miejsce
w obrzędzie lub czas czy okoliczności wykonania utworu Kolberg sygnalizował (np. „przy weselu, do przepiórki”, „w niedzielę rano”, „na Zielone Świątki, przed obchodem pól”, „oddając wieniec państwu”). Po części
rekompensowały tę skąpość gromadzone przez Kolberga liczne warianty
pieśni i obrzędów z informacjami dopełniającymi się nawzajem. Natomiast pieśni autonomiczne i okolicznościowe pozbawione były informacji
o konkretnych sytuacjach wykonawczych, podlegały innym kryteriom
systematyzującym – literackim lub muzycznym, środowiskowym i społecznym – takim jak temat (miłosne), gatunek (dumy), metrum (tańce),
osoba, środowisko, zawód wykonawcy (dziadowskie, żołnierskie, pasterskie, myśliwskie, rzemieślnicze). Uwagi takie o okolicznościach wywiadu
i opowiadań poszczególnych narratorów, jak zanotowane w raptularzu
Konopczanki, np. „Rozmowa z babami przy międleniu lnu” czy „Rozmowa
z babami przy wyrywaniu konopii”, należą do wyjątków, bardziej wskazujących na formę współpracy zbieraczki z ludowym informatorem i aranżację sytuacji niż na autentyzm przekazów 2.
Metrykę zapisu tekstów folklorystycznych, bezwarunkowo konieczną w rozumieniu współczesnych badaczy, widział więc Kolberg mniej
1
2

Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement…(DWOK T. 73/II), s. 405–437, 450–454, 460–462.
Zob. Raptularz Antoniny Konopczanki…(DWOK T. 73/III), s. 53–59 oraz s. 64–66 i 71–74.

243

�rygorystycznie, w czym był reprezentantem swojego czasu, gdy folklorystyka dopiero się konstytuowała, między innymi w oparciu o jego własne
dokonania. Choć teoretycznie mocno podkreślał wagę dokumentowania
proweniencji źródłowej (lokalizacja geograficzna, informator, datowanie,
inny zbieracz, sytuacja wykonawcza), w praktyce różnie traktował poszczególne elementy tej dokumentacji. Najskrupulatniej stosowane lokalizowanie tekstów (miejsce pochodzenia, występowania lub zapisania) umożliwiało realizację wielkiego planu obrazu folkloru w ujęciu regionalnym
i jego wariantowości na obszarze dawnej Polski. Natomiast brak informacji o wykonawcy i okolicznościach przekazu, uwarunkowany wprawdzie
obiektywnymi ograniczeniami ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej,
metodą badań uzależnioną od możliwości własnych i osób współpracujących sprawił, że zatracił się szereg istotnych dla dokumentacji elementów
transmisji opowiadanych bajek czy śpiewanych pieśni. W dzisiejszym rozumieniu dopiero relacja nadawca – odbiorca współtworzą aktualizującą
się w czasie konkretnego, jednostkowego wykonania wersję tekstu, najlepiej w trakcie spontanicznego kontaktu, a nie zaaranżowanego występu.
W przypadku bezpośrednich badań Kolberga często brakło warunków naturalnych dla obserwacji i wysłuchania wykonawców, a spotkania z narratorami i śpiewakami były organizowane. Ponadto przekaz ustny rządzi się
specyficznymi prawami; ma w nim udział gest, mimika, intonacja, swoista
teatralizacja komunikacji, jednoczesność wykonania i odbioru, dialogowość, a więc w sytuacji spotkania „twarzą w twarz” interakcje ze słuchaczem, którego osoba może wpływać na repertuar (pani z dworu, nieznany
przybysz z miasta, osoba wykształcona), przebieg narracji (dodatkowe wyjaśnienia czy epizody w razie niedowierzania czy znudzenia słuchającego,
powtórzenia bądź skrócenia itd.). Mimo że wiele cech dokumentujących
oralność przekazu1 i jego dialogiczność, charakter i sytuację wykonania jest
dziś nie do odtworzenia, to jednak – w oparciu o dostępne dane w świetle
zachowanych rękopisów – można się pokusić o rekonstrukcję niektórych
metod dokumentacji źródłowej i typów przekazu. Bardziej lub mniej prawdopodobne hipotezy wydają się w tym zakresie układać w pewną spójną
1

O specyfice komunikacji ustnej i ekspresji słownej w wymiarze antropologicznym i teoretycznoliterackim pisał Walter Jackson Ong w podstawowej dla tej problematyki pracy Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii (Lublin 1992, przekład J. Japoli). Język ludowy z perspektywy etnolingwistycznej badał zwłaszcza Jerzy Bartmiński, który zastosował w
swoich pracach Lordowską koncepcję formuły przywoływaną także przez Onga.

244

�całość, określającą ten etap badań nad folklorem, który przecierał szlaki
przyszłej nauce, budując bezcenną bazę źródłową, zawierał więc elementy
nowatorskie obok traktowanych jeszcze zalążkowo, niekonsekwentnie lub
wręcz pomijanych.
Postać językowa tekstów ludowych zbieranych
i wydawanych przez Kolberga
Teksty folkloru spisywane przez Kolberga w trakcie własnych badań
terenowych oraz pochodzące od innych zbieraczy i przejęte z literatury
gromadzone były przez półwiecze pracy autora Ludu. Ich różnorodność
dotyczy więc nie tylko proweniencji źródłowej w szerokim rozumieniu, tj.
lokalizacji geograficznej, czasu rejestracji, osoby informatora i zbieracza,
sytuacji wykonawczej, typu wykorzystywanych źródeł drukowanych, ale
także – jako skutek niejako powyższych okoliczności – również charakteru formalnego i kształtu językowego. Dla ukazania obrazu języka tekstów
słownych warto przypomnieć pewne stosowane przez Kolberga w praktyce
zasady generalne notacji ze słuchu.
Zapisy sporządzane przez Kolberga w bezpośrednim kontakcie ze śpiewakiem czy bajarzem w trakcie badań terenowych bywały pospieszne,
choć w różnym stopniu, zależnie od warunków przekazu i notacji. Jest
w nich widoczne staranie, by nadążyć za wykonawcą, szczególnie konieczne
przy notowaniu pieśni, gdzie trzeba było dokumentować i melodię, i tekst,
uchwycić wariantowe wersje i odmianki muzyczne w kolejnych zwrotkach.
Często melodie grupowane były wtedy w bloki, a pod nimi Kolberg umieszczał rozpoznawczy incipit tekstu, zaś pełne teksty, także zblokowane, zapisywał dalej. Notę lokalizacyjną umieszczał wtedy na ogół jedną, generalną,
obowiązującą dla całej karty. Takie prymarne zapisy tekstów pieśni cechuje
skrótowość, zwłaszcza wtedy, gdy badacz utrwalał i melodię, i tekst w czasie jednego wykonania czy raczej spotkania, bo powtarzanie niektórych
partii było – jak się wydaje w świetle rękopisów – niezbędne. Fragmenty czy wyrazy są w nich niedokończone, miejscami nieczytelne, widoczne
są wahania zapisu, poprawki i nadpisane uzupełnienia czy alternatywne
wersje. Człony powtarzające się pozostają często niewypełnione; zastępuje
je oznaczenie „ditto” lub domyślna kreska. Paralelne fragmenty czy refreny pozostają nierozpisane, a jedynie zasygnalizowane. Początkowe słowa
245

�pieśni w tych prymarnych zapisach, jeśli zostały podpisane pod nutami,
zazwyczaj nie są dzielone na sylaby. Teksty zapisywane osobno bywają
często niesegmentowane na zwrotki i wiersze. Nie zawsze pieśni notowane
są w jednorodnych grupach, zdarzają się zapisy przemieszane, w których na
gorąco notował Kolberg np. zasłyszane opisy obrzędów czy zwyczajów, lokując wśród nich pieśni niekoniecznie w porządku chronologicznym w stosunku do przebiegu uroczystości, ale według zaburzonej często kolejności
relacji i wykonań pieśni, podążając wtedy za informatorem. Niektóre zapisy,
wyraźnie okazjonalnie pozyskane, dokonane zostały na osobnych kartkach
i karteczkach, czasami na marginesach kart wypełnionych innymi treściami
lub między różnymi notatkami. Zdarza się, że ręką Kolberga zanotowane są
melodie, ewentualnie początek tekstu pod nutami, słowa dalsze spisywała
współpracująca z nim osoba, np. blisko zaprzyjaźniony z badaczem Józef
Konopka z Mogilan, Aniela Biesiekierska z Piołunowa na Kujawach czy
współpracownica Kolberga z Tarnowa pod Chełmem, Maria Hemplówna1.
W niektórych pieśniach kolejność zwrotek jest zachwiana, w czym zapewne
odbijał się tok wykonania, potem porządek był poprawiany odpowiednią
ich numeracją.
W czystopisach redagowanych do druku tekst podlegał retuszowi redakcyjnemu, opuszczenia wypełniał Kolberg tekstem lub znakiem repetycji po
skorelowaniu go z melodią, nadawał układ wersyfikacyjny odpowiadający
strukturze zapisu muzycznego, często numerował zwrotki, uzupełniał wyjaśnienia słów gwarowych lub archaizmów, niekiedy informacje o pieśni oraz
odsyłacze filiacyjne do zbiorów innych autorów lub tomów swojego Ludu.
Bajki, legendy i podania zapisywał ze słuchu na ogół na większych arkuszach, przy czym teksty te sprawiają często wrażenie notowanych mniej
pospiesznie, choć także „na żywo”, jakby narrator był przygotowany na
1 Taka bezpośrednia współpraca przy rejestracji pieśni udokumentowana jest m.in. w zachowanych rękopisach krakowskich, kujawskich i chełmskich. Wskazać można: ponad sześćdziesiąt łączonych zapisów J. Konopki (teksty) i O. Kolberga (melodie), wykonanych w Mogilanach
m.in. w 1861 roku, zapisy pieśni, których wykonawczynią, zapewne z pamięci i z własnego repertuaru, była wspomniana już A. Biesiekierska, żona Mariana, właściciela Piołunowa, która
w czasie pobytu Kolberga na Kujawach w 1865 roku zanotowała pełne teksty do melodii utrwalonych przez Kolberga ze słuchu, oraz podobne zapisy z Chełmskiego ręką Kolberga i M. Hemp­
lówny, która także samodzielnie notowała dla Kolberga i teksty, i melodie. Zob. O. Kolberg
Krakowskie. Suplement... (DWOK T. 73/I), np. nr 519 i 706 (por. też tamże, wstęp, s. XLVI–
–XLVII), Kujawy. Suplement… (DWOK T. 72/II), np. nr 112, 128, 142 (por. też tamże, wstęp, s. XVII
i LIX–LX), Chełmskie. Suplement… (DWOK T. 82), np. nr 74 (por. też tamże, wstęp, s. XV–XIX).

246

�pewne spowolnienie w czasie, by słuchacz nadążył z notowaniem. Dłuższe
opowiadania, jako mniej doraźnie i spontanicznie przekazywane, wymagały
zresztą z natury odpowiedniego czasu na prezentację, wręcz „występ” narratora i udokumentowanie go przez badacza. O widniejących w zapisach
bajek poprawkach, skreśleniach, uzupełnieniach rozmaitego rodzaju – treściowych, gramatycznych, stylistycznych – nie zawsze wiadomo, czy i które
były wprowadzane doraźnie w trakcie opowiadania, czy i które później,
choć niekiedy unaocznia to sam rękopis (np. inny kolor atramentu, ołówek
zamiast pióra lub odwrotnie). Niestety prawie nie dysponujemy podwójnymi wersjami rękopiśmiennymi bajek i innych dłuższych opowiadań, tj. rękopisami prymarnymi oraz sporządzanymi z nich czystopisami przeznaczanymi do publikacji, a ponieważ poprawki, o których mowa, w różnym zakresie respektowane są w druku, uznać można, że Kolberg bądź sporządzał
kolejną redakcję, która nie wróciła z drukarni, bądź – co bardziej prawdopodobne – część poprawek i zmian wprowadzał na etapie korekty. Brak
bowiem wskazówek, że sporządzał ponowne wersje opowiadań do druku;
zachowane rękopisy wskazują, że przystosowywał do publikacji pierwotne
i jedyne zapisy. Wyjątkowo zachowane w manuskryptach obie wersje bajek i podań to materiał wspomnianej już Konopczanki, która z prymarnego
raptularza sama wypreparowała czystopisy, korygowane następnie przez
Kolberga przed drukiem1. Krótsze teksty, np. streszczenia wątków podaniowych czy wręcz niefabularne sygnały o nich, zamieszczał najczęściej już
w rękopisach partii opisowych, dotyczących kraju, ludu, wierzeń.
Drobne formy folkloru, takie jak przysłowia, zagadki, formuły magiczne (zamówień, zażegnywań, zaklęć), rymowanki, także lokował często już
w manuskryptach w ramach odpowiednio treściowo się z nimi łączących
relacji o zwyczajach (tzw. przysłowia gospodarskie i związane z dniami
świętych patronów), o wierzeniach (sposoby na czary, choroby, klęski żywiołowe), przy charakterystyce ludu (dla zilustrowania omawianych jego
cech, sposobów bycia i komunikacji), opisie gier i zabaw itd. Pojedyncze
małe formy czasami notował w wolnych miejscach zapisanych kart rękopisu, na marginesach czy obok innych zapisków etnograficznych, niezwiązanych treściowo, lub jako teksty osobne na mniejszych kartkach. Większe
1

Na temat tych materiałów zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXIX–LXXX. Konopczanka udostępniła Kolbergowi jedynie swoje
czystopisy, nie zaś pierwotny raptularz, który do zbiorów PTL, gdzie jest przechowywany, trafił
dopiero w 1959 r.

247

�zespoły przysłów czy zagadek zachowały się w rękopisach korespondentów lub odpisach i wyciągach badacza z literatury.
Teksty folkloru w materiałach Kolberga ze względu na zróżnicowanie
ich postaci językowej można ująć w kilku grupach: zapisane gwarą (lub ją
odtwarzające) albo ze znacznymi wtrętami gwarowymi; zapisane w ogólnopolskim języku potocznym, czasami z elementami gwary lokalnej lub środowiskowej; zapisane polszczyzną literacką (przynajmniej intencjonalnie);
zapisane nieporadnie przez autora o słabej świadomości językowej.
Kolberg nie miał przygotowania filologicznego, a w czasie kiedy zaczął
rejestrować cechy gwarowe, czyli w połowie XIX wieku, badania językoznawcze nad dialektami dopiero się rozpoczynały. Przełom datuje się dopiero od 1873 roku, kiedy to Lucjan Malinowski ogłosił swoją rozprawę o dialektach śląskich1. Autor Ludu miał jednak znakomity słuch i determinację, by
wiernie oddać język wysłuchiwanych tym uważniej pieśni i opowieści. Jego
zapisy utrwaliły wiele zjawisk językowych w polskich gwarach ze starszego
stadium ich rozwoju, i to nie, jak kiedyś sądzono, wyłącznie w zakresie słownictwa, ale także fonetyki, morfologii, fleksji i składni2. Dotyczy to również
dialektów ruskich na wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, dokumentowanych w monografiach takich jak Pokucie, Chełmskie, Przemyskie,
Wołyń, Sanockie-Krośnieńskie, Ruś Karpacka, Ruś Czerwona, Podole.
Na ogół większą wartość dla dokumentacji cech gwarowych przedstawiają dla językoznawstwa teksty prozatorskie niż wierszowane. Ich nieskrępowana forma sprawia, że język występuje tam w postaci najbardziej
naturalnej, swobodnej, a tym samym zachowuje również cechy gwarowe.
Ponadto najczęściej reprezentują one gwarę miejscowości, w której je
1

L. Malinowski Beitrage zur slavischen Dialektologie. Über die Oppelnische Mundart in
Oberschlesien, Leipzig 1873.
2 Ocenę wartości prac Kolberga dla językoznawstwa jako przydatnych jedynie dla słownika sformułował K. Nitsch, zob. tegoż Dialekty języka polskiego, reedycja, Wrocław–Kraków 1957, s. 12. Późniejsze wnikliwe prace nad spuścizną Kolberga i edycją Dzieł wszystkich
doprowadziły jednak badaczy do innych wniosków i do wysokiej oceny wartości materiałów Kolberga dla dialektologii historycznej. Zob. m.in. M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako
gwaroznawca, w: Oskar Kolberg (1814–1890), „W Służbie Nauki” (PAU) 1998, nr 1, s. 27–34;
T. Zdancewicz [Wstęp do:] O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), s. XLV–LXVIII; T. Skulina [Wstęp do:] O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie (DWOK T. 49), s. XLVI–LX (gwary ruskie
regionu); M. Rak „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w ujęciu dialektologicznym, w: „Ja daję
właśnie materiał”…. O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red.
E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 225–237.

248

�zanotowano, gdyż w przypadku dłuższych opowiadań łatwiej zapamiętać
treść niż formę, wędrowne są więc najczęściej wątki, nie konkretny przekaz
z jego postacią formalną, językową, trudniejszy do utrwalenia w pamięci.
Chyba że wędruje sam narrator, jak w wypadku wspominanych bajek śląskich spisanych na Mazowszu.
Przykłady zapisów prozatorskich, cennych pod względem dialektologicznym, znaleźć można m.in. wśród bajek kujawskich, śląskich, mazowieckich,
wielkopolskich, a także chełmskich, przemyskich czy sanockich. Zostały
w nich poświadczone nie tylko zjawiska fonetyczne właściwe gwarom,
ale także łatwiej wychwytywalne w prozie cechy fleksyjne i składniowe,
ponadto teksty te przyniosły wartościowy materiał w zakresie morfologii
i słownictwa.
Zapisy bajek pozyskiwanych przez Kolberga bezpośrednio z ust ludowych narratorów utrwaliły też niekiedy autentyczne cechy oralnego przekazu. Szeregowe ciągi prostych zdań łączonych wieloma spójnikami, częste powtórzenia, zwłaszcza podmiotu działającego, zjawisko refundacji, tj.
nadmiaru informacji dla podtrzymania uwagi słuchacza i zyskania czasu na
namysł i przypomnienie bez przerywania wypowiedzi, charakterystyczne
dopowiedzenia z użyciem zaimków wskazujących, które mogą sugerować
towarzyszące opowiadaniu gesty bajarza, wreszcie interpunkcja retoryczno-intonacyjna, lepiej oddająca charakter oralny przekazu – takie cechy
odnaleźć można w szeregu bajkowych tekstów prymarnych, nie tylko niedrukowanych przez Kolberga, ale i publikowanych, a w druku nie zawsze
i nie wszędzie ogładzanych redakcyjnie. Trudno dziś orzec, w jakim stopniu zjawisko to wynikało ze świadomego zachowania werbalnej specyfiki
terenowego wykonania i jego głosowej realizacji, na którą ucho Kolberga
– muzyka było szczególnie wyczulone, a w jakim było skutkiem praktycznej
rezygnacji z przystosowania niektórych tekstów do norm literatury pisanej1.
W zapisach pieśni język ludowy prezentuje się inaczej. Jest on krępowany miarą wiersza, rytmem i rymem, co często powoduje zniekształcenia
wyrazów pod względem fonetycznym, słowotwórczym i fleksyjnym. Składnię ogranicza rytmika i miara. Użycie form i końcówek dłuższych lub krótszych zależy od potrzeb metrycznych wiersza, a rytmika decyduje o miejscu
1

Na zjawisko to zwróciła uwagę w oparciu o analizę kilku bajek kujawskich Izabela Kot­
larska w pracy Próba odtworzenia cech oralności w drukowanych przez Kolberga tekstach
bajkowych, zamieszczonej w Ja daję właśnie materiał….., s. 137–144. Te same cechy wykazują
też inne zapisy terenowe bajek, np. śląskich czy sanockich (zob. DWOK T. 43 i 51).

249

�akcentu. Pieśni są łatwiejsze do zapamiętania, a ich postać formalna utrwalona przez miarę, rytm i rym w czasie wędrówek – stabilniejsza. Łatwiej
też przenieść cechy gwary udokumentowane w tekście pieśni konkretnie
zlokalizowanej w inne okolice. Z kolei w pieśniach zachowuje się znacznie
więcej form archaicznych niż w bajkach, a także cechuje je bogactwo form
słowotwórczych, zwłaszcza zdrobnień i spieszczeń. Wszystkie te cechy materiału pieśniowego jako źródła do badań dialektologicznych poświadczają
zapisy Kolberga. I choć często, zwłaszcza wobec braku lub niepewności
co do lokalizacji geograficznej pieśni, wnioski w tym zakresie muszą być
ostrożne, współcześnie zapisy Kolbergowskie oceniane są jako wartościowe.
Warto dodać, że Kolberg, kierując się swoim świetnym słuchem i – paradoksalnie – nie będąc profesjonalistą, więc notując tym skrupulatniej to, co
usłyszał, udokumentował niektóre niuanse czy trudno opisywalne zjawiska
językowe, takie jak zmiany artykulacji spółgłosek, wariantywność fonetyczną, wymowę pośrednią samogłosek itd. Odnotować tu trzeba, że dla
obu ostatnich zjawisk, tj. wymowy wariantowej lub pośredniej samogłosek,
stosował w rękopisach zapis piętrowy, potrafił je więc oddać w sposób,
w jaki posługuje się nim dialektologia współczesna. Niestety notacja Kolberga w rękopisach musiała być często korygowana w druku, ze względu
na istniejące wówczas i dostępne czcionki nietypowe. I tak zapisy piętrowe
zastępowano w druku znakami diakrytycznymi (á, é, ä, ö, ü) lub pomijano
nadpisane głoski, nie oddając tym samym niuansów zaznaczonych przez
Kolberga. W tomach drukowanych za jego życia ten walor dokumentacyjny po części umknął; można go było natomiast zarejestrować w nowych
tomach edycji dzieł Kolberga, gdzie wszystkie cechy gwarowe zapisywane
przez Kolberga na różne sposoby, z różnych etapów notacji i w różnych
okolicach, a więc i dialektach, zostały skrupulatnie oddane. Jest to niemniej
ważne dla badaczy historii i rozwoju dialektów, jak obszerny materiał leksykalny, który jako włączony do Słownika gwar polskich J. Karłowicza
został najwcześniej doceniony1.
W zapisach Kolberga zwraca również uwagę fakt, że część tekstów, a w niektórych zespołach źródłowych większość, dokumentuje
cechy gwarowe niekonsekwentnie; pojawiają się i znikają lub występują
1 Dla

dokumentacji dialektologicznej mają również znaczenie przytaczane w rękopisach i tomach Kolberga, zwłaszcza w rozdziałach „Lud” i „ Język”, tzw. próbki żywej mowy, w których
cytuje on używane zwroty frazeologiczne, fragmenty dialogów, powiedzenia, epitety, przezwiska,
przekleństwa itd. oraz obszerne niekiedy słowniki i zestawienia toponomastyczne i onomastyczne.

250

�sporadycznie. Na tej podstawie zarzucano badaczowi, że jego zapisy, jako
nieskrupulatne w poświadczaniu dialektu określonego lokalizacyjnie tekstu,
nie są w pełni wiarygodne, że ich „strona językowa, ściśle biorąc fonetyczna
[…] pozostawia dużo do życzenia”1. Analiza rękopisów i wypowiedzi Kolberga pozwala jednak zarzut ten co najmniej obwarować istotnymi zastrzeżeniami. Tego typu „niekonsekwentne” zapisy były często odbiciem rzeczywistej strony językowej przekazu, z niemetodycznym w nich zachowaniem
i prezentowaniem cech gwarowych. O ówczesnej specyfice transmisji i notacji tekstów folkloru była mowa wcześniej, tu wystarczy przypomnieć, że
to informatorzy Kolberga często posługiwali się językiem „oszlifowanym”
w służbie dworskiej lub w pracy w mieście, a ich wypowiedzi miewały już
bardziej lub mniej zatarte cechy autentycznego dialektu, niekiedy nawet
„prostego wysłowienia ludowego”. Takie przekazy zdradzają rozchwiany
już system gwarowy u samego informatora, czego Kolberg świadomie nie
ujednolicał. Tak np. cytowana już Z. Urbanowska, wysyłając Kolbergowi
pieśni z Poronina i Zakopanego–Kuźnic, śpiewane przez „służące, góralki,
ale trochę już w służbie ucywilizowane”, wyjaśniała: „[…] chociaż w zapisach
usiłowałam trzymać się ich ortografii, spostrzegałam, że to jest niemal daremne, bo tam gdzie raz było tylko samo s lub samo c, drugi raz słyszałam
sz i cz”. W odpowiedzi Kolberg przyznał, że „[…] dlatego ortografia nie może
być tu stałą i jednostajną”2. Przykładów podobnych jest więcej, nie można
jednak w ocenie konsekwencji i metodyczności zapisów Kolberga abstrahować od istotnej okoliczności, jaką bywał częsty zapewne pośpiech w notacji.
Kłopoty, jakie zapewne niejednokrotnie sprawiał zapis niewprawionemu
w rejestracji gwary Kolbergowi, mogły powodować w efekcie niedokładność lub pomijanie niektórych cech w notowanych tekstach.
Nie znaczy to jednak, że nie stajemy często przed sytuacjami zagadkowymi ze względu na skalę tego zjawiska. Przykładem mogą być zapisy
tekstów pieśni z rękopisu G. Gizewiusza i W. Kętrzyńskiego, które Kolberg wykorzystał w monografii Mazury pruskie. Na ponad 500 tekstów
z tych źródeł jedynie około połowa nie wykazuje większych przekształceń
i zmian w stosunku do pierwowzorów, z kontaminacją tekstów włącznie.
Innym przykładem mogą być bajki kujawskie, zanotowane w zachowanych
1 Zob.

J. Krzyżanowski Dorobek Oskara Kolberga w dziedzinie literatury ludowej,
w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XXX.
2 Listy Z. Urbanowskiej i O. Kolberga z 13 XI i 9 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 295 i 304.

251

�rękopisach z ograniczonym poświadczaniem gwary w stosunku do wersji
drukowanej, w której cech tych jest znacznie więcej i znacznie dokładniej
ukazanych1. Być może łatwiej było zapisywać tekst językiem ogólnopolskim, a późniejsza refleksja, na podstawie osłuchania się z gwarą tamtego
regionu bądź w wyniku konsultacji z osobami ją znającymi, pozwoliła odtworzyć gwarę na potrzeby publikacji. Kolejny rękopis z poprawkami do
druku nie zachował się, a wskazówek samego Kolberga brak.
W rękopisach obcych zawarty jest również materiał ważny dla historii
języka i ówczesnego stanu dialektów. Niekiedy autorzy posługują się gwarą
czy też wprowadzają jej elementy bezwiednie, czasami z kolei próbują ją
zatrzeć i eliminować dialektyzmy i wyrażenia potoczne, podejmując nawet
dające się odczytać z rękopisów próby pseudostylizacji na gwarę. Czasami
stosują świadomie zabieg stylizacji, by „upiększyć” w swoim rozumieniu
ludowe opowiadania stylem „wysokim”, dodając treści umoralniające i dydaktyczne. Przykładów takich poczynań dostarczają niektóre bajki opracowane do druku z wspominanego parokrotnie raptularza modlnickiego przez
A. Konopczankę. Na surowej postaci językowej dokumentu prymarnego
autorka w swoich czystopiśmiennych zeszytach dokonała szeregu zabiegów
redakcyjno-stylistycznych, by „oszlifować” w taki sposób teksty opowiadane przez podkrakowskich narratorów2.
Dla dokumentacji językowej cenny materiał przynoszą również teksty zapisane polszczyzną potoczną i literacką. Pozwalają uchwyć szereg autentycznych
i dawnych cech tych odmian języka. A gdy weźmie się pod uwagę teksty folkloru, zwłaszcza pieśni starsze i bardzo stare, niekiedy zabytkowe, wydobyte
przez Kolberga z literatury staropolskiej, renesansowej i barokowej, z dawnych, rzadkich bądź efemerycznych druków, kronik i dokumentów, które
1

O tych mazurskich tekstach zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie”… (DWOK T. 40),
s. XXVIII–XXXVII. Problem bajek kujawskich ilustruje specjalne opracowanie, w którym dla
porównania teksty pięciu bajek, drukowanych przez Kolberga w cz. I Kujaw (DWOK T. 3),
opublikowano w zachowanej wersji źródłowej, zob. aneks zamieszczony w suplemencie kujawskim (DWOK T. 72/II), s. 275–282 oraz tamże, wstęp A. Skrukwy, s. LI–LV.
2 Przykłady stylizacji Konopczanki w bajkach krakowskich, zebranych od ludowych narratorów w Modlnicy, prześledzić można, porównując rękopiśmienne zapisy prymarne bajek
w raptularzu (zob. Krakowskie. Suplement…, DWOK T. 73/III, s. 5–105) z wersją opublikowaną
przez Kolberga w cz. IV Krakowskiego (DWOK T. 8). Zapisy pierwotne, źródłowe, z raptularza,
opatrzone są w suplemencie odsyłaczami kierującymi do tekstów publikowanych przez Kolberga. Por. też przypisy źródłowe do tomu 8. (DWOK T. 73/III, s. 379–403) oraz wstęp do suplementu krakowskiego (DWOK T. 73/I, s. LXIX i nast.).

252

�przytacza w swoich tomach dla celów dokumentacyjno-porównawczych,
obraz i przekrój „języków” utrwalonych przez badacza na takim materiale
przedstawia niezwykłe spektrum. Czasami jednak w wyborze cytowanych
źródeł Kolberga zdarzają się błędy, które trudno wyjaśnić. Np. do zbioru baśni
wielkopolskich w W. Ks. Poznańskiem włączył przedruki pseudoludowych,
miernych utworów Emmy Puffke, autorki Baśni wielkopolskich dla młodzieży (Leszno 1863), oraz pisarza pomorskiego, Ignacego Danielewskiego,
przywołując wprawdzie w skróceniu oba źródła, ale nie komentując ich wiarygodności1. Podobnie postąpił z wierszowanymi tekstami Konstantego Majeranowskiego, które okazały się falsyfikatami, a zasiliły Kolbergowski opis
krakowskich zwyczajów, a po części i podań także w monografii kieleckiej2.
Innym zagadnieniem istotnym dla pracy Kolberga nad folklorem była
konieczność liczenia się z cenzurą obyczajową i polityczną. Te obiektywnie
uwarunkowane ograniczenia sprawiały, że wszystkie teksty do druku pójść
w tamtym czasie nie mogły, jeśli książki miały być zatwierdzone przez
cenzurę i dopuszczone do sprzedaży w zaborze rosyjskim. Ze względu na
obowiązujący ówcześnie konwenans obyczajowy konieczna była eliminacja
treści obscenicznch, zbyt rubasznych czy wulgarnych, wyrazów nieprzyzwoitych czy akcentów dwuznacznych moralnie. Natomiast cenzura działająca z ramienia władz zaborczych, szczególnie restrykcyjna w Królestwie
Polskim, nie dopuszczała do druku nie tylko utworów niepodległościowych,
nawiązujących do polskiej historii i narodowej pamięci, ale wymagała usunięcia pojedynczych, podejrzanych z jej punktu widzenia aluzji, akcentów
czy nawet słownictwa, tj. np. występujących nawet w kontekście neutralnym wyrazów „Moskal”, „Moskwa”, co prowadziło niekiedy do absurdalnych sytuacji. Np. choć wszystkie cztery tomy Krakowskiego dopuszczono
do druku w Krakowie, cenzura warszawska zakwestionowała fragmenty
dotyczące wierzeń krakowskich, takie jak: „Od moskiewskiej okolicy zimne
wiatry wieją, toteż jak się obrócimy ze ziemią do Moskala, to i u nas zima
tęga będzie” czy: „A tam koło Moskwy to lud co lasem chodzi, [t]o ma kudły
na piersiach, wszędy obrośniony jak niedźwiedź” lub: „[…] baba […] w końcu
1 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), nr 25 („Zaczarowane pączki”),
nr 26 („Królowa sów”), nr 29 („Czerwony pies”), nr 49 („Potępiona księżniczka”) – za zbiorem
E. Puffke oraz nr 21 („Historya o rycerzu złotoskrzydłym, o porwanej dziewicy z drogim klejnotem i o złotym zamku”) – za edycją I. Danielewskiego (Poznań 1875).
2 Zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga…(DWOK T. 73/I),
s. XXXVIII.

253

�sama drapła zapewne do Moskala (tj. za kordon, czyli granicę) albo też do
Żyda, bo jużci tam, a nie gdzie indziej […] złodzieje znoszą zawdy dla swojego przezpieceństwa syćkie skradzione rzecy”1. Kolberg zdawał sobie sprawę
ze sposobu działania carskiej cenzury; w roku 1881 pisał do Juliana Horoszkiewicza, pisarza i niegdyś więźnia politycznego, zbieracza i wydawcy
pieśni patriotycznych, który zwracał się do niego z prośbą o radę i pomoc
w kompletowaniu materiału:
Co do innych pieśni patriotycznych zgodziłbym się chętnie na udzielenie Panu
tych, których (jako zbyt drażliwych dla cenzury warszawskiej) sam użyć nie
mogę, o ile takowe nie znajdują się w Pańskich Wspomnieniach z r. 1830–1831,
które posiadam2.

Miał własne doświadczenia związane z przeszkodami, jakie cenzura warszawska stawiała wobec dopuszczenia do zbytu w Królestwie tomów wydawanych w Krakowie. Bratu Wilhelmowi, który w Warszawie pośredniczył
w rozwiązaniu tych kłopotów, tłumaczył:
Mam zwyczaj przed oddaniem manuskryptu do druku przeglądać go jeszcze
i odkładać na bok wszystko, co tchnie patriotyzmem (gdyż wielka część drukuje
się z kartek, które czasami ktoś inny napisał, a ja tylko przejrzałem i poprawiłem). Otóż większa część wskazanych przez Ciebie (i cenzurę) miejsc była prześlepioną przeze mnie, a korektor […] nie dbał wcale o usunięcie tych kawałków,
1 Zob. O. Kolberg. Krakowskie cz. I (DWOK T. 7), s. 34 (przyp.), s. 37 (przyp.**) oraz s. 102.
Cenzura nie dozwoliła także przewożenia do Warszawy i rozpowszechniania w Królestwie cz. II
Krakowskiego (DWOK T. 6) ze względu na pieśni w dziale „Dwory. Miasta” oraz przyśpiewki w „Tańcach”, w których pojawiały się rzeczywiste lub domniemane akcenty patriotyczne
i nawiązania do historii Polski, np. wzmianki o bitwie pod Racławicami, o królu Stefanie Batorym „gromiącym moskiewskie bojary”, o wojsku polskim, o potrzebie wolności, a także, jak
w tomie 7., słowo „Moskal” (np. w nr. 749: „Z jednej strony woda, z drugiej Skała, Kije, z trzeciej strony Moskal do miasteczka bije” czy w nr 764: „Wandę naśladujcie, Polaków całujcie,
bo Moskal i Niemiec zawsze cudzoziemiec”). Listę miejsc zakazanych w Królestwie w tomach
7. i 6. przesłał Oskarowi Wilhelm w liście z 18 XI 1875 r. (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,
s. 548). Egzemplarzy poprawionych zgodnie z tymi wymogami nie udało się odnaleźć, prawdopodobnie do rozpowszechniania w Królestwie tomów 7. i 6. nie doszło. Zob. też E. Millerowa,
A. Skrukwa „Krakowskie”Oskara Kolberga…(DWOK T. 73/I), s. X–XI.
2 Brulion listu do J. Horoszkiewicza z 20 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 499. Chodzi o zbiór J. Horoszkiewicza Wspomnienia roku 1830–31, wiersze, pieśni z muzyką, marsze wojska polskiego odnoszące się do tej epoki zebrał i wydał… , z. I Słowa, z. II
Nuty, Lipsk 1880. Zob. też list J. Horoszkiewicza z 24 IV 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 479–480.

254

�więc zostały wydrukowane. Choć przyznać się muszę, że parę miejsc mniej
drażliwych zostawiłem sam, nie sądząc, aby je cenzura brała na serio1.

Gromadził jednak, choć „przed publikacją odkładał na bok”, pieśni
patriotyczne, a ich znakomita niewydana część, przechowana w osobnej
tece, wydawana jest obecnie w monografiach nowych i w suplementach
do dawnych. Znaleźć tam można pieśni związane z powstaniem kościuszkowskim, z walkami okresu napoleońskiego, z powstaniem listopadowym i styczniowym, np. kilka zapisów Pieśni legionów J. Wybickiego czy
Szlachty w roku 1831 G. Ehrenberga. Podobnie nie przeznaczał Kolberg
do druku niektórych podań historycznych i opowieści zawierających treści
„niepożądane”, jak np. nacechowanych aluzjami do „Moskali” i „Moskwy”
(w znaczeniu Rosji) opowieści podkrakowskich narratorów A. Konopczanki.
Czasami w druku, rzadziej już w rękopisie, pomijał słowa, które mogły budzić sprzeciw czy kontrowersje, i wykropkowywał takie miejsca w tekście,
pozostawiając domyślności czytelnika właściwy sens, niekiedy uciekał się
do swoistego kamuflażu i zastępował drażliwie wyrazy czy treści neutralnymi, co powodowało zatarcie właściwego sensu, stanowiło rodzaj maski
na ogół czytelnej dla ówczesnego odbiorcy, ale przy zewnętrznym oglądzie
zmieniającej właściwe znaczenie czy logikę tekstu. W rękopisach odnaleźć
można szereg przykładów takich zabiegów. Np. w dwu wariantach ballady
o panu Cybulskim (Krawczyńskim) sprzedającym żonę Moskalom (tak pierwotnie w rękopisie) wprowadził własnoręcznie w manuskrypcie poprawkę,
zamieniając w tekście kilkakrotnie „Moskali” na „Tatarów” (wariant chełmski) i na „Kozaków” (wariant mazowiecki), przystosowując obie pieśni w ten
sposób do ewentualnej publikacji, ostatecznie jednak sam ich nie wydał,
znalazły się dopiero w odpowiednich suplementach2. Część tekstów folklo1 Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 553.
Zob. dalsza korespondencja w tej sprawie z Wilhelmem z pierwszej połowy 1876 r., tamże, listy
nr 403, 407, 418, 422 oraz z księgarzem i wydawcą, Maurycym Wolffem, z okresu od 10 XI 1879 r.
do !8 III 1880 r., tamże, cz. II (DWOK T. 65), nr 667, 669, 671, 703. Pieśni patriotyczne zachowały
się głównie, choć nie wyłącznie, w tece 36 Miscellanea (w zbiorach Arch. PTL, sygn. 1317–
–1325), w której gromadził Kolberg pieśni popularne z dworów i miast. Są publikowane w tomach
wydawanych w ramach Dzieł wszystkich w odpowiednich rozdziałach monografii, np. spory
ich zasób zamieszczono w suplemencie krakowskim (DWOK T. 73/II), s. 63–118, nr 864–918.
2 Zob. O. Kolberg Chełmskie. Suplement… (DWOK T. 82), nr 74 oraz Mazowsze cz. VI
(DWOK T. 41), nr 1212 – w tej pieśni dodatkowo Kolberg zanotował poprawkę z: „Moskale
bestyje” na: „Kozaki tymczasem”.

255

�ru, które się jednak zabiegom podobnym nie poddawały, zmuszony był od
razu „odkładać na bok”.
Zasadniczym deklarowanym celem, jaki sobie Kolberg w dokumentacji
folkloru wyznaczył, była – jak wiadomo – wierność ludowemu przekazowi.
Potwierdzają to liczne wypowiedzi badacza w przedmowach do wydawanych tomów, w korespondencji, publicystyce, polemikach itd. W sumie owa
postulowana zasada zachowania „prostoty wysłowienia ludowego”, zgodności postaci tekstu z kształtem, jaki „wyszedł z ust ludu”, podania w „nieskażonej postaci” śpiewanej pieśni czy opowiadanej bajki, z uwzględnieniem
wszystkich „zwichnięć” i zniekształceń przekazu, podlegała w praktyce
pewnym ograniczeniom, po części obiektywnym, po części warsztatowym.
O ile w rękopisach terenowych teksty folkloru są w większym stopniu wierne i utrwalają pierwotną wersję wykonawczą, o tyle w przypadkach redagowanych do druku ludowych pieśni czy prozy obserwujemy ingerencję
redakcyjną Kolberga. Poza wskazanymi wyżej działaniami narzuconymi
przez czynniki zewnętrzne, miała ona także inne cele. Zmierzała do „uczytelnienia” tekstu (wyjaśnianie niektórych gwarowych czy starszych wyrazów, dopowiedzenia w partiach eliptycznych), nadania mu spójności i logicznego porządku (kolejność zwrotek pieśni czy epizodów opowiadania),
uładzenia postaci formalnej (oznaczanie akapitów w powieściach, układu
wersyfikacyjnego dla pieśni), prostowania rażących „zwichnień” czy uzupełniania brakujących, choć oczywistych członów. Wprawdzie wariantów
kalekich, nieudolnych, słabych nie przeznaczał Kolberg do druku, ale te,
które wybrał, poddawał redakcyjnemu opracowaniu, nie zawsze w duchu
postulowanej ścisłej wierności. W przedmowie do części IV Krakowskiego,
tomu zawierającego ponad sto wariantów bajkowych, napisał:
Powieści tu przytoczone pochodzą z dość bliskich Krakowa okolic i spisanymi zostały głównie we wsiach Modlnicy, Modlniczce i Tomaszowicach. Przy
spisywaniu staraliśmy się zachować język i sposób wyrażenia się ludowy, nie
prostując ich mimo widocznego braku porządku u opowiadacza i tylko tam,
gdzie opowiadający wyniósł ze szkoły pewną w dykcji przesadę i rozwlekłość,
a nastrzępił mowę swą i skaził obcymi jej dodatkami, na dworskim lub rządowym zaczerpniętymi chlebie, pozwoliliśmy sobie oczyścić je z tych narośli, nie
nadwerężając autentyczności myśli i wyrażeń, i oddać w toku ludowej baśni
odpowiednim1.
1

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. XII–XIII.

256

�Ów „odpowiedni tok ludowej baśni” musiał w oczywisty sposób odbiegać często od autentycznego przekazu w jego naturalnej nieporadności,
powtórzeniach itd. oraz „dodatkach”, jak to określa Kolberg. Praktyka ta,
w bardzo zresztą różnym stopniu stosowana przy poszczególnych typach
materiału folklorystycznego, oznaczała jednak ingerencję redakcyjną wydawcy, w czym Kolberg szedł w pewnej mierze utartą drogą ówczesnych
folklorystów. Mimo wszelkich deklaracji inaczej rozumiał wierność przekazu; na pierwszym miejscu stała wartość tekstu treściowa i estetyczna,
nie zaś jednostkowe wykonanie w określonej sytuacji przez konkretnego
narratora, ze ścisłym odnotowaniem indywidualnych cech jego wypowiedzi, wszystkimi jej niedostatkami i brakami. Interesowała go pieśń
czy opowieść jako utwór ludowy, a nie poszczególne jego wykonania.
Dokumentował tekst folkloru w różnych wprawdzie wariantach, ale już
nie wariant w różnych wersjach śpiewaka czy narratora, w czym zresztą
niebagatelną, jeśli nie decydującą rolę odgrywał brak miejsca w drukowanych tomach wobec ogromu zgromadzonego materiału i brak czasu,
by własnymi siłami podołać takiemu zamierzeniu. Warianty publikował
często w skróceniu, co widoczne już było w Pieśniach ludu polskiego,
odsyłając do tekstu pełnego, by nie powtarzać segmentów pieśni, które jednak po sięgnięciu do rękopisów okazywały się często nietożsame
językowo. Można więc mówić o poszukiwaniu stereotypu konkretnego
ludowego tekstu, o pewnej założonej typizacji czy standaryzacji tekstów,
które miały być czytelne, zrozumiałe, a także reprezentatywne dla kultury
ludowej regionu. Zaznaczyć przy tym należy, że szansę wiernego ukazania
rozmaitych formalnych i językowych postaci tekstów folklorystycznych
dają materiały zawarte w ineditach i suplementach. Zachowane w spuściźnie Kolberga, zanotowane zarówno przez niego, jak i przez inne współpracujące z nim osoby, wydawane po raz pierwszy bez retuszu i ingerencji
redakcyjnej badacza, dokumentują całą tę ówczesną złożoność rejestracji folkloru słownego i różnorodność ich kształtu językowego. Chodzi tu
przede wszystkim o zapisy prymarne, których nie przygotował Kolberg do
druku w postaci już retuszowanych czystopisów. Są to często całe zespoły
cennych tekstów, zwłaszcza pieśni i bajek, które nie weszły do ówczesnych monografii z powodu braku miejsca, musiały być eliminowane ze
względu na swoje treści lub przekazane zostały autorowi później, już po
ukazaniu się drukiem odpowiednich tomów.

257

�Zagadnienie to wiąże się ściśle z rozważanym dalej problemem selekcji
oraz systematyzacji i klasyfikacji tekstów folkloru, a także z rozumieniem
jego gatunków w ujęciu Kolberga.
Miejsce tekstów folkloru w Ludzie i Obrazach etnograficznych.
Selekcja i systematyzacja.
Przegląd gatunków: klasyfikacja, terminologia,
specyfika genologicznego ujęcia Kolberga
Znaczną część tekstów ludowych zamieszczał Kolberg w Ludzie i Obrazach etnograficznych w rozdziałach specjalnie poświęconych poszczególnym gatunkom folkloru słownego, tj. przede wszystkim pieśniom, opowieściom ludowym, przysłowiom i zagadkom. Jednak nie wszystkie teksty
pieśniowe i prozatorskie oraz mikroformy publikował Kolberg w osobnych
rozdziałach, gdzie były systematyzowane i klasyfikowane. Jak wspomniano, część lokował w innych rozdziałach monografii, wtapiając je w tekst
opisowy, informacyjny, zatem znaczna ich ilość nie jest objęta klasyfikacją
gatunkową, pozostaje poza nią, choć czasami poszczególne teksty publikowane w ten sposób określane bywają w rękopisach zwięzłą notą gatunkową.
Zapisy takie są rozsiane w różnych rozdziałach poszczególnych monografii,
a także w przypisach zamieszczanych na końcu tomów. Dotyczy to przede
wszystkim podań i opowieści wierzeniowych, których nie publikował Kolberg w osobnych rozdziałach, lecz przy ich pomocy charakteryzował „kraj”,
czyli opis topograficzny regionu, i „świat nadzmysłowy”, tj. obraz lokalnych
wierzeń, przesądów, praktyk czarodziejskich, leczniczych itp. Pozostałe gatunki tekstów również zamieszczane są według potrzeb autora w różnych
miejscach tomów, skąd trudno je często wyłowić. I tak teksty ludowe znaleźć można nie tylko pośród informacji topograficznych (podania historyczne
i lokalne, legendy), demograficznych (przysłowia, anegdoty), poświęconych
zwyczajom i obrzędom (pieśni, oracje i przysłowia), grom i zabawom (pieśni, rymowanki), wierzeniom (podania wierzeniowe, opowieści ajtiologiczne,
formuły magiczne), ale i w przypisach, często znacznie rozbudowanych na
końcu tomów (pieśni, wszystkie gatunki prozy, drobne formy). Wiele z nich
umyka przy wertowaniu tomów, pełnią funkcję ilustracji dla opisywanych
przejawów kultury lub dopełniają zręby treściowe tomów w przypisach, lecz
giną w masie szczegółów jako „reprezentanci” gatunków ujętych w osobnych
258

�działach. I tak np. w tomie poświęconym krakowskim wierzeniom zamieścił
Kolberg przy opisie leczniczych i czarodziejskich właściwości roślin opowieści ilustrujące magiczną moc czyściczki – „rozryw-ziela” – i kwiatu paproci,
a w rozdziale o czarach i czarownicach zabawny wariant wątku „Wyprawa
na sabat”1. Niezwykle ciekawe i rzadkie w polskim folklorze bajki ajtiologiczne ilustrują tam opisywane wyobrażenia o stworzeniu świata, żywiołów,
piekła itd., a wierzenia na temat księżyca obrazuje anegdota o św. Jerzym
na księżycu i bajka magiczna o dwu siostrach i miesiącu2. Podobnie opis
tzw. świata nadzmysłowego w monografii wielkopolskiej, tj. w części VII
W. Ks. Poznańskiego, obrazuje około sześćdziesięciu rozmaitych opowieści
wierzeniowych, a w przypisach do wszystkich prawie monografii zawarty
jest obszerny materiał pieśniowy, podaniowy i wierzeniowy. Rodzi to komplikacje przy wyszukiwaniu materiału; niejednokrotnie trudno odnaleźć
w tomach Kolberga w tym samym miejscu danej monografii, podlegającej
przecież stałemu schematowi treści, konkretne teksty, np. podania o Twardowskim z bogatego polskiego repertuaru. Podania lokalne i historyczne są
wprawdzie stałym elementem opisu kraju we wszystkich monografiach regionalnych, ale można je również odnaleźć w innych rozdziałach czy w przypisach. Przysłowia przypisywane są do różnych działów, np. opisu ludu,
jego życia i pracy, nawyków i przesądów, zwyczajów czy wierzeń. Ciekawe
warianty pieśni, np. dziadowskich, pielgrzymkowych, pogrzebowych, weselnych, religijnych czy historycznych, także starszych, wydobytych z rzadkich
dokumentów i czasopism, z literatury staropolskiej i nowszej, a także popularnej przytaczane są w przypisach, czasami luźno powiązanych z tekstem
głównym. Dla przykładu w przypisach zebranych na końcu tomów znalazły
się m.in.: w monografii kujawskiej dwie „powiastki o zbójcach, złodziejach”
– „później nadesłane” Kolbergowi, w części I W. Ks. Poznańskiego rozbudowany wariant pieśni dziadowskiej o św. Łazarzu i bogaczu, udokumentowany w „Przyjacielu Ludu” w 1836 roku, w Kieleckiem zabawna „Parodia
na dziadów” z rękopisu W. Siarkowskiego, która z repertuaru księżowskiego
przeszła prawdopodobnie do ludowego, w Kaliskiem pieśni pielgrzymkowe
z melodiami oraz kilka dawnych pieśni maryjnych, m.in. XV-wieczny zapis
1

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 119–123, nr 2 „Czyściczka” (tam tekst
pt. „O żołnierzu i królewiczu”), s. 123–125, nr 4 „Paproć” (dwie wersje bez tytułu) oraz s. 96–98,
nr 211 (bez tytułu) –odpowiednio: T 951A + 3105, T 3100, T 3045.
2 Zob. np. Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 5–6, nr 4 („Bunt szatanów”, T 2451) czy s. 6–7
(„Jabłko Adama”, T 2461) oraz s. 29–30, nr 44 i s. 30 –31, nr 49 (T 1150A i T 480B).

259

�Bogurodzicy1. Bardzo często przywoływane są też dla celów porównawczych
warianty pieśni lub ich fragmenty z innych regionów.
W przypisach tych odnaleźć można wszystkie gatunki prozy, zwłaszcza
znaczną ilość legend i podań lokalnych, ajtiologicznych, historycznych
i wierzeniowych, przypisanych do miejscowości i topografii terenu, do
genezy ich nazw, do postaci i wydarzeń, a także do zjawisk z tzw. świata
nadzmysłowego z miejscami tymi związanych. Są tam także teksty parodystyczne, anegdoty i fraszki, opowieści wierzeniowe o demonach, wiedźmach i czarach, „gadki” o skarbach, zbójcach, złodziejach i oszustach, ale
i legendy herbowe, oracje i modlitwy, a także opowiadania traktowane
jako „próbki mowy”. Zamieszczał tam Kolberg również rozmaite przysłowia, na ogół łączone tematycznie, np. z życiem codziennym i pracą,
z wierzeniami, przesądami, sztuką lekarską czy zwyczajami przypisanymi
do świąt i świętych patronów w cyklu kalendarzowym. Najczęściej materiał ten pochodzi ze źródeł drukowanych, z różnych periodyków czy
prac zwartych, innych zbiorów folklorystycznych czy literatury pięknej,
niekiedy także ze starodruków. Spotykamy tam również ważne informacje o zasięgu czy rozpowszechnieniu niektórych wątków, odniesienia do
pokrewnych tekstów w innych regionach, komunikaty o braku w nich
niektórych form folkloru. Zdarzają się też cenne informacje o niektórych
wątkach czy wręcz tekstach z innych regionów niż ten, któremu poświęcona jest określona tytułem monografia. W sumie jest to materiał o różnej
wartości źródłowej; obok stylizowanej na ludową, wierszowanej „dumy”
pióra Majeranowskiego, wypisanej z „Pszczółki Krakowskiej” z 1820 roku,
można tam spotkać starą pieśń żołnierską wpisaną w książce z XVI wieku oraz dwa nowsze jej warianty poświadczone około 1830 roku czy
„pieśń pożegnalną narzeczonej dotąd przez lud śpiewaną”, przejętą za
pośrednictwem Glogera z broszury z połowy XVII wieku, a obok opowiadań tworzonych dla ludu, np. przez pisarzy takich jak J.K. Gregorowicz
czy J. Chociszewski, zapisy terenowe bajek, niekiedy realizacji wątków
1 Opowieści „O dwóch chłopach i o złodziejach” oraz „Zbójecka żona”, opatrzone nr 44 i 45
opublikował Kolberg w cz. I Kujaw (DWOK T. 3), na s. 323–328. Pieśń o Łazarzu i bogaczu
pochodzącą z artykułu Żebraki w Polsce zamieszczonego w „Przyjacielu Ludu” 1836, R 2, nr 51,
przedrukował w W. Ks. Poznańskiem cz. I (DWOK T. 9), s. 269–271. „Parodia na dziadów” z rękopisu W. Siarkowskiego pt. „Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa” znalazła się w cz. II
Kieleckiego (DWOK T. 19), na s. 256–262, a pieśni pielgrzymkowe i maryjne włączone zostały
do Kaliskiego (DWOK T. 23), s. 233–246, nr 232–259 oraz s. 247–254, nr 260–269.

260

�rzadkich czy wręcz unikatowych1. Warto dodać, że czerpanie z innych
źródeł przeważnie nie odbywało się bezkrytycznie. Świadczą o tym komentarze w rodzaju dotyczącego pieśni przywołanej wyżej, cytowanej za
Glogerem jako „dotąd przez lud śpiewanej”: „Że śpiewano pieśni te po
dworach i dworkach nie ulega zaprzeczeniu, wątpić atoli należy, aby w tej
formie przynajmniej powstały i pierwiastkowo nucone były po chatach
wieśniaczych” 2.
W swojej odpowiedzi polemicznej na zarzut wyrażony w recenzji H. Biegeleisena, że gromadzi materiał „bez ładu i składu”, Kolberg wyjaśniał:
[…] w przypisach zaś i notkach dawaliśmy wyciągi i komentarze to dłuższe, to
krótsze z dzieł różnych, polskich i zagranicznych, z broszur, gazet, listów itd., nader rzadko wdając się w bliższą ich ocenę, bo nie było to naszej pracy zadaniem,
a chodziło tylko o wyciągi pozostające jednak w ścisłym związku z przedmiotem
w tekście, pod tą a tą stronicą lub rubryką traktowanym, a to wszystko w celu
ułatwienia badaczowi poszukiwań przy pracy porównawczej. Związku tego, jaki
istnieje między przedmiotem jako szczegół etnograficzny w tekście podanym,
a odnoszącymi się doń jako akcesoria przypisami, recenzent wcale nie uwzględnił czy też go nie dopatrzył się3.

Z takiej perspektywy zbieracza materiał tak różnorodny wydaje się
uzupełnieniem celowym. „Szczegół etnograficzny” – według określenia
Kolberga – potwierdzony w wierszu czy opowiadaniu popularnego pisarza czy w utworach przetwarzających wątki folklorystyczne, okazywał
1

J.K. Rzesińskiego [K. Majeranowskiego] Dumę z powieści ludu wiejskiego, Olbrom
i Nida z „Pszczółki Krakowskiej” 1820, T. III, s. 161 przedrukował Kolberg w Kieleckiem
cz. I (DWOK T. 18), s. 209–211. Pieśń z XVI wieku „Piękne jest koło rycerskie” oraz dwa
późniejsze warianty „Pieśni o żołnierzu tułaczu” („Idzie żołnierz borem lasem”) przytoczył
Kolberg za artykułem Starożytna pieśń polska z „Pamiętnika Sandomierskiego” 1830, T. 2,
s. 109–114 w Sandomierskiem (DWOK T. 2), s. 255–257. Pieśń pożegnalną, weselną z broszury [Jana z Wychylówki] pt. Kiermasz wieśniacki Abo rozgwara Kmosia z Bartoszem
na Za-Wiślu (z poł. XVII wieku) zacytował za Z. Glogerem (zob. Pruski [Z. Gloger] Obchody
weselne, Kraków 1869, s. 236–238) w cz. V Mazowsza (DWOK T. 28), s. 352–353. Tamże znalazł się fragment innej pieśni weselnej także za Glogerem jw., pochodzący również z dawnego
druku z XVII wieku pt. Dama dla uciechy młodzieńcom i pannom, w której się zamykają
pieśni, tańce i padwany rozmaite. Natomiast w Sandomierskiem (DWOK T. 2), w przypisach
(s. 273–276) opublikował Kolberg trzy opowieści („Legenda”, „Klechda”, „Gadka”) zebrane
pt. „Próbki języka”.
2 O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 353.
3 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena… (DWOK T. 63), s. 393.

261

�się interesujący ze względu na kontynuację tradycji, żywotność form i ich
twórczą dynamikę. Tyle, że dokumentował wtedy raczej zjawisko współcześnie nazywane folkloryzmem niż sam żywy folklor, mieszając obie kategorie.
Fakt, że część tekstów ludowych nie występuje w dziele Kolberga w sposób izolowany, lecz wtopiona w opis autorski służy charakterystyce różnych zjawisk kultury, oraz że znaczna część takich zapisów zebrana jest
w uzupełniających przypisach bez segregacji źródłowej, chronologicznej,
a zwłaszcza gatunkowej, znacznie utrudnia wyodrębnienie konkretnych
przekazów i ich grup gatunkowych w zebranym przez Kolberga materiale.
Z drugiej jednak strony jest w pewnym sensie naturalną konsekwencją
synkretycznego pojmowania przejawów kultury na określonym wczesnym
etapie badań nad folklorem. Niejako przy okazji źródłowe „silva rerum”
w komentarzach Kolberga przynosi szereg cennych przyczynków do dziejów folkloru słownego, pisanych świadectw ciągłości tradycji ustnej w ujęciu ogólnopolskim i regionalnym, materiału porównawczego dotyczącego
wędrówki i zmienności wątków czy przeciwnie – stabilności niektórych.
Ponadto, jak się okazuje współcześnie, dzięki takim penetracjom literackim,
choć nie ustrzegł się Kolberg błędów i mielizn w doborze źródeł, utrwalił
wiele nieznanych tekstów folkloru, nawet unikatowych przekazów ze źródeł
dziś niedostępnych, zagubionych lub zapomnianych. Otwiera to odrębne
pole dla badań nad dziejami szeregu utworów przechowanych w tradycji
ustnej.
Ogromny materiał folklorystyczny, gromadzony często wiele lat wcześniej niż autor Ludu mógł go wydać, narastający latami w jego archiwum,
przed drukiem zamierzonych monografii poddawał Kolberg selekcji. Ponad
pół wieku temu J. Krzyżanowski tak pisał o tekstach folkloru i ich doborze
u Kolberga:
Nie raził go, i słusznie, „brak porządku u opowiadacza”, stąd w zapisach jego
tekstowych, czy to będą pieśni czy bajki, jest ogromnie dużo materiału prymitywnego, zniekształconego przez pamięć lub uwagę śpiewaka czy bajarza, ale
wskutek tego właśnie autentyczność tych zapisów nie budzi żadnych zastrzeżeń.
Mało jest tu natomiast tekstów nacechowanych wyraźną nieudolnością czy brakiem inteligencji, najwidoczniej zbieracz selekcjonował je starannie i do druku
podawał to, co odpowiadało jego wymaganiom. Nosząc się kiedyś z zamiarem
wydania wyboru bajek ludowych, odnotowywałem warianty wzorowe, godne
upowszechnienia, słowem – warianty czytelne, wolne od rażących potknięć,
262

�przekręceń i innych zniekształceń. I wśród wybranych stale występowały bajki
zapisane przez Kolberga1.

Jest to opinia wybitnego znawcy, z którą do dziś liczą się badacze; nie
straciła też na swojej wiarygodności, choć konieczne jest zastrzeżenie. Dodać bowiem należy, że jej autor oceniał w ten sposób dostępny wówczas
dorobek Kolberga w dziedzinie literatury ludowej, drukowany w XIX wieku. Rękopisy dokumentują jednak znaczne zróżnicowanie pod tym względem, przechowały się w nich także warianty słabsze, niedokończone, niejasne czy skrócone, a nawet okaleczone. Świadczą o tym materiały wydawane
obecnie.
Aby dostarczyć jak najbogatszego materiału do badań nad pieśniami
i bajkami, nad mechanizmem ich życia i zmian w ustnym obiegu i tradycji
pisanej, Kolberg gromadził najrozmaitsze teksty o wątkach powszechnie
znanych i rzadkich, specyficznych dla regionu i całej Polski, różnych funkcją, treścią i formą, począwszy od starych pieśni obrzędowych i ballad po
ulotne przyśpiewki, od zeszycików różnych osób z zapisami pieśni patriotycznych i popularnych, od utrwalonych w tradycji podań historycznych
i dawnych bajek magicznych, po świeżo tworzone opowieści wierzeniowe
i anegdoty nawiązujące do bieżących zdarzeń. Zasób zebranych tekstów
– określony wcześniej – wymagał panowania nad ogromnym materiałem
i wyjątkowej erudycji przy wyborze, w czym pomocne oczywiście było
doświadczenie badacza nabyte w długoletnim obcowaniu z folklorem.
Zarówno wypowiedzi Kolberga, jak i rezultaty selekcji obserwowane
dzięki porównaniu materiału drukowanego z zachowanymi rękopisami
pozwalają stwierdzić, że do publikacji wybierał Kolberg przede wszystkim warianty pełne, czytelne, zrozumiałe, kierując się jednak głównie
ich reprezentatywnością dla repertuaru regionu, a więc znaczeniem dla
dokumentacji folklorystycznej, a nie wartością artystyczną, poetyckimi
czy epickimi walorami. Ze względu na znaczenie twórczości słownej dla
obrazu kultury lokalnej nie eliminował zatem często wariantów mniej
udanych; obok tekstów o walorach estetycznych zdarzały się także słabsze, toporniejsze, mniej ciekawe, ale dla badacza znaczące. O pieśniach
wielkopolskich pisał:
1 J. Krzyżanowski Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej, w: tegoż Szkice
folklorystyczne T. 1, Kraków 1980, s. 271.

263

�Wartość tych ludu utworów historyczna, lingwistyczna, obyczajowa, wreszcie
poetyczna, jak to z samej natury rzeczy wynika, nie może być jednakową, stąd
obok nader cennych napotykamy nierzadko czcze i liche; wszystkie atoli są
wiernym odbiciem uczuć, wrażeń i zapatrywań wielkopolskiego ludu1.

Na pierwszym miejscu nie stał więc artyzm, „poetyczność” folkloru, ale
odbicie w nim ludowej wizji świata w jej regionalnej odmianie i kulturowej
specyfice. To stanowisko było w dużej mierze nowatorskie; współcześnie
świadomość badawcza folklorystów jest bardzo zbliżona – podobną opinię
wyraził J. Krzyżanowski sto lat po Kolbergu:
[…] w przeciwieństwie do innych literackich, w zasadzie jednotekstowych, twory
folklorystyczne są wielotekstowe, a wskutek tego wszystkie teksty pieśni ludowej, bajki, podania, zagadki, przysłowia i in. mają jednakową wartość dokumentarną. Dla badacza–folklorysty tekst artystycznie lichy ma takie samo znaczenie,
jak tekst doskonały, a bywa – choć brzmi to paradoksalnie – że może mieć
znaczenie nawet większe2.

Jak wspomniano wcześniej, musiał się też Kolberg liczyć z ograniczeniami obiektywnymi. Obok wymogów, wręcz restrykcji cenzury władz zaborczych, należała do nich także konieczność respektowania ówczesnych norm
obyczajowych. Na publikację nieprzyzwoitych tekstów i treści konwenans
obowiązujący w życiu publicznym nie pozwalał, a trzeba się było z nim
liczyć ze względu na dalszy postęp badań i druku kolejnych tomów, który
był uzależniony od dochodu ze sprzedaży książek już wydanych. Zatem
eliminował Kolberg takie utwory, w których obscenicznych wyrazów czy
konceptów nie można było zastąpić neutralnymi treściowo lub ich pominąć, pozostawiając lukę zaznaczoną wykropkowaniem. Był tu jednak znacznie liberalniejszy niż jego romantyczni poprzednicy, a zachowane rękopisy
wskazują, że w trakcie badań terenowych notował cały repertuar wykonawcy, a więc także pieśni i przyśpiewki obsceniczne, dykteryjki i anegdoty
odbiegające treścią od powszechnie obyczajowo akceptowanych. O przyśpiewkach tanecznych, w których takie „swawolne” elementy pojawiały się
najczęściej, pisał w cytowanej wyżej wypowiedzi z 1857 roku, że wprawdzie wiele z nich musiał pominąć w druku ze względu na ich nieprzyzwoitą
1
2

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VIII.
J. Krzyżanowski Tekstologia folklorystyczna, w: tegoż Szkice folklorystyczne…T. 1, s. 67.

264

�treść i obowiązujące kryterium obyczajowe, lecz część takich tekstów, mimo
ich mniejszej wartości artystycznej, opublikował dla pokazania różnorodności pieśniowego repertuaru ludowego1.
Kolejnym względem, z którym Kolberg musiał się liczyć przy selekcji
materiału, była limitowana przez koszty druku objętość wydawanych tomów. Wysokość tych kosztów, zwłaszcza druku nut, wobec stałych niedoborów finansowych badacza narzucała odłożenie „na bok” szeregu tekstów,
z których część przetrwała do dziś archiwum i dopiero obecnie jest publikowana. Nie ma wydanej przez autora Ludu monografii regionalnej, dla
której nie zachowały się teksty folkloru przez niego niewydane. Dotyczy to
zwłaszcza pieśni, ale po części także innych gatunków2. Kłopoty te nękały
Kolberga przez cały czas działalności wydawniczej i z pewnością zaważyły
w dużej mierze na zasobności poszczególnych monografii, choć decydowały o niej oczywiście i inne, merytoryczne względy, takie jak stan i ilość
pozyskanego materiału.
Dla doboru tekstów fundamentalne znaczenie miał dostrzeżony przez
Kolberga fakt wzajemnego przenikania się twórczości ludowej i literackiej,
płynności granicy między nimi. W czasie długoletniego obcowania z folklorem badacz zaobserwował to zjawisko jako dwustronny proces, który
sprawia, że granica między nimi bywa nieostra, że teksty folkloru, krzyżując
się z popularnymi, tworzą rozmaite nowe formy i nowe odmiany. Pieśni
i opowieści z literatury pisanej wędrują do środowiska chłopskiego, tradycyjny repertuar wsi przedostaje się do literatury popularnej i wysokiej.
Proces ten, widoczny już w pracach poprzedników, np. Wacława z Oleska
czy Żegoty Paulego, którzy włączali pieśni pochodzenia literackiego wykonywane we dworach, Kolberg starał się udokumentować w swoich zbiorach, co szczególnie wyraźnie zaobserwował w Krakowskiem i w Poznańskiem. Gromadził więc – jak już wcześniej wspomniano – teksty popularne,
pieśni śpiewane w dworach, dworkach i w miastach, tworząc dla nich
osobne rozdziały wyróżniane tytułem: Pieśni szlacheckie, mieszczańskie
lub Miasta i dwory, gdyż dopiero taki repertuar mógł w jego rozumieniu
ukazać obraz kultury narodowej. Już w Sandomierskiem, charakteryzując pieśni szlacheckie, dworskie, mieszczańskie jako przejęte z literatury
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.
Materiały te publikowane są obecnie w serii suplementowej DWOK, zawierającej uzupełnienia do monografii wydanych przez Kolberga.
2

265

�i teatru, z „oper, operetek, melodramatów, krotochwil, aryj cudzoziemskich
lub swojskich itp.” czy „wzięte lub wykwitłe z ludu, bardzo szczęśliwie
[…] do rzeczy zastosowane lub naśladowane”, czy wreszcie „pozostałością
starej szlachetczyzny będące”, stwierdzał, że „upowszechniły się po kraju
za pomocą podróży, jarmarków i odpustów”, że „po całym rozlegają się
kraju, tj. po bawialniach, gotowalniach, kredensach, garderobach, oficynach
dworskich i folwarcznych, po miastach, miasteczkach, oberżach (zajazdach),
ogródkach spacerowych itp.” I określał swoje stanowisko:
Obfitość ich jest tak wielką (więc i znaczenie), że umieszczając je cząstkowo pod
oddzielną rubryką, nie sądzę, abym tym sposobem uwłaczał śpiewom czysto
ludowym; owszem, oryginalność tych ostatnich w tym jaśniejszym zabłyśnie
świetle. Zresztą, gdy do ogólnego obrazu muzyki narodowej należą wszystkie
pieśni czy to ludowe, czy szlacheckie, czy oryginalne, czy naśladowane, sądzę
więc, że należycie wywiążę się z przyjętego zadania, dając wszelkie nabytki, jakie
i na tej ostatniej pozyskałem niwie1.

Dodawał też, że przy takich pieśniach podawać będzie nazwisko autora
lub dzieło, „z którego pieśń została wyjętą, o ile tylko szczegóły te będą
mi wiadome”. Podobnie kilkanaście lat później pisał o pieśniach zamieszczonych w monografii Poznańskiego, a pochodzących z miast i dworów
szlacheckich:
Wspomnieć nam tu wypada, że jak wśród pieśni ludowej mocno się w Wielkopolsce czuć daje przymieszany do niej żywioł szlachecko-dworski i miejski
[…] jako owoc wpływu obu tych stanów na lud wiejski, tak znów na odwrót,
niektóre z pieśni szlacheckich i miejskich zdają się jakoby wprost z łona ludu
wykwitłe […]. W ogóle zastosować tu można zdanie wyrzeczone przez nas w serii II (Sandomierskie) na s. 173 o oddziaływaniu wzajemnym na siebie, jak i poetycznym usposobieniu dworów i chat. Że w Wielkopolsce wpływy te działały
silniej i wcześniej niż w Sandomierskiem, stąd też i wyrazistszą okazuje się tu
obu tych żywiołów asymilacja2.
1 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 173–174. Kolberg przyznawał tam również, że
niełatwo jest „odznaczyć dokładnie granice pieśni szczerowłościańskiej od szczeroszlacheckiej
wówczas, gdy jedna i druga nosi na sobie też same cechy wspólnej im narodowości” (s. 173,
przyp.).
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. III. Kolberg podaje tam również przykłady takich pieśni nieludowych, ale – jego zdaniem – „jakoby wprost z łona ludu wykwitłych”

266

�W rezultacie w tomach Kolberga, zwłaszcza w części II Krakowskiego oraz części V W. Ks. Poznańskiego, odnaleźć można szereg pieśni pochodzenia literackiego do słów J. Kochanowskiego, F. Karpińskiego, F.D.
Kniaźnina, K. Brodzińskiego, A. Chodźki, W. Syrokomli, A. Mickiewicza,
B. Zaleskiego, W. Pola, J. Tetmajera i innych, mniej znanych poetów, arie
operetkowe i wodewilowe, m.in. z Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego, piosenki łacińskie z repertuaru starej liryki studenckiej, waganckiej
czy żakowskiej, aryjki i śpiewy ze sceny teatralnej spopularyzowane we
dworach i w salonach. Nie zawsze jednak podany jest autor tekstu, czasami autorstwo określone jest błędnie, sporo jest też tekstów tego typu
bezimiennych. Pieśni te dokumentują proces odrywania się od kręgu ich
twórców i przenikania do repertuaru popularnego, ukazują pogranicze obu
światów. Przynoszą też ciekawy materiał dla historyka literatury, gdyż bywają świadectwem popularności poetów w określonym czasie. Natomiast
wyraźnie nieludowych tekstów prozatorskich, opowiadanych językiem literackim, a nawet stylizowanych, Kolberg nie wyodrębniał ze względu na
ich charakter w osobnych działach, tak jak czynił to z pieśniami, lecz łączył
je z innymi opowieściami.
Systematyka i kwalifikacja gatunkowa folkloru słownego w ramach monografii regionalnych stanowiła dla Kolberga istotny problem metodologiczny. By zgromadzić jak najobszerniejszy materiał źródłowy dla przyszłych
badaczy i prac komparatystycznych, musiał zadbać o uporządkowanie
i klasyfikację tekstów. Wielokrotnie podkreślał w swoich wypowiedziach
wagę „usystematyzowania” materiału dla dalszych prac analitycznych i interpretacyjnych. Kryterium nadrzędne, niejako wyjściowe, dla wszystkich
tekstów folkloru, tak jak i dla materiału etnograficznego, stanowił –jak wiadomo – określający profil całego przedsięwzięcia wydawniczego podział
i przydział regionalny, o którym decydowała konkretna lokalizacja geograficzna opatrywanych odpowiednimi notami tekstów. W ramach każdej
monografii wyznaczył osobne rozdziały poświęcone pieśniom, tekstom prozatorskim, przysłowiom, co wyraził już w tytule swojej serii wydawniczej:
Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy,
gusła, zabawy, muzyka i tańce. I począwszy od 1865 roku, kiedy wydał
niepełną jeszcze monografię sandomierską, aż do ostatnich tomów Kaliskiego, Mazowsza, Chełmskiego, konsekwentnie tworzył w każdej serii
(tj. nr 44, 45, 49, 54, 55 itd.).

267

�regionalnej osobne działy przeznaczone dla literatury ludowej, niezależnie
od wzmiankowanych wyżej praktyk umieszczania ich z różnych względów,
przede wszystkim synkretycznego widzenia przejawów kultury, w różnych
miejscach swoich tomów. Ilość i charakter zgromadzonego materiału warunkowały oczywiście zasób i profil zebranych tekstów, czasami bogactwo
pieśni czy opowieści skłaniało do wypełnienia nimi całych lub prawie
całych tomów przynależnych do danej monografii1. Uwzględniał przy tym
zróżnicowanie etniczne, włączając do monografii regionów południowo–
wschodnich pieśni i opowieści ukraińskie (w Pokuciu, Chełmskiem i Przemyskiem). W obrębie zaś poszczególnych rodzajów i gatunków stosował
specjalną dla nich klasyfikację, w której kryteria funkcji, treści i formy różnie się przeplatały, dopełniały lub krzyżowały.
Należy przyjrzeć się tym gatunkom kolejno, zaczynając od pieśni, najliczniej i najróżnorodniej reprezentowanych w dorobku folklorystycznym
Kolberga.
Pieśni
Systematyka pieśni, jako utworów towarzyszących wszystkim niemal
codziennym i uroczystym, radosnym i tragicznym, doraźnym i trwającym
w zbiorowej pamięci, zwykłym i niezwykłym sytuacjom i przejawom życia
wsi, stanowiła szczególne wyzwanie dla badacza. Z problemami klasyfikacji
poezji ludowej borykali się już poprzednicy Kolberga, wydawcy pierwszych
zbiorów, którzy też różnie sobie z nimi radzili. Do dziś jest to problem nierozwiązany zadowalająco i jednolicie. Choć przez lata pojawiały się i pojawiają bardziej lub mniej udane koncepcje w tym zakresie, żaden model
systematyki nie został dotąd powszechnie wdrożony2.
1 Poza monografią gatunkową Pieśni ludu polskiego (ballady i tańce) tomy zawierające
tylko pieśni z danego regionu to cz. IV i V W. Ks. Poznańskiego oraz cz. II Mazowsza (DWOK
T. 12, 13 i 25), a z przewagą bajek i opowieści – Krakowskie cz. IV, W. Ks. Poznańskie cz. VI,
Pokucie cz. IV (DWOK T. 8, 14 i 32).
2 O problemach systematyzowania pieśni pisali m.in. J. Krzyżanowski Pieśń ludowa świecka, w: tegoż Szkice folklorystyczne, T. 2, Warszawa 1980, s. 7–28; J. Bartmiński Klasyfikacje gatunkowe a systematyka tekstów folkloru, w: Literatura popularna–folklor–język, red.
W. Nawrocki, M. Waliński, T. 2, Katowice 1981, s. 7–25; J. Adamowski, J. Bartmiński Z problemów systematyki polskiej pieśni ludowej, w: Z problemów badania kultury ludowej, red. T.
Kłak, Katowice 1988, s. 49–75; J. Adamowski Wiedza potoczna informatorów jako podstawa

268

�Wacław z Oleska, autor Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego,
zbioru wzorcowego dla całego pokolenia przyszłych badaczy i wydawców,
wyrażał swoje rozterki na ten temat w przedmowie:
Mnóstwo zebranego materiału wymagało ścisłego uporządkowania, lecz jakichże trzymać się zasad w piśmiennym podziale polskich pieśni, które nigdy napisane nie były?1

Zapoznał się wprawdzie z zasadami klasyfikacji pieśni słowiańskich, ale
te rozwiązania uznał za nieodpowiednie dla swojego materiału. Ostatecznie
jednak wybrał wersję Vuka Karadżicia i podzielił pieśni na żeńskie i męskie. Do grupy pierwszej zaliczył m.in. pieśni śpiewane w czasie obrzędów
i zabaw, pieśni miłosne, rolnicze, pasterskie, myśliwskie, flisackie, górnicze,
wojackie, do drugiej – pieśni historyczne i dotyczące pojedynczych osób.
Grupował też pieśni według obszaru zamieszkania informatorów, nie przyjmując kryterium etnicznego ze względu na wymieszanie ludności polskiej
i ruskiej w obrębie Galicji.
Inną zasadę przyjął Żegota Pauli w Pieśniach ludu polskiego w Galicji, ustalając podział hierarchiczny. Wydzielił pięć grup: 1. Pieśni obrzędowe (tu także związane ze zwyczajami dorocznymi i z grami i zabawami);
2. dumy historyczne i religijne (legendy), ballady oraz „ułomki i inne miłosnej treści”; 3. pieśni różnych stanów i przy różnych zatrudnieniach; 4. „burleszki i pieśni szydebne”; 5. pieśni do tańca. Podział ten, choć był bardziej
przejrzysty, mieszał kilka zasad. Uwzględniał jednak sytuację wykonawczą
i potrzebę zestawiania wariantów. W ocenie Jerzego Bartmińskiego:
Oba przedstawione kryteria […] stały się bardzo istotne w późniejszych próbach
systematyzacji folkloru. Całość zatem dorobku Ż. Paulego w zakresie klasyfikacji
systematyki tekstów folkloru, w: Genologia literatury ludowej. Studia folklorystyczne, red.
A. Mianecki i V. Wróblewska, Toruń 2002, s. 37–46; P. Grochowski Kolberg – „Nowy Kolberg”
– cyberkolberg. Z problemów systematyki polskich pieśni ludowych, w: „Ja daję właśnie
materiał…”. O dziele Oskara Kolberga…, s. 57–74. Zob. też A. Skrukwa Systematyka pieśni
w „Dziełach wszystkich” Oskara Kolberga w świetle źródeł rękopiśmiennych, w: Tekst ustny.
Struktura i pragmatyka, problemy systematyki, ustność w literaturze, red. M. Abramowicz, J.
Bartmiński, Wrocław 1989, s. 155–165; taż Niektóre problemy systematyki pieśni w „Dziełach
wszystkich” Oskara Kolberga, w: Fascynacje folklorystyczne. Księga poświęcona pamięci
Heleny Kapełuś, red. M. Kapełuś, Warszawa 2002, s. 123–128; E. Miller, A. Skrukwa Oskar
Kolberg 1814–1890, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918, pod red. J. Krzyżanowskiego
i H. Kapełuś, Warszawa 1982, s. 25–103.
1 Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie…, s. XII.

269

�polskich pieśni ludowych należy ocenić dosyć wysoko. W tych poczynaniach można bowiem odnaleźć pierwociny naszej współczesnej genologii folklorystycznej1.

Nawiązując z pewnością do koncepcji znanego sobie dobrze zbioru poprzednika, Kolberg rozwinął i udoskonalił w swoim dziele model systematyki pieśni, ustalając jej najpełniejszy kształt, praktycznie weryfikowany
na ogromnym materiale i korygowany w zależności od zasobu źródłowego. I na długo wyznaczył przyszłym badaczom wzorzec porządkowania
folkloru pieśniowego. Uznając za pierwszoplanowe kryterium regionalne
– inaczej niż poprzednicy – respektował, jak wspomniano, zróżnicowanie
etniczne i społeczne. Publikował w ramach odpowiednich rozdziałów monografii także pieśni ruskie, nie rozdzielając ich od polskich ze względu na
język. Grupował natomiast w osobnych działach pieśni tzw. powszechne
oraz pieśni szlacheckie i mieszczańskie.
Podstawową zasadę podziału, na najwyższym poziomie systematyzowania (porządkowania) materiału, kolejną po pierwszorzędnej dla całego
dzieła geograficznej, wyznaczało dla Kolberga kryterium synkretyczności
pieśni, w oparciu o które wydzielał dwie odmienne grupy. Do pierwszej
zaliczał utwory, które pozostawały w integralnym związku z sytuacją wykonawczą, muzyką i tańcem, do drugiej pieśni autonomiczne, powszechne,
„zwyczajne”. Pieśni związane organicznie ze zwyczajami, obrzędami oraz
grami i zabawami zamieszczane były w towarzyszącym im kontekście
opisywanych zwyczajów dorocznych w cyklu kalendarzowym, od Bożego
Narodzenia począwszy, oraz obrzędów rodzinnych w cyklu życia ludzkiego (chrzcin, wesel, pogrzebów), a także zabaw i gier, których dynamikę
inspirowały. Ich miejsce w przebiegu ceremonii czy uroczystości wyznaczała sytuacja, moment, okoliczności wykonania określone w jednostkowej
relacji o konkretnym obrzędzie czy zabawie. Układ w ramach rozdziałów
dotyczących zwyczajów i zwłaszcza obrzędów oparty był znowu o lokalizację geograficzną poszczególnych typowych dla danej miejscowości czy
okolicy uroczystości, kolejno według niej prezentowanych. W związku
z tym np. warianty pieśni plonowych czy oczepinowych nie zostają zebrane
w danej monografii razem, ale dokumentowane są w ramach poszczególnych relacji o dożynkach czy weselach, których opisy w liczbie kilku lub
kilkunastu, a czasami i więcej, jak w Poznańskiem, pochodziły z różnych
1

Zob. J. Adamowski, J. Bartmiński Z problemów systematyki…, s. 54–55.

270

�miejscowości regionu. Odszukanie ich i zestawienie wymaga więc wertowania wszystkich publikowanych dokumentacji danego zwyczaju czy obrzędu. Częściowo rekompensuje to wiązanie wariantów odsyłaczami, nie
jest to jednak praktyka stosowana konsekwentnie. Kontekst, w którym dane
pieśni zostały wykonane, określają kwalifikatory o różnym stopniu szczegółowości: od dość ogólnego określenia części obrzędu (rozpleciny, oczepiny),
poprzez wskazanie jego momentu („gdy mają wsiadać do kościoła”, „kiedy
zasiadają do stołu”), do bardziej szczegółowych informacji, kto śpiewa, „do
kogo” i kiedy („po obiedzie śpiewają swachy do młodego”, „gospodynie do
młodej przy wyprowadzaniu do kościoła”). Bardzo często są to dokładne
i rozbudowane wskazówki, co szczególnie widoczne jest w dokumentacji
wesel, zdarza się jednak, że kontekst zasygnalizowany jest skąpo lub że
grupa następujących po sobie pieśni nie zostaje opatrzona odpowiednim
komentarzem.
Kierując się kryterium synkretyczności, zamieszczał też Kolberg teksty
przyśpiewek w rozdziale „Tańce”, przypisując je tam, zgodnie z sytuacją
wykonawczą, do melodii tanecznych, z którymi były strukturalnie, ale
niekoniecznie stabilnie, związane. Zasadę podziału wyznaczało wówczas
najpierw metrum dwu- lub trójdzielne, potem charakter tańca, wreszcie
do pewnego stopnia treść tekstu, często jednak trudna do zdefiniowania
poprzez swoją doraźność, ulotność, spontaniczność. Przyśpiewki te były
na ogół improwizowane w trakcie tańca i zabawy na potrzebę chwili, niekiedy układały się sytuacyjnie w aglutynaty luźniej lub ściślej zespolone
np. pojedynczym, przypadkowym motywem, a ich segmenty mogły być
dowolnie łączone lub rozdzielane. Słowa grały więc w tym układzie rolę
drugorzędną. Główną wyznaczał rodzaj tańca, któremu towarzyszyły, czyli
kontekst pozawerbalny, muzyczny i choreograficzny.
Specyfikę tego gatunku tekstów folkloru badacz wyjaśniał, tak pisząc
m.in. o przyśpiewkach krakowskich:
Wówczas gdy rytmy krakowiaka w jednostajnych powtarzają się odstępach,
a miara wiersza jest jednakową, śpiewak wszelkie nawijające mu się słowa,
czyli wyrazy swej śpiewki, o ile tylko do owego rytmu przystają, bez skrupułu
pod bieżącą podkłada melodię. Stąd to bywa, że słowa wielkiej krakowiaków
(jak i obertasów) liczby, na jednę i tęż samą śpiewane być mogą nutę i odwrotnie, jeden i ten sam dwuwiersz w rozmaite przyoblec się może tony. Przytoczone więc w zbiorze niniejszym słowa, pod melodię podłożone, z małym
271

�tylko wyjątkiem (tyczącym się osobliwie pierwszych krakowiaków) uważać
należy za przypadkowo przez śpiewaka do nuconej przezeń przystosowane
melodii1.

Podobnie uzasadniał odmienność przyśpiewek od pieśni w odniesieniu do tekstów kołomyjek, tańców charakterystycznych dla południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej:
Nikomu bowiem z dawniejszych nawet zbieraczy rzeczy ludowych nie przyszło
na myśl nazwać pieśniami kołomyjek, śpiewek krótkich, przyśpiewek, piosneczek okolicznościowych, wśród tańca najczęściej improwizowanych, równie jak
krakowiaki urywkowych, nuconych już to w dwu- i czterowierszowych zwrotkach, już zbitych w kilko- lub kilkunastozwrotkowe aglomeraty […], a mogące
równie dobrze w razie potrzeby lub przepomnienia być rozbitymi, czyli (wedle
słów sz. recenzenta) „posiekanymi” w drobniejsze pojedyncze znów zwrotki, bo
każda tworzy zwykle odrębną, w sobie zamkniętą całość, a która to własność
śpiewkę taką odróżnia stanowczo od pieśni, gdzie ze względu na treść tej ostatniej wyrzucać zwrotek bez szkody dla utworu nie można […]2.

W praktyce, przygotowując takie „śpiewki” do druku, sam zestawiał je
w różne „aglomeraty”, jak je nazywał, łącząc dość swobodnie poszczególne
teksty pod jedną melodią i oddzielając je kreskami. Rękopisy dokumentują
podobne redakcyjne zabiegi badacza w trakcie opracowywania materiału,
tj. zmiany miejsca i wędrówki pojedynczych przyśpiewek między melodiami. Kryterium wyodrębniania takich tekstów w tomach Kolberga miało
więc charakter funkcjonalno-gatunkowy. W „Tańcach” nie wydzielał też
Kolberg ludowych i nieludowych, zakładając, że skoro „zarówno szlachta,
jak i mieszczanie i chłopi […] śpiewać krakowiaki lubią”, wystarczy dla rozróżnienia jednych od drugich styl widoczny „czy to w układzie tekstu, czy
w pochodzie melodii”3.
Pieśni autonomiczne, śpiewane powszechnie, dzielił Kolberg najpierw
na ludowe i nieludowe, biorąc przy tym pod uwagę także charakter melodii. Pierwsze zamieszczał odpowiednio w działach: „Pieśni i dumy” lub
tylko „Pieśni”, drugie w rozdziałach „Dwory. Miasta” lub „Szlacheckie.
1

O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 379.
O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”, w: tegoż
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 412.
3 O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 380.
2

272

�Mieszczańskie”. Jak już powiedziano, podział ten nie zawsze mógł być
jednoznaczny, przede wszystkim ze względu na nieostre, płynne granice
między tymi sferami twórczości i często odmienne procesy adaptacyjne
w różnych regionach i w różnym czasie. Kolberg był świadomy, że to co
ludowe w jednym miejscu, może takie jeszcze być lub już nie być w innym i odwrotnie1. Samo kryterium nie było też dokładnie określone; nie
zostało jasno sprecyzowane, czy o ludowości lub nieludowości decydowała geneza utworu, a więc środowisko, w którym powstał, czy środowisko
wykonawcy. W ramach pieśni szlacheckich i miejskich w zależności od
zasobu posiadanego materiału wyróżniał Kolberg podrzędne grupy tematyczne, np. „Szkoła”, „Świat”, „Cnota”, „Dom. Gość”, „Miłość”, „Naród.
Stan” itd.
Pieśni powszechne, ludowe, zebrane w przeznaczonych dla nich rozdziałach podlegały dalszemu rozczłonkowaniu, przeważnie według tematu
(miłość, wojna, karczma, „stany, rody”), choć także środowiska zawodowego (myśliwskie, rzemieślnicze), wykonawcy (dziadowskie, pasterskie) lub
odbiorcy (kołysanki). W obrębie działów najpojemniejszych, głównie pieśni
miłosnych, wprowadzał jeszcze kilka podrzędnych grup tematycznych (np.
„zaloty”, „stałość, życzliwość”, „żale, skargi”, „strata wianka”, „smutek, rozstanie”, „małżeństwo”), modyfikując te podgrupy zależnie od posiadanych
pieśni, a czasami dalej je rozczłonkowując (np. w małżeństwie: „kłótnia,
zgoda”, „żal i skarga”, „stary mąż”, „macocha”). Dla pieśni zawodowych, pasterskich, wojskowych i religijnych nie wprowadzał już dalszego podziału.
Kryterium treściowo–strukturalne, w sumie gatunkowe, przyjął Kolberg
jedynie dla „dum”, tj. ballad, o czym dalej. Wybór tych kryteriów w obrębie ludowych pieśni autonomicznych pozostawał więc w gestii badacza
folkloru, w przeciwieństwie do tekstów nieautonomicznych, lokowanych
w ramach zwyczajów i obrzędów zgodnie z decyzją i wiedzą wykonawcy
czy informatora. Był więc obciążony znacznie większym subiektywizmem
i niestabilnością decyzji, zwłaszcza wobec wariantywności form i treści ciągle przeobrażających się pieśni.
1 Zob. O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena…(DWOK T. 63), s. 403. Odpierając zarzut recenzenta w kwestii pomieszania utworów ludowych z nieludowymi, pisał tam
m.in.: „Pieśń w serii XVII, nr 9 (złodziejska), jeśli jest ludową na Mazowszu, w Wielkopolsce,
a po części i w Krakowskiem, to nie jest już nią w Lubelskiem […]; tu okazuje się sporadycznie
jedynie po niektórych miastach lub w ich pobliżu, a dowodzi tego i zamaszysto, a miastowo
prowadzona nuta, jak i obertas do jej wariantu […]”.

273

�W obrębie tak ułożonego materiału na ostatnim, najniższym etapie
podziału zestawiał Kolberg warianty, układając je od najpełniejszych do
mniej rozwiniętych oraz od najbliższych sobie do dalszych.
Podział taki, scharakteryzowany przez badaczy jako hierarchiczny
i kilkustopniowy, uwarunkowany stopniem uwikłania w sytuację wykonawczą1, nie mógł być dostatecznie przejrzysty i konsekwentny, gdyż
nakładały się na siebie i krzyżowały, choć nie zawsze wykluczały, różne
kryteria, takie jak temat i funkcja pieśni, środowisko wykonawcy, adresat
przekazu. Na ogół Kolberg nie podawał dla tych pieśni wskazówek o okolicznościach wykonania. Niektóre informacje tego typu, niekiedy bardzo
cenne, odnaleziono w trakcie prac edytorskich w rękopisach, czasami zamieszczał je Kolberg w tomach drukowanych; takie sytuacje należą jednak
do rzadkości. Systemowe niejako oderwanie pieśni powszechnych od konkretnej sytuacji wykonawczej powodowało niejasność, czy mamy do czynienia z kwalifikacją ze względu na wykonawcę, na temat czy na genezę
utworu. Jeśli Kolberg nie podał informacji, kto był wykonawcą, nie było
pewności, czy np. pieśń określona jako dziadowska to pieśń wykonana
przez dziada czy pieśń o dziadach, czy wreszcie pieśń wywodząca się genetycznie ze środowiska dziadów 2. Podobne wątpliwości (kto śpiewał czy
o czym śpiewał np. ktoś spoza środowiska?) nasuwały pieśni rzemieślnicze, żołnierskie (w dziale „Wojna. Wojsko”) czy myśliwskie. Ponadto ważną rolę w klasyfikacji pełniły też cechy muzyczne, charakter melodii (np.
ludowej lub dworskiej) i czasami to one decydowały o przydzieleniu danej
pieśni do określonego działu lub przesunięciu „w pobliże” utworu o pokrewnym wątku melodycznym. Stąd praktyczne rozwiązanie wszystkich
problemów systematyki pieśni okazało się niemożliwe. Kolberg był świadomy tych trudności. Sam zwracał np. uwagę, że pieśni o sierocie, które
opublikował w części II Pokucia w dziale „Sierota. Czużyna (Obczyzna)”,
w innych monografiach zamieszczane przez niego w dziale „Małżeństwo.
Rodzina”, to po części pieśni dziadowskie 3, wykonywane przez dziadów.
1 Zob. J. Adamowski, J. Bartmiński Z problemów systematyki polskiej pieśni ludowej…,
s. 55–56.
2 Na te specyficzne problemy pieśni dziadowskich zwrócił uwagę badacz tego gatunku,
P. Grochowski, m.in. w pracy Kolberg – Nowy Kolberg – cyberkolberg…, s. 61–62. Zob. też tegoż
monografia pt. Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach, Toruń 2009.
3 Zob. brulion listu Kolberga do C. Neymana z 9 VI 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 163.

274

�Zdawał sobie sprawę, że nie da się stosować tego podziału zbyt rygorystycznie, nie tylko z powodu zachodzących na siebie kryteriów przydziału,
ale także dlatego, że niektóre pieśni miewają zmienną funkcję w różnych
regionach i w różnych sytuacjach, że procesy przenikania gatunków, wędrówek wątków, narastania nowych, a zanikania dawnych wariantów
czynią ustabilizowanie pieśni w sztywnym gorsecie rygorów systematyki
niewykonalnym. Np. wśród tradycyjnych, często starych pieśni obrzędowych, takich jak pożegnanie z rodzicami, rodzeństwem i domem czy pieśń
o chmielu robiącym z panien niewiasty, wykonywano utwory z repertuaru pozaobrzędowego, dowolnie wplatane w tok wesela, śpiewane pod
wpływem nastroju uroczystości czy fantazji śpiewaka, improwizowane
w czasie zabawy czy tańca, a więc w różnych okolicach i w różnych weselach różne. Analiza materiału pozwala na wskazanie szeregu niekonsekwencji, które jednak w dużej mierze okazywały się nieuniknione. Np.
niekiedy ballady, nazywane przez Kolberga dumami, dla których tworzył
na ogół osobne rozdziały w ramach pieśni powszechnych, odnajdujemy
w weselu, wśród pieśni dziadowskich, a nawet przy obchodzie Sobótki
czy uroczystości Wielkiego Czwartku 1, częściej wśród pieśni miłosnych,
mieszczących się w rozdziale pod tytułem ogólnym „Pieśni i dumy” 2, przyśpiewki taneczne spotykamy także wśród pieśni powszechnych, np. w rozdziale „Zabawa. Pijatyka. Karczma”, a sporadycznie i w opisie ludu, pieśni
religijne czy historyczne wśród dziadowskich i odwrotnie. Sytuacje takie
ukazują skutki przemieszania wyznaczników funkcji, tematu i wykonawcy oraz równoległość różnych cech jednej pieśni. Brak jednak informacji
Kolberga przesądzających o wyborze kryterium decydującego ostatecznie o przydziale poszczególnych utworów. Zdarza się także, że warianty
1

Zob. np. ballady o burmistrzance i dzieciobójczyni (wątki nr 33 i 113 według Katalogu
polskiej ballady ludowej E. Jaworskiej) w DWOK odpowiednio: T. 11, nr 42, T. 26, nr 92 i 311,
T. 27, nr 50 (weselne), T. 26, nr 35 (sobótkowa, „przy rozniecaniu ogni”) – wątek nr 33 oraz
T. 4, nr 220 („duma kościelna” wśród miłosnych), T. 6, nr 447, T. 12, nr 611 i 612, T. 17, nr 17,
T. 26, nr 562, T. 21, nr 179 (dziadowskie, nabożne, legendy), T. 19, nr 658 (w Wielki Czwartek)
– wątek nr 113. Pieśni o dzieciobójczyni porwanej do piekła (nr wątku 113) Kolberg jednak
nie uważał za dumę; nie uwzględnił jej też w Pieśniach ludu polskiego. W weselach i wśród
osobno publikowanych pieśni weselnych odnaleźć można także inne ballady, zob. np. T. 16,
nr 324 („Podolanka”, nr wątku 9) czy T. 6, nr 208 („Uwodziciel”, nr wątku 18).
2 Np. ballady humorystyczne:: „U młynarza Marcina jest tam piękna dziewczyna” (wątek
nr 117) i „Chciało się pani piwa pić” (wątek nr 120), których nie zaliczał do „dum”, publikował
przeważnie w dziale pieśni miłosnych pt. „Igraszka. Swawola”.

275

�tej samej pieśni, przeważnie w jednej monografii regionalnej koło siebie
zestawiane, gdzie indziej zostają rozdzielone i zamieszczone w różnych
miejscach, gdyż np. jeden z wariantów powędrował do wesela, w czasie którego został wykonany, przy czym śpiewak wykazał się dodatkową
inwencją i przy pomocy modyfikacji tekstu przystosował np. popularną
balladę do sytuacji weselnej1. Wspomniana „nieuniknioność” takich sytuacji, w których kilka cech utworu jako kryteriów podziału występuje
równocześnie, polegałaby więc np. na oddaniu pierwszeństwa kategorii
funkcji owej ballady (w tym jednostkowym weselu), a nie charakterowi
treściowo-strukturalnemu pieśni. Trudności klasyfikacyjne widoczne są
również w oddzielaniu pieśni nieludowych od ludowych; w niektórych
monografiach, np. w Krakowskiem, wśród pieśni powszechnych znalazły
się utwory popularne z repertuaru miejskiego czy dworskiego, a także
pochodzenia literackiego, zaś wśród przyśpiewek w „Tańcach” teksty
zgoła „nieucinkowe”, fragmenty pieśni miłosnych czy wojskowych. Jest
jednak prawdopodobne, że funkcja notowanych pieśni czy ich pierwotna
przynależność środowiskowa często w chwili ich pozyskania były już zatarte, oderwane od pierwotnego przypisania.
Kłopoty sprawiały też pieśni o treści mieszanej i pieśni składankowe
(aglutynacyjne), których segmenty treściowe oddzielał Kolberg na ogół kreską. Potwierdzając, że główną zasadą porządkowania jest „treść pieśni, a nie
forma, bo mi chodzi głównie o ułatwienie badaczom studiów nad mitologią
i w ogóle przeszłością ludu”, przyznawał jednocześnie:
[…] są trudności, na rozwiązanie których większą powinienem był zwrócić baczność, jak np. pieśni o treści mieszanej, które zatem do różnych kwalifikowałyby
się działów, a podciągnąć je trzeba pod jeden tylko dział, nie zawsze trafnie
przez autora wybrany2.

Ryzykowny okazywał się również niekiedy wewnętrzny układ tematyczny pieśni, wydzielanych w podrzędnych grupach, zwłaszcza w rozdziale
1 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 234–235, nr 81. Śpiewak
dodał w tej pieśni ostatni dwuwiersz: „Oj, rozpłyń się, zdrojna wodo, na stronę,/ pojmę sobie
burmistrzankę za żonę” (w weselu I, „od Rawicza, Pakosław, Golejewko, pow. krobski, 1875 r.”).
2 Brulion listu do C. Neymana z 9 VI 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 163.
Na trudność kwalifikacji pieśni z tekstami mieszanymi zwracał też Kolberg uwagę w recenzji
zbioru pieśni litewskich G.H.F. Nesselmanna, zob. w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły
(DWOK T. 63), s. 310.

276

�„Miłość”, gdy o przydziale niektórych utworów np. do „Zalotów” czy „Igraszki, swawoli” rozstrzygać trzeba było na podstawie skąpej czy niejednoznacznej treści, bez znajomości sytuacji wykonawczej, osoby i intencji śpiewaka.
Ogarniając cały system porządkowania pieśni, spotkać można w tomach
Ludu i Obrazów sporo wątpliwości i niekonsekwencji w zakresie klasyfikacji materiału pieśniowego, i to nie tylko przy porównaniu jej w różnych
monografiach, ale i w obrębie jednej. Z dzisiejszego punktu widzenia mieszanie kategorii treściowych, strukturalnych i funkcjonalnych w Kolbergowskiej systematyce pieśni sprawia, że jeszcze wyraźniej rysuje się jako
problem metodologiczny brak informacji o sytuacji wykonawczej pieśni
autonomicznych, gdyż to właśnie ona mogłaby rozstrzygnąć ostatecznie
o przynależności takich pieśni do określonej grupy.
Kłopoty te, zarówno dotyczące samego badacza, jak i późniejszych użytkowników prac Kolberga, stają się zrozumiałe przy całościowym spojrzeniu
na jego dzieło, w którym pieśni postrzegane były wprawdzie centralnie, ale
stanowiły jednak element składowy dokumentowanej kultury, rozumianej
jako integralna całość dopełniających się nawzajem i od siebie zależnych
przejawów sfery duchowej, społecznej i materialnej życia wsi. Zasadniczym celem Kolberga było osadzenie twórczości pieśniowej ludu i ukazanie
jej funkcjonowania w szerokim kontekście kulturowym. A krzyżujące się
kryteria systematyki oraz dynamika i zmienność samej materii, synkretyczny charakter życia pieśni lub odrywanie się jej od typowych okoliczności wykonania nieustannie obraz komplikowały, czego doświadczali także
późniejsi badacze poezji ludowej.
Współcześni folkloryści podważyli zasadność i celowość hierarchicznej
klasyfikacji pieśni, w której pewne kryteria są podrzędne w stosunku do
innych, wykazując ułomność takiego podejścia wobec mechanizmów funkcjonowania folkloru ustnego. Obecnie dominuje przekonanie o potrzebie
uwzględnienia w systematyce gatunkowej pieśni kilku cech równocześnie
jako wyróżnika gatunku i systematyzowania:
[…] z dwu typów porządkowania i grupowania tekstów, hierarchicznego i współrzędnego, pierwszy nie może zostać wykorzystany jako język wyszukiwawczy
i podstawa dla katalogu tekstów. Złożoności zjawisk empirycznych może podołać tylko znacznie bardziej elastyczna metoda współrzędnego traktowania
kryteriów porządkujących materiał […] –

277

�– pisał J. Bartmiński w 1981 roku. Wśród tych cech wyróżniających obok
tematu autor wymieniał m.in. takie jak „intencja nadawcza, uwikłanie tekstu
w sytuację i działanie wykonawcy, typ podmiotu mówiącego, adresat itd.”1
Pieśni niewydane przez Kolberga, a zachowane w jego archiwum i publikowane obecnie po raz pierwszy w ramach nowych monografii bądź
suplementów do serii XIX-wiecznych, od początku edycji Dzieł wszystkich
miały podlegać zasadom systematyki wypracowanej przez Kolberga i kontynuować jego metody porządkowania. Celem było oczywiście zachowanie
ciągłości wydawnictwa, a więc dotyczyło to również podziału całej treści
na rozdziały, stosowanej terminologii, tytulatury itd. Problem zasadniczy
stanowił jednak fakt, że setki niedrukowanych pieśni w archiwum Kolberga
nie zostały poddane systematyce, nad którą autor pracował dopiero jako
wydawca, w trakcie opracowania materiału do druku. Nadawany przez badacza układ rękopisów w tekach, nad którym on sam panował, został przez
lata zaburzony, manuskrypty uległy znacznemu przemieszaniu, po części
zagubieniu i dewastacji, oddzieleniu od macierzystych całości. Rozerwane
zostały związki genetyczne rękopisów (np. melodii i tekstu czy zespołu zapisów z określoną dla nich jednorazowo lokalizacją geograficzną), a układ
pierwotny i przynależność źródłowa części materiału uległy zatarciu. Setki
luźnych kart w 76 tekach archiwum mieszczą dziś materiał w dużej mierze
pozbawiony not kwalifikujących teksty folkloru gatunkowo czy funkcjonalnie, a nawet regionalnie.
Sporadycznie pojawiają się wprawdzie w manuskryptach – częściej
w czystopisach niż w zapisach prymarnych i częściej przy pieśniach obrzędowych i nieludowych – noty o różnym stopniu szczegółowości, np.:
„pieśń wołyńska”, „weselna”, „na zaręczyny”, „przy wsadzaniu korowaja do
pieca”, „od mieszczan włodawskich”, „na Zielone Świątki, przed obchodem
pól”, „kolęda przy szopce”, „przy kołowrotku, żale p[anny] Firlejówny”,
„naród”, „ojczyzna”, „na murarzy i innych rzemieślników” itd. Rzadziej
odnajdujemy takie wskazówki przy pieśniach ludowych powszechnych,
wówczas na ogół dotyczą sytuacji wykonawczej, tematu, wykonawcy lub
odbiorcy, np. „po żniwach”, „flisacka, na Bugu”, „na drobną szlachtę” „czumak”, „przy pasieniu”, owczarska”, „śpiewana przy tańcu podczas werbunku”, „piosnka nianiek” „śpiew więźnia” itd. Noty takie, choć nie rozwiązują problemu generalnie, pozwalają przynajmniej w podstawowym
1

J. Bartmiński Klasyfikacje gatunkowe a systematyka tekstów folkloru…, s. 24.

278

�zakresie zakwalifikować niektóre pieśni; najczęściej jednak takich danych
brak. Osadzenie w kontekście sytuacyjnym posiadają natomiast przeważnie pieśni przynależne do opisywanych przez Kolberga zwyczajów, obrzędów i zabaw, czyli te, których miejsce i funkcję określił sam wykonawca.
Jest to widoczne szczególnie w czystopisach przeznaczonych do druku,
w których Kolberg porządkował materiał zgodnie z przebiegiem obrzędu.
W rękopisach prymarnych tok uroczystości bywał zakłócony, badacz rejestrował bowiem niejednokrotnie nieuporządkowane sekwencje śpiewów
i relacji informatorów. Dla większości materiału brak jednak w rękopisach
systematycznie podawanych wskazówek o sytuacji wykonawczej, które
mogłyby sugerować odpowiednią kwalifikację. Do tych dylematów wydawców Dzieł wszystkich dołączyły się wspomniane wyżej kłopoty, jakie
z klarownością systematyki pieśni miał sam Kolberg. W wyniku niezbędnych analiz źródeł rękopiśmiennych i materiału drukowanego przez niego
samego, korespondencji, nielicznych uwag we wstępach do monografii itp.
udało się jednak po części zrekonstruować szereg brakujących wyznaczników klasyfikacyjnych, połączyć rozproszone wersje w manuskryptach dla
odtworzenia ich proweniencji, określić praktyczne rozwiązania Kolberga
w zakresie systematyki i jej kryteriów, a dla pozostałych pieśni przyjąć
sugestie hipotetyczne, zaś materiał nierozpoznany pod tym względem opatrzyć odpowiednim komentarzem1.
Przy wszystkich zastrzeżeniach dotyczących praktyk Kolberga w zakresie systematyki pieśni uznać należy, że nowatorstwo koncepcji oparte na
postrzeganiu folkloru w ścisłym związku z całokształtem kultury wyznaczyło na długo wzorzec dla przyszłych badaczy i nadal stanowi paradygmat
wyjściowy dla dalszych prac na tym polu, co podnoszą publikacje nie tylko
dawniejsze, ale również najnowszych badaczy2.
1 Problematykę tę przedstawiano w szeregu wymienianych już opracowań, a także we
wstępach edytorskich do nowych monografii regionalnych i tomów suplementowych (DWOK
T. 39–57 i 70–84).
2 Ponad pół wieku temu J. Krzyżanowski pisał, że przy wszystkich obwarowaniach wynikłych z etapu badań i możliwości Kolberga „[…] to wielotomowe wydawnictwo jest do dzisiaj
i pozostanie na zawsze podstawowym i niezastąpionym źródłem wiedzy o naszej pieśni ludowej. Chodzi po prostu o to, że ogromny odsetek zapisów Kolberga stanowią unikaty, pieśni, które wygasły, tak że poza obrębem Ludu są one nieznane” ( Pieśń ludowa świecka, w: Słownik
folkloru polskiego, Warszawa 1965, s. 307). Zaś w roku 2015 P. Grochowski, omawiając „pęknięcie” metodologiczne w zakresie systematyki pieśni u Kolberga (pieśni ujęte „w kontekście
wykonawczym i kulturowym” oraz klasyfikowane hierarchicznie), ocenił jednocześnie wysoko

279

�W konkluzji podkreślić trzeba, że podstawą systematyki pieśni stał się
dla Kolberga tekst wierszowany, wyjątkowo tylko w tańcach melodia, choć
muzyka zawsze pozostawała w centrum zainteresowań autora Ludu. To
jednak przede wszystkim słowo śpiewane pozwalało wyznaczyć kategorie
funkcji, tematu i struktury pieśni.
W ścisłym związku z systematyką tekstów folkloru pozostaje terminologia gatunkowa, która jednak w dosłownym tego określenia znaczeniu
przeważnie nie operuje pojęciami genologicznymi. Jednym z nielicznych
gatunków sensu stricto, który w zakresie folkloru pieśniowego Kolberg
najwcześniej wyodrębnił genologicznie i analizował, była – jak wiadomo
– ballada ludowa, którą określał terminem „duma”. Poświęcił jej najwięcej
miejsca i badawczej uwagi w omawianym wcześniej tomie Pieśni ludu polskiego z 1857 roku, swojej jedynej monografii gatunkowej, przemianowanej
później na pierwszy tom Ludu. W następnych tomach Ludu i Obrazów
etnograficznych publikował ballady w specjalnych rozdziałach, w ramach
pieśni powszechnych, gdzie były wybrane na podstawie kryterium geograficznego. Sytuował je jednak w stosunku do pieśni bądź równorzędnie, bądź
podrzędnie („Pieśni i dumy”, „Pieśni” oraz „Dumy”, „Pieśni”, a w nich np.
„Miłość”, „Dumy”). Jak powiedziano wcześniej, Kolberg nie używał terminu
„ballada”, który dla tego gatunku ludowej poezji polskiej upowszechnił się
w Polsce dopiero pod koniec XIX wieku1. Choć nie definiował w zasadzie samego gatunku (poza kilkoma zdaniami w niedrukowanej wersji rękopiśmiennej, przytoczonymi wyżej), zbierane przez niego dumy–ballady
pozwalają stwierdzić, że trafnie odczytywał specyfikę genologiczną tego
rodzaju pieśni jako traktujących o tragicznych (na osi wina–kara) lub niezwykłych wydarzeniach, posiadających postać fabularną, z wplecionymi
w nią dialogami bohaterów. W monografiach regionów etnicznie polskich
nie stosował specyfikacji „dumy historyczne” ani też „pieśni historyczne”,
jak to czynili jego poprzednicy, wiążący dumy z wydarzeniami czy postaciami historycznymi. Pieśni nawiązujące do dawnych dziejów odnaleźć można
wprawdzie w Ludzie w innych działach, np. wśród pieśni dziadowskich
(o zdobyciu Kamieńca Podolskiego przez Turków, obronie Wiednia przez
wojska polskie pod wodzą króla Jana III Sobieskiego w Krakowskiem),
„podjętą przez Kolberga nowatorską koncepcję porządkowania materiałów folklorystycznych”
(P. Grochowski Kolberg – Nowy Kolberg – cyberkolberg…, s. 64).
1 Zagadnienie to omawia A. Skrukwa w pracy Duma–ballada. Z problemów terminologii
gatunkowej w „Dziełach wszystkich” Oskara Kolberga, „Wieś Radomska”, R 9: 2011, s. 221–231.

280

�są one jednak u Kolberga stosunkowo rzadkie, co jest odbiciem takiego
stanu w folklorze polskim w ogóle. Pieśń ludowa nie rejestrowała rzeczywistości historycznej bezpośrednio, ale znalazły w niej swoje odbicie ważne wydarzenia dziejowe, zwłaszcza wojny, katastrofy, wielkie zwycięstwa,
np. inwazja szwedzka, odsiecz wiedeńska, powstanie styczniowe. Jak pisał
Bystroń: „Historia Polski była w znacznej mierze historią szlachecką, która
też swój oddźwięk w literaturze szlacheckiej znalazła”1. Pieśni o wojnach
moskiewskich, szwedzkich, tureckich czy o niewoli tatarskiej, sięgające
XVII wieku, w XIX-wiecznych zbiorach nieliczne, wydawane były najczęściej jako pieśni dziadowskie, co wskazuje na środowisko nosicieli tych
tradycji, wędrownych śpiewaków, których repertuar przejęła pieśń ludowa.
Poczucie historyczności tych dawnych pieśni okazało się w folklorze nietrwałe, przechowywała je natomiast pieśń popularna, często wywodząca
się z utworów naszych poetów i kompozytorów.
Inaczej postąpił jednak badacz w Pokuciu, jedynej monografii ziem
ukraińskich, jaką sam zdążył wydać. Tam wydzielił „Dumy historyczne”
i „Dumy obyczajowe przygodne”. Spotkał się z zarzutem, że niewłaściwie używa tego terminu w odniesieniu do pieśni ukraińskich, gdyż ma
on w folklorze ukraińskim zupełnie inne znaczenie niż ballada polska2.
Są to utwory o nieregularnej budowie wersyfikacyjnej, recytowane przy
towarzyszeniu kobzy, bandury lub liry, o tematyce związanej z historią
Ukrainy. Zatem w myśl tej definicji większość pieśni, które znalazły się
w Pokuciu, nie spełniała wymogów gatunkowych. Kolberg jednak argumentował, że dla jednolitego porządku w całym wydawnictwie próbował
przystosować klasyfikację dotychczas praktykowaną do materiału ukraińskiego3.
W rękopisach Kolbergowskich wydawanych współcześnie w zasadzie
nowych wątków balladowych nie odnaleziono, zachowały się jednak zapisy takich wariantów, które uprzednio w konkretnych monografiach regionalnych Kolberga nie były wydrukowane wśród pieśni z objętego nimi
obszaru; pomnażają więc zasób repertuaru lokalnego o nowe odmiany4.
Ballady zebrane przez Kolberga odpowiadają w większości wyznacznikom
1

J. S. Bystroń Historia w pieśni ludu polskiego, Warszawa 1925, s. 12.
Zob. C. Neymann Recenzja cz. I i II „Pokucia”, przedruk w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), aneks VII, s. 281–282.
3 Zob. A. Skrukwa Duma–ballada…, s. 226–227.
4 Por. tamże, s. 229. Nowe warianty zostały opublikowane w tomach suplementowych.
2

281

�gatunku sformułowanym współcześnie1. Choć nie wszystkie wątki uznane
dziś za balladowe Kolberg uważał za ballady, a niektóre teksty tego rodzaju
sytuował wśród pieśni weselnych lub powszechnych2, jego zbiór utworów
tego gatunku pozostaje największym polskim zbiorem ballad, w większości
trafnie rozpoznanych i reprezentowanych licznymi wariantami z całej Polski, co jako zbiór jednego autora jest zjawiskiem niespotykanym.
Inne terminy określające różne rodzaje pieśni, choć spełniają funkcje
nazw genologicznych, mają najczęściej charakter ponadgatunkowy. Są
opisowe, omowne, odwołują się znowu do tematu (miłosne), środowiska
społecznego (dziadowskie), zawodowego (rzemieślnicze, myśliwskie), okoliczności (kołyskowe) i oczywiście funkcji (weselne, żniwne). O ile kategoria tematu obciążona jest ryzykiem zbytniego subiektywizmu badacza
lub uproszczenia (ruchome segmenty w pieśniach składankowych kojarzone np. motywicznie, lecz różnowątkowe), o tyle kategorie środowiska
wykonawczego są niejasno określone. Jeśli Kolberg nie podał informacji
o pochodzeniu lub zawodzie wykonawcy, nie wiadomo, jaki zakres ma np.
pojęcie „pieśń dziadowska”; może bowiem chodzić o wykonawcę dziada
lub – jak to definiuje wielu badaczy – o życie i działalność dziadów, „kondycję tego zawodu”3 czy wreszcie o satyrę na dziadów jako obiekt kpin
(zob. np. w części II Krakowskiego rozdział „Pieśni dziadowskie i parodie
na dziadów”). Problem ten w odniesieniu do pieśni dziadowskiej analizował P. Grochowski w przywołanej już monografii Dziady, a ponieważ
analiza ta może stanowić przekonujący przykład kłopotów ze znaczeniem
1

Świadczą o tym cytowane wyżej prace J. Jagiełło Polska ballada ludowa (Wrocław
1975) oraz E. Jaworskiej Katalog polskiej ballady ludowej (Wrocław 1990). Na 41 wątków balladowych, dokumentowanych przez Kolberga w tomie Pieśni ludu polskiego (1857), 33 wątki
uznawane są według badaczek za balladowe.
2 Np. nieuwzględnione w Pieśniach ludu ballady humorystyczne (teksty lub tylko ich incipity) o uwiedzeniu dziewczyny podstępem (nr wątku 117) oraz o zdradzonym mężu (wątek
nr 120) odnaleźć można w monografiach wśród pieśni powszechnych, przeważnie w rozdziale
„Igraszka, Swawola” lub „Małżeństwo” (zob. np. DWOK T. 4, nr 197–199, T. 12, nr 372–374,
T. 16, nr 460, 461, T. 21, nr 79–83, T. 25, nr 208–209b oraz T. 12, nr 458–460, T. 18, nr 293, 294,
T. 25, nr 241, T. 21, nr 112, 113), a balladę o złodziejach okradających karczmę (watek nr 121),
także humorystyczną, choć jest w Pieśniach ludu z nr 38, w tomach regionalnych znajdujemy
w rozdziale „Zabawa. Pijatyka. Karczma”, z notą „złodziejska” (zob. DWOK T. 4, nr 239, T. 12,
nr 480, T. 27, nr 365). Wydaje się, że w tym ostatnim przypadku o przydziale zdecydowały
okoliczności wykonania, podobnie jak w szeregu sytuacji, gdy popularne ballady wykonywane
były w czasie wesela.
3 Zob. P. Grochowski Dziady…, s. 192–194.

282

�i zakresem pojęć określających opisowo różne rodzaje pieśni bez oznaczenia ich kontekstu wykonawczego, warto jej się pokrótce przyjrzeć. Autor
poświęcił najpierw miejsce charakterystyce tego ciekawego i zróżnicowanego środowiska w ujęciu historycznym, opisowi sposobów funkcjonowania wędrownych dziadów i ich ról w społeczności oraz specyfiki „rzemiosła”, wreszcie fascynacji romantyków postacią dziada–lirnika, „strażnika
pamięci” i „poety–wieszcza”. Przedstawiając następnie w szerokim ujęciu
repertuar dziadowski od strony tematyki, obrazu świata, poetyki i funkcji wykonywanych pieśni, stwierdził, że uznanie określenia „pieśń dziadowska” za termin gatunkowy nie jest ścisłe i że nie wystarczy zawężenie
definicyjne do „wierszowanej, śpiewanej nowiny dziadowskiej o tematyce
historycznej, sensacyjno-kryminalnej, katastroficznej etc., z odpowiednią
wykładnią moralną” 1. W zasobie pieśni wykonywanych przez dziadów
mieszczą się bowiem pieśni klasyfikowane jako historyczne, sieroce, nabożne, ballady, co widoczne jest także – jak wspominano – u Kolberga, a repertuar tych śpiewaków, obliczony na przyciągniecie uwagi, wzbudzenie
strachu i litości słuchaczy, bywał w praktyce dowolnie jeszcze rozszerzany.
Na podstawie tych ustaleń opartych o wybrany materiał dokumentacyjny autor wykazuje, że stopień zróżnicowania repertuaru dziadowskiego,
mimo pewnych cech wspólnych (wizja świata, funkcje, środki stylistyczno-kompozycyjne i „aktorskie”) wykonywanych pieśni, nie pozwala na uznanie utworów tego środowiska za „odrębny gatunek folkloru”2. Ze względu
na „kulturowe uwikłanie” oraz „wyjątkowy kontekst nadawczo-odbiorczy”
tekstów śpiewanych przez dziadów określenie „pieśni dziadowskie” Grochowski proponuje traktować pomocniczo, pozagatunkowo, dla określenia
swoistego sposobu funkcjonowania tych utworów. Według autora należałby przyjąć dla tego repertuaru raczej kryterium gatunkowe (ballada)
lub tematyczne (pieśni o świętych, o dziadach), z zaznaczeniem, że pieśń
„była wykonana przez dziadów, czyli była pieśnią dziadowską”3. Przytoczone opinie, charakterystyczne dla antropologicznego stanowiska wobec
tekstów folkloru, pozwalają na sformułowanie w stosunku do zbioru pieśni dziadowskich Kolberga wniosku, że rozumiał on szeroko ten repertuar
i choć nie zawsze zaznaczał informacje o wykonawcy–dziadzie, na ogół
1

Tamże, s. 200.
Tamże, s. 293.
3 Tamże, s. 296
2

283

�trafnie odczytał przynależność i typowość pewnych pieśni do i dla tego
środowiska. Dowodem może być fakt, że na 58 zamieszczonych w aneksie
pracy Grochowskiego tekstów typowych pieśni, „najczęściej wykonywanych przez dziadów”, 35 legitymizowanych jest wariantami cytowanymi
za Kolbergiem. Charakterystyczne przy tym, że Kolbergowska reprezentacja
występuje prawie w każdym z 10 rodzajów takich pieśni, które wyodrębnił autor, np. w dziale „Legendy hagiograficzne” na 12 tekstów 10 pochodzi z Kolberga, a wśród 7 „Legend maryjnych” 5 to teksty z Ludu1. Można uznać, że w sumie doświadczenie badacza w obcowaniu z folklorem
i pamięć typowych sytuacji wykonawczych podyktowały Kolbergowi trafne
przypisanie środowisku dziadowskiemu większości pieśni, także z punktu
widzenia dzisiejszej folklorystyki. Mimo zastrzeżeń, że umieszczał takie pieśni w różnie tytułowanych działach (np. „Pieśni dziadowskie. Nabożne i legendy”; „Pieśni historyczne i religijne przez dziadów żebraczych śpiewane”;
„Pieśni nabożne i legendy”; „Pieśni dziadowskie”), że nie podawał systematycznie informacji o wykonawcy, co rodziło wątpliwości, czy wszystkie
„nabożne” należały do repertuaru dziadów, wreszcie, że dołączał do tej
grupy pieśni satyryczne, obśmiewające, a więc raczej tworzone przez inne
środowisko2 – udokumentował ten specyficzny i niezwykle ciekawy folklor
pieśniowy w takiej skali, że stanowi on także współcześnie podstawowe
źródło dla folklorystów. Dał także jego obraz z kilku stron, prezentując
pieśni ukazujące patriotyzm wędrownych dziadów i ich przywiązanie do
tradycji religijnej, związanej z historią narodu, skargi i żale związane z żebraczym losem i prześladowaniami przez władze zaborcze (zakaz działalności, swobodnego poruszania się po kraju, rozpowszechniania i drukowania
1

Dalej autor publikuje następujące teksty: „Legendy apokryficzne” (na 8 pozycji – 4 z Kolberga), „Pieśni o śmierci” (na 10 – 8 z Kolberga), „Pieśni o końcu świata’ (na 4 – 2 z Kolberga),
„Pieśni o upadku obyczajów” (2 pozycje – brak Kolberga), „Pieśni nowiniarskie” (na 5 – 2 z Kolberga), „Ballady o dzieciobójczyni” (na 3 – 3 z Kolberga), „Pieśni o sierotach (3 pozycje – brak
Kolberga), „Inne” (na 4 – 1 z Kolberga).
2 Zob. np. wierszowany tekst pt. „Parodia na dziadów”, przysłany Kolbergowi przez
W. Siarkowskiego wraz z jego objaśnieniem, że upowszechniło go środowisko kościelne, w:
O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 256–262. W różnych tomach Ludu zamieszczał
też Kolberg ciekawe uwagi o sposobach funkcjonowania dziadów, stosunku słuchaczy do nich,
o zainteresowaniu ich pieśniami, ale i o kpinach, żartach i anegdotach na ich temat itd.; zob. np.
O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), przypisy na s. 227–228, s. 233, W. Ks. Poznańskie
cz. IV (DWOK T. 12), s. 312. Znacznie też częściej niż przy innych pieśniach spotykamy w druku lakoniczne informacje Kolberga o dziadach – wykonawcach.

284

�pieśni nowiniarskich w zaborze rosyjskim), a także parodie ilustrujące próżniactwo i oszukańcze praktyki „zawodowe” tego kręgu wykonawców.
W mniejszym lub większym stopniu podobne niejasności terminologiczne da się zauważyć w odniesieniu do innych opisowych kategorii pieśniowego folkloru środowiskowo-zawodowego w dziele Kolberga. Brak dokumentacji dopełniającej zapisy źródłowe, czyli informacji o informatorze i od
informatora, nie pozwala np. jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy do
czynienia z utworami chłopów czy rzemieślników, przedstawicieli wsi czy
miast, miasteczek, przedmieść. Tematyka pieśni związana z postacią flisaka,
młynarza, kowala, szewca czy krawca nie daje odpowiedzi na to pytanie,
gdyż nie była obca także środowisku chłopskiemu, które chętnie do niej nawiązywało. Dotyczy to również pieśni satyrycznych, kpin z poszczególnych
zawodów będących często odbiciem antagonizmów międzycechowych,
utartych stereotypów, wzajemnych uprzedzeń nie tylko między rzemieślnikami w mieście, ale także między mieszkańcami wsi i miasta ośmieszającymi się nawzajem. Nie da się orzec proweniencji środowiskowej śpiewek
typu: „Kowale – bretnale, a szewcy to dratwa, kuśnierze – szalbierze, a stelmachy – szlachta” czy: „Szewczyku kulawy, trzewiczek dziurawy, szewczyku nie lataj, trzewiczek załataj”, albo: „A komuż tak jak młynarzom, na
słoneczko nie wyłażą, jeno leżą sobie w kłodzie, rozkazują robić wodzie”1.
Pieśni w dziale „Rzemiosło” jest jednak w zapisach Kolberga stosunkowo
niewiele, większość monografii nie posiada ich wcale, być może dlatego,
że badacz postrzegał je jako własność przede wszystkim środowiska miejskiego. Pieśni związane z pracami rolnymi („Praca. Rola”), wypasem bydła
(„Pasterstwo”), myślistwem („Myślistwo”), wojną, losem żołnierza i poborem do wojska („Wojna. Wojsko”), zabawą i hulanką w karczmie („Zabawa.
Karczma”) również wyraźniej wskazują na kryterium tematu i okoliczności
niż na prawdopodobnego wykonawcę. Jeśli Kolberg go nie określił, możemy się go tylko domyślać, nie da się jednak wykluczyć sytuacji, że okazjonalnie pieśni takie wykonywane były również w środowisku szlacheckim
czy miejskim, najchętniej np. w konwencji żartobliwej lub kpiarskiej, jak
cytowane wyżej teksty.
Ogromny materiał pieśniowy zgromadzony przez Kolberga zróżnicowany jest na wielu poziomach. Kategorie klasyfikacyjne przyjęte przez badacza
1 O. Kolberg Chełmskie. Suplement… (DWOK T. 82), nr 50; Radomskie. Suplement do
tomów 20–21 (DWOK T. 77/I), nr 636; Mazury pruskie (DWOK T. 40), nr 621.

285

�dla pieśni w całym wydawnictwie, z modyfikacjami podyktowanymi ilością
i rodzajem pozyskanych tekstów, sprawiają, że w ramach każdej monografii regionalnej znalazł się zespół pieśni ułożonych w zasadzie zgodnie
z przyjętymi regułami systematyki. Monografie te obejmują cały obszar
dawnej Rzeczypospolitej i dokumentują pieśni nie tylko w języku polskim,
ale dla ziem Kresów Wschodnich, gdzie ludność była wymieszana, również
w białoruskim, ukraińskim, a także litewskim. Folklor wierszowany pochodzi z różnych źródeł i ma różną postać językową, od zapisu gwarowego
po przekaz literacki. Składają się na niego pieśni o najrozmaitszej treści,
funkcjach i formie, wywodzące się z różnych środowisk wykonawczych,
z różną metryką, proweniencją, zasięgiem występowania i rozpowszechnienia, miejscem w tradycji. Obok popularnych niekiedy w całej Europie lub
u naszych sąsiadów ballad legitymowanych w tomach Kolberga wieloma
wariantami z różnych okolic Polski, powszechnie śpiewanych liryków miłosnych czy setek krakowiaków od XVIII wieku zadomowionych szeroko
w polskim repertuarze odnaleźć można w zbiorach badacza także szereg
pieśni rzadkich, starych, a nawet zabytkowych czy unikatowych, które przetrwały na kartach Ludu i w rękopisach, dopiero w Dziełach wszystkich
wydawanych jako dokument trwałości i żywotności tradycji lub odwrotnie
– świadectwo, czasami jedyne, zapomnianej i utraconej ciągłości. I tak np.
pieśń o szewczyku wywodząca się z XVI wieku, o incipicie „Jechał (Jedzie)
chłop do młyna, zdechła mu kobyła” – według ustaleń J. Krzyżanowskiego
–„nasz najstarszy taniec mieszczański”, zanotował Kolberg w pięciu wariantach (krakowskim, wielkopolskim, dwu mazowieckich i radomskim). Pieśń
ta ocalała w rękopisie z 1676 roku, ale dla XIX wieku zachowała się dla niej
jedynie dokumentacja Kolberga, co świadczy o żywotności wątku jeszcze
w połowie tego stulecia. Dodatkowo potwierdza tę żywotność spowinowacona ze starym „tańcem mieszczańskim” inna drwiąca pieśń satyryczna na
szewców, „Chodzą szewcy po ulicy” (dialog szewca i psa wspólnie obdzierających padlinę ze skóry), w jednym wariancie również zapisana przez
Kolberga pod Mławą na Mazowszu i stanowiąca pewnie jakąś kontynuację
dawnego „tańca mieszczańskiego1.
1

Warianty tej pieśni zob. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), nr 422, W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), nr 606, Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), nr 347, tamże, cz.
III (DWOK T. 26), nr 453 oraz Radomskie cz. II (DWOK T. 21), nr 176; pieśń spokrewniona
z powyższymi zob. Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), nr 429 (tam nietypowa i nieskładna inwokacja, właściwy tekst od zwrotki 2.). Zob. J. Krzyżanowski Nasz najdawniejszy „taniec

286

�Popularną pieśń myśliwską pochodzenia szlacheckiego „Siedzi sobie zając pod miedzą”, sięgającą połowy XVII wieku, zapisał Kolberg w licznych
wariantach z różnych regionów Polski, w znacznej części pozyskując ją
z własnych badań terenowych. Poświadczył w ten sposób, że znana w I połowie XIX wieku, przeszła w tym czasie do repertuaru ludowego i stopniowo się w nim upowszechniała, tak dalece, że włączana bywała niekiedy
nawet w obrzęd weselny1. Inna stara pieśń żołnierska „Idzie żołnierz borem, lasem”, tzw. Pieśń o żołnierzu tułaczu, występująca w tomach Kolberga w kilkudziesięciu wariantach, już w pierwszej monografii regionalnej,
tj. w Sandomierskiem, doczekała się cennego komentarza historycznego,
w którym autor przywołał za „Pamiętnikiem Sandomierskim” z 1830 roku
jej prawariant rękopiśmienny, odnaleziony w książce z 1584 roku oraz dwa
warianty wcześniejsze od własnych, z 1830 roku. Upowszechnił w ten sposób materiał z mało znanego czasopisma, który do dzisiaj wykorzystują
folkloryści zajmujący się dziejami pieśni2.
Przykłady ciekawych tekstów wierszowanych, zebranych przez Kolberga w trakcie własnych badań i zapisanych z żywej tradycji ustnej, które
przynoszą bezcenny materiał do dziejów naszej pieśni ludowej i popularnej,
można by mnożyć. To samo dotyczy utworów wydobytych przez Kolberga
z archiwaliów, przytaczanych ze starych druków, ulotnych broszur, kramarskich ulotek, efemerycznych periodyków, za badaczami „starożytności”
i pracami innych folklorystów. Często wobec przetrzebienia, zniszczenia
i zagubienia wielu z tych źródeł świadectwo Kolberga okazuje się jedynym
i ratującym ten materiał od zapomnienia. Bez pieśniowego materiału źródłowego zebranego przez Kolberga nie może się więc obyć także współczesny folklorysta badający tę dziedzinę literatury ludowej.
mieszczański”. Pieśń o szewczyku, w: tenże Paralele. Studia porównawcze z pogranicza
literatury i folkloru, Warszawa 1977, s. 291–305.
1 Zob. m.in. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), nr 27 i 111 oraz suplement sandomierski (DWOK T. 71), nr 5, Krakowskie cz. II (DWOK T. 6,) nr 406 i 407 oraz suplement krakowski (DWOK T. 73/I), nr 666 i 667, Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), nr 175, 176 i 453. Por. też
J. Krzyżanowski „Siedzi sobie zając pod miedzą”, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 375–376.
2 Zob. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 256– 257. Zob. też S. Wasylewski Pieśń
o żołnierzu tułaczu, „Lud” T. XVI: 1910, s. 247–258. Pieśń ta posłużyła J. Bartmińskiemu
jako materiał do analizy porównawczej jej 50 wariantów (32 z Kolberga oraz 3 z „Pamiętnika
Sandomierskiego”) i wzajemnych relacji „ruchomych” segmentów tematycznych. Analiza ta
miała służyć wykazaniu otwartej struktury tekstu folklorystycznego w jego rozwojowej dynamice i stanowić argument przeciwko usztywniającej metodzie klasyfikacji hierarchicznej
pieśni. Zob. J. Bartmiński Klasyfikacje gatunkowe a systematyka tekstów folkloru…., s. 17–25.

287

�Bajki. Podania
Zgodnie z kompleksowym programem badań nad kulturą ludową ogłoszonym przez Kolberga w „Bibliotece Warszawskiej” w 1865 roku proza
ludowa stała się stałym składnikiem poszczególnych monografii regionalnych. W pierwszej z nich, wydanej w tym samym roku, tj. w Sandomierskiem, znalazły się jedynie trzy bajki, zamieszczone w rozdziale poświęconym językowi i potraktowane tam jako przykłady „żywej mowy”.
W przypisach na końcu tej książki opublikował Kolberg natomiast kilka
legend i podań zaczerpniętych z literatury i podanych dla dopełnienia opisu
topograficznego kraju, co stało się stałą praktyką w dalszych tomach. W kolejnych monografiach bajki zamieszczał już Kolberg w osobnych rozdziałach, traktując je tym samym jako odrębny i specyficzny rodzaj literatury
ludowej i odchodząc od ich wyłącznie ilustratywnej funkcji. Tę przypisał
natomiast – jak wspomniano wcześniej – podaniom i opowieściom wierzeniowym, lokując te pierwsze wśród informacji rozdziału „Kraj”, drugie
przytaczając jako przykłady w opisie wierzeń.
Ilość tekstów prozatorskich w poszczególnych monografiach kształtowała się różnie i na ogół była proporcjonalna do całokształtu materiałów
pozyskanych z danego regionu, stopnia jego przebadania, warunków samodzielnych eksploracji terenowych i współpracy z miejscową ludnością.
Najbogatsze zbiory bajek pozyskał Kolberg w Krakowskiem, w Wielkopolsce, na Kujawach oraz na Pokuciu i w Sanockiem, wcześniej na Mazowszu,
przy czym materiału z dwu ostatnich regionów nie zdołał wydać1. Nieco
mniejszy zasób tekstów bajkowych znalazł się w pozostałych publikowanych przez Kolberga monografiach regionalnych, a także w wydawanych
z rękopisów po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich. Pewną ilość
opowieści ludowych zawierają też suplementy; w tym zespole najbogatszy
jest zbiór krakowski, reprezentujący region, z którym badacz był związany przez niemal 20 lat swej działalności, prowadzonej tam w najbardziej
sprzyjających warunkach.
W następnej po Sandomierskiem monografii Kujaw, zawierającej ponad
40 opowiadań, podjął Kolberg próbę ich klasyfikacji, co stanowiło novum
w praktyce dotychczasowego wydawania prozy ludowej, oraz poprzedził
1 Opublikował je Kolberg w osobnych rozdziałach w cz. I Kujaw, w cz. IV Krakowskiego,
w cz. VI W. Ks. Poznańskiego, w cz. IV Pokucia, (DWOK T. 3, 8, 14, 32), bajki z Mazowsza i z Sanockiego wydano w cz. VII Mazowsza i w cz. III Sanockiego-Krośnieńskiego (DWOK T. 42 i 51).

288

�ten zbiór komentarzem dotyczącym bajkowego materiału1. Na tle poprzedników zarówno próba systematyki, jak i opis repertuaru wyróżniają się
nowatorskim i znacznie szerszym spojrzeniem na tę dziedzinę literatury
ludowej. Kolberg we wstępnym omówieniu zastrzega:
Pozbierawszy cząstkę owych bajek (jak je tam [tj. na Kujawach] i wszędzie niemal w naszym kraju nazywają), podaję je w prostocie wysłowienia ludowego,
nic nie ujmując ani dodając. O ile przeto tracić one z jednej strony muszą tak
na zręcznym obrobieniu i okraszeniu ustępów, jak i na gładkim całości powiązaniu, o tyle z drugiej, sądzę, zyszczą na autentyczności i wiarogodności swej
dykcji, dając zarazem poznać właściwość gwary kujawskiej, niemniej sposób
zapatrywania i wyrażenia się tego ludu. Z niewielkiego tych bajek zamieszczonego pocztu przekonamy się, że lud tutejszy nie zachował nam tylu pamiątek
odległej przeszłości, ile ich napotykamy np. w Bajarzu Glińskiego lub Klechdach Wójcickiego, a uronienie lub spaczenie wielu przypisać w części należy
bliższemu i dawniejszemu z ludami Zachodu zetknięciu. Natomiast znajdziemy
tam cechy nowe, Kujawom i ościennym jedynie właściwe powiatom, pogląd
oryginalny i żyłkę satyryczną w gawędach, raz do niezwykłego dzielności i rubaszności naprężoną stopnia, to znów lakonicznie nić przedmiotu przecinającą.
Z porównania ich z baśniami i powieściami drukiem już ogłoszonymi, których
w wielkiej części są już to wersjami, już wariantami, widzimy, że podobnie jak
i pieśni ulegają one przeróbkom i przekształceniu. Jedne z nich są jakoby zbite
w treściwą, zagadkową prawie ściśliwość, drugie zbytnie się rozciągają i rozgadują o szczegółach małej wagi. Tu pełno przyczepek i dodatków, organicznie
nie dość ściśle z sobą lub całością powiązanych, tam znów brak dopełnienia,
urywkowość lub przepomnienie. Są to nieuniknione przypadłości tradycyjnego
ich żywota; wszakże tuż obok nich znachodzą się i takie, które pod względem
treści i dykcji nic prawie do życzenia nie pozostawiają2.

Wypowiedź ta świadczy, że wieloletnie obcowanie z ludowym przekazem dokumentowanym ze słuchu, oczywiście zwłaszcza z pieśnią, oraz tocząca się dyskusja o sposobie zbierania i wydawania literatury ludowej, np.
przytaczane wyżej opinie m.in. Kraszewskiego, pozwoliły we wczesnym
stosunkowo okresie badań Kolberga nad bajką, nowym dla niego obiektem zainteresowania i rejestracji, trafnie uchwycić najważniejsze cechy
ludowych opowieści i mechanizmu ich funkcjonowania w kulturze wsi.
1
2

O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 107–111.
Tamże, s. 107–108.

289

�Kolberg opowiada się za terminem „bajka” jako używanym przez środowisko nosicieli folkloru. Dostrzega różnorodność „barwy i natury” opowiadań,
ich zmienność w czasie i miejscu, ciągłe „przeróbki i przekształcenia”, podatność na wpływy zewnętrzne, wędrowność wątków reprezentowanych
przez rozmaite „wersje” lub „warianty”, nasycenie nowymi elementami,
lokalnymi i świeżymi. Nie szuka w nich arbitralnie i nie odnajduje – jak
jego poprzednicy – głównie reliktów dawnej przeszłości, lecz obiektywnie
rejestruje uderzające go cechy repertuaru, tj. z jednej strony oryginalny
charakter i koloryt miejscowy, kujawski, widoczny w sposobie postrzegania świata i formie „wyrażania” go, z drugiej treści, wątki i motywy powszechnie występujące na gruncie polskim, a także w bajkach słowiańskich
i europejskich. Zwraca uwagę na obecny w tej prozie żywioł satyryczny
i uwzględnia opowiadania nacechowane ludowym komizmem, dowcipem
i rubasznością, tj. anegdotę, gatunek tak jak realistyczne opowieści z życia
przez romantycznych zbieraczy często pomijany ze względu na autocenzurę obyczajową. Wreszcie podkreśla różnorodność treściową i formalną
zbieranych wariantów, od przekazów wzorowych, rozwiniętych i spójnych,
po chaotyczne, kalekie czy eliptyczne. I trafnie objaśnia te różnice jako nieunikniony rezultat „tradycyjnego ich żywota”, który określają nieustannie
przekształcające się opowieści w ustach różnych narratorów. Jednocześnie
Kolberg deklaruje wierną dokumentację języka opowieści, konieczność oddania pierwotnej ich postaci dla zachowania autentyzmu opowiadań.
Jest to więc spojrzenie na prozę ludową znacznie wnikliwsze, bezstronniejsze i bardziej realistyczne niż prezentowane przez wydawców bajek,
którzy poprzedzili Kolberga. Wcześniejsze wymieniane już zbiory prozy
ludowej K.W. Wójcickiego (1837), K. Balińskiego (1842), L. Siemieńskiego
(1845), R. Zmorskiego (1852), A.J. Glińskiego (1853) i S. Barącza (1866) wyrosły z romantycznego przekonania o historycznej, zabytkowej wartości
folkloru bajkowego, z potrzeby szukania w nim archaicznych śladów dawnej tradycji. W obliczu zagrożenia Polski przez zabory zbieracze i wydawcy
tych zbiorków zmierzali do utrwalania świadomości narodowej, pamięci
i wiedzy o przeszłości. Teksty, nie zawsze ludowe i nie zawsze spisywane
ze słuchu, lecz czerpane ze starych dokumentów, kronik i wspomnień, zapożyczane z różnych źródeł i relacji, poddawane były przez tych autorów
obróbce literackiej, często parafrazom, stylizacji, fabularyzacji, wygładzaniu
stylu i słownictwa, dzięki czemu stawały się w mniejszym lub większym
stopniu opowiadaniami autorskimi, powstającymi jedynie „pod wpływem
290

�zasłyszanych”. Ich przekaz miał być podany czytelnie, przekonująco dla
wszystkich, językiem ogólnie dostępnym, tak by pozostawały w pamięci
jako interesujące „pamiątki przeszłości” pełniące rolę wychowawczą i formacyjną. Choć zbieracze ci na ogół byli zorientowani w twórczości ludu,
w sumie folklorem bardziej się posługiwali niż go w rozumieniu współczesnym dokumentowali. Nierzadko dochodziło przy tym do mistyfikacji,
jak np. u Wójcickiego, który wydrukował historię o Walgierzu z Tyńca
niemającą nic wspólnego z opowieściami ludu, czy u Glińskiego, w którego
Bajarzu polskim znalazły się, jak ustalił J. Krzyżanowski1, przeróbki poetyckich bajek Żukowskiego i Puszkina. Starodawność rozumiana jako udowodniony atrybut bajki ludowej, historyczny aprioryzm w jej postrzeganiu
krępowały dociekania badawcze i głębsze analizy prezentowanych opowieści. Zbiory te spełniły jednak ważną rolę, wprowadzając prozę ludową do
obiegu czytelniczego i wytyczając dalszą drogę prac nad nią kolejnym folklorystom. Szczególnie niezwykła popularność Klechd, starodawnych podań i powieści ludu, jak i samego autora tego zbioru, Wójcickiego, okazały
się znaczące w dalszym przebiegu badań. Przyniosły też cenne wskazówki dotyczące materiału starszego, zwłaszcza staropolskiego, wykorzystane
w późniejszych pracach. Charakterystyczny tytuł tego zbiorku, w którym
występuje określenie „klechdy” jako bardziej poetyczne – w rozumieniu
autora – i nobilitujące „bajkę” (w odróżnieniu od pospolitego „bajania”)
oraz programowy przymiotnik „starodawne”, trafnie oddaje zamierzenia
pokolenia romantycznych miłośników bajki.
Precyzyjniejszej systematyki tekstów bajkowych poprzednicy Kolberga
nie podejmowali, nie wykraczając poza deklaratywne i ogólnikowe propozycje ich podziału i charakterystyki, co najwyżej z próbą ich zastosowania
w układzie i kolejności opowiadań. Wójcicki, autor reprezentatywnego i inspirującego następców zbioru, podzielił 33 teksty poddane obróbce literackiej na trzy części. „Do pierwszej należą starożytne podania słowiańskich [tj.
przedchrześcijańskich] jeszcze wieków, jak powieści o powietrzu, wichrze,
wilkołaku”, albo różne podania lokalne; do drugiej zaliczał „osoby wprawdzie historyczne, ale o których kroniki nasze milczą lub małe dają objaśnienia”, wśród których znaleźli się „najstarożytniejsi bohatyrowie”: Waligóra i Wyrwidąb, „sławny rozbójnik” Madej i „czarodziej” Twardowski”;
1 Zob. J. Krzyżanowski „Bajarz polski” Glińskiego i jego źródła literackie, w: tegoż Paralele… , s. 760–772.

291

�do trzeciej – „powieści o czarach i czarownicach, o zaklętych królewiczach
i królewnach, o cudownych zamkach itp.” Podział ten opatrzył autor konstatacją:
We wszystkich rej wiodą bujne marzenia wyobraźni i cudowność. Cudowność ta,
zawsze upragniona, nie tylko się w samych odbija klechdach, wyobraźnia ludu
tak jest jej pełną, że można rzec, iż do żywota jego należy1.

Uderza niekonsekwencja, wręcz absurdalność tego podziału; właściwie
wszystkie opowieści mogłyby przynależeć do ostatniej grupy. Potrzeba
dowartościowania bajki prowadziła do sprzeczności: z jednej strony podkreślał autor „cudowność” w ludowej prozie, z drugiej wierzył w zawartą
w niej „prawdę historyczną”; lokalne podania odnosił do czasów przedchrześcijańskich, a postacie bajeczne określał jako „osoby historyczne”.
W zbiorku Balińskiego, liczącym 28 opowieści, podobnym do Klechd,
zredagowanym przez Wójcickiego i pozostającym pod wyraźnym jego
wpływem, nie wprowadzono podziału materiału, a określeń: „podanie”,
„opowiadanie”, „powiastka”, „gadka”, „powieść” używał autor wymiennie.
Teksty ogładzone również literacko, choć mniej niż u Wójcickiego upoetyzowane, przynoszą nowe w stosunku do poprzednika wątki, reprezentatywne dla polskiego folkloru, niekiedy stanowiące ich przekaz najstarszy,
jedyny z pierwszej połowy XIX wieku2.
Siemieński, który w swojej pracy zawarł ponad półtorej setki opowieści,
stanowiących obok pewnej liczby przekazów ustnych głównie przedruki
z innych źródeł, streszczenia lub skróty utworów publikowanych, teoretycznie i w zasadzie trafnie odróżnił podania od bajek, pisząc :
[…] do zbioru niniejszego nie przyjąłem tak zwanych klechd, czyli bajek; ten
rodzaj bowiem utworów gminu należy do innego działu. Podanie właściwie trzyma się albo pewnego miejsca albo też nosi na sobie cechę pewnej rzeczywistości
historycznej lub pochodzenia z czasów pogańskich, gdy przeciwnie, klechda,
swobodna jak wietrzyk, jest czystą igraszką fantazji lubującej się w pewnych
obrazach i przedmiotach, a mianowicie postaciach bohaterskich. Lud do niej
1

K.W. Wójcicki Klechdy..., Warszawa 1837, s. 13–14. Zob. też R. Wojciechowski Kazimierz
Władysław Wójcicki i jego „Klechdy”, w: K.W. Wójcicki Klechdy…, Warszawa 1972, s. 34.
2 M.in. są to opowieści Bieda i Blada panna (dwa warianty T 331A), Trupia głowa (T 366),
Diabli tanek (T 480C), Pieniądze (T 763), Twarz królewska (T 929), Kochanie (T 3115), zob.
K. Baliński Powieści ludu…, odpowiednio: s. 11 i 105, 88, 107, 51, 55, 83.

292

�nie przywiązuje tej religijnej wiary, jaką ma często w podanie; tym ona jest dla
niego, czym dla nas romanse rycerskie lub powieści Hoffmanna1.

W zamyśle autor ograniczył się więc świadomie do podań miejscowych,
historycznych i wierzeniowych, w praktyce jednak w jego zbiorze znalazły
się opowieści, które dzisiaj określilibyśmy jako bajki ajtiologiczne, anegdoty, a nawet opowieści fantastyczne, opisywane w cytowanej wyżej wypowiedzi jako klechdy właśnie. Mimo to próba rozróżnienia gatunków prozy
ludowej świadczy o krytycyzmie autora.
Zbiorek podań i bajek R. Zmorskiego cechuje świadoma stylizacja literacka opowieści, do której autor otwarcie przyznał się jako do bardziej
atrakcyjnej dla czytelnika. W przedmowie pisał:
Obrabianiem, okrzesywaniem i dopełnianiem gminnej powieści podług własnych pojęć spisującego odbiera się zbiorowi wierzytelność, ze spisania znowu
samej suchej treści lub niewolniczego stenografowania słów pierwszego lepszego wiejskiego opowiadacza powstaje książka zbyt jałowa dla czytelnictwa, która
zatem na upowszechnienie przedmiotu korzystnie wpłynąć nie może. Zdaje się,
że obu tych szkopułów uniknąć można, zachowując w pisaniu tryb opowiadaczy
gminnych – i tym też trybem poszedłem2.

Uznając tę ingerencję za uprawnioną, zadbał jednak o zachowanie ludowego charakteru swoich opowieści w znacznie większym stopniu niż
Wójcicki. Zmorski dostrzegał przemiany tekstów bajkowych mimo romantycznej tezy o ich historyzmie, a wobec tej ewolucji trudność rozpoznania
w nich reliktów dawności, których jednak nie negował. Dzielił opowieści
na podania, bajki i gadki. Za najdawniejsze zabytki kultury ludu obok pieśni
uważał Zmorski podania, które stanowiły według niego odbicie przeszłości,
dawnych dziejów i wierzeń „w świetle, jakim je lud swego czasu widział
i pojmował”. Baśnie, w jego klasyfikacji odpowiadające baśniom magicznym, uznawał za twory fantazji i wyobraźni, „wysnute z wierzeń, wyobrażeń i podań ludu”, a jako „podrzędniejszy rodzaj gminnego słowa” traktował gadki, „opowiadania przykrótsze, dla braku powieściowego wątku baś­
nią lub dla zbyt błahego przedmiotu podaniem zwać się nie zasługujące”3,
1

Tu i niżej L. Siemieński Kilka słów o ważności podań ludowych w: tegoż Podania i legendy…, , s. XVII –XVIII.
2 R. Zamarski [R. Zmorski] Kilka słów wstępnych, w: tegoż Podania i baśni ludu…, s. XII.
3 Tamże, s. VI–VIII.

293

�odnoszące się do spraw i zdarzeń bieżących lub niedawnych. Podobnie jak
Siemieński ujmował więc różnicę między podaniem a baśnią, widział ją
jednak jako wynik dynamicznego procesu zacierania dawnej postaci i sensu
podania pod wpływem baśniowej fikcji. W sumie według opinii późniejszych badaczy zbiorek Zmorskiego wywodzi się sposobem ujęcia i opracowania ze szkoły Wójcickiego, lecz przewyższa Klechdy zarówno w formie
i treści, jak i w komentarzu1.
Cieszący się przez kilkadziesiąt lat niesłabnącą popularnością i tłumaczony na języki obce Bajarz polski Glińskiego przyniósł 47 opowieści – jak
wspomina autor w przedmowie – spisywanych z pamięci, a zasłyszanych
w dzieciństwie w Szczorsach i Niehniewiczach2, wsiach zamieszkiwanych
głównie przez Białorusinów. Zatem i tu autorem publikowanej wersji tekstów, narratorem opowieści jest ostatecznie wydawca zbiorku. Gliński odżegnuje się od aspiracji badacza, odsyłając jednocześnie do prac swoich
poprzedników, które najwyraźniej dobrze zna, i próbuje też przedstawić
własną propozycję podziału prozy ludowej na trzy rodzaje: baśnie „[…] na
cudownościach, czarach i fantastycznych urojeniach osnute”; powieści, których „cechą jest prawdopodobieństwo i dowcip” oraz gawędy, tj. „krótkie
opowiadania o duchach, strachach i upiorach”3. Antologia Glińskiego zawiera opowieści przeważnie pochodzenia białoruskiego, obok niewielkiej
tylko liczby bajek polskich, anegdot o „kmiotku Roztropku”, a także wspomnianych trawestacji i przekładów prozą, parafraz lub streszczeń wierszowanych bajek W. Żukowskiego i A. Puszkina. Książce, długo uchodzącej
za reprezentatywny zbiór polskich bajek, mimo ich niepolskiej i w dużej
mierze literackiej proweniencji, przypisuje się obecnie historyczne znaczenie, głównie dzięki ukazaniu wpływów rosyjsko-białorusko-polskich oraz
popularyzacji niektórych wątków bajkowych, a także rosyjskiej klasyki literackiej na gruncie polskim4.
Najpóźniejszym z wymienionych zbiorów bajek, wydanym rok przed
pierwszą częścią Kujaw Kolberga, była praca galicyjskiego dominikanina,
historyka, Sadoka Barącza, pt. Bajki, fraszki, podania, przysłowia i pieś­
ni na Rusi (Tarnopol 1866). Zawiera materiał ułożony alfabetycznie (bez
1

Por. m.in. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej…, s. 136.
A. Gliński Do Czytelnika w: tegoż Bajarz polski…, T. I, s. XV–XVI.
3 Tamże, s. XI–XII.
4 Zob. J. Krzyżanowski Gliński Antoni Józef, w: Słownik folkloru polskiego… s. 122, O. Zadurska Gliński Antoni Józef, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 2, Toruń 2018, s. 39–40.
2

294

�klasyfikacji gatunkowej) według tytułowych haseł, opracowany literacko
podobnie jak poprzednie zbiory, lecz bardzo bogaty. Składają się na niego
anegdoty szlacheckie, lokalne i często skądinąd nieznane, pewna ilość podań i znaczna ilość kawałów i facecji o księżach unickich, w sumie ponad
150 najczęściej krótkich tekstów oraz około 80 przysłów i 25 pieśni. Opowiadania rozmaitego charakteru, głównie polskie i ukraińskie oraz nieliczne
ormiańskie i żydowskie, reprezentują folklor klasztorny Podola zachodniego, a więc przynoszą cenny materiał historyczny do poznania kresowego
repertuaru środowiskowego.
Obok wymienionych zbiorów, które Kolberg znał i cytował w swoich
tomach, śledził także publikacje w czasopismach i kalendarzach przynoszące pojedyncze teksty podań i bajek, m.in. w latach 30. i 40. w leszczyńskim
„Przyjacielu Ludu”, gdzie drukowane były np. opowieści pióra Berwińskiego i Lompy. Obserwował także z bliska toczącą się równolegle dyskusję na
temat znaczenia podań i bajek, sposobu ich zbierania, wydawania i interpretowania, jak np. przywoływane wcześniej wypowiedzi Kraszewskiego
czy apele i opinie na łamach „Biblioteki Warszawskiej”1, której wezwań
do prac zbierackich i badawczych stał się realizatorem. Poznał więc grunt
przygotowany przez poprzedników poprzez kolejne edycje i toczącą się debatę wokół tego rodzaju twórczości ludowej. Jeśli dodać do tego prawie
30-letnie własne doświadczenia terenowe i obcowanie z żywym folklorem,
uzasadniona wydaje się wnikliwsza i bardziej realistyczna postawa zbieracza i wydawcy wobec nowego przedmiotu badań, jakim stała się proza
ludowa w jej różnych odmianach. Kolberg był kontynuatorem poczynań
Wójcickiego i romantycznych zbieraczy bajek, ale jednocześnie stworzył
własną „szkołę” zbierania i wydawania ludowej prozy. Dystans, jaki cechował jego postawę, uwidoczniony w cytowanej wyżej przedmowie do
1 Artykuły zajmujące się bajkami i podaniami oraz ich podziałem gatunkowym opublikowali tam m.in. W.A. Maciejowski (Klechdy polskie i obrobienie ich, „Biblioteka Warszawska”
1850, T. 1, s. 1–14) oraz J. Grajnert (Studia nad podaniami ludu naszego, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 2 s. 465–514, T. 3, s. 70–105). Maciejowski pisał także obszerniej o ludowej
prozie w trzytomowej pracy pt. Piśmiennictwo polskie od czasów najdawniejszych aż do
roku 1830, T. 1, Warszawa 1851, s. 186–276. Wcześniej w „Athenaeum” R. III: 1843, T. 1,
s. 19–30, T. 3, s. 47–59, T. 4, s. 65–83 i T. 5, s. 61–74 ukazał się artykuł E. Izopolskiego Badania
podań ludu. Wartościowy zbiór bajek zawiera też dzieło A. Marcinkowskiego Lud ukraiński, jego pieśni, bajki, podania, klechdy, zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki,
zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory, tańce, gry itd. (T. 1–2, Wilno 1857); są to przekazy
autentyczne, pozyskane w terenie, spisane przez badacza w języku polskim.

295

�kujawskich opowieści, przejawił się przede wszystkim w porzuceniu historycznego aprioryzmu co do zabytkowości bajek, we wnikliwej analizie
mechanizmu ich życia obserwowanego z autopsji, w przekonaniu o konieczności dokumentowania ludowego tekstu w jego autentycznej postaci, zamiast opracowywania literackiego i stylizowania pierwotnych przekazów.
Jak dalece badacz był tu konsekwentny, zwłaszcza w stosunku do deklaracji postulatu ostatniego, miały pokazać bajki publikowane w kolejnych
monografiach.
Obok cytowanego wyżej komentarza do publikowanych bajek przedstawił Kolberg w części I Kujaw swoją próbę ich klasyfikacji. Pisał:
Gdy powieści te rozmaitej, jak powiedziałem, są natury, rozgatunkowanie ich
przeto i należyte uklasyfikowanie, zwłaszcza w surowym stanie, w jakim się nam
przedstawiają, ułatwi badaczom rozbiór i wnioski1.

Podzielił zatem i scharakteryzował kujawską prozę „wedle treści i ducha, jaki gawędy niniejsze ożywia”, na kategorie następujące:
1. Klechdy, to jest takie, w których przemaga cudowność i rozkiełzana w różnym
stopniu wyobraźnia, do dziwactw czasami i potworności dochodząca. I one same
na różne także dałyby się jeszcze rozłożyć gatunki. W jednych bowiem martwe
i na wpół żywotne ciała odgrywają rolę istot żyjących w pełni; sprzęty, narzędzie,
budowle, kamienie, rośliny itd. mają swą wolę i gwarę; zwierzęta i ptaki mówią
i działają jak ludzie, a nawet nadludzko, a ludzie bywają półbożkami. W innych
przeciwnie, ludzie stają się igraszką woli rzeczy martwych. […] Z takich to pierwiastków i żywiołów […] składają się owe klechdy, czyli klecenia niestworzonych
rzeczy (jak lud miejscami się wyraża), owe baśni, bajki, bajdy (jak skazki na
Rusi). Niektóre z tych klechd w pierwotnej może zachowały się czystości, inne
zwichnięte lub pokaleczone, inne wreszcie upstrzone i częstokroć oszpecone przeróbkami i dodatkami dokonanymi wedle późniejszych i nowszych wyobrażeń. […]
2. Legendy, podania religijne, rozgadki moralne i obyczajowe itp., których obfitość nie mniejszą niemal jest od tamtych, a które (oprócz kronikarskich i klasztornych) rozłożyć by się dały na powieści zmieszane z pogaństwem, powieści
czysto chrześcijańskie i powieści moralne.

1

O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 108.

296

�3. Powiastki i gawędy o wojakach, kupcach, włóczęgach, zbójcach, złodziejach
itd. Powieści te, opuszczając krainę duchów, wkraczają już stanowczo w dziedzinę rzeczywistości, częstokroć epoką dosyć nam bliskiej. […] Zdarza się atoli
niekiedy, że i do takich powieści wchodzi jakaś cudowność, że i tu ukazuje się
i działa duch jakiś wyskakujący nagle niby deus ex machina.
4. Gadki, dykteryjki są to znów wymysły, to skromne, to rozpasane, gdzie opowieść nagina się lub przechodzi wprost w satyrę, ironię, humoreskę, karykaturę
lub kaprys. Przeważa w nich zatem strona komiczna. Bierze ona na cel rozmaite
przygody z życia potocznego […]1.

Opowieści ostatniej grupy podzielił Kolberg na sześć mniejszych (gadki
przygodne, o duchownych, o Żydach, o diabłach, o ptakach i zwierzętach,
cudowne).
Podział ten wyraźnie nawiązuje do refleksji poprzedników, dla których
podobnie istotne było kryterium tematu i stosunku do rzeczywistości, czytelna opozycja: cudowność a realność, przy czym w praktyce Kolberga widoczniejsze okazywało się zjawisko przenikania i splatania się obu światów, zacierania ostrych granic między nimi. Zwraca uwagę użycie terminu
„klechda” wprowadzonego przez Wójcickiego w tytule omawianego zbioru
bajek i skomentowanego przez niego jako określenie „powieści, które pod
nazwą bajek z ust do ust przechodzą”2. Zaczerpnął go Wójcicki z XVI-wiecznej, nieznanej dziś tragedii, o której dowiedział się z dzieła Czackiego3.
Termin ten, który w XIX wieku nacechowany był dawnością, a którego
etymologia współcześnie uznawana jest za niejednoznaczną, nie przyjął
się mimo popularności zbiorku Wójcickiego, a Kolberg w żadnej kolejnej
monografii w druku do niego już nie powrócił, choć w rękopisach, zwłaszcza z wcześniejszego etapu badań, określeniem tym jako notą gatunkową
sygnował niektóre, zresztą genologicznie różne opowieści.
1

Tamże, s. 109–110.
K .W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania…, T. 1, Warszawa 1837, s. 11.
3 Zob. T. Czacki O litewskich i polskich prawach, , T. I, Warszawa 1800, s. 12 – informacja za: J. Krzyżanowski Klechda, w: Słownik folkloru polskiego… s. 169. Tam również mowa
o innym możliwym znaczeniu wyrazu „klechda”, tj. bajka, ale również zaklęcie i formuła czarnoksięska. W źródle Czacki określa klechdy jako podania, tradycje. Choć do terminu „klechda”
nawiązali później w tytułach swych zbiorów S. Ulanowska, J. Lompa, J. Kasprowicz, B. Leś­
mian, do mowy potocznej jednak nie przeniknął. Por. też V. Wróblewska Klechda, w: Słownik
polskiej bajki ludowej… T. 2, Toruń 2018, s. 148–150 oraz tamże, s. 29–31 hasło Gadka tej
samej autorki.
2

297

�Z kolei terminu „gadka”, potocznego określenia opowieści ludowych,
spopularyzowanego w XIX wieku w tytułach zbiorów i rozdziałów z prozą,
a przypisanego tu przez Kolberga do opowieści komicznych, dotyczących „życia potocznego”, będzie on używał także w późniejszych monografiach. Jako
pojęcie niejednoznaczne genologicznie, odnoszące się do różnych gatunków,
zostanie także doprecyzowane wyróżnikami typu: „gadki o złych duchach,
diabłach, strachach”, „gadki o zbójcach, oszustach, głupcach, babach itp.”.
Nie zaprzeczając istnieniu w bajkach pierwotnych, „pogańskich pojęć
i obrazów”, Kolberg w kujawskim komentarzu podkreśla proces kształtowania się w ciągu dziejów nowszych „powieści chrześcijańskich”, które
bywają w różnym stopniu „osnute na tle” lub „pomieszane” z pierwszymi. Jednocześnie podkreśla żywotność w folklorze gatunków realistycznie
ukazujących codzienne życie i stosunki, zwyczaje i problemy mieszkańców wsi w różnego rodzaju „powiastkach” i „gadkach”. Po raz pierwszy
przy tym wyeksponowany zostaje tak wyraźnie nowy gatunek, anegdota
(kawał), przez romantyków na ogół pomijany ze względu na swoją dosadność, rubaszny czy nieprzyzwoity koncept, a także jako „mniej użyteczny” ze
względu na programowe poszukiwanie w folklorze starodawności. Kolberg
akcentuje jako cechę charakterystyczną komizm i humor ludowej facecjonistyki, z ich odcieniami i odmianami – „satyrą, ironią, humoreską, karykaturą i kaprysem”. Stosuje tu jednak – jak powiedziano wcześniej – świadomą
selekcję ze względu na obowiązujący konwenans obyczajowy, eliminując
teksty zbyt drastyczne językowo i treściowo. W swojej charakterystyce gatunków nie używa jako wyróżnika określenia „anegdota”1, lecz proponuje
terminy: „gadka”, „dykteryjka”. Dzieli je według tematów i głównych bohaterów opowiadań, wskutek czego ten wewnętrzny podział jest nieostry
i zaciemniający; treści poszczególnych działów „gadek” nachodzą na siebie
i nie wyczerpują bogactwa żywotnych w folklorze wątków lub też niejasno
je opisują. Charakterystyczne, że wśród opowiadań komicznych wyróżnia
Kolberg z jednej strony nawiązujące do spraw uniwersalnych, ogólnoludzkich oraz z drugiej nasycone realiami i kolorytem lokalnym, wyrosłe z codziennego doświadczenia określonej wspólnoty, co też nie zawsze daje się
wyraźnie rozgraniczyć.
1 Przywołuje jednak ten termin w tekście rozdziału „Lud”, pisząc: „Na dowód dowcipu
chłopskiego przytoczymy tu parę anegdot w obiegu w Kujawach będących, a z prawdziwych
wziętych zdarzeń” (O. Kolberg Kujawy cz. I, DWOK T. 3, s. 48).

298

�Klasyfikacja ta, choć nieostra i dość ogólnikowa, mieszająca kryteria
genologiczne z tematycznymi, ujmuje jednak folklor prozatorski w pewne ramy zbliżone do systematyki przyjętej współcześnie1. Mimo braków
i nieścisłości definicyjnych, niekonsekwencji oraz niejednoznacznego do
końca klucza podziału, jest klarowniejsza niż dotychczasowe i pozwala
odróżnić zasadnicze gatunki: bajki magiczne (klechdy), legendy, anegdoty
(gadki), w oparciu o kryteria w gruncie rzeczy czytelne, choć nie zawsze
precyzyjnie opisane. Z czasem Kolberg wyróżniać będzie, choć niekonsekwentnie, także bajki (zwierzęce, w znaczeniu „fabula”) reprezentowane
jednak nielicznymi wariantami. Inaczej potraktuje też od początku podania lokalne, narodowe, historyczne i wierzeniowe, o których w kujawskiej
klasyfikacji nie ma mowy. Te opowieści, często zlokalizowane, traktowane
jako autentyczne przygody osób znanych z imienia i nazwiska, odniesione
do konkretnych zdarzeń, postaci czy czasów, uprawdopodabniające fikcję
poprzez odniesienie do niby to realnych faktów czy świadków, miejsc czy
okoliczności, znajdą swoje miejsce – jak wspomniano wcześniej – w rozdziałach monografii poświęconych opisowi kraju, ludu, wierzeń, a także jako materiał uzupełniający te rozdziały w przypisach. Wydaje się,
że przyczyna takiego przydziału podań i opowieści wierzeniowych leży
przede wszystkim w przypisaniu im funkcji legitymującej, „uwierzytelniającej” obraz etnograficzny regionu i jego świata nadzmysłowego oraz w dogodności formalnej układu, który pozwolił powiązać folklor podaniowy
odniesiony do konkretnych miejsc i wierzeń z ich opisem, a tym samym
opis ten wzbogacić.
Być może także rozwiązanie takie bywało bezpieczniejsze wobec licznych
akcentów patriotycznych, bardziej lub mniej ukrytych w podaniach
tępionych jako nośniki historii i tradycji przez carską cenzurę. Podania
wtapiane w wywód autora, zwłaszcza niefabularyzowane, a jedynie streszczane lub sygnalizowane jako wątki, łatwiej było ochronić przed okiem
cenzora w zobiektywizowanym tekście informacyjnym. Szereg podań, np.
krakowskich, ze względu na swoje wyraźne treści i aluzje patriotyczne
w rozwiniętych fabularnie opowiadaniach do druku jednak nie weszło,
1

„Zbudowanie wreszcie systematyki międzynarodowej, dalekiej zresztą od doskonałości, dowiodło, że autor Ludu był na dobrej drodze, gdy tworzył ramy ogólne, rozmieszczenie
w nich bowiem klas pomniejszych pozwala dzisiaj na stosunkowo przejrzystą klasyfikację całego ogromnego materiału” – oceniał J. Krzyżanowski w następnym stuleciu (zob. Dorobek
Oskara Kolberga w dziedzinie literatury ludowej…, s. XXXVII).

299

�pozostając w rękopisach aż do wydania ich w suplemencie do monografii
krakowskiej.
Schemat klasyfikacji zaproponowany w Kujawach zastosowany został
także z pewnymi modyfikacjami w obszerniejszych monografiach z lat następnych, tj. w Krakowskiem, Poznańskiem oraz w Pokuciu1. Modyfikacje
te dotyczyły terminologii gatunkowej, a także po części wyodrębniania niektórych współrzędnych grup tekstów. I tak kujawskie „Klechdy” zastąpiły
„Gadki cudowne” (w Krakowskiem cz. IV), „Baśni cudowne” (w Poznańskiem cz. VI), „Kazki cudowne” (w Pokuciu cz. IV), rozczłonkowane na
5 podgrup kujawskie „Gadki” skomasował Kolberg w Krakowskiem do
dwu: „Gadki o złych duchach, diabłach, strachach” oraz „Gadki o zbójcach,
złodziejach, frantach, głupcach, babach itp.”. Podobnie w Poznańskiem
wyróżnił „Gadki o czarcie i diabłach” oraz „Powieści o zbójcach, oszustach,
głupcach, babach”, dodając jednakże jako osobny dział „Dykteryjki i fraszki”. Także w Pokuciu znalazły się „Kazki o złych duchach, siłaczach i strachach” oraz „Kazki przygodne i dykteryjki”. Osobny rozdzialik przeznaczył
Kolberg na „Bajki” (zwierzęce) w Poznańskiem (9 tekstów) i w Pokuciu
(3 teksty), podobnie postąpił Kopernicki w Chełmskiem (4 bajki), podczas
gdy wcześniej, w Kujawach, kilka krótkich tekstów związanych z głosami
ptaków zebrał razem i zatytułował „Gadki o ptakach”, a w Krakowskiem
zamieścił 4 opowiadania z adnotacją „Bajka” na końcu rozdziału poświęconego gadkom. W pozostałych monografiach, w których teksty prozatorskie
publikowane są w bloku bez klasyfikacji, pojedyncze bajki zwierzęce zajmują w nim przypadkowe miejsce. Rozdział „Powieści moralne, legendy”
ma tak jak w Kujawach stały tytuł także w trzech późniejszych monografiach. Jak widać – pewne grupy tekstów określa Kolberg terminami
niegenologicznymi, lecz tematycznymi, co utrudnia rozpoznanie się w materiale. W pozostałych, szczuplejszych seriach, tj. Lubelskiem, Kieleckiem,
Radomskiem, gdzie nie przeprowadzał klasyfikacji zebranych opowieści,
a gromadził je w rozdziale pod ogólnym tytułem „Powieści”, układ tekstów
odzwierciedla tylko w pewnym stopniu przyjęty porządek gatunkowy, ale
jest niekonsekwentny i w dużej mierze przypadkowy. Tam autor poprzestawał jedynie na ewentualnych, sporadycznych notach gatunkowych, na ogół
1

W pięciotomowym Mazowszu Kolberg nie opublikował bajek zebranych w osobnym
dziale; znalazły się tam jedynie podania oraz opowieści wierzeniowe, rozproszone w innych
rozdziałach. Zbiór mazowieckich bajek wydany został dopiero w cz. VII Mazowsza (DWOK
T. 42).

300

�umieszczanych już w rękopisach i tylko nad pojedynczymi opowiadaniami.
Noty te nie są stosowane jednolicie, kryteria oceny są zmienne, opatrywane
są nimi niektóre tylko teksty, a terminy używane są wymiennie, często inne
dla wariantów tego samego wątku. Z kolei terminy wyrazistsze i najczęściej
używane przez Kolberga w rękopisach, takie jak „klechda”, „podanie” czy
„legenda”, odnosi badacz do różnych w dzisiejszym rozumieniu tekstów,
mimo że definiuje je prawidłowo1.
Niekonsekwencje i trudności w rozpoznawaniu i oznaczaniu gatunków
zaznaczają się także w przydziale do poszczególnych tytułowych podgrup,
na które dzielony jest rozdział poświęcony opowieściom. Wędrują między
poszczególnymi grupami wszystkie typy bajkowe, od baśni magicznych po
anegdoty. Tak więc zdarza się, że bajki, które ze względu na dominację sfery cudowności znaleźć się powinny wśród baśni magicznych, czyli „gadek
cudownych”, w jednej monografii zamieszczone są prawidłowo, w innych
rozproszone w różnych zespołach, nawet wśród wierzeń, podobnie opowiadania anegdotyczne odnaleźć można nie tylko wśród dykteryjek, ale i wśród
„gadek o zbójcach, złodziejach itp.”, a nawet w grupie legend i opowieści
moralnych. Bywa, że dotyczy to tego samego typu bajkowego, inaczej w poszczególnych monografiach przydzielonego2.
Kłopoty te wydają się zrozumiałe w tamtym okresie, gdyż systematyczne badanie struktury fabularnej i morfologii bajki ludowej, kontaminacji wątków, wędrówek motywów, ich przetwarzania i zmiany funkcji
przypadły na czas późniejszy, a rozpocząć się miały pracami Karłowicza
pod koniec XIX wieku, co Kolberg z uznaniem obserwował i odnotował3.
1 O doświadczanych przez dzisiejszych badaczy trudnościach związanych z systematyką
bajek stosowaną przez Kolberga por. też m.in. P. Grochowski, V. Wróblewska Materiały Kolbergowskie a metodologia badań…, s. 51–53. Zob. też P. Grochowski Systematyka bajek ludowych, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, , T. 3, Toruń 2018, s. 217–221.
2 Np. baśń o królewnie strzydze (T 307) w tomie 14. DWOK zamieszczona jest pod nr 16 i 17
(w dwu sąsiadujących wariantach pt. Królewna-strach) w dziale „baśni cudownych”, a w tomie 8. wariant tej opowieści opublikował Kolberg pod nr 55 wśród „gadek o złych duchach,
diabłach, strachach itp.”. Anegdota o sprytnym oszuście sprzedającym magiczne przedmioty (T
1539) w tomie 14. pod nr 104 (Chłop i trzej studenci) znajduje się w dziale „dykteryjek i fraszek”, w tomie 8. pod nr 79 (O panu, Żydzie i zuchwałym Wojtku) w zespole „gadek o zbójcach, złodziejach, frantach [… ].”, a w tomie 32. pod nr 46 (Kara łakomstwa) między „legendami
i kazkami moralnymi”. Kryterium tematyczne dla określenia niektórych poddziałów wyraźnie
zamazywało więc czytelność przydziału.
3 M.in. charakteryzując swój zbiór bajek z Pokucia, zaznaczał: „A zdarzają się wśród nich
i wielce pokaleczone, czasami niby torsy, do których brakujące części przy zbiegu szczęśliwych

301

�Na wcześniejszym etapie, gdy naukowy warsztat bajkoznawczy był u początków swego rozwoju, dokonania Kolberga były niewątpliwie nowatorskie, a kolejne tomy przynosiły dowody na doskonalenie się jego metody
i analizy tekstów.
Zasób i charakter źródłowy bajek publikowanych przez Kolberga w poszczególnych monografiach regionalnych jest zróżnicowany i – podobnie
jak pozostałe zapisy folkloru – w decydującej mierze uwarunkowany możliwościami własnych badań bezpośrednich w danym regionie oraz współpracy z innymi zbieraczami, częstotliwością kontaktów i dostępnością narratorów. Na zróżnicowanie to wskazać może pobieżny choćby przegląd
bajkowego zasobu w kolejnych monografiach.
Na Kujawach, gdzie mimo politycznie trudnego czasu lat sześćdziesiątych Kolberg znalazł dogodne warunki do badań w zaprzyjaźnionych
dworach i dworkach oraz życzliwych pomocników, zebrał ponad 45 tekstów opublikowanych w osobnym dziale w części I monografii (z dwoma tekstami uzupełnionymi w przypisach), ponadto zamieścił tam kilka
podań i anegdot w innych rozdziałach tomu, a w części II w przypisach
przytoczył legendy, anegdoty i opowieści wierzeniowe, głównie zaczerpnięte z literatury. Siedem opowieści (dwie niepełne) znalazło się w dopełniającym monografię suplemencie kujawskim. Zachowały się zapisy terenowe Kolberga 20 z tych opowiadań (w tym 3 fragmentaryczne), a ponieważ brak jakichkolwiek źródłowych wskazówek bibliograficznych, można
przyjąć, że cały zbiór powstał w wyniku prac terenowych, choć możliwe,
że nie tylko jako rezultat rejestracji samego Kolberga. Porównanie drukowanych tekstów z ich zachowanymi w manuskryptach wersjami prymarnymi pozwoliło ustalić, że choć Kolberg w zasadzie respektował język
ludowy przekazów źródłowych, jako wydawca dokonywał w nich jednak
poprawek i uzupełnień. Poza retuszem redakcyjnym służącym uczytelnieniu i lepszemu rozumieniu tekstu (dopowiedzenia, rozwinięcia, zmiana
szyku itp.) korygował Kolberg również po części postać językową zapisów
źródłowych; w druku znalazło się w nich więcej cech gwarowych, także
okoliczności odnajdzie może kiedyś nauka czerpiąca materiał swój w coraz dalszych świata
przestworzach”. I nawiązując do tej opinii, pisał dalej: „Do studiów porównawczych w tym
zmierzających kierunku dążą – nie bez nadziei nader pomyślnych dla nauki wyników – gruntowne, bo na zestawieniu najnowszych a źródłowych dzieł autorów zagranicznych oparte prace J. Karłowicza, w czasopiśmie warszawskim «Wisła» ogłaszane” (O. Kolberg Pokucie cz. IV,
DWOK T. 32, s. VIII).

302

�tam, gdzie pierwotnie w rękopisach były formy poprawnościowe. Być
może wynikło to z pośpiechu notacji i braku wprawy w zapisie osobliwości dialektu, co później doskonała pamięć i osłuchanie z gwarą pozwoliło uzupełnić1. Praktyka ta jednak, choć odosobniona, każe z dzisiejszego
punktu widzenia zrewidować deklarowane zachowanie nie tyle „prostoty wysłowienia ludowego”, ile dosłowności źródłowego przekazu, którą
w tamtym czasie rozumiano mniej restrykcyjnie, by lepiej trafić do czytelnika. Skrupulatna analiza porównawcza całokształtu praktyk Kolberga
w tym zakresie przemawia jednak generalnie za wysoką wiarygodnością
i autentyzmem jego drukowanych zapisów ze słuchu.
Krakowski zbiór bajek, podobnie jak pozostały materiał folklorystyczny z tego regionu bardzo bogaty, obejmuje 111 (wraz z podanymi w przypisach) opowieści wypełniających przeważającą część tomu czwartego
monografii i dopełniony jest w suplemencie krakowskim sześćdziesięcioma nowymi tekstami prozatorskimi, wcześniej niewydanymi2. Dodane do
tego materiału liczne podania lokalne, historyczne, narodowe i legendy
(przeważnie z literatury) oraz opowieści wierzeniowe, a także anegdoty, bajki ajtiologiczne (głownie z zapisów terenowych), a niekiedy nawet bajki magiczne rozsiane w innych częściach monografii, zwłaszcza
– zgodnie z praktyką Kolberga – w opisie kraju, ludu i wierzeń, składają się na zbiór imponujący. Jego fundamentalny zrąb stanowią zapisy
Antoniny Konopczanki. Praca zbieraczki dla Kolberga, jej liczne zapisy
bajek i opisy wierzeń ludu wsi podkrakowskich, dobrze znanych mieszkance Modlnicy i gorliwej współpracownicy autora Krakowskiego, są
dobrze udokumentowane w zachowanych materiałach rękopiśmiennych
i stanowią bezcenny materiał źródłowy, dotyczący bajek i wierzeń
krakowskich. Konopczanka prowadziła swoje badania metodą wywiadów z informatorami i narratorami, których dobrze znała. Zachowała się
znaczna, choć niekompletna, część jej manuskryptu, wspomnianego wyżej,
tzw. raptularz modlnicki, w którym notowała kolejne rozmowy z konkretnymi osobami. Ten prymarny, brulionowy rękopis stał się następnie
1 Zob. A. Skrukwa „Kujawy” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement… (DWOK
T. 72/II), s. LI– LV – tam analiza bajkowego materiału źródłowego i ingerencji redakcyjnej
Kolberga w druku.
2 Materiały bajkowe z Krakowskiego omówione są w przedmowie do suplementu krakowskiego, zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I),
s. LX–LXIII oraz s. LXIX–LXXXVI.

303

�podstawą sporządzanych przez Konopczankę czystopisów, w których teksty redagowała, wypreparowując je z surowej, pierwotnej postaci, a niekiedy wręcz stylizując. Dopiero w tej formie otrzymał je Kolberg i poddawał następnie redakcyjnemu retuszowi, już nieznacznemu i oszczędnemu.
Stąd teksty zebrane przez Konopczankę mają postać w znacznym stopniu
literacką, co badacz zaakceptował. Analiza zachowanych rękopisów pozwala przyjąć, że około połowa spośród 111 bajek opublikowanych przez
Kolberga pochodzi z zapisów Konopczanki, a ponieważ zapisów tekstów
dokonanych ręką Kolberga odnaleziono obecnie jedynie cztery, trudno
orzec, jaka jest proweniencja pozostałych, gdyż brak konkretnych danych
źródłowych. Prawdopodobne jest, że wkład Konopczanki był większy;
wskazuje na to sposób zdekompletowania jej rękopisów. W sumie tekstów
bajkowych w wersji literackiej jest w tomie 64, pozostałe sporządzone są
w uproszczonej wersji gwarowej lub z elementami gwarowymi, zwłaszcza
w partiach dialogowych. Podobnie spod pióra modlnickiej zbieraczki pochodzi większość opowieści wierzeniowych zamieszczonych w części III
Krakowskiego, a także 22 opowiadania opublikowane w suplemencie
krakowskim, gdzie znalazło się także kilkanaście opowiadań z rękopisów
Kolberga (po części przejętych z literatury) oraz ponad 20 kolejnych zapisanych jeszcze inną ręką (17 to odpisy Władysława Kosińskiego z zagubionych rękopisów Kolberga lub Konopczanki, 4 zanotował nieudolnie
bliżej nieznany Michał Szczurek).
W siedmiotomowym Poznańskiem bajki wypełniają całą część VI.
Wśród 111 tekstów około 1/3 stanowią przedruki z literatury, głównie
z leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu”, pozostałe pochodzą z badań terenowych, a zapisane zostały bądź przez Kolberga, bądź przez jego wielkopolskich współpracowników. Niestety nie zachowały się rękopisy tych opowieści, w archiwum Kolberga przetrwała ich śladowa ilość, nie da się więc
ustalić autorskiej proweniencji zapisywanych opowieści. Noty lokalizacyjne, którymi opatrzył Kolberg w druku poszczególne bajki, przynajmniej
w części pozwalają hipotetycznie powiązać je z miejscowościami, które
odwiedził w Wielkopolsce i gdzie prowadził szczególnie owocne badania.
We wstępie do tomu pisał:
Poczet ich [tj. powieści ludu wielkopolskiego] niezbyt liczny skłonił nas do
przedsięwzięcia podróży i poszukiwań w celu nagromadzenia obfitszego dla
badań materiału. […] Spisywaliśmy je w różnych miejscowościach Wielkopolski
304

�i zyskiwali materiał tym obfitszy, im bardziej do zbierania onego sprzyjały okoliczności, jak to miało miejsce np. w Morownicy pod Szmiglem, w Czeszewie
pod Gołańczą, w Pakosławiu pod Rawiczem i w Dębiczu pod Środą1.

Zapisy z terenu mają w zasadzie jednolitą postać językową; zachowany
jest tok ludowej opowieści, rejestracja cech gwarowych, choć uproszczona,
na ogół bywa konsekwentna. Natomiast opowieści przedrukowane są ogładzonymi literacko bajkami ludowymi lub utworami literackimi osnutymi na
motywach ludowych, ich kształt językowy z pierwodruku był przez Kolberga w zasadzie respektowany. Ponadto w poprzednich częściach monografii
zamieścił Kolberg podania lokalne i historyczne, przywiązane do miejscowości, zabytków topografii regionu, a w części VII ponad 60 opowiadań
o strachach, diabłach i czarownicach ilustrujących opisywane wierzenia,
a zaczerpniętych głównie z rękopiśmiennej rozprawy Teobalda Klepaczewskiego o czarach i zabobonach2.
Bogaty i cenny materiał bajkowy zawiera też monografia Pokucia, w której opublikował Kolberg 77 opowieści wypełniających wraz z zagadkami
całą część IV. Są to teksty zapisane przez Kolberga i mieszkańców regionu
bezpośrednio w terenie, wyłącznie po rusińsku, z zachowaniem właściwości gwarowych. Najczęstsze lokalizacje publikowanych bajek to: Horodenka, Kołomyja, Ispas i okolice oraz Czortowiec. Najwięcej zapisów dostarczonych Kolbergowi pochodzi od Iwana Nikityszyna, diaka z Horodnicy, oraz
od Bazylego Jurczeńki, nauczyciela z Ispasa, potem studenta w Czerniowcach; wymienia ich Kolberg obok nazwisk pokuckich narratorów we wstępie do części IV Pokucia3, co – jak wiadomo – nie było praktyką stosowaną
przez badacza systematycznie.
1

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. VIII. Notami: „Morownica” oraz „od
Szmigla” sygnował Kolberg w druku 21 opowieści, „od Kościana” – 9 tekstów, lokalizację „Czeszewo” zanotował przy 6 bajkach, „od Rawicza”– przy 3, „od Leszna” – przy 4, notami „Dębicz”
i „od Środy (Dębicz)” opatrzył 3 teksty, a „od Czempina (Brodnica)” – 5 opowiadań.
2 Rękopis T. Klepaczewskiego z 1861 roku pt. „Pogląd historyczny na czary w Polsce” wspomniany jest w przedmowie Kolberga do cz. VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 15) i cytowany
tam obszernie, zob. m.in. s. IX, 76, 78, 81. 82, 94–97, 102, 104, 107, 111, 117, 118, 120 itd.
3 DWOK T. 32, s. XI. Zbór ten dopełnia „Pięć kazek huculskich” z Żabia (tamże, s. 270–294)
oraz kilkanaście innych bajek huculskich opublikowanych w cz. II Rusi Karpackiej (DWOK
T. 55), a niewydanych przez Kolberga. O pokuckich materiałach źródłowych zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. XXX–
–XXXIX, zob. też tamże, s. 264.

305

�Pozostałe wydane za życia Kolberga monografie zawierają mniejsze zbiory tekstów bajkowych. We wstępie do części II Lubelskiego, gdzie opublikował ich 20, pisał:
Tuszymy sobie wszelako, że zamiłowany w tego rodzaju utworach nowy pracownik, znalazłszy wdzięczne do poszukiwań na ziemi lubelskiej pole, wyzyskać je zechce w pełni i zbiór nasz nierównie ciekawszym, a tym samym i cenniejszym wzbogaci materiałem. Nie podobna bowiem przypuścić, aby ziemia
tak bujna i tak we wszystkie etnograficzne właściwości obfita mniej licznie niż
wszystkie inne dzielnice Polski w powieści i bajki ludowe była uposażoną”1.

Podobny zasób odnajdujemy Radomskiem (23 teksty, po części z zapisów Kolberga) oraz w Kieleckiem (25 opowieści spisanych przez Władysława Siarkowskiego, współpracownika Kolberga z Kielecczyzny). Tomy
wydane pośmiertnie przez Izydora Kopernickiego, tj. część II Chełmskiego
i Przemyskie oraz Wołyń w edycji Józefa Tretiaka, przynoszą odpowiednio: 30 tekstów zebranych i spisanych przez Marię Hemplównę, wartościowych ze względu na autentyzm potocznego języka Chełmszczyzny,
14 opowiadań dostarczonych przez korespondentów w opracowaniu Kopernickiego i po części jeszcze Kolberga oraz 25 bajek zapisanych około
roku 1835 przez Jana Prusinowskiego, a ofiarowanych Kolbergowi w 1862
roku w Żytomierzu2.
Spośród materiałów wydawanych po raz pierwszy w ramach Dzieł
wszystkich obfitością folkloru bajkowego wyróżnia się wspomniana już
część VII Mazowsza, zawierająca ponad 70 tekstów. Zbiór ten pochodzi
głównie z badań terenowych – przeważnie z zapisów Kolberga (ponad 40
opowiadań zanotowanych w około 20 różnych miejscowościach regionu),
a także współpracowników i korespondentów (kilkanaście bajek). Pozostałe, nieliczne, są wypisami z literatury. Wieloletni i wielostronny kontakt
1

O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. V.
Bajki przemyskie i wołyńskie wydawcy (I. Kopernicki i J. Tretiak) opublikowali bez klasyfikacji (zob. DWOK T. 35 i 36), chełmskie natomiast ( DWOK T. 34) Kopernicki podzielił na:
podania, legendy, baśnie, czyli klechdy, gadki, bajki, fraszki i anegdoty. Materiał folklorystyczny z wymienionych tomów pośmiertnych Kolberga omówiony został przez E. Millerową we
wstępie do suplementu chełmskiego (DWOK T. 82) oraz do suplementu przemyskiego (DWOK
T. 83), a także przez A. Skrukwę we wstępie do suplementu wołyńskiego (DWOK T. 84). Materiał nowy, wydany w tych suplementowych tomach nie wnosi większego wkładu do zasobu
regionalnej prozy ludowej.
2

306

�z regionem w okresie zamieszkiwania w Warszawie, z zaprzyjaźnionymi lub
polecanymi mieszkańcami dworów i dworków Mazowsza, a także w samej
Warszawie zaowocowały szczególnie cenną dokumentacją folkloru bajkowego. Przedstawia on także dużą wartość dla językoznawców, gdyż poświadcza stosunkowo odległe stadium rozwoju gwar mazowieckich; część
materiału pochodzi bowiem z pierwszej połowy XIX wieku, gdy badania
nad dialektami jeszcze się nie rozpoczęły. Jest to więc źródło do poznania starszego ich stanu na Mazowszu, a także do ustalenia granic zasięgu
niektórych cech gwarowych, zwłaszcza wtedy przydatne, gdy zapisy są
zlokalizowane1.
Zasobnością i wartością źródłową wyróżnia się także zbiór bajek zebranych przez Kolberga w Sanockiem-Krośnieńskiem, a opublikowanych
w części III monografii tego regionu. Ponad sto tekstów wariantów polskich
i ukraińskich, głównie z Bóbrki, Czaszyna i Wzdowa, pochodzi w przeważającej części z badań terenowych Kolberga, prowadzonych w tym regionie
parokrotnie i systematycznie, przy współpracy życzliwych i kompetentnych
pomocników. Poza bogactwem prezentowanych wątków teksty te przynoszą
również bezcenny materiał do badań nad gwarami okolic Sanoka i Krosna,
współistnieniem i wzajemnymi wpływami folkloru polskiego i ruskiego na
terenie wschodniego pogranicza kulturowego dawnej Polski2.
Skromniej, a czasami znikomo przedstawiają się bajki w monografiach
tych regionów, z którymi kontakt był bardziej powierzchowny i gdzie nie
udało się szerzej rozwinąć badań. Widoczne to jest w tomach, takich jak
Pomorze, Śląsk, Mazury pruskie, Góry i Podgórze, Kaliskie-Sieradzkie,
Tarnowskie-Rzeszowskie, Białoruś-Polesie, Litwa. Zapisy terenowe samego Kolberga są w nich stosunkowo nieliczne, na ogół przeważają teksty
wypisane ze źródeł literackich. I wśród nich jednak znajdują się przekazy cenne, zwracające uwagę swoją wartością źródłową dla folklorystyki
i dialektologii. Wymienić tu można kilkanaście bajek śląskich zapisanych
przez Kolberga w 1868 roku w Woli Rasztowskiej pod Radzyminem na
Mazowszu, gdzie przez parę lat pracowała grupa sezonowych robotników rolnych, z których jeden, nazwiskiem Koźlik, był ich narratorem. Te
1

O wartości folklorystycznych tekstów mazowieckich dla językoznawstwa zob. T. Zdancewicz „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), s. XLV–
–LXVIII.
2 Zob. T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie, cz. I (DWOK T. 49), s. XLVI–LX.

307

�opowieści, wspomniane wcześniej przy okazji opisu metod badawczych
Kolberga, wiernie dokumentują ludowy tok narracji oraz gwarę śląską
okolic Opola1. Wartościowe zapisy Kolberga to również sześć bajek białoruskich „w części nadesłanych z Polesia, w części zaś podyktowanych
przez osobę stamtąd przybyłą w Krakowie”, a także kilkanaście opowiadań
z Kaliskiego oraz zespół tekstów z badań terenowych na Rusi Czerwonej,
głównie z Zadwórza pod Lwowem2. Specyficzny materiał przynosi też Pomorze, gdzie wprawdzie opowieści zebranych przez Kolberga jest tylko 7
(w tym 4 z literatury), ale w zamieszczonej w tym tomie w tłumaczeniu
Kolberga rozprawie A. Hilferdinga, rosyjskiego badacza, pt. Ostatki Sławian na jużnom bieriegu Baltijskogo Moria (z 1862 roku) znalazło się
około 40 opowieści kaszubskich3.
Zróżnicowanie źródłowe gromadzonych przez Kolberga opowieści pod
względem sytuacji badawczej (autopsja lub przejęcie z drugiej ręki), autorstwa notujących (zapisy terenowe Kolberga, przekazy innych zbieraczy, teksty zaczerpnięte z rozmaitych źródeł drukowanych), osobowości
i statusu narratorów, chronologii (od podań z dawnych kronik i przekazów XVI-wiecznych po zapisy współczesne Kolbergowi) 4 zadecydowały oczywiście o niejednolitym kształcie językowym tekstów bajkowych,
a także o charakterze repertuaru pod względem gatunkowym i o jego
reprezentatywności dla polskiego folkloru bajkowego. O wymienionych
1

Zob. wyżej, s. 219.
Zob. Baśni z Polesia, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889, s. 200–
207, przedruk w: O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), s. 451–461, nr 4–9 (cytowana
informacja o pochodzeniu tych bajek na s. 451). Bajki kaliskie opublikowane zostały w tomie
Kaliskie–Sieradzkie (DWOK T. 46), w dziale opowieści, zapisy z Zadwórza i inne terenowe
z tego regionu w tomie Ruś Czerwona (DWOK T. 57/II), także w rozdziale poświęconym prozie.
3 Rozprawa była rezultatem wyprawy A. Hilferdinga wraz z F. Cejnową na Kaszuby w roku
1856 i przyniosła ciekawy zarys kultury kaszubskiej wzbogacony bogatym materiałem obu
badaczy. Opowieści znajdują się w rozdziale „Wzory i próby narzecza Słowińców i Kaszubów
Pomeranii” tomu Pomorze (DWOK T. 39).
4 Dla zapisów bajkowych spisywanych z autopsji lub z pamiętanej tradycji cezura ta obejmuje półwiecze. Najwcześniejsze znane nam z daty zapisy bajek ze zbiorów Kolberga, opublikowane przez J. Tretiaka w Wołyniu (zob. DWOK T. 36, 25 opowieści na s. 412–450), pochodziły z 1835 roku; zanotował je w języku polskim (lub przetłumaczył) Jan Prusinowski, a w roku
1862 podarował Kolbergowi. Rękopis zaginął, a informacja o nim podana jest w Kopernickiego
charakterystyce tek Kolbergowskich (Arch. MEK, I 191, rkp. s. m. II 155, k. 17). Zaś najpóźniejsze zapisy można wiązać z ostatnią podróżą badawczą Kolberga w Sanockie w 1885 roku
(zob.T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga…, DWOK T. 49, s. XXII–XXIII).
2

308

�uwarunkowaniach oraz związanej z nimi stronie filologicznej tekstów
folklorystycznych zbieranych i wydawanych przez Kolberga, a więc także
prozatorskich, była już mowa wcześniej w tym opracowaniu. Tu podnieść
należy węzłowy dla metody Kolberga pogląd o celowości tak szeroko
zakrojonych prac zbierackich w aspekcie zbiorów bajkowych. W cytowanej wyżej Odpowiedzi na recenzję H. Biegeleisena, który zarzucał
mu bezładność i brak krytycyzmu w doborze materiałów i niejednolitość
ich opracowania, wytykając, że „raz modernizuje i zaciera gwarę ludową
zupełnie, to znów oddaje ją wiernie, jak wyszła z ust ludu”, że „zdarza
się na jednej kartce obok powiastki czysto ludowej druga w stylizacji
książkowej”1, Kolberg tłumaczył, że opowieści, podobnie jak pieśni, mają
różną formę literacką w zależności od źródła, z którego pochodzą. Jeśli
są odpisami z publikacji – „języka [ich] w niczym zmieniać nam się nie
godziło”, jeśli są zapisami terenowymi, mogą mieć rozmaitą postać w zależności od narratorów, z których „jedni wygłaszali je w mowie gminnej,
gdy inni posługiwali się już to mową ze szkolnych ław, już z garderoby
wyniesioną”; są więc
wiernie w języku ludowym oddane, o ile przez włościan i włościanki były śpiewane, boć te, które dyktowała czeladź dworska (w różnym stopniu ogłady),
należało znów spisać w mowie właściwej, a nie naciąganej do ludowej.

I stwierdzał:
W ogóle unikaliśmy wszelkiej modernizacji, o ile nie wtrącali jej sami włościanie. Tylko tam, gdzie wiadomość lub opowieść jakaś podaną nam została w sposób nie gładki, zawiły, i to w mieszaninie językowej bez interesu dla lingwisty,
dozwalaliśmy sobie stylizacji wedle mowy ogólnej, gdyż tu już chodziło o treść
rzeczy, a nie o materiał językowy2.

Respektując zatem w zasadzie brzmienie różnorakich przekazów bajkowych, dopuszczał Kolberg ingerencję redakcyjną, zmierzającą do nadania
tekstom większej przejrzystości, jasności i logiczności, aby czytelniejszy
był przebieg akcji i zrozumiałe motywacje i działania bohaterów. Dopowiedzenia, uzupełnienia, poprawki, zmiany szyku itp., składające się na
1
2

Recenzja H. Biegeleisena…, s. 439.
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena… (DWOK T. 63), s. 405–406.

309

�tę ingerencję – jak powiedziano – nie naruszały jednak struktury fabuły,
konstrukcji wątku, indywidualnego charakteru wariantu, nie zmieniały
kolorytu, realiów, stylu ani toku ludowej narracji, ocalając w opowiadaniach spisywanych ze słuchu większość właściwych im cech oryginalnych
i prymitywnych. Od zabiegów takich jak kontaminacje wątków bajkowych czy stylizowanie wariantów, jak to czynili romantyczni poprzednicy,
rekonstruując warianty, Kolberg był zdecydowanie daleki. W większości
tekstów notowanych przez niego od ludowych narratorów zachowany jest
ich autentyczny język potoczny, z oryginalną składnią opowiadaczy, frazeologią, fleksją, lokalnym słownictwem, a nawet specyficznym ludowym
słowotwórstwem. A szczególny pietyzm w tej kwestii – jak zauważają
współcześni językoznawcy – cechuje jego rękopiśmienne zapisy tekstów
ukraińskich, w których, nie znając dobrze języka, tym bardziej uważnie,
wręcz „mechanicznie”, notował opowiadane sobie teksty, co umożliwiał
mu doskonały słuch i pamięć 1. Tak więc analizowane rękopisy potwierdzają w pełni wysoki autentyzm tekstów prozatorskich i wierność źródłowym przekazom, choć dla ich właściwej prezentacji, inaczej niż współcześnie, uciekał się Kolberg do retuszu redakcyjnego lub na ten retusz
ze strony innych zbieraczy był skazany. Z kolei opowieści zaczerpnięte
z prac drukowanych, na ogół z drobnymi poprawkami redakcyjnymi, czasami skracane lub streszczane, „przystosowane” do włączenia do tomów
Ludu, podobnie jak przekazy osób nie pochodzących z ludu zachowywały
w druku w zasadzie język oryginału.
Zróżnicowanie gatunkowe bajkowych zbiorów Kolberga sygnalizowała
cytowana klasyfikacja opowieści kujawskich. Wymieniane tam gatunki
mają swoją mniej lub bardziej liczną reprezentację w każdej niemal monografii. Najliczniejszą stanowią bajki magiczne, fantastyczne, w terminologii Kolberga klechdy, gadki cudowne, baśnie cudowne, kazki cudowne2,
gatunek uprzywilejowany w XIX wieku. W większości monografii przeważają w stosunku do pozostałych gatunków, a niekiedy, jak np. w Kujawach, Krakowskiem, Poznańskiem, Kieleckiem czy Przemyskiem, stanowią około połowę całego repertuaru lub nawet jak w Krakowskiem
1

Zob. T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga…(DWOK T. 49), s. XLIX–L.
Czasami spotkać można terminy lokalne, gwarowe, np. W. Siarkowski, który przekazał
Kolbergowi m.in. zbiór bajek kieleckich, opatrzył je uwagą: „W Posłowicach pod Kielcami baśni prawione przy kądzielach nazywają jurami, w Masłowie nazywają je skiełkami (O. Kolberg
Kieleckie cz. II, DWOK T. 19, s. 218, przypis).
2

310

�połowę tę przekraczają (54 bajki magiczne i 12 nowelistycznych na 111
tekstów w rozdziale poświęconym prozie). Bajki magiczne tworzą też
w obrębie tekstów prozatorskich najbardziej zwarty zespół, choć poza
nim trafiają również do niemal wszystkich innych, gatunkowo wydzielonych rozdziałów. Cechuje je przewaga pierwiastków fantastycznych, cudownych, czarodziejskich, działają w nich siły magiczne, nadprzyrodzeni
przeciwnicy lub pomocnicy, bohaterowie wykonują nadludzkie zadania
i wyróżniają się nadludzką wiedzą i potęgą, w akcji uczestniczą przedmioty magiczne, a tematy te wyznaczają grupy poszczególnych wątków 1.
Charakterystyczna dla gatunku jest też typizacja, tj. brak imion i cech
indywidualnych bohaterów; postacie uosabiają ideę dobra lub zła. Bajki magiczne są na ogół wariantami rozbudowanymi fabularnie, a rozwinięta fabuła dokumentuje typową także dla gatunku formuliczność, tj.
obecność stereotypowych, stabilnych połączeń leksykalnych, czyli formuł
inicjalnych („Był jeden król”), medialnych (powtarzalne dialogi, np. bohatera z magicznymi pomocnikami) i finalnych („Żyli długo i szczęśliwie”),
spajających poszczególne ogniwa fabularne 2. Jest to więc materiał nie
tylko do badań nad geografią, rozwojem i wędrówką wątków, ale i nad
ich schematem konstrukcyjnym, tradycyjnymi zasadami narracji, takimi
jak troistość, powtarzalność, gradacja czy kontrast, a także nad strukturą fabuły i funkcją charakterystycznych środków językowych. W sumie
tomy Kolberga przynoszą realizacje wariantowe około 150 wątków bajek
magicznych, zarówno popularnych w polskim, słowiańskim i europejskim
folklorze, jak i rzadkich, a nawet unikatowych.
Swoją reprezentację w dziele Kolberga mają również anegdoty i kawały
(facecje, humoreski, gadki, dykteryjki), bajki komiczne (w PBL głównie
wątki T 1000–T 2440), które w dziale prozy w poszczególnych monografiach zajmują liczebnie drugą pozycję po bajkach magicznych, a niekiedy nawet ilościowo im dorównują. Choć przefiltrowane przez sito obyczajowej autocenzury autorskiej, są jednak po raz pierwszy na taką skalę
1 Zob. J. Krzyżanowski Polska bajka ludowa w układzie systematycznym (PBL), T. 1,
Wrocław 1962, s. 81–239, wątki T 300–T 749, tenże Bajka magiczna w: Słownik folkloru
polskiego…, s. 34–35, M. Wójcicka Bajka magiczna w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 1,
Toruń 2018, s. 266–273.
2 Por. J. Ługowska Ludowa bajka magiczna jako tworzywo literatury, Wrocław 1981,
s. 86, M. Wójcicka Formuliczność, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 2, Toruń 2018,
s. 11–23.

311

�uwzględniane przez Kolberga w zbiorze bajek jako opowiadania dokumentujące ludowy humor i dowcip. W rękopisach zachowała się pewna
ilość tekstów niepoddanych retuszom wydawcy, a ich pierwotna, surowa
postać, nie stroniąca od konceptów i akcentów nieprzyzwoitych, wskazuje, że badacz gromadził takie opowieści bez cenzorskiego nastawienia1.
Przegląd około 100 odnotowanych przez Kolberga wątków przedstawia
repertuar typowy dla gatunku; celem jest ukazanie komicznych stron życia, krytyka i ośmieszenie, środkiem bazowanie na słabostkach, wadach,
szczegółach, igraszkach słownych, absurdzie i nonsensach, tematem są
żarty, dowcipy, drwiny i kpiny z obcości (inności) sąsiadów, nacji, stanów
i zawodów (księża, lekarze), klas (szlachta, chłopi) itp., praktycznie z każdego zjawiska i z każdej sytuacji. Występuje w nich dobroduszny humor,
ale i zjadliwa ironia, groteskowe deformacje, satyryczne karykatury, farsa, parodia, zabawny koncept. W tekstach tych odnaleźć można zarówno
komizm sytuacyjny, czasami w postaci tzw. adynata, tj. motywów i sytuacji nonsensownych, sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem (np. wnoszenie
przetakiem światła do domu bez okien), jak i słowny (np. operowanie
dowcipem opartym na nieporozumieniach językowych, niespodziewanych
skojarzeniach itp.), a także komizm charakteru (postaci). Ogólną zasadą
kreowania komizmu jest ukazanie przypadków odbiegających od normy,
świata widzianego na opak. Częste w anegdocie elementy, a nawet tematy obsceniczne, przykrywane są przy pomocy aluzji i specyficznej topiki,
także pochodzącej często od samych opowiadających ze względu na osobę słuchacza. Większość bajek komicznych, nazywanych przez Kolberga
gadkami, dykteryjkami, fraszkami znalazła się w rozdziale z prozą ludową,
niektóre jednak zamieścił w innych rozdziałach, np. jako ilustracje charakterystyki społecznej i psychologicznej ludu. W obrębie tego gatunku obok
wątków pospolitych odnajdujemy także rzadkie i wyjątkowe.
Kilkadziesiąt wątków obejmują zebrane przez Kolberga warianty legend
(T 750–T 849) i bajek nowelistycznych (T 850–T 999). Legendy, opowiadania o charakterze religijnym, przedstawiające cudowne wydarzenia z życia
Chrystusa, Matki Bożej, świętych znanych z nauki kościoła lub z ich udziałem w świecie ludzkim, zamieszczał Kolberg przeważnie w grupie „Powieści
1 Wydawano je wiernie z rękopisów w Dziełach wszystkich, jeśli nie opublikował ich
Kolberg, komentowano w przypisach źródłowych (w suplementach), gdy drukował je ze zmianami w stosunku do przekazu źródłowego.

312

�moralne i legendy”. Ich wątki (według PBL) grupują się wokół tematów:
„Nagrody i kary”, „Prawda wychodzi na jaw”, „Bajki o diable”. Uniwersalność fabuł, bez skonkretyzowanego przypisania do miejsca i czasu, a przede
wszystkim ich czytelna dydaktyczna funkcja – wskazanie odniesionego do
Boga wzoru zachowań moralnych – pozwalały stosunkowo bezkolizyjnie
wyznaczyć tę przynależność, choć niekiedy trafiały np. do „gadek o złych
duchach, diabłach” itp. Bajki nowelistyczne (T 850–T 999), realistyczne
opowieści o niezwykłych, często sensacyjnych zdarzeniach i przygodach,
ale przedstawionych jako prawdopodobne, realne, mają także wydźwięk
moralistyczny; wskazują skutki złych czynów i są przestrogą, jak nie należy postępować. Te bajki zamieszczał Kolberg najczęściej w grupie „gadek
o zbójcach, złodziejach, oszustach” itp., czasami łączył je z anegdotami ze
względu na efekty komiczne lub z powieściami moralnymi dla wyrazistszych akcentów takiej natury.
Bajka zwierzęca, gatunek stosunkowo mało popularny w Polsce (w PBL
wątki T 1–T 299), pochodząca po części z tradycji ludowej, po części mająca rodowód literacki, wyodrębniona została przez Kolberga w osobnym
rozdziale tylko w Poznańskiem, Pokuciu i Chełmskiem, ale spośród kilku
przydzielonych tam tekstów nie wszystkie ją reprezentują (np. w ramach nr
83–91 w Poznańskiem pierwsze trzy do niej nie należą). W Krakowskiem
4 teksty (nr 98–101) trafnie określone w podtytule jako bajki zamykają
rozdział „O zbójcach, złodziejach, frantach, głupcach, babach itp.”. W Kujawach kilka wariantów wątków „Głosy ptaków” ma tytuł „Gadki o ptakach”.
W monografiach, w których opowieści Kolberg nie klasyfikował, pojedyncze teksty są rozproszone w rozdziale „Opowieści”. Ponadto w poszczególnych tomach można je sporadycznie odnaleźć również w innych partiach,
zwłaszcza wierzeniowych. Wraz z bajkami drukowanymi po raz pierwszy
w suplementach przynoszą około 60 wariantów.
Inaczej potraktował Kolberg – jak wspomniano – opowieści wierzeniowe i podania (T 3000–T 8256). Podania lokalne, historyczne i narodowe,
wiążące się z konkretnymi miejscami, osobami, zdarzeniami, nawiązujące
do historii, są zlokalizowane w czasie i przestrzeni, ale mówią o wydarzeniach tylko po części historycznych, po części zaś fantastycznych, fikcyjnych, najczęściej o prapoczątkach narodu czy społeczności lokalnych,
o czasach minionych, dawnych bohaterach i protoplastach, królach, wybitnych wodzach. Często mają charakter ajtiologiczny, tłumaczą znaczenie lokalnej nazwy miejscowości, jej pochodzenie oraz historię. Niektóre,
313

�utrwalone przez kronikarzy i historyków oraz tradycję, otrzymują charakter narodowych 1. Wcielał je Kolberg przeważnie według kontekstu
tematycznego do opisu kraju lub wierzeń jako ich ilustrację lub zamieszczał w przypisach na końcu tomów jako uzupełnienie tego opisu. Rzadziej
pochodzą one z zapisów Kolberga, najczęściej zaczerpnięte są z literatury
rozmaitego rodzaju, począwszy od dawnych kronik i starodruków po krajoznawczą i regionalną prasę. Często nie mają rozwiniętej postaci fabularnej, są streszczeniami lub omówieniami Kolberga (niekiedy za źródłem),
prezentują szkielet fabuły lub jedynie komunikat czy sygnał o istnieniu
wątku, co także związane jest z zabiegiem wmontowywania ich w opis.
Dla Kolberga ponadto bardziej liczyła się w tym przypadku treść, owo
„ziarnko prawdy historycznej”, które z podaniem jest tradycyjnie związane, niż pełny przekaz folklorystyczny. Zdarzało się jednak w przypadku
wariantów rozwiniętych fabularnie, że trafiały do rozdziału poświęconego
opowieściom. W takiej różnorodnej postaci formalnej podania stanowią
w tomach Ludu i Obrazów etnograficznych zespół najliczniejszy, ale
trudno je wychwycić spośród najróżniejszych informacji topograficznych
i etnograficznych. Podobnie potraktował Kolberg te legendy spokrewnione z podaniem, które jako opowiadania religijne również nawiązują do
konkretnych zdarzeń z przeszłości z udziałem postaci świętych, tłumacząc
powstawanie miejscowości, kościołów, miejsc kultu itd. Włączał je także
do rozdziałów przedstawiających obraz „kraju”, wierzeń lub do przypisów
na końcu tomów.
Nie zostały również wyodrębnione gatunkowo opowieści wierzeniowe.
Spisane często jako relacje prawdziwych zdarzeń, bez schematu fabularnego, wtapiał Kolberg podobnie w katalog wierzeń jako ilustrację opisywanego świata nadzmysłowego. Dla uwiarygodnienia ich treści zawierały wówczas często odwołania do nazwisk świadków, konkretnego miejsca i czasu,
w rodzaju: „Żyła niezbyt dawno temu (około r. 1850) we wsi Osowie pod
Szamotułami kobieta nazwiskiem Czajkowa albo Czajina (żona Czajki)”2,
dzięki czemu spokrewnione są wyraźnie z podaniami. Niektóre z tych opowieści, pozbawione jednak wspomnianej indywidualizacji, a potraktowane
jako przejaw, synteza wiedzy społeczności lokalnej, odnaleźć można w również w rozdziałach z opowieściami „o czartach, złych duchach, strachach,
1

Należą tu podania o najdawniejszych stolicach Polski, Gnieźnie (cykl wielkopolski: Popiel–Piast) z kroniki Galla oraz Krakowie (cykl małopolski: Krakus–Wanda) z kroniki Kadłubka.
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 111, nr 44.

314

�diabłach”. Większość jednak ulokowana została przez Kolberga wśród informacji o świecie ludowych wierzeń1.
Wśród różnych bajek w zbiorach Kolberga wymienić jeszcze należy nieliczne, lecz niezwykle oryginalne bajki ajtiologiczne oraz bajki-śpiewanki.
Te ostatnie opublikowane zostały w Pieśniach ludu polskiego ze względu
na organicznie z nimi związane pieśni, niewystępujące samodzielnie poza
danym tekstem2. Jest to dziewięć zestawionych obok siebie wariantów tekstowych i melodycznych (11 melodii), reprezentujących trzy typy bajkowe,
a pochodzących z różnych stron Polski. Bajki ajtiologiczne, wyjaśniające
powstanie kosmosu, człowieka, jego kultury, świata przyrody itd., wśród
których znajdują się też wątki legendowe, zamieszczał Kolberg prawie wyłącznie w rozdziale „Świat nadzmysłowy”, gdzie miały pełnić rolę wykładni
ludowych poglądów i wyobrażeń. Znaleźć je można np. w części II Kieleckiego, w części III Pokucia, najwięcej pochodzi jednak z Krakowskiego; są
to warianty kilkanastu wątków (na 79 wątków odnotowanych w systematyce PBL w ramach T 2441–T 2700). Kilka z nich to zapisy stanowiące jedyną
reprezentację wątku w polskim foklorze3.
Ogromny bajkowy zbiór Kolberga stał się bazą źródłową dla późniejszych badań folklorystów nad tym gatunkiem. Określony został pewien
wzorzec prezentowania gatunku, przynoszący wskazówki dla późniejszych
zbieraczy i wydawców. Bogaty i zróżnicowany repertuar zasilił znacząco
dorobek folklorystyczny w zakresie bajki, z jednej strony poświadczając
rozpowszechnienie niektórych wątków w folklorze polskim i europejskim,
z drugiej dokumentując nowe, ciekawe, a nawet nieznane warianty, więc
poszerzając zasób żyjących w tradycji polskich opowieści. Wspominano
wyżej, że występują w nim warianty wątków popularnych w całej Polsce,
a nawet Europie, lecz także bajki rzadkie, w folklorze polskim wyjątkowo spotykane lub wręcz unikatowe, reprezentowane jedynie wariantem
1 M. Wójcicka pisała: „Badacze folkloru podkreślają, że teksty te żyją nie jako autonomiczne
systemy artystyczne (jak np. bajka fantastyczna), ale są częścią składową systemów innych,
m.in. religijnych, obrzędowych” – Podanie (wierzeniowe) w: Słownik polskiej bajki ludowej…
T. 3, Toruń 2018, s. 64 (z powołaniem się na: K.D. Kadłubiec Gawędziarz cieszyński – Józef
Czechowicz, Ostrava 1973, s. 29). Z tej perspektywy praktyka Kolberga była w zasadzie trafna.
2 Zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. 289–298, nr 39a, b, 40a, b, c, 41a,
b, c, d ; odpowiednio warianty wątków T 902, T 780, T 440.
3 Zob. O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 198, nr 6, Krakowskie cz. III (DWOK
T. 7), s. 7–8, nr 7, s. 57, nr 113, s. 128, nr 22, s. 130, nr 35 – tam jedyne dla wątku teksty Kolberga
odpowiednio dla T 2455A, T 2461, T 2468, T 2645.

315

�Kolberga. Często są to teksty najwcześniej legitymujące dany wątek. Niektóre opowiadania wyróżniają się oryginalnością, motywami potraktowanymi nieszablonowo, ciekawymi przeróbkami znanych fabuł, zamianami
epizodów, elementami humorystycznymi1. Do najpopularniejszych bajek
magicznych w zapisach Kolberga należą dla przykładu warianty rozpowszechnionego w Europie wątku Szklana góra (T 530), zanotowane w liczbie kilkunastu tekstów polskich i ruskich, czy Bracia zdradzieccy (T 301),
Salvatica, opowieść o królewnie gnębionej przez srogiego ojca (T 706), Siedem kruków (T 451), Diabeł parobkiem (T 651), poświadczone nieco mniej
licznymi, lecz oryginalnymi odmianami. Spośród anegdot do najczęściej
odnotowywanych przez Kolberga wątków należą m.in. Kobieta w skrzyni (T 1536A), Diabeł oszukany przy podziale plonów (T 1030), Głupiec
i zbóje (T 1653), Chłop i diabeł (T 1060), wśród nowel – Wyleczenie leniwej żony (T 902), Narzeczona zbójnika (T 955), wśród legend – Dziwne
sądy Boże (T 759) i Maliny (T 780), wśród podań – Mistrz Twardowski
(T 8251), Rycerze śpiący (T 8256), Zatopione dzwony (T 7070), a najliczniej
występujące opowieści wierzeniowe dotyczą wątków Czarownice (T 3040),
Wyprawa na sabat (T. 3045), Dziwożona (T 5085).
Z kolei niektóre zapisane przez Kolberga warianty są jedynymi poświadczającymi żywotność co najmniej kilkudziesięciu wątków na gruncie polskim, mają więc charakter unikatowy. Tu wymienić można (według PBL)
m.in. następujące wybrane typy bajek: T 11, T 237 (bajki zwierzęce); T 360A,
T 404, T 411, T 574, T 706A (bajki magiczne); T 766, T 769, T 826, T 832
(legendy); T 855, T 960D (nowele); T 1328, T 1366, T 1412, T 1473, T 1563,
T 1794, T 1872, T 2100 (anegdoty); T 2455A, T 2461, T 2468, T 2645 (bajki
ajtiologiczne). Do nienotowanych w polskim folklorze należą też niektóre
zapisy bajek wydanych po raz pierwszy w ramach edycji Dzieł wszystkich;
tu wymienić można zapisane na Mazowszu Nieudane leśne wesele czy
Rozum i Szczęście, a także zanotowaną w Modlnicy przez Konopczankę
opowieść pt. Krótka historyja o królu, niezarejestrowaną ani razu z przekazu ustnego, choć wątek Midasa występował w przysłowiach i wariantach
literackich, oraz podobnie nieodnotowaną w folklorze anegdotę Porada według chęci, zaczerpniętą przez Kolberga z druku sprzed roku 1828, której
1

Zob. np. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 325, nr 45 (T 956B), W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. 179, nr 40 (T 506), Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 96, nr 211
(T 3045). Zob. też przykłady podane przez. J. Krzyżanowskiego w Słowniku folkloru polskiego…, m. in. na s. 270, 430, 437.

316

�wątek występuje poza tym źródłem tylko w jednym wariancie literackim1.
Materiał suplementowy przyniósł też warianty nowych wątków, znanych
wprawdzie w polskim folklorze, ale niepoświadczonych w drukowanych
przez Kolberga monografiach, np. bajki ajtiologicznej o grzybach (T 2636)
oraz legend o diable (T 825 i T 829)2.
Począwszy od bajek kujawskich, wprowadzał Kolberg w druku,
a w miarę czasu także w rękopisach poprzedzające bajki streszczenia lub
zestawienia węzłowych motywów. Dają one pewien pogląd na jego sposób
analizowania struktury fabuły. Nie opatrywał nimi metodycznie wszystkich tekstów, lecz praktyka ta jest zauważalna we wszystkich niemal monografiach. Niektóre z nich są lakoniczne, lapidarnie szeregujące motywy
główne, szkicujące główny kontur wątku, inne obszerniejsze, rozbudowane,
stanowią bardziej lub mniej udane próby wniknięcia w morfologię bajki, przebieg akcji, strukturę fabuły. Są wśród nich takie, które trafnie wydobywają zasadnicze motywy i dają pogląd na budowę wątku i specyfikę
wariantu, dając opis zbliżony do nowoczesnej charakterystyki bajkowego
typu3. Inne przynoszą wskazówki bardziej przypadkowe, ograniczając się
np. do wyszczególnienia rekwizytów czy postaci działających. Opracowanie takie można uznać za próbę katalogowania motywów usprawniającego
panowanie nad treścią bajek i wychwytywania pokrewieństw dla ustalenia
tożsamości wątków i identyfikacji wariantów. Próby te podejmowane przez
Kolberga już w Kujawach, czyli w 1867 roku, a doskonalone wyraźnie w latach późniejszych, np. przy gromadzeniu bajek spisywanych w Sanockiem,
można uznać za prekursorskie; współczesne narzędzia systematyki bajek
odwołują się do katalogów i analizy motywów.
Trwałym i nowatorskim osiągnięciem Kolberga jest – jak wspomniano
–zbieranie i publikowanie różnych, czasami mniej doskonałych wariantów. Wprawdzie licząc się z limitowaną objętością swoich tomów i kosztami druku, zmuszony był często do ograniczania ich liczby, zasadę te
jednak w miarę możliwości konsekwentnie realizował, a w odniesieniu
1 O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), s. 415–416 i 562–563 oraz suplement krakowski, DWOK T. 73/III), s. 101 i DWOK T. 73/II, s. 483–484 (zob. T 1522).
2 Są to opowieści pt. Grzyby, Diabeł w arce Noego i O jednym Ojcu św., od diabła kuszonym, DWOK T. 73/II, s. 448, 448–449, 410–411.
3 Zob. np. streszczenia bajki Królewna-owca (T 404) i anegdoty Głupiec i figura (T 1643)
w PBL oraz u Kolberga opowieści O owczarzu i O bogatej wierzbie, w cz. IV Krakowskiego
(DWOK T. 8), s. 61, nr 24 i s. 201, nr 81.

317

�do bajek eliminacja tekstów jest stosunkowo niewielka. Celowość takiej
metody uzasadniał cierpliwie kolejny raz już pod koniec swej działalności
badawczej:
Zestawione ze sobą liczne warianty rzucają tedy niemałe światło na urabianie
się, czyli kształtowanie rzeczonych motywów, oddziaływanie ich na siebie wzajemnie, stopniowy ich rozkład i przetwór, wreszcie rozrost bujny w jednej, a zanikanie w innej okolicy. Tyczy się to zarówno pieśni, jak i baśni, guseł, wierzeń
itd. Porównywając podobieństwa i różnice te w najdrobniejszych szczegółach
i odcieniach, ma tu etnolog możność śledzenia krok za krokiem pochodu topograficznego wszelkich utworów myśli i imaginacji ludowej, zrazu w obrębie
danej miejscowości, okolicy i kraju, a następnie i na rozleglejszej geograficznej
przestrzeni. […] Z tego wychodząc założenia, widzimy się spowodowani do ogłaszania wszelkich ważniejszych, jakie nam się nasuwają wariantów, czy to pod
względem treści czy też języka lub muzyki, o ile takowe, nowe nam przywodząc
wyrażenia i rysy, istotnymi są wariantami, nie zaś tożsamością […]1.

Do oznaczania wariantów analiza morfologiczna okazywała się więc niezbędna i w dużej mierze pozwalała, zwłaszcza w ramach jednej monografii,
trafnie zestawiać obok siebie warianty, czasami nazywane „odmianami”2.
Przysłowia
Formułując swój kompleksowy program badawczy, obejmujący różne
gatunki literatury ludowej, Kolberg uwzględniał także przysłowia. W cytowanym wyżej fragmencie listu otwartego, odezwy do społeczeństwa
opublikowanej na łamach „Biblioteki Warszawskiej”, już w 1865 roku
określał przysłowia jako odrębny przedmiot badań3 i jako taki wymienił
je też w tytule dzieła Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania,
1

O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XI–XII.
Zob. np. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), nr 8 i 9 (T 311), Krakowskie cz. IV (DWOK
T. 8), nr 1–3 (T 530), nr 68 i 69 (T 651), nr 71 i 72 (T 794), nr 75 i 76 (T 956B i T. 955), W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), nr 16 i 17 (T 307), nr 45 i 46 (T 756B), Radomskie cz. II (DWOK
T. 21), nr 13 i 14 (T 1030), Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), nr 58 i 59 (T 1525D).
3 Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 104. Przedstawiając tam problematykę
swoich badań, w punkcie 6. Kolberg wymienił: „Przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy,
legendy, podania itp. o ile możności (lubo niekoniecznie) w mowie potocznej, miejscowej, oddane”.
2

318

�przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Mógł przy
tym nawiązywać do bogatej, wielowiekowej tradycji paremiograficznej,
która przysłowie jako swoisty twór językowy i zarazem gatunek literacki
z pogranicza literatury i języka potocznego wyniosła do niebywałej popularności, utrwalanej przez wieki, zarówno w przekazach ustnych, jak i literackich. Paremia, znane, tworzone i powtarzane w starożytności, zapisywane w średniowieczu, także w Polsce wraz z pojawieniem się pierwszych
druków, upowszechniały się następnie dzięki dziełom Biernata z Lublina,
M. Reja, J. Kochanowskiego czy Ł. Górnickiego. W XVII wieku doczekały
się pierwszych opracowań naukowych w postaci zbiorów Salomona Rysińskiego Proverbiorum Polonicorum a Solomone Rysino collectorum
Centuriae decem et octo (Lubcz 1618, wyd. od 1619 r. pt. Przypowieści
polskie) i Grzegorza Knapskiego (Cnapiusa) Adagia polonica, stanowiącego
tom trzeci jego monumentalnego Thesaurusa, słownika polskiego (Kraków
1632). Były chętnie wykorzystywanym tworzywem dla pisarzy baroku, takich jak W. Kochowski, W. Potocki czy A.M. Fredro, autor moralistycznego
zbioru Przysłowia mów potocznych albo przestrogi obyczajowe, radne,
wojenne (Kraków 1658). W XVIII i XIX wieku coraz liczniej występowały
w utworach pisarzy i poetów, wprowadzano je do podręczników szkolnych i opracowań słownikowych, m.in. S. Lindego, gdzie znalazło się ponad
10 tysięcy przysłów i zwrotów przysłowiowych, rozsianych pod różnymi hasłami. Stały się przedmiotem zainteresowania, studiów i publikacji
pokolenia romantyków, W. Pola, J. I. Kraszewskiego, K.W. Wójcickiego 1,
a prawdziwą ich skarbnicą okazały się poezje Mickiewicza, Słowackiego,
Norwida, komedie A. Fredry. Przysłowiami zajmowali się A. Grabowski, T.
Lipiński, J. Chociszewski, A. Bartoszewicz, A.W. Darowski2, autorzy regio1

Zob. m.in. W. Pol Filozofia i przysłowia ludu w Polsce, „Kwartalnik Naukowy w Połączeniu Prac Miłośników Umiejętności”, Kraków 1835, T. II, s. 19–42; J.I. Kraszewski Litwa, starożytne dzieje…,Warszawa 1847 (około 400 przysłów); K.W. Wójcicki Przysłowia narodowe,
z wyjaśnieniem zrzódła początku oraz sposobu ich użycia… T. I–III, Warszawa 1830, tenże
Przysłowia polskie, czyli nauka starych a rozumnych naszych ludzi, Warszawa 1862.
2 Byli to autorzy m.in. następujących prac: A Grabowski Krótkie przypowieści dawnych
Polaków…, Kraków 1819; T. Lipiński Przysłowia i wyrażenia od miast i wsi, „Biblioteka Warszawska” 1852, T. IV, s. 236–274, tenże Przysłowia i wyrażenia od gór i rzek, tamże 1853, T. II,
s. 52–61, tenże Przysłowia i przypowieści od nazw panujących, tamże, 1856, T. I, s. 57–66;
Tworzymir [J. Chociszewski] Przysłowia ludu wielkopolskiego zawierające spostrzeżenia na
różne dni, miesiące i pory roku, z ust ludu zebrał…, „Biblioteka Warszawska” 1861, T. III,
s. 619–642, tenże Wyjaśnienie początku niektórych przysłów używanych w Wielkopolsce

319

�nalni, jak J. Gluziński (Lubelszczyzna), I. Łyskowski (Prusy Zachodnie), J.
Lompa (Śląsk), F. Cejnowa (Kaszuby), J. Łepkowski (Krakowskie), L. Jucewicz (Litwa)1. Prowerbia rozpowszechniały też liczne wydawnictwa popularne, druki straganowe, kalendarze, podręczniki, czasopisma ludowe, publikując pojedyncze teksty lub ich większe czy mniejsze zbiorki. Podstawę
dla nowoczesnej paremiologii stworzyła jednak dopiero Księga przysłów,
przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich (Warszawa 1889–1894)
Samuela Adalberga (1868–1939), syntetyczne opracowanie dorobku polskiego, monumentalne dzieło przynoszące 30 000 przysłów i około 40 000
wariantów, a obejmujące źródła dawne i nowe, książkowe i rękopiśmienne,
literaturę i czasopiśmiennictwo do roku 1800. Praca ta utorowała drogę nauce o przysłowiach, której twórcą był Jan Stanisław Bystroń (1892–1964).
Kolberg wpisuje się w tę tradycję jako zbieracz i wydawca przysłów
traktowanych wprawdzie jako odrębny gatunek literatury ludowej, ale
stanowiących jeden z szeregu przejawów kultury duchowej, dokumentowanych w jego encyklopedycznym dziele. Dorobek autora Ludu w tym
zakresie wykracza poza dokonania poprzedników i współczesnych mu paremiografów i sytuuje go już poza kręgiem romantycznych zbieraczy przysłów w rodzaju Wójcickiego, autora Przysłów narodowych (1836), a przed
przełomowym dla paremiologii dziełem S. Adalberga, którego edycja rozpoczęła się w 1889 roku (praca nad nim podjęta została sześć lat wcześniej), a zakończyła w 1894 roku, i które dedykowane było „Pamięci Oskara
Kolberga”. W roku 1871 Kolberg pisał:
Jak przeszłość i samodzielność obyczajowa każdego narodu wyrażoną jest
w jego dziejach, zwyczajach, przesądach i języku, jak jego wyobraźnia, uczucie
podług podań ludu…, tamże, 1864, T. I, s. 263–293; A. Bartoszewicz Alfabet ze zdań i przysłów ułożony, „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy na rok zwyczajny 1855” J. Ungra,
s. 102–105, tenże Zdania, myśli i przysłowia, „Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski na rok
zwyczajny 1861” J. Jaworskiego, s. 160–162, A.W. Darowski Przysłowia polskie odnoszące się
do nazwisk szlacheckich i miejscowości, Poznań 1874.
1 J. Gluziński Włościanie polscy uważani pod względem charakteru, zwyczajów, obyczajów i przesądów, z dołączeniem przysłów powszechnie używanych, w: K. W. Wójcicki
Archiwum domowe do dziejów i literatury krajowej, Warszawa 1856, s. 392–576; I. Łyskowski
Pieśni gminne i przysłowia ludu polskiego w Prusach Zachodnich, Brodnica 1854; J. Lompa
Przysłowia i nazwy potoczne ludu polskiego w Szląsku, Bochnia 1858; F. Cejnowa Skôrb
kaszébsko-slovjnskè móvé, Świecie 1866–1868; J. Łepkowski Przegląd krakowskich tradycyj,
legend, nabożeństw, zwyczajów, przysłów i właściwości, Kraków 1866; L. Jucewicz Przysłowia ludu litewskiego, Wilno 1840.

320

�i usposobienie odbija się w baśniach, muzyce, tańcach, tak znowu z jego przysłów, zdań, sentencji i zagadek wyziera praktyczne na świat i ludzi zapatrywanie
się, jego dowcip i mądrość zbiorowa1.

Jest w tej wypowiedzi zarówno trafna kontynuacja romantycznego widzenia przysłów jako odbicia światopoglądu i mądrości ludowej, jak i ujęcie
fundamentalnych cech paremiów: ich społecznej funkcji oraz praktycznego
realizmu i dowcipu.
W całej swojej działalności zbierackiej i wydawniczej Kolberg nie
poświęcił jednak przysłowiom zainteresowania w skali podobnej do
okazanego pieśniom, a nawet prozie ludowej. W kolejnych monografiach opublikował około 2700 przysłów, w tym prawie 1000 ukraińskich
z Chełmszczyzny i Pokucia. W tomach regionalnych wydawanych z rękopisów po raz pierwszy w edycji Dzieł wszystkich znalazło się około 350
przysłów polskich, ukraińskich i białoruskich oraz 600 południowosłowiańskich. Natomiast suplementy do monografii XIX-wiecznych przyniosły kilkadziesiąt paremiów, głównie polskich. Ilość ta, sięgająca w sumie
liczby prawie 3800 przysłów i wyrażeń przysłowiowych, nie jest szczególnie reprezentatywna wobec ich niebywałej popularności, powtarzalności i stabilności gatunkowej i funkcjonalnej, nie tylko w folklorze, ale
i szerzej – w kulturze narodowej. Nie określa ona jednak pełnego zasobu
zgromadzonego przez Kolberga materiału. Znaczną jego część, stanowiącą
niemal 55% całego zbioru przysłów, badacz przeznaczył dla innego celu
niż publikacje własne, przekazując zarówno zapisy sporządzone przez siebie, jak i pozyskane od innych zbieraczy na rzecz odrębnego opracowania
monograficznego innego wydawcy, o czym będzie mowa dalej. Decyzja
ta oznaczała zatem świadomą rezygnację autora Ludu z systematycznej
paremiografii.
Wydawane przysłowia zamieszczał Kolberg bądź w osobnych poświęconych im rozdziałach i zwartych zespołach, bądź rozproszone wśród innych
materiałów etnograficznych i folklorystycznych, zgodnie ze swoim holistycznym widzeniem kultury wsi. Te drugie, rozsiane na kartach tomów,
wcielane pojedynczo lub w większej liczbie w opis kraju, ludu, zwyczajów
i wierzeń – jako dotyczące miejscowości, regionów, narodów, ich mieszkańców, trybu życia, pracy, zajęć i świętowania oraz przekonań, wiedzy
1 O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły
(DWOK T. 63), s. 117.

321

�i wyobrażeń o świecie – stanowić miały ilustrację opisywanych zagadnień1.
Ponieważ skupiała się w nich ludowa mądrość, doświadczenia gromadzone przez wieki i przekazywane z pokolenia na pokolenie, często w ustach
wiejskich informatorów i pisarzy dokumentujących kulturę wsi najtrafniej
i najlapidarniej wyrażały ludowy obraz świata, wzajemnych relacji, pojmowania sprawiedliwości, winy i kary itd. Osadzone w kontekście opisywanych faktów kulturowych pełniły więc funkcję im przyporządkowaną
i choć nie traciły swojej wyraźnej, formalnej specyfiki, często ginęły wśród
informacji etnograficznych. Jako reprezentujące osobny gatunek gromadził
je Kolberg natomiast w specjalnie im poświęconych rozdziałach, których
jednak doczekały się tylko nieliczne monografie.
Z zasobu polskiego najbogatszy jest zwarty zbiór Kolberga opublikowany w części IV Krakowskiego, w rozdziale pt. „Przysłowia. Zdania”, liczącym prawie 1080 przysłów. Jest on przyporządkowany w spisie rzeczy
działowi poświęconemu mniejszym formom literackim, obejmującym także
zagadki; schemat taki, odpowiadający statusowi tych drobniejszych gatunków literatury ludowej łączonych pod wspólnym tytułem, jest u Kolberga powtarzalny. Przysłowia są tam podzielone wewnętrznie na pięć grup.
Pierwsza, najliczniejsza, zawierająca 768 tekstów, a nieobjęta osobnym
podtytułem, obejmuje przysłowia różne i pochodzące z różnych źródeł,
wskazanych zbiorczo odesłaniem do wcześniejszych prac polskich paremiografów, S. Rysińskiego, G. Knapskiego, K.W. Wójcickiego, T. Lipińskiego, A. Grabowskiego. Grupa druga zawiera 28 przysłów zaczerpniętych
z XVII-wiecznego druku A. Żydowskiego pt. Gorzka wolność młodzieńska…, trzecia obejmuje 219 tekstów pochodzących z pracy J. Radwańskiego
pt. Przysłowia, przypowieści i sposoby mówienia od imion, zamieszczonej
w krakowskim „Kalendarzu Powszechnym na rok 1858” J. Wildta, na grupę
czwartą składa się 58 „Przysłów i wróżb gospodarczych” ułożonych według
miesięcy, a całość zamyka 6 przysłów „dotyczących miejscowości”. Już
w samym podziale i tytulaturze Kolberga zaznacza się tu nieostrość terminów i praktyczna trudność rozgraniczenia, zwłaszcza przysłów od zwrotów przysłowiowych, a także od związków frazeologicznych. Określenia:
„przysłowia”, „zdania”, „przypowieści”, „sposoby mówienia”, „wróżby” są
1

Taką ilustracyjną funkcję przysłów w opisie etnograficznym Kolberg wyznaczył już
w swoim programowym liście otwartym z 1865 roku, gdzie w punkcie 2 czytamy: „Praca i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków. Jaki pod tym względem tryb życia? Przysłowia. […]”
(Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 104).

322

�odbiciem złożoności zjawiska dobrze znanego paremiologii, jakim jest rozmaitość rodzajów przysłów i wyrażeń przysłowiowych, trudność precyzyjnego wyróżnienia i definiowania tych tworów językowych, powinowactwo
lub tożsamość ze zwrotami frazeologicznymi, różnorodna tematyka i forma,
pochodzenie i funkcja w folklorze, wariantowość, a jednocześnie trwałość
w tradycji na przestrzeni wieków. Także współcześnie istnieją różnice
w przyznawaniu statusu przysłowia różnym jego postaciom; odmiennie
określają niektóre paremie językoznawcy i folkloryści, choć i jedni, i drudzy – niezależnie od przyjmowanego wyróżnika definicyjnego (np. „tekst
minimalny”, „tekst kliszowany”, „wyrażenie formuliczne” czy „najmniejszy
utwór literacki”, „mikroforma folkloru”) uznają prowerbia za odrębny gatunek i osobną kategorię genologiczną1. I tak np. według niektórych frazeologów i frazematyków zwroty przysłowiowe w rodzaju „Uparty jak osioł”
czy „Cisza jak makiem siał” nie należą do przysłów, są to frazeologizmy
(„powiedzenie”, „zwrot”, „wyrażenie” w języku popularnym), czyli związki
frazeologiczne w stałej i niezmiennej formie, na ogół nieprzetłumaczalne,
o charakterze idiomatycznym. W językoznawstwie przyjęte są zresztą różne
koncepcje klasyfikacji przysłów ze względu na charakter gramatyczny (gramatyczna) lub rodzaj zespolenia (funkcjonalna). Nie wdając się tu w analizę
i rozstrzygnięcia o charakterze teoretycznym, powróćmy jednak do materiału Kolbergowskiego.
W monografiach innych regionów mniejsze niż w Krakowskiem zbiory przysłów polskich, wyodrębnionych w osobnych działach w liczbie
około 100 przysłów, opublikował Kolberg jeszcze w części I Kujaw oraz
w części II Lubelskiego. W zbiorze kujawskim zatytułowanym jak w Krakowskiem „Przysłowia. Zdania. Zagadki” wyróżnił 98 przysłów o tematyce ogólnej, a w dwu podrzędnych grupach kilkanaście „tyczących się dat
1 O złożoności przysłów jako „tworów językowo-literackich o swoistej treści i formie” oraz
o potrzebie uwzględnienia w paremiologii „czynników stosowanych w badaniach językowo-literackich” pisał już przed laty w szeregu studiów J. Krzyżanowski (zob. m.in. Z zagadnień
przysłowioznawstwa, w: Studia folklorystyczne, T. III, Kraków 1980, s. 39–313; cyt. wyżej
określenie na s. 303). Dyskusje nad charakterem przysłów i różnice w definiowaniu i określaniu ich statusu pozostają nadal aktualne, o czym świadczą opinie folklorystów i filologów.
Zob. m.in. K. Wrocławski O niektórych postaciach folkloru i ich dokumentowaniu, w: Tekst.
Problemy teoretyczne, red. J.J. Bartmiński, B. Boniecka, Lublin 1998, s. 192 (całość: 187–195),
S. Wasiuta Przysłowie jako jednostka języka (w perspektywie tekstologii integralnej), „LingVaria” XI: 2016 nr 2(22), s. 112–115 (całość: 107–119). Por. też E. Popławski Oskar Kolberg jako
paremiograf. (W 200. rocznicę urodzin), w: „Ja daję właśnie materiał…”, s. 125–135.

323

�i pór gospodarczych” oraz „o wsiach ([tzw.] miejscowych)”. Opatrzył całość
przypisem, że wielka liczba tych przysłów ma zasięg ogólnopolski, ale przytoczone zostały „te tylko, które w Kujawach w codziennym niemal są użyciu”1. Lokalizację geograficzną poszczególnych tekstów precyzował jedynie
wyjątkowo, natomiast często podawał wyjaśnienie znaczenia i okoliczności
ich użycia oraz warianty i odsyłacze porównawcze. Dzięki zachowanym rękopisom ustalono, że większość tekstów pochodzi od korespondentów Kolberga, głównie od Michała Sokołowskiego z Głuszyna, gdzie Kolberg bawił
w czasie podróży na Kujawach w 1865 roku2. Na zasób lubelski, zawarty
w rozdziale „Przysłowia i przepowiednie ludowe”, składają się głównie
84 przysłowia „gospodarcze, czasowe (podług kalendarza)”, opatrzone wyjaśnieniami znaczenia, okoliczności użycia i związku z lokalnymi zwyczajami
i zajęciami, zaczerpnięte przez Kolberga z pracy Józefa Gluzińskiego Włoś­
cianie polscy… (z 1856 roku); kilkanaście pozostałych przysłów „ogólnych”
pozyskał badacz od współpracującego z nim Władysława Ciesielskiego.
Ponadto ponad 400 przysłów polskich pomieścił badacz w różnych
działach wydanych przez siebie monografii regionalnych, ujmując je tam
w mniejsze zespoły lub pojedynczo lokując w tekście opisowym. I tak np.
w części I Krakowskiego, w rozdziale „Kraj” znalazło się 35 tekstów związanych z „dziejami i zwyczajami Krakowa”, w części I Mazowsza kilka
przysłów dotyczących Warszawy. W części VII W. Ks. Poznańskiego, w ramach opisu świata nadzmysłowego opublikował Kolberg kilkadziesiąt przysłów i zwrotów przysłowiowych w rozdzialikach pt. „Bożyszcza w przysłowiach” i „Przysłowia do wyobrażeń i wierzeń miejscowych przywiązane”
oraz w „Przypisach”. Na uwagę zasługują tu ludowe objaśnienia przysłów
odnoszących się do miejscowości i ich mieszkańców oraz przysłów o treści
ogólnej, związanych genetycznie z przytaczanymi w druku opowieściami
ludowymi, z których się wywodzą lub do których nawiązują. Spotykamy też
przysłowia rozproszone w różnych działach i wtopione w opis, najczęściej
zwyczajów dorocznych, np. w części I Mazowsza, ale i ludu, np. w Kaliskiem i w części IV Mazowsza, czy wierzeń i przesądów, np. w Lubelskiem. Są to najczęściej przysłowia zaczerpnięte przez Kolberga z publikacji
XIX-wiecznych autorów.
1

O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 197.
M. Sokołowski przesłał spisane przez siebie przysłowia w liście z 16 XI tego samego roku,
zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139–140.
2

324

�Zwarte i bogatsze zbiory przysłów ukraińskich opublikował Kolberg
w części III Pokucia i części II Chełmskiego. Spośród 661 paremii z Pokucia, zebranych w rozdziale „Przysłowia (Prykazky) z okolic Kołomyi”
znaczną część zapisał sam Kolberg, co dokumentują zachowane rękopisy;
proweniencja pozostałych jest nieustalona. Około 300 przysłów z Chełmszczyzny, pomieszczonych przez wydawcę tomu, I. Kopernickiego, w rozdziale
„Przysłowia i zdania przysłowiowe”, pochodzi prawdopodobnie w znacznej
mierze z zapisów zasłużonej współpracownicy Kolberga, Marii Hemplówny. Brak jednak wskazówek źródłowych co do pochodzenia całości zbioru.
Są też monografie XIX-wieczne, takie jak Kieleckie, Łęczyckie czy Przemyskie, które nie zawierają przysłów wcale.
Spośród wydanych po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich monografii regionalnych lub ich dalszych części, gdzie zgodnie z zasadą samodzielnie zapisane przysłowia publikowane są w osobnych rozdziałach,
niektóre także nie zawierają materiału paremiograficznego, inne przynoszą
pojedyncze teksty bądź najczęściej liczą od 20 do 40 przysłów1. Większy
jest w tym zespole zbiór litewski, liczący około 70 tekstów zapisanych przez
Mikołaja Akielewicza, oraz podolski, który zawiera 82 przysłowia wypisane
z pracy Sadoka Barącza Bajki, fraszki, podania, przysłowia i pieśni na
Rusi… Zasobu paremiów Kolberga zebranych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej znacząco nie zmieniają natomiast nieliczne przysłowia zamieszczone w poszczególnych tomach suplementowych, dopełniających regionalne monografie wydane w XIX wieku.
W ineditach znalazło się też 600 przysłów z południowej Słowiańszczyzny, które Kolberg pozyskał ze źródeł dotyczących tamtego obszaru, dokumentując tymi zapisami swoje szersze zainteresowanie folklorem słowiańskim. 500 przysłów słoweńskich przepisał w 1880 roku w Piadykach pod
Kołomyją z odnalezionego wśród pamiątek po Emilu Korytce czasopisma
z 1832 roku2. Być może kopię tę sporządził ze względu na pamięć o tym pol1

Mowa o tomach: Mazowsze cz. VII, Kaliskie-Sieradzkie, Tarnowskie-Rzeszowskie, Sanockie-Krośnieńskie cz. III, Białoruś-Polesie, Ruś Karpacka cz. II, Ruś Czerwona cz. II, tj. odpowiednio DWOK T. 42, 46, 48, 51, 52, 55, 57/II/2.
2 Przysłowia te pochodzą z podpisanego kryptonimem S. artykułu pt. 500 slovénskih pregovorov, Beilage zum „Illyriches Blatt” 1832, nr 11. Opublikowano je z odnalezionego w Bibliotece Jagiellońskiej rękopisu Kolberga (sygn. 6108 II, k 1–3) w cz. III Materiałów do etnografii
Słowian zachodnich i południowych pt. Słowiańszczyzna południowa (DWOK T. 59/III), na
s. 255–269. O materiale tym zob. E. Millerowa, tamże, s. XXXVII–XLI.

325

�skim zesłańcu do Lublany i zbieraczu pieśni słoweńskich, którym się zainteresował w czasie swojego pobytu w Lublanie w 1857 r. Ponadto w artykule
Obrazy Słowiańszczyzny południowej zamieścił Kolberg 103 przysłowia
(67 w przekładzie polskim, 36 w oryginale i w przekładzie) 1.
Jak wspomniano, o stosunkowo niepokaźnej liczebności zbioru paremiograficznego Kolberga zdecydowała przede wszystkim jego rezygnacja
z planu metodycznego gromadzenia przysłów. W latach 70. zbieraniem
i opracowaniem paremiów zajął się Józef Konopka, który w porozumieniu z Kolbergiem i z Akademią Umiejętności przygotowywał swój zbiór
do wydania. Zamysłu tego nie zdążył zrealizować; prace systematyzujące
jego ogromny i trudny do ogarnięcia materiał pozostały w stadium początkowym. Po śmierci Józefa Konopki w 1880 roku materiały te znalazły się
w rękach jego syna i spadkobiercy, Tadeusza, do ich edycji także jednak nie
doszło. W roku 1881 Kolberg pisał:
Wiadomo, że niemniej ważny jak i baśni do badań etnograficznych materiał
dostarczają i ludowe przysłowia. Wielką ich część podał niegdyś „Przyjaciel
Ludu” i inne czasopisma. My sami bardzo szczupłą zdołaliśmy zebrać liczbę.
Wszystkie one zamieszczone będą w przygotowanym do druku obszernym zbiorze przysłów, pozostałym po śp. Józefie Konopce w rękach najstarszego syna
jego i spadkobiercy2.

Zgodnie z tym planem Kolberg, nie chcąc konkurować z przyjacielem,
przekazywał Konopce swoje materiały paremiograficzne, zarówno spisane
przez siebie, głównie z innych źródeł, jak i otrzymane i nadal napływające
od współpracowników. Niekiedy wręcz pośredniczył między swoimi korespondentami a Konopką w pozyskiwaniu materiału. Tak było np. z częścią
zbioru przysłów spisanych przez A. Jakubowskiego w okolicach Lwowa3.
1 O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej…(DWOK T. 63), s. 117–120 oraz
s. 228–230. Źródłem 67 przysłów (s. 117–120) był artykuł J. Volčicia Torbica národnih prigovorov. Nabral po Istrii…, „Koledarček Slovenski za navadno leto 1855”, Ljubljana [1854], s. 63–
–64. Proweniencji pozostałych 36 przysłów badacz nie podał.
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. IX. Z „Przyjaciela Ludu” wydawanego w Lesznie w latach 1834–1849 Kolberg poczynił obszerne wyciągi z materiałem
przysłowiowym, zachowane w jego archiwum, m.in. w tece 37. Miscellanea, opatrzonej jego
oryginalnym tytułem: „Wierzenia. Czary. Przysłowia. Zdania” (Arch. PTL, sygn. 1329), gdzie
zgromadził około 400 zapisów przysłów z tego źródła.
3 Andrzej Jakubowski jest postacią bliżej nieznaną. Z korespondencji wynika, że po ukończeniu szkół utrzymywał się z korepetycji, prawdopodobnie był też pomocnikiem swojego

326

�Z zachowanej korespondencji wynika, że Jakubowski, który przysyłał
swoje zapisy w latach 1878–1881 na ręce Kolberga i pierwotnie z przeznaczeniem dla niego, dowiedział się od autora Ludu, że wejdą one w skład
zbioru Konopki, któremu patronuje Akademia. Mimo to lwowski zbieracz
nadal kierował przesyłki swoich materiałów głównie do Kolberga, który
je przekazywał Józefowi Konopce, później jego synowi Tadeuszowi1. Dla
autora Ludu przeznaczone były również przekazane mu nieznaną drogą
przysłowia z rękopisu Przysłowia polskie, liczącego prawie 1200 tekstów
spisanych przez bliżej nieokreślonego w źródłach Leśniewskiego, którego
nazwisko jako autora i Kolberga jako adresata odnotowane zostało w rękopisie2. Jest prawdopodobne, że za sprawą Kolberga dostały się do kolekcji
Konopki teksty zanotowane przez W. Siarkowskiego, który blisko współpracował z Kolbergiem, dostarczał mu materiały z Kieleckiego i publikował swoje prace w redagowanym przez autora Ludu dziale etnograficznym
„Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Przypuszczalnie było podobnie z kilkunastoma przysłowiami z rękopisów W. Ciesielskiego, także
współpracownika Kolberga, może i po części z prawie 300 zapisami osób
niezidentyfikowanych. W zbiorze Konopki przysłowia zanotowane i przekazane przez Kolberga mieszczą się głównie w rękopisie pt. „Przysłowia
krewnego, urzędnika policji, J. Gliniańskiego, u którego okresowo mieszkał na dworcu Karola-Ludwika we Lwowie (zob. Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 109, 296, 572, 637).
1 W liście z 16 VII 1879 r. Kolberg pisał, że redakcję „dzieła większych rozmiarów” zawierającego przysłowia Akademia „powierzyła obecnie p. Józefowi Konopce, o czym wiedząc i ja także zbiory mu swoje doręczyłem, równie jak i Pańskie listy z nadesłanymi przysłowiami, z których użytkuje on przysłowia według wskazań Akademii, nie zamilczając,
gdzie potrzeba, o Pańskim współudziale w tej pracy” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65,
s. 242–243. Zob. też tamże, listy nr 546, 552, 559, 562, 564, 565, 601, 643, 678, 812, 824, 862,
865 i 889).
2 Być może chodzi o Pawła Eustachego Leśniewskiego (1794–1855), przyrodnika, pedagoga,
pisarza i tłumacza, w latach 1842–1850 redaktora „Kmiotka”, tygodnika dla ludu, od 1843 r.
urzędnika w Wydziale Lasów i Dóbr Rządowych w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu.
Był rolnikiem z zamiłowania i autorem wielu popularnych prac z dziedziny nauk przyrodniczych i gospodarki rolnej. W rękopisie (Arch. PTL, teka 44, sygn. 1416/ 2, k. 272–297), opatrzonym na pierwszej karcie notą: „W[ielmożny?] Leśniewski w Piaszczycach, p. Radomsk”, widnieją też: skreślona notatka: „Dla W[ielmożnego?] Strąbskiego w Warszawie”, dopisek: „Oskarowi
Kolberg” oraz pieczęć i pozwolenie cenzora na druk, datowane w Warszawie 26 grudnia/
7 stycznia 1852 r., a na końcu rkp. informacja: „Pisałem w Piaszczycach. L”. Strąbski to zapewne
Stanisław Jan (1813–1857), drukarz, od 1843 r. właściciel znanej w Warszawie drukarni, m.in.
wydawca kalendarzy. Rękopis Leśniewskiego zatwierdzony do druku przez cenzurę nie został
jednak opublikowany, lecz przekazany Kolbergowi w nieznanych okolicznościach.

327

�polskie, zebrał Oskar Kolberg, 1872”1. Są to przeważnie jego wypisy i wyciągi z prac drukowanych: K.W. Wójcickiego, W. Pola, A. Bartoszewicza,
S. Jachowicza, T. Lipińskiego i in., a także z kalendarzy i czasopism, m.in.
„Kalendarza Astronomiczno-Gospodarskiego” J. Jaworskiego, warszawskiego „Kuriera Codziennego”, „Tygodnika Ilustrowanego” itp. A poza innymi
zapisami autora Ludu znalazła się tam także część brulionowej wersji przysłów opublikowanych w części IV Krakowskiego.
Teka z rękopisami przysłów, przechowywana w archiwum rodzinnym
Familii Nowina Konopków w Modlnicy, odnalazła się w połowie XX wieku w jednym z antykwariatów warszawskich i zakupiona do Archiwum
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, wcielona została do archiwum
Kolberga jako teka 44. Miscellanea. Zawarty w niej zbiór przysłów polskich (Konopka spisywał także ciągi przysłów obcojęzycznych) wydano
w opracowaniu Stanisława Świrki w ramach Dzieł wszystkich w 1967
roku w tomie 60. Przysłowia, który wznowiono 10 lat później, poszerzając
go o odniesienia do Nowej Księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych
polskich2. W sumie wśród około 15 000 tekstów polskich składających się
na tom Przysłów ze zbioru Konopki – według obliczeń Świrki – zapisów
Kolberga jest 2600, Konopki 8287, Leśniewskiego 1173, ponad 239 pochodzi
od Siarkowskiego, 192 od Jakubowskiego i 159 od Siemieńskiego; reszta
to mniejsze zbiorki Ciesielskiego, bliżej nieznanego M. Prawdzica (autora
zbiorku drukowanego w „Tygodniku Powszechnym” 1879 nr 28) i 275 autorów nierozpoznanych3. Przeważa więc zdecydowanie materiał Konopki
i jak się wydaje obecnie, to także i pod jego nazwiskiem powinna ukazać się
książka, choć znalazł się w niej także cały zasób Kolberga z tej teki. Spośród
1

Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 44, sygn. 1416, podteka 1b, k. 34–58. W tej podtece zachował się główny zrąb przysłów zanotowanych przez Kolberga (23 karty), inne jego zapisy
rozproszone są w podtekach 1a i 2 teki 44 oraz w niewielkiej ilości w innych tekach archiwum.
2 To podstawowe polskie kompendium przysłowioznawcze pt. Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich, w oparciu o dzieło Samuela Adalberga opracował zespół
redakcyjny pod kierunkiem J. Krzyżanowskiego, a wydano je w T. 1–4, Warszawa 1969–1978.
O materiale tomu 60. DWOK i o jego stosunku do edycji S. Adalberga oraz Nowej Księgi… zob.
tamże, wstęp S. Świrki, s. XII–XXIX oraz w edycji II S. Świrki „Wstęp do wydania pierwszego”
(z 1967 r.), s. 8–29 oraz „Wstęp do wydania drugiego”(z 1977 r.), s. 30–31.
3 Ilość tekstów pochodzących od poszczególnych zbieraczy podaje Świrko we wstępie do
tomu Przysłów (DWOK T. 60), s. XIII. Zob. też tegoż w II edycji Wstęp do wydania drugiego,
s. 15 oraz s. 30, gdzie sprostowanie błędu I edycji w zakresie tekstów przypisanych mylnie
Kopernickiemu zamiast Jakubowskiemu.

328

�zebranych w niej zapisów Kolberga tylko niewielka ilość została już przez
niego wcześniej opublikowana w tomach regionalnych.
Przysłowiom publikowanym w większych zwartych zespołach, w osobnych rozdziałach, nadawał Kolberg układ incipitowo-alfabetyczny. Jak
zauważył przed laty J. Krzyżanowski, badacz nie stworzył specjalnego
systemu dla swoich materiałów paremiograficznych: „W zakresie przysłów wreszcie, których spisał stosunkowo niewiele, Kolberg nie silił się na
stworzenie systemu […]”1. Zbierał i wydawał rozmaite teksty. Przeważają
wśród nich przysłowia właściwe, o treści ogólnej, przeważnie w formie
jedno- lub kilkuzdaniowej sentencji o charakterze dwojakiego rodzaju. Jedne mają charakter metaforyczny, obrazowo-alegoryczny, a zawarte w nich
obrazy słowne niosą przesłanie inne niż dosłowne (np. „Lepszy wróbel
w garcu, niż przepiórka w jarcu”; „Na złodzieju czapka gore”; „Nie dał
sobie w kaszę dmuchać”; „Słyszy jak trawa rośnie”; „Zaspał gruszki w popiele”2). Drugie pozbawione są tego pierwiastka i stanowią przekaz bezpośredni w postaci gnomicznej, tj. maksym, złotych myśli, aforyzmów, często
pochodzenia literackiego, niekiedy o długowiecznej metryce, utrwalonych
także w tradycji ludowej („Bieda rozumu uczy”; „Kto się lubi, to się czubi”
„Nie pożyczaj, zły obyczaj”3). W obu grupach podobny jest wydźwięk dydaktyczny; zawierają ostrzeżenie, przestrogę, wskazówkę, pouczenie, radę,
zakaz, promują wartości, umacniają stereotypy, przekazując jako teksty
powtarzalne, „kliszowane” zgromadzone przez wieki doświadczenie, obraz
świata, potoczną mądrość i lapidarną naukę. Niektóre zbudowane są na
zasadzie paralelizmu („Jakie drzewo, taki klin, jaki ojciec, taki syn”), metonimii („Tadeusza śpiewać”) lub kontrastu semantycznego („Małe złodzieje
wieszają, wielkim zasie się kłaniają”; „Z wielkiej chmury mały deszcz”) czy
składniowego („Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”) 4. Czasami mają wydźwięk
kpiarski, komiczny poprzez niewspółmierne zestawienie członów w postaci obrazów czy cech, inne mają charakter prostej reprymendy, nagany, moralnego napomnienia czy wzoru. Zdarzają się przysłowia w formie
1

J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej…, s. 277.
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 260, 262, Kujawy cz. I (DWOK T. 3),
s. 201, 202.
3 Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 250, 258, Kujawy cz. I (DWOK T. 3),
s. 200.
4 Zob. odpowiednio O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 198, Krakowskie cz. IV
(DWOK T. 8), s. 282, 261, 272, 277.
2

329

�apokopicznej, skróconej, niekiedy występują też teksty rymowane. Bardzo
częste są też w zbiorach Kolberga zwroty przysłowiowe, tj. wyrażenia nie
będące zdaniami i przeważnie mające charakter porównania lub przenośni
(„Głupi jak stołowe nogi”; „Ubogi jak mysz kościelna”, ale i „Dwa grzyby
w barszcz”1) traktowane przez niektórych językoznawców nie jako przysłowia, lecz frazeologizmy. Spotykamy też przysłowia łańcuszkowe z kilkoma
członami równorzędnymi i konceptem lub oceną na końcu („Gust kobiet,
łaska pańska, marcowa pogoda – zawsze niestałe”; „Polski most, niemiecki post, francuskie małżeństwo – czyste błazeństwo”). Rzadziej natomiast
trafiają się przysłowia dialogowe w formie rozmowy („Babko, dzwonią.
– Nie słyszę. Babko, grają. – Cha, cha!”) czy tzw. priamele, zestawiające
dla komicznego efektu kilka cech lub przedmiotów zaskakujących swoim
podobieństwem („Kto chowa chłopczyka, konika, mopsika, nie będzie miał
pożytku nikaj”; „Głupiemu służyć, w nocy jeździć, w karczmie gospodarować – wszystko za jedno”)2.
Wyróżniającą się ilościowo grupę stanowią w tomach Kolberga przysłowia kalendarzowe, które nawiązują do średniowieczno-kościelnego systemu
oznaczania dat imionami ich patronów, nie zaś liczbami dni i miesięcy,
a które przez niektórych paremiologów nie są zaliczane do przysłów3. Jak
wspomniano, przysłowiami kalendarzowymi bogato są ilustrowane zwyczaje przedstawiane przez Kolberga w cyklu rocznym, przypisane do pór roku,
miesięcy i dni, związanych z nimi czynności gospodarskich i prac rolnych,
zależnych od pogody, cyklu upraw i zbiorów, zjawisk przyrody („Święty
Marcin na białym koniu przyjedzie”; „Suchy marzec, chłodny kwiecień,
mokry maj – będzie żyto jako gaj”; „Święty Jan przyniesie oleju dzban”4).
Niejednokrotnie stanowią przy opisie zwyczajów jedyną wskazówkę czy
1

197.

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 254, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 201,

2

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), odpowiednio: s. 285, 264, 249, 257, 254.
„[…] o przynależności artystycznie zbudowanych prognoz kalendarzowych do świata przysłów i to przynależności u nas od średniowiecza, a zarazem o ich żywotności po dzień dzisiejszy” pisał J. Krzyżanowski m.in. w pracy Paremiologia a nauki humanistyczne, w: Szkice
folklorystyczne… T. 3, Warszawa 1980, s. 80–81. Zbiór przysłów takiego rodzaju opublikował
D. Wierzbicki w artykule pt. Meteorologia ludowa, czyli zdania i przysłowia ludu naszego
służące do przepowiadania stanu pogody, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”,
T. VI: 1882, s. 159–200.
4 Zob. O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 106, Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 169,
Kujawy cz. I (DWOK. T. 3), s. 202.
3

330

�wykładnik odnoszący się do podawanej daty. Jest to więc kontynuacja
dawnej ludowej tradycji wsi. Przysłowia takie, nazywane przez Kolberga
„gospodarczymi”, „gospodarskimi”, „czasowymi” bywają wydzielone i połączone w tytułach z przepowiedniami i wróżbami (np. w Lubelskiem) ze
względu na swój bliski, trudny do rozgraniczenia lub wręcz tożsamy charakter. Niekiedy przysłowia związane z lokalnymi wierzeniami i przesądami zamieszczane były w dziale pt. „Świat nadzmysłowy” (w Poznańskiem
i Lubelskiem), a przywiązane do miejscowości i ich mieszkańców czy grup
etnicznych lub regionów – przy opisie kraju i ludu (w Krakowskiem, Kaliskiem i Mazowszu). Te ostatnie bywają nierzadko prześmiewne, szydercze
i mają przez kpinę i deprecjację „innych”, „obcych” utwierdzać wspólnotową przynależność czy wyższość lub odwrotnie, eksponują pozytywne
cechy osób czy miejsc w sposób bezpośredni (np. „Kto posiada Kobylany
– może jadać marcypany, a kto Rząskę – siana wiązkę”; „Łazi po świecie
jak Szwedzi po Polsce”; „Stroi się jak elegant z Mosiny”; „Głuchy by od Szamotuł”; „Mówi jak Mazur”, tj. nieczysto; „Strzela jak Kurp”, tj. doskonale1).
Już z tego pobieżnego przeglądu wyłania się wniosek, że Kolberg nie preferował wprawdzie określonych rodzajów przysłów ani też nie traktował ich
systemowo, lecz świadomie eksponował ich funkcję w życiu społecznym,
ilustrując prowerbiami życie zbiorowe wsi i jej tradycje, co jest kolejnym
wyrazem synkretycznego widzenia i dokumentowania kultury.
Dla większości typowych przysłów ogólnych, wyrażających ludową
mądrość i doświadczenie, dotyczących stosunków międzyludzkich Kolberg nie podaje określeń wyróżniających. Natomiast opatruje nimi czasami tematycznie sprofilowane teksty, tj. dotyczące patronów dni w cyklu
kalendarzowym, imion, nazwisk lub miejscowości, narodów czy grup
etnicznych. Innym wyróżnikiem grupowanych tekstów bywa proweniencja autorska: źródło, z którego zaczerpnął teksty (zbiór poprzednika,
kalendarz lub czasopismo, utwór literacki, przekaz korespondenta).
Zbierając prowerbia, tak jak w wypadku wszystkich gatunków literatury
ludowej, sięgał Kolberg do wszystkich rodzajów źródeł. Tak więc znajdujemy w jego zbiorze przysłowia ludowe, wychwycone z autopsji i żywej
mowy wsi i mające postać gwarową, aż do frazeologizmów dialektologicznych włącznie, obok prowerbiów o pochodzeniu literackim, nierzadko
1 Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 289, W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK
T. 15), s. 166, 168, 169, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 40 i 60.

331

�wielowiekowym i o zasięgu międzynarodowym, ale i wywodzących się
z polskiej tradycji literackiej lub w niej utrwalonych, np. z epigramatów
i fraszek J. Kochanowskiego i M. Reja, dzieł S. Rysińskiego, G. Knapiusa,
A.M. Fredry, utworów I. Krasickiego, F. Zabłockiego i A. Fredry, słownika
S. Lindego itd.
Publikując przysłowia, badacz nie podawał metodycznie lokalizacji geograficznej przy każdym tekście zapisanym z przekazu ustnego. Nie oznaczał
też każdorazowo źródła, czyniąc to najwyżej dla całych mniejszych czy
większych zespołów. Niektóre opatrywał wyjaśnieniami znaczenia całego
tekstu czy kontekstu sytuacyjnego lub słownikowymi definicjami pojedynczych słów, zdarzało się niekiedy, że notował tekst lub wyjaśnienie za źródłem błędnie1. Podobnie jak w przypadku innych tekstów ludowych, publikował zarówno zapisy literackie, jak i gwarowe i gwarowo uproszczone. Za
drukowanym źródłami przywoływał też na ogół komentarze cytowanych
autorów, odpowiedniki obcojęzyczne, autorskie objaśnienia. Niektóre przysłowia opatrzył odsyłaczami do tekstów pokrewnych znaczeniowo lub do
wersji wariantowych.
Zapisy Kolberga przynoszą również cenny materiał do badań nad genezą
przysłów i sposobem ich funkcjonowania w tradycji, co wiąże się ściśle
z holistycznym ujęciem zjawisk kultury wsi przez autora Ludu. Wyraża się
to nie tylko w dostrzeganiu ich immanentnych związków z kontekstem kulturowym: życiem codziennym, pracą, wierzeniami i zwyczajami – o czym
już była mowa – ale także z pozostałymi gatunkami literatury ludowej 2.
Materiały Kolberga dokumentują ścisły związek niektórych prowerbiów
z podaniami, anegdotami i bajkami, a także z pieśniami ludowymi. Mowa
o związku genetycznym, gdy przysłowie pochodzi z bajki, jest jej źródłową
osią, motywem przewodnim, tytułem, lub o związku strukturalnym, gdy
1 Np. przysłowie „Faramuszki, dróżki, gruszki” zanotował i opublikował w błędnej wersji:
„Saramuszki” zamiast: „Faramuszki” (O. Kolberg Krakowskie cz. IV, DWOK T. 8, s. 266, nr 567);
błąd ten powtórzył też Adalberg.
2 Odkrywcze w tym zakresie znaczenie materiałów Kolberga dla paremiologii najgruntowniej wykazał na szeregu przykładów J. Krzyżanowski w swoich studiach poświęconych przysłowiom, a zawartych we wspomnianym wyżej trzytomowym opracowaniu Mądrej głowie
dość dwie słowie…(wyd. I 1958, wyd. II 1975). Przynosi ono cenne objaśnienia rodowodu i znaczenia ponad 500 przysłów polskich oraz ich związków z innymi tekstami literatury ludowej,
wraz z autorską dokumentacją źródłową i weryfikacją ustaleń dawnych badaczy. Zob. także
M. Wójcicka Przysłowie w bajce ludowej, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 3, Toruń
2018, s. 92–96.

332

�stanowi element tekstu w postaci jego fragmentu, cytatu, pointy, morału,
finalnej formuły. Przysłowie może być także bardziej lub mniej dokładnym
streszczeniem lub tylko pogłosem tekstu fabularnego, a ten z kolei aluzją
do przysłowia, jego ilustracją. Przykładem może być przysłowie „Gdzie
nie może diabeł, tam babę pośle”, które jest streszczeniem, ilustracją humoreski wielkopolskiej i lubelskiej opublikowanej przez Kolberga pod tym
samym tytułem oraz krakowskiej, która przysłowie to cytuje 1 lub opowieść
nowelistyczna, nawiązująca do motywu przysłowia „Panu Bogu świeczka,
diabłu ogarek” (lub: „Panu Bogu lichtarz, a diabłu świeczka”), zapisana pod
Krakowem2 czy mający bajkową metrykę zwrot przysłowiowy „Pleść banialuki”3. W materiałach Kolberga są też próby bezpośredniego wyjaśnienia
czy skomentowania – „podług podań ludu” – pochodzenia i sensu niektórych przysłów poprzez konkretne, przytaczane bajki i anegdoty, w tym nawet bajkę zwierzęcą i legendę, z których się wywodzą4. Innym przykładem
może być zanotowane przez Adalberga przysłowie „Zjadłbym rzepki zza
nalepki, ale krzyżyk na nich jest” potraktowane przez Kolberga jako tytuł
unikatowej w folklorze polskim opowieści, zapisanej w Tarnawie pod Turobinem, w której jest też cytowane to przysłowie, a jego sens tak tłumaczony: u pewnego gospodarza czeladź ciągle była głodna, bo diabeł wyjadał
potrawy, gdyż nikt się nie żegnał przed posiłkiem; gdy wędrowny dziadek
1 Mowa o dwu wariantach anegdoty Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle (T 1353):
w W. Ks. Poznańskiem cz. VII (DWOK T. 15), s. 175 i w Lubelskiem cz. II (DWOK T. 17),
s. 202–203, nr 14 oraz w Krakowskiem cz. IV (DWOK T. 8), s. 144–145, nr 58 (tam pt. O kusicielu i kusicielce). Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…, Warszawa 1875, T. I, s. 48–51.
2 Tj. wariant bajki o paleniu diabłu świeczki (T 940A) w Krakowskiem cz. IV (DWOK T. 8),
s. 150–153, nr 61 pt. „O dziadzie-królu”. Por. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. I, s. 99 – 102.
3 Cytując ten zwrot przysłowiowy za swoim źródłem (artykułem J. Radwańskiego), Kolberg
odwołuje się za nim do XVII-wiecznego romansu o Banialuce (T 400D), zob. Krakowskie cz. IV
(DWOK T. 8), s. 281, przyp. 4, zob. też O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III),
s. 411–412, gdzie komentarz do tego przypisu Kolberga. Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…
T. I, s. 68–71.
4 Są to m.in. używane w Wielkopolsce przysłowia: „Mędrsze jaje niż kura”; „Jak prządł, tak
miał” (por. T 902); „Pośpieszył się jak jeż z młodziami” (por. T 275B); „Zazdrosny jak św. Piotra
matka” lub: „Dla zawiści w piekle być” albo: „w niebie nie być” (por. T 804); „Kiedy Pan Bóg dopuści, to i z kija puści” (por. T 1915); „Na spółkę sam diabeł narzeka” (por. T 1030). Opowieści
tłumaczące te przysłowia przytacza Kolberg w W. Ks. Poznańskiem cz. VII (DWOK T. 15), na s.
170–175 (za artykułem Tworzymira [J. Chociszewskiego] Wyjaśnienie niektórych przysłów
używanych w Wielkopolsce podług podań ludu skreślił…, „Biblioteka Warszawska” 1864, T.
1, s. 263–293; podane przykłady tamże na s. 288–293).

333

�wyjaśnił przyczynę, diabeł nie mógł już zjeść nawet rzepy zwożonej z pola,
bo ją przeżegnano1.
Materiały Kolberga poświadczają też związki prowerbiów z pieśniami,
przy czym możliwe jest zarówno pochodzenie przysłowia z pieśni, której
jest ono fragmentem czy aluzją do niej, jak i odwrotnie – utworzenie pieśni
z przysłowia, na którego motywie jest osnuta lub do którego nawiązuje.
Przykładem takich przysłów (nie zawsze wyodrębnionych w rozdziale)
mogą być m.in.: „Lepsza w domu groch kapusta niż na wojnie kura tłusta”2; „Fora, Adamie, fora, z tak rozkosznego dwora”3; „I cyprysy mają swoje kaprysy”4; „Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli”5;
„Nie grab, dudku, siana”6. Warto tu zwrócić uwagę na charakterystyczny
dla literatury ludowej proces odrywania się fragmentów pieśni, zwrotów,
aforyzmów, zdań od macierzystych tekstów i funkcjonowania ich w przekazie ustnym w postaci anonimowych cytatów, podczas gdy źródło odchodzi
w niepamięć. Wyłania się więc w dorobku paremiologicznym Kolberga
osobna grupa przysłów związanych organicznie z innymi tekstami ludowymi, tj. pieśnią i bajką, czasami także z oracją7, a nie zawsze wyodrębnionych
w materiałach badacza.
1 O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 203–204, nr 15. Por. K. Krzyżanowski Mądrej
głowie… , T. III, Warszawa 1975, s. 58–59.
2 Jest to końcowy fragment pieśni ludowej „Jedzie żołnierz borem, lasem”; zob. O. Kolberg
Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 257, gdzie przytoczona została za „Pamiętnikiem Sandomierskim” T. II, 1830, s. 109–114, zob. też Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 260 (z notą Kolberga:
„Pieśń. lud.”). Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…, T. III, s. 230–232.
3 Jest to cytat z kolędy „Z raju, pięknego miasta”, wywodzącej się ze zbioru J. Żabczyca pt.
Symfonie anielskie z 1630 roku; zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 276 i M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy Kraków 1843, s. 220. Por. J. S. Bystroń Kilkanaście przysłowi,
„Lud” T. XXIV: 1925, s. 97–98, J. Krzyżanowski Mądrej głowie…, T. II, Warszawa 1975, s. 292.
4 Tekst jest cytatem z popularnej pieśni „ Z wysokich parnasów”; zob. m.in. O. Kolberg
Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 301–302, nr 533. Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie.., T. II,
s. 292–293.
5 Jest to fragment pieśni „Teraźniejsze świata żądze”; zob. m.in. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. 4–5, nr 4 (wariant z Kujaw). Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…,
T. II, s. 259–260.
6 Przysłowie to stanowi fragment komicznej pieśni wiążącej się z humoreską popularną
w XVII w;, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. 303, nr 599, Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), s. 159, nr 351. Por. J. S. Bystroń Kilkanaście przysłowi…, s. 100–101,
J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. I. s. 226–229.
7 Np. przysłowie „Nie uczyłem się tego w szkole, ale przy cepach w stodole” udokumentowane jest przez Kolberga licznymi wariantami w wierszowanych oracjach weselnych, zob.

334

�Z kolei publikowane przez Kolberga informacje etnograficzne, opisy
zwyczajów, wierzeń, przesądów, praktyk magicznych itp. pozwalają na
zrozumienie sensu niektórych przysłów i rozpoznanie ich pochodzenia
i funkcji, często zatartych, oderwanych od pierwotnego tekstu czy kontekstu, niekiedy wręcz nieczytelnych, przy czym wyjaśnienia takie nie muszą
dotyczyć przysłów przez samego Kolberga przywoływanych. Krzyżanowski
pisze m.in.
„[…] w świetle Kolbergowskich materiałów demonologicznych garść przysłów
o czarownicach i Łysej Górze otrzymuje uzasadnienie i wyjaśnienie, same zaś
przysłowia mogą być równie dobrze odbiciem wierzeń ludowych, jak i najrozmaitszych gadek na wierzeniach tych opartych.

I podając przykłady takich przysłów, jak m.in.: „Wygląda jak czarownica
z Łysej Góry”, „Woził nas jak diabeł swoją ciotkę po Łysej Górze”, „Tak
ciemna noc, że czarownice na Łysą Górę nie trafią”, „Jedzie jak ciota na
świni”, w których „chodzi o sabaty, schadzki, bankiety, sejmiki, zabawy czarownic przedstawiane w naszych bajkach ludowych”, badacz ten przytacza
odpowiednie opisy i opowieści wierzeniowe z tomów Kolberga1. Często sam
Kolberg tłumaczy bezpośrednio w swoich materiałach przysłowia wywodzące się ze zwyczajów lub do nich przywiązane. Np. przysłowie „Niedaremno krzyż na miodzie, przezeń wiara jest w narodzie” (lub: „Nie darmo na
miód krzyż wieszają”) objaśnione zostaje dawnym zwyczajem na Kurpiach,
kiedy to malowano czerwone krzyże na okiennicach domów, gdzie sprzedawano miód, co było „godłem i oznaką” wiary2. Przysłowie „Na święty
Szczepan każdy sobie pan” Kolberg opatruje komentarzem: „Dzień ten jest
zupełnie wolny dla wiejskiej czeladzi i w tym dniu odbywają się z nimi
m.in. W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 229, cz. II (DWOK T. 10), s. 257, 271, 299, 304,
cz. III (DWOK T. 11), s. 56, 76, 82, 89, cz. V (DWOK T. 13), s. 202, Kaliskie (DWOK T. 23),
s. 193, Łęczyckie (DWOK T. 22), s. 45, 60, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 254, 284, Radomskie
cz. I (DWOK T. 20), s. 168, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24,) s. 278, cz. IV (DWOK T. 27), s. 175.
Por. J. S. Bystroń Przysłowia utworzone z fragmentów pieśni ludowych, „Prace i Materiały
Antropologiczno–Archeologiczne i Etnograficzne” T. II: 1921, cz. II, s. 49–50.
1 J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. I, s. 158–162; cytowane fragmenty s. 161 i 158. Polskie
warianty bajek o czarownicach zob. T 3045. Materiały z Kolberga zob. m.in. W. Ks. Poznańskie
cz. VII (DWOK T. 15), s. 92, 91, 94, 107, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 92, nr 205, s. 95–96,
nr 210, s. 96–98, nr 211.
2 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 69.

335

�układy na dalszą służbę”, a w innym tomie podaje informację: „Rok dla
parobków kończy się przed Adwentem i wtedy, tj. na Gody, odchodzą oni
lub przyjmują się do służby, żonaci zaś przyjmują się i odchodzą po Nowym
Roku lub na św. Wojciecha”1. Liczne w folklorze prowerbia o św. Marcinie
i gęsiach (11 listopada) w rodzaju: „Na Marcina gęś do komina” czy „Na św.
Marcina gąska kozik przeklina” uzyskują wyjaśnienie dzięki kilku opisom
Kolberga zwyczaju pieczenia tego dnia gęsi, które są wówczas najtłustsze
i najsmaczniejsze (dawniej przynoszone jako danina) oraz wróżenia z koloru
obgryzionej kości piersiowej, jaka będzie nadchodząca zima2. Zaznaczyć
przy tym należy, że nie wszystkie objaśnienia Kolberga są dokładne i prawidłowe, wiele z nich przytaczanych jest za źródłami różnego rodzaju,
niektóre z tych komentarzy opierają się też na wiedzy potocznej. Niezależnie
od tego zastrzeżenia tomy Kolberga, ze względu na ilość i sposób ujęcia
zawartych w nich materiałów, pozostają źródłem niezastąpionym także dla
badań nad repertuarem, genezą i historią przysłów3.
1 O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 102, cz. II (DWOK T. 17), s. 177, nr 83, W. Ks.
Poznańskie cz. II (DWOK T. 10,) s. 180 oraz Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 55. Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. III, s. 105–106.
2 O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 139, nr 2 i 3, Krakowskie cz. III (DWOK
T. 7), s. 110, nr 21, Kaliskie (DWOK T. 23), s. 106, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 194. Por.
J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. II, s. 125–127.
3 W bibliografii swojej Księgi przysłów Adalberg przywołał tomy Kolberga zawierające
przysłowia, natomiast rękopisów Kolberga i Konopki nie wymienił w wykazie źródeł. O istnieniu „olbrzymiego i cennego zbioru” Józefa Konopki, pozostającego w rękach jego syna,
Tadeusza, w Mogilanach, zawiadamiał go za pośrednictwem J. Karłowicza I. Kopernicki
w liście z 27 III 1888 r., pisząc jednocześnie z wyrzutem, że środowisko Akademii, szczególnie Kolberg i Pauli, nie otrzymali arkusza próbnego i wiadomości o pracach wstępnych
dzieła (I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora i Benedykta
Dybowskiego, ,„Przegląd Antropologiczny” T. XXVI: 1960, s. 69). Według analiz S. Świrki
(Wstęp do tomu Przysłów, DWOK T. 60, s. XXVII–XXVIII) Adalberg z rękopisów Konopki
i Kolberga jednak korzystał, choć pobieżnie, natomiast znalazł się w posiadaniu manuskryptów Siarkowskiego i Jakubowskiego, które odnotował w bibliografii, a które do jego
Księgi „z teczek Kolberga i Konopki, trafiły w sposób zagadkowy” (s. XXVII). Świrko stwierdza także wyraźną analogię w przyjętym przez Konopkę i Adalberga modelu słownikowo-hasłowego systematyzowania materiału, którego wzorem było dla Konopki pomnikowe
dzieło K. F.W. Wandera Deutsches Sprichwörter Lexicon (Lipsk T. 1–5, 1867–1880); powołuje się na nie także około 10 lat później Adalberg (Wstęp do Księgi, s. XIII). Analogie te
– według Świrki – mają „posmak nieomal zagadki”, której rozwiązanie uniemożliwia zniszczenie archiwum Adalberga w czasie II wojny (s. XXVIII). Być może w dotarciu Adalberga
do materiałów ze zbioru Kolberga i Konopki pośredniczył Kopernicki, który jako wykonawca testamentu Kolberga porządkował po jego śmierci spuściznę przyjaciela i przekazał

336

�Pełne rozpoznanie dorobku Kolberga w zakresie paremiografii – postulują współcześni badacze – poprzedzić jednak powinny dalsze prace specjalistyczne. Zwraca się uwagę na brak praktycznego określenia
w świetle dzisiejszej paremiologii i frazeologii statusu gatunkowego poszczególnych przysłów określanych przez Kolberga różnymi terminami.
Obecnie różne konstrukcje językowe, przykłady „żywej mowy”, „zdania”
itp. w jego materiałach mogłyby uchodzić za przysłowia i odwrotnie
– za przysłowia nie uznano by różnych wyrażeń potocznych czy związków frazeologicznych. Podnosi się fakt, że nie wyodrębniono przysłów
rozsianych w poszczególnych tomach i wtopionych w opis etnograficzny
lub w utwory ludowe i nie wykazano systematycznie ich genetycznych
związków z poezją i prozą ludową. Syntezę komplikuje nie tylko przemieszanie przysłów właściwych i innych tworów językowych, niejednoznaczność terminologiczna, zróżnicowanie źródłowe materiału i jego
wielojęzyczność, ale przede wszystkim brak narzędzi wyszukiwawczych
dla materiału rozsianego w kilkudziesięciu tomach wydawnictwa. Dorobek Kolberga w dziedzinie paremiografii czeka więc na całościowe,
naukowe opracowanie, które wymagać jednak będzie specjalistycznych
analiz i weryfikacji 1.
Zagadki
Kolejnym małym formom folkloru słownego – zagadkom, które także
„należą do najprostszych zjawisk literackich stojących na pograniczu literatury i języka”2, Kolberg – podobnie jak przysłowiom – nie poświęcił
w badaniach tak dużej uwagi, jak pieśniom i bajkom. Wprawdzie nie
wymienił zagadek w swoim programowym liście otwartym z 1865 roku,
manuskrypty Siarkowskiego i Jakubowskiego Adalbergowi. Mogłyby na to wskazywać
własnoręczne notatki Kopernickiego dotyczące rękopisów Kolberga z przysłowiami: „dla
Adalberga” (rkp. w zbiorach Arch. PTL, teka 35, sygn. 1312, k. 13) oraz: „[…] mogą się przydać Adalbergowi” (rkp. Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich…, k. 27– opis
teki 37 obejmującej m.in. Przysłowia. Zdania, wypisane głównie z „Przyjaciela Ludu”).
W sumie dopiero więc edycja tomu 60. DWOK udostępniła pełny polski zasób zbioru Konopki i konfrontując go z Nową księgą przysłów…, włączyła do zespołu źródeł dostępnych
dla paremiografii i paremiologii.
1 Zob. m.in. E. Popławski Oskar Kolberg jako paremiograf…, s. 125, przyp. 2 oraz s. 134–135.
2 J. Krzyżanowski Zagadka i jej problematyka, w: Szkice folklorystyczne… T. 3, s. 16.

337

�ale stosunkowo nieliczne ich zapisy opublikował w kilku monografiach,
w osobnych poświęconych im rozdziałach jako odrębny gatunek folkloru,
pewną też część niewydanych pozostawił w rękopisach. A w cytowanej
wyżej wypowiedzi z 1871 roku zagadki ludowe określał obok przysłów
jako tę dziedzinę twórczości ludu, z której „wyziera praktyczne na świat
i ludzi zapatrywanie się, jego dowcip i mądrość zbiorowa” 1. Badacz literatury ludowej nie mógł nie zauważać tych najprostszych utworów folkloru
w swojej teorii i praktyce zbieracza i wydawcy; zagadka jako twór o starożytnym rodowodzie, spotykany w kulturach ludów prymitywnych, sięga
najdawniejszych wierzeń, mitów i podań (biblijne dzieje Samsona oraz
królowej Saby i Salomona, proroctwa delfickie, słynna zagadka Sfinksa
rozwiązana przez Edypa w podaniu tebańskim). U ludów pierwotnych
pełniła rolę kultową i religijną, od wieków stanowiła też przedmiot opracowań literackich (np. u Ezopa, w Sofoklesa Edypie królu). W postaci formuły zagadka towarzyszyła obrzędom, była stosowana przy prognozach
pogody i urodzaju. Rozpowszechniana w literaturze wszystkich języków,
a także w tradycyjnym przekazie ustnym, zadomowiła się zarówno w kulturze ludowej, jak i wysokiej, stając się z czasem narzędziem edukacji
i rodzajem zabawy. Ze środowiska kościelnego, szkolnego, dworskiego
i z piśmiennictwa zagadki przenikały do tradycji wiejskiej, i odwrotnie
– z repertuaru ludowego do literatury. Pełniąc funkcje dydaktyczne i rozrywkowe, przez stulecia podlegały wędrówkom międzyśrodowiskowym;
w rezultacie tych procesów granica między ich proweniencją z tradycji
ustnej i literackiej ulegała zatarciu.
W polskiej literaturze, począwszy od średniowiecza po schyłek XVIII
wieku, zagadki (staropolskie: gadki) bywały też samodzielnymi utworami. Pisali je m.in. J. Kochanowski, który wspominał „gadki pokryte”
w XII pieśni Sobótki, Wacław Potocki, Jan Andrzej Morsztyn. Polskie
zagadki znane z tradycji ludowej spotykamy w najstarszym ich zbiorze
pt. Gadki rozmaite, którymi rozum ludzki może być naostrzon (1522),
znanym we fragmentach i przekazanym przez późniejsze uwspółcześ­
nione edycje 2.
1

O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej… (DWOK T. 63), s. 117.
Zob. J. Krzyżanowski Zagadka i jej problematyka…, s. 16– 36, J. M. Kasjan Polska zagadka ludowa, Wrocław 1983, s. 133–137, H. Kapełuś Zagadka, w: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, T. II, Warszawa 1985, s. 659–660.
2

338

�Zagadki ludowe zaczęto zbierać systematycznie w XIX wieku, ich zapisy publikowane były w czasopismach i kalendarzach, w pracach ludoznawczych o szerszej tematyce folklorystycznej oraz monograficznych.
Spośród zbieraczy i autorów II połowy XIX wieku pierwszy szczupły
zbiór 40 zagadek ukraińskich zamieścił w 1857 roku Antoni Marcinkowski w swoim Ludzie ukraińskim1, po nim kolejne zapisy przyniosły dwa
tomy Kolberga z 1867 i 1875 roku, a następnie, wraz z powstaniem „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, ukazywały się już intensywniej dalsze, przynoszące bogatsze zbiory zagadek prace Izydora Kopernickiego2, Władysława Siarkowskiego3, Aleksandra Petrowa4, Władysława
Kosińskiego5, Zygmunta Glogera6, Józefy Moszyńskiej7, Seweryna Udzieli8, Władysława Dybowskiego9 i Bronisława Gustawicza 10; ten ostatni już
po śmierci Kolberga.
Kolberg opublikował zagadki jedynie w trzech wydanych przez siebie
tomach regionalnych: w części I Kujaw, w części IV Krakowskiego oraz
w części IV Pokucia; znalazły się też w wydanej już przez Kopernickiego
1

A. Nowosielski [A.J. Marcinkowski] Lud ukraiński, T. II, Wilno 1857, s. 262–270.
I. Kopernicki Zagadki i łamigłówki górali beskidowych, spisane w okolicach Rabki,
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. I: 1877, s. 113–129 (96 zagadek i 28 odmianek, 32 łamigłówki).
3 W. Siarkowski Zagadki zebrane ze wsi Dymin, Kostomłot, Masłowa, Sukowa, Zagórza
(w gub. kieleckiej), tamże, T. I: 1877, s. 130–136 (102 zagadki i łamigłówki), tenże Zagadki
ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, tamże, T.VI: 1882, s. 3–29 (253 zagadki
i 23 odmianki, 60 łamigłówek).
4 A. Petrow Lud ziemi dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje, obrzędy, pieśni,
przysłowia, zagadki itp., tamże, T. II: 1878, s. 3–182 (na s. 178–182: 100 zagadek i łamigłówek);
odb. 1878.
5 W. Kosiński Materiały do etnografii górali beskidowych, tamże, T. VII: 1883, s. 3–105 (na
s. 80–98: 116 zagadek i 45 łamigłówek).
6 Z. Gloger Zagadki ludowe znad Narwi i Buga, na pograniczu Mazowsza z Podlasiem,
w latach 1865–1880 spisał…,, tamże, T. VII: 1883, s. 135–149 (146 zagadek, 30 łamigłówek),
zob. też tenże Zabawy gry, zagadki, żarty i przypowieści z ust ludu i ze starych książek,
Warszawa 1885–1886.
7 J. Moszyńska Bajki i zagadki ludu ukraińskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, T. IX: 1885, s. 73–172 (na s. 161–172: 156 zagadek ukraińskich).
8 S. Udziela Materiały etnograficzne zebrane z miasta Ropczyc i okolicy, tamże, T. X:
1886, s. 75–156 (na s. 161–172: 156 zagadek ukraińskich).
9 W. Dybowski Zagadki białoruskie z guberni Mińskiej, tamże, T. X: 1886, s. 157–168
(112 zagadek).
10 B. Gustawicz Zagadki i łamigłówki ludowe, tamże, T. XVII: 1893, s. 201–260 (571 zagadek i łamigłówek, w tym 470 zagadek).
2

339

�części II Chełmskiego. W pierwszych dwu wymienionych monografiach
z lat 1867 i 1875 opublikowanych jest 110 zagadek polskich, w następnych
dwu z lat 1888 i 1890 – 227 ukraińskich. Ponadto w roku 1885 w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” zamieścił Kolberg 30 zagadek
z Lubelszczyzny1, których nie włączył do monografii Lubelskiego wydanej
w latach 1883–1884. Prawdopodobnie miejsce publikacji miało ułatwić
porównanie zbiorku Kolberga z zagadkami drukowanymi tam wcześniej
przez wymienianych wyżej autorów; w przypisie Kolberg odsyła do prac
Kopernickiego, Petrowa, Siarkowskiego i Glogera. Być może jednak materiał ten pozyskał już po wydaniu Lubelskiego. W sumie wydał więc
Kolberg zaledwie 367 zagadek pochodzących z pięciu regionów. W rękopisach pozostawił ponad 200 zagadek o rozmaitej lokalizacji geograficznej, które opublikowano po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich,
w odpowiednich nowych monografiach regionalnych oraz w suplementach do edycji XIX-wiecznej. Po kilka lub kilkanaście zagadek znalazło się
w tomach: Mazowsze cz. VII, Góry i Podgórze cz. II, Tarnowskie-Rzeszowskie, Sanockie-Krośnieńskie cz. III, Ruś Karpacka cz. II oraz Ruś
Czerwona cz. II, a także w suplementach do KieIeckiego i do Wołynia.
Po kilkadziesiąt tekstów liczy natomiast Litwa oraz suplementy do Krakowskiego i do W. Ks. Poznańskiego.
Spośród wydanych w XIX wieku pierwszy kujawski zbiorek Kolberga
zawiera jedynie czternaście tekstów w dwu rozdzialikach pt. „Zagadki. Szarady. Zdania” (8 tekstów) oraz „Zagadki dla dzieci” (6 tekstów). Wyjątkowo
autor użył przy tym określenia „Szarada”, które nie pojawia się w innych
materiałach, oraz uwzględnił i wydzielił dziecięce zagadki – rymowanki,
czego również później nie praktykował. Źródło tych zagadek jest nieznane,
rękopis nie zachował się. Zagadki z Krakowskiego to 88 tekstów pochodzących głównie z zapisu Antoniny Konopczanki. Dla większości z nich
zachował się potwierdzający proweniencję manuskrypt zbieraczki, a ponieważ jest on niekompletny, można przypuszczać, że to ona zanotowała
także pozostałe zagadki.
Zagadki ukraińskie z Pokucia są najliczniejsze spośród drukowanych
przez Kolberga. Na 205 tekstów zawartych w części IV monografii tego
1

O. Kolberg Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś, Jaślików,
Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz), „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. IX:
1885, s. 300–302; przedruk w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–17 (DWOK
T. 75), s. 216–219.

340

�regionu 114 zostało „udzielonych nam łaskawie przez dr I. Kopernickiego i spisanych przez tegoż w Czortowcu pod Obertynem i Horodnicy nad
Dniestrem”, jak informuje Kolberg w przypisie do tego zbiorku1. Każda
z zagadek z tego zespołu ma też oznaczoną lokalizację geograficzną. Źródło
pozostałych zagadek nie jest znane, być może zapisał je Kolberg, który
na Pokuciu prowadził gruntowne badania terenowe. Ten zespół opatrzony jest w druku lokalizacją generalną: „z okolicy Kołomyi (Ispas, Myszyn,
Kluczów)”, a 8 ostatnich notą: „Z Kossowa, Kut”. Zwraca tu uwagę współudział Kopernickiego, który zajmował się zagadkami systematycznie i wypracował też własną metodę badań i pozyskiwania ciekawego materiału
poprzez wzajemne zadawanie sobie zagadek przez badacza i informatora
i zastosowanie przy tym pewnego „fortelu”, opisanego w pracy z 1877 roku.
Indagowani przez niego górale, głównie kilkunastoletni chłopcy, zachęceni
drobną opłatą, rozwiązywali najpierw łatwe, stopniowo coraz trudniejsze
zagadki, których w końcu nie potrafili rozwiązać, a wtedy zbieracz zmieniał
role i zobowiązywał się zapłacić opowiadającemu za zagadkę, której on
sam nie potrafił odgadnąć. Uzyskiwał wówczas zagadki „co najciekawsze
i najtrudniejsze, nieznane zbieraczowi”2.
W Chełmskiem znalazły się 22 teksty, w tym 18 ukraińskich i 4 polskie, zamieszczone tam przez I. Kopernickiego jako wydawcę tomu, jednak
bez wskazania źródła, którym prawdopodobnie były niezachowane zapisy
M. Hemplówny, gromadzącej dla Kolberga większość materiału folklorystycznego z tego regionu. Charakterystyczna jest tu dokumentacja zagadek
nie tylko ukraińskich, ale i polskich, co dowodzi typowego dla regionów
pogranicza przemieszania językowego tekstów folkloru, widocznego w tej
monografii wyraźniej na obszerniejszym materiale pieśniowym i prozatorskim. Warto dodać, że zarówno w Pokuciu, jak i w Chełmskiem odpowiedzi podawane są bądź w języku ukraińskim, bądź polskim.
W sumie, zestawiając materiał wydany przez Kolberga i publikowany
obecnie z rękopisów, stwierdzić można, że najliczniejszy pozostaje wspomniany zbiór zagadek z Pokucia (205 zagadek), po nim zbiór krakowski
(157 tekstów), a następnie z Wielkopolski (około 50 zagadek jeszcze niewydanych, po części z zapisów Kolberga, po części przejętych z publikacji),
1

Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. 295, lokalizacje niżej w tekście zob. tamże, odpowiednio:
s. 306 i 314.
2 Opis tej metody przedstawił Kopernicki w tekście wstępnym do przywoływanego wyżej
zbioru Zagadek i łamigłówek górali beskidowych…, s. 113.

341

�wreszcie litewski (45 tekstów uzyskanych od etnografa i językoznawcy,
Mikołaja Akielewicza) i lubelski (30 zagadek zebranych przez Kolberga
i opublikowanych najpierw w „Zbiorze Wiadomości”).
Podobnie jak w przypadku przysłów, Kolberg nie wydawał zagadek według ściśle oznaczonego systemu. Obejmował je tytułowym określeniem
zbiorczym „Zagadki”, nie dzieląc na zagadki właściwe i łamigłówki, jak
to czynili Kopernicki, Kosiński czy Gustawicz. Jedynie w Pokuciu tytuł
brzmi: „Zagadki i łamigłówki”, zapewne za sprawą materiału pochodzącego
tam od Kopernickiego, który wyróżniał „zagadki właściwe od pytań zawiłych i dwuznacznych”1, nazywając je łamigłówkami i lokując je w druku
w osobnej grupie, co także praktykowali, choć niekonsekwentnie, następni
badacze. Podejmował jednak Kolberg próby wewnętrznego segregowania
zagadek według tematów odpowiedzi, trzymając się tego klucza bardziej
lub mniej konsekwentnie. Uwidacznia się to wyraźnie w zbiorze lubelskim,
wydanym w „Zbiorze Wiadomości” w 1885 roku, gdzie można wydzielić
kolejne grupy tematyczne: zagadki o ciałach niebieskich, o zjawiskach atmosferycznych, o człowieku, o zwierzętach i roślinach, o domach i ich częściach, o narzędziach gospodarskich i przyborach domowych2. W zespoły
tematyczne zbierane są podobnie zagadki z Pokucia i z Krakowskiego, gdzie
także na początku lokowane są teksty związane z wyobrażeniami o Bogu,
wszechświecie, żywiołach, czasie, wierze, życiu i śmierci, itd.
Podobnie jak wszystkie inne teksty folkloru, tak i zagadki zebrane przez
Kolberga pochodzą z różnych źródeł, przy czym przeważają tu materiały od
innych zbieraczy (A. Konopczanka z okolic Krakowa, I. Kopernicki z Pokucia, M. Hemplówna z Chełmskiego, M. Akielewicz z Litwy, bliżej nieznany
Kubaczek z Pogórza czy niezidentyfikowany autor rękopisu z okolic Tarnowa) oraz wypisane z literatury i czasopism, najczęściej bez określonej lokalizacji geograficznej, traktowane tam jako ciekawy okaz folkloru, stanowiący
własność zbiorową i przejaw mądrości ludu (np. z „Pisma dla Ludu Polskiego” z 1845 r. czy z „Przyjaciela Ludu” z lat trzydziestych i czterdziestych
XIX wieku). Zapisy własne Kolberga pozyskane bezpośrednio od wiejskich
narratorów są nieliczne i pojawiają się w rękopisach sporadycznie.
1

Tamże. We wstępie do wydanej w 1975 roku cennej antologii Polskie zagadki ludowe S.
Folfasiński wyróżnił za Archerem Taylorem jako osobną grupę „podchwytliwe pytania”, unikając nieostrego – według niego – i niekonsekwentnie stosowanego przez zbieraczy terminu
„łamigłówka” (zob. wstęp tamże, s. 18–19).
2 Zob. J. M. Kasjan Polska zagadka ludowa…, s. 136.

342

�Cały zbiór zagadek autora Ludu przynosi materiał różnorodny co do wieku i pochodzenia, formy i kształtu językowego, są w nim też reprezentowane
różne typy tego gatunku. Zagadka, określana jako zadanie umysłowe, polegające na identyfikacji przedmiotu pozbawionego nazwy (przedmiot ukryty),
lecz przedstawionego za pomocą charakterystyki słownej (obraz zastępczy),
która ma wskazać odpowiedź1, składa się z dwu członów: podanego i domyślnego. Człon podany zawiera pośredni, aluzyjny opis lub zaszyfrowaną
wskazówkę ujętą peryfrastycznie lub metaforycznie i sugerującą odpowiedź,
lecz dla utrudnienia identyfikacji kryje on w sobie niekiedy pułapkę; intencją
bywa bowiem przesłonięcie rozwiązania mylnymi pozorami. Zagadki ludowe
mają za temat wszechświat, ziemię, zjawiska atmosferyczne, człowieka i jego
naturę, określone osoby, świat zwierząt i roślin, wytwory myśli i rąk ludzkich,
np. budowle, sprzęty, narzędzia, ubranie, pożywienie, cechy ludzi i przedmiotów itd. Ich człon podany ujęty jest w formie opisowej lub przenośnej i to
rozróżnienie wyznacza dwa podstawowe rodzaje zagadek. Człon domyślny,
tj. odpowiedź, niekoniecznie wynika tylko z rozumowania logicznego, lecz
także ze znajomości sytuacji, okoliczności, konwencji lokalnej, skojarzeń podobieństw lub przeciwieństw, nierzadko absurdalnych. W repertuarze zagadek zebranych przez Kolberga mieszczą się oba typowe ich rodzaje, choć
skonstruowane z różnym stopniem wymyślności czy oryginalności konceptu. Obok prostych, jednoznacznych i posługujących się bezpośrednim lub
porównawczym opisem cech lub czynności przedmiotu (zagadki opisowe)
spotykamy też bardziej skomplikowane, z przedmiotem zastępczym wyrażonym przez peryfrazę lub metaforę, np. metonimię lub synekdochę (zagadki
przenoś­ne). Te pierwsze zawierać mogą jednak opis cech oderwanych lub tak
zredukowanych, że trudnych do skojarzenia, te drugie z kolei sięgają niekiedy
po prze­nośnie zawiłe bądź czytelne sytuacyjnie. Zagadki opisowe reprezentują
np. takie teksty: „Maluśkie, czerniuśkie – duże drzewo rusza. (Robak. Pchła)”;
„Leci, leci, skrzydeł nie ma, siada, siada, zada nie ma. (Śnieg)”; „Bez nóg,
bez rąk, bez głowy i brzucha, a gdzie się obróci, wszędzie dmucha. (Wiatr)”;
„Zieleniuśkie jak łączka, brzuch ma biały jak mączka, ogonek jak u myszki.
(Rzepa)”; „Nie ma nóg, a chodzi, nie ma rąk, a bije. (Zegar)”2. Przykładami
zagadek przenośnych mogą być m.in.: „Siwy wół wypił wody pełen dół.
1
2

Por. tamże, s. 8–9.

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), odpowiednio: s. 246, 242, 241, 247, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 203.

343

�(Mróz)”; „Czterech braci za sobą lata i nie dogonią się do końca świata. (Cztery
koła u wozu)”; „Prześliczne drzewo, prześlicznie śpiewo, koń na baranie ogonem kiwo. (Skrzypce, basy)”; „Ociec sie rodzi, a syn po dachu chodzi. (Ogień,
dym)”; „Garbaty dziadek całe pole obleci. (Sierp)”; „Zębata ciotunia całe pole
ogryzie. (Brona)”; „Trzech strzelców strzeliło i orła zraniło, i depcą go nogą,
a zabić nie mogą; co orzeł runie, to znowu podfrunie. (Duch narodu)”1.
Obok zagadek właściwych w zbiorze Kolberga spotkać można również
– choć rzadziej i bez formalnego ich wyróżniania – „mądre pytania” czy
„podchwytliwe pytania”, zwane przez Kopernickiego i innych badaczy łamigłówkami, terminem, który obecnie używany jest niechętnie2. Np. „Jaki
jest ojciec, żeby nie miał ojca, matka, żeby nie miała matki, dziadek, co nie
może wnuków swoich porachować? (Bóg, Ziemia, Czas lat nie policzy)”; „Na
co sroce przyszło, kiéj jéj siedm lat wyszło? (Na ósmy rok jej się obróciło,
żartobliwa)”; „Czy jest taki kraj, co by nie był krajem, czy jest taki raj, żeby
nie był rajem? (Kraj, brzeg u stołu, Raj wioska i miasteczko Rajgród)”; „Jak
mozná buty nosić, zeby ich se nie zwálać? (Na kiju)”; „Kto jest nájśmielsy
w kościele? (Mucha)” 3.
Choć zagadki występują przeważnie jako utwory samodzielne, autonomiczne, często związane bywają także z innymi tekstami literatury
ludowej, zwłaszcza z bajkami i facecjami. O skali tego zjawiska mówi
fakt, że amerykański folklorysta, Stith Thompson, w opracowanym przez
siebie indeksie motywów literatury ludowej zestawił prawie 400 pozycji bibliograficznych poświęconych zagadce w „bajkach, balladach i mitach”4. Umiejętność odpowiedzi na trudne, czasami przewrotne pytania
stanowi w opowieściach ludowych kryterium mądrości i przewagi,
1 Zob. O. Kolberg Lubelskie. Suplement… (DWOK T. 75), s. 216, 218, Góry i Podgórze
(DWOK T. 45), s. 557, Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 81, Krakowskie cz. IV DWOK T. 8),
s. 247.
2 Według Kasjana (Polska zagadka ludowa…, s. 26 i 27): „Łamigłówek nie zaliczymy do
zagadek. Są one z nimi tylko spokrewnione, podobnie zresztą jak i inne jeszcze pytania, które
tworzą wraz z łamigłówkami bardzo ciekawą i bogatą grupę”. Autor uznaje za wyróżnik tej
grupy zdania pytajne, będące „sprawdzianem nie tyle wyobraźni, co mądrości” i określonej
hierarchii wartości. Opisuje je jako zespół tekstów pt. „Łamigłówki i »mądre pytania«”.
3 Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 241, 246, 247, Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/II), s. 506, 507.
4 S. Thompson Motif-Index of Folk-Literature, T. III, Copenhagen 1956, s. 423–433, informacja za: J. Krzyżanowski Zagadka i jej problematyka…, s. 22. Zob. też J. M. Kasjan Zagadka
w opowieściach ludowych, w: Polska zagadka ludowa… s. 55–106, V. Wróblewska Ludowa
bajka nowelistyczna. Źródła–wątki–konwencje, Toruń 2007, m.in. s. 66–68, 142–148, 259–

344

�„przepustki” do osiągnięcia celu, poświadczenia dojrzałości. Funkcje zagadek w tekstach bajkowych są różne: fabularne, konstrukcyjne, artystyczne; mogą one stanowić trzon, oś konstrukcyjną opowieści, element
fabuły, jej finał lub wprowadzenie akcji. Pełnią w ich strukturze i treści
rozmaite role: trudnego lub niewykonalnego zadania – testu postawionego przed bohaterem, sprawdzianu wiedzy, przedmiotu rywalizacji i walki
o pierwszeństwo, osłony dla zachowania tajemnicy, narzędzia konfrontacji przeciwnych sił, ośmieszenia przeciwnika. W zebranych przez siebie
tekstach bajkowych Kolberg udokumentował także i tę specyfikę gatunku.
Np. w bajce krakowskiej O mądrej dziewce, co została panią (T 875) zagadki stanowią trzon tekstu; wiejska bohaterka odpowiada panu na trudne pytania, spełnia pozornie niewykonalne polecenia i zostaje jego żoną,
podobnie w wariancie wielkopolskim Mądra dziewka i pani – córka
wypełniająca zagadkowe polecenia króla ratuje ojca przed posądzeniem
go o kradzież i poślubia króla. Zaś w wariancie śląskim tego wątku O mądrej dziewce spór dwu chłopów w sądzie na rzecz biednego rozstrzygają
podsunięte mu przez jego córkę odpowiedzi na zagadki sędziego, którego
żoną dziewczyna zostaje i którym nadal dzięki swej mądrości kieruje 1.
W innej opowieści krakowskiej O mądrym królewiczu i trzech wronach
(T 851) zalotnik odgaduje zagadkę postawioną przez ojca królewny, dzięki
czemu otrzymuje jej rękę, a w wariancie tego wątku królewna nie może
odgadnąć zagadki postawionej przez konkurenta, więc musi wyjść za niego za mąż2. W bajce z Kujaw O pysznej i ukaranej królewnie (T 900)
zagadka zadana przez bohaterkę królewiczowi jest zawiązaniem akcji
i prowadzi do małżeństwa, w opowieści wielkopolskiej Wykradziona
(T 855) młodzi porozumiewają się zagadkowym szyfrem, by umożliwić
sobie ucieczkę, a w ruskiej bajce z Chełmskiego Dziwna rodzina (T 921)
wiejski chłopiec zapytywany, dlaczego samotnie wędruje w świat i co
robi jego rodzina, udziela zagadkowych odpowiedzi, których rozmówca
nie potrafi zrozumieć3. Na ogół związki takie miewają zagadki z bajkami
–270, M. Wójcicka Zagadka w bajce ludowej, w: Słownik polskiej bajki ludowej… T. 3,Toruń
2018, s. 360–365.
1 O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 206–209, nr 84 oraz W. Ks. Poznańskie
cz. VI (DWOK T. 14), s. 305–307, nr 80, Śląsk (DWOK T. 43), s. 135–138, nr 21.
2 O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 204–206, nr 83 oraz s. 206, przypis.
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 151–153, nr 19; W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK
T. 14), s. 265–268, nr 66; Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 127, nr 29.

345

�nowelistycznymi, traktującymi o niezwykłych przygodach, co potwierdzają przywołane przykłady.
Rzadziej zagadki występują w pieśniach, i to niemal wyłącznie obrzędowych: z cyklu dorocznego – kolędowych i sobótkowych oraz weselnych1.
U Kolberga też spotykamy pieśni poświadczające niektóre z tych związków,
np. w pieśni weselnej śpiewanej po oczepinach w Kieleckiem pytanie: „Co
się wije po drzewinie” oraz odpowiedź: „Wąż się wije po drzewinie” stanowi
dystych refrenowy powtarzający się po każdej zwrotce. W innej pieśni weselnej „z okolicy Białegostoku, Bielska i Sokółki” dziewczęta, zanim przyjmą
do swojego grona dziewczynę z innych stron, śpiewają pieśń, w której zadają jej „siedem zagodynków” w rodzaju: „A co biezy bez powodera?”; „A co
piece bez płomienia?”; „A co świsce bez języka?”, na co „zagadnięta” w ten
sposób dziewczyna odśpiewuje: „Woda biezy bez powodera”; „Słońce piece
bez płomienia”; „Wiater świsce bez języka”2. W starej pieśni sobótkowej
z Mazowsza („Ku Dunajowi, ku głębokiemu – leluja, ku gaikowi, ku zielonemu – leluja”) chłopak zadaje dziewczynie pokrewne zagadki o kamieniu,
paproci i cnocie: „A cóż rośnie bez korzenia?”; „A cóż kwitnie bez kwiateczka?”; „Cóż gore bez płomienia”, które ona rozwiązuje z komentarzem:
„Cóż bym ja była za krasna panna, żebym gadeczki zgadnąć nie miała?3 Te
same i podobne zagadki spotykamy w wariantach ukraińskich: w balladzie
z Ispasa o uprowadzeniu dziewczyny przez stolarzy („Hoj, u misti, na ryneczku pjut stolari horiwoczku”), gdzie szynkarka wrzucona przez nich do
morza, tonąc, zadaje im trzy zagadki: „Ta szo rodyt bez korini?”; „Ta szo horyt bez sumlini?”; „Ta szo cwyte bez cwitoczku?”, na które sama odpowiada
(„Kamiń”, „Watra”, „Lyczko”), a także w dwu innych „dumach obyczajowych
przygodnych” z Pokucia (z Czortowca i z Korszowa, Kamionki Wielkiej),
gdzie z kolei zagadki takie stawia chłopak dziewczynie4.
Z kolei typ związku zagadki z innymi tekstami literatury ludowej, tj.
jej pokrewieństwo z przysłowiem, zwłaszcza zbudowanym na metaforze,
może w materiale Kolberga obrazować tekst „Święta Urszula perły rozsuła,
1

Zob. J. M. Kasjan Polska zagadka ludowa…, s. 41–54.
O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 70, nr 27, Mazowsze cz. V (DWOK T. 28),
s. 154, nr 90 i 91.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 349, nr 4 (w „Przypisach”, wśród 9 pieśni
sobótkowych), pieśń zanotowana wcześniej przez K.W. Wójcickiego w Pieśniach ludu… T. I,
Warszawa 1836, s. 203–204. Por. też M. J. Kasjan Polska zagadka ludowa…, s. 41–42.
4 O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30), s. 24, nr 25, s. 71–72, nr 102 i 103.
2

346

�miesiąc wiedział, nie powiedział, słońce wstało, pozbierało. (Rosa)”, zamieszczonego wśród zagadek, a także w skróconej wersji „Święta Urszula
perły rozsuła” w tym samym tomie jako przysłowie związane z datą 21 października, przy czym tu z odsyłaczem do zagadki cytowanej wcześniej1.
Zbiór zagadek Kolberga, choć raczej skromny, dokumentuje jednak
wyraźnie różnorodność okazów tego gatunku. Wyraża się w nich ludowy
dowcip, często rubaszny i obsceniczny, komizm różnego rodzaju, zmysł
absurdu i paradoksu, ale również dociekliwość i ciekawość świata, wyobraźnia obok zmysłu realistycznej obserwacji, wreszcie pytania metafizyczne. Spotykamy zagadki w postaci prostych opisów czy pytań, inne
przedstawiają mikrofabułę i mają formę krótkich opowiadań, zagadek-facecji. Rozwiązania dotyczą różnych zagadnień: od przedmiotów codziennego użytku w gospodarstwie i pracy po kwestie dotyczące wiary, kondycji
człowieka, wszechświata, zjawisk natury, pytań w rodzaju: co jest najszybsze na świecie (myśl), najsłodsze (sen), najtłustsze (ziemia), najładniejsze (wiosna), najbogatsze (jesień). Teksty te przekazywane były przez
różnych informatorów i notowane przez różnych zbieraczy, pochodziły
z bezpośredniego wywiadu lub z literatury, różnią się więc także postacią
językową – od uproszczonego zapisu gwarowego do formy ogładzonej
lite­racko. Niektóre teksty są popularne i rozpowszechnione w całej Polsce,
znane od dawna w różnych regionach i w rozmaitych wariantach, inne
mają charakter tworzonych doraźnie, sytuacyjnych, świeżych. Przeważnie
zdradzają pochodzenie ludowe, choć niejednokrotnie trudno o tym przesądzać, gdyż część z nich adaptowana była ze wzorców literackich, dworskich, szkolnych czy kościelnych i przyswajana przez wiejskie środowisko.
Można też wśród nich odnaleźć ślady wielowiekowej tradycji; jej ciągłość
wymownie ilustrować może zagadka z Lubelskiego opublikowana przez
Kolberga w 1885 roku: „Przyszło dwu godnych do jednego niegodnego,
prosili go o jeszcze lepsze jak królestwo niebieskie. – Święty Piotr i Paweł
przyszli do Żyda, który biczował Pana Jezusa, i prosili pierwsi o wydanie
im mistrza swego”. Jest to wariant zagadki uważanej za „najdawniejszą
zapisaną zagadkę polską”, a odnalezionej w rękopisie z 1406 roku w formie: „Przyszedł dobry do złego, a prosił u niego lepszego niźli Królestwa
Niebieskiego, a dał mu. – Joseph, do Pilata, corpus Christi”. Tekst stanowi nawiązanie do epizodu ewangelicznego, gdy „dobry” Józef z Arymatei,
1

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 242 i 287.

347

�któremu towarzyszył według apokryfu Nikodem, przychodzi do Piłata
i prosi o wydanie ciała ukrzyżowanego Chrystusa 1. Wersja sprzed ponad czterech wieków ma u Kolberga nieco inne rozwiązanie, ale zagadka
zanotowana także przez innych zbieraczy w XIX wieku, z rozwiązaniem
wskazującym na Józefa z Arymatei i Nikodema2, potwierdza starodawny
rodowód tekstu wywodzącego się z Pisma Świętego i jego trwałość w tradycji ludowej.
Zagadki są gatunkiem literatury ludowej stosunkowo mało badanym;
zbiór Kolberga – podobnie jak wcześniejsze i późniejsze – wymagałby więc
również bardziej szczegółowych studiów i prac analitycznych.
Widowiska
Uwzględniając w badaniach i publikacjach wszystkie gatunki i rodzaje literatury ludowej, nie pominął Kolberg także tradycyjnych widowisk
i tekstów dramatycznych, choć nie poświęcił im szczególnej i systematycznej uwagi. Dostrzegał jednak fakt, że w świąteczne obchody ludowych
zwyczajów dorocznych, zwłaszcza związanych z rokiem liturgicznym
i kalendarzem rolniczym, wpisane były od najdawniejszych czasów całe
przedstawienia w wykonaniu ludowych „aktorów”, nawiązujące do wzorców teatru średniowiecznego, lecz przystosowane do możliwości percepcji
tłumnego odbiorcy, odtwarzane z przekazywanej pokoleniowo pamięci,
a w miarę potrzeby improwizowane, jak również stałe elementy widowiskowe, teatralne lub parateatralne, współtworzące tradycyjne uroczystości3.
1 Zob. J. Krzyżanowski Zagadka, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 454 oraz tenże Zagadka i jej problematyka…, s. 24. O tej dawnej zagadce pisał H. Łopaciński w artykule Najdawniejsza zapisana zagadka polska, „Wisła” T. X: 1896, s. 339–341 (autor powołuje się tam
na tekst zanotowany wcześniej przez Brücknera). Kolberg opublikował swój tekst w artykule
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. IX: 1885, s. 302, nr 30; przedruk tegoż
w suplemencie lubelskim (DWOK T. 75), s. 219, nr 30.
2 Zagadkę tę w Rakoszynie, w pow. jędrzejowskim, zanotował W. Siarkowski, a także
w Czorsztynie i Łapszu oraz w Iwoniczu B. Gustawicz, zob. wskazane wyżej zbiory zagadek
obu badaczy w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, odpowiednio T. VI: 1882,
s. 25, nr 271 oraz T. XVII: 1893, s. 229, nr 263 i 264.
3 C. Hernas pisał: „We wszystkich kręgach życia teatralnego widowisko nie zawsze polega na wystawianiu określonej sztuki, chętnie publiczności proponuje się udział w widowisku
parateatralnym, którego charakter i organizację określał odpowiedni scenariusz, przewidujący
często także czynny udział publiczności w realizacji widowiska” (Barok, Warszawa 1973, s. 161).

348

�Badacz dokumentował je więc w ramach całościowego obrazu zwyczajów
cyklu rocznego – bądź zapisując i publikując teksty nielicznych, zachowanych widowisk, co działo się bardzo rzadko, bądź też podając ich bardziej
lub mniej rozbudowane opisy czy tylko informacje o dawnych, tradycyjnych, a zanikających przedstawieniach ludowych, związanych z obrzędowością świąteczną. W rezultacie „teatr ludowy” w znaczeniu tradycyjnych
widowisk popularnych, będący przedmiotem odrębnych studiów i analiz1,
zyskał w materiałach Kolberga jedno z najważniejszych źródeł do swoich
dziejów dzięki pozostawionej przez niego literackiej dokumentacji widowisk w postaci zapisów scenariusza (lub jego fragmentów) oraz w poświadczeniu przez badacza widowiskowych elementów obrzędowości i obyczajowości ludowej.
Najwięcej uwagi autor Ludu poświęcił szopce, bardzo żywotnej i rodzimej formie teatrzyku marionetkowego, rodzajowi lalkarskich przedstawień misteryjnych, związanych z ewangeliczną i ludową tradycją Bożego Narodzenia 2. Nie ma ścisłych danych co do czasu jej powstania,
badacze przyjmują jednak, że szopka przenośna jako forma widowiska
teatralnego pojawiła się u nas nie później niż w II połowie XVII wieku.
Nazwa „szopka” jest stosunkowo późna, nie wymieniają jej najdawniejsze przekazy, nie występuje w Słowniku Lindego. Czasem była też
1

Zob. m.in. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce, Kraków 1902; A. Fischer
Polskie widowiska ludowe, „Lud” T. XIX: 1913, s. 31–70; J. S. Bystroń Wstęp do ludoznawstwa
polskiego, T. 2, Lwów 1926, s. 149–150; J. Krzyżanowski Teatr ludowy, w: Słownik folkloru
polskiego…, s. 400–402; Z. Raszewski Krótka historia teatru polskiego, Warszawa 1990, s. 9–56;
tenże Teatr w świecie widowisk. Dziewięćdziesiąt jeden listów o naturze teatru, Warszawa
1991, s. 35 i nast.; D. Ratajczakowa Wprowadzenie do części pierwszej, w: Galeria gatunków
widowiskowych, teatralnych i dramatycznych, Poznań 2015, s. 13–26.
2 Geneza, dzieje i przemiany szopki mają swoją bogatą literaturę. Zebrano obszerny materiał, lecz monograficznej syntezy wobec luk źródłowych ciągle brak. Zob. m.in.
S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 19–47; [Stanisław Estreicher] Szopka
krakowska. Spisał, objaśnił i opracował Jan Krupski, Kraków 1904, s. 3–15; A. Fischer
Polskie widowiska ludowe…, s. 31–47; R. Wierzbowski Kształtowanie się poglądów na
dzieje szopki, „Prace Polonistyczne”, T. 21: 1965, s. 28–52; H. Kapełuś Jasełka, w: Słownik
folkloru polskiego…, s. 149–150; J. Dürr-Durski Jak powstała polska szopka betlejemska?,
w: Literatura, komparatystyka, folklor, księga pośw. J. Krzyżanowskiemu, Warszawa 1968,
s. 792–797; H. Jurkowski Z badań nad genezą szopki, „Literatura Ludowa” 1878, nr 2,
s. 23–35, tenże Teatr lalek a folklor, „Polska Sztuka Ludowa” R. 23: 1969, nr 2, s. 109–124;
Z. Raszewski Krótka historia teatru polskiego…, s. 38; M. Waszkiel Szopka, w: Teatr lalek
w dawnej Polsce, Warszawa 2018, zob. www.marekwaszkiel.pl./2018/12/21szopka/ (data dostępu: 22 III 2021).

349

�utożsamiana mylnie z wcześniejszymi jasełkami1. Nazwa jasełka (od staropols. jasło, żłób) odnosiła się pierwotnie do zespołu nieruchomych figur,
wystawianych wokół symbolicznego żłobka w kościołach i klasztorach,
przy których śpiewano kolędy. Tradycja ta wywodzi się z XIII–wiecznego
franciszkańskiego zwyczaju adoracji żłobka; w Polsce jasełkowe figury
pojawiły się już około 1370 roku w Krakowie, w klasztorze Klarysek.
Później wprowadzano do jasełek także figury ruchome, które przy pomocy zabawnych scen miały uczynić widowisko bardziej rozrywkowym,
co przesłoniło nabożną treść żłobka, więc nakazem biskupim usunięto
je z kościołów w I połowie XVIII wieku 2. Z czasem konwencja jasełek
ukształtowała się w bardziej teatralną formę widowiska, a jasełkami nazywano też przedstawienia żywych aktorów. Proces ten przebiegał głównie
pod wpływem średniowiecznego dramatu liturgicznego, misteriów staropolskich o narodzeniu Jezusa i dialogów teatralnych, które w Polsce swój
rozkwit przeżywały w XVII wieku 3.
Stopniowo poszerzał się krąg tematyczny widowisk bożonarodzeniowych; obok kanonicznych scen i treści ewangelicznych wprowadzano do
nich teksty intermedialne w językach ludowych, codziennych, przedstawiające realistyczne epizody z życia i postacie z „repertuarem rodzajo­wym”4.
Sięgano do ludowej tradycji kolędniczej, do polskiej tradycji i historii.
Przesuwano przestrzeń widowni poza kościoły i szkoły przyklasztorne,
na place, rynki itp. Misteria stawały się własnością ludu i zabarwiały jego
obyczajem, coraz popularniejsze były też widowiska na Boże Narodzenie,
a zwłaszcza ich miniaturowa odmiana, czyli pastorałka z tematyką i scenami pasterskimi5.
1

M.in. zwraca na to uwagę znawca teatru polskiego, Zbigniew Raszewski, w Krótkiej historii teatru polskiego…, s. 38.
2 Fakt ten poświadcza J. Kitowicz w Opisie obyczajów za panowania Augusta III, zob.
wyd. BN, ser. I, nr 88, oprac. R. Pollak, Wrocław 1951, s. 59–63. Na to świadectwo powołują się
niemal wszyscy badacze szopek.
3 Pisał o nich S. Windakiewicz w pracy Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 19 i nast. Badacz omówił w niej 17 takich utworów z XVII i XVIII wieku.
4 Zob. J. Dürr-Durski Jak powstała polska szopka betlejemska?..., s. 797.
5 Formę tę upowszechnił M. Mioduszewski; w swoim zbiorze Pastorałki i kolędy z melodyami, czyli piosnki wesołe ludu w czasie świat Bożego Narodzenia pod domach śpiewane…,
Kraków 1843: na s. 9–24 opublikował „Pastorałkę na Boże Narodzenie”, a w Dodatku do Pastorałek i kolęd, Lipsk 1853, na s. 227–244 – „Pastorałkę góralską na Boże Narodzenie, którą
kolędnicy w okolicach Krakowa, chodząc z szopką, reprezentują”.

350

�Szopka – jako „najmniejsza odmiana misterium”1, a jednocześnie „mały
obnośny teatrzyk z ruchomymi figurkami”2, „polski gatunek widowiska
lalkowego”3 – stanowiła kontynuację i wzbogacenie bożonarodzeniowej
tematyki jasełkowej. Tekst szopki, naśladujący dialog misteryjny, wygłaszany był przez aktorów ukrytych za zasłoną i poruszających lalki przez
szparę w podłodze małej przenośnej sceny, na której umieszczano jasełka. W scenach świeckich, pojawiały się postacie popularne i historyczne,
przedstawiciele różnych stanów, zawodów, regionów i narodowości, lokalne realia obyczajowe z życia chłopów, polskie imiona i nazwy, gwarowy
język, pieśni regionalne, fragmenty popularnych utworów, a także treści
polityczne i patriotyczne. Tematyka Bożego Narodzenia cieszyła się u ludu
szczególną popularnością; sceny tułającej się rodziny, narodzin Dzieciątka
w stajence, pokłonu Trzech Króli, ich spotkania z Herodem, chórów anielskich i adoracji pasterzy trafiały do wyobraźni ludu, a tematyczna oś tych
widowisk, jaką było ubogie macierzyństwo i los świętej rodziny, okazywały
się szczególnie mu bliskie, bo paralelne do losów rodziny chłopskiej4. Zaś
elementy rodzajowe z polskiego życia i historii nadawały ewangelicznej
historii swojską, rodzimą i bliską adresatom scenerię i wymowę, a także bawiły dzięki na ogół komicznemu i parodystycznemu charakterowi. Szopki
polskie – „jedna z najstarszych form polskiego kolędowania” 5 – miały oryginalny, unikatowy charakter ze swoją sceną nawiązującą architektonicznie
do nastawy ołtarza lub fasady kościoła, bywały jedno- lub kilkukondygnacyjne, scenę cechowała jak w dawnych misteriach symultaniczność.
Widowiska szopkowe wykazywały też wyraźne zróżnicowane regionalne,
choć były zjawiskiem ogólnopolskim. Wędrując wraz z kolędnikami po
domach jako przenośny teatrzyk marionetkowy, szopka upowszechniła się
najpierw w miastach, potem na wsiach i stała się własnością ludową. Miała
też związki, wręcz tekstowe koneksje, z równocześnie istniejącym teatrem
żywych aktorów; do takich widowisk osobowych należały tzw. „herody”,
1

Zob. Z. Raszewski Krótka historia teatru polskiego…, s. 38.
Zob. A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 34.
3 Zob. M. Waszkiel Szopka…zob. www.marek-waszkiel.pl/2018/12/21szopka/ (data dostępu:
22 III 2021).
4 „Na sposób i zakres przystosowania nauki o Bożym Narodzeniu do wyobrażeń ludowych”
zwrócił uwagę C. Hernas, zob. tegoż W kalinowym lesie T. I, Warszawa 1965, s. 120–125.
5 J. Adamowski Szopka, w: Lubelskie cz. I . Pieśni i obrzędy doroczne. Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, T. 4, pod red. J. Bartmińskiego, Lublin 2011, s. 356.
2

351

�gdzie w rolach głównych występowali Herod, Diabeł i Śmierć. Nasycając
się jednak realiami świeckimi i elementami obyczaju i folkloru miejscowego, szopka nadal pozostawała widowiskiem bożonarodzeniowym, choć jak
pisał Jurkowski „miała w sobie tyleż z teatru, co z obrzędu obyczajowego”1.
Spośród XIX-wiecznych autorów przed Kolbergiem o szopce, nazywanej
wówczas najczęściej wymiennie jasełkami, wspominali bądź ją opisywali
w latach 1830–1870 m.in.: Ł. Gołębiowski, który wiadomości zaczerpnął
z niewydanego jeszcze wówczas rękopisu J. Kitowicza Opis obyczajów
za panowania Augusta III, J. Konopka, M. Wiszniewski, K.W. Wójcicki,
M. Mioduszewski, J. Gluziński, W. Szymanowski, W. L. Anczyc, anonim
w „Tygodniku Ilustrowanym”, W. Chomętowski2. Z przekazów tych wynika, że przenośne szopki z teatrzykiem marionetkowym pojawiały się
w Warszawie już u progu XVIII wieku, natomiast najwcześniej zapisany
tekst szopkowy pochodzi z 1848 roku, kiedy to – według informacji Stanisława Estreichera3 – zanotował go Karol Estreicher, jego ojciec, a kilkanaście lat później udzielił go W. L. Anczycowi, który opublikował go w 1862
roku w „Tygodniku Ilustrowanym”.
Najobszerniej przedstawiona została przez Kolberga kolędowa szopka
krakowska, włączona – zgodnie z jego integralną wizją folkloru i przede
wszystkim ze swoim sezonowym charakterem – w cykl zwyczajów
1

H. Jurkowski Teatr lalek a folklor…, „Polska Sztuka Ludowa” 1969, nr 2, s. 114.
Zob. Ł. Gołębiowski Lud polski…, s. 280, J. Konopka Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840, s. 85–102, M. Wiszniewski Historia literatury polskiej, T. II, Kraków 1841, s. 434,
K.W. Wójcicki Teatr starożytny w Polsce, Warszawa 1841, T. I, s. 16–20, tenże Jasełka, w:
Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, T. XIII, Warszawa 1863, s. 123, tenże Szopka,
„Kłosy” 1866, T. II, nr 30, s. 351–353, M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy…, s. 7, J. Gluziński Włościanie polscy uważani pod względem charakteru, zwyczajów, obyczajów i przesądów z dołączeniem przysłowiów powszechnie używanych…, w: Archiwum domowe do
dziejów i literatury krajowej K.W. Wójcickiego, Warszawa 1856, s. 445–446, W. Szymanowski
Szopka, „Tygodnik Ilustrowany” 1860, T. I, nr 15, s. 115–116, W. L. Anczyc Obrazy krakowskie. Szopka, czyli jasełka i gwiazdka w Krakowie, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, nr 135,
s. 166–170, [F. M. Sobieszczański ?] Skąd powstały u nas tak zwane szopki pokazywane od
Bożego Narodzenia?, Tygodnik Ilustrowany” 1867, T. XV, nr 384, s. 51, w dziale „Rozmaitości”,
W. Chomętowski Dzieje teatru polskiego od najdawniejszych czasów do 1750 roku, Warszawa 1870, s. 66–70. Por. też R. Wierzbowski Kształtowanie się poglądów na dzieje szopki,
„Prace Polonistyczne” T. 21: 1965, s. 28–52 .Teksty szopek z różnych regionów publikowane do
r. 1894 (w „Wiśle” i „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”) zestawił S. Jastrzębowski
w artykule Szopka radomska. Materiały do dziejów teatru ludowego, „Wisła” T. VIII: 1894,
s. 298 i nast.).
3 Pisał o tym Stanisław Estreicher w przedmowie do Szopki krakowskiej…, na s. 8.
2

352

�bożonarodzeniowych i przedstawiona w części I Krakowskiego, w rozdziale
„Szopka, czyli jasełka”. Na jej obraz składa się kilka tematycznych opracowań: najpierw wstępny opis zaczerpnięty z Pieśni ludu krakowskiego J. Konopki z 1840 roku, dalej teksty szopkowe, w tym dialogi i pieśni z melodiami pt. „Szopka, czyli jasełka w Bronowicach, Modlnicy i podobne jej na
Podgórzu, Skawinie, Wieliczce i innych bliskich Krakowa miejscach”, czyli
tzw. szopka „wiejska” według określenia Konopki, wreszcie obszerna relacja
z tekstami dialogów, monologów i pieśni z melodiami oraz melodii tanecznych, tj. szopka „miejska” pt. „Szopka, czyli jasełka w Krakowie”. Źródłem
tej ostatniej był wspomniany wyżej artykuł W.L. Anczyca z nr. 135 „Tygodnika Ilustrowanego” 1862 roku, którego przedrukowany tekst dopełnił Kolberg melodiami. Dokumentację tę poszerza nieopublikowany w monografii
krakowskiej materiał suplementowy wydany w ramach Dzieł wszystkich.
Składa się na niego „Szopka w Krakowie 1887 r.” spisana przez murarza Jana
Hyłkę, prawdopodobnie szopkarza, której teksty (melodii tam brak) Kolberg
przepisał już po wydaniu Krakowskiego z niezidentyfikowanego źródła, następnie kolejna „Szopka krakowska”, niedatowana, zanotowana w rękopisie
terenowym Kolberga bez wskazania źródła, wreszcie „Fragmenty innych
szopek”, tj. pojedyncze pieśni, kolędy, przyśpiewki i melodie instrumentalne
w liczbie 14, związane z szopką, będące często wariantami utworów wcześniej drukowanych przez Kolberga1.
W szopce „wiejskiej” z części I Krakowskiego obchód chłopców z szopką rozpoczynają śpiewane przez nich kolędy, a następnie w odsłoniętej
szopce występują na scenie drewniane figurki poruszane rękoma niewidocznych osób i przedstawiające kolejno: „Polonusa w kontuszu i żupanie
przy karabeli”, Krakowiaka kopieniackiego, Górala, Kozaka z Kozaczką,
Ułana z lancą, Huzara, Madziara, Cygana z niedźwiedziem, Żyda, Diabła,
Wędrownego kupca, Żaczka, Czarownicę wyrabiającą masło, Dziadka,
Heroda, Śmierć. Postaciom tym, typowym dla dawnej szopki, towarzyszą
identyfikujące je pieśni oraz melodie instrumentalne i tańce – w sumie
16 zapisów z melodiami. Przedstawienie kończy się zbieraniem datków
i pożegnaniem chłopców: „Nacieszcie się, ludzie, matusinej budzie, oj,
bo buda, bo buda, pokazuje cuda”. Materiał ten pochodzi tylko po części
1 Zob. O Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), odpowiednio: s. 197–198, 198–207, 208–
226 i 358–361 (w „Przypisach”) oraz tegoż Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/I), s. 23–38
oraz 39–56.

353

�od Kolberga, jak się okazuje, większość tekstów zanotował J. Konopka,
którego rękopis przechował się w archiwum Kolberga 1. Jest on rodzajem brulionowego scenariusza, w którym spisane są kolejno występujące
postacie i teksty niektórych z nich. Natomiast zapisy muzyczne (w tym
6 instrumentalnych) sporządził Kolberg, dopełnił kilka tekstów pieśni
i zredagował całość. Teksty pióra Konopki wzbogacone zostały o melodie
z rejestracji Kolberga, zgodnie z często stosowaną przez autora Ludu praktyką dopełniania notowanych i publikowanych wcześniej tekstów folkloru o melodie, które jak nikt inny w tym czasie potrafił zapisywać. Być
może miała tu również miejsce wspominana wcześniej ścisła równoległa
współpraca tego rodzaju z zaprzyjaźnionym Konopką, badaczem folkloru
podkrakowskiego. Poprzedzający tę szopkę w tomie 5., a cytowany tam
przez Kolberga tekst Konopki z 1840 roku pt. „Szopka, czyli jasełka”, jest
jednym z najwcześniejszych spośród przekazów odnotowywanych przez
badaczy tego widowiska. Ze zbioru Konopki Pieśni ludu krakowskiego
zaczerpnął też Kolberg teksty 17 kolęd, do połowy z nich uzupełniając
melodie (pozostałe wiążąc z nimi) i do większości podając odsyłacze do
źródła, a kilka kolęd opatrzył też lokalizacją geograficzną, potwierdzoną
zapewne w trakcie zapisu melodii ze słuchu 2. Można więc stwierdzić, że
drukowany tekstowy materiał przyjaciela związany z Bożym Narodzeniem
wykorzystał skrupulatnie, sięgając nie tylko do publikacji, ale i do udzielonych mu zapewne rękopisów autora, a sam skoncentrował się głównie
na dokumentacji melodii.
Pierwszy spisany i najobszerniejszy tekst szopki w Krakowie, znanej
w Polsce jako najbogatsza i najciekawsza, opublikowany w 1862 roku we
wspomnianym artykule W.L. Anczyca, przedrukował Kolberg w całości,
wzbogacając go o melodie z własnych zbiorów. Jest on bardziej literacki
niż ludowy; tekst został ogładzony i uporządkowany, przynosi wersję raczej rekonstruowaną z żywej tradycji niż ściśle dokumentującą konkretne
przedstawienie, co wskazuje na zamiar utrwalenia typowego repertuaru
szopki krakowskiej w jej możliwie pełnym kształcie z I połowy XIX wieku3.
1

Arch. PTL, teka 43 Miscellanea, sygn. 1352, k. 131–132.
Teksty kolęd za J. Konopką (Pieśni ludu krakowskiego…, s. 87–102, rozdział „Kolędy przy
szopce”), zob. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 230–239 (w rozdziale „Kolęda”).
3 S. Estreicher w przedmowie do Szopki krakowskiej…,(s. 9–10) pisał: „W pierwszej połowie XIX wieku doznał tekst szopki krakowskiej widocznego do dziś obrobienia i przerobienia
ze strony jakiegoś nieznanego po nazwisku poety […]. Jemu to zawdzięczać zapewne należy,
2

354

�Zawarte w niej elementy ludowe łączą ją z innymi szopkami, głównie
z okolic Krakowa, a więc i z szopką poprzednią, przedstawianą przez Kolberga, a pochodzącą ze wsi podkrakowskich, oraz z szopką spisaną przez
Hyłkę prawie 30 lat później. Całość szopki z artykułu Anczyca obejmuje
14 scen z 28 figurami; ich dialogi i przemowy przeplatają się ze śpiewem
i tańcem, po części z dołączonymi przez Kolberga melodiami. Na początku
ma miejsce typowy dla szopki epizod pasterski (scena I i II), w którym obudzeni przez anioła pasterze wybierają się do stajenki, po niej na widowni
pojawiają się, rozmawiają, śpiewają i tańczą kolejne postacie potraktowane
humorystycznie: Żydek, Żydówka, Twardowski, Diabeł, Krakowiak i Krakowianka, Kozak i Kozaczka, Ułan i Saper, dwaj Górale i Góralka, (scena
III–IX), po czym wraca wątek biblijny: do Heroda przychodzą Trzej Królowie z nowiną, Hetman otrzymuje rozkaz rzezi niewiniątek, zjawia się Śmierć
i ścina Heroda, którego Diabeł zabiera do piekła (scena X–XIII). W scenie
ostatniej pojawia się Dziadek i zbiera od publiczności datki z podziękowaniem „za kolędę”. Charakterystyczne i nowe są tu włączone w tekst utwory
literackie: Edmunda Wasilewskiego, Jana N. Kamieńskiego, Anny Libery,
których nazwiska, niewymienione przez Anczyca, przywołał Kolberg, a także postacie i reminiscencje żołnierskie z epoki napoleońskiej i powstania
listopadowego czy też gloryfikacja Krakowa z jego zabytkami i pamiątkami. Jak zaznaczył też Estreicher, niektóre typowe dla miejskiej szopki krakowskiej sceny czy figurki postaci, kreowanych przez ludowych szopkarzy,
u progu XX wieku zaginęły i znane są jedynie z opisów Konopki czy Kolberga lub ze wspomnień starszych osób pamiętających lata 1830–18501.
Jak trwała była tradycja szopki krakowskiej, mimo przemian w kolejnych latach, wskazuje opublikowany dopiero w tomie suplementowym
trzeci jej tekst z 1887 roku, skopiowany w nieznanych okolicznościach przez
że część liturgiczna naszej szopki jest logiczniejsza i obfitsza niż wszystkich innych jasełek na
ziemiach polskich, a część rodzajowa nie ma także równej sobie”. W swojej wersji krytycznego
wydania tekstu szopki krakowskiej, rozszerzonej o warianty, Estreicher wykorzystał po części
melodie podane przez Kolberga w Krakowskiem (zob. Szopka krakowska…, s. 14), a do jego
materiału niejednokrotnie się odnosił..
1 Tamże, s. 91–92. Estreicher mówi tam o 4 scenach przedstawiających Węgra z olejkami,
Niemca, Cygana z niedźwiedziem, Czarownicę klecącą masło. Niektórych z tych scen Anczyc
nie odnalazł już w tradycji w trakcie pracy nad szopką w Krakowie, choć pamiętał je z młodoś­
ci. Natomiast Kolberg potwierdza ich żywotność „po wielu wsiach z prawego brzegu Wisły”
(zob. Krakowskie cz. I, DWOK T. 5, s. 222 oraz przyp. 1), a w jego szopce „wiejskiej” kilka tych
postaci występuje (zob. tamże, s. 203–204 i 197).

355

�Kolberga z rękopisu Jana Hyłki, bliżej nieznanego murarza, sygnującego
swoim nazwiskiem zapis w oryginale. Nie wiadomo, czy był on szopkarzem, które to zajęcie było typową domeną majstrów lub terminatorów
murarskich, zimą pozostających bez pracy, czy też jedynie spisał tekst. Kopia Kolberga zdradza pewną nieporadność i nieskładność oryginalnej wersji autora; trudno jednak orzec, czy samego Hyłki zapisującego z pamięci,
czy może źródła, z którego czerpał. Tekst „przemów” i „śpiewek” w wersji
Hyłki jest miejscami niezrozumiały, przekręcany, z widocznymi lukami,
a wahania w odpisie Kolberga mogą wskazywać, że także nieczytelny, role
poszczególnych postaci zatarte lub błędnie im przypisane. Mimo tych nieporadności i niekompletności przekaz Hyłki, utrwalony po niemal 40 latach
od wersji Karola Estreichera z około 1848 roku, na której oparł się cytowany przez Kolberga Anczyc, dokumentuje trwałość istotnych elementów
szopki krakowskiej. Choć tekst jest znacznie mniej rozbudowany i uboższy,
pojawiają się w nim typowe dla niej postacie Pasterzy, Górali, Krakowiaków, Kozaka, Ułana i Sapera, Twardowskiego i Żyda, Króla Heroda i Królowej, jego Ministra, Śmierci i Diabła, Dziadka zbierającego datki. Ten sam
jest schemat treści: od sceny pasterskiej, poprzez rodzajowe – następujące
jednak w nieco innej i w zaburzonej kolejności ról – do religijnych (rozkaz
rzezi niewiniątek dany Ministrowi przez króla Heroda, rozmowa Królowej z Herodem, rozprawa Śmierci z Herodem, zabranie go do piekła) i do
żartobliwego zamknięcia przedstawienia przez rytualnego Dziadka. Wyznaczone postaciom role są takie same jak u Anczyca, niektóre imiona i partie
dialogów czy monologów wręcz identyczne, inne fragmenty zbliżone, choć
często skracane, zmienione lub przekręcone, a zdarza się także, że bardziej
lub mniej zręcznie uzupełnione i przerobione. Jak u Anczyca znajdziemy tu
także zbieżną w wymowie rozmowę zbudzonych Pasterzy, którzy udają się
do stajenki z darami, te same „śpiewki” Krakowiaków, a wśród nich wiersz
A. Libery „Nasz śliczny Kraków” i popularną pieśń „Albośmy to jacy tacy”,
charakterystyczne dialogi Żydka z Twardowskim, Ułana z Saperem, Heroda
z Ministrem, Żydem i Śmiercią itp. Są i elementy nowe, jak np. brak Anioła
budzącego Pasterzy, Góral okazuje się druciarzem spod Trenczyna oferującym drutowanie garnków, „Krakusy” śpiewają kolejnego krakowiaka „Wesół i szczęśliwy Krakowiaczek ci ja”, pojawia się postać żony Heroda i toczy
jej tragiczna rozmowa z mężem. Zwracają też uwagę akcenty patriotyczne:
w trawestacji znanej, otwierającej szopkę kolędy „Pan z nieba i łona Ojca
przychodzi”, w której obie zwrotki kończy wezwanie „a dajże nam Panie,
356

�niech Polska powstanie”, a także w pieśni „Gdzie się podział ten wiek złoty
i te dawne czasy” kończącej opis stroju szlacheckiego słowami:
„W takim stroju dawniej sobie [w oryginale: stroju narodowym]/ każden Polak
chodził,/ w takim stroju Jan Sobieski/ Wiedeń oswobodził”.

Obraz szopki krakowskiej dopełnia w suplemencie zachowany w rękopisie terenowym Kolberga jej kolejny fragmentaryczny tekst z 4 zapisami melodii, monologiem Kozaka „od pp. Czartoryńskich”, śpiewem do
tekstu „Nasz śliczny Kraków”, zasygnalizowanymi jedynie postaciami Ułana
i Strzelca, dialogami Żydka i Twardowskiego, Górala i Góralki, Heroda,
Ministra i Śmierci, tańcem i śpiewem „żydowskiego krakowiaka” na zakończenie. Wreszcie cały krakowski materiał zamykają pojedyncze fragmenty
szopki, na które składa się 8 zapisów pieśni (2 bez melodii) oraz 2 melodie
instrumentalne, przeważnie warianty wcześniejszych.
Poza regionem krakowskim widowisku szopkowemu poświęcił Kolberg
jeszcze uwagę w monografii Mazowsza. Opublikowana w części I „Szopka
warszawska”, obejmująca 16 scen z 22 figurami, jest pierwszym w literaturze etnograficznej pełnym opisem tego widowiska w Warszawie zaprezentowanym wraz z tekstami szopkowymi. Poprzedza ją krótki rys historyczny
pt. „Jasełka, czyli szopka” zaczerpnięty z dwu innych źródeł1. Okoliczności,
czas i źródła tekstów „Szopki warszawskiej” Kolberga, poza wskazanymi
w wiadomościach wstępnych dwoma odwołaniami do literatury, nie są
znane; źródłowa dokumentacja rękopiśmienna całości nie zachowała się.
Obok postaci typowych także dla szopki krakowskiej, a więc Górala-druciarza, Krakowiaka i Krakowianki, Kozaka, Żyda i Żydówki, Heroda, Śmierci,
Diabła i Dziada pojawiają się tutaj: Kominiarz, Piaskarz, Majtek, Olejkarz
(Niemiec, Francuz lub Węgier z olejkami), Mazur i Mazurka, Wielkopolanin,
Żołnierz, Huzar, Chłopak z Dziewczyną. Przedstawienie rozpoczyna „jedna
z pieśni kolędowych, narodziny Chrystusa opiewających, znanych z kantyczek”, dalej następują sceny rodzajowe z galerią wymienionych postaci, prezentujących się przeważnie śpiewem, potem ma miejsce rozmowa Heroda
1

Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 78–90 („Szopka warszawska”) oraz
s. 75–78 („Jasełka, czyli szopka”) – tekst z anonimowego artykułu (może F. M. Sobieszczańskiego?) pt. Skąd powstały u nas tak zwane szopki pokazywane od Bożego Narodzenia?,
publikowanego w „Tygodniku Ilustrowanym” 1867, T. XV, nr 384, s. 51 (w dziale „Rozmaitości”)
oraz z Ł Gołębiowskiego Ludu polskiego…, s. 280.

357

�z Feldmarszałkiem i ze Śmiercią, ścięcie króla i porwanie go przez Diabła
do piekła, wreszcie na końcu pojawia się Dziad z prośbą „o kolędeczkę”.
Porządek przedstawienia mieści się więc w stałym schemacie szopkowym.
Całość zawiera 23 melodie, w większości wokalne (4 instrumentalne) i to
one stanowią trzon widowiska, które jest właściwie – poza dialogiem Heroda – szopkową mini-rewią muzyczną.
W części V Mazowsza Kolberg zamieścił jeszcze krótki tekst „Szopki
w Łomży”, w którym typowe postacie: Pasterzy, Wieśniaka i Wieśniaczki,
Krakowiaka, Mieszczanina i Żołnierzy, Żyda, Księdza i Dziada prezentują
się na scenie, wykonując żartobliwe pieśni (7 tekstów bez melodii)1. Poza
chóralnym wykonaniem kolędy przez Pasterzy na początku szopki, brak
w niej scen nawiązujących do ewangelii.
W innych monografiach nie publikuje Kolberg tekstów szopkowych,
ograniczając się do bardziej lub mniej rozbudowanych informacji o regionalnych szopkach, kolędowaniu z nimi itp. lub jedynie do wzmianek o utrzymującym się lub zanikającym zwyczaju chodzenia z szopką 2.
Przedstawia natomiast inne praktyki kolędnicze i parateatralne formy
obchodów okresu Bożego Narodzenia: kolędowanie z Trzema Królami,
gwiazdą, turoniem/toruniem, kozą, bocianem, kobyłką, dziadem i babą
itp., tj. z maszkarami zwierzęcymi i innymi przebierańcami (np. Tatarem,
Turkiem, Żydem, Cyganem), skupiając się na opisie ich kostiumów, zachowań i ról oraz na symbolicznych, zabawowych i rozrywkowych aspektach
tych zwyczajów3. Tylko wyjątkowo przytacza śpiewane wówczas pieśni,
a kolędy gromadzi na ogół w osobnych rozdziałach. W widowiskach tych
aktor przebrany za zwierzę często udawał własną śmierć, a jego powrót
do życia miał wyrażać odnowę i wzmożenie sił witalnych, dobrobyt,
zdrowie i płodność w nowym roku. Te przedstawienia kolędnicze mają
więc cechy dawnych widowisk obrzędowych i noszą ślady prastarych
1

Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 66–68.
Zob. np. O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 104 i 105, Radomskie cz. I (DWOK
T. 20), s. 75, przyp. 1, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 208, W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9),
s. 117 i cz. II (DWOK T. 10), s. 60, Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. 54 i 67, Białoruś-Polesie
(DWOK T. 52), s. 96–97 (tam szopka – rus. wertepa).
3 Zob. m.in. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 249–252, Lubelskie cz. I (DWOK
T. 16), s. 105 i 111, Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 45–46, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 111,
Kaliskie (DWOK T. 23), s. 66–67, Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 121–124, Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 66–67, Sanockie-Krośnieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. 147–149,
Pomorze (DWOK T. 39), s. 63.
2

358

�praktyk magicznych. Ich istotą była mająca długą tradycję obrzędowa
forma składania życzeń noworocznych i wymiana darów: w zamian za
życzenia wróżące pomyślność i urodzaj (oracje i pieśni życzące, rytualne
zachowania, gesty, skoki, elementy pantomimy, symboliczne znaczenie
przebrań oznaczających sens życzeniowy) kolędnicy otrzymywali smakołyki i datki, czyli kolędę. Kolędowaniu temu, odbywającemu się najczęściej od św. Szczepana do Trzech Króli lub nawet Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego) towarzyszyło odgrywanie komicznych scenek, straszenie
widzów, wyprawianie figli, przy asyście kapeli złożonej z gęślarzy, basisty
i bębniarza z tzw. kocią muzyką, a wszystko to z elementami okazjonalnej
improwizacji i nawiązań do lokalnych realiów.
Spośród widowisk bożonarodzeniowych Kolberg opublikował jeszcze
w części IV i V Mazowsza dwa warianty tekstów popularnego w tradycji
dramatu ludowego zwanego herody, tj. przedstawienia osobowego o ewangelicznej treści, z wędrowną trupą aktorską w odpowiednich „ubiorach
charakterystycznych”, wcielającą się w role sceniczne. Jest ono bliskie teatrowi religijnemu; swoim rodowodem sięga średniowiecznych misteriów
wystawianych w kościołach i klasztorach. Pierwszy z tych tekstów pt. „Król
Heród” to odgrywane w dzień Bożego Narodzenia i Trzech Króli widowisko
kurpiowskie, „dialog […] ze wsi Dudy Puszczańskie i Krysiaki (z r. 1870)”,
podany „mimo widocznych wad wysłowienia i braków w tej formie, w jakiej został nam udzielony” – jak uściśla Kolberg1. Postacią centralną tego
„dramatu biblijnego” jest Herod („w czapce z papieru złoconego”), pozostałe osoby to Feldmarszałek otrzymujący od niego rozkaz rzezi niewiniątek,
Anioł ostrzegający Heroda, Diabeł w dialogu ze Śmiercią, Adiutant obwieszczający narodziny w Betlejem, Śmierć w rozmowie z Herodem, ostatecznie
ścinająca króla. W te ewangeliczne motywy przedstawione w formie dialogów wplecione są trzy śpiewy (bez podanych melodii): chóralnej kolędy na
początku, wesołej przyśpiewki Kozaka i Ułana w środku tekstu i zamykającej całość żartobliwej piosenki o huzarach, z pozdrowieniem „Niech będzie
pochwalony Jezus Chrystus” na końcu.
1

Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 111–114. Prawdopodobnie tekst ten
przekazał Kolbergowi dostarczający mu materiały z Kurpiowszczyzny bliżej nieznany regionalista Jahołkowski, który pozyskiwał je również od informatora terenowego z Dudów Puszczańskich (por. E. Antyborzec „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement
do tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. LI–LIII).

359

�Wariantowy tekst drugi pt. „Kolenda. Król Herod. Dramat” z lokalizacją: „od Mazowiecka (w[ieś] Włosty-Olszanka, parafia Dąbrowa W[ielka])”
i z dwiema melodiami przedstawia widowisko z mniej rozbudowanymi
rozmowami, lecz z dokładniejszym opisem ubiorów postaci, ich ról i zachowań1. Treść i przesłanie dramatu jest tożsame z poprzednim: sprawiedliwa
kara za wyrządzone zło i pychę, niektóre fragmenty tekstu są zbieżne, sens
identyczny. Obok Heroda występują w dialogach jego Adiutanci-żołnierze
i Marszałek, Śmierć i Diabeł; trzy „śpiewy” – dwu kolęd, otwierającej i zamykającej widowisko, oraz pieśń biadającego Heroda – dopełniają całości.
Wreszcie odnotować trzeba wyjątkowe świadectwo Kolberga o tradycji kiedyś popularnej na Zachodzie, ale i w Polsce, rzadziej jednak dokumentowanej przez naszych etnografów. Jest to krótka informacja o znanym
w polskim folklorze widowisku tzw. rajskim, nawiązującym do biblijnej
historii upadku Adama i Ewy, przedstawianym około Trzech Króli w okolicach Mielca – jak wynika z opisu Kolberga – w postaci szczątkowej. Jego
tematem jest „scena z Biblii znana”: Adam z Ewą obchodzą wieś, Ewa zrywa
jabłko umieszczone na gałęzi choiny niesionej przez Adama, oddaje mu
część owocu, „przy czym stosowny dialog”, następnie scena ta powtarza się
w kolejnym domu2. Jest to jedyny w materiałach Kolberga ślad tego widowiska jako osobnego przedstawienia i jeden z niewielu w polskiej literaturze etnograficznej. Jak zauważają badacze, wywodzi się ono z repertuaru
średniowiecznego i według A. Fischera nie było ściśle związane z okresem
Bożego Narodzenia; grywano je aż do Bożego Ciała włącznie3.
Cenny materiał w zakresie widowisk ludowych przynosi też zgromadzona przez Kolberga bogata dokumentacja zwyczajów karnawałowych (staropolska nazwa zapusty, mięsopust – pożegnanie mięsa, ostatki, kuse dni,
kusaki, tłuste dni4) oraz wielkopostnych. Oba cykle sprzężone są ściśle ze
1

Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 68–72.
Zob. O. Kolberg Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 69–70. Do krótkiego opisu
dodana jest tam informacja, że czasami występuje w tym widowisku także Herod ze swoim
dworem i odgrywana jest scena jego bitwy z diabłem, który porywa go do piekła.
3 Por. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 46–47, A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 60–63.
4 Wszystkich tych terminów Kolberg używa w swoich opisach. Wymienione nazwy były
kiedyś i są nadal definiowane nieprecyzyjnie, najczęściej zapusty to okres od Nowego Roku
lub Trzech Króli do wtorku przed Środą Popielcową, rozpoczynającą Wielki Post, mięsopust,
czyli ostatki, kuse dni, kusaki to trzy ostatnie dni, a tłuste dni to 6 dni (od czwartku) przed Środą Popielcową. Według J. Krzyżanowskiego (Słownik folkloru polskiego… s. 232): „Mięsopust
2

360

�sobą w porządku dorocznym i dopełniają się nawzajem poprzez sąsiedztwo
czasowe, a także poprzez wyrażane w ich treściach i formach ekspresji stałe
i rytualne nawiązania: opozycję, kontrast, przeciwstawienie ludycznemu
charakterowi okresu pierwszego – samoograniczenia i umartwienia okresu drugiego, co pozostawało w zgodzie z nauczaniem i rytuałem kościoła
katolickiego. Z drugiej strony wiejskie zwyczaje karnawałowe mieszane są
często z kolędniczymi, ponieważ oba okresy nakładają się na siebie czasowo, a ich obchody są do siebie podobne w formie, w jakiej mogą się przejawiać (maszkary zwierzęce i przebierańcy, często te same i ci sami, maski
i kostiumy, komiczne epizody, prześmiewne koncepty, kpina, zabawa, figle, obchody od domu do domu). Znajdujemy tu również opisy wodzenia
niedźwiedzia, chodzenia z turoniem/toruniem/kłapaczem, konikiem, kozą,
tzw. sierotki oraz bachusy/bachuski itp., a więc występujące postacie zwierzęce i ludzkie, symbolizujące witalność, siłę, energię, płodność i urodzaj,
pożegnanie/wygnanie/zatopienie zimy i obietnicę wiosennego odrodzenia
i wegetacji.
Zapusty to kalendarzowy okres specyficznych uroczystości, zabaw, uczt,
maskarad, zwyczajów, widowisk i obrzędów (ze scenariuszem określającym akcję, aktorami i publicznością, kreacyjnym charakterem działania),
a w Polsce także kuligów. Obchody te cechuje również zróżnicowanie regionalne; mimo form powtarzalnych zawierają odrębne treści, postacie,
dekoracje, maski, przebrania, oprawę muzyczną, stanowiąc tym samym
wyraz tożsamości i spoistości lokalnej wspólnoty. Świętowanie karnawału,
którego zasadniczym powodem jest ostatnia możliwość spożywania mięsa
i jego pożegnanie, należy do najstarszych tradycji w Europie i sięga X wieku. W Polsce najdawniejsze, choć szczątkowe i pośrednie świadectwa o zachowaniach i zwyczajach tego okresu pochodzą z początku XV wieku z dokumentów kościelnych, nie jak dotąd uważano w literaturze etnograficznej,
z końca XVII stulecia1. Jednak nadal nie ma zadowalającego wyjaśnienia
– zapust, zapusty, ostatki, tj. ostatni tydzień, poczynając od tłustego czwartku, lub ostatnie 3
dni przed Środą Popielcową”; znaczenie wyrazów mięsopust i karnawał badacz ten utożsamia.
1 Por. W. Dudzik Karnawały w kulturze, Warszawa 2005, s. 14–15. W pracy tej badacz zajął
się problematyką genezy, źródeł, historii i form świętowania karnawału w Europie i w Polsce,
a także poglądów i badań na ten temat, tj. m.in. antycznej proweniencji karnawału, jego związku
z przedchrześcijańskimi kultami płodności wobec przesilenia zimowo-wiosennego, dydaktycznego wykorzystania karnawału przez kościół przed nadchodzącym postem itd., opowiadając się za
prawdopodobieństwem synkretycznego wymieszania tych okoliczności sprawczych.

361

�genezy karnawału, a polskie badania w tej dziedzinie pozostają skromne
i – według Wojciecha Dudzika – ciągle nawiązują głównie do dorobku Kolberga i Glogera. Już w roku 1965 J. Krzyżanowski wskazywał: „Problematyka mięsopustu w Polsce, folklorystycznie i literacko bardzo bogata, czeka
na swego badacza”. Dudzik po 40 latach komentował, że stwierdzenie to
pozostaje aktualne, gdyż nie ma dotąd zarysu dziejów karnawału w Polsce1.
Okres ten ma jednak swoją bogatą literaturę dramatyczną. Z zachowanych
druków i rękopisów, tzw. kodeksów teatralnych, znane są karnawałowe
moralitety, intermedia, komedie mięsopustne, „sztuki bachiczne”, których
liczne ślady pozostały w twórczości ludowej2. Zyskały one największą
popularność w XVII wieku, choć wystawiane były wcześniej. Dramaty te
grywano w okresie karnawału, szczególnie w ostatki, najpierw w kościołach, później dla szerokiej publiczności także na jarmarkach, odpustach,
kiermaszach świątecznych, czasami i w karczmach. Miały charakter dydaktyczny: w perspektywie moralizatorskiej ukazywały antynomię światów
dobra i zła, grzechu i prawości, wizji zbawienia i potępienia, nieba i piekła,
walkę diabła i anioła o duszę bohatera, w satyrycznej – piętnowały i ośmieszały wady i ułomności: pychę, chciwość, pijaństwo, obżarstwo, rozpustę,
zalecając pokutę i przestrzegając przed karą wieczną. W sporze o wzorzec
życia szaleństwom czasu kończących się uciech karnawału i odwieszonych
norm, czyli „świata na opak” przeciwstawiona jest postawa powściągliwości
i sprawiedliwości, potrzeba wyrzeczeń i pokuty w nadchodzącym poście,
tj. powrotu do normy. Swoje odbicie tematyka ta znalazła w naszych popularnych komediach karnawałowych, wywodzących się z nurtu literatury sowizdrzalskiej, takich jak np. Mięsopust Abo tragicocomaedia na dni
mięsopustne, nowo dla stanów rozmaitych zabawy podana, ogłoszona
w 1622 roku.3 W tych utworach hulankom i pijatykom patronuje najczęściej – tak jak w całej Europie – Bachus, rzymski bóg wina, płodnych sił
natury i urodzaju. Typową dla sztuk bachicznych figurę rzymskiego bożka,
1

Tamże, s. 6, J. Krzyżanowski Słownik folkloru polskiego…, s. 232.
Zob. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce… s. 145–168 (autor omówił tam
kilkanaście moralitetów karnawałowych), A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 47–53,
Cz. Hernas Barok…, s. 180–184.
3 Tekst według wersji tego wydania zob. w: Polska komedia rybałtowska, oprac. K. Badecki, Lwów 1931, s. 397–463. Zob. też J. Lewański Komedia, w: Słownik literatury staropolskiej.
Średniowiecze. Renesans. Barok, pod red. T. Michałowskiej, przy udziale B. Otwinowskiej
i E. Sarnowskiej-Temeriusz, Wrocław 1990, s. 376–377.
2

362

�w wersji sarmackiej, „w kontuszu”1, utrwaliła też polska literatura okresu
renesansu, a zwłaszcza baroku. Nawiązania do Bachusa jako patrona staropolskich uciech biesiadnych pojawiają się w poezji K. Miaskowskiego, autora satyry Mięsopust polski, w utworach S. Klonowica, W. Kochowskiego,
W. Potockiego, J. A. Morsztyna, ale można je też znaleźć w utworach późniejszych, np. w Krakowiakach i Góralach, operze narodowej z librettem
W. Bogusławskiego, muzyką J. Stefaniego, wystawionej w 1794 roku.
Resztki dawnych świąt bachusowych, bachanaliów, odprawianych kiedyś
przez żaków krakowskich przetrwały również w zapustnych zabawach i zwyczajach ludowych, zwanych bachusami, bachuskami lub bekusami. Wiadomości o nich przekazał Kolberg, na którego powołuje się Windakiewicz:
Dziś jeszcze w Krakowskiem i Lubelskiem pojawiają po wsiach podczas karnawału kompanie chłopców nazywających się jak w XVI w. bachusami lub
bekusami. W Krakowskiem nie odgrywają już żadnej sztuki, tylko urządzają
rodzaj krzykliwej maskarady wiejskiej, natomiast w Lubelskiem ubierają jeszcze
tradycyjnego Bachusa, dając mu do ręki kwartę na kiju i sadzając go na beczce,
którą na sankach ciągną i do bogatych gospodarzy z nią zajeżdżają2.

W materiałach niewydanych za życia Kolberga zachowało się podobne
świadectwo z podbeskidzkiego Jordanowa z połowy XIX wieku. Tam we
wstępną środę również odbywały się bachuski: przebrany za Bachusa parobek usadowiony na beczce obwożony był na saniach lub wozie ciągnionym
przez „baby, wdowy, które się jeszcze nie wydały” do karczmy w orszaku
innych przebierańców – Żydów, Cyganów, Turków3. Z kolei bachuski spod
Krakowa to w „ostatnie dni mięsopustu” obchodząca wsie charakterystyczna trójka, która śmieszy i straszy: tzw. Zapust, personifikacja polskich zapustów, w wywróconym kożuchu przepasanym powrósłem, w czapce tekturowej, ustrojonej wstążkami, papierem kolorowym i choiną, z toporkiem
drewnianym i dzwonkiem, w towarzystwie Profesora z oślą głową i Dziada
z koszykiem na podarunki. Ów Zapust przedstawia się w odwiedzanych
1 Por. G. Godlewski Bachus w kontuszu. Z dziejów motywu alkoholu w literaturze polskiej, Ciechanów 1989.
2 S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 167; zob. O. Kolberg Krakowskie
cz. I (DWOK T. 5), s. 263–264 oraz Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 113–114. Por. też M. Szyjkowski Dzieje komedii polskiej w zarysie, Warszawa 1921, s. 8–9.
3 O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 90, relacja Kolberga za „Gwiazdką
Cieszyńską” 1856, nr 2.

363

�domach jako „mantuański książę”, który przychodzi „z dalekiego kraju”,
opisywanego w sposób absurdalny jako „świat na opak”. Prezentacja ta ma
zadziwiać słuchaczy, podnosić rangę przybysza, a jednocześnie rozśmieszać
niedorzecznością opisu. Kolberg przedstawia bachuski w Krakowskiem
w dwu relacjach pt. „Zapust” z podkrakowskich wsi (z Modlnicy i z Nowej Wsi), przytaczając przy tym teksty komicznych oracji1. Znany także na
Kurpiach Zapust przybywa tam z kolei jako przebrany jeździec na koniu,
„osypuje popiołem głowy komornic i miotłą je wygania, obróciwszy się
zaś do gospodyni, wywraca naczynie z wódką, popiołem zasypuje jej oczy
i gasi światło. Taki to koniec zapust i początek wielkiego postu”. Wokół tego
w izbie toczy się dialog gospodyń i komornic2.
Jest to więc kolejny przykład widowiskowego charakteru zwyczaju, a zarazem zabawy karnawałowej, który uchwycił Kolberg, koncentrując się
w opisie na elementach zamierzonej teatralizacji, tj. na rolach, funkcjach, kostiumach i rekwizytach przebierańców, zachowaniach uczestników i widzów.
Na uwagę zasługują też pod tym względem opisy Kolberga przedstawiające kuligi, dawną staropolską zabawę, wprawdzie szlachecką, nie ludową,
ale należącą do polskiej, ginącej już wówczas tradycji. Mowa tu o takiej
formie kuligu, która miała swój wyraźnie steatralizowany charakter, z przyjętym z góry scenariuszem, nie zaś o innej jego postaci, tj. o hulaszczej zabawie przenoszącej się od dworu do dworu, tak jak ludowy Zapust z chaty do
chaty. Kulig, uznawany za „najbardziej oryginalną praktykę staropolskiego
karnawału”, miał interesującą stronę widowiskowo- teatralną, ważną dla
wszystkich praktyk karnawałowych, na którą składała się przede wszystkim inscenizacja wesela krakowskiego według ustalonego scenariusza. Kolberg zgromadził kilka opisów tego karnawałowego zwyczaju. O tej jego
dokumentacji na tle innych literackich opisów Wojciech Dudzik pisał:
Inaczej u Kolberga; zgromadzone przez niego materiały koncentrują się przede
wszystkim na teatralnym aspekcie kuligu i przedstawiają przebieg wesela krakowskiego z podziałem na role, a nawet z przytoczeniem tekstów i weselnych oracji3.
1 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 263–268. Źródłem opisu tego zwyczaju
i oracji z Modlnicy były J. Konopki Pieśni ludu krakowskiego…, s. 66–67, zaś z Nowej Wsi –
W. L. Anczyca Obrazy krakowskie z „Tygodnika Ilustrowanego” 1862, nr 132, s. 138–139.
2 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 124–125. Zob. też „Bachusy”, Mazowsze
cz. V (DWOK T. 28), s. 78 oraz Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 92–93.
3 W. Dudzik Karnawały w kulturze…, s. 83 (o kuligach i ich dokumentacji u Kolberga, zob.
tamże, s. 78–94).

364

�Pierwszą relację, w dwu dopełniających się wersjach opisów opublikował Kolberg w części I Krakowskiego1, rozpoczynając ją słowami: „Kulig
w czasie zapust odbywany po dworach szlacheckich jest, jak wiadomo,
tańcującą zabawą, przedstawiającą dramatycznie jakoby obrzęd wesela
krakowskiego”. Dwa kolejne opisy z jego zbiorów, niewydane za życia autora, pochodzą z Sądecczyzny i z Rzeszowskiego; oba zaczerpnięte zostały
z artykułów w „Czasie” z 1867 roku i wydane odpowiednio w części I monografii Góry i Podgórze oraz w Tarnowskiem-Rzeszowskiem2. W opisach
tych uwzględnione zostały poszczególne epizody wędrującego od dworu do
dworu kuligu i towarzyszące im zwyczajowe praktyki, przebieg wesela, role
jego uczestników i funkcje urzędników weselnych, ich zachowania, kostiumy, przebrania i rekwizyty, a także mowy weselników (Starosty, Organisty,
Bakałarza, Żyda), wreszcie oprawa śpiewno-taneczna, niekiedy z podaniem
tekstów krakowiaków, z wyszczególnieniem rodzajów tańców i składu kapeli. Kilka pomniejszych opisów kuligu znaleźć można jeszcze w innych
tomach regionalnych Kolberga3.
Wśród ludowych widowisk zapustnych jedno z najoryginalniejszych
i unikatowych w Polsce odgrywane było i jest do dziś w Jedlińsku pod
Radomiem. Kolberg udokumentował wtórnie jego tekst pt. „Ścięcie Śmierci w Jedlińsku w kusy wtorek”, przejmując scenopis z trudno dziś dostępnego warszawskiego kalendarza, gdzie opublikował go w 1867 roku
wieloletni, zasłużony dla historii parafii i miasta proboszcz Jedlińska, Jan
Kloczkowski4. Spisał on i zredagował ów tekst w wersji wierszowanej,
zaś kilka lat wcześniej, w 1860 roku, podał informację o tym dramacie 5.
Treścią widowiska jest pojmanie Śmierci za miastem, gdzie usnęła po
1

Zob. O Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 252–260.
Zob. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 79–89 oraz Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 74–77. Źródłem tych opisów były artykuły [F. Marszałkowicza] Kuligi
[w Sądeckiem], „Czas” 1867, nr 57–58 oraz W… Kulig szlachecki w Rzeszowskiem, tamże, nr 61.
Z tekstów wynika, że autorami wspomnianych relacji, podobnie jak krakowskiej, byli uczestnicy tych hucznych kiedyś w Polsce zabaw z ich schyłkowego okresu, tj. z I połowy XIX w.
3 Tj. w Kaliskiem (DWOK T. 23), s. 69–72 oraz w cz. I Mazowsza (DWOK T. 24), s. 118–119.
4 Zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement… (DWOK T. 77/I), s. 4–14. Tekst ten odpisał Kolberg z artykułu J. Kloczkowskiego pod tym samym tytułem (z uzupełnieniem Zabawa ludowa), zamieszczonego w „Kalendarzu na rok przestępny 1868” F. Kowalskiego, Warszawa 1867,
s. 140–152. Opis tego widowiska podał Kolberg w Radomskiem cz. I (DWOK T. 20), s. 305.
Por. też E. Antyborzec „Radomskie” Oskara Kolberga, w: Radomskie. Suplement… (DWOK
T. 77/I), s. XXXII oraz tamże (DWOK T. 77/II), s. 301.
5 J. Kloczkowski Drobiazgi.[Ścięcie Śmierci w Jedlińsku], „Gazeta Codzienna” 1860, nr 50.
2

365

�pijatyce w kusaki i zgubiła kosę, doprowadzenie jej na rynek i sąd (w osobach Burmistrza, Wójta i Ławników) nad „wielką zbrodniarką” i „rodu
ludzkiego straszną zabójczynią” oraz wykonanie wyroku przez Kata „czerwono ubranego”, który przedtem wygłasza mowę ostrzegającą przed karą
za czynienie zła i zaleca dobre życie. Śmierć nie jest kukłą; według opisu
Kloczkowskiego jest nią mężczyzna okryty czarną płachtą, z garnkiem
popiołu na głowie i kotem pod pachą, symbolizującym duszę Śmierci. Po
ścięciu skazanej mieczem (tj. „częścią zwierzchnią międlicy, która zowie
się piórem”), trup pada na rusztowanie, z garnka wysypuje się popiół
zamiast krwi, a dusza w postaci kota ucieka. Zwłoki obwożone są następnie po wsi, odbywa się zbiórka datków na pogrzeb, a w gospodzie, gdzie
dociera pochód, chłopiec przebrany za Anioła przestrzega zebranych, „że
chociaż Śmierć ścięli, ona ich wszystkich z tego świata sprzątnie”. Akcję
kończy pochówek Śmierci: „a skoro ją pochowają, kusaki sobie sprawiają”. Tekst jest rymowany, ogładzony literacko i uporządkowany, epizody
wyraźnie wyodrębnione, co jest prawdopodobnie wynikiem adaptacji
księdza Kloczowskiego, bezpośredniego i wieloletniego świadka widowiska. Rodowód „Ścięcia Śmierci” wyjaśniany jest różnie: m.in. jako pamiątka dawnych egzekucji katowskich, tzw. prawa miecza, które Jedlińsk
posiadał, będąc miastem (do r. 1869), jako ślad teatralnych przedstawień
żakowskich z XVII w., z czasu gdy w Jedlińsku była szkoła pod patronatem Akademii Krakowskiej, i – co najbardziej prawdopodobne – jako
typowy rytuał zapustny zabijania karnawału w ostatki 1. Przedstawienie
to wyróżnia się spośród innych zwyczajów karnawałowych swoją teatralnością i ustalonym scenariuszem, z zapisem obszernego tekstu, zindywidualizowanymi rolami oraz z czynnym uczestnictwem mieszkańców wsi.
Autor Ludu utrwalił więc wyjątkową tradycję zapustną, której żywotność
do dziś tak określa przywołany wyżej autor:
Jest też obecnie [„Ścięcie Śmierci”] jedynym w Polsce karnawałowym widowiskiem obrzędowym sensu stricto, a nie jednym z przedstawień wiejskich
teatrów, odgrywanych przez zespoły amatorskie na różnych przeglądach i festiwalach (a więc naśladujących obrzędy poza ich środowiskiem naturalnym
i poza przypisanym im czasem) w celu, jak się to mówi, podtrzymania tradycji,
1 Zob. W. Dudzik Karnawały w kulturze…, s. 95–101. Por. też J. Czajkowski Jedlińskie
kusaki, „Polska Sztuka Ludowa” R. 13: 1959, nr 3, A. Zieleziński Ścięcie śmierci w Jedlińsku,
„Rocznik Muzeum Radomskiego [za] rok 1978”, Radom 1979, s. 65–108.

366

�w rzeczywistości zaś oderwanych już od swych korzeni i zachowujących tylko
zewnętrzną formę dawnych praktyk1.

Dudzik wysoko ocenił dokumentację praktyk karnawałowych zebraną
przez „niezawodnego” Kolberga, uznając, że „rejestrował je skrupulatnie”
i że materiał ten jest wiarygodny2.
W opisywanych w poszczególnych monografiach zwyczajach wielkopostnych i wielkanocnych Kolberg skupia się również na ich stronie symbolicznej i obrzędowo-widowiskowej, natomiast pełnych zapisów dramaturgicznych w tej części jego dokumentacji nie znajdujemy. Jak stwierdzają badacze, ze starego i bogatego repertuaru wielkanocnego pozostało już
wówczas w środowisku wiejskim niewiele śladów. M.in. S. Windakiewicz
pisał:
Widowiska pasyjne nie zakorzeniły się tak silnie u ludu jak misteria na Boże
Narodzenie, bo przedstawiały trudności techniczne i miały wielu nieprzyjaciół
[…] Wobec tego nieprzyjaznego usposobienia klas wpływowych nic dziwnego,
że u nas pamięć o przedstawieniach pasyjnych prawie zaginęła3.

Kolberg nawiązuje jednak często do dawnej i bardzo bogatej tradycji
dramaturgicznej związanej z liturgią tych okresów4, informując – często
za źródłami starszymi – o dramatyzacjach na temat wydarzeń ewangelicznych Wielkiego Tygodnia i o popularnych zwłaszcza w baroku pasyjnych
i rezurekcyjnych oficjach dialogowanych, z których najtrwalsze okazały się
sceny procesji Niedzieli Kwietnej, lamentów Maryi, zdrady Judasza, zejścia
do otchłani, rezurekcyjna i zjawienia się w Emaus5. O obchodach Kwietnej
Niedzieli i wzorowanych na średniowiecznym dramacie liturgicznym procesjach na pamiątkę wjazdu Chrystusa do Jerozolimy pisał m.in. w Krakowskiem, z komentarzem, że „dziś zwyczaju tego w Krakowskiem nie ma”,
oraz w części I Mazowsza:
1

W. Dudzik Karnawały w kulturze…, s. 96. Autorowi temu fakt publikacji tekstu widowiska w suplemencie radomskim Kolberga (DWOK T. 77/I), który to tom ukazał się tak jak jego
praca w 2005 roku, nie był znany.
2 Tamże, s. 95 i 84..
3 S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce… s. 110.
4 Zob. tamże, s. 57–112, A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 53–57, T. Szostek Dramat
liturgiczny, w: Słownik literatury staropolskiej. Średniowiecze. Renesans. Barok…, s. 169–171.
5 A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 54.

367

�Dawniej […] grywane były dialogi o Męce Pańskiej. Jeden z nich, dominikański, zaczynał się od wjazdu w dniu tym Zbawiciela do Jerozolimy, a kończył
się we środę pochowaniem jego. Kraków i Częstochowa były stolicą aktorów
Męki Pańskiej, którzy z przenośnym teatrem jeździli po miastach, a nawet po
wsiach […]”1.

Podobnie informował w Kieleckiem o dawnych procesjach Niedzieli
Palmowej i o wystawianych w Wielki Tydzień dialogach o Męce Pańskiej, przeplatanych intermediami, oraz w Poznańskiem o przedstawieniach Męki Pańskiej urządzanych na scenie klasztornej przez uczniów
Kolegium jezuitów w Poznaniu2. A o przedstawieniach wielkopiątkowych
czytamy:
Dawniej był to dzień najliczniejszych nabożnych widowisk. Słynęły długo dialogi wielkopiątkowe Mrzygłodowicza: Zdrada Judasza, Zaparcie się Piotra, Skarga
ludu, Zeznania fałszywych świadków, Sądy Kajfasza, Annasza i Piłata3.

Utrwalił też Kolberg nie tylko wiadomości z dawnych źródeł, ale też
niektóre pozostałe jeszcze fragmenty tej najstarszej w Polsce wielkanocnej
dramatycznej twórczości popularnej, jej relikty w folklorze. Należą tu stanowiące zapewne ślad dawnych misteriów pasyjnych lamentacyjne śpiewy
wielkotygodniowe, takie jak opublikowana w Radomskiem „Smutna rozmowa Duszy z żałosną Matką nad Synem swym ubolewającą” i kilka „starodawnych” pieśni z tego okresu4, wśród pieśni wielkopostnych w Kaliskiem
np. „Rozmowa Matki Bolesnej pod krzyżem (dialog)”5, fragment XV-wiecznego tekstu przedstawiającego „boleść Matki Bożej” oraz stara pieśń śpiewana
w Czerskiem przy wiosennym obchodzie kogutka w drugie święto Wielkanocy6, a może i dialog zapisany przez Kolberga z zachowaniem cech gwarowych
w Szczawnicy pt. „Przeżegnanie w Sobotę Kwietną, jak się Maryja z Jezusem
1 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 273–274, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 130.
2 O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 48, W. Ks. Poznańskie, cz. I (DWOK T. 9), s. 132.
3

O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 134–135. Mowa o Krzysztofie Mrzygłodowiczu, pisarzu miejskim z Żywca, żyjącym w I połowie XVII w.
4 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 96–97, nr 28, s. 97–98, nr 30, s. 102–103,
nr 40. Zwrócił na to uwagę S. Windakiewicz (Teatr ludowy…, s. 74), który pisząc o dawnych
przedstawieniach w Wielki Post, stwierdzał, że te radomskie teksty „dosłownie z naszych [wielkotygodniowych] dewocji wykrojono”.
5 O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 76. Por. też A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 57.
6 O. Kolberg Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. 135 i 144–145, nr 47.

368

�rozłącała”1. Dalekim śladem epizodu – sceny z Judaszem może też być ginący
już wówczas zwyczaj włóczenia jego kukły po ulicach i placach, znany na
Mazowszu, ale i w Krakowskiem (judaszki), a reliktem sceny złożenia do grobu – wystawianie rzeczywistej straży (np. w strojach rzymskich) przy grobach
Chrystusa w kościołach Krakowa i innych miejscowości2.
Wreszcie jako świadectwo dawnej tradycji zwyczajowo-widowiskowej
wspomniał Kolberg o tzw. gregoriankach, żakowskim święcie w dniu św.
Grzegorza (12 marca), z obchodem uczniów przebranych za biskupa, księży
i sługę kościelnego, znanym np. w Jedlni pod Kozienicami czy pod Krakowem, który był ogniskiem tej tradycji3, oraz o podkrakowskich obchodach
tzw. pucherów i koniarza w Kwietną Niedzielę4, a w drugi dzień Wielkanocy chodzeniu z „barankiem, czyli traczem”, gdzie indziej „po dyngusie”,
z przebierańcami5. Przytoczył przy tym przykładowo wygłaszane wówczas komiczne kazania i oracje, m.in. z XVII wieku, nawiązujące do starego
szkolnego folkloru żakowskiego oraz do dawnych wzorców komediowych
i konceptów retoryki sowizdrzalskiej. W cyklu powielkanocnym na widowiskowym scenariuszu opierały się też otoczone pietyzmem ze strony kościoła procesje Bożego Ciała, które badacz opisywał, odwołując się również
do świadectw wcześniejszych6.
Charakter widowiskowy i niektóre cechy ludowego teatru ulicznego
mają też – jak już wspomniano – inne zwyczaje, obrzędy i zabawy ludowe,
wiejskie i miejskie, jak np. konik zwierzyniecki, tradycyjna, dawna zabawa
cechowa włóczków (flisaków) z krakowskiego Zwierzyńca w oktawę Bożego Ciała, z harcującym na drewnianym koniku włóczkiem, przebranym
1

O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 91–93.
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 279–280, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24),
s. 131–132 i 134. Zob. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 110–112, A. Fischer
Polskie widowiska ludowe…, s. 54.
3 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 99, Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 272–273.
Zob. R. Gansiniec Gregorianki, „Pamiętnik Literacki” 1954, T. 45, nr 2, s. 385–426 (s. 407–426:
„Polskie Gregorianki”).
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 274–278 oraz s. 366–369 („Przypisy”, tam
teksty gregorianki i oracji pucherowych pochodzące z XVII w.; materiał Kolberga głównie
za J. Konopką (Pieśni ludu krakowskiego…, s. 71 –79 oraz s. 141–143).
5 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 283–288 (za J. Konopką i W.L. Anczycem),
W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 137.
6 Zob. m. in. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 297–301, Mazowsze cz. (I DWOK
T. 24), s. 162–166, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 132–133.
2

369

�za Tatara trzymającego buławę z sierści1. Ten dawny lokalny zwyczaj, jak
wiele podobnych tradycji, nie ma jednak swojego ustalonego scenariusza
rozpisanego z podziałem na zindywidualizowane role ani zaplanowanej inscenizacji, a także nie posiada dramaturgicznego zapisu.
Natomiast spełniającym te warunki obrzędowym widowiskiem lokalnym, o którym należy jeszcze wspomnieć, jest kaszubskie „Ścinanie
kani”, związane z uroczystością świętojańską, wyjątkowy dramat ludowy
o dyskusyjnej genezie. Jego tekst opublikował Kolberg wtórnie za Hilferdingiem, którego wspomnianą rozprawę Ostatki Sławian… wraz z tym
jej fragmentem przełożył, a który z kolei powołał się w swoim tekście
na relację wybitnego badacza i znawcy Kaszub, F. Cejnowę 2. W przedstawieniu tym, odbywającym się w „niektórych wsiach kaszubskich” w dniu
św. Jana Chrzciciela, biorą udział: Sołtys, Leśniczy z pochwyconą przez
siebie kanią, Kat wykonujący na ptaku rytualną egzekucję i uczestniczący w obrzędzie Lud. Po odczytaniu wyroku śmierci obwiniającego kanię
o wszelkie zło Kat wykonuje swoją powinność na skazanym ptaku, po
czym następuje uroczysty pochówek. Gwarowy tekst przemowy Sołtysa do zebranych i do skazanej kani oraz jego dialogu z Katem sprawia
wrażenie tekstu okrojonego, fragmentarycznego w stosunku do poprzedzającego opisu widowiska. Według jednych badaczy jest to zaniechany
od dawna obrzęd sobótkowy bądź odprawiany w Zielone Świątki, stanowiący „dokument prawa zwyczajowego zamierzchłych czasów, a zarazem
fragment egzekucji, która niegdyś rozgrywała się publicznie”, przy czym
kania grała tu rolą podstawioną zamiast winowajcy. Według innych opinii kanię, będącą na Kaszubach uosobieniem zła (jako ptak drapieżny
dziesiątkowała chłopom drób), należało symbolicznie unicestwić, a według jeszcze innych zwyczaj ten należał do „wielkiej rodziny związanych
z magią, a może pierwotnie i kultem, których celem było zapewnienie
wegetacji i płodności”3, właściwych dla okresu przesilenia letniego. Naj1

O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 301–307.
Zob. O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 371–373 (cz. II tomu zawiera przekład pracy
Hilferdinga). Cejnowa opublikował taki sam, ale polski tekst tego widowiska wraz z jego opisem w artykule pt. Świętojanki, czyli Sobótki, w „Nadwiślaninie”, Chełmno 1851, nr 19 (opis
jest tam bardziej rozbudowany i są w nim różnice w stosunku do wersji Hilferdinga).
3 L. Bielawski, A. Mioduchowska Ścinanie kani, w: tychże Kaszuby. Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, T. 2, Warszawa 1997, cz. I Pieśni obrzędowe, s. 93–94. Zob. też
J. Treder Zwyczaj i widowisko „Ścinania kani” w etnologii i literaturze, Wejherowo 2012.
2

370

�prawdopodobniej jednak wyrażać miał przestrogę dla widzów, że za złe
czyny mogą być też ukarani; odczytywany wyrok nawiązywał do spraw
społeczności wiejskiej.
Podkreślić należy na koniec wagę istotnych w tym materiale Kolberga
poświadczeń historycznych – niekiedy także podawanych za wcześniejszymi źródłami drukowanymi – dawnej bogatej tradycji obchodów karnawałowych, wielkopostnych i wielkanocnych, której dramatyczne, teatralne
formy zanikły. Do cytowanych wyżej przykładów dodać można jeszcze dwa
charakterystyczne: z Mazowsza – o dawniejszych zabawach zapustnych
oraz z Krakowskiego – o dawniej obchodzonych ostatkach:
Dawniej do tych zabaw zapustnych należały dialogi, które żaki szkolne wyprawiały z intermediami na teatrach ku temu wystawionych lub po domach
prywatnych, zwano je komedyja, a po łacinie od czasu zapustnego bacchanalia. Wystawiały dialogi przypadki z dziejów […] Ale najwięcej bawiły krotofilne
intermedia, które akt jeden komedii od drugiego oddzielały […].
Aby odmienić i powiększyć zabawę, przebierano się za dziadów i baby, Żydów
i Żydówki, Cyganów i Cyganki i grano komedie, przerywając je śmiesznymi
intermediami1.

Jak już wspomniano, badacz niejednokrotnie informował też w kolejnych monografiach o powszechnie urządzanych dawniej widowiskach
w okresie Wielkiego Postu, Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy.
Ciekawym przyczynkiem, ilustrującym zainteresowanie Kolberga dawnymi intermediami i ciągłością tradycji teatru ludowego, poza publikowaną dokumentacją badacza w tym zakresie, może być pewien epizod. Otóż
w roku 1882 przedstawił on Akademii Umiejętności przepisane przez siebie
z dawnego rękopisu, tzw. kodeksu konopczańskiego, cztery „dialogi” (fragmenty?) z zawartych tam intermediów frantowsko-błazeńskich. Ten cenny
rękopis pt. Dyalogi starożytne z XVII wieku, będący wówczas w posiadaniu Biblioteki Nowina Konopków, tj. Tadeusza Konopki w Mogilanach,
spadkobiercy Józefa, Kolberg wykorzystał – jako wówczas łatwo dla niego
dostępny – sporządzając kopię owych „dialogów” z zamiarem zainteresowania Wydziału Filologicznego Akademii tym zabytkowym dokumentem
i – jak to uznali późniejsi badacze – jednym z naszych podstawowych
1 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 120 oraz Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 262.

371

�i najciekawszych „zbiorowych kodeksów teatralnych”. Zapewne w ten sposób autor Ludu chciał się włączyć w prace Komisji Językowej tego Wydziału prowadzone nad gromadzeniem wypisów źródłowych do planowanego
słownika staropolskiego1.
W materiale Kolberga dotyczącym widowisk ludowych, wyrażających
i utrwalających ważne aspekty symboliczne tradycji kulturowej, można
więc wyróżnić dwie warstwy. Pierwszą – najcenniejszą – stanowi dokumentacja tekstowa, która przynosi nieliczne wprawdzie, ale konkretne, regionalnie przypisane scenariusze widowisk, na drugą składają się rozsiane
w poszczególnych monografiach różnorodne, niekiedy niezwykle cenne opisy, informacje rzeczowe, wskazówki źródłowe i historyczne, filiacje i paralele tekstowe, poświęcone tej dziedzinie ludowej literatury. Należałoby je
metodycznie zebrać i usystematyzować, by dokonać pełnej specjalistycznej
oceny znaczenia dokumentacji Kolberga jako źródła do dziejów teatru ludowego oraz jako świadectwa kulturowej sfery symbolicznej, składającej
się na tradycję regionalną i narodową.

1

Rękopis ten znajduje się obecnie w zbiorach Biblioteki Ossolineum we Wrocławiu (sygn.
6709 I). Pod nazwą kodeks konopczański opisał go S. Windakiewicz w pracy Teatr ludowy…
(s. 17), analizując zawarte w nim kilkanaście sztuk teatralnych w większości z roku 1627, ale
i z lat późniejszych XVII w., a wśród nich cztery intermedia (s. 190–206). Zapewne te ostatnie, nazwane „dialogami”, skopiował Kolberg z tego wówczas dostępnego rękopisu w Modlnicy i przedłożył je Akademii. Wskazuje na to fakt, że zachował się fragment kopii Kolberga
(rkp. Arch. PTL, teka 13, sygn. 1191/1, k. 4; brulion?) jednego z nich pt. Trzej stryszy i balwierz
(w rkp. Ossol. obecnie k. 69–81, u Windakiewicza omówienie dramatu na s. 191–192); por.
O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (T. 73/III), s. 215. Intermedium to opublikowane zostało
w: Literatura mieszczańska w Polsce od końca XVI do końca XVII w. Opracowali K. i H. Budzykowie i J. Lewański, T. II, Warszawa 1954, s. 373–382 (z informacją, że zapisano je w tzw.
kodeksie konopczańskim, a przejęte zostało z teatru szkolnego jezuitów poznańskich, gdzie
nosiło tytuły Wyprawa na brody, Wyprawa do Kiszkowa, o czym wcześniej pisał już S. Windakiewicz na s. 17). Przekazanie Akademii tych odpisów Kolberga odnotowane jest w sprawozdaniu z posiedzenia jej Wydziału Filologicznego w dniu 18 kwietnia 1882 r. (zob. „Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. X: 1884 [!], s. IV. Postanowiono wówczas o weryfikacji
wersji tekstu Kolberga z oryginałem, po użyczeniu go przez właściciela. O dalszych działaniach
w tym zakresie brak jednak informacji. Z kodeksu konopczańskiego pochodzą także oracje
wspomniane wyżej, a opublikowane przez Kolberga za J. Konopką w cz. I Krakowskiego (por.
też S. Windakiewicz Teatr ludowy…, s. 17).

372

�Oracje
Z obrzędowością rodzinną i zwyczajami dorocznymi ściśle związane są
również oracje towarzyszące ich celebracji i eksponujące rangę uroczystości. Okolicznościowe przemowy wygłaszane są bezpośrednio do członków
wspólnoty, do szerszego audytorium słuchaczy, których zgromadziła uroczystość rodzinna, świąteczna lub zwyczajowo-zabawowa, do uczestników
ceremonii obrzędowych i dorocznych, a więc skierowane są „na zewnątrz”,
ku odbiorcy zbiorowemu. Zgodnie ze swoją rolą w folklorze – pełnią także
w materiałach Kolberga funkcję przypisaną ściśle do określonej sytuacji
wykonawczej, są w jej kontekst uwikłane, nie były więc przez niego traktowane jako samodzielne obiekty badań i publikacji, lecz jako organiczny element opisywanych uroczystości. Do wyjątkowych sytuacji, nawet
w prymarnych rękopisach terenowych, należy zapis pojedynczych, osobnych mów; jest to wyraźnie wynik okazjonalnej, dodatkowej rejestracji,
a nie wyboru badacza.
Ludowe oracje weselne i pogrzebowe, kolędnicze, zapustne, kuligowe
itd. – jako integralna część obrzędów rodzinnych oraz zwyczajów i zabaw
dorocznych – mieszczą się więc zawsze w materiałach Kolberga w ramach
opisywanych obchodów ludowych uroczystości. Geneza tych tekstów prowadzi do staropolskiej obyczajowości szlacheckiej i szkolnej, skąd przeniknęły do społeczności wiejskich, odpowiednio tam zaadaptowane i przekształcone, choć często z wyraźnymi śladami dawnego rodowodu, kaznodziejskiego tonu i barokowej retoryki. Obowiązujące w dawnym kanonie
kultury szlacheckiej, rozpowszechniane były także w środowisku szkolnym;
jednym z najstarszych zbiorków takich oracji były S. Skoreckiego Deklamacje na dzień wielkanocny dla ćwiczenia pacholąt szkolnych (Kraków
1591), a szczególnie popularne stały się w XVII w. przez licznie publikowane wówczas podręczniki oratorskie w rodzaju K. Sakowicza Przedmowy
aktom weselnym i pogrzebnym służące (Jarosław 1626), A. Wosińskiego
Przemowy weselne i pogrzebne (Kraków 1625) czy wielokrotnie wznawianą M. Filipowskiego Spiżarnię aktów rozmaitych, przy zalotach, weselach, bankietach, pogrzebach… (Kraków 1632)1.
1

O staropolskim oratorstwie weselnym zob. M. Trębska Staropolskie szlacheckie oracje
weselne. Genologia, obrzęd, źródła, Warszawa 2008 (seria: Studia staropolskie Series Nova).
Autorka dokonuje przeglądu źródeł, charakteryzuje różne gatunki oracji weselnych, a za kryterium podziału genologicznego uznaje „okoliczność”, tj. moment wesela, w którym przemowa

373

�Anna Wieczorkiewicz, analizując gatunek z pozycji antropologa kultury i eksponując jego cechy charakterystyczne, proponuje na tej podstawie
definicję:
Oracja ludowa byłaby więc dłuższym tekstem monologicznym, zwróconym do
grona słuchaczy, związanym z określoną sytuacją, głównie o charakterze obrzędowym. Cechowałaby się ponadto wyodrębnieniem z całokształtu działań,
wysokim stopniem apelatywności i formulicznością”1.

Podobnie wyjaśnia ten termin Julian Krzyżanowski i Teresa Brzozowska2 – obydwoje z naciskiem na przekaz do grona słuchaczy i związek
z „okolicznością” obrzędową; można więc te oba społeczne aspekty przemów ludowych uznać za cechy determinujące. Jan Adamowski podkreśla
z kolei charakter życzeniowy oracji obrzędowych jako rodzaju „wypowiedzi życzeniowych”:
Jednakże w tradycyjnej kulturze ludowej inny jest generalnie status wypowiedzi
życzeniowych. Nie mają one tam charakteru zewnętrznego, dekoracyjnego, a są
niezbywalnym elementem zachowań na równi z czynnościami3.

W zbiorach Kolberga najwięcej jest oracji weselnych, które towarzyszą
rozmaitym momentom obrzędu, począwszy od starań o rękę dziewczyny do
zakończenia uroczystości przenosin. Są one ściśle powiązane nie z samym
obrzędem, lecz z symbolicznym znaczeniem poszczególnych weselnych aktów i okoliczności, z konkretną czynnością symboliczną w jego trakcie.
Pełnią więc różne funkcje w ramach ceremonii, a to z kolei warunkuje ich
inny kształt formalny i treściowy. Najczęstsze w zapisach wesel Kolberga są
przemowy przy zaprosinach na wesele (czwartkowych i sobotnich), przed
jest wygłaszana. Zob. też B. Nadolski Oratorstwo staropolskie, w: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, T. II, red. J. Krzyżanowski, Cz. Hernas, Warszawa 1985, s. 87–88.
1 A. Wieczorkiewicz Słowo i gest. Dwa warianty weselnych zaprosin, „Etnografia Polska”
T. XXXV, 1991, z. 1, s. 87. Autorka wyróżnia zależnie od sytuacji „oracje cyklu rocznego i związane z życiem rodzinnym (weselne i pogrzebowe)”, przy czym weselne dzielą się dalej „zależnie
od miejsca w obrzędzie” (s. 87). Zob. też K. Sikora Życzenie w gwarze i kulturze wsi, Biblioteka
„LingVariów” T. 29, Kraków 2020, s. 296.
2 J. Krzyżanowski Oracja, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 282–283, T. Brzozowska Oracja ludowa, w: Literatura polska. Przewodnik…, T. II, s. 87.
3 J. Adamowski Ludowe sposoby składania życzeń (słowo w kontekście kultury), „Język
a Kultura”, T. 6: Polska etykieta językowa, Wrocław 1992, s. 98.

374

�wyjazdem do ślubu i po powrocie z kościoła, przed i po błogosławieństwie
rodziców, a także przed obiadem i w trakcie ucztowania, przy rozdawaniu potraw, na zakończenie wesela i przed przenosinami panny młodej.
Wierszowane oracje weselne wygłasza najczęściej starosta weselny lub
starszy drużba. Ich stałym elementem, zwłaszcza przy rodzicielskim błogosławieństwie narzeczonych, są pouczenia moralne dla młodych, typowe
dla rytuałów przejścia, oraz życzenia formułowane w imieniu wspólnoty
i zarazem określające jej hierarchię wartości odniesioną do Boga i wiary,
w myśl których praca wyznacza sens życia, a zbawienie i życie wieczne
jego cel. Życzenia zdrowia, szczęścia, dostatku, pomyślności utożsamiane
są w tych przemowach ciągle z łaską i opieką Bożą. Jak podkreślił badacz
tekstów życzeniowych, Kazimierz Sikora, jest to wyraz ludowego zakorzenienia w sacrum1. Obrzęd zaślubin i życzenia dla młodych kreują więc
w ten sposób przyszłość wspólnoty zgodnie z moralną normą zbiorową
i służą jej zachowaniu. Do stałych składników oracji weselnych i zabiegów
retorycznych należy też uzasadnianie małżeństwa historią Adama i Ewy2,
następnie wyliczanie przysmaków weselnej uczty oraz wezwanie uczestników do zabawy, przypominające jednocześnie ich zadania i obowiązki.
Najwięcej takich oracji znaleźć można w monografii Wielkopolski, regionie, gdzie były bardzo rozpowszechnione3. Tam w części I–III opublikował
ich Kolberg kilkadziesiąt, jako przynależne do scenariuszy kilkunastu wesel
z różnych stron regionu i wygłaszane w czasie różnych aktów obrzędu,
niekiedy w nim rozczłonkowane i tworzące nawet część dominującą w stosunku do pieśni4. Obok akcentów religijnych, powtarzających się wezwań
i odwołań do Boga, Jezusa, Maryi i świętych pojawiają się w tych
1

Zob. K. Sikora Życzenia w gwarze i kulturze wsi…, s. 304–306. Dla przykładu autor przytacza tu oracje weselne w Sandomierskiem (DWOK T. 2), s. 29–30, Kujawach (DWOK T. 3),
s. 314–315, W. Ks. Poznańskiem cz. II (DWOK T. 10), s. 305–308, 322–324. Zob. też m.in. tamże,
s. 308–309, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 173, Pomorze (DWOK T. 39), s. 82–83, 113, Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 116–118. (O życzeniach i oracjach weselnych w pracy Sikory,
s. 289–308).
2 Zob. np. Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 252, 263, 281, 312, W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK
T. 10), s. 306, cz. III (DWOK T. 11), s. 85, 170–171, 204, Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. 276,
Pomorze (DWOK T. 39), s. 85.
3 Por. Z. Staszczak Wielkopolskie przemawianie obrzędowe, Poznań 2002 [seria:] „Wielkopolskie Zeszyty Folkoru” 1/2002.
4 Zob. np. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 67–75 (wesele z Mielżynka
z 1859 r.)

375

�przemowach także koncepty komiczne. I tak np. przy serwowaniu kolejnych potraw w czasie obiadu drużba „sadzi się przy tym na rozmaite przymówki i żarty” i w ten sposób zaprasza:
[…] na ten żur/, co trzy lata w dzieży gnił,/ na te leloski (flaki),/ co trzy lata w d…
nosiły jałoski,/ na ten Boski dar,/ co go Pan Bóg dał./ Jédzcie, pijcie, pozywajcie, /
po kiesonkach nie chowajcie,/ (tu dodaje żartobliwie:) bo będziemy rewidować/
i odebrane sami konsumować.

Lub w trakcie zaprosin drużby na wesele:
[…] na tego wieprzka paśnego, miotłą potrąconego/ i na parę kuropat, co ich
jastrząb nie dopad1.

Uroczysty, dydaktyczny ton bywa też niwelowany częstym zakończeniem formulicznym, przysłowiowym, z przeprosinami w rodzaju:
Tak, szanowni panowie ojcowie,/jeśliśmy się zmylili w téj przemowie/ albo
głupstwo powiedzieli,/ toć nam, prostakom, darujcie,/ bośmy lepiéj nie umieli./
Bośmy się tego nie uczyli w szkole,/ tylko za pługiem, przy cepach, w stodole2.

Niekiedy zamiast tekstów przemów Kolberg sygnalizuje jedynie w odpowiednim momencie opisywanego obrzędu, że oracja jest wówczas wygłaszana lub streszcza ją, czasami podaje odsyłacz do podobnego tekstu
w innym weselu. Co charakterystyczne, można również spotkać wzmianki,
że mów już się nie wygłasza, że są już nieznane lub rzadko używane3. Poza
Wielkopolską liczniejsze teksty oracji weselnych spotykamy m.in. w tomie
Mazury pruskie, gdzie cytowane są wezwy i wyprośki z okolic Olecka,
Lecu, Ełku oraz „od Szczytna”, a także z okolic Olsztynka i z Małych Jerut,
jak również w Pomorzu, gdzie znalazły się przemowy weselne z Łaszewa,

1 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 235 i 266, zob. też Kujawy cz. I (DWOK T. 3),
s. 289–291.
2 O Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 229. Zob. też m.in. Krakowskie cz. II
(DWOK T. 6), s. 32, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 277–278, Radomskie cz. I (DWOK T. 20),
s. 168, Pomorze (DWOK T. 39), s. 87, 111, Góry i Podgórze (DWOK T. 44), s. 124–125.
3 Zob.. m.in.. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 250, 252. cz. II ( DWOK
T. 10), s. 119.

376

�z powiatu toruńskiego i chełmińskiego oraz z opisu wesela bez bliższej
lokalizacji1.
Wiejskie oracje pogrzebowe, tzw. egzorty, dokumentowane stosunkowo
nielicznymi przekazami w literaturze etnograficznej, wyjątkowe są także
u Kolberga2. Określane przez Piotra Grochowskiego jako „ciekawy przykład gatunku funkcjonującego na styku tradycji ustnej i pisanej/drukowanej”3, teksty te mają literacki rodowód sięgający staropolskich kazań i mów
pogrzebowych. Układane w książkowym stylu nawiązującym do wzorów
drukowanych, najczęściej w formie prozatorskiej, mogły być zarówno czytane, jak i wygłaszane z pamięci po wyuczeniu się przez wykonawcę tekstu z odpowiedniego wzoru. Ich centralne wątki stanowiły skierowana do
uczestników ceremonii prośba oratora w imieniu zmarłego o przebaczenie
oraz słowa pożegnania i podziękowania. Obok tych składników głównych
pojawiają się także refleksje na temat nieodwracalności śmierci, ulotności
życia i nietrwałości dóbr ziemskich, niepewności pośmiertnych losów duszy
ludzkiej, konieczności naprawy życia i modlitwy za duszę zmarłego. Charakterystyczne są przy tym nawiązania do pieśni religijnych, Pisma św., kazań,
modlitwy i lamenty typowe dla obrzędu przejścia, rytualne formuły słowne,
ale i indywidualne elementy kompozycji, właściwe tekstom oralnym. Kolberg publikuje wprawdzie nieliczne teksty takich przemów, ale niejednokrotnie – podobnie jak w przypadku oracji weselnych – choć ich nie cytuje,
poświadcza, że są, były lub bywały wygłaszane, czasami je streszcza lub informuje o osobie oratora i momencie jego mowy w ceremonii pogrzebowej4.
Przemowy związane z obrzędowością doroczną i obchodami świątecznymi mają inny charakter i są bardziej zróżnicowane. Oracje kolędnicze
towarzyszą przede wszystkim steatralizowanym formom obrzędowym,
1

Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 105–108, 114–122, 489–491 oraz Pomorze (DWOK
T. 39), s. 81–83, 85–87, 110–113.
2 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), , s. 79, 219–221, Mazowsze
cz. III (DWOK T. 26), s. 94–95, Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 183, Sanockie-Krośnieńskie
cz. I (DWOK T. 49), s. 542.
3 P. Grochowski Oracje pogrzebowe na dawnej wsi polskiej, w: tenże Jarmark tradycji. Studia i szkice folklorystyczne, Toruń 2016, s. 20, cały tekst o tego rodzaju oracjach na
s. 15–35..
4 Zob. np. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 7–8, W. Ks. Poznańskie cz. II
DWOK T. 10), s. 79, przyp., s. 217, 221, 222, cz. III (DWOK T. 11), s. 164, Kieleckie cz. I (DWOK
T. 18), s. 63, przyp. 2, Łęczyckie (DWOK T. 22), s. 40, Kaliskie (DWOK T. 23), s. 122, 123, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 148–149.

377

�zwłaszcza takim jak tzw. „chodzenie” (z kolędą, z szopką, z gwiazdą, po
szczodrakach, z herodami, z turoniem, z niedźwiedziem, z kozą, z kobyłką, z bocianem, z kogutkiem, z gaikiem, „po pucherach”, po dyngusie itd.),
w trakcie kuligów, z okazji Popielca, Niedzieli Palmowej, Poniedziałku
Wielkanocnego, wiosennego maiku itd. Jako element zimowego, zapustnego
i wiosennego kolędowania obrzędowego teksty te, specjalnie przygotowane
na daną okazję, mają charakter życzeniowy, są oracjami przede wszystkim
życzącymi1. Sens tych życzeń sprowadza się do zapewnienia odwiedzanym
domom zdrowia, pomyślności, dostatku, potomstwa, ochrony przed siłami
zła, a więc dobra z udziałem siły wyższej. W zamian za dar słowa oratora kolędnicy oczekują podarku, datku od gospodarzy domu, co wyrażają
w „przymówkach”, często wyszukanych, w odpowiednich perswazjach czy
w próbach zawstydzenia skąpych gospodarzy. Odpowiedzią jest wylewne
podziękowanie za datek lub złorzeczenie czy wręcz groźba w razie odmowy wynagrodzenia. Sednem kolędowania jest więc symboliczna wymiana
darów. W oracjach kolędniczych, jak i w równolegle śpiewanych kolędach
życzących, odnaleźć można, zwłaszcza w topice i symbolice, ślady dalekiego
historycznego rodowodu sięgającego jeszcze czasów pogańskich, wiary, że
wegetacyjne rytuały przyczyniają się do oczekiwanych zmian w przyrodzie,
następujących wraz z przesileniem zimowym (tj. do zwycięstwa światła
i życia) i wiosennym (do ostatecznego pożegnania zimy w nadziei na nowe
zbiory i dostatek). O życzącym charakterze oracji kolędniczych decyduje
zawarta w nich intencja życząca, której towarzyszy przekonanie o sprawczej, kreatywnej mocy słowa; są one integralną częścią rytuału obrzędowego i stanowią odbicie ludowego religijno-magicznego postrzegania świata.
K. Sikora pisał, że życzenia okolicznościowe i oracje kolędnicze są
swoistym rytuałem (stwarzającym) słownym, funkcjonują jako tekst obrzędowy
w funkcji religijno-magicznej, utrwalony w lokalnej tradycji. To podstawowa
przyczyna daleko posuniętej rytualizacji i konwencjonalizacji formuł życzących
w kulturze oralnej wsi polskiej (i względnej trwałości ich relacji wobec wzorca)2.
1 Zob. K. Sikora Życzenie w gwarze i kulturze wsi…, s. 145–288 (o oracjach i życzeniach
kolędniczych), J. Adamowski Ludowe sposoby składania życzeń…, s. 97–105. O obrzędzie kolędowania zob. też J. Bartmiński [Wstęp do]: Polskie kolędy ludowe. Antologia, zebrał, wstępem,
komentarzami i przypisami opatrzył…, Kraków 2002, S. Niebrzegowska-Bartmińska Wzorce
tekstów ustnych w perspektywie etnolingwistycznej, Lublin 2007.
2 K. Sikora Życzenie w gwarze i kulturze wsi…, s. 164. Por. też A. Engelking Klątwa. Rzecz
o ludowej magii słowa, wyd. 2 popr., Warszawa 2010.

378

�Obok pewnego powtarzalnego szablonu widoczne jest jednak w tych
tekstach szukanie sposobów indywidualnej ekspresji, pojawiają się zabiegi
i figury retoryczne, zmierzające do upiększenia i wydłużenia przemowy,
takie jak: porównania, paradoksy, anegdoty, hiperbole, zabawne skojarzenia, obrazowe listy życzeń obfitości, a przede wszystkim humor i radość. Szczególnie urozmaicone elementami komicznymi, parodystycznymi,
prześmiewczymi są oracje karnawałowe, pełne pomysłów groteskowych,
nonsensownych, absurdalnych, w których nie chodzi o sens, lecz o przyciągnięcie uwagi czy rozbawienie słuchaczy; ten rodzaj mów kończy się też
na ogół prośbą o datki.
Przemowy rozproszone w poszczególnych tomach Kolberga, w rozdziałach poświęconych dokumentacji zwyczajów – choć stosunkowo nieliczne – ilustrują tę rozmaitość środków treściowych i formalnych. I tak np.
w oracjach życzących, wygłaszanych w czasie kolędowania w drugie święto
Bożego Narodzenia, w dzień św. Szczepana i w Nowy Rok pojawiają się
nawiązania w duchu pastorałkowym do narodzin i niemowlęctwa Jezusa.
We Wzdowie w Sanockiem mali kolędnicy witają gospodarzy słowami:
[…] (w) czas radości, czas wesela, mamy witać Zbawiciela./ Gdy Jezus maluśki
wyciągnął rączki z pieluszki/ i nas pobłogosławił, na tej ziemi dłużej sie zabawił.

A na koniec winszowania proszą o wybaczenie pomyłek, „jak sam Pan
Jezus przebaczył pastuszkom przy żłobie”1.
W Ubiniu na Rusi Czerwonej tak kończą przemowę:
[…] Pan Jezus maluśki pogubił pieluszki,/ a ja za nim chodzim, pieluszki znachodzim./ A wy, moi państwo, mile to przyjmujcie,/ a mnie za oracyję kolędę darujcie2.

W oracji kolędujących chłopców w Sieradzkiem winszowaniom noworocznym i prośbie o datek towarzyszy motyw w podobnym duchu: małe
dzieci zbierają kwiaty i rzucają je w drodze na powitanie Jezusa3.
Istotne dla życzeń dla domu jest przy tym wyliczanie wymiernych dóbr,
jak np. pod Limanową czy w Łącku:

1

O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. 109.
O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK T. 56), s. 65, nr 7.
3 O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 65.
2

379

�Niek bedzie pochwálony Jezus Krystus! /Na scęście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie,/ zeby się darzyło wsystko stworzenie:/ kurki cubate,/ gęski siodłate,/
panny pękate./ Wiela pępusków, tyla cielusków,/ wiela pętlicek, tyla cielicek,
/w każdym kątku po dzieciątku/, a na piecu troje.
Na szczęście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie, /zeby sie rodziuło w komorze,/
wodziuło w oborze,/ co dej, Panie Boze./ Na kazdem miejscu, zeby stał snopek
przy snopku,/ kopa przy kopie,/ a gazda między kopami,/ jako gwiázda pomiędzy
gwiázdami1.

Elementami komicznymi wyróżniają się oracje bachusowe, w rodzaju
wygłaszanej przez wspomnianego już Zapusta pod Krakowem, który obchodzi wieś w towarzystwie Profesora z oślą głową i Dziada z koszykiem
na datki i tak się przedstawia:
Ja jestem Zapust, mantuańskie książę, /idę z dalekiego kraju, /gdzie psy ogonami
szczekają,/ ludzie gadają łokciami,/ a jedzą uszami. /Słońce o zachodzie wschodzi,/ a o wschodzie zachodzi,/ a kurczę kokoszę rodzi,/ każdy na opak gada,/
a deszcz z ziemi do nieba pada.

A na pytanie gospodarza o towarzyszącego mu Profesora odpowiada:
Uczony osieł, co mieszka w stodole,/ jest profesorem, uczy dzieci w szkole./ Jako
zadzwoni, zeby wnet skakały,/ a półkwaterkiem gorzałkę pijały2.

Starszym świadectwem żartobliwych oracji mogą być dwa wierszowane
parodystyczne teksty z XVII stulecia przytoczone przez Kolberga3. Pierwszy
to cytowana za J. Konopką burleskowa „Gregorianka” żakowska, wygłaszana
w czasie dawnego szkolnego święta w dniu 12 marca, wykpiwająca szkołę
i naukę różnych rzemiosł, czyli z motywem znanym od średniowiecza. Druga jest komiczną przemową ówczesnych „pueri” (chłopców, uczniów), pucheroków, utrzymaną w duchu tzw. albertusów, humorystyczno-satyrycznych
obrazków dramatycznych popularnych od XVI wieku. Tradycja ta, odnotowana przez Kolberga, wywodzi się z dawnego zwyczaju kwestowania biednych żaków krakowskich przed kościołami i po domach, wygłaszających
przy tym śmieszne, absurdalne przemowy. Zakazana przez kurię biskupią
1

O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 62–63 i 64
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 266–267.
3 Tamże, s. 366–369 (za J. Konopki Pieśniami ludu…, s. 141–143 i 72–75).
2

380

�pod koniec XVIII wieku, przeniknęła na podkrakowską wieś i utrzymuje
się do dziś, m.in. w Zielonkach, Bibicach, Tomaszowicach, Modlnicy i Modlniczce. Kolberg opisał tzw. puchery, popularny w Krakowskiem zwyczaj
wiosennego kolędowania w Kwietną Niedzielę, według badaczy sięgający rodowodem do dawnych gregorianek, przytaczając przy tym zabawne oracyjki
pucheroków, które nawiązują m.in. do prześmiewczych kazań tzw. „biskupa
żakowskiego”1. Niektóre z takich mów upowszechniły się w dziecięcym repertuarze kolędników w różnych regionach i wygłaszane bywały w czasie
różnych świątecznych obchodów, nie tylko w Kwietną Niedzielę jak pod
Krakowem. Przykładem może być w materiałach Kolberga zapisanie na Mazurach – jako „wielkanocne przypowiastki” – dwu wersji jednej z najpopularniejszych: „A ja mały zacek, laze jak robacek” oraz: „A ja mały zacek, wlaz’em
na krzacek” czy wplecenie ich wariantu w żartobliwą orację noworoczną
w Sieradzkiem2. Dla oracji komicznych tego rodzaju, stanowiących wyraźnie
obrzędową formę składania życzeń, charakterystyczne są też pogłosy literatury sowizdrzalskiej, które również odnajdujemy w mowach cytowanych
przez Kolberga. Np. w Janowcu pod Kozienicami „żaczek osmalony sadzami”,
wędrujący w Kwietną Niedzielę po wsi z kilkoma innymi chłopcami opowiada absurdalną historyjkę o kradzionych kurach, którą kończy słowami:
A bodaj ja z góry spad,/ jeżelim ci kury krad./ Nie ja krad, ojciec krad,/ matka
gotowała, a synek jad3.

Podobne ślady wykazuje oracja pucheroków, pochodząca z okolicy Olkusza i Trzebini przywołana w czasie obchodu koniarza, jeźdźca na drewnianym koniu, którego osobliwe przygody należą do kategorii adynatów,
co ilustruje fragment:
Rznąłem babę o piec,/ wypadł z niéj żelazny chłopiec./ A z tego chłopca/ baran
i owca./ A z tego barana/ mléko i śmietana./ A z téj śmietany/ kościół murowany./ A w tym kościele nie ma świętości,/ jino końskie i kobyle kości./ A ja wam
powiedział/ taką oracyją,/ jak mi nic nie dacie,/ to was pozabijam4.
1 Tamże, s. 274–278. Zob. też R. Gansiniec Gregorianki, „Pamiętnik Literacki” 1954, T. 45,
nr 2, s. 425.
2 O. Kolberg Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 89, Kaliskie (DWOK T. 23), s. 65.
3 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 100.
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 276 (za J. Konopką Pieśniami ludu…, s. 78–
79).

381

�Wariantowy tekst znalazł się w części III Mazowsza; tam jest to „gadka”
chłopców-przebierańców obchodzących w Kwietną Niedzielę domy w okolicy Siennicy, Mińska1. Podobnie absurdalne koncepty zawierają mowy
dyngusowe; recytują je np. przebrani za ułanów chłopcy w czasie obchodu z drewnianym barankiem trzymającym drewnianą piłę, czyli traczem,
w drugie święto Wielkanocy pod Krakowem2.
Znajdujemy też w materiałach Kolberga rzadkie oracje kuligowe. Najczęściej jest to przemowa wygłaszana do gospodarzy przez starostę prowadzącego wesele, którego inscenizacja jest częścią zabawy. Wita on domowników, przedstawia odpowiednio przebranych weselników – uczestników
kuligu, wzywa do „staropolskiej zabawy”. W Krakowskiem w oracji takiej
przedstawia on kolejno „weselne grono”: obok państwa młodych druhny
i drużbów, Górali i Góralki, Organistę, Żyda arendarza, Wróżkę, Cyganów,
w końcu „różne stany, dzieci, panie” itd. Mowę ma też organista, „człek
duchowny i uczony, i wymowny”, który występuje w towarzystwie swoich
uczniów i tak ją zaczyna, zwracając się głównie do młodej pary:
Staję przed wami z animuszem,/ z uczonych szkołaków prezencyją/ i taką wam
palę oracyją:/ „Żyj, złączona paro, setne lata,/ niech ci sprzyjają bona fata./Niech
Twój wiek tak upływa/ jak ambrozyjska oliwa […]”3.

Inny styl prezentuje przemowa „ociężałego organisty” z 1850 roku spod
Mszczonowa w części I Mazowsza; jest sztuczna i pompatyczna, z wtrącanymi makaronizmami, z pretensjonalnym szadzeniem dla dodania sobie
„uczoności”, lecz przerywana prośbą o kubek miodu4. Z kolei prowadzący
kulig pod Jordanowem na Podbeskidziu wygłasza orację składną, prostą,
z żartobliwą pochwałą „poćciwych Krakusów” przybyłych z kuligiem i ze
„scerymi” życzeniami dla gospodarzy, zachowując w niej konsekwentnie
mazurzenie5.
Warto na koniec wskazać na oryginalną orację wygłaszaną na Kaszubach
we wspominanym wyżej widowisku „Ścinanie kani”, którego tekst przedrukował Kolberg za Hilferdingiem. Sołtys, jeden z wybranych urzędników
1

O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 75–76.
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 286–287.
3 Tamże, s. 256–257.
1 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 118–119.
5 O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s 82–83.
2

382

�uczestniczących w wykonaniu wyroku, przedstawia się tam zgromadzonym
jako karczmarski syn i zachwala swoje trunki jako przynoszące bogactwo,
po czym zwraca się do kani osadzonej na kole przed ścięciem głowy z groźbą nieuniknionej kary1.
Zatem także w zakresie specyficznego typu tekstów, jakimi są oracje, materiał Kolberga okazuje się zróżnicowany zarówno pod względem formalnym, jak i treściowym, i dokumentuje łączące się w nich cechy dawnej sarmackiej i barokowej poetyki, rozwlekłej czasami i schematycznej, z chłopską prostodusznością, inwencją i humorem, wylewnymi powinszowaniami
i życzeniami, niekiedy z nadmiernym panegiryzmem w stronę adresatów
tych przemów. Obok krasomówczych popisów, często zapożyczonych z popularnych broszur, absurdalnej erudycji, w której nie chodzi o sens, ale
o oryginalność ujęcia tematu, o sposób wygłaszania i o poklask słuchaczy,
odnajdujemy w tych tekstach prostą ludową poetykę, z jej specyficznym
liryzmem i komizmem. Przemowy te odzwierciedlają też religijno-magiczny światopogląd ludowy, z jego systemem wartości i kanonem etycznym
odniesionym do wiary, w którym liczy się przede wszystkim ziemia i gospodarstwo, rodzina i praca.
Formuły magiczne
Zamówienia, zaklęcia, zażegnania, należące do tzw. okolicznościowych,
małych form folkloru, to według definicji Heleny Kapełuś „słowne formułki
towarzyszące czynnościom magicznym, mające na celu skłonienie mocy
pozaludzkich do uległości wobec osoby, która formułkę taką powtarza”2. Są
one w materiałach Kolberga bardzo rzadkie, podobnie jak w ogóle
u zbieraczy XIX wieku. Ponieważ stanowiły przeważnie integralną część
1 Na ten tekst zwrócił już uwagę J. Krzyżanowski, zob Oracja, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 284–285, określając go jako „wysoce charakterystyczny, choć zagadkowy”.
2 H. Kapełuś Zamówienia, zaklęcia, w: Literatura polska… T. II, s. 671. Zob. też J. Krzyżanowski Zamówienie, w: Słownik folkloru polskiego… s. 459–461 – tam autor pisze: „Zamówienie – zaklęcie, zażegnanie, formuła słowna o charakterze magicznym, obliczona na wywołanie
doraźnego skutku, zapobieżenie zjawisku niepożądanemu lub wystąpienie pożądanego”. O definiowaniu tych pojęć i ich związkach w terminologii folklorystycznej zob. też m.in. A. Engelking
Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, Wrocław 2000, S. Niebrzegowska-Bartmińska Wzorce
tekstów ustnych w perspektywie etnolingwistycznej, Lublin 2007. Terminy te były i są często
używane wymiennie.

383

�zrytualizowanych zabiegów magicznych, skrywane i chronione były jak
wszystkie przejawy magii ludowej przed „obcymi”. Zastrzeżone jedynie dla
osób wtajemniczonych: czarowników i czarownic, wróżbitów, wróżów, zielarek, znachorów i znachorek, tzw. „mądrych bab”, „ciot”, owczarzy, dziadów wędrownych itd., tj. nielicznych wybranych członków wspólnoty, stawały się dostępne jedynie w określonej relacji osobowej (np. uzdrowiciel
– pacjent). Osoby te uczyły się odpowiednich formuł w specjalny sposób
i zobowiązane były do utrzymania ich w tajemnicy; często była to wiedza
dziedziczona od rodziców i najbliższych krewnych. Przekazane profanowi
traciły swoją tajemną moc, stąd trudność w pozyskiwaniu ich przez badaczy. Były też zwalczane przez duchowieństwo i przez skierowaną przeciwko
przejawom magii racjonalną myśl oświeceniową, kontynuowaną w XIX stuleciu; nie chciano się więc do nich przyznawać. Ta cecha tajności zdecydowała o niewielkim zasobie takich tekstów w zbiorach etnograficznych XIX
wieku. Świadczą o tym często materiały i świadectwa zebrane przez Kolberga. Np. w trakcie zabiegu leczenia uporczywego bólu głowy w Głuszynie na Kujawach uzdrawiacz ustala najpierw, kto „zadał czary”, zanurzając
w szklance wody trzy kawałki węgla i trzy kawałki chleba. Jeśli najpierw
tonie węgiel, znaczy to, że sprawcą „zadania” jest mężczyzna, gdy chleb –
kobieta, po czym – czytamy dalej -– „wodę te wylewają w cztery kąty izby,
przy odmawianiu czarodziejskich pacierzy. (Jakich? – Nie można się było
dowiedzieć)”1. Komentarz ten, pochodzący od samego Kolberga lub od jego
informatora, autor pozostawił w druku. W raptularzu Antoniny Konopczanki, która notowała dla Kolberga wywiady, relacje i opowieści bezpośrednio
z ust mieszkańców Modlnicy i sąsiednich wsi, zbieraczka utrwaliła m.in.
taką wypowiedź znakomitej narratorki z Modlnicy, Jadwigi Skoczkowej:
Zażegnywacze znają sposoby lekarskie i te robiąc na żądających, odmawiają
formuły na paciorkach różańcowych. Zażegnywają oni od ukąszenia psa wściekłego, gadów jadowitych, od ognia, gradów, piorunów, chorób zaraźliwych.
Każdy zażegnywacz ma swój własny sekret, po największej części do jednego
przedmiotu. […] Nikogo zażegnywacz za nic w świecie sekretu nie nauczy, a umierając, tylko jednej osobie pod przysięgą tajemnice pozostawia. […] Gdyby jednego
słowa nie dodał do formuły odmawianej, wszystko na nic2.
1

O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 94.
O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 35. Podobnych wypowiedzi
o zachowywaniu w tajemnicy formuł zamówień (ukr.: prymowy) jest więcej, zob. m.in. także
2

384

�Zdarzają się też relacje z wskazaniem konkretnych miejsc i osób, jak np.
ta z Pokucia:
Umiejący przymawiać (zaklinać) tak wid urokiw, jak i od innych słabości znachor w Ispasie, Kośt´ Semetiuk (który umarł r. 1881 r., mając lat 92) żadną miarą
przymowy tej nikomu powiedzieć nie chciał, tłumacząc się tym, że gdyby powiedział, to przymowa ta od niego nikomu by już nie więcej pożytku nie przyniosła,
osobie zaś takiej, która ny znaje wid sebe, jeszcze by zaszkodziła. Nie chciał
nawet wyuczyć jej swojego wnuka dla tejże samej przyczyny1.

W polskich wierzeniach i światopoglądzie ludowym magiczna wizja
świata splatała się z przekonaniami i praktykami chrześcijańskimi. Stąd charakterystyczny dualistyczny, synkretyczny obraz „świata nadzmysłowego”
odwołującego się do sił pozaziemskich, w którym łączyły się wierzenia, modlitwy, wezwania i prośby kierowane w potrzebie do religijnego autorytetu
Boga, Matki Bożej i świętych patronów od różnych ludzkich spraw oraz wyobrażenia i czynności magiczne, które zakładały osiągnięcie konkretnego,
pragmatycznego celu poprzez przywołanie wsparcia mocy z innego świata,
mocy bliżej nieokreślonego sacrum, niekiedy o charakterze demonicznym,
za pomocą rytualnych aktów werbalnych i działań praktycznych. Modlitwa
jako wyraz działania religijnego może, ale nie musi być wysłuchana, zależnie od zamysłu Boga, zamówienie, sedno działania magicznego, prowadzi
bez wątpliwości do osiągnięcia konkretnego skutku dzięki rytualnej funkcji
słowa2. I stąd m.in. obecne w folklorze – jak to ujął J. Bartmiński – „formuły zamówień magicznych wzbogacone fragmentami modlitw” czy jak
to określił wręcz J. Krzyżanowski, pisząc, że „[…] zamówienie otrzymywało
Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 161, nr 6 i s. 167, nr 39, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 81,
nr 166, Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 208, nr 6, W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15),
s. 136, nr 5, s. 152, nr 4 (tam Kolberg pisał: „W ogólności wszystkie te sprawy (gdy o nie zapytani) w największej chowają tajemnicy. Dlatego, chcąc się dowiedzieć, jakim sposobem Mądrzy
leczą, ani jednego słowa od nikogo wyciągnąć nie można. Trzeba więc chyba zmyśleć samemu
chorobę i zażądawszy pomocy i porady Mądrej, pilnie na wszystko uwagę zwracać”).
1 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 133, nr 7. Warto tu zaznaczyć, że podawanie
nazwisk zażegnywaczy i zamawiaczy, jak w tym cytowanym tekście, pojawia się u Kolberga w takich relacjach rzadko. Wyjątkowy jest pod tym względem opis wierzeń w Pokuciu
właśnie, gdzie nazwiska osób wyspecjalizowanych w praktykach magicznych różnego rodzaju
występują częściej (zob. tamże, m.in. s. 111, 112, 114, 116–118, 121, 127, 128, 161).
2 Por. J. Rękas Zaklęcie, zamówienie, zażegnanie. Magiczna moc słów w folklorze słowiańskim, „Poznańskie Prace Slawistyczne” 2012, nr 3, s. 23–24.

385

�nieraz postać modlitwy do danego patrona lub aluzji do pobożnej legendy”1.
Mówią o tym także relacje Kolberga. Pisał on np., że wiejscy uzdrawiacze,
nie przyznając się do swoich praktyk, tłumaczą, że „znachor wezwany do
chorego odmawia nad nim tylko pacierze, nie zaś inne formułki […] na to,
aby obok użycia lekarstwa doktorskiego wezwanym także został i Pan Bóg
na pomoc, co przecież nikomu szkody przynieść nie może”2.
W innych miejscach czytamy komentarze w podobnym duchu:
Przydana modlitwa do każdej ceremonii Mądrych utwierdza w ludzie przekonanie, że czynność ta złą być nie może, lecz owszem, z wiedzą i wolą Boga się
dzieje, lubo często największe niedorzeczności te gusła w sobie mieszczą.
Szczególniej wiele zabobonów łączono z modlitwą, a raczej z formułą modlitwy
i dziś jeszcze przywiązują je do podobnych modlitewek i rzeczy poświęconych […]3.

O roli samej modlitwy i praktyk religijnych w życiu codziennym wsi,
zwłaszcza w kontaktach wzajemnych i wobec zagrożeń i obaw, pisał Kolberg wielokrotnie w kolejnych tomach Ludu4.
Istotą działań magicznych była wiara w sprawczą, kreacyjną moc słowa,
które w świecie magii uznawane było za byt realny, zdolny oddziaływać
na otaczającą rzeczywistość pod warunkiem, że zostanie wypowiedziane
w koniecznej zrytualizowanej formie, we właściwym miejscu, czasie i okolicznościach, z użyciem skutecznych rekwizytów, w trakcie równorzędnych
rytualnych czynności5. Jak pisze S. Niebrzegowska-Bartmińska: „W tekście
magicznym słowo jest nie tyle odpowiednikiem myśli, co sposobem działania, zdarzeniem […]”6.
1 J. Bartmiński Folklor – język – poetyka, Wrocław 1990, s. 13, J. Krzyżanowski Zamówienie…, s. 460.
2 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 161, nr 7.
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 153, nr 5, s. 119, nr 74.
4 Zob. np. O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 76–77, nr 1, Chełmskie cz. I (T. 33),
s. 17–18, 21.
5 Zob. A. Engelking Rytuały słowne w kulturze ludowej. Próba klasyfikacji, „Język a Kultura”,
T, 4: Funkcje języka i wypowiedzi, Wrocław 1991, s. 75–85, S. Niebrzegowska-Bartmińska Idea
działającego słowa w tekstach polskich zamówień, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury”
T. 13: 2001, s. 101–115, M. Marczewska Performatywność polskich zamówień znachorskich, „Język a Kultura”, T. 23: Akty i gatunki mowy w perspektywie kulturowej, Wrocław 2012, s. 367–381.
6 S. Niebrzegowska-Bartmińska Idea działającego słowa…, s. 113. Podobnie ujmuje to
J. Adamowski: „››W folklorze bowiem słowo i działanie równoważą się całkowicie‹‹. Najwyraźniej widać to może w magii, gdzie tak ważną rolę odgrywa leczenie słowem” (zob. Ludowe

386

�Praktyki magiczne, czyli czary towarzyszyły wszystkim sytuacjom
życiowym i codziennym zajęciom mieszkańców wsi, stosowane były wobec wszelkich zagrożeń, klęsk żywiołowych i nieszczęść, szczególnie chorób, dla odegnania uroków i czarów, w przełomowych momentach cyklu
życia człowieka (chrzest, małżeństwo, śmierć) oraz cyklu świata przyrody
i jej ważnych zjawisk. Służyły jednak nie tylko zapobieganiu, unieszkodliwianiu i odwracaniu zła, ale i przeciwnie, jego sprowadzaniu na drugiego
człowieka, sąsiada, wroga. Słowo sprawcze, które – jak wierzono – miało
zapewniać kontrolę nad światem, ochronę przed wszelkimi nieszczęściami
i odwrócenie złego porządku rzeczy lub odwrotnie – mogło też stawać się
narzędziem zemsty, odwetu, kary, wymierzenia sprawiedliwości. Pełniło
zatem w tych praktykach magicznych różną funkcję1. Rytualne formuły
słowne w powiązaniu z określonymi zachowaniami i praktykami magicznymi miały więc z jednej strony przeciwdziałać złu, chronić i zabezpieczać przed nim (zażegnania) lub powodować usunięcie, odwrócenie zjawisk
złych, które już zaszły, zwłaszcza chorób (zamówienia), a z drugiej strony
wywoływać określone skutki szkodliwe bądź pożyteczne, tj. sprowadzać
nieszczęścia, „zaczarować” człowieka lub zwierzę, „rzucić urok” lub odwrotnie, przynosić dobro, np. pogodę czy urodzaj (zaklinania negatywne
lub pozytywne)2.
Kolberg od początku swych prac nad Ludem zauważał obecność zamówień i zaklinań w życiu codziennym wsi i w jej wierzeniach. Już w liście
otwartym z 1865 roku, gdy formułował swój program badań, wymieniał
sposoby składania życzeń…, s. 103, cytat wewnętrzny za: M. Mauss Zarys ogólnej teorii magii,
w: Socjologia i antropologia, Warszawa 1973, s. 72).
1 A. Engelking proponuje podział rytuałów słownych ze względu na cele, jakim służą, na
trzy kategorie: 1. rytuały stwarzające (tj. zaklinania), w których człowiek „chce, żeby coś się
stało”; 2. rytuały ochraniające, w których chodzi o to, „żeby coś się nie stało” (unikanie zła lub
zapobieganie mu poprzez zażegnania) oraz 3. rytuały odczyniające (zamawiania), gdy człowiek
chce, żeby coś, co się już stało, odwrócić, oddalić, unicestwić (zob. Rytuały słowne…, s. 77–84).
Ludowy rytuał słowny autorka definiuje zaś tak: „Rytuały słowne czy – inaczej – rytualne gatunki mowy to takie akty, w których kontakt człowieka ze sferą sacrum dokonuje się przede
wszystkim przez mówienie. Rytuały te są w istocie aktami nie wyłącznie werbalnymi, lecz całościowymi: werbalno-fizyczno-mentalnymi i mają moc kreacyjną, moc wywoływania (w przekonaniu uczestników i odbiorców rytuału) realnych skutków w rzeczywistości” (tamże, s. 75–76).
2 Z kolei J. Rękas tak określa te trzy rodzaje formuł magicznych: „Magiczne nazwanie,
przywołanie, zobowiązanie mocy – zaklęcie, zaklinanie”; „Moc lekiem na działanie mocy – zamówienie”; „Ochrona przed mocą – zażegnanie” (zob. Zaklęcie, zamówienie, zażegnanie…,
s. 18, 21, 24).

387

�ten rodzaj tekstów folkloru dwukrotnie. Przedstawiając jako przedmiot badań „wieś i chatę”, określał w punkcie 1. problemy szczegółowe, pisząc
m.in.: „Jakie są zwyczaje przy budowaniu lub zwaleniu chałupy, jakie zabobony (może podania lub zaklęcia w narzeczu ludowym)?”. A w punkcie
7. wymieniał: „Zabobony, gusła (zaklęcia), przesądy (lekarskie, myśliwskie,
pasterskie, o zwierzętach i ptakach, karczemne, domowe, gospodarskie itp.)
[…]”1. W swojej długiej praktyce badawczej koncentrował się, jak to zresztą
sugerują już cytowane fragmenty, przede wszystkim na funkcji tych tekstów, uwikłanych organicznie w szerszy kontekst sytuacyjny, okolicznościowy. Nie podejmował prób definiowania i wyodrębniania z konsytuacji
poszczególnych rzadko przywoływanych formuł, ale w miarę możliwości
najdokładniej opisywał ów kontekst, najczęściej dotyczący lecznictwa,
w rozdziałach pt. „Choroby i leki”, „Przesądy lekarskie” itp. Nawet wówczas, gdy w takim dziale znalazł się podrozdział pt. „Zamawiania. Zaklinania. Zażegnywania. Guślarskie praktyki”, nie stosował, niekiedy za swoim
źródłem, wyraźnych rozróżnień terminologicznych dla tych działań, lecz
opisywał „szczególne przypadki” najrozmaitszych chorób i przypadłości,
w których są one stosowane jako środki zaradcze. A ich łączną cechą był
fakt, że pod tymi określeniami – jak pisał – „niepoliczone ukrywają mieszkańcy tajemnice sposobu leczenia tak ludzi jako i bydła” oraz że stosujący
te środki „przywiązują wiarę do swojej niby tajemniczej władzy i mniemają,
że istotnie przez zaklęcia i zażegnywania albo zamawiania odwracają słabość lub jaką uporczywą chorobę”2.
Helena Kapełuś tak charakteryzowała te małe formy folkloru:
Zazwyczaj są to teksty krótkie, rytmiczne, o nieregularnym wierszu, częściowo
rymowane, zawierają kilka stałych składników, jak inwokacja do mocy niebieskich z prośbą o „szczęśliwą godzinę”, w której zamówienie będzie skuteczne,
odesłanie bólu, choroby, uroku, chmury do miejsca, skąd zło przyszło lub tam,
gdzie nie może nikomu szkodzić, a wreszcie prośba o skuteczność zabiegu3.

Formuły te mogą jednak przybierać nie tylko formę prośby obłaskawiającej i przepraszającej, ale i żądania, polecenia, groźby, złorzeczenia
1

O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”… (DWOK T. 64), s. 103 i 104.
O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 17), s. 155–156. Zob. też tamże, s. 157–158 (opis).
Materiał ten przytoczył Kolberg za rozprawą J. Gluzińskiego Włościanie polscy…, s. 553–557.
3 H. Kapełuś Zamówienia, zaklęcia…, s. 671.
2

388

�w stronę złych mocy, diabła, cioty, czarownicy itp. osób żywych i postaci
demonicznych. Mogą być wyrażane w postaci prostych pojedynczych zdań,
a także dłuższych sekwencji tekstowych, z wtrętami i zwrotami pozbawionymi sensu i niezrozumiałymi dla innych, więc mającymi pozór wiedzy
i skuteczności. W kategoriach etnolingwistycznych zamówienia, podobnie
jak inne teksty folkloru,
nie są doraźnie tworzonymi komunikatami, przeciwnie, są powtarzalne, mają
charakter klisz językowych, tzn. wykazują wysoki stopień stabilizacji w aspekcie
leksykalnym, składniowym, semiotyczno-logicznym, przedmiotowym1.

W materiałach i monografiach Kolberga formuły magiczne pojawiały się
w różnych formach, zawsze w kulturowym, okolicznościowym kontekście,
głównie w ramach opisu świata ludowych wierzeń jako jego immanentna
część. Opis konsytuacji Kolberg traktował często bardzo dokładnie, wręcz
drobiazgowo, zwłaszcza w obszerniejszych monografiach: Krakowskiem
i Poznańskiem, gdzie wierzeniom poświęcił osobne tomy monografii, tj. 7.
i 15. Ludu. Czasami, jak w części I Kujaw, „przesądy lekarskie” lokowane były w rozdziale „Lud”, przeważnie jednak opisowi wierzeń poświęcał
badacz osobne rozdziały, niekiedy obszerne, jak np. w części III Pokucia,
wewnętrznie rozczłonowane i porządkowane tematycznie. Zdawał sobie
doskonale sprawę, że sfera magiczna w kulturze ludowej jest ściśle powiązana ze światopoglądem i wyobrażeniami ludu, które ją wręcz konstytuują.
Niekiedy w rozdziale „Lud” zamieszczał też teksty zaklinań, klątw, przekleństw, które wówczas ilustrować miały język lokalny w określonej życiowej sytuacji: gniewu, złości i urazy. Całą listę takich przekleństw w wersji
ukraińskiej odnajdujemy np. w Chełmskiem2.
Rejestrując materiał wierzeniowy i towarzyszące mu rytuały słowne,
możliwie wyczerpująco opisywał wszystkie towarzyszące zamówieniom
pozawerbalne gesty i działania magiczne, takie jak spluwanie, dmuchanie,
zlizywanie, wysysanie, ślinienie, dotykanie, pocieranie, kadzenie, kąpanie,
1 J. Bartmiński, S. Niebrzegowska-Bartmińska Tekstologia, Warszawa 2009, s. 61. Autorzy
wyjaśniają przy tym, że w określeniu „stabilność”, nie chodzi „o absolutną niezmienność, petryfikację, lecz tylko o silną tendencję do utrwalenia, o obecność pewnych schematów kompozycyjnych i stałość motywów tematycznych, także ich sekwencji (wątków) […]”, przy tym
„obiegowe klisze tekstowe” mogą być elastycznie przystosowywane do sytuacji i okoliczności,
bowiem wykonawcy „wiedzą co, kiedy i komu można powiedzieć czy zaśpiewać”.
2 Zob. O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 30–32.

389

�podrzucanie, taczanie, uderzanie, machanie, hałasowanie itp. 1 Wyliczał
potrzebne do tych praktyk przedmioty, atrybuty i rekwizyty, w rodzaju
rozżarzonych węgli, roztopionego wosku, roślin i ich części, sierści i kości
zwierząt, koszuli, chustki, ostrych narzędzi, np. sierpa, noża, kosy, ziół, popiołu, kamieni, piasku, kości i prochów z cmentarza itd. Określał kolejność
i wagę poszczególnych czynności, zachowań i gestów, wybrane dni i pory
dnia, miejsce „akcji”, sposób wypowiadania formuł, tj. szeptanie, mruczenie,
krzyk, błaganie, grożenie – wszelkie warunki konieczne do spełnienia, by
zamówienie było skuteczne. Nawet jeśli nie przywoływał tekstów wypowiadanych wówczas formuł, starannie opisywał wszelkie działania i cały
sztafaż towarzyszący tym zabiegom, zwłaszcza zamówieniom, które niekiedy
przeradzały się w całe rozbudowane spektakle obrzędowe, z gestami, rolami,
odpowiednią scenerią itp. Pokazuje to np. relacja dla Kolberga ze wschodniej Małopolski o zamówieniu i zdejmowaniu kołtuna2, z opisem działań
symbolicznych i magicznych: cyklu modlitw, kropienia „zażegnaną” wodą
koszuli i chustki chorego, wygłaszania formuły odsyłającej kołtun i rozpoczynającej się słowami: „Idź ode mnie z Panem Jezusem, abyś mnie więcej
nie trapił […]”, obwijania szmatką obciętego kołtuna, z grajcarem, chlebem
i solą „na odprawę” i zakopywania ich, wreszcie noszenia skropionej koszuli,
kolejnych pacierzy „do ran Pana Jezusa”, obmywania się „zażegnaną” wodą
i popijania jej, specjalnego prania „zażegnanej” koszuli. Wyjątkowo jednak
zamówienia uzyskiwały w druku postać wydzielonego segmentu treści, jak
np. cytowane wraz z polskim opisem zabiegu ukraińskie teksty zamówień,
zapisane przez Kolberga pod Włodawą, które znalazły się części II Chełmskiego, tomie wydanym pośmiertnie przez I. Kopernickiego. Wydawca zamieścił je w rozdziale „Choroby i leki” jako środki zaradcze, wyodrębnione
tytułami: „Zamawianie od wszelkiej choroby”, „Zamawianie reumatyzmu v.
goźdźca”, „Zamawianie wywichnięcia”, „Zamawianie od ukąszenia gadu”,
„Zamawianie, gdy człowiekowi lub bydlęciu wpadnie co w oko, np. ostre
źdźbło słomy, i łzy mu płyną z oka”. Co warto odnotować, w tym samym
tomie na końcu, w „Przypisach”, znalazły się „Modlitwy nie stanowiące
części zwykłego pacierza, tylko należące do szczególnych ćwiczeń pobożnych ludzi” – tj. teksty modlitw „Od nagłej i niespodziewanej śmierci”,
1

Por. K. Moszyński o praktykach magicznych w: Kultura ludowa Słowian, T. II, Warszawa
1867, s. 269–283. Zob. też M. Marczewska Performatywność polskich zamówień ludowych…,
s. 372–375.
2 O. Kolberg Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 291–292.

390

�„Wieczornej lub rannej” i „Wieczornej”, przy czym pierwsza z nich zapisana
została w większej części po polsku, z końcową partią po ukraińsku1. Podobnie opublikował osobno w Łęczyckiem modlitwy wraz z przypisanymi do
nich intencjami i spodziewanymi skutkami2. Zatem w swojej refleksji nad
złożonością form folkloru słownego Kolberg, zaznaczając różnicę między
modlitwą (aktem religijnym) a zamówieniem (aktem magicznym), dostrzegał
jednocześnie mechanizm łączenia obu i dokumentował w ten sposób świadomie synkretyczny charakter ludowych wierzeń.
Wśród magicznych formuł słownych najczęstsze z publikowanych, także
przez Kolberga, ale i omawianych w literaturze przedmiotu są zamówienia
znachorskie, związane z lecznictwem ludowym 3. Mają one zróżnicowany
charakter formalny, od prostych wezwań do mocy wyższych i sił tajemnych
po skierowane do nich krasomówcze wręcz przemowy – zależnie od zdolności retorycznych autorów. Np. taka relacja spod Kostrzyna o zamówieniu
„dochtora, czyli Mądrego”:
Wezwany do starca cierpiącego na reumatyzm, stanął przed nim i wpatrując się
w chorego, wymawiał drżącym głosem rozmaite tajemnicze zaklęcia w znanych
i nieznanych językach, trzymając w lewej ręce sierp poziomo, a prawą wodząc
po jego ostrzu: „Uciekajcie Wiatry, Poświsty, Cugi, przez moc Boską i dopomoc
1

O. Kolberg Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 204–207 oraz s. 261–262. Teksty zamówień
poprzedzone są tam (s. 204) informacją: „Tacy znachorzy, lekary, mają formuły zamawiania od
wścieklizny, od gorączki, od poruszenia macicy, od płaczków nasłanych na dzieci itp., a nawet
osobne modlitwy ochraniające od pewnych chorób. Powszechnie też leczą oni za pomocą zażegnywań, szeptów, warzenia ziół i zadawania ich przed wschodem słońca lub po jego zachodzie.
Stawiają oni chorego na żeleźcu kosy, noża lub na innym gołym żelazie, nakazują mu przy
tym odmawiać i powtarzać słyszane formuły zamawiań itp. ([od] Kodnia, Terespol). W innych
też miejscach znachory i znachorki zamawiają, czyli zażegnywają krew, gdy się kto skaleczy,
zamawiają od ukąszenia węża, żmii lub psa wściekłego, odganiają od dzieci lub narzucają im
płaczki itp. (od Radzynia, Parczewa)”. Zob. też zamówienie od bólu zębów (tamże, s. 183–184).
2 Zob. „Modlitwy” zamieszczone w Łęczyckiem (DWOK T. 22), s. 178–183, przejęte przez
Kolberga z artykułu W.A. Maciejowskiego Legendy i pieśni ludu polskiego nowo odkryte
w „Bibliotece Warszawskiej” 1860, T. 2, s. 443–447. Jest to 10 tekstów zebranych przez autora
w Mazewie: 2 modlitwy poranne, 4 wieczorne, do Anioła Stróża, o „uskromienie (ulgę w boleści)”, do św. Barbary oraz „Powitanie miesiąca na nowiu”. Ostatnia z nich to według autora:
„bardzo stara pieśń, zabobon ludu wiernie wyrażająca”, por. też jej wariant w Kieleckiem cz. II
(T. 19), s. 209–210, gdzie zwracanie się o północy z ukłonem do księżyca na nowiu, przy pomocy bardzo podobnej wierszowanej formuły chronić ma także od bólu głowy.
3 Obszerną dokumentację analizowanych zamówień znachorskich (działań werbalnych
i pozawerbalnych, terminów itd.) z odesłaniami do tomów Kolberga dała M. Marczewska
w przywoływanej już pracy Performatywność polskich zamówień lekarskich…, s. 367–381.

391

�Wszystkich Świętych, i Twoją, Matko Boska, Gwiazdo Najśliczniejsza, Perło Uryjańska, Sankta Maryja”!

Dalej następuje opis osobliwej utraty sił znachora, powtórzenie formuły
i ostrzeżenie, że „więcej powiedzieć mu nie wolno”1. Także w Wielkopolsce
na ból oczu „zażegnywaczka, czyli Mądra” dotyka lekko ostrą stroną sierpa
oczu pacjenta i prowadząc nim w dół trzy razy mówi trzykrotnie „to zaklęcie”: „Sierpiku, sierpiku, zegnałeś (z pola) oźminę, jarzynę, spędź z oka
uraz!”, a przy zażegnywaniu febry uzdrawiacz wypowiada formułę:
W imię Ojca i Syna, i Ducha św., nie męcz, nie dręcz, nie trzęś, nie ograżaj, idź
na lasy, na bory, na wody, na zimne, na pieruny, na gorące, z pomocą Boską,
z Matką Boską, ze wszystkiemi świętemi i z aniołami Bożemi! Itd.2

Przykładem rozbudowanej, kwiecistej formuły, która jest właściwie
pseudoerudycyjną przemową z poetyckimi akcentami, może być z kolei
zamówienie (zaklatie) różnych chorób z Wyszatyc w Przemyskiem, poprzedzające podanie leków ziołowych przy jednoczesnym trzymaniu noża
z żelaznym trzonkiem, którym trzykrotnie żegnają chorego3.
Obok najczęstszych w zasobie Kolberga zamówień „leczących” rozmaite choroby dorosłych i dzieci, a także dotyczących chorób bydła i innych
zwierząt gospodarskich4, udokumentowane są też w jego materiałach
formuły „odpędzające” diabła, inne istoty demoniczne, niweczące urok,
„zczarowanie”, szkody w domu i gospodarstwie („odczynianie złego”) i na
odwrót – sprowadzające różnego rodzaju zło („zadawanie czarów”, „rzucanie uroków”). Zawsze opisywane są sytuacje, w których dochodzi do
interwencji osób mających specjalne zdolności uzdrawiania, „odczyniania”
itd. lub też przeciwnie – szkodzenia („czarowania”). Niektórym praktykom
„obronnym” towarzyszą cytowane wówczas krótkie formuły odsyłające
zło w inne miejsca, „za granicę wsi” czy przenoszące je na np. na zwierzę,
niweczące je: „W imię Matki Boskiej mocy i świętych do pomocy, idź (złe)
na bory, lasy, na wieczne czasy”; „[…] z granicyś przyszed, w granicę idź,
1 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 146, nr 23 (w rozdziale „Sztuka
lekarska”).
2 Tamże, s. 156, nr 26 i s. 158, nr 47 (w rozdziale jw.).
3 O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35), s. 239–240.
4 Zob. m.in. tamże, s. 237, 238 i 240, Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 156–157, nr 2 i 3,
Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 97, nr 33, Sanockie-Krośnieńskie cz. III (DWOK T. 51), s. 24.

392

�z wiatruś przyszed, we wiatr idź”; „Jakeś przyszła, takeś wyszła, a na lasy,
na bory”; „Jeżeliś z wiatru, idź na wiatry, jeżeliś z wody, idź na wodę itd.”;
„Na psa urok”; „Na psa uroki, na dziada tłumoki”; „Na kota suchoty, na psa
uroki”; „Pluń na marę!”; „Sól peczyna z lichemi oczyma”1. A w przypadku
działań szkodzących pojawiają się wezwania bardziej lub mniej bezpośrednie: „Mnie na użytek, tobie na ubytek”; „Bodaj cię kołtun skręcił”; „Bodaj
mu hołowu skrutyło”2. Niejednokrotnie relacje o zamówieniu i zażegnaniu
nieszczęścia zawierają tylko wskazówki, informujące o wymawianiu „pewnych słów, których chory lub jego posłannik nie rozumie”; „sobie [tj. czarownikowi] tylko wiadomej, od diabła wyuczonej formuły oratorskiej, czyli
tajemniczego pacierza”; o odmawianiu „czarodziejskich pacierzy”, „tajemniczej modlitwy lub słów”, „wyrazów szeptanych”, „gadaniu po swojemu, po
łacinie”, „szeptaniu „niepojętych wyrazów” lub „kilkunastu słów niezrozumiałych”, „tajemniczej przemowy”, „formułek tych przymówek”3 itp.
Spośród przykładów praktyk pozaleczniczych przytoczyć można m.in.
dość rozpowszechnioną, a dotyczącą powodzenia w miłości. W Ostrzeszowskiem i na Śląsku wierzono, że dziewczyna, chcąc pozyskać zalotników, powinna w nocy szukać ziela zwanego nasięźrałem, a znalazłszy je, rozebrać
się zupełnie, uklęknąć i rwąc to ziele, powtarzać trzy razy:
Nasięźrzale,/ rwę cię śmiale,/ pięcią palcy, szóstą dłonią,/ niech się chłopcy za
mną gonią:/ karczmarze,/ owczarze,/ sołtysi,/ a potem z całej wsi.

Potem musi „co tchu uciekać i na goniące ją straszydła ani się obejrzeć,
bo by życie postradała. Zerwane ziele zaszywa sobie w obrąbek spódnicy,
a w skutku tego chłopcy tłumami się o nią dobijają”4. Bardzo podobna
1

O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35), s. 237, W. Ks. Poznańskie (DWOK T. 15), s. 114,
nr 51, Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 283, 287, Lubelskie (DWOK T. 17), s. 109,
nr 4, Kaliskie-Sieradzkie (DWOK T. 46), s. 474, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 93, nr 206
i przyp.** oraz s. 94, przyp.*, Mazowsze cz. VII (DWOK T.42), s. 336, Sanockie-Krośnieńskie
cz. III (DWOK T. 51), s. 23.
2 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 102, nr 28, s. 98, nr 2, Przemyskie (DWOK T. 35),
s. 239,
3 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 172, nr 91, s. 83, nr 172, Kujawy cz. I (DWOK),
s. 94, nr 3, W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 159, nr 55, Lubelskie cz. II (DWOK
T. 17), s. 156, nr 2, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 94, przyp.*, Pokucie cz. III (DWOK T.
31), s. 164, nr 20 i s. 161, nr 6.
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 65–66.

393

�formuła odnotowana została we wspomnianym już raptularzu Antoniny
Konopczaki z Modlnicy, gdzie wypowiadano ją w tym samym celu, ale w innych okolicznościach. Tam informatorka opisała nasięźrał, „ziele bardzo
czarowne” i miejsce gdzie rośnie, a następnie wyjaśniła:
Szukając tego ziela, trzeba iść w nowy czwartek w nocy, żeby nikt nie widział,
a już wiedząc, gdzie jest, w którym miejscu. Idąc ku niemu, obrócić się tyłem,
to jest plecami. Przybliżywszy się, rwać go, trzymając rękę za plecami i mówić
tak: „Nasiźrale, rwę cię śmiele, pięcią palcem, szóstą dłonią, niech się za mną
chłopcy gonią, duzi, mali, by mi się wszyscy zalecali”. – Jest to ziele czarowne,
sam diabeł go pilnuje. Aby diabła oszukać, idzie się tyłem po nie1.

Innych okoliczności wymagających zastosowania praktyk magicznych
z użyciem zamówień było w wierzeniach ludu co niemiara, a dotyczą one
najrozmaitszych sfer życia wsi, by przykładowo wymienić jeszcze kilka
wskazanych przez Kolberga z przywołaniem formuł słownych, a towarzyszących np. zbieraniu przez czarownicę rosy dla „uroczenia” (pomnażania
lub zabierania) krowom mleka, unieszkodliwieniu żmii na drodze, pomyślnej zmianie zębów u dziecka, „odczynaniu” złego masła, „wypędzaniu” robaków u bydła, wypiciu kieliszka wódki, chronieniu przed bólem głowy2.
Kolberg zdawał sobie sprawę, że wobec tępienia tych praktyk i postępu
oświaty na wsi zanikają one stopniowo i szereg z nich odeszło już w niepamięć, choć skłonność do magicznego pojmowania świata i radzenia sobie
z rzeczywistością pozostała w kulturze ludowej elementem trwałym. Pisał:
Działania przeto czarowników, częstokroć bardzo proste, ale ciemną szatą tajemniczości (dziś już zaledwie strzępkiem dawnych wierzeń będącej) pokryte,
lud za bardzo mądre i skomplikowane uważa i jako nie zawsze mu zrozumiałe,
własnymi nieraz domysłami (acz w tymże samym co i tamte snać pojętymi
duchu) uzupełnia i tłumaczy3.
1

O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 32.
Zob. m.in. O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 110, nr 7, Krakowskie cz III
(DWOK T. 7), s. 92, nr 204, s. 143, nr 18, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 100, nr 14, s. 91,
nr 17, s. 97, nr 33, Tarnowskie–Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 274, W. Ks. Poznańskie cz. VII
(DWOK T. 15), s. 113–114, nr 51, Kaliskie-Sieradzkie (DWOK T. 46), s. 483, Sanockie-Kroś­
nieńskie (DWOK T. 51), s. 43, Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 156 nr 2 i 3, Kieleckie cz. II
(DWOK T. 19), s. 209–210, nr 10.
3 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 81, nr 166.
2

394

�Dokumentując ten odchodzący w przeszłość gatunek folkloru słownego,
autor Ludu pozostawił cenny i wyjątkowy materiał z najwcześniejszego
okresu badań nad nim, wtopiony w całościowy obraz kultury duchowej
polskiej wsi tamtego czasu.
*
Dokonany tutaj u końca edycji Dzieł wszystkich przegląd dorobku Kolberga w dziedzinie literatury ludowej może tylko potwierdzać po raz kolejny ustalony w nauce fakt, że bez Kolbergowskich źródeł jako podstawowej
bazy dokumentacyjnej nie może się obyć żaden badacz folkloru, począwszy
od przełomu XIX i XX wieku aż po czas obecny. I to niezależnie od przyjmowanej perspektywy badawczej: literaturoznawczej, antropologicznej czy
etnolingwistycznej, a także niezależnie od przedmiotu badań, tj. pieśni i bajek czy małych form folkloru. Ilustruje to obszerna literatura przedmiotu
odwołująca się do materiałów autora Ludu. Niedomogi warsztatu i dokumentacji Kolberga obserwowane są wprawdzie i często podnoszone przez
dzisiejszych specjalistów – dotyczy to choćby braku metodycznej i szczegółowej informacji o kontekście sytuacyjnym przekazów folklorystycznych,
w myśl cytowanej wyżej radykalnej zasady, że jeśli nie zapisaliśmy sytuacji,
w której funkcjonował tekst słowny folkloru, to nic nie zapisaliśmy. Zastrzeżenia te nie wydają się jednak rozstrzygające wobec ogromu i zakresu
materiału zgromadzonego przez Kolberga w wyniku jego genialnej intuicji
i przeświadczenia, że zebranie źródeł to zadanie pierwszoplanowe, wreszcie
wobec faktu, że jego dziełu należy się rzetelne spojrzenie z perspektywy
historycznej. Powstawało bowiem jednoosobowo, w najtrudniejszym dla
narodu czasie niewoli, w warunkach kraju podzielonego przez zaborców
i nękanego ich restrykcjami, a ponadto bez oparcia instytucjonalnego, bez
zespołu i instrumentarium naukowego, ogólnie dostępnego współcześnie.
Może więc warto zamknąć ten tekst refleksją, dopominającą się o zachowanie takiego historycznego dystansu w ocenie dorobku Kolberga w dziedzinie
folkloru, zwłaszcza przez kolejne pokolenia ludzi nauki w zmieniającym się
świecie humanistyki. To prawda, że ludowe pieśni i opowieści, przysłowia
i zagadki zanotowane zostały w dużej mierze bez wymaganego dziś szczegółowego podania kontekstu sytuacyjnego, ale jednak zostały w niezwykłej
ilości i zróżnicowaniu przekazów utrwalone, a więc ocalone.

��Ewa Antyborzec

Kolberg jako badacz terenowy i autor
monografii etnograficznych

Wprowadzenie, s. 397 – Kolberg jako badacz terenowy, s. 399 – Lud,
s. 426 – Obrazy etnograficzne, s. 483 – Materiały wydane poza seriami
Lud i Obrazy etnograficzne, s. 506 – Materiały do monografii pozostawione
w rękopisach, s. 511 – Podsumowanie, s. 527

Wprowadzenie
Pod koniec dwudziestego wieku etnografia definiowana była jako dyscyplina naukowa zajmującą się opisem i analizą kultur ludzkich (ich dziedzin
i wytworów) z uwzględnieniem ich ludowego charakteru1. Późniejsi badacze wskazali na jej podwójne znaczenie: jako produktu (teksty etnograficzne
czyli publikacje antropologów) oraz jako procesu (obserwacja uczestnicząca
lub badanie terenowe)2.
Działalność Kolberga na gruncie tej dyscypliny w większym stopniu
odpowiada zapewne definicji ludoznawstwa (przez jakiś czas stosowanej zamiennie z terminem etnografia) rozumianego jako zainteresowanie kulturą ludu i ukierunkowanego na prace zbierackie, które według
słów Józefa Burszty „nie wynikały jednak z przyjęcia określonych założeń teoretycznych i metodologicznych, stanowiących podstawę wyodrębnienia się etnografii (etnologii)” 3. Sam Kolberg, pisząc w 1865 roku list
otwarty do redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, dla określenia zebranych
przez siebie dotąd materiałów, takich między innymi jak pieśni, podania
1 J. Burszta Etnografia, w: Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, pod red. Z. Staszczak,
Warszawa-Poznań 1987, s. 89–91.
2 Zob. termin Etnografia, w: Obserwatorium Żywej Kultury – Sieć Badawcza (http://ozkultura.pl/node/167, dostęp: 9.12.2021); tam za: A. Barnard i J. Spencer Encyklopedia Antropologii
Społeczno-Kulturowej, Warszawa (2002) 2008, s. 200.
3 J. Burszta Ludoznawstwo, w: Słownik etnologiczny…, s. 212–213.

397

�i zwyczaje, użył terminu „szczegóły etnograficzne” 1. Te elementy kultury
były bowiem dla niego „etnografią” na równi z opisami ubiorów, sprzętów
i domostw. Choć z punktu widzenia dzisiejszej nauki monografie zawierają przede wszystkim materiały folklorystyczne (muzyczne i słowne), to
uprawnione wydaje się określenie ich mianem „etnograficzne”, tym bardziej że sam autor zamiast tytułu serii Lud dla części woluminów użył
podtytułu Obraz etnograficzny.
Omawiając monografie autorka skupia się głównie na problemach związanych z ewolucją koncepcji wydawnictwa, wprowadzaniem nowej tematyki i zagadnieniach etnograficznych wedle współczesnej wiedzy. Analiza
przeprowadzona została w kolejności publikowanych przez Kolberga tytułów, to jest od Sandomierskiego po przygotowane z jego materiałów Przemyskie. W przypadku pozostałych monografii (wydanych na podstawie
zachowanych źródeł w XX wieku) koncentrowano się tylko na zgromadzonych przez Kolberga materiałach etnograficznych w powiązaniu z jego podróżami w teren, nie odnosząc się do układu (schematu) tych tomów, który
był wzorowany na monografiach z XIX wieku, na ile pozwalały na to zachowane źródła. Pominięto w tym opracowaniu tak ważne i szeroko w Ludzie i Obrazach etnograficznych reprezentowane dziedziny jak folklor
słowny i muzyczny. Dokumentacja muzyki oraz tekstów pieśni, opowieści
ludowych, widowisk i zagadnień językowych stanowią bowiem przedmiot
odrębnych studiów zamieszczonych w tej publikacji.
Mimo że analizy monografii zawierają informacje o podróżach Kolberga
w poszczególnych regionach2, to część tę poprzedzono dodatkowo opisem
sposobu prowadzenia przez niego badań. Wedle przywołanej tu definicji
stanowią one istotny element etnografii traktowanej jako proces, a dla przyszłego autora Ludu stały się drogą do tej dyscypliny. Dlatego charakterystyka Kolberga jako badacza terenowego jest niezwykle ważna dla oceny
jego działalności, która od badań muzyki ludowej zmierzała ku etnografii
i której celem, po latach doświadczeń w terenie, stało się wydanie cyklu
monografii. Zagadnienie to jest tym bardziej istotne, że badania terenowe
1 O. Kolberg Do Redakcji Biblioteki Warszawskiej. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”
1865, T. 1, s. 306; przedruk: Korespondencja Oskara Kolberga cz. I (DWOK T. 64), s. 102.
2 Badania Kolberga w poszczególnych regionach i jego kontakty z osobami, które pomagały
w ich organizacji, zostały omówione we wstępach do tomów suplementowych edycji Dzieł
wszystkich (dalej DWOK), zob. T. 71–84. W dalszej części tekstu nie odwoływano się już każdorazowo do tych wstępów.

398

�praktycznie od początku ukształtowania się dyscypliny są podstawowym
źródłem prac etnograficznych i etnologicznych. Koncepcja wydawania etnograficznych monografii regionalnych pojawiła się, jak wiadomo, dopiero
w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy Oskar Kolberg miał za sobą ponad
dwudziestoletnie doświadczenie związane z pracą w terenie. Zanim bowiem
ukazało się Sandomierskie, będące pierwszą, niepełną jeszcze monografią i pierwotnie pierwszym tomem Ludu1, przyszły autor odbywał przez
ćwierć wieku systematyczne podróże, skupiając się głównie na gromadzeniu materiałów. Na początku swojej działalności koncentrował się prawie
wyłącznie na folklorze muzycznym, ale rejestrując na przykład pieśni weselne, sporządzał jednocześnie notatki dotyczące okoliczności ich wykonania, a także zapisywał lokalne nazwy i wyrażenia gwarowe. To właśnie
dzięki wyjazdom w teren stopniowo poszerzał zakres swoich zainteresowań
ludoznawczych, od zapisów melodii ludowych i tekstów pieśni, poprzez
obrzędy i zwyczaje, informacje o języku, po wszelkie gatunki folkloru słownego, wierzenia, a w końcu także te aspekty życia mieszkańców wsi, które
później nazwano kulturą materialną i społeczną.
Kolberg jako badacz terenowy
Sformułowanie „badacz terenowy” wymaga kilku słów wyjaśnienia nie
tylko w odniesieniu do Kolberga, ale też i innych ludoznawców i prekursorów etnografii jemu współczesnych lub działających wcześniej. Historia
tego typu badań sięga w Polsce początków XIX wieku, jeśli za ich pierwszego reprezentanta na rodzimym gruncie uznać Zoriana Dołęgę Chodakowskiego (właśc. Adama Czarnockiego)2. W dobie romantyzmu w teren ruszyli
kolejni entuzjaści „ludowości”, pisarze, poeci, malarze, a wśród nich także
1 Sandomierskie ukazało się w Warszawie w 1865 roku i pierwotnie miało być kolejnym zbiorem pieśni (zob. charakterystykę tej monografii w dalszej części niniejszego tekstu).
W chwili wydania oznaczone było jako „seria I” (tj. tom I, Kolberg używał terminu seria w znaczeniu tom) Ludu; włączenie po paru latach do całego cyklu Pieśni ludu polskiego z 1857 roku
(dziś DWOK T. 1) i oznaczenie ich jako „seria I” spowodowało zmianę numeracji, stąd Sandomierskie nosi numer „II”, w edycji DWOK: T. 2.
2 Za prekursorskie badania terenowe uznałam działalność Zoriana Dołęgi Chodakowskiego rozpoczętą najprawdopodobniej już w 1813 roku, zob. J. Maślanka Mit o prawdziwym męczenniku starożytności słowiańskich, w: Z.D. Chodakowski Śpiewy sławiańskie pod strzechą wiejską zebrane, Warszawa 1973, s. 14.

399

�późniejsi zbieracze i badacze folkloru, między innymi Ryszard Berwiński,
Seweryn Goszczyński, Wincenty Pol i właśnie Oskar Kolberg. Pomijając
nawet takich późniejszych terenowców jak Julian Talko-Hryncewicz czy
Bronisław Piłsudski oraz klasyk metody, Bronisław Malinowski, którzy
działali poza Polską, pamiętać jeszcze trzeba o lokalnych badaczach. Sięgając drugiej połowy XIX wieku wymienić można choćby Zygmunta Glogera
i Michała Federowskiego1, a spośród etnografów działających w XX wieku – Kazimierza Moszyńskiego2, Eugeniusza Frankowskiego3, Kazimierza
Dobrowolskiego (socjolog i etnograf), Bożenę Stelmachowską czy w końcu Józefa Bursztę i Bronisławę Kopczyńską-Jaworską. Jednak pomimo tak
długiej tradycji badań trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem mówiącym,
że teren (tj. zdefiniowanie samego terminu „badania terenowe” oraz opisu
metod takich badań) jest „słabo obecny w polskiej literaturze”4, w piśmiennictwie dotyczącym tak współczesności, jak i przeszłości dyscypliny. Dopiero w ostatnich latach pojawiły się hasła słownikowe oraz studia i opracowania dotyczące badań terenowych i etnograficznych, ale odnoszą się one
prawie wyłącznie do czasów współczesnych5. Do nielicznych wyjątków należy opracowanie Zbigniewa Libery, który o pierwszych zbieraczach pisał:
„Ludoznawcą stawał się ten, kto z mroków gabinetów i bibliotek poszedł
na spotkanie prostych ludzi”6.
Nic zatem dziwnego, że opisując działalność badaczy XIX wieku, takich jak Chodakowski czy Kolberg, przyjmujemy zwykle określenia
1

Michał Federowski zanim przeniósł się na Białoruś, prowadził badania na Kielecczyźnie.
O badaniach terenowych prowadzonych od 1911 roku przez Kazimierza Moszyńskiego
pisała A. Kutrzeba-Pojnarowa Kultura ludowa i jej badacze. Mit i rzeczywistość, Warszawa
1977, s. 83–84.
3 Oprócz prac terenowych na Półwyspie Iberyjskim, na początku kariery zawodowej,
a także po powrocie do Warszawy, prowadził badania m. in. na Polesiu, zob. A. Kutrzeba-Pojnarowa Kultura ludowa i jej badacze..., s. 93 i 100.
4 T. Buliński, M. Kairski Pytanie o teren w antropologii, w: Teren w antropologii. Praktyka
badawcza we współczesnej antropologii, pod red. T. Bulińskiego i M. Kairskiego, Poznań 2013,
s. 13.
5 Wymieniona w poprzednim przypisie publikacja Teren w antropologii… jest jedną z nielicznych dotyczących problematyki etnograficznych/antropologicznych badań terenowych.
Zob. też terminy Teren i Badania terenowe, w: Obserwatorium Żywej Kultury – Sieć Badawcza (http://ozkultura.pl/wpisy/183 i http://ozkultura.pl/node/7382 (dostęp: 9.12.2021).
6 Z. Libera Etnografia jest praktykowaniem semiotyki (przykład z polskiej etnografii XIX
wieku i później), „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficzne” 2021,
T. 49, z. 3, s. 191.
2

400

�funkcjonujące obecnie (badania terenowe, metoda badań)1, które do niedawna nie posiadały dostatecznego umocowania w literaturze przedmiotu2.
Na gruncie najnowszych opracowań pojawiło się też stwierdzenie mówiące,
że „warto pytać o teren, gdyż jest to pytanie o dyscyplinę, o jej kształt i sposób uprawiania”3. Postulat podjęcia problematyki terenu (właśnie w znaczeniu: badania terenowe, metoda badań) odnieść też należy do historii
dyscypliny, której rozwój wiązał się ściśle ze sposobem prowadzenia badań,
a tym samym z rodzajem uzyskanych materiałów.
Badania prowadzone przez prekursorów niewykształconej jeszcze nauki
miały, co oczywiste, zupełnie inny charakter, nie tylko ze względu na brak
wypracowanych metod, ale także z powodu warunków społeczno-politycznych. Podróże między zaborami wymagały wyrobienia paszportu, a przewożenie jakichkolwiek dokumentów, druków, książek, tak jak przesyłanie
listów przez granicę zaboru rosyjskiego podlegało drobiazgowej cenzurze.
Dodatkowo w Królestwie po wprowadzenie stanu wojennego w 1833 roku
na wyjazd poza rogatki Warszawy trzeba było także uzyskać paszport, który
zresztą zezwalał na pobyt tylko w określonej guberni bez prawa poruszania
się poza nią. Z kolei stosunki społeczne powodowały oczywistą trudność
w dotarciu przez badacza do nieufnej wobec obcych warstwy włościańskiej. Uwzględniając ową specyfikę czasów, w których żył i pracował Oskar
Kolberg, bez wątpienia uznać go należy za czołowego badacza terenowego
XIX wieku, choćby ze względu na liczbę odbytych podróży i odwiedzonych miejsc, a także z powodu technik zastosowanych wyłącznie w oparciu
o własne doświadczenie i intuicję.
Użyty tu termin „podróże” wydaje się być najbardziej odpowiednim
określeniem tych wypraw, a ściślej „podróże etnograficzne”, przy jednoczesnym założeniu, że w tym wypadku termin „etnograficzne” pojmujemy
tak, jak był on rozumiany przez Kolberga i jemu współczesnych. Definiując znaczenie „podróży” w XIX wieku, Janina Kamionka-Straszakowa pisze
1

Zob. np. Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011,
s. 41; E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja, Poznań
2015, s. 106.
2 Jeszcze w końcu XX wieku na gruncie polskim funkcjonowała praktycznie tylko publikacja B. Kopczyńskiej-Jaworskiej Metodyka etnograficznych badań terenowych, Warszawa
1971, jako jedyny tego typu podręcznik, na co zwracają uwagę T. Buliński, M. Kairski Pytanie
o teren…, s. 12–13.
3 T. Buliński, M. Kairski Pytanie o teren…, s. 16.

401

�między innymi o badaczach okresu romantyzmu, których odkryciem były
„romantyczne pielgrzymki narodowe” oraz „podróże w głąb własnej historii i tradycji”1, a wśród „pielgrzymujących” wymienia m.in.: Lenartowicza,
Pola, Zmorskiego, Goszczyńskiego i Kolberga. W sporządzonym u schyłku
życia Szkicu autobiografii Oskar wspominał swoje wyprawy, posługując
się między innymi określeniem „podróże moje”.
Ów szkic cytowany jest w tej i w innych publikacjach wielokrotnie, gdyż
zawiera jedną z nielicznych wypowiedzi Kolberga odnoszących się do organizacji pracy w terenie. Wnosi też istotne informacje o najwcześniejszych
podróżach:
Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany r. 1839 w Wilanowie, dał mi
już spory zasób nader ciekawych motywów i popchnął do dalszych poszukiwań
na tem polu. Wszakże wycieczki najczęściej dokonywane w święta i w towarzystwie przyjaciół w lecie, na piechotę, dobywać się mogły tylko w najbliższe okolice Warszawy. Zapuszczać się dalej, zwłaszcza samemu, a choćby i we
dwójkę lub trójkę, z koszturem w ręku, nie było wówczas podobieństwem, bo
chłopi, nieufni i podejrzliwi na każdym kroku gotowi byli nieznajomych sobie
apostołów chwytać i odstawiać do powiatu jako missaryuszów narodowego
rządu. Doświadczyłem tego w r. 1841 robiąc z Konopką wycieczkę do Czerska,
gdzie oswobodzenie z ich rąk winni jedynie byliśmy rozumnej interwencji wójta
miejscowej gminy2.

Wspomnienie Kolberga porusza jednocześnie dwie ważne kwestie.
Pierwsza z nich to data: „1839”, która wskazuje na czas pierwszych wędrówek etnograficznych, ze względu na pewne nieścisłości w zachowanej
dokumentacji określany najczęściej jako przełom lat trzydziestych i czterdziestych lub początek lat czterdziestych XIX wieku. Były to więc czasy, w których wyjście w teren było rzadkością i ograniczało się zwykle
do jednego regionu3. Pierwsze wyprawy Kolberga również ograniczały
się przede wszystkim do najbliższych okolic Warszawy, ale odwiedzał też
1

J. Kamionka-Straszakowa Podróż, w: Słownik literatury polskiej XIX wieku, pod red.
J. Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław-Warszawa-Kraków 2002, s. 700.
2 Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183 (dawna 2184), k. 68.
3 Badania folklorystyczne na Mazowszu prowadził już przed rokiem 1830 Kazimierz Wł.
Wójcicki, który po powstaniu listopadowym, na emigracji w Galicji, podróżował też po Pokuciu. Jednym z terenowców był także mało dziś znany Ludwik Kamiński prowadzący badania etnograficzne na Podhalu w latach czterdziestych XIX. stulecia; wyniki jego badań zostały opublikowane dopiero w XX wieku, zob. L. Kamiński (vel Kamieński) O mieszkańcach

402

�miejsca dalej położone, jak na przykład Tretki w powiecie kutnowskim,
gdzie po raz pierwszy był być może już w 1838 roku, a potem kilkakrotnie,
m.in. w latach 1839–1841. Wkrótce rozszerzył badania na dalsze tereny
Królestwa Polskiego oraz Galicję (1842, 1843).
Pomimo dostępnej znacznej części korespondencji oraz zachowanych
notatek Kolberga, takich jak wymieniony Szkic autobiografii i szczegółowe spisy przychodów i rozchodów (w tym wydatki na podróże etnograficzne) z lat 1859–1869, nie można już dziś odtworzyć wszystkich wypraw
badacza, a tym bardziej ustalić dokładnie ich datowania. Analiza tych
dokumentów, a także dat zamieszczonych przez autora Ludu w poszczególnych monografiach wykazuje liczne niekonsekwencje 1. Ich przyczyną
może być fakt, że część notatek Kolberg sporządzał dopiero pod koniec
życia, a zatem nawet kilkadziesiąt lat po odbyciu podróży. Mógł więc mylnie odnotować rok wyprawy. Z kolei niektóre niezgodne z dokumentami
pisanymi daty pojawiające się na kartach Ludu mogą wynikać z błędów
drukarskich, o które w tamtych czasach nie było trudno. Nie można też
zupełnie pominąć „pomyłek” celowych czy nawet ukrywania pewnych
faktów, takich jak na przykład kontakty ze środowiskiem głęboko patriotycznym, byłymi powstańcami i ludźmi zaangażowanym w działalność
wymierzoną przeciw zaborcom2. Z tych właśnie przyczyn trudno niekiedy
precyzyjnie określić czas i miejsca podróży Kolberga opisywanych w tym
opracowaniu.
Drugą ważną informacją we wspomnieniu Kolberga jest wyraźna
wzmianka o braku możliwości poruszania się w pojedynkę „z kosturem
w ręku”. Przeczy ona stereotypowemu wizerunkowi Oskara, który tak
jak Roman Zmorski wędruje od wsi do wsi i od chaty do chaty, odziany
w chłopską sukmanę i wsparty o sękaty kij3. Zgodnie z tym, co sam napisał, Kolberg odbywał pierwsze wyprawy w gronie przyjaciół, tak jak on
gór tatrzańskich. Najdawniejsza monografia etnograficzna Podhala, z rękopisu opracował,
objaśnieniami opatrzył oraz podał do druku J. Kolbuszewski, Kraków 1992.
1 Szczegółowe informacje o podróżach i niezgodnościach w ich dokumentacji, zob. E. Millerowa Kalendarium podróży Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III
(DWOK T. 85/III).
2 Przykładem mogą być związki Kolberga z rodziną Hemplów, zob. E. Millerowa Chełmskie
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82),
s. XIV–XX.
3 Wizerunek wędrówek z kosturem utrwalił m.in. T. Lenartowicz w wierszu Wezwanie,
zob. tegoż Wybór poezyj, T. 2: Warszawa 1876, s. 3–4.

403

�zafascynowanych folklorem, a nazwiska towarzyszących mu osób wymienił
kilkadziesiąt lat później w Mazowszu: Józef Konopka, Walenty Zakrzewski
i Emil Jenike, a także Teofil Lenartowicz, Ludwik Norwid, Ignacy Komorowski, Karol Marconi i Antoni Kolberg. Nawet te pierwsze podróże Kolberga różniły się od wędrówek grona cyganerii warszawskiej (a należeli do niej
niektórzy jego współtowarzysze), która wedle słów Ryszarda Wojciechowskiego „manifestując swoje ludomaństwo strojem, wycieczkami na wieś,
przetwarzaniem gminnych motywów w poezji […], czyniła to z pobudek
ideowych”, a „symboliczne i deklamacyjne rekwizyty [ubiór i kostur] były
jedyną możliwą demonstracją poglądów”1.
Oskar nigdy nie manifestował swoich zainteresowań przy pomocy
chłopskiego ubioru, co potwierdza też wspomnienie Izydora Kopernickiego, będące jednocześnie świadectwem czasów, w jakich działał autor Ludu:
W tych ustawicznych, pracowitych wędrówkach jego po kraju, mylnie byłoby wyobrażać sobie Kolberga z kosturem w ręku, wędrującego od wsi do wsi, od karczmy
do karczmy, jak to czynił Zoryan Chodakowski o pół wieku przed nim. W owym
czasie, gdy po wsiach nakazywano śledzić i chwytać emisariuszów demokratycznych, podobnie jak dziś socjalistów, wędrowny etnograf z kosturem dostałby się
niechybnie w pierwszej wsi do aresztu, tak samo jak dzisiaj. Jakoż zdarzyło się
samemu Kolbergowi doświadczyć przygody bardzo podobnej, gdy w r. 1841, bez
kosturów nawet, wybrali się z Józefem Konopką na piechotę do Czerska2.

Trwałym śladem pieszej wycieczki do Czerska, która potwierdziła, że
nawet krótkie wypady za miasto wymagają przygotowania, jest rękopis
zatytułowany Pieśni ludu z okolic Czerska i Piaseczna3. Manuskrypt zawiera zapisy pieśni bez melodii, a jego autorem jest Józef Konopka, na co
wskazuje ołówkowa nota sporządzona nieznaną ręką: „Ś. p. Józef Konopka
w pierwszej wycieczce etnogr[aficznej] z Kolbergiem, Jenike i Zakrzewskim
w r. 1841”. W czasie tej wyprawy Kolberg zapisywał melodie, ale jedyne
1

R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 136 i 137.
2 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. X; pierwodruk: Oskara Kolberga Przemyskie, z pośmiertnych materiałów wydał I. Kopernicki, Kraków 1891. Przedmowa… zawiera wiele cennych informacji dotyczących pracy Kolberga i będzie jeszcze cytowana.
3 Rkp. J. Konopki Pieśni ludu z okolic Czerska i Piaseczna, Arch. PTL, teka 45, sygn. 1419,
k. 1–6; w tytule słowa: „i Piaseczna” dopisane przez Kolberga.

404

�zachowane jego materiały są niezwykle skromne i obejmują obecnie zaledwie kilka zapisów, zredagowanych już na czysto1. Oba rękopisy są jednak
dokumentem wspólnej pracy w terenie, którą Kolberg będzie jeszcze podejmował w przyszłości między innymi z Kornelem Kozłowskim, Bogumiłem
Hoffem i prawdopodobnie z Władysławem Wierzbowskim2.
Czasy pierwszych podróży Oskar opisywał później z ogromną sympatią i nostalgią, nazywając po latach swoich towarzyszy „miłymi druhami”,
a ich zapiski – „życzliwą usługą”3. Realizowana z ogromnym zapałem pasja
zbieracza, wynikająca początkowo bez wątpienia z romantycznej fascynacji
ludowością, szybko zmieniła się w organiczną, żmudną pracę dokumentatora, a spontaniczne wypady za miasto, które zakończyć się mogły „odstawieniem do powiatu”, zastąpione zostały planowanymi z góry podróżami,
o których Kopernicki pisał jako o odbywanych „mniej efektownie, lecz
bezpieczniej i skuteczniej”4. Sam zaś Kolberg wspominał:
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za
tychże listem rekomendacyjnym)5.

Udając się na przykład w okolice Wyszkowa na Mazowszu, w lecie 1843
roku, skorzystał ze znajomości z rodziną Norwidów i Suskich. Ludwik Norwid, wspomniany już współtowarzysz pierwszych wędrówek Kolberga, był
starszym bratem poety. Urodził się i gospodarował we wsi Strachówka
pod Radzyminem, ale Kolberg kilkakrotnie wymienia w dokumentach miejscowości Wysoce (dziś Wysocze w powiecie ostrołęckim) i Głuchy jako
miejsce swoich eskapad, kiedy to gościny udzielali mu właśnie Norwidowie oraz Suscy (Paulina, siostra Ludwika i Cypriana, była żoną Jana Suskiego). Związek rodziny z Wysocem pozostaje niewyjaśniony, natomiast
1 Zob. np. O. Kolberg Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), s. 115, nr 261; pierwodruk: Kraków
1886. Pieśń opublikowana na podstawie rkp. O. Kolberga, Arch. PTL, teka 42, sygn. 1349, k. 21.
2 Z Kornelem Kozłowskim Kolberg prowadził badania w okolicach Czerska na Mazowszu
w 1865 roku, z Władysławem Wierzbowskim udał się w 1858 roku w Augustowskie; w obu
przypadkach Kolberg zapisywał melodie, a jego towarzysze teksty pieśni. Podczas pobytu
w Wielkopolsce pod koniec lat sześćdziesiątych podróżował przez pewien czas z rysownikiem
Bogumiłem Hoffem.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. XI nlb; pierwodruk: Kraków 1885.
4 Dr I.K. [I. Kopernicki]. Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. X.
5 Rkp. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAN i PAN, sygn. 2183 (dawna 2184), k. 68.

405

�Głuchy należały do Norwidów jako dobro ich matki, Ludwiki Zdzieborskiej. W 1848 roku dwór w Głuchach kupił Jan Kanty Suski, będący już
wówczas mężem Pauliny1. Oskar odwiedził ich jeszcze raz w 1862 roku,
a w dowód wdzięczności za gościnę dedykował Paulinie skomponowane
przez siebie kujawiaki2.
Przyjaźnie i znajomości zawiązane w stolicy pozwoliły też Kolbergowi
na prowadzenie badań na ziemi dobrzyńskiej, na którą udał się w 1854 lub
1856 roku3. Przebywał wówczas w Działyniu u rodziny Dziewanowskich
i w Łążyniu u Zielińskich. Syn właściciela Działynia, Dominik (1811–1880)
był, tak jak wszyscy bracia Kolbergowie, uczniem Liceum Warszawskiego
i przyjacielem najstarszego z nich – Wilhelma. Wprawdzie sam Dominik
już w 1838 roku osiadł w Szafarni, ale z pewnością dzięki niemu Oskar
mógł gościć w dobrach rodzinnych w Działyniu. Natomiast do Łążynia trafił dzięki kontaktom z Gustawem Zielińskim (1809–1881), pisarzem i publicystą, podobnie jak Kolberg, współpracującym z „Biblioteką Warszawską”
i Encyklopedią powszechną Samuela Orgelbranda.
Również warszawskie kontakty zaprowadziły Kolberga w lecie 1859
roku do Orońska w ówczesnej guberni radomskiej, gdzie mieszkała Amalia
Pruszakowa, żona Jana Konstantego Pruszaka, w młodości ucznia Liceum
Warszawskiego. Kolberg mógł znaleźć się w Orońsku także dzięki przyjaźni
z Seweryną Pruszakową, która była szwagierką Amalii z racji swego pierwszego małżeństwa z Tomaszem, bratem Jana. W 1847 roku Seweryna otworzyła w Warszawie salon literacki, którego gościem bywał Oskar Kolberg.
Radomskie odwiedzał zresztą parokrotnie w poprzednich latach, również
wykorzystując kontakty rodzinne i towarzyskie.
Po blisko czterdziestu latach doświadczeń terenowych Kolberg użył sformułowania „stacje” dla określenia miejsc, w których prowadził badania na
1 Zob. E. Antyborzec Mazowsze Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do
tomów 24–28 cz. I (DWOK T. 80/I), s. XXI.
2 Pierwodruk: Kujawiaki w stylu gminnym, Warszawa [1845]; podobnie jak inne kompozycje Kolberga, zostały wydane w ramach edycji Dzieł wszystkich, zob. O. Kolberg Kompozycje
fortepianowe (DWOK T. 69), s. 119–165, nr 21–30.
3 W Wykazie podróży Oskara Kolberga, zob. Korespondencja Oskara Kolberga cz. III
(DWOK T. 66), s. 705 (oryginał rkp.: BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 69), podróż ta widnieje pod
datą: „1856”, natomiast w przedmowie do własnego artykułu Właściwości, pieśni i tańce ludu
Ziemi Dobrzyńskiej zamieszczonej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VI:
1882, dział III, s. 86 Kolberg podał rok 1854 jako czas prowadzenia badań; powtórzył też tę datę
przy opisie wesela w tejże publikacji na s. 98.

406

�Pokuciu w 1876 roku1. Rok później, zapowiadając listownie swoją wizytę
w Czortowcu u Władysława Przybysławskiego, powtórzył ten termin, pisząc o przybyciu do „stacji etnograficznej”2. W korespondencji tej wspomniał również o „użyciu własnych swoich pedałów”, co prawdopodobnie
było częstą praktyką podczas jego etnograficznych podróży. Takie piesze
wycieczki Kolberg mógł odbywać na przykład z Mazewa do pobliskiego
Jarochowa w powiecie łęczyckim, z Gończyc do wsi Sokół i Ostrożeń w powiecie garwolińskim czy podczas pobytu w dobrach Czarlińskich w Brąchnówku nieopodal Chełmży, skąd wyprawiał się do oddalonych o blisko
dziesięć kilometrów Tylic i Łysomic oraz do Turzna. Niewątpliwie jedną
z najdłuższych była wspominana już wspólna z Józefem Konopką i innymi
towarzyszami czterodniowa wyprawa do odległego o czterdzieści kilometrów od Warszawy Czerska. Ponowną podróż w te okolice, już nie pieszą,
Kolberg podjął ponad dwadzieścia lat później, udając się do rodziny Kozłowskich, do Czaplina.
Stacjonowanie w zaprzyjaźnionych dworach nie tylko dawało poczucie
bezpieczeństwa i stabilizacji, ale również ułatwiało pozyskanie informatorów. Po latach Oskar pisał:
Przybywszy tam badałem naprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy
ośmieleni w służbie dworskiej byli skorsi do pogawędki i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali innych ze wsi iż za napitek
i wynagrodzenie udawali się w tym celu do dworu lub pozwalali do swojej
przychodzić chaty3.

Relację podobną do wspomnień Kolberga przekazał też Izydor Kopernicki:
Wybierając się w jakąś nieznaną sobie stronę kraju, starał się on pozyskać tam
sobie zawczasu gościnne przyjęcie i chętne poparcie u kilku osób miejscowych,
znających dobrze lud okoliczny i posiadających jego zaufanie, a przez to mogących pod każdym względem ułatwić mu jego badania4.
1 Brulion listu Kolberga do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 658.
2 Brulion listu Kolberga do W. Przybysławskiego z 9 VII 1877 r., Korespondencja Oskara
Kolberga cz. II (DWOK T. 65), s. 51–52.
3 Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
4 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…(DWOK T. 35), s. X.

407

�Brak poparcia przez miejscowego ziemianina czy duchownego nie pozwalał wówczas na przeprowadzenie dokładniejszych badań, czego przykładem są takie regiony jak Mazury Pruskie czy Śląsk. Na Mazury pojechał
Kolberg na krótko we wrześniu 1875 roku, i to raczej nie w celach badawczych, a po to, by dopiero nawiązać odpowiednie kontakty za pośrednictwem miejscowych duchownych protestanckich, gdyż nie było tu gościnnych dworów polskich ziemian. Badacz był od lat dysponentem rękopisu
Gustawa Gizewiusza zawierającego zbiór pieśni z okolic Ostródy i Kraplewa1, ale do wypełnienia całej monografii tego terenu wciąż brakowało mu
materiałów etnograficznych i melodii. Niewykluczone też, że zdołał już
skontaktować się z Wojciechem Kętrzyńskim, którego prace miały również zostać wykorzystane w przyszłym tomie2. Na Mazurach, w ówczesnym
Lecu (dziś Giżycko), Kolberg dotarł między innymi do nauczyciela i regionalisty Marcina Giersza oraz do pastora Hermana Brauna. W Ełku spotkał
się z kolei z superintendentem Karolem Remusem i pastorem Reinholdem
Giżyckim, jednak żadne z tych spotkań nie zaowocowało ani zorganizowaniem miejsca badań, ani też pozyskaniem osoby chętnej do gromadzenia
materiałów i ich przesyłania. Stosunki narodowościowe na tych terenach
były w tym czasie szczególnie trudne, co doskonale oddaje fragment listu
superintendenta Karola Cludiusa, będący odpowiedzią na mylnie skierowaną przez Kolberga korespondencję, której adresatem miał być Fryderyk
Cludius, pastor w Kraplewie:
Pismo Pańskie z pytaniami etnograficznymi posłałem do obecnego proboszcza
Kraplewa, o którym sądzę, że melodie do pieśni Gizewiusza poleci spisać organiście […]. Natomiast nie wątpię, że w dawaniu odpowiedzi na zagadnienia
etnograficzne weźmie on pod uwagę inspiracje panslawistyczne tych zainteresowań naukowych. Podczas mojej działalności w Kraplewie od 1861–1873
odniósł element niemiecki szereg zwycięstw nad charakterem ludności polskiej […],

pisał między innymi Cludius, dodając w dalszej części listu, że:
1

Rkp. G. Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836 do 1840 roku, BN PAU i PAN, sygn. 2559.
2 W. Ogrodziński „Mazury Pruskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazury Pruskie
(DWOK T. 40), s. VIII–IX.

408

�Strona naukowa zagadnień etnograficznych interesowałaby nas – inaczej niż
proboszcza Giseviusa – gdyby ewangelia i pruski kościół narodowy wyznania
ewangelickiego Polakom stały się miłe1.

Trudna sytuacja polityczna, a w konsekwencji brak odpowiedniego zaplecza w postaci polskich dworów, były też przyczyną pominięcia przez
Kolberga części pruskiej Śląska jako miejsca badań terenowych, mimo że
planował trzytomową monografię tego obszaru2. Wybierał się tam wprawdzie w lecie 1886 roku, o czym wiadomo z korespondencji Józefa Blizińskiego, który przestrzegał stanowczo przyjaciela przed próbą podjęcia podróży
w tym kierunku:
Co do wyjazdu na wieś, to projekt, o którym od was słyszałem, jechania gdzieś
pod Wrocław na Śląsk, czy też do samego Wrocławia, zapewne odłożony ad
feliciora tempora, jako teraz niewykonalny. Gdyby tak jeszcze chodziło o zwykłego śmiertelnika, skończyłoby się na wytransportowaniu do granicy. Ale etnograf europejskiej sławy, który już napisał tyle tomów i który obecnie w roku
1886 zbierałby dowody polskości owego Śląska, który żelazny książę chce mieć
niemieckim, na pewno padłby ofiarą na podobieństwo Kraszewskiego3.

Zbyt pochopne lub źle przygotowane wyprawy, nawet na tereny, na
których majątki ziemskie należały w większości do Polaków, skutkowały
brakiem pozyskania materiałów, o czym przekonał się Kolberg już jako
całkiem doświadczony badacz, bo pod koniec lat sześćdziesiątych. Odbywał wówczas jedną z podróży po Wielkopolsce. Towarzyszył mu rysownik
Bogumił Hoff, który po latach opisał, być może nieco koloryzując incydent,
niefortunnie zorganizowane spotkanie z informatorami:
Pamiętam, że w pewnej wiosce, nie znalazłszy ani parafii, ani dworu, szukaliśmy
pomocy u miejscowego nauczyciela. Nie bardzo był on skłonny do zastosowania
1

Fragmenty polskiego tłumaczenia listu K. Cludiusa do Kolberga z 20 III 1876 r., podano za:
Korespondencja…cz. I (DWOK T. 64), s. 584; niemiecki tekst tamże, s. 583–584, rkp. w zbiorach
BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 115.
2 Zob. brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r, Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 303, tam Kolberg wymienia planowane 3 części monografii Szląsk pruski.
3 Brulion listu J. Blizińskiego do Kolberga z 19 VI 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 345. Wzmianka o Kraszewskim dotyczy aresztowania tego ostatniego przez policję
saską pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Francji, zob. też brulion listu Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 27 X 1883 r., tamże, s. 82 i przyp. 1.

409

�się do naszej prośby; tylko tyle nam zrobił, że pozwolił u siebie w mieszkaniu
pracować. […] namówiliśmy młodego wieśniaka i wieśniaczkę, żeby przybyli do
szkoły. Kolberg jak zwykle wybadał ich pod względem zwyczajów, podań, śpiewów itd. i wydobył z nich, co tylko się dało, a ja przez ten czas naszkicowałem
ich typy i stroje. Dotąd szło to jako tako, bo za pomocą piwa i przyrzeczenia wynagrodzenia pieniężnego nie skąpili odpowiedzi i pozwolili się odrysować, lecz
od razu zmieniło się to wszystko. Matka owej dziewczyny wpadła jak wariatka
do pokoju, a za nią cała gromada kobiet i chłopów. Z krzyku bab zrozumieliśmy,
że nie tylko nie pozwalały na nasze studia, ale w dodatku poturbowały biedną zlęknioną dziewczynę i parobka i żądały, abyśmy im wydali nasze notatki
i rysunki do zniszczenia. [...]. Wobec tak rozjątrzonego pospólstwa nie pomogły
ani tłumaczenia, ani prośby: koniecznie żądały wydania im papierów, bo jak
dowodziły, spisanie ich tajemnic to zdrada, a nieszczęście dla malowanych […].
Ledwie zdołaliśmy z naszymi notatkami dostać się do kuchni, a stamtąd za
radą nauczycielki czym prędzej przebiegliśmy podwórze, ogród, przez parkan na
otwarte pole i dalej w nogi na chybił trafił. Szczęściem naszym już noc zapadła
i tylko tym sposobem udało nam się wydostać ze wsi1.

Przygoda opisana przez Hoffa po raz kolejny potwierdza, że badacz potrzebował nie tylko wsparcia dworu, ale i sprawnych nóg zamiast przysłowiowego kostura. W trudnych czasach nieufności chłopów wobec obcych
również pośrednictwo miejscowych ziemian w wykorzystywaniu służby
dworskiej jako pierwszego, a niekiedy zapewne i jedynego źródła informacji było działaniem koniecznym. Stawiany czasem Kolbergowi zarzut, że
swoje badania prowadził niejako za biurkiem, odpytując sprowadzonego
informatora, wynikać może z nieznajomości ówczesnych realiów społecznych i politycznych. Metodą zastosowaną przez Kolberga posługiwał się też
w pewnym stopniu Bronisław Malinowski, ikona badań terenowych, który:
[...] w czasie drugiego pobytu na Boyowa, głównej wyspie archipelagu (1917–
–1918), na 41 tygodni badań mieszkał na stałe w tubylczych osadach tylko 22 tygodnie. Resztę tego okresu spędził w środowisku lokalnych kupców, misjonarzy
i administratorów. W tym czasie albo nie prowadził badań, albo polegały one
na wywiadach z umówionymi informatorami2.
1

Wspomnienia B. Hoffa zostały opublikowane w „Wiśle” w 1904 roku; cytat podano za:
A. Skrukwa Związki Oskara Kolberga z Poznańskiem, „Wielkopolskie Zeszyty Folkloru”
1966, nr 2, s. 2–13.
2 Cytat podano za: T. Buliński, M. Kairski Pytanie o teren…, s. 10; tam za: M. Young Bronisław Malinowski. Odyseja antropologa 1884–1920, przełożył P. Szymor, Warszawa 2008.

410

�Wspomnienia Kopernickiego oraz przekazy samego Kolberga wskazują
jednak, że nie tylko dwór był miejscem sporządzania zapisów, ale także
karczma i wiejska izba. Pierwszy z nich wyraźnie mówi o uczestnictwie
badacza w wiejskich uroczystościach:
W wędrówkach swoich po kraju szukając z zapałem i spisując pieśni ludowe
oraz ich melodyje, musiał on dla nich już samych często brać udział w obrzędach, uroczystościach i zabawach ludu, przy których te pieśni mógł słyszeć.
Obcując z ludem, nasłuchał się on jego żywej mowy, opowieści, podań itp.
i przypatrzył się wszelkim szczegółom bytu i zwyczajów ludowych1.

Bezpośrednie kontakty Kolberga z informatorami w terenie potwierdzał
także Lucjan Siemieński, świadek jego pobytu w Tatrach i w Pieninach
w 1857 roku. Według słów Siemieńskiego Oskar „[…] nawiedzał góralskie
chaty lub przestawał z bacami i juhasami na polanach, od których umiał
wyłudzać melodie i słowa […]”2, a sam Kolberg, relacjonując tę podróż,
wspominał o odwiedzinach szałasów i koczowaniu przy ognisku z góralami3. Mniej natomiast entuzjastycznie opisał swoje kontakty z informatorami
w liście do Józefa Ignacego Kraszewskiego, któremu w 1857 roku przesłał
egzemplarz swoich niedawno wydanych Pieśni ludu polskiego:
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni
obcemu (tak nazywa każdego w paltocie lub surducie), w jego niecierpliwości
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu
drzewa lub w polu na własnym kolanie albo na karku towarzysza wędrówki
wpisywać nuty, a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania4.
1

Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. XII.
L. Siemieński Kilka rysów literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, Warszawa
1859, T. II, s. 282.
3 O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń d. 11 września 1857 w: tegoż Pisma muzyczne cz.
II (DWOK T. 62), s. 363; pierwodruk: „Ruch Muzyczny” R. 1: 1857, nr 26.
4 List Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 74.
2

411

�Słowa Kolberga zwracają uwagę nie tylko na bezpośredni kontakt z wykonawcami, ale też na ich nieufność, która była stałym elementem towarzyszącym zawsze podczas zbierania materiałów w terenie. Mimo trudności,
dokąd wiek i zdrowie pozwalały, badacz bywał w wiejskich chałupach
i karczmach, a po latach w liście do Ludwika Kuby pisał:
[…] mam wieku lat już przeszło 70. Nie zdziwisz się Pan zatem, gdy powiem, że
od lat 20 nie postałem już w żadnej karczmie, lubo przed 30 i 40 laty, by lud
dokładnie poznać, bardzo często chodziłem1.

Rejestrowanie przebiegu uroczystości weselnych na bieżąco, a nie na
podstawie relacji odpytywanego informatora, wydają się też potwierdzać
niektóre rękopisy terenowe Kolberga, w których między pośpiesznymi
i skrótowymi opisami poszczególnych fragmentów obrzędów znajdziemy uwagi wynikające najprawdopodobniej z bezpośredniej obserwacji.
Wśród notatek dotyczących zbierania datków dla młodych znajdują się
np. wzmianki o ich wysokości: „starsi dają po rublu, mali i druhny po 10,
5, 3 grosze”, a przy opisie rozlokowania drużyny pana młodego i panny
młodej przy stole w karczmie, na którym leży chleb z wiankiem, uwaga,
że jest tam także „ser i kiełbasa”. Pełny opis wesela, z którego zaczerpnięto
powyższe notki, został sporządzony we wsi Oleksianka w powiecie mińskim, gdzie Kolberg przebywał od 6 do 15 lipca 1862 roku2 i gdzie mógł być
świadkiem przynajmniej części trwającego kilka dni wesela. W pochodzących z tej samej miejscowości materiałach, również dotyczących przebiegu
wesela, znajdziemy z kolei zanotowane jedne pod drugimi akapity opisujące
czynności wykonywane przez starostów i drużbów na przestrzeni kilku dni,
a także wzmianki o wcześniejszych zalotach. Tego typu opis mógł zostać
rzeczywiście sporządzony na podstawie relacji informatora.
Podróże Kolberga z lat 1859–1869 zostały bardzo dobrze udokumentowane w zachowanych spisach przychodów i rozchodów z tego okresu3.
1

Brulion listu Kolberga do L. Kuby z 13 VII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 356.
2 Opis wesela w rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 2, sygn. 1124, k. 8–9, zob. też O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 139–151; pierwodruk: Kraków 1887. Poza wymienionym manuskryptem pobyt w Oleksiance potwierdzają m.in. zapiski Kolberga, zob. Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 8.
3 Mowa o wymienionym już w poprzednim przypisie rkp. Kolberga Notatnik zawierający
rachunki….

412

�Wizyta w jednym miejscu trwała zwykle od kilku dni do około dwóch tygodni. Notatki badacza, które dotyczą przede wszystkim kosztów wypraw,
w tym datków dla informatorów (o czym mowa będzie dalej), pozwalają
też wskazać miejsca i stosunkowo dokładny czas jego pobytu w określonej
miejscowości. W ten sposób możliwe jest odtworzenie na przykład dwumiesięcznej podróży w Lubelskie i Radomskie, trwającej od 2 lipca do 2
września 1859 roku, podczas której Kolberg był w kilkunastu miejscowościach. O wyprawie do Mazewa w powiecie łęczyckim, pod datą 31 lipca
1860, napisał: „w Mazewie za pieśni przez 15 dni – 4, 75 rs”, ale nie można
wykluczyć, że wrócił tam jeszcze 4 sierpnia, gdyż pod taką datą widnieje
notatka: „w Mazewie na organy 1 rs.”1. Właścicielem Mazewa był znany
Kolbergowi z Warszawy Wacław Aleksander Maciejowski, historyk i słowianoznawca. Przy tak sprzyjających okolicznościach Mazew okazał się
doskonałą stacją badawczą, tym bardziej, że był też prawdopodobnie bazą
wypadową do pobliskich wsi, a znajomość z Maciejowskimi (folwarkiem
zarządzał syn Wacława – Kazimierz) umożliwiła Kolbergowi dalsze jeszcze
kontakty w celu pozyskiwania materiałów.
Podróż w Łęczyckie w lecie 1860 roku była połączona z wyprawą na
Kujawy. Z Mazewa Kolberg udał się między innymi do Bogusławic, Kłonowa, Bodzanowa i Otmianowa, gdzie zebrał prawdopodobnie jedynie
materiały dotyczące folkloru muzycznego, który w tym czasie pozostawał
jeszcze głównym przedmiotem badań i źródłem do publikacji w kolejnych
zeszytach. Zeszyty te zawierać miały określone gatunki pieśni na podobny
temat lub połączone sytuacją wykonawczą, na przykład pieśni żniwiarskie,
rzemieślnicze, kołyskowe itp. Jednak po zmianie planów wydawniczych
potrzebne były Kolbergowi także inne informacje, daleko wykraczające
poza folklor muzyczny i kulturowy kontekst wykonywanych pieśni. Być
może z tego powodu kolejna podróż na Kujawy trwała aż kilka tygodni, od
20 sierpnia do 7 października 1865 roku. Przygotowując do druku pierwszą
pełną monografię etnograficzną (w przeciwieństwie do Sandomierskiego,
które było de facto zbiorem pieśni), chciał zapewne przeprowadzić bardzo
szczegółowe badania i poświęcić im stosunkowo dużo czasu. Taki sam plan
miał też zapewne Kolberg w stosunku do innych regionów, ale rzeczywistość pokazała, że pobyt trwał niekiedy zaledwie kilka dni i ograniczał się
do jednej lub dwóch tylko miejscowości. Dłuższe penetracje danego terenu,
1

Tamże, k. 23v.

413

�możliwość ewentualnego powrotu w latach następnych oraz nawiązanie
współpracy z miejscowym ziemiaństwem wpływały zatem na jakość pozyskanych materiałów, w tym na ich zakres tematyczny. Badania terenowe
i ich wyniki zależały więc w ogromnym stopniu od czasu, jaki mógł poświęcić Kolberg na pracę w danym regionie. W czasie pracy etatowej, to
jest w latach 1844–1859 ograniczała go możliwość uzyskania „dni wolnych”,
bowiem pojęcie urlopu wypoczynkowego było wówczas nieznane. Badacz
co najmniej dwukrotnie otrzymał urlop dla poratowania zdrowia, a raz
celem załatwienia ważnych spraw rodzinnych. Ponadto podróżowanie na
terenie zaboru rosyjskiego utrudniały zarządzenia władz, które na wyjazd
z Warszawy (kontrolowany na rogatkach miasta) wymagały paszportu. Dodatkowo paszport taki wskazywał określoną gubernię, w obrębie której
można było się poruszać.
W przypadku wspomnianych badań na Kujawach duże znaczenie miała niewątpliwie wcześniejsza znajomość terenu i jego mieszkańców właś­
nie ze względu na restrykcyjną politykę władz, dotyczącą poruszania się
w granicach zaboru rosyjskiego. Dlatego też zapewne podczas obu podróży
Kolberg skupił się na miejscowościach leżących w części regionu należącej
do Królestwa Polskiego (oprócz Bodzanowa, Bogusławic, Kłonowa i Otmianowa odwiedził też Redecz, Płowce, Głuszyn, Ruszkowo i prawdopodobnie
Więcławice), choć niewykluczone, że był także w Służewie, pozostającym
po drugim rozbiorze pod zaborem pruskim. Jednak przejazd na tereny Prus
stanowił dodatkową komplikację, szczególnie że nie była to jedyna wyprawa Kolberga w 1865 roku. Wcześniej, w czerwcu przebywał przez 5 dni
w Czaplinie, w ówczesnym powiecie grójeckim, gdzie prowadził badania
z Kornelem Kozłowskim, w lipcu był w Gałęzowie w powiecie lubelskim,
co odnotował w itinerarium1, a w drodze na Kujawy zatrzymał się jeszcze
w Mazewie.
Nie oznacza to, że mieszkając w Warszawie, odbywał podróże jedynie
po zaborze rosyjskim. Od roku 1842 bywał u zaprzyjaźnionych Konopków
w Modlnicy. Jak już wspomniano, w 1857 roku, udając się na południe
Europy, zatrzymał się między innymi na Podhalu. Dotarł tam ponownie
w 1861 roku w drodze na tereny Galicji wschodniej, gdzie kontynuował
badania także w latach późniejszych. Rok później udał się w długą podróż
etnograficzną na Wołyń, trwającą od końca lipca do początku października.
1

Wykaz podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.

414

�Z pewnością przebywał wówczas w Tuliczowie u znanej tylko z nazwiska
rodziny Dobrowolskich, w majątku Sierakowskich w Turyczanach, w Bilczu u Michała Sołtana, syna Adama, uczestnika powstania listopadowego.
Był też w Żytomierzu, gdzie kontaktował się z Janem Prusinowskim, adwokatem, literatem i miłośnikiem folkloru. Najprawdopodobniej odwiedził
też szereg innych miasteczek i wsi oraz gościł u innych jeszcze osób, co
potwierdzają zachowane dokumenty osobiste oraz noty lokalizacyjne w rękopisach terenowych1.
Pod koniec lat sześćdziesiątych rozpoczął też badania w Wielkim Księstwie Poznańskim. W 1867 roku przebywał w Czeszewie, w powiecie wągrowieckim, u rodziny Libeltów oraz w Siekierkach, w powiecie średzkim,
we dworze Radońskich. Podczas pobytu Oskara w Siekierkach mieszkała
również pisarka Paulina Wilkońska, siostra Anieli Radońskiej. Z Wilkońską
Kolberg przyjaźnił się jeszcze w Warszawie, gdzie bywał w prowadzonym
przez nią salonie literackim, i ona najpewniej spowodowała zaproszenie
etnografa do Siekierek. Na podstawie zachowanych dokumentów trudno
dokładnie określić, ile czasu w 1867 roku poświęcił Kolberg badaniom
w Wielkopolsce, gdyż tego samego lata udał się jeszcze w podróż po Galicji.
Wracał później na tereny Poznańskiego kilkakrotnie i zawsze przyjmowany
był bardzo życzliwie w domach Wolniewiczów w Dębiczu, u Czarneckich
w Pakosławiu, u Niegolewskich w Morownicy i w Targoszycach u Józefa
Łukaszewicza. Odwiedził też Miłosław, którego właścicielem był hrabia
Seweryn Mielżyński. Wielokrotne wizyty w Wielkopolsce przełożyły się
na stosunkowo bogate materiały etnograficzne, choć duża ich część została
zgromadzona nie podczas badań w terenie, ale dzięki współpracy z ziemiaństwem i Towarzystwem Przyjaciół Nauk2.
Organizacja badań na terenach zaboru rosyjskiego, ale także po części
w Galicji i w Wielkopolsce, uzależniona była w pewnym stopniu od warszawskich kontaktów Kolberga. Środowisko to było dość niewielkie, a jego
członkowie tworzyli społeczność, która wobec braku instytucjonalnych
ośrodków nauki spotykała się w salonach oraz w redakcji wspomnianej już
„Biblioteki Warszawskiej”. Kontakty zawiązane w Warszawie pozwalały też
na pozyskanie nowych znajomości już w terenie. W tym sensie znalezienie
1

Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 9; szczegółowy opis badań na Wołyniu
podaje A. Skrukwa, zob. „Wołyń” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu
36 (DWOK T. 84), s. V–LIV.
2 O materiałach zgromadzonych do monografii W. Ks. Poznańskiego mowa będzie dalej.

415

�stacji badawczej nie było może skomplikowane, ale warunkowało jednocześnie obszar potencjalnych badań. Jednak takie postępowanie znajduje
uzasadnienie także wśród współczesnych badaczy terenowych, na co wskazywali też M. Hammersley i P. Atkinson:
Podczas wyboru środowiska badawczego nie wolno lekceważyć względów ściśle
praktycznych […]. W rezultacie kontakty z ludźmi mogącymi ułatwić dostęp, skala ewentualnych kosztów podróży oraz dostępność dokumentacji itp. stanowią
przeważnie główne argumenty podczas zawężania pola wyboru1.

Ponadto, w przeciwieństwie do czasów współczesnych, kiedy wybór
określonych miejscowości podyktowany jest jakąś ich specyfiką, w czasach
Kolberga przedmiotem badań etnograficznych i folklorystycznych mogła
pozostawać każda wieś, zwłaszcza przed uwłaszczeniem i przed powstaniem ośrodków przemysłowych. A pozyskanie gdziekolwiek dogodnego lokum miało w przypadku Oskara niebagatelne znaczenie finansowe. Pełniona przez niego do 1859 roku „służba biurowa”2, jak określił ją Kopernicki,
pozwalała, choć nie bez ograniczeń, na odbywanie podróży badawczych,
jednak środki te były nader skromne. Po latach przyjaciel Oskara pisał:
[…] przysposabiał się on do swych upragnionych wędrówek, z najzabiegliwszą
oszczędnością ciułając sobie przez cały rok lub więcej grosz na to potrzebny, ze
swej płacy urzędniczej3.

Wprawdzie Kolberg wspominał zarówno wyprawy, jak i swoich gospodarzy z niezwykłą sympatią:
[…] wszędzie nader gościnnie byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki
miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone
z oszczędzonych na zajęciach lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się jedynie na datkach [dla] włościan za pozyskane
materiały4,

1

M. Hammersley, P. Atkinson Metody badań terenowych, przełożył S. Dymczyk, Poznań,
2000, s. 49.
2 Dr.I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. VIII.
3 Tamże, s. IX.
4 Rkp. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.

416

�a Kopernicki w dalszej części wspomnienia pisał o Oskarze, że:
[…] przesiadywał on w każdym domu tak długo, jak tego była potrzeba i przy
pomocy gościnnego i uczynnego gospodarza przyjaźnił się z miejscowymi grajkami i śpiewaczkami, wyszukiwał sobie starych bajarzy, doświadczone swachy
weselne, lekarki itp.1,

to bezsprzeczne jest, że badacz zdany był na gościnę mniej lub bardziej znanych sobie osób, co niekoniecznie było sytuacją komfortową. A i warunki
nie zawsze bywały dworskie, co może poświadczać, zapewne wiarygodne,
wspomnienie Antoniny Konopczanki:
W pewnym dworze przyjęto go nadzwyczaj grzecznie, ale pomieszczono na
nocleg w nie bardzo okazałej oficynie [...]. Jednego dnia, gdy się spać położył,
nastała burza w nocy – właśnie co tylko zgasił światło i chciał zasnąć – uczuł,
że krople deszczu na twarz spadają. Wkrótce zahuczał gwałtowny wicher i zerwał połowę dachu nad budynkiem. Wtedy z niewypowiedzianym łoskotem
zleciała większa część sufitu pokojowego tak, że tylko została cząstka tegoż nad
łóżkiem Kolberga2.

W dalszej części relacji Konopczanka opisuje i inne niedogodności
w trakcie pobytów we dworach, jak na przykład towarzystwo krzyczącej
papugi w pokoju, w którym ulokowano Kolberga. Autorka zwraca jednak
uwagę na troskę Oskara o jego zapiski, nie zaś o własną osobę oraz na jego
charakter, który nie pozwalał, by się na cokolwiek uskarżać. Niezależnie
jednak od warunków, jakie zapewniali gospodarze, należy zwrócić uwagę,
że byli to na ogół ludzie niezwykle oddani ojczyźnie, uczestnicy powstań,
działacze społeczni, jak choćby Prot Lelewel (Wola Cygowska), Ludwik
Górski (Sterdyń), Karol Libelt (Czeszewo), Władysław Niegolewski (Morownica) i wielu innych, którzy rozumieli i wspierali misję badacza.
Pomimo stosunkowo niskich kosztów wypraw każdy rubel był dla samofinansującego się Kolberga bezcenny, o czym świadczy wspomniany
spis przychodów i rozchodów, w którym wymieniał on najmniejsze nawet
kwoty wydane na przykład na atrament oraz drobne sumy przeznaczane
1

Dr.I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…(DWOK T. 35), s. X.

2 Wspomnienie A. Konopczanki przywołano za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek

z Modlnicy o Oskarze Kolbergu, „Wieś Radomska” T. 11: 2018, s. 102.

417

�na struny dla grajków i przekazywane wykonawcom za śpiewane pieśni.
W roku 1859 szczegółowo odnotował np. datki „za śpiewy i służbę czterem
kobietom – 60 kp.” oraz „w Gałęzowie za pieśni, skrzypek – 60 kp.”1; takie
wydatki kryły się też zapewne pod ogólnym hasłem „drobne” wielokrotnie
wymienianym przy spisywaniu kosztów podróży. Notatki te dokumentują
więc jednocześnie ważny element badań terenowych, jakim była choćby
drobna zapłata dla informatora.
Dopiero współpraca z Akademią Umiejętności odciążyła w pewnym
stopniu prywatny budżet Kolberga. Ze środków tej instytucji sfinansowana
została ostatnia podróż w Poznańskie i na tereny zachodnich oraz wschodnich Prus w 1875 roku. Jej przebieg można odtworzyć dzięki szczegółowemu sprawozdaniu Kolberga przygotowanemu dla Komisji Antropologicznej
Akademii, w którym wspomina on między innymi o odwiedzeniu mało
mu znanych części Wielkopolski2, to jest Pakosławia pod Rawiczem oraz
Morownicy pod Śmiglem. O ile w Pakosławiu Kolberg był istotnie po raz
pierwszy, to w posiadłości Niegolewskich w Morownicy gościł już wcześniej. Niewykluczone więc, że chciał uzupełnić materiały albo zwyczajnie
odwiedzić zaprzyjaźniony dwór. Właśnie przy okazji wyprawy w 1875 roku
badacz próbował nawiązać wspomniane już kontakty ze środowiskiem duchownych protestanckich na Mazurach.
W roku 1876 otrzymał kolejny specjalny fundusz od Akademii przeznaczony na badania etnograficzne na Pokuciu i Podolu. O odbytej w sierpniu i wrześniu podróży „do gór huculskich i Bukowiny” Kolberg wspominał w listach do znajomych3; zrelacjonował ją także w korespondencji
do władz Akademii, tłumacząc, że udało mu się zwiedzić „Pokucie, góry
huculskie i część Bukowiny”4. Charakteryzując szczegółowo trasę i przebieg
badań pisał ponadto:
Dla dokładniejszego poznania wszelkich cech okolic, o których tu mowa, obrałem kilka punktów od siebie dosyć odległych, aby warianty i odmiany tym wy1

Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 23.
Brulion sprawozdania dla Akademii Umiejętności, rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn.
2183, k. 70; całość opublikował W. Bieńkowski Oskar Kolberg w Królewcu w 1875 roku, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1992, nr 3–4, s. 341–349.
3 Zob. m.in. bruliony listów Kolberga do W. Siarkowskiego i do L. Gumplowicza, oba z 20
X 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 651–654.
4 Brulion listu Kolberga do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I
(DWOK T. 64), s. 657.
2

418

�raźniej wpadać mogły w oko. Skreślenie cech tych w pewnych miejscowościach
za stacje poniekąd przyjętych uzupełnione nowymi szczegółami i drobniejszymi
odcieniami z miejsc pośrednich pozbieranymi i kojarząc w następstwie wiadomości wszystkie w jedną całość, przedstawią z czasem obraz etnograficzny danej
prowincji w całej pełni1.

Koncepcja Kolberga została wprawdzie poddana krytyce przez Kazimierę Zawistowicz-Adamską, która pisała:
Długotrwały pobyt w tej samej miejscowości pozwalał na gruntowne jej zbadanie. Nic dziwnego, że takie miejscowości były pod względem zapisów etnograficznych uprzywilejowane i że w każdej z nich znajdujemy zazwyczaj materiał
do wszystkich działów obrzędowości, podczas gdy inne okolice były fragmentarycznie uwzględniane lub nawet całkowicie pomijane2.

Z perspektywy czasu, a przede wszystkim uwzględniając warunki pracy Kolberga, wydaje się jednak, że jego intuicja terenowca skierowana
była w dobrym kierunku. Wspomniane tu punkty badawcze, czyli „stacje”
i „miejsca pośrednie” (zapewne również te, do których wyprawiał się ze
„stacji”), to po prostu rodzaj „siatki” miejscowości, która pozwalała na uzyskanie materiałów z danego regionu. Prowadzenie badań, nie tylko etnograficznych, w oparciu o taką siatkę jest do dnia dzisiejszego uznaną metodą
pozyskiwania informacji w terenie, z taką tylko różnicą, że sieć punktów
badawczych jest znacznie gęstsza3, co w przypadku jednoosobowego „zespołu” było niewykonalne, a wyznaczenie punktów badawczych zależało
od znalezienia gościnnego dworu. Udało się to między innymi na części
obszaru Mazowsza, Wielkopolski, Pomorza, Pokucia, a także w Sanockiem.
Na Pokuciu, gdzie Kolberg przebywał nie tylko w roku 1876, ale też
w latach 1877, 1878 oraz podczas organizacji Wystawy Etnograficznej
w Kołomyi w 1880, siatka punktów badawczych prezentuje się dość okazale. Dokumenty potwierdzają jego pobyt w Żabiu, Czortowcu, Horodence,
Jasienowie Polnym, Korniczu, Piadykach i właśnie w Kołomyi, przy czym
1

Tamże, s. 658.
K. Zawistowicz-Adamska, „Lud” Kolberga jako źródło do badań nad obrzędowością
ludu polskiego, „Lud” 1956, T. XLII, s. 351.
3 Metodą siatki posługiwali się m.in. twórcy Atlasu języka i kultury ludowej Wielkopolski
pod red. Z. Sobierajskiego i J. Burszty, T. 1–11 Poznań 1979–2005. O siatce etnograficznych
punktów badawczych pisał też A. Brencz Wielkopolska jako region etnograficzny, Poznań
1996, s. 47–48.
2

419

�w niektórych z tych miejscowości był nawet kilka razy. Mimo to jeszcze
w kwietniu 1880 roku, a więc na kilka miesięcy przed wystawą i przed
ostatnią podróżą Kolberga na Pokucie, Władysław Przybysławski, przewodniczący komitetu wystawy, miłośnik historii, archeologii i etnografii,
u którego Kolberg gościł w Czortowcu, pisał:
Co do naszego dzieła o Pokuciu, po dokładnym wyjaśnieniu z Waszej strony
i Kopernickiego, przyszedłem niestety do przekonania, że teraz przed wystawą
ani myśleć o wydrukowaniu choćby i jednego tomu; lecz rozważywszy wszystko
dokładnie z drugiej strony, to może i lepiej, bo jakkolwiek Wasze badania były
ścisłe i sumienne, to jednak za mało miejscowości osobiście zwiedziliście1.

Wyprzedzał zatem słowa krytyki wypowiedziane przez Zawistowicz-Adamską. Sugerował Kolbergowi odłożenie druku przygotowanych już
prawie pierwszej i drugiej części Pokucia na czas po zakończeniu wystawy
i dodawał: „[…] co do strojów i narzędzi domowych niejedno nowe zrobicie
spostrzeżenie”2. I rzeczywiście, jego wiedzę zdobytą dotąd w terenie wzbogaciła w sposób istotny praca przy organizacji wystawy. Kolberg spędził
wówczas na Pokuciu cztery miesiące i miał możliwość zwrócenia uwagi
także na wiele aspektów materialnego bytu mieszkańców wsi. Po powrocie
do Krakowa, „strudzony”, ale usatysfakcjonowany nowymi doświadczeniami, pisał:
Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych]
mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać.
Toteż materiały zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony
niż wszystkie inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż
wszystkie dotychczasowe monografię tej prowincji3.

Wydana po wystawie publikacja zawiera sporą ilość sporządzonych
w 1880 roku opisów etnograficznych i rycin, między innymi ubiorów i sprzętów domowych, choć ostatecznie pochodzą one także ze źródeł drukowanych4.
1 List W. Przybysławskiego do Kolberga z 21 IV 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK
T. 65), s. 352.
2 Tamże, s. 353.
3 Brulion listu Kolberga do B. Moraczewskiej z [1] XII 1880 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 427.
4 Materiały etnograficzne zamieszczone w monografii Pokucia zostały omówione w dalszej
części tekstu.

420

�Dla współczesnych terenowców oczywistym jest wyznaczenie obszaru
badań, wytypowanie punktów badawczych, ale także datowanie zapisów
i sporządzanie notatek dotyczących informatorów. W zachowanych manuskryptach Kolberga prawie zupełnie takich wzmianek brak. W części wydanych tomów zamieszczone zostały niekiedy daty, ale rzadko nawiązują one
bezpośrednio do podróży etnograficznych. Do wyjątków należy karta z zapisem pieśni „O trzy razy mnie brali” i z notą: „od Radomia (Prędocinek) 1843”
widniejącą w rękopisie i powtórzoną w monografii1. W rękopisie z Leszczowatego Kolberg zanotował datę „1863”2 również pokrywającą się z jego
pobytem w terenie, w Sanockiem, ale publikacji dotyczącej tego regionu nie
zdążył wydać. Z kolei nota „1862” przy opisie wesela z Oleksianki w części
III Mazowsza, czy też nie tak precyzyjne daty wydrukowane w części drugiej
W. Ks. Poznańskiego, na przykład: „Siekierki Wielkie i Małe 1867–68” i „Dębicz (1868–72)”, odpowiadają badaniom prowadzonym w tych latach na Mazowszu i w Wielkopolsce, ale nie zostały one już odnotowane w rękopisach
terenowych z tych miejscowości3. Większość zamieszczonych w drukowanej
monografii Wielkopolski dat odnosi się jednak do materiałów nadesłanych
lub przekazanych Kolbergowi do wykorzystania, jak choćby ankiety Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego, tak zwane Szematy, z których informacje zostały oznaczone każdorazowo w druku datami: 1858, 1859 i 1860.
Nie są też znani wszyscy informatorzy Kolberga. Była to zwykle służba
dworska, ale też robotnicy sezonowi przebywający poza miejscem swego stałego zamieszkania. Badacz odnotowywał niekiedy ich nazwiska, lecz
dotyczą one głównie wykonawców pieśni i grajków lub opowiadaczy bajek. Na przykład na kartach z melodiami ze Złakowa pod Kiernozią widnieje nazwisko „Mateusz Glunek”4, przy tekstach pieśni z Powsina – „Franek Nowosielski Skowyrka”5, a przy zapisach melodii instrumentalnych
1 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1211, k. 14. Ta sama notatka nad opublikowaną
z tego rękopisu pieśnią, zob.O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), s. 115; pierwodruk:
Kraków 1888.
2 Rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 3196, k. 30.
3 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 139; pierwodruk: Kraków 1887 i W. Ks.
Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 69 i 73; pierwodruk: Kraków 1875. Zamieszczone opisy
Kolberg sporządził na podstawie własnych rkp. terenowych, odpowiednio: Arch. PTL, teka 2,
sygn. 1124, k. 8–9 i Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 44 i 47–49.
4 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 7, sygn. 1156, k. 1.
5 Rkp. nieznanego autora z naniesionym przez Kolberga nazwiskiem wykonawcy, Arch.
PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 2 i 3.

421

�z Tomaszowic nazwisko skrzypka – „Kaźmirz Kurek”1. Na uwagę zasługują
wzmianki zamieszczone w rękopisach dotyczących Pokucia i powtórzone
w druku: „Śpiewał lirnik ślepy Dmetro Marczuk z Siekierzyna nad Dniestrem, przysiołka do Isakowa. Był on rodem ze Ścianki i pobierał naukę
u dziada (starca) w Koropcu”2 oraz „Tomasz Czuprun, zrobił sobie instrument maleńki”3 (dalej następuje krótki opis zbudowanej przez niego „żołomyjki”). We wstępie do części IV monografii wymienieni z kolei zostali
narratorzy opowiadający „kazki”, czyli bajki, brak natomiast w druku podobnych informacji o śpiewaczkach, choć wymienione zostały w brulionie
wstępu do pierwotnej wersji Pokucia:
Nadmieniamy, że większą liczbę śpiewanych w Czortowcu pieśni, równie jak
i wiele szczegółów wesela, dostarczyły nam wiejskie tamtejsze gospodynie (częstokroć i tu, jak w górach, zwane gazdyniami): Zofia Olejniczka rodem z Żukowa
i Ilczycha (żona Ilki Hrycaniuka), ta ostatnia długi czas w służbie w sąsiedniej
wsi Harasymowie pozostająca4.

Niewykluczone, że ta właśnie wersja wstępu prezentowana była na wystawie w Kołomyi, i ten fakt zdecydował o zamieszczeniu nazwisk wykonawczyń.
Kolberg zacytował z kolei w druku w Kieleckiem wzmiankę o informatorach zamieszczoną w rękopisie księdza Władysława Siarkowskiego
przy przesłanych przez niego opowieściach ludowych: „Opowieści niniejsze
głównie spisane z opowiadań Tomasza Dudały, Tomasza Kubali, Wojciecha
Hynka, Piotra Karczmarczyka ze wsi Rembowa i Samostrzałowa z parafii
Kije”5.
1

Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1209, k. 31. Melodie zostały opublikowane w tomie
suplementowym, zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. II (DWOK T. 73/II).
2 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1313, k. 10 i 11 i O. Kolberg Pokucie cz.
II (DWOK T. 30), s. 194; pierwodruk: Kraków 1883.
3 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1313, k. 9 i O. Kolberg Pokucie cz. III
(DWOK T. 31), s. 9; pierwodruk: Kraków 1888.
4 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1313, k. 2. Pełny tekst tej wersji wstępu zob.
Szkic przedmowy Oskara Kolberga do cz. I „Pokucia”, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do
t. 29–32 (DWOK T. 81), s. 263–265.
5 Rkp. W. Siarkowskiego Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane w latach
od 1776–1881, Arch. PTL, teka 38, sygn. 1336, k. 73, zob. O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK
T. 19), s. 218; pierwodruk: Kraków 1886.

422

�Nazwiska niektórych informatorów przetrwały też w listach. O wspomnianą Ilczychę Kolberg dopytywał już po wystawie w liście do Przybysławskiego: „Czy Ilczycha przyszła już do posiadania pretendowanych przez
siebie gruntów?”1. Z kolei Michał Sokołowski, właściciel dóbr Głuszyn na
Kujawach, u którego Kolberg gościł pod koniec lata lub wczesną jesienią
1865 roku, w listopadzie tego roku pisał do Oskara:
[…] z żalem rozstawaliśmy się z sobą, z tą wszakże nadzieją, że jeżeli już nie w tym
roku, to w następnym odnowimy tu, w Głuszynie, naszą znajomość, a przy niej
zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub Graszkowskiego znowu coś
nowego2.

Niestety nic więcej nie wiadomo ani o Graszkowskim, ani też o kobiecie
nazwiskiem Plichta, choć tę ostatnią wspomniał jeszcze Kolberg w odpowiedzi na list Sokołowskiego. Wyrażał tam szacunek lub podziękowanie
za informacje pani Sokołowskiej oraz osobie o nieczytelnie zanotowanym
nazwisku „p. Rynarzewsk[…]”, kończąc list słowami: „i wszystkim pannom
dom koch[any] uprzyjemniającym, i Plichcinie…”3. Te wzmianki o informatorach zamieszczone w listach do goszczących badacza właścicieli dworów
pozwalają twierdzić, że cenił on poznawanych w trakcie swojej pracy śpiewaków, muzyków i innych informatorów.
Jak wspomniano, źródłem informacji byli też robotnicy sezonowi. Na
Mazowszu, w Woli Rasztowskiej pod Radzyminem Kolberg zarejestrował
kilkanaście opowieści ludowych pochodzących od pracujących tam Ślązaków. Wprawdzie na jednej z kart rękopisu zanotował tylko: „Koźlik z Woli
Rasztowskiej pod Radzyminem 1868”4, ale wzmianka na innej z kart wyjaśnia, kim był opowiadający: „Koźlik ze Śląska”, a poniżej także: „Korzec,
Kawa, Kmieć, Zygmunt, Wiluń, Kujon (Ślązacy)” i dalej: „Ludzie ci ze Szlązka byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7, od r. 1860–8 w Woli Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w 1868”5. Z kolei
1

List Kolberga do W. Przybysławskiego z 30 III 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 474.
2 List M. Sokołowskiego do Kolberga z 16 XI 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139.
3 Brulion listu Kolberga do M. Sokołowskiego z 18 grudnia 1865 r., Korespondencja… cz. I
(DWOK T. 64), s. 143–144, tam błędnie odczytane niektóre słowa; cytat podano za rękopisem
pozostającym w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 300.
4 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 10, sygn. 1170, k. 21.
5 Tamże, k. 26.

423

�w podkrakowskich Mogilanach badacz zebrał krótkie informacje od górali
o uprawie gruntów w Ludźmierzu, Harklowej i Maniowach1, bez podania
imion czy nazwisk.
W XIX wieku notatki o informatorach należały do rzadkości, a opisywany przez Kolberga i innych badaczy „lud” stanowił podmiot zbiorowy.
Doskonale potwierdza to przywołana przez Oskara za austriackim lingwistą i etnologiem Friedrichem Müllerem definicja etnografii sformułowana
w opozycji do antropologii:
Etnografia, czyli etnologia, więc ludoznawstwo, jest jak to orzeka jej nazwa,
umiejętnością o człowieku, uważanym jako osobnik (indywiduum) zbiorowy.
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii,
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka”2.

Znacznie więcej natomiast wiadomo o osobach, które z Kolbergiem
współpracowały, pomagając mu w gromadzeniu materiałów. Nawet przy
bardzo dogodnych warunkach pracy w terenie (zaprzyjaźniony dwór, wiele punktów badawczych, chętni informatorzy) wskazane było zachowanie
kontaktu na przyszłość w celu ewentualnego uzupełnienia pozyskanych
wcześniej wiadomości. Była to praktyka często stosowana przez Kolberga,
co potwierdza zachowana korespondencja oraz wspomnienie Izydora Kopernickiego:
Wyczerpawszy wszystko, co tylko można było na jednem miejscu i zyskawszy
sobie w gospodarzu samym lub innej osobie miejscowej chętnego i stałego korespondenta na przyszłość, przenosił się on na inne miejsce, podobnież przysposobione3.

To właśnie podczas podróży etnograficznych nawiązywał często kontakty z osobami, które albo już podczas pobytu badacza na miejscu lub też
1

Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/4, k. 1, z notką: „Mogilany”.
Cytat z pracy F. Müllera Allgemeine Ethnographie O. Kolberg przywołał w artykule
Obecne stanowisko etnografii, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1876, T. 2, s. 710–726; przedruk: O. Kolberg Studia rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), tam cytat na s. 17.
3 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. X–XI.
2

424

�później, po jego wyjeździe, uczestniczyły w zbieraniu potrzebnych informacji. Byli to bardzo często mieszkańcy (a głównie mieszkanki) dworów,
w których stacjonował Kolberg, jak na przykład wielokrotnie wymieniane
w publikacjach: Maria Hemplówna z Tarnowa w powiecie chełmskim, Antonina Konopczanka z Modlnicy, Józefa Koźmianówna z Gałęzowa w powiecie lubelskim czy Władysław Przybysławski z Czortowca na Pokuciu
i Ludwik Komecki z Bogusławic na Kujawach. W pracach ukazujących się
w XX wieku i później określano ich mianem „współpracowników” Kolberga, podobnie jak osoby nadsyłające informacje z miejscowości, do których
badacz w ogóle nie dotarł. Do tego grona zaliczyć też należy wszystkich,
którzy odpowiedzieli na apel zamieszczony w 1865 roku w liście otwartym
do „Biblioteki Warszawskiej”.
Podejmując się zgromadzenia materiałów etnograficznych z terenów
całej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, Kolberg od początku zakładał
współpracę światłego i chętnego do pomocy ziemiaństwa, nauczycieli i duchownych. Do nich kierował ów list otwarty, jednak odzew na ten apel nie
okazał się dostateczny. Wedle zachowanej korespondencji na list odpowiedział literat Władysław Ciesielski (po raz pierwszy napisał do Kolberga
z Pękosławic, dziś powiat ostrowiecki), Aleksander Osipowicz z Suwałk,
Józef Bliziński z Bodzanowa na Kujawach i Rola [Skotnicki] z Moszczanki
na Podlasiu1. Wszyscy oni w swoich listach powołują się na „Bibliotekę
Warszawską” lub inną wzmiankę podaną za tym pismem w lokalnej prasie. Niektóre z tych osób pośredniczyły też w przekazywaniu materiałów
od kolejnych zbieraczy, miłośników etnografii i folkloru. Dzięki owocnym
kontaktom ze wspomnianym Aleksandrem Osipowiczem, Kolberg pozyskał też cenne zapiski etnograficzne Romana Korbasińskiego z Porządzia
w powiecie wyszkowskim, a także notatki i fotografie od Mikołaja Akielewicza. Tego ostatniego Oskar znał już wcześniej, a otrzymane materiały
rozpoznał po charakterze pisma: „Zdaje mi się, że pismo osoby, która je
kreśliła, jest mi znanym, czy nie pochodzi ono spod pióra pana Ak[ielewicza]? Znałem go i wiem, że się etnografią zajmował”2, napisał w odpowiedzi do nadawcy.
1

Nazwisko i inicjał imienia: „M. Skotnicki” widnieje w cz. III Mazowsza (DWOK T. 26),
s. 19; pierwodruk: Kraków 1887. Chodzi prawdopodobnie o dzierżawcę dóbr i poczmistrza
z Moszczanki, ojca działacza niepodległościowego, Antoniego Skotnickiego.
2 List Kolberga do A. Osipowicza bez miejsca i daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 234.

425

�Wydaje się jednak, że znaczną część współpracowników Kolberg pozyskał poprzez szerokie znajomości i „z polecenia” osób zaprzyjaźnionych
właśnie podczas prowadzenia badań w terenie 1. Spora ich grupa znana
jest z imienia i nazwiska, co badacz zapowiadał w liście otwartym: „Źródło, z którego wiadomość jakakolwiek nadesłaną mi została, to jest: nazwisko sprawę zdającej osoby, o ile takowa sprzeciwiać się temu nie zechce,
z wdzięcznością zawsze wymienione będą”2. Ich nazwiska widnieją często
w manuskryptach na nadesłanych tekstach, ale rzadziej znajdziemy je na
kartach monografii. Zapewne wielu autorów pozostało anonimowymi na
własne życzenie. Dla zawartości Kolbergowskich monografii istotne jest
jednak, że to od nich w znacznej mierze pochodzą zapisy, które współcześnie zaliczylibyśmy do materiałów etnograficznych.
Lud
W 1857 roku Kolberg opublikował Pieśni ludu polskiego, zbiór niezwykle nowatorski jak na owe czasy, zawierający melodie bez opracowania fortepianowego i ukierunkowany na ukazanie wariantowości folkloru na przykładzie ballad i tańców. Tom został przyjęty przychylnie przez recenzentów,
choć zwracali oni uwagę na „nieforemność” ludowych melodii. Świadczyło
to o sporych trudnościach w odbiorze „nuty w nieskażonej prostocie […]
tak jak wybiegła z ust ludu”3, nawet przez zaznajomionych z rodzimym
folklorem znawców muzyki, takich jak Karol Estreicher i Józef Sikorski4.
Badacz planował wydanie jeszcze kolejnych pięciu lub sześciu części Pieśni
ludu polskiego, gdyż, jak sam pisał w liście do Józefa I. Kraszewskiego:
„brak tu jeszcze pieśni obrzędowych, weselnych, wojackich, żartobliwych,
1 Udział tych osób, a także wymienionych dalej współpracowników Kolberga w gromadzeniu materiałów do poszczególnych monografii oraz charakter tych materiałów zostanie
omówiony dalej.
2 O. Kolberg Do Redakcji Biblioteki Warszawskiej. List otwarty…, Korespondencja… cz. I
(DWOK T. 64), s. 103.
3 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V; pierwodruk: Warszawa 1857.
4 Pieśni ludu polskiego i recepcja zbioru zostały szczegółowo scharakteryzowane przez
A. Skrukwę Życie Oskara Kolberga w Warszawie 1814–1871 w: Oskar Kolberg. Człowiek
i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I) i D. Pawlak Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach
Oskara Kolberga w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).

426

�miłosnych”1. Jednak w 1862 roku zmienił swoje plany edytorskie i zdecydował się na publikowanie zbiorów pieśni obejmujących całość repertuaru
z określonego regionu uzupełnionych o opisy obrzędów i zawierających,
w miarę możliwości, inne informacje etnograficzne. W lecie tego roku na
łamach „Biblioteki Warszawskiej” znalazła się stosowna wzmianka:
Oskar Kolberg, zasłużony zbieracz pieśni ludowych i melodii, przygotował
wysokiej wartości pracę nową do druku pn. Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach, pieśniach, muzyce i tańcach. Seria I Okolice Sandomierza.
W dziele tym daje nam szanowny badacz opisy wesel, obrzędów ludu, z głównie zwróconą uwagą na melodie; w przypisach pomieści, o ile się nadarzy,
opis guseł, gier itp., równie jak objaśni każdy obrzęd przywiedziony. Ażeby nie
powtarzać, opisze tylko te okolice, o których nie było jeszcze dotąd wzmianki.
Obejmuje w zakres swej pracy Królestwo Polskie, Galicję, Wielkopolskę, Ruś
i Litwę2.

Sandomierskie ukazało się ostatecznie trzy lata później, prawdopodobnie w lecie 1865 roku, a na karcie tytułowej widniał rozszerzony tytuł: Lud,
jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła,
zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Seria I, co było już wynikiem włączenia
tomu do cyklu monografii etnograficznych. Jednak publikacja przygotowana została pierwotnie jako zbiór pieśni, który według słów autora „już od
dwóch lat jest pod prasą drukarską, lecz dla nieprzyjaznych okoliczności
dotąd wykończonym być nie mógł”3.
Sandomierskie to monografia niepełna, która dokumentuje pośredni
etap działalności Kolberga między publikowaniem zbiorów pieśni z określonego terenu, a edycją serii monografii regionalnych opatrzonych wspólnym tytułem Lud. Wybór niewielkiego regionu, obejmującego praktycznie
jeden powiat, odpowiadał jeszcze koncepcji wydawania materiałów dokumentujących przede wszystkim tamtejszy folklor muzyczny. Zasięgi powiatów były mu znane. Posługiwał się mapami z Atlasu Królestwa Polskiego
1

s. 73.

List Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),

2

„Biblioteka Warszawska” 1862, t. 3, s. 187.
Brulion listu Kolberga do A. Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 115. Wspomniane „nieprzyjazne okoliczności” to prawdopodobnie aluzja do czasów
powstania styczniowego.
3

427

�autorstwa swego ojca Juliusza Kolberga1, a także wydaną równolegle Tabellą miast, wsi, osad Królestwa Polskiego2. Oba te źródła prezentowały
podział na województwa utworzony po 1815 roku. Województwa dzieliły
się z kolei na obwody odpowiadające na ogół późniejszym powiatom, stąd
Kolbergowskie granice powiatów pokrywają się na ogół z zasięgami obwodów z 1827 roku. Być może już na wczesnym etapie prac nad folklorem
muzycznym Kolberg segregował swoje zapisy według kryterium geograficznego. Czynił tak na pewno później, umieszczając materiały w ponumerowanych tekach opisanych nazwami mniejszych lub większych regionów
(np. teka 2 Mazury Podlaskie, teka 9 Poznańskie) lub nazwami miejscowości (teka 13 Kraków i okolica, teka 15 Tarnów. Rzeszów). Wydając
Sandomierskie, Kolberg zapoznał czytelników z nową koncepcją edycji materiałów „prowincjami, to jest oddzielnemi cząstkami w sobie zamkniętemi,
bo zawierającemi wszystkie w tych prowincjach zebrane pieśni, obrzędy
i muzykę”3, ale słowa te oddają jeszcze wizję z 1862 roku, mówią bowiem
o podziale regionalnym i zbiorach pieśni uzupełnionych opisami obrzędów.
Dopiero w dalszej części wstępu poznajemy zapowiedź późniejszych działań autora:
By obraz uczynić kompletnym, należałoby dołączyć doń wszelkie przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony, gry
itp. wychodzące już za obręb muzykalności. Czuję, ile by obraz mógł zyskać na
zestawieniu takiej masy szczegółów, ale zarazem i nieudolność wykonania tyle
rozległego i rozgałęzionego planu, który przechodziłby o wiele siły pojedynczej
osoby4.

W chwili publikacji Sandomierskiego Kolberg nie dysponował materiałami, o jakich mówił w przytoczonym fragmencie przedmowy. Badania
terenowe w guberni radomskiej zakończył w roku 1859 i nie jest pewne,
czy był wówczas w powiecie sandomierskim. Pięć lat wcześniej, w 1854
1

J. Kolberg Atlas Królestwa Polskiego składający się z 8 map jeograficznych, z których
każda wystawia jedno województwo, jako to: Krakowskie, Sandomierskie, Kaliskie, Lubelskie, Płockie, Mazowieckie, Podlaskie i Augustowskie, Warszawa 1827.
2 Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności,
alfabetycznie ułożona w Biórze Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policyi, T. I–II,
Warszawa 1827.
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6; pierwodruk: Warszawa 1865.
4 Tamże, s. 7–8.

428

�roku odwiedził, według własnych słów zamieszczonych we wstępie, Bilczę,
Góry Wysokie i Rytwiany. Był wówczas gościem rodziny Gregorowiczów
w Bilczy. Jana Kantego Gregorowicza, pisarza i publicystę, znał z Warszawy, gdyż pod koniec lat czterdziestych obydwaj publikowali swoje artykuły
na łamach „Biblioteki Warszawskiej”. Wprawdzie Jan Kanty w 1847 roku
przeniósł się do Zegrza nad Narwią, ale w majątku pozostali członkowie
jego rodziny – Maria i Cyprian Hennelowie. Nie wiadomo natomiast, u kogo
Kolberg zatrzymał się w Rytwianach i Górach Wysokich. Prawie wszystkie
zachowane manuskrypty zawierają zapisy melodii i tekstów pieśni (także
weselnych i na okrężne) z wymienionych trzech miejscowości, a także kilku
innych, jak na przykład Kichary, Klimontów, Chmielnik i Staszów1, dokumentują więc wyłącznie folklor muzyczny regionu. Wyjątek stanowią zarejestrowane ze słuchu opowieści ludowe opatrzone w rękopisie notą lokalizacyjną: „od Ożarowa”2 oraz notatki terenowe do słowniczka, sporządzone
w okolicach Klimontowa3. Bardzo możliwe, że opisy wesel oznaczonych
numerami od II do V zostały sporządzone na podstawie relacji informatorów Kolberga, ale obecnie dysponujemy tylko fragmentami czystopisów
zawierających kilka pieśni zamieszczonych w „weselu IV”4, a przygotowanych jeszcze do publikacji w artykule Pieśni ludu weselne5.
Ostatecznie więc tom, który po włączeniu do serii Lud także Pieśni ludu
polskiego z 1857 roku otrzymał numer „II”, zawiera niewiele materiałów
etnograficznych, zamieszczonych w krótkim rozdziale „Wiadomości topograficzno-etnograficzne” oraz w stosunkowo obszernych „Przypisach”. Dość
szczegółowe opisy ubioru, wesela I i okrężnego oraz szereg informacji uzupełniających tę tematykę, a zawartych właśnie w „Przypisach”, pochodzi
1

O pobycie w Staszowie w 1860 roku Kolberg pisał w cz. I Radomskiego (DWOK T. 20),
s. 102; pierwodruk: Kraków 1887; chodzi jednak najpewniej o podróż z roku 1859.
2 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 4a; Kolberg opublikował te
teksty w Sandomierskiem, zob. DWOK T. 2, s. 273.
3 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 5; część wyrażeń opatrzona jest
notą lokalizacyjną: „Klimontów”.
4 Dotyczy to pieśni oznaczonych w Sandomierskiem numerami: 107–110 i 114, ich źródłem
są czystopisy Kolberga, Arch. PTL, sygn. 1224, k. 34–35 bez not lokalizacyjnych i Arch. PTL,
teka 15, sygn. 1204, k. 32, z lokalizacją: „od Sandomierza, Dzikowa, Tarnobrzegu, Leżajska”.
5 Pieśni ludu weselne były publikowane w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849;
przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I (DWOK
T. 67/I), s. 442–674. Zapisy z okolic Sandomierza zostały opublikowane w wymienionym
czasopiśmie w roku 1849: T. 4, s. 383–387, zob. przedruk: DWOK T. 67/I, s. 643–651.

429

�z literatury, a przede wszystkim z prac Jana Kantego Gregorowicza, autora
czterotomowych Obrazków wiejskich oraz kilku innych publikacji dotyczących folkloru okolic Bilczy1. Niewątpliwym natomiast atutem Sandomierskiego są ilustracje, w tym dwie barwne, przedstawiające stroje z okolic
Szydłowca i Iłży oraz spod Dzikowa, a także czarno-biały drzeworyt „Sobótka z Bilczy”. Zostały one wykonane na podstawie rysunków Wojciecha
Gersona, malarza, ale i etnografa z zamiłowania, z którym Kolberg współpracował później wielokrotnie, planując ilustracje do kolejnych monografii.
Ryciny przygotowała już w 1863 roku pracownia Maksymiliana Fajansa,
a sam drzeworyt przedstawiający sobótkę kosztował 12 i pół rubla2, co było
wydatkiem niebagatelnym dla autora, podobnie jak druk nut oraz kolorowych litografii przedstawiających ubiory. Autor nie był jednak zadowolony
ze swego dzieła i określił je we wstępie do Kujaw jako skreślone „z materiałów, na jakie mnie stać było”3. Po latach Sandomierskie stało się ponownie
przedmiotem opisu jako podregion w dwutomowym Radomskiem.
Z pierwszą monografią Kolberga wiąże się sugestia etnografia wielkopolskiego, Adama Glapy, który w krótkiej publikacji z 1956 roku próbował
udowodnić, że Sandomierskie wzorowane było na pracy Leopolda Haupta
i Jana Arnošta Smolerja Pjesnički hornych a delnych Łužiskich Serbow4,
a tezę swoją poparł słowami Mikołaja Akielewicza z 1856 roku dotyczącymi planów pracy nad pieśniami litewskimi: „Pan Kolberg będzie badał
wyłącznie charakter muzyki litewskiej. Obrobimy ten przedmiot na wzór
dzieła Volkslieder der Wenden”5. Ostateczne wnioski Adama Glapy mó1

J.K. Gregorowicz napisał m.in. Obrazki wiejskie, T. 1–4, Warszawa 1852 i Wiejskie zarysy, T. 1–2, Warszawa 1854; obie prace były wcześniej drukowane w odcinkach w „Bibliotece Warszawskiej”, zob. Literatura cytowana i odnotowana przez Kolberga w „Sandomierskiem”, w: O. Kolberg Sandomierskie. Suplement do tomu 2, s. 174–175.
2 Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 9; tam wśród wydatków z 1863 roku
pod datą 23 stycznia wymieniona kwota 12,5 [rubla] za drzeworyt sobótki; z 9 XI 1863 roku pochodzi też list M. Fajansa do Kolberga z prośbą o opłacenie wykonanych 2 miesiące wcześniej
rycin, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 97.
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 5; pierwodruk: Warszawa 1867.
4 Zob. A. Glapa Wpływ Łużyczanina Smolerja na prace Oskara Kolberga, „Lud” 1956,
t. 42, s. 421–424; A. Glapa zwrócił uwagę na pozorne podobieństwo w układzie treści i proporcji pieśni w stosunku do materiału etnograficznego Sandomierskiego i zbioru pieśni L. Hawpta,
J.A. Smolerja, Pjesnički hornych a delnych Łužiskich Serbow, T. 1–2, Grymi 1841–43; ta ostatnia była faktycznie pracą Smolerja, natomiast Hawpt (w wersji niemieckojęzycznej: Haupt)
w niewielkim tylko stopniu był jej współautorem.
5 Cytat podano za artykułem A. Glapy Wpływ Łużyczanina Smolerja…, s. 423.

430

�wiące, że „Za wzór pisania prac swoich obrał Kolberg dzieło Smolerja” i że
„Łużyczanin Jan Ernst Smolerj swą pracą oddziałał na O. Kolberga, a przez
niego na całe ludoznawstwo europejskie w XIX w.”1 wydają się zbyt kategoryczne. Nie ma nawet pewności, czy przed rokiem 1865 Kolberg zapoznał
się z dziełem Łużyczanina, czy też stało się to dopiero podczas pracy nad
W. Ks. Poznańskiem, to jest około roku 18742. Jeśli nawet liczne wypisy
z Pjesnicek sporządził wcześniej, to mają one raczej związek z pracami
porównawczymi nad folklorem muzycznym. Sandomierskie natomiast jest
efektem zmian w edytorskiej działalności autora i zapewne też stopniowej
ewolucji jego spojrzenia na kształtującą się etnografię. Na zmianę poglądów,
tak jak i na koncepcję monografii, wpłynąć mogła lektura innych badaczy
folkloru, jak choćby Antoniego Marcinkowskiego, autora Ludu ukraińskiego3. Tę publikację Kolberg również znał bardzo dobrze i dysponował nawet
manuskryptem trzeciego tomu, o czym wspomniał w swoim wykazie tek:
„Rękopis po śp. Nowosielskim (Marcinkowskim) pozostały jako tom 3 jego
Ukrainy (dwa pierwsze tomy wyszły z druku w Wilnie) obejmujący pieśni
i opis wesela (aneks)”4. Natomiast tom drugi, poza wspólnym dla całości
tytułem Lud ukraiński, nosił jeszcze podtytuł: Jego pieśni, bajki, podania,
klechdy, zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki, zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory, tańce, gry, co również nasuwa skojarzenia
z Kolbergowskimi monografiami.
O ile pewnych podobieństw w układzie pracy można doszukiwać się
w publikacjach poprzedników, to wydaje się pewnym, że koncepcja programu badawczego Kolberga zawartego w liście otwartym do redakcji „Biblioteki Warszawskiej” w lutym 1865 roku, a wcześniej w prywatnej korespondencji do jednego z informatorów5 mogła opierać się na prekursorskich
w dziedzinie ludoznawstwa postulatach badawczych Hugona Kołłątaja.
Wytyczne do gromadzenia materiałów Kołłątaj zawarł w liście z 15 lipca
1

Tamże, s. 424.
Problem ten omówiła A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga,
w: O. Kolberg Łużyce (DWOK T. 59/I), s. VIII–XI.
3 Zob. A. Nowosielski [właśc. A. Marcinkowski] Lud ukraiński, T. 1 i 2, Wilno 1857.
4 Wzmianka dotyczy teki 25, zob. O. Kolberg Wykaz tek rękopiśmiennych z 10 I 1886 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 747. Trzeci tom Ludu ukraińskiego nie ukazał się
drukiem, a manuskryptu nie ma obecnie w zbiorach Kolberga.
5 Brulion listu Kolberga do K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 97–99; tam w stosunku do cytowanego dalej listu otwartego skrócony
opis przedmiotu badań.
2

431

�1802 roku skierowanym do księgarza, Jana Maja, opublikowanym po raz
pierwszy w „Pamiętniku Warszawskim” w 1810 roku1. Program napisany
w twierdzy w Ołomuńcu wyrósł na gruncie ogólniejszej koncepcji autora,
który widział konieczność opracowania obszernego dzieła dotyczącego historii Polski. Jedna z jego części zawierać miała opis obyczajów, zwyczajów
i obrzędów narodu z odwołaniem do „tradycji początkowych”, których poznanie możliwe było tylko przez zapoznanie się z obyczajami „pospólstwa”.
Kołłątaj wymienił szczegółowo przedmioty wymagające opisu. Celem dzieła było, według jego słów, nie tylko wyjaśnienie tak zwanej historii początkowej, ale też pozostawienie rzetelnego świadectwa o obyczajach ludu.
Jako potencjalnego autora takiej pracy widział prawdopodobnie Tadeusza
Czackiego i być może dlatego pisząc do niego w 1803 roku, załączył także
list do Maja. Po opublikowaniu korespondencji obu humanistów w 1844
roku program napisany w Ołomuńcu w 1802 roku stał się powszechnie
znany i mógł być inspiracją do wielu inicjatyw badawczych2.
Porównanie tekstów Kolberga i Kołłątaja sugeruje, że przyszły autor
Ludu mógł inspirować się listem do Maja zarówno w kwestii zakresu badań
(wymienionych w kolejnych bardziej uszczegółowionych punktach i w nieco innej kolejności niż w liście Kołłątaja), ich zasięgu (tzw. prowincjami czyli powiatami), jak i częściowo metod pozyskiwania materiałów (na drodze
korespondencji). Kołłątaj postulował opisanie ubiorów, obrzędów (wesel,
pogrzebów i urodzin), zabaw i zwyczajów w cyklu rocznym, w tym pieśni,
muzyki i instrumentów, guseł i zabobonów, do których zaliczał sobótki,
fizjonomii ludu, pożywienia, mieszkań, budownictwa, sprzętów domowych
i zajęć gospodarskich, nałogów i wad ludu oraz chorób i sposobów ich
leczenia, a także różnic w mowie. Kolberg natomiast pisał3:
Do przedmiotów, na jakie wszechstronną zwrócić baczność uprasza się, należą:
1. Wieś i chata. Opis szczegółowy i nazwa w mowie ludowej (jeśli istnieje) części jej zewnętrznych i wewnętrznych, mianowicie ścian, węgłów, dachu, drzwi,
1

List H. Kołłątaja do T. [!] M[aja], „Pamiętnik Warszawski” 1810, T. 2, s. 27–42.
List H. Kołłątaja do J. Maja, w: X. Hugona Kołłątaja korespondencja listowna z Tadeuszem Czackim, T. 1: Kraków 1844, s. 12–30.
3 Kolberg przedstawił swój program w 11 punktach w innej niż Kołłątaj kolejności, fragmenty listu Kolberga Do Redakcji Biblioteki Warszawskiej… podano za: Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105; pod każdym z wymienionych przez niego punktów zamieszczono drukiem pochylonym odpowiadające im fragmenty z programu Kołłątaja za wydaniem
z 1844 roku.
2

432

�okien, strzechy, sieni i przedsionka, izby, komory i znajdujących się tu części,
sprzętów i naczyń, a zarazem podwórza, studni, płotu, ogrodu, różnych budynków gospodarskich, jak: stodoły, obory, chlewa itd. z wykazaniem, z jakiego
drzewa każda rzecz się obrabia.
[u Kołłątaja to fragment punktu 7: o gatunkach pożywności i onych zaprawiania sposobie, o mieszkaniach, o sposobie budowania, o gatunkach sprzętów
do wygody w życiu]
Oczywiście, typ tu stanowić ma najdawniejszy i najpowszechniejszy niegdyś
sposób stawiania, o ile się zachował. Do opisu przydałby się i rysunek, plan lub
widok. Jakie są zwyczaje przy budowaniu lub zwaleniu chałupy; jakie zabobony? (może podania lub zaklęcia w narzeczu ludowym). Jakie są ulice wioskowe
i jakie chat rozpołożenie względem siebie i ulicy. Jakie kościoły, smentarze
i ogrodzenia?
2. Praca i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków. Jaki pod tym względem
tryb życia?
Przysłowia. Wady i nałogi (powiastki o tym). Cera ciała i barwa włosów. Charakter ludu; jego skłonności i temperament. Sposób myślenia i ruchy.
[u Kołłątaja punkt 6: o postaciach i fizjognomiach, 8: o pasterstwie i rolnictwie,
punkt 9: o rękodziełach pospólstwa, punkt 10: o nałogach i wadach]
3. Żywność. Co zwykle jadają i pijają? O jakiej porze, wiele i przy jakich ceremoniach lub zabobonach?
[u Kołłątaja fragment punktu 7: o gatunkach pożywności i onych zaprawiania
sposobie, o mieszkaniach, o sposobie budowania, o gatunkach sprzętów do
wygody w życiu]
4. Ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, odświętny i codzienny. Materia. Krój i koszt
krawiecczyzny i materiału. Ozdoby i barwa. Czy był dawniej inny ubiór i jakim
ulegał odmianom?
[u Kołłątaja punkt 2: różnice w ubiorze nie tylko co do kroju, ale nawet co do
koloru, żadnego gatunku ich okrycia nie opuszczając]
5. Mowa, czyli narzecze prowincjonalne. Jej właściwości i odmiany gramatyczne
(niezwykłe). Sposób wymawiania i wysłowienia się miejscowy. Wyrazy orygi433

�nalne (prowincjonalizmy) tam używane lub obce przyswojone. Próbka takowej
mowy. Słowniczek miejscowych wyrazów.
[u Kołłątaja punkt 1: różnice w ich mowie albo dialektach jednej mowy]
6. Przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp., o ile możności (lubo niekoniecznie) w mowie potocznej, miejscowej, oddane.
7. Zabobony, gusła (zaklęcia), przesądy (lekarskie, myśliwskie, pasterskie, o zwierzętach i ptakach, karczemne, domowe, gospodarskie itp.), dykteryjki o czarach,
diabłach, czarownicach, wiedźmach, upiorach, strzygach, zmorach, wilkołakach,
duchach i duszach pokutujących. Przesądy odnoszące się do pór roku, klimatu,
zasiewu, zbioru, przy dożynkach, weselu, chrzcinach i pogrzebach.
[u Kołłątaja fragment punktu 5: o gusłach i zabobonach jak mówią, a w rzeczy
samej o dochowanych niektórych zwyczajach dawnej religii pogańskiej jako
to: o sobótkach podczas przesilenia dnia z nocą letniego i podobnych innych
i punkt 11: o chorobach szczególnych i sposobie ratowania chorych między
pospólstwem]
8. Pieśni, o ile możności z nutą, a choćby i bez niej, oddane mową miejscową.
Pieśni nabożne i dziadowskie.
9. Tańce. Opis tychże i nuta, jeśli można.
[u Kołłątaja punkt 4: o zabawach pospólstwa stosownie do części roku, o ich
muzyce, o instrumentach muzycznych, o godach rocznych, czyli o saturnaliach i o bachanaliach, o pieśniach wesołych, pasterskich, żałobnych, historycznych]
10. Obrzędy, mianowicie:
a) Wesela, szczegółowo ze wszystkimi opisane ceremoniami, igraszkami i żartami. Jakie przy tym stroje, przystrojenia i ozdoby (młodej pary, gości, wozów, koni, naczyń itd.), pieśni, muzyka, tańce, przygotowania młodych, druhen
i rodziców, oświadczyny, zaprosiny, zaręczyny, mowy, rozplatania warkocza,
ślub, zabawa karczmie, oczepiny, uczty, podarunki, pożegnanie; jak długo, kiedy
i u kogo co się odbywa? Posag, czyli wiano. Koszta wesela.
b) Chrzciny. Zaprosiny. Przybycie kumów i ich wzięcie się i położnicy. Uczty.
Śpiewy. Sposób postępowania z dzieckiem. Jego wychów.

434

�c) Pogrzeby. Ubranie ciała lub mycie. Zwyczaje (zabobony) zaraz po śmierci
nieboszczyka tak w chacie, jak i przed nią, i przy wyprowadzaniu z niej ciała
przyjęte oraz nad grobem. W jakiej asystencji, liczbie i w jaki sposób ciało prowadzą? Śpiewy i mowy. Stypy. Koszta. Z jakiego drzewa trumna?
[u Kołłątaja punkt 3: każdy ich obrządek przy godach weselnych, przy urodzinach, przy pogrzebach, dobrze roztrząsnąć; bo choć te obrządki religia nasza
zrobiła jednakiemi, wszędzie wszelako zostało coś z dawnych zwyczajów co
do wesołości, smutku itd.]
d) Sobótki, zapalane w wigilią św. Jana lub na Zielone Świątki. Pieśni sobótkowe.
Zwyczaje.
[u Kołłątaja fragment punktu 5: o gusłach i zabobonach jak mówią, a w rzeczy
samej o dochowanych niektórych zwyczajach dawnej religii pogańskiej, jako
to: o sobótkach podczas przesilenia dnia z nocą letniego i podobnych innych]
e) Obchód różnych świąt uroczystych i niedziel w ciągu roku. Kolędy, szopki,
zabawy mięsopustne, przebierania się itp. Wielkanoc. Gaik, kogutek, konik itp.,
z pieśniami. Zabawy i przesądy w dni obchodu pamiątki różnych Św. Pańskich.
f) Dożynki. Zwyczaje w czasie żniw w polu. Sposób żęcia i czas jego. Zwyczaje
w czasie ich rozpoczęcia i zakończenia. Jakiego kształtu wiją wieniec i z czego?
Kto go przynosi do dworu i przy jakich ceremoniach? Jakie przy tym koncepta
zabawy? Toż przy siewie zboża.
11. Zwyczaje i piosnki przy różnych zatrudnieniach, jak: przy lnie i przędzeniu,
kośbie, sianożęci, pasterstwie, robotach gospodarskich i rzemieślniczych (młócce, órce, bronowaniu, praniu bielizny, dojeniu, kołysaniu dzieci, przy kowalce,
ciesielce, ścinaniu drzewa, zwózce chrustu, gnoju itp.). Wieczorne pogadanki
(w zimie i w lecie), hulanki w karczmie i domu, zalecanki, zwyczaje na jarmarkach, przy targu i różnych umowach, przy stosunkach z bydlętami (wołami,
końmi, owcami, drobiem itd.).
[u Kołłątaja fragmenty punktu 4: o zabawach pospólstwa stosownie do części
roku, o ich muzyce, o instrumentach muzycznych, o godach rocznych, czyli
o saturnaliach i o bachanaliach, o pieśniach wesołych, pasterskich, żałobnych, historycznych].

435

�I podobnie jak Kołłątaj, Kolberg sugerował sporządzanie rysunków,
a materiały miały być, tak jak w liście do Maja, nadsyłane w listach:
Do wszystkich tego rodzaju wiadomości nader pożądanymi byłyby i rysunki
(gdzie się nadają) i o ile takowe pozyskać się dadzą […]. Sądzę, że gdy dorzucenie
cegiełki do dzieła tyle użytecznego i narodowego bardzo jest rzeczą chlubną,
a praca ta mozołu wielkiego nie wymaga, więc szanowni obywatele zechcą
zwrócić uwagę na powyższą prośbę i zasilać mnie zebranymi przez siebie materiałami, na jakich przy dobrej woli i chęci w poszukiwaniach, z pewnością
w okolicy ich zbywać nie będzie1.
[Kołłątaj: ułożyć korrespondencyą obszerną po wszystkich częściach Polski,
dla zasięgnięcia jak najdokładniejszej wiadomości o obyczajach aktualnych
ludów tego kraju, a gdyby można, dostania dobrych rysunków tych wszystkich
obiektów.]

W marcu 1865 na apel Kolberga odpowiedział między innymi Józef Bliziński, później ceniony komediopisarz. Był rodzinnie związany z Kujawami,
w młodości bywał tam wielokrotnie, a w 1845 roku odziedziczył folwark
Choceń, gdzie zamieszkiwał do 1854 roku. Interesował się historią i kulturą
ludową regionu, gromadził przede wszystkim materiały dotyczące języka,
ale potrafił też notować melodie, był autorem kilku publikacji w „Gazecie
Codziennej” i Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda. Do Kolberga pisał z Bodzanowa, gdzie prawdopodobnie przebywał jako rezydent,
deklarując udostępnienie własnych zapisów. Ostatecznie w monografii Kujaw Oskar wykorzystał przede wszystkim jego rękopisy zawierające notatki
językowe oraz fragmenty tekstów z artykułów, ale pomoc Blizińskiego była
większa, niż wynika to z zachowanych notatek, i polegała też na dzieleniu
się wiadomościami o regionie oraz na organizacji pobytu badacza na Kujawach2. Z Józefem i jego żoną Pelagią Kolberg przyjaźnił się nadal w latach
późniejszych i bywał u nich w Bóbrce w Sanockiem. Natomiast materiały etnograficzne z Kujaw zgromadzone przez Kolberga pochodzą głównie
z jego własnych badań oraz są owocem kontaktów z innymi rodzinami.
1

Tamże, s. 105.
Postać Józefa Blizińskiego, jego kontakty z Kolbergiem szczegółowo omówiła A. Skrukwa
„Kujawy” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement do tomów 3–4 cz. II (DWOK
T. 72/II), s. VI–XVIII.
2

436

�W sierpniu 1865 roku Oskar udał się bowiem w drugą podróż po Kujawach. Pięć lat wcześniej odwiedził Bogusławice, Redecz, Kłonowo, Bodzanowo i Otmianowo, a także prawdopodobnie Płowce i być może Służewo1.
Skupiał się głównie na zapisach melodii ludowych, a w szczególności na
tak zwanym tańcu kujawskim, którym był zafascynowany, i któremu poświęcił oddzielne studia2. Teraz musiał zebrać informacje odpowiadające
nowej koncepcji wydawniczej. Jego stacjami badawczymi stały się ponownie Bogusławice i Bodzanowo, gdzie gościł u znanych już sobie Komeckich i Biesiekierskich, a także Głuszyn, będący własnością Sokołowskich,
i Ruszkowo, dobra Antoniego Morzyckiego. Były to, jak już wspomniano,
miejscowości leżące na terenach pozostających pod zaborem rosyjskim,
jednak monografia miała na celu opis całego regionu, który dla Kolberga
był przede wszystkim krainą historyczną, podzieloną przez zaborców. Charakteryzował Kujawy słowami Józefa Blizińskiego:
Kujawy, prowincja dawnej Polski po lewym brzegu Wisły, pomiędzy tąż rzeką
a Notecią i Gopłem rozciągająca się, obejmuje w Królestwie powiat włocławski
(do r. 1848 kujawskim zwany), przytykający na północ do Wisły oraz w Prusach,
a w szczególności w W. Księstwie Poznańskiem, część regencji bydgoskiej, mianowicie powiat inowrocławski3.

O ile więc w przypadku wielu późniejszych monografii zasięg terytorialny opisywanych w nich regionów wyznaczyły ostatecznie granice
administracyjne, to w Kujawach decydującą rolę odegrał aspekt historyczno-geograficzny. Kolberg, który zabiegał o wsparcie finansowe w różnych instytucjach, w liście do Cesarskiego Towarzystwa Geograficznego
pisał wprawdzie o zamiarze wydania tomu zawierającego opis powiatu
1 Pięć pierwszych miejscowości Kolberg wymienił w Notatniku zawierającym rachunki…, k. 14; Płowce i pobyt u Wodzińskich (mieszkających w Służewie) Kolberg wspomniał
obok innych miejscowości w brulionie listu do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 117.
2 Prace badacza związane z tańcem kujawskim dokumentują trzy zespoły rękopiśmienne
znajdujące się obecnie w dwóch tekach: Arch. PTL, teka 42, sygn. 1350, k. 139–184 oraz Arch.
PTL, teka 51, sygn. 1358, k. 1–19 i tamże, k. 21–40, a także opisy tego tańca, zob. O. Kolberg
Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199–208; tańce kujawskie zostały opublikowane w: O. Kolberg
Kujawy. Suplement do tomów 3–4 cz. I (DWOK T. 72/I).
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 15; pierwodruk: Warszawa 1867; tam za: J. Bliziński
Kujawy, w: Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, T. 16: Warszawa 1864, s. 421.

437

�„włocławskiego (Kujaw)”, ale już w kolejnym zdaniu wydawał się zapobiegliwie usprawiedliwiać włączenie materiałów z powiatu inowrocławskiego:
Gdy granice administracyjne nie zawsze mogą służyć za zasadę do opisów etnograficznych, przeto i opisy moje, w miarę potrzeby lub obfitości nabytych
materiałów, dla dokładności przedstawienia przekraczać nieraz będą za obręb
powiatu, a nawet niekiedy po dwa lub więcej takowych powiatów w sobie obejmować1.

Kujawy to jednak przede wszystkim region etnograficzny (w przeciwieństwie do niektórych regionów wyznaczanych granicami guberni, takich
jak Radomskie, Kieleckie czy Lubelskie). O mieszkańcach Kolberg pisał
wprawdzie, że to „jedna z najwydatniejszych gałęzi plemienia wielkopolskiego”2, ale jednocześnie dodawał: „mają odrębny swój śpiew i taniec, jak
mają wyłączny ubiór i gwarę”3, a w rozdziale „Lud” zamieścił cytat z publikacji mówiący, że „tworzą zupełnie osobny typ naszego narodu”4. Dla
charakterystyki Kolberga jako badacza istotne jest jednak, że Kujawiakom
poświęcił oddzielną monografię, natomiast traktowanie ich jako podgrupy
Wielkopolan, bądź uznanie ich za grupę odrębną stanowiło problem także
dla późniejszych badaczy, których celem była klasyfikacja etnograficznych
grup Polski5. Kolberg zwrócił też uwagę na uzależniony od środowiska
przyrodniczego wewnętrzny podział Kujaw na polne (czyli właściwe) i borowe (czyli leśne). Mieszkańców tych drugich scharakteryzował dość szczegółowo, pisząc między innymi:
Borowiacy ci (osobliwie od Sompolna, Brdowa, Przedcza) nie uważają się niemal
za Kujawiaków i gdy mówią, że idą na Kujawy, znaczy to, że dążą do żyznych
czarnoziemów i płaszczyzn pod Radziejowem i Kruszwicą rozłożonych6.
1 Brulion listu Kolberga do Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego bez miejsca i daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 133.
2 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 8.
3 Tamże.
4 Tamże, s. 54; tę wypowiedź przywołał Kolberg za: F.S. [F.M. Sobieszczański], Obrazy wielkopolskie, „Tygodnik Ilustrowany” 1860, nr 57.
5 Adam Zakrzewski określił Kujawiaków i Łęczycan jako „grupę przejściową między wielkopolską a mazowiecką”, zob. tenże, Nasz obszar etnograficzny, Wisła 1888, T. 2, s. 186. Jan
S. Bystroń uznał Kujawiaków za odrębną grupę etnograficzną, związaną z Wielkopolską, ale
też mającą cechy wspólne z Pomorzem, zob. J.S. Bystroń Etnografia Polski, Poznań 1947, s. 29.
6 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 53.

438

�Być może zamieszczenie przez Kolberga w monografii regionu kilku obszernych fragmentów poświęconych Borowiakom spowodowało trwałe ich
włączenie do etnograficznej mapy Polski, co uczynił między innymi w 1925
roku Jan S. Bystroń1 i co widnieje współcześnie jako hasło w Wikipedii,
z wyraźnym ukierunkowaniem na ich miejsce zamieszkania: „w okolicach
Sompolna, Brdowa, Przedcza”2, brzmiące jak cytat z trzeciej serii Ludu.
Charakterystyce ludności, począwszy od tej monografii, poświęcony
będzie oddzielny rozdział, umiejscowiony zawsze jako drugi, po rozdziale
„Kraj”. Znajdziemy w nim opisy wyglądu zewnętrznego, cech mieszkańców,
ich wad i zalet, ubioru, pożywienia, chałup, sprzętów domowych i gospodarskich oraz zajęć włościan. W Kujawach Kolberg włączył tu jeszcze materiały dotyczące przesądów i czarów, które później znajdować się będą po
opisach obrzędów i pieśniach w rozdziale „Świat nadzmysłowy”. Istotnym
elementem tej części publikacji są wzmianki dotyczące stosunków społecznych, wypowiedziane wprost lub poprzez przytoczone anegdoty funkcjonujące wśród kujawskich włościan. Teren Kujaw to także obszar osadnictwa
niemieckiego i choć zadaniem Kolberga, jakie sam sobie stawiał, było opisanie kultury rdzennych mieszkańców, to w przypadku wielonarodowych
społeczności trudno mu było pominąć problem współegzystowania różnych nacji. Badacz wielokrotnie więc poruszał ten temat:
W całych Kujawach żyje wielka liczba osadników niemieckich. Osady ich, holendrami, olendrami zwane, zbudowane zwykle w sposób niemiecki, oczywiście nieco zmieniony wymaganiami miejscowości, zbudowane nieraz pod sznur
lub ciasno, odznaczają się porządkiem, czystością i małymi zwykle za domem
sadkami. Ludność ich lubo miejscami już od półtorasta wieku i dawniej osiedlona w kraju lub doń przez szlachtę na czynsz sprowadzona, zachowała atoli strój,
zwyczaje, obyczaje i język swój narodowy. Są po większej części ewangelikami.
Żenią się i żyją zwykle między sobą, mało się udzielając i łącząc z chłopem
kujawskim i pracowicie rolę swą uprawiają3.

Dla cenzora w zaborze rosyjskim (Kujawy wydane zostały jeszcze
w Warszawie) nie były widocznie zbyt drażliwe słowa o germanizacji zawarte w dalszej części tego opisu:
1

J.S. Bystroń Ugrupowania etniczne ludu polskiego, Kraków 1925, s. 20.
Zob. www.pl.wikipedia.org/wiki/Borowiacy-Kujawicy (dostęp: 30.09.2021).
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 61.
2

439

�W Kujawach pruskich, gdzie cała administracja posługuje się językiem niemieckim przy napływie cudzoziemców, żywioł germański daleko silniej przeniknął.
Miasta już w połowie niemieckie i cały pas nadwiślański od Torunia aż po Bydgoszcz, równie jak i to miasto, w większej części uległy germanizacji; lubo dalej
ku północy poza Fordonem, żywioł polski dość krzepko się jeszcze utrzymuje1.

W monografii znajdziemy też spostrzeżenia dotyczące miejscowej społeczności żydowskiej:
Żydzi posiadają tu te same wady i zalety, jakiemi plemię ich wszędzie się odznacza. Powiedziałbym jednak, że kujawscy są od innych porządniejsi, czyściejsi
i rzetelniejsi w swych zobowiązaniach. W Kujawach pruskich z łatwością ulegli
zniemczeniu. I nic dziwnego; lud ten wszędzie będąc tułaczem, czepia się zwykle
narodowości panującej lub kupieckiej, tem bardziej, gdy zepsuty język niemiecki, jakim się od wieków u nas posługuje, ciągnie go łatwiej ku Germanom2.

Mimo stosunkowo licznych tego typu wzmianek obraz wzajemnych stosunków najbardziej widoczny jest w folklorze (i tak pozostanie też w kolejnych tomach), między innymi w tekstach pieśni zamieszczanych przez
autora (oraz pozostawionych w rękopisach), których nie opatrywał przecież
żadnym komentarzem, a które bardzo trafnie oddają nastawienie poszczególnych grup etnograficznych, etnicznych i społecznych względem siebie.
Przykładem mogą być choćby fragmenty pieśni dworskich z okolic Ruszkowa odnoszące się do problemu germanizacji, których Kolberg z oczywistych
względów nie mógł opublikować i które zachowały się w jego rękopisie
terenowym:
Jeśli jesteś Polak prawy, nie znajdziesz tu względu,
bo tu tylko samych Niemców biorą do urzędu […].
Teraz Polak język łamie, Miemiec daje baty,
Niemiec sobie głowę psuje, jak pisać mandaty […].
Dziś, gdzie się ruszysz na polskiej ziemicy,
to wszędzie Moskal lub Niemiec w szlafmycy […]3,
1

Tamże.
Tamże, s. 62.
3 Są to fragmenty pieśni opublikowanych w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Kujawy. Suplement… (DWOK T. 72/II), s. 130–132; pisownia „Miemiec” za Kolbergiem, częsta
w odnotowanych przez niego tekstach.
2

440

�czy też ten krótki tekst z Kujaw dotyczący włościan z innych regionów
Polski:
Mazury smutne, Podlasiaki leniwe, Łęczycanie piją dobrze, Płocczanie śpiochy,
Krakowiak z Kujawiakiem to dobre chłopy; każdy 6 dni popracuje, siódmy
w karczmie przetańcuje1.

Problematyka grup etnograficznych, stosunków społecznych i narodowościowych to tylko niektóre z zagadnień ściśle etnograficznych, które
poruszane będą także w mniejszym lub większym stopniu w późniejszych
monografiach.
Kujawy prezentują też znacznie już obszerniejsze niż Sandomierskie
materiały z zakresu kultury materialnej. Wprawdzie w świetle zachowanych rękopisów ocenić można, że tylko niewielka ich część pochodzi z zapisów własnych Kolberga, jednak wiadomo, że nie dysponujemy obecnie kompletnymi źródłami zarówno do tej2, jak i pozostałych monografii.
Niezależnie bowiem od rozproszenia archiwum Kolberga w XX wieku to
jeszcze za jego życia poszczególne karty ulegały przemieszczaniu między
tekami, a część materiałów wykorzystana do publikacji była usuwana
przez samego autora.
Badacz z pewnością poświęcił dużo uwagi ubiorowi Kujawiaków.
Świadczą o tym jego liczne notatki i rysunki terenowe dotyczące strojów
z okolic Kowala i Więcławic (dziś Więsławice; obie miejscowości niedaleko Bogusławic) oraz z Ruszkowa3. Konfrontował też własne spostrzeżenia z opisami cytowanych przez siebie autorów, między innymi opatrując
znakiem zapytania fragment wypisu z Ludu polskiego Łukasza Gołębiowskiego dotyczący koloru wstążki4 czy też zamieszczając przypis do opinii
Józefa Łepkowskiego na temat rzekomego podobieństwa ubiorów kujawskich i krakowskich:
1

Tamże, s. 57.
A. Skrukwa pisze o terenowych materiałach z Kujaw, że „zachowały się zwykle wtedy,
gdy na tej samej karcie znajdowały się także notatki z innego regionu”, zob. tejże „Kujawy”
Oskara Kolberga…, (DWOK T. 72/II), s. XLIII.
3 Rkp. i szkice terenowe Kolberga, Arch. PTL, teka 47, sygn. 1353/II, k. 5 i Arch. PTL, teka
36, sygn. 1320, k. 108 i 109.
4 Mowa o cytacie z pracy Ł. Gołębiowskiego Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830, s. 37 zamieszczonym w cz. I Kujaw (DWOK T. 3), s. 69, który Kolberg opatrzył
znakiem zapytania odnoszącym się do karmazynowej wstążki.
2

441

�Autor więcej tu podobieństwa dopatrzył, niż go jest w istocie. Wszakże z wyjątkiem jedynie barwy, widoczna między obu temi ubiorami zachodzi różnica
w kroju, kształcie i charakterze1.

Zainteresowania Kolberga ubiorem kujawskim znajdują odzwierciedlenie w bogatej ikonografii przygotowanej do monografii w postaci czterech
barwnych litografii i kilkunastu czarnobiałych drzeworytów. Wykonane
zostały na podstawie rysunków Wojciecha Gersona, który na początku lat
pięćdziesiątych podróżował po Kujawach i wykorzystał własne prace, ale
też oparł się na fotografiach wykonanych w zakładzie Wolfa Majera Majorkiewicza we Włocławku. W rękopisach terenowych Kolberga na tych
samych kartach co opisy strojów widnieją też zwykle jego notatki (niekiedy
ze szkicami) dotyczące sprzętów domowych i gospodarskich, wraz z ich
gwarowymi nazwami. Informacje te badacz uzupełniał także po zakończeniu podroży. Podobne zapiski (notatki dotyczące gospodarstwa, sprzętów
rybackich, zawołania na zwierzęta) widnieją bowiem na odwrocie listu
Michała Sokołowskiego z Głuszyna napisanego do Kolberga w listopadzie
1865 roku2, a więc już po jego powrocie do Warszawy. Wraz z listem Sokołowski nadesłał zresztą zebrane przez siebie materiały z zakresu folkloru słownego. Natomiast informacje dotyczące konstrukcji chaty z 1616
roku przesłał Ludwik Komecki z Bogusławic. Opracowując monografię do
druku, autor dopytywał o detale budynku, których zapewne nie zdołał
zanotować i naszkicować. Komecki odpowiedział sumiennie na zadane pytania i zamieścił stosowne rysunki. Szkice innych budynków wykonała
prawdopodobnie jego córka Ludwika3. Opisy wnętrza Kolberg uzupełnił
na postawie publikacji Józefa Blizińskiego4.
1

O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 71, przypis 1; uwaga Kolberga odnosi się do
opinii J. Łepkowskiego zamieszczonej w jego pracy O zabytkach Kruszwicy, Gniezna i Krakowa oraz Trzemeszna, Rogoźna, Kcyni, Dobieszewka, Gołańczy, Żnina, Gąsawy, Pakości,
Kościelca, Inowrocławia, Strzelna i Mogilna; sprawozdania i studia, Kraków 1866, s. 173.
2 Notatki Kolberga na odwrocie listu, zob. rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/3,
k. 146 i 147; materiały te zostały wykorzystane w cz. I Kujaw (DWOK T. 3) na s. 59, 84, 89.
3 Zob. list L. Komeckiego do Kolberga z 20 I 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 146–147, por. O. Kolberg, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 78 i 79. Na podstawie szkiców wykonanych prawdopodobnie przez Ludwikę (po mężu Kretkowską) wykonano drzeworyty zamieszczone na s. 77, 80 i 82.
4 Kolberg wykorzystał m.in. artykuł J. Blizińskiego Z Kujawskiego w końcu stycznia. Korespondencja „Gazety Codziennej”, „Gazeta Codzienna” 1861, nr 61–63.

442

�Monografia Kujaw nie posiada jeszcze typowego dla całego cyklu układu
rozdziałów. Po opisie „Ludu” Kolberg zamieścił ponad czterdzieści opowieści (bajek, klechd, gadek) oraz przysłowia i zagadki, a dopiero po nich rozdziały „Zwyczaje”, „Obrzędy polne” i „Obrzędy domowe”, dodając między
nimi „Gry”. W opublikowanych materiałach, poza folklorem muzycznym
i słownym, jest spora liczba opisów opatrzonych notami lokalizacyjnymi
odpowiadającymi podróżom Kolberga, na przykład opis zwyczajów związanych ze środą popielcową w Bodzanowie i Głuszynie, opis gier z Ruszkowa,
Głuszyna, Kowala (Bogusławice), fryca z Bodzanowa czy wesela z okolic
Bodzanowa i Bogusławic. Jednak wobec braku zachowanych manuskryptów (poza zapisami części pieśni) nie można stwierdzić, czy zamieszczone
teksty sporządzone zostały na podstawie własnych zapisków Kolberga, czy
też nadesłanych mu przez inne osoby informacji.
W rozdziale „Obrzędy polne” znalazły się znane powszechnie, choć funkcjonujące w różnych regionach pod różnymi nazwami zwyczaje związane
z zakończeniem żniw (wieńcowe, okrężne) i z wyzwoleniem młodego parobka (fryc, wilk,) oraz charakterystyczny dla Kujaw zwyczaj wyboru „króla
pasterzy”. Opis tego ostatniego (wraz z nazwą) zaczerpnięty został z pracy
Gry i zabawy1 Łukasza Gołębiowskiego, który z kolei przedrukował go ze
wstępu do utworu Feliksa Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie z 1827 roku. Kolberg, w przypisach do pierwszej części monografii,
zamieścił fragmenty tej sielanki przedstawiającej zarzucony już zwyczaj,
o który badacz dopytywał mieszkańców:
Obecnie wszakże obrzęd ten jest zarzuconym w miejscach nad Bachorzą, o których broszura wspomina. Od dwóch niemal generacyj nie zajmują się nim wcale,
a starzy ludzie, których o to rozpytywałem, zaledwie kilka drobnych szczegółów
powiedzieć jeszcze o nim umieli. Wszakże pochód z wołem dobrze oni zachowali
w pamięci. Toż samo tyczy się i wielu innych stron Kujaw, gdzie chyba wyjątkowo obyczaj ten się pojawia2.

Pierwsza część Kujaw jako jedna z nielicznych monografii opracowana i wydana została praktycznie na bieżąco, dwa lata po zakończeniu badań. Część druga, poza kolejnymi przypisami do poprzedniego woluminu
1 Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym lub niektórych tylko prowincjach, Warszawa 1831, s. 119–122.
2 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 241.

443

�i słowniczkiem, poświęcona już była prawie wyłącznie pieśniom i folklorowi muzycznemu, a ciekawe i obszerne materiały dotyczące gwary kujawskiej autor zamieścił w przypisach. Pomimo daty „1867” na karcie tytułowej
tom ten opublikowany został dopiero w 1869 roku.
W czasie, gdy kończył się druk Kujaw, według słów Kolberga, gotowe
było trzytomowe Krakowskie1, o którego wydanie autor starał się początkowo w Ossolineum. Porozumienie z Towarzystwem Naukowym Krakowskim
spowodowało jednak, że rękopis złożony został w drukarni Uniwersytetu
Jagiellońskiego. Monografia, składająca się ostatecznie z czterech tomów,
dotyczyła niewielkiego obszaru określonego nawet podtytułem Okolice
Krakowa. Kolberg włączył jednak do Krakowskiego także odleglejsze miejscowości należące do ówczesnego Wielkiego Księstwa Krakowskiego, które
od 1867 roku składało się z powiatów krakowskiego i chrzanowskiego.
Taki właśnie obraz regionu, opartego o granice administracyjne, ujawnia
się w krótkim opisie:
Okolica stanowiąca przedmiot moich poszukiwań, składa się prócz samego Krakowa: z ziemi b. okręgu wolnego miasta, a następnie W. Księstwa Krakowskiego,
oraz z dwóch przyległych jej wąskich pasów nadgranicznych […]2,

a także w zamieszczonym w ostatniej części spisie miejscowości wspomnianych powiatów krakowskiego i chrzanowskiego. Odpowiada on też ówczesnym poglądom Kolberga na zasięg terenów, których dotyczyć miały
poszczególne opracowania. W 1872 roku pisał:
Polska bowiem, jak każdy kraj, składa się z cząstek, z prowincji. Nim się zatem
skutecznie zdołamy rozpatrzeć po całym jej obszarze, wypada nam z konieczności zamknąć się poprzednio w ciasnym obrębie nie tylko jednej, ale każdej
z osobna prowincji i takową obejrzeć po szczególe […]. Im mniejszą będzie przestrzeń naszych poszukiwań (np. powiatami), tym większa urośnie masa pozyskanych przez nas szczegółów […]3.

1 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 297–298, tam dokładniej Kolberg podał zawartość tomów Krakowskiego.
2 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 4; pierwodruk: Kraków 1871.
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczególnym
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera) czytana na
posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły

444

�Pierwsza część Krakowskiego zbudowana była podobnie jak Kujawy,
ale Kolberg wyłączył z niej opowieści ludowe, dla których przeznaczony
został oddzielny, czwarty tom monografii, zawierający także zagadki, przysłowia i wiadomości o języku, w tym spisy nazwisk i nazw miejscowości.
Materiały etnograficzne znalazły się więc w części pierwszej (opis kultury
materialnej i zwyczajów), drugiej (obrzędy) i trzeciej (wierzenia określone
już jako „Świat nadzmysłowy”).
Po obszernym historyczno-geograficznym opisie kraju, zawierającym
też podania i przysłowia związane z Krakowem, następuje charakterystyka ludu według poszczególnych grup etnograficznych. Kolberg, opierając
się głównie na publikacjach Józefa Mączyńskiego i Władysława Anczyca1, ale też na pracach innych autorów, opisał Ogrodników i Prądniczan
zamieszkujących lewy brzeg Wisły oraz Podgórzan na prawym brzegu,
wśród których wyróżnił jeszcze Kijaków, Skawiniaków i Świątniczan.
Wcześniej planował oddzielną monografię poświęconą Podgórzanom,
teraz jednak, podobnie jak uczynił to Mączyński, włączył ich opis do
przygotowanej publikacji:
Podgórzan tych zamieściłem dlatego w niniejszym opisie, że im także jako bliskim Krakowa sąsiadom i z miastem tem w ciągłe wchodzącym związki służy
zwykle nazwa Krakowiaków. Wreszcie piętno krakowskie na mil parę (aż poza
Mogilany i Głogoczów) nader tu jeszcze wybitne śród ludu”2.

Dopiero charakterystyka grup określonych jako „lud dalszy z lewego
brzegu”, do których zaliczeni zostali Krakowiacy-Kopieniacy i Górnicy,
oparta jest na materiałach zgromadzonych przez Kolberga. W Krakowskiem był bowiem wielokrotnie (po raz pierwszy w 1842 roku w Modlnicy) jako przyjaciel Józefa Konopki, którego poznał rok wcześniej
w Warszawie, i z którym odbył jedną z pierwszych podróży etnograficznych. Oskar bywał więc w należących później do Józefa Mogilanach,
ale też w majątkach jego rodzeństwa w Modlnicy i w Tomaszowicach.
(DWOK T. 63), s. 262; pierwodruk całości artykułu: „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3,
s. 266–285.
1 J. Mączyński Włościanie z okolic Krakowa, Kraków 1858; W. Anczyc Obrazy krakowskie,
„Tygodnik Ilustrowany” 1862, T. V, nr 132, s. 136–139, nr 133, s. 143–146, nr 135, s. 166–170.
2 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 107; Kolberg miał tu na myśli mieszkańców
okolic miasteczka Podgórze w ówczesnym powiecie wielickim, dziś dzielnica Krakowa.

445

�Zatrzymywał się tam zapewne w trakcie wyjazdów w Tatry w 18571,
1861 i 1863 roku 2. Okresem intensywniejszych podróży w te okolice był
koniec lat sześćdziesiątych, kiedy coraz wyraźniej rysowała się wizja publikowania Ludu w Krakowie. Dłuższe pobyty u przyjaciół stały się też
wreszcie okazją do zgromadzenia odpowiednich materiałów dla nowego
typu wydawnictwa wykraczającego już dalece poza zebrany wiele lat
wcześniej folklor muzyczny. Korespondencja i notatki dotyczące wydatków Kolberga potwierdzają jego wielotygodniowy pobyt w Krakowskiem
w 1868 roku oraz podróż w te rejony w 18693, podczas których głównymi
stacjami badawczymi pozostawały Mogilany, Modlnica i Tomaszowice.
Wówczas zebrał zapewne bardzo szczegółowe wiadomości o życiu mieszkańców, ich strojach, żywności, chatach, zagrodach i zajęciach ludności,
a także materiały dotyczące podkrakowskich kapliczek i krzyży przydrożnych. Te ostatnie są w monografii tylko wzmiankowane, ale doczekały
się obszerniejszego opracowania opublikowanego wraz z drzeworytami
w artykule Figury przydrożne, który ukazał się w „Kalendarzu Warszawskim” w 1872 roku 4.
Zainteresowania Kolberga kulturą materialną potwierdzają zachowane
liczne rękopisy terenowe. Unikatowym natomiast dokumentem jest czystopis rozdziału „Lud” i części rozdziału „Zwyczaje”5. Jest to jedyne w całym archiwum prawie kompletne źródło do tak znacznej części publikacji.
Opracowując ten tekst, Kolberg wykorzystał przede wszystkim materiały
własne (w mniejszym stopniu notatki Antoniny Konopczanki, która wykonała też część drzeworytów) oraz dostępne publikacje. Analiza tych ostatnich pozwala rzucić światło na niektóre błędnie przypisywane Kolbergowi
poglądy, jak choćby ten, że „[…] stara się uchwycić odrębności regionalne,
dać ich wytłumaczenie w dość naiwny sposób historią omawianej dzielnicy (np. w Krakowskiem do purpury królów nawiązuje użycie czerwieni
1

Zob. O. Kolberg Korespondencja z Wiednia… (DWOK T. 62), s. 359.
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. IX i X.
3 Zob. m.in. rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, tam na k. 16 także wzmianka o podróży do Krakowa w 1867 roku; list Kolberga do L. Wegnera z 22 XI 1868 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 264–265 i list B. Hoffa do Kolberga z 15 V 1869, tamże,
s. 324–325.
4 Zob. O. Kolberg Figury przydrożne, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),
s. 337–341; pierwodruk: „Kalendarz Warszawski” J. Ungra na rok 1872, s. 138–142.
5 Wersja przeznaczona do druku oraz znajdujące się dziś między jej kartami zapiski
terenowe Kolberga i A. Konopczanki, zob. Arch. PTL, teka 45, sygn. 1417, k. 1–80.
2

446

�w ubiorze chłopskim)”1. Jednak przytoczone przez Kolberga w przypisie
słowa: „Czuć w tem [...] majestat stolicy, purpurę królewską, w którą się
nawet chłop spod Wawelu ubrał”2 pochodzą z pracy Józefa Łepkowkiego
i zostały opatrzone komentarzem Kolberga: „Przecież najbliżsi mieszkańcy
miasta w ogóle czapek czerwonych nie noszą, a purpura ukazuje się dopiero pod sukmaną na szmacie podszewki i wąskiej lamówce ubioru”3. Autor
monografii cytuje zatem fragmenty pracy Łepkowskiego, jednak nie zgadza
się z jego poglądem, dokumentując sprzeciw rzeczowymi argumentami.
Rozdział „Zwyczaje”, który badacz układał w porządku kalendarzowym,
rozpoczynając go od Wigilii Bożego Narodzenia, prezentuje się tu wyjątkowo bogato. Znajdziemy w nim nie tylko typowe dla następnych monografii opisy Bożego Narodzenia z kolędami, Nowego Roku, Trzech Króli,
Ostatków (z Tłustym Czwartkiem), Wielkiego Postu i Wielkanocy wraz
z Dyngusem i Kogutkiem, Zielonych Świąt, Bożego Ciała, Św. Jana (Sobótka), Wniebowzięcia Marii Panny, Zaduszek, uzupełniane w zależności od
zgromadzonych materiałów o zwyczaje związane z patronatem świętych
(np. św. Wawrzyńca, św. Grzegorza, św. Katarzyny, św. Mikołaja), ale też
o szereg informacji o folklorze miejskim charakterystycznym dla Krakowa
(rękawka czy konik zwierzyniecki). Jak już wspomniano, opisy własne Kolberg uzupełnił cytatami z opracowań innych autorów. Słowo drukowane
nie zawsze jednak było wiarygodnym źródłem, o czym badacz przekonał
się później nie raz. Do Krakowskiego włączył na przykład opis święconego,
falsyfikat pochodzący rzekomo z XVI wieku, opublikowany w „Pszczółce
Krakowskiej” w 1822. Opis został ostatecznie uznany za falsyfikat, przedtem
jednak przedrukowały go inne czasopisma oraz Łukasz Gołębiowski4, którego prace oparte były wyłącznie na wcześniejszych publikacjach.
1

A. Kutrzeba-Pojnarowa Kultura ludowa w dotychczasowych polskich pracach etnograficznych, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, praca zbiorowa pod redakcją
M. Biernackiej, B. Kopczyńskiej-Jaworskiej, A. Kutrzeby-Pojnarowej, T. 1, Wrocław 1976, s. 31.
2 O. Kolberg, Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 123; jest to cytat z pracy J. Łepkowskiego,
Przegląd krakowskich tradycyj, legend, nabożeństw, zwyczajów, przysłów i właściwości,
Kraków 1866, s. 31–32.
3 O. Kolberg, Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 123.
4 Chodzi o tekst zacytowany przez Kolberga w cz. I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 369–373,
który zamieszczony został przez K. Majeranowskiego w „Pszczółce Krakowskiej” w 1822 roku,
przedrukowany w tym samym roku w „Tygodniku Wileńskim” (T. 3, nr 10), następnie u Gołębiowskiego w Ludzie polskim…, s. 305–309 i w „Przyjacielu Ludu” w 1837 (T. 2, nr 39), na
wszystkie te źródła, poza „Tygodnikiem Wileńskim” powołał się Kolberg.

447

�Pozostałe części monografii wydane zostały już w czasie, gdy Kolberg
mieszkał na stałe w Modlnicy. Od 1871 roku miał więc niepomiernie większe możliwości obserwowania i choćby częściowego uczestniczenia w życiu
modlnickiej społeczności. Był też prawdopodobnie postacią budzącą sympatię, wyrażoną na przykład w krótkiej przyśpiewce włościan:
Ciesy się pan Kolbr, ze idziemy z pola,
ciesy się i Gacka, Maryna, Antola1.

Owe przyśpiewki, muzyka i tańce w dalszym ciągu interesowały badacza najbardziej. W „Obrzędach” rozpoczynających kolejny wolumin dominuje folklor muzyczny i cytaty z publikacji, jedynie opis wesela II, uzupełniony tekstami ze zbioru Józefa Konopki2, pochodził z obserwacji Kolberga, poczynionych jednak prawdopodobnie jeszcze przed 1860 rokiem.
Natomiast informacje zamieszczone w części dotyczącej „Wyżynku” badacz
mógł zgromadzić później, ale dla opisu tego obyczaju żniwnego źródłem
jest dziś jedynie kopia rękopisu Kolberga sporządzona przez Władysława
Kosińskiego.
Podczas pracy nad Krakowskiem nieoceniona okazała się pomoc Antoniny Konopczanki, siostry Józefa. Poza materiałami do kultury materialnej
Antonina spisywała bajki oraz informacje o wierzeniach związanych z okolicznymi miejscami i postaciami. Jak typowy badacz terenowy odpytywała
kobiety zatrudnione we dworze, notowała szczegółowo pytania i odpowiedzi, stąd jej zapisy mają charakter dialogu, uzupełnionego często nazwiskami
odpowiadających: „Jadwiga Kazimierzowa Skoczkowa”, „Elżbieta Kostaśka”
– córka Skoczkowej, „Kaśka Pstruśka”. Zapisy te zachowały się w rękopisie
nazwanym później przez Helenę Kapełuś Modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki3. Natomiast Kolbergowi udostępniła swoje kopie tych
1 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, sygn. 1192/1, k. 4; zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement do
tomów 5–8 cz. I (DWOK T. 73/I), s. 433.
2 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; Toż: Wydanie fototypiczne,
Wrocław 1974.
3 H. Kapełuś Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki.
Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s. 179–195.
Raptularz został opublikowany w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. III
(DWOK T. 73/III), s. 5–172. Postać A. Konopczanki została też scharakteryzowana przez E. Millerową, zob. Lata krakowskie w życiu Oskara Kolberga 1871–1890, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I).

448

�zapisów, zachowane w postaci dziś niekompletnych zeszytów opatrzonych
tytułami: Opowiadania powieści ludu krakowskiego, wieś Modlnica Wielka, 1869 i Powieści. O urokach, gusłach, zabobonach, czarach, środkach
naprzeciw tymże zebrane podług opowiadań ludu krakowskiego, wieś Modlnica Wielka 18691. Autor monografii wykorzystał teksty Antoniny, w których poczynił pewne poprawki redakcyjne, i opublikował opowieści oraz
opisy wierzeń. Te ostatnie stanowią pokaźny fragment przedostatniej części
Krakowskiego, ale teksty będące w rękopisie całością zostały podzielone i zamieszczone w odpowiednich rozdziałach tomu wśród materiałów pochodzących z innych źródeł. Kolberg pominął też nazwisko Konopczanki i prawie
wszystkich jej informatorek, wspominając tylko Kazimierzową Skoczkową
przy jej opowieści o bogienkach2. Problem braku wzmianki o informatorach
był już tu podnoszony wraz z definicją etnografii przywołaną przez Oskara za Friedrichem Müllerem, w której mowa jest o „osobniku zbiorowym”.
Odpowiada to także ogólnym poglądom panującym wśród badaczy w XIX
wieku, kiedy lud traktowano jako zbiorowego twórcę i odtwórcę folkloru,
a notowanie nazwisk należało do wyjątków.
Pozostałe materiały opublikowane w tym tomie to przeważnie fragmenty
lub ich streszczenia z publikacji takich jak O przesądach lekarskich ludu
naszego3 czy dawne zielniki i kompendia medyczne z XVI, XVII i XVIII
wieku4. Opis wierzeń został też uzupełniony obszernymi przypisami, zawierającymi cytaty z rozpraw Grimma i Hanuscha dotyczących mitologii 5. Obficie przytaczał tam Kolberg fragmenty starszych druków, takich jak Młot
na czarownice, Diabeł w swojej postaci i innych6, i chociaż cytowanie tak
obszernych partii tekstów z tych prac nie zawsze wydaje się uzasadnione,
1

Rkp. A. Konopczanki, Arch. PTL, teka 13, sygn. 1192/2.
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 47; pierwodruk: Kraków 1874.
3 M. Zieleniewski O przesądach lekarskich ludu naszego skreślił… w celu otrzymania
stopnia doktora medycyny w Uniwersytecie Jagiellońskim. Wyciąg z rozprawy uwieńczonej
przez Wydział Lekarski nagrodą, Kraków 1845.
4 Np. Marcina z Urzędowa Herbarz polski, to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych i innych rzeczy do lekarstw należących księgi dwoje, Kraków 1595 i Marcina Plebana
z Klecka Obrona przeciwko morowemu powietrzu doświadczona. Na którą jako bogaty, tak
i ubogi snadno się zdobędzie, bo nie każdy na lekarstwa ma pieniądze, Poznań 1605.
5 J. Grimm Deutsche Mythologie, Göttingen 1835 (1844, 1854); I.J. Hanusch Die Wissenschaft des slavischen Mythus, Lemberg 1842.
6 S. Ząbkowic Młot na czarownice, Kraków 1614; F. Bohomolec Diabeł w swojej postaci
z okazyi pytania, jeśli są upiory, ukazany, cz. I, wyd. I: Warszawa 1772 i cz. II i III: Warszawa
1777.
2

449

�to świadczy również o intuicji Kolberga, który sięgał do bardzo różnorodnych źródeł i odnajdywał w nich informacje dotyczące folkloru i tradycji.
W Krakowskiem odnaleźć można już wszystkie elementy modelu monografii, tj. opis kraju, ludu, zwyczajów, obrzędów, rozdziały poświęcone
pieśniom i tańcom, grom, wierzeniom, opowieściom ludowym i językowi,
a zebrane materiały etnograficzne i folklorystyczne złożyły się na jedną
z najlepiej udokumentowanych monografii regionalnych autora Ludu1.
Twierdzenie to odnieść można także do Wielkiego Księstwa Poznańskiego,
które w schemacie (kraj, lud itd.) oraz w sposobie wypełnienia poszczególnych rozdziałów jest do Krakowskiego bardzo podobne.
Nad monografią Wielkopolski badacz pracował w trakcie edycji ostatniej części Krakowskiego. Pierwszy tom Poznańskiego przesłał do druku
na początku 1873 roku, ale ostatecznie opublikował go dwa lata później,
uwzględniając uwagi poczynione przez Emila Kierskiego, dotyczące historii regionu2. Obszar regionu wydzielony został zgodnie z kryterium administracyjnym. Od lat czterdziestych obowiązywała już wprawdzie nazwa
Prowincja Poznańska, ale tytułowy termin Wielkie Księstwo Poznańskie
odpowiadał wcześniej przyjętej przez zaborców nazwie, która zwyczajowo
nadal pozostawała w użyciu. Polskim czytelnikom bliższy byłaby zapewne
termin rodzimy, a nie wprowadzony przez zaborców, co Kolberg skomentował w liście do poznanej w Warszawie wielkopolskiej pisarki i działaczki niepodległościowej Bibianny Moraczewskiej. W 1877 roku, gdy z prasy
drukarskiej schodziła już trzecia część monografii, pisał:
Niektórzy mają mi za złe, żem na tytule wyraził W[ielkie] Ks[ięstwo] Poznańskie
– woleliby, żeby tam stało samo: Poznańskie albo Wielkopolska. Być może,
że to byłoby korzystniej, ale teraz już tego zmienić nie można, chyba na tytule
czwartego tomu. Utrudniłoby to jednak sprzedaż w Warszawie, gdzie cenzura
na lada wyrażenie veto kładzie3.

1 E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Krakowskie.
Suplement... cz. I (DWOK T. 73/I), s. V.
2 Pierwszą część monografii Kolberg przekazał do druku na początku 1873 roku, ale po
otrzymaniu uwag E. Kierskiego wycofał tom z drukarni, zob. list Emila Kierskiego do Kolberga
z 16 V 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 454.
3 Brulion listu O. Kolberga do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 40.

450

�Ponieważ w przeciwieństwie do Sandomierskiego, Krakowskiego,
a nawet Kujaw teren, którego dotyczyć miała monografia, był ogromny,
a zróżnicowanie jego kultury ludowej bardzo wyraźne, Kolberg dla materiałów mieszczących się w czterech pierwszych rozdziałach („Kraj”, „Lud”,
„Zwyczaje” i „Obrzędy”) przyjął podział na podregiony. W części pierwszej
scharakteryzowane zostały powiaty „środkowe”: poznański, szamotulski,
obornicki, średzki i śremski. Część druga zawiera opis okolicy zachodniej
z powiatami: międzychodzkim, międzyrzeckim, babimostskim1, bukowskim,
kościańskim i wschowskim oraz okolicy południowej, na którą składał
się powiat krobski, krotoszyński, ostrzeszowski, odolanowski, pleszewski
i wrzesiński. W części trzeciej znajdziemy opis „okolicy wschodnio-północnej” z powiatami: gnieźnieńskim, mogilnickim, szubińskim, bydgoskim
i inowrocławskim oraz „okolicy zachodnio-północnej”, do której należy
powiat wągrowiecki (z Pałukami), wyrzyski (z Krajną), chodzieski i czarnkowski.
Rzecz jasna, nie wszystkie te tereny Kolberg zdołał odwiedzić, choć
Wielkopolskę poznał dość dobrze. W 1867 roku udał się do Poznania, gdzie
spotkał się z członkami Towarzystwa Przyjaciół Nauk – Emilem Kierskim,
Karolem Libeltem oraz prawdopodobnie z Leonem Wegnerem i Władysławem Nehringiem, starając się o wsparcie finansowe na wydawanie Ludu.
Utrzymujące się ze składek członków Towarzystwo nie dysponowało odpowiednimi środkami, ale udostępniło badaczowi swoje zbiory, między
innymi tak zwane Szematy, o których jako źródle do monografii będzie
jeszcze mowa. Karol Libelt udzielił też Kolbergowi gościny w Czeszewie na
Pałukach, które stało się stacją badawczą także w roku następnym. W 1867
roku Kolberg zatrzymał się też w majątku wspomnianych już Hipolita
i Anieli Radońskich w Siekierkach, w ówczesnym powiecie średzkim. Rok
później miał okazję pozyskania kolejnych materiałów z powiatu średzkiego,
prowadząc badania w Dębiczu, w dobrach Włodzimierza A. Wolniewicza.
Odwiedził też wówczas położony niedaleko, ale należący już do powiatu
wrzesińskiego Miłosław. Podróże po Wielkopolsce kontynuował jeszcze
w latach następnych. W 1869 roku udał się do Ostrowa pod Wieleniem nad
Notecią, gdzie odwiedził przebywającą tam Paulinę Wilkońską, do Kórnika2
1

Nazwa powiatu przytoczona za Kolbergiem, zgodnie z XIX-wieczną ortografią.
Ostrowo pod Wieleniem i Kórnik wymienił Kolberg w Notatniku zawierającym
rachunki…, k. 19 i 20; pobyt w Ostrowie potwierdza też list Pauliny Wilkońskiej do Kolberga
z 23 VIII 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 224.
2

451

�oraz do Bojanowa1 i Morownicy pod Śmiglem w powiecie kościańskim. Morownica należała wówczas do Władysława Niegolewskiego jako majątek
wniesiony przez jego żonę, Wandę z Kwileckich. W zamieszkałym przez
Niegolewskich dworze Kolberg bywał też później, w 1871 lub 18722 oraz
1875 roku. Podobnie jak w innych miejscowościach Wielkopolski, miał tu
bardzo dobre warunki pracy i uzyskał wartościowe materiały etnograficzne. W Morownicy spotkał też prawdopodobnie po raz pierwszy Bogumiła
Hoffa, administratora majątku Niegolewskich, rysownika i autora ilustracji
do W. Ks. Poznańskiego. Hoff towarzyszył Kolbergowi podczas podróży
po południowej Wielkopolsce, a niefortunne zakończenie jednej z nich
opisał później w przytoczonym już wspomnieniu. Rysownik jeszcze przed
spotkaniem z Kolbergiem proponował mu współpracę przy tomach Ludu
dotyczących Poznańskiego, jednak jego wizja publikacji, postrzeganej raczej
jako album z dodatkiem opisów, była odmienna od koncepcji monografii
etnograficznej. Rozbieżność poglądów oraz pochopne i nierozważne decyzje
Hoffa co do dystrybucji wydawnictwa3 spowodowały, że drogi obu panów
na długo się rozeszły.
Podczas podróży w latach siedemdziesiątych Kolberg odwiedził też inne
miejscowości. Według itinerarium 4 w 1872 roku oprócz Morownicy był
też ponownie w Dębiczu i Miłosławiu oraz w Targoszycach i Poznaniu.
W Targoszycach, w powiecie krotoszyńskim był gościem Józefa Łukaszewicza, historyka, dawnego bibliotekarza w Bibliotece Raczyńskich i archiwisty
miejskiego w Poznaniu. Mógł więc zapewne liczyć na pomoc gospodarza
w poszukiwaniu materiałów dotyczących okolicy, ale i prawdopodobnie
całej Wielkopolski. Ostatnie badania w tym regionie miały miejsce w 1875
roku, podczas wspomnianej już dłuższej podroży etnograficznej w Poznańskie oraz na tereny wschodnich i zachodnich Prus, finansowanej ze środków
1

Wyjazd do Bojanowa Kolberg wymienił w Notatniku zawierającym rachunki…, k. 20.
Datę 1872 Kolberg wymienił w cz. V W. Ks. Poznańskiego (zob. DWOK T. 13), s. IX;
pierwodruk: Kraków 1880 oraz w Wykazie podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 706. Inne dokumenty, jak np. brulion listu Kolberga do L. Merzbacha z 4 II 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 410, wskazują na pobyt w Poznańskiem w 1871 i zamiar
ponownej wizyty w roku następnym; o wizycie Kolberga w Poznaniu w dniu 14 października
1871, być może po kilkutygodniowych badaniach w Wielkopolsce, informował „Dziennik Poznański” 1871, nr 236 (z 15 października).
3 Kontakty Kolberga z B. Hoffem zostały szczegółowiej omówione przez E. Millerową, zob.
Lata krakowskie w życiu Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/I).
4 Wykaz podróży… w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.
2

452

�Akademii Umiejętności. Kolberg udał się wtedy raz jeszcze do Poznania
i Morownicy, a także do Pakosławia w ówczesnym powiecie krobskim, majątku hrabiego Stanisława Czarneckiego, polityka i powstańca styczniowego
oraz do Konojadu w powiecie kościańskim. Nie wiadomo u kogo zatrzymał
się w Konojadzie. Tę ostatnią miejscowość oraz wspomniany w notatkach
z 1869 roku Kórnik łączy osoba Jana Kantego Działyńskiego, powstańca,
działacza społecznego, właściciela zamku kórnickiego wraz z biblioteką,
który w połowie XIX wieku nabył też Konojad, ale znajomości Kolberga
z Działyńskim nie potwierdzają żadne dokumenty.
Maria Turczynowiczowa, w artykule dotyczącym badań Kolberga w Poznańskiem, zamieściła mapę z naniesionymi blisko 40 punktami w 16 powiatach, które oznaczają przebadane przez niego miejscowości (nie licząc
tych, których dotyczą materiały z innych źródeł)1. W świetle obecnej wiedzy wydaje się jednak, że poza wymienionymi powyżej stacjami badawczymi i ewentualnie okolicznymi wsiami Kolberg nie odbył już żadnych innych
podróży po Wielkopolsce, a wskazane w artykule Turczynowiczowej miejscowości oznaczają często miejsce pochodzenia materiałów pozyskanych
od współpracowników.
Omówione tu wyprawy etnograficzne tylko w niewielkim stopniu są
udokumentowane w rękopisach, gdyż zachowały się one częściowo. Na
przeznaczonej dla materiałów z tego regionu tece 9. jeszcze sam Kolberg
napisał: „Odpadki od materiałów z Wielkopolski, użytych w latach 1875–
1882”, a Izydor Kopernicki w roku 1890 określił ją krótko: „Doszczętnie
wyczerpana”. Autor Ludu po wydaniu monografii usunął bowiem większość wykorzystanych zapisów. Ale nawet niewielka liczba ocalałych manuskryptów badacza świadczy, że na etapie prac nad Poznańskiem starał
się on pozyskać jak najwięcej informacji wykraczających poza główny nurt
jego zainteresowań, czyli folklor muzyczny i słowny. W archiwum zachowała się między innymi znaczna część przygotowanej do druku wersji opisu
„Kraju” do dwóch pierwszych części monografii2 oraz stosunkowo liczne
notatki terenowe z opisami i rysunkami ubiorów oraz sprzętów domowych
i urządzeń gospodarskich sporządzone w Dębiczu, Siekierkach i Targoszycach3. Sądzić można, że większość informacji na temat pożywienia z okolic
1

M. Turczynowiczowa Badania etnograficzne Oskara Kolberga, „Lud” 1956, T. XLII,
s. 211, mapa za s. 208.
2 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 9, sygn. 1166, k. 1–11.
3 Rkp. i rysunki odręczne Kolberga, Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 44, 47–49, 64–66.

453

�Morownicy czy Konojadu Kolberg zebrał sam, choć zachował się tylko
fragment notatek na ten temat dotyczący mieszkańców Poznania1. Prawie
wszystkie jego zapisy zawierają też wyrażenia gwarowe oraz lokalne nazwy.
Gwarze wielkopolskiej poświęcił jednak oddzielny artykuł Rzecz o mowie
ludu wielkopolskiego, opublikowany w 1877 roku2.
Tak jak wcześniej rejestrował też przebieg zwyczajów i obrzędów.
W Dębiczu opisał np. przebieg chrzcin 3, a także fragment wesela, oznaczonego w pierwszej części monografii numerem VII, do którego brak dziś
źródła. Z jego badań własnych pochodzą też, przynajmniej częściowo, opisy
wesel III (Spławie, Głuszyna, dziś część Poznania), V (Górczyn koło Poznania) i VI (Siekierki, Iwno) w tym samym tomie, a także prawdopodobnie
kompletne opisy wesel w Morownicy i Konojadzie (w druku numer III) 4
oraz z okolic Pakosławia (I) i Targoszyc (II) w części drugiej, do których
również brak manuskryptów będących ich źródłem. Podobnie jest w przypadku opisów zwyczajów z wymienionych tu miejscowości czy opisów
strojów z Górczyna, Jeżyc i Rataj z 1870 roku5.
Zamieszczone przez Kolberga opisy ubiorów były przez niektórych etnografów w XX wieku komentowane jako błędne. Badaczka kultury Bambrów Maria Paradowska uznała za niewiarygodny fragment opisu spódnicy
Bamberki: „Kobiety mają na sobie 6 do 12 spódników sięgających kolan”6
i stwierdziła, że spódnice te były długie7. Po analizie dziewiętnastowiecznych źródeł problem wyjaśniła dopiero inna etnografka, znawczyni strojów, Zofia Grodecka:
1 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 24, sygn. 1282, k. 17v.; rkp. uszkodzony, oddarta górna
część karty.
2 O. Kolberg Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK
T. 63), s. 342–388; pierwodruk w: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” 1877, T. 1,
s. 3–36.
3 Odpis M. Turczynowiczowej z niezachowanego rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2030/III,
k. 247.
4 W rozdziale „Obrzędy” wesele z Morownicy i Konojadu oznaczone jest wspólnym numerem III, w spisie treści jako III i IV, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), pier
wodruk: Kraków 1876..
5 Opis sporządzony na podstawie własnych obserwacji, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie
cz. I (DWOK T. 9), s. 61 i 62; pierwodruk: Kraków 1875.
6 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 62.
7 M. Paradowska Bambrzy, mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania, Warszawa-Poznań 1975, s. 108.

454

�[…] te nietypowe jak na ówczesne czasy, krótkie spódnice ratajskich Bamberek
przywędrowały z Niemiec wraz z pierwszymi osadniczkami i były reliktem
przepisów feudalnych, ustalających że długość spódnic poddanych wieśniaczek
mogła sięgać tylko do połowy łydki. Wraz z przechodzeniem dawnego ubioru
Bamberek w strój i jego polonizacją spódnice uległy wydłużeniu, dotykając
skrajem cholewek sznurowanych bucików sięgających kostki”1

i ostatecznie stwierdziła, że „Kolberg prawidłowo przedstawił ubiory Bambrów z będących obecnie dzielnicami Poznania wsi Górczyn i Jeżyce, wizytowanych osobiście w 1870 roku”2. Nadmienić jednak należy, że o ile
badacz z pewnością widział i opisywał stroje bamberskie, to wzmianka
o krótszych spódnicach została zaczerpnięta przez niego z omówionych poniżej Szematów.
Za wiarygodne uznał też materiały Kolberga Aleksander Błachowski,
który porównał opisy męskich nakryć głowy (m.in. wykrawanki) zamieszczone w W. Ks. Poznańskiem ze sporządzonymi przez Adama Glapę, także
na podstawie dawnych źródeł, ale i własnych obserwacji. Aleksander Błachowski pisał:
Obaj badacze – Kolberg samouk, pionier badań folklorystycznych z XIX wieku,
i Glapa, profesjonalny etnograf z XX wieku, uzbrojony w fachowy kwestionariusz – starali się rzetelnie przedstawić identyczny element ubioru. Kolberg
zapewne widział wykrawanki z bliska, na pewno nie jedną, zatem jego opinia
oparta jest na dokładnej autopsji. On zobaczył wycięcie w kształcie korony,
a Glapa prymitywną rogatywkę z opuszką. Zdarza się tak, gdy nawet doświadczony badacz prezentuje konstatację opartą na jedynym dostępnym przykładzie
w przekonaniu, że ten posiada cechy formy typowej, powtarzanej w danym
środowisku3.

Cennym materiałem dla wielu opisów etnograficznych stały się wspomniane Szematy wypożyczone w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Były to kwestionariusze opracowane przez członków tej instytucji,
wykonane w 2000 egzemplarzy i rozsyłane do ziemiaństwa, duchowieństwa
1

Z. Grodecka Problem rekonstrukcji wielkopolskich strojów ludowych. Na przykładzie
stroju z Siekierek, „Etnografia Polska” 1991, T. XXXV, z. 1, s. 139.
2 Tamże.
3 A. Błachowski Ubiór i krajobraz kulturowy Polski i Ukrainy zachodniej, Toruń 2011,
s. 14.

455

�i nauczycieli od 1858 roku. Na karcie tytułowej widniał tytuł określający
cel tej inicjatywy: Szemat do spisywania materiałów mających służyć do
opisu statystycznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Każdy kwestionariusz składał się z trzech działów: topograficznego, etnograficznego i historiograficznego i zawierał łącznie ponad dwadzieścia pytań oraz rubryki
przewidziane na odpowiedzi. Odzew nie okazał się imponujący. Otrzymano
około 570 wypełnionych ankiet, przy czym tylko część zawierała odpowiedzi kompletne.
Kolberga interesował oczywiście dział etnograficzny, w którym respondenci mieli odpowiadać na pytania dotyczące między innymi narodowości
i wyznania, zatrudnienia mieszkańców, ich zamożności, ubioru, stanu zdrowia, zwyczajów przy ślubach, zaręczynach i innych uroczystościach (w tym
wygłaszanych przy tych okazjach oracji). Nie mniej interesujący był dział
historiograficzny, gdzie obok informacji o historii miejscowości i związanych z nią znanych postaci oraz wzmianek o zabytkach pytano o miejscowe
podania i legendy. Podczas jednego z pobytów w Poznaniu badacz wykonywał odpisy z Szematów, ale ostatecznie uzyskał zgodę na wypożyczenie
materiałów dotyczących 14 powiatów1. Dopiero po 17 latach właściciele
upomnieli się o ich zwrot. Kolberg nie odnalazł wtedy wszystkich zabranych z Poznania ankiet i nie zwrócił kompletu materiałów. Towarzystwo
z powodu braku środków nigdy ich nie opracowało. W latach trzydziestych
XX wieku Maria Turczynowiczowa określiła liczbę ankiet na 4572, niestety
zbiory Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk nie przetrwały drugiej
wojny światowej.
Tymczasem w tekach Kolberga ocalały fragmenty wypożyczonych Szematów. Jedna ankieta zachowała się prawie w całości, dwie we fragmentach, a ponadto w zbiorach Kolberga znajdują się dwie pojedyncze karty
dołączone prawdopodobnie jako uzupełnienia do ankiet. Najbardziej dziś
kompletny egzemplarz nadesłany został z Włoszakowic w ówczesnym
1

Spis wypożyczonych przez Kolberga materiałów dołączony został po latach do prośby
Towarzystwa o ich zwrot, zob. list Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk do Oskara
Kolberga z 21 X 1885 r., podpisany przez Engestrőma, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 284–285.
2 M. Turczynowiczowa spisała pytania zamieszczone w ankietach, po wojnie opublikowała
artykuł Schematy Wielkiego Księstwa Poznańskiego, w: Księga Pamiątkowa ku czci Profesora Adolfa Chybińskiego. Rozprawy i artykuły z zakresu muzykologii, Warszawa 1950,
s. 339–346.

456

�powiecie wschowskim, a wypełnił go tamtejszy proboszcz Jan Arendt. Drugi egzemplarz pochodzi z Wronczyna w powiecie kościańskim i zawiera
wyłącznie ponumerowane odpowiedzi. Z trzeciego, z okolic Nowego Miasta
w powiecie pleszewskim, pozostała kartka z kilkoma pytaniami i częściowymi odpowiedziami1. Wspomniane pojedyncze karty pochodzą ze Zdziechowic w powiecie średzkim oraz z Mielżyna w powiecie gnieźnieńskim
i były prawdopodobnie pierwotnie dołączone do Schematów z tych miejscowości2. Zachowane partie ankiet nie dają pełnego wyobrażenia o ich
zawartości. Więcej na ich temat mówią obszerne fragmenty tekstów zamieszczone tomach W. Ks. Poznańskiego, których znakiem rozpoznawczym
jest opatrzenie ich datami rocznymi 1858, 1859 i 1860. Jednak nie wszystkie
cytaty pochodzące z Szematów są datowane3. Z tego źródła Kolberg zaczerpnął opisy ludności, stosunków społecznych, sposobu gospodarowania,
ubiorów, zwyczajów oraz kilku wesel wraz z charakterystycznymi dla regionu oracjami weselnymi. Treści zapożyczone z ankiet do monografii są dziś
jedynym świadectwem pracy kilkuset osób, autorów, którzy odpowiedzieli
na inicjatywę Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Omawiając wykorzystywane przez Kolberga źródła, nie sposób nie
wspomnieć o przedrukowanych w drugiej części monografii manuskryptach dwóch autorów zawierających opisy zwyczajów w powiecie odolanowskim. Jeden z nich jest anonimowy, opatrzony notą Kolberga: „po
Kucharskim”, drugi natomiast, podpisany nazwiskiem „Kociński”, zawiera
dopisek autora Ludu: „Sulmierzyce 1820”4. Prawdopodobnie materiały pochodzące ze zbiorów Kucharskiego dotyczą początku XIX wieku, ale same
opisy zostały sporządzone później. Nieznany z nazwiska autor zanotował
bowiem: „W te dni, przed około 30 laty”, a Kolberg drukując ów tekst,
opatrzył go informacją: „około r. 1800–1810”. Z kolei informację o datowaniu i lokalizacji rękopisu podpisanego: „Kociński” uzyskał zapewne od
1 Szemat z Włoszakowic przechowywany jest w zbiorach BN PAN i PAU, sygn. 2184,
k. 314–315, natomiast pozostałe znajdują się w Arch. PTL, teka 37, sygn. 1331, k. 1–5 i Arch.
PTL, teka 9, sygn. 1168, k. 3.
2 Materiały te znajdują się w Arch. PTL, teka 37, sygn. 1332, k. 1 (ze Zdziechowic) i Arch.
PTL, teka 9, sygn. 1168, k. 1–2 (z Mielżyna).
3 Wiadomo m.in., że materiały dotyczące wsi Wronczyn i okolic, Mystek i Ninina również
pochodzą z Szematów, choć nie wszędzie jest to oznaczone w druku.
4 Rkp. nieznanego autora i rkp. podpisany „Kociński”, Arch. PTL, teka 37, sygn. 1328/ I,
k. 108–110, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie (DWOK T. 10), s. 188–189, 203–204, 222; pierwodruk: 1876.

457

�Kucharskiego. Slawista i filolog Andrzej Kucharski (1795–1862) interesował
się kulturą i językiem wielu krajów słowiańskich, a jego materiały czeskie
i łużyckie znalazły się później u Kolberga. Niewykluczone, że starszy od
Oskara o pokolenie Kucharski, który był przez rok nauczycielem w Kaliszu
(przed rokiem 1825), mógł posiadać w swoich zbiorach rękopisy dotyczące
Wielkopolski (w tym również terenów Kaliskiego1). Stawia go to w rzędzie
pierwszych badaczy folkloru tego regionu.
Specyfika terenu, który z powodu systematycznie prowadzonej germanizacji był tak licznie zamieszkały przez ludność niemieckojęzyczną, spowodowała, że W. Ks. Poznańskie to monografia zawierająca wiele uwag na temat stosunków społecznych i lokalnych społeczności. Problem osadników
niemieckich dotyczył też Kujaw, ale dopiero w Wielkopolsce uwidocznił
się tak wyraźnie. W tomie znajdziemy więc liczne wzmianki o zasiedlaniu
poszczególnych wsi Niemcami, wzajemnych kontaktach, a raczej ich braku,
czyli wypowiedzi o relacjach „swój – obcy”, jakby je nazwał współczesny
antropolog kultury. O stosunku do Żydów i Niemców Kolberg pisał:
Żyda ogładzonego i ubranego po niemiecku uważa [lud] prawie za Niemca. Na
Niemców osadników (Olendrów), z którymi niewiele mając styczności domowej,
żyje w zgodzie, acz bez zażyłości i przyjacielskich stosunków, wynajduje niemało
konceptów (przedrzeźniając mianowicie złą ich polszczyznę) i różne zabawne
prawi o nich dykteryjki – wszakże najczęściej bez obrazy uczuć ich narodowych
i religijnych2.

Zamieścił więc w W. Ks. Poznańskiem przykłady anegdot ośmieszających Niemców, ale obok nich także teksty będące żartami z zamieszkujących w Chojnie, w powiecie szamotulskim tzw. Mazurów3.
W kategorii „swój – obcy” mieszczą się też stosunki z Bambrami, jednak
tych ostatnich nazwać można osadnikami „oswojonymi”, a niekiedy nawet
już w pewnym stopniu zasymilowanymi:
Lud w bliskiej okolicy Poznania osiadły jest miejscami czysto-polski (pierwotny),
miejscami niemiecki, miejscami zaś, acz górno-niemieckiego pochodzenia, jed1

Materiały z Kaliskiego notatką Kolberga „po Kucharskim” znajdują się wśród rękopisów
terenowych Kolberga, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1160, a opublikowane zostały w: O. Kolberg
Kaliskie i Sieradzkie (DWOK T. 46), m.in. na s. 463, 469, 481.
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 54.
3 Tamże, s. 55.

458

�nak skutkiem ciągłego od wielu lat z krajowcami obcowania, mniej lub więcej
spolszczonym [...]. To pewna, że większość osadników, równie dobrze zwykle
obu włada językami […].
Przynieśli z sobą obyczaj i język południowo-niemiecki. Ciągłe atoli stosunki
z niższą klasą mieszczaństwa (przeważnie polskiego), jak niemniej katolicyzm,
który wyznawali, a skutkiem czego przyłączono ich do parafii miasta katolicko-polskich (ze szkółkami polskimi), wpłynęły u wielu na zmianę domowego ich
języka, a po części i obyczaju; strój tylko z przeszłości odziedziczony, zachowali
niezmiennym, udzielając go owszem w części i sąsiedniej polskiej ludności1.

Bambrzy byli więc przez Kolberga traktowani na równi z rdzennymi
mieszkańcami Poznania i okolic, a ryciny przedstawiające ich stroje, zamieszczone w pierwszej części monografii, reprezentują ubiory charakterystyczne dla okolic Poznania.
Tak liczne uwagi Kolberga dotyczące stosunków społecznych (nie tylko
narodowościowych) wynikały z sytuacji panującej w Wielkopolsce, w której jako pierwszej z trzech zaborów dokonało się uwłaszczenie, a światłe
ziemiaństwo prowadziło pozytywistyczną wojnę z germanizacją, modernizując gospodarkę wsi. Kolberg zwrócił uwagę na zachodzące tam przemiany i idące za tym przemijanie pewnych tradycji. Charakteryzując lud
wielkopolski, pisał:
Przeobrażenia administracyjne, społeczne i inne, w nowszych czasach i przez
nowych dokonane ludzi [...], pchnęły też i lud na inne niż dotychczas tory; ale
i one nie mogły działać bezwzględnie, więc nie od razu zdołały i zdołają przygnieść cały zasób dawniejszych jego wyobrażeń ani zatrzeć do szczętu właściwości obyczajowych i nawyknień po przodkach odziedziczonych. Strona tedy
tradycjonalna dosyć tu jeszcze pozostała żywą”2.

Wszystkie wzmianki dotyczące stosunków społecznych i narodowościowych zamieszczane były w rozdziałach „Kraj” i „Lud”, znalazły się więc
w trzech pierwszych częściach monografii zawierających opisy geograficzne, opisy ludności, a także zwyczajów i obrzędów w poszczególnych
częściach Wielkopolski. Dla pieśni, opowieści ludowych i wierzeń, tak jak
1
2

Tamże, s. 45 i 46.
Tamże, s. 41.

459

�w Krakowskiem, przeznaczone zostały oddzielne woluminy zawierające
już materiały dotyczące całego regionu. Opatrzona tytułem „Świat nadzmysłowy” ostatnia, siódma część monografii dotyczy więc tematyki etnograficznej. Brak w niej materiałów zebranych przez Kolberga, a zamiast nich
znajdujemy liczne wypisy z publikacji, przede wszystkim z obszernego artykułu Emila Kierskiego Zwyczaje, zabobony i obrzędy ludu w niektórych
okolicach W. Ks. Poznańskiego1 oraz z wykorzystywanej już w poprzednich częściach pracy Józefa Łukaszewicza Obraz historyczno-statystyczny
miasta Poznania2. Kolberg wielokrotnie porównywał też poszczególne elementy wierzeń polskich do opisywanych przez Ignacego Hanuscha i Jacoba
Grimma, stąd częste odesłania do prac tych autorów.
Najważniejszym jednak źródłem dla tomu poświęconego wierzeniom
Wielkopolan był rękopis poznańskiego prawnika Teobalda Klepaczewskiego Pogląd historyczny na zabobony w Polsce z 1861 roku3, o którym Kolberg nadmienił we wstępie. Na temat rozprawy Kolberg pisał w liście do
Bibianny Moraczewskiej:
Rozprawę p. Klepaczewskiego o czarach czytałem niegdyś sam i odpisałem sobie
z niej parę ustępów. Ale chodzi mi jeszcze o kilka formułek zażegnań ludowych,
o których Szanowna Pani mogłabyś np. przez swoją służącą wywiedzieć się
nawet w samym Poznaniu. Posyłam próbkę podobnych formułek na wzór, jako
i parę definicji istot nadprzyrodzonych z zapytaniem, czy one są wiernie skreślone i nie potrzebują jakich uzupełnień4.

Ostatecznie jednak Kolberg skontaktował się bezpośrednio z Klepaczewskim, który wysłał mu swój manuskrypt w 1881 roku, co potwierdza odpowiedź autora monografii:
Przesłane mi przy Pańskim piśmie z d[nia] 4 czer[wca] notaty tyczące się czarów
odebrałem i stokrotne za nie składam dzięki. Notaty te wybornie i w zupełności
1

Artykuł E. Kierskiego Zwyczaje, zabobony i obrzędy ludu w niektórych okolicach W. Ks.
Poznańskiego ukazał się w „Tygodniku Ilustrowanym” w 1861 roku, T. 1, nr 109.
2 J. Łukaszewicz Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych
czasach, T. 1–2, Poznań 1838.
3 T. Klepaczewski Pogląd historyczny na zabobony w Polsce, rękopis Arch. PTL, teka 37,
sygn. 1327, k. 1–59.
4 Brulion listu Kolberga do B. Moraczewskiej z 12 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 320. Zapowiedzianych określeń istot nadprzyrodzonych w brulionie listu Kolberg nie
zamieścił.

460

�celowi swemu odpowiadają i nie potrzebują żadnego ściślejszego opracowania.
Zaraz je też zużytkowałem w sposób właściwy, wcielając w odpowiednie rubryki swojego dzieła1.

Tak więc, podobnie jak w przypadku rękopisu Antoniny Konopczanki,
poszczególne fragmenty rozprawy poznańskiego prawnika zostały zamieszczone w tomie w różnych rozdziałach składających się na „Świat nadzmysłowy”. I tak jak w Krakowskiem znaczną część woluminu zajmują obszerne „Przypisy”, w których znalazły się cytaty głównie z prac Adolfa Bastiana,
Kazimierza Szulca2 i ponownie Grimma, publikowane jako materiały porównawcze. Kolberg był ciągle jeszcze pod wpływem tego ostatniego autora
i jego popularnej w XIX wieku metody komparatystycznej, o czym pisał:
Dzieło jego usiłuje przy pomocy badań porównawczych skreślić ogólny bogosławia tego zarys i wytłumaczyć znaczenie mityczne wielu podań [...]. Niektóre
z wywodów jego należyte już w świecie naukowym zyskały uznanie3.

Następne monografie nie doczekały się już tak obszernych, osobnych
tomów poświęconych wierzeniom. Badacz zgromadził wprawdzie sporo
materiałów z tego zakresu z Pokucia, ale znalazły się one w przedostatniej
części monografii tego regionu wraz tańcami i przysłowiami, natomiast
ogromnej dokumentacji o tej tematyce z terenów Mazowsza nie zdążył już
opublikować.
Ostatni tom W. Ks. Poznańskiego ukazał się w 1882 roku. W tym samym czasie wydana też została pierwsza część Pokucia, nad którym Kolberg pracował równolegle. Jednak w dalszym ciągu edycja postępowała
zbyt wolno i do opracowania pozostawały jeszcze materiały z bardzo wielu
regionów, w tym ze znacznej części Królestwa Polskiego. Przygotowane
w latach następnych monografie Lubelskiego, Kieleckiego, Radomskiego
i Kaliskiego4 dotyczyły terenów, których zasięgi w znacznym stopniu pokrywały się z granicami administracyjnymi ówczesnych guberni, a opis
1 Brulion listu Kolberga do T. Klepaczewskiego z 12 VI 1881 r., Korespondencja... cz. II
(DWOK T. 65), s. 515.
2 Kolberg powoływał się m.in. na: A. Bastiana Reisen in Siam, Jena 1867, Reisen In Kambodja, Jena 1868; K. Szulca Mityczna historia polska i mitologia słowiańska wyłożona
i wyjaśniona, Poznań 1880.
3 O. Kolberg W. Ks.Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. VII; pierwodruk: Kraków 1882.
4 Omówione dalej Kaliskie Kolberg zamierzał opublikować w dwóch tomach.

461

�każdego z nich miał się zamknąć w dwóch tomach zbudowanych według
dotychczasowego schematu: kraj, lud, zwyczaje, obrzędy, pieśni z tańcami,
świat nadzmysłowy i opowieści ludowe.
W przypadku wydanego w latach 1883–84 Lubelskiego podział administracyjny musiał jednak ustąpić miejsca kryterium wyznaniowemu i jednocześnie językowemu. Ówczesną gubernię lubelską zamieszkiwała bowiem
katolicka ludność polska oraz Rusini, którzy byli unitami siłą zmuszonymi
do przejścia na prawosławie. We wstępie do monografii Kolberg pisał:
Gubernia lubelska posiada w zachodniej i środkowej części ludność polską obrządku łacińskiego, gdy część jej wschodnio-południową zajmuje ludność ruska,
dziś obrządku greko-wschodniego. Dzieło niniejsze podaje znamiona etnologiczne ludu pierwszej z tych dwóch części. Lud tu osiadły, nazywany (osobliwie
przez Rusinów) niewłaściwie i tylko ze względu na obrządek Mazurami […] stanowi jako Lublinianie wraz z Sandomierzanami i Krakowianami grupę ludności
Małopolskiej1.

Wprawdzie zachowane rękopisy pozwalają wysnuć przypuszczenie, że
na pewnym etapie prac Kolberg zamierzał opracować i wydać wspólnie
materiały lubelskie i te, które zgromadził do monografii Rusi Podlaskiej
(taki tytuł miała nosić planowana publikacja dotycząca okolic Chełma i Białej2), a po wstępie, z którego pochodzi powyższy cytat, zamieścił dwustronicowy opis całej guberni lubelskiej, ale monografia faktycznie dotyczy tylko
ludności polskiej, natomiast Rusini zostali scharakteryzowani w Chełmskiem. Granica między regionami nie jest jednak ostra i tak jak często to
się zdarza u Kolberga, materiały z niektórych miejscowości znajdują się
w obu monografiach sąsiadujących terenów.
Wspomniane manuskrypty Kolberga zawierają zapisy folkloru muzycznego i taki też charakter ma zdecydowana większość jego zachowanych
rękopisów z Lubelskiego. Badacz przebywał na tych terenach kilkakrotnie, po raz pierwszy w 1848 roku, gdy odwiedził Żyrzyn, Osiny i Puławy.
Najdłuższa podróż miała miejsce w lecie 1859 roku, kiedy pojechał do
1

O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. I; pierwodruk: Kraków 1883.
Zob. A. Skrukwa „Lubelskie” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do
t. 16–17 (DWOK T. 75); autorka powołuje się na zespół rękopisów będący prawdopodobnie
brulionem rozdziału „Tańce” przygotowanego do monografii obejmującej teren całej guberni
lubelskiej.
2

462

�Puław, Kurowa, Lublina i Piasków, a dalej udał się do Siedliszcza, Chojna, Bezka i Krasnego w ówczesnym powiecie chełmskim, skąd wrócił do
Lublina, a następnie do Gałęzowa, Woli Gałęzowskiej, Woli Sobieskiej
i Tarnogóry. W 1865 roku ponownie pojechał do Lublina i Gałęzowa 1.
Podczas wszystkich tych podróży (a w szczególności pierwszej) rejestrował, jak już tu zaznaczono, głównie melodie, natomiast spośród innych
materiałów wspomnieć warto o notatkach wierzeniowych znajdujących
się wśród zapisów terenowych bajek i legend z okolic Lublina, o czystopisach dotyczących tej samej tematyki oraz spisach miejscowości i parafii
z oznaczeniem wyznania ich mieszkańców 2. Od Kolberga pochodzą opisy
wesel XIV (z okolic Lublina) i XVI (Chojno), opatrzone datą „1859”, oraz
wesela XVIII (od Puław, Osiny, Żyrzyn) z datą „1850”, ale zapewne także
kilka innych, składających się głównie z pieśni (wesele III z okolic Tarnogóry, VI z Dzwoli z 1859 roku, XI z Woli Sobieskiej, być może błędnie
datowane „1860” zamiast 1859 i XIII z przedmieść Lublina). Kolberg włączył też swoje zapisy nutowe do opisu wesela XII, sporządzonego przez
Józefę Koźmianównę z Gałęzowa. Nieznane jest pochodzenie opisu wesela
V Sitarze w Biłgoraju (w r. 1868), choć wiadomo, że badacz interesował
się tą grupą zawodową. W 1867 roku opublikował artykuł Sitarze biłgorajscy, w którym przedstawił swego rodzaju analizę ekonomiczną tego
specyficznego, lokalnego rzemiosła, udział w nim Polaków i Żydów, podział zajęć męskich i kobiecych oraz wpływ sitarstwa na rozwój Biłgoraja
i okolic w latach 1860–1870 3. Zamieścił też informacje o ubiorze sitarzy
i wyglądzie ich domostw, a zakończył pieśnią (z melodią) „Majtek ubogi
puścił się na morze”, której zamieszczenie tak uzasadniał: „Z piosnek, których tu mnóstwo krąży nie wahamy się przytoczyć jedną, życie koczujące
sitarzy charakteryzującą, znaną zresztą przy małych odmianach, w całym
1 Te podróże dokumentuje rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 4, 13–14
i 23. Wizytę w Gałęzowie potwierdza ponadto list J. Koźmianówny do Kolberga napisany pod
koniec roku 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 142–143.
2 Materiały wierzeniowe i językowe znajdują się w rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 17, sygn.
1214, k. 1–4, tamże, sygn. 1215, k. 1–7 i tamże, sygn. 1218, k. 1–5 i 10–12; spisy parafii w rkp.
Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 16–19 i 24.
3 O. Kolberg Sitarze biłgorajscy, Jana Jaworskiego „Kalendarz Polski Ilustrowany na
rok 1867”, Warszawa [1866], s. 44–46, z ryc. Kozarskiego na s. 41. Uwagę, że artykuł dotyczy
wymienionych lat, Kolberg zamieścił przy obszernym przedruku w cz. I Lubelskiego (DWOK
T. 16) na s. 91.

463

�kraju”1. Tekst artykułu przedrukował po latach w Lubelskiem w rozdziale „Lud”, umieszczając jego fragmenty w odpowiednich podrozdziałach:
„Rzemiosło. Przemysł” (większość), „Ubiór”, „Mieszkanie”. Do tych części
monografii, ale też do opisu zwyczajów i „Świata nadzmysłowego” Kolbergowi najbardziej brakowało materiałów.
Cennym współpracownikiem z tego regionu okazał się Władysław Ciesielski, który jako pierwszy odpowiedział na list Kolberga zamieszczony
w „Bibliotece Warszawskiej”. Ciesielski, były powstaniec, pisał początkowo
z Pękosławic w Opatowskiem, ale wkrótce został wysiedlony i przebywał
w Żółkiewce na Lubelszczyźnie pod nadzorem policji. Nadal przesyłał
stamtąd materiały, ale korespondencja z nim natrafiała na przeszkody. Listy
niekiedy przepadały, o czym współpracownik informował:
Bajdy i klechdy czy przydatne są Panu tak spisywane, jak je przesyłam; racz Pan mnie
poinformować, czego Mu potrzeba, ale proszę pisać przez pocztę Zwierzyniec, wieś i gmina Tarnawa, ponieważ więcej niż poufali przyjaciele odbierają listy moje w Żółkiewce
i odczytawszy je bez skrupułów, gubią bez odpowiedzialności2.

Mimo ingerencji cenzury rosyjskiej Kolbergowi udało się pozyskać wiele
cennych materiałów. Na podstawie rękopisów Ciesielskiego zredagowana
została część opisu miejscowej ludności, jej charakterystycznych zabobonów, pożywienia, wykonywanych prac i prawdopodobnie ubioru, ale też
zabudowań mieszkalnych i gospodarczych wraz ze szczegółowym opisem
ogrodów i sadów, uzupełnione rysunkami. Nadesłał też materiały związane
z kolędowaniem, wykaz imion nadawanych na chrzcie, co najmniej jeden
opis wesela (oznaczonego w druku numerem XI) oraz obszerne informacje
o wierzeniach, notatki językowe i wspomniane w liście teksty opowieści
ludowych3. Język, którym posługiwał się Ciesielski (literat, publicysta), był
na tyle zawiły, że wymagał opracowania redakcyjnego i skrócenia. Kolberg zrezygnował też z publikacji jego rycin przedstawiających ubiory, budynki, plany zagród, typy ogrodzeń – były one dość nieporadne4, a autor
Ludu ograniczał już wcześniej druk ilustracji z powodu wysokich kosztów.
1

O. Kolberg Sitarze biłgorajscy…, s. 46.
List W. Ciesielskiego do O. Kolberga z 25 VII 1866 r., Korespondencja cz. I..., s. 173.
3 Większość rękopisów W. Ciesielskiego znajduje się w Arch. PTL, teka 17, sygn. 1219,
k. 9–19 oraz w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185 , k. 99–108.
4 Ryciny Ciesielskiego jako dokument opublikowano w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement
do tomów 16–17 (DWOK T. 75), ryc. 6–31.
2

464

�Ostatnie materiały z Żółkiewki pochodzą prawdopodobnie z roku 1868,
gdyż data ta widnieje przy opisie wesela X wraz z notką lokalizacyjną i nazwiskiem Ciesielskiego1. Wiadomo, że został on wydalony poza granice
Królestwa i osiadł w Galicji, a Kolberg, wydając po wielu latach Lubelskie,
mógł już powołać się na autora opisu.
Od wspomnianej już Józefy Koźmianówny, córki właścicieli Gałęzowa,
Kolberg otrzymał w grudniu 1865 i lutym 1866 rękopis zawierający prawie
kompletny opis wesela (oznaczonego w druku numerem XII), z kilkoma
tekstami pieśni bez melodii. Uzupełnił go zebranymi przez siebie pieśniami i zapisami nutowymi oraz opisem rózgi weselnej. Widniejąca w druku
data roczna „1860” odnosi się zapewne do tych własnych uzupełnień, gdyż
korespondencja z Koźmianówną pochodzi z lat późniejszych. Z kolei opis
wesela VII z Radecznicy, do którego zachował się jedynie fragment rękopisu, pochodzi prawdopodobnie w całości od Marii Hemplówny. Mieszkająca w Tarnowie pod Chełmem Hemplówna, znana przede wszystkim
jako autorka cenionych prac z zakresu botaniki, zgromadziła dla Kolberga
ogromną dokumentację wykorzystaną w Chełmskiem. Dostarczyła ona także materiały do monografii sąsiedniego regionu: poza opisem wesela zapisy
pieśni i notatki dotyczące wierzeń.
Tak jak w przypadku wszystkich innych serii Ludu, uzupełnieniem
materiałów terenowych stały się liczne publikacje. W Lubelskiem, poza
pracami dotyczącymi zwyczajów czy historii (np. Włościanie polscy Józefa
Gluzińskiego2), Kolberg stosunkowo często odwoływał się do Encyklopedii
rolnictwa3. Pięciotomowe wydawnictwo ukazało się w latach 1873–1878
i badacz wykorzystywał niewielkie jego fragmenty już w Poznańskiem,
teraz jednak w znacznie większym stopniu cytował informacje dotyczące
zajęć gospodarskich, narzędzi, pożywienia, a przede wszystkim stosunków
gospodarczych i zmian toczących się w tym zakresie na wsi.
W przywołanym wcześniej cytacie Kolberg pisał o ludności zamieszkującej Lubelskie jako „ludności małopolskiej”, jednak jego wizja Lubelszczyzny odpowiadała województwu lubelskiemu w granicach po Kongresie
1

O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16)..., s. 182.
Kolberg korzystał najprawdopodobniej z pierwodruku fragmentów pracy J. Gluzińskiego
Włościanie z okolic Zamościa i Hrubieszowa (Wyjątek z rękopismu), „Dziennik Warszawski”
1853, nr 151–154.
3 Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek z niem mających, pod red. J.T. Lubomirskiego, E. Stawickiego, S. Przystańskiego, T. 1–5, Warszawa 1873–1878.
2

465

�Wiedeńskim. Natomiast Kieleckie, które było przedmiotem kolejnej monografii, to z kolei część województwa krakowskiego z tych samych czasów
(1816–1837). We wstępie do pierwszej części Kieleckiego, wydanej w 1885
roku, Kolberg pisał:
Podane w niniejszej Serii wiadomości etnograficzne są poniekąd dalszym ciągiem tych, które już skreśliliśmy w Seriach V–VIII. Lud bowiem kieleckiej guberni, w fizycznych i moralnych swych cechach nie o wiele różni się od Krakowskiego1,

a rozdział „Kraj” rozpoczął od słów: „Utworzone w r. 1815 Krakowskie
Województwo” i zamieścił tam opis tegoż województwa przytoczony za
Gołębiowskim. W dalszej części rozdziału wymienione zostały podregiony, których dotyczy monografia: Kieleckie, Stopnickie, Miechowskie i Olkuskie. Były to obwody dawnego województwa krakowskiego, odpowiadające
praktycznie granicom administracyjnym guberni kieleckiej z 1867 roku2,
opisane przez Kolberga w „Kraju” na podstawie publikacji pochodzących
zarówno z początków, jak i z drugiej połowy XIX wieku. Rozdział „Lud”,
zawierający zwykle najwięcej informacji z zakresu kultury materialnej,
w Kieleckiem przedstawia się bardzo skromnie, co wyjaśniają już pierwsze
jego akapity:
Cnoty i wady tej ludności odpowiadają tym, jakie już skreślone zostały w dziele
naszém: Lud Ser. V (s. 72) przy opisaniu ludu krakowskiego. Charakterystyka
tam podana stosuje się, w ogóle biorąc, i do ludu całej guberni kieleckiej, jakkolwiek w szczegółach dałoby się wykazać pewne różnice, uwydatnione już po
części nawet i we wspomnianém dziele3.

Jedynie wspomniane różnice i lokalne odmiany, na przykład w stroju,
stały się przedmiotem uwagi autora, o czym pisał:
W okolicy Olkusza lud używa jeszcze krakowskiego ubioru, (tj. takiego, który
się widzieć daje pod samym Krakowem), lubo odzież ta ani tak sutą jest ani
tak strojną. Na jego krój wpłynął też i ubiór mieszczański górników. Dalej ku
1

O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. I; pierwodruk: Kraków 1885.
Gubernia kielecka istniała w latach 1841–1844 i ponownie została utworzona w 1867
roku; za: Gubernia kielecka, www.wikipedia.org (dostęp: 12.10.2020).
3 O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 31.
2

466

�północy, mianowicie pod Siewierzem, przemaga widocznie u obojga płci ubiór,
jaki się spostrzegać daje na Szląsku1.

Podobnie wzmiankował tylko o cechach fizycznych i zdolnościach mieszkańców okolic Proszowic, których uznał za podgrupę Krakowiaków i którym poświęcił oddzielne akapity w opisie ludu, będące obszernymi fragmentami jego artykułu Proszowiacy, opublikowanego w 1868 roku2.
Kieleckie było terenem badań Kolberga na długo przed opracowaniem
i wydaniem monografii. Był tu już w latach czterdziestych, ale wówczas
stolica regionu stanowiła jedynie przystanek w podróży z podkrakowskich
Mogilan. We wstępie do pierwszej części wymienił lata 1852–56 i wskazał
miejscowości, w okolicach których gromadził wówczas materiały: Chmielnik, Szydłów, Stopnica, Wiślica, Koszyce, Skalbmierz, Miechów, Skała, Olkusz, Pilica, Ogrodzieniec, Siewierz i Będzin. Podróż służbową w roku 1852
do Będzina oraz późniejszą dla poratowania zdrowia w roku 1855 do Buska
i Solca potwierdzają dokumenty urzędowe3. Ponieważ urlop wypoczynkowy
był wówczas pojęciem nieznanym, oba wyjazdy służyły też niewątpliwie
celom badawczym, o czym świadczą liczne rękopisy terenowe opatrzone
notami lokalizacyjnymi odpowiadającymi nazwom miejscowości wymienionych we wstępie oraz kilku innych, takich jak Charzowice, Sędziejowice,
Mierzęcice, Sichów, Ząbkowice i Szyce. O podróży do Częstochowy, Ojcowa i Ząbkowic w 1853 roku oraz do samego Ojcowa w 1856 roku Kolberg
wspomniał też w itinerarium, natomiast do Szyc kierowała list matka Oskara4, jednak data tej korespondencji nie jest znana. Jak wynika zatem z dokumentów oraz zachowanych rękopisów sporządzonych w terenie, badacz
odwiedził znaczną liczbę miejscowości, nic jednak nie wiadomo o osobach,
u których mógł ewentualnie gościć lub które pomagały mu w nawiązaniu
1

Tamże, s. 39.
O. Kolberg Proszowiacy, Jana Jaworskiego „Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski na
rok 1869”, Warszawa [1868], s. 118–119, z ryc. na s. 117.
3 W roku 1852 Kolberg miał udać się służbowo do kopalni w Będzinie, a w 1855 do Buska
i Solca dla poratowania zdrowia; na oba wyjazdy otrzymał urzędowe pozwolenia, zob. E. Millerowa Kalendarium podróży Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III), rok 1855.
4 Podróż w roku 1853 zob. Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz.
III (DWOK T. 66), s. 705; wspomnianego listu w archiwum brak, ale zachowała się notatka
adresowa sporządzona prawdopodobnie przez matkę Oskara, Karolinę Kolberg: „Wielmożny
Oskar Kolberg, Urzędnik Dr. Ż. w Szycach” oraz : „Gdyby Oskar wyjechał z Szyc, uprasza się
o podanie listu za nim”, Arch. PTL, teka 36, sygn. 1317d, k. 37.
2

467

�kontaktów z informatorami. Być może wynikało to z faktu, że na badania
wykorzystał wyjazd służbowy oraz urlop zdrowotny i miejsce kuracji solankowej1 stanowiło jednocześnie rodzaj stacji badawczej.
Materiały zgromadzone podczas tych kilku podróży dotyczyły, wedle
słów badacza, „zwyczajów, mianowicie weselnych, wraz z pieśniami i muzyką”2. Zebrane zapisy prezentują faktycznie głównie folklor muzyczny,
a ich sposób opracowania w czystopisach wskazuje, że miały zostać wykorzystane w zbiorze pieśni z regionu kieleckiego3, zapewne podobnym do
pierwotnej wersji Sandomierskiego. Znaczną ich część Kolberg zamieścił
w monografii w rozdziałach „Zwyczaje”, „Obrzędy”, „Pieśni” i „Tańce”.
Liczne zapisy pieśni (w tym kilkanaście z melodiami) pochodzą też od
księdza Władysława Siarkowskiego, ale to tylko część zbiorów tego miłośnika historii, archeologii i etnografa-amatora. Wyniki swoich badań i obserwacji Siarkowski publikował w czasopismach, przede wszystkim w lokalnej „Gazecie Kieleckiej”, w której ukazały się między innymi jego artykuły Zwyczaje ludu w wigilię św. Jana w guberni kieleckiej obchodzone
i Lud z okolic kieleckich. Wiadomość etnograficzna4. W 1871 roku wydał
też w Kielcach broszurę Wesela włościan z okolic Sobkowa i Chmielnika.
W styczniu 1876 roku Kolberg zwrócił się listownie do Siarkowskiego
z propozycją współpracy z Akademią i druku materiałów w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Duchowny dysponował wówczas
zbiorami pieśni ludowych z powiatów kieleckiego i jędrzejowskiego, spisem formuł stosowanych przez lud do zażegnywania chorób z okolic Małogoszcza i gotowym do druku opracowaniem Zwyczaje ludowe w święta
wielkanocne i początek święconego w kraju naszym. Szkic historyczno-­
-etnograficzny, które ostatecznie ukazało się kilka miesięcy później
w „Ognisku Domowym”5. Jednak już w czerwcu 1876 roku Siarkowski
1

k. 49.

Zachował się dokument potwierdzający jego pobyt na kuracji, BN PAU i PAN, sygn. 2183,

2

O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. I.
Mowa o zespole rękopisów Kolberga, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 1–53, zawierających przygotowane do druku, częściowo ponumerowane pieśni. Prawdopodobnie opracowując Kieleckie, Kolberg zredagował ponownie część zapisów muzycznych i opatrzył je odsyłaczami do wariantów w innych tomach Ludu.
4 Oba artykuły W. Siarkowskiego ukazały się w „Gazecie Kieleckiej” w 1874 roku, pierwszy
w numerze 16, drugi w numerach 23, 25, 27, 29, 31, 33, 36 i 39.
5 Artykuł W. Siarkowskiego ukazał się w „Ognisku Domowym” w 1876 roku numerach
13–19.
3

468

�został zatwierdzony na członka korespondenta Komisji Antropologicznej1,
a w lutym 1877 donosił Kolbergowi o ukończeniu monografii Materiały do
etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, którą publikowano w „Zbiorze
Wiadomości…” w latach następnych2. Materiały… zawierały opisy ubiorów,
mieszkań, pożywienia, lokalnego rzemiosła, zwyczajów i obrzędów, informacje o języku, wierzeniach, a także zapisy pieśni. Autor włączył tu również wspomnianą już pracę Wesele włościan z okolic Sobkowa i Chmielnika. Zarówno monografia ludu z okolic Kielc, jak i późniejsze Materiały
do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa 3 opracowane były według
wymogów obowiązujących wówczas w kręgu Sekcji Etnologicznej Akademii Umiejętności i de facto w swoim układzie odpowiadały Ludowi Kolberga. Ksiądz Siarkowski przygotował też na potrzeby Akademii rękopis
Przysłowia i zdania z okolic Kielc, zawierający około 240 przysłów opatrzonych krótkim wstępem, który z nieznanych powodów nie został opublikowany4.
Wymiana listów między Kolbergiem i Siarkowskim trwała w miarę systematycznie do 1885 roku i dotyczyła nie tylko publikacji zamieszczanych
w periodyku Akademii, ale także udziału duchownego w gromadzeniu materiałów do monografii regionu. Siarkowski przesłał Oskarowi swój manuskrypt Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane przez…
w latach 1876–18815. Rękopis zawierał początkowo tylko 262 pieśni, podzielone przez autora tematycznie na rozdziały, ale z czasem wzbogacony
został o 22 bajki i uzupełnienie w tytule: „i opowieści”. Przy bajkach zanotował też nazwiska narratorów. Planował również przygotowanie rozprawy o sobótkach. W tym celu rozesłał do okolicznych księży prośbę
1 Zob. Rozprawy i sprawozdania z posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego,
T. 4: Kraków 1877, s. VII.
2 W. Siarkowski Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. II: 1878, s. 209–259; T. III: 1879, s. 3–61; T. IV: 1880, 83–184.
Wcześ­niej Siarkowski opublikował Zagadki zebrane ze wsi Dymin, Kostomłót, Masłowa, Sukowa, Zagórza, „Zbiór Wiadomości…” T. I: 1877, s. 130–136.
3 W. Siarkowski Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. IX: 1885, s. 3–72. Ponadto w periodyku Akademii ukazały się
jeszcze inne jego artykuły: Zagadki ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, T. VI:
1882, s. 3–29 i Podania i legendy o zwierzętach, drzewach i roślinach T. VII: 1883, s. 106–119.
4 Rkp. W. Siarkowskiego Przysłowia i zdania z okolic Kielc, Arch. PTL, teka 14, sygn.
1200, k. 1–6. Materiały te znalazły się w poszczególnych działach w tomie Przysłowia (DWOK
T. 60).
5 Wymieniony rkp. w Arch. PTL, teka 38, sygn. 1336, k. 1–98.

469

�o gromadzenie informacji, ale efekty okazały się skromne. Uzyskane od nich
notatki przekazał jednak Kolbergowi, który z kolei włączył je do drugiej
części Kieleckiego, a ich lektura potwierdza, że osoby duchowne nie były
właściwymi do zbierania materiałów na ten temat: „Żadnego materiału
co do sobótek przesłać nie mogę, bo takowych w parafii szkalbmierskiej
nie bywa; a nawet z rozmowy ze starszymi ludźmi, przyszedłem do przekonania, że ich, o ile pamięć żyjących sięga, nie bywało”1 – pisał ksiądz
Wincenty Gasiński, a w zamian donosił o niespotykanej w innych okolicach
rezurekcji odbywającej się w Wielką Sobotę wieczorem, na którą ludność
udaje się przy zapalonych pochodniach. Natomiast alumn Jan Strój z Brzuchani napisał wprost: „W okolicy Miechowa odbywają się sobótki w drugi
dzień Zielonych Świątek. Lecz nie można się od nikogo dowiedzieć, na co
je palą”2. Przyczynę, dla której księżom trudno było zdobyć informacje,
wyjaśnił w liście do Kolberga zapytany o przesądy Ludwik Ziętkiewicz,
proboszcz parafii w wielkopolskim Objezierzu: „[…] tym trudniej byłoby to
dla mnie dojść takowych, że jako duchowny nie pozyskałbym otwartości
w przedmiocie, przeciw któremu z kazalnicy powstaję”3.
Druga część Kieleckiego poza zespołem krakowiaków składa się prawie
wyłącznie z materiałów księdza Siarkowskiego. Oprócz notatek o sobótkach
Kolberg wykorzystał wymieniony manuskrypt zawierający pieśni i opowieści ludowe, przytaczając za autorem tego zbioru wymienione tam nazwiska
informatorów. Cytował też, w obu częściach monografii, liczne fragmenty jego artykułów zamieszczanych w „Gazecie Kieleckiej” i opracowania
o zwyczajach z „Ogniska Domowego”. Prawdopodobnie część tekstów zamieszczona w podrozdziale „Widma i strachy”4 została również przekazana
przez księdza Siarkowskiego. Kolberg docenił jego wkład w zawartość monografii, a szczególnie drugiej części, i we wstępie do niej napisał: „Nauka
zawdzięczać będzie światłemu i zasłużonemu temu mężowi nagromadzenie
znacznej ilości materiałów dla rozjaśnienia przeszłości obyczajowej ludu
nader pomocnych”5.
1 O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 193; pierwodruk: Kraków 1886. W monografii
Kolberg nie wymienił nazwiska autora opisu, zostało ono ustalone na podstawie zachowanego
rękopisu.
2 Tamże, s. 191; nazwisko autora opisu ustalono na podstawie zachowanego rękopisu.
3 List L. Ziętkiewicza do Kolberga z 3 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 432.
4 O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 215.
5 Tamże, s. III–IV.

470

�Jeszcze przed ukazaniem się drugiej części Kieleckiego, w styczniu 1886
roku, Kolberg skierował list do Józefa Majera, prezesa Akademii Umiejętności, w którym przedstawił sposób finansowania dotąd wydanych tomów
Ludu (z udziałem wkładu własnego i Akademii) i deklarował przygotowanie kolejnych, przy dalszym wsparciu funduszami tej instytucji. Kolberg
pisał:
Pracując w podobny sposób i dalej, byłbym w możności – o ile by posłużyło
zdrowie, a Akademia mi nadal poparcia swego nie odmówiła – wydać, w ciągu
lat kilku (6–8) jeszcze około 6 do 8 tomów Ludu – które by obejmowały materiały i opracowania etnograficzne niepublikowane dotąd z kilku nieporuszonych jeszcze prowincji polskich, mianowicie z Podgórza Krakowskiego, z gór,
z Radomskiego, Kaliskiego, Szląska i Prus Zachodnich i zamknęły wydawnictwo
mające na celu stopniowe i systematyczne ogłoszenie ludowych właściwości
ziem polskich na podstawie posiadanych przeze mnie zapisków1.

Z wyliczonych opracowań zdołał jeszcze przygotować do druku Radomskie i Kaliskie, które wraz z niewymienionym w liście Łęczyckiem
były ostatnimi wydanymi za życia autora monografiami serii opatrzonej
tytułem Lud. Radomskie ukazało się w latach 1887 i 1888. Podobnie jak
w przypadku Kieleckiego, zasięg regionu wyznaczony został przez kryterium administracyjne. Obszar, którego dotyczyły XX i XXI seria Ludu, odpowiadał granicom guberni radomskiej wyznaczonym po reformie z 1866
roku. W opisie kraju Kolberg wyodrębnił cztery podregiony: Opatowskie,
Opoczyńskie, Radomskie i Sandomierskie, których zasięgi zasadniczo odpowiadały obwodom województwa sandomierskiego z 1827 roku i granicom
guberni z końca lat sześćdziesiątych XIX wieku. Były to jednocześnie regiony, dla których wcześniej planował osobne opracowania, tak jak miało to
miejsce w przypadku Sandomierskiego. Ponowne włączenie do monografii
opisu tego ostatniego obszaru było spowodowane pojawiającą się możliwością uzupełnienia materiałów wydanych w 1865 roku, ale także zamiarem
potraktowania regionu jako całości.
Przygotowując publikację, ponownie sięgał do dokumentacji zebranej
przez siebie kilkadziesiąt lat wcześniej. W 1859 roku odbył najdłuższą podróż w Radomskie, połączoną z wyjazdem w Lubelskie. 2 lipca udał się do
1 Brulion listu Kolberga do J. Majera ze stycznia 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 311.

471

�Kozienic, gdzie przebywał kilka dni, a następnie do Radomia, Orońska, Bąkowca i Augustowa. W zapiskach Kolberga wspomniana jest też wieś Świerzów (dziś pisownia Świerże) oraz Jedlnia1. Wiadomo, że jedną ze stacji
badawczych stało się wymienione już wcześniej Orońsko, gdzie mieszkała
Amalia Pruszakowa, żona Tomasza, niegdyś ucznia Liceum Warszawskiego
i szwagierka Seweryny Pruszakowej, której warszawski salon gościł Kolberga. Być może stacją był też Bąkowiec, gdzie badacz przebywał dwukrotnie
przez kilka dni. Podróż po Radomskiem zakończył 29 lipca.
Wcześniejsze badania Kolberg prowadził kilkakrotnie w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych, a wśród odwiedzanych miejscowości wymienił
Kozienice, Radom, Gołębiów, Skaryszew, Baszowice i Święty Krzyż (dziś
część Słupi Nowej) oraz Góry Wysokie i Bilczę, miejscowości, z których
materiały były włączone wcześniej do Sandomierskiego. Dwie ostatnie
wsie były też zapewne miejscami jego dłuższego pobytu. W Górach Wysokich mieszkała rodzina Kollatorowiczów2, której nazwisko przewija się
w korespondencji Kolberga, natomiast Bilcza należała do Jana Kantego
Gregorowicza, a następnie do jego rodziny – Marii i Cypriana Hennelów.
Oskar znał doskonale Gregorowicza, literata i publicystę zainteresowanego
folklorem sandomierskim, i odwoływał się do jego prac opartych na obserwacjach społeczności wiejskiej. Odwiedził też prawdopodobnie Bilczę
już w latach czterdziestych, kiedy mieszkał tam jeszcze Jan Kanty. Wtedy
też był między innymi w rodzinnej Przysusze i z tego czasu pochodzi opis
wesela VI opatrzony datą „1845”, będący praktycznie przedrukiem fragmentu jego artykułu Pieśni ludu weselne zamieszczonego w „Bibliotece
Warszawskiej” w roku 18473. Kolberg zamieszczając ten opis w Radomskiem, opatrzył go przypisem:
Opis ten, podany już przez nas do czasop[isma] „Biblioteka Warszawska” w r.
1847, powtarzamy tu w dokładniejszej przeróbce, tj. uzupełniając go późniejszymi nabytkami i prostując niektóre z ogłoszonych wówczas szczegółów4.
1

Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 23.
Chodzi prawdopodobnie o dalszą rodzinę Kolbergów; Matylda Gronau, siostra Emilii Gronau, żony Wilhelma Kolberga, wyszła za mąż 21 II 1846 roku za Franciszka Kollatorowicza.
3 Kolberg odwołał się do części swojego opracowania Pieśni ludu weselne, „Biblioteka
Warszawska” 1847, T. 2, s. 189–206; przedruk: tegoż Pieśni i melodie ludowe… (DWOK T. 67/I),
s. 443–474.
4 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 165; pierwodruk: Kraków 1887.
2

472

�Jednak w porównaniu do Pieśni ludu weselnych badacz zamieścił
w monografii mniej pieśni, a zamiast pominiętych tekstów włączył trzy
zupełnie nowe i zamienił kilka pieśni na ich warianty zanotowane prawdopodobnie w trakcie późniejszych podróży. Na podstawie własnych materiałów Kolberg sporządził też opisy kilku innych wesel (oznaczonych numerami III, VII i XI–XIV) oraz fragmenty okrężnego z okolic Słupi Nowej,
do którego dysponował również rysunkiem wieńca żniwnego (być może
własnoręcznym)1. Ze względu na oszczędności zrezygnował z publikacji
ilustracji i zastąpił ją odsyłaczem do podobnej ryciny w Krakowskiem.
Dysponował jeszcze kilkoma zapisami opowieści ludowych (które zamieścił w druku) oraz spisami nazwisk włościan i dość fragmentarycznymi
notatkami dotyczącymi języka i strojów, choć w czasach Kolberga materiałów tych mogło być więcej, wiadomo bowiem, że część rękopisów badacz
usunął.
Niezaprzeczalnie jednak podczas wszystkich tych podróży Kolberg koncentrował się jeszcze na folklorze muzycznym i materiały o takim charakterze wypełniają większą część monografii. Ich cennym uzupełnieniem
okazały się liczne publikacje, przede wszystkim księdza Józefa Gackiego, poświęcone historii regionu i zabytkom sakralnym, ale zawierające
też wiele informacji o zwyczajach i obrzędach. Mieszkając w Warszawie,
Oskar dotarł już do kilkunastu prac tego autora, przede wszystkich do
artykułów zamieszczonych w „Pamiętniku Religijno-Moralnym”. Być może
po przeprowadzce do Krakowa miał problem z dostępem do publikacji
wydanych w zaborze rosyjskim, dlatego w marcu 1887 roku, tuż przed
ukazaniem się pierwszej części Radomskiego, zwrócił się o pomoc do Karoliny Kolberg:
Powodem głównym mojego listu jest prośba, ażebyś wyszukała i przysłała
mi, o ile można rychło (najdalej w ciągu listopada), dzieło pod tytułem Benedyktyński klasztor w Sieciechowie przez księdza J. Gackiego (wyszło drukiem
w Radomiu 1872 roku). Dzieła tego nie ma w tutejszych bibliotekach i znikąd
go dostać nie mogę2.
1

Rysunek zachował się w Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 13, został opublikowany
w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement do tomów 20 i 21 (DWOK
T. 77/I), ryc. 2 przed s. 243.
2 Brulion listu Kolberga do K. Kolberg-Wąsowskiej z 6 III 1887 r., Korespondencja cz. III...
(DWOK T. 66), s. 422.

473

�Karolina dostarczyła potrzebną pracę, a być może nie tylko tę jedną, bo
wśród obszernie cytowanych i streszczanych dzieł Gackiego znalazły się
jeszcze Benedyktyński klasztor Świętego Krzyża na Łysej Górze oraz Jedlnia, w niej kościół i akta obelnego prawa1. Pierwsza z nich była źródłem
informacji o podaniach i wierzeniach związanych z Łysą Górą. W drugiej
publikacji łacińskie wypisy dotyczące praw bartnych stanowią tylko część
pracy. Poprzedza je szczegółowe studium dotyczące między innymi funkcjonowania poszczególnych rzemiosł, ale także związanych z nimi wierzeń
oraz niektórych zwyczajów i obrzędów (w tym sobótkowych), a nawet ubioru i pożywienia mieszkańców Jedlni i okolicznych wsi.
Zapewne jeszcze w Warszawie Kolberg dotarł też do prac innego duchownego, Jana Kloczkowskiego, który interesował się przede wszystkim
folklorem Radomszczyzny. Opis wesela XI zamieszczony w pierwszej części
monografii został sporządzony na podstawie jego artykułu Opisanie wesela
wiejskiego we wsi Piastowie. Kolberg wykorzystał większość tekstu księdza
wraz z przytoczonymi przez niego pieśniami i uzupełnił dwoma własnymi zapisami melodii2. Kloczkowski był też autorem opracowania Ścięcie
śmierci w kusy wtorek, będącego opisem zabawy ludowej, która odbywała
się w Jedlińsku w ostatki. Praca Kloczkowskiego stanowi niezwykle ciekawy dokument folkloru małomiasteczkowego, który także był przedmiotem
zainteresowań autora Ludu. Wśród rękopisów Kolberga zachował się odpis
z tej publikacji, ale z jakiegoś powodu badacz nie uwzględnił go w druku3.
Zamieścił natomiast streszczenie Ścięcia śmierci, które zostało następnie
anonimowo przedrukowane w „Gazecie Radomskiej”4.
Badacz miał też w regionie współpracowników. Wspomniany już wcześniej Władysław Ciesielski ukrywał się przez pewien czas w Pękosławicach,
1

J. Gacki Benedyktyński klasztor Świętego Krzyża na Łysej Górze, Warszawa 1873 i tenże
Jedlnia, w niej kościół i akta obelnego prawa, Radom 1874.
2 J. Kloczkowski Opisanie wesela wiejskiego we wsi Piastowie, „Przegląd Naukowy”
R. 2: 1843, nr 26, s. 285–308; opis zamieszczony przez Kolberga, zob. O. Kolberg Radomskie
cz. I (DWOK T. 20), s. 194–204.
3 J. Kloczkowski Ścięcie śmierci w Jedlińsku w kusy wtorek, „Kalendarz na rok przestępny
1868” F. Kowalskiego, Warszawa 1867, s. 140–152; odpis Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn.
1210, k. 1–5. Odpis opublikowano w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg, Radomskie. Suplement… (DWOK T. 77/I), s. 4–14.
4 Zob. O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 305, tam z odesłaniem do „Gazety Codziennej” 1860, nr 50 , w której znalazła się informacja o kusym wtorku w dziale „Drobiazgi”,
natomiast anonimowy przedruk zob.: „Gazeta Radomska” 1888, nr 13.

474

�w powiecie opatowskim, skąd pisał: „Już zdolniejsi zapewne lepiej opiszą
obrządki wesela etc., dlatego nie śmiem narzucać się rozwleklejszym obrobieniem tego zadania. Natomiast szczegóły, które by, przypuszczam, mogły
być całkiem pominięte, jako mniej uważne, bo mniej uderzające, nadmienię”1. Nadesłane stamtąd materiały to między innymi podanie i opowieści
wierzeniowe, opublikowane w drugiej części Radomskiego2. Do podania
Ciesielski dołączył informację: „Miasteczko, o którym tu mowa, nazywa się
Waśniów, a parobczak, co mi to opowiadał, ma nazwisko Piotr Kańczak,
a jest w Pękosławicach. Inni to samo powtarzają3”. Przy podaniu Kolberg
uwzględnił wzmiankę o jego lokalizacji, natomiast jedną z opowieści wierzeniowych opatrzył w druku notą: „od Tarłowa i Ożarowa” 4, inną zaś
określił jako „powiastkę z okolic Kunowa”5.
Zachowana korespondencja pozwala wnioskować, że materiały z okolic
Łukawy przekazała Maria Marczewska, którą badacz poznał w 1884 roku
w Krakowie. Marczewska mieszkała w Łukawie do 1888 roku i od niej
prawdopodobnie pochodzą opisy sobótki, lanego poniedziałku, ostatków,
pożywienia i wnętrza chałupy oznaczonych notami lokalizacyjnymi: Łukawa, Wilczyce, Radoszki, Sobótka i datami: 1883, 1885 i 1886. Niestety
spośród rękopisów Marczewskiej zachował się jedynie zeszyt zawierający
opis sobótki oraz pieśni obrzędowe opatrzone notą: „Łukawa, Jankowice,
Wilczyce, Dwikozy”6. Ale osób, które gromadziły materiały w Radomskiem
było więcej. Od nieznanego dziś z nazwiska współpracownika Kolberg
otrzymał opis wesela VIII, od innego – zbiór pieśni z Brudzewic, a wprawny rysownik amator wykonał szkice postaci w stroju z Opoczyńskiego7.
Z publikacji pieśni drukowanych przez innych zbieraczy badacz zrezygnował, gdyż posiadał własny pokaźny zbiór, w dodatku z zapisami nutowymi,
1

List W. Ciesielskiego do Kolberga z 26 II 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 106.
2 O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), s. 142, s. 149–150 i 161–162; pierwodruk:
Kraków 1888.
3 Rkp. W. Ciesielskiego, Archiwum PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 3.
4 O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), s. 149.
5 Tamże, s. 162.
6 Rkp. M. Marczewskiej, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1162, k. 290–299.
7 Pieśni z Brudzewic (rkp. nieznanego autora, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 224–227)
i ryciny strojów (rys. nieznanego autora, arch. PTL, teka 47, sygn. 1354, k. 79, 80 i 83) zostały
opublikowane w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement… (DWOK
T. 77/I), s. 375–389 i ryc. po s. 242.

475

�a wygląd ubioru coraz częściej w tomach Kolberga oddawały jedynie opisy,
ilustracje były bowiem bardzo kosztowne.
Autorowi Ludu ciągle brakowało dostatecznych środków finansowych,
ale też czasu, a droga do zakończenia edycji była jeszcze bardzo długa.
Mimo że równolegle pracował nad monografiami Mazowsza i Pokucia,
wydawanymi z podtytułem Obrazy etnograficzne1, to tylko dla terenów
Królestwa Polskiego, poza planowanym Kaliskiem, nadal niewypełniony
pozostawał niewielki obszar funkcjonujący do 1793 roku jako województwo łęczyckie. Na jego regionalną odrębność wskazywał Adam Zakrzewski, autor klasyfikacji etnograficzno-regionalnej z 1888 roku, który Kujawiaków i Łęczycan określił jako „grupę przejściową między wielkopolską
a mazowiecką”2, a Kolberg blisko dwadzieścia lat wcześniej planował dla
tych terenów jednotomową monografię zatytułowaną Ziemia Gostyńska
i Łęczycka, przewidzianą jako seria XXIX Ludu3. Opisał ją wówczas jako
materiały, które w krótkim czasie mogłyby zostać przygotowane do druku.
Jednak dopiero w roku 1890 udało mu się je wydać w jednym woluminie
zatytułowanym Łęczyckie.
Badania na tych terenach prowadził wiele lat wcześniej. W 1860 roku
gościł w Mazewie u Kazimierza Maciejowskiego, syna wspomnianego już
tutaj Wacława, historyka prawa i słowianoznawcy, znanego Kolbergowi
z Warszawy. Na początku tego roku w „Bibliotece Warszawskiej” ukazał
się artykuł Wacława Maciejowskiego Legendy i pieśni ludu polskiego4 zawierający teksty pieśni religijnych spisane przez Mateusza Gralewskiego,
przyszłego działacza niepodległościowego i etnografa. Niewykluczone, że
do wizyty w Mazewie skłoniło Oskara zdanie kończące artykuł: „[…] pieśni,
które do druku podaję, będąc wiernym ludu wyrazem, mają archaizmy, które przypiskami starałem się objaśnić. Nie dostaje im nuty, która sądząc po
ich wątku musi być stara i bardzo oryginalna. Warto, ażeby kto z lubowników muzyki ludowej przejechał się na miejsce i o nią wymienionych wyżej
śpiewaczek popytał”5. Możliwe, że Mazew był też jego stacją badawczą już
1

Monografie opatrzone takim podtytułem zostaną omówione w następnym rozdziale.
A. Zakrzewski Nasz obszar etnograficzny, Wisła 1888, T. 2, s. 186.
3 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 303.
4 W.A. Maciejowski Legendy i pieśni ludu polskiego nowo odkryte, „Biblioteka Warszawska” 1860 T. 2, s. 434–447.
5 Tamże, s. 437.
2

476

�wcześniej, gdyż na zachowanym rękopisie terenowym z zapisami melodii
widnieje ołówkowa nota Kolberga: „Mazew 1853”1, sporządzona być może
na bieżąco, a tym samym bardziej wiarygodna niż informacja o podróży
w 1864 roku zamieszczona po latach w Łęczyckiem i powtórzona tam trzykrotnie. Dwukrotnie wymienił ją we wstępie, w którym omówił melodie
do tekstów z artykułu Maciejowskiego: „Melodie, o których tu mowa zdobyliśmy na miejscu w r. 1864 i dołączamy je obok tekstu”2 oraz przy opisie
wesela II „od Łęczycy (Mazew, Rzętków)”, a po raz trzeci, omawiając tańce
łęczyckie. Bardziej prawdopodobne, że jeśli wrócił jeszcze do Mazewa, to
w 1865 roku, kiedy prowadził badania na sąsiednich Kujawach. Zebrane w tym czasie materiały z Łęczyckiego, poza krótkimi opisami wesela
I i II, ograniczały się wyłącznie do folkloru muzycznego. Nadzwyczaj ubogo
prezentuje się w tej monografii rozdział „Lud”, który został zredagowany
głównie na podstawie fragmentów kilku publikacji. Jedynie zamieszczone
tam liczne wyzwiska zostały prawdopodobnie zarejestrowane w terenie,
być może przez samego Kolberga. Nie jest też znane pochodzenie tekstów
zamieszczonych w podrozdziałach „Ostatki. Popielec” i „Wielki Tydzień”.
Nie można wykluczyć, że sporządził je Oskar, ale bardziej prawdopodobne,
że ich autorem była ta sama osoba, która przekazała badaczowi krótki opis
„Gaika”, zachowany do dziś w rękopisach, a ten opatrzył go notą lokalizacyjną: „od Łęczycy (Mazew)”3.
W archiwum zachowały się też ryciny nieznanego autora przedstawiające postacie mężczyzn i kobiet w strojach regionalnych z okolic Łęczycy
i Kłodawy oraz z Mazewa. Trzy z nich wykonano ołówkiem i zabarwiono
akwarelą, a na dwóch czarno-białych Kolberg zamieścił notatki o kolorach
poszczególnych części garderoby. Zrezygnował jednak z ich publikacji4, tak
jak we wszystkich ostatnich tomach Ludu, ze względu na wysokie koszty
druku rycin, które zresztą wymagały poprawek dobrego rysownika.
We wstępie Kolberg pisał o archaicznym charakterze regionu pokrytego
borami i zachowanych w nim tradycjach:

1

Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 42, sygn. 1350, k. 185.
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. V; pierwodruk: Kraków 1889.
3 Rkp. nieznanego autora, Arch. PTL, teka 7, sygn. 1156, k. 16.
4 Ryc. nieznanego autora, Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 74–76 i 78 oraz tamże, sygn.
1353/II, k. 7; zostały one opublikowane w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Łęczyckie.
Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), ryc. 1–5.
2

477

�We wszystkich tych borach i puszczach przesiadywał i dokazywał po swojemu
duch ich opiekuńczy, głośny u ludu Boruta. Duch ten potężny, aczkolwiek przy
rozroście chrystianizmu przedzierzgnięty zrazu w przemożnego, czynnego po
borach i górach diabła […] miał wszakże tutaj w Łęczyckiem, jak się zdaje, swe
rodzinne gniazdo,

a kilka wierszy dalej dodawał:
Nie dziw przeto, że w ziemi tak niegdyś lesistej, bagnistej, a tak płodnej w tradycje, zachowały się dłużej niż gdziekolwiek – mimo wczesnego zaszczepiania
tu chrześcijaństwa – wspomnienia wielu z pogańskich czasów1.

Warto zwrócić uwagę, że ta wypowiedź nawiązuje do istotnego dla kultury ludowej procesu zastępowania dawnych tradycji pogańskich świętami
katolickimi, o czym w przełomowej dla swoich czasów pracy O Sławiańczyźnie przed chrześcijaństwem pisał Zorian Dołęga Chodakowski. Obiecująca zapowiedź Kolberga we wstępie sugeruje, że w monografii znajdziemy liczne informacje o wierzeniach, opowieści oraz podania związane
z postacią Boruty i jego przeobrażenia – diabła. Jednak w publikacji brak
jakichkolwiek materiałów pochodzących bezpośrednio z terenu, choćby
fragmentu bajki, wierzenia czy przysłowia. Jedynie w „Przypisach” Kolberg zamieścił obszerne cytaty z artykułów Kazimierza W. Wójcickiego
i Wacława Szymanowskiego2, natomiast kilkadziesiąt stron tej niewielkiej
monografii poświęcił tańcom kujawskim, których studiowanie pozostało
jego pasją.
Uznając w 1869 roku materiały z Łęczyckiego i Gostynińskiego za prawie gotowe do druku badacz miał na myśli własną dokumentację folkloru
muzycznego, ale liczył też zapewne na pomoc współpracownika, prawdopodobnie tego samego, który sporządził opis gaika. Mógł sądzić, że u Maciejowskich zachowały się jakieś notatki Mateusza Gralewskiego, który jest
domniemanym autorem tego rękopisu zawierającego także kilka pieśni
z Mazewa3. Nie uzyskawszy już dodatkowych informacji i nie dysponując
1

O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. III i IV.
K.Wł. [K.W. Wójcicki] Boruta, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, T. 5, nr 120 i 130 oraz
[W. Szymanowski] Kronika tygodniowa, „Tygodnik Ilustrowany” 1863, T. 7, nr 173.
3 Domniemane autorstwo M. Gralewskiego ustalono na podstawie charakterystycznej notatki, tożsamej z notą zamieszczoną przy pieśniach opublikowanych przez W. Maciejowskiego.
2

478

�żadną obszerniejszą literaturą dotyczącą regionu, zdecydował się na uzupełnienie tomu tańcami z Kujaw.
Monografia doczekała się dwóch recenzji, które ukazały się już po śmierci Kolberga i były raczej hołdem złożonym badaczowi przez środowisko
naukowe. Ich autorami byli wybitni przedstawiciele świata nauki, członkowie Akademii Umiejętności, Jan Karłowicz i Hieronim Łopaciński. Pierwszy z nich, językoznawca, muzykolog, folklorysta, opublikował swój tekst
w 1891 roku w „Kwartalniku Historycznym”1. Autor krytycznie ocenił brak
bajek, zabobonów i przysłów, ale uznał ogromną wartość muzycznych zbiorów Kolberga, co wyróżniało go w gronie badaczy folkloru.
Recenzja Łopacińskiego Oskar Kolberg i ostatnia jego praca z 1890 roku,
podpisana pseudonimem Rafał Lubicz2, zawiera wspomnienie o cenionym
wówczas etnografie i jego dziele, a dopiero druga część dotyczy bezpośrednio Łęczyckiego. Publikacja Kolberga została oceniona pozytywnie,
choć z zastrzeżeniem, że zawiera ona „połowę tego, co umieścił w opisach
innych prowincyi: nie dotknął, mianowicie, wierzeń, przesądów ludu, nie
podał, oprócz pieśni, innych rodzajów twórczości ludowej”3. Łopaciński
zwrócił też uwagę na zasięg terytorialny regionu, który, jako dawne województwo łęczyckie, pokrywa się częściowo z Mazowszem. Mowa tu o Gostynińskiem, z którego materiały zostały częściowo włączone do monografii, jednak w przeciwieństwie do pierwotnych planów Kolberg pominął
w tytule nazwę tego obszaru, być może dlatego, że opisał go też wcześniej
w Mazowszu. W Łęczyckiem zamieścił też wiele pieśni z okolic Gostynina,
Sierakówka, Gąbina, a więc z miejscowości przynależnych według niego do
regionu mazowieckiego. Niektóre utwory opatrzone zostały notami lokalizacyjnymi wskazującymi na ich występowanie w obu regionach, na przykład
„od Kutna, Gostynina (Sierakówek)”.
Taka sytuacja powtarzała się Ludzie częściej, a za przykład służyć może
też Krakowskie i Kieleckie, Lubelskie i Chełmskie, W. Ks. Poznańskie
i Kujawy. Tylko granice regionów wyznaczone przez opis kraju były na
1 J. Karłowicz Kolberg Oskar: Lud, jego zwyczaje itd. Serya XXII: Łęczyckie, „Kwartalnik
Historyczny” 1891, T. V, s. 628–633; przedruk: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement… (DWOK T.
78), s. 450–454.
2 R. Lubicz [H. Łopaciński] Oskar Kolberg i ostatnia jego praca, „Ateneum” R. 15: 1890, T. III,
s. 57–74. Fragment dotyczący bezpośrednio Łęczyckiego został przedrukowany w: O. Kolberg
Łęczyckie. Suplement… (DWOK T. 78), s. 443–449.
3 Tamże, s. 73.

479

�ogół czytelne i często odpowiadały podziałom administracyjnym, ale analiza materiałów zamieszczonych w monografiach wskazuje, że w rzeczywistości mają one raczej charakter umowny. Stwierdzenie Kolberga dotyczące oznaczenia przez niego na mapie granic między mową wielkopolską,
mazurską i małopolską, mówiące, że „granice te oznaczyć się tylko dadzą
w przybliżeniu”1, odnieść można do wielu opisywanych przez niego zjawisk
kulturowych. Tę swoją wypowiedź badacz uzupełnił stwierdzeniem: „Podróże dopiero szczegółowe mogą wątpliwość w tym względzie usunąć”2,
co również uznać można za równoważne z opinią, że dopiero dokładne
badania etnograficzne wskażą granice regionów.
Tymczasem kolejna monografia, zgodnie z zapowiedzią badacza we
wstępie, opisywać miała „właściwości etnograficzne byłej guberni kaliskiej
z roku 1830” 3, która według jego słów „wybitniej jeszcze niż inne części
dawnej Wielkopolski jak np. Poznańskie i Gnieźnieńskie zachowała dotąd
cechy, zwyczaje itp. ludu wielkopolskiego”4. Wskazując na przynależność
tego terenu do Wielkopolski, Kolberg odwoływał się do podziałów przedrozbiorowych i dawniejszych: „Wielkopolska – czytamy dalej – składała się
z województw: Poznańskiego z ziemią wschowską, Kaliskiego, Gnieźnieńskiego, Sieradzkiego z ziemią wieluńską i Łęczyckiego”5. Gubernia powstała
faktycznie dopiero w 1837 roku, a do tego czasu istniało województwo
kaliskie, składające się pięciu obwodów: kaliskiego, konińskiego, sieradzkiego, piotrkowskiego oraz wieluńskiego; takie też podregiony znalazły się
w opisie kraju Kolberga. Wyznaczony granicami administracyjnymi obszar
objął ostatecznie część Wielkopolski, Małopolski i Śląska.
Autor, kiedy jeszcze mieszkał w Warszawie, zakładał wydrukowanie
dwóch monografii, Kaliskie i Sieradzkie oraz Ziemia Wieluńska i Piotrkowska6, co było zgodne z jego pierwotną koncepcją wydawania źródeł
„prowincjami”, które z kolei złożą się na obraz całego kraju. Dysponował wówczas własnymi materiałami dotyczącymi folkloru, gdyż podróże
1

Rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 392.
Tamże.
3 O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. III; pierwodruk: Kraków 1890.
4 Tamże.
5 Tamże, s. 1; zamieszczony przez Kolberga tekst jest kompilacją różnych źródeł, por. m.in.
J. Moraczewski Dzieje Rzeczypospolitej Polskiej, Poznań 1864, s. 1.
6 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 303.
2

480

�badawcze po Kaliskiem odbywał w latach czterdziestych i sześćdziesiątych.
Ze względu na rozbieżne informacje w dokumentach, dokładne ich daty
są trudne do ustalenia. We wstępie do Kaliskiego Kolberg pisał: „Wszakże
krótki i dorywczy, acz kilkakrotny nasz w Kaliskiem pobyt (w latach 1843
i 1863 głównie we wsiach Rusocice, Zbiersk, Cielce, Rudlice, Łyskornie
i Krasice) nie dozwoliły nam pochwycić ani uzupełnić bogactwa całego
tego materiału […]”1. Z kolei w wykazie swoich podróży odnotował pierwszy
wyjazd pod rokiem 1845, a kolejny pod 18602. Tę ostatnią wyprawę, odbytą
w kwietniu, wymienił też wśród notatek o wydatkach3.
Po ponad ćwierćwieczu przeznaczoną dla tego regionu tekę oznaczoną
numerem 8 Kolberg opisał jako „Kaliskie (Kalisz, Konin, Sieradz, Piotrków, Wieluń, Częstochowa). Wyciągi z akt, odpisy. Pieśni, tańce, bajki,
zwyczaje, przesądy, varia. Monografia w połowie dokończona”4. Być może
miał już wówczas gotową pierwszą część Kaliskiego, co potwierdzałby też
wspomniany list do Józefa Majera, w którym wyliczał je jako jedno z sześciu planowanych na najbliższe lata opracowań.
Tom oznaczony jako seria XXIII kończy się na „Obrzędach”. Poza niezbyt obszernymi wzmiankami o narodzinach i pogrzebie Kolberg zamieścił
w nim dwanaście opisów wesel, z czego kilka, przynajmniej w znacznej
części, pochodzi z jego własnych badań (wesele I–V i VII). Uwagę zwraca
wyjątkowo rozbudowany rozdział poświęcony „Zwyczajom”. Otwiera go
opis Bożego Narodzenia sporządzony między innymi na podstawie dwóch
listów pochodzących z początku XIX wieku, które znajdowały się w zbiorach wspomnianego już Andrzeja Kucharskiego. Rozdział ten zawiera już
nie tylko opisywane zwykle w Ludzie uroczystości (Trzech Króli, Popielec,
Zapusty, Wielkanoc, Boże Ciało itd.), ale też wymienia patronów poszczególnych dni (św. Wojciech, św. Marek) i związane z tymi dniami wierzenia
czy przysłowia. Obszerne miejsce zajmują tu pieśni kościelne, w większości zaczerpnięte ze zbiorów księdza Michała Mioduszewskiego, z których
Kolberg wykonywał odpisy5. Pieśni religijne zostały zamieszczone również
w „Przypisach” w części dotyczącej pielgrzymstwa. Uważa się, że szczególne
1

O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. III.
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.
3 Rkp. O. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 3.
4 Rkp. Kolberga BN PAU i PAN, sygn. 2183 (dawniej 2184), k. 71.
5 Kolberg zamieścił w monografii około 80 zapisów pieśni kościelnych, pochodzących przeważnie ze zbiorów ks. M.M. Mioduszewskiego Śpiewnik kościelny, Kraków 1838 i Pastorałki
2

481

�zainteresowanie Kolberga folklorem pielgrzymkowym mogło mieć związek
z jego zamiarem skomponowania opery Pielgrzymka do Częstochowy1.
Rozdział „Lud” został przygotowany na podstawie wypisów z literatury.
Jedno z podstawowych źródeł stanowiło opracowanie Józefa Szaniawskiego
O dawnem województwie sieradzkiem z 1851 roku2, oparte o jeszcze wcześniejsze dokumenty zgromadzone przez archiwistę Antoniego Pstrokońskiego.
Z artykułu Szaniawskiego Kolberg zaczerpnął przede wszystkim fragmenty
dotyczące cech fizycznych ludności, stosunków z Niemcami, stroju, w tym
również ubioru ludności żydowskiej, pożywienia, wyglądu domostw, używanych sprzętów, ale też niektóre opisy zwyczajów i obrzędów. Odwoływał się
także do nowszych opracowań, między innymi autorstwa Ignacji Piątkowskiej i Józefa Grajnerta. Piątkowska swoje artykuły publikowała w „Wiśle”
i „Kaliszaninie”3, ale ta zasłużona skądinąd regionalistka, badaczka terenowa,
poza własnymi obserwacjami wielokrotnie powtarzała też informacje za Szaniawskim. Grajnert natomiast opracował materiały etnograficzne z okolic
Wielunia i Radomska, które po redakcji Kolberga, kierującego już od kilku
lat Sekcją Etnologiczną, zostały opublikowane w 1880 roku w periodyku
Akademii Umiejętności4, a dziesięć lat później posłużyły do uzupełnienia
Kaliskiego. Monografia zawiera też barwną litografię od Skulska i Ślesina,
wykonaną najprawdopodobniej na podstawie akwareli Wojciecha Gersona,
ale na stronie tytułowej brak wzmianki o autorze ilustracji.
Po śmierci Kolberga Izydor Kopernicki opisał tekę 8. jako „Materiały
o ile możności uporządkowane i przysposobione do druku”, a następnie
wymienił kolejne działy, w których miały się one znajdować: „Czary, przesądy, leki, wróżby, przepowiednie”, „Opowieści, przysłowia, gry i zabawy”,
i kolędy, Kraków 1843 (każdy z tych zbiorów miał jeszcze Dodatki wydane w późniejszych
latach).
1 E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska „Kaliskie” Oskara Kolberga oraz „Kaliskie
i Sieradzkie”, w: O. Kolberg Kaliskie. Suplement do T. 23 (DWOK T. 79), s. XVII–XVIII; zob.
też tamże, przyp. 1 na s. XVIII.
2 J. Szaniawski O dawnem województwie sieradzkiem, „Biblioteka Warszawska” 1851,
T. 3, s. 170–179 i 356–372, T. 4, s. 177–187, 367–372 i 564–569. Kontynuacja tego artykułu ukazywała się jeszcze w kilkudziesięciu numerach „Kaliszanina” z 1882.
3 I. Piątkowska Z życia ludu wiejskiego z ziemi sieradzkiej, „Wisła” T. 3: 1889, s. 479–530
(artykuł ten jest przedrukiem z „Kaliszanina” z 1887 roku); tejże Pogadanka. O baśniach, zwyczajach i obrzędach ludowych, przechowanych z czasów pogańszczyzny w ziemi sieradzkiej, „Kaliszanin” 1886 nr 37 i 39.
4 J. Grajnert Zapiski etnograficzne z okolic Wielunia i Radomska, „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej”, T. IV: 1880, s. 185–261.

482

�„Pieśni” i „Tańce”1. Wśród nich były między innymi odpisy z rozprawy
Szaniawskiego i innych publikacji, rękopisy z kolejnych materiałów po Kucharskim oraz własne notatki Kolberga i jego zapisy melodii, także spoza
regionu. Materiały te wraz z zapisami rozproszonymi w innych tekach, ułożone zgodnie z obowiązującym w monografiach układem, zostały wydane
w XX wieku jako Kaliskie i Sieradzkie2. Wydawcy Dzieł wszystkich sugerowali się być może pierwotnie planowanym tytułem, ale pominęli w ten
sposób inne podregiony wymienione przez Kolberga.
Obrazy etnograficzne
Na kartach trzech monografii wydanych za życia Kolberga, to jest w Pokuciu, Mazowszu i w Chełmskiem, zamiast tradycyjnie już umieszczonego
nad nazwą regionu nadtytułu Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa,
podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce
widnieje podtytuł Obraz etnograficzny. Obrazy etnograficzne nie różniły
się koncepcją od Ludu, natomiast zmiana na karcie tytułowej wynikała ze
sposobu finansowania. Dwie pierwsze części Pokucia Kolberg wydał ze
środków uzyskanych z koncertu, który zorganizowany został przez warszawskie środowisko artystyczne na rzecz jego wydawnictwa. Opatrzenie
ich formułą Lud wiązałoby się, zgodnie z wcześniejszą umową, z oddaniem
Akademii określonej liczby egzemplarzy poszczególnych woluminów, czyli
ze zmniejszeniem dochodu ze sprzedaży3. Mazowsze z kolei sfinansowane
zostało ze środków założonej w 1881 roku Kasy im. Józefa Mianowskiego
działającej w Warszawie na rzecz „osób pracujących na polu naukowym”.
1

Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich, Arch. MEK, sygn. II/155, nr inw.
I/191/RKP.
2 O. Kolberg Kaliskie i Sieradzkie (DWOK T. 46).
3 Kolberg miał przekazywać Akademii równowartość kwoty otrzymywanej na druk w egzemplarzach liczonych taniej, co wynika z listu J. Majera do Kolberga z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 227: „Kwota wyliczona przez Towarzystwo ma mu być
zwrócona egzemplarzami dzieła liczonymi po 2/3 ceny handlowej. Według ustawy dzieła wydane z pomocą Tow[arzystwa] członkowie jego otrzymują za połowę ceny, ściśle więc biorąc
Tow. nigdy zaliczonej kwoty nie otrzyma, choćby i wszystkie egzemplarze przez członków
rozebrane były, czego wszelako zaledwie w połowie spodziewać się można. Chętnie jednak
poniesie i stratę dla podtrzymania dzieła, którego znaczenie uznaje, żałuje nawet, że środki jego
nie pozwalają na większą ofiarę”.

483

�Wbrew numeracji nadanej w ramach edycji Dzieł wszystkich wcześniej
zaczęło ukazywać się Pokucie (tomy 29–32 tej edycji), a dopiero po nim
Mazowsze (tomy 24–28). Sam Kolberg numery serii od I do XXIII nadał
tylko tomom Ludu.
Na Pokuciu Kolberg przebywał kilkakrotnie w latach 1876–1880, przy
czym kluczowa dla pozyskania materiałów do monografii była ostatnia, kilkumiesięczna wyprawa w 1880 roku związana z organizacją i przebiegiem
Wystawy Etnograficznej w Kołomyi, nad którą sprawował opiekę naukową.
Zakres tematyczny wystawy określała Instrukcja do badania właściwości
ludowych1, zgodnie z którą badacze mieli podjąć takie problemy jak opis
cech fizycznych i charakteru ludności, samoświadomość ich pochodzenia,
użyte dla samookreślenia nazwy własne, terytorium zamieszkiwania, gwara
(zamieszczono wskazówki odnośnie do sposobu jej zapisu), poezja, muzyka
i taniec, przysłowia oraz inne teksty folkloru, obrzędy i uroczystości. Przedmiotem zainteresowania miały być też stroje, mieszkania i ich wyposażenie,
narzędzia, układ zagród, elementy otoczenia od przydrożnych figur, kapliczek,
wiatraków i młynów, po kościoły i cerkwie, a ponadto przemysł i rzemiosło. Podjęte zagadnienia były zatem daleko bardziej „etnograficzne” niż wiele
wcześniej realizowanych programów badań, w których dominował folklor.
Charakteryzując badania terenowe Kolberga, opisano już część jego podróży na tym terenie oraz kontakty z licznymi informatorami. Wspomniano
też, jak ważna dla zapoznania się z kulturą materialną była praca Oskara
przy organizacji wystawy, na co zwrócił uwagę Władysław Przybysławski,
sugerując opóźnienie wydania monografii regionu na czas po tym wydarzeniu. Przytoczono też fragment listu Kolberga napisanego już po powrocie
z Pokucia, w grudniu 1880 roku, w którym przyznawał, że plon jego badań
przekracza efekty dotychczasowych prac na innych terenach, co pozwoli
mu na opracowanie znacznie dokładniejszej monografii. Jej pierwszą część,
uzupełnioną o materiały związane z wystawą, opublikował w 1882 roku.
Wytyczenie granic regionu objętego tytułem Pokucie sprawiało Kolbergowi pewne trudności, gdyż jak pisał, powołując się na Adama H. Kirkora2,
1 Instrukcja do badania właściwości ludowych, zob. Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 772–776; pierwodruk: druk niedatowany, nakład Komitetu Wystawy w Kołomyi, drukiem H. Zadembskiego; rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 321.
2 A.H. Kirkor Pokucie pod względem archeologicznym. Badania […] z r. 1874, „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Historyczno-Filozoficznego Akademii Umiejętności”
T. V: 1876, s. 208–315.

484

�nie odpowiadały one ani kryteriom administracyjnym, ani etnograficznym.
W rozdziale „Kraj”, w którym po raz pierwszy zabrakło opisu poszczególnych miejscowości, Kolberg korzystał z publikacji, przede wszystkim z pracy Augusta Bielowskiego1, i za tym autorem wskazywał na charakter tego
obszaru: „Między ziemiami dawnej Polski, Pokucie ma swój odrębny typ,
jak i osobne swoje nazwanie” 2, a następnie pisał:
Dawniej rozumiano pod tem mianem (w szereszem biorąc je znaczeniu) całą
niemal ziemię halicką zadniestrzańską, a w nowszych czasach, ścieśniwszy
nieco jej granice, cyrkuły: stanisławowski (od gór począwszy aż po Dniestr)
i kołomyjski. Zaliczając do ludności Pokucia nie tylko ludność równin Nad-Prucia i podgórską Nad-Dniestrza (tj. ludność nizin), ale i górali Hucułów,
a dawniej i Bojków w Stryjskiem także – miano bardziej na względzie geograficzne ziemi tej położenie jak i jej polityczne stosunki, niż etnograficzne
mieszkańców właściwości3.

Ale ostatecznie Kolberg skupił się na właściwościach etnograficznych
i kierując się tym kryterium wyróżnił trzy grupy mieszkańców:
Ludność tego kraju wiejska była i jest głównie ruską, trzy poniekąd przedstawiającą typy, różne szczególnie pod względem ubrania, mniej wybitnie pod
względem języka i obyczaju. Południową część zajmują górale Hucuły, północną
górale haliccy; wschodnią w cyrkule kołomyjskim Rusini pokuccy4.

Dla Huculszczyzny planował osobną monografię w ramach Pokucia.
Jednak zgromadzenie dużej ilości materiałów dotyczących pozostałych
mieszkańców spowodowało, że wypełniły one aż cztery woluminy. Znalazły się tam wprawdzie fragmentaryczne informacje o góralach huculskich,
ale zasadnicze źródła zgromadzone do tomu Pokucie – Hucuły pozostały
niewydane5.

1

A. Bielowski Pokucie, „Czas. Dodatek Miesięczny” R. 2: 1857, s. 653–734.
O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 3; pierwodruk: Kraków 1882.
3 Tamże, s. 4.
4 Tamże, s. 17.
5 Materiały dotyczące górali tego regionu znajdują się w tece 23 (w Archiwum PTL), która
w notatkach Kolberga miała tytuł: Pokucie III. Hucuły; wydane zostały w latach 1970 i 1971
w monografii Ruś Karpacka (DWOK T. 54 i 55).
2

485

�W obszernym opisie „Ludu” scharakteryzowane zostały cechy fizyczne,
usposobienie, ubiór, pożywienie, zajęcia gospodarskie, rzemiosło i język.
Wiele zamieszczonych w tej części monografii materiałów jest bezpośrednio związanych z wystawą. Jak pisała Agata Skrukwa: „Opisy strojów, narzędzi itd. w dużej części odnoszą się do okazów przysłanych na wystawę
z różnych wsi, w których Kolberg mógł nigdy nie być, ale właśnie dzięki
wystawie przedmioty te dokładnie poznał”1. Wszystkie materiały dotyczą
Rusinów jako rdzennej ludności wiejskiej, ale Kolberg wspomniał też o pozostałych mieszkańcach tego wielokulturowego regionu, przede wszystkim
o Polakach, nazywanych tu Mazurami, oraz o osadnikach niemieckich, Ormianach i Żydach, a także o Cyganach. Zamieścił też zabawną anegdotę
związaną z różnicami kalendarza świąt poszczególnych narodowości:
Dlaczego święta ruskie, polskie i żydowskie nie w jednym przypadają czasie? –
Zapytany o to chłopek (unikając dokładnej odpowiedzi, której zapewne dać nie
mógł), rzekł żartobliwie: Naprzód święta przypadały jednocześnie, a przyczyna
opóźnienia jednych od drugich leżała w obuwiu. I tak: Żyd obuł się w pantofle,
więc prędzej niż inni dwaj pobiegł na modlitwę do szkoły; Mazur wdziewał
buty, więc poszedł później; Rusin zaś był ostatni, gdyż długo w postoły obuwaje
sie, taj na swieta zapiznaje sie (Matijowce nad Prutem)2.

Poświęcony świętom rozdział „Zwyczaje” zawiera opis blisko trzydziestu
uroczystości (ich nazwy Kolberg podał w języku Rusinów) i uwzględnia
między innymi odbywane przy okazji Wielkanocy zabawy i gry. W „Obrzędach” znalazło się kilka opisów chrzcin i pogrzebów oraz jedenastu wesel,
w znacznie mniejszym stopniu niż w innych monografiach zdominowanych
zapisami muzycznymi. Dużą część materiałów Kolberg mógł pozyskać przy
pomocy udzielających mu gościny – Przybysławskiego w Czortowcu czy
księdza Sofrona Witwickiego w Żabiu – ale też sam zanotował je podczas
pobytu w tych miejscowościach oraz w Jasieniowie Polnym, Korniczu,
Piadykach, Horodence. Miał też sporą grupę bezpośrednich informatorów
(wspomnianych już przy opisie badań terenowych), co było zapewne związane z organizacją wystawy, która ukazywała wartość kultury mieszkańców
wsi.
1 A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg, Pokucie. Suplement do tomów
29–32 (DWOK T. 81), s. XV–XVI. .
2 O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 77.

486

�Wiadomo, że badacz korzystał także z rękopisów Bazylego Jurczenki zawierających pieśni i bajki, ale zapewne również z nadesłanego przez niego
na wystawę opracowania Obrzędy i zwyczaje na Rusi Pokucia. To ostatnie
nie zachowało się, jednak opis wesela VI i liczne wzmianki o zwyczajach
w Ispasie pochodzą prawdopodobnie z tego właśnie manuskryptu. O wartości tych prac Kolberg pisał w liście do Przybysławskiego:
Z materiałów przysłanych najcenniejszym jest dla mnie zawsze Jurczenko, lubo
skracać często muszę rozwlekłości, mazać powtarzania i poprawiać język, bo
choć usiłuje on widocznie dobrą wyrażać się polszczyzną, to jednak wpada
mimowolnie w ruszczyznę, nadaje zwrotom mowy tok ruski itp. Ale obfitość
i dokładność obserwacyj jest znakomita1.

W monografii pada też nazwisko Iwana Nikitiszyna, który zgromadził
materiały z okolic Horodenki dotyczące między innymi zwyczajów noworocznych, wielkanocnych (przesłał też spis wzorów pisanek z ich rodzimymi nazwami), wigilii świętego Jana, obrzędów chrztu i pogrzebu. Od niego
pochodzi też opis wesela III oraz zamieszczone w części trzeciej wiadomości
o wierzeniach. Podobnie jak w przypadku Jurczenki, rękopis Nikitiszyna
przekazany na wystawę nie zachował się.
Po zakończeniu podróży Oskar uzupełniał materiały do Pokucia korespondencyjnie. W listach do Władysława Przybysławskiego dopytywał
jeszcze o szczegóły dotyczące m.in. zwyczajów, przesądów, gospodarstwa,
nazw własnych pożywienia, zabaw. Część odpowiedzi naniósł sam podczas
ich bezpośredniego spotkania w Krakowie. Na niektórych listach widnieją
więc notatki Kolberga, na innych odpowiedzi sporządzone przez nieznanego autora, prawdopodobnie na prośbę Przybysławskiego. Poniżej niektóre
z nich:
[Pytanie Kolberga:] Czy obok naczynia z wodą jordańską wisi przy drzwiach
w chacie (od strony ogniska?) solniczka (czy solnyczka?)?
[Odpowiedź:] Nigdy, topka soli stoi na półce, każden sobie sól z tego krysze
(struga, skrobie).

1 List Kolberga do W. Przybysławskiego z 6 VII 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 524.

487

�[Pytanie Kolberga:] Jak się nazywają części we młynie po rusku? Kosz, pytel,
kamień, paprzyca itd.
[Odpowiedź ręką Kolberga:] kisz, pytel, porpłycie (paprzyca), kaniń, wereteno
(wrzeciono), paniłka (panewka), koło pałeczne, koło wodne – kołeso.
[Pytanie Kolberga:] Na żołądek dają proszek z kory bzu. Zeskrobuje się drugą
korę, czy błonę spodnią bzu […]. Jak się ta błona nazywa po rusku?
[Odpowiedź:] Plivka bzowa.
[Pytanie Kolberga:] Czermak mówi o jakiejś chorobie nabij i powiada, że gdy
noga się jątrzy i idzie ropa to wtedy prikładajut husiczok abo grisinoho kwasu
(huszci z żytnoho grisu)?
[Odpowiedź:] Nagniecenie, często na pięcie, wydające ropę, niebezpieczne, przykładają łajno gęsie albo kwas z grysu, czyli z otrąb, najczęściej z żytnich otrąb1.

Wszystkie te informacje zostały wykorzystane w monografii, co w połączeniu z wielokrotnymi badaniami w terenie i z doświadczeniem zdobytym
podczas gromadzenia eksponatów wystawowych zaowocowało publikacją
o ogromnych walorach dokumentacyjnych. Jej trzy pierwsze części doczekały się recenzji, ale tylko w zakresie folkloru. Ich autorami byli poeta
Iwan Franko i adwokat Cesław Neymann. Franko recenzował trzecią część
zawierającą tańce i wierzenia2, ale skupił się wyłącznie na tych pierwszych oraz na pewnych niekonsekwencjach w transliteracji, które Kolberg
wyjaśniał we wstępie do ostatniego tomu. Natomiast Neymann, przybrany
członek Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności, prowadził z Kolbergiem korespondencję na temat Pokucia, a swoją recenzję opublikował
w Kijowie w 1884 roku3. Zawiera ona między innymi dość szczegółowy
i nieco wyidealizowany opis pracy terenowej Kolberga. Jedyny poważniejszy zarzut recenzenta dotyczył uwag o języku, które uważał za zbyt lakoniczne (bo mieszczące się na czterech stronach monografii) oraz niekiedy
1 Przykładowe pytania skierowane do W. Przybysławskiego podano za: O. Kolberg Pokucie.

Suplement..., (DWOK T. 81), s. 248–249, 253.
2 Zob. I. Franko Pokucie. Obraz etnograficzny. Skreślił Oskar Kolberg. Tom III Kraków
1888, stron 240, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 286–288.
3 C. Neymann O. Kolberg Pokucie. Obraz etnograficzny T. I Kraków 1882 i T. II Kraków
1883, „Kiewskaja Starina” 1884, T. VIII, s. 482–487 i T. IX, s. 126–130; recenzję w tłumaczeniu E. Piasny-Kudyńskiej zamieszczono w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81),
s. 275–285. Wspomnianą korespondencję Cesława Neymanna z Kolbergiem przedrukowano
także w T. 81 DWOK, s. 265–275.

488

�błędne. Odnosząc się do opisu zwyczajów sugerował, że więcej miejsca
powinno się poświęcić sobótkom, ale uwagę tę sprowokował być może sam
Kolberg, zamieszczając przy końcu przypis o treści:
Obrzęd Kupały, tak głośny w niektórych jeszcze okolicach Rusi (np. na Ukrainie),
poszedł już w innych w mniejsze lub większe zapomnienie. Na Pokuciu, gdzie
zresztą nazwa Kupały między ludem wcale nie jest znaną nie zdołaliśmy nic
więcej wykryć nad to, co tu o zwyczajach świętojańskich przytaczamy. Prawda, że zakres naszych badań nie sięgał daleko, bo tylko do kilku ograniczał się
miejscowości1.

Poza tymi zastrzeżeniami recenzja ma charakter bardzo pozytywny. Jej
autor podnosi ogromną wartość materiałów dotyczących obrzędowości
oraz zamieszczonych w drugiej części pieśni i ich klasyfikacji. Zainteresowania Neymanna zgodne były jeszcze z postrzeganiem kultury ludowej
przede wszystkim jako folkloru, pominął więc zupełnie w swoim tekście
niezwykle cenne wiadomości na temat jej materialnych aspektów.
Wydanie Pokucia, a w przyszłości innych monografii terenów wschodnich, miało niebagatelne znaczenie wobec panslawistycznej postawy prezentowanej w publikacjach uczonych rosyjskich. Świadomy tej sytuacji
Kolberg pisał w cytowanym już liście do Józefa Majera:
A wszakże wiek mój podeszły oraz przykład, jaki dają literaturze naszej rosyjskie, coraz gęściej (za podnietą zakładów naukowych) ukazujące się publikacje
etnologiczne, biorące za przedmiot swych badań zachodnie cesarstwa gubernie,
naglą – jak mniemam – i nas także do pośpiechu w pracy i do szybszego na polu
wydawniczym działania2.

W tym czasie badacz pracował jeszcze nad kilkoma monografiami terenów Królestwa Polskiego, w tym nad Mazowszem wydawanym ze środków Kasy im. Józefa Mianowskiego. Kasa powstała w Warszawie w 1881
roku i miała na celu udzielanie wsparcia finansowego na badania naukowe.
Fundusze pozyskiwała ze składek członków oraz z datków społeczeństwa.
Prawdopodobnie dzięki wstawiennictwu historyka literatury Piotra Chmielowskiego oraz Izydora Kopernickiego Komitet Kasy w grudniu 1883 roku
1
2

O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 353.
Brulion listu Kolberga do J. Majera z 1 I 1886, Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 311.

489

�przekazał Kolbergowi decyzję o przyznaniu mu zapomogi w wysokości 370
rubli srebrnych na kolejny tom1, pod warunkiem, że będzie on dotyczył
Mazowsza.
Kolberg przystał na propozycję, tym bardziej że monografia części regionu, dotycząca okolic Warszawy, była zaplanowana do wydania w oficynie
Jana Żupańskiego w Poznaniu już w 1867 roku jako seria V Ludu2. Jednak
całe „Kolbergowskie” Mazowsze to obszar obejmujący spore terytorium
i podobnie jak Wielkopolska wymagający opisu w większej liczbie woluminów, co autor w liście do potencjalnego sponsora wyjaśniał:
Życzenie Komitetu zajęcia się Mazowszem odpowiada najzupełniej i mojej także
myśli. Tu jednakże widzę się spowodowanym zrobić uwagę, że materiał do Mazowsza mieści się u mnie w czterech tekach, z których każda posiada żywiołu
na dwa przynajmniej tomy. Jedna z tych tek obejmuje Mazowsze polne, które
bym nazwał warszawskim (po lewym brzegu Wisły), druga Mazowsze leśne,
czyli podlaskie (po prawym brzegu Wisły, a lewym Bugu), trzecia Mazowsze
Stare (Płock, Pułtusk, Kurpie itd.), czwarta Mazowsze Pruskie3.

Kolberg wydał za swego życia pięć tomów monografii. Zrezygnował
z włączenia do Mazowsza materiałów z Mazur pruskich, a woluminów zawierających opowieści ludowe i wierzenia nie zdążył już przygotować do
druku. Biorąc pod uwagę wyjątkowo obfity zespół zgromadzonych źródeł
byłaby to najobszerniejsza Kolbergowska publikacja dotycząca jednego regionu. Ale i zasięg terytorialny tego makroregionu jest ogromny. Autor podzielił
go, zgodnie z opisem w liście, na „Mazowsze polne”, „Mazowsze leśne”, „Mazowsze stare”, przy czym to ostatnie dzieli się jeszcze na „Kurpie” i „Podlasie”.
Wyznaczenie granic Mazowsza przez Kolberga i jego podział na „polne”, „leśne” i „stare” (a w pierwotnym zamiarze także „pruskie”) budziło od początku kontrowersje wśród badaczy. Tuż po wydaniu trzech
pierwszych tomów historyk Władysław Smoleński opublikował recenzję, w której zarzucał Kolbergowi brak jednorodnego kryterium podziału
Mazowsza. Twierdził, że: „Nazwy: polne i leśne są fizjograficzne; stare
1 List Komitetu Kasy im. Mianowskiego do Kolberga z 12 XII 1883 r., Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 99–100.
2 Zob. brulion listu Kolberga do J. K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 205–206.
3 Brulion listu Kolberga do P. Chmielowskiego z XII 1883 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 107–108.

490

�i pruskie – historyczne”1. Pozostałe uwagi dotyczyły Podlasia, które według Smoleńskiego stanowiło odrębny region, u Kolberga natomiast podzielone zostało między Mazowsze leśne i Mazowsze stare oraz Chełmskie.
Krytyczną opinię wyraziła też w XX wieku Maria Trawińska, odnosząc się
do terminu „Mazowsze stare”, które według tej autorki nie stanowi zwartego regionu2. Z kolei Józef Burszta, starając się obronić tak wyznaczony
podregion, wskazywał na zasięg dialektu mazowieckiego 3, o którym sam
Kolberg pisał: „Typ i akcent mazowiecki tak jest wybitnym, że udziela się
sąsiedniemu Podlasiowi i dalszym Rusinom, przechodząc po części i do
pogranicznej Litwy” 4.
Objęcie wspólnym tytułem tak dużego obszaru było jednak podyktowane przede wszystkim względami praktycznymi. Jak wspomniano, pierwsza
część monografii była przygotowana już w 1867 roku. Dwa lata później
Kolberg pisał do Augusta Bielowskiego o planowanych ośmiu tytułach dotyczących Mazowsza5. Długotrwały proces wydawniczy Ludu, wynikający
z ciągłego niedostatku funduszy, spowodował jednak, że publikacja monografii rozpoczęła się dopiero piętnaście lat później. Mając świadomość
upływu czasu i powolnego postępu prac, część materiałów autor zawarł
w obszernym artykule Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej, opublikowanym w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”
w 1882 roku6. Z czasem śpieszył się coraz bardziej, starając się zamieścić
w jednym woluminie opis jak największego obszaru, stąd włączenie do Mazowsza starego terenów, dla których wcześniej przewidzianych było kilka
oddzielnych tomów.
Większość źródeł do monografii została zebrana na wiele lat przed jej
wydaniem, w czasach, gdy Kolberg skupiał się przede wszystkim na badaniu folkloru muzycznego. W przypadku Mazowsza polnego, wydanego
1 W. Smoleński Oskar Kolberg: Mazowsze, obraz etnograficzny, „Kwartalnik Historyczny”
R. I: 1887, s. 280–282 i tamże, s. 435–436.
2 Zob. M. Trawińska Mazowsze Stare w świetle badań O. Kolberga i badań współczesnych
tego terenu, „Lud” 1956, T. 42, s. 249–263.
3 J. Burszta „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41),
s. XVIII.
4 O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. VIII; pierwodruk: Kraków 1890.
5 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 294–305.
6 Zob. O. Kolberg Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej…, s. 86–158; przedruk ze zmianami: O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), s. 3–150.

491

�ostatecznie w latach 1884–18851, brakowało mu materiałów etnograficznych do rozdziałów „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy”, które w druku zastąpił
obszernymi cytatami z prac Łukasza Gołębiowskiego Lud polski i Opis
historyczno-statystyczny miasta stołecznego Warszawy2, a także wypisami
z Kalendarza narodowego3 zawierającego liczne wzmianki i przysłowia
związane z poszczególnymi dniami roku. Odwoływał się też do dziesiątków
innych publikacji dawnych i sobie współczesnych, zarówno o charakterze
naukowym, jak i popularnym.
Wspomniany recenzent, Władysław Smoleński, poddał krytyce nie tylko
przyjęty przez Kolberga podział Mazowsza, ale także zawartość pierwszej
części, właśnie z powodu zbyt licznie cytowanych prac innych autorów. Przygotowując do druku Mazowsze polne, Kolberg nie tylko nie dysponował dostatecznymi źródłami do opisów etnograficznych, ale nie posiadał już nawet
kompletnych zapisów nutowych. W roku 1865 prowadził badania terenowe
wspólnie z Kornelem Kozłowskim w okolicach Czerska i Czaplina. Rejestrował wówczas melodie do pieśni, które udostępnił Kozłowskiemu w celu ich
opublikowania, na co ten ostatni powołał się we wstępie do swojej pracy4.
Kozłowskiemu nie udało się wydać muzykaliów, jednak musiały one pozostać w jego zbiorach, gdyż w materiałach Kolberga zachowały się jedynie
niekompletne, terenowe zapisy nutowe, które posłużyły mu za źródło do
druku, natomiast teksty, zgodnie z odsyłaczami pod pieśniami, zostały zaczerpnięte z Ludu Kozłowskiego. Być może z powodu tych niedostatków
za lepiej przygotowane niż „okolice Warszawy” Kolberg uznał później inne
części Mazowsza, jednak zgodnie z sugestią finansującej tom Kasy im. J.
Mianowskiego jako pierwsze opublikowane zostało Mazowsze polne5.
1

Na kartach tytułowych dwóch pierwszych części Mazowsza widnieją odpowiednio daty:
1885 i 1886, jednak z zachowanych dokumentów wynika, że każda z nich była wydrukowana
już rok wcześniej, zob. E. Antyborzec Mazowsze Oskara Kolberga w: O. Kolberg Mazowsze.
Suplement do tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. X–XI.
2 Ł. Gołębiowski Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830; tenże Opis historyczno-statystyczny miasta stołecznego Warszawy, wyd. 2, Warszawa 1827.
3 Kalendarz narodowy, czyli zebranie pamiątek na każdy dzień roku bądź religijnych
i historycznych bądź gminnych, „Nowy Kalendarz Domowy na rok zwyczajny 1830” (druk:
A. Gałęzowski), s. 16–24.
4 K. Kozłowski Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego wraz z tańcami i melodyami. Warszawa 1867 (w zeszytach) i 1869 (całość).
5 Brulion listu Kolberga do K. Deikego z 21 XII 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 220.

492

�Druga część tej monografii, zawierająca pieśni, nie została dopuszczona
do sprzedaży w zaborze rosyjskim, co bardzo zaskoczyło autora. Przyczyną
było zamieszczenie pieśni, których tekst miał wydźwięk patriotyczny, choć
ich warianty były publikowane wcześniej nie tylko w zbiorze Kolberga1.
Podobny los spotkał później także część czwartą, w której jak poprzednio
cenzor zakwestionować musiał fragmenty pieśni wojackich2. Konsekwencją
tych problemów była decyzja Kasy im. Mianowskiego o usunięciu z karty
tytułowej informacji o wsparciu finansowym udzielonym przez tę instytucję
i zastąpieniu jej wzmianką „Nakładem autora”3. Kasa jednak w dalszym
ciągu, aż do ostatniego woluminu, przekazywała fundusze na wydanie Mazowsza.
Bezproblemowo przebiegła publikacja Mazowsza leśnego, do którego
badacz zebrał też stosunkowo obfite materiały etnograficzne, co zapewne było spowodowane faktem, że większość podróży na tym terenie odbył w latach sześćdziesiątych, gdy myślał już o nowym typie publikacji.
W 1862 roku stacjonował w Jasienicy pod Jadowem u rodziny Matuszewskich, w Woli Cygowskiej u Prota Lelewela, młodszego brata Joachima,
oraz w Oleksiance w dobrach rodziny Oleksińskich, gdzie zebrał też materiały z sąsiedniego Latowicza i Parysowa. W roku 1868 pojechał do Kraszewa pod Radzyminem do Komierowskich i do pobliskiej Woli Rasztowskiej, pozostającej w rękach rodu Młockich. U Młockich gościł też jeszcze
w roku następnym. Okolice położone na północny wschód od Radzymina
1

W liście do K. Dobrskiego Kolberg pisał: „[…] domyślam się, że chyba początki pieśni na
str. 117 nr 265 lub na str. 161 nr 356, jakkolwiek warianty tych samych pieśni puszczała już
cenzura w poprzednich tomach Ludu, i to właśnie w błąd mnie wprowadziło” (brulion listu
Kolberga do K. Dobrskiego z 2 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 514–518).
Chodziło o teksty „Hej, zabujały siwe łabędzie po wodzie, i zapłakali młode rekruty w pochodzie” wraz z fragmentem refrenu „mnie/ciebie młodzieńca z ciężkiej niewoli dostaje” oraz „Polska Korono, co słychać o tobie, drogie klejnoty utraciłaś sobie”, zamieszczone w rozdziałach
„Wojsko. Łowy” i „Pieśni dziadowskie”.
2 Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych
do obiegu przez carską cenzurę zagraniczną. T. 1: 1865–1889, T. 2: 1890–1904, T. 3: Indeksy, Warszawa 2006; tam w tomach 1 i 2: pozycja 5530 Mazowsze cz. II i pozycja 6664 Mazowsze cz. IV – zakwestionowane w całości, tam wymienione też: pozycja 4508 Mazowsze cz. I,
pozycja 5702 Mazowsze cz. III oraz pozycja 6888 Mazowsze cz. V – dopuszczone do obiegu
w całości.
3 Zob. list Komitetu Kasy im. Mianowskiego do Kolberga z 20 VI 1888 r. i odpowiedź tegoż
do K. Dobrskiego z 2 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 510–512 i 514–516.

493

�znał bardzo dobrze, gdyż w latach czterdziestych bywał tam wielokrotnie,
badając głównie muzykę ludową, co potwierdzają zarówno liczne notatki
osobiste Kolberga, jak i rękopisy między innymi z miejscowości takich jak
Jadów, Wyszków, Gończyce, Głuchy i Ostrożeń. Zachowała się też wzmianka o wizycie w Sterdyni w kwietniu 1856 roku, podczas której Kolberg gościł prawdopodobnie u działacza społecznego i politycznego Ludwika Górskiego. Nic zatem dziwnego, że właśnie z okolic Radzymina, Jadowa, ale też
Sokołowa Podlaskiego i Sterdyni pochodzą manuskrypty zawierające opisy
ubiorów, pożywienia, zabudowań, sprzętów, narzędzi i naczyń 1. Zachowały
się też szkice chałup wykonane przez Kolberga w Woli Rasztowskiej, które
ostatecznie autor dał do przerysowania Wojciechowi Gersonowi2.
Gerson był autorem ilustracji do wcześniejszych serii Ludu oraz do
wszystkich części Mazowsza. Na podstawie akwarel artysty przedstawiających stroje firma J. Rau’a wykonała pięć barwnych tablic zamieszczonych
w czterech tomach monografii. Jedynie w części czwartej znalazły się tylko
czarno-białe tablice ukazujące zabudowania i ubiór, wykonane także według
rysunków Gersona, z których część posłużyła wcześniej jako ilustracje do
znanego Kolbergowi i cytowanego przez niego obszernego artykułu Wiktora Czajewskiego Kurpie3. Kolberg przywiązywał ogromną uwagę do jakości
ilustracji i ich zgodności z realiami, które miały przedstawiać, zanim więc
znalazły się w druku, pisał do Rau’a o dostrzeżonych drobnych usterkach:
Narysowane przez Pańskiego syna tablice udały się zresztą nadzwyczajnie i podobały się wszystkim, którym je pokazywałem. Ja jednak znalazłem kilka drobnych odchyleń i zaznaczyłem ołówkiem na marginesie obrazków […]. Jest to, jak
Panowie zobaczą, kilka nieznacznych szczegółów […]. Jedynie żebrak na rycinie
jarmarku [tabl. 4] musi być całkowicie przerobiony i przedstawiony wiernie
według oryginału, ponieważ na tym terenie nie ma takich żebraków4.
1 Mowa o rkp. terenowych Kolberga: BN PAU i PAN, sygn. 2185/1, k. 161–162 oraz Arch.
PTL, teka 2, sygn. 1126, k. 2–4, które były podstawą opisów zamieszczonych w wydanej w 1887
roku cz. III Mazowsza (DWOK T. 26) na s. 28–30, 35–37, 40–44 i 50–52, przy czym w druku na
wymienionych stronach zamieszczono też materiały z innych źródeł.
2 Szkice chałup zob. Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 67; ilustracje wykonane na podstawie prac W. Gersona znalazły się w cz. III Mazowsza (DWOK T. 26), po s. 40.
3 W. Czajewski Kurpie. Kartka etnograficzna, „Tygodnik Ilustrowany” 1881, T. XII, nr
295–298.
4 Brulion listu Kolberga do Rau’a z 1 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 123; chodzi o ilustrację „od Łowicza” zamieszczoną w cz. II Mazowsza, w pierwodruku po
s. V, w reedycji (DWOK T. 25) znalazła się przed kartą tytułową.

494

�Korespondencja Kolberga z Gersonem wskazuje, że w planach było zamieszczenie większej liczby barwnych rycin, jednak jej ograniczenie do
pięciu spowodowane było jak zwykle zbyt wysokimi kosztami druku.
Poza materiałami związanymi z kulturą materialną badacz dysponował
też własnymi opisami wesel do Mazowsza leśnego. Potwierdzają to zachowane zespoły rękopiśmienne będące podstawą opisu wesela III z okolic Radzymina i Jasienicy oraz V – z Oleksianki, co do którego sądzić można, że
albo pochodzi z bardzo precyzyjnej relacji informatora, albo też Kolberg
mógł być jego świadkiem1. Manuskrypt opatrzony notą lokalizacyjną „Oleksianka”, sporządzony podczas pobytu Kolberga w tamtej okolicy w lipcu
1862 roku, zawiera też opis zapustów, zatem te notatki są już na pewno „sprawozdaniem” informatorów z ich przebiegu. Z badań prowadzonych jeszcze
w latach czterdziestych pochodzą też materiały do wesela IV z przypisaną
mu w druku lokalizacją „od Jadowa” oraz wesela VII – z okolic Gończyc.
Niewykluczone też, że opis wesela IX „od Sterdyni, Sokołowa”, opatrzony
datą „1856”, pochodzi z podróży Kolberga, podczas której prawdopodobnie
informator zrelacjonował mu przebieg obrzędu, ale możliwe również, że opis
sporządził ktoś inny i przesłał go badaczowi. Tak było z pewnością w przypadku wesela VIII, do którego materiały (niewykluczone, że z częścią pieśni)
zebrała Marianna Rozalia Hemplówna, kuzynka Marii Hemplówny z Tarnowa w powiecie chełmskim. Marianna przekazała też badaczowi inne informacje z Tuchowicza pod Łukowem, między innymi dotyczące ubiorów2.
Opisy obrzędów wzbogaciły też bardzo wzmianki o związanych z nimi
przesądach. Rękopis zawierający spis zabobonów Kolberg otrzymał od „p.
Grajnertowej”3, żony Józefa Grajnerta, ale nie wiadomo, czy ona była autorką manuskryptu, czy też jedynie osobą go przekazującą. Badacz zdołał
wykorzystać tylko część zawartych tam informacji, pozostałe miały służyć
za źródło do tomu dotyczącego wierzeń.
Do monografii terenów opisanych jako Mazowsze leśne posłużyły też
między innymi materiały etnograficzne informatora o nazwisku Skotnicki,
1 Rkp. terenowe Kolberga: Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 32–33, z lokalizacją: „Jasienica”
i Arch. PTL, teka 2, sygn. 1124, k. 8–9, z lokalizacją: „Oleksianka”.
2 Rkp. zawierający opis wesela nie zachował się, trudno zatem stwierdzić, czy były tam
pieśni z zapisami nutowymi; opis ubiorów w rkp. M. Hemplówny, Arch. PTL, teka 47, sygn.
1354/II, k. 11, z notą: „we wsi Tuchowiczu pod Łukowem”.
3 Arch. PTL, teka 1, sygn. 1116, k. 34–35, z notą Kolberga: „od p. Grajnertowej”.

495

�posługującego się pseudonimem „Rola”. Napisał on do Kolberga z Moszczanki w kwietniu 1865 roku w odpowiedzi na list otwarty, prosząc jednocześnie o wytyczne co do sposobu gromadzenia źródeł1. Wprawdzie przesłane później materiały nie zachowały się, ale jego nazwisko „M. Skotnicki”
widnieje w części III Mazowsza (s. 19) przy opisie mieszkańców i to on
zapewne nadesłał opisy ubioru z okolic Stężycy, Moszczanki i Ryk, ale też
szereg innych informacji z tych okolic. Mazowsze leśne jest więc monografią, która w bardzo dużym stopniu opiera się na źródłach pozyskanych
w terenie przez samego badacza bądź osoby z nim współpracujące, a wypisy z literatury stanowią tylko jej uzupełnienie. Zupełnie inaczej prezentują
się dwie ostatnie części: Mazury. Kurpie i Mazury. Podlasie.
Pierwsza z nich zawiera jeszcze sporą liczbę materiałów przekazanych
przez informatorów, w tym przede wszystkim przez Romana Korbasińskiego z Porządzia. Kontakt z nim Kolberg nawiązał przez innego swego
współpracownika znanego tylko z nazwiska, Jahołkowskiego, który początkowo pośredniczył w przekazywaniu materiałów od Korbasińskiego.
W zbiorach autora Ludu zachował się ośmiostronicowy rękopis opatrzony notą Kolberga „Porządzie”, będący fragmentem obszerniejszej całości
i zredagowany w formie odpowiedzi na wcześniej przygotowane pytania
dotyczące wierzeń, zabobonów i czarów2, oraz obszerny manuskrypt Dalszy ciąg materiałów do opisu ludu z okolic wsi Porządzie i Wyszkowa.
Podania, bajki i klechdy dołączony do listu z 1871 roku3, a zawierający
teksty opowieści ludowych. Kolberg otrzymał też zapewne część pierwszą
„Materiałów” (być może poprzez Jahołkowskiego) na co wskazują zamieszczone w druku opisy obrzędów (chrzest i pogrzeb) oraz dożynek, liczne informacje o zwyczajach, a także o ubiorze, budynkach i sprzętach, wszystkie
ze wzmiankami o ich pochodzeniu z miejscowości Porządzie i Pniewo (niekiedy też dodatkowo Ochudne i Obryte) i datowane na rok 1870 lub 1871.
Zapisy samego Kolberga ograniczają się praktycznie wyłącznie do folkloru
muzycznego (melodie wraz z tekstami) ze skromnymi niekiedy notatkami
1

List Roli do Kolberga z 19 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 118.
Rkp. R. Korbasińskiego, Arch. PTL, teka 1, sygn. 1116, k. 75–78); rkp. został tylko częściowo wykorzystany w cz. III Mazowsza (DWOK T. 27); pozostałe informacje opublikowano
w cz. VII (DWOK T. 42).
3 Rkp. R. Korbasińskiego Dalszy ciąg materiałów do opisu ludu z okolic wsi Porządzie
i Wyszkowa. Podania, bajki i klechdy , Arch. PTL, teka 1, sygn. 1118, k. 64a–71a, zob. też list
R. Korbasińskiego do Kolberga z 24 XI 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 385–386.
2

496

�dotyczącymi okoliczności ich wykonania: „Przed wyjazdem z kościoła” czy
„przy rozplataniu”1, co znów wynikało z faktu, że opisywane rejony odwiedzał w czasach, gdy gromadził głównie pieśni. Cennym uzupełnieniem
monografii stały się zatem publikacje, których wykorzystanie zapowiadał
już we wstępie:
Wiadomości o Kurpiach […] podajemy już to z własnych wyjęte notat, już też,
i to w przeważnej części, czerpane z dzieł dawniejszych autorów, do jakich zaliczamy Gawareckiego, Wójcickiego i Połujańskiego. Spostrzeżenia przez nich
poczynione w wielu razach i dziś jeszcze mają znaczenie i znajdują zastosowanie,
jakkolwiek pole badań nowsi pracownicy wielce rozszerzyli i niejedno z błędnych dawniejszych twierdzeń sprostowali. Rozległość też krajny Kurpiów nie
jest dostatecznie określoną; podajemy ją według źródeł dawniejszych”2.

Wspomniane przez Kolberga sprostowania dotyczą terytorium zajmowanego przez Kurpiów, omówionego w artykule Adama Zakrzewskiego
opublikowanym w 1887 i 1888 roku w „Wiśle”3. Kolberg zamieścił w przypisie do wstępu fragment tej pracy i odwołał się także do zebranych tam
wiadomości o gwarze, dając tym samym dowód znajomości nowych poglądów etnografów. Jednak przygotowana wcześniej zawartość tomu oparta
jest głównie na źródłach z pierwszej połowy XIX wieku i wcześniejszych,
a z nowszych prac – na wymienianym już artykule Wiktora Czajewskiego
Kurpie. Samo wyznaczenie terytorium zasiedlenia tej grupy nie było przedmiotem poważniejszego zainteresowania Kolberga, w przeciwieństwie do
jej kultury.
Niebagatelną rolę w konstruowaniu ostatniego tomu Mazowsza (Mazury. Podlasie) odegrały też inne dostępne publikacje. Zgodnie z powyższą wypowiedzią Kolberga, przytoczoną z części IV, kluczowa miała być
praca Aleksandra Połujańskiego Wędrówki po guberni augustowskiej4.
O jej wykorzystaniu badacz pisał już w 1869 roku, planując wydanie tomu
zatytułowanego Okolice Suwałk i Augustowa5. Teraz zaczerpnął z niej
1

Oba przykłady podano za rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 42, sygn. 1351/II, k. 2.
O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. VIII; pierwodruk: Kraków 1888.
3 A. Zakrzewski Z Puszczy Zielonej materiały do etnografii polskiej, „Wisła” 1887, T. 1,
s. 73–78, 105–111, 149–156 i T. 2, s. 589–603.
4 A. Połujański Wędrówki po guberni augustowskiej, Warszawa 1859.
5 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 304.
2

497

�opisy miejscowości, mieszkańców i ich mowy, budownictwa oraz wesel
V i VIII, wraz z pieśniami. Niezwykle obszerny opis wesela I pochodzi
z kolei z napisanej pod pseudonimem Pruski 1 publikacji Zygmunta Glogera Obchody weselne, do której melodie zostały przekazane przez autora
Ludu.
Do zredagowania znacznej części rozdziału dotyczącego zwyczajów Kolberg posłużył się kolejną pracą Glogera Zwyczaje ludu z okolic Tykocina
i Bielska2, a także wieloma innymi artykułami, podobnie jak w przypadku
rozdziału „Lud”. Ważnym źródłem do monografii Mazury. Podlasie były
rękopisy regionalisty z Suwałk Aleksandra Osipowicza. Osipowicz interesował się historią, gromadził informacje na temat miejscowych zwyczajów, przesądów, a także specyficznych cech wielokulturowej społeczności
złożonej z Mazurów, Litwinów i Żydów oraz rosyjskich staroobrzędowców
– Filiponów. Przygotował też Słowniczek gwary augustowskiej, wykorzystany później w Słowniku gwar polskich3. Ten wnikliwy obserwator
zjawisk dalece wykraczających poza ówczesne zainteresowania etnografów
nie zdecydował się na opracowanie samodzielnej obszerniejszej publikacji
i poprzestał jedynie na artykułach prasowych4. W marcu 1865 roku po raz
pierwszy napisał do Kolberga, charakteryzując zebrane przez siebie materiały oraz deklarując ich udostępnienie, i prawdopodobnie w niedługim
czasie przesłał lub przekazał je badaczowi. W archiwum zachowało się
kilka manuskryptów, z których najobszerniejszy to Niektóre wiadomości
o Augustowskiem z dodatkowym podtytułem Wstęp. Ogólny pogląd na
Augustowskie5, zawierający geograficzno-historyczny opis regionu oraz
opracowania będące źródłem do rozdziału „Lud”: Nałogi i namiętności
1

Pruski M. [Z. Gloger] Obchody weselne, Kraków 1869.
Z. Gloger Zwyczaje ludu z okolic Tykocina i Bielska, „Biblioteka Warszawska” 1868,
T. 1, s. 142–146.
3 O wykorzystaniu materiałów Osipowicza w Słowniku wspomina I. Dawidowicz Aleksander Osipowicz – etnograf i językoznawca, „Białostocczyzna” 2/1999, nr 54, s. 119, zob.
Słownik gwar polskich J. Karłowicza, Kraków 1900–1911; analiza zawartości pracy Osipowicza zob. I. Wojtkiewicz Semantyczno-kulturalny obraz świata w dziewiętnastowiecznym
„Słowniczku gwary augustowskiej” Aleksandra Osipowicza, „Białostockie Archiwum Językowe” 2005, nr 2, s. 151–180.
4 A. Osipowicz opublikował cykl artykułów Wycieczki w okolice Suwałk. Gawędy, obrazki i podania zamieszczony w „Tygodniku Ilustrowanym” 1864, T. X, nr 250–255.
5 Rkp. A. Osipowicza, Arch. PTL, sygn. 1127, k. 1–9, por. O. Kolberg Mazowsze cz. VII
(DWOK T. 42), s. 185–198.
2

498

�oraz Potrawy i napoje szczególne, których autorem był zapewne Osipowicz. Jego autorstwa jest też najprawdopodobniej manuskrypt Wyrażenia
obelżywe i przekleństwa oraz Augustowskie. Ubiory włościan 1. Na rękopisach, które były podstawą druku, Kolberg naniósł uwagi dotyczące
umiejscowienia poszczególnych fragmentów tekstu w monografii, a na
opracowaniu dotyczącym pożywienia Izydor Kopernicki dopisał: „Wyciśnięte w Mazowszu V”.
Materiały etnograficzne przesyłała też literatka Melania Czarkowska
mieszkająca w latach 1884–1894 w Siemiatyczach. W odpowiedzi Kolberg
pisał do niej:
Nadesłany mi rękopis obejmujący opis obrzędów weselnych, pogrzebowych,
guseł itp. odebrałem i serdecznie za doręczenie mi tej pracy składam dzięki. Szczególniej wesele jest bardzo szczegółowo przedstawione i nader cenny
stanowi materiał. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę na to, że brak w nim
wskazania miejscowości, z której pochodzi, bo wyrażenie: z ziemi drohickiej czy
powiatu bialskiego jest zbyt ogólne2.

W dalszej części swojego listu dopytywał się jeszcze o pieśni śpiewane
przy weselu, gdyż w nadesłanym opisie ich brakowało. Niestety rękopis
Melanii Czarkowskiej nie zachował się, ale opis wesela IV opublikowany
w ostatnim tomie Mazowsza sporządzony został z pewnością na jego podstawie, co potwierdza też brak jakiejkolwiek pieśni. Zachował się natomiast
manuskrypt Różne przesądy i gusła (zabobony) z naniesioną przez Kolberga notą lokalizacyjną: „z Drohiczyna, Brańska i Pobikrów w pow. Siemiatycze”3, być może także nadesłany przez Czarkowską, który został tylko częściowo zacytowany przy opisie obrzędu pogrzebowego. W przyszłości miał
być jeszcze wykorzystany i znalazł się wśród materiałów zachowanych
w tece oznaczonej numerem 1 i tak opisanej przez Izydora Kopernickiego:
1

Rkp. A. Osipowicza, Arch. PTL, teka 4: sygn. 1128, k. 3–4 i sygn. 1131, k. 1–2; rkp. najprawdopodobniej tego samego autora: Arch. PTL, teka 2, sygn. 1130, k. 1–2, tam na rękopisie
nota: „Ostapowicz” (prawdopodobnie błędnie zamiast „Osipowicz”) oraz teka 30, sygn. 1298,
k. 42–43, z notką Kopernickiego dotyczącą tej składki: „przeniesiona z teki 4”; informacje zamieszczone w tych rękopisach Kolberg wykorzystał w cz. V Mazowsza (DWOK T. 28), s. 28–29,
30–32 i 42–45.
2 List Kolberga do M. Czarkowskiej z 18 III 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 233.
3 Rkp. prawdopodobnie M. Czarkowskiej, Arch. PTL, teka 1, sygn. 1116, k. 8–11.

499

�Materiały przysposobione prawdopodobnie na osobny tom, mający stanowić
zakończenie całego szeregu Mazowsza. Zawiera: 1. Demonologia i 2. Leki i choroby (Po największej części wycinki i wypisy z dzieł i pism rozmaitych, lecz
także i spostrzeżenia własne lub przez kogoś innego zebrane. Należy rozsortować i uporządkować.) 3. Opowieści ludowe wszelkiego rodzaju (bardzo bogaty
i ciekawy zbiór baśni oryginalnych, dobrze spisanych, niewiele wypisanych skąd
inąd). 4. Gry i zabawy (niewiele, lecz dobrze opisane i ciekawe). 5. Do gwary
mazowieckiej (bardzo niewiele i niedojrzałe)1.

Mimo pośpiechu Kolberg nie zdążył opracować tych zapisów i wydać
kolejnych dwóch woluminów zawierających teksty opowieści ludowych
oraz zebrane informacje o wierzeniach i przesądach odnoszące się do całego makroregionu mazowieckiego, tak jak to było w przypadku Krakowskiego i W. Ks. Poznańskiego. Zawartość tej teki opracowano i przygotowano
do druku dopiero w XX wieku w ramach edycji Dzieł wszystkich2.
Ostatnim tomem, który ukazał się drukiem za życia Kolberga była
pierwsza część Chełmskiego. Ponad dwadzieścia lat wcześniej autor planował wydanie dwutomowej Rusi Podlaskiej, a nieco później, w 1873 roku,
pisał o zamiarze przygotowania obszernej, trzytomowej monografii Rusi
Chełmskiej:
Ruś Chełmska, czyli kraj położony wzdłuż lewego brzegu Bugu, od Drohiczyna
począwszy, w górę aż poza Hrubieszów (powiat bialski, włodawski, chełmski,
hrubieszowski), seryj, czyli tomów trzy3.

Ostatecznie Chełmskie, scharakteryzowane przez Oskara w opisie kraju
jako obszar obejmujący Bialskie i Radzyńskie (Podlasie), Chełmskie oraz
Hrubieszowskie, odpowiadało praktycznie terenom wspomnianym wcześniej jako Ruś Chełmska i ograniczone zostało do dwóch woluminów. Regiony objęte monografiami Lubelskie i Chełmskie stanowiły w czasach
Kolberga powiaty ówczesnej guberni lubelskiej (chełmska powstała dopiero
1 Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich, Arch. MEK, sygn. II.155, nr inw.
I/191/RKP.
2 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VI i VII (DWOK T. 41 i 42); redaktorzy włączyli tam również wspomniany już obszerny artykuł Kolberga dotyczący ziemi dobrzyńskiej (DWOK T. 41,
s. 3–150).
3 Brulion listu Kolberga do nieznanego adresata z 10 II 1873 r., Korespondencja… cz. I
(DWOK T. 64), s. 442.

500

�w 1912 roku), ale badacz opisał je w dwóch oddzielnych monografiach,
kierując się kryterium wyznaniowym i językowym jednocześnie1. Jednak
z tego powodu zasięgi tych regionów częściowo się pokrywały, a ich granice wytyczone przez Kolberga nie były ostre. Z kolei tereny Podlasia były
krainą historyczną, dla której nie planował on odrębnej monografii, zatem
część materiałów z tego terenu znalazła się najpierw w Mazowszu, a później także w Chełmskiem.
Badania terenowe na tym terenie rozpoczął już w 1859 roku, kiedy podczas ponad dwutygodniowego pobytu odwiedził Siedliszcze, Chojno i Be­
zek. Był to jeden z etapów dwumiesięcznej wyprawy opisanej później jako
„podróż przez dwa miesiące po Sandomiersk[iem], Radomsk[iem] i Lubelski[em]”2. W Chełmskie powrócił, według własnych wspomnień, w 1867
roku, a potem jeszcze dwukrotnie w latach 1869 i 1870:
Poszukiwania nasze w kilku jedynie miejscowościach, przy sprzyjających ku
temu okolicznościach skrzętniej niż gdzie indziej dokonywane, najobfitszy owoc
przyniosły nam w okolicy Chełma, gdzie osobliwie w gościnnym domu pp.
Hemplów w Tarnowie pod Sawinem, dzięki umiejętnej pomocy i zamiłowaniu
do rzeczy ludowych córki domu, p. Marii Hempel, zdołaliśmy (w latach 1867,
1869 i 1870) nagromadzić zasób wiadomości i notatek etnograficznych, rzadko
kiedy w takiej przez nas w innych okolicach nabytych obfitości3.

Jednak żadne inne dokumenty nie potwierdzają pobytu u Hemplów
w roku 1867, a w liście z listopada 1870 roku wspomniana już Maria Hemplówna wyraża żal z powodu nieobecności Oskara w lecie tego roku w Tarnowie4. Pewna jest natomiast jego wizyta w 1869 roku. Nie budzą też żadnych wątpliwości słowa Kolberga o gościnności i pomocy tej rodziny oraz
samej Marii, która była jedną z jego najlepszych współpracowniczek.
Hemplówna interesowała się botaniką, a znajomość z Kolbergiem spowodowała, że zajęła się także etnografią. W roku 1883 odpowiedziała na
ankietę Józefa Rostafińskiego dotyczącą jego badań nad historią roślin uprawianych w Polsce. Opracowanie botaniczki amatorki, będące odpowiedzią
na 61 pytań, obejmowało czterdzieści kart zawierających szczegółowe
1

Problem ten omówiono już wcześniej przy opisie monografii Lubelskie.
Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 4.
3 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. X; pierwodruk: Kraków 1890.
4 List M. Hempel do Kolberga z 12 XI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 368–370.
2

501

�nazwy roślin (także łacińskie, a niektóre również w języku rusińskim)
uprawianych przez miejscową ludność lub dziko rosnących wraz z ich
przeznaczeniem w gospodarstwie lub ludowym lecznictwie. Wysoko oceniane są prace Hemplówny o roślinach jawnokwiatowych opublikowane
w 1885 roku w „Pamiętniku Fizjograficznym”, o których Kolberg wspomniał w przypisie do przytoczonego wyżej fragmentu wstępu do Chełmskiego1. Kilkanaście lat wcześniej przygotowała dla niego „wypracowanie
o roślinach”2, ponadto szereg innych materiałów przekazywanych do 1876
roku (do czasu, gdy mieszkała w Tarnowie). Zapisywała między innymi
opowiadania, gawędy, przysłowia i powiedzenia, rejestrowała rozmowy,
a jej zamiarem było także dokumentowanie mowy potocznej mieszkańców. W rezultacie, jak pisze Elżbieta Millerowa, „teksty te dotyczą różnych,
obserwowanych przez autorkę wydarzeń i sytuacji życia codziennego wsi
podchełmskiej (np. targu i kupna krowy, kłótni kobiet, oświadczyn wdowca) i są barwną ilustracją realiów tego życia, ciekawym dokumentem dla
etnografa i folklorysty”3. Maria zredagowała też Słowniczek wyrazów ludowych ruskich liczący ponad 2000 haseł w formie pojedynczych wyrazów
lub zwrotów frazeologicznych4. Został on częściowo wykorzystany w rozdziale „Lud”. Ze Słowniczka... Kolberg zaczerpnął między innymi formuły
podziękowań za przysługę, przykłady używanych przez lud przekleństw,
obelg i przezwisk czy też nazwy sprzętów i czynności gospodarskich. Te
ostatnie były też przedmiotem innego, osobnego opracowania Hemplówny, z którego zachowała się tylko część opatrzona ręką Kolberga tytułem
„Praca. Obora”5.
Hemplówna przesłała również szereg innych cennych materiałów etnograficznych, takich jak szkice i rysunki postaci wraz z opisami ubiorów
1 M. Hempel Spis roślin jawnokwiatowych dziko rosnących w Słupii Nadbrzeżnej, „Pamiętnik Fizjograficzny” T. 5: 1885, s. 135–153 i Spis rzadszych roślin jawnokwiatowych rosnących w Teresinie, tamże, s. 154–159.
2 List M. Hempel do Kolberga z 12 XI 1870 roku, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 370.
3 E. Millerowa Chełmskie Oskara Kolberga…(DWOK T. 82), s. LIV.
4 Rkp. M. Hemplówny, Słowniczek wyrazów ludowych ruskich, z opuszczeniem jednakowych lub zbyt podobnych brzmieniem i pisownią do odpowiednich im wyrazów wykształconej mowy polskiej, w zbiorach BN PAN-PAU, sygn. 3202, k. 25–107; opublikowany
w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement... (DWOK T. 82), s. 133–219.
5 Rkp. M. Hemplówny, BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 10–11 .

502

�codziennych i odświętnych, naczyń i sprzętów domowych, narzędzi używanych w gospodarstwie, podczas prac polowych i w rybołówstwie; przygotowała również plany wsi Tarnowo i Wólka Tarnowska. Jej autorstwa
są też rysunki przedstawiające wzory pisanek. Wszystkie te materiały zostały częściowo wykorzystane w pierwszej części monografii, ale dopiero
przypadkowe odnalezienie w 2013 roku zespołu rękopisów przynależnych
pierwotnie do zbiorów Kolberga, wśród których znakomitą większość stanowiły ryciny Hemplówny (zidentyfikowane między innymi dzięki charakterystycznym rysunkom pisanek), pozwoliło na pełną ocenę jej wkładu
w zawartość tego tomu1. Z kolei zebrane przez nią wiadomości o wierzeniach i przesądach, świecie roślinnym i zwierzęcym oraz o ludowych lekach
znalazły się wraz z jej materiałami leksykalnymi w drugiej części monografii wydanej już przez Izydora Kopernickiego, który, doceniając ogrom pracy
Marii, napisał we wstępie:
Panna Maria Hempel, która nie tylko dopomagała mu nieodstępnie w jego badaniach podczas trzykrotnego pobytu O. Kolberga w okolicy Sawina, lecz i sama
później, wtajemniczywszy się należycie w jego zadanie, zbierała dlań ustawicznie i dostarczała mu wszelkich wiadomości i materiałów spisywanych przez
siebie aż do roku 18762,

a następnie, po wymienieniu publikacji, z których korzystał Kolberg w monografii, dodał:
Reszta materiałów, które po jego śmierci znalazłem w tece przeznaczonej dla
Chełmskiego, po największej części spisane ręką Panny M. Hempel, złożyły się
na ten tom II-gi, który zawierając pieśni, przysłowia, zagadki, opowieści i wierzenia ludowe, przedstawia nam obraz tego ludu ze strony duchowej3.

Wśród tej „reszty” znajdowały się wówczas rękopisy Hemplówny odnalezione w 2013 roku, ale nie mamy zupełnej pewności, czy wszystkie jej zapiski trafiły do Oskara. Korespondencja Hemplów podlegała ścisłej kontroli
cenzora, gdyż rodzina Marii, łącznie z nią samą, była mocno zaangażowana
1

Odnalezione materiały Marii Hemplówny włączono do Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/III
i opublikowano w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33–34 (DWOK T. 82 Aneks).
2 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa, w: Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. VIII; pierwodruk:
Kraków 1891.
3 Tamże.

503

�w działalność niepodległościową, dlatego część swoich opracowań Maria
przekazywała zapewne przez pośredników i nie wiadomo, czy ostatecznie
Kolberg je otrzymał.
O ile druga część monografii została opracowana prawie wyłącznie na
podstawie materiałów Hemplówny, to dla pierwszego tomu niebagatelne
znaczenie miał rękopis Pauliny Charłampowiczówny Notatki z podań ludu
wiejskiego okolicy lubelskiej wsi Cyców1. Autorka zawarła w nim liczne
informacje dotyczące charakteru miejscowej ludności, zwyczajów, obrzędu
weselnego i pogrzebowego oraz wierzeń, ale i osobiste komentarze odnoszące się przede wszystkim do braku uczuć włościan, czego jednym z przykładów miało być kierowanie się interesem ze strony kobiety lub własną
wygodą mężczyzny przy zawieraniu związku małżeńskiego. Kolberg, poza
wykorzystaniem wiadomości merytorycznych, zamieścił niektóre uwagi
autorki, ale opatrzył je własnym komentarzem:
Autorka snać bardzo mało zna świat tak zwany wyższy. Gdyby go znała lepiej,
przekonałaby się, że i tam co do uczuć, mimo oświaty, dzieje się często toż samo
prawie, lubo nie tak wyraźnie i otwarcie2.

Informacje o zwyczajach dorocznych i obrzędach zaczerpnął też Kolberg
z rękopisu nieznanego z nazwiska duchownego zatytułowanego Opisanie
niektórych zwyczajów guberni lubelskiej i siedleckiej, opatrzonego notą:
„Kielce 7 czerwca 1876”3. Manuskrypt przesłał mu wspomniany już ksiądz
Władysław Siarkowski, na którego prośbę miał on zostać opracowany przez
wieloletniego proboszcza i dziekana wielu unickich parafii, zmuszonych
ostatecznie do przejścia na prawosławie. Terenem działalności tego księdza
były najprawdopodobniej okolice Kodnia, Piszczaca i Terespola, gdyż nazwy tych trzech miejscowości widnieją w druku jako noty lokalizacyjne do
zamieszczonych w monografii materiałów. Opisy dotyczą wprawdzie tylko
świąt i uroczystości o charakterze religijnym, ale pozwoliły Kolbergowi na
1 Rkp. P. Charłampowicz Notatki z podań ludu wiejskiego okolicy lubelskiej wsi Cyców,
BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 158–173; nazwisko autorki rękopisu zanotowane ręką M. Hemplówny; być może ta ostatnia pośredniczyła w jego przekazaniu.
2 O. Kolberg, Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 22, przyp. 1.
3 Rkp. nieznanego autora Opisanie niektórych zwyczajów guberni lubelskiej i siedleckiej,
BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 174–189.

504

�wypełnienie wiadomościami odpowiednich rozdziałów, do których sam
nie zebrał potrzebnych informacji. Mimo że badania prowadził stosunkowo
późno, bo u schyłku lat sześćdziesiątych, skupił się przede wszystkim na
rejestracji folkloru muzycznego, ufając zapewne w wielkie zaangażowanie
Marii Hemplówny. Do rozbudowanego opisu wesela IV z okolic Sawina
także zapisał jedynie melodie, a wszystkie wiadomości etnograficzne pochodzą właśnie od niej.
Pierwsza część Chełmskiego była jednocześnie ostatnim tomem w całości przygotowanym przez Kolberga. Według relacji Izydora Kopernickiego
w dniu swojej śmierci, 3 czerwca 1890 roku, autor Ludu i Obrazów etnograficznych trzymał w ręku dopiero co wydrukowany wolumin:
O godzinie pierwszej przyniesiono mu z drukarni Uniwersyteckiej kilka egzemplarzy świeżo wydanego pierwszego tomu Chełmskiego, który przeglądał z błogim wyrazem zadowolenia i czynił uwagi o podanych w nim rycinach1.

Zgodnie ze wzmianką na karcie tytułowej ryciny, które miał komentować Kolberg, zostały wykonane na podstawie rysunków Walerego Eliasza
Radzikowskiego, ale ich pierwowzorami były w znacznej części wspomniane wcześniej szkice Hemplówny przedstawiające ubiory, sprzęty,
naczynia i pisanki. Na potrzeby wydawnictwa zostały one przerysowane
przez zawodowego malarza. Wszystkie ryciny były czarno-białe, gdyż na
barwne ilustracje nie wystarczało już środków. Koszty publikacji były
i tak wysokie ze względu na druk nut, z którego autor, badacz muzyki
ludowej, nie chciał rezygnować, a który pochłaniał wówczas znaczną
część budżetu.
W 1887 roku Kolberg złożył do Sejmu Krajowego petycję, w której prosił o przyznanie kwoty 2000 florenów na dwa tomy mające zawierać opis
terenów Galicji wschodniej. W efekcie podjęto decyzję o podwyższeniu
środków dla Akademii Umiejętności z 500 do 1000 florenów rocznie. Kwota ta przeznaczona była na jego wydawnictwo2. Borykający się najpierw
z chorobą oczu, a później coraz bardziej podupadający na zdrowiu autor
pracował więc nad kilkoma monografiami jednocześnie. Pozostawiwszy
1

I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga, „Wisła” T. 4: 1890, s. 512.
Brulion listu Kolberga do Sejmu Krajowego z 17 XI 1887 r., Korespondencja... cz. III
(DWOK T. 66), s. 463–465 oraz list Wydziału Krajowego we Lwowie do Oskara Kolberga z 3 II
1888 r., tamże, s. 497–498, zob. też przyp. 1 do tego listu.
2

505

�Kopernickiemu wskazówki co do wydania drugiej części Chełmskiego i Kaliskiego oraz kolejnych tomów Mazowsza, na kilka dni przed śmiercią
zajmował się korektą drugiego arkusza Przemyskiego1.
Materiały wydane poza seriami
Lud i Obrazy etnograficzne
Zarys etnograficzny to podtytuł nadany jednej tylko monografii – Przemyskiemu. Termin „zarys” przyjęty został zapewne ze względu na niewielką objętość tej publikacji, zaplanowanej dość nieoczekiwanie przez Kolberga. Jeszcze pod koniec roku 1888 badacz zwrócił się bowiem do Kasy im.
Józefa Mianowskiego o przyznanie środków na kolejny, szósty tom Mazowsza, który miał zawierać pieśni drobnej szlachty oraz tańce2. Tymczasem w grudniu 1889 roku pojawiła się propozycja ze strony Włodzimierza
Dzieduszyckiego, kuratora Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we
Lwowie, sfinansowania jednotomowej monografii obejmującej część Rusi
Czerwonej. Kurator Muzeum także rok wcześniej był jedną z osób wspierających zabiegi Kolberga w Sejmie Krajowym na rzecz pozyskania funduszy.
Teraz jako przedstawiciel Muzeum publikującego prace naukowe deklarował kwotę 500 florenów na wydanie woluminu, który według Kolberga
pomieściłby zaledwie dwadzieścia arkuszy3.
Od początku prac nad Ludem Oskar planował dla obszaru Rusi Czerwonej kilka monografii. W roku 1869 pisał o zebranych już materiałach
do serii 17 (Złoczowskie, Brzeżańskie), wymagającej uzupełnienia serii 49
(Samborskie, Stryjskie, Bojki) i o niewielkiej liczbie źródeł do serii 59 (Przemyskie, Lwowskie, Żółkiewskie)4. Pod koniec lat osiemdziesiątych materiały przeznaczone dla monografii tego rozległego obszaru zgromadzone były
w sumie w trzech tekach, w tym jednej zawierającej zapisy z Sanockiego
1

I Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 510. Wg relacji I. Kopernickiego 1 VI 1890 Kolberg
miał jeszcze pracować nad korektą.
2 Brulion listu Kolberga do K. Dobrskiego z 26 XI 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 644.
3 Brulion listu Kolberga do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja... cz. III
(DWOK T. 66), s. 648–649.
4 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 302, 304 i 305.

506

�i Przemyskiego1. W roku 1889 Kolberg podjął decyzję o wydaniu Przemyskiego.
Wybór ten mógł być podyktowany faktem, że ostatnie prowadzone przez niego badania terenowe miały miejsce właśnie w Sanockiem
i Przemyskiem. Według sporządzonego przez niego itinerarium badacz
był tam trzykrotnie w latach 1883–1885, ale w Przedmowie wydawcy
do monografii Kopernicki wymienił tylko rok 1883 i 1885 2. O ile podróże po Sanockiem, między innymi do Bóbrki, Wzdowa i Leszczowatego,
zostały dość dobrze udokumentowane, także dzięki licznym wzmiankom
w listach, to znacznie mniej wiadomo o jego pobytach w miejscowościach przemyskich. Po badaniach prowadzonych przez ponad miesiąc,
najpierw w Bóbrce, a następnie w Leszczowatem, pod koniec sierpnia
1883 roku Kolberg udał się na cztery dni do Iskani w ówczesnym powiecie dobromilskim (dziś w przemyskim). Zatrzymał się wówczas u Julii
i Gabriela Załęskich, spokrewnionych z Konopkami. W roku następnym
miał ponownie odwiedzić Iskań, a w 1885 Sanoczany, położone niedaleko Przemyśla (dziś obwód lwowski), jednak o wizytach tych, poza
wspomnianą wzmianką, nic więcej nie wiadomo. Być może były to niezbyt długie pobyty, po trwających kilka miesięcy badaniach w sąsiednim regionie, choć nie ma pewności, czy do miejscowości tych w ogóle
wówczas dotarł.
Pierwsze natomiast podróże po Sanockiem i Przemyskiem Kolberg odbywał już w roku 1861 i 1863 i z tego okresu pochodzi pewna część jego
materiałów zawierająca przede wszystkim zapisy folkloru muzycznego.
W obu regionach, zarówno w latach sześćdziesiątych, jak i w czasie ostatnich wypraw, jego stacjami badawczymi stały się domy zaprzyjaźnionych
i sprzyjających mu gospodarzy. Byli wśród nich między innymi wspomniani już Załęscy w Iskani, Helena i Józef Jaruzelscy w Sanoczanach (córka
i zięć Katarzyny i Edmunda Kraińskich z Leszczowatego), Hipolit i Amelia
z Konopków Bochdanowie w Zadwórzu, ale miejscowości i nazwisk można by wymienić znacznie więcej. Wiele tygodni Kolberg spędził u Pelagii
1 Były to teki opisane następująco: „Teka 18 Ruś Czerwona I (Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl) […]. Teka 19 Ruś Czerwona II (Lwów, Żółkiew, Bełz, Złoczów) […]. Teka 20 Ruś Czerwona
III (Stryj, Brzeżany, Podole galicyjskie)”, za: Wykaz tek rękopiśmiennych sporządzony przez
O. Kolberga z 10 I 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 746.
2 Wykaz podróży..., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 706 i 707 i Dr I.K.
[I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…, (DWOK T. 35), s. XVII.

507

�i Józefa Blizińskich, którzy od 1876 roku mieszkali w Bóbrce1, a wcześniej
związani byli z Kujawami. Pelagia pomagała później w Krakowie schorowanemu już Kolbergowi w przygotowaniu do druku niektórych partii tekstów
przeznaczonych do Przemyskiego.
Rękopisy będące podstawą druku poszczególnych fragmentów publikacji zostały zredagowane już po podjęciu decyzji o wydaniu Przemyskiego,
natomiast zapisy terenowe będące ich źródłem nie są datowane i nie zawsze
wiadomo, z którego etapu badań pochodzą2. Przypuszczać jednak można,
że podczas ostatnich podróży w latach osiemdziesiątych Kolberg skupiał
się już w większym stopniu na pozyskaniu wiadomości etnograficznych.
W roku 1889, po rozpoznaniu posiadanych materiałów, deklarował przygotowanie tomu obejmującego:
1) Ogólne notaty o tej okolicy i jej ludzie, niezbyt obszerne; 2) opis szczegółowy
zwyczajów i uroczystości porządkiem kalendarzowym (jak w Pokuciu); 3) opis
szczegółowy obrzędów tj. chrzcin, pogrzebów, dożynek i wesel z nutami, a mianowicie wesel z czterech wsi ruskich naokoło Przemyśla położonych i 4) pewną
liczbę zebranych przeze mnie pieśni wraz z nutami3,

zaznaczając jednak, że brakuje mu zapisów baśni oraz przesądów.
Zarówno więc stosunkowo nieodległy czas badań, jak i mniejsza niż
z Sanockiego liczba materiałów opisujących miejscową ludność i jej wierzenia oraz zawierających zapisy podań i bajek zdecydowały prawdopodobnie o przeznaczeniu do wydania tej właśnie monografii4. Na niespełna
250 stronach znalazły się jednak praktycznie wszystkie rozdziały. Po opisie kraju następuje bardzo skrótowa, mieszcząca się na czterech stronach
1 Podróże po Przemyskiem i Sanockiem omówiła szczegółowo E. Millerowa „Przemyskie”
Oskara Kolberga w: Przemyskie. Suplement do tomu 35 cz. I (DWOK T. 83/I), s. XV–XXIX.
2 Jedną z nielicznych wskazówek jest zamieszczona w druku, przy opisie wesela z Iskani, data „1863”; źródłem tego opisu jest niedatowany rkp. terenowy Kolberga, BUW (dawniej
TNW) sygn. 465, k. 341–342, na jego podstawie Kolberg sporządził czystopis (tamże, k. 50–57)
i tam umieścił datę: „1863”.
3 Brulion listu Kolberga do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja... cz. III
(DWOK T. 66), s. 648
4 Do Przemyskiego wydano w 2011 r., dwutomowy suplement zawierający przede wszystkim zapisy folkloru muzycznego; materiały etnograficzne ograniczają się do krótkich opisów
ubiorów (sporządzonych na podstawie rycin), rzemiosła, dożynek i dwóch wesel.

508

�charakterystyka ludu, zawierająca kilka wzmianek o budownictwie, gospodarstwie (w tym pieśń o nawoływaniu zwierząt), pożywieniu i ubiorze.
W rozdziale „Zwyczaje” znajdziemy wprawdzie jak zwykle sporo pieśni
z melodiami, ale także obszerne partie opisowe dotyczące wigilii, drugiego
dnia świąt Bożego Narodzenia, kolędy, Trzech Króli, obchodów wielkanocnych wraz z zabawami i grami. Podobnie, wśród „Obrzędów” uwagę zwracają opisy narodzin i chrztu, pogrzebu, a przede wszystkim wesel z Rakowej
i Sanoczan, w których zapisy nutowe są uzupełnieniem, a nie elementem
dominującym. Rzecz jasna osobny rozdział poświęcony został pieśniom (podzielonymi na niewieście, dziewczęce i męskie, a dopiero dalej tematycznie
jak w innych tomach) oraz tańcom z regionu. Przemyskie zamyka 14 bajek
i kilkustronicowy rozdział zatytułowany „Wierzenia. Zabobony. Gusła. Czary i Leki”. Dopełnieniem tej nieobszernej monografii, będącej rzeczywiście
zarysem etnograficznym regionu, są ryciny przedstawiające postacie w strojach z Rakowej, Iskani (dwie ryciny strojów weselnych) i Wyszatyc oraz
korowaj weselny także z Wyszatyc, z których zresztą pochodzi sporo materiałów terenowych. Była to ostatnia publikacja, na której zawartość miał
wpływ Kolberg. Ostateczny kształt nadał jej Izydor Kopernicki, najlepiej
znający zbiory Kolberga i jego koncepcję wydawniczą. Zmarł on jednak we
wrześniu 1891 roku i o dalszych pracach nad rękopisami Kolberga decydowały od tego czasu inne osoby.
W 1907 roku Józef Tretiak, historyk literatury polskiej i ukraińskiej,
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Akademii Umiejętności,
wydał z materiałów Kolberga monografię Wołynia1. Tretiak oparł się jednak wyłącznie na części jego zapisów terenowych pochodzących z podróży
w 1862 roku. Wykorzystał też rękopis prawnika i literata Jana Prusinowskiego z 1835 roku, zawierający teksty bajek ukraińskich przetłumaczonych
już przez autora manuskryptu na polski. Prusinowski przekazał Kolbergowi
to opracowanie podczas jego pobytu w Żytomierzu w roku 1862. Wydawca
zrezygnował natomiast zupełnie z wypisów z literatury i dlatego w Wołyniu brak rozdziałów „Kraj” i „Lud”, które Oskar uzupełniłby zapewne
na podstawie dostępnych publikacji. Już planując wydanie poszczególnych
serii Ludu, zakładał on wykorzystanie prac związanych z konkretnymi
1 O. Kolberg Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni, z brulionów pośmiertnych przy współudziale S. Fischera i F. Szopskiego wydał J. Tretiak, Kraków 1907. Toż: DWOK T. 36.

509

�regionami, których fragmenty lub streszczenia pomogłyby w przyszłości
dopełnić określone rozdziały. Dotyczyło to w szczególności geografii regionu, historii miejscowości, które wymieniał w rozdziale „Kraj”, ale też często
opisu ludności i jej kultury materialnej, gdyż tych materiałów z badań własnych miał zawsze niepomiernie mniej w porównaniu do zapisów folkloru1.
Wołyń włączono później do edycji Dzieł wszystkich w wersji, w jakiej
opracował go Tretiak, a ze względu na czas wydania pierwodruku tom
często uważany jest niesłusznie za dzieło w pełni Kolbergowskie, podobnie
jak Przemyskie dokończone przez Kopernickiego. W 2002 roku opublikowano tom suplementowy do edycji Tretiaka, w którym uwzględniono też
inne poza terenowymi źródła zgromadzone przez Kolberga, składające się
na całkiem obszerne uzupełnienia do „Kraju” i „Ludu”. Wśród nich uwagę
zwraca tekst dotyczący osadnictwa czeskiego na Wołyniu2. Kolberg, choć
z założenia charakteryzujący rdzenną kulturę regionu, wzmiankował przecież często o przybyszach z innych regionów czy krajów i starał się chociaż
pokrótce opisać wzajemne stosunki przedstawicieli różnych kultur.
Tretiak, wybrawszy tylko część materiałów, wydał monografię niepełną, składającą się zaledwie z trzech opisów wesel z pieśniami i melodiami,
blisko pięciuset pieśni i dwudziestu pięciu bajek. O jej przygotowaniu pisał
we wstępie:
W istocie bruliony Wołynia niemało nastręczają trudności wydawcy. Jest to stos
papierów najrozmaitszych rozmiarów, od wielkich arkuszy do drobnych ścinków, na których ledwie parę wierszy zmieścić się może, a w tym stosie nie brak
nawet i tak ciekawych rzeczy, jak papierek z mydła z etykietą […]. Wspominam
o tym drobnym szczególe dlatego, że doskonale charakteryzuje nieocenionego
badacza, który chwytał cokolwiek miał pod ręką, aby tylko nie utracić tego, co
mu chwila przynosiła, a co z upływem chwili mogłoby zaginąć3.

1

Poza licznymi wypisami z publikacji i fragmentami druków zgromadzonych w tekach
związanych z poszczególnymi regionami, w spuściźnie Kolberga znajduje się teka oznaczona
numerem 31. Miscellanea (Arch. PTL, sygn. 1303–1304), w której na 62 kartach znajdują się
noty bibliograficzne zróżnicowane pod względem tematycznym i terytorialnym.
2 Mowa o artykule Koloniści czescy zaczerpniętym z „Gazety Polskiej” 1887, nr 264 i 265;
przedruk: O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), s. 27–33. Suplement zawiera też szereg innych uzupełnień, między innymi do opisu zwyczajów, zgodnie z układem
w roku kalendarzowym, oraz obrzędów pochodzących z rękopisów Kolberga.
3 J. Tretiak Od wydawcy, w: Wołyń… (DWOK T. 36), s. VI.

510

�Opis Tretiaka idealnie oddaje nie tylko zawartość ówczesnej teki „wołyńskiej”, ale całego Kolbergowskiego archiwum. Dla historyka literatury
sporządzanie notatek na przypadkowych skrawkach i fragmentach innych
dokumentów było być może zaskoczeniem, dla Kolberga – częstą praktyką
terenową, z którą zmierzyć się musieli także późniejsi wydawcy.
Materiały do monografii pozostawione w rękopisach
Decyzja o edycji Dzieł wszystkich Oskara Kolberga spowodowała, że
do wydania (poza reedycją tomów wydanych w XIX wieku) przeznaczono
całość spuścizny rękopiśmiennej, obejmującej jego studia, artykuły, korespondencję, kompozycje oraz wszystkie materiały etnograficzne i folklorystyczne, które miały zostać zamieszczone w monografiach regionalnych
zgodnie z układem rozdziałów przyjętym przez autora Ludu i Obrazów
etnograficznych. Zachowane manuskrypty były już wówczas bardzo przemieszane i w każdej z tek znajdowały się źródła dotyczące kilku regionów.
Wobec uwzględnienia w wydawanych w XX i XXI wieku monografiach
oraz w suplementach do tomów dziewiętnastowiecznych wszystkich zapisów nutowych oraz tekstów pieśni bez melodii uznanych przez wydawców za przynależne do danego regionu, w publikacjach tych w większości
dominuje folklor muzyczny. Nie wiadomo natomiast, jaką część zapisów
muzycznych i które z nich przeznaczyłby do druku Kolberg. Jednak z powodu upływu czasu i bardzo małej liczby melodii zapisanych w XIX wieku
przez innych autorów, wszystkie zanotowane przez Oskara przykłady muzyki ludowej stały się bezcennym źródłem dla etnomuzykologii. Również
co do licznych jego odpisów z publikacji włączonych do poszczególnych
tomów wydawanych w XX i XXI wieku, nie mamy pewności, czy znalazłyby miejsce w opracowanych przez niego woluminach. Trudno więc
uznać wydawane od 1965 roku monografie za w pełni zgodne z koncepcją
badacza, przynajmniej w kwestii zamieszczanych tam materiałów. Dlatego
w tym rozdziale autorka skupia się tylko na niektórych problemach podejmowanych przez Kolberga, a charakterystycznych dla danej monografii, co
do których dokumentację znajdujemy w pozostawionych przez niego notatkach terenowych, odpisach czy fragmentach druków, to jest tych, które
stanowiłyby prawdopodobnie przedmiot poszczególnych publikacji, gdyby
zdążył je wydać.
511

�Nie wiadomo również, jakimi tytułami opatrzyłby kolejne tomy ich autor, a co za tym idzie, jak wyglądałyby zasięgi terytorialne poszczególnych
regionów opisywanych w monografiach. Jedyną wskazówką pozostaje wielokrotnie cytowany list Kolberga do Augusta Bielowskiego z 1869 roku,
w którym wymienił on tytuły planowanych wtedy tomów Ludu. Jednak
wówczas badacz miał za sobą tylko część, choć znaczną, podróży etnograficznych i trudno było przewidzieć, jakim zasobem źródeł zebranych przez
siebie lub potencjalnych współpracowników będzie dysponował w przyszłości. Sam zresztą zmieniał na przestrzeni lat swoje plany wydawnicze,
przede wszystkim ze względu na ograniczone środki finansowe. Musiał też
kierować się zawartością tek, tak by kolejne monografie przedstawiały całościowy w jego rozumieniu obraz etnograficzny regionu, a wiec opis ludu,
jego kultury materialnej, zwyczajów, obrzędów, muzyki, wierzeń, opowieści
i języka, a wiadomo, że materiały te zgromadzone były w różnym stopniu
do różnych regionów. Na ogół im późniejsze były jego podróże, tym większą uwagę zwracał na pozyskanie informacji z zakresu kultury materialnej.
W ostatnim okresie życia Kolberg koncentrował się przede wszystkim na
opracowaniach dotyczących terenów wschodnich dawnej Rzeczypospolitej
i prawdopodobnie one byłyby przedmiotem kolejnych publikacji. Z tego
powodu poniżej w pierwszej kolejności omówiono materiały dotyczące
różnych grup etnicznych Słowian wschodnich, dopiero po nich źródła do
monografii terenów polskich, a na zakończenie wspomniano o Kolbergowskich zainteresowaniach kulturą ludową, a dokładniej folklorem, Słowian
południowych oraz Słowaków, Czechów i Łużyczan.
Na podstawie rękopisów dotyczących terenów Rusi Czerwonej i częściowo Pokucia wydawcy w latach siedemdziesiątych XX wieku opublikowali
trzytomowe Sanockie-Krośnieńskie oraz dwie dwutomowe monografie
opatrzone tytułami Ruś Czerwona i Ruś Karpacka1. O badaniach Kolberga
w Sanockiem wspomniano już przy opisie Przemyskiego. Dla terenów tych
planował on opracowanie serii zatytułowanej Sanockie – Łemki, obejmującej przede wszystkim dawne powiaty leski, sanocki i brzozowski. Andrzej
Kwilecki pisał, że już poprzez samo zastosowanie terminu „Łemki” „Kolberg
dał dowód żywego reagowania na postęp dokonujący się w obserwacjach
1 O. Kolberg Sanockie-Krośnińskie cz. I–III (DWOK T. 49–51); O. Kolberg Ruś Czerwona
cz. I (DWOK T. 56) i Ruś Czerwona cz. II, z. 1–2 (DWOK T. 57/I i 57/II) oraz O. Kolberg Ruś
Karpacka cz. I i II (DWOK T. 54 i 55).

512

�naukowych i formowaniu pojęć. Za jego czasów określenie to nie było
bynajmniej rozpowszechnione”1. Ten sam autor twierdził również, że termin ten użyty był przypuszczalnie po raz pierwszy w latach trzydziestych,
a następnie dopiero w roku 1860 w pracy Torońskiego, wykorzystanej przez
Kolberga2. Andrzej Kwilecki sugerował więc dalej, że właśnie przy udziale
Kolberga dokonało się upowszechnienie nazwy „Łemkowie”. Nie jest jednak pewne, na ile przyjęty przez badacza tytuł byłby ostateczny. Wydany
dopiero w XX wieku tom zatytułowano Sanockie-Krośnieńskie, włączono
tam bowiem materiały pochodzące z rękopisów terenowych, a dotyczące
kultury także innych grup: Dolinian i Bojków. Uznano ponadto, że „Łemkowie żyli także poza granicami Sanockiego, a ziemia sanocka zasiedlona była
przez różne grupy etniczne”3. Monografia prezentuje ostatecznie materiały
z okolic Sanoka, Krosna, Brzozowa, Leska, Jasła oraz Gorlic i uważana jest
za jedną z najcenniejszych w całej edycji ze względu na przewagę zapisów
własnych Kolberga nad źródłami pośrednimi oraz bardzo szeroki merytorycznie zakres zachowanych notatek terenowych. Wydawcy wykorzystali
dziesiątki kart zawierających, poza melodiami i tekstami ludowymi (polskimi i ukraińskimi) zanotowanymi przez badacza, obszerne informacje o ludności, ubiorach, sprzętach gospodarskich (wraz z bardzo licznymi rysunkami), zwyczajach, obrzędach i wierzeniach oraz bajki i podania. Większość
tych materiałów pochodziła z okolic Bóbrki, Leszczowatego, Wzdowa, Rymanowa, Czaszyna, Procisnego, ale też z Soliny, Serednicy, Ustrzyk i szeregu
innych miejscowości, przy czym część z nich była stacjami badawczymi
autora Ludu.
O ile Przemyskie i Sanockie-Krośnieńskie prezentowały materiały ze
stosunkowo niewielkich obszarów, będących częścią Kolbergowskiej Rusi
Czerwonej, to pozostałe źródła opublikowano już w monografii wspólnej
dla tej historycznej krainy. „W rezultacie tego – pisała etnografka, Olga Gajkowa – monografia etnograficzna O. Kolberga obejmuje tereny: Lwowskie,
1

A. Kwilecki „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Sanockie-Kroś­
nieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. VI.
2 A. Kwilecki, tamże, s. VII; chodzi o pracę A.I. Torońskiego Rusiny-Łemki w: Zoria galickaja (jako album na god 1860), Lwów br. A. Kwilecki wymienił też m.in. prace P.J. Szafarzyka
w Słowiańskich starożytnościach, Poznań 1844 (tłumaczenie I wydania czeskiego z 1837 roku)
oraz W. Pola Rzut oka na północne stoki Karpat, Kraków 1851, obie znane Kolbergowi; o znanych Kolbergowi poglądach Pola mowa będzie dalej.
3 T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga [cd.] w: O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. XV.

513

�Stryjskie (po Stanisławów), Brzeżańskie, Złoczowskie, Brodzkie i Żółkiewskie”1. Badania terenowe prowadził Oskar na dwóch pierwszych wymienionych obszarach, a głównymi ich ośrodkami były Barysz pod Buczaczem
(w ówczesnym obwodzie stanisławowskim) i Zadwórze położone niedaleko
Lwowa. W Zadwórzu miał być po raz pierwszy już w 1861 roku, natomiast
do Barysza udał się w 1867 podczas dłuższej podróży po Galicji2. W latach
siedemdziesiątych kontynuował te wyprawy, łącząc je z badaniami na terenach Pokucia3.
Z Barysza i Zadwórza pochodzą najcenniejsze rękopisy terenowe Kolberga dotyczące kultury materialnej regionu oraz liczne szkice budynków
i ubiorów. Zebrany materiał etnograficzny miał zostać uzupełniony na podstawie publikacji. Na uwagę zasługuje wykorzystanie przez Oskara pracy Ignacego Lubicz-Czerwińskiego Okolica zadniestrska między Stryjem
i Łomnicą4, którą uznać można za pierwszą monografię etnograficzną tego
regionu i prawdopodobnie jedną z pierwszych tego typu prac w dziejach
polskiej literatury etnograficznej. Czerwiński nie włączył do swego dzieła
tekstów folkloru, uznawszy je za „obrażające niewinność”. Kolberg dysponował własnymi tego typu zapisami, ale publikując teksty, poddawał je
cenzurze obyczajowej i zapewne, tak jak w przypadku wydanych przez niego monografii, wielu z nich nie podałby do druku. W XX wieku wydawcy
rękopisów Kolberga mogli opublikować całość zachowanych materiałów,
zarówno wyniki jego badań terenowych, jak i liczne wypisy z literatury.
Z kolei tytuł Ruś Karpacka przyjęto dla monografii Pokucie–Hucuły.
Uzasadnieniem dla tej nazwy był fakt uwzględnienia w monografii rękopisów dotyczących także innych niż Huculszczyzna terenów: „Materiały te, ze
1 O. Gajkowa „Ruś Czerwona” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Ruś Czewona cz. I (DWOK
T. 56), s. XV.
2 Podróże do Zadwórza pod Lwów w 1861 i do Barysza w 1867 do rodziny Szawłowskich
wymienił Kolberg w itinerarium, zob. Wykaz podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 705 i 706; zob. też E. Millerowa Kalendarium podróży… (DWOK T. 85/III), tam opis
wszystkich podroży (także w latach następnych) do tych miejscowości.
3 O podróży w 1876 roku wspomniano już przy opisie badań terenowych Kolberga oraz
charakteryzując monografię Pokucia. Wizytę w Baryszu w 1876 roku wymienił Kolberg w liście do W. Przybysławskiego, zob. brulion listu z 14 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 646.
4 I. Lubicz-Czerwiński, Okolica zadniestrska między Stryjem i Łomnicą, czyli opis ziemi
i dawnych klęsk lub odmian tej okolicy, tudzież, jaki jest lud prosty dla religii i dla Pana
swego, zgoła jaki on jest w całym sposobie życia swego lub w swych zabobonach albo zwyczajach, Lwów 1811.

514

�względu na swój zasięg geograficzny, wykraczający na południu poza obszar Huculszczyzny i dotyczący także Rusinów bukowińskich i węgierskich,
zatytułowano początkowo Karpaty Wschodnie, później zaś, dla uściślenia
etnograficznego, nadano monografii obecny tytuł Ruś Karpacka”1. Niezwykle bogato jest tu reprezentowany rozdział „Lud”, w którym znajdziemy
obszerne informacje o gospodarce pasterskiej, wyrębie i spławianiu drewna, rękodzielnictwie i zbójnictwie, zwłaszcza dotyczące Huculszczyzny. Są
to źródła pozyskane częściowo z publikacji, ale przede wszystkim będące
wynikiem długotrwałych badań Kolberga na Pokuciu.
Ogromne obszary zamieszkiwane przez Łemków, Dolinian, Bojków,
Hucułów aż po Rusinów z Bukowiny wymagałyby od Kolberga pobieżnej
choćby charakterystyki zamieszkujących je grup etnicznych. Zarówno w tomach Pokucia, jak i w pozostawionych rękopisach opublikowanych w Rusi
Karpackiej, a także w materiałach do Rusi Czerwonej jest sporo jego uwag
na ten temat. Są one nie tylko rezultatem własnego rozeznania i doświadczeń zdobytych w terenie, ale także niewątpliwie wynikiem pewnego wpływu wcześniejszych badań i publikacji, między innymi Wincentego Pola.
Zwróciła na to uwagę Agata Skrukwa, polemizując z poglądem Olgi Gajkowej, która pisała, że „Pol – odkrywca grup etnicznych i etnograficznych
w Polsce, nie wpłynął w tym względzie na Kolberga”2. Agata Skrukwa
przytacza opinię Gajkowej i kwestionuje ją, powołując się na bezpośrednie
kontakty obu uczonych w Krakowie, wzmianki w korespondencji Kolberga
oraz wykorzystywanie w Ludzie publikacji Pola3. Potwierdzają to też Kolbergowskie materiały przygotowywane do monografii Hucułów. Zarówno
w przytoczonych przez Kolberga tekstach innych autorów, jak i w swoich własnych uwagach badacz kilkakrotnie odwoływał się do publikacji
Wincentego Pola. Przykładem może być rękopis rozdziału „Lud” dotyczący
pochodzenia Hucułów: „W. Pol – pisał Kolberg – jest zdania tych, którzy
Hucułów ze wschodu i południa wywodzą4”, a w dalszej części rękopisu
1

O. Gajkowa „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK
T. 54), s. VII; istotnie, jak wzmiankuje Olga Gajkowa, monografia Ruś Karpacka w chwili rozpoczęcia edycji Dzieł wszystkich Kolberga została zaplanowana jako Karpaty Wschodnie.
2 O. Gajkowa „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga… (DWOK T. 54), s. XV.
3 A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. VII–VIII.
4 O. Kolberg Ruś Karpacka... (DWOK T. 54), s. 34; nota wydawcy sporządzona na podstawie pozostawionych przez autora notatek bibliograficznych informuje, że wypowiedzi Pola
pochodzą z następujących jego prac: Rzut oka na północne stoki Karpat, wydanie krakowskie

515

�podał argumenty potwierdzające tę tezę. W kolejnych partiach rękopisu,
w których użył określeń grup etnograficznych, wpisał w nawiasie nazwisko autora, od którego zaczerpnął tekst: „A własności odzienia, czyliż nie
charakteryzują naszych Łemków, górali znad Wisłoki i Sanu tak, że i dziś
oni od odzieży swej »czuhy« Czuchońcami (W. Pol) i od ubrania krótkiego
»Kurtakami są zwani«?”1. Kolberg znał zatem poglądy Pola na regionalizację
i na ile było mu to potrzebne, wykorzystał je w swoich opisach.
Trudno jednak wypowiedzieć się na temat ostatecznego kształtu pozostałych monografii terenów wschodnich. Podkreślić trzeba, że charakteryzowane dalej będą materiały zachowane w rękopisach, które Kolberg sam
uważał za niepełne i niewystarczające jeszcze do zredagowania planowanego tomu.
Pod wspólnym tytułem Podole opublikowano wszystkie manuskrypty
dotyczące tego terenu, mimo że Kolberg zamierzał początkowo wydać oddzielne tomy dla Podola galicyjskiego i rosyjskiego. Nie pozostawił jednak dostatecznej liczby własnych materiałów. Podole złożone jest głównie
z pieśni, zaczerpniętych w części z jego artykułu opublikowanego w 1888
roku2. Śladem własnych badań etnograficznych jest opis wesela, pogrzebu
oraz notatki dotyczące języka z okolic Kamieńca Podolskiego w rękopisie
opatrzonym notką: „Opowiadała panna Małecka”3. Skąpe rozdziały „Kraj”,
„Lud” i „Świat nadzmysłowy” zostały jednak przygotowane tylko na podstawie wypisów z literatury.
Natomiast materiały zachowane do monografii Białorusi i Polesia składają się przede wszystkim z wypisów z literatury przedmiotu. Anna Engelking, opisując wizerunek Poleszczuka na podstawie rozdziałów „Kraj”,
„Lud” „Obrzędy” i „Język” monografii Białoruś-Polesie wydanej w 1968
roku, analizowała wypowiedzi różnych autorów i stwierdziła, że wśród
nich „nie ma samego Kolberga” 4. Kolberg, który sam nie prowadził tam
badań, zgromadził jednak obszerną bibliografię obejmującą najważniejsze
z 1851 roku, Obrazy z życia i natury (bez podania wydania) i Korespondencja zamieszczona
w „Bibliotece Naukowego Zakładu im. Ossolińskich” 1847, T. 1, s. 668.
1
2

O. Kolberg Ruś Karpacka... (DWOK T. 54), s. 37.

O. Kolberg Pieśni ludu z Podola Rossyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał…, „Zbiór
Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. 12: 1888, s. 235–251.
3 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1260, k. 62 i 63.
4 A. Engelking „Poleszczuk” w dyskursie ludoznawczym. Szkic do obrazu na podstawie
„Ludu” Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 197.

516

�prace naukowe dotyczące tych terenów. Wartość bibliograficznych zbiorów
autora Ludu docenił Mścisław Olechnowicz. Omawiając stan badań nad
kulturą ludową wymienionych obszarów, napisał we wstępie do monografii, że znajduje on „prawie pełne odbicie w materiałach rękopiśmiennych
O. Kolberga, którego dużą zasługą jest zgromadzenie publikacji dotyczących
Białorusi, zwłaszcza tych, które ukazywały się w lokalnych i trudno dostępnych czasopismach”1.
Wykorzystywanie fragmentów prac innych autorów, niekiedy bardzo
odległych czasowo, spotykało się z różnymi reakcjami późniejszych badaczy. Kazimiera Zawistowicz-Adamska dopuszczała wprawdzie możliwość
łączenia tekstów z różnych źródeł, ale warunkowała to ich chronologią.
Pisała między innymi: „[…] o ile tego rodzaju »sztukowanie« opisu mogłoby
być usprawiedliwione w wypadku jednoczesnych badań własnych Kolberga, o tyle jest niewątpliwie zawodne, gdy chodzi o sztukowanie dawnych
opisów obcych autorów materiałami własnymi i odwrotnie: uzupełnianie
własnych tekstów dawnymi materiałami. Takie opisy powinny być pod­
dane gruntownej analizie przed ich spożytkowaniem w późniejszych pra­
cach”2. Ale celem Kolbergowskich monografii było właśnie nagromadzenie
różnorodnych źródeł zarówno w celach porównawczych, jak i ze względu
na fakt występowania pewnych tradycji już w bardzo dawnych czasach.
Ten pierwszy aspekt podnosił z kolei Janusz Optołowicz, który twierdził,
że „Kolberg nie ograniczał się tylko do wypisów z literatury, starał się on
również skłonić czytelnika do zaznajomienia się z innymi źródłami etnograficznymi, a to w celu porównania ich z tekstami podawanymi przez
niego, zarówno pod względem podobieństwa, jak i różnic. Jest to sposób
niespotykany w opisach etnograficznych i wprowadzenie tej innowacji jest
jego zasługą”3.
Zarówno w publikacjach, do których odwoływał się autor Ludu, jak
i w jego własnych tekstach, także tych odnoszących się do tytułów monografii, stosowane są często terminy historyczne. Zasięg terytorialny potencjalnych monografii Podola, Białorusi, Polesia i innych terenów wschodnich rubieży Rzeczypospolitej określony był przez Kolberga według
1

M. Olechnowicz „Białoruś-Polesie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Białoruś-Polesie
(DWOK T. 52), s. XVI.
2 K. Zawistowicz-Adamska „Lud” Kolberga jako źródło do badań nad obrzędowością
ludu polskiego, „Lud” 1956, T. 42, s. 365.
3 J. Optołowicz „Lubelskie” O. Kolberga, „Lud” 1956, T. 42, s. 225.

517

�kryterium historycznego. Ten aspekt miał dla stosowanego przez Kolberga
nazewnictwa duże znaczenie, na co zwrócili uwagę badacze i wydawcy
jego prac. Maria Trawińska twierdziła, że „Kolberg w określeniu terenu
posługuje się pojęciami staropolskich podziałów administracyjnych lub
tradycyjną staropolską topografią. W myśl tego za Ruś Białą uważał tylko
wschodnie krańce tych obszarów, które później nosiły nazwę Białorusi
[…], a za Ruś Czarną tereny zachodnie. Do rzędu pojęć historycznych należy również termin Ruś Litewska, używany przez Kolberga na określenie
Grodzieńszczyzny, Wileńszczyzny i Kowieńszczyzny. W XIX w. pojęcia
te ulegają zmianie, jednak wielu badaczy […] posługuje się terminologią
staropolską”1. Materiały zaplanowane jako Ruś Czarna, Litewska, Polesie
i Białoruś są odzwierciedleniem Kolbergowskiego postrzegania tych terenów zgodnie z historyczną tradycją, a przyjęty podział, jak pisał Olechnowicz, „odpowiadał panującym w ówczesnym społeczeństwie polskim
pojęciom terytorialnym ukształtowanym w długim procesie rozwoju ziem
W. Ks. Litewskiego i Korony”2.
Kulturą wspomnianej Litwy Kolberg interesował się już w latach czterdziestych jako badacz folkloru muzycznego3. Dość bliskie były jego kontakty z Mikołajem Akielewiczem, tłumaczem, badaczem języka i historii Litwy. Obydwaj planowali na wiosnę 1857 roku wspólną wyprawę na Litwę
i Żmudź, która wówczas nie doszła do skutku. Kolberg wyjechał jednak
na Litwę w celach badawczych najprawdopodobniej w 1858 roku, choć
data tej podróży nie jest całkiem pewna. Odwiedził wówczas Kalwarię,
Mariampol i Sejny. Nie wiadomo, kto wtedy pomagał Kolbergowi, ale pomoc była mu potrzebna, choćby ze względów językowych. Przywieziony
materiał, który sam określił jako „plon niezbyt obfity […] bo czasu na więcej
nie starczyło”4, dał do przejrzenia i przetłumaczenia na język polski Akielewiczowi. Były to jednak prawdopodobnie głównie pieśni, opublikowane
później „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”5. Folklor litewski
1

M. Trawińska Mazowsze Stare w świetle badań Oskara Kolberga…, s. 257.
M. Olechnowicz „Białoruś-Polesie”… (DWOK T. 52), s. V.
3 O. Kolberg O pieśniach litewskich. Melodie do „Pieśni litewskich”, „Dzwon Literacki”
1847, T. 3, z. 1–2, s. 93–107; przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu
fortepianowym cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372.
4 Brulion listu Kolberga do Jana Karłowicza z 1 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 24.
5 O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” 1879,
T. III, s. 167–230.
2

518

�zapisywał też w okolicach Augustowa, a materiały etnograficzne zamierzał
zaczerpnąć z publikacji wymienionych w obszernej bibliografii.
Nie udało się też Kolbergowi wydać wielu monografii regionów zamieszkiwanych przez polskie grupy etniczne, w tym opracowania dotyczącego
górali polskich. Kiedy badacz w 1857 roku odbywał sześciotygodniową
podróż w Tatry, a także do Szczawnicy, Czorsztyna i Krynicy1, nie myślał
jeszcze o wydawaniu monografii etnograficznej, rejestrował więc głównie
folklor muzyczny i był tam jego pierwszym badaczem. Z okolic Szczawnicy pochodzą też inne materiały terenowe Kolberga, takie jak opis wesela
ze szkicami strojów, sobótki i zwyczaju „Przeżegnania w Sobotę Kwietną”,
opublikowane w wydanej w XX wieku monografii Góry i Podgórze2. Nie
wiadomo jednak, czy zapisy te powstały w 1857 roku przy okazji badań nad
muzyką ludową, czy też podczas kolejnej podróży Kolberga w roku 1863.
Mimo że przy opisie metod stosowanych przez Kolberga w terenie wspomniano już o jego kontaktach z bacami i juhasami, raz jeszcze warto przypomnieć bezpośredni charakter tych badań oraz ich zasięg, co podnosił też
Tadeusz Strumiłło, pisząc: „Trzeba przy tej okazji podkreślić obejmowanie
przez Kolberga zasięgiem swych badań terenów czysto pasterskich – hal
wysokogórskich do jakich nawet dziś nie docierają jego następcy, ograniczający się do zbierania repertuaru wsiowego”3. Taka sama wielotygodniowa wyprawa, podczas której badacz miał dobry kontakt z informatorami
bezpośrednio w terenie, odbyta kilkanaście lat później mogłaby więc zaowocować materiałami porównywalnymi na przykład do tych z Pokucia.
Tymczasem do uzupełnienia planowanych w 1869 roku Górali polskich
(dla Podgórzan przewidziany był osobny tom)4 posłużyć miały publikacje,
których liczba była imponująca ze względu na ogromne zainteresowanie
badaczy góralszczyzną, żeby wymienić tylko niektórych, takich jak Ludwik
Kamiński, Wincenty Pol, Ludwik Delaveaux, Seweryn Goszczyński czy
1

Zob. E. Millerowa Kalendarium podróży… (DWOK T. 85/III), tam rok 1857.
O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), Wrocław-Poznań 1968, s. 122–152 (wesele
V), s. 94 (sobótka) i s. 91–93 (kwietna sobota).
3 T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” R. V: 1954, s. 11–12.
4 W roku 1869 Kolberg planował wydanie serii 18 Podgórze Krakowskie oraz serii 19 i 20
Górale polscy, zob. brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 64), s. 302–305; w 1873 pisał o dwóch tomach Górali tatrzańskich i jednym
Podgórzan, zob. brulion listu Kolberga do nieznanego adresata z 10 II 1873 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 441–442.
2

519

�Lucjan Siemieński. Kolberg posiadał też rękopisy innych zbieraczy, a wśród
nich opracowanie Bronisława Gustawicza z Rabki dotyczące między innymi
zwyczajów i zabobonów związanych ze świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocy, zawierające też pieśni obrzędowe1.
Gromadzenie zapisów innych autorów, obok bogatej bibliografii, fragmentów druków i odpisów z publikacji, było cechą charakterystyczną Kolberga-zbieracza. Większość tych opracowań przekazywali współpracownicy w celu ich wykorzystania w Ludzie, inne trafiały do Oskara „przy
okazji” i na zawsze już pozostawały w jego archiwum. Prawdopodobnie
wymieniony wyżej rękopis Gustawicza przeznaczony był ostatecznie do
publikacji w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Kolberg jako
przewodniczący Sekcji Etnologicznej Akademii Umiejętności brał udział
w przygotowaniu do druku prac etnograficznych do tego czasopisma i zapoznawał się z nimi bezpośrednio po przesłaniu przez autorów. Być może
jednak Gustawicz przekazał swoje materiały autorowi Ludu do jego użytku.
Przypomnieć też można wspomniane już manuskrypty Gustawa Gizewiusza
i Teobalda Klepaczewskiego. O otrzymaniu od Klepaczewskiego jego rękopisu Pogląd historyczny na zabobony w Polsce pisano tu przy okazji charakteryzowania monografii Wielkopolski. Natomiast Gizewiusz przekazał
swój manuskrypt Kazimierzowi Wójcickiemu z nadzieją na jego wydanie,
a ten ostatni oddał go Kolbergowi „do przeglądnięcia i redakcji”2. Autor
opracowania zawierającego około 400 pieśni z okolic Ostródy i Kraplewa
(z nazwiskami informatorów) zmarł w 1848 roku, a Kolberg rękopis zatrzymał, najpierw wykorzystując go częściowo w Pieśniach ludu polskiego
z 1857 roku, a później włączając go do przygotowanej przez siebie monografii poświęconej Mazurom3. Z opisanych już wcześniej względów na Mazurach własnych badań nie przeprowadził. Zapoznawał się z publikacjami,
1 Rkp. B. Gustawicza opisał Z. Jasiewicz „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w: Góry
i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. XV–XVI.
2 Brulion listu Kolberga do K. Cludiusa z 28 II 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64),
s. 576.
3 Wymieniony już wcześniej rkp. G. Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836 do 1840 roku został częściowo włączony
do monografii Mazury pruskie (DWOK T. 40), Wrocław-Poznań 1966; jego pełne wydanie
źródłowe zob. G. Gizewiusz Pieśni ludu znad górnej Drwęcy…, z rękopisu opracowała, wstępem i komentarzami opatrzyła D. Pawlakowa, Poznań 2000. W latach 2000–2001 staraniem
Ośrodka Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie ukazało się wydanie rękopisu
Gizewiusza pod takim samym tytułem w opracowaniu redakcyjnym W. Ogrodzińskiego.

520

�w tym z dziełem Maxa Toeppena1, które w części przetłumaczył, jednak
kluczowe dla monografii miały być prace Wojciecha Kętrzyńskiego. Zebrane przez autora Ludu materiały wysoko ocenił Władysław Ogrodziński, który we wstępie do wydanej w XX wieku monografii pisał: „Kolberg
jako pierwszy w polskiej publicystyce naukowej pokusił się na przełomie
lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX stulecia o zebranie w całość
dostępnej mu wiedzy etnograficznej i najcenniejszych zabytków folkloru
muzycznego Mazur”2.
Przez lata sądzono, że Kolberg był również posiadaczem rękopisu Józefa Lompy, zawierającego zbiór pieśni śląskich. Materiały tego ostatniego zaginęły w sposób zagadkowy, przekazywane kolejno różnym osobom
w celu ich wydania. Sam autor manuskryptu uważał, że przywłaszczył je
sobie Oskar, co jednak ostatecznie okazało się nieprawdą3. Lompa byłby
zapewne dla Kolberga najlepszym pośrednikiem w pozyskaniu materiałów
ze Śląska, ale zmarł w 1863 roku, a z powodu podejrzeń o zawłaszczenie
rękopisu być może nie zechciałby współpracować z autorem Ludu. Ten
ostatni natomiast dysponował wspomnianymi wcześniej zapisami bajek,
które zarejestrował w Woli Rasztowskiej na Mazowszu, niewielką liczbą
melodii oraz wypisami z publikacji, jednak własnych badań na tym terenie
z opisanych już powodów nie zdołał przeprowadzić. Pojechał wprawdzie
na krótko w 1871 lub 1872 roku do Cieszyna4, gdzie spotkał się z pastorem
Leopoldem Otto i Bogumiłem Hoffem, ale wizyta ta miała jedynie pomóc
w nawiązaniu kontaktów na Śląsku, nie wiadomo natomiast, czy Kolbergowi
udało się wówczas zdobyć jakieś informacje etnograficzne. Do planowanej
1 M.P. Toeppen Aberglauben aus Masuren, mit einem Anhange, enthaltend masurische
Sagen und Märchen, Danzig 1867.
2 W. Ogrodziński „Mazury Pruskie” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Mazury Pruskie
(DWOK T. 40), s. V.
3 Rkp. Józefa Lompy odnaleziony został w roku 1959 w zbiorach Edmunda Bojanowskiego,
badacza Śląska; rękopis wydał B. Zakrzewski, zob. J. Lompa, Pieśni ludu śląskiego ze zbiorów
rękopiśmiennych Józefa Lompy, wydał, skomentował i zarysem monograficznym poprzedził
B. Zakrzewski, Wrocław 1970. Bezpodstawne oskarżenia wobec Kolberga omówił M. Gładysz
we wstępie „Śląsk” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Śląsk (DWOK T. 43), Wrocław-Poznań
1965, s. IX–XI.
4 W itinerarium Kolberg wymienił podróż do Cieszyna w 1872 roku, zob. Wykaz podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706, jednak analiza innych dokumentów może
wskazywać, że odbył tę podróż już rok wcześniej, zob. E. Millerowa Kalendarium podróży…
(DWOK T. 85/III), tam rok 1871 i 1872.

521

�w 1886 roku podróży także już nie doszło. Kolbergowi zależało jednak na
opracowaniu monografii tego regionu, którego odrębność wielokrotnie
podkreślał, ale był świadomy, że nie zdoła już dokończyć swego dzieła.
Bogumił Hoff twierdził, że według Kolberga to właśnie on ma pracować
nad materiałami śląskimi1. Hoff był autorem monografii Lud cieszyński,
wydanej w 1888 roku, której tom pierwszy nosił tytuł Początki Wisły i Wiślanie, i miał podobno przygotowane rękopisy obejmujące materiały etnograficzne z okolic wsi Brenna i Istebna wraz z rycinami i fotografiami2, ale
nie zostały one opublikowane.
Natomiast z zebranych przez Oskara skromnych materiałów Seweryn
Udziela zdecydował się na opracowanie tych fragmentów, które dotyczyły
Górnego Śląska3. Wybrał je najprawdopodobniej dlatego, że stanowiły one
stosunkowo jednorodną całość. Z kolei wydawcy Dzieł wszystkich przyjęli
ogólny tytuł Śląsk, jako najbardziej odpowiadający zawartości tomu obejmującego materiały dotyczące zarówno Górnego, jak i w skromnej liczbie
Dolnego Śląska i Śląska Cieszyńskiego.
Pierwszą monografią wydaną w ramach edycji Dzieł wszystkich z materiałów pozostawionych w rękopisach było Pomorze (1965). Przyjęty
w tytule monografii termin miał obejmować wszystkie użyte przez Kolberga określenia. Józef Burszta, opierając się na jego notatkach, stwierdził: „Poza określeniem Kaszuby, które oznaczało znacznie szerszy niż dziś
teren, Kolberg używa różnorodnych i nieraz się pokrywających określeń:
Ziemia Pomorska, Tucholszczyzna, Ziemia Chełmińska, Michałowska, Toruńska itp. Powiśle zaś i Żuławy określa potocznie jako na nizinach”4.
Przywołane nazwy, podobnie jak w wielu innych wypadkach, świadczą
o stosowaniu przez Kolberga popularnych nazw historycznych. Sam podział
tych terenów nie był przedmiotem jego szczególnych studiów i miał chyba
raczej charakter przypadkowy. Istotna była etniczna odrębność Kaszubów
1

L.S.K. Bogumił Hoff, „Wisła” T. 8: 1894, s. 206; autor przywołuje wypowiedzi Hoffa, między innymi tę o zachęcaniu go przez Kolberga do pracy nad monografią Śląska: „Zajmij się gorliwie opracowaniem właściwości ludu śląskiego, dotąd odłogiem leżącego, i staraj się wypełnić
tę lukę w etnograficznej literaturze naszej”.
2 Tamże.
3 O. Kolberg, Szląsk Górny. Materiały etnograficzne, z papierów pośmiertnych wydał
S. Udziela, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” 1906, s. 140–212.
4 J. Burszta, „Pomorze” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. XX–XXI.

522

�i to ich dotyczy większość zgromadzonych przez niego materiałów. Jest
prawdopodobne, że na zainteresowanie się Kolberga Kaszubami wpływ
miała rozprawa Aleksandra Hilferdinga Ostatki Słowian na południowym
brzegu Bałtyckiego Morza1, którą Kolberg przełożył, i która została włączona w całości jako druga część wydanego w 1965 roku tomu. Naturalną
konsekwencją zamieszczenia w Pomorzu tekstu Hilferdinga jest fakt, że
monografia dotyczy także Słowińców (termin upowszechniony przez rosyjskiego badacza)2, nie wiadomo jednak, czy wymieniłby ich też Kolberg,
gdyby sam zdążył przygotować monografię.
Część pierwsza Pomorza zawiera materiały terenowe i wypisy Kolberga,
który badał te tereny w 1875 roku i odwiedził tam kilkanaście miejscowości na trasie od Torunia po Gdańsk i Sopot. Mimo że folklor muzyczny
nie jest przedmiotem niniejszego opracowania, należy zwrócić uwagę na
Kolbergowskie zapisy blisko 220 pieśni ludowych (w tym obrzędowych)
oraz kilkunastu pieśni szlacheckich i mieszczańskich. Stanowią one cenne
uzupełnienie dla materiałów Hilferdinga i zaprzeczenie dla przywołanych
przez autora Ostatków… słów: „Nigdy nie usłyszysz, aby Kaszuba śpiewał
cokolwiek”3. Pochodzą one z poświęconego Kaszubom rękopisu z 1820 roku,
którego autorem był protestancki duchowny Gottlieb Leberecht Lorek. Manuskrypt ten był często cytowany przez Hilferdinga. Ten ostatni z kolei
zamieścił w swoim opracowaniu około sześćdziesięciu pieśni bez melodii,
ale on również uważał Kaszubów za niemuzykalnych: „Pieśni – pisał –
śpiewają tylko nabożne (wyjęte z książeczek do nabożeństwa), oprócz tego
ślady piosenek dostrzegać się dają tylko w obrzędowych zaprosinach na
swadźbę […]. Ale przy innej okoliczności, prócz wesela, lud nie śpiewa. Nie
tańczy on także, w czym odróżnia się wielce od ludu wiejskiego polskiego
[…]. Dalej ku południowi, bliżej granicy narodowości wielkopolskiej, w kartuskim, a jeszcze bardziej kościerzyńskim powiecie, gdzie mowa kaszubska
miesza się z wielkopolską, lud z większą już śpiewa ochotą, ale pieśni jego
1

A. Hilferding Остатки славян на южном берегу Балтийского Моря, Sankt-Petersburg
1862; tegoż Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza, przełożył Oskar
Kolberg, w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 307–452.
2 Hilferdingowi przypisuje się jeśli nie wprowadzenie, to przynajmniej upowszechnienie
terminu „Słowińcy”. Obszerne studium tej grupy etnograficznej wraz z powołaniem na poglądy różnych autorów opracował M. Filip Od Kaszubów do Niemców. Tożsamość Słowińców
z perspektywy antropologii historii, Poznań 2021.
3 A. Hilferding Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza, przełożył
Oskar Kolberg, w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 344.

523

�są jeszcze urywkowe i uboższe treścią i śpiewnością od polskich”1. Twierdzeniu temu wydają się przeczyć zapisy Kolberga z północnej części Kaszub
(m.in. z Wielkiego Kacka), choć przyznać trzeba, że większość zarejestrowanych przez niego pieśni i tańców pochodzi z terenów południowych obszaru należącego do Kolbergowskiego Pomorza, będących obecnie częścią
województwa kujawsko-pomorskiego.
Niewielki obszar na mapie polskich terenów etnicznych został określony
przez wydawców Dzieł wszystkich jako Tarnowskie-Rzeszowskie. Tytuł
zgodny jest z planami Kolberga, który w swoich zbiorach miał też tekę
przeznaczoną dla tego właśnie regionu2, o którego wyodrębnieniu Józef
Burszta pisał: „Dla wydzielenia zaś regionu przyjmował zapewne kryteria
fizjograficzne i etniczne, nie kierując się podziałem na większe od powiatów
jednostki administracyjne. Nie brał też pod uwagę względów ściśle kulturowych […]. Łatwo zauważyć, że jest to teren wydzielony dość sztucznie.
Niewątpliwie znaczna część Tarnowskiego ciąży do Krakowskiego i kulturowo zlewa się z nim całkowicie. Rzeszowskie natomiast stanowi wyraźny
obszar przejściowy do terenów wschodnich, polsko-ruskich i ruskich”3. Po
raz pierwszy materiały Kolberga z tego regionu wydał Seweryn Udziela
w 1910 roku4, jednak wykorzystał on jedynie zapisy z teki Tarnów-Rzeszów, podczas gdy źródła do tej monografii były już wówczas rozproszone
w kilku innych zespołach rękopiśmiennych.
W materiałach Kolberga najlepiej udokumentowana została kultura
ludowa regionów etnicznie polskich oraz wschodnich rubieży Rzeczypospolitej. Ale przedmiotem zainteresowań badacza były obszary całej Słowiańszczyzny, także południowej i zachodniej (Łużyce, Czechy i Słowacja,
Słowenia oraz Chorwacja). W roku 1857 odbył podróż na południe, której
czasu trwania i przebiegu nie udało się dokładnie ustalić. Z zachowanych
dokumentów wynika, że nie mogła ona być dłuższa niż kilka tygodni. Sam
1

Tamże, s. 353–354.
Teka Tarnów-Rzeszów znajduje się w zespole rękopisów należących do Arch. PTL
i oznaczona jest numerem 15.
3 J. Burszta, „Tarnowskie-Rzeszowskie” Oskara Kolberga w: Tarnowskie-Rzeszowskie
(DWOK T. 48), s. VIII.
4 O. Kolberg Tarnów-Rzeszów. Materiały etnograficzne, wydał S. Udziela, „Materiały
Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. 11: 1910, s. 116–323.
2

524

�Kolberg pisał: „W Lublanie (Lajbach), Trieście i Wenecji zbyt krótko bawiłem, zbyt świeżo je opuściłem, ażebym o muzykalności tych stron dokładne
dać już mógł wyobrażenie”1. Natomiast w późniejszych dokumentach oraz
w liście do młodego wówczas badacza Słowiańszczyzny Friedricha Salomona Kraussa (1859–1938) znajdujemy też wzmianki o pobycie Kolberga
w Zagrzebiu i Primoriu2. Trudno jednak precyzyjnie określić czas jego pobytu w Słowenii i Chorwacji, z pewnością jednak był on zbyt krótki, aby
przeprowadzić tam gruntowniejsze badania. Wiadomo natomiast, że podczas podróży Kolberg zatrzymał się w Wiedniu i bardzo prawdopodobne,
że tam właśnie w zbiorach bibliotecznych, a nie w terenie, pozyskał wiele
informacji. W pozostawionych przez Kolberga rękopisach i drukach, które
opublikowane zostały współcześnie w tomie Słowiańszczyzna południowa3, znalazły się głównie pieśni i melodie, pochodzące zarówno z literatury jak i z badań własnych, oraz materiały dotyczące muzyki ludowej,
a wśród nich teksty, w których badacz wspomniał o historii kształtowania
się świadomości narodowej Serbów i Słoweńców4. W dorobku Kolberga dotyczącym Słowiańszczyzny południowej niewątpliwie na uwagę zasługuje
obszerne studium etnograficzne Obrazy Słowiańszczyzny południowej
publikowane w „Gazecie Polskiej” w latach 1871–18725, a więc w okresie,
gdy realizował już on cykl monografii regionalnych i „na ich marginesie
pragnął zainteresować społeczeństwo polskie sytuacją etniczną i kulturą
południowych pobratymców”6. Jak pisał współczesny serbski badacz, Nicola Pavković, „Oskar Kolberg w Obrazach… przedstawił polskiemu czytelnikowi rozległą mozaikę narodowościową począwszy od Triestu i Boki
1 O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń d. 11 września 1857 w: tegoż Pisma muzyczne
cz. II (DWOK T. 62), s. 363; pierwodruk: „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26, s. 205.
2 Brulion listu Kolberga do F.S. Kraussa, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 361.
3 O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III. Słowiańszczyzna południowa cz. III (DWOK T. 59/III).
4 Mowa o tekście Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych, rkp. Kolberga, Arch.
PTL, teka 39, sygn. 1344, k. 20–21 i artykule Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian
południowych, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 193–196 (rękopis nie zachował się); zob. O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 586–591 i 563–567; przedruk: tegoż Materiały do
etnografii Słowian… cz. III (DWOK T. 59/III), s. 287–291 (tam bez pieśni) i s. 291–296.
5 O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny Południowej w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK
T. 63), s. 26–258; pierwodruk: „Gazeta Polska” 1871, nr 77–87; 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110,
133–136, 176–179.
6 J. Burszta „Studia, rozprawy i artykuły” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg, Studia, rozprawy..., s. XVII.

525

�Kotorskiej od zachodu i południa aż do Banatu na wschodzie. Z wyjątkiem
Słoweńców, większość przedstawionych przez niego grup etnicznych łączył wspólny język, którzy jedni nazywali serbskim, inni chorwackim”1.
Kolberg wymienił tam szereg grup etnicznych, podał krótkie charakterystyki ich cech fizycznych, opisy obrzędów, zwyczajów, informacje o ubiorze,
wzmianki o językach oraz niewielką liczbę pieśni z zapisami nutowymi,
które stanowią jedynie uzupełnienie pozostałych materiałów. Jego studium
ma charakter kompilacyjny i oparte jest na publikacjach historyczno-etnograficznych, do których w dużej części dotarł prawdopodobnie już podczas
swojej podróży.
Obszar Słowiańszczyzny zachodniej poza Polską to tereny, na których
Kolberg badań nie prowadził. Nie licząc jego nauczyciela muzyki w czasach wczesnej młodości, Vettera, nie miał on żadnych bezpośrednich
kontaktów z Łużycami i Łużyczanami. W swoim archiwum zgromadził
jednak pewien zasób materiałów dotyczących tego terenu 2. Są to przekłady i wypisy ze zbioru Smolerja Pjesnički hornych a delnych Łužiskich
Serbow, własne notatki językowe i bibliograficzne oraz najcenniejszy
zespół kilkunastu rękopisów z lat 1826–1827 (liczących razem 87 kart)
związanych z pobytem na Łużycach wspominanego już slawisty Andrzeja
Kucharskiego. Skromny z kolei dorobek w zakresie badań nad kulturą ludową Czech i Słowacji, na który składają się jedynie artykuły dotyczące
pieśni 3, jest wynikiem nie tylko ograniczonego kontaktu Kolberga z tymi
terenami. Powstały one w okresie, gdy głównie melodia była przedmiotem jego badań w celu „oznaczenia i wykazania charakteru muzyki
słowiańskiej” 4. W miarę upływu czasu coraz bardziej koncentrował się
na badaniach nad całą w jego rozumieniu kulturą ludową dawnej Rzeczypospolitej, ze szczególnym uwzględnieniem jej terenów wschodnich.
Ale muzyka, od której rozpoczął swoją zbieracką działalność, w dalszym
1 N. Pavković Serbski lud w opisach Słowian południowych Oskara Kolberga, w: Ja daję
właśnie materiał…, s. 213.
2 Zob. O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. I. Łużyce (DWOK T. 59/I).
3 O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284; przedruk:
Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym… (DWOK T. 67/I, s. 373– 401). O melodiach słowackich Kolberg wypowiadał się w artykule Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–505; przedruk: Pisma muzyczne..., s. 583–586.
4 A.J.S. [A.J. Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”1841, T. 1,
s. 163.

526

�ciągu pozostawała przedmiotem jego studiów i wielkiej pasji, o czym pod
koniec życia pisał:
[…] nakazuje mi to moja muzykalna natura, która mnie do tej sztuki ciągnęła,
jak szewca do kopyta, a której się podobno już do końca życia pozbyć nie będę
mógł1.

Podsumowanie
Kiedy Kolberg w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia zdecydował się na przedstawienie obrazu kultury ludowej z terenów całej
przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, miał już za sobą wiele lat doświadczeń
terenowca, jedynego na tak ogromną skalę badacza muzyki ludowej. Jego
pierwsze, spontaniczne piesze wycieczki w okolice Warszawy szybko musiały przekształcić się w zaplanowane podróże etnograficzne. Wymuszały
to panujące wówczas warunki polityczne, ograniczające swobodne przemieszczanie się nie tylko między zaborami, ale też w samym Królestwie.
Stosunki społeczne z kolei powodowały oczywistą trudność w dotarciu
do nieufnego chłopstwa. Kolberg odbywał więc swoje podróże do określonych miejscowości, w których mógł skorzystać z gościnności osób zaprzyjaźnionych, znajomych bądź ich rodzin. Dzięki pośrednictwu swoich
gospodarzy miał ułatwiony kontakt z miejscowymi informatorami. Stacjonowanie w poleconych domach pozwalało mu także na ograniczenie wydatków na podróże, które przez wiele lat pochodziły z jego prywatnych
środków. W planowanych przez Oskara wyprawach dużą rolę odgrywały
więc względy praktyczne, których również według współczesnych badaczy
nie należy lekceważyć, ale które powodowały jednocześnie pewne niedogodności. .
Wybór miejscowości, do których podążał Kolberg, z czasem nazwanych
przez niego stacjami badawczymi, nie był dowolny, lecz uwarunkowany
właśnie możliwością skorzystania z czyjejś gościny. Ze swojej stacji mógł docierać, niejednokrotnie pieszo, do innych pobliskich wiosek, ale liczba tych
wypraw była w danym regionie ograniczona. Mimo to na wielu obszarach
1 Brulion listu Kolberga do F.S. Kraussa z 10 XII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 392.

527

�udało mu się stworzyć rodzaj „siatki” punktów badawczych, z których materiały stawały się później reprezentatywne dla opisu całego regionu.
Jak wspomniano informatorzy Kolberga pozyskiwani byli często dzięki
pośrednictwu goszczących go osób. Była to więc zwykle przywoływana
do dworu miejscowa służba, zatem sporządzone przez badacza zapisy bywały często relacją z opisywanych zwyczajów i obrzędów, odtworzoną we
dworze, a nie wynikiem jego bezpośredniego uczestnictwa w konkretnych
wydarzeniach związanych z życiem wsi. Ale tak zorganizowane badania
stawały się niekiedy jedynym sposobem na uzyskanie jakichkolwiek informacji od nieufnej i podejrzliwej ludności wiejskiej. Nie można jednak
pominąć bezpośrednich kontaktów Kolberga z informatorami, jak choćby
te na halach górskich, czy wspominane przez niego wizyty „w brudnej izbie,
przy obawie o własną skórę”1, które pozwalają mówić o badaniach stricte
terenowych.
Podczas pracy w terenie badacz rzadko zapisywał nazwiska śpiewaków,
grajków, opowiadaczy, co przełożyło się (poza nielicznymi wyjątkami) na
brak takich wzmianek w monografiach. Pomijanie tych informacji nie było
wówczas niczym niezwykłym. Informatorów traktował, zgodnie z duchem
epoki, jako anonimowych twórców i odtwórców folkloru, widział w nich
przedstawicieli ludu, zbiorowego nosiciela tradycji. Nie datował też zazwyczaj swoich zapisów, natomiast dużą wagę przywiązywał do not lokalizacyjnych. W druku wykazują one czasem odstępstwa od zanotowanych
w rękopisach, wynikające przede wszystkim z różnic między miejscem pochodzenia zapisu a miejscem jego sporządzenia, skorygowanym na przykład na etapie prac redakcyjnych. Zachowane rękopisy wskazują, że nie
stosował też żadnych kwestionariuszy, lecz zapisywał informacje ad hoc.
Jedynie kontaktując się korespondencyjnie ze swoimi współpracownikami
(z Przybysławskim na Pokuciu czy Korbasińskim na Mazowszu2), przesyłał
konkretne pytania.
Współpracowników, którzy nadsyłaliby materiały do monografii poszczególnych regionów, badacz zamierzał pozyskać poprzez publikację listu
otwartego w „Bibliotece Warszawskiej”. Jednak cel ten został osiągnięty
1

To wspomnienie Kolberga było już obszerniej cytowane przy opisie jego badań terenowych, zob. list Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 74.
2 Materiały dostarczane przez Przybysławskiego i Korbasińskiego zostały omówione wcześ­
niej przy opisie monografii Pokucia i Mazowsza.

528

�głównie dzięki podróżom do stacji badawczych. Współpracownikami,
a częściej współpracowniczkami stawały się żony i córki gospodarzy, ale
także miejscowi miłośnicy folkloru. To oni pomagali często w gromadzeniu
materiałów, a po wyjeździe Kolberga nadal nadsyłali potrzebne do monografii informacje i uzupełnienia. W znacznym więc stopniu zrealizowali cel,
który badacz chciał osiągnąć, zamieszczając w czasopiśmie list zawierający
jego program badań całej kultury ludowej.
Już podczas najwcześniejszych podróży etnograficznych Kolberg zwrócił
uwagę na inne, poza folklorem muzycznym, aspekty kultury oraz fakt, że
zapisywana przez niego pieśń osadzona jest w konkretnej sytuacji wykonawczej, na przykład towarzyszy obrzędowi. Wkrótce więc także obrzędy
i zwyczaje, a z czasem wierzenia oraz elementy kultury materialnej stały
się przedmiotem jego zainteresowań. Ale publikując w 1865 roku Sandomierskie, w którym pisał o nowej koncepcji wydania swoich materiałów
„prowicjami, to jest oddzielnemi cząstkami w sobie zamkniętemi, bo zawierającemi wszystkie w tych prowincjach zebrane pieśni, obrzędy i muzykę” 1,
dysponował jeszcze głównie zapisami folkloru muzycznego, zgodnie zresztą
z cytowaną wypowiedzią. W dalszej jej części wskazywał jednak na konieczność zgromadzenia także innych informacji2.
Kolberg włączał więc kolejne elementy opisu etnograficznego do następnych monografii, posiłkując się często materiałami współpracowników
i odpisami z publikacji, ze świadomością, że zebranie przez niego pełnej
dokumentacji przekracza siły i możliwości jednego człowieka. W Kujawach, w których obok folkloru muzycznego znalazło się ponad czterdzieści
opowieści ludowych, zamieścił obszerniejszy już znacznie opis kraju i ludu,
ale dopiero zawartość Krakowskiego uznać można za w pełni zgodną z zastosowanym tytułem Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania,
przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Temu niewielkiemu obszarowi poświęcił jedną z obszerniejszych publikacji. Bogato
udokumentowana została też kultura Wielkopolski, choć obszar, którego
dotyczy siedmiotomowe opracowanie, był nieporównywalnie większy,
obejmował bowiem, jak zresztą wskazywał tytuł, całe Wielkie Księstwo
Poznańskie.
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6.
Chodzi o cytowany już wcześniej fragment wstępu do Sandomierskiego: „By obraz uczynić kompletnym, należałoby dołączyć doń…”, tamże, s. 7–8.
2

529

�Kolejne monografie były już ograniczone objętościowo, ale też terytorialnie. Wydawane później Lubelskie, Kieleckie i Radomskie prezentowały jednak stosunkowo jednorodny układ treści i zawartość materiałową
odpowiadającą tytułowi. Podobny układ miało mieć również Kaliskie, ale
Kolbergowi udało się wydać tylko pierwszą część. Dla Łęczyckiego przeznaczył już tylko jeden wolumin.
Ogrom dokumentacji zgromadzonej (choć ostatecznie tylko częściowo
wydanej) dla terenów Mazowsza i bogate materiały etnograficzne z Pokucia
znalazły odzwierciedlenie w kolejnych obszernych monografiach wydanych w ramach Obrazów etnograficznych. W przypadku edycji Mazowsza
niebagatelne znaczenie miało też finansowe wsparcie Kasy im. Józefa Mianowskiego, która mimo problemów z cenzurą i nie bez licznych ponagleń
ze strony Kolberga sfinansowała jednak druk publikacji. Natomiast obfite materiały dotyczące różnych obszarów ukraińskich udało mu się, poza
wspomnianym Pokuciem, wydać już tylko w części w tomach Chełmskie
i Przemyskie, których opracowanie zakończono już po jego śmierci.
Jak można wnosić z przeprowadzonej wcześniej analizy poszczególnych
monografii, zawartość materiałów etnograficznych różniła się w poszczególnych publikacjach. W opisach kraju Kolberg wyliczał ważniejsze miejscowości wraz z krótkimi wzmiankami dotyczącymi ich historii, ale jeszcze
w Kujawach takich informacji brak, a zamiast nich można odnaleźć tam
między innymi charakterystykę gleb. Natomiast w Krakowskiem rozdział
ten dotyczy praktycznie tylko samej stolicy tego niewielkiego Kolbergowskiego regionu i zawiera, poza opisami historycznymi i geograficznymi,
podania, legendy i przysłowia związane z miastem. Także później, w monografiach ukształtowanych już według stałego schematu, zamieszczane
tam wiadomości mają różnorodny charakter, na przykład w Kieleckiem
znalazły się informacje o złożach naturalnych, a w Poznańskiem, podobnie
jak w Krakowskiem – podania i legendy lub wzmianki o nich. W rozdziałach „Lud” Kolberg starał się scharakteryzować cechy fizyczne oraz cechy
charakteru, zwracał uwagę na wady i zalety mieszkańców regionu, ale włączył tu także zagadnienia z zakresu kultury społecznej (stosunki społeczne,
status materialny), a przede wszystkim opis kultury materialnej (ubiór, żywność, chaty, zagrody, sprzęty, naczynia, zajęcia gospodarskie, rzemieślnicze,
służba we dworach). W tej części poza opisem rdzennych mieszkańców
wspominał też o innych grupach, na przykład narodowościowych czy wyznaniowych, zamieszkujących dany region.
530

�Opisy zwyczajów i obrzędów także nie od razu były stałym elementem
w edycji Ludu. W pierwszej monografii (Sandomierskie) brak w ogóle rozdziału „Zwyczaje”, natomiast po „Obrzędach” (zawierających jedynie opis
wesel) Kolberg poświęcił odrębny rozdział sobótce, definiując ją jako jeden
z „najdawniejszych obrzędów” i „zwyczaj”1 jednocześnie. W następnych
monografiach zamieszczał już rozdział „Zwyczaje” (a wśród nich sobótkę)
zawsze przed „Obrzędami”. Jednak jeszcze w Kujawach opis zwyczajów
był dość ubogi i dopiero w Krakowskiem ułożony był w porządku kalendarzowym, począwszy od Wigilii Bożego Narodzenia. Osobny rozdział
poświęcony był obyczajom żniwnym, które w różnych regionach miały
różne nazwy (żniwa, wyżynek, wieniec, okrężne) i które Kolberg wyraźnie odróżniał od zwyczajów dorocznych i obrzędów rodzinnych. Te ostatnie (wesela, chrzciny i pogrzeby) od początku stanowiły jeden z najważniejszych rozdziałów Ludu, przy czym opisów chrzcin i pogrzebów jest
znacznie mniej niż opisów wesel. Wesela odgrywały specjalną rolę w życiu
mieszkańców wsi i były znacznie bogatsze w różnorodne elementy obrzędu. Dlatego opisów wesel znajdziemy w poszczególnych monografiach
od kilku do kilkunastu, co daje sumę stu szesnastu we wszystkich tomach
Ludu i Obrazów etnograficznych, włączając w to Przemyskie. Podobnie
jak w obrzędy polne, wesela były przedmiotem zainteresowań Kolberga
na długo przed podjęciem edycji monografii. Z początku uwagę badacza
zwracały głównie pieśni i melodie im towarzyszące. Jednak z czasem opisy
obrazowały przebieg całej uroczystości, począwszy od swatania młodych
i zaręczyn po ostatni dzień wesela, przenosiny młodej do domu małżonka
i wywód (błogosławieństwo w kościele) nowo zaślubionej. Nie brak też
informacji wykraczających poza sferę obrzędową. Dotyczą one na przykład
kosztów wesela, wysokości posagu lub przyszłego statusu młodych i ich
rodziców po zaślubinach.
Zebrane przez badacza materiały dotyczące sfery wierzeniowej obejmują szeroki zakres zagadnień, takich jak przesądy, gusła, wróżby, ludowa
wizja żywiołów, wyobrażenia o istotach nadprzyrodzonych, początku świata, o zwierzętach, roślinach, chorobach, wiedzę o lekach itd. Już w Sandomierskiem w „Przypisach” Kolberg zamieścił krótki podrozdział: „Przesądy, gusła, zabobony”, a w Kujawach zagadnienia te omówił dość skąpo
w opisie „Ludu”. Natomiast w następnych monografiach obowiązywał już
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 108.

531

�zwykle tytuł „Świat nadzmysłowy”, a materiały dotyczące tej tematyki
były niekiedy na tyle bogate, że przeznaczony był dla nich oddzielny tom
(Krakowskie, Poznańskie i niewydany za życia Kolberga wolumin Mazowsza).
Zawarte w monografiach materiały etnograficzne są zróżnicowane źródłowo i chronologicznie. Część z nich stanowią zapisy własne Kolberga,
w tym rękopisy terenowe, zawierające głównie opisy obrzędów, strojów,
sprzętów i notatki językowe, ale także liczne rysunki i szkice, sporządzone
podczas podróży odbytych niekiedy wiele lat wcześniej niż wydane drukiem tomy. Ich uzupełnieniem są materiały nadsyłane bądź przekazane
przez osoby trzecie. Składały się na nie zarówno drobne wzmianki lub zapisy jednej zaledwie lub kilku pieśni, jak i obszerne opracowania dotyczące
określonego zagadnienia, a nawet niewielkie prace monograficzne dotyczące jakiegoś obszaru. Kolberg przed drukiem dokonywał w nich niekiedy
drobnych zmian redakcyjnych, pomijał niezwiązane z tematem fragmenty,
bądź uzupełniał własnymi informacjami zdobytymi w czasie badań. Równolegle z tymi pracami badacz prowadził kwerendy biblioteczne i zapoznawał się z najróżniejszego rodzaju publikacjami, zarówno dawnymi, jak
i jemu współczesnymi. Dla not bibliograficznych przeznaczył odrębną tekę,
ale znaleźć je można także wśród materiałów regionalnych razem z odpisami z literatury i fragmentami czasopism czy kalendarzy. Wykorzystane
prace naukowe i popularne pochodzą głównie z XIX wieku, ale nie brak też
cytatów i odwołań do publikacji znacznie starszych, sięgających XVI wieku.
Dodać też trzeba, że Kolberg ogromną wagę przywiązywał do materiału
ilustracyjnego, którego wartość dokumentacyjną bardzo cenił. Z czasem
ograniczał jednak liczbę rycin w kolejnych tomach ze względu na wysokie
koszty ich druku.
Zawartość monografii była poddawana ocenie jeszcze za życia autora.
Wspomniano już recenzentów poszczególnych tomów: Smoleńskiego, Karłowicza, Łopacińskiego oraz Frankę i Neymanna. Największym krytykiem
dzieła Kolberga był jednak historyk literatury i etnograf, Henryk Biegel­
eisen. W 1886 roku zamieścił w „Bibliotece Warszawskiej” recenzję wszystkich wydanych do tego czasu serii Ludu1. Dość szczegółowo opisał zawartość poszczególnych monografii, zwrócił uwagę na stopniową ewolucję
1 H. Biegeleisen [Recenzja] w: Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne, „Biblioteka Warszawska” 1886, T. 4, s. 431–441.

532

�wydawnictwa i pozytywnie ocenił opisy obrzędów weselnych i ubiorów.
Zarzucił natomiast publikacjom, że „Wiadomość podana przelotnie w jakiejś niesumiennej gazecie stoi tu na równi z wynikami długoletnich badań
i obserwacji najlepszych znawców ludu”1, na co Kolberg odpowiadał:
Przytaczamy te zestawienia dlatego, że niemal w każdej, choćby najlichszej broszurze może się znaleźć dla etnografa lub uprawiacza innej gałęzi wiedzy ziarno
zdrowe i wielce pożyteczne, byle je tylko chciał i umiał tam odszukać2.

Biegeleisen ostatecznie uznał, że: „[...] plon i zakres pracy Kolberga zyskał na wielostronności; ale do wszechstronnego objęcia i poznania ludu
jeszcze daleko”3. Wysnuł ten wniosek, porównując zawartość monografii
z kwestionariuszem Romana Zawilińskiego, choć i temu ostatniemu zarzucił zbyt małe zainteresowanie „stroną ekonomiczną i socjalną wsi”4. Warto
jednak wspomnieć, że instrukcje Zawilińskiego ukazały się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych5, po opublikowaniu osiemnastu woluminów Ludu
i czterech tomów Obrazów etnograficznych. Kolberg natomiast rozpoczynał wydawanie monografii ponad dwadzieścia lat wcześniej, nie dysponując praktycznie żadnym wzorcem i opierając się na własnym programie
przedstawionym w liście otwartym, którego inspiracją mógł być memoriał
Hugona Kołłątaja.
Kwestię braku jakiegokolwiek wzorca poruszył recenzent dzieła Kolberga, Ludwik Krzywicki, któremu w Ludzie i Obrazach etnograficznych
również nie spodobały się liczne wypisy z literatury oraz brak „antropologii
duchowej lub raczej artystycznej”. Krzywicki pisał jednak: „Kolberg zabrał
się do ludoznawstwa nie z celem z góry powziętym, lecz był wciągany zwolna różnemi okolicznościami, bez odpowiedniego przygotowania naukowo-zawodowego. Dzisiaj brak takich studiów przedwstępnych daje się mniej
odczuć, niż dawniej. Liczne kwestionariusze, wypracowane przez najlepsze
1

Tamże, s. 437.
Rkp. Kolberga w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 12–18 (druga wersja: tamże:
k. 20–21) opublikowany jako Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 395.
3 H. Biegeleisen [Recenzja]…, s. 434.
4 Tamże.
5 R. Zawiliński opublikował broszurę Wskazówki do zbierania właściwości ludowych,
wydaną w Krakowie w 1886 roku, a następnie artykuł O sposobie gromadzenia materiałów
etnograficznych, „Wisła” 1887, T. 1, s. 3–8, 43–48, 83–86 i 123–126.
2

533

�siły naukowe w tym lub innym języku, od razu stawiają zbieracza na właściwym gruncie i powstrzymują go od manowców”1.
Nie można jednak pominąć wkładu samego Kolberga w wypracowanie
metodologii kształtującej się etnografii. Przyjęty przez niego wewnętrzny
układ monografii, złożony ze stałych rozdziałów zawierających opis kraju,
zwyczajów i obrzędów, pieśni powszechne z balladami, pieśni szlacheckie,
tańce, wierzenia, bajki oraz inne teksty ludowej literatury, opis gier i materiały dotyczące języka, spowodował, że mówić można o wykreowaniu przez
niego modelu monografii regionalnej.
Józef Burszta, analizując rożne modele monografii etnograficznej, wyróżnił model tradycyjny (antykwaryczny), złożony z elementarnych opisów
poszczególnych dziedzin kultury, bez podejmowania prób ich interpretacji2.
Odpowiada mu typ monografii prezentowany w Ludzie i w Obrazach etnograficznych, których wartość polega na uporządkowaniu „materiału źródłowego do dalszych badań typu już systematycznego czy syntetycznego”3.
Taki był zresztą cel autora, zgodny z jego poglądami na temat swojej roli
w kształtującej się wówczas etnografii. W 1865 roku pisał:
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu
swego świadomą; potrzeba do niej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc
i moja praca niczym jeszcze prawie innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków
przejść będzie mogło4.

Stanowisko takie prezentował także w latach późniejszych, gdy jego koncepcja co do sposobu wydawania Ludu była już w pełni ukształtowana.
W roku 1886 w trakcie dyskusji nad tekstami pieśni ludowych stwierdził:
Przedmiot, którym ja się zajmuję, jest dopiero początkiem i niejako wstępem do
tego, co ma być stworzonym [...]. Ja daję właśnie materiał do tych wszystkich
prac i mam go dużo jeszcze w tece”5.
1

L. Krzywicki Oskar Kolberg, „Prawda” R. 10: 1890, nr 24, s. 279.
J. Burszta Dwa modele etnograficznej monografii wsi, „Lud” 1969, T. 53, s. 147–163.
3 Tamże, s. 161–162.
4 List O. Kolberga do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 116.
5 O. Kolberg Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego pt. „Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej?”, „Archiwum do Dziejów Literatury
2

534

�Układ i zawartość materiałów publikowanych w Ludzie i Obrazach…
wpłynęły bez wątpienia na prace innych autorów współpracujących z Akademią Umiejętności i wydawanych w jej organie – „Zbiorze Wiadomości
do Antropologii Krajowej”. Przygotowane były według wymogów obowiązujących wówczas w kręgu Sekcji Etnologicznej, której Kolberg był przewodniczącym. Wymienić tu można artykuły wspomnianego już księdza
Władysława Siarkowskiego, ale także Aleksandra Petrowa1, Stanisława
Ciszewskiego2, Seweryna Udzieli3 i innych. Elżbieta Jaworska stwierdziła
wręcz, że od samego początku działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej (w ramach której działała Sekcja Etnologiczna) odzwierciedlała
Kolbergowską koncepcję gromadzenia i wydawania materiałów i że to ona
zdecydowała o typie badań dominującym w drugiej połowie XIX wieku
i poglądach ludoznawców na rolę etnografii4.
Publikacje Kolberga wyróżniała spośród prac innych badaczy ogromna
liczba zapisów nutowych, zgodnie z głównym nurtem jego zainteresowań.
Folklor muzyczny stanowił bowiem w jego rozumieniu element etnografii,
a dopiero z czasem stał się przedmiotem badań nowej dyscypliny – etnomuzykologii. Duża liczba pieśni w monografiach sprowokowała Ludwika
Stommę do sformułowania przesadnego twierdzenia, że „[…] 80% tekstu
zajmują antologie radosnych śpiewek, nieraz z nutami”5, przy czym słowo
„nieraz” należałoby zastąpić terminem „zwykle” lub „często”. Tylko częściowo można też zgodzić się ze zdaniem Stommy na temat braku wiadomości
o stosunkach społecznych w Ludzie i w Obrazach etnograficznych, gdyż
jak z powyższych analiz monografii wynika, problemy te były podejmowane w stopniu, w jakim stawały się przedmiotem badań kształtującej się dopiero nauki. W czasach, gdy Kolberg rozpoczynał swoją działalność, a także
jeszcze długo później, zagadnienia te nie wchodziły w zakres ludoznawstwa.
i Oświaty w Polsce”, T. 5, Kraków 1886, s. 162–164; przedruk: Tegoż Studia, rozprawy i artykuły..., s. 416–418.
1 A. Petrow Lud Ziemi Dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje, obrzędy, pieśni,
przysłowia, zagadki itp., „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. II: 1878, s. 3–182.
2 S. Ciszewski Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa w pow. olkuskim, ,„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. X: 1886, s. 187–336, t. 11, s. 1–129.
3 S. Udziela Materiały etnograficzne z miasta Ropczyc i okolicy, „Zbiór Wiadomości do
Antropologii Krajowej” T. X: 1886, s. 75–156.
4 E . Jaworska, Działalność Komisji Antropologicznej AU, w: Dzieje folklorystyki polskiej
1864–1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 147–148.
5 L. Stomma Polskie złudzenie narodowe, Poznań 2006, s. 57.

535

�Sprawami społecznymi wsi zaczęto interesować się dopiero w dobie pozytywizmu, ale i wówczas wykraczały one poza krąg zainteresowań kształtującej się jeszcze etnografii. Jednak uważna lektura fragmentów dotyczących
pożywienia (w tym potraw weselnych), ubiorów i wnętrza chaty pokazuje
wyraźnie bardzo niski status materialny mieszkańców wsi. Natomiast zapisane w rękopisach, a nie zawsze opublikowane przez Kolberga pieśni wcale
nie ukazują jedynie wsi „spokojnej i wesołej”. Teksty o biedzie, sierotach,
żonach pobitych przez męża, synowych dręczonych przez teściową, o synach zaciągniętych do carskiego wojska i poległych, czy wreszcie pieśni
odnoszące się do innych narodowości i wyznań, w tym wyraźnie antysemickie, znaleźć można w każdej prawie monografii oraz w rękopisach.
Poza wspomnianym Józefem Bursztą czy Mieczysławem Optołowiczem
także wielu innych badaczy XX i XXI wieku doceniło wartość prac Kolberga. Jerzy Damrosz określił Lud jako „niewyczerpane źródło wiedzy o kulturze polskiej i jej korzeniach regionalno-ludowych”1. Ten sam autor zwrócił
uwagę na problem regionalizacji ziem Rzeczypospolitej, który choć nie był
bezpośrednim przedmiotem analiz Kolberga, musiał zostać przez niego podjęty. Monografie dokumentują bowiem kulturę określonego ich tytułami
terenu, który uznajemy za wyznaczony przez Kolberga region etnograficzny. Zasięgi terytorialne tych regionów są bardzo różne, gdyż monografie
obejmują zarówno stosunkowo niewielkie tereny, zasadniczo pokrywające
się z obszarem jednego lub dwóch powiatów, jak i ogromne makroregiony.
Wyodrębnione one zostały według różnych kryteriów: administracyjnego, historycznego, geograficznego i etnograficznego. Podział ten „[…] choć
bardzo prowizoryczny z naszego punktu widzenia – pisał Jerzy Damrosz
– był wówczas pierwszą w nauce polskiej próbą usystematyzowania przestrzennego polskiej kultury ludowej w dawnych granicach państwowych”2,
a w dalszej części swej wypowiedzi dodawał, że „[…] wprowadzenie przez
Kolberga różnych kryteriów wydzielania regionów, w tym kryterium geograficznego, na tak wielką skalę, było niewątpliwie novum w naszej etnografii”3. I choć regionalizacja zastosowana przez autora Ludu i Obrazów
etnograficznych oparta była najczęściej na podziałach administracyjnych,
geograficznych i historycznych, to kryterium etnograficzne było dla niego
1

J. Damrosz, Ojczyzna i jej regiony (region, regionalizm, edukacja lokalno-regionalna
i etniczna), Płock-Warszawa 2007, s. 143.
2 Tamże, s. 138.
3 Tamże, s. 139.

536

�niezwykle istotne. Za jedne z najważniejszych cech regionalnych uważał
dialekt i ubiór, a także cechy fizyczne i psychiczne ludu, co stanowiło specyfikę ówczesnej etnografii, oraz obrzędy, pieśni i inne gatunki folkloru,
wierzenia, muzykę i tańce. Zdawał też sobie sprawę z faktu, że zjawisk
kulturowych nie można zamknąć w ściśle określonych granicach. Zasługa
Kolberga polega więc na samym wprowadzeniu materiału etnograficznego
jako czynnika równie istotnego w dziedzinie regionalizacji i świadczącego
o odmienności regionu oraz na próbie przestrzennego uporządkowania różnych aspektów kultury. Opisując konkretny region, Kolberg koncentrował
się na dokumentowaniu kultury rdzennych mieszkańców danego terytorium, dlatego wiadomości o mniejszościach etnicznych mają charakter marginalny. Wymienił też w monografiach wszystkie ważniejsze grupy etniczne
zamieszkujące poszczególne regiony, przyczyniając się do utrwalenia ich
nazw w piśmiennictwie etnograficznym.
Nie sposób nie wspomnieć też o dobrej znajomości i pozytywnej ocenie
działalności Kolberga przez współczesnych badaczy ukraińskich. Doceniają oni nie tylko jego materiały, ale wskazują również na ogromny wpływ
monografii Pokucie na późniejsze prace folklorystów ukraińskich, w tym
w pewnym stopniu na pięciotomowe dzieło Wołodymyra Szuchewicza Huculszczyzna, wydane we Lwowie w latach 1899–1908. Irina Zbyr stwierdziła wręcz, że „Pojawienie się Pokucia Kolberga nie tyle wpłynęło na działalność Szuchewycza, ile było świadectwem tego, że cudzoziemcy bardziej
interesują się ukraińską kulturą, folklorem, etnografią niż sami Ukraińcy,
co zmuszało do zastanowienia się, czy też zachęcało do podobnej pracy”1.
Rok 2014, w którym przypadała dwusetna rocznica urodzin badacza/
zbieracza, ogłoszono Rokiem Kolberga. Zaowocowało to miedzy innymi
kilkoma konferencjami i dość licznie pojawiającymi się publikacjami popularnymi oraz naukowymi (w tym wspomnianymi opracowaniami ukraińskimi) traktującymi o wartości dorobku Kolberga lub opartymi o zgromadzone
przez niego materiały. Niektórzy współcześni badacze zaczęli ponownie
odkrywać i wykorzystywać jego dzieła. Nim to jednak nastąpiło, w lutym
2014 roku, w miesiącu uroczystej inauguracji Roku Kolberga, Wojciech
1

I. Zbyr Wkład Oskara Kolberga w rozwój ukraińskiej folklorystyki końca XIX i początku XX wieku (na przykładzie jego zbioru „Pokucie”, w: Ja daję właśnie materiał…,
s. 438–439. O wartości i wkładzie Kolberga oraz badaczach wykorzystujących jego dorobek pisała też I. Cerkowniak Dziedzictwo folklorystyczne Oskara Kolberga w pracach ukraińskich
badaczy w: Ja daję właśnie materiał…, s. 449–454.

537

�Burszta opublikował tekst, którego fragment stanowił niezwykle trafną
ocenę wiedzy o Kolbergu i jego dziele:
Dziś Kolberg jest jednocześnie znany i nieznany, a do tego często postrzegany
według upraszczającej matrycy, polegającej na narzucaniu współczesnej wiedzy
na realia sprzed dwóch stuleci, i ocenianiu jego spuścizny wyłącznie przez ten
pryzmat. Co więcej, jest w dobrym tonie „przyłożyć” Kolbergowi, wskazując na
niedostatki jego metody, brak szerszych horyzontów teoretycznych i rzekomą
skłonność do instrumentalnego traktowania chłopów w trakcie – jak sam Kolberg to określał – „połowów” w terenie. Wszystko to wynika przede wszystkim
z nieznajomości tego, czego dokonał Kolberg, oraz nieznajomości celów, które
sobie postawił1.

1 W. J. Burszta Trzy życia Oskara Kolberga, „Wariacje Kolbergowskie” dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 2014, nr 8, s. 3; toż, wydanie z 16.02.2014; https://www.tygodnikpowszechny.pl/trzy-zycia-oskara-kolberga-21928, dostęp: 20.12. 2020).

�Zbigniew Jasiewicz

Etnografia Oskara Kolberga

Droga Kolberga do etnografii, s. 541 – Stan, przedmiot, źródła, próby definiowania, miejsce wśród innych nauk i cele etnografii Kolberga, s. 561 – Podstawowe pojęcia i założenia etnografii Kolberga, s. 571 – Podstawowe pojęcia, s. 571 – Założenia etnografii Kolberga, s. 582 – Metody systematyzacji,
interpretacji i krytyki materiałów w etnografii Kolberga, s. 597 – Systematyzacja materiałów, s. 597 – Interpretacja materiałów, s. 601 – Krytyka
materiałów, s. 613

Kolberg, choć był głównie dokumentalistą kultury ludowej (a może
właśnie dlatego), pozostaje ważną postacią w rozwoju etnografii/etnologii
polskiej. Jest także doceniany w innych etnografiach narodowych, przede
wszystkim krajów sąsiednich: Ukrainy, Białorusi i Litwy.
Etnografia – taka, o jakiej Kolberg zdobywał wiedzę, jaką sobie wyobrażał, jaką praktykował i o jakiej pisał – uwarunkowana była właściwościami jego czasów, środowiska, cechami jego osobowości i celami, które sobie
stawiał, oraz możliwościami, które tworzył dla swojej działalności. Czas,
w którym prowadził swe prace, był czasem długim. Obejmował znaczną
część XIX wieku, a w jego ramach kilka okresów w historii ziem polskich:
zmiany w sytuacji społecznej, gospodarczej i politycznej, a także w dziedzinie idei. Był to przecież czas romantyzmu i pozytywizmu, okres przed zniesieniem pańszczyzny i po nim oraz czas pojawienia się przemysłu i związanego z nim kapitalizmu, lata przed powstaniami listopadowym i – przede
wszystkim – styczniowym oraz po nich. W czasie tym etnografia z zainteresowania kulturą, mającego dawną tradycję, przekształcała się w dyscyplinę naukową. Ważne dla działalności etnograficznej Kolberga były
również zmiany w jego życiu osobistym. W roku 1861 zdecydował o rezygnacji z posady księgowego w Komisji Skarbu1 i postanowił utrzymywać
1 Rok 1861 podał Kolberg w Szkicu autobiografii, inne dane wskazują, że z pracy urzędnika zrezygnował już w roku 1859. Zob. O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w zbiorach BN PAU
i PAN, sygn. 2183, k. 68.

539

�się z publikacji; w roku 1871 przeniósł się z Warszawy w zaborze rosyjskim do Galicji w zaborze austriackim, której nadano autonomię kulturalną,
i związał się tam z instytucją naukową, jaką było Towarzystwo Naukowe
Krakowskie, przekształcone niedługo później w Akademię Umiejętności.
Uprawiana przez Kolberga etnografia obejmowała badania prowadzone
dzisiaj również w ramach folklorystyki i etnomuzykologii. Są one w tym
tomie przedstawione oddzielnie. Związek tych trzech dyscyplin, także obecnie, został jednak zachowany – wszystkie one należą do nauk etnologicznych. Jest on widoczny również w tym tekście. Wyłączone z niego i opracowane oddzielnie zostaną natomiast monografie regionalne Oskara Kolberga,
główne rezultaty jego prac w zakresie etnografii, oraz pozwalające na ich
przygotowanie badania terenowe, stanowiące podstawową procedurę zdobywania materiałów etnograficznych.
Przedstawiając etnografię, którą praktykował i o której pisał Kolberg, korzystam z dostępnych, licznych i zróżnicowanych źródeł. Ich zróżnicowanie
polega między innymi na tym, że jedna część z nich to źródła przez badacza
wywołane, a druga część to źródła zastane. Dzielą się one również ze względu na sposób ich utrwalenia i przetrwania w materiałach Kolbergowskich:
w postaci publikacji o charakterze dokumentacyjnym lub informacyjnym,
archiwaliów czy korespondencji. Opisy rzeczywistości i sądy o niej były
w nich niekiedy różnie przedstawiane, co wymaga uwagi opracowującego
je. Najważniejsze spośród owych źródeł są te, które były stworzone przez
badacza lub są bezpośrednio z nim związane. Należą do nich zgromadzone
przez niego materiały dotyczące dokumentowanej kultury, z ich wewnętrznym podziałem na dane pozyskane przez badacza bezpośrednio w terenie
i przy pomocy współpracowników oraz przejęte z publikacji lub archiwów.
Niezmiernie ważna jest szczęśliwie zachowana korespondencja, listy od i do
Kolberga, także prace omawiające i oceniające jego działalność etnograficzną. Nie unikam cytowania tekstów z zapisów badacza przekonany, że
to one najlepiej przedstawiają jego poglądy i sposób pracy, choć niektóre
z nich bywają deklaratywne lub intencjonalne. Jestem świadom ich związku z sytuacją i celami autora i konieczności ich konfrontowania z innymi
kategoriami źródeł. Są one jednakże niezastąpione, gdyż pozwalają dotrzeć
do nieobecnej w innych świadectwach wiedzy o badaczu.
O etnografii Kolberga piszę z perspektywy obecnego stanu nauk etnologicznych i obecnej o nim wiedzy. Wiedza ta pozwala na stawianie interesujących nas obecnie pytań dotyczących działalności i założeń
540

�metodologicznych przyjmowanych przez badacza. Przyjęcie współczesnej
perspektywy w omawianiu etnografii Kolberga, przy zachowaniu kontroli
nad prezentyzmem, jest uzasadnione w badaniach z zakresu historii nauki.
Nie musi powodować braku zrozumienia dla przeszłości i jej zafałszowania.
Zajmę się drogą Kolberga do etnografii i przyjmowanymi przez niego poglądami na dyscyplinę. Omówię stan, przedmiot, źródła, próby definiowania, miejsce wśród innych nauk i cele etnografii oraz jej podstawowe pojęcia i założenia. Wskażę na obecne w jego etnografii metody systematyzacji,
interpretacji i krytyki materiałów etnograficznych. Próbę ustalenia wpływu
działalności etnograficznej Kolberga na kształtowanie się dyscypliny, nie
tylko na ziemiach polskich, pozostawiam do dalszych badań.
Droga Kolberga do etnografii
Do etnografii zbliżał się Kolberg stopniowo. Zbliżanie się do nauki, która przecież była zmienna, bez obecnych na tej drodze miejsc wyraźnie
granicznych, które można by było nazwać przełomowymi, było procesem
rozciągniętym w czasie, jednakże z kilkoma punktami ważnymi. Droga ta
jest dobrze udokumentowana wypowiedziami badacza, a przede wszystkim
jego działaniami. Po latach tłumaczył on, w liście do Salomona Kraussa,
niedostatki pierwszego tomu swych prac:
[…] musieliście dostrzec, jak nieporządnie dzieło to jest pisanym. Ale wina w tym
okoliczności, nie moja, bo pierwszy tom (seria I) z r. 1857 wydany był w czasie,
gdym ani myślał zostać etnografem i tylko dla celów ludowo-muzycznych go
ogłosiłem, będąc wtenczas muzykiem1.

Melodie i teksty pieśni ludowych zbierał początkowo jako artysta muzyk.
Gromadził je jednak poprzez „wycieczki”2, wyjazdy na wieś i bezpośredni
kontakt z rozmówcami, a więc sposobem bliskim metodom badań terenowych etnografii. Gromadzenie materiałów dla celów artystycznych i społecznych przekształcił w program dokumentowania materiałów przydatnych nauce. Odpowiadając w roku 1857 na krytykę Teofila Lenartowicza
1 Brulion listu do S. Kraussa z 10 XII 1886 r., Korespondencja Oskara Kolberga cz. III
(DWOK T. 66), s. 392.
2 O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.

541

�dotyczącą publikowania tekstów pieśni, wśród nich „nędznych wierszydeł,
które się nikomu na nic nie przydadzą”1, napisał: „[…] ależ ja nie zbieram
pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej. Są i będą one skarbnicą ciekawą
dla gramatyków, lingwistów, historyków […]”2.
Znaczenie pieśni ludowych, m. in. dla nauki (nie wspominając jednak
o etnografii), podkreślał również później, omawiając pieśni wielkopolskie:
Wartość tych ludu utworów historyczna, lingwistyczna, obyczajowa, wreszcie
poetyczna, jak z samej natury rzeczy wynika, nie może być jednakową; stąd obok
nader cennych napotykamy nierzadko czcze i liche; wszystkie atoli są wiernym
odbiciem uczuć, wrażeń i zapatrywań wielkopolskiego ludu3.

Możliwości rozwoju zainteresowań naukowych Kolberga poszerzyły się
po jego rezygnacji z pracy urzędnika. Związał się wówczas ze środowiskiem uczonych publikujących w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda, ważnej w tym czasie, przy niedostatku innych instytucji naukowych
na ziemiach polskich. Ogłaszał w niej, od I jej tomu z roku 1859, hasła
swojego autorstwa, pracował także jako korektor. To właśnie w tym środowisku zapewne znalazł inspirację do nadania swoim pracom charakteru
etnograficznego. Warto przypomnieć, że w I tomie Encyklopedii dobrze
znany Kolbergowi Fryderyk Henryk Lewestam opublikował obszerne hasło
Antropologia, określając tę dyscyplinę naukową jako całość wiedzy o człowieku, także tej gromadzonej przez etnografię, a w VIII tomie z roku 1861
zdefiniował hasło Etnografia4.
Nazwa „etnografia” i jej pochodne pojawiły się w tekstach Kolberga
w roku 1865. Nie ma ich jeszcze w liście z roku 1864, w którym Kolberg
prosi o przekazanie informacji potrzebnych do poznania „sposobu życia
1 List T. Lenartowicza do O. Kolberga z 25 III 1857 r., Korespondencja Oskara Kolberga
cz. I (DWOK T. 64), s. 68.
2 List O. Kolberga do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r. , tamże, s. 70.
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VIII; pierwodruk: Kraków 1879.
4 F.H. Lewestam Antropologia, w: Encyklopedia powszechna, wyd. S. Orgelbranda, T. I,
Warszawa 1859, s. 970; tenże Etnografia, w: Encyklopedia powszechna, wyd. S. Orgelbranda,
T. VIII, Warszawa 1861, s. 464–465. Por. J. Wrońska Definicje etnografii i etnologii w polskich
encyklopediach z drugiej połowy XIX i początku XX wieku, „Etnografia Polska” T. 36: 1992,
z. 1, s. 7–20. Termin „etnografia” po raz pierwszy wystąpił w piśmiennictwie polskim w roku
1816, zresztą w tekście tłumaczonym, zob. Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej (od końca XVIII wieku do roku 1918), Poznań 2011, s. 95.

542

�włościan”1. Badacz posłużył się nimi w niedatowanym, ale powstałym
w roku 1864 lub 1865 liście do nieznanego z nazwiska „Ekscelencji”. Napisał w nim o swoich pracach: „etnografii jednej prowincji”, „badaniach
etnograficznych”, „opisie etnograficznym” i „przedsięwzięciu etnograficznym”2. W istotnym dla jego działań etnograficznych liście Do Redakcji,
opublikowanym w „Bibliotece Warszawskiej” także w roku 1865, Kolberg
informował o nagromadzeniu przez siebie wielu „nader ważnych szczegółów etnograficznych”3. W liście z tegoż roku, skierowanym do odpowiadającego na odezwę zamieszczoną w „Bibliotece Warszawskiej”, uznał siebie za
etnografa i informował, że publikuje „opis etnograficzny pow. sandom[ierskiego]”4. Opis ten, monografia Sandomierskie, wydana w tymże roku 1865,
oznaczony został wstępnym tytułem Materiały do etnografii słowiańskiej,
powtarzanym w kolejnych tomach Ludu do tomu 11 Wielkie Księstwo Poznańskie, wydanego w roku 1877. W roku 1865 ponadto Kolberg wybrany
został członkiem-korespondentem Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa
Geograficznego, a w jego ramach – Oddziału Etnografii. Wybrano go w dowód uznania dla jego działalności „poświęconej tak bliskiej i pokrewnej
nam narodowości” i prac „ważnych dla całej Słowiańszczyzny”5. Wpływowym członkom Towarzystwa znane były zarówno jego Pieśni ludu polskiego, jak i Sandomierskie. Kolberg korespondował z wybitnymi uczonymi
rosyjskimi Władimirem Łamańskim i Aleksandrem Hilferdingiem6. Fiodor
Osten-Saken, sekretarz Towarzystwa Geograficznego, informował Kolberga
o umieszczeniu w czasopiśmie Towarzystwa, „Izwiestijach”, wyjątku z jego
doniesienia o wykonanych pracach etnograficznych7. Tak częste posługi1 Brulion listu do ks. K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 98.
2 Brulion listu do nieznanego adresata, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 100–101.
3 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, w: Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105. Pierwodruk: „Biblioteka Warszawska” 1865, T. 2, s. 306–308.
4 Brulion listu do Aleksandra Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 115.
5 Imperatorskoje Russkoje Geograficzeskoje Obszczestwo do O. Kolberga, pismo z 20 V
1865 r.; Władimir Łamański do O. Kolberga, list z 27 V 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 122, 123.
6 Brulion listu do Władimira Łamańskiego z 1865 r.; brulion listu do Aleksandra Hilferdinga,
b.d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 130, 131.
7 Imperatorskoje Russkoje Geograficzeskoje Obszczestwo do O. Kolberga, pismo z 6 IX 1865
r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 135.

543

�wanie się nazwą „etnografia” w korespondencji, wydanie pierwszego tomu
Ludu, stanowiącego monografię etnograficzną, oraz powołanie na członka instytucji naukowej zajmującej się działalnością etnograficzną pozwala
uznać rok 1865 za ważny w drodze Kolberga do etnografii.
W następnej po Sandomierskiem monografii regionalnej, Kujawach
(cz. 1: 1867, cz. 2: 1869), Kolberg potwierdził i poszerzył swój program
wydawania monografii etnograficznych zapowiedziany Listem do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1865, a uprzednio zarysowany
w liście do ks. Kajetana Śmiechowskiego z roku poprzedniego. Materiał
etnograficzny jest w Kujawach bogatszy, przeważają informacje uzyskane w trakcie własnych badań terenowych. Część pieśni znalazła się
w opisach obrzędów. Utrzymana i rozbudowana została etnograficzna,
bo zwracająca uwagę na ludzi jako ich przedmiot i podmiot, a nie oparta na rozróżnianiu gatunków, systematyka pozostałych opublikowanych
pieśni. Agata Skrukwa stwierdziła, że systematyka ta zbudowana została
na trzech głównie kryteriach: środowisku, sytuacji, w jakiej były wykonywane, oraz temacie1. W następnych tomach Ludu i Obrazów etnograficznych systematyka pieśni była przez Kolberga rozbudowywana i stawała
się bardziej etnograficzna, sytuacje uszczegółowiane, badacz wprowadzał
nowe tematy, np. „stary”, „macocha”, „wdowa”, „sierota”, wskazywał grupy nie tylko wykonujących pieśni, ale również tworzących je, np. pieśni
dziadowskie, pasterskie2.
Kolberg, przekonany o wartości swoich prac, prowadzonych od wielu
lat i poświadczonych publikacjami, oraz o ich znaczeniu dla nauki, podejmuje próby kontaktu z polskimi instytucjami naukowymi w celu uzyskania
wsparcia dla własnych badań i nadania etnografii statusu akademickiego. Po powstaniu styczniowym, w drugiej połowie lat 60. XIX wieku, nie
znajduje takich instytucji w zaborze rosyjskim. Zwraca się zatem w roku
1867 o pomoc do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, poprzednika
Akademii Umiejętności, w tymże roku do Towarzystwa Przyjaciół Nauk
Poznańskiego oraz w roku 1868 do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
we Lwowie.
1

A. Skrukwa Kujawy Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement do tomów 3–4
cz. II (DWOK T. 72/II), s. XXX.
2 Por. O Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), pierwodruk: Kraków 1873, s. 163 i nast.;
tenże Pokucie cz. II (DWOK T. 30), pierwodruk: Kraków 1883, s. 188 i nast.

544

�„Odezwę” z roku 1867 do Towarzystwa Naukowego Poznańskiego znamy jedynie ze wzmianki o niej umieszczonej w korespondencji1. W listach
do wymienionych instytucji i osób je reprezentujących, a listów tych było
wiele, Kolberg, uzasadniając prośbę o wsparcie, informuje o zakresie i rezultatach wykonanych prac oraz o planach na przyszłość.
Poważną zmianę nie tylko w życiu osobistym, ale również w pracach
etnograficznych stanowiło przeniesienie się Kolberga w roku 1871 do Galicji i zamieszkanie w domu Konopków w Modlnicy pod Krakowem, a od
roku 1884 w samym Krakowie. Uzyskał on wówczas bezpośredni kontakt
ze środowiskiem naukowym skupionym wokół Uniwersytetu Jagiellońskiego i Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, a determinacja, z jaką realizował cele etnograficzne, uzyskała wsparcie społeczne i instytucjonalne.
Prof. Józef Łepkowski, współorganizator Akademii Umiejętności stworzonej
na bazie Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w roku 1872, zaprosił
Kolberga w tymże roku „do udziału w czynnościach w kierunku studiów
etnograficznych” w ramach powołanej w Akademii Komisji Archeologicznej2. Etnografia jednakże, uznawana wówczas za pozostającą w związku
z antropologią, zaliczona została do nauk przyrodniczych. Kolberg został
tzw. „członkiem przybranym” Komisji Antropologicznej, powołanej uchwałą Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego AU w dniu 20.10.1873 roku,
której przewodniczącym obrano prof. Józefa Majera, a zastępcą sekretarza
dr. Izydora Kopernickiego, po dwóch latach desygnowanego na stanowisko
sekretarza. Na posiedzeniu Komisji w dniu 16.05.1874 roku przewodnictwo
Sekcji Etnologicznej, jednej z trzech sekcji Komisji, powierzono Kolbergowi, natomiast funkcję sekretarza – archeologowi, Janowi Nepomucenowi
Sadowskiemu. Kolberg przewodniczył Sekcji do swojej śmierci w roku
18903. Kierował Sekcją Etnologiczną, choć etnologiem nazywał się rzadko.
To w środowisku krakowskim badacz przyjął do stosowanej przez siebie
terminologii nazwę „ludoznawstwo”, traktując ją jako synonim etnografii4.
1 Brulion listu O. Kolberga do J.K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK

T. 64), s. 206.
2 List J. Łepkowskiego do O. Kolberga z 22 IV 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 450.
3 W. Bieńkowski Badania etnograficzne Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności
w Krakowie oraz Komisji Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności, „Lud” T. 51: 1967,
s. 72.
4 List do nieznanego adresata z 10 II 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 441.

545

�Kolberg, dotąd pracujący samotnie, stał się członkiem środowiska związanego z Akademią Umiejętności, instytucją, oraz został członkiem jej komisji – Komisji Antropologicznej – i uzyskał jej wsparcie. Komisja ta była
najwcześniejszą na ziemiach polskich jednostką z nazwą antropologii jako
dyscypliny naukowej i z tego powodu wymieniana jest w zestawieniach
światowych placówek etnologicznych i antropologicznych1.
Działalność Kolberga w Komisji Antropologicznej była wielokierunkowa, a znaczenie tej działalności dla jego badań wielorakie. Planował prace
kierowanej przez siebie Sekcji i przygotowywał warunki ich realizacji. W liście do prezesa Akademii Umiejętności informował:
Posiedzenia początkowe sekcji Etnologicznej Wydziału Antropologicznego miały
głównie na celu skreślenie planu postępowania przy rozpocząć się mających
badaniach etnologicznych, jak również obmyślenie środków zmierzających do
otrzymania potrzebnych ku temu materiałów. Sekretarz Sekcji wygotował stosowne i przyjęte przez nią instrukcje, które z polecenia JW. [ielmożnego] Prezesa
Akademii drukowane tymczasowo rozdanymi zostały wielu członkom, by od
nich jako wzory, czyli formularze, służyły im za skazówkę do zbierania i spisywania potrzebnych dla etnologa i lingwisty wiadomości2.

Przygotowania programów i instrukcji badawczych zalecał przewodniczący Komisji Antropologicznej, a zarazem prezes Akademii prof. Józef
Majer, a tworzyli je, dla potrzeb badań etnologicznych, Jan Nepomucen
Sadowski, sekretarz Sekcji Etnologicznej, Izydor Kopernicki, sekretarz Komisji Antropologicznej oraz Roman Zawiliński, pełniący funkcję sekretarza
Komisji od roku 1891, po rezygnacji Kopernickiego3.
1

Zob. H.F. Vermeulen Stowarzyszenia antropologiczne, etnologiczne i etnograficzne.
Spojrzenie porównawcze, tłum. Z. Jasiewicz, „Lud” T. 80: 1996, s. 100.
2 Brulion listu do Akademii Umiejętności, niedatowany, pochodzący zapewne z roku 1874,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 691.
3 Potrzebę przygotowania programu i instrukcji podkreślał i program ten referował Józef
Majer na posiedzeniu Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w dniu 16.05.1874 roku.
On też zapewne lub Kopernicki, a nie Sadowski, zaproponował wprowadzenie do programu
działań etnologicznych takich nowatorskich punktów, bliskich obecnej antropologii społeczno-kulturowej, jak „Skłonność lub wstręt do nowoczesnych urządzeń i postępu oświaty” z podpunktami: „1. Stopień wyobrażeń politycznych. 2. Stopień zajęcia się uzyskanymi prawami,
bądź cywilnymi, bądź politycznymi, tudzież stopień poszanowania ustaw, a więc skłonność do
przestępstw i zbrodni”. Posiedzenie Komisji Antropologicznej z dnia 16.05.1874, „Rozprawy
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności”

546

�Kolberg także uczestniczył w posiedzeniach Komisji i, wspierany przez
Kopernickiego, włączany był do podejmowanych w jej ramach inicjatyw.
W protokole z posiedzenia Komisji Antropologicznej w dniu 11.11.1886
roku zapisano:
[…] przedstawia Sekretarz [Kopernicki – Z.J.] potrzebę rozpoczęcia systematycznych badań etnograficznych w kraju według planu obmyślanego i przyjętego
przez Komisję Antropologiczną, nie poprzestając na dotychczasowym ogłaszaniu
materiałów dorywczo opracowywanych, bądź przez członków Komisji, bądź
przez współpracowników postronnych […]. [Wniosek – Z.J.] poparty przez Przewodniczącego i p. O. Kolberga został przyjęty w całości i dla ułożenia planu
przyszłych badań etnograficznych w myśl tego wniosku wyznaczono komitet
z grona Komisji, złożony z pp. O. Kolberga, prof. Malinowskiego, dra Kosińskiego, Gustawicza i wnioskodawcy1.

Kolberg z kolei wspierał Kopernickiego, który redagował „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, w jego pracach redakcyjnych, dostarczając własne artykuły, wyszukując autorów i z nimi się kontaktując, opracowując nadsyłane teksty i przeprowadzając ich korekty w druku:
Szan[owny Księże Dobrodzieju.] Niedawno pisałem do Szan[ownego] Ks[iędza]
D[obrodzieja] prosząc o przesłanie łaskawie nam obiecanych zagadek. Obecnie
zawiadamiam, że do druku są już podane zbiory Pańskie obejmujące pieśni,
zwyczaje, zabobony itd. Pragnęlibyśmy tylko, dla uzupełnienia wiadomości
o stronach kieleckich, dołączyć także opisy ubioru, mieszkań, chat, naczyń, narzędzi, żywności itp. Na wzór tych, jakie ksiądz Dobrod[ziej] znajdziesz w moich
dziełach2.
T. 1: 1874, s. LXXXII. Nie ma tych zagadnień w Instrukcji do badania właściwości ludowych,
opublikowanej tamże, s. XC–XCV, którą ułożył Sadowski przy niewątpliwej współpracy Kolberga. Następną instrukcję, przeznaczoną dla badaczy w górach, przygotował w kręgu członków
Komisji Antropologicznej Kopernicki (1876), kolejne dwie Zawiliński (1886, 1887). Zawiliński
opublikował także Program badań etnologicznych (1894). W kwestionariuszach i programie
Zawilińskiego wyraźne jest jednakże nowe podejście do badań, polegające na uwzględnieniu
spraw etnicznych oraz, nieco szerzej, społecznych w większym zakresie w porównaniu z Kolbergowską wizją badań etnograficznych.
1 Protokóły z posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności, 1888–1890. Protokół z 11 listopada 1886 r., Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie,
sygn. W III, s. 79.
2 Brulion listu do ks. W. Siarkowskiego z 26 II 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 114.

547

�W Krakowie, współpracując z Akademią, Kolberg uzyskał możliwość
poszerzenia wiedzy, w tym etnograficznej, poprzez kontakt z uczonymi
podzielającymi jego zainteresowania. Poza wymienionymi powyżej byli to
przedstawiciele nauk przyrodniczych, medycznych oraz fizycy i matematycy wchodzący w skład Komisji Antropologicznej, a także archeologowie
Adam Honory Kirkor oraz Piotr Umiński, a spoza Komisji Zygmunt Gloger
i Wincenty Pol. Najważniejszym spośród nich był Izydor Kopernicki, dla
Kolberga nie tylko autorytet naukowy, ale także przyjaciel, a w ostatnim
roku życia opiekun. Kolberg spotykał się i wymieniał korespondencję także z uczonymi spoza Krakowa – z Królestwa Polskiego, Poznania oraz ze
Lwowa, m.in. z Janem Karłowiczem. Nawiązywał kontakty z uczonymi zagranicznymi. Odpowiedział na list i udzielił informacji o swoich pracach etnografowi węgierskiemu Antonowi Hermannowi, przekazał brakujące tomy
swoich dzieł, o które prosił go Joseph Szombathy, sekretarz Towarzystwa
Antropologicznego w Wiedniu, przesłał kilkanaście tomów „Ludu” i „Obrazów etnograficznych” wybitnemu slawiście chorwackiemu Vatroslavovi
Jagičowi. Prowadził ożywioną korespondencję z Zófimem Consiglierim Pedroso, etnografem i historykiem portugalskim i z jego rekomendacji powołany został w roku 1882 na członka Stowarzyszenia Dziennikarzy i Pisarzy
Portugalskich1. Przesłał czeskiemu etnografowi Primusowi Sobotce, na jego
prośbę, swoją fotografię i informacje o swojej działalności. Sobotka w redagowanym przez siebie czasopiśmie „Světozor” umieścił życiorys Kolberga.
Spotkał się w Krakowie z Ludwikiem Kubą, czeskim malarzem, muzykiem
i folklorystą, z którym wymienił kilkanaście listów. Najbardziej intensywną
korespondencję, dotyczącą nie tylko spraw naukowych, ale również osobistych, prowadził z młodym słoweńskim etnologiem Fryderykiem Salomonem Kraussem.
Istotnym następstwem uczestnictwa Kolberga w pracach Komisji Antropologicznej Akademii było uzyskanie wsparcia, nie tylko zresztą od niej,
lecz często za jej pośrednictwem, w etnograficznych badaniach terenowych
i działaniach wydawniczych. W protokole z posiedzenia Komisji Antropologicznej z dnia 12.11.1875 roku zapisano:
Na wniosek Sekcji …tnologicznej udzielono p. O. Kolbergowi zasiłek z funduszy Komisji w ilości 250 zł, który w dopełnieniu swego zobowiązania odbył
1 Stowarzyszenie Dziennikarzy i Pisarzy Portugalskich do O. Kolberga, 10 IV 1882 r.,
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 644.

548

�w ciągu 10 tygodni podróż naukową przez Wielkie Księstwo Poznańskie, Prusy
Zachodnie do Kaszubów […]. Bliższym celem tej podróży było poparcie p. Kolberga w zamiarze uzupełnienia wiadomości etnologicznych do drukującego się
obecnie przy pomocy Akademii 10-tej serii jego dzieła […]1.

Listy kierowane do Akademii i korespondencja z Kopernickim wypełnione są prośbami o wyasygnowanie sum pieniężnych na druk kolejnych
tomów i informacji o ich przyznaniu. Informacje te potwierdzają także protokoły z kolejnych posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego AU,
np. z lat 1888–1890, zawierające adnotacje: „zasiłek na wydawnictwo p.
Kolberga”, „na wydawnictwo dzieł Kolberga”2. Wszystkie, poczynając od
wydanego przez samego Kolberga tomu 5 współczesnej serii „Dzieł wszystkich”, aż do tomu 33, drukowane były w Krakowie, z zaznaczonym w większości spośród nich wsparciem Towarzystwa Naukowego Krakowskiego
i jego następczyni, Akademii Umiejętności. Akademia nie pokrywała jednak
całości kosztów druku, dużą ich część ponosił autor, a spośród pozostałych
sponsorów najważniejsza była Kasa im. Mianowskiego w Warszawie, od
której Kolberg otrzymywał dotację na druk Mazowsza3.
Korzystając ze wsparcia Akademii, Kolberg podkreślał związek swoich
prac z tą instytucją: „Etnografia jest moim zajęciem specjalnym; użytkuję
więc z prac, które mi nadsyłają prywatni lub też daje do opracowania
Akademia […]”4. Identyfikował się z Akademią, pisał o niej „nasza Akademia”5. Występował w jej imieniu, prosząc osoby sobie znane o finansowe
dla niej wsparcie. W liście z roku 1878 prosił o wspomożenie działalności
naukowej Akademii w zakresie: „[…] prac geologicznych, antropologicznych i etnologicznych, tj. takich, które by dokładne poznanie kraju i ludu
naszego miały na celu […]”, kończąc list oświadczeniem: „[…] ośmieliłem
1 Protokół z posiedzenia Komisji Antropologicznej z 12 listopada 1875, Protokóły z posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności, Archiwum Nauki
PAN i PAU w Krakowie, sygn. W III–46a, s. 5.
2 Protokóły z posiedzeń…, s. 78 i nast.
3 Kasa Pomocy dla Osób Pracujących na Polu Naukowym im. Józefa Mianowskiego w Warszawie po raz pierwszy udzieliła Kolbergowi wsparcia na wydawanie jego dzieł w roku 1883.
Por. Komitet Kasy im. Mianowskiego do O. Kolberga, 12 XII 1883 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 99–100.
4 Brulion listu do M. Giersza z 28 II 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 574.
5 Brulion listu do ks. Władysława Siarkowskiego z 19 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 15.

549

�się wystąpić jako rzecznik instytucji, której od dawna mam zaszczyt być
członkiem”1.
Brał czynny udział w gromadzeniu przez Akademię rycin i informacji
o ikonografii etnograficznej. Rysunek i fotografię, jako techniki pomocne
w dokumentacji kultury ludowej, Kolberg stosował od dawna2. Początkowo wystarczał mu opis i rysunki, o które apelował w liście otwartym: „Do
wszystkich tego rodzaju wiadomości, nader pożądanemi byłyby i rysunki
(gdzie się nadają) i o ile takowe pozyskać się dadzą”3.
Potrzebne one były do utrwalania obiektów materialnych. Dla Kolberga, zajętego w pierwszych latach swojej działalności dokumentacyjnej zachowaniami kulturowymi i ich głównie niematerialnymi wytworami, były
nimi akcesoria obrzędowe, wśród nich przede wszystkim stroje i ubrane
w nie „typy”. K.W. Wójcicki, omawiając Pieśni ludu polskiego, zwrócił
uwagę na niedostrzeżoną przez innych zmianę w przedstawianiu postaci
ludu w rycinach zamieszczonych w tomie:
Przyznać musimy, że pierwszy raz dopiero ujrzeliśmy i postacie, i kostiumy
z całą ścisłością i wiernością oddane, w ogłaszanych dotąd zbiorach ubiorów
polskich mieliśmy lalki tylko wystrojone i ufryzowane 4.

Często były to dotąd wizerunki karykaturalne, jak np. rysunek juhasa
uzupełniający opis jego ubioru w dziele S. Staszica O ziemiorodztwie Karpatów5. Przyjęcie perspektywy etnograficznej poszerzyło zakres zainteresowań Kolberga o budownictwo, sprzęty domowe, narzędzia rolnicze, a także
dzieła plastyki ludowej.
Kolberg, żyjący w Galicji i prowadzący badania na terenie zamieszkałym przez Rusinów/Ukraińców, docenił znaczenie ikonografii. Sam rysował
w terenie i domagał się rysunków od swoich współpracowników, gromadził
1 Brulion listu do Zacharkiewiczowej z 10 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 187.
2 Por. A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał…
O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, red. E. Antyborzec, Poznań
2015, s. 145 i nast.
3 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 105.
4 W. [K.W. Wójcicki] Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Biblioteka
Warszawska” 1858, T. 3, s. 471.
5 W. Goetel Znaczenie „Ziemiorodztwa Karpatów” Stanisława Staszica w historii geologii
polskiej, w: S. Staszic O ziemiorodztwie Karpatów i innych gór polskich, Warszawa 1955, s. 80–81.

550

�również ryciny z publikacji. Uderzyła go na ziemiach Rusinów niezwykła
różnorodność ubiorów, bardziej barwnych i niekiedy archaicznych niż na
ziemiach etnicznie polskich1. W sprawozdaniu/programie badań Rusi Czerwonej, skierowanym w roku1876 do Akademii Umiejętności, pisał:
Ubiory w części kraju przeze mnie zwiedzanej są nader charakterystyczne, a swą
rozmaitością uderzające. Każda niemal włość przedstawia pewną ich odmianę,
niekiedy wielce oryginalną, osobliwie co się tyczy ubioru kobiet, i stąd do porównawczych studiów ciekawy przedstawić mogąca materiał. Że wspomnę tu
tylko o ubiorze w mieście Niżniowie i okolicy noszonym. Na całej drodze od
Stanisławowa do Buczacza spotykałem grupy ludzi z okolicznych wsi na jarmark
do Monasterzysk spieszących, a każda grupa innym prawie odznaczała się strojem […]. W Stanisławowie i Buczaczu (gdzie był fotograf przejezdny z Tarnopola)
usiłowałem zainteresować przedmiotem tym fotografistów […]. W braku artysty
sam także, acz niewprawna ręką, porobiłem wizerunki wielu chat, sprzętów,
przedmiotów ubrania itd […]2 .

We Lwowie, w dwóch muzeach: Muzeum Przyrodniczym im. Dzieduszyckich oraz w Muzeum Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, znalazł
bogate zbiory ikonograficzne ubiorów ludowych. Sporządził „Spis akwareli
ubiorów ludowych” zarówno w jednym, jak i w drugim muzeum3. Przygotowania ilustracji do tomów Pokucia wywołały ożywioną korespondencję
między Kolbergiem a Rybkowskim. Kolberg ingerował w szczegóły rysunków:
Nadmieniam, że ten czepiec jest z mory jedwabnej i ma haftowane kwiatki.
Naczółko z wstęgami z materii jedwabnej z kokardką atłasową (pawie pióro),
wianek narzeczonej, który tu zanadto owalny, zrobić więcej okrągłym; jest on
z barwinku, sądzę więc, że liście są tu za duże i wyglądają jak laurowe, więc
należy je cokolwiek zmniejszyć, a w środku widzicie tu włóczkę czerwoną i miejscami nawtykane kawałki czosnku4.
1

Por. A. Błachowski Ubiór i krajobraz kulturowy Polski i Ukrainy zachodniej w ikonografii J. Głogowskiego i K.W. Kielisińskiego, Toruń 2011, s. 16.
2 Brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 659.
3 Rękopis w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, sygn. I/3051/rkp., s.m. II 226.
Kopia rękopisu została mi udostępniona w Instytucie im. Oskara Kolberga w Poznaniu.
4 Brulion listu do T. Rybkowskiego z 10 II 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 612.

551

�Fotografie, które w okresie życia Kolberga długo jeszcze walczyły z rysunkiem i malarstwem o miejsce w dokumentacji przejawów życia społecznego i kultury, zostały przez niego docenione jako źródło ikonograficzne
mniej i w innym zakresie narażone na niebezpieczeństwo subiektywizmu.
Nie wymienia ich jeszcze i o ich nadsyłanie nie apeluje w swoim liście
otwartym z roku 1865. Jednakże już w tymże roku zwraca się do Józefa
Blizińskiego z prośbą o „wizerunki wieśniaków” i proponuje, aby z braku
rysownika zwrócić się do „fotografisty” we Włocławku1. W dokumentacji kultury Rusinów/Ukraińców korzystanie z fotografii, wykonywanych
zawsze przez zawodowych fotografów, jest już przez Kolberga często stosowane. W roku 1876, w cytowanym już sprawozdaniu do Akademii Umiejętności, badacz informował:
W Czerniowcach widziałem u fotografa, p. Kluczeńki, całą kolekcję typów ludowych z okolic Czerniowiec zdjętych; są tam obok pojedynczych figur przedstawione i grupy charakterystyczne ludzi przy uczcie weselnej biesiadujących,
na jarmarku, w tańcu, w gronie familijnym itp., które zasługują na uwagę
i nabycie […]2.

Postulował, aby Akademia gromadziła ryciny i fotografie „typów miejscowych” i „ludzkiego przemysłu wytworów”, ważnych dla „dzieła etnograficznego”, proponując kierunek jej działań i wskazując na podjęte już prace:
Trudność otrzymania podobnych wizerunków, których nabycie zawisło od chętnego współdziałania ludzi ołówka, pędzla i rylca obok pomocy jaką daje fotografia, jak niemniej zbyt wysokie nakładu ilustracji tego rodzaju koszta, nie
dozwalają nam dzieła naszego uzupełnić nimi w sposób, jaki by wszechstronne
rzeczy opisywanych przedstawianie wymagało. Niepłonną wszakże żywimy nadzieję, że przedmiot tej wagi znajdzie z czasem życzliwe poparcie ciała naukowego większymi rozporządzającego środkami, jakim jest Akademia Umiejętności
w Krakowie, która po nakreśleniu i ogłoszeniu programu badań i instrukcji co
do zbierania materiałów dla antropologii i etnologii, rzecz samą w zasadzie przyjąwszy, zarazem i kierunek postępowania na tej drodze wytknęła3.

1

List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 117.
Brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 659.
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), pierwodruk: Kraków 1875, s. III–IV.
2

552

�Propozycje kierowane do Akademii obejmowały również wydawnictwa etnograficzne mające stanowić element większego przedsięwzięcia naukowego:
Ilustracje, jak wiadomo, ułatwiają zrozumienie wszelkich prac tak antropologicznych, jak i etnograficznych. Osobliwie dla etnografa są one niezbędnymi […].
Z tego powodu sądzę, że wielce byłaby pożądaną publikacja podobnych typów
[postaci ludu – Z.J.] systematycznie, pod dozorem jednego z doświadczonych
prowadzona etnografów i głównie dla celów naukowych skierowana, która by
z czasem dokładny utworzyć mogła atlas etnograficzny, osobliwie ziem polskich
dotyczący1.

Opis i przedstawienie ikonograficzne nie zastąpią jednak informacji zawartych w przedmiotach. To uczestnictwo w pracach Akademii Umiejętności spowodowało zwrócenie przez Kolberga na nie uwagi, a przez to
– poszerzenie zakresu uprawianej przez niego etnografii. Kolekcjonowanie
przedmiotów związanych z kulturą ludową zapoczątkowali w Krakowie
Wincenty Pol i Józef Łepkowski. W Akademii Umiejętności stworzono muzeum, do którego trafiały takie obiekty2, a Akademia swoją powagą przekonywała o ich wartości.
O dostarczanie eksponatów do Akademii apeluje Instrukcja do badania
właściwości ludowych wydana przez Sekcję Etnologiczną, której przewodniczącym był Kolberg, ułożona przez sekretarza Sekcji Jana Nepomucena
Sadowskiego:
Pod tym względem [ubiorów – Z.J.] najpożądańszemi są: rysunki, fotografie […],
a najlepiej całe gotowe ubiory. […] Pod tym względem [narzędzi – Z.J.] nie tylko
fotografie i dokładne rysunki, ale i nadsyłanie samych narzędzi jest pożądanem,
szczególnie jeśli się jaką osobliwą własnością odznaczają3.

Wprost o przedmiotach, które winny znaleźć się w Muzeum Akademickim, i sposobach ich gromadzenia Kolberg napisał w liście do Akademii
Umiejętności z października 1876 roku:
1

Brulion listu do Akademii Umiejętności, prawdopodobnie z 1874 r., Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 692.
2 Por. M. Dolińska Muzeum Etnograficzne w Krakowie – wierność tradycji, „Lud” T. 87:
2003, s. 84.
3 Instrukcja do badania właściwości ludowych…, s. XC–XCV.

553

�Niech mi tu wolno będzie zwrócić uwagę na przedmiot nader ważną specjalność
etnograficzną stanowiący, jakim mianowicie jest ubiór ludu i kształt jego mieszkań, narzędzi i sprzętów, gdyż przedmiot ten […] podać może materiał do zasilania okazami świeżo powstającego Muzeum Akademickiego. Akademia bowiem,
oprócz nabytków, jakie z darów prywatnych osób napłynąć mogą, a o których
nabycie nie omieszkałem w swej podróży poczynić starań (mniemam, że nie
pozostaną one bez skutku), znajdzie się niewątpliwie w położeniu zakupywania
niejednego z potrzebnych jej okazów, oczywiście środkami, jakimi w danej chwili rozporządzać będzie mogła. […] Obok wizerunków byłoby nader pożądanym
gromadzenie ubiorów w naturze lub też pojedynczych tychże części. Wszakże
cena takich ubiorów miejscami jest tak wygórowana, że o kupnie ich na teraz ani
można myśleć. Za przykład niech tu służy cena ubioru kompletnego Hucułów,
tak męskiego jak i żeńskiego; wysokość kwot tu podanych o niemałej tego ludu
góralskiego świadczy zamożności1.

Badacz uczestniczył w posiedzeniach Akademii, na których demonstrowano m.in. obiekty etnograficzne. Informował Władysława Przybysławskiego:
Właśnie wracam z posiedzenia Akademii, na którym pan Adam [Kirkor – Z.J.]
zdał sprawę ze swej tegorocznej wycieczki podolskiej. Z wielkim zajęciem słuchali wszyscy ciekawej jego rozprawy i oglądali odnoszące się do niej głównie
okazy archeologiczne, antropologiczne […]. Wasza Pokucianka czortowiecka,
szczęśliwie rozpakowana i ubrana przez p. Adama, jaśniała na podwyższeniu
[…]. Obok niej rozłożono peremitkę i inne części ubrania, jako i wasze pisanki […]2.

W tymże liście pisał o oglądanych we Lwowie eksponatach etnograficznych dostarczonych przez Przybysławskiego:
Tu [we Lwowie – Z.J.] w muzeum hr. Dzieduszyckiego widziałem między innymi
i Pańskie pisanki także. W ogóle zbiór pisanek i ubiorów ludowych znakomity,
równie jak i misek, garnków, dzbanków, tkanin wiejskich itp. Podobały mi się
kilimki ukraińskie i wełniane tamtejsze dywaniki3.

1

Brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 658–659.
2 Brulion listu do W. Przybysławskiego z 14 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 647.
3 Tamże, s. 646.

554

�Zabiegał o pozyskiwanie obiektów do Muzeum Akademickiego, nie bez
rezultatów. Dziękując za nie, napisał:
Dary dla Aka[demii] […] odebrałem i takowe zaraz na miejsce przeznaczone zanieść kazałem, oddając samemu p. prezesowi Majerowi, który je w Muzeum
umieścił. […] Pisanki bardzo pięknie są wybrane z wnętrzności, a z tymi, które
mają jeszcze ośrodek, postąpimy sobie według znanych nam i praktykowanych
przepisów (zatkawszy nosy)1.

Szczegółowy opis wysłanych Kolbergowi przedmiotów znajdujemy w liście Amelii Bochdanowej, wyrażającym także stosunek do badacza:
[…] co mogę myśleć, że Mu może sprawić przyjemność, posyłam, jako też dwa
dziecinne czypki, jeden dla dziewczynek a drugi dla chłopców – tutaj takie
dzieci noszą; także desenie, jakie baby wiejskie na płótnie porobiły, jakimi to
one upiększają swoje koszule i swoich mężów, również fartuszki haftują. Pisanki
dwie, oddzielnie zawinięte, dostałam od księdza, a pochodzą z Kołomyjskiego
o milę od Kut z wsi Kobaki. Co do ubiorów żądanych przez Pana Kolberga teraz
tych dostarczyć nie mogę, bo moja kieszeń na to nie pozwala […]2.

Gromadzenie i porządkowanie obiektów materialnych stało się bliskie
Kolbergowi w związku z jego uczestnictwem w przygotowaniu Wystawy
Etnograficznej w Kołomyi, zorganizowanej w roku 1880. Była to pierwsza
wystawa etnograficzna na ziemiach dawnej Polski, jej poprzedniczkami
były organizowane od lat 20. XIX wieku wystawy rolniczo-przemysłowe 3.
Pomysł zaproszenia Kolberga do Komitetu Organizacyjnego Wystawy
rzucił Kopernicki, a podjął go Władysław Przybysławski, przewodniczący Komitetu. Kopernicki napisał do niego: „Dobrze, żeś go zwerbował,
bo stary odpocznie u Was i także się przyda” 4. Kolberg został zaproszony
po to, aby być „doradcą i kierownikiem w urządzeniu wystawy
1

Brulion listu do A. Bochdanowej z 13 VII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 147.
2 List A. Bochdanowej do R. Grzybowskiej z 23 VI 1878 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 763.
3 J. Bujak Muzealnictwo etnograficzne w Polsce (do roku 1939), „Zeszyty Naukowe
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficzne” z. 8, Kraków 1975, s. 16 i nast.
4 Dopisek I. Kopernickiego w liście O. Kolberga do W. Przybysławskiego z 27 IV 1880 r.,
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 356.

555

�etnograficznej pokuckiej w Kołomyi” 1. W odezwie informującej o przygotowaniach do wystawy ogłoszono: „[…] zaszczytnie znany nasz etnograf
p. Oskar Kolberg zapewnił nam swe poparcie” 2. Kolberg znał wystawy
organizowane w Europie, odwiedził przecież wystawy w Wiedniu i Paryżu. Pracując przy wystawie, gromadził obiekty w terenie, zlecał zakup
przedmiotów uznanych przez siebie za niezbędne, systematyzował je, brał
udział w przygotowaniu ekspozycji, sporządził katalog. Żalił się Józefowi
Sikorskiemu: „[…] ustawianie i katalogowanie różnorodnych przedmiotów,
i to forsowne, niemało psuje mi głowy i zabiera czasu. Takich rzeczy
dawniej nie robiłem […]” 3.
Udział w wystawie nie wprowadził, co prawda, do etnografii uprawianej
przez Kolberga źródeł nowych, ale dowartościował niektóre z istniejących.
Były to „okazy”, „przedmioty przemysłu i pracy” – obiekty i eksponaty wystawowe. Wystawa zmieniła także perspektywę, z której Kolberg postrzegał dokumentowaną kulturę materialną, i sytuacje, w których kontaktował
się z jej użytkownikami i wytwórcami. W liście napisanym po zamknięciu
wystawy, uznając jej wielką rolę w pozyskiwaniu i opracowywaniu materiałów etnograficznych, stwierdził:
Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych]
mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać.
Toteż materiały zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony
niż wszystkie inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż
wszystkie dotychczasowe monografię tej prowincji 4.

Kolberg, uczestnicząc w pracach Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i później Akademii, uzyskał możliwość wypowiadania się w sprawach
etnografii/etnologii i poczuł się za nie odpowiedzialny. Wygłosił wykład
opublikowany w roku 1872 jako obszerny artykuł recenzyjny Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczególnym zwrotem do
1

List I. Kopernickiego do O. Kolberga z 23 III 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 339.
2 Odezwa Komitetu Wystawy Etnograficznej w Kołomyi z 22 XI 1879 r., Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 771.
3 Brulion listu do J. Sikorskiego z 10 VIII 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 398.
4 Brulion listu do B. Moraczewskiej z grudnia 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 427.

556

�dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera)1. Artykuł
jest krytyczny w stosunku do dzieła Glogera i ta właśnie krytyczna postawa skłoniła Kolberga do przedstawienia niektórych założeń przyjmowanej
przez siebie metodologii etnografii. Kolejnym artykułem, ważnym dla poznania posiadanego przez badacza wyobrażenia etnografii, jest rozprawa
Obecne stanowisko etnografii, ogłoszona w roku 1876 w czasopiśmie naukowym, jakim był wydawany we Lwowie „Przewodnik Naukowy i Literacki” 2. Jest to tekst w piśmiennictwie Kolberga wyjątkowy, poszerzona
recenzja, sprawozdanie z książek trzech etnologów niemieckojęzycznych,
zawierający cenne dla nas informacje ujawniające stanowisko Kolberga
wobec uprawianej przez siebie dyscypliny i jej obraz, który chce przekazać
czytelnikom.
Akademia Umiejętności w Krakowie odegrała ważną rolę w drodze Kolberga do etnografii. Mimo że nie posiadał specjalistycznego wykształcenia,
Kolberg dzięki swoim pracom, w części zainspirowanym przez środowisko
akademickie, stał się bliższy wzorcowi etnografa – profesjonalisty. Broniąc
się przed zarzutem niepotrzebnego publikowania wariantów pieśni, traktuje
siebie i oczekiwanych odbiorców swego dzieła jako etnologów „z zawodu”3. Pozycję Kolberga, naukową i w kulturze narodowej, poświadczała
i umacniała jego przynależność do innych jeszcze, poza Akademią, instytucji, a mianowicie licznych stowarzyszeń naukowych i kulturalnych, na
ziemiach polskich i poza ich granicami.
Etnografia Kolberga, kształtowana przez jego zainteresowanie ludem
poznawanym w terenie oraz przez kontakty ze środowiskiem naukowym,
pozostawała również pod wpływem lektur. Literaturą, z której korzystał,
Kolberg posługiwał się w różny sposób: cytując, sporządzając wypisy, odsyłając do niej dla dopełnienia własnych materiałów i w celach porównawczych lub tylko ją odnotowując, głównie w przypisach, w trakcie przygotowywania omówienia treści przeczytanych prac i pisania artykułów informujących o uprawianej przez siebie dyscyplinie. Jego lektury obejmowały
różne rodzaje piśmiennictwa: prace naukowe (o charakterze podręczników
i monografii problemowych oraz regionalnych, sprawozdań z badań terenowych, zbiorów folklorystycznych i dokumentów historycznych), a także
1

Pierwodruk: „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285, przedruk w: O. Kolberg
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 259–306.
2 Przedruk w: O. Kolberg Studia… (DWOK T. 63), s. 3–25.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), pierwodruk: Kraków 1887, s. XII.

557

�popularno-naukowe oraz artykuły prasowe. Były wśród nich pozycje zajmujące się zagadnieniami będącymi przedmiotem zainteresowań etnografii bez
wymieniania jej nazwy oraz te, które posługiwały się terminem „etnografia”,
„etnologia” lub „antropologia”. Nazwy „etnografia” nie stosował np. Gołębiowski, na którego prace, przede wszystkim Lud polski (1830)1, Kolberg
często się powoływał w wydawanych przez siebie monografiach i z których
wypisy pozostawił w swoim archiwum. Termin ten natomiast pojawił się
w dziełach badaczy polskich pochodzących z połowy XIX wieku, do których należeli Wincenty Pol2 i Antoni Marcinkowski (pseud. Nowosielski)3. To
wówczas także pojawiły się w Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda hasła „antropologia” i „etnografia”, o których już pisałem. Lektury te
uzupełniły liczne prace późniejsze, w tym bliskiego badaczowi Izydora Kopernickiego, który przedstawił ogólną charakterystykę etnografii i etnologii4.
Nieobca była ponadto badaczowi literatura zagraniczna, której znajomość podkreślał w korespondencji i w przypisach umieszczanych w wydawanych dziełach, pragnąc uzyskać dodatkowe materiały i wskazać na
walory naukowe swej pracy. Wykorzystywał ją również dla informowania
o stanie etnografii w Europie. Szeroko korzystał z opracowań i zbiorów
materiałów etnograficznych ukraińskich, rosyjskich, czeskich i serbskich,
często sięgając m.in. do pracy Pawła Czubińskiego5, o której uzyskanie się
starał6. Wykorzystywał również publikacje zachodnie, głównie niemieckojęzyczne, zarówno zawierające materiały europejskie, np. Jakuba Grimma7, jak i pozaeuropejskie, np. znanego etnologa Adolfa Bastiana8. Zaprote1

Ł. Gołębiowski Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830.
W. Pol pisał: „Prace etnografa i historyka zejdą się kiedyś z sobą, objaśnią się nawzajem
i utworzą wtedy rzetelną całość, prowadząca do poznania kraju”. Tegoż Rzut oka na północne
stoki Karpat, Kraków 1851, s. 112.
3 A. Nowosielski [A. Marcinkowski] stwierdził: „Nauka etnografii stanęła w XIX wieku jako
jedna z najważniejszych pomocniczych umiejętności do dziejów powszechnych człowieka”.
Tegoż Lud ukraiński, T. I, Wilno 1857, s. 86.
4 I. Kopernicki O etnografii i etnologii, ich przedmiot, rozwój i znaczenie naukowe dla
encyklopedii wychowawczej, nadbitka z Encyklopedii wychowawczej, T. 3, Warszawa 1885.
5 P. Čubinskij Trudy etnografičesko-statističeskoj ekspedicii v zapadno-russkij kraj, snarjažennoj Imperatorskim Russkim Geografičeskim Obščestvom. Jugo-zapadnyj otdel. Materialy i izsl’edovanâ sobrannyâ…, T. 1–7, Sankt Petersburg 1872–1878.
6 Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 144.
7 J.L. Grimm Deutsche Mythologie, wyd. 3, T. 1–2, Göttingen 1854.
8 A. Bastian Die Völker des östlichen Asien. Studien und Reisen, Bd 3: Reisen in Siam;
Reisen durch Kambodja, Jena 1868–1869.
2

558

�stował, w recenzji z książki Zygmunta Glogera, przeciwko wzgardliwemu
traktowaniu przez tego autora niemieckich badaczy i tworzonej przez nich
literatury:
Nie jest nikomu tajnym, a i własne nasze uczy nas przekonanie, że wielu Niemców istne pisało o Słowiańszczyźnie brednie […], ale byli i tacy, którzy przełamawszy trudności i pozbywszy się uprzedzeń, wielkie mimo szczupłości nieraz
materiałów poczynili dla nauki zdobycze, a których prac lekceważyć nie będzie
żaden sumienny badacz jakiegokolwiek bądź narodu1.

Podkreślał konieczność korzystania z prac niemieckich szczególnie wówczas, kiedy przedmiotem studiów mieli być Mazurzy: „I dlatego dokładna
dzieł tych znajomość staje się niezbędna dla każdego, kto by się zabierał do
poznania ludu mazurskiego i do porównawczych chciał przystąpić badań”2.
Z literatury anglojęzycznej korzystał rzadko, i to głównie za pośrednictwem piśmiennictwa w innych językach, powołując się np. na H.S. Maine’go,
jednego z prekursorów antropologii brytyjskiej, i jego pracę Lectures on the
early history of institutions, w próbie wyjaśnienia słowa „bojar” 3. Józef
Gajek wymienia przywołane przez Kolberga nazwiska autorów europejskich: W. Jones, E. Bournouf, F. Bopp, J. Grimm, Ch. Lassen, Kuin [błędnie;
chodzi ponownie o A. Kuhna], J. Michelet, Thiele, H. Dixon, Vuk Karadžić,
A. Kuhn, W. Manhardt, M. Toeppen i B. Naumann4. Większość spośród
nich to autorzy niemieccy, głównie filologowie, indoeuropeiści, rozwijający
językoznawstwo historyczno-porównawcze, zainteresowani mitologią, publikujący w pierwszej połowie XIX wieku. Kolberg gromadził informacje
bibliograficzne, sporządził np. bibliografię lituanistyczną „[…] dla dogodności
własnej jak i przyszłych […] badaczy”5.
Sięganie przez Kolberga do literatury zagranicznej i jego próby zrozumienia kultury poza terenem dawnej Rzeczypospolitej, a także spoza Europy, potwierdzają hasła jego autorstwa przygotowane dla Encyklopedii
powszechnej Orgelbranda. Nie stanowiły one głównego kierunku prac
1 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczególnym
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 294.
2 O. Kolberg Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 474–475.
3 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), pierwodruk: Kraków 1890, s. 39.
4 J. Gajek Oskar Kolberg jako etnograf, „Lud” T. 42: 1955, s. 44.
5 W. Armon „Litwa” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53), s. XII.

559

�badacza. Powstawały od końca lat 50. XIX wieku, dostarczały środków
utrzymania, wybór podejmowanych w nich niektórych tematów wynikał
z podziału obowiązków w zespole współpracowników Encyklopedii oraz
potrzeb czytelników. Tylko niektóre z tych haseł dotyczących tematyki
pozaeuropejskiej mają etnograficzny lub w części etnograficzny charakter.
Kolberg powtarzał w nich za wykorzystanymi pracami błędy i nieścisłości, których najwięcej jest w tekstach dotyczących Ameryki. Aleksander
Posern-Zieliński, omawiając hasła dotyczące terenów „egzotycznych”, podkreślił wyrażane w nich, przejęte z literatury końca XVIII i pierwszej połowy XIX wieku poglądy pozwalające oceniać ludy „prymitywne”, w których
elementy „filozofii dzikości” współwystępowały z określeniami obecnymi
w teorii postępu. Nie odpowiadały już one rozwojowi myśli społecznej
w drugiej połowie XIX wieku1.
Wybrane publikacje Kolberg omawiał także w obszernych artykułach
recenzyjnych. Zrecenzował m.in. książkę Maksa Toeppena Aberglauben
aus Masuren, mit einem Anhange, enthaltend masurische Sagen und
Märchen2. Przedstawił, ze szczegółowym komentarzem pozwalającym poznać niektóre jego własne założenia przyjmowane w badaniach kultury
ludowej, pracę Zygmunta Glogera Obchody weselne3. Pragnąc zaznajomić
czytelników z etnografią jako dyscypliną naukową, zreferował dotyczące
jej podręczniki autorów niemieckojęzycznych: Maksymiliana Perthy’ego,
Friedricha Müllera i Oscara Peschla 4. Ujawnił przy tym własny stosunek do stwierdzeń w nich zawartych. Niektóre teksty, uznane przez siebie
za ważne, tłumaczył. Przetłumaczył z języka rosyjskiego pracę Hilferdinga
Ostatki Słowian na południowym brzegu morza bałtyckiego, uzupełniając
tłumaczenie uwagą, że jest ona niezbędna dla „badacza rzeczy słowiańskich”5, oraz, z ukraińskiego, pracę Józefa Łozińskiego Ruskoje wesile6 (bez
przedmowy).
1 A. Posern-Zieliński Studia, rozprawy i artykuły Oskara Kolberga, w: tegoż Studia…
(DWOK T. 63), s. XXXII i nast.
2 O Kolberg Studia… (DWOK T. 63), s. 421–424; (DWOK T. 63), s. 421–424; pierwodruk:
„Biblioteka Warszawska” 1868, T. 2, z. 5..
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych w Polsce i na Rusi…, tamże, s. 259–306.
4 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, tamże, s. 3–25.
5 O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 307.
6 Tłumaczenia te zachowały się w materiałach rękopiśmiennych Kolberga i zostały opublikowane, pierwsze z nich w tomie 39 Pomorze (DWOK T. 39), drugie w tomie Przemyskie.
Suplement do t. 35 (DWOK T. 83/I).

560

�Pełną informację o publikacjach znanych i wykorzystywanych przez
Kolberga przynoszą monografie wydane z materiałów archiwalnych i tomy
suplementowe, zawierające zestawienia bibliograficzne oraz listy prac cytowanych i odnotowanych przez Kolberga. Choć zestaw znanych Kolbergowi
lektur był niezwykle bogaty, badacz w ostatnim okresie życia zdawał sobie sprawę, że nie panuje nad najnowszą literaturą. W odpowiedzi na list
Ceslawa Neymanna dotyczący podziału języków wschodnio-słowiańskich
tłumaczy, że jest wychowańcem „[…] dawnej szkoły, nie lingwistą z powołania, czerpiącym swą naukę z poglądów jeszcze Szafarzyka”1.
Wśród odnotowanych lektur zabrakło prac ważnych, kształtujących
światopogląd ówczesnych badaczy i problematykę badań (być może nieuwzględnionych ze względu na przekonanie, że są powszechnie znane), które nie były bezpośrednio związane z zakresem działań Kolberga. Na przykład nazwisko Johanna Gottfrieda Herdera, który swoimi dziełami, tłumaczonymi również na język polski i znanymi takim uczonym cenionym
przez Kolberga, jak Hugo Kołłątaj, Zorian Dołęga-Chodakowski, Kazimierz
Brodziński czy Wincenty Pol, zapoczątkował romantyczną orientację w badaniach nad ludami i ludem oraz ich kulturą, pojawiło się jako nazwisko
poety2.
Stan, przedmiot, źródła, próby definiowania,
miejsce wśród innych nauk i cele etnografii Kolberga
W trakcie długiego życia i działalności Kolberg uzupełniał swoją wiedzę
o etnografii, zmieniał swój na nią pogląd i sposób jej uprawiania. W ważnym dla stawania się Kolberga etnografem roku 1865 stwierdził:
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu
swego świadomą; potrzeba do niej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc
i moja praca niczym prawie jeszcze innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków
przejść będzie mogło3.
1

Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 162.
O. Kolberg Juliusz Kolberg, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 438.
3 List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.
2

561

�Skarżył się na brak zrozumienia i wsparcia dla tej dyscypliny: „[…] widząc powszechną na etnograficzne badania u nas obojętność (skutek zapewne nieznajomości, więc lekceważenia tej nauki)”1. Ubolewał, że badacze
zagraniczni, w tym Oscar Peschel:
[…] nader nam mało powiedzieć jeszcze umieją o stanowisku etnograficznym
Słowian w ogólności, a w szczególności Polaków, czemu się wcale nie dziwimy,
wiedząc, że i u nas samych nauka etnografii, jak i antropologii, zaledwie kiełkować poczyna i dziś jeszcze głównie na skrzętnym zbieraniu materiałów się
ogranicza2.

Jednocześnie, stawiając etnografię obok antropologii, stwierdzał rosnące
jej znaczenie i usamodzielnienie się:
Nowa ta nauka, nim samoistnie do działania na pole wiedzy została powołana,
czerpała pożywcze swe soki z szeroko już rozrośniętego drzewa nauk historycznych, geograficznych i filologicznych, skąd oderwawszy się wskutek obficie
przybywającego jej zewsząd żywiołu i wywiązujących się zeń nowych wyników
naukowych, wreszcie konieczność własnego, samodzielnego zaznaczyła bytu3.

Kolberg wyróżniał wśród źródeł, z których korzystał i które tworzył,
źródła „piśmienne” i „ustne” oraz „wiadomości […] przez nas samych zbierane czy z innych źródeł wzięte” 4, czyli wywołane i zastane. Pośrednie
miejsce między źródłami wywołanymi a zastanymi zajmują teksty powstałe
bez bezpośredniego udziału badacza, lecz przez niego zainspirowane – jakże
liczne materiały dostarczone przez jego korespondentów. Obok źródeł tzw.
wywołanych Oskar Kolberg w szerokim zakresie korzystał z tekstów zastanych. Dostarczały ich literatura naukowa, popularno-naukowa, piękna oraz
publicystyka i notatki prasowe, a także dokumenty osobiste i urzędowe,
które docierały do badacza zarówno w formie publikowanej, jak i ręko­
piśmiennej. Podkreślał, pisząc o materiałach „z ziem ruskich”, znaczenie
danych przez siebie zgromadzonych:
1 Brulion listu do Augusta Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 299.
2 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 23.
3 Tamże, s. 3.
4 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 392–
–393.

562

�Nadmienić tu winienem, że wymienione w wykazie materiałów, obok zbiorów
moich własnych, prace i rękopisy innych autorów, stanowią zaledwie dziesiątą
część całej masy mych materiałów i służyć jedynie mają, gdzie tylko tego zajdzie
potrzeba, na wzmocnienie własnych mych opisów, spostrzeżeń i wywodów1.

Materiały uzyskane przez Kolberga w bezpośrednim kontakcie z rozmówcami są najliczniejsze i to one stanowią o wyjątkowej wartości jego
zbiorów. Ten sposób gromadzenia danych stosowany był szeroko przez
badaczy kultury ludowej. Na ziemiach polskich upowszechnił go Ignacy
Lubicz-Czerwiński, a przede wszystkim Zorian Dołęga Chodakowski. Źródła wywołane określane są dzisiaj w etnografii także mianem zapisów czy
notatek z badań terenowych i są uznawane za podstawowe w etnologii/
antropologii kulturowej. Ciągle poddaje się je dyskusjom2. „Terenowymi”
nazwane są także przez opracowujących rękopiśmienne zbiory Kolberga:
„karty terenowe”, „notatki z badań terenowych”, „zapisy terenowe”, „rękopisy terenowe”3. Wymagały one odszukania rozmówcy, wejścia z nim
w interakcję i skłonienia go do przekazania informacji o jego kulturze i środowisku. Zwykle związane były z wyjazdem badacza poza miejsce jego zamieszkania, jednak nie zawsze. Przykładem materiałów terenowych w zbiorach Kolberga, zgromadzonych w miejscu zamieszkania, bez konieczności
wyjazdu dokumentalisty poza to miejsce, są pieśni umieszczone w teczce,
na której Kopernicki zanotował:
Melodie i pieśni ukraińskie po największej części spisane przez samego O.K.
w Warszawie od służby dworskiej panów ukraińskich tam mieszkających, np.
podobno od p. Tytusa Piotrowskiego z Rozalówki w pow. kijowskim […]4.

1

Brulion listu do Stanisława Polanowskiego z 24 IX 1887 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 467.
2 O wieloznaczności terminu „teren” i „badania terenowe” w antropologii pisał m.in. James Clifford (Praktyki przestrzenne: badania terenowe, podróże i praktyki dyscyplinujące
w antropologii, w: Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej. Kontynuacje, wybór
i przedmowa M. Kempny i E. Nowicka, Warszawa 2004, s. 139 i nast.). Polscy badacze zajęli się
określeniem, czym jest „teren”, i znaczeniem badań terenowych w książce Teren w antropologii. Praktyki badawcze we współczesnej antropologii, red. T. Buliński, M. Kairski, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2011.
3 Zob. wstępy wydawców, np. w tomach DWOK 49, 77/I, 81, 82.
4 Przytaczam za: A. Skrukwa „Wołyń” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Wołyń. Suplement
do t. 36 (DWOK T. 84), s. XXIX.

563

�Kolberg cenił także źródła ikonograficzne, ryciny i fotografie oraz obiekty
materialne, które stawały się źródłami po utrwaleniu ich w rycinach, fotografii i opisie lub znalazły się w muzeum. Kolberg był świadom znaczenia różnorodności źródeł wykorzystywanych w etnografii. Oprzeć się ona winna na:
[…] autentycznych dowodach leżących w kronikach, dokumentach, dyplomatach,
mapach, planach itd. obok zabytków, jakie przynosi dla niej archeologia – tak
i etnografia, zarówno u nas, jak i wszędzie indziej wzrost i korzyści swe zawdzięczać będzie liczbie, dokładności i wiarygodności dostarczonych jej materiałów,
typów, okazów, opisów, fotografii i rysunków szczegółowych i zbiorowych. Bez
nich ani zdolności autora, ani jego zabiegi i prace na wnioskach osobistych
i domysłach częstokroć oparte, więc nie dające niezbitej pewności i zupełnie
jasnego o rzeczy wyobrażenia, pożądanego nie odniosą skutku […]. […] dzisiejsi
etnografowie poszukują materiału przede wszystkim oryginalnego, że tak powiem z pierwszej ręki, a otrzymawszy go i nie zawsze na cudzych, a zwłaszcza
ludzi niekompetentnych, polegając relacjach, sprawdzają […]1.

Głównym przedmiotem uprawianej przez siebie etnografii uczynił Kolberg lud wiejski ziem dawnej Rzeczypospolitej, choć wykraczał poza jej
granice. Lud jako przedmiot poznania etnograficznego nabierał znaczenia,
gdyż stanowił jednocześnie ważną część narodu. Kolberg stwierdzał, znając zasady przyjmowane w etnografii, że dla poznania „ludu własnego”
konieczna była również znajomość ludów innych:
Zbieranie typów, opisywanie i rozbiór zwyczajów, cech i właściwości ludów
różnych, prowadząc do dokładniejszego poznania własnego ludu, stało się jedną
z potrzeb naszego wieku u każdego ukształconego narodu. Przekonano się, że
ludy pojedyncze są to ogniwa jednego wielkiego łańcucha ludzkości całej […]2.

Lud interesował Kolberga jako całość ze względu na charakteryzujące go
„cechy i właściwości”3, „znamiona materialnego bytu i umysłowego życia”
oraz „cechy fizyczne i moralne”4. W całości tej dominowały cechy społeczno-kulturowe, zresztą dokumentowane nierównomiernie. Cechy fizyczne
1

O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 23.
Fragment projektu odezwy do prenumeratorów Ludu, brulion listu do Bogumiła Hoffa
z 23 V 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 327.
3 Por. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), pierwodruk: Kraków 1871, s. 3.
4 Por. O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), pierwodruk: Kraków 1887, s. III i 43.
2

564

�ludu przedstawiane były w opisach umieszczanych w rozdziałach Lud oraz
na ilustracjach przedstawiających „typy”, „postacie”, które informowały także o ubiorze i postawie należących do kultury. Geograficzny zakres badań
nad ludem i ludami tworzył różnego rodzaju etnografie. Najbliższa Kolbergowi była etnografia „krajowa”, która była częścią „etnografii Słowian”1.
Szerszy zakres obejmował etnografię Europy, a najszerszy – świata.
Kolberg uprawianą przez siebie dyscyplinę najczęściej nazywał etnografią, a sam siebie określał mianem etnografa. Nazwa „etnologia” pojawiła się
w tekstach Kolberga po objęciu przez niego w roku 1874 funkcji przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Rzadko, i to nie bezpośrednio, nazywał siebie etnologiem,
choć przyjmował niekiedy lub wskazywał etnologiczny punkt widzenia: „…
zapatrując się okiem etnologa”2; „ma tu etnolog możność śledzenia”3. Etnologów traktował jako nauczycieli „zbieraczy”4. Ważnych danych o sposobie
rozumienia przez Kolberga dyscypliny, z którą się identyfikował, dostarcza
wymieniony już artykuł recenzyjny Obecne stanowisko etnografii (1876).
Odróżniając etnografię od etnologii wzorem Friedricha Müllera, autora jednej z książek omawianych w powyżej wskazanym artykule, połączył je
obie i nazwał „jedną etniczną umiejętnością”5, jedną nauką. Definiował ją
– a definiowanie jest u Kolberga rzadkie – następująco:
Jeśli bowiem etnografia miałaby za zadanie skreślić cechy zewnętrzne i wewnętrzne żywota każdego z ludów obecnie ziemię zamieszkujących, tak znowu
etnologia, cofnąwszy się w przeszłość, nierównie szerszy zakreśliłaby dla swych
prac program, szukając cech ludów dawniejszych od starego ich początku przy
pomocy archeologii i pokrewnych jej nauk, śledząc ludów tych rozrost lub przekwit, wyjaśniając wreszcie ich wzajemne na siebie czy to dodatnie, czy ujemne
oddziaływanie w pochodzie wieków aż po dzień dzisiejszy6.

Etnografię i etnologię spaja ten sam przedmiot badań, jakim jest lud i są
ludy. Lud, warstwa społeczna w społecznościach o zróżnicowanej, silnie
1 Brulion listu do J. Lubomirskiego z 5 V 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 289.
2 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 410.
3 O Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XII.
4 Tamże, s. IX.
5 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 18.
6 Tamże.

565

�zarysowanej strukturze, została utożsamiona z grupą etniczną, z ludami
współcześnie występującymi lub dawnymi, które takiej struktury nie posiadają lub nie posiadały. Podział zadań między etnografię i etnologię jest tu
jasny. Etnografia bada poszczególne ludy w przestrzeni w czasie teraźniejszym, etnologia w szerokim zakresie czasu, sięgającym głęboko, doprowadzonym jednakże do teraźniejszości. Etnografia koncentruje się na opisach,
etnologia, korzystając z pomocy nauk pokrewnych i stosując m.in. metodę
porównawczą, na wyjaśnianiu. Jedność przedmiotu i perspektywy badań
pozwala jednakże na zamienne stosowanie nazw „etnografia”, „etnologia”,
a nawet „ludoznawstwo”. Kolberg powtarzał za Müllerem: „Etnografia, czyli
etnologia, więc ludoznawstwo, jest, jak to orzeka jej nazwa, umiejętnością
o człowieku uważanym jako osobnik (indywiduum) z b i o r o w y [podkr. oryginalne]”1.
Z badaniem ludu, a tym samym z etnografią, związany był nowo wprowadzany termin „folklore”, oznaczający w tym czasie głównie niepiśmienną
literaturę ludową i naukę o niej. Kolberg nie stosował tego terminu i był
mu niechętny. Pod koniec życia, w roku 1888, w liście do Jana Karłowicza
po lekturze jego artykułu, napisał:
Przyznam się otwarcie, że wyraz (neo-angielski?) „folklore” („Wisła”, II str. 84)2,
oznaczający właściwie u nas ludogadactwo, ludowiedztwo (a po dawnemu: guślarstwo), lubo w wielu krajach już przyjęty – jest mi dosyć wstrętnym, już dla
tego samego, że nie da się on gładko adaptować (przyswoić) do organizmu naszego języka, a nawet u Francuzów, Włochów, Hiszpanów itd. użyty, sprawia wrażenie jakiejś niemiłej kakofonii, jakiegoś gwałtu. Natomiast głosowałbym chętnie
za wyrazem demotyka, proponowanym przez portugalskiego autora Braga3.

Kolberg, pozostający w środowisku naukowym krakowskim i zaznajomiony z lekturą odpowiadającą jego zainteresowaniom, był świadom
1

O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 17.
Karłowicz informował: „Od lat kilku, skutkiem zwrotu w literaturach europejskich do poznawania rzeczy ludowych, wszedł w użycie wyraz powyższy na oznaczenie wszystkiego, co się
do tak zwanej literatury niepiśmiennej ludu odnosi. Folklorem przeto Francuzi, Niemcy, Włosi,
Hiszpanie i t.d. nazywają same pieśni, podania, zagadki, zabobony, przysłowia i t.d., a także
naukę, mająca za przedmiot zbieranie, porównywanie i wyjaśnianie rzeczy ludowych; osoby
zajmujące się ich gromadzeniem i badaniem nazywają folklorystami”. J. Karłowicz Folklore,
„Wisła” T. 2: 1888, z. 1, s. 84.
3 List do J. Karłowicza z 2 IX 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 530.
2

566

�stopniowego usamodzielniania się etnografii i etnologii i ich odrębności od
innych nauk. Dostrzegł trudności w zakreśleniu granic dyscypliny, podnoszone przez jej przedstawicieli także dzisiaj:
[…] niektórzy z pisarzy […] wahali się lub mało troszczyli o oznaczenie teoretyczne ostatecznych jej granic, gdy inni znowu z każdorazowej własnej wychodząc
praktyki, oznaczali je według indywidualnego swego zapatrywania1.

Podkreślał różnicę, jaka dzieli etnografię i etnologię od antropologii,
rozumianej jako biologiczna. Przytoczył we wskazanym już kilkakrotnie
artykule Obecne stanowisko etnografii stwierdzenie Friedricha Müllera,
którego pracę Allgemeine Ethnographie (1873) omawia: „Pojęcie rasy […]
dotyczy głównie antropologii, pojęcie ludu lub narodu – etnologii”2. Za tymże autorem powtarza argumenty przemawiające za odmiennością etnografii
od antropologii:
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka3.

Charakteryzując etnografię jako „towarzyszkę innych umiejętności”4,
dostarczającą im ważnych informacji, jednocześnie zauważył, referując poglądy J.A. Maximiliana Perthy’ego, że potrzebuje ona współpracy z innymi
dyscyplinami:
Stąd też, ku wszechstronnemu natury ludzkiej zgłębieniu i ocenieniu, nie dosyć
jest dla etnografa znać jedną tylko, ale trzeba wiele innych jeszcze posiąść nauk
[…]. Obok znajomości przede wszystkim antropologii, niezbędnymi stają się tu
wiadomości historyczne, archeologiczne, mitologiczne, lingwistyczne, statystyczne, geograficzne, geologiczne itd., których wyczerpująca znajomość przechodzi
siły pojedynczej osoby […]5.
1

O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 6.
Tamże, s. 15.
3 Tamże, s. 17.
4 Tamże, s. 5–6.
5 Tamże, s. 7–8.
2

567

�Dostrzegał kierunki badań powstałe na granicy etnografii z innymi
dyscyplinami. Wymienił etnopsychologię i związał z nią m.in. Theodora Waitza1. Dla długoletniej działalności Kolberga charakterystyczne jest
przesuniecie jego uwagi z nauk humanistycznych, jako współpracujących
z etnografią, ku antropologii, związanej głównie z naukami przyrodniczymi.
Kolberg podkreślał cele naukowe etnografii. We wspomnianym już, niedatowanym liście do nieznanej z nazwiska „Waszej Ekscelencji”, postaci
zapewne wysoko postawionej w administracji carskiej, licząc się z realiami
politycznymi, napisał:
Celem pracy tej będzie rzetelne, jasne i dokładne przedstawienie przedmiotu czy
faktu, więc czysta nauka, i dlatego wyłączonym z niego zostanie wszystko, co
tylko zdaje się trącić polityką lub tendencyjnością, w przekonaniu, że tym tylko
sposobem obudzi ono zaufanie badaczy i przyniesie istotny dla nauki pożytek2.

Dostrzegał rozwój etnografii i jej międzynarodowy charakter, wymieniał
główne przyczyny tego rozwoju:
[…] nauka etnografii szybkie a wielkie swe postępy zawdzięcza głównie zabiegliwym pracom zbiorowym towarzystw geograficznych, etnograficznych i antropologicznych, mianowicie w Londynie, Paryżu, Berlinie i Petersburgu, jak również
podróżom i skrzętnym badaniom lingwistycznym, obyczajowym i innym Niemców, Francuzów, Anglików, Szwedów, Holendrów, Włochów itd.3.

Wskazywał na znaczenie pism specjalistycznych, zjazdów i kongresów
oraz wystaw i muzeów etnograficznych, ubolewając, że w muzeum w Wilnie oraz muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego „okazy etnograficzne stanowią dotąd jedynie przedmiot dodatkowy”4. Był zadowolony, że w badaniach
na ziemiach polskich wspomagają go „już inni na polu etnograficznym
współpracownicy, jak o tym świadczą »Roczniki« Akademii Umiejętności” 5.
O celach swoich prac i ich związku z etnografią pisał Kolberg wielokrotnie. Obok ogólnego stwierdzenia, że są to „szczegółowe badania ludu
1

Tamże, s. 5.
Brulion listu do nieznanego adresata, bm. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 101;
list pochodzi najprawdopodobniej z roku 1864 lub 1865.
3 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 4.
4 Tamże, s. 25.
5 List do J.I. Kraszewskiego z 20 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 268.
2

568

�naszego”1, badacz informował, w jaki sposób cel ten ma zostać zrealizowany:
Tak przygotowane dzieło obejmujące poszczególne monografie ludów wszystkich
części dawnej Polski, utworzone z materiałów zebranych na całym niemal jego
obszarze, pragnąłbym kolejno w odpowiedniej jego znaczeniu wydać szacie […]2.

Podkreślał wartość uzyskanych przez siebie materiałów nie tylko dla
nauki, ale także dla sprawy narodowej, bo to dzięki nim „[…] tym zupełniej
narysuje się wizerunek ogólny narodu”3. Dostrzegł polityczne znaczenie
prac etnograficznych. Krytykował ustalenia Pawła Bobrowskiego, oficera
armii carskiej, prowadzącego badania na Białorusi4, zaliczanego do tzw.
„etno­grafów rządowych”5. Zwracając się do Akademii Umiejętności o pomoc w wydaniu tomów dotyczących Rusi, argumentował, że będą one
miały znaczenie także polityczne: „[…] do Akademii właściwie tak ze względów politycznych, jak i naukowych należy przedsięwzięcia tego rodzaju
popierać nie tylko moralnie, ale i materialnie”6.
Przedstawiając swoje dzieło jako ważne dla poznania „stosunków ziem
ruskich”, jednocześnie określał je jednak jako „tylko w etnograficznym wyświecającego zakresie sprawę”7.
Były także inne cele, społeczne i etyczne. Należała do nich zadeklarowana już w młodości służba ludowi, pomijana zwykle przez badaczy życia
i prac Oskara Kolberga, tak ważna w kształtowaniu jego postawy wobec
ludu8. Badacz cenił ponadto bogactwo obrzędowości i artystyczne wartości
1 List do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego z 10 X 1867 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 204.
2 Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 279.
3 List do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego z 10 X 1867 r., Korespondencja… cz. I
(DWOK T. 64), s. 204.
4 M. Olechnowicz „Białoruś-Polesie” Oskara Kolberga”, w: O. Kolberg Białoruś-Polesie
(DWOK T. 52), s. XV; S. Kasperczak, tamże, s. XXV–XXVI.
5 Por. S.A. Tokarev Istorija russkoj etnografii (Dooktjabrskij period), Moskva 1966, s. 314–
–315.
6 List do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 358.
7 Brulion listu do S. Polanowskiego z 24 XI 1887, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 466.
8 W liście do Antoniego Woykowskiego z dnia 6 XII 1842 roku napisał: ”[…] nagrodzi Ci to
wdzięczność ludu, któremu również Ty, jaki ja służyć powinniśmy i służymy”. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s 18.

569

�wytworów ludu: literatury ludowej, muzyki, dzieł plastycznych, mogących
służyć jako inspiracja dla sztuki narodowej, a ujawnianych poprzez badania
etnograficzne.
Kolberg, obok celów realizowanych przez etnografię, określał także zadania przyjmowane przez siebie w jej ramach. Wielokrotnie powtarzał:
„Ja daję właśnie materiał do tych wszystkich prac […], daję tylko materiał”1.
Konsekwentnie realizował w swojej praktyce badawczej i wydawniczej wyznaczony sobie cel, jakim było gromadzenie, porządkowanie i utrwalanie
materiałów, które uznawał za wartościowe. Uzupełniał je niekiedy dodatkowymi informacjami, uznawanymi za potrzebne późniejszym badaczom
i innym użytkownikom tych materiałów. Wierzył, że jego pracy „[…] nie
poczytają [potomni – Z.J.] za całkiem marną zbieraninę”2. Świadomość celów i podjęcie się także systematyzacji i, choć w ograniczonym zakresie,
interpretacji i krytyki materiałów powodowało, że Kolberg wykroczył poza
granice zbieractwa, stał się dokumentalistą i badaczem. O swojej pracy
informował:
[…] starałem się materiał (nierzadko napływający mi pobieżnie, bezładnie) –
gromadzony dorywczo, acz pilnie – uporządkować i ułożyć w taki sposób (nie
tykając bynajmniej odrębnej jego właściwości i barwy miejscowej, więc bez narażenia na szwank jego autentyczności), aby ten wedle wskazówek i badań uczonych zagranicą dokonywanych (które śledziłem), z pożytkiem dla nauk mógłby
być zachowanym i służyć za podstawę do dalszych w przyszłości badań […]3.

Bezpośrednim celem Kolberga nie było uzyskanie syntezy w postaci obrazu polskiego ludu, co przypisuje mu Domański, uznając jednocześnie,
że kultura regionu „była zawsze pierwszorzędnym przedmiotem jego ba­
dań”4. Kolberg nie zmierzał do syntezy, odsuwał ją w przyszłość:

1

O. Kolberg Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego, w: tegoż Studia… (DWOK
T. 63), s. 416.
2 Brulion listu do B. Moraczewskiej z 28 IV 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 435.
3 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 299.
4 W. Domański Oskar Kolberg i jego dzieło, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dodak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 64.

570

�Ja przynajmniej mam to przekonanie, że jeszcze lat kilkanaście a może kilkadziesiąt zbierać, i to z pospiechem, i ogłaszać będziemy musieli materiały nim
do wniosków, a wreszcie i do zadawalniającej syntezy przyjść potrafimy […]1.

Nie czuł się przygotowany do ujęć syntetycznych, wymagających materiałów i usystematyzowanych założeń teoretycznych, i bronił się przed
nimi. W roku 1878, w odpowiedzi na propozycję napisania do Słownika
geograficznego2 etnograficznych charakterystyk grup regionalnych i etnicznych z ziem polskich, tłumacząc się porządkowaniem materiałów i przygotowywaniem ich do druku, a może także obawiając się ingerencji cenzury, wyjaśniał: „Zajęty tą pracą […] nie miałbym czasu, nie byłbym nawet
w stanie dziś już dać dokładnego, treściwego, syntetycznego obrazu tego
przedmiotu”3.
Podstawowe pojęcia i założenia etnografii Kolberga
Podstawowe pojęcia
Termin „lud”, oznaczający główny przedmiot uprawianej przez Kolberga
etnografii, nie został przez niego zdefiniowany. Oznaczał ludność wiejską
w jej warstwie, w miarę jednolitej, najniżej sytuowanej w ramach zróżnicowanego społeczeństwa feudalnego i postfeudalnego. Ludzie stanowiący
lud nazywani byli „włościanami”, „wieśniakami”, rzadziej „chłopami” 4. Lud
etnicznie polski interesował Kolberga jako fundament i istotny element
polskości, lud niepolski, zamieszkały na terenach dawnej Rzeczypospolitej – jako należący do politycznego narodu polskiego. Dla Kolberga ważny
był także lud „sam w sobie”, jako oddzielna kategoria społeczna i twórca
odrębnej kultury. Swoje zainteresowania ludem badacz rozszerzał przecież
poza granice Rzeczypospolitej. Lud charakteryzowały szczególne „cechy
1

Brulion listu do J. Majera z 18 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 267.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich wydany zastał
w 15 tomach w latach 1880–1902 w Warszawie.
3 Brulion listu do F. Sulimierskiego z 15 III 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 226.
4 Por. brulion listu do ks. K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 98; O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 104; O. Kolberg W. Ks.
Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47.
2

571

�i właściwości”1, „znamiona materialnego bytu i umysłowego życia” oraz
„cechy fizyczne i moralne”2. Badacz wymienił najważniejsze dla niego spośród tych „właściwości” w podtytule tomów Ludu: „Jego zwyczaje, sposób
życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka
i tańce”. Lud odznaczał się także szczególnymi cechami fizycznymi, wartymi
odnotowania w jego opisie, oraz „umysłowymi” i „moralnymi”. Posiadał
„duszę”3, o której Kolberg pisał zapewne, jak sądzi Wojciech Domański,
stosując powszechną w jego czasach stylistykę publicystyczną4, ale przede
wszystkim nawiązując (bez wskazania źródła) do idei „Volksgeist” – „ducha
ludu” Herdera, ważnej w rozwoju zainteresowań ludoznawczych5. Kolberg
dostrzegał ponadto „charakter ludu”6 i wiązał go ze sposobem jego życia.
W sposobie życia ludu, a co za tym idzie – w jego charakterze, istotną rolę odegrała pańszczyzna – pozbawienie wolności osobistej i przymus
pracy – oraz jej następstwa. Kolberg w rękopisie pozostawił wypis z tekstu
C.F.E. Hammarda ze stwierdzeniem, że kobiety „daleko silniej odczuwały
[…] ucisk i ciężar poddaństwa niż mężczyźni”7. Przytoczył też opinię innego
niemieckiego autora:
[…] moralność ludu w stosunku stoi do jego wolności, i że taki chłop, który ma
wolność swobodnego zarobkowania jest zarazem i moralniejszym […]. […] w W.
Ks. Poznańskiem chłop, na którego pijaństwo skarżono się niegdyś powszechnie,
teraz, gdy został właścicielem czyli posiedzicielem, stał się nierównie umiarkowańszym i wstrzemięźliwszym8.

To pańszczyzna powodowała zachowawczość na ziemiach polskich
ludu, który był pańszczyzną „nieruchomie niemal przyparty do gleby”9,
i stanowiła przeszkodę w jego działalności gospodarczej.
1

Por. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 3.
Por. O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. III, 43.
3 Por. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. I.
4 W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg.
Prekursor antropologii…, s. 75.
5 Por. H. Bausinger Czy zmiana paradygmatów? Uwagi o kryzysie etniczności, tłum.
W. Jasiewicz, „Lud” T. 75: 1992, s. 6.
6 Por. brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 346.
7 O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), s. 18.
8 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47.
9 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 268.
2

572

�Lud, mimo swej niekorzystnej sytuacji społecznej, był twórczy. Twórczość ludu Kolberg traktował jako zbiorową i dlatego anonimową. Nie zgadzał się z poglądem Ryszarda Berwińskiego o braku zdolności twórczych
u ludu1. Wskazywał przyczyny tego poglądu i wyrażał przekonanie o jego
nietrwałości:
Że sąd tak bezwzględnie postawiony (a wywołany widocznie grozą wypadków
galicyjskich 1846 r.) ostać się długo jako pewnik nie mógł, tego dowodzić tu
obszernie nie potrzebuję2.

Określenie „lud” oznaczało w tekstach Kolberga, podobnie jak w języku
nam współczesnym, także grupę etniczną. Badacz nie stosował terminów
„grupa etniczna” lub „etnos”3. Nie ma jednak racji Joanna Tokarska-Bakir
stwierdzając, że Kolberg nie dostrzegał odrębności etnicznych i za lud polski uważał np. Tatarów, Hucułów i Bojków4. Kolberg odróżniał „Polskę”
i „Ruś”, z podróży „do gór huculskich i Bukowiny” pisał: „Lud tam, jak wiadomo, jest ruski […]” 5. Lud należący do różnych grup etnicznych obejmował
mianem „ludu naszego”6. Mieszkańcy Pokucia na Rusi to „lud bratni”7. Józef
Burszta pisał, że w przyjętym przez Kolberga modelu monografii regionalnych nie było części dotyczącej „tożsamości regionalnej i świadomości
etnicznej czy narodowej”. Dodał jednakże, że procesy interetniczne dają
się na podstawie treści jego dzieł zrekonstruować8. Do poglądów Burszty
nawiązały Ewa Antyborzec i Anna Mazurkiewicz-Szczyszek, które zauważyły, że dzieła Kolberga w czasie, kiedy były tworzone, nie mogły być
1

O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), pierwodruk: Kraków 1874, s. XIV–XV.
Tamże, s. XV.
3 Kolberg, ostrożny w stosowaniu nowej terminologii, sięgnął dwukrotnie po przymiotnik
„etniczny”: w artykule Obecne stanowisko etnografii, pisząc o „materiałach etnicznych” i definiując etnografię i etnologię jako „umiejętność etniczną”, por. O. Kolberg Obecne stanowisko
etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 7, 18. Określenie „grupa etniczna” i rzeczownik
„etnos” pojawiły się w rozprawie I. Kopernickiego O etnografii i etnologii…, s. 1, 3 i nast.
4 J. Tokarska-Bakir Żydzi u Kolberga, w: tejże Rzeczy mgliste. Eseje i studia, Sejny 2004,
s. 51.
5 Brulion listu do ks. W. Siarkowskiego z 20 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 651.
6 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 105.
7 Brulion listu do S. Czarneckiego z 22 III 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 626.
8 J. Burszta Chłopskie źródła kultury, Warszawa 1985, s. 210 i nast.
2

573

�pozbawione problematyki narodowej, i zajęły się wyznacznikami tożsamości narodowej obecnymi w materiałach Kolbergowskich1. Możliwości
tkwiące w materiałach Kolbergowskich dla odtworzenia stanów i procesów
etnicznych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej omówiłem w oddzielnym
artykule2.
Obydwa znaczenia terminu „lud” – jako warstwa społeczna i grupa etniczna – nakładały się na siebie, kiedy rzecz dotyczyła ludności o odrębnych cechach etnicznych, nie posiadającej własnych warstw wyższych,
tworzącej etnoklasę w społeczeństwach o zróżnicowanej strukturze społecznej. Takim ludem, zdaniem Kolberga, był dokumentowany przez niego
lud ruski i litewski. W tej sytuacji etnonimy stawały się niekiedy oznaczeniami sytuacji społecznej. Materiały Kolbergowskie z Chełmskiego skłoniły
ich wydawcę, Izydora Kopernickiego, zapewne za przyczyną Marii Hemplówny, która je zarejestrowała w terenie3, do stwierdzenia w przypisie:
U tutejszego ludu nazwa Rusin i Polak nie oznacza plemienia, czyli narodowości,
ale różnicę stanu. W naszych stronach, gdzie ogólnie lud rolny jest tylko ruski,
a panowie, oficjaliści, rzemieślnicy, szynkarze itd. są obrządku łacińskiego, nazwa Rusin i Polak oznacza chłop i szlachcic […]4.

Ludy jako grupy etniczne pojawiają się wówczas, kiedy Kolberg pisze
o „ludów słowiańskich etnografii” (ich przedstawicielami wówczas są jednak zawsze przedstawiciele ludności wiejskiej5) lub wtedy, kiedy zajmuje
się ludzkością.
Termin „naród” Kolberg rozumiał dwojako: jako naród etniczny, kulturowy oraz naród polityczny, wsparty państwem lub ideą własnego państwa.
Etniczny naród polski, nazywany „szczepem lechickim”6, tworzą Wielkopolanie, Małopolanie i Mazurzy, wokół których „zgromadziły się i grupują
1 E. Antyborzec, A. Mazurkiewicz-Szczyszek Tożsamość narodowa i regionalna w świetle
monografii Oskara Kolberga, 2007 [maszynopis w Instytucie im. Oskara Kolberga w Poznaniu].
2 Por. Z. Jasiewicz O narodzie i grupach etnicznych u Oskara Kolberga, w: Antropologiczne wędrówki po „miejscach” bliskich i dalekich. Księga jubileuszowa dla Profesor Iwony
Kabzińskiej, red. D. Demski, J. Derlicki, A. Woźniak, Warszawa 2020.
3 E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do t. 33
i 34 (DWOK T. 82), s. XL.
4 O. Kolberg Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), pierwodruk: Kraków 1891, s. 58.
5 Por. brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VIII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 361.
6 O. Kolberg Polski lud, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 566.

574

�pomniejsze ich rozrody”1. Naród ten był podzielony społecznie, różnice
stanowe nie przekreślały jednak tworzonych przez narodowość cech wspólnych. Najczęściej jednak naród polski Kolberg widział jako naród polityczny – historycznie wytworzoną, wieloetniczną i wielokulturową wspólnotę
mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej. Taka koncepcja narodu, odwołująca
się do tradycji państwowej i praw historycznych, podzielana w czasach
zaborów przez wielu myślących o odbudowie państwa Polaków, uznawana
była już w XIX wieku za anachroniczną, nie tylko z powodów politycznych,
ale także ze względu na zapoczątkowane procesy narodotwórcze wśród
grup etnicznych na terenach dawnej Polski2. Kolberg jednakże tych procesów nie dostrzegał, był przywiązany do idei politycznego narodu polskiego
i na niej budował swój patriotyzm i widzenie świata.
„Cechy i właściwości ludu”, które były przedmiotem badań Kolberga,
nie miały w jego tekstach zbiorczego określenia. Wskazywane były poprzez
wyliczanie umieszczane w dalszej części tytułu jego tomów Ludu: „zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce”. Choć miały charakter, o czym już napisałem, głównie
kulturowy, badacz nie stosował dla ich określenia terminu „kultura”, który
pojawił się w piśmiennictwie polskim już na początku XIX wieku3. Termin
ten, w szerokim znaczeniu atrybutu ludzkości, mimo swojej niejednoznaczności przyjmowany jest do dzisiaj za najbardziej przydatny dla przedstawienia całości przedmiotu badań etnologii i antropologii społeczno-kulturowej.
Kolberg natomiast posługiwał się niekiedy terminem kultura w znaczeniu
cultura animi, przypisywanym Cyceronowi, wartościującym, wskazujący
na osiągnięty wysoki poziom, przede wszystkim w uprawach roślin: „[…]
ogród, gdzie kultura owocu do wysokiego doprowadzoną jest stopnia, równie jak i kultura pól w miejscach niskich przez dreny osuszonych”4.
W antropologicznym znaczeniu atrybutu ludzkości lub ludów rozpatrywanych w jej kontekście termin „kultura” został przez Kolberga użyty kilkakroć w odniesieniu do materiałów dotyczących dużych grup ludów lub
ludzkości. Pisząc, w związku z muzyką, o Słowianach w ramach „plemienia
kaukaskiego czyli indoeuropejskiego”, stwierdził:
1

Tamże.
A. Walicki Rosja, katolicyzm i sprawa polska, Warszawa 2002, s. 111.
3 Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 97.
4 Por. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), pierwodruk: Kraków 1876, s. 46.
2

575

�[…] owszem, niezawodnie sami też ościennym narodom udzielali własnych swych
pojęć i wrażeń, bo godzi się wnioskować, że nie byli pozbawieni rodowej kultury
[…]. Kultura ich, w owych pierwotnych czasach, choć własna, zbliżać się owszem
musiała do skandynawskiej, germańskiej, celtyckiej […]1.

O „ogólnym postępie i kulturze ludzkości”, także w związku ze Słowianami, wspomniał w wymienionym już liście z końca lat 60. XIX wieku2.
W innym miejscu i w innym momencie swych prac, a mianowicie w wymienianym już wielokroć artykule Obecne stanowisko etnografii, Kolberg,
przedstawiając swą ogólną wiedzę i poglądy na etnografię, przy okazji referowania stanowiska Fryderyka Müllera3 napisał o „wpływie ziemi i klimatu
na rozkwit i upadek kultury, jej stopniach, ogniskach i warunkach istnienia”4, stosując ten termin na sposób przyjęty przez ewolucjonistów. Częściej,
w porównaniu z nazwą kultura, posługiwał się terminem ”cywilizacja”,
bardziej popularnym w jego czasach5. Użył np. określenia „cywilizacja tradycyjna, ludowa” i „cywilizacja narodu”6. Określenia „kultura ludowa” nie
stosował7.
Najbliższym terminowi „kultura” wśród określeń przedmiotu zainteresowań Kolberga, wyliczonym w tytule wielu jego dzieł, jest „sposób życia”.
Jego odpowiednikiem są także „zwyczaje” i „obyczaje”, rozumiane jako powtarzalny i ujednolicony sposób zachowań praktykowanych w ważnych
chwilach życia. W związku z nimi pojawia się określenie „tradycja”, także
ważne we współczesnej etnologii, traktowane jako przejmowanie z przeszłości dóbr kultury i jako wartość. Kolberg doceniał jej siłę oddziaływania
i trwałość, nie uważał jej jednak za niezmienną8. Wśród przyczyn zmian
w obyczajach ludu na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, w tym zmian stosunku do tradycji, stawia na pierwszym miejscu zniesienie pańszczyzny. Na
podstawie przekształceń w obrzędowości weselnej na Mazowszu stwierdza:
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), pierwodruk: Warszawa 1865, s. 15.
Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.
3 Friedrich Müller (1834–1898), etnolog i językoznawca, profesor Uniwersytetu w Wiedniu.
Kolberg powołuje się na książkę Müllera Allgemeine Ethnographie, Wien 1873.
4 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 11.
5 Por Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii…, s. 162–163.
6 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 303.
7 Por. J. Burszta Kultura ludowa – kultura narodowa. Szkice i rozprawy, Warszawa 1974,
s. 218.
8 O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 75.
2

576

�Radykalna zmiana, jakiej od pewnego czasu uległ odwieczny byt naszych włościan przez zniesienie pańszczyzny i usunięcie ich spod władzy dziedziców, nie
mogła pozostać bez ogromnego wpływu na ich zwyczaje i tradycje. Ostatecznie
zerwany został węzeł patriarchalny, który niegdyś łączył pana z chłopkiem;
pilno temu ostatniemu zakosztować nowej swobody, i ani chce wiedzieć o zwyczajach, jakich się trzymali ojcowie względem panów […]1.

Termin „charakter” w odniesieniu do różnych grup ludzi, najczęściej
narodów, pojawił się w piśmiennictwie polskim już na początku XIX wieku2. W etnologii i antropologii stał się ważną kategorią badawczą. Studia
w tym zakresie rozwinięte zostały w nauce niemieckiej na przełomie XIX
i XX wieku, najpierw w ramach psychologii ludów (Völkerpsychologie),
a później, głównie w okresie II wojny światowej, w antropologii amerykańskiej, przez badaczy ze szkoły kultury i osobowości3. Dzisiaj rzadko się do
nich powraca ze względu na stosowane w nich nieuprawnione uogólnienia
i wartościowanie. Kolberg nie definiował terminu „charakter ludu” i stosował go w dwóch znaczeniach. Pierwszym – szerokim, wykraczającym poza
psychologię, obejmującym cechy wyróżniające daną grupę ludu, jej wizerunek, „[…] wszelkie właściwości stanowiące charakterystykę ludu”4. Badacz
informował, że od wielu lat gromadził materiały dotyczące „[…] wszystkiego,
co charakter ludu i jego życie obecne i przyszłe wystawia w najprawdziwszym świetle”5. Drugie znaczenie określenia „charakter” jest już związane
z psychologią i koncentruje się na względnie trwałym zespole cech psychicznych grupy ludu zamieszkującej określony region, ujawniającym się
poprzez zachowania jej członków. „Charakter ludu” Kolberg przedstawił
jako przedmiot godny dokumentacji już w Liście otwartym do Redakcji
Biblioteki Warszawskiej z roku 1865. W punkcie drugim Listu, „Praca
i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków”, umieścił sformułowanie
„Charakter ludu; jego skłonności i temperament. Sposób myślenia i ruchy”6.
Informacji dotyczących charakteru ludu nie ma, jak zresztą nie ma rozdziału „Lud”, w pierwszym tomie monografii regionalnej, którym było
1

O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), pierwodruk: Kraków 1885, s. 265.
Por. M. Baliński Obraz państwa Wielkiej Brytanii, wystawiający w krótkości główniejsze
szczegóły dla poznania niniejszego stanu…, „Dziennik Wileński” 1816, T. 4, nr 22, s. 301 i nast.
3 Zob. m.in. F.W. Voget A history of ethnology, New York 1975, s. 448.
4 Brulion listu do nieznanego adresata, b.d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 100.
5 Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.
6 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”… , s. 104.
2

577

�Sandomierskie, sygnalizującym zmianę programu badawczego i wydawniczego Kolberga. Brak ten uzupełniony został z nawiązką w kolejnym tomie, w Kujawach. We wstępie do Kujaw badacz wraca do Sandomierzan
i porównuje ich z przedstawianymi w tym tomie Kujawiakami, wykorzystując możliwość odróżniania, poprzez opis charakteru, danej grupy ludzi
od innych. Łącząc opis grup z przedstawieniem ich charakteru, napisał:
Lud kujawski jest zamożniejszy od sandomierskiego, nosi się bogaciej, przykrywa
suciej a fałdzisto; barwa ciemna tu przeważa, jak tam jasna, mianowicie u kobiet.
Sandomierzak chybki i raźny do roboty i ochoty, a równie jak Kujawiak pojętny,
jest przecież od niego łagodniejszym, bardziej potulnym, dobrodusznym, chętnym
i uczynnym, lecz w chwilach wolnych, w chwilach zapomnienia, oddaje się niepowściągliwie zabawie i gorzałce […]. Równie krzepki jak tamten, a może skorszy
jednak do roboty […] podobny zawadiaka i gębacz, nie jest jednak Kujawiak tyle
zwinnym i wartkim w ruchu i pohulance, nie tyle skorym do niesienia posługi
w potrzebie i przy pracy co tamten, ale za to – co z natury rzeczy wypływa, rozważniejszym i wytrwalszym […]. Łatwo pojąć, że charakter taki, wyciska swe piętno i na
nucie obu ludów […]. Sandomierskie, nie tyle co Kujawy na obce wystawione wpływy dłużej w obrzędach zachować mogły pierwotną czy dawną swą tonalność1.

Natomiast w rozdziale „Lud” tegoż tomu Kolberg zajął się już tylko Kujawiakami, z rzadka porównując ich z innymi grupami. Pozostając pod
wpływem modnej w jego czasach fizjonomiki i wprowadzając do opisu
określenie „usposobienie”, bliskie ważnemu we współczesnej psychologii
społecznej pojęciu „postawy”, stwierdził:
Dobry byt wpływa na fizjognomię ludu. Kujawiak jest po większej części urodziwy, wzrostu średniego, przysadkowego, silny i giętki, rysów wyrazistych,
malujących uczucie godności osobistej i spryt tryskający przy sposobności […].
Usposobienie ludu okazuje się raczej powolne, acz pewne, niż rzutkie. Przy tym
jest jednak wiele stanowczości i krewkości w ruchach. Dowcip jego, lubo nie nagły, ale gryzący i trafny […]. Kujawiacy, lubo fizycznie nie zbyt szybcy, żywego są
jednak objęcia umysłowego i prosto, ale zdrowo o rzeczach sądzą […]. Wytrwali
w pracy, nie tyle mają wstrętu, ile Mazury i Podlasianie, do zaprowadzonych
nowości w celu ulepszenia rolnictwa […]. Równie biegle pojmują i wykonywają
dane im zlecenia ekonomiczne; mają zdolności matematyczne […]2.
1
2

O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), pierwodruk: Warszawa 1867, s. 6–7.
Tamże, s. 45–46.

578

�„Usposobienie” pojmuje Kolberg jako związane z temperamentem. Przedstawiając mieszkańców Pokucia, stwierdził: „Usposobienie ludu jest żywe,
jak w ogóle temperament sangwinistyczny”1.
Kolberg, nieskrępowany doktryną w zakresie poszukiwania przyczyn
różnic w charakterze ludu różnych regionów, przedstawia ten charakter
jako zdeterminowany wieloma czynnikami. Jednym z nich było środowisko
geograficzne, korzystne dla uprawiania rolnictwa i zapewniające „dobry
byt”, jak na Kujawach: „Bogactwo przyrody i ziemi wpływa tu naturalnym
następstwem na bogactwo szaty, na bogactwo śpiewu […]2, lub niekorzystne.
Innym było oddziaływanie historii, bardzo odległej, bo sięgającej czasów
mitycznej, lecz nie kwestionowanej Lechii, jak w Wielkopolsce: „Z powodu
czysto lechickich znamion jej mieszkańców”3, lub równie mitycznej Chrobacji „znamiona chrobackie”, jak w Krakowskiem4, czy też bliższej i potwierdzonej, jak w przypadku ludu w Chełmskiem:
Charakter tego ludu jest łagodny, potulny, nawet bojaźliwy i nieufny, który nabył może skutkiem długowiekowej uległości dla dworu i jego sług. I teraz znamion tych nie pozbywa się wcale, mimo że z pod władzy dworów przeszedł pod
inną naczelników cywilno-wojennych, wójtów, straży ziemskiej i żandarmerii5.

Znaczenie zmiany stosunków społecznych, a także przykładu ludzi wykształconych, dla charakteru ludu odnalazł w charakterze ludu krakowskiego, który to:
Lud wesoły, rączy w posłudze, ochoczy do roboty i zabawy […] lubo (z niewielkimi wyjątkami) nie ma on jeszcze dosyć zabiegłości, skrzętności, dbałości o własne dobro, pilności i wytrwałości w pracy i przemyśle, do których to cnót ciągle
się przyucza, podżegnięty do tego swobodą wcześniej tu, niż w innych stronach
Polski pozyskaną, jako i przykładem ludzi wyżej pod względem wykształcenia
umysłowego stojących6.

Do zmiany charakteru ludu prowadziły ponadto wpływy idące spoza
regionu, jak na Kujawach: „[…] wskutek bliższego z Zachodem zetknięcia”7,
oraz sąsiedztwo z grupami odmiennymi etnicznie, na przykład osadnikami
1

O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), pierwodruk: Kraków 1882, s. 18.
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 8.
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. III.
5 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 17.
6 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. II.
7 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 6.
2

579

�niemieckimi w Wielkopolsce. W wioskach pod Krakowem takim czynnikiem była bliskość i intensywne kontakty z miastem1. Ważne były działania
towarzystw wstrzemięźliwości oraz kółek rolniczych aktywizujące ludność
wiejską, dostrzeżone na Śląsku, w Wielkopolsce, na Kujawach i w Krakowskim2, a rozszerzające się na wszystkie dzielnice Polski: „Nie można zaprzeczyć, że Towarzystwa wstrzemięźliwości, za granicą zawiązywane, skuteczny także na moralność ludu tutejszego wpływ wywierały”3. Znamienne, co
zauważył Wojciech Domański, jest to, że cech psychicznych ludu Kolberg
nie łączył z problematyką duszy4, choć problematyka ta była popularna
w ówczesnej filozofii.
Celem, który stawiał sobie Kolberg, przedstawiając informacje o charakterze ludu obejmujące jego cechy psychiczne, było uzyskanie obrazu
mieszkańców terenu dawnej Polski, politycznie rozumianego narodu polskiego. Rusini i Litwini, wyróżnieni nazwą etniczną, podkreśleniem różnic
w języku i szczególnymi, przypisywanymi im przez współmieszkańców
lub badaczy cechami (np. „…uparty jak Rusin” 5), nie byli wyłączani z tego
narodu. Innym celem gromadzenia materiałów dotyczących cech psychicznych i wynikających z nich zachowań było określenie możliwości
uczestnictwa przedstawicieli ludu w rozwoju kraju. Wyżej odnotowaliśmy
uwagę Kolberga o Kujawiakach jako niemających wstrętu do wprowadzania ulepszeń w rolnictwie. Pisząc o Wielkopolanach, zauważył: „Z postępem jednak cywilizacji, tak mężczyźni jak i kobiety grzeczniejszymi się
stali […]”6. Ujawniał także te cechy ludu, które traktowane były jako ułatwiające jego współżycie z innymi warstwami społecznymi i pozwalające
nim kierować. Opublikował zdanie wyjęte z tzw. schematów, odpowiedzi
na ankietę rozesłaną przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu:
„Lud roboczy, pracowity, posłuszny, chętny i do swojego pracodawcy
p r z y w i ą z a ł y [...]”7.
Określenie ”typ”, „typy”, często stosowane przez Kolberga w jego
działaniach interpretacyjnych, tylko w pewnym znaczeniu dotyczy cech
1

O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. VII i nast.
Tamże, s. 348; O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 28 i nast.
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 74.
4 W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii…, s. 75.
5 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 16.
6 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 51.
7 Tamże, s. 48
2

580

�psychicznych. Ma związek z typologią, służy przede wszystkim wyróżnianiu
cech charakterystycznych pewnych grup ludzi lub przedmiotów w ramach
szerszego ich zbioru, jego porządkowaniu. Przejęte zostało z innych dyscyplin, także tych bliskich etnologii, jak antropologia fizyczna i archeologia.
„Typy ludowe” Kolberga to wizerunki (rysunki, fotografie) ludzi w strojach
właściwych dla przedstawianego regionu, wyróżnione na podstawie porównania z „typami” z innych regionów, stanowiące ikonograficzną część
dokumentacji1. „Postać ludu”, „typy ludu” to nie tylko ubiór, opisywany
i przedstawiany w rysunkach i na fotografiach, o które Kolberg zabiegał
i które publikował w swoich dziełach. To także zainteresowanie ciałem, podzielane z antropologami fizycznymi2, przede wszystkim jednak twarzą, pod
wpływem fizjonomiki, modnej w Europie w końcu XVIII wieku i przez cały
wiek XIX3. Według przekonań Kolberga i wielu mu współczesnych twarze i postawa przedstawianych postaci lepiej niż ubiór informowały o ich
cechach psychicznych. Dlatego na fotografiach pragnął on mieć przedstawioną „fizjognomię ludzi”4; stwierdził, że „rysunki ubiorów, rysy twarzy
ludu, chaty, sprzęty itd. daleko dokładniejsze dają wyobrażenie niż wszelkie opisy”5. Wojciecha Gersona poprosił o sporządzenie spisu ilustracji,
na których najważniejsze było „wierne oddanie typów […] osobliwie co do
rysów i postawy”6, przestrzegał, aby przy poprawianiu rysunku „nie psuć
typu”7. Myślenie kategorią „typu” było u Kolberga silne, był przywiązany do
fizjonomii uznanych za typowe. Świadom jednakże, że fizjonomie te mogą
podlegać zmianom wraz ze zmianą warunków życia ich posiadaczy, napisał: „Fotografia jest rzeczywiście znakomita, lubo chłopi mają na niej minę
1

A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara Kolberga…, s. 145 i nast.
Kopernicki cechy fizyczne i psychiczne badanej ludności uznawał za przedmiot zainteresowania antropologów. Dopuszczał jednakże, wymieniając m.in. Kolberga, udział w ich
badaniu także etnografów: „Pilny wszakże etnograf […] nie pomija również tych szczegółów
i z własnych, chociaż mniej ścisłych, lecz zawsze trafnych spostrzeżeń, kreśli postać typową
opisywanej ludności z tak malowniczą charakterystyką jej rysów zewnętrznych, temperamentu
i usposobień, że z niej powstaje pierwszy wybitny obraz tej indywidualności”. I. Kopernicki
O etnografii i etnologii…, s. 2.
3 Z. Libera Lud ludoznawców. Kilka rysów do opisania fizjognomii i postaci ludu naszego czyli etnograficzna wycieczka po XIX wieku, w: Etnologia polska między ludoznawstwem a antropologią, red. A. Posern-Zieliński, Poznań 1995, s. 146.
4 List do W. Rzewuskiego z 18 XII 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 371.
5 Brulion listu do B. Hoffa z 30 XII 1867 r., tamże, s. 231.
6 Brulion listu do W. Gersona z 11 XII 1874 r., tamże, s. 505.
7 Brulion listu do B. Hoffa z 21 I 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 604.
2

581

�dość pańską […]1. Określenie „typ” pojawia się w tekstach Kolberga często.
Odezwę, którą zamierzał zamieścić w gazetach w Poznańskiem, zaczyna od
stwierdzenia:
Zbieranie typów, opisywanie i rozbiór zwyczajów, cech i właściwości ludów
różnych, prowadząc do dokładniejszego poznania własnego ludu, stało się jedną
z potrzeb naszego wieku […]2.

Koncentrowanie uwagi na „typach” było dla Kolberga ważne jako jeden
ze sposobów porządkowania materiałów. Materiały te zbierał, niejednokrotnie nazywał siebie zbieraczem. Duże znaczenie gromadzenia materiałów, zbieractwa, pozwoliło historykowi antropologii społeczno-kulturowej
G.W. Stockingowi wywieść badania nad kulturą ludową z tradycji antykwarstwa3.
Warte odnotowania są określenia użyte przez Kolberga, a stosowane
w terminologii etnologicznej również dzisiaj, takie jak „stacja etnograficzna”4 dla celowo wybranej do badań terenowych miejscowości oraz „atlas
etnograficzny”5 oznaczający sposób dokumentowania zgromadzonych w terenie materiałów.
Założenia etnografii Kolberga
Kolberg wyrażał sceptycyzm wobec teorii tworzonych bez solidnych
podstaw faktograficznych:
Ileż to razy zdarzało się, że na sztucznej, acz pozornie szerokiej podstawie budowano teorie kruszące się jak zamki na lodzie, gdy tymczasem taż sama nauka
zdołała oprzeć się niekiedy trwale, jak na granitowych opokach, na drobnych
ziarnkach, na pyłkach, w szczęśliwej odszukanych chwili6.
1

List do J. Blizińskiego z 31 V 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 161.
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1869 r., tamże, s. 327.
3 G.W. Stocking Delimiting Anthropology: Historical Reflections on the Boundaries of
a Boundless Discipline, „Social Research” vol. 62, no 4 (Winter 1995), s. 936.
4 Por. brulion listu do W. Przybysławskiego z 9 VII 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 52; brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz.
I (DWOK T. 64), s. 658.
5 Brulion listu do Akademii Umiejętności, prawdopodobnie z 1874 r. , Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 692.
6 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 265.
2

582

�Sceptycyzm ten podważa stwierdzenie Juliana Krzyżanowskiego, dowodzącego, że badacz do planu pracy zbierackiej i wydawniczej „dołączył
ambitny zamiar interpretacji naukowej”, traktowany jako druga część planu gromadzenia materiałów, zrealizowana jednak, zdaniem autora, jedynie marginalnie1. Przyjęcie zamysłu interpretacji naukowej wymagałoby
przecież sformułowania systemu twierdzeń teoretycznych. Należy zgodzić
się z Wiktorią Juzwenko, że Kolberg, zaznajomiony z pracami słowiańskich i zachodnioeuropejskich etnografów, nie dołączył jednak do żadnej
z działających wówczas szkół – ani mitologicznej, ani antropologicznej2.
Słuszna jest opinia Józefa Gajka, osadzająca badacza nie w ramach szkoły,
a „kierunku historyczno-etnograficznego”3, dodajmy – także „geograficznego”. Koncepcje teoretyczne, niezbędne dla interpretacji naukowej, zdaniem
Gajka nie były u Kolberga, w odniesieniu do prowadzonych przez niego
badań, czymś stałym i zmieniały się z biegiem czasu, i w związku z tym
jego dzieło nie jest monolitem4. Warunkujące je założenia poznawcze5 pochodziły z różnych źródeł: lektur naukowych i wymiany poglądów w środowisku naukowym oraz własnych doświadczeń badawczych. Wpływ na
nie miał również światopogląd badacza, będący syntezą wszelkiego rodzaju
wiedzy i przekonań, w tym związanych z faktami z jego biografii: wyznaniem protestanckim, innym niż dominujący w kraju katolicyzm, niepolskim
pochodzeniem rodziny, kompensowanym podkreślaniem przynależności do
narodu polskiego, a także pozostawaniem w stanie bezżennym. Założenia te
były przyjmowane przez badacza kształtowanego, patrząc z perspektywy
dziejów nauki, również przez „formację intelektualną”, a raczej kilka formacji, tworzonych przez różną w poszczególnych okresach rozwoju jego
działalności naukowej i życia społecznego problematykę badań, odmienny
aparat pojęciowy, a także różne pola znaczeń6. O Kolbergu jako „uosobieniu
1 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej, „Lud”
T. 42: 1956, s. 14–15.
2 W.A. Juzwenko Ukrajins’ka narodna poeticzna tworczist’ u polskij folkloristici XIX st.,
Kijiw 1961, s. 88–89.
3 J. Gajek Oskar Kolberg jako etnograf, „Lud” T. 42: 1956, s. 40.
4 Tamże, s. 41.
5 Rozumiem założenie jako tezę, myśl, z mniejszą stanowczością wypowiadaną na temat
rzeczywistości w porównaniu z twierdzeniem, bliską przekonaniu, należącą do różnych porządków rozpoznawania rzeczywistości, tak do wiedzy potocznej, jak i naukowej, niewymagającą
logicznie konstruowanych systemów.
6 B. Skarga Przeszłość i interpretacje, Warszawa 1987, s. 7, 24.

583

�kolektywnej świadomości” jego czasu pisze Joanna Tokarska-Bakir, przy
czym mowa oczywiście o świadomości określonego środowiska. Autorka ta
dostrzega także biografię badacza i jego cechy osobiste1, zapewniające mu
w tej kolektywnej świadomości szczególne miejsce.
Założenia przyjmowane przez Kolberga nie tworzyły logicznie zwartego
systemu teoretycznego. Dodajmy, że Kolberg nie przywiązywał wagi do formułowania tych założeń i prezentowania ich explicite w najważniejszych
dla jego twórczości pracach stanowiących monografie regionalne. Dlatego
dla poznania tych założeń potrzebne jest ich rekonstruowanie na podstawie
utrwalonych przez badacza materiałów i sposobu ich przedstawiania oraz
nielicznych i rozproszonych uwag ich dotyczących.
Wśród założeń przyjmowanych w etnografii Kolberga wyróżniam założenia o charakterze głównie epistemologicznym, związane z poznawaniem
i dokumentowaniem interesującej badacza rzeczywistości, oraz o charakterze bardziej ontologicznym, określające, jaka ta rzeczywistość jest. Zdaję
sobie jednocześnie sprawę, jak bardzo podział ten jest umowny, zależny
zarówno od poznawanego przedmiotu, jak i od cech i działań podmiotu
poznającego, którym jest badacz.
Nauka, w tym etnografia, zdaniem Kolberga opiera się na faktach. Badacz był przekonany o wartości metody indukcyjnej, tak ważnej w tradycji
oświeceniowej i pozytywizmie. Podkreślał konieczność dokumentowania
elementów rzeczywistości stanowiących przedmiot badań etnografii, którym był lud i jego kultura. Dlatego najważniejsze były możliwe do zapisania, opisania czy przedstawienia w postaci rysunku lub fotografii „fakty
i dokumenty”2, „szczegóły etnograficzne”3: pojedyncze pieśni, melodie, wytwory prozy ludowej, „typy”, wydarzenia ze sposobu życia i obiekty materialne. Kolberg miał świadomość, że gromadzone materiały zależne są od
okoliczności ich uzyskiwania i osoby badacza. Odróżniał opisy uzyskane od
innych od własnych: „[…] gdzieśmy obrzędu takiego naocznym byli świadkiem”4. Dokumentował cechy i właściwości ludu krakowskiego „w sposób,
jaki się one obecnie oku naszemu przedstawiają”5. Łączył w swojej dzia1

J. Tokarska-Bakir Żydzi u Kolberga…, s. 50.
Zob. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 16.
3 Zob. O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63),
s. 393 i nast.
4 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. VI.
5 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 3.
2

584

�łalności etnograficznej „[…] śledzenie bytu teraźniejszego, jak i wyświecenie przeszłości słowiańskiego ludu […], jego życie obecne i przeszłe […]”1.
Zakładał, że w teraźniejszości przetrwały elementy kultury należące do
przeszłości. W ważnym dokumencie z roku 1865, pozwalającym śledzić
sposób myślenia Kolberga o etnografii, jakim był List otwarty do redakcji
„Biblioteki Warszawskiej”, „szczegóły etnograficzne” zrównywał on znaczeniowo z „zabytkami”2, stanowiącymi świadectwo dawnych epok. Nie
zmienił swego stanowiska o materiale etnograficznym jako przydatnym
do odtwarzania przeszłości, ale je zmodyfikował. W głosie wyrażonym na
Zjeździe Literacko-Historycznym w Krakowie w roku 1884 mówił:
I zdaje mi się, że jeżeli pieśni są bardzo ważnym zabytkiem starożytnym, mimo
zmian, jakie zaszły, to tym bardziej zabobony, powieści, bo tam lud nie krępowany żadnymi względami swobodnie, co czuł, wypowiadał i szedł więcej za
tradycją niż w pieśni[ach], które się zupełnie zmieniły. […] zabobony, gusła niezmienione się zachowały, jak jądro stare, któremu czas nie podołał […]3.

Podkreślił, przekonany wynikami własnych studiów, konieczność szczegółowej analizy i krytycznego podejścia do materiałów z badań nad kulturą
ludową traktowanych jako źródło historyczne. O pieśni ludowej powiedział: „[…] nie jest to literatura ludowa dawniejsza, tylko literatura nowa,
a tylko są pewne momenta, pewne wskazówki, które […] mogą mieć w sobie
rzeczy nadzwyczaj stare, sięgające zamierzchłej przeszłości […]4. Dodał: „[…]
można by śledzić te resztki, ale dopiero po dokładnym zbadaniu wszystkich
czynników, z których się składa [pieśń ludowa – Z. J.], po zebraniu wszystkiego, co egzystuje”5.
Zbliżył się zatem do nauki nam współczesnej, która nie odrzuca możliwości rekonstrukcji przeszłości na podstawie jej elementów przekazywanych każdorazowo do teraźniejszości i w niej zaabsorbowanych, wymagającej jednak wiedzy i krytycyzmu.
Kolberg dostrzegł, wyprzedzając wielu mu współczesnych, że postrzeganie świata nie jest niezależne od obserwatora, jak sądzili wcześni
1

Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 102–103.
3 O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 417.
4 Tamże, s. 416–417.
5 Tamże, s. 418.
2

585

�pozytywiści1, a nawet od jego dostępu do przedmiotu badań, ale podlega
wpływom jego osobowości i przekonań. Pisząc o różnych opiniach formułowanych na temat ludu w Poznańskiem, zauważył:
Wyrzec tu zdanie pod każdym względem sprawiedliwe i zadawalniające jest rzeczą o tyle trudną, o ile zależną nie tylko od znajomości wszelkiego żywota ludu
szczegółów i stosunków, ale nadto i od usposobienia osobistego sprawozdawcy,
oraz od jego na lud sposobu zapatrywania się2.

O zależności uzyskiwanego materiału od osoby zbierającej wiedział Kolberg także od swojego korespondenta, ks. Ludwika Ziętkiewicza, proboszcza z Objezierza, który, proszony o przesłanie materiałów etnograficznych,
odpowiedział:
Co do guseł i zabobonów, to trudno mi służyć, gdyż wcale mi są nieznane, a tym
trudniej byłoby to dla mnie dojść takowych, że jako duchowny nie pozyskałbym
otwartości w przedmiocie, przeciw któremu z kazalnicy powstaję3.

Zauważył ponadto odmienny sposób opowiadania o weselu przez jego
uczestników, swoich rozmówców, „miejscowych wieśniaków i wieśniaczki”,
którzy:
[…] w opowiadaniu swem, jedni pomijali lub z lekka tylko dotykali przedmiotów, nad któremi inni szerzej się rozwodzili, czy to większą niż tamci do nich
przywiązując wagę, czy też w lepszej je zachowując pamięci. To tłomaczy niejednostajny, a stąd i niedostateczny nieraz szczegółów tych rozmiar i wykład4.

Kolberg cenił nie tylko znajomość „żywota ludu szczegółów”, ale także zbliżenie się do doświadczeń i przeżyć ludu i patrzenia na jego kulturę oczami jej twórców i nosicieli, ustanowienie więzi między podmiotem
poznającym a przedmiotem poznania, rozwijane później w antropologii
w koncepcji współczynnika humanistycznego i ujęć emicznych. Pozostając
pod wpływem myśli romantycznej, widział potrzebę życia między ludem,
której nie zrealizował. Posługiwał się jednak kategorią epistemologiczną
1

2
3

J. Szacki Historia myśli socjologicznej cz. I, Warszawa 1981, s. 260.

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47.

List ks. L. Ziętkiewicza z 3 II 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 432.
4 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 96.

586

�„uchwycenia”, bliską „rozumieniu”, traktowanemu później, po przełomie
antypozytywistycznym w nauce, jako właściwe dla humanistyki założenie
badawcze1. We wczesnym okresie swojego życia o pieśniach słowiańskich
pisał emocjonalnie:
A więc chcąc właściwy duch takowych pieśni, jak należy, uchwycić, trzeba
żyć pomiędzy ludem, rozumieć jego mowę, słyszeć go jak śpiewa, przenieść
się w jego świat i sferę, przejąć jego humorem, co posłuży do obudzenia w nas
tychże samych uczuć, jakie towarzyszyły duchowi owemu w muzykę i przystroiły go w nutę2.

Był jednak przekonany o możliwości dotarcia do prawdy, do rzeczy
„takich, jakimi są”, cenił „sprawozdawców” bezstronnych, pracę „specjalisty bez zastoju ducha i uprzedzeń na rzecz się zapatrującego”3, sam się do
takich zaliczał. O gromadzeniu pieśni pisał: „Takimi, jakimi są, zbieracz
ma je przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie”4. Podkreślał również rolę
doświadczenia i nagromadzonych materiałów, pod wpływem których jego
„horyzont badań się rozszerzył”5.
Kolberg przyjmował założenie, zgodnie z którym badane przez niego
elementy kultury pozostają ze sobą w relacjach, stąd konieczność: „[…] wyłożyć jasno i treściwie wzajemny wielu szczegółów związek i ich pokrewieństwo”6. Dlatego „fakty” umieszczał w kontekstach, które nadawały im
szersze znaczenie i w których lepiej mogły zostać poznane. Pieśni znajdują
swój kontekst w obrzędach, cechy psychiczne ludu, takie jak np. jego bierność i brak przedsiębiorczości, w stosunkach społecznych, z obowiązującą
pańszczyzną. Wyjątkowość tego założenia – nazwijmy je kontekstualnym
– polega na tym, że zostało jasno sformułowane. Kolberg, w roku 1867, wyjaśnił, jaką drogą doszedł do przekonania o konieczności przyjęcia postawy
1

J. Szacki Historia myśli socjologicznej cz. II, Warszawa 1981, s. 486 i in.
O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),
s. 585.
3 O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. III.
4 List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 71.
5 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 2.
6 Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 279.
2

587

�kontekstualnej i porzucenia początkowo przyjmowanego minimalizmu czy
redukcjonizmu poznawczego:
Z początku zwróciłem uwagę na śpiewy […]. Widząc, że takowe wiążą się częstokroć z obrzędami, bez opisania których stałyby się niezrozumiałymi, postanowiłem rozszerzyć ramy prac moich, wciągając do nich opisy, a nadto cytując
warianty i wersje z różnych stron pozyskane dla porównania ich między sobą. Gdy
i opisy [obrzędów – Z.J.] niejedną moralną1 nicią łączą się z baśniami, gadkami
i przysłowiami ludu, więc i te ostatnie śledzić i wciągać należało do moich zbiorów
[…]. Gdy wszystkie te objawy, lubo duchowej natury, mają ścisły i z fizycznością
związek, więc opisałem ludu postać, szatę, zajęcia gospodarcze, mieszkanie itp.2.

Kontekstualizm ten przekształcił w przekonanie o konieczności jak najszerszego ujmowania badanej sfery zjawisk. W roku 1885, zastanawiając się
nad zmianami w sposobie prowadzenia badań, badacz stwierdził:
Więc już około 1840 r., czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych
utworów z obrzędami i zwyczajami i całym bytem ludu łączność. Wzgląd ten
nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodii notować także i ich akcesoria (wedle ówczesnych naszych pojęć), tj. uwydatniać całą sytuację, która je
zrodziła lub do działania powołała3.

Objęcie jednakże całości zjawisk społeczno-kulturowych uważał za
przekraczające siły jednego człowieka. Znacznie wcześniej, w r. 1863, rozważając sposób przedstawiania muzyki, napisał:
By obraz uczynić kompletnym należałoby dołączyć doń wszelkie przypowiastki,
klechdy, baśni, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony, gry itp., wychodzące już poza obręb muzykalności. Czuję, ile by obraz mógł zyskać na zestawieniu takiej masy szczegółów, ale zarazem i nieudolność wykonania tyle rozległego
i rozgałęzionego planu […]4.
1 „Moralność” w T. II, cz. 1 Słownika języka polskiego S. Lindego oznacza „obyczajność”
(Warszawa 1809, s. 139); przymiotnik „moralny” w piśmiennictwie polskim pierwszej połowy
XIX wieku zbliża się także swoim znaczeniem do przymiotnika „społeczny”.
2 List do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego z 10 X 1867 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 204.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 2.
4 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7–8.

588

�Lud, dokumentowany przez Kolberga w granicach ziem dawnej Rzeczypospolitej, miał w jego pracach drugie odniesienie, jakie stanowiła
Słowiańszczyzna. Badacz pozostawał w młodości pod wpływem idei romantycznych i badaczy takich jak Chodakowski, Rakowiecki i Surowiecki,
zachował zainteresowanie studiami nad Słowiańszczyzną. Około roku 1868
pisał:
Ludy słowiańskie przechowały, w swych zwyczajach, mowie, pieśniach, muzyce, obrzędach, przesądach itd. mnóstwo cech świadczących nie tylko o dawności
i samodzielności ich bytu plemiennego, podań i odrębnych urządzeń społecznych, ale nawet o wysokim cywilizacyjnym wyrobieniu w odległych już czasach […]. Uczeni zagraniczni przyznają, że podania słowiańskie większą w ogóle
zalecają się oryginalnością, dokładnością, zatem większą tchną i świeżością, niż
pokrewne im germańskie i romańskie, a prawdę tę stwierdzają dotąd wydane
zbiory1.

Stwierdzał również, że materiały przez niego zgromadzone doprowadzić
mogą badaczy do „[…] należytego ocenienia wielkiej zasługi i znaczenia Słowian w ogólnym postępie i kulturze ludzkości”2.
Kolberg był zainteresowany wspólnym słowiańskim rodowodem i więzami kulturowymi łączącymi ludy słowiańskie. Zainteresowania te przekształcił w program dokumentacji i badań. Kolejnym tomom Ludu, od
drugiego do jedenastego, wydawanym w latach 1865–1877, dał nadtytuł
Materiały do etnografii słowiańskiej, przyjęty zapewne także w celu ochrony przed cenzurą w zaborze rosyjskim, zaostrzoną po powstaniu styczniowym. Zainteresowania Słowiańszczyzną kontynuował, kierując uwagę na
sąsiednie ludy słowiańskie; obok Czechów i Słowaków także na Łużyczan
oraz wybrane ludy i tereny Słowiańszczyzny południowej. Wielkorusami-Rosjanami nie zajmował się jednak, materiały ich dotyczące są nieliczne
i pochodzą z drugiej ręki. Elżbieta Millerowa zauważyła, że odniesienia historyczne, filiacyjne i genetyczne do Słowiańszczyzny stanowiły stały element jego warsztatu dokumentalisty i wydawcy3. Zajmowanie się ludami
słowiańskimi, a nawet emocjonalny związek ze Słowiańszczyzną
1

Niewydany drukiem w XIX w. Prospekt wydawnictwa dzieła O. Kolberga na akcje, b.d.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 754.
2 Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.
3 E. Millerowa Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych (DWOK T. 59/III), s. VIII.

589

�i otrzymywane dowody uznania ze strony naukowych instytucji rosyjskich,
nie przekształciły się u Kolberga w ideologię polityczną, jaką był panslawizm. Kolberg, jak napisał J. Burszta, „Nie dał się jednak porwać ani romantycznym uniesieniom idealizacyjnym, ani nie stał się później panslawistą”1.
Wśród przyjmowanych przez Kolberga założeń o charakterze ontologicznym ważne były te, które dotyczyły ludu i jego kultury. Badacz uznawał
lud za ważną część narodu, twórczą kulturowo, ostre różnice stanowe nie
przekreślały tworzonych przez narodowość cech wspólnych. Na przykładzie pieśni dowodził:
Zaiste, nie tyle jest już łatwym odznaczyć dokładnie granice pieśni szczero-włościańskiej od szczero-szlacheckiej wówczas, gdy jedna i druga nosi na sobie też
same cechy wspólnej im narodowości. Chociaż bowiem w narodzie dwa te stany
całym ogromem przywilejów dla jednego, a uległości i pracy dla drugiego, de
jure rażąco od siebie odskakiwały, to jednakże tyle między nimi było stopniowań i analogii, że różnice te de facto znacznie się łagodziły, a w części zacierały 2.

Zwyczaje ludu są „zwyczajami narodowymi”3, podejmowane przez
Kolberga prace dotyczą „zbierania i badania rzeczy narodowych”4. Julian
Krzyżanowski przekonywał, że Kolberg był wychowankiem romantyzmu
stawiającego znak równości między wyrazami „lud” i „naród”5. Polski naród
polityczny winien obejmować również lud o niepolskim charakterze etnicznym. Postawę Kolberga wobec spraw narodowych określić można, zgodnie
z propozycją Andrzeja Walickiego, jako taką, w której idea wieloetnicznej
wspólnoty narodowej łączyła się z unitaryzmem, oddającym w tej wspólnocie główną rolę grupie kulturowo i politycznie najsilniejszej – narodowi
tytularnemu6.
Kulturę ludu Kolberg traktował jako współwystępującą z innymi kulturami środowiskowymi: szlachecką i mieszczańską. Podkreślał, pisząc
1

J. Burszta Kultura ludowa – kultura narodowa…, s. 239.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 173.
3 Brulion listu do ks. K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 97.
4 Brulion listu do W. Niegolewskiej z 22 VII 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 534.
5 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 25.
6 A. Walicki Koncepcja tożsamości narodowej i terytorium narodowego w myśli polskiej
czasów porozbiorowych, „Archiwum Filozofii i Myśli Społecznej” 1993, nr 38, s. 221.
2

590

�o obyczajach, że: „lud wiejski, nieruchomie niemal przyparty do gleby,
w większej zachował je czystości”1. Jej charakter i funkcjonowanie związane było z pańszczyzną, pozbawiającą wolności osobistej i ustanawiającą
przymus pracy, likwidowaną za życia badacza. Kolberg miał zdecydowanie
negatywny stosunek do pańszczyzny, przytoczył opowieść z okolic Krakowa
o piekle, w którym „podłoga zaś z samych panów, królów, bogaczy, potomków Jabla co pańszczyznę postanowili”2. Dostrzegał, że kultura ludowa
pozostawała pod wpływem rolnictwa i cyklu rocznego z nim związanego.
Kolberg, co prawda, sprawy bezpośrednio gospodarcze stawiał na dalszym
miejscu, co zauważył Gajek3, jednakże ich nie pomijał, wiążąc je ze sposobem życia. Wskazując np. na odmienność między Kurpiami a Mazurami,
stwierdził: „Więc też i różnica, jaka się między nimi a Mazurami wyrobiła,
byłaby głównie skutkiem odmiennego ludów tych sposobu życia i zajęcia”4.
Ważne dla Kolberga w kulturze ludowej były opowieści i pieśni, a także
obrzędy, bo dzięki nim przede wszystkim poznawał wierzenia i przekonania ludu oraz wyrażające je symbole. Badacz doceniał znaczenie symboli
w kulturze, zwrócił uwagę na brak u Glogera wyjaśnienia symbolicznych
funkcji wybranych przedmiotów i zachowań, tłumacząc to koniecznością
osobnych nad nimi studiów5.
Kolberg był świadom zmienności kultury ludu: „[…] w świecie ludowym
nic nie jest tak wielkim, aby za zupełnie nieruchome było uważane, tylko
się pomalutku zmienia”6. Dostrzegał wiele czynników sprawczych zmiany
w owej kulturze, zarówno wobec niej zewnętrznych, jak i wewnętrznych.
Do zewnętrznych należały Kościół oraz państwo z jego instytucjami, wojskiem i szkołą, a przede wszystkim porządkiem prawnym ustalającym m.in.
jakże ważną pozycją społeczną chłopów:
[…] lud pod wpływem obecnych stosunków z każdym rokiem ciągłej, choć powolnej ulega zmianie i można być pewnym, że za lat kilkadziesiąt w innym już
go badacze znajdą niż dzisiaj stanie i usposobieniu7.
1

O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 268.
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 26.
3 J. Gajek Oskar Kolberg jako etnograf…, s. 35–48.
4 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 305.
5 Tamże, s. 263.
6 O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 418.
7 Brulion listu do S. Czarneckiego z 14 VIII 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 52.
2

591

�Rozważając przyczyny zmian w obrzędach na terenie Mazowsza, stwierdził: „A działają tu różne przyczyny: nowe komunikacje (koleje, drogi i. t. d.),
nowo zewsząd napływający ludzie, a stąd i nowy wciąż z zachodu nanoszony prąd wyobrażeń […]”1.
Wskazywał na rolę środowiska geograficznego. Przekonywał:
Wiadomo, że naturalnymi przegrodami i rodów, i narodów są częstokroć bory,
nieużytki, wielkie puszcze, wody i góry, a rozdział ten, utrudniając związki, jest
powodem wyrabiania się miejscowych obyczajów2.

Wpływ środowiska geograficznego na poszczególne dziedziny kultury,
nie bezpośredni jednakże, zaobserwował na Kujawach:
Bogactwo przyrody i ziemi wpływa tu naturalnym następstwem na bogactwo
szaty, na bogactwo śpiewu, aczkolwiek błogie owe dary w grubych nieraz i nie
dosyć ściśle spojonych nałożone są na siebie warstwach3.

Czynnik wewnętrzny kształtowania kultury ludowej dostrzegł w światopoglądzie i związanej z nim postawie badanej ludności, jej wierzeniach,
stosunku do pańszczyzny i pracy oraz w rodzących się potrzebach i aspiracjach społecznych i narodowych. Te ostatnie zauważał głównie na terenie
etnicznie polskim.
Kolberg był zwolennikiem solidaryzmu społecznego, tak ważnego w jego
idei narodu. Był jednocześnie zwolennikiem koncepcji postępu, przejętej
z myśli oświeceniowej. Stosował ją zarówno w odniesieniu do spraw ludu
na ziemiach polskich, informując na przykład, za Encyklopedią rolnictwa,
„że uwłaszczenie wprowadziło postęp obyczajowy, nie ulega żadnej kwestii”4, jak i w zakresie szerszym, pisząc o znaczeniu „Sławian w ogólnym
postępie i kulturze ludzkości” 5. Przyjmował i upowszechniał, omawiając
książki etnologów niemieckojęzycznych, myśl o stopniowym rozwoju kultury6, która była wspólna tak myśli oświeceniowej, jak i ewolucjonistycznej.
Poddawał się jednakże, choć rzadko, obecnej w jego środowisku nostalgii
1

O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), pierwodruk: Kraków 1890, s. IX.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6–7.
3 O. Kolberg Kujawy (DWOK T. 3), s. 8.
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), pierwodruk: Kraków 1877, s. 22.
5 Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.
6 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 21 i in.
2

592

�za mitem dawnych, dobrych czasów. Skażenie obyczajów pod koniec Rzeczypospolitej przeciwstawiał lepszemu ich stanowi w okresie Piastów1.
Przytaczał również, jako sumienny dokumentalista, opinie o negatywnych
skutkach zniesienia pańszczyzny, jakimi były wzrost buty, zuchwalstwa
i mściwości chłopów, dodając jednakże komentarz tłumaczący przyczyny
tego rodzaju zachowań2. Jako etnograf ubolewał, że dawne zwyczaje są
„zaniedbywane dziś z powodu odmiany bytu włościan warunków”3. Pisząc
o obrzędach weselnych w Chełmskiem, stwierdził: „Najsmutniejszym atoli
objawem skażenia tych obrzędów, jest poczynające się wciskać skracanie
ich dowolne i usuwanie wielu pieśni przedtem obowiązkowych”4.
Badacz nie traktował kultury ludu jako reliktu przeszłości, dokumentował daną mu jej teraźniejszość, wskazywał na dokonujące się w niej
zmiany. Korzystał z dokumentów historycznych uznanych za cenne dla
pogłębienia wiedzy o badanej przez niego teraźniejszości. Wyróżniał jednak pewne zapisywane przez siebie elementy współczesnej mu kultury ludowej jako dostarczające informacji o przeszłości. Źródło etnograficzne
stawało się wówczas źródłem historyczny. Takim źródłem były niektóre
pieśni, przede wszystkim pieśni historyczne, częściej obecne w folklorze
ukraińskim, opowiadające o odległych czasach i ich bohaterach. Dokumentował także te, które relacjonowały wydarzenia bliższe chronologicznie,
codzienne. Ich tematem często była pańszczyzna, pamięć o niej, obawa
jej powrotu, jak w pieśni oskarżającej Polaków-panów na Rusi o starania
u cesarza mające na celu przywrócenie pańszczyzny5. Dostrzegł również
wartość pamięci zbiorowej, dostarczającej źródeł do docenianej dzisiaj historii mówionej, i jej odtwarzania w życiu społecznym. Z artykułu Stefanii
Ulanowskiej wynotował:
Głównym zaś przedmiotem gawędki, gdy się w lecie zejdą gospodarze w niedzielę po południu koło której chałupy, albo gdy zasiędą nad kufelkiem piwa
w miejscowej gospodzie […], są dziś wspomnienia pańszczyźniane […]. Odgrzebują
je i rozwałkowują z wielką lubością, z całym amatorstwem krytykując niepowrotną przeszłość6.
1

O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), pierwodruk: Kraków 1889, s. 164.
Tamże, s. 10.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 29.
4 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 292.
5 O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30), pierwodruk: Kraków 1883, s. 244 i in.
6 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 27.
2

593

�Najważniejszym wyznacznikiem zróżnicowania kulturowego Kolberg
uczynił przestrzeń. To w przestrzeni umieszczał środowisko geograficzne,
w różny, ale znaczący sposób oddziałujące na kulturę. To w przestrzeni
osadzał badane przez siebie grupy ludzi i wytwory ich kultury, zwykle dokładnie lokalizowane, przedstawiane w wydawanych monografiach regionalnych. Przestrzeń, w zależności od przyjmowanego celu, albo poszerzał,
przyjmując granice dawnych ziem Rzeczypospolitej, albo, najczęściej, na
użytek swych badań i publikowanych monografii regionalnych – zawężał:
„Sądzę, że ścieśnienie do ram pod względem obszaru kraju, dozwoli znowu
wdać się w szczegóły miejscowe i szerzej o danej rozpisać się okolicy”1.
Kolberg był przekonany, w oparciu o materiały z własnych badań,
o wielokulturowości ludu na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Przeciwstawił się twierdzeniu Zygmunta Glogera, że w obyczajach „[…] odbija się
hierarchiczny porządek Rzplitej, bo pod jego wpływem wyrabiała się nowa
jednolitość obyczajów wszystkich ziem polskich”2. Bliski był Kolberg klasycznemu dyfuzjonizmowi, kiedy twierdził, także w oparciu o własne doświadczenia, że państwa i narody nie są izolowane, elementy kultury wędrują, przenikają przez granice:
[…] boć żaden naród ni państwo w Europie chińskim murem od sąsiedniego
odgrodzone nie jest i nie było. […] obyczaje, tradycje, mniemania, przesądy, pieśni miejscowe, będąc ruchomymi jak ludzie, przechodzą z jednego do drugiego
narodu i na odwrót […]3.

Zwracał uwagę na rolę ludzi wędrujących: „osadników, pątników, dziadów, flisów”, gawiedzi i służby dworskiej4 w przekazie wartości kulturowych w ramach kultury ludowej. Stosował dla wzajemnych oddziaływań
kulturowych określenia „rozliczne krzyżowania się”5, „przymieszki innostronne”6, podkreślał rolę naśladownictwa w kulturze7, okazując w ten
sposób zrozumienie dla różnych form zapożyczeń i dynamiki kulturowej.
1

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6–7.
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 267.
3 Tamże, s. 286.
4 Tamże, s. 268.
5 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. VIII.
6 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XIV.
7 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 28.
2

594

�Był przeciwny przypisywaniu jednej grupie prawa własności do elementów kultury:
[…] chociaż nam się zdaje, że mamy je swojskie i że na tym gruncie możemy
powiedzieć: to jest słowiańskie i polskie – znajdujemy tymczasem w odległych
miejscach, w Ameryce np., jako coś analogicznego1.

Uznawał jednak możliwość samodzielnej twórczości w zakresie kultury,
sądził, że zjawiska traktowane jako analogiczne nie muszą być zapożyczeniami, mogą być także wynikiem „przypadkowego zejścia się myśli i obrazów”2, co zbliżało badacza do ewolucjonizmu.
Kolberg odróżniał elementy kultury grup etnicznych od uniwersalnych,
właściwych wszystkim grupom ludzi. Zastanawiając się nad sytuacją kulturową na terenie, na którym Litwa graniczyła z Dregowiczanami, Krewiczanami i Mazurami, stwierdził, że:
[…] zadaniem etnografa i dziejopisa jest przede wszystkim wyśledzenie wzajemnych wpływów tych ludów na siebie i ukazanie wśród mieszaniny z tego działania powstałej, jakie w niej właściwie cechy i pierwiastki są pozostałością litewską, jakie krewicką, jakie mazowiecką, a jakie wspólną i odwieczną wszystkich
własnością3.

Przekonanie o „pierwiastkach wspólnych” w kulturze ludzkości miały
oparcie w powtórzonej przez Kolberga za Oskarem Peschelem i zaakceptowanej tezie o psychicznej jedności rodu ludzkiego, kształtowanej od początków XIX wieku i wyraźnie sformułowanej w twórczości Adolfa Bastiana4.
O tym, że „ludzie wszędzie jedne żywią uczucia i jedne mają potrzeby”,
pisał Kolberg zresztą również wcześniej5. Pojawienie się tezy o psychicznej
1

O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 418.
Tamże.
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 303.
Rozróżnienie elementów kultury etnicznej i elementów uniwersalnych zostało przez Kolberga
sformułowane na podstawie jego własnych materiałów i zapewne bez bezpośredniej inspiracji
Elementargedanken i Völkergedanken Adolfa Bastiana, choć Kolberg znał i posługiwał się
pracami tego badacza.
4 Por. A. Barnard Antropologia. Zarys teorii i historii, wstęp J. Tokarska-Bakir, tłum. S. Szymański, Warszawa 2006, s. 58; A. Gingrich Kraje niemieckojęzyczne, w: Antropologia. Jedna
dyscyplina, cztery tradycje: brytyjska, niemiecka, francuska i amerykańska, wstęp Ch. Hann,
tłum. J. Tegnerowicz, Kraków 2007, s. 103.
5 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 274.
2

595

�jedności rodu ludzkiego w tekstach Kolberga warto odnotować nie tylko
dlatego, że teza ta była ważna w ewolucjonizmie. Jest ono godne uwagi także z tego powodu, że wskazuje na rozwój wiedzy antropologicznej i zmianę
przekonań Kolberga, który w brulionie hasła Indianie amerykańscy, przygotowanym dla Encyklopedii powszechnej Orgelbranda pod koniec lat 50.
XIX wieku, pisał o niepodobieństwie „[…] postawienia Indianina Ameryki na
równi pod względem umysłowości i pojętności z człowiekiem np. szczepu
kaukaskiego”1. Mimo powtórzenia za Müllerem stwierdzenia, że „pojęcie
rasy dotyczy głównie antropologii, pojęcie ludu lub narodu – etnologii”2,
w omawianym artykule recenzyjnym Kolberg wiele miejsca poświecił
sprawom rasowym. Nie protestował przeciwko przyjętemu w jego czasie
i powszechnie uznawanemu, choć różnie rozumianemu związkowi etnografii/etnologii z antropologią fizyczną, w którym brakowało zdecydowanego rozdziału nauk przyrodniczych i humanistycznych oraz społecznych.
Sam w swoich monografiach regionalnych zamieszczał materiały dotyczące „cech fizycznych” omawianych grup ludzi. Powtarzał znaleziony w recenzowanych książkach schemat ustalający hierarchię ras, z najbardziej
wartościową rasą aryjską na czele, „jako najsilniej i najkształtniej według
powszechnych o piękności wyobrażeń zbudowanej, najwyżej w rozwoju
społecznym i oświacie wyniesionej”, przytaczając jedynie zapewnienie jego
autora, Oscara Perthy’ego, że nie jest stronniczy3. W innym miejscu artykułu zgłasza jednak gotowość zrezygnowania z postrzegania ścisłego związku między cechami fizycznymi a kulturowymi. Po zreferowaniu poglądów
Retziusa, wyłączającego Słowian i Litwinów z grupy ludów aryjskich na
podstawie zaliczenia ich, zgodnie z badaniami kraniologicznymi, do kategorii szerokogłowych właściwej ludom turańskim i po przypomnieniu
podobnych twierdzeń Franciszka Duchińskiego, włączającego do Turanów
już tylko Rosjan i Kozaków dońskich4, tłumaczył, że Słowian i Litwinów,
mimo szerokogłowości „[…] przewaga ducha i oświaty aryjskiej na ogólnie
1

O. Kolberg Indianie Amerykańscy, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 452.
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 15.
3 Tamże, s. 14.
4 Kolberg, będący w kontakcie z Seweryną i Franciszkiem Duchińskimi, w liście do Seweryny Duchińskiej z roku 1879, a więc późniejszym aniżeli jego omawiany powyżej artykuł,
informował o stanowisku Kopernickiego, zaliczającego do kategorii krótkogłowych (szerokogłowych) wszystkich Słowian. Sam, jako nie-antropolog, wstrzymywał się od wypowiadania
zdania w tej sprawie. Brulion listu do S. Duchińskiej b.m. z 20 II 1879 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 222.
2

596

�intelektualny tych ludów rozwój […] już ich dziś do Ariasów etnografowi
zaliczyć nakazuje”1.
Przyjmowanej wieloczłonowej i wieloczynnikowej koncepcji kultury
i jej zmian oraz wielu innych myśli o potencjale teoretycznym Kolberg nie
rozwinął. Było to zapewne spowodowane brakiem zainteresowania teorią
u badacza koncentrującego się na dokumentacji. Postawa taka pozwoliła
jednakże Kolbergowi uniknąć jednostronności powodowanej przyjęciem
założeń jednej tylko spośród znanych w jego czasach szkół naukowych.
Z niemających uzasadnienia koncepcji teoretycznych potrafił się pod koniec życia wycofać, tłumacząc, że mógłby przy nich pozostać, gdyby:
[…] doświadczenie przez nas nabyte w ciągu ubiegłych dotąd lat 28, a które nam
ciągle dawało nowy zewsząd materiał, nie nauczyło nas, że niektóre z podanych
tam naszych poglądów, twierdzeń i wywodów za zbyt wybujałe i rzadko z naturą zgodne nie nakazało nam uważać hipotezy2.

Metody systematyzacji, interpretacji i krytyki materiałów
w etnografii Kolberga
Systematyzacja materiałów
Kolberg nie przywiązywał uwagi do informowania o przyjętych przez
siebie metodach porządkowania oraz interpretacji i krytyki materiałów.
Podobnie jak w przypadku założeń poznawczych, dane o nich są do odnalezienia głównie we wstępach do poszczególnych monografii regionalnych,
fragmentach tekstu zaopatrzonych w stawiane znaki zapytania i wykrzykniki oraz w przypisach, a także w korespondencji: „[…] nasze zaś własne uwagi
i poglądy, o ile takowe w toku pisania się nastręczały, zwykliśmy najczęściej mieścić w notatkach na dole strony lub w przypisach do dzieła […]”3.
Wielokrotnie jednak podkreślał, że jego zadaniem, związanym z celami właściwymi dla etnografii, jest nie tylko gromadzenie, ale i porządkowanie materiałów. W cytowanym już liście do Józefa Blizińskiego z roku
1865, ważnym, bo otwierającym wieloletnią znajomość i współpracę oraz
1

O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 12.
O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), pierwodruk: Kraków 1890, s. IV.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. VIII–IX.
2

597

�zawierającym określenie, czym jest etnografia i jakie będzie jego postępowanie z nagromadzonymi materiałami, napisał: „Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się
do ich opracowania i dalszych wniosków przejść będzie mogło”1. W liście
do innego odbiorcy, już jako autor czterech wydanych tomów Ludu, podkreślił znaczenie porządku nadawanego zebranym materiałom:
[…] dbałem przede wszystkim o to, aby materiały w dziele moim zawarte, mając
służyć ku pożytkowi pracujących w różnych gałęziach wiedzy badaczy, należycie były uporządkowane, ugrupowane i podane w sposób istotnie przydatny
dla nauki2.

Materiały systematyzował w zależności od różnych zakresów i poziomów, w jakich je umieszczał, od różnych kategorii przedmiotów, do których
je zaliczał i celów, dla jakich je przygotowywał. Głównych ram całości
dostarczał lud jako warstwa społeczna i wybrane elementy jego kultury,
a także granice dawnych ziem Rzeczypospolitej, tak ważne dla Kolberga,
rzadko przekraczane w jego działalności dokumentacyjnej. To wyróżnione
na ich obszarze regiony, wyznaczane przy pomocy różnych kryteriów, nieobejmujące jednak całego terenu dawnej Rzeczypospolitej, a więc niestanowiące jego całości, dostarczały możliwości porządkowania materiałów
przeznaczonych do planowanych tomów monografii regionalnych oznaczonych przy pomocy nazw geograficznych stosowanych w administracji
lub ukształtowanych historycznie, a także, tylko wyjątkowo, nazw grup
etnograficznych3. Materiały te następnie publikowane były w poszczególnych monografiach przedstawiających regiony wybrane spośród ziem Rzeczypospolitej4. Ten rodzaj systematyki Jan Adamowski, biorąc pod uwagę
monografie opublikowane, nazwał „podziałem na tomy”, wyróżniane przy
1

List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 279.
3 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 300 i nast. Tytuły tek były inne, por. A. Skrukwa Wykaz tek O. Kolberga i pozostałych
zachowanych zespołów jego rękopisów w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK
T. 85/III).
4 Por. E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja, Poznań 2015, s. 87 i nast.; K. Waszczyńska Metody pracy, zasady i praktyka podziału regionalnego w monografiach Oskara Kolberga, „Lud” T. 98: 2014, s. 17 i nast.
2

598

�pomocy kryterium geograficzno-kulturowego1. Innym działaniem systematyzacyjnym było porządkowanie już nie obszarów, a przedmiotów, faktów
kulturowych objętych dokumentacją: „[…] robota należytego różnorodnych
tych nabytków uklasyfikowania i przedstawienia ich w taki sposób, ażeby
ułatwienie przyniosły badaczom w rozmaitych pracujących kierunkach”2.
Owo porządkowanie dotyczyło różnych przedmiotów i odmiennego do
nich podejścia. Systematykę polegającą na zestawieniach odmiennych wariantów tego samego utworu literatury ludowej, tak ważną dla Kolberga,
uznajemy za domenę folklorystyki. Dla etnologa nie są jednak obojętne
zawarte w niej informacje dotyczące geografii oraz procesu przekształceń
utworu, a także, przy pogłębionej analizie, możliwość dotarcia do osobowości społeczno-kulturowej kolejnych wykonawców. Kolberg dostrzegł to ich
znaczenie, w odniesieniu nie tylko do pieśni, ale również baśni i wierzeń:
Porównując podobieństwa i różnice te w najdrobniejszych szczegółach i odcieniach, ma tu etnolog możność śledzenia, krok za krokiem, pochodu topograficznego wszelkich utworów myśli i imaginacji ludowej, zrazu w obrębie danej miejscowości, okolicy i kraju, a następnie i na rozleglejszej geograficznej przestrzeni.
[…] A przecież dla etnologa z zawodu, nigdy wariantów nie będzie i być nie może
za nadto. Cóż wreszcie znaczy kilkadziesiąt a nawet setka przytoczonych przez
zbieraczy odmian jednego utworu, skoro nas przysłowie znane powszechnie
uczy, że ma je wieś każda. „Co wieś, to pieśń” – ba! Moglibyśmy dowieść, że ma
je niemal każda ze śpiewających niewiast3.

Wyłączamy natomiast z naszych rozważań systematykę należącą do genologii, obejmującą różne rodzaje i gatunki literatury i muzyki ludowej.
Systematyka pieśni stawała się jednak istotna dla etnografii, kiedy uwzględniała podział na podstawie ich tematu i funkcji, pomagający uznać pieśni
za źródło do poznania istniejącej poza nimi rzeczywistości społeczno-kulturowej. Dostrzegł to Krzyżanowski, jednak zarzucił tej systematyce brak
logiki4. Równocześnie był świadom, że „[…] wszelkie próby w tej dziedzinie
1 J. Adamowski Zagadnienia systematyzacji materiału dokumentacyjnego w „Dziełach
wszystkich” Oskara Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Oskara Kolberga
w dwusetną rocznicę Jego urodzin, red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s., s. 27.
2 List do K. Libelta z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 228.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XII.
4 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 28. Zob. także np. A. Skrukwa Kujawy
Oskara Kolberga…, s. XXX.

599

�muszą się liczyć z Kolbergiem, z tym, co w zakresie systematyki zrobił,
i z tym, czego zrobić nie zdołał”1.
Systematyka przyjęta przez Kolberga dla porządkowania materiałów
w wydanych przez niego tomach ma zakres szerszy, obejmuje już nie tylko pieśni. Ujawniona została ona w „spisach rzeczy”. Również ta systematyka jest zmienna w szczegółach, zależna od przyjętego zakresu badań,
posiadanych dla poszczególnych regionów materiałów i doświadczeń badawczych, wpływających na możliwości porządkowania przedstawianych
w niej materiałów. Obejmuje przede wszystkim grupy tekstów bezpośrednio związanych z przedmiotem badań, ludem, tak jak on został przez Kolberga określony, i jego kulturą, staje się jednakże przede wszystkim systematyką materiałów w etnograficznej monografii regionalnej. Jak zauważył
Adamowski, autor Ludu i Obrazów etnograficznych wpracował w tym
zakresie model powtarzany w ogólnym zarysie w wydawanych przez niego monografiach regionalnych, jedno lub wielotomowych, składający się
z części obligatoryjnych oraz fakultatywnych2. Obok wstępów mają w nim
stałe miejsce rozdziały takie jak „Kraj”, „Lud” z charakterystyką jego „właściwości” oraz informacjami określającymi jego „sposób życia”, następnie
„Zwyczaje” i „Obrzędy”, „Pieśni i dumy”, „Tańce”, „Świat nadzmysłowy”,
„Powieści” przedstawiające różne gatunki prozy ludowej oraz jakże ważne
„Przypisy”. Kolberg nie zamyka się jednak w ramach schematu, uzupełnia
tomy w zależności od posiadanych materiałów. Są to np. gry i zabawy czy
dane językowe. Systematykę właściwości i wytworów ludu, zastosowaną
w porządkowaniu materiałów w tomach publikowanych dzieł, stawiał wyżej niż zróżnicowanie źródeł, z których korzystał. Najczęściej je odróżniał
i oznaczał, korzystał z nich jednak łącznie w ramach systematyki przedmiotowej. Postacie ludzi porządkował przy pomocy wyróżnienia ich „typu”,
właściwego, jego zdaniem, mieszkańcom poszczególnych dokumentowanych przez niego regionów.
Kolberg ponadto był współtwórcą programu Wystawy Etnograficznej
w Kołomyi w roku 1880, do uczestnictwa w przygotowaniu której został zaproszony „dla nadania jej odpowiedniego układu i porządku”3. Przewidziano w nim i zrealizowano uporządkowanie eksponatów w dwóch działach:
1

J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 28.
J. Adamowski Zagadnienia systematyzacji…, s. 29.
3 List W. Przybysławskiego do O. Kolberga z 21 IV 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 352.
2

600

�„A. Wyroby” i „B. Konie, bydło i płody górskie”. Pierwszy z nich dzielił się
na 21 grup przedmiotów wydzielonych przy pomocy kryteriów mających
znaczenie dla etnografii i przemysłu wiejskiego1. To jemu przypisać należy przyjęty w niej wzorzec systematyki etnograficznych obiektów wystawowych, z której korzystano później w porządkowaniu zbiorów, również
muzealnych. Systematyzowanie stosowane przez Kolberga nie było celem
samym w sobie, miało charakter instrumentalny, pomagało w porządkowaniu różnorodnych materiałów, stąd niekonsekwencje polegające m.in. na
niespełnianiu warunku rozłączności systematyzowanych kategorii przedmiotów.
Interpretacja materiałów
Jedną z podstawowych metod służących interpretacji jest porównywanie. Kolberg nie mógł obyć się bez porównań, niezbędnych w wielu
procedurach naukowych i podstawowych w etnografii, a także w myśleniu potocznym. Wiedział o ich znaczeniu i stosowaniu przede wszystkim
z lektur prac filologów indoeuropeistów, rozwijających językoznawstwo porównawcze i zakładających istnienie historycznego pokrewieństwa między
wszystkimi językami wywodzącymi się z indoeuropejskiej rodziny językowej, oraz etnologów/antropologów zainteresowanych Wschodem i Starożytnością jako terenami i okresami kulturotwórczymi. Określał je, wskazując
na warunki, jakich wymagały, aby być użyteczne. Porównania te były mu
potrzebne dla uzyskania szerszej perspektywy dla zgromadzonych przez siebie materiałów i potwierdzenia przyjmowanych założeń. Służyły ponadto
nadaniu tym materiałom znaczenia przez umieszczenie ich w kontekście
historii i kultury narodów słowiańskich, Europy i świata oraz nauk nimi
się zajmujących, miały także potwierdzić erudycję stosującego je dokumentalisty. Najczęściej jednak odniesień do porównań poszukiwał w materiale
etnograficznym, zgromadzonym przez siebie lub znanym z literatury.
Dla Kolberga istotne było ustalenie podobieństw i różnic między faktami
etnograficznymi w przestrzeni i w grupach ludzi, decydujących o bliskości
lub odrębności regionów i tych grup. Podkreślał znaczenie badania różnic
1 O. Kolberg Rękodzieło na Wystawie etnograficznej w Kołomyi 1880 r., w: O. Kolberg
Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 219.

601

�kulturowych, tak ważnych w powstaniu i rozwoju etnografii/etnologii jako
dyscypliny naukowej. W artykule recenzyjnym z pracy Glogera Obchody
weselne napisał:
Myli się zatem autor, gdy twierdzi (o ludzie wiejskim), że różnice obyczajów nie
były i nie są tu różnicami, ale tylko wzorzystą rozmaitością pospolitego narodowego zwyczaju […]. Mniej by się mylił, gdyby wyrzekł: powszechnego zwyczaju. Dla etnografa bowiem i uczonego, krążyć myślą pochopnego po szerokim
świecie, odmiany i odcienia bądź wyżej wspomniane, bądź jakiekolwiek inne,
są zawsze i być muszą różnicami, czy takowe w obrębie Polski, czy w szerszym
zakresie dostrzeganymi i spisywanymi będą1.

Zastanawiał się nad określeniami przyjętymi dla podobieństw i różnic
w języku polskim, świadomy znaczenia języka w przedstawianiu świata:
Wyrobiwszy sobie przede wszystkim jasne, a choćby przybliżone tylko pojęcie
o wyrazach: tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień,
odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo itp., że już nie wspominamy o wyrazach cudzoziemskich, jakimi są: wariant, wersja, motyw itd. (sama natura
wszystkich tych nazw zakreśli bezstronnemu etnografowi właściwe, a przynajmniej przybliżone między nimi granice), zdołamy dokładniej wykazać, gdzie się
one (np. różnice czy podobieństwa) znachodzą i skąd powstały2.

Recenzując książkę Glogera Obchody weselne Kolberg zaakceptował
zastosowane w niej porównanie, oparte na wnioskowaniu indukcyjnym,
w którym szczegóły określają charakter całości. Nie zgodził się jednak
z konkluzją wyciągniętą z tego porównania o jednolitym, narodowym charakterze obrzędów, zwyczajów i pieśni na obszarze dawnej Rzeczypospolitej. Uzasadniał, że była oparta na niedostatecznej ilości i małej reprezentatywności materiałów:
W cóż się atoli obróci pewna naszych porównań liczba i czy dojrzały zupełnie
zdoła ona wydać owoc, jeżeli rozpatrując się w posiadanych zbiorach […] dostrzeżemy niby czarne plamy liczne szczerby w opisach wielu pojedynczych
ziem, których monografii dotąd nie skreślono, które zatem do porównań materiału żadnego nie dostarczyły? Oczywiście, wówczas porównania nasze, na
1
2

O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 275.
Tamże, s. 266.

602

�danych tylko, jakie mamy w ręku, oparte, zamiast przedstawić szereg ogniw
w zgodną wiążących się całość, przeskakiwać nieraz muszą w nader odległe
od siebie przestrzenią miejsca, dla braku materiałów ze stron pośrednich, i nie
zawsze przystając do siebie nie objaśnią dostatecznie […] przedmiotu, o który
potrącały1.

Procedura porównawcza zastosowana przez Kolberga w kolejnych, wydawanych tomach Ludu i Obrazów etnograficznych obejmowała identyfikowanie podstawowych typów faktów kulturowych w ramach regionu
i ustalenie jego cech charakterystycznych. Kolberg świadomie podjął pracę
w tak wyznaczonym kierunku w pierwszym tomie opublikowanej przez siebie w roku 1865 monografii regionalnej, jaką było Sandomierskie. Napisał
w nim, że ograniczenie się do ram „prowincji”:
[…] skupi zebrane wiadomości w jedno ognisko, okolicę uwydatni, a stąd utoruje
łatwiejszą drogę poszukiwaniu, porównaniu, stosowaniu, badaniu, dając obok
tego możność sprawiedliwszego na nią (a przez nią w przyszłości i na całość)
poglądu i ocenku2.

Zastanawiał się nad sposobem dokonywania porównań w odniesieniu
do materiałów z własnych badań. Doszedł do wniosku, że porównanie
jest szczególnie wartościowe, kiedy obejmuje materiały z terenów najbliższych, wówczas umożliwia lepszą charakterystykę zarówno omawianego
faktu kulturowego, jak i regionu:
Dla studiów porównawczych, dają tu obfity materiał skreślone szczegółowe opisy obrzędów weselnych. Sądzimy, że porównanie tego rodzaju wedle pewnego
należałoby dokonywać planu; więc opisy wesel z pod Płocka i Bodzanowa, zestawić najprzód należy z takimiż opisami umieszczonymi w tomie I Mazowsza;
gdy znowuż opisy z Pułtuskiego, Przasnyskiego i Ostrołęckiego pochodzące,
skłaniają się ku skreślonemu przez nas opisowi wesel z tomu III3.

W dochodzeniu do całościowego obrazu kultury ludowej w obrębie ziem
dawnej Rzeczypospolitej Kolberg krokiem pośrednim uczynił porównania
między regionami. Jest ich wiele, dotyczą zarówno regionów sąsiadujących
1

Tamże, s. 263.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), pierwodruk: Kraków 1888, s. X–XI.
2

603

�z sobą, jak i odległych. Badacz dostrzegł tereny pośrednie. Pisząc o Kujawiakach, stwierdził:
W gwarze swej, obyczajach, podaniach, obrzędach i śpiewach trzymają oni środek miedzy Wielkopolanami a Mazurami, przybierając cechy właściwe jednym
lub drugim, w miarę zbliżania się do ich granic1.

W materiałach śląskich zachowało się, w zapisie terenowym Kolberga,
zestawienie nazw części wozu z Mińska Mazowieckiego i ze Śląska, jednakże
bez wskazania na cel tego porównania2. Powszechność i znaczenie porównań regionalnych w antropologii/etnologii nam współczesnej, tak ważnych
również dla Kolberga, wymagających jednak intensywnych studiów terenowych oraz rozwiązania trudności w ustaleniu próby badawczej i definiowania jednostek porównania, spowodowało, że uznano je w tej dyscyplinie
za odrębny typ metody porównawczej3.
Kolberg porównywał także fakty kulturowe z terenów odległych. Przekonanie, że „Poszanowanie grobów wrodzonym jest u wszystkich, najdzikszych nawet ludów”, wsparł przykładem ze Szkocji, zaczerpniętym z notatki
prasowej4. Porównał chodzenia młodzieży w czasie Wielkanocy „po wykupie” na Mazowszu z bieganiem dzieci i młodzieży po wsi z zapowiedzią
wiosny w Szwajcarii5. Znalezione w publikacji podanie z Baku przypominało mu „w części powieść o Wandzie”6. Stosował zatem także porównanie
przez podanie wybranego przykładu, zwane „porównaniem ilustracyjnym”7, które wykorzystywał dla zilustrowania tezy o powszechności czy szerszym niż ograniczony do ziem polskich zasięgu fenomenów kulturowych.
Wnioskowanie przy pomocy analogii o podobieństwie form znalezionych
w kulturze europejskiej i w odległych kulturach, np. w Ameryce, wymagało
jednak, zdaniem badacza, ostrożności – formy te mogą przecież powstawać
niezależnie:
1

O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 8.
O. Kolberg Śląsk (DWOK T. 43), s. 13–14.
3 A. Hultkrantz General ethnological concepts, w: International dictionary of regional
european ethnology and folklore, vol. 1, Copenhagen 1960, s. 50; A. Barnard Antropologia.
Zarys…, s. 96–98.
4 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 312.
5 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 77.
6 O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), pierwodruk: Kraków 1888, s. 141.
7 G. Sarana Comparative method, w: Encyclopedia of social and cultural /anthropology,
red. A. Barnard, J. Spencer, London-N. York 2002, s. 181.
2

604

�To nas zastanawia i każe być cierpliwym, dopóki nie znajdziemy innego materiału, który by nas oświecił, że to jest przypadkowe zejście się myśli i obrazów1.

Podkreślał wartość, jaką informacje zaczerpnięte z publikacji miały dla
celów porównawczych:
Dla lepszego określenia znaczenia materiałów własnym nabytych staraniem, iż
niezbyt pełnych, dołączyliśmy wyjątki z prac i spostrzeżeń niektórych autorów
(n. p. Ryszarda Berwińskiego z r. 1854, Teobalda Klepaczewskiego z r. 1861,
Emila Kierskiego i.t.d.); jak i dla poparcia dowodami naszego tekstu: kopie dokumentów z rzadszych wyjęte druków. Ułatwi to prace porównawcze, zwłaszcza
gdy w zakres badań tego rodzaju wciągnięte będą materiały coraz obficiej nie
tylko z ziem słowiańskich i im przyległych, ale i z najdalszych Europy i innych
części świata napływające krańców2.

Uzasadniał korzystanie także z kalendarzy, broniąc się przed zarzutem
głoszenia niedorzecznych poglądów:
Cytowanie to z kalendarzy mniemań ludu, choćby najdziwaczniejszych, w niezmienionej ich treści i dykcji […] przez etnologów bywa zbieraczom zalecanym,
jako nader pomocne dla studiów porównawczych nad wyobraźnią i stopniowym rozwojem i stosowaniem pojęć u ludu3.

Na uczyniony w recenzji z III cz. Pokucia zarzut Franki dotyczący nieuzasadnionego i nieuporządkowanego umieszczania w tomie materiałów
wziętych z publikacji4 Kolberg odpowiada:
Notaty Wójcickiego, Kirkora i innych autorów, umieszczone w tekście i w przypisach, użyte zostały do porównań, jako rzucające szersze światło na opisywane
przedmioty lub popierające i dopełniające własne nasze obserwacje5.

1

O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 418.
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), pierwodruk: Kraków 1882, s. IX.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. IX.
4 Recenzja cz. III „Pokucia” Iwana Franki i odpowiedź Oskara Kolberga, w: O. Kolberg
Pokucie. Suplement do t. 29–32 (DWOK T. 81), s. 286–291.
5 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia” napisaną
i podaną do „Kwartalnika” (III, 7) przez I.F, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK
T. 81), s. 290.
2

605

�Rozwijane w XIX wieku studia porównawcze w zakresie językoznawstwa
indoeuropejskiego, a także w ramach wczesnego dyfuzjonizmu i ewolucjonizmu, były ważne dla Oskara Kolberga. Niekiedy uznawał wiarygodność
przyjmowanych w nich odniesień do mitologii Wschodu lub Starożytności,
często jednak podawał w wątpliwość bezkrytyczne ich stosowanie. Do swoich tekstów wprowadzał oparte na nich uwagi i komentarze dotyczące własnych materiałów: etnonimów i toponimów, wierzeń i literatury ludowej.
Powtarzając zaczerpniętą od Maciejowskiego informację o powiązaniach
„Kurpiów-Gociów” z „Germanami-Gociami”, stawia przy niej tylko znak
zapytania1. Brak zdecydowania Kolberga w ocenie porównań tego rodzaju
i uleganie autorytetom ujawniło się w jego dziełach w kilku miejscach,
w których zastanawiał się nad przyjmowanymi etymologiami etnonimu
Mazur. Podał jedynie w wątpliwość, a nie zanegował, stanowisko Naruszewicza, Maciejowskiego i Lelewela, wywodzących pochodzenie Mazurów od
Massagetów2. Odpowiadając na postawiony mu przez E.S. Świeżawskiego
zarzut, w dłuższym wywodzie napisał:
Otóż nie myśleliśmy bynajmniej stawać w obronie hipotez Naruszewicza, Bielowskiego i innych, których błąd niezupełnie zresztą dowiedziony co do pochodzenia Mazurów wykażą dopiero dalsze badania historyków i etnologów; obecne
bowiem prace (np. co do tożsamości Manimów3 i Mazowszan i t. p.), jakkolwiek
na uznanie zasługują, pomroki tej całkowicie nie rozjaśniły. Wszakże chętnie
godzimy się na to, iż hipotezy Naruszewicza i dawniejszych autorów łatwo się
dadzą obalić, już ze względów, że w starożytności, jak wiadomo, ludy wcale
z sobą nie pokrewne, nosiły podobne lub zbliżone do siebie (czasami nawet
podsunięte im) nazwy, które przez późniejszych historyków brane były za dowód ich jednoplemienności. – Mimo to, hipotezy rzeczone, jakkolwiek kruche,
nabierają pewnej siły wówczas, gdy się je zwalczyć pragnie jedynie argumentami etymologii, która właśnie do postawienia ich dała pochop. Bo dlaczegóżby
źródłosłów mas nie miał wpłynąć zarówno na utworzenie nazwy Massa-getow,
Mez-ów (Maesia, Moesia), jak i na nazwisko Mazurów, a następnie doprowadzić
do wniosku, jakoby ludy te w pewnym zostawały powinowactwie4.
1

O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 52.
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 37.
3 Manimowie, przez Tacyta wymienieni jako jedno z pięciu najważniejszych plemion Lugiów zajmujących tereny między Odrą i Wisłą – identyfikowano ich z przeworską kulturą
grobów jamowych. H. Łowmiański umieścił Manimów na terenie Opolszczyzny, zob. tegoż
Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu, Warszawa 1963, s. 235.
4 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 349.
2

606

�Zdecydowanie krytycznie natomiast ocenił wywód Gołębiowskiego,
próbującego wywieść etnonim Huculi od czasownika „koczować”. Stwierdził: „Ale wykład ten, jedynie na pewnym podobieństwie dźwięków oparty,
ani historycznie, ani etymologicznie usprawiedliwić się nie da”1.
Kolberg w komentarzach dotyczących mitologii słowiańskiej wskazywał
stosujących porównania uczonych, od których czerpał inspirację. Wymienił
Z. Chodakowskiego, I. Rakowieckiego, N. Medyńskiego, W. Maciejowskiego,
A. Tyszyńskiego, K. Szajnochę, A. Marcinkowskiego (Nowosielskiego), J. Papłońskiego, A. Mierzyńskiego, A. Kirkora, J. Sienkiewicza i E. Tyszkiewicza.
Napisał:
Dodajmy, że niektórzy jak np. Skorochód Majewski, Hanusz, Borkowski i t.d.,
podżegnięci porównawczymi pracami lingwistycznymi, historycznymi i innymi
Anglików, Francuzów i Niemców (Jonesa, Burnoufa, Boppa, Grimma, Lassena,
Kuina [winno być: Kuhna] i t. d.) w oznaczeniu stanowiska mitologicznego Słowian
skłaniali się stanowczo ku Indiom wschodnim i Persji, gdy inni zwrócili badawcze
swe oko ku sąsiadującym ze Słowianami Litwinom, Skandynawom i Czudom2.

Sam także sięgał do Indii, np. próbując znaleźć wyjaśnienie nazwy diabła
Rokity i wierzeń związanych z wężami3. Poszukiwał materiałów do porównań
również na terenach jeszcze dalszych. Materiały pozwalające interpretować
pozostałości wierzeń pogańskich w postaci kultu ciał niebieskich i żywiołów,
takich jak woda i ogień, czerpał z Birmy, Kambodży i Sumatry, posługując się
pracami Bastiana4. W ocenie porównań w zakresie mitologii, podobnie jak innych porównań, nie był konsekwentny. W liście do Jana Karłowicza napisał:
Mówiąc o Wandzie, nie wspominałeś Pan przy nazwach wody o nazwie litewskiej wody = wanda. Krok także nader ważną musiał odgrywać rolę w starożytności, stąd być może, że pochodzi odeń także nazwa Olbrzymich Gór Krko-noszy,
a może i Kr-pat (lud miejscami nazywa te góry, osobliwie Tatry – Krępak). Mimowolnie nasuwa się przy Kroku nazwa indyjskiego Kriszny, jak przy Wandzie
nazwa Gangi – nimfy Gangesu. Mówiąc to, nie myślę wcale porównywać, a tym
mniej identyfikować tych mitów z sobą5.
1

O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 38.
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XVII; błędny zapis „Kuin” powtórzył
J. Gajek, zob. s. 559.
3 Tamże, s. 13, 80.
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 179 i nast.
5 Brulion listu do J. Karłowicza z 10 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 189.
2

607

�W rozważaniach związanych z mitologią często powoływał się na pracę
Kazimierza Szulca Mityczna historia polska i mitologia słowiańska (Poznań 1880), którą polecał m.in. portugalskiemu uczonemu Zófimowi Consiglieriemu Pedroso1. Autor Mitycznej historii polskiej…, subskrybent Ludu
Kolberga jest przez Kolberga ceniony, także ze względu na stosowaną przez
niego komparatystykę:
Dzieło jego usiłuje przy pomocy badań porównawczych skreślić ogólny bogosłowia tego zarys i wytłumaczyć znaczenie mityczne wielu podań, niemniej
kultu i odnośnych doń obrzędów u poszczególnych słowiańskich plemion, o ile
z kronik i zebranych dotychczas materiałów uczynić się to dało. Niektóre z wywodów jego, należyte już w świecie naukowym zyskały uznanie2.

Kolberg stosował porównania z odległymi czasami i terenami również
w stosunku do utworów literatury ludowej. Wskazywał, w przypisie dołączonym do bajki Dydak i Dziad z mosiężną brodą „od Wyrzyska, Szamocina”, na podobieństwo występującego w niej gryfa do tworów wyobraźni
obecnych w architekturze i podaniach w różnych stronach świata – w Kambodży, Chinach, na Litwie, w Ameryce, Egipcie, Grecji – i u różnych autorów, starożytnych, średniowiecznych oraz u Bastiana3. Niekiedy czynił
to ostrożnie. Umieszczając w przypisach obszerne omówienie artykułu na
temat Niniwy i Babilonu oraz tamtejszych wierzeń związanych z wieżą Babel, zaopatruje je w przypis: „Nasuwa się tu porównanie z kilkoma baśniami
w zbiorze niniejszym zamieszczonymi […]”4.
Dokonywane przez Kolberga próby porównań i śledzenie na ich podstawie zapożyczeń i wzajemnych wpływów, inspirowane głównie tradycją
filologiczną, i wynikający stąd stosunek badacza do źródeł ocenić można
dwojako. Porównania prowadzone na materiałach z sąsiadujących z sobą
lub niezbyt odległych geograficznie i kulturowo terenów uzasadniały związki między grupami ludzi i przeciwstawiały się twierdzeniom o prawach wyłączności do rozwiązań kulturowych i istnieniu kultur izolowanych. Te natomiast, które miały na celu osadzenie zebranych przez Kolberga materiałów
1

Brulion listu do Z. Consiglieriego Pedroso z 15 VII 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 529.
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. VII.
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), pierwodruk: Kraków 1881, s. 98–99.
4 O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), pierwodruk: Kraków 1875, s. 361.

608

�w niekiedy nadmiernie szerokich kontekstach, nie znajdywały uzasadnienia
i krytykowane były już za życia badacza1. Władysław Smoleński zaliczył
Kolberga z wczesnego okresu jego działalności do „młodzieńców składających drużynę” zainteresowanych badaniem ludu, zainspirowanych ideami
romantyzmu, którzy „przygotowania do studiów porównawczych nie mieli
żadnego”2. Na zarzuty Biegeleisena, że sięga do mitologii różnych narodów
i niewiarygodnych autorów, Kolberg odpowiedział następująco:
Słabości tej, co do mitologii, nie myślimy wcale zaprzeczać […]. Nie obstając
bynajmniej przy twierdzeniu, jakoby wszelkie bez wyjątku wywody i tłumaczenia Hanusza i Szulca miały za sobą słuszność i uzasadnienie, mamy jednak
przekonanie, że są wśród nich i takie, którym dalsze na tej drodze badania gruntowności, a częstokroć i słuszności odmówić nie zdołają3.

Długo później Krzyżanowski oceniał na korzyść Kolberga to, że zajmując się wyjaśnieniami zjawisk związanych z wierzeniami, „nie przesadzał
w powtarzaniu modnych objaśnień »mitologicznych«”4.
Kolberg zdawał sobie sprawę, że podobieństwo faktów kulturowych nie
zawsze świadczy o ich wspólnym pochodzeniu czy zapożyczeniu:
Dostrzeżone przez niektórych pewne (np. przez Połujańskiego) podobieństwo
charakteru Kurpiów z mieszkańcami Karpat, jest w istocie niczym więcej jak
psychologicznym wpływem swobody życia wśród gór karpackich i borów Mazowsza5.

Szerokie stosowanie porównań świadczyło o niezwykłym u dokumentalisty kultur partykularnych, a tak bardzo charakterystycznym dla Kolberga
przekonaniu o braku izolacji kulturowej i istnieniu uniwersaliów kulturowych.
1 Biegeleisen w zbiorowej recenzji dzieł Kolberga z roku 1886 stwierdził: „Mitologia to słaba
strona Kolberga, chciałby on wierzenia ludu naszego wywieść wprost od Gangesu, przytacza
więc z Hanusza (starego) i z Szulca niestworzone rzeczy”, H. Biegeleisen O. Kolberg: „Pieśni
ludu polskiego”, Warszawa, 1857, „Lud, jego zwyczaje” i.t.d. tom 1, Warszawa, 1865: „Sandomierskie” […], „Biblioteka Warszawska” 1886, T. IV, s. 438.
2 W. Smoleński Oskar Kolberg: Mazowsze. Obraz etnograficzny, t. I–II, Kraków 1885–
–1886; „Kwartalnik Historyczny” R. 1: 1887, s. 280.
3 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 400.
4 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 29.
5 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 67.

609

�Bliskość etnografii/etnologii z innymi dyscyplinami i interdyscyplinarny
charakter jej/ich studiów sprzyjały nie tylko podejmowaniu i przejmowaniu
przez Kolberga problematyki właściwej dla innych nauk i typowej dla nich
terminologii, ale także stosowaniu zapożyczonych od nich metod interpretacji materiałów. Kolberg często łączył zadania etnografa i historyka. Stosował metodę retrogresywną, jedną z podstawowych metod badawczych
historii, uznawaną za wersję chronologiczną metody porównawczej1. Zapisaną przez siebie pieśnią czy zanotowanym wyrażeniem, funkcjonującymi
w kulturze mu współczesnej, posługiwał się jako źródłem informującym
o czasie wcześniejszym. Tak postąpił, zaopatrując w komentarz pieśń oskarżającą panów-Lachów o starania u cesarza o przywrócenie pańszczyzny2,
a także umieszczając w swoim zbiorze wiele pieśni mówiących o okrucieństwie tego systemu prawnego oraz związanych z nim obciążeń, takich jak
np. tłoka3. Metodę retrogresywną, opartą zresztą na nieprawdziwych źródłach, stosował również wówczas, kiedy pragnął dotrzeć do genezy zjawisk
kulturowych, m.in. ważnego dla niego fenomenu społeczno-kulturowego,
jakim był etniczny naród polski. W procesie wyodrębniania się ze wspólnoty słowiańskiej przeszedł on, zdaniem Kolberga, okres związany z Chrobacją i Lechią, które pozostawiły wyobrażone i dostrzeżone przez badacza
w terenie, a następnie zapisane w publikacjach cechy chrobackie u ludu
krakowskiego4 oraz lechickie, nazwane „czysto-lechickimi znamionami”,
którymi miał się odznaczać lud w Wielkopolsce5.
Przestrzeń, główna kategoria geografii, została poważnie potraktowana w poglądach i pracach dokumentacyjnych Kolberga. Być może miała
na to wpływ profesja jego ojca, powołanego przez Stanisława Staszica na
profesora geodezji, miernictwa i innych nauk z zakresu topografii w Uniwersytecie Warszawskim, autora licznych prac z tego zakresu, w tym map6.
Kolberg uznawał, że dla antropologii/etnologii niezbędne są wiadomości
i czynności związane z geografią7. Badacz sumiennie lokalizował zapisywa1

J. Topolski Metodologia historii, Warszawa 1973, s. 422.
O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30), s. 244 i in.
3 O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 206.
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. III, 73.
5 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I.
6 O Juliuszu Kolbergu zob. też: A. Skrukwa Życie Oskara Kolberga w Warszawie w: Oskar
Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I), s. 17–18 i 26–27.
7 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 8.
2

610

�ne i opisywane przez siebie wytwory i zachowania kulturowe. Zalecał, aby
przy publikacji pieśni „[…] wymienioną była przy każdej z nich wieś, z której
pieśń pochodzi lub gdzie słyszaną była, co dla etnografów jest rzeczą nader
ważną”1.
Interesował się granicami badanych przez siebie grup etnograficznych,
a także zasięgami wierzeń i zwyczajów. O terenie zasiedlonym przez Kurpiów, opierając się na przypisanych im obiektywnych cechach ich kultury,
a nie na samoidentyfikacji, napisał:
Rozległość tej krainy Kurpiów nie jest dostatecznie określoną […]. Tu mówi autor [A. Zakrzewski – Z.J.] o dzisiejszym rozsiedleniu Kurpiów, prostując zbyt
rozlegle rozciągnięte ich granice przez Winc. Pola i Zygm. Glogera: twierdzi,
że ludność kurpiowska tworzy obecnie dwie oddzielne, nie stykające się z sobą
wyspy etnograficzne: północną i południową […]. Druga, południowa, mieści się
na prawym brzegu Bugu […]. Tu ludność kurpiowska zatraciła w daleko znaczniejszym stopniu swoją odrębność etnograficzną i dlatego ścisłe oznaczenie jej
granic dzisiejszych nie jest rzeczą łatwą2.

Interesując się diabłem Borutą, zauważył:
[…] miał wszakże tutaj, w Łęczyckiem, jak się zdaje, swe rodzinne gniazdo […].
Czy atoli duch ten miał w istocie ogólne, wszechświatowe, czy też tylko lokalne
jedynie […] znaczenie, wykażą dopiero dalsze a gruntowne na tym mało jeszcze
obrobionym polu podjąć się mające badania3.

Dziękując za dostarczone informacje na temat Sobótek, stwierdził:
Są one jednak dostateczne dla potwierdzenia mniemania, iż palenie sobótek
w Zielone Święta nie przechodziło poza granice obwodów Miechowskiego i Olkuskiego, gdyż w Kieleckiem i Stopnickiem palono je zawsze w wigilię św. Jana4.

Znajomość zasięgów występowania wytworów i zachowań kulturowych
miała pomóc w odtworzeniu procesu ich zmian:
1

Brulion listu do J. Karłowicza z 21 X 1878 r. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 168.
O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. VIII.
3 O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. IV.
4 Brulion listu do ks. W. Siarkowskiego z 7 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 302.
2

611

�Niektóre ze zwyczajów starodawnych, po lewym brzegu Wisły sporadycznie
jeszcze zachowanych, tu już od początku bieżącego stulecia wyszły z użycia.
Ognie sobótkowe, czyli świętojańskie, pogasły wcześniej niż na lewym tej rzeki
brzegu, lubo i tutaj także, mianowicie od strony wschodniej, pewne jeszcze pozostawiły swej bytności ślady1.

Dokumentowane fakty umieszczał Kolberg w granicach regionów, które
dostarczały jednocześnie ram dla przygotowywanych tomów Ludu i Obrazów etnograficznych. Wyznaczył plan swoich prac, który „[…] ogarnia
wszystkie ziemie dawnej Polski”2, pisał o „etnologicznych granicach Polski”3. Pozostawił itineraria podróży badawczych i poznawczych, przy czym
granice zaborów, istniejące od wielu już lat, odczuwał jako uciążliwy, ale
jednocześnie oczywisty element rzeczywistości, w odróżnieniu od autorów
żyjących w czasie bezpośrednio po dokonaniu podziału Polski, np. Juliana Ursyna Niemcewicza4. Po opuszczeniu w roku 1871 zaboru rosyjskiego
i osiedleniu się w zaborze austriackim traktował siebie jako „emigranta”5.
Kolberg nie stosował w swoich pracach metody kartograficznej (atlasowej), uznanej za ważną w etnografii6. Zdawał sobie jednak sprawę z jej
użyteczności w lokalizacji zjawisk kulturowych i w wyjaśnianiu ich dynamiki. Zainteresowany ogniami świętojańskimi, napisał:
Wielce pouczającym byłoby […] obok wskazania na mapie linii demarkacyjnej
tych miejsc, gdzie panują ognie świętojańskie i tych, gdzie je niecą w Zielone
Świątki, o ile linię taką nakreślić by się jeszcze dało przy stopniowym ich zatracaniu, wskutek rosnącego z każdym dniem u ludu do obrzędów dawnych
zobojętnienia7.

Korzystanie z informacji statystycznych uznał Kolberg za potrzebne
w antropologii/etnologii8. Nie gromadził jednak i nie opracowywał ma1

O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. VII.
List do J.I. Kraszewskiego z 20 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 268.
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XI.
4 M. Nalepa Granice państwowe, narodowe i kulturowe w prozie wspomnieniowej Juliana Ursyna Niemcewicza, „Wrocławskie Studia Wschodnie” 2019, T. 29, s. 9–31.
5 Brulion listu do J. Wernerowej z 17 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 415.
6 Por. M. Pokropek Metoda etnogeograficzna, w: Metody etnologii cz. 1, red. E. Z. Szulc,
Warszawa 1981, s. 61 i nast.
7 O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), pierwodruk: Kraków 1885, s. II.
8 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 8.
2

612

�teriałów metodami statystycznymi. Oczekiwania wobec statystyki, przede
wszystkim etnicznej, przedstawił w przypisie:
Statystyka winna tu przyjść w pomoc etnografii. Zadaniem jej byłoby wykazać
tu cyframi gęstość osiedlenia się ludności polskiej, ruskiej i żydowskiej, czego
dotąd, jak mniemamy, dokładnie jeszcze nie spełniła1.

Psychologia nie została wymieniona na, niezamkniętej zresztą, liście dyscyplin niezbędnych antropologii/etnologii, przytoczonej przez Kolberga za
omawianą książką Maksymiliana Perthy’ego. Przedstawiając pracę Friedricha Müllera, kolejnego recenzowanego przez siebie autora, Kolberg zauważył, iż ten uznał, że w badaniach antropologicznych „zbyt mało uwzględniano dzieje i duchowo-społeczny, więc psychiczny ludów ustrój” 2. Dostrzegł istnienie etnopsychologii i zadanie etnografii oraz etnologii w dostarczaniu materiałów tejże subdyscyplinie3. Interesujące go wierzenia ludowe
rozpatrywał z „psychologicznego jak i historycznego stanowiska”4. W swoich pracach dokumentatora kultury ludowej realizował to zadanie, wprowadzając do ich programu pojęcie psychologiczne „charakteru” i po części
psychologiczne „typu” grup ludu oraz gromadząc dane ich dotyczące.
Krytyka materiałów
Kolbergowi stawiano zarzut braku krytyki w stosunku do źródeł zastanych, które włączał do swoich tomów i tek. Nie stosował on selekcji
w dołączanych do nich materiałach znajdywanych w publikacjach, przede
wszystkim w gazetach i kalendarzach. Był przekonany o bezpośrednich
związkach niektórych przez siebie dokumentowanych faktów kulturowych
ze Słowiańszczyzną przedchrześcijańską i starożytnym Wschodem. Przykładami mało krytycznej postawy jest umieszczenie tekstów literackich, m. in.
Ignacego Danielewskiego, Emmy z Kurowskich Puffke czy Franciszka Morawskiego, wśród utworów ludowych5. Kolberg miał jednak świadomość
1

O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. VIII.
O. Kolberg Studia, rozprawy…, s. 15.
3 Tamże, s. 18.
4 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 109.
5 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. 67 i nast.; s. 116 i nast. oraz s. 217 i nast.
2

613

�możliwości zniekształcania tekstów ludowych i wymyślania utworów za takie podawanych. Przytoczył, za „Przyjacielem Ludu”, „rozmowę o gadkach
gminnych dwóch […] panów” potwierdzającą wiedzę, że „[…] owe drogie pamiątki patriarchalnej ludu naszego przeszłości, częstokroć też tylko nazwę
takowych nosząc, niczym więcej nie są, jak wymysłami ich mniemanych
zbieraczy”1.
Niezajmowanie się krytyką Kolberg tłumaczył brakiem czasu i przenosił
odpowiedzialność za nią na specjalistów:
Autor, jako zbieracz, w nawale zatrudnień ograniczyć musiał swą czynność
krytyczną na autentycznym i sumiennym przedstawieniu choćby najdziwaczniejszych piśmiennych i ustnych źródeł, na skromnej jedynie uwadze nad ich
kompetencją i krótkim na ich znaczenie poglądem. Ocenę ich rozleglejszą i gruntowniejszą, jak i głębsze nad nimi studia pozostawia on specjalistom w każdej
z owych gałęzi wiedzy2.

Wielokroć powtarzał, że jako zbieracz nie ma obowiązku krytycznej oceny gromadzonych materiałów:
Prawda też, żeśmy się nie zapuszczali w krytyczne każdego zdobytego szczegółu
ocenienie, gromadząc po największej części materiał surowy, bo czynność taka
należy do przeszłego mitologa, a nie do zbieracza3.

Odpowiedzialnością za wiarygodność źródła obarczał jego autora:
Czyniąc to, nie zaniedbaliśmy cytować nazwiska autorów i pism, i w ogóle źródła, skąd szczegół dany został poczerpnięty, albo też w braku tej wiadomości
ustęp cytowany zawrzeć w nawiasie lub cudzysłowie, dając tym samym do
zrozumienia, że odpowiedzialność za podaną w nim treść spada na karb pisarza
przemawiającego w imieniu ludu; nasze zaś własne uwagi i poglądy, o ile takowe
w toku pisania się nastręczały, zwykliśmy najczęściej mieścić w notkach na dole
stronicy lub w przypisach do dzieła, o którym to postępowaniu niejednokrotnie
w dawniejszych naszych napomykaliśmy dziełach4.
1

Tamże, s. 239.
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 392.
3 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję…, w: tegoż Studia… (DWOK
T. 63), s. 415.
4 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. VIII.
2

614

�Powracał do roli, jaką przeznaczył dla „przypisów” i „notek” w swoim
tekście:
[…] w przypisach zaś i notkach dawaliśmy wyciągi i komentarze to dłuższe, to
krótsze z dzieł różnych, polskich i zagranicznych, z broszur, gazet, listów itd.,
nader rzadko wdając się w bliższą ich ocenę, bo nie było to naszej pracy zadaniem […]1.

Pragnąc wesprzeć swe stanowisko, powołuje się na opinię Berwińskiego: „o przedwczesnej krytyce i w ogóle o manii krytycyzmu i tworzenia
systematów […]” 2. Zaniedbania przez Kolberga krytyki źródeł nie można
tłumaczyć przyjętym przezeń programem gromadzenia „surowych” materiałów. Materiały gromadził przecież dla celów naukowych. Niedostatek
krytyki źródeł u Kolberga miały swe podstawy w ówczesnym poziomie
rozwoju etnografii i innych nauk społecznych, a także w braku określenia
charakteru źródeł etnograficznych oraz w niedocenieniu sprawdzania ich
wiarygodności, ponadto w nierównym przygotowaniu badacza do realizacji
różnych podejmowanych przez niego zadań.
Kolberg nie był jednak bezkrytyczny. Wskazywał niekiedy na swe wątpliwości wobec wiarygodności źródła czy też dostrzeżonego w literaturze
twierdzenia lub je dyskwalifikował. Wątpliwościom dawał wyraz, posługując się znakami zapytania, a sprzeciwom – wykrzyknikami3, pozwalającymi mu uniknąć komentarzy. Znaki zapytania stawiał m.in. w dokumentowanych bo zasłyszanych opowiadaniach dotyczących spraw bieżących
badanych społeczności, kwestionując wiarygodność ich szczegółów i,
tym samym, osób o nich opowiadających 4. Dobry przykład zawierający
krytykę w przypisie źródła zacytowanego w tekście głównym znajdujemy w części pierwszej Krakowskiego: „Błędne to twierdzenie prostujemy
w ten sposób […]”5. Uwagi krytyczne, poza przypisami, Kolberg umieszczał
również w tekście głównym. Były to m.in. sceptyczne uwagi dotyczące
fantastycznych koncepcji etnogenetycznych i niektórych porównań sięgających czasów starożytnych.
1

O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 393.
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 392.
3 Por. O. Kolberg Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), pierwodruk: Kraków 1886, s. 291 i nast.
4 Por. O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 95.
5 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 112.
2

615

�Badacz krytycznie ustosunkowywał się także do idealizacji przeszłość
ludności wiejskiej na terenach Rzeczypospolitej. Był przeciwny, o czym napisaliśmy, pańszczyźnie. Stwierdzenie wyrażone w artykule Wiktora Czajewskiego o nasilaniu się zabobonów skomentował (znowu w przypisie):
Autor snać przypuszcza, iż dawniej nierównie mniej było tego rodzaju zabobonów, guseł i t. p., – co nam, zapatrującym się na istotę i rozwój lub zanikanie
wierzeń ludowych z psychologicznego jak i historycznego stanowiska, czystym
wydaje się niepodobieństwem1.

Na uwagę zacytowaną z „Szematów” – odpowiedzi na ankietę rozesłaną
przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu, nadesłaną w roku 1859:
„Związki małżeńskie już się nie zawierają wedle serca, ale wedle interesu”,
zareagował:
Tu zachodzi pytanie, czy i dawniej pod tym względem mogło u chłopów być
lepiej, skoro zważymy większą ich wówczas tak od woli ojcowskiej, jak i pańskiej zależność2.

Sposób interpretowania materiałów z „Szematów” świadczy o stosowaniu
przez Kolberga zarówno zewnętrznej krytyki źródła, związanej z okolicznościami jego powstania oraz osobą autora, jak i wewnętrznej, dotyczącej jego treści:
Wśród szematów […] znaleźliśmy jeden, w którym np. o mieszkańcach Wronczyna pod Stęszewem, widocznie nader pochlebne (zapewne ręką życzliwego
kapłana miejscowego skreślone), wyczytałem zdanie […]3.

Badacz dostrzegł małą wiarygodność w opisie rzeczywistości w książeczce ks. Symforiana Tomickiego, ogłoszonej w celach wychowawczych:
„Ks. S. Tomicki w dziełku Mądry Wach (Poznań 1866), malując nam wieś,
raczej taką, jaką by widzieć pragnął niż jaką jest w rzeczywistości […]”4. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z pożytku, jaki korzystanie z wielu źródeł
przynosi dla pozyskania prawdziwego obrazu. Posługując się nadal opisem
Wronczyna, stwierdził:
1

O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 109.
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 117.
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47–48.
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 47.
2

616

�Relacja ta o świetnych głównie stronach charakteru ludu wrączyńskiego dałaby
się i do wielu innych wsi zastosować, gdybyśmy z innych źródeł nie wiedzieli,
że są niestety i strony ujemne, których przemilczeć sumiennemu nie godzi się
sprawozdawcy1.

Kolberg nie poprzestał na ogólnie sformułowanych uwagach obciążających autorów odpowiedzialnością za przekazywane przez nich wiadomości, o czym informował przytoczony już przez nas cytat. Niekiedy, choć
niezbyt często, wymieniał, w różnych kontekstach i formach, tych, którym
zarzucał podawanie nieprawdziwych danych. Wykrzyknikiem opatrzył
uwagę Łukasza Gołębiowskiego, że lud na Pokuciu nie jest pochodzenia
słowiańskiego2. Kilkakrotnie protestował i podawał w wątpliwość stwierdzenia Szczęsnego Morawskiego zawarte w jego książce Pra-Słowianie
i Pra-Łotwa, dwa wydania, Petersburg 1851 i Kraków 18823. Wieloma
znakami zapytania i wykrzyknikiem oznaczył próby powiązania przez Antoniego Schneidera miejsc w Artasowie i okolicy z postaciami z mitologii
słowiańskiej4. Nie uwierzył zapewnieniom Wójcickiego, że opublikowany
przez niego obrazek wesela jest „wiernie skreślony”, dostrzegł w nim jednakże cechy pozytywne:
Mimo tego zapewnienia, opis jego, ukazując w wrażeniach pewną afektację (równie jak i podany z upiększeniami opis Hofmanowej, obacz Lud Ser. XVI. Str. 139)
nie daje gwarancji, żeby dykcja onego zupełnie była wierną. Że jednak zawiera
on mnóstwo szczegółów (osobliwie pieśni) niewątpliwie z natury wziętych, więc
pominąć go na tym miejscu, nie uważaliśmy za rzecz stosowną5.

Jako wzięty „nie z natury” traktuje także opis Sobótek przedstawiony
przez Ignację Piątkowską:
Co się zaś tyczy wyżej wspomnianego opisu sobótek […] to powiemy, że skreślony
on tam został wprawdzie szczegółowo i nader barwnie, lecz nie z natury, tylko
z opisów wyjętych z dawnych dzieł i czasopism, z czego utworzono udatny ob1

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 49–50.
O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 34.
3 Por. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 5; tegoż Ruś Czerwona cz. I (DWOK
T. 56), s. 23.
4 O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK T. 56), s. 18.
5 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 212–213.
2

617

�razek przypuszczalnego jego niegdyś obchodu w ziemi sieradzkiej, gdyż dziś, jak
sama pani Piątkowska przyznaje, włościanie tam już sobótek nie palą1.

Stosunek do omawianego tekstu i autora wynikał także z poglądów społecznych i politycznych Kolberga. Zaprotestował on przeciwko ustaleniom
oficera carskiego P. Bobrowskiego na temat zróżnicowań językowych i etnicznych Słowiańszczyzny wschodniej, zawartych w dwutomowej pracy
Grodnenskaja gubernija (S. Peterburg 1863). Opatrzył je, dostrzegając
w innych swoich notatkach materiałowe wartości książki i często cytując
jej autora, obszernym komentarzem rozpoczynającym się od słów: „Cały
ten wywód językowy jest więc samowolny, dążnościowy, brany z punktu
widzenia moskiewskiego rządu”2.
Surowym krytykiem okazał się Kolberg, recenzując w obszernym artykule książkę Zygmunta Glogera Obchody weselne cz. I (Kraków 1869).
Czuł się w obowiązku zabrać głos w sprawach stanowiących przedmiot
zainteresowań dyscypliny, którą uprawiał, i działań autora, który należał do jego środowiska intelektualnego. Uwagi dotyczyły spraw metodycznych: niedostatku materiałów, ograniczenia źródeł do „cywilizacji
narodu”3, nieuprawnionych porównań. Odnosiły się także do twierdzenia Glogera, że pod wpływem hierarchicznego porządku Rzeczypospolitej
„wyrabiała się nowa jednolitość obyczajów wszystkich ziem polskich” 4,
generalnego dyskredytowania przez niego materiałów dotyczących terenów polskich gromadzonych przez uczonych niemieckich czy kulturowego zrównywaniu Litwy z Polską i Rusią 5. Gloger, zapowiadający opublikowanie tomu drugiego Obchodów, tomu tego nie wydał, być może
na skutek krytyki Kolberga. Zrezygnował także, w późniejszych swoich
pracach, z ujęć porównawczych i prób syntetyzowania 6. Kolberg znał
osobiście Glogera, uznawał za ważne jego kolekcje archeologiczną i etnograficzną, cenił jego badania, w jednym ze swoich listów nazwał go „jednym z najżarliwszych archeologii i etnologii uprawiaczy i popleczników”7.
1

O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. 97–98.
O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), s. 476.
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 303.
4 Tamże, s. 267.
5 Tamże, s. 285, 293 i in.
6 Z. Jasiewicz Zygmunt Gloger (1845–1910), w: Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne, T. 5, red. K. Ceklarz, A. Spiss, J. Święch, Kraków 2019, s. 51.
7 Brulion listu do Z. Glogera z 1 VI 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 438.
2

618

�Wiele lat później, bo w roku 1890, Kolberg powraca do oceny Obchodów
weselnych Glogera. Komplementując autora jako „światłego męża”, „wyprzedzającego innych”, o dziele napisał:
[…] było pierwszą na większe rozmiary przedsięwziętą pracą porównawczą całego tego obrzędu, a lubo dla braku potrzebnych materiałów, których liczba
wówczas jeszcze była zbyt szczupła, nie zdołało ono, jak zamierzało, ogarnąć
i powiązać wszelkich tego obrzędu szczegółów i odcieni na obszarze byłej Rzeczypospolitej, dziś, gdy materiału przybyło […] staje się ono wielce ułatwiającym
a nawet niezbędnym podręcznikiem […]1.

W rozdziale Wesele tegoż tomu Mazowsza, podkreślając wartość dobrze
udokumentowanych materiałów zebranych przez Glogera i możliwość ich
zestawienia dla celów porównawczych z materiałami zebranymi przez siebie i innych na wyraźnie określonym terenie, stwierdził;
Z dzieła tego [Obchodów weselnych – Z.J.] pozwalam sobie wyjąć jedynie wiadomości dotyczące okolic Tykocina oraz pewnych osad Podlasia zabużańskiego
i Mazowsza północno-wschodniego, t.j. miejscowości osobiście pod względem
obchodu weselnego przez autora zbadanych2.

Kolberg zwykle unikał krytyki autorów prac, z których korzystał, lub
posługiwał się ową krytyką ostrożnie. Zgromadziwszy materiały dotyczące pieśni i gry obrzędowej „Zelman”, dopiero w końcowym przypisie,
dołączonym do I tomu Pokucia, zaprzeczając przy pomocy wykrzyknika
znalezionej w publikacjach interpretacji genezy święta Rachmanski Wełyk-deń, dodał: „Nie większą zapewne wartość naukową ma i wywód gry
w Zelmana od Żyda Zelmana”3. Unikanie krytyki, o czym już napisałem,
nie było jednak regułą. Kolberg, będąc w przyjaźni z Seweryną i Franciszkiem Duchińskimi, w oparciu o badania Kopernickiego delikatnie podał w wątpliwość twierdzenie Duchińskiego, zaliczającego „Moskali” do
„rasy turańskiej” i wyłączającego ich z „rasy słowiańskiej” 4. Wielokrotnie
powoływał się na prace Ryszarda Berwińskiego, z tą najważniejszą, jaką
1

O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. IX–X.
Tamże, s. 125.
3 O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 351; por. również Z. Jasiewicz Pieśń i gra obrzędowa „Zelman” u Oskara Kolberga i innych. Materiały i interpretacje, „Lud” T. 101: 2017, s. 284.
4 Brulion listu do S. Duchińskiej z 20 II 1879, Korespondencja… cz. II, (DWOK T. 65), s. 222.
2

619

�były Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki (Poznań 1854)1, o wyjątkowym, ze względu na podejście teoretyczne, znaczeniu w historii etnografii i folklorystyki polskiej, oraz na te,
które dokumentowały folklor Wielkopolski. Korzystał z zawartych w nich
materiałów2, polecał je swoim korespondentom 3. W części VII Wielkiego Księstwa Poznańskiego uznał za trafne rozważania Berwińskiego nad
czarami i zabobonami jako podstawą „artystycznych i etycznych kreacji
ludu”. Zrelatywizował jednakże jego stwierdzenie, że w czasach im współczesnych nie ma już możliwości odtworzenia przy pomocy zasłyszanych
wśród ludu podań i zaobserwowanych praktyk elementów kultury przedchrześcijańskiej. Dowodził, że opublikowane w tymże tomie materiały,
mimo twierdzeń Berwińskiego, będą sprzyjać rozwojowi badań wykorzystujących materiały etnograficzne do rekonstrukcji dawnej mitologii4. Dla
poparcia swego stanowiska zacytował Teobalda Klepaczewskiego, który
w swoim rękopisie napisał, że Berwiński, będący początkowo wielbicielem literatury ludowej, w Studiach popadł z jednej ostateczności w drugą, zanegował posiadanie przez lud tradycji wierzeniowych i odrzucił
jego podania jako wniesione z zewnątrz i bezwartościowe5. Z arbitralnym
stwierdzeniem Ryszarda Berwińskiego o braku zdolności twórczych ludu,
o czym już napisaliśmy, nie mógł się Kolberg zgodzić. Nie odmawiał jednak wartości dziełu Berwińskiego:
Praca wszakże Berwińskiego ściśle i sumiennie, mimo uprzedzeń jego z niedokładnej ludu znajomości pochodzących dokonana, będzie zawsze przy dalej prowadzonych w tym kierunku poszukiwaniach nader użyteczną, stawiając
obok nieuzasadnionych przypuszczeń i argumenta, którym słuszności odmówić
niepodobna6.
1

Kolberg korzystał także z drugiego wydania tej pracy pt. Studia o gusłach, czarach,
zabobonach i przesądach ludowych, Poznań 1862, które polegało tylko na zmianie tytułu na
bardziej atrakcyjny i wymianie strony tytułowej.
2 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 14, 23, 24, 29 i in.; brulion
listu do T. Klepaczewskiego z 28 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 326–327;
brulion listu do T. Klepaczewskiego z 12 IV 1881 r., tamże, s. 515.
3 Brulion listu do M.W. Dębickiego z 13 IX 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 499.
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. VIII–IX.
5 Tamże, s. 78.
6 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XVI. Stanowiska Kolberga nie przyjął Kopernicki. W swoim cennym studium wymienił Berwińskiego wyłącznie jako badacza „rzeczy

620

�Kolberg, tylko wyjątkowo stosujący krytykę, jednocześnie zdecydowanie
bronił znaczenia i sposobu publikowania gromadzonych przez siebie materiałów. Cierpliwie wyjaśniał Lenartowiczowi, dlaczego nie usunął spośród
zebranych pieśni przed ich publikacją „nędznych wierszydeł”1. Obszernie
odpowiedział na wspomniane już krytyczne recenzje Biegeleisena i Franki,
na pierwszą z nich tekstem pozostawionym w rękopisie 2, bo wycofanym
z redakcji „Biblioteki Warszawskiej” po wymianie listów z jej redaktorem
Józefem Plebańskim3, zaś na drugą – repliką opublikowaną w „Kwartalniku
Historycznym”4. Teksty te są szczegółowe, niepozbawione ostro wyrażonego sprzeciwu wobec ich treści oraz oceny autorów. W odpowiedzi na
recenzję Biegeleisena Kolberg napisał: „Wady, jakie cechują jego recenzję,
stara się w następstwie recenzent zrzucić na samego autora, co dla piszącego jest rzeczą nader wygodną”5.
W replice na recenzję Franki stwierdził:
[…] uczyniony przez sz. recenzenta zarzut bezkrytyczności i niesforności podanego materiału, bez podania szczegółowego, co jest w nim mylnym i nieautentycznym i w jaki sposób sprostowanym być winno, powiedziany jako frazes
gołosłowny, bo nie poparty dowodami rzecz rozjaśniającymi, żadnej wartości
naukowej ani w oczach publiczności, ani w oczach autora mieć nie może6.

Inaczej reagował Kolberg na uwagi Ceslawa Neymanna dotyczące spraw
językowych i etnicznych, przekazane korespondencyjnie i w recenzji cz.
I i II Pokucia opublikowanej w czasopiśmie „Kiewskaja Starina”7. Był
wdzięczny za pomoc okazaną w sprawach językowych:
ludowych” z Wielkopolski i pominął jego Studia o literaturze ludowej… Por. I. Kopernicki
O etnografii i etnologii…, s. 19.
1 T. Lenartowicz do O. Kolberga z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 68
oraz list do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 70.
2 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 391–411.
3 Brulion listu do J. Plebańskiego z 12 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 411 i nast.
4 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63),
s. 412–415.
5 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 408.
6 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63),
s. 415.
7 Recenzja cz. I i II Pokucia napisana przez C. Neymanna została przetłumaczona i zamieszczona w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 275–285.

621

�Dzięki poczynionym łaskawie przez Szan. Pana uwagom twierdzenia me będą
– jak się spodziewam – dokładniejsze i pełniejsze – gdyż w każdym wątpliwym
razie do Niego (jeśli pozwolisz) po radę udać się nie omieszkam1.

Na uwagę poczynioną przez Neymanna, że Kolberg nie powinien do Rusi
włączać Wielkorosji, bo:
W takim określeniu tkwi i omyłka etnograficzna i dla Rusinów obraza. Rusin
bardzo się obraża, gdy go za południowego Moskala mają. Grupa wielkorosyjska
ma swoje narzecza i podnarzecza, a grupa rusińska swoje2,

Kolberg tłumaczył się, że czerpał wiedzę z dawno już wydanej pracy
Szafarzyka3, co już odnotowaliśmy. Cenił Neymanna i przyjmował jego
uwagi, bo nawiązał z nim kontakt za pośrednictwem Kopernickiego i uznał
w nim człowieka, który potrafił być pomocny i rozumiał znaczenie jego
prac.
*
Znaczenie Kolberga i jego dzieła dla etnografii/etnologii potwierdzają
kolejne opracowania jej/ich historii przedstawiające badacza i omawiające jego prace. Obecność Kolberga, z zebranymi przez niego materiałami,
metodami ich gromadzenia, porządkowania i interpretacji, wykracza jednakże poza granice studiów z zakresu historii dyscypliny. Najważniejszą
przyczyną trwałego zainteresowania tymi pracami jest źródłowa wartość
dokumentacji kultury ludowej utrwalonej w nich przez Kolberga, wykorzystywanej przez następujące po sobie pokolenia etnografów/etnologów/antropologów, dysponujących coraz to doskonalszymi narzędziami badawczymi, sięgających po materiały Kolbergowskie dla rozwiązywania ważnych
w ich czasach problemów badawczych – etnografów/etnologów/antropologów przekonanych i przekonujących się, jak wiele w nich mogą jeszcze
odkryć i w jak różny sposób je interpretować.

1

Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK
T. 81), s. 270.
2 List C. Neymanna do O. Kolberga z 10 IV 1884 r., tamże, s. 271.
3 Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., tamże, s. 273.

622

�Spis rycin1

1.

Rkp. terenowy Kolberga z Ciepielewa i Pułtuska (Arch. PTL, teka 43
Miscellanea, sygn. 1352, k. 44v.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja
folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg.
Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II), s. 104.
Rkp. terenowy Kolberga z Walichnów (Arch. PTL, teka 43 Miscellanea,
sygn. 1352, k. 48v.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego … (DWOK T. 85/II), s. 104.
Rkp. terenowy Kolberga z Parcic (Arch. PTL teka 43 Miscellanea, sygn.
1352, k. 48r.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II), s. 104.
Rkp. terenowy Kolberga z Łomży (Arch. PTL teka 43 Miscellanea, sygn.
1352, k. 93r.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego
… (DWOK T. 85/II), s. 104.
„Proszowiacy”. Rycina nieznanego autora dołączona do artykułu Kolberga Proszowiacy, „Kalendarz Ilustrowany” J. Jaworskiego na rok
1869, s. 117.
„Okrężne. Mogilany pod Krakowem. Podług rysunku T. Konopki”.
Do druku przerysował W. Gerson. Rycina dołączona do artykułu
O. Kolberga Krakowiacy. Etnografia słowiańska, „Kłosy” 1871, T. XIII,
nr 318, s. 77.
„Opatkowice i Mogilany pod Krakowem. Rys. z natury T. Konopka”.
Do druku przerysował W. Gerson. Rycina dołączona do artykułu
O. Kolberga Krakowiacy. Etnografia słowiańska, „Kłosy” 1871, T. XIII,
nr 318, s. 77.
Dom z Zakrzewka. Rys. nieznanego autora (Arch. PTL, teka 47, sygn.
1354/III k. 57), nazwę „Zakrzewko” dopisał Kolberg.
Wnętrze domu z Zakrzewka. Rys. nieznanego autora (Arch. PTL, teka
47, sygn. 1354/III, k. 56). Pod rys. notatki Kolberga: „szafa i meble ciemno­

2.
3.
4.
5.
6.

7.

8.
9.
1

Ryciny 5–12 zostały odnalezione już po wydaniu odpowiednich tomów monograficznych.

623

�wiśniowe”, „kołdra biała”, „poduszki i pierzyny z materyi w kratki czerwone lub niebieskie, łóżko wysuwane”.
10. Stołek i zydel. Rysunki nieznanego autora z jego podpisem (Arch. PTL,
teka 47, sygn. 1354/III, k. 55), nazwę „Zakrzewko p. Toruniem” dopisał
Kolberg.
11. Baba, ostatni snop zwożony po wygrabieniu pola. Rysunek nieznanego autora podpisany przez Kolberga, z jego notatką „Grudziądz”, niżej
uwaga Kolberga: „Okrężne dopiero po wszystkich zbiorach” (Arch. PTL,
teka 47, sygn. 1354, k. 58).
12. Kapliczka Matki Boskiej Skępskiej w Zakrzewku. Rys. nieznanego autora, nazwę „Zakrzewko” dopisał Kolberg (Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354,
k. 58).

�1. Rękopis terenowy O. Kolberga z Ciepielewa i Pułtuska, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.

�2. Rękopis terenowy O. Kolberga z Walichnów, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja
folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.

�3. Rękopis terenowy O. Kolberga z Parcic, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.

�4. Rękopis terenowy O. Kolberga z Łomży, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.

�5. „Proszowiacy”. Rycina nieznanego autora.

�6. Okrężne. Mogilany pod Krakowem. Podług rysunku T. Konopki.

�7. Opatkowice i Mogilany pod Krakowem. Rys. z natury T. Konopka.

�8. Dom w Zakrzewku (pow. Toruń). Rysunek nieznanego autora, nazwę „Zakrzewko” dopisał
Kolberg.

�9. Wnętrze domu w Zakrzewku (pow. Toruń). Rysunek nieznanego autora, pod rys. notatki
Kolberga: „Szafa i meble ciemnowiśniowe, kołdra biała, poduszki i pierzyny z materyi w kratki
czerwone lub niebieskie, łóżko wysuwane”.

�10. Stołek i zydel. Rysunki nieznanego autora z jego podpisem, nazwę „Zakrzewko p. Toruniem”
dopisał Kolberg.

�11. Baba (ostatni snop zwożony po wygrabieniu pola). Rysunek nieznanego autora podpisany przez
Kolberga z jego notatkami: „Grudziądz” i „Okrężne dopiero po wszystkich zbiorach”.

�12. Kapliczka Matki Boskiej Skępskiej w Zakrzewku. Rysunek nieznanego autora, nazwę „Zakrzewko” dopisał Kolberg.

��ISBN 978-83-95-9125-8-0

�</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="14">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154178">
                <text>Oskar Kolberg.  Dzieła wszystkie </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154179">
                <text>etnografia ; kultura tradycyjna ; folklor ;</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154180">
                <text>Kolberg, Oskar (1916-1890)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154181">
                <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154182">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154183">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154184">
                <text>książka </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154197">
              <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
&#13;
��OSKAR KOLBERG&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
&#13;
�O&#13;
&#13;
S&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
A&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
O&#13;
&#13;
L&#13;
&#13;
B&#13;
&#13;
E&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
TOM 85/II&#13;
&#13;
INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA&#13;
Pozna ń&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
G&#13;
&#13;
�OSKAR KOLBERG&#13;
CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
Część II&#13;
&#13;
STUDIA MONOGRAFICZNE&#13;
Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig,&#13;
Zbigniew Jasiewicz, Elżbieta Millerowa,&#13;
Danuta Pawlakowa, Maciej Prochaska&#13;
&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
Rada Naukowa&#13;
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący&#13;
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,&#13;
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska&#13;
&#13;
Recenzenci&#13;
dr hab. Piotr Grochowski, prof. UMK&#13;
dr Weronika Grozdew-Kołacińska&#13;
dr Agata Kusto&#13;
dr Arleta Nawrocka-Wysocka&#13;
&#13;
Skład i łamanie&#13;
Jacek Grześkowiak&#13;
&#13;
Wydano ze środków Ministra Edukacji i Nauki&#13;
&#13;
ISBN 978-83-95-9125-8-0&#13;
&#13;
Druk i oprawa&#13;
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka&#13;
&#13;
�Spis treści&#13;
&#13;
Od wydawców&#13;
s. 7&#13;
Piotr Dahlig&#13;
&#13;
Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog&#13;
s. 9&#13;
Danuta Pawlakowa&#13;
&#13;
Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga&#13;
s. 75&#13;
Maciej Prochaska&#13;
&#13;
Kompozycje Oskara Kolberga&#13;
s. 137&#13;
Elżbieta Millerowa&#13;
&#13;
Literatura ludowa w zbiorach Oskara Kolberga&#13;
s. 179&#13;
Ewa Antyborzec&#13;
&#13;
Oskar Kolberga jako badacz terenowy&#13;
i autor monografii etnograficznych&#13;
s. 397&#13;
Zbigniew Jasiewicz&#13;
&#13;
Etnografia Oskara Kolberga&#13;
s. 539&#13;
&#13;
Spis rycin&#13;
s. 623&#13;
&#13;
��Od wydawców&#13;
&#13;
Część II publikacji Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło zawiera prace kilku autorów, poświęcone różnym dziedzinom działalności twórczej, badawczej i wydawniczej autora Ludu. Sprofilowane tematycznie, w zamierzeniu&#13;
składać się mają na całościowy obraz dorobku Kolberga, począwszy od&#13;
jego prac kompozytorskich i popularyzujących muzykę ludową aż po dokumentację wszystkich przejawów kultury wsi w ujęciu regionalnym, a więc&#13;
obok muzyki, także literatury ludowej i etnograficznego obrazu ziem dawnej&#13;
Rzeczypospolitej.&#13;
Ponieważ w edycji Ludu i Obrazów etnograficznych dziedziny te integralnie się splatają w obrębie poszczególnych monografii etnograficzno-folklorystycznych, nieuniknione są w poszczególnych pracach pewne&#13;
powtórzenia i nawroty treściowe, jak choćby np. problem ewolucji programowej, decydujący o traktowaniu przedmiotu badań (co dotyczy zarówno&#13;
melodii, jak i tekstu folkloru i opisu etnograficznego) czy metoda badań&#13;
i gromadzenia zbiorów w założeniach i w praktyce (także odnosząca się do&#13;
tych trzech głównych dziedzin zainteresowania Kolberga). Jednak właściwa dziełu badacza interdyscyplinarność w dokumentacji kultury wydaje się&#13;
wystarczająco uzasadniać takie sprofilowanie tekstów.&#13;
Z drugiej strony synkretyczne traktowanie przejawów kultury w ujęciu&#13;
Kolberga narzuca jednak – wobec prezentowanego układu treści w formie odrębnych studiów – pewne praktyczne konsekwencje. Wśród nich na&#13;
pierwsze miejsce wydaje się wysuwać fakt, że teksty te nawzajem się dopełniają. Dotyczy to nie tylko studiów tutaj publikowanych, ale i w pewnym&#13;
stopniu opracowań z części I, a także z części III. Autorzy stosują wzajemne&#13;
odniesienia oszczędnie, zakładając, że sam układ treści narzuci taki sposób&#13;
postrzegania profilu całości i sposobu jej percepcji.&#13;
&#13;
��Piotr Dahlig&#13;
&#13;
Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog&#13;
&#13;
Kolberg jako muzykolog, s. 9 – Kolberg jako chopinolog, s. 20 – Kolberg&#13;
jako etnomuzykolog, s. 33 – Rezonans Kolberga w polskiej etnomuzykologii&#13;
XX w. – wybrane aspekty, s. 64&#13;
&#13;
Kolberg jako muzykolog&#13;
Lektura Kolbergowskich pism muzycznych oraz etnograficzno-muzycznych monografii regionalnych przekonuje, że ich Autor, niezależnie od epokowego osiągnięcia w udokumentowaniu i badaniu śpiewów ludowych&#13;
i kultury społecznej na ziemiach Pierwszej Rzeczypospolitej oraz niebłahego dorobku kompozytorskiego, może być, jak słusznie zauważa Mieczysław&#13;
Tomaszewski, uznany za zwiastuna polskiej muzykologii (przeduniwersyteckiej)1. Tezy wydawcy Pism muzycznych (1975, 1981), wraz z klasyfikacją pisarstwa muzycznego autora Ludu, pozostają nadal aktualne (nawiązuję&#13;
do nich niżej). Niniejsze opracowanie zawiera uogólnienia i uzupełnienia&#13;
pochodzące od etnomuzykologa i omawiające również rezonans Etnografa&#13;
w XX w. Składa się ono z trzech części przedstawiających Oskara Kolberga&#13;
kolejno jako muzykologa, chopinologa i etnomuzykologa.&#13;
Przedstawienie Kolberga jako muzykologa czy etnomuzykologa opiera&#13;
się na doświadczeniu rozwoju tych gałęzi/profilów nauki humanistycznej&#13;
w XX w. Muzykologia uniwersytecka została zarysowana przez Guido Adlera w 1885 r.2, a na ziemiach polskich (w b. Galicji, zaborze austriackim)&#13;
1&#13;
&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne&#13;
cz. I (DWOK T. 61), s. XI. Opinia ta sformułowana została w odniesieniu do Kolbergowskiej&#13;
analizy źródeł i stylizacji muzycznych Krakowiaków i Górali Jana Stefaniego: Melodie ludowe&#13;
w operze J. Stefaniego „Krakowiacy i Górale”, „Ruch Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. 546–554. Opinia ta może być też&#13;
odniesiona np. do tekstu Kolberga O „Sonetach Krymskich” Stanisława Moniuszki, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 505–510, pierwodruk 1868.&#13;
2 G. Adler Umfang, Methode und Ziel der Musikwissenschaft, „Vierteljahresschrift für Musikwissenschaft” 1885, nr 1, s. 5–20.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�– umocowana na krótko przed I wojną światową w Krakowie (1911) i Lwowie (1912), następnie w II RP także w Poznaniu (1921) i Warszawie (1938).&#13;
Pierwsze, ukraińsko-polskie definicje etnomuzykologii pochodzą z okresu&#13;
międzywojennego (1929–1934)1. Możemy jednak śmiało twierdzić, że nic, co&#13;
wystąpiło w przekroju tematycznym i metodycznym dwudziestowiecznej&#13;
etnomuzykologii, nie byłoby autorowi Ludu… obce. Wszystkie wątki zainteresowań i postawy badawcze wystąpiły już wcześniej w jakimś kształcie&#13;
u Kolberga. Jest to nie tylko świadectwo szerokich horyzontów jego umysłu, ale i właściwość nauki humanistycznej – wiedzy o muzyce i kulturze.&#13;
Postaci i dorobku Kolberga w sferze muzykologii lub etnomuzykologii nie należy jednak widzieć tylko z perspektywy ludzi „mądrzejszych”&#13;
o XX wiek – należy także poznawać kontekst współczesny Etnografowi.&#13;
Skierujmy uwagę najpierw na czasy poprzedzające działalność Oskara&#13;
Kolberga: okres wojen napoleońskich przyspieszył ruch etnocentryczny&#13;
w krajach niemieckich, pobudzając refleksję nad rangą dziedzictwa kultury ludowej. Nastąpiła znamienna modyfikacja wydawnicza Stimmen der&#13;
Völkern in Liedern J.G. Herdera; pierwsza, autorska redakcja Herdera&#13;
(1778/1779) opierała się na podziale tematycznym pieśni, druga (1807) –&#13;
na pochodzeniu narodowym poetyckich tekstów ludowych. Akademia Celtycka (1805) powołana przez Napoleona miała ożywiać narodowe emocje&#13;
Francuzów. Pierwsze dokumentacje włoskiej pieśni ludowej na początku&#13;
XIX stulecia również stanowiły rezonans polityki cesarza francuskiego.&#13;
Za nowatorski, także w kontekście europejskim, możemy uważać całościowy ludoznawczy program badawczy z 1802 r. Hugona Kołłątaja, który&#13;
przezwyciężał partykularyzm stanów społecznych, a postulował skoncentrowanie się na poznaniu całej różnorodności kulturowej narodu, w tym&#13;
środowisk poza centrami miejskimi.&#13;
Wiedza o muzyce zaczęła powracać na uniwersytety (znalazła się poza&#13;
nimi z końcem XVI w.), najpierw niemieckie (od r. 1826). Równocześnie&#13;
w Europie nastał czas rozwoju periodycznego piśmiennictwa muzycznego, odkrywania przeszłości muzycznej i ożywionego przekładu wrażeń&#13;
muzycznych na język pisany (recenzje koncertów). W Polsce okresu zaborów piśmiennictwo tego typu otwiera „Tygodnik Muzyczny” redagowany&#13;
przez Karola Kurpińskiego (ukazywał się tylko w 1820 roku), w którym&#13;
1 P. Dahlig The use of the term ethnomusicology in Ukraine and Poland between 1928 and&#13;
1939, „Muzyka” R. LIV: 2009, nr 1, s. 51–56.&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
�funkcjonalna definicja „pieśni w ogólności” (‘wszystko to, co lud śpiewa’1)&#13;
zapoczątkowała szerokie, społeczne widzenie kultury artystycznej. Program ten dopełniony został, przynajmniej w sferze postulatów, zestawem&#13;
zadań (także powinnością zbierania pieśni i melodii tanecznych) dla sekcji&#13;
muzycznej Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, zredagowanym&#13;
przez Kazimierza Brodzińskiego (1828)2.&#13;
Na lata 20. XIX w. przypadły pierwsze edycje „pieśni narodowych”&#13;
w krajach pod panowaniem Habsburgów3. Istnienie różnych narodów&#13;
jako ozdób w koronie tej monarchii umotywowało podjęcie pierwszej akcji&#13;
zbierania pieśni ludowych (1819). Była to jakby odpowiedź na osiągnięcia&#13;
serbskie: w 1814 i 1815 r. Vuk Karadżić wydał po raz pierwszy w Wiedniu&#13;
Srpske narodne pjesme, pierwszą ekspozycję eposu europejskiego i dziedzictwa bardów słowiańskich. Za tą głośną antologią poszły w innych&#13;
krajach eksploracje dziejów średniowiecznych, przechowanych w tekstach&#13;
pieśni – bądź to w autografach chansons de geste, bądź pozyskiwanych na&#13;
żywo w czasie wędrówek badawczych (Kalevala odkrywana i redagowana&#13;
w Karelii).&#13;
Istotny okazał się wymóg zapisu nutowego we wspomnianej, prowadzonej w Wiedniu przez Gesellschaft der Musikfreunde akcji z 1819 r.4, co dowartościowało nie tylko poezję, ale i „nutę” rodzimą, którą z upodobaniem&#13;
uprawiał np. w wiedeńskim Grinzingu Franz Schubert. Pożądane przez&#13;
wiedeńskie Towarzystwo Przyjaciół Muzyki dopełnienie zbiorów tekstów&#13;
pieśni ludowych o zapis nutowy stało się drogowskazem dla Oskara Kolberga, a świadectwem oddziaływania wielkiej przeszłości teorii muzyki na&#13;
umysłowość Kolberga jest jego sięganie po metafory duszy, krwi, serca, aby&#13;
oddać znaczenie melodii wobec słów (które są tylko ciałem pieśni).&#13;
Podjęcie przez autora Pieśni ludu polskiego prób kompozytorskich&#13;
to w pierwszej połowie XIX w. oczywistość (także dla koncertujących&#13;
1 Por. A. Chybiński Wskazówki zbierania melodii ludowych, „Przegląd Muzyczny” 1925,&#13;
nr 1, s. 6–12, wznowione w: A. Chybiński O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac etnograficznych pod red. L. Bielawskiego, Kraków 1961, s. 68.&#13;
2 P. Dahlig Etnograficzne i muzyczne wątki w działalności Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk (1800–1832), „Nauka Polska. Jej Potrzeby, Organizacja i Rozwój” 2008,&#13;
T. XVII (XLII), s. 35–48.&#13;
3 T.A. Kunz Böhmische Nationalgesänge und Tänze. České národní zpěvy a tance, k vydání připravil Lubomír Tyllner, T. I Faksimile, T. II Texty, Praha 1995; pierwodruk 1825.&#13;
4 K. Vetterl, O. Hrabalová Guberniální Sbírka písní a instrumentální hudby z Moravy&#13;
a Slezska z roku 1819, b.m.w. 1994.&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
�muzyków); naukowy dystans i beznamiętna dokumentacja czegoś, co narzucało się i było dostępne na wyciągnięcie ręki (również w samej Warszawie) wydawały się niedorzeczne – to, co bez przeszkód żyje i funkcjonuje, nie musi być cytowane (tak samo niełatwo było przekonać XX-wiecznego filatelistę do zbierania tzw. „masówki”, znaczków w obiegu&#13;
powszechnym). W pierwszych dekadach XIX wieku muzyków otwartych&#13;
na „pieśni w ogólności” intrygowały: improwizowanie na popularny temat zasłyszany, dopowiadanie do fraz, rozwijanie myśli muzycznej, dodawanie akompaniamentu, komponowanie miniatur mających popularyzować czytanie nut i granie po domach muzyki narodowej (przydomek&#13;
„narodowy” dotyczył w latach 20. XIX w. również pieśni ludowych, tytuł&#13;
Pieśni ludu… upowszechniał się od lat 30., także pod wpływem cenzury&#13;
rosyjskiej usuwającej słowo „naród” po powstaniu listopadowym). Kompozytorzy byli przejęci zwłaszcza ideą tworzenia oper narodowych jako&#13;
rodzimej, lokalnej alternatywy wobec dominacji włoskiej sztuki operowej.&#13;
Obok ogólnych tendencji etniczno-twórczych w Europie, szczególnie&#13;
tam, gdzie hegemonia polityczna nie pozwalała na suwerenność małych&#13;
krajów, wstrząs powstania („rewolucji”) 1830/1831 r. rozbudził na ziemiach&#13;
Polski rozgrabionych przez „sąsiadów” potrzebę upamiętniania ludowej&#13;
twórczości poetyckiej w postaci drukowania antologii tekstów pieśni poszczególnych części kraju. Gdy do obiegu wchodziła pierwsza fala tego&#13;
typu wydawnictw Wacława z Oleska1, Kazimierza W. Wójcickiego2, Żegoty Paulego3 i Józefa Konopki4, Oskar Kolberg pogłębiał wiedzę o muzyce,&#13;
doskonalił w Berlinie i Warszawie swe rzemiosło muzyczne, zarabiał na&#13;
życie lekcjami muzyki, wtajemniczał się w pracę kompozytora, a wkrótce,&#13;
za namową brata Wilhelma, pogrążył się w buchalterii najbardziej rozwojowego środka transportu – kolejnictwa. Gdy w latach 40. XIX stulecia&#13;
– w apogeum polskiej filozofii, literatury i sztuki – postanowił skupić się&#13;
1&#13;
&#13;
Wacław z Oleska [Wacław Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, Lwów 1833;&#13;
K. Lipiński Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych&#13;
przez Wacława z Oleska, Lwów 1833.&#13;
2 K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem&#13;
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1–2, Warszawa 1836.&#13;
Reprint: Wrocław 1976.&#13;
3 Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838. Reprint: Wrocław 1973.&#13;
4 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840. Reprint: Wrocław 1974.&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
�na pieśniach, muzyce, a wkrótce i na życiu ludu, można powiedzieć (kontynuując paralelę kompozytorską), że przybył, tak jak Fryderyk Chopin dla&#13;
historii muzyki polskiej, mąż opatrznościowy dla kulturo- i ludoznawstwa&#13;
Europy środkowo-wschodniej.&#13;
W świetle współczesnej Kolbergowi ikonografii etnograficznej1 widzimy zdumiewającą, uderzającą różnorodność strojów ludowych i obfitość&#13;
ówczesnych materialnych przejawów kultury chłopskiej i małomiasteczkowej ziem polskich. Dziś ówczesny obraz wydaje się czystą egzotyką. Tak&#13;
samo mozaikowo rozmaita musiała być – i była – śpiewna oraz muzyczno-taneczna strona dawnych kształtów rzeczywistości społecznej. Oskar Kolberg, pierwszy wykształcony muzyk wśród miłośników pieśni gminnej,&#13;
pozbył się wątpliwości co do wyboru swej misji pod wpływem zachęt&#13;
K.W. Wójcickiego, który sam był tytanem pracy; wzniósł się jako pierwszy&#13;
po Łukaszu Gołębiowskim2 na ogólnopolską arenę etnograficzną i pierwszy&#13;
wyszedł do czytelnika masowego z kiermaszem swych książek historyczno-literackich. Nastąpiło szczęśliwe sprzężenie ducha czasów i sytuacji osobistej Kolberga. Niezałożenie rodziny, pewien dystans wobec podniosłości&#13;
polskich tradycji szlacheckich z racji protestantyzmu, niechęć wobec oznak&#13;
krzykliwej i pustej kultury masowej miast z jej „automatycznymi pudłami”&#13;
(m.in. katarynkami), imperatyw bycia pożytecznym dla kraju, w którym&#13;
rodzice się zasymilowali, wreszcie ambicje twórcze, które płynnie przeorientowały się z konstrukcji dźwiękowych na budowanie gmachu wiedzy&#13;
empirycznej – „obrazu muzyki słowiańskiej” – wszystko to silnie uwarunkowało drogę życiową Kolberga jako pioniera integralnego kulturoznawstwa,&#13;
antropologii, muzykologii i etnomuzykologii.&#13;
Spójrzmy na jego drogę naukową w świetle Pism muzycznych. Mieczysław Tomaszewski wskazuje na trzy profile: teksty publicystyczne (1);&#13;
hasła encyklopedyczne (2); monografia Chopina (3). W przypadku rozpoczynających pisarstwo Kolberga tekstów publicystycznych (1841–1843) autor&#13;
podejmuje (trwającą aż do 1870) współpracę z „Biblioteką Warszawską”,&#13;
recenzując tam kolekcje pieśni słowackich (1841) i wielkopolskich (1842)&#13;
oraz wydawnictwo kompozycji religijnych (psalmy Mikołaja Gomółki, msza&#13;
1&#13;
&#13;
A. Błachowski Ubiór i krajobraz kulturowy Polski i Ukrainy Zachodniej w ikonografii&#13;
J. Głogowskiego i K.W. Kielisińskiego, Toruń 2011.&#13;
2 Ł. Gołębiowski Lud Polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830. Reprint: Warszawa 1983. Tegoż Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym, lub niektórych tylko prowincyach, Warszawa 1831. Reprint: Warszawa 1983.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
�Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego)1, co świadczy o zainteresowaniach&#13;
Kolberga także muzyką staropolską.&#13;
Nekrolog Chopina, a w następnej dekadzie śmierć znajomych muzyków (Kasper Napoleon Wysocki – 1851, Emilian Jenike – 1852) skłoniła&#13;
Kolberga także do bycia encyklopedystą ludzi odchodzących. Spisanie ich&#13;
życiorysów i charakteryzowanie twórczości (przy Wysockim Kolberg dał&#13;
wyraz swej otwartości na stylizację tematów ludowych) stanowiło personalną odsłonę dokumentalno-kronikarskiego talentu Kolberga i uświadomiło&#13;
autorowi Ludu… obligację wobec współczesnego mu pokolenia muzyków&#13;
i kompozytorów polskich. Podsumowanie ich dorobku było wstępem do&#13;
opracowywania haseł encyklopedycznych, a dla Kolberga osobiście stanowiło doświadczenie pisania o muzyce jako sposobu życia oraz drukowania&#13;
prac jako budowy dyscypliny naukowej (historii muzyki jako fundamentu&#13;
muzykologii).&#13;
Ponadto słowo o muzyce i „starożytnościach słowiańskich” było mile&#13;
widziane przez redaktorów czasopism ogólnych, poświęconych kulturze,&#13;
sztuce; w szczególności „Biblioteka Warszawska” (od 1841 r.) kształtowała,&#13;
wobec braku uniwersytetu w Królestwie Polskim, humanistyczną myśl naukową. W tym czasopiśmie autor Ludu… opublikował (1865) swój apel-program badawczy odwołujący się do pomocy korespondentów terenowych.&#13;
Kompetencje muzyczne/muzykologiczne Kolberga znalazły szczególny&#13;
impuls rozwojowy we współpracy z Encyklopedią Powszechną Samuela&#13;
Orgelbranda w latach 1859–1868. Na 1114 tekstów w Pismach muzycznych 1069 pochodzi z tej pierwszej polskiej antologii wiedzy ogólnej. Wydawnictwo to powstawało w okresie, gdy wydawano w Europie encyklopedie narodowe. Gromadzenie polskojęzycznego przekazu wiedzy należy&#13;
widzieć także jako ówczesny wyraz suwerenności kultury polskiej. Kolberg,&#13;
umysł chłonny, pilny i gorliwy, opanował lub ponowił odpowiednie lektury polsko- i obcojęzycznych wydawnictw o ambicjach słownikowo-encyklopedycznych, łącząc je z osobistym doświadczeniem, z wypracowanym&#13;
już zmysłem redakcji-nawigacji (po morzu pieśni ludowych). Okazał się pośrednikiem w przekazaniu wiedzy nagromadzonej w kompendiach zachodnioeuropejskich (zwłaszcza niemieckich i francuskich) oraz znakomitym&#13;
1 O. Kolberg Śpiewy kościelne dawnych kompozytorów polskich zebrane i wydane przez&#13;
Józefa Cichockiego, „Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4, s. 421–424. Przedruk w: tegoż Pisma&#13;
muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 501–503.&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
�kronikarzem/obserwatorem współczesnego mu życia muzycznego, podobnie jak starał się być „stenografem” kultury zachowanej w krajobrazie&#13;
wiejskim. Z tą samą rzetelnością i dążeniem do kompletności (choć zdawał&#13;
sobie sprawę z połowiczności wysiłków) rejestrował zarówno oprawy muzyczne wesel, repertuar pieśni powszechnych, „obsługujących” wszystkie&#13;
duchowe, życiowe potrzeby ludzkie, jak i setki nazwisk kompozytorów&#13;
tworzących mazury i inne miniatury taneczne do słuchania lub tańczenia1.&#13;
Kompozycje taneczne, w szczególności mazurowe, traktował bowiem jako&#13;
kluczowy etap ku „samoistności” muzyki, która w kulturach społeczności&#13;
rolniczych pozostawała ściśle spleciona z obrzędami, kalendarzem (kościelnym, agrarnym) i życiem społecznym, niewiele miejsca zostawiając na indywidualną medytację (tu docenia Kolberg nurt pasterski jako ożywczy dla&#13;
wyobraźni muzycznej, także własnej – w Królu pasterzy).&#13;
Współpraca z periodykami i Encyklopedią powszechną Samuela Orgelbranda, kierowanymi do ogółu czytelników, wpłynęła na (czy też ugruntowała) Kolbergowski styl pisania o muzyce – komunikatywny, oszczędny, rzeczowy, skupiony na informowaniu, ani wybujały, ani poetycki, lecz&#13;
wyważony, naukowy; czasem tylko z dodatkiem wartościującym, gdy był&#13;
świadkiem czegoś. Tylko w jedynej Korespondencji2 z podróży zagranicznej (1857) daje dość pełny wyraz swej osobistej wrażliwości, skromności,&#13;
bezpośredniości, humorowi.&#13;
Analiza haseł przygotowanych przez Kolberga do Encyklopedii powszechnej Orgelbranda wskazuje, że powierzono mu całość zagadnień muzycznych. M. Tomaszewski stwierdza, że: hasła osobowe (574) przeważają&#13;
ilościowo nad rzeczowymi (495); duże znaczenie w formułowaniu wniosków czy opinii ma autopsja Kolberga (co jest widoczne także w przedmowach do tomów monografii regionalnych). Kolberg, współtworząc krąg&#13;
encyklopedystów, musiał praktykować różne stopnie swego autorstwa,&#13;
od całkowicie własnych tekstów do przekładu tekstów obcojęzycznych,&#13;
skupiając się wszędzie na walorze informacyjnym. Systematyka wiedzy&#13;
muzykologicznej konstruowana na podstawie mozaiki haseł daje przekrój&#13;
tematyczny właściwy projektowi muzykologii uniwersyteckiej Guido Adlera, który połączył profil systematyczny (zasady muzyki) z historią muzyki.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Polskie tańce, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 609–611.&#13;
Pierwodruk: Encyklopedia powszechna, T. 20 Warszawa 1865.&#13;
2 O. Kolberg Korespondencja z Wiednia, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),&#13;
s. 357–363. Pierwodruk: „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26, s. 203–206.&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
�Zakres tej wiedzy zredagowany został przez M. Tomaszewskiego jako spis&#13;
treści, zestaw tematów wiedzy muzykologicznej zawartej w Encyklopedii:&#13;
O muzyce w ogólności:&#13;
Muzyka;&#13;
O elementach i zasadach muzyki;&#13;
O nutach.&#13;
O komponowaniu muzyki, jej działach, rodzajach i formach:&#13;
O kompozycji muzycznej;&#13;
Działy muzyki wedle rodzaju materiału:&#13;
Muzyka wokalna, czyli głosowa:&#13;
Gatunki muzyki wokalnej: chórał, figurał, motet, recitativo&#13;
i aria, chór, kantata;&#13;
Muzyka instrumentalna:&#13;
Formy muzyki instrumentalnej: formy polifoniczne, formy swobodne, formy okolicznościowe, formy złożone;&#13;
Formy obu rodzajów muzyki: formy zespołowe, części utworów.&#13;
Działy muzyki wedle miejsca i celu:&#13;
Muzyka kościelna:&#13;
Muzyka dla celów liturgicznych: psalmy, hymny, antyfony, responsoria, litanie, lamentacje, sekwencje, msze;&#13;
Religijna muzyka dramatyczna;&#13;
Muzyka światowa: muzyka teatralna, muzyka koncertowa, muzyka&#13;
pokojowa, muzyka taneczna, muzyka wojskowa.&#13;
O głosie, instrumentach i wykonywaniu muzyki:&#13;
Koloryt, instrumentacja, partycja;&#13;
Głos i śpiew;&#13;
Śpiewaczki i śpiewacy;&#13;
Instrumenty muzyczne:&#13;
Instrumenty strunowe: smyczkowe, czyli rznięte, strunowe szarpane, uderzane itp.;&#13;
&#13;
16&#13;
&#13;
�Instrumenty dęte: drewniane fletowe, drewniane stroikowe i języczkowe, dęte metalowe, dęte z klawiaturą;&#13;
Instrumenty bite, czyli perkusyjne;&#13;
Instrumenty wstrząsane;&#13;
Instrumenty pocierane;&#13;
Mechanizmy muzyczne.&#13;
Budowniczowie, wynalazcy i fabrykanci instrumentów:&#13;
– lutnicy;&#13;
– organmistrze i fabrykanci fortepianów;&#13;
– wynalazcy nowych instrumentów.&#13;
Wirtuozi na instrumentach:&#13;
– wirtuoz;&#13;
– słynne rodziny wirtuozów;&#13;
– skrzypkowie;&#13;
– wiolonczeliści;&#13;
– gitarzyści;&#13;
– fortepianiści;&#13;
– organiści;&#13;
– wirtuozi na flecie, oboju, klarnecie i fagocie;&#13;
– wirtuozi na innych instrumentach.&#13;
Sposoby śpiewania i grania. Ozdoby;&#13;
Z życia muzycznego:&#13;
– chór;&#13;
– orkiestra;&#13;
– muzyczne uroczystości;&#13;
– szkoły muzyczne.&#13;
Powyższy przekrój wiedzy o muzyce, przedstawiony w tomie 61 Dzieł&#13;
wszystkich Kolberga, przypomina encyklopedię według haseł rzeczowych.&#13;
Część druga Pism muzycznych, tom 62, ujmuje w podtytułach „otwarty” podręcznik historii muzyki według krajów i kontynentów: Z dziejów&#13;
muzyki powszechnej – o muzyce pierwotnej i starożytnej, o muzyce czasów nowszych w różnych krajach; Z dziejów muzyki polskiej – muzyka&#13;
polska, życiorysy okolicznościowe i wspomnienia o muzykach polskich,&#13;
17&#13;
&#13;
�wiadomości, sprawozdania i recenzje z polskiego życia muzycznego; O pieśni ludowej i powszechnej – śpiewy ludowe, popularne i narodowe, śpiewy&#13;
religijne, rozprawy, dyskusje i wiadomości o pieśni i śpiewie, o zbiorach&#13;
pieśni ludowych; O tańcu i muzyce tanecznej – taniec i jego dzieje, o tańcach towarzyskich i narodowych, o tańcach teatralnych, z wydawnictw&#13;
muzyki tanecznej.&#13;
To, że z dorobku Kolberga można było skonstruować powyższy spis treści, świadczy o dalekim i szerokim horyzoncie badawczym autora Ludu…&#13;
Gdyby nie pochłonięcie pracami około etnografii muzycznej, byłby Kolberg pierwszym polskim polihistorem sztuki muzycznej i analitykiem stylów muzycznych. Przeświadczony o zmienności, różnorodności i swoistej&#13;
łamliwości tradycji ustnych wobec modernizacji świata w drugiej połowie&#13;
XIX wieku, wybrał kulturę muzyczną powszechnie zrozumiałą, charakteryzującą się obiegiem przeważnie ustnym i dużą rozmaitością wątków&#13;
w poszczególnych stronach kraju. Badanie twórczości kompozytorskiej ma&#13;
bowiem ostoję w postaci rękopisu i druku, twórczość ludowa zaś wspiera&#13;
się głównie pamięcią żyjących pokoleń i pilnie potrzebowała wówczas interpretatora zewnętrznego wobec społeczności wiejskiej, wyrosłej z koegzystencji chłopsko-ziemiańskiej (mimo kulturowej separacji).&#13;
Niezależnie od reprezentatywności i stopnia wyczerpania wiedzy o muzyce i kulturze muzycznej, szczebel pierwszego, XIX-wiecznego podsumowania historii i teorii muzyki w piśmiennictwie polskim został pokonany.&#13;
Przy perspektywie ogólnej, europejskiej i światowej, jedyną metodą musiała być roztropna praca kompilatorska na podstawie dzieł zagranicznych.&#13;
Do dyspozycji encyklopedystów polskich stała już dość obszerna literatura, w szczególności autorów niemieckich i francuskich1. To, co z dziedziny muzykologii (muzykografii) historycznej dał Kolberg piśmiennictwu&#13;
1 M. Tomaszewski wymienia następujące kompendia: E.L. Gerber Historisch-biographisches Lexikon der Tonkünstler, 2 T., Leipzig 1790–1792, nowe wyd. 4 T., 1812–1814; F.J. Fétis&#13;
Biographie universelle des musiciens et bibliographie générale de la musique, 8 T., Bruxelles&#13;
1837–1844, nowe wyd. od 1860; J.G. Sulzer Allgemeine Theorie der schönen Künste, 2 T., Leipzig 1771–1774 (i dalsze wydania); H.Ch. Koch Musikalisches Lexikon, 2 T., Frankfurt a/M. 1802&#13;
(i dalsze wydania); G. Schilling Encyklopädie der gesammten musikalischen Wissenschaften oder Universal-Lexikon der Tonkunst, 6 T., Stuttgart 1835–1838, nowe wyd. 1840–1842;&#13;
J.J. Rousseau Dictionnaire de musique, Amsterdam 1768; B.J. Dlabacz Allgemeines Künstler-Lexikon für Böhmen, 3 T., Prag 1815–1818; J.N. Forkel Allgemeine Geschichte der Musik,&#13;
2 T., Leipzig 1788–1801; R.J. Kiesewetter Geschichte der europäisch-abendländischen Musik,&#13;
Leipzig 1834; C.G.A. Winterfeld Der evangelische Kirchengesang, 3 T., Leipzig 1843–1847;&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
�polskiemu, to – jak konkluduje M. Tomaszewski – summa ówczesnej wiedzy1, encyklopedyczna mozaika ułożona z poczucia narodowej obligacji&#13;
i życiowej (ekonomicznej) potrzeby (Kolberg odstąpił w 1859 r.2 od pracy&#13;
etatowej). Nic innego ponad ową summę nie mogło powstać, zważywszy na&#13;
wielkie ciśnienie przemian w muzyce europejskiej XIX wieku i narastającą&#13;
świadomość bogactwa muzycznego epok minionych. Od strony metodologicznej – wpływ filozofii Hegla, archeologiczna Kulturkreislehre, raczkujące językoznawstwo porównawcze oraz prądy pozytywistycznej faktografii&#13;
wspomagały refleksję nad historią muzyki: Kolberg „na historię muzyki patrzy oczami J. N. Forkela (ciągły rozwój, doskonalenie się, dążenie do ideału,&#13;
przy rozstrzygającej roli genialnych jednostek), Herdera (muzyka pierwotna&#13;
i ludowa jako wiecznie żywe źródło) i Finka (centrum i migracje)”3.&#13;
Motywem przewodnim Kolberga-encyklopedysty muzycznego jest szczególnie obszerne, szczegółowe i życzliwe przedstawienie problematyki polskiej, uczestnictwa polskich muzyków w kulturze kontynentu europejskiego.&#13;
Kolberg brał przecież udział w pierwszej polskojęzycznej syntezie encyklopedycznej. Czerpał z istniejącego piśmiennictwa, szczególnie w odniesieniu&#13;
do muzyki dawnej, komentował wydawnictwa muzyki staropolskiej. Chociaż historykiem muzyki (polskiej) autor Ludu, jak pisze M. Tomaszewski,&#13;
nie był (i nie zamierzał być), to dał rzeczowy i syntetyczny przegląd dziejów muzyki polskiej, po Łukaszu Gołębiowskim (1831), a przed monografią&#13;
Aleksandra Polińskiego (1907), oraz pozostawił pierwszorzędne przyczynki-portrety współczesnych sobie lub zapamiętanych muzyków polskich, wobec których poczuwał się do szczególnego obowiązku podsumowania ich&#13;
życia i dorobku. W latach 50. XIX w. odeszli bowiem luminarze muzyki polskiej – Józef Elsner (1854) i Karol Kurpiński (1857). To poczucie odpowiedzialności splotło się też z przywilejem świadkowania geniuszowi Chopina.&#13;
I tak trzecim (po publicystyce i współtworzeniu encyklopedii) zakresem&#13;
zainteresowań – poza oczywiście etnografią muzyczną – Kolberga-muzykologa stał się Chopin, a zwłaszcza warszawski okres jego życia i twórczości.&#13;
G.W. Fink Erste Wanderung der ältesten Tonkunst, als Vorgeschichte der Musik oder als erste&#13;
Periode derselben, Essen 1831.&#13;
1 M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga… (DWOK T. 61), s. LV.&#13;
2 W Szkicu autobiografii (rkp. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68) podał, że&#13;
zakończył pracę etatową w roku 1861, dostępne obecnie źródła wskazują, że stało się to już&#13;
w roku 1859.&#13;
3 M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga… (DWOK T. 61), s. XLVIII.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�Hasło w Encyklopedii poświęcone Chopinowi traktuje M. Tomaszewski&#13;
jako szczególnie udane. Ponieważ wkład do badań nad życiem i twórczością&#13;
kompozytora jest oryginalnym osiągnięciem Kolberga, ten wątek w działalności Kolberga-etnomuzykologa zasługuje na szersze omówienie.&#13;
Kolberg jako chopinolog&#13;
Oskar Kolberg był pierwszym komentatorem Chopina, który połączył&#13;
kompetencje właściwe badaniom muzykologicznym i etnomuzykologicznym oraz przekroczył próg egotyzmu artystycznego. Polot w pisaniu o Chopinie i muzyce polskiej zawsze gwarantowała Kolbergowi jego empiria-autopsja i fakt wspólnego z Chopinem zadomowienia (dosłownie i w przenośni) w Warszawie. Związkom rodziny Kolbergów z Fryderykiem Chopinem&#13;
poświęcono wzmianki w większości monografii chopinowskich; istnieje&#13;
ważny źródłowy artykuł Krystyny Kobylańskiej (1967), który podsumowuje&#13;
wspomnienia braci Wilhelma i Oskara1, obszerny katalog wystawy poświęconej relacjom Chopina z braćmi Kolbergami (2005) przygotowanej przez&#13;
Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie i Muzeum im. Oskara Kolberga&#13;
w Przysusze na konkurs chopinowski w 2005 r. 2, opracowanie Ewy Sławińskiej-Dahlig (2014) podnoszące wątki Chopinowskie w korespondencji&#13;
Oskara Kolberga3.&#13;
Wobec opracowań szczegółowych zwróciłbym uwagę na rolę Oskara&#13;
Kolberga w tworzeniu podstaw wiedzy o kompozytorze, tj. chopinologii.&#13;
Oskar Kolberg był pierwszym przedstawicielem nauk humanistycznych,&#13;
w tym etnologii, który zmierzył się z unikatowym zjawiskiem w kulturze&#13;
artystycznej, jakim była i pozostaje osoba i twórczość Fryderyka Chopina.&#13;
W polu widzenia Kolberga znalazły się zatem dwa przeciwległe bieguny –&#13;
z jednej strony wspólnota kulturowa wielkich zbiorowości ludzi, jaką była&#13;
1&#13;
&#13;
K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg, w: Studia Hieronymo Feicht septuagenario dedicata, Kraków 1967, s. 378–390. W artykule podniesiona jest m.in. rola Kolberga jako&#13;
kopisty dzieł Chopina.&#13;
2 H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na tle epoki. Przyjaźń, praca, fascynacje, katalog wystawy zorganizowanej z okazji XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, Warszawa 2005.&#13;
3 E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondencji Oskara Kolberga, „Polski Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 65–79.&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
�kultura chłopska w jej dziewiętnastowiecznym, utrzymującym się wówczas&#13;
nadal olbrzymim zróżnicowaniu i obfitości, z drugiej zaś – osobowość muzyczna wyjątkowa, której pojawienie się autorzy w XIX w. odnosili wręcz&#13;
do sił nadprzyrodzonych.&#13;
Znakomitym źródłem do rozpoznania wątku chopinologicznego jest&#13;
zwłaszcza Korespondencja Oskara Kolberga, ważne wydawnictwo epistolograficzne1. Znaczenie korespondencji Kolberga dla oświetlenia relacji łączących go z Chopinem wykazał już w 1926 r. Roman Zawiliński 2, inicjator&#13;
pierwszego nagrania folkloru polskiego (Jana Sabały-syna) w 1904 r.3&#13;
Autor Ludu zbierał materiały do większej pracy o Chopinie. Obligowały&#13;
go do tego nie tylko podziw natury artystycznej, ale i świadomość, że był&#13;
świadkiem młodości Chopina. Rzeczowy biogram o Chopinie, z licznymi,&#13;
do dziś trafnymi sformułowaniami o przełomowym znaczeniu kompozytora&#13;
i jego „akcentu polskiego” dla historii muzyki europejskiej, zestawiający&#13;
bieg życia z kolejnością dzieł, oraz bibliografię, jakże małą w 1861 r., dał&#13;
Kolberg w pierwszym wydaniu Encyklopedii powszechnej Orgelbranda4.&#13;
Po ukazaniu się dwu monografii polskich autorów – Marcelego Antoniego&#13;
Szulca (1873)5 i Maurycego Karasowskiego (1877)6, Kolberg, pochłonięty&#13;
pracą nad przygotowywaniem, redakcją i korektą tomów Ludu czy Obrazów etnograficznych, bezinteresownie dzielił się swą wiedzą o Chopinie ze&#13;
wspomnianymi autorami.&#13;
Listy Kolberga do Szulca (począwszy od 1874 r.) i do Karasowskiego&#13;
(począwszy od 1876 r.)7 ukazują charakter naukowego podejścia, cechy&#13;
warsztatu Kolbergowskiego, jak dociekliwość, bezstronne dążenie do obiektywizmu, prawdy i ścisłości, do – według określenia samego autora Ludu&#13;
1&#13;
&#13;
Korespondencja Oskara Kolberga cz. I–III (DWOK T. 64–66).&#13;
R. Zawiliński Kolberg a Chopin, „Nowa Reforma” 1926, nr 272 i 273. Artykuł ukazał się&#13;
w miesiącu odsłonięcia pomnika Chopina w Parku Łazienkowskim w Warszawie.&#13;
3 P. Dahlig Pierwszy zapis fonograficzny folkloru polskiego (1904), „Muzyka” R. XLII: 1997,&#13;
nr 2 (165), s. 57–70.&#13;
4 O. Kolberg Chopin Fryderyk Franciszek, w: Encyklopedia powszechna, T. V, Warszawa&#13;
1861, s. 458–463. Przedruk w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 385–393.&#13;
5 M.A. Szulc Fryderyk Chopin i utwory jego muzyczne. Przyczynek do życiorysu i oceny&#13;
kompozycji artysty, Kraków 1986, I wyd. Poznań 1873.&#13;
6 M. Karasowski Friedrich Chopin. Sein Leben, seine Werke und Briefe, Bd 1–2, Dresden&#13;
1877, wyd. II skrócone i poprawione: 1878, wyd. III: 1881. Wersja polska: Fryderyk Chopin.&#13;
Życie. Listy. Dzieła, Warszawa 1882.&#13;
7 Roman Zawiliński twierdził, że listy od Szulca (23) i od Karasowskiego (9) do Kolberga&#13;
pochodzą z lat 1871–1888. R. Zawiliński Kolberg a Chopin…, nr 272.&#13;
2&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
�– „czystej nauki”, nie poddanej żadnym tendencjom ideologicznym. Zważmy, że dekada lat 70. XIX w., w której powstawały pierwsze polskie prace&#13;
o Chopinie, była okresem nie tylko wiary pozytywistycznej, lecz i formowania się w Europie narodowych centryzmów, nacjonalizmów (po wojnie&#13;
francusko-niemieckiej 1870/71), wreszcie – Kulturkampfu.&#13;
Powstawaniu prac o Chopinie towarzyszyły podobne dylematy jak&#13;
w etnografii – tradycja ustna a źródła historyczne (czy „wycisnąć”, według&#13;
określenia Szulca, wiedzę i pamięć świadków, rozsyłając ankiety, czy penetrować i studiować piśmiennictwo). Kolberg, podobnie jak Szulc, zwracał&#13;
się listownie do osób pamiętających kompozytora z prośbą o szczegóły jego&#13;
życia i twórczości, lecz prócz informacji uzyskanych od brata Oskara, Wilhelma Kolberga, kwerenda niewiele dała, co dziwiło autora Ludu1. Zaskakująca małomówność świadków, w tym zwłaszcza uczniów Chopina, miała,&#13;
moim zdaniem, różnorodne uwarunkowania: siła oddziaływania kompozytora, której towarzyszyły trudność czy unikanie werbalizowania odczuć&#13;
przez osoby z jego otoczenia (1); opóźniona reakcja społeczna – tradycję&#13;
pisaną zapoczątkowuje na ogół następne pokolenie; dopiero gdy wymierają&#13;
świadkowie, zaczyna się biografistyka ważnej postaci (2). Kolberg wyraził&#13;
ubolewanie, że nikt nie zechciał po prostu zapytać ojca Chopina (zmarłego&#13;
w 1844 r.) o rodzinne koneksje i tradycje2, a pozostawiono to wszystko&#13;
przyszłym poszukiwaczom źródeł; otworzono otchłań rozważań i polemik,&#13;
które dopiero dzisiaj uważa się za zamknięte3. Sam Kolberg podjął, w dro1&#13;
&#13;
Do M. A. Szulca Kolberg pisał: „Zaraz po ukazaniu się znakomitej Pańskiej pracy o Chopinie powziąłem zamiar, obok powinszowania Mu tyle starannego i sumiennego jej wykończenia,&#13;
dorzucić kilka uwag [uwagi te dołączył Kolberg do listu, zob. aneks nr 7 w: Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 724–728 – P.D.], które mi się przy czytaniu nasunęły, a miejscami&#13;
nawet i sprostować. Wzgląd jednakże, że przychodzę z tym post festum i że nie mogą jeszcze&#13;
być nagłymi szczegóły potrzebne do drugiej edycji, do której wydania, daj Boże, aby przyszło,&#13;
wstrzymały moje pióro; a bardziej jeszcze i oczekiwanie wiadomości od ludzi żyjących niegdyś&#13;
z nieboszczykiem w bliskich stosunkach, do których w tej mierze udałem się listownie. Gdy&#13;
jednak upłynął rok cały z górą, a odpowiedzi od nich nie mam (wedle zwyczaju u nas dość&#13;
powszechnego), prócz od brata mego starszego, Wilhelma, który z Ch[opin]em kolegował, przeto nie czekając już dłużej, pospieszam podzielić się z Panem choć tymi drobnymi szczegółami,&#13;
które w pamięci mojej pozostały, jako i wiadomościami przez brata mi nadesłanymi, w nadziei,&#13;
że może Pan z nich w jakikolwiek sposób będziesz kiedyś chciał użytkować”. Brulion listu&#13;
z 13 XI 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 498.&#13;
2 Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 3 II 1879, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 202.&#13;
3 P. Mysłakowski Rodzina ojca Chopina. Migracja i awans, Warszawa 2002.&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
�dze na wystawę paryską w 1878 r., rekonesans w kwestii pochodzenia&#13;
rodziny ojca kompozytora, zgodnie z zasadą ustalania rodowodu zjawisk&#13;
etnograficznych 1. Warto podkreślić, że właściwą kwerendę wskazującą na polskiego przodka – dworzanina króla Leszczyńskiego (Mikołaja&#13;
Szopa) wykonał nie Kolberg, lecz Francuz, prawnik P. Gervais, co wyklucza „życzeniowość”, tendencyjność Kolberga tak przychylnie usposobionego do kultury i narodu polskiego. Sam Kolberg bezstronnie oceniał&#13;
tę hipotezę w konfrontacji z danymi uzyskanymi przez Karasowskiego&#13;
od matki kompozytora 2. Trzecia przyczyna małomówności świadków&#13;
dotyczy problemu psychologii społeczno-środowiskowej – wzajemnego&#13;
powstrzymywania się, stale czuwającego partykularyzmu, obawy – „nie&#13;
powiem, by ze mną nie polemizowali”, „zachowam to dla siebie, bym sam&#13;
uchodził za szczególnego spadkobiercę i kontynuatora”. Są to postawy&#13;
całkowicie obce Kolbergowi, lecz wydaje się, że dość rozpowszechnione&#13;
i wówczas.&#13;
Pomoc Kolberga, której udzielał pierwszym polskim monografistom&#13;
Chopina, była następująca:&#13;
1) ściśle źródłowo-bibliograficzna (np. dostarczenie Karasowskiemu melodii „Chmiela”, z zaznaczeniem, że to wersja znana niegdyś w Warszawie;&#13;
nota bene wskazuje to na szeroki zasięg pieśni ludowych także w środowisku miejskim)3;&#13;
1 Pierwsza relacja Kolberga na ten temat w brulionie listu do M. Szulca z 3 II 1879, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 200–204. Sprawa ta będzie przewijała się w szeregu&#13;
dalszych listów Kolberga.&#13;
2 „Wszystko też, co piszesz o rodowodzie Ch[opin]a, uważam za najsłuszniejsze. Juści prosta&#13;
rzecz, że trzymać się należy głównie tego, co opowiadała matka Fryderyka. Bo lubo się zdarza,&#13;
że familie niektóre głoszą tylko to, co ich życzeniom lub widokom odpowiada, to jednakże informacje podane przez rodzinę uważać się muszą jako autentyczne i zawsze na pierwszeństwo&#13;
przed innymi zasługują. Czy podane mi szczegóły przez innych a znane już Panu zgodzą się&#13;
w czymkolwiek z tamtymi lub nie, dochodzić tego dla braku czasu i wielu innych trudności –&#13;
nie będę. Ja tylko doniosłem o tym, com słyszał w przejeździe, a powziąwszy takie wiadomości,&#13;
do takich też przyjść musiałem wniosków”. Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego&#13;
z 30 X 1881, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 559.&#13;
3 Do Karasowskiego Kolberg pisał: „Brat mój, Wilhelm, pisał mi jeszcze w sierpniu (lecz list&#13;
odebrałem dopiero w końcu paźdz[iernika]), że Pan sobie życzysz mieć nutę Chmiela. Przypuszczam, że potrzebna ona jest do biografii Chop[ina], którą – o ile mi wiadomo – Pan się zajmujesz.&#13;
Lubo nuta ta w moim dziele ukazuje mnóstwo wariantów, jednak pewny jestem, że Ch[opin]&#13;
nie mógł innego użyć, jak tego, który znany był wówczas w Warszawie, i jak go już wówczas&#13;
nieraz miałem sposobność słyszeć. Oto nuta: […]”. Brulion listu z 9 XI 1876 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 661–662.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
�2) uzupełnienia na temat źródeł pomysłów twórczych i okoliczności powstawania utworów, np. Fantazji op. 131;&#13;
3) przekazanie uwag redakcyjnych, uzupełnień, uściśleń skierowanych&#13;
do obu polskich autorów – w postaci aneksów do listów2, ale też ogólnych&#13;
wskazówek co do opanowania bibliografii3;&#13;
4) pomoc moralna – zachęta do gromadzenia dalszych materiałów, do&#13;
przygotowania dalszych wydań prac Szulca i Karasowskiego. Kolberg rozumiał naukę nie tyle jako zamykanie wiedzy w wykończonych dziełach, ale&#13;
jako proces, stałe tworzenie, doskonalenie. Jest to własne doświadczenie&#13;
z budowania monografii regionalnych. Ponadto Kolberg łagodził wzajemną krytyczność autorów4, podkreślał raczej to, co w pracach jest, a nie to,&#13;
czego w nich nie ma. Jest to ujmująca cecha Kolberga w piśmiennictwie&#13;
publicystycznym, recenzjach itp., nawet w tych naukowo-krytycznych, jak&#13;
odnośnie do zbioru pieśni z Górnego Śląska Juliusza Rogera5.&#13;
Sam Kolberg, obok uściślania szczegółów biograficznych i faktów wiążących się zwłaszcza z wczesnymi utworami Chopina, położył w listach&#13;
nacisk na konkretne konteksty kulturowe i właściwości gry Chopina,&#13;
które mają znaczne zakorzenienie historyczne, a nierzadko uchodzą uwadze badaczy życia i twórczości Chopina. Te konteksty kulturowe są następujące:&#13;
1 „I tak np. co do Fantazji op. 13. wiem, że pierwszy temat śpiewał mu pułkownik Józef&#13;
Paszkowski u generałowej Sowińskiej, drugi temat to pieśń Kurpińskiego czy kantata z Elegii&#13;
tegoż na śmierć Kościuszki (wykonanej w r. 1819), trzeci zaś podał mu Wodzyński w Warszawie czy też Służewie (jest to motyw ludowy, umieszczony w moim dziele Lud, seria IV, s. 244)”.&#13;
Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 559.&#13;
2 Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks nr 7: Uwagi O. Kolberga odnoszące się do&#13;
pracy Szulca o Chopinie, s. 724–729; aneks nr 11: Uwagi O. Kolberga odnoszące się do pracy&#13;
Karasowskiego o Chopinie, s. 738–743.&#13;
3 „Myślę, że nie byłoby bezpożytecznym, ani bardzo utrudniającym, gdybyś Pan w przedmowie podał cały przebieg literatury chopinowskiej, tj. wykaz wszystkiego tego, co ktokolwiek&#13;
dotychczas napisał o Chopinie, o ile to się zebrać da. Taki przegląd, jak sądzę, w lepszym by&#13;
nawet postawił świetle i własną Pańską pracę, prostującą wszędzie to, co było niedokładnym&#13;
lub mylnym”. Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 559.&#13;
4 Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 235.&#13;
5 O. Kolberg „Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku”…, „Biblioteka Warszawska” 1863,&#13;
T. 1, s. 153–156, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 579–583.&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
�1. Przypominając wielkie znaczenie tańca i śpiewu w życiu towarzyskim&#13;
młodzieży warszawskiej lat 1825–18301, podkreślał Kolberg, że i postawa&#13;
muzyka uzualisty nie była kompozytorowi obca, tzn. Chopin, gdy chciał,&#13;
był w sprzyjającym nastroju, grał i do tańca 2. Pojawia się tu dawne pojęcie&#13;
1&#13;
&#13;
„Ażeby życzeniom Pańskim ile możności uczynić zadość, posyłam Mu owe drobiazgi&#13;
chopinowskie, o których wspomniałem, dorzucając do tych kilku róż jego muzy i parę także&#13;
własnych polnych bławatków, ażeby się jego bukiet tym lepiej wydał, pisząc bowiem tamte,&#13;
stanęły mi na myśli błogie chwile mojej takowej młodości około 1830–40, kiedy się to na świat&#13;
innym niż dzisiaj zapatrywało okiem, a w gronie życzliwych przyjaciół oddawało zabawie&#13;
i wesołości, hasając nieraz do białego dnia. Wtedy to pisywało się owe obertasy, kujawiaki&#13;
i mazury i bez należytego opracowania, i wykończenia na żądanie przyjaciół dawało czasami&#13;
w 100 lub 200 egz. do druku na szarej, warszawskiej bibule, nie troszcząc się nawet wcale&#13;
naówczas o porządną ich korektę. Ale młodość i myśl dobra krasiła wszystko. Ludzie w najlepszej wierze wmawiali w człowieka, że jest kompozytorem i człowiek nawzajem temu wierzył, zapominając, że to ziarko dobrego, jakie się w jego utworach znaleźć może bardzo często,&#13;
nie jego, ale poczciwego ludu jest własnością. Próbki, jakie Panu (z liczby całej setki w mojej&#13;
tece) posyłam jedynie dlatego tylko, że się sposobność do tego nadarza, powiedzą Panu więcej&#13;
o tym wszystkim, gdy je muzykalnie, pobłażliwie o to raczysz zapytać, niż wszelkie tłomaczenia&#13;
i komentarze”. Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 506–507.&#13;
2 Tamże, s. 508–509: „Co do kawałków Chopina, które oczywiście noszą na sobie piętno&#13;
dorywczości (lubo ducha jego cechujące niewątpliwie), nadmieniam, że trzy te mazury były&#13;
improwizowane wśród większej jeszcze liczby innych w ten sposób, jakem to wspomniał&#13;
w moim przeszłym liście, na jakimś wieczorze tańcującym (zdaje się, że u rektora Lindego&#13;
w r. 1826 czy 7), gdzie Ch[opin], w dobrym będąc humorze, sam siadał do fortepianu (nigdy&#13;
go bowiem o to przy tańcach, szanując jego talent, nie proszono) i puszczał wodze swojemu&#13;
wesołemu usposobieniu. Mazurów takich krocie sypały się wówczas spod jego ręki, jak&#13;
z rogu obfitości, lecz tylko te trzy na żądanie brata mego nazajutrz spisanymi być mogły, że&#13;
jeszcze z pamięci nie uleciały. Trzeci z nich (G-dur) nazwany został kulawym, dlatego, że&#13;
go grał, gdy tancerz w obertasie na lewo (na kseb) przysiadał się czasami jedną nogą czy&#13;
kolanem do ziemi, udając niby kulawego czy pijanego lub chcącego upaść, lecz wnet się podnosił, co mają oznaczać mocniej naciskane oktawy wiolinu i basu w drugim takcie każdej&#13;
części (więc w pierwszej części c–h, w drugiej g–fis, w trzeciej a–g, oznaczone tu &gt;). Dwa te&#13;
mazury: B-dur i G-dur, mój brat następnie za pozwoleniem jego litografował; na świstkach&#13;
bez tytułu w 30 tylko egzemplarzach odbite, rozdane one zostały znajomym (jeden egzemplarz mam u siebie). Są to te same, które później Friedlein wydał około r. 1852, a których&#13;
edycja (zapewne niezbyt liczna) od dwudziestu już lat jest wyczerpaną, więc on sam dziś już&#13;
ani jednego nie posiada egzemplarza. Miałem także i parę ecossaise’ów na tymże czy innym&#13;
improwizow[anym] skomponowanych wieczorze (lecz ich odnaleźć nie mogę), z których&#13;
jedna tak się zaczynała [nuty, op. 72 nr 4 – P.D.]. Zdawałoby się z niej, jakoby Ch[opin] przeczuwał już ducha późniejszej tak szerokowładnej polki. […] Z wszystkimi tymi kawałkami&#13;
rób Pan wszystko, co się będzie Panu podobało. Możesz je nawet jako aneksa do drugiej&#13;
dołączyć edycji, jeżeli to za stosowne uznasz”. Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 15&#13;
XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 507–509.&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
�muzyki jako zabawy (typowo ludowe rozumienie sztuki muzycznej: muzyka&#13;
= taniec + grupa instrumentalistów).&#13;
2. Wskazując na wysoką rangę improwizacji1, przypomniał tym samym&#13;
o kompetencjach, umiejętnościach i obowiązkach muzyka zawodowego,&#13;
co najmniej od XVII w., gdy rozkwitała muzyka instrumentalna. Przytoczmy słowa Mikołaja Dyleckiego, teoretyka muzyki z XVII w., z traktatu&#13;
Gramatyka muzyczna (1675) opublikowanego w Wilnie: „chcę, żebyś&#13;
wiedział, że powinieneś pisać choćby i tysiąc wariacji na ten albo podobny temat”2. Kolberg zwraca też uwagę na fazę pośrednią między przekazem ustnym a drukowanym 3. Wczesne kompozycje Chopina, w tym&#13;
pieśni, funkcjonowały w postaci druków ulotnych. Cechował je brak wykończenia zapisu muzycznego, a ich przeznaczeniem było krążenie między&#13;
przyjaciółmi jako pamiątki osobiste – wpisy do sztambucha. Ostateczna&#13;
instancja i sankcja publiczności oraz „sito” historii nie istniały wobec&#13;
juweniliów.&#13;
Ze zrozumienia przez Kolberga wagi improwizacji wynika jego trwałe zainteresowanie „odmiankami”, tj. wariantami pieśni ludowych, i wola&#13;
utrwalania ich, tak w antologiach pieśni, jak i w monografiach regionalnych.&#13;
3. Kwestia relacji „słowo a muzyka”, paralelizmu lub oddziaływania&#13;
wzajemnego treści pozamuzycznej i dźwięku. Kolberg podnosi, że Chopin&#13;
1 „Gdy grał, uważny słuchacz mógł odgadnąć, co artysta czuje i o czym myśli. Wiadomo,&#13;
że Ch[opin] w gronie przyjaciół improwizował często i wtedy malował niejako muzyką różne&#13;
sytuacje i epizody z życia domowego i publicznego, np. przedstawiał rozkosze sielskiej ustroni,&#13;
szumy strumyka, śpiew ptasząt, czasem i wrzawę, jarmark lub bitwę jakąś, nawet coś z życia&#13;
miejskiego, salonów itp. Dzieła jego wskazują nieraz na podobne usposobienie ducha. Ale nie&#13;
lubiał, jak to widzimy z jego dzieł, żadnych nadawać intytulacyj swoim kompozycjom, które&#13;
by bliżej rzecz określały, pragnąc, ażeby one same za siebie mówiły. Powiadają, że nazajutrz po&#13;
przedstawieniu Hamleta napisał Nokturno op. 15 nr 3 i dał mu napis: «Na cmentarzu», ale gdy&#13;
pójść miało do druku, zmazał ten napis, mówiąc: «niech się domyślą»”. Brulion listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 236.&#13;
2 D. Grzybek Kultura muzyczna białoruskiej mniejszości narodowej w Polsce, maszynopis; dysertacja doktorska obroniona w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie w 2013 r., s. 79.&#13;
3 „[…] Ch[opin] już w czasie swej dojrzałości muzycznej około 1827–1830 r. pisał sporadycznie, że tak rzekę, w antraktach swych większych dzieł, a raczej rzucał na papier improwizowane niekiedy na balach i wieczorach swe tańce i inne drobne rzeczy wcale nie w myśli&#13;
publikowania ich (bo owszem warował się od tego), ceniąc je sam zbyt mało i tylko dla zaspokojenia życzeń przyjaciół, którzy zawsze przeczuwali, że i te okruchy jego muzy mają pewną&#13;
wartość”, Uwagi O. Kolberga odnoszące się do pracy Szulca o Chopinie, Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), aneks 7, s. 724.&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
�grywał pod wpływem podpowiadanych przez przyjaciół obrazów i zdarzeń1. Byłby to literacko-plastyczny odpowiednik do powszechnie praktykowanej improwizacji na zadany temat muzyczny. Kontekstem tej praktyki był urzeczywistniony projekt „pieśnioksięgu” biskupa Jana Woronicza&#13;
– Śpiewy historyczne Juliana Niemcewicza, do których melodie układało&#13;
kilkoro polskich kompozytorów. Ponadto odkrywano wówczas w Europie&#13;
eposy narodowe, które współtworzyły świadomość narodową i programy&#13;
polityczne w XIX wieku. Kolberg, całe życie skupiony głównie na słowie&#13;
śpiewanym, traktował programy literackie i plastyczne muzyki jako naturalne współczynniki, tak jak pieśń w obrzędzie ludowym. Podpowiadanie obrazów przypomina ludowe konkursy poetyckie na wybrany temat w świecie&#13;
śródziemnomorskim, staroarabskim, nawet syberyjskim (badania Wacława&#13;
Sieroszewskiego wśród Jakutów). Układanie wierszy i śpiewanie na zadany&#13;
wątek, fantazja czy wariacja na daną melodię lub poddany temat plastyczny&#13;
to ślad archaicznej jedności sztuk, obudzonej w refleksji Kolberga podczas&#13;
obserwacji obrzędów ludowych. Zaawansowana chopinologia z lęku przed&#13;
uproszczeniami i tzw. „tłumaczeniami” (wiersze-komentarze, podkładanie&#13;
tekstu do melodii, np. wymyślanie tekstów do Mazurków Chopina, wersje&#13;
baletowe utworów pierwotnie instrumentalnych) odżegnywała się, podobnie&#13;
zresztą jak sam kompozytor, od programowości. Jednakże w relacji słowo&#13;
– obraz – muzyka nie chodzi o odpowiedniość czy relacje wynikania lub&#13;
wręcz wzajemnego uwięzienia, lecz o sprzężenie dynamiczne (także ukryte),&#13;
które tworzy nową jakość w momencie kreacji. Chodzi zatem o synergię, nie&#13;
o relacje logiczne. Realistycznie usposobiony Kolberg kładł nacisk na wiele&#13;
wymiarów kultury i ekspresji artystycznej, pozostawił więc i dla chopinologii akcent interdyscyplinarny, szeroko omawiany w antropologii kultury&#13;
jako synestezja, łączność zmysłów. Owa łączność znajduje potwierdzenie&#13;
w kulturze starożytnej jako jedność poety i pieśniarza lub jedność śpiewakainstrumentalisty i tancerza; w czasach Kolberga żywotna pozostawała unia&#13;
kompozytora i wykonawcy (pianisty, skrzypka, organisty). Kolbergowskie&#13;
opisy strony wykonawczej w tradycji muzycznej ludu świadczą o otwartości&#13;
także na ten synestezyjny i interdyscyplinarny wątek nauk o sztuce.&#13;
1&#13;
&#13;
„Otóż mowa jest w Pańskim dziele o improwizacjach Ch[opina], że w towarzystwie nieraz&#13;
mu ktoś ze znajomych podał obraz jaki z życia narodowego jako temat, na który on improwizował; zwykle czynił to Grzymała, Witwicki, z Tańskich Hoffmanowa lub który z wojskowych”.&#13;
Brulion/konspekt listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 1 II 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 561.&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
�Kolberg dał uwagi o formowaniu się osobowości Chopina w okresie ich&#13;
wspólnej młodości, otwartej na przyszłe specjalizacje; wiadomo, że Chopin&#13;
miał uzdolnienia aktorskie, mimiczne, pantomimiczne, tak jakby był chwilami postacią z teatru ludowego, komedii dell’arte. Również w praktyce&#13;
ludowej inspiracją do śpiewu bywał nie tylko nastrój, okoliczność społeczna, obowiązek obrzędowy, ale i wrażenie zmysłowe, widok przyrody&#13;
– lasu, pola, drzewa, ptaka, kamienia (wypowiedzi Stanisława Brzozowego,&#13;
1901–1983, śpiewaka kurpiowskiego)1.&#13;
4. Od Kolberga pochodzą określenia dotyczące dziedziny stylizacji muzycznej. Komentując wczesne mazury Chopina, Kolberg wskazuje na utwory „podrobione” (naśladowane) i „podsłuchane” (oryginalne)2. Te pierwsze&#13;
miały się tylko wzorować na utworze oryginalnym granym przez Chopina (może się to odnosić też do „podrobienia” na fortepianie oryginalnych&#13;
melodii mazurkowych skrzypków wiejskich). Te drugie to „podsłuchane”,&#13;
„podkradzione”, prawdziwe, autentyczne „ziarka” melodii ludowych lub&#13;
autentyczne rysy stylu indywidualnego Chopina3. Sformułowania autora&#13;
Ludu w listach trafiają w sedno zagadnień, tak jak listy Chopina.&#13;
5. Kolberg zauważył źródła wrażliwości muzycznej, jak śpiew do snu,&#13;
śpiew piastunek. Przypomniał postać Zuzki – Zuzanny Wawrzek, „pomocy domowej” pochodzącej spod Opatowa w Sandomierskiem4. Agata Skrukwa przypuszcza, że zarówno dla Kolberga, jak i, być może, dla Chopina&#13;
1 P. Dahlig Stanisław Brzozowy (1901–1983) jako klasyk wśród śpiewaków ludowych,&#13;
„Przegląd Muzykologiczny” 2003, T. III, s. 5–22.&#13;
2 Do M. Karasowskiego Kolberg pisał: „Przeglądając spis dzieł Fryderyka i uwagi o nich&#13;
w Waszej biografii, natrafiłem na miejsce, gdzie mowa o podrobionych kompozycjach. Zaliczacie do nich niesłusznie, według mego zdania, i Mazurka F-dur wydanego niegdyś pojedynczo&#13;
w Wiedniu (widać zaraz lub wkrótce po śmierci Ch[opin]a). Toteż przyznam Wam się, że miałem ją zawsze za prawdziwą. Bo jakkolwiek jest ona względnie do Chopina słabą, miejscami&#13;
nawet jakby dosyć trywialną, w pośpiechu pisaną (nie słabszą przecież od wielu wydanych&#13;
przez Fontanę), to jednak są tam modulacje i kombinacje harmonijne, które jedynie Fryderyk&#13;
mógł napisać, a naśladować by je było trudno”. Brulion listu O. Kolberga do M. Karasowskiego&#13;
z 12 IV 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 240.&#13;
3 „Że one jednak są pióra Ch[opina] mogę zaręczyć, zresztą nietrudno dla znawcy to odgadnąć.&#13;
Nawet ów mazur podrobiony, o którym-eśmy mówili, był niezawodnie podsłuchanym, bo ma&#13;
tok i pewne rysy Ch[op]ina”. Brulion/konspekt listu O. Kolberga do M.A. Szulca z 1 II 1876 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 561–562.&#13;
4 Zob. S. Dębicka W starym gnieździe, Warszawa 1989, s. 66–68. Autorka tych wspomnień,&#13;
Stanisława Dębicka, była wnuczką Antoniego, brata Oskara Kolberga. Por. A. Nowaczyński La&#13;
Zuska, „Wiadomości Literackie” 1935, nr 35 (615), s. 3.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
�ten rodzaj śpiewu odegrał niemałą rolę1. Gatunek „kołyska” pojawił się&#13;
już w pierwszej monografii regionalnej, właśnie sandomierskiej (trzy pieśni&#13;
do kołyski, w tym jedna – piastunek)2. Psychologia rozwoju dziecka wskazuje na ważność pierwszych doświadczeń akustyczno-muzycznych (nawet&#13;
prenatalnych), pamięć niemowlęcia pozostaje podświadoma. Jak wykazał&#13;
festiwal „Dziecko w Folklorze” w Baranowie Sandomierskim w ostatniej dekadzie XX w., najpiękniejsze chyba na ziemiach polskich melodie kołysanek&#13;
pochodzą właśnie z Sandomierskiego – soczewki polskiej (łączącej wschód&#13;
– Lubelskie, południe – Małopolskie, środek – Powiśle). Tonalność kołysanek sandomierskich charakteryzuje się modalizmami, chromatyzmami; kołysanki miewają melodie tzw. polne, nietaneczne. Zuzka śpiewała nie tylko&#13;
przy usypianiu, ale i przy różnorodnych zajęciach. Śpiew przy pracy także&#13;
w mieście był czynnością powszechną w XIX w; śpiew to oswajanie nowego miejsca po migracji. Śpiew piastunki zsumował się zatem ze śpiewem&#13;
matki Fryderyka – Kujawianki. Pełne wdzięku i humoru poczucie wyższości&#13;
wobec wieśniaków, czytelne jeszcze u Chopina, a nieobecne już u Kolberga&#13;
(dla którego etos uczciwej pracy był ponad wszystko), brało się zapewne&#13;
z pierwszego kontaktu z wiejską służbą domową, niezależnie od struktury&#13;
społecznej wsi, wówczas jeszcze przed-uwłaszczeniowej, pańszczyźnianej,&#13;
poznawanej przez Chopina kilkanaście lat wcześniej niż przez Kolberga.&#13;
6. W autobiograficznym szkicu Kolberg podkreśla3, że pierwszym kręgiem inspiracji i praktyki dla Chopina był szlachecki (salonowy) mazur. Zainteresowania Chopina folklorem miałyby charakter bardziej post-oświeceniowy niż romantyczny. Najbardziej akceptowanym przez Chopina komentarzem dla Mazurków były „obrazy z natury”4. XX-wieczna chopinologia&#13;
1 „Razem z rodziną do Warszawy przybyła (w 1817 r.) także z Przysuchy Zuska Wawrzek,&#13;
której śpiew kołysał do snu dzieci Kolbergów, a kilka lat później rozbrzmiewał w mieszkaniu&#13;
Fryderyka Chopina”. A. Skrukwa Oskar Kolberg. Etnograf, folklorysta, kompozytor, w: Oskar&#13;
Kolberg (1814–1890). Etnograf, folklorysta, kompozytor, przewodnik po ekspozycji muzealnej,&#13;
Przysucha 2004, s. 15.&#13;
2 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), pierwodruk: Warszawa 1865, s. 155, 222.&#13;
3 „Przed r. 1830 lubiłem (jak i bracia moi) taniec namiętnie. Tańczyło się też często lub grało&#13;
do tańca na wieczorkach prywatnych, a czynił to i Szopen, improwizując mazury i walce. Ale&#13;
mazur ów, był to mazur salonowy, szlachecki, do którego tylko czasami dla odmiany i urozmaicenia go dodawano jakiś ustęp wzięty z muzyki wieśniaczej (a styl ten zachował Szopen&#13;
i w następstwie także)”. O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68.&#13;
Tekst powstał prawdopodobnie w roku 1889.&#13;
4„Lubił słyszeć, jak nazywaliśmy te utwory obrazami z natury”. J.-J. Eigeldinger Chopin&#13;
w oczach swoich uczniów, Kraków b.r.w., s. 102.&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
�już od połowy lat dwudziestych XX w. usilnie łączy Mazurki z tradycjami&#13;
ludowymi, także o charakterze wiejsko-chłopskim, co miało podłoże polityczne i narodowotwórcze. Tymczasem w pierwszych dekadach XIX w.&#13;
spoglądano na folklor z okna dworu ziemiańskiego, salonu mieszczańskiego; inna optyka była wszechstronnie utrudniona wskutek ograniczeń swobody poruszania się, kontroli policyjnej, nieufności chłopów. Dokładności&#13;
Kolberga i jego bezstronnemu spojrzeniu na kulturę zawdzięczamy dział&#13;
„Dwory i miasta” w monografiach regionalnych. Kultura szlachecka, tak&#13;
jak staropolska, nie była separowana od wspólnych źródeł z chłopską (widoczne jest to np. w historii tańca), lecz stanowiła charakterystyczny już&#13;
splot nurtów i wzorów estetycznych z kultury ogólnej, w odróżnieniu od&#13;
chłopskiej, która swą wyjątkową jakość zawdzięczała izolacji, odrębności&#13;
wynikającej ze struktury społecznej, typu gospodarowania i czasem trudniej niż zwykle dostępnego środowiska przyrodniczego.&#13;
Od 1878 r. Kolberga zaprzątała chęć uczestnictwa w pracach edytorskich nad dziełami wszystkimi Chopina, zwłaszcza tomami utworów młodzieńczych. Kompletował spisy utworów Chopinowskich 1. Korespondował&#13;
z wydawnictwami Breitkopf &amp; Härtel oraz Gebethner i Wolff w sprawie&#13;
kompletowania juweniliów 2, korekt wydawniczych, krytyki źródłowej&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks nr 8: Spis utworów Chopina sporządzony przez O. Kolberga, s. 730–734.&#13;
2 Np. w 1881 r. Kolberg wysłał lipskiemu wydawnictwu Breitkopfa i Härtla swoją kopię&#13;
Poloneza Ges-dur Chopina, skomponowanego dla przyjaciół w 1830 roku, przed wyjazdem&#13;
z Warszawy do Wiednia, a wydanego pośmiertnie (około 1870 roku) w warszawskiej oficynie&#13;
J. Kaufmanna (zob. list z 5 I 1881 r., Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 446). Odpis swój&#13;
sporządził Kolberg na podstawie innej kopii tego utworu, przysłanej mu w 1880 r. przez J. Kleczyńskiego i prawdopodobnie przez niego wykonanej na podstawie wydania Kaufmanna, już&#13;
wówczas prawie niedostępnego (zob. list J. Kleczyńskiego z 20 IX 1880 r., Korespondencja… cz. II,&#13;
DWOK T. 65, s. 406, zob. też tamże, s. 396, list J. Sikorskiego z 23 VIII 1880, w którym pisze on,&#13;
że Kleczyński podjął się przepisania tego utworu dla Kolberga). Kopia Poloneza Ges-dur, o której&#13;
mowa, najprawdopodobniej pióra Kleczyńskiego, nadesłana przez niego z Warszawy, a dotąd&#13;
nieznana, zachowała się w archiwum Kolberga (Arch. PTL, teka 50, sygn. 1357/III, k. 1–2).&#13;
Utworu tego, dobrze sobie znanego i często wzmiankowanego w listach, poszukiwał Kolberg przez kilka lat, już w okresie pobytu pod Krakowem, zabiegając u zaprzyjaźnionych muzyków warszawskich o jego odpis z wydania Kaufmannowskiego (zob, Korespondencja… cz. I,&#13;
DWOK T. 64, s. 502, 509, 561, 626–627; cz. II, DWOK T. 65, s. 16, 58–59, 84, 257, 286, 323–324,&#13;
369, 406; cz. III, DWOK T. 66, s. 730 i 732). W roku 1886 próbował jeszcze zainteresować Polonezem Ges-dur biografistę Chopina, Maurycego Karasowskiego, przesyłając mu do Drezna&#13;
kopię tego utworu (czy własną?), podkreślając przy tym jego wartość i zachęcając do próby wydania go tamże. Starania Karasowskiego u drezdeńskich wydawców nie powiodły się jednak,&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
�i oceny autentyczności, powołując się na swe kompetencje świadka, wykształcenie muzyczne i rozeznanie w kwestiach stylu narodowego z racji&#13;
prac etnograficznych. Zgłosił i doprowadził do wydania antologię mazurków (jego lista utworów proponowanych do wydania objęła 60 utworów1).&#13;
W projekcie przedmowy przebija naukowe podejście do ewolucji stylu&#13;
muzycznego: od formy prymarnej, użytkowej do twórczości mistrzowskiej2. Kolberg rozważa relacje między indywidualnym porywem twórczym a wspólną domeną społeczną „ducha narodowego”. Zagadnienia talentu i roli środowiska kulturowego będą stale nurtowały monografistów&#13;
Chopina, muzykologów XX w.&#13;
Kolejna dziedzina, którą wyróżniły refleksje Kolberga, to wykonawstwo&#13;
utworów Chopina, krytyka muzyczna wykonań pianistycznych i ich konfrontacja z zapamiętanym przez autora Ludu stylem wykonawczym twórcy&#13;
Mazurków. Cenne uwagi dotyczą umiarkowania w tempach, rangi uwydatniania szczegółów, unikania afektacji, subtelności tempa rubato i są one&#13;
ważną wskazówką dla wiernych realizacji3. Kolberg wprowadzał w tajniki&#13;
a kopia poloneza została odesłana Kolbergowi (zob. listy z jesieni 1886 r., Korespondencja…&#13;
cz. III, DWOK T. 66, s. 378, 379–380, 382–383, 390–391, 393). Poruszana w listach sprawa&#13;
Poloneza Ges-dur, losy jego kopii i starań Kolberga mają więc swoja historię i wydają się&#13;
zasługiwać na osobne opracowanie.&#13;
Innym świadectwem zainteresowania Kolberga wydawnictwami utworów Chopina może&#13;
być z kolei brulionowa wersja erraty dotyczącej sześciu tomów edycji zbiorowej dzieł Chopina&#13;
(może Gebethnera i Wolfa z 1863–1864 r., choć pewności nie ma, bo była kilkakrotnie wznawiana?), także zachowana w spuściźnie Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 183–184).&#13;
1 Polnische Tänze. Mazurkas für das Pianoforte hrsg. von Oscar von Kolberg, Leipzig&#13;
[1881]. Antologia objęła 50 mazurków, wstęp Kolberga do tego zbioru jest przedrukowany w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 666–669. Spis mazurków takich kompozytorów&#13;
jak Karol Kurpiński, Karol Sołtyk (zm. 1830), Wincenty W. Studziński (1815–1854) opublikowano w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks nr 10, s. 736–738. Lista kompozytorów&#13;
mazurów kompletowana przez Kolberga sięgała ok. 270 nazwisk, co oddaje istotę poglądów&#13;
Kolberga, iż wiedza ma charakter kumulatywny.&#13;
2 „Uważne przejrzenie całego zbioru wykaże, że taniec ten (a więc i jego muzyka) ze skromnych – prawie nikłych – początków (podobnie jak to było z walcem), dzięki swemu rytmowi&#13;
i sprzyjającym okolicznościom osiągnął powoli pewien stopień rozwoju i rozkwitu. Wykazuje&#13;
on prócz tego, jak górujący w nim duch narodowy wywarł wpływ na Chopina, aby potem&#13;
ze swej strony dzięki twórczości mistrza spowodować pewne wtórne oddziaływanie w kraju.&#13;
Sądzę, że ogólnonarodowe cechy, które tak się uwydatniają w tych tańcach, niewątpliwie wywołają w publiczności żywe zainteresowanie zbiorem”. Brulion listu O. Kolberga do Breitkopfa&#13;
i Härtla z 26 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 503.&#13;
3 Do M. A. Szulca Kolberg pisał:: „Ja sam słyszałem bardzo wielu wirtuozów grających&#13;
dzieła C[hopina] (Liszta, Tausiga, Wieniawskiego, pannę Bohrer, Zarzyckiego, Śmietańskiego),&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
�chopinowskie mieszkańców odwiedzanych dworów, w tym kontekście&#13;
znajdujemy też rozważania estetyczne Kolberga1. Kontakt z pianistyką był&#13;
dla Kolberga odprężeniem, sposobem powrotu do młodości2.&#13;
Kolberg faktograficznym warsztatem badawczym, szerokością doświadczeń społeczno-kulturowych, świadomością stanu prac etnologicznych&#13;
w Europie, a także dzięki własnemu doświadczeniu pianistycznemu i kompozytorskiemu dał podwalinę chopinologii i pozostawił trafne i trwałe sformułowania dotyczące m.in. wczesnej twórczości kompozytora, jej źródeł,&#13;
a także – zwłaszcza – warunków społecznego funkcjonowania. Naukowotwórcza rola Kolberga i jego nacisk na źródła są o tyle ważne, że literatura&#13;
chopinologiczna bywa do dziś jakby pieśnią ludową. Autorzy mało zwracają&#13;
uwagę na to, od kogo pobrali wiedzę, podając ją jakby własną. Tak było&#13;
a przyznam się, że w zupełności żaden z nich mnie nie zadowolnił, chociaż najlepiej jeszcze grali je Liszt i Śmietański, a drobniejsze rzeczy k[się]żna Czartoryska, Wernik, Mikuli itd. Essipow&#13;
ma znakomicie grać ballady, ale tej nie słyszałem. Ja znajduję, że wszyscy grają go za prędko,&#13;
a biorąc szalone tempo w allegrach, gubią tym samym mnóstwo szczegółów, które właśnie&#13;
u kompozytora tyle w piękne szczegóły obfitego jak Ch[opin] uwydatnione w grze być by powinny. Przy tym prawie każdy wpada w afektację, niestosowną przesadę, albo też inaczej cieniuje te dzieła (oprócz miejsc wyraźnie do wzmocnienia i osłabienia wskazanych), każdy chce&#13;
naśladować (a naśladuje według własnego pojęcia, więc najczęściej bardzo nietrafnie) owe&#13;
ociągania się, ową niezależność obu rąk od siebie, które autor oznaczał wyrazem tempo rubato&#13;
lub przy spajaniu z sobą nut różnej wartości w czasie. Ja może dlatego tak jestem wymagającym, żem słyszał samego Ch[opin]a bardzo często bądź prywatnie, bądź i publicznie grającego&#13;
w czasie jego dojrzałości w latach od 1827–1830, a wrażenie tej gry (jakkolwiek byłem wówczas prawie dzieckiem jeszcze) niezatarte aż do dnia dzisiejszego pozostawiło na moim umyśle&#13;
ślady, nie dozwalające wcale porównań z nowszymi wykonawcami”. Brulion listu O. Kolberga&#13;
do M.A. Szulca z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 234.&#13;
1 Do Aleksandry Zduniowej pisał: „Ktoś (podobno Słowacki) powiedział, że muzyka jego,&#13;
niekiedy burzliwa i hulaszcza, jest w ogóle (mimo elegancji) smutną i rzewną jak dzieje naszego&#13;
narodu, a zawsze czystą jak łza”. Brulion listu z 18 X 1884 r., Korespondencja ... cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 201.&#13;
2 W liście do Tytusa Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r. (pisanym niestety po śmierci&#13;
adresata) Kolberg informował: „Tymczasem zbieramy wiadomości, jak ziarko do ziarka, aby&#13;
ją [biografię i charakterystykę – P.D.] dla przyszłości, ile możności, uzupełnić i udokładnić. […].&#13;
W wolnych po pracy chwilach odgrywam sobie czasami to i owo dzieło Fryd[eryka], co dla&#13;
mnie starego jest dziś niemal jedyną rozrywką. […] A wtedy staje mi często na myśli jakoby&#13;
wspomnienie dnia wczorajszego, nasze uczone kadeckie koszary i ów długi pawilon przy Liceum, gdzieśmy mieszkali, i ćwiczenia Fryd[eryka] przy fortepianie i nasze na dziedzińcu, postać&#13;
starego Chopina wołającego wieczorem z okna drugiego piętra na swoich elewów bawiących&#13;
się na dole w piłkę: »rentrez, messieurs, rentrez!« Jakże to już dawno, ileż to wody upłynęło od&#13;
owego czasu, iluż to przyjaciół opuściło i pożegnało nas na zawsze!” Brulion listu do T. Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 285–287.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
�już u początków, gdy Maurycy Karasowski nie odnotował w ogóle istnienia&#13;
monografii Szulca, przepisując jednak jej fragmenty w swoim dziele.&#13;
W Oskarze Kolbergu najpełniej ukonkretnił i uwydatnił się ogólny (artystyczny) prąd ludoznawczy pierwszej połowy XIX w., a uczestniczył w nim&#13;
i Chopin, zachęcany przez przyjaciół, np. Stefana Witwickiego, do zapisywania melodii ludowych. Jak wiadomo, mamy spod pióra Chopina zapiski&#13;
przyśpiewek spod Nieszawy, reportaże z Ziemi Dobrzyńskiej, rękopis dojny&#13;
rumuńskiej. Kompozytor dał wyraz zainteresowaniu ekspresjami muzycznymi różnych narodów w listach, odnotował zwyczaje doroczne w Austrii,&#13;
skomentował pieśni szkockie, skandynawskie, hiszpańskie, widząc w tradycjach etnicznych źródło odrębności, suwerenności kulturowej narodów&#13;
jako wartości samej w sobie. To samo przesłanie realizował na drodze&#13;
naukowej Oskar Kolberg.&#13;
Kolberg jako etnomuzykolog&#13;
Pracom około utrwalenia kultury narodów słowiańskich, w szczególności dziedzictwa staropolskiego bądź jeszcze plemiennego, różnorodnego tak&#13;
historycznie, jak i przestrzennie, a przechowanego w XIX-wiecznym życiu&#13;
małych społeczności lokalnych, poświęcić należy najwięcej miejsca. Prace&#13;
etnograficzne Kolberga stanowią bowiem prefigurację oraz fundament etnomuzykologii polskiej. Twórczość kompozytorska, inspirowana głównie&#13;
śpiewami, grą, obrzędami i tańcami krajowymi, opublikowana już w Dziełach wszystkich i sama w sobie zasługująca na osobną monografię1, dodała&#13;
Kolbergowi sił do pracy naukowej około faktycznego budowania ogólnie&#13;
pojętej etnografii – etnologii muzycznej, etnomuzykologii, antropologii kulturowej, ludo- i kulturoznawstwa.&#13;
Swoją koncepcję metodologiczną, obecną także w opisie kultury muzycznej, zaprezentował Kolberg m.in. w artykule Obecne stanowisko etnografii&#13;
(1876), omawiającym m.in. takie prace jak Grundzüge der Ethnographie&#13;
J.A. Maksymiliana Perthy’ego (1859) i Allgemeine Ethnographie Friedricha&#13;
1&#13;
&#13;
Pierwszy kształt takiej monografii dają naukowe wstępy Danuty Idaszak, zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska Oskara Kolberga, w: Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. V–XXXIX, oraz D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga,&#13;
w: Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. V–XXX. Zob. też M. Prochaska Kompozycje&#13;
Oskara Kolberga w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. 2 [DWOK 85/2].&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
�Muellera (1873). Artykuł Kolberga z r. 1876 oraz podstawy metodologiczne&#13;
pracy badawczej Kolberga przebadał ks. Wojciech Domański1. Autor Ludu&#13;
był przychylnie nastawiony do psychologii, która intensywnie rozwijała się&#13;
w Niemczech. Akceptował teorię apercepcji Johanna Friedricha Herbarta&#13;
(1776–1841). Apercepcja to aktywne kształtowanie spostrzeżeń w łączności&#13;
z nagromadzoną wiedzą, to proces tworzenia nowej całości. Teoria apercepcji przyczyniała się do rozstrzygnięcia sporu między dwoma różnymi&#13;
poglądami na kulturę ludową. Mianowicie, kulturę tę rozumiano bądź jako&#13;
dziedzinę produktywną, twórczą, swoistą (pogląd romantyczny), bądź jako&#13;
świat niesamodzielny, pasywny, lecz chłonny oraz reprodukcyjny (pogląd&#13;
częsty w dobie industrializacji w drugiej połowie XIX w.). Kolberg, obserwując dynamikę tworzenia wariantów w pieśni i kulturze ludowej, był przeciwny temu drugiemu poglądowi, reprezentowanemu m.in. przez Ryszarda&#13;
Berwińskiego. Według tego ostatniego kultura ludowa w Polsce miała być&#13;
tylko sumą wpływów zewnętrznych, obcych, w szczególności refleksem&#13;
ogólnego dziedzictwa średniowiecza. Kolberg zaś twierdził, że elementy&#13;
dawne wiążą się integralnie z całym procesem przemian w historii ludów.&#13;
Ideą przewodnią pism Kolbergowskich było przekonanie o wzajemnym&#13;
oddziaływaniu i zgodnej całości duchowych (psychicznych) i materialnych&#13;
składników kultury. „Jak najdokładniejsze” badania miały też uwzględniać „żywot moralny”, obejmujący wszystkie aspekty kultury duchowej&#13;
i społecznej badanych grup ludności. Kolberg postulował program badawczy&#13;
oparty na badaniach empirycznych i faktograficznych oraz na ujęciach&#13;
interdyscyplinarnych, w których teorie psychologiczne, antropologiczne&#13;
(dotyczące życia jednostkowego) lub przyrodnicze, a także wiedza z zakresu&#13;
historii, archeologii, mitologii, lingwistyki, statystyki, geografii i geologii pomagałaby wyjaśniać podstawowy i autonomiczny korpus danych etnografii&#13;
i etnologii. Dwie ostatnie gałęzie odnoszą się, zdaniem Kolberga, do życia&#13;
człowieka w perspektywie społecznej, przy czym etnografia ujmuje życie&#13;
i kulturę współczesną, łącznie z drobnymi szczegółami zachowania ludzi,&#13;
a etnologia próbuje rekonstruować procesy historyczne, rozwojowe.&#13;
Wojciech Domański określa naukową postawę Kolberga jako pozytywizm post-oświeceniowy. Zauważa jednak nowatorskie akcenty m.in.&#13;
1 W. Domański Oskar Kolberg i jego dzieło oraz Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres&#13;
i cel etnografii, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 63–71 i 73–96.&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
�w Kolbergowskich komentarzach socjologicznych. Dyskusje o kulturze&#13;
zinterioryzowanej w jednostkach ludzkich, o roli świadomości zbiorowej&#13;
i jej wpływie na działania jednostek, innymi słowy rozumienie świadomości zbiorowej jako faktu społecznego odmiennego niż indywidualne pojęcia i przekonania jednostki, zbliżałyby autora Ludu do teorii socjologicznej Émile’a Durkheima (1859–1917), wypracowanej w ostatniej dekadzie&#13;
XIX wieku.&#13;
Oskara Kolberga, obok idei atlasu etnograficzno-kulturoznawczego i typologii repertuaru muzycznego (w tym muzyki tanecznej), intrygowała&#13;
głębia historii zapisanej w kulturze ludu. To zainteresowanie minionymi&#13;
epokami i ich dziedzictwem było jednym z motywów skupienia się Kolberga na etnografii muzycznej, bo w niej i z niej można było odczytać&#13;
przeszłość („starożytność”) muzyki i kultury. O zagadnieniach wiążących&#13;
się z samą analizą muzyczną niewiele pisał (poza Sandomierskiem), bo&#13;
dla kogóż miał pisać? Przecież nie było w Polsce, poza „Ruchem Muzycznym”, odpowiedniego piśmiennictwa, środowiska teoretyków muzyki,&#13;
ani muzyków zawodowych zajmujących się naukowo folklorem. Rozumiał go i polemizował z nim kompetentnie tylko Józef Sikorski, którego&#13;
Doręcznik muzyczny (Warszawa 1852) Kolberg wysoko cenił. Informacjami o muzyce, pieśniach i ich właściwościach Kolberg jedynie okraszał ogólnoetnograficzne rozprawy kierowane do czytujących wówczas&#13;
ludzi, kształtującej się warstwy inteligencji polskiej, jak np. opublikowaną w 1872 r. rozprawę Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce&#13;
i na Rusi ze szczególnym zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez&#13;
Pruskiego (Zygmunta Glogera) 1. W niej np. wspomniał o zmienności&#13;
funkcji i miejsca poszczególnych pieśni weselnych jako bądź pieśni kluczowych, bądź akcesoryjnych czy przygodnych; o zwyczaju zapraszania&#13;
skrzypka z rodziny lub przynajmniej symulowania początku grania przez&#13;
pana młodego, bo skrzypek „obcy” mógł czarować; o „ogrywaniu” rózgi,&#13;
wianka. Kolberg w tej rozprawie podniósł też pojęcia i kategorie analizy&#13;
wspólne dla antropologii kulturowej (etnografii) oraz etnomuzykologii,&#13;
jak: „tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień,&#13;
odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo […], wariant, wersja, motyw&#13;
1 Przedruk: O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi ze szczególnym zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), w: tegoż&#13;
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 259–306.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
�[…]”1; działanie zaś etnografa, także tego z przygotowaniem muzycznym,&#13;
„powinno być przede wszystkim analityczne” 2. Rzecz o obchodach, fascynująca lektura dla współczesnego humanisty, także etnomuzykologa,&#13;
uwidacznia ponadto przemianę Kolberga – od gromadziciela „snopów&#13;
z pola muzyki naszej”, gdzie zachowana oryginalna melodia ludowa została uzupełniona nieskomplikowanym akompaniamentem przydatnym dla&#13;
początkujących miłośników fortepianu 3, tj. od kompozytora, a właściwie&#13;
w tym przypadku głównie autora wyboru melodii i jej harmonizacji 4, do&#13;
etnografa-kulturoznawcy-antropologa. Cenne intuicje Kolberga, inspirujące dla etnomuzykologii, znajdziemy jednak i w wydawnictwach Kolberga&#13;
przed monografiami regionalnymi. I tak we wstępie do pierwszego zeszytu&#13;
u Żupańskiego w Poznaniu w 1842 r. Kolberg pisze: „Rozpoczną dzieło&#13;
pieśni polskie, bo wśród całej Słowiańszczyzny dziś u tego plemienia&#13;
muzyka najsamoistniej się rozwinęła, widać to szczególnie w mazurach,&#13;
najoryginalniej malujących krzepki charakter ludu tego, oraz w krakowiakach odznaczonych już to niezakłóconą pogodą, już szumną wesołością, to&#13;
znów lekką tęsknotą. Inne większe pieśni, mianowicie treści historycznej&#13;
albo opisujące zdarzenia jakowe, toż pieśni obrzędowe, lubo zdają się być&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach… s. 266.&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach… s. 303.&#13;
3 Por. anons o Pieśniach ludowych do śpiewu, Warszawa 1862; przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. II (DWOK T. 67/II), s. 278: „akompaniament […], odznaczający się wyrazistością utworom p. Kolberga właściwą, jak najprzystępniej&#13;
dla miernie nawet grających ułożony, i niska cena publikację tę pożądaną uczyni wszystkim,&#13;
którzy muzykę narodową miłują”. Opracowanie dotyczy 16 pieśni z tomu z r. 1857 i świadczy&#13;
o przetrwaniu u Kolberga nurtu popularyzatorskiego do r. 1862.&#13;
4 Jak pisze Aleksander Pawlak w przedmowie do T. 67/I, nim ukazały się serie regionalnych monografii etnograficznych z bogatymi zbiorami pieśni ludowych, O. Kolberg wydał już&#13;
w latach 1842–1849 oraz w r. 1862 szereg publikacji zawierających w sumie 598 pieśni, w tym&#13;
396 z melodiami w opracowaniu na głos z towarzyszeniem fortepianu (dalszych 236 pieśni&#13;
znajdowało się w rękopisach): Pieśni ludu polskiego, Poznań1842–1845; Pieśni ludu polskiego,&#13;
„Przyjaciel Ludu” 1846, nr 1–23, 26–36, 38–52; 1847, nr 2–4, 6–35; Pieśni ludu obrzędowe.&#13;
Kogutek, gaik, okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 dod. nut. s. 1–14;&#13;
Pieśni ludu weselne, „Biblioteka Warszawska” 1847–1849 (1847, T. 2, s. 188–206 dod. nut. s.&#13;
1–4, s. 649–661 dod. nut. s. 1–6; T. 3, s. 582–595 dod. nut. s. 1–6, T. 4, s. 625–639 dod. nut. s. 1–4;&#13;
1848 T. 3, s. 615–632 dod. nut. s. 1–6; 1849 T. 1, s. 605–623; T. 4, s. 383–403); Pieśni ludu do&#13;
śpiewu Warszawa [1862] (16 pieśni). Ponadto 15 pieśni zawiera artykuł O pieśniach litewskich,&#13;
„Dzwon Literacki” 1846, T. 3, a 22 pieśni – Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846,&#13;
T. 4. Antologie te w opracowaniu A. Pawlaka opublikowano jako Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu fortepianowym, cz. I i II (DWOK T 67/I–II).&#13;
2&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
�rozlane po całej Słowiańszczyźnie, wszakże jeśli u nas pierwotne miały&#13;
gniazdo, napiętnowane są oddzielną cechą odróżniającą je od muzyki innych pokoleń”1.&#13;
Po tej syntetycznej uwadze o kształtowaniu się autonomicznego świata&#13;
muzyki i wyłanianiu się sztuki dźwięku z kultury ogólnej Kolberg zwraca się ku walorom użytkowym i inspiratorskim pieśni i muzyki ludowej,&#13;
wątkom stale obecnym w publicystyce XX w.: „Muzyk bowiem, który by&#13;
chciał poznać i korzystać z upowszechnionych u nas melodii, znajdzie tu&#13;
zbiór bogatych, surowych, rodzimych, ale czerstwych, silnych i pięknych&#13;
piosnek, a geniusz znajdzie obfity materiał do podsycania i rozwijania własnych pomysłów”2. Po tomy opracowanych melodii ludowych (DWOK&#13;
67/I i 67/II), a właściwie antologii pieśni oryginalnych wybranych do zaopatrzenia w akompaniament, warto sięgać choćby i z tego względu, że&#13;
widnieją tam często wartości metronomiczne, co daje wyobrażenie o tempie&#13;
śpiewu ludowego.&#13;
Psychologia narodów w muzyce ludowej, stale komentowana w pierwszej połowie XX w., znajduje u Kolberga prostą konstatację: „Dowiedzioną i znaną jest ta prawda, że pieśni ludu jakiegokolwiek bądź narzecza&#13;
mieszczą w sobie doskonałe odbicie zwyczajów, języka, wrażeń, pojęć,&#13;
obyczajów i uczuć, słowem całą charakterystykę tego plemienia, z łona&#13;
którego wysnuły się. Że fizjognomia ludów jednych od drugich jest różną&#13;
i coraz rozmaitszą, w miarę jak się dalej posuwamy, wypływa z natury&#13;
rzeczy; jako i to, że jedne z drugimi ogniwem sąsiedztwa i rozlicznych&#13;
stosunków będąc połączone, wzajemny na siebie wpływ wywierają i nieraz sobie w zgodzie, i dłonie i myśli podają” 3. Po trzydziestu latach, w artykule Pieśni ludu litewskiego (1879) 4, owa psychologia zorientuje się&#13;
na badania porównawcze zbliżonych wątków polsko-litewsko-ruskich,&#13;
które w kontynuacjach folklorystycznych i etnomuzykologicznych XX w.&#13;
będą owocować monografiami poszczególnych pieśni (zwłaszcza ballad)&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań 1842, przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I (DWOK T 67/I), s. 2.&#13;
2 Tamże.&#13;
3 O. Kolberg O pieśniach litewskich. Melodie do „Pieśni litewskich” zebrał i na fortepian&#13;
ułożył…, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1–2, s. 93–107, przedruk w: tegoż Pieśni i melodie&#13;
ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T 67/I), s. 350.&#13;
4 O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły… (DWOK T. 63),&#13;
s. 307–336; pierwodruk: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. III: 1879, s. 167–187.&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
�w ujęciu bądź międzyetnicznym (np. Filareta Kołessy)1, bądź międzyregionalnym (Chmiel Jana Stęszewskiego)2. Porównując różne żywioły etniczne, Kolberg zawsze wyważa cechy wspólne i specyficzne, postępując&#13;
analitycznie, w imię „czystej nauki”.&#13;
Trwałym etnomuzykologicznym motywem przewodnim w pracach&#13;
Kolberga jest przeświadczenie o zmienności pieśni ludowej, „[…] bo gdzież&#13;
jest prawo, które by rzeczy ustnej, a tak ruchliwej stanowczość sakramentalną nadać i trwałość zapewnić bez skazy było w stanie?”3. „Ja sam byłem świadkiem nieraz, jak te same pieśni po upływie 10 lat w ustach tych&#13;
samych brzmiały inaczej – nie każda, ale mniej więcej – gdy tymczasem&#13;
zabobony, gusła niezmienione się zachowały, jak jądro stare, któremu czas&#13;
nie podołał, i zapewne długo się jeszcze będąc zachowywać”4. Zarazem&#13;
częste u Kolberga sformułowanie, że coś z dawnej kultury „poszło w poniewierkę”, świadczyłoby o preferencji bardziej stabilnej (rzekomo) przeszłości. Głos w dyskusji nad wystąpieniem Piotra Chmielowskiego, iż (m.in.)&#13;
natura pieśni jest bardziej zmienna niż trwalsze warstwy kultury ustnej&#13;
w podaniach, magii itp. – brzmi ciepło i znajomo; jest tam i skromność&#13;
badacza, porzucanie pewnych siebie twierdzeń, lecz i traktowanie nauki&#13;
(humanistycznej) jako gwaranta rozwoju wiedzy o świecie i jego kulturze,&#13;
jako ścieżki postępów samopoznania, co by wskazywało, że Kolberg chętnie by widział muzykologię (porównawczą) jako science, tzn. tak, jak ją,&#13;
pod wpływem nastania epoki fonograficznej, widzieli zachodnioeuropejscy&#13;
i amerykańscy badacze etnicznych tradycji muzycznych. Kolberg unika też&#13;
absolutyzacji naukowego tu i teraz; sama wiedza zmienia się: „Czy takąż&#13;
będzie za lat 10 lub 20, przyszłość okaże”5.&#13;
U schyłku życia Kolberga pojawił się fonograf, który po raz pierwszy&#13;
został zastosowany do nagrań śpiewów Indian w USA w 1889 r. Pierwsza&#13;
wzmianka na temat tego nowego wynalazku w piśmiennictwie polskim&#13;
1 F. Kołessa Ballada o córce-ptaku w słowiańskiej poezji ludowej, „Lud Słowiański” 1938,&#13;
T. 4, z. 1.&#13;
2 J. Stęszewski Chmiel: szkic problematyki etnomuzycznej wątku, „Muzyka” R. X: 1965,&#13;
nr 1, s. 3–33.&#13;
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, s. 305.&#13;
4 O. Kolberg Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego pt.: „Jak należy traktować&#13;
utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej”, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły…&#13;
(DWOK T. 63), s. 417. Pierwodruk: „Archiwum do Dziejów Literatury i Oświaty w Polsce” 1886,&#13;
T. 5, s. 162–164.&#13;
5 O. Kolberg Głos w dyskusji…, s. 418.&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
�(„Wisła”, T. IV, s. 749) ukazała się w roku śmierci autora Ludu (1890)1.&#13;
Nie wiemy, czy wiadomość o przełomowym dla muzycznej etnografii wynalazku dotarła do Kolberga. Jak wykazują kwerendy Bohdana Łukaniuka (Lwów), pierwsze rejestracje fonograficzne na ziemiach odwiedzanych&#13;
przez Kolberga (na Wołyniu) datują się na rok 1898. Możliwość analizy&#13;
szczególnych sposobów śpiewu, a zwłaszcza gry instrumentalnej, szanse&#13;
dokładnej transkrypcji, z uwzględnieniem zdobnictwa i wariacyjności, oraz&#13;
nowe perspektywy archiwizowania spotkałyby się na pewno z wielkim zainteresowaniem Kolberga.&#13;
Umysł Kolberga, patrona etnomuzykologii, zajmowały w drugim półwieczu XIX stulecia dwa główne problemy badawcze i metodologiczne:&#13;
(1) ogólna perspektywa (antropologiczna, kontynentalna, sięgająca indoeuropejskich szlaków) połączona ze specjalistycznymi metodami badań;&#13;
(2) połączenie empirii – zbierania pieśni celem stworzenia atlasu Pierwszej&#13;
Rzeczypospolitej – z budowaniem systemu interpretacji kultury. W zasadzie jest to odwieczny problem nauk humanistycznych: jak pogodzić walor&#13;
szczegółu z zasadą ogólną.&#13;
Refleksja zdolna do dystansu wobec przedmiotu badań potrzebowała&#13;
czasu, np. okresu między „Tygodnikiem Muzycznym” Karola Kurpińskiego&#13;
(1820) a profesjonalnym periodykiem „Ruch Muzyczny” pod redakcją Józefa&#13;
Sikorskiego, którego inauguracja (1857) przypadła na ten sam rok co przełomowy tom Pieśni ludu polskiego z monodycznymi zapisami nutowymi melodii zebranych przez Kolberga we wsiach naszego kraju. Namysł XIX-wieczny&#13;
nad historią muzyki skupiał się nad wielkimi kompozytorami i ich dziełami.&#13;
Bogactwo muzyki minionych epok dopiero odkrywano w pierwszych dekadach XIX w. W krajach zachodnioeuropejskich śpiewy popularne, wiejskie&#13;
lub miejskie były traktowane w kompendiach historii muzyki co najwyżej&#13;
jako pożywka dla ambitnej twórczości kompozytorskiej (zwłaszcza opery).&#13;
Natomiast w krajach środkowo- i wschodnioeuropejskich śpiewy wiejskie,&#13;
melodie popularne w miastach stanowiły nadal żywotną, jeśli nie główną&#13;
część doświadczenia życiowego chłopów i mieszczan polskich.&#13;
Symbolicznym momentem, zauważonym przez Kolberga, było zarządzenie francuskiego Ministerstwa Oświaty z 1852 r. o spisaniu&#13;
1&#13;
&#13;
Recepcję wynalazku fonografu szczegółowo omawia Jacek P. Jackowski. Zob. tegoż Zachować dawne nagrania. Zarys historii dokumentacji fonograficznej i filmowej polskich&#13;
tradycji muzycznych i tanecznych cz. 1 (przełom XIX i XX w. – do drugiej wojny światowej),&#13;
Warszawa 2014, s. 31–44.&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
�i wydrukowaniu zasobów pamięciowych francuskiej pieśni ludowej1. Być&#13;
może także to stanowiło impuls specjalizacji badawczej Oskara Kolberga,&#13;
tym bardziej, że z kulturą niemiecką łączyła Polaków pewna ambiwalencja, czerpano z niej wiedzę teoretyczną, naukową, przejmowano wzory&#13;
optymalizacji gospodarowania, lecz lękano się dominacji, zwłaszcza po&#13;
wojnie francusko-pruskiej w 1870 r. Kolberg, choć, jak wynika z korespondencji, nie podzielał fobii pruskich np. Marcelego Szulca, to jednak&#13;
miał dla nich zrozumienie. Na styku kultury germańskiej i słowiańskiej&#13;
uznał się Kolberg za rzecznika tego drugiego żywiołu, podkreślając jednak (w polemice z Zygmuntem Glogerem) pożyteczność zapoznawania&#13;
się z niemiecką literaturą etnograficzną2. Profesjonalne wykształcenie&#13;
muzyczne pozwoliło Kolbergowi widzieć przy tym muzykę w całej złożoności środowiskowej – od wiejskich zwyczajów, obrzędów, zabaw, przez&#13;
repertuar dworów i salonów aż do teatru operowego i sali koncertowej.&#13;
Pod tym względem był kontynuatorem poglądów Karola Kurpińskiego,&#13;
będąc także realizatorem programu Hugona Kołłątaja.&#13;
Na szczególną uwagę zasługują, kształtujące problematykę etnomuzykologii, wstępy Kolberga do jego antologii i monografii, gdyż formułował je po&#13;
żmudnej pracy empirycznej. Wstępy cechuje ostrożny optymizm poznawczy&#13;
i niezwykła treściwość. We wprowadzeniach pojawiają się opinie, twierdzenia, wnioski (także estetyczne) szczególnie istotne i w określonej hierarchii.&#13;
We wstępie do antologii z roku 18573 uwidacznia się specyficzny horyzont&#13;
teoretyczno-historyczny Kolberga. „Systemat starogrecki”, chorał kościelny, korowodowe starosłowiańskie koło to podstawowe układy odniesienia&#13;
w fascynacjach śpiewem ludowym. Autor idzie na przekór ówczesnym redukcjom uproszczonego sposobu pojmowania folkloru polskiego jako oceanu przyśpiewek (zwłaszcza krakowiaków; tak w zestawieniu z folklorem&#13;
Rusinów był skłonny widzieć tradycję i praktykę polską Wacław z Oleska).&#13;
Kolberg, jak Herder wyróżniający Słowiańszczyznę, na pierwszym miejscu&#13;
stawia kulturę śpiewu samodzielnego. Wyeksponowanie w 1857 r „dum&#13;
i pieśni” ma więc motywy także estetyczne, nie tylko ideowe (dumy i pieśni jako zamiennik eposu, który nie zachował się w pamięci ludowej na&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), przypis s. 520.&#13;
Dodaje jednak Kolberg: „Nie jest nikomu tajnym, a i własne nasze uczy nas przekonanie,&#13;
że wielu Niemców istne pisało o Słowiańszczyźnie brednie […]”. O. Kolberg Rzecz o obchodach&#13;
weselnych…, s. 294.&#13;
3 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), pierwodruk: 1857, s. V–XI.&#13;
2&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
�ziemiach polskich). Kolberg interesuje się już problematyką wykonawczą&#13;
w folklorze, zwykle niedostrzeganą w dziewiętnastowiecznych antologiach.&#13;
Zauważa zmiany tempa i dynamiki w toku wykonania poszczególnych pieśni, niekiedy brak „równowagi taktowej”1. Komentuje szczególne sposoby&#13;
kończenia melodii, w tym okrzyk „na kształt innych Słowian”2. Zwraca&#13;
uwagę na typowe zachowania wykonawcy, świadczące o odczuwaniu muzyki całym ciałem. Nowatorskie jest notowanie (kursywą) nazw i określeń&#13;
lokalnych, gwarowych. Niezastąpione są uwagi o tańcach i instrumentach&#13;
– spostrzeżenia, które daleko wykraczają poza pierwsze (1820) obserwacje&#13;
Karola Kurpińskiego3. Wstęp do tomu z roku 1857 zawiera postulat, często pojawiający się wśród badaczy europejskich, aby nie traktować pieśni&#13;
ludowej wyłącznie jako tekstów słownych o przesłaniu odczytywanym&#13;
w zależności od potrzeb epoki. Pieśń to nie tylko poezja, literatura, lecz autonomiczna całość słowno-muzyczna: „[…] treść i melodia uzupełniają się,&#13;
podnoszą wzajemnie, jedną wspólną stanowiąc całość; a często melodia, ta&#13;
część mniej określona, mniej materialna, stanowi całą piękność pieśni”4.&#13;
Tak w latach trzydziestych XX w. Łucjan Kamieński będzie traktował pieśń&#13;
ludową – jako „organiczną całość logo-meliczną”5.&#13;
Innym zagadnieniem, które absorbowało Kolberga, podobnie jak wielu&#13;
innych zbieraczy w różnych krajach, były próby lokowania wiedzy muzycznej w konstelacji tworzących się wówczas nowych nauk, jak psychologia,&#13;
etnologia, socjologia. Przynależność wiedzy muzycznej do historii i filozofii&#13;
wydawała się mu oczywistością: „Śledzenie szczegółowe rozwoju melodyj,&#13;
jej przyczyn i następstw, należy do historyi i filozofii muzycznej i może mieć&#13;
miejsce dopiero po jak najdokładniejszem zebraniu melodyj nie już jednego&#13;
ludu, ale wszystkich innych ludów”6. Widzimy tu zalążki popularnej na przełomie wieków XIX i XX muzykologii porównawczej. Wnioski z badań nad&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. VIII.&#13;
Tamże, s. VII.&#13;
3 Artykuł Karola Kurpińskiego pt. O pieśniach w ogólności („Tygodnik Muzyczny” 1820,&#13;
nr 8, s. 29–30; nr 9, s. 33–34) jako pierwsze opracowanie typu etnomuzykologicznego analizuje&#13;
Jan Stęszewski. Zob. Muzyka ludowa, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, T. 2,&#13;
red. M. Biernacka, M. Frankowska, W. Paprocka, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź&#13;
1981, s. 245–267.&#13;
4 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego… (DWOK T. 1), s. V.&#13;
5 B. Muszkalska Łucjan Kamieński – etnomuzykolog, w: Ł. Kamieński O biologii pieśni,&#13;
wstęp i dobór tekstów B. Muszkalska, Poznań 2011, s. 32.&#13;
6 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego… (DWOK T. 1), s. VI.&#13;
2&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�pieśniami ludowymi rozszerzają „wiedzę i estetykę muzyczną”1. Erich Moritz&#13;
von Hornbostel w początkach wieku XX będzie widział zadanie muzykologii porównawczej również w pełniejszym oświetleniu zagadnienia piękna&#13;
w muzyce2. Pierwszy tom Kolberga z 1857 r. wystarczyłby, aby autorowi&#13;
zapewnić trwałe miejsce w historii kultury polskiej. Gdyby tom taki nie powstał, raziłaby w połowie XIX wieku na ziemiach polskich pustka w tej dziedzinie, tym bardziej dotkliwa, że właśnie wówczas w Europie zaczynała się&#13;
faza systematycznych monografii narodowych lub regionalnych, uwzględniających stronę muzyczną, tj. obejmujących transkrypcje nutowe melodii.&#13;
Nacisk na empirię, faktografię i bieżący ład dokumentacji nie był wyłącznie pochodną formatu zdolności Kolberga, lecz wynikał właśnie z jego&#13;
oceny stanu wiedzy, ze stwierdzenia poważnego niedostatku bazy źródłowej. Niedostateczność ta była spowodowana m.in. pozbawieniem ziem&#13;
polskich wyższych uczelni w okresie prac ludoznawczych Kolberga, poza&#13;
dobrowolnymi kilkoma Towarzystwami Przyjaciół Nauk i elitarnym Uniwersytetem Jagiellońskim. Kolberg dostosował się do stanu wiedzy, który&#13;
zastał. Rozumiał, że ziemie polskie, pozbawione suwerennego przywództwa politycznego, mogą pozostać upośledzone pod względem utrwalonego&#13;
dziedzictwa kulturowego. Gdyby urodził się w XX w., synteza intelektualna&#13;
przychodziłaby mu łatwiej i szybciej niż w jego stuleciu, gdy wszystko sam&#13;
musiał składać cierpliwie z elementów pozyskiwanych osobiście. W tej&#13;
perspektywie nie istniałby pozatechnologiczny postęp w nauce, a tylko&#13;
różnice w jakości rozeznania bieżących potrzeb ludzkości. Światły pragmatyzm Kolberga zadziałał także w kontekście społeczeństwa polskiego&#13;
okresu zaborów. Chronienie niezależności kultury wyłącznie w obszarze&#13;
tradycji szlacheckich (ziemiańskich) czy post-szlacheckich i kształtującej&#13;
się warstwy inteligencji polskiej nie było jego powołaniem. Bagaż kultury&#13;
intelektualnej podpowiadał mu ujęcia uniwersalizujące, uzupełnione „przekorą” protestantyzmu, usuwającego średniowieczne podległości społeczne.&#13;
Przeważała kategoria ogólnego obowiązku społecznego, odziedziczona po&#13;
ojcu, kartografie, którego działalność nota bene na swój sposób rozwijał&#13;
i dopełniał, gdyż tak jak Juliusz Kolberg pokrywał kraj siatką symboli graficznych, tak jego syn tworzył atlas kulturowy, etnograficzno-muzyczny.&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże.&#13;
Nota bene Hornbostela i Kolberga będzie łączyć też zdecydowana awersja do „mechanicznych pudeł” (katarynek, szaf grających itp.), gdyż niszczą ducha twórczego i oryginalne&#13;
systemy dźwiękowe i tonalne.&#13;
2&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
�Choć Oskar usuwał się od wszelkich rewolucji i skłaniał ku legalizmowi/lojalizmowi wobec władz zaborczych (o których całkowicie i znacząco&#13;
milczy), to przecież utrwalając obraz kultury większości ludzi żyjących na&#13;
ziemiach polskich pomógł nie mniej ocaleniu pamięci o Rzeczypospolitej&#13;
niż elity narodowe.&#13;
To, że Kolberg dokonał dzieła, którego samo opanowanie naukowo-wydawnicze zabierze zapewne czasokres życia etnografa, uprzytamnia&#13;
realność cudu, wspartego jednak względną żywotnością badanej kultury,&#13;
liczebnością życzliwych współpracowników i korespondentów terenowych&#13;
oraz gotowością tysięcy śpiewaków (częściej śpiewaczek), którzy przełamali&#13;
opory przed panem i śpiewali m.in. pieśni obrzędowe poza oryginalnym&#13;
kontekstem, a więc wbrew zwyczajom ówczesnej reguły chłopskiej; podobnie Sabała, zwierzający się ceprom, poniósł pewne środowiskowe koszty –&#13;
nie był traktowany całkiem jako „swój” przez współczesnych sobie Górali.&#13;
Ważnym czynnikiem mobilizującym warsztat Kolberga – przeduniwersyteckiego muzykologa/etnomuzykologa – było doświadczenie nie tylko&#13;
wspomnianej wyżej zmienności pieśni ludowej, ale i ogólnej zmiany kulturowej, ustępowania – pod wpływem postępu technologicznego (któremu służył Wilhelm Kolberg), industrializacji, a przede wszystkim wskutek koniecznego uwłaszczenia chłopów – tradycyjnych kształtów życia&#13;
chłopskiego. Odwieczna celebracja zwyczajów, obrzędów, zatapianie się&#13;
w śpiewie, zapamiętanie w tańcu, były jakimś „oszukiwaniem” (jak lament&#13;
panny młodej, płaczącej na weselu, aby po nim nie płakać) pańszczyznońki, naturalną kompensacją losu społeczno-gospodarczego chłopów.&#13;
Zakłopotanie z powodu upośledzonego położenia chłopów sygnalizowane&#13;
jest niekiedy w pismach Kolberga. Z kolei sprzeciw polskiego etnografa&#13;
wobec niemieckiej siły modernizacji, wobec germanizacji, wynikał stąd,&#13;
że – zdaniem Kolberga – protestantyzm, zwykle otwarty na unowocześnienia gospodarcze i podnoszący etos pracy, w przypadku gdyby nie posługiwał się językiem polskim, straciłby szanse oddziaływania na rzesze włościan polskich. Z drugiej jednak strony, spotykane czasem w terenie (także&#13;
w XX w.) połączenie izolacji, biedy i – o dziwo – nadzwyczajnego bogactwa&#13;
osobowości i ekspresji artystycznej musiało urzekać Kolberga i obligować&#13;
go do wytężonej i nieustannej pracy etnograficzno-muzycznej. Nakład pracowitości Kolberga zdaje się wprost proporcjonalny do malejącego czasu&#13;
poświęcanego przez uwłaszczonych chłopów na śpiew. Mitręga własnego&#13;
gospodarstwa pogłębiała wśród rolników rzeczowość spojrzenia na świat,&#13;
43&#13;
&#13;
�a zajęciom muzycznym wyznaczała czystą pragmatykę (wcześnie zadziałało to w Wielkopolsce; jeszcze w XX w. np. na Pałukach więcej i częściej&#13;
śpiewano w folwarkach niż we własnych gospodarstwach chłopskich). Tak&#13;
prozaiczny i konieczny objaw postępu w XIX w., jak uczęszczanie dzieci do&#13;
szkół ludowych (powszechnych), rzutował na fakt, że najmłodsze pokolenie&#13;
przestało, podczas wielogodzinnych przygrywań, śpiewów i zabaw na pastwiskach, imitować świat dorosłych. Zwiększonej mobilności i jej wpływu&#13;
na stan zachowania kultury materialnej i duchowej na wsi doświadczył&#13;
sam Kolberg, przemieszczając się po kraju już także po drogach żelaznych.&#13;
Obok wyraźnych, choć względnie jeszcze powolnych przeobrażeń społecznych, samotność Kolberga (dopiero u schyłku życia został prawdziwie&#13;
doceniony), otwartość na pocieszenie głębszą więzią społeczną (świadczy&#13;
o tym np. troska o korespondencję) wraz z energią polskiego ewangelika, niezainteresowanego żadną władzą, a tylko „czystą nauką”, formowały&#13;
osobowość Kolberga i pogląd na sztukę muzyczną. Pisarstwo muzyczne&#13;
i etnografia nie były kompensacją ograniczonych sukcesów w kompozycji,&#13;
lecz raczej odkryciem dla siebie nowej przestrzeni aktywności umysłowej.&#13;
Czułość na wspomnienia młodości i zapamiętane prądy romantyczne (może&#13;
i pierwsza wyprawa na wschód w 1836 r. po wielkomiejskich trudach&#13;
w Berlinie) współgrały u Kolberga z pozytywistycznym basso continuo, jak&#13;
lewa ręka dyrygenta oddająca ekspresję z prawą pilnującą pulsu rytmicznego. Odrzucał w muzyce zarówno nadmierną bujność uczuć, jak i efektowne&#13;
pustosłowie. Na prywatny użytek żył czasem pogodną melancholią, czy też&#13;
lekką autoironią1.&#13;
Formułując apel w „Bibliotece Warszawskiej” w lutym 1865 r.2, Kolberg&#13;
odwołał się do wiedzy społecznej o kulturze ludowej, zawierzył metodzie&#13;
ankietyzacji, popularnej w stosowanych naukach społecznych (także w socjologii muzyki). Spośród 11 zakresów tematycznych kwestionariusza –&#13;
„1. Wieś i chata […]. 2. Praca i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków […].&#13;
3. Żywność […]. 4. Ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, odświętny i codzienny&#13;
[…]. 5. Mowa, czyli narzecze prowincjonalne [...]. 6. Przysłowia, zdania, bajki,&#13;
powiastki, klechdy, legendy, podania itp. […]. 7. Zabobony, gusła (zaklęcia),&#13;
1&#13;
&#13;
„[…] przewiduję, że na początku sierpnia diabeł jakiś etnograficzny popędzi mnie do Lwowa”. Brulion listu O. Kolberga do szwagierki Karoliny z 15 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 14.&#13;
2 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, w: Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105, pierwodruk: „Biblioteka Warszawska” 1865, T. I, s. 306–308.&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
�przesądy [...]. 8. Pieśni, o ile możności z nutą, a choćby i bez niej, oddane mową&#13;
miejscową. Pieśni nabożne i dziadowskie. 9. Tańce. Opis tychże i nuta, jeśli&#13;
można. 10. Obrzędy: a) Wesela […]. b) Chrzciny […]. c) Pogrzeby […]. d) Sobótki&#13;
[…]. e) Obchód różnych świąt uroczystych i niedziel w ciągu roku. Kolędy,&#13;
szopki, zabawy mięsopustne, przebierania się itp. Wielkanoc. Gaik, kogutek,&#13;
konik itp., z pieśniami [...]. f) Dożynki […] koncepta i zabawy [...]. 11. Zwyczaje&#13;
i piosnki przy różnych zatrudnieniach […]”1 – cztery ostatnie są splecione&#13;
bezpośrednio z repertuarem i kulturą muzyczną.&#13;
Skierowanie się do czytelników, zwykle ziemian, będących w stanie&#13;
opisywać otaczającą kulturę ludową, wymusiło rozszerzenie programu badawczego. Gdyby Kolberg prosił piszącą publiczność wyłącznie o pieśni&#13;
z nutami, grono potencjalnych współpracowników jeszcze bardziej by się&#13;
uszczupliło. Równocześnie z apelem (1865) ujrzał światło dzienne tom Sandomierskie z tytułowym integralnym rozszerzeniem: Lud, jego zwyczaje,&#13;
sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni,&#13;
muzyka i tańce, które stało się słownym „logo” całego programu rodzącej&#13;
się etnologii (antropologii kulturowej) z komponentem (dla Kolberga kluczowym) etnografii muzycznej – etnomuzykologii.&#13;
Wspomniany pierwszy program muzykologii uniwersyteckiej Guido&#13;
Adlera2 pochodzi ze schyłkowych lat życia Kolberga. Adler podzielił muzykologię na historyczną i systematyczną. Głównie do tego drugiego działu&#13;
muzykologii zaliczylibyśmy prace etnograficzne Oskara Kolberga. Adler&#13;
kładzie nacisk na struktury dźwiękowe, w mniejszym zaś stopniu na specyfikę kulturową i bieżące uwarunkowania funkcjonalne. Jest to typowe&#13;
podejście w warunkach kreacji dyscypliny wiedzy. Pierwsza definicja etnomuzykologii Klymenta Kvitki3 również czyni przywilej dla klasyfikacji&#13;
samych pieśni ludowych wraz z prawidłową ich analizą czysto muzyczną&#13;
i formalną (tekstową).&#13;
Kolberg przeżył fascynację możliwościami szerokiego interpretowania&#13;
systemów tonalnych i wczesnej analizy porównawczej w Sandomierskiem,&#13;
gdy zapewne nieoczekiwanie zapoznał się z archaicznymi śpiewami obrzędowymi (weselnymi i na okrężne, tj. zakończenie żniw) o zwrotach pentatoniki półtonowej (hemitonicznej). Kolberg, wykształcony na bieżących&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 103–105.&#13;
Zob. przyp. 2 na s. 9.&#13;
3 P. Dahlig The use of the term ethnomusicology…, s. 53.&#13;
2&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
�wzorach akademickich repertuaru o tonalności dur-mollowej, o wyraziście&#13;
zarysowanych formach muzycznych, w których muzyka musi mieć swoją&#13;
miarę, tj. takt; biegły w pianistyce, ugruntowującej słyszenie w systemie&#13;
temperowanym, znalazł się nagle w konfrontacji z żywym, dynamicznym&#13;
systemem dźwiękowym wywodzącym się niewątpliwie z odległej przeszłości (badania porównawcze w XX w. datują ten rodzaj śpiewów na I tysiąclecie n.e.). Rozległe lektury z historii muzyki (m.in. prace J.J.M. Amiota 1, G.W.&#13;
Finka2) zachęciły Kolberga do analizy tego uderzająco dawnego systemu,&#13;
w którym coś „jęczało dziko-namiętnie”3.&#13;
Sandomierskie stanowi, razem z Kujawami, etnomuzykologiczne credo&#13;
Kolberga. Właśnie w okresie przejściowym, między muzyczną a muzyczno-ogólnokulturową dominantą zainteresowań, Kolberg czuje potrzebę zdefiniowania swego warsztatu pracy. W żadnym z dalszych tomów nie musiał&#13;
już formułować podobnego exposé. Autor (w Sandomierskiem) najpierw&#13;
uzasadnia przejście od antologii gatunku do monografii regionalnej, by wyróżnić szczegóły „prowincyjonalne”, które mają się składać na „ciekawszy&#13;
jeszcze obraz całego kraju” 4. Postanowił zatem w pracach swych „wydawać […] prowincyjami […] wszystkie w tych prowincyjach zebrane pieśni,&#13;
obrzędy i muzykę bez względu na rodzaj, treść i barwę”, co „utoruje łatwiejszą drogę poszukiwaniu, porównaniu, stosowaniu, badaniu, dając obok tego&#13;
możność sprawiedliwszego na nią (a przez nią w przyszłości i na całość)&#13;
poglądu i ocenku”.&#13;
Zadaniem warsztatu kulturoznawczo-muzykologicznego jest wykrywanie cech charakterystycznych bez względu na „polityczne podziały i rozgraniczenia” (co u schyłku XIX stulecia poczytano Kolbergowi za zasługę&#13;
pokonywania kordonów zaborczych), w łączności ze środowiskiem przyrodniczym, bowiem „[…] przegrodami rodów i narodów są częstokroć bory,&#13;
nieużytki, wielkie puszcze, wody i góry, a rozdział ten utrudniając związki,&#13;
jest powodem wyrabiania się miejscowych obyczajów”. Bazując na czynniku psychicznym, na nieidentyczności ludzi, oględnie traktuje kwestię&#13;
1 J.J.M. Amiot Mémoires concernant l’histoire, les sciences, les artes, les moeurs, les usages&#13;
etc. des Chinois par les Missionnaires de Pekin, T. VI, Mémoire sur la musique des Chinois,&#13;
tant anciens que modernes, Paris 1780.&#13;
2 G.W. Fink Erste Wanderung der ältesten Tonkunst, als Vorgeschichte der Musik oder als&#13;
erste Periode derselben, Essen 1831.&#13;
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s.12.&#13;
4 Tamże, s. 5; kolejne przytoczone fragmenty również pochodzą z tej przedmowy, s. 5–8.&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
�wydobywania specyfiki kulturowej, konstatując raczej stopniowe odmiany,&#13;
płynność różnic, rzadko przechodzącą w odrębność.&#13;
Celem ściśle etnomuzykologicznym jest „systematyczne i porządne, o ile&#13;
być może, przedstawienie wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości,&#13;
zwichnień nawet, więc całego nastroju i piętna muzyki naszej ludowej,&#13;
której pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównem usiłowań i śledzeń moich zadaniem”. Kolberg od razu jednak czuje&#13;
potrzebę dołączenia przykładów literatury ustnej, takich jak „przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencyje, gusła, zabobony,&#13;
gry i t.p. wychodzące już za obręb muzykalności”. Daje też wyraz typowej&#13;
dla etnomuzykologów-zbieraczy zadumie: „Ileż to tysięcy pieśni, wieleżby&#13;
opisów przybyło, gdyby czas z równą ścisłością dozwolił zbadać wszystkie&#13;
rzeczonego powiatu zakątki!”.&#13;
Przejście do wniosków analitycznych wyróżnia się wstrzemięźliwą samoświadomością Kolberga: „Na zasadzie posiadanych i przejrzanych już&#13;
materyjałów poczyniłem uwagi, mogące się w przyszłości zmodyfikować,&#13;
a może i innego nabrać kierunku w miarę nowo przybywających zapasów.&#13;
Uwagi te dotyczą składu, budowy i piętna czyli charakteru melodyi, nie&#13;
mniej jej miary i rytmu; rzucają obok tego myśli co do jej pochodzenia,&#13;
starości i rozrostu. Najwięcej podobnych myśli nastręczają nam pieśni obrzędowe, mianowicie weselne”.&#13;
Podstawowym zadaniem tej pre-etnomuzykologii jest zatem typologia&#13;
i chronologizacja (względna, tj. określenie, co starsze, co nowsze) pieśni;&#13;
tak definiować będzie zadanie etnomuzykologii („nauki o pieśni ludowej”)&#13;
Łucjan Kamieński w latach 30. XX w. Dokonanie typologii w warunkach&#13;
pełni żywotności praktyki i repertuaru, gdzie panowała, zdaniem Kolberga „pstrocizna i ruchliwość”, nie było jednak łatwe i, jak się okazało&#13;
w następnych monografiach, zbyt czasochłonne. Wstępy do następnych&#13;
serii (tomów) będą zawierały tylko ogólne uwagi o pieśniach, a ciężar&#13;
prac przeniesie się z typologii muzycznej na funkcjonalną (cykle doroczny,&#13;
rodzinny) i tekstową (pieśni powszechne).&#13;
Wstępna procedura analizy muzycznej Kolberga przypomina w zalążkach założenia metody zastosowanej w slawistycznej pracy Anny Czekanowskiej Melodie wąskiego zakresu w krajach słowiańskich1, gdzie&#13;
1 A. Czekanowska Ludowe melodie wąskiego zakresu w krajach słowiańskich. Przegląd&#13;
dokumentacji źródłowych, próba klasyfikacji metodą taksonomii wrocławskiej, Kraków 1972.&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
�z pomocą matematycznej taksonomii wrocławskiej i diagramu Jana Czekanowskiego zgrupowano melodie, już na początku zwarte stylistycznie&#13;
(tak jak wybrał Kolberg do swej roboczej „klassyfikacji” melodie weselne),&#13;
w konglomeraty blisko spokrewnione, obliczone na podstawie mierzalnej&#13;
charakterystyki według wybranych i skategoryzowanych cech. Inspirujący&#13;
jest sam tok myślenia Kolberga, wynikły z pewnego uniesienia czy zdumienia wobec witalności melodyki kształtowanej ustnie-pamięciowo:&#13;
W całej bowiem owej muzyce, podobnie jak w słowach, daje się dostrzegać parę&#13;
dawnych typów, które mimo wyginania się melodyi wedle coraz to nowszych&#13;
tekstów i dodatków (obok dawnych), niby mchem starości porosłe rdzenie a raczej korzenie (radices), od niepamiętnych czasów zachowały się i rozgałęziły na&#13;
rozległym ziemi obszarze. Typy takie dają niejako zasadę, tonalność, podobnie&#13;
jak dźwięki organu mowy dają ją dla języka. Z wątku takiego w danej prowincyi&#13;
w ten a nie inny sposób wysnuwa się, przeciąga i ucina nić melodyi, raz dłużej,&#13;
to znów krócej, to szybko i żywo, to powoli i ospale, to gładko, to chropawo, to&#13;
w jednę, to w drugą przeciwną tamtej stronę (k’sobie lub na odsib’, jak mówi&#13;
chłop), a zawsze wierne swojej zasadzie. Z takiego źródła wybiwszy się, melodyja płynie kręto lub prosto na kształt rzeki […]1.&#13;
&#13;
Kolbergowi nasuwają się zatem w opisie typologicznym melodii metafory ze świata przyrody (drzewa, sieć wodna), rzemiosła (może kądziele, przy&#13;
których utrwalał się kobiecy repertuar wokalny), a także z ruchu tanecznego; ważniejsza jest dla niego pojemność i kontur melodii niż szczegółowy&#13;
kierunek i interwały. W Sandomierskiem daje przykład roboczej typologii&#13;
pieśni weselnych:&#13;
Opisane tu kilka obchodów weselnych z bliskich sobie położeniem okolic Sandomierza, potrafią właśnie przez swą bliskość objaśnić w jaki sposób kształtowały się pieśń i muzyka w waryjanty czyli wersyje, krocząc od sioła do sioła,&#13;
lub je przeskakując, gdy znalazły gotowe już wyrażenia2&#13;
&#13;
„Jądro”, „gromada”, „rozgałęzienie”, „bliski/odmienny kształt” melodii&#13;
– to pojęcia Kolbergowskie (jakby z makro- czy mikrokosmosu) wypracowywane w toku transkrypcji, zestawiania i porównywania melodii lub ich&#13;
formuł obrzędowych:&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 9.&#13;
Tamże.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
�„[…] w każdym opisie wesela widzimy kilka (acz nie zawsze dosyć ściśle od siebie&#13;
odgraniczonych) grup, czyli gromad pokrewnych sobie melodyj. I tak: w weselu I stanowią pierwszą gromadę (jądro niejako wesela, bo dwa główne jego&#13;
momenta mające na względzie: wianek i czepek), n-ra 1, 5, 30; drugą gromadę&#13;
(w części rozgałęzienie tamtej) nr 7, 10, 12, 13, 14, 20, 21, 33, 39; trzecią gromadę&#13;
nr 3, 4, 41, 43; czwartą nr 28, 29, 32, 34, 35, oprócz wielu pojedynczych pieśni&#13;
jak np. nr 9, na dobranoc śpiewanej a wracającej w tym samym niemal kształcie&#13;
przy każdym opisie wesela (nr 53, 89), nadto nr 26 i 63. [...]. W podobny sposób&#13;
można by uklasyfikować i melodyje następnych trzech wesel”1 .&#13;
&#13;
Kolberg u progu serii monografii wydaje się promotorem myślenia&#13;
o muzyce jako o procesie (wykonawczym), a nie tylko jako o produkcie&#13;
(dziele); to zaś jest głównym postulatem antropologów kultury w XX w.&#13;
z Alanem Merriamem na czele2. Kolberg wiedząc, że wystawia się na zarzut&#13;
notowania drobnych wariantów, deklaruje asekuracyjnie w przypisie:&#13;
Wszakże skłonił mnie do tego wzgląd tak na samą ważność tych różnic, jak&#13;
na dokładność odznaczenia ich w nutach. Ważność ta polega według mnie na&#13;
przekonaniu, że tylko większa liczba, choćby drobniejszych odmian i odcieni&#13;
(które mimo to bynajmniej nie są i nie mogą być wyczerpane, gdy lud coraz to&#13;
nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub użytkowania, daje&#13;
wyobrażenie o stopniowem (czy to dodatniem czy ujemnem) kształtowaniu czyli&#13;
urabianiu się pieśni, pod względem formy rytmu i spojności z tekstem; a urabianie to ma niewątpliwie swą logikę psychologiczną, którą tylko szereg szczegółów&#13;
tłumaczy, a na którą pragnę zwrócić uwagę3.&#13;
&#13;
Wrażliwość na warianty wynika z jednej strony z ogromu doświadczeń&#13;
empirycznych i osłuchania się Kolberga ze śpiewem ludowym, z drugiej&#13;
zaś – z woli ujęcia żywiołu muzycznego, tj. świata procesualno-zmiennego,&#13;
w zapisie i w opisie.&#13;
Kolberg omawia w komentarzach muzycznych formę obrzędowych pieśni sandomierskich, zwracając szczególną uwagę na relacje między nieparzystą a parzystą, symetryczną liczbą taktów, normatywną dla okresu&#13;
muzycznego. Koncentruje się jednak głównie na tonalności śpiewów jako&#13;
na podstawie-zasadzie tożsamości kultur.&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 100–101.&#13;
A.P. Merriam The anthropology of music, Evanston 1964.&#13;
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s.70.&#13;
2&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
�Akademickie przygotowanie i repetytorium literatury historycznej studiowanej w związku z Encyklopedią powszechną Orgelbranda każą Kolbergowi spojrzeć najpierw na śpiew ludowy w świetle dziedzictwa chorału&#13;
gregoriańskiego: „Wielka zatem ilość pieśni słowiańskich opiera się na tonalności kościelnej różnych epok, to jest: że zasadą ich nuty są prawa jakim&#13;
ulegały śpiewy w czasie wszechwładztwa tych tonacyj tworzone”1. Teza ta&#13;
potwierdzana jest w XX-wiecznych badaniach obecności chorału gregoriańskiego w pieśniach ludowych (o tematyce religijnej), pracach terenowych i analitycznych prowadzonych przez etnomuzykologów Katolickiego&#13;
Uniwersytetu Lubelskiego od lat 70. XX w., a także w studiach etnomuzykologów ukraińskich w odniesieniu do korzeni wąskozakresowej archaicznej „ładkanki”, której odpowiedników można dopatrywać się w śpiewach&#13;
religijnych od przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia po Chrystusie.&#13;
Tego typu interpretacje ilustrują tezę kulturoznawczą (aktualną do XXI w.)&#13;
o przenikaniu się sacrum i profanum w kulturach słowiańskich, a nie o ich&#13;
separacji (jak w kulturze zachodnioeuropejskiej). Kolberg idzie jednak dalej:&#13;
[…] obok tonalności starokościelnych, dostrzegłem i inne, od nich niezawodnie&#13;
starsze, tu i owdzie spod warstw melodyjnych przeglądające, niby dolatujące&#13;
nas echa zamierzchłych od dawna wieków, w dziwny nieraz sposób z nowszemi&#13;
poplątane wyobrażeniami. Już samo np. wahanie się tonów h1 i b1 […] pokazuje,&#13;
że tony te nie są pierwotne ale napływowe, równie jak ton przechodni e2 (bo&#13;
akcent pada dopiero na następne d2) i ton podwyższony cis2, który częściej brzmi&#13;
jak c2; stanowczo zaś brzmiące: dolne f1, g1, a1, c2 wraz z rozpoczynającemi te&#13;
pieśni tonami d2 i f2, są wyraźnym znamieniem gammy głównej staro-chińskiej,&#13;
staro-indyjskiej i staro-szkockiej czyli celtyckiej […]2.&#13;
&#13;
Kolberg był w pełni świadomy niedoskonałości narzędzi badawczych,&#13;
ale starczyło mu odwagi, by wyjść poza teoretycznomuzyczny krąg myślenia europocentrycznego i dać wczesny przyczynek do muzykologii porównawczej, która rozwinęła się dopiero z nastaniem fonografu. Nie stosuje terminów „pentatonika”, ani „pien” na oznaczenie wypełniających pentatonikę&#13;
tonów, ale wystarczająco opisuje ją pierwotnym pochodem czy systemem&#13;
kwart a, d, g, c, f, które zbite „w bliskie tony”3 dają „gammę”/„tonacyję”&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 14.&#13;
Tamże, s. 103–104.&#13;
3 Tamże, s. 105.&#13;
2&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
�dobrze znaną jako relikt w folklorze polskim: f, g, a, c, d, występującą albo&#13;
w wersji hemitonicznej (Lubelszczyzna, Sandomierskie), albo anhemitonicznej (Kurpie); jako ewenement w Wielkopolsce nagra na fonografie i skomentuje w latach 30. XX w. melodię Chmiela o pentatonice typu celtyckiego (anhemitoniczną) Łucjan Kamieński.&#13;
Erich M. v. Hornbostel (1877–1935), współtwórca muzykologii porównawczej, podobnie koncypował pochody (koła) interwałowe, by wyjaśniać&#13;
pozaeuropejskie zjawiska skalowe (teoria kwint przedętych). W roku 1885&#13;
– tym samym, gdy Guido Adler utożsamia Musikologie z vergleichende Musikwissenschaft i definiuje ją jako porównywanie dźwiękowych wytworów,&#13;
a zwłaszcza pieśni ludowych różnych ludów, krajów i terytoriów, oraz grupowanie i porządkowanie tych wytworów według wybranych cech – Aleksander John Ellis (1814–1890) podsumowuje doświadczenia z pomiarów skal&#13;
instrumentalnych za pomocą tonometru (półton = 100 centów, 1200 centów&#13;
w oktawie), podnosząc jednak wagę osłuchania przy analizie skali. Kolberg,&#13;
dokładny rówieśnik wszechstronnego uczonego angielskiego, matematyka,&#13;
filologa i muzykologa, daje temu wyraz, omawiając zmienną intonację h/b&#13;
i c/cis i komentując ćwierćtony w melodiach pięciotonowych; jest też dociekliwy, prosi wykonawców ludowych o powtórzenia śpiewu, by upewnić&#13;
się, że zmiany intonacji h/b nie są „wybrykiem”, lecz „właściwością”. Ellis w toku analizy porównawczej skal muzycznych różnych narodów konkluduje: „scales are not natural, but very diverse, very artificial, and very&#13;
capricious”1.&#13;
Fonografia XX w. zdążyła potwierdzić rozległe występowanie pentatoniki na świecie. Pentatonice przyznano zasięg prawie globalny. Współwystępowanie pentatoniki w wielu obszarach świata szeroko dyskutowano&#13;
wśród muzykologów w XX w. i próby analityczno-porównawcze Kolberga&#13;
mogą być uznane za sensacyjnie nowatorskie. W czasach Kolberga i później&#13;
wątpliwości mogły i mogą budzić jednak proporcje między autochtonicznym a migracyjnym charakterem systemu pięciodźwiękowego. Podobnie&#13;
w archeologii dyskutuje się, czy pewne odkrycia, wynalazki mogły zaistnieć&#13;
tylko w jednym miejscu (kręgu) i stamtąd rozchodzić się do innych ośrodków cywilizacyjnych lub ich peryferii, czy też odkryć tych dokonywano&#13;
(wynalazki opracowywano) równocześnie w wielu miejscach. W przypadku&#13;
1 A.J. Ellis On the Musical Scales of Various Nations, „Journal of the Society of Arts” 1885,&#13;
nr 33, s. 485–527.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
�tzw. multanek (fletni syrinx) z Przeczyc k. Zawiercia, instrumentu dętego&#13;
wielopiszczałkowego odkopanego w latach 60. XX w. w warstwie kultury&#13;
łużyckiej z końca epoki brązu, z okresu 1000–700 lat p.n.e., okazało się, że&#13;
dziewięć kościanych cewek również daje dźwięki skali pentatonicznej, jak&#13;
stwierdził Włodzimierz Kamiński1. W przypadku pentatoniki bardziej przekonuje druga koncepcja (wielość miejsc wyłonienia się tej skali, jak grzyby po deszczu), co nie wyklucza dyfuzji systemów tonalnych, a zwłaszcza&#13;
ich ujęć teoretycznych. Porównanie nie musi oznaczać, że coś jest starsze,&#13;
coś młodsze, oryginalne, wtórne, własne i zapożyczone. Kolberg po prostu&#13;
testował możliwości interpretacji archaicznych zjawisk tonalnych pogranicza Zachodu i Wschodu w Sandomierskiem. Ta analiza była nowatorska&#13;
(i czasochłonna) w kraju, gdzie większość ludzi nie umiała czytać i pisać,&#13;
gdzie przewodnicy życia umysłowego, jak Józef Sikorski, musieli się liczyć&#13;
z analfabetyzmem (również muzycznym) i tworzyć doręczniki głównie&#13;
z „baczeniem na miejscowe potrzeby”. Gdy Kolberg komentował pięciotonowy (pentatoniczny) kościec melodii Bogurodzicy, wskazując na możliwy&#13;
chińsko-hinduski rodowód systemu tonalnego, natrafił na opór redaktora&#13;
„Ruchu Muzycznego”. Nie było może miło słyszeć uszom europejskim, gdy&#13;
kontynent stał u szczytu ekspansji gospodarczej i politycznej (kolonialnej),&#13;
że coś powstało poza Europą, że Europa jest tylko na szlaku pięciotonowego&#13;
systemu kultywowanego w kolonizowanej Azji. Jak pisze M. Tomaszewski,&#13;
polemikę z Józefem Sikorskim odnośnie do (chińskiego) pochodzenia pentatonicznego kośćca pieśni Bogurodzica2 przeniósł na pole etnografii muzycznej. Kwestia podstaw i pochodzenia dawnej tonalności Bogurodzicy nurtowała Kolberga do końca życia. W monografii Kaliskie, wydanej w 1890&#13;
r., autor wycofując się z prostolinijnych tez w Sandomierskiem, łączy jednak gamę c, d, f, g, a, c z pierwotną tonalnością kantyku oraz z macierzą&#13;
1 W. Kamiński Instrumenty muzyczne na ziemiach polskich, Kraków 1971, s. 29–32. Odnośny fragment brzmi (s. 31): „Wielokrotne próby praktyczne poprzedzone obliczeniami akustycznymi wskazują, że w omawianym instrumencie z Przeczyc szósta piszczałka stroiła o oktawę wyżej niż pierwsza. Wszystkie dalsze próby ustalenia pięciu stopni tej oktawy prowadziły&#13;
każdorazowo do pentatoniki anhemitonicznej. Zastrzegając się z góry, że dokładność oznaczeń&#13;
uwzględnia tu tolerancję w granicach ćwierćtonu, można przyjąć, że strój tego instrumentu&#13;
obejmował dźwięki: c3, d3, e3, g3, a3, c4, g4. Być może dalsze odkrycia wniosą dodatkowe informacje do badań nad ówczesnymi skalami, jednak obecnie tylko taki strój wydaje się możliwy&#13;
do przyjęcia”.&#13;
2 M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, s. XI–XII. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 13–16.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
�indoeuropejską1, co stanowiłoby muzyczną paralelę do osiągnięć w rekonstrukcji historii języków w badaniach filologii porównawczej, starszej „siostry” muzykologii. Twierdzenia o dawności pentatoniki na ziemiach polskich dotyczyły raczej śpiewów obrzędowych. Zdaniem Waleriana Batki&#13;
melodie pentatoniczne w Lubelskiem nawet wśród młodzieży odbierane&#13;
były jako naturalne w okresie międzywojennym2. Natomiast rekonstrukcje&#13;
stroju piszczałek średniowiecznych z wieków XIII–XIV, z okresu największego znaczenia aerofonów w instrumentarium Słowian zachodnich, wskazują już na skale diatoniczne o pojemności seksty 3. Stroje instrumentów&#13;
łatwiej podlegają modernizacji niż wzory śpiewu wspólnotowego.&#13;
Zjawiska tonalne śpiewu obrzędowego w Sandomierskiem Kolberg rozpatrzył zatem według ówczesnego stanu wiedzy o wspólnocie (wędrówkach) systemu tonalnego w kręgu celtyckim (staro-szkockim), staro-chińskim i hinduskim. XIX-wiecznym przywilejem Kolberga było usłyszenie&#13;
pentatoniki także w grze skrzypcowej, gdyż tradycyjna muzyka instrumentalna wyrastała wprost ze śpiewu i naśladowała melodie wokalne. Zdumiony swobodą tonacji w grze skrzypków, Kolberg widział w ich grze modulacje między dwoma szeregami półtonowej skali pentatonicznej (z jednym&#13;
tonem wspólnym). Niewiele można dodać do tych analiz, gdyż w świetle&#13;
ówczesnych pojęć analitycznych tak właśnie można było to interpretować.&#13;
Dzisiaj widzielibyśmy w XIX-wiecznych melodiach obrzędowych Sandomierskiego, ogólniej terytorium o zasięgu wschodniosłowiańskich tradycji muzycznych, nawarstwienie (jak w archeologii) trzech pokładów:&#13;
elementów skal wąskozakresowych, tj. skal chordalnych, diatonicznych,&#13;
które mimo wszystko mogły mieć odległy (luźny) związek z tetrachordami&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. IV, V, 247.&#13;
„…młodzież wiejska [na Lubelszczyźnie – P.D.] w dużym stopniu jszcze przeżywa skalę&#13;
pentatoniczną jako aktualne i normalne zjawisko w muzyce ludowych wesel i obrzędów dorocznych” – W. Batko, zdanie na marginesie recenzji („Teatr Ludowy” 1938, nr 11, s. 329–330)&#13;
antologii Łucjana Kamieńskiego Śpiewnik pomorski. Na 1 głos lub więcej. Dla przyjaciół&#13;
śpiewu ludowego i młodzieży szkolnej [70 pieśni]. Zob. P. Dahlig Tradycje muzyczne a ich&#13;
przemiany. Między kulturą ludową, popularną i elitarną Polski międzywojennej, Warszawa&#13;
1998, s. 256.&#13;
3 M. Rychły Instrumenty wykopaliskowe jako podstawa dla ustalania diachronii systemu&#13;
muzycznego, „Muzyka” R. XXXI: 1986, nr 2, s. 67–78. Rozważania autora i jego rekonstrukcje&#13;
stroju, oparte także na ergonomii gry, dotyczą dwu kościanych piszczałek: z Kowalewa (o pięciu otworach bocznych) i Międzyrzecza (o czterech otworach bocznych). W ramach seksty&#13;
możliwe są też, dzięki odmiennej artykulacji, chromatyczne zmiany poszczególnych tonów.&#13;
2&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
�starogreckimi; zwrotów lub pełnej skali pentatonicznej; następnie tonów&#13;
psalmodii i skal modalnych. Dziś mówi się też o dawnym dwucentrycznym&#13;
systemie tonalnym, tzn. dwa centra tonalne ścierają się między sobą, nadając tonalności charakter dynamiczny. Właśnie to zadziwienie autora Sandomierskiego: „[…] ile subtelności jest w modulacyjach melodyj ludowych […]”1,&#13;
a nie odgórne założenia, skłoniło Kolberga do bliższej analizy. Nie osłabia&#13;
to też często formułowanych ogólnych opinii Kolberga o przenikaniu się czy&#13;
symbiozie elementów dawnych i nowszych w kulturze duchowej (np. literaturze ustnej). Z punktu widzenia etnomuzykologii Kolberg jako pierwszy&#13;
stwierdził obecność pentatoniki w muzyce ludowej. Relikty tego systemu&#13;
będą się cieszyć szczególną uwagą wśród etnomuzykologów XX w.&#13;
Kolberg uznał później chińsko-hindusko-europejskie panoramy za&#13;
przedwczesne („wybujałe”); analizę jednak rozumiał jako dowartościowanie&#13;
tego, co zarejestrował w toku badań terenowych. Przeszkodą dla wypracowania twierdzeń pewnych były braki nutowych źródeł muzycznych oraz&#13;
niedostateczne podstawy empiryczne dla interkontynentalnych porównań.&#13;
Sumienność, którą wyróżnia się praca i warsztat naukowy Kolberga, oraz&#13;
imperatyw badań terenowych dla wypełniania atlasu etnograficzno-muzycznego I Rzeczypospolitej pozostawiły na uboczu dywagacje o globalnych&#13;
związkach kulturowych. Kolberg nie był przecież uczonym „gabinetowym”.&#13;
Być może ze studiów berlińskich przejął bakcyla myśli uniwersalistycznej&#13;
(świat jako jedna roślina), co w połączeniu z duchem romantyzmu i filozofią&#13;
pozytywizmu dało fenomen jedyny w swoim rodzaju – Oskara Kolberga.&#13;
Szerokie porównania nie były obce i muzykologom XX wieku. Łucjan&#13;
Kamieński, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, gdy w 1933 r. poznał z autopsji (nagrywał na fonografie Edisona) diafonię, tj. śpiew równoległych&#13;
kwint wśród górali pienińskich, dopuszczał związki tej prostej wielogłosowości z dziedzictwem skandynawskim i bizantyjskim2.&#13;
Sandomierskie jako prototyp, obok Kujaw, monografii regionalnej rozbudziło zainteresowanie Kolberga praktyką wykonawczą skrzypków, głównych (obok dudziarzy spotkanych w Wielkopolsce) reprezentantów ludowej&#13;
muzyki instrumentalnej. Znalazło to wyraz w opisie zachowania muzyka&#13;
w czasie gry, w komentowaniu sposobów urozmaicania, ozdabiania gry&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 12.&#13;
Ł. Kamieński Diafonia ludowa w Pieninach, w: Ł. Kamieński O biologii pieśni, wstęp&#13;
i dobór tekstów B. Muszkalska, Poznań 2011, s. 46–49.&#13;
2&#13;
&#13;
54&#13;
&#13;
�z jednoczesnym kierunkowaniem jej na wypełnienie dłuższego czasu gry1.&#13;
Dziedzictwem jeszcze starożytnym myślenia o instrumencie jako o figurze&#13;
ciała są komentarze Kolberga, iż instrument w rękach muzykanta, a właściwie wspólna dusza grajka i skrzypiec „[…] jęczy, płacze, wzdycha, drży&#13;
(tremoluje), skacze i zżyma się, posłuszna wszechwładnym poruszeniom&#13;
ramienia i ręki […]”2. Antropomorficzne traktowanie głosu instrumentu (niezależnie od „cielesnego” nazewnictwa części skrzypiec) jest bliskie opiniom&#13;
muzyków ludowych do dnia dzisiejszego.&#13;
Pojawiające się już Pieśniach ludu polskiego z 1857 r. zaciekawienie&#13;
praktyką wykonawczą, zachowywaniem się muzyków, śpiewaków w czasie&#13;
gry i śpiewu, traktowaniem ich w społecznościach, jest cennym wkładem&#13;
do wiedzy etnologicznej i pożywką dla etnomuzykologii. Z kolei lektura&#13;
Kujaw motywuje do przekrojowego studium tradycji muzycznej, tak w perspektywie repertuaru, osoby muzyka/śpiewaczki/śpiewaka, jak i społecznych funkcji i kontekstu kulturowego. Uwagi o ambiwalentnej ocenie osoby&#13;
muzyka i sposób ich formułowania przez Kolberga można zestawić z analogicznymi rozważaniami Alana Merriama sto lat później3.&#13;
Otwartość formy muzycznej tak śpiewu, jak i gry (zawieszanie na kwincie dolnej lub górnej), nastawienie praktyki muzycznej na ciąg dalszy (Kolberg to zawieszanie na dominancie rozumie dosłownie jako „odroczenie” do&#13;
czasu, gdy następny śpiewak/tancerz podejmie nutę), tworzenie atmosfery&#13;
grania, „ogrywanie” pomysłów formuł muzycznych stanowiły również,&#13;
podobnie jak dawna tonalność śpiewu, odkrycie dla Kolberga (o ile nie zachował wspomnień śpiewu swej piastunki Zuzanny Wawrzek, pochodzącej&#13;
z Sandomierskiego). Lektura komentarzy Kolberga jest stale inspirująca, np.&#13;
kwestia urozmaiconej reprodukcji lub preferencji nowości: skrzypek–rutynista „urozmaica melodyję we właściwym jej duchu”; skrzypek–wirtuoz&#13;
„lubi nowość”, a skoro droga daleka do kościoła i karczmy, może „bujać&#13;
swobodnie po instrumencie”, dodając czasem dwugłos4.&#13;
Zaobserwowanie zależności między wokalnym a instrumentalnym medium, między grą zbliżonego tematu muzycznego do tańca i do słuchania&#13;
podczas pokonywania dystansu między kościołem, zajazdem (karczmą)&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 9–10.&#13;
Tamże, s. 10.&#13;
3 A.P. Merriam Basongye Musicians and Institutionalized Social Deviance, “Yearbook of&#13;
IFMC” 1979, nr 11, s. 1–26.&#13;
4 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 101–102.&#13;
2&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
�i chatami weselnymi było rezultatem doświadczeń terenowych, uczestnictwa w weselu w Sandomierskiem, a może i przemieszczania się wozem&#13;
drabiniastym razem z muzyką. Do końca XX w. zachowało się nazywanie&#13;
owych melodii przez muzyków ludowych tych właśnie sandomierskich&#13;
okolic wędrowcami, podróżniakami (granymi przez skrzypka z basistą&#13;
w drodze na wesele lub z wesela) lub światówkami, tzn. przyśpiewkami&#13;
i ich wersjami instrumentalnymi w plenerze, „na świat”. W innych tomach,&#13;
tam gdzie może, zestawia Kolberg wokalne i analogiczne instrumentalne&#13;
melodie, aby oddać w tej „konwersacji” śpiewu i gry rdzenne właściwości&#13;
folkloru polskiego. Po tej ścieżce będą chadzać w XX w. Łucjan Kamieński&#13;
z Jadwigą i Marianem Sobieskimi oraz ich uczniami, zachęcając muzyków&#13;
instrumentalistów w trakcie nagrań dokumentalnych najpierw do zaśpiewania, a potem do odegrania melodii; bywa to nawet dziś kontestowane&#13;
przez konserwatywnych dudziarzy, bo przecież „gracze nie śpiewają” (a tylko ci, co tańczą).&#13;
Teksty Kolberga odnoszone do wrażeń i doświadczeń słuchowych wymagają właściwej im, cierpliwej interpretacji, egzegezy. Dzielą nas, w historii muzykologii, zmiany generacyjne. Każde pokolenie uwydatnia swój&#13;
wkład, filtrując, zmieniając proporcje wiedzy, redukując osiągnięcia minionych pokoleń (lub nie pamiętając o nich). Istotna zmiana polega głównie&#13;
na specjalizacji, kosztem perspektywy ogólnej, kulturowej, symbolicznej.&#13;
Kolberg próbował równoważyć szczegółową i uogólniającą perspektywę.&#13;
Sformułował np. potrzebę wyróżnienia typów melodycznych („wybitek”),&#13;
zachęcał także do samodzielnego tworzenia obrazu wesela z różnych części składowych z sąsiednich miejscowości1, co stało się normą w tworzeniu dziesiątek widowisk regionalnych wesel w XX w., na czele z Weselem&#13;
na Kurpiach ks. Władysława Skierkowskiego (1933).&#13;
Drugim regionem, w którym Kolberg sprawdził i wypełnił swój system&#13;
ekspozycji i utrwalania kultury ludowej, były (jak już wspomniano) Kujawy,&#13;
szczególnie dotknięte podziałem zaborów. Kolejność wyboru regionów można by tłumaczyć domową inicjacją muzyczną i (hipotetycznymi) pytaniami&#13;
natury naukowej: Jak się miał indywidualny repertuar piastunki Zuzanny&#13;
Wawrzek w Warszawie do jej stron macierzystych (Sandomierskie) oraz&#13;
czy dar „czucia muzyki narodowej” Chopina da się objaśnić analizą „muzykalności” w regionie, gdzie urodziła i wychowała się matka kompozytora?&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 97.&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
�Oprócz uporządkowania panoramy opisu kulturowego, w kontekście&#13;
obfitego zasobu kujawskiego repertuaru, podanego jeszcze w kaligraficznej (urzekającej) wersji, doszedł do głosu bardzo nośny wspomniany już&#13;
wątek zainteresowania Kolberga praktyką wykonawczą. Wątek ten godzić&#13;
będzie w XX-wieczną muzykologię historyczną i systematyczną, zapowiadając nachylenie „performatywne” w naukach społecznych. Kolberg&#13;
notuje obserwacje, jak ludzie tańczą (pierwsze opisy cyklów tanecznych),&#13;
jak grają po swojemu na skrzypcach, aerofonach prostych. W tym ostatnim przypadku uwidacznia się przekonanie Kolberga o głębokiej dawności pasterskiego śpiewu i muzykowania, o mocy dźwięku w komunikacji człowieka ze światem zwierząt („żywiną”). W istocie, elementarne,&#13;
pierwsze formy muzyczne (zawołanie, wyliczanie) 1, a nawet scenariusze muzyczne, ilustrowanie wydarzeń grą na aerofonach 2 będą identyfikowane w XX w. w obszarze muzykowania pasterskiego. Zauważenie&#13;
w tomach kujawskich swoistych lokalnych terminów okołomuzycznych,&#13;
stosowanych przez i wobec muzyków wiejskich, czy ogólnie słownictwa&#13;
chłopskiego w kontekście obrzędowości i praktyki społecznej, to pierwsze jaskółki XX-wiecznych studiów nad etnoteoriami w antropologii kulturowej i etnomuzykologii, dyktowane zwiększonym uznaniem dla wewnętrznych, lokalnych pól wartości (emic) 3, może nawet zapowiedź tych&#13;
motywacji, które towarzyszą odrodzeniu muzyki wiejskiej (skrzypcowej)&#13;
wśród grup młodzieżowych XXI w. Jak wszędzie, tak i tutaj Kolberg rozsypuje ziarna zainteresowań, które zakiełkują i rozwiną się w następnych&#13;
stuleciach.&#13;
1 L. Bielawski Rytmika polskich pieśni ludowych, Kraków 1970, s. 40–42; I. Nazina On early forms of traditional instrumental music among the people of Belarus, w: Traditional Musical Cultures in Central-Eastern Europe. Ecclesiastical and Folk Transmission, red. P. Dahlig,&#13;
przeł. J. Comber, Warsaw 2009, s. 13–26; P. Dahlig Muzyka Adwentu. Mazowiecko-podlaska&#13;
tradycja gry na ligawce, Warszawa 2003, s. 143–162.&#13;
2 I. Maciews’kyj Muzyczni instrumenty huculiw, Winnyca 2012, s. 221–222 (zagubienie&#13;
kozy przez pasterkę huculską, poszukiwanie, radość ze znalezienia, ilustrowane w melodii instrumentalnej na aerofonie – flujerce, org. флyєpкa). Cykliczno-programowe muzykowanie na&#13;
sopiłce utrwalił Kolberg na Pokuciu w grze Tymka Czupruna, zob. Pokucie cz. III (DWOK&#13;
T. 31), s. 9 i 70, nr 723, i w tomie suplementowym: Pokucie. Suplement do tomu 29–31 (DWOK&#13;
T. 81), s. 55–56, nr 64.&#13;
3 J. Stęszewski Rzeczy, świadomość i nazwy w badaniach etnomuzykologicznych (na&#13;
przykładzie polskiego folkloru), w: J. Stęszewski Rzeczy, świadomość, nazwy. O muzyce&#13;
i muzykologii, red. P. Podlipniak, M. Walter-Mazur, Poznań 2009, s. 253–278. P. Dahlig Ludowa&#13;
praktyka muzyczna w komentarzach i opiniach wykonawców w Polsce, Warszawa 1993.&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
�W Kolbergowskich „obrzędach przejścia”, od układania dźwięków do&#13;
struktury opisu kultury, uzewnętrzniają się zatem nowe pomysły na pojęciowe i werbalne ogarnięcie żywiołu praktyki muzycznej. Każda następna seria będzie charakteryzowała się bądź zróżnicowanymi proporcjami&#13;
repertuaru (choćby znacząca reprezentacja pieśni dziadowskich w Krakowskiem), bądź niepowtarzalnymi szczegółami interpretacji, i oczywiście&#13;
niepowtarzalną faktografią oraz swoistym repertuarem, lecz przekrój zagadnień i sposób widzenia kultury muzycznej zastanej na wsi przez autora&#13;
Ludu… wypracowane zostały „na gorąco” w pierwszych tomach (seriach)&#13;
monografii. Do rozważania pozostają, w kontekście każdego poszczególnego&#13;
tomu (wydanego za życia autora), w jakim stopniu Kolbergowska charakterystyka muzycznych nurtów regionalnych, jako obiektywna wartość pracy&#13;
etnomuzykologa, wynikła z dostępności piśmiennictwa, z autopsji etnografa&#13;
oraz stanu teorii wiedzy (wraz z jej stereotypami) w XIX w.&#13;
W swym obiektywizmie Kolberg dawał zawsze priorytet repertuarowi&#13;
i charakteryzowaniu muzyki, kraju, ludu, zwyczajów i obrzędów; jego atlas&#13;
etnograficzno-muzyczny był, jak wspomniano, sublimacją kartografii ojca.&#13;
O priorytecie repertuaru muzycznego świadczy ciągła numeracja repertuaru&#13;
(np. nr 1–571 w wydanym w 1889 r. Łęczyckiem, DWOK T. 22). Problemem&#13;
dla Kolberga było modelowanie przebiegu wesela z szeregu lokalnych realizacji, wydobycie cech obrzędowych jako iskry wyobraźni muzycznej ludu; dla&#13;
outsidera owe cechy obrzędowe stanowiły klucz do uściślenia dziedzictwa&#13;
pod względem terytorialno-regionalnym. W redagowaniu i modelowaniu,&#13;
których aksjomatem dla Kolberga była poprawność, chodziło o demonstrowanie dialogowego przebiegu wesela (role chóru kobiet, druhen, mężczyzn,&#13;
śpiewu drużbów, starostów) oraz o uwydatnienie współdziałania śpiewów&#13;
z partiami czysto instrumentalnymi (skrzypka). Kolberg był prekursorem&#13;
etnografii wykonania muzycznego. Problemem dla autora Ludu było też&#13;
rozgraniczanie funkcjonalne repertuaru wokalnego: pieśni weselnych i powszechnych. Dbał o zachowanie proporcji repertuaru; proporcje liczbowe&#13;
repertuaru: dorocznego, weselnego, pieśni powszechnych i tańców miały się&#13;
w 22. tomie Łęczyckie tak jak 1:3:7:7. Dążył do reprezentatywności repertuaru. W Łęczyckiem dał przypisy do Mazowsza, umieścił w tymże tomie&#13;
sporo repertuaru kujawskiego, ze względu na stwierdzone pokrewieństwo.&#13;
Zauważył i zapisał przeplatanie się w chodzonych trój- i dwumiaru. Prostotę&#13;
&#13;
&#13;
podziału metrum (tempo na  lub  ) uzupełnił dbałością o nazewnictwo&#13;
tańców (Mazur szlachecki, żydowski, kujawski). Do rejestracji melodycznej&#13;
58&#13;
&#13;
�tańców i ich nazw czerpał zapewne siły z czasów młodości, gdy młodzież&#13;
w pierwszych dekadach XIX w., jak sam wspomina, zawzięcie tańczyła.&#13;
W omawianym tomie łęczyckim (1889) zauważamy upodobanie do folkloru pasterskiego (melizmatyczne owczarki, wolarki, podobne obserwacje na&#13;
Kujawach) i dziadowskiego. Gromadzi materiały o diable Borucie, przytacza&#13;
trzy strony przekleństw. Każdy tom ma swój niepowtarzalny urok.&#13;
Etnomuzykologia XX w. budowała kompetencje badaczy na zaaranżowanych sesjach nagraniowych. Kolberg, zwykle z pomocą dworu ziemiańskiego, również specjalnie przygotowywał swe sesje muzyczne (choć nie&#13;
tak komfortowo jak Béla Bartók, który ustawiał kolejkę włościan do tuby&#13;
fonografu) i był często świadkiem spontanicznych akcji muzycznych; miał&#13;
do dyspozycji tylko swą czujność słuchową, refleks i wyposażenie w bardzo&#13;
zwięzłą (wobec praktyki ludowej) bazę znaków i pojęć. Z pewnością miał&#13;
też wianuszek ciekawskich, bo zbieranie pieśni było jeszcze do lat 50. XX w.&#13;
wydarzeniem społecznym.&#13;
Uwagi Kolberga do redakcji swych transkrypcji trzeba zatem rozumieć&#13;
w kontekście intensywnego przekazu ludowego, żywej ekspresji bliskiej&#13;
transowi, gdzie rzeczywiście wiele elementów mogło być nieprzewidywalnych nawet dla samego wykonawcy. Bywało, że rozmówca śpiewał, jak pisze&#13;
Kolberg, byle do składu1. To określenie powszechnie występowało i sto lat&#13;
później wśród śpiewaczek/śpiewaków ludowych w późnych dekadach XX w.&#13;
Epoka fonograficzna uczuliła badaczy folkloru na ostateczność wizerunku&#13;
muzycznego i skłaniała do maksymalnej dokładności zapisu nutowego, np.&#13;
w transkrypcjach na podstawie fonogramów Ł. Kamieńskiego2; to podobna tendencja do dążenia do precyzji redaktorów odczytujących pierwszy&#13;
Urtext, tj. autograf dzieła kompozytorskiego. Kolberg nie miał żadnej rękojmi wierności, polegał tylko na swym znakomitym słuchu, zdolności ustawicznej mobilizacji, doświadczeniu „stenografii” muzycznej. Przygotowania&#13;
do druku wiązały się ze żmudną autoredakcją: „Rzeczą [bacznego znawcy]&#13;
jest: pracą ducha wyrównać i wygładzić co było szorstkie, co zakłócone&#13;
oczyścić, co sprzeczne pogodzić, co urwane związać”. Zarazem trzeba to&#13;
czynić „ostrożnie i umiejętnie”3. Co prawda „balastu przyrostków oj, hej,&#13;
da, dana” nie traktowalibyśmy dzisiaj jako balastu, lecz jako integralną&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 98.&#13;
Ł. Kamieński Pieśni ludu pomorskiego, Toruń 1936.&#13;
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 99–100.&#13;
2&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
�cząstkę wykonania, gdyż jest to muzyczna realizacja funkcji języka naturalnego (m.in. nastawienie na kontakt i jego podtrzymanie), lecz są to znacznie&#13;
późniejsze obserwacje językoznawców, folklorystów i etnomuzykologów,&#13;
którzy by przy takiej obfitości repertuaru i tradycji muzycznej, jaką miał&#13;
przed sobą Kolberg, zapewne „potracili głowy”.&#13;
Ciekawe światło na trud redakcyjny Oskara Kolberga rzuca jego tekst&#13;
z 1864 r. Jest to niepublikowana w XX w. recenzja zbioru pieśni ewangelickich w języku polskim1. Dbałość Kolberga o ład w repertuarze ewangelików polskich, podobna tej, którą w XX w. wykazywał Jan Tacina,&#13;
zwróciła już uwagę Arlety Nawrockiej-Wysockiej2. Recenzja zbioru, choć&#13;
dotyczy melodii pieśni religijnych, ukazuje redakcyjno-muzyczne preferencje Oskara Kolberga. Mianowicie dążył on do ujęcia w notacji muzycznej&#13;
śpiewów ludowych (w tym religijnych) tak, by były one dobrze czytelne&#13;
dla kompetentnych muzycznie odbiorców w XIX w. Czytelność obejmowała&#13;
np. zapis w określonym takcie, w którym ewentualne wydłużenia powinny&#13;
być wskazane fermatą, ale najlepiej ujęte konkretnymi wartościami rytmicznymi. Kolbergowi zależało nie tylko na tym, by melodia była podana&#13;
w uporządkowanym metrum, przygotowana redakcyjnie, lecz by wersja&#13;
zredagowana nie roniła cech istotnych. Ta racjonalizacja, zwłaszcza przebiegu rytmicznego, i zabieg metryzacji służyły też celom porównawczym&#13;
w sytuacji, gdy autor Ludu… operował tysiącami wytworzonych przez siebie zapisów. Zapisy te musiały pełnić rolę podstawowego źródła, urtekstu,&#13;
w odróżnieniu od zbiorów badaczy począwszy od lat trzydziestych XX w.,&#13;
gdy pierwotnym źródłem stał się fonogram. Część tej unikatowej recenzji&#13;
warto zacytować, także ze względu na szczególną skłonność Kolberga do&#13;
poszukiwania korzeni zjawisk muzycznych i na klauzulę recenzji, ukazującą&#13;
dyskretną osobę autora w całej prawdzie:&#13;
Objęte niniejszym zeszycikiem melodie dobierane są już to z kancjonałów niemieckich dawnych i nowych, już z polskich, już (i to najwięcej) z ust ludu,&#13;
a w tym ostatnim razie są one niezbyt szczęśliwemi odmianami (wariantami)&#13;
1 O. Kolberg Zbiór II melodyj choralnych ułożony przez ks. Dra W. Altmanna, pastora odolanowskiego. Erfurt i Lipsk 1856. Nakładem G. W. Körnera, Wrocław u Schefflera&#13;
(dawniej Cranz’a), Odolanów u wydawcy. Drukował T. Hofmann w Ostrowie, „Zwiastun&#13;
Ewangeliczny” 1864, nr 8, s. 125–127. Tekst udostępniła mi Agata Skrukwa.&#13;
2 A. Nawrocka-Wysocka Nurt ewangelicki w dokumentacji Oskara Kolberga, „Polski&#13;
Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 81–95.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
�niektórych znanych pieśni starodawnych, wspólnych tak protestantom jak i katolikom, jak np. pieśni: „Jezu Chryste Panie miły” (nr 14), „Kiedy król Herod&#13;
królował” (nr 15), psalmy, mianowicie psalm 91: „Kto się w opiekę poda” (nr 17),&#13;
pieśń: „Nuż wszyscy z serca wiernego” (nr 29, która jest wariantem Hejnału&#13;
roratnego adwentowego w pieśniach ks. Mioduszewskiego1 nr 1 w Krakowie&#13;
wydanych, zamieszczonego) itd. Pieśni te wydawca usiłował widocznie oddać&#13;
nutami tak jak je lud śpiewa, więc niewolniczo prawie trzymał się jego dykcyi&#13;
i nie oznaczył nigdzie taktu ani tempa w jakiem się poruszać mają, zastępując&#13;
często fermatą  przydłuższe, lecz nieokreślone głosu zatrzymanie, większemi&#13;
a stanowczemi naznaczyć się mającego nutami. Niepewność ta, a raczej niedokładność w określeniu, dozwala śpiewakowi skracać lub przedłużać tony&#13;
takie wedle swego widzimisię. Przypuściwszy, że lud tamtejszy śpiewa czysto&#13;
i dobrze, że robi nacisk (akcentuację) właściwy, że zachowuje iloczas języka jak&#13;
należy (o której to ostatniej okoliczności wszakże wątpić się godzi, znając pieśni&#13;
ludowe polskie, co też i niniejszy zbiorek stwierdza), to zawsze śpiewa on tylko&#13;
instynktowo, a rzeczą jest człowieka muzykalnego, choćby elementarnie tylko&#13;
w tej sztuce wykształconego, gdy notuje melodią ze słuchu oddać ją wiernie&#13;
i muzykalnie zarazem, a nie roniąc nic z jej swobody w rozwijaniu się, a nawet&#13;
i z iloczasu, nadać jej przecież porządek i pewną symetrię w układzie2. Czujemy bowiem bardzo dobrze, że melodie pozornie bezładne, niedające się niby&#13;
ująć w regularne takty, tak samo jak w poezji wiersze niejednostajnej miary&#13;
nie mogą się jednak obejść bez rytmu i pewnego nacisku (akcentu) właściwą&#13;
uwydatnionego deklamacją; a te, mimo bardzo wybujałej nieraz śpiewaków&#13;
tych swobody w polocie, nadają im pozór jak największej szykowności. I tak np.&#13;
psalm „Błogosław duszo moja” (nr 3), napisany, równie jak wszystkie inne, bez&#13;
oznaczenia taktu, można było rozdzielić na takty cztero-ćwierciowe lub na trzyćwierciowe, lub też mieszane; niektóre zaś z nut ćwierciowych (fermatami na&#13;
wierzchu odznaczonych) przedłużyć o drugie tyle (to jest zrobić z nich półnuty)&#13;
lub też ligaturami połączyć.&#13;
W taki lub podobny sposób dałoby się wszystkie niemal w tym zbiorku&#13;
zamieszczone melodie ułożyć, traktując rzecz tę umiejętnie, t.j. bez naruszenia&#13;
ich właściwości. Baczyć by przede wszystkiem należało na długość nut, nad&#13;
któremi fermata są położone, przedłużać niekiedy nawet i te nad którymi nie&#13;
ma fermatów, uwzględniać i poprawiać czas trwania niektórych półnut, a same&#13;
1&#13;
&#13;
M.M. Mioduszewski Śpiewnik kościelny, Kraków 1838, s. 9–10.&#13;
Tu Kolberg dołączył przypis: „Że w ten sposób pisano i wydawano, i wydają jeszcze&#13;
mnóstwo śpiewników, że niektóre śpiewy jak np. lamentacje, mogłyby a nawet winny czasami&#13;
pozostać bez oznaczenia taktu – nie uwalnia bynajmniej wydawcy od zarzutu jaki wyżej wyłuszczamy”.&#13;
2&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
�melodie porównywać z odmianami czyli wariantami używanymi po innych częściach naszego kraju. Prawda, że praca to arcy-mozolna, lecz nie bez pożytku&#13;
dla śpiewającej gminy.&#13;
Do najdawniejszych z tych pieśni (z których wiele idzie w tonacjach tak zwanych kościelnych) należą niewątpliwie Lamentacje III i IV (nr. 22 i 23, „Rozważajmy wszyscy” i „Posłuchajcie lamentu”), których tonalność sięga może przedchrześcijańskich czasów, a przynajmniej współczesną być może słynnej pieśni&#13;
św. Wojciecha Bogarodzicy. Pierwiastkowo musiały one brzmieć surowiej niż&#13;
dzisiaj, prawdopodobnie brakowało im tonów charakterystycznych (tonami&#13;
charakterystycznemi zowią się: wielka tercja i wielka septyma każdej gamy).&#13;
Mimo usterek, jakie wyżej co do braku znaków taktowych wykazaliśmy, zalecając potrzebę ich uregulowania, którym to usterkom zresztą dobry śpiewaka&#13;
instynkt łatwo zaradzić i takowe sprostować sobie może, przyznać musimy, że&#13;
melodie te, w tym nawet kształcie w jakim są podane, znakomity posiadają jeszcze&#13;
w sobie zasób siły, powagi i piękności, aby się same przez się gminie polecić mogły; są bowiem utworem starych błogich czasów, kiedy to wiara silnie jeszcze do&#13;
serc przemawiając, budziła natchnienie ku chwale Bożej i tworzyła, jednym je namaszczając duchem, zarówno wielkie dzieła sztuki, jak i skromne pieśni pobożne.&#13;
&#13;
W dokumentacji badań terenowych Kolberg nie zapisywał danych&#13;
o wykonawcach. Kwestia braku imion i nazwisk śpiewaków i muzyków&#13;
u Kolberga może być wyjaśniona następująco: Pytanie „jak się nazywasz?”&#13;
było podstawowym zachowaniem ówczesnego żandarma we wszystkich&#13;
zaborach; wiązało się ponadto z urzędami, podatkami i poborem do wojska. Samo spisywanie pieśni, śpiewanie na żądanie mogło wydawać się&#13;
podejrzane dla chłopów. Outsider nie powinien wchodzić w personalia rozmówcy. Ponadto trzeba pamiętać, że urzędowe nadawanie nazwisk mieszczanom i chłopom realizowane bywało na początku XIX w. dopiero przez&#13;
administracje zaborcze. Ludzie czasem nie wiedzieli dokładnie, jak się nazywają i w którym roku się urodzili. Kolberg mógł nie chcieć darmo się trudzić. Pieśń ludowa była tym, czym dziś public domain, kwestia autorstwa&#13;
była wtórna, funkcjonowało prawo wykonawcze, nie autorskie. Ówczesna&#13;
obfitość tradycji ustno-pamięciowej przesłaniała wagę tego, kto konkretnie&#13;
śpiewał lub grał. Kolberg traktował wykonawcę ludowego jako medium.&#13;
Zdecydowana większość ówczesnych jego „informatorów”, śpiewaków&#13;
i muzyków była wówczas niepiśmienna. Personalia obowiązywały tylko&#13;
w paszporcie, w przyjściu, ślubie i zejściu z tego świata (księgi parafialne).&#13;
Nawet rozpoznanie własnego wizerunku okazywało się kłopotliwe (lustro&#13;
62&#13;
&#13;
�w chacie było rzadkością, odbicie oblicza dawało lustro wody). Dopiero&#13;
późny zwyczaj zawieszania zdjęć ślubnych uprzytamniał fizjonomie. W lokalnym środowisku każdy miewał swoje imię lub przydomek. Osoba w środowisku dookolnym zyskiwała konkretność. W sferze publicznej zaś autorstwo dzieła, personalia wykonawcy zaczynały się wyłaniać historycznie&#13;
wraz ze świadomym słuchaniem muzyki, począwszy od koncertów publicznych, a szczególnego znaczenia nabrały w epoce radia, gdy chodziło też&#13;
o to, by mieli o czym mówić spikerzy. Wydaje się, że gdy słuchamy jakiejś&#13;
muzyki, najpierw uświadamiamy sobie, że znamy ją, potem – że znamy&#13;
kompozytora, potem zaś ewentualnie wykonawcę. Chociaż Kolberg był jak&#13;
najdalej od wyniosłości wobec ludności chłopskiej, myślał raczej typami&#13;
ludowymi niż jednostkami ludzkimi. Nie ukrywał naturalistycznych, surowych czy grubiańskich stron życia ludu; z kolei jednak brał w obronę chłopów, gdy spotykał się z ich pogardliwym traktowaniem. Kolberg spisywał&#13;
ze słuchu melodie z życia, rysował kulturę, oddawał prawo, nie dopuszczał&#13;
zaś uzurpacji jednostek, typowej dla dzisiejszego świata rzeczywistych lub&#13;
imaginacyjnych artystów. Czynność zapisywania pieśni tu i teraz miała też&#13;
szczególny sens; to była materialna konkretyzacja rzeczy ogólnej, duchowej,&#13;
sama czynność zapisu to jakby chwytanie osobowości. Już sama pieśń jest&#13;
osobą, tak jak performance wybitnej śpiewaczki/muzyka jest szczerą ekspozycją całej, pełnej osobowości. To Kolbergowi wystarczało.&#13;
Okres wzmożonej refleksji antropologicznej, kulturoznawczej i kontekstowo-muzycznej miał miejsce w drugiej połowie XX wieku, i to zwłaszcza&#13;
w kręgu anglosaskim. Kolberg sprawy z dziedziny socjologii muzyki uznawał za oczywistość; wielu wybitnych etnomuzykologów ukraińskich do dziś&#13;
koncentruje się, podobnie jak Kolberg, głównie na typologii muzycznej i rekonstrukcji procesów historycznych, traktując społeczne funkcje folkloru&#13;
jako powszechnie zrozumiałe. Kolberg, który położył podwaliny dla slawistyki muzycznej, był jednak także wyczulony na związek muzyki z życiem&#13;
indywidualnym (geneza ekspresji w pieśniach powszechnych) i społecznym&#13;
(śpiewy cyklów rodzinnego i dorocznego). Traktował muzykę jako synonim życia. Zapewne też z tego powodu przeszedł od monografii gatunku&#13;
pieśni do regionalnych monografii tradycyjnej kultury muzycznej; ewolucję&#13;
tę wyczuwamy w recenzji pieśni weselnych Glogera, gdzie Kolberg dzieli&#13;
się doświadczeniem zarówno wielości zastosowań funkcjonalnych danej&#13;
pieśni, jak i wypełniania danego epizodu obrzędu przez różne, wymienne&#13;
epickie i liryczne utwory. Jest to zjawisko tzw. liryzacji obrzędu weselnego,&#13;
63&#13;
&#13;
�komentowane przez współczesnych etnomuzykologów białoruskich1, gdy&#13;
w miejsce lub obok wspólnotowych śpiewów rytualnych pojawiają się liryczne personalno-indywidualne wątki pieśniowe.&#13;
O ile dla muzykologii historycznej XIX-wieczna summa Kolbergowska,&#13;
zawarta zwłaszcza w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, jest ważnym&#13;
odsyłaczem do stanu wiedzy o muzyce i świadomości historycznej XIX w.,&#13;
to dla etnomuzykologii (muzykologii systematycznej) wiedza źródłowa zawarta w dziełach Kolberga stanowi fundament i inspirację stale aktualną.&#13;
Wszystkie studia nad tradycjami regionów czy okolic kraju muszą zaczynać&#13;
się od Kolberga, także na zasadzie stwierdzenia, iż Kolberg o tym nie pisał&#13;
lub go tam nie było. Ważny problem: rozbieżność między źródłami folkloru „z pierwszej ręki”, prosto „z ust ludu” a stylizacją, aranżacją folkloru&#13;
w opracowaniach dla ruchu amatorskiego lub w twórczości artystycznej,&#13;
ten rozdźwięk uwydatniony w XX w., był Kolbergowi już dobrze znany.&#13;
Wydaje się, że w sposób nam współczesny opowiedziałby się za suwerennością i komplementarnością obu nurtów folklorystycznych i wysłuchałby dzisiejszego zaawansowanego folkowego performance’u z takim&#13;
samym przejęciem jak czterogłosowych opracowań pieśni w wykonaniu&#13;
włościańskiego chóru z Bieżanowa na swym jubileuszu 75-lecia urodzin&#13;
i 50-lecia pracy naukowej w 1889 roku.&#13;
Rezonans Kolberga w polskiej etnomuzykologii XX w. –&#13;
wybrane aspekty&#13;
„Życie po życiu” Kolberga, jego rezonans w XX-wiecznej etnomuzykologii, dotyczy takich zagadnień jak: 1 – syntetyczna charakterystyka muzyki&#13;
ludowej na ziemiach polskich (w pierwszym projekcie –„charakterystyka&#13;
muzyki słowiańskiej”); 2 – monografie poszczególnych ballad i pieśni „wędrujących”; 3 – choreologia; 4 – instrumenty i praktyka instrumentalna;&#13;
5 – specyficzne sposoby śpiewu i gry; 6 – przemiany kulturowe, w szczególności kultury muzycznej.&#13;
1. Zagadnienie sprawdzalnej charakterystyki jako pierwsze przyciągnęło uwagę badaczy. Helena Rogalska-Windakiewicz (1868–1956) oparła&#13;
1 T. Varfolomeyeva The song systems of Belarusian rituals of the family cycle, w: Traditional Musical Cultures in Central-Eastern Europe. Ecclesiastical and Folk Transmission,&#13;
red. P. Dahlig, przeł. John Comber, Warsaw 2009, s. 49–66.&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
�się na źródłach Kolbergowskich, gdy podjęła studia nad rytmiką, wierszem, zwrotką, formą i tonalnością polskiej muzyki i pieśni ludowej, a także badania nad inspiracjami ludowymi Fryderyka Chopina 1. Podobnie&#13;
jeszcze przed I wojną światową zaczął spożytkowywać zapisy muzyczne&#13;
Kolberga Adolf Chybiński (1880–1952). Dokonał on w 1907 r. przeglądu&#13;
metod klasyfikacji pieśni i muzyki ludowej wypracowanych w XIX w.&#13;
oraz zweryfikował je w świetle zbiorów Kolbergowskich 2. Bronisława&#13;
Wójcik-Keuprulian (1890–1938), autorka pierwszych syntetycznych artykułów o polskiej muzyce ludowej, ilustrowała swe analizy i wnioski&#13;
przykładami ze zbiorów Kolberga 3. Wydaje się, że w zakresie rozpoznawania kultury regionalnej Oskar Kolberg oddziaływał nie tylko poprzez&#13;
to, czego dokonał, lecz także przez niewyczerpujące opracowanie przez&#13;
niego niektórych działów bądź regionów. I tak, począwszy od okresu&#13;
międzywojennego, bliższemu opracowaniu zaczęły podlegać te zbiory regionalne, które nie były obficie reprezentowane u Kolberga, mianowicie&#13;
Śląsk4, Kaszuby5, Podhale6 i Kurpie7 (dwa pierwsze regiony były ponadto&#13;
kluczowe dla II RP).&#13;
1 H. Rogalska-Windakiewicz Rytmika ludowej muzyki polskiej, „Wisła” T. XI: 1897,&#13;
s. 716–737. Tejże Chromatyka muzyki polskiej ludowej, „Wiadomości Artystyczne” R. V: 1900,&#13;
nr 2/3–6/7. Tejże Studya nad wierszem i zwrotką poezyi polskiej ludowej, Kraków 1913. Tejże Wzory ludowej muzyki polskiej w mazurkach Fryd[eryka] Chopina, Kraków 1926. Tejże&#13;
Ze studiów nad formą muzyczną pieśni ludowych: Okres kolisty, w: Księga pamiątkowa ku&#13;
czci prof. Dr. A. Chybińskiego, Kraków 1930, s. 115–123. Tejże Pentatonika w muzyce polskiej&#13;
ludowej, „Kwartalnik Muzyczny” 1933, z. 17–18, s. 1–26. Tejże Zagadnienie chronologii pieśni&#13;
ludowych polskich, „Ziemia” R. XXIV: 1934, nr 12, s. 298–301. Tejże Ślady teorii gam greckich&#13;
w muzyce i pieśni ludowej, „Sprawozdania z Czynności i Posiedzeń PAU” T. XLIV: 1939, nr 5,&#13;
s. 194–195. Tejże Dysonans w muzyce polskiej, „Ruch Muzyczny” 1946, nr 22–23, s. 13–16.&#13;
2 A. Chybiński O metodach zbierania i porządkowania melodii ludowych, „Lud” 1907,&#13;
T. XIII, s. 171–201. Wznowienie w: A. Chybiński O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac&#13;
etnograficznych pod red. L. Bielawskiego, Kraków 1961, s. 23–57.&#13;
3 B. Wójcik-Keuprulian Muzyka ludowa, w: Wiedza o Polsce, T. 5, cz. 3, Warszawa 1932,&#13;
s. 437–446. Tejże Polska muzyka ludowa, „Lud Słowiański” 1932/34, T. III, s. B3–B33, dod.&#13;
nutowy s. 3–5.&#13;
4 Pieśni ludowe z polskiego Śląska, T. 1, wydał J.S. Bystroń, Kraków 1927–1934; T. 2, wydał J. Ligęza, S. Stoiński, Kraków 1938.&#13;
5 Ł. Kamieński Pieśni ludu pomorskiego…&#13;
6 S. Mierczyński Muzyka Podhala, Lwów 1930; II wyd. Kraków 1949; III wyd. Kraków&#13;
1973. Tegoż Pieśni Podhala, Warszawa 1935.&#13;
7 Ks. W. Skierkowski Puszcza kurpiowska w pieśni, cz. 1–2, Płock 1928–1934. Reedycja:&#13;
Puszcza kurpiowska w pieśni. Dzieła zebrane red. H. Gadomski, cz. 1–3 Ostrołęka 1997–2003.&#13;
&#13;
65&#13;
&#13;
�2. Łucjan Kamieński, profesor muzykologii na Uniwersytecie Poznańskim, rozpoczął m.in. prace nad poszczególnymi wątkami pieśniowymi.&#13;
Z jego inicjatywy przestudiowano i analizowano w formie prac magisterskich, na podstawie materiałów Kolbergowskich i w pewnym stopniu kontynuując metodę porównawczą zastosowaną przez Kolberga w antologii&#13;
z 1857 r., monografie pieśni balladowych: Konrada Pałubickiego Na Podolu&#13;
biały kamień (1937) i Witolda Kandulskiego Pojechał pan z chartami na&#13;
pole (1939); jako odpowiednik lwowskich studiów nad tańcami powstała w Poznaniu praca magisterska Bożeny Czyżykowskiej o melodiach wiwatów wielkopolskich (1938). Sam Kamieński dał pogląd na muzykologię&#13;
porównawczą w mikroskali w monografii jednej z pieśni na Kaszubach1.&#13;
Warto dodać, że w środowisku poznańskim spojrzano również metodycznie&#13;
na dorobek Oskara Kolberga. Refleksji w tej dziedzinie, w nieopublikowanym referacie „O trzech seriach Ludu Oskara Kolberga”, podjęła się Maria&#13;
Pleuss-Turczynowicz na I Wszechpolskim Zjeździe Muzykologów w Poznaniu w październiku roku 1938.&#13;
3. Główny obszar badań Adolfa Chybińskiego – muzyka staropolska –&#13;
skierował uwagę profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie na&#13;
tańce ludowe2. Z inspiracji kierownika Zakładu Muzykologii (powstałego&#13;
w 1912 r.) przygotowano studia o oberku – Wilhelmina Bagarówna (1932),&#13;
polonezie – Jan Józef Dunicz (1932), krakowiaku – Tadeusz Głodziński&#13;
(1933); wszystkie z dopiskiem w tytule „na postawie zbiorów Oskara Kolberga”. Ciągłość zainteresowań tańcem w dziełach Kolberga potwierdzają&#13;
w drugiej połowie XX w. prace Marii Drabeckiej3 i Grażyny Dąbrowskiej4.&#13;
Znaczenie Kolberga dla choreologii przedstawił ostatnio Tomasz Nowak5.&#13;
W kontekście wpływu Kolberga na etnochoreologię trzeba przypomnieć&#13;
zorganizowanie przy Muzeum Etnograficznym w Toruniu przez Roderyka Langego w roku 1956 młodzieżowo-studenckiego zespołu im. Oskara&#13;
Kolberga, który zaczął odtwarzać w wersji oryginalnej, na podstawie kinetogramów, tradycyjne, wolne od stylizacji tańce wiejskie, m.in. tchnące&#13;
1 Ł. Kamieński Monografja pieśni zmówinowej z Kaszub południowych, „Polski Rocznik&#13;
Muzykologiczny” 1935, T. 1, s. 107–131.&#13;
2 A. Chybiński O polskich tańcach ludowych, w: tegoż O polskiej muzyce…., s. 186–242.&#13;
3 M. Drabecka Polskie tańce ludowe w dziełach Oskara Kolberga, Warszawa 1963.&#13;
4 G. Dąbrowska Taniec w polskiej tradycji. Leksykon, Warszawa 2006.&#13;
5 T. Nowak Znaczenie zbiorów Oskara Kolberga dla współczesnych badań choreologicznych, „Polski Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 145–157.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
�elegancją kujawiaki. Była to pierwsza zapowiedź promocji folkloru w postaci możliwie wiernej, która swą muzyczną ostoję znalazła na Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym w r. 1967 (wiejskie tańce&#13;
tradycyjne zyskały dopiero w 1985 r. doroczną enklawę ochronną w postaci&#13;
Ogólnopolskiego Konkursu Tradycyjnego Tańca Ludowego w Rzeszowie).&#13;
4. Nie można wykluczyć, że nikłość materiałów o instrumentach muzycznych była jedną z przyczyn podjęcia studiów nad instrumentami Podhala&#13;
i Huculszczyzny1, Wielkopolski2, Żywieckiego3, Kurpiów4. W poszczególnych tomach Kolberga informacje o instrumentach są sporadyczne, jednak&#13;
uwzględniwszy całość jego dorobku otrzymamy blisko 1500 wzmianek, które pozwalają sporządzić słownik instrumentów, określić lokalizację i zasięgi&#13;
geograficzne instrumentów oraz składów kapel, omówić role instrumentów&#13;
muzycznych w pieśni i w ustnej literaturze ludowej, wyjaśniać role muzyka-instrumentalisty w społecznościach wiejskich, przedstawić zjawisko&#13;
hałasu obrzędowego z pomocą narzędzi dźwiękowych; wszystko to stanowi&#13;
XIX-wieczną podstawę dla studium samych instrumentów, kapel i funkcji&#13;
społecznej muzyki5.&#13;
Transkrypcje muzyki instrumentalnej są wyrazem kunsztu stenografii&#13;
muzycznej Kolberga. Marian Sobieski obecność zdobnictwa traktował jako&#13;
wartość wyróżniającą zapisy Kolberga na tle zbiorów europejskich. Brak&#13;
zapisów gry kapel (poza, jak stwierdzają redaktorzy DWOK, pojedynczymi&#13;
przykładami, mającymi się znaleźć w suplementach do tomów Kolberga)&#13;
łatwo jest wytłumaczyć elementarnością akompaniamentu (burdon lub&#13;
ostinato rytmiczne), oszczędnością w druku pięciolinii, a także trudnością&#13;
słuchowego rozszyfrowania np. współgry dudów i skrzypiec, którą można&#13;
odczytać dopiero na podstawie nagrania dwumikrofonowego.&#13;
1&#13;
&#13;
A. Chybiński Instrumenty muzyczne ludu polskiego na Podhalu, Kraków 1924. Reedycja: tenże O polskiej muzyce…, s. 245–420. Cenne opisy instrumentów Huculszczyzny – cymbałów, trombity, sopiłki i in. wraz z transkrypcjami solowej i zespołowej muzyki instrumentalnej&#13;
pozostawił Stanisław Mierczyński, zob. S. Mierczyński Muzyka Huculszczyzny, przygotował&#13;
do druku z rękopisu, skomentował i wstępem opatrzył J. Stęszewski, Kraków 1965.&#13;
2 J. Pietruszyńska [-Sobieska] Dudy wielkopolskie, Poznań 1936. Przedruk: J. i M. Sobiescy&#13;
Polska muzyka ludowa i jej problemy, red. L. Bielawski, Kraków 1973, s. 75–136.&#13;
3 S.M. Stoiński Dudy żywieckie, „Gronie” 1938, nr 1, s. 25–34, nr 2, s. 58–66, nr 3, s. 144–153.&#13;
Wznowienie: S. Stoiński Pieśni żywieckie, red. W. Poźniak, Kraków 1964.&#13;
4 A. Chętnik Instrumenty muzyczne na Kurpiach i Mazurach, red. S. Olędzki, Olsztyn 1983.&#13;
5 P. Dahlig Instrumentarium muzyczne w dziełach etnograficznych Oskara Kolberga,&#13;
„Muzyka” R.XXXIII: 1988, nr 3 (130), s. 71–98.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
�5. Kwestia praktyki wykonawczej i specyficznych sposobów (manier)&#13;
śpiewu i gry, choć nie znajduje się na pierwszym planie w monografiach&#13;
regionalnych, bywa jednak podnoszona. Kolberg nigdy nie poddaje się rutynie, każdy tom, do ostatniego wydanego za życia, zawiera jakieś szczególne&#13;
akcenty opisu, szczegóły muzyczne, kulturowe, które świadczą o chłonności&#13;
i otwartości Autora Ludu, o twórczych dyspozycjach, utrzymanych także&#13;
w ostatniej dekadzie życia, bez reszty poświęconej przygotowywaniu do&#13;
edycji tomów regionalnych.&#13;
Wprawdzie sporadycznie, ale zwraca Kolberg uwagę na związek&#13;
osobowości i nastroju wykonawcy z realizacją muzyczną 1. Niekiedy&#13;
uwzględnia też zewnętrzne zachowania wykonawcy w czasie śpiewu&#13;
lub gry 2, wykrzyki 3, cechy głosowe śpiewaków 4, zróżnicowanie tempa,&#13;
głośności, akcentów w odniesieniu do tempa rubato 5. Zwraca uwagę&#13;
na chromatyzmy w melodiach 6, które świadczą o związkach niektórych&#13;
polskich melodii ludowych z muzyką Słowian południowych, a nawet&#13;
Bliskiego Wschodu. Omawiając praktykę instrumentalną, Kolberg zauważa różnice między wokalnym a instrumentalnym wykonaniem melodii, twórcze cechy gry skrzypków 7. Podaje również nazwy i komentarze wykonawcze pochodzące bezpośrednio od śpiewaków i muzyków&#13;
ludowych, w tym także oceny estetyczne 8. Napotykamy wreszcie uwagi&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VI.&#13;
O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII, IX; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4),&#13;
s. 200, 202; tegoż Kaliskie (DWOK T. 23), s. 137; tegoż Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 107;&#13;
tegoż Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 207; tegoż Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 70; tegoż&#13;
Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 213.&#13;
3 O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4),&#13;
s. 201; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 73, 194, 202; tegoż W. Ks. Poznańskie&#13;
cz. V (DWOK T. 13), s. X.&#13;
4 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII; tegoż Sandomierskie (DWOK T. 2),&#13;
s. 100; tegoż Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 216; tegoż Litwa (DWOK T. 53), s. 61, 63.&#13;
5 O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII, X; tegoż Sandomierskie (DWOK&#13;
T. 2), s. 10–12; tegoż Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 10; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 208;&#13;
tegoż Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. IV–VI; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12),&#13;
s. V, VI.&#13;
6 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 12, 102–107.&#13;
7 Tamże, s. 9, 10, 101, 102; O Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 9; tegoż Kujawy cz. II&#13;
(DWOK T. 4), s. 208, 209; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VI; tegoż Kaliskie&#13;
(DWOK T. 23), s. 138.&#13;
8 O Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX; tegoż Sandomierskie (DWOK T. 2),&#13;
s. 9, 99; tegoż Kujawy cz. I(DWOK T. 3), s. 9; tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199, 207,&#13;
2&#13;
&#13;
68&#13;
&#13;
�o ludowych klasyfikacjach repertuaru (pieśni długie, krótkie) 1, a nawet&#13;
o wyobrażeniach formy muzycznej 2. Ważną cechą uwag i komentarzy&#13;
wykonawczych Kolberga jest fakt, iż są one przeważnie zlokalizowane&#13;
geograficznie, niekiedy też czasowo, co umożliwia także bliższe zbadanie&#13;
zmienności manier śpiewu i gry przy porównywaniu z dokumentacją&#13;
dwudziestowieczną. Oczywiście te krótkie komentarze o praktyce wykonawczej giną na tle kolosalnego zbioru samych pieśni i melodii instrumentalnych, niemniej jednak zebrane w całość nabierają wielkiej wagi&#13;
– każdy komentarz Kolberga jest bowiem skrótem, obrazem wielkiego&#13;
doświadczenia terenowego.&#13;
6. Przemiany kulturowe. Zbiory muzyczne w monografiach regionalnych&#13;
Oskara Kolberga pozwalają dzisiaj na namysł nad przemianami kulturowymi – społeczno-środowiskowymi oraz muzyczno-repertuarowymi – w stosunku do źródeł z XX i już XXI w. Konstatacje przeobrażeń w warunkach&#13;
ogólnego rozwoju technologiczno-cywilizacyjnego XX/XXI w. musiałyby&#13;
koncentrować się na olbrzymich ubytkach w różnorodności i żywotności&#13;
lokalnych tradycji muzycznych wskutek przezwyciężania izolacji, na homogenizacji i utracie cech archaicznych, jak je czasem nazywa Kolberg&#13;
– „dzikich”, wreszcie na zasadniczych przesunięciach funkcjonalnych – od&#13;
zadań dośrodkowych, wzmacniających wspólnotę, do odśrodkowych, reprezentacyjno-rekreacyjnych. Ubytki oryginalności kompensują liczne próby ożywiania i uprawiania, zwykle zespołowego i z pomocą instytucjonalną,&#13;
a przede wszystkim nieograniczone upowszechnianie, które jednak nosi&#13;
brzemię stereotypów.&#13;
W XXI w. wzrasta znaczenie Kolberga również dla kulturoznawstwa.&#13;
Analityczne, pozytywistyczne nastawienie epoki wobec kultury, typowe dla&#13;
czasów Kolberga, przełożyło się na imponującą obfitość szczegółów z wielu&#13;
dziedzin życia (ujętych w kolekcji nazw w tytule Ludu). Wyobraźnia dzisiejszego czytelnika ożywia i składa z elementów, mozaikowych cząstek spójne&#13;
obrazy żywych niegdyś kultur, niesłychanie zróżnicowanych przestrzennie i środowiskowo-społecznie. Podobnie z zapisami muzycznymi – są to&#13;
klucze do wejścia w potoczysty świat śpiewu i gry, pełen witalności lub&#13;
209–211; tegoż W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 233; tegoż Radomskie cz. I (DWOK&#13;
T. 20), s. 140; tegoż Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 133; tegoż Tarnowskie-Rzeszowskie&#13;
(DWOK T. 48), s. 272.&#13;
1 O Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 24.&#13;
2 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 167.&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
�rzewności; specyficzny sposób ujęcia świata w sprawdzone formy poezji&#13;
i śpiewu, dobrze rozpoznawalne skróty i znaki ekspresji ludzkiej. Osłuchanie się z fonograficznym, XX-wiecznym obrazem tych praktyk muzycznych,&#13;
których badaniu poświęcił się Oskar Kolberg, ułatwia rozpoznanie sedna&#13;
jego zapisów nutowych, które nie są ani „szkicami akustycznej rzeczywistości”, ani obiektywną melografią, lecz sumienną próbą zinterpretowania&#13;
powszechnie lub lokalnie znanego repertuaru według reguł zawodowego&#13;
wykształcenia muzycznego XIX w.&#13;
Refleksja nad znaczeniem dorobku Kolberga ożywiła się w Polsce na początku lat 60. XX w. w kontekście decyzji ówczesnej Rady Państwa o opublikowaniu prac etnografa w ramach obchodów 1000-lecia Państwa Polskiego.&#13;
Znaczenie zbiorów muzycznych Kolberga podsumował Marian Sobieski&#13;
w dwóch artykułach1, w których przedstawił ewolucję od kompozytorskich do naukowych dążeń Autora Ludu oraz omówił wartość materiału&#13;
muzycznego zawartego w monografiach. W dekadach międzywojennych,&#13;
w czasie rozwoju techniki nagrań, postulowano stworzenie raczej obrazu&#13;
dźwiękowego, fonograficznego muzyki regionów Polski; w przededniu reedycji Sobieski podniósł zaś rangę historyczną dzieła Kolberga. Po upływie&#13;
60 lat opinie M. Sobieskiego zachowują aktualność. Współtwórca (z Jadwigą Sobieską) powojennych zbiorów fonograficznych folkloru muzycznego&#13;
w Polsce uznaje zapisy Oskara Kolberga za pełnowartościowe dokumenty polskiej kultury muzycznej. Jak Chybińskiemu zależało na wzmożeniu&#13;
krytyczności wobec zapisów nutowych Kolberga (utrwalanych przecież ze&#13;
słuchu w trakcie śpiewu lub gry!), by podnieść znaczenie akcji fonograficznej2, tak Marianowi Sobieskiemu, już po przeprowadzeniu Akcji Zbierania&#13;
Folkloru Muzycznego (1950–1954), nadrzędna wydała się sprawa uprzystępnienia dorobku etnografa. Dopiero zresztą późniejsze analizy tek Kolbergowskich, związane z przygotowaniami kolejnych tomów Dzieł wszystkich&#13;
Oskara Kolberga, mogły wykazać w porównaniu do wersji ostatecznych&#13;
żmudne retusze zapisów terenowych dokonane przez Autora Ludu oraz&#13;
1 M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni&#13;
ludu polskiego (DWOK T 1), s. XLII–LVI. Przedruk: J. i M. Sobiescy Polska muzyka ludowa…,&#13;
s. 498–511. M. Sobieski Wartość zbiorów Oskara Kolberga dla polskiej kultury muzycznej,&#13;
„Muzyka” R. VI: 1961, nr 1, s. 105–113. Przedruk: J. i M. Sobiescy Polska muzyka ludowa…, s.&#13;
512–520.&#13;
2 A. Chybiński Dalszy ciąg pracy, czy praca od nowa? (w sprawie polskiej muzyki ludowej), „Muzyka Polska” 1937, nr 3, s. 99–107.&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
�istotnie kłopotliwe dla każdego próby ujęcia w takty śpiewów o cechach&#13;
wschodniosłowiańskich1.&#13;
Zapisy nutowe Kolberga, owe stenogramy muzyczne, należy – przy honorowaniu nienaruszalności źródła pisanego (drukowanego) – traktować,&#13;
zwłaszcza w ruchu odnowy pieśni/muzyki ludowej, również jako „przepis”&#13;
na śpiew, na grę w duchu tradycyjnie ludowym (powszechnym), nie tylko&#13;
jako Urtext, tekst pierwotny przeznaczony jedynie do wiernej reprodukcji. Zapis nutowy Kolberga nie mógł być, jak wspomniano, biologicznym&#13;
sejsmografem, „melodiomierzem” jak u Łucjana Kamieńskiego (por. tegoż&#13;
Pieśni ludu…), gdzie każda transkrypcja, zrealizowana już na podstawie&#13;
dokumentu fonograficznego, stara się uwiecznić wykonanie unikatowe, mogące być za każdym następnym razem nieco inne. Kolberg notuje wiernie,&#13;
na ile to możliwe z realizacji tu i teraz, w słuchowym transkrybowaniu&#13;
„w biegu”. Z uwagi na ustawiczną zmienność szczegółów w wykonaniu&#13;
melodii poszczególnych zwrotek pieśni, zmienność typową dla performance’u w kulturze tradycyjnej, zapis końcowy do druku bywa, na co wskazał&#13;
już A. Chybiński, standaryzowany (zwłaszcza pod względem metrorytmicznym). To samo, może w większym jeszcze stopniu, dotyczy gry instrumentalistów ludowych, u których (do dziś, zwłaszcza na Mazowszu) zmienność&#13;
powtórzeń sprawia wrażenie odruchu naturalnego. Kolberg dokłada starań,&#13;
by warianty nanosić na jeden system pięcioliniowy, wykazuje nadludzką&#13;
cierpliwość, by redagować, a równocześnie zachowywać możliwie pierwotny kształt.&#13;
Próba zmierzenia się Kolberga z nieskończoną różnorodnością, którą&#13;
zawsze zapewnia żywe słowo, zwłaszcza śpiewane, wydaje się zdumiewającym sukcesem. Gdyby nie praca Kolberga, nie wiedzielibyśmy prawie nic o tym, jak pieśń ludowa na ziemiach polskich przedstawiała się&#13;
w swych właściwościach muzycznych i konkrecie środowiskowo-regionalnym w XIX w. Nic nie zastąpi też uważnej lektury tomów Kolbergowskich,&#13;
a każdy z nich dostarcza niespodzianek świadczących o spostrzegawczości, giętkości opisu i wrażliwości muzycznej autora. Z szeregu możliwości&#13;
utrwalenia żywej muzyki tradycyjny zapis nutowy jest dziś raczej w odwrocie, przynajmniej w praktyce dydaktycznej. Przez zapis nutowy kształci się&#13;
jednak sam transkrybent, który musi wnikać w formę, strukturę śpiewu&#13;
1 Zwraca na to uwagę między innymi Bogusław Linette w przedmowie do Rusi Czerwonej&#13;
(DWOK T. 56), s. LX, LXI.&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
�oraz gry i wyróżniać elementy ważne wobec mniej ważnych. Zapis nutowy,&#13;
o ile nie zabija inwencji, jest znakomitym wtajemniczeniem dla nowicjuszy i miłośników. Znając zapis można kompetentnie porównywać muzykę.&#13;
Gdy uczestnicy odnowy śpiewu i muzyki tradycyjnej (wiejskiej) zaznaczają niekiedy, że nie znają i nie używają nut, nie należy się cieszyć z takiej&#13;
retrospektywy, raczej sukcesem byłoby, gdyby p o m i m o znajomości nut&#13;
przekazywali melodie tak, jakby były muzyką żywą, kształtowaną pamięciowo, wtedy dopiero można by powiedzieć, że „umieją coś śpiewająco”.&#13;
Ponadto odnowa (revival) jest zawsze odmianą, nigdy klonem, pojawiają&#13;
się chociażby n o w e generacje śpiewaków/ muzyków/ tancerzy. Samo zagwarantowanie dzięki rewolucji cyfrowej dostępności źródeł muzyki ludowej bez kształtowania środowiska, wychowywania słuchaczy i praktyków&#13;
może okazać się maksymalnym upowszechnieniem skierowanym w pustkę.&#13;
Należy jednak mieć nadzieję, że przemiany technologiczno-cywilizacyjne&#13;
nie pójdą tak daleko, aby te emocje i wzruszenia, które towarzyszyły Kolbergowi i następnym pokoleniom etnomuzykologów, uległy całkowitemu&#13;
zatarciu.&#13;
Ku końcowi trzeba podkreślić, że istniała chronologiczna zbieżność tak&#13;
publikacji, jak i szeregu poglądów w licznych krajach europejskich w drugiej połowie XIX w.1, a w tę perspektywę wpisuje się imponująco działalność Oskara Kolberga. Trzeba też nadal uwydatniać faktyczną wyjątkowość&#13;
postaci Kolberga w dziedzinie europejskiej i światowej etnografii, etnologii,&#13;
etnomuzykologii i muzycznie zorientowanej antropologii kulturowej. Wyjątkowość ta polega na ogromie przestrzeni badań i dokonań oraz metodologicznej nowoczesności łączenia muzyki z całokształtem kultury. Dzieło&#13;
Kolberga to jeden z największych sukcesów nauki i kultury polskiej doby&#13;
zaborów.&#13;
Podsumowując, powtórzmy, że wszystkie wątki badawcze w pismach&#13;
muzycznych i monografiach Oskara Kolberga są, częściowo zagospodarowanymi już przez autora Ludu, zalążkami pól i zainteresowań muzykologii&#13;
i etnomuzykologii w XX stuleciu. Owe pola to: historia muzyki powszechnej&#13;
i historia muzyki polskiej, współczesne życie muzyczne, kulturoznawstwo&#13;
muzyczne (traktowanie muzyki jako dobra wspólnego dla wszystkich&#13;
1 P. Dahlig Dzieło Oskara Kolberga a badania folklorystyczne w Europie, w: Muzyka&#13;
wobec tradycji. Idee–dzieło–recepcja. Księga pamiątkowa Profesor Ireny Poniatowskiej, red.&#13;
S. Paczkowski, Warszawa 2004, s. 101–111.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
�środowisk społecznych) i oczywiście etnomuzykologia, która w pierwszej&#13;
definicji miała za zadanie klasyfikować pieśni ludowe (etno-muzykologia),&#13;
a następnie ukazywać ich miejsce (funkcje) i znaczenie w życiu społecznym (etnografia muzyczna). „Zapominanie” przez kolejne pokolenia osiągnięć poprzedników (także z braku czasu na wyczerpujące ich poznawanie)&#13;
i wykorzystywanie szansy studiów specjalistycznych w XX w. nie zmienia&#13;
faktu, że na wielu szlakach drogę już przetarł Oskar Kolberg, choćby przez&#13;
przyznanie pierwszeństwa analizie, tj. studium wewnętrznego porządku zawartego w dobrach (niematerialnych) kultury. To, co z Kolberga najbardziej&#13;
„przebija się” przez stulecia, to całościowe spojrzenie na muzykę jako dobro&#13;
powszechne, stałe uwzględnianie korzeni etnicznych muzyki profesjonalnej oraz ofiarowanie nam etnograficznego obrazu–wehikułu czasu, jakby&#13;
żywego filmu z historii życia naszych przodków. Niezależnie od współczesnej i zmieniającej się interpretacji dorobku najbardziej zasłużonego w skali&#13;
całego kontynentu etnografa XIX w. odnawia nas zawsze prosta lektura&#13;
tomów Kolberga i nic nie osłabi stałego wrażenia podziwu dla jego pracy&#13;
i osiągnięć, ani też sensu zadumy nad przeszłością.&#13;
&#13;
��Danuta Pawlakowa&#13;
&#13;
Dokumentacja folkloru muzycznego&#13;
w pracach Oskara Kolberga1&#13;
&#13;
Kształtowanie się poglądów Kolberga na folklor muzyczny i zasady jego edycji, s. 75 – Metody badań terenowych oraz zapisywania i opracowywania&#13;
redakcyjnego melodii wokalnych i instrumentalnych, s. 97 – Informacje&#13;
o tańcach, instrumentach i wykonawcach, s. 123 – Oceny Kolbergowskiej&#13;
dokumentacji muzyki ludowej, s. 132&#13;
&#13;
Kształtowanie się poglądów Kolberga na folklor muzyczny&#13;
i zasady jego edycji&#13;
Rozpoczęte we wczesnych latach młodzieńczych kształcenie muzyczne&#13;
przygotowało Oskara Kolberga do profesji muzyka – pianisty i kompozytora. Umiejętności i wiedzę z tego zakresu zdobywał najpierw w Warszawie u Tomasza Głogowskiego i nieznanego bliżej Vettera, później u Józefa&#13;
Elsnera i Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, następnie w Berlinie u Karla&#13;
Friedricha Girschnera i Carla Friedricha Rungenhagena. Panujące wówczas,&#13;
charakterystyczne dla okresu romantyzmu zafascynowanie kulturą ludową&#13;
wzbudziło i w nim zainteresowanie tą dziedziną, a szczególnie muzyką.&#13;
W Szkicu autobiografii, napisanym pod koniec życia, tak przedstawił przyczyny swojej działalności na tym polu, szeroko zakrojonej w późniejszych&#13;
latach:&#13;
Dopiero ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około r. 1834&#13;
i później, zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego&#13;
zachęta do poszukiwania melodyj (których w jego dziele jest bardzo mało), jak&#13;
i zachęta Dobrzyńskiego, a wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek,&#13;
skrzypeczek i katarynek za miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły&#13;
mnie do poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary do1 Autorka zmarła w 2016 roku przed ostatecznym przygotowaniem tekstu do druku. W pozostawionym przez Nią opracowaniu wprowadzono niezbędne uzupełnienia i korekty.&#13;
&#13;
75&#13;
&#13;
�konany r. 1839 w Wilanowie, dał mi już spory zasób nader ciekawych motywów&#13;
i pchnął do dalszych poszukiwań na tym polu1.&#13;
&#13;
Poszukiwania te zostały szybko zauważone w środowisku literacko-naukowym Warszawy. Już w 1841 roku Antoni J. Szabrański, ówczesny&#13;
redaktor „Biblioteki Warszawskiej”, omawiając najnowsze zbiory pieśni ludowych, zapowiadał:&#13;
U nas w Warszawie p. Oskar Kolberg, artysta muzyczny, zajmuje się zebraniem&#13;
pieśni ludu, a bardziej samych melodyi, któremi pragnie oznaczyć i wykazać&#13;
charakter muzyki słowiańskiej2.&#13;
&#13;
Użycie terminu „słowiańska” mogło być wybiegiem wobec ówczesnej&#13;
cenzury, która wtedy często zakazywała użycia w druku przymiotnika „polska”, zwłaszcza w tytułach, jednak faktem jest, że od samego początku Kolberg interesował się również muzyką krajów sąsiednich, co znajdzie później&#13;
odzwierciedlenie w gromadzonych przez niego materiałach. Od samego&#13;
też początku jego zainteresowanie folklorem wiązało się z próbami analizowania i porównywania melodii ludowych, polskich i innych narodów&#13;
słowiańskich, a co za tym idzie – służyło badaniom naukowym.&#13;
Już pierwsze penetracje terenowe, kontakty z twórczością pieśniową&#13;
ludu pozwoliły też Kolbergowi zauważyć więź tekstu i melodii w pieśniach.&#13;
W 1841 r. Kolberg pisał:&#13;
Pieśni ludu […] są wszystkie śpiewami, w których tak słowa, jak i nuta z jednego&#13;
źródła razem wytryskują i tak ściśle są ze sobą spojone, że jedno bez drugiego&#13;
ostać się nie może3.&#13;
&#13;
Tymczasem na półkach księgarskich stały już zbiory pieśni ludowych,&#13;
które ukazały się drukiem w latach 1833–1842. Były one w zasadzie antologiami tekstów pieśni, w niewielkim tylko stopniu posiadającymi zapisy&#13;
nutowe, lub nie mającymi ich w ogóle. Jako druki zwarte ukazały się Pieśni&#13;
polskie i ruskie ludu galicyjskiego Wacława z Oleska z 160 melodiami&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w BN PAU i PAN w Krakowie, sygn. 2184, k. 68.&#13;
A.J.S. [A.J. Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 1,&#13;
s. 163.&#13;
3 O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502; przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 583–584.&#13;
2&#13;
&#13;
76&#13;
&#13;
�opracowanymi przez Karola Lipińskiego i wydanymi oddzielnie pt. Muzyka&#13;
do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” […] Wacława z Oleska1,&#13;
Pieśni ludu Białochrobatów […] Kazimierza Władysława Wójcickiego&#13;
z 30 melodiami w opracowaniu Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego2, Pieśni&#13;
ludu polskiego w Galicji Żegoty Paulego3, niezawierające zapisów nutowych, Pieśni ludu krakowskiego Józefa Konopki z 16 zapisami nutowymi4&#13;
oraz Piosnki ludu wielkopolskiego Józefa Jana Lipińskiego z 20 zapisami&#13;
nutowymi przekazanymi przez bliżej nieznaną „szanowną Polkę, która&#13;
mniej obeznanemu z muzyką […] raczyła takoweż na fortepian ułożyć”5.&#13;
Wszystkie melodie załączone do tych zbiorów prezentowane były na głos&#13;
z towarzyszeniem fortepianu.&#13;
U zarania swoich prac zbierackich i edytorskich Kolberg uznał za konieczne uzupełnienie o muzykę wydanych już drukiem tekstów pieśni. We&#13;
wstępie do pierwszej publikacji zapisanych przez siebie melodii pisał:&#13;
Sądzę, że dogodzę potrzebie czasu i współziomków, gdy tyle ważną, a może&#13;
ważniejszą jeszcze pieśni tych część, to jest muzykę, dołączę do istniejących już&#13;
zbiorów6.&#13;
&#13;
Jego Pieśni ludu polskiego drukowane były w Poznaniu w latach&#13;
1842–1845 (125 pieśni w pięciu zeszytach). Resztę przygotowanych do druku w tym zbiorze nut i tekstów, 100 utworów, zamieścił leszczyński tygodnik „Przyjaciel Ludu” w latach 1846–1847. Pieśni ludu polskiego były&#13;
1&#13;
&#13;
Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, Lwów 1833; Karol Lipiński Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych&#13;
przez Wacława z Oleska, Lwów 1833.&#13;
2 K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem&#13;
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1–2, Warszawa 1836; toż:&#13;
wydanie fototypiczne pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, Wrocław&#13;
1976. O autorstwie muzyki do zbioru zob. R. Wojciechowski Posłowie do tego wydania, s. XLII.&#13;
3 Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838; toż: wydanie fototypiczne pod red.&#13;
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Górski, Wrocław 1973.&#13;
4 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; toż: wydanie fototypiczne pod&#13;
red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, Wrocław 1974. Być może melodie do&#13;
tego zbioru zanotowała Antonina Męcińska.&#13;
5 J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał…, Poznań 1842. Anonimową&#13;
autorkę zapisów nutowych wspomina J.J. Lipiński na s. X.&#13;
6 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań [1842–1845], s. 1, przedruk w: O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.&#13;
&#13;
77&#13;
&#13;
�wydawnictwem w ścisłym znaczeniu tych słów nutowym, a wszystkie melodie wokalne, jak nakazywał ówczesny zwyczaj, miały opracowane przez&#13;
Kolberga towarzyszenie fortepianu. Już po ukazaniu się pierwszego zeszytu&#13;
autor doczekał się pochlebnej opinii ze strony poznańskiego recenzenta,&#13;
Marcelego Antoniego Szulca:&#13;
Każdy prawie numer jak najpilniej opracowany, towarzyszenie proste, ale zawsze melodii odpowiednie, a niekiedy nawet artystyczne, położenie głosu wygodne, przegrywki przyłączone nie są czczymi dodatkami, lecz zupełnie w duchu pieśni ułożone. I to chwalić wypada, że gdzie kilka melodii do tegoż samego&#13;
tekstu zastosowanych pomiędzy ludem obiegł[o], wydawca wszystkie umieścił,&#13;
nastręczając tym samym znawcom sposobność porównania względnej ich wartości. […] Dodane miary czasu (tempo) podług metronomu Mälzla będą zapewne&#13;
niejednemu przydatne1.&#13;
&#13;
Szulc doskonale odczytał intencje Kolberga, który – przy zachowaniu&#13;
szacunku dla ludowej twórczości – swój zbiór przeznaczał dla potrzeb domowego muzykowania. W dalszym ciągu wstępu do tego zbioru Kolberg&#13;
pisał:&#13;
Wiernie ją [melodię] schwycić i oddać w zupełności, ozdobić i ubrać w przegrywki, przystroić w harmonią było zadaniem pracy mojej przy zbieraniu melodii, jako i tekstu samychże pieśni2.&#13;
&#13;
Poza pieśniami zapisanymi w czasie własnych wycieczek w teren,&#13;
w zbiorze tym opublikował 81 tekstów pochodzących z wymienionych już&#13;
opracowań innych autorów oraz z wydanych przez Karola Reyznera Pieśni&#13;
i piosneczek narodowych z fortepianem3, a także z pieśni zamieszczanych&#13;
przez anonimowych zbieraczy w „Przyjacielu Ludu” z lat 1836–1837. Pewna&#13;
liczbę melodii zaczerpnął Kolberg także z wydanych już zbiorów.&#13;
Uzupełnienie o muzykę wybranych obcych zapisów przebiegało w dwojaki sposób. Jeżeli tekst pochodzący ze zbiorów poprzedników nie miał&#13;
1 M.A. Szulc „Pieśni ludu polskiego”. Zebrał i rozwinął Oskar Kolberg. Oddział pierwszy,&#13;
„Tygodnik Literacki” 1842, nr 42; zob. przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 273.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego…, zob. przedruk w tegoż Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.&#13;
3 Pieśni i piosneczki narodowe z fortepianem cz. I, Poznań 1828, nakładem K. Reyznera,&#13;
księgarza.&#13;
&#13;
78&#13;
&#13;
�w źródle muzyki, Kolberg łączył z nim melodię z pokaźnych już wówczas&#13;
własnych zasobów rękopiśmiennych wraz z napisaną przez siebie partią&#13;
fortepianu1. Natomiast gdy wybrana z któregoś zbioru pieśń opublikowana&#13;
była z zapisem nutowym, tzn. z melodią i akompaniamentem fortepianu,&#13;
Kolberg przytaczał tekst i melodię wokalną i dołączał partię fortepianu&#13;
własnego autorstwa2. W tych przypadkach melodie były w zasadzie wiernie przejmowane ze źródła, choć zauważyć można pewne zmiany. Polegały&#13;
one na sporadycznie dokonywanych nieznacznych retuszach linii melodycznej, niekiedy transpozycji melodii, natomiast regułą było zwiększanie&#13;
&#13;
&#13;
wartości rytmicznych przez zmianę podanego w źródle metrum z  na &#13;
&#13;
&#13;
i z  na . Być może Kolberg czynił tak przez wzgląd na przyszłych wykonawców tych utworów, wokalistów i pianistów nie posiadających wysokich&#13;
kwalifikacji muzycznych (wolniejsze tempo ułatwiało im odczytanie nut).&#13;
Już na tym wczesnym etapie swojej działalności zbierackiej i edytorskiej&#13;
dostrzegał Kolberg potrzebę powiązania pieśni z miejscem ich pochodzenia&#13;
czy występowania. Własne zapisy zamieszczone w Pieśniach ludu polskiego oznaczał notami wskazującymi zwykle na szerszy zasięg popularności&#13;
danego utworu, np. „od Przysuchy, Radomia”, „od Czerska”, „od Łowicza”,&#13;
„spod Warszawy”, „od Czerniakowa”, rzadziej podawał nazwy konkretnej&#13;
miejscowości, np. „Złaków Kościelny pod Łowiczem”, „Chochołów pod&#13;
Żychlinem”, „Przysucha”. Nie zachowały się jednak rękopisy tych pieśni&#13;
sporządzone bezpośrednio w czasie ich wykonywania (nazywane dalej rękopisami terenowymi), nie wiemy więc, jakie miały tam noty lokalizacyjne.&#13;
Niewątpliwie były one plonem pierwszych badań Kolberga prowadzonych&#13;
w czasie letnich wędrówek w roku 1839 i w kilku następnych latach w bliższych i dalszych okolicach Warszawy.&#13;
Również pieśni zaczerpnięte ze zbiorów wydanych drukiem opatrywał&#13;
Kolberg notami lokalizacyjnymi. Spośród wykorzystanych źródeł takich&#13;
informacji nie było w trzech: Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich” […],&#13;
1&#13;
&#13;
Por. np. w zbiorze z lat 1842–1845 (zob. przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu… DWOK T. 67/I) teksty nr 4, 25, 26, 113 i 143 zaczerpnięto z wymienionych&#13;
wcześniej publikacji poprzedników Kolberga.&#13;
2 Por. np. w Pieśniach ludu polskiego (przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu… DWOK T. 67/I) nr 2 i melodię u Wójcickiego w Pieśniach ludu Białochrobatów…, T. 2, s. 306; w Pieśniach ludu polskiego… nr 53 i 56 i w Pieśniach ludu krakowskiego&#13;
Konopki, s. 93 (tekst), dod. nutowy nr III, i s. 98 (tekst), dod. nutowy nr I; w Pieśniach ludu&#13;
polskiego… nr 116 i 133 i w Piosnkach ludu wielkopolskiego J.J. Lipińskiego mel. nr 14 i 11&#13;
z tekstami na s. 94–96 i 77–81.&#13;
&#13;
79&#13;
&#13;
�Pieśni ludu krakowskiego i Piosnki ludu wielkopolskiego. W dwóch&#13;
ostatnich tytuły zbiorów wskazują teren, z którym związane są zamieszczone tam pieśni. Spośród pieśni drukowanych anonimowo w „Przyjacielu Ludu” ogólną notę: „z północnych okolic Wielkopolski” miała tylko&#13;
jedna. Natomiast niektóre melodie i teksty przejęte z Pieśni ludu Białochrobatów… Wójcickiego już w źródle proweniencję geograficzną miały&#13;
również ujętą ogólnie: „z Krakowskiego”, „z Mazowieckiego”, „Małopolska”, lub: „ubiór mazowiecki”, „mazowiecka na Kujawiaków”. Pochodzenie&#13;
pieśni przejętych z tych publikacji Kolberg określał nazwą regionu, np.:&#13;
„z Wielkopolski”, „z Krakowskiego”. Niektóre z tych pieśni opatrzone są&#13;
jednak w publikacji Kolberga notami dokładniejszymi, co w wypadku&#13;
utworów pochodzących ze zbiorów K.W. Wójcickiego i J. Konopki może&#13;
wynikać z konsultacji z ich autorami. Obu znał osobiście i mógł uzyskać&#13;
od nich potrzebne informacje. Jednak dla przypisania nazw konkretnych&#13;
miejscowości, np.: „z Myślenic”, „Tarnów”, „ze Lwowa” do melodii pochodzących ze zbioru Muzyka do „Pieś­ni polskich i ruskich”… K. Lipińskiego&#13;
nie znajdujemy dziś zadowalającego wyjaśnienia, a konieczna do tego&#13;
dokumentacja nie zachowała się.&#13;
Równolegle z ukazującymi się w „Przyjacielu Ludu” polskimi pieśniami Kolberg zamieścił w piśmie zbiorowym „Dzwon Literacki” w latach&#13;
1846–1847 dwa niewielkie zbiorki: O pieśniach litewskich oraz Pieśni czeskie i słowackie1. Poprzedzają je krótkie noty pióra Kolberga, nakreślające&#13;
w kilku zdaniach pewne cechy charakterystyczne tych pieśni oraz wskazujące na ich źródła. Podobnie jak pieśni polskie, tak i litewskie oraz czeskie&#13;
i słowackie opracowane były jeszcze wówczas na głos ze skomponowanym&#13;
przez Kolberga akompaniamentem fortepianowym. W przygotowaniu do&#13;
druku pierwszego zbiorku pomagali autorowi mieszkający w Warszawie literaci litewscy, Franciszek Zatorski i Kajetan Niezabitowski2, którzy nieznającemu języka litewskiego zbieraczowi folkloru tłumaczyli teksty na język&#13;
polski. Wydaje się prawdopodobne, że właśnie oni zaśpiewali mu te pieśni&#13;
1 O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, s. 93–107 i dodatek nutowy, przedruk tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372;&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i dodatek nutowy,&#13;
przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–401.&#13;
2 Ich nazwiska Kolberg wymienił we wstępie do zbiorku pieśni litewskich, natomiast o swej&#13;
nieznajomości języka litewskiego pisał w liście do J. Karłowicza w 1877 r., zob. Korespondencja Oskara Kolberga cz. II (DWOK T. 65), s. 24.&#13;
&#13;
80&#13;
&#13;
�i wskazali ich proweniencję geograficzną. Drugi zbiorek powstał również&#13;
w Warszawie, o czym poinformował Kolberg we wstępie do niego:&#13;
Tak nazwani druciarze, pochodzący z tego [tj. słowackiego] narodu, po większej części Górale, a wędrujący zimą po krajach słowiańskich i niemieckich&#13;
dla zarobku, z wiosną zaś wracający pod rodzinną strzechę, odśpiewali mi tu&#13;
w Warszawie kilkanaście […] pieśni1.&#13;
&#13;
Zamieścił tam Kolberg 21 pieśni zapisanych w czasie spotkań ze Słowakami w Warszawie i jedną melodię bez tekstu zasłyszaną prawdopodobnie&#13;
w 1841 roku w okolicach Podiebradów i odtworzoną z pamięci na potrzeby&#13;
zbiorku.&#13;
Następne wydawnictwa z serii opracowań muzyki ludowej na głos&#13;
z towarzyszeniem fortepianu drukowane w warszawskich czasopismach,&#13;
tj. Pieśni ludu obrzędowe2 i Pieśni ludu weselne3, miały inny charakter. W obu zbiorach obok pieśni znajdują się opisy zwyczajów i obrzędów,&#13;
którym owe pieśni towarzyszą. W tym poszerzeniu zakresu rzeczowego&#13;
publikacji zauważyć można ewolucję w postrzeganiu muzyki ludowej przez&#13;
Kolberga – dostrzeżenie jej roli jako jednego z ważnych elementów w życiu&#13;
społecznym ludu. Zdanie swoje na ten temat wyraził tak:&#13;
Lud nasz ściśle się trzyma zwyczajów przekazanych mu od przodków w puściźnie. Obrzędy, jakie zachowuje przy różnych okolicznościach i w różnych porach&#13;
roku, mają właściwe sobie pieśni z właściwą nutą4.&#13;
&#13;
Wydając drukiem opisy wesel we wstępie określił przedmiot swej pracy:&#13;
Zatem, gdy muzyka jest tu z tekstem nierozdzielną (bo bez niej żadne wesele nie&#13;
ma miejsca), przedsięwziąłem skreślić pieśni weselne z melodiami, jakie mi się&#13;
1 O. Kolberg, wstęp do Pieśni czeskich i słowackich, zob. w: tegoż Pieśni i melodie ludowe&#13;
w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek, gaik, okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 i dodatek nutowy, przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402–441.&#13;
3 O. Kolberg Pieśni ludu weselne, „Biblioteka Warszawska” 1847–1849, przedruk w: tegoż&#13;
Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–674, tam wykaz kolejnych tomów „Biblioteki Warszawskiej”, w których publikowany był cały zbiór.&#13;
4 O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe…, zob. tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402.&#13;
&#13;
81&#13;
&#13;
�w różnych okolicach kraju naszego słyszeć zdarzyło, oraz wykazać (o ile można)&#13;
ich warianty, przerabiania, wyskoki, różnorodne napływy, nawet zwichnienia&#13;
[…], a rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne z różnych mianowicie oddalonych od siebie stron, najlepiej przez porównanie ich między sobą, rozróżnić,&#13;
[…] odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość&#13;
poetyczną będziemy w możności1.&#13;
&#13;
Warto zwrócić uwagę na zadanie, jakie Kolberg sobie wówczas wyznaczył: rejestrowanie i gromadzenie nie tylko wariantów melodii i pieśni, ale&#13;
także odmian w przebiegu obrzędu. Publikowanie przez Kolberga wielu wariantów poszczególnych wątków tekstowych i muzycznych bywało w późniejszym okresie przedmiotem krytyki ze strony recenzentów2.&#13;
Niemal wszystkie melodie ze zbioru Pieśni ludu weselne zostały później ponownie opublikowane, już bez partii fortepianu, w odpowiednich&#13;
monografiach: w Radomskiem, Mazowszu, Łęczyckiem i Kaliskiem. Powtarzając po wielu latach materiały z Pieśni ludu weselnych w monografiach regionalnych, a więc w innym typie publikacji, Kolberg opatrywał je&#13;
zastrzeżeniami:&#13;
Opis ten, podany już przez nas do czasop. „Biblioteka Warszawska” w r. 1847,&#13;
powtarzamy tu w dokładniejszej przeróbce, tj. uzupełniając go późniejszymi nabytkami i prostując niektóre z ogłoszonych wówczas szczegółów […]3, […] obecnie&#13;
podajemy wersję poprawniejszą4, […] Tu podajemy wersję poprawniejszą5.&#13;
&#13;
Stwierdzenia te mogą budzić pewien niepokój co do wiarygodności zapisów i ich pierwodruków. Z porównania fragmentów Pieśni ludu weselnych z odpowiadającymi im tekstami i melodiami w monografiach wynika,&#13;
że uwagi te odnieść należy do całości przedrukowywanych materiałów,&#13;
w tym także do opisu przebiegu obrzędu. Zgodnie z informacją o uzupełnianiu „późniejszymi nabytkami” wesela zamieszczone w Ludzie zostały&#13;
wzbogacone wieloma zapisami pieśni z melodiami lub samymi tekstami,&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu weselne, zob. tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu…&#13;
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–443.&#13;
2 Zob. np. J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219, przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do&#13;
tomu 1 (DWOK T. 70), s. 133.&#13;
3 O. Kolberg Radomskie (DWOK T. 20), pierwodruk: Kraków 1887, s. 165.&#13;
4 O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), pierwodruk: Kraków 1889, s. 43.&#13;
5 O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), pierwodruk: Kraków 1890, s. 148.&#13;
&#13;
82&#13;
&#13;
�szczególnie w monografiach Kaliskie i Mazowsze1, a tylko nieliczne pieśni lub melodie zostały pominięte. Zdanie o „poprawniejszym” przekazaniu materiału folklorystycznego odnosi się zapewne do opuszczenia partii&#13;
fortepianu, do przywrócenia w pewnym stopniu w tekstach pieśni i oracji cech gwarowych i nadawania zapisom nutowym mniejszych wartości&#13;
rytmicznych, bowiem melodie publikowane w Pieśniach ludu weselnych&#13;
i Pieśniach ludu obrzędowych były w dalszym ciągu przeznaczone do wykonywania z partią fortepianową. Większość melodii w późniejszych monografiach została wydana wiernie w stosunku do pierwodruku. Nieliczne&#13;
przykłady wskazywać mogą na „prostowanie niektórych z ogłoszonych&#13;
wówczas szczegółów”. Do nich należy przywrócenie właściwej struktury&#13;
pieśni „Wiedziałaś ty, pani matko…” (melodii i tekstu) w Kaliskiem. Już&#13;
w rękopisie terenowym zaburzony został tok notowanej melodii, być może&#13;
nieprecyzyjne było samo wykonanie. Tak zakłócony zapis terenowy zamieszczony został w Pieśniach ludu weselnych, natomiast w monografii&#13;
otrzymał poprawną formę:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 46.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 143–154 i 175–191 – opis wesela II, III i VII oraz&#13;
w Pieśniach ludu weselnych przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu…&#13;
(DWOK T. 67/I) s. 504–546; O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), pierwodruk: Kraków 1887,&#13;
opis wesela IV, s. 127–139, oraz w Pieśniach ludu weselnych… (DWOK T. 67/I), s. 546–579.&#13;
&#13;
83&#13;
&#13;
�84&#13;
&#13;
�Druk w Pieśniach ludu weselnych…, za przedrukiem w Pieśniach i melodiach&#13;
ludowych w opracowaniu… (DWOK T. 67/I), s. 530, nr 363.&#13;
&#13;
85&#13;
&#13;
�Druk w Kaliskiem (DWOK T. 23), s. 150, nr 122.&#13;
&#13;
Innym przykładem „podania wersji poprawniejszej” jest skorygowanie zapisu melodii nr 319 z Pieśni ludu weselnych, przedrukowanej&#13;
w Łęczyckiem jako nr 38, zob. ilustracje na następnych stronach.&#13;
Nie zachował się wprawdzie rękopis sporządzony ze słuchu, jednak&#13;
przypuszczać można, że w pierwodruku (Pieśni ludu weselne) została ona&#13;
przedstawiona z nim zgodnie. Po niemal pięćdziesięciu latach, przygotowując monografię Łęczyckiego do druku, Kolberg poprawił brzmienie tej&#13;
obrzędowej melodii, obniżając w trzecim takcie trzecią nutę z h1 na a1,&#13;
wskutek czego powstała tercja wielka między II a IV stopniem, tworząc&#13;
zwrot g1 a1 cis2 d2, charakterystyczny dla tego wątku1.&#13;
1 Por. także O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), pierwodruk: Warszawa 1867, s. 265–266,&#13;
nr 26 i 27; tegoż Kaliskie (DWOK T. 23), s. 150, nr 123 oraz A. Pawlak Folklor muzyczny Kujaw, Kraków 1981, s. 90.&#13;
&#13;
86&#13;
&#13;
�Druk w Pieśniach ludu weselnych…, według przedruku w Pieśniach i melodiach&#13;
ludowych w opracowaniu… (DWOK T. 67/I), s. 478, nr 319.&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
�Druk w Łęczyckiem (DWOK T. 22), s. 46, nr 38.&#13;
&#13;
W latach czterdziestych, a także prawdopodobnie jeszcze na początku&#13;
lat pięćdziesiątych Kolberg do druku redagował wciąż melodie z opracowaniem fortepianowym. W jego spuściźnie znajduje się ok. 3500 zapisów&#13;
melodii w różnym stopniu przygotowanych do takiego opracowania, rozproszonych w kilkunastu tekach. Niewielka ich część ma wpisany akompaniament1, dla większości w rękopisach zanotowane zostały tylko melodie&#13;
i teksty pieśni (lub incipity) z notami lokalizacyjnymi, natomiast pięciolinie&#13;
przeznaczone dla fortepianu są puste, niewypełniane nutami2. Być może&#13;
zapisy te stanowić miały materiał do kontynuacji Pieśni ludu polskiego&#13;
drukowanych w latach 1842–1847, jednak prace nad partią fortepianową&#13;
zostały podjęte tylko dla nielicznych melodii pieśni i tańców. Zachował się&#13;
także oddzielny zwarty zbiór melodii tanecznych pozbawiony tytułu, a liczący nieco ponad 3200 zapisów nutowych3. Dodawanie akompaniamentu&#13;
fortepianowego do melodii ludowych spotkało się z dwiema nieprzychylnymi opiniami. Pierwszą było zdanie Karola Libelta o „przegrywkach” wyrażone jeszcze w 1842 r.:&#13;
1 Zob. w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), pieśni i melodie&#13;
nr 599–834.&#13;
2 Są to następujące rękopisy: Arch. PTL, teka 5 Płock, Dobrzyń, Pułtusk, Kurpie, sygn.&#13;
1137, k. 80; teka 7 Kujawy, Gostynin, Łęczyca, sygn. 1156, k. 1, 2, 7, 8; teka 33 Miscellanea,&#13;
sygn. 1308 I, k. 1–7, 9, 10–13, 16, 17, 20, 23–25, 29, 30; sygn. 1308 II, k. 12, 14, 17, 22–24, 26;&#13;
teka 36, Miscellanea, sygn. 1317, k. 30, 31, 38; sygn. 1320, k. 9, 10, 45, 49, 52, 56, 57, 59, 63–67,&#13;
69–72, 80–82, 85, 90; teka 42, Miscellanea, sygn. 1349, k. 1, 1a, 4, 6, 7, 13–15, 23–25, 27, 40–42.&#13;
3 Arch. PTL, teka 33 Miscellanea, sygn. 1305, k. 1–81. Zob. też uwagi o tym rękopisie w:&#13;
A. Skrukwa Spuścizna rękopiśmienna O. Kolberga…, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło&#13;
cz. III (DWOK T. 85/III).&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
�Niechby autor tylko zawsze miał na uwadze, że idzie tu o to tylko, aby śpiew&#13;
ludu jak najwierniej był oddany, że zatem wszelkie zdobywanie się na sztukę,&#13;
wszelkie dodatki na koszt wierności i prostoty w oddaniu melodii ludowej nie&#13;
są na swoim miejscu. Przegrywki wydają nam się za niestosowne, końcówki&#13;
melodii zakrawają czasem na coś obcego, np. w pieśni nr 13 bas za sztuczny&#13;
i mało zbliżony do wiejskich tonów […]1.&#13;
&#13;
Uważał on za ważny fakt publikację licznych melodii ludowych, których&#13;
tak mało było w dotychczasowych zbiorach, ale harmonizację uznał za&#13;
niewłaściwy dodatek.&#13;
Akompaniamentu dotyczy też bardzo krytyczna ocena Fryderyka Chopina, zamieszczona w liście do rodziny w roku 1847, którą być może Kolberg&#13;
poznał:&#13;
[…] dobre chęci, za wąskie plecy. Często podobne rzeczy widząc, myślę, że lepiej&#13;
nic, bo mozół ten tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który kiedyś tam prawdę odwikła. A aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną&#13;
z przyprawionymi nosami, różowane, z poobcinanymi nogami albo na szczudłach, i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą2.&#13;
&#13;
Te słowa oraz wypowiedź Libelta mogły mieć pewien wpływ na zaprzestanie przez Kolberga tworzenia tego typu opracowań. Zasadniczą jednak&#13;
przyczyną zaniechania „przyozdobień” wydają się doświadczenia pozyskane&#13;
w wyniku badań terenowych. Ukierunkowywały one zbieracza na potrzebę,&#13;
wręcz konieczność dokumentowania twórczości ludowej, a nie na kompozytorskie przybliżanie muzyki ludowej przez dopowiedzenia w postaci&#13;
akompaniamentu do autentyków ludowych.&#13;
Pierwszą publikacją, w której Kolberg w pełni zrealizował swe nowe&#13;
założenia w zakresie edycji muzyki ludowej, były Pieśni ludu polskiego&#13;
wydane w 1857 r. We wstępie do tego tomu pisał:&#13;
Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru. […] Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających) tak jak wybiegła&#13;
1&#13;
&#13;
[K. Libelt] Pieśni ludu polskiego przez Oskara Kolberga, „Dziennik Domowy” 1842,&#13;
nr 21, s. 174; przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. II&#13;
(DWOK T. 67), s. 275–276.&#13;
2 Korespondencja Fryderyka Chopina, zebrał i opracował B.E. Sydow, T. 2, Warszawa&#13;
1955, s.193, zob. też M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 111.&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym nie zmąconej czystości jak ją natura natchnęła1.&#13;
&#13;
Opracowanie do druku tego zbioru pieśni i melodii tanecznych jest&#13;
niewątpliwie punktem zwrotnym w postrzeganiu przez Kolberga ludowej&#13;
kultury muzycznej, jej dokumentowania i sposobu utrwalania w druku.&#13;
Wprawdzie po pięciu latach powrócił raz jeszcze do zaniechanego już sposobu prezentowania melodii ludowych, ale spowodowane to było potrzebą&#13;
uzyskania choćby niewielkiego dochodu. Dlatego w roku 1862 wydał Pieś­&#13;
ni ludowe do śpiewu2 w czterech zeszytach opracowane na głos z towarzyszeniem fortepianu jako muzykalia do użytku praktycznego. Materiał&#13;
pieśniowy, jaki tam zamieścił, pochodził właśnie z Pieśni ludu polskiego&#13;
z 1857 r. Do wybranych z tego zbioru ośmiu wątków balladowych i ośmiu&#13;
melodii tanecznych z przyśpiewkami Kolberg dodał akompaniament, którego w edycji z 1857 r. nie było. Partia fortepianu tym razem zasługuje na ocenę wyższą niż opracowanie dołączone do pieśni publikowanych w latach&#13;
1842–18453. Aleksander Pawlak, omawiając Kolbergowskie zbiory pieśni&#13;
z akompaniamentem, napisał: „Najwyższy poziom wykazują Pieśni ludowe&#13;
do śpiewu, ostatnia tego rodzaju publikacja” 4. Było to jednak, jak już wspomniano, opracowanie przygotowane wyłącznie dla amatorów domowego&#13;
muzykowania, mających pewne umiejętności wykonawcze, a nie wydawnictwo źródłowe, przeznaczone dla badaczy muzyki ludowej. Powodem&#13;
powrotu do takiej formy publikacji były niedostatki finansowe, bowiem&#13;
w roku 1859 Kolberg zrezygnował z pracy w Dyrekcji Dróg i Mostów przy&#13;
Komisji Skarbu5. Oddał więc do druku Pieśni ludowe do śpiewu, licząc na&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), pierwodruk: Warszawa 1857, s. V–VI.&#13;
O. Kolberg Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu zebrał i ułożył […],&#13;
zeszyt 1–4, Warszawa [1862]; przedruk w: tegoż Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu…&#13;
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 675–700.&#13;
3 W zbiorze z roku 1862 Kolberg powtórzył trzy pieśni zamieszczone po raz pierwszy w wydaniu z lat 1842–1845, por. opracowanie pieśni drukowanych w latach 1842–1845 z opracowaniem tych samych pieśni w roku 1862 w przedruku w tomie Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… (DWOK T. 67/I i 67/II) nr 156 i 583, nr 141 i 585, nr 75 i 597.&#13;
4 A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe” w opracowaniu fortepianowym, w: O. Kolberg&#13;
Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu… cz. I (DWOK T. 67/I), s. VIII.&#13;
5 Dotychczasowe biografie O. Kolberga i on sam w Szkicu autobiografii…, podają, że pracę&#13;
w Komisji Skarbu zakończył w 1861 r., jednak analizy dostępnych dokumentów, m.in. zapisów&#13;
w Notatniku zawierającym rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–&#13;
–1869 (rkp. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 3210), wykazują, że stało się to już w roku 1859.&#13;
2&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
�uzyskanie dochodu ze sprzedaży, który choć w małym stopniu zasiliłby&#13;
jego budżet. Czy było to działanie skuteczne, nie wiadomo. Zapewne z tego&#13;
samego powodu przygotował zespół 72 melodii instrumentalnych opracowanych na fortepian, zatytułowany Zbiór mazurów i obertasów gminnych&#13;
wydanych przez O[skara]a Kolberg. Ten ostatni nie został jednak za jego&#13;
życia nigdzie opublikowany1.&#13;
Pieśni ludu polskiego wydane w roku 1857 składają się z dwóch części,&#13;
ze zbioru ballad i z rozdziału zawierającego melodie taneczne z tekstami&#13;
przyśpiewek. W pierwszej części o porządkowaniu i układzie pieśni decydowały wyłącznie teksty ballad. Zestawionych jest 41 wątków tekstowych,&#13;
większość z wieloma wariantami, co w sumie daje 444 utwory, a zaledwie&#13;
kilka z nich zamieszczonych zostało bez melodii. Na materiał muzyczny&#13;
tego rozdziału złożyły się głównie zapisy nutowe Kolberga:&#13;
[…] największą część zamieszczonych słów sam własnym staraniem wraz z nutami wydobyłem z ukrycia naszych zagród. Wszakże obok tego nie omieszkałem&#13;
wcielić do mego zbioru i tego, co inni skrzętni badacze różnemi czasy nagromadzili, o ile mi się tylko właściwa melodia nawinęła2.&#13;
&#13;
Tę część tomu zasiliło nieco ponad sto tekstów zaczerpniętych z wymienianych tu już zbiorów poprzedników: W. Zaleskiego i K. Lipińskiego, K.W. Wójcickiego, J. Konopki, J.J. Lipińskiego, Ż. Paulego oraz z nieco&#13;
późniejszych druków Józefa Lompy, Roberta Fiedlera i Ludwika Zejsznera3. Nadto materiału dostarczyły znajdujący się wówczas w zbiorach&#13;
Kolberga obszerny manuskrypt Gustawa Gizewiusza4 oraz inne źródła&#13;
rękopiśmienne: znacznie skromniejszy rękopis sporządzony prawdopo1&#13;
&#13;
Rkp. ten (Arch. PTL, teka 42, sygn. 1348, k. 1–4) został wydany w tomie: O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe w opracowaniu… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 197–268, nr 763–834.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XI.&#13;
3 J. Lompa Kilka pieśni ludu górnoszląskiego, „Przyjaciel Ludu” R. 11: 1845, T. 2, nr 38;&#13;
R. Fiedler Kilka pieśni ludu polskiego w Dolnym Szląsku, „Przyjaciel Ludu” R. 13: 1846, T. 1,&#13;
nr 11, 13 i 16; L. Zejszner Pieśni ludu Podhalan czyli Górali tatrowych polskich zebrał i wiadomość o Podhalanach skreślił […], Warszawa 1845.&#13;
4 Rękopis G. Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836 do 1840–go roku przez X. G. G. znajduje się w zbiorach BN PAU&#13;
i PAN w Krakowie, sygn. 2559 II; wybrane teksty zamieścił Kolberg w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1) oraz w rękopisie Mazury pruskie, opublikowanym w T. 40 DWOK. Wydanie&#13;
krytyczne całości rękopisu: G. Gizewiusz Pieśni ludu znad górnej Drwęcy…, z rękopisu opracowała, wstępem i komentarzami opatrzyła D. Pawlak, Poznań 2000.&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�dobnie przez Teofila Lenartowicza1 oraz niewielkie objętościowo zapisy&#13;
niezidentyfikowanego autora2.&#13;
Do tekstów balladowych przejętych z wyżej wymienionych publikacji&#13;
Kolberg przytoczył 25 zapisów nutowych z tych samych źródeł, a blisko&#13;
50 melodii dołączył z własnych zasobów. Zapisy nutowe zaczerpnięte ze&#13;
zbiorów drukowanych i z rękopisu nieznanego autora przekazane zostały wiernie w stosunku do podstawy. Natomiast wykorzystanie materiału&#13;
muzycznego z rękopisu Gizewiusza wymaga dokładniejszego omówienia.&#13;
Gizewiusz w latach 1836–1840 zapisywał polskie pieśni wykonywane przez&#13;
śpiewaków z Ostródy i pobliskiego Kraplewa. Jego rękopis trafił, za pośrednictwem K.W. Wójcickiego, do rąk Kolberga, o czym wspomina on&#13;
we wstępie do Pieśni ludu polskiego. W rękopisie Gizewiusza pt. Pieśni&#13;
ludu znad górnej Drwęcy… zanotowanych jest 441 tekstów o bardzo różnej&#13;
tematyce, a dopełniają je zaledwie 32 zapisy nutowe. Znikoma ich liczba&#13;
wskazuje, że Gizewiusz nie miał wprawy w rejestrowaniu melodii ze słuchu, a potwierdza to w wielu wypadkach ich notacja. Połowa z nich ma&#13;
wprawdzie zapisy pełne, inne są jednak niekompletne, wymagają uzupełnień, przy czym zawsze zanotowana jest w całości linia melodyczna w postaci główek nut. Pozostałe elementy zapisu zarejestrowane są w takim&#13;
stopniu, że pozwalają na właściwe odczytanie melodii i zrekonstruowanie&#13;
obrazu nutowego. Do części balladowej Pieśni ludu polskiego Kolberg włączył ze zbioru Gizewiusza 35 tekstów oraz 9 zapisów nutowych3. Dziesiąta&#13;
melodia (w Pieśniach ludu polskiego nr 9k) pochodzi z artykułu zbieracza&#13;
ostródzkiego pt. Pieśni, które lud wiejski w okolicach Osterode w Prusach&#13;
Wschodnich śpiewa4. Z owych dziewięciu zapisów trzy są cytatami (nr 12y,&#13;
14k, 20e), sześć pozostałych wymagało ze strony Kolberga dopełnienia5.&#13;
1&#13;
&#13;
Rękopis ten powstał prawdopodobnie w czasie wspólnej wycieczki Kolberga i Lenartowicza do dworku Norwidów w Wysocem w r. 1843 i znajduje się w Arch. PTL, w tece 43&#13;
Miscellanea, sygn.1352, k. 36–37. W r. 1968 na zlecenie redakcji Dzieł wszystkich Kolberga&#13;
wykonano jego ekspertyzę grafologiczną, jednak ani nie potwierdziła ona autorstwa Lenartowicza, ani mu nie zaprzeczyła.&#13;
2 Ten rękopis nieznanego autora znajduje się w Arch. PTL, teka 4, sygn. 1134, k. 2.&#13;
3 Są to w Pieśniach ludu polskiego O. Kolberga (DWOK T. 1) melodie nr 1b, 2, 6f, 6g, 12y,&#13;
14k, 20e, 25d,&#13;
4 Artykuł zamieścił G. Gizewiusz w „Przyjacielu Ludu” R. 6: 1839, T. 1, nr 5.&#13;
5 Pozostałe zapisy nutowe G. Gizewiusza włączył Kolberg do monografii Mazury pruskie&#13;
przygotowanej do druku około 1889 r., a wydanej dopiero w roku 1966 jako tom 40 Dzieł&#13;
wszystkich.&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
�Druga część tomu Pieśni ludu polskiego, zatytułowana Tańce,&#13;
a w podtytule Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce, obejmuje 466 zapisów. Poza wymienionymi w tytule tańcami w tomie znajdują się także parzystotaktowe drabanty (nr 344, 439), melodie pasterskie&#13;
(nr 128, 167, 239), kołyskowe (214, 402) i weselna (201). Materiał muzyczny tej części tomu, poza kilkoma zapisami, jest plonem pozyskanym&#13;
wyłącznie przez Kolberga w czasie badań przeprowadzanych na Mazowszu od roku 1839. W odróżnieniu od uporządkowanej pierwszej części tomu tutaj trudno dopatrzeć się jakichkolwiek kryteriów w układzie&#13;
zapisów – ani rodzaj tańca, ani struktura metrorytmiczna, formalna czy&#13;
sposób wykonania (wokalny, instrumentalny) nie stanowiły wyznacznika grupowania zapisów, widoczne jest jedynie kilkakrotne zamieszczanie&#13;
koło siebie zapisów z tego samego manuskryptu 1. Nie można jednak&#13;
prześledzić takiego porządkowania wszystkich melodii w rozdziale poświęconym tańcom, ponieważ nie zachowała się całość ani zapisów terenowych, ani ich późniejszych wersji redakcyjnych opracowanych do&#13;
druku.&#13;
Rozdział zamyka kilka melodii (nr 461–465) opatrzonych notami&#13;
Kolberga wskazującymi na autorstwo ówczesnych kompozytorów: Józefa Elsnera, Józefa Damsego, Jana lub Józefa Stefaniego i Adama Tarnowskiego. Spośród nich na szczególną uwagę zasługuje melodia nr&#13;
461, dla której istnieją dwa przekazy źródłowe. Jeden to własnoręczny&#13;
zapis Kolberga sporządzony prawdopodobnie bezpośrednio w czasie&#13;
wykonywania przez ludowego artystę, znajdujący się wśród innych melodii na karcie oznaczonej lokalizacją „Miedniewice”, drugi przekaz przywołany przez Kolberga – to melodia duetu z opery Król Łokietek, czyli&#13;
Wiśliczanki J. Elsnera 2. W obu melodie są takie same. Powstaje więc&#13;
pytanie o źródło: czy jest nim anonimowa twórczość ludowa, z której&#13;
Elsner zapożyczył melodię do swej kompozycji, czy też jest to oryginalny&#13;
1&#13;
&#13;
Np. z rękopisów terenowych z teki 7 Kujawy. Gostynin. Łęczyca pochodzą w T. 1 melodie tańców nr 58–64, 126–134), z rękopisu terenowego z teki 43 Miscellanea pochodzą nr&#13;
352–356, 366–370, w kopii zapisów terenowych znajdujących się w tece 33 Miscellanea zapisane są nr 65–81, 200–215, 298–312. W przypisach źródłowych w tomie O. Kolberg Pieśni&#13;
ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70, s. 64–112) podane są wszystkie źródła rękopiśmienne zachowane dla melodii opublikowanych przez Kolberga w Pieśniach ludu polskiego&#13;
(DWOK T. 1).&#13;
2 Zob. wstęp M. Prochaski w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70),&#13;
s. LIX, oraz tamże s. 120, przypis źródłowy do nr 461.&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�utwór kompozytora spopularyzowany dzięki teatrowi i wchłonięty przez&#13;
repertuar ludowy. Podobne wątpliwości wyrażał Kolberg w stosunku do&#13;
melodii Jana Stefaniego, omawiając materiał muzyczny Krakowiaków&#13;
i Górali:&#13;
Stąd też niepodobna wyrzec co do przytoczonych motywów, czy Stefani brał je&#13;
żywcem z ludu, czy tylko korzystał z nich po swojemu1.&#13;
&#13;
Niewątpliwie obydwa przykłady stanowią widoczne świadectwo wzajemnego przenikania się muzyki ludowej i muzyki profesjonalnej.&#13;
Podobnie jak w poprzednich publikacjach, również w Pieśniach ludu&#13;
polskiego z 1857 roku zapisy tekstów i melodii pochodzące ze źródeł&#13;
drukowanych opatrywane są notami lokalizacyjnymi, choć w pierwodrukach nie zawsze mają ten element dokumentacji. Wtedy, gdy tekst&#13;
innego zbieracza Kolberg łączył z zapisaną przez siebie melodią, podawał miejscowość, z której pochodził zapis nutowy. Jednak niekompletne&#13;
dziś materiały rękopiśmienne nie pozwalają ustalić jednoznacznie we&#13;
wszystkich wypadkach, jakimi kryteriami kierował się w każdej z takich&#13;
sytuacji.&#13;
Pieśni ludu polskiego drukowane były w postaci zeszytów od czerwca&#13;
1856 r. do czerwca 1857 r., a ukazanie się ich wywołało żywy oddźwięk&#13;
wśród ówczesnych krytyków. Zbiór przyjęto z wielkim uznaniem. Przedstawione tam zapisy melodii postrzegano jako tworzywo dla kompozytorów muzyki „prawdziwie narodowej” (M. Karasowski, K.W. Wójcicki),&#13;
„jako skarbnicę niewyczerpanego natchnienia” dla muzyków (J.I. Kraszewski) 2. Zawartość dwóch pierwszych zeszytów poddał ocenie także&#13;
J. Sikorski. Podkreślając wielkość przedsięwzięcia, ustosunkował się negatywnie do umieszczenia w tomie tak wielkiej liczby wariantów tekstowych i odmian, jak pisze, „jednej i tej samej melodii”. Nadto sugerował, by „zawiłe harmonicznie miejsca […] cyframi i dodanym basem&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”, „Ruch&#13;
Muzyczny” R. 2: 1858, nr 46, s. 363; przedruk w: tegoż Pisma muzyczne (DWOK T. 62), s. 554.&#13;
2 M.K. [M. Karasowski] Kilka słów o dziele Oskara Kolberga pod tytułem „Pieśni ludu&#13;
polskiego”, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1857, nr 55; W. [K.W. Wójcicki]&#13;
Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 3,&#13;
s. 470–471; J.I. Kraszewski Listy do redakcji „Gazety Warszawskiej”, „Gazeta Warszawska”&#13;
1857, s. 206–207; przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 124–128, 149–150, 134–138.&#13;
&#13;
94&#13;
&#13;
�objaśnić” 1. Propozycja Sikorskiego dołączenia do ludowej muzyki wokalnej akompaniamentu fortepianowego w postaci basu cyfrowanego była&#13;
wyrazem zupełnej nieznajomości folkloru. Zaniechanie, czy tylko ograniczenie publikowania wariantów, byłoby całkowitym zaprzeczeniem idei&#13;
Kolberga, który wówczas już dążył do zgromadzenia możliwie największej liczby „odmianek” melodii i tekstów pieśni. Miały one służyć jako&#13;
materiał do przyszłych badań porównawczych, tak jak późniejsze zbiory&#13;
bajek, przysłów, opisy etnograficzne itp. Część krytyków nie dostrzegła&#13;
i nie zrozumiała rzeczy istotnej, wręcz podstawowej: zmiany stosunku&#13;
zbieracza do kultury muzycznej ludu, przyjęcia nowych założeń, które&#13;
czyniły z niego już nie popularyzatora muzyki, ale wyłącznie dokumentalistę i badacza, dla którego upowszechnianie folkloru muzycznego stało&#13;
się sprawą dalszą.&#13;
W planach Kolberga było opracowanie i wydanie w sposób podobny do&#13;
ballad także innych pieśni w zbiorach grupujących utwory o jednorodnej&#13;
tematyce lub wykonywanych w podobnych sytuacjach. Chciał zestawić&#13;
w wariantach z różnych regionów Polski pieśni obrzędowe (w tym weselne), wojackie, żartobliwe i miłosne, jak informował J.I. Kraszewskiego,&#13;
wysyłając mu świeżo wydrukowany tom Pieśni ludu polskiego z prośbą&#13;
o ocenę. Tak wydany materiał pieśniowy miał ukazać „dosadnie ducha muzyki ludowej”2. Wśród rękopisów zachowały się karty, na których wpisane&#13;
są np. pieśni kołyskowe, myśliwskie, wojackie czy dożynkowe. Na kartach&#13;
takich, obecnie rozproszonych w różnych tekach, widoczna jest ta sama&#13;
zasada konstruowania zawartości przyszłego tomu: obok własnych materiałów korzystanie z zapisów wcześniejszych zbieraczy czy to w postaci&#13;
cytatów, czy też kontaminacji zapożyczonych tekstów pieśni z melodiami&#13;
zarejestrowanymi przez siebie.&#13;
Kolberg rozpoczął nawet poszukiwanie wydawcy następnego tomu.&#13;
Zwrócił się do Aleksandra Grozy, założyciela nowopowstałego Stowarzyszenia Księgarsko-Wydawniczego w Żytomierzu, „z propozycją wydania&#13;
drugiej części, która tej samej, co pierwsza jest objętości, z tyluż rycinami”3.&#13;
1 J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219, przedruk recenzji w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 128–134.&#13;
2 List Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja Oskara Kolberga&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 73.&#13;
3 Brulion listu Kolberga do A. Grozy z 20 VI 1859 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 90.&#13;
&#13;
95&#13;
&#13;
�Do opublikowania takiej pozycji nie doszło, co więcej nie zachowały się&#13;
w materiałach, poza wieloma zestawieniami wariantów pieśni, żadne ślady&#13;
realizowania redakcji takiego tomu, a nawet informacje wskazujące na zakres merytoryczny planowanego zbioru.&#13;
Około roku 1862 Kolberg zrezygnował z wydawania zbiorów zawierających wybrany gatunek pieśni lub utwory związane z określonym obrzędem&#13;
z całej Polski na rzecz publikacji obejmujących repertuar jednego regionu.&#13;
Oddany do druku w 1863 r. tom Sandomierskie miał prezentować różne&#13;
gatunki pieśni z tego terenu, jego druk przeciągnął się jednak aż do roku&#13;
1865. Przedstawiony w tym właśnie roku na łamach „Biblioteki Warszawskiej” program1 Ludu był wynikiem kolejnej zmiany w planach badawczych i edytorskich Kolberga. Kolberg podjął wówczas zadanie zbierania&#13;
materiałów i przygotowywania do druku etnograficzno-folklorystycznych&#13;
monografii regionalnych. Znajdujący się od dwu lat w drukarni tom Sandomierskie przekształcił wtedy w bardzo niepełną jeszcze monografię etnograficzną, a opracowane następnie Kujawy, wydane w latach 1867–1869,&#13;
były już całkowitą realizacją nowo przyjętego programu. Jednak muzyka&#13;
zawsze stanowiła dominantę jego zainteresowań i jej dokumentacja była&#13;
ważną częścią każdego z tomów, choć jej miejsce w nich było teraz podporządkowane ogólnemu planowi monografii. We wstępie do Sandomierskiego Kolberg pisał:&#13;
Do wydania następnych seryj prac moich w przywiedziony tu sposób skłania&#13;
mnie nadto wzgląd na systematyczne i porządne, o ile być może, przedstawienie wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości, zwichnień nawet,&#13;
więc całego nastroju i piętna muzyki naszej ludowej, której pochód i rozwój&#13;
historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich&#13;
zadaniem2.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, „Biblioteka Warszawska” 1865, T. I, s. 306–308. Przedruk w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 102–106.&#13;
2 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), pierwodruk: Warszawa 1865, s. 7. Wstęp ten dotyczył jednak pierwotnej koncepcji książki, tj. zbioru pieśni regionalnych z opisami obrzędów,&#13;
którym towarzyszą.&#13;
&#13;
96&#13;
&#13;
�Metody badań terenowych oraz zapisywania&#13;
i opracowywania redakcyjnego melodii wokalnych i instrumentalnych&#13;
Podróże podejmowane w celu badania kultury ludowej przynosiły obfity&#13;
plon zapisów nutowych drukowanych później w monografiach regionalnych. Z tego powodu spotkał się Kolberg z krytyczną opinią Mścisława&#13;
Kamińskiego, recenzenta pierwszej części monografii Kujaw:&#13;
[…] przeładowanie jednorodnymi szczegółami, że wspomnim tu tylko o melodiach ludowych, które tak nieproporcjonalnie poważną część dzieła tego stanowią. Zdaniem naszym niewielką stratę poniosłaby etnografia, gdyby autor&#13;
przynajmniej do połowy zredukował cały dział poświęcony melodiom1.&#13;
&#13;
Zauważyć tu trzeba, że tom ten zawiera zaledwie 104 melodie. Uznanie&#13;
i poparcie dla swego stanowiska zyskał Kolberg w wypowiedzi Zygmunta Glogera, który podkreślając umiejętności i profesjonalizm autora Ludu,&#13;
napisał:&#13;
Niesłusznym jest zarzut, że p. Kolberg za wiele podał w swym dziele odmian&#13;
muzyki ludowej. Autor, sam będący muzykiem, a specjalnie poświęcający się&#13;
badaniu ludowych melodii, powinien jak najwięcej podawać nam tego, co niełatwo przyjść może komu innemu i czym podobno nikt więcej tak gorliwie u nas&#13;
się nie zajmuje2.&#13;
&#13;
Spisywane i następnie publikowane przez Kolberga melodie miały&#13;
być pomocne w poznawaniu dziejów muzyki ludowej, stać się podstawą&#13;
studiów nad jej właściwościami, wpłynąć „na rozwój i kierunek muzyki&#13;
narodowej”, a „polskiemu kompozytorowi [wskazać] drogę, po jakiej postępować mu wypadnie, by na miano narodowego piewcy zasłużyć sobie&#13;
zdołał”3. Gromadził zatem wszystkie pieśni i utwory instrumentalne powszechne na terenie kraju „czy to ludowe, czy szlacheckie, czy oryginalne, czy naśladowane”, także mające swe źródło w utworach scenicznych&#13;
1&#13;
&#13;
M. Kamiński „Lud, jego zwyczaje sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i taniec”. Przedstawił Oskar Kolberg. Seria III. Kujawy. Część I,&#13;
„Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52, s. 419.&#13;
2 Z. Gloger Kujawiacy, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 16.&#13;
3 O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), pierwodruk: Kraków 1873, s. III.&#13;
&#13;
97&#13;
&#13;
�kompozytorów polskich i obcych, gdyż należą one do „ogólnego obrazu&#13;
muzyki narodowej”1.&#13;
Początkowe podróże badawcze Kolberga, podejmowane dla pozyskiwania melodii, miały charakter raczej spontaniczny. Jedno lub kilkudniowe&#13;
wypady z Warszawy w bliższe i dalsze jej okolice (Wilanów, Czerniaków,&#13;
Praga, Czersk) odbywały się w towarzystwie zaprzyjaźnionych przedstawicieli warszawskiego świata sztuki – literatów, muzyków, malarzy, m.in.&#13;
Emila Jenikego, Teofila Lenartowicza, Karola Marconiego, Antoniego Kolberga (brata Oskara), Ignacego Komorowskiego, Walentego Zakrzewskiego,&#13;
a także krakowianina Józefa Konopki. Jednak dosyć wcześnie musiał Kolberg zrezygnować ze spontanicznych wycieczek i wyjazdy swe, zwłaszcza&#13;
dłuższe i w dalsze od Warszawy okolice, organizował inaczej. Opisał to&#13;
w Szkicu autobiografii sporządzonym pod koniec życia:&#13;
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za&#13;
tychże listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam badałem najprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej, byli skorsi do&#13;
pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali&#13;
innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do dworu,&#13;
lub pozwalali do swojej przychodzić chaty2.&#13;
&#13;
Przykładem takiego przebiegu eksploracji może być trwająca ponad dwa&#13;
miesiące podróż w Lubelskie, Radomskie i Sandomierskie w lecie 1859&#13;
roku. W notatkach Kolberga o tej podróży znajdujemy m.in. wzmianki&#13;
o datkach pieniężnych dla wykonawców: „4 lipca – za pieśni (i na struny)”&#13;
zapłacił 30 kopiejek muzykowi z okolic Kozienic, „21 lipca – za śpiewy&#13;
i służbę (4 kobietom)” dał w miejscowości Bąkowiec 60 kopiejek, między&#13;
1 a 25 sierpnia płacił wielokrotnie „za pieśni” i skrzypkowi po około 15 kopiejek w okolicach Chojna, Lublina i Gałęzowa3. Podobnie było podczas&#13;
wyprawy na Kujawy w 1860 roku, kiedy to przez parę tygodni przebywał&#13;
po kilka dni kolejno w Bogusławicach, Redczu, Kłonowie, Bodzanowie,&#13;
Otmianowie, Płowcach i Służewie. Tu również wykonawcy wynagradzani&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 173–174.&#13;
O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
3 O. Kolberg Notatnik…, k. 23.&#13;
2&#13;
&#13;
98&#13;
&#13;
�byli za grę lub śpiew, co potwierdza między innymi notka z 9 sierpnia:&#13;
„w Bogusł[awicach], pieśni – 1,50 rubla”1.&#13;
Nawiązywanie kontaktu z informatorami bywało trudne, warunki notowania wykonywanych melodii często dalekie od komfortu czy chociażby&#13;
spokoju i minimalnej wygody. Kolberg tak opisał w liście z 1857 roku do&#13;
J.I. Kraszewskiego ówczesne swe badania:&#13;
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały&#13;
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni&#13;
obcemu (tak nazywa każdego w paletocie lub surducie), w jego niecierpliwości&#13;
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,&#13;
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu&#13;
drzewa lub w polu na własnym kolanie, lub na karku towarzysza wędrówki&#13;
wpisywać nuty – a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do&#13;
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania itd.2.&#13;
&#13;
Podczas notowania melodii wyniknąć też mogły inne trudności:&#13;
Głos wieśniaków naszych z natury dźwięczny jest i donośny; lecz u wielu&#13;
z nich nadużycie trunku i ciężka praca fizyczna pozostawiły w miejscu jego&#13;
tylko chryp­liwą artykulacją tonów do nie wiedzieć jakiej gamy należących […].&#13;
Oczyścić pieśń przy spisywaniu jej z takich fałszów i pleśni po bacznym w nią&#13;
wsłuchaniu się, było rzeczą mego sądu i sumienia3.&#13;
&#13;
W Modlnicy, gdzie mieszkał 14 lat (1871–1884), prowadził badania –&#13;
można by użyć dzisiejszego terminu – stacjonarne. Informatorami byli&#13;
przedstawiciele dworskiej służby pochodzący z okolicznych wsi, robotnicy&#13;
sezonowi zatrudnieni do prac w okresie letnim (Górale), tak że Kolberg&#13;
często gromadził materiały, nie opuszczając domu. Opisuje to Antonina&#13;
Konopczanka, wieloletni świadek działań autora Ludu:&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
s. 74.&#13;
3&#13;
&#13;
Tamże.&#13;
List Kolberga do J. I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.&#13;
&#13;
99&#13;
&#13;
�W każdym dworze mieści się zwykle dosyć służby z bliższych i dalszych wsi&#13;
nagromadzonej, także w porze letniej przybywa dużo robotników – i pan Oskar&#13;
nigdy czasu nie tracił, często nie wychodząc z pokoju, zbierał pieśni z różnych&#13;
stron, które sobie układał i porządkował w teki, stające się później tomami dzieł&#13;
jego. Niekiedy w towarzystwie goszczących go obywateli jeździł zwiedzać okolice albo obchodził chaty wiejskie. Po największej części pomagały mu kobiety&#13;
– panie, panny, nauczycielki albo też księża proboszcze1.&#13;
&#13;
Mieszkańcy dworów pobyt Kolberga wspominali z sympatią. Po audycji&#13;
radiowej o Kolbergu, w której brał udział J. Burszta, wówczas redaktor&#13;
naczelny Dzieł wszystkich, napisała do niego wnuczka właścicieli jednego&#13;
z podkrakowskich dworków goszczących Kolberga w XIX w.:&#13;
Nie jedną noc taką pamiętała moja matka, jak to szczupły wysoki pan zrywał się&#13;
w nocy i grał i przegrywał cicho zasłyszane piosenki. […] Ilekroć, będąc w Krakowie, przechodzę koło jego mogiły […] przypomina mi się opowiadanie matki:&#13;
wysoki, szczupły, starszy pan w nocy grający na fortepianie, by dobrze utrwalić&#13;
melodie ludu, który tak ukochał2.&#13;
&#13;
Jednocześnie Kolberg w dalszym ciągu odbywał coroczne, wcześniej&#13;
zaplanowane wyjazdy w teren. Wspominał je Izydor Kopernicki, świadek&#13;
pobytu etnografa na Pokuciu w 1877 r. Dodał, że kontakty nawiązane&#13;
z mieszkańcami dworów owocowały czasem późniejszym korespondencyjnym dostarczaniem materiałów etnograficznych. Relacji Kopernickiego&#13;
zawdzięczamy też inne ważne informacje o okolicznościach badań, m.in.&#13;
o stosunku Kolberga do indagowanych osób:&#13;
Potrzeba doprawdy widzieć i podziwiać ten jego spokój, cierpliwość i tę natężoną uwagę, pochłaniającą badanego, i tę dobrotliwość jego i słodycz, z jaką&#13;
on zachęca i podtrzymuje chłopa, znudzonego i znużonego już powtarzaniem&#13;
zapisywanej pieśni lub opowiadania; potrzeba widzieć tę jego uporczywą wytrwałość w badaniu, dopóki nie wyciągnie z chłopa lub z baby tego, co mu po1 K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze Kolbergu, „Wieś Radomska” T. 11: 2018, s. 102.&#13;
2 List J. Jasińskiej-Zawadzkiej do J. Burszty, datowany 18 XII 1964 r., w aktach Instytutu&#13;
im. O. Kolberga w Poznaniu. Autorka przytacza wspomnienia swojej matki mieszkającej wtedy w Liszkach pod Krakowem, miejscowość ta jako miejsce zapisu licznych pieśni i melodii&#13;
pojawia się w tomach Krakowskiego (DWOK T. 5–8 i 73), Kolberg nie odnotował jednak daty&#13;
prowadzenia badań w Liszkach.&#13;
&#13;
100&#13;
&#13;
�trzeba – ażeby się przekonać, że takie badania etnograficzne kosztują trudu wiele&#13;
i że zesumowawszy wszystko, co Kolberg zdziałał, trud przez niego poniesiony&#13;
okaże się bajecznie olbrzymim1.&#13;
&#13;
Uprzejmość Kolberga oraz drobne wynagrodzenie bądź szklanka trunku zachęcały niewątpliwie informatorów do śpiewu, grania lub opowiadania. Sam badacz budził też zapewne sympatię, a jego nazwisko zostało&#13;
zapamiętane przez jednego z wykonawców, czego wyrazem jest zabawna&#13;
przyśpiewka, którą Kolberg zanotował najprawdopodobniej w powiecie&#13;
kutnowskim:&#13;
A jak ci ja umrę, moja dusza wstanie,&#13;
jak ona usłyszy pana Kolbra granie2.&#13;
O uwadze, jaką Kolberg poświęcał ludowym wykonawcom, oraz o ich&#13;
stosunku do badacza świadczy także notatka zamieszczona przez niego&#13;
w Kujawach:&#13;
Skrzypek grający mi jedną z podobnych melodyj, zawieszonych na dominancie,&#13;
gdym mu wskazał w jaki sposób ma znowu przejść do toniki i na niej zakończyć,&#13;
po kilku z rozmaitym powodzeniem odbytych próbach, wracał do dawnego&#13;
trybu, w którym mu daleko gładziej szło, i w końcu zniecierpliwiony rzekł: Eh!&#13;
Jużcić to ta panowie musita lepij wiedziéć jak mo być, bo się uczyta w szkole;&#13;
a u nas, chłopstwa, to tylko się tak gro zwyczajnie, po prostu, jak Bóg przykazał!3&#13;
&#13;
Podczas prowadzonych systematycznie przez kilkadziesiąt lat badań&#13;
Kolberg zgromadził zapisy nutowe z terenów obejmujących znaczną część&#13;
przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Wprawdzie w 1865 roku, już jako autor&#13;
monografii regionalnej i badacz dokumentujący całokształt kultury ludowej,&#13;
o wcześniejszych swoich pracach pisał: „Zbierałem wówczas [tj. w 1860 r.]&#13;
głównie pieśni i melodie ludowe”4, jednak niezaprzeczalnym pozostaje fakt,&#13;
1 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. XI, pierwodruk: Kraków 1891.&#13;
2 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1209, k. 10, nr 568; tekst został zanotowany&#13;
prawdopodobnie w 1847 roku w okolicach Chochołowa i Tretek w powiecie kutnowskim&#13;
(te miejscowości wymienione są w rękopisie nad zapisanymi wyżej pieśniami).&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 9.&#13;
4 List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 117.&#13;
&#13;
101&#13;
&#13;
�że muzyka przez całe życie stanowiła zasadniczy przedmiot jego zainteresowań i każdy wyjazd przynosił kolejny, obfity zbiór melodii. Współpracując&#13;
niekiedy w terenie z innymi badaczami, Kolberg zawsze zapisywał nuty (co&#13;
było uzasadnione ze względu na jego wykształcenie i wyjątkowe umiejętności), pozostawiając swoim towarzyszom rejestrowanie tekstów pieśni, czy&#13;
też innych jeszcze informacji. Tak pracował z Józefem Konopką podczas&#13;
pierwszej wspólnej wyprawy do Czerska w 1841 r., a także później w czasie&#13;
pobytu w Modlnicy i Mogilanach1. Nie jest wykluczone, że w podobny sposób prowadził badania także z Władysławem Wierzbowskim na Suwalszczyźnie w 1858 roku2. Natomiast na pewno później, w 1865 roku na ziemi&#13;
czerskiej w okolicach Czaplina, gromadził materiały wspólnie z Kornelem&#13;
Kozłowskim. Ten ostatni swoje zapisy tekstów opublikował w pracy Lud.&#13;
Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego wraz z tańcami i melodiami3. Na potrzeby tego zbioru Kolberg&#13;
przygotował około 100 melodii4, ale mimo zapowiedzi w tytule i odsyłaczy&#13;
do nut przy poszczególnych pieśniach nie zostały one wydrukowane, prawdopodobnie ze względu na zbyt wysokie koszty.&#13;
Badania terenowe były bez wątpienia podstawowym sposobem gromadzenia zapisów muzyki ludowej wykonywanej przez mieszkańców wsi&#13;
i miasteczek, ale Kolberg wykorzystywał też inne okazje, by pozyskać nowe&#13;
materiały. Jego informatorami bywały także osoby okazjonalnie przybywające do danej miejscowości, jak na przykład Górale, którzy zatrudniani&#13;
byli w Modlnicy podczas żniw. Wykorzystywał też takie okazje w Warszawie, gdzie pozyskiwał pieśni od służby, która przybywała do stolicy wraz&#13;
z rodzinami ziemiańskimi, czasem nawet z odległych okolic Ukrainy. Pisał&#13;
1&#13;
&#13;
Zachował się m.in. rkp. J. Konopki (Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k.139–140) z zapisami&#13;
tekstów, część melodii do tych tekstów zanotowana została przez Kolberga (rkp. w Arch. PTL,&#13;
teka 42, sygn. 1349, k. 147–148).&#13;
2 Zachował się rkp. terenowy (Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 91) z melodiami zanotowanymi przez Kolberga i (tamże k. 87–89) z tekstami zapisanymi prawdopodobnie przez&#13;
Wierzbowskiego.&#13;
3 Praca ukazała się w Warszawie, najpierw w czterech zeszytach (1867–1868), a powtórnie&#13;
jako całość w 1869 roku.&#13;
4 Zbiór miał liczyć 142 melodie, z czego, jak sam Kozłowski informuje, 2/3 otrzymał od&#13;
Kolberga. Melodie te zostały zanotowane podczas ich wspólnych badań; zob. K. Kozłowski Lud.&#13;
Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego, wraz z tańcami&#13;
i melodiami zebrał […], Warszawa 1869, s. 23. Zapisy melodii przekazane Kozłowskiemu przez&#13;
Kolberga zaginęły.&#13;
&#13;
102&#13;
&#13;
�o tym sposobie gromadzenia materiałów w liście zamieszczonym w „Ruchu&#13;
Muzycznym” w r. 1859:&#13;
Wyczytawszy w numerze 19 z rb. w liście Adama Pługa1 objawione przez niego&#13;
życzenie, aby ktoś zajął się zbieraniem ludowych melodyj ukraińskich, jak niemniej w przypisku Redakcji z tego powodu dołączonym zapewnienie, że już się&#13;
koło tego dzieła krzątają niektóre tam zamieszkałe osoby, miło mi oświadczyć,&#13;
że w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodyj z Wołynia, Podola, Ukrainy,&#13;
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie&#13;
zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych,&#13;
jak łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp., więc&#13;
nieposzlakowanej autentyczności. Stosunkowo do liczby tych pieśni żyjących&#13;
między ludem zbiór mój zbyt jest szczupły, mianowicie, by dał dokładne wyobrażenie o różnicach prowincjonalnych i pomniejszych cechach powiatowych.&#13;
Dla dopełnienia braków czuję, ile pożądanym byłoby zwiedzenie osobiście stron&#13;
tamtych. Podróży wszakże w tym celu ani czas, ani środki jakimi dysponować&#13;
mogłem i mogę, dotąd odbyć mi nie pozwoliły. O. Kolberg2.&#13;
&#13;
Jednak w ciągu następnych kilkunastu lat znakomicie powiększył swe&#13;
zbiory melodii ludowych zapisami terenowymi z kilku regionów Ukrainy.&#13;
Kolberg sporządzał swoje zapisy nutowe zwykle na dużych arkuszach&#13;
papieru o wymiarach 32–35,5 cm x 20–27,5 cm. Jednak często, gdy trafiała&#13;
się okazja zarejestrowania kilku lub choćby jednej melodii, wykorzystywał&#13;
jakąkolwiek kartkę, nawet skrawek papieru. U góry typowych dużych kart,&#13;
zazwyczaj w górnym rogu, umieszczał nazwę miejscowości wskazującą na&#13;
miejsce sporządzania notatek bądź na ich inny związek z danym terenem.&#13;
Początkowo Kolberg starał się zgromadzić informacje o miejscu pochodzenia pieśni, które, jak pisał „mogłoby uchodzić za jej właściwe gniazdo,&#13;
ze względu, że ją tam nasamprzód słyszano”3. Zapewne w praktyce terenowej okazało się to niemożliwe i ostatecznie w 1857 roku we wstępie do&#13;
Pieśni ludu polskiego zapowiedział:&#13;
1 Wyjątek z listu Adama Pługa do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3:&#13;
1859, nr 19, s. 161–163.&#13;
2 O. Kolberg Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3: 1859, nr 22, s. 193.&#13;
Przedruk w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 524 w przypisie.&#13;
3 Rkp. Kolberga będący wcześniejszą wersją wstępu do Pieśni ludu polskiego (Arch. PTL,&#13;
teka 35, sygn. 1314, k. 3), sporządzony prawdopodobnie około roku 1849, zob. O. Kolberg Pieśni&#13;
ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 5.&#13;
&#13;
103&#13;
&#13;
�Stając się wiernym jej [pieśni] tłumaczem, wszędzie wskazałem miejsce, gdzie&#13;
wysłuchaną została. Wymienioną wieś lub miasto (a raczej okolicę ich) po większej części uważać można za miejsce, gdzie ze szczególnym zamiłowaniem pieśń&#13;
tę i ową śpiewają. Nie zawsze jednak w tym miejscu powstała […]”1.&#13;
&#13;
Niekiedy między kolejnymi zarejestrowanymi melodiami widnieje inna&#13;
nazwa niż podana na górnym marginesie karty. Może to wskazywać, że&#13;
zmienił się wykonawca i nowy pochodził z innej miejscowości niż poprzedni, przykładem jest karta z zapisami z Ciepielewa i Pułtuska2.&#13;
Kolberg nie datował swoich manuskryptów. Niekiedy opatrywał datą&#13;
roczną niektóre utwory publikowane w Mazowszu czy w Radomskiem,&#13;
zwłaszcza wtedy, gdy czas zapisania i czas druku były odległe, a dzieliło je&#13;
niekiedy nawet czterdzieści lat.&#13;
Wydaje się, że zbieracz przygotowywał wcześniej arkusze, przynajmniej&#13;
ich część, kreśląc na nich starannie pięciolinie jedna pod drugą na całą&#13;
szerokość. Później, wykorzystując pełną długość pięciolinii, notował obok&#13;
siebie melodie, szczególnie instrumentalne, oddzielając je kluczami (zob.&#13;
ilustracja na s. 105).&#13;
Na innych kartach wykreślał kilka pięciolinii na górnej części karty,&#13;
również na całą szerokość, i tam zapisywał melodie, głównie wokalne,&#13;
z incipitem tekstu. Całość przynależącego tekstu umieszczał poniżej lub na&#13;
oddzielnej karcie, przy czym incipit tekstu zapisany pod nutami spełniał&#13;
rolę odsyłacza do pełnego tekstu3. Niemało jest jednak kart nieprzygotowanych wcześniej do notowania, gdzie rejestrowanie materiału tekstowego odbywało się bezpośrednio po muzycznym i utwory zapisywane są&#13;
kolejno jako całostki. Wtedy melodie zapisywane były często dwuszpaltowo4.&#13;
Czasem używał papieru nutowego, zapewne droższego, na którym niekiedy notował ołówkiem. Wpisywał wtedy melodie bezpośrednio jedna po&#13;
drugiej, po dwie lub trzy na jednej pięciolinii, np. na kartach z zapisami terenowymi z Łomży5 zmieścił na jednej stronie ponad 50 melodii. Zdarzało&#13;
się, że teksty przyśpiewek notował wtedy na marginesach.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VI.&#13;
Zob. ryc. 1 po s. 120.&#13;
3 Zob. ryc. 2 po s. 120.&#13;
4 Zob. ryc. 3 po s. 120.&#13;
5 Zob. ryc. 4 po s. 120.&#13;
2&#13;
&#13;
104&#13;
&#13;
�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 3.&#13;
&#13;
Pismo Kolberga jest drobne, ścisłe, na ogół czytelne, szczególnie gdy&#13;
używał atramentu, a notatki powstawały w dogodnych warunkach przy&#13;
biurku lub stole w gościnnych domach. Nie można tego powiedzieć o wielu&#13;
zapisach ołówkowych, dokonywanych być może w warunkach trudniejszych. Pismo jest wówczas mniej dokładne, mniej precyzyjne, a dziś, po&#13;
półtora wieku, miejscami zatarte i trudne do odczytania.&#13;
We wszystkich rękopisach sporządzonych ze słuchu w czasie śpiewu lub&#13;
gry widoczny jest pośpiech w notowaniu ulatujących dźwięków, w uchwyceniu melodii, rytmu czy ewentualnych cech wykonawczych. Dlatego zapisy nutowe często bywają niekompletne. Zawsze brak oznaczenia miary&#13;
taktu, ale w oczywisty sposób można ją odczytać z podziału na takty i urytmizowania melodii. Z uwagi na konieczność szybkiego pisania, z przyczyn&#13;
105&#13;
&#13;
�czysto praktycznych Kolberg notował melodie trójmiarowe prawie wyłącz&#13;
nie w większych wartościach – w metrum . Z konieczności nadążenia za&#13;
rozbrzmiewającą melodią nie notował oddzielnie z chorągiewkami wartości&#13;
ósemkowych i mniejszych w utworach wokalnych, lecz łączył belkami.&#13;
O pośpiechu świadczą też puste, niewypełnione nutami powtarzające się&#13;
takty:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 143.&#13;
&#13;
Druk w Krakowskiem cz. II (DWOK T. 6), s. 501–502, nr 852.&#13;
&#13;
Niekiedy puste takty opatrzone są znakiem wskazującym na powtórzenie&#13;
taktu poprzedniego, co potwierdzają zredagowane czystopisy i druki:&#13;
&#13;
106&#13;
&#13;
�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 30.&#13;
&#13;
Druk w Mazowszu cz. II (DWOK T. 26) s. 204, nr 235.&#13;
&#13;
Notując, Kolberg stosował też znaki repetycji lub umieszczał nad taktami&#13;
notę „bis”, obejmując łukiem fragmenty melodii, których dotyczyła. Nie&#13;
zawsze zapisywał melodie, także instrumentalne, w realnej wysokości wykonania, lecz transponował je do tonacji, w których większość nut mieściła&#13;
się na pięciolinii. Wybierał przy tym tonacje o możliwie niewielu znakach&#13;
chromatycznych:&#13;
dla jednolitości i dogodniejszego ich czytania pozwoliłem sobie niekiedy transpozycji z tonacji najeżonych w wykonaniu krzyżykami i bemolami do prościejszych1.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 102.&#13;
&#13;
107&#13;
&#13;
�Często w zapisach terenowych pisał znaki chromatyczne w przebiegu&#13;
melodii przed lub nad odpowiednią nutą, w druku natomiast umieszczał je&#13;
zgodnie z ortografią muzyczną przy kluczu:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 44v.&#13;
&#13;
Druk w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1), s. 402–403, nr 311.&#13;
&#13;
Umieszczenie znaków nad nutami może oznaczać też możliwość fakultatywnego ich zastosowania, o czym pisał np. w erracie do drugiej części&#13;
Kujaw (DWOK T. 4) do melodii nr 408: „takt 12 i 16 krzyżyk na wierzchu&#13;
znaczy, że biorą c lub cis wedle woli”, dotyczy to zresztą także taktu 20 tej&#13;
melodii. Tak też należy odczytywać inne przykłady znajdujące się w czystopisach i drukach, m.in. w monografii Sandomierskie i w materiałach&#13;
do Gór i Podgórza1. Zdarza się, że w rękopisach znaki te w ogóle są opuszczone, gdy na jednej pięciolinii umieszczonych jest parę melodii granych&#13;
lub śpiewanych w tej samej tonacji. Oddzielone są one wtedy od siebie&#13;
1 Zob. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), nr 197, 201, 202; zob. też O. Kolberg Góry&#13;
i Podgórze (DWOK T. 44) nr 5, 125, 135, 447.&#13;
&#13;
108&#13;
&#13;
�kluczem, jednak bez powtórzenia znaków znajdujących się przy pierwszym&#13;
zapisie. O tym, że dla Kolberga oczywiste było utrzymanie tej samej tonacji w następnych melodiach zapisanych na tym samym systemie, świadczą czystopisy, w których melodie te zanotowane są we właściwej tonacji&#13;
i z poprawnym wprowadzeniem znaków przykluczowych:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 65v.&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 175 r. nr 2.&#13;
&#13;
W zapisach ze słuchu w notacji linii melodycznej widoczne są poprawki,&#13;
skreślenia, wahania co do wysokości nut, dopisywanie nuty nad zasadniczą nutą, pod nią lub obok niej, zapisywanie o oktawę niżej brzmienia całego taktu. Taki nieprecyzyjny, pozornie niezdecydowany zapis nie oznacza&#13;
wyłącznie niepewności, wahań czy korekt Kolberga. Jest przede wszystkim&#13;
wynikiem wariantowego wykonania dalszych zwrotek pieśni lub skutkiem&#13;
kilkakrotnego powtarzania przez wykonawcę danej melodii dla umożliwienia&#13;
zarejestrowania całości utworu. Na ogół śpiewacy i instrumentaliści nie powtarzają idealnie tak samo linii melodycznej i rytmu melodii, co szczególnie&#13;
charakteryzuje grę skrzypków. O kujawskich wykonawcach Kolberg pisał:&#13;
Niektórzy improwizatorską obdarzeni zdolnością, rzadko kiedy powtarzają bez&#13;
ozdób jedne i te same frazesa, ale owszem coraz to inne z nich wytwarzają, albo&#13;
je nowymi obwieszają melizmatami1.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209, pierwodruk: Warszawa 1867 (recte 1869).&#13;
&#13;
109&#13;
&#13;
�Wspominał o tym problemie także wcześniej, charakteryzując zapisy&#13;
z Sandomierskiego: „Urozmaicenia te choć w cząstce starałem się pochwycić i oddać, bo wszystkiego niepodobna”1. Niemożliwością również było dla&#13;
Kolberga oddanie w grafice nutowej ćwierćtonów uwzględnianych niekiedy&#13;
przez skrzypków:&#13;
Skrzypek taki daje nawet gdzieniegdzie, obok półtonów, słyszeć zarzucone dziś&#13;
ćwierćtony […]. Dla braku znaków pisarskich w dzisiejszej naszej muzyce służących na oznaczenie takich ćwierćtonów, należało je, gdzie się przypadkiem zdarzyły, obniżyć lub podwyższyć wedle okoliczności o drugie jeszcze ćwierćtonu,&#13;
sprowadzając do najbliższego półtonu2.&#13;
&#13;
Tak więc nuty zapisane ciasno obok siebie lub jedna nad drugą mogą&#13;
być próbą utrwalenia przez Kolberga takich odmianek wykonania. Gdy&#13;
zapis stawał się nieczytelny, Kolberg często zaznaczał literowo wysokości&#13;
nut nad pięciolinią, pisał też obok zanotowanej melodii właściwszą wersję&#13;
danego taktu lub odcinka, czasem dodając uwagę „lepiej”. Natomiast gdy&#13;
chodziło o wersję alternatywną, używał wyrazu „lub”, „vel” bądź znaczka&#13;
„x”, wpisując je w odpowiednim miejscu melodii i nad dopisanym na marginesie taktem:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 97.&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 12(3).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 10.&#13;
Tamże, s. 105–107.&#13;
&#13;
110&#13;
&#13;
�Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 2, sygn. 1124, k. 22r.&#13;
&#13;
Z notacją metrorytmiczną melodii wiąże się istotny problem stosunku&#13;
Kolberga do melodii o rytmie swobodnym i do melodii wykonywanych z zastosowaniem tempa rubato. Melodie ametryczne przyrównywał do śpiewów&#13;
i chorałów kościelnych, pisząc we wstępie do Pieśni ludu polskiego, że są&#13;
one tylko „pozornie pozbawione owej równowagi taktowej, do której ucho&#13;
nasze nawykło”1. Swoje stanowisko w sprawie notacji melodii ametrycznych&#13;
i konieczności ich ujęcia w takty podkreślił również w recenzji Zbioru II&#13;
melodyj chóralnych Wilhelma Altmanna, pastora z Odolanowa:&#13;
[…] a rzeczą jest człowieka muzykalnego, choćby elementarnie tylko w tej sztuce&#13;
wykształconego, gdy notuje melodię ze słuchu, oddać ją wiernie i muzykalnie zarazem, a nie roniąc nic z jej swobody w rozwijaniu się, a nawet i z iloczasu, nadać&#13;
jej przecież porządek i pewną symetrię w układzie2. Czujemy bowiem bardzo&#13;
dobrze, że melodie pozornie bezładne, niedające się niby ująć w regularne takty,&#13;
tak samo jak w poezji wiersze niejednostajnej miary nie mogą się jednak obejść&#13;
bez rytmu i pewnego nacisku (akcentu) właściwą uwydatnionego deklamacją, a te,&#13;
mimo bardzo wybujałej nieraz śpiewaków tych swobody w polocie, nadają im&#13;
pozór jak największej szykowności. I tak np. psalm „Błogosław duszo moja” (nr 3)&#13;
napisany, równie jak wszystkie inne, bez oznaczenia taktu, można było rozdzielić&#13;
na takty czteroćwierciowe lub na trzyćwierciowe, lub też mieszane, niektóre zaś&#13;
z nut ćwierciowych (fermatami na wierzchu odznaczonych) przedłużyć o drugie&#13;
tyle (to jest zrobić z nich półnuty) lub też ligaturami połączyć.&#13;
W taki lub podobny sposób dałoby się wszystkie niemal w tym zbiorku zamieszczone melodie ułożyć, traktując rzecz tę umiejętnie, tj. bez naruszenia ich&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.&#13;
Że w ten sposób pisano i wydawano, i wydają jeszcze mnóstwo śpiewników, że niektóre&#13;
śpiewy, jak np. lamentacje, mogłyby, a nawet winny czasami pozostać bez oznaczenia taktu&#13;
– nie uwalnia bynajmniej wydawcy od zarzutu jaki wyżej wyłuszczamy. [Przypis Kolberga&#13;
w przytaczanej recenzji.]&#13;
2&#13;
&#13;
111&#13;
&#13;
�właściwości. Baczyć by przede wszystkim należało na długość nut nad którymi&#13;
fermata są położone, przedłużać niekiedy nawet i te, nad którymi nie ma fermatów,&#13;
uwzględniać i poprawiać czas trwania niektórych półnut, a same melodie porównywać z odmianami czyli wariantami używanymi po innych częściach naszego kraju. Prawda, że praca to arcymozolna, lecz nie bez pożytku dla śpiewającej gminy.1&#13;
&#13;
Zgodnie więc z takim przekonaniem już w czasie zapisywania melodii&#13;
ametrycznych Kolberg usiłował ująć je w sztywne ramy taktów i naginał swobodną pulsację rytmiczną do ustabilizowanych stosunków czasowych. Przyporządkowanie rytmiki do regularnej budowy taktowej wymagało przepracowania struktury metrorytmicznej. Wydłużał więc lub skracał wartości nut,&#13;
przesuwał kreski taktowe, wprowadzał rytm synkopowany, fermaty, pauzy.&#13;
Tak zapisane melodie zatracały swój charakter, swoją płynność wykonania.&#13;
Przedstawione przykłady, wybrane spośród wielu, ilustrują to zagadnienie.&#13;
Dwie pierwsze melodie są zapisami z Sanockiego, każda w trzech wersjach,&#13;
które ukazują zmagania Kolberga ze sformalizowaniem zapisu.&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, BN PAU i PAN, sygn. 3195, k. 54.&#13;
1 Recenzja Kolberga: Zbiór II melodyj chóralnych ułożony przez ks. Dra W. Altmanna,&#13;
pastora odolanowskiego, Erfurt i Lipsk 1856 ukazała się w „Zwiastunie Ewangelicznym” 1864,&#13;
nr 8, s. 125–127.&#13;
&#13;
112&#13;
&#13;
�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, BN PAU i PAN, sygn. 3195, k. 51.&#13;
&#13;
Przytoczone niżej dwie melodie, zanotowane pierwotnie przez zbieracza&#13;
na Hali Królowej koło Stawów Gąsienicowych w Tatrach, po zredagowaniu&#13;
ujęte zostały w czystopisach w karby metrum parzystego:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 11, sygn, 1176/18, k. 6&#13;
i czystopis, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/11, k. 7.&#13;
&#13;
113&#13;
&#13;
�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/18, k. 6&#13;
i czystopis, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/11, k. 7.&#13;
&#13;
Charakterystyczne dla polskiej muzyki ludowej tempo rubato było Kolbergowi znane. Opisał je w drugiej części Kujaw:&#13;
Grając kujawiaka […] skrzypek wiejski rad przystraja go w kwieciste zwroty […]&#13;
przydłużając obok tego lub opóźniając (tempo rubato) miejscami części taktów&#13;
i całkowite takty, albo je zbijając, czyli chłoniąc w siebie, które to wykonanie&#13;
prowadzi za sobą mniejsze lub większe w podobnych taktach wartości w czasie&#13;
niż tempo  i , lubo te nie rażą, gdy symetrycznie w danych a równych powracają okresach1.&#13;
&#13;
Badacz nie sygnował swoich zapisów muzycznych jakąkolwiek notą&#13;
wskazującą na tempo rubato, zapewne dlatego, że poza określeniami słownymi: rubato, tempo rubato, nie istniał wówczas w grafice nutowej znak dla&#13;
tego zjawiska. Być może też dlatego, że ów środek wyrazowy wykonawstwa&#13;
ludowego był powszechny wśród muzyków, zresztą nie tylko kujawskich.&#13;
Dokładne uchwycenie tej maniery i wypracowanie oznakowania stało się&#13;
możliwe dopiero w XX w. dzięki nagraniom muzyki ludowej i jej transkrypcjom2.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 208–209.&#13;
Zob. J. i M. Sobiescy Tempo rubato u Chopina i w polskiej muzyce ludowej, w: J. i M.&#13;
Sobiescy Polska muzyka ludowa i jej problemy, wybór prac pod red. L. Bielawskiego, Kraków&#13;
1973, s. 430–441.&#13;
2&#13;
&#13;
114&#13;
&#13;
�Kolberg starał się natomiast zanotować w swych rękopisach terenowych&#13;
niektóre ornamenty. Spośród nich najczęściej zanotowana jest przednutka&#13;
krótka i długa. Ta ostatnia w istocie jest też krótką i tylko z uwagi na pośpiech w pisaniu nie bywała przekreślona i w zredagowanych już przez&#13;
Kolberga zapisach nutowych ma ona postać przednutki krótkiej. Notowane&#13;
są też podwójne przednutki, mordenty, tryle i bardzo często melizmaty.&#13;
Nadto Kolberg zarejestrował w litewskich zapisach nutowych manierę&#13;
wykonawczą, jaką jest apokopa, znana także na terenie polskim, m.in. na&#13;
Kurpiach. Polega ona na tym, że w końcowym takcie pieśni, a czasem także&#13;
i zdania, jako przedostatnia zanotowana jest dłuższa nuta, a po niej krótka,&#13;
wykonywana przez śpiewającego krótko, prawie bezdźwięcznie, na wydechu lub niewykonywana w ogóle1.&#13;
Z dokumentacją melodii wokalnych wiąże się problem rejestrowania&#13;
przez Kolberga tekstów pieśni i relacji między tekstami a zapisami nutowymi. W zapisach terenowych Kolberg nie podpisywał tekstu pod nutami&#13;
z podziałem na sylaby, zaznaczał tylko podział na zwrotki i wiersze. Często&#13;
zauważyć można, że tekst nie jest zgodny z melodią, szczególnie w dalszych&#13;
zwrotkach. Ma to niewątpliwie związek z kilkakrotnym wykonywaniem&#13;
pieśni, przy czym Kolberg najpierw rejestrował melodię, a później tekst.&#13;
W trakcie wykonywania kolejnych zwrotek, zwłaszcza pieśni dłuższych, melodia ulegała pewnym zmianom i zapis jej wykonania dla pierwszej zwrotki&#13;
mógł nie odpowiadać tekstowi dalszych. Problem ten pozostał nierozwiązany także w zredagowanych i przygotowanych do druku materiałach.&#13;
Melodie wokalne stanowią zdecydowaną większość wśród zarejestrowanych w manuskryptach. Muzykę instrumentalną reprezentują przede wszystkim skrzypce, rzadziej piszczałka i dudy. Sam Kolberg sporadycznie informował, na jakim instrumencie wykonana była melodia. W wielu melodiach&#13;
można rozpoznać wykonanie skrzypcowe, rzadziej na fujarce, w większości&#13;
jednak trudno odgadnąć rodzaj instrumentu na podstawie samego tylko&#13;
zapisu2. W monografii Kujaw podał Kolberg istotną informację o umiejscowieniu na końcu drukowanego zapisu nutowego partii skrzypiec, które&#13;
w oryginalnym wykonaniu zwykle współbrzmią z melodiami wokalnymi:&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53), nr 24, 45, 74, 117 i in.&#13;
Zob. też T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” R. V:1954, nr 3–4, s. 9–11.&#13;
Strumiłło analizował zapisy Kolberga zawarte w tece 11 Górale i doszedł do wniosku, że są wśród&#13;
nich notacje gry na dudach i trombicie; w artykule jako wykonaną na trombicie przytoczył melodię z rękopisu, która później została wydana w tomie Góry i Podgórze cz. II (DWOK T. 45), nr 1931.&#13;
2&#13;
&#13;
115&#13;
&#13;
�Częstokroć to, co grają skrzypce jako urozmaicenie, napisałem w dalszym ciągu&#13;
po skreśleniu śpiewu, jakkolwiek głos skrzypiec zwykł towarzyszyć śpiewowi&#13;
[…], niekiedy wszakże grają skrzypce po śpiewie rodzaj odpowiedzi, tj. jakoby&#13;
drugą część tego, co słyszały w pierwszej wyśpiewanym1.&#13;
&#13;
Wydaje się, że uwaga o „odpowiedzi” skrzypcowej na melodię wokalną&#13;
może dotyczyć 2-, 4- i 6-taktowych przygrywek instrumentalnych, które towarzyszą pieśniom i przeważnie korespondują z nimi motywicznie,&#13;
a rzadziej zawierają odrębny materiał muzyczny. Rzeczą znamienną jest&#13;
to, że często nie mają one swego źródła w zachowanych zapisach terenowych, obejmujących tylko melodie wokalne, bez owych przygrywek, które uzupełnione zostały w czystopisach i w drukowanych pieśniach, np.:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 56&#13;
i czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1159, k. 84.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209.&#13;
&#13;
116&#13;
&#13;
�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 7, sygn. 1157, k. 5a&#13;
i druk: O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 298, nr 70.&#13;
&#13;
O pracy redakcyjnej Kolberga nad zapisami ze słuchu znajdujemy nieliczne wzmianki w korespondencji. O tym, że podejmował ją bezpośrednio,&#13;
tego samego dnia, wspomina Teofil Lenartowicz w roku 1857 po otrzymaniu Pieśni ludu polskiego:&#13;
&#13;
117&#13;
&#13;
�[…] zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysocem i Mokrym Lesie, Ty&#13;
za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas porządkujemy nasze&#13;
zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida1.&#13;
&#13;
Sporządzając czystopisy melodii na podstawie rękopisów terenowych,&#13;
Kolberg porządkował ich zapis. Wprowadzał miarę taktu, określając tym&#13;
samym tempo danej melodii, zmieniał wartości nut na mniejsze dla szyb&#13;
&#13;
szych melodii (metrum ), pozostawiając miarę  dla wolniejszych. Wartością dzielącą melodie pod względem tempa było dla ósemki mniej więcej&#13;
 = 140 M.M.2. W czasie redagowania materiału muzycznego doświadczenie, pamięć i znajomość lokalnego folkloru podpowiadały mu, kiedy przyjąć&#13;
&#13;
&#13;
dla danego utworu miarę , a kiedy .&#13;
Uzupełniał też wszelkie braki zapisu terenowego: wypełniał puste takty, ustalał zasadniczą linię melodyczną, gdy w taktach odnotowanych było&#13;
obok siebie więcej nut lub gdy melodia wyrażona była literami, dokonywał drobnych korekt w linii melodycznej, rezygnował z alternatywnych&#13;
nut lub je uwzględniał zgodnie z zapisem terenowym, rozgraniczał graficznie nuty sylabiczne od melizmatycznych, czasami transponował melodie do innych tonacji niż te, w których zanotowane były w rękopisie terenowym, poprawiał nieprecyzyjne urytmizowanie, np. rytmy punktowane, dla melodii wykonanych swobodnie pod względem metrorytmicznym&#13;
wprowadzał budowę metryczną. Niekiedy wpisywał też bezpośrednio nad&#13;
melodią notę lokalizacyjną odmienną od zanotowanej w trakcie badań dla&#13;
całej karty, być może wskazującą na bliższe związki wykonawcy z daną&#13;
miejscowością.&#13;
Przygotowując czystopisy przeznaczone do druku, do roku 1879&#13;
(tj. w pierwszych dwunastu tomach Ludu) Kolberg opracowywał melodie&#13;
w pełnym brzmieniu z wszelkimi ozdobami i odmiankami wykonania wynikającymi z uzdolnień muzycznych śpiewaków i instrumentalistów. Odmiany te odnotowywał małymi nutami obok nut dużych, stanowiących podstawowy przebieg melodii, o czym pisał w tomach Kujawy i Krakowskie3.&#13;
1 List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66. Lenartowicz wspomina wycieczkę do dworku Norwidów odbytą w roku 1843.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VII i tegoż Kujawy cz. II (DWOK T. 4),&#13;
s. 205.&#13;
3 Zob. O Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209, i tegoż Krakowskie cz. II (DWOK T. 6),&#13;
s. I–II.&#13;
&#13;
118&#13;
&#13;
�Po latach wrócił jeszcze raz do wyjaśnienia znaczenia tak rejestrowanych&#13;
melodii:&#13;
Przypominamy, iż małe nuty umieszczone nad i obok większych, główny tok&#13;
melodyi głoszących, oznaczają odmianę, urozmaicenie tej melodyi i używane są&#13;
zwykle przy powtórzeniu śpiewu1.&#13;
&#13;
Począwszy od piątej części Poznańskiego wydanej w 1880 r. znaczenie małych nut poszerzył. Nie przedstawiały one już wyłącznie odmian&#13;
wynikłych z powtarzania melodii, ale stały się przede wszystkim częścią&#13;
głównego przebiegu melodii, częścią jej struktury. Przyczyną tego było&#13;
wprowadzenie przez Kolberga w druku skróconej notacji melodii. Polega&#13;
ona na zamieszczeniu np. ośmiotaktowej melodii w czterech taktach przy&#13;
zastosowaniu znaków repetycji w poprzedniku i wpisaniu do niego małymi nutami melodii następnika lub odwrotnie: wpisaniu do następnika&#13;
małymi nutami melodii poprzednika. Kolejność przebiegu melodii wyznaczają w odpowiednich miejscach cyfry 1 i 2. W wyniku takiego zapisu&#13;
wielotaktowe melodie mieściły się w połowie ilości taktów, zajmowały&#13;
więc w drukowanych tomach znacznie mniej miejsca, co w konsekwencji łączyło się z mniejszymi kosztami druku. Można też przypuszczać, że&#13;
powodem zastosowania skróconego zapisu była chęć zamieszczenia w publikacji większej liczby melodii, których ogromna część w dalszym ciągu&#13;
pozostawała jeszcze niewydana. Sposób odczytywania takiego zapisu zamieścił Kolberg w r. 1880 w części piątej Wielkiego Ks. Poznańskiego 2,&#13;
nie wyjaśniając jednak przyczyn, dla których go wprowadził. Stosując&#13;
taki zapis, musiał z konieczności rezygnować z zamieszczania wszelkich&#13;
odmian, np. alternatywnych wersji powtarzających się fragmentów melodii, mimo ich wariantowego ujęcia znajdującego się w zapisach nieskróconych, pełnych. Zachowały się dziesiątki czystopisów pierwotnie sporządzonych w pełnym brzmieniu, a następnie sprowadzonych do zapisu&#13;
skróconego. Kolberg dokonywał tego bezpośrednio na zredagowanych&#13;
już kiedyś pełnych melodiach lub przepisywał je, tworząc nową wersję&#13;
redakcyjną:&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), pierwodruk: Kraków 1886, s. II; cytat dotyczy&#13;
melodii zebranych w tym regionie w latach czterdziestych i publikowanych przede wszystkim&#13;
w Pieśniach ludu polskiego w 1857 r.&#13;
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), pierwodruk: Kraków 1880, s. XIV–XV.&#13;
&#13;
119&#13;
&#13;
�Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 112.&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 115.&#13;
&#13;
Następowało więc zubożenie, zeschematyzowanie zarejestrowanych&#13;
wcześniej melodii. Nadto w późniejszych monografiach, kierując się&#13;
oszczędnością miejsca i jednocześnie chęcią opublikowania jak największej ilości materiału muzycznego, Kolberg łączył w druku w ramach jednego zapisu dwie wariantowe melodie, które były odrębnymi utworami&#13;
pochodzącymi z różnych wykonań, zarejestrowanymi jako dwie melodie&#13;
niezależne, samoistne:&#13;
&#13;
Melodia 1: Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 17&#13;
i czystopis przygotowany do Kieleckiego, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 41, nr 190.&#13;
&#13;
120&#13;
&#13;
�Rkp. Kolberga, zapis terenowy, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 18&#13;
i czystopis przygotowany do Kieleckiego, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 41, nr 189.&#13;
&#13;
Melodie połączone w druku: O. Kolberg Kieleckie cz. II, (DWOK T. 19) s. 113, nr 370.&#13;
&#13;
121&#13;
&#13;
�Inny przykład dwu odrębnych melodii zredagowanych w ten sposób do&#13;
druku w Kieleckiem:&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, czystopis, Arch. PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 41, nr 489&#13;
i czystopis, Arch. PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 41, nr 490.&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, zapis zredagowany do druku, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 13, nr 37.&#13;
&#13;
Charakterystyczną cechą tomów publikowanych po roku 1879, poza&#13;
skróconą notacją melodii, jest rezygnacja z zamieszczenia niektórych zapisów nutowych i odsyłanie tekstów notą: „obacz nuta nr…”, do podobnych,&#13;
już drukowanych lub przeznaczonych do druku melodii. Wprawdzie ideą&#13;
Kolberga było gromadzenie wszystkich wariantów melodii, jednak wysokie&#13;
koszty druku nut powodowały, że zmuszony był od niej odstąpić, co zresztą&#13;
przewidywał już na samym początku publikowania monografii regionalnych:&#13;
Ważność ta [przytaczania wielu wariantów] polega według mnie na przekonaniu:&#13;
że tylko większa liczba, choćby drobniejszych odmian i odcieni (które mimo to&#13;
122&#13;
&#13;
�nie są i nie mogą być wyczerpane, gdy lud coraz to nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub użytkowania, daje wyobrażenie o stopniowem&#13;
[…] kształtowaniu czyli urabianiu się pieśni pod względem formy, rytmu i spójności z tekstem […]. W przyszłości jednak, posiłkując się odsyłaczami, unikać będę&#13;
powtarzania tych samych lub zbyt do siebie podobnych melodyi1.&#13;
&#13;
Często też pod jedną melodią zamieszczonych zostało kilka, a nawet kilkanaście tekstów przyśpiewek. Właściwością takich jedno- lub dwuzwrotkowych utworów jest ich swobodne łączenie się z różnymi melodiami&#13;
o odpowiedniej strukturze metrycznej. Takie obserwacje poczynił zbieracz&#13;
odnośnie do krakowiaka:&#13;
Że rytm krakowiaka jest mniej więcej jednostajny, a i miara wiersza częstokroć&#13;
jednakowa, przeto słowa krakowiaka pod jaką bądź melodią mniej więcej&#13;
stosowną, bez skrupułu bywają podkładane, byle się do niej nadały i przytoczone&#13;
tu słowa do melodyi po większej części za przypadkowe uważane być winny […]2.&#13;
&#13;
Spostrzeżenia te rozszerzyć można i na teksty przyśpiewek do tańców&#13;
trójmiarowych, np. kujawiaka, obertasa.&#13;
Informacje o tańcach, instrumentach i wykonawcach&#13;
Tańce zajmują istotne miejsce w monografiach regionalnych Kolberga.&#13;
Już w Pieśniach ludu polskiego (1857) zamieścił podstawowe informacje o ich rodzajach, podziale terytorialnym i przynależności do obrzędów,&#13;
a w kolejnych tomach Ludu znalazły się liczne ich opisy. Niekiedy zostały&#13;
one zaczerpnięte z literatury, np. w Sandomierskiem opisy Kolberga oparte&#13;
są tekście J. K. Gregorowicza3, a w Krakowskiem i Mazowszu zamieścił&#13;
wypisy między innymi z publikacji K. Brodzińskiego, Ł. Gołębiowskiego&#13;
i K. Czerniawskiego4. Dotyczą one przede wszystkim tańców powszechnie&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 70&#13;
O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 620–621.&#13;
3 J.K. Gregorowicz Obrazki wiejskie, T. 4, Warszawa 1852, s. 238–245.&#13;
4 K. Brodziński Wyjątek z pisma o tańcach, „Melitele” 1829, s. 97–98; przedruk pt. O tańcach narodowych, w: K. Czerniawski O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na tańce różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie, Warszawa 1860,&#13;
s. 97–119, tę ostatnią pracę opublikował Czerniawski najpierw pt. Charakterystyka tańców&#13;
2&#13;
&#13;
123&#13;
&#13;
�znanych, takich jak polonez, krakowiak, mazur, obertas. Zupełnie inny charakter mają opisy tańców regionalnych, które znajdziemy np. we wstępie&#13;
do części V W. Ks. Poznańskiego. Wymienione tam wiatraki, kowale, kołodzieje, wiwaty, a także walc, sztajer czy lendler zostały zaobserwowane&#13;
przez Kolberga podczas jego podróży w latach 70.1 i poza wzmiankami o ich&#13;
przebiegu opisy zawierają szczegółowe informacje o odmianach i miejscu&#13;
wykonywania (np. „w Lubostroniu, Oporowie, Smogurzewie, pow. szubiński”, „w Bukowskiem i Międzyrzeckiem”). Równie szczegółowo zostały&#13;
scharakteryzowane tańce z Pokucia. W monografii tego regionu Ukrainy&#13;
najwięcej miejsca spośród tańców autor poświęcił kołomyjce i jej lokalnej&#13;
odmianie horodylance2, ale opisał też wertaka, czobana, serpena, kozaka,&#13;
hajduka i wołocha. Podobnie jak w przypadku innych elementów kultury&#13;
ludowej, na jakość opisów zamieszczonych w monografii Pokucia wpływ&#13;
miał stosunkowo długi kontakt badacza z tym terenem, m.in. w czasie organizacji wystawy w Kołomyi w 1880 r., oraz dobry kontakt z miejscowymi&#13;
regionalistami.&#13;
Niewątpliwie wyjątkowe miejsce w badaniach Kolberga zajmują tańce&#13;
z Kujaw. Przebywając na tym terenie w latach sześćdziesiątych XIX wieku, mógł widzieć jeszcze taniec składający się z trzech, coraz to szybszych&#13;
części. Według jego opisu taniec kujawski składał się z: chodzonego czyli&#13;
polskiego, odsibki czyli kujawiaka właściwego oraz ksebki czyli mazura&#13;
(vel obertasa kujawskiego)3, sam jednak pisał, że bardzo często odrzucają&#13;
„owego chodzonego, rozpoczynając taniec od razu od odsibki” 4. Funkcjonowanie takiego wieloczęściowego tańca do początków XX wieku, nie tylko&#13;
na Kujawach, potwierdził także Marian Sobieski5. Taniec kujawski stał się&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1847, T. 2, s. 293–354. Zob. też Ł. Gołebiowski Gry i zabawy&#13;
różnych stanów…, Warszawa 1831, s. 304–327&#13;
1 Kolberg pisał m.in.: „W Kościańskiem zauważyliśmy (w r. 1872 i 1875) głównie następujące tańce: walec powolny (w  lub  takcie) zwany czasami wałkiem i linder (Ländler, walc&#13;
prędszy w  lub  t.)”, zob. tenże W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. IX.&#13;
2 W cz. III Pokucia (DWOK T. 31), pierwodruk: Kraków 1888, na s. 5 Kolberg podał nazwę&#13;
tego tańca w wersji „hordyjanka czy horodyjanka”, ale tamże na s. 7, a przede wszystkim nad&#13;
melodiami (zob. s. 46–48) zapisuje nazwę tego tańca jako „hordylanka”.&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 204. Zob. też T. Nowak Znaczenie zbiorów&#13;
Oskara Kolberga dla współczesnych badań choreologicznych, „Polski Rocznik Muzykologiczny”, T. XII: 2014, s. 145–157.&#13;
4 O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 204.&#13;
5 M. Sobieski Polskie tańce, w: J. i M. Sobiescy Polska muzyka ludowa…, s. 390.&#13;
&#13;
124&#13;
&#13;
�przedmiotem specjalnych opracowań Kolberga, z których najwcześniejszym&#13;
był prawdopodobnie rękopis Chodzone, kujawiaki, obertasy, mazury zawierający ponad 700 tańców (większość z nich składa się z dwóch lub&#13;
trzech odrębnych melodii), przy czym kolejność melodii w danym tańcu nie&#13;
zawsze odpowiada wcześniejszemu opisowi autora. Jest to zapewne pierwsza wersja zbioru tańców, który miał się znaleźć w planowanym trzecim&#13;
tomie Kujaw1. Ostatecznie jednak znaczna część tych melodii opublikowana&#13;
została w monografiach regionów sąsiednich w osobnych rozdziałach (jak&#13;
w Łęczyckiem) lub rozproszona wśród innych zapisów (w Poznańskiem).&#13;
Informacje o tańcach zawarte w Ludzie wspomniany już Marian Sobieski podsumował następująco:&#13;
Kolberg wymienia około 200 różnych nazw tańców. Nie podaje wprawdzie bliższych analiz muzycznych, ale określa tempo tańców i stosowane w nich akcenty&#13;
rytmiczne. Szerzej natomiast opisuje je od strony choreotechnicznej, wskazując&#13;
również na przynależność do poszczególnych obrzędów2.&#13;
&#13;
Opisy instrumentów, informacje o ich budowie i wymiarach pojawiają&#13;
się u Kolberga – zarówno w rękopisach, jak i w monografiach – bardzo&#13;
rzadko. Do wyjątków należą dane zamieszczone w Pokuciu o lokalnej sopiłce i skonstruowanej przez miejscowego muzyka żołomyjce:&#13;
W Jasieniowie Polnym, chłopiec jeden nazwiskiem Tomasz Czuprun zrobił sobie instrument maleńki, 5 cali długi, z trości (trzciny stawowej) o 6 dziurkach&#13;
i z pyszczkiem wsuwanym jak mundsztyk u klarnetu, jednakże dla ostrości tonu&#13;
stłumionym cokolwiek kłociem (włósiem), który nazwał żołomyjka3.&#13;
&#13;
Etnomuzykolodzy zwracają uwagę, że w monografii Poznańskiego brak&#13;
jakiejkolwiek wzmianki o koźle weselnym, który w czasach Kolberga był&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga Chodzone, kujawiaki, obertasy, mazury przechowywany jest obecnie&#13;
w Arch. PTL, w tece 42 Miscellanea, sygn. 1350, opublikowany został w: O. Kolberg Kujawy.&#13;
Suplement do tomów 3–4 cz. I (DWOK T. 72/I). Kolejne redakcje tego zbioru są w Arch. PTL&#13;
w tece 51, sygn. 1358: k. 1–19 i k. 21–40; szczegółowy opis tych manuskryptów oraz przebieg&#13;
badań Kolberga nad tańcem kujawskim zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara&#13;
Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. I (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.&#13;
2 M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. LIV.&#13;
3 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 9.&#13;
&#13;
125&#13;
&#13;
�rozpowszechniony w Wielkopolsce na obecnym pograniczu lubusko-wielkopolskim1. Jednak w przeciwieństwie do Pokucia, gdzie autor Ludu przebywał dłuższy czas, część Wielkopolski zwana dziś regionem kozła nie była&#13;
terenem jego bezpośrednich badań, prawdopodobnie nie miał też stamtąd&#13;
materiałów uzyskanych pośrednio. Sporą część informacji dotyczących&#13;
Wielkopolski Kolberg zaczerpnął z Szematów, czyli ankiet opracowanych&#13;
i rozesłanych przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu2, nie wiadomo jednak, czy z okolic Zbąszynia i Wolsztyna (tj. z regionu kozła), gdzie&#13;
dominowała ludność niemieckojęzyczna i gdzie właścicielami dworów,&#13;
nauczycielami i duchownymi byli najczęściej Niemcy, w ogóle zostały nadesłane jakiekolwiek odpowiedzi.&#13;
Ponadto instrumentarium ludowe jako przedmiot badań nie wchodziło&#13;
w zakres zainteresowań Kolberga3, być może ze względu na dość skromny&#13;
jego zasób. Pisał o tym jeszcze w Pieśniach ludu polskiego w 1857 roku,&#13;
wymieniając jedynie skrzypce jako podstawowe „narzędzie muzyczne”,&#13;
a oprócz nich – basy. Pozostałym instrumentom poświęcił w tej publikacji&#13;
zaledwie dwa zdania:&#13;
Dudy czyli kobza wychodzi już z użycia i tylko w niektórych stronach Wielkopolski, w Tatrach i na Rusi słyszeć się daje, dzieląc w tym los znanej jeszcze&#13;
na Rusi liry i cymbałek żydowskich. W polu za bydłem pasterze czyli pastuchy&#13;
dmą w fujarki wykręcane na wiosnę z kory wierzbowej, których miły dźwięk&#13;
daleko rozlega się po rosie, podobnie jak na Rusi w sopiałki z kory bzu białego,&#13;
a na Podlasiu w ligawki4.&#13;
&#13;
To krótkie wyliczenie poprzedził nieco obszerniejszymi uwagami o grze&#13;
skrzypków:&#13;
Narzędzia muzyczne służące do rozbudzenia ochoty wiejskiej po karczmach&#13;
są przede wszystkim skrzypce, a obok nich basy, znaczące zwykle takt (rytm)&#13;
1&#13;
&#13;
A. i D. Pawlak Instrumenty ludowe, w: Kultura ludowa Wielkopolski, pod red. J. Burszty,&#13;
T. III, Poznań 1967, s. 272. Do tego opracowania odwołał się Z.J. Przerembski w artykule Kolbergowska dokumentacja ludowej muzyki instrumentalnej z perspektywy współczesnych&#13;
badań, „Polski Rocznik Muzykologiczny” T. XII: 2014, s. 125.&#13;
2Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017, s. 97–105.&#13;
3Na ten temat szerzej zob.: P. Dahlig Instrumentarium muzyczne w dziełach etnograficznych Oskara Kolberga, „Muzyka” R. 33: 1988, nr 3, s. 71–98.&#13;
4 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX.&#13;
&#13;
126&#13;
&#13;
�akordem próżnej kwinty. Przekonani jesteśmy, że charakterystycznej ruchliwości skrzypiec nie zdoła wyrugować martwota wkradającej się już tu i owdzie&#13;
katarynki, czyli pozytywy. Skrzypek wiejski, grajkiem albo wesołkiem zwany&#13;
(zwołując innych do powszechnej zabawy) coraz to bardziej sam się przy grze&#13;
zapala, przechyla głowę ku skrzypcom i nastawia im ucha, jakby wysłuchiwał&#13;
z głębi (najczęściej bardzo niedokładnie zbudowanego) narzędzia wydobywających się tonów, które nieraz niby w krzyki, piski lub skargi przechodzą; gdy&#13;
tak gra, mówią, że rżnie od ucha. Z przytoczonych tu melodyj tanecznych gra&#13;
on jedną po kilkanaście razy w kółko, pstrząc ją gdzie niegdzie dodatkami, nim&#13;
wpadnie na drugą, którą tak samo obrabia. A nie zmieniłby jej na żadne modne&#13;
kontredanse, polki, walce i mazury, których nie rozumie, chyba by je na swoje&#13;
(jak to mówią) kopyto przerobił1.&#13;
&#13;
Tezę Kolberga o powszechnym użyciu skrzypiec potwierdza Zbigniew&#13;
J. Przerembski, pisząc: „W jego [Kolberga] czasach podstawowe znaczenie&#13;
dla ludowej praktyki muzycznej miały skrzypce i dudy”2. Jednocześnie&#13;
ustosunkowuje się do zamiennego użycia przez Kolberga terminów „kobza” i „dudy”:&#13;
Zdarza mu się wszakże używać nieprawidłowych nazw, czego najbardziej znamiennym przykładem jest rozpowszechniające się w XIX wieku określenie&#13;
„kobza” odnoszące się do dud. Kolberg posługuje się nim sam, nie zmienia go&#13;
w przytaczanych tekstach innych autorów, chociaż zwykle zaznacza: „dudy czyli&#13;
kobza” lub „kobza czyli dudy”, a nawet stwierdza wręcz, że instrument ten zwany&#13;
jest „wcale niewłaściwie kobzą”3.&#13;
&#13;
Te oraz inne uwagi Z. Przerembskiego dotyczą nie tylko tekstów zamieszczonych w Ludzie, ale oparte są również na analizie haseł, które Kolberg&#13;
opublikował w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. Wśród licznych&#13;
zamieszczonych tam opisów instrumentów znalazły się też tzw. instrumenty&#13;
wiejskie, takie jak gęśle, fujara czy wspomniane już dudy i kobza4.&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże.&#13;
Z.J. Przerembski Kolbergowska dokumentacja ludowej muzyki instrumentalnej…, s. 125.&#13;
3 Tamże, s. 116. Przerembski odsyła do hasła „dudy” w T. 17 Encyklopedii powszechnej&#13;
z roku 1896, która była kolejnym przedrukiem pierwszego wydania z lat 1859–1868. Zob. hasło&#13;
Dudy w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. 256–259, gdzie zostało opublikowane na podstawie pierwodruku w T. 7 Encyklopedii powszechnej z r. 1861.&#13;
4Kolberg w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda opublikował wiele haseł poświęconych instrumentom, w tym także dotyczących instrumentów ludowych; zostały one&#13;
2&#13;
&#13;
127&#13;
&#13;
�Nieliczne są też w Ludzie wzmianki dotyczące techniki gry na skrzypcach, basach i piszczałce wierzbowej, a stosunkowo obszerny fragment&#13;
o lirze korbowej zamieszczony w Pokuciu zaczerpnięty został z publikacji&#13;
K.W. Wójcickiego i koncentruje się raczej na postaci lirnika1. Lirze poświęcił też Kolberg hasło w Encyklopedii powszechnej, w którym potwierdził&#13;
jej upowszechnienie „u dziadów kościelnych i ślepców na Rusi”2. Kilka lat&#13;
wcześniej wspomniał też o tym instrumencie w odniesieniu do Podhala:&#13;
„Powiadają, że i lirę, i cymbałki w tych stronach napotkać można, lecz ja&#13;
ich nie widziałem”3.&#13;
Wzmianki o zastosowaniu instrumentów pojawiają się natomiast stosunkowo często przy okazji opisów zwyczajów i obrzędów. Kolberg zamieszczał&#13;
informacje o roli instrumentów w konkretnych sytuacjach obrzędowych&#13;
(zarówno w rękopisach, jak i później w druku), na przykład podczas wesela: „Jadą do kościoła z trzaskiem i śpiewem, przy towarzyszeniu grajków”4&#13;
i „Skrzypek przygrywa, gdy już została oczepioną”5, czy pogrzebu: „Jak&#13;
tylko umrze kto z rodziny, jeden z krewnych idzie i na wszystkie cztery rogi&#13;
chałupy na trembicie trąbi smutną melodię”6.&#13;
Mimo że Kolberga interesował głównie wiejski folklor muzyczny danego&#13;
regionu, odnotował on zjawisko poszerzania repertuaru i instrumentarium&#13;
solistów oraz kapel ludowych o elementy zaczerpnięte z folkloru miejskiego.&#13;
We wstępie do Sandomierskiego pisał m.in.:&#13;
„Ani wspominam tu o owych […] najętych z dalszej okolicy lub z miast Żydach&#13;
i grajkach, w towarzystwie wrzaskliwego klarnetu i bębenka występujących,&#13;
ani o nieznośnych pozytywach, organkach, katarynkach i tym podobnych auprzedrukowane w jego Pismach muzycznych cz. I (DWOK T. 61), zob. tam np.: Kobza (s. 239–&#13;
–240), Gęśl (s. 242–243), Fujara (s. 254), Dudy (s. 256–259).&#13;
1 W cz. I Pokucia (DWOK T. 29), pierwodruk: Kraków 1882, na s. 24–26 Kolberg zamieścił&#13;
fragmenty pracy K.W. Wójcickiego Stare gawędy i obrazy, Warszawa 1840, T. II, s. 156–157&#13;
i T. III, s. 221–225.&#13;
2 O. Kolberg Lira, w: Encyklopedia powszechna, T. 17, Warszawa 1864, przedruk w: tegoż&#13;
Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. 232–234.&#13;
3 O. Kolberg Korespondencja [list z Wiednia z 11 września 1857 r.], „Ruch Muzyczny” R. 1:&#13;
1857, nr 26, s. 204; przedruk w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 359. O lirnikach&#13;
wspomniał też Kolberg w cz. IV Mazowsza (DWOK T. 27), pierwodruk: Kraków 1888, s. 364.&#13;
4 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), pierwodruk: Kraków 1885, s. 222–223,&#13;
nr 86 i 87.&#13;
5 Tamże, s. 226, nr 92.&#13;
6 O. Kolberg Ruś Karpacka (DWOK T. 54), s. 325.&#13;
&#13;
128&#13;
&#13;
�tomatycznych pudłach, na nieszczęście zbyt już gęsto w kraju naszym zagnieżdżonych”1.&#13;
&#13;
Były to jednak dla Kolberga problemy marginalne, a inne nieliczne dotyczące tego zjawiska wzmianki zamieszczone w monografiach przywoływał&#13;
za innymi źródłami2. Wśród jego materiałów nie ma natomiast zapisów&#13;
melodii w wykonaniu kapel i z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ze względu na trudność zanotowania jednoczesnego brzmienia wielu&#13;
instrumentów zbieracz w ogóle takich wykonań nie rejestrował.&#13;
Niezmiernie rzadko wymienia Kolberg w rękopisach, a jeszcze rzadziej&#13;
w drukowanych tomach nazwiska wykonawców, czy to śpiewaków, czy&#13;
instrumentalistów. Tego rodzaju notatki bywają umieszczane niekiedy na&#13;
marginesach kart z zapisami melodii. Sugerują one, iż materiał muzyczny&#13;
zanotowany obok pochodzi od wymienionych osób. W ten sposób przekazał&#13;
nazwiska Mateusza Glunka – muzyka z Mazowsza, Walkowej – śpiewaczki&#13;
z Kujaw oraz Jana Maślonki – skrzypka z Kujaw, którego nietypowe trzymanie instrumentu w czasie gry wzbudziło takie zainteresowanie Kolberga,&#13;
że opisał je w rękopisie, a później krótką notatkę o nim zamieścił w druku:&#13;
[…] będąc szmają (mańkutem, [lewo]rękim), wyuczył się grać na skrzypcach na&#13;
szmajndę tj. lewą ręką smykował (wodził smyczek po strunach), palcami zaś&#13;
prawej ręki przebierał na strunach, które stosownie do tego działania, miał&#13;
nawiązane na opak3.&#13;
&#13;
Inni wymienieni z nazwiska muzycy to: Kazimierz Kurek z Tomaszowic&#13;
i Wojciech Kluska z Mogilan – obydwaj skrzypkowie, Hania Cyniawska –&#13;
śpiewaczka z Krynicy, Walenty Polak – „grajek na dudach” z Grzechyni,&#13;
Izak Engel z Zakopanego – wykonawca paru pieśni żydowskich, Iwantyczycha – śpiewaczka z Leszczowatego, bezimienni „Góral duda z Zawoi” i śpiewak z Czarnego Dunajca. Większa liczba informatorów wymieniona została&#13;
w materiałach dotyczących Pokucia. Są to dwie śpiewaczki z sąsiadujących&#13;
wsi w pow. Horodenka: Zofia Olejniczka z Żukowa i Ilczycha (żona Ilki&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 10.&#13;
Zob. np. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 81–82, tam za: W. Anczyc Obrazy&#13;
krakowskie, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, T. V, nr 131; O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK&#13;
T. 28), pierwodruk: Kraków 1890, tam za: Z. Gloger Obrzędy rolnicze, „Biblioteka Warszawska” 1867, T. 2, s. 274–287.&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209; wyróżnienia w tekście od Kolberga.&#13;
2&#13;
&#13;
129&#13;
&#13;
�Hrycaniuka) z Harasymowa, z tegoż powiatu ze wsi Siekierczyn niewidomy&#13;
lirnik i śpiewak Dmetro Marczuk oraz Anna Czartecka, śpiewaczka, autorka&#13;
tekstu pieśni z Ispasa. Nieco więcej uwagi poświęcił Kolberg wspomnianemu już Tomaszowi Czuprunowi z Jasienowa Polnego grającemu na sopiłce,&#13;
który był jednocześnie budowniczym instrumentu nazwanego przez samego konstruktora żołomyjką. Z jego repertuaru pochodzą też dwa utwory&#13;
zamieszczone w części III Pokucia: „Owczarz” i „Polka”1.&#13;
Nielicznymi wymienionymi w rękopisach z nazwiska wykonawcami&#13;
muzyki byli także przedstawiciele ziemiaństwa i ówczesnej inteligencji, np.&#13;
Aniela i Klotylda Biesiekierskie z Piołunowa i Płowców na Kujawach, Helena Kraińska z Leszczowatego, Kazimiera Kleczyńska z Zakopanego, Amelia&#13;
Okólska z Kornicza. Ich repertuar muzyczny obejmował głównie pieśni&#13;
nieludowe, popularne, zamieszczone przez autora Ludu w osobnych rozdziałach zatytułowanych zwykle „Dwory i miasta”.&#13;
Muzykę ludową, która stanowiła główny przedmiot zainteresowań i poszukiwań Kolberga, uznawał on za powszechną własność lokalnej społeczności, zatem dokumentowania nazwisk jej odtwórców, a nawet twórców, nie&#13;
uważał za rzecz nieodzowną. W odpowiedzi na recenzję Iwana Franki2, który&#13;
zarzucał mu, że nie podaje informacji o wykonawcach, pisał w roku 1890:&#13;
„Wprawdzie można jeszcze było […] podać dla potomności i nazwiska śpiewaków&#13;
Hryciów lub śpiewaczek Hafek […] lecz – przyznajemy się do tego otwarcie –&#13;
uczynić tego nie uważaliśmy już za rzecz konieczną, więc zaniedbaliśmy tych&#13;
szczegółów, równie jak i nasi poprzednicy”3.&#13;
&#13;
Do wyjątków bowiem w historii zbieractwa folkloru, nie tylko muzycznego, należy wspomniany już Gizewiusz, zbieracz polskich pieśni na Mazurach, który niezwykle szczegółowo dokumentował swoje zapisy4, a także&#13;
1 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 70–71, nr 723, i s. 74, nr 735; utwory te opublikował Kolberg na podstawie własnych zapisów, które zachowały się w Arch. PTL, teka 35, sygn.&#13;
1313, k. 9. Zob. też O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 55, nr 64.&#13;
2 Recenzja I. Franki opublikowana była w „Kwartalniku Historycznym” w r. 1889, s. 740–741,&#13;
przedrukowano w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 286–288.&#13;
3 Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu Pokucia zamieszczona była w „Kwartalniku Historycznym” w r. 1890, s. 221–223, przedruk w: tegoż Pokucie. Suplement… (DWOK&#13;
T. 81), s. 288–291.&#13;
4 Zob. D. Pawlak Gustaw Gizewiusz i jego dzieło…, w: G. Gizewiusz Pieśni ludu znad&#13;
górnej Drwęcy…, s. XV. Nie wiadomo jednak, czy podawałby w druku nazwiska wykonawców&#13;
odnotowane w rękopisie.&#13;
&#13;
130&#13;
&#13;
�K.J. Turowski, który w Dodatku do zbiorów pieśni ludu polskiego i ruskiego1 podawał nazwisko i wiek niektórych swoich informatorów. Kolberg,&#13;
podobnie jak większość ówczesnych badaczy, traktował wykonawców jako&#13;
anonimowych odtwórców folkloru, przedstawicieli „ludu” jako zbiorowości,&#13;
dlatego też nie uważał, aby konieczne było notowanie ich nazwisk.&#13;
Dla pełniejszego obrazu metod dokumentowania przez Kolberga muzyki&#13;
ludowej pozostaje jeszcze krótkie przedstawienie jego stosunku do manuskryptów innych zbieraczy folkloru muzycznego, którzy przekazywali autorowi Ludu swoje zapisy lub których zbiory i zbiorki melodii znalazły się&#13;
w jego posiadaniu pośrednią, nie zawsze znaną obecnie drogą.&#13;
Wspomniano tu już rękopis Gustawa Gizewiusza, a wymienić należy&#13;
także manuskrypty Józefa Blizińskiego, ofiarodawcy 45 własnoręcznych zapisów melodii pochodzących z Kujaw2, wśród których na uwagę zasługuje&#13;
jedyny w zbiorach Kolberga zapis kapeli (skrzypce i basy)3. Melodie notowała też Maria Hemplówna z Tarnowa, która przekazała Kolbergowi m. in.&#13;
26 zapisów nutowych z Orchówka (pow. Włodawa)4 i Zofia Moszyńska, która zapisała 12 pieśni ukraińskich we wsi Uście na Podolu i której rękopisy&#13;
muzyczne z prośbą o nieujawnienie autorstwa przekazał Kolbergowi Henryk Szopowicz5. Za pośrednictwem ks. Władysława Siarkowskiego Kolberg&#13;
otrzymał kilka zapisów melodii z Kieleckiego, nieoznaczonych nazwiskiem&#13;
spisującego6. W tece zatytułowanej Pokucie przechowywany jest zeszyt&#13;
z pieśniami ukraińskimi i czeskimi, otrzymany przez Kolberga od Wacława&#13;
Dundera, w którym zanotowanych jest 14 melodii, głównie ukraińskich7.&#13;
Wśród materiałów z Wołynia zachował się rękopis nieznanego autora pt.&#13;
Ukraińskie śpiewy i tańce, zawierający ponad 70 melodii8.&#13;
1 K.J.Turowski Dodatek do zbiorów pieśni ludu polskiego i ruskiego, Lwów 1846. Zbiorek&#13;
ten zwiera tylko teksty pieśni.&#13;
2 Zob. D. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. I (DWOK T. 72/I), s. XV–XVII.&#13;
3 Ten zapis J. Blizińskiego został opublikowany w tomie Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK&#13;
T. 72/II), s. 147, nr 157.&#13;
4 Zob. B. Linette, wstęp do: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34 (DWOK&#13;
T. 82), s. LXXI. Zob. też wstęp E. Millerowej tamże, s. XVIII i XXXI.&#13;
5 Zob. D. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Podole (DWOK T. 47), s. XXV.&#13;
6 Zob. H. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Kieleckie. Suplement do tomów 18–19 (DWOK&#13;
T. 76), s. XXIV.&#13;
7 Rkp. Dundera teka 21/22, sygn. 1258, k. 92–113.&#13;
8 Znaczna część pieśni z tego rękopisu została zredagowana przez Kolberga i w tej postaci&#13;
wydana przez J. Tretiaka w tomie Wołyń (DWOK T. 36) a później w suplemencie do niego&#13;
(DWOK T. 84). Zob. też O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian wschodnich (DWOK&#13;
&#13;
131&#13;
&#13;
�Manuskrypty innych zbieraczy, a także druki, włączał Kolberg, o czym&#13;
już wspomniano, do swoich materiałów, uznając je za „żywioł uzupełniający [jego] własne liczniejsze zbiory”, który miał dopełnić „braki pewnych rubryk słabiej […] zaopatrzonych, np. w pieśni zalotne, weselne, rzemieślnicze&#13;
itd.”1. Wysoko oceniał wiarygodność zarejestrowanych melodii i traktował&#13;
je na równi z własnymi zapisami, np. przekazując Z. Moszyńskiej podziękowanie za otrzymane manuskrypty, pisał:&#13;
Bardzo wdzięczny jestem za przesłanie mi 12 pieśni ukraińskich nader oryginalnych i tym cenniejszych dla mnie, że zanotowane zostały przez osobę kompetentną w takich rzeczach i wiarygodną2.&#13;
&#13;
Zdawał sobie jednak sprawę, że niektórzy autorzy zapisów muzycznych&#13;
dokonywali pewnych modyfikacji, niwelując celowo oryginalne cechy folkloru bądź nie potrafiąc ich oddać. Wspomniał o tym w liście do Szopowicza:&#13;
Napisane [pieśni] przy fortepianie, zaokrąglone, wymuskane, straciły, zdaje mi&#13;
się, zupełnie charakter pierwotnej swej dzikości. […]. To mnie przekonało, że nie&#13;
chciały, albo nie potrafiły uchwycić prawdziwego sensu muzycznego pieśni lub&#13;
też dokładnie jej napisać nie umiały. Pod piórem straciła ona wprawdzie swą&#13;
szorstkość i dzikość, ale z nimi zarazem i swą wyrazistość, życie, oryginalność,&#13;
o które to ostatnie przymioty głównie mi chodzi3.&#13;
&#13;
Oceny Kolbergowskiej dokumentacji muzyki ludowej&#13;
Podczas trwających blisko pół wieku peregrynacji Kolberg zapisał&#13;
prawdopodobnie kilkanaście tysięcy melodii. To właśnie zapisy terenowe&#13;
sporządzane bezpośrednio ze słuchu przedstawiają dla współczesnych badaczy największą wartość. Biorąc pod uwagę także przeznaczone do druku&#13;
T. 58), gdzie zamieszczono całość tego zbioru (tom w opracowaniu), oraz A. Skrukwa, wstęp do:&#13;
O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), s. XXXI–XXXII i XLI–XLII.&#13;
1 Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 396.&#13;
2 Brulion listu O. Kolberga do H. Szopowicza z 18 VI 1870 r., w: Korespondencja...&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 360. Zob. także D. Pawlak, wstęp do: O. Kolberg Kujawy. Suplement…&#13;
cz. II (DWOK T. 72/II), s. XCVII oraz B. Linette, wstęp do: O. Kolberg Chełmskie. Suplement…&#13;
(DWOK T. 82), s. LXXV.&#13;
3 Brulion listu O. Kolberga do H. Szopowicza z 18 VI 1870 r., w: Korespondencja... cz.&#13;
I (DWOK T. 64), s. 361.&#13;
&#13;
132&#13;
&#13;
�późniejsze redakcje zapisów terenowych i inne ich kopie, jego archiwum&#13;
liczy obecnie około 25 tysięcy zapisów nutowych. Liczba ta obejmuje więc&#13;
zarówno wykonane ze słuchu zapisy terenowe, jak i czystopisy, czasem&#13;
kilkakrotne, sporządzane do różnie sprofilowanych publikacji, przy czym&#13;
wiadomo, że żadna z tych „warstw” nie zachowała się w całości i w jednym&#13;
miejscu. W wydanych za życia autora 33 tomach Ludu i Obrazów etnograficznych (DWOK T. 1–33) znalazło się około 9 000 zapisów nutowych1.&#13;
Wymieniona tu liczba przekłada się jednak w rzeczywistości na znacznie&#13;
więcej melodii, gdyż jak słusznie wskazuje Marian Sobieski, ze względu na&#13;
wysokie koszty druku Kolberg wypracował system zapisu kilku linii melodycznych na jednej pięciolinii2. Zdarza się także, że pod jednym numerem&#13;
łączył kilka odrębnych melodii, np. w tańcach. W tomach wydanych na&#13;
podstawie zachowanych rękopisów (DWOK T. 39–84) zamieszczono około&#13;
12 000 melodii, przy czym – tak jak w wypadku melodii publikowanych&#13;
przez Kolberga – zastrzec trzeba, że w rzeczywistości jest ich więcej.&#13;
Niezależnie od zabiegów stosowanych przez Kolberga podczas przygotowania melodii do druku kolejne pokolenia badaczy muzyki ludowej wysoko&#13;
oceniały wartość zapisów autora Ludu.&#13;
Już w r. 1936 Karol Hławiczka pisał:&#13;
Ponieważ materiały pozostawione przez Kolberga przedstawiają, jak to już zaznaczyłem, wartość niezwykłą (niektóre zapiski sięgają roku 1843) i zasługują&#13;
na to, by je jak najszybciej wydano, chciałbym przedstawić zawartość choćby&#13;
kilku teczek i podkreślić ich znaczenie. […] Nie ulega też wątpliwości, że i tekst&#13;
muzyczny nie zawsze jest ścisły, ponieważ Kolberg nie podaje np. wielogłosowej muzyki ludowej, notując wyłącznie melodie […]. Mimo to materiały zebrane&#13;
przez Kolberga przedstawiają wartość bezcenną, ponieważ niczym nie dadzą się&#13;
zastąpić i sięgają czasów, kiedy kultura ludowa była mniej narażona na unifikujący wpływ komunikacji i radia3.&#13;
&#13;
1 Liczby melodii znajdujących się w poszczególnych tomach Dzieł wszystkich wydanych&#13;
do roku 1997 podaje L. Bielawski w zestawieniu dołączonym do artykułu biograficznego, zob.&#13;
tegoż Kolberg Henryk Oskar, w: Encyklopedia muzyczna PWM, red. E. Dziębowska, T. KLŁ,&#13;
Kraków 1997, s. 141–142.&#13;
2 Zob. M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor…, s. LIV.&#13;
3 K. Hławiczka Niewydane zbiory Oskara Kolberga, „Pion” 1936, nr 47, s. 3–4.&#13;
&#13;
133&#13;
&#13;
�Adolf Chybiński krótko po wojnie, w 1947 r., odpowiadając na pytanie&#13;
Béli Bartóka „Czy polska etnografia muzyczna posługuje się nadal jeszcze&#13;
wydawnictwami O. Kolberga?”, stwierdził:&#13;
[…] musimy się nimi posługiwać, jakkolwiek uznając w całej pełni znaczenie&#13;
dzieła O. Kolberga, zdajemy sobie dobrze sprawę z braków jakie jego publikacje&#13;
posiadają i z góry posiadać musiały. Tu zaś należy, nie bez pewnego nacisku, zaznaczyć, że istnieje szereg pokolbergowskich, nawet najnowszych wydawnictw&#13;
(polskich melodii ludowych), które nie osiągają nawet tej względnej poprawności, jaką odznaczają się nawet najpobieżniej traktowane tomy Ludu O. Kolberga.&#13;
Musimy korzystać z wydawnictw Kolberga już choćby z tego powodu, że nie&#13;
posiadamy starszych wartościowych materiałów polskiej muzyki ludowej, równie stosunkowo obfitych, a są to w niektórych wypadkach zabytki bardzo dawne, jakkolwiek tylko w pewnych szczegółach zdradzające swe średniowieczne&#13;
pochodzenie a zarazem odbycie już pewnej ewolucji od nieznanego prymitywu&#13;
po wiek XIX. (Nie same tylko ich pentatoniczne i inne, także «kombinowane»,&#13;
skale mam tu na myśli)1.&#13;
&#13;
Marian Sobieski w roku 1961 we wstępie do pierwszego tomu Dzieł Kolberga, omawiając jego zapisy muzyczne, dokonał też ich analizy i wskazał&#13;
oraz ocenił nowatorskie cechy rejestracji przyjęte przez autora Ludu:&#13;
Środki, które zastosował, to: wykazanie drobnymi nutami wszelkich odmian,&#13;
jakie wykonawcy ludowi stosowali przy śpiewaniu melodii, co świadczy, że&#13;
Kolberg nie ograniczał się do zapisania jednej wersji melodycznej, lecz czujnie&#13;
śledził wszelkie formy wariantów; podanie wskazówek co do tempa melo&#13;
&#13;
dii (wolniejsze tempa ujmuje jako  , szybsze jako  ); precyzja jaką włożył&#13;
w zapis melizmatyki ludowej, zarówno wokalnej, jak i instrumentalnej. Tryle,&#13;
mordenty, mordenty wolniejsze wpisane jako triole, przednutki pojedyncze&#13;
i podwójne, ponutki, wokalizy i rytmiczne rozdrobnienia – oto arsenał jego&#13;
oznakowań, którymi wyprzedza nie tylko swoich poprzedników, lecz i następców. Nikt ze współczesnych Kolbergowi zbieraczy, ani Smolerj na Łużycach,&#13;
ani Erck w Niemczech, Erben w Czechach czy Sušil na Morawach nie wnikają&#13;
tak jak Kolberg w te szczegóły muzyki ludowej, zwłaszcza instrumentalnej.&#13;
Setki Kolbergowskich tanecznych melodii skrzypcowych, szczególnie z terenu&#13;
1 A. Chybiński O potrzebach polskiej etnografii muzycznej, „Polska Sztuka Ludowa” 1947,&#13;
nr 1, tu przytoczone za: tegoż O polskiej muzyce ludowej. Wybór prac etnograficznych, przygotował do druku L. Bielawski, Kraków 1961, s. 82,&#13;
&#13;
134&#13;
&#13;
�Mazowsza i Kujaw, zawierają najistotniejsze cechy ornamentyki instrumentalnej i w wielu wypadkach nie różnią się dokładnością od tego, co dziś zapisujemy transkrypcyjnie w oparciu o taśmę magnetofonową. Szacunek wzbudza&#13;
nieustępliwa postawa Kolberga, który mimo zarzutów współczesnej krytyki,&#13;
z całą konsekwencja notował wszystkie zasłyszane warianty melodyczne, wiążąc je starannie odsyłaczami, by wskazać drogi ewolucji pieśni i jej żywotności w różnych formach na terenie różnych regionów. Skrępowany kosztami&#13;
drukarskimi wypracował Kolberg system pozwalający na zapisywanie kilku&#13;
wersji melodycznych na jednej pięciolinii, co potwierdza, że świadomie dążył&#13;
do uzyskania największej dokładności zapisu strony muzycznej. Należy więc&#13;
stwierdzić, że dzięki tym wysiłkom Kolberga zapisy nutowe jego publikacji stanowią materiał mający rangę pełnowartościowego dokumentu historycznego,&#13;
tym cenniejszego, że niepowtarzalnego.1&#13;
&#13;
Bogusław Linette, który przygotowywał do druku wiele rękopisów Kolberga i jako doświadczony badacz terenowy analizował jego zapisy muzyczne z różnych regionów, w roku 1995 pisał:&#13;
Oceniając wiarygodność zapisów muzycznych Kolberga należy pamiętać, że&#13;
notowanie melodii ludowych jest ogromnie złożoną czynnością. Polega ona bowiem na przekładaniu kodu dźwiękowego na uproszczony, nieadekwatny kod&#13;
graficzny, odnoszący się do temperowanego systemu tonalnego o stałych relacjach wysokości i czasu trwania dźwięków. Kolberg zaś dokonywał zapisów ze&#13;
słuchu, musząc uporać się z problemami wahań intonacji i znaczną swobodą&#13;
rytmiczną żywych wykonań. Analiza jego zapisów terenowych, szczególnie pieśni obrzędowych ze wschodnich peryferii Polski, pozwala poznać mozolną pracę&#13;
i rozterki Kolberga w trakcie notowania melodii. Daje też podstawy do stwierdzenia, iż zapisy Kolberga są z muzykologicznego punktu widzenia wiarygodne.&#13;
Przemawia za tym również fakt, że Kolberg miał świetny słuch i odpowiednie&#13;
kompetencje muzyczne, co potwierdzają jego notacje oddające ludowy, regionalny idiom muzyczny2.&#13;
&#13;
W miarę postępu wieloletnich prac badawczych nad spuścizną Oskara Kolberga wysoka ocena jego dokumentacji folkloru muzycznego&#13;
1&#13;
&#13;
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor…, s. LXVIII–LXIX.&#13;
B. Linette Znaczenie wydania Dzieł Kolberga dla kultury polskiej, w: Oskar Kolberg.&#13;
Prekursor antropologii kultury, redakcja: L. Bielawski, J. K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszwa 1995, s. 13.&#13;
2&#13;
&#13;
135&#13;
&#13;
�ugruntowywała się1; Ludwik Bielawski, autor hasła encyklopedycznego&#13;
o Kolbergu, stwierdza:&#13;
K[olberg] należy do najwybitniejszych twórców narodowej kultury muz[ycznej],&#13;
obok Chopina i Moniuszki. Sprawiły to jego dokonania jako naukowca, folklorysty i etnografa, który utrwalił w piśmie i ocalił od niepamięci zbiorową&#13;
twórczość lud[ową], przekazany tradycją dorobek wielu pokoleń. K[olberg] uważany jest słusznie za ojca pol[skiej] etnografii. W ciągu 50 lat pełnej wyrzeczeń,&#13;
niestrudzonej działalności budował gmach nauki o kulturze tradycyjnej, w którym uprzywilejowane miejsce wyznaczył pieśni i muzyce ludowej. Nieczęsto&#13;
zdarza się w dziejach, aby ktoś tak całkowicie oddał się jednej idei, aby ją&#13;
tak konsekwentnie i z takim samozaparciem realizował. W efekcie powstało&#13;
potężne dzieło o nieprzemijającej wartości źródłowej: obraz kultury lud[owej]&#13;
ogromnego obszaru środkowo-wschodniej Europy, bowiem K[olberg] utrwalił&#13;
nie tylko pol[skie] tradycje, choć na nich przede wszystkim się skoncentrował.&#13;
[…] Spuścizna K[olberga] przekracza znacznie wartość hist[orycznego] dokumentu&#13;
epoki; jest to dzieło wyprzedzające swój czas, stanowi bowiem wyraz tej intuicji,&#13;
która legła u podstaw antropologii muz[ycznej] naszych czasów, wyczulonej na&#13;
więzi artystycznej wypowiedzi muz[ycznej] z człowiekiem i jego kulturą. Niezwykłe i niepowtarzalne dokonania K[olberga] zapewniły mu trwałe miejsce&#13;
w pol[skiej] i europ[ejskiej] nauce i kulturze2.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O aktualnym znaczeniu dorobku Kolberga zob. też W. Grozdew-Kołacińska Myśli i dzieło Oskara Kolberga jako inspiracja dla współczesnego muzykologa, „Lud” T. XCVIII: 2014,&#13;
s. 63–79.&#13;
2 L. Bielawski Kolberg Henryk Oskar…, s. 150.&#13;
&#13;
136&#13;
&#13;
�Maciej Prochaska&#13;
&#13;
Kompozycje Oskara Kolberga&#13;
&#13;
Wykształcenie muzyczne i podstawy nauki kompozycji, s. 137 – Pieśni na&#13;
głos z towarzyszeniem fortepianu, s. 143 – Pieśni chóralne, s. 148 – Król&#13;
pasterzy i inne utwory sceniczne, s. 150 – Kompozycje fortepianowe, s. 165&#13;
– Pieśni ludowe w opracowaniu fortepianowym, s. 172&#13;
&#13;
Wykształcenie muzyczne i podstawy nauki kompozycji&#13;
Prace kompozytorskie Kolberga związane są głównie z okresem jego pobytu w Warszawie od czasów zdobywania podstaw edukacji ogólnej i muzycznej aż do opuszczenia przez niego zaboru rosyjskiego w 1871 roku. Zyskując rzetelne wykształcenie ogólne pod okiem znakomitych pedagogów&#13;
Liceum Warszawskiego i w oświeceniowej atmosferze rodzinnego domu,&#13;
jako uzdolniony młodzieniec Kolberg kształcił się u różnych nauczycieli&#13;
muzyki. W roku 1824 rozpoczął pobieranie regularnych nauk muzycznych.&#13;
Jego pierwszym nauczycielem był Tomasz Głogowski1, rok później nauki&#13;
pobierał u Vettera2. W roku 1830 rozpoczął naukę kompozycji i gry fortepianowej u Józefa Elsnera. Po dramatycznym okresie powstania listopadowego, w latach 1832–1834, Kolberg kontynuował naukę u Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego. W roku 1834 wyjechał do Berlina, gdzie uczestniczył&#13;
w kursie buchalterii w akademii handlowej oraz pobierał regularne lekcje&#13;
kompozycji u Karla Friedricha Girschnera (1794–1860) i Karla Rungenhagena (1778–1851). Efektem tych wieloletnich nauk i zbieranych doświadczeń&#13;
1&#13;
&#13;
Prawdopodobnie chodzi o Tomasza Głogowskiego, pianistę i muzyka działającego w Warszawie w I poł. XIX wieku. Nieznane są lata jego życia. Od 1840 roku był członkiem Towarzystwa Wspierania Artystów Muzycznych w Warszawie. Śladami jego działalności są publikowane przez niego w latach 1840–1860 utwory fortepianowe: mazury, walce, polki, pieś­ni, polonez&#13;
i galop. Zob. W. Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne 1 połowy XIX wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 1997, s. 86, oraz W. Tomaszewski Bibliografia warszawskich&#13;
druków muzycznych 1801–1850, Warszawa 1992, s. 371.&#13;
2 O tym muzyku brak informacji.&#13;
&#13;
137&#13;
&#13;
�w praktyce muzycznej było nieukrywane przez Oskara Kolberga pragnienie&#13;
rozwijania kariery muzyka i kompozytora.&#13;
Bezcenne uwagi o wykształceniu muzycznym Kolberga przekazał Izydor&#13;
Kopernicki w swojej nocie biograficznej zawartej w Przemyskiem:&#13;
Kształcenia w muzyce młodego artysty podjął się najprzód sam Elsner i uczył go&#13;
przez cały rok. Potem przez trzy lata nauczycielem jego był Feliks Dobrzyński,&#13;
sławny kapelmistrz opery warszawskiej. Fanatyczny zwolennik muzyki klasycznej i jako nauczyciel takiż naśladowca Hum[m]la, Dobrzyński we trzy lata tak&#13;
wyćwiczył ulubionego ucznia, że 19-letni O. Kolberg, władając już doskonale&#13;
fortepianem, z całą pewnością siebie, począł marzyć o kompozytorstwie.&#13;
Dla zdobycia też niezbędnej do tego teoryi i najwyższej wiedzy muzycznej,&#13;
w roku 1834 udał się do Berlina, gdzie przez całe dwa lata z zapałem młodzieńczym oddawał się nauce harmonii i kontrapunktu u najsławniejszych nauczycieli ówczesnych, Girschnera i Rungenhagena.&#13;
Już w Berlinie, krok po kroku zdobywając tajemnice twórczości muzycznej,&#13;
roił sobie młody kompozytor dla przyszłych utworów swoich drogi nowe i nowy&#13;
świat tonów, ów świat melodyj swojskich, lubych sobie od kolebki, któremi&#13;
w uszlachetnionej postaci czarował go genialny Szopen w samotnych swych improwizacjach, gdy dzieckiem jeszcze będąc, zasłuchiwał się niemi chłopczyna1.&#13;
&#13;
W czasie swojego pobytu w Warszawie, już po okresie nauki, Kolberg&#13;
starał się, aby działalność związana z praktyką muzyczną stała się jego&#13;
głównym zawodowym zajęciem. Realia życia zmusiły go jednak do podjęcia, za radą i wsparciem brata Wilhelma, etatowej pracy w zarządzie Drogi&#13;
Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. Mierne dochody z działalności muzycznej, głównie z udzielania lekcji gry na fortepianie, okazały się niewystarczające dla zapewnienia mu spokojnego bytu.&#13;
Pierwsze próby kompozytorskie pochodzą jednak jeszcze sprzed okresu&#13;
studiów w Berlinie. W czasie nauki podjętej u Józefa Elsnera Kolberg był&#13;
już zaznajomiony z podstawami zasad muzyki, przypuszczać można, że to&#13;
właśnie znakomity warszawski kompozytor i nauczyciel skierował uwagę&#13;
młodego Oskara w stronę kompozycji. Z tego okresu pochodzą z pewnością niektóre notatki muzyczne w Zeszytach do studiów muzycznych2,&#13;
1&#13;
&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. VII, pierwodruk: Kraków 1891.&#13;
2 Zeszyty do studiów muzycznych to robocza nazwa zszytych rękopisów muzycznych przechowywanych w Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu w tece 51&#13;
&#13;
138&#13;
&#13;
�obejmujące szkice różnych fragmentów dokonane ręką samego Kolberga,&#13;
odpisy kompozycji obcych oraz krótkie noty muzyczne pisane obcą ręką.&#13;
Kolejny, bardzo ważny etap w edukacji kompozytorskiej wyznaczają studia&#13;
berlińskie. Wspomniane powyżej źródła dają nam pewien pogląd na metody nauczania stosowane przez Rungenhagena i Girschnera. Być może na&#13;
polecenie tych profesorów Kolberg dokonywał fortepianowych opracowań&#13;
utworów obcych, w tym przede wszystkim transkrybował arie z oper Johanna Adolfa Hassego.&#13;
Zeszyty do studiów muzycznych to rękopisy przechowywane obecnie&#13;
w dwóch różnych miejscach. Jedna część tych manuskryptów, w postaci&#13;
zeszytu, znajduje się w Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego&#13;
w tece 51 Miscellanea1. Druga część, w formie luźnych, niezszywanych&#13;
kart, zawierająca ponad 20 utworów oraz znaczną liczbę niekompletnych&#13;
szkiców, znajduje się obecnie w zbiorach biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego2. Inny zwarty rękopis z tego okresu, równie istotny dla&#13;
Miscellanea (sygn. 1358), utworzona dla celów źródłoznawczego opracowania zbioru Kolbergowskiego przez Redakcję Dzieł Wszystkich i Instytut im. Oskara Kolberga. Podobnej nazwy&#13;
używa się na określenie zbioru luźnych kart rękopiśmiennych zachowanych w Bibliotece Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, gdzie trafiły one już w XIX wieku jako trzy grupy manuskryptów. Nie ma żadnych wskazówek co do tego, że rękopisy z teki 51 i dokumenty z WTM&#13;
stanowiły kiedyś jeden Zeszyt do studiów muzycznych. Pochodzą jednak prawdopodobnie&#13;
z tego samego okresu nauki u Elsnera, Dobrzyńskiego i u profesorów berlińskich.&#13;
1 W Arch. PTL rękopisy te mają sygnaturę 1358, k. 204–214. Są to własnoręcznie sporządzone przez Kolberga transkrypcje kompozycji zaczerpniętych z oper XVIII-wiecznych: Johanna Adolfa Hassego: arie „Di quell’acciaro al lampo” z opery Solimano (1753) i „Guardami in&#13;
volto, e vedi” z opery Artemisia (1754), „Digli ch’e un infedele” z opery Adriano in Siria (1752),&#13;
„Come all’amiche” z opery Semiramide riconosciuta (1747) oraz niedokończona „Chia ritrova&#13;
e aspira prudenza” z opery Atillio Regolo (1750). Znajdują się tam także transkrypcje dwóch&#13;
marszów Josepha Nagla oraz opracowania uwertur i innych utworów instrumentalnych przeznaczone do wykonania na fortepianie na cztery ręce.&#13;
2 Drugi zespół zeszytów do studiów muzycznych, zachowany w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, został tam uporządkowany i oznaczony sygnaturami:&#13;
12091, 12092, 12093. Zbiór ten jest znacznie obszerniejszy i podobnie jak w przypadku fragmentów przechowywanych w tece 51 Miscellanea w Archiwum PTL, składa się ze szkiców&#13;
własnych kompozycji Kolberga oraz opracowań fortepianowych kompozycji innych autorów,&#13;
m.in.: Leopolda Hoffmanna Concerto p[er] il Clavicembalo solo (z notą: „im jahr 1745”), uwertura do opery Lodoiska Simone Mayra, uwertura do opery François-Adriena Boieldieu La fệte&#13;
du village voisin (1816), uwertura do opery Nicolasa Dalayraca Les deux petits Savoyardes&#13;
(1789) oraz Mazur „dedykowany przyjacielowi swemu O. de Kolberg przez Michała Bergson”.&#13;
Ten ostatni utwór jest prawdopodobnie zapisany ręką kompozytora Michała Bergsona (1820–&#13;
–1898), cenionego w tym okresie pianisty, ojca znanego filozofa Henriego Bergsona. W zbiorze&#13;
&#13;
139&#13;
&#13;
�pierwszego okresu twórczego, to czystopis Sonaty fortepianowej Es-dur,&#13;
także zachowany w archiwum Kolbergowskim w tece 51 Miscellanea. Te&#13;
trzy grupy rękopisów łączy czas ich powstania, czyli okres po roku 1830,&#13;
kiedy to Kolberg zdobywał wykształcenie muzyczne, najpierw na lekcjach&#13;
u Józefa Elsnera i Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, a później w Berlinie.&#13;
W datowaniu wczesnych kompozycji Kolberga pomocne są dokonywane&#13;
i wpisywane własnoręcznie przez Kolberga transkrypcje dzieł z I poł. XIX&#13;
wieku zawarte we wspomnianych powyżej rękopisach. Nota na marginesie&#13;
Kolbergowskiego zeszytu z teki 51 pokazuje źródła, które być może wskazywane były adeptowi kompozycji jako godna naśladowania inspiracja dla&#13;
własnych poczynań twórczych. Wymienione są tam nazwiska następujących kompozytorów: „Mozart, Rode, Boieldieu, Haydn, Beethoven, Bach,&#13;
Chopin, Hertz, Paganini, Herold, Rossini, Paer, Righini, Spontini, Cherubini,&#13;
Weber, Cimarosa”. Szkoła berlińska opierała się zatem w pewnym stopniu&#13;
na wykorzystywaniu do nauki kompozycji dzieł dawnych i współczesnych&#13;
(XIX-wiecznych) autorów, których utwory niejednokrotnie uznawano ówcześnie za niedoścignione wzorce doskonałości i klasycznej harmonii.&#13;
W obu zachowanych częściach Zeszytów, prócz wspomnianych transkrypcji fortepianowych oraz kompozycji wpisywanych przez inne osoby,&#13;
znajdują się w większości autorskie prace kompozytorskie Kolberga. Podzielić je można na kompozycje ukończone oraz szkice kompozytorskie&#13;
obejmujące przeprowadzenia motywów, ciągi przebiegów harmonicznych,&#13;
niejednokrotnie zarzucone w połowie i nierozwijane, znajdujemy tam również notatki samych tylko motywów melodycznych, w tym kilka melodii&#13;
„ludowych” bez akompaniamentu wynotowanych z oper Kurpińskiego i Elsnera1 oraz kilka wypisanych ze zbioru Jana Józefa Lipińskiego Piosnki&#13;
tym znajduje się również transkrypcja fortepianowa fugi z oratorium Der Tod Jesu Carla&#13;
Heinricha Grauna, jednej z najbardziej popularnych osiemnastowiecznych kompozycji pasyjnych. Wiadomo, że utwór ten był bardzo dobrze znany wśród polskich muzyków; sam Elsner&#13;
w wieku młodzieńczym brał udział w jego wykonaniu w 1785 roku jako sopranista. W zespole&#13;
rękopisów o sygnaturze 12092 znajduje się m.in. odpis pieśni Wojak Fryderyka Chopina wykonany przez nieznanego kopistę, oznaczony notą: „Pieśń, muzyka Fryderyka Chopina (1831)”.&#13;
Zob. także Katalog mikrofilmów nr 26: Rękopisy muzyczne XIX–XX wieku T. 1 (A-K), oprac.&#13;
E. Wąsowska, Warszawa 2001, s. 298–302.&#13;
1 Wśród notatek tam zawartych znajdują się również motywy melodyczne z dwiema ciekawymi adnotacjami. Pierwsza to: „Kurpiński, 1816, Marcinowa w seraju”, chodzi tu o operę&#13;
Marcinowa z Dunaju w Stambule w seraju, którą wystawiono w 1812 roku w Warszawie.&#13;
Druga nota: „Elsner, z Łokietka”, przywołuje melodię mazurka z opery Król Łokietek czyli&#13;
&#13;
140&#13;
&#13;
�ludu wielkopolskiego1. Wiele z tych konstrukcji muzycznych to struktury z charakterystyczną dla tańców polskich rytmiką mazurkową, niektóre&#13;
fragmenty zdradzają pokrewieństwo z fakturą typową dla form związanych&#13;
z etiudą. W przeważającej części szkice te miały być utworami przeznaczonymi na fortepian, wyjątkiem są niektóre prace zawarte w części Zeszytów&#13;
do studiów muzycznych przechowywanej w zbiorach Biblioteki WTM&#13;
w Warszawie2.&#13;
W żadnym zachowanym do dziś źródle rękopiśmiennym nie pojawiają&#13;
się jakiekolwiek ślady kompozycji orkiestrowych Kolberga z tego okresu.&#13;
Taki stan rzeczy wydaje się dość zastanawiający, ponieważ jedyna zachowana partytura orkiestrowa, tj. Król pasterzy, pomimo wielu wad, nieścisłości czy też instrumentacyjnych niedogodności i pewnego schematyzmu,&#13;
pokazuje Kolberga jako dość sprawnego kompozytora orkiestrowego. Być&#13;
może szkice orkiestrowe sporządzane podczas studiów w Berlinie nie weszły w skład Kolbergowskiego archiwum i jako ćwiczenia wykonywane&#13;
pod okiem Girschnera i Rungenhagena oraz Elsnera i Dobrzyńskiego pozostały w ich prywatnych zbiorach muzycznych. Do dziś nie udało się&#13;
odnaleźć żadnej partytury orkiestrowej Kolberga z młodzieńczego okresu&#13;
nauki kompozycji.&#13;
Zachowane źródła poświadczają, że metody przygotowania młodego&#13;
adepta sztuki muzycznej były w I poł. XIX wieku dość ograniczone i sprowadzały się często do przepisywania i opracowywania dzieł dawnych mistrzów oraz rozpisywania zadanych przez nauczyciela tematów muzycznych3. Dodatkowym elementem nauczania, jak się wydaje dość istotnym&#13;
z punktu widzenia rozwijania ogólnej erudycji, był osobisty kontakt ucznia&#13;
Wiśliczanki, dzieła wystawionego w 1818 roku w Warszawie, przy czym Kolberg zamieścił&#13;
tę melodię później w swoich Pieśniach ludu polskiego z 1857 jako świadectwo transmisji&#13;
repertuarowej.&#13;
1 J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał…, Poznań 1842.&#13;
2 Zachowały się tam fragmenty kwartetów smyczkowych zapisane ręką Kolberga. Jeden&#13;
jest odpisem trzech fragmentów kwartetu smyczkowego d-moll op. 8 Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, drugi to ekspozycja allegra sonatowego C-dur niezidentyfikowanego autorstwa,&#13;
być może jest to szkic kompozycji własnej Kolberga.&#13;
3 W Zeszytach do studiów muzycznych znajdują się dwie kompozycje nazwane fugami, są&#13;
to w rzeczywistości inwencje w kontrapunkcie swobodnym. W kompozycjach tych widoczne&#13;
są zapisane nieznaną ręką (Dobrzyńskiego?) tematy i kanoniczne wejścia poszczególnych głosów, rozwijane i przekształcane w prostym kontrapunkcie ręką Kolberga. W tych Kolbergowskich rozwinięciach zwraca uwagę wyraźny wpływ faktury klawiszowej na typ kształtowania&#13;
figuracji w poszczególnych głosach.&#13;
&#13;
141&#13;
&#13;
�z dziełami orkiestrowymi i operowymi poprzez opracowywanie ich na&#13;
fortepian. Przypuszczać należy, że Kolberg nabywał wiedzę o podstawowych zasadach muzyki, kształtowaniu melodyki, harmoniki i architektoniki muzycznej stopniowo, zarówno poprzez stałe rozwijanie umiejętności&#13;
pianistycznych, a więc praktyczną naukę wielu kompozycji, w tym sonat&#13;
fortepianowych, miniatur tanecznych, być może także koncertów fortepianowych, jak i przez sporządzanie fortepianowych transkrypcji uwertur, arii&#13;
i chórów operowych i oratoryjnych.&#13;
Ostateczna ocena przygotowania Kolberga do zawodu muzyka została&#13;
wyrażona przez najbardziej zasłużonego ówcześnie polskiego nauczyciela,&#13;
jakim był Józef Elsner. Wydany w roku 1836 dokument wyraźnie podkreśla&#13;
trwałe efekty edukacji muzycznej Kolberga:&#13;
Odwołując się do mego zaświadczenia z roku 1834, nim JW. Oskar Kolberg&#13;
udał się do Berlina w celu wydoskonalenia się w muzyce, do której wtenczas&#13;
już niepospolity talent i znaczne usposobienie widziałem. Zaświadczam teraz,&#13;
jako tenże po złożonym przede mną egzaminie okazał stopień celujący jako&#13;
fortepianista, generałbasista i kompozytor muzyki, wskutek czego ma prawo&#13;
być policzonym i liczę go do rzędu znakomitszych artystów miasta Warszawy.&#13;
Dnia 14 grudnia 1836&#13;
Józef Elsner&#13;
b. Profesor Warsz[awskiego] Uniwers[ytetu],&#13;
b. Rektor Konserwatorium Muzyki1&#13;
&#13;
Rozwijane przez ponad sześć lat umiejętności pianistyczne i kompozytorskie, wraz z pozyskiwaną stopniowo wiedzą o formach muzycznych, o zasadach kształtowania melodyki i prawidłach relacji harmonicznych, bez&#13;
wątpienia przysłużyły się w sposób niezwykle istotny do wykształcenia doskonałej podstawy dla podjętych później przez Kolberga prac związanych&#13;
z utrwalaniem folkloru muzycznego. Wrażliwość, znakomicie rozwinięty&#13;
słuch muzyczny, zdolności analityczne i ćwiczona przez wiele lat pamięć&#13;
muzyczna umożliwiły badaczowi wykorzystanie umiejętności muzycznych&#13;
w sposób, który okazał się znacznie trwalszy i znacznie bardziej użyteczny&#13;
dla rodzimej kultury niż twórczość kompozytorska, czy kariera pianistyczna.&#13;
1 Rkp. Józefa Elsnera, zaświadczenie zachowane w tece z dokumentami osobistymi Kolberga w zbiorach BN PAU i PAN w Krakowie (sygn. 2183, k. 37).&#13;
&#13;
142&#13;
&#13;
�Podstawy rzemiosła kompozytorskiego stały się dla Kolberga mocnym&#13;
fundamentem działań podjętych przez niego później w sferze gromadzenia,&#13;
badania, porównywania i publikowania folkloru muzycznego ziem polskich.&#13;
Pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu&#13;
Lirykę wokalną Oskara Kolberga reprezentuje ponad 25 pieśni pisanych do tekstów polskich poetów. Utwory te z jednej strony ujęte zostały&#13;
w stylistyce bliskiej wczesnoromantycznym pieśniom niemieckim, z drugiej&#13;
natomiast stanowią kontynuację polskiej pieśni sentymentalnej, której najbardziej znanym elementem, do dziś obecnym w repertuarze koncertowym,&#13;
są pieśni Fryderyka Chopina. Kontakt Kolberga z formą pieśni solowej nastąpił z pewnością dość wcześnie, ponieważ na początku wieku XIX była&#13;
ona ważnym elementem codziennego życia kulturalnego mieszczan i szlachty. Wiązało się to z pewnością z upowszechnieniem się w epoce Kolberga&#13;
fortepianu oraz z traktowaniem nauki muzyki i śpiewu jako jednego z obowiązkowych elementów wychowania. W środowisku Kolbergów codzienny&#13;
kontakt ze sztuką był naturalnym sposobem na spędzenie wolnego czasu&#13;
w gronie rodziny i znajomych. Pieśń solowa z akompaniamentem była zatem, obok tanecznych utworów fortepianowych, najczęściej praktykowaną postacią amatorskiej aktywności muzycznej. Lirykę wokalną uważano&#13;
już wtenczas za jeden z najdoskonalszych sposobów na wyrażenie emocji&#13;
poprzez powiązanie poezji i muzyki, które spajało dwie niezależne sztuki&#13;
i miało dodatkowy walor związany z wykorzystaniem tekstów słownych,&#13;
najczęściej w języku narodowym. O ile arię operową komponowano na&#13;
kształcone głosy śpiewaków i stanowiła ona wymagający dla wykonawcy&#13;
sprawdzian jego możliwości, o tyle pieśń z towarzyszeniem fortepianu była&#13;
częstokroć dostępniejszą formą muzykowania w salonie.&#13;
Pieśni Kolberga powstawały zapewne w latach jego pobytu w Warszawie, przy czym niektóre z nich ukazały się drukiem jeszcze za życia&#13;
kompozytora 1. W jego dorobku można zauważyć trzy nurty inspiracji,&#13;
które mogły mieć znaczenie dla stylu pieśni. Pierwszy ważny element to&#13;
krąg wczesnoromantycznej pieśni niemieckiej. Trzeba tu zwrócić uwagę&#13;
1 Zestawienie pieśni wydanych w czasach Kolberga zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68),&#13;
s. XXXIV.&#13;
&#13;
143&#13;
&#13;
�zwłaszcza na olbrzymi dorobek pieśniarski Carla Loewego oraz styl wokalny Feliksa Mendelssohna. O obu tych twórcach wyrażał się Kolberg&#13;
z wielkim szacunkiem i podziwem i być może ich dokonania dane mu&#13;
było śledzić już od czasu studiów w Berlinie. Pieśń solowa była w kręgu&#13;
niemieckojęzycznych twórców gatunkiem szczególnie uprzywilejowanym&#13;
i rozwijanym przez najwybitniejsze osobowości twórcze epoki. Ciekawe&#13;
światło na ten typ inspiracji rzucają nieznane wcześniej – zidentyfikowane dopiero w XXI wieku – trzy krótkie pieśni do słów niemieckich&#13;
poetów. Manuskrypty te zachowały się wśród materiałów Kolbergowskich&#13;
przechowanych przez Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, włączonych&#13;
do wspomnianego już wcześniej zbioru szkiców muzycznych. Pieśni napisane zostały ręką Kolberga, noszą ślady poprawek charakterystycznych&#13;
dla autografów kompozytorskich Kolberga i według piszącego te słowa&#13;
mogą być jego własnymi kompozycjami. Dwa utwory zostały napisane do&#13;
tekstów Johanna Heinricha Vossa (1751–1826), a jeden do słów Henricha&#13;
Ludwiga Theodora Giesbrechta (1792–1873)1. Kompozycje te są krótkie&#13;
i być może powstały w okresie studiów w Berlinie jako prace studyjne 2.&#13;
Pieśni te charakteryzują się prostą budową, a stylistycznie są do pewnego&#13;
stopnia zbieżne z wczesnoromantyczną liryką wokalną. Być może inspirowane były muzyką Carla Loewego. Pieśni te zostały prawdopodobnie&#13;
przez samego Kolberga zapomniane lub uznane za nieskończone. Jest też&#13;
prawdopodobne, że Kolberg nie uznawał napisanych przez siebie dzieł&#13;
muzycznych z tekstami w języku innym niż polski za godne upowszechniania. Są to ważne manuskrypty, ponieważ przy założeniu, że stanowią obraz&#13;
kompozytorskich poczynań z okresu nauki w Berlinie, wskazują wyraźnie&#13;
na styl wczesnoromantycznej pieśni niemieckiej jako istotne źródło pewnych elementów warsztatu kompozytorskiego Kolberga.&#13;
Pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu opublikowane w tomie Kompozycje wokalno-instrumentalne (tom 68 DWOK), mimo że wszystkie napisane zostały do tekstów polskich, mają szerokie tło stylistyczne. Związane&#13;
1 Wiersze obu poetów były ówcześnie dosyć chętnie wykorzystywane do opracowań kompozytorskich, ich teksty odnaleźć można u tak ważnych muzyków jak Carl Loewe czy Carl&#13;
Maria von Weber.&#13;
2 Utwory te nie zostały opublikowane w tomie Kompozycje wokalno-instrumentalne Kolberga (DWOK. T. 68), ponieważ w okresie przygotowywania jego utworów do druku rękopisy&#13;
tych trzech pieśni nie były uznane za autografy Kolberga, co automatycznie wykluczyło ich&#13;
publikację wśród jego kompozycji.&#13;
&#13;
144&#13;
&#13;
�są zarówno z liryką niemiecką, jak i z sentymentalną polską pieśnią z czasów po kongresie wiedeńskim, a w sposobie kształtowania rysunku melodycznego widoczne są również dalekie echa operowej kantyleny inspirowanej stylem bel canto. W kilku kompozycjach można także zauważyć&#13;
nawiązanie do melodyki przejętej z polskiej muzyki ludowej. Tę inspirację&#13;
folklorem trzeba jednak uznać za element sztafażu, nie jest to w żadnej&#13;
mierze próba naśladowania czy imitacja, lecz twórcze spożytkowanie takich&#13;
elementów jako sposobu budowania klimatu emocjonalnego. Pieśni Kolbergowskie należą w historii polskiej muzyki do okresu wczesnoromantycznego1, ze szczególną skłonnością do sentymentalizmu i sielanki.&#13;
Zasadnicze znaczenie dla typu emocjonalności obecnej w pieśniach&#13;
Kolberga ma dobór tekstów. Kompozytor wykorzystał w swoich lirykach&#13;
wokalnych wiersze Juliana Heppena, Józefa Bogdana Zaleskiego, Teofila&#13;
Lenartowicza, Seweryny Duchińskiej-Pruszakowej, Stefana Witwickiego,&#13;
Gustawa Zielińskiego, Edmunda Wasilewskiego i Konstantego Zakrzewskiego. Dobierał przede wszystkim teksty o charakterze sentymentalnym&#13;
i sielankowym (Rojenia wiosenne, Śpiew poety, Pod twym okienkiem, Gdy&#13;
na górach świta dzionek, Piszczałeczko jedyna, Kukułeczko moja siwa,&#13;
Wiosna, Westchnienie za rodzinną chatką, On zginął), a także o tematyce&#13;
miłosnej (Do dziewczyny, Kochanka do gwiazdy, Wyjazd, Zakochana,&#13;
Przyczyna, Krakowiak), nieliczne natomiast są w nich znamiona baśniowości czy fantastyki (Talizman). Niektóre z wierszy służyły już wcześniej&#13;
innym kompozytorom, w tym Chopinowi2. Opracowanie muzyczne Kolberga respektuje zwykle dość dokładnie prozodię tekstu. Pojawiają się&#13;
czasem sugestie, jakoby Kolberg miał problem z dopasowaniem melodyki&#13;
swoich pieśni do wybranych tekstów poetyckich. Zdanie to wypada uznać&#13;
za krzywdzące, ponieważ sam Kolberg, obeznany dokładnie z literaturą współczesnych mu twórców liryki wokalnej, stosował czasem celowo&#13;
pewne rozbieżności, przybliżając w ten sposób odbiorcom klimat śpiewów&#13;
popularnych i ludowych3.&#13;
1 O periodyzacji polskiej pieśni w okresie romantyzmu zob. M. Tomaszewski Oblicze i losy&#13;
pieśni polskiej 1795–1918, w: Muzyka polska w okresie zaborów, red. K. Bilica, Warszawa&#13;
1997, s. 13–14.&#13;
2 Uwagi o opracowaniach tekstów tych autorów przez innych kompozytorów zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XV.&#13;
3 O wykorzystywaniu specyfiki polskiej prozodii w kompozycjach polskich tego okresu zob.&#13;
K. Bilica Melos polski u Chopina, w: Muzyka polska w okresie zaborów…, s. 67–93.&#13;
&#13;
145&#13;
&#13;
�Nie sposób dziś zarzucić znawcy polskiej pieśni ludowej nieumiejętność&#13;
obchodzenia się z prozodią polskiego języka w trakcie aktu kreacji dzieła&#13;
muzycznego. Kilkukrotnie nawet przepisywane szkice tych samych pieśni&#13;
różnią się przede wszystkim poszukiwaniem szczegółów opracowania muzycznego, autokorekty te nie dotyczą przyporządkowania słów poezji do&#13;
fraz melodycznych. Te dyskusyjne tezy o braku umiejętności łączenia wybranych przez siebie tekstów poetyckich z własną, koncypowaną muzyką&#13;
nie są wystarczająco uzasadnione, podobnie jak tezy o wykorzystywaniu&#13;
„autentycznej ludowości” 1.&#13;
W kompozytorskim opracowaniu pieśni Kolbergowskich widoczne&#13;
są trzy zasadnicze wątki stylistyczne. Pierwszy związany jest ze wspomnianym już kręgiem niemieckiej pieśni wczesnoromantycznej. Znane&#13;
ówcześnie i będące w powszechnym odbiorze cykle pieśniowe Carla&#13;
Loewego czy liryka wokalna Webera odcisnęły pewne piętno na utworach Kolberga, widoczne przede wszystkim w dążeniu do strukturalnego&#13;
porządku i harmonijnej budowy, co było również konsekwencją wykorzystania środków związanych z muzyką późnego klasycyzmu. Kolejny&#13;
element znany z kompozycji mistrzów niemieckiej liryki to istotna rola&#13;
akompaniamentu fortepianowego, który u Kolberga jest w kilku pieśniach&#13;
bardziej nawet urozmaicony niż w pieśniach chopinowskich. Ważna jest&#13;
także rola rozwiniętej, choć niestroniącej od chłodnego akademizmu harmoniki, która kształtuje emocjonalność przebiegu na równi z melodyką&#13;
i tekstem poetyckim2.&#13;
Drugim znamieniem stylistycznym, dotyczącym w tym przypadku&#13;
przede wszystkim partii wokalnych, jest stosowanie formuł melodycznych&#13;
znanych z włoskich oper bel canto. Fragmenty takie spotkać można zwłaszcza w zakończeniach fraz. Włoski typ melodyki nierzadko łączy kompozytor z akompaniamentem „harfowym” opartym na rozłożonych akordach.&#13;
Ten typ stylistyczny ujawnia się również w utworach o marszowych rytmach, gdzie poprzez spowolnienie tempa uzyskany został charakter cavatiny operowej, ozdobionej jeszcze typowym włoskim zdobnictwem w partii&#13;
wokalnej3.&#13;
1&#13;
&#13;
Por. D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XIV.&#13;
Zob. O. Kolberg Talizman i Rojenia wiosenne, w: tegoż Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 3–4 oraz tamże, s. 16–18.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Śpiew poety, Do dziewczyny i On zginął, w: tegoż Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), odpowiednio s. 21–23, s. 27 oraz s. 75–76.&#13;
2&#13;
&#13;
146&#13;
&#13;
�Trzecim, najważniejszym światem inspiracji muzycznych Kolberga jest&#13;
krąg muzyki polskiej okresu późnego klasycyzmu i współczesnych kompozytorowi muzyków. Pomimo niezwykłego, udowodnionego wielokrotnie&#13;
uwielbienia, jakim Kolberg darzył twórczość Chopina, w pieśniach Kolbergowskich nie ma jasnych nawiązań do znanej przecież wówczas i wykonywanej powszechnie chopinowskiej liryki wokalnej. Bez wątpienia jednak&#13;
podobnie jak Chopin, także Kolberg jako twórca pieśni wyrósł na muzyce&#13;
Elsnera, Kurpińskiego, ale też na tradycji polskiej opery ludowej (Maciej&#13;
Kamieński, Jan Stefani) oraz na całej tradycji polskiej muzyki ludowej i popularnej. Z tej inspiracji powstały pieśni o charakterze dumki, ujęte w metra&#13;
parzyste i w wolnych tempach, o prostej budowie i częstych powtórzeniach&#13;
motywów1. W tym typie mieści się także stosowanie polskiego stylu „ludowego”, uzyskiwanego przez maksymalne uproszczenie akompaniamentu&#13;
i partii wokalnej. Widoczne jest to najwyraźniej w pieśni Kukułeczko moja&#13;
siwa2. Przejawem tej tradycji jest również, spotykane niekiedy w pieśniach&#13;
Kolbergowskich, nasycenie kompozycji rytmiką tańców polskich, w szczególności mazurka, poloneza i krakowiaka. O ile taneczność synkopowanej&#13;
rytmiki krakowiaka jest zawsze uchwytna i zaznaczona dodatkowo tytułem&#13;
pieśni, o tyle rytmy mazurkowe są czasem ukryte w pieśniach o wolniejszym&#13;
tempie, gdzie taneczność nie jest głównym celem przekazu. Rytmy mazurowe dodają wówczas narodowy rys. Analogiczną funkcję pełnią również rytmy polonezowe, niejednokrotnie jeszcze głębiej ukryte w strukturze pieśni3.&#13;
Pieśni Kolberga należą do chętniej wykonywanych jego kompozycji.&#13;
Z pewnością utworów tych nie można postawić na równi z muzyką mistrzów niemieckich. Przy dokładniejszym zapoznaniu się z nimi widać&#13;
jednak staranność opracowania kompozytorskiego, rozwinięte rzemiosło&#13;
w kształtowaniu partii akompaniamentu fortepianowego oraz swobodę&#13;
w doborze środków przy budowaniu partii wokalnych. Szerokie wykorzystanie wczesnoromantycznych środków muzycznych jest tu świadectwem&#13;
wyrobionej erudycji Kolberga. Przy dokładniejszej analizie widać także wyraźnie kręgi jego inspiracji. Zauważyć też można, że brak w tych utworach&#13;
1&#13;
&#13;
–50.&#13;
&#13;
Np. Dumka, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 47–&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s 107–108.&#13;
Zob. O. Kolberg Pod twym okienkiem (I), Młodo zaswatana, Krakowiak, Jaskółka (III)&#13;
i Kochanka do gwiazdy w: tegoż Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), odpowiednio s. 7, 13–15, 46, 62–63 i 68–70.&#13;
3&#13;
&#13;
147&#13;
&#13;
�rysu indywidualnego, jest to jednak cecha całej twórczości Kolberga. W miniaturach pieśniowych, ze względu na ich niewielką formę, ta niejednolitość&#13;
stylistyczna jest szczególnie wyrazista. Wykorzystywanie doświadczeń innych kompozytorów w budowaniu dzieła muzycznego jest jedną z częstych&#13;
cech kompozycji romantycznych, jednak Kolbergowi najwyraźniej zabrakło&#13;
czasu na dopracowanie indywidualnego sposobu korzystania z tych elementów. Stąd też niektóre pieśni trzeba określić jako utwory konwencjonalne&#13;
i akademickie, gdzie często ciekawe, oryginalne myśli muzyczne zestawiane&#13;
są z elementami płytszymi pod względem wyrazu. Ujawnia się tu „nieromantyczna” osobowość Kolberga, który w kompozycji pozostał wierny&#13;
ograniczeniom późnego klasycyzmu muzycznego.&#13;
Pieśni chóralne&#13;
Osobnego omówienia wymagają dwie kompozycje chóralne Kolberga1.&#13;
Pierwsza, zatytułowana Do smutnego przyjaciela, ze słowami Stefana Witwickiego, przeznaczona na czterogłosowy męski chór a cappella (TTBB),&#13;
jest dziełem nieskomplikowanym strukturalnie. Ten typ kształtowania&#13;
struktury muzycznej znany jest przede wszystkim z pieśni chóralnych&#13;
kompozytorów niemieckich. W kompozycji dominuje najlepiej rozumiana&#13;
prostota. Cały tekst tej zwrotkowej pieśni został potraktowany deklamacyjnie, z wyraźną dominacją melodyczną najwyższego głosu. W utworze nie&#13;
ma żadnych nawiązań do muzyki ludowej, a jego struktura harmoniczna –&#13;
z opóźnieniami, zmiękczającymi całość alteracjami i dyskretną chromatyką&#13;
– zasługuje na wysoka ocenę.&#13;
Podobne cechy posiada ośmiogłosowy Psalm 85 „Nakłoń ucha Twego, Panie”, choć charakteryzuje się on znacznie bardziej rozwiniętą fakturą&#13;
i znakomicie przemyślanym akompaniamentem fortepianowym. Kolberg&#13;
skorzystał tutaj z tłumaczenia autorstwa Franciszka Karpińskiego2. Pokutny tekst otrzymał opracowanie muzyczne w trzyczęściowej formie ABA’.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 127–129&#13;
O proweniencji tekstu w tym utworze zob. A. Nawrocka-Wysocka Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików – twórczość, krytyka, dokumentacja, w: Oskar Kolberg – Polak&#13;
z wyboru, seminarium, zeszyt z materiałami z sesji popularno-naukowej wydany w roku Kolberga staraniem parafii ewangelicko-augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie, red. E. Kobierska-Maciuszko [Warszawa 2014], s. 17.&#13;
2&#13;
&#13;
148&#13;
&#13;
�Części skrajne to deklamacyjne partie ośmiogłosowe o nasyconej harmonice, w części pierwszej rozpisane z rozmachem w barokowej formie dialogowanej między głosami męskimi i żeńskimi. Afektowane pauzy między&#13;
wersami potęgują klimat powagi i smutku1. Część środkowa miała być&#13;
prawdopodobnie przeznaczona na głosy solowe2, wskazuje na to wyodrębnienie klasycznego czterogłosu, z rozpisaniem partii poszczególnych głosów&#13;
na ustępy solowe i duety i połączeniem ich przed repryzą części pierwszej&#13;
w pełen czterogłos3. Także zastosowany tu kantylenowy typ melodyki sugeruje obsadę solową tego fragmentu. Epizod środkowy przynosi zmianę klimatu, akcentowaną zarówno zmianą trybu z e-moll na E-dur, jak i poprzez&#13;
ascendentalnie zakreśloną frazę oraz progresję harmoniczną z wyraźnym&#13;
dążeniem do kulminacji i z dynamicznie podkreśloną partią akompaniamentu. Cały ten fragment ma wyraźnie włoski kształt, przywodzący na&#13;
myśl ensemble z oper bel canto4.&#13;
Poważny charakter kompozycji i jej patetyczne nacechowanie przypomina nieco żałobne utwory Cherubiniego, tym bardziej że w środkowej fazie&#13;
dzieła widać wyraźną inspirację muzyką operową w sposobie budowania&#13;
frazy melodycznej, a części skrajne zdominowane są przez deklamacyjną&#13;
retorykę, sugestywnie oddającą pokutny nastrój tekstu. Jest to jedna z najciekawszych kompozycji Kolberga, z wyraziście nakreśloną formą i o poważnej wymowie emocjonalnej, z przemyślanym planem harmonicznym&#13;
i atrakcyjną pod względem melodycznym częścią środkową. Forma utworu&#13;
i jego rozmach obsadowy oraz nasycenie faktury w akompaniamencie mogą&#13;
wskazywać na to, że Kolberg planował zorkiestrowanie tego dzieła. Jest to&#13;
jedyna zachowana kompozycja religijna Oskara Kolberga, trudno dziś jednak stwierdzić, czy utwór ten powstał na jakąś szczególną okazję. Trudno&#13;
też zaakceptować sugestię, że była to kompozycja towarzyska, o charakterze&#13;
Tafelmusik5. Przeczy takiej tezie zarówno rozbudowana obsada wokalna&#13;
i wyodrębnienie partii solowych wymagających głosów operowych o dużych umiejętnościach wykonawczych, jak i dość mroczny jak na utwory&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 110.&#13;
Zasada dialogowania między głosami męskimi i żeńskimi jest tu zastosowana równie&#13;
konsekwentnie jak w części pierwszej psalmu, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 112–121.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 118.&#13;
4 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 116–117.&#13;
5 Por. D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XVI.&#13;
2&#13;
&#13;
149&#13;
&#13;
�Kolberga klimat opracowania muzycznego. Jest prawdopodobne, że psalm&#13;
ten powstał z myślą o wykonaniu w kościele protestanckim, na co wskazuje&#13;
użycie wersji tekstu w języku polskim. Aktywne związki Kolberga z ewangelicką parafią Świętej Trójcy w Warszawie wydają się najbardziej prawdopodobnym źródłem inspiracji dla powstania tego utworu1.&#13;
Król pasterzy i inne utwory sceniczne&#13;
Zainteresowanie Kolberga formami scenicznymi miało swój początek&#13;
już w okresie nauki kompozycji i teorii muzyki. Wykonywane w tym czasie&#13;
transkrypcje fortepianowe arii i uwertur operowych z pewnością kierowały jego uwagę w stronę dzieł przeznaczonych do wykonania w teatrze.&#13;
Zainteresowaniu temu sprzyjał znaczący rozwój warszawskiego teatru operowego za czasów dyrekcji Karola Kurpińskiego. W tym okresie, aż do lat&#13;
czterdziestych, publiczność warszawska miała możliwość zapoznania się&#13;
z prawdziwie europejskim repertuarem operowym. Pomimo represji po&#13;
powstaniu listopadowym opera warszawska działała nadal, choć tematyka&#13;
przedstawień podlegała ścisłej cenzurze, a działalność tej instytucji znajdowała się pod całkowitą kontrolą władz rosyjskich. Z pewnością rodzina Kolbergów uczestnicząc w życiu kulturalnym miasta, korzystała także&#13;
z bogatej oferty repertuarowej teatru. Młody Kolberg dorastał przy tym&#13;
w środowisku, które aktywnie kreowało życie muzyczne Warszawy pierwszej połowy XIX wieku. Wśród dzieł prezentowanych wówczas w Warszawie przeważał repertuar włoski, francuski i niemiecki2.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. A. Nawrocka-Wysocka Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików…, s. 17–19.&#13;
Wiele oper po premierze doczekało się jedynie kilku przedstawień, jednak niektóre tytuły zyskiwały popularność i utrzymywały się dłużej w repertuarze teatru warszawskiego.&#13;
W sumie publiczność warszawska mogła poznać szeroki repertuar europejski, w tym opery&#13;
Mozarta (Don Giovanni, Czarodziejski flet), Rossiniego (Tankred, Turek we Włoszech, Sroka&#13;
złodziejka, Cyrulik sewilski, Włoszka w Algierze, Kopciuszek, Hrabia Ory, Otello), Elsnera&#13;
(Król Łokietek czyli Wiśliczanki) oraz Kurpińskiego (Pałac Lucypera, Szarlatan, Jadwiga,&#13;
Nowe Krakowiaki, Czaromysł, Leśniczy w Puszczy Kozienieckiej, Cecylia Piaseczyńska).&#13;
W późniejszych latach, za dyrekcji Kurpińskiego, na scenie pojawiły się również dzieła Aubera&#13;
(Niema z Portici, Fra Diavolo), Halévy’ego, Herolda, Paera, Boieldieu, Damsego (Chłop milionowy), Webera (Wolny strzelec), Meyerbeera (Robert Diabeł), Donizettiego (Napój miłosny)&#13;
i Belliniego (Lunatyczka). Por. A. Lisowska Karol Kurpiński jako pisarz, działacz i organizator muzyczny w Warszawie, w: Szkice o kulturze muzycznej XIX wieku, T. II, red. Z. Chechlińska, Warszawa 1973, s. 199–213.&#13;
2&#13;
&#13;
150&#13;
&#13;
�Omawiane już zeszyty do studiów muzycznych wskazują na pewne wątki repertuarowe, nazwiska kompozytorów i tytuły dzieł operowych, które&#13;
znane były Kolbergowi. Dodatkową wskazówką, dzięki której poznajemy&#13;
upodobania Kolberga w sferze sztuki operowej, są jego artykuły i pisma&#13;
muzyczne. Noty biograficzne przygotowane przez niego dla potrzeb Encyklopedii Orgelbranda pokazują szeroką wiedzę oraz zawierają czasem jasne&#13;
deklaracje estetyczne autora1. Z tekstów tych wyłania się wiedza Kolberga&#13;
o dziełach, które mogły być dla niego inspiracją w pracy nad własnymi&#13;
kompozycjami – dotyczy to w szczególności utworów dramatycznych. Chociaż sam Kolberg podążał konsekwentnie drogą wyznaczoną przez kompozytorów pierwszych polskich oper (Jan Stefani, Maciej Kamieński), to&#13;
z napisanych przez niego haseł dotyczących najwybitniejszych muzyków&#13;
europejskich wynika, że twórczość operowa wielu autorów włoskich, francuskich czy niemieckich była mu bardzo dobrze znana. Z tekstów przygotowanych do Encyklopedii wnioskować można o wielkiej erudycji Kolberga oraz o perspektywicznym spojrzeniu przez niego na historię muzyki.&#13;
Głównym jednakże źródłem jego poglądów odnośnie do muzyki scenicznej&#13;
było przywiązanie do stworzonej przez Bogusławskiego, patriotycznej i „ludowej” wizji polskiego teatru narodowego.&#13;
Kontynuację i twórcze rozwinięcie znanego z dzieł Bogusławskiego sposobu kreowania i kształtowania opery polskiej Kolberg upatrywał w działalności Stanisława Moniuszki:&#13;
1&#13;
&#13;
Zwracają uwagę zamieszczone tam noty o kompozytorach operowych, dające wyobrażenie o poziomie erudycji muzycznej Kolberga. Autor nie stroni w nich od żywych, nierzadko&#13;
ostrych, lecz inteligentnych ocen estetycznych na temat kompozytorskich dokonań najwybitniejszych współczesnych mu oraz dawniejszych kompozytorów. Zob. na przykład hasła z Encyklopedii Orgelbranda, przedrukowane w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62):&#13;
Dobrzyński (s. 396–400), Elsner (s. 400–404), Kurpiński (s. 421–425), Moniuszko (s. 434–439),&#13;
Stefani (s. 450–451) oraz Halévy (s. 181–183), Herold (s. 183–184), Gluck (s. 244–248), Graun&#13;
(s. 248–249), Haendel (s. 250–251), Hasse (s. 254–255), Marschner (s. 173–275), Meyerbeer&#13;
(s. 278–282), Mozart (s. 282–287), Spohr (s. 300–301), Weber (s. 306–309), Lully (s. 186–188),&#13;
Gounod (s. 179–180), obszerny i krytyczny artykuł o Berliozie (s. 164–167), bardzo rozbudowany i jednocześnie obiektywny artykuł o Auberze (s. 156–163), entuzjastyczna w tonie nota&#13;
o Rossinim (s. 128–131), podobna o Donizettim (s. 107–109), pochlebny tekst o Cherubinim&#13;
(s. 104–106) i Bellinim (s. 97–99), krytyczny tekst o Verdim (s. 135–137) i napisana z nieskrywanym podziwem nota o Wagnerze (s. 304–305). Z tekstów o kompozytorach „nieoperowych”&#13;
zwraca uwagę pełna ciepła i osobistej fascynacji, rozbudowana nota o Mendelssohnie (s. 275–&#13;
–278), o rodzinie Bachów (s. 224–230), Beethovenie (s. 230–234), Haydnie (s. 257–261), krytyczny tekst o Schubercie (s. 296–297) i entuzjastyczny o Schumannie (s. 297–299).&#13;
&#13;
151&#13;
&#13;
�Dzieła te, jak w ogóle wszystkie pomysły tego kompozytora, cechuje prostota&#13;
bynajmniej nie wyłączająca namiętności ni zapału, obok opracowania bogatego&#13;
szczegółów, zawsze siłę i głębokość, a gdzie potrzeba, szumność i rubaszność im&#13;
nadającego. Przymioty te składają się na całość udatną, skończoną, a przesiąknięte melodią i harmonią swojską, działają wybitnie na umysł i serce każdego&#13;
myślącego i czującego człowieka1.&#13;
&#13;
Uzasadniał także potrzebę inspirowania się przez kompozytorów tradycją własnego kraju i powiązaniem twórczości z lokalną problematyką&#13;
społeczną:&#13;
Artysta krajowy, zapatrując się na otaczającą go społeczność i naturę, w duszy&#13;
swej ze zbiorowych jej uczuć i obrazów snuje i tworzy ideały, którym wierny&#13;
pozostać winien pod karą utraty samodzielności, a stąd i miłości w narodzie2.&#13;
&#13;
Szczególnie ważny dla zrozumienia idei, którą Kolberg jako twórca&#13;
operowy starał się w swoich kompozycjach zrealizować, jest artykuł Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i górale” 3. Opublikowany został w „Ruchu Muzycznym” w 1858 roku, a czas publikacji&#13;
tego artykułu wyraźnie zbieżny jest z rokiem teatralnej premiery opery&#13;
Kolberga Król pasterzy. Z postawy Kolberga jako historyka muzyki i teoretyka wynika jasno, że za wartościowe dla rozwoju kultury muzycznej&#13;
Polski pod zaborami uznał te postawy twórcze, które w sposób kreatywny&#13;
i jednocześnie szeroki akceptowały korzystanie z polskiej tradycji muzycznej oraz z kultury muzycznej wsi. W pewnym stopniu swoje opery uważał&#13;
prawdopodobnie za kontynuację idei Wojciecha Bogusławskiego, korzystając z doświadczeń kompozytorskich Jana Stefaniego, Józefa Elsnera,&#13;
Karola Kurpińskiego i po części samego Stanisława Moniuszki, starał się&#13;
włączyć w nurt „opery narodowej”. Już na początku lat pięćdziesiątych&#13;
XIX wieku, kiedy to komponował Króla pasterzy, mógł poszczycić się&#13;
wnikliwą znajomością polskiej muzyki ludowej, wynikającą z wieloletniej&#13;
już wówczas praktyki zbierackiej. Zgromadzone przez niego w tym czasie&#13;
pieśni (teksty i melodie) nie tylko stały się podstawą jego działalności&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Moniuszko Stanisław, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 438,&#13;
pierwodruk w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, T. 18, Warszawa 1864.&#13;
2 Tamże, s. 439.&#13;
3 „Ruch Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II&#13;
(DWOK T. 62), s. 546–554.&#13;
&#13;
152&#13;
&#13;
�wydawniczej jako etnografa muzycznego, ale także bezpośrednio wpłynęły na jego zainteresowania kompozytorskie. Można przypuszczać, że&#13;
wyrażona przez niego chęć „oznaczenia charakteru muzyki słowiańskiej” 1&#13;
odnosiła się na początku jego działalności również do działań kompozytorskich. Być może sam Kolberg liczył na to, że jednym ze sposobów&#13;
praktycznego wykorzystania publikowanych przez niego zbiorów melodii&#13;
może być inspirowanie folklorem muzycznym działań kompozytorskich&#13;
(w tym jego własnych). Mając zatem na początku lat pięćdziesiątych na&#13;
swoim koncie pokaźny zasób dokumentacji folkloru ziem polskich, czuł&#13;
się dobrze przygotowany do stworzenia pewnego rozwinięcia Krakowiaków i Górali Stefaniego i późniejszej kontynuacji „narodowej opery” Kurpińskiego. Na początku lat 50. XIX wieku Kolberg nie porzucił jeszcze myśli o komponowaniu. Twórczość kompozytorska i aktywność muzyczna&#13;
były przez niego wtenczas spostrzegane jako równoległe drogi rozwoju.&#13;
Dopiero z biegiem lat ta kompozytorska pasja Kolberga stopniowo ustawała na rzecz pochłaniającej go działalności zbierackiej, etnograficznej,&#13;
pisarskiej i edytorskiej.&#13;
Libretto Króla pasterzy zostało przygotowane przez Teofila Lenartowicza na podstawie sielanki Feliksa L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy2. Opera została ujęta w siedem obrazów i poprzedzona introdukcją&#13;
orkiestrową, zaś w ramach obrazów można wyróżnić arie, duety, niewiele&#13;
recytatywów. Tekst zaczął powstawać już w 1848 roku, jednak ze względu na zagrożenie aresztowaniem Lenartowicz musiał w tym roku opuścić&#13;
Warszawę. Być może już od tego momentu trwały także prace Kolberga nad&#13;
planowaną operą. Ostatecznie za oficjalną datę powstania Króla pasterzy&#13;
przyjmuje się rok 1853. Szkice zachowane w archiwum Kolbergowskim&#13;
w tece 51 powstały być może jeszcze przed rokiem premiery „salonowej”&#13;
tego utworu3. Faktem bezspornym jest, że jakaś wstępna wersja tego dzie1 A.J.S. [Antoni Józef Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1841, T. 1, s. 163.&#13;
2 F.L.J. [F.L. Jaskólski] Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie, Warszawa 1827, reedycja w opracowaniu B. Burdzieja, Włocławek 2005.&#13;
3 W Archiwum PTL we Wrocławiu, w tece 51, sygn. 1358, zachowały się szkice do&#13;
kilku fragmentów Króla pasterzy. Na k. 167 zachowało się arioso Wojtka ze sceny II, na&#13;
k. 181 wstępna wersja recytatywu Sołtysa ze sceny II i arioso Wojtka, na tej samej karcie&#13;
oraz na k. 182 widnieje chóralna partia z poloneza oraz niewykorzystane później epizody&#13;
instrumentalne dla sceny V, na k. 199 i 200 znajdują się niewykorzystane ostatecznie dwie&#13;
różniące się od siebie wersje wstępu orkiestrowego do opery, na k. 201 jeszcze kilka taktów&#13;
&#13;
153&#13;
&#13;
�ła (wraz z fragmentami opery Scena w karczmie czyli Powrót Janka,&#13;
obie najpewniej z akompaniamentem fortepianowym samego kompozytora) została zaprezentowana w 1853 roku w warszawskim salonie Faustyna&#13;
Żylińskiego1. Świadectwem tego wykonania jest nota zamieszczona przez&#13;
Karola Kucza w Pamiętnikach miasta Warszawy z 1853 roku:&#13;
Co zaś do prywatnych tego rodzaju wieczorów, jednym z znaczniejszych był&#13;
wieczór w domu znanego muzyka p. Żylińskiego, gdzie zebrani Amatorowie&#13;
i Amatorki wykonali pod przewodnictwem p. Kolberga dwie opery własnego&#13;
jego utworu, to jest Król pasterzy i Powrót Janka. Z tych pierwsza na samych&#13;
ludowych motywach oparta odznacza się nadzwyczajną melodią i znaczną liczbą&#13;
wzniosłych ustępów i godną byłaby publicznego przedstawienia2.&#13;
&#13;
Nie są znane żadne szczegóły tego wykonania, nie wiadomo także, na&#13;
podstawie jakich materiałów muzycznych przedstawienie to zostało przygotowane. Warto tu wspomnieć, że jako autora libretta podaje się konsekwentnie Teofila Lenartowicza, jednak słowa Kolberga wskazują na nieco&#13;
bardziej skomplikowany proces powstawania nieukończonego ostatecznie przez librecistę tekstu 3. Pomimo genetycznej niejednolitości tekstu,&#13;
tej introdukcji, przy czym najpierw zanotowane są one jako wersja fortepianowa, niżej natomiast widnieje próba rozpisania ich w formie partytury na kilka niezidentyfikowanych&#13;
instrumentów.&#13;
1 Faustyn Żyliński (1796–1867), śpiewak, dyrygent, pedagog i kompozytor. Jako tenor występował w operach wystawianych w operze warszawskiej, prowadził w Warszawie salon&#13;
muzyczny. Jest prawdopodobne, że w salonowej prezentacji opery Król pasterzy z roku 1853&#13;
śpiewał rolę Wojtka. Zob. O. Kolberg Żyliński Faustyn, w: Pisma muzyczne cz. I (DWOK&#13;
T. 61), s. 209; zob. także B. Chmara-Żaczkiewicz Faustyn Żyliński, hasło w: Encyklopedia muzyczna PWM, T. W-Ż, pod. red. E. Dziębowskiej, Kraków 2012.&#13;
2 K. Kucz Pamiętniki miasta Warszawy z roku 1853, T. I, Warszawa 1854, s. 235. Kucz wymienia tytuł Powrót Janka, pełny tytuł brzmiał Scena w karczmie czyli Powrót Janka, zob.&#13;
też informacje o tym utworze Kolberga w: A. Skrukwa Życie Oskara Kolberga w Warszawie,&#13;
w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I), s. 101–103.&#13;
3 Przedstawienie salonowe z 1853 roku nie było wynikiem jakiejś spontanicznej inicjatywy,&#13;
a zaplanowane zostało przez Kolberga i jego warszawskich przyjaciół z pewnym wyprzedzeniem. W liście do Józefa Sikorskiego Kolberg wspomina bowiem o nieukończeniu pracy nad&#13;
librettem przez Lenartowicza i kłopotach związanych z powstawaniem dalszej części tekstu:&#13;
„Tymczasem, pragnąc jako tako mieć wykończonym ten obrazek dla przedstawienia go w salonie znajomego mi, zacnego obywatela, uprosiłem parę osób zajmujących się pracami literackimi o napisanie reszty, czego chętnie dopełnili”. Zob. niedatowany brulion listu do J. Sikorskiego&#13;
Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (DWOK T. 66), s. 682. Kolberg podał tam mylnie, że&#13;
Lenartowicz wyjechał z Warszawy w roku 1849 zamiast 1848.&#13;
&#13;
154&#13;
&#13;
�ze względu na prostotę tematu i niewielkie komplikacje dramaturgiczne,&#13;
w ostatecznej wersji nie odczuwa się w nim udziału kilku autorów.&#13;
Być może zachowany w tece 51 Miscellanea czystopis wersji fortepianowej Sceny w karczmie jest śladem wykonania tego utworu scenicznego w salonie F. Żylińskiego. Natomiast nie zachowała się żadna sporządzona własnoręcznie przez autora rękopiśmienna wersja fortepianowa&#13;
Króla pasterzy, która mogła służyć jako podstawa interpretacji koncertowej w roku 18531. Wyciąg fortepianowy tego utworu został wydany&#13;
drukiem2 w ośmiu zeszytach w latach 1859-1860 prawdopodobnie przy&#13;
okazji przygotowywania inscenizacji tej opery w teatrze warszawskim.&#13;
Można domniemywać, iż ta starannie opracowana, drukowana wersja na&#13;
fortepian i głosy wokalne jest powieleniem pierwszej, wykonanej w 1853&#13;
roku kompozycji.&#13;
Partytura orkiestrowa, sporządzona przez Kolberga własnoręcznie, zachowała się w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Rękopis ten jawi się obecnie jako dokument wyjątkowy, jest to bowiem&#13;
jedyne znane dziś samodzielnie zorkiestrowane dzieło Kolberga. Ostateczna&#13;
wersja partytury została przez niego prawdopodobnie zakończona w roku&#13;
1858. Na ten rok wskazują dwie noty zamieszczone na karcie tytułowej.&#13;
Pierwsza z nich to wyrażona po francusku opinia dyrektora opery warszawskiej, Giovanniego Lodovico Quatriniego3, w której przewiduje on&#13;
sukces sceniczny w razie wykonania tego dzieła. Kolejna adnotacja została&#13;
wpisana przez Stanisława Moniuszkę4, który od 1858 roku, jako odpowie1&#13;
&#13;
W zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie znajduje się odpis wyciągu fortepianowego sporządzony przez kopistę o nazwisku Filipow. Kopia ta pochodzi z roku 1938. Jak już&#13;
wspomniano, nie zachował się jednak rękopis Kolberga, dlatego nie wiadomo dokładnie, jaka&#13;
wersja została przepisana w tym manuskrypcie. Zob. W. Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne drugiej połowy XIX wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 2002, s. 75, nr&#13;
157 i 157a.&#13;
2 Opis postaci wydawniczej tej publikacji zob. D. Idaszak, Twórczość kompozytorska…&#13;
(DWOK T. 68), s. XX.&#13;
3 Giovanni Lodovico Quattrini (1822–1898), włoski dyrygent i pedagog, w 1843 przybył do&#13;
Warszawy, gdzie w latach 1853–1874 piastował stanowisko pierwszego dyrygenta Warszawskich Teatrów Rządowych, od 1858 roku dzielił tę funkcję ze Stanisławem Moniuszką, z którym&#13;
był zaprzyjaźniony i którego opery wystawiał bardzo starannie. Zob. B. Chmara-Żaczkiewicz&#13;
Quatrini Jan Ludwik, hasło w: Encyklopedia muzyczna PWM, T. Pe-R, pod red. E. Dziębowskiej, Kraków 2004.&#13;
4 Kolberg znał Moniuszkę już od lat czterdziestych XIX wieku. W zachowanych do dziś listach&#13;
Moniuszki skierowanych do Józefa Sikorskiego nadawca wielokrotnie prosi o przekazywanie&#13;
&#13;
155&#13;
&#13;
�dzialny za przygotowywanie oper polskich, dzielił obowiązki dyrygenckie&#13;
z Quatrinim:&#13;
Potwierdzam zdanie W[wielmożnego] Pana Dyrektora Quattrini.&#13;
Stanisław Moniuszko&#13;
&#13;
Nieznana osoba wpisała także dodatkową notę:&#13;
JWy Generał polecić raczył wobec Dyrektora i artystów opery spróbować niniejszą partyturę i podać projekt do rozdania ról w razie pozytywnej opinii1.&#13;
&#13;
Pierwsza prezentacja sceniczna Króla pasterzy na deskach opery warszawskiej miała miejsce 3 marca 1859 roku2. Partytura, pomimo bardzo&#13;
przejrzystej, czystopiśmiennej formy, wskazuje na intensywną pracę, której&#13;
świadectwem są znaczne ilości poprawek, a czasem nawet daleko idące korekty, włącznie z wykreślaniem pewnych fragmentów oraz dopisywaniem&#13;
alternatywnych wersji. Niektóre korekty miały prawdopodobnie na celu&#13;
zmniejszenie wolumenu, dotyczy to chociażby wykreślania partii puzonów&#13;
lub ograniczania partii fletów w wysokich rejestrach. Część tych poprawek&#13;
pochodzi od Kolberga i wpisana została jego ręką, wiele jednak naniesionych zostało przez nieznane osoby w nieznanym czasie. Operę Kolberga&#13;
prezentowano później kilkakrotnie i trudno dziś zidentyfikować, kto i kiedy&#13;
te niejednokrotnie znaczące korekty wprowadził. Alternatywne wersje wpisane przez Kolberga mogły powstać podczas przygotowywania pierwszego&#13;
przedstawienia. Korekty te mogły być opracowywane przy współudziale&#13;
Stanisława Moniuszki, a może nawet wprowadzane w odpowiedzi na jego&#13;
bezpośrednie sugestie. Do dziś zachował się bilet przesłany Kolbergowi&#13;
przez Moniuszkę o wymownej treści:&#13;
pozdrowień dla Kolberga, zob. S. Moniuszko Listy zebrane, przygotował do druku W. Rudziński przy współpracy M. Stokowskiej, Kraków 1969.&#13;
1 Notatkę tę cytuje D. Idaszak w komentarzu rewizyjnym, zob. O. Kolberg Kompozycje&#13;
wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 627.&#13;
2 O recepcji opery i kolejnych jej wykonaniach oraz o wykonawcach zob.: D. Idaszak Twórczość kompozytorska… (DWOK T. 68), s. XXII–XXV oraz 626–645. Józef Sikorski jako datę&#13;
premiery scenicznej podaje w swojej recenzji w „Ruchu Muzycznym”: „2 b.m. [marca] 1859”,&#13;
zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 660.&#13;
&#13;
156&#13;
&#13;
�Mój zacny Oskarze! Potrzebuję mego Flisa.&#13;
Twój najżyczliwszy&#13;
Stanisław Moniuszko1.&#13;
&#13;
Ta krótka nota wskazuje na to, że Kolberg starał się przygotować do&#13;
zorkiestrowania Króla pasterzy poprzez przestudiowanie dzieła Moniuszki.&#13;
Trudno dziś wskazać, czy jakieś fragmenty Flisa zaważyły bezpośrednio&#13;
na partyturze Kolberga. Możliwe, że pierwsze takty introdukcji, wyraźnie&#13;
obrazujące wschód słońca i poranek, mogły być inspirowane sielankowym&#13;
klimatem wstępnego fragmentu uwertury do Flisa2.&#13;
Spoglądając dzisiaj obiektywnie na pracę Kolberga-orkiestratora, zauważyć można w partyturze Króla pasterzy wyraźne przywiązanie do&#13;
brzmienia znanego mu z dzieł kompozytorów okresu klasycyzmu, a zatem&#13;
do wiodącej roli instrumentów smyczkowych. Odnotować można również&#13;
nieśmiałe dysponowanie instrumentami dętymi drewnianymi oraz blaszanymi, co stało się bezpośrednim powodem ostrych w tonie uwag Maurycego Karasowskiego3. W swoim opracowaniu orkiestrowym Kolberg&#13;
podążał drogą wyznaczoną przez kompozytorów epoki klasycyzmu, jednakże w kilku miejscach swojej partytury wykazał się niekonwencjonalną&#13;
pomysłowością. Standardowym rozwiązaniem instrumentacyjnym stosowanym przez Kolberga było włączenie do opery wielkiego bębna, czyneli i trójkąta, czyli tzw. „perkusji tureckiej” 4, szczególnie subtelnie użytej&#13;
1&#13;
&#13;
Korespondencja Oskara Kolberga cz. I (DWOK T. 64), s. 88.&#13;
Samą operę Kolberg w sposób dość skrótowy wspomniał w cytowanym już tutaj biograficznym haśle o Moniuszce napisanym dla Encyklopedii Orgelbranda: „[…] jest to obrazek&#13;
ludowy warszawski, zręczną, choć zbyt może poważną odziany muzyką”. Zob. O. Kolberg&#13;
Moniuszko Stanisław…, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),&#13;
s. 434–439.&#13;
3 Maurycy Karasowski (1823–1892), muzyk i publicysta muzyczny, był wiolonczelistą w operze warszawskiej, a od roku 1854 działał jako krytyk muzyczny. Po scenicznej premierze Króla&#13;
pasterzy w 1859 roku opublikował w „Kronice Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” bardzo&#13;
krytyczną recenzję, w której wykazywał znaczące jego zdaniem wady opery Kolberga, zwłaszcza&#13;
w zakresie instrumentacji. Zob. M.K. [M. Karasowski] Koncerta – Król pasterzy – Małżeństwo&#13;
przy latarniach, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81, s. 3–4, przedruk&#13;
w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK, T. 68), aneks, s. 663. Podobnie&#13;
krytyczną recenzję napisał wówczas Aleksander Rożniecki, zob. tamże, s. 664.&#13;
4 Perkusja turecka, a w zasadzie janczarska, od czasów Uprowadzenia z seraju Mozarta używana była zwyczajowo dla odmalowania klimatu dźwiękowego światów pozaeuropejskich, zwłaszcza kojarzonych z kulturą turecką, arabską, perską itd. Od początku XIX wieku&#13;
instrumenty te na stałe weszły do użytku orkiestrowego, zwłaszcza w operach, gdzie jednak&#13;
2&#13;
&#13;
157&#13;
&#13;
�w arii Maciusia Ciemięgi, gdzie intensyfikuje ona komiczny wydźwięk&#13;
tego fragmentu1.&#13;
Interesującym brzmieniem charakteryzują się również chóry „ludowe”,&#13;
w których stosuje Kolberg klasyczne sposoby przywoływania klimatów&#13;
sielankowych w postaci burdonów, a poprzez zdwojenia oktawowe w instrumentach dętych drewnianych uzyskuje charakterystycznie ostro zarysowane, jasne, a nawet piskliwe brzmienie, co wzmaga jeszcze rustykalny&#13;
charakter krótkich motywów powtarzanych na wzór kujawiaków2. Pomysły takie należy uznać za udaną formę odmalowania klimatu dźwiękowego&#13;
„wiejskiej” muzyki, który dla słuchacza i widza w operze, w sytuacji scenicznej, ma być czymś zupełnie innym niż typowe, symfoniczne brzmienie&#13;
operowe. Zaskakujące jest też to, że w wielu fragmentach tutti Kolberg&#13;
jako instrumentator radzi sobie lepiej niż w ustępach kameralnych. Dotyczy to szczególnie arii i duetów3, w których zwłaszcza instrumenty dęte&#13;
drewniane nie wpływają korzystnie na wyrazistość brzmienia, zaciemniając czasem melodykę partii wokalnych4. Partytura Króla pasterzy została&#13;
przez Kolberga napisana na skład charakterystyczny dla możliwości zespołu opery warszawskiej z połowy XIX wieku. Z pewnością warunkiem&#13;
przedstawienia tego utworu na wielkiej scenie operowej było rozpisanie&#13;
fortepianowej wersji na pełen skład orkiestrowy, co nie oznacza, że wersja&#13;
fortepianowa Kolbergowskiej opery nie dawała możliwość zadysponowania materiału muzycznego w sposób efektowny. Dla obiektywnej oceny tej&#13;
najczęściej służyły wzmocnieniu tutti orkiestrowego. Użycie ich w dynamice piano bywało&#13;
rzadsze i świadczyło o oryginalnym spojrzeniu na ich walory brzmieniowe.&#13;
1 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 278–291.&#13;
2 Tamże, s. 228–230.&#13;
3 Do mniej udanych fragmentów zaliczyć należy duet Maciusia i Sołtysa poprzedzający&#13;
poloneza w scenie piątej. Skupienie instrumentów o ciemnej barwie i niskim rejestrze z dwoma&#13;
głosami męskimi sprawia, że partie wokalne są nieco przesłonięte. Za udane instrumentacyjnie&#13;
fragmenty z głosami solowymi, obok znakomitej, przesyconej humorystycznymi epizodami arii&#13;
Maciusia Ciemięgi, trzeba uznać duet Wojtka i Rózi ze sceny pierwszej, arię Rózi z ruchliwą&#13;
partią klarnetu oraz cavatinę Wojtka z finału opery, gdzie widać prostotę i celność koncepcji&#13;
brzmieniowej: lekki akompaniament smyczków wspomagają instrumenty dęte podkreślające&#13;
przebieg harmoniczny.&#13;
4 Innym problemem wykonawczym może stać się, szczególnie kłopotliwe dla śpiewaków,&#13;
eksponowanie przez Kolberga niskich rejestrów w partiach solistów przy jednoczesnym nagromadzeniu masywnego brzmienia orkiestrowego. Epizody takie można niejednokrotnie znaleźć&#13;
w Kolbergowskiej partyturze. Mogą one powodować obniżenie komfortu wykonawczego solistów oraz chórzystów.&#13;
&#13;
158&#13;
&#13;
�partytury wskazane jest przypomnienie, iż jest ona jedyną znaną dziś pracą&#13;
orkiestrową Kolberga. Jeżeli zatem uznamy Króla pasterzy za pierwszy&#13;
zorkiestrowany przez niego utwór, z pewnością niedociągnięcia czy pewne&#13;
nielogiczności tej partytury staną się całkowicie zrozumiałe1.&#13;
W odniesieniu do samej treści muzycznej Króla pasterzy należy wskazać&#13;
na zachowawczy styl tej kompozycji, w którym widać bezpośrednią fascynację muzyką z Krakowiaków i Górali Jana Stefaniego. Kolberg operuje&#13;
prostymi motywami melodycznymi, często o rytmach mazurowych i polonezowych (chóry ze sceny pierwszej i z finału). W niektórych fragmentach,&#13;
zwłaszcza przywołujących asocjacje miłosne, posługuje się melodyką przejętą z włoskich oper w stylu bel canto (Romans Rózi z cadenzą i cavatina&#13;
Wojtka z finału)2. Ta cecha, dotkliwie skrytykowana przez współczesnych&#13;
mu recenzentów, dzisiaj nie wydaje się już tak rażąca. Przejmowanie włoskich wzorców w konstrukcji przebiegu melodycznego dziś uznać można&#13;
za całkowicie naturalne dla kompozytorów I połowy XIX wieku – może to&#13;
być przecież z łatwością wskazane także w operach Moniuszki. Z pewnością&#13;
„ludowe” chóry, jak wspomniano już wyżej, pomimo prostoty użytych przez&#13;
kompozytora środków charakteryzują się często świeżością melodyczną,&#13;
cechuje je także wyraźnie rozwijana motoryka, co dziś uznać można za sugestywną aluzją do wiejskiego muzykowania. Nie sposób także nie zauważyć świadomych najpewniej nawiązań melodycznych do Czarodziejskiego fletu Mozarta w niektórych fragmentach duetu Rózi i Wojtka. Zgodnie&#13;
z uwagami dziewiętnastowiecznych krytyków trzeba przyznać, że najsłabiej&#13;
prezentują się w operze Kolberga recytatywy, z jednym może wyjątkiem&#13;
– rozpoczynającym finał opery solo sołtysa3. Fragment ten, mniej recyta1&#13;
&#13;
Napisana zaraz po premierze i opublikowana przez J. Sikorskiego w numerze 10 „Ruchu&#13;
Muzycznego” recenzja zawiera nieco bardziej pozytywne wnioski niż wspomniane wyżej krytyki Karasowskiego i Rożnieckiego. Sikorski szeroko omawia treść opery, dzieje jej powstania,&#13;
w ocenie dzieła stara się wykazać jego niektóre walory, zwracając jednocześnie uwagę na słabą&#13;
orkiestrację i brak rozwinięcia niektórych ciekawych dramaturgicznie fragmentów. Autor omawia również szerzej interpretację wykonawców pierwszego przedstawienia. Ogólna wymowa&#13;
tej recenzji jest pozytywna i zachęcająca Kolberga dla dalszych prób kompozytorskich. Zob.&#13;
J. Sikorski Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego napisany w 1-ym akcie przez T. L&#13;
[T. Lenartowicza], muzyka O. Kolberga. Pierwsze przedstawienie d. 2 b.m., „Ruch Muzyczny”&#13;
1859, nr 10, s. 81–83, przedruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK&#13;
T. 68), aneks, s. 660–662.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 260 i 342.&#13;
3 Zob. tamże, s. 339.&#13;
&#13;
159&#13;
&#13;
�tywny a bardziej chorałowy, zinstrumentował Kolberg na instrumenty dęte&#13;
drewniane (klarnety, fagoty) i blaszane (rogi i puzony), przez co przywołuje&#13;
on skojarzenia z osiemnastowiecznym sposobem obrazowania „wyroczni”&#13;
(w tym wypadku rolę tę pełni postać Sołtysa), znanym na przykład z oper&#13;
Mozarta1.&#13;
Król pasterzy wydaje się obecnie dziełem interesującym, choć niepozbawionym wad i niezręczności. Styl utworu wyraźnie nawiązuje do dzieł&#13;
Jana Stefaniego i Karola Kurpińskiego, co pozwala tę kompozycję uznać za&#13;
należącą jeszcze do późnego muzycznego klasycyzmu, zwłaszcza w zakresie&#13;
kształtowania warstwy harmonicznej i instrumentacyjnej. Ciekawe dla dzisiejszego odbiorcy nawiązania do oper włoskiego bel canto wbrew ostrej&#13;
krytyce współczesnych Kolbergowi recenzentów przydają dziełu pewnej&#13;
lekkości i oczekiwanej w tej formie teatralności. Odniesienia do ludowej&#13;
muzyki są wyraziste i pokazane odbiorcom z dużą dozą naturalności, co&#13;
widać w sposobie kształtowania frazy, w podpatrzonym (podsłuchanym)&#13;
u ludowych muzyków wariacyjnym „ogrywaniu” krótkich motywów w kujawiaku z introdukcji orkiestrowej2. Wyraźnymi zaletami kompozycji są&#13;
żywa akcja, spora doza poczucia humoru oraz różnorodność użytych środków kompozytorskich przy jednoczesnym skupieniu się na oddaniu muzyką klimatu wsi kujawskiej. Wady dzieła obejmują zarówno niezręczności&#13;
instrumentacyjne, jak i zbyt skrótowe – jak słusznie zauważył Józef Sikorski – potraktowanie poszczególnych fragmentów, nierozwijanie udanych&#13;
pomysłów kompozytorskich i szczególnie charakterystyczną dla stylu tego&#13;
utworu niezbyt wyrazistą pracę tematyczną.&#13;
Kolejna opera Kolberga, Scena w karczmie czyli Powrót Janka, według wspomnianego już wcześniej świadectwa Karola Kucza została zaprezentowana wraz z Królem pasterzy w salonie Faustyna Żylińskiego.&#13;
W rękopisach muzycznych Kolberga przechowywanych w tece 51 Miscellanea znajduje się obecnie zespół szkiców do tego dzieła oraz czystopis&#13;
wersji fortepianowej wraz z zapisem partii wokalnych. Manuskrypt ten jest&#13;
niestety niepełny, brakuje w nim zakończenia opery, które zachowało się&#13;
1 Sceny takie popularne były zwłaszcza w operach francuskich już od czasów Christopha&#13;
Willibalda Glucka, weszły one do konwencjonalnych środków operowych jako pewien standardowy element finałów ex machina. Kolberg najprawdopodobniej mógł inspirować się tu&#13;
operami Mozarta (np. w Don Giovannim partia Komandora w finale oraz w Czarodziejskim&#13;
flecie finałowy recytatyw Sarastra).&#13;
2 Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 176.&#13;
&#13;
160&#13;
&#13;
�w szkicowej formie na dalszych kartach w tejże tece. Nie wiadomo zatem,&#13;
czy podczas salonowej prezentacji w roku 1853 wykonano Scenę w karczmie z jakiegoś kompletnego, a niezachowanego do dziś rękopisu, czy była&#13;
to niedokończona wersja z teki 51.&#13;
W utworze tym Kolberg wykorzystał jako libretto tekst Jana Kantego&#13;
Gregorowicza, którego rękopis zachował się obok partytury fortepianowej&#13;
kompozycji we wspomnianej tece. Historia rozgrywa się w karczmie na&#13;
nieokreślonej bliżej sandomierskiej wsi, gdzie Basia czeka na powrót swojego ukochanego Janka, pocieszana przez ojca i grupę współmieszkańców.&#13;
Janek przybywa w końcu i opowiada o swoich przeżyciach z podróży po&#13;
Warszawie. Dzieło kończy się szczęśliwym połączeniem pary kochanków&#13;
oraz pochwałą zdrowego i pracowitego życia mieszkańców wsi. Ta apoteoza wiejskiej prostoty i stabilności została tu przedstawiona w kontraście&#13;
do pełnej pośpiechu i powierzchowności egzystencji mieszczan.&#13;
Scena w karczmie to opera numeryczna z wyraźnie wyodrębnionymi&#13;
scenami, w których ważną rolę pełni bohater zbiorowy – chór mieszkańców wsi, komentujący i bezpośrednio uczestniczący w akcji scenicznej. Kolberg wykorzystuje tu arie solowe, duety, arie łączone z chórami, a w finale&#13;
zaplanował (zachowany w formie szkicowej) tercet Basi, Janka i Stanisława&#13;
– ojca Basi. Opera poprzedzona została żywiołową introdukcją, opartą na&#13;
materiale muzycznym arii Janka opowiadającej o hałaśliwym życiu warszawskiej ulicy. Koda tej uwertury jest ciekawym echem pomysłów w stylu&#13;
Rossiniego, stanowi bowiem rodzaj instrumentalnej cabaletty, ze wzmożeniem ruchu i dwukrotnym przeprowadzeniem, które za drugim razem&#13;
znajduje swój finał w brawurowym zakończeniu.&#13;
Pod względem opracowania muzycznego kompozytor starał się o oddanie&#13;
w tej operze klimatu emocjonalnego wynikającego z tekstu i sytuacji scenicznej. W sferze nawiązań do „ludowości” widać wyraźne operowanie rytmami&#13;
tańców polskich: oberka, mazura, poloneza czy krakowiaka1. W porównaniu&#13;
jednak z przesyceniem Króla pasterzy motywami wzorowanymi na ludowych melodiach, w Scenie w karczmie folklor muzyczny traktowany jest&#13;
jako sztafaż i „dekoracja”. Po uwerturze rozbrzmiewają dźwięki skocznego&#13;
obertasa, widać tu świadome kształtowanie frazy, w sposób oddający pewną&#13;
1 Wśród szkiców do Sceny w karczmie zachowanych w tece 51 Miscellanea (Arch. PTL)&#13;
znajduje się jedna karta z notą „Janek”, na której Kolberg zapisał prawdopodobnie szkic finałowego chóru w rytmach krakowiaka.&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
�swobodę muzyki ludowej i jej fantazyjność. Uwidacznia się to poprzez wtrącenia elementów skali cygańskiej do całego durowego przebiegu melodycznego, powtarzanie krótkich motywów i uzyskiwaną przez to motoryczność&#13;
kształtowania całej frazy1. Partia solowa Janka w lirycznej scenie jego powrotu do rodzinnej wsi także zawiera interesujące elementy skali cygańskiej,&#13;
która stworzyła Kolbergowi możliwość niekonwencjonalnego opracowania&#13;
harmonicznego, oscylującego pomiędzy dur i moll2. Inne partie solowe, szczególnie epizody kantylenowe, kształtuje Kolberg w sposób bliższy konwencjonalnej melodyce pieśniowej. W rzewnej arii Basi z chórem zastanawia&#13;
bliski słynnej moniuszkowskiej arii z Halki sposób wyprowadzenia frazy solowej. Pewien zasób humorystycznych środków kompozytor wykorzystał do&#13;
zilustrowania ruchu i zgiełku życia miejskiego, co widać w pierwszej części&#13;
o motorycznym charakterze, wykorzystującej typowe dla środków włoskiej&#13;
opery komicznej parlando. Ciekawym fragmentem jest także parodystyczny&#13;
marsz, spożytkowany przez kompozytora na opisanie charakteru mieszkańców Warszawy3. Partie chóralne napisane zostały przez Kolberga jako homorytmiczne, zwarte struktury, eksponujące czytelnie tekst libretta i ciekawie&#13;
wkomponowane w całość, często naprzemiennie z partiami solowymi, co&#13;
ożywia dość statyczną już w samym libretcie akcję sceniczną.&#13;
W zestawieniu z ewidentnie komediowym w charakterze Królem pasterzy druga opera Kolberga jawi się jako typowy przykład lirycznej sielanki,&#13;
z pewnymi aspiracjami do krytyki społecznej. Pod względem muzycznym&#13;
Scenę w karczmie można ocenić jako dzieło ciekawsze z uwagi na wyraźnie romantyczny już sposób kształtowania struktury harmonicznej. Statyczny charakter libretta Kolberg zrekompensował znacznym udziałem chóru&#13;
w dialogach z postaciami, co słusznie nasuwa skojarzenia z najstarszą tradycją dramatu muzycznego4.&#13;
W archiwum Kolbergowskim zachowały się również obszerne szkice fortepianowe do trzeciej opery Kolberga, Pielgrzymka do Częstochowy, z librettem opracowanym przez kompozytora na podstawie tekstu Seweryny&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 499–501.&#13;
Zob. tamże, s. 545.&#13;
3 Zob. tamże, s. 579–581.&#13;
4 Hasła opracowane przez Kolberga do Encyklopedii Orgelbranda pokazują dziś ich autora&#13;
jako niezwykle świadomego muzyka, z olbrzymim jak na XIX wiek bagażem wiedzy o historii&#13;
muzyki. W hasłach tych, mimo często dość ogólnych sformułowań, widać wyraźnie, że Kolberg nabył szeroką wiedzę o historii opery i innych gatunków muzycznych.&#13;
2&#13;
&#13;
162&#13;
&#13;
�Pruszakowej1. Manuskrypty obejmują zanotowaną skrótowo uwerturę, kilka&#13;
szkiców partii solowych, arii i chórów. Kompozycja stylistycznie jest zbliżona do Sceny w karczmie, choć ma bardziej charakter opery obyczajowej,&#13;
w której rysy delikatnie humorystyczne przenikają się ze scenami obrazującymi specyficzny typ „religijności pielgrzymkowej”. W jednej ze scen zawarł&#13;
Kolberg autentyczną, religijną pieśń ludową, której pierwowzór zanotował&#13;
podczas badań w regionie kaliskim i opublikował później w swojej monografii tego regionu2. W oryginale pieśń posiada tekst pokutny „Wszystka&#13;
moja nadzieja u Boga mojego”. W planowanej operze melodia tej ludowej&#13;
pieśni3 otrzymała tekst inspirowany słowami antyfony maryjnej Salve Regina, muzyczne opracowanie natomiast bardzo przybliża się do „ofiarnych”,&#13;
dostojnych chórów z oper Glucka czy Mozarta. Wiele zachowanych fragmentów muzycznych umożliwia dziś odtworzenie kilkunastu epizodów tej&#13;
opery, zarówno chórów, jak i partii solowych. W kompozycji uwidaczniają&#13;
się wpływy melodyki włoskiej, w strukturze harmonicznej dominują jednak&#13;
konwencjonalne, choć sprawnie stosowane wzorce czerpane z klasycystycznych dzieł operowych. Niektóre partie solowe konsekwentnie powielają typ&#13;
melodyki inspirowany polską muzyką ludową. Naszkicowana uwertura, podobnie jak introdukcja do Sceny w karczmie, ma charakter nawiązujący do&#13;
włoskiej opery buffa. W finale opery, jak wskazuje sama konstrukcja libretta,&#13;
Kolberg planował przedstawienie typów muzycznych obrazujących specyfikę&#13;
polskich regionów. Zachowały się zatem muzyczne szkice do krakowiaka,&#13;
poloneza kojarzonego z Wielkopolską czy mazowieckiego mazurka. W ostatecznej ocenie trzeba stwierdzić, że dzieło to mogło stać się interesującą&#13;
kompozycją, dojrzalszą niż obie poprzednie opery. W archiwum Kolberga&#13;
zachował się także szkic, niedokończona pieśń „Niechże ja lepiej nie żyję”, do&#13;
planowanej opery Wiesław na podstawie sielanki Kazimierza Brodzińskiego4.&#13;
Być może jednym z powodów, dla których Kolberg zniechęcił się do samego gatunku opery, było wyraźnie krytyczne nastawienie recenzentów Króla&#13;
1 Pielgrzymka do Częstochowy opublikowana została w Obrazkach dramatycznych&#13;
S. Pruszakowej, Warszawa 1857, s. 51–111.&#13;
2 Pieśń tę zamieścił Kolberg wśród śpiewów religijnych związanych z okresem Wielkiego&#13;
Postu, zob. O Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. 77, nr 31.&#13;
3 Por. Hymn z opery Pielgrzymka do Częstochowy w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 617 z pieśnią „Wszystka moja nadzieja…” w: O. Kolberg Kaliskie&#13;
(DWOK T. 23), s. 77, nr 31 oraz jej wariantem w: O Kolberg Kaliskie. Suplement do tomu 23&#13;
(DWOK T. 79), s. 5, nr 3.&#13;
4 Zob. D. Idaszak Twórczość kompozytorska…, (DWOK T. 68), s. XXVIII i s. 131–132.&#13;
&#13;
163&#13;
&#13;
�pasterzy. Dziś widać, że miał on bezsprzecznie predyspozycje do tworzenia&#13;
form scenicznych, wyczucie sceny, potrafił muzycznie odmalować emocje&#13;
i w sposób niezwykle celny ilustrował muzycznie klimat polskiej wsi. Samą&#13;
treść muzyczną cechuje jednak wyraźny akademizm i brak indywidualnych&#13;
rysów. Nie można zarzucić Kolbergowi słabej inwencji, jednak w jego operach ewidentnie zawodzi umiejętność rozwijania i przekształcania udanych&#13;
pomysłów muzycznych. Spore znaczenie miało tu uzyskane przez niego wykształcenie, opierające się z jednej strony na skonwencjonalizowanych operach dawnych mistrzów, z drugiej zaś na chłodnych czasem w wyrazie dziełach współczesnych mu kompozytorów francuskich czy niemieckich, słusznie dziś uznawanych za pomniejszych twórców. Być może zaważyła tu także&#13;
fascynacja Kolberga muzyką fortepianową i mało fantazyjne podejście do roli&#13;
orkiestry. Na pewno dobrze ocenić trzeba typ wyobraźni harmonicznej kompozytora, korzystającego zarówno z konwencji klasycyzmu, jak i z doświadczeń kompozytorów wczesnoromantycznych. Pomimo tych zalet nie sposób&#13;
dziś nie zauważyć, że wyraźnie zadeklarowana w jego utworach scenicznych&#13;
chęć kontynuacji polskiej opery „ludowej” została zaniechana, przede wszystkim dlatego że Kolberg całkowicie poświęcił się badaniom etnograficznym&#13;
i pracy edytorskiej. We wspomnianych przy omówieniu Króla pasterzy recenzjach zwraca także uwagę dość natarczywe nakłanianie kompozytora do&#13;
pisania „w ludowym stylu”. Z jednej strony wydaje się to zrozumiałe, przede&#13;
wszystkim ze względu na typ jego zainteresowań i dokonań, z drugiej strony&#13;
mogło to ograniczyć go w rozwoju jako kompozytora i sprowadzić do roli&#13;
twórcy „rustykalnego”, czego być może pomimo szczerego zainteresowania&#13;
kierowanego w stronę ludowej tradycji muzycznej chciał uniknąć. Na zaprzestanie działań kompozytorskich w sferze opery miała też wpływ niestabilna,&#13;
a później wręcz tragiczna dla mieszkańców zaboru rosyjskiego sytuacja polityczna. Świadczą o tym także słowa samego Kolberga dotyczące pracy nad&#13;
operą Wiesław, zawarte w szkicu autobiografii:&#13;
Wiesław – opera Pruszakowej – zacząłem ją pisać i naszkicowałem już kilka&#13;
ustępów, ale wypadki r. 1863 znów przeszkodziły dalszej na tym polu pracy&#13;
i rzecz nie została odtąd wcale już podjętą. Są to zatem słabe okruchy czegoś, co&#13;
być miało, ale do skutku wcale nie przyszło i nie przyjdzie1.&#13;
1 O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68; w pochodzącym&#13;
z 1889 r. Szkicu… Kolberg błędnie zanotował nazwisko autora libretta, zamiast „Pruszakowej”&#13;
winno być „Brodzińskiego” .&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
�Kompozycje fortepianowe&#13;
Muzyka fortepianowa od samego początku zajmowała w życiu Kolberga&#13;
niezwykle ważne miejsce. Wspomniana już opinia Józefa Elsnera o Kolbergu jako znakomitym muzyku odnosi się z pewnością przede wszystkim do&#13;
jego umiejętności pianistycznych. Ze świadectw innych osób także wyłania&#13;
się postać bardzo zdolnego wykonawcy i być może również improwizatora1. Dzieła na fortepian, obejmujące głównie tańce, zachowały się zarówno&#13;
w rękopisach, jak i w formie wydawanych powszechnie w XIX wieku druków muzycznych.&#13;
Kolbergowskie kujawiaki, mazury, polonezy i walce drukowane były&#13;
przez znanych dziewiętnastowiecznych wydawców muzycznych, m.in. Adama Dzwonkowskiego, Gustawa Sennewalda, Franciszka Spiessa, Ignacego&#13;
Klukowskiego i Henryka Hirszela2. Wiele z tych wydawnictw powielało&#13;
dzieła już opublikowane, co świadczy o pewnym powodzeniu tych kompozycji. Popularnością cieszyły się zwłaszcza jego kujawiaki. Taniec ten jako&#13;
miniatura fortepianowa stał się dla Kolberga szczególnie inspirujący. Spore&#13;
znaczenie dla tej fascynacji miała osobista styczność twórcy z folklorem&#13;
kujawskim, jednak warto zaznaczyć, że kompozycje fortepianowe Kolberga&#13;
nazwane kujawiakami są formami artystycznymi i z nielicznymi wyjątkami&#13;
miniatury te nie są opracowaniem ludowych tematów. Kujawiaki fortepianowe publikowano za życia autora najchętniej i spotykały się one z pozytywnymi, choć niepozbawionymi uwag krytycznych, opiniami recenzentów&#13;
muzycznych3. Kolejne formy taneczne licznie reprezentowane w spuściźnie&#13;
autora Ludu to mazury, polonezy, walce i kontredanse. Zachowało się także&#13;
kilka etiud, nokturnów, fantazje, cykl wariacji, marsze oraz napisana jeszcze&#13;
w Berlinie i dedykowana Girschnerowi sonata fortepianowa. Utwory te&#13;
zostały opublikowana w tomie Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69),&#13;
1 Ważna jest tu relacja Pauliny Wilkońskiej z wieczoru u Seweryny Pruszakowej: „[…] potem&#13;
nastąpiła muzyka, Słuchaliśmy gry dźwięcznej na fortepianie, niezrównanej lekkości, wycieniowania i czucia, tyle zasłużonego Oskara Kolberga. I ożywiały nas jego kujawiaki ochocze,&#13;
z cechą wybitnie swojską”. P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, opracowała Z. Lewinówna, red. J.W. Gomulicki, Warszawa 1959, s. 132; zob. także&#13;
D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. V–XVII.&#13;
2 Zestawienie kompozycji fortepianowych i ich drukowanych wersji zob. D. Idaszak, Twórczość fortepianowa..., (DWOK T. 69), s. XX–XXX.&#13;
3 Zob. przedruki recenzji w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 713–725.&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�tylko nieliczne szkice bądź fragmentarycznie zarysowane w rękopisach&#13;
utwory nie zostały w tej publikacji wydane drukiem.&#13;
W twórczości fortepianowej Kolberga kujawiak jest zwartą formą miniatury muzycznej, kształtowaną przez wielokrotnie powtarzane krótkie&#13;
motywy, najczęściej rozwijane w niewielkim stopniu poprzez poddawanie&#13;
ich nieskomplikowanym, ewolucyjnym zabiegom wariacyjnym. Dość często kompozytor wykorzystuje tu kilka taktów wstępu, nierzadko w postaci&#13;
oktaw, kwint lub bardzo krótkich motywów, przydających utworowi charakterystycznego klimatu i wprowadzających od początku specyficzny typ&#13;
motoryki. Niektóre z takich fragmentów mogą stanowić artystycznie przetworzoną aluzję do idei przygrywki, powszechnej w praktyce wykonawczej&#13;
muzyków ludowych1.&#13;
Niektóre z kujawiaków oparte zostały na oryginalnych ludowych motywach muzycznych, co odnotowane zostało przez kompozytora w postaci&#13;
podtytułu. Charakterystyczną cechą kujawiaków Kolberga jest wspomniane&#13;
już kształtowanie przebiegu muzycznego poprzez powtarzanie krótkich motywów modulujących czasem do bliskich tonacji. Większość tych krótkich&#13;
tańców posiada dwie lub trzy grupy tematyczne, ściśle ze sobą łączone&#13;
(bez wpływu na motorykę) i swobodnie przenoszone do różnych rejestrów.&#13;
Są one czasem stopniowo figurowane i wzbogacane o nowe odcienie harmoniczne. W kujawiakach przeważa forma repryzowa, zbliżona do typu&#13;
ABA’. Tematy są skontrastowane tylko w niewielkim stopniu, w większości tańców kompozytor pozostaje wierny jednemu typowi melodycznemu,&#13;
najczęściej jest to rodzaj melodyki „falującej”, w której fraza koncentruje&#13;
się na jakimś centralnym dźwięku. Kolejne odcinki fraz kształtowane są&#13;
regularnie i równoważnie, stąd też najczęstszym wynikiem takiego sposobu&#13;
budowania melodyki jest wrażenie braku napięcia. Trudno w przebiegu&#13;
melodycznym wyznaczyć poważniejszy punkt kulminacyjny, ponieważ rozdrobnienie frazy prowadzi bezpośrednio do rozłożenia napięcia na krótkich&#13;
odcinkach2. Ten typ kształtowania jest prawdopodobnie efektem uważnego przebadania muzyki ludowej i ma swoje źródło w sposobie ogrywania&#13;
krótkich tematów przez muzyków ludowych. W wyniku takiego sposobu&#13;
budowania kujawiaki Kolberga zyskują dość często na motoryce, choć&#13;
tempo pozostaje w nich znacznie wolniejsze niż w obertasach i mazurach.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. np. wstęp do kujawiaka, O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 55.&#13;
Zob. O. Kolberg Kujawiak I w: tegoż Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 15.&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
�Zrównoważone, krótkie motywy, transponowane i nierzadko dyminuowane&#13;
w repryzie, dodają miniaturom „okrągłości” i potoczystości. Bardzo istotnym elementem w uzyskaniu tej falującej struktury melodycznej jest rytm,&#13;
najczęściej naprzemiennie wykorzystujący drobniejsze wartości i akcentujący niektóre dźwięki stanowiące „oparcie” frazy poprzez wydłużenie ich&#13;
czasu trwania. W niektórych tańcach ostrzejsze rytmiczne motywy o mazurowym zarysie łagodzone są triolami1. Cechą typową dla kujawiaków jest&#13;
także nieskomplikowana harmonika, skupiona na podkreślaniu struktury&#13;
melodycznej i urozmaicana czasem w powrotach motywów. Struktury tematyczne eksponowane są najczęściej w partii prawej ręki, w lewej pojawia&#13;
się często konwencjonalny akompaniament ćwierćnutowy, niekiedy urozmaicany brzmieniami burdonowymi w niskich rejestrach lub podkreślający&#13;
niektóre charakterystyczne formuły rytmiczne.&#13;
Mazury fortepianowe Kolberga obrazują wszystkie najważniejsze cechy&#13;
tego tańca. Pierwszym elementem charakterystycznym dla tej formy jest tu&#13;
nieodzowny, punktowany motyw rytmiczny, pojawiający się nie tylko na&#13;
początku frazy, ale również w dalszych fragmentach przebiegu muzycznego. Forma Kolbergowskich mazurów nie odbiega od konwencji i z reguły&#13;
zamyka się w układach repryzowych ABA’. Tematy mazurowe zarysowane&#13;
są ostrzej niż w kujawiakach i dość często podkreślane są pionami akordowymi. W porównaniu z koronkową i niejednokrotnie intymną w charakterze tkanką melodyczną kujawiaków, mazury odznaczają się znacznym&#13;
wzmocnieniem wolumenu, uzyskanym poprzez używanie pełnych akordów i skupienie się na mocnym wybrzmieniu motywów. Akcentowane nuty&#13;
w zgodzie z konwencją tańca są wyostrzane i podkreślane nasyconą strukturą harmoniczną2.&#13;
W przeciwieństwie do kujawiaków melodyka mazurów jest mocno rozwinięta, w przebiegu muzycznym często pojawiają się nagłe skoki, a niespokojną linię podkreślają figuracje, gamy i ozdobniki znane z faktury typowej&#13;
dla stylu brillant. Również w przeciwieństwie do krótkich i „falujących”,&#13;
powtarzanych regularnie fraz i nieskontrastowanych myśli muzycznych&#13;
kujawiaków, mazurowe tematy są często kontrastowe i łączone krótkimi&#13;
epizodami bądź oddzielane wyraziście przez zmianę tonacji i typu faktury.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. tamże, s. 23 (zestawienie triol i rytmów punktowanych) oraz s. 56 (szeregowanie&#13;
tematów).&#13;
2 Zob. wstępy mazurów na s. 244 i s. 279 w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK&#13;
T. 69).&#13;
&#13;
167&#13;
&#13;
�Co prawda, analogicznie jak w kujawiakach, także i w mazurach struktury tematyczne obecne są niemal wyłącznie w partii prawej ręki, jednakże&#13;
w akompaniamencie pojawiają się ukształtowania bardziej fantazyjne i dynamiczne przy zastosowaniu kontrastów tempa i charakteru1. Kompozytor&#13;
w śmielszy sposób posługuje się tu harmoniką i nie poprzestaje na prostych&#13;
modulacjach do bliskich tonacji, korzystając z odniesień medianowych,&#13;
a w przebiegu muzycznym nie stroni od chromatyki i, w konsekwencji, od&#13;
łańcucha alteracji2.&#13;
Do typu tanecznego wypada także zaliczyć trzy utwory pozostawione&#13;
w rękopisie bez tytułów, a opublikowane współcześnie3. Są to kompozycje&#13;
eksponujące w warstwie rytmicznej formuły charakterystyczne dla kujawiaka bądź mazura, ich forma jednak jest swobodniejsza i bardziej fantazyjna. Stąd też, choć są to nadal utwory taneczne, wypada je uznać za dzieła&#13;
stylizowane o przeznaczeniu koncertowym, tym bardziej że kompozytor&#13;
stosuje tutaj znacznie bardziej urozmaicone zabiegi formalne i fakturalne,&#13;
korzystając z możliwości, jakie daje pełna skala fortepianu. Przebieg harmoniczny tych utworów także ma mniej schematyczny charakter. Formy&#13;
dwóch z tych kompozycji zbliżają się do formuły ABA, a jedna ma rzadką u Kolberga formę ronda. W kilku fragmentach tych dzieł widać także&#13;
próby pracy tematycznej, zwłaszcza w bardziej rozbudowanych epizodach&#13;
łącznikowych i kodach. Do tego samego rodzaju kompozycji o rytmach&#13;
tanecznych, lecz swobodnie kształtowanej formie, należy Fantazja b-moll.&#13;
Kompozycja rozpoczyna się kantylenowym wstępem w tonacji F-dur, dalej&#13;
następuje właściwa fantazja o repryzowym zarysie formy. Utwór ten posiada też pewne elementy pracy tematycznej z wykorzystaniem wariacyjnych&#13;
przekształceń głównego, mazurowego tematu. Omówione powyżej kompozycje można w zasadzie zaliczyć do popularnego w XIX wieku typu rapsodii&#13;
opartych na tematach ludowych lub inspirowanych folklorem.&#13;
Ciekawą, choć nieoryginalną formą w twórczości fortepianowej Kolberga są jego polonezy. Utwory te wydane zostały za życia autora i nie odbiegają stylistyką od standardowych polonezów wczesnoromantycznych.&#13;
Kompozytor nie stosuje tu żadnych aluzji do muzyki ludowej, traktując tę&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. tamże, s. 273, t. 29–36.&#13;
Zob. O. Kolberg Wielki mazur fantastyczny, t. 35–40, w: tegoż Kompozycje fortepianowe&#13;
(DWOK T. 69), s. 477.&#13;
3 Są to utwory w tonacjach As-dur (ABA), C-dur (rondo) i B-dur (ABA), zob. O. Kolberg&#13;
Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 582–606.&#13;
2&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
�formę jako typowy przejaw tradycji szlacheckiej 1. Przy zachowaniu statecznego charakteru, nadawanego przez wymagane w tej formie rytmiczne&#13;
formuły, polonezy Kolberga charakteryzuje przede wszystkim kantylenowość. W odróżnieniu od powtarzalności krótkich motywów kujawiaka czy&#13;
wyostrzonego rysunku tematów mazurowych, polonezy cechuje szeroka,&#13;
wokalna w charakterze fraza. Te kantylenowe tematy ujmowane są często&#13;
w ramy akordowych wstępów i epizodycznych łączników przypominających o konwencji tańca. Kompozytor prezentuje tematy najczęściej w partii&#13;
prawej ręki, choć w kilku tańcach przenoszone są one również do partii&#13;
ręki lewej. Kolberg stosuje dość prosty, motoryczny akompaniament w postaci ósemkowych, rozłożonych akordów, a w triach dość konsekwentnie&#13;
wprowadza bas Albertiego. W rozwinięciach motywów pojawiają się także&#13;
rozbudowane figuracje, gamy, tremolanda i zmiany rejestrów, co wzbogaca&#13;
fakturę omawianych kompozycji. Przebieg harmoniczny tych utworów wykazuje się prostotą, a nawet zachowawczością, co w zestawieniu z konwencjonalnymi środkami kompozytorskimi nadaje polonezom Kolberga klimat&#13;
nieco osiemnastowieczny.&#13;
Etiudy są w twórczości kompozytora formą marginalną, choć mogą mieć&#13;
znaczenie dla zrozumienia i oceny umiejętności wykonawczych Kolberga&#13;
jako pianisty. Kompozycje te mają dwuczęściową formę, gdzie powolny&#13;
wstęp, nierzadko o nokturnowym charakterze, w którym wykorzystywane&#13;
są często rozbudowane gamowe figuracje, prowadzi do części szybkiej, figurowanej, o motorycznym i wirtuozowskim zarysie. W etiudach As-dur i H-dur wstęp ten opatrzony jest określeniem Prelude, w etiudzie E-dur i drugiej etiudzie w As-dur jest to Introduction. Tylko jedna z etiud nie posiada&#13;
wolnej części wstępnej, od pierwszych taktów eksponując właściwy materiał muzyczny. Wśród zachowanych w rękopisach Kolbergowskich kompozycji bez nadanych im tytułów można także zidentyfikować formy bliskie&#13;
etiudowym. W zgodzie z tradycją tej formy kompozytor poświęca każdą&#13;
etiudę określonym problemom technicznym czy fakturalnym, unika przy&#13;
tym konwencjonalnych motywów gamowych czy pasażowych. Nie rozwija&#13;
jednak swoich pomysłów w sposób oryginalny, pozostając w tej mierze&#13;
w akademickiej konwencji wyznaczonej przez kompozycje Clementiego,&#13;
1 Kolberg zawarł swoje uwagi o polonezie w tekście opublikowanym w Encyklopedii Orgelbranda, zob. przedruk: O. Kolberg Polonez, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),&#13;
s. 634–635.&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
�Hummla i Kalkbrennera. Utwory te świadczą jednak o wysokim stopniu&#13;
umiejętności pianistycznych Kolberga i całkowicie potwierdzają świadectwa z epoki mówiące o jego znakomitej technice wykonawczej.&#13;
Wśród innych miniatur fortepianowych wymienić trzeba walce, utrzymane w konwencji salonowych kompozycji użytkowych i podobnie jak&#13;
kontredanse nie charakteryzujące się żadną szczególną cechą indywidualną.&#13;
Variations brillantes to kilkuczęściowa, rozbudowana forma, poprzedzona&#13;
introdukcją o nokturnowym zarysie. Temat wariacji według sugestii samego kompozytora został ujęty w stylu haydnowskiego menueta, a kolejne jego opracowania noszą cechy typowe dla figuracyjnych wariacji stylu&#13;
brillant. Ciekawą kompozycją jest Grande marche1 h-moll opublikowany&#13;
jeszcze za życia Kolberga, który spotkał się z pochwałą Maurycego Karasowskiego2. Zdanie to wypada potwierdzić, ponieważ kompozycja ta została&#13;
napisana z rozmachem, w nawiązaniu do konwencji marsza operowego.&#13;
Bezpośrednio utwór przypomina swoim charakterem analogiczne dzieło&#13;
Kalkbrennera3, choć w kompozycji Kolberga zwraca uwagę równowaga&#13;
fakturalna w stosowaniu technik stylu brillant oraz subtelniejsze spożytkowanie harmoniki, ze znacznym udziałem chromatyki.&#13;
Jedynym utworem cyklicznym w formie sonatowej jest napisana prawdopodobnie na zakończenie studiów w Berlinie Grande sonate4 op. 3, dedykowana Karlowi Girschnerowi. Dzieło to zachowało się w precyzyjnie&#13;
sporządzonym autografie Kolberga. Kompozycja ujęta jest w cztery części:&#13;
Andante sostenuto – Allegro vivace, Minuetto, Adagio con espressione,&#13;
Rondo militare. Francuskie określenie grande jest bardzo charakterystyczne dla kompozycji okresu brillant5. Utwór Kolberga jest w pewnym sensie wytworem akademickim i charakteryzuje się pewną schematycznością,&#13;
choć w kilku fragmentach widać rozwiązania oryginalne i niepozbawione&#13;
inwencji. Pierwsza część to allegro sonatowe o zaburzonej formule, gdzie&#13;
1 Zob. O. Kolberg Grande marche, w: tegoż Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69),&#13;
s. 377–393.&#13;
2 Zob. przedruk recenzji w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 724–725.&#13;
3 F.W. Kalkbrenner Grande Marche interrompue par un orage et suivie d’une Polonaise&#13;
pour le Pianoforte avec accompagnement de 2 violons, alto et violoncello, contre-basse ad&#13;
libitum, op. 9, wyd. w Lipsku w r. 1828.&#13;
4 O. Kolberg Grande sonate, w: tegoż Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 502–545.&#13;
5 O terminologii opisującej styl wirtuozowskich kompozycji z I poł. XIX wieku i genezie sformułowania brillant zob. D. Jasińska Styl brillant a muzyka Chopina, Poznań 1995,&#13;
s. 18–32.&#13;
&#13;
170&#13;
&#13;
�rozpoczynające Andante jest prezentacją właściwego tematu pierwszego&#13;
o charakterze wolnego marsza, a wprowadzone po kilku taktach Allegro&#13;
jest, mimo znacznego kontrastu, strukturą łącznikową prowadzącą do drugiego, afektowanego tematu; w dalszej części przebiegu, po epizodach łącznikowych, można wydzielić trzeci temat w partii lewej ręki. Przetworzenie&#13;
rozpoczyna powrót tematu pierwszego w tonacji dominanty, dalej następuje praca tematyczna na materiale łączników i tematu drugiego. Repryza&#13;
wyznaczona jest przez powrót drugiego tematu w tonacji zasadniczej, po&#13;
czym konsekwentnie kompozytor przypomina trzeci temat i dopiero przed&#13;
kodą powraca Andante, czyli właściwy temat pierwszy. Skrócona repryza jest bardzo charakterystyczna dla kompozytorów polskich tego okresu,&#13;
spotykana jest nawet w dziełach Chopina. Omówione allegro sonatowe jest&#13;
najsłabszym ogniwem sonaty. Dalsze części, wymagające mniejszej przestrzeni kompozytorskiej, stoją na wyraźnie wyższym poziomie. Minuetto&#13;
jest rodzajem lekkiego w charakterze scherza, o prostej budowie, ale jednocześnie z przemyślaną strukturą harmoniczną i ciekawymi przesunięciami&#13;
akcentów. Adagio o budowie zbliżonej do ronda sposobem opracowania&#13;
muzycznego przywołuje klimat liryczny i pieśniowy. Rondo militare ma&#13;
charakter zbliżony do etiudy i w epizodach między refrenami eksponuje&#13;
głównie figuracje triolowe. W pierwszej części, pomimo żywej motoryki&#13;
całości, widać wyraźne nadużywanie basu Albertiego, co w nieunikniony&#13;
sposób prowadzi do monotonii przebiegu muzycznego, objawiającej się&#13;
także w niemal nieprzerwanym ciągu szesnastek. Kompozycja ta dowodzi,&#13;
iż Kolberg spełniał się jako kompozytor w formach miniaturowych, nie&#13;
wymagających rozbudowanej pracy tematycznej. Jako twórcę muzyki fortepianowej należy przyporządkować go do reprezentantów stylu brillant,&#13;
ponieważ zaobserwować można w jego dziełach konsekwentne stosowanie&#13;
wielu środków, które ten styl definiują. Znacznie rzadziej jednak korzystał&#13;
z tak ulubionej przez reprezentantów stylu brillant techniki wariacyjnej,&#13;
natomiast najbardziej wyrazistym elementem tego stylu jest w jego kompozycjach rozbudowanie epizodów figuracyjnych, stosowanie formuł fakturalnych i koronkowych w charakterze przebiegów, przy wykorzystaniu&#13;
możliwości skontrastowania rejestrów fortepianu.&#13;
Kompozycje fortepianowe Kolberga świadczą o jego znakomitym przygotowaniu jako wykonawcy i rozwiniętej technice pianistycznej. Odbija się&#13;
w nich również styl epoki, w której wzrastał jako muzyk. Kompozytorskie&#13;
przygotowanie oraz wybitna erudycja muzyczna, znajomość dzieł i trendów&#13;
171&#13;
&#13;
�w muzyce I połowy XIX wieku oraz rzetelne przygotowanie teoretyczne&#13;
stanowiły solidny fundament jego działań związanych z dokumentowaniem&#13;
żywej kultury muzycznej ludu.&#13;
Pieśni ludowe w opracowaniu fortepianowym&#13;
Pierwsze próby dokumentowania folkloru muzycznego podejmowane&#13;
przez Kolberga były w pewnej mierze związane z chęcią zdobycia ciekawych, oryginalnych melodii ludowych, które mógłby wykorzystać jako&#13;
inspirację dla własnej twórczości. Kompozytorska konwencja posługiwania się cytatem melodii jako źródłem inspiracji była w czasach młodości&#13;
Kolberga bardzo powszechna, warto tu przypomnieć utwór, który samego&#13;
badacza szczególnie fascynował, czyli Fantazję na tematy polskie op. 13&#13;
Fryderyka Chopina. Dzieło w twórczości geniusza fortepianu miało znaczenie raczej drugorzędne, natomiast dla Kolberga stało się prawdziwym&#13;
objawieniem możliwości, jakie tkwić mogą w prostych tematach umiejętnie&#13;
przetworzonych i rozwijanych.&#13;
Jak już wykazano wcześniej, cytat melodii ludowej w autorskich kompozycjach Kolberga pojawia się dość rzadko. W utworach o tematyce rustykalnej zauważalny jest jednak bardziej subtelny sposób kształtowania dzieła&#13;
poprzez zarysowywanie charakterystycznych elementów „podejrzanych”&#13;
u ludowych muzyków. Taki sposób wykorzystania oryginalnych utworów&#13;
muzyki tradycyjnej miał znaczenie dla wielu jego kompozycji. Najczęstszym sposobem inspirowania się oryginalnymi melodiami ludowymi było&#13;
przejmowanie z nich pewnych formuł rytmicznych i melodycznych, które wplecione w artystyczną tkankę kompozycji nadawały jej klimat sugerujący słuchaczowi „sielskość” czy „swojskość” Taki sposób dodawania&#13;
drobnych elementów przejętych przez Kolberga z oryginalnej, zapisywanej&#13;
przez siebie muzyki ludowej wspomniany już został przy okazji omówienia Kolbergowskich oper i tańców fortepianowych. Te nawiązania to także&#13;
wyraźnie zauważalne wykorzystanie rytmów przejętych z polskich tańców&#13;
– przede wszystkim mazurowych, polonezowych i krakowiakowych. Przy&#13;
dokładniejszej analizie w kompozycjach tych znaleźć można łatwo spostrzegalne aluzje, takie jak formuły kadencyjne, preferowanie określonych następstw interwałowych (np. tercja wielka–sekunda mała), unikanie struktur&#13;
melodycznych z przedtaktem, powtarzalność krótkich fraz, preferowanie&#13;
172&#13;
&#13;
�drobnych odmian w powrotach tematów i dyminucje w przebiegach melodycznych. Widać tu twórcze przetworzenie techniki „ogrywania” melodii&#13;
przez muzyków ludowych, wspomniane już przy okazji omówienia kujawiaków. Taki sposób kształtowania struktury muzycznej dotyczy przede&#13;
wszystkim kompozycji, które swoim tematem, tytułem lub treścią pozamuzyczną co prawda sugerują związek z kulturą ludową, ale celem ich stworzenia przez Kolberga jest kreacja własnej, autorskiej formy. Są to zatem&#13;
dzieła do pewnego stopnia inspirowane folklorem, ale w sposobie operowania wspomnianymi środkami nie wykraczające poza późnoklasycystyczną&#13;
konwencję muzyki artystycznej.&#13;
Odrębnym problemem w spuściźnie muzycznej Kolberga są pozostawione przez niego fortepianowe opracowania oryginalnych melodii ludowych. Najczęściej są to pieśni z dokomponowaną przez niego partią instrumentalną. Kolberg spożytkował w nich konwencję publikowania folkloru&#13;
muzycznego, którą stosowano w pierwszych dziesięcioleciach wieku XIX.&#13;
Niewątpliwie było to przede wszystkim działanie edukacyjne i upowszechniające, skierowane do wyższych, wyedukowanych literacko i muzycznie&#13;
sfer społecznych. Zarówno warstwa ziemiańska, jak i mieszczanie mieli być&#13;
główną grupą odbiorców tak opracowanych materiałów.&#13;
W czasie, w którym Kolberg rozpoczynał swoją działalność wydawniczą, czyli w I połowie lat 40. XIX wieku, dostępne już były zbiory pieśni&#13;
ludowych opublikowane przez różnych autorów. Te wczesne zbiory pieśni&#13;
sprzed 1850 r., które mogły Kolbergowi służyć jako wzorzec, to przede&#13;
wszystkim publikacje Wacława z Oleska1, Kazimierza Wójcickiego2, Józefa&#13;
Konopki 3 i Jana Józefa Lipińskiego 4. Melodie w wymienionych zbiorach zgodnie z ówczesną praktyką wydane zostały z uproszczonym&#13;
akompaniamentem fortepianowym, przy czym samego materiału muzycznego jest w nich niewiele, a dominują zapisy tekstów pieśniowych.&#13;
1 Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, Lwów 1833.&#13;
Muzyka została wydana osobno: K. Lipiński Muzyka do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych przez Wacława z Oleska, Lwów 1833.&#13;
2 K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem&#13;
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1–2, Warszawa 1836;&#13;
autorem zawartych tam zapisów muzycznych był I.F. Dobrzyński.&#13;
3 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; autor opracowania muzycznego nieznany.&#13;
4 J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego…, ze wstępu autora wiadomo, że melodie pieśni&#13;
zapisała dla niego znajoma.&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�Podobnie opracowany został zbiór Wojciecha Sowińskiego1, w którym&#13;
akompaniament fortepianowy jest nieco bardziej rozbudowany, a część&#13;
pieśni otrzymała opracowanie wielogłosowe. W zbiorze tym do każdego&#13;
tekstu opublikowano odpowiadające mu opracowanie muzyczne2. Celem&#13;
takiego sposobu wydawania muzyki ludowej było przekazanie jej motywów muzycznych w formie łatwo przekładalnej na praktykę wykonawczą,&#13;
czyli przekonanie odbiorców do osobistego z nią kontaktu poprzez wykonanie pieśni lub tańców ludowych na fortepianie. Zatem chodziło tu przede&#13;
wszystkim o edukację społeczną i wskazanie, iż także niepiśmienna przecież&#13;
warstwa włościańska, czyli oświeceniowo rozumiany „szlachetny chłopek”,&#13;
ma własną kulturę, twórczość literacką i muzyczną.&#13;
Dla zrozumienia konwencji zbiorów pieśni z dokomponowaną partią&#13;
fortepianu zasadnicze znaczenie ma zobrazowanie oczekiwań adresatów&#13;
tych wydawnictw. Odbiorca z początku XIX wieku nie był przygotowany&#13;
na oryginalny obraz ludowej pieśni (monofonię bez akompaniamentu) oraz&#13;
literalną transkrypcję brzmienia kapeli ludowej (heterofonię). Sama konwencja miała także źródło w postrzeganiu twórcy ludowego jako depozytariusza dawnej, prasłowiańskiej nawet kultury. W świetle takiej postawy&#13;
sam artysta wiejski nie był uznawany za świadomego twórcę, był bardziej reprezentantem swego środowiska niż indywidualnym twórcą. Ślady&#13;
takiego poglądu tkwią jeszcze w niektórych wypowiedziach Kolberga. Jednocześnie od początku swych badań traktował on pieśń jako integralny&#13;
utwór muzyczno-literacki. Od roku 1849 zaprzestał dodawanie w swych&#13;
publikacjach partii fortepianu, instrumentu nie używanego przecież przez&#13;
wykonawców ludowych, ponieważ uznał, że od popularyzacji ważniejsza&#13;
jest dokumentacja ludowej muzyki.&#13;
Zanim jednak Kolberg wystąpił ze swoją innowacyjną koncepcją utrwalania kultury muzycznej ludu, posłużył się konwencją już zastaną. Pierwsze&#13;
opracowane przez niego pieśni wydawane były w latach 1842–1845 w Poznaniu u Jana Konstantego Żupańskiego, następnie w latach 1846–1847&#13;
w leszczyńskim tygodniku „Przyjaciel Ludu”3, a ostatnie zbiory pieśni ludo1&#13;
&#13;
W. Sowiński Chants polonais nationaux et populaires, Paryż 1830.&#13;
Część publikacji pieśni z tego okresu w ogóle nie zawiera zapisów muzycznych, np. Żegoty&#13;
Paulego Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838 i Ludwika Zejsznera Pieśni ludu Podhalan czyli Górali tatrowych polskich, Warszawa 1845.&#13;
3 O zapisach muzycznych publikowanych przez Kolberga w „Przyjacielu Ludu” i w innych czasopismach zob. A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym”&#13;
2&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
�wych z opracowanym akompaniamentem fortepianu opublikował Kolberg&#13;
w r. 18481. Wspominana już wcześniej ważna zmiana w tym zakresie nastąpiła w czasie przygotowywania do druku Pieśni ludu polskiego wydanych&#13;
w 1857 r. Była to pierwsza publikacja Kolberga nieujęta w formę typowego śpiewnika2, ale mająca znaczenie naukowe i dokumentacyjne, w której&#13;
materiał pieśniowy został poddany typologizacji ze względu na wątki tematyczne tekstów, a także zestawionych zostało wiele różnych wariantów&#13;
muzycznych i tekstowych tej samej pieśni. Ostatecznym efektem tej zmiany&#13;
koncepcji wydawniczej było wykształcenie się idei monografii regionalnej.&#13;
Od opublikowanego w 1865 roku Sandomierskiego koncepcja monografii&#13;
stopniowo kształtowała się w dojrzałą formę wydawniczą, w którą włączane były opisy kultury duchowej i materialnej, teksty literatury ludowej&#13;
i ikonografia, a melodie pieśni i muzyka instrumentalna ujęte były już wyłącznie w zapisy monofoniczne 3.&#13;
Pieśni ludowe z akompaniamentem są w dorobku Kolberga formą hybrydyczną. Nie można zakwalifikować ich do kompozycji, ponieważ w swojej twórczości Kolberg posługiwał się własnymi motywami muzycznymi,&#13;
a jeśli korzystał z określonego tematu o proweniencji ludowej, zaznaczał to&#13;
w tytule kompozycji. Jak już wskazano, swoje utwory taneczne kształtował&#13;
z charakterystycznych formuł, które znał z repertuaru muzyki ludowej,&#13;
jednak nie były to cytaty muzyczne. Natomiast cechą podstawową publikowanych przez niego pieśni ludowych z akompaniamentem jest to, że ich&#13;
warstwa zasadnicza, a zatem słowa oraz przebieg melodyczny partii wokalnej, są pochodzenia ludowego. Partia akompaniamentu jest najczęściej&#13;
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym&#13;
cz. I (DWOK T. 67/I), s. V–XVIII.&#13;
1 Tamże, s. V.&#13;
2 Jedną z publikacji, która być może wskazała Kolbergowi możliwość zaprezentowania czytelnikowi pieśni bez akompaniamentu, był Śpiewnik kościelny wraz z późniejszymi Dodatkami Michała Marcina Mioduszewskiego wydany w Krakowie w latach 1838–1853. W publikacji&#13;
tej pieśni religijne uporządkowano według układu roku kościelnego i ich funkcji w liturgii.&#13;
Do niemal wszystkich tekstów przypisane zostały właściwe im melodie w formie zapisów&#13;
monofonicznych, choć w praktyce wykonawczej w wielu świątyniach melodiom tym towarzyszyły organy. Większość wydrukowanych tam pieśni to tradycyjne śpiewy w języku polskim&#13;
z różnych regionów Polski przedrozbiorowej.&#13;
3 O idei monografii regionalnej i jej praktycznej realizacji zob. E. Antyborzec Monografie&#13;
regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja, Poznań 2015, oraz tejże Oskar Kolberg&#13;
jako badacz terenowy i autor monografii regionalnych w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło&#13;
cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
&#13;
175&#13;
&#13;
�sprowadzona do najprostszej harmonizacji, z rzadką obecnością alteracji&#13;
i całkowitym podporządkowaniem faktury i rytmiki oryginalnej melodii&#13;
ludowej. W niektórych opracowaniach Kolberg dokomponował krótkie&#13;
łączniki między zwrotkami lub przygrywki i kilkutaktowe postludia.&#13;
W swoich opracowaniach kompozytor starał się podążać za charakterem pieśni, podkreślając czasem charakterystyczne zwroty rytmiczne i wydobywając w ten sposób rytmy taneczne mazurka czy poloneza. Najwyższy&#13;
głos w partii prawej ręki zdwaja zazwyczaj melodię wokalną, choć w niektórych opracowaniach uzyskuje pewną samodzielność poprzez wprowadzenie figuracji i rozłożonych akordów w równych wartościach. Wszystkie&#13;
opracowania cechuje jednak maksymalna prostota harmoniczna, która jest&#13;
wynikiem podporządkowania struktury akompaniamentu przebiegowi melodii wokalnej. Cecha ta wyraźnie odróżnia pieśni ludowe od pieśni skomponowanych przez Kolberga. Opracowania melodii ludowych nie są także&#13;
budowane z pomocą technik wariacyjnych. Jak wynika z powyższych spostrzeżeń, nie można opracowań melodii ludowych uznać za pełnoprawne&#13;
kompozycje Kolbergowskie, tym bardziej że sam autor akompaniamentu&#13;
starał się unikać zbytniej ingerencji w oryginalny przebieg melodii ludowej.&#13;
Nadrzędnym celem Kolberga stało się pokazanie prawdziwego rysunku&#13;
melodycznego monofonicznej polskiej pieśni ludowej.&#13;
Być może zaniechanie dołączania do ludowych pieśni akompaniamentu&#13;
fortepianowego było także efektem niekorzystnej oceny, którą pieśniom&#13;
publikowanym u Żupańskiego i w „Przyjacielu Ludu” wystawił w liście&#13;
do swojej rodziny sam Fryderyk Chopin1. Pozbawienie zapisów folkloru&#13;
muzycznego akompaniamentu odebrane zostało przez część krytyków niezbyt przychylnie, czego świadectwem jest recenzja Pieśni ludu polskiego&#13;
z 1857 roku autorstwa Józefa Sikorskiego2. Przyzwyczajenie odbiorców do&#13;
publikowania pieśni z towarzyszeniem fortepianu było mocno ugruntowane&#13;
w środowisku, do którego kierował Kolberg swoje wydawnictwa. Z czasem&#13;
pozbawienie zapisów folkloru akompaniamentu zostało jednak zaakceptowane przez odbiorców, a z punktu widzenia historii polskiej etnomuzykologii decyzja Kolberga nie tylko dowodzi odwagi edytorskiej, ale także jest&#13;
widomym znakiem ewolucji świadomości badacza.&#13;
1&#13;
&#13;
M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 111.&#13;
J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219, przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1 (DWOK&#13;
T. 70), s. 128–134.&#13;
2&#13;
&#13;
176&#13;
&#13;
�Za niewątpliwą zasługę Kolberga trzeba uznać zerwanie z dotychczasowym sposobem popularyzowania muzyki ludowej. Zrezygnował on&#13;
z formy śpiewnikowej, mającej znaczenie przede wszystkim utylitarne&#13;
i edukacyjne dla wyższych warstw zainteresowanych rozwijaniem swojej&#13;
wiedzy o kulturze i poszerzeniem repertuaru pieśniowego. Wydawnictwa&#13;
jego, począwszy od Pieśni ludu polskiego z 1857 r. i Sandomierskiego, nabrały, jak już wspomniano, cech edycji źródłowych, w których materiał&#13;
zgromadzony w trakcie badań terenowych i kwerend miał posłużyć jako&#13;
egzemplifikacja autentycznej kultury ludowej regionu. Zapisy muzyczne&#13;
z akompaniamentem fortepianu pozostały jednak świadectwem najwcześ­&#13;
niejszego etapu działalności wydawniczej Kolberga na polu etnomuzykologii.&#13;
&#13;
��Elżbieta Millerowa&#13;
&#13;
Literatura ludowa w zbiorach Oskara Kolberga&#13;
&#13;
Geneza zainteresowań Kolberga literaturą ludową. Ewolucja programów badawczych i wydawniczych, s. 181 – Stosunek badacza do tekstów ludowych&#13;
i ich miejsca w kulturze wsi. Założenia teoretyczno-metodologiczne, s. 209&#13;
– Metody gromadzenia i źródła tekstów ludowych w pracach Kolberga,&#13;
s. 215 – Zasób tekstów folkloru i ich dokumentacja źródłowa w rękopisach&#13;
i w drukowanych monografiach, s. 223 – Postać językowa tekstów zbieranych&#13;
i wydawanych przez Kolberga, s. 245 – Miejsce tekstów folkloru w Ludzie&#13;
i Obrazach etnograficznych. Selekcja i systematyzacja. Przegląd gatunków:&#13;
klasyfikacja, terminologia, specyfika genologiczna w ujęciu badacza, s. 258:&#13;
– Pieśni, s. 268 – Bajki. Podania, s. 288 – Przysłowia, s. 318 – Zagadki,&#13;
s. 337 – Widowiska, s. 348 – Oracje, s. 373 – Formuły magiczne, s. 383&#13;
&#13;
Przyjęcie w tej pracy tradycyjnego terminu „literatura ludowa” podyktowane jest przeświadczeniem autorki, że przylega on ściślej do tekstów&#13;
folkloru zebranych przez Kolberga ponad półtora wieku temu. Stanowią&#13;
one bowiem przekazy literatury ustnej „zastane”, są tekstami „zamkniętymi”, dawniej zapisanymi, a ich uwikłanie sytuacyjne, wskazywane&#13;
przez Kolberga niekonsekwentnie i okazjonalnie, pozwala na co najwyżej częściową rekonstrukcję ich synkretycznego charakteru jako tekstów&#13;
kultury, tekstów komunikacji, tekstów dziejących się i obserwowanych&#13;
jako proces. Nie przyjmuje się w tym opracowaniu wyłącznie perspektywy literaturoznawczej ani też antropologicznej czy etnolingwistycznej,&#13;
a jedynie pomocniczo sięga – w miarę potrzeby – do elementów tych&#13;
stanowisk badawczych dla ukazania sposobu widzenia tekstu ludowego&#13;
przez Kolberga w jego czasie i warunkach, i to zarówno jako składnika&#13;
dokumentacji całokształtu kultury, jak i odrębnego utworu artystycznego. Celem pracy jest przede wszystkim przedstawienie miejsca i funkcji&#13;
literatury ludowej w kulturze i życiu ówczesnej wsi w ujęciu Kolberga, jego poglądu na dynamikę zmian, wędrówki i wariabilność folkloru&#13;
słownego, ukazanie założeń i praktyki wyodrębniania gatunków, ich&#13;
179&#13;
&#13;
�zróżnicowania, specyfiki i systematyki, a także metod zbierania, selekcji i wydawania. Z tego punktu widzenia ani stanowisko filologiczne,&#13;
ani antropologiczne nie definiują prawidłowo i wyczerpująco założeń&#13;
i metod Kolberga, lecz je w pewien prekursorski sposób łączą i splatają,&#13;
gdyż teksty ludowe traktowane były przez zbieracza i wydawcę zarówno jako gatunki folkloru autonomiczne, niepowiązane ściśle z sytuacją&#13;
wykonawczą – samoistne, fabularne i niefabularne przekazy artystyczne&#13;
(bajki, pieśni powszechne, zagadki, przysłowia), jak i jako gatunki uwikłane sytuacyjnie, związane ze zwyczajami kalendarzowymi i obrzędami&#13;
rodzinnymi (kolędy, pieśni dożynkowe, pieśni i oracje weselne, lamenty&#13;
pogrzebowe). Ponadto badacz dokumentował obserwowaną przez siebie&#13;
płynność w tym zakresie (np. fakt okazjonalnego włączania niektórych&#13;
pieśni powszechnych do konkretnego wesela) lub w swoim holistycznym&#13;
ujęciu sam narzucał ilustratywną funkcję części tekstów (np. przysłowia&#13;
i podania wierzeniowe jako element charakterystyki ludu, jego sposobu&#13;
myślenia i wyobrażeń o świecie i przyrodzie). Co więcej, autor Ludu już&#13;
wówczas zauważał, że miejsce tekstów folkloru w kulturze i obyczaju&#13;
nie było zjawiskiem ustabilizowanym i identycznym w poszczególnych&#13;
regionach, miejscach i odstępach czasu, lecz zmiennym, podlegającym&#13;
dynamicznym procesom w zależności od czynników środowiskowych,&#13;
różnorakich wpływów i migracji, wreszcie indywidualnych predyspozycji i talentów śpiewaków i narratorów. Zadaniem tej pracy będzie zatem&#13;
próba ukazania, jak w ówczesnych warunkach i na tle prądów epoki&#13;
Kolberg torował drogę nowo powstającej folklorystyce, kształtującej się&#13;
najpierw pod wpływem romantyzmu, potem dojrzewającej w duchu pozytywistycznym, jak abstrahując świadomie od nadmiernych, jałowych&#13;
często dociekań filozoficzno-teoretycznych i przedwczesnych interpretacji materiału jeszcze niekompletnego, a dopiero rozpoznawanego, budował fundamenty nowej dyscypliny, gromadząc ogromny zasób tekstów&#13;
folkloru o bezcennej wartości źródłowej dla przyszłych badaczy 1.&#13;
1 Posługując się terminem „folklor”, zaznaczyć należy, że sam Kolberg go nie używał; pojęcie to, wprowadzone w 1846 roku przez Williama Thomsa, przyjęło się w Polsce znacznie&#13;
później. Pod koniec życia autor Ludu wyraził jednak swój brak akceptacji dla angielskiego neologizmu, pisząc 2 września 1888 roku, że nie da się on gładko adoptować (przyswoić) do organizmu naszego języka”. Była to opinia skierowana do Jana Karłowicza, redaktora „Wisły” (zob.&#13;
Korespondencja Oskara Kolberga cz. III , DWOK T. 66, s. 530), który przysłał mu pierwsze&#13;
zeszyty czasopisma, gdzie znalazł się m. in. jego krótki artykulik pt. Folklore, z wyjaśnieniem&#13;
&#13;
180&#13;
&#13;
�W pracy wykorzystano wyniki wieloletnich analiz i studiów nad warsztatem Kolberga jako zbieracza i wydawcy oraz nad jego dziełem drukowanym i spuścizną rękopiśmienną. Owoce tych prac stanowią w pewnym&#13;
sensie rezultat doświadczeń i dorobek całego zespołu skupionego nad tymi&#13;
zagadnieniami w ciągu ponad półwiecza – najpierw w Redakcji Dzieł&#13;
wszystkich Kolberga, potem w Instytucie im. O. Kolberga.&#13;
Geneza zainteresowań Kolberga literaturą ludową.&#13;
Ewolucja programów badawczych i wydawniczych&#13;
Teksty folkloru stanowią najliczniej reprezentowaną w dokumentacji Kolberga dziedzinę kultury ludowej. Zbioru o podobnych rozmiarach&#13;
i zróżnicowaniu gatunkowym, z tak ogromnego obszaru jak dawna przedrozbiorowa Rzeczpospolita, stworzonego przez jednego uczonego, nie dorobiło się żadne poprzednie ani późniejsze pokolenie nie tylko w Polsce, ale&#13;
i w Europie. Bogactwo literatury ludowej zgromadzonej w ciągu 50-letniej&#13;
działalności – zarówno w monografiach wydanych za życia autora Ludu,&#13;
jak i w materiałach zachowanych w jego spuściźnie rękopiśmiennej i publikowanych po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich – wiąże się z jednej&#13;
strony z uwarunkowaną historycznie genezą zainteresowań Kolberga twórczością ludową, z drugiej strony ze swoistą ewolucją, której podlegał jego&#13;
program i warsztat badawczy i wydawniczy.&#13;
Pracę dokumentacyjną nad folklorem słownym rozpoczął Kolberg około roku 1839 jako muzyk z wykształcenia i zamiłowania. Muzyka i poezja&#13;
ludowa (pieśń) były też na początku jedynym przedmiotem zainteresowań&#13;
młodego zbieracza i wydawcy. Jego kontakt z tekstami folkloru rozpoczął&#13;
się zatem od zapisu słownego (tekstów) pieśni jako organicznego ich składnika obok melodii, a nie jako samodzielnego obiektu badań. Przygotowania&#13;
filologicznego do pracy nad tekstem literackim nie miał, lecz jako niestrudzony rejestrator folkloru, w miarę postępu badań i nabywanych doświadczeń,&#13;
stał się niekwestionowanym znawcą poezji i prozy ludowej, mechanizmu&#13;
ich życia i funkcjonowania. U podstaw jego zainteresowań folklorem leżał&#13;
terminu i informacją o jego upowszechnianiu się w Europie zachodniej. Zob. D. Simonides&#13;
Pojęcie „folklor” w myśli europejskiej, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Opolskiego”. Filologia&#13;
Polska 36. Folklorystyka 1, Opole 1995, s. 5–12, U. Sobczyk Dzieje pojęcia „folklor” w polskim&#13;
dyskursie humanistycznym, „Ogrody Nauk i Sztuk” 2014, nr 4, s. 417–425.&#13;
&#13;
181&#13;
&#13;
�romantyczny zwrot ku ludowości. Związany z kulturalno-artystycznym środowiskiem stolicy, stał się Kolberg uczestnikiem jego życia i wyrazicielem&#13;
nowych romantycznych postulatów ideowych i estetycznych, z którymi łączyła się ściśle popowstaniowa refleksja nad naszą sytuacją narodową. Zainteresowanie „rzeczami ludowymi”, gorące dyskusje teoretyczne i niezwykłe&#13;
ożywienie ruchu zbierackiego podyktowane były przeświadczeniem o zabytkowej wartości folkloru, o zawartych w nim pamiątkach dawnej przeszłości, reliktach epoki przedchrześcijańskiej. Kultywowanie tradycji miało&#13;
stanowić spoiwo wspólnoty rozdartej przez rozbiory i zagrożonej przez utratę&#13;
niepodległości. W zbiorowej pamięci o naszych korzeniach i dziedzictwie&#13;
kulturowym upatrywano podstawę bytu narodu wymazanego z mapy Europy i warunek jego przetrwania w czasach niewoli. Świadome tych zagrożeń&#13;
ówczesne literackie i artystyczne pokolenie szukało więc w folklorze źródeł&#13;
naszej kulturowej tożsamości, a także inspiracji twórczej dla własnej sztuki.&#13;
Cele te określały wręcz obywatelski obowiązek w czasie niewoli. Program&#13;
„powrotu do ludu” leżał też u podstaw kształtowania się polskiej folklorystyki&#13;
w drugim trzydziestoleciu XIX wieku. Nie było to zjawisko zupełnie nowe.&#13;
Zainteresowanie ludem postulowali już przedstawiciele Oświecenia, koncentrując się jednak bardziej na celu, jakim była wiedza o ludzie, naukowe,&#13;
racjonalne poznanie jego bytu materialnego i duchowego, niż na twórczości&#13;
ludu jako skarbnicy pamięci i źródle inspiracji dla sztuki narodowej. Działalność utworzonego w roku 1800 Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół&#13;
Nauk, z jego apelami, instrukcjami w tej kwestii, z dojrzałym programem badań etnograficznych, sformułowanym przez Hugona Kołłątaja w 1802 roku,&#13;
miała po latach znaleźć swoją praktyczną kontynuację w pracach Kolberga. Pod koniec lat trzydziestych młody Oskar pozostawał jednak pod wpływem aktualnych idei romantyzmu, jego fascynacji poezją ludową. Był nie&#13;
tylko uważnym obserwatorem i świadkiem nowego ruchu umysłowego, ale&#13;
stał się jego czynnym uczestnikiem i entuzjastą. Należał do generacji, która&#13;
kształtowana w duchu ideałów późnego Oświecenia, przeżyła romantyczny&#13;
przełom lat 1822–1830 (umowną datą początku romantyzmu jest wydany&#13;
w 1822 roku pierwszy tomik Poezji Mickiewicza) oraz tragedię upadku powstania listopadowego, która w znacznej mierze zmieniła postrzeganie ludu&#13;
i jego dziejowej roli. Niemal bezpośrednio na oczach Oskara dokonywały&#13;
się narodziny romantyzmu i rozwój jego idei, najpierw w ścieraniu się z klasycyzmem. Rodzina Kolbergów przyjaźniła się z mieszkającymi po sąsiedzku rodzinami Kazimierza Brodzińskiego i Mikołaja Chopina. Ojciec Oskara,&#13;
182&#13;
&#13;
�Juliusz, członek Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, powołany&#13;
na profesora geodezji Uniwersytetu Warszawskiego w roku 1817 z rekomendacji S. Staszica, pasjonował się poezją, sam ją tworzył, przekładał na&#13;
niemiecki wiersze F. Karpińskiego i K. Brodzińskiego, historyka literatury&#13;
i poety, prekursora romantyzmu w literaturze, autora przełomowej rozprawy O klasyczności i romantyczności. Kolberg, młodszy o cztery lata od&#13;
Fryderyka Chopina, był uważnym słuchaczem jego gry, świadkiem rozwoju&#13;
talentu i osobowości artystycznej kompozytora. Do końca życia zachował&#13;
fascynację jego twórczością i sztuką pianistyczną. Dom rodzinny, jego atmosfera intelektualna i upodobania artystyczne ukształtowały więc wrażliwość&#13;
młodego Oskara na aktualne prądy umysłowe i ożywiony ruch literacki, na&#13;
nowe zjawiska kulturowe. Trauma klęski powstania, w którym uczestniczył&#13;
jego starszy brat Wilhelm i z którym zbiegła się śmierć ojca, pozostawiła niezatarty ślad w świadomości Kolberga jako przedstawiciela całego dotkniętego&#13;
tym dramatem pokolenia. Zmieniła też radykalnie – podobnie jak u wielu&#13;
rówieśników i przyjaciół – życiowe plany 17-letniego Oskara. Zmuszony był&#13;
przerwać edukację w Liceum Warszawskim, gdyż szkoła została zamknięta,&#13;
podobnie jak wiele innych instytucji kultury, m.in. uniwersytet i działająca&#13;
przy nim Szkoła Główna Muzyki, miejsce studiów Chopina, który wyemigrował do Paryża w 1830 roku. Wprawdzie Kolberg podjął pracę w kantorze&#13;
bankowym S. Fraenkla, nie zarzucił jednak planów kariery kompozytorskiej&#13;
i studiów muzycznych. Kształcił się najpierw u Józefa Elsnera, kontynuując&#13;
naukę u Ignacego F. Dobrzyńskiego, potem w Berlinie. Po powrocie do Warszawy w roku 1836 i otrzymaniu świadectwa J. Elsnera, który zaliczył go do&#13;
grona „znakomitszych artystów Warszawy”, zamierzał poświęcić się komponowaniu, utrzymując się z lekcji muzyki. Wkrótce pojawiły się też pierwsze&#13;
kompozycje, nawiązujące do tradycji polskiej muzyki ludowej. Jednak wobec&#13;
trudności utrzymania się z nauczania muzyki Kolberg w roku 1845 podjął na&#13;
stałe pracę urzędniczą, która trwała kilkanaście lat1.&#13;
Na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku znalazł się&#13;
w gronie młodych romantyków, literatów i artystów, wyprawiających się&#13;
na wieś w poszukiwaniu wątków, tematów, utworów i „typów” ludowych.&#13;
W trakcie tych wędrówek zasłyszane melodie i teksty, napotykane pejzaże,&#13;
1&#13;
&#13;
Środowisko, życie, rozwój zainteresowań i działalność Kolberga w Warszawie do roku&#13;
1871 szerzej przedstawiła A. Skrukwa w pracy Życie Oskara Kolberga w Warszawie (1814–&#13;
–1871), w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I). Zob. też wyżej w tym&#13;
woluminie opracowanie M. Prochaski Kompozycje Oskara Kolberga.&#13;
&#13;
183&#13;
&#13;
�postacie, chaty i rekwizyty życia wiejskiego utrwalali oni w swoich notatnikach i szkicownikach, spodziewając się znaleźć w nich tworzywo i źródło&#13;
inspiracji twórczej oraz pamiątki dawnej kultury, tradycji i „charakteru”&#13;
narodowego. Kolberg jako muzyk, obdarzony wybitnym słuchem i jak nikt&#13;
przygotowany do rejestracji muzyki, zajął się spisywaniem melodii i pieśni.&#13;
Jak wspomniano, w centrum jego ówczesnych zainteresowań znajdowała&#13;
się wtedy jedynie muzyka i pieśń ludowa. I to za sprawą tej ostatniej przedmiotem rejestracji badacza, a później wydawcy stał się obok melodii także&#13;
tekst pieśni, postrzeganej jako naturalna i nierozerwalna symbioza muzyki&#13;
i słowa poetyckiego. Po latach tak wspominał początki swych zainteresowań folklorem:&#13;
[…] ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około roku 1834&#13;
i później, zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego zachęta do poszukiwania melodii (których w jego dziele jest bardzo mało), jak i zachęta Dobrzyńskiego, wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek i katarynek poza miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły&#13;
mnie do poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy taki połów na większe rozmiary&#13;
dokonany w roku 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób nader ciekawych&#13;
motywów i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu1.&#13;
&#13;
Prace nad folklorem muzycznym i podjęcie notowania melodii ludowych&#13;
miało zatem dwa cele: eksplorację artystyczną, tj. poszukiwanie materiału, tematów i wątków dla własnej twórczości kompozytorskiej, oraz dokumentację muzyczną dla uzupełnienia zbiorów pieśni już wydanych przez&#13;
poprzedników, w których jednak melodie były nieliczne bądź nie było ich&#13;
wcale, gdyż autorzy tych antologii poezji ludowej do rejestrowania muzyki&#13;
nie byli przygotowani. Zbiory wcześniejsze, na które powołuje się Kolberg&#13;
jako na inspirację dla siebie, to Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego zebrane i wydane przez Wacława z Oleska (tj. Wacława Zaleskiego)&#13;
w 1833 roku oraz Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu&#13;
Kazimierza Władysława Wójcickiego z roku 1836. Listę poprzedników&#13;
dopełniają: Żegoty Paulego Pieśni ludu polskiego w Galicji z roku 1838&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. sporządzony prawdopodobnie pod koniec życia,.&#13;
BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 68. Pojedyncze pieśni i melodie z takimi lokalizacjami znajdują&#13;
się wśród rękopisów Kolberga i zostały opublikowane później, w Pieśniach ludu polskiego&#13;
z 1857 r. i w monografii Mazowsza.&#13;
&#13;
184&#13;
&#13;
�i tegoż Pieśni ludu ruskiego w Galicji z lat 1839 i 1840 (2 tomy) oraz Józefa&#13;
Konopki Pieśni ludu krakowskiego z roku 1841 i Jana Józefa Lipińskiego&#13;
Piosnki ludu wielkopolskiego opublikowane w 1842 roku. Wszystkie wymienione prace Kolberg nie tylko poznał dokładnie, lecz korzystał z nich&#13;
w późniejszych latach dla celów porównawczych i dla dopełnienia własnych zbiorów, budując tym samym ciągłość bazy źródłowej dla polskiej&#13;
folklorystyki. Do sposobu wykorzystania tych zbiorów wypadnie w trakcie&#13;
dalszej analizy powrócić.&#13;
Własną działalność wydawniczą rozpoczął Kolberg w latach 1842–1845,&#13;
kiedy to ukazały się w Poznaniu u Jana K. Żupańskiego Pieśni ludu polskiego (125 pieśni i 11 nieliczbowanych wariantów), których edycja kontynuowana była w leszczyńskim „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847&#13;
(80 pieśni i 2 warianty). Kolejne publikacje pieśniowe to następujące artykuły: O pieś­niach litewskich (z 15 pieśniami) i Pieśni czeskie i słowackie&#13;
(z 22 pieś­niami) – w „Dzwonie Literackim” w 1846 roku, Pieśni ludu obrzędowe zamieszczone w Album literackim w 1848 roku (21 pieśni), wreszcie Pieśni ludu weselne opublikowane w latach 1847–1849 w „Bibliotece&#13;
Warszawskiej” (309 pieśni i 2 warianty)1.&#13;
Wszystkie wymienione prace zawierają melodie w opracowaniu fortepianowym, co wskazuje na zamysł ich popularyzacji i przeznaczenie do&#13;
muzykowania domowego. Przypisane do melodii teksty nie odnotowują&#13;
systemowo i starannie cech gwarowych, występujących w nich jedynie&#13;
sporadycznie, najczęściej jednak eliminowanych. Towarzyszą muzyce&#13;
jako element całości pieśni. Niewątpliwie tak przygotowane zbiorki miały&#13;
przede wszystkim uprzystępnić pieśń ludową, nie gubiąc przy tym waloru&#13;
dokumentacyjnego, który pozwoli „oznaczyć i wykazać charakter muzyki&#13;
słowiańskiej”2. Notując pieśni ludowe, w naturalny sposób objął więc Kolberg rejestracją także przynależne do melodii teksty, od początku traktując&#13;
obie symbiotycznie związane warstwy, muzykę i słowo pieśni, jako integralną całość. I choć w deklaracjach zbieracza i w praktyce dokumentatora&#13;
1 Wszystkie utwory z tych zbiorków przedrukowane zostały w tomie Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym O. Kolberga cz. I (DWOK T. 67/I). Późniejsze Pieśni ludu&#13;
do śpiewu (16 utworów) wydane u A. Dzwonkowskiego w Warszawie w 1862 roku stanowiły&#13;
już tylko pogłos zarzuconej koncepcji opracowań melodii z harmonizacją.&#13;
2 Określeniem charakteryzującym w ten sposób plany badawcze i edytorskie Kolberga posłużył się A J. Szabrański w swojej recenzji podpisanej A .J. S. pt. Zbiory pieśni ludu z r. 1840,&#13;
zamieszczonej w „Bibliotece Warszawskiej” 1841, T. 1, na s. 163.&#13;
&#13;
185&#13;
&#13;
�traktował jako swoją powinność zasadę równorzędności, niejednokrotnie&#13;
wyrażał przekonanie o priorytecie melodii. W prospekcie i w przedmowie&#13;
do zeszytu 1. swoich pieśni pisał w roku 1842:&#13;
Kiedy obecnie tylu miłośników Słowiańszczyzny pracuje nad wydobyciem zapomnianych i poniewieranych skarbów umysłowych różnych pokoleń, kiedy&#13;
wartość pieśni gminnych dziś już należycie ocenioną została, a przywiązanie&#13;
do rzeczy narodowych niepomału wzrasta, sądzę, że dogodzę potrzebie czasu&#13;
i współziomków, gdy tyle ważną, a może ważniejszą jeszcze pieśni tych część,&#13;
to jest muzykę, dołączę do już istniejących zbiorów. I w rzeczy samej częstokroć&#13;
pieśń, sama przez się licha, dla melodii jedynie przetrwała i upowszechniła się&#13;
wszędzie. Melodia jest duszą pieśni gminnej, w niej poznasz myśl i serce jak&#13;
w zwierciadle, ona znamionuje ducha każdego pokolenia1.&#13;
&#13;
Recenzujący edycję Kolberga Karol Libelt nazwał w kontekście tej wypowiedzi tekst pieśni „ciałem”2. Z czasem, w miarę postępu prac i doświadczeń, temu „ciału” pieśni, tj. tekstom, poświęcał Kolberg coraz więcej uwagi,&#13;
traktując ludową poezję jako odrębny gatunek folkloru i przedmiot badań&#13;
rządzący się specyficzną formą, poetyką, stylistyką, a także wymagający&#13;
analiz historycznych, genetycznych, klasyfikacyjnych.&#13;
Pogląd Kolberga na pieśń jako „rzecz narodową”, wyrażony w cytowanym fragmencie, warto zestawić z wypowiedziami jego poprzedników&#13;
w dziedzinie XIX-wiecznego zbieractwa. Romantyczna metryka pierwszych pieśniowych edycji Kolberga jako zamierzonej kontynuacji dokonań&#13;
wcześniejszych badaczy zyskuje w tym zestawieniu dodatkowe wsparcie.&#13;
Wymienić tu trzeba przede wszystkim Wacława Zaleskiego (1799–1849),&#13;
pisarza, poetę i krytyka, autora pierwszego w Polsce i największego do&#13;
czasów Kolberga zbioru pieśni ludowych, liczącego 1496 pieśni polskich&#13;
i ruskich (z 160 melodiami, które „do śpiewu i na fortepian ułożył” Karol&#13;
Lipiński). W rozprawie wstępnej do tego zbioru z roku 1833, przedstawiając syntezę ówczesnych poglądów na znaczenie i wartość poezji ludowej,&#13;
Zaleski pisał:&#13;
1 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął…, oddział pierwszy, w: tegoż Pieśni&#13;
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1. Omówienie tych pierwszych publikacji pieśniowych Kolberga zob. tamże, wstęp A. Pawlaka, s. V–XVIII, por. też wyżej w tym woluminie opracowanie D. Pawlakowej Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga.&#13;
2 [K. Libelt] Pieśni ludu polskiego przez Oskara Kolberga, „Dziennik Domowy” 1842, nr 21,&#13;
s. 174, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), aneks 1, s. 275.&#13;
&#13;
186&#13;
&#13;
�Któż zaprzeczy, że pieśni ludu, będąc obrazami, w których każdy naród swój&#13;
charakter najwierniej maluje i przedstawia, wynurzając swoje uczucia, opisując&#13;
zwyczaje i wszelki obyczaj, są najdokładniejszym wyrazem życia narodowego1.&#13;
&#13;
I określał cel swojej edycji:&#13;
[…] zamiarem moim było tylko okazać, jak pieśni ludu, pominąwszy nawet ich&#13;
wewnętrzną wartość, najbardziej są zgodne z duchem narodu, jak pod tym&#13;
względem stać się powinny prawdziwą nauką i jak dlatego każdemu, komu&#13;
chodzi o poznanie ducha narodowego, a mianowicie poecie, zbiory pieśni ludu&#13;
są wielce pożyteczne, a nawet i niezbędnie potrzebne2.&#13;
&#13;
Wysoka ocena pieśni i ich narodowego charakteru trafiła na podatny&#13;
grunt, wywarła też decydujący wpływ na Kolberga, który do opinii i zbioru Zaleskiego wielokrotnie się odwoływał i na nim się wzorował. Praca&#13;
spotkała się zresztą z żywym i entuzjastycznym oddźwiękiem; recenzenci&#13;
podnosili jej wartość i postulowali rozpowszechnienie „w każdym polskim&#13;
domu”3. Zaś wagę historyczną zbioru dla przyszłych badań tak podsumował Piotr Chmielowski:&#13;
Pierwszy to był u nas zbiór poważny zabytków twórczości ludowej; od niego&#13;
dopiero zaczyna się gorączkowa na tym polu praca we wszystkich prowincjach&#13;
i to mu nadaje pierwszorzędne znaczenie4.&#13;
&#13;
W roku 1834, dwa lata przed wydaniem kolejnego zbioru pieśni, jego&#13;
autor, Kazimierz Władysław Wójcicki, warszawski literat, starożytnik i historyk, wypowiadał się podobnie w lwowskim noworoczniku „Ziewonia”:&#13;
Uderzyła godzina rozwagi i zaczynamy poznawać, co jest narodowością w poezji. Materiałami po temu są pieśni ludu. […] w nich się przechowuje duch narodowy, czysty, bo nieskalany wpływem cudzego”5.&#13;
1&#13;
&#13;
Wacław z Oleska [Wacław Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego…, Lwów&#13;
1833, s. XVII.&#13;
2 Tamże, s. XXVIII.&#13;
3 K. S. [K. Słotwiński] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, zebrał i wydał Wacław&#13;
z Oleska [rec.] „Czasopismo Naukowe od Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich wydawane” 1833, z. 3, s. 59.&#13;
4 P. Chmielowski Historia literatury polskiej, Warszawa 1900, T. 5, s. 69.&#13;
5 K.W. Wójcicki O pieśniach polskiego ludu, „Ziewonia”, Lwów 1834, s. 111 i 114.&#13;
&#13;
187&#13;
&#13;
�Zbiór pieśni wydał Wójcicki w Warszawie pod osobliwym tytułem&#13;
Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu, który skrywał rzeczywistą treść, zapewne ze względu na paskiewiczowską cenzurę.&#13;
W przedmowie, charakteryzując pieśni, autor położył jednak nacisk na&#13;
wspólnotę słowiańskiego repertuaru, nie na narodowy charakter ludowej poezji. Wskazywał na ujawniającego się w pieśniach „jednorodnego ducha, co ożywia całą Słowiańszczyznę” 1, a utwory z różnych „krain”&#13;
opisywał jako śpiewane „na jednę słowiańską, narodową nutę”2. Mówił&#13;
o „ludzie narzecza polskiego”3 zamiast o ludzie polskim. Współcześni mu,&#13;
a wraz z nimi Kolberg, który znał autora i redaktora „Biblioteki Warszawskiej” osobiście, rozumieli jednak ten szyfr jako swoisty wybieg wobec&#13;
restrykcyjnej cenzury władz carskich w zaborze rosyjskim po powstaniu&#13;
listopadowym. Wójcicki był przecież wcześniej, w roku 1830, wydawcą&#13;
pracy Przysłowia narodowe, z wyjaśnieniem zrzódła początku oraz&#13;
sposobu ich użycia, okazujące charakter, zwyczaje i obyczaje, przesądy, starożytności i wspomnienia ojczyste. Odwołując się do tej publikacji&#13;
w zbiorze pieśni, używał już jednak tylko tytułu w skrócie – Przysłowia,&#13;
nie Przysłowia narodowe. W rzeczywistości ludowość utożsamiano wtedy z narodowością. Jak pisze R. Wojciechowski, był to pogląd i program&#13;
ideowy, począwszy od Brodzińskiego, który „z pieśni ludu jako z natury&#13;
charakter i obyczaje narodu” wywodził, poprzez Mickiewicza, który w pieśni gminnej widział „arkę przymierza miedzy dawnymi a nowymi laty&#13;
i strażniczkę narodowego pamiątek kościoła”. Można się zatem w dużej&#13;
mierze zgodzić ze zdaniem Wojciechowskiego, który stwierdzał, że „popowstaniowy program badań słowiańskich należy traktować jako ocenzurowaną wersję pierwotnego brzmienia” 4, tj. narodowego charakteru&#13;
poezji ludowej. Zdanie to nie przekreśla jednak – co wyraźnie trzeba tu&#13;
zaznaczyć – celowości i potrzeby postulowanych przez romantyków badań&#13;
porównawczych nad kulturą ludową różnych narodów słowiańskich, za&#13;
którymi niejednokrotnie opowiadał się zresztą także Kolberg. W sumie,&#13;
choć zbiór Wójcickiego jest wyrazem romantycznych założeń, zwłaszcza&#13;
1 Tenże Pieśni ludu Białochrobatów…, wyd. fototyp. pierwodruku z 1836 r., pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, ,T. 1, Wrocław 1876, s. 10.&#13;
2 Tamże, s. 11.&#13;
3 Tamże, s. 9.&#13;
4 R. Wojciechowski Posłowie, w: K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów…, T. 2, Wrocław 1976, s. IX–X.&#13;
&#13;
188&#13;
&#13;
�potrzeby wskazania śladów dawności w pieśniach wsi, ma swoje istotne&#13;
znaczenie dla dziejów folklorystyki, przede wszystkim dzięki próbie ukazania związków poezji ludowej z literaturą staropolską, poezją XVII-wieczną,&#13;
dawnymi drukami, w czym autor jako bibliotekarz, archiwista i starożytnik torował drogę przyszłym badaczom i za czym w poszukiwaniach źródłoznawczych i bibliotecznych podążać miał też Kolberg. Z prac Wójcickiego korzystał, począwszy od pierwszych swoich publikacji pieś­niowych.&#13;
O roli poezji ludowej w podobnym duchu wypowiadał się też trzeci&#13;
z poprzedników Kolberga, Żegota Pauli, historyk i etnograf, wydawca pieśni polskich i ruskich w Galicji. Oba zbiory, starannie przygotowane pod&#13;
względem wyboru tekstów, języka i oprawy naukowej, przynoszą 383 warianty polskie i 600 ruskich. W przedmowie do antologii pieśni polskich&#13;
Pauli pisał, że do jej wydania skłoniła go przede wszystkim „potrzeba ogłoszenia zbioru pieśni gminnych kraju naszego, zwłaszcza przy wzmagającym&#13;
się postępie poezji narodowej […]”1.&#13;
A w prospekcie do zbioru potrzeba ta znalazła takie uzasadnienie:&#13;
Do rzędu pamiątek narodowych, które od dnia do dnia coraz bardziej nikną,&#13;
a które troskliwie przechować winniśmy, należą szczególniej pieśni gminnne,&#13;
w nich to bowiem naród składa podług słów poety naszego „swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty”2.&#13;
&#13;
Do publikacji przeznaczył Pauli „same tylko pieśni narodowe”, pochodzące głównie ze środowiska wiejskiego, a utwory związane z obrzędami&#13;
dla lepszego zrozumienia opatrzył opisem tych ostatnich. Cały materiał&#13;
wzbogacił też wartościowymi wyjaśnieniami historycznymi i etnograficznymi oraz odniesieniami do Słowiańszczyzny. Praca została wysoko oceniona także przez późniejszych folklorystów, historycznie wpisywała się&#13;
natomiast w romantyczną koncepcję ludowości. Badacz ten odegrał ważną&#13;
1&#13;
&#13;
Ż. Pauli Przedmowa do tegoż Pieśni ludu polskiego w Galicji, wyd. fototyp. pierwodruku&#13;
z 1838 r., Wrocław 1973, s. [1] nlb.&#13;
2 Prospekt do „Zbioru pieśni gminnych ludu galicyjskiego” Ż. Paulego, rkp. BJ, sygn. 5454 II,&#13;
k. 1. Zob. też R. Górski Posłowie, w: Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego…, s. XIV–XV. Zbiór Paulego&#13;
był gotowy do wydania kilka lat przed rokiem 1838. Autor, podejrzany o współautorstwo pamfletu przeciwko rządowi austriackiemu, został jednak aresztowany i uwięziony, a uwolniony&#13;
w 1836 roku, nie otrzymał pozwolenia na druk swoich Pieśni; cenzor zakwestionował określenie „gminnych” użyte w cytowanym prospekcie, co jednak wkrótce zostało zrewidowane (zob.&#13;
R. Górski Posłowie… s. XII–XIV).&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
�rolę w kształtowaniu się poglądów i warsztatu przyszłego autora Ludu nie&#13;
tylko dzięki swoim publikacjom, ale i późniejszym bezpośrednim kontaktom w Krakowie, gdzie mieszkał od 1845 r.&#13;
Kolberg miał się okazać gorliwym kontynuatorem pionierskich przedsięwzięć swoich zasłużonych dla folklorystyki poprzedników, do których&#13;
wielokrotnie się odwoływał i z których prac korzystał. Zaleskiemu, Konopce, Wójcickiemu i Paulemu, „niezmordowanym współpracownikom&#13;
w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu” dedykował też początkowy&#13;
„oddział” swojej pierwszej edycji 125 pieśni wydanych w latach 1842–1845&#13;
u Żupańskiego w Poznaniu.&#13;
Opublikowane w latach czterdziestych przez Kolberga pieśni ludowe&#13;
zebrane w wymienionych wyżej zbiorkach przynoszą w sumie 572 pieśni,&#13;
w tym 396 z melodiami (186 tekstów bez melodii to około 31% całego&#13;
zasobu). Pochodzą z różnych stron Polski i w przeważającej liczbie opatrzone są notami lokalizacyjnymi o różnym stopniu szczegółowości – od&#13;
konkretnych miejscowości: „z Krakowa”, „Ostrołęka”, „ze Lwowa”, często&#13;
z bliższym geograficznym dookreśleniem dla miejscowości mniejszych, np.&#13;
„Modlnica pod Krakowem”, „Tretki i Chochołów pod Żychlinem”, „Wilanów pod Warszawą”, „Kuligów nad Bugiem (pod Serockiem)”, poprzez ogólniejsze wskazania okolicy większych miejscowości, typu: „od Przysuchy&#13;
i Opoczna”, „od Łowicza i Kutna”, „spod Radomia”, „z okolic Warszawy”,&#13;
czy wręcz regionu: „z Wielkopolski”, „z Sandomierskiego”, „z Mazowsza”,&#13;
„z Galicji”, aż po określenie zasięgów: „z Krakowskiego, Kaliskiego i Wielkopolski”, „z Galicji i Sandomierskiego”, „z Lubelskiego i Galicji”, a nawet&#13;
po notę o powszechności występowania, np. „znana w całej Polsce”. Już&#13;
wtedy zatem pierwszorzędnym elementem dokumentacji jest dla Kolberga&#13;
określanie proweniencji geograficznej publikowanych pieśni, co dowodzi&#13;
świadomości badacza w kwestii regionalizacji zjawisk folkloru, przekonania&#13;
o jego zmienności i specyfice w różnych stronach kraju. Nie jest tu zresztą&#13;
Kolberg zupełnym nowatorem; w zbiorach Zaleskiego i Wójcickiego lokalizacje geograficzne, choć rzadziej doprecyzowane szczegółowo, a częściej&#13;
dość ogólne, pojawiają się również. Brak ich natomiast w zbiorze Paulego, gdzie ogólniejsze wskazówki dotyczą jedynie krakowiaków. Ciekawym&#13;
przyczynkiem w tej kwestii jest fakt, że brak ten Kolberg próbował po&#13;
latach uzupełnić na drodze osobistych konsultacji. Świadczy o tym zachowana notatka rękopiśmienna, w której niektóre pieśni opublikowane przez&#13;
tego autora opatrzone są notatkami lokalizacyjnymi sporządzonymi przez&#13;
190&#13;
&#13;
�Kolberga, a pochodzącymi z informacji czy zapisków Paulego1. W publikacjach Kolberga z tego wczesnego okresu działalności widoczne jest również, że zauważał już wówczas zjawisko wariantywności pieśni jako cechę&#13;
wyróżniającą folklor, wręcz go konstytuującą. Świadczą o tym próby zestawiania wariantów, przy czym kryterium odniesienia stanowią dla Kolberga&#13;
teksty pieśni, nie melodie, co wskazuje na uświadomienie sobie przez badacza już wtedy rangi warstwy słownej w odczytaniu charakteru pieśni, jej&#13;
funkcji i przeznaczenia, „ucieleśnienia” uczuć i przeżyć. Temat pieśni miał&#13;
też później stać się jednym z nadrzędnych i najbardziej operatywnych wyznaczników klasyfikacji materiału pieśniowego, choć jej strona muzyczna&#13;
nie traciła przy tym w ocenie Kolberga swojego szczególnego, „duchowego”&#13;
znaczenia. Warianty zestawiał Kolberg według tekstów, przywołując też&#13;
w miarę możliwości przynależne do nich melodie i lokalizacje, czasami&#13;
zestawiał różne teksty śpiewane na tę samą melodię2. Zdarzało się jednak&#13;
niekiedy, że wątki tekstowe łączone były na zasadzie niezrozumiałej, gdyż&#13;
odrębności są znaczne. Podobnie wskazywał warianty pieśni śpiewanych&#13;
w ramach określonych zwyczajów dorocznych, kogutka, gaika i okrężnego, w różnych okolicach Polski. Zaś plan dokumentacji pieśni weselnych&#13;
w całym ich zróżnicowaniu określał tak we wstępie do poświęconego im&#13;
artykułu:&#13;
[…] gdy muzyka jest tu z tekstem nierozdzielną (bo bez niej żadne wesele nie&#13;
ma miejsca), przedsięwziąłem skreślić pieśni weselne z melodiami, jakie mi się&#13;
w różnych okolicach kraju naszego słyszeć zdarzyło, oraz wykazać (ile można)&#13;
ich warianty, przerabiania, wyskoki, różnorodne napływy, nawet zwichnienia.&#13;
Przekształcenia takowe spowodowały tysiące okoliczności i stosunków, których&#13;
drobiazgowe śledzenie mozolną, niewykonalną, wreszcie niepotrzebną byłoby&#13;
pracą. Oddaję je przeto, jakimi są, ludowi, od którego je wziąłem, a rozwijając&#13;
jedne po drugich obrzędy weselne z różnych, mianowicie oddalonych do siebie&#13;
stron najlepiej przez porównanie ich między sobą rozróżnić, co w nich pierwotnego, a co było napływowego z innych pieśni lub okolic, odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość poetyczną będziemy&#13;
w możności3.&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 12a, sygn. 1190, k. 1.&#13;
Zob. O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), m.in. nr 9 i 9a, 35 i 35a,&#13;
54 i 54a, 99 i 99a, 112 i 112a–d, 122, 122a i 123, 255–259, 264–273.&#13;
3 O. Kolberg Pieśni ludu weselne, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2, s. 188, przedruk&#13;
w: tegoż Pieśni i melodie ludowe…cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–443.&#13;
2&#13;
&#13;
191&#13;
&#13;
�Materiał potraktowany zatem porównawczo ułożył tam Kolberg geograficznie, zamieszczając jedenaście opisów wesel (osiem z Radomskiego,&#13;
Łęczyckiego, Kaliskiego i Mazowsza oraz trzy z Galicji), w których znalazło&#13;
się ponad 300 tekstów pieśni, przy czym tylko trzecia ich część posiadała&#13;
melodie. Dając pogląd na regionalne zróżnicowanie folkloru weselnego,&#13;
skoncentrował się tam jednak bardziej na ukazaniu odmienności i podobieństw w samych obchodach obrzędu w poszczególnych okolicach niż na&#13;
zestawianiu wariantów pieśni, które w efekcie często zostały rozdzielone.&#13;
Nowym, istotnym elementem opracowania pieśni związanych ze zwyczajami i weselami w dwu poświęconych im zbiorkach z lat 1847–1849 jest&#13;
osadzenie ich w kontekście kulturowym zwyczajów i obrzędu weselnego,&#13;
w którym występują. Stanowi to bardzo ważny krok na drodze ewolucji&#13;
stosunku Kolberga do tekstów literatury ludowej. Dostrzegając organiczny&#13;
związek pieśni z opisywanymi uroczystościami, funkcję pieśni w okreś­&#13;
lonym momencie obrzędu, w rytualnej sytuacji wykonawczej celebrowanej przez konkretnego śpiewaka lub grupę uczestników, publikował&#13;
takie pieśni wraz z opisem odpowiedniego momentu w ramach przebiegu&#13;
obrzędów czy obchodów, dając tym samym pogląd na „ścisłą łączność”&#13;
żywego folkloru z życiem społecznym określonej wspólnoty lokalnej. Poszedł tu Kolberg tropem Paulego; pieśni obrzędowe takiego kontekstu&#13;
w sposób naturalny się domagały. W repertuarze Pieśni ludu polskiego&#13;
z tego okresu charakterystyczne jest też uwzględnienie przez Kolberga&#13;
pieśni szlacheckich i mieszczańskich, z wyraźnym określeniem środowiska, z którego pochodziły, oraz różnorodność utworów bez preferencji&#13;
dla jednego typu, tematu czy gatunku. Część tekstów zaczerpnął tam ze&#13;
zbiorów wcześniejszych, odnajdując dla nich melodie w trakcie własnych&#13;
badań terenowych. Nie zawsze można jednak ustalić jednoznacznie na&#13;
podstawie podanej przez Kolberga noty bibliograficznej, czy wskazuje ona&#13;
źródło, a więc pochodzenie zapisu, czy też kieruje porównawczo do wariantu z innego zbioru.&#13;
Zróżnicowanie, ale i wspólnotę wątków pieśniowych, ich ruchliwość&#13;
i zmienność oraz wzajemne wpływy i specyficzne stałe atrybuty widział&#13;
Kolberg zresztą szerzej, nie tylko w ujęciu regionalnym, tj. w utworach&#13;
z różnych stron kraju, ale i u rozmaitych narodów i „plemion”. We wstępie&#13;
do artykułu o pieśniach ludu litewskiego pisał w roku 1846:&#13;
&#13;
192&#13;
&#13;
�Dowiedzioną i znaną jest ta prawda, że pieśni ludu jakiegokolwiek bądź narzecza mieszczą w sobie doskonałe odbicie zwyczajów, języka, wrażeń, pojęć,&#13;
obyczajów i uczuć, słowem, całą charakterystykę tego plemienia, z łona którego&#13;
wysnuły się. Że fizjognomia ludów jednych od drugich jest różną i coraz rozmaitszą, w miarę jak się dalej posuwamy, wypływa z natury rzeczy, jako i to, że&#13;
jedne z drugimi ogniwem sąsiedztwa i rozlicznych stosunków będąc połączone,&#13;
wzajemny na siebie wpływ wywierają i nieraz sobie w zgodzie i dłonie, i myśli&#13;
podają1.&#13;
&#13;
Z kolei ciekawym przejawem pojmowania folkloru jako własności określonego środowiska zawodowego był artykuł również z 1846 roku, w którym opublikował Kolberg kilkanaście spisanych przez siebie w Warszawie&#13;
pieś­ni druciarzy, górali słowackich „wędrujących zimą po krajach słowiańskich i niemieckich dla zarobku, z wiosną zaś wracających pod rodzinną&#13;
strzechę”2. Była to jednocześnie pierwsza praca badacza, w której dokumentował folklor innego słowiańskiego narodu i mierzył się z jego językowym zapisem.&#13;
Zasób pieśni opracowanych na fortepian, który prezentują publikacje&#13;
Kolberga z pierwszej połowy XIX wieku, wzbogacają zapisy rękopiśmienne,&#13;
których nie wydał, a które opublikowano z zachowanych rękopisów w części II tomu Opracowania melodii ludowych… (DWOK T. 67/II). Wśród&#13;
236 pieśni i melodii z tego zespołu 148 posiada tekst, pozostałe to zapisy&#13;
melodii tanecznych bez tekstu. W większości są to pieśni i przyśpiewki polskie (141 zapisów), pozostałe to 4 utwory ukraińskie i 3 chorwackie.&#13;
W sumie publikacje te, przynoszące wraz z wariantami prawie 700&#13;
polskich pieśni, stanowią wyraz ówczesnych tendencji badawczych i edytorskich, są twórczą kontynuacją prac poprzedników z innowacyjnym&#13;
poszerzeniem dokumentacji folkloru pieśniowego o zapisywane ze słuchu melodie. Można też już mówić o wykrystalizowanej wcześnie, bo na&#13;
pierwszym etapie badań Kolberga, pryncypialnej zasadzie dokumentowania proweniencji geograficznej prezentowanego materiału, o rozumieniu&#13;
znaczenia jego specyfiki narodowej, regionalnej i lokalnej, wariantywności, dynamice pokrewieństw i zróżnicowań, a także o związku folkloru&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1, s. 93, przedruk&#13;
w: tegoż Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK 67/I), s. 350.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–273, przedruk&#13;
w: tegoż Pieśni i melodie ludowe ... (DWOK T. 67/I), s. 374.&#13;
&#13;
193&#13;
&#13;
�pieśniowego z życiem określonego środowiska społecznego. W okresie&#13;
pierwszego dziesięciolecia badań, w latach 1839–1849 wypracował więc&#13;
Kolberg i zaczął stosować w praktyce kryterium synkretyczności, czyli&#13;
sytuowanie ludowego tekstu w ścisłym związku z muzyką i tańcem, a także w pewnym stopniu już wtedy z sytuacją kulturowo-społeczną. Były&#13;
to wówczas pionierskie założenia badawcze; rozwinęła je współczesna&#13;
folklorystyka, przyjmując synkretyczność za istotę folkloru i postulując&#13;
badanie go jako części kultury 1.&#13;
Równolegle z publikacją w 1849 roku Pieśni ludu weselnych zaczął&#13;
kształtować się w planach Kolberga zamysł cyklu wydawniczego. Był to&#13;
nowatorski program edycji zbiorów pieśni określonego gatunku, z licznymi&#13;
wariantami poszczególnych wątków. W okresie tym, po wydarzeniach rabacji galicyjskiej 1846 roku i później Wiosny Ludów, zmieniło się radykalnie&#13;
nastawienie do ludu, a entuzjazm i zachwyt nad jego twórczością ustąpił&#13;
miejsca trzeźwym postulatom obiektywnych badań nad rzeczywistym bytem i kulturą wiejskiej społeczności. Niektórzy badacze folkloru rewidowali&#13;
też lub zmieniali swoje poglądy i oceny wartości folkloru, czego radykalnym&#13;
wyrazem była sformułowana w roku 1854 opinia Ryszarda Berwińskiego.&#13;
Zakwestionował on zdolności twórcze ludu, sugerując jedynie naśladowczy, reproduktywny w stosunku do literatury wysokiej charakter folkloru.&#13;
Zdeprecjonował tym samym romantyczny aprioryzm co do samorodności,&#13;
autentyzmu i rodzimości folkloru oraz jego wartości dla literatury narodowej2. Po kilkunastu latach Kolberg stanowczo przeciwstawił się tezom&#13;
Berwińskiego, broniąc możliwości twórczych ludu, choć nie negując wzajemnych wpływów i przenikania się literatury ludowej i literatury warstw&#13;
wykształconych3. Do polemiki tej trzeba będzie jeszcze powrócić.&#13;
1&#13;
&#13;
O współczesnym rozumieniu folkloru jako przedmiotu badań zob. m.in. C. Hernas Miejsce&#13;
badań nad folklorem literackim, „Pamiętnik Literacki” 1975, T. 66, nr 2, s. 3–15, przedruk&#13;
w zbiorze: Teoria kultury. Folklor a kultura, oprac. M. Waliński, Katowice 1978, s. 66–82;&#13;
J. Bartmiński Folklor– język – poetyka, Wrocław 1990; P. Kowalski Współczesny folklor&#13;
i folklorystyka: o przedmiocie poznania w dzisiejszych badaniach folklorystycznych, Wrocław 1990; R. Sulima Folklorystyka wobec kultury współczesnej, „Literatura Ludowa” 1992,&#13;
nr 6, s. 39–61, Folklorystyka. Dylematy i perspektywy, red. D. Simonides, Opole 1995 (praca&#13;
zbiorowa), J. Bartmiński, S. Niebrzegowska-Bartmińska Tekstologia, Warszawa 2009.&#13;
2 Zob. R.W. Berwiński Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki, T. 1–2, Poznań 1854. Toż, ze zmienioną kartą tytułową: [R.W. Berwiński] Studia&#13;
o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych, T. 1–2, Poznań 1862.&#13;
3 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XIV–XVI.&#13;
&#13;
194&#13;
&#13;
�W atmosferze tej nabierało znaczenia bardziej naukowe, systemowe&#13;
podejście do folkloru, plan jego metodycznego zbierania i dokumentowania&#13;
jako bazy źródłowej dla badań porównawczych. Koncepcji systematyzującej obszerny materiał domagało się również ciągle pomnażane archiwum&#13;
Kolberga. Pozyskiwane przez kolejne lata badań terenowych coraz bogatsze zbiory, a wraz z nimi rosnące doświadczenie i wiedza o sposobie życia&#13;
i mechanizmie funkcjonowania tradycyjnej literatury ustnej zaowocowały&#13;
po ośmiu latach od wydania ostatnich pieśni weselnych w 1849 roku nową&#13;
publikacją o odmiennym profilu.&#13;
W roku 1857 ukazały się Pieśni ludu polskiego, obszerna antologia ballad i tańców ludowych, stanowiąca pierwszą z monografii określonych gatunków i grup pieśni, które zamierzał Kolberg wydzielać według różnych&#13;
kryteriów: treściowego, środowiskowego bądź okolicznościowego, planując wydanie m.in. pieśni miłosnych, weselnych, wojackich, żniwiarskich,&#13;
żartobliwych1. Plany te zostały jednak zarzucone i jak się miało okazać,&#13;
Pieśni ludu polskiego były pierwszą i jednocześnie ostatnią publikacją&#13;
z zamierzonego cyklu tomów o takiej koncepcji edytorskiej. W centrum&#13;
zainteresowania Kolberga pozostały w tym zbiorze nadal melodie, co autor podkreślił wyraźnie we wstępie: „Muzyka jest głównym przedmiotem&#13;
niniejszego zbioru. Do każdej pieśni dołączam właściwą jej nutę […]”. Radykalnej zmianie uległ jednak sposób potraktowania zapisu muzycznego;&#13;
melodie wydane tu zostały bez akompaniamentu fortepianowego, co odtąd&#13;
będzie stałą praktyką Kolberga:&#13;
Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających), tak jak wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego,&#13;
bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym niezmąconej&#13;
czystości, jak ją natura natchnęła2.&#13;
&#13;
W pierwszej części zbioru zamieścił Kolberg 444 pieśni balladowe, grupując razem warianty tekstowe 41 wątków z całej prawie Polski. Tylko 21 pieśni w tym zespole nie posiadało zapisu nutowego. W części drugiej znalazły&#13;
się „Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce”, w sumie 466 melodii&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. m.in. wypowiedzi Kolberga na ten temat w liście do J. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 73 oraz we wstępie do Sandomierskiego (DWOK T. 2),&#13;
s. 5–6.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V–VI.&#13;
&#13;
195&#13;
&#13;
�tanecznych z okolic Warszawy, przeważnie z tekstami przyśpiewek1. Choć&#13;
w części pierwszej Kolberg łączył także warianty melodyczne ballad, jednak to teksty pieśni stały się wyznacznikiem układu i tym samym uzyskały&#13;
w zbiorze sprofilowanym gatunkowo szczególnie istotne znaczenie, gdyż podstawą typologii ballad stała się właśnie analiza tekstów. Ich temat i struktura&#13;
fabularna pozwoliły określić zasadnicze cechy gatunku, wyodrębnić wątki&#13;
i powiązać ich warianty w grupy. Taka nowatorska metoda prezentacji folkloru pieśniowego stanowiła dalszy, decydujący krok na drodze ewolucji programu badawczego Kolberga, a także i jego stosunku do tekstu ludowego.&#13;
O ile w zespole ballad o publikacji decydowało kryterium gatunkowe,&#13;
o tyle w grupie melodii tanecznych wyznaczała je funkcja i sytuacja wykonawcza. Jest więc Kolberg świadomy różnorodności kryteriów systematyzujących materiał; wyraźnie rozgranicza je dla „Dum i pieśni” oraz dla&#13;
„Tańców”. Nie stosuje terminu „ballada”; posługuje się określeniem „duma”,&#13;
używanym w XIX wieku, także przez poprzedników, w odniesieniu do ludowych pieśni fabularnych, historycznych. We wstępie do Pieśni ludu polskiego nie definiuje gatunku i nie podejmuje rozważań na temat charakteru&#13;
tekstów balladowych. Pisze jedynie:&#13;
Co do wyrazów pieśni nadmieniam tylko, że znaczenie głębokie dum ludowych,&#13;
ich estetyczna, lingwistyczna, a często moralna i historyczna wartość, jako należycie dziś oceniona, nie potrzebuje dalszego wywodu2.&#13;
&#13;
Zapewne ustępował tu Kolberg miejsca wypowiedziom teoretycznym&#13;
swoich poprzedników-literatów. Jednak w niedrukowanej wcześniejszej&#13;
wersji przedmowy do tego tomu tak określa dumy:&#13;
Wśród tylolicznych i tak rozmaitych pieśni ludu dumy, mające za podstawę&#13;
wydarzenia domowe, do których klucz zagubiły wieki, można uważać za jeden&#13;
z najpiękniejszych zabytków przeszłości naszego ludu. Liczba ich jest wielka,&#13;
treść osnuta już to na prawdziwym zdarzeniu, już na zmyśleniu, które jednak&#13;
obok wygórowanej fantazji przybiera niezatartą cechę prawdy3.&#13;
1 Analizę materiału źródłowego tego zbioru, koncepcji edytorskiej i metod pracy Kolberga&#13;
nad książką oraz jej znaczenia dla polskiej folklorystyki przedstawiła A. Skrukwa we wstępie&#13;
„Pieśni ludu polskiego” Oskara Kolberga, w: tegoż Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu&#13;
1 (DWOK T. 70), s. XIX–XLIII.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX–X.&#13;
3 Rkp. Kolberga prawdopodobnie z około 1849 r. (Arch. PTL, teka 35 Miscellanea, sygn.&#13;
1314, k. 1), zob. też Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 3 oraz XXIV.&#13;
&#13;
196&#13;
&#13;
�Opis ten zbieżny jest z przedstawianymi przez folklorystów ówczesnych,&#13;
m.in. Wacława z Oleska i Żegotę Paulego, którzy określali dumy jako pieśni&#13;
„tyczące się zdarzeń pojedynczych osób” lub „tyczące się zdarzeń domowych”&#13;
(przy czym Pauli wyjątkowo używa terminu „ballady”). W sumie gatunek&#13;
rozumiany jest wówczas – jak pisze w nawiązaniu m. in. do tych określeń&#13;
zbieraczy Elżbieta Jaworska – poprzez „temat rodzinny i właściwość morfologiczną, jaką jest fabularność (zdarzeniowość)”1. Do problematyki tej w ujęciu&#13;
Kolberga powrócić wypadnie w dalszym ciągu tego opracowania przy analizie pojęć gatunkowych przyjmowanych dla poszczególnych grup tekstów.&#13;
Większość materiału w części I Pieśni ludu polskiego z 1857 r. pochodzi z badań terenowych Kolberga prowadzonych w latach 1840–1855, po&#13;
części wespół z towarzyszami pierwszych wypraw. Skoncentrowany jednak&#13;
przede wszystkim na poszukiwaniu i dokumentowaniu spisywanych samodzielnie melodii brakujących we wcześniejszych publikacjach, część tekstów zaczerpnął także ze zbiorów poprzedników – Zaleskiego, Wójcickiego,&#13;
Paulego, Konopki, Lipińskiego – oraz z rękopisu G. Gizewiusza Pieśni ludu&#13;
znad górnej Drwęcy, w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od&#13;
1836 do 1840 roku, który użyczył mu Wójcicki2. Korzystał również sporadycznie z prac innych zbieraczy, J. Lompy, R. Fiedlera, L. Zejsznera. Sposób dokumentowania proweniencji tekstów pochodzących z tych zbiorów&#13;
nie jest jednak w opracowaniu Kolberga na tyle czytelny i precyzyjny, by&#13;
jednoznacznie ustalić, czy podane przez niego w druku wskazówki bibliograficzne oznaczają źródło, czy kierują jedynie do wariantu w innych pracach. Analiza wskazuje jednak, że w większości są to odsyłacze do tekstów&#13;
źródłowych w zbiorach już opublikowanych, do których to tekstów dołączał pozyskane i zanotowane przez siebie melodie. Zaznaczyć trzeba, że nie&#13;
zawsze są to wierne przedruki tekstów wcześniejszych, często przywołując&#13;
źródło, dokonywał Kolberg uzupełnień, zmian lub skrótów, a wyjątkowo&#13;
1 E. Jaworska Posłowie, w: Polska ballada ludowa. Antologia. Wybrała i opracowała…,&#13;
Kraków 1991, s. 143, Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego…,&#13;
s. 483, Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji…, s. 81. O historii nazwy i definicjach ballady&#13;
zob. również E. Jaworska we wstępie do Katalogu polskiej ballady ludowej, Wrocław 1990,&#13;
s. 8–17. O balladzie jako gatunku i jego funkcjach modelowych zob. J. Jagiełło Polska ballada&#13;
ludowa, Wrocław 1975.&#13;
2 Kolberg wspomina o tym we wstępie do Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1) na s. XI,&#13;
zob. też tamże, s. V, gdzie mowa o poprzednikach zainteresowanych głównie tekstami pieśni.&#13;
Rękopis Gizewiusza opublikowany został w opracowaniu, ze wstępem i komentarzami D. Pawlakowej w Poznaniu w roku 2000.&#13;
&#13;
197&#13;
&#13;
�posunął się nawet do kompilacji z kilku zapisów formowanych następnie&#13;
w jeden pełny wariant1. Pomijał cechy gwarowe przywoływanych przekazów drukowanych, nie uwzględniał ich też w zapisach własnych z tego&#13;
okresu. Starannie oznaczał natomiast lokalizację geograficzną pieśni, przy&#13;
czym nie zawsze jest ona tożsama z oznaczoną w cytowanym źródle, co&#13;
prawdopodobnie wskazuje na określanie proweniencji pozyskanej melodii. Ten element dokumentacji pozostaje trwałym fundamentem warsztatu&#13;
Kolberga i jego spojrzenia na utwory folklorystyczne.&#13;
W części drugiej tomu zebrał Kolberg nie tylko przyśpiewki towarzyszące tytułowym tańcom, „piosneczki krótkie najczęściej w czasie tańca&#13;
nucone”, ale także śpiewki towarzyszące różnym okolicznościom życiowym,&#13;
wykonywane okazjonalnie, ulotne lub powszechnie znane, utrwalone w pamięci. Pisał:&#13;
Słowa zaś i treść śpiewek krótkich, ucinkowych, mimo rozlanego w nich humoru i czucia nie zawsze godzą się z przyzwoitością i dobrym smakiem. Wiele&#13;
podobnie rubasznych piosnek odrzucić musiałem, lecz i między pozostałymi&#13;
znaleźć można niejedną małoznaczącą, nawet lichą, umieszczoną tu jedynie dla&#13;
wskazania, w jaki sposób lud wyrazy układa, szykuje i w wiersz splata, jak łączy&#13;
sylaby z tonami […] Śpiewki takie nie zawsze lud w tańcu lub w karczmie przy&#13;
kieliszku nuci, owszem słyszeć one się często dają przy robocie w domu i na&#13;
polu, podczas żniw, sianożęci, w ogrodzie, na paszy za bydłem, także przy dojeniu krów, w czasie jazdy, przy kołysce. Nieprzebrana ich mnogość jest owocem&#13;
chwilowego natchnienia podnieconego trunkiem i miejscowymi okolicznościami, do czego lada codzienna przygoda dać może pochop, inne wszakże są znane&#13;
i śpiewane powszechnie na równi z dłuższymi pieśniami i dumami […]2.&#13;
&#13;
Widać tu zainteresowanie strukturą słowno-muzyczną pieśni, a także&#13;
wymogi autocenzury, konieczność liczenia się obowiązującym ówcześnie&#13;
konwenansem obyczajowym.&#13;
Analizując zawartość Pieśni ludu polskiego z 1857 roku, można stwierdzić, że utrwalone jest już w świadomości badacza i świadomie realizowane przekonanie o strukturalnym związku melodii i tekstu pieśni, które nawzajem się dopełniają, współtworzą. Ma też Kolberg świadomość&#13;
1 Zob. też A. Skrukwa „Pieśni ludu polskiego” Oskara Kolberga…. (DWOK T. 70), s. XXX–&#13;
–XXXIV.&#13;
2 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.&#13;
&#13;
198&#13;
&#13;
�specyfiki gatunków i różnych kryteriów ich wyodrębniania. Pieśni fabularne, balladowe, widzi jako „śpiewane historie” o niezwykłych, tragicznych zdarzeniach rodzinnych i miłosnych, trwalsze w tradycji, często starsze, z wędrownymi i ustabilizowanymi wątkami, choć w różnych&#13;
realizacjach. Przyśpiewki lokuje w kontekście sytuacyjnym, eksponując&#13;
ich funkcję i związek z tańcem bądź innymi okolicznościami życiowymi,&#13;
a więc mniejszą stabilność, często ulotność i dorywczość. Książka jest&#13;
już dziełem badacza–folklorysty, świadomego zjawiska wariantowości&#13;
i zmienności pieśni, ich regionalnego zróżnicowania, a jednocześnie trwałości niektórych wątków, celowości prac porównawczych, ale i ciągłości tradycji, co pozwoliło sięgać autorowi po teksty do wcześniejszych&#13;
zbiorów, by uzupełnić je o zapisy melodii. W tomie zaznacza się waga,&#13;
jaką Kolberg przywiązywał do tekstu dla określenia tematu i charakteru&#13;
pieśni, postrzeganie przez niego indywidualnej realizacji narracyjnej, znajomość środków poetyckiego wyrazu w pieśniach, takich jak powtórzenia,&#13;
refreny, paralelizm, polegający na zestawianiu życia i uczuć ludzkich ze&#13;
światem przyrody. O ile jednak wariant tekstowy rozumiany jest przez&#13;
Kolberga jako przekaz realizujący oś tematyczną wątku, choć różniący&#13;
się odmiankami treści od innych przekazów, o tyle nieostre i drugorzędne jest widzenie wariantu wykonawczego różniącego się np. językiem,&#13;
stylistyką i nacechowaniem gwarowym tekstów, rozbudowaniem motywów, przy tożsamej treści głównej. Przejawem tego podejścia jest zastosowane w tomie skracanie testów o fragmenty uznane przez Kolberga za&#13;
powtarzające się, zbyt podobne lub nieodległe treściowo w innych wariantach, co sygnalizuje w druku notką: „dalej jak w nr […], od wiersza&#13;
[…]”. Porównanie tekstów wskazuje, że opuszczenia te niejednokrotnie nie&#13;
dotyczą partii tekstów zbieżnych filologicznie i tożsamych treściowo i stylistycznie w tych wariantach, do których kierują. Pominięte partie często&#13;
różnią się znacząco, są zindywidualizowanymi poetycko i motywicznie&#13;
opowieściami tej samej fabuły 1. Można wręcz mówić o modelowaniu wariantów metodą zestawiania tekstów, które różnią się źródłowo. Zastrzec&#13;
1 Zob. np. Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. 15, nr 3c, gdzie po zwr. 5. ballady od Poznania „Stała nam się nowina” Kolberg odsyła do wariantu od Warszawy, tj. nr 3a tamże, notą:&#13;
„dalej jak w no 3a, od wiersza 7 do 22”. Pieśń zaczerpnięta została ze zbiorku J. Lipińskiego,&#13;
co wskazuje nota Kolberga w druku, a opuszczony tekst z tego źródła jest krótszy od warszawskiego, znacznie bogatszego w motywy. Por. też O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement…&#13;
(DWOK T. 70), s. 12, gdzie opuszczony przez Kolberga tekst tej ballady został przytoczony.&#13;
&#13;
199&#13;
&#13;
�wprawdzie należy, że zabieg ten zastosował Kolberg nie tylko i może&#13;
nie przede wszystkim ze względów merytorycznych, ale dla oszczędności miejsca i chęci pomieszczenia jak największej ilości pieśni i melodii.&#13;
Książkę wydawał własnym nakładem, a koszty druku nut były wówczas bardzo wysokie. Można więc stwierdzić, że choć traktował fabułę&#13;
pieśni jako wyznacznik przynależności do wątku i podstawę określonego&#13;
wariantu, samych tekstów nie traktował jako osobnych bytów literackoartystycznych w ścisłym rozumieniu znaczenia indywidualności przekazu.&#13;
Ogromne znaczenie dla ewolucji metod badawczych Kolberga, a także&#13;
dla jego dalszych prac ma wyrażony we wstępie, a zatem sformułowany już&#13;
w 1857 roku pogląd na kwestię pochodzenia pieśni i mechanizm ich życia:&#13;
Stając się wiernym jej [tj. pieśni] tłumaczem, wszędzie wskazałem miejsce, gdzie&#13;
wysłuchaną została. Wymienioną wieś lub miasto (a raczej okolicę ich) po większej części uważać można za miejsce, gdzie ze szczególnym zamiłowaniem pieśń&#13;
tę i ową śpiewają. Nie zawsze jednak w tym miejscu powstała; rozmaite koleje,&#13;
przypadki i burze mogły ją tam zagnać, a więc powikłać nasze domniemania&#13;
co do jej początku. A lubo znalazłyby się cechy naprowadzające na pierwotne&#13;
gniazdo pieśni, któż jednak chciałby wyrokować tu z bezwarunkową ścisłością,&#13;
gdzie ono było? W jednej i tej samej wsi zdarzało mi się niekiedy słyszeć po parę&#13;
odmian jednejże pieśni, w sąsiedniej wsi już inaczej śpiewano, gdy tymczasem&#13;
o kilkanaście mil dalej pierwsza melodia znów wypływała. Bywały przypadki,&#13;
że taż sama osoba po kilku latach zmieniała nieco tok melodii, co już (choć nie&#13;
ze wszystkim) zacierało pierwotny jej wyraz, a cóż dopiero gdyby ją przyszło&#13;
usłyszeć po latach kilkunastu lub kilkudziesięciu?. Pieśń jest po większej części&#13;
tradycyjną, więc czas, stosunki ludzi zobopólne, zmiana trybu życia, moda, która&#13;
z dworca szlacheckiego zaczyna już do chaty wieśniaczej zaglądać, wreszcie osobistość śpiewaka (jego muzyczne usposobienie) i mnóstwo innych okoliczności&#13;
wciąż na nią wpływają w nieskończonych odcieniach. Ruch tu, jak wszędzie,&#13;
gdzie życie, nieustanny […]1.&#13;
&#13;
Wprawdzie nawiązuje tu Kolberg do melodii, ale dynamika i ruchliwość&#13;
jako przypisane całości pieśni dotyczą także i tekstu.&#13;
Pieśni ludu polskiego miały pozostać wyjątkowym tomem w całym&#13;
jego dorobku edytorskim. Włączone po latach do serii Ludu jako jej tom&#13;
pierwszy, przyniosły prawie 900 melodii i były nowatorskim dokonaniem&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VI.&#13;
&#13;
200&#13;
&#13;
�badacza jako najwcześniejsza w polskiej folklorystyce i etnomuzykologii&#13;
publikacja o charakterze analityczno–typologicznym, mająca na celu usystematyzowanie materiału muzyczno-tekstowego pieśni. Do czasów współczesnych pozostają największym polskim zbiorem ballad ludowych, stanowiąc&#13;
jedno z najważniejszych źródeł do badań nad tym gatunkiem literatury&#13;
tradycyjnej1.&#13;
Porzucając plan kontynuacji monografii pieśniowych, legitymowanych&#13;
wariantami z różnych regionów Polski, posunął się Kolberg dalej na drodze&#13;
ewolucji swojego programu badawczo-edytorskiego. Podjął ambitne zamierzenie cyklicznej publikacji serii monografii etnograficzno-folklorystycznych poszczególnych regionów, w których uwzględnione zostaną wszystkie&#13;
przejawy kultury ludowej – materialnej, społecznej i duchowej. W tych&#13;
ramach obok preferowanych dotąd wyłącznie pieśni i tańców przedmiotem&#13;
dokumentacji badacza stać się miały również inne gatunki folkloru, takie&#13;
jak bajka, podanie, anegdota, przysłowie, zagadka, opowieść wierzeniowa.&#13;
Drogę do konstruowania tak szerokiego planu wytyczało Kolbergowi&#13;
zarówno doświadczenie nabywane w trakcie postępujących intensywnych&#13;
badań własnych, jak i programowa dyskusja podejmowana w opiniotwórczych środowiskach literackich pierwszej połowy XIX wieku. W debacie&#13;
tej, której głosy fragmentarycznie przytaczano wyżej, obok poezji ludowej&#13;
znalazło się również miejsce dla innych rodzajów twórczości ludowej,&#13;
a także całościowo widzianego folkloru osadzonego w badaniach w szerszym kontekście kulturowym, obejmującym sferę materialną i społeczną&#13;
życia ludu. W ścisłym związku wszystkich dziedzin życia i twórczości ludu&#13;
upatrywać zaczęto stopniowo główny postulat badawczy kształtującej się&#13;
folklorystyki. Materiał do dyskusji i ewolucji poglądów przyniosły nie tylko&#13;
zbiory pieśni „gminnych”, ale także wydawane w drugim trzydziestoleciu&#13;
XIX wieku, a zawierające ludową prozę prace K.W. Wójcickiego, K. Balińskiego, L. Siemieńskiego, R. Zmorskiego, A. Glińskiego2.&#13;
1&#13;
&#13;
Zbiór ballad Kolberga stał się podstawowym materiałem, na którym J. Jagiełło zbudowała model fabularny gatunku ukazany w pracy Polska ballada ludowa (Wrocław 1975) oraz&#13;
bogatym źródłem do opracowanych przez E. Jaworską Katalogu polskiej ballady ludowej&#13;
(Wrocław 1990 ) i antologii pt. Polska ballada ludowa (Kraków 1991).&#13;
2 K.W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, T. 1–2, Warszawa 1837; K. Baliński Powieści ludu spisane z podań przez…, wyboru i wydania K. W. Wójcickiego, Warszawa 1842; L. Siemieński Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Poznań 1845; [R. Zmorski] R. Zamarski Podania i baśni ludu w Mazowszu, z dodatkiem kilku&#13;
&#13;
201&#13;
&#13;
�Geneza tych pierwszych zbierackich i edytorskich prac w zakresie&#13;
bajki – podobnie jak równolegle powstających zbiorów pieśni – wiąże&#13;
się ściśle z romantycznym zwrotem do ludu, z programem stworzenia&#13;
narodowego archiwum do dziejów naszej kultury budowanego w oparciu&#13;
o przeświadczenie o zabytkowej wartości folkloru, o zachowanych w nim&#13;
reliktach epoki przedchrześcijańskiej i możliwości odkrycia w nim pamiątek dawnego piśmiennictwa polskiego. Ten romantyczny aprioryzm&#13;
i presja historycznego paradygmatu w odniesieniu do literatury ludowej&#13;
zaciążył na charakterze pierwszych prozatorskich zbiorów. Prezentowane&#13;
w nich teksty poddawane były literackiej obróbce i stylizacji, przypisywano im, często karkołomnie, dawną metrykę, wiążąc z czasami przedchrześcijańskimi, zmieniano koloryt i realia. Choć praktyki te realizowano&#13;
w różnym stopniu, generalnie przy takich tezach programowych teksty&#13;
prezentowane przez pierwszych wydawców nie stanowiły dokumentów&#13;
indywidualnego przekazu, niepowtarzalnych wariantów konkretnych realizacji wykonawczych, ale miały być świadectwem dawnej historii, pamiątkami przeszłości narodu. Stopniowo jednak w dyskusji teoretyczno-metodologicznej tamtego czasu pojawiają się głosy krytyczne w stosunku&#13;
do takiego stanowiska. Już w 1842 roku Józef Ignacy Kraszewski, który&#13;
wcześniej zarzucił Klechdom Wójcickiego takie właśnie zacieśnienie perspektywy badawczej1, pisał:&#13;
Podania gminu stały się ważnym i prawie jedynym żywiołem dzisiejszej literatury; podania dziś mają dostarczyć tego, czego dawniej dostarczały mitologia&#13;
starożytnych, ich dzieje itp. Ale jesteśmy w epoce, w której dopiero zbierać się&#13;
one poczynają, jeszcześmy podobno charakteru ich dobrze nie poznali, ogółu&#13;
nie schwycili, a już je obrabiamy chciwie. Mnóstwo głodnych rzucili się na tę&#13;
pastwę i użyli jej, po większej części przenaturzając […]2.&#13;
&#13;
Natomiast, żeby poznać zasób podań i bajek, konieczne jest – zdaniem&#13;
Kraszewskiego – rozdzielenie kompetencji i celów poety jako twórcy i zbieracza–rejestratora, którego zadaniem powinna być rzetelna dokumentacja&#13;
szląskich i wielkopolskich, Wrocław 1852; A.J. Gliński Bajarz polski. Zbiór baśni, powieści&#13;
i gawęd ludowych, T. 1–4, Wilno 1853.&#13;
1 J. I. Kraszewski Podania gminne („Klechdy” Wójcickiego), „Tygodnik Petersburski” 1838,&#13;
nr 44.&#13;
2 J. I. Kraszewski Podania gminu, w: tegoż Studia literackie, Wilno 1842, s. 93.&#13;
&#13;
202&#13;
&#13;
�tekstów i zgromadzenie materiałów, a dopiero na dalszym etapie ich kompleksowe badania. Pisarz postulował:&#13;
Zbierający podania i ogłaszający je po raz pierwszy ograniczyć by się powinni&#13;
jedynie ścisłym, wiernym, dokładnym ich spisaniem, porównaniem naprzód&#13;
z pobratymczymi skazkami innych ludów słowiańskich, potem z różnymi podobnymi i pokrewnymi im charakterem powieściami innych krajów. Gdy zbierający obrabia natychmiast i dodaje swoje, ściśle wziąwszy, nie przedstawia nam&#13;
podania, które powinno być w rodzimej szacie oddane, jak było wzięte z ust ludu&#13;
[…] Po zbierającym nic nie wymagamy ponad ścisłość i dokładność; można by go&#13;
nawet od badań filozoficznych i naukowych uwolnić, bo te raz mając źródłowe&#13;
podania, dopełnić się dadzą łatwo1.&#13;
&#13;
Obok tej priorytetowej tezy o konieczności stworzenia bazy materiałowej dla przyszłych prac analitycznych jako zadaniu pierwszoplanowym&#13;
dla badaczy folkloru Kraszewski sformułował drugą fundamentalną o zasadności badań kompleksowych nad kulturą ludową, której folklor jest integralnym, ale i komplementarnym przejawem. W tej samej pracy z 1842&#13;
roku pisał:&#13;
[…] nie dość się nauczyć treści podania, by je upoetyzować, by z niego, jak mówią,&#13;
coś zrobić, trzeba znać miejsce, gdzie się urodziło, lud, co je powtarzał, obyczaje,&#13;
przesądy, zabobony itd. Póki w zbiorze podań nie będą się dołączać i z nimi&#13;
jednoczyć wiadomości te, póty okształtowanie artystyczne podań będzie niepodobne […] Każdy pracuje nad drobnostkami, nikt całości objąć się nie odważył&#13;
[…] Całość zaś dopiero wykaże charakter właściwy narodowości naszej2.&#13;
&#13;
Wprawdzie nie abstrahuje tu autor od opracowania literackiego podań,&#13;
jednoznacznie wskazuje jednak na wagę kontekstu kulturowego, w jakim&#13;
funkcjonują.&#13;
Te nowatorskie propozycje znajdą po latach realizatora właśnie w osobie Kolberga, jednak jako głos znaczący w dyskusji nad folklorem były&#13;
z pewnością znane już w tamtym czasie przyszłemu autorowi Ludu i niewątpliwie wpłynęły na kształtowanie się jego planów badawczych i edytorskich. Tym bardziej że stopniowo presja romantycznego historyzmu&#13;
ustępowała pod naciskiem obiektywniejszych ocen literatury ludowej.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Tamże, s. 99–100.&#13;
Tamże, s. 104 i 106.&#13;
&#13;
203&#13;
&#13;
�Wbrew wcześniejszym arbitralnym zapatrywaniom, zamiast szukać w niej&#13;
pomnikowych zabytków przeszłości narodowej, coraz częściej spostrzegano niejednolitość i zmienność, nawarstwianie się różnych wpływów,&#13;
przeobrażenia i adaptacje do odmiennych warunków. Stopniowo folklor&#13;
słowny przestaje być wyłączną domeną literatów, a kolejne lata przynoszą wytyczanie nowych kierunków badań usamodzielniającej się jako&#13;
odrębna dyscyplina naukowa folklorystyki. Radykalnym wyrazem nowej&#13;
postawy stała się przełomowa praca Berwińskiego pt. Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki wydana w dwu tomach w Poznaniu w 1854 roku. Była to pierwsza naukowa&#13;
i udokumentowana książka o folklorze, jako pierwsza prezentowała też&#13;
metodę komparatystyczną. Sformułował w niej autor nowatorską tezę,&#13;
że nie w twórczości ludu należy szukać reliktów dawnej historii i źródeł&#13;
odrodzenia literatury, ale poprzez badanie materiałów historyczno-literackich docierać do źródeł wiedzy o ludzie. Berwiński jako pierwszy wskazał&#13;
wagę i przydatność dokumentów i świadectw pośrednich, materiałów&#13;
XVI- i XVII-wiecznych, dla badań nad folklorem i analizą jego żywotnych&#13;
form. Ocenił też krytycznie dorobek romantycznego okresu folklorystyki,&#13;
dostrzegając w nim brak kryteriów oceny literatury ludowej oraz precyzji&#13;
w określaniu jej istoty i charakteru, sprzeczności w sądach. Dał wreszcie&#13;
ramowy plan przyszłych prac nad literaturą ludową. Postulaty te były&#13;
nowe i cenne, w ich sformułowaniu leży też wartość pracy Berwińskiego.&#13;
Natomiast fałszywe okazały się uogólnienia zawarte w Studiach – krańcowym, skrajnym wnioskiem autora stało się bowiem przeświadczenie&#13;
o niesamodzielnym, jedynie reproduktywnym charakterze literatury ludowej, która według autora tylko wchłaniała w siebie tradycje kościoła&#13;
i warstw oświeconych, nie będąc zdolną do samodzielnego tworzenia.&#13;
To paradoksalne stwierdzenie przy jednoczesnym naukowym warsztacie&#13;
Berwińskiego było z jednej strony efektem przeniesienia wyników badań&#13;
nad wierzeniami, czarami i zabobonami ludu na literaturę ludową, z drugiej stanowiło rezultat załamania się poety po rabacji galicyjskiej 1846&#13;
roku, prowadząc do tak absurdalnej i pesymistycznej oceny 1. Stanowisko&#13;
to spotkało się później ze stanowczą krytyką Kolberga, do czego wypadnie&#13;
jeszcze powrócić.&#13;
1 Por. T. Brzozowska-Komorowska Ryszard Berwiński (1819–1879), w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 11–24.&#13;
&#13;
204&#13;
&#13;
�Sygnalizowany wyżej postulat Kraszewskiego dotyczący kompleksowych badań kultury ludu sformułowany został w roku 1842, kiedy to&#13;
Kolberg wydał swój pierwszy zbiorek pieśni. Równoległa refleksja nad&#13;
potrzebą porzucenia romantycznego aprioryzmu w stosunku do twórczości ludu oraz koniecznością obiektywnego jej analizowania w oparciu&#13;
o źródłową dokumentację, także na tle porównawczym, kontynuowana&#13;
była również przez następne lata, jeszcze przed publikacją stanowiska&#13;
Berwińskiego1. W roku 1859 kolejny apel o całościowe badania kultury&#13;
wsi publikuje „Biblioteka Warszawska”, ważny opiniotwórczy periodyk&#13;
popowstaniowej stolicy. Obok pieśni, podań i przysłów – postuluje redakcja – należy uwzględnić rysunki narzędzi i sprzętów rolniczych, a także&#13;
„charakterystykę każdej wydatniejszej okolicy, dołączyć rys zwyczajów,&#13;
uroczystości, kostiumów, w najwierniejszym oddaniu nie tylko właściwych ubiorów, ale fizjonomii i postaci kmiotków naszych” 2. Rok później&#13;
na łamach tego samego czasopisma opublikowany zostaje apel wzywający&#13;
do badania mowy ludu, dla dopełnienia dzieła Lindego, oczyszczenia języka z obcych naleciałości, odnowy słowotwórstwa poprzez nawiązanie&#13;
do rodzimego zasobu leksykalnego 3.&#13;
Kolberg, żywo zainteresowany tą problematyką, związany blisko z redakcją „Biblioteki Warszawskiej” i uczestniczący w życiu literacko-umysłowym Warszawy, był z pewnością szczególnie chłonnym odbiorcą tej&#13;
kampanii i postulatów nawiązujących do oświeceniowego programu Kołłątaja. Upadek powstania styczniowego w 1864 roku i narodziny pozytywizmu w polskich warunkach kraju pod zaborami przyniósł też radykalne&#13;
przewartościowanie dotychczasowych postaw, odejście od romantycznej&#13;
idealizacji ludu i jego poezji na rzecz konkretnej pracy organicznej i pracy&#13;
u podstaw dla szerzenia oświaty wśród ludu, poprawy jego bytu materialnego i podniesienia świadomości narodowej w walce z rusyfikacją i germanizacją. A cele te domagały się gruntownej i realnej wiedzy naukowej&#13;
o życiu mieszkańców wsi i ich kulturze.&#13;
1 Zob. m. in. E. Dembowski Uwagi nad źródłami do badań dziejowych, „Przegląd Naukowy” 1842, T. 3, nr 24, s. 950–951, [tenże] E.–D.– Piśmiennictwo polskie w zarysie, Poznań&#13;
1845, s. 13, 32–33, J. Majorkiewicz Historia, literatura i krytyka, Warszawa 1847, s. 39–73;&#13;
W. A Maciejowski Piśmiennictwo polskie od czasów najdawniejszych aż do roku 1830, T. 1,&#13;
Warszawa 1851, s. 108 i nast.&#13;
2 Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3, s. 522.&#13;
3 S.. Mikucki Odezwa do miłujących mowę ojczystą, „Biblioteka Warszawska” 1860, T. 2,&#13;
s. 530–533.&#13;
&#13;
205&#13;
&#13;
�Przede wszystkim jednak zmianę przedmiotu badań i potrzebę całościowego widzenia kultury ludowej dyktowało Kolbergowi własne doświadczenie nabywane w trakcie wieloletnich już badań terenowych i bezpośredniego obcowania z życiem ludu i jego folklorem, praktyczna obserwacja&#13;
ścisłego związku wszystkich przejawów kultury wsi w jej zróżnicowaniu regionalnym. Reorientacja koncepcji Kolberga w tym duchu – zbieżna z programem postulowanym w ówczesnym środowisku literackim –sprawiła&#13;
więc, że jego wcześniejsze wyłączne zainteresowanie muzyką i pieśnią przyporządkowane zostało kompleksowej wizji kultury w ujęciu regionalnym,&#13;
a w niej ważne miejsce wyznaczył badacz także innym gatunkom literatury&#13;
ludowej.&#13;
Za cezurę nowego etapu uznać można rok 1865, w którym Kolberg&#13;
ogłosił w „Bibliotece Warszawskiej” list otwarty, apel do społeczeństwa&#13;
o pomoc i czynny współudział w zbieraniu materiału do planowanego według nowej koncepcji dzieła i jednocześnie zarysował jego panoramiczny&#13;
profil1. W liście tym osobne działy, które miałyby być obiektem badań&#13;
i rejestracji – obok odnoszących się do kultury materialnej i społecznej –&#13;
poświęcone są literaturze ludowej. Pod nr 6. czytamy: „Przysłowia, zdania,&#13;
bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp., o ile możności (lubo niekoniecznie) w mowie potocznej, miejscowej oddane”, dział 8. obejmuje: „Pieśni, o ile możności z nutą, a choćby i bez niej, oddane mową miejscową.&#13;
Pieśni nabożne i dziadowskie”, zaś w ramach „Zwyczajów i „Obrzędów”&#13;
wymienia Kolberg towarzyszące tym uroczystościom „piosnki”, „śpiewy&#13;
i mowy”.&#13;
W tym samym roku 1865 wydany zostaje jako tom pierwszy dzieła&#13;
pt. Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni i tańce „zarys etnograficzny” pt. Sandomierskie&#13;
(później przemianowany na tom drugi, po włączeniu do Ludu jako tomu&#13;
pierwszego Pieśni ludu polskiego z 1857 roku). Nie jest to jeszcze pełna&#13;
monografia etnograficzno-folklorystyczna, jak późniejsze w ramach Ludu,&#13;
ale jako zarys monograficzny stanowi pierwsze ogniwo monumentalnego&#13;
planu, uwidocznionego w tytule serii wydawniczej. W tomie widoczna&#13;
jest zmiana koncepcji: obok pieśni powszechnie śpiewanych, zebranych&#13;
1 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1865, T. 1, s. 306–308, przedruk w: Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105.&#13;
&#13;
206&#13;
&#13;
�w osobnym dziale (w liczbie 55) oraz wyodrębnionej grupy kilkunastu pieśni szlacheckich, dworskich i mieszczańskich, są tam opisy pięciu wesel,&#13;
dwu obchodów zwyczajów sobótkowych i czterech dożynkowych, opublikowane wraz z pieśniami wplecionymi w relację, a związanymi z odpowiednimi uroczystościami. Tom zawiera też krótkie „wiadomości topograficzno-etnograficzne”, tańce podzielone według metrum dwu- i trójdzielnego oraz&#13;
stosunkowo obszerny materiał językowy, na który składają się: „Słowniczek”, „Właściwości mowy” oraz „Próbki mowy”. W ramach tych ostatnich znalazły się m.in. trzy teksty bajkowe („legenda”, „klechda”, „gadka”),&#13;
potraktowane jednak „służebnie”, jako przykłady ilustrujące żywy język&#13;
z okolic Sandomierza. Ponadto kilka tekstów ludowych (podania, pieśni,&#13;
przysłowia) zamieścił Kolberg w przypisach. W sumie materiał pieśniowy&#13;
i taneczny dominuje (325 pozycji), ale jest już w miarę rozpoznanej funkcji&#13;
osadzony w szerzej wskazanym kontekście.&#13;
Odtąd kolejne tomy Ludu, potem Obrazów etnograficznych wydawane przez Kolberga do roku 1890, tj. do końca życia, przynosić będą&#13;
– zgodnie z wypracowanym modelem monografii etnograficzno-folklorystycznej – także dokumentację z zakresu literatury ludowej danego&#13;
regionu, potraktowanej jako integralny składnik konstytuujący kulturę&#13;
określonej wspólnoty, choć w różnym stopniu dla niej reprezentatywny,&#13;
co warunkować będą możliwości badawcze, a także ilość oraz charakter&#13;
uzyskanych materiałów.&#13;
Ewolucję tę sam badacz tak przedstawił w 1868 roku, tj. trzy lata po&#13;
wydaniu Sandomierskiego:&#13;
Z początku, idąc za ogólnym wówczas popędem w literaturze do rzeczy swojskich, ludowych, zwracałem uwagę na jego [ludu] poezję, więc na pieśni i muzykę, i znaczną zebrawszy ilość piosnek ludowych, takowe już to w osobnych&#13;
poszytach, już po różnych rozproszone czasopismach ogłaszałem. Przekonawszy&#13;
się później, że wielka pieśni tych mnogość wiąże się z pewnymi obrzędami, bez&#13;
opisania których treść ich stałaby się zagadkową, a często niezrozumiałą, że&#13;
nadto wielka ich liczba przez systematyczny dopiero układ, tj. zestawienie i porównanie z sobą licznych wariantów i wersyj, dostateczne znajdzie objaśnienie&#13;
i ocenienie, rozszerzyłem zakres prac moich, wciągając w nie także opis szczegółowy obrzędów i zwyczajów ludu. Rozpatrywanie się znowu w tych ostatnich&#13;
po ich uporządkowaniu powiodło mnie do szukania i śledzenia podań, baśni,&#13;
gadek, przysłów i zabobonów ludowych, w pośredniej i bezpośredniej z tamtymi&#13;
będących styczności, niemniej do skreślenia takowych w ludowej mowie i spo207&#13;
&#13;
�sobie wyrażania się, a to dla użytku filologów. Wszystkie te objawy życia wewnętrznego, duchowego, łącząc się w zgodną całość z zewnętrznym, fizycznym&#13;
ludu ustrojem, wymagały przedstawienia także jego postaci, szaty, mieszkania&#13;
i zajęć gospodarczych1.&#13;
&#13;
Na zmianę koncepcji wpłynęło także przeświadczenie, że prezentowany&#13;
w Pieśniach ludu polskiego obraz folkloru balladowego zakrojony był „na&#13;
zbyt rozległą skalę” i planowana kontynuacja takiej metody dla innych&#13;
gatunków pieśni okazała się zadaniem nierealnym. W przedmowie do Sandomierskiego wyjaśniał, że układ pieśni&#13;
wiążący w jednę całość mnóstwo wariantów, zebranych z najodleglejszych&#13;
[…] okolic kraju, lubo uzasadniony chęcią przedstawienia (wedle treści słów)&#13;
ogólnego całej Polski muzykalnej zarysu, jaki dać zamierzałem, […] nie dozwolił w masie nagromadzonych różnorodnych materiałów dopatrzeć i wyróżnić&#13;
szczegółów prowincjonalnych, które jedne po drugich systematycznie opisane,&#13;
nie roniąc nic w monografiach swych z właściwości i odcieni miejscowych,&#13;
wzięte razem składałyby się na niemniej rzetelny – i pochlebiam sobie – tym&#13;
ciekawszy jeszcze obraz całego kraju2.&#13;
&#13;
W kolejnych monografiach Kolberg nie zarzucił całkowicie zestawiania&#13;
wariantów, ograniczył jednak ich ilość do wybranych i znaczących, posługując się dla celów porównawczych systemem odsyłaczy do utworów&#13;
zawartych w innych monografiach czy tomach.&#13;
Konsekwentna realizacja nowego i monumentalnego programu przyniosła&#13;
w efekcie największe kompendium tekstów folklorystycznych będące dziełem jednego badacza. W nowym ujęciu folklor słowny reprezentowany przez&#13;
różne gatunki literatury ludowej – nie tylko poezję, ale i prozę: bajki, podania,&#13;
legendy, anegdoty, opowieści wierzeniowe, a także mikroformy takie jak zagadka czy przysłowie – w dużej mierze potraktowany zostaje synkretycznie,&#13;
więc osadzony w towarzyszącym mu lub organicznie przynależnym kontekście kulturowym danego regionu (muzyka i taniec, zwyczaje, obrzędy, wierzenia), a po części prezentowany jest autonomicznie w całej różnorodności&#13;
form, gatunków, ich funkcji i specyfiki oraz kolorytu lokalnego.&#13;
1 List do Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk z 28 II 1868 r., Korespondencja…cz.&#13;
I (DWOK T. 64), s. 246.&#13;
2 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 5.&#13;
&#13;
208&#13;
&#13;
�Stosunek badacza do tekstów ludowych i ich miejsca w kulturze wsi.&#13;
Założenia teoretyczno-metodologiczne&#13;
Uznanie literatury ludowej za niezbędny, integralny element „kompletnego obrazu ludu” odzwierciedlało holistyczne spojrzenie Kolberga na kulturę&#13;
ludową i folklor. Podejście to było rezultatem przekonania, wypracowanego&#13;
empirycznie w trakcie własnych badań i wieloletniej obiektywnej obserwacji faktów kulturowych, o ścisłym związku kultury duchowej i materialnej.&#13;
Przedmiot etnografii stanowić miały obie dziedziny dopełniające i przenikające się nawzajem. Pisał:&#13;
[…] gdy jednak przedmiot, którym [etnografia] się zajmuje, tj. człowiek, obok&#13;
cech zwierzęcych, do ziemi go przykuwających, ukazuje razem całe bogactwo&#13;
swej natury duchowej, jakoby świat drugi nadzmysłowo nad światem zmysłów&#13;
rozpięty, przeto aby nauce o nim potrzebną nadać pełność, w opis objawów bytu&#13;
jego zewnętrznego wciągnąć także należy cały tak widocznie od innych istot&#13;
odróżniający go żywot moralny, skłaniający go do społeczności z współbliźnim&#13;
równie potrzebą duchową, jak materialną, który to żywot sam dopiero piętno&#13;
człowieczeństwa w najszlachetniejszym wyrazu tego znaczeniu zdolen wycisnąć&#13;
mu na czole1.&#13;
&#13;
Teksty folkloru miały ukazywać ów „żywot moralny” i jak wyrazi to Kolberg wielokrotnie gdzie indziej, „ducha ludu (narodu)”, jednakże z uwzględnieniem odbicia w nich bytu materialnego. Jednocześnie wyraźnie podkreślił w tej wypowiedzi społeczny aspekt kultury. Twórczość ludowa pojmowana więc będzie jako własność zbiorowa; przekaz utworów dokonuje się&#13;
wprawdzie przez konkretnego bajarza czy śpiewaka, który nadaje im swój&#13;
indywidualny rys, przekształca je po swojemu, stając się autorem kolejnego wariantu, ale zasadniczo pozostają przynależne do wspólnoty. Kolberg&#13;
był świadomy nieustannych przeobrażeń tekstów folkloru, ich wędrówek,&#13;
niezliczonych odmian, wpływów, „zwichnień”. Za główną cechę folkloru&#13;
słownego, podobnie jak muzycznego, uważał wariantywność, którą postrzegał przede wszystkim w kategoriach zróżnicowania regionalnego, ale&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia, rozprawy, artykuły (DWOK&#13;
T. 63), s. 7 (pierwodruk: „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1876, R. 4, nr 8, s. 710–726). Zob.&#13;
też W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg.&#13;
Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak–Kozicka, K. Lesień–Płachecka,&#13;
Warszawa 1995, s. 77.&#13;
&#13;
209&#13;
&#13;
�także indywidualności wykonawcy, jego predyspozycji do reprodukowania&#13;
i improwizacji, warunków transmisji itd. Przyjmując za cel swoich badań&#13;
obraz kultury poprzez monografie regionalne, starał się dokumentować tę&#13;
różnorodność i dynamikę zmian folkloru, lokalne właściwości, gromadząc&#13;
jak największy zasób materiału i starając się o systematyczne zestawienie&#13;
„wszelkich różnic, odmian i drobnych odcieni i o metodyczne ich porównanie”. I wyjaśniał dalej:&#13;
Działanie takie przyczyni się do łatwiejszego wyśledzenia, co w wyobrażeniach,&#13;
pieśniach i zwyczajach jest specyficzną własnością miejscowości, powiatu, prowincji, plemienia (dajmy na to: słowiańskiego), a co i w jakiej dozie naleciałością obcego plemienia, narodu, prowincji itd., w jaki sposób układała się treść&#13;
pierwiastkowa i prosta w warianty i jak dalece wyobrażenia jednych ludów&#13;
oddziaływały na wyobrażenia drugich. Stąd też etnograf i w ogóle wszelkiego&#13;
rodzaju badacz żadnym, by najmniejszym gardzić nie powinien szczegółkiem&#13;
(byle tylko autentyczność jego nie ulegała zaprzeczeniu) […]1.&#13;
&#13;
Tak więc swoje zasadnicze zadanie upatrywał w zebraniu jak najbogatszego materiału do przyszłych wielostronnych badań i interpretacji naukowych. Jednocześnie tym tłumaczyć można szczególną powściągliwość&#13;
Kolberga w formułowaniu uogólnień i dalej idących wniosków, które na&#13;
etapie budowania bazy źródłowej uważał jako praktyk za przedwczesne.&#13;
W ukształtowaniu tak dojrzałego stanowiska obok empirycznego poznawania folkloru wspomagała badacza także oparta o rozległe studia orientacja&#13;
w dorobku polskiego i europejskiego ludoznawstwa i nauk humanistycznych.&#13;
Choć akcentował mocno potrzebę osadzania utworów ludowych w kontekście kulturowym i w praktyce realizował ten postulat w ramach zwyczajów, obrzędów, gier i zabaw oraz tańców, gdzie pieśni czy oracje i przyśpiewki stanowiły składnik uroczystości czy rozrywek utrwalony tradycją&#13;
i organicznie do nich przyporządkowany, w innych sytuacjach wykonawczych pomijał jednak na ogół informację o kontekście sytuacyjnym, rozmaitych okolicznościach transmisji bajek, zagadek, przysłów oraz pieśni&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych w Polsce i na Rusi ze szczegółowym zwrotem&#13;
do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), czytana na posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego przez…, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły&#13;
(DWOK T. 63), s. 265 (pierwodruk: „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285).&#13;
&#13;
210&#13;
&#13;
�niezwiązanych z obrzędami, śpiewanych przy różnych okazjach czy zdarzeniach życia codziennego wsi. Określając pieśni takie jako „powszechne”,&#13;
funkcję ich postrzegał jako ruchliwą, zmienną, kształtowaną bardziej lub&#13;
mniej doraźnie. Podobnie folklor prozatorski i małe formy (zagadki, przysłowia), ilustrujące świat wyobrażeń i wiedzy ludu, przypisywał do określonego&#13;
regionu zgodnie z ich proweniencją, nie informując przy tym na ogół o sytuacji, okolicznościach, w jakich narrator czy informator realizował swój przekaz. Takie teksty lokował w osobnych poświęconych im rozdziałach, klasyfikując je wewnętrznie według różnych kryteriów, przeważnie jednak treści,&#13;
do czego wypadnie jeszcze powrócić. Taka praktyka prezentowała utwory&#13;
ludowe jako samodzielne, integralne, odrębne kategorie folkloru, co było&#13;
odbiciem romantyczno-filologicznego rozumienia tekstu jako obiektu sztuki,&#13;
okazu poezji czy prozy „gminnej” lub reprezentanta gatunku. Niektórym gatunkom przypisał jednak w praktyce funkcję ilustratywną, dopełniając nimi&#13;
informacje topograficzne i opis etnograficzny kraju, ludu czy tzw. świata&#13;
nadzmysłowego. Wymienić tu należy m.in. legendy, podania historyczne,&#13;
ogólnonarodowe i lokalne związane z opisywanymi miejscowościami, postaciami historycznymi, topografią terenu, zabytkami, patronami kościołów itd.,&#13;
anegdoty i przysłowia ilustrujące charakterystykę ludu danego regionu oraz&#13;
opowieści wierzeniowe o strachach, duchach, czarach, które to teksty opowiadane często jako przygody konkretnych osób i włączone w opis uprawdopodobnić miały przedstawiane wierzenia, wyobrażenia i przesądy ludowe&#13;
w danym regionie. Dotyczyło to zarówno tekstów w postaci fabularnej, jak&#13;
i streszczeń czy sygnałów, komunikatów o wątkach przypisanych do miejsc&#13;
i osób czy sytuacji społecznych oraz legitymizujących wierzenia. W sumie,&#13;
traktując folklor słowny jako składnik całościowego obrazu kultury, Kolberg okazał się prekursorem nowoczesnego antropologicznego podejścia&#13;
do twórczości ludowej, które postrzega tekst słowny nie tylko jako „wytwór&#13;
sztuki”, ale jako „działanie komunikacyjne”, „tekst kultury”, „tekst-zachowanie”, „tekst-proces”1. W praktyce jednak, choć dostrzegał uwikłanie tekstów&#13;
1 Problem niewystarczalności filologicznego traktowania tekstu folkloru wobec jego antropologiczno-kulturowego ujęcia jest jednym z wiodących zagadnień we współczesnej debacie&#13;
nad folklorem. Postulat C. Hernasa: „Wypowiedź może znaczyć co innego w zależności od sytuacji; jeżeli nie zapiszemy sytuacji, tylko sam tekst – nic nie zapisaliśmy”, określający „synkretyczność tekstu jako utworu wielotworzywowego i przede wszystkim sytuacyjnego”, w dzisiejszej folklorystyce uznawany jest za bezdyskusyjny, choć – zdaniem wielu badaczy – nie znosi&#13;
postrzegania go i badania w kategoriach „tekstocentrycznych” (według kryteriów estetycznych&#13;
&#13;
211&#13;
&#13;
�folkloru w sytuację wykonawczą, metodycznie i szczegółowo kontekstu nie&#13;
dokumentował. Dla tego materiału jednoznaczna rekonstrukcja funkcji, jaką&#13;
poszczególne teksty folkloru pełniły w lokalnym środowisku społeczno-kulturowym, staje się wątpliwa bądź wręcz niemożliwa, gdyż sam temat pieśni&#13;
czy fabuła wątku bajkowego i jego lokalizacja geograficzna na tę funkcję nie&#13;
wskazują, skoro brak informacji o okolicznościach transmisji konkretnego&#13;
przekazu i o jego wykonawcy1. Można tu jedynie odwoływać się do wiedzy i pamięci Kolberga jako badacza-praktyka, rejestratora przekazu, który&#13;
był świadomy sytuacji wykonawczej i jej potencjalnej powtarzalności dla&#13;
pewnych tekstów, np. pieśni dziadowskich czy żołnierskich, choć trudno&#13;
zakładać, że odtwarzał tę sytuację z pamięci jako identyczną dla wszystkich&#13;
wariantów danego wątku, gdyż poszczególne wersje pieśni czy bajki mogły&#13;
funkcjonować w różnych, zmiennych sytuacjach i być produktem różnych&#13;
wykonań. Jak się okaże w dalszych rozważaniach, przy utworach traktowanych przez Kolberga autonomicznie decydowała hierarchia oraz kryterium&#13;
tematyczne, podmiot lub przedmiot wykonywanej pieśni czy struktura treściowo-fabularna bajki.&#13;
Wychodząc z założenia, że twórczość słowną należy badać i ukazywać&#13;
wiernie w całym jej bogactwie treściowym i formalnym, autor Ludu szybko&#13;
przeciwstawił się też tak typowej dla romantyków praktyce upiększania&#13;
ludowej poezji i prozy, wybierania tekstów pod kątem ich artystyczno-estetycznych walorów. Teofilowi Lenartowiczowi, który w nawiązaniu do wydanych świeżo Pieśni ludu polskiego radził przyjacielowi, aby drukował&#13;
tylko takie teksty, „w których znajduje się coś piękniejszego”, odpowiadał&#13;
już w 1857 roku:&#13;
Wierzę ja, że zapatrując się okiem poety, mogłeś wiele tu rzeczy niesmacznych&#13;
dla siebie dojrzeć, ależ ja nie zbieram pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej.&#13;
Są i będą one skarbnicą ciekawą dla gramatyków, lingwistów, historyków, dla&#13;
ludzi kreślić mających nie tylko duchowość narodu, nie tylko całe jego moralne&#13;
i niemoralne usposobienie, jego obyczajowość, ale i zewnętrzną skorupę, wszysti kodu werbalnego). Zob. m.in. J. Bartmiński Folklorystyka, etnonauka, etnolingwistyka – sytuacja w Polsce, „Literatura Ludowa” 2005, nr 6, s. 5–13. Wyżej posłużono się określeniami&#13;
cytowanymi z tej pracy. Por. też dyskusję zainicjowaną przez C. Hernasa po wydaniu książki&#13;
J. Bartmińskiego O języku folkloru (Wrocław 1973), „Literatura Ludowa” 1976, nr 4/5, s. 3–21,&#13;
oprac. M. Łazuk pt. Co to jest język folkloru? (tam na s. 4 cytowana wyżej opinia Hernasa).&#13;
1 Por. też P. Grochowski, V. Wróblewska Materiały Kolbergowskie a metodologia badań&#13;
folklorystycznych, „Lud” T. XCVIII: 2014, s. 49–51.&#13;
&#13;
212&#13;
&#13;
�kie przypadłości słowa i dźwięku, przez jakie przechodził […] Takimi, jakimi są,&#13;
zbieracz je ma przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce&#13;
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie1.&#13;
&#13;
Kolberg miał świadomość złożoności zjawisk folkloru, jego funkcjonowania i mechanizmu przemian, nieustannych wędrówek i trudności w ustaleniu proweniencji tekstów. Akcentował to wielokrotnie w przedmowach&#13;
do swoich tomów, w korespondencji i w publicystyce. M.in. pisał jeszcze&#13;
przed rokiem 1857 w zaniechanej wersji wstępu do Pieśni ludu polskiego:&#13;
Od lat kilku przebiegałem kraj w różnych kierunkach dla zbierania pieśni. Wszędzie prawie była ich wielka obfitość i śmiało rzec mogę, że co wieś, to pieśń,&#13;
i to niejedna, ale nieprzebrane źródło. Po wyśpiewaniu melodii nie zaniedbałem&#13;
bowiem ze śpiewaka wybadać pochodzenie pieśni, jej początek, dawność i rozgałęzienie w okolicy. Częstokroć po dworach znajdowały się w służbie śpiewaczki z oddalonych stron będące, które tym samym wiele z okolic rodzinnych&#13;
i lat dawnych umiały śpiewów, lubo i w nowym siedlisku miejscowych pouczyły się pieśni, którą to okoliczność wyraźnie przy wykonaniu wymieniały. Stąd&#13;
też miejsce wyrażone obok pieśni po większej części mogłoby uchodzić za jej&#13;
właściwe gniazdo ze względu, że ją tam nasamprzód słyszano, chociaż rzecz nie&#13;
zawsze się tak ma, bo zaprzeczyć nie podobna, że i okoliczne sioła posiadają tęż&#13;
samą, podobną, bardziej oryginalną lub piękniejsze jej warianty, a to według&#13;
miejscowego usposobienia i uświęcenia. Bywa i to, że pieśń niejedna, z dalekiego zakątka kraju przywędrowawszy do stolicy lub przeniesiona w zupełnie&#13;
przeciwną stronę, dopiero tam, na kończynach kraju oparła się i upowszechniła.&#13;
Ponieważ działanie to od wieków w różnych kierunkach i na rozmaity sposób&#13;
się odbywało, przeto w tych dziwnych i chaotycznych uplotach wykryć ślady&#13;
rozlicznych melodyjnych wędrówek byłoby to samo, co chcieć szczęśliwie wyjść&#13;
z labiryntu lub rozwiązać gordyjski węzeł. Wszelako na podstawie osiągniętych&#13;
już rezultatów troskliwy badacz będzie w stanie wnioskować o pochodzeniu&#13;
i dawności wielu pieśni, potrafi zbadać koloryt miejscowy, różny wpośród różnych prowincji, tysiączne odcienia i warianty do pierwotnego sprowadzić źródła&#13;
i jakim gdzie korytem pieśń mogła płynąć, wykazać2.&#13;
&#13;
Wcześnie wyrażał przekonanie, że teksty folkloru nie egzystują w pierwotnej postaci, ale noszą ślady różnych epok i wpływów, wędrówek&#13;
1 List T. Lenartowicza z 25 III oraz odpowiedź Kolberga z 5 V 1857 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 67 i 70–71.&#13;
2 Rkp.O. Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1314, k. III.&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
�i miejsc. Daleki był jednak od arbitralnego wiązania genezy twórczości&#13;
ludowej z czasami przedhistorycznymi, doszukiwania się w niej jedynie&#13;
śladów przeszłości i uznawania za źródło do poznania historii narodu. Dostrzegał utwory i elementy starsze, zabytkowe, ale i odbicie czasów nowszych, nieodległą w czasie metrykę niektórych tekstów. Literatura ludowa,&#13;
którą dokumentował jako ciągle się „dziejącą” w kolejnych przetworzeniach, należała według badacza do jego czasu, choć wchłonęła i wchłania&#13;
różne wcześniejsze i ościenne wpływy. Dynamikę tych przemian uznawał&#13;
za nieuchronną i tym bardziej za pilne uważał systematyczne zbieranie&#13;
i porządkowanie materiałów spisanych wiernie „z ust ludu”.&#13;
Bogactwo zbieranych źródeł i obserwacji skłoniło go w 1871 roku do&#13;
znamiennej polemicznej wypowiedzi w obronie zdolności twórczych ludu,&#13;
które zakwestionował R. Berwiński we wspomnianej już głośnej pracy&#13;
z 1854 roku pt. Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej&#13;
i naukowej krytyki:&#13;
Że sąd tak bezwzględnie postawiony (a wywołany widocznie grozą wypadków&#13;
galicyjskich 1846 r.) ostać się długo jako pewnik nie mógł, tego dowodzić&#13;
tu obszernie nie potrzebuję. Zaprzeczając bowiem umysłowi naszego ludu&#13;
twórczości i na bierne, naśladowcze jedynie skazując go ducha stanowisko, ubliżałby on naturze ludzkiej w ogóle, która jakkolwiek uległą być może prądom&#13;
wypadków, czy to gwałtownie, czy mniej nagle z zewnątrz na nią napływających, nie zrywa przecież od razu wszystkich ogniw wiążących ją z przeszłością,&#13;
nie wyrzeka się jej bezwarunkowo, chociaż nie zawsze czuje wagę i pojmuje znaczenie przechowanych w swym łonie tradycyj. Jak tedy z jednej strony skutkiem&#13;
nowszych coraz wypadków i wyobrażeń mógł on w pewnych kraju miejscach&#13;
niejedno zapomnieć, uronić, to z drugiej zapamiętał także i zachował niemałą&#13;
zabytków podobnych ilość (acz je często zwichnął), tam zwłaszcza gdzie wpływy wyżej wskazane działały słabiej. Jeżeli i u innych narodów, nad którymi&#13;
niemniejsze jak nad naszym huczały dziejów nawałnice, są mnogie tego rodzaju&#13;
zabytki, to nie widzę przyczyny, dlaczego by znaleźć ich nie było można i wśród&#13;
naszego ludu umysłowo i pamięciowo wcale nieupośledzonego?1&#13;
&#13;
Opinia ta dobitnie pokazuje perspektywę badawczą Kolberga wobec&#13;
folkloru.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XV.&#13;
&#13;
214&#13;
&#13;
�Metody gromadzenia i źródła tekstów ludowych w pracach Kolberga&#13;
Teksty ludowe gromadził Kolberg równolegle z innymi materiałami etnograficznymi i folklorystycznymi i publikował je w kolejnych monografiach regionalnych wydawanych w latach 1865–1890. Zasób poszczególnych gatunków poezji i prozy ludowej układał się różnie w ramach różnych&#13;
serii, co warunkowały możliwości badań i kontaktów w danym regionie,&#13;
ilość i charakter pozyskanego materiału oraz ograniczenia finansowe związane z wysokimi kosztami druku, a zatem konieczność eliminacji części&#13;
źródeł w trakcie przygotowań do publikacji.&#13;
Literaturę ludową dokumentował Kolberg w trojaki sposób: z autopsji&#13;
w trakcie własnych badań terenowych, dzięki współpracy z innymi zbieraczami i badaczami, w wyniku studiów i kwerend bibliotecznych i archiwalnych. Pozyskany materiał układa się więc odpowiednio w trzy warstwy&#13;
źródłowe: zapisy ze słuchu sporządzane samodzielnie w trakcie bezpośredniego kontaktu ze śpiewakiem czy narratorem; teksty zanotowane przez inne&#13;
osoby, uzyskane od korespondentów i współpracowników, przeznaczone dla&#13;
Kolberga i specjalnie przygotowane dla jego potrzeb bądź też podarowane&#13;
mu, lecz pierwotnie nie dla niego spisywane; utwory zaczerpnięte z różnego&#13;
rodzaju źródeł literackich i archiwalnych. Już we wspomnianym wyżej liście&#13;
do redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, zwracając się o pomoc do „współobywateli” w gromadzeniu materiału, badacz wskazał drugą z wymienionych&#13;
dróg jako niezbędne dopełnienie własnych zbiorów wobec niemożliwości&#13;
zrealizowania swego ogromnego zamierzenia bez wsparcia życzliwych etnografów-amatorów i osób związanych z danym regionem. Zaś systematyczne&#13;
i rozległe studia nad literaturą pozwoliły zorientować się szybko w ilości materiału już publikowanego, który może poszerzyć i wzbogacić obraz własny,&#13;
dokumentując przy tym ciągłość tradycji, wędrówkę wątków, podobieństwa&#13;
i różnice, wiek i pochodzenie, rozpowszechnienie i wielość wariantów pieśni&#13;
i bajek, wreszcie ich specyfikę regionalną, „miejscową”. Materiał zbierany&#13;
tymi trzema kanałami nie jest więc jednolity źródłowo, cechuje go różnorodność formalna, językowa i treściowa w zależności od kompetencji źródła,&#13;
preferencji i celu autora, czasu, miejsca i okoliczności rejestracji tekstu, osoby informatora i zapisującego itd.&#13;
Najbogatszą ilościowo i najcenniejszą źródłowo część dorobku Kolberga&#13;
w zakresie folkloru słownego stanowią jego własne zbiory terenowe z lat&#13;
1839–1885 pozyskane na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Szybko odszedł&#13;
215&#13;
&#13;
�od młodzieńczych, romantycznych wypraw, głównie w okolice Warszawy,&#13;
na rzecz podróży i badań zaplanowanych i przemyślanych, pozwalających&#13;
skutecznie wykorzystać czas i skromne środki finansowe. Za cel obierał&#13;
miejscowości, które mogły stanowić stacje badawcze, tj. najczęściej życzliwe dwory i dworki ziemiańskie, plebanie, domy inteligencji itd. ofiarowujące gościnę. U zaprzyjaźnionych znajomych lub poleconych gospodarzy&#13;
mógł zatrzymać się dłużej, za ich pośrednictwem pozyskać informatorów,&#13;
znaleźć często pomoc merytoryczną w zakresie dziejów i kultury regionu&#13;
czy okolicy, a także w organizacji pracy. Taką metodę badań wymuszały&#13;
niejako warunki życia w kraju rozdartym przez zabory, restrykcje polityczne nasilone zwłaszcza po upadku powstania styczniowego, nieufność chłopów wobec obcych przybyszy i ich niechęć do odpowiadania na indagacje&#13;
i oczekiwania badacza. Był wprawdzie uzależniony od życzliwości gospodarzy; ci jednak ofiarowując mu gościnę i pomoc, rozumieli na ogół wagę&#13;
pracy Kolberga „na niwie narodowej”, a pobyt u nich nierzadko odejmował&#13;
mu kosztów wypraw. Sam tak o tym pisze w autobiograficznym szkicu:&#13;
[…] podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych&#13;
obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za tychże&#13;
listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam, badałem najprzód i kaptowałem&#13;
sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej byli skorsi do pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali&#13;
innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do dworu&#13;
lub pozwalali do swojej przychodzić chaty. Ponieważ wszędzie nader gościnnie&#13;
byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone z oszczędzonych na zajęciach&#13;
lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się&#13;
jedynie na datkach [dla] włościan za pozyskane materiały1.&#13;
&#13;
Dzięki takiej organizacji badań Kolberg odwiedził wiele miejscowości na&#13;
ziemiach wszystkich trzech zaborów i pozyskał setki tekstów ludowych zapisanych z autopsji, ze słuchu, w bezpośrednim kontakcie z narratorem czy&#13;
śpiewakiem. Wśród gościnnych stacji, w których pobyt okazał się owocny,&#13;
wymienić można dla przykładu: Wysoce na Mazowszu („słomiany dworzec Norwidów”), Bodzanowo na Kujawach (u Biesiekierskich), Czeszewo&#13;
na Pałukach (u Libelta) i Morownicę (u Niegolewskich) – w Wielkopolsce,&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68.&#13;
&#13;
216&#13;
&#13;
�Tarnów w Chełmskiem (u Hemplów), Zakrzewko (u Czarlińskich) i Telkwice (u Donimirskich) – na Pomorzu, Bóbrkę (u Blizińskich) i Leszczowate (u Kraińskich) – w Sanockiem, Sanoczany (u Jaruzelskich) i Iskań&#13;
(u Załęskich) – w Przemyskiem, Żabie (u ks. Witwickiego) i Czortowiec&#13;
(u Przybysławskich) – na Pokuciu, Barysz (u Szawłowskich) i Zadwórze&#13;
(u Bochdanów) – w Lwowskiem, a przede wszystkim Modlnicę i Mogilany&#13;
pod Krakowem, gdzie u zaprzyjaźnionej rodziny Konopków przebywał wielokrotnie, od roku 1842, by zamieszkać w gościnnym dworze w Modlnicy&#13;
na kilkanaście lat (1871–1884), ciesząc się tam szczególnym zrozumieniem&#13;
i pomocą właścicieli w swoich badaniach i pracy. Inaczej było natomiast&#13;
np. na Mazurach, gdzie nie znalazł punktów oparcia, bo brakło dworów&#13;
polskiego ziemiaństwa, a próby nawiązania kontaktów z miejscową ludnością za pośrednictwem duchownych protestanckich dały znikome rezultaty.&#13;
Nie zdołał też Kolberg przeprowadzić planowanych badań na Śląsku (w zaborze pruskim), konkretny ich projekt w 1885 roku nie doszedł do skutku. Najbogatsze materiały pozyskał oczywiście tam, gdzie miał korzystne&#13;
warunki dla swoich badań terenowych, tj. przede wszystkim na Mazowszu&#13;
i w Krakowskiem, z którymi był związany długoletnim miejscem zamieszkania, a także w regionach, w których znalazł szczególne oparcie i gdzie&#13;
wracał parokrotnie, czyli na Kujawach, w Wielkopolsce, w Sanockiem czy&#13;
na Pokuciu.&#13;
Bezpośredni kontakt z informatorem podlegał jednak w tych okolicznościach pewnym ograniczeniom. Nie zawsze, dokonując notacji ze słuchu, utrwalał Kolberg wykonania spontaniczne, nieograniczane nieufnością&#13;
i skrępowaniem chłopskiego informatora wobec obcego badacza. Często&#13;
bywały to sytuacje sztuczne, zaaranżowane, organizowane we dworze,&#13;
w obecności pani lub pana, co stanowiło barierę dla swobodnej wypowiedzi czy śpiewu, onieśmielało wiejskiego wykonawcę, narzucało retuszowanie lub eliminację niektórych treści czy utworów. Stąd często w tej roli występowała bardziej obyta służba dworska. Z kolei jako gość i rezydent Kolberg niejednokrotnie musiał liczyć się też z ograniczeniami ze swojej strony&#13;
w trakcie indagacji czy w opisie sytuacji, o którą mu chodziło. Rzutowało to&#13;
również na repertuar i charakter pozyskiwanego materiału. Z jednej strony&#13;
specyficzna autocenzura śpiewaka czy narratora wobec słuchaczy dyktowała unikanie treści ich zdaniem niepożądanych, tj. np. pieśni stanowych&#13;
czy obscenicznych, rubasznych konceptów czy epizodów dwuznacznych&#13;
obyczajowo. Z drugiej strony sam Kolberg zapewne nieraz pozbawiony był&#13;
217&#13;
&#13;
�swobody w bezpośrednim kontakcie z informatorem, w zadawaniu pytań&#13;
i w obmyślanym wywiadzie, zmuszony liczyć się z pośrednikami i animatorami sytuacji dla niego zorganizowanej. Wreszcie niejednokrotnie śpiewali dla Kolberga pieśni i opowiadali bajki gospodarze znający miejscowy&#13;
folklor i gwarę, często żony i córki właścicieli, rezydentki i nauczycielki we&#13;
dworach, muzykujące i śpiewające. Wskazują na to zachowane rękopisy&#13;
oraz znajdujące się w nich notatki i liczne wzmianki rozsiane w korespondencji. Wówczas również repertuar i charakter przekazywanych tekstów&#13;
folkloru zdeterminowany był, choć w różnym stopniu, przez subiektywną&#13;
ocenę wykonawcy wybierającego opowieści i bajki „odpowiednio” reprezentatywne.&#13;
W skomplikowanej sytuacji politycznej kraju i przy ograniczonych możliwościach własnych, czasowych i finansowych, nie ograniczał się Kolberg&#13;
do dokumentacji folkloru słownego w granicach regionu, z którego pochodziły i gdzie funkcjonowały. Gromadził teksty poetyckie i prozatorskie także&#13;
poza granicami ich macierzystych regionów, korzystając z najrozmaitszych&#13;
sprzyjających po temu okazji. Znaczną ilość materiału pozyskał w Warszawie od zjeżdżających do stolicy, zwłaszcza zimą, rodzin ziemiańskich i ich&#13;
służby. Często osoby takie pochodziły z najodleglejszych zakątków dawnej&#13;
Rzeczypospolitej, np. z Kresów Wschodnich, czego potwierdzeniem są rękopisy i własne świadectwa Kolberga w rodzaju takiego z roku 1859:&#13;
[…] w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodyj z Wołynia, Podola, Ukrainy,&#13;
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie&#13;
zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych, jak&#13;
łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp. […]1.&#13;
&#13;
Także w okresie długoletniego zamieszkiwania w Modlnicy pod Krakowem spisywał utwory ludowe od gości i przyjezdnych przybywających&#13;
do dworu z różnych stron kraju; podobnie korzystał z okazji rodzinno-towarzyskich w czasie swoich dłuższych pobytów w zaprzyjaźnionych stacjach badawczych. Pozyskiwał też materiał w podróżach od przypadkowo&#13;
napotykanych na trasie informatorów, od pracowników kolejowych, robotników sezonowych wędrujących w poszukiwaniu zarobku itd. Pochodzili oni z różnych stron Polski, Kolberg zaznaczał więc wówczas na ogół&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Do redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3: 1859, nr 22, s. 193.&#13;
&#13;
218&#13;
&#13;
�proweniencję geograficzną zapisywanych w ten sposób tekstów, rzadziej&#13;
poprzestając jedynie na odnotowaniu miejsca zapisu, gdy pochodzenie nie&#13;
zostało ustalone lub było wątpliwe, zdarzało się również, że odnotowywał&#13;
i jedno, i drugie. Rękopisy dostarczają w tym zakresie bezcennego materiału, dokumentując takie sytuacje. Oto dwa wybrane przykłady ilustrujące tę metodę. Trzynaście bajek zapisanych śląską gwarą na Mazowszu od&#13;
sezonowych robotników rolnych ze Śląska opatrzył w rękopisie notatką,&#13;
w której wymienia najpierw ich nazwiska i pisze dalej: „Ludzie ci ze Szląska byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7, od r. 1860–[186]8 [!] we Woli&#13;
Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w r. 1868”1.&#13;
Przy siedmiu pieśniach zanotowanych na jednej karcie manuskryptu zamieścił notatkę: „śpiewał pastuch w Złotopolicach, z Galicji będąc” i podał lokalizację tych pieśni: „z Galicji (z Rzeszowskiego), od Leżajska”2. Pobyt w obu miejscowościach na Mazowszu, zarówno w Woli Rasztowskiej&#13;
w 1868 roku, jak i w Złotopolicach pod Płońskiem w 1864 roku potwierdza&#13;
własnoręczne itinerarium Kolberga3. Zachowane rękopisy i korespondencja&#13;
dokumentują też fakt, że chcąc pozyskać jak najwięcej materiału, skłaniał&#13;
do takiej metody zapisu także swoich współpracowników. Sugerował np.,&#13;
że niektóre pieśni czy bajki pozyskać można w miastach od przybywających&#13;
tam mieszkańców wsi czy od zatrudnionej tam służby ze wsi pochodzącej.&#13;
Zastrzegał przy tym: „[…] tylko musi być powiedziane, z której wsi lub miasta […] pochodzą”4.&#13;
Drugą warstwę źródłową tekstów folklorystycznych – obok zanotowanych przez Kolberga w trakcie własnych badań i kontaktów – stanowią zapisy uzyskane od współpracowników i korespondentów. Do takiego sposobu wzbogacania swojej dokumentacji odwoływał się autor Ludu we wspomnianym liście otwartym z 1865 roku, już wówczas świadomy, że sam nie&#13;
jest w stanie podołać wielkiemu badawczemu zamierzeniu, mimo że mu się&#13;
bez reszty poświęcił. Przez cały okres swojej 50-letniej działalności korzystał więc również z materiałów udzielonych mu przez inne osoby, wcielając&#13;
1 Rkp. Arch. PTL, teka 10, sygn.1170, k. 26; teksty bajek na k. 12–26, zob. też O. Kolberg&#13;
Śląsk (DWOK T. 43,) s. 76 i nast., opowieści nr 9–11, 13, 15–23.&#13;
2 Rkp. Arch. PTL, teka 15, sygn. 1204, k. 11, zob. też O. Kolberg Tarnowskie-Rzeszowskie&#13;
(DWOK T. 48), pieśni nr 9, 35, 67, 75, 88,107, 143.&#13;
3 Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705 i 706.&#13;
4 Zob. m.in. bruliony listów Kolberga z lat 1880–1882 do B. Moraczewskiej i do B. Jurczeńki&#13;
Korespondencja..., cz. II (DWOK T. 65), s. 320, 556, 672 (tu cytowany fragment)..&#13;
&#13;
219&#13;
&#13;
�je do swojego archiwum i następnie po dokonaniu selekcji w miarę potrzeby do drukowanych monografii na zasadzie równorzędnej z własnymi zasobami. Autorzy tych zapisów pochodzili z bardzo różnych środowisk, mieli&#13;
różne wykształcenie i kompetencje oraz cele, dla których notowali folklor&#13;
słowny. Niektórzy znani Kolbergowi przygotowywali swoje zbiorki czy notatki specjalnie dla niego, niekiedy przekazując je nie bezpośrednio, a za&#13;
pośrednictwem znajomych, inni kontynuowali współpracę z nim po zakończeniu podróży i pobytu u nich lub między kolejnymi odwiedzinami, jeszcze&#13;
inni pozostali nierozpoznani, a ich rękopisy dotarły do zbiorów badacza&#13;
nieznaną drogą. Wśród grona współpracowników i ofiarodawców znaleźli&#13;
się więc przedstawiciele ziemiaństwa i inteligencji, lekarze, nauczyciele,&#13;
ludoznawcy amatorzy, księża, literaci, a także naukowcy i badacze. Osobną&#13;
znaczącą grupę, jak się wydaje, w większości anonimową, stanowiły panie&#13;
z dworów i dworków, które na ogół miały muzyczne przygotowanie, by notować melodie pieśni, oraz szczególną gotowość i cierpliwość, by wspierać&#13;
Kolberga własnymi zapiskami i ułatwiać mu kontakt z miejscową ludnością. Wśród autorów rękopisów obcych znalazły się też osoby mające trudności z pisaniem, nieporadne językowo, niewprawne w posługiwaniu się&#13;
piórem. Były to postacie na ogół bliżej nieznane, co najwyżej w rękopisie&#13;
podane było tylko ich nazwisko. Zarówno zasób gatunkowy, jak i poziom&#13;
językowy oraz wartość źródłowa zanotowanych przez innych zbieraczy tekstów przedstawiały się bardzo różnie i w różnym też stopniu wzbogaciły&#13;
monografie regionalne Kolberga, gdyż nie zawsze spełniały jego oczekiwania. Wśród szczególnie wartościowych materiałów wymienić można dla&#13;
przykładu bogate zbiory folkloru pieśniowego, wierzeniowego, podaniowego i bajkowego Antoniny Konopczanki z Modlnicy, bliskiej i długoletniej&#13;
współpracownicy, materiały folklorystyczne (obok etnograficznych) Marii&#13;
Hemplówny z Tarnowa pod Chełmem, która w znacznym stopniu przyczyniła się do zbudowania monografii tego regionu, pieśni i bajki zanotowane&#13;
przez ks. Władysława Siarkowskiego z Kielc czy ponad 200 zapisów tekstów pieśni mazurskich sporządzonych przez Wojciecha Kętrzyńskiego1.&#13;
Część przekazanych Kolbergowi materiałów stanowiła większe, jednorodne gatunkowo zbiorki pieśni czy opowieści, inne zawierały różne&#13;
1&#13;
&#13;
Wkład wymienionych zbieraczy w dzieło Kolberga i pochodzący od nich materiał źródłowy omówione zostały we wstępach do tomów suplementowych do Krakowskiego, Chełmskiego i Kieleckiego i (DWOK T. 73/I, T. 82 raz aneks do tegoż i T. 76), a także do Mazur pruskich&#13;
(DWOK T. 40).&#13;
&#13;
220&#13;
&#13;
�przemieszane teksty i informacje, jeszcze inne to pojedyncze zapisy pieśni,&#13;
oracji czy bajki. Niektórzy z autorów na swoje życzenie zachowali anonimowość, ze względu na sytuację polityczną, np. udział w powstaniach i grożące im stąd represje. Inni podpisali swoje rękopisy, informowali o nich&#13;
w listach, o niektórych podał wiadomość sam Kolberg w korespondencji&#13;
lub w postaci własnej notatki na manuskryptach.&#13;
Ten niezwykle zróżnicowany autorsko, chronologicznie, merytorycznie&#13;
i formalnie zasób źródeł tekstów folkloru pochodzących od innych osób&#13;
znacznie wzbogacił kolejne monografie regionalne Kolberga, a w ramach&#13;
edycji Dzieł wszystkich także nowe tomy wydawane z rękopisów po raz&#13;
pierwszy.&#13;
Trzeci rodzaj źródeł Kolberga stanowią teksty prozatorskie i poetyckie&#13;
zaczerpnięte przez niego z literatury. Obejmuje ona najrozmaitszego typu&#13;
publikacje i materiały archiwalne. Korzystał z nich Kolberg wielostronnie przez cały okres swej działalności, od pierwszych zbiorów pieśni po&#13;
ostatnie tomy Obrazów etnograficznych. Wybierał interesujący go materiał folklorystyczny przy okazji szerokich studiów nad dorobkiem polskiej&#13;
i europejskiej etnografii i ludoznawstwa oraz nad dyscyplinami sąsiednimi, historią literatury, muzyki, kultury, filologią, lingwistyką. Sięgał do&#13;
zbiorów pieśni, bajek i przysłów poprzedników: Wacława z Oleska, K.W.&#13;
Wójcickiego, Ż. Paulego, M. Mioduszewskiego, J. Konopki, J. Lipińskiego,&#13;
L. Zejsznera, K. Balińskiego, L. Siemieńskiego, R. Zmorskiego, J. Glińskiego, A. Marcinkowskiego i innych. Szukał też materiału folklorystycznego&#13;
w literaturze pięknej, zwłaszcza staropolskiej, w utworach poetów renesansu, w starych kronikach, annałach, drukach straganowych, by wykazać&#13;
ciągłość tradycji polskiej, żywotność w niej niektórych form folkloru. Odwoływał się m.in. do utworów M. Reja, J. Kochanowskiego, S. Klonowica,&#13;
Ł. Górnickiego, P. Skargi, K. Miaskowskiego, K. Twardaskiego, H. Morsztyna, W. Kochowskiego, F. Bohomolca, niektóre z nich cytował, czasami&#13;
wtórnie, za innymi bezpośrednimi źródłami, z których czerpał. Sięgał także&#13;
szeroko do czasopism różnego profilu, od poważnych naukowych periodyków w rodzaju „Czasopisma Naukowego Zakładu Narodowego imienia&#13;
Ossolińskich”, „Biblioteki Warszawskiej” czy późniejszego „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” i „Wisły”, poprzez tygodniki kulturalne,&#13;
takie jak „Tygodnik Ilustrowany”, „Kłosy”, „Wędrowiec”, znane dzienniki&#13;
warszawskie, galicyjskie, wielkopolskie, po kalendarze regionalne i prasę&#13;
prowincjonalną. Niekiedy sporządzał Kolberg wyciągi ze źródeł, wcielając&#13;
221&#13;
&#13;
�do swoich tomów wybrane teksty pieśni czy bajek, podań i legend lub&#13;
zespoły tekstów ludowych, np. pieśni ze zbiorów Wacława z Oleska, Konopki i Lipińskiego, prac Wójcickiego i Gołębiowskiego czy bajki i podania&#13;
z leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu”. Nie pomijał nawet czasopism takich&#13;
jak „Pszczółka Krakowska”, „Przyjaciel Dzieci”, „Dzwonek”. Choć zdarzało&#13;
się, że bywał w doborze źródeł niedostatecznie krytyczny, wydobył jednak&#13;
w czasie tych kwerend i studiów szereg cennych tekstów i przyczynków&#13;
folklorystycznych. Niejednokrotnie ocalił je od zapomnienia, gdyż pochodziły z druków dziś zaginionych bądź nieznanych. W sumie dzięki penetracji źródeł literackich, sięgających okresu staropolskiego, poszerzył zasób&#13;
materiału folklorystycznego i odniósł go w dużej mierze do dawnej tradycji,&#13;
dokumentując jej trwałość i twórczą dynamikę. Wychodził z założenia, że&#13;
nie należy lekceważyć żadnego ze źródeł, nawet mniej znaczących, gdyż&#13;
często tytuły błahe mogą przynieść znaleziska i świadectwa istotne dla badacza poszukującego w nich materiału folklorystycznego. W odpowiedzi&#13;
Henrykowi Biegeleisenowi, który zarzucił mu w swojej recenzji Ludu brak&#13;
krytycyzmu w doborze źródeł literackich, pisał w niedrukowanej za życia&#13;
replice z roku 1886:&#13;
Skąd pewność, że materiał dziś za lichy uważany nie nabierze z czasem wagi&#13;
przy bliższym rozpoznaniu go przez uczonych? Czyja powaga ma ocenić wartość&#13;
źródeł, skoro najznakomitsi nawet uczeni zagraniczni nie są co do ich kompetencji w zgodzie? […] niemal w każdej, choćby najlichszej broszurze może się&#13;
znaleźć dla etnografa lub uprawiacza innej gałęzi wiedzy ziarno zdrowe i wielce&#13;
pożyteczne, byle je tylko chciał i umiał tam odszukać1.&#13;
&#13;
Intuicja naukowa Kolberga co do nietrafności przedwczesnej i arbitralnej oceny wartości źródeł do badań nad folklorem i przydatności takich&#13;
penetracji dla nauki także w zakamarkach literackich, ulotnych drukach,&#13;
rzadkich periodykach czy drugorzędnych publikacjach miała się po latach&#13;
doczekać uznania ze strony nestora polskiej folklorystyki, Juliana Krzyżanowskiego, który z własnego doświadczenia znał wagę drobnych nawet,&#13;
a niekiedy cennych znalezisk w takich źródłach2. W ten sposób Kolberg&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena, w: tenże Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 394–395 (cała replika s. 391–411). Recenzja H. Biegeleisena ukazała się&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” 1886, T. 4, na s. 432–441.&#13;
2 Zob. J. Krzyżanowski Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej, w: tegoż&#13;
Szkice folklorystyczne T. 1, Kraków 1980, s. 278.&#13;
&#13;
222&#13;
&#13;
�znowu potwierdzał swoje główne założenie teoretyczno-metodologiczne&#13;
o pierwszoplanowej konieczności zbudowania pełnej bazy źródłowej, co&#13;
poprzedzać powinno wszelkie interpretacje i oceny krytyczne źródeł. Ponadto twórczo realizował poszukiwanie tekstów i treści folklorystycznych&#13;
nie tylko w żywej tradycji ustnej, ale i w starszych, nowszych i aktualnych świadectwach literackich, okazując się prekursorem współczesnego&#13;
stanowiska o niewystarczającej w badaniach nad twórczością słowną ludu&#13;
kategorii ustności jako folklor wyodrębniającą1.&#13;
Zasób tekstów folkloru i ich dokumentacja źródłowa w rękopisach&#13;
i w drukowanych monografiach&#13;
Prowadząc z niespotykaną pracowitością i determinacją własne wieloletnie badania na historycznych ziemiach dawnej Rzeczypospolitej i korzystając z literatury i pomocy współpracowników, zgromadził Kolberg przez&#13;
półwiecze swej działalności monumentalny, nie mający sobie równego&#13;
w skali światowej zbiór tekstów ludowych. Już w roku 1961, u początku&#13;
edycji Dzieł wszystkich J. Krzyżanowski dokonał ich wstępnego obliczenia&#13;
według gatunków w 35 tomach badacza wydanych w XIX wieku i w 3 monografiach opublikowanych w pierwszej dekadzie XX stulecia. Mimo widocznych dziś i nie zawsze zrozumiałych błędów w tych szacunkach wynik&#13;
okazał się nie tylko imponujący ilościowo, ale także reprezentatywny dla&#13;
wzajemnych proporcji między gatunkami. Wyrażają go liczby (podawane&#13;
w przybliżeniu): około 13 000 pieśni, 1250 podań, 670 bajek, 2700 przysłów,&#13;
340 zagadek, 15 widowisk i 50 innych dokumentów folkloru2.&#13;
Dobiegająca obecnie końca edycja Dzieł wszystkich, która z ogromnego archiwum Kolberga wydobyła niedrukowane materiały zamieszczane&#13;
w nowych monografiach regionalnych oraz w tomach suplementowych do&#13;
monografii wcześniejszych, pozwala ten zasób znacznie powiększyć do następujących, także przybliżonych liczb: około 27 000 pieśni, blisko 2400 podań i bajek, około 8400 przysłów, prawie 600 zagadek, ponad 20 widowisk,&#13;
1&#13;
&#13;
Por. J. Bartmiński Folklorystyka, etnonauka, etnolingwistyka…., s. 8.&#13;
J. Krzyżanowski Dorobek Oskara Kolberga w dziedzinie literatury ludowej, w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XXVIII. W swojej kwerendzie badacz ten m. in.&#13;
pominął kilka publikacji Kolberga ogłoszonych za jego życia w czasopismach, a zawierających&#13;
teksty folkloru.&#13;
2&#13;
&#13;
223&#13;
&#13;
�około 100 innych tekstów folkloru (oracje, formuły magiczne itd.). Uderzająca jest tu przewaga pieśni; ich zasób dokumentuje fakt, że pieśń i muzyka&#13;
ludowa pozostały przez cały czas działalności Kolberga w centrum jego&#13;
zainteresowania. Respektował jednak wszystkie pozostałe gatunki folkloru&#13;
słownego, tj. podania, legendy, bajki magiczne, facecje, opowieści wierzeniowe, przysłowia, zagadki, teksty dramatyczne (widowisk), oracje, nawet&#13;
drobne formy folkloru dziecięcego (mętowanie, rymowanki) i najtrudniejsze&#13;
do uzyskania formuły magiczne. Zbierał je i wcielał do swoich zbiorów&#13;
zgodnie z potrzebami, traktując część z nich – jak wspomniano – jako samodzielne utwory ludowe, część sytuując w ramach zwyczajów, obrzędów,&#13;
wierzeń, gier i zabaw, a nawet obrazu etnograficznego ludu jako ich organiczne elementy lub jako ilustrację opisywanych treści. Ilość tekstów&#13;
i ich gatunkowe proporcje w poszczególnych monografiach kształtują się&#13;
rozmaicie w zależności od możliwości badawczych w danym terenie i charakteru pozyskanych zbiorów. Kwestia gatunków w dziele Kolberga podjęta&#13;
zostanie dalej.&#13;
Określony takimi liczbami zasób materiału folklorystycznego pochodzącego z różnych stron dawnej Rzeczypospolitej, od różnych informatorów&#13;
i z różnorodnych źródeł literackich, rejestrowanego także przez współpracowników i innych zbieraczy, przy rozmaitości regionalnej, źródłowej,&#13;
chronologicznej, merytorycznej i formalnej zgromadzonych tekstów, wymagał oczywiście od Kolberga wypracowania względnie stałego modelu&#13;
dokumentacji źródłowej dla swojego seryjnego wydawnictwa i dla tak&#13;
mocno akcentowanego celu, jakim była systematyzacja materiału do badań porównawczych. W tym zakresie bezcenny jest materiał, który przynoszą wieloletnie analizy spuścizny rękopiśmiennej, nie tylko odnoszonej&#13;
do tomów przez Kolberga wydanych, ale i publikowanej po raz pierwszy&#13;
w edycji Dzieł wszystkich. Choć zachowane manuskrypty nie są dziś kompletne i odbiegają znacznie od stanu, w jakim pozostawił je Kolberg 1, stanowią źródło niezastąpione, zwłaszcza dla rekonstrukcji metod dokumentacji&#13;
folkloru. Niezastąpione tym bardziej, że sam Kolberg nie podawał na ogół&#13;
wskazówek warsztatowych dotyczących konkretnych zapisów. Dzięki tym&#13;
analizom można obecnie zweryfikować ustalenia wcześniejsze – oparte jednak tylko na materiale drukowanym w edycji XIX-wiecznej – i określić&#13;
1 Zob. A. Skrukwa Spuścizna rękopiśmienna O. Kolberga. Jej dzieje, edycje i obecny stan,&#13;
w: O. Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).&#13;
&#13;
224&#13;
&#13;
�principia, którymi praktycznie posługiwał się Kolberg jako zbieracz (dane&#13;
z rękopisów) oraz jako wydawca (dane z tomów).&#13;
Podstawowy i stały element modelu dokumentacji tekstów, przyjęty&#13;
przez badacza zarówno w rękopisach, jak i w druku, stanowi lokalizacja&#13;
geograficzna1. Jest to naturalna konsekwencja jego całościowej wizji obrazu&#13;
kultury ludowej w ujęciu regionalnym. Pierwszoplanowe miejsce kryterium geograficznego przy rejestracji tekstów, tak jak i wszystkich innych&#13;
materiałów, określało zarazem ich przydział do konkretnej monografii regionalnej. Z reguły oznaczał więc Kolberg systematycznie miejscowości,&#13;
z których pieśni i bajki pochodziły, w których funkcjonowały bądź zostały&#13;
zanotowane. Noty te miały różnorodny charakter: od nazwy konkretnej&#13;
miejscowości, z której dany tekst folkloru pochodził, proweniencji odniesionej do większego miasta czy miasteczka, do określenia zasięgu, a nawet&#13;
powszechności występowania. Jak wskazuje analiza rękopisów – zasada&#13;
lokalizacji tekstu bywała jednak przemieszana z zasadą lokalizacji zapisu,&#13;
często nie pozwalając odróżnić jednego od drugiego. Nie zawsze bowiem&#13;
Kolberg w swoich notach wyraźnie to precyzuje, jak w przypadku wspomnianych wcześniej bajek ze Śląska czy pieśni z Rzeszowskiego zapisanych&#13;
na Mazowszu. Notując teksty nie tylko w granicach interesującego go regionu, z którego pochodziły, ale i poza jego granicami, często nie podawał&#13;
w swoich notach obu wskazówek dotyczących miejscowości, a poprzestawał na jednej z nich, w zależności od danych, które zdołał uzyskać.&#13;
Na ogół w zapisach, sporządzanych przez Kolberga ze słuchu w trakcie&#13;
bezpośredniego kontaktu z nadawcą przekazu, nazywanych w uproszczeniu, choć niezbyt precyzyjnie, zapisami terenowymi2, stosował Kolberg lokalizację generalną dla całej karty (lub strony) rękopisu mieszczącej grupę&#13;
tekstów. Dotyczyło to najczęściej pieśni notowanych w blokach po kilka,&#13;
kilkanaście, a nawet więcej utworów na jednej karcie, a także materiałów tematycznie przemieszanych, wśród których znalazły się teksty słowne (wkomponowane w opis obrzędu, gier, wierzeń itd.). Bajki jako utwory&#13;
dłuższe opatrywane były zazwyczaj notą indywidualną dla każdego tekstu.&#13;
W sporządzanych później przez Kolberga czystopisach, opracowywanych&#13;
redakcyjnie do druku, przeważnie notę lokalizacyjną otrzymywał każdy&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. też E. Miller Kolbergowskie metody zbierania i wydawania tekstów ludowych&#13;
w świetle rękopisów, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury…, s. 15–36.&#13;
2 Taki roboczy termin przyjęto w całej edycji Dzieł wszystkich dla zapisów prymarnych&#13;
Kolberga dokonanych w trakcie bezpośredniej transmisji.&#13;
&#13;
225&#13;
&#13;
�tekst lub zwarta źródłowo grupa, np. przysłów czy zagadek, przy czym&#13;
lokalizacje te często bywały określane inaczej niż w zapisach prymarnych,&#13;
doprecyzowywane, uogólniane czy wręcz korygowane. Z kolei w wersji&#13;
drukowanej obserwować można także różnice – niekiedy nawet znaczne&#13;
– i to zarówno w stosunku do zapisu prymarnego, jak i czystopisu. Jak&#13;
wiadomo, materiały rękopiśmienne nie dotrwały do naszych czasów nienaruszone i kompletne; wiele manuskryptów zaginęło, zostało zniszczonych&#13;
przez samego Kolberga, potem przez wydawców z lat 1891–1914 i w czasie&#13;
wojny, nie dysponujemy więc pełną bazą źródłową do porównań. W wyniku uszkodzenia manuskryptów, oderwania pojedynczych fragmentów od&#13;
macierzystych zlokalizowanych całości, przesunięć kart w zespołach archiwalnych, będących skutkiem burzliwych losów spuścizny Kolberga, często&#13;
bezpowrotnie zatarta została proweniencja geograficzna zapisów kiedyś&#13;
wyraźnie przez niego określona. Dotyczy to szczególnie braku lokalizacji&#13;
geograficznej przy pojedynczych tekstach folkloru w zachowanych rękopisach prymarnych.&#13;
Obserwowane dziś różnice w tym zakresie dotyczą braku lub obecności&#13;
noty lokalizującej w poszczególnych wersjach źródłowych lub też zmian&#13;
danych geograficznych na bardziej szczegółowe lub ogólniejsze; zdarzają&#13;
się też rozbieżności międzyregionalne. Np. w rękopisie terenowym teksty&#13;
pieśni zapisane bez melodii opatrzone są notą: „Wysoce”, „Mokrylas”, zamieszczone zaś w druku z melodiami mają m.in. lokalizacje: „od Rożana&#13;
(Mokrylas, Brzeźno) czy „od Ostrowa (Wąsew, Wysoce)”. Być może tak były&#13;
udokumentowane melodie niezachowane w rękopisie terenowym1. Albo:&#13;
teksty kilku bajek oznaczone zostały w druku w Radomskiem i Sandomierskiem notami: „od Denkowa”, „od Ostrowa, Szewna”, „od Szydłowca”, „od Ożarowa, Ćmielowa”, „od Ożarowa (Wojciechowice)”, zaś w rękopisie prymarnym lokalizacja podana jest jedynie nad dwiema ostatnimi opowieściami: dwukrotnie: „Ożarów”2. Przykłady różnic dalej idących&#13;
można by mnożyć. Ich części nie da się dzisiaj wytłumaczyć wobec braku&#13;
źródłowych przesłanek i warsztatowych wskazówek Kolberga. Niektóre&#13;
złożyć można na karb obiektywnych warunków jego badań, tj. utrudnień&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k, 36 i 37, por. O. Kolberg Pieśni ludu&#13;
polskiego (DWOK T. 1), s. 148, nr 11a i tenże Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 312, nr 330.&#13;
2 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 4–4a. Por. w druku odpowiednio: O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), nr 4, 6, 12, tenże Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 273 i,&#13;
274.&#13;
&#13;
226&#13;
&#13;
�w swobodnej eksploracji terenowej wobec restrykcji politycznych, nieufności wiejskich śpiewaków i bajarzy, na którą się niejednokrotnie sam&#13;
uskarżał, uzależnienia od przygotowania i dobrej woli korespondentów&#13;
i współpracowników, wreszcie ograniczeń materialnych przesądzających&#13;
często o intensywności i zakresie kontaktu z informatorami, możliwościach&#13;
powtórnej penetracji itd. Niekiedy wahania i niekonsekwencje w umiejscawianiu tekstów folkloru wynikać mogły z wspomnianego przemieszania&#13;
oznaczeń lokalizacyjnych, tj. miejsca pochodzenia z miejscem notacji, co&#13;
w trakcie opracowania redakcyjnego do druku Kolberg prostował lub uściślał. Z pewnością uznać można jednak, że część tych zmian i rozbieżności&#13;
tłumaczy późniejsza weryfikacja Kolberga, do której przykładał dużą wagę&#13;
i którą poświadczają liczne dokumenty, zwłaszcza własne notatki i korespondencja.&#13;
W listach kieruje Kolberg do współpracowników i przyjaciół częste pytania i prośby o podanie, sprawdzenie czy skorygowanie na miejscu lokalizacji geograficznej tekstów o niepewnej proweniencji, zebranych wcześniej&#13;
przez siebie lub inne osoby w tej okolicy lub pozyskanych z literatury. Ma&#13;
wówczas zdecydowanie na myśli pochodzenie geograficzne pieśni czy bajki,&#13;
ów fundamentalny element swojej dokumentacji, tak wyraźnie określony&#13;
już w 1857 roku w cytowanej wyżej niedrukowanej wersji wstępu do Pieśni&#13;
ludu polskiego. Tak np. pisze w sprawie materiałów od zbieraczki, która&#13;
prosiła o nieujawnienie jej nazwiska w druku:&#13;
Życzenie pani M[oszyńskiej], aby nazwisko jej w tajemnicy zachowanym było,&#13;
święcie uszanować potrafię i pragnąłbym jednak, aby mi dozwolono wykazać&#13;
miejsce, z którego pieśni pochodzą, bo to jest dla etnografa ważną wskazówką […] 1.&#13;
&#13;
Zaś w swojej rozprawie o pieśniach ludu litewskiego ocenia :&#13;
[…] dotkliwą wadą [omawianego zbioru pieśni Nesselmanna] jest brak wskazówki&#13;
miejsca urodzenia pieśni, jej metryki, a przynajmniej miejsca, gdzie była słyszaną i spisaną, chociaż o miejscu takowym dowiedzieć się wcale autorowi nie&#13;
było trudno. Rozszerzać się tu o ważności tego przedmiotu nie mamy potrzeby.&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do H. Szopowicza z 18 VI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 361, zob. też list tegoż z 10 V 1870 r., tamże, s. 356. Mowa o Józefie Moszyńskiej (1820–1897),&#13;
córce Piotra, działacza patriotycznego, zesłańca na Syberię, żonie J. Szembeka, właścicielce&#13;
ogromnych dóbr na Wołyniu i Podolu, zbieraczce folkloru i późniejszej autorce cennych prac&#13;
z tego zakresu publikowanych w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” od 1878 r.&#13;
&#13;
227&#13;
&#13;
�Każdy bowiem badacz zna dostatecznie wagę takiego rodowodu przy pracach&#13;
porównawczych, już dla samych własności i różnic lingwistycznych1.&#13;
&#13;
Indagacje badacza o sprawdzający wywiad czy uściślającą informację korespondenta z autopsji dotyczą też sytuacji, gdy znane mu miejsce zapisu sam&#13;
oznaczył, co dowodzi istotnej dla niego hierarchii obu danych źródłowych.&#13;
Podobnie postępował Kolberg z zapisami tekstów innych zbieraczy oraz&#13;
z przejętymi z literatury. Zabiegał o podanie, sprawdzenie, uzupełnienie&#13;
danych lokalizacyjnych, często pomijanych lub podawanych ogólnikowo,&#13;
okazjonalnie, z relacji, a nawet z domysłu. W listach i notatkach formułował liczne pytania o to, skąd pochodzą zapisy folkloru dokonane przez inne&#13;
osoby bądź też czy są znane w miejscu ich zamieszkania utwory przejęte&#13;
przez niego skąd inąd, głównie z literatury. I tak np. zachował się rękopis,&#13;
w którym Kolberg notował, zapewne w trakcie bezpośredniego kontaktu&#13;
z autorem, wspominane już informacje o bliższej proweniencji 34 tekstów&#13;
i 7 zespołów pieśni wypisanych ze zbioru Żegoty Paulego, a pozbawionych&#13;
tam lokalizacji2. Odnalazły się też notatki przekazane Kolbergowi przez&#13;
Józefa Blizińskiego, przyjaciela i pomocnika w badaniach na Kujawach,&#13;
o pochodzeniu kilkunastu pieśni kujawskich i mazowieckich, wcześniej&#13;
przez siebie spisanych i dostarczonych, co Kolberg wykorzystał w obu&#13;
monografiach3. Na drodze takich ustaleń weryfikował nawet miejscowości&#13;
zaszyfrowane przez autorów w druku, prawdopodobnie ze względu na cenzurę warszawską, i przedrukowując w Krakowie ich tekst po latach w swoim tomie, uzupełniał miejscowość na podstawie otrzymanych informacji.&#13;
Tak stało się np. w przypadku opisu dożynek zaczerpniętego z artykułu&#13;
L. Kunickiego w „Dzienniku Warszawskim” z roku 1854, a opublikowanego przez Kolberga w Chełmskiem pół wieku później. Kunicki wymienia w swoim artykule jako miejsce opisywanego zwyczaju „wieś nad Bugiem”, „Nadbuże”, Kolberg, przedrukowując partie z Kunickiego w swoim&#13;
tomie, podaje konkretne miejscowości: „Majdan Stuleński, Stulno, Zbercza&#13;
1 O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tenże Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),&#13;
s. 310 (pierwodruk rozprawy: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. III:1879, s.167–&#13;
187. Mowa o zbiorze G.H.F. Nesselmanna Littauische Volkslieder gesammelt kritisch bearbeitet und metrisch übersetz, Berlin 1853.&#13;
2 Zob. wyżej, s. 190–191.&#13;
3 Rkp. J. Blizińskiego, Arch. PTL, teka 6, sygn. 1141, k. 24. Pieśni te zob. O. Kolberg Kujawy&#13;
cz. II (DWOK T. 4), nr 343, 204, 205 oraz Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41) nr 532, 520, 551, 519.&#13;
&#13;
228&#13;
&#13;
�[błędnie; powinno być Zbereże], pod Włodawą”. Kunicki, pisarz i rysownik,&#13;
był właścicielem Stulna i Majdanu Stuleńskiego, o czym Kolberg dowiedział się zapewne w kręgach literatów warszawskich, w których kiedyś&#13;
obaj bywali. Identycznie, drukując opis wesela III w Chełmskiem na podstawie artykułu M. Jasieńskiej, z „Księgi Świata”, podpisanego kryptonimem&#13;
M. J., w którym brak bliższej lokalizacji (jedynie informacja: „o dwie mile&#13;
od Buga”), w swoim tomie precyzuje ją: „od Włodawy (Brus)”, a także podaje tam pełne nazwisko autorki. Musiał więc także ustalić, pewnie jeszcze&#13;
przed opuszczeniem Warszawy, że dobra Bruss należały do rodziny Jasieńskich1. Te i szereg podobnych sytuacji, w których Kolberg uzupełnia lub&#13;
doprecyzowuje lokalizację, wskazują ponadto, jak utrudniona była praca&#13;
dokumentalisty w kraju podzielonym na zabory i borykającym się z represjami policji i cenzury. Dziś wobec tej ostatniej trudno ocenić, ile ważnych&#13;
wskazówek źródłowych nie ujrzało z tych powodów światła dziennego&#13;
i przepadło bezpowrotnie.&#13;
Częstą praktyką Kolberga była też weryfikacja własna w czasie badań&#13;
terenowych. Tak stało się np. w przypadku pieśni religijnych pochodzących ze zbioru Mioduszewskiego, a publikowanych także w Chełmskiem.&#13;
Mioduszewski drukuje je w zwartym bloku „Pieśni cerkiewnych w diecezji&#13;
chełmskiej”, Kolberg podaje w swoim tomie przy pieśniach sygnowanych&#13;
nazwiskiem Mioduszewskiego konkretne miejscowości (np. „od Chełma”,&#13;
„od Kodnia, Włodawy”, „od Horodła, Uhnin”) oraz informacje typu: „przez&#13;
Mazurów śpiewana”, „śpiewana przez Mazurów i Rusinów”, „u Mazurów&#13;
śpiewana (znana i Rusinom)”, a ponadto przy jednej z pieśni podaje rok&#13;
1869, tj. datę swojego jej potwierdzenia w terenie wiele lat po wydaniu&#13;
zbioru Mioduszewskiego2. Podobnie uzupełniał lub poprawiał noty proweniencyjne w sytuacjach, gdy w terenie odnalazł i zapisał konkretną&#13;
melodię do tekstów publikowanych w innych zbiorach lub zanotowanych&#13;
przez siebie czy innego zbieracza wcześniej, jak to miało zapewne miejsce&#13;
w przypadku melodii wspomnianych pieśni mazowieckich z Wysocego.&#13;
1 Zob. L. Kunicki Maryśka. Obrazek znad Buga, „Dziennik Warszawski” 1854, nr 24, M.J[asieńska] Obrzędy weselne na Rusi, „Księga Świata” 1863, cz. II, s. 113–120 oraz O. Kolberg&#13;
Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 167–169 i 219–237.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), nr 1, 13–16, 25–26[b]. Mowa o zbiorze J. Mioduszewskiego Śpiewnik kościelny, Kraków 1838, uzupełnionego Dodatkami z lat&#13;
1842–1854. Pieśń opatrzona w tomie Kolberga z 1890 roku datą 1869 ma nr 25; Mioduszewski&#13;
opublikował ją 27 lat wcześniej w Dodatku z 1842 roku, na s. 633.&#13;
&#13;
229&#13;
&#13;
�Lokalizacja zapisu muzycznego dokumentowanego z autopsji przypisywana&#13;
była wówczas do całej pieśni, potwierdzając jednocześnie żywotność tekstu&#13;
czy wątku. Dla pieśni religijnych – odmiany względnie stabilnej – ze zbioru&#13;
Mioduszewskiego jest to szczególnie charakterystyczne.&#13;
Do innych okoliczności wyjaśniających wahania i rozbieżności w zakresie danych lokalizujących ten sam tekst w poszczególnych wersjach źródłowych (rękopis terenowy, czystopis, druk) może też należeć chęć wyjścia&#13;
poza wąskie lokalizacje konkretnych wsi i wskazania zasięgu występowania, usytuowania utworu na większym obszarze. Umożliwiać to mogła również świetna orientacja Kolberga w ogromnym materiale folklorystycznym,&#13;
wiedza o mechanizmach funkcjonowania i transmisji przekazów folkloru,&#13;
umiejętność indagacji informatora, wreszcie znakomita pamięć pozwalająca&#13;
odtwarzać okoliczności, w jakich niektóre teksty zostały zasłyszane i zanotowane. Wówczas następować mogła zmiana noty proweniencyjnej np.&#13;
w opracowywanym z rękopisu prymarnego czystopisie, wersji redakcyjnej&#13;
do druku czy nawet w korekcie tomu. Wiadomo, że po powrocie z wyprawy terenowej Kolberg na gorąco porządkował uzyskane zbiory; refleksja&#13;
nie była więc odległa w czasie. Drobiazgowa rekonstrukcja tego elementu&#13;
dokumentacji dla tekstów folkloru nie jest jednak dzisiaj możliwa.&#13;
Z tego względu, mimo widocznej w świetle rękopisów płynności not&#13;
lokalizacyjnych, właśnie analizy źródłowe skłaniają do szczególnej ostrożności w ich krytycznej ocenie, a wnioski w dużej mierze pozostają hipotetyczne. Zastrzeżenie to nie zmienia jednak faktu, że dokumentowanie geografii tekstów folklorystycznych, postrzeganych i gromadzonych&#13;
z uwzględnieniem ich wariantowości i systematyzowanych w poszczególnych monografiach, pozostaje trwałą i bezsporną zasługą Kolberga,&#13;
a wiarygodność i celowość tej podstawowej dla jego dzieła zasady nie&#13;
tylko wytrzymuje próbę czasu, ale i uwiarygadnia się we współczesnej&#13;
praktyce badawczej.&#13;
Odmiennie natomiast przedstawiają się i w rękopisach, i w druku inne&#13;
elementy dokumentacji źródłowej tekstów, takie jak dane o informatorze,&#13;
czasie czy okolicznościach zapisu tekstów ludowych. Kolberg nie podawał&#13;
na ogół nazwisk śpiewaków, narratorów, bajarzy i gawędziarzy, którzy&#13;
przekazywali mu pieśni, opowieści czy drobne formy folkloru. W jego materiałach pojawiają się one sporadycznie. Nie przywiązywał takiej wagi&#13;
do indywidualnego wykonawcy, jak do miejsca pochodzenia i występowania spisywanych utworów. Teksty ludowe funkcjonujące w ustnej tradycji&#13;
230&#13;
&#13;
�uważał za własność zbiorową wspólnoty etniczno-kulturowej, specyficzną&#13;
dla danego regionu. Przekonanie o możliwościach twórczych ludu, wyrażone tak kategorycznie w cytowanej wyżej polemice z Berwińskim, w praktyce przekładało się na gromadzenie i zestawianie jak największej liczby&#13;
wariantów i form folkloru; zdolności i talenty konkretnych śpiewaków czy&#13;
narratorów – jako drugorzędne – przyporządkowane były dokumentowaniu różnorodności i dynamiki tekstów1. Autentyczna twórczość regionalna&#13;
przejawiała się w tym rozumieniu przede wszystkim w wielości i rozmaitości wariantów i form folkloru, wyrażających ludowy pogląd na świat&#13;
(baśnie, podania, wierzenia, anegdoty), społeczne życie i obyczaje (zwyczaje&#13;
i obrzędy), sferę życia emocjonalnego (pieśni i tańce), mądrość utrwaloną w doświadczeniu pokoleń (przysłowia). Wszystkie te przejawy kultury&#13;
duchowej i społecznej, ściśle zespolone z kulturą materialną, decydowały&#13;
dopiero o poczuciu regionalnej wspólnoty i świadomości jej odrębności.&#13;
W takim ujęciu indywidualny wykonawca pozostawał reprezentantem&#13;
określonej zbiorowości, wyrazicielem jej żywotnych wyobrażeń i możliwości twórczych.&#13;
Choć Kolberg nie dokumentował informacji o wykonawcach metodycznie i nie opatrywał poszczególnych tekstów danymi o nich, w publikowanych tomach i niewydanych przez niego rękopisach odnaleźć można&#13;
pojedyncze notatki na ten temat. Z zachowanych manuskryptów udało&#13;
się wyłowić niektóre nowe i cenne wskazówki źródłowe o informatorach&#13;
autora Ludu, które rzucają dodatkowe światło na metody zbierania i zapisywania tekstów. Dane te są na ogół dość skąpe i ogólnikowe, ale tym&#13;
bardziej zasługują na uwagę. Oto kilka przykładów (najpierw z publikowanych tomów). Przy dwu bajkach z Poznańskiego zamieszczone są w druku&#13;
informacje o narratorach: „Opowiadał Walenty Babiór, 1872”, „Opowiadał&#13;
r. 1867 w Morownicy rymarz Józef Chota, pracujący po dworach w okolicy Leszna, Wschowy, Przemętu, Szmigla i Kościana”2. Jedenaście pieśni&#13;
dziadowskich z Pokucia opatrzył autor w tomie nazwiskiem wykonawcy,&#13;
podając o nim szerszą informację: „Śpiewał Dmetro Marczuk, lirnik z Siekierczyna nad Dniestrem (rodem ze Ścianki, wyuczony w Koropcu)”, przy&#13;
innych trzech, także dziadowskich, wskazał: „Śpiewał wróż z Jasienowa”3.&#13;
1&#13;
&#13;
Por. też W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii…, s. 85–87.&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. 118, nr 24 i s. 162, nr 33.&#13;
3 O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30) s. 268, nr 494, zob. też noty o wykonawcy pod pieśniami nr 359, 406, 495, 496, 498, 501, 503–505, 507 (lirnik z Siekierczyna) oraz pod pieśniami nr&#13;
2&#13;
&#13;
231&#13;
&#13;
�Osobliwy przykład takiej informacji znajdujemy przy pieśni dziadowskiej&#13;
zamieszczonej w Krakowskiem: „Pieśń tę [nr 443] śpiewał w lecie 1862 r.&#13;
lirnik ze Strzelbisk w Brzeżańskiem, w Jawczu pod Rohatynem zamieszkały. Umieściliśmy ją tu dla porównania z poprzedzającą”1. Chęć zestawienia&#13;
wariantów z odległych stron sprawiła, że zakwestionowane zostało w tym&#13;
przypadku nadrzędne kryterium geograficznego rodowodu pieśni z Rusi&#13;
Czerwonej. Inna pieśń dziadowska w tomie krakowskim otrzymała notkę:&#13;
„Pieśń tę [nr 444] i nr 442 śpiewał dziad (r. 1854) spod kościoła Ks. Karmelitów na Piasku”. Czasami odnaleźć można wzmianki na ten temat w korespondencji, w której np. Kolberg ciepło wspomina Halkę i Marysię, swoje&#13;
informatorki ze służby dworskiej w Bóbrce, w Sanockiem, gdzie gościł&#13;
u przyjaciół, Pelagii i Józefa Blizińskich, czy szewca z Soliny, „opowiadacza”&#13;
bajek, spisywanych przez Pelagię Blizińską, zaś Michał Sokołowski w swoim liście z Głuszyna na Kujawach wyraża nadzieję, że podczas następnego&#13;
pobytu w jego domu „zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub&#13;
Graszkowskiego znowu coś nowego”2.&#13;
Wyjątkowo wspomina Kolberg swoich informatorów we wstępach do&#13;
monografii, jak np. do Pokucia, gdzie wymienia bajarzy z tego regionu:&#13;
włościan, włościanki, diaków i inne osoby (z różnych Pokucia pochodzące miejscowości), które nam spisane tu kazki w rodzinnej swej udzielali mowie, a jakimi&#13;
byli: pan S., nauczyciel w Kołomyi, p. Bazyli Jurczeńko z Ispasa, Iwan Nikityszyn,&#13;
diak w Horodnicy, Zofia Olejnyczka z Ispasa, Jewdocha Haraczycha, Łeś (Oleś)&#13;
Ozarko i Michajło Basarab w Czortowcu, Tymko Czuprun i Fedor Serhiniuk&#13;
w Jasienowie Polnym, i wielu innych3.&#13;
&#13;
Zaś w przedmowie do części V W. Ks. Poznańskiego dziękuje&#13;
p. T. Klonowskiemu, nauczycielowi muzyki w pozn[ańskim] seminar[ium] za&#13;
dostarczenie kilkudziesięciu pieśni miejskich i ludowych, jak również p. Stanisławowi Jurasz za kilkadziesiąt melodyj tanecznych, spisanych przezeń ze&#13;
492, 497 i 502 (wróż w Jasienowie Polnym). Charakterystyczne, że dane te dotyczą pieśni dziadowskich, gatunku, którego wykonanie stanowiło zazwyczaj indywidualny występ, swoiste autorskie przedstawienie, mające zatrzymać uwagę słuchaczy, a więc nietrudne da zapamiętania.&#13;
1 Informacje cytowane tu i niżej zob. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), przypisy&#13;
na s. 234 i 235.&#13;
2 Zob. listy do J. Blizińskiego z 28 IX 1883 r. i z 15 X 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66 ), s. 72 i 198 oraz list M. Sokołowskiego z 16 XI 1865 r., tamże, cz. I (DWOK T. 64), s. 139.&#13;
3 O. Kolberg Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. XI.&#13;
&#13;
232&#13;
&#13;
�skrzypiec, gdy pełnił obowiązki nauczycielskie na prowincji, niemniej wszystkim obywatelom ziemskim, którzy chętną i życzliwą przy poszukiwaniach nieśli&#13;
nam zawsze pomoc1.&#13;
&#13;
Osoby z Pokucia to zatem nie tylko informatorzy chłopskiego pochodzenia, podobnie jak poznańscy nauczyciele, którym zapisywanie pieśni&#13;
i melodii tanecznych umożliwiło przygotowanie muzyczne. Bliższych&#13;
danych o okolicznościach rejestrowania przez nich folkloru nie znamy,&#13;
choć pewnych szczegółów dostarcza tu korespondencja w odniesieniu&#13;
np. do B. Jurczeńki z Ispasa, studiującego w Czerniowcach, któremu&#13;
Kolberg udzielał wskazówek dotyczących sposobu zbierania materiału,&#13;
sugerując np., że także w Czerniowcach czy w Kołomyi, tj. większych&#13;
miejscowościach, może spotkać przybyłych ze wsi potencjalnych informatorów 2.&#13;
Podobnie ogólnikowe informacje, niekiedy niewykraczające poza sygnał wyrażony nazwiskiem, ale i niekiedy bardzo istotne, odnaleźć można&#13;
w rękopisach. Często nie wykorzystał ich Kolberg w druku, gdyż dotyczyły materiałów, których sam nie zdążył wydać. Niektóre, umieszczane&#13;
na marginesach lub w narożnikach kart, nie dają pewności, że chodzi&#13;
o informatora, a nie o oderwaną od zapisów notatkę, np.: „Hania Cyniawska”, „Staszeczek Jan Walkosz” 3. Inne, w rodzaju: „Giżyńska opowiadała”, pozwalają jedynie na podstawie charakteru tekstów domyślać&#13;
się środowiska wykonawcy 4, jeszcze inne, np. „fornal”, „pastuch”, „szewc&#13;
z Dukli opowiedział”5, informują o zajęciu opowiadacza czy śpiewaka,&#13;
ale nie zawierają nazwisk. Część tych not wyraźnie wskazuje na osoby&#13;
niepochodzące z ludu, które same odtwarzały znane sobie i zapamiętane&#13;
utwory lub spisywały je z ust wiejskich informatorów, np. „śpiewała p.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. XV.&#13;
Zob. bruliony listów do B. Jurczeńki z lat 1881 i 1882, Korespondencja… cz. II (DWOK T.&#13;
65), s. 556, 652, 672, 682.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), nr 158–160, tamże cz. II (DWOK&#13;
T. 45), nr 210.&#13;
4 Taką notą opatrzył Kolberg cztery spisane swoją ręką „gawędy” z miejscowości Kosino,&#13;
zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), s. 490–491, 491–493, 556–558, 562–563. Postać narratorki pozostaje nieznana.&#13;
5 Zob. np. O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35), s. 202–203, nr 3 (tam bajka bez noty&#13;
o narratorze) oraz tenże Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 83/II), s. 469 (tam nota&#13;
cytowana za rękopisem: „szewc z Dukli opowiedział”).&#13;
2&#13;
&#13;
233&#13;
&#13;
�Kleczyńska w Zakopanem, 1882”, „pani Jenike”, „p. Marianowa Biesiekierska z Piołunowa”, „w Leszczowatem, pani Jaruzelska”, „panna Wunsch&#13;
w Sanoczanach” 1. Niekiedy lakoniczność notatki nie pozwala odróżnić&#13;
ludowego wykonawcy od zbieracza o inteligenckim czy ziemiańskim rodowodzie, który spisywał teksty lub odtwarzał je sam z pamięci dla Kolberga. Wówczas zaciera się granica między nadawcą folkloru z wiejskiego środowiska a pośrednikiem–zbieraczem z tym folklorem oswojonym,&#13;
zaś o tym nadawcy „mówi” jedynie charakter tekstu, stopień językowej&#13;
nieporadności wypowiedzi, nasycenie elementami gwarowymi, tok narracji itd.&#13;
Bardziej lub mniej dokładnych informacji o wykonawcach dostarczali&#13;
też czasami korespondenci i współpracownicy Kolberga w listach lub uwagach na rękopisach mu przekazywanych. Np. kilka mazowieckich bajek&#13;
zanotowanych w Modlnicy przez Antoninę Konopczankę opatrzyła autorka&#13;
zapisu uwagą: „mówił Józef Leśniowski” i wpisała ich lokalizację: „z Augustowskiego – Zambrów”, „Warszawa”, „z Łomży”, przy czym wskazała Modlnicę jako miejsce zapisu2. Władysław Siarkowski w swoim manuskrypcie kieleckich tekstów prozatorskich dostarczonych Kolbergowi zamieścił&#13;
uwagę, którą Kolberg opublikował wraz z bajkami:&#13;
Opowieści niniejsze głównie spisane z opowiadań Tomasza Dudały, Tomasza&#13;
Kubali, Wojciecha Hynka, Piotra Kaczmarczyka ze wsi Rembowa i Samostrzałowa w parafii Kije3.&#13;
&#13;
1 Zapewne chodzi o żony lub krewne Jana Kleczyńskiego, muzyka i kompozytora, oraz&#13;
Ludwika Jenikego, pisarza i publicysty, a także o Anielę, żonę Mariana Biesiekierskiego gospodarującego w Piołunowie na Kujawach, i Helenę Jaruzelską, żonę Józefa z Sanoczan w Przemyskiem, która pochodziła z Leszczowatego. Panna Wunsch z Sanoczan, może rezydentka&#13;
lub nauczycielka albo gość we dworze Jaruzelskich, pozostaje bliżej nieznana; z jej repertuaru&#13;
pochodzi ponad czterdzieści pieśni typowych dla środowiska dworów i dworków. Zob. odpowiednio pieśni w: O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), nr 520; Białoruś-Polesie&#13;
(DWOK T. 52), nr 531 i 532; Kujawy. Suplement… (DWOK T. 72/II), m.in. nr 112, 114–116, 122,&#13;
123, 128, 131, 133, 134, 137–140, 142–146; Sanockie-Krośnieńskie cz. II (DWOK T. 50), nr 329;&#13;
Przemyskie. Suplement… (DWOK T. 83/II), nr 668–711.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), bajki na s. 453–455, 468–469, 485–488.&#13;
W rękopisie Konopczanki wśród opowiadań Leśniowskiego fragmenty zapisów z Modlnicy (oracje&#13;
weselne i część bajki krakowskiej) oraz ukośnie wpisana na tekście ręką autorki nota: „Modlnica”.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 218.&#13;
&#13;
234&#13;
&#13;
�Józef Riedmüller, krakowski lekarz, wysyłając Kolbergowi w roku 1857&#13;
kilka pieśni z okolic Szczawnicy, tak określił swojego pieśniarza i okoliczności zapisu:&#13;
Śpiewał je Rusnak, który przysiadł się na czółno do nas w czasie podróży po&#13;
Dunajcu, od Czerwonego Klasztoru do Szczawnicy. […] Rusnak ten był ze Szlachtowy, wsi ruskiej w obw[odzie] sandeckim […]1.&#13;
&#13;
Zofia Urbanowska, autorka powieści dla młodzieży, wysyłając Kolbergowi w 1885 roku 74 teksty pieśni góralskich, wyjaśniała:&#13;
Jest trochę z Zakopanego, nie ze wsi jednak, tylko miejscowości za lasem położonej, a zwanej Hamrami, i z Poronina. Tych i tamtych dostarczyły mi służące&#13;
Góralki, ale trochę już w służbie ucywilizowane, więc sposób ich wymawiania&#13;
zbliżony trochę do naszego stracił nieco swej pierwotnej barwy2.&#13;
&#13;
Ludwik Czarkowski, lekarz, bibliograf i bibliotekarz, mieszkający w Siemiatyczach, swój rękopis czterech opowieści wydanych dopiero w ramach&#13;
edycji Dzieł wszystkich tytułuje: „Cztery gadki spisane dosłownie z opowiadania 14-letniego chłopca we wsi Pobikry, w dawnej ziemi dobrzyń­&#13;
skiej”3. Wreszcie Izydor Kopernicki, charakteryzując materiał Kolberga&#13;
w wydanym przez siebie pośmiertnie Przemyskiem, pisze, że tom&#13;
mieści w sobie wyłącznie wiadomości autentyczne i świeże, przez samego Kolberga zebrane w tej okolicy […] r. 1883 i 1885, a w nader szczupłej tylko części&#13;
(bajek) dostarczone mu przez osoby miejscowe4.&#13;
1&#13;
&#13;
List J. Riedmüllera z 18 IX 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 78. Pieśni&#13;
przez niego przysłane zob. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), nr 364, tamże cz. II&#13;
(DWOK T. 45), nr 1030, 1031, 1033, 1034, 1203, 1308, 1775, 1776.&#13;
2 List Z. Urbanowskiej z 13 XI 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 295. Pieśni&#13;
(z Poronina i Zakopanego–Kuźnic) z rękopisu Urbanowskiej zob. O. Kolberg Góry i Podgórze&#13;
cz. I (DWOK T. 44), m.in. nr 222–239, 746–748, 751, 788, 789, 802–807, 811, 812.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), s. 415–416, 446–449, 505–507, 561–562,&#13;
586–587, 579–581 (w rzeczywistości 6 opowieści). Z Kolbergiem współpracowała Melania&#13;
Czarkowska, żona Ludwika, literatka, przysyłająca mu materiały z Podlasia (opisy obrzędów,&#13;
wierzeń). O opowiadaniach spisanych przez męża brak bliższych informacji. Zob. listy z lat&#13;
1884 i 1885, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), nr 1171, 1182, 1186.&#13;
4 Dr I. K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. XVII.&#13;
&#13;
235&#13;
&#13;
�„Osoby miejscowe” to zapewne postacie związane z tamtejszymi dworami, które spisały przemyskie opowieści (zarówno w języku polskim, jak&#13;
i ukraińskim) z ust ludowych bajarzy lub z zapamiętanego przez siebie lokalnego repertuaru.&#13;
Przywoływane przykłady, zarówno z tomów drukowanych przez Kolberga, jak i z rękopisów, świadczą o tym, jak różni informatorzy i zbieracze&#13;
współpracowali z Kolbergiem i jak różny materiał mogli mu dostarczać.&#13;
Różnili się nie tylko pochodzeniem i wykształceniem, ale i wiekiem, i talentem twórczym i odtwórczym. Nie wszyscy byli bezpośrednimi nosicielami&#13;
folkloru, nie wszyscy też byli związani z wsią i jej kulturą. Kolberg był tego&#13;
świadomy; wykorzystywanie wszelkich sprzyjających sytuacji i chętnych do&#13;
śpiewu czy opowiadania osób stanowiło immanentny element jego metody&#13;
zbierackiej w realiach XIX-wiecznej rzeczywistości polityczno-społecznej&#13;
Polski. Zaznaczał to wielokrotnie; np. w przedmowie do części IV W. Ks.&#13;
Poznańskiego, omawiając swój zbiór pieśni z tego obszaru, pisał:&#13;
[…] niemałą pieśni liczbę (częstokroć pisanych w zeszycikach) dostarczyli nam&#13;
już to ludzie miejskiego pochodzenia, już oficjaliści wiejscy, służący, panny pokojowe, słowem ludzie na chlebie dworskim wychowani […]1.&#13;
&#13;
Najpełniejsze i najciekawsze dane o narratorach, jakie udało się w zbiorach&#13;
Kolberga odnaleźć, dotyczą wierzeń i opowieści wierzeniowych, podań i bajek&#13;
z okolic Krakowa, spisanych w 1869 roku przez Antoninę Konopczankę w Modlnicy. Zbieraczka zachowała w swoim prymarnym rękopisie, do dziś przechowanym w archiwum, formę wywiadów i utrwaliła autentyczne rozmowy&#13;
z konkretnymi, dobrze sobie znanymi osobami oraz okoliczności dnia codziennego, w jakich się toczyły. Dzięki temu z utalen­towaną bajarką, Jadwigą&#13;
Skoczkową z Modlnicy, jej córką Elżbietą Kostaśką, ogrodnikiem z Modlnicy,&#13;
Antonim Kurkiem, owczarzem z Tomaszowic, Jackiem Rogalą, można nie tylko powiązać relacje o „świecie nadzmysłowym”, czarach, lecznictwie i ziołach,&#13;
opowiadane „historyje” i bajki z Modlnicy i okolicznych wsi, ale także uchwycić rysy indywidualne, charakterystyczne dla wyrazistych rozmówców Konopczanki i ich repertuaru2. A niekiedy nawet własną, dojrzałą świadomość&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VII–VIII.&#13;
Rękopis ten opublikowano w całości pt. Raptularz Antoniny Konopczanki w tomie&#13;
Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 (DWOK T. 73/III), s. 5–105. Zob. też E. Millerowa,&#13;
A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga, w: tegoż Krakowskie. Suplement … (DWOK T.73/I),&#13;
2&#13;
&#13;
236&#13;
&#13;
�znaczenia ich świadectw i opowieści, jak np. w wypowiedzi wspomnianej&#13;
Jadwigi Skoczkowej, która zwróciła się do Konopczanki słowami: „Dobrze, że&#13;
Wielmożna Pani zapisze, choć pamiętność zostanie w pisaniu […]”1.&#13;
Jednak większość śpiewaków i narratorów przekazujących Kolbergowi&#13;
swoje pieśni czy opowieści pozostała anonimowa. Niejednokrotnie działo&#13;
się tak – jak w przypadku wykonawców niepochodzących z ludu – na ich&#13;
własne życzenie lub na prośbę goszczących Kolberga gospodarzy. Skłaniała&#13;
do tego również nieufność chłopów wobec obcych przybyszów „z miasta”,&#13;
na którą Kolberg wielokrotnie się uskarżał i którą trudno było przełamać&#13;
podczas często zbyt krótkiego spotkania. Warunki w kraju nękanym przez&#13;
restrykcyjną i policyjną politykę władz zaborczych przyczyniały się do tego&#13;
w sposób decydujący. Udzielanie nazwisk i informacji o sobie nieznajomym&#13;
lub świeżo poznanym osobom mogło oznaczać w rozumieniu indagowanego chłopa zagrożenie; śpiewanie czy opowiadanie dla obcych bywało&#13;
karane2. Ponadto nie wszyscy chłopi w tym czasie używali nazwisk; pytania o nie mogły być szczególnie podejrzane. Tak więc skąpą stosunkowo&#13;
dokumentację Kolberga w zakresie danych o informatorach należy – jak&#13;
się dziś wydaje – złożyć nie tylko na karb mniejszej wagi, jaką badacz&#13;
do tego elementu przywiązywał, ale także, a może przede wszystkim, warunków politycznych i społecznych w kraju wymazanym z mapy Europy,&#13;
który walczył o przetrwanie i zachowanie tożsamości. Ciepło, szacunek&#13;
i cierpliwość, z jakimi Kolberg traktował swoich informatorów w czasie&#13;
wywiadów, opisywane przez świadków jego badań i przyjaciół, zdają się&#13;
dodatkowo potwierdzać tę refleksję.&#13;
Nie było również systematyczną zasadą Kolberga datowanie sporządzanych zapisów słownych folkloru. W rękopisach dane takie należą do&#13;
rzadkości. Choć teoretycznie badacz przywiązywał wagę do utrwalania&#13;
s. LXIX–LXXX oraz E. Millerowa Niezwykły dokument zachowany w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9, Radom 2011, s. 233–245.&#13;
1 Zob. Raptularz Antonimy Konopczanki…(DWOK T. 73/III), s. 30.&#13;
2 Wspominał o tym m.in. poznański literat, Antoni Woykowski, który spotkał się z podobnymi trudnościami w czasie swojej wycieczki w okolice Krakowa. Towarzyszący mu chłopi,&#13;
niechętni zaśpiewaniu na jego życzenie, tłumaczyli: „Nam nie wolno śpiewać, Wielmożny Panie! […] Pan komisarz zakazał […], bo wielu z nas śpiewało piosenki takie, co tu nie wolno śpiewać! Od tego czasu każdy chłopak ze wsi dostaje 20 batów, gdy śpiewa. Niedawno znów dostało z naszej wsi aż trzech” (przypis redaktora A. Woykowskiego do zapowiedzi wydawniczej&#13;
Pieśni ludu polskiego Kolberga w dziale Doniesienia literackie, w „Tygodniku Literackim”&#13;
1842, nr 14, s. 112).&#13;
&#13;
237&#13;
&#13;
�informacji o czasie uzyskania przekazów folklorystycznych, a dynamikę&#13;
tekstów ludowych, ich zmienność i wielotworzywowość postrzegał nie&#13;
tylko w przestrzeni, w aspekcie geograficznym, regionalnym, ale i w czasie, w praktyce ten element dokumentacji na ogół jest nieobecny. Do&#13;
rzadkości należą sytuacje takie jak przywołana wyżej, gdy bajki śląskie&#13;
zapisane poza rdzennym ich regionem, na Mazowszu, opatrzone są w manuskrypcie datą. Częściej daty, wyłącznie roczne, pojawiają się w drukowanych tomach, co jest wynikiem późniejszej refleksji Kolberga przy&#13;
opracowaniu materiałów do druku, przy czym niejednokrotnie czas zapisu&#13;
i późniejszej publikacji dzieliło wiele lat. Daty te dotyczą wtedy przeważnie kultury społecznej lub materialnej. Na ogół podawany jest wówczas&#13;
w druku rok, w którym opis obrzędu, zwłaszcza wesela, czy występowanie regionalnego stroju lub jego elementów było obserwowane. Niekiedy&#13;
wymienia Kolberg lata swoich podróży i badań terenowych we wstępach&#13;
do monografii lub w odpowiednich przypisach, jak np. w przedmowie do&#13;
części I Chełmskiego, gdzie z wdzięcznością wspomina pobyt w Tarnowie&#13;
pod Sawinem w Chełmskiem, u goszczącej go rodziny Hemplów, u której&#13;
znalazł znakomite warunki dla swojej pracy i szczególną pomoc w zbieraniu materiału dzięki osobie Marii Hemplówny1. W samej monografii&#13;
nie wiąże jednak z wymienianymi datami konkretnych zapisów. Teksty&#13;
przejęte z literatury sygnuje na ogół notami bibliograficznymi, a więc data&#13;
publikacji jest wówczas znana; nie czyni tego jednak metodycznie, w efekcie dane takie bywają często niepełne (np. tylko nazwisko autora lub tytuł&#13;
artykułu) lub na tyle ogólnikowe, nieprecyzyjne, że wymagają żmudnej&#13;
niekiedy weryfikacji. Czasami opatruje takimi wskazówkami niedatowany&#13;
rękopis obcy pozyskany od współpracownika czy ofiarodawcy, ale również nie czyni tego systematycznie.&#13;
Sporadyczność danych datujących zapisy własne Kolberga sprawia, że&#13;
często trudno jest ustalić czas, w którym poszczególne teksty pieśni czy&#13;
1&#13;
&#13;
Kolberg pisze tam: „Poszukiwania nasze […] najobfitszy owoc przyniosły nam w okolicy&#13;
Chełma, gdzie osobliwie w gościnnym domu pp. Hemplów, w Tarnowie pod Sawinem, dzięki&#13;
umiejętnej pomocy i zamiłowaniu do rzeczy ludowych córki domu, p. Marii Hempel, zdołaliśmy (w latach 1867, 1869, 1870) nagromadzić zasób wiadomości i notatek etnograficznych rzadko kiedy w takiej przez nas w innych okolicach nabytych obfitości” (Chełmskie cz. I, DWOK&#13;
T. 33, s. X). O współpracy z M. Hemplówną i jej materiałach zob. E. Millerowa „Chełmskie”&#13;
Oskara Kolberga, w: tegoż Chełmskie. Suplement do tomów 33–34 (DWOK T. 82), s. XIV–&#13;
–XXII i LIII–LX oraz tejże autorki wstęp do aneksu do suplementu chełmskiego .&#13;
&#13;
238&#13;
&#13;
�bajek zostały przez niego zanotowane. Pewnych informacji dostarcza w tym&#13;
zakresie analiza zachowanych źródeł, zwłaszcza korespondencja i nieliczne&#13;
notatki Kolberga o jego wyprawach terenowych, zapiski autobiograficzne i rachunkowe, dotyczące wydatków. Przeważnie jednak wnioski z tych&#13;
analiz płynące nie pozwalają na ustalenie konkretnych dat zapisu poszczególnych tekstów, co najwyżej na hipotetyczne powiązanie ich z określonym&#13;
etapem badań, z trasą podróży czy miejscem pobytu wskazanym w zachowanych świadectwach lub jedynie na usytuowanie w ramach prawdopodobnych cezur czasowych&#13;
Rękopisy dostarczają natomiast cennych i odkrywczych informacji źródłowych, dotyczących autorskiego pochodzenia tekstów folkloru dokumentowanego przez innych zbieraczy, korespondentów i współpracowników&#13;
Kolberga. Jak wspomniano przy opisie poszczególnych warstw źródłowych&#13;
w zbiorach Kolberga, jego pomocnicy stanowią bogatą galerię rozmaitych&#13;
postaci. Są wśród nich profesjonaliści i entuzjaści, amatorzy i dyletanci,&#13;
sawantki i panie z dworów i dworków, ziemianie i inteligenci, nauczyciele&#13;
i studenci, księża, literaci i lekarze. Znaleźć można w ich gronie zarówno&#13;
badaczy świadomych celu i założeń Kolberga, czasami zbierających pierwotnie materiał do własnych prac przekazany później Kolbergowi, np.&#13;
Gustawa Gizewiusza, Władysława Kętrzyńskiego, Władysława Siarkowskiego czy Teobalda Klepaczewskiego1, jak i autorów z trudem posługują1 Z rękopisu pieśni mazurskich G. Gizewiusza pt. Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zebrane od 1836 do 1840 roku, przekazanego Kolbergowi przez K. Wójcickiego po śmierci badacza (w roku 1848), korzystał on częściowo już&#13;
w Pieśniach ludu polskiego z 1857 roku oraz przede wszystkim przy opracowaniu monografii&#13;
Mazury pruskie (zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazury pruskie, DWOK T. 40, s. VII i nast., oraz edycja tegoż rękopisu w oprac. D. Pawlak z roku&#13;
2000). W. Kętrzyński na prośbę autora Ludu ofiarował mu swój zbiór ponad 200 tekstów pieśni&#13;
mazurskich (zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie”…., s. XIV–XVI oraz Korespondencja… cz. III,&#13;
DWOK T. 66, listy 1543 i 1545 z 1890 r.) Kolberg czerpał także z rękopisu rozprawy pt. Pogląd&#13;
historyczny na czary w Polsce T. Klepaczewskiego, którego prosił o materiały na ten temat;&#13;
fragmenty tej pracy cytował wielokrotnie przy opisie wierzeń wielkopolskich (w cz. VII W. Ks.&#13;
Poznańskiego, DWOK T. 15, zob. listy Kolberga do tego autora z lat 1880 i 1881, Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, nr 699, 720, 852; rękopis Klepaczewskiego zachował się w zbiorach&#13;
Kolberga). Z kolei W. Siarkowski, jeden z najgorliwszych współpracowników Kolberga, przesłał mu „do użytku” swój rękopis zawierający kieleckie pieśni, notatki o Sobótkach, czarach&#13;
i lekach oraz zbiór bajek, gadek i legend z tego regionu, za co Kolberg podziękował w przedmowie do cz. II Kieleckiego, wyjątkowo starannie oznaczając tam pochodzenie tego materiału&#13;
(zob. Kieleckie cz. II, DWOK. T. 19, s. III).&#13;
&#13;
239&#13;
&#13;
�cych się piórem i ledwie panujących nad zapisywanym tekstem (Andrzej&#13;
Wojtas, Michał Szczurek)1. Niektórzy z współpracujących z badaczem zbieraczy związani byli z wsią i bezpośrednio kontaktowali się z ludem, jak&#13;
np. mieszkańcy zaprzyjaźnionych ziemiańskich dworów (Józef Bliziński na&#13;
Kujawach, potem w Sanockiem, Maria Hemplówna w Chełmskiem, Antonina Konopczanka w Krakowskiem, Józefa Koźmianówna w Lubelskiem).&#13;
Inni stykali się z chłopskimi informatorami sporadycznie w trakcie przelotnych spotkań, czasami wywiadów organizowanych na zamówienie Kolberga (Władysław Ciesielski, Bazyli Jurczeńko)2. Materiały folklorystyczne,&#13;
zarówno zebrane przez nich dla potrzeb i według instrukcji Kolberga, jak&#13;
i przekazane z samodzielnych badań i własnych zasobów, a także do dziś&#13;
niezidentyfikowane, zapisane przez nieznanych autorów i nieznaną drogą&#13;
złożone w archiwum badacza, prezentują oczywiście różny stopień kompetencji językowych, rozmaity repertuar, odmienny poziom notacji, a nawet&#13;
zrozumienia tekstu. Po poddaniu ich selekcji badacz traktował te nabytki&#13;
równorzędnie z własnymi, wcielając je do swoich tomów zgodnie z potrzebami i układem monografii. Wkład ten w ramach poszczególnych „serii”&#13;
jest bardzo zróżnicowany, w różnym stopniu bowiem Kolberg dysponował&#13;
materiałem obcym i w różnym decydował się uzupełniać nim własny, zdobyty z autopsji.&#13;
Zapisy tekstów folkloru pochodzące od współpracowników i ofiarodawców znacznie pomnożyły jednak zasób poezji i prozy ludowej w kolejnych&#13;
monografiach regionalnych wydanych przez Kolberga, a także publikowanych współcześnie z manuskryptów po raz pierwszy. Dotyczy to szczególnie tekstów ludowych właśnie, liczniejszych w obcych zapisach od melodii,&#13;
w których notowaniu nikt nie mógł Kolbergowi dorównać.&#13;
1&#13;
&#13;
Rękopis pieśni zanotowanych nieporadnie (w języku polskim i ruskim) przez bliżej nieznanego A. Wojtasa, służącego z Podhorców pod Tomaszowem, opublikowany został w całości&#13;
jako dokument folkloru środowiskowego w suplemencie chełmskim (zob. DWOK T. 82, nr 76–&#13;
97). Teksty „śpiewek” i opowieści („pogadek”) zapisane przez niezidentyfikowanego M. Szczurka w Mogilanach pod Krakowem znalazły się w suplemencie krakowskim (zob. DWOK T. 73/I,&#13;
, nr 736–781 – pieśni, DWOK T. 73/II, s. 472–475, 484, 487–488, 488–489 –„pogadki”).&#13;
2 Materiał pozyskany od W. Ciesielskiego, literata i powstańca z 1863 roku, wykorzystał&#13;
Kolberg w monografii Lubelskie (DWOK T. 16 i 17), od B. Jurczeńki, studenta z Ispasa, w Pokuciu ( DWOK T. 31 i 32). Kontakty z obydwoma zbieraczami oraz z wyżej wymienionymi&#13;
osobami dokumentuje korespondencja, a ich współpraca z Kolbergiem i pozyskany od nich&#13;
materiał omówione są we wstępach wydawców do monografii publikowanych z rękopisów po&#13;
raz pierwszy w edycji DWOK oraz w odpowiednich tomach suplementowych.&#13;
&#13;
240&#13;
&#13;
�Tymczasem autorstwo innych osób jest często przemilczane na kartach drukowanych tomów, niekiedy z powodów wyżej wskazanych, tj. ze&#13;
względu na życzenie zachowania anonimowości autorów, co Kolberg rozumiał dobrze w rzeczywistości popowstaniowej kraju, sam borykając się&#13;
z barierami i przeszkodami stawianymi przez zaborcze władze. Czasami&#13;
proweniencja autorska nie została wskazana z powodów warsztatowych;&#13;
w tamtym czasie precyzyjne odniesienia źródłowe do prac drukowanych&#13;
i do rękopisów innych autorów nie były powszechnie respektowane. Tak&#13;
więc wkład innych zbieraczy w dzieło Kolberga nie zawsze jest czytelny.&#13;
Rękopisy przynoszą w tym zakresie cenny materiał źródłowy, pozwalając&#13;
ustalić cały szereg danych proweniencyjnych, których brak przy tekstach&#13;
obcych autorów drukowanych przez Kolberga i wtapianych często w opis&#13;
etnograficzny czy własną jego relację. Dzięki temu możliwa staje się identyfikacja autorska takich zapisów folkloru, o których pochodzeniu w druku&#13;
brak informacji, a po skorelowaniu wersji publikowanej przez Kolberga ze&#13;
źródłową w rękopisie obcym – ustalenie stopnia i sposobu wykorzystania&#13;
go przez Kolberga oraz jego stosunku do nie zawsze podzielanych i zgodnych z własnymi opinii zbieraczy1.&#13;
W archiwum Kolberga zachowały się większe lub mniejsze zespoły tekstów lub ich fragmenty, pojedyncze kartki z zapisami pieśni, opowieści&#13;
czy przysłów, ale i całe zbiory i zbiorki tekstów zapisanych przez innych&#13;
zbieraczy. Nie wszystkie oczywiście wykorzystał Kolberg w swoich tomach&#13;
i w różnym stopniu z nich czerpał. Po poddaniu ich ocenie i selekcji niekiedy odrzucał materiał obcy lub dokonywał potrzebnego mu wyboru. Czasami otrzymywał takie rękopisy już po wydaniu odpowiedniej monografii&#13;
regionalnej i wtedy te, które zachowały się w jego archiwum aż do czasów&#13;
obecnych, można było opublikować w suplementach do tych monografii.&#13;
Zapisy i zbiorki innych osób rzadko są skrupulatnie opisane i podpisane przez samych autorów, jak to ma miejsce w przypadku zapisów Hemplówny, Siarkowskiego czy Konopczanki, blisko współpracujących z Kolbergiem autorów, których materiały znacznie wzbogaciły jego monografie Chełmskiego, Kieleckiego i Krakowskiego. Niektóre zbiorki opatrywał&#13;
1&#13;
&#13;
Wszystkie dane na ten temat odnalezione w rękopisach zachowanych w archiwum Kolberga zostały przytoczone w części komentarzowej tomów suplementowych do monografii&#13;
wydanych przez Kolberga w XIX wieku, zawierającej przypisy źródłowe do materiału publikowanego w tych monografiach. W tomach wydawanych po raz pierwszy w edycji DWOK&#13;
odnotowano je w przypisach do poszczególnych tekstów.&#13;
&#13;
241&#13;
&#13;
�odpowiednią notatką proweniencyjną sam Kolberg, inne noty dopisał&#13;
Kopernicki, porządkujący po śmierci Kolberga jego materiały jako wykonawca testamentu autora Ludu, a wcześniej przyjaciel i świadek jego prac&#13;
i kontaktów. Czasami teksty ludowe zapisane przez inne osoby powiązane&#13;
były bezpośrednio z listami korespondentów, stanowiąc omawianą w nich&#13;
przesyłkę. W innych przypadkach – oderwane od listów dziś nieznanych,&#13;
doręczane osobiście lub okazjonalnie przez pośredników – nie posiadają&#13;
bliższych wskazówek źródłowych. Niektóre rękopisy są sygnowane jedynie ogólnikowymi notami typu: „od p. Kubaczka”, „od Blizińskiego”, które&#13;
wskazują nazwisko zbieracza nie zawsze bliżej znanego. Inne dane o autorach cytowanych rękopisów, w rodzaju: „Oto co jedna z literatek nam&#13;
znajomych pisze (z okolic Puchaczowa, Parczewa)”, „Inny autor powiada”,&#13;
„Piszą nam z Cycowa (pod Puchaczowem, r. 1870)”1, są wręcz zaszyfrowane i pozostają enigmatyczne. Jeszcze inne zapisy z manuskryptów obcych&#13;
cytuje Kolberg anonimowo w rozdziałach poświęconych pieśniom i prozie&#13;
ludowej. Bardzo rzadko starannie opatruje odpowiednimi notami teksty&#13;
pochodzące od innych zbieraczy. Regułą jest bardziej lub mniej ogólnikowa&#13;
wzmianka o współpracy i pozyskanym materiale i niewiązanie w publikacji&#13;
poszczególnych tekstów z nazwiskiem ich autora. Dlatego dane z rękopisów&#13;
umożliwiają identyfikację autorską szeregu zapisów folkloru i sposobu ich&#13;
wykorzystania przez Kolberga, a w tomach wydawanych po raz pierwszy&#13;
– zdyskontowanie tych informacji w przypisach.&#13;
I tak np. można ustalić na podstawie wspomnianego rękopisu raptularza&#13;
A. Konopczanki, w którym notowała swoje rozmowy z mieszkańcami Modlnicy i sąsiednich wsi, oraz sporządzanych przez zbieraczkę czystopisów&#13;
ich opowiadań i relacji, że większość tekstów bajkowych publikowanych&#13;
w częś­ci IV Krakowskiego, tj. ponad połowa ze 111 opowieści, pochodzi&#13;
z jej zbiorów, podobnie jak znaczna część opisu wierzeń i wtopionych w nie&#13;
opowieści wierzeniowych. Można też oznaczyć pochodzenie autorskie (Konopczanka i jej informator) konkretnych tekstów folkloru z tego źródła oraz&#13;
prześledzić sposób pracy zbieraczki redagującej swe zapisy prymarne, a następnie ingerencję Kolberga opracowującego te czystopisy do druku i selekcjonującego je. Wkład Konopczanki dopełnia kilkadziesiąt opowiadań&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 22, 17 i 129. Monografia tego regionu&#13;
należącego wówczas do zaboru rosyjskiego, wydawana w Krakowie, znalazła się na liście dzieł&#13;
w Królestwie Polskim zabronionych. Stąd prawdopodobnie szczególna i uprzedzająca ostrożność Kolberga przy podawaniu nazwisk współpracowników.&#13;
&#13;
242&#13;
&#13;
�niedrukowanych przez Kolberga, w tym dwadzieścia podań wydanych dopiero obecnie w suplemencie do Krakowskiego1. Podobnych ustaleń dokonać można po porównaniu tomów Chełmskiego z zachowanymi rękopisami&#13;
Hemplówny czy Kieleckiego z manuskryptami Siarkowskiego, mniej spektakularnych także w przypadkach innych zbieraczy, np. Blizińskiego, Ciesielskiego, Koźmianówny czy bliżej nieznanych autorów, kiedy przynajmniej&#13;
można ustalić proweniencję źródłową (ten sam autor i rękopis) dla tekstów&#13;
rozproszonych w monografii Kolberga bez żadnych odesłań do źródła.&#13;
Sytuację wykonawczą, okoliczności przekazu tekstów folkloru Kolberg&#13;
dokumentował tylko dla części zapisów, tj. dla pieśni związanych ze zwyczajami i obrzędami, oraz dla oracji, które lokował w ramach uroczystości opisywanych w cyklu dorocznym (od Bożego Narodzenia począwszy)&#13;
i w cyklu życia ludzkiego (chrzest, wesele, pogrzeb), wreszcie dla pieśni&#13;
towarzyszących grom i zabawom i wplatanym w ich opis. Wprawdzie&#13;
kontekst, w jakim konkretnie występowały, określany bywał dość ogólnikowo i schematycznie, nierzadko bez istotnych szczegółów, ale miejsce&#13;
w obrzędzie lub czas czy okoliczności wykonania utworu Kolberg sygnalizował (np. „przy weselu, do przepiórki”, „w niedzielę rano”, „na Zielone Świątki, przed obchodem pól”, „oddając wieniec państwu”). Po części&#13;
rekompensowały tę skąpość gromadzone przez Kolberga liczne warianty&#13;
pieśni i obrzędów z informacjami dopełniającymi się nawzajem. Natomiast pieśni autonomiczne i okolicznościowe pozbawione były informacji&#13;
o konkretnych sytuacjach wykonawczych, podlegały innym kryteriom&#13;
systematyzującym – literackim lub muzycznym, środowiskowym i społecznym – takim jak temat (miłosne), gatunek (dumy), metrum (tańce),&#13;
osoba, środowisko, zawód wykonawcy (dziadowskie, żołnierskie, pasterskie, myśliwskie, rzemieślnicze). Uwagi takie o okolicznościach wywiadu&#13;
i opowiadań poszczególnych narratorów, jak zanotowane w raptularzu&#13;
Konopczanki, np. „Rozmowa z babami przy międleniu lnu” czy „Rozmowa&#13;
z babami przy wyrywaniu konopii”, należą do wyjątków, bardziej wskazujących na formę współpracy zbieraczki z ludowym informatorem i aranżację sytuacji niż na autentyzm przekazów 2.&#13;
Metrykę zapisu tekstów folklorystycznych, bezwarunkowo konieczną w rozumieniu współczesnych badaczy, widział więc Kolberg mniej&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement…(DWOK T. 73/II), s. 405–437, 450–454, 460–462.&#13;
Zob. Raptularz Antoniny Konopczanki…(DWOK T. 73/III), s. 53–59 oraz s. 64–66 i 71–74.&#13;
&#13;
243&#13;
&#13;
�rygorystycznie, w czym był reprezentantem swojego czasu, gdy folklorystyka dopiero się konstytuowała, między innymi w oparciu o jego własne&#13;
dokonania. Choć teoretycznie mocno podkreślał wagę dokumentowania&#13;
proweniencji źródłowej (lokalizacja geograficzna, informator, datowanie,&#13;
inny zbieracz, sytuacja wykonawcza), w praktyce różnie traktował poszczególne elementy tej dokumentacji. Najskrupulatniej stosowane lokalizowanie tekstów (miejsce pochodzenia, występowania lub zapisania) umożliwiało realizację wielkiego planu obrazu folkloru w ujęciu regionalnym&#13;
i jego wariantowości na obszarze dawnej Polski. Natomiast brak informacji o wykonawcy i okolicznościach przekazu, uwarunkowany wprawdzie&#13;
obiektywnymi ograniczeniami ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej,&#13;
metodą badań uzależnioną od możliwości własnych i osób współpracujących sprawił, że zatracił się szereg istotnych dla dokumentacji elementów&#13;
transmisji opowiadanych bajek czy śpiewanych pieśni. W dzisiejszym rozumieniu dopiero relacja nadawca – odbiorca współtworzą aktualizującą&#13;
się w czasie konkretnego, jednostkowego wykonania wersję tekstu, najlepiej w trakcie spontanicznego kontaktu, a nie zaaranżowanego występu.&#13;
W przypadku bezpośrednich badań Kolberga często brakło warunków naturalnych dla obserwacji i wysłuchania wykonawców, a spotkania z narratorami i śpiewakami były organizowane. Ponadto przekaz ustny rządzi się&#13;
specyficznymi prawami; ma w nim udział gest, mimika, intonacja, swoista&#13;
teatralizacja komunikacji, jednoczesność wykonania i odbioru, dialogowość, a więc w sytuacji spotkania „twarzą w twarz” interakcje ze słuchaczem, którego osoba może wpływać na repertuar (pani z dworu, nieznany&#13;
przybysz z miasta, osoba wykształcona), przebieg narracji (dodatkowe wyjaśnienia czy epizody w razie niedowierzania czy znudzenia słuchającego,&#13;
powtórzenia bądź skrócenia itd.). Mimo że wiele cech dokumentujących&#13;
oralność przekazu1 i jego dialogiczność, charakter i sytuację wykonania jest&#13;
dziś nie do odtworzenia, to jednak – w oparciu o dostępne dane w świetle&#13;
zachowanych rękopisów – można się pokusić o rekonstrukcję niektórych&#13;
metod dokumentacji źródłowej i typów przekazu. Bardziej lub mniej prawdopodobne hipotezy wydają się w tym zakresie układać w pewną spójną&#13;
1&#13;
&#13;
O specyfice komunikacji ustnej i ekspresji słownej w wymiarze antropologicznym i teoretycznoliterackim pisał Walter Jackson Ong w podstawowej dla tej problematyki pracy Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii (Lublin 1992, przekład J. Japoli). Język ludowy z perspektywy etnolingwistycznej badał zwłaszcza Jerzy Bartmiński, który zastosował w&#13;
swoich pracach Lordowską koncepcję formuły przywoływaną także przez Onga.&#13;
&#13;
244&#13;
&#13;
�całość, określającą ten etap badań nad folklorem, który przecierał szlaki&#13;
przyszłej nauce, budując bezcenną bazę źródłową, zawierał więc elementy&#13;
nowatorskie obok traktowanych jeszcze zalążkowo, niekonsekwentnie lub&#13;
wręcz pomijanych.&#13;
Postać językowa tekstów ludowych zbieranych&#13;
i wydawanych przez Kolberga&#13;
Teksty folkloru spisywane przez Kolberga w trakcie własnych badań&#13;
terenowych oraz pochodzące od innych zbieraczy i przejęte z literatury&#13;
gromadzone były przez półwiecze pracy autora Ludu. Ich różnorodność&#13;
dotyczy więc nie tylko proweniencji źródłowej w szerokim rozumieniu, tj.&#13;
lokalizacji geograficznej, czasu rejestracji, osoby informatora i zbieracza,&#13;
sytuacji wykonawczej, typu wykorzystywanych źródeł drukowanych, ale&#13;
także – jako skutek niejako powyższych okoliczności – również charakteru formalnego i kształtu językowego. Dla ukazania obrazu języka tekstów&#13;
słownych warto przypomnieć pewne stosowane przez Kolberga w praktyce&#13;
zasady generalne notacji ze słuchu.&#13;
Zapisy sporządzane przez Kolberga w bezpośrednim kontakcie ze śpiewakiem czy bajarzem w trakcie badań terenowych bywały pospieszne,&#13;
choć w różnym stopniu, zależnie od warunków przekazu i notacji. Jest&#13;
w nich widoczne staranie, by nadążyć za wykonawcą, szczególnie konieczne&#13;
przy notowaniu pieśni, gdzie trzeba było dokumentować i melodię, i tekst,&#13;
uchwycić wariantowe wersje i odmianki muzyczne w kolejnych zwrotkach.&#13;
Często melodie grupowane były wtedy w bloki, a pod nimi Kolberg umieszczał rozpoznawczy incipit tekstu, zaś pełne teksty, także zblokowane, zapisywał dalej. Notę lokalizacyjną umieszczał wtedy na ogół jedną, generalną,&#13;
obowiązującą dla całej karty. Takie prymarne zapisy tekstów pieśni cechuje&#13;
skrótowość, zwłaszcza wtedy, gdy badacz utrwalał i melodię, i tekst w czasie jednego wykonania czy raczej spotkania, bo powtarzanie niektórych&#13;
partii było – jak się wydaje w świetle rękopisów – niezbędne. Fragmenty czy wyrazy są w nich niedokończone, miejscami nieczytelne, widoczne&#13;
są wahania zapisu, poprawki i nadpisane uzupełnienia czy alternatywne&#13;
wersje. Człony powtarzające się pozostają często niewypełnione; zastępuje&#13;
je oznaczenie „ditto” lub domyślna kreska. Paralelne fragmenty czy refreny pozostają nierozpisane, a jedynie zasygnalizowane. Początkowe słowa&#13;
245&#13;
&#13;
�pieśni w tych prymarnych zapisach, jeśli zostały podpisane pod nutami,&#13;
zazwyczaj nie są dzielone na sylaby. Teksty zapisywane osobno bywają&#13;
często niesegmentowane na zwrotki i wiersze. Nie zawsze pieśni notowane&#13;
są w jednorodnych grupach, zdarzają się zapisy przemieszane, w których na&#13;
gorąco notował Kolberg np. zasłyszane opisy obrzędów czy zwyczajów, lokując wśród nich pieśni niekoniecznie w porządku chronologicznym w stosunku do przebiegu uroczystości, ale według zaburzonej często kolejności&#13;
relacji i wykonań pieśni, podążając wtedy za informatorem. Niektóre zapisy,&#13;
wyraźnie okazjonalnie pozyskane, dokonane zostały na osobnych kartkach&#13;
i karteczkach, czasami na marginesach kart wypełnionych innymi treściami&#13;
lub między różnymi notatkami. Zdarza się, że ręką Kolberga zanotowane są&#13;
melodie, ewentualnie początek tekstu pod nutami, słowa dalsze spisywała&#13;
współpracująca z nim osoba, np. blisko zaprzyjaźniony z badaczem Józef&#13;
Konopka z Mogilan, Aniela Biesiekierska z Piołunowa na Kujawach czy&#13;
współpracownica Kolberga z Tarnowa pod Chełmem, Maria Hemplówna1.&#13;
W niektórych pieśniach kolejność zwrotek jest zachwiana, w czym zapewne&#13;
odbijał się tok wykonania, potem porządek był poprawiany odpowiednią&#13;
ich numeracją.&#13;
W czystopisach redagowanych do druku tekst podlegał retuszowi redakcyjnemu, opuszczenia wypełniał Kolberg tekstem lub znakiem repetycji po&#13;
skorelowaniu go z melodią, nadawał układ wersyfikacyjny odpowiadający&#13;
strukturze zapisu muzycznego, często numerował zwrotki, uzupełniał wyjaśnienia słów gwarowych lub archaizmów, niekiedy informacje o pieśni oraz&#13;
odsyłacze filiacyjne do zbiorów innych autorów lub tomów swojego Ludu.&#13;
Bajki, legendy i podania zapisywał ze słuchu na ogół na większych arkuszach, przy czym teksty te sprawiają często wrażenie notowanych mniej&#13;
pospiesznie, choć także „na żywo”, jakby narrator był przygotowany na&#13;
1 Taka bezpośrednia współpraca przy rejestracji pieśni udokumentowana jest m.in. w zachowanych rękopisach krakowskich, kujawskich i chełmskich. Wskazać można: ponad sześćdziesiąt łączonych zapisów J. Konopki (teksty) i O. Kolberga (melodie), wykonanych w Mogilanach&#13;
m.in. w 1861 roku, zapisy pieśni, których wykonawczynią, zapewne z pamięci i z własnego repertuaru, była wspomniana już A. Biesiekierska, żona Mariana, właściciela Piołunowa, która&#13;
w czasie pobytu Kolberga na Kujawach w 1865 roku zanotowała pełne teksty do melodii utrwalonych przez Kolberga ze słuchu, oraz podobne zapisy z Chełmskiego ręką Kolberga i M. Hemp­&#13;
lówny, która także samodzielnie notowała dla Kolberga i teksty, i melodie. Zob. O. Kolberg&#13;
Krakowskie. Suplement... (DWOK T. 73/I), np. nr 519 i 706 (por. też tamże, wstęp, s. XLVI–&#13;
–XLVII), Kujawy. Suplement… (DWOK T. 72/II), np. nr 112, 128, 142 (por. też tamże, wstęp, s. XVII&#13;
i LIX–LX), Chełmskie. Suplement… (DWOK T. 82), np. nr 74 (por. też tamże, wstęp, s. XV–XIX).&#13;
&#13;
246&#13;
&#13;
�pewne spowolnienie w czasie, by słuchacz nadążył z notowaniem. Dłuższe&#13;
opowiadania, jako mniej doraźnie i spontanicznie przekazywane, wymagały&#13;
zresztą z natury odpowiedniego czasu na prezentację, wręcz „występ” narratora i udokumentowanie go przez badacza. O widniejących w zapisach&#13;
bajek poprawkach, skreśleniach, uzupełnieniach rozmaitego rodzaju – treściowych, gramatycznych, stylistycznych – nie zawsze wiadomo, czy i które&#13;
były wprowadzane doraźnie w trakcie opowiadania, czy i które później,&#13;
choć niekiedy unaocznia to sam rękopis (np. inny kolor atramentu, ołówek&#13;
zamiast pióra lub odwrotnie). Niestety prawie nie dysponujemy podwójnymi wersjami rękopiśmiennymi bajek i innych dłuższych opowiadań, tj. rękopisami prymarnymi oraz sporządzanymi z nich czystopisami przeznaczanymi do publikacji, a ponieważ poprawki, o których mowa, w różnym zakresie respektowane są w druku, uznać można, że Kolberg bądź sporządzał&#13;
kolejną redakcję, która nie wróciła z drukarni, bądź – co bardziej prawdopodobne – część poprawek i zmian wprowadzał na etapie korekty. Brak&#13;
bowiem wskazówek, że sporządzał ponowne wersje opowiadań do druku;&#13;
zachowane rękopisy wskazują, że przystosowywał do publikacji pierwotne&#13;
i jedyne zapisy. Wyjątkowo zachowane w manuskryptach obie wersje bajek i podań to materiał wspomnianej już Konopczanki, która z prymarnego&#13;
raptularza sama wypreparowała czystopisy, korygowane następnie przez&#13;
Kolberga przed drukiem1. Krótsze teksty, np. streszczenia wątków podaniowych czy wręcz niefabularne sygnały o nich, zamieszczał najczęściej już&#13;
w rękopisach partii opisowych, dotyczących kraju, ludu, wierzeń.&#13;
Drobne formy folkloru, takie jak przysłowia, zagadki, formuły magiczne (zamówień, zażegnywań, zaklęć), rymowanki, także lokował często już&#13;
w manuskryptach w ramach odpowiednio treściowo się z nimi łączących&#13;
relacji o zwyczajach (tzw. przysłowia gospodarskie i związane z dniami&#13;
świętych patronów), o wierzeniach (sposoby na czary, choroby, klęski żywiołowe), przy charakterystyce ludu (dla zilustrowania omawianych jego&#13;
cech, sposobów bycia i komunikacji), opisie gier i zabaw itd. Pojedyncze&#13;
małe formy czasami notował w wolnych miejscach zapisanych kart rękopisu, na marginesach czy obok innych zapisków etnograficznych, niezwiązanych treściowo, lub jako teksty osobne na mniejszych kartkach. Większe&#13;
1&#13;
&#13;
Na temat tych materiałów zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXIX–LXXX. Konopczanka udostępniła Kolbergowi jedynie swoje&#13;
czystopisy, nie zaś pierwotny raptularz, który do zbiorów PTL, gdzie jest przechowywany, trafił&#13;
dopiero w 1959 r.&#13;
&#13;
247&#13;
&#13;
�zespoły przysłów czy zagadek zachowały się w rękopisach korespondentów lub odpisach i wyciągach badacza z literatury.&#13;
Teksty folkloru w materiałach Kolberga ze względu na zróżnicowanie&#13;
ich postaci językowej można ująć w kilku grupach: zapisane gwarą (lub ją&#13;
odtwarzające) albo ze znacznymi wtrętami gwarowymi; zapisane w ogólnopolskim języku potocznym, czasami z elementami gwary lokalnej lub środowiskowej; zapisane polszczyzną literacką (przynajmniej intencjonalnie);&#13;
zapisane nieporadnie przez autora o słabej świadomości językowej.&#13;
Kolberg nie miał przygotowania filologicznego, a w czasie kiedy zaczął&#13;
rejestrować cechy gwarowe, czyli w połowie XIX wieku, badania językoznawcze nad dialektami dopiero się rozpoczynały. Przełom datuje się dopiero od 1873 roku, kiedy to Lucjan Malinowski ogłosił swoją rozprawę o dialektach śląskich1. Autor Ludu miał jednak znakomity słuch i determinację, by&#13;
wiernie oddać język wysłuchiwanych tym uważniej pieśni i opowieści. Jego&#13;
zapisy utrwaliły wiele zjawisk językowych w polskich gwarach ze starszego&#13;
stadium ich rozwoju, i to nie, jak kiedyś sądzono, wyłącznie w zakresie słownictwa, ale także fonetyki, morfologii, fleksji i składni2. Dotyczy to również&#13;
dialektów ruskich na wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, dokumentowanych w monografiach takich jak Pokucie, Chełmskie, Przemyskie,&#13;
Wołyń, Sanockie-Krośnieńskie, Ruś Karpacka, Ruś Czerwona, Podole.&#13;
Na ogół większą wartość dla dokumentacji cech gwarowych przedstawiają dla językoznawstwa teksty prozatorskie niż wierszowane. Ich nieskrępowana forma sprawia, że język występuje tam w postaci najbardziej&#13;
naturalnej, swobodnej, a tym samym zachowuje również cechy gwarowe.&#13;
Ponadto najczęściej reprezentują one gwarę miejscowości, w której je&#13;
1&#13;
&#13;
L. Malinowski Beitrage zur slavischen Dialektologie. Über die Oppelnische Mundart in&#13;
Oberschlesien, Leipzig 1873.&#13;
2 Ocenę wartości prac Kolberga dla językoznawstwa jako przydatnych jedynie dla słownika sformułował K. Nitsch, zob. tegoż Dialekty języka polskiego, reedycja, Wrocław–Kraków 1957, s. 12. Późniejsze wnikliwe prace nad spuścizną Kolberga i edycją Dzieł wszystkich&#13;
doprowadziły jednak badaczy do innych wniosków i do wysokiej oceny wartości materiałów Kolberga dla dialektologii historycznej. Zob. m.in. M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako&#13;
gwaroznawca, w: Oskar Kolberg (1814–1890), „W Służbie Nauki” (PAU) 1998, nr 1, s. 27–34;&#13;
T. Zdancewicz [Wstęp do:] O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), s. XLV–LXVIII; T. Skulina [Wstęp do:] O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie (DWOK T. 49), s. XLVI–LX (gwary ruskie&#13;
regionu); M. Rak „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w ujęciu dialektologicznym, w: „Ja daję&#13;
właśnie materiał”…. O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red.&#13;
E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 225–237.&#13;
&#13;
248&#13;
&#13;
�zanotowano, gdyż w przypadku dłuższych opowiadań łatwiej zapamiętać&#13;
treść niż formę, wędrowne są więc najczęściej wątki, nie konkretny przekaz&#13;
z jego postacią formalną, językową, trudniejszy do utrwalenia w pamięci.&#13;
Chyba że wędruje sam narrator, jak w wypadku wspominanych bajek śląskich spisanych na Mazowszu.&#13;
Przykłady zapisów prozatorskich, cennych pod względem dialektologicznym, znaleźć można m.in. wśród bajek kujawskich, śląskich, mazowieckich,&#13;
wielkopolskich, a także chełmskich, przemyskich czy sanockich. Zostały&#13;
w nich poświadczone nie tylko zjawiska fonetyczne właściwe gwarom,&#13;
ale także łatwiej wychwytywalne w prozie cechy fleksyjne i składniowe,&#13;
ponadto teksty te przyniosły wartościowy materiał w zakresie morfologii&#13;
i słownictwa.&#13;
Zapisy bajek pozyskiwanych przez Kolberga bezpośrednio z ust ludowych narratorów utrwaliły też niekiedy autentyczne cechy oralnego przekazu. Szeregowe ciągi prostych zdań łączonych wieloma spójnikami, częste powtórzenia, zwłaszcza podmiotu działającego, zjawisko refundacji, tj.&#13;
nadmiaru informacji dla podtrzymania uwagi słuchacza i zyskania czasu na&#13;
namysł i przypomnienie bez przerywania wypowiedzi, charakterystyczne&#13;
dopowiedzenia z użyciem zaimków wskazujących, które mogą sugerować&#13;
towarzyszące opowiadaniu gesty bajarza, wreszcie interpunkcja retoryczno-intonacyjna, lepiej oddająca charakter oralny przekazu – takie cechy&#13;
odnaleźć można w szeregu bajkowych tekstów prymarnych, nie tylko niedrukowanych przez Kolberga, ale i publikowanych, a w druku nie zawsze&#13;
i nie wszędzie ogładzanych redakcyjnie. Trudno dziś orzec, w jakim stopniu zjawisko to wynikało ze świadomego zachowania werbalnej specyfiki&#13;
terenowego wykonania i jego głosowej realizacji, na którą ucho Kolberga&#13;
– muzyka było szczególnie wyczulone, a w jakim było skutkiem praktycznej&#13;
rezygnacji z przystosowania niektórych tekstów do norm literatury pisanej1.&#13;
W zapisach pieśni język ludowy prezentuje się inaczej. Jest on krępowany miarą wiersza, rytmem i rymem, co często powoduje zniekształcenia&#13;
wyrazów pod względem fonetycznym, słowotwórczym i fleksyjnym. Składnię ogranicza rytmika i miara. Użycie form i końcówek dłuższych lub krótszych zależy od potrzeb metrycznych wiersza, a rytmika decyduje o miejscu&#13;
1&#13;
&#13;
Na zjawisko to zwróciła uwagę w oparciu o analizę kilku bajek kujawskich Izabela Kot­&#13;
larska w pracy Próba odtworzenia cech oralności w drukowanych przez Kolberga tekstach&#13;
bajkowych, zamieszczonej w Ja daję właśnie materiał….., s. 137–144. Te same cechy wykazują&#13;
też inne zapisy terenowe bajek, np. śląskich czy sanockich (zob. DWOK T. 43 i 51).&#13;
&#13;
249&#13;
&#13;
�akcentu. Pieśni są łatwiejsze do zapamiętania, a ich postać formalna utrwalona przez miarę, rytm i rym w czasie wędrówek – stabilniejsza. Łatwiej&#13;
też przenieść cechy gwary udokumentowane w tekście pieśni konkretnie&#13;
zlokalizowanej w inne okolice. Z kolei w pieśniach zachowuje się znacznie&#13;
więcej form archaicznych niż w bajkach, a także cechuje je bogactwo form&#13;
słowotwórczych, zwłaszcza zdrobnień i spieszczeń. Wszystkie te cechy materiału pieśniowego jako źródła do badań dialektologicznych poświadczają&#13;
zapisy Kolberga. I choć często, zwłaszcza wobec braku lub niepewności&#13;
co do lokalizacji geograficznej pieśni, wnioski w tym zakresie muszą być&#13;
ostrożne, współcześnie zapisy Kolbergowskie oceniane są jako wartościowe.&#13;
Warto dodać, że Kolberg, kierując się swoim świetnym słuchem i – paradoksalnie – nie będąc profesjonalistą, więc notując tym skrupulatniej to, co&#13;
usłyszał, udokumentował niektóre niuanse czy trudno opisywalne zjawiska&#13;
językowe, takie jak zmiany artykulacji spółgłosek, wariantywność fonetyczną, wymowę pośrednią samogłosek itd. Odnotować tu trzeba, że dla&#13;
obu ostatnich zjawisk, tj. wymowy wariantowej lub pośredniej samogłosek,&#13;
stosował w rękopisach zapis piętrowy, potrafił je więc oddać w sposób,&#13;
w jaki posługuje się nim dialektologia współczesna. Niestety notacja Kolberga w rękopisach musiała być często korygowana w druku, ze względu&#13;
na istniejące wówczas i dostępne czcionki nietypowe. I tak zapisy piętrowe&#13;
zastępowano w druku znakami diakrytycznymi (á, é, ä, ö, ü) lub pomijano&#13;
nadpisane głoski, nie oddając tym samym niuansów zaznaczonych przez&#13;
Kolberga. W tomach drukowanych za jego życia ten walor dokumentacyjny po części umknął; można go było natomiast zarejestrować w nowych&#13;
tomach edycji dzieł Kolberga, gdzie wszystkie cechy gwarowe zapisywane&#13;
przez Kolberga na różne sposoby, z różnych etapów notacji i w różnych&#13;
okolicach, a więc i dialektach, zostały skrupulatnie oddane. Jest to niemniej&#13;
ważne dla badaczy historii i rozwoju dialektów, jak obszerny materiał leksykalny, który jako włączony do Słownika gwar polskich J. Karłowicza&#13;
został najwcześniej doceniony1.&#13;
W zapisach Kolberga zwraca również uwagę fakt, że część tekstów, a w niektórych zespołach źródłowych większość, dokumentuje&#13;
cechy gwarowe niekonsekwentnie; pojawiają się i znikają lub występują&#13;
1 Dla&#13;
&#13;
dokumentacji dialektologicznej mają również znaczenie przytaczane w rękopisach i tomach Kolberga, zwłaszcza w rozdziałach „Lud” i „ Język”, tzw. próbki żywej mowy, w których&#13;
cytuje on używane zwroty frazeologiczne, fragmenty dialogów, powiedzenia, epitety, przezwiska,&#13;
przekleństwa itd. oraz obszerne niekiedy słowniki i zestawienia toponomastyczne i onomastyczne.&#13;
&#13;
250&#13;
&#13;
�sporadycznie. Na tej podstawie zarzucano badaczowi, że jego zapisy, jako&#13;
nieskrupulatne w poświadczaniu dialektu określonego lokalizacyjnie tekstu,&#13;
nie są w pełni wiarygodne, że ich „strona językowa, ściśle biorąc fonetyczna&#13;
[…] pozostawia dużo do życzenia”1. Analiza rękopisów i wypowiedzi Kolberga pozwala jednak zarzut ten co najmniej obwarować istotnymi zastrzeżeniami. Tego typu „niekonsekwentne” zapisy były często odbiciem rzeczywistej strony językowej przekazu, z niemetodycznym w nich zachowaniem&#13;
i prezentowaniem cech gwarowych. O ówczesnej specyfice transmisji i notacji tekstów folkloru była mowa wcześniej, tu wystarczy przypomnieć, że&#13;
to informatorzy Kolberga często posługiwali się językiem „oszlifowanym”&#13;
w służbie dworskiej lub w pracy w mieście, a ich wypowiedzi miewały już&#13;
bardziej lub mniej zatarte cechy autentycznego dialektu, niekiedy nawet&#13;
„prostego wysłowienia ludowego”. Takie przekazy zdradzają rozchwiany&#13;
już system gwarowy u samego informatora, czego Kolberg świadomie nie&#13;
ujednolicał. Tak np. cytowana już Z. Urbanowska, wysyłając Kolbergowi&#13;
pieśni z Poronina i Zakopanego–Kuźnic, śpiewane przez „służące, góralki,&#13;
ale trochę już w służbie ucywilizowane”, wyjaśniała: „[…] chociaż w zapisach&#13;
usiłowałam trzymać się ich ortografii, spostrzegałam, że to jest niemal daremne, bo tam gdzie raz było tylko samo s lub samo c, drugi raz słyszałam&#13;
sz i cz”. W odpowiedzi Kolberg przyznał, że „[…] dlatego ortografia nie może&#13;
być tu stałą i jednostajną”2. Przykładów podobnych jest więcej, nie można&#13;
jednak w ocenie konsekwencji i metodyczności zapisów Kolberga abstrahować od istotnej okoliczności, jaką bywał częsty zapewne pośpiech w notacji.&#13;
Kłopoty, jakie zapewne niejednokrotnie sprawiał zapis niewprawionemu&#13;
w rejestracji gwary Kolbergowi, mogły powodować w efekcie niedokładność lub pomijanie niektórych cech w notowanych tekstach.&#13;
Nie znaczy to jednak, że nie stajemy często przed sytuacjami zagadkowymi ze względu na skalę tego zjawiska. Przykładem mogą być zapisy&#13;
tekstów pieśni z rękopisu G. Gizewiusza i W. Kętrzyńskiego, które Kolberg wykorzystał w monografii Mazury pruskie. Na ponad 500 tekstów&#13;
z tych źródeł jedynie około połowa nie wykazuje większych przekształceń&#13;
i zmian w stosunku do pierwowzorów, z kontaminacją tekstów włącznie.&#13;
Innym przykładem mogą być bajki kujawskie, zanotowane w zachowanych&#13;
1 Zob.&#13;
&#13;
J. Krzyżanowski Dorobek Oskara Kolberga w dziedzinie literatury ludowej,&#13;
w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XXX.&#13;
2 Listy Z. Urbanowskiej i O. Kolberga z 13 XI i 9 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 295 i 304.&#13;
&#13;
251&#13;
&#13;
�rękopisach z ograniczonym poświadczaniem gwary w stosunku do wersji&#13;
drukowanej, w której cech tych jest znacznie więcej i znacznie dokładniej&#13;
ukazanych1. Być może łatwiej było zapisywać tekst językiem ogólnopolskim, a późniejsza refleksja, na podstawie osłuchania się z gwarą tamtego&#13;
regionu bądź w wyniku konsultacji z osobami ją znającymi, pozwoliła odtworzyć gwarę na potrzeby publikacji. Kolejny rękopis z poprawkami do&#13;
druku nie zachował się, a wskazówek samego Kolberga brak.&#13;
W rękopisach obcych zawarty jest również materiał ważny dla historii&#13;
języka i ówczesnego stanu dialektów. Niekiedy autorzy posługują się gwarą&#13;
czy też wprowadzają jej elementy bezwiednie, czasami z kolei próbują ją&#13;
zatrzeć i eliminować dialektyzmy i wyrażenia potoczne, podejmując nawet&#13;
dające się odczytać z rękopisów próby pseudostylizacji na gwarę. Czasami&#13;
stosują świadomie zabieg stylizacji, by „upiększyć” w swoim rozumieniu&#13;
ludowe opowiadania stylem „wysokim”, dodając treści umoralniające i dydaktyczne. Przykładów takich poczynań dostarczają niektóre bajki opracowane do druku z wspominanego parokrotnie raptularza modlnickiego przez&#13;
A. Konopczankę. Na surowej postaci językowej dokumentu prymarnego&#13;
autorka w swoich czystopiśmiennych zeszytach dokonała szeregu zabiegów&#13;
redakcyjno-stylistycznych, by „oszlifować” w taki sposób teksty opowiadane przez podkrakowskich narratorów2.&#13;
Dla dokumentacji językowej cenny materiał przynoszą również teksty zapisane polszczyzną potoczną i literacką. Pozwalają uchwyć szereg autentycznych&#13;
i dawnych cech tych odmian języka. A gdy weźmie się pod uwagę teksty folkloru, zwłaszcza pieśni starsze i bardzo stare, niekiedy zabytkowe, wydobyte&#13;
przez Kolberga z literatury staropolskiej, renesansowej i barokowej, z dawnych, rzadkich bądź efemerycznych druków, kronik i dokumentów, które&#13;
1&#13;
&#13;
O tych mazurskich tekstach zob. W. Ogrodziński „Mazury pruskie”… (DWOK T. 40),&#13;
s. XXVIII–XXXVII. Problem bajek kujawskich ilustruje specjalne opracowanie, w którym dla&#13;
porównania teksty pięciu bajek, drukowanych przez Kolberga w cz. I Kujaw (DWOK T. 3),&#13;
opublikowano w zachowanej wersji źródłowej, zob. aneks zamieszczony w suplemencie kujawskim (DWOK T. 72/II), s. 275–282 oraz tamże, wstęp A. Skrukwy, s. LI–LV.&#13;
2 Przykłady stylizacji Konopczanki w bajkach krakowskich, zebranych od ludowych narratorów w Modlnicy, prześledzić można, porównując rękopiśmienne zapisy prymarne bajek&#13;
w raptularzu (zob. Krakowskie. Suplement…, DWOK T. 73/III, s. 5–105) z wersją opublikowaną&#13;
przez Kolberga w cz. IV Krakowskiego (DWOK T. 8). Zapisy pierwotne, źródłowe, z raptularza,&#13;
opatrzone są w suplemencie odsyłaczami kierującymi do tekstów publikowanych przez Kolberga. Por. też przypisy źródłowe do tomu 8. (DWOK T. 73/III, s. 379–403) oraz wstęp do suplementu krakowskiego (DWOK T. 73/I, s. LXIX i nast.).&#13;
&#13;
252&#13;
&#13;
�przytacza w swoich tomach dla celów dokumentacyjno-porównawczych,&#13;
obraz i przekrój „języków” utrwalonych przez badacza na takim materiale&#13;
przedstawia niezwykłe spektrum. Czasami jednak w wyborze cytowanych&#13;
źródeł Kolberga zdarzają się błędy, które trudno wyjaśnić. Np. do zbioru baśni&#13;
wielkopolskich w W. Ks. Poznańskiem włączył przedruki pseudoludowych,&#13;
miernych utworów Emmy Puffke, autorki Baśni wielkopolskich dla młodzieży (Leszno 1863), oraz pisarza pomorskiego, Ignacego Danielewskiego,&#13;
przywołując wprawdzie w skróceniu oba źródła, ale nie komentując ich wiarygodności1. Podobnie postąpił z wierszowanymi tekstami Konstantego Majeranowskiego, które okazały się falsyfikatami, a zasiliły Kolbergowski opis&#13;
krakowskich zwyczajów, a po części i podań także w monografii kieleckiej2.&#13;
Innym zagadnieniem istotnym dla pracy Kolberga nad folklorem była&#13;
konieczność liczenia się z cenzurą obyczajową i polityczną. Te obiektywnie&#13;
uwarunkowane ograniczenia sprawiały, że wszystkie teksty do druku pójść&#13;
w tamtym czasie nie mogły, jeśli książki miały być zatwierdzone przez&#13;
cenzurę i dopuszczone do sprzedaży w zaborze rosyjskim. Ze względu na&#13;
obowiązujący ówcześnie konwenans obyczajowy konieczna była eliminacja&#13;
treści obscenicznch, zbyt rubasznych czy wulgarnych, wyrazów nieprzyzwoitych czy akcentów dwuznacznych moralnie. Natomiast cenzura działająca z ramienia władz zaborczych, szczególnie restrykcyjna w Królestwie&#13;
Polskim, nie dopuszczała do druku nie tylko utworów niepodległościowych,&#13;
nawiązujących do polskiej historii i narodowej pamięci, ale wymagała usunięcia pojedynczych, podejrzanych z jej punktu widzenia aluzji, akcentów&#13;
czy nawet słownictwa, tj. np. występujących nawet w kontekście neutralnym wyrazów „Moskal”, „Moskwa”, co prowadziło niekiedy do absurdalnych sytuacji. Np. choć wszystkie cztery tomy Krakowskiego dopuszczono&#13;
do druku w Krakowie, cenzura warszawska zakwestionowała fragmenty&#13;
dotyczące wierzeń krakowskich, takie jak: „Od moskiewskiej okolicy zimne&#13;
wiatry wieją, toteż jak się obrócimy ze ziemią do Moskala, to i u nas zima&#13;
tęga będzie” czy: „A tam koło Moskwy to lud co lasem chodzi, [t]o ma kudły&#13;
na piersiach, wszędy obrośniony jak niedźwiedź” lub: „[…] baba […] w końcu&#13;
1 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), nr 25 („Zaczarowane pączki”),&#13;
nr 26 („Królowa sów”), nr 29 („Czerwony pies”), nr 49 („Potępiona księżniczka”) – za zbiorem&#13;
E. Puffke oraz nr 21 („Historya o rycerzu złotoskrzydłym, o porwanej dziewicy z drogim klejnotem i o złotym zamku”) – za edycją I. Danielewskiego (Poznań 1875).&#13;
2 Zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga…(DWOK T. 73/I),&#13;
s. XXXVIII.&#13;
&#13;
253&#13;
&#13;
�sama drapła zapewne do Moskala (tj. za kordon, czyli granicę) albo też do&#13;
Żyda, bo jużci tam, a nie gdzie indziej […] złodzieje znoszą zawdy dla swojego przezpieceństwa syćkie skradzione rzecy”1. Kolberg zdawał sobie sprawę&#13;
ze sposobu działania carskiej cenzury; w roku 1881 pisał do Juliana Horoszkiewicza, pisarza i niegdyś więźnia politycznego, zbieracza i wydawcy&#13;
pieśni patriotycznych, który zwracał się do niego z prośbą o radę i pomoc&#13;
w kompletowaniu materiału:&#13;
Co do innych pieśni patriotycznych zgodziłbym się chętnie na udzielenie Panu&#13;
tych, których (jako zbyt drażliwych dla cenzury warszawskiej) sam użyć nie&#13;
mogę, o ile takowe nie znajdują się w Pańskich Wspomnieniach z r. 1830–1831,&#13;
które posiadam2.&#13;
&#13;
Miał własne doświadczenia związane z przeszkodami, jakie cenzura warszawska stawiała wobec dopuszczenia do zbytu w Królestwie tomów wydawanych w Krakowie. Bratu Wilhelmowi, który w Warszawie pośredniczył&#13;
w rozwiązaniu tych kłopotów, tłumaczył:&#13;
Mam zwyczaj przed oddaniem manuskryptu do druku przeglądać go jeszcze&#13;
i odkładać na bok wszystko, co tchnie patriotyzmem (gdyż wielka część drukuje&#13;
się z kartek, które czasami ktoś inny napisał, a ja tylko przejrzałem i poprawiłem). Otóż większa część wskazanych przez Ciebie (i cenzurę) miejsc była prześlepioną przeze mnie, a korektor […] nie dbał wcale o usunięcie tych kawałków,&#13;
1 Zob. O. Kolberg. Krakowskie cz. I (DWOK T. 7), s. 34 (przyp.), s. 37 (przyp.**) oraz s. 102.&#13;
Cenzura nie dozwoliła także przewożenia do Warszawy i rozpowszechniania w Królestwie cz. II&#13;
Krakowskiego (DWOK T. 6) ze względu na pieśni w dziale „Dwory. Miasta” oraz przyśpiewki w „Tańcach”, w których pojawiały się rzeczywiste lub domniemane akcenty patriotyczne&#13;
i nawiązania do historii Polski, np. wzmianki o bitwie pod Racławicami, o królu Stefanie Batorym „gromiącym moskiewskie bojary”, o wojsku polskim, o potrzebie wolności, a także, jak&#13;
w tomie 7., słowo „Moskal” (np. w nr. 749: „Z jednej strony woda, z drugiej Skała, Kije, z trzeciej strony Moskal do miasteczka bije” czy w nr 764: „Wandę naśladujcie, Polaków całujcie,&#13;
bo Moskal i Niemiec zawsze cudzoziemiec”). Listę miejsc zakazanych w Królestwie w tomach&#13;
7. i 6. przesłał Oskarowi Wilhelm w liście z 18 XI 1875 r. (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64,&#13;
s. 548). Egzemplarzy poprawionych zgodnie z tymi wymogami nie udało się odnaleźć, prawdopodobnie do rozpowszechniania w Królestwie tomów 7. i 6. nie doszło. Zob. też E. Millerowa,&#13;
A. Skrukwa „Krakowskie”Oskara Kolberga…(DWOK T. 73/I), s. X–XI.&#13;
2 Brulion listu do J. Horoszkiewicza z 20 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 499. Chodzi o zbiór J. Horoszkiewicza Wspomnienia roku 1830–31, wiersze, pieśni z muzyką, marsze wojska polskiego odnoszące się do tej epoki zebrał i wydał… , z. I Słowa, z. II&#13;
Nuty, Lipsk 1880. Zob. też list J. Horoszkiewicza z 24 IV 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 479–480.&#13;
&#13;
254&#13;
&#13;
�więc zostały wydrukowane. Choć przyznać się muszę, że parę miejsc mniej&#13;
drażliwych zostawiłem sam, nie sądząc, aby je cenzura brała na serio1.&#13;
&#13;
Gromadził jednak, choć „przed publikacją odkładał na bok”, pieśni&#13;
patriotyczne, a ich znakomita niewydana część, przechowana w osobnej&#13;
tece, wydawana jest obecnie w monografiach nowych i w suplementach&#13;
do dawnych. Znaleźć tam można pieśni związane z powstaniem kościuszkowskim, z walkami okresu napoleońskiego, z powstaniem listopadowym i styczniowym, np. kilka zapisów Pieśni legionów J. Wybickiego czy&#13;
Szlachty w roku 1831 G. Ehrenberga. Podobnie nie przeznaczał Kolberg&#13;
do druku niektórych podań historycznych i opowieści zawierających treści&#13;
„niepożądane”, jak np. nacechowanych aluzjami do „Moskali” i „Moskwy”&#13;
(w znaczeniu Rosji) opowieści podkrakowskich narratorów A. Konopczanki.&#13;
Czasami w druku, rzadziej już w rękopisie, pomijał słowa, które mogły budzić sprzeciw czy kontrowersje, i wykropkowywał takie miejsca w tekście,&#13;
pozostawiając domyślności czytelnika właściwy sens, niekiedy uciekał się&#13;
do swoistego kamuflażu i zastępował drażliwie wyrazy czy treści neutralnymi, co powodowało zatarcie właściwego sensu, stanowiło rodzaj maski&#13;
na ogół czytelnej dla ówczesnego odbiorcy, ale przy zewnętrznym oglądzie&#13;
zmieniającej właściwe znaczenie czy logikę tekstu. W rękopisach odnaleźć&#13;
można szereg przykładów takich zabiegów. Np. w dwu wariantach ballady&#13;
o panu Cybulskim (Krawczyńskim) sprzedającym żonę Moskalom (tak pierwotnie w rękopisie) wprowadził własnoręcznie w manuskrypcie poprawkę,&#13;
zamieniając w tekście kilkakrotnie „Moskali” na „Tatarów” (wariant chełmski) i na „Kozaków” (wariant mazowiecki), przystosowując obie pieśni w ten&#13;
sposób do ewentualnej publikacji, ostatecznie jednak sam ich nie wydał,&#13;
znalazły się dopiero w odpowiednich suplementach2. Część tekstów folklo1 Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 553.&#13;
Zob. dalsza korespondencja w tej sprawie z Wilhelmem z pierwszej połowy 1876 r., tamże, listy&#13;
nr 403, 407, 418, 422 oraz z księgarzem i wydawcą, Maurycym Wolffem, z okresu od 10 XI 1879 r.&#13;
do !8 III 1880 r., tamże, cz. II (DWOK T. 65), nr 667, 669, 671, 703. Pieśni patriotyczne zachowały&#13;
się głównie, choć nie wyłącznie, w tece 36 Miscellanea (w zbiorach Arch. PTL, sygn. 1317–&#13;
–1325), w której gromadził Kolberg pieśni popularne z dworów i miast. Są publikowane w tomach&#13;
wydawanych w ramach Dzieł wszystkich w odpowiednich rozdziałach monografii, np. spory&#13;
ich zasób zamieszczono w suplemencie krakowskim (DWOK T. 73/II), s. 63–118, nr 864–918.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Chełmskie. Suplement… (DWOK T. 82), nr 74 oraz Mazowsze cz. VI&#13;
(DWOK T. 41), nr 1212 – w tej pieśni dodatkowo Kolberg zanotował poprawkę z: „Moskale&#13;
bestyje” na: „Kozaki tymczasem”.&#13;
&#13;
255&#13;
&#13;
�ru, które się jednak zabiegom podobnym nie poddawały, zmuszony był od&#13;
razu „odkładać na bok”.&#13;
Zasadniczym deklarowanym celem, jaki sobie Kolberg w dokumentacji&#13;
folkloru wyznaczył, była – jak wiadomo – wierność ludowemu przekazowi.&#13;
Potwierdzają to liczne wypowiedzi badacza w przedmowach do wydawanych tomów, w korespondencji, publicystyce, polemikach itd. W sumie owa&#13;
postulowana zasada zachowania „prostoty wysłowienia ludowego”, zgodności postaci tekstu z kształtem, jaki „wyszedł z ust ludu”, podania w „nieskażonej postaci” śpiewanej pieśni czy opowiadanej bajki, z uwzględnieniem&#13;
wszystkich „zwichnięć” i zniekształceń przekazu, podlegała w praktyce&#13;
pewnym ograniczeniom, po części obiektywnym, po części warsztatowym.&#13;
O ile w rękopisach terenowych teksty folkloru są w większym stopniu wierne i utrwalają pierwotną wersję wykonawczą, o tyle w przypadkach redagowanych do druku ludowych pieśni czy prozy obserwujemy ingerencję&#13;
redakcyjną Kolberga. Poza wskazanymi wyżej działaniami narzuconymi&#13;
przez czynniki zewnętrzne, miała ona także inne cele. Zmierzała do „uczytelnienia” tekstu (wyjaśnianie niektórych gwarowych czy starszych wyrazów, dopowiedzenia w partiach eliptycznych), nadania mu spójności i logicznego porządku (kolejność zwrotek pieśni czy epizodów opowiadania),&#13;
uładzenia postaci formalnej (oznaczanie akapitów w powieściach, układu&#13;
wersyfikacyjnego dla pieśni), prostowania rażących „zwichnień” czy uzupełniania brakujących, choć oczywistych członów. Wprawdzie wariantów&#13;
kalekich, nieudolnych, słabych nie przeznaczał Kolberg do druku, ale te,&#13;
które wybrał, poddawał redakcyjnemu opracowaniu, nie zawsze w duchu&#13;
postulowanej ścisłej wierności. W przedmowie do części IV Krakowskiego,&#13;
tomu zawierającego ponad sto wariantów bajkowych, napisał:&#13;
Powieści tu przytoczone pochodzą z dość bliskich Krakowa okolic i spisanymi zostały głównie we wsiach Modlnicy, Modlniczce i Tomaszowicach. Przy&#13;
spisywaniu staraliśmy się zachować język i sposób wyrażenia się ludowy, nie&#13;
prostując ich mimo widocznego braku porządku u opowiadacza i tylko tam,&#13;
gdzie opowiadający wyniósł ze szkoły pewną w dykcji przesadę i rozwlekłość,&#13;
a nastrzępił mowę swą i skaził obcymi jej dodatkami, na dworskim lub rządowym zaczerpniętymi chlebie, pozwoliliśmy sobie oczyścić je z tych narośli, nie&#13;
nadwerężając autentyczności myśli i wyrażeń, i oddać w toku ludowej baśni&#13;
odpowiednim1.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. XII–XIII.&#13;
&#13;
256&#13;
&#13;
�Ów „odpowiedni tok ludowej baśni” musiał w oczywisty sposób odbiegać często od autentycznego przekazu w jego naturalnej nieporadności,&#13;
powtórzeniach itd. oraz „dodatkach”, jak to określa Kolberg. Praktyka ta,&#13;
w bardzo zresztą różnym stopniu stosowana przy poszczególnych typach&#13;
materiału folklorystycznego, oznaczała jednak ingerencję redakcyjną wydawcy, w czym Kolberg szedł w pewnej mierze utartą drogą ówczesnych&#13;
folklorystów. Mimo wszelkich deklaracji inaczej rozumiał wierność przekazu; na pierwszym miejscu stała wartość tekstu treściowa i estetyczna,&#13;
nie zaś jednostkowe wykonanie w określonej sytuacji przez konkretnego&#13;
narratora, ze ścisłym odnotowaniem indywidualnych cech jego wypowiedzi, wszystkimi jej niedostatkami i brakami. Interesowała go pieśń&#13;
czy opowieść jako utwór ludowy, a nie poszczególne jego wykonania.&#13;
Dokumentował tekst folkloru w różnych wprawdzie wariantach, ale już&#13;
nie wariant w różnych wersjach śpiewaka czy narratora, w czym zresztą&#13;
niebagatelną, jeśli nie decydującą rolę odgrywał brak miejsca w drukowanych tomach wobec ogromu zgromadzonego materiału i brak czasu,&#13;
by własnymi siłami podołać takiemu zamierzeniu. Warianty publikował&#13;
często w skróceniu, co widoczne już było w Pieśniach ludu polskiego,&#13;
odsyłając do tekstu pełnego, by nie powtarzać segmentów pieśni, które jednak po sięgnięciu do rękopisów okazywały się często nietożsame&#13;
językowo. Można więc mówić o poszukiwaniu stereotypu konkretnego&#13;
ludowego tekstu, o pewnej założonej typizacji czy standaryzacji tekstów,&#13;
które miały być czytelne, zrozumiałe, a także reprezentatywne dla kultury&#13;
ludowej regionu. Zaznaczyć przy tym należy, że szansę wiernego ukazania&#13;
rozmaitych formalnych i językowych postaci tekstów folklorystycznych&#13;
dają materiały zawarte w ineditach i suplementach. Zachowane w spuściźnie Kolberga, zanotowane zarówno przez niego, jak i przez inne współpracujące z nim osoby, wydawane po raz pierwszy bez retuszu i ingerencji&#13;
redakcyjnej badacza, dokumentują całą tę ówczesną złożoność rejestracji folkloru słownego i różnorodność ich kształtu językowego. Chodzi tu&#13;
przede wszystkim o zapisy prymarne, których nie przygotował Kolberg do&#13;
druku w postaci już retuszowanych czystopisów. Są to często całe zespoły&#13;
cennych tekstów, zwłaszcza pieśni i bajek, które nie weszły do ówczesnych monografii z powodu braku miejsca, musiały być eliminowane ze&#13;
względu na swoje treści lub przekazane zostały autorowi później, już po&#13;
ukazaniu się drukiem odpowiednich tomów.&#13;
&#13;
257&#13;
&#13;
�Zagadnienie to wiąże się ściśle z rozważanym dalej problemem selekcji&#13;
oraz systematyzacji i klasyfikacji tekstów folkloru, a także z rozumieniem&#13;
jego gatunków w ujęciu Kolberga.&#13;
Miejsce tekstów folkloru w Ludzie i Obrazach etnograficznych.&#13;
Selekcja i systematyzacja.&#13;
Przegląd gatunków: klasyfikacja, terminologia,&#13;
specyfika genologicznego ujęcia Kolberga&#13;
Znaczną część tekstów ludowych zamieszczał Kolberg w Ludzie i Obrazach etnograficznych w rozdziałach specjalnie poświęconych poszczególnym gatunkom folkloru słownego, tj. przede wszystkim pieśniom, opowieściom ludowym, przysłowiom i zagadkom. Jednak nie wszystkie teksty&#13;
pieśniowe i prozatorskie oraz mikroformy publikował Kolberg w osobnych&#13;
rozdziałach, gdzie były systematyzowane i klasyfikowane. Jak wspomniano, część lokował w innych rozdziałach monografii, wtapiając je w tekst&#13;
opisowy, informacyjny, zatem znaczna ich ilość nie jest objęta klasyfikacją&#13;
gatunkową, pozostaje poza nią, choć czasami poszczególne teksty publikowane w ten sposób określane bywają w rękopisach zwięzłą notą gatunkową.&#13;
Zapisy takie są rozsiane w różnych rozdziałach poszczególnych monografii,&#13;
a także w przypisach zamieszczanych na końcu tomów. Dotyczy to przede&#13;
wszystkim podań i opowieści wierzeniowych, których nie publikował Kolberg w osobnych rozdziałach, lecz przy ich pomocy charakteryzował „kraj”,&#13;
czyli opis topograficzny regionu, i „świat nadzmysłowy”, tj. obraz lokalnych&#13;
wierzeń, przesądów, praktyk czarodziejskich, leczniczych itp. Pozostałe gatunki tekstów również zamieszczane są według potrzeb autora w różnych&#13;
miejscach tomów, skąd trudno je często wyłowić. I tak teksty ludowe znaleźć można nie tylko pośród informacji topograficznych (podania historyczne&#13;
i lokalne, legendy), demograficznych (przysłowia, anegdoty), poświęconych&#13;
zwyczajom i obrzędom (pieśni, oracje i przysłowia), grom i zabawom (pieśni, rymowanki), wierzeniom (podania wierzeniowe, opowieści ajtiologiczne,&#13;
formuły magiczne), ale i w przypisach, często znacznie rozbudowanych na&#13;
końcu tomów (pieśni, wszystkie gatunki prozy, drobne formy). Wiele z nich&#13;
umyka przy wertowaniu tomów, pełnią funkcję ilustracji dla opisywanych&#13;
przejawów kultury lub dopełniają zręby treściowe tomów w przypisach, lecz&#13;
giną w masie szczegółów jako „reprezentanci” gatunków ujętych w osobnych&#13;
258&#13;
&#13;
�działach. I tak np. w tomie poświęconym krakowskim wierzeniom zamieścił&#13;
Kolberg przy opisie leczniczych i czarodziejskich właściwości roślin opowieści ilustrujące magiczną moc czyściczki – „rozryw-ziela” – i kwiatu paproci,&#13;
a w rozdziale o czarach i czarownicach zabawny wariant wątku „Wyprawa&#13;
na sabat”1. Niezwykle ciekawe i rzadkie w polskim folklorze bajki ajtiologiczne ilustrują tam opisywane wyobrażenia o stworzeniu świata, żywiołów,&#13;
piekła itd., a wierzenia na temat księżyca obrazuje anegdota o św. Jerzym&#13;
na księżycu i bajka magiczna o dwu siostrach i miesiącu2. Podobnie opis&#13;
tzw. świata nadzmysłowego w monografii wielkopolskiej, tj. w części VII&#13;
W. Ks. Poznańskiego, obrazuje około sześćdziesięciu rozmaitych opowieści&#13;
wierzeniowych, a w przypisach do wszystkich prawie monografii zawarty&#13;
jest obszerny materiał pieśniowy, podaniowy i wierzeniowy. Rodzi to komplikacje przy wyszukiwaniu materiału; niejednokrotnie trudno odnaleźć&#13;
w tomach Kolberga w tym samym miejscu danej monografii, podlegającej&#13;
przecież stałemu schematowi treści, konkretne teksty, np. podania o Twardowskim z bogatego polskiego repertuaru. Podania lokalne i historyczne są&#13;
wprawdzie stałym elementem opisu kraju we wszystkich monografiach regionalnych, ale można je również odnaleźć w innych rozdziałach czy w przypisach. Przysłowia przypisywane są do różnych działów, np. opisu ludu,&#13;
jego życia i pracy, nawyków i przesądów, zwyczajów czy wierzeń. Ciekawe&#13;
warianty pieśni, np. dziadowskich, pielgrzymkowych, pogrzebowych, weselnych, religijnych czy historycznych, także starszych, wydobytych z rzadkich&#13;
dokumentów i czasopism, z literatury staropolskiej i nowszej, a także popularnej przytaczane są w przypisach, czasami luźno powiązanych z tekstem&#13;
głównym. Dla przykładu w przypisach zebranych na końcu tomów znalazły&#13;
się m.in.: w monografii kujawskiej dwie „powiastki o zbójcach, złodziejach”&#13;
– „później nadesłane” Kolbergowi, w części I W. Ks. Poznańskiego rozbudowany wariant pieśni dziadowskiej o św. Łazarzu i bogaczu, udokumentowany w „Przyjacielu Ludu” w 1836 roku, w Kieleckiem zabawna „Parodia&#13;
na dziadów” z rękopisu W. Siarkowskiego, która z repertuaru księżowskiego&#13;
przeszła prawdopodobnie do ludowego, w Kaliskiem pieśni pielgrzymkowe&#13;
z melodiami oraz kilka dawnych pieśni maryjnych, m.in. XV-wieczny zapis&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 119–123, nr 2 „Czyściczka” (tam tekst&#13;
pt. „O żołnierzu i królewiczu”), s. 123–125, nr 4 „Paproć” (dwie wersje bez tytułu) oraz s. 96–98,&#13;
nr 211 (bez tytułu) –odpowiednio: T 951A + 3105, T 3100, T 3045.&#13;
2 Zob. np. Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 5–6, nr 4 („Bunt szatanów”, T 2451) czy s. 6–7&#13;
(„Jabłko Adama”, T 2461) oraz s. 29–30, nr 44 i s. 30 –31, nr 49 (T 1150A i T 480B).&#13;
&#13;
259&#13;
&#13;
�Bogurodzicy1. Bardzo często przywoływane są też dla celów porównawczych&#13;
warianty pieśni lub ich fragmenty z innych regionów.&#13;
W przypisach tych odnaleźć można wszystkie gatunki prozy, zwłaszcza&#13;
znaczną ilość legend i podań lokalnych, ajtiologicznych, historycznych&#13;
i wierzeniowych, przypisanych do miejscowości i topografii terenu, do&#13;
genezy ich nazw, do postaci i wydarzeń, a także do zjawisk z tzw. świata&#13;
nadzmysłowego z miejscami tymi związanych. Są tam także teksty parodystyczne, anegdoty i fraszki, opowieści wierzeniowe o demonach, wiedźmach i czarach, „gadki” o skarbach, zbójcach, złodziejach i oszustach, ale&#13;
i legendy herbowe, oracje i modlitwy, a także opowiadania traktowane&#13;
jako „próbki mowy”. Zamieszczał tam Kolberg również rozmaite przysłowia, na ogół łączone tematycznie, np. z życiem codziennym i pracą,&#13;
z wierzeniami, przesądami, sztuką lekarską czy zwyczajami przypisanymi&#13;
do świąt i świętych patronów w cyklu kalendarzowym. Najczęściej materiał ten pochodzi ze źródeł drukowanych, z różnych periodyków czy&#13;
prac zwartych, innych zbiorów folklorystycznych czy literatury pięknej,&#13;
niekiedy także ze starodruków. Spotykamy tam również ważne informacje o zasięgu czy rozpowszechnieniu niektórych wątków, odniesienia do&#13;
pokrewnych tekstów w innych regionach, komunikaty o braku w nich&#13;
niektórych form folkloru. Zdarzają się też cenne informacje o niektórych&#13;
wątkach czy wręcz tekstach z innych regionów niż ten, któremu poświęcona jest określona tytułem monografia. W sumie jest to materiał o różnej&#13;
wartości źródłowej; obok stylizowanej na ludową, wierszowanej „dumy”&#13;
pióra Majeranowskiego, wypisanej z „Pszczółki Krakowskiej” z 1820 roku,&#13;
można tam spotkać starą pieśń żołnierską wpisaną w książce z XVI wieku oraz dwa nowsze jej warianty poświadczone około 1830 roku czy&#13;
„pieśń pożegnalną narzeczonej dotąd przez lud śpiewaną”, przejętą za&#13;
pośrednictwem Glogera z broszury z połowy XVII wieku, a obok opowiadań tworzonych dla ludu, np. przez pisarzy takich jak J.K. Gregorowicz&#13;
czy J. Chociszewski, zapisy terenowe bajek, niekiedy realizacji wątków&#13;
1 Opowieści „O dwóch chłopach i o złodziejach” oraz „Zbójecka żona”, opatrzone nr 44 i 45&#13;
opublikował Kolberg w cz. I Kujaw (DWOK T. 3), na s. 323–328. Pieśń o Łazarzu i bogaczu&#13;
pochodzącą z artykułu Żebraki w Polsce zamieszczonego w „Przyjacielu Ludu” 1836, R 2, nr 51,&#13;
przedrukował w W. Ks. Poznańskiem cz. I (DWOK T. 9), s. 269–271. „Parodia na dziadów” z rękopisu W. Siarkowskiego pt. „Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa” znalazła się w cz. II&#13;
Kieleckiego (DWOK T. 19), na s. 256–262, a pieśni pielgrzymkowe i maryjne włączone zostały&#13;
do Kaliskiego (DWOK T. 23), s. 233–246, nr 232–259 oraz s. 247–254, nr 260–269.&#13;
&#13;
260&#13;
&#13;
�rzadkich czy wręcz unikatowych1. Warto dodać, że czerpanie z innych&#13;
źródeł przeważnie nie odbywało się bezkrytycznie. Świadczą o tym komentarze w rodzaju dotyczącego pieśni przywołanej wyżej, cytowanej za&#13;
Glogerem jako „dotąd przez lud śpiewanej”: „Że śpiewano pieśni te po&#13;
dworach i dworkach nie ulega zaprzeczeniu, wątpić atoli należy, aby w tej&#13;
formie przynajmniej powstały i pierwiastkowo nucone były po chatach&#13;
wieśniaczych” 2.&#13;
W swojej odpowiedzi polemicznej na zarzut wyrażony w recenzji H. Biegeleisena, że gromadzi materiał „bez ładu i składu”, Kolberg wyjaśniał:&#13;
[…] w przypisach zaś i notkach dawaliśmy wyciągi i komentarze to dłuższe, to&#13;
krótsze z dzieł różnych, polskich i zagranicznych, z broszur, gazet, listów itd., nader rzadko wdając się w bliższą ich ocenę, bo nie było to naszej pracy zadaniem,&#13;
a chodziło tylko o wyciągi pozostające jednak w ścisłym związku z przedmiotem&#13;
w tekście, pod tą a tą stronicą lub rubryką traktowanym, a to wszystko w celu&#13;
ułatwienia badaczowi poszukiwań przy pracy porównawczej. Związku tego, jaki&#13;
istnieje między przedmiotem jako szczegół etnograficzny w tekście podanym,&#13;
a odnoszącymi się doń jako akcesoria przypisami, recenzent wcale nie uwzględnił czy też go nie dopatrzył się3.&#13;
&#13;
Z takiej perspektywy zbieracza materiał tak różnorodny wydaje się&#13;
uzupełnieniem celowym. „Szczegół etnograficzny” – według określenia&#13;
Kolberga – potwierdzony w wierszu czy opowiadaniu popularnego pisarza czy w utworach przetwarzających wątki folklorystyczne, okazywał&#13;
1&#13;
&#13;
J.K. Rzesińskiego [K. Majeranowskiego] Dumę z powieści ludu wiejskiego, Olbrom&#13;
i Nida z „Pszczółki Krakowskiej” 1820, T. III, s. 161 przedrukował Kolberg w Kieleckiem&#13;
cz. I (DWOK T. 18), s. 209–211. Pieśń z XVI wieku „Piękne jest koło rycerskie” oraz dwa&#13;
późniejsze warianty „Pieśni o żołnierzu tułaczu” („Idzie żołnierz borem lasem”) przytoczył&#13;
Kolberg za artykułem Starożytna pieśń polska z „Pamiętnika Sandomierskiego” 1830, T. 2,&#13;
s. 109–114 w Sandomierskiem (DWOK T. 2), s. 255–257. Pieśń pożegnalną, weselną z broszury [Jana z Wychylówki] pt. Kiermasz wieśniacki Abo rozgwara Kmosia z Bartoszem&#13;
na Za-Wiślu (z poł. XVII wieku) zacytował za Z. Glogerem (zob. Pruski [Z. Gloger] Obchody&#13;
weselne, Kraków 1869, s. 236–238) w cz. V Mazowsza (DWOK T. 28), s. 352–353. Tamże znalazł się fragment innej pieśni weselnej także za Glogerem jw., pochodzący również z dawnego&#13;
druku z XVII wieku pt. Dama dla uciechy młodzieńcom i pannom, w której się zamykają&#13;
pieśni, tańce i padwany rozmaite. Natomiast w Sandomierskiem (DWOK T. 2), w przypisach&#13;
(s. 273–276) opublikował Kolberg trzy opowieści („Legenda”, „Klechda”, „Gadka”) zebrane&#13;
pt. „Próbki języka”.&#13;
2 O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 353.&#13;
3 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena… (DWOK T. 63), s. 393.&#13;
&#13;
261&#13;
&#13;
�się interesujący ze względu na kontynuację tradycji, żywotność form i ich&#13;
twórczą dynamikę. Tyle, że dokumentował wtedy raczej zjawisko współcześnie nazywane folkloryzmem niż sam żywy folklor, mieszając obie kategorie.&#13;
Fakt, że część tekstów ludowych nie występuje w dziele Kolberga w sposób izolowany, lecz wtopiona w opis autorski służy charakterystyce różnych zjawisk kultury, oraz że znaczna część takich zapisów zebrana jest&#13;
w uzupełniających przypisach bez segregacji źródłowej, chronologicznej,&#13;
a zwłaszcza gatunkowej, znacznie utrudnia wyodrębnienie konkretnych&#13;
przekazów i ich grup gatunkowych w zebranym przez Kolberga materiale.&#13;
Z drugiej jednak strony jest w pewnym sensie naturalną konsekwencją&#13;
synkretycznego pojmowania przejawów kultury na określonym wczesnym&#13;
etapie badań nad folklorem. Niejako przy okazji źródłowe „silva rerum”&#13;
w komentarzach Kolberga przynosi szereg cennych przyczynków do dziejów folkloru słownego, pisanych świadectw ciągłości tradycji ustnej w ujęciu ogólnopolskim i regionalnym, materiału porównawczego dotyczącego&#13;
wędrówki i zmienności wątków czy przeciwnie – stabilności niektórych.&#13;
Ponadto, jak się okazuje współcześnie, dzięki takim penetracjom literackim,&#13;
choć nie ustrzegł się Kolberg błędów i mielizn w doborze źródeł, utrwalił&#13;
wiele nieznanych tekstów folkloru, nawet unikatowych przekazów ze źródeł&#13;
dziś niedostępnych, zagubionych lub zapomnianych. Otwiera to odrębne&#13;
pole dla badań nad dziejami szeregu utworów przechowanych w tradycji&#13;
ustnej.&#13;
Ogromny materiał folklorystyczny, gromadzony często wiele lat wcześniej niż autor Ludu mógł go wydać, narastający latami w jego archiwum,&#13;
przed drukiem zamierzonych monografii poddawał Kolberg selekcji. Ponad&#13;
pół wieku temu J. Krzyżanowski tak pisał o tekstach folkloru i ich doborze&#13;
u Kolberga:&#13;
Nie raził go, i słusznie, „brak porządku u opowiadacza”, stąd w zapisach jego&#13;
tekstowych, czy to będą pieśni czy bajki, jest ogromnie dużo materiału prymitywnego, zniekształconego przez pamięć lub uwagę śpiewaka czy bajarza, ale&#13;
wskutek tego właśnie autentyczność tych zapisów nie budzi żadnych zastrzeżeń.&#13;
Mało jest tu natomiast tekstów nacechowanych wyraźną nieudolnością czy brakiem inteligencji, najwidoczniej zbieracz selekcjonował je starannie i do druku&#13;
podawał to, co odpowiadało jego wymaganiom. Nosząc się kiedyś z zamiarem&#13;
wydania wyboru bajek ludowych, odnotowywałem warianty wzorowe, godne&#13;
upowszechnienia, słowem – warianty czytelne, wolne od rażących potknięć,&#13;
262&#13;
&#13;
�przekręceń i innych zniekształceń. I wśród wybranych stale występowały bajki&#13;
zapisane przez Kolberga1.&#13;
&#13;
Jest to opinia wybitnego znawcy, z którą do dziś liczą się badacze; nie&#13;
straciła też na swojej wiarygodności, choć konieczne jest zastrzeżenie. Dodać bowiem należy, że jej autor oceniał w ten sposób dostępny wówczas&#13;
dorobek Kolberga w dziedzinie literatury ludowej, drukowany w XIX wieku. Rękopisy dokumentują jednak znaczne zróżnicowanie pod tym względem, przechowały się w nich także warianty słabsze, niedokończone, niejasne czy skrócone, a nawet okaleczone. Świadczą o tym materiały wydawane&#13;
obecnie.&#13;
Aby dostarczyć jak najbogatszego materiału do badań nad pieśniami&#13;
i bajkami, nad mechanizmem ich życia i zmian w ustnym obiegu i tradycji&#13;
pisanej, Kolberg gromadził najrozmaitsze teksty o wątkach powszechnie&#13;
znanych i rzadkich, specyficznych dla regionu i całej Polski, różnych funkcją, treścią i formą, począwszy od starych pieśni obrzędowych i ballad po&#13;
ulotne przyśpiewki, od zeszycików różnych osób z zapisami pieśni patriotycznych i popularnych, od utrwalonych w tradycji podań historycznych&#13;
i dawnych bajek magicznych, po świeżo tworzone opowieści wierzeniowe&#13;
i anegdoty nawiązujące do bieżących zdarzeń. Zasób zebranych tekstów&#13;
– określony wcześniej – wymagał panowania nad ogromnym materiałem&#13;
i wyjątkowej erudycji przy wyborze, w czym pomocne oczywiście było&#13;
doświadczenie badacza nabyte w długoletnim obcowaniu z folklorem.&#13;
Zarówno wypowiedzi Kolberga, jak i rezultaty selekcji obserwowane&#13;
dzięki porównaniu materiału drukowanego z zachowanymi rękopisami&#13;
pozwalają stwierdzić, że do publikacji wybierał Kolberg przede wszystkim warianty pełne, czytelne, zrozumiałe, kierując się jednak głównie&#13;
ich reprezentatywnością dla repertuaru regionu, a więc znaczeniem dla&#13;
dokumentacji folklorystycznej, a nie wartością artystyczną, poetyckimi&#13;
czy epickimi walorami. Ze względu na znaczenie twórczości słownej dla&#13;
obrazu kultury lokalnej nie eliminował zatem często wariantów mniej&#13;
udanych; obok tekstów o walorach estetycznych zdarzały się także słabsze, toporniejsze, mniej ciekawe, ale dla badacza znaczące. O pieśniach&#13;
wielkopolskich pisał:&#13;
1 J. Krzyżanowski Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej, w: tegoż Szkice&#13;
folklorystyczne T. 1, Kraków 1980, s. 271.&#13;
&#13;
263&#13;
&#13;
�Wartość tych ludu utworów historyczna, lingwistyczna, obyczajowa, wreszcie&#13;
poetyczna, jak to z samej natury rzeczy wynika, nie może być jednakową, stąd&#13;
obok nader cennych napotykamy nierzadko czcze i liche; wszystkie atoli są&#13;
wiernym odbiciem uczuć, wrażeń i zapatrywań wielkopolskiego ludu1.&#13;
&#13;
Na pierwszym miejscu nie stał więc artyzm, „poetyczność” folkloru, ale&#13;
odbicie w nim ludowej wizji świata w jej regionalnej odmianie i kulturowej&#13;
specyfice. To stanowisko było w dużej mierze nowatorskie; współcześnie&#13;
świadomość badawcza folklorystów jest bardzo zbliżona – podobną opinię&#13;
wyraził J. Krzyżanowski sto lat po Kolbergu:&#13;
[…] w przeciwieństwie do innych literackich, w zasadzie jednotekstowych, twory&#13;
folklorystyczne są wielotekstowe, a wskutek tego wszystkie teksty pieśni ludowej, bajki, podania, zagadki, przysłowia i in. mają jednakową wartość dokumentarną. Dla badacza–folklorysty tekst artystycznie lichy ma takie samo znaczenie,&#13;
jak tekst doskonały, a bywa – choć brzmi to paradoksalnie – że może mieć&#13;
znaczenie nawet większe2.&#13;
&#13;
Jak wspomniano wcześniej, musiał się też Kolberg liczyć z ograniczeniami obiektywnymi. Obok wymogów, wręcz restrykcji cenzury władz zaborczych, należała do nich także konieczność respektowania ówczesnych norm&#13;
obyczajowych. Na publikację nieprzyzwoitych tekstów i treści konwenans&#13;
obowiązujący w życiu publicznym nie pozwalał, a trzeba się było z nim&#13;
liczyć ze względu na dalszy postęp badań i druku kolejnych tomów, który&#13;
był uzależniony od dochodu ze sprzedaży książek już wydanych. Zatem&#13;
eliminował Kolberg takie utwory, w których obscenicznych wyrazów czy&#13;
konceptów nie można było zastąpić neutralnymi treściowo lub ich pominąć, pozostawiając lukę zaznaczoną wykropkowaniem. Był tu jednak znacznie liberalniejszy niż jego romantyczni poprzednicy, a zachowane rękopisy&#13;
wskazują, że w trakcie badań terenowych notował cały repertuar wykonawcy, a więc także pieśni i przyśpiewki obsceniczne, dykteryjki i anegdoty&#13;
odbiegające treścią od powszechnie obyczajowo akceptowanych. O przyśpiewkach tanecznych, w których takie „swawolne” elementy pojawiały się&#13;
najczęściej, pisał w cytowanej wyżej wypowiedzi z 1857 roku, że wprawdzie wiele z nich musiał pominąć w druku ze względu na ich nieprzyzwoitą&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VIII.&#13;
J. Krzyżanowski Tekstologia folklorystyczna, w: tegoż Szkice folklorystyczne…T. 1, s. 67.&#13;
&#13;
264&#13;
&#13;
�treść i obowiązujące kryterium obyczajowe, lecz część takich tekstów, mimo&#13;
ich mniejszej wartości artystycznej, opublikował dla pokazania różnorodności pieśniowego repertuaru ludowego1.&#13;
Kolejnym względem, z którym Kolberg musiał się liczyć przy selekcji&#13;
materiału, była limitowana przez koszty druku objętość wydawanych tomów. Wysokość tych kosztów, zwłaszcza druku nut, wobec stałych niedoborów finansowych badacza narzucała odłożenie „na bok” szeregu tekstów,&#13;
z których część przetrwała do dziś archiwum i dopiero obecnie jest publikowana. Nie ma wydanej przez autora Ludu monografii regionalnej, dla&#13;
której nie zachowały się teksty folkloru przez niego niewydane. Dotyczy to&#13;
zwłaszcza pieśni, ale po części także innych gatunków2. Kłopoty te nękały&#13;
Kolberga przez cały czas działalności wydawniczej i z pewnością zaważyły&#13;
w dużej mierze na zasobności poszczególnych monografii, choć decydowały o niej oczywiście i inne, merytoryczne względy, takie jak stan i ilość&#13;
pozyskanego materiału.&#13;
Dla doboru tekstów fundamentalne znaczenie miał dostrzeżony przez&#13;
Kolberga fakt wzajemnego przenikania się twórczości ludowej i literackiej,&#13;
płynności granicy między nimi. W czasie długoletniego obcowania z folklorem badacz zaobserwował to zjawisko jako dwustronny proces, który&#13;
sprawia, że granica między nimi bywa nieostra, że teksty folkloru, krzyżując&#13;
się z popularnymi, tworzą rozmaite nowe formy i nowe odmiany. Pieśni&#13;
i opowieści z literatury pisanej wędrują do środowiska chłopskiego, tradycyjny repertuar wsi przedostaje się do literatury popularnej i wysokiej.&#13;
Proces ten, widoczny już w pracach poprzedników, np. Wacława z Oleska&#13;
czy Żegoty Paulego, którzy włączali pieśni pochodzenia literackiego wykonywane we dworach, Kolberg starał się udokumentować w swoich zbiorach, co szczególnie wyraźnie zaobserwował w Krakowskiem i w Poznańskiem. Gromadził więc – jak już wcześniej wspomniano – teksty popularne,&#13;
pieśni śpiewane w dworach, dworkach i w miastach, tworząc dla nich&#13;
osobne rozdziały wyróżniane tytułem: Pieśni szlacheckie, mieszczańskie&#13;
lub Miasta i dwory, gdyż dopiero taki repertuar mógł w jego rozumieniu&#13;
ukazać obraz kultury narodowej. Już w Sandomierskiem, charakteryzując pieśni szlacheckie, dworskie, mieszczańskie jako przejęte z literatury&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.&#13;
Materiały te publikowane są obecnie w serii suplementowej DWOK, zawierającej uzupełnienia do monografii wydanych przez Kolberga.&#13;
2&#13;
&#13;
265&#13;
&#13;
�i teatru, z „oper, operetek, melodramatów, krotochwil, aryj cudzoziemskich&#13;
lub swojskich itp.” czy „wzięte lub wykwitłe z ludu, bardzo szczęśliwie&#13;
[…] do rzeczy zastosowane lub naśladowane”, czy wreszcie „pozostałością&#13;
starej szlachetczyzny będące”, stwierdzał, że „upowszechniły się po kraju&#13;
za pomocą podróży, jarmarków i odpustów”, że „po całym rozlegają się&#13;
kraju, tj. po bawialniach, gotowalniach, kredensach, garderobach, oficynach&#13;
dworskich i folwarcznych, po miastach, miasteczkach, oberżach (zajazdach),&#13;
ogródkach spacerowych itp.” I określał swoje stanowisko:&#13;
Obfitość ich jest tak wielką (więc i znaczenie), że umieszczając je cząstkowo pod&#13;
oddzielną rubryką, nie sądzę, abym tym sposobem uwłaczał śpiewom czysto&#13;
ludowym; owszem, oryginalność tych ostatnich w tym jaśniejszym zabłyśnie&#13;
świetle. Zresztą, gdy do ogólnego obrazu muzyki narodowej należą wszystkie&#13;
pieśni czy to ludowe, czy szlacheckie, czy oryginalne, czy naśladowane, sądzę&#13;
więc, że należycie wywiążę się z przyjętego zadania, dając wszelkie nabytki, jakie&#13;
i na tej ostatniej pozyskałem niwie1.&#13;
&#13;
Dodawał też, że przy takich pieśniach podawać będzie nazwisko autora&#13;
lub dzieło, „z którego pieśń została wyjętą, o ile tylko szczegóły te będą&#13;
mi wiadome”. Podobnie kilkanaście lat później pisał o pieśniach zamieszczonych w monografii Poznańskiego, a pochodzących z miast i dworów&#13;
szlacheckich:&#13;
Wspomnieć nam tu wypada, że jak wśród pieśni ludowej mocno się w Wielkopolsce czuć daje przymieszany do niej żywioł szlachecko-dworski i miejski&#13;
[…] jako owoc wpływu obu tych stanów na lud wiejski, tak znów na odwrót,&#13;
niektóre z pieśni szlacheckich i miejskich zdają się jakoby wprost z łona ludu&#13;
wykwitłe […]. W ogóle zastosować tu można zdanie wyrzeczone przez nas w serii II (Sandomierskie) na s. 173 o oddziaływaniu wzajemnym na siebie, jak i poetycznym usposobieniu dworów i chat. Że w Wielkopolsce wpływy te działały&#13;
silniej i wcześniej niż w Sandomierskiem, stąd też i wyrazistszą okazuje się tu&#13;
obu tych żywiołów asymilacja2.&#13;
1 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 173–174. Kolberg przyznawał tam również, że&#13;
niełatwo jest „odznaczyć dokładnie granice pieśni szczerowłościańskiej od szczeroszlacheckiej&#13;
wówczas, gdy jedna i druga nosi na sobie też same cechy wspólnej im narodowości” (s. 173,&#13;
przyp.).&#13;
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. III. Kolberg podaje tam również przykłady takich pieśni nieludowych, ale – jego zdaniem – „jakoby wprost z łona ludu wykwitłych”&#13;
&#13;
266&#13;
&#13;
�W rezultacie w tomach Kolberga, zwłaszcza w części II Krakowskiego oraz części V W. Ks. Poznańskiego, odnaleźć można szereg pieśni pochodzenia literackiego do słów J. Kochanowskiego, F. Karpińskiego, F.D.&#13;
Kniaźnina, K. Brodzińskiego, A. Chodźki, W. Syrokomli, A. Mickiewicza,&#13;
B. Zaleskiego, W. Pola, J. Tetmajera i innych, mniej znanych poetów, arie&#13;
operetkowe i wodewilowe, m.in. z Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego, piosenki łacińskie z repertuaru starej liryki studenckiej, waganckiej&#13;
czy żakowskiej, aryjki i śpiewy ze sceny teatralnej spopularyzowane we&#13;
dworach i w salonach. Nie zawsze jednak podany jest autor tekstu, czasami autorstwo określone jest błędnie, sporo jest też tekstów tego typu&#13;
bezimiennych. Pieśni te dokumentują proces odrywania się od kręgu ich&#13;
twórców i przenikania do repertuaru popularnego, ukazują pogranicze obu&#13;
światów. Przynoszą też ciekawy materiał dla historyka literatury, gdyż bywają świadectwem popularności poetów w określonym czasie. Natomiast&#13;
wyraźnie nieludowych tekstów prozatorskich, opowiadanych językiem literackim, a nawet stylizowanych, Kolberg nie wyodrębniał ze względu na&#13;
ich charakter w osobnych działach, tak jak czynił to z pieśniami, lecz łączył&#13;
je z innymi opowieściami.&#13;
Systematyka i kwalifikacja gatunkowa folkloru słownego w ramach monografii regionalnych stanowiła dla Kolberga istotny problem metodologiczny. By zgromadzić jak najobszerniejszy materiał źródłowy dla przyszłych&#13;
badaczy i prac komparatystycznych, musiał zadbać o uporządkowanie&#13;
i klasyfikację tekstów. Wielokrotnie podkreślał w swoich wypowiedziach&#13;
wagę „usystematyzowania” materiału dla dalszych prac analitycznych i interpretacyjnych. Kryterium nadrzędne, niejako wyjściowe, dla wszystkich&#13;
tekstów folkloru, tak jak i dla materiału etnograficznego, stanowił –jak wiadomo – określający profil całego przedsięwzięcia wydawniczego podział&#13;
i przydział regionalny, o którym decydowała konkretna lokalizacja geograficzna opatrywanych odpowiednimi notami tekstów. W ramach każdej&#13;
monografii wyznaczył osobne rozdziały poświęcone pieśniom, tekstom prozatorskim, przysłowiom, co wyraził już w tytule swojej serii wydawniczej:&#13;
Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy,&#13;
gusła, zabawy, muzyka i tańce. I począwszy od 1865 roku, kiedy wydał&#13;
niepełną jeszcze monografię sandomierską, aż do ostatnich tomów Kaliskiego, Mazowsza, Chełmskiego, konsekwentnie tworzył w każdej serii&#13;
(tj. nr 44, 45, 49, 54, 55 itd.).&#13;
&#13;
267&#13;
&#13;
�regionalnej osobne działy przeznaczone dla literatury ludowej, niezależnie&#13;
od wzmiankowanych wyżej praktyk umieszczania ich z różnych względów,&#13;
przede wszystkim synkretycznego widzenia przejawów kultury, w różnych&#13;
miejscach swoich tomów. Ilość i charakter zgromadzonego materiału warunkowały oczywiście zasób i profil zebranych tekstów, czasami bogactwo&#13;
pieśni czy opowieści skłaniało do wypełnienia nimi całych lub prawie&#13;
całych tomów przynależnych do danej monografii1. Uwzględniał przy tym&#13;
zróżnicowanie etniczne, włączając do monografii regionów południowo–&#13;
wschodnich pieśni i opowieści ukraińskie (w Pokuciu, Chełmskiem i Przemyskiem). W obrębie zaś poszczególnych rodzajów i gatunków stosował&#13;
specjalną dla nich klasyfikację, w której kryteria funkcji, treści i formy różnie się przeplatały, dopełniały lub krzyżowały.&#13;
Należy przyjrzeć się tym gatunkom kolejno, zaczynając od pieśni, najliczniej i najróżnorodniej reprezentowanych w dorobku folklorystycznym&#13;
Kolberga.&#13;
Pieśni&#13;
Systematyka pieśni, jako utworów towarzyszących wszystkim niemal&#13;
codziennym i uroczystym, radosnym i tragicznym, doraźnym i trwającym&#13;
w zbiorowej pamięci, zwykłym i niezwykłym sytuacjom i przejawom życia&#13;
wsi, stanowiła szczególne wyzwanie dla badacza. Z problemami klasyfikacji&#13;
poezji ludowej borykali się już poprzednicy Kolberga, wydawcy pierwszych&#13;
zbiorów, którzy też różnie sobie z nimi radzili. Do dziś jest to problem nierozwiązany zadowalająco i jednolicie. Choć przez lata pojawiały się i pojawiają bardziej lub mniej udane koncepcje w tym zakresie, żaden model&#13;
systematyki nie został dotąd powszechnie wdrożony2.&#13;
1 Poza monografią gatunkową Pieśni ludu polskiego (ballady i tańce) tomy zawierające&#13;
tylko pieśni z danego regionu to cz. IV i V W. Ks. Poznańskiego oraz cz. II Mazowsza (DWOK&#13;
T. 12, 13 i 25), a z przewagą bajek i opowieści – Krakowskie cz. IV, W. Ks. Poznańskie cz. VI,&#13;
Pokucie cz. IV (DWOK T. 8, 14 i 32).&#13;
2 O problemach systematyzowania pieśni pisali m.in. J. Krzyżanowski Pieśń ludowa świecka, w: tegoż Szkice folklorystyczne, T. 2, Warszawa 1980, s. 7–28; J. Bartmiński Klasyfikacje gatunkowe a systematyka tekstów folkloru, w: Literatura popularna–folklor–język, red.&#13;
W. Nawrocki, M. Waliński, T. 2, Katowice 1981, s. 7–25; J. Adamowski, J. Bartmiński Z problemów systematyki polskiej pieśni ludowej, w: Z problemów badania kultury ludowej, red. T.&#13;
Kłak, Katowice 1988, s. 49–75; J. Adamowski Wiedza potoczna informatorów jako podstawa&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
�Wacław z Oleska, autor Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego,&#13;
zbioru wzorcowego dla całego pokolenia przyszłych badaczy i wydawców,&#13;
wyrażał swoje rozterki na ten temat w przedmowie:&#13;
Mnóstwo zebranego materiału wymagało ścisłego uporządkowania, lecz jakichże trzymać się zasad w piśmiennym podziale polskich pieśni, które nigdy napisane nie były?1&#13;
&#13;
Zapoznał się wprawdzie z zasadami klasyfikacji pieśni słowiańskich, ale&#13;
te rozwiązania uznał za nieodpowiednie dla swojego materiału. Ostatecznie&#13;
jednak wybrał wersję Vuka Karadżicia i podzielił pieśni na żeńskie i męskie. Do grupy pierwszej zaliczył m.in. pieśni śpiewane w czasie obrzędów&#13;
i zabaw, pieśni miłosne, rolnicze, pasterskie, myśliwskie, flisackie, górnicze,&#13;
wojackie, do drugiej – pieśni historyczne i dotyczące pojedynczych osób.&#13;
Grupował też pieśni według obszaru zamieszkania informatorów, nie przyjmując kryterium etnicznego ze względu na wymieszanie ludności polskiej&#13;
i ruskiej w obrębie Galicji.&#13;
Inną zasadę przyjął Żegota Pauli w Pieśniach ludu polskiego w Galicji, ustalając podział hierarchiczny. Wydzielił pięć grup: 1. Pieśni obrzędowe (tu także związane ze zwyczajami dorocznymi i z grami i zabawami);&#13;
2. dumy historyczne i religijne (legendy), ballady oraz „ułomki i inne miłosnej treści”; 3. pieśni różnych stanów i przy różnych zatrudnieniach; 4. „burleszki i pieśni szydebne”; 5. pieśni do tańca. Podział ten, choć był bardziej&#13;
przejrzysty, mieszał kilka zasad. Uwzględniał jednak sytuację wykonawczą&#13;
i potrzebę zestawiania wariantów. W ocenie Jerzego Bartmińskiego:&#13;
Oba przedstawione kryteria […] stały się bardzo istotne w późniejszych próbach&#13;
systematyzacji folkloru. Całość zatem dorobku Ż. Paulego w zakresie klasyfikacji&#13;
systematyki tekstów folkloru, w: Genologia literatury ludowej. Studia folklorystyczne, red.&#13;
A. Mianecki i V. Wróblewska, Toruń 2002, s. 37–46; P. Grochowski Kolberg – „Nowy Kolberg”&#13;
– cyberkolberg. Z problemów systematyki polskich pieśni ludowych, w: „Ja daję właśnie&#13;
materiał…”. O dziele Oskara Kolberga…, s. 57–74. Zob. też A. Skrukwa Systematyka pieśni&#13;
w „Dziełach wszystkich” Oskara Kolberga w świetle źródeł rękopiśmiennych, w: Tekst ustny.&#13;
Struktura i pragmatyka, problemy systematyki, ustność w literaturze, red. M. Abramowicz, J.&#13;
Bartmiński, Wrocław 1989, s. 155–165; taż Niektóre problemy systematyki pieśni w „Dziełach&#13;
wszystkich” Oskara Kolberga, w: Fascynacje folklorystyczne. Księga poświęcona pamięci&#13;
Heleny Kapełuś, red. M. Kapełuś, Warszawa 2002, s. 123–128; E. Miller, A. Skrukwa Oskar&#13;
Kolberg 1814–1890, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918, pod red. J. Krzyżanowskiego&#13;
i H. Kapełuś, Warszawa 1982, s. 25–103.&#13;
1 Wacław z Oleska [W. Zaleski] Pieśni polskie i ruskie…, s. XII.&#13;
&#13;
269&#13;
&#13;
�polskich pieśni ludowych należy ocenić dosyć wysoko. W tych poczynaniach można bowiem odnaleźć pierwociny naszej współczesnej genologii folklorystycznej1.&#13;
&#13;
Nawiązując z pewnością do koncepcji znanego sobie dobrze zbioru poprzednika, Kolberg rozwinął i udoskonalił w swoim dziele model systematyki pieśni, ustalając jej najpełniejszy kształt, praktycznie weryfikowany&#13;
na ogromnym materiale i korygowany w zależności od zasobu źródłowego. I na długo wyznaczył przyszłym badaczom wzorzec porządkowania&#13;
folkloru pieśniowego. Uznając za pierwszoplanowe kryterium regionalne&#13;
– inaczej niż poprzednicy – respektował, jak wspomniano, zróżnicowanie&#13;
etniczne i społeczne. Publikował w ramach odpowiednich rozdziałów monografii także pieśni ruskie, nie rozdzielając ich od polskich ze względu na&#13;
język. Grupował natomiast w osobnych działach pieśni tzw. powszechne&#13;
oraz pieśni szlacheckie i mieszczańskie.&#13;
Podstawową zasadę podziału, na najwyższym poziomie systematyzowania (porządkowania) materiału, kolejną po pierwszorzędnej dla całego&#13;
dzieła geograficznej, wyznaczało dla Kolberga kryterium synkretyczności&#13;
pieśni, w oparciu o które wydzielał dwie odmienne grupy. Do pierwszej&#13;
zaliczał utwory, które pozostawały w integralnym związku z sytuacją wykonawczą, muzyką i tańcem, do drugiej pieśni autonomiczne, powszechne,&#13;
„zwyczajne”. Pieśni związane organicznie ze zwyczajami, obrzędami oraz&#13;
grami i zabawami zamieszczane były w towarzyszącym im kontekście&#13;
opisywanych zwyczajów dorocznych w cyklu kalendarzowym, od Bożego&#13;
Narodzenia począwszy, oraz obrzędów rodzinnych w cyklu życia ludzkiego (chrzcin, wesel, pogrzebów), a także zabaw i gier, których dynamikę&#13;
inspirowały. Ich miejsce w przebiegu ceremonii czy uroczystości wyznaczała sytuacja, moment, okoliczności wykonania określone w jednostkowej&#13;
relacji o konkretnym obrzędzie czy zabawie. Układ w ramach rozdziałów&#13;
dotyczących zwyczajów i zwłaszcza obrzędów oparty był znowu o lokalizację geograficzną poszczególnych typowych dla danej miejscowości czy&#13;
okolicy uroczystości, kolejno według niej prezentowanych. W związku&#13;
z tym np. warianty pieśni plonowych czy oczepinowych nie zostają zebrane&#13;
w danej monografii razem, ale dokumentowane są w ramach poszczególnych relacji o dożynkach czy weselach, których opisy w liczbie kilku lub&#13;
kilkunastu, a czasami i więcej, jak w Poznańskiem, pochodziły z różnych&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. J. Adamowski, J. Bartmiński Z problemów systematyki…, s. 54–55.&#13;
&#13;
270&#13;
&#13;
�miejscowości regionu. Odszukanie ich i zestawienie wymaga więc wertowania wszystkich publikowanych dokumentacji danego zwyczaju czy obrzędu. Częściowo rekompensuje to wiązanie wariantów odsyłaczami, nie&#13;
jest to jednak praktyka stosowana konsekwentnie. Kontekst, w którym dane&#13;
pieśni zostały wykonane, określają kwalifikatory o różnym stopniu szczegółowości: od dość ogólnego określenia części obrzędu (rozpleciny, oczepiny),&#13;
poprzez wskazanie jego momentu („gdy mają wsiadać do kościoła”, „kiedy&#13;
zasiadają do stołu”), do bardziej szczegółowych informacji, kto śpiewa, „do&#13;
kogo” i kiedy („po obiedzie śpiewają swachy do młodego”, „gospodynie do&#13;
młodej przy wyprowadzaniu do kościoła”). Bardzo często są to dokładne&#13;
i rozbudowane wskazówki, co szczególnie widoczne jest w dokumentacji&#13;
wesel, zdarza się jednak, że kontekst zasygnalizowany jest skąpo lub że&#13;
grupa następujących po sobie pieśni nie zostaje opatrzona odpowiednim&#13;
komentarzem.&#13;
Kierując się kryterium synkretyczności, zamieszczał też Kolberg teksty&#13;
przyśpiewek w rozdziale „Tańce”, przypisując je tam, zgodnie z sytuacją&#13;
wykonawczą, do melodii tanecznych, z którymi były strukturalnie, ale&#13;
niekoniecznie stabilnie, związane. Zasadę podziału wyznaczało wówczas&#13;
najpierw metrum dwu- lub trójdzielne, potem charakter tańca, wreszcie&#13;
do pewnego stopnia treść tekstu, często jednak trudna do zdefiniowania&#13;
poprzez swoją doraźność, ulotność, spontaniczność. Przyśpiewki te były&#13;
na ogół improwizowane w trakcie tańca i zabawy na potrzebę chwili, niekiedy układały się sytuacyjnie w aglutynaty luźniej lub ściślej zespolone&#13;
np. pojedynczym, przypadkowym motywem, a ich segmenty mogły być&#13;
dowolnie łączone lub rozdzielane. Słowa grały więc w tym układzie rolę&#13;
drugorzędną. Główną wyznaczał rodzaj tańca, któremu towarzyszyły, czyli&#13;
kontekst pozawerbalny, muzyczny i choreograficzny.&#13;
Specyfikę tego gatunku tekstów folkloru badacz wyjaśniał, tak pisząc&#13;
m.in. o przyśpiewkach krakowskich:&#13;
Wówczas gdy rytmy krakowiaka w jednostajnych powtarzają się odstępach,&#13;
a miara wiersza jest jednakową, śpiewak wszelkie nawijające mu się słowa,&#13;
czyli wyrazy swej śpiewki, o ile tylko do owego rytmu przystają, bez skrupułu&#13;
pod bieżącą podkłada melodię. Stąd to bywa, że słowa wielkiej krakowiaków&#13;
(jak i obertasów) liczby, na jednę i tęż samą śpiewane być mogą nutę i odwrotnie, jeden i ten sam dwuwiersz w rozmaite przyoblec się może tony. Przytoczone więc w zbiorze niniejszym słowa, pod melodię podłożone, z małym&#13;
271&#13;
&#13;
�tylko wyjątkiem (tyczącym się osobliwie pierwszych krakowiaków) uważać&#13;
należy za przypadkowo przez śpiewaka do nuconej przezeń przystosowane&#13;
melodii1.&#13;
&#13;
Podobnie uzasadniał odmienność przyśpiewek od pieśni w odniesieniu do tekstów kołomyjek, tańców charakterystycznych dla południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej:&#13;
Nikomu bowiem z dawniejszych nawet zbieraczy rzeczy ludowych nie przyszło&#13;
na myśl nazwać pieśniami kołomyjek, śpiewek krótkich, przyśpiewek, piosneczek okolicznościowych, wśród tańca najczęściej improwizowanych, równie jak&#13;
krakowiaki urywkowych, nuconych już to w dwu- i czterowierszowych zwrotkach, już zbitych w kilko- lub kilkunastozwrotkowe aglomeraty […], a mogące&#13;
równie dobrze w razie potrzeby lub przepomnienia być rozbitymi, czyli (wedle&#13;
słów sz. recenzenta) „posiekanymi” w drobniejsze pojedyncze znów zwrotki, bo&#13;
każda tworzy zwykle odrębną, w sobie zamkniętą całość, a która to własność&#13;
śpiewkę taką odróżnia stanowczo od pieśni, gdzie ze względu na treść tej ostatniej wyrzucać zwrotek bez szkody dla utworu nie można […]2.&#13;
&#13;
W praktyce, przygotowując takie „śpiewki” do druku, sam zestawiał je&#13;
w różne „aglomeraty”, jak je nazywał, łącząc dość swobodnie poszczególne&#13;
teksty pod jedną melodią i oddzielając je kreskami. Rękopisy dokumentują&#13;
podobne redakcyjne zabiegi badacza w trakcie opracowywania materiału,&#13;
tj. zmiany miejsca i wędrówki pojedynczych przyśpiewek między melodiami. Kryterium wyodrębniania takich tekstów w tomach Kolberga miało&#13;
więc charakter funkcjonalno-gatunkowy. W „Tańcach” nie wydzielał też&#13;
Kolberg ludowych i nieludowych, zakładając, że skoro „zarówno szlachta,&#13;
jak i mieszczanie i chłopi […] śpiewać krakowiaki lubią”, wystarczy dla rozróżnienia jednych od drugich styl widoczny „czy to w układzie tekstu, czy&#13;
w pochodzie melodii”3.&#13;
Pieśni autonomiczne, śpiewane powszechnie, dzielił Kolberg najpierw&#13;
na ludowe i nieludowe, biorąc przy tym pod uwagę także charakter melodii. Pierwsze zamieszczał odpowiednio w działach: „Pieśni i dumy” lub&#13;
tylko „Pieśni”, drugie w rozdziałach „Dwory. Miasta” lub „Szlacheckie.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 379.&#13;
O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”, w: tegoż&#13;
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 412.&#13;
3 O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 380.&#13;
2&#13;
&#13;
272&#13;
&#13;
�Mieszczańskie”. Jak już powiedziano, podział ten nie zawsze mógł być&#13;
jednoznaczny, przede wszystkim ze względu na nieostre, płynne granice&#13;
między tymi sferami twórczości i często odmienne procesy adaptacyjne&#13;
w różnych regionach i w różnym czasie. Kolberg był świadomy, że to co&#13;
ludowe w jednym miejscu, może takie jeszcze być lub już nie być w innym i odwrotnie1. Samo kryterium nie było też dokładnie określone; nie&#13;
zostało jasno sprecyzowane, czy o ludowości lub nieludowości decydowała geneza utworu, a więc środowisko, w którym powstał, czy środowisko&#13;
wykonawcy. W ramach pieśni szlacheckich i miejskich w zależności od&#13;
zasobu posiadanego materiału wyróżniał Kolberg podrzędne grupy tematyczne, np. „Szkoła”, „Świat”, „Cnota”, „Dom. Gość”, „Miłość”, „Naród.&#13;
Stan” itd.&#13;
Pieśni powszechne, ludowe, zebrane w przeznaczonych dla nich rozdziałach podlegały dalszemu rozczłonkowaniu, przeważnie według tematu&#13;
(miłość, wojna, karczma, „stany, rody”), choć także środowiska zawodowego (myśliwskie, rzemieślnicze), wykonawcy (dziadowskie, pasterskie) lub&#13;
odbiorcy (kołysanki). W obrębie działów najpojemniejszych, głównie pieśni&#13;
miłosnych, wprowadzał jeszcze kilka podrzędnych grup tematycznych (np.&#13;
„zaloty”, „stałość, życzliwość”, „żale, skargi”, „strata wianka”, „smutek, rozstanie”, „małżeństwo”), modyfikując te podgrupy zależnie od posiadanych&#13;
pieśni, a czasami dalej je rozczłonkowując (np. w małżeństwie: „kłótnia,&#13;
zgoda”, „żal i skarga”, „stary mąż”, „macocha”). Dla pieśni zawodowych, pasterskich, wojskowych i religijnych nie wprowadzał już dalszego podziału.&#13;
Kryterium treściowo–strukturalne, w sumie gatunkowe, przyjął Kolberg&#13;
jedynie dla „dum”, tj. ballad, o czym dalej. Wybór tych kryteriów w obrębie ludowych pieśni autonomicznych pozostawał więc w gestii badacza&#13;
folkloru, w przeciwieństwie do tekstów nieautonomicznych, lokowanych&#13;
w ramach zwyczajów i obrzędów zgodnie z decyzją i wiedzą wykonawcy&#13;
czy informatora. Był więc obciążony znacznie większym subiektywizmem&#13;
i niestabilnością decyzji, zwłaszcza wobec wariantywności form i treści ciągle przeobrażających się pieśni.&#13;
1 Zob. O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena…(DWOK T. 63), s. 403. Odpierając zarzut recenzenta w kwestii pomieszania utworów ludowych z nieludowymi, pisał tam&#13;
m.in.: „Pieśń w serii XVII, nr 9 (złodziejska), jeśli jest ludową na Mazowszu, w Wielkopolsce,&#13;
a po części i w Krakowskiem, to nie jest już nią w Lubelskiem […]; tu okazuje się sporadycznie&#13;
jedynie po niektórych miastach lub w ich pobliżu, a dowodzi tego i zamaszysto, a miastowo&#13;
prowadzona nuta, jak i obertas do jej wariantu […]”.&#13;
&#13;
273&#13;
&#13;
�W obrębie tak ułożonego materiału na ostatnim, najniższym etapie&#13;
podziału zestawiał Kolberg warianty, układając je od najpełniejszych do&#13;
mniej rozwiniętych oraz od najbliższych sobie do dalszych.&#13;
Podział taki, scharakteryzowany przez badaczy jako hierarchiczny&#13;
i kilkustopniowy, uwarunkowany stopniem uwikłania w sytuację wykonawczą1, nie mógł być dostatecznie przejrzysty i konsekwentny, gdyż&#13;
nakładały się na siebie i krzyżowały, choć nie zawsze wykluczały, różne&#13;
kryteria, takie jak temat i funkcja pieśni, środowisko wykonawcy, adresat&#13;
przekazu. Na ogół Kolberg nie podawał dla tych pieśni wskazówek o okolicznościach wykonania. Niektóre informacje tego typu, niekiedy bardzo&#13;
cenne, odnaleziono w trakcie prac edytorskich w rękopisach, czasami zamieszczał je Kolberg w tomach drukowanych; takie sytuacje należą jednak&#13;
do rzadkości. Systemowe niejako oderwanie pieśni powszechnych od konkretnej sytuacji wykonawczej powodowało niejasność, czy mamy do czynienia z kwalifikacją ze względu na wykonawcę, na temat czy na genezę&#13;
utworu. Jeśli Kolberg nie podał informacji, kto był wykonawcą, nie było&#13;
pewności, czy np. pieśń określona jako dziadowska to pieśń wykonana&#13;
przez dziada czy pieśń o dziadach, czy wreszcie pieśń wywodząca się genetycznie ze środowiska dziadów 2. Podobne wątpliwości (kto śpiewał czy&#13;
o czym śpiewał np. ktoś spoza środowiska?) nasuwały pieśni rzemieślnicze, żołnierskie (w dziale „Wojna. Wojsko”) czy myśliwskie. Ponadto ważną rolę w klasyfikacji pełniły też cechy muzyczne, charakter melodii (np.&#13;
ludowej lub dworskiej) i czasami to one decydowały o przydzieleniu danej&#13;
pieśni do określonego działu lub przesunięciu „w pobliże” utworu o pokrewnym wątku melodycznym. Stąd praktyczne rozwiązanie wszystkich&#13;
problemów systematyki pieśni okazało się niemożliwe. Kolberg był świadomy tych trudności. Sam zwracał np. uwagę, że pieśni o sierocie, które&#13;
opublikował w części II Pokucia w dziale „Sierota. Czużyna (Obczyzna)”,&#13;
w innych monografiach zamieszczane przez niego w dziale „Małżeństwo.&#13;
Rodzina”, to po części pieśni dziadowskie 3, wykonywane przez dziadów.&#13;
1 Zob. J. Adamowski, J. Bartmiński Z problemów systematyki polskiej pieśni ludowej…,&#13;
s. 55–56.&#13;
2 Na te specyficzne problemy pieśni dziadowskich zwrócił uwagę badacz tego gatunku,&#13;
P. Grochowski, m.in. w pracy Kolberg – Nowy Kolberg – cyberkolberg…, s. 61–62. Zob. też tegoż&#13;
monografia pt. Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach, Toruń 2009.&#13;
3 Zob. brulion listu Kolberga do C. Neymana z 9 VI 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 163.&#13;
&#13;
274&#13;
&#13;
�Zdawał sobie sprawę, że nie da się stosować tego podziału zbyt rygorystycznie, nie tylko z powodu zachodzących na siebie kryteriów przydziału,&#13;
ale także dlatego, że niektóre pieśni miewają zmienną funkcję w różnych&#13;
regionach i w różnych sytuacjach, że procesy przenikania gatunków, wędrówek wątków, narastania nowych, a zanikania dawnych wariantów&#13;
czynią ustabilizowanie pieśni w sztywnym gorsecie rygorów systematyki&#13;
niewykonalnym. Np. wśród tradycyjnych, często starych pieśni obrzędowych, takich jak pożegnanie z rodzicami, rodzeństwem i domem czy pieśń&#13;
o chmielu robiącym z panien niewiasty, wykonywano utwory z repertuaru pozaobrzędowego, dowolnie wplatane w tok wesela, śpiewane pod&#13;
wpływem nastroju uroczystości czy fantazji śpiewaka, improwizowane&#13;
w czasie zabawy czy tańca, a więc w różnych okolicach i w różnych weselach różne. Analiza materiału pozwala na wskazanie szeregu niekonsekwencji, które jednak w dużej mierze okazywały się nieuniknione. Np.&#13;
niekiedy ballady, nazywane przez Kolberga dumami, dla których tworzył&#13;
na ogół osobne rozdziały w ramach pieśni powszechnych, odnajdujemy&#13;
w weselu, wśród pieśni dziadowskich, a nawet przy obchodzie Sobótki&#13;
czy uroczystości Wielkiego Czwartku 1, częściej wśród pieśni miłosnych,&#13;
mieszczących się w rozdziale pod tytułem ogólnym „Pieśni i dumy” 2, przyśpiewki taneczne spotykamy także wśród pieśni powszechnych, np. w rozdziale „Zabawa. Pijatyka. Karczma”, a sporadycznie i w opisie ludu, pieśni&#13;
religijne czy historyczne wśród dziadowskich i odwrotnie. Sytuacje takie&#13;
ukazują skutki przemieszania wyznaczników funkcji, tematu i wykonawcy oraz równoległość różnych cech jednej pieśni. Brak jednak informacji&#13;
Kolberga przesądzających o wyborze kryterium decydującego ostatecznie o przydziale poszczególnych utworów. Zdarza się także, że warianty&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. np. ballady o burmistrzance i dzieciobójczyni (wątki nr 33 i 113 według Katalogu&#13;
polskiej ballady ludowej E. Jaworskiej) w DWOK odpowiednio: T. 11, nr 42, T. 26, nr 92 i 311,&#13;
T. 27, nr 50 (weselne), T. 26, nr 35 (sobótkowa, „przy rozniecaniu ogni”) – wątek nr 33 oraz&#13;
T. 4, nr 220 („duma kościelna” wśród miłosnych), T. 6, nr 447, T. 12, nr 611 i 612, T. 17, nr 17,&#13;
T. 26, nr 562, T. 21, nr 179 (dziadowskie, nabożne, legendy), T. 19, nr 658 (w Wielki Czwartek)&#13;
– wątek nr 113. Pieśni o dzieciobójczyni porwanej do piekła (nr wątku 113) Kolberg jednak&#13;
nie uważał za dumę; nie uwzględnił jej też w Pieśniach ludu polskiego. W weselach i wśród&#13;
osobno publikowanych pieśni weselnych odnaleźć można także inne ballady, zob. np. T. 16,&#13;
nr 324 („Podolanka”, nr wątku 9) czy T. 6, nr 208 („Uwodziciel”, nr wątku 18).&#13;
2 Np. ballady humorystyczne:: „U młynarza Marcina jest tam piękna dziewczyna” (wątek&#13;
nr 117) i „Chciało się pani piwa pić” (wątek nr 120), których nie zaliczał do „dum”, publikował&#13;
przeważnie w dziale pieśni miłosnych pt. „Igraszka. Swawola”.&#13;
&#13;
275&#13;
&#13;
�tej samej pieśni, przeważnie w jednej monografii regionalnej koło siebie&#13;
zestawiane, gdzie indziej zostają rozdzielone i zamieszczone w różnych&#13;
miejscach, gdyż np. jeden z wariantów powędrował do wesela, w czasie którego został wykonany, przy czym śpiewak wykazał się dodatkową&#13;
inwencją i przy pomocy modyfikacji tekstu przystosował np. popularną&#13;
balladę do sytuacji weselnej1. Wspomniana „nieuniknioność” takich sytuacji, w których kilka cech utworu jako kryteriów podziału występuje&#13;
równocześnie, polegałaby więc np. na oddaniu pierwszeństwa kategorii&#13;
funkcji owej ballady (w tym jednostkowym weselu), a nie charakterowi&#13;
treściowo-strukturalnemu pieśni. Trudności klasyfikacyjne widoczne są&#13;
również w oddzielaniu pieśni nieludowych od ludowych; w niektórych&#13;
monografiach, np. w Krakowskiem, wśród pieśni powszechnych znalazły&#13;
się utwory popularne z repertuaru miejskiego czy dworskiego, a także&#13;
pochodzenia literackiego, zaś wśród przyśpiewek w „Tańcach” teksty&#13;
zgoła „nieucinkowe”, fragmenty pieśni miłosnych czy wojskowych. Jest&#13;
jednak prawdopodobne, że funkcja notowanych pieśni czy ich pierwotna&#13;
przynależność środowiskowa często w chwili ich pozyskania były już zatarte, oderwane od pierwotnego przypisania.&#13;
Kłopoty sprawiały też pieśni o treści mieszanej i pieśni składankowe&#13;
(aglutynacyjne), których segmenty treściowe oddzielał Kolberg na ogół kreską. Potwierdzając, że główną zasadą porządkowania jest „treść pieśni, a nie&#13;
forma, bo mi chodzi głównie o ułatwienie badaczom studiów nad mitologią&#13;
i w ogóle przeszłością ludu”, przyznawał jednocześnie:&#13;
[…] są trudności, na rozwiązanie których większą powinienem był zwrócić baczność, jak np. pieśni o treści mieszanej, które zatem do różnych kwalifikowałyby&#13;
się działów, a podciągnąć je trzeba pod jeden tylko dział, nie zawsze trafnie&#13;
przez autora wybrany2.&#13;
&#13;
Ryzykowny okazywał się również niekiedy wewnętrzny układ tematyczny pieśni, wydzielanych w podrzędnych grupach, zwłaszcza w rozdziale&#13;
1 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 234–235, nr 81. Śpiewak&#13;
dodał w tej pieśni ostatni dwuwiersz: „Oj, rozpłyń się, zdrojna wodo, na stronę,/ pojmę sobie&#13;
burmistrzankę za żonę” (w weselu I, „od Rawicza, Pakosław, Golejewko, pow. krobski, 1875 r.”).&#13;
2 Brulion listu do C. Neymana z 9 VI 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 163.&#13;
Na trudność kwalifikacji pieśni z tekstami mieszanymi zwracał też Kolberg uwagę w recenzji&#13;
zbioru pieśni litewskich G.H.F. Nesselmanna, zob. w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły&#13;
(DWOK T. 63), s. 310.&#13;
&#13;
276&#13;
&#13;
�„Miłość”, gdy o przydziale niektórych utworów np. do „Zalotów” czy „Igraszki, swawoli” rozstrzygać trzeba było na podstawie skąpej czy niejednoznacznej treści, bez znajomości sytuacji wykonawczej, osoby i intencji śpiewaka.&#13;
Ogarniając cały system porządkowania pieśni, spotkać można w tomach&#13;
Ludu i Obrazów sporo wątpliwości i niekonsekwencji w zakresie klasyfikacji materiału pieśniowego, i to nie tylko przy porównaniu jej w różnych&#13;
monografiach, ale i w obrębie jednej. Z dzisiejszego punktu widzenia mieszanie kategorii treściowych, strukturalnych i funkcjonalnych w Kolbergowskiej systematyce pieśni sprawia, że jeszcze wyraźniej rysuje się jako&#13;
problem metodologiczny brak informacji o sytuacji wykonawczej pieśni&#13;
autonomicznych, gdyż to właśnie ona mogłaby rozstrzygnąć ostatecznie&#13;
o przynależności takich pieśni do określonej grupy.&#13;
Kłopoty te, zarówno dotyczące samego badacza, jak i późniejszych użytkowników prac Kolberga, stają się zrozumiałe przy całościowym spojrzeniu&#13;
na jego dzieło, w którym pieśni postrzegane były wprawdzie centralnie, ale&#13;
stanowiły jednak element składowy dokumentowanej kultury, rozumianej&#13;
jako integralna całość dopełniających się nawzajem i od siebie zależnych&#13;
przejawów sfery duchowej, społecznej i materialnej życia wsi. Zasadniczym celem Kolberga było osadzenie twórczości pieśniowej ludu i ukazanie&#13;
jej funkcjonowania w szerokim kontekście kulturowym. A krzyżujące się&#13;
kryteria systematyki oraz dynamika i zmienność samej materii, synkretyczny charakter życia pieśni lub odrywanie się jej od typowych okoliczności wykonania nieustannie obraz komplikowały, czego doświadczali także&#13;
późniejsi badacze poezji ludowej.&#13;
Współcześni folkloryści podważyli zasadność i celowość hierarchicznej&#13;
klasyfikacji pieśni, w której pewne kryteria są podrzędne w stosunku do&#13;
innych, wykazując ułomność takiego podejścia wobec mechanizmów funkcjonowania folkloru ustnego. Obecnie dominuje przekonanie o potrzebie&#13;
uwzględnienia w systematyce gatunkowej pieśni kilku cech równocześnie&#13;
jako wyróżnika gatunku i systematyzowania:&#13;
[…] z dwu typów porządkowania i grupowania tekstów, hierarchicznego i współrzędnego, pierwszy nie może zostać wykorzystany jako język wyszukiwawczy&#13;
i podstawa dla katalogu tekstów. Złożoności zjawisk empirycznych może podołać tylko znacznie bardziej elastyczna metoda współrzędnego traktowania&#13;
kryteriów porządkujących materiał […] –&#13;
&#13;
277&#13;
&#13;
�– pisał J. Bartmiński w 1981 roku. Wśród tych cech wyróżniających obok&#13;
tematu autor wymieniał m.in. takie jak „intencja nadawcza, uwikłanie tekstu&#13;
w sytuację i działanie wykonawcy, typ podmiotu mówiącego, adresat itd.”1&#13;
Pieśni niewydane przez Kolberga, a zachowane w jego archiwum i publikowane obecnie po raz pierwszy w ramach nowych monografii bądź&#13;
suplementów do serii XIX-wiecznych, od początku edycji Dzieł wszystkich&#13;
miały podlegać zasadom systematyki wypracowanej przez Kolberga i kontynuować jego metody porządkowania. Celem było oczywiście zachowanie&#13;
ciągłości wydawnictwa, a więc dotyczyło to również podziału całej treści&#13;
na rozdziały, stosowanej terminologii, tytulatury itd. Problem zasadniczy&#13;
stanowił jednak fakt, że setki niedrukowanych pieśni w archiwum Kolberga&#13;
nie zostały poddane systematyce, nad którą autor pracował dopiero jako&#13;
wydawca, w trakcie opracowania materiału do druku. Nadawany przez badacza układ rękopisów w tekach, nad którym on sam panował, został przez&#13;
lata zaburzony, manuskrypty uległy znacznemu przemieszaniu, po części&#13;
zagubieniu i dewastacji, oddzieleniu od macierzystych całości. Rozerwane&#13;
zostały związki genetyczne rękopisów (np. melodii i tekstu czy zespołu zapisów z określoną dla nich jednorazowo lokalizacją geograficzną), a układ&#13;
pierwotny i przynależność źródłowa części materiału uległy zatarciu. Setki&#13;
luźnych kart w 76 tekach archiwum mieszczą dziś materiał w dużej mierze&#13;
pozbawiony not kwalifikujących teksty folkloru gatunkowo czy funkcjonalnie, a nawet regionalnie.&#13;
Sporadycznie pojawiają się wprawdzie w manuskryptach – częściej&#13;
w czystopisach niż w zapisach prymarnych i częściej przy pieśniach obrzędowych i nieludowych – noty o różnym stopniu szczegółowości, np.:&#13;
„pieśń wołyńska”, „weselna”, „na zaręczyny”, „przy wsadzaniu korowaja do&#13;
pieca”, „od mieszczan włodawskich”, „na Zielone Świątki, przed obchodem&#13;
pól”, „kolęda przy szopce”, „przy kołowrotku, żale p[anny] Firlejówny”,&#13;
„naród”, „ojczyzna”, „na murarzy i innych rzemieślników” itd. Rzadziej&#13;
odnajdujemy takie wskazówki przy pieśniach ludowych powszechnych,&#13;
wówczas na ogół dotyczą sytuacji wykonawczej, tematu, wykonawcy lub&#13;
odbiorcy, np. „po żniwach”, „flisacka, na Bugu”, „na drobną szlachtę” „czumak”, „przy pasieniu”, owczarska”, „śpiewana przy tańcu podczas werbunku”, „piosnka nianiek” „śpiew więźnia” itd. Noty takie, choć nie rozwiązują problemu generalnie, pozwalają przynajmniej w podstawowym&#13;
1&#13;
&#13;
J. Bartmiński Klasyfikacje gatunkowe a systematyka tekstów folkloru…, s. 24.&#13;
&#13;
278&#13;
&#13;
�zakresie zakwalifikować niektóre pieśni; najczęściej jednak takich danych&#13;
brak. Osadzenie w kontekście sytuacyjnym posiadają natomiast przeważnie pieśni przynależne do opisywanych przez Kolberga zwyczajów, obrzędów i zabaw, czyli te, których miejsce i funkcję określił sam wykonawca.&#13;
Jest to widoczne szczególnie w czystopisach przeznaczonych do druku,&#13;
w których Kolberg porządkował materiał zgodnie z przebiegiem obrzędu.&#13;
W rękopisach prymarnych tok uroczystości bywał zakłócony, badacz rejestrował bowiem niejednokrotnie nieuporządkowane sekwencje śpiewów&#13;
i relacji informatorów. Dla większości materiału brak jednak w rękopisach&#13;
systematycznie podawanych wskazówek o sytuacji wykonawczej, które&#13;
mogłyby sugerować odpowiednią kwalifikację. Do tych dylematów wydawców Dzieł wszystkich dołączyły się wspomniane wyżej kłopoty, jakie&#13;
z klarownością systematyki pieśni miał sam Kolberg. W wyniku niezbędnych analiz źródeł rękopiśmiennych i materiału drukowanego przez niego&#13;
samego, korespondencji, nielicznych uwag we wstępach do monografii itp.&#13;
udało się jednak po części zrekonstruować szereg brakujących wyznaczników klasyfikacyjnych, połączyć rozproszone wersje w manuskryptach dla&#13;
odtworzenia ich proweniencji, określić praktyczne rozwiązania Kolberga&#13;
w zakresie systematyki i jej kryteriów, a dla pozostałych pieśni przyjąć&#13;
sugestie hipotetyczne, zaś materiał nierozpoznany pod tym względem opatrzyć odpowiednim komentarzem1.&#13;
Przy wszystkich zastrzeżeniach dotyczących praktyk Kolberga w zakresie systematyki pieśni uznać należy, że nowatorstwo koncepcji oparte na&#13;
postrzeganiu folkloru w ścisłym związku z całokształtem kultury wyznaczyło na długo wzorzec dla przyszłych badaczy i nadal stanowi paradygmat&#13;
wyjściowy dla dalszych prac na tym polu, co podnoszą publikacje nie tylko&#13;
dawniejsze, ale również najnowszych badaczy2.&#13;
1 Problematykę tę przedstawiano w szeregu wymienianych już opracowań, a także we&#13;
wstępach edytorskich do nowych monografii regionalnych i tomów suplementowych (DWOK&#13;
T. 39–57 i 70–84).&#13;
2 Ponad pół wieku temu J. Krzyżanowski pisał, że przy wszystkich obwarowaniach wynikłych z etapu badań i możliwości Kolberga „[…] to wielotomowe wydawnictwo jest do dzisiaj&#13;
i pozostanie na zawsze podstawowym i niezastąpionym źródłem wiedzy o naszej pieśni ludowej. Chodzi po prostu o to, że ogromny odsetek zapisów Kolberga stanowią unikaty, pieśni, które wygasły, tak że poza obrębem Ludu są one nieznane” ( Pieśń ludowa świecka, w: Słownik&#13;
folkloru polskiego, Warszawa 1965, s. 307). Zaś w roku 2015 P. Grochowski, omawiając „pęknięcie” metodologiczne w zakresie systematyki pieśni u Kolberga (pieśni ujęte „w kontekście&#13;
wykonawczym i kulturowym” oraz klasyfikowane hierarchicznie), ocenił jednocześnie wysoko&#13;
&#13;
279&#13;
&#13;
�W konkluzji podkreślić trzeba, że podstawą systematyki pieśni stał się&#13;
dla Kolberga tekst wierszowany, wyjątkowo tylko w tańcach melodia, choć&#13;
muzyka zawsze pozostawała w centrum zainteresowań autora Ludu. To&#13;
jednak przede wszystkim słowo śpiewane pozwalało wyznaczyć kategorie&#13;
funkcji, tematu i struktury pieśni.&#13;
W ścisłym związku z systematyką tekstów folkloru pozostaje terminologia gatunkowa, która jednak w dosłownym tego określenia znaczeniu&#13;
przeważnie nie operuje pojęciami genologicznymi. Jednym z nielicznych&#13;
gatunków sensu stricto, który w zakresie folkloru pieśniowego Kolberg&#13;
najwcześniej wyodrębnił genologicznie i analizował, była – jak wiadomo&#13;
– ballada ludowa, którą określał terminem „duma”. Poświęcił jej najwięcej&#13;
miejsca i badawczej uwagi w omawianym wcześniej tomie Pieśni ludu polskiego z 1857 roku, swojej jedynej monografii gatunkowej, przemianowanej&#13;
później na pierwszy tom Ludu. W następnych tomach Ludu i Obrazów&#13;
etnograficznych publikował ballady w specjalnych rozdziałach, w ramach&#13;
pieśni powszechnych, gdzie były wybrane na podstawie kryterium geograficznego. Sytuował je jednak w stosunku do pieśni bądź równorzędnie, bądź&#13;
podrzędnie („Pieśni i dumy”, „Pieśni” oraz „Dumy”, „Pieśni”, a w nich np.&#13;
„Miłość”, „Dumy”). Jak powiedziano wcześniej, Kolberg nie używał terminu&#13;
„ballada”, który dla tego gatunku ludowej poezji polskiej upowszechnił się&#13;
w Polsce dopiero pod koniec XIX wieku1. Choć nie definiował w zasadzie samego gatunku (poza kilkoma zdaniami w niedrukowanej wersji rękopiśmiennej, przytoczonymi wyżej), zbierane przez niego dumy–ballady&#13;
pozwalają stwierdzić, że trafnie odczytywał specyfikę genologiczną tego&#13;
rodzaju pieśni jako traktujących o tragicznych (na osi wina–kara) lub niezwykłych wydarzeniach, posiadających postać fabularną, z wplecionymi&#13;
w nią dialogami bohaterów. W monografiach regionów etnicznie polskich&#13;
nie stosował specyfikacji „dumy historyczne” ani też „pieśni historyczne”,&#13;
jak to czynili jego poprzednicy, wiążący dumy z wydarzeniami czy postaciami historycznymi. Pieśni nawiązujące do dawnych dziejów odnaleźć można&#13;
wprawdzie w Ludzie w innych działach, np. wśród pieśni dziadowskich&#13;
(o zdobyciu Kamieńca Podolskiego przez Turków, obronie Wiednia przez&#13;
wojska polskie pod wodzą króla Jana III Sobieskiego w Krakowskiem),&#13;
„podjętą przez Kolberga nowatorską koncepcję porządkowania materiałów folklorystycznych”&#13;
(P. Grochowski Kolberg – Nowy Kolberg – cyberkolberg…, s. 64).&#13;
1 Zagadnienie to omawia A. Skrukwa w pracy Duma–ballada. Z problemów terminologii&#13;
gatunkowej w „Dziełach wszystkich” Oskara Kolberga, „Wieś Radomska”, R 9: 2011, s. 221–231.&#13;
&#13;
280&#13;
&#13;
�są one jednak u Kolberga stosunkowo rzadkie, co jest odbiciem takiego&#13;
stanu w folklorze polskim w ogóle. Pieśń ludowa nie rejestrowała rzeczywistości historycznej bezpośrednio, ale znalazły w niej swoje odbicie ważne wydarzenia dziejowe, zwłaszcza wojny, katastrofy, wielkie zwycięstwa,&#13;
np. inwazja szwedzka, odsiecz wiedeńska, powstanie styczniowe. Jak pisał&#13;
Bystroń: „Historia Polski była w znacznej mierze historią szlachecką, która&#13;
też swój oddźwięk w literaturze szlacheckiej znalazła”1. Pieśni o wojnach&#13;
moskiewskich, szwedzkich, tureckich czy o niewoli tatarskiej, sięgające&#13;
XVII wieku, w XIX-wiecznych zbiorach nieliczne, wydawane były najczęściej jako pieśni dziadowskie, co wskazuje na środowisko nosicieli tych&#13;
tradycji, wędrownych śpiewaków, których repertuar przejęła pieśń ludowa.&#13;
Poczucie historyczności tych dawnych pieśni okazało się w folklorze nietrwałe, przechowywała je natomiast pieśń popularna, często wywodząca&#13;
się z utworów naszych poetów i kompozytorów.&#13;
Inaczej postąpił jednak badacz w Pokuciu, jedynej monografii ziem&#13;
ukraińskich, jaką sam zdążył wydać. Tam wydzielił „Dumy historyczne”&#13;
i „Dumy obyczajowe przygodne”. Spotkał się z zarzutem, że niewłaściwie używa tego terminu w odniesieniu do pieśni ukraińskich, gdyż ma&#13;
on w folklorze ukraińskim zupełnie inne znaczenie niż ballada polska2.&#13;
Są to utwory o nieregularnej budowie wersyfikacyjnej, recytowane przy&#13;
towarzyszeniu kobzy, bandury lub liry, o tematyce związanej z historią&#13;
Ukrainy. Zatem w myśl tej definicji większość pieśni, które znalazły się&#13;
w Pokuciu, nie spełniała wymogów gatunkowych. Kolberg jednak argumentował, że dla jednolitego porządku w całym wydawnictwie próbował&#13;
przystosować klasyfikację dotychczas praktykowaną do materiału ukraińskiego3.&#13;
W rękopisach Kolbergowskich wydawanych współcześnie w zasadzie&#13;
nowych wątków balladowych nie odnaleziono, zachowały się jednak zapisy takich wariantów, które uprzednio w konkretnych monografiach regionalnych Kolberga nie były wydrukowane wśród pieśni z objętego nimi&#13;
obszaru; pomnażają więc zasób repertuaru lokalnego o nowe odmiany4.&#13;
Ballady zebrane przez Kolberga odpowiadają w większości wyznacznikom&#13;
1&#13;
&#13;
J. S. Bystroń Historia w pieśni ludu polskiego, Warszawa 1925, s. 12.&#13;
Zob. C. Neymann Recenzja cz. I i II „Pokucia”, przedruk w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), aneks VII, s. 281–282.&#13;
3 Zob. A. Skrukwa Duma–ballada…, s. 226–227.&#13;
4 Por. tamże, s. 229. Nowe warianty zostały opublikowane w tomach suplementowych.&#13;
2&#13;
&#13;
281&#13;
&#13;
�gatunku sformułowanym współcześnie1. Choć nie wszystkie wątki uznane&#13;
dziś za balladowe Kolberg uważał za ballady, a niektóre teksty tego rodzaju&#13;
sytuował wśród pieśni weselnych lub powszechnych2, jego zbiór utworów&#13;
tego gatunku pozostaje największym polskim zbiorem ballad, w większości&#13;
trafnie rozpoznanych i reprezentowanych licznymi wariantami z całej Polski, co jako zbiór jednego autora jest zjawiskiem niespotykanym.&#13;
Inne terminy określające różne rodzaje pieśni, choć spełniają funkcje&#13;
nazw genologicznych, mają najczęściej charakter ponadgatunkowy. Są&#13;
opisowe, omowne, odwołują się znowu do tematu (miłosne), środowiska&#13;
społecznego (dziadowskie), zawodowego (rzemieślnicze, myśliwskie), okoliczności (kołyskowe) i oczywiście funkcji (weselne, żniwne). O ile kategoria tematu obciążona jest ryzykiem zbytniego subiektywizmu badacza&#13;
lub uproszczenia (ruchome segmenty w pieśniach składankowych kojarzone np. motywicznie, lecz różnowątkowe), o tyle kategorie środowiska&#13;
wykonawczego są niejasno określone. Jeśli Kolberg nie podał informacji&#13;
o pochodzeniu lub zawodzie wykonawcy, nie wiadomo, jaki zakres ma np.&#13;
pojęcie „pieśń dziadowska”; może bowiem chodzić o wykonawcę dziada&#13;
lub – jak to definiuje wielu badaczy – o życie i działalność dziadów, „kondycję tego zawodu”3 czy wreszcie o satyrę na dziadów jako obiekt kpin&#13;
(zob. np. w części II Krakowskiego rozdział „Pieśni dziadowskie i parodie&#13;
na dziadów”). Problem ten w odniesieniu do pieśni dziadowskiej analizował P. Grochowski w przywołanej już monografii Dziady, a ponieważ&#13;
analiza ta może stanowić przekonujący przykład kłopotów ze znaczeniem&#13;
1&#13;
&#13;
Świadczą o tym cytowane wyżej prace J. Jagiełło Polska ballada ludowa (Wrocław&#13;
1975) oraz E. Jaworskiej Katalog polskiej ballady ludowej (Wrocław 1990). Na 41 wątków balladowych, dokumentowanych przez Kolberga w tomie Pieśni ludu polskiego (1857), 33 wątki&#13;
uznawane są według badaczek za balladowe.&#13;
2 Np. nieuwzględnione w Pieśniach ludu ballady humorystyczne (teksty lub tylko ich incipity) o uwiedzeniu dziewczyny podstępem (nr wątku 117) oraz o zdradzonym mężu (wątek&#13;
nr 120) odnaleźć można w monografiach wśród pieśni powszechnych, przeważnie w rozdziale&#13;
„Igraszka, Swawola” lub „Małżeństwo” (zob. np. DWOK T. 4, nr 197–199, T. 12, nr 372–374,&#13;
T. 16, nr 460, 461, T. 21, nr 79–83, T. 25, nr 208–209b oraz T. 12, nr 458–460, T. 18, nr 293, 294,&#13;
T. 25, nr 241, T. 21, nr 112, 113), a balladę o złodziejach okradających karczmę (watek nr 121),&#13;
także humorystyczną, choć jest w Pieśniach ludu z nr 38, w tomach regionalnych znajdujemy&#13;
w rozdziale „Zabawa. Pijatyka. Karczma”, z notą „złodziejska” (zob. DWOK T. 4, nr 239, T. 12,&#13;
nr 480, T. 27, nr 365). Wydaje się, że w tym ostatnim przypadku o przydziale zdecydowały&#13;
okoliczności wykonania, podobnie jak w szeregu sytuacji, gdy popularne ballady wykonywane&#13;
były w czasie wesela.&#13;
3 Zob. P. Grochowski Dziady…, s. 192–194.&#13;
&#13;
282&#13;
&#13;
�i zakresem pojęć określających opisowo różne rodzaje pieśni bez oznaczenia ich kontekstu wykonawczego, warto jej się pokrótce przyjrzeć. Autor&#13;
poświęcił najpierw miejsce charakterystyce tego ciekawego i zróżnicowanego środowiska w ujęciu historycznym, opisowi sposobów funkcjonowania wędrownych dziadów i ich ról w społeczności oraz specyfiki „rzemiosła”, wreszcie fascynacji romantyków postacią dziada–lirnika, „strażnika&#13;
pamięci” i „poety–wieszcza”. Przedstawiając następnie w szerokim ujęciu&#13;
repertuar dziadowski od strony tematyki, obrazu świata, poetyki i funkcji wykonywanych pieśni, stwierdził, że uznanie określenia „pieśń dziadowska” za termin gatunkowy nie jest ścisłe i że nie wystarczy zawężenie&#13;
definicyjne do „wierszowanej, śpiewanej nowiny dziadowskiej o tematyce&#13;
historycznej, sensacyjno-kryminalnej, katastroficznej etc., z odpowiednią&#13;
wykładnią moralną” 1. W zasobie pieśni wykonywanych przez dziadów&#13;
mieszczą się bowiem pieśni klasyfikowane jako historyczne, sieroce, nabożne, ballady, co widoczne jest także – jak wspominano – u Kolberga, a repertuar tych śpiewaków, obliczony na przyciągniecie uwagi, wzbudzenie&#13;
strachu i litości słuchaczy, bywał w praktyce dowolnie jeszcze rozszerzany.&#13;
Na podstawie tych ustaleń opartych o wybrany materiał dokumentacyjny autor wykazuje, że stopień zróżnicowania repertuaru dziadowskiego,&#13;
mimo pewnych cech wspólnych (wizja świata, funkcje, środki stylistyczno-kompozycyjne i „aktorskie”) wykonywanych pieśni, nie pozwala na uznanie utworów tego środowiska za „odrębny gatunek folkloru”2. Ze względu&#13;
na „kulturowe uwikłanie” oraz „wyjątkowy kontekst nadawczo-odbiorczy”&#13;
tekstów śpiewanych przez dziadów określenie „pieśni dziadowskie” Grochowski proponuje traktować pomocniczo, pozagatunkowo, dla określenia&#13;
swoistego sposobu funkcjonowania tych utworów. Według autora należałby przyjąć dla tego repertuaru raczej kryterium gatunkowe (ballada)&#13;
lub tematyczne (pieśni o świętych, o dziadach), z zaznaczeniem, że pieśń&#13;
„była wykonana przez dziadów, czyli była pieśnią dziadowską”3. Przytoczone opinie, charakterystyczne dla antropologicznego stanowiska wobec&#13;
tekstów folkloru, pozwalają na sformułowanie w stosunku do zbioru pieśni dziadowskich Kolberga wniosku, że rozumiał on szeroko ten repertuar&#13;
i choć nie zawsze zaznaczał informacje o wykonawcy–dziadzie, na ogół&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 200.&#13;
Tamże, s. 293.&#13;
3 Tamże, s. 296&#13;
2&#13;
&#13;
283&#13;
&#13;
�trafnie odczytał przynależność i typowość pewnych pieśni do i dla tego&#13;
środowiska. Dowodem może być fakt, że na 58 zamieszczonych w aneksie&#13;
pracy Grochowskiego tekstów typowych pieśni, „najczęściej wykonywanych przez dziadów”, 35 legitymizowanych jest wariantami cytowanymi&#13;
za Kolbergiem. Charakterystyczne przy tym, że Kolbergowska reprezentacja&#13;
występuje prawie w każdym z 10 rodzajów takich pieśni, które wyodrębnił autor, np. w dziale „Legendy hagiograficzne” na 12 tekstów 10 pochodzi z Kolberga, a wśród 7 „Legend maryjnych” 5 to teksty z Ludu1. Można uznać, że w sumie doświadczenie badacza w obcowaniu z folklorem&#13;
i pamięć typowych sytuacji wykonawczych podyktowały Kolbergowi trafne&#13;
przypisanie środowisku dziadowskiemu większości pieśni, także z punktu&#13;
widzenia dzisiejszej folklorystyki. Mimo zastrzeżeń, że umieszczał takie pieśni w różnie tytułowanych działach (np. „Pieśni dziadowskie. Nabożne i legendy”; „Pieśni historyczne i religijne przez dziadów żebraczych śpiewane”;&#13;
„Pieśni nabożne i legendy”; „Pieśni dziadowskie”), że nie podawał systematycznie informacji o wykonawcy, co rodziło wątpliwości, czy wszystkie&#13;
„nabożne” należały do repertuaru dziadów, wreszcie, że dołączał do tej&#13;
grupy pieśni satyryczne, obśmiewające, a więc raczej tworzone przez inne&#13;
środowisko2 – udokumentował ten specyficzny i niezwykle ciekawy folklor&#13;
pieśniowy w takiej skali, że stanowi on także współcześnie podstawowe&#13;
źródło dla folklorystów. Dał także jego obraz z kilku stron, prezentując&#13;
pieśni ukazujące patriotyzm wędrownych dziadów i ich przywiązanie do&#13;
tradycji religijnej, związanej z historią narodu, skargi i żale związane z żebraczym losem i prześladowaniami przez władze zaborcze (zakaz działalności, swobodnego poruszania się po kraju, rozpowszechniania i drukowania&#13;
1&#13;
&#13;
Dalej autor publikuje następujące teksty: „Legendy apokryficzne” (na 8 pozycji – 4 z Kolberga), „Pieśni o śmierci” (na 10 – 8 z Kolberga), „Pieśni o końcu świata’ (na 4 – 2 z Kolberga),&#13;
„Pieśni o upadku obyczajów” (2 pozycje – brak Kolberga), „Pieśni nowiniarskie” (na 5 – 2 z Kolberga), „Ballady o dzieciobójczyni” (na 3 – 3 z Kolberga), „Pieśni o sierotach (3 pozycje – brak&#13;
Kolberga), „Inne” (na 4 – 1 z Kolberga).&#13;
2 Zob. np. wierszowany tekst pt. „Parodia na dziadów”, przysłany Kolbergowi przez&#13;
W. Siarkowskiego wraz z jego objaśnieniem, że upowszechniło go środowisko kościelne, w:&#13;
O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 256–262. W różnych tomach Ludu zamieszczał&#13;
też Kolberg ciekawe uwagi o sposobach funkcjonowania dziadów, stosunku słuchaczy do nich,&#13;
o zainteresowaniu ich pieśniami, ale i o kpinach, żartach i anegdotach na ich temat itd.; zob. np.&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), przypisy na s. 227–228, s. 233, W. Ks. Poznańskie&#13;
cz. IV (DWOK T. 12), s. 312. Znacznie też częściej niż przy innych pieśniach spotykamy w druku lakoniczne informacje Kolberga o dziadach – wykonawcach.&#13;
&#13;
284&#13;
&#13;
�pieśni nowiniarskich w zaborze rosyjskim), a także parodie ilustrujące próżniactwo i oszukańcze praktyki „zawodowe” tego kręgu wykonawców.&#13;
W mniejszym lub większym stopniu podobne niejasności terminologiczne da się zauważyć w odniesieniu do innych opisowych kategorii pieśniowego folkloru środowiskowo-zawodowego w dziele Kolberga. Brak dokumentacji dopełniającej zapisy źródłowe, czyli informacji o informatorze i od&#13;
informatora, nie pozwala np. jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy do&#13;
czynienia z utworami chłopów czy rzemieślników, przedstawicieli wsi czy&#13;
miast, miasteczek, przedmieść. Tematyka pieśni związana z postacią flisaka,&#13;
młynarza, kowala, szewca czy krawca nie daje odpowiedzi na to pytanie,&#13;
gdyż nie była obca także środowisku chłopskiemu, które chętnie do niej nawiązywało. Dotyczy to również pieśni satyrycznych, kpin z poszczególnych&#13;
zawodów będących często odbiciem antagonizmów międzycechowych,&#13;
utartych stereotypów, wzajemnych uprzedzeń nie tylko między rzemieślnikami w mieście, ale także między mieszkańcami wsi i miasta ośmieszającymi się nawzajem. Nie da się orzec proweniencji środowiskowej śpiewek&#13;
typu: „Kowale – bretnale, a szewcy to dratwa, kuśnierze – szalbierze, a stelmachy – szlachta” czy: „Szewczyku kulawy, trzewiczek dziurawy, szewczyku nie lataj, trzewiczek załataj”, albo: „A komuż tak jak młynarzom, na&#13;
słoneczko nie wyłażą, jeno leżą sobie w kłodzie, rozkazują robić wodzie”1.&#13;
Pieśni w dziale „Rzemiosło” jest jednak w zapisach Kolberga stosunkowo&#13;
niewiele, większość monografii nie posiada ich wcale, być może dlatego,&#13;
że badacz postrzegał je jako własność przede wszystkim środowiska miejskiego. Pieśni związane z pracami rolnymi („Praca. Rola”), wypasem bydła&#13;
(„Pasterstwo”), myślistwem („Myślistwo”), wojną, losem żołnierza i poborem do wojska („Wojna. Wojsko”), zabawą i hulanką w karczmie („Zabawa.&#13;
Karczma”) również wyraźniej wskazują na kryterium tematu i okoliczności&#13;
niż na prawdopodobnego wykonawcę. Jeśli Kolberg go nie określił, możemy się go tylko domyślać, nie da się jednak wykluczyć sytuacji, że okazjonalnie pieśni takie wykonywane były również w środowisku szlacheckim&#13;
czy miejskim, najchętniej np. w konwencji żartobliwej lub kpiarskiej, jak&#13;
cytowane wyżej teksty.&#13;
Ogromny materiał pieśniowy zgromadzony przez Kolberga zróżnicowany jest na wielu poziomach. Kategorie klasyfikacyjne przyjęte przez badacza&#13;
1 O. Kolberg Chełmskie. Suplement… (DWOK T. 82), nr 50; Radomskie. Suplement do&#13;
tomów 20–21 (DWOK T. 77/I), nr 636; Mazury pruskie (DWOK T. 40), nr 621.&#13;
&#13;
285&#13;
&#13;
�dla pieśni w całym wydawnictwie, z modyfikacjami podyktowanymi ilością&#13;
i rodzajem pozyskanych tekstów, sprawiają, że w ramach każdej monografii regionalnej znalazł się zespół pieśni ułożonych w zasadzie zgodnie&#13;
z przyjętymi regułami systematyki. Monografie te obejmują cały obszar&#13;
dawnej Rzeczypospolitej i dokumentują pieśni nie tylko w języku polskim,&#13;
ale dla ziem Kresów Wschodnich, gdzie ludność była wymieszana, również&#13;
w białoruskim, ukraińskim, a także litewskim. Folklor wierszowany pochodzi z różnych źródeł i ma różną postać językową, od zapisu gwarowego&#13;
po przekaz literacki. Składają się na niego pieśni o najrozmaitszej treści,&#13;
funkcjach i formie, wywodzące się z różnych środowisk wykonawczych,&#13;
z różną metryką, proweniencją, zasięgiem występowania i rozpowszechnienia, miejscem w tradycji. Obok popularnych niekiedy w całej Europie lub&#13;
u naszych sąsiadów ballad legitymowanych w tomach Kolberga wieloma&#13;
wariantami z różnych okolic Polski, powszechnie śpiewanych liryków miłosnych czy setek krakowiaków od XVIII wieku zadomowionych szeroko&#13;
w polskim repertuarze odnaleźć można w zbiorach badacza także szereg&#13;
pieśni rzadkich, starych, a nawet zabytkowych czy unikatowych, które przetrwały na kartach Ludu i w rękopisach, dopiero w Dziełach wszystkich&#13;
wydawanych jako dokument trwałości i żywotności tradycji lub odwrotnie&#13;
– świadectwo, czasami jedyne, zapomnianej i utraconej ciągłości. I tak np.&#13;
pieśń o szewczyku wywodząca się z XVI wieku, o incipicie „Jechał (Jedzie)&#13;
chłop do młyna, zdechła mu kobyła” – według ustaleń J. Krzyżanowskiego&#13;
–„nasz najstarszy taniec mieszczański”, zanotował Kolberg w pięciu wariantach (krakowskim, wielkopolskim, dwu mazowieckich i radomskim). Pieśń&#13;
ta ocalała w rękopisie z 1676 roku, ale dla XIX wieku zachowała się dla niej&#13;
jedynie dokumentacja Kolberga, co świadczy o żywotności wątku jeszcze&#13;
w połowie tego stulecia. Dodatkowo potwierdza tę żywotność spowinowacona ze starym „tańcem mieszczańskim” inna drwiąca pieśń satyryczna na&#13;
szewców, „Chodzą szewcy po ulicy” (dialog szewca i psa wspólnie obdzierających padlinę ze skóry), w jednym wariancie również zapisana przez&#13;
Kolberga pod Mławą na Mazowszu i stanowiąca pewnie jakąś kontynuację&#13;
dawnego „tańca mieszczańskiego1.&#13;
1&#13;
&#13;
Warianty tej pieśni zob. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), nr 422, W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), nr 606, Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), nr 347, tamże, cz.&#13;
III (DWOK T. 26), nr 453 oraz Radomskie cz. II (DWOK T. 21), nr 176; pieśń spokrewniona&#13;
z powyższymi zob. Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), nr 429 (tam nietypowa i nieskładna inwokacja, właściwy tekst od zwrotki 2.). Zob. J. Krzyżanowski Nasz najdawniejszy „taniec&#13;
&#13;
286&#13;
&#13;
�Popularną pieśń myśliwską pochodzenia szlacheckiego „Siedzi sobie zając pod miedzą”, sięgającą połowy XVII wieku, zapisał Kolberg w licznych&#13;
wariantach z różnych regionów Polski, w znacznej części pozyskując ją&#13;
z własnych badań terenowych. Poświadczył w ten sposób, że znana w I połowie XIX wieku, przeszła w tym czasie do repertuaru ludowego i stopniowo się w nim upowszechniała, tak dalece, że włączana bywała niekiedy&#13;
nawet w obrzęd weselny1. Inna stara pieśń żołnierska „Idzie żołnierz borem, lasem”, tzw. Pieśń o żołnierzu tułaczu, występująca w tomach Kolberga w kilkudziesięciu wariantach, już w pierwszej monografii regionalnej,&#13;
tj. w Sandomierskiem, doczekała się cennego komentarza historycznego,&#13;
w którym autor przywołał za „Pamiętnikiem Sandomierskim” z 1830 roku&#13;
jej prawariant rękopiśmienny, odnaleziony w książce z 1584 roku oraz dwa&#13;
warianty wcześniejsze od własnych, z 1830 roku. Upowszechnił w ten sposób materiał z mało znanego czasopisma, który do dzisiaj wykorzystują&#13;
folkloryści zajmujący się dziejami pieśni2.&#13;
Przykłady ciekawych tekstów wierszowanych, zebranych przez Kolberga w trakcie własnych badań i zapisanych z żywej tradycji ustnej, które&#13;
przynoszą bezcenny materiał do dziejów naszej pieśni ludowej i popularnej,&#13;
można by mnożyć. To samo dotyczy utworów wydobytych przez Kolberga&#13;
z archiwaliów, przytaczanych ze starych druków, ulotnych broszur, kramarskich ulotek, efemerycznych periodyków, za badaczami „starożytności”&#13;
i pracami innych folklorystów. Często wobec przetrzebienia, zniszczenia&#13;
i zagubienia wielu z tych źródeł świadectwo Kolberga okazuje się jedynym&#13;
i ratującym ten materiał od zapomnienia. Bez pieśniowego materiału źródłowego zebranego przez Kolberga nie może się więc obyć także współczesny folklorysta badający tę dziedzinę literatury ludowej.&#13;
mieszczański”. Pieśń o szewczyku, w: tenże Paralele. Studia porównawcze z pogranicza&#13;
literatury i folkloru, Warszawa 1977, s. 291–305.&#13;
1 Zob. m.in. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), nr 27 i 111 oraz suplement sandomierski (DWOK T. 71), nr 5, Krakowskie cz. II (DWOK T. 6,) nr 406 i 407 oraz suplement krakowski (DWOK T. 73/I), nr 666 i 667, Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), nr 175, 176 i 453. Por. też&#13;
J. Krzyżanowski „Siedzi sobie zając pod miedzą”, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 375–376.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 256– 257. Zob. też S. Wasylewski Pieśń&#13;
o żołnierzu tułaczu, „Lud” T. XVI: 1910, s. 247–258. Pieśń ta posłużyła J. Bartmińskiemu&#13;
jako materiał do analizy porównawczej jej 50 wariantów (32 z Kolberga oraz 3 z „Pamiętnika&#13;
Sandomierskiego”) i wzajemnych relacji „ruchomych” segmentów tematycznych. Analiza ta&#13;
miała służyć wykazaniu otwartej struktury tekstu folklorystycznego w jego rozwojowej dynamice i stanowić argument przeciwko usztywniającej metodzie klasyfikacji hierarchicznej&#13;
pieśni. Zob. J. Bartmiński Klasyfikacje gatunkowe a systematyka tekstów folkloru…., s. 17–25.&#13;
&#13;
287&#13;
&#13;
�Bajki. Podania&#13;
Zgodnie z kompleksowym programem badań nad kulturą ludową ogłoszonym przez Kolberga w „Bibliotece Warszawskiej” w 1865 roku proza&#13;
ludowa stała się stałym składnikiem poszczególnych monografii regionalnych. W pierwszej z nich, wydanej w tym samym roku, tj. w Sandomierskiem, znalazły się jedynie trzy bajki, zamieszczone w rozdziale poświęconym językowi i potraktowane tam jako przykłady „żywej mowy”.&#13;
W przypisach na końcu tej książki opublikował Kolberg natomiast kilka&#13;
legend i podań zaczerpniętych z literatury i podanych dla dopełnienia opisu&#13;
topograficznego kraju, co stało się stałą praktyką w dalszych tomach. W kolejnych monografiach bajki zamieszczał już Kolberg w osobnych rozdziałach, traktując je tym samym jako odrębny i specyficzny rodzaj literatury&#13;
ludowej i odchodząc od ich wyłącznie ilustratywnej funkcji. Tę przypisał&#13;
natomiast – jak wspomniano wcześniej – podaniom i opowieściom wierzeniowym, lokując te pierwsze wśród informacji rozdziału „Kraj”, drugie&#13;
przytaczając jako przykłady w opisie wierzeń.&#13;
Ilość tekstów prozatorskich w poszczególnych monografiach kształtowała się różnie i na ogół była proporcjonalna do całokształtu materiałów&#13;
pozyskanych z danego regionu, stopnia jego przebadania, warunków samodzielnych eksploracji terenowych i współpracy z miejscową ludnością.&#13;
Najbogatsze zbiory bajek pozyskał Kolberg w Krakowskiem, w Wielkopolsce, na Kujawach oraz na Pokuciu i w Sanockiem, wcześniej na Mazowszu,&#13;
przy czym materiału z dwu ostatnich regionów nie zdołał wydać1. Nieco&#13;
mniejszy zasób tekstów bajkowych znalazł się w pozostałych publikowanych przez Kolberga monografiach regionalnych, a także w wydawanych&#13;
z rękopisów po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich. Pewną ilość&#13;
opowieści ludowych zawierają też suplementy; w tym zespole najbogatszy&#13;
jest zbiór krakowski, reprezentujący region, z którym badacz był związany przez niemal 20 lat swej działalności, prowadzonej tam w najbardziej&#13;
sprzyjających warunkach.&#13;
W następnej po Sandomierskiem monografii Kujaw, zawierającej ponad&#13;
40 opowiadań, podjął Kolberg próbę ich klasyfikacji, co stanowiło novum&#13;
w praktyce dotychczasowego wydawania prozy ludowej, oraz poprzedził&#13;
1 Opublikował je Kolberg w osobnych rozdziałach w cz. I Kujaw, w cz. IV Krakowskiego,&#13;
w cz. VI W. Ks. Poznańskiego, w cz. IV Pokucia, (DWOK T. 3, 8, 14, 32), bajki z Mazowsza i z Sanockiego wydano w cz. VII Mazowsza i w cz. III Sanockiego-Krośnieńskiego (DWOK T. 42 i 51).&#13;
&#13;
288&#13;
&#13;
�ten zbiór komentarzem dotyczącym bajkowego materiału1. Na tle poprzedników zarówno próba systematyki, jak i opis repertuaru wyróżniają się&#13;
nowatorskim i znacznie szerszym spojrzeniem na tę dziedzinę literatury&#13;
ludowej. Kolberg we wstępnym omówieniu zastrzega:&#13;
Pozbierawszy cząstkę owych bajek (jak je tam [tj. na Kujawach] i wszędzie niemal w naszym kraju nazywają), podaję je w prostocie wysłowienia ludowego,&#13;
nic nie ujmując ani dodając. O ile przeto tracić one z jednej strony muszą tak&#13;
na zręcznym obrobieniu i okraszeniu ustępów, jak i na gładkim całości powiązaniu, o tyle z drugiej, sądzę, zyszczą na autentyczności i wiarogodności swej&#13;
dykcji, dając zarazem poznać właściwość gwary kujawskiej, niemniej sposób&#13;
zapatrywania i wyrażenia się tego ludu. Z niewielkiego tych bajek zamieszczonego pocztu przekonamy się, że lud tutejszy nie zachował nam tylu pamiątek&#13;
odległej przeszłości, ile ich napotykamy np. w Bajarzu Glińskiego lub Klechdach Wójcickiego, a uronienie lub spaczenie wielu przypisać w części należy&#13;
bliższemu i dawniejszemu z ludami Zachodu zetknięciu. Natomiast znajdziemy&#13;
tam cechy nowe, Kujawom i ościennym jedynie właściwe powiatom, pogląd&#13;
oryginalny i żyłkę satyryczną w gawędach, raz do niezwykłego dzielności i rubaszności naprężoną stopnia, to znów lakonicznie nić przedmiotu przecinającą.&#13;
Z porównania ich z baśniami i powieściami drukiem już ogłoszonymi, których&#13;
w wielkiej części są już to wersjami, już wariantami, widzimy, że podobnie jak&#13;
i pieśni ulegają one przeróbkom i przekształceniu. Jedne z nich są jakoby zbite&#13;
w treściwą, zagadkową prawie ściśliwość, drugie zbytnie się rozciągają i rozgadują o szczegółach małej wagi. Tu pełno przyczepek i dodatków, organicznie&#13;
nie dość ściśle z sobą lub całością powiązanych, tam znów brak dopełnienia,&#13;
urywkowość lub przepomnienie. Są to nieuniknione przypadłości tradycyjnego&#13;
ich żywota; wszakże tuż obok nich znachodzą się i takie, które pod względem&#13;
treści i dykcji nic prawie do życzenia nie pozostawiają2.&#13;
&#13;
Wypowiedź ta świadczy, że wieloletnie obcowanie z ludowym przekazem dokumentowanym ze słuchu, oczywiście zwłaszcza z pieśnią, oraz tocząca się dyskusja o sposobie zbierania i wydawania literatury ludowej, np.&#13;
przytaczane wyżej opinie m.in. Kraszewskiego, pozwoliły we wczesnym&#13;
stosunkowo okresie badań Kolberga nad bajką, nowym dla niego obiektem zainteresowania i rejestracji, trafnie uchwycić najważniejsze cechy&#13;
ludowych opowieści i mechanizmu ich funkcjonowania w kulturze wsi.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 107–111.&#13;
Tamże, s. 107–108.&#13;
&#13;
289&#13;
&#13;
�Kolberg opowiada się za terminem „bajka” jako używanym przez środowisko nosicieli folkloru. Dostrzega różnorodność „barwy i natury” opowiadań,&#13;
ich zmienność w czasie i miejscu, ciągłe „przeróbki i przekształcenia”, podatność na wpływy zewnętrzne, wędrowność wątków reprezentowanych&#13;
przez rozmaite „wersje” lub „warianty”, nasycenie nowymi elementami,&#13;
lokalnymi i świeżymi. Nie szuka w nich arbitralnie i nie odnajduje – jak&#13;
jego poprzednicy – głównie reliktów dawnej przeszłości, lecz obiektywnie&#13;
rejestruje uderzające go cechy repertuaru, tj. z jednej strony oryginalny&#13;
charakter i koloryt miejscowy, kujawski, widoczny w sposobie postrzegania świata i formie „wyrażania” go, z drugiej treści, wątki i motywy powszechnie występujące na gruncie polskim, a także w bajkach słowiańskich&#13;
i europejskich. Zwraca uwagę na obecny w tej prozie żywioł satyryczny&#13;
i uwzględnia opowiadania nacechowane ludowym komizmem, dowcipem&#13;
i rubasznością, tj. anegdotę, gatunek tak jak realistyczne opowieści z życia&#13;
przez romantycznych zbieraczy często pomijany ze względu na autocenzurę obyczajową. Wreszcie podkreśla różnorodność treściową i formalną&#13;
zbieranych wariantów, od przekazów wzorowych, rozwiniętych i spójnych,&#13;
po chaotyczne, kalekie czy eliptyczne. I trafnie objaśnia te różnice jako nieunikniony rezultat „tradycyjnego ich żywota”, który określają nieustannie&#13;
przekształcające się opowieści w ustach różnych narratorów. Jednocześnie&#13;
Kolberg deklaruje wierną dokumentację języka opowieści, konieczność oddania pierwotnej ich postaci dla zachowania autentyzmu opowiadań.&#13;
Jest to więc spojrzenie na prozę ludową znacznie wnikliwsze, bezstronniejsze i bardziej realistyczne niż prezentowane przez wydawców bajek,&#13;
którzy poprzedzili Kolberga. Wcześniejsze wymieniane już zbiory prozy&#13;
ludowej K.W. Wójcickiego (1837), K. Balińskiego (1842), L. Siemieńskiego&#13;
(1845), R. Zmorskiego (1852), A.J. Glińskiego (1853) i S. Barącza (1866) wyrosły z romantycznego przekonania o historycznej, zabytkowej wartości&#13;
folkloru bajkowego, z potrzeby szukania w nim archaicznych śladów dawnej tradycji. W obliczu zagrożenia Polski przez zabory zbieracze i wydawcy&#13;
tych zbiorków zmierzali do utrwalania świadomości narodowej, pamięci&#13;
i wiedzy o przeszłości. Teksty, nie zawsze ludowe i nie zawsze spisywane&#13;
ze słuchu, lecz czerpane ze starych dokumentów, kronik i wspomnień, zapożyczane z różnych źródeł i relacji, poddawane były przez tych autorów&#13;
obróbce literackiej, często parafrazom, stylizacji, fabularyzacji, wygładzaniu&#13;
stylu i słownictwa, dzięki czemu stawały się w mniejszym lub większym&#13;
stopniu opowiadaniami autorskimi, powstającymi jedynie „pod wpływem&#13;
290&#13;
&#13;
�zasłyszanych”. Ich przekaz miał być podany czytelnie, przekonująco dla&#13;
wszystkich, językiem ogólnie dostępnym, tak by pozostawały w pamięci&#13;
jako interesujące „pamiątki przeszłości” pełniące rolę wychowawczą i formacyjną. Choć zbieracze ci na ogół byli zorientowani w twórczości ludu,&#13;
w sumie folklorem bardziej się posługiwali niż go w rozumieniu współczesnym dokumentowali. Nierzadko dochodziło przy tym do mistyfikacji,&#13;
jak np. u Wójcickiego, który wydrukował historię o Walgierzu z Tyńca&#13;
niemającą nic wspólnego z opowieściami ludu, czy u Glińskiego, w którego&#13;
Bajarzu polskim znalazły się, jak ustalił J. Krzyżanowski1, przeróbki poetyckich bajek Żukowskiego i Puszkina. Starodawność rozumiana jako udowodniony atrybut bajki ludowej, historyczny aprioryzm w jej postrzeganiu&#13;
krępowały dociekania badawcze i głębsze analizy prezentowanych opowieści. Zbiory te spełniły jednak ważną rolę, wprowadzając prozę ludową do&#13;
obiegu czytelniczego i wytyczając dalszą drogę prac nad nią kolejnym folklorystom. Szczególnie niezwykła popularność Klechd, starodawnych podań i powieści ludu, jak i samego autora tego zbioru, Wójcickiego, okazały&#13;
się znaczące w dalszym przebiegu badań. Przyniosły też cenne wskazówki dotyczące materiału starszego, zwłaszcza staropolskiego, wykorzystane&#13;
w późniejszych pracach. Charakterystyczny tytuł tego zbiorku, w którym&#13;
występuje określenie „klechdy” jako bardziej poetyczne – w rozumieniu&#13;
autora – i nobilitujące „bajkę” (w odróżnieniu od pospolitego „bajania”)&#13;
oraz programowy przymiotnik „starodawne”, trafnie oddaje zamierzenia&#13;
pokolenia romantycznych miłośników bajki.&#13;
Precyzyjniejszej systematyki tekstów bajkowych poprzednicy Kolberga&#13;
nie podejmowali, nie wykraczając poza deklaratywne i ogólnikowe propozycje ich podziału i charakterystyki, co najwyżej z próbą ich zastosowania&#13;
w układzie i kolejności opowiadań. Wójcicki, autor reprezentatywnego i inspirującego następców zbioru, podzielił 33 teksty poddane obróbce literackiej na trzy części. „Do pierwszej należą starożytne podania słowiańskich [tj.&#13;
przedchrześcijańskich] jeszcze wieków, jak powieści o powietrzu, wichrze,&#13;
wilkołaku”, albo różne podania lokalne; do drugiej zaliczał „osoby wprawdzie historyczne, ale o których kroniki nasze milczą lub małe dają objaśnienia”, wśród których znaleźli się „najstarożytniejsi bohatyrowie”: Waligóra i Wyrwidąb, „sławny rozbójnik” Madej i „czarodziej” Twardowski”;&#13;
1 Zob. J. Krzyżanowski „Bajarz polski” Glińskiego i jego źródła literackie, w: tegoż Paralele… , s. 760–772.&#13;
&#13;
291&#13;
&#13;
�do trzeciej – „powieści o czarach i czarownicach, o zaklętych królewiczach&#13;
i królewnach, o cudownych zamkach itp.” Podział ten opatrzył autor konstatacją:&#13;
We wszystkich rej wiodą bujne marzenia wyobraźni i cudowność. Cudowność ta,&#13;
zawsze upragniona, nie tylko się w samych odbija klechdach, wyobraźnia ludu&#13;
tak jest jej pełną, że można rzec, iż do żywota jego należy1.&#13;
&#13;
Uderza niekonsekwencja, wręcz absurdalność tego podziału; właściwie&#13;
wszystkie opowieści mogłyby przynależeć do ostatniej grupy. Potrzeba&#13;
dowartościowania bajki prowadziła do sprzeczności: z jednej strony podkreślał autor „cudowność” w ludowej prozie, z drugiej wierzył w zawartą&#13;
w niej „prawdę historyczną”; lokalne podania odnosił do czasów przedchrześcijańskich, a postacie bajeczne określał jako „osoby historyczne”.&#13;
W zbiorku Balińskiego, liczącym 28 opowieści, podobnym do Klechd,&#13;
zredagowanym przez Wójcickiego i pozostającym pod wyraźnym jego&#13;
wpływem, nie wprowadzono podziału materiału, a określeń: „podanie”,&#13;
„opowiadanie”, „powiastka”, „gadka”, „powieść” używał autor wymiennie.&#13;
Teksty ogładzone również literacko, choć mniej niż u Wójcickiego upoetyzowane, przynoszą nowe w stosunku do poprzednika wątki, reprezentatywne dla polskiego folkloru, niekiedy stanowiące ich przekaz najstarszy,&#13;
jedyny z pierwszej połowy XIX wieku2.&#13;
Siemieński, który w swojej pracy zawarł ponad półtorej setki opowieści,&#13;
stanowiących obok pewnej liczby przekazów ustnych głównie przedruki&#13;
z innych źródeł, streszczenia lub skróty utworów publikowanych, teoretycznie i w zasadzie trafnie odróżnił podania od bajek, pisząc :&#13;
[…] do zbioru niniejszego nie przyjąłem tak zwanych klechd, czyli bajek; ten&#13;
rodzaj bowiem utworów gminu należy do innego działu. Podanie właściwie trzyma się albo pewnego miejsca albo też nosi na sobie cechę pewnej rzeczywistości&#13;
historycznej lub pochodzenia z czasów pogańskich, gdy przeciwnie, klechda,&#13;
swobodna jak wietrzyk, jest czystą igraszką fantazji lubującej się w pewnych&#13;
obrazach i przedmiotach, a mianowicie postaciach bohaterskich. Lud do niej&#13;
1&#13;
&#13;
K.W. Wójcicki Klechdy..., Warszawa 1837, s. 13–14. Zob. też R. Wojciechowski Kazimierz&#13;
Władysław Wójcicki i jego „Klechdy”, w: K.W. Wójcicki Klechdy…, Warszawa 1972, s. 34.&#13;
2 M.in. są to opowieści Bieda i Blada panna (dwa warianty T 331A), Trupia głowa (T 366),&#13;
Diabli tanek (T 480C), Pieniądze (T 763), Twarz królewska (T 929), Kochanie (T 3115), zob.&#13;
K. Baliński Powieści ludu…, odpowiednio: s. 11 i 105, 88, 107, 51, 55, 83.&#13;
&#13;
292&#13;
&#13;
�nie przywiązuje tej religijnej wiary, jaką ma często w podanie; tym ona jest dla&#13;
niego, czym dla nas romanse rycerskie lub powieści Hoffmanna1.&#13;
&#13;
W zamyśle autor ograniczył się więc świadomie do podań miejscowych,&#13;
historycznych i wierzeniowych, w praktyce jednak w jego zbiorze znalazły&#13;
się opowieści, które dzisiaj określilibyśmy jako bajki ajtiologiczne, anegdoty, a nawet opowieści fantastyczne, opisywane w cytowanej wyżej wypowiedzi jako klechdy właśnie. Mimo to próba rozróżnienia gatunków prozy&#13;
ludowej świadczy o krytycyzmie autora.&#13;
Zbiorek podań i bajek R. Zmorskiego cechuje świadoma stylizacja literacka opowieści, do której autor otwarcie przyznał się jako do bardziej&#13;
atrakcyjnej dla czytelnika. W przedmowie pisał:&#13;
Obrabianiem, okrzesywaniem i dopełnianiem gminnej powieści podług własnych pojęć spisującego odbiera się zbiorowi wierzytelność, ze spisania znowu&#13;
samej suchej treści lub niewolniczego stenografowania słów pierwszego lepszego wiejskiego opowiadacza powstaje książka zbyt jałowa dla czytelnictwa, która&#13;
zatem na upowszechnienie przedmiotu korzystnie wpłynąć nie może. Zdaje się,&#13;
że obu tych szkopułów uniknąć można, zachowując w pisaniu tryb opowiadaczy&#13;
gminnych – i tym też trybem poszedłem2.&#13;
&#13;
Uznając tę ingerencję za uprawnioną, zadbał jednak o zachowanie ludowego charakteru swoich opowieści w znacznie większym stopniu niż&#13;
Wójcicki. Zmorski dostrzegał przemiany tekstów bajkowych mimo romantycznej tezy o ich historyzmie, a wobec tej ewolucji trudność rozpoznania&#13;
w nich reliktów dawności, których jednak nie negował. Dzielił opowieści&#13;
na podania, bajki i gadki. Za najdawniejsze zabytki kultury ludu obok pieśni&#13;
uważał Zmorski podania, które stanowiły według niego odbicie przeszłości,&#13;
dawnych dziejów i wierzeń „w świetle, jakim je lud swego czasu widział&#13;
i pojmował”. Baśnie, w jego klasyfikacji odpowiadające baśniom magicznym, uznawał za twory fantazji i wyobraźni, „wysnute z wierzeń, wyobrażeń i podań ludu”, a jako „podrzędniejszy rodzaj gminnego słowa” traktował gadki, „opowiadania przykrótsze, dla braku powieściowego wątku baś­&#13;
nią lub dla zbyt błahego przedmiotu podaniem zwać się nie zasługujące”3,&#13;
1&#13;
&#13;
Tu i niżej L. Siemieński Kilka słów o ważności podań ludowych w: tegoż Podania i legendy…, , s. XVII –XVIII.&#13;
2 R. Zamarski [R. Zmorski] Kilka słów wstępnych, w: tegoż Podania i baśni ludu…, s. XII.&#13;
3 Tamże, s. VI–VIII.&#13;
&#13;
293&#13;
&#13;
�odnoszące się do spraw i zdarzeń bieżących lub niedawnych. Podobnie jak&#13;
Siemieński ujmował więc różnicę między podaniem a baśnią, widział ją&#13;
jednak jako wynik dynamicznego procesu zacierania dawnej postaci i sensu&#13;
podania pod wpływem baśniowej fikcji. W sumie według opinii późniejszych badaczy zbiorek Zmorskiego wywodzi się sposobem ujęcia i opracowania ze szkoły Wójcickiego, lecz przewyższa Klechdy zarówno w formie&#13;
i treści, jak i w komentarzu1.&#13;
Cieszący się przez kilkadziesiąt lat niesłabnącą popularnością i tłumaczony na języki obce Bajarz polski Glińskiego przyniósł 47 opowieści – jak&#13;
wspomina autor w przedmowie – spisywanych z pamięci, a zasłyszanych&#13;
w dzieciństwie w Szczorsach i Niehniewiczach2, wsiach zamieszkiwanych&#13;
głównie przez Białorusinów. Zatem i tu autorem publikowanej wersji tekstów, narratorem opowieści jest ostatecznie wydawca zbiorku. Gliński odżegnuje się od aspiracji badacza, odsyłając jednocześnie do prac swoich&#13;
poprzedników, które najwyraźniej dobrze zna, i próbuje też przedstawić&#13;
własną propozycję podziału prozy ludowej na trzy rodzaje: baśnie „[…] na&#13;
cudownościach, czarach i fantastycznych urojeniach osnute”; powieści, których „cechą jest prawdopodobieństwo i dowcip” oraz gawędy, tj. „krótkie&#13;
opowiadania o duchach, strachach i upiorach”3. Antologia Glińskiego zawiera opowieści przeważnie pochodzenia białoruskiego, obok niewielkiej&#13;
tylko liczby bajek polskich, anegdot o „kmiotku Roztropku”, a także wspomnianych trawestacji i przekładów prozą, parafraz lub streszczeń wierszowanych bajek W. Żukowskiego i A. Puszkina. Książce, długo uchodzącej&#13;
za reprezentatywny zbiór polskich bajek, mimo ich niepolskiej i w dużej&#13;
mierze literackiej proweniencji, przypisuje się obecnie historyczne znaczenie, głównie dzięki ukazaniu wpływów rosyjsko-białorusko-polskich oraz&#13;
popularyzacji niektórych wątków bajkowych, a także rosyjskiej klasyki literackiej na gruncie polskim4.&#13;
Najpóźniejszym z wymienionych zbiorów bajek, wydanym rok przed&#13;
pierwszą częścią Kujaw Kolberga, była praca galicyjskiego dominikanina,&#13;
historyka, Sadoka Barącza, pt. Bajki, fraszki, podania, przysłowia i pieś­&#13;
ni na Rusi (Tarnopol 1866). Zawiera materiał ułożony alfabetycznie (bez&#13;
1&#13;
&#13;
Por. m.in. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej…, s. 136.&#13;
A. Gliński Do Czytelnika w: tegoż Bajarz polski…, T. I, s. XV–XVI.&#13;
3 Tamże, s. XI–XII.&#13;
4 Zob. J. Krzyżanowski Gliński Antoni Józef, w: Słownik folkloru polskiego… s. 122, O. Zadurska Gliński Antoni Józef, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 2, Toruń 2018, s. 39–40.&#13;
2&#13;
&#13;
294&#13;
&#13;
�klasyfikacji gatunkowej) według tytułowych haseł, opracowany literacko&#13;
podobnie jak poprzednie zbiory, lecz bardzo bogaty. Składają się na niego&#13;
anegdoty szlacheckie, lokalne i często skądinąd nieznane, pewna ilość podań i znaczna ilość kawałów i facecji o księżach unickich, w sumie ponad&#13;
150 najczęściej krótkich tekstów oraz około 80 przysłów i 25 pieśni. Opowiadania rozmaitego charakteru, głównie polskie i ukraińskie oraz nieliczne&#13;
ormiańskie i żydowskie, reprezentują folklor klasztorny Podola zachodniego, a więc przynoszą cenny materiał historyczny do poznania kresowego&#13;
repertuaru środowiskowego.&#13;
Obok wymienionych zbiorów, które Kolberg znał i cytował w swoich&#13;
tomach, śledził także publikacje w czasopismach i kalendarzach przynoszące pojedyncze teksty podań i bajek, m.in. w latach 30. i 40. w leszczyńskim&#13;
„Przyjacielu Ludu”, gdzie drukowane były np. opowieści pióra Berwińskiego i Lompy. Obserwował także z bliska toczącą się równolegle dyskusję na&#13;
temat znaczenia podań i bajek, sposobu ich zbierania, wydawania i interpretowania, jak np. przywoływane wcześniej wypowiedzi Kraszewskiego&#13;
czy apele i opinie na łamach „Biblioteki Warszawskiej”1, której wezwań&#13;
do prac zbierackich i badawczych stał się realizatorem. Poznał więc grunt&#13;
przygotowany przez poprzedników poprzez kolejne edycje i toczącą się debatę wokół tego rodzaju twórczości ludowej. Jeśli dodać do tego prawie&#13;
30-letnie własne doświadczenia terenowe i obcowanie z żywym folklorem,&#13;
uzasadniona wydaje się wnikliwsza i bardziej realistyczna postawa zbieracza i wydawcy wobec nowego przedmiotu badań, jakim stała się proza&#13;
ludowa w jej różnych odmianach. Kolberg był kontynuatorem poczynań&#13;
Wójcickiego i romantycznych zbieraczy bajek, ale jednocześnie stworzył&#13;
własną „szkołę” zbierania i wydawania ludowej prozy. Dystans, jaki cechował jego postawę, uwidoczniony w cytowanej wyżej przedmowie do&#13;
1 Artykuły zajmujące się bajkami i podaniami oraz ich podziałem gatunkowym opublikowali tam m.in. W.A. Maciejowski (Klechdy polskie i obrobienie ich, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1850, T. 1, s. 1–14) oraz J. Grajnert (Studia nad podaniami ludu naszego, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 2 s. 465–514, T. 3, s. 70–105). Maciejowski pisał także obszerniej o ludowej&#13;
prozie w trzytomowej pracy pt. Piśmiennictwo polskie od czasów najdawniejszych aż do&#13;
roku 1830, T. 1, Warszawa 1851, s. 186–276. Wcześniej w „Athenaeum” R. III: 1843, T. 1,&#13;
s. 19–30, T. 3, s. 47–59, T. 4, s. 65–83 i T. 5, s. 61–74 ukazał się artykuł E. Izopolskiego Badania&#13;
podań ludu. Wartościowy zbiór bajek zawiera też dzieło A. Marcinkowskiego Lud ukraiński, jego pieśni, bajki, podania, klechdy, zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki,&#13;
zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory, tańce, gry itd. (T. 1–2, Wilno 1857); są to przekazy&#13;
autentyczne, pozyskane w terenie, spisane przez badacza w języku polskim.&#13;
&#13;
295&#13;
&#13;
�kujawskich opowieści, przejawił się przede wszystkim w porzuceniu historycznego aprioryzmu co do zabytkowości bajek, we wnikliwej analizie&#13;
mechanizmu ich życia obserwowanego z autopsji, w przekonaniu o konieczności dokumentowania ludowego tekstu w jego autentycznej postaci, zamiast opracowywania literackiego i stylizowania pierwotnych przekazów.&#13;
Jak dalece badacz był tu konsekwentny, zwłaszcza w stosunku do deklaracji postulatu ostatniego, miały pokazać bajki publikowane w kolejnych&#13;
monografiach.&#13;
Obok cytowanego wyżej komentarza do publikowanych bajek przedstawił Kolberg w części I Kujaw swoją próbę ich klasyfikacji. Pisał:&#13;
Gdy powieści te rozmaitej, jak powiedziałem, są natury, rozgatunkowanie ich&#13;
przeto i należyte uklasyfikowanie, zwłaszcza w surowym stanie, w jakim się nam&#13;
przedstawiają, ułatwi badaczom rozbiór i wnioski1.&#13;
&#13;
Podzielił zatem i scharakteryzował kujawską prozę „wedle treści i ducha, jaki gawędy niniejsze ożywia”, na kategorie następujące:&#13;
1. Klechdy, to jest takie, w których przemaga cudowność i rozkiełzana w różnym&#13;
stopniu wyobraźnia, do dziwactw czasami i potworności dochodząca. I one same&#13;
na różne także dałyby się jeszcze rozłożyć gatunki. W jednych bowiem martwe&#13;
i na wpół żywotne ciała odgrywają rolę istot żyjących w pełni; sprzęty, narzędzie,&#13;
budowle, kamienie, rośliny itd. mają swą wolę i gwarę; zwierzęta i ptaki mówią&#13;
i działają jak ludzie, a nawet nadludzko, a ludzie bywają półbożkami. W innych&#13;
przeciwnie, ludzie stają się igraszką woli rzeczy martwych. […] Z takich to pierwiastków i żywiołów […] składają się owe klechdy, czyli klecenia niestworzonych&#13;
rzeczy (jak lud miejscami się wyraża), owe baśni, bajki, bajdy (jak skazki na&#13;
Rusi). Niektóre z tych klechd w pierwotnej może zachowały się czystości, inne&#13;
zwichnięte lub pokaleczone, inne wreszcie upstrzone i częstokroć oszpecone przeróbkami i dodatkami dokonanymi wedle późniejszych i nowszych wyobrażeń. […]&#13;
2. Legendy, podania religijne, rozgadki moralne i obyczajowe itp., których obfitość nie mniejszą niemal jest od tamtych, a które (oprócz kronikarskich i klasztornych) rozłożyć by się dały na powieści zmieszane z pogaństwem, powieści&#13;
czysto chrześcijańskie i powieści moralne.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 108.&#13;
&#13;
296&#13;
&#13;
�3. Powiastki i gawędy o wojakach, kupcach, włóczęgach, zbójcach, złodziejach&#13;
itd. Powieści te, opuszczając krainę duchów, wkraczają już stanowczo w dziedzinę rzeczywistości, częstokroć epoką dosyć nam bliskiej. […] Zdarza się atoli&#13;
niekiedy, że i do takich powieści wchodzi jakaś cudowność, że i tu ukazuje się&#13;
i działa duch jakiś wyskakujący nagle niby deus ex machina.&#13;
4. Gadki, dykteryjki są to znów wymysły, to skromne, to rozpasane, gdzie opowieść nagina się lub przechodzi wprost w satyrę, ironię, humoreskę, karykaturę&#13;
lub kaprys. Przeważa w nich zatem strona komiczna. Bierze ona na cel rozmaite&#13;
przygody z życia potocznego […]1.&#13;
&#13;
Opowieści ostatniej grupy podzielił Kolberg na sześć mniejszych (gadki&#13;
przygodne, o duchownych, o Żydach, o diabłach, o ptakach i zwierzętach,&#13;
cudowne).&#13;
Podział ten wyraźnie nawiązuje do refleksji poprzedników, dla których&#13;
podobnie istotne było kryterium tematu i stosunku do rzeczywistości, czytelna opozycja: cudowność a realność, przy czym w praktyce Kolberga widoczniejsze okazywało się zjawisko przenikania i splatania się obu światów, zacierania ostrych granic między nimi. Zwraca uwagę użycie terminu&#13;
„klechda” wprowadzonego przez Wójcickiego w tytule omawianego zbioru&#13;
bajek i skomentowanego przez niego jako określenie „powieści, które pod&#13;
nazwą bajek z ust do ust przechodzą”2. Zaczerpnął go Wójcicki z XVI-wiecznej, nieznanej dziś tragedii, o której dowiedział się z dzieła Czackiego3.&#13;
Termin ten, który w XIX wieku nacechowany był dawnością, a którego&#13;
etymologia współcześnie uznawana jest za niejednoznaczną, nie przyjął&#13;
się mimo popularności zbiorku Wójcickiego, a Kolberg w żadnej kolejnej&#13;
monografii w druku do niego już nie powrócił, choć w rękopisach, zwłaszcza z wcześniejszego etapu badań, określeniem tym jako notą gatunkową&#13;
sygnował niektóre, zresztą genologicznie różne opowieści.&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 109–110.&#13;
K .W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania…, T. 1, Warszawa 1837, s. 11.&#13;
3 Zob. T. Czacki O litewskich i polskich prawach, , T. I, Warszawa 1800, s. 12 – informacja za: J. Krzyżanowski Klechda, w: Słownik folkloru polskiego… s. 169. Tam również mowa&#13;
o innym możliwym znaczeniu wyrazu „klechda”, tj. bajka, ale również zaklęcie i formuła czarnoksięska. W źródle Czacki określa klechdy jako podania, tradycje. Choć do terminu „klechda”&#13;
nawiązali później w tytułach swych zbiorów S. Ulanowska, J. Lompa, J. Kasprowicz, B. Leś­&#13;
mian, do mowy potocznej jednak nie przeniknął. Por. też V. Wróblewska Klechda, w: Słownik&#13;
polskiej bajki ludowej… T. 2, Toruń 2018, s. 148–150 oraz tamże, s. 29–31 hasło Gadka tej&#13;
samej autorki.&#13;
2&#13;
&#13;
297&#13;
&#13;
�Z kolei terminu „gadka”, potocznego określenia opowieści ludowych,&#13;
spopularyzowanego w XIX wieku w tytułach zbiorów i rozdziałów z prozą,&#13;
a przypisanego tu przez Kolberga do opowieści komicznych, dotyczących „życia potocznego”, będzie on używał także w późniejszych monografiach. Jako&#13;
pojęcie niejednoznaczne genologicznie, odnoszące się do różnych gatunków,&#13;
zostanie także doprecyzowane wyróżnikami typu: „gadki o złych duchach,&#13;
diabłach, strachach”, „gadki o zbójcach, oszustach, głupcach, babach itp.”.&#13;
Nie zaprzeczając istnieniu w bajkach pierwotnych, „pogańskich pojęć&#13;
i obrazów”, Kolberg w kujawskim komentarzu podkreśla proces kształtowania się w ciągu dziejów nowszych „powieści chrześcijańskich”, które&#13;
bywają w różnym stopniu „osnute na tle” lub „pomieszane” z pierwszymi. Jednocześnie podkreśla żywotność w folklorze gatunków realistycznie&#13;
ukazujących codzienne życie i stosunki, zwyczaje i problemy mieszkańców wsi w różnego rodzaju „powiastkach” i „gadkach”. Po raz pierwszy&#13;
przy tym wyeksponowany zostaje tak wyraźnie nowy gatunek, anegdota&#13;
(kawał), przez romantyków na ogół pomijany ze względu na swoją dosadność, rubaszny czy nieprzyzwoity koncept, a także jako „mniej użyteczny” ze&#13;
względu na programowe poszukiwanie w folklorze starodawności. Kolberg&#13;
akcentuje jako cechę charakterystyczną komizm i humor ludowej facecjonistyki, z ich odcieniami i odmianami – „satyrą, ironią, humoreską, karykaturą i kaprysem”. Stosuje tu jednak – jak powiedziano wcześniej – świadomą&#13;
selekcję ze względu na obowiązujący konwenans obyczajowy, eliminując&#13;
teksty zbyt drastyczne językowo i treściowo. W swojej charakterystyce gatunków nie używa jako wyróżnika określenia „anegdota”1, lecz proponuje&#13;
terminy: „gadka”, „dykteryjka”. Dzieli je według tematów i głównych bohaterów opowiadań, wskutek czego ten wewnętrzny podział jest nieostry&#13;
i zaciemniający; treści poszczególnych działów „gadek” nachodzą na siebie&#13;
i nie wyczerpują bogactwa żywotnych w folklorze wątków lub też niejasno&#13;
je opisują. Charakterystyczne, że wśród opowiadań komicznych wyróżnia&#13;
Kolberg z jednej strony nawiązujące do spraw uniwersalnych, ogólnoludzkich oraz z drugiej nasycone realiami i kolorytem lokalnym, wyrosłe z codziennego doświadczenia określonej wspólnoty, co też nie zawsze daje się&#13;
wyraźnie rozgraniczyć.&#13;
1 Przywołuje jednak ten termin w tekście rozdziału „Lud”, pisząc: „Na dowód dowcipu&#13;
chłopskiego przytoczymy tu parę anegdot w obiegu w Kujawach będących, a z prawdziwych&#13;
wziętych zdarzeń” (O. Kolberg Kujawy cz. I, DWOK T. 3, s. 48).&#13;
&#13;
298&#13;
&#13;
�Klasyfikacja ta, choć nieostra i dość ogólnikowa, mieszająca kryteria&#13;
genologiczne z tematycznymi, ujmuje jednak folklor prozatorski w pewne ramy zbliżone do systematyki przyjętej współcześnie 1. Mimo braków&#13;
i nieścisłości definicyjnych, niekonsekwencji oraz niejednoznacznego do&#13;
końca klucza podziału, jest klarowniejsza niż dotychczasowe i pozwala&#13;
odróżnić zasadnicze gatunki: bajki magiczne (klechdy), legendy, anegdoty&#13;
(gadki), w oparciu o kryteria w gruncie rzeczy czytelne, choć nie zawsze&#13;
precyzyjnie opisane. Z czasem Kolberg wyróżniać będzie, choć niekonsekwentnie, także bajki (zwierzęce, w znaczeniu „fabula”) reprezentowane&#13;
jednak nielicznymi wariantami. Inaczej potraktuje też od początku podania lokalne, narodowe, historyczne i wierzeniowe, o których w kujawskiej&#13;
klasyfikacji nie ma mowy. Te opowieści, często zlokalizowane, traktowane&#13;
jako autentyczne przygody osób znanych z imienia i nazwiska, odniesione&#13;
do konkretnych zdarzeń, postaci czy czasów, uprawdopodabniające fikcję&#13;
poprzez odniesienie do niby to realnych faktów czy świadków, miejsc czy&#13;
okoliczności, znajdą swoje miejsce – jak wspomniano wcześniej – w rozdziałach monografii poświęconych opisowi kraju, ludu, wierzeń, a także jako materiał uzupełniający te rozdziały w przypisach. Wydaje się,&#13;
że przyczyna takiego przydziału podań i opowieści wierzeniowych leży&#13;
przede wszystkim w przypisaniu im funkcji legitymującej, „uwierzytelniającej” obraz etnograficzny regionu i jego świata nadzmysłowego oraz w dogodności formalnej układu, który pozwolił powiązać folklor podaniowy&#13;
odniesiony do konkretnych miejsc i wierzeń z ich opisem, a tym samym&#13;
opis ten wzbogacić.&#13;
Być może także rozwiązanie takie bywało bezpieczniejsze wobec licznych&#13;
akcentów patriotycznych, bardziej lub mniej ukrytych w podaniach&#13;
tępionych jako nośniki historii i tradycji przez carską cenzurę. Podania&#13;
wtapiane w wywód autora, zwłaszcza niefabularyzowane, a jedynie streszczane lub sygnalizowane jako wątki, łatwiej było ochronić przed okiem&#13;
cenzora w zobiektywizowanym tekście informacyjnym. Szereg podań, np.&#13;
krakowskich, ze względu na swoje wyraźne treści i aluzje patriotyczne&#13;
w rozwiniętych fabularnie opowiadaniach do druku jednak nie weszło,&#13;
1&#13;
&#13;
„Zbudowanie wreszcie systematyki międzynarodowej, dalekiej zresztą od doskonałości, dowiodło, że autor Ludu był na dobrej drodze, gdy tworzył ramy ogólne, rozmieszczenie&#13;
w nich bowiem klas pomniejszych pozwala dzisiaj na stosunkowo przejrzystą klasyfikację całego ogromnego materiału” – oceniał J. Krzyżanowski w następnym stuleciu (zob. Dorobek&#13;
Oskara Kolberga w dziedzinie literatury ludowej…, s. XXXVII).&#13;
&#13;
299&#13;
&#13;
�pozostając w rękopisach aż do wydania ich w suplemencie do monografii&#13;
krakowskiej.&#13;
Schemat klasyfikacji zaproponowany w Kujawach zastosowany został&#13;
także z pewnymi modyfikacjami w obszerniejszych monografiach z lat następnych, tj. w Krakowskiem, Poznańskiem oraz w Pokuciu1. Modyfikacje&#13;
te dotyczyły terminologii gatunkowej, a także po części wyodrębniania niektórych współrzędnych grup tekstów. I tak kujawskie „Klechdy” zastąpiły&#13;
„Gadki cudowne” (w Krakowskiem cz. IV), „Baśni cudowne” (w Poznańskiem cz. VI), „Kazki cudowne” (w Pokuciu cz. IV), rozczłonkowane na&#13;
5 podgrup kujawskie „Gadki” skomasował Kolberg w Krakowskiem do&#13;
dwu: „Gadki o złych duchach, diabłach, strachach” oraz „Gadki o zbójcach,&#13;
złodziejach, frantach, głupcach, babach itp.”. Podobnie w Poznańskiem&#13;
wyróżnił „Gadki o czarcie i diabłach” oraz „Powieści o zbójcach, oszustach,&#13;
głupcach, babach”, dodając jednakże jako osobny dział „Dykteryjki i fraszki”. Także w Pokuciu znalazły się „Kazki o złych duchach, siłaczach i strachach” oraz „Kazki przygodne i dykteryjki”. Osobny rozdzialik przeznaczył&#13;
Kolberg na „Bajki” (zwierzęce) w Poznańskiem (9 tekstów) i w Pokuciu&#13;
(3 teksty), podobnie postąpił Kopernicki w Chełmskiem (4 bajki), podczas&#13;
gdy wcześniej, w Kujawach, kilka krótkich tekstów związanych z głosami&#13;
ptaków zebrał razem i zatytułował „Gadki o ptakach”, a w Krakowskiem&#13;
zamieścił 4 opowiadania z adnotacją „Bajka” na końcu rozdziału poświęconego gadkom. W pozostałych monografiach, w których teksty prozatorskie&#13;
publikowane są w bloku bez klasyfikacji, pojedyncze bajki zwierzęce zajmują w nim przypadkowe miejsce. Rozdział „Powieści moralne, legendy”&#13;
ma tak jak w Kujawach stały tytuł także w trzech późniejszych monografiach. Jak widać – pewne grupy tekstów określa Kolberg terminami&#13;
niegenologicznymi, lecz tematycznymi, co utrudnia rozpoznanie się w materiale. W pozostałych, szczuplejszych seriach, tj. Lubelskiem, Kieleckiem,&#13;
Radomskiem, gdzie nie przeprowadzał klasyfikacji zebranych opowieści,&#13;
a gromadził je w rozdziale pod ogólnym tytułem „Powieści”, układ tekstów&#13;
odzwierciedla tylko w pewnym stopniu przyjęty porządek gatunkowy, ale&#13;
jest niekonsekwentny i w dużej mierze przypadkowy. Tam autor poprzestawał jedynie na ewentualnych, sporadycznych notach gatunkowych, na ogół&#13;
1&#13;
&#13;
W pięciotomowym Mazowszu Kolberg nie opublikował bajek zebranych w osobnym&#13;
dziale; znalazły się tam jedynie podania oraz opowieści wierzeniowe, rozproszone w innych&#13;
rozdziałach. Zbiór mazowieckich bajek wydany został dopiero w cz. VII Mazowsza (DWOK&#13;
T. 42).&#13;
&#13;
300&#13;
&#13;
�umieszczanych już w rękopisach i tylko nad pojedynczymi opowiadaniami.&#13;
Noty te nie są stosowane jednolicie, kryteria oceny są zmienne, opatrywane&#13;
są nimi niektóre tylko teksty, a terminy używane są wymiennie, często inne&#13;
dla wariantów tego samego wątku. Z kolei terminy wyrazistsze i najczęściej&#13;
używane przez Kolberga w rękopisach, takie jak „klechda”, „podanie” czy&#13;
„legenda”, odnosi badacz do różnych w dzisiejszym rozumieniu tekstów,&#13;
mimo że definiuje je prawidłowo1.&#13;
Niekonsekwencje i trudności w rozpoznawaniu i oznaczaniu gatunków&#13;
zaznaczają się także w przydziale do poszczególnych tytułowych podgrup,&#13;
na które dzielony jest rozdział poświęcony opowieściom. Wędrują między&#13;
poszczególnymi grupami wszystkie typy bajkowe, od baśni magicznych po&#13;
anegdoty. Tak więc zdarza się, że bajki, które ze względu na dominację sfery cudowności znaleźć się powinny wśród baśni magicznych, czyli „gadek&#13;
cudownych”, w jednej monografii zamieszczone są prawidłowo, w innych&#13;
rozproszone w różnych zespołach, nawet wśród wierzeń, podobnie opowiadania anegdotyczne odnaleźć można nie tylko wśród dykteryjek, ale i wśród&#13;
„gadek o zbójcach, złodziejach itp.”, a nawet w grupie legend i opowieści&#13;
moralnych. Bywa, że dotyczy to tego samego typu bajkowego, inaczej w poszczególnych monografiach przydzielonego2.&#13;
Kłopoty te wydają się zrozumiałe w tamtym okresie, gdyż systematyczne badanie struktury fabularnej i morfologii bajki ludowej, kontaminacji wątków, wędrówek motywów, ich przetwarzania i zmiany funkcji&#13;
przypadły na czas późniejszy, a rozpocząć się miały pracami Karłowicza&#13;
pod koniec XIX wieku, co Kolberg z uznaniem obserwował i odnotował3.&#13;
1 O doświadczanych przez dzisiejszych badaczy trudnościach związanych z systematyką&#13;
bajek stosowaną przez Kolberga por. też m.in. P. Grochowski, V. Wróblewska Materiały Kolbergowskie a metodologia badań…, s. 51–53. Zob. też P. Grochowski Systematyka bajek ludowych, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, , T. 3, Toruń 2018, s. 217–221.&#13;
2 Np. baśń o królewnie strzydze (T 307) w tomie 14. DWOK zamieszczona jest pod nr 16 i 17&#13;
(w dwu sąsiadujących wariantach pt. Królewna-strach) w dziale „baśni cudownych”, a w tomie 8. wariant tej opowieści opublikował Kolberg pod nr 55 wśród „gadek o złych duchach,&#13;
diabłach, strachach itp.”. Anegdota o sprytnym oszuście sprzedającym magiczne przedmioty (T&#13;
1539) w tomie 14. pod nr 104 (Chłop i trzej studenci) znajduje się w dziale „dykteryjek i fraszek”, w tomie 8. pod nr 79 (O panu, Żydzie i zuchwałym Wojtku) w zespole „gadek o zbójcach, złodziejach, frantach [… ].”, a w tomie 32. pod nr 46 (Kara łakomstwa) między „legendami&#13;
i kazkami moralnymi”. Kryterium tematyczne dla określenia niektórych poddziałów wyraźnie&#13;
zamazywało więc czytelność przydziału.&#13;
3 M.in. charakteryzując swój zbiór bajek z Pokucia, zaznaczał: „A zdarzają się wśród nich&#13;
i wielce pokaleczone, czasami niby torsy, do których brakujące części przy zbiegu szczęśliwych&#13;
&#13;
301&#13;
&#13;
�Na wcześniejszym etapie, gdy naukowy warsztat bajkoznawczy był u początków swego rozwoju, dokonania Kolberga były niewątpliwie nowatorskie, a kolejne tomy przynosiły dowody na doskonalenie się jego metody&#13;
i analizy tekstów.&#13;
Zasób i charakter źródłowy bajek publikowanych przez Kolberga w poszczególnych monografiach regionalnych jest zróżnicowany i – podobnie&#13;
jak pozostałe zapisy folkloru – w decydującej mierze uwarunkowany możliwościami własnych badań bezpośrednich w danym regionie oraz współpracy z innymi zbieraczami, częstotliwością kontaktów i dostępnością narratorów. Na zróżnicowanie to wskazać może pobieżny choćby przegląd&#13;
bajkowego zasobu w kolejnych monografiach.&#13;
Na Kujawach, gdzie mimo politycznie trudnego czasu lat sześćdziesiątych Kolberg znalazł dogodne warunki do badań w zaprzyjaźnionych&#13;
dworach i dworkach oraz życzliwych pomocników, zebrał ponad 45 tekstów opublikowanych w osobnym dziale w części I monografii (z dwoma tekstami uzupełnionymi w przypisach), ponadto zamieścił tam kilka&#13;
podań i anegdot w innych rozdziałach tomu, a w części II w przypisach&#13;
przytoczył legendy, anegdoty i opowieści wierzeniowe, głównie zaczerpnięte z literatury. Siedem opowieści (dwie niepełne) znalazło się w dopełniającym monografię suplemencie kujawskim. Zachowały się zapisy terenowe Kolberga 20 z tych opowiadań (w tym 3 fragmentaryczne), a ponieważ brak jakichkolwiek źródłowych wskazówek bibliograficznych, można&#13;
przyjąć, że cały zbiór powstał w wyniku prac terenowych, choć możliwe,&#13;
że nie tylko jako rezultat rejestracji samego Kolberga. Porównanie drukowanych tekstów z ich zachowanymi w manuskryptach wersjami prymarnymi pozwoliło ustalić, że choć Kolberg w zasadzie respektował język&#13;
ludowy przekazów źródłowych, jako wydawca dokonywał w nich jednak&#13;
poprawek i uzupełnień. Poza retuszem redakcyjnym służącym uczytelnieniu i lepszemu rozumieniu tekstu (dopowiedzenia, rozwinięcia, zmiana&#13;
szyku itp.) korygował Kolberg również po części postać językową zapisów&#13;
źródłowych; w druku znalazło się w nich więcej cech gwarowych, także&#13;
okoliczności odnajdzie może kiedyś nauka czerpiąca materiał swój w coraz dalszych świata&#13;
przestworzach”. I nawiązując do tej opinii, pisał dalej: „Do studiów porównawczych w tym&#13;
zmierzających kierunku dążą – nie bez nadziei nader pomyślnych dla nauki wyników – gruntowne, bo na zestawieniu najnowszych a źródłowych dzieł autorów zagranicznych oparte prace J. Karłowicza, w czasopiśmie warszawskim «Wisła» ogłaszane” (O. Kolberg Pokucie cz. IV,&#13;
DWOK T. 32, s. VIII).&#13;
&#13;
302&#13;
&#13;
�tam, gdzie pierwotnie w rękopisach były formy poprawnościowe. Być&#13;
może wynikło to z pośpiechu notacji i braku wprawy w zapisie osobliwości dialektu, co później doskonała pamięć i osłuchanie z gwarą pozwoliło uzupełnić1. Praktyka ta jednak, choć odosobniona, każe z dzisiejszego&#13;
punktu widzenia zrewidować deklarowane zachowanie nie tyle „prostoty wysłowienia ludowego”, ile dosłowności źródłowego przekazu, którą&#13;
w tamtym czasie rozumiano mniej restrykcyjnie, by lepiej trafić do czytelnika. Skrupulatna analiza porównawcza całokształtu praktyk Kolberga&#13;
w tym zakresie przemawia jednak generalnie za wysoką wiarygodnością&#13;
i autentyzmem jego drukowanych zapisów ze słuchu.&#13;
Krakowski zbiór bajek, podobnie jak pozostały materiał folklorystyczny z tego regionu bardzo bogaty, obejmuje 111 (wraz z podanymi w przypisach) opowieści wypełniających przeważającą część tomu czwartego&#13;
monografii i dopełniony jest w suplemencie krakowskim sześćdziesięcioma nowymi tekstami prozatorskimi, wcześniej niewydanymi2. Dodane do&#13;
tego materiału liczne podania lokalne, historyczne, narodowe i legendy&#13;
(przeważnie z literatury) oraz opowieści wierzeniowe, a także anegdoty, bajki ajtiologiczne (głownie z zapisów terenowych), a niekiedy nawet bajki magiczne rozsiane w innych częściach monografii, zwłaszcza&#13;
– zgodnie z praktyką Kolberga – w opisie kraju, ludu i wierzeń, składają się na zbiór imponujący. Jego fundamentalny zrąb stanowią zapisy&#13;
Antoniny Konopczanki. Praca zbieraczki dla Kolberga, jej liczne zapisy&#13;
bajek i opisy wierzeń ludu wsi podkrakowskich, dobrze znanych mieszkance Modlnicy i gorliwej współpracownicy autora Krakowskiego, są&#13;
dobrze udokumentowane w zachowanych materiałach rękopiśmiennych&#13;
i stanowią bezcenny materiał źródłowy, dotyczący bajek i wierzeń&#13;
krakowskich. Konopczanka prowadziła swoje badania metodą wywiadów z informatorami i narratorami, których dobrze znała. Zachowała się&#13;
znaczna, choć niekompletna, część jej manuskryptu, wspomnianego wyżej,&#13;
tzw. raptularz modlnicki, w którym notowała kolejne rozmowy z konkretnymi osobami. Ten prymarny, brulionowy rękopis stał się następnie&#13;
1 Zob. A. Skrukwa „Kujawy” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement… (DWOK&#13;
T. 72/II), s. LI– LV – tam analiza bajkowego materiału źródłowego i ingerencji redakcyjnej&#13;
Kolberga w druku.&#13;
2 Materiały bajkowe z Krakowskiego omówione są w przedmowie do suplementu krakowskiego, zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I),&#13;
s. LX–LXIII oraz s. LXIX–LXXXVI.&#13;
&#13;
303&#13;
&#13;
�podstawą sporządzanych przez Konopczankę czystopisów, w których teksty redagowała, wypreparowując je z surowej, pierwotnej postaci, a niekiedy wręcz stylizując. Dopiero w tej formie otrzymał je Kolberg i poddawał następnie redakcyjnemu retuszowi, już nieznacznemu i oszczędnemu.&#13;
Stąd teksty zebrane przez Konopczankę mają postać w znacznym stopniu&#13;
literacką, co badacz zaakceptował. Analiza zachowanych rękopisów pozwala przyjąć, że około połowa spośród 111 bajek opublikowanych przez&#13;
Kolberga pochodzi z zapisów Konopczanki, a ponieważ zapisów tekstów&#13;
dokonanych ręką Kolberga odnaleziono obecnie jedynie cztery, trudno&#13;
orzec, jaka jest proweniencja pozostałych, gdyż brak konkretnych danych&#13;
źródłowych. Prawdopodobne jest, że wkład Konopczanki był większy;&#13;
wskazuje na to sposób zdekompletowania jej rękopisów. W sumie tekstów&#13;
bajkowych w wersji literackiej jest w tomie 64, pozostałe sporządzone są&#13;
w uproszczonej wersji gwarowej lub z elementami gwarowymi, zwłaszcza&#13;
w partiach dialogowych. Podobnie spod pióra modlnickiej zbieraczki pochodzi większość opowieści wierzeniowych zamieszczonych w części III&#13;
Krakowskiego, a także 22 opowiadania opublikowane w suplemencie&#13;
krakowskim, gdzie znalazło się także kilkanaście opowiadań z rękopisów&#13;
Kolberga (po części przejętych z literatury) oraz ponad 20 kolejnych zapisanych jeszcze inną ręką (17 to odpisy Władysława Kosińskiego z zagubionych rękopisów Kolberga lub Konopczanki, 4 zanotował nieudolnie&#13;
bliżej nieznany Michał Szczurek).&#13;
W siedmiotomowym Poznańskiem bajki wypełniają całą część VI.&#13;
Wśród 111 tekstów około 1/3 stanowią przedruki z literatury, głównie&#13;
z leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu”, pozostałe pochodzą z badań terenowych, a zapisane zostały bądź przez Kolberga, bądź przez jego wielkopolskich współpracowników. Niestety nie zachowały się rękopisy tych opowieści, w archiwum Kolberga przetrwała ich śladowa ilość, nie da się więc&#13;
ustalić autorskiej proweniencji zapisywanych opowieści. Noty lokalizacyjne, którymi opatrzył Kolberg w druku poszczególne bajki, przynajmniej&#13;
w części pozwalają hipotetycznie powiązać je z miejscowościami, które&#13;
odwiedził w Wielkopolsce i gdzie prowadził szczególnie owocne badania.&#13;
We wstępie do tomu pisał:&#13;
Poczet ich [tj. powieści ludu wielkopolskiego] niezbyt liczny skłonił nas do&#13;
przedsięwzięcia podróży i poszukiwań w celu nagromadzenia obfitszego dla&#13;
badań materiału. […] Spisywaliśmy je w różnych miejscowościach Wielkopolski&#13;
304&#13;
&#13;
�i zyskiwali materiał tym obfitszy, im bardziej do zbierania onego sprzyjały okoliczności, jak to miało miejsce np. w Morownicy pod Szmiglem, w Czeszewie&#13;
pod Gołańczą, w Pakosławiu pod Rawiczem i w Dębiczu pod Środą1.&#13;
&#13;
Zapisy z terenu mają w zasadzie jednolitą postać językową; zachowany&#13;
jest tok ludowej opowieści, rejestracja cech gwarowych, choć uproszczona,&#13;
na ogół bywa konsekwentna. Natomiast opowieści przedrukowane są ogładzonymi literacko bajkami ludowymi lub utworami literackimi osnutymi na&#13;
motywach ludowych, ich kształt językowy z pierwodruku był przez Kolberga w zasadzie respektowany. Ponadto w poprzednich częściach monografii&#13;
zamieścił Kolberg podania lokalne i historyczne, przywiązane do miejscowości, zabytków topografii regionu, a w części VII ponad 60 opowiadań&#13;
o strachach, diabłach i czarownicach ilustrujących opisywane wierzenia,&#13;
a zaczerpniętych głównie z rękopiśmiennej rozprawy Teobalda Klepaczewskiego o czarach i zabobonach2.&#13;
Bogaty i cenny materiał bajkowy zawiera też monografia Pokucia, w której opublikował Kolberg 77 opowieści wypełniających wraz z zagadkami&#13;
całą część IV. Są to teksty zapisane przez Kolberga i mieszkańców regionu&#13;
bezpośrednio w terenie, wyłącznie po rusińsku, z zachowaniem właściwości gwarowych. Najczęstsze lokalizacje publikowanych bajek to: Horodenka, Kołomyja, Ispas i okolice oraz Czortowiec. Najwięcej zapisów dostarczonych Kolbergowi pochodzi od Iwana Nikityszyna, diaka z Horodnicy, oraz&#13;
od Bazylego Jurczeńki, nauczyciela z Ispasa, potem studenta w Czerniowcach; wymienia ich Kolberg obok nazwisk pokuckich narratorów we wstępie do części IV Pokucia3, co – jak wiadomo – nie było praktyką stosowaną&#13;
przez badacza systematycznie.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. VIII. Notami: „Morownica” oraz „od&#13;
Szmigla” sygnował Kolberg w druku 21 opowieści, „od Kościana” – 9 tekstów, lokalizację „Czeszewo” zanotował przy 6 bajkach, „od Rawicza”– przy 3, „od Leszna” – przy 4, notami „Dębicz”&#13;
i „od Środy (Dębicz)” opatrzył 3 teksty, a „od Czempina (Brodnica)” – 5 opowiadań.&#13;
2 Rękopis T. Klepaczewskiego z 1861 roku pt. „Pogląd historyczny na czary w Polsce” wspomniany jest w przedmowie Kolberga do cz. VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 15) i cytowany&#13;
tam obszernie, zob. m.in. s. IX, 76, 78, 81. 82, 94–97, 102, 104, 107, 111, 117, 118, 120 itd.&#13;
3 DWOK T. 32, s. XI. Zbór ten dopełnia „Pięć kazek huculskich” z Żabia (tamże, s. 270–294)&#13;
oraz kilkanaście innych bajek huculskich opublikowanych w cz. II Rusi Karpackiej (DWOK&#13;
T. 55), a niewydanych przez Kolberga. O pokuckich materiałach źródłowych zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. XXX–&#13;
–XXXIX, zob. też tamże, s. 264.&#13;
&#13;
305&#13;
&#13;
�Pozostałe wydane za życia Kolberga monografie zawierają mniejsze zbiory tekstów bajkowych. We wstępie do części II Lubelskiego, gdzie opublikował ich 20, pisał:&#13;
Tuszymy sobie wszelako, że zamiłowany w tego rodzaju utworach nowy pracownik, znalazłszy wdzięczne do poszukiwań na ziemi lubelskiej pole, wyzyskać je zechce w pełni i zbiór nasz nierównie ciekawszym, a tym samym i cenniejszym wzbogaci materiałem. Nie podobna bowiem przypuścić, aby ziemia&#13;
tak bujna i tak we wszystkie etnograficzne właściwości obfita mniej licznie niż&#13;
wszystkie inne dzielnice Polski w powieści i bajki ludowe była uposażoną”1.&#13;
&#13;
Podobny zasób odnajdujemy Radomskiem (23 teksty, po części z zapisów Kolberga) oraz w Kieleckiem (25 opowieści spisanych przez Władysława Siarkowskiego, współpracownika Kolberga z Kielecczyzny). Tomy&#13;
wydane pośmiertnie przez Izydora Kopernickiego, tj. część II Chełmskiego&#13;
i Przemyskie oraz Wołyń w edycji Józefa Tretiaka, przynoszą odpowiednio: 30 tekstów zebranych i spisanych przez Marię Hemplównę, wartościowych ze względu na autentyzm potocznego języka Chełmszczyzny,&#13;
14 opowiadań dostarczonych przez korespondentów w opracowaniu Kopernickiego i po części jeszcze Kolberga oraz 25 bajek zapisanych około&#13;
roku 1835 przez Jana Prusinowskiego, a ofiarowanych Kolbergowi w 1862&#13;
roku w Żytomierzu2.&#13;
Spośród materiałów wydawanych po raz pierwszy w ramach Dzieł&#13;
wszystkich obfitością folkloru bajkowego wyróżnia się wspomniana już&#13;
część VII Mazowsza, zawierająca ponad 70 tekstów. Zbiór ten pochodzi&#13;
głównie z badań terenowych – przeważnie z zapisów Kolberga (ponad 40&#13;
opowiadań zanotowanych w około 20 różnych miejscowościach regionu),&#13;
a także współpracowników i korespondentów (kilkanaście bajek). Pozostałe, nieliczne, są wypisami z literatury. Wieloletni i wielostronny kontakt&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. V.&#13;
Bajki przemyskie i wołyńskie wydawcy (I. Kopernicki i J. Tretiak) opublikowali bez klasyfikacji (zob. DWOK T. 35 i 36), chełmskie natomiast ( DWOK T. 34) Kopernicki podzielił na:&#13;
podania, legendy, baśnie, czyli klechdy, gadki, bajki, fraszki i anegdoty. Materiał folklorystyczny z wymienionych tomów pośmiertnych Kolberga omówiony został przez E. Millerową we&#13;
wstępie do suplementu chełmskiego (DWOK T. 82) oraz do suplementu przemyskiego (DWOK&#13;
T. 83), a także przez A. Skrukwę we wstępie do suplementu wołyńskiego (DWOK T. 84). Materiał nowy, wydany w tych suplementowych tomach nie wnosi większego wkładu do zasobu&#13;
regionalnej prozy ludowej.&#13;
2&#13;
&#13;
306&#13;
&#13;
�z regionem w okresie zamieszkiwania w Warszawie, z zaprzyjaźnionymi lub&#13;
polecanymi mieszkańcami dworów i dworków Mazowsza, a także w samej&#13;
Warszawie zaowocowały szczególnie cenną dokumentacją folkloru bajkowego. Przedstawia on także dużą wartość dla językoznawców, gdyż poświadcza stosunkowo odległe stadium rozwoju gwar mazowieckich; część&#13;
materiału pochodzi bowiem z pierwszej połowy XIX wieku, gdy badania&#13;
nad dialektami jeszcze się nie rozpoczęły. Jest to więc źródło do poznania starszego ich stanu na Mazowszu, a także do ustalenia granic zasięgu&#13;
niektórych cech gwarowych, zwłaszcza wtedy przydatne, gdy zapisy są&#13;
zlokalizowane1.&#13;
Zasobnością i wartością źródłową wyróżnia się także zbiór bajek zebranych przez Kolberga w Sanockiem-Krośnieńskiem, a opublikowanych&#13;
w części III monografii tego regionu. Ponad sto tekstów wariantów polskich&#13;
i ukraińskich, głównie z Bóbrki, Czaszyna i Wzdowa, pochodzi w przeważającej części z badań terenowych Kolberga, prowadzonych w tym regionie&#13;
parokrotnie i systematycznie, przy współpracy życzliwych i kompetentnych&#13;
pomocników. Poza bogactwem prezentowanych wątków teksty te przynoszą&#13;
również bezcenny materiał do badań nad gwarami okolic Sanoka i Krosna,&#13;
współistnieniem i wzajemnymi wpływami folkloru polskiego i ruskiego na&#13;
terenie wschodniego pogranicza kulturowego dawnej Polski2.&#13;
Skromniej, a czasami znikomo przedstawiają się bajki w monografiach&#13;
tych regionów, z którymi kontakt był bardziej powierzchowny i gdzie nie&#13;
udało się szerzej rozwinąć badań. Widoczne to jest w tomach, takich jak&#13;
Pomorze, Śląsk, Mazury pruskie, Góry i Podgórze, Kaliskie-Sieradzkie,&#13;
Tarnowskie-Rzeszowskie, Białoruś-Polesie, Litwa. Zapisy terenowe samego Kolberga są w nich stosunkowo nieliczne, na ogół przeważają teksty&#13;
wypisane ze źródeł literackich. I wśród nich jednak znajdują się przekazy cenne, zwracające uwagę swoją wartością źródłową dla folklorystyki&#13;
i dialektologii. Wymienić tu można kilkanaście bajek śląskich zapisanych&#13;
przez Kolberga w 1868 roku w Woli Rasztowskiej pod Radzyminem na&#13;
Mazowszu, gdzie przez parę lat pracowała grupa sezonowych robotników rolnych, z których jeden, nazwiskiem Koźlik, był ich narratorem. Te&#13;
1&#13;
&#13;
O wartości folklorystycznych tekstów mazowieckich dla językoznawstwa zob. T. Zdancewicz „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), s. XLV–&#13;
–LXVIII.&#13;
2 Zob. T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie, cz. I (DWOK T. 49), s. XLVI–LX.&#13;
&#13;
307&#13;
&#13;
�opowieści, wspomniane wcześniej przy okazji opisu metod badawczych&#13;
Kolberga, wiernie dokumentują ludowy tok narracji oraz gwarę śląską&#13;
okolic Opola1. Wartościowe zapisy Kolberga to również sześć bajek białoruskich „w części nadesłanych z Polesia, w części zaś podyktowanych&#13;
przez osobę stamtąd przybyłą w Krakowie”, a także kilkanaście opowiadań&#13;
z Kaliskiego oraz zespół tekstów z badań terenowych na Rusi Czerwonej,&#13;
głównie z Zadwórza pod Lwowem2. Specyficzny materiał przynosi też Pomorze, gdzie wprawdzie opowieści zebranych przez Kolberga jest tylko 7&#13;
(w tym 4 z literatury), ale w zamieszczonej w tym tomie w tłumaczeniu&#13;
Kolberga rozprawie A. Hilferdinga, rosyjskiego badacza, pt. Ostatki Sławian na jużnom bieriegu Baltijskogo Moria (z 1862 roku) znalazło się&#13;
około 40 opowieści kaszubskich3.&#13;
Zróżnicowanie źródłowe gromadzonych przez Kolberga opowieści pod&#13;
względem sytuacji badawczej (autopsja lub przejęcie z drugiej ręki), autorstwa notujących (zapisy terenowe Kolberga, przekazy innych zbieraczy, teksty zaczerpnięte z rozmaitych źródeł drukowanych), osobowości&#13;
i statusu narratorów, chronologii (od podań z dawnych kronik i przekazów XVI-wiecznych po zapisy współczesne Kolbergowi) 4 zadecydowały oczywiście o niejednolitym kształcie językowym tekstów bajkowych,&#13;
a także o charakterze repertuaru pod względem gatunkowym i o jego&#13;
reprezentatywności dla polskiego folkloru bajkowego. O wymienionych&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. wyżej, s. 219.&#13;
Zob. Baśni z Polesia, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889, s. 200–&#13;
207, przedruk w: O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), s. 451–461, nr 4–9 (cytowana&#13;
informacja o pochodzeniu tych bajek na s. 451). Bajki kaliskie opublikowane zostały w tomie&#13;
Kaliskie–Sieradzkie (DWOK T. 46), w dziale opowieści, zapisy z Zadwórza i inne terenowe&#13;
z tego regionu w tomie Ruś Czerwona (DWOK T. 57/II), także w rozdziale poświęconym prozie.&#13;
3 Rozprawa była rezultatem wyprawy A. Hilferdinga wraz z F. Cejnową na Kaszuby w roku&#13;
1856 i przyniosła ciekawy zarys kultury kaszubskiej wzbogacony bogatym materiałem obu&#13;
badaczy. Opowieści znajdują się w rozdziale „Wzory i próby narzecza Słowińców i Kaszubów&#13;
Pomeranii” tomu Pomorze (DWOK T. 39).&#13;
4 Dla zapisów bajkowych spisywanych z autopsji lub z pamiętanej tradycji cezura ta obejmuje półwiecze. Najwcześniejsze znane nam z daty zapisy bajek ze zbiorów Kolberga, opublikowane przez J. Tretiaka w Wołyniu (zob. DWOK T. 36, 25 opowieści na s. 412–450), pochodziły z 1835 roku; zanotował je w języku polskim (lub przetłumaczył) Jan Prusinowski, a w roku&#13;
1862 podarował Kolbergowi. Rękopis zaginął, a informacja o nim podana jest w Kopernickiego&#13;
charakterystyce tek Kolbergowskich (Arch. MEK, I 191, rkp. s. m. II 155, k. 17). Zaś najpóźniejsze zapisy można wiązać z ostatnią podróżą badawczą Kolberga w Sanockie w 1885 roku&#13;
(zob.T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga…, DWOK T. 49, s. XXII–XXIII).&#13;
2&#13;
&#13;
308&#13;
&#13;
�uwarunkowaniach oraz związanej z nimi stronie filologicznej tekstów&#13;
folklorystycznych zbieranych i wydawanych przez Kolberga, a więc także&#13;
prozatorskich, była już mowa wcześniej w tym opracowaniu. Tu podnieść&#13;
należy węzłowy dla metody Kolberga pogląd o celowości tak szeroko&#13;
zakrojonych prac zbierackich w aspekcie zbiorów bajkowych. W cytowanej wyżej Odpowiedzi na recenzję H. Biegeleisena, który zarzucał&#13;
mu bezładność i brak krytycyzmu w doborze materiałów i niejednolitość&#13;
ich opracowania, wytykając, że „raz modernizuje i zaciera gwarę ludową&#13;
zupełnie, to znów oddaje ją wiernie, jak wyszła z ust ludu”, że „zdarza&#13;
się na jednej kartce obok powiastki czysto ludowej druga w stylizacji&#13;
książkowej”1, Kolberg tłumaczył, że opowieści, podobnie jak pieśni, mają&#13;
różną formę literacką w zależności od źródła, z którego pochodzą. Jeśli&#13;
są odpisami z publikacji – „języka [ich] w niczym zmieniać nam się nie&#13;
godziło”, jeśli są zapisami terenowymi, mogą mieć rozmaitą postać w zależności od narratorów, z których „jedni wygłaszali je w mowie gminnej,&#13;
gdy inni posługiwali się już to mową ze szkolnych ław, już z garderoby&#13;
wyniesioną”; są więc&#13;
wiernie w języku ludowym oddane, o ile przez włościan i włościanki były śpiewane, boć te, które dyktowała czeladź dworska (w różnym stopniu ogłady),&#13;
należało znów spisać w mowie właściwej, a nie naciąganej do ludowej.&#13;
&#13;
I stwierdzał:&#13;
W ogóle unikaliśmy wszelkiej modernizacji, o ile nie wtrącali jej sami włościanie. Tylko tam, gdzie wiadomość lub opowieść jakaś podaną nam została w sposób nie gładki, zawiły, i to w mieszaninie językowej bez interesu dla lingwisty,&#13;
dozwalaliśmy sobie stylizacji wedle mowy ogólnej, gdyż tu już chodziło o treść&#13;
rzeczy, a nie o materiał językowy2.&#13;
&#13;
Respektując zatem w zasadzie brzmienie różnorakich przekazów bajkowych, dopuszczał Kolberg ingerencję redakcyjną, zmierzającą do nadania&#13;
tekstom większej przejrzystości, jasności i logiczności, aby czytelniejszy&#13;
był przebieg akcji i zrozumiałe motywacje i działania bohaterów. Dopowiedzenia, uzupełnienia, poprawki, zmiany szyku itp., składające się na&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Recenzja H. Biegeleisena…, s. 439.&#13;
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję H. Biegeleisena… (DWOK T. 63), s. 405–406.&#13;
&#13;
309&#13;
&#13;
�tę ingerencję – jak powiedziano – nie naruszały jednak struktury fabuły,&#13;
konstrukcji wątku, indywidualnego charakteru wariantu, nie zmieniały&#13;
kolorytu, realiów, stylu ani toku ludowej narracji, ocalając w opowiadaniach spisywanych ze słuchu większość właściwych im cech oryginalnych&#13;
i prymitywnych. Od zabiegów takich jak kontaminacje wątków bajkowych czy stylizowanie wariantów, jak to czynili romantyczni poprzednicy,&#13;
rekonstruując warianty, Kolberg był zdecydowanie daleki. W większości&#13;
tekstów notowanych przez niego od ludowych narratorów zachowany jest&#13;
ich autentyczny język potoczny, z oryginalną składnią opowiadaczy, frazeologią, fleksją, lokalnym słownictwem, a nawet specyficznym ludowym&#13;
słowotwórstwem. A szczególny pietyzm w tej kwestii – jak zauważają&#13;
współcześni językoznawcy – cechuje jego rękopiśmienne zapisy tekstów&#13;
ukraińskich, w których, nie znając dobrze języka, tym bardziej uważnie,&#13;
wręcz „mechanicznie”, notował opowiadane sobie teksty, co umożliwiał&#13;
mu doskonały słuch i pamięć 1. Tak więc analizowane rękopisy potwierdzają w pełni wysoki autentyzm tekstów prozatorskich i wierność źródłowym przekazom, choć dla ich właściwej prezentacji, inaczej niż współcześnie, uciekał się Kolberg do retuszu redakcyjnego lub na ten retusz&#13;
ze strony innych zbieraczy był skazany. Z kolei opowieści zaczerpnięte&#13;
z prac drukowanych, na ogół z drobnymi poprawkami redakcyjnymi, czasami skracane lub streszczane, „przystosowane” do włączenia do tomów&#13;
Ludu, podobnie jak przekazy osób nie pochodzących z ludu zachowywały&#13;
w druku w zasadzie język oryginału.&#13;
Zróżnicowanie gatunkowe bajkowych zbiorów Kolberga sygnalizowała&#13;
cytowana klasyfikacja opowieści kujawskich. Wymieniane tam gatunki&#13;
mają swoją mniej lub bardziej liczną reprezentację w każdej niemal monografii. Najliczniejszą stanowią bajki magiczne, fantastyczne, w terminologii Kolberga klechdy, gadki cudowne, baśnie cudowne, kazki cudowne2,&#13;
gatunek uprzywilejowany w XIX wieku. W większości monografii przeważają w stosunku do pozostałych gatunków, a niekiedy, jak np. w Kujawach, Krakowskiem, Poznańskiem, Kieleckiem czy Przemyskiem, stanowią około połowę całego repertuaru lub nawet jak w Krakowskiem&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga…(DWOK T. 49), s. XLIX–L.&#13;
Czasami spotkać można terminy lokalne, gwarowe, np. W. Siarkowski, który przekazał&#13;
Kolbergowi m.in. zbiór bajek kieleckich, opatrzył je uwagą: „W Posłowicach pod Kielcami baśni prawione przy kądzielach nazywają jurami, w Masłowie nazywają je skiełkami (O. Kolberg&#13;
Kieleckie cz. II, DWOK T. 19, s. 218, przypis).&#13;
2&#13;
&#13;
310&#13;
&#13;
�połowę tę przekraczają (54 bajki magiczne i 12 nowelistycznych na 111&#13;
tekstów w rozdziale poświęconym prozie). Bajki magiczne tworzą też&#13;
w obrębie tekstów prozatorskich najbardziej zwarty zespół, choć poza&#13;
nim trafiają również do niemal wszystkich innych, gatunkowo wydzielonych rozdziałów. Cechuje je przewaga pierwiastków fantastycznych, cudownych, czarodziejskich, działają w nich siły magiczne, nadprzyrodzeni&#13;
przeciwnicy lub pomocnicy, bohaterowie wykonują nadludzkie zadania&#13;
i wyróżniają się nadludzką wiedzą i potęgą, w akcji uczestniczą przedmioty magiczne, a tematy te wyznaczają grupy poszczególnych wątków 1.&#13;
Charakterystyczna dla gatunku jest też typizacja, tj. brak imion i cech&#13;
indywidualnych bohaterów; postacie uosabiają ideę dobra lub zła. Bajki magiczne są na ogół wariantami rozbudowanymi fabularnie, a rozwinięta fabuła dokumentuje typową także dla gatunku formuliczność, tj.&#13;
obecność stereotypowych, stabilnych połączeń leksykalnych, czyli formuł&#13;
inicjalnych („Był jeden król”), medialnych (powtarzalne dialogi, np. bohatera z magicznymi pomocnikami) i finalnych („Żyli długo i szczęśliwie”),&#13;
spajających poszczególne ogniwa fabularne 2. Jest to więc materiał nie&#13;
tylko do badań nad geografią, rozwojem i wędrówką wątków, ale i nad&#13;
ich schematem konstrukcyjnym, tradycyjnymi zasadami narracji, takimi&#13;
jak troistość, powtarzalność, gradacja czy kontrast, a także nad strukturą fabuły i funkcją charakterystycznych środków językowych. W sumie&#13;
tomy Kolberga przynoszą realizacje wariantowe około 150 wątków bajek&#13;
magicznych, zarówno popularnych w polskim, słowiańskim i europejskim&#13;
folklorze, jak i rzadkich, a nawet unikatowych.&#13;
Swoją reprezentację w dziele Kolberga mają również anegdoty i kawały&#13;
(facecje, humoreski, gadki, dykteryjki), bajki komiczne (w PBL głównie&#13;
wątki T 1000–T 2440), które w dziale prozy w poszczególnych monografiach zajmują liczebnie drugą pozycję po bajkach magicznych, a niekiedy nawet ilościowo im dorównują. Choć przefiltrowane przez sito obyczajowej autocenzury autorskiej, są jednak po raz pierwszy na taką skalę&#13;
1 Zob. J. Krzyżanowski Polska bajka ludowa w układzie systematycznym (PBL), T. 1,&#13;
Wrocław 1962, s. 81–239, wątki T 300–T 749, tenże Bajka magiczna w: Słownik folkloru&#13;
polskiego…, s. 34–35, M. Wójcicka Bajka magiczna w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 1,&#13;
Toruń 2018, s. 266–273.&#13;
2 Por. J. Ługowska Ludowa bajka magiczna jako tworzywo literatury, Wrocław 1981,&#13;
s. 86, M. Wójcicka Formuliczność, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 2, Toruń 2018,&#13;
s. 11–23.&#13;
&#13;
311&#13;
&#13;
�uwzględniane przez Kolberga w zbiorze bajek jako opowiadania dokumentujące ludowy humor i dowcip. W rękopisach zachowała się pewna&#13;
ilość tekstów niepoddanych retuszom wydawcy, a ich pierwotna, surowa&#13;
postać, nie stroniąca od konceptów i akcentów nieprzyzwoitych, wskazuje, że badacz gromadził takie opowieści bez cenzorskiego nastawienia1.&#13;
Przegląd około 100 odnotowanych przez Kolberga wątków przedstawia&#13;
repertuar typowy dla gatunku; celem jest ukazanie komicznych stron życia, krytyka i ośmieszenie, środkiem bazowanie na słabostkach, wadach,&#13;
szczegółach, igraszkach słownych, absurdzie i nonsensach, tematem są&#13;
żarty, dowcipy, drwiny i kpiny z obcości (inności) sąsiadów, nacji, stanów&#13;
i zawodów (księża, lekarze), klas (szlachta, chłopi) itp., praktycznie z każdego zjawiska i z każdej sytuacji. Występuje w nich dobroduszny humor,&#13;
ale i zjadliwa ironia, groteskowe deformacje, satyryczne karykatury, farsa, parodia, zabawny koncept. W tekstach tych odnaleźć można zarówno&#13;
komizm sytuacyjny, czasami w postaci tzw. adynata, tj. motywów i sytuacji nonsensownych, sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem (np. wnoszenie&#13;
przetakiem światła do domu bez okien), jak i słowny (np. operowanie&#13;
dowcipem opartym na nieporozumieniach językowych, niespodziewanych&#13;
skojarzeniach itp.), a także komizm charakteru (postaci). Ogólną zasadą&#13;
kreowania komizmu jest ukazanie przypadków odbiegających od normy,&#13;
świata widzianego na opak. Częste w anegdocie elementy, a nawet tematy obsceniczne, przykrywane są przy pomocy aluzji i specyficznej topiki,&#13;
także pochodzącej często od samych opowiadających ze względu na osobę słuchacza. Większość bajek komicznych, nazywanych przez Kolberga&#13;
gadkami, dykteryjkami, fraszkami znalazła się w rozdziale z prozą ludową,&#13;
niektóre jednak zamieścił w innych rozdziałach, np. jako ilustracje charakterystyki społecznej i psychologicznej ludu. W obrębie tego gatunku obok&#13;
wątków pospolitych odnajdujemy także rzadkie i wyjątkowe.&#13;
Kilkadziesiąt wątków obejmują zebrane przez Kolberga warianty legend&#13;
(T 750–T 849) i bajek nowelistycznych (T 850–T 999). Legendy, opowiadania o charakterze religijnym, przedstawiające cudowne wydarzenia z życia&#13;
Chrystusa, Matki Bożej, świętych znanych z nauki kościoła lub z ich udziałem w świecie ludzkim, zamieszczał Kolberg przeważnie w grupie „Powieści&#13;
1 Wydawano je wiernie z rękopisów w Dziełach wszystkich, jeśli nie opublikował ich&#13;
Kolberg, komentowano w przypisach źródłowych (w suplementach), gdy drukował je ze zmianami w stosunku do przekazu źródłowego.&#13;
&#13;
312&#13;
&#13;
�moralne i legendy”. Ich wątki (według PBL) grupują się wokół tematów:&#13;
„Nagrody i kary”, „Prawda wychodzi na jaw”, „Bajki o diable”. Uniwersalność fabuł, bez skonkretyzowanego przypisania do miejsca i czasu, a przede&#13;
wszystkim ich czytelna dydaktyczna funkcja – wskazanie odniesionego do&#13;
Boga wzoru zachowań moralnych – pozwalały stosunkowo bezkolizyjnie&#13;
wyznaczyć tę przynależność, choć niekiedy trafiały np. do „gadek o złych&#13;
duchach, diabłach” itp. Bajki nowelistyczne (T 850–T 999), realistyczne&#13;
opowieści o niezwykłych, często sensacyjnych zdarzeniach i przygodach,&#13;
ale przedstawionych jako prawdopodobne, realne, mają także wydźwięk&#13;
moralistyczny; wskazują skutki złych czynów i są przestrogą, jak nie należy postępować. Te bajki zamieszczał Kolberg najczęściej w grupie „gadek&#13;
o zbójcach, złodziejach, oszustach” itp., czasami łączył je z anegdotami ze&#13;
względu na efekty komiczne lub z powieściami moralnymi dla wyrazistszych akcentów takiej natury.&#13;
Bajka zwierzęca, gatunek stosunkowo mało popularny w Polsce (w PBL&#13;
wątki T 1–T 299), pochodząca po części z tradycji ludowej, po części mająca rodowód literacki, wyodrębniona została przez Kolberga w osobnym&#13;
rozdziale tylko w Poznańskiem, Pokuciu i Chełmskiem, ale spośród kilku&#13;
przydzielonych tam tekstów nie wszystkie ją reprezentują (np. w ramach nr&#13;
83–91 w Poznańskiem pierwsze trzy do niej nie należą). W Krakowskiem&#13;
4 teksty (nr 98–101) trafnie określone w podtytule jako bajki zamykają&#13;
rozdział „O zbójcach, złodziejach, frantach, głupcach, babach itp.”. W Kujawach kilka wariantów wątków „Głosy ptaków” ma tytuł „Gadki o ptakach”.&#13;
W monografiach, w których opowieści Kolberg nie klasyfikował, pojedyncze teksty są rozproszone w rozdziale „Opowieści”. Ponadto w poszczególnych tomach można je sporadycznie odnaleźć również w innych partiach,&#13;
zwłaszcza wierzeniowych. Wraz z bajkami drukowanymi po raz pierwszy&#13;
w suplementach przynoszą około 60 wariantów.&#13;
Inaczej potraktował Kolberg – jak wspomniano – opowieści wierzeniowe i podania (T 3000–T 8256). Podania lokalne, historyczne i narodowe,&#13;
wiążące się z konkretnymi miejscami, osobami, zdarzeniami, nawiązujące&#13;
do historii, są zlokalizowane w czasie i przestrzeni, ale mówią o wydarzeniach tylko po części historycznych, po części zaś fantastycznych, fikcyjnych, najczęściej o prapoczątkach narodu czy społeczności lokalnych,&#13;
o czasach minionych, dawnych bohaterach i protoplastach, królach, wybitnych wodzach. Często mają charakter ajtiologiczny, tłumaczą znaczenie lokalnej nazwy miejscowości, jej pochodzenie oraz historię. Niektóre,&#13;
313&#13;
&#13;
�utrwalone przez kronikarzy i historyków oraz tradycję, otrzymują charakter narodowych 1. Wcielał je Kolberg przeważnie według kontekstu&#13;
tematycznego do opisu kraju lub wierzeń jako ich ilustrację lub zamieszczał w przypisach na końcu tomów jako uzupełnienie tego opisu. Rzadziej&#13;
pochodzą one z zapisów Kolberga, najczęściej zaczerpnięte są z literatury&#13;
rozmaitego rodzaju, począwszy od dawnych kronik i starodruków po krajoznawczą i regionalną prasę. Często nie mają rozwiniętej postaci fabularnej, są streszczeniami lub omówieniami Kolberga (niekiedy za źródłem),&#13;
prezentują szkielet fabuły lub jedynie komunikat czy sygnał o istnieniu&#13;
wątku, co także związane jest z zabiegiem wmontowywania ich w opis.&#13;
Dla Kolberga ponadto bardziej liczyła się w tym przypadku treść, owo&#13;
„ziarnko prawdy historycznej”, które z podaniem jest tradycyjnie związane, niż pełny przekaz folklorystyczny. Zdarzało się jednak w przypadku&#13;
wariantów rozwiniętych fabularnie, że trafiały do rozdziału poświęconego&#13;
opowieściom. W takiej różnorodnej postaci formalnej podania stanowią&#13;
w tomach Ludu i Obrazów etnograficznych zespół najliczniejszy, ale&#13;
trudno je wychwycić spośród najróżniejszych informacji topograficznych&#13;
i etnograficznych. Podobnie potraktował Kolberg te legendy spokrewnione z podaniem, które jako opowiadania religijne również nawiązują do&#13;
konkretnych zdarzeń z przeszłości z udziałem postaci świętych, tłumacząc&#13;
powstawanie miejscowości, kościołów, miejsc kultu itd. Włączał je także&#13;
do rozdziałów przedstawiających obraz „kraju”, wierzeń lub do przypisów&#13;
na końcu tomów.&#13;
Nie zostały również wyodrębnione gatunkowo opowieści wierzeniowe.&#13;
Spisane często jako relacje prawdziwych zdarzeń, bez schematu fabularnego, wtapiał Kolberg podobnie w katalog wierzeń jako ilustrację opisywanego świata nadzmysłowego. Dla uwiarygodnienia ich treści zawierały wówczas często odwołania do nazwisk świadków, konkretnego miejsca i czasu,&#13;
w rodzaju: „Żyła niezbyt dawno temu (około r. 1850) we wsi Osowie pod&#13;
Szamotułami kobieta nazwiskiem Czajkowa albo Czajina (żona Czajki)”2,&#13;
dzięki czemu spokrewnione są wyraźnie z podaniami. Niektóre z tych opowieści, pozbawione jednak wspomnianej indywidualizacji, a potraktowane&#13;
jako przejaw, synteza wiedzy społeczności lokalnej, odnaleźć można w również w rozdziałach z opowieściami „o czartach, złych duchach, strachach,&#13;
1&#13;
&#13;
Należą tu podania o najdawniejszych stolicach Polski, Gnieźnie (cykl wielkopolski: Popiel–Piast) z kroniki Galla oraz Krakowie (cykl małopolski: Krakus–Wanda) z kroniki Kadłubka.&#13;
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 111, nr 44.&#13;
&#13;
314&#13;
&#13;
�diabłach”. Większość jednak ulokowana została przez Kolberga wśród informacji o świecie ludowych wierzeń1.&#13;
Wśród różnych bajek w zbiorach Kolberga wymienić jeszcze należy nieliczne, lecz niezwykle oryginalne bajki ajtiologiczne oraz bajki-śpiewanki.&#13;
Te ostatnie opublikowane zostały w Pieśniach ludu polskiego ze względu&#13;
na organicznie z nimi związane pieśni, niewystępujące samodzielnie poza&#13;
danym tekstem2. Jest to dziewięć zestawionych obok siebie wariantów tekstowych i melodycznych (11 melodii), reprezentujących trzy typy bajkowe,&#13;
a pochodzących z różnych stron Polski. Bajki ajtiologiczne, wyjaśniające&#13;
powstanie kosmosu, człowieka, jego kultury, świata przyrody itd., wśród&#13;
których znajdują się też wątki legendowe, zamieszczał Kolberg prawie wyłącznie w rozdziale „Świat nadzmysłowy”, gdzie miały pełnić rolę wykładni&#13;
ludowych poglądów i wyobrażeń. Znaleźć je można np. w części II Kieleckiego, w części III Pokucia, najwięcej pochodzi jednak z Krakowskiego; są&#13;
to warianty kilkanastu wątków (na 79 wątków odnotowanych w systematyce PBL w ramach T 2441–T 2700). Kilka z nich to zapisy stanowiące jedyną&#13;
reprezentację wątku w polskim foklorze3.&#13;
Ogromny bajkowy zbiór Kolberga stał się bazą źródłową dla późniejszych badań folklorystów nad tym gatunkiem. Określony został pewien&#13;
wzorzec prezentowania gatunku, przynoszący wskazówki dla późniejszych&#13;
zbieraczy i wydawców. Bogaty i zróżnicowany repertuar zasilił znacząco&#13;
dorobek folklorystyczny w zakresie bajki, z jednej strony poświadczając&#13;
rozpowszechnienie niektórych wątków w folklorze polskim i europejskim,&#13;
z drugiej dokumentując nowe, ciekawe, a nawet nieznane warianty, więc&#13;
poszerzając zasób żyjących w tradycji polskich opowieści. Wspominano&#13;
wyżej, że występują w nim warianty wątków popularnych w całej Polsce,&#13;
a nawet Europie, lecz także bajki rzadkie, w folklorze polskim wyjątkowo spotykane lub wręcz unikatowe, reprezentowane jedynie wariantem&#13;
1 M. Wójcicka pisała: „Badacze folkloru podkreślają, że teksty te żyją nie jako autonomiczne&#13;
systemy artystyczne (jak np. bajka fantastyczna), ale są częścią składową systemów innych,&#13;
m.in. religijnych, obrzędowych” – Podanie (wierzeniowe) w: Słownik polskiej bajki ludowej…&#13;
T. 3, Toruń 2018, s. 64 (z powołaniem się na: K.D. Kadłubiec Gawędziarz cieszyński – Józef&#13;
Czechowicz, Ostrava 1973, s. 29). Z tej perspektywy praktyka Kolberga była w zasadzie trafna.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. 289–298, nr 39a, b, 40a, b, c, 41a,&#13;
b, c, d ; odpowiednio warianty wątków T 902, T 780, T 440.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 198, nr 6, Krakowskie cz. III (DWOK&#13;
T. 7), s. 7–8, nr 7, s. 57, nr 113, s. 128, nr 22, s. 130, nr 35 – tam jedyne dla wątku teksty Kolberga&#13;
odpowiednio dla T 2455A, T 2461, T 2468, T 2645.&#13;
&#13;
315&#13;
&#13;
�Kolberga. Często są to teksty najwcześniej legitymujące dany wątek. Niektóre opowiadania wyróżniają się oryginalnością, motywami potraktowanymi nieszablonowo, ciekawymi przeróbkami znanych fabuł, zamianami&#13;
epizodów, elementami humorystycznymi1. Do najpopularniejszych bajek&#13;
magicznych w zapisach Kolberga należą dla przykładu warianty rozpowszechnionego w Europie wątku Szklana góra (T 530), zanotowane w liczbie kilkunastu tekstów polskich i ruskich, czy Bracia zdradzieccy (T 301),&#13;
Salvatica, opowieść o królewnie gnębionej przez srogiego ojca (T 706), Siedem kruków (T 451), Diabeł parobkiem (T 651), poświadczone nieco mniej&#13;
licznymi, lecz oryginalnymi odmianami. Spośród anegdot do najczęściej&#13;
odnotowywanych przez Kolberga wątków należą m.in. Kobieta w skrzyni (T 1536A), Diabeł oszukany przy podziale plonów (T 1030), Głupiec&#13;
i zbóje (T 1653), Chłop i diabeł (T 1060), wśród nowel – Wyleczenie leniwej żony (T 902), Narzeczona zbójnika (T 955), wśród legend – Dziwne&#13;
sądy Boże (T 759) i Maliny (T 780), wśród podań – Mistrz Twardowski&#13;
(T 8251), Rycerze śpiący (T 8256), Zatopione dzwony (T 7070), a najliczniej&#13;
występujące opowieści wierzeniowe dotyczą wątków Czarownice (T 3040),&#13;
Wyprawa na sabat (T. 3045), Dziwożona (T 5085).&#13;
Z kolei niektóre zapisane przez Kolberga warianty są jedynymi poświadczającymi żywotność co najmniej kilkudziesięciu wątków na gruncie polskim, mają więc charakter unikatowy. Tu wymienić można (według PBL)&#13;
m.in. następujące wybrane typy bajek: T 11, T 237 (bajki zwierzęce); T 360A,&#13;
T 404, T 411, T 574, T 706A (bajki magiczne); T 766, T 769, T 826, T 832&#13;
(legendy); T 855, T 960D (nowele); T 1328, T 1366, T 1412, T 1473, T 1563,&#13;
T 1794, T 1872, T 2100 (anegdoty); T 2455A, T 2461, T 2468, T 2645 (bajki&#13;
ajtiologiczne). Do nienotowanych w polskim folklorze należą też niektóre&#13;
zapisy bajek wydanych po raz pierwszy w ramach edycji Dzieł wszystkich;&#13;
tu wymienić można zapisane na Mazowszu Nieudane leśne wesele czy&#13;
Rozum i Szczęście, a także zanotowaną w Modlnicy przez Konopczankę&#13;
opowieść pt. Krótka historyja o królu, niezarejestrowaną ani razu z przekazu ustnego, choć wątek Midasa występował w przysłowiach i wariantach&#13;
literackich, oraz podobnie nieodnotowaną w folklorze anegdotę Porada według chęci, zaczerpniętą przez Kolberga z druku sprzed roku 1828, której&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. np. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 325, nr 45 (T 956B), W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. 179, nr 40 (T 506), Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 96, nr 211&#13;
(T 3045). Zob. też przykłady podane przez. J. Krzyżanowskiego w Słowniku folkloru polskiego…, m. in. na s. 270, 430, 437.&#13;
&#13;
316&#13;
&#13;
�wątek występuje poza tym źródłem tylko w jednym wariancie literackim1.&#13;
Materiał suplementowy przyniósł też warianty nowych wątków, znanych&#13;
wprawdzie w polskim folklorze, ale niepoświadczonych w drukowanych&#13;
przez Kolberga monografiach, np. bajki ajtiologicznej o grzybach (T 2636)&#13;
oraz legend o diable (T 825 i T 829)2.&#13;
Począwszy od bajek kujawskich, wprowadzał Kolberg w druku,&#13;
a w miarę czasu także w rękopisach poprzedzające bajki streszczenia lub&#13;
zestawienia węzłowych motywów. Dają one pewien pogląd na jego sposób&#13;
analizowania struktury fabuły. Nie opatrywał nimi metodycznie wszystkich tekstów, lecz praktyka ta jest zauważalna we wszystkich niemal monografiach. Niektóre z nich są lakoniczne, lapidarnie szeregujące motywy&#13;
główne, szkicujące główny kontur wątku, inne obszerniejsze, rozbudowane,&#13;
stanowią bardziej lub mniej udane próby wniknięcia w morfologię bajki, przebieg akcji, strukturę fabuły. Są wśród nich takie, które trafnie wydobywają zasadnicze motywy i dają pogląd na budowę wątku i specyfikę&#13;
wariantu, dając opis zbliżony do nowoczesnej charakterystyki bajkowego&#13;
typu3. Inne przynoszą wskazówki bardziej przypadkowe, ograniczając się&#13;
np. do wyszczególnienia rekwizytów czy postaci działających. Opracowanie takie można uznać za próbę katalogowania motywów usprawniającego&#13;
panowanie nad treścią bajek i wychwytywania pokrewieństw dla ustalenia&#13;
tożsamości wątków i identyfikacji wariantów. Próby te podejmowane przez&#13;
Kolberga już w Kujawach, czyli w 1867 roku, a doskonalone wyraźnie w latach późniejszych, np. przy gromadzeniu bajek spisywanych w Sanockiem,&#13;
można uznać za prekursorskie; współczesne narzędzia systematyki bajek&#13;
odwołują się do katalogów i analizy motywów.&#13;
Trwałym i nowatorskim osiągnięciem Kolberga jest – jak wspomniano&#13;
–zbieranie i publikowanie różnych, czasami mniej doskonałych wariantów. Wprawdzie licząc się z limitowaną objętością swoich tomów i kosztami druku, zmuszony był często do ograniczania ich liczby, zasadę te&#13;
jednak w miarę możliwości konsekwentnie realizował, a w odniesieniu&#13;
1 O. Kolberg Mazowsze cz. VII (DWOK T. 42), s. 415–416 i 562–563 oraz suplement krakowski, DWOK T. 73/III), s. 101 i DWOK T. 73/II, s. 483–484 (zob. T 1522).&#13;
2 Są to opowieści pt. Grzyby, Diabeł w arce Noego i O jednym Ojcu św., od diabła kuszonym, DWOK T. 73/II, s. 448, 448–449, 410–411.&#13;
3 Zob. np. streszczenia bajki Królewna-owca (T 404) i anegdoty Głupiec i figura (T 1643)&#13;
w PBL oraz u Kolberga opowieści O owczarzu i O bogatej wierzbie, w cz. IV Krakowskiego&#13;
(DWOK T. 8), s. 61, nr 24 i s. 201, nr 81.&#13;
&#13;
317&#13;
&#13;
�do bajek eliminacja tekstów jest stosunkowo niewielka. Celowość takiej&#13;
metody uzasadniał cierpliwie kolejny raz już pod koniec swej działalności&#13;
badawczej:&#13;
Zestawione ze sobą liczne warianty rzucają tedy niemałe światło na urabianie&#13;
się, czyli kształtowanie rzeczonych motywów, oddziaływanie ich na siebie wzajemnie, stopniowy ich rozkład i przetwór, wreszcie rozrost bujny w jednej, a zanikanie w innej okolicy. Tyczy się to zarówno pieśni, jak i baśni, guseł, wierzeń&#13;
itd. Porównywając podobieństwa i różnice te w najdrobniejszych szczegółach&#13;
i odcieniach, ma tu etnolog możność śledzenia krok za krokiem pochodu topograficznego wszelkich utworów myśli i imaginacji ludowej, zrazu w obrębie&#13;
danej miejscowości, okolicy i kraju, a następnie i na rozleglejszej geograficznej&#13;
przestrzeni. […] Z tego wychodząc założenia, widzimy się spowodowani do ogłaszania wszelkich ważniejszych, jakie nam się nasuwają wariantów, czy to pod&#13;
względem treści czy też języka lub muzyki, o ile takowe, nowe nam przywodząc&#13;
wyrażenia i rysy, istotnymi są wariantami, nie zaś tożsamością […]1.&#13;
&#13;
Do oznaczania wariantów analiza morfologiczna okazywała się więc niezbędna i w dużej mierze pozwalała, zwłaszcza w ramach jednej monografii,&#13;
trafnie zestawiać obok siebie warianty, czasami nazywane „odmianami”2.&#13;
Przysłowia&#13;
Formułując swój kompleksowy program badawczy, obejmujący różne&#13;
gatunki literatury ludowej, Kolberg uwzględniał także przysłowia. W cytowanym wyżej fragmencie listu otwartego, odezwy do społeczeństwa&#13;
opublikowanej na łamach „Biblioteki Warszawskiej”, już w 1865 roku&#13;
określał przysłowia jako odrębny przedmiot badań3 i jako taki wymienił&#13;
je też w tytule dzieła Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania,&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XI–XII.&#13;
Zob. np. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), nr 8 i 9 (T 311), Krakowskie cz. IV (DWOK&#13;
T. 8), nr 1–3 (T 530), nr 68 i 69 (T 651), nr 71 i 72 (T 794), nr 75 i 76 (T 956B i T. 955), W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), nr 16 i 17 (T 307), nr 45 i 46 (T 756B), Radomskie cz. II (DWOK&#13;
T. 21), nr 13 i 14 (T 1030), Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), nr 58 i 59 (T 1525D).&#13;
3 Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 104. Przedstawiając tam problematykę&#13;
swoich badań, w punkcie 6. Kolberg wymienił: „Przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy,&#13;
legendy, podania itp. o ile możności (lubo niekoniecznie) w mowie potocznej, miejscowej, oddane”.&#13;
2&#13;
&#13;
318&#13;
&#13;
�przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Mógł przy&#13;
tym nawiązywać do bogatej, wielowiekowej tradycji paremiograficznej,&#13;
która przysłowie jako swoisty twór językowy i zarazem gatunek literacki&#13;
z pogranicza literatury i języka potocznego wyniosła do niebywałej popularności, utrwalanej przez wieki, zarówno w przekazach ustnych, jak i literackich. Paremia, znane, tworzone i powtarzane w starożytności, zapisywane w średniowieczu, także w Polsce wraz z pojawieniem się pierwszych&#13;
druków, upowszechniały się następnie dzięki dziełom Biernata z Lublina,&#13;
M. Reja, J. Kochanowskiego czy Ł. Górnickiego. W XVII wieku doczekały&#13;
się pierwszych opracowań naukowych w postaci zbiorów Salomona Rysińskiego Proverbiorum Polonicorum a Solomone Rysino collectorum&#13;
Centuriae decem et octo (Lubcz 1618, wyd. od 1619 r. pt. Przypowieści&#13;
polskie) i Grzegorza Knapskiego (Cnapiusa) Adagia polonica, stanowiącego&#13;
tom trzeci jego monumentalnego Thesaurusa, słownika polskiego (Kraków&#13;
1632). Były chętnie wykorzystywanym tworzywem dla pisarzy baroku, takich jak W. Kochowski, W. Potocki czy A.M. Fredro, autor moralistycznego&#13;
zbioru Przysłowia mów potocznych albo przestrogi obyczajowe, radne,&#13;
wojenne (Kraków 1658). W XVIII i XIX wieku coraz liczniej występowały&#13;
w utworach pisarzy i poetów, wprowadzano je do podręczników szkolnych i opracowań słownikowych, m.in. S. Lindego, gdzie znalazło się ponad&#13;
10 tysięcy przysłów i zwrotów przysłowiowych, rozsianych pod różnymi hasłami. Stały się przedmiotem zainteresowania, studiów i publikacji&#13;
pokolenia romantyków, W. Pola, J. I. Kraszewskiego, K.W. Wójcickiego 1,&#13;
a prawdziwą ich skarbnicą okazały się poezje Mickiewicza, Słowackiego,&#13;
Norwida, komedie A. Fredry. Przysłowiami zajmowali się A. Grabowski, T.&#13;
Lipiński, J. Chociszewski, A. Bartoszewicz, A.W. Darowski2, autorzy regio1&#13;
&#13;
Zob. m.in. W. Pol Filozofia i przysłowia ludu w Polsce, „Kwartalnik Naukowy w Połączeniu Prac Miłośników Umiejętności”, Kraków 1835, T. II, s. 19–42; J.I. Kraszewski Litwa, starożytne dzieje…,Warszawa 1847 (około 400 przysłów); K.W. Wójcicki Przysłowia narodowe,&#13;
z wyjaśnieniem zrzódła początku oraz sposobu ich użycia… T. I–III, Warszawa 1830, tenże&#13;
Przysłowia polskie, czyli nauka starych a rozumnych naszych ludzi, Warszawa 1862.&#13;
2 Byli to autorzy m.in. następujących prac: A Grabowski Krótkie przypowieści dawnych&#13;
Polaków…, Kraków 1819; T. Lipiński Przysłowia i wyrażenia od miast i wsi, „Biblioteka Warszawska” 1852, T. IV, s. 236–274, tenże Przysłowia i wyrażenia od gór i rzek, tamże 1853, T. II,&#13;
s. 52–61, tenże Przysłowia i przypowieści od nazw panujących, tamże, 1856, T. I, s. 57–66;&#13;
Tworzymir [J. Chociszewski] Przysłowia ludu wielkopolskiego zawierające spostrzeżenia na&#13;
różne dni, miesiące i pory roku, z ust ludu zebrał…, „Biblioteka Warszawska” 1861, T. III,&#13;
s. 619–642, tenże Wyjaśnienie początku niektórych przysłów używanych w Wielkopolsce&#13;
&#13;
319&#13;
&#13;
�nalni, jak J. Gluziński (Lubelszczyzna), I. Łyskowski (Prusy Zachodnie), J.&#13;
Lompa (Śląsk), F. Cejnowa (Kaszuby), J. Łepkowski (Krakowskie), L. Jucewicz (Litwa)1. Prowerbia rozpowszechniały też liczne wydawnictwa popularne, druki straganowe, kalendarze, podręczniki, czasopisma ludowe, publikując pojedyncze teksty lub ich większe czy mniejsze zbiorki. Podstawę&#13;
dla nowoczesnej paremiologii stworzyła jednak dopiero Księga przysłów,&#13;
przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich (Warszawa 1889–1894)&#13;
Samuela Adalberga (1868–1939), syntetyczne opracowanie dorobku polskiego, monumentalne dzieło przynoszące 30 000 przysłów i około 40 000&#13;
wariantów, a obejmujące źródła dawne i nowe, książkowe i rękopiśmienne,&#13;
literaturę i czasopiśmiennictwo do roku 1800. Praca ta utorowała drogę nauce o przysłowiach, której twórcą był Jan Stanisław Bystroń (1892–1964).&#13;
Kolberg wpisuje się w tę tradycję jako zbieracz i wydawca przysłów&#13;
traktowanych wprawdzie jako odrębny gatunek literatury ludowej, ale&#13;
stanowiących jeden z szeregu przejawów kultury duchowej, dokumentowanych w jego encyklopedycznym dziele. Dorobek autora Ludu w tym&#13;
zakresie wykracza poza dokonania poprzedników i współczesnych mu paremiografów i sytuuje go już poza kręgiem romantycznych zbieraczy przysłów w rodzaju Wójcickiego, autora Przysłów narodowych (1836), a przed&#13;
przełomowym dla paremiologii dziełem S. Adalberga, którego edycja rozpoczęła się w 1889 roku (praca nad nim podjęta została sześć lat wcześniej), a zakończyła w 1894 roku, i które dedykowane było „Pamięci Oskara&#13;
Kolberga”. W roku 1871 Kolberg pisał:&#13;
Jak przeszłość i samodzielność obyczajowa każdego narodu wyrażoną jest&#13;
w jego dziejach, zwyczajach, przesądach i języku, jak jego wyobraźnia, uczucie&#13;
podług podań ludu…, tamże, 1864, T. I, s. 263–293; A. Bartoszewicz Alfabet ze zdań i przysłów ułożony, „Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy na rok zwyczajny 1855” J. Ungra,&#13;
s. 102–105, tenże Zdania, myśli i przysłowia, „Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski na rok&#13;
zwyczajny 1861” J. Jaworskiego, s. 160–162, A.W. Darowski Przysłowia polskie odnoszące się&#13;
do nazwisk szlacheckich i miejscowości, Poznań 1874.&#13;
1 J. Gluziński Włościanie polscy uważani pod względem charakteru, zwyczajów, obyczajów i przesądów, z dołączeniem przysłów powszechnie używanych, w: K. W. Wójcicki&#13;
Archiwum domowe do dziejów i literatury krajowej, Warszawa 1856, s. 392–576; I. Łyskowski&#13;
Pieśni gminne i przysłowia ludu polskiego w Prusach Zachodnich, Brodnica 1854; J. Lompa&#13;
Przysłowia i nazwy potoczne ludu polskiego w Szląsku, Bochnia 1858; F. Cejnowa Skôrb&#13;
kaszébsko-slovjnskè móvé, Świecie 1866–1868; J. Łepkowski Przegląd krakowskich tradycyj,&#13;
legend, nabożeństw, zwyczajów, przysłów i właściwości, Kraków 1866; L. Jucewicz Przysłowia ludu litewskiego, Wilno 1840.&#13;
&#13;
320&#13;
&#13;
�i usposobienie odbija się w baśniach, muzyce, tańcach, tak znowu z jego przysłów, zdań, sentencji i zagadek wyziera praktyczne na świat i ludzi zapatrywanie&#13;
się, jego dowcip i mądrość zbiorowa1.&#13;
&#13;
Jest w tej wypowiedzi zarówno trafna kontynuacja romantycznego widzenia przysłów jako odbicia światopoglądu i mądrości ludowej, jak i ujęcie&#13;
fundamentalnych cech paremiów: ich społecznej funkcji oraz praktycznego&#13;
realizmu i dowcipu.&#13;
W całej swojej działalności zbierackiej i wydawniczej Kolberg nie&#13;
poświęcił jednak przysłowiom zainteresowania w skali podobnej do&#13;
okazanego pieśniom, a nawet prozie ludowej. W kolejnych monografiach opublikował około 2700 przysłów, w tym prawie 1000 ukraińskich&#13;
z Chełmszczyzny i Pokucia. W tomach regionalnych wydawanych z rękopisów po raz pierwszy w edycji Dzieł wszystkich znalazło się około 350&#13;
przysłów polskich, ukraińskich i białoruskich oraz 600 południowosłowiańskich. Natomiast suplementy do monografii XIX-wiecznych przyniosły kilkadziesiąt paremiów, głównie polskich. Ilość ta, sięgająca w sumie&#13;
liczby prawie 3800 przysłów i wyrażeń przysłowiowych, nie jest szczególnie reprezentatywna wobec ich niebywałej popularności, powtarzalności i stabilności gatunkowej i funkcjonalnej, nie tylko w folklorze, ale&#13;
i szerzej – w kulturze narodowej. Nie określa ona jednak pełnego zasobu&#13;
zgromadzonego przez Kolberga materiału. Znaczną jego część, stanowiącą&#13;
niemal 55% całego zbioru przysłów, badacz przeznaczył dla innego celu&#13;
niż publikacje własne, przekazując zarówno zapisy sporządzone przez siebie, jak i pozyskane od innych zbieraczy na rzecz odrębnego opracowania&#13;
monograficznego innego wydawcy, o czym będzie mowa dalej. Decyzja&#13;
ta oznaczała zatem świadomą rezygnację autora Ludu z systematycznej&#13;
paremiografii.&#13;
Wydawane przysłowia zamieszczał Kolberg bądź w osobnych poświęconych im rozdziałach i zwartych zespołach, bądź rozproszone wśród innych&#13;
materiałów etnograficznych i folklorystycznych, zgodnie ze swoim holistycznym widzeniem kultury wsi. Te drugie, rozsiane na kartach tomów,&#13;
wcielane pojedynczo lub w większej liczbie w opis kraju, ludu, zwyczajów&#13;
i wierzeń – jako dotyczące miejscowości, regionów, narodów, ich mieszkańców, trybu życia, pracy, zajęć i świętowania oraz przekonań, wiedzy&#13;
1 O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły&#13;
(DWOK T. 63), s. 117.&#13;
&#13;
321&#13;
&#13;
�i wyobrażeń o świecie – stanowić miały ilustrację opisywanych zagadnień1.&#13;
Ponieważ skupiała się w nich ludowa mądrość, doświadczenia gromadzone przez wieki i przekazywane z pokolenia na pokolenie, często w ustach&#13;
wiejskich informatorów i pisarzy dokumentujących kulturę wsi najtrafniej&#13;
i najlapidarniej wyrażały ludowy obraz świata, wzajemnych relacji, pojmowania sprawiedliwości, winy i kary itd. Osadzone w kontekście opisywanych faktów kulturowych pełniły więc funkcję im przyporządkowaną&#13;
i choć nie traciły swojej wyraźnej, formalnej specyfiki, często ginęły wśród&#13;
informacji etnograficznych. Jako reprezentujące osobny gatunek gromadził&#13;
je Kolberg natomiast w specjalnie im poświęconych rozdziałach, których&#13;
jednak doczekały się tylko nieliczne monografie.&#13;
Z zasobu polskiego najbogatszy jest zwarty zbiór Kolberga opublikowany w części IV Krakowskiego, w rozdziale pt. „Przysłowia. Zdania”, liczącym prawie 1080 przysłów. Jest on przyporządkowany w spisie rzeczy&#13;
działowi poświęconemu mniejszym formom literackim, obejmującym także&#13;
zagadki; schemat taki, odpowiadający statusowi tych drobniejszych gatunków literatury ludowej łączonych pod wspólnym tytułem, jest u Kolberga powtarzalny. Przysłowia są tam podzielone wewnętrznie na pięć grup.&#13;
Pierwsza, najliczniejsza, zawierająca 768 tekstów, a nieobjęta osobnym&#13;
podtytułem, obejmuje przysłowia różne i pochodzące z różnych źródeł,&#13;
wskazanych zbiorczo odesłaniem do wcześniejszych prac polskich paremiografów, S. Rysińskiego, G. Knapskiego, K.W. Wójcickiego, T. Lipińskiego, A. Grabowskiego. Grupa druga zawiera 28 przysłów zaczerpniętych&#13;
z XVII-wiecznego druku A. Żydowskiego pt. Gorzka wolność młodzieńska…, trzecia obejmuje 219 tekstów pochodzących z pracy J. Radwańskiego&#13;
pt. Przysłowia, przypowieści i sposoby mówienia od imion, zamieszczonej&#13;
w krakowskim „Kalendarzu Powszechnym na rok 1858” J. Wildta, na grupę&#13;
czwartą składa się 58 „Przysłów i wróżb gospodarczych” ułożonych według&#13;
miesięcy, a całość zamyka 6 przysłów „dotyczących miejscowości”. Już&#13;
w samym podziale i tytulaturze Kolberga zaznacza się tu nieostrość terminów i praktyczna trudność rozgraniczenia, zwłaszcza przysłów od zwrotów przysłowiowych, a także od związków frazeologicznych. Określenia:&#13;
„przysłowia”, „zdania”, „przypowieści”, „sposoby mówienia”, „wróżby” są&#13;
1&#13;
&#13;
Taką ilustracyjną funkcję przysłów w opisie etnograficznym Kolberg wyznaczył już&#13;
w swoim programowym liście otwartym z 1865 roku, gdzie w punkcie 2 czytamy: „Praca i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków. Jaki pod tym względem tryb życia? Przysłowia. […]”&#13;
(Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 104).&#13;
&#13;
322&#13;
&#13;
�odbiciem złożoności zjawiska dobrze znanego paremiologii, jakim jest rozmaitość rodzajów przysłów i wyrażeń przysłowiowych, trudność precyzyjnego wyróżnienia i definiowania tych tworów językowych, powinowactwo&#13;
lub tożsamość ze zwrotami frazeologicznymi, różnorodna tematyka i forma,&#13;
pochodzenie i funkcja w folklorze, wariantowość, a jednocześnie trwałość&#13;
w tradycji na przestrzeni wieków. Także współcześnie istnieją różnice&#13;
w przyznawaniu statusu przysłowia różnym jego postaciom; odmiennie&#13;
określają niektóre paremie językoznawcy i folkloryści, choć i jedni, i drudzy – niezależnie od przyjmowanego wyróżnika definicyjnego (np. „tekst&#13;
minimalny”, „tekst kliszowany”, „wyrażenie formuliczne” czy „najmniejszy&#13;
utwór literacki”, „mikroforma folkloru”) uznają prowerbia za odrębny gatunek i osobną kategorię genologiczną1. I tak np. według niektórych frazeologów i frazematyków zwroty przysłowiowe w rodzaju „Uparty jak osioł”&#13;
czy „Cisza jak makiem siał” nie należą do przysłów, są to frazeologizmy&#13;
(„powiedzenie”, „zwrot”, „wyrażenie” w języku popularnym), czyli związki&#13;
frazeologiczne w stałej i niezmiennej formie, na ogół nieprzetłumaczalne,&#13;
o charakterze idiomatycznym. W językoznawstwie przyjęte są zresztą różne&#13;
koncepcje klasyfikacji przysłów ze względu na charakter gramatyczny (gramatyczna) lub rodzaj zespolenia (funkcjonalna). Nie wdając się tu w analizę&#13;
i rozstrzygnięcia o charakterze teoretycznym, powróćmy jednak do materiału Kolbergowskiego.&#13;
W monografiach innych regionów mniejsze niż w Krakowskiem zbiory przysłów polskich, wyodrębnionych w osobnych działach w liczbie&#13;
około 100 przysłów, opublikował Kolberg jeszcze w części I Kujaw oraz&#13;
w części II Lubelskiego. W zbiorze kujawskim zatytułowanym jak w Krakowskiem „Przysłowia. Zdania. Zagadki” wyróżnił 98 przysłów o tematyce ogólnej, a w dwu podrzędnych grupach kilkanaście „tyczących się dat&#13;
1 O złożoności przysłów jako „tworów językowo-literackich o swoistej treści i formie” oraz&#13;
o potrzebie uwzględnienia w paremiologii „czynników stosowanych w badaniach językowo-literackich” pisał już przed laty w szeregu studiów J. Krzyżanowski (zob. m.in. Z zagadnień&#13;
przysłowioznawstwa, w: Studia folklorystyczne, T. III, Kraków 1980, s. 39–313; cyt. wyżej&#13;
określenie na s. 303). Dyskusje nad charakterem przysłów i różnice w definiowaniu i określaniu ich statusu pozostają nadal aktualne, o czym świadczą opinie folklorystów i filologów.&#13;
Zob. m.in. K. Wrocławski O niektórych postaciach folkloru i ich dokumentowaniu, w: Tekst.&#13;
Problemy teoretyczne, red. J.J. Bartmiński, B. Boniecka, Lublin 1998, s. 192 (całość: 187–195),&#13;
S. Wasiuta Przysłowie jako jednostka języka (w perspektywie tekstologii integralnej), „LingVaria” XI: 2016 nr 2(22), s. 112–115 (całość: 107–119). Por. też E. Popławski Oskar Kolberg jako&#13;
paremiograf. (W 200. rocznicę urodzin), w: „Ja daję właśnie materiał…”, s. 125–135.&#13;
&#13;
323&#13;
&#13;
�i pór gospodarczych” oraz „o wsiach ([tzw.] miejscowych)”. Opatrzył całość&#13;
przypisem, że wielka liczba tych przysłów ma zasięg ogólnopolski, ale przytoczone zostały „te tylko, które w Kujawach w codziennym niemal są użyciu”1. Lokalizację geograficzną poszczególnych tekstów precyzował jedynie&#13;
wyjątkowo, natomiast często podawał wyjaśnienie znaczenia i okoliczności&#13;
ich użycia oraz warianty i odsyłacze porównawcze. Dzięki zachowanym rękopisom ustalono, że większość tekstów pochodzi od korespondentów Kolberga, głównie od Michała Sokołowskiego z Głuszyna, gdzie Kolberg bawił&#13;
w czasie podróży na Kujawach w 1865 roku2. Na zasób lubelski, zawarty&#13;
w rozdziale „Przysłowia i przepowiednie ludowe”, składają się głównie&#13;
84 przysłowia „gospodarcze, czasowe (podług kalendarza)”, opatrzone wyjaśnieniami znaczenia, okoliczności użycia i związku z lokalnymi zwyczajami&#13;
i zajęciami, zaczerpnięte przez Kolberga z pracy Józefa Gluzińskiego Włoś­&#13;
cianie polscy… (z 1856 roku); kilkanaście pozostałych przysłów „ogólnych”&#13;
pozyskał badacz od współpracującego z nim Władysława Ciesielskiego.&#13;
Ponadto ponad 400 przysłów polskich pomieścił badacz w różnych&#13;
działach wydanych przez siebie monografii regionalnych, ujmując je tam&#13;
w mniejsze zespoły lub pojedynczo lokując w tekście opisowym. I tak np.&#13;
w części I Krakowskiego, w rozdziale „Kraj” znalazło się 35 tekstów związanych z „dziejami i zwyczajami Krakowa”, w części I Mazowsza kilka&#13;
przysłów dotyczących Warszawy. W części VII W. Ks. Poznańskiego, w ramach opisu świata nadzmysłowego opublikował Kolberg kilkadziesiąt przysłów i zwrotów przysłowiowych w rozdzialikach pt. „Bożyszcza w przysłowiach” i „Przysłowia do wyobrażeń i wierzeń miejscowych przywiązane”&#13;
oraz w „Przypisach”. Na uwagę zasługują tu ludowe objaśnienia przysłów&#13;
odnoszących się do miejscowości i ich mieszkańców oraz przysłów o treści&#13;
ogólnej, związanych genetycznie z przytaczanymi w druku opowieściami&#13;
ludowymi, z których się wywodzą lub do których nawiązują. Spotykamy też&#13;
przysłowia rozproszone w różnych działach i wtopione w opis, najczęściej&#13;
zwyczajów dorocznych, np. w części I Mazowsza, ale i ludu, np. w Kaliskiem i w części IV Mazowsza, czy wierzeń i przesądów, np. w Lubelskiem. Są to najczęściej przysłowia zaczerpnięte przez Kolberga z publikacji&#13;
XIX-wiecznych autorów.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 197.&#13;
M. Sokołowski przesłał spisane przez siebie przysłowia w liście z 16 XI tego samego roku,&#13;
zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139–140.&#13;
2&#13;
&#13;
324&#13;
&#13;
�Zwarte i bogatsze zbiory przysłów ukraińskich opublikował Kolberg&#13;
w części III Pokucia i części II Chełmskiego. Spośród 661 paremii z Pokucia, zebranych w rozdziale „Przysłowia (Prykazky) z okolic Kołomyi”&#13;
znaczną część zapisał sam Kolberg, co dokumentują zachowane rękopisy;&#13;
proweniencja pozostałych jest nieustalona. Około 300 przysłów z Chełmszczyzny, pomieszczonych przez wydawcę tomu, I. Kopernickiego, w rozdziale&#13;
„Przysłowia i zdania przysłowiowe”, pochodzi prawdopodobnie w znacznej&#13;
mierze z zapisów zasłużonej współpracownicy Kolberga, Marii Hemplówny. Brak jednak wskazówek źródłowych co do pochodzenia całości zbioru.&#13;
Są też monografie XIX-wieczne, takie jak Kieleckie, Łęczyckie czy Przemyskie, które nie zawierają przysłów wcale.&#13;
Spośród wydanych po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich monografii regionalnych lub ich dalszych części, gdzie zgodnie z zasadą samodzielnie zapisane przysłowia publikowane są w osobnych rozdziałach,&#13;
niektóre także nie zawierają materiału paremiograficznego, inne przynoszą&#13;
pojedyncze teksty bądź najczęściej liczą od 20 do 40 przysłów1. Większy&#13;
jest w tym zespole zbiór litewski, liczący około 70 tekstów zapisanych przez&#13;
Mikołaja Akielewicza, oraz podolski, który zawiera 82 przysłowia wypisane&#13;
z pracy Sadoka Barącza Bajki, fraszki, podania, przysłowia i pieśni na&#13;
Rusi… Zasobu paremiów Kolberga zebranych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej znacząco nie zmieniają natomiast nieliczne przysłowia zamieszczone w poszczególnych tomach suplementowych, dopełniających regionalne monografie wydane w XIX wieku.&#13;
W ineditach znalazło się też 600 przysłów z południowej Słowiańszczyzny, które Kolberg pozyskał ze źródeł dotyczących tamtego obszaru, dokumentując tymi zapisami swoje szersze zainteresowanie folklorem słowiańskim. 500 przysłów słoweńskich przepisał w 1880 roku w Piadykach pod&#13;
Kołomyją z odnalezionego wśród pamiątek po Emilu Korytce czasopisma&#13;
z 1832 roku2. Być może kopię tę sporządził ze względu na pamięć o tym pol1&#13;
&#13;
Mowa o tomach: Mazowsze cz. VII, Kaliskie-Sieradzkie, Tarnowskie-Rzeszowskie, Sanockie-Krośnieńskie cz. III, Białoruś-Polesie, Ruś Karpacka cz. II, Ruś Czerwona cz. II, tj. odpowiednio DWOK T. 42, 46, 48, 51, 52, 55, 57/II/2.&#13;
2 Przysłowia te pochodzą z podpisanego kryptonimem S. artykułu pt. 500 slovénskih pregovorov, Beilage zum „Illyriches Blatt” 1832, nr 11. Opublikowano je z odnalezionego w Bibliotece Jagiellońskiej rękopisu Kolberga (sygn. 6108 II, k 1–3) w cz. III Materiałów do etnografii&#13;
Słowian zachodnich i południowych pt. Słowiańszczyzna południowa (DWOK T. 59/III), na&#13;
s. 255–269. O materiale tym zob. E. Millerowa, tamże, s. XXXVII–XLI.&#13;
&#13;
325&#13;
&#13;
�skim zesłańcu do Lublany i zbieraczu pieśni słoweńskich, którym się zainteresował w czasie swojego pobytu w Lublanie w 1857 r. Ponadto w artykule&#13;
Obrazy Słowiańszczyzny południowej zamieścił Kolberg 103 przysłowia&#13;
(67 w przekładzie polskim, 36 w oryginale i w przekładzie) 1.&#13;
Jak wspomniano, o stosunkowo niepokaźnej liczebności zbioru paremiograficznego Kolberga zdecydowała przede wszystkim jego rezygnacja&#13;
z planu metodycznego gromadzenia przysłów. W latach 70. zbieraniem&#13;
i opracowaniem paremiów zajął się Józef Konopka, który w porozumieniu z Kolbergiem i z Akademią Umiejętności przygotowywał swój zbiór&#13;
do wydania. Zamysłu tego nie zdążył zrealizować; prace systematyzujące&#13;
jego ogromny i trudny do ogarnięcia materiał pozostały w stadium początkowym. Po śmierci Józefa Konopki w 1880 roku materiały te znalazły się&#13;
w rękach jego syna i spadkobiercy, Tadeusza, do ich edycji także jednak nie&#13;
doszło. W roku 1881 Kolberg pisał:&#13;
Wiadomo, że niemniej ważny jak i baśni do badań etnograficznych materiał&#13;
dostarczają i ludowe przysłowia. Wielką ich część podał niegdyś „Przyjaciel&#13;
Ludu” i inne czasopisma. My sami bardzo szczupłą zdołaliśmy zebrać liczbę.&#13;
Wszystkie one zamieszczone będą w przygotowanym do druku obszernym zbiorze przysłów, pozostałym po śp. Józefie Konopce w rękach najstarszego syna&#13;
jego i spadkobiercy2.&#13;
&#13;
Zgodnie z tym planem Kolberg, nie chcąc konkurować z przyjacielem,&#13;
przekazywał Konopce swoje materiały paremiograficzne, zarówno spisane&#13;
przez siebie, głównie z innych źródeł, jak i otrzymane i nadal napływające&#13;
od współpracowników. Niekiedy wręcz pośredniczył między swoimi korespondentami a Konopką w pozyskiwaniu materiału. Tak było np. z częścią&#13;
zbioru przysłów spisanych przez A. Jakubowskiego w okolicach Lwowa3.&#13;
1 O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej…(DWOK T. 63), s. 117–120 oraz&#13;
s. 228–230. Źródłem 67 przysłów (s. 117–120) był artykuł J. Volčicia Torbica národnih prigovorov. Nabral po Istrii…, „Koledarček Slovenski za navadno leto 1855”, Ljubljana [1854], s. 63–&#13;
–64. Proweniencji pozostałych 36 przysłów badacz nie podał.&#13;
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. IX. Z „Przyjaciela Ludu” wydawanego w Lesznie w latach 1834–1849 Kolberg poczynił obszerne wyciągi z materiałem&#13;
przysłowiowym, zachowane w jego archiwum, m.in. w tece 37. Miscellanea, opatrzonej jego&#13;
oryginalnym tytułem: „Wierzenia. Czary. Przysłowia. Zdania” (Arch. PTL, sygn. 1329), gdzie&#13;
zgromadził około 400 zapisów przysłów z tego źródła.&#13;
3 Andrzej Jakubowski jest postacią bliżej nieznaną. Z korespondencji wynika, że po ukończeniu szkół utrzymywał się z korepetycji, prawdopodobnie był też pomocnikiem swojego&#13;
&#13;
326&#13;
&#13;
�Z zachowanej korespondencji wynika, że Jakubowski, który przysyłał&#13;
swoje zapisy w latach 1878–1881 na ręce Kolberga i pierwotnie z przeznaczeniem dla niego, dowiedział się od autora Ludu, że wejdą one w skład&#13;
zbioru Konopki, któremu patronuje Akademia. Mimo to lwowski zbieracz&#13;
nadal kierował przesyłki swoich materiałów głównie do Kolberga, który&#13;
je przekazywał Józefowi Konopce, później jego synowi Tadeuszowi1. Dla&#13;
autora Ludu przeznaczone były również przekazane mu nieznaną drogą&#13;
przysłowia z rękopisu Przysłowia polskie, liczącego prawie 1200 tekstów&#13;
spisanych przez bliżej nieokreślonego w źródłach Leśniewskiego, którego&#13;
nazwisko jako autora i Kolberga jako adresata odnotowane zostało w rękopisie2. Jest prawdopodobne, że za sprawą Kolberga dostały się do kolekcji&#13;
Konopki teksty zanotowane przez W. Siarkowskiego, który blisko współpracował z Kolbergiem, dostarczał mu materiały z Kieleckiego i publikował swoje prace w redagowanym przez autora Ludu dziale etnograficznym&#13;
„Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Przypuszczalnie było podobnie z kilkunastoma przysłowiami z rękopisów W. Ciesielskiego, także&#13;
współpracownika Kolberga, może i po części z prawie 300 zapisami osób&#13;
niezidentyfikowanych. W zbiorze Konopki przysłowia zanotowane i przekazane przez Kolberga mieszczą się głównie w rękopisie pt. „Przysłowia&#13;
krewnego, urzędnika policji, J. Gliniańskiego, u którego okresowo mieszkał na dworcu Karola-Ludwika we Lwowie (zob. Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 109, 296, 572, 637).&#13;
1 W liście z 16 VII 1879 r. Kolberg pisał, że redakcję „dzieła większych rozmiarów” zawierającego przysłowia Akademia „powierzyła obecnie p. Józefowi Konopce, o czym wiedząc i ja także zbiory mu swoje doręczyłem, równie jak i Pańskie listy z nadesłanymi przysłowiami, z których użytkuje on przysłowia według wskazań Akademii, nie zamilczając,&#13;
gdzie potrzeba, o Pańskim współudziale w tej pracy” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65,&#13;
s. 242–243. Zob. też tamże, listy nr 546, 552, 559, 562, 564, 565, 601, 643, 678, 812, 824, 862,&#13;
865 i 889).&#13;
2 Być może chodzi o Pawła Eustachego Leśniewskiego (1794–1855), przyrodnika, pedagoga,&#13;
pisarza i tłumacza, w latach 1842–1850 redaktora „Kmiotka”, tygodnika dla ludu, od 1843 r.&#13;
urzędnika w Wydziale Lasów i Dóbr Rządowych w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu.&#13;
Był rolnikiem z zamiłowania i autorem wielu popularnych prac z dziedziny nauk przyrodniczych i gospodarki rolnej. W rękopisie (Arch. PTL, teka 44, sygn. 1416/ 2, k. 272–297), opatrzonym na pierwszej karcie notą: „W[ielmożny?] Leśniewski w Piaszczycach, p. Radomsk”, widnieją też: skreślona notatka: „Dla W[ielmożnego?] Strąbskiego w Warszawie”, dopisek: „Oskarowi&#13;
Kolberg” oraz pieczęć i pozwolenie cenzora na druk, datowane w Warszawie 26 grudnia/&#13;
7 stycznia 1852 r., a na końcu rkp. informacja: „Pisałem w Piaszczycach. L”. Strąbski to zapewne&#13;
Stanisław Jan (1813–1857), drukarz, od 1843 r. właściciel znanej w Warszawie drukarni, m.in.&#13;
wydawca kalendarzy. Rękopis Leśniewskiego zatwierdzony do druku przez cenzurę nie został&#13;
jednak opublikowany, lecz przekazany Kolbergowi w nieznanych okolicznościach.&#13;
&#13;
327&#13;
&#13;
�polskie, zebrał Oskar Kolberg, 1872”1. Są to przeważnie jego wypisy i wyciągi z prac drukowanych: K.W. Wójcickiego, W. Pola, A. Bartoszewicza,&#13;
S. Jachowicza, T. Lipińskiego i in., a także z kalendarzy i czasopism, m.in.&#13;
„Kalendarza Astronomiczno-Gospodarskiego” J. Jaworskiego, warszawskiego „Kuriera Codziennego”, „Tygodnika Ilustrowanego” itp. A poza innymi&#13;
zapisami autora Ludu znalazła się tam także część brulionowej wersji przysłów opublikowanych w części IV Krakowskiego.&#13;
Teka z rękopisami przysłów, przechowywana w archiwum rodzinnym&#13;
Familii Nowina Konopków w Modlnicy, odnalazła się w połowie XX wieku w jednym z antykwariatów warszawskich i zakupiona do Archiwum&#13;
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, wcielona została do archiwum&#13;
Kolberga jako teka 44. Miscellanea. Zawarty w niej zbiór przysłów polskich (Konopka spisywał także ciągi przysłów obcojęzycznych) wydano&#13;
w opracowaniu Stanisława Świrki w ramach Dzieł wszystkich w 1967&#13;
roku w tomie 60. Przysłowia, który wznowiono 10 lat później, poszerzając&#13;
go o odniesienia do Nowej Księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych&#13;
polskich2. W sumie wśród około 15 000 tekstów polskich składających się&#13;
na tom Przysłów ze zbioru Konopki – według obliczeń Świrki – zapisów&#13;
Kolberga jest 2600, Konopki 8287, Leśniewskiego 1173, ponad 239 pochodzi&#13;
od Siarkowskiego, 192 od Jakubowskiego i 159 od Siemieńskiego; reszta&#13;
to mniejsze zbiorki Ciesielskiego, bliżej nieznanego M. Prawdzica (autora&#13;
zbiorku drukowanego w „Tygodniku Powszechnym” 1879 nr 28) i 275 autorów nierozpoznanych3. Przeważa więc zdecydowanie materiał Konopki&#13;
i jak się wydaje obecnie, to także i pod jego nazwiskiem powinna ukazać się&#13;
książka, choć znalazł się w niej także cały zasób Kolberga z tej teki. Spośród&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 44, sygn. 1416, podteka 1b, k. 34–58. W tej podtece zachował się główny zrąb przysłów zanotowanych przez Kolberga (23 karty), inne jego zapisy&#13;
rozproszone są w podtekach 1a i 2 teki 44 oraz w niewielkiej ilości w innych tekach archiwum.&#13;
2 To podstawowe polskie kompendium przysłowioznawcze pt. Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich, w oparciu o dzieło Samuela Adalberga opracował zespół&#13;
redakcyjny pod kierunkiem J. Krzyżanowskiego, a wydano je w T. 1–4, Warszawa 1969–1978.&#13;
O materiale tomu 60. DWOK i o jego stosunku do edycji S. Adalberga oraz Nowej Księgi… zob.&#13;
tamże, wstęp S. Świrki, s. XII–XXIX oraz w edycji II S. Świrki „Wstęp do wydania pierwszego”&#13;
(z 1967 r.), s. 8–29 oraz „Wstęp do wydania drugiego”(z 1977 r.), s. 30–31.&#13;
3 Ilość tekstów pochodzących od poszczególnych zbieraczy podaje Świrko we wstępie do&#13;
tomu Przysłów (DWOK T. 60), s. XIII. Zob. też tegoż w II edycji Wstęp do wydania drugiego,&#13;
s. 15 oraz s. 30, gdzie sprostowanie błędu I edycji w zakresie tekstów przypisanych mylnie&#13;
Kopernickiemu zamiast Jakubowskiemu.&#13;
&#13;
328&#13;
&#13;
�zebranych w niej zapisów Kolberga tylko niewielka ilość została już przez&#13;
niego wcześniej opublikowana w tomach regionalnych.&#13;
Przysłowiom publikowanym w większych zwartych zespołach, w osobnych rozdziałach, nadawał Kolberg układ incipitowo-alfabetyczny. Jak&#13;
zauważył przed laty J. Krzyżanowski, badacz nie stworzył specjalnego&#13;
systemu dla swoich materiałów paremiograficznych: „W zakresie przysłów wreszcie, których spisał stosunkowo niewiele, Kolberg nie silił się na&#13;
stworzenie systemu […]”1. Zbierał i wydawał rozmaite teksty. Przeważają&#13;
wśród nich przysłowia właściwe, o treści ogólnej, przeważnie w formie&#13;
jedno- lub kilkuzdaniowej sentencji o charakterze dwojakiego rodzaju. Jedne mają charakter metaforyczny, obrazowo-alegoryczny, a zawarte w nich&#13;
obrazy słowne niosą przesłanie inne niż dosłowne (np. „Lepszy wróbel&#13;
w garcu, niż przepiórka w jarcu”; „Na złodzieju czapka gore”; „Nie dał&#13;
sobie w kaszę dmuchać”; „Słyszy jak trawa rośnie”; „Zaspał gruszki w popiele”2). Drugie pozbawione są tego pierwiastka i stanowią przekaz bezpośredni w postaci gnomicznej, tj. maksym, złotych myśli, aforyzmów, często&#13;
pochodzenia literackiego, niekiedy o długowiecznej metryce, utrwalonych&#13;
także w tradycji ludowej („Bieda rozumu uczy”; „Kto się lubi, to się czubi”&#13;
„Nie pożyczaj, zły obyczaj”3). W obu grupach podobny jest wydźwięk dydaktyczny; zawierają ostrzeżenie, przestrogę, wskazówkę, pouczenie, radę,&#13;
zakaz, promują wartości, umacniają stereotypy, przekazując jako teksty&#13;
powtarzalne, „kliszowane” zgromadzone przez wieki doświadczenie, obraz&#13;
świata, potoczną mądrość i lapidarną naukę. Niektóre zbudowane są na&#13;
zasadzie paralelizmu („Jakie drzewo, taki klin, jaki ojciec, taki syn”), metonimii („Tadeusza śpiewać”) lub kontrastu semantycznego („Małe złodzieje&#13;
wieszają, wielkim zasie się kłaniają”; „Z wielkiej chmury mały deszcz”) czy&#13;
składniowego („Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”) 4. Czasami mają wydźwięk&#13;
kpiarski, komiczny poprzez niewspółmierne zestawienie członów w postaci obrazów czy cech, inne mają charakter prostej reprymendy, nagany, moralnego napomnienia czy wzoru. Zdarzają się przysłowia w formie&#13;
1&#13;
&#13;
J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej…, s. 277.&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 260, 262, Kujawy cz. I (DWOK T. 3),&#13;
s. 201, 202.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 250, 258, Kujawy cz. I (DWOK T. 3),&#13;
s. 200.&#13;
4 Zob. odpowiednio O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 198, Krakowskie cz. IV&#13;
(DWOK T. 8), s. 282, 261, 272, 277.&#13;
2&#13;
&#13;
329&#13;
&#13;
�apokopicznej, skróconej, niekiedy występują też teksty rymowane. Bardzo&#13;
częste są też w zbiorach Kolberga zwroty przysłowiowe, tj. wyrażenia nie&#13;
będące zdaniami i przeważnie mające charakter porównania lub przenośni&#13;
(„Głupi jak stołowe nogi”; „Ubogi jak mysz kościelna”, ale i „Dwa grzyby&#13;
w barszcz”1) traktowane przez niektórych językoznawców nie jako przysłowia, lecz frazeologizmy. Spotykamy też przysłowia łańcuszkowe z kilkoma&#13;
członami równorzędnymi i konceptem lub oceną na końcu („Gust kobiet,&#13;
łaska pańska, marcowa pogoda – zawsze niestałe”; „Polski most, niemiecki post, francuskie małżeństwo – czyste błazeństwo”). Rzadziej natomiast&#13;
trafiają się przysłowia dialogowe w formie rozmowy („Babko, dzwonią.&#13;
– Nie słyszę. Babko, grają. – Cha, cha!”) czy tzw. priamele, zestawiające&#13;
dla komicznego efektu kilka cech lub przedmiotów zaskakujących swoim&#13;
podobieństwem („Kto chowa chłopczyka, konika, mopsika, nie będzie miał&#13;
pożytku nikaj”; „Głupiemu służyć, w nocy jeździć, w karczmie gospodarować – wszystko za jedno”)2.&#13;
Wyróżniającą się ilościowo grupę stanowią w tomach Kolberga przysłowia kalendarzowe, które nawiązują do średniowieczno-kościelnego systemu&#13;
oznaczania dat imionami ich patronów, nie zaś liczbami dni i miesięcy,&#13;
a które przez niektórych paremiologów nie są zaliczane do przysłów3. Jak&#13;
wspomniano, przysłowiami kalendarzowymi bogato są ilustrowane zwyczaje przedstawiane przez Kolberga w cyklu rocznym, przypisane do pór roku,&#13;
miesięcy i dni, związanych z nimi czynności gospodarskich i prac rolnych,&#13;
zależnych od pogody, cyklu upraw i zbiorów, zjawisk przyrody („Święty&#13;
Marcin na białym koniu przyjedzie”; „Suchy marzec, chłodny kwiecień,&#13;
mokry maj – będzie żyto jako gaj”; „Święty Jan przyniesie oleju dzban”4).&#13;
Niejednokrotnie stanowią przy opisie zwyczajów jedyną wskazówkę czy&#13;
1&#13;
&#13;
197.&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 254, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 201,&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), odpowiednio: s. 285, 264, 249, 257, 254.&#13;
„[…] o przynależności artystycznie zbudowanych prognoz kalendarzowych do świata przysłów i to przynależności u nas od średniowiecza, a zarazem o ich żywotności po dzień dzisiejszy” pisał J. Krzyżanowski m.in. w pracy Paremiologia a nauki humanistyczne, w: Szkice&#13;
folklorystyczne… T. 3, Warszawa 1980, s. 80–81. Zbiór przysłów takiego rodzaju opublikował&#13;
D. Wierzbicki w artykule pt. Meteorologia ludowa, czyli zdania i przysłowia ludu naszego&#13;
służące do przepowiadania stanu pogody, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”,&#13;
T. VI: 1882, s. 159–200.&#13;
4 Zob. O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 106, Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 169,&#13;
Kujawy cz. I (DWOK. T. 3), s. 202.&#13;
3&#13;
&#13;
330&#13;
&#13;
�wykładnik odnoszący się do podawanej daty. Jest to więc kontynuacja&#13;
dawnej ludowej tradycji wsi. Przysłowia takie, nazywane przez Kolberga&#13;
„gospodarczymi”, „gospodarskimi”, „czasowymi” bywają wydzielone i połączone w tytułach z przepowiedniami i wróżbami (np. w Lubelskiem) ze&#13;
względu na swój bliski, trudny do rozgraniczenia lub wręcz tożsamy charakter. Niekiedy przysłowia związane z lokalnymi wierzeniami i przesądami zamieszczane były w dziale pt. „Świat nadzmysłowy” (w Poznańskiem&#13;
i Lubelskiem), a przywiązane do miejscowości i ich mieszkańców czy grup&#13;
etnicznych lub regionów – przy opisie kraju i ludu (w Krakowskiem, Kaliskiem i Mazowszu). Te ostatnie bywają nierzadko prześmiewne, szydercze&#13;
i mają przez kpinę i deprecjację „innych”, „obcych” utwierdzać wspólnotową przynależność czy wyższość lub odwrotnie, eksponują pozytywne&#13;
cechy osób czy miejsc w sposób bezpośredni (np. „Kto posiada Kobylany&#13;
– może jadać marcypany, a kto Rząskę – siana wiązkę”; „Łazi po świecie&#13;
jak Szwedzi po Polsce”; „Stroi się jak elegant z Mosiny”; „Głuchy by od Szamotuł”; „Mówi jak Mazur”, tj. nieczysto; „Strzela jak Kurp”, tj. doskonale1).&#13;
Już z tego pobieżnego przeglądu wyłania się wniosek, że Kolberg nie preferował wprawdzie określonych rodzajów przysłów ani też nie traktował ich&#13;
systemowo, lecz świadomie eksponował ich funkcję w życiu społecznym,&#13;
ilustrując prowerbiami życie zbiorowe wsi i jej tradycje, co jest kolejnym&#13;
wyrazem synkretycznego widzenia i dokumentowania kultury.&#13;
Dla większości typowych przysłów ogólnych, wyrażających ludową&#13;
mądrość i doświadczenie, dotyczących stosunków międzyludzkich Kolberg nie podaje określeń wyróżniających. Natomiast opatruje nimi czasami tematycznie sprofilowane teksty, tj. dotyczące patronów dni w cyklu&#13;
kalendarzowym, imion, nazwisk lub miejscowości, narodów czy grup&#13;
etnicznych. Innym wyróżnikiem grupowanych tekstów bywa proweniencja autorska: źródło, z którego zaczerpnął teksty (zbiór poprzednika,&#13;
kalendarz lub czasopismo, utwór literacki, przekaz korespondenta).&#13;
Zbierając prowerbia, tak jak w wypadku wszystkich gatunków literatury&#13;
ludowej, sięgał Kolberg do wszystkich rodzajów źródeł. Tak więc znajdujemy w jego zbiorze przysłowia ludowe, wychwycone z autopsji i żywej&#13;
mowy wsi i mające postać gwarową, aż do frazeologizmów dialektologicznych włącznie, obok prowerbiów o pochodzeniu literackim, nierzadko&#13;
1 Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 289, W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK&#13;
T. 15), s. 166, 168, 169, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 40 i 60.&#13;
&#13;
331&#13;
&#13;
�wielowiekowym i o zasięgu międzynarodowym, ale i wywodzących się&#13;
z polskiej tradycji literackiej lub w niej utrwalonych, np. z epigramatów&#13;
i fraszek J. Kochanowskiego i M. Reja, dzieł S. Rysińskiego, G. Knapiusa,&#13;
A.M. Fredry, utworów I. Krasickiego, F. Zabłockiego i A. Fredry, słownika&#13;
S. Lindego itd.&#13;
Publikując przysłowia, badacz nie podawał metodycznie lokalizacji geograficznej przy każdym tekście zapisanym z przekazu ustnego. Nie oznaczał&#13;
też każdorazowo źródła, czyniąc to najwyżej dla całych mniejszych czy&#13;
większych zespołów. Niektóre opatrywał wyjaśnieniami znaczenia całego&#13;
tekstu czy kontekstu sytuacyjnego lub słownikowymi definicjami pojedynczych słów, zdarzało się niekiedy, że notował tekst lub wyjaśnienie za źródłem błędnie1. Podobnie jak w przypadku innych tekstów ludowych, publikował zarówno zapisy literackie, jak i gwarowe i gwarowo uproszczone. Za&#13;
drukowanym źródłami przywoływał też na ogół komentarze cytowanych&#13;
autorów, odpowiedniki obcojęzyczne, autorskie objaśnienia. Niektóre przysłowia opatrzył odsyłaczami do tekstów pokrewnych znaczeniowo lub do&#13;
wersji wariantowych.&#13;
Zapisy Kolberga przynoszą również cenny materiał do badań nad genezą&#13;
przysłów i sposobem ich funkcjonowania w tradycji, co wiąże się ściśle&#13;
z holistycznym ujęciem zjawisk kultury wsi przez autora Ludu. Wyraża się&#13;
to nie tylko w dostrzeganiu ich immanentnych związków z kontekstem kulturowym: życiem codziennym, pracą, wierzeniami i zwyczajami – o czym&#13;
już była mowa – ale także z pozostałymi gatunkami literatury ludowej 2.&#13;
Materiały Kolberga dokumentują ścisły związek niektórych prowerbiów&#13;
z podaniami, anegdotami i bajkami, a także z pieśniami ludowymi. Mowa&#13;
o związku genetycznym, gdy przysłowie pochodzi z bajki, jest jej źródłową&#13;
osią, motywem przewodnim, tytułem, lub o związku strukturalnym, gdy&#13;
1 Np. przysłowie „Faramuszki, dróżki, gruszki” zanotował i opublikował w błędnej wersji:&#13;
„Saramuszki” zamiast: „Faramuszki” (O. Kolberg Krakowskie cz. IV, DWOK T. 8, s. 266, nr 567);&#13;
błąd ten powtórzył też Adalberg.&#13;
2 Odkrywcze w tym zakresie znaczenie materiałów Kolberga dla paremiologii najgruntowniej wykazał na szeregu przykładów J. Krzyżanowski w swoich studiach poświęconych przysłowiom, a zawartych we wspomnianym wyżej trzytomowym opracowaniu Mądrej głowie&#13;
dość dwie słowie…(wyd. I 1958, wyd. II 1975). Przynosi ono cenne objaśnienia rodowodu i znaczenia ponad 500 przysłów polskich oraz ich związków z innymi tekstami literatury ludowej,&#13;
wraz z autorską dokumentacją źródłową i weryfikacją ustaleń dawnych badaczy. Zob. także&#13;
M. Wójcicka Przysłowie w bajce ludowej, w: Słownik polskiej bajki ludowej…, T. 3, Toruń&#13;
2018, s. 92–96.&#13;
&#13;
332&#13;
&#13;
�stanowi element tekstu w postaci jego fragmentu, cytatu, pointy, morału,&#13;
finalnej formuły. Przysłowie może być także bardziej lub mniej dokładnym&#13;
streszczeniem lub tylko pogłosem tekstu fabularnego, a ten z kolei aluzją&#13;
do przysłowia, jego ilustracją. Przykładem może być przysłowie „Gdzie&#13;
nie może diabeł, tam babę pośle”, które jest streszczeniem, ilustracją humoreski wielkopolskiej i lubelskiej opublikowanej przez Kolberga pod tym&#13;
samym tytułem oraz krakowskiej, która przysłowie to cytuje 1 lub opowieść&#13;
nowelistyczna, nawiązująca do motywu przysłowia „Panu Bogu świeczka,&#13;
diabłu ogarek” (lub: „Panu Bogu lichtarz, a diabłu świeczka”), zapisana pod&#13;
Krakowem2 czy mający bajkową metrykę zwrot przysłowiowy „Pleść banialuki”3. W materiałach Kolberga są też próby bezpośredniego wyjaśnienia&#13;
czy skomentowania – „podług podań ludu” – pochodzenia i sensu niektórych przysłów poprzez konkretne, przytaczane bajki i anegdoty, w tym nawet bajkę zwierzęcą i legendę, z których się wywodzą4. Innym przykładem&#13;
może być zanotowane przez Adalberga przysłowie „Zjadłbym rzepki zza&#13;
nalepki, ale krzyżyk na nich jest” potraktowane przez Kolberga jako tytuł&#13;
unikatowej w folklorze polskim opowieści, zapisanej w Tarnawie pod Turobinem, w której jest też cytowane to przysłowie, a jego sens tak tłumaczony: u pewnego gospodarza czeladź ciągle była głodna, bo diabeł wyjadał&#13;
potrawy, gdyż nikt się nie żegnał przed posiłkiem; gdy wędrowny dziadek&#13;
1 Mowa o dwu wariantach anegdoty Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle (T 1353):&#13;
w W. Ks. Poznańskiem cz. VII (DWOK T. 15), s. 175 i w Lubelskiem cz. II (DWOK T. 17),&#13;
s. 202–203, nr 14 oraz w Krakowskiem cz. IV (DWOK T. 8), s. 144–145, nr 58 (tam pt. O kusicielu i kusicielce). Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…, Warszawa 1875, T. I, s. 48–51.&#13;
2 Tj. wariant bajki o paleniu diabłu świeczki (T 940A) w Krakowskiem cz. IV (DWOK T. 8),&#13;
s. 150–153, nr 61 pt. „O dziadzie-królu”. Por. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. I, s. 99 – 102.&#13;
3 Cytując ten zwrot przysłowiowy za swoim źródłem (artykułem J. Radwańskiego), Kolberg&#13;
odwołuje się za nim do XVII-wiecznego romansu o Banialuce (T 400D), zob. Krakowskie cz. IV&#13;
(DWOK T. 8), s. 281, przyp. 4, zob. też O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III),&#13;
s. 411–412, gdzie komentarz do tego przypisu Kolberga. Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…&#13;
T. I, s. 68–71.&#13;
4 Są to m.in. używane w Wielkopolsce przysłowia: „Mędrsze jaje niż kura”; „Jak prządł, tak&#13;
miał” (por. T 902); „Pośpieszył się jak jeż z młodziami” (por. T 275B); „Zazdrosny jak św. Piotra&#13;
matka” lub: „Dla zawiści w piekle być” albo: „w niebie nie być” (por. T 804); „Kiedy Pan Bóg dopuści, to i z kija puści” (por. T 1915); „Na spółkę sam diabeł narzeka” (por. T 1030). Opowieści&#13;
tłumaczące te przysłowia przytacza Kolberg w W. Ks. Poznańskiem cz. VII (DWOK T. 15), na s.&#13;
170–175 (za artykułem Tworzymira [J. Chociszewskiego] Wyjaśnienie niektórych przysłów&#13;
używanych w Wielkopolsce podług podań ludu skreślił…, „Biblioteka Warszawska” 1864, T.&#13;
1, s. 263–293; podane przykłady tamże na s. 288–293).&#13;
&#13;
333&#13;
&#13;
�wyjaśnił przyczynę, diabeł nie mógł już zjeść nawet rzepy zwożonej z pola,&#13;
bo ją przeżegnano1.&#13;
Materiały Kolberga poświadczają też związki prowerbiów z pieśniami,&#13;
przy czym możliwe jest zarówno pochodzenie przysłowia z pieśni, której&#13;
jest ono fragmentem czy aluzją do niej, jak i odwrotnie – utworzenie pieśni&#13;
z przysłowia, na którego motywie jest osnuta lub do którego nawiązuje.&#13;
Przykładem takich przysłów (nie zawsze wyodrębnionych w rozdziale)&#13;
mogą być m.in.: „Lepsza w domu groch kapusta niż na wojnie kura tłusta”2; „Fora, Adamie, fora, z tak rozkosznego dwora”3; „I cyprysy mają swoje kaprysy”4; „Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli”5;&#13;
„Nie grab, dudku, siana”6. Warto tu zwrócić uwagę na charakterystyczny&#13;
dla literatury ludowej proces odrywania się fragmentów pieśni, zwrotów,&#13;
aforyzmów, zdań od macierzystych tekstów i funkcjonowania ich w przekazie ustnym w postaci anonimowych cytatów, podczas gdy źródło odchodzi&#13;
w niepamięć. Wyłania się więc w dorobku paremiologicznym Kolberga&#13;
osobna grupa przysłów związanych organicznie z innymi tekstami ludowymi, tj. pieśnią i bajką, czasami także z oracją7, a nie zawsze wyodrębnionych&#13;
w materiałach badacza.&#13;
1 O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 203–204, nr 15. Por. K. Krzyżanowski Mądrej&#13;
głowie… , T. III, Warszawa 1975, s. 58–59.&#13;
2 Jest to końcowy fragment pieśni ludowej „Jedzie żołnierz borem, lasem”; zob. O. Kolberg&#13;
Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 257, gdzie przytoczona została za „Pamiętnikiem Sandomierskim” T. II, 1830, s. 109–114, zob. też Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 260 (z notą Kolberga:&#13;
„Pieśń. lud.”). Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…, T. III, s. 230–232.&#13;
3 Jest to cytat z kolędy „Z raju, pięknego miasta”, wywodzącej się ze zbioru J. Żabczyca pt.&#13;
Symfonie anielskie z 1630 roku; zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 276 i M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy Kraków 1843, s. 220. Por. J. S. Bystroń Kilkanaście przysłowi,&#13;
„Lud” T. XXIV: 1925, s. 97–98, J. Krzyżanowski Mądrej głowie…, T. II, Warszawa 1975, s. 292.&#13;
4 Tekst jest cytatem z popularnej pieśni „ Z wysokich parnasów”; zob. m.in. O. Kolberg&#13;
Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 301–302, nr 533. Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie.., T. II,&#13;
s. 292–293.&#13;
5 Jest to fragment pieśni „Teraźniejsze świata żądze”; zob. m.in. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), s. 4–5, nr 4 (wariant z Kujaw). Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie…,&#13;
T. II, s. 259–260.&#13;
6 Przysłowie to stanowi fragment komicznej pieśni wiążącej się z humoreską popularną&#13;
w XVII w;, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. 303, nr 599, Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), s. 159, nr 351. Por. J. S. Bystroń Kilkanaście przysłowi…, s. 100–101,&#13;
J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. I. s. 226–229.&#13;
7 Np. przysłowie „Nie uczyłem się tego w szkole, ale przy cepach w stodole” udokumentowane jest przez Kolberga licznymi wariantami w wierszowanych oracjach weselnych, zob.&#13;
&#13;
334&#13;
&#13;
�Z kolei publikowane przez Kolberga informacje etnograficzne, opisy&#13;
zwyczajów, wierzeń, przesądów, praktyk magicznych itp. pozwalają na&#13;
zrozumienie sensu niektórych przysłów i rozpoznanie ich pochodzenia&#13;
i funkcji, często zatartych, oderwanych od pierwotnego tekstu czy kontekstu, niekiedy wręcz nieczytelnych, przy czym wyjaśnienia takie nie muszą&#13;
dotyczyć przysłów przez samego Kolberga przywoływanych. Krzyżanowski&#13;
pisze m.in.&#13;
„[…] w świetle Kolbergowskich materiałów demonologicznych garść przysłów&#13;
o czarownicach i Łysej Górze otrzymuje uzasadnienie i wyjaśnienie, same zaś&#13;
przysłowia mogą być równie dobrze odbiciem wierzeń ludowych, jak i najrozmaitszych gadek na wierzeniach tych opartych.&#13;
&#13;
I podając przykłady takich przysłów, jak m.in.: „Wygląda jak czarownica&#13;
z Łysej Góry”, „Woził nas jak diabeł swoją ciotkę po Łysej Górze”, „Tak&#13;
ciemna noc, że czarownice na Łysą Górę nie trafią”, „Jedzie jak ciota na&#13;
świni”, w których „chodzi o sabaty, schadzki, bankiety, sejmiki, zabawy czarownic przedstawiane w naszych bajkach ludowych”, badacz ten przytacza&#13;
odpowiednie opisy i opowieści wierzeniowe z tomów Kolberga1. Często sam&#13;
Kolberg tłumaczy bezpośrednio w swoich materiałach przysłowia wywodzące się ze zwyczajów lub do nich przywiązane. Np. przysłowie „Niedaremno krzyż na miodzie, przezeń wiara jest w narodzie” (lub: „Nie darmo na&#13;
miód krzyż wieszają”) objaśnione zostaje dawnym zwyczajem na Kurpiach,&#13;
kiedy to malowano czerwone krzyże na okiennicach domów, gdzie sprzedawano miód, co było „godłem i oznaką” wiary 2. Przysłowie „Na święty&#13;
Szczepan każdy sobie pan” Kolberg opatruje komentarzem: „Dzień ten jest&#13;
zupełnie wolny dla wiejskiej czeladzi i w tym dniu odbywają się z nimi&#13;
m.in. W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 229, cz. II (DWOK T. 10), s. 257, 271, 299, 304,&#13;
cz. III (DWOK T. 11), s. 56, 76, 82, 89, cz. V (DWOK T. 13), s. 202, Kaliskie (DWOK T. 23),&#13;
s. 193, Łęczyckie (DWOK T. 22), s. 45, 60, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 254, 284, Radomskie&#13;
cz. I (DWOK T. 20), s. 168, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24,) s. 278, cz. IV (DWOK T. 27), s. 175.&#13;
Por. J. S. Bystroń Przysłowia utworzone z fragmentów pieśni ludowych, „Prace i Materiały&#13;
Antropologiczno–Archeologiczne i Etnograficzne” T. II: 1921, cz. II, s. 49–50.&#13;
1 J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. I, s. 158–162; cytowane fragmenty s. 161 i 158. Polskie&#13;
warianty bajek o czarownicach zob. T 3045. Materiały z Kolberga zob. m.in. W. Ks. Poznańskie&#13;
cz. VII (DWOK T. 15), s. 92, 91, 94, 107, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 92, nr 205, s. 95–96,&#13;
nr 210, s. 96–98, nr 211.&#13;
2 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 69.&#13;
&#13;
335&#13;
&#13;
�układy na dalszą służbę”, a w innym tomie podaje informację: „Rok dla&#13;
parobków kończy się przed Adwentem i wtedy, tj. na Gody, odchodzą oni&#13;
lub przyjmują się do służby, żonaci zaś przyjmują się i odchodzą po Nowym&#13;
Roku lub na św. Wojciecha”1. Liczne w folklorze prowerbia o św. Marcinie&#13;
i gęsiach (11 listopada) w rodzaju: „Na Marcina gęś do komina” czy „Na św.&#13;
Marcina gąska kozik przeklina” uzyskują wyjaśnienie dzięki kilku opisom&#13;
Kolberga zwyczaju pieczenia tego dnia gęsi, które są wówczas najtłustsze&#13;
i najsmaczniejsze (dawniej przynoszone jako danina) oraz wróżenia z koloru&#13;
obgryzionej kości piersiowej, jaka będzie nadchodząca zima2. Zaznaczyć&#13;
przy tym należy, że nie wszystkie objaśnienia Kolberga są dokładne i prawidłowe, wiele z nich przytaczanych jest za źródłami różnego rodzaju,&#13;
niektóre z tych komentarzy opierają się też na wiedzy potocznej. Niezależnie&#13;
od tego zastrzeżenia tomy Kolberga, ze względu na ilość i sposób ujęcia&#13;
zawartych w nich materiałów, pozostają źródłem niezastąpionym także dla&#13;
badań nad repertuarem, genezą i historią przysłów3.&#13;
1 O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 102, cz. II (DWOK T. 17), s. 177, nr 83, W. Ks.&#13;
Poznańskie cz. II (DWOK T. 10,) s. 180 oraz Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 55. Por. J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. III, s. 105–106.&#13;
2 O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 139, nr 2 i 3, Krakowskie cz. III (DWOK&#13;
T. 7), s. 110, nr 21, Kaliskie (DWOK T. 23), s. 106, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 194. Por.&#13;
J. Krzyżanowski Mądrej głowie… T. II, s. 125–127.&#13;
3 W bibliografii swojej Księgi przysłów Adalberg przywołał tomy Kolberga zawierające&#13;
przysłowia, natomiast rękopisów Kolberga i Konopki nie wymienił w wykazie źródeł. O istnieniu „olbrzymiego i cennego zbioru” Józefa Konopki, pozostającego w rękach jego syna,&#13;
Tadeusza, w Mogilanach, zawiadamiał go za pośrednictwem J. Karłowicza I. Kopernicki&#13;
w liście z 27 III 1888 r., pisząc jednocześnie z wyrzutem, że środowisko Akademii, szczególnie Kolberg i Pauli, nie otrzymali arkusza próbnego i wiadomości o pracach wstępnych&#13;
dzieła (I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora i Benedykta&#13;
Dybowskiego, ,„Przegląd Antropologiczny” T. XXVI: 1960, s. 69). Według analiz S. Świrki&#13;
(Wstęp do tomu Przysłów, DWOK T. 60, s. XXVII–XXVIII) Adalberg z rękopisów Konopki&#13;
i Kolberga jednak korzystał, choć pobieżnie, natomiast znalazł się w posiadaniu manuskryptów Siarkowskiego i Jakubowskiego, które odnotował w bibliografii, a które do jego&#13;
Księgi „z teczek Kolberga i Konopki, trafiły w sposób zagadkowy” (s. XXVII). Świrko stwierdza także wyraźną analogię w przyjętym przez Konopkę i Adalberga modelu słownikowo-hasłowego systematyzowania materiału, którego wzorem było dla Konopki pomnikowe&#13;
dzieło K. F.W. Wandera Deutsches Sprichwörter Lexicon (Lipsk T. 1–5, 1867–1880); powołuje się na nie także około 10 lat później Adalberg (Wstęp do Księgi, s. XIII). Analogie te&#13;
– według Świrki – mają „posmak nieomal zagadki”, której rozwiązanie uniemożliwia zniszczenie archiwum Adalberga w czasie II wojny (s. XXVIII). Być może w dotarciu Adalberga&#13;
do materiałów ze zbioru Kolberga i Konopki pośredniczył Kopernicki, który jako wykonawca testamentu Kolberga porządkował po jego śmierci spuściznę przyjaciela i przekazał&#13;
&#13;
336&#13;
&#13;
�Pełne rozpoznanie dorobku Kolberga w zakresie paremiografii – postulują współcześni badacze – poprzedzić jednak powinny dalsze prace specjalistyczne. Zwraca się uwagę na brak praktycznego określenia&#13;
w świetle dzisiejszej paremiologii i frazeologii statusu gatunkowego poszczególnych przysłów określanych przez Kolberga różnymi terminami.&#13;
Obecnie różne konstrukcje językowe, przykłady „żywej mowy”, „zdania”&#13;
itp. w jego materiałach mogłyby uchodzić za przysłowia i odwrotnie&#13;
– za przysłowia nie uznano by różnych wyrażeń potocznych czy związków frazeologicznych. Podnosi się fakt, że nie wyodrębniono przysłów&#13;
rozsianych w poszczególnych tomach i wtopionych w opis etnograficzny&#13;
lub w utwory ludowe i nie wykazano systematycznie ich genetycznych&#13;
związków z poezją i prozą ludową. Syntezę komplikuje nie tylko przemieszanie przysłów właściwych i innych tworów językowych, niejednoznaczność terminologiczna, zróżnicowanie źródłowe materiału i jego&#13;
wielojęzyczność, ale przede wszystkim brak narzędzi wyszukiwawczych&#13;
dla materiału rozsianego w kilkudziesięciu tomach wydawnictwa. Dorobek Kolberga w dziedzinie paremiografii czeka więc na całościowe,&#13;
naukowe opracowanie, które wymagać jednak będzie specjalistycznych&#13;
analiz i weryfikacji 1.&#13;
Zagadki&#13;
Kolejnym małym formom folkloru słownego – zagadkom, które także&#13;
„należą do najprostszych zjawisk literackich stojących na pograniczu literatury i języka”2, Kolberg – podobnie jak przysłowiom – nie poświęcił&#13;
w badaniach tak dużej uwagi, jak pieśniom i bajkom. Wprawdzie nie&#13;
wymienił zagadek w swoim programowym liście otwartym z 1865 roku,&#13;
manuskrypty Siarkowskiego i Jakubowskiego Adalbergowi. Mogłyby na to wskazywać&#13;
własnoręczne notatki Kopernickiego dotyczące rękopisów Kolberga z przysłowiami: „dla&#13;
Adalberga” (rkp. w zbiorach Arch. PTL, teka 35, sygn. 1312, k. 13) oraz: „[…] mogą się przydać Adalbergowi” (rkp. Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich…, k. 27– opis&#13;
teki 37 obejmującej m.in. Przysłowia. Zdania, wypisane głównie z „Przyjaciela Ludu”).&#13;
W sumie dopiero więc edycja tomu 60. DWOK udostępniła pełny polski zasób zbioru Konopki i konfrontując go z Nową księgą przysłów…, włączyła do zespołu źródeł dostępnych&#13;
dla paremiografii i paremiologii.&#13;
1 Zob. m.in. E. Popławski Oskar Kolberg jako paremiograf…, s. 125, przyp. 2 oraz s. 134–135.&#13;
2 J. Krzyżanowski Zagadka i jej problematyka, w: Szkice folklorystyczne… T. 3, s. 16.&#13;
&#13;
337&#13;
&#13;
�ale stosunkowo nieliczne ich zapisy opublikował w kilku monografiach,&#13;
w osobnych poświęconych im rozdziałach jako odrębny gatunek folkloru,&#13;
pewną też część niewydanych pozostawił w rękopisach. A w cytowanej&#13;
wyżej wypowiedzi z 1871 roku zagadki ludowe określał obok przysłów&#13;
jako tę dziedzinę twórczości ludu, z której „wyziera praktyczne na świat&#13;
i ludzi zapatrywanie się, jego dowcip i mądrość zbiorowa” 1. Badacz literatury ludowej nie mógł nie zauważać tych najprostszych utworów folkloru&#13;
w swojej teorii i praktyce zbieracza i wydawcy; zagadka jako twór o starożytnym rodowodzie, spotykany w kulturach ludów prymitywnych, sięga&#13;
najdawniejszych wierzeń, mitów i podań (biblijne dzieje Samsona oraz&#13;
królowej Saby i Salomona, proroctwa delfickie, słynna zagadka Sfinksa&#13;
rozwiązana przez Edypa w podaniu tebańskim). U ludów pierwotnych&#13;
pełniła rolę kultową i religijną, od wieków stanowiła też przedmiot opracowań literackich (np. u Ezopa, w Sofoklesa Edypie królu). W postaci formuły zagadka towarzyszyła obrzędom, była stosowana przy prognozach&#13;
pogody i urodzaju. Rozpowszechniana w literaturze wszystkich języków,&#13;
a także w tradycyjnym przekazie ustnym, zadomowiła się zarówno w kulturze ludowej, jak i wysokiej, stając się z czasem narzędziem edukacji&#13;
i rodzajem zabawy. Ze środowiska kościelnego, szkolnego, dworskiego&#13;
i z piśmiennictwa zagadki przenikały do tradycji wiejskiej, i odwrotnie&#13;
– z repertuaru ludowego do literatury. Pełniąc funkcje dydaktyczne i rozrywkowe, przez stulecia podlegały wędrówkom międzyśrodowiskowym;&#13;
w rezultacie tych procesów granica między ich proweniencją z tradycji&#13;
ustnej i literackiej ulegała zatarciu.&#13;
W polskiej literaturze, począwszy od średniowiecza po schyłek XVIII&#13;
wieku, zagadki (staropolskie: gadki) bywały też samodzielnymi utworami. Pisali je m.in. J. Kochanowski, który wspominał „gadki pokryte”&#13;
w XII pieśni Sobótki, Wacław Potocki, Jan Andrzej Morsztyn. Polskie&#13;
zagadki znane z tradycji ludowej spotykamy w najstarszym ich zbiorze&#13;
pt. Gadki rozmaite, którymi rozum ludzki może być naostrzon (1522),&#13;
znanym we fragmentach i przekazanym przez późniejsze uwspółcześ­&#13;
nione edycje 2.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej… (DWOK T. 63), s. 117.&#13;
Zob. J. Krzyżanowski Zagadka i jej problematyka…, s. 16– 36, J. M. Kasjan Polska zagadka ludowa, Wrocław 1983, s. 133–137, H. Kapełuś Zagadka, w: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, T. II, Warszawa 1985, s. 659–660.&#13;
2&#13;
&#13;
338&#13;
&#13;
�Zagadki ludowe zaczęto zbierać systematycznie w XIX wieku, ich zapisy publikowane były w czasopismach i kalendarzach, w pracach ludoznawczych o szerszej tematyce folklorystycznej oraz monograficznych.&#13;
Spośród zbieraczy i autorów II połowy XIX wieku pierwszy szczupły&#13;
zbiór 40 zagadek ukraińskich zamieścił w 1857 roku Antoni Marcinkowski w swoim Ludzie ukraińskim1, po nim kolejne zapisy przyniosły dwa&#13;
tomy Kolberga z 1867 i 1875 roku, a następnie, wraz z powstaniem „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, ukazywały się już intensywniej dalsze, przynoszące bogatsze zbiory zagadek prace Izydora Kopernickiego2, Władysława Siarkowskiego3, Aleksandra Petrowa4, Władysława&#13;
Kosińskiego5, Zygmunta Glogera6, Józefy Moszyńskiej7, Seweryna Udzieli8, Władysława Dybowskiego9 i Bronisława Gustawicza 10; ten ostatni już&#13;
po śmierci Kolberga.&#13;
Kolberg opublikował zagadki jedynie w trzech wydanych przez siebie&#13;
tomach regionalnych: w części I Kujaw, w części IV Krakowskiego oraz&#13;
w części IV Pokucia; znalazły się też w wydanej już przez Kopernickiego&#13;
1&#13;
&#13;
A. Nowosielski [A.J. Marcinkowski] Lud ukraiński, T. II, Wilno 1857, s. 262–270.&#13;
I. Kopernicki Zagadki i łamigłówki górali beskidowych, spisane w okolicach Rabki,&#13;
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. I: 1877, s. 113–129 (96 zagadek i 28 odmianek, 32 łamigłówki).&#13;
3 W. Siarkowski Zagadki zebrane ze wsi Dymin, Kostomłot, Masłowa, Sukowa, Zagórza&#13;
(w gub. kieleckiej), tamże, T. I: 1877, s. 130–136 (102 zagadki i łamigłówki), tenże Zagadki&#13;
ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, tamże, T.VI: 1882, s. 3–29 (253 zagadki&#13;
i 23 odmianki, 60 łamigłówek).&#13;
4 A. Petrow Lud ziemi dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje, obrzędy, pieśni,&#13;
przysłowia, zagadki itp., tamże, T. II: 1878, s. 3–182 (na s. 178–182: 100 zagadek i łamigłówek);&#13;
odb. 1878.&#13;
5 W. Kosiński Materiały do etnografii górali beskidowych, tamże, T. VII: 1883, s. 3–105 (na&#13;
s. 80–98: 116 zagadek i 45 łamigłówek).&#13;
6 Z. Gloger Zagadki ludowe znad Narwi i Buga, na pograniczu Mazowsza z Podlasiem,&#13;
w latach 1865–1880 spisał…,, tamże, T. VII: 1883, s. 135–149 (146 zagadek, 30 łamigłówek),&#13;
zob. też tenże Zabawy gry, zagadki, żarty i przypowieści z ust ludu i ze starych książek,&#13;
Warszawa 1885–1886.&#13;
7 J. Moszyńska Bajki i zagadki ludu ukraińskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, T. IX: 1885, s. 73–172 (na s. 161–172: 156 zagadek ukraińskich).&#13;
8 S. Udziela Materiały etnograficzne zebrane z miasta Ropczyc i okolicy, tamże, T. X:&#13;
1886, s. 75–156 (na s. 161–172: 156 zagadek ukraińskich).&#13;
9 W. Dybowski Zagadki białoruskie z guberni Mińskiej, tamże, T. X: 1886, s. 157–168&#13;
(112 zagadek).&#13;
10 B. Gustawicz Zagadki i łamigłówki ludowe, tamże, T. XVII: 1893, s. 201–260 (571 zagadek i łamigłówek, w tym 470 zagadek).&#13;
2&#13;
&#13;
339&#13;
&#13;
�części II Chełmskiego. W pierwszych dwu wymienionych monografiach&#13;
z lat 1867 i 1875 opublikowanych jest 110 zagadek polskich, w następnych&#13;
dwu z lat 1888 i 1890 – 227 ukraińskich. Ponadto w roku 1885 w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” zamieścił Kolberg 30 zagadek&#13;
z Lubelszczyzny1, których nie włączył do monografii Lubelskiego wydanej&#13;
w latach 1883–1884. Prawdopodobnie miejsce publikacji miało ułatwić&#13;
porównanie zbiorku Kolberga z zagadkami drukowanymi tam wcześniej&#13;
przez wymienianych wyżej autorów; w przypisie Kolberg odsyła do prac&#13;
Kopernickiego, Petrowa, Siarkowskiego i Glogera. Być może jednak materiał ten pozyskał już po wydaniu Lubelskiego. W sumie wydał więc&#13;
Kolberg zaledwie 367 zagadek pochodzących z pięciu regionów. W rękopisach pozostawił ponad 200 zagadek o rozmaitej lokalizacji geograficznej, które opublikowano po raz pierwszy w ramach Dzieł wszystkich,&#13;
w odpowiednich nowych monografiach regionalnych oraz w suplementach do edycji XIX-wiecznej. Po kilka lub kilkanaście zagadek znalazło się&#13;
w tomach: Mazowsze cz. VII, Góry i Podgórze cz. II, Tarnowskie-Rzeszowskie, Sanockie-Krośnieńskie cz. III, Ruś Karpacka cz. II oraz Ruś&#13;
Czerwona cz. II, a także w suplementach do KieIeckiego i do Wołynia.&#13;
Po kilkadziesiąt tekstów liczy natomiast Litwa oraz suplementy do Krakowskiego i do W. Ks. Poznańskiego.&#13;
Spośród wydanych w XIX wieku pierwszy kujawski zbiorek Kolberga&#13;
zawiera jedynie czternaście tekstów w dwu rozdzialikach pt. „Zagadki. Szarady. Zdania” (8 tekstów) oraz „Zagadki dla dzieci” (6 tekstów). Wyjątkowo&#13;
autor użył przy tym określenia „Szarada”, które nie pojawia się w innych&#13;
materiałach, oraz uwzględnił i wydzielił dziecięce zagadki – rymowanki,&#13;
czego również później nie praktykował. Źródło tych zagadek jest nieznane,&#13;
rękopis nie zachował się. Zagadki z Krakowskiego to 88 tekstów pochodzących głównie z zapisu Antoniny Konopczanki. Dla większości z nich&#13;
zachował się potwierdzający proweniencję manuskrypt zbieraczki, a ponieważ jest on niekompletny, można przypuszczać, że to ona zanotowała&#13;
także pozostałe zagadki.&#13;
Zagadki ukraińskie z Pokucia są najliczniejsze spośród drukowanych&#13;
przez Kolberga. Na 205 tekstów zawartych w części IV monografii tego&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś, Jaślików,&#13;
Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz), „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. IX:&#13;
1885, s. 300–302; przedruk w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–17 (DWOK&#13;
T. 75), s. 216–219.&#13;
&#13;
340&#13;
&#13;
�regionu 114 zostało „udzielonych nam łaskawie przez dr I. Kopernickiego i spisanych przez tegoż w Czortowcu pod Obertynem i Horodnicy nad&#13;
Dniestrem”, jak informuje Kolberg w przypisie do tego zbiorku1. Każda&#13;
z zagadek z tego zespołu ma też oznaczoną lokalizację geograficzną. Źródło&#13;
pozostałych zagadek nie jest znane, być może zapisał je Kolberg, który&#13;
na Pokuciu prowadził gruntowne badania terenowe. Ten zespół opatrzony jest w druku lokalizacją generalną: „z okolicy Kołomyi (Ispas, Myszyn,&#13;
Kluczów)”, a 8 ostatnich notą: „Z Kossowa, Kut”. Zwraca tu uwagę współudział Kopernickiego, który zajmował się zagadkami systematycznie i wypracował też własną metodę badań i pozyskiwania ciekawego materiału&#13;
poprzez wzajemne zadawanie sobie zagadek przez badacza i informatora&#13;
i zastosowanie przy tym pewnego „fortelu”, opisanego w pracy z 1877 roku.&#13;
Indagowani przez niego górale, głównie kilkunastoletni chłopcy, zachęceni&#13;
drobną opłatą, rozwiązywali najpierw łatwe, stopniowo coraz trudniejsze&#13;
zagadki, których w końcu nie potrafili rozwiązać, a wtedy zbieracz zmieniał&#13;
role i zobowiązywał się zapłacić opowiadającemu za zagadkę, której on&#13;
sam nie potrafił odgadnąć. Uzyskiwał wówczas zagadki „co najciekawsze&#13;
i najtrudniejsze, nieznane zbieraczowi”2.&#13;
W Chełmskiem znalazły się 22 teksty, w tym 18 ukraińskich i 4 polskie, zamieszczone tam przez I. Kopernickiego jako wydawcę tomu, jednak&#13;
bez wskazania źródła, którym prawdopodobnie były niezachowane zapisy&#13;
M. Hemplówny, gromadzącej dla Kolberga większość materiału folklorystycznego z tego regionu. Charakterystyczna jest tu dokumentacja zagadek&#13;
nie tylko ukraińskich, ale i polskich, co dowodzi typowego dla regionów&#13;
pogranicza przemieszania językowego tekstów folkloru, widocznego w tej&#13;
monografii wyraźniej na obszerniejszym materiale pieśniowym i prozatorskim. Warto dodać, że zarówno w Pokuciu, jak i w Chełmskiem odpowiedzi podawane są bądź w języku ukraińskim, bądź polskim.&#13;
W sumie, zestawiając materiał wydany przez Kolberga i publikowany&#13;
obecnie z rękopisów, stwierdzić można, że najliczniejszy pozostaje wspomniany zbiór zagadek z Pokucia (205 zagadek), po nim zbiór krakowski&#13;
(157 tekstów), a następnie z Wielkopolski (około 50 zagadek jeszcze niewydanych, po części z zapisów Kolberga, po części przejętych z publikacji),&#13;
1&#13;
&#13;
Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. 295, lokalizacje niżej w tekście zob. tamże, odpowiednio:&#13;
s. 306 i 314.&#13;
2 Opis tej metody przedstawił Kopernicki w tekście wstępnym do przywoływanego wyżej&#13;
zbioru Zagadek i łamigłówek górali beskidowych…, s. 113.&#13;
&#13;
341&#13;
&#13;
�wreszcie litewski (45 tekstów uzyskanych od etnografa i językoznawcy,&#13;
Mikołaja Akielewicza) i lubelski (30 zagadek zebranych przez Kolberga&#13;
i opublikowanych najpierw w „Zbiorze Wiadomości”).&#13;
Podobnie jak w przypadku przysłów, Kolberg nie wydawał zagadek według ściśle oznaczonego systemu. Obejmował je tytułowym określeniem&#13;
zbiorczym „Zagadki”, nie dzieląc na zagadki właściwe i łamigłówki, jak&#13;
to czynili Kopernicki, Kosiński czy Gustawicz. Jedynie w Pokuciu tytuł&#13;
brzmi: „Zagadki i łamigłówki”, zapewne za sprawą materiału pochodzącego&#13;
tam od Kopernickiego, który wyróżniał „zagadki właściwe od pytań zawiłych i dwuznacznych”1, nazywając je łamigłówkami i lokując je w druku&#13;
w osobnej grupie, co także praktykowali, choć niekonsekwentnie, następni&#13;
badacze. Podejmował jednak Kolberg próby wewnętrznego segregowania&#13;
zagadek według tematów odpowiedzi, trzymając się tego klucza bardziej&#13;
lub mniej konsekwentnie. Uwidacznia się to wyraźnie w zbiorze lubelskim,&#13;
wydanym w „Zbiorze Wiadomości” w 1885 roku, gdzie można wydzielić&#13;
kolejne grupy tematyczne: zagadki o ciałach niebieskich, o zjawiskach atmosferycznych, o człowieku, o zwierzętach i roślinach, o domach i ich częściach, o narzędziach gospodarskich i przyborach domowych2. W zespoły&#13;
tematyczne zbierane są podobnie zagadki z Pokucia i z Krakowskiego, gdzie&#13;
także na początku lokowane są teksty związane z wyobrażeniami o Bogu,&#13;
wszechświecie, żywiołach, czasie, wierze, życiu i śmierci, itd.&#13;
Podobnie jak wszystkie inne teksty folkloru, tak i zagadki zebrane przez&#13;
Kolberga pochodzą z różnych źródeł, przy czym przeważają tu materiały od&#13;
innych zbieraczy (A. Konopczanka z okolic Krakowa, I. Kopernicki z Pokucia, M. Hemplówna z Chełmskiego, M. Akielewicz z Litwy, bliżej nieznany&#13;
Kubaczek z Pogórza czy niezidentyfikowany autor rękopisu z okolic Tarnowa) oraz wypisane z literatury i czasopism, najczęściej bez określonej lokalizacji geograficznej, traktowane tam jako ciekawy okaz folkloru, stanowiący&#13;
własność zbiorową i przejaw mądrości ludu (np. z „Pisma dla Ludu Polskiego” z 1845 r. czy z „Przyjaciela Ludu” z lat trzydziestych i czterdziestych&#13;
XIX wieku). Zapisy własne Kolberga pozyskane bezpośrednio od wiejskich&#13;
narratorów są nieliczne i pojawiają się w rękopisach sporadycznie.&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże. We wstępie do wydanej w 1975 roku cennej antologii Polskie zagadki ludowe S.&#13;
Folfasiński wyróżnił za Archerem Taylorem jako osobną grupę „podchwytliwe pytania”, unikając nieostrego – według niego – i niekonsekwentnie stosowanego przez zbieraczy terminu&#13;
„łamigłówka” (zob. wstęp tamże, s. 18–19).&#13;
2 Zob. J. M. Kasjan Polska zagadka ludowa…, s. 136.&#13;
&#13;
342&#13;
&#13;
�Cały zbiór zagadek autora Ludu przynosi materiał różnorodny co do wieku i pochodzenia, formy i kształtu językowego, są w nim też reprezentowane&#13;
różne typy tego gatunku. Zagadka, określana jako zadanie umysłowe, polegające na identyfikacji przedmiotu pozbawionego nazwy (przedmiot ukryty),&#13;
lecz przedstawionego za pomocą charakterystyki słownej (obraz zastępczy),&#13;
która ma wskazać odpowiedź1, składa się z dwu członów: podanego i domyślnego. Człon podany zawiera pośredni, aluzyjny opis lub zaszyfrowaną&#13;
wskazówkę ujętą peryfrastycznie lub metaforycznie i sugerującą odpowiedź,&#13;
lecz dla utrudnienia identyfikacji kryje on w sobie niekiedy pułapkę; intencją&#13;
bywa bowiem przesłonięcie rozwiązania mylnymi pozorami. Zagadki ludowe&#13;
mają za temat wszechświat, ziemię, zjawiska atmosferyczne, człowieka i jego&#13;
naturę, określone osoby, świat zwierząt i roślin, wytwory myśli i rąk ludzkich,&#13;
np. budowle, sprzęty, narzędzia, ubranie, pożywienie, cechy ludzi i przedmiotów itd. Ich człon podany ujęty jest w formie opisowej lub przenośnej i to&#13;
rozróżnienie wyznacza dwa podstawowe rodzaje zagadek. Człon domyślny,&#13;
tj. odpowiedź, niekoniecznie wynika tylko z rozumowania logicznego, lecz&#13;
także ze znajomości sytuacji, okoliczności, konwencji lokalnej, skojarzeń podobieństw lub przeciwieństw, nierzadko absurdalnych. W repertuarze zagadek zebranych przez Kolberga mieszczą się oba typowe ich rodzaje, choć&#13;
skonstruowane z różnym stopniem wymyślności czy oryginalności konceptu. Obok prostych, jednoznacznych i posługujących się bezpośrednim lub&#13;
porównawczym opisem cech lub czynności przedmiotu (zagadki opisowe)&#13;
spotykamy też bardziej skomplikowane, z przedmiotem zastępczym wyrażonym przez peryfrazę lub metaforę, np. metonimię lub synekdochę (zagadki&#13;
przenoś­ne). Te pierwsze zawierać mogą jednak opis cech oderwanych lub tak&#13;
zredukowanych, że trudnych do skojarzenia, te drugie z kolei sięgają niekiedy&#13;
po prze­nośnie zawiłe bądź czytelne sytuacyjnie. Zagadki opisowe reprezentują&#13;
np. takie teksty: „Maluśkie, czerniuśkie – duże drzewo rusza. (Robak. Pchła)”;&#13;
„Leci, leci, skrzydeł nie ma, siada, siada, zada nie ma. (Śnieg)”; „Bez nóg,&#13;
bez rąk, bez głowy i brzucha, a gdzie się obróci, wszędzie dmucha. (Wiatr)”;&#13;
„Zieleniuśkie jak łączka, brzuch ma biały jak mączka, ogonek jak u myszki.&#13;
(Rzepa)”; „Nie ma nóg, a chodzi, nie ma rąk, a bije. (Zegar)”2. Przykładami&#13;
zagadek przenośnych mogą być m.in.: „Siwy wół wypił wody pełen dół.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Por. tamże, s. 8–9.&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), odpowiednio: s. 246, 242, 241, 247, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 203.&#13;
&#13;
343&#13;
&#13;
�(Mróz)”; „Czterech braci za sobą lata i nie dogonią się do końca świata. (Cztery&#13;
koła u wozu)”; „Prześliczne drzewo, prześlicznie śpiewo, koń na baranie ogonem kiwo. (Skrzypce, basy)”; „Ociec sie rodzi, a syn po dachu chodzi. (Ogień,&#13;
dym)”; „Garbaty dziadek całe pole obleci. (Sierp)”; „Zębata ciotunia całe pole&#13;
ogryzie. (Brona)”; „Trzech strzelców strzeliło i orła zraniło, i depcą go nogą,&#13;
a zabić nie mogą; co orzeł runie, to znowu podfrunie. (Duch narodu)”1.&#13;
Obok zagadek właściwych w zbiorze Kolberga spotkać można również&#13;
– choć rzadziej i bez formalnego ich wyróżniania – „mądre pytania” czy&#13;
„podchwytliwe pytania”, zwane przez Kopernickiego i innych badaczy łamigłówkami, terminem, który obecnie używany jest niechętnie2. Np. „Jaki&#13;
jest ojciec, żeby nie miał ojca, matka, żeby nie miała matki, dziadek, co nie&#13;
może wnuków swoich porachować? (Bóg, Ziemia, Czas lat nie policzy)”; „Na&#13;
co sroce przyszło, kiéj jéj siedm lat wyszło? (Na ósmy rok jej się obróciło,&#13;
żartobliwa)”; „Czy jest taki kraj, co by nie był krajem, czy jest taki raj, żeby&#13;
nie był rajem? (Kraj, brzeg u stołu, Raj wioska i miasteczko Rajgród)”; „Jak&#13;
mozná buty nosić, zeby ich se nie zwálać? (Na kiju)”; „Kto jest nájśmielsy&#13;
w kościele? (Mucha)” 3.&#13;
Choć zagadki występują przeważnie jako utwory samodzielne, autonomiczne, często związane bywają także z innymi tekstami literatury&#13;
ludowej, zwłaszcza z bajkami i facecjami. O skali tego zjawiska mówi&#13;
fakt, że amerykański folklorysta, Stith Thompson, w opracowanym przez&#13;
siebie indeksie motywów literatury ludowej zestawił prawie 400 pozycji bibliograficznych poświęconych zagadce w „bajkach, balladach i mitach”4. Umiejętność odpowiedzi na trudne, czasami przewrotne pytania&#13;
stanowi w opowieściach ludowych kryterium mądrości i przewagi,&#13;
1 Zob. O. Kolberg Lubelskie. Suplement… (DWOK T. 75), s. 216, 218, Góry i Podgórze&#13;
(DWOK T. 45), s. 557, Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 81, Krakowskie cz. IV DWOK T. 8),&#13;
s. 247.&#13;
2 Według Kasjana (Polska zagadka ludowa…, s. 26 i 27): „Łamigłówek nie zaliczymy do&#13;
zagadek. Są one z nimi tylko spokrewnione, podobnie zresztą jak i inne jeszcze pytania, które&#13;
tworzą wraz z łamigłówkami bardzo ciekawą i bogatą grupę”. Autor uznaje za wyróżnik tej&#13;
grupy zdania pytajne, będące „sprawdzianem nie tyle wyobraźni, co mądrości” i określonej&#13;
hierarchii wartości. Opisuje je jako zespół tekstów pt. „Łamigłówki i »mądre pytania«”.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 241, 246, 247, Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/II), s. 506, 507.&#13;
4 S. Thompson Motif-Index of Folk-Literature, T. III, Copenhagen 1956, s. 423–433, informacja za: J. Krzyżanowski Zagadka i jej problematyka…, s. 22. Zob. też J. M. Kasjan Zagadka&#13;
w opowieściach ludowych, w: Polska zagadka ludowa… s. 55–106, V. Wróblewska Ludowa&#13;
bajka nowelistyczna. Źródła–wątki–konwencje, Toruń 2007, m.in. s. 66–68, 142–148, 259–&#13;
&#13;
344&#13;
&#13;
�„przepustki” do osiągnięcia celu, poświadczenia dojrzałości. Funkcje zagadek w tekstach bajkowych są różne: fabularne, konstrukcyjne, artystyczne; mogą one stanowić trzon, oś konstrukcyjną opowieści, element&#13;
fabuły, jej finał lub wprowadzenie akcji. Pełnią w ich strukturze i treści&#13;
rozmaite role: trudnego lub niewykonalnego zadania – testu postawionego przed bohaterem, sprawdzianu wiedzy, przedmiotu rywalizacji i walki&#13;
o pierwszeństwo, osłony dla zachowania tajemnicy, narzędzia konfrontacji przeciwnych sił, ośmieszenia przeciwnika. W zebranych przez siebie&#13;
tekstach bajkowych Kolberg udokumentował także i tę specyfikę gatunku.&#13;
Np. w bajce krakowskiej O mądrej dziewce, co została panią (T 875) zagadki stanowią trzon tekstu; wiejska bohaterka odpowiada panu na trudne pytania, spełnia pozornie niewykonalne polecenia i zostaje jego żoną,&#13;
podobnie w wariancie wielkopolskim Mądra dziewka i pani – córka&#13;
wypełniająca zagadkowe polecenia króla ratuje ojca przed posądzeniem&#13;
go o kradzież i poślubia króla. Zaś w wariancie śląskim tego wątku O mądrej dziewce spór dwu chłopów w sądzie na rzecz biednego rozstrzygają&#13;
podsunięte mu przez jego córkę odpowiedzi na zagadki sędziego, którego&#13;
żoną dziewczyna zostaje i którym nadal dzięki swej mądrości kieruje 1.&#13;
W innej opowieści krakowskiej O mądrym królewiczu i trzech wronach&#13;
(T 851) zalotnik odgaduje zagadkę postawioną przez ojca królewny, dzięki&#13;
czemu otrzymuje jej rękę, a w wariancie tego wątku królewna nie może&#13;
odgadnąć zagadki postawionej przez konkurenta, więc musi wyjść za niego za mąż 2. W bajce z Kujaw O pysznej i ukaranej królewnie (T 900)&#13;
zagadka zadana przez bohaterkę królewiczowi jest zawiązaniem akcji&#13;
i prowadzi do małżeństwa, w opowieści wielkopolskiej Wykradziona&#13;
(T 855) młodzi porozumiewają się zagadkowym szyfrem, by umożliwić&#13;
sobie ucieczkę, a w ruskiej bajce z Chełmskiego Dziwna rodzina (T 921)&#13;
wiejski chłopiec zapytywany, dlaczego samotnie wędruje w świat i co&#13;
robi jego rodzina, udziela zagadkowych odpowiedzi, których rozmówca&#13;
nie potrafi zrozumieć3. Na ogół związki takie miewają zagadki z bajkami&#13;
–270, M. Wójcicka Zagadka w bajce ludowej, w: Słownik polskiej bajki ludowej… T. 3,Toruń&#13;
2018, s. 360–365.&#13;
1 O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 206–209, nr 84 oraz W. Ks. Poznańskie&#13;
cz. VI (DWOK T. 14), s. 305–307, nr 80, Śląsk (DWOK T. 43), s. 135–138, nr 21.&#13;
2 O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 204–206, nr 83 oraz s. 206, przypis.&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 151–153, nr 19; W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK&#13;
T. 14), s. 265–268, nr 66; Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 127, nr 29.&#13;
&#13;
345&#13;
&#13;
�nowelistycznymi, traktującymi o niezwykłych przygodach, co potwierdzają przywołane przykłady.&#13;
Rzadziej zagadki występują w pieśniach, i to niemal wyłącznie obrzędowych: z cyklu dorocznego – kolędowych i sobótkowych oraz weselnych1.&#13;
U Kolberga też spotykamy pieśni poświadczające niektóre z tych związków,&#13;
np. w pieśni weselnej śpiewanej po oczepinach w Kieleckiem pytanie: „Co&#13;
się wije po drzewinie” oraz odpowiedź: „Wąż się wije po drzewinie” stanowi&#13;
dystych refrenowy powtarzający się po każdej zwrotce. W innej pieśni weselnej „z okolicy Białegostoku, Bielska i Sokółki” dziewczęta, zanim przyjmą&#13;
do swojego grona dziewczynę z innych stron, śpiewają pieśń, w której zadają jej „siedem zagodynków” w rodzaju: „A co biezy bez powodera?”; „A co&#13;
piece bez płomienia?”; „A co świsce bez języka?”, na co „zagadnięta” w ten&#13;
sposób dziewczyna odśpiewuje: „Woda biezy bez powodera”; „Słońce piece&#13;
bez płomienia”; „Wiater świsce bez języka”2. W starej pieśni sobótkowej&#13;
z Mazowsza („Ku Dunajowi, ku głębokiemu – leluja, ku gaikowi, ku zielonemu – leluja”) chłopak zadaje dziewczynie pokrewne zagadki o kamieniu,&#13;
paproci i cnocie: „A cóż rośnie bez korzenia?”; „A cóż kwitnie bez kwiateczka?”; „Cóż gore bez płomienia”, które ona rozwiązuje z komentarzem:&#13;
„Cóż bym ja była za krasna panna, żebym gadeczki zgadnąć nie miała?3 Te&#13;
same i podobne zagadki spotykamy w wariantach ukraińskich: w balladzie&#13;
z Ispasa o uprowadzeniu dziewczyny przez stolarzy („Hoj, u misti, na ryneczku pjut stolari horiwoczku”), gdzie szynkarka wrzucona przez nich do&#13;
morza, tonąc, zadaje im trzy zagadki: „Ta szo rodyt bez korini?”; „Ta szo horyt bez sumlini?”; „Ta szo cwyte bez cwitoczku?”, na które sama odpowiada&#13;
(„Kamiń”, „Watra”, „Lyczko”), a także w dwu innych „dumach obyczajowych&#13;
przygodnych” z Pokucia (z Czortowca i z Korszowa, Kamionki Wielkiej),&#13;
gdzie z kolei zagadki takie stawia chłopak dziewczynie4.&#13;
Z kolei typ związku zagadki z innymi tekstami literatury ludowej, tj.&#13;
jej pokrewieństwo z przysłowiem, zwłaszcza zbudowanym na metaforze,&#13;
może w materiale Kolberga obrazować tekst „Święta Urszula perły rozsuła,&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. J. M. Kasjan Polska zagadka ludowa…, s. 41–54.&#13;
O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 70, nr 27, Mazowsze cz. V (DWOK T. 28),&#13;
s. 154, nr 90 i 91.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 349, nr 4 (w „Przypisach”, wśród 9 pieśni&#13;
sobótkowych), pieśń zanotowana wcześniej przez K.W. Wójcickiego w Pieśniach ludu… T. I,&#13;
Warszawa 1836, s. 203–204. Por. też M. J. Kasjan Polska zagadka ludowa…, s. 41–42.&#13;
4 O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30), s. 24, nr 25, s. 71–72, nr 102 i 103.&#13;
2&#13;
&#13;
346&#13;
&#13;
�miesiąc wiedział, nie powiedział, słońce wstało, pozbierało. (Rosa)”, zamieszczonego wśród zagadek, a także w skróconej wersji „Święta Urszula&#13;
perły rozsuła” w tym samym tomie jako przysłowie związane z datą 21 października, przy czym tu z odsyłaczem do zagadki cytowanej wcześniej1.&#13;
Zbiór zagadek Kolberga, choć raczej skromny, dokumentuje jednak&#13;
wyraźnie różnorodność okazów tego gatunku. Wyraża się w nich ludowy&#13;
dowcip, często rubaszny i obsceniczny, komizm różnego rodzaju, zmysł&#13;
absurdu i paradoksu, ale również dociekliwość i ciekawość świata, wyobraźnia obok zmysłu realistycznej obserwacji, wreszcie pytania metafizyczne. Spotykamy zagadki w postaci prostych opisów czy pytań, inne&#13;
przedstawiają mikrofabułę i mają formę krótkich opowiadań, zagadek-facecji. Rozwiązania dotyczą różnych zagadnień: od przedmiotów codziennego użytku w gospodarstwie i pracy po kwestie dotyczące wiary, kondycji&#13;
człowieka, wszechświata, zjawisk natury, pytań w rodzaju: co jest najszybsze na świecie (myśl), najsłodsze (sen), najtłustsze (ziemia), najładniejsze (wiosna), najbogatsze (jesień). Teksty te przekazywane były przez&#13;
różnych informatorów i notowane przez różnych zbieraczy, pochodziły&#13;
z bezpośredniego wywiadu lub z literatury, różnią się więc także postacią&#13;
językową – od uproszczonego zapisu gwarowego do formy ogładzonej&#13;
lite­racko. Niektóre teksty są popularne i rozpowszechnione w całej Polsce,&#13;
znane od dawna w różnych regionach i w rozmaitych wariantach, inne&#13;
mają charakter tworzonych doraźnie, sytuacyjnych, świeżych. Przeważnie&#13;
zdradzają pochodzenie ludowe, choć niejednokrotnie trudno o tym przesądzać, gdyż część z nich adaptowana była ze wzorców literackich, dworskich, szkolnych czy kościelnych i przyswajana przez wiejskie środowisko.&#13;
Można też wśród nich odnaleźć ślady wielowiekowej tradycji; jej ciągłość&#13;
wymownie ilustrować może zagadka z Lubelskiego opublikowana przez&#13;
Kolberga w 1885 roku: „Przyszło dwu godnych do jednego niegodnego,&#13;
prosili go o jeszcze lepsze jak królestwo niebieskie. – Święty Piotr i Paweł&#13;
przyszli do Żyda, który biczował Pana Jezusa, i prosili pierwsi o wydanie&#13;
im mistrza swego”. Jest to wariant zagadki uważanej za „najdawniejszą&#13;
zapisaną zagadkę polską”, a odnalezionej w rękopisie z 1406 roku w formie: „Przyszedł dobry do złego, a prosił u niego lepszego niźli Królestwa&#13;
Niebieskiego, a dał mu. – Joseph, do Pilata, corpus Christi”. Tekst stanowi nawiązanie do epizodu ewangelicznego, gdy „dobry” Józef z Arymatei,&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 242 i 287.&#13;
&#13;
347&#13;
&#13;
�któremu towarzyszył według apokryfu Nikodem, przychodzi do Piłata&#13;
i prosi o wydanie ciała ukrzyżowanego Chrystusa 1. Wersja sprzed ponad czterech wieków ma u Kolberga nieco inne rozwiązanie, ale zagadka&#13;
zanotowana także przez innych zbieraczy w XIX wieku, z rozwiązaniem&#13;
wskazującym na Józefa z Arymatei i Nikodema 2, potwierdza starodawny&#13;
rodowód tekstu wywodzącego się z Pisma Świętego i jego trwałość w tradycji ludowej.&#13;
Zagadki są gatunkiem literatury ludowej stosunkowo mało badanym;&#13;
zbiór Kolberga – podobnie jak wcześniejsze i późniejsze – wymagałby więc&#13;
również bardziej szczegółowych studiów i prac analitycznych.&#13;
Widowiska&#13;
Uwzględniając w badaniach i publikacjach wszystkie gatunki i rodzaje literatury ludowej, nie pominął Kolberg także tradycyjnych widowisk&#13;
i tekstów dramatycznych, choć nie poświęcił im szczególnej i systematycznej uwagi. Dostrzegał jednak fakt, że w świąteczne obchody ludowych&#13;
zwyczajów dorocznych, zwłaszcza związanych z rokiem liturgicznym&#13;
i kalendarzem rolniczym, wpisane były od najdawniejszych czasów całe&#13;
przedstawienia w wykonaniu ludowych „aktorów”, nawiązujące do wzorców teatru średniowiecznego, lecz przystosowane do możliwości percepcji&#13;
tłumnego odbiorcy, odtwarzane z przekazywanej pokoleniowo pamięci,&#13;
a w miarę potrzeby improwizowane, jak również stałe elementy widowiskowe, teatralne lub parateatralne, współtworzące tradycyjne uroczystości3.&#13;
1 Zob. J. Krzyżanowski Zagadka, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 454 oraz tenże Zagadka i jej problematyka…, s. 24. O tej dawnej zagadce pisał H. Łopaciński w artykule Najdawniejsza zapisana zagadka polska, „Wisła” T. X: 1896, s. 339–341 (autor powołuje się tam&#13;
na tekst zanotowany wcześniej przez Brücknera). Kolberg opublikował swój tekst w artykule&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. IX: 1885, s. 302, nr 30; przedruk tegoż&#13;
w suplemencie lubelskim (DWOK T. 75), s. 219, nr 30.&#13;
2 Zagadkę tę w Rakoszynie, w pow. jędrzejowskim, zanotował W. Siarkowski, a także&#13;
w Czorsztynie i Łapszu oraz w Iwoniczu B. Gustawicz, zob. wskazane wyżej zbiory zagadek&#13;
obu badaczy w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, odpowiednio T. VI: 1882,&#13;
s. 25, nr 271 oraz T. XVII: 1893, s. 229, nr 263 i 264.&#13;
3 C. Hernas pisał: „We wszystkich kręgach życia teatralnego widowisko nie zawsze polega na wystawianiu określonej sztuki, chętnie publiczności proponuje się udział w widowisku&#13;
parateatralnym, którego charakter i organizację określał odpowiedni scenariusz, przewidujący&#13;
często także czynny udział publiczności w realizacji widowiska” (Barok, Warszawa 1973, s. 161).&#13;
&#13;
348&#13;
&#13;
�Badacz dokumentował je więc w ramach całościowego obrazu zwyczajów&#13;
cyklu rocznego – bądź zapisując i publikując teksty nielicznych, zachowanych widowisk, co działo się bardzo rzadko, bądź też podając ich bardziej&#13;
lub mniej rozbudowane opisy czy tylko informacje o dawnych, tradycyjnych, a zanikających przedstawieniach ludowych, związanych z obrzędowością świąteczną. W rezultacie „teatr ludowy” w znaczeniu tradycyjnych&#13;
widowisk popularnych, będący przedmiotem odrębnych studiów i analiz1,&#13;
zyskał w materiałach Kolberga jedno z najważniejszych źródeł do swoich&#13;
dziejów dzięki pozostawionej przez niego literackiej dokumentacji widowisk w postaci zapisów scenariusza (lub jego fragmentów) oraz w poświadczeniu przez badacza widowiskowych elementów obrzędowości i obyczajowości ludowej.&#13;
Najwięcej uwagi autor Ludu poświęcił szopce, bardzo żywotnej i rodzimej formie teatrzyku marionetkowego, rodzajowi lalkarskich przedstawień misteryjnych, związanych z ewangeliczną i ludową tradycją Bożego Narodzenia 2. Nie ma ścisłych danych co do czasu jej powstania,&#13;
badacze przyjmują jednak, że szopka przenośna jako forma widowiska&#13;
teatralnego pojawiła się u nas nie później niż w II połowie XVII wieku.&#13;
Nazwa „szopka” jest stosunkowo późna, nie wymieniają jej najdawniejsze przekazy, nie występuje w Słowniku Lindego. Czasem była też&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. m.in. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce, Kraków 1902; A. Fischer&#13;
Polskie widowiska ludowe, „Lud” T. XIX: 1913, s. 31–70; J. S. Bystroń Wstęp do ludoznawstwa&#13;
polskiego, T. 2, Lwów 1926, s. 149–150; J. Krzyżanowski Teatr ludowy, w: Słownik folkloru&#13;
polskiego…, s. 400–402; Z. Raszewski Krótka historia teatru polskiego, Warszawa 1990, s. 9–56;&#13;
tenże Teatr w świecie widowisk. Dziewięćdziesiąt jeden listów o naturze teatru, Warszawa&#13;
1991, s. 35 i nast.; D. Ratajczakowa Wprowadzenie do części pierwszej, w: Galeria gatunków&#13;
widowiskowych, teatralnych i dramatycznych, Poznań 2015, s. 13–26.&#13;
2 Geneza, dzieje i przemiany szopki mają swoją bogatą literaturę. Zebrano obszerny materiał, lecz monograficznej syntezy wobec luk źródłowych ciągle brak. Zob. m.in.&#13;
S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 19–47; [Stanisław Estreicher] Szopka&#13;
krakowska. Spisał, objaśnił i opracował Jan Krupski, Kraków 1904, s. 3–15; A. Fischer&#13;
Polskie widowiska ludowe…, s. 31–47; R. Wierzbowski Kształtowanie się poglądów na&#13;
dzieje szopki, „Prace Polonistyczne”, T. 21: 1965, s. 28–52; H. Kapełuś Jasełka, w: Słownik&#13;
folkloru polskiego…, s. 149–150; J. Dürr-Durski Jak powstała polska szopka betlejemska?,&#13;
w: Literatura, komparatystyka, folklor, księga pośw. J. Krzyżanowskiemu, Warszawa 1968,&#13;
s. 792–797; H. Jurkowski Z badań nad genezą szopki, „Literatura Ludowa” 1878, nr 2,&#13;
s. 23–35, tenże Teatr lalek a folklor, „Polska Sztuka Ludowa” R. 23: 1969, nr 2, s. 109–124;&#13;
Z. Raszewski Krótka historia teatru polskiego…, s. 38; M. Waszkiel Szopka, w: Teatr lalek&#13;
w dawnej Polsce, Warszawa 2018, zob. www.marekwaszkiel.pl./2018/12/21szopka/ (data dostępu: 22 III 2021).&#13;
&#13;
349&#13;
&#13;
�utożsamiana mylnie z wcześniejszymi jasełkami1. Nazwa jasełka (od staropols. jasło, żłób) odnosiła się pierwotnie do zespołu nieruchomych figur,&#13;
wystawianych wokół symbolicznego żłobka w kościołach i klasztorach,&#13;
przy których śpiewano kolędy. Tradycja ta wywodzi się z XIII–wiecznego&#13;
franciszkańskiego zwyczaju adoracji żłobka; w Polsce jasełkowe figury&#13;
pojawiły się już około 1370 roku w Krakowie, w klasztorze Klarysek.&#13;
Później wprowadzano do jasełek także figury ruchome, które przy pomocy zabawnych scen miały uczynić widowisko bardziej rozrywkowym,&#13;
co przesłoniło nabożną treść żłobka, więc nakazem biskupim usunięto&#13;
je z kościołów w I połowie XVIII wieku 2. Z czasem konwencja jasełek&#13;
ukształtowała się w bardziej teatralną formę widowiska, a jasełkami nazywano też przedstawienia żywych aktorów. Proces ten przebiegał głównie&#13;
pod wpływem średniowiecznego dramatu liturgicznego, misteriów staropolskich o narodzeniu Jezusa i dialogów teatralnych, które w Polsce swój&#13;
rozkwit przeżywały w XVII wieku 3.&#13;
Stopniowo poszerzał się krąg tematyczny widowisk bożonarodzeniowych; obok kanonicznych scen i treści ewangelicznych wprowadzano do&#13;
nich teksty intermedialne w językach ludowych, codziennych, przedstawiające realistyczne epizody z życia i postacie z „repertuarem rodzajo­wym”4.&#13;
Sięgano do ludowej tradycji kolędniczej, do polskiej tradycji i historii.&#13;
Przesuwano przestrzeń widowni poza kościoły i szkoły przyklasztorne,&#13;
na place, rynki itp. Misteria stawały się własnością ludu i zabarwiały jego&#13;
obyczajem, coraz popularniejsze były też widowiska na Boże Narodzenie,&#13;
a zwłaszcza ich miniaturowa odmiana, czyli pastorałka z tematyką i scenami pasterskimi5.&#13;
1&#13;
&#13;
M.in. zwraca na to uwagę znawca teatru polskiego, Zbigniew Raszewski, w Krótkiej historii teatru polskiego…, s. 38.&#13;
2 Fakt ten poświadcza J. Kitowicz w Opisie obyczajów za panowania Augusta III, zob.&#13;
wyd. BN, ser. I, nr 88, oprac. R. Pollak, Wrocław 1951, s. 59–63. Na to świadectwo powołują się&#13;
niemal wszyscy badacze szopek.&#13;
3 Pisał o nich S. Windakiewicz w pracy Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 19 i nast. Badacz omówił w niej 17 takich utworów z XVII i XVIII wieku.&#13;
4 Zob. J. Dürr-Durski Jak powstała polska szopka betlejemska?..., s. 797.&#13;
5 Formę tę upowszechnił M. Mioduszewski; w swoim zbiorze Pastorałki i kolędy z melodyami, czyli piosnki wesołe ludu w czasie świat Bożego Narodzenia pod domach śpiewane…,&#13;
Kraków 1843: na s. 9–24 opublikował „Pastorałkę na Boże Narodzenie”, a w Dodatku do Pastorałek i kolęd, Lipsk 1853, na s. 227–244 – „Pastorałkę góralską na Boże Narodzenie, którą&#13;
kolędnicy w okolicach Krakowa, chodząc z szopką, reprezentują”.&#13;
&#13;
350&#13;
&#13;
�Szopka – jako „najmniejsza odmiana misterium”1, a jednocześnie „mały&#13;
obnośny teatrzyk z ruchomymi figurkami”2, „polski gatunek widowiska&#13;
lalkowego”3 – stanowiła kontynuację i wzbogacenie bożonarodzeniowej&#13;
tematyki jasełkowej. Tekst szopki, naśladujący dialog misteryjny, wygłaszany był przez aktorów ukrytych za zasłoną i poruszających lalki przez&#13;
szparę w podłodze małej przenośnej sceny, na której umieszczano jasełka. W scenach świeckich, pojawiały się postacie popularne i historyczne,&#13;
przedstawiciele różnych stanów, zawodów, regionów i narodowości, lokalne realia obyczajowe z życia chłopów, polskie imiona i nazwy, gwarowy&#13;
język, pieśni regionalne, fragmenty popularnych utworów, a także treści&#13;
polityczne i patriotyczne. Tematyka Bożego Narodzenia cieszyła się u ludu&#13;
szczególną popularnością; sceny tułającej się rodziny, narodzin Dzieciątka&#13;
w stajence, pokłonu Trzech Króli, ich spotkania z Herodem, chórów anielskich i adoracji pasterzy trafiały do wyobraźni ludu, a tematyczna oś tych&#13;
widowisk, jaką było ubogie macierzyństwo i los świętej rodziny, okazywały&#13;
się szczególnie mu bliskie, bo paralelne do losów rodziny chłopskiej4. Zaś&#13;
elementy rodzajowe z polskiego życia i historii nadawały ewangelicznej&#13;
historii swojską, rodzimą i bliską adresatom scenerię i wymowę, a także bawiły dzięki na ogół komicznemu i parodystycznemu charakterowi. Szopki&#13;
polskie – „jedna z najstarszych form polskiego kolędowania” 5 – miały oryginalny, unikatowy charakter ze swoją sceną nawiązującą architektonicznie&#13;
do nastawy ołtarza lub fasady kościoła, bywały jedno- lub kilkukondygnacyjne, scenę cechowała jak w dawnych misteriach symultaniczność.&#13;
Widowiska szopkowe wykazywały też wyraźne zróżnicowane regionalne,&#13;
choć były zjawiskiem ogólnopolskim. Wędrując wraz z kolędnikami po&#13;
domach jako przenośny teatrzyk marionetkowy, szopka upowszechniła się&#13;
najpierw w miastach, potem na wsiach i stała się własnością ludową. Miała&#13;
też związki, wręcz tekstowe koneksje, z równocześnie istniejącym teatrem&#13;
żywych aktorów; do takich widowisk osobowych należały tzw. „herody”,&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. Z. Raszewski Krótka historia teatru polskiego…, s. 38.&#13;
Zob. A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 34.&#13;
3 Zob. M. Waszkiel Szopka…zob. www.marek-waszkiel.pl/2018/12/21szopka/ (data dostępu:&#13;
22 III 2021).&#13;
4 „Na sposób i zakres przystosowania nauki o Bożym Narodzeniu do wyobrażeń ludowych”&#13;
zwrócił uwagę C. Hernas, zob. tegoż W kalinowym lesie T. I, Warszawa 1965, s. 120–125.&#13;
5 J. Adamowski Szopka, w: Lubelskie cz. I . Pieśni i obrzędy doroczne. Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, T. 4, pod red. J. Bartmińskiego, Lublin 2011, s. 356.&#13;
2&#13;
&#13;
351&#13;
&#13;
�gdzie w rolach głównych występowali Herod, Diabeł i Śmierć. Nasycając&#13;
się jednak realiami świeckimi i elementami obyczaju i folkloru miejscowego, szopka nadal pozostawała widowiskiem bożonarodzeniowym, choć jak&#13;
pisał Jurkowski „miała w sobie tyleż z teatru, co z obrzędu obyczajowego”1.&#13;
Spośród XIX-wiecznych autorów przed Kolbergiem o szopce, nazywanej&#13;
wówczas najczęściej wymiennie jasełkami, wspominali bądź ją opisywali&#13;
w latach 1830–1870 m.in.: Ł. Gołębiowski, który wiadomości zaczerpnął&#13;
z niewydanego jeszcze wówczas rękopisu J. Kitowicza Opis obyczajów&#13;
za panowania Augusta III, J. Konopka, M. Wiszniewski, K.W. Wójcicki,&#13;
M. Mioduszewski, J. Gluziński, W. Szymanowski, W. L. Anczyc, anonim&#13;
w „Tygodniku Ilustrowanym”, W. Chomętowski2. Z przekazów tych wynika, że przenośne szopki z teatrzykiem marionetkowym pojawiały się&#13;
w Warszawie już u progu XVIII wieku, natomiast najwcześniej zapisany&#13;
tekst szopkowy pochodzi z 1848 roku, kiedy to – według informacji Stanisława Estreichera3 – zanotował go Karol Estreicher, jego ojciec, a kilkanaście lat później udzielił go W. L. Anczycowi, który opublikował go w 1862&#13;
roku w „Tygodniku Ilustrowanym”.&#13;
Najobszerniej przedstawiona została przez Kolberga kolędowa szopka&#13;
krakowska, włączona – zgodnie z jego integralną wizją folkloru i przede&#13;
wszystkim ze swoim sezonowym charakterem – w cykl zwyczajów&#13;
1&#13;
&#13;
H. Jurkowski Teatr lalek a folklor…, „Polska Sztuka Ludowa” 1969, nr 2, s. 114.&#13;
Zob. Ł. Gołębiowski Lud polski…, s. 280, J. Konopka Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840, s. 85–102, M. Wiszniewski Historia literatury polskiej, T. II, Kraków 1841, s. 434,&#13;
K.W. Wójcicki Teatr starożytny w Polsce, Warszawa 1841, T. I, s. 16–20, tenże Jasełka, w:&#13;
Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, T. XIII, Warszawa 1863, s. 123, tenże Szopka,&#13;
„Kłosy” 1866, T. II, nr 30, s. 351–353, M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy…, s. 7, J. Gluziński Włościanie polscy uważani pod względem charakteru, zwyczajów, obyczajów i przesądów z dołączeniem przysłowiów powszechnie używanych…, w: Archiwum domowe do&#13;
dziejów i literatury krajowej K.W. Wójcickiego, Warszawa 1856, s. 445–446, W. Szymanowski&#13;
Szopka, „Tygodnik Ilustrowany” 1860, T. I, nr 15, s. 115–116, W. L. Anczyc Obrazy krakowskie. Szopka, czyli jasełka i gwiazdka w Krakowie, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, nr 135,&#13;
s. 166–170, [F. M. Sobieszczański ?] Skąd powstały u nas tak zwane szopki pokazywane od&#13;
Bożego Narodzenia?, Tygodnik Ilustrowany” 1867, T. XV, nr 384, s. 51, w dziale „Rozmaitości”,&#13;
W. Chomętowski Dzieje teatru polskiego od najdawniejszych czasów do 1750 roku, Warszawa 1870, s. 66–70. Por. też R. Wierzbowski Kształtowanie się poglądów na dzieje szopki,&#13;
„Prace Polonistyczne” T. 21: 1965, s. 28–52 .Teksty szopek z różnych regionów publikowane do&#13;
r. 1894 (w „Wiśle” i „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”) zestawił S. Jastrzębowski&#13;
w artykule Szopka radomska. Materiały do dziejów teatru ludowego, „Wisła” T. VIII: 1894,&#13;
s. 298 i nast.).&#13;
3 Pisał o tym Stanisław Estreicher w przedmowie do Szopki krakowskiej…, na s. 8.&#13;
2&#13;
&#13;
352&#13;
&#13;
�bożonarodzeniowych i przedstawiona w części I Krakowskiego, w rozdziale&#13;
„Szopka, czyli jasełka”. Na jej obraz składa się kilka tematycznych opracowań: najpierw wstępny opis zaczerpnięty z Pieśni ludu krakowskiego J. Konopki z 1840 roku, dalej teksty szopkowe, w tym dialogi i pieśni z melodiami pt. „Szopka, czyli jasełka w Bronowicach, Modlnicy i podobne jej na&#13;
Podgórzu, Skawinie, Wieliczce i innych bliskich Krakowa miejscach”, czyli&#13;
tzw. szopka „wiejska” według określenia Konopki, wreszcie obszerna relacja&#13;
z tekstami dialogów, monologów i pieśni z melodiami oraz melodii tanecznych, tj. szopka „miejska” pt. „Szopka, czyli jasełka w Krakowie”. Źródłem&#13;
tej ostatniej był wspomniany wyżej artykuł W.L. Anczyca z nr. 135 „Tygodnika Ilustrowanego” 1862 roku, którego przedrukowany tekst dopełnił Kolberg melodiami. Dokumentację tę poszerza nieopublikowany w monografii&#13;
krakowskiej materiał suplementowy wydany w ramach Dzieł wszystkich.&#13;
Składa się na niego „Szopka w Krakowie 1887 r.” spisana przez murarza Jana&#13;
Hyłkę, prawdopodobnie szopkarza, której teksty (melodii tam brak) Kolberg&#13;
przepisał już po wydaniu Krakowskiego z niezidentyfikowanego źródła, następnie kolejna „Szopka krakowska”, niedatowana, zanotowana w rękopisie&#13;
terenowym Kolberga bez wskazania źródła, wreszcie „Fragmenty innych&#13;
szopek”, tj. pojedyncze pieśni, kolędy, przyśpiewki i melodie instrumentalne&#13;
w liczbie 14, związane z szopką, będące często wariantami utworów wcześniej drukowanych przez Kolberga1.&#13;
W szopce „wiejskiej” z części I Krakowskiego obchód chłopców z szopką rozpoczynają śpiewane przez nich kolędy, a następnie w odsłoniętej&#13;
szopce występują na scenie drewniane figurki poruszane rękoma niewidocznych osób i przedstawiające kolejno: „Polonusa w kontuszu i żupanie&#13;
przy karabeli”, Krakowiaka kopieniackiego, Górala, Kozaka z Kozaczką,&#13;
Ułana z lancą, Huzara, Madziara, Cygana z niedźwiedziem, Żyda, Diabła,&#13;
Wędrownego kupca, Żaczka, Czarownicę wyrabiającą masło, Dziadka,&#13;
Heroda, Śmierć. Postaciom tym, typowym dla dawnej szopki, towarzyszą&#13;
identyfikujące je pieśni oraz melodie instrumentalne i tańce – w sumie&#13;
16 zapisów z melodiami. Przedstawienie kończy się zbieraniem datków&#13;
i pożegnaniem chłopców: „Nacieszcie się, ludzie, matusinej budzie, oj,&#13;
bo buda, bo buda, pokazuje cuda”. Materiał ten pochodzi tylko po części&#13;
1 Zob. O Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), odpowiednio: s. 197–198, 198–207, 208–&#13;
226 i 358–361 (w „Przypisach”) oraz tegoż Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/I), s. 23–38&#13;
oraz 39–56.&#13;
&#13;
353&#13;
&#13;
�od Kolberga, jak się okazuje, większość tekstów zanotował J. Konopka,&#13;
którego rękopis przechował się w archiwum Kolberga 1. Jest on rodzajem brulionowego scenariusza, w którym spisane są kolejno występujące&#13;
postacie i teksty niektórych z nich. Natomiast zapisy muzyczne (w tym&#13;
6 instrumentalnych) sporządził Kolberg, dopełnił kilka tekstów pieśni&#13;
i zredagował całość. Teksty pióra Konopki wzbogacone zostały o melodie&#13;
z rejestracji Kolberga, zgodnie z często stosowaną przez autora Ludu praktyką dopełniania notowanych i publikowanych wcześniej tekstów folkloru o melodie, które jak nikt inny w tym czasie potrafił zapisywać. Być&#13;
może miała tu również miejsce wspominana wcześniej ścisła równoległa&#13;
współpraca tego rodzaju z zaprzyjaźnionym Konopką, badaczem folkloru&#13;
podkrakowskiego. Poprzedzający tę szopkę w tomie 5., a cytowany tam&#13;
przez Kolberga tekst Konopki z 1840 roku pt. „Szopka, czyli jasełka”, jest&#13;
jednym z najwcześniejszych spośród przekazów odnotowywanych przez&#13;
badaczy tego widowiska. Ze zbioru Konopki Pieśni ludu krakowskiego&#13;
zaczerpnął też Kolberg teksty 17 kolęd, do połowy z nich uzupełniając&#13;
melodie (pozostałe wiążąc z nimi) i do większości podając odsyłacze do&#13;
źródła, a kilka kolęd opatrzył też lokalizacją geograficzną, potwierdzoną&#13;
zapewne w trakcie zapisu melodii ze słuchu 2. Można więc stwierdzić, że&#13;
drukowany tekstowy materiał przyjaciela związany z Bożym Narodzeniem&#13;
wykorzystał skrupulatnie, sięgając nie tylko do publikacji, ale i do udzielonych mu zapewne rękopisów autora, a sam skoncentrował się głównie&#13;
na dokumentacji melodii.&#13;
Pierwszy spisany i najobszerniejszy tekst szopki w Krakowie, znanej&#13;
w Polsce jako najbogatsza i najciekawsza, opublikowany w 1862 roku we&#13;
wspomnianym artykule W.L. Anczyca, przedrukował Kolberg w całości,&#13;
wzbogacając go o melodie z własnych zbiorów. Jest on bardziej literacki&#13;
niż ludowy; tekst został ogładzony i uporządkowany, przynosi wersję raczej rekonstruowaną z żywej tradycji niż ściśle dokumentującą konkretne&#13;
przedstawienie, co wskazuje na zamiar utrwalenia typowego repertuaru&#13;
szopki krakowskiej w jej możliwie pełnym kształcie z I połowy XIX wieku3.&#13;
1&#13;
&#13;
Arch. PTL, teka 43 Miscellanea, sygn. 1352, k. 131–132.&#13;
Teksty kolęd za J. Konopką (Pieśni ludu krakowskiego…, s. 87–102, rozdział „Kolędy przy&#13;
szopce”), zob. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 230–239 (w rozdziale „Kolęda”).&#13;
3 S. Estreicher w przedmowie do Szopki krakowskiej…,(s. 9–10) pisał: „W pierwszej połowie XIX wieku doznał tekst szopki krakowskiej widocznego do dziś obrobienia i przerobienia&#13;
ze strony jakiegoś nieznanego po nazwisku poety […]. Jemu to zawdzięczać zapewne należy,&#13;
2&#13;
&#13;
354&#13;
&#13;
�Zawarte w niej elementy ludowe łączą ją z innymi szopkami, głównie&#13;
z okolic Krakowa, a więc i z szopką poprzednią, przedstawianą przez Kolberga, a pochodzącą ze wsi podkrakowskich, oraz z szopką spisaną przez&#13;
Hyłkę prawie 30 lat później. Całość szopki z artykułu Anczyca obejmuje&#13;
14 scen z 28 figurami; ich dialogi i przemowy przeplatają się ze śpiewem&#13;
i tańcem, po części z dołączonymi przez Kolberga melodiami. Na początku&#13;
ma miejsce typowy dla szopki epizod pasterski (scena I i II), w którym obudzeni przez anioła pasterze wybierają się do stajenki, po niej na widowni&#13;
pojawiają się, rozmawiają, śpiewają i tańczą kolejne postacie potraktowane&#13;
humorystycznie: Żydek, Żydówka, Twardowski, Diabeł, Krakowiak i Krakowianka, Kozak i Kozaczka, Ułan i Saper, dwaj Górale i Góralka, (scena&#13;
III–IX), po czym wraca wątek biblijny: do Heroda przychodzą Trzej Królowie z nowiną, Hetman otrzymuje rozkaz rzezi niewiniątek, zjawia się Śmierć&#13;
i ścina Heroda, którego Diabeł zabiera do piekła (scena X–XIII). W scenie&#13;
ostatniej pojawia się Dziadek i zbiera od publiczności datki z podziękowaniem „za kolędę”. Charakterystyczne i nowe są tu włączone w tekst utwory&#13;
literackie: Edmunda Wasilewskiego, Jana N. Kamieńskiego, Anny Libery,&#13;
których nazwiska, niewymienione przez Anczyca, przywołał Kolberg, a także postacie i reminiscencje żołnierskie z epoki napoleońskiej i powstania&#13;
listopadowego czy też gloryfikacja Krakowa z jego zabytkami i pamiątkami. Jak zaznaczył też Estreicher, niektóre typowe dla miejskiej szopki krakowskiej sceny czy figurki postaci, kreowanych przez ludowych szopkarzy,&#13;
u progu XX wieku zaginęły i znane są jedynie z opisów Konopki czy Kolberga lub ze wspomnień starszych osób pamiętających lata 1830–18501.&#13;
Jak trwała była tradycja szopki krakowskiej, mimo przemian w kolejnych latach, wskazuje opublikowany dopiero w tomie suplementowym&#13;
trzeci jej tekst z 1887 roku, skopiowany w nieznanych okolicznościach przez&#13;
że część liturgiczna naszej szopki jest logiczniejsza i obfitsza niż wszystkich innych jasełek na&#13;
ziemiach polskich, a część rodzajowa nie ma także równej sobie”. W swojej wersji krytycznego&#13;
wydania tekstu szopki krakowskiej, rozszerzonej o warianty, Estreicher wykorzystał po części&#13;
melodie podane przez Kolberga w Krakowskiem (zob. Szopka krakowska…, s. 14), a do jego&#13;
materiału niejednokrotnie się odnosił..&#13;
1 Tamże, s. 91–92. Estreicher mówi tam o 4 scenach przedstawiających Węgra z olejkami,&#13;
Niemca, Cygana z niedźwiedziem, Czarownicę klecącą masło. Niektórych z tych scen Anczyc&#13;
nie odnalazł już w tradycji w trakcie pracy nad szopką w Krakowie, choć pamiętał je z młodoś­&#13;
ci. Natomiast Kolberg potwierdza ich żywotność „po wielu wsiach z prawego brzegu Wisły”&#13;
(zob. Krakowskie cz. I, DWOK T. 5, s. 222 oraz przyp. 1), a w jego szopce „wiejskiej” kilka tych&#13;
postaci występuje (zob. tamże, s. 203–204 i 197).&#13;
&#13;
355&#13;
&#13;
�Kolberga z rękopisu Jana Hyłki, bliżej nieznanego murarza, sygnującego&#13;
swoim nazwiskiem zapis w oryginale. Nie wiadomo, czy był on szopkarzem, które to zajęcie było typową domeną majstrów lub terminatorów&#13;
murarskich, zimą pozostających bez pracy, czy też jedynie spisał tekst. Kopia Kolberga zdradza pewną nieporadność i nieskładność oryginalnej wersji autora; trudno jednak orzec, czy samego Hyłki zapisującego z pamięci,&#13;
czy może źródła, z którego czerpał. Tekst „przemów” i „śpiewek” w wersji&#13;
Hyłki jest miejscami niezrozumiały, przekręcany, z widocznymi lukami,&#13;
a wahania w odpisie Kolberga mogą wskazywać, że także nieczytelny, role&#13;
poszczególnych postaci zatarte lub błędnie im przypisane. Mimo tych nieporadności i niekompletności przekaz Hyłki, utrwalony po niemal 40 latach&#13;
od wersji Karola Estreichera z około 1848 roku, na której oparł się cytowany przez Kolberga Anczyc, dokumentuje trwałość istotnych elementów&#13;
szopki krakowskiej. Choć tekst jest znacznie mniej rozbudowany i uboższy,&#13;
pojawiają się w nim typowe dla niej postacie Pasterzy, Górali, Krakowiaków, Kozaka, Ułana i Sapera, Twardowskiego i Żyda, Króla Heroda i Królowej, jego Ministra, Śmierci i Diabła, Dziadka zbierającego datki. Ten sam&#13;
jest schemat treści: od sceny pasterskiej, poprzez rodzajowe – następujące&#13;
jednak w nieco innej i w zaburzonej kolejności ról – do religijnych (rozkaz&#13;
rzezi niewiniątek dany Ministrowi przez króla Heroda, rozmowa Królowej z Herodem, rozprawa Śmierci z Herodem, zabranie go do piekła) i do&#13;
żartobliwego zamknięcia przedstawienia przez rytualnego Dziadka. Wyznaczone postaciom role są takie same jak u Anczyca, niektóre imiona i partie&#13;
dialogów czy monologów wręcz identyczne, inne fragmenty zbliżone, choć&#13;
często skracane, zmienione lub przekręcone, a zdarza się także, że bardziej&#13;
lub mniej zręcznie uzupełnione i przerobione. Jak u Anczyca znajdziemy tu&#13;
także zbieżną w wymowie rozmowę zbudzonych Pasterzy, którzy udają się&#13;
do stajenki z darami, te same „śpiewki” Krakowiaków, a wśród nich wiersz&#13;
A. Libery „Nasz śliczny Kraków” i popularną pieśń „Albośmy to jacy tacy”,&#13;
charakterystyczne dialogi Żydka z Twardowskim, Ułana z Saperem, Heroda&#13;
z Ministrem, Żydem i Śmiercią itp. Są i elementy nowe, jak np. brak Anioła&#13;
budzącego Pasterzy, Góral okazuje się druciarzem spod Trenczyna oferującym drutowanie garnków, „Krakusy” śpiewają kolejnego krakowiaka „Wesół i szczęśliwy Krakowiaczek ci ja”, pojawia się postać żony Heroda i toczy&#13;
jej tragiczna rozmowa z mężem. Zwracają też uwagę akcenty patriotyczne:&#13;
w trawestacji znanej, otwierającej szopkę kolędy „Pan z nieba i łona Ojca&#13;
przychodzi”, w której obie zwrotki kończy wezwanie „a dajże nam Panie,&#13;
356&#13;
&#13;
�niech Polska powstanie”, a także w pieśni „Gdzie się podział ten wiek złoty&#13;
i te dawne czasy” kończącej opis stroju szlacheckiego słowami:&#13;
„W takim stroju dawniej sobie [w oryginale: stroju narodowym]/ każden Polak&#13;
chodził,/ w takim stroju Jan Sobieski/ Wiedeń oswobodził”.&#13;
&#13;
Obraz szopki krakowskiej dopełnia w suplemencie zachowany w rękopisie terenowym Kolberga jej kolejny fragmentaryczny tekst z 4 zapisami melodii, monologiem Kozaka „od pp. Czartoryńskich”, śpiewem do&#13;
tekstu „Nasz śliczny Kraków”, zasygnalizowanymi jedynie postaciami Ułana&#13;
i Strzelca, dialogami Żydka i Twardowskiego, Górala i Góralki, Heroda,&#13;
Ministra i Śmierci, tańcem i śpiewem „żydowskiego krakowiaka” na zakończenie. Wreszcie cały krakowski materiał zamykają pojedyncze fragmenty&#13;
szopki, na które składa się 8 zapisów pieśni (2 bez melodii) oraz 2 melodie&#13;
instrumentalne, przeważnie warianty wcześniejszych.&#13;
Poza regionem krakowskim widowisku szopkowemu poświęcił Kolberg&#13;
jeszcze uwagę w monografii Mazowsza. Opublikowana w części I „Szopka&#13;
warszawska”, obejmująca 16 scen z 22 figurami, jest pierwszym w literaturze etnograficznej pełnym opisem tego widowiska w Warszawie zaprezentowanym wraz z tekstami szopkowymi. Poprzedza ją krótki rys historyczny&#13;
pt. „Jasełka, czyli szopka” zaczerpnięty z dwu innych źródeł1. Okoliczności,&#13;
czas i źródła tekstów „Szopki warszawskiej” Kolberga, poza wskazanymi&#13;
w wiadomościach wstępnych dwoma odwołaniami do literatury, nie są&#13;
znane; źródłowa dokumentacja rękopiśmienna całości nie zachowała się.&#13;
Obok postaci typowych także dla szopki krakowskiej, a więc Górala-druciarza, Krakowiaka i Krakowianki, Kozaka, Żyda i Żydówki, Heroda, Śmierci,&#13;
Diabła i Dziada pojawiają się tutaj: Kominiarz, Piaskarz, Majtek, Olejkarz&#13;
(Niemiec, Francuz lub Węgier z olejkami), Mazur i Mazurka, Wielkopolanin,&#13;
Żołnierz, Huzar, Chłopak z Dziewczyną. Przedstawienie rozpoczyna „jedna&#13;
z pieśni kolędowych, narodziny Chrystusa opiewających, znanych z kantyczek”, dalej następują sceny rodzajowe z galerią wymienionych postaci, prezentujących się przeważnie śpiewem, potem ma miejsce rozmowa Heroda&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 78–90 („Szopka warszawska”) oraz&#13;
s. 75–78 („Jasełka, czyli szopka”) – tekst z anonimowego artykułu (może F. M. Sobieszczańskiego?) pt. Skąd powstały u nas tak zwane szopki pokazywane od Bożego Narodzenia?,&#13;
publikowanego w „Tygodniku Ilustrowanym” 1867, T. XV, nr 384, s. 51 (w dziale „Rozmaitości”)&#13;
oraz z Ł Gołębiowskiego Ludu polskiego…, s. 280.&#13;
&#13;
357&#13;
&#13;
�z Feldmarszałkiem i ze Śmiercią, ścięcie króla i porwanie go przez Diabła&#13;
do piekła, wreszcie na końcu pojawia się Dziad z prośbą „o kolędeczkę”.&#13;
Porządek przedstawienia mieści się więc w stałym schemacie szopkowym.&#13;
Całość zawiera 23 melodie, w większości wokalne (4 instrumentalne) i to&#13;
one stanowią trzon widowiska, które jest właściwie – poza dialogiem Heroda – szopkową mini-rewią muzyczną.&#13;
W części V Mazowsza Kolberg zamieścił jeszcze krótki tekst „Szopki&#13;
w Łomży”, w którym typowe postacie: Pasterzy, Wieśniaka i Wieśniaczki,&#13;
Krakowiaka, Mieszczanina i Żołnierzy, Żyda, Księdza i Dziada prezentują&#13;
się na scenie, wykonując żartobliwe pieśni (7 tekstów bez melodii)1. Poza&#13;
chóralnym wykonaniem kolędy przez Pasterzy na początku szopki, brak&#13;
w niej scen nawiązujących do ewangelii.&#13;
W innych monografiach nie publikuje Kolberg tekstów szopkowych,&#13;
ograniczając się do bardziej lub mniej rozbudowanych informacji o regionalnych szopkach, kolędowaniu z nimi itp. lub jedynie do wzmianek o utrzymującym się lub zanikającym zwyczaju chodzenia z szopką 2.&#13;
Przedstawia natomiast inne praktyki kolędnicze i parateatralne formy&#13;
obchodów okresu Bożego Narodzenia: kolędowanie z Trzema Królami,&#13;
gwiazdą, turoniem/toruniem, kozą, bocianem, kobyłką, dziadem i babą&#13;
itp., tj. z maszkarami zwierzęcymi i innymi przebierańcami (np. Tatarem,&#13;
Turkiem, Żydem, Cyganem), skupiając się na opisie ich kostiumów, zachowań i ról oraz na symbolicznych, zabawowych i rozrywkowych aspektach&#13;
tych zwyczajów3. Tylko wyjątkowo przytacza śpiewane wówczas pieśni,&#13;
a kolędy gromadzi na ogół w osobnych rozdziałach. W widowiskach tych&#13;
aktor przebrany za zwierzę często udawał własną śmierć, a jego powrót&#13;
do życia miał wyrażać odnowę i wzmożenie sił witalnych, dobrobyt,&#13;
zdrowie i płodność w nowym roku. Te przedstawienia kolędnicze mają&#13;
więc cechy dawnych widowisk obrzędowych i noszą ślady prastarych&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 66–68.&#13;
Zob. np. O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 104 i 105, Radomskie cz. I (DWOK&#13;
T. 20), s. 75, przyp. 1, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 208, W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9),&#13;
s. 117 i cz. II (DWOK T. 10), s. 60, Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. 54 i 67, Białoruś-Polesie&#13;
(DWOK T. 52), s. 96–97 (tam szopka – rus. wertepa).&#13;
3 Zob. m.in. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 249–252, Lubelskie cz. I (DWOK&#13;
T. 16), s. 105 i 111, Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 45–46, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 111,&#13;
Kaliskie (DWOK T. 23), s. 66–67, Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 121–124, Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 66–67, Sanockie-Krośnieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. 147–149,&#13;
Pomorze (DWOK T. 39), s. 63.&#13;
2&#13;
&#13;
358&#13;
&#13;
�praktyk magicznych. Ich istotą była mająca długą tradycję obrzędowa&#13;
forma składania życzeń noworocznych i wymiana darów: w zamian za&#13;
życzenia wróżące pomyślność i urodzaj (oracje i pieśni życzące, rytualne&#13;
zachowania, gesty, skoki, elementy pantomimy, symboliczne znaczenie&#13;
przebrań oznaczających sens życzeniowy) kolędnicy otrzymywali smakołyki i datki, czyli kolędę. Kolędowaniu temu, odbywającemu się najczęściej od św. Szczepana do Trzech Króli lub nawet Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego) towarzyszyło odgrywanie komicznych scenek, straszenie&#13;
widzów, wyprawianie figli, przy asyście kapeli złożonej z gęślarzy, basisty&#13;
i bębniarza z tzw. kocią muzyką, a wszystko to z elementami okazjonalnej&#13;
improwizacji i nawiązań do lokalnych realiów.&#13;
Spośród widowisk bożonarodzeniowych Kolberg opublikował jeszcze&#13;
w części IV i V Mazowsza dwa warianty tekstów popularnego w tradycji&#13;
dramatu ludowego zwanego herody, tj. przedstawienia osobowego o ewangelicznej treści, z wędrowną trupą aktorską w odpowiednich „ubiorach&#13;
charakterystycznych”, wcielającą się w role sceniczne. Jest ono bliskie teatrowi religijnemu; swoim rodowodem sięga średniowiecznych misteriów&#13;
wystawianych w kościołach i klasztorach. Pierwszy z tych tekstów pt. „Król&#13;
Heród” to odgrywane w dzień Bożego Narodzenia i Trzech Króli widowisko&#13;
kurpiowskie, „dialog […] ze wsi Dudy Puszczańskie i Krysiaki (z r. 1870)”,&#13;
podany „mimo widocznych wad wysłowienia i braków w tej formie, w jakiej został nam udzielony” – jak uściśla Kolberg1. Postacią centralną tego&#13;
„dramatu biblijnego” jest Herod („w czapce z papieru złoconego”), pozostałe osoby to Feldmarszałek otrzymujący od niego rozkaz rzezi niewiniątek,&#13;
Anioł ostrzegający Heroda, Diabeł w dialogu ze Śmiercią, Adiutant obwieszczający narodziny w Betlejem, Śmierć w rozmowie z Herodem, ostatecznie&#13;
ścinająca króla. W te ewangeliczne motywy przedstawione w formie dialogów wplecione są trzy śpiewy (bez podanych melodii): chóralnej kolędy na&#13;
początku, wesołej przyśpiewki Kozaka i Ułana w środku tekstu i zamykającej całość żartobliwej piosenki o huzarach, z pozdrowieniem „Niech będzie&#13;
pochwalony Jezus Chrystus” na końcu.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 111–114. Prawdopodobnie tekst ten&#13;
przekazał Kolbergowi dostarczający mu materiały z Kurpiowszczyzny bliżej nieznany regionalista Jahołkowski, który pozyskiwał je również od informatora terenowego z Dudów Puszczańskich (por. E. Antyborzec „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement&#13;
do tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. LI–LIII).&#13;
&#13;
359&#13;
&#13;
�Wariantowy tekst drugi pt. „Kolenda. Król Herod. Dramat” z lokalizacją: „od Mazowiecka (w[ieś] Włosty-Olszanka, parafia Dąbrowa W[ielka])”&#13;
i z dwiema melodiami przedstawia widowisko z mniej rozbudowanymi&#13;
rozmowami, lecz z dokładniejszym opisem ubiorów postaci, ich ról i zachowań1. Treść i przesłanie dramatu jest tożsame z poprzednim: sprawiedliwa&#13;
kara za wyrządzone zło i pychę, niektóre fragmenty tekstu są zbieżne, sens&#13;
identyczny. Obok Heroda występują w dialogach jego Adiutanci-żołnierze&#13;
i Marszałek, Śmierć i Diabeł; trzy „śpiewy” – dwu kolęd, otwierającej i zamykającej widowisko, oraz pieśń biadającego Heroda – dopełniają całości.&#13;
Wreszcie odnotować trzeba wyjątkowe świadectwo Kolberga o tradycji kiedyś popularnej na Zachodzie, ale i w Polsce, rzadziej jednak dokumentowanej przez naszych etnografów. Jest to krótka informacja o znanym&#13;
w polskim folklorze widowisku tzw. rajskim, nawiązującym do biblijnej&#13;
historii upadku Adama i Ewy, przedstawianym około Trzech Króli w okolicach Mielca – jak wynika z opisu Kolberga – w postaci szczątkowej. Jego&#13;
tematem jest „scena z Biblii znana”: Adam z Ewą obchodzą wieś, Ewa zrywa&#13;
jabłko umieszczone na gałęzi choiny niesionej przez Adama, oddaje mu&#13;
część owocu, „przy czym stosowny dialog”, następnie scena ta powtarza się&#13;
w kolejnym domu2. Jest to jedyny w materiałach Kolberga ślad tego widowiska jako osobnego przedstawienia i jeden z niewielu w polskiej literaturze etnograficznej. Jak zauważają badacze, wywodzi się ono z repertuaru&#13;
średniowiecznego i według A. Fischera nie było ściśle związane z okresem&#13;
Bożego Narodzenia; grywano je aż do Bożego Ciała włącznie3.&#13;
Cenny materiał w zakresie widowisk ludowych przynosi też zgromadzona przez Kolberga bogata dokumentacja zwyczajów karnawałowych (staropolska nazwa zapusty, mięsopust – pożegnanie mięsa, ostatki, kuse dni,&#13;
kusaki, tłuste dni4) oraz wielkopostnych. Oba cykle sprzężone są ściśle ze&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. 68–72.&#13;
Zob. O. Kolberg Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 69–70. Do krótkiego opisu&#13;
dodana jest tam informacja, że czasami występuje w tym widowisku także Herod ze swoim&#13;
dworem i odgrywana jest scena jego bitwy z diabłem, który porywa go do piekła.&#13;
3 Por. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 46–47, A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 60–63.&#13;
4 Wszystkich tych terminów Kolberg używa w swoich opisach. Wymienione nazwy były&#13;
kiedyś i są nadal definiowane nieprecyzyjnie, najczęściej zapusty to okres od Nowego Roku&#13;
lub Trzech Króli do wtorku przed Środą Popielcową, rozpoczynającą Wielki Post, mięsopust,&#13;
czyli ostatki, kuse dni, kusaki to trzy ostatnie dni, a tłuste dni to 6 dni (od czwartku) przed Środą Popielcową. Według J. Krzyżanowskiego (Słownik folkloru polskiego… s. 232): „Mięsopust&#13;
2&#13;
&#13;
360&#13;
&#13;
�sobą w porządku dorocznym i dopełniają się nawzajem poprzez sąsiedztwo&#13;
czasowe, a także poprzez wyrażane w ich treściach i formach ekspresji stałe&#13;
i rytualne nawiązania: opozycję, kontrast, przeciwstawienie ludycznemu&#13;
charakterowi okresu pierwszego – samoograniczenia i umartwienia okresu drugiego, co pozostawało w zgodzie z nauczaniem i rytuałem kościoła&#13;
katolickiego. Z drugiej strony wiejskie zwyczaje karnawałowe mieszane są&#13;
często z kolędniczymi, ponieważ oba okresy nakładają się na siebie czasowo, a ich obchody są do siebie podobne w formie, w jakiej mogą się przejawiać (maszkary zwierzęce i przebierańcy, często te same i ci sami, maski&#13;
i kostiumy, komiczne epizody, prześmiewne koncepty, kpina, zabawa, figle, obchody od domu do domu). Znajdujemy tu również opisy wodzenia&#13;
niedźwiedzia, chodzenia z turoniem/toruniem/kłapaczem, konikiem, kozą,&#13;
tzw. sierotki oraz bachusy/bachuski itp., a więc występujące postacie zwierzęce i ludzkie, symbolizujące witalność, siłę, energię, płodność i urodzaj,&#13;
pożegnanie/wygnanie/zatopienie zimy i obietnicę wiosennego odrodzenia&#13;
i wegetacji.&#13;
Zapusty to kalendarzowy okres specyficznych uroczystości, zabaw, uczt,&#13;
maskarad, zwyczajów, widowisk i obrzędów (ze scenariuszem określającym akcję, aktorami i publicznością, kreacyjnym charakterem działania),&#13;
a w Polsce także kuligów. Obchody te cechuje również zróżnicowanie regionalne; mimo form powtarzalnych zawierają odrębne treści, postacie,&#13;
dekoracje, maski, przebrania, oprawę muzyczną, stanowiąc tym samym&#13;
wyraz tożsamości i spoistości lokalnej wspólnoty. Świętowanie karnawału,&#13;
którego zasadniczym powodem jest ostatnia możliwość spożywania mięsa&#13;
i jego pożegnanie, należy do najstarszych tradycji w Europie i sięga X wieku. W Polsce najdawniejsze, choć szczątkowe i pośrednie świadectwa o zachowaniach i zwyczajach tego okresu pochodzą z początku XV wieku z dokumentów kościelnych, nie jak dotąd uważano w literaturze etnograficznej,&#13;
z końca XVII stulecia1. Jednak nadal nie ma zadowalającego wyjaśnienia&#13;
– zapust, zapusty, ostatki, tj. ostatni tydzień, poczynając od tłustego czwartku, lub ostatnie 3&#13;
dni przed Środą Popielcową”; znaczenie wyrazów mięsopust i karnawał badacz ten utożsamia.&#13;
1 Por. W. Dudzik Karnawały w kulturze, Warszawa 2005, s. 14–15. W pracy tej badacz zajął&#13;
się problematyką genezy, źródeł, historii i form świętowania karnawału w Europie i w Polsce,&#13;
a także poglądów i badań na ten temat, tj. m.in. antycznej proweniencji karnawału, jego związku&#13;
z przedchrześcijańskimi kultami płodności wobec przesilenia zimowo-wiosennego, dydaktycznego wykorzystania karnawału przez kościół przed nadchodzącym postem itd., opowiadając się za&#13;
prawdopodobieństwem synkretycznego wymieszania tych okoliczności sprawczych.&#13;
&#13;
361&#13;
&#13;
�genezy karnawału, a polskie badania w tej dziedzinie pozostają skromne&#13;
i – według Wojciecha Dudzika – ciągle nawiązują głównie do dorobku Kolberga i Glogera. Już w roku 1965 J. Krzyżanowski wskazywał: „Problematyka mięsopustu w Polsce, folklorystycznie i literacko bardzo bogata, czeka&#13;
na swego badacza”. Dudzik po 40 latach komentował, że stwierdzenie to&#13;
pozostaje aktualne, gdyż nie ma dotąd zarysu dziejów karnawału w Polsce1.&#13;
Okres ten ma jednak swoją bogatą literaturę dramatyczną. Z zachowanych&#13;
druków i rękopisów, tzw. kodeksów teatralnych, znane są karnawałowe&#13;
moralitety, intermedia, komedie mięsopustne, „sztuki bachiczne”, których&#13;
liczne ślady pozostały w twórczości ludowej 2. Zyskały one największą&#13;
popularność w XVII wieku, choć wystawiane były wcześniej. Dramaty te&#13;
grywano w okresie karnawału, szczególnie w ostatki, najpierw w kościołach, później dla szerokiej publiczności także na jarmarkach, odpustach,&#13;
kiermaszach świątecznych, czasami i w karczmach. Miały charakter dydaktyczny: w perspektywie moralizatorskiej ukazywały antynomię światów&#13;
dobra i zła, grzechu i prawości, wizji zbawienia i potępienia, nieba i piekła,&#13;
walkę diabła i anioła o duszę bohatera, w satyrycznej – piętnowały i ośmieszały wady i ułomności: pychę, chciwość, pijaństwo, obżarstwo, rozpustę,&#13;
zalecając pokutę i przestrzegając przed karą wieczną. W sporze o wzorzec&#13;
życia szaleństwom czasu kończących się uciech karnawału i odwieszonych&#13;
norm, czyli „świata na opak” przeciwstawiona jest postawa powściągliwości&#13;
i sprawiedliwości, potrzeba wyrzeczeń i pokuty w nadchodzącym poście,&#13;
tj. powrotu do normy. Swoje odbicie tematyka ta znalazła w naszych popularnych komediach karnawałowych, wywodzących się z nurtu literatury sowizdrzalskiej, takich jak np. Mięsopust Abo tragicocomaedia na dni&#13;
mięsopustne, nowo dla stanów rozmaitych zabawy podana, ogłoszona&#13;
w 1622 roku.3 W tych utworach hulankom i pijatykom patronuje najczęściej – tak jak w całej Europie – Bachus, rzymski bóg wina, płodnych sił&#13;
natury i urodzaju. Typową dla sztuk bachicznych figurę rzymskiego bożka,&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 6, J. Krzyżanowski Słownik folkloru polskiego…, s. 232.&#13;
Zob. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce… s. 145–168 (autor omówił tam&#13;
kilkanaście moralitetów karnawałowych), A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 47–53,&#13;
Cz. Hernas Barok…, s. 180–184.&#13;
3 Tekst według wersji tego wydania zob. w: Polska komedia rybałtowska, oprac. K. Badecki, Lwów 1931, s. 397–463. Zob. też J. Lewański Komedia, w: Słownik literatury staropolskiej.&#13;
Średniowiecze. Renesans. Barok, pod red. T. Michałowskiej, przy udziale B. Otwinowskiej&#13;
i E. Sarnowskiej-Temeriusz, Wrocław 1990, s. 376–377.&#13;
2&#13;
&#13;
362&#13;
&#13;
�w wersji sarmackiej, „w kontuszu”1, utrwaliła też polska literatura okresu&#13;
renesansu, a zwłaszcza baroku. Nawiązania do Bachusa jako patrona staropolskich uciech biesiadnych pojawiają się w poezji K. Miaskowskiego, autora satyry Mięsopust polski, w utworach S. Klonowica, W. Kochowskiego,&#13;
W. Potockiego, J. A. Morsztyna, ale można je też znaleźć w utworach późniejszych, np. w Krakowiakach i Góralach, operze narodowej z librettem&#13;
W. Bogusławskiego, muzyką J. Stefaniego, wystawionej w 1794 roku.&#13;
Resztki dawnych świąt bachusowych, bachanaliów, odprawianych kiedyś&#13;
przez żaków krakowskich przetrwały również w zapustnych zabawach i zwyczajach ludowych, zwanych bachusami, bachuskami lub bekusami. Wiadomości o nich przekazał Kolberg, na którego powołuje się Windakiewicz:&#13;
Dziś jeszcze w Krakowskiem i Lubelskiem pojawiają po wsiach podczas karnawału kompanie chłopców nazywających się jak w XVI w. bachusami lub&#13;
bekusami. W Krakowskiem nie odgrywają już żadnej sztuki, tylko urządzają&#13;
rodzaj krzykliwej maskarady wiejskiej, natomiast w Lubelskiem ubierają jeszcze&#13;
tradycyjnego Bachusa, dając mu do ręki kwartę na kiju i sadzając go na beczce,&#13;
którą na sankach ciągną i do bogatych gospodarzy z nią zajeżdżają2.&#13;
&#13;
W materiałach niewydanych za życia Kolberga zachowało się podobne&#13;
świadectwo z podbeskidzkiego Jordanowa z połowy XIX wieku. Tam we&#13;
wstępną środę również odbywały się bachuski: przebrany za Bachusa parobek usadowiony na beczce obwożony był na saniach lub wozie ciągnionym&#13;
przez „baby, wdowy, które się jeszcze nie wydały” do karczmy w orszaku&#13;
innych przebierańców – Żydów, Cyganów, Turków3. Z kolei bachuski spod&#13;
Krakowa to w „ostatnie dni mięsopustu” obchodząca wsie charakterystyczna trójka, która śmieszy i straszy: tzw. Zapust, personifikacja polskich zapustów, w wywróconym kożuchu przepasanym powrósłem, w czapce tekturowej, ustrojonej wstążkami, papierem kolorowym i choiną, z toporkiem&#13;
drewnianym i dzwonkiem, w towarzystwie Profesora z oślą głową i Dziada&#13;
z koszykiem na podarunki. Ów Zapust przedstawia się w odwiedzanych&#13;
1 Por. G. Godlewski Bachus w kontuszu. Z dziejów motywu alkoholu w literaturze polskiej, Ciechanów 1989.&#13;
2 S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 167; zob. O. Kolberg Krakowskie&#13;
cz. I (DWOK T. 5), s. 263–264 oraz Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 113–114. Por. też M. Szyjkowski Dzieje komedii polskiej w zarysie, Warszawa 1921, s. 8–9.&#13;
3 O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 90, relacja Kolberga za „Gwiazdką&#13;
Cieszyńską” 1856, nr 2.&#13;
&#13;
363&#13;
&#13;
�domach jako „mantuański książę”, który przychodzi „z dalekiego kraju”,&#13;
opisywanego w sposób absurdalny jako „świat na opak”. Prezentacja ta ma&#13;
zadziwiać słuchaczy, podnosić rangę przybysza, a jednocześnie rozśmieszać&#13;
niedorzecznością opisu. Kolberg przedstawia bachuski w Krakowskiem&#13;
w dwu relacjach pt. „Zapust” z podkrakowskich wsi (z Modlnicy i z Nowej Wsi), przytaczając przy tym teksty komicznych oracji1. Znany także na&#13;
Kurpiach Zapust przybywa tam z kolei jako przebrany jeździec na koniu,&#13;
„osypuje popiołem głowy komornic i miotłą je wygania, obróciwszy się&#13;
zaś do gospodyni, wywraca naczynie z wódką, popiołem zasypuje jej oczy&#13;
i gasi światło. Taki to koniec zapust i początek wielkiego postu”. Wokół tego&#13;
w izbie toczy się dialog gospodyń i komornic2.&#13;
Jest to więc kolejny przykład widowiskowego charakteru zwyczaju, a zarazem zabawy karnawałowej, który uchwycił Kolberg, koncentrując się&#13;
w opisie na elementach zamierzonej teatralizacji, tj. na rolach, funkcjach, kostiumach i rekwizytach przebierańców, zachowaniach uczestników i widzów.&#13;
Na uwagę zasługują też pod tym względem opisy Kolberga przedstawiające kuligi, dawną staropolską zabawę, wprawdzie szlachecką, nie ludową,&#13;
ale należącą do polskiej, ginącej już wówczas tradycji. Mowa tu o takiej&#13;
formie kuligu, która miała swój wyraźnie steatralizowany charakter, z przyjętym z góry scenariuszem, nie zaś o innej jego postaci, tj. o hulaszczej zabawie przenoszącej się od dworu do dworu, tak jak ludowy Zapust z chaty do&#13;
chaty. Kulig, uznawany za „najbardziej oryginalną praktykę staropolskiego&#13;
karnawału”, miał interesującą stronę widowiskowo- teatralną, ważną dla&#13;
wszystkich praktyk karnawałowych, na którą składała się przede wszystkim inscenizacja wesela krakowskiego według ustalonego scenariusza. Kolberg zgromadził kilka opisów tego karnawałowego zwyczaju. O tej jego&#13;
dokumentacji na tle innych literackich opisów Wojciech Dudzik pisał:&#13;
Inaczej u Kolberga; zgromadzone przez niego materiały koncentrują się przede&#13;
wszystkim na teatralnym aspekcie kuligu i przedstawiają przebieg wesela krakowskiego z podziałem na role, a nawet z przytoczeniem tekstów i weselnych oracji3.&#13;
1 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 263–268. Źródłem opisu tego zwyczaju&#13;
i oracji z Modlnicy były J. Konopki Pieśni ludu krakowskiego…, s. 66–67, zaś z Nowej Wsi –&#13;
W. L. Anczyca Obrazy krakowskie z „Tygodnika Ilustrowanego” 1862, nr 132, s. 138–139.&#13;
2 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 124–125. Zob. też „Bachusy”, Mazowsze&#13;
cz. V (DWOK T. 28), s. 78 oraz Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 92–93.&#13;
3 W. Dudzik Karnawały w kulturze…, s. 83 (o kuligach i ich dokumentacji u Kolberga, zob.&#13;
tamże, s. 78–94).&#13;
&#13;
364&#13;
&#13;
�Pierwszą relację, w dwu dopełniających się wersjach opisów opublikował Kolberg w części I Krakowskiego1, rozpoczynając ją słowami: „Kulig&#13;
w czasie zapust odbywany po dworach szlacheckich jest, jak wiadomo,&#13;
tańcującą zabawą, przedstawiającą dramatycznie jakoby obrzęd wesela&#13;
krakowskiego”. Dwa kolejne opisy z jego zbiorów, niewydane za życia autora, pochodzą z Sądecczyzny i z Rzeszowskiego; oba zaczerpnięte zostały&#13;
z artykułów w „Czasie” z 1867 roku i wydane odpowiednio w części I monografii Góry i Podgórze oraz w Tarnowskiem-Rzeszowskiem2. W opisach&#13;
tych uwzględnione zostały poszczególne epizody wędrującego od dworu do&#13;
dworu kuligu i towarzyszące im zwyczajowe praktyki, przebieg wesela, role&#13;
jego uczestników i funkcje urzędników weselnych, ich zachowania, kostiumy, przebrania i rekwizyty, a także mowy weselników (Starosty, Organisty,&#13;
Bakałarza, Żyda), wreszcie oprawa śpiewno-taneczna, niekiedy z podaniem&#13;
tekstów krakowiaków, z wyszczególnieniem rodzajów tańców i składu kapeli. Kilka pomniejszych opisów kuligu znaleźć można jeszcze w innych&#13;
tomach regionalnych Kolberga3.&#13;
Wśród ludowych widowisk zapustnych jedno z najoryginalniejszych&#13;
i unikatowych w Polsce odgrywane było i jest do dziś w Jedlińsku pod&#13;
Radomiem. Kolberg udokumentował wtórnie jego tekst pt. „Ścięcie Śmierci w Jedlińsku w kusy wtorek”, przejmując scenopis z trudno dziś dostępnego warszawskiego kalendarza, gdzie opublikował go w 1867 roku&#13;
wieloletni, zasłużony dla historii parafii i miasta proboszcz Jedlińska, Jan&#13;
Kloczkowski4. Spisał on i zredagował ów tekst w wersji wierszowanej,&#13;
zaś kilka lat wcześniej, w 1860 roku, podał informację o tym dramacie 5.&#13;
Treścią widowiska jest pojmanie Śmierci za miastem, gdzie usnęła po&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 252–260.&#13;
Zob. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 79–89 oraz Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 74–77. Źródłem tych opisów były artykuły [F. Marszałkowicza] Kuligi&#13;
[w Sądeckiem], „Czas” 1867, nr 57–58 oraz W… Kulig szlachecki w Rzeszowskiem, tamże, nr 61.&#13;
Z tekstów wynika, że autorami wspomnianych relacji, podobnie jak krakowskiej, byli uczestnicy tych hucznych kiedyś w Polsce zabaw z ich schyłkowego okresu, tj. z I połowy XIX w.&#13;
3 Tj. w Kaliskiem (DWOK T. 23), s. 69–72 oraz w cz. I Mazowsza (DWOK T. 24), s. 118–119.&#13;
4 Zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement… (DWOK T. 77/I), s. 4–14. Tekst ten odpisał Kolberg z artykułu J. Kloczkowskiego pod tym samym tytułem (z uzupełnieniem Zabawa ludowa), zamieszczonego w „Kalendarzu na rok przestępny 1868” F. Kowalskiego, Warszawa 1867,&#13;
s. 140–152. Opis tego widowiska podał Kolberg w Radomskiem cz. I (DWOK T. 20), s. 305.&#13;
Por. też E. Antyborzec „Radomskie” Oskara Kolberga, w: Radomskie. Suplement… (DWOK&#13;
T. 77/I), s. XXXII oraz tamże (DWOK T. 77/II), s. 301.&#13;
5 J. Kloczkowski Drobiazgi.[Ścięcie Śmierci w Jedlińsku], „Gazeta Codzienna” 1860, nr 50.&#13;
2&#13;
&#13;
365&#13;
&#13;
�pijatyce w kusaki i zgubiła kosę, doprowadzenie jej na rynek i sąd (w osobach Burmistrza, Wójta i Ławników) nad „wielką zbrodniarką” i „rodu&#13;
ludzkiego straszną zabójczynią” oraz wykonanie wyroku przez Kata „czerwono ubranego”, który przedtem wygłasza mowę ostrzegającą przed karą&#13;
za czynienie zła i zaleca dobre życie. Śmierć nie jest kukłą; według opisu&#13;
Kloczkowskiego jest nią mężczyzna okryty czarną płachtą, z garnkiem&#13;
popiołu na głowie i kotem pod pachą, symbolizującym duszę Śmierci. Po&#13;
ścięciu skazanej mieczem (tj. „częścią zwierzchnią międlicy, która zowie&#13;
się piórem”), trup pada na rusztowanie, z garnka wysypuje się popiół&#13;
zamiast krwi, a dusza w postaci kota ucieka. Zwłoki obwożone są następnie po wsi, odbywa się zbiórka datków na pogrzeb, a w gospodzie, gdzie&#13;
dociera pochód, chłopiec przebrany za Anioła przestrzega zebranych, „że&#13;
chociaż Śmierć ścięli, ona ich wszystkich z tego świata sprzątnie”. Akcję&#13;
kończy pochówek Śmierci: „a skoro ją pochowają, kusaki sobie sprawiają”. Tekst jest rymowany, ogładzony literacko i uporządkowany, epizody&#13;
wyraźnie wyodrębnione, co jest prawdopodobnie wynikiem adaptacji&#13;
księdza Kloczowskiego, bezpośredniego i wieloletniego świadka widowiska. Rodowód „Ścięcia Śmierci” wyjaśniany jest różnie: m.in. jako pamiątka dawnych egzekucji katowskich, tzw. prawa miecza, które Jedlińsk&#13;
posiadał, będąc miastem (do r. 1869), jako ślad teatralnych przedstawień&#13;
żakowskich z XVII w., z czasu gdy w Jedlińsku była szkoła pod patronatem Akademii Krakowskiej, i – co najbardziej prawdopodobne – jako&#13;
typowy rytuał zapustny zabijania karnawału w ostatki 1. Przedstawienie&#13;
to wyróżnia się spośród innych zwyczajów karnawałowych swoją teatralnością i ustalonym scenariuszem, z zapisem obszernego tekstu, zindywidualizowanymi rolami oraz z czynnym uczestnictwem mieszkańców wsi.&#13;
Autor Ludu utrwalił więc wyjątkową tradycję zapustną, której żywotność&#13;
do dziś tak określa przywołany wyżej autor:&#13;
Jest też obecnie [„Ścięcie Śmierci”] jedynym w Polsce karnawałowym widowiskiem obrzędowym sensu stricto, a nie jednym z przedstawień wiejskich&#13;
teatrów, odgrywanych przez zespoły amatorskie na różnych przeglądach i festiwalach (a więc naśladujących obrzędy poza ich środowiskiem naturalnym&#13;
i poza przypisanym im czasem) w celu, jak się to mówi, podtrzymania tradycji,&#13;
1 Zob. W. Dudzik Karnawały w kulturze…, s. 95–101. Por. też J. Czajkowski Jedlińskie&#13;
kusaki, „Polska Sztuka Ludowa” R. 13: 1959, nr 3, A. Zieleziński Ścięcie śmierci w Jedlińsku,&#13;
„Rocznik Muzeum Radomskiego [za] rok 1978”, Radom 1979, s. 65–108.&#13;
&#13;
366&#13;
&#13;
�w rzeczywistości zaś oderwanych już od swych korzeni i zachowujących tylko&#13;
zewnętrzną formę dawnych praktyk1.&#13;
&#13;
Dudzik wysoko ocenił dokumentację praktyk karnawałowych zebraną&#13;
przez „niezawodnego” Kolberga, uznając, że „rejestrował je skrupulatnie”&#13;
i że materiał ten jest wiarygodny2.&#13;
W opisywanych w poszczególnych monografiach zwyczajach wielkopostnych i wielkanocnych Kolberg skupia się również na ich stronie symbolicznej i obrzędowo-widowiskowej, natomiast pełnych zapisów dramaturgicznych w tej części jego dokumentacji nie znajdujemy. Jak stwierdzają badacze, ze starego i bogatego repertuaru wielkanocnego pozostało już&#13;
wówczas w środowisku wiejskim niewiele śladów. M.in. S. Windakiewicz&#13;
pisał:&#13;
Widowiska pasyjne nie zakorzeniły się tak silnie u ludu jak misteria na Boże&#13;
Narodzenie, bo przedstawiały trudności techniczne i miały wielu nieprzyjaciół&#13;
[…] Wobec tego nieprzyjaznego usposobienia klas wpływowych nic dziwnego,&#13;
że u nas pamięć o przedstawieniach pasyjnych prawie zaginęła3.&#13;
&#13;
Kolberg nawiązuje jednak często do dawnej i bardzo bogatej tradycji&#13;
dramaturgicznej związanej z liturgią tych okresów4, informując – często&#13;
za źródłami starszymi – o dramatyzacjach na temat wydarzeń ewangelicznych Wielkiego Tygodnia i o popularnych zwłaszcza w baroku pasyjnych&#13;
i rezurekcyjnych oficjach dialogowanych, z których najtrwalsze okazały się&#13;
sceny procesji Niedzieli Kwietnej, lamentów Maryi, zdrady Judasza, zejścia&#13;
do otchłani, rezurekcyjna i zjawienia się w Emaus5. O obchodach Kwietnej&#13;
Niedzieli i wzorowanych na średniowiecznym dramacie liturgicznym procesjach na pamiątkę wjazdu Chrystusa do Jerozolimy pisał m.in. w Krakowskiem, z komentarzem, że „dziś zwyczaju tego w Krakowskiem nie ma”,&#13;
oraz w części I Mazowsza:&#13;
1&#13;
&#13;
W. Dudzik Karnawały w kulturze…, s. 96. Autorowi temu fakt publikacji tekstu widowiska w suplemencie radomskim Kolberga (DWOK T. 77/I), który to tom ukazał się tak jak jego&#13;
praca w 2005 roku, nie był znany.&#13;
2 Tamże, s. 95 i 84..&#13;
3 S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce… s. 110.&#13;
4 Zob. tamże, s. 57–112, A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 53–57, T. Szostek Dramat&#13;
liturgiczny, w: Słownik literatury staropolskiej. Średniowiecze. Renesans. Barok…, s. 169–171.&#13;
5 A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 54.&#13;
&#13;
367&#13;
&#13;
�Dawniej […] grywane były dialogi o Męce Pańskiej. Jeden z nich, dominikański, zaczynał się od wjazdu w dniu tym Zbawiciela do Jerozolimy, a kończył&#13;
się we środę pochowaniem jego. Kraków i Częstochowa były stolicą aktorów&#13;
Męki Pańskiej, którzy z przenośnym teatrem jeździli po miastach, a nawet po&#13;
wsiach […]”1.&#13;
&#13;
Podobnie informował w Kieleckiem o dawnych procesjach Niedzieli&#13;
Palmowej i o wystawianych w Wielki Tydzień dialogach o Męce Pańskiej, przeplatanych intermediami, oraz w Poznańskiem o przedstawieniach Męki Pańskiej urządzanych na scenie klasztornej przez uczniów&#13;
Kolegium jezuitów w Poznaniu2. A o przedstawieniach wielkopiątkowych&#13;
czytamy:&#13;
Dawniej był to dzień najliczniejszych nabożnych widowisk. Słynęły długo dialogi wielkopiątkowe Mrzygłodowicza: Zdrada Judasza, Zaparcie się Piotra, Skarga&#13;
ludu, Zeznania fałszywych świadków, Sądy Kajfasza, Annasza i Piłata3.&#13;
&#13;
Utrwalił też Kolberg nie tylko wiadomości z dawnych źródeł, ale też&#13;
niektóre pozostałe jeszcze fragmenty tej najstarszej w Polsce wielkanocnej&#13;
dramatycznej twórczości popularnej, jej relikty w folklorze. Należą tu stanowiące zapewne ślad dawnych misteriów pasyjnych lamentacyjne śpiewy&#13;
wielkotygodniowe, takie jak opublikowana w Radomskiem „Smutna rozmowa Duszy z żałosną Matką nad Synem swym ubolewającą” i kilka „starodawnych” pieśni z tego okresu4, wśród pieśni wielkopostnych w Kaliskiem&#13;
np. „Rozmowa Matki Bolesnej pod krzyżem (dialog)”5, fragment XV-wiecznego tekstu przedstawiającego „boleść Matki Bożej” oraz stara pieśń śpiewana&#13;
w Czerskiem przy wiosennym obchodzie kogutka w drugie święto Wielkanocy6, a może i dialog zapisany przez Kolberga z zachowaniem cech gwarowych&#13;
w Szczawnicy pt. „Przeżegnanie w Sobotę Kwietną, jak się Maryja z Jezusem&#13;
1 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 273–274, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 130.&#13;
2 O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 48, W. Ks. Poznańskie, cz. I (DWOK T. 9), s. 132.&#13;
3&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 134–135. Mowa o Krzysztofie Mrzygłodowiczu, pisarzu miejskim z Żywca, żyjącym w I połowie XVII w.&#13;
4 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 96–97, nr 28, s. 97–98, nr 30, s. 102–103,&#13;
nr 40. Zwrócił na to uwagę S. Windakiewicz (Teatr ludowy…, s. 74), który pisząc o dawnych&#13;
przedstawieniach w Wielki Post, stwierdzał, że te radomskie teksty „dosłownie z naszych [wielkotygodniowych] dewocji wykrojono”.&#13;
5 O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 76. Por. też A. Fischer Polskie widowiska ludowe…, s. 57.&#13;
6 O. Kolberg Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. 135 i 144–145, nr 47.&#13;
&#13;
368&#13;
&#13;
�rozłącała”1. Dalekim śladem epizodu – sceny z Judaszem może też być ginący&#13;
już wówczas zwyczaj włóczenia jego kukły po ulicach i placach, znany na&#13;
Mazowszu, ale i w Krakowskiem (judaszki), a reliktem sceny złożenia do grobu – wystawianie rzeczywistej straży (np. w strojach rzymskich) przy grobach&#13;
Chrystusa w kościołach Krakowa i innych miejscowości2.&#13;
Wreszcie jako świadectwo dawnej tradycji zwyczajowo-widowiskowej&#13;
wspomniał Kolberg o tzw. gregoriankach, żakowskim święcie w dniu św.&#13;
Grzegorza (12 marca), z obchodem uczniów przebranych za biskupa, księży&#13;
i sługę kościelnego, znanym np. w Jedlni pod Kozienicami czy pod Krakowem, który był ogniskiem tej tradycji3, oraz o podkrakowskich obchodach&#13;
tzw. pucherów i koniarza w Kwietną Niedzielę4, a w drugi dzień Wielkanocy chodzeniu z „barankiem, czyli traczem”, gdzie indziej „po dyngusie”,&#13;
z przebierańcami5. Przytoczył przy tym przykładowo wygłaszane wówczas komiczne kazania i oracje, m.in. z XVII wieku, nawiązujące do starego&#13;
szkolnego folkloru żakowskiego oraz do dawnych wzorców komediowych&#13;
i konceptów retoryki sowizdrzalskiej. W cyklu powielkanocnym na widowiskowym scenariuszu opierały się też otoczone pietyzmem ze strony kościoła procesje Bożego Ciała, które badacz opisywał, odwołując się również&#13;
do świadectw wcześniejszych6.&#13;
Charakter widowiskowy i niektóre cechy ludowego teatru ulicznego&#13;
mają też – jak już wspomniano – inne zwyczaje, obrzędy i zabawy ludowe,&#13;
wiejskie i miejskie, jak np. konik zwierzyniecki, tradycyjna, dawna zabawa&#13;
cechowa włóczków (flisaków) z krakowskiego Zwierzyńca w oktawę Bożego Ciała, z harcującym na drewnianym koniku włóczkiem, przebranym&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 91–93.&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 279–280, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24),&#13;
s. 131–132 i 134. Zob. S. Windakiewicz Teatr ludowy w dawnej Polsce…, s. 110–112, A. Fischer&#13;
Polskie widowiska ludowe…, s. 54.&#13;
3 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 99, Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 272–273.&#13;
Zob. R. Gansiniec Gregorianki, „Pamiętnik Literacki” 1954, T. 45, nr 2, s. 385–426 (s. 407–426:&#13;
„Polskie Gregorianki”).&#13;
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 274–278 oraz s. 366–369 („Przypisy”, tam&#13;
teksty gregorianki i oracji pucherowych pochodzące z XVII w.; materiał Kolberga głównie&#13;
za J. Konopką (Pieśni ludu krakowskiego…, s. 71 –79 oraz s. 141–143).&#13;
5 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 283–288 (za J. Konopką i W.L. Anczycem),&#13;
W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 137.&#13;
6 Zob. m. in. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 297–301, Mazowsze cz. (I DWOK&#13;
T. 24), s. 162–166, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 132–133.&#13;
2&#13;
&#13;
369&#13;
&#13;
�za Tatara trzymającego buławę z sierści1. Ten dawny lokalny zwyczaj, jak&#13;
wiele podobnych tradycji, nie ma jednak swojego ustalonego scenariusza&#13;
rozpisanego z podziałem na zindywidualizowane role ani zaplanowanej inscenizacji, a także nie posiada dramaturgicznego zapisu.&#13;
Natomiast spełniającym te warunki obrzędowym widowiskiem lokalnym, o którym należy jeszcze wspomnieć, jest kaszubskie „Ścinanie&#13;
kani”, związane z uroczystością świętojańską, wyjątkowy dramat ludowy&#13;
o dyskusyjnej genezie. Jego tekst opublikował Kolberg wtórnie za Hilferdingiem, którego wspomnianą rozprawę Ostatki Sławian… wraz z tym&#13;
jej fragmentem przełożył, a który z kolei powołał się w swoim tekście&#13;
na relację wybitnego badacza i znawcy Kaszub, F. Cejnowę 2. W przedstawieniu tym, odbywającym się w „niektórych wsiach kaszubskich” w dniu&#13;
św. Jana Chrzciciela, biorą udział: Sołtys, Leśniczy z pochwyconą przez&#13;
siebie kanią, Kat wykonujący na ptaku rytualną egzekucję i uczestniczący w obrzędzie Lud. Po odczytaniu wyroku śmierci obwiniającego kanię&#13;
o wszelkie zło Kat wykonuje swoją powinność na skazanym ptaku, po&#13;
czym następuje uroczysty pochówek. Gwarowy tekst przemowy Sołtysa do zebranych i do skazanej kani oraz jego dialogu z Katem sprawia&#13;
wrażenie tekstu okrojonego, fragmentarycznego w stosunku do poprzedzającego opisu widowiska. Według jednych badaczy jest to zaniechany&#13;
od dawna obrzęd sobótkowy bądź odprawiany w Zielone Świątki, stanowiący „dokument prawa zwyczajowego zamierzchłych czasów, a zarazem&#13;
fragment egzekucji, która niegdyś rozgrywała się publicznie”, przy czym&#13;
kania grała tu rolą podstawioną zamiast winowajcy. Według innych opinii kanię, będącą na Kaszubach uosobieniem zła (jako ptak drapieżny&#13;
dziesiątkowała chłopom drób), należało symbolicznie unicestwić, a według jeszcze innych zwyczaj ten należał do „wielkiej rodziny związanych&#13;
z magią, a może pierwotnie i kultem, których celem było zapewnienie&#13;
wegetacji i płodności”3, właściwych dla okresu przesilenia letniego. Naj1&#13;
&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 301–307.&#13;
Zob. O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 371–373 (cz. II tomu zawiera przekład pracy&#13;
Hilferdinga). Cejnowa opublikował taki sam, ale polski tekst tego widowiska wraz z jego opisem w artykule pt. Świętojanki, czyli Sobótki, w „Nadwiślaninie”, Chełmno 1851, nr 19 (opis&#13;
jest tam bardziej rozbudowany i są w nim różnice w stosunku do wersji Hilferdinga).&#13;
3 L. Bielawski, A. Mioduchowska Ścinanie kani, w: tychże Kaszuby. Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały, T. 2, Warszawa 1997, cz. I Pieśni obrzędowe, s. 93–94. Zob. też&#13;
J. Treder Zwyczaj i widowisko „Ścinania kani” w etnologii i literaturze, Wejherowo 2012.&#13;
2&#13;
&#13;
370&#13;
&#13;
�prawdopodobniej jednak wyrażać miał przestrogę dla widzów, że za złe&#13;
czyny mogą być też ukarani; odczytywany wyrok nawiązywał do spraw&#13;
społeczności wiejskiej.&#13;
Podkreślić należy na koniec wagę istotnych w tym materiale Kolberga&#13;
poświadczeń historycznych – niekiedy także podawanych za wcześniejszymi źródłami drukowanymi – dawnej bogatej tradycji obchodów karnawałowych, wielkopostnych i wielkanocnych, której dramatyczne, teatralne&#13;
formy zanikły. Do cytowanych wyżej przykładów dodać można jeszcze dwa&#13;
charakterystyczne: z Mazowsza – o dawniejszych zabawach zapustnych&#13;
oraz z Krakowskiego – o dawniej obchodzonych ostatkach:&#13;
Dawniej do tych zabaw zapustnych należały dialogi, które żaki szkolne wyprawiały z intermediami na teatrach ku temu wystawionych lub po domach&#13;
prywatnych, zwano je komedyja, a po łacinie od czasu zapustnego bacchanalia. Wystawiały dialogi przypadki z dziejów […] Ale najwięcej bawiły krotofilne&#13;
intermedia, które akt jeden komedii od drugiego oddzielały […].&#13;
Aby odmienić i powiększyć zabawę, przebierano się za dziadów i baby, Żydów&#13;
i Żydówki, Cyganów i Cyganki i grano komedie, przerywając je śmiesznymi&#13;
intermediami1.&#13;
&#13;
Jak już wspomniano, badacz niejednokrotnie informował też w kolejnych monografiach o powszechnie urządzanych dawniej widowiskach&#13;
w okresie Wielkiego Postu, Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy.&#13;
Ciekawym przyczynkiem, ilustrującym zainteresowanie Kolberga dawnymi intermediami i ciągłością tradycji teatru ludowego, poza publikowaną dokumentacją badacza w tym zakresie, może być pewien epizod. Otóż&#13;
w roku 1882 przedstawił on Akademii Umiejętności przepisane przez siebie&#13;
z dawnego rękopisu, tzw. kodeksu konopczańskiego, cztery „dialogi” (fragmenty?) z zawartych tam intermediów frantowsko-błazeńskich. Ten cenny&#13;
rękopis pt. Dyalogi starożytne z XVII wieku, będący wówczas w posiadaniu Biblioteki Nowina Konopków, tj. Tadeusza Konopki w Mogilanach,&#13;
spadkobiercy Józefa, Kolberg wykorzystał – jako wówczas łatwo dla niego&#13;
dostępny – sporządzając kopię owych „dialogów” z zamiarem zainteresowania Wydziału Filologicznego Akademii tym zabytkowym dokumentem&#13;
i – jak to uznali późniejsi badacze – jednym z naszych podstawowych&#13;
1 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 120 oraz Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 262.&#13;
&#13;
371&#13;
&#13;
�i najciekawszych „zbiorowych kodeksów teatralnych”. Zapewne w ten sposób autor Ludu chciał się włączyć w prace Komisji Językowej tego Wydziału prowadzone nad gromadzeniem wypisów źródłowych do planowanego&#13;
słownika staropolskiego1.&#13;
W materiale Kolberga dotyczącym widowisk ludowych, wyrażających&#13;
i utrwalających ważne aspekty symboliczne tradycji kulturowej, można&#13;
więc wyróżnić dwie warstwy. Pierwszą – najcenniejszą – stanowi dokumentacja tekstowa, która przynosi nieliczne wprawdzie, ale konkretne, regionalnie przypisane scenariusze widowisk, na drugą składają się rozsiane&#13;
w poszczególnych monografiach różnorodne, niekiedy niezwykle cenne opisy, informacje rzeczowe, wskazówki źródłowe i historyczne, filiacje i paralele tekstowe, poświęcone tej dziedzinie ludowej literatury. Należałoby je&#13;
metodycznie zebrać i usystematyzować, by dokonać pełnej specjalistycznej&#13;
oceny znaczenia dokumentacji Kolberga jako źródła do dziejów teatru ludowego oraz jako świadectwa kulturowej sfery symbolicznej, składającej&#13;
się na tradycję regionalną i narodową.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Rękopis ten znajduje się obecnie w zbiorach Biblioteki Ossolineum we Wrocławiu (sygn.&#13;
6709 I). Pod nazwą kodeks konopczański opisał go S. Windakiewicz w pracy Teatr ludowy…&#13;
(s. 17), analizując zawarte w nim kilkanaście sztuk teatralnych w większości z roku 1627, ale&#13;
i z lat późniejszych XVII w., a wśród nich cztery intermedia (s. 190–206). Zapewne te ostatnie, nazwane „dialogami”, skopiował Kolberg z tego wówczas dostępnego rękopisu w Modlnicy i przedłożył je Akademii. Wskazuje na to fakt, że zachował się fragment kopii Kolberga&#13;
(rkp. Arch. PTL, teka 13, sygn. 1191/1, k. 4; brulion?) jednego z nich pt. Trzej stryszy i balwierz&#13;
(w rkp. Ossol. obecnie k. 69–81, u Windakiewicza omówienie dramatu na s. 191–192); por.&#13;
O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (T. 73/III), s. 215. Intermedium to opublikowane zostało&#13;
w: Literatura mieszczańska w Polsce od końca XVI do końca XVII w. Opracowali K. i H. Budzykowie i J. Lewański, T. II, Warszawa 1954, s. 373–382 (z informacją, że zapisano je w tzw.&#13;
kodeksie konopczańskim, a przejęte zostało z teatru szkolnego jezuitów poznańskich, gdzie&#13;
nosiło tytuły Wyprawa na brody, Wyprawa do Kiszkowa, o czym wcześniej pisał już S. Windakiewicz na s. 17). Przekazanie Akademii tych odpisów Kolberga odnotowane jest w sprawozdaniu z posiedzenia jej Wydziału Filologicznego w dniu 18 kwietnia 1882 r. (zob. „Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. X: 1884 [!], s. IV. Postanowiono wówczas o weryfikacji&#13;
wersji tekstu Kolberga z oryginałem, po użyczeniu go przez właściciela. O dalszych działaniach&#13;
w tym zakresie brak jednak informacji. Z kodeksu konopczańskiego pochodzą także oracje&#13;
wspomniane wyżej, a opublikowane przez Kolberga za J. Konopką w cz. I Krakowskiego (por.&#13;
też S. Windakiewicz Teatr ludowy…, s. 17).&#13;
&#13;
372&#13;
&#13;
�Oracje&#13;
Z obrzędowością rodzinną i zwyczajami dorocznymi ściśle związane są&#13;
również oracje towarzyszące ich celebracji i eksponujące rangę uroczystości. Okolicznościowe przemowy wygłaszane są bezpośrednio do członków&#13;
wspólnoty, do szerszego audytorium słuchaczy, których zgromadziła uroczystość rodzinna, świąteczna lub zwyczajowo-zabawowa, do uczestników&#13;
ceremonii obrzędowych i dorocznych, a więc skierowane są „na zewnątrz”,&#13;
ku odbiorcy zbiorowemu. Zgodnie ze swoją rolą w folklorze – pełnią także&#13;
w materiałach Kolberga funkcję przypisaną ściśle do określonej sytuacji&#13;
wykonawczej, są w jej kontekst uwikłane, nie były więc przez niego traktowane jako samodzielne obiekty badań i publikacji, lecz jako organiczny element opisywanych uroczystości. Do wyjątkowych sytuacji, nawet&#13;
w prymarnych rękopisach terenowych, należy zapis pojedynczych, osobnych mów; jest to wyraźnie wynik okazjonalnej, dodatkowej rejestracji,&#13;
a nie wyboru badacza.&#13;
Ludowe oracje weselne i pogrzebowe, kolędnicze, zapustne, kuligowe&#13;
itd. – jako integralna część obrzędów rodzinnych oraz zwyczajów i zabaw&#13;
dorocznych – mieszczą się więc zawsze w materiałach Kolberga w ramach&#13;
opisywanych obchodów ludowych uroczystości. Geneza tych tekstów prowadzi do staropolskiej obyczajowości szlacheckiej i szkolnej, skąd przeniknęły do społeczności wiejskich, odpowiednio tam zaadaptowane i przekształcone, choć często z wyraźnymi śladami dawnego rodowodu, kaznodziejskiego tonu i barokowej retoryki. Obowiązujące w dawnym kanonie&#13;
kultury szlacheckiej, rozpowszechniane były także w środowisku szkolnym;&#13;
jednym z najstarszych zbiorków takich oracji były S. Skoreckiego Deklamacje na dzień wielkanocny dla ćwiczenia pacholąt szkolnych (Kraków&#13;
1591), a szczególnie popularne stały się w XVII w. przez licznie publikowane wówczas podręczniki oratorskie w rodzaju K. Sakowicza Przedmowy&#13;
aktom weselnym i pogrzebnym służące (Jarosław 1626), A. Wosińskiego&#13;
Przemowy weselne i pogrzebne (Kraków 1625) czy wielokrotnie wznawianą M. Filipowskiego Spiżarnię aktów rozmaitych, przy zalotach, weselach, bankietach, pogrzebach… (Kraków 1632)1.&#13;
1&#13;
&#13;
O staropolskim oratorstwie weselnym zob. M. Trębska Staropolskie szlacheckie oracje&#13;
weselne. Genologia, obrzęd, źródła, Warszawa 2008 (seria: Studia staropolskie Series Nova).&#13;
Autorka dokonuje przeglądu źródeł, charakteryzuje różne gatunki oracji weselnych, a za kryterium podziału genologicznego uznaje „okoliczność”, tj. moment wesela, w którym przemowa&#13;
&#13;
373&#13;
&#13;
�Anna Wieczorkiewicz, analizując gatunek z pozycji antropologa kultury i eksponując jego cechy charakterystyczne, proponuje na tej podstawie&#13;
definicję:&#13;
Oracja ludowa byłaby więc dłuższym tekstem monologicznym, zwróconym do&#13;
grona słuchaczy, związanym z określoną sytuacją, głównie o charakterze obrzędowym. Cechowałaby się ponadto wyodrębnieniem z całokształtu działań,&#13;
wysokim stopniem apelatywności i formulicznością”1.&#13;
&#13;
Podobnie wyjaśnia ten termin Julian Krzyżanowski i Teresa Brzozowska2 – obydwoje z naciskiem na przekaz do grona słuchaczy i związek&#13;
z „okolicznością” obrzędową; można więc te oba społeczne aspekty przemów ludowych uznać za cechy determinujące. Jan Adamowski podkreśla&#13;
z kolei charakter życzeniowy oracji obrzędowych jako rodzaju „wypowiedzi życzeniowych”:&#13;
Jednakże w tradycyjnej kulturze ludowej inny jest generalnie status wypowiedzi&#13;
życzeniowych. Nie mają one tam charakteru zewnętrznego, dekoracyjnego, a są&#13;
niezbywalnym elementem zachowań na równi z czynnościami3.&#13;
&#13;
W zbiorach Kolberga najwięcej jest oracji weselnych, które towarzyszą&#13;
rozmaitym momentom obrzędu, począwszy od starań o rękę dziewczyny do&#13;
zakończenia uroczystości przenosin. Są one ściśle powiązane nie z samym&#13;
obrzędem, lecz z symbolicznym znaczeniem poszczególnych weselnych aktów i okoliczności, z konkretną czynnością symboliczną w jego trakcie.&#13;
Pełnią więc różne funkcje w ramach ceremonii, a to z kolei warunkuje ich&#13;
inny kształt formalny i treściowy. Najczęstsze w zapisach wesel Kolberga są&#13;
przemowy przy zaprosinach na wesele (czwartkowych i sobotnich), przed&#13;
jest wygłaszana. Zob. też B. Nadolski Oratorstwo staropolskie, w: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, T. II, red. J. Krzyżanowski, Cz. Hernas, Warszawa 1985, s. 87–88.&#13;
1 A. Wieczorkiewicz Słowo i gest. Dwa warianty weselnych zaprosin, „Etnografia Polska”&#13;
T. XXXV, 1991, z. 1, s. 87. Autorka wyróżnia zależnie od sytuacji „oracje cyklu rocznego i związane z życiem rodzinnym (weselne i pogrzebowe)”, przy czym weselne dzielą się dalej „zależnie&#13;
od miejsca w obrzędzie” (s. 87). Zob. też K. Sikora Życzenie w gwarze i kulturze wsi, Biblioteka&#13;
„LingVariów” T. 29, Kraków 2020, s. 296.&#13;
2 J. Krzyżanowski Oracja, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 282–283, T. Brzozowska Oracja ludowa, w: Literatura polska. Przewodnik…, T. II, s. 87.&#13;
3 J. Adamowski Ludowe sposoby składania życzeń (słowo w kontekście kultury), „Język&#13;
a Kultura”, T. 6: Polska etykieta językowa, Wrocław 1992, s. 98.&#13;
&#13;
374&#13;
&#13;
�wyjazdem do ślubu i po powrocie z kościoła, przed i po błogosławieństwie&#13;
rodziców, a także przed obiadem i w trakcie ucztowania, przy rozdawaniu potraw, na zakończenie wesela i przed przenosinami panny młodej.&#13;
Wierszowane oracje weselne wygłasza najczęściej starosta weselny lub&#13;
starszy drużba. Ich stałym elementem, zwłaszcza przy rodzicielskim błogosławieństwie narzeczonych, są pouczenia moralne dla młodych, typowe&#13;
dla rytuałów przejścia, oraz życzenia formułowane w imieniu wspólnoty&#13;
i zarazem określające jej hierarchię wartości odniesioną do Boga i wiary,&#13;
w myśl których praca wyznacza sens życia, a zbawienie i życie wieczne&#13;
jego cel. Życzenia zdrowia, szczęścia, dostatku, pomyślności utożsamiane&#13;
są w tych przemowach ciągle z łaską i opieką Bożą. Jak podkreślił badacz&#13;
tekstów życzeniowych, Kazimierz Sikora, jest to wyraz ludowego zakorzenienia w sacrum1. Obrzęd zaślubin i życzenia dla młodych kreują więc&#13;
w ten sposób przyszłość wspólnoty zgodnie z moralną normą zbiorową&#13;
i służą jej zachowaniu. Do stałych składników oracji weselnych i zabiegów&#13;
retorycznych należy też uzasadnianie małżeństwa historią Adama i Ewy2,&#13;
następnie wyliczanie przysmaków weselnej uczty oraz wezwanie uczestników do zabawy, przypominające jednocześnie ich zadania i obowiązki.&#13;
Najwięcej takich oracji znaleźć można w monografii Wielkopolski, regionie, gdzie były bardzo rozpowszechnione3. Tam w części I–III opublikował&#13;
ich Kolberg kilkadziesiąt, jako przynależne do scenariuszy kilkunastu wesel&#13;
z różnych stron regionu i wygłaszane w czasie różnych aktów obrzędu,&#13;
niekiedy w nim rozczłonkowane i tworzące nawet część dominującą w stosunku do pieśni4. Obok akcentów religijnych, powtarzających się wezwań&#13;
i odwołań do Boga, Jezusa, Maryi i świętych pojawiają się w tych&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. K. Sikora Życzenia w gwarze i kulturze wsi…, s. 304–306. Dla przykładu autor przytacza tu oracje weselne w Sandomierskiem (DWOK T. 2), s. 29–30, Kujawach (DWOK T. 3),&#13;
s. 314–315, W. Ks. Poznańskiem cz. II (DWOK T. 10), s. 305–308, 322–324. Zob. też m.in. tamże,&#13;
s. 308–309, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 173, Pomorze (DWOK T. 39), s. 82–83, 113, Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 116–118. (O życzeniach i oracjach weselnych w pracy Sikory,&#13;
s. 289–308).&#13;
2 Zob. np. Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 252, 263, 281, 312, W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK&#13;
T. 10), s. 306, cz. III (DWOK T. 11), s. 85, 170–171, 204, Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. 276,&#13;
Pomorze (DWOK T. 39), s. 85.&#13;
3 Por. Z. Staszczak Wielkopolskie przemawianie obrzędowe, Poznań 2002 [seria:] „Wielkopolskie Zeszyty Folkoru” 1/2002.&#13;
4 Zob. np. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 67–75 (wesele z Mielżynka&#13;
z 1859 r.)&#13;
&#13;
375&#13;
&#13;
�przemowach także koncepty komiczne. I tak np. przy serwowaniu kolejnych potraw w czasie obiadu drużba „sadzi się przy tym na rozmaite przymówki i żarty” i w ten sposób zaprasza:&#13;
[…] na ten żur/, co trzy lata w dzieży gnił,/ na te leloski (flaki),/ co trzy lata w d…&#13;
nosiły jałoski,/ na ten Boski dar,/ co go Pan Bóg dał./ Jédzcie, pijcie, pozywajcie, /&#13;
po kiesonkach nie chowajcie,/ (tu dodaje żartobliwie:) bo będziemy rewidować/&#13;
i odebrane sami konsumować.&#13;
&#13;
Lub w trakcie zaprosin drużby na wesele:&#13;
[…] na tego wieprzka paśnego, miotłą potrąconego/ i na parę kuropat, co ich&#13;
jastrząb nie dopad1.&#13;
&#13;
Uroczysty, dydaktyczny ton bywa też niwelowany częstym zakończeniem formulicznym, przysłowiowym, z przeprosinami w rodzaju:&#13;
Tak, szanowni panowie ojcowie,/jeśliśmy się zmylili w téj przemowie/ albo&#13;
głupstwo powiedzieli,/ toć nam, prostakom, darujcie,/ bośmy lepiéj nie umieli./&#13;
Bośmy się tego nie uczyli w szkole,/ tylko za pługiem, przy cepach, w stodole2.&#13;
&#13;
Niekiedy zamiast tekstów przemów Kolberg sygnalizuje jedynie w odpowiednim momencie opisywanego obrzędu, że oracja jest wówczas wygłaszana lub streszcza ją, czasami podaje odsyłacz do podobnego tekstu&#13;
w innym weselu. Co charakterystyczne, można również spotkać wzmianki,&#13;
że mów już się nie wygłasza, że są już nieznane lub rzadko używane3. Poza&#13;
Wielkopolską liczniejsze teksty oracji weselnych spotykamy m.in. w tomie&#13;
Mazury pruskie, gdzie cytowane są wezwy i wyprośki z okolic Olecka,&#13;
Lecu, Ełku oraz „od Szczytna”, a także z okolic Olsztynka i z Małych Jerut,&#13;
jak również w Pomorzu, gdzie znalazły się przemowy weselne z Łaszewa,&#13;
&#13;
1 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 235 i 266, zob. też Kujawy cz. I (DWOK T. 3),&#13;
s. 289–291.&#13;
2 O Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 229. Zob. też m.in. Krakowskie cz. II&#13;
(DWOK T. 6), s. 32, Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 277–278, Radomskie cz. I (DWOK T. 20),&#13;
s. 168, Pomorze (DWOK T. 39), s. 87, 111, Góry i Podgórze (DWOK T. 44), s. 124–125.&#13;
3 Zob.. m.in.. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 250, 252. cz. II ( DWOK&#13;
T. 10), s. 119.&#13;
&#13;
376&#13;
&#13;
�z powiatu toruńskiego i chełmińskiego oraz z opisu wesela bez bliższej&#13;
lokalizacji1.&#13;
Wiejskie oracje pogrzebowe, tzw. egzorty, dokumentowane stosunkowo&#13;
nielicznymi przekazami w literaturze etnograficznej, wyjątkowe są także&#13;
u Kolberga2. Określane przez Piotra Grochowskiego jako „ciekawy przykład gatunku funkcjonującego na styku tradycji ustnej i pisanej/drukowanej”3, teksty te mają literacki rodowód sięgający staropolskich kazań i mów&#13;
pogrzebowych. Układane w książkowym stylu nawiązującym do wzorów&#13;
drukowanych, najczęściej w formie prozatorskiej, mogły być zarówno czytane, jak i wygłaszane z pamięci po wyuczeniu się przez wykonawcę tekstu z odpowiedniego wzoru. Ich centralne wątki stanowiły skierowana do&#13;
uczestników ceremonii prośba oratora w imieniu zmarłego o przebaczenie&#13;
oraz słowa pożegnania i podziękowania. Obok tych składników głównych&#13;
pojawiają się także refleksje na temat nieodwracalności śmierci, ulotności&#13;
życia i nietrwałości dóbr ziemskich, niepewności pośmiertnych losów duszy&#13;
ludzkiej, konieczności naprawy życia i modlitwy za duszę zmarłego. Charakterystyczne są przy tym nawiązania do pieśni religijnych, Pisma św., kazań,&#13;
modlitwy i lamenty typowe dla obrzędu przejścia, rytualne formuły słowne,&#13;
ale i indywidualne elementy kompozycji, właściwe tekstom oralnym. Kolberg publikuje wprawdzie nieliczne teksty takich przemów, ale niejednokrotnie – podobnie jak w przypadku oracji weselnych – choć ich nie cytuje,&#13;
poświadcza, że są, były lub bywały wygłaszane, czasami je streszcza lub informuje o osobie oratora i momencie jego mowy w ceremonii pogrzebowej4.&#13;
Przemowy związane z obrzędowością doroczną i obchodami świątecznymi mają inny charakter i są bardziej zróżnicowane. Oracje kolędnicze&#13;
towarzyszą przede wszystkim steatralizowanym formom obrzędowym,&#13;
1&#13;
&#13;
Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 105–108, 114–122, 489–491 oraz Pomorze (DWOK&#13;
T. 39), s. 81–83, 85–87, 110–113.&#13;
2 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), , s. 79, 219–221, Mazowsze&#13;
cz. III (DWOK T. 26), s. 94–95, Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 183, Sanockie-Krośnieńskie&#13;
cz. I (DWOK T. 49), s. 542.&#13;
3 P. Grochowski Oracje pogrzebowe na dawnej wsi polskiej, w: tenże Jarmark tradycji. Studia i szkice folklorystyczne, Toruń 2016, s. 20, cały tekst o tego rodzaju oracjach na&#13;
s. 15–35..&#13;
4 Zob. np. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 7–8, W. Ks. Poznańskie cz. II&#13;
DWOK T. 10), s. 79, przyp., s. 217, 221, 222, cz. III (DWOK T. 11), s. 164, Kieleckie cz. I (DWOK&#13;
T. 18), s. 63, przyp. 2, Łęczyckie (DWOK T. 22), s. 40, Kaliskie (DWOK T. 23), s. 122, 123, Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 148–149.&#13;
&#13;
377&#13;
&#13;
�zwłaszcza takim jak tzw. „chodzenie” (z kolędą, z szopką, z gwiazdą, po&#13;
szczodrakach, z herodami, z turoniem, z niedźwiedziem, z kozą, z kobyłką, z bocianem, z kogutkiem, z gaikiem, „po pucherach”, po dyngusie itd.),&#13;
w trakcie kuligów, z okazji Popielca, Niedzieli Palmowej, Poniedziałku&#13;
Wielkanocnego, wiosennego maiku itd. Jako element zimowego, zapustnego&#13;
i wiosennego kolędowania obrzędowego teksty te, specjalnie przygotowane&#13;
na daną okazję, mają charakter życzeniowy, są oracjami przede wszystkim&#13;
życzącymi1. Sens tych życzeń sprowadza się do zapewnienia odwiedzanym&#13;
domom zdrowia, pomyślności, dostatku, potomstwa, ochrony przed siłami&#13;
zła, a więc dobra z udziałem siły wyższej. W zamian za dar słowa oratora kolędnicy oczekują podarku, datku od gospodarzy domu, co wyrażają&#13;
w „przymówkach”, często wyszukanych, w odpowiednich perswazjach czy&#13;
w próbach zawstydzenia skąpych gospodarzy. Odpowiedzią jest wylewne&#13;
podziękowanie za datek lub złorzeczenie czy wręcz groźba w razie odmowy wynagrodzenia. Sednem kolędowania jest więc symboliczna wymiana&#13;
darów. W oracjach kolędniczych, jak i w równolegle śpiewanych kolędach&#13;
życzących, odnaleźć można, zwłaszcza w topice i symbolice, ślady dalekiego&#13;
historycznego rodowodu sięgającego jeszcze czasów pogańskich, wiary, że&#13;
wegetacyjne rytuały przyczyniają się do oczekiwanych zmian w przyrodzie,&#13;
następujących wraz z przesileniem zimowym (tj. do zwycięstwa światła&#13;
i życia) i wiosennym (do ostatecznego pożegnania zimy w nadziei na nowe&#13;
zbiory i dostatek). O życzącym charakterze oracji kolędniczych decyduje&#13;
zawarta w nich intencja życząca, której towarzyszy przekonanie o sprawczej, kreatywnej mocy słowa; są one integralną częścią rytuału obrzędowego i stanowią odbicie ludowego religijno-magicznego postrzegania świata.&#13;
K. Sikora pisał, że życzenia okolicznościowe i oracje kolędnicze są&#13;
swoistym rytuałem (stwarzającym) słownym, funkcjonują jako tekst obrzędowy&#13;
w funkcji religijno-magicznej, utrwalony w lokalnej tradycji. To podstawowa&#13;
przyczyna daleko posuniętej rytualizacji i konwencjonalizacji formuł życzących&#13;
w kulturze oralnej wsi polskiej (i względnej trwałości ich relacji wobec wzorca)2.&#13;
1 Zob. K. Sikora Życzenie w gwarze i kulturze wsi…, s. 145–288 (o oracjach i życzeniach&#13;
kolędniczych), J. Adamowski Ludowe sposoby składania życzeń…, s. 97–105. O obrzędzie kolędowania zob. też J. Bartmiński [Wstęp do]: Polskie kolędy ludowe. Antologia, zebrał, wstępem,&#13;
komentarzami i przypisami opatrzył…, Kraków 2002, S. Niebrzegowska-Bartmińska Wzorce&#13;
tekstów ustnych w perspektywie etnolingwistycznej, Lublin 2007.&#13;
2 K. Sikora Życzenie w gwarze i kulturze wsi…, s. 164. Por. też A. Engelking Klątwa. Rzecz&#13;
o ludowej magii słowa, wyd. 2 popr., Warszawa 2010.&#13;
&#13;
378&#13;
&#13;
�Obok pewnego powtarzalnego szablonu widoczne jest jednak w tych&#13;
tekstach szukanie sposobów indywidualnej ekspresji, pojawiają się zabiegi&#13;
i figury retoryczne, zmierzające do upiększenia i wydłużenia przemowy,&#13;
takie jak: porównania, paradoksy, anegdoty, hiperbole, zabawne skojarzenia, obrazowe listy życzeń obfitości, a przede wszystkim humor i radość. Szczególnie urozmaicone elementami komicznymi, parodystycznymi,&#13;
prześmiewczymi są oracje karnawałowe, pełne pomysłów groteskowych,&#13;
nonsensownych, absurdalnych, w których nie chodzi o sens, lecz o przyciągnięcie uwagi czy rozbawienie słuchaczy; ten rodzaj mów kończy się też&#13;
na ogół prośbą o datki.&#13;
Przemowy rozproszone w poszczególnych tomach Kolberga, w rozdziałach poświęconych dokumentacji zwyczajów – choć stosunkowo nieliczne – ilustrują tę rozmaitość środków treściowych i formalnych. I tak np.&#13;
w oracjach życzących, wygłaszanych w czasie kolędowania w drugie święto&#13;
Bożego Narodzenia, w dzień św. Szczepana i w Nowy Rok pojawiają się&#13;
nawiązania w duchu pastorałkowym do narodzin i niemowlęctwa Jezusa.&#13;
We Wzdowie w Sanockiem mali kolędnicy witają gospodarzy słowami:&#13;
[…] (w) czas radości, czas wesela, mamy witać Zbawiciela./ Gdy Jezus maluśki&#13;
wyciągnął rączki z pieluszki/ i nas pobłogosławił, na tej ziemi dłużej sie zabawił.&#13;
&#13;
A na koniec winszowania proszą o wybaczenie pomyłek, „jak sam Pan&#13;
Jezus przebaczył pastuszkom przy żłobie”1.&#13;
W Ubiniu na Rusi Czerwonej tak kończą przemowę:&#13;
[…] Pan Jezus maluśki pogubił pieluszki,/ a ja za nim chodzim, pieluszki znachodzim./ A wy, moi państwo, mile to przyjmujcie,/ a mnie za oracyję kolędę darujcie2.&#13;
&#13;
W oracji kolędujących chłopców w Sieradzkiem winszowaniom noworocznym i prośbie o datek towarzyszy motyw w podobnym duchu: małe&#13;
dzieci zbierają kwiaty i rzucają je w drodze na powitanie Jezusa3.&#13;
Istotne dla życzeń dla domu jest przy tym wyliczanie wymiernych dóbr,&#13;
jak np. pod Limanową czy w Łącku:&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. 109.&#13;
O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK T. 56), s. 65, nr 7.&#13;
3 O. Kolberg Kaliskie (DWOK T. 23), s. 65.&#13;
2&#13;
&#13;
379&#13;
&#13;
�Niek bedzie pochwálony Jezus Krystus! /Na scęście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie,/ zeby się darzyło wsystko stworzenie:/ kurki cubate,/ gęski siodłate,/&#13;
panny pękate./ Wiela pępusków, tyla cielusków,/ wiela pętlicek, tyla cielicek,&#13;
/w każdym kątku po dzieciątku/, a na piecu troje.&#13;
Na szczęście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie, /zeby sie rodziuło w komorze,/&#13;
wodziuło w oborze,/ co dej, Panie Boze./ Na kazdem miejscu, zeby stał snopek&#13;
przy snopku,/ kopa przy kopie,/ a gazda między kopami,/ jako gwiázda pomiędzy&#13;
gwiázdami1.&#13;
&#13;
Elementami komicznymi wyróżniają się oracje bachusowe, w rodzaju&#13;
wygłaszanej przez wspomnianego już Zapusta pod Krakowem, który obchodzi wieś w towarzystwie Profesora z oślą głową i Dziada z koszykiem&#13;
na datki i tak się przedstawia:&#13;
Ja jestem Zapust, mantuańskie książę, /idę z dalekiego kraju, /gdzie psy ogonami&#13;
szczekają,/ ludzie gadają łokciami,/ a jedzą uszami. /Słońce o zachodzie wschodzi,/ a o wschodzie zachodzi,/ a kurczę kokoszę rodzi,/ każdy na opak gada,/&#13;
a deszcz z ziemi do nieba pada.&#13;
&#13;
A na pytanie gospodarza o towarzyszącego mu Profesora odpowiada:&#13;
Uczony osieł, co mieszka w stodole,/ jest profesorem, uczy dzieci w szkole./ Jako&#13;
zadzwoni, zeby wnet skakały,/ a półkwaterkiem gorzałkę pijały2.&#13;
&#13;
Starszym świadectwem żartobliwych oracji mogą być dwa wierszowane&#13;
parodystyczne teksty z XVII stulecia przytoczone przez Kolberga3. Pierwszy&#13;
to cytowana za J. Konopką burleskowa „Gregorianka” żakowska, wygłaszana&#13;
w czasie dawnego szkolnego święta w dniu 12 marca, wykpiwająca szkołę&#13;
i naukę różnych rzemiosł, czyli z motywem znanym od średniowiecza. Druga jest komiczną przemową ówczesnych „pueri” (chłopców, uczniów), pucheroków, utrzymaną w duchu tzw. albertusów, humorystyczno-satyrycznych&#13;
obrazków dramatycznych popularnych od XVI wieku. Tradycja ta, odnotowana przez Kolberga, wywodzi się z dawnego zwyczaju kwestowania biednych żaków krakowskich przed kościołami i po domach, wygłaszających&#13;
przy tym śmieszne, absurdalne przemowy. Zakazana przez kurię biskupią&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 62–63 i 64&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 266–267.&#13;
3 Tamże, s. 366–369 (za J. Konopki Pieśniami ludu…, s. 141–143 i 72–75).&#13;
2&#13;
&#13;
380&#13;
&#13;
�pod koniec XVIII wieku, przeniknęła na podkrakowską wieś i utrzymuje&#13;
się do dziś, m.in. w Zielonkach, Bibicach, Tomaszowicach, Modlnicy i Modlniczce. Kolberg opisał tzw. puchery, popularny w Krakowskiem zwyczaj&#13;
wiosennego kolędowania w Kwietną Niedzielę, według badaczy sięgający rodowodem do dawnych gregorianek, przytaczając przy tym zabawne oracyjki&#13;
pucheroków, które nawiązują m.in. do prześmiewczych kazań tzw. „biskupa&#13;
żakowskiego”1. Niektóre z takich mów upowszechniły się w dziecięcym repertuarze kolędników w różnych regionach i wygłaszane bywały w czasie&#13;
różnych świątecznych obchodów, nie tylko w Kwietną Niedzielę jak pod&#13;
Krakowem. Przykładem może być w materiałach Kolberga zapisanie na Mazurach – jako „wielkanocne przypowiastki” – dwu wersji jednej z najpopularniejszych: „A ja mały zacek, laze jak robacek” oraz: „A ja mały zacek, wlaz’em&#13;
na krzacek” czy wplecenie ich wariantu w żartobliwą orację noworoczną&#13;
w Sieradzkiem2. Dla oracji komicznych tego rodzaju, stanowiących wyraźnie&#13;
obrzędową formę składania życzeń, charakterystyczne są też pogłosy literatury sowizdrzalskiej, które również odnajdujemy w mowach cytowanych&#13;
przez Kolberga. Np. w Janowcu pod Kozienicami „żaczek osmalony sadzami”,&#13;
wędrujący w Kwietną Niedzielę po wsi z kilkoma innymi chłopcami opowiada absurdalną historyjkę o kradzionych kurach, którą kończy słowami:&#13;
A bodaj ja z góry spad,/ jeżelim ci kury krad./ Nie ja krad, ojciec krad,/ matka&#13;
gotowała, a synek jad3.&#13;
&#13;
Podobne ślady wykazuje oracja pucheroków, pochodząca z okolicy Olkusza i Trzebini przywołana w czasie obchodu koniarza, jeźdźca na drewnianym koniu, którego osobliwe przygody należą do kategorii adynatów,&#13;
co ilustruje fragment:&#13;
Rznąłem babę o piec,/ wypadł z niéj żelazny chłopiec./ A z tego chłopca/ baran&#13;
i owca./ A z tego barana/ mléko i śmietana./ A z téj śmietany/ kościół murowany./ A w tym kościele nie ma świętości,/ jino końskie i kobyle kości./ A ja wam&#13;
powiedział/ taką oracyją,/ jak mi nic nie dacie,/ to was pozabijam4.&#13;
1 Tamże, s. 274–278. Zob. też R. Gansiniec Gregorianki, „Pamiętnik Literacki” 1954, T. 45,&#13;
nr 2, s. 425.&#13;
2 O. Kolberg Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 89, Kaliskie (DWOK T. 23), s. 65.&#13;
3 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 100.&#13;
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 276 (za J. Konopką Pieśniami ludu…, s. 78–&#13;
79).&#13;
&#13;
381&#13;
&#13;
�Wariantowy tekst znalazł się w części III Mazowsza; tam jest to „gadka”&#13;
chłopców-przebierańców obchodzących w Kwietną Niedzielę domy w okolicy Siennicy, Mińska1. Podobnie absurdalne koncepty zawierają mowy&#13;
dyngusowe; recytują je np. przebrani za ułanów chłopcy w czasie obchodu z drewnianym barankiem trzymającym drewnianą piłę, czyli traczem,&#13;
w drugie święto Wielkanocy pod Krakowem2.&#13;
Znajdujemy też w materiałach Kolberga rzadkie oracje kuligowe. Najczęściej jest to przemowa wygłaszana do gospodarzy przez starostę prowadzącego wesele, którego inscenizacja jest częścią zabawy. Wita on domowników, przedstawia odpowiednio przebranych weselników – uczestników&#13;
kuligu, wzywa do „staropolskiej zabawy”. W Krakowskiem w oracji takiej&#13;
przedstawia on kolejno „weselne grono”: obok państwa młodych druhny&#13;
i drużbów, Górali i Góralki, Organistę, Żyda arendarza, Wróżkę, Cyganów,&#13;
w końcu „różne stany, dzieci, panie” itd. Mowę ma też organista, „człek&#13;
duchowny i uczony, i wymowny”, który występuje w towarzystwie swoich&#13;
uczniów i tak ją zaczyna, zwracając się głównie do młodej pary:&#13;
Staję przed wami z animuszem,/ z uczonych szkołaków prezencyją/ i taką wam&#13;
palę oracyją:/ „Żyj, złączona paro, setne lata,/ niech ci sprzyjają bona fata./Niech&#13;
Twój wiek tak upływa/ jak ambrozyjska oliwa […]”3.&#13;
&#13;
Inny styl prezentuje przemowa „ociężałego organisty” z 1850 roku spod&#13;
Mszczonowa w części I Mazowsza; jest sztuczna i pompatyczna, z wtrącanymi makaronizmami, z pretensjonalnym szadzeniem dla dodania sobie&#13;
„uczoności”, lecz przerywana prośbą o kubek miodu4. Z kolei prowadzący&#13;
kulig pod Jordanowem na Podbeskidziu wygłasza orację składną, prostą,&#13;
z żartobliwą pochwałą „poćciwych Krakusów” przybyłych z kuligiem i ze&#13;
„scerymi” życzeniami dla gospodarzy, zachowując w niej konsekwentnie&#13;
mazurzenie5.&#13;
Warto na koniec wskazać na oryginalną orację wygłaszaną na Kaszubach&#13;
we wspominanym wyżej widowisku „Ścinanie kani”, którego tekst przedrukował Kolberg za Hilferdingiem. Sołtys, jeden z wybranych urzędników&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 75–76.&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 286–287.&#13;
3 Tamże, s. 256–257.&#13;
1 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 118–119.&#13;
5 O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s 82–83.&#13;
2&#13;
&#13;
382&#13;
&#13;
�uczestniczących w wykonaniu wyroku, przedstawia się tam zgromadzonym&#13;
jako karczmarski syn i zachwala swoje trunki jako przynoszące bogactwo,&#13;
po czym zwraca się do kani osadzonej na kole przed ścięciem głowy z groźbą nieuniknionej kary1.&#13;
Zatem także w zakresie specyficznego typu tekstów, jakimi są oracje, materiał Kolberga okazuje się zróżnicowany zarówno pod względem formalnym, jak i treściowym, i dokumentuje łączące się w nich cechy dawnej sarmackiej i barokowej poetyki, rozwlekłej czasami i schematycznej, z chłopską prostodusznością, inwencją i humorem, wylewnymi powinszowaniami&#13;
i życzeniami, niekiedy z nadmiernym panegiryzmem w stronę adresatów&#13;
tych przemów. Obok krasomówczych popisów, często zapożyczonych z popularnych broszur, absurdalnej erudycji, w której nie chodzi o sens, ale&#13;
o oryginalność ujęcia tematu, o sposób wygłaszania i o poklask słuchaczy,&#13;
odnajdujemy w tych tekstach prostą ludową poetykę, z jej specyficznym&#13;
liryzmem i komizmem. Przemowy te odzwierciedlają też religijno-magiczny światopogląd ludowy, z jego systemem wartości i kanonem etycznym&#13;
odniesionym do wiary, w którym liczy się przede wszystkim ziemia i gospodarstwo, rodzina i praca.&#13;
Formuły magiczne&#13;
Zamówienia, zaklęcia, zażegnania, należące do tzw. okolicznościowych,&#13;
małych form folkloru, to według definicji Heleny Kapełuś „słowne formułki&#13;
towarzyszące czynnościom magicznym, mające na celu skłonienie mocy&#13;
pozaludzkich do uległości wobec osoby, która formułkę taką powtarza”2. Są&#13;
one w materiałach Kolberga bardzo rzadkie, podobnie jak w ogóle&#13;
u zbieraczy XIX wieku. Ponieważ stanowiły przeważnie integralną część&#13;
1 Na ten tekst zwrócił już uwagę J. Krzyżanowski, zob Oracja, w: Słownik folkloru polskiego…, s. 284–285, określając go jako „wysoce charakterystyczny, choć zagadkowy”.&#13;
2 H. Kapełuś Zamówienia, zaklęcia, w: Literatura polska… T. II, s. 671. Zob. też J. Krzyżanowski Zamówienie, w: Słownik folkloru polskiego… s. 459–461 – tam autor pisze: „Zamówienie – zaklęcie, zażegnanie, formuła słowna o charakterze magicznym, obliczona na wywołanie&#13;
doraźnego skutku, zapobieżenie zjawisku niepożądanemu lub wystąpienie pożądanego”. O definiowaniu tych pojęć i ich związkach w terminologii folklorystycznej zob. też m.in. A. Engelking&#13;
Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, Wrocław 2000, S. Niebrzegowska-Bartmińska Wzorce&#13;
tekstów ustnych w perspektywie etnolingwistycznej, Lublin 2007. Terminy te były i są często&#13;
używane wymiennie.&#13;
&#13;
383&#13;
&#13;
�zrytualizowanych zabiegów magicznych, skrywane i chronione były jak&#13;
wszystkie przejawy magii ludowej przed „obcymi”. Zastrzeżone jedynie dla&#13;
osób wtajemniczonych: czarowników i czarownic, wróżbitów, wróżów, zielarek, znachorów i znachorek, tzw. „mądrych bab”, „ciot”, owczarzy, dziadów wędrownych itd., tj. nielicznych wybranych członków wspólnoty, stawały się dostępne jedynie w określonej relacji osobowej (np. uzdrowiciel&#13;
– pacjent). Osoby te uczyły się odpowiednich formuł w specjalny sposób&#13;
i zobowiązane były do utrzymania ich w tajemnicy; często była to wiedza&#13;
dziedziczona od rodziców i najbliższych krewnych. Przekazane profanowi&#13;
traciły swoją tajemną moc, stąd trudność w pozyskiwaniu ich przez badaczy. Były też zwalczane przez duchowieństwo i przez skierowaną przeciwko&#13;
przejawom magii racjonalną myśl oświeceniową, kontynuowaną w XIX stuleciu; nie chciano się więc do nich przyznawać. Ta cecha tajności zdecydowała o niewielkim zasobie takich tekstów w zbiorach etnograficznych XIX&#13;
wieku. Świadczą o tym często materiały i świadectwa zebrane przez Kolberga. Np. w trakcie zabiegu leczenia uporczywego bólu głowy w Głuszynie na Kujawach uzdrawiacz ustala najpierw, kto „zadał czary”, zanurzając&#13;
w szklance wody trzy kawałki węgla i trzy kawałki chleba. Jeśli najpierw&#13;
tonie węgiel, znaczy to, że sprawcą „zadania” jest mężczyzna, gdy chleb –&#13;
kobieta, po czym – czytamy dalej -– „wodę te wylewają w cztery kąty izby,&#13;
przy odmawianiu czarodziejskich pacierzy. (Jakich? – Nie można się było&#13;
dowiedzieć)”1. Komentarz ten, pochodzący od samego Kolberga lub od jego&#13;
informatora, autor pozostawił w druku. W raptularzu Antoniny Konopczanki, która notowała dla Kolberga wywiady, relacje i opowieści bezpośrednio&#13;
z ust mieszkańców Modlnicy i sąsiednich wsi, zbieraczka utrwaliła m.in.&#13;
taką wypowiedź znakomitej narratorki z Modlnicy, Jadwigi Skoczkowej:&#13;
Zażegnywacze znają sposoby lekarskie i te robiąc na żądających, odmawiają&#13;
formuły na paciorkach różańcowych. Zażegnywają oni od ukąszenia psa wściekłego, gadów jadowitych, od ognia, gradów, piorunów, chorób zaraźliwych.&#13;
Każdy zażegnywacz ma swój własny sekret, po największej części do jednego&#13;
przedmiotu. […] Nikogo zażegnywacz za nic w świecie sekretu nie nauczy, a umierając, tylko jednej osobie pod przysięgą tajemnice pozostawia. […] Gdyby jednego&#13;
słowa nie dodał do formuły odmawianej, wszystko na nic2.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 94.&#13;
O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 35. Podobnych wypowiedzi&#13;
o zachowywaniu w tajemnicy formuł zamówień (ukr.: prymowy) jest więcej, zob. m.in. także&#13;
2&#13;
&#13;
384&#13;
&#13;
�Zdarzają się też relacje z wskazaniem konkretnych miejsc i osób, jak np.&#13;
ta z Pokucia:&#13;
Umiejący przymawiać (zaklinać) tak wid urokiw, jak i od innych słabości znachor w Ispasie, Kośt´ Semetiuk (który umarł r. 1881 r., mając lat 92) żadną miarą&#13;
przymowy tej nikomu powiedzieć nie chciał, tłumacząc się tym, że gdyby powiedział, to przymowa ta od niego nikomu by już nie więcej pożytku nie przyniosła,&#13;
osobie zaś takiej, która ny znaje wid sebe, jeszcze by zaszkodziła. Nie chciał&#13;
nawet wyuczyć jej swojego wnuka dla tejże samej przyczyny1.&#13;
&#13;
W polskich wierzeniach i światopoglądzie ludowym magiczna wizja&#13;
świata splatała się z przekonaniami i praktykami chrześcijańskimi. Stąd charakterystyczny dualistyczny, synkretyczny obraz „świata nadzmysłowego”&#13;
odwołującego się do sił pozaziemskich, w którym łączyły się wierzenia, modlitwy, wezwania i prośby kierowane w potrzebie do religijnego autorytetu&#13;
Boga, Matki Bożej i świętych patronów od różnych ludzkich spraw oraz wyobrażenia i czynności magiczne, które zakładały osiągnięcie konkretnego,&#13;
pragmatycznego celu poprzez przywołanie wsparcia mocy z innego świata,&#13;
mocy bliżej nieokreślonego sacrum, niekiedy o charakterze demonicznym,&#13;
za pomocą rytualnych aktów werbalnych i działań praktycznych. Modlitwa&#13;
jako wyraz działania religijnego może, ale nie musi być wysłuchana, zależnie od zamysłu Boga, zamówienie, sedno działania magicznego, prowadzi&#13;
bez wątpliwości do osiągnięcia konkretnego skutku dzięki rytualnej funkcji&#13;
słowa2. I stąd m.in. obecne w folklorze – jak to ujął J. Bartmiński – „formuły zamówień magicznych wzbogacone fragmentami modlitw” czy jak&#13;
to określił wręcz J. Krzyżanowski, pisząc, że „[…] zamówienie otrzymywało&#13;
Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 161, nr 6 i s. 167, nr 39, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 81,&#13;
nr 166, Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 208, nr 6, W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15),&#13;
s. 136, nr 5, s. 152, nr 4 (tam Kolberg pisał: „W ogólności wszystkie te sprawy (gdy o nie zapytani) w największej chowają tajemnicy. Dlatego, chcąc się dowiedzieć, jakim sposobem Mądrzy&#13;
leczą, ani jednego słowa od nikogo wyciągnąć nie można. Trzeba więc chyba zmyśleć samemu&#13;
chorobę i zażądawszy pomocy i porady Mądrej, pilnie na wszystko uwagę zwracać”).&#13;
1 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 133, nr 7. Warto tu zaznaczyć, że podawanie&#13;
nazwisk zażegnywaczy i zamawiaczy, jak w tym cytowanym tekście, pojawia się u Kolberga w takich relacjach rzadko. Wyjątkowy jest pod tym względem opis wierzeń w Pokuciu&#13;
właśnie, gdzie nazwiska osób wyspecjalizowanych w praktykach magicznych różnego rodzaju&#13;
występują częściej (zob. tamże, m.in. s. 111, 112, 114, 116–118, 121, 127, 128, 161).&#13;
2 Por. J. Rękas Zaklęcie, zamówienie, zażegnanie. Magiczna moc słów w folklorze słowiańskim, „Poznańskie Prace Slawistyczne” 2012, nr 3, s. 23–24.&#13;
&#13;
385&#13;
&#13;
�nieraz postać modlitwy do danego patrona lub aluzji do pobożnej legendy”1.&#13;
Mówią o tym także relacje Kolberga. Pisał on np., że wiejscy uzdrawiacze,&#13;
nie przyznając się do swoich praktyk, tłumaczą, że „znachor wezwany do&#13;
chorego odmawia nad nim tylko pacierze, nie zaś inne formułki […] na to,&#13;
aby obok użycia lekarstwa doktorskiego wezwanym także został i Pan Bóg&#13;
na pomoc, co przecież nikomu szkody przynieść nie może”2.&#13;
W innych miejscach czytamy komentarze w podobnym duchu:&#13;
Przydana modlitwa do każdej ceremonii Mądrych utwierdza w ludzie przekonanie, że czynność ta złą być nie może, lecz owszem, z wiedzą i wolą Boga się&#13;
dzieje, lubo często największe niedorzeczności te gusła w sobie mieszczą.&#13;
Szczególniej wiele zabobonów łączono z modlitwą, a raczej z formułą modlitwy&#13;
i dziś jeszcze przywiązują je do podobnych modlitewek i rzeczy poświęconych […]3.&#13;
&#13;
O roli samej modlitwy i praktyk religijnych w życiu codziennym wsi,&#13;
zwłaszcza w kontaktach wzajemnych i wobec zagrożeń i obaw, pisał Kolberg wielokrotnie w kolejnych tomach Ludu4.&#13;
Istotą działań magicznych była wiara w sprawczą, kreacyjną moc słowa,&#13;
które w świecie magii uznawane było za byt realny, zdolny oddziaływać&#13;
na otaczającą rzeczywistość pod warunkiem, że zostanie wypowiedziane&#13;
w koniecznej zrytualizowanej formie, we właściwym miejscu, czasie i okolicznościach, z użyciem skutecznych rekwizytów, w trakcie równorzędnych&#13;
rytualnych czynności5. Jak pisze S. Niebrzegowska-Bartmińska: „W tekście&#13;
magicznym słowo jest nie tyle odpowiednikiem myśli, co sposobem działania, zdarzeniem […]”6.&#13;
1 J. Bartmiński Folklor – język – poetyka, Wrocław 1990, s. 13, J. Krzyżanowski Zamówienie…, s. 460.&#13;
2 O. Kolberg Pokucie cz. III (DWOK T. 31), s. 161, nr 7.&#13;
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 153, nr 5, s. 119, nr 74.&#13;
4 Zob. np. O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 76–77, nr 1, Chełmskie cz. I (T. 33),&#13;
s. 17–18, 21.&#13;
5 Zob. A. Engelking Rytuały słowne w kulturze ludowej. Próba klasyfikacji, „Język a Kultura”,&#13;
T, 4: Funkcje języka i wypowiedzi, Wrocław 1991, s. 75–85, S. Niebrzegowska-Bartmińska Idea&#13;
działającego słowa w tekstach polskich zamówień, „Etnolingwistyka. Problemy Języka i Kultury”&#13;
T. 13: 2001, s. 101–115, M. Marczewska Performatywność polskich zamówień znachorskich, „Język a Kultura”, T. 23: Akty i gatunki mowy w perspektywie kulturowej, Wrocław 2012, s. 367–381.&#13;
6 S. Niebrzegowska-Bartmińska Idea działającego słowa…, s. 113. Podobnie ujmuje to&#13;
J. Adamowski: „››W folklorze bowiem słowo i działanie równoważą się całkowicie‹‹. Najwyraźniej widać to może w magii, gdzie tak ważną rolę odgrywa leczenie słowem” (zob. Ludowe&#13;
&#13;
386&#13;
&#13;
�Praktyki magiczne, czyli czary towarzyszyły wszystkim sytuacjom&#13;
życiowym i codziennym zajęciom mieszkańców wsi, stosowane były wobec wszelkich zagrożeń, klęsk żywiołowych i nieszczęść, szczególnie chorób, dla odegnania uroków i czarów, w przełomowych momentach cyklu&#13;
życia człowieka (chrzest, małżeństwo, śmierć) oraz cyklu świata przyrody&#13;
i jej ważnych zjawisk. Służyły jednak nie tylko zapobieganiu, unieszkodliwianiu i odwracaniu zła, ale i przeciwnie, jego sprowadzaniu na drugiego&#13;
człowieka, sąsiada, wroga. Słowo sprawcze, które – jak wierzono – miało&#13;
zapewniać kontrolę nad światem, ochronę przed wszelkimi nieszczęściami&#13;
i odwrócenie złego porządku rzeczy lub odwrotnie – mogło też stawać się&#13;
narzędziem zemsty, odwetu, kary, wymierzenia sprawiedliwości. Pełniło&#13;
zatem w tych praktykach magicznych różną funkcję1. Rytualne formuły&#13;
słowne w powiązaniu z określonymi zachowaniami i praktykami magicznymi miały więc z jednej strony przeciwdziałać złu, chronić i zabezpieczać przed nim (zażegnania) lub powodować usunięcie, odwrócenie zjawisk&#13;
złych, które już zaszły, zwłaszcza chorób (zamówienia), a z drugiej strony&#13;
wywoływać określone skutki szkodliwe bądź pożyteczne, tj. sprowadzać&#13;
nieszczęścia, „zaczarować” człowieka lub zwierzę, „rzucić urok” lub odwrotnie, przynosić dobro, np. pogodę czy urodzaj (zaklinania negatywne&#13;
lub pozytywne)2.&#13;
Kolberg od początku swych prac nad Ludem zauważał obecność zamówień i zaklinań w życiu codziennym wsi i w jej wierzeniach. Już w liście&#13;
otwartym z 1865 roku, gdy formułował swój program badań, wymieniał&#13;
sposoby składania życzeń…, s. 103, cytat wewnętrzny za: M. Mauss Zarys ogólnej teorii magii,&#13;
w: Socjologia i antropologia, Warszawa 1973, s. 72).&#13;
1 A. Engelking proponuje podział rytuałów słownych ze względu na cele, jakim służą, na&#13;
trzy kategorie: 1. rytuały stwarzające (tj. zaklinania), w których człowiek „chce, żeby coś się&#13;
stało”; 2. rytuały ochraniające, w których chodzi o to, „żeby coś się nie stało” (unikanie zła lub&#13;
zapobieganie mu poprzez zażegnania) oraz 3. rytuały odczyniające (zamawiania), gdy człowiek&#13;
chce, żeby coś, co się już stało, odwrócić, oddalić, unicestwić (zob. Rytuały słowne…, s. 77–84).&#13;
Ludowy rytuał słowny autorka definiuje zaś tak: „Rytuały słowne czy – inaczej – rytualne gatunki mowy to takie akty, w których kontakt człowieka ze sferą sacrum dokonuje się przede&#13;
wszystkim przez mówienie. Rytuały te są w istocie aktami nie wyłącznie werbalnymi, lecz całościowymi: werbalno-fizyczno-mentalnymi i mają moc kreacyjną, moc wywoływania (w przekonaniu uczestników i odbiorców rytuału) realnych skutków w rzeczywistości” (tamże, s. 75–76).&#13;
2 Z kolei J. Rękas tak określa te trzy rodzaje formuł magicznych: „Magiczne nazwanie,&#13;
przywołanie, zobowiązanie mocy – zaklęcie, zaklinanie”; „Moc lekiem na działanie mocy – zamówienie”; „Ochrona przed mocą – zażegnanie” (zob. Zaklęcie, zamówienie, zażegnanie…,&#13;
s. 18, 21, 24).&#13;
&#13;
387&#13;
&#13;
�ten rodzaj tekstów folkloru dwukrotnie. Przedstawiając jako przedmiot badań „wieś i chatę”, określał w punkcie 1. problemy szczegółowe, pisząc&#13;
m.in.: „Jakie są zwyczaje przy budowaniu lub zwaleniu chałupy, jakie zabobony (może podania lub zaklęcia w narzeczu ludowym)?”. A w punkcie&#13;
7. wymieniał: „Zabobony, gusła (zaklęcia), przesądy (lekarskie, myśliwskie,&#13;
pasterskie, o zwierzętach i ptakach, karczemne, domowe, gospodarskie itp.)&#13;
[…]”1. W swojej długiej praktyce badawczej koncentrował się, jak to zresztą&#13;
sugerują już cytowane fragmenty, przede wszystkim na funkcji tych tekstów, uwikłanych organicznie w szerszy kontekst sytuacyjny, okolicznościowy. Nie podejmował prób definiowania i wyodrębniania z konsytuacji&#13;
poszczególnych rzadko przywoływanych formuł, ale w miarę możliwości&#13;
najdokładniej opisywał ów kontekst, najczęściej dotyczący lecznictwa,&#13;
w rozdziałach pt. „Choroby i leki”, „Przesądy lekarskie” itp. Nawet wówczas, gdy w takim dziale znalazł się podrozdział pt. „Zamawiania. Zaklinania. Zażegnywania. Guślarskie praktyki”, nie stosował, niekiedy za swoim&#13;
źródłem, wyraźnych rozróżnień terminologicznych dla tych działań, lecz&#13;
opisywał „szczególne przypadki” najrozmaitszych chorób i przypadłości,&#13;
w których są one stosowane jako środki zaradcze. A ich łączną cechą był&#13;
fakt, że pod tymi określeniami – jak pisał – „niepoliczone ukrywają mieszkańcy tajemnice sposobu leczenia tak ludzi jako i bydła” oraz że stosujący&#13;
te środki „przywiązują wiarę do swojej niby tajemniczej władzy i mniemają,&#13;
że istotnie przez zaklęcia i zażegnywania albo zamawiania odwracają słabość lub jaką uporczywą chorobę”2.&#13;
Helena Kapełuś tak charakteryzowała te małe formy folkloru:&#13;
Zazwyczaj są to teksty krótkie, rytmiczne, o nieregularnym wierszu, częściowo&#13;
rymowane, zawierają kilka stałych składników, jak inwokacja do mocy niebieskich z prośbą o „szczęśliwą godzinę”, w której zamówienie będzie skuteczne,&#13;
odesłanie bólu, choroby, uroku, chmury do miejsca, skąd zło przyszło lub tam,&#13;
gdzie nie może nikomu szkodzić, a wreszcie prośba o skuteczność zabiegu3.&#13;
&#13;
Formuły te mogą jednak przybierać nie tylko formę prośby obłaskawiającej i przepraszającej, ale i żądania, polecenia, groźby, złorzeczenia&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”… (DWOK T. 64), s. 103 i 104.&#13;
O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 17), s. 155–156. Zob. też tamże, s. 157–158 (opis).&#13;
Materiał ten przytoczył Kolberg za rozprawą J. Gluzińskiego Włościanie polscy…, s. 553–557.&#13;
3 H. Kapełuś Zamówienia, zaklęcia…, s. 671.&#13;
2&#13;
&#13;
388&#13;
&#13;
�w stronę złych mocy, diabła, cioty, czarownicy itp. osób żywych i postaci&#13;
demonicznych. Mogą być wyrażane w postaci prostych pojedynczych zdań,&#13;
a także dłuższych sekwencji tekstowych, z wtrętami i zwrotami pozbawionymi sensu i niezrozumiałymi dla innych, więc mającymi pozór wiedzy&#13;
i skuteczności. W kategoriach etnolingwistycznych zamówienia, podobnie&#13;
jak inne teksty folkloru,&#13;
nie są doraźnie tworzonymi komunikatami, przeciwnie, są powtarzalne, mają&#13;
charakter klisz językowych, tzn. wykazują wysoki stopień stabilizacji w aspekcie&#13;
leksykalnym, składniowym, semiotyczno-logicznym, przedmiotowym1.&#13;
&#13;
W materiałach i monografiach Kolberga formuły magiczne pojawiały się&#13;
w różnych formach, zawsze w kulturowym, okolicznościowym kontekście,&#13;
głównie w ramach opisu świata ludowych wierzeń jako jego immanentna&#13;
część. Opis konsytuacji Kolberg traktował często bardzo dokładnie, wręcz&#13;
drobiazgowo, zwłaszcza w obszerniejszych monografiach: Krakowskiem&#13;
i Poznańskiem, gdzie wierzeniom poświęcił osobne tomy monografii, tj. 7.&#13;
i 15. Ludu. Czasami, jak w części I Kujaw, „przesądy lekarskie” lokowane były w rozdziale „Lud”, przeważnie jednak opisowi wierzeń poświęcał&#13;
badacz osobne rozdziały, niekiedy obszerne, jak np. w części III Pokucia,&#13;
wewnętrznie rozczłonowane i porządkowane tematycznie. Zdawał sobie&#13;
doskonale sprawę, że sfera magiczna w kulturze ludowej jest ściśle powiązana ze światopoglądem i wyobrażeniami ludu, które ją wręcz konstytuują.&#13;
Niekiedy w rozdziale „Lud” zamieszczał też teksty zaklinań, klątw, przekleństw, które wówczas ilustrować miały język lokalny w określonej życiowej sytuacji: gniewu, złości i urazy. Całą listę takich przekleństw w wersji&#13;
ukraińskiej odnajdujemy np. w Chełmskiem2.&#13;
Rejestrując materiał wierzeniowy i towarzyszące mu rytuały słowne,&#13;
możliwie wyczerpująco opisywał wszystkie towarzyszące zamówieniom&#13;
pozawerbalne gesty i działania magiczne, takie jak spluwanie, dmuchanie,&#13;
zlizywanie, wysysanie, ślinienie, dotykanie, pocieranie, kadzenie, kąpanie,&#13;
1 J. Bartmiński, S. Niebrzegowska-Bartmińska Tekstologia, Warszawa 2009, s. 61. Autorzy&#13;
wyjaśniają przy tym, że w określeniu „stabilność”, nie chodzi „o absolutną niezmienność, petryfikację, lecz tylko o silną tendencję do utrwalenia, o obecność pewnych schematów kompozycyjnych i stałość motywów tematycznych, także ich sekwencji (wątków) […]”, przy tym&#13;
„obiegowe klisze tekstowe” mogą być elastycznie przystosowywane do sytuacji i okoliczności,&#13;
bowiem wykonawcy „wiedzą co, kiedy i komu można powiedzieć czy zaśpiewać”.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 30–32.&#13;
&#13;
389&#13;
&#13;
�podrzucanie, taczanie, uderzanie, machanie, hałasowanie itp. 1 Wyliczał&#13;
potrzebne do tych praktyk przedmioty, atrybuty i rekwizyty, w rodzaju&#13;
rozżarzonych węgli, roztopionego wosku, roślin i ich części, sierści i kości&#13;
zwierząt, koszuli, chustki, ostrych narzędzi, np. sierpa, noża, kosy, ziół, popiołu, kamieni, piasku, kości i prochów z cmentarza itd. Określał kolejność&#13;
i wagę poszczególnych czynności, zachowań i gestów, wybrane dni i pory&#13;
dnia, miejsce „akcji”, sposób wypowiadania formuł, tj. szeptanie, mruczenie,&#13;
krzyk, błaganie, grożenie – wszelkie warunki konieczne do spełnienia, by&#13;
zamówienie było skuteczne. Nawet jeśli nie przywoływał tekstów wypowiadanych wówczas formuł, starannie opisywał wszelkie działania i cały&#13;
sztafaż towarzyszący tym zabiegom, zwłaszcza zamówieniom, które niekiedy&#13;
przeradzały się w całe rozbudowane spektakle obrzędowe, z gestami, rolami,&#13;
odpowiednią scenerią itp. Pokazuje to np. relacja dla Kolberga ze wschodniej Małopolski o zamówieniu i zdejmowaniu kołtuna2, z opisem działań&#13;
symbolicznych i magicznych: cyklu modlitw, kropienia „zażegnaną” wodą&#13;
koszuli i chustki chorego, wygłaszania formuły odsyłającej kołtun i rozpoczynającej się słowami: „Idź ode mnie z Panem Jezusem, abyś mnie więcej&#13;
nie trapił […]”, obwijania szmatką obciętego kołtuna, z grajcarem, chlebem&#13;
i solą „na odprawę” i zakopywania ich, wreszcie noszenia skropionej koszuli,&#13;
kolejnych pacierzy „do ran Pana Jezusa”, obmywania się „zażegnaną” wodą&#13;
i popijania jej, specjalnego prania „zażegnanej” koszuli. Wyjątkowo jednak&#13;
zamówienia uzyskiwały w druku postać wydzielonego segmentu treści, jak&#13;
np. cytowane wraz z polskim opisem zabiegu ukraińskie teksty zamówień,&#13;
zapisane przez Kolberga pod Włodawą, które znalazły się części II Chełmskiego, tomie wydanym pośmiertnie przez I. Kopernickiego. Wydawca zamieścił je w rozdziale „Choroby i leki” jako środki zaradcze, wyodrębnione&#13;
tytułami: „Zamawianie od wszelkiej choroby”, „Zamawianie reumatyzmu v.&#13;
goźdźca”, „Zamawianie wywichnięcia”, „Zamawianie od ukąszenia gadu”,&#13;
„Zamawianie, gdy człowiekowi lub bydlęciu wpadnie co w oko, np. ostre&#13;
źdźbło słomy, i łzy mu płyną z oka”. Co warto odnotować, w tym samym&#13;
tomie na końcu, w „Przypisach”, znalazły się „Modlitwy nie stanowiące&#13;
części zwykłego pacierza, tylko należące do szczególnych ćwiczeń pobożnych ludzi” – tj. teksty modlitw „Od nagłej i niespodziewanej śmierci”,&#13;
1&#13;
&#13;
Por. K. Moszyński o praktykach magicznych w: Kultura ludowa Słowian, T. II, Warszawa&#13;
1867, s. 269–283. Zob. też M. Marczewska Performatywność polskich zamówień ludowych…,&#13;
s. 372–375.&#13;
2 O. Kolberg Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 291–292.&#13;
&#13;
390&#13;
&#13;
�„Wieczornej lub rannej” i „Wieczornej”, przy czym pierwsza z nich zapisana&#13;
została w większej części po polsku, z końcową partią po ukraińsku1. Podobnie opublikował osobno w Łęczyckiem modlitwy wraz z przypisanymi do&#13;
nich intencjami i spodziewanymi skutkami2. Zatem w swojej refleksji nad&#13;
złożonością form folkloru słownego Kolberg, zaznaczając różnicę między&#13;
modlitwą (aktem religijnym) a zamówieniem (aktem magicznym), dostrzegał&#13;
jednocześnie mechanizm łączenia obu i dokumentował w ten sposób świadomie synkretyczny charakter ludowych wierzeń.&#13;
Wśród magicznych formuł słownych najczęstsze z publikowanych, także&#13;
przez Kolberga, ale i omawianych w literaturze przedmiotu są zamówienia&#13;
znachorskie, związane z lecznictwem ludowym 3. Mają one zróżnicowany&#13;
charakter formalny, od prostych wezwań do mocy wyższych i sił tajemnych&#13;
po skierowane do nich krasomówcze wręcz przemowy – zależnie od zdolności retorycznych autorów. Np. taka relacja spod Kostrzyna o zamówieniu&#13;
„dochtora, czyli Mądrego”:&#13;
Wezwany do starca cierpiącego na reumatyzm, stanął przed nim i wpatrując się&#13;
w chorego, wymawiał drżącym głosem rozmaite tajemnicze zaklęcia w znanych&#13;
i nieznanych językach, trzymając w lewej ręce sierp poziomo, a prawą wodząc&#13;
po jego ostrzu: „Uciekajcie Wiatry, Poświsty, Cugi, przez moc Boską i dopomoc&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. 204–207 oraz s. 261–262. Teksty zamówień&#13;
poprzedzone są tam (s. 204) informacją: „Tacy znachorzy, lekary, mają formuły zamawiania od&#13;
wścieklizny, od gorączki, od poruszenia macicy, od płaczków nasłanych na dzieci itp., a nawet&#13;
osobne modlitwy ochraniające od pewnych chorób. Powszechnie też leczą oni za pomocą zażegnywań, szeptów, warzenia ziół i zadawania ich przed wschodem słońca lub po jego zachodzie.&#13;
Stawiają oni chorego na żeleźcu kosy, noża lub na innym gołym żelazie, nakazują mu przy&#13;
tym odmawiać i powtarzać słyszane formuły zamawiań itp. ([od] Kodnia, Terespol). W innych&#13;
też miejscach znachory i znachorki zamawiają, czyli zażegnywają krew, gdy się kto skaleczy,&#13;
zamawiają od ukąszenia węża, żmii lub psa wściekłego, odganiają od dzieci lub narzucają im&#13;
płaczki itp. (od Radzynia, Parczewa)”. Zob. też zamówienie od bólu zębów (tamże, s. 183–184).&#13;
2 Zob. „Modlitwy” zamieszczone w Łęczyckiem (DWOK T. 22), s. 178–183, przejęte przez&#13;
Kolberga z artykułu W.A. Maciejowskiego Legendy i pieśni ludu polskiego nowo odkryte&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” 1860, T. 2, s. 443–447. Jest to 10 tekstów zebranych przez autora&#13;
w Mazewie: 2 modlitwy poranne, 4 wieczorne, do Anioła Stróża, o „uskromienie (ulgę w boleści)”, do św. Barbary oraz „Powitanie miesiąca na nowiu”. Ostatnia z nich to według autora:&#13;
„bardzo stara pieśń, zabobon ludu wiernie wyrażająca”, por. też jej wariant w Kieleckiem cz. II&#13;
(T. 19), s. 209–210, gdzie zwracanie się o północy z ukłonem do księżyca na nowiu, przy pomocy bardzo podobnej wierszowanej formuły chronić ma także od bólu głowy.&#13;
3 Obszerną dokumentację analizowanych zamówień znachorskich (działań werbalnych&#13;
i pozawerbalnych, terminów itd.) z odesłaniami do tomów Kolberga dała M. Marczewska&#13;
w przywoływanej już pracy Performatywność polskich zamówień lekarskich…, s. 367–381.&#13;
&#13;
391&#13;
&#13;
�Wszystkich Świętych, i Twoją, Matko Boska, Gwiazdo Najśliczniejsza, Perło Uryjańska, Sankta Maryja”!&#13;
&#13;
Dalej następuje opis osobliwej utraty sił znachora, powtórzenie formuły&#13;
i ostrzeżenie, że „więcej powiedzieć mu nie wolno”1. Także w Wielkopolsce&#13;
na ból oczu „zażegnywaczka, czyli Mądra” dotyka lekko ostrą stroną sierpa&#13;
oczu pacjenta i prowadząc nim w dół trzy razy mówi trzykrotnie „to zaklęcie”: „Sierpiku, sierpiku, zegnałeś (z pola) oźminę, jarzynę, spędź z oka&#13;
uraz!”, a przy zażegnywaniu febry uzdrawiacz wypowiada formułę:&#13;
W imię Ojca i Syna, i Ducha św., nie męcz, nie dręcz, nie trzęś, nie ograżaj, idź&#13;
na lasy, na bory, na wody, na zimne, na pieruny, na gorące, z pomocą Boską,&#13;
z Matką Boską, ze wszystkiemi świętemi i z aniołami Bożemi! Itd.2&#13;
&#13;
Przykładem rozbudowanej, kwiecistej formuły, która jest właściwie&#13;
pseudoerudycyjną przemową z poetyckimi akcentami, może być z kolei&#13;
zamówienie (zaklatie) różnych chorób z Wyszatyc w Przemyskiem, poprzedzające podanie leków ziołowych przy jednoczesnym trzymaniu noża&#13;
z żelaznym trzonkiem, którym trzykrotnie żegnają chorego3.&#13;
Obok najczęstszych w zasobie Kolberga zamówień „leczących” rozmaite choroby dorosłych i dzieci, a także dotyczących chorób bydła i innych&#13;
zwierząt gospodarskich4, udokumentowane są też w jego materiałach&#13;
formuły „odpędzające” diabła, inne istoty demoniczne, niweczące urok,&#13;
„zczarowanie”, szkody w domu i gospodarstwie („odczynianie złego”) i na&#13;
odwrót – sprowadzające różnego rodzaju zło („zadawanie czarów”, „rzucanie uroków”). Zawsze opisywane są sytuacje, w których dochodzi do&#13;
interwencji osób mających specjalne zdolności uzdrawiania, „odczyniania”&#13;
itd. lub też przeciwnie – szkodzenia („czarowania”). Niektórym praktykom&#13;
„obronnym” towarzyszą cytowane wówczas krótkie formuły odsyłające&#13;
zło w inne miejsca, „za granicę wsi” czy przenoszące je na np. na zwierzę,&#13;
niweczące je: „W imię Matki Boskiej mocy i świętych do pomocy, idź (złe)&#13;
na bory, lasy, na wieczne czasy”; „[…] z granicyś przyszed, w granicę idź,&#13;
1 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 146, nr 23 (w rozdziale „Sztuka&#13;
lekarska”).&#13;
2 Tamże, s. 156, nr 26 i s. 158, nr 47 (w rozdziale jw.).&#13;
3 O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35), s. 239–240.&#13;
4 Zob. m.in. tamże, s. 237, 238 i 240, Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 156–157, nr 2 i 3,&#13;
Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 97, nr 33, Sanockie-Krośnieńskie cz. III (DWOK T. 51), s. 24.&#13;
&#13;
392&#13;
&#13;
�z wiatruś przyszed, we wiatr idź”; „Jakeś przyszła, takeś wyszła, a na lasy,&#13;
na bory”; „Jeżeliś z wiatru, idź na wiatry, jeżeliś z wody, idź na wodę itd.”;&#13;
„Na psa urok”; „Na psa uroki, na dziada tłumoki”; „Na kota suchoty, na psa&#13;
uroki”; „Pluń na marę!”; „Sól peczyna z lichemi oczyma”1. A w przypadku&#13;
działań szkodzących pojawiają się wezwania bardziej lub mniej bezpośrednie: „Mnie na użytek, tobie na ubytek”; „Bodaj cię kołtun skręcił”; „Bodaj&#13;
mu hołowu skrutyło”2. Niejednokrotnie relacje o zamówieniu i zażegnaniu&#13;
nieszczęścia zawierają tylko wskazówki, informujące o wymawianiu „pewnych słów, których chory lub jego posłannik nie rozumie”; „sobie [tj. czarownikowi] tylko wiadomej, od diabła wyuczonej formuły oratorskiej, czyli&#13;
tajemniczego pacierza”; o odmawianiu „czarodziejskich pacierzy”, „tajemniczej modlitwy lub słów”, „wyrazów szeptanych”, „gadaniu po swojemu, po&#13;
łacinie”, „szeptaniu „niepojętych wyrazów” lub „kilkunastu słów niezrozumiałych”, „tajemniczej przemowy”, „formułek tych przymówek”3 itp.&#13;
Spośród przykładów praktyk pozaleczniczych przytoczyć można m.in.&#13;
dość rozpowszechnioną, a dotyczącą powodzenia w miłości. W Ostrzeszowskiem i na Śląsku wierzono, że dziewczyna, chcąc pozyskać zalotników, powinna w nocy szukać ziela zwanego nasięźrałem, a znalazłszy je, rozebrać&#13;
się zupełnie, uklęknąć i rwąc to ziele, powtarzać trzy razy:&#13;
Nasięźrzale,/ rwę cię śmiale,/ pięcią palcy, szóstą dłonią,/ niech się chłopcy za&#13;
mną gonią:/ karczmarze,/ owczarze,/ sołtysi,/ a potem z całej wsi.&#13;
&#13;
Potem musi „co tchu uciekać i na goniące ją straszydła ani się obejrzeć,&#13;
bo by życie postradała. Zerwane ziele zaszywa sobie w obrąbek spódnicy,&#13;
a w skutku tego chłopcy tłumami się o nią dobijają”4. Bardzo podobna&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35), s. 237, W. Ks. Poznańskie (DWOK T. 15), s. 114,&#13;
nr 51, Tarnowskie-Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 283, 287, Lubelskie (DWOK T. 17), s. 109,&#13;
nr 4, Kaliskie-Sieradzkie (DWOK T. 46), s. 474, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 93, nr 206&#13;
i przyp.** oraz s. 94, przyp.*, Mazowsze cz. VII (DWOK T.42), s. 336, Sanockie-Krośnieńskie&#13;
cz. III (DWOK T. 51), s. 23.&#13;
2 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 102, nr 28, s. 98, nr 2, Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. 239,&#13;
3 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 172, nr 91, s. 83, nr 172, Kujawy cz. I (DWOK),&#13;
s. 94, nr 3, W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 159, nr 55, Lubelskie cz. II (DWOK&#13;
T. 17), s. 156, nr 2, Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 94, przyp.*, Pokucie cz. III (DWOK T.&#13;
31), s. 164, nr 20 i s. 161, nr 6.&#13;
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 65–66.&#13;
&#13;
393&#13;
&#13;
�formuła odnotowana została we wspomnianym już raptularzu Antoniny&#13;
Konopczaki z Modlnicy, gdzie wypowiadano ją w tym samym celu, ale w innych okolicznościach. Tam informatorka opisała nasięźrał, „ziele bardzo&#13;
czarowne” i miejsce gdzie rośnie, a następnie wyjaśniła:&#13;
Szukając tego ziela, trzeba iść w nowy czwartek w nocy, żeby nikt nie widział,&#13;
a już wiedząc, gdzie jest, w którym miejscu. Idąc ku niemu, obrócić się tyłem,&#13;
to jest plecami. Przybliżywszy się, rwać go, trzymając rękę za plecami i mówić&#13;
tak: „Nasiźrale, rwę cię śmiele, pięcią palcem, szóstą dłonią, niech się za mną&#13;
chłopcy gonią, duzi, mali, by mi się wszyscy zalecali”. – Jest to ziele czarowne,&#13;
sam diabeł go pilnuje. Aby diabła oszukać, idzie się tyłem po nie1.&#13;
&#13;
Innych okoliczności wymagających zastosowania praktyk magicznych&#13;
z użyciem zamówień było w wierzeniach ludu co niemiara, a dotyczą one&#13;
najrozmaitszych sfer życia wsi, by przykładowo wymienić jeszcze kilka&#13;
wskazanych przez Kolberga z przywołaniem formuł słownych, a towarzyszących np. zbieraniu przez czarownicę rosy dla „uroczenia” (pomnażania&#13;
lub zabierania) krowom mleka, unieszkodliwieniu żmii na drodze, pomyślnej zmianie zębów u dziecka, „odczynaniu” złego masła, „wypędzaniu” robaków u bydła, wypiciu kieliszka wódki, chronieniu przed bólem głowy2.&#13;
Kolberg zdawał sobie sprawę, że wobec tępienia tych praktyk i postępu&#13;
oświaty na wsi zanikają one stopniowo i szereg z nich odeszło już w niepamięć, choć skłonność do magicznego pojmowania świata i radzenia sobie&#13;
z rzeczywistością pozostała w kulturze ludowej elementem trwałym. Pisał:&#13;
Działania przeto czarowników, częstokroć bardzo proste, ale ciemną szatą tajemniczości (dziś już zaledwie strzępkiem dawnych wierzeń będącej) pokryte,&#13;
lud za bardzo mądre i skomplikowane uważa i jako nie zawsze mu zrozumiałe,&#13;
własnymi nieraz domysłami (acz w tymże samym co i tamte snać pojętymi&#13;
duchu) uzupełnia i tłumaczy3.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 32.&#13;
Zob. m.in. O. Kolberg Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 110, nr 7, Krakowskie cz III&#13;
(DWOK T. 7), s. 92, nr 204, s. 143, nr 18, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 100, nr 14, s. 91,&#13;
nr 17, s. 97, nr 33, Tarnowskie–Rzeszowskie (DWOK T. 48), s. 274, W. Ks. Poznańskie cz. VII&#13;
(DWOK T. 15), s. 113–114, nr 51, Kaliskie-Sieradzkie (DWOK T. 46), s. 483, Sanockie-Kroś­&#13;
nieńskie (DWOK T. 51), s. 43, Lubelskie cz. II (DWOK T. 17), s. 156 nr 2 i 3, Kieleckie cz. II&#13;
(DWOK T. 19), s. 209–210, nr 10.&#13;
3 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 81, nr 166.&#13;
2&#13;
&#13;
394&#13;
&#13;
�Dokumentując ten odchodzący w przeszłość gatunek folkloru słownego,&#13;
autor Ludu pozostawił cenny i wyjątkowy materiał z najwcześniejszego&#13;
okresu badań nad nim, wtopiony w całościowy obraz kultury duchowej&#13;
polskiej wsi tamtego czasu.&#13;
*&#13;
Dokonany tutaj u końca edycji Dzieł wszystkich przegląd dorobku Kolberga w dziedzinie literatury ludowej może tylko potwierdzać po raz kolejny ustalony w nauce fakt, że bez Kolbergowskich źródeł jako podstawowej&#13;
bazy dokumentacyjnej nie może się obyć żaden badacz folkloru, począwszy&#13;
od przełomu XIX i XX wieku aż po czas obecny. I to niezależnie od przyjmowanej perspektywy badawczej: literaturoznawczej, antropologicznej czy&#13;
etnolingwistycznej, a także niezależnie od przedmiotu badań, tj. pieśni i bajek czy małych form folkloru. Ilustruje to obszerna literatura przedmiotu&#13;
odwołująca się do materiałów autora Ludu. Niedomogi warsztatu i dokumentacji Kolberga obserwowane są wprawdzie i często podnoszone przez&#13;
dzisiejszych specjalistów – dotyczy to choćby braku metodycznej i szczegółowej informacji o kontekście sytuacyjnym przekazów folklorystycznych,&#13;
w myśl cytowanej wyżej radykalnej zasady, że jeśli nie zapisaliśmy sytuacji,&#13;
w której funkcjonował tekst słowny folkloru, to nic nie zapisaliśmy. Zastrzeżenia te nie wydają się jednak rozstrzygające wobec ogromu i zakresu&#13;
materiału zgromadzonego przez Kolberga w wyniku jego genialnej intuicji&#13;
i przeświadczenia, że zebranie źródeł to zadanie pierwszoplanowe, wreszcie&#13;
wobec faktu, że jego dziełu należy się rzetelne spojrzenie z perspektywy&#13;
historycznej. Powstawało bowiem jednoosobowo, w najtrudniejszym dla&#13;
narodu czasie niewoli, w warunkach kraju podzielonego przez zaborców&#13;
i nękanego ich restrykcjami, a ponadto bez oparcia instytucjonalnego, bez&#13;
zespołu i instrumentarium naukowego, ogólnie dostępnego współcześnie.&#13;
Może więc warto zamknąć ten tekst refleksją, dopominającą się o zachowanie takiego historycznego dystansu w ocenie dorobku Kolberga w dziedzinie&#13;
folkloru, zwłaszcza przez kolejne pokolenia ludzi nauki w zmieniającym się&#13;
świecie humanistyki. To prawda, że ludowe pieśni i opowieści, przysłowia&#13;
i zagadki zanotowane zostały w dużej mierze bez wymaganego dziś szczegółowego podania kontekstu sytuacyjnego, ale jednak zostały w niezwykłej&#13;
ilości i zróżnicowaniu przekazów utrwalone, a więc ocalone.&#13;
&#13;
��Ewa Antyborzec&#13;
&#13;
Kolberg jako badacz terenowy i autor&#13;
monografii etnograficznych&#13;
&#13;
Wprowadzenie, s. 397 – Kolberg jako badacz terenowy, s. 399 – Lud,&#13;
s. 426 – Obrazy etnograficzne, s. 483 – Materiały wydane poza seriami&#13;
Lud i Obrazy etnograficzne, s. 506 – Materiały do monografii pozostawione&#13;
w rękopisach, s. 511 – Podsumowanie, s. 527&#13;
&#13;
Wprowadzenie&#13;
Pod koniec dwudziestego wieku etnografia definiowana była jako dyscyplina naukowa zajmującą się opisem i analizą kultur ludzkich (ich dziedzin&#13;
i wytworów) z uwzględnieniem ich ludowego charakteru1. Późniejsi badacze wskazali na jej podwójne znaczenie: jako produktu (teksty etnograficzne&#13;
czyli publikacje antropologów) oraz jako procesu (obserwacja uczestnicząca&#13;
lub badanie terenowe)2.&#13;
Działalność Kolberga na gruncie tej dyscypliny w większym stopniu&#13;
odpowiada zapewne definicji ludoznawstwa (przez jakiś czas stosowanej zamiennie z terminem etnografia) rozumianego jako zainteresowanie kulturą ludu i ukierunkowanego na prace zbierackie, które według&#13;
słów Józefa Burszty „nie wynikały jednak z przyjęcia określonych założeń teoretycznych i metodologicznych, stanowiących podstawę wyodrębnienia się etnografii (etnologii)” 3. Sam Kolberg, pisząc w 1865 roku list&#13;
otwarty do redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, dla określenia zebranych&#13;
przez siebie dotąd materiałów, takich między innymi jak pieśni, podania&#13;
1 J. Burszta Etnografia, w: Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, pod red. Z. Staszczak,&#13;
Warszawa-Poznań 1987, s. 89–91.&#13;
2 Zob. termin Etnografia, w: Obserwatorium Żywej Kultury – Sieć Badawcza (http://ozkultura.pl/node/167, dostęp: 9.12.2021); tam za: A. Barnard i J. Spencer Encyklopedia Antropologii&#13;
Społeczno-Kulturowej, Warszawa (2002) 2008, s. 200.&#13;
3 J. Burszta Ludoznawstwo, w: Słownik etnologiczny…, s. 212–213.&#13;
&#13;
397&#13;
&#13;
�i zwyczaje, użył terminu „szczegóły etnograficzne” 1. Te elementy kultury&#13;
były bowiem dla niego „etnografią” na równi z opisami ubiorów, sprzętów&#13;
i domostw. Choć z punktu widzenia dzisiejszej nauki monografie zawierają przede wszystkim materiały folklorystyczne (muzyczne i słowne), to&#13;
uprawnione wydaje się określenie ich mianem „etnograficzne”, tym bardziej że sam autor zamiast tytułu serii Lud dla części woluminów użył&#13;
podtytułu Obraz etnograficzny.&#13;
Omawiając monografie autorka skupia się głównie na problemach związanych z ewolucją koncepcji wydawnictwa, wprowadzaniem nowej tematyki i zagadnieniach etnograficznych wedle współczesnej wiedzy. Analiza&#13;
przeprowadzona została w kolejności publikowanych przez Kolberga tytułów, to jest od Sandomierskiego po przygotowane z jego materiałów Przemyskie. W przypadku pozostałych monografii (wydanych na podstawie&#13;
zachowanych źródeł w XX wieku) koncentrowano się tylko na zgromadzonych przez Kolberga materiałach etnograficznych w powiązaniu z jego podróżami w teren, nie odnosząc się do układu (schematu) tych tomów, który&#13;
był wzorowany na monografiach z XIX wieku, na ile pozwalały na to zachowane źródła. Pominięto w tym opracowaniu tak ważne i szeroko w Ludzie i Obrazach etnograficznych reprezentowane dziedziny jak folklor&#13;
słowny i muzyczny. Dokumentacja muzyki oraz tekstów pieśni, opowieści&#13;
ludowych, widowisk i zagadnień językowych stanowią bowiem przedmiot&#13;
odrębnych studiów zamieszczonych w tej publikacji.&#13;
Mimo że analizy monografii zawierają informacje o podróżach Kolberga&#13;
w poszczególnych regionach2, to część tę poprzedzono dodatkowo opisem&#13;
sposobu prowadzenia przez niego badań. Wedle przywołanej tu definicji&#13;
stanowią one istotny element etnografii traktowanej jako proces, a dla przyszłego autora Ludu stały się drogą do tej dyscypliny. Dlatego charakterystyka Kolberga jako badacza terenowego jest niezwykle ważna dla oceny&#13;
jego działalności, która od badań muzyki ludowej zmierzała ku etnografii&#13;
i której celem, po latach doświadczeń w terenie, stało się wydanie cyklu&#13;
monografii. Zagadnienie to jest tym bardziej istotne, że badania terenowe&#13;
1 O. Kolberg Do Redakcji Biblioteki Warszawskiej. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1865, T. 1, s. 306; przedruk: Korespondencja Oskara Kolberga cz. I (DWOK T. 64), s. 102.&#13;
2 Badania Kolberga w poszczególnych regionach i jego kontakty z osobami, które pomagały&#13;
w ich organizacji, zostały omówione we wstępach do tomów suplementowych edycji Dzieł&#13;
wszystkich (dalej DWOK), zob. T. 71–84. W dalszej części tekstu nie odwoływano się już każdorazowo do tych wstępów.&#13;
&#13;
398&#13;
&#13;
�praktycznie od początku ukształtowania się dyscypliny są podstawowym&#13;
źródłem prac etnograficznych i etnologicznych. Koncepcja wydawania etnograficznych monografii regionalnych pojawiła się, jak wiadomo, dopiero&#13;
w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy Oskar Kolberg miał za sobą ponad&#13;
dwudziestoletnie doświadczenie związane z pracą w terenie. Zanim bowiem&#13;
ukazało się Sandomierskie, będące pierwszą, niepełną jeszcze monografią i pierwotnie pierwszym tomem Ludu1, przyszły autor odbywał przez&#13;
ćwierć wieku systematyczne podróże, skupiając się głównie na gromadzeniu materiałów. Na początku swojej działalności koncentrował się prawie&#13;
wyłącznie na folklorze muzycznym, ale rejestrując na przykład pieśni weselne, sporządzał jednocześnie notatki dotyczące okoliczności ich wykonania, a także zapisywał lokalne nazwy i wyrażenia gwarowe. To właśnie&#13;
dzięki wyjazdom w teren stopniowo poszerzał zakres swoich zainteresowań&#13;
ludoznawczych, od zapisów melodii ludowych i tekstów pieśni, poprzez&#13;
obrzędy i zwyczaje, informacje o języku, po wszelkie gatunki folkloru słownego, wierzenia, a w końcu także te aspekty życia mieszkańców wsi, które&#13;
później nazwano kulturą materialną i społeczną.&#13;
Kolberg jako badacz terenowy&#13;
Sformułowanie „badacz terenowy” wymaga kilku słów wyjaśnienia nie&#13;
tylko w odniesieniu do Kolberga, ale też i innych ludoznawców i prekursorów etnografii jemu współczesnych lub działających wcześniej. Historia&#13;
tego typu badań sięga w Polsce początków XIX wieku, jeśli za ich pierwszego reprezentanta na rodzimym gruncie uznać Zoriana Dołęgę Chodakowskiego (właśc. Adama Czarnockiego)2. W dobie romantyzmu w teren ruszyli&#13;
kolejni entuzjaści „ludowości”, pisarze, poeci, malarze, a wśród nich także&#13;
1 Sandomierskie ukazało się w Warszawie w 1865 roku i pierwotnie miało być kolejnym zbiorem pieśni (zob. charakterystykę tej monografii w dalszej części niniejszego tekstu).&#13;
W chwili wydania oznaczone było jako „seria I” (tj. tom I, Kolberg używał terminu seria w znaczeniu tom) Ludu; włączenie po paru latach do całego cyklu Pieśni ludu polskiego z 1857 roku&#13;
(dziś DWOK T. 1) i oznaczenie ich jako „seria I” spowodowało zmianę numeracji, stąd Sandomierskie nosi numer „II”, w edycji DWOK: T. 2.&#13;
2 Za prekursorskie badania terenowe uznałam działalność Zoriana Dołęgi Chodakowskiego rozpoczętą najprawdopodobniej już w 1813 roku, zob. J. Maślanka Mit o prawdziwym męczenniku starożytności słowiańskich, w: Z.D. Chodakowski Śpiewy sławiańskie pod strzechą wiejską zebrane, Warszawa 1973, s. 14.&#13;
&#13;
399&#13;
&#13;
�późniejsi zbieracze i badacze folkloru, między innymi Ryszard Berwiński,&#13;
Seweryn Goszczyński, Wincenty Pol i właśnie Oskar Kolberg. Pomijając&#13;
nawet takich późniejszych terenowców jak Julian Talko-Hryncewicz czy&#13;
Bronisław Piłsudski oraz klasyk metody, Bronisław Malinowski, którzy&#13;
działali poza Polską, pamiętać jeszcze trzeba o lokalnych badaczach. Sięgając drugiej połowy XIX wieku wymienić można choćby Zygmunta Glogera&#13;
i Michała Federowskiego1, a spośród etnografów działających w XX wieku – Kazimierza Moszyńskiego2, Eugeniusza Frankowskiego3, Kazimierza&#13;
Dobrowolskiego (socjolog i etnograf), Bożenę Stelmachowską czy w końcu Józefa Bursztę i Bronisławę Kopczyńską-Jaworską. Jednak pomimo tak&#13;
długiej tradycji badań trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem mówiącym,&#13;
że teren (tj. zdefiniowanie samego terminu „badania terenowe” oraz opisu&#13;
metod takich badań) jest „słabo obecny w polskiej literaturze”4, w piśmiennictwie dotyczącym tak współczesności, jak i przeszłości dyscypliny. Dopiero w ostatnich latach pojawiły się hasła słownikowe oraz studia i opracowania dotyczące badań terenowych i etnograficznych, ale odnoszą się one&#13;
prawie wyłącznie do czasów współczesnych5. Do nielicznych wyjątków należy opracowanie Zbigniewa Libery, który o pierwszych zbieraczach pisał:&#13;
„Ludoznawcą stawał się ten, kto z mroków gabinetów i bibliotek poszedł&#13;
na spotkanie prostych ludzi”6.&#13;
Nic zatem dziwnego, że opisując działalność badaczy XIX wieku, takich jak Chodakowski czy Kolberg, przyjmujemy zwykle określenia&#13;
1&#13;
&#13;
Michał Federowski zanim przeniósł się na Białoruś, prowadził badania na Kielecczyźnie.&#13;
O badaniach terenowych prowadzonych od 1911 roku przez Kazimierza Moszyńskiego&#13;
pisała A. Kutrzeba-Pojnarowa Kultura ludowa i jej badacze. Mit i rzeczywistość, Warszawa&#13;
1977, s. 83–84.&#13;
3 Oprócz prac terenowych na Półwyspie Iberyjskim, na początku kariery zawodowej,&#13;
a także po powrocie do Warszawy, prowadził badania m. in. na Polesiu, zob. A. Kutrzeba-Pojnarowa Kultura ludowa i jej badacze..., s. 93 i 100.&#13;
4 T. Buliński, M. Kairski Pytanie o teren w antropologii, w: Teren w antropologii. Praktyka&#13;
badawcza we współczesnej antropologii, pod red. T. Bulińskiego i M. Kairskiego, Poznań 2013,&#13;
s. 13.&#13;
5 Wymieniona w poprzednim przypisie publikacja Teren w antropologii… jest jedną z nielicznych dotyczących problematyki etnograficznych/antropologicznych badań terenowych.&#13;
Zob. też terminy Teren i Badania terenowe, w: Obserwatorium Żywej Kultury – Sieć Badawcza (http://ozkultura.pl/wpisy/183 i http://ozkultura.pl/node/7382 (dostęp: 9.12.2021).&#13;
6 Z. Libera Etnografia jest praktykowaniem semiotyki (przykład z polskiej etnografii XIX&#13;
wieku i później), „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficzne” 2021,&#13;
T. 49, z. 3, s. 191.&#13;
2&#13;
&#13;
400&#13;
&#13;
�funkcjonujące obecnie (badania terenowe, metoda badań)1, które do niedawna nie posiadały dostatecznego umocowania w literaturze przedmiotu2.&#13;
Na gruncie najnowszych opracowań pojawiło się też stwierdzenie mówiące,&#13;
że „warto pytać o teren, gdyż jest to pytanie o dyscyplinę, o jej kształt i sposób uprawiania”3. Postulat podjęcia problematyki terenu (właśnie w znaczeniu: badania terenowe, metoda badań) odnieść też należy do historii&#13;
dyscypliny, której rozwój wiązał się ściśle ze sposobem prowadzenia badań,&#13;
a tym samym z rodzajem uzyskanych materiałów.&#13;
Badania prowadzone przez prekursorów niewykształconej jeszcze nauki&#13;
miały, co oczywiste, zupełnie inny charakter, nie tylko ze względu na brak&#13;
wypracowanych metod, ale także z powodu warunków społeczno-politycznych. Podróże między zaborami wymagały wyrobienia paszportu, a przewożenie jakichkolwiek dokumentów, druków, książek, tak jak przesyłanie&#13;
listów przez granicę zaboru rosyjskiego podlegało drobiazgowej cenzurze.&#13;
Dodatkowo w Królestwie po wprowadzenie stanu wojennego w 1833 roku&#13;
na wyjazd poza rogatki Warszawy trzeba było także uzyskać paszport, który&#13;
zresztą zezwalał na pobyt tylko w określonej guberni bez prawa poruszania&#13;
się poza nią. Z kolei stosunki społeczne powodowały oczywistą trudność&#13;
w dotarciu przez badacza do nieufnej wobec obcych warstwy włościańskiej. Uwzględniając ową specyfikę czasów, w których żył i pracował Oskar&#13;
Kolberg, bez wątpienia uznać go należy za czołowego badacza terenowego&#13;
XIX wieku, choćby ze względu na liczbę odbytych podróży i odwiedzonych miejsc, a także z powodu technik zastosowanych wyłącznie w oparciu&#13;
o własne doświadczenie i intuicję.&#13;
Użyty tu termin „podróże” wydaje się być najbardziej odpowiednim&#13;
określeniem tych wypraw, a ściślej „podróże etnograficzne”, przy jednoczesnym założeniu, że w tym wypadku termin „etnograficzne” pojmujemy&#13;
tak, jak był on rozumiany przez Kolberga i jemu współczesnych. Definiując znaczenie „podróży” w XIX wieku, Janina Kamionka-Straszakowa pisze&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. np. Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011,&#13;
s. 41; E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja, Poznań&#13;
2015, s. 106.&#13;
2 Jeszcze w końcu XX wieku na gruncie polskim funkcjonowała praktycznie tylko publikacja B. Kopczyńskiej-Jaworskiej Metodyka etnograficznych badań terenowych, Warszawa&#13;
1971, jako jedyny tego typu podręcznik, na co zwracają uwagę T. Buliński, M. Kairski Pytanie&#13;
o teren…, s. 12–13.&#13;
3 T. Buliński, M. Kairski Pytanie o teren…, s. 16.&#13;
&#13;
401&#13;
&#13;
�między innymi o badaczach okresu romantyzmu, których odkryciem były&#13;
„romantyczne pielgrzymki narodowe” oraz „podróże w głąb własnej historii i tradycji”1, a wśród „pielgrzymujących” wymienia m.in.: Lenartowicza,&#13;
Pola, Zmorskiego, Goszczyńskiego i Kolberga. W sporządzonym u schyłku&#13;
życia Szkicu autobiografii Oskar wspominał swoje wyprawy, posługując&#13;
się między innymi określeniem „podróże moje”.&#13;
Ów szkic cytowany jest w tej i w innych publikacjach wielokrotnie, gdyż&#13;
zawiera jedną z nielicznych wypowiedzi Kolberga odnoszących się do organizacji pracy w terenie. Wnosi też istotne informacje o najwcześniejszych&#13;
podróżach:&#13;
Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany r. 1839 w Wilanowie, dał mi&#13;
już spory zasób nader ciekawych motywów i popchnął do dalszych poszukiwań&#13;
na tem polu. Wszakże wycieczki najczęściej dokonywane w święta i w towarzystwie przyjaciół w lecie, na piechotę, dobywać się mogły tylko w najbliższe okolice Warszawy. Zapuszczać się dalej, zwłaszcza samemu, a choćby i we&#13;
dwójkę lub trójkę, z koszturem w ręku, nie było wówczas podobieństwem, bo&#13;
chłopi, nieufni i podejrzliwi na każdym kroku gotowi byli nieznajomych sobie&#13;
apostołów chwytać i odstawiać do powiatu jako missaryuszów narodowego&#13;
rządu. Doświadczyłem tego w r. 1841 robiąc z Konopką wycieczkę do Czerska,&#13;
gdzie oswobodzenie z ich rąk winni jedynie byliśmy rozumnej interwencji wójta&#13;
miejscowej gminy2.&#13;
&#13;
Wspomnienie Kolberga porusza jednocześnie dwie ważne kwestie.&#13;
Pierwsza z nich to data: „1839”, która wskazuje na czas pierwszych wędrówek etnograficznych, ze względu na pewne nieścisłości w zachowanej&#13;
dokumentacji określany najczęściej jako przełom lat trzydziestych i czterdziestych lub początek lat czterdziestych XIX wieku. Były to więc czasy, w których wyjście w teren było rzadkością i ograniczało się zwykle&#13;
do jednego regionu3. Pierwsze wyprawy Kolberga również ograniczały&#13;
się przede wszystkim do najbliższych okolic Warszawy, ale odwiedzał też&#13;
1&#13;
&#13;
J. Kamionka-Straszakowa Podróż, w: Słownik literatury polskiej XIX wieku, pod red.&#13;
J. Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław-Warszawa-Kraków 2002, s. 700.&#13;
2 Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183 (dawna 2184), k. 68.&#13;
3 Badania folklorystyczne na Mazowszu prowadził już przed rokiem 1830 Kazimierz Wł.&#13;
Wójcicki, który po powstaniu listopadowym, na emigracji w Galicji, podróżował też po Pokuciu. Jednym z terenowców był także mało dziś znany Ludwik Kamiński prowadzący badania etnograficzne na Podhalu w latach czterdziestych XIX. stulecia; wyniki jego badań zostały opublikowane dopiero w XX wieku, zob. L. Kamiński (vel Kamieński) O mieszkańcach&#13;
&#13;
402&#13;
&#13;
�miejsca dalej położone, jak na przykład Tretki w powiecie kutnowskim,&#13;
gdzie po raz pierwszy był być może już w 1838 roku, a potem kilkakrotnie,&#13;
m.in. w latach 1839–1841. Wkrótce rozszerzył badania na dalsze tereny&#13;
Królestwa Polskiego oraz Galicję (1842, 1843).&#13;
Pomimo dostępnej znacznej części korespondencji oraz zachowanych&#13;
notatek Kolberga, takich jak wymieniony Szkic autobiografii i szczegółowe spisy przychodów i rozchodów (w tym wydatki na podróże etnograficzne) z lat 1859–1869, nie można już dziś odtworzyć wszystkich wypraw&#13;
badacza, a tym bardziej ustalić dokładnie ich datowania. Analiza tych&#13;
dokumentów, a także dat zamieszczonych przez autora Ludu w poszczególnych monografiach wykazuje liczne niekonsekwencje 1. Ich przyczyną&#13;
może być fakt, że część notatek Kolberg sporządzał dopiero pod koniec&#13;
życia, a zatem nawet kilkadziesiąt lat po odbyciu podróży. Mógł więc mylnie odnotować rok wyprawy. Z kolei niektóre niezgodne z dokumentami&#13;
pisanymi daty pojawiające się na kartach Ludu mogą wynikać z błędów&#13;
drukarskich, o które w tamtych czasach nie było trudno. Nie można też&#13;
zupełnie pominąć „pomyłek” celowych czy nawet ukrywania pewnych&#13;
faktów, takich jak na przykład kontakty ze środowiskiem głęboko patriotycznym, byłymi powstańcami i ludźmi zaangażowanym w działalność&#13;
wymierzoną przeciw zaborcom2. Z tych właśnie przyczyn trudno niekiedy&#13;
precyzyjnie określić czas i miejsca podróży Kolberga opisywanych w tym&#13;
opracowaniu.&#13;
Drugą ważną informacją we wspomnieniu Kolberga jest wyraźna&#13;
wzmianka o braku możliwości poruszania się w pojedynkę „z kosturem&#13;
w ręku”. Przeczy ona stereotypowemu wizerunkowi Oskara, który tak&#13;
jak Roman Zmorski wędruje od wsi do wsi i od chaty do chaty, odziany&#13;
w chłopską sukmanę i wsparty o sękaty kij3. Zgodnie z tym, co sam napisał, Kolberg odbywał pierwsze wyprawy w gronie przyjaciół, tak jak on&#13;
gór tatrzańskich. Najdawniejsza monografia etnograficzna Podhala, z rękopisu opracował,&#13;
objaśnieniami opatrzył oraz podał do druku J. Kolbuszewski, Kraków 1992.&#13;
1 Szczegółowe informacje o podróżach i niezgodnościach w ich dokumentacji, zob. E. Millerowa Kalendarium podróży Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III&#13;
(DWOK T. 85/III).&#13;
2 Przykładem mogą być związki Kolberga z rodziną Hemplów, zob. E. Millerowa Chełmskie&#13;
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82),&#13;
s. XIV–XX.&#13;
3 Wizerunek wędrówek z kosturem utrwalił m.in. T. Lenartowicz w wierszu Wezwanie,&#13;
zob. tegoż Wybór poezyj, T. 2: Warszawa 1876, s. 3–4.&#13;
&#13;
403&#13;
&#13;
�zafascynowanych folklorem, a nazwiska towarzyszących mu osób wymienił&#13;
kilkadziesiąt lat później w Mazowszu: Józef Konopka, Walenty Zakrzewski&#13;
i Emil Jenike, a także Teofil Lenartowicz, Ludwik Norwid, Ignacy Komorowski, Karol Marconi i Antoni Kolberg. Nawet te pierwsze podróże Kolberga różniły się od wędrówek grona cyganerii warszawskiej (a należeli do niej&#13;
niektórzy jego współtowarzysze), która wedle słów Ryszarda Wojciechowskiego „manifestując swoje ludomaństwo strojem, wycieczkami na wieś,&#13;
przetwarzaniem gminnych motywów w poezji […], czyniła to z pobudek&#13;
ideowych”, a „symboliczne i deklamacyjne rekwizyty [ubiór i kostur] były&#13;
jedyną możliwą demonstracją poglądów”1.&#13;
Oskar nigdy nie manifestował swoich zainteresowań przy pomocy&#13;
chłopskiego ubioru, co potwierdza też wspomnienie Izydora Kopernickiego, będące jednocześnie świadectwem czasów, w jakich działał autor Ludu:&#13;
W tych ustawicznych, pracowitych wędrówkach jego po kraju, mylnie byłoby wyobrażać sobie Kolberga z kosturem w ręku, wędrującego od wsi do wsi, od karczmy&#13;
do karczmy, jak to czynił Zoryan Chodakowski o pół wieku przed nim. W owym&#13;
czasie, gdy po wsiach nakazywano śledzić i chwytać emisariuszów demokratycznych, podobnie jak dziś socjalistów, wędrowny etnograf z kosturem dostałby się&#13;
niechybnie w pierwszej wsi do aresztu, tak samo jak dzisiaj. Jakoż zdarzyło się&#13;
samemu Kolbergowi doświadczyć przygody bardzo podobnej, gdy w r. 1841, bez&#13;
kosturów nawet, wybrali się z Józefem Konopką na piechotę do Czerska2.&#13;
&#13;
Trwałym śladem pieszej wycieczki do Czerska, która potwierdziła, że&#13;
nawet krótkie wypady za miasto wymagają przygotowania, jest rękopis&#13;
zatytułowany Pieśni ludu z okolic Czerska i Piaseczna3. Manuskrypt zawiera zapisy pieśni bez melodii, a jego autorem jest Józef Konopka, na co&#13;
wskazuje ołówkowa nota sporządzona nieznaną ręką: „Ś. p. Józef Konopka&#13;
w pierwszej wycieczce etnogr[aficznej] z Kolbergiem, Jenike i Zakrzewskim&#13;
w r. 1841”. W czasie tej wyprawy Kolberg zapisywał melodie, ale jedyne&#13;
1&#13;
&#13;
R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 136 i 137.&#13;
2 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. X; pierwodruk: Oskara Kolberga Przemyskie, z pośmiertnych materiałów wydał I. Kopernicki, Kraków 1891. Przedmowa… zawiera wiele cennych informacji dotyczących pracy Kolberga i będzie jeszcze cytowana.&#13;
3 Rkp. J. Konopki Pieśni ludu z okolic Czerska i Piaseczna, Arch. PTL, teka 45, sygn. 1419,&#13;
k. 1–6; w tytule słowa: „i Piaseczna” dopisane przez Kolberga.&#13;
&#13;
404&#13;
&#13;
�zachowane jego materiały są niezwykle skromne i obejmują obecnie zaledwie kilka zapisów, zredagowanych już na czysto1. Oba rękopisy są jednak&#13;
dokumentem wspólnej pracy w terenie, którą Kolberg będzie jeszcze podejmował w przyszłości między innymi z Kornelem Kozłowskim, Bogumiłem&#13;
Hoffem i prawdopodobnie z Władysławem Wierzbowskim2.&#13;
Czasy pierwszych podróży Oskar opisywał później z ogromną sympatią i nostalgią, nazywając po latach swoich towarzyszy „miłymi druhami”,&#13;
a ich zapiski – „życzliwą usługą”3. Realizowana z ogromnym zapałem pasja&#13;
zbieracza, wynikająca początkowo bez wątpienia z romantycznej fascynacji&#13;
ludowością, szybko zmieniła się w organiczną, żmudną pracę dokumentatora, a spontaniczne wypady za miasto, które zakończyć się mogły „odstawieniem do powiatu”, zastąpione zostały planowanymi z góry podróżami,&#13;
o których Kopernicki pisał jako o odbywanych „mniej efektownie, lecz&#13;
bezpieczniej i skuteczniej”4. Sam zaś Kolberg wspominał:&#13;
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za&#13;
tychże listem rekomendacyjnym)5.&#13;
&#13;
Udając się na przykład w okolice Wyszkowa na Mazowszu, w lecie 1843&#13;
roku, skorzystał ze znajomości z rodziną Norwidów i Suskich. Ludwik Norwid, wspomniany już współtowarzysz pierwszych wędrówek Kolberga, był&#13;
starszym bratem poety. Urodził się i gospodarował we wsi Strachówka&#13;
pod Radzyminem, ale Kolberg kilkakrotnie wymienia w dokumentach miejscowości Wysoce (dziś Wysocze w powiecie ostrołęckim) i Głuchy jako&#13;
miejsce swoich eskapad, kiedy to gościny udzielali mu właśnie Norwidowie oraz Suscy (Paulina, siostra Ludwika i Cypriana, była żoną Jana Suskiego). Związek rodziny z Wysocem pozostaje niewyjaśniony, natomiast&#13;
1 Zob. np. O. Kolberg Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), s. 115, nr 261; pierwodruk: Kraków&#13;
1886. Pieśń opublikowana na podstawie rkp. O. Kolberga, Arch. PTL, teka 42, sygn. 1349, k. 21.&#13;
2 Z Kornelem Kozłowskim Kolberg prowadził badania w okolicach Czerska na Mazowszu&#13;
w 1865 roku, z Władysławem Wierzbowskim udał się w 1858 roku w Augustowskie; w obu&#13;
przypadkach Kolberg zapisywał melodie, a jego towarzysze teksty pieśni. Podczas pobytu&#13;
w Wielkopolsce pod koniec lat sześćdziesiątych podróżował przez pewien czas z rysownikiem&#13;
Bogumiłem Hoffem.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. XI nlb; pierwodruk: Kraków 1885.&#13;
4 Dr I.K. [I. Kopernicki]. Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. X.&#13;
5 Rkp. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAN i PAN, sygn. 2183 (dawna 2184), k. 68.&#13;
&#13;
405&#13;
&#13;
�Głuchy należały do Norwidów jako dobro ich matki, Ludwiki Zdzieborskiej. W 1848 roku dwór w Głuchach kupił Jan Kanty Suski, będący już&#13;
wówczas mężem Pauliny1. Oskar odwiedził ich jeszcze raz w 1862 roku,&#13;
a w dowód wdzięczności za gościnę dedykował Paulinie skomponowane&#13;
przez siebie kujawiaki2.&#13;
Przyjaźnie i znajomości zawiązane w stolicy pozwoliły też Kolbergowi&#13;
na prowadzenie badań na ziemi dobrzyńskiej, na którą udał się w 1854 lub&#13;
1856 roku3. Przebywał wówczas w Działyniu u rodziny Dziewanowskich&#13;
i w Łążyniu u Zielińskich. Syn właściciela Działynia, Dominik (1811–1880)&#13;
był, tak jak wszyscy bracia Kolbergowie, uczniem Liceum Warszawskiego&#13;
i przyjacielem najstarszego z nich – Wilhelma. Wprawdzie sam Dominik&#13;
już w 1838 roku osiadł w Szafarni, ale z pewnością dzięki niemu Oskar&#13;
mógł gościć w dobrach rodzinnych w Działyniu. Natomiast do Łążynia trafił dzięki kontaktom z Gustawem Zielińskim (1809–1881), pisarzem i publicystą, podobnie jak Kolberg, współpracującym z „Biblioteką Warszawską”&#13;
i Encyklopedią powszechną Samuela Orgelbranda.&#13;
Również warszawskie kontakty zaprowadziły Kolberga w lecie 1859&#13;
roku do Orońska w ówczesnej guberni radomskiej, gdzie mieszkała Amalia&#13;
Pruszakowa, żona Jana Konstantego Pruszaka, w młodości ucznia Liceum&#13;
Warszawskiego. Kolberg mógł znaleźć się w Orońsku także dzięki przyjaźni&#13;
z Seweryną Pruszakową, która była szwagierką Amalii z racji swego pierwszego małżeństwa z Tomaszem, bratem Jana. W 1847 roku Seweryna otworzyła w Warszawie salon literacki, którego gościem bywał Oskar Kolberg.&#13;
Radomskie odwiedzał zresztą parokrotnie w poprzednich latach, również&#13;
wykorzystując kontakty rodzinne i towarzyskie.&#13;
Po blisko czterdziestu latach doświadczeń terenowych Kolberg użył sformułowania „stacje” dla określenia miejsc, w których prowadził badania na&#13;
1 Zob. E. Antyborzec Mazowsze Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do&#13;
tomów 24–28 cz. I (DWOK T. 80/I), s. XXI.&#13;
2 Pierwodruk: Kujawiaki w stylu gminnym, Warszawa [1845]; podobnie jak inne kompozycje Kolberga, zostały wydane w ramach edycji Dzieł wszystkich, zob. O. Kolberg Kompozycje&#13;
fortepianowe (DWOK T. 69), s. 119–165, nr 21–30.&#13;
3 W Wykazie podróży Oskara Kolberga, zob. Korespondencja Oskara Kolberga cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 705 (oryginał rkp.: BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 69), podróż ta widnieje pod&#13;
datą: „1856”, natomiast w przedmowie do własnego artykułu Właściwości, pieśni i tańce ludu&#13;
Ziemi Dobrzyńskiej zamieszczonej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VI:&#13;
1882, dział III, s. 86 Kolberg podał rok 1854 jako czas prowadzenia badań; powtórzył też tę datę&#13;
przy opisie wesela w tejże publikacji na s. 98.&#13;
&#13;
406&#13;
&#13;
�Pokuciu w 1876 roku1. Rok później, zapowiadając listownie swoją wizytę&#13;
w Czortowcu u Władysława Przybysławskiego, powtórzył ten termin, pisząc o przybyciu do „stacji etnograficznej”2. W korespondencji tej wspomniał również o „użyciu własnych swoich pedałów”, co prawdopodobnie&#13;
było częstą praktyką podczas jego etnograficznych podróży. Takie piesze&#13;
wycieczki Kolberg mógł odbywać na przykład z Mazewa do pobliskiego&#13;
Jarochowa w powiecie łęczyckim, z Gończyc do wsi Sokół i Ostrożeń w powiecie garwolińskim czy podczas pobytu w dobrach Czarlińskich w Brąchnówku nieopodal Chełmży, skąd wyprawiał się do oddalonych o blisko&#13;
dziesięć kilometrów Tylic i Łysomic oraz do Turzna. Niewątpliwie jedną&#13;
z najdłuższych była wspominana już wspólna z Józefem Konopką i innymi&#13;
towarzyszami czterodniowa wyprawa do odległego o czterdzieści kilometrów od Warszawy Czerska. Ponowną podróż w te okolice, już nie pieszą,&#13;
Kolberg podjął ponad dwadzieścia lat później, udając się do rodziny Kozłowskich, do Czaplina.&#13;
Stacjonowanie w zaprzyjaźnionych dworach nie tylko dawało poczucie&#13;
bezpieczeństwa i stabilizacji, ale również ułatwiało pozyskanie informatorów. Po latach Oskar pisał:&#13;
Przybywszy tam badałem naprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy&#13;
ośmieleni w służbie dworskiej byli skorsi do pogawędki i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali innych ze wsi iż za napitek&#13;
i wynagrodzenie udawali się w tym celu do dworu lub pozwalali do swojej&#13;
przychodzić chaty3.&#13;
&#13;
Relację podobną do wspomnień Kolberga przekazał też Izydor Kopernicki:&#13;
Wybierając się w jakąś nieznaną sobie stronę kraju, starał się on pozyskać tam&#13;
sobie zawczasu gościnne przyjęcie i chętne poparcie u kilku osób miejscowych,&#13;
znających dobrze lud okoliczny i posiadających jego zaufanie, a przez to mogących pod każdym względem ułatwić mu jego badania4.&#13;
1 Brulion listu Kolberga do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 658.&#13;
2 Brulion listu Kolberga do W. Przybysławskiego z 9 VII 1877 r., Korespondencja Oskara&#13;
Kolberga cz. II (DWOK T. 65), s. 51–52.&#13;
3 Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
4 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…(DWOK T. 35), s. X.&#13;
&#13;
407&#13;
&#13;
�Brak poparcia przez miejscowego ziemianina czy duchownego nie pozwalał wówczas na przeprowadzenie dokładniejszych badań, czego przykładem są takie regiony jak Mazury Pruskie czy Śląsk. Na Mazury pojechał&#13;
Kolberg na krótko we wrześniu 1875 roku, i to raczej nie w celach badawczych, a po to, by dopiero nawiązać odpowiednie kontakty za pośrednictwem miejscowych duchownych protestanckich, gdyż nie było tu gościnnych dworów polskich ziemian. Badacz był od lat dysponentem rękopisu&#13;
Gustawa Gizewiusza zawierającego zbiór pieśni z okolic Ostródy i Kraplewa1, ale do wypełnienia całej monografii tego terenu wciąż brakowało mu&#13;
materiałów etnograficznych i melodii. Niewykluczone też, że zdołał już&#13;
skontaktować się z Wojciechem Kętrzyńskim, którego prace miały również zostać wykorzystane w przyszłym tomie2. Na Mazurach, w ówczesnym&#13;
Lecu (dziś Giżycko), Kolberg dotarł między innymi do nauczyciela i regionalisty Marcina Giersza oraz do pastora Hermana Brauna. W Ełku spotkał&#13;
się z kolei z superintendentem Karolem Remusem i pastorem Reinholdem&#13;
Giżyckim, jednak żadne z tych spotkań nie zaowocowało ani zorganizowaniem miejsca badań, ani też pozyskaniem osoby chętnej do gromadzenia&#13;
materiałów i ich przesyłania. Stosunki narodowościowe na tych terenach&#13;
były w tym czasie szczególnie trudne, co doskonale oddaje fragment listu&#13;
superintendenta Karola Cludiusa, będący odpowiedzią na mylnie skierowaną przez Kolberga korespondencję, której adresatem miał być Fryderyk&#13;
Cludius, pastor w Kraplewie:&#13;
Pismo Pańskie z pytaniami etnograficznymi posłałem do obecnego proboszcza&#13;
Kraplewa, o którym sądzę, że melodie do pieśni Gizewiusza poleci spisać organiście […]. Natomiast nie wątpię, że w dawaniu odpowiedzi na zagadnienia&#13;
etnograficzne weźmie on pod uwagę inspiracje panslawistyczne tych zainteresowań naukowych. Podczas mojej działalności w Kraplewie od 1861–1873&#13;
odniósł element niemiecki szereg zwycięstw nad charakterem ludności polskiej […],&#13;
&#13;
pisał między innymi Cludius, dodając w dalszej części listu, że:&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. G. Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836 do 1840 roku, BN PAU i PAN, sygn. 2559.&#13;
2 W. Ogrodziński „Mazury Pruskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazury Pruskie&#13;
(DWOK T. 40), s. VIII–IX.&#13;
&#13;
408&#13;
&#13;
�Strona naukowa zagadnień etnograficznych interesowałaby nas – inaczej niż&#13;
proboszcza Giseviusa – gdyby ewangelia i pruski kościół narodowy wyznania&#13;
ewangelickiego Polakom stały się miłe1.&#13;
&#13;
Trudna sytuacja polityczna, a w konsekwencji brak odpowiedniego zaplecza w postaci polskich dworów, były też przyczyną pominięcia przez&#13;
Kolberga części pruskiej Śląska jako miejsca badań terenowych, mimo że&#13;
planował trzytomową monografię tego obszaru2. Wybierał się tam wprawdzie w lecie 1886 roku, o czym wiadomo z korespondencji Józefa Blizińskiego, który przestrzegał stanowczo przyjaciela przed próbą podjęcia podróży&#13;
w tym kierunku:&#13;
Co do wyjazdu na wieś, to projekt, o którym od was słyszałem, jechania gdzieś&#13;
pod Wrocław na Śląsk, czy też do samego Wrocławia, zapewne odłożony ad&#13;
feliciora tempora, jako teraz niewykonalny. Gdyby tak jeszcze chodziło o zwykłego śmiertelnika, skończyłoby się na wytransportowaniu do granicy. Ale etnograf europejskiej sławy, który już napisał tyle tomów i który obecnie w roku&#13;
1886 zbierałby dowody polskości owego Śląska, który żelazny książę chce mieć&#13;
niemieckim, na pewno padłby ofiarą na podobieństwo Kraszewskiego3.&#13;
&#13;
Zbyt pochopne lub źle przygotowane wyprawy, nawet na tereny, na&#13;
których majątki ziemskie należały w większości do Polaków, skutkowały&#13;
brakiem pozyskania materiałów, o czym przekonał się Kolberg już jako&#13;
całkiem doświadczony badacz, bo pod koniec lat sześćdziesiątych. Odbywał wówczas jedną z podróży po Wielkopolsce. Towarzyszył mu rysownik&#13;
Bogumił Hoff, który po latach opisał, być może nieco koloryzując incydent,&#13;
niefortunnie zorganizowane spotkanie z informatorami:&#13;
Pamiętam, że w pewnej wiosce, nie znalazłszy ani parafii, ani dworu, szukaliśmy&#13;
pomocy u miejscowego nauczyciela. Nie bardzo był on skłonny do zastosowania&#13;
1&#13;
&#13;
Fragmenty polskiego tłumaczenia listu K. Cludiusa do Kolberga z 20 III 1876 r., podano za:&#13;
Korespondencja…cz. I (DWOK T. 64), s. 584; niemiecki tekst tamże, s. 583–584, rkp. w zbiorach&#13;
BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 115.&#13;
2 Zob. brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r, Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 303, tam Kolberg wymienia planowane 3 części monografii Szląsk pruski.&#13;
3 Brulion listu J. Blizińskiego do Kolberga z 19 VI 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 345. Wzmianka o Kraszewskim dotyczy aresztowania tego ostatniego przez policję&#13;
saską pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Francji, zob. też brulion listu Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 27 X 1883 r., tamże, s. 82 i przyp. 1.&#13;
&#13;
409&#13;
&#13;
�się do naszej prośby; tylko tyle nam zrobił, że pozwolił u siebie w mieszkaniu&#13;
pracować. […] namówiliśmy młodego wieśniaka i wieśniaczkę, żeby przybyli do&#13;
szkoły. Kolberg jak zwykle wybadał ich pod względem zwyczajów, podań, śpiewów itd. i wydobył z nich, co tylko się dało, a ja przez ten czas naszkicowałem&#13;
ich typy i stroje. Dotąd szło to jako tako, bo za pomocą piwa i przyrzeczenia wynagrodzenia pieniężnego nie skąpili odpowiedzi i pozwolili się odrysować, lecz&#13;
od razu zmieniło się to wszystko. Matka owej dziewczyny wpadła jak wariatka&#13;
do pokoju, a za nią cała gromada kobiet i chłopów. Z krzyku bab zrozumieliśmy,&#13;
że nie tylko nie pozwalały na nasze studia, ale w dodatku poturbowały biedną zlęknioną dziewczynę i parobka i żądały, abyśmy im wydali nasze notatki&#13;
i rysunki do zniszczenia. [...]. Wobec tak rozjątrzonego pospólstwa nie pomogły&#13;
ani tłumaczenia, ani prośby: koniecznie żądały wydania im papierów, bo jak&#13;
dowodziły, spisanie ich tajemnic to zdrada, a nieszczęście dla malowanych […].&#13;
Ledwie zdołaliśmy z naszymi notatkami dostać się do kuchni, a stamtąd za&#13;
radą nauczycielki czym prędzej przebiegliśmy podwórze, ogród, przez parkan na&#13;
otwarte pole i dalej w nogi na chybił trafił. Szczęściem naszym już noc zapadła&#13;
i tylko tym sposobem udało nam się wydostać ze wsi1.&#13;
&#13;
Przygoda opisana przez Hoffa po raz kolejny potwierdza, że badacz potrzebował nie tylko wsparcia dworu, ale i sprawnych nóg zamiast przysłowiowego kostura. W trudnych czasach nieufności chłopów wobec obcych&#13;
również pośrednictwo miejscowych ziemian w wykorzystywaniu służby&#13;
dworskiej jako pierwszego, a niekiedy zapewne i jedynego źródła informacji było działaniem koniecznym. Stawiany czasem Kolbergowi zarzut, że&#13;
swoje badania prowadził niejako za biurkiem, odpytując sprowadzonego&#13;
informatora, wynikać może z nieznajomości ówczesnych realiów społecznych i politycznych. Metodą zastosowaną przez Kolberga posługiwał się też&#13;
w pewnym stopniu Bronisław Malinowski, ikona badań terenowych, który:&#13;
[...] w czasie drugiego pobytu na Boyowa, głównej wyspie archipelagu (1917–&#13;
–1918), na 41 tygodni badań mieszkał na stałe w tubylczych osadach tylko 22 tygodnie. Resztę tego okresu spędził w środowisku lokalnych kupców, misjonarzy&#13;
i administratorów. W tym czasie albo nie prowadził badań, albo polegały one&#13;
na wywiadach z umówionymi informatorami2.&#13;
1&#13;
&#13;
Wspomnienia B. Hoffa zostały opublikowane w „Wiśle” w 1904 roku; cytat podano za:&#13;
A. Skrukwa Związki Oskara Kolberga z Poznańskiem, „Wielkopolskie Zeszyty Folkloru”&#13;
1966, nr 2, s. 2–13.&#13;
2 Cytat podano za: T. Buliński, M. Kairski Pytanie o teren…, s. 10; tam za: M. Young Bronisław Malinowski. Odyseja antropologa 1884–1920, przełożył P. Szymor, Warszawa 2008.&#13;
&#13;
410&#13;
&#13;
�Wspomnienia Kopernickiego oraz przekazy samego Kolberga wskazują&#13;
jednak, że nie tylko dwór był miejscem sporządzania zapisów, ale także&#13;
karczma i wiejska izba. Pierwszy z nich wyraźnie mówi o uczestnictwie&#13;
badacza w wiejskich uroczystościach:&#13;
W wędrówkach swoich po kraju szukając z zapałem i spisując pieśni ludowe&#13;
oraz ich melodyje, musiał on dla nich już samych często brać udział w obrzędach, uroczystościach i zabawach ludu, przy których te pieśni mógł słyszeć.&#13;
Obcując z ludem, nasłuchał się on jego żywej mowy, opowieści, podań itp.&#13;
i przypatrzył się wszelkim szczegółom bytu i zwyczajów ludowych1.&#13;
&#13;
Bezpośrednie kontakty Kolberga z informatorami w terenie potwierdzał&#13;
także Lucjan Siemieński, świadek jego pobytu w Tatrach i w Pieninach&#13;
w 1857 roku. Według słów Siemieńskiego Oskar „[…] nawiedzał góralskie&#13;
chaty lub przestawał z bacami i juhasami na polanach, od których umiał&#13;
wyłudzać melodie i słowa […]”2, a sam Kolberg, relacjonując tę podróż,&#13;
wspominał o odwiedzinach szałasów i koczowaniu przy ognisku z góralami3. Mniej natomiast entuzjastycznie opisał swoje kontakty z informatorami&#13;
w liście do Józefa Ignacego Kraszewskiego, któremu w 1857 roku przesłał&#13;
egzemplarz swoich niedawno wydanych Pieśni ludu polskiego:&#13;
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały&#13;
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni&#13;
obcemu (tak nazywa każdego w paltocie lub surducie), w jego niecierpliwości&#13;
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,&#13;
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu&#13;
drzewa lub w polu na własnym kolanie albo na karku towarzysza wędrówki&#13;
wpisywać nuty, a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do&#13;
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania4.&#13;
1&#13;
&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. XII.&#13;
L. Siemieński Kilka rysów literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, Warszawa&#13;
1859, T. II, s. 282.&#13;
3 O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń d. 11 września 1857 w: tegoż Pisma muzyczne cz.&#13;
II (DWOK T. 62), s. 363; pierwodruk: „Ruch Muzyczny” R. 1: 1857, nr 26.&#13;
4 List Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 74.&#13;
2&#13;
&#13;
411&#13;
&#13;
�Słowa Kolberga zwracają uwagę nie tylko na bezpośredni kontakt z wykonawcami, ale też na ich nieufność, która była stałym elementem towarzyszącym zawsze podczas zbierania materiałów w terenie. Mimo trudności,&#13;
dokąd wiek i zdrowie pozwalały, badacz bywał w wiejskich chałupach&#13;
i karczmach, a po latach w liście do Ludwika Kuby pisał:&#13;
[…] mam wieku lat już przeszło 70. Nie zdziwisz się Pan zatem, gdy powiem, że&#13;
od lat 20 nie postałem już w żadnej karczmie, lubo przed 30 i 40 laty, by lud&#13;
dokładnie poznać, bardzo często chodziłem1.&#13;
&#13;
Rejestrowanie przebiegu uroczystości weselnych na bieżąco, a nie na&#13;
podstawie relacji odpytywanego informatora, wydają się też potwierdzać&#13;
niektóre rękopisy terenowe Kolberga, w których między pośpiesznymi&#13;
i skrótowymi opisami poszczególnych fragmentów obrzędów znajdziemy uwagi wynikające najprawdopodobniej z bezpośredniej obserwacji.&#13;
Wśród notatek dotyczących zbierania datków dla młodych znajdują się&#13;
np. wzmianki o ich wysokości: „starsi dają po rublu, mali i druhny po 10,&#13;
5, 3 grosze”, a przy opisie rozlokowania drużyny pana młodego i panny&#13;
młodej przy stole w karczmie, na którym leży chleb z wiankiem, uwaga,&#13;
że jest tam także „ser i kiełbasa”. Pełny opis wesela, z którego zaczerpnięto&#13;
powyższe notki, został sporządzony we wsi Oleksianka w powiecie mińskim, gdzie Kolberg przebywał od 6 do 15 lipca 1862 roku2 i gdzie mógł być&#13;
świadkiem przynajmniej części trwającego kilka dni wesela. W pochodzących z tej samej miejscowości materiałach, również dotyczących przebiegu&#13;
wesela, znajdziemy z kolei zanotowane jedne pod drugimi akapity opisujące&#13;
czynności wykonywane przez starostów i drużbów na przestrzeni kilku dni,&#13;
a także wzmianki o wcześniejszych zalotach. Tego typu opis mógł zostać&#13;
rzeczywiście sporządzony na podstawie relacji informatora.&#13;
Podróże Kolberga z lat 1859–1869 zostały bardzo dobrze udokumentowane w zachowanych spisach przychodów i rozchodów z tego okresu3.&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu Kolberga do L. Kuby z 13 VII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 356.&#13;
2 Opis wesela w rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 2, sygn. 1124, k. 8–9, zob. też O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 139–151; pierwodruk: Kraków 1887. Poza wymienionym manuskryptem pobyt w Oleksiance potwierdzają m.in. zapiski Kolberga, zob. Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 8.&#13;
3 Mowa o wymienionym już w poprzednim przypisie rkp. Kolberga Notatnik zawierający&#13;
rachunki….&#13;
&#13;
412&#13;
&#13;
�Wizyta w jednym miejscu trwała zwykle od kilku dni do około dwóch tygodni. Notatki badacza, które dotyczą przede wszystkim kosztów wypraw,&#13;
w tym datków dla informatorów (o czym mowa będzie dalej), pozwalają&#13;
też wskazać miejsca i stosunkowo dokładny czas jego pobytu w określonej&#13;
miejscowości. W ten sposób możliwe jest odtworzenie na przykład dwumiesięcznej podróży w Lubelskie i Radomskie, trwającej od 2 lipca do 2&#13;
września 1859 roku, podczas której Kolberg był w kilkunastu miejscowościach. O wyprawie do Mazewa w powiecie łęczyckim, pod datą 31 lipca&#13;
1860, napisał: „w Mazewie za pieśni przez 15 dni – 4, 75 rs”, ale nie można&#13;
wykluczyć, że wrócił tam jeszcze 4 sierpnia, gdyż pod taką datą widnieje&#13;
notatka: „w Mazewie na organy 1 rs.”1. Właścicielem Mazewa był znany&#13;
Kolbergowi z Warszawy Wacław Aleksander Maciejowski, historyk i słowianoznawca. Przy tak sprzyjających okolicznościach Mazew okazał się&#13;
doskonałą stacją badawczą, tym bardziej, że był też prawdopodobnie bazą&#13;
wypadową do pobliskich wsi, a znajomość z Maciejowskimi (folwarkiem&#13;
zarządzał syn Wacława – Kazimierz) umożliwiła Kolbergowi dalsze jeszcze&#13;
kontakty w celu pozyskiwania materiałów.&#13;
Podróż w Łęczyckie w lecie 1860 roku była połączona z wyprawą na&#13;
Kujawy. Z Mazewa Kolberg udał się między innymi do Bogusławic, Kłonowa, Bodzanowa i Otmianowa, gdzie zebrał prawdopodobnie jedynie&#13;
materiały dotyczące folkloru muzycznego, który w tym czasie pozostawał&#13;
jeszcze głównym przedmiotem badań i źródłem do publikacji w kolejnych&#13;
zeszytach. Zeszyty te zawierać miały określone gatunki pieśni na podobny&#13;
temat lub połączone sytuacją wykonawczą, na przykład pieśni żniwiarskie,&#13;
rzemieślnicze, kołyskowe itp. Jednak po zmianie planów wydawniczych&#13;
potrzebne były Kolbergowi także inne informacje, daleko wykraczające&#13;
poza folklor muzyczny i kulturowy kontekst wykonywanych pieśni. Być&#13;
może z tego powodu kolejna podróż na Kujawy trwała aż kilka tygodni, od&#13;
20 sierpnia do 7 października 1865 roku. Przygotowując do druku pierwszą&#13;
pełną monografię etnograficzną (w przeciwieństwie do Sandomierskiego,&#13;
które było de facto zbiorem pieśni), chciał zapewne przeprowadzić bardzo&#13;
szczegółowe badania i poświęcić im stosunkowo dużo czasu. Taki sam plan&#13;
miał też zapewne Kolberg w stosunku do innych regionów, ale rzeczywistość pokazała, że pobyt trwał niekiedy zaledwie kilka dni i ograniczał się&#13;
do jednej lub dwóch tylko miejscowości. Dłuższe penetracje danego terenu,&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, k. 23v.&#13;
&#13;
413&#13;
&#13;
�możliwość ewentualnego powrotu w latach następnych oraz nawiązanie&#13;
współpracy z miejscowym ziemiaństwem wpływały zatem na jakość pozyskanych materiałów, w tym na ich zakres tematyczny. Badania terenowe&#13;
i ich wyniki zależały więc w ogromnym stopniu od czasu, jaki mógł poświęcić Kolberg na pracę w danym regionie. W czasie pracy etatowej, to&#13;
jest w latach 1844–1859 ograniczała go możliwość uzyskania „dni wolnych”,&#13;
bowiem pojęcie urlopu wypoczynkowego było wówczas nieznane. Badacz&#13;
co najmniej dwukrotnie otrzymał urlop dla poratowania zdrowia, a raz&#13;
celem załatwienia ważnych spraw rodzinnych. Ponadto podróżowanie na&#13;
terenie zaboru rosyjskiego utrudniały zarządzenia władz, które na wyjazd&#13;
z Warszawy (kontrolowany na rogatkach miasta) wymagały paszportu. Dodatkowo paszport taki wskazywał określoną gubernię, w obrębie której&#13;
można było się poruszać.&#13;
W przypadku wspomnianych badań na Kujawach duże znaczenie miała niewątpliwie wcześniejsza znajomość terenu i jego mieszkańców właś­&#13;
nie ze względu na restrykcyjną politykę władz, dotyczącą poruszania się&#13;
w granicach zaboru rosyjskiego. Dlatego też zapewne podczas obu podróży&#13;
Kolberg skupił się na miejscowościach leżących w części regionu należącej&#13;
do Królestwa Polskiego (oprócz Bodzanowa, Bogusławic, Kłonowa i Otmianowa odwiedził też Redecz, Płowce, Głuszyn, Ruszkowo i prawdopodobnie&#13;
Więcławice), choć niewykluczone, że był także w Służewie, pozostającym&#13;
po drugim rozbiorze pod zaborem pruskim. Jednak przejazd na tereny Prus&#13;
stanowił dodatkową komplikację, szczególnie że nie była to jedyna wyprawa Kolberga w 1865 roku. Wcześniej, w czerwcu przebywał przez 5 dni&#13;
w Czaplinie, w ówczesnym powiecie grójeckim, gdzie prowadził badania&#13;
z Kornelem Kozłowskim, w lipcu był w Gałęzowie w powiecie lubelskim,&#13;
co odnotował w itinerarium1, a w drodze na Kujawy zatrzymał się jeszcze&#13;
w Mazewie.&#13;
Nie oznacza to, że mieszkając w Warszawie, odbywał podróże jedynie&#13;
po zaborze rosyjskim. Od roku 1842 bywał u zaprzyjaźnionych Konopków&#13;
w Modlnicy. Jak już wspomniano, w 1857 roku, udając się na południe&#13;
Europy, zatrzymał się między innymi na Podhalu. Dotarł tam ponownie&#13;
w 1861 roku w drodze na tereny Galicji wschodniej, gdzie kontynuował&#13;
badania także w latach późniejszych. Rok później udał się w długą podróż&#13;
etnograficzną na Wołyń, trwającą od końca lipca do początku października.&#13;
1&#13;
&#13;
Wykaz podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.&#13;
&#13;
414&#13;
&#13;
�Z pewnością przebywał wówczas w Tuliczowie u znanej tylko z nazwiska&#13;
rodziny Dobrowolskich, w majątku Sierakowskich w Turyczanach, w Bilczu u Michała Sołtana, syna Adama, uczestnika powstania listopadowego.&#13;
Był też w Żytomierzu, gdzie kontaktował się z Janem Prusinowskim, adwokatem, literatem i miłośnikiem folkloru. Najprawdopodobniej odwiedził&#13;
też szereg innych miasteczek i wsi oraz gościł u innych jeszcze osób, co&#13;
potwierdzają zachowane dokumenty osobiste oraz noty lokalizacyjne w rękopisach terenowych1.&#13;
Pod koniec lat sześćdziesiątych rozpoczął też badania w Wielkim Księstwie Poznańskim. W 1867 roku przebywał w Czeszewie, w powiecie wągrowieckim, u rodziny Libeltów oraz w Siekierkach, w powiecie średzkim,&#13;
we dworze Radońskich. Podczas pobytu Oskara w Siekierkach mieszkała&#13;
również pisarka Paulina Wilkońska, siostra Anieli Radońskiej. Z Wilkońską&#13;
Kolberg przyjaźnił się jeszcze w Warszawie, gdzie bywał w prowadzonym&#13;
przez nią salonie literackim, i ona najpewniej spowodowała zaproszenie&#13;
etnografa do Siekierek. Na podstawie zachowanych dokumentów trudno&#13;
dokładnie określić, ile czasu w 1867 roku poświęcił Kolberg badaniom&#13;
w Wielkopolsce, gdyż tego samego lata udał się jeszcze w podróż po Galicji.&#13;
Wracał później na tereny Poznańskiego kilkakrotnie i zawsze przyjmowany&#13;
był bardzo życzliwie w domach Wolniewiczów w Dębiczu, u Czarneckich&#13;
w Pakosławiu, u Niegolewskich w Morownicy i w Targoszycach u Józefa&#13;
Łukaszewicza. Odwiedził też Miłosław, którego właścicielem był hrabia&#13;
Seweryn Mielżyński. Wielokrotne wizyty w Wielkopolsce przełożyły się&#13;
na stosunkowo bogate materiały etnograficzne, choć duża ich część została&#13;
zgromadzona nie podczas badań w terenie, ale dzięki współpracy z ziemiaństwem i Towarzystwem Przyjaciół Nauk2.&#13;
Organizacja badań na terenach zaboru rosyjskiego, ale także po części&#13;
w Galicji i w Wielkopolsce, uzależniona była w pewnym stopniu od warszawskich kontaktów Kolberga. Środowisko to było dość niewielkie, a jego&#13;
członkowie tworzyli społeczność, która wobec braku instytucjonalnych&#13;
ośrodków nauki spotykała się w salonach oraz w redakcji wspomnianej już&#13;
„Biblioteki Warszawskiej”. Kontakty zawiązane w Warszawie pozwalały też&#13;
na pozyskanie nowych znajomości już w terenie. W tym sensie znalezienie&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 9; szczegółowy opis badań na Wołyniu&#13;
podaje A. Skrukwa, zob. „Wołyń” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu&#13;
36 (DWOK T. 84), s. V–LIV.&#13;
2 O materiałach zgromadzonych do monografii W. Ks. Poznańskiego mowa będzie dalej.&#13;
&#13;
415&#13;
&#13;
�stacji badawczej nie było może skomplikowane, ale warunkowało jednocześnie obszar potencjalnych badań. Jednak takie postępowanie znajduje&#13;
uzasadnienie także wśród współczesnych badaczy terenowych, na co wskazywali też M. Hammersley i P. Atkinson:&#13;
Podczas wyboru środowiska badawczego nie wolno lekceważyć względów ściśle&#13;
praktycznych […]. W rezultacie kontakty z ludźmi mogącymi ułatwić dostęp, skala ewentualnych kosztów podróży oraz dostępność dokumentacji itp. stanowią&#13;
przeważnie główne argumenty podczas zawężania pola wyboru1.&#13;
&#13;
Ponadto, w przeciwieństwie do czasów współczesnych, kiedy wybór&#13;
określonych miejscowości podyktowany jest jakąś ich specyfiką, w czasach&#13;
Kolberga przedmiotem badań etnograficznych i folklorystycznych mogła&#13;
pozostawać każda wieś, zwłaszcza przed uwłaszczeniem i przed powstaniem ośrodków przemysłowych. A pozyskanie gdziekolwiek dogodnego lokum miało w przypadku Oskara niebagatelne znaczenie finansowe. Pełniona przez niego do 1859 roku „służba biurowa”2, jak określił ją Kopernicki,&#13;
pozwalała, choć nie bez ograniczeń, na odbywanie podróży badawczych,&#13;
jednak środki te były nader skromne. Po latach przyjaciel Oskara pisał:&#13;
[…] przysposabiał się on do swych upragnionych wędrówek, z najzabiegliwszą&#13;
oszczędnością ciułając sobie przez cały rok lub więcej grosz na to potrzebny, ze&#13;
swej płacy urzędniczej3.&#13;
&#13;
Wprawdzie Kolberg wspominał zarówno wyprawy, jak i swoich gospodarzy z niezwykłą sympatią:&#13;
[…] wszędzie nader gościnnie byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki&#13;
miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone&#13;
z oszczędzonych na zajęciach lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się jedynie na datkach [dla] włościan za pozyskane&#13;
materiały4,&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
M. Hammersley, P. Atkinson Metody badań terenowych, przełożył S. Dymczyk, Poznań,&#13;
2000, s. 49.&#13;
2 Dr.I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. VIII.&#13;
3 Tamże, s. IX.&#13;
4 Rkp. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
&#13;
416&#13;
&#13;
�a Kopernicki w dalszej części wspomnienia pisał o Oskarze, że:&#13;
[…] przesiadywał on w każdym domu tak długo, jak tego była potrzeba i przy&#13;
pomocy gościnnego i uczynnego gospodarza przyjaźnił się z miejscowymi grajkami i śpiewaczkami, wyszukiwał sobie starych bajarzy, doświadczone swachy&#13;
weselne, lekarki itp.1,&#13;
&#13;
to bezsprzeczne jest, że badacz zdany był na gościnę mniej lub bardziej znanych sobie osób, co niekoniecznie było sytuacją komfortową. A i warunki&#13;
nie zawsze bywały dworskie, co może poświadczać, zapewne wiarygodne,&#13;
wspomnienie Antoniny Konopczanki:&#13;
W pewnym dworze przyjęto go nadzwyczaj grzecznie, ale pomieszczono na&#13;
nocleg w nie bardzo okazałej oficynie [...]. Jednego dnia, gdy się spać położył,&#13;
nastała burza w nocy – właśnie co tylko zgasił światło i chciał zasnąć – uczuł,&#13;
że krople deszczu na twarz spadają. Wkrótce zahuczał gwałtowny wicher i zerwał połowę dachu nad budynkiem. Wtedy z niewypowiedzianym łoskotem&#13;
zleciała większa część sufitu pokojowego tak, że tylko została cząstka tegoż nad&#13;
łóżkiem Kolberga2.&#13;
&#13;
W dalszej części relacji Konopczanka opisuje i inne niedogodności&#13;
w trakcie pobytów we dworach, jak na przykład towarzystwo krzyczącej&#13;
papugi w pokoju, w którym ulokowano Kolberga. Autorka zwraca jednak&#13;
uwagę na troskę Oskara o jego zapiski, nie zaś o własną osobę oraz na jego&#13;
charakter, który nie pozwalał, by się na cokolwiek uskarżać. Niezależnie&#13;
jednak od warunków, jakie zapewniali gospodarze, należy zwrócić uwagę,&#13;
że byli to na ogół ludzie niezwykle oddani ojczyźnie, uczestnicy powstań,&#13;
działacze społeczni, jak choćby Prot Lelewel (Wola Cygowska), Ludwik&#13;
Górski (Sterdyń), Karol Libelt (Czeszewo), Władysław Niegolewski (Morownica) i wielu innych, którzy rozumieli i wspierali misję badacza.&#13;
Pomimo stosunkowo niskich kosztów wypraw każdy rubel był dla samofinansującego się Kolberga bezcenny, o czym świadczy wspomniany&#13;
spis przychodów i rozchodów, w którym wymieniał on najmniejsze nawet&#13;
kwoty wydane na przykład na atrament oraz drobne sumy przeznaczane&#13;
1&#13;
&#13;
Dr.I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…(DWOK T. 35), s. X.&#13;
&#13;
2 Wspomnienie A. Konopczanki przywołano za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek&#13;
&#13;
z Modlnicy o Oskarze Kolbergu, „Wieś Radomska” T. 11: 2018, s. 102.&#13;
&#13;
417&#13;
&#13;
�na struny dla grajków i przekazywane wykonawcom za śpiewane pieśni.&#13;
W roku 1859 szczegółowo odnotował np. datki „za śpiewy i służbę czterem&#13;
kobietom – 60 kp.” oraz „w Gałęzowie za pieśni, skrzypek – 60 kp.”1; takie&#13;
wydatki kryły się też zapewne pod ogólnym hasłem „drobne” wielokrotnie&#13;
wymienianym przy spisywaniu kosztów podróży. Notatki te dokumentują&#13;
więc jednocześnie ważny element badań terenowych, jakim była choćby&#13;
drobna zapłata dla informatora.&#13;
Dopiero współpraca z Akademią Umiejętności odciążyła w pewnym&#13;
stopniu prywatny budżet Kolberga. Ze środków tej instytucji sfinansowana&#13;
została ostatnia podróż w Poznańskie i na tereny zachodnich oraz wschodnich Prus w 1875 roku. Jej przebieg można odtworzyć dzięki szczegółowemu sprawozdaniu Kolberga przygotowanemu dla Komisji Antropologicznej&#13;
Akademii, w którym wspomina on między innymi o odwiedzeniu mało&#13;
mu znanych części Wielkopolski2, to jest Pakosławia pod Rawiczem oraz&#13;
Morownicy pod Śmiglem. O ile w Pakosławiu Kolberg był istotnie po raz&#13;
pierwszy, to w posiadłości Niegolewskich w Morownicy gościł już wcześniej. Niewykluczone więc, że chciał uzupełnić materiały albo zwyczajnie&#13;
odwiedzić zaprzyjaźniony dwór. Właśnie przy okazji wyprawy w 1875 roku&#13;
badacz próbował nawiązać wspomniane już kontakty ze środowiskiem duchownych protestanckich na Mazurach.&#13;
W roku 1876 otrzymał kolejny specjalny fundusz od Akademii przeznaczony na badania etnograficzne na Pokuciu i Podolu. O odbytej w sierpniu i wrześniu podróży „do gór huculskich i Bukowiny” Kolberg wspominał w listach do znajomych3; zrelacjonował ją także w korespondencji&#13;
do władz Akademii, tłumacząc, że udało mu się zwiedzić „Pokucie, góry&#13;
huculskie i część Bukowiny”4. Charakteryzując szczegółowo trasę i przebieg&#13;
badań pisał ponadto:&#13;
Dla dokładniejszego poznania wszelkich cech okolic, o których tu mowa, obrałem kilka punktów od siebie dosyć odległych, aby warianty i odmiany tym wy1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 23.&#13;
Brulion sprawozdania dla Akademii Umiejętności, rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2183, k. 70; całość opublikował W. Bieńkowski Oskar Kolberg w Królewcu w 1875 roku, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1992, nr 3–4, s. 341–349.&#13;
3 Zob. m.in. bruliony listów Kolberga do W. Siarkowskiego i do L. Gumplowicza, oba z 20&#13;
X 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 651–654.&#13;
4 Brulion listu Kolberga do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I&#13;
(DWOK T. 64), s. 657.&#13;
2&#13;
&#13;
418&#13;
&#13;
�raźniej wpadać mogły w oko. Skreślenie cech tych w pewnych miejscowościach&#13;
za stacje poniekąd przyjętych uzupełnione nowymi szczegółami i drobniejszymi&#13;
odcieniami z miejsc pośrednich pozbieranymi i kojarząc w następstwie wiadomości wszystkie w jedną całość, przedstawią z czasem obraz etnograficzny danej&#13;
prowincji w całej pełni1.&#13;
&#13;
Koncepcja Kolberga została wprawdzie poddana krytyce przez Kazimierę Zawistowicz-Adamską, która pisała:&#13;
Długotrwały pobyt w tej samej miejscowości pozwalał na gruntowne jej zbadanie. Nic dziwnego, że takie miejscowości były pod względem zapisów etnograficznych uprzywilejowane i że w każdej z nich znajdujemy zazwyczaj materiał&#13;
do wszystkich działów obrzędowości, podczas gdy inne okolice były fragmentarycznie uwzględniane lub nawet całkowicie pomijane2.&#13;
&#13;
Z perspektywy czasu, a przede wszystkim uwzględniając warunki pracy Kolberga, wydaje się jednak, że jego intuicja terenowca skierowana&#13;
była w dobrym kierunku. Wspomniane tu punkty badawcze, czyli „stacje”&#13;
i „miejsca pośrednie” (zapewne również te, do których wyprawiał się ze&#13;
„stacji”), to po prostu rodzaj „siatki” miejscowości, która pozwalała na uzyskanie materiałów z danego regionu. Prowadzenie badań, nie tylko etnograficznych, w oparciu o taką siatkę jest do dnia dzisiejszego uznaną metodą&#13;
pozyskiwania informacji w terenie, z taką tylko różnicą, że sieć punktów&#13;
badawczych jest znacznie gęstsza3, co w przypadku jednoosobowego „zespołu” było niewykonalne, a wyznaczenie punktów badawczych zależało&#13;
od znalezienia gościnnego dworu. Udało się to między innymi na części&#13;
obszaru Mazowsza, Wielkopolski, Pomorza, Pokucia, a także w Sanockiem.&#13;
Na Pokuciu, gdzie Kolberg przebywał nie tylko w roku 1876, ale też&#13;
w latach 1877, 1878 oraz podczas organizacji Wystawy Etnograficznej&#13;
w Kołomyi w 1880, siatka punktów badawczych prezentuje się dość okazale. Dokumenty potwierdzają jego pobyt w Żabiu, Czortowcu, Horodence,&#13;
Jasienowie Polnym, Korniczu, Piadykach i właśnie w Kołomyi, przy czym&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 658.&#13;
K. Zawistowicz-Adamska, „Lud” Kolberga jako źródło do badań nad obrzędowością&#13;
ludu polskiego, „Lud” 1956, T. XLII, s. 351.&#13;
3 Metodą siatki posługiwali się m.in. twórcy Atlasu języka i kultury ludowej Wielkopolski&#13;
pod red. Z. Sobierajskiego i J. Burszty, T. 1–11 Poznań 1979–2005. O siatce etnograficznych&#13;
punktów badawczych pisał też A. Brencz Wielkopolska jako region etnograficzny, Poznań&#13;
1996, s. 47–48.&#13;
2&#13;
&#13;
419&#13;
&#13;
�w niektórych z tych miejscowości był nawet kilka razy. Mimo to jeszcze&#13;
w kwietniu 1880 roku, a więc na kilka miesięcy przed wystawą i przed&#13;
ostatnią podróżą Kolberga na Pokucie, Władysław Przybysławski, przewodniczący komitetu wystawy, miłośnik historii, archeologii i etnografii,&#13;
u którego Kolberg gościł w Czortowcu, pisał:&#13;
Co do naszego dzieła o Pokuciu, po dokładnym wyjaśnieniu z Waszej strony&#13;
i Kopernickiego, przyszedłem niestety do przekonania, że teraz przed wystawą&#13;
ani myśleć o wydrukowaniu choćby i jednego tomu; lecz rozważywszy wszystko&#13;
dokładnie z drugiej strony, to może i lepiej, bo jakkolwiek Wasze badania były&#13;
ścisłe i sumienne, to jednak za mało miejscowości osobiście zwiedziliście1.&#13;
&#13;
Wyprzedzał zatem słowa krytyki wypowiedziane przez Zawistowicz-Adamską. Sugerował Kolbergowi odłożenie druku przygotowanych już&#13;
prawie pierwszej i drugiej części Pokucia na czas po zakończeniu wystawy&#13;
i dodawał: „[…] co do strojów i narzędzi domowych niejedno nowe zrobicie&#13;
spostrzeżenie”2. I rzeczywiście, jego wiedzę zdobytą dotąd w terenie wzbogaciła w sposób istotny praca przy organizacji wystawy. Kolberg spędził&#13;
wówczas na Pokuciu cztery miesiące i miał możliwość zwrócenia uwagi&#13;
także na wiele aspektów materialnego bytu mieszkańców wsi. Po powrocie&#13;
do Krakowa, „strudzony”, ale usatysfakcjonowany nowymi doświadczeniami, pisał:&#13;
Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych]&#13;
mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać.&#13;
Toteż materiały zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony&#13;
niż wszystkie inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż&#13;
wszystkie dotychczasowe monografię tej prowincji3.&#13;
&#13;
Wydana po wystawie publikacja zawiera sporą ilość sporządzonych&#13;
w 1880 roku opisów etnograficznych i rycin, między innymi ubiorów i sprzętów domowych, choć ostatecznie pochodzą one także ze źródeł drukowanych4.&#13;
1 List W. Przybysławskiego do Kolberga z 21 IV 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 352.&#13;
2 Tamże, s. 353.&#13;
3 Brulion listu Kolberga do B. Moraczewskiej z [1] XII 1880 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 427.&#13;
4 Materiały etnograficzne zamieszczone w monografii Pokucia zostały omówione w dalszej&#13;
części tekstu.&#13;
&#13;
420&#13;
&#13;
�Dla współczesnych terenowców oczywistym jest wyznaczenie obszaru&#13;
badań, wytypowanie punktów badawczych, ale także datowanie zapisów&#13;
i sporządzanie notatek dotyczących informatorów. W zachowanych manuskryptach Kolberga prawie zupełnie takich wzmianek brak. W części wydanych tomów zamieszczone zostały niekiedy daty, ale rzadko nawiązują one&#13;
bezpośrednio do podróży etnograficznych. Do wyjątków należy karta z zapisem pieśni „O trzy razy mnie brali” i z notą: „od Radomia (Prędocinek) 1843”&#13;
widniejącą w rękopisie i powtórzoną w monografii1. W rękopisie z Leszczowatego Kolberg zanotował datę „1863”2 również pokrywającą się z jego&#13;
pobytem w terenie, w Sanockiem, ale publikacji dotyczącej tego regionu nie&#13;
zdążył wydać. Z kolei nota „1862” przy opisie wesela z Oleksianki w części&#13;
III Mazowsza, czy też nie tak precyzyjne daty wydrukowane w części drugiej&#13;
W. Ks. Poznańskiego, na przykład: „Siekierki Wielkie i Małe 1867–68” i „Dębicz (1868–72)”, odpowiadają badaniom prowadzonym w tych latach na Mazowszu i w Wielkopolsce, ale nie zostały one już odnotowane w rękopisach&#13;
terenowych z tych miejscowości3. Większość zamieszczonych w drukowanej&#13;
monografii Wielkopolski dat odnosi się jednak do materiałów nadesłanych&#13;
lub przekazanych Kolbergowi do wykorzystania, jak choćby ankiety Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego, tak zwane Szematy, z których informacje zostały oznaczone każdorazowo w druku datami: 1858, 1859 i 1860.&#13;
Nie są też znani wszyscy informatorzy Kolberga. Była to zwykle służba&#13;
dworska, ale też robotnicy sezonowi przebywający poza miejscem swego stałego zamieszkania. Badacz odnotowywał niekiedy ich nazwiska, lecz&#13;
dotyczą one głównie wykonawców pieśni i grajków lub opowiadaczy bajek. Na przykład na kartach z melodiami ze Złakowa pod Kiernozią widnieje nazwisko „Mateusz Glunek”4, przy tekstach pieśni z Powsina – „Franek Nowosielski Skowyrka”5, a przy zapisach melodii instrumentalnych&#13;
1 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1211, k. 14. Ta sama notatka nad opublikowaną&#13;
z tego rękopisu pieśnią, zob.O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), s. 115; pierwodruk:&#13;
Kraków 1888.&#13;
2 Rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 3196, k. 30.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 139; pierwodruk: Kraków 1887 i W. Ks.&#13;
Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 69 i 73; pierwodruk: Kraków 1875. Zamieszczone opisy&#13;
Kolberg sporządził na podstawie własnych rkp. terenowych, odpowiednio: Arch. PTL, teka 2,&#13;
sygn. 1124, k. 8–9 i Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 44 i 47–49.&#13;
4 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 7, sygn. 1156, k. 1.&#13;
5 Rkp. nieznanego autora z naniesionym przez Kolberga nazwiskiem wykonawcy, Arch.&#13;
PTL, teka 33, sygn. 1305, k. 2 i 3.&#13;
&#13;
421&#13;
&#13;
�z Tomaszowic nazwisko skrzypka – „Kaźmirz Kurek”1. Na uwagę zasługują&#13;
wzmianki zamieszczone w rękopisach dotyczących Pokucia i powtórzone&#13;
w druku: „Śpiewał lirnik ślepy Dmetro Marczuk z Siekierzyna nad Dniestrem, przysiołka do Isakowa. Był on rodem ze Ścianki i pobierał naukę&#13;
u dziada (starca) w Koropcu”2 oraz „Tomasz Czuprun, zrobił sobie instrument maleńki”3 (dalej następuje krótki opis zbudowanej przez niego „żołomyjki”). We wstępie do części IV monografii wymienieni z kolei zostali&#13;
narratorzy opowiadający „kazki”, czyli bajki, brak natomiast w druku podobnych informacji o śpiewaczkach, choć wymienione zostały w brulionie&#13;
wstępu do pierwotnej wersji Pokucia:&#13;
Nadmieniamy, że większą liczbę śpiewanych w Czortowcu pieśni, równie jak&#13;
i wiele szczegółów wesela, dostarczyły nam wiejskie tamtejsze gospodynie (częstokroć i tu, jak w górach, zwane gazdyniami): Zofia Olejniczka rodem z Żukowa&#13;
i Ilczycha (żona Ilki Hrycaniuka), ta ostatnia długi czas w służbie w sąsiedniej&#13;
wsi Harasymowie pozostająca4.&#13;
&#13;
Niewykluczone, że ta właśnie wersja wstępu prezentowana była na wystawie w Kołomyi, i ten fakt zdecydował o zamieszczeniu nazwisk wykonawczyń.&#13;
Kolberg zacytował z kolei w druku w Kieleckiem wzmiankę o informatorach zamieszczoną w rękopisie księdza Władysława Siarkowskiego&#13;
przy przesłanych przez niego opowieściach ludowych: „Opowieści niniejsze&#13;
głównie spisane z opowiadań Tomasza Dudały, Tomasza Kubali, Wojciecha&#13;
Hynka, Piotra Karczmarczyka ze wsi Rembowa i Samostrzałowa z parafii&#13;
Kije”5.&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1209, k. 31. Melodie zostały opublikowane w tomie&#13;
suplementowym, zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. II (DWOK T. 73/II).&#13;
2 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1313, k. 10 i 11 i O. Kolberg Pokucie cz.&#13;
II (DWOK T. 30), s. 194; pierwodruk: Kraków 1883.&#13;
3 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1313, k. 9 i O. Kolberg Pokucie cz. III&#13;
(DWOK T. 31), s. 9; pierwodruk: Kraków 1888.&#13;
4 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 35, sygn. 1313, k. 2. Pełny tekst tej wersji wstępu zob.&#13;
Szkic przedmowy Oskara Kolberga do cz. I „Pokucia”, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do&#13;
t. 29–32 (DWOK T. 81), s. 263–265.&#13;
5 Rkp. W. Siarkowskiego Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane w latach&#13;
od 1776–1881, Arch. PTL, teka 38, sygn. 1336, k. 73, zob. O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK&#13;
T. 19), s. 218; pierwodruk: Kraków 1886.&#13;
&#13;
422&#13;
&#13;
�Nazwiska niektórych informatorów przetrwały też w listach. O wspomnianą Ilczychę Kolberg dopytywał już po wystawie w liście do Przybysławskiego: „Czy Ilczycha przyszła już do posiadania pretendowanych przez&#13;
siebie gruntów?”1. Z kolei Michał Sokołowski, właściciel dóbr Głuszyn na&#13;
Kujawach, u którego Kolberg gościł pod koniec lata lub wczesną jesienią&#13;
1865 roku, w listopadzie tego roku pisał do Oskara:&#13;
[…] z żalem rozstawaliśmy się z sobą, z tą wszakże nadzieją, że jeżeli już nie w tym&#13;
roku, to w następnym odnowimy tu, w Głuszynie, naszą znajomość, a przy niej&#13;
zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub Graszkowskiego znowu coś&#13;
nowego2.&#13;
&#13;
Niestety nic więcej nie wiadomo ani o Graszkowskim, ani też o kobiecie&#13;
nazwiskiem Plichta, choć tę ostatnią wspomniał jeszcze Kolberg w odpowiedzi na list Sokołowskiego. Wyrażał tam szacunek lub podziękowanie&#13;
za informacje pani Sokołowskiej oraz osobie o nieczytelnie zanotowanym&#13;
nazwisku „p. Rynarzewsk[…]”, kończąc list słowami: „i wszystkim pannom&#13;
dom koch[any] uprzyjemniającym, i Plichcinie…”3. Te wzmianki o informatorach zamieszczone w listach do goszczących badacza właścicieli dworów&#13;
pozwalają twierdzić, że cenił on poznawanych w trakcie swojej pracy śpiewaków, muzyków i innych informatorów.&#13;
Jak wspomniano, źródłem informacji byli też robotnicy sezonowi. Na&#13;
Mazowszu, w Woli Rasztowskiej pod Radzyminem Kolberg zarejestrował&#13;
kilkanaście opowieści ludowych pochodzących od pracujących tam Ślązaków. Wprawdzie na jednej z kart rękopisu zanotował tylko: „Koźlik z Woli&#13;
Rasztowskiej pod Radzyminem 1868”4, ale wzmianka na innej z kart wyjaśnia, kim był opowiadający: „Koźlik ze Śląska”, a poniżej także: „Korzec,&#13;
Kawa, Kmieć, Zygmunt, Wiluń, Kujon (Ślązacy)” i dalej: „Ludzie ci ze Szlązka byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7, od r. 1860–8 w Woli Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w 1868”5. Z kolei&#13;
1&#13;
&#13;
List Kolberga do W. Przybysławskiego z 30 III 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 474.&#13;
2 List M. Sokołowskiego do Kolberga z 16 XI 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139.&#13;
3 Brulion listu Kolberga do M. Sokołowskiego z 18 grudnia 1865 r., Korespondencja… cz. I&#13;
(DWOK T. 64), s. 143–144, tam błędnie odczytane niektóre słowa; cytat podano za rękopisem&#13;
pozostającym w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 300.&#13;
4 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 10, sygn. 1170, k. 21.&#13;
5 Tamże, k. 26.&#13;
&#13;
423&#13;
&#13;
�w podkrakowskich Mogilanach badacz zebrał krótkie informacje od górali&#13;
o uprawie gruntów w Ludźmierzu, Harklowej i Maniowach1, bez podania&#13;
imion czy nazwisk.&#13;
W XIX wieku notatki o informatorach należały do rzadkości, a opisywany przez Kolberga i innych badaczy „lud” stanowił podmiot zbiorowy.&#13;
Doskonale potwierdza to przywołana przez Oskara za austriackim lingwistą i etnologiem Friedrichem Müllerem definicja etnografii sformułowana&#13;
w opozycji do antropologii:&#13;
Etnografia, czyli etnologia, więc ludoznawstwo, jest jak to orzeka jej nazwa,&#13;
umiejętnością o człowieku, uważanym jako osobnik (indywiduum) zbiorowy.&#13;
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii,&#13;
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika&#13;
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju&#13;
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego&#13;
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka”2.&#13;
&#13;
Znacznie więcej natomiast wiadomo o osobach, które z Kolbergiem&#13;
współpracowały, pomagając mu w gromadzeniu materiałów. Nawet przy&#13;
bardzo dogodnych warunkach pracy w terenie (zaprzyjaźniony dwór, wiele punktów badawczych, chętni informatorzy) wskazane było zachowanie&#13;
kontaktu na przyszłość w celu ewentualnego uzupełnienia pozyskanych&#13;
wcześniej wiadomości. Była to praktyka często stosowana przez Kolberga,&#13;
co potwierdza zachowana korespondencja oraz wspomnienie Izydora Kopernickiego:&#13;
Wyczerpawszy wszystko, co tylko można było na jednem miejscu i zyskawszy&#13;
sobie w gospodarzu samym lub innej osobie miejscowej chętnego i stałego korespondenta na przyszłość, przenosił się on na inne miejsce, podobnież przysposobione3.&#13;
&#13;
To właśnie podczas podróży etnograficznych nawiązywał często kontakty z osobami, które albo już podczas pobytu badacza na miejscu lub też&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 11, sygn. 1176/4, k. 1, z notką: „Mogilany”.&#13;
Cytat z pracy F. Müllera Allgemeine Ethnographie O. Kolberg przywołał w artykule&#13;
Obecne stanowisko etnografii, „Przewodnik Naukowy i Literacki” 1876, T. 2, s. 710–726; przedruk: O. Kolberg Studia rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), tam cytat na s. 17.&#13;
3 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. X–XI.&#13;
2&#13;
&#13;
424&#13;
&#13;
�później, po jego wyjeździe, uczestniczyły w zbieraniu potrzebnych informacji. Byli to bardzo często mieszkańcy (a głównie mieszkanki) dworów,&#13;
w których stacjonował Kolberg, jak na przykład wielokrotnie wymieniane&#13;
w publikacjach: Maria Hemplówna z Tarnowa w powiecie chełmskim, Antonina Konopczanka z Modlnicy, Józefa Koźmianówna z Gałęzowa w powiecie lubelskim czy Władysław Przybysławski z Czortowca na Pokuciu&#13;
i Ludwik Komecki z Bogusławic na Kujawach. W pracach ukazujących się&#13;
w XX wieku i później określano ich mianem „współpracowników” Kolberga, podobnie jak osoby nadsyłające informacje z miejscowości, do których&#13;
badacz w ogóle nie dotarł. Do tego grona zaliczyć też należy wszystkich,&#13;
którzy odpowiedzieli na apel zamieszczony w 1865 roku w liście otwartym&#13;
do „Biblioteki Warszawskiej”.&#13;
Podejmując się zgromadzenia materiałów etnograficznych z terenów&#13;
całej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, Kolberg od początku zakładał&#13;
współpracę światłego i chętnego do pomocy ziemiaństwa, nauczycieli i duchownych. Do nich kierował ów list otwarty, jednak odzew na ten apel nie&#13;
okazał się dostateczny. Wedle zachowanej korespondencji na list odpowiedział literat Władysław Ciesielski (po raz pierwszy napisał do Kolberga&#13;
z Pękosławic, dziś powiat ostrowiecki), Aleksander Osipowicz z Suwałk,&#13;
Józef Bliziński z Bodzanowa na Kujawach i Rola [Skotnicki] z Moszczanki&#13;
na Podlasiu1. Wszyscy oni w swoich listach powołują się na „Bibliotekę&#13;
Warszawską” lub inną wzmiankę podaną za tym pismem w lokalnej prasie. Niektóre z tych osób pośredniczyły też w przekazywaniu materiałów&#13;
od kolejnych zbieraczy, miłośników etnografii i folkloru. Dzięki owocnym&#13;
kontaktom ze wspomnianym Aleksandrem Osipowiczem, Kolberg pozyskał też cenne zapiski etnograficzne Romana Korbasińskiego z Porządzia&#13;
w powiecie wyszkowskim, a także notatki i fotografie od Mikołaja Akielewicza. Tego ostatniego Oskar znał już wcześniej, a otrzymane materiały&#13;
rozpoznał po charakterze pisma: „Zdaje mi się, że pismo osoby, która je&#13;
kreśliła, jest mi znanym, czy nie pochodzi ono spod pióra pana Ak[ielewicza]? Znałem go i wiem, że się etnografią zajmował”2, napisał w odpowiedzi do nadawcy.&#13;
1&#13;
&#13;
Nazwisko i inicjał imienia: „M. Skotnicki” widnieje w cz. III Mazowsza (DWOK T. 26),&#13;
s. 19; pierwodruk: Kraków 1887. Chodzi prawdopodobnie o dzierżawcę dóbr i poczmistrza&#13;
z Moszczanki, ojca działacza niepodległościowego, Antoniego Skotnickiego.&#13;
2 List Kolberga do A. Osipowicza bez miejsca i daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 234.&#13;
&#13;
425&#13;
&#13;
�Wydaje się jednak, że znaczną część współpracowników Kolberg pozyskał poprzez szerokie znajomości i „z polecenia” osób zaprzyjaźnionych&#13;
właśnie podczas prowadzenia badań w terenie 1. Spora ich grupa znana&#13;
jest z imienia i nazwiska, co badacz zapowiadał w liście otwartym: „Źródło, z którego wiadomość jakakolwiek nadesłaną mi została, to jest: nazwisko sprawę zdającej osoby, o ile takowa sprzeciwiać się temu nie zechce,&#13;
z wdzięcznością zawsze wymienione będą”2. Ich nazwiska widnieją często&#13;
w manuskryptach na nadesłanych tekstach, ale rzadziej znajdziemy je na&#13;
kartach monografii. Zapewne wielu autorów pozostało anonimowymi na&#13;
własne życzenie. Dla zawartości Kolbergowskich monografii istotne jest&#13;
jednak, że to od nich w znacznej mierze pochodzą zapisy, które współcześnie zaliczylibyśmy do materiałów etnograficznych.&#13;
Lud&#13;
W 1857 roku Kolberg opublikował Pieśni ludu polskiego, zbiór niezwykle nowatorski jak na owe czasy, zawierający melodie bez opracowania fortepianowego i ukierunkowany na ukazanie wariantowości folkloru na przykładzie ballad i tańców. Tom został przyjęty przychylnie przez recenzentów,&#13;
choć zwracali oni uwagę na „nieforemność” ludowych melodii. Świadczyło&#13;
to o sporych trudnościach w odbiorze „nuty w nieskażonej prostocie […]&#13;
tak jak wybiegła z ust ludu”3, nawet przez zaznajomionych z rodzimym&#13;
folklorem znawców muzyki, takich jak Karol Estreicher i Józef Sikorski4.&#13;
Badacz planował wydanie jeszcze kolejnych pięciu lub sześciu części Pieśni&#13;
ludu polskiego, gdyż, jak sam pisał w liście do Józefa I. Kraszewskiego:&#13;
„brak tu jeszcze pieśni obrzędowych, weselnych, wojackich, żartobliwych,&#13;
1 Udział tych osób, a także wymienionych dalej współpracowników Kolberga w gromadzeniu materiałów do poszczególnych monografii oraz charakter tych materiałów zostanie&#13;
omówiony dalej.&#13;
2 O. Kolberg Do Redakcji Biblioteki Warszawskiej. List otwarty…, Korespondencja… cz. I&#13;
(DWOK T. 64), s. 103.&#13;
3 O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V; pierwodruk: Warszawa 1857.&#13;
4 Pieśni ludu polskiego i recepcja zbioru zostały szczegółowo scharakteryzowane przez&#13;
A. Skrukwę Życie Oskara Kolberga w Warszawie 1814–1871 w: Oskar Kolberg. Człowiek&#13;
i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I) i D. Pawlak Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach&#13;
Oskara Kolberga w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
&#13;
426&#13;
&#13;
�miłosnych”1. Jednak w 1862 roku zmienił swoje plany edytorskie i zdecydował się na publikowanie zbiorów pieśni obejmujących całość repertuaru&#13;
z określonego regionu uzupełnionych o opisy obrzędów i zawierających,&#13;
w miarę możliwości, inne informacje etnograficzne. W lecie tego roku na&#13;
łamach „Biblioteki Warszawskiej” znalazła się stosowna wzmianka:&#13;
Oskar Kolberg, zasłużony zbieracz pieśni ludowych i melodii, przygotował&#13;
wysokiej wartości pracę nową do druku pn. Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach, pieśniach, muzyce i tańcach. Seria I Okolice Sandomierza.&#13;
W dziele tym daje nam szanowny badacz opisy wesel, obrzędów ludu, z głównie zwróconą uwagą na melodie; w przypisach pomieści, o ile się nadarzy,&#13;
opis guseł, gier itp., równie jak objaśni każdy obrzęd przywiedziony. Ażeby nie&#13;
powtarzać, opisze tylko te okolice, o których nie było jeszcze dotąd wzmianki.&#13;
Obejmuje w zakres swej pracy Królestwo Polskie, Galicję, Wielkopolskę, Ruś&#13;
i Litwę2.&#13;
&#13;
Sandomierskie ukazało się ostatecznie trzy lata później, prawdopodobnie w lecie 1865 roku, a na karcie tytułowej widniał rozszerzony tytuł: Lud,&#13;
jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła,&#13;
zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Seria I, co było już wynikiem włączenia&#13;
tomu do cyklu monografii etnograficznych. Jednak publikacja przygotowana została pierwotnie jako zbiór pieśni, który według słów autora „już od&#13;
dwóch lat jest pod prasą drukarską, lecz dla nieprzyjaznych okoliczności&#13;
dotąd wykończonym być nie mógł”3.&#13;
Sandomierskie to monografia niepełna, która dokumentuje pośredni&#13;
etap działalności Kolberga między publikowaniem zbiorów pieśni z określonego terenu, a edycją serii monografii regionalnych opatrzonych wspólnym tytułem Lud. Wybór niewielkiego regionu, obejmującego praktycznie&#13;
jeden powiat, odpowiadał jeszcze koncepcji wydawania materiałów dokumentujących przede wszystkim tamtejszy folklor muzyczny. Zasięgi powiatów były mu znane. Posługiwał się mapami z Atlasu Królestwa Polskiego&#13;
1&#13;
&#13;
s. 73.&#13;
&#13;
List Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
„Biblioteka Warszawska” 1862, t. 3, s. 187.&#13;
Brulion listu Kolberga do A. Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 115. Wspomniane „nieprzyjazne okoliczności” to prawdopodobnie aluzja do czasów&#13;
powstania styczniowego.&#13;
3&#13;
&#13;
427&#13;
&#13;
�autorstwa swego ojca Juliusza Kolberga1, a także wydaną równolegle Tabellą miast, wsi, osad Królestwa Polskiego2. Oba te źródła prezentowały&#13;
podział na województwa utworzony po 1815 roku. Województwa dzieliły&#13;
się z kolei na obwody odpowiadające na ogół późniejszym powiatom, stąd&#13;
Kolbergowskie granice powiatów pokrywają się na ogół z zasięgami obwodów z 1827 roku. Być może już na wczesnym etapie prac nad folklorem&#13;
muzycznym Kolberg segregował swoje zapisy według kryterium geograficznego. Czynił tak na pewno później, umieszczając materiały w ponumerowanych tekach opisanych nazwami mniejszych lub większych regionów&#13;
(np. teka 2 Mazury Podlaskie, teka 9 Poznańskie) lub nazwami miejscowości (teka 13 Kraków i okolica, teka 15 Tarnów. Rzeszów). Wydając&#13;
Sandomierskie, Kolberg zapoznał czytelników z nową koncepcją edycji materiałów „prowincjami, to jest oddzielnemi cząstkami w sobie zamkniętemi,&#13;
bo zawierającemi wszystkie w tych prowincjach zebrane pieśni, obrzędy&#13;
i muzykę”3, ale słowa te oddają jeszcze wizję z 1862 roku, mówią bowiem&#13;
o podziale regionalnym i zbiorach pieśni uzupełnionych opisami obrzędów.&#13;
Dopiero w dalszej części wstępu poznajemy zapowiedź późniejszych działań autora:&#13;
By obraz uczynić kompletnym, należałoby dołączyć doń wszelkie przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony, gry&#13;
itp. wychodzące już za obręb muzykalności. Czuję, ile by obraz mógł zyskać na&#13;
zestawieniu takiej masy szczegółów, ale zarazem i nieudolność wykonania tyle&#13;
rozległego i rozgałęzionego planu, który przechodziłby o wiele siły pojedynczej&#13;
osoby4.&#13;
&#13;
W chwili publikacji Sandomierskiego Kolberg nie dysponował materiałami, o jakich mówił w przytoczonym fragmencie przedmowy. Badania&#13;
terenowe w guberni radomskiej zakończył w roku 1859 i nie jest pewne,&#13;
czy był wówczas w powiecie sandomierskim. Pięć lat wcześniej, w 1854&#13;
1&#13;
&#13;
J. Kolberg Atlas Królestwa Polskiego składający się z 8 map jeograficznych, z których&#13;
każda wystawia jedno województwo, jako to: Krakowskie, Sandomierskie, Kaliskie, Lubelskie, Płockie, Mazowieckie, Podlaskie i Augustowskie, Warszawa 1827.&#13;
2 Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności,&#13;
alfabetycznie ułożona w Biórze Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policyi, T. I–II,&#13;
Warszawa 1827.&#13;
3 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6; pierwodruk: Warszawa 1865.&#13;
4 Tamże, s. 7–8.&#13;
&#13;
428&#13;
&#13;
�roku odwiedził, według własnych słów zamieszczonych we wstępie, Bilczę,&#13;
Góry Wysokie i Rytwiany. Był wówczas gościem rodziny Gregorowiczów&#13;
w Bilczy. Jana Kantego Gregorowicza, pisarza i publicystę, znał z Warszawy, gdyż pod koniec lat czterdziestych obydwaj publikowali swoje artykuły&#13;
na łamach „Biblioteki Warszawskiej”. Wprawdzie Jan Kanty w 1847 roku&#13;
przeniósł się do Zegrza nad Narwią, ale w majątku pozostali członkowie&#13;
jego rodziny – Maria i Cyprian Hennelowie. Nie wiadomo natomiast, u kogo&#13;
Kolberg zatrzymał się w Rytwianach i Górach Wysokich. Prawie wszystkie&#13;
zachowane manuskrypty zawierają zapisy melodii i tekstów pieśni (także&#13;
weselnych i na okrężne) z wymienionych trzech miejscowości, a także kilku&#13;
innych, jak na przykład Kichary, Klimontów, Chmielnik i Staszów1, dokumentują więc wyłącznie folklor muzyczny regionu. Wyjątek stanowią zarejestrowane ze słuchu opowieści ludowe opatrzone w rękopisie notą lokalizacyjną: „od Ożarowa”2 oraz notatki terenowe do słowniczka, sporządzone&#13;
w okolicach Klimontowa3. Bardzo możliwe, że opisy wesel oznaczonych&#13;
numerami od II do V zostały sporządzone na podstawie relacji informatorów Kolberga, ale obecnie dysponujemy tylko fragmentami czystopisów&#13;
zawierających kilka pieśni zamieszczonych w „weselu IV”4, a przygotowanych jeszcze do publikacji w artykule Pieśni ludu weselne5.&#13;
Ostatecznie więc tom, który po włączeniu do serii Lud także Pieśni ludu&#13;
polskiego z 1857 roku otrzymał numer „II”, zawiera niewiele materiałów&#13;
etnograficznych, zamieszczonych w krótkim rozdziale „Wiadomości topograficzno-etnograficzne” oraz w stosunkowo obszernych „Przypisach”. Dość&#13;
szczegółowe opisy ubioru, wesela I i okrężnego oraz szereg informacji uzupełniających tę tematykę, a zawartych właśnie w „Przypisach”, pochodzi&#13;
1&#13;
&#13;
O pobycie w Staszowie w 1860 roku Kolberg pisał w cz. I Radomskiego (DWOK T. 20),&#13;
s. 102; pierwodruk: Kraków 1887; chodzi jednak najpewniej o podróż z roku 1859.&#13;
2 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 4a; Kolberg opublikował te&#13;
teksty w Sandomierskiem, zob. DWOK T. 2, s. 273.&#13;
3 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 5; część wyrażeń opatrzona jest&#13;
notą lokalizacyjną: „Klimontów”.&#13;
4 Dotyczy to pieśni oznaczonych w Sandomierskiem numerami: 107–110 i 114, ich źródłem&#13;
są czystopisy Kolberga, Arch. PTL, sygn. 1224, k. 34–35 bez not lokalizacyjnych i Arch. PTL,&#13;
teka 15, sygn. 1204, k. 32, z lokalizacją: „od Sandomierza, Dzikowa, Tarnobrzegu, Leżajska”.&#13;
5 Pieśni ludu weselne były publikowane w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849;&#13;
przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym cz. I (DWOK&#13;
T. 67/I), s. 442–674. Zapisy z okolic Sandomierza zostały opublikowane w wymienionym&#13;
czasopiśmie w roku 1849: T. 4, s. 383–387, zob. przedruk: DWOK T. 67/I, s. 643–651.&#13;
&#13;
429&#13;
&#13;
�z literatury, a przede wszystkim z prac Jana Kantego Gregorowicza, autora&#13;
czterotomowych Obrazków wiejskich oraz kilku innych publikacji dotyczących folkloru okolic Bilczy1. Niewątpliwym natomiast atutem Sandomierskiego są ilustracje, w tym dwie barwne, przedstawiające stroje z okolic&#13;
Szydłowca i Iłży oraz spod Dzikowa, a także czarno-biały drzeworyt „Sobótka z Bilczy”. Zostały one wykonane na podstawie rysunków Wojciecha&#13;
Gersona, malarza, ale i etnografa z zamiłowania, z którym Kolberg współpracował później wielokrotnie, planując ilustracje do kolejnych monografii.&#13;
Ryciny przygotowała już w 1863 roku pracownia Maksymiliana Fajansa,&#13;
a sam drzeworyt przedstawiający sobótkę kosztował 12 i pół rubla2, co było&#13;
wydatkiem niebagatelnym dla autora, podobnie jak druk nut oraz kolorowych litografii przedstawiających ubiory. Autor nie był jednak zadowolony&#13;
ze swego dzieła i określił je we wstępie do Kujaw jako skreślone „z materiałów, na jakie mnie stać było”3. Po latach Sandomierskie stało się ponownie&#13;
przedmiotem opisu jako podregion w dwutomowym Radomskiem.&#13;
Z pierwszą monografią Kolberga wiąże się sugestia etnografia wielkopolskiego, Adama Glapy, który w krótkiej publikacji z 1956 roku próbował&#13;
udowodnić, że Sandomierskie wzorowane było na pracy Leopolda Haupta&#13;
i Jana Arnošta Smolerja Pjesnički hornych a delnych Łužiskich Serbow4,&#13;
a tezę swoją poparł słowami Mikołaja Akielewicza z 1856 roku dotyczącymi planów pracy nad pieśniami litewskimi: „Pan Kolberg będzie badał&#13;
wyłącznie charakter muzyki litewskiej. Obrobimy ten przedmiot na wzór&#13;
dzieła Volkslieder der Wenden”5. Ostateczne wnioski Adama Glapy mó1&#13;
&#13;
J.K. Gregorowicz napisał m.in. Obrazki wiejskie, T. 1–4, Warszawa 1852 i Wiejskie zarysy, T. 1–2, Warszawa 1854; obie prace były wcześniej drukowane w odcinkach w „Bibliotece Warszawskiej”, zob. Literatura cytowana i odnotowana przez Kolberga w „Sandomierskiem”, w: O. Kolberg Sandomierskie. Suplement do tomu 2, s. 174–175.&#13;
2 Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 9; tam wśród wydatków z 1863 roku&#13;
pod datą 23 stycznia wymieniona kwota 12,5 [rubla] za drzeworyt sobótki; z 9 XI 1863 roku pochodzi też list M. Fajansa do Kolberga z prośbą o opłacenie wykonanych 2 miesiące wcześniej&#13;
rycin, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 97.&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 5; pierwodruk: Warszawa 1867.&#13;
4 Zob. A. Glapa Wpływ Łużyczanina Smolerja na prace Oskara Kolberga, „Lud” 1956,&#13;
t. 42, s. 421–424; A. Glapa zwrócił uwagę na pozorne podobieństwo w układzie treści i proporcji pieśni w stosunku do materiału etnograficznego Sandomierskiego i zbioru pieśni L. Hawpta,&#13;
J.A. Smolerja, Pjesnički hornych a delnych Łužiskich Serbow, T. 1–2, Grymi 1841–43; ta ostatnia była faktycznie pracą Smolerja, natomiast Hawpt (w wersji niemieckojęzycznej: Haupt)&#13;
w niewielkim tylko stopniu był jej współautorem.&#13;
5 Cytat podano za artykułem A. Glapy Wpływ Łużyczanina Smolerja…, s. 423.&#13;
&#13;
430&#13;
&#13;
�wiące, że „Za wzór pisania prac swoich obrał Kolberg dzieło Smolerja” i że&#13;
„Łużyczanin Jan Ernst Smolerj swą pracą oddziałał na O. Kolberga, a przez&#13;
niego na całe ludoznawstwo europejskie w XIX w.”1 wydają się zbyt kategoryczne. Nie ma nawet pewności, czy przed rokiem 1865 Kolberg zapoznał&#13;
się z dziełem Łużyczanina, czy też stało się to dopiero podczas pracy nad&#13;
W. Ks. Poznańskiem, to jest około roku 18742. Jeśli nawet liczne wypisy&#13;
z Pjesnicek sporządził wcześniej, to mają one raczej związek z pracami&#13;
porównawczymi nad folklorem muzycznym. Sandomierskie natomiast jest&#13;
efektem zmian w edytorskiej działalności autora i zapewne też stopniowej&#13;
ewolucji jego spojrzenia na kształtującą się etnografię. Na zmianę poglądów,&#13;
tak jak i na koncepcję monografii, wpłynąć mogła lektura innych badaczy&#13;
folkloru, jak choćby Antoniego Marcinkowskiego, autora Ludu ukraińskiego3. Tę publikację Kolberg również znał bardzo dobrze i dysponował nawet&#13;
manuskryptem trzeciego tomu, o czym wspomniał w swoim wykazie tek:&#13;
„Rękopis po śp. Nowosielskim (Marcinkowskim) pozostały jako tom 3 jego&#13;
Ukrainy (dwa pierwsze tomy wyszły z druku w Wilnie) obejmujący pieśni&#13;
i opis wesela (aneks)”4. Natomiast tom drugi, poza wspólnym dla całości&#13;
tytułem Lud ukraiński, nosił jeszcze podtytuł: Jego pieśni, bajki, podania,&#13;
klechdy, zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki, zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory, tańce, gry, co również nasuwa skojarzenia&#13;
z Kolbergowskimi monografiami.&#13;
O ile pewnych podobieństw w układzie pracy można doszukiwać się&#13;
w publikacjach poprzedników, to wydaje się pewnym, że koncepcja programu badawczego Kolberga zawartego w liście otwartym do redakcji „Biblioteki Warszawskiej” w lutym 1865 roku, a wcześniej w prywatnej korespondencji do jednego z informatorów5 mogła opierać się na prekursorskich&#13;
w dziedzinie ludoznawstwa postulatach badawczych Hugona Kołłątaja.&#13;
Wytyczne do gromadzenia materiałów Kołłątaj zawarł w liście z 15 lipca&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 424.&#13;
Problem ten omówiła A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga,&#13;
w: O. Kolberg Łużyce (DWOK T. 59/I), s. VIII–XI.&#13;
3 Zob. A. Nowosielski [właśc. A. Marcinkowski] Lud ukraiński, T. 1 i 2, Wilno 1857.&#13;
4 Wzmianka dotyczy teki 25, zob. O. Kolberg Wykaz tek rękopiśmiennych z 10 I 1886 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 747. Trzeci tom Ludu ukraińskiego nie ukazał się&#13;
drukiem, a manuskryptu nie ma obecnie w zbiorach Kolberga.&#13;
5 Brulion listu Kolberga do K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 97–99; tam w stosunku do cytowanego dalej listu otwartego skrócony&#13;
opis przedmiotu badań.&#13;
2&#13;
&#13;
431&#13;
&#13;
�1802 roku skierowanym do księgarza, Jana Maja, opublikowanym po raz&#13;
pierwszy w „Pamiętniku Warszawskim” w 1810 roku1. Program napisany&#13;
w twierdzy w Ołomuńcu wyrósł na gruncie ogólniejszej koncepcji autora,&#13;
który widział konieczność opracowania obszernego dzieła dotyczącego historii Polski. Jedna z jego części zawierać miała opis obyczajów, zwyczajów&#13;
i obrzędów narodu z odwołaniem do „tradycji początkowych”, których poznanie możliwe było tylko przez zapoznanie się z obyczajami „pospólstwa”.&#13;
Kołłątaj wymienił szczegółowo przedmioty wymagające opisu. Celem dzieła było, według jego słów, nie tylko wyjaśnienie tak zwanej historii początkowej, ale też pozostawienie rzetelnego świadectwa o obyczajach ludu.&#13;
Jako potencjalnego autora takiej pracy widział prawdopodobnie Tadeusza&#13;
Czackiego i być może dlatego pisząc do niego w 1803 roku, załączył także&#13;
list do Maja. Po opublikowaniu korespondencji obu humanistów w 1844&#13;
roku program napisany w Ołomuńcu w 1802 roku stał się powszechnie&#13;
znany i mógł być inspiracją do wielu inicjatyw badawczych2.&#13;
Porównanie tekstów Kolberga i Kołłątaja sugeruje, że przyszły autor&#13;
Ludu mógł inspirować się listem do Maja zarówno w kwestii zakresu badań&#13;
(wymienionych w kolejnych bardziej uszczegółowionych punktach i w nieco innej kolejności niż w liście Kołłątaja), ich zasięgu (tzw. prowincjami czyli powiatami), jak i częściowo metod pozyskiwania materiałów (na drodze&#13;
korespondencji). Kołłątaj postulował opisanie ubiorów, obrzędów (wesel,&#13;
pogrzebów i urodzin), zabaw i zwyczajów w cyklu rocznym, w tym pieśni,&#13;
muzyki i instrumentów, guseł i zabobonów, do których zaliczał sobótki,&#13;
fizjonomii ludu, pożywienia, mieszkań, budownictwa, sprzętów domowych&#13;
i zajęć gospodarskich, nałogów i wad ludu oraz chorób i sposobów ich&#13;
leczenia, a także różnic w mowie. Kolberg natomiast pisał3:&#13;
Do przedmiotów, na jakie wszechstronną zwrócić baczność uprasza się, należą:&#13;
1. Wieś i chata. Opis szczegółowy i nazwa w mowie ludowej (jeśli istnieje) części jej zewnętrznych i wewnętrznych, mianowicie ścian, węgłów, dachu, drzwi,&#13;
1&#13;
&#13;
List H. Kołłątaja do T. [!] M[aja], „Pamiętnik Warszawski” 1810, T. 2, s. 27–42.&#13;
List H. Kołłątaja do J. Maja, w: X. Hugona Kołłątaja korespondencja listowna z Tadeuszem Czackim, T. 1: Kraków 1844, s. 12–30.&#13;
3 Kolberg przedstawił swój program w 11 punktach w innej niż Kołłątaj kolejności, fragmenty listu Kolberga Do Redakcji Biblioteki Warszawskiej… podano za: Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105; pod każdym z wymienionych przez niego punktów zamieszczono drukiem pochylonym odpowiadające im fragmenty z programu Kołłątaja za wydaniem&#13;
z 1844 roku.&#13;
2&#13;
&#13;
432&#13;
&#13;
�okien, strzechy, sieni i przedsionka, izby, komory i znajdujących się tu części,&#13;
sprzętów i naczyń, a zarazem podwórza, studni, płotu, ogrodu, różnych budynków gospodarskich, jak: stodoły, obory, chlewa itd. z wykazaniem, z jakiego&#13;
drzewa każda rzecz się obrabia.&#13;
[u Kołłątaja to fragment punktu 7: o gatunkach pożywności i onych zaprawiania sposobie, o mieszkaniach, o sposobie budowania, o gatunkach sprzętów&#13;
do wygody w życiu]&#13;
Oczywiście, typ tu stanowić ma najdawniejszy i najpowszechniejszy niegdyś&#13;
sposób stawiania, o ile się zachował. Do opisu przydałby się i rysunek, plan lub&#13;
widok. Jakie są zwyczaje przy budowaniu lub zwaleniu chałupy; jakie zabobony? (może podania lub zaklęcia w narzeczu ludowym). Jakie są ulice wioskowe&#13;
i jakie chat rozpołożenie względem siebie i ulicy. Jakie kościoły, smentarze&#13;
i ogrodzenia?&#13;
2. Praca i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków. Jaki pod tym względem&#13;
tryb życia?&#13;
Przysłowia. Wady i nałogi (powiastki o tym). Cera ciała i barwa włosów. Charakter ludu; jego skłonności i temperament. Sposób myślenia i ruchy.&#13;
[u Kołłątaja punkt 6: o postaciach i fizjognomiach, 8: o pasterstwie i rolnictwie,&#13;
punkt 9: o rękodziełach pospólstwa, punkt 10: o nałogach i wadach]&#13;
3. Żywność. Co zwykle jadają i pijają? O jakiej porze, wiele i przy jakich ceremoniach lub zabobonach?&#13;
[u Kołłątaja fragment punktu 7: o gatunkach pożywności i onych zaprawiania&#13;
sposobie, o mieszkaniach, o sposobie budowania, o gatunkach sprzętów do&#13;
wygody w życiu]&#13;
4. Ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, odświętny i codzienny. Materia. Krój i koszt&#13;
krawiecczyzny i materiału. Ozdoby i barwa. Czy był dawniej inny ubiór i jakim&#13;
ulegał odmianom?&#13;
[u Kołłątaja punkt 2: różnice w ubiorze nie tylko co do kroju, ale nawet co do&#13;
koloru, żadnego gatunku ich okrycia nie opuszczając]&#13;
5. Mowa, czyli narzecze prowincjonalne. Jej właściwości i odmiany gramatyczne&#13;
(niezwykłe). Sposób wymawiania i wysłowienia się miejscowy. Wyrazy orygi433&#13;
&#13;
�nalne (prowincjonalizmy) tam używane lub obce przyswojone. Próbka takowej&#13;
mowy. Słowniczek miejscowych wyrazów.&#13;
[u Kołłątaja punkt 1: różnice w ich mowie albo dialektach jednej mowy]&#13;
6. Przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp., o ile możności (lubo niekoniecznie) w mowie potocznej, miejscowej, oddane.&#13;
7. Zabobony, gusła (zaklęcia), przesądy (lekarskie, myśliwskie, pasterskie, o zwierzętach i ptakach, karczemne, domowe, gospodarskie itp.), dykteryjki o czarach,&#13;
diabłach, czarownicach, wiedźmach, upiorach, strzygach, zmorach, wilkołakach,&#13;
duchach i duszach pokutujących. Przesądy odnoszące się do pór roku, klimatu,&#13;
zasiewu, zbioru, przy dożynkach, weselu, chrzcinach i pogrzebach.&#13;
[u Kołłątaja fragment punktu 5: o gusłach i zabobonach jak mówią, a w rzeczy&#13;
samej o dochowanych niektórych zwyczajach dawnej religii pogańskiej jako&#13;
to: o sobótkach podczas przesilenia dnia z nocą letniego i podobnych innych&#13;
i punkt 11: o chorobach szczególnych i sposobie ratowania chorych między&#13;
pospólstwem]&#13;
8. Pieśni, o ile możności z nutą, a choćby i bez niej, oddane mową miejscową.&#13;
Pieśni nabożne i dziadowskie.&#13;
9. Tańce. Opis tychże i nuta, jeśli można.&#13;
[u Kołłątaja punkt 4: o zabawach pospólstwa stosownie do części roku, o ich&#13;
muzyce, o instrumentach muzycznych, o godach rocznych, czyli o saturnaliach i o bachanaliach, o pieśniach wesołych, pasterskich, żałobnych, historycznych]&#13;
10. Obrzędy, mianowicie:&#13;
a) Wesela, szczegółowo ze wszystkimi opisane ceremoniami, igraszkami i żartami. Jakie przy tym stroje, przystrojenia i ozdoby (młodej pary, gości, wozów, koni, naczyń itd.), pieśni, muzyka, tańce, przygotowania młodych, druhen&#13;
i rodziców, oświadczyny, zaprosiny, zaręczyny, mowy, rozplatania warkocza,&#13;
ślub, zabawa karczmie, oczepiny, uczty, podarunki, pożegnanie; jak długo, kiedy&#13;
i u kogo co się odbywa? Posag, czyli wiano. Koszta wesela.&#13;
b) Chrzciny. Zaprosiny. Przybycie kumów i ich wzięcie się i położnicy. Uczty.&#13;
Śpiewy. Sposób postępowania z dzieckiem. Jego wychów.&#13;
&#13;
434&#13;
&#13;
�c) Pogrzeby. Ubranie ciała lub mycie. Zwyczaje (zabobony) zaraz po śmierci&#13;
nieboszczyka tak w chacie, jak i przed nią, i przy wyprowadzaniu z niej ciała&#13;
przyjęte oraz nad grobem. W jakiej asystencji, liczbie i w jaki sposób ciało prowadzą? Śpiewy i mowy. Stypy. Koszta. Z jakiego drzewa trumna?&#13;
[u Kołłątaja punkt 3: każdy ich obrządek przy godach weselnych, przy urodzinach, przy pogrzebach, dobrze roztrząsnąć; bo choć te obrządki religia nasza&#13;
zrobiła jednakiemi, wszędzie wszelako zostało coś z dawnych zwyczajów co&#13;
do wesołości, smutku itd.]&#13;
d) Sobótki, zapalane w wigilią św. Jana lub na Zielone Świątki. Pieśni sobótkowe.&#13;
Zwyczaje.&#13;
[u Kołłątaja fragment punktu 5: o gusłach i zabobonach jak mówią, a w rzeczy&#13;
samej o dochowanych niektórych zwyczajach dawnej religii pogańskiej, jako&#13;
to: o sobótkach podczas przesilenia dnia z nocą letniego i podobnych innych]&#13;
e) Obchód różnych świąt uroczystych i niedziel w ciągu roku. Kolędy, szopki,&#13;
zabawy mięsopustne, przebierania się itp. Wielkanoc. Gaik, kogutek, konik itp.,&#13;
z pieśniami. Zabawy i przesądy w dni obchodu pamiątki różnych Św. Pańskich.&#13;
f) Dożynki. Zwyczaje w czasie żniw w polu. Sposób żęcia i czas jego. Zwyczaje&#13;
w czasie ich rozpoczęcia i zakończenia. Jakiego kształtu wiją wieniec i z czego?&#13;
Kto go przynosi do dworu i przy jakich ceremoniach? Jakie przy tym koncepta&#13;
zabawy? Toż przy siewie zboża.&#13;
11. Zwyczaje i piosnki przy różnych zatrudnieniach, jak: przy lnie i przędzeniu,&#13;
kośbie, sianożęci, pasterstwie, robotach gospodarskich i rzemieślniczych (młócce, órce, bronowaniu, praniu bielizny, dojeniu, kołysaniu dzieci, przy kowalce,&#13;
ciesielce, ścinaniu drzewa, zwózce chrustu, gnoju itp.). Wieczorne pogadanki&#13;
(w zimie i w lecie), hulanki w karczmie i domu, zalecanki, zwyczaje na jarmarkach, przy targu i różnych umowach, przy stosunkach z bydlętami (wołami,&#13;
końmi, owcami, drobiem itd.).&#13;
[u Kołłątaja fragmenty punktu 4: o zabawach pospólstwa stosownie do części&#13;
roku, o ich muzyce, o instrumentach muzycznych, o godach rocznych, czyli&#13;
o saturnaliach i o bachanaliach, o pieśniach wesołych, pasterskich, żałobnych, historycznych].&#13;
&#13;
435&#13;
&#13;
�I podobnie jak Kołłątaj, Kolberg sugerował sporządzanie rysunków,&#13;
a materiały miały być, tak jak w liście do Maja, nadsyłane w listach:&#13;
Do wszystkich tego rodzaju wiadomości nader pożądanymi byłyby i rysunki&#13;
(gdzie się nadają) i o ile takowe pozyskać się dadzą […]. Sądzę, że gdy dorzucenie&#13;
cegiełki do dzieła tyle użytecznego i narodowego bardzo jest rzeczą chlubną,&#13;
a praca ta mozołu wielkiego nie wymaga, więc szanowni obywatele zechcą&#13;
zwrócić uwagę na powyższą prośbę i zasilać mnie zebranymi przez siebie materiałami, na jakich przy dobrej woli i chęci w poszukiwaniach, z pewnością&#13;
w okolicy ich zbywać nie będzie1.&#13;
[Kołłątaj: ułożyć korrespondencyą obszerną po wszystkich częściach Polski,&#13;
dla zasięgnięcia jak najdokładniejszej wiadomości o obyczajach aktualnych&#13;
ludów tego kraju, a gdyby można, dostania dobrych rysunków tych wszystkich&#13;
obiektów.]&#13;
&#13;
W marcu 1865 na apel Kolberga odpowiedział między innymi Józef Bliziński, później ceniony komediopisarz. Był rodzinnie związany z Kujawami,&#13;
w młodości bywał tam wielokrotnie, a w 1845 roku odziedziczył folwark&#13;
Choceń, gdzie zamieszkiwał do 1854 roku. Interesował się historią i kulturą&#13;
ludową regionu, gromadził przede wszystkim materiały dotyczące języka,&#13;
ale potrafił też notować melodie, był autorem kilku publikacji w „Gazecie&#13;
Codziennej” i Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda. Do Kolberga pisał z Bodzanowa, gdzie prawdopodobnie przebywał jako rezydent,&#13;
deklarując udostępnienie własnych zapisów. Ostatecznie w monografii Kujaw Oskar wykorzystał przede wszystkim jego rękopisy zawierające notatki&#13;
językowe oraz fragmenty tekstów z artykułów, ale pomoc Blizińskiego była&#13;
większa, niż wynika to z zachowanych notatek, i polegała też na dzieleniu&#13;
się wiadomościami o regionie oraz na organizacji pobytu badacza na Kujawach2. Z Józefem i jego żoną Pelagią Kolberg przyjaźnił się nadal w latach&#13;
późniejszych i bywał u nich w Bóbrce w Sanockiem. Natomiast materiały etnograficzne z Kujaw zgromadzone przez Kolberga pochodzą głównie&#13;
z jego własnych badań oraz są owocem kontaktów z innymi rodzinami.&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 105.&#13;
Postać Józefa Blizińskiego, jego kontakty z Kolbergiem szczegółowo omówiła A. Skrukwa&#13;
„Kujawy” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement do tomów 3–4 cz. II (DWOK&#13;
T. 72/II), s. VI–XVIII.&#13;
2&#13;
&#13;
436&#13;
&#13;
�W sierpniu 1865 roku Oskar udał się bowiem w drugą podróż po Kujawach. Pięć lat wcześniej odwiedził Bogusławice, Redecz, Kłonowo, Bodzanowo i Otmianowo, a także prawdopodobnie Płowce i być może Służewo1.&#13;
Skupiał się głównie na zapisach melodii ludowych, a w szczególności na&#13;
tak zwanym tańcu kujawskim, którym był zafascynowany, i któremu poświęcił oddzielne studia2. Teraz musiał zebrać informacje odpowiadające&#13;
nowej koncepcji wydawniczej. Jego stacjami badawczymi stały się ponownie Bogusławice i Bodzanowo, gdzie gościł u znanych już sobie Komeckich i Biesiekierskich, a także Głuszyn, będący własnością Sokołowskich,&#13;
i Ruszkowo, dobra Antoniego Morzyckiego. Były to, jak już wspomniano,&#13;
miejscowości leżące na terenach pozostających pod zaborem rosyjskim,&#13;
jednak monografia miała na celu opis całego regionu, który dla Kolberga&#13;
był przede wszystkim krainą historyczną, podzieloną przez zaborców. Charakteryzował Kujawy słowami Józefa Blizińskiego:&#13;
Kujawy, prowincja dawnej Polski po lewym brzegu Wisły, pomiędzy tąż rzeką&#13;
a Notecią i Gopłem rozciągająca się, obejmuje w Królestwie powiat włocławski&#13;
(do r. 1848 kujawskim zwany), przytykający na północ do Wisły oraz w Prusach,&#13;
a w szczególności w W. Księstwie Poznańskiem, część regencji bydgoskiej, mianowicie powiat inowrocławski3.&#13;
&#13;
O ile więc w przypadku wielu późniejszych monografii zasięg terytorialny opisywanych w nich regionów wyznaczyły ostatecznie granice&#13;
administracyjne, to w Kujawach decydującą rolę odegrał aspekt historyczno-geograficzny. Kolberg, który zabiegał o wsparcie finansowe w różnych instytucjach, w liście do Cesarskiego Towarzystwa Geograficznego&#13;
pisał wprawdzie o zamiarze wydania tomu zawierającego opis powiatu&#13;
1 Pięć pierwszych miejscowości Kolberg wymienił w Notatniku zawierającym rachunki…, k. 14; Płowce i pobyt u Wodzińskich (mieszkających w Służewie) Kolberg wspomniał&#13;
obok innych miejscowości w brulionie listu do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 117.&#13;
2 Prace badacza związane z tańcem kujawskim dokumentują trzy zespoły rękopiśmienne&#13;
znajdujące się obecnie w dwóch tekach: Arch. PTL, teka 42, sygn. 1350, k. 139–184 oraz Arch.&#13;
PTL, teka 51, sygn. 1358, k. 1–19 i tamże, k. 21–40, a także opisy tego tańca, zob. O. Kolberg&#13;
Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199–208; tańce kujawskie zostały opublikowane w: O. Kolberg&#13;
Kujawy. Suplement do tomów 3–4 cz. I (DWOK T. 72/I).&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 15; pierwodruk: Warszawa 1867; tam za: J. Bliziński&#13;
Kujawy, w: Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, T. 16: Warszawa 1864, s. 421.&#13;
&#13;
437&#13;
&#13;
�„włocławskiego (Kujaw)”, ale już w kolejnym zdaniu wydawał się zapobiegliwie usprawiedliwiać włączenie materiałów z powiatu inowrocławskiego:&#13;
Gdy granice administracyjne nie zawsze mogą służyć za zasadę do opisów etnograficznych, przeto i opisy moje, w miarę potrzeby lub obfitości nabytych&#13;
materiałów, dla dokładności przedstawienia przekraczać nieraz będą za obręb&#13;
powiatu, a nawet niekiedy po dwa lub więcej takowych powiatów w sobie obejmować1.&#13;
&#13;
Kujawy to jednak przede wszystkim region etnograficzny (w przeciwieństwie do niektórych regionów wyznaczanych granicami guberni, takich&#13;
jak Radomskie, Kieleckie czy Lubelskie). O mieszkańcach Kolberg pisał&#13;
wprawdzie, że to „jedna z najwydatniejszych gałęzi plemienia wielkopolskiego”2, ale jednocześnie dodawał: „mają odrębny swój śpiew i taniec, jak&#13;
mają wyłączny ubiór i gwarę”3, a w rozdziale „Lud” zamieścił cytat z publikacji mówiący, że „tworzą zupełnie osobny typ naszego narodu”4. Dla&#13;
charakterystyki Kolberga jako badacza istotne jest jednak, że Kujawiakom&#13;
poświęcił oddzielną monografię, natomiast traktowanie ich jako podgrupy&#13;
Wielkopolan, bądź uznanie ich za grupę odrębną stanowiło problem także&#13;
dla późniejszych badaczy, których celem była klasyfikacja etnograficznych&#13;
grup Polski5. Kolberg zwrócił też uwagę na uzależniony od środowiska&#13;
przyrodniczego wewnętrzny podział Kujaw na polne (czyli właściwe) i borowe (czyli leśne). Mieszkańców tych drugich scharakteryzował dość szczegółowo, pisząc między innymi:&#13;
Borowiacy ci (osobliwie od Sompolna, Brdowa, Przedcza) nie uważają się niemal&#13;
za Kujawiaków i gdy mówią, że idą na Kujawy, znaczy to, że dążą do żyznych&#13;
czarnoziemów i płaszczyzn pod Radziejowem i Kruszwicą rozłożonych6.&#13;
1 Brulion listu Kolberga do Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego bez miejsca i daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 133.&#13;
2 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 8.&#13;
3 Tamże.&#13;
4 Tamże, s. 54; tę wypowiedź przywołał Kolberg za: F.S. [F.M. Sobieszczański], Obrazy wielkopolskie, „Tygodnik Ilustrowany” 1860, nr 57.&#13;
5 Adam Zakrzewski określił Kujawiaków i Łęczycan jako „grupę przejściową między wielkopolską a mazowiecką”, zob. tenże, Nasz obszar etnograficzny, Wisła 1888, T. 2, s. 186. Jan&#13;
S. Bystroń uznał Kujawiaków za odrębną grupę etnograficzną, związaną z Wielkopolską, ale&#13;
też mającą cechy wspólne z Pomorzem, zob. J.S. Bystroń Etnografia Polski, Poznań 1947, s. 29.&#13;
6 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 53.&#13;
&#13;
438&#13;
&#13;
�Być może zamieszczenie przez Kolberga w monografii regionu kilku obszernych fragmentów poświęconych Borowiakom spowodowało trwałe ich&#13;
włączenie do etnograficznej mapy Polski, co uczynił między innymi w 1925&#13;
roku Jan S. Bystroń1 i co widnieje współcześnie jako hasło w Wikipedii,&#13;
z wyraźnym ukierunkowaniem na ich miejsce zamieszkania: „w okolicach&#13;
Sompolna, Brdowa, Przedcza”2, brzmiące jak cytat z trzeciej serii Ludu.&#13;
Charakterystyce ludności, począwszy od tej monografii, poświęcony&#13;
będzie oddzielny rozdział, umiejscowiony zawsze jako drugi, po rozdziale&#13;
„Kraj”. Znajdziemy w nim opisy wyglądu zewnętrznego, cech mieszkańców,&#13;
ich wad i zalet, ubioru, pożywienia, chałup, sprzętów domowych i gospodarskich oraz zajęć włościan. W Kujawach Kolberg włączył tu jeszcze materiały dotyczące przesądów i czarów, które później znajdować się będą po&#13;
opisach obrzędów i pieśniach w rozdziale „Świat nadzmysłowy”. Istotnym&#13;
elementem tej części publikacji są wzmianki dotyczące stosunków społecznych, wypowiedziane wprost lub poprzez przytoczone anegdoty funkcjonujące wśród kujawskich włościan. Teren Kujaw to także obszar osadnictwa&#13;
niemieckiego i choć zadaniem Kolberga, jakie sam sobie stawiał, było opisanie kultury rdzennych mieszkańców, to w przypadku wielonarodowych&#13;
społeczności trudno mu było pominąć problem współegzystowania różnych nacji. Badacz wielokrotnie więc poruszał ten temat:&#13;
W całych Kujawach żyje wielka liczba osadników niemieckich. Osady ich, holendrami, olendrami zwane, zbudowane zwykle w sposób niemiecki, oczywiście nieco zmieniony wymaganiami miejscowości, zbudowane nieraz pod sznur&#13;
lub ciasno, odznaczają się porządkiem, czystością i małymi zwykle za domem&#13;
sadkami. Ludność ich lubo miejscami już od półtorasta wieku i dawniej osiedlona w kraju lub doń przez szlachtę na czynsz sprowadzona, zachowała atoli strój,&#13;
zwyczaje, obyczaje i język swój narodowy. Są po większej części ewangelikami.&#13;
Żenią się i żyją zwykle między sobą, mało się udzielając i łącząc z chłopem&#13;
kujawskim i pracowicie rolę swą uprawiają3.&#13;
&#13;
Dla cenzora w zaborze rosyjskim (Kujawy wydane zostały jeszcze&#13;
w Warszawie) nie były widocznie zbyt drażliwe słowa o germanizacji zawarte w dalszej części tego opisu:&#13;
1&#13;
&#13;
J.S. Bystroń Ugrupowania etniczne ludu polskiego, Kraków 1925, s. 20.&#13;
Zob. www.pl.wikipedia.org/wiki/Borowiacy-Kujawicy (dostęp: 30.09.2021).&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 61.&#13;
2&#13;
&#13;
439&#13;
&#13;
�W Kujawach pruskich, gdzie cała administracja posługuje się językiem niemieckim przy napływie cudzoziemców, żywioł germański daleko silniej przeniknął.&#13;
Miasta już w połowie niemieckie i cały pas nadwiślański od Torunia aż po Bydgoszcz, równie jak i to miasto, w większej części uległy germanizacji; lubo dalej&#13;
ku północy poza Fordonem, żywioł polski dość krzepko się jeszcze utrzymuje1.&#13;
&#13;
W monografii znajdziemy też spostrzeżenia dotyczące miejscowej społeczności żydowskiej:&#13;
Żydzi posiadają tu te same wady i zalety, jakiemi plemię ich wszędzie się odznacza. Powiedziałbym jednak, że kujawscy są od innych porządniejsi, czyściejsi&#13;
i rzetelniejsi w swych zobowiązaniach. W Kujawach pruskich z łatwością ulegli&#13;
zniemczeniu. I nic dziwnego; lud ten wszędzie będąc tułaczem, czepia się zwykle&#13;
narodowości panującej lub kupieckiej, tem bardziej, gdy zepsuty język niemiecki, jakim się od wieków u nas posługuje, ciągnie go łatwiej ku Germanom2.&#13;
&#13;
Mimo stosunkowo licznych tego typu wzmianek obraz wzajemnych stosunków najbardziej widoczny jest w folklorze (i tak pozostanie też w kolejnych tomach), między innymi w tekstach pieśni zamieszczanych przez&#13;
autora (oraz pozostawionych w rękopisach), których nie opatrywał przecież&#13;
żadnym komentarzem, a które bardzo trafnie oddają nastawienie poszczególnych grup etnograficznych, etnicznych i społecznych względem siebie.&#13;
Przykładem mogą być choćby fragmenty pieśni dworskich z okolic Ruszkowa odnoszące się do problemu germanizacji, których Kolberg z oczywistych&#13;
względów nie mógł opublikować i które zachowały się w jego rękopisie&#13;
terenowym:&#13;
Jeśli jesteś Polak prawy, nie znajdziesz tu względu,&#13;
bo tu tylko samych Niemców biorą do urzędu […].&#13;
Teraz Polak język łamie, Miemiec daje baty,&#13;
Niemiec sobie głowę psuje, jak pisać mandaty […].&#13;
Dziś, gdzie się ruszysz na polskiej ziemicy,&#13;
to wszędzie Moskal lub Niemiec w szlafmycy […]3,&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże.&#13;
Tamże, s. 62.&#13;
3 Są to fragmenty pieśni opublikowanych w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Kujawy. Suplement… (DWOK T. 72/II), s. 130–132; pisownia „Miemiec” za Kolbergiem, częsta&#13;
w odnotowanych przez niego tekstach.&#13;
2&#13;
&#13;
440&#13;
&#13;
�czy też ten krótki tekst z Kujaw dotyczący włościan z innych regionów&#13;
Polski:&#13;
Mazury smutne, Podlasiaki leniwe, Łęczycanie piją dobrze, Płocczanie śpiochy,&#13;
Krakowiak z Kujawiakiem to dobre chłopy; każdy 6 dni popracuje, siódmy&#13;
w karczmie przetańcuje1.&#13;
&#13;
Problematyka grup etnograficznych, stosunków społecznych i narodowościowych to tylko niektóre z zagadnień ściśle etnograficznych, które&#13;
poruszane będą także w mniejszym lub większym stopniu w późniejszych&#13;
monografiach.&#13;
Kujawy prezentują też znacznie już obszerniejsze niż Sandomierskie&#13;
materiały z zakresu kultury materialnej. Wprawdzie w świetle zachowanych rękopisów ocenić można, że tylko niewielka ich część pochodzi z zapisów własnych Kolberga, jednak wiadomo, że nie dysponujemy obecnie kompletnymi źródłami zarówno do tej2, jak i pozostałych monografii.&#13;
Niezależnie bowiem od rozproszenia archiwum Kolberga w XX wieku to&#13;
jeszcze za jego życia poszczególne karty ulegały przemieszczaniu między&#13;
tekami, a część materiałów wykorzystana do publikacji była usuwana&#13;
przez samego autora.&#13;
Badacz z pewnością poświęcił dużo uwagi ubiorowi Kujawiaków.&#13;
Świadczą o tym jego liczne notatki i rysunki terenowe dotyczące strojów&#13;
z okolic Kowala i Więcławic (dziś Więsławice; obie miejscowości niedaleko Bogusławic) oraz z Ruszkowa3. Konfrontował też własne spostrzeżenia z opisami cytowanych przez siebie autorów, między innymi opatrując&#13;
znakiem zapytania fragment wypisu z Ludu polskiego Łukasza Gołębiowskiego dotyczący koloru wstążki4 czy też zamieszczając przypis do opinii&#13;
Józefa Łepkowskiego na temat rzekomego podobieństwa ubiorów kujawskich i krakowskich:&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 57.&#13;
A. Skrukwa pisze o terenowych materiałach z Kujaw, że „zachowały się zwykle wtedy,&#13;
gdy na tej samej karcie znajdowały się także notatki z innego regionu”, zob. tejże „Kujawy”&#13;
Oskara Kolberga…, (DWOK T. 72/II), s. XLIII.&#13;
3 Rkp. i szkice terenowe Kolberga, Arch. PTL, teka 47, sygn. 1353/II, k. 5 i Arch. PTL, teka&#13;
36, sygn. 1320, k. 108 i 109.&#13;
4 Mowa o cytacie z pracy Ł. Gołębiowskiego Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830, s. 37 zamieszczonym w cz. I Kujaw (DWOK T. 3), s. 69, który Kolberg opatrzył&#13;
znakiem zapytania odnoszącym się do karmazynowej wstążki.&#13;
2&#13;
&#13;
441&#13;
&#13;
�Autor więcej tu podobieństwa dopatrzył, niż go jest w istocie. Wszakże z wyjątkiem jedynie barwy, widoczna między obu temi ubiorami zachodzi różnica&#13;
w kroju, kształcie i charakterze1.&#13;
&#13;
Zainteresowania Kolberga ubiorem kujawskim znajdują odzwierciedlenie w bogatej ikonografii przygotowanej do monografii w postaci czterech&#13;
barwnych litografii i kilkunastu czarnobiałych drzeworytów. Wykonane&#13;
zostały na podstawie rysunków Wojciecha Gersona, który na początku lat&#13;
pięćdziesiątych podróżował po Kujawach i wykorzystał własne prace, ale&#13;
też oparł się na fotografiach wykonanych w zakładzie Wolfa Majera Majorkiewicza we Włocławku. W rękopisach terenowych Kolberga na tych&#13;
samych kartach co opisy strojów widnieją też zwykle jego notatki (niekiedy&#13;
ze szkicami) dotyczące sprzętów domowych i gospodarskich, wraz z ich&#13;
gwarowymi nazwami. Informacje te badacz uzupełniał także po zakończeniu podroży. Podobne zapiski (notatki dotyczące gospodarstwa, sprzętów&#13;
rybackich, zawołania na zwierzęta) widnieją bowiem na odwrocie listu&#13;
Michała Sokołowskiego z Głuszyna napisanego do Kolberga w listopadzie&#13;
1865 roku2, a więc już po jego powrocie do Warszawy. Wraz z listem Sokołowski nadesłał zresztą zebrane przez siebie materiały z zakresu folkloru słownego. Natomiast informacje dotyczące konstrukcji chaty z 1616&#13;
roku przesłał Ludwik Komecki z Bogusławic. Opracowując monografię do&#13;
druku, autor dopytywał o detale budynku, których zapewne nie zdołał&#13;
zanotować i naszkicować. Komecki odpowiedział sumiennie na zadane pytania i zamieścił stosowne rysunki. Szkice innych budynków wykonała&#13;
prawdopodobnie jego córka Ludwika3. Opisy wnętrza Kolberg uzupełnił&#13;
na postawie publikacji Józefa Blizińskiego4.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 71, przypis 1; uwaga Kolberga odnosi się do&#13;
opinii J. Łepkowskiego zamieszczonej w jego pracy O zabytkach Kruszwicy, Gniezna i Krakowa oraz Trzemeszna, Rogoźna, Kcyni, Dobieszewka, Gołańczy, Żnina, Gąsawy, Pakości,&#13;
Kościelca, Inowrocławia, Strzelna i Mogilna; sprawozdania i studia, Kraków 1866, s. 173.&#13;
2 Notatki Kolberga na odwrocie listu, zob. rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/3,&#13;
k. 146 i 147; materiały te zostały wykorzystane w cz. I Kujaw (DWOK T. 3) na s. 59, 84, 89.&#13;
3 Zob. list L. Komeckiego do Kolberga z 20 I 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 146–147, por. O. Kolberg, Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 78 i 79. Na podstawie szkiców wykonanych prawdopodobnie przez Ludwikę (po mężu Kretkowską) wykonano drzeworyty zamieszczone na s. 77, 80 i 82.&#13;
4 Kolberg wykorzystał m.in. artykuł J. Blizińskiego Z Kujawskiego w końcu stycznia. Korespondencja „Gazety Codziennej”, „Gazeta Codzienna” 1861, nr 61–63.&#13;
&#13;
442&#13;
&#13;
�Monografia Kujaw nie posiada jeszcze typowego dla całego cyklu układu&#13;
rozdziałów. Po opisie „Ludu” Kolberg zamieścił ponad czterdzieści opowieści (bajek, klechd, gadek) oraz przysłowia i zagadki, a dopiero po nich rozdziały „Zwyczaje”, „Obrzędy polne” i „Obrzędy domowe”, dodając między&#13;
nimi „Gry”. W opublikowanych materiałach, poza folklorem muzycznym&#13;
i słownym, jest spora liczba opisów opatrzonych notami lokalizacyjnymi&#13;
odpowiadającymi podróżom Kolberga, na przykład opis zwyczajów związanych ze środą popielcową w Bodzanowie i Głuszynie, opis gier z Ruszkowa,&#13;
Głuszyna, Kowala (Bogusławice), fryca z Bodzanowa czy wesela z okolic&#13;
Bodzanowa i Bogusławic. Jednak wobec braku zachowanych manuskryptów (poza zapisami części pieśni) nie można stwierdzić, czy zamieszczone&#13;
teksty sporządzone zostały na podstawie własnych zapisków Kolberga, czy&#13;
też nadesłanych mu przez inne osoby informacji.&#13;
W rozdziale „Obrzędy polne” znalazły się znane powszechnie, choć funkcjonujące w różnych regionach pod różnymi nazwami zwyczaje związane&#13;
z zakończeniem żniw (wieńcowe, okrężne) i z wyzwoleniem młodego parobka (fryc, wilk,) oraz charakterystyczny dla Kujaw zwyczaj wyboru „króla&#13;
pasterzy”. Opis tego ostatniego (wraz z nazwą) zaczerpnięty został z pracy&#13;
Gry i zabawy1 Łukasza Gołębiowskiego, który z kolei przedrukował go ze&#13;
wstępu do utworu Feliksa Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie z 1827 roku. Kolberg, w przypisach do pierwszej części monografii,&#13;
zamieścił fragmenty tej sielanki przedstawiającej zarzucony już zwyczaj,&#13;
o który badacz dopytywał mieszkańców:&#13;
Obecnie wszakże obrzęd ten jest zarzuconym w miejscach nad Bachorzą, o których broszura wspomina. Od dwóch niemal generacyj nie zajmują się nim wcale,&#13;
a starzy ludzie, których o to rozpytywałem, zaledwie kilka drobnych szczegółów&#13;
powiedzieć jeszcze o nim umieli. Wszakże pochód z wołem dobrze oni zachowali&#13;
w pamięci. Toż samo tyczy się i wielu innych stron Kujaw, gdzie chyba wyjątkowo obyczaj ten się pojawia2.&#13;
&#13;
Pierwsza część Kujaw jako jedna z nielicznych monografii opracowana i wydana została praktycznie na bieżąco, dwa lata po zakończeniu badań. Część druga, poza kolejnymi przypisami do poprzedniego woluminu&#13;
1 Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym lub niektórych tylko prowincjach, Warszawa 1831, s. 119–122.&#13;
2 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 241.&#13;
&#13;
443&#13;
&#13;
�i słowniczkiem, poświęcona już była prawie wyłącznie pieśniom i folklorowi muzycznemu, a ciekawe i obszerne materiały dotyczące gwary kujawskiej autor zamieścił w przypisach. Pomimo daty „1867” na karcie tytułowej&#13;
tom ten opublikowany został dopiero w 1869 roku.&#13;
W czasie, gdy kończył się druk Kujaw, według słów Kolberga, gotowe&#13;
było trzytomowe Krakowskie1, o którego wydanie autor starał się początkowo w Ossolineum. Porozumienie z Towarzystwem Naukowym Krakowskim&#13;
spowodowało jednak, że rękopis złożony został w drukarni Uniwersytetu&#13;
Jagiellońskiego. Monografia, składająca się ostatecznie z czterech tomów,&#13;
dotyczyła niewielkiego obszaru określonego nawet podtytułem Okolice&#13;
Krakowa. Kolberg włączył jednak do Krakowskiego także odleglejsze miejscowości należące do ówczesnego Wielkiego Księstwa Krakowskiego, które&#13;
od 1867 roku składało się z powiatów krakowskiego i chrzanowskiego.&#13;
Taki właśnie obraz regionu, opartego o granice administracyjne, ujawnia&#13;
się w krótkim opisie:&#13;
Okolica stanowiąca przedmiot moich poszukiwań, składa się prócz samego Krakowa: z ziemi b. okręgu wolnego miasta, a następnie W. Księstwa Krakowskiego,&#13;
oraz z dwóch przyległych jej wąskich pasów nadgranicznych […]2,&#13;
&#13;
a także w zamieszczonym w ostatniej części spisie miejscowości wspomnianych powiatów krakowskiego i chrzanowskiego. Odpowiada on też ówczesnym poglądom Kolberga na zasięg terenów, których dotyczyć miały&#13;
poszczególne opracowania. W 1872 roku pisał:&#13;
Polska bowiem, jak każdy kraj, składa się z cząstek, z prowincji. Nim się zatem&#13;
skutecznie zdołamy rozpatrzeć po całym jej obszarze, wypada nam z konieczności zamknąć się poprzednio w ciasnym obrębie nie tylko jednej, ale każdej&#13;
z osobna prowincji i takową obejrzeć po szczególe […]. Im mniejszą będzie przestrzeń naszych poszukiwań (np. powiatami), tym większa urośnie masa pozyskanych przez nas szczegółów […]3.&#13;
&#13;
1 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 297–298, tam dokładniej Kolberg podał zawartość tomów Krakowskiego.&#13;
2 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 4; pierwodruk: Kraków 1871.&#13;
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczególnym&#13;
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera) czytana na&#13;
posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły&#13;
&#13;
444&#13;
&#13;
�Pierwsza część Krakowskiego zbudowana była podobnie jak Kujawy,&#13;
ale Kolberg wyłączył z niej opowieści ludowe, dla których przeznaczony&#13;
został oddzielny, czwarty tom monografii, zawierający także zagadki, przysłowia i wiadomości o języku, w tym spisy nazwisk i nazw miejscowości.&#13;
Materiały etnograficzne znalazły się więc w części pierwszej (opis kultury&#13;
materialnej i zwyczajów), drugiej (obrzędy) i trzeciej (wierzenia określone&#13;
już jako „Świat nadzmysłowy”).&#13;
Po obszernym historyczno-geograficznym opisie kraju, zawierającym&#13;
też podania i przysłowia związane z Krakowem, następuje charakterystyka ludu według poszczególnych grup etnograficznych. Kolberg, opierając&#13;
się głównie na publikacjach Józefa Mączyńskiego i Władysława Anczyca1, ale też na pracach innych autorów, opisał Ogrodników i Prądniczan&#13;
zamieszkujących lewy brzeg Wisły oraz Podgórzan na prawym brzegu,&#13;
wśród których wyróżnił jeszcze Kijaków, Skawiniaków i Świątniczan.&#13;
Wcześniej planował oddzielną monografię poświęconą Podgórzanom,&#13;
teraz jednak, podobnie jak uczynił to Mączyński, włączył ich opis do&#13;
przygotowanej publikacji:&#13;
Podgórzan tych zamieściłem dlatego w niniejszym opisie, że im także jako bliskim Krakowa sąsiadom i z miastem tem w ciągłe wchodzącym związki służy&#13;
zwykle nazwa Krakowiaków. Wreszcie piętno krakowskie na mil parę (aż poza&#13;
Mogilany i Głogoczów) nader tu jeszcze wybitne śród ludu”2.&#13;
&#13;
Dopiero charakterystyka grup określonych jako „lud dalszy z lewego&#13;
brzegu”, do których zaliczeni zostali Krakowiacy-Kopieniacy i Górnicy,&#13;
oparta jest na materiałach zgromadzonych przez Kolberga. W Krakowskiem był bowiem wielokrotnie (po raz pierwszy w 1842 roku w Modlnicy) jako przyjaciel Józefa Konopki, którego poznał rok wcześniej&#13;
w Warszawie, i z którym odbył jedną z pierwszych podróży etnograficznych. Oskar bywał więc w należących później do Józefa Mogilanach,&#13;
ale też w majątkach jego rodzeństwa w Modlnicy i w Tomaszowicach.&#13;
(DWOK T. 63), s. 262; pierwodruk całości artykułu: „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3,&#13;
s. 266–285.&#13;
1 J. Mączyński Włościanie z okolic Krakowa, Kraków 1858; W. Anczyc Obrazy krakowskie,&#13;
„Tygodnik Ilustrowany” 1862, T. V, nr 132, s. 136–139, nr 133, s. 143–146, nr 135, s. 166–170.&#13;
2 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 107; Kolberg miał tu na myśli mieszkańców&#13;
okolic miasteczka Podgórze w ówczesnym powiecie wielickim, dziś dzielnica Krakowa.&#13;
&#13;
445&#13;
&#13;
�Zatrzymywał się tam zapewne w trakcie wyjazdów w Tatry w 18571,&#13;
1861 i 1863 roku 2. Okresem intensywniejszych podróży w te okolice był&#13;
koniec lat sześćdziesiątych, kiedy coraz wyraźniej rysowała się wizja publikowania Ludu w Krakowie. Dłuższe pobyty u przyjaciół stały się też&#13;
wreszcie okazją do zgromadzenia odpowiednich materiałów dla nowego&#13;
typu wydawnictwa wykraczającego już dalece poza zebrany wiele lat&#13;
wcześniej folklor muzyczny. Korespondencja i notatki dotyczące wydatków Kolberga potwierdzają jego wielotygodniowy pobyt w Krakowskiem&#13;
w 1868 roku oraz podróż w te rejony w 18693, podczas których głównymi&#13;
stacjami badawczymi pozostawały Mogilany, Modlnica i Tomaszowice.&#13;
Wówczas zebrał zapewne bardzo szczegółowe wiadomości o życiu mieszkańców, ich strojach, żywności, chatach, zagrodach i zajęciach ludności,&#13;
a także materiały dotyczące podkrakowskich kapliczek i krzyży przydrożnych. Te ostatnie są w monografii tylko wzmiankowane, ale doczekały&#13;
się obszerniejszego opracowania opublikowanego wraz z drzeworytami&#13;
w artykule Figury przydrożne, który ukazał się w „Kalendarzu Warszawskim” w 1872 roku 4.&#13;
Zainteresowania Kolberga kulturą materialną potwierdzają zachowane&#13;
liczne rękopisy terenowe. Unikatowym natomiast dokumentem jest czystopis rozdziału „Lud” i części rozdziału „Zwyczaje”5. Jest to jedyne w całym archiwum prawie kompletne źródło do tak znacznej części publikacji.&#13;
Opracowując ten tekst, Kolberg wykorzystał przede wszystkim materiały&#13;
własne (w mniejszym stopniu notatki Antoniny Konopczanki, która wykonała też część drzeworytów) oraz dostępne publikacje. Analiza tych ostatnich pozwala rzucić światło na niektóre błędnie przypisywane Kolbergowi&#13;
poglądy, jak choćby ten, że „[…] stara się uchwycić odrębności regionalne,&#13;
dać ich wytłumaczenie w dość naiwny sposób historią omawianej dzielnicy (np. w Krakowskiem do purpury królów nawiązuje użycie czerwieni&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Korespondencja z Wiednia… (DWOK T. 62), s. 359.&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy… (DWOK T. 35), s. IX i X.&#13;
3 Zob. m.in. rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, tam na k. 16 także wzmianka o podróży do Krakowa w 1867 roku; list Kolberga do L. Wegnera z 22 XI 1868 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 264–265 i list B. Hoffa do Kolberga z 15 V 1869, tamże,&#13;
s. 324–325.&#13;
4 Zob. O. Kolberg Figury przydrożne, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),&#13;
s. 337–341; pierwodruk: „Kalendarz Warszawski” J. Ungra na rok 1872, s. 138–142.&#13;
5 Wersja przeznaczona do druku oraz znajdujące się dziś między jej kartami zapiski&#13;
terenowe Kolberga i A. Konopczanki, zob. Arch. PTL, teka 45, sygn. 1417, k. 1–80.&#13;
2&#13;
&#13;
446&#13;
&#13;
�w ubiorze chłopskim)”1. Jednak przytoczone przez Kolberga w przypisie&#13;
słowa: „Czuć w tem [...] majestat stolicy, purpurę królewską, w którą się&#13;
nawet chłop spod Wawelu ubrał”2 pochodzą z pracy Józefa Łepkowkiego&#13;
i zostały opatrzone komentarzem Kolberga: „Przecież najbliżsi mieszkańcy&#13;
miasta w ogóle czapek czerwonych nie noszą, a purpura ukazuje się dopiero pod sukmaną na szmacie podszewki i wąskiej lamówce ubioru”3. Autor&#13;
monografii cytuje zatem fragmenty pracy Łepkowskiego, jednak nie zgadza&#13;
się z jego poglądem, dokumentując sprzeciw rzeczowymi argumentami.&#13;
Rozdział „Zwyczaje”, który badacz układał w porządku kalendarzowym,&#13;
rozpoczynając go od Wigilii Bożego Narodzenia, prezentuje się tu wyjątkowo bogato. Znajdziemy w nim nie tylko typowe dla następnych monografii opisy Bożego Narodzenia z kolędami, Nowego Roku, Trzech Króli,&#13;
Ostatków (z Tłustym Czwartkiem), Wielkiego Postu i Wielkanocy wraz&#13;
z Dyngusem i Kogutkiem, Zielonych Świąt, Bożego Ciała, Św. Jana (Sobótka), Wniebowzięcia Marii Panny, Zaduszek, uzupełniane w zależności od&#13;
zgromadzonych materiałów o zwyczaje związane z patronatem świętych&#13;
(np. św. Wawrzyńca, św. Grzegorza, św. Katarzyny, św. Mikołaja), ale też&#13;
o szereg informacji o folklorze miejskim charakterystycznym dla Krakowa&#13;
(rękawka czy konik zwierzyniecki). Jak już wspomniano, opisy własne Kolberg uzupełnił cytatami z opracowań innych autorów. Słowo drukowane&#13;
nie zawsze jednak było wiarygodnym źródłem, o czym badacz przekonał&#13;
się później nie raz. Do Krakowskiego włączył na przykład opis święconego,&#13;
falsyfikat pochodzący rzekomo z XVI wieku, opublikowany w „Pszczółce&#13;
Krakowskiej” w 1822. Opis został ostatecznie uznany za falsyfikat, przedtem&#13;
jednak przedrukowały go inne czasopisma oraz Łukasz Gołębiowski4, którego prace oparte były wyłącznie na wcześniejszych publikacjach.&#13;
1&#13;
&#13;
A. Kutrzeba-Pojnarowa Kultura ludowa w dotychczasowych polskich pracach etnograficznych, w: Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, praca zbiorowa pod redakcją&#13;
M. Biernackiej, B. Kopczyńskiej-Jaworskiej, A. Kutrzeby-Pojnarowej, T. 1, Wrocław 1976, s. 31.&#13;
2 O. Kolberg, Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 123; jest to cytat z pracy J. Łepkowskiego,&#13;
Przegląd krakowskich tradycyj, legend, nabożeństw, zwyczajów, przysłów i właściwości,&#13;
Kraków 1866, s. 31–32.&#13;
3 O. Kolberg, Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 123.&#13;
4 Chodzi o tekst zacytowany przez Kolberga w cz. I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 369–373,&#13;
który zamieszczony został przez K. Majeranowskiego w „Pszczółce Krakowskiej” w 1822 roku,&#13;
przedrukowany w tym samym roku w „Tygodniku Wileńskim” (T. 3, nr 10), następnie u Gołębiowskiego w Ludzie polskim…, s. 305–309 i w „Przyjacielu Ludu” w 1837 (T. 2, nr 39), na&#13;
wszystkie te źródła, poza „Tygodnikiem Wileńskim” powołał się Kolberg.&#13;
&#13;
447&#13;
&#13;
�Pozostałe części monografii wydane zostały już w czasie, gdy Kolberg&#13;
mieszkał na stałe w Modlnicy. Od 1871 roku miał więc niepomiernie większe możliwości obserwowania i choćby częściowego uczestniczenia w życiu&#13;
modlnickiej społeczności. Był też prawdopodobnie postacią budzącą sympatię, wyrażoną na przykład w krótkiej przyśpiewce włościan:&#13;
Ciesy się pan Kolbr, ze idziemy z pola,&#13;
ciesy się i Gacka, Maryna, Antola1.&#13;
&#13;
Owe przyśpiewki, muzyka i tańce w dalszym ciągu interesowały badacza najbardziej. W „Obrzędach” rozpoczynających kolejny wolumin dominuje folklor muzyczny i cytaty z publikacji, jedynie opis wesela II, uzupełniony tekstami ze zbioru Józefa Konopki2, pochodził z obserwacji Kolberga, poczynionych jednak prawdopodobnie jeszcze przed 1860 rokiem.&#13;
Natomiast informacje zamieszczone w części dotyczącej „Wyżynku” badacz&#13;
mógł zgromadzić później, ale dla opisu tego obyczaju żniwnego źródłem&#13;
jest dziś jedynie kopia rękopisu Kolberga sporządzona przez Władysława&#13;
Kosińskiego.&#13;
Podczas pracy nad Krakowskiem nieoceniona okazała się pomoc Antoniny Konopczanki, siostry Józefa. Poza materiałami do kultury materialnej&#13;
Antonina spisywała bajki oraz informacje o wierzeniach związanych z okolicznymi miejscami i postaciami. Jak typowy badacz terenowy odpytywała&#13;
kobiety zatrudnione we dworze, notowała szczegółowo pytania i odpowiedzi, stąd jej zapisy mają charakter dialogu, uzupełnionego często nazwiskami&#13;
odpowiadających: „Jadwiga Kazimierzowa Skoczkowa”, „Elżbieta Kostaśka”&#13;
– córka Skoczkowej, „Kaśka Pstruśka”. Zapisy te zachowały się w rękopisie&#13;
nazwanym później przez Helenę Kapełuś Modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki3. Natomiast Kolbergowi udostępniła swoje kopie tych&#13;
1 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, sygn. 1192/1, k. 4; zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement do&#13;
tomów 5–8 cz. I (DWOK T. 73/I), s. 433.&#13;
2 J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; Toż: Wydanie fototypiczne,&#13;
Wrocław 1974.&#13;
3 H. Kapełuś Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki.&#13;
Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s. 179–195.&#13;
Raptularz został opublikowany w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. III&#13;
(DWOK T. 73/III), s. 5–172. Postać A. Konopczanki została też scharakteryzowana przez E. Millerową, zob. Lata krakowskie w życiu Oskara Kolberga 1871–1890, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I).&#13;
&#13;
448&#13;
&#13;
�zapisów, zachowane w postaci dziś niekompletnych zeszytów opatrzonych&#13;
tytułami: Opowiadania powieści ludu krakowskiego, wieś Modlnica Wielka, 1869 i Powieści. O urokach, gusłach, zabobonach, czarach, środkach&#13;
naprzeciw tymże zebrane podług opowiadań ludu krakowskiego, wieś Modlnica Wielka 18691. Autor monografii wykorzystał teksty Antoniny, w których poczynił pewne poprawki redakcyjne, i opublikował opowieści oraz&#13;
opisy wierzeń. Te ostatnie stanowią pokaźny fragment przedostatniej części&#13;
Krakowskiego, ale teksty będące w rękopisie całością zostały podzielone i zamieszczone w odpowiednich rozdziałach tomu wśród materiałów pochodzących z innych źródeł. Kolberg pominął też nazwisko Konopczanki i prawie&#13;
wszystkich jej informatorek, wspominając tylko Kazimierzową Skoczkową&#13;
przy jej opowieści o bogienkach2. Problem braku wzmianki o informatorach&#13;
był już tu podnoszony wraz z definicją etnografii przywołaną przez Oskara za Friedrichem Müllerem, w której mowa jest o „osobniku zbiorowym”.&#13;
Odpowiada to także ogólnym poglądom panującym wśród badaczy w XIX&#13;
wieku, kiedy lud traktowano jako zbiorowego twórcę i odtwórcę folkloru,&#13;
a notowanie nazwisk należało do wyjątków.&#13;
Pozostałe materiały opublikowane w tym tomie to przeważnie fragmenty&#13;
lub ich streszczenia z publikacji takich jak O przesądach lekarskich ludu&#13;
naszego3 czy dawne zielniki i kompendia medyczne z XVI, XVII i XVIII&#13;
wieku4. Opis wierzeń został też uzupełniony obszernymi przypisami, zawierającymi cytaty z rozpraw Grimma i Hanuscha dotyczących mitologii 5. Obficie przytaczał tam Kolberg fragmenty starszych druków, takich jak Młot&#13;
na czarownice, Diabeł w swojej postaci i innych6, i chociaż cytowanie tak&#13;
obszernych partii tekstów z tych prac nie zawsze wydaje się uzasadnione,&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. A. Konopczanki, Arch. PTL, teka 13, sygn. 1192/2.&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 47; pierwodruk: Kraków 1874.&#13;
3 M. Zieleniewski O przesądach lekarskich ludu naszego skreślił… w celu otrzymania&#13;
stopnia doktora medycyny w Uniwersytecie Jagiellońskim. Wyciąg z rozprawy uwieńczonej&#13;
przez Wydział Lekarski nagrodą, Kraków 1845.&#13;
4 Np. Marcina z Urzędowa Herbarz polski, to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych i innych rzeczy do lekarstw należących księgi dwoje, Kraków 1595 i Marcina Plebana&#13;
z Klecka Obrona przeciwko morowemu powietrzu doświadczona. Na którą jako bogaty, tak&#13;
i ubogi snadno się zdobędzie, bo nie każdy na lekarstwa ma pieniądze, Poznań 1605.&#13;
5 J. Grimm Deutsche Mythologie, Göttingen 1835 (1844, 1854); I.J. Hanusch Die Wissenschaft des slavischen Mythus, Lemberg 1842.&#13;
6 S. Ząbkowic Młot na czarownice, Kraków 1614; F. Bohomolec Diabeł w swojej postaci&#13;
z okazyi pytania, jeśli są upiory, ukazany, cz. I, wyd. I: Warszawa 1772 i cz. II i III: Warszawa&#13;
1777.&#13;
2&#13;
&#13;
449&#13;
&#13;
�to świadczy również o intuicji Kolberga, który sięgał do bardzo różnorodnych źródeł i odnajdywał w nich informacje dotyczące folkloru i tradycji.&#13;
W Krakowskiem odnaleźć można już wszystkie elementy modelu monografii, tj. opis kraju, ludu, zwyczajów, obrzędów, rozdziały poświęcone&#13;
pieśniom i tańcom, grom, wierzeniom, opowieściom ludowym i językowi,&#13;
a zebrane materiały etnograficzne i folklorystyczne złożyły się na jedną&#13;
z najlepiej udokumentowanych monografii regionalnych autora Ludu1.&#13;
Twierdzenie to odnieść można także do Wielkiego Księstwa Poznańskiego,&#13;
które w schemacie (kraj, lud itd.) oraz w sposobie wypełnienia poszczególnych rozdziałów jest do Krakowskiego bardzo podobne.&#13;
Nad monografią Wielkopolski badacz pracował w trakcie edycji ostatniej części Krakowskiego. Pierwszy tom Poznańskiego przesłał do druku&#13;
na początku 1873 roku, ale ostatecznie opublikował go dwa lata później,&#13;
uwzględniając uwagi poczynione przez Emila Kierskiego, dotyczące historii regionu2. Obszar regionu wydzielony został zgodnie z kryterium administracyjnym. Od lat czterdziestych obowiązywała już wprawdzie nazwa&#13;
Prowincja Poznańska, ale tytułowy termin Wielkie Księstwo Poznańskie&#13;
odpowiadał wcześniej przyjętej przez zaborców nazwie, która zwyczajowo&#13;
nadal pozostawała w użyciu. Polskim czytelnikom bliższy byłaby zapewne&#13;
termin rodzimy, a nie wprowadzony przez zaborców, co Kolberg skomentował w liście do poznanej w Warszawie wielkopolskiej pisarki i działaczki niepodległościowej Bibianny Moraczewskiej. W 1877 roku, gdy z prasy&#13;
drukarskiej schodziła już trzecia część monografii, pisał:&#13;
Niektórzy mają mi za złe, żem na tytule wyraził W[ielkie] Ks[ięstwo] Poznańskie&#13;
– woleliby, żeby tam stało samo: Poznańskie albo Wielkopolska. Być może,&#13;
że to byłoby korzystniej, ale teraz już tego zmienić nie można, chyba na tytule&#13;
czwartego tomu. Utrudniłoby to jednak sprzedaż w Warszawie, gdzie cenzura&#13;
na lada wyrażenie veto kładzie3.&#13;
&#13;
1 E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Krakowskie.&#13;
Suplement... cz. I (DWOK T. 73/I), s. V.&#13;
2 Pierwszą część monografii Kolberg przekazał do druku na początku 1873 roku, ale po&#13;
otrzymaniu uwag E. Kierskiego wycofał tom z drukarni, zob. list Emila Kierskiego do Kolberga&#13;
z 16 V 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 454.&#13;
3 Brulion listu O. Kolberga do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 40.&#13;
&#13;
450&#13;
&#13;
�Ponieważ w przeciwieństwie do Sandomierskiego, Krakowskiego,&#13;
a nawet Kujaw teren, którego dotyczyć miała monografia, był ogromny,&#13;
a zróżnicowanie jego kultury ludowej bardzo wyraźne, Kolberg dla materiałów mieszczących się w czterech pierwszych rozdziałach („Kraj”, „Lud”,&#13;
„Zwyczaje” i „Obrzędy”) przyjął podział na podregiony. W części pierwszej&#13;
scharakteryzowane zostały powiaty „środkowe”: poznański, szamotulski,&#13;
obornicki, średzki i śremski. Część druga zawiera opis okolicy zachodniej&#13;
z powiatami: międzychodzkim, międzyrzeckim, babimostskim1, bukowskim,&#13;
kościańskim i wschowskim oraz okolicy południowej, na którą składał&#13;
się powiat krobski, krotoszyński, ostrzeszowski, odolanowski, pleszewski&#13;
i wrzesiński. W części trzeciej znajdziemy opis „okolicy wschodnio-północnej” z powiatami: gnieźnieńskim, mogilnickim, szubińskim, bydgoskim&#13;
i inowrocławskim oraz „okolicy zachodnio-północnej”, do której należy&#13;
powiat wągrowiecki (z Pałukami), wyrzyski (z Krajną), chodzieski i czarnkowski.&#13;
Rzecz jasna, nie wszystkie te tereny Kolberg zdołał odwiedzić, choć&#13;
Wielkopolskę poznał dość dobrze. W 1867 roku udał się do Poznania, gdzie&#13;
spotkał się z członkami Towarzystwa Przyjaciół Nauk – Emilem Kierskim,&#13;
Karolem Libeltem oraz prawdopodobnie z Leonem Wegnerem i Władysławem Nehringiem, starając się o wsparcie finansowe na wydawanie Ludu.&#13;
Utrzymujące się ze składek członków Towarzystwo nie dysponowało odpowiednimi środkami, ale udostępniło badaczowi swoje zbiory, między&#13;
innymi tak zwane Szematy, o których jako źródle do monografii będzie&#13;
jeszcze mowa. Karol Libelt udzielił też Kolbergowi gościny w Czeszewie na&#13;
Pałukach, które stało się stacją badawczą także w roku następnym. W 1867&#13;
roku Kolberg zatrzymał się też w majątku wspomnianych już Hipolita&#13;
i Anieli Radońskich w Siekierkach, w ówczesnym powiecie średzkim. Rok&#13;
później miał okazję pozyskania kolejnych materiałów z powiatu średzkiego,&#13;
prowadząc badania w Dębiczu, w dobrach Włodzimierza A. Wolniewicza.&#13;
Odwiedził też wówczas położony niedaleko, ale należący już do powiatu&#13;
wrzesińskiego Miłosław. Podróże po Wielkopolsce kontynuował jeszcze&#13;
w latach następnych. W 1869 roku udał się do Ostrowa pod Wieleniem nad&#13;
Notecią, gdzie odwiedził przebywającą tam Paulinę Wilkońską, do Kórnika2&#13;
1&#13;
&#13;
Nazwa powiatu przytoczona za Kolbergiem, zgodnie z XIX-wieczną ortografią.&#13;
Ostrowo pod Wieleniem i Kórnik wymienił Kolberg w Notatniku zawierającym&#13;
rachunki…, k. 19 i 20; pobyt w Ostrowie potwierdza też list Pauliny Wilkońskiej do Kolberga&#13;
z 23 VIII 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 224.&#13;
2&#13;
&#13;
451&#13;
&#13;
�oraz do Bojanowa1 i Morownicy pod Śmiglem w powiecie kościańskim. Morownica należała wówczas do Władysława Niegolewskiego jako majątek&#13;
wniesiony przez jego żonę, Wandę z Kwileckich. W zamieszkałym przez&#13;
Niegolewskich dworze Kolberg bywał też później, w 1871 lub 18722 oraz&#13;
1875 roku. Podobnie jak w innych miejscowościach Wielkopolski, miał tu&#13;
bardzo dobre warunki pracy i uzyskał wartościowe materiały etnograficzne. W Morownicy spotkał też prawdopodobnie po raz pierwszy Bogumiła&#13;
Hoffa, administratora majątku Niegolewskich, rysownika i autora ilustracji&#13;
do W. Ks. Poznańskiego. Hoff towarzyszył Kolbergowi podczas podróży&#13;
po południowej Wielkopolsce, a niefortunne zakończenie jednej z nich&#13;
opisał później w przytoczonym już wspomnieniu. Rysownik jeszcze przed&#13;
spotkaniem z Kolbergiem proponował mu współpracę przy tomach Ludu&#13;
dotyczących Poznańskiego, jednak jego wizja publikacji, postrzeganej raczej&#13;
jako album z dodatkiem opisów, była odmienna od koncepcji monografii&#13;
etnograficznej. Rozbieżność poglądów oraz pochopne i nierozważne decyzje&#13;
Hoffa co do dystrybucji wydawnictwa3 spowodowały, że drogi obu panów&#13;
na długo się rozeszły.&#13;
Podczas podróży w latach siedemdziesiątych Kolberg odwiedził też inne&#13;
miejscowości. Według itinerarium 4 w 1872 roku oprócz Morownicy był&#13;
też ponownie w Dębiczu i Miłosławiu oraz w Targoszycach i Poznaniu.&#13;
W Targoszycach, w powiecie krotoszyńskim był gościem Józefa Łukaszewicza, historyka, dawnego bibliotekarza w Bibliotece Raczyńskich i archiwisty&#13;
miejskiego w Poznaniu. Mógł więc zapewne liczyć na pomoc gospodarza&#13;
w poszukiwaniu materiałów dotyczących okolicy, ale i prawdopodobnie&#13;
całej Wielkopolski. Ostatnie badania w tym regionie miały miejsce w 1875&#13;
roku, podczas wspomnianej już dłuższej podroży etnograficznej w Poznańskie oraz na tereny wschodnich i zachodnich Prus, finansowanej ze środków&#13;
1&#13;
&#13;
Wyjazd do Bojanowa Kolberg wymienił w Notatniku zawierającym rachunki…, k. 20.&#13;
Datę 1872 Kolberg wymienił w cz. V W. Ks. Poznańskiego (zob. DWOK T. 13), s. IX;&#13;
pierwodruk: Kraków 1880 oraz w Wykazie podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 706. Inne dokumenty, jak np. brulion listu Kolberga do L. Merzbacha z 4 II 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 410, wskazują na pobyt w Poznańskiem w 1871 i zamiar&#13;
ponownej wizyty w roku następnym; o wizycie Kolberga w Poznaniu w dniu 14 października&#13;
1871, być może po kilkutygodniowych badaniach w Wielkopolsce, informował „Dziennik Poznański” 1871, nr 236 (z 15 października).&#13;
3 Kontakty Kolberga z B. Hoffem zostały szczegółowiej omówione przez E. Millerową, zob.&#13;
Lata krakowskie w życiu Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/I).&#13;
4 Wykaz podróży… w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
2&#13;
&#13;
452&#13;
&#13;
�Akademii Umiejętności. Kolberg udał się wtedy raz jeszcze do Poznania&#13;
i Morownicy, a także do Pakosławia w ówczesnym powiecie krobskim, majątku hrabiego Stanisława Czarneckiego, polityka i powstańca styczniowego&#13;
oraz do Konojadu w powiecie kościańskim. Nie wiadomo u kogo zatrzymał&#13;
się w Konojadzie. Tę ostatnią miejscowość oraz wspomniany w notatkach&#13;
z 1869 roku Kórnik łączy osoba Jana Kantego Działyńskiego, powstańca,&#13;
działacza społecznego, właściciela zamku kórnickiego wraz z biblioteką,&#13;
który w połowie XIX wieku nabył też Konojad, ale znajomości Kolberga&#13;
z Działyńskim nie potwierdzają żadne dokumenty.&#13;
Maria Turczynowiczowa, w artykule dotyczącym badań Kolberga w Poznańskiem, zamieściła mapę z naniesionymi blisko 40 punktami w 16 powiatach, które oznaczają przebadane przez niego miejscowości (nie licząc&#13;
tych, których dotyczą materiały z innych źródeł)1. W świetle obecnej wiedzy wydaje się jednak, że poza wymienionymi powyżej stacjami badawczymi i ewentualnie okolicznymi wsiami Kolberg nie odbył już żadnych innych&#13;
podróży po Wielkopolsce, a wskazane w artykule Turczynowiczowej miejscowości oznaczają często miejsce pochodzenia materiałów pozyskanych&#13;
od współpracowników.&#13;
Omówione tu wyprawy etnograficzne tylko w niewielkim stopniu są&#13;
udokumentowane w rękopisach, gdyż zachowały się one częściowo. Na&#13;
przeznaczonej dla materiałów z tego regionu tece 9. jeszcze sam Kolberg&#13;
napisał: „Odpadki od materiałów z Wielkopolski, użytych w latach 1875–&#13;
1882”, a Izydor Kopernicki w roku 1890 określił ją krótko: „Doszczętnie&#13;
wyczerpana”. Autor Ludu po wydaniu monografii usunął bowiem większość wykorzystanych zapisów. Ale nawet niewielka liczba ocalałych manuskryptów badacza świadczy, że na etapie prac nad Poznańskiem starał&#13;
się on pozyskać jak najwięcej informacji wykraczających poza główny nurt&#13;
jego zainteresowań, czyli folklor muzyczny i słowny. W archiwum zachowała się między innymi znaczna część przygotowanej do druku wersji opisu&#13;
„Kraju” do dwóch pierwszych części monografii2 oraz stosunkowo liczne&#13;
notatki terenowe z opisami i rysunkami ubiorów oraz sprzętów domowych&#13;
i urządzeń gospodarskich sporządzone w Dębiczu, Siekierkach i Targoszycach3. Sądzić można, że większość informacji na temat pożywienia z okolic&#13;
1&#13;
&#13;
M. Turczynowiczowa Badania etnograficzne Oskara Kolberga, „Lud” 1956, T. XLII,&#13;
s. 211, mapa za s. 208.&#13;
2 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 9, sygn. 1166, k. 1–11.&#13;
3 Rkp. i rysunki odręczne Kolberga, Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 44, 47–49, 64–66.&#13;
&#13;
453&#13;
&#13;
�Morownicy czy Konojadu Kolberg zebrał sam, choć zachował się tylko&#13;
fragment notatek na ten temat dotyczący mieszkańców Poznania1. Prawie&#13;
wszystkie jego zapisy zawierają też wyrażenia gwarowe oraz lokalne nazwy.&#13;
Gwarze wielkopolskiej poświęcił jednak oddzielny artykuł Rzecz o mowie&#13;
ludu wielkopolskiego, opublikowany w 1877 roku2.&#13;
Tak jak wcześniej rejestrował też przebieg zwyczajów i obrzędów.&#13;
W Dębiczu opisał np. przebieg chrzcin 3, a także fragment wesela, oznaczonego w pierwszej części monografii numerem VII, do którego brak dziś&#13;
źródła. Z jego badań własnych pochodzą też, przynajmniej częściowo, opisy&#13;
wesel III (Spławie, Głuszyna, dziś część Poznania), V (Górczyn koło Poznania) i VI (Siekierki, Iwno) w tym samym tomie, a także prawdopodobnie&#13;
kompletne opisy wesel w Morownicy i Konojadzie (w druku numer III) 4&#13;
oraz z okolic Pakosławia (I) i Targoszyc (II) w części drugiej, do których&#13;
również brak manuskryptów będących ich źródłem. Podobnie jest w przypadku opisów zwyczajów z wymienionych tu miejscowości czy opisów&#13;
strojów z Górczyna, Jeżyc i Rataj z 1870 roku5.&#13;
Zamieszczone przez Kolberga opisy ubiorów były przez niektórych etnografów w XX wieku komentowane jako błędne. Badaczka kultury Bambrów Maria Paradowska uznała za niewiarygodny fragment opisu spódnicy&#13;
Bamberki: „Kobiety mają na sobie 6 do 12 spódników sięgających kolan”6&#13;
i stwierdziła, że spódnice te były długie7. Po analizie dziewiętnastowiecznych źródeł problem wyjaśniła dopiero inna etnografka, znawczyni strojów, Zofia Grodecka:&#13;
1 Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 24, sygn. 1282, k. 17v.; rkp. uszkodzony, oddarta górna&#13;
część karty.&#13;
2 O. Kolberg Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK&#13;
T. 63), s. 342–388; pierwodruk w: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” 1877, T. 1,&#13;
s. 3–36.&#13;
3 Odpis M. Turczynowiczowej z niezachowanego rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2030/III,&#13;
k. 247.&#13;
4 W rozdziale „Obrzędy” wesele z Morownicy i Konojadu oznaczone jest wspólnym numerem III, w spisie treści jako III i IV, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), pier&#13;
wodruk: Kraków 1876..&#13;
5 Opis sporządzony na podstawie własnych obserwacji, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie&#13;
cz. I (DWOK T. 9), s. 61 i 62; pierwodruk: Kraków 1875.&#13;
6 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 62.&#13;
7 M. Paradowska Bambrzy, mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania, Warszawa-Poznań 1975, s. 108.&#13;
&#13;
454&#13;
&#13;
�[…] te nietypowe jak na ówczesne czasy, krótkie spódnice ratajskich Bamberek&#13;
przywędrowały z Niemiec wraz z pierwszymi osadniczkami i były reliktem&#13;
przepisów feudalnych, ustalających że długość spódnic poddanych wieśniaczek&#13;
mogła sięgać tylko do połowy łydki. Wraz z przechodzeniem dawnego ubioru&#13;
Bamberek w strój i jego polonizacją spódnice uległy wydłużeniu, dotykając&#13;
skrajem cholewek sznurowanych bucików sięgających kostki”1&#13;
&#13;
i ostatecznie stwierdziła, że „Kolberg prawidłowo przedstawił ubiory Bambrów z będących obecnie dzielnicami Poznania wsi Górczyn i Jeżyce, wizytowanych osobiście w 1870 roku”2. Nadmienić jednak należy, że o ile&#13;
badacz z pewnością widział i opisywał stroje bamberskie, to wzmianka&#13;
o krótszych spódnicach została zaczerpnięta przez niego z omówionych poniżej Szematów.&#13;
Za wiarygodne uznał też materiały Kolberga Aleksander Błachowski,&#13;
który porównał opisy męskich nakryć głowy (m.in. wykrawanki) zamieszczone w W. Ks. Poznańskiem ze sporządzonymi przez Adama Glapę, także&#13;
na podstawie dawnych źródeł, ale i własnych obserwacji. Aleksander Błachowski pisał:&#13;
Obaj badacze – Kolberg samouk, pionier badań folklorystycznych z XIX wieku,&#13;
i Glapa, profesjonalny etnograf z XX wieku, uzbrojony w fachowy kwestionariusz – starali się rzetelnie przedstawić identyczny element ubioru. Kolberg&#13;
zapewne widział wykrawanki z bliska, na pewno nie jedną, zatem jego opinia&#13;
oparta jest na dokładnej autopsji. On zobaczył wycięcie w kształcie korony,&#13;
a Glapa prymitywną rogatywkę z opuszką. Zdarza się tak, gdy nawet doświadczony badacz prezentuje konstatację opartą na jedynym dostępnym przykładzie&#13;
w przekonaniu, że ten posiada cechy formy typowej, powtarzanej w danym&#13;
środowisku3.&#13;
&#13;
Cennym materiałem dla wielu opisów etnograficznych stały się wspomniane Szematy wypożyczone w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Były to kwestionariusze opracowane przez członków tej instytucji,&#13;
wykonane w 2000 egzemplarzy i rozsyłane do ziemiaństwa, duchowieństwa&#13;
1&#13;
&#13;
Z. Grodecka Problem rekonstrukcji wielkopolskich strojów ludowych. Na przykładzie&#13;
stroju z Siekierek, „Etnografia Polska” 1991, T. XXXV, z. 1, s. 139.&#13;
2 Tamże.&#13;
3 A. Błachowski Ubiór i krajobraz kulturowy Polski i Ukrainy zachodniej, Toruń 2011,&#13;
s. 14.&#13;
&#13;
455&#13;
&#13;
�i nauczycieli od 1858 roku. Na karcie tytułowej widniał tytuł określający&#13;
cel tej inicjatywy: Szemat do spisywania materiałów mających służyć do&#13;
opisu statystycznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Każdy kwestionariusz składał się z trzech działów: topograficznego, etnograficznego i historiograficznego i zawierał łącznie ponad dwadzieścia pytań oraz rubryki&#13;
przewidziane na odpowiedzi. Odzew nie okazał się imponujący. Otrzymano&#13;
około 570 wypełnionych ankiet, przy czym tylko część zawierała odpowiedzi kompletne.&#13;
Kolberga interesował oczywiście dział etnograficzny, w którym respondenci mieli odpowiadać na pytania dotyczące między innymi narodowości&#13;
i wyznania, zatrudnienia mieszkańców, ich zamożności, ubioru, stanu zdrowia, zwyczajów przy ślubach, zaręczynach i innych uroczystościach (w tym&#13;
wygłaszanych przy tych okazjach oracji). Nie mniej interesujący był dział&#13;
historiograficzny, gdzie obok informacji o historii miejscowości i związanych z nią znanych postaci oraz wzmianek o zabytkach pytano o miejscowe&#13;
podania i legendy. Podczas jednego z pobytów w Poznaniu badacz wykonywał odpisy z Szematów, ale ostatecznie uzyskał zgodę na wypożyczenie&#13;
materiałów dotyczących 14 powiatów1. Dopiero po 17 latach właściciele&#13;
upomnieli się o ich zwrot. Kolberg nie odnalazł wtedy wszystkich zabranych z Poznania ankiet i nie zwrócił kompletu materiałów. Towarzystwo&#13;
z powodu braku środków nigdy ich nie opracowało. W latach trzydziestych&#13;
XX wieku Maria Turczynowiczowa określiła liczbę ankiet na 4572, niestety&#13;
zbiory Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk nie przetrwały drugiej&#13;
wojny światowej.&#13;
Tymczasem w tekach Kolberga ocalały fragmenty wypożyczonych Szematów. Jedna ankieta zachowała się prawie w całości, dwie we fragmentach, a ponadto w zbiorach Kolberga znajdują się dwie pojedyncze karty&#13;
dołączone prawdopodobnie jako uzupełnienia do ankiet. Najbardziej dziś&#13;
kompletny egzemplarz nadesłany został z Włoszakowic w ówczesnym&#13;
1&#13;
&#13;
Spis wypożyczonych przez Kolberga materiałów dołączony został po latach do prośby&#13;
Towarzystwa o ich zwrot, zob. list Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk do Oskara&#13;
Kolberga z 21 X 1885 r., podpisany przez Engestrőma, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 284–285.&#13;
2 M. Turczynowiczowa spisała pytania zamieszczone w ankietach, po wojnie opublikowała&#13;
artykuł Schematy Wielkiego Księstwa Poznańskiego, w: Księga Pamiątkowa ku czci Profesora Adolfa Chybińskiego. Rozprawy i artykuły z zakresu muzykologii, Warszawa 1950,&#13;
s. 339–346.&#13;
&#13;
456&#13;
&#13;
�powiecie wschowskim, a wypełnił go tamtejszy proboszcz Jan Arendt. Drugi egzemplarz pochodzi z Wronczyna w powiecie kościańskim i zawiera&#13;
wyłącznie ponumerowane odpowiedzi. Z trzeciego, z okolic Nowego Miasta&#13;
w powiecie pleszewskim, pozostała kartka z kilkoma pytaniami i częściowymi odpowiedziami1. Wspomniane pojedyncze karty pochodzą ze Zdziechowic w powiecie średzkim oraz z Mielżyna w powiecie gnieźnieńskim&#13;
i były prawdopodobnie pierwotnie dołączone do Schematów z tych miejscowości2. Zachowane partie ankiet nie dają pełnego wyobrażenia o ich&#13;
zawartości. Więcej na ich temat mówią obszerne fragmenty tekstów zamieszczone tomach W. Ks. Poznańskiego, których znakiem rozpoznawczym&#13;
jest opatrzenie ich datami rocznymi 1858, 1859 i 1860. Jednak nie wszystkie&#13;
cytaty pochodzące z Szematów są datowane3. Z tego źródła Kolberg zaczerpnął opisy ludności, stosunków społecznych, sposobu gospodarowania,&#13;
ubiorów, zwyczajów oraz kilku wesel wraz z charakterystycznymi dla regionu oracjami weselnymi. Treści zapożyczone z ankiet do monografii są dziś&#13;
jedynym świadectwem pracy kilkuset osób, autorów, którzy odpowiedzieli&#13;
na inicjatywę Towarzystwa Przyjaciół Nauk.&#13;
Omawiając wykorzystywane przez Kolberga źródła, nie sposób nie&#13;
wspomnieć o przedrukowanych w drugiej części monografii manuskryptach dwóch autorów zawierających opisy zwyczajów w powiecie odolanowskim. Jeden z nich jest anonimowy, opatrzony notą Kolberga: „po&#13;
Kucharskim”, drugi natomiast, podpisany nazwiskiem „Kociński”, zawiera&#13;
dopisek autora Ludu: „Sulmierzyce 1820”4. Prawdopodobnie materiały pochodzące ze zbiorów Kucharskiego dotyczą początku XIX wieku, ale same&#13;
opisy zostały sporządzone później. Nieznany z nazwiska autor zanotował&#13;
bowiem: „W te dni, przed około 30 laty”, a Kolberg drukując ów tekst,&#13;
opatrzył go informacją: „około r. 1800–1810”. Z kolei informację o datowaniu i lokalizacji rękopisu podpisanego: „Kociński” uzyskał zapewne od&#13;
1 Szemat z Włoszakowic przechowywany jest w zbiorach BN PAN i PAU, sygn. 2184,&#13;
k. 314–315, natomiast pozostałe znajdują się w Arch. PTL, teka 37, sygn. 1331, k. 1–5 i Arch.&#13;
PTL, teka 9, sygn. 1168, k. 3.&#13;
2 Materiały te znajdują się w Arch. PTL, teka 37, sygn. 1332, k. 1 (ze Zdziechowic) i Arch.&#13;
PTL, teka 9, sygn. 1168, k. 1–2 (z Mielżyna).&#13;
3 Wiadomo m.in., że materiały dotyczące wsi Wronczyn i okolic, Mystek i Ninina również&#13;
pochodzą z Szematów, choć nie wszędzie jest to oznaczone w druku.&#13;
4 Rkp. nieznanego autora i rkp. podpisany „Kociński”, Arch. PTL, teka 37, sygn. 1328/ I,&#13;
k. 108–110, zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie (DWOK T. 10), s. 188–189, 203–204, 222; pierwodruk: 1876.&#13;
&#13;
457&#13;
&#13;
�Kucharskiego. Slawista i filolog Andrzej Kucharski (1795–1862) interesował&#13;
się kulturą i językiem wielu krajów słowiańskich, a jego materiały czeskie&#13;
i łużyckie znalazły się później u Kolberga. Niewykluczone, że starszy od&#13;
Oskara o pokolenie Kucharski, który był przez rok nauczycielem w Kaliszu&#13;
(przed rokiem 1825), mógł posiadać w swoich zbiorach rękopisy dotyczące&#13;
Wielkopolski (w tym również terenów Kaliskiego1). Stawia go to w rzędzie&#13;
pierwszych badaczy folkloru tego regionu.&#13;
Specyfika terenu, który z powodu systematycznie prowadzonej germanizacji był tak licznie zamieszkały przez ludność niemieckojęzyczną, spowodowała, że W. Ks. Poznańskie to monografia zawierająca wiele uwag na temat stosunków społecznych i lokalnych społeczności. Problem osadników&#13;
niemieckich dotyczył też Kujaw, ale dopiero w Wielkopolsce uwidocznił&#13;
się tak wyraźnie. W tomie znajdziemy więc liczne wzmianki o zasiedlaniu&#13;
poszczególnych wsi Niemcami, wzajemnych kontaktach, a raczej ich braku,&#13;
czyli wypowiedzi o relacjach „swój – obcy”, jakby je nazwał współczesny&#13;
antropolog kultury. O stosunku do Żydów i Niemców Kolberg pisał:&#13;
Żyda ogładzonego i ubranego po niemiecku uważa [lud] prawie za Niemca. Na&#13;
Niemców osadników (Olendrów), z którymi niewiele mając styczności domowej,&#13;
żyje w zgodzie, acz bez zażyłości i przyjacielskich stosunków, wynajduje niemało&#13;
konceptów (przedrzeźniając mianowicie złą ich polszczyznę) i różne zabawne&#13;
prawi o nich dykteryjki – wszakże najczęściej bez obrazy uczuć ich narodowych&#13;
i religijnych2.&#13;
&#13;
Zamieścił więc w W. Ks. Poznańskiem przykłady anegdot ośmieszających Niemców, ale obok nich także teksty będące żartami z zamieszkujących w Chojnie, w powiecie szamotulskim tzw. Mazurów3.&#13;
W kategorii „swój – obcy” mieszczą się też stosunki z Bambrami, jednak&#13;
tych ostatnich nazwać można osadnikami „oswojonymi”, a niekiedy nawet&#13;
już w pewnym stopniu zasymilowanymi:&#13;
Lud w bliskiej okolicy Poznania osiadły jest miejscami czysto-polski (pierwotny),&#13;
miejscami niemiecki, miejscami zaś, acz górno-niemieckiego pochodzenia, jed1&#13;
&#13;
Materiały z Kaliskiego notatką Kolberga „po Kucharskim” znajdują się wśród rękopisów&#13;
terenowych Kolberga, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1160, a opublikowane zostały w: O. Kolberg&#13;
Kaliskie i Sieradzkie (DWOK T. 46), m.in. na s. 463, 469, 481.&#13;
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 54.&#13;
3 Tamże, s. 55.&#13;
&#13;
458&#13;
&#13;
�nak skutkiem ciągłego od wielu lat z krajowcami obcowania, mniej lub więcej&#13;
spolszczonym [...]. To pewna, że większość osadników, równie dobrze zwykle&#13;
obu włada językami […].&#13;
Przynieśli z sobą obyczaj i język południowo-niemiecki. Ciągłe atoli stosunki&#13;
z niższą klasą mieszczaństwa (przeważnie polskiego), jak niemniej katolicyzm,&#13;
który wyznawali, a skutkiem czego przyłączono ich do parafii miasta katolicko-polskich (ze szkółkami polskimi), wpłynęły u wielu na zmianę domowego ich&#13;
języka, a po części i obyczaju; strój tylko z przeszłości odziedziczony, zachowali&#13;
niezmiennym, udzielając go owszem w części i sąsiedniej polskiej ludności1.&#13;
&#13;
Bambrzy byli więc przez Kolberga traktowani na równi z rdzennymi&#13;
mieszkańcami Poznania i okolic, a ryciny przedstawiające ich stroje, zamieszczone w pierwszej części monografii, reprezentują ubiory charakterystyczne dla okolic Poznania.&#13;
Tak liczne uwagi Kolberga dotyczące stosunków społecznych (nie tylko&#13;
narodowościowych) wynikały z sytuacji panującej w Wielkopolsce, w której jako pierwszej z trzech zaborów dokonało się uwłaszczenie, a światłe&#13;
ziemiaństwo prowadziło pozytywistyczną wojnę z germanizacją, modernizując gospodarkę wsi. Kolberg zwrócił uwagę na zachodzące tam przemiany i idące za tym przemijanie pewnych tradycji. Charakteryzując lud&#13;
wielkopolski, pisał:&#13;
Przeobrażenia administracyjne, społeczne i inne, w nowszych czasach i przez&#13;
nowych dokonane ludzi [...], pchnęły też i lud na inne niż dotychczas tory; ale&#13;
i one nie mogły działać bezwzględnie, więc nie od razu zdołały i zdołają przygnieść cały zasób dawniejszych jego wyobrażeń ani zatrzeć do szczętu właściwości obyczajowych i nawyknień po przodkach odziedziczonych. Strona tedy&#13;
tradycjonalna dosyć tu jeszcze pozostała żywą”2.&#13;
&#13;
Wszystkie wzmianki dotyczące stosunków społecznych i narodowościowych zamieszczane były w rozdziałach „Kraj” i „Lud”, znalazły się więc&#13;
w trzech pierwszych częściach monografii zawierających opisy geograficzne, opisy ludności, a także zwyczajów i obrzędów w poszczególnych&#13;
częściach Wielkopolski. Dla pieśni, opowieści ludowych i wierzeń, tak jak&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Tamże, s. 45 i 46.&#13;
Tamże, s. 41.&#13;
&#13;
459&#13;
&#13;
�w Krakowskiem, przeznaczone zostały oddzielne woluminy zawierające&#13;
już materiały dotyczące całego regionu. Opatrzona tytułem „Świat nadzmysłowy” ostatnia, siódma część monografii dotyczy więc tematyki etnograficznej. Brak w niej materiałów zebranych przez Kolberga, a zamiast nich&#13;
znajdujemy liczne wypisy z publikacji, przede wszystkim z obszernego artykułu Emila Kierskiego Zwyczaje, zabobony i obrzędy ludu w niektórych&#13;
okolicach W. Ks. Poznańskiego1 oraz z wykorzystywanej już w poprzednich częściach pracy Józefa Łukaszewicza Obraz historyczno-statystyczny&#13;
miasta Poznania2. Kolberg wielokrotnie porównywał też poszczególne elementy wierzeń polskich do opisywanych przez Ignacego Hanuscha i Jacoba&#13;
Grimma, stąd częste odesłania do prac tych autorów.&#13;
Najważniejszym jednak źródłem dla tomu poświęconego wierzeniom&#13;
Wielkopolan był rękopis poznańskiego prawnika Teobalda Klepaczewskiego Pogląd historyczny na zabobony w Polsce z 1861 roku3, o którym Kolberg nadmienił we wstępie. Na temat rozprawy Kolberg pisał w liście do&#13;
Bibianny Moraczewskiej:&#13;
Rozprawę p. Klepaczewskiego o czarach czytałem niegdyś sam i odpisałem sobie&#13;
z niej parę ustępów. Ale chodzi mi jeszcze o kilka formułek zażegnań ludowych,&#13;
o których Szanowna Pani mogłabyś np. przez swoją służącą wywiedzieć się&#13;
nawet w samym Poznaniu. Posyłam próbkę podobnych formułek na wzór, jako&#13;
i parę definicji istot nadprzyrodzonych z zapytaniem, czy one są wiernie skreślone i nie potrzebują jakich uzupełnień4.&#13;
&#13;
Ostatecznie jednak Kolberg skontaktował się bezpośrednio z Klepaczewskim, który wysłał mu swój manuskrypt w 1881 roku, co potwierdza odpowiedź autora monografii:&#13;
Przesłane mi przy Pańskim piśmie z d[nia] 4 czer[wca] notaty tyczące się czarów&#13;
odebrałem i stokrotne za nie składam dzięki. Notaty te wybornie i w zupełności&#13;
1&#13;
&#13;
Artykuł E. Kierskiego Zwyczaje, zabobony i obrzędy ludu w niektórych okolicach W. Ks.&#13;
Poznańskiego ukazał się w „Tygodniku Ilustrowanym” w 1861 roku, T. 1, nr 109.&#13;
2 J. Łukaszewicz Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych&#13;
czasach, T. 1–2, Poznań 1838.&#13;
3 T. Klepaczewski Pogląd historyczny na zabobony w Polsce, rękopis Arch. PTL, teka 37,&#13;
sygn. 1327, k. 1–59.&#13;
4 Brulion listu Kolberga do B. Moraczewskiej z 12 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 320. Zapowiedzianych określeń istot nadprzyrodzonych w brulionie listu Kolberg nie&#13;
zamieścił.&#13;
&#13;
460&#13;
&#13;
�celowi swemu odpowiadają i nie potrzebują żadnego ściślejszego opracowania.&#13;
Zaraz je też zużytkowałem w sposób właściwy, wcielając w odpowiednie rubryki swojego dzieła1.&#13;
&#13;
Tak więc, podobnie jak w przypadku rękopisu Antoniny Konopczanki,&#13;
poszczególne fragmenty rozprawy poznańskiego prawnika zostały zamieszczone w tomie w różnych rozdziałach składających się na „Świat nadzmysłowy”. I tak jak w Krakowskiem znaczną część woluminu zajmują obszerne „Przypisy”, w których znalazły się cytaty głównie z prac Adolfa Bastiana,&#13;
Kazimierza Szulca2 i ponownie Grimma, publikowane jako materiały porównawcze. Kolberg był ciągle jeszcze pod wpływem tego ostatniego autora&#13;
i jego popularnej w XIX wieku metody komparatystycznej, o czym pisał:&#13;
Dzieło jego usiłuje przy pomocy badań porównawczych skreślić ogólny bogosławia tego zarys i wytłumaczyć znaczenie mityczne wielu podań [...]. Niektóre&#13;
z wywodów jego należyte już w świecie naukowym zyskały uznanie3.&#13;
&#13;
Następne monografie nie doczekały się już tak obszernych, osobnych&#13;
tomów poświęconych wierzeniom. Badacz zgromadził wprawdzie sporo&#13;
materiałów z tego zakresu z Pokucia, ale znalazły się one w przedostatniej&#13;
części monografii tego regionu wraz tańcami i przysłowiami, natomiast&#13;
ogromnej dokumentacji o tej tematyce z terenów Mazowsza nie zdążył już&#13;
opublikować.&#13;
Ostatni tom W. Ks. Poznańskiego ukazał się w 1882 roku. W tym samym czasie wydana też została pierwsza część Pokucia, nad którym Kolberg pracował równolegle. Jednak w dalszym ciągu edycja postępowała&#13;
zbyt wolno i do opracowania pozostawały jeszcze materiały z bardzo wielu&#13;
regionów, w tym ze znacznej części Królestwa Polskiego. Przygotowane&#13;
w latach następnych monografie Lubelskiego, Kieleckiego, Radomskiego&#13;
i Kaliskiego4 dotyczyły terenów, których zasięgi w znacznym stopniu pokrywały się z granicami administracyjnymi ówczesnych guberni, a opis&#13;
1 Brulion listu Kolberga do T. Klepaczewskiego z 12 VI 1881 r., Korespondencja... cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 515.&#13;
2 Kolberg powoływał się m.in. na: A. Bastiana Reisen in Siam, Jena 1867, Reisen In Kambodja, Jena 1868; K. Szulca Mityczna historia polska i mitologia słowiańska wyłożona&#13;
i wyjaśniona, Poznań 1880.&#13;
3 O. Kolberg W. Ks.Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. VII; pierwodruk: Kraków 1882.&#13;
4 Omówione dalej Kaliskie Kolberg zamierzał opublikować w dwóch tomach.&#13;
&#13;
461&#13;
&#13;
�każdego z nich miał się zamknąć w dwóch tomach zbudowanych według&#13;
dotychczasowego schematu: kraj, lud, zwyczaje, obrzędy, pieśni z tańcami,&#13;
świat nadzmysłowy i opowieści ludowe.&#13;
W przypadku wydanego w latach 1883–84 Lubelskiego podział administracyjny musiał jednak ustąpić miejsca kryterium wyznaniowemu i jednocześnie językowemu. Ówczesną gubernię lubelską zamieszkiwała bowiem&#13;
katolicka ludność polska oraz Rusini, którzy byli unitami siłą zmuszonymi&#13;
do przejścia na prawosławie. We wstępie do monografii Kolberg pisał:&#13;
Gubernia lubelska posiada w zachodniej i środkowej części ludność polską obrządku łacińskiego, gdy część jej wschodnio-południową zajmuje ludność ruska,&#13;
dziś obrządku greko-wschodniego. Dzieło niniejsze podaje znamiona etnologiczne ludu pierwszej z tych dwóch części. Lud tu osiadły, nazywany (osobliwie&#13;
przez Rusinów) niewłaściwie i tylko ze względu na obrządek Mazurami […] stanowi jako Lublinianie wraz z Sandomierzanami i Krakowianami grupę ludności&#13;
Małopolskiej1.&#13;
&#13;
Wprawdzie zachowane rękopisy pozwalają wysnuć przypuszczenie, że&#13;
na pewnym etapie prac Kolberg zamierzał opracować i wydać wspólnie&#13;
materiały lubelskie i te, które zgromadził do monografii Rusi Podlaskiej&#13;
(taki tytuł miała nosić planowana publikacja dotycząca okolic Chełma i Białej2), a po wstępie, z którego pochodzi powyższy cytat, zamieścił dwustronicowy opis całej guberni lubelskiej, ale monografia faktycznie dotyczy tylko&#13;
ludności polskiej, natomiast Rusini zostali scharakteryzowani w Chełmskiem. Granica między regionami nie jest jednak ostra i tak jak często to&#13;
się zdarza u Kolberga, materiały z niektórych miejscowości znajdują się&#13;
w obu monografiach sąsiadujących terenów.&#13;
Wspomniane manuskrypty Kolberga zawierają zapisy folkloru muzycznego i taki też charakter ma zdecydowana większość jego zachowanych&#13;
rękopisów z Lubelskiego. Badacz przebywał na tych terenach kilkakrotnie, po raz pierwszy w 1848 roku, gdy odwiedził Żyrzyn, Osiny i Puławy.&#13;
Najdłuższa podróż miała miejsce w lecie 1859 roku, kiedy pojechał do&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. I; pierwodruk: Kraków 1883.&#13;
Zob. A. Skrukwa „Lubelskie” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do&#13;
t. 16–17 (DWOK T. 75); autorka powołuje się na zespół rękopisów będący prawdopodobnie&#13;
brulionem rozdziału „Tańce” przygotowanego do monografii obejmującej teren całej guberni&#13;
lubelskiej.&#13;
2&#13;
&#13;
462&#13;
&#13;
�Puław, Kurowa, Lublina i Piasków, a dalej udał się do Siedliszcza, Chojna, Bezka i Krasnego w ówczesnym powiecie chełmskim, skąd wrócił do&#13;
Lublina, a następnie do Gałęzowa, Woli Gałęzowskiej, Woli Sobieskiej&#13;
i Tarnogóry. W 1865 roku ponownie pojechał do Lublina i Gałęzowa 1.&#13;
Podczas wszystkich tych podróży (a w szczególności pierwszej) rejestrował, jak już tu zaznaczono, głównie melodie, natomiast spośród innych&#13;
materiałów wspomnieć warto o notatkach wierzeniowych znajdujących&#13;
się wśród zapisów terenowych bajek i legend z okolic Lublina, o czystopisach dotyczących tej samej tematyki oraz spisach miejscowości i parafii&#13;
z oznaczeniem wyznania ich mieszkańców 2. Od Kolberga pochodzą opisy&#13;
wesel XIV (z okolic Lublina) i XVI (Chojno), opatrzone datą „1859”, oraz&#13;
wesela XVIII (od Puław, Osiny, Żyrzyn) z datą „1850”, ale zapewne także&#13;
kilka innych, składających się głównie z pieśni (wesele III z okolic Tarnogóry, VI z Dzwoli z 1859 roku, XI z Woli Sobieskiej, być może błędnie&#13;
datowane „1860” zamiast 1859 i XIII z przedmieść Lublina). Kolberg włączył też swoje zapisy nutowe do opisu wesela XII, sporządzonego przez&#13;
Józefę Koźmianównę z Gałęzowa. Nieznane jest pochodzenie opisu wesela&#13;
V Sitarze w Biłgoraju (w r. 1868), choć wiadomo, że badacz interesował&#13;
się tą grupą zawodową. W 1867 roku opublikował artykuł Sitarze biłgorajscy, w którym przedstawił swego rodzaju analizę ekonomiczną tego&#13;
specyficznego, lokalnego rzemiosła, udział w nim Polaków i Żydów, podział zajęć męskich i kobiecych oraz wpływ sitarstwa na rozwój Biłgoraja&#13;
i okolic w latach 1860–18703. Zamieścił też informacje o ubiorze sitarzy&#13;
i wyglądzie ich domostw, a zakończył pieśnią (z melodią) „Majtek ubogi&#13;
puścił się na morze”, której zamieszczenie tak uzasadniał: „Z piosnek, których tu mnóstwo krąży nie wahamy się przytoczyć jedną, życie koczujące&#13;
sitarzy charakteryzującą, znaną zresztą przy małych odmianach, w całym&#13;
1 Te podróże dokumentuje rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 4, 13–14&#13;
i 23. Wizytę w Gałęzowie potwierdza ponadto list J. Koźmianówny do Kolberga napisany pod&#13;
koniec roku 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 142–143.&#13;
2 Materiały wierzeniowe i językowe znajdują się w rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 17, sygn.&#13;
1214, k. 1–4, tamże, sygn. 1215, k. 1–7 i tamże, sygn. 1218, k. 1–5 i 10–12; spisy parafii w rkp.&#13;
Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 16–19 i 24.&#13;
3 O. Kolberg Sitarze biłgorajscy, Jana Jaworskiego „Kalendarz Polski Ilustrowany na&#13;
rok 1867”, Warszawa [1866], s. 44–46, z ryc. Kozarskiego na s. 41. Uwagę, że artykuł dotyczy&#13;
wymienionych lat, Kolberg zamieścił przy obszernym przedruku w cz. I Lubelskiego (DWOK&#13;
T. 16) na s. 91.&#13;
&#13;
463&#13;
&#13;
�kraju”1. Tekst artykułu przedrukował po latach w Lubelskiem w rozdziale „Lud”, umieszczając jego fragmenty w odpowiednich podrozdziałach:&#13;
„Rzemiosło. Przemysł” (większość), „Ubiór”, „Mieszkanie”. Do tych części&#13;
monografii, ale też do opisu zwyczajów i „Świata nadzmysłowego” Kolbergowi najbardziej brakowało materiałów.&#13;
Cennym współpracownikiem z tego regionu okazał się Władysław Ciesielski, który jako pierwszy odpowiedział na list Kolberga zamieszczony&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej”. Ciesielski, były powstaniec, pisał początkowo&#13;
z Pękosławic w Opatowskiem, ale wkrótce został wysiedlony i przebywał&#13;
w Żółkiewce na Lubelszczyźnie pod nadzorem policji. Nadal przesyłał&#13;
stamtąd materiały, ale korespondencja z nim natrafiała na przeszkody. Listy&#13;
niekiedy przepadały, o czym współpracownik informował:&#13;
Bajdy i klechdy czy przydatne są Panu tak spisywane, jak je przesyłam; racz Pan mnie&#13;
poinformować, czego Mu potrzeba, ale proszę pisać przez pocztę Zwierzyniec, wieś i gmina Tarnawa, ponieważ więcej niż poufali przyjaciele odbierają listy moje w Żółkiewce&#13;
i odczytawszy je bez skrupułów, gubią bez odpowiedzialności2.&#13;
&#13;
Mimo ingerencji cenzury rosyjskiej Kolbergowi udało się pozyskać wiele&#13;
cennych materiałów. Na podstawie rękopisów Ciesielskiego zredagowana&#13;
została część opisu miejscowej ludności, jej charakterystycznych zabobonów, pożywienia, wykonywanych prac i prawdopodobnie ubioru, ale też&#13;
zabudowań mieszkalnych i gospodarczych wraz ze szczegółowym opisem&#13;
ogrodów i sadów, uzupełnione rysunkami. Nadesłał też materiały związane&#13;
z kolędowaniem, wykaz imion nadawanych na chrzcie, co najmniej jeden&#13;
opis wesela (oznaczonego w druku numerem XI) oraz obszerne informacje&#13;
o wierzeniach, notatki językowe i wspomniane w liście teksty opowieści&#13;
ludowych3. Język, którym posługiwał się Ciesielski (literat, publicysta), był&#13;
na tyle zawiły, że wymagał opracowania redakcyjnego i skrócenia. Kolberg zrezygnował też z publikacji jego rycin przedstawiających ubiory, budynki, plany zagród, typy ogrodzeń – były one dość nieporadne4, a autor&#13;
Ludu ograniczał już wcześniej druk ilustracji z powodu wysokich kosztów.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sitarze biłgorajscy…, s. 46.&#13;
List W. Ciesielskiego do O. Kolberga z 25 VII 1866 r., Korespondencja cz. I..., s. 173.&#13;
3 Większość rękopisów W. Ciesielskiego znajduje się w Arch. PTL, teka 17, sygn. 1219,&#13;
k. 9–19 oraz w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185 , k. 99–108.&#13;
4 Ryciny Ciesielskiego jako dokument opublikowano w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement&#13;
do tomów 16–17 (DWOK T. 75), ryc. 6–31.&#13;
2&#13;
&#13;
464&#13;
&#13;
�Ostatnie materiały z Żółkiewki pochodzą prawdopodobnie z roku 1868,&#13;
gdyż data ta widnieje przy opisie wesela X wraz z notką lokalizacyjną i nazwiskiem Ciesielskiego1. Wiadomo, że został on wydalony poza granice&#13;
Królestwa i osiadł w Galicji, a Kolberg, wydając po wielu latach Lubelskie,&#13;
mógł już powołać się na autora opisu.&#13;
Od wspomnianej już Józefy Koźmianówny, córki właścicieli Gałęzowa,&#13;
Kolberg otrzymał w grudniu 1865 i lutym 1866 rękopis zawierający prawie&#13;
kompletny opis wesela (oznaczonego w druku numerem XII), z kilkoma&#13;
tekstami pieśni bez melodii. Uzupełnił go zebranymi przez siebie pieśniami i zapisami nutowymi oraz opisem rózgi weselnej. Widniejąca w druku&#13;
data roczna „1860” odnosi się zapewne do tych własnych uzupełnień, gdyż&#13;
korespondencja z Koźmianówną pochodzi z lat późniejszych. Z kolei opis&#13;
wesela VII z Radecznicy, do którego zachował się jedynie fragment rękopisu, pochodzi prawdopodobnie w całości od Marii Hemplówny. Mieszkająca w Tarnowie pod Chełmem Hemplówna, znana przede wszystkim&#13;
jako autorka cenionych prac z zakresu botaniki, zgromadziła dla Kolberga&#13;
ogromną dokumentację wykorzystaną w Chełmskiem. Dostarczyła ona także materiały do monografii sąsiedniego regionu: poza opisem wesela zapisy&#13;
pieśni i notatki dotyczące wierzeń.&#13;
Tak jak w przypadku wszystkich innych serii Ludu, uzupełnieniem&#13;
materiałów terenowych stały się liczne publikacje. W Lubelskiem, poza&#13;
pracami dotyczącymi zwyczajów czy historii (np. Włościanie polscy Józefa&#13;
Gluzińskiego2), Kolberg stosunkowo często odwoływał się do Encyklopedii&#13;
rolnictwa3. Pięciotomowe wydawnictwo ukazało się w latach 1873–1878&#13;
i badacz wykorzystywał niewielkie jego fragmenty już w Poznańskiem,&#13;
teraz jednak w znacznie większym stopniu cytował informacje dotyczące&#13;
zajęć gospodarskich, narzędzi, pożywienia, a przede wszystkim stosunków&#13;
gospodarczych i zmian toczących się w tym zakresie na wsi.&#13;
W przywołanym wcześniej cytacie Kolberg pisał o ludności zamieszkującej Lubelskie jako „ludności małopolskiej”, jednak jego wizja Lubelszczyzny odpowiadała województwu lubelskiemu w granicach po Kongresie&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Lubelskie cz. I (DWOK T. 16)..., s. 182.&#13;
Kolberg korzystał najprawdopodobniej z pierwodruku fragmentów pracy J. Gluzińskiego&#13;
Włościanie z okolic Zamościa i Hrubieszowa (Wyjątek z rękopismu), „Dziennik Warszawski”&#13;
1853, nr 151–154.&#13;
3 Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek z niem mających, pod red. J.T. Lubomirskiego, E. Stawickiego, S. Przystańskiego, T. 1–5, Warszawa 1873–1878.&#13;
2&#13;
&#13;
465&#13;
&#13;
�Wiedeńskim. Natomiast Kieleckie, które było przedmiotem kolejnej monografii, to z kolei część województwa krakowskiego z tych samych czasów&#13;
(1816–1837). We wstępie do pierwszej części Kieleckiego, wydanej w 1885&#13;
roku, Kolberg pisał:&#13;
Podane w niniejszej Serii wiadomości etnograficzne są poniekąd dalszym ciągiem tych, które już skreśliliśmy w Seriach V–VIII. Lud bowiem kieleckiej guberni, w fizycznych i moralnych swych cechach nie o wiele różni się od Krakowskiego1,&#13;
&#13;
a rozdział „Kraj” rozpoczął od słów: „Utworzone w r. 1815 Krakowskie&#13;
Województwo” i zamieścił tam opis tegoż województwa przytoczony za&#13;
Gołębiowskim. W dalszej części rozdziału wymienione zostały podregiony, których dotyczy monografia: Kieleckie, Stopnickie, Miechowskie i Olkuskie. Były to obwody dawnego województwa krakowskiego, odpowiadające&#13;
praktycznie granicom administracyjnym guberni kieleckiej z 1867 roku2,&#13;
opisane przez Kolberga w „Kraju” na podstawie publikacji pochodzących&#13;
zarówno z początków, jak i z drugiej połowy XIX wieku. Rozdział „Lud”,&#13;
zawierający zwykle najwięcej informacji z zakresu kultury materialnej,&#13;
w Kieleckiem przedstawia się bardzo skromnie, co wyjaśniają już pierwsze&#13;
jego akapity:&#13;
Cnoty i wady tej ludności odpowiadają tym, jakie już skreślone zostały w dziele&#13;
naszém: Lud Ser. V (s. 72) przy opisaniu ludu krakowskiego. Charakterystyka&#13;
tam podana stosuje się, w ogóle biorąc, i do ludu całej guberni kieleckiej, jakkolwiek w szczegółach dałoby się wykazać pewne różnice, uwydatnione już po&#13;
części nawet i we wspomnianém dziele3.&#13;
&#13;
Jedynie wspomniane różnice i lokalne odmiany, na przykład w stroju,&#13;
stały się przedmiotem uwagi autora, o czym pisał:&#13;
W okolicy Olkusza lud używa jeszcze krakowskiego ubioru, (tj. takiego, który&#13;
się widzieć daje pod samym Krakowem), lubo odzież ta ani tak sutą jest ani&#13;
tak strojną. Na jego krój wpłynął też i ubiór mieszczański górników. Dalej ku&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. I; pierwodruk: Kraków 1885.&#13;
Gubernia kielecka istniała w latach 1841–1844 i ponownie została utworzona w 1867&#13;
roku; za: Gubernia kielecka, www.wikipedia.org (dostęp: 12.10.2020).&#13;
3 O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. 31.&#13;
2&#13;
&#13;
466&#13;
&#13;
�północy, mianowicie pod Siewierzem, przemaga widocznie u obojga płci ubiór,&#13;
jaki się spostrzegać daje na Szląsku1.&#13;
&#13;
Podobnie wzmiankował tylko o cechach fizycznych i zdolnościach mieszkańców okolic Proszowic, których uznał za podgrupę Krakowiaków i którym poświęcił oddzielne akapity w opisie ludu, będące obszernymi fragmentami jego artykułu Proszowiacy, opublikowanego w 1868 roku2.&#13;
Kieleckie było terenem badań Kolberga na długo przed opracowaniem&#13;
i wydaniem monografii. Był tu już w latach czterdziestych, ale wówczas&#13;
stolica regionu stanowiła jedynie przystanek w podróży z podkrakowskich&#13;
Mogilan. We wstępie do pierwszej części wymienił lata 1852–56 i wskazał&#13;
miejscowości, w okolicach których gromadził wówczas materiały: Chmielnik, Szydłów, Stopnica, Wiślica, Koszyce, Skalbmierz, Miechów, Skała, Olkusz, Pilica, Ogrodzieniec, Siewierz i Będzin. Podróż służbową w roku 1852&#13;
do Będzina oraz późniejszą dla poratowania zdrowia w roku 1855 do Buska&#13;
i Solca potwierdzają dokumenty urzędowe3. Ponieważ urlop wypoczynkowy&#13;
był wówczas pojęciem nieznanym, oba wyjazdy służyły też niewątpliwie&#13;
celom badawczym, o czym świadczą liczne rękopisy terenowe opatrzone&#13;
notami lokalizacyjnymi odpowiadającymi nazwom miejscowości wymienionych we wstępie oraz kilku innych, takich jak Charzowice, Sędziejowice,&#13;
Mierzęcice, Sichów, Ząbkowice i Szyce. O podróży do Częstochowy, Ojcowa i Ząbkowic w 1853 roku oraz do samego Ojcowa w 1856 roku Kolberg&#13;
wspomniał też w itinerarium, natomiast do Szyc kierowała list matka Oskara4, jednak data tej korespondencji nie jest znana. Jak wynika zatem z dokumentów oraz zachowanych rękopisów sporządzonych w terenie, badacz&#13;
odwiedził znaczną liczbę miejscowości, nic jednak nie wiadomo o osobach,&#13;
u których mógł ewentualnie gościć lub które pomagały mu w nawiązaniu&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 39.&#13;
O. Kolberg Proszowiacy, Jana Jaworskiego „Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski na&#13;
rok 1869”, Warszawa [1868], s. 118–119, z ryc. na s. 117.&#13;
3 W roku 1852 Kolberg miał udać się służbowo do kopalni w Będzinie, a w 1855 do Buska&#13;
i Solca dla poratowania zdrowia; na oba wyjazdy otrzymał urzędowe pozwolenia, zob. E. Millerowa Kalendarium podróży Oskara Kolberga… (DWOK T. 85/III), rok 1855.&#13;
4 Podróż w roku 1853 zob. Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz.&#13;
III (DWOK T. 66), s. 705; wspomnianego listu w archiwum brak, ale zachowała się notatka&#13;
adresowa sporządzona prawdopodobnie przez matkę Oskara, Karolinę Kolberg: „Wielmożny&#13;
Oskar Kolberg, Urzędnik Dr. Ż. w Szycach” oraz : „Gdyby Oskar wyjechał z Szyc, uprasza się&#13;
o podanie listu za nim”, Arch. PTL, teka 36, sygn. 1317d, k. 37.&#13;
2&#13;
&#13;
467&#13;
&#13;
�kontaktów z informatorami. Być może wynikało to z faktu, że na badania&#13;
wykorzystał wyjazd służbowy oraz urlop zdrowotny i miejsce kuracji solankowej1 stanowiło jednocześnie rodzaj stacji badawczej.&#13;
Materiały zgromadzone podczas tych kilku podróży dotyczyły, wedle&#13;
słów badacza, „zwyczajów, mianowicie weselnych, wraz z pieśniami i muzyką”2. Zebrane zapisy prezentują faktycznie głównie folklor muzyczny,&#13;
a ich sposób opracowania w czystopisach wskazuje, że miały zostać wykorzystane w zbiorze pieśni z regionu kieleckiego3, zapewne podobnym do&#13;
pierwotnej wersji Sandomierskiego. Znaczną ich część Kolberg zamieścił&#13;
w monografii w rozdziałach „Zwyczaje”, „Obrzędy”, „Pieśni” i „Tańce”.&#13;
Liczne zapisy pieśni (w tym kilkanaście z melodiami) pochodzą też od&#13;
księdza Władysława Siarkowskiego, ale to tylko część zbiorów tego miłośnika historii, archeologii i etnografa-amatora. Wyniki swoich badań i obserwacji Siarkowski publikował w czasopismach, przede wszystkim w lokalnej „Gazecie Kieleckiej”, w której ukazały się między innymi jego artykuły Zwyczaje ludu w wigilię św. Jana w guberni kieleckiej obchodzone&#13;
i Lud z okolic kieleckich. Wiadomość etnograficzna4. W 1871 roku wydał&#13;
też w Kielcach broszurę Wesela włościan z okolic Sobkowa i Chmielnika.&#13;
W styczniu 1876 roku Kolberg zwrócił się listownie do Siarkowskiego&#13;
z propozycją współpracy z Akademią i druku materiałów w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Duchowny dysponował wówczas&#13;
zbiorami pieśni ludowych z powiatów kieleckiego i jędrzejowskiego, spisem formuł stosowanych przez lud do zażegnywania chorób z okolic Małogoszcza i gotowym do druku opracowaniem Zwyczaje ludowe w święta&#13;
wielkanocne i początek święconego w kraju naszym. Szkic historyczno-­&#13;
-etnograficzny, które ostatecznie ukazało się kilka miesięcy później&#13;
w „Ognisku Domowym”5. Jednak już w czerwcu 1876 roku Siarkowski&#13;
1&#13;
&#13;
k. 49.&#13;
&#13;
Zachował się dokument potwierdzający jego pobyt na kuracji, BN PAU i PAN, sygn. 2183,&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), s. I.&#13;
Mowa o zespole rękopisów Kolberga, Arch. PTL, teka 14, sygn. 1198, k. 1–53, zawierających przygotowane do druku, częściowo ponumerowane pieśni. Prawdopodobnie opracowując Kieleckie, Kolberg zredagował ponownie część zapisów muzycznych i opatrzył je odsyłaczami do wariantów w innych tomach Ludu.&#13;
4 Oba artykuły W. Siarkowskiego ukazały się w „Gazecie Kieleckiej” w 1874 roku, pierwszy&#13;
w numerze 16, drugi w numerach 23, 25, 27, 29, 31, 33, 36 i 39.&#13;
5 Artykuł W. Siarkowskiego ukazał się w „Ognisku Domowym” w 1876 roku numerach&#13;
13–19.&#13;
3&#13;
&#13;
468&#13;
&#13;
�został zatwierdzony na członka korespondenta Komisji Antropologicznej1,&#13;
a w lutym 1877 donosił Kolbergowi o ukończeniu monografii Materiały do&#13;
etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, którą publikowano w „Zbiorze&#13;
Wiadomości…” w latach następnych2. Materiały… zawierały opisy ubiorów,&#13;
mieszkań, pożywienia, lokalnego rzemiosła, zwyczajów i obrzędów, informacje o języku, wierzeniach, a także zapisy pieśni. Autor włączył tu również wspomnianą już pracę Wesele włościan z okolic Sobkowa i Chmielnika. Zarówno monografia ludu z okolic Kielc, jak i późniejsze Materiały&#13;
do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa 3 opracowane były według&#13;
wymogów obowiązujących wówczas w kręgu Sekcji Etnologicznej Akademii Umiejętności i de facto w swoim układzie odpowiadały Ludowi Kolberga. Ksiądz Siarkowski przygotował też na potrzeby Akademii rękopis&#13;
Przysłowia i zdania z okolic Kielc, zawierający około 240 przysłów opatrzonych krótkim wstępem, który z nieznanych powodów nie został opublikowany4.&#13;
Wymiana listów między Kolbergiem i Siarkowskim trwała w miarę systematycznie do 1885 roku i dotyczyła nie tylko publikacji zamieszczanych&#13;
w periodyku Akademii, ale także udziału duchownego w gromadzeniu materiałów do monografii regionu. Siarkowski przesłał Oskarowi swój manuskrypt Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane przez…&#13;
w latach 1876–18815. Rękopis zawierał początkowo tylko 262 pieśni, podzielone przez autora tematycznie na rozdziały, ale z czasem wzbogacony&#13;
został o 22 bajki i uzupełnienie w tytule: „i opowieści”. Przy bajkach zanotował też nazwiska narratorów. Planował również przygotowanie rozprawy o sobótkach. W tym celu rozesłał do okolicznych księży prośbę&#13;
1 Zob. Rozprawy i sprawozdania z posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego,&#13;
T. 4: Kraków 1877, s. VII.&#13;
2 W. Siarkowski Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. II: 1878, s. 209–259; T. III: 1879, s. 3–61; T. IV: 1880, 83–184.&#13;
Wcześ­niej Siarkowski opublikował Zagadki zebrane ze wsi Dymin, Kostomłót, Masłowa, Sukowa, Zagórza, „Zbiór Wiadomości…” T. I: 1877, s. 130–136.&#13;
3 W. Siarkowski Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. IX: 1885, s. 3–72. Ponadto w periodyku Akademii ukazały się&#13;
jeszcze inne jego artykuły: Zagadki ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, T. VI:&#13;
1882, s. 3–29 i Podania i legendy o zwierzętach, drzewach i roślinach T. VII: 1883, s. 106–119.&#13;
4 Rkp. W. Siarkowskiego Przysłowia i zdania z okolic Kielc, Arch. PTL, teka 14, sygn.&#13;
1200, k. 1–6. Materiały te znalazły się w poszczególnych działach w tomie Przysłowia (DWOK&#13;
T. 60).&#13;
5 Wymieniony rkp. w Arch. PTL, teka 38, sygn. 1336, k. 1–98.&#13;
&#13;
469&#13;
&#13;
�o gromadzenie informacji, ale efekty okazały się skromne. Uzyskane od nich&#13;
notatki przekazał jednak Kolbergowi, który z kolei włączył je do drugiej&#13;
części Kieleckiego, a ich lektura potwierdza, że osoby duchowne nie były&#13;
właściwymi do zbierania materiałów na ten temat: „Żadnego materiału&#13;
co do sobótek przesłać nie mogę, bo takowych w parafii szkalbmierskiej&#13;
nie bywa; a nawet z rozmowy ze starszymi ludźmi, przyszedłem do przekonania, że ich, o ile pamięć żyjących sięga, nie bywało”1 – pisał ksiądz&#13;
Wincenty Gasiński, a w zamian donosił o niespotykanej w innych okolicach&#13;
rezurekcji odbywającej się w Wielką Sobotę wieczorem, na którą ludność&#13;
udaje się przy zapalonych pochodniach. Natomiast alumn Jan Strój z Brzuchani napisał wprost: „W okolicy Miechowa odbywają się sobótki w drugi&#13;
dzień Zielonych Świątek. Lecz nie można się od nikogo dowiedzieć, na co&#13;
je palą”2. Przyczynę, dla której księżom trudno było zdobyć informacje,&#13;
wyjaśnił w liście do Kolberga zapytany o przesądy Ludwik Ziętkiewicz,&#13;
proboszcz parafii w wielkopolskim Objezierzu: „[…] tym trudniej byłoby to&#13;
dla mnie dojść takowych, że jako duchowny nie pozyskałbym otwartości&#13;
w przedmiocie, przeciw któremu z kazalnicy powstaję”3.&#13;
Druga część Kieleckiego poza zespołem krakowiaków składa się prawie&#13;
wyłącznie z materiałów księdza Siarkowskiego. Oprócz notatek o sobótkach&#13;
Kolberg wykorzystał wymieniony manuskrypt zawierający pieśni i opowieści ludowe, przytaczając za autorem tego zbioru wymienione tam nazwiska&#13;
informatorów. Cytował też, w obu częściach monografii, liczne fragmenty jego artykułów zamieszczanych w „Gazecie Kieleckiej” i opracowania&#13;
o zwyczajach z „Ogniska Domowego”. Prawdopodobnie część tekstów zamieszczona w podrozdziale „Widma i strachy”4 została również przekazana&#13;
przez księdza Siarkowskiego. Kolberg docenił jego wkład w zawartość monografii, a szczególnie drugiej części, i we wstępie do niej napisał: „Nauka&#13;
zawdzięczać będzie światłemu i zasłużonemu temu mężowi nagromadzenie&#13;
znacznej ilości materiałów dla rozjaśnienia przeszłości obyczajowej ludu&#13;
nader pomocnych”5.&#13;
1 O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 193; pierwodruk: Kraków 1886. W monografii&#13;
Kolberg nie wymienił nazwiska autora opisu, zostało ono ustalone na podstawie zachowanego&#13;
rękopisu.&#13;
2 Tamże, s. 191; nazwisko autora opisu ustalono na podstawie zachowanego rękopisu.&#13;
3 List L. Ziętkiewicza do Kolberga z 3 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 432.&#13;
4 O. Kolberg Kieleckie cz. II (DWOK T. 19), s. 215.&#13;
5 Tamże, s. III–IV.&#13;
&#13;
470&#13;
&#13;
�Jeszcze przed ukazaniem się drugiej części Kieleckiego, w styczniu 1886&#13;
roku, Kolberg skierował list do Józefa Majera, prezesa Akademii Umiejętności, w którym przedstawił sposób finansowania dotąd wydanych tomów&#13;
Ludu (z udziałem wkładu własnego i Akademii) i deklarował przygotowanie kolejnych, przy dalszym wsparciu funduszami tej instytucji. Kolberg&#13;
pisał:&#13;
Pracując w podobny sposób i dalej, byłbym w możności – o ile by posłużyło&#13;
zdrowie, a Akademia mi nadal poparcia swego nie odmówiła – wydać, w ciągu&#13;
lat kilku (6–8) jeszcze około 6 do 8 tomów Ludu – które by obejmowały materiały i opracowania etnograficzne niepublikowane dotąd z kilku nieporuszonych jeszcze prowincji polskich, mianowicie z Podgórza Krakowskiego, z gór,&#13;
z Radomskiego, Kaliskiego, Szląska i Prus Zachodnich i zamknęły wydawnictwo&#13;
mające na celu stopniowe i systematyczne ogłoszenie ludowych właściwości&#13;
ziem polskich na podstawie posiadanych przeze mnie zapisków1.&#13;
&#13;
Z wyliczonych opracowań zdołał jeszcze przygotować do druku Radomskie i Kaliskie, które wraz z niewymienionym w liście Łęczyckiem&#13;
były ostatnimi wydanymi za życia autora monografiami serii opatrzonej&#13;
tytułem Lud. Radomskie ukazało się w latach 1887 i 1888. Podobnie jak&#13;
w przypadku Kieleckiego, zasięg regionu wyznaczony został przez kryterium administracyjne. Obszar, którego dotyczyły XX i XXI seria Ludu, odpowiadał granicom guberni radomskiej wyznaczonym po reformie z 1866&#13;
roku. W opisie kraju Kolberg wyodrębnił cztery podregiony: Opatowskie,&#13;
Opoczyńskie, Radomskie i Sandomierskie, których zasięgi zasadniczo odpowiadały obwodom województwa sandomierskiego z 1827 roku i granicom&#13;
guberni z końca lat sześćdziesiątych XIX wieku. Były to jednocześnie regiony, dla których wcześniej planował osobne opracowania, tak jak miało to&#13;
miejsce w przypadku Sandomierskiego. Ponowne włączenie do monografii&#13;
opisu tego ostatniego obszaru było spowodowane pojawiającą się możliwością uzupełnienia materiałów wydanych w 1865 roku, ale także zamiarem&#13;
potraktowania regionu jako całości.&#13;
Przygotowując publikację, ponownie sięgał do dokumentacji zebranej&#13;
przez siebie kilkadziesiąt lat wcześniej. W 1859 roku odbył najdłuższą podróż w Radomskie, połączoną z wyjazdem w Lubelskie. 2 lipca udał się do&#13;
1 Brulion listu Kolberga do J. Majera ze stycznia 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 311.&#13;
&#13;
471&#13;
&#13;
�Kozienic, gdzie przebywał kilka dni, a następnie do Radomia, Orońska, Bąkowca i Augustowa. W zapiskach Kolberga wspomniana jest też wieś Świerzów (dziś pisownia Świerże) oraz Jedlnia1. Wiadomo, że jedną ze stacji&#13;
badawczych stało się wymienione już wcześniej Orońsko, gdzie mieszkała&#13;
Amalia Pruszakowa, żona Tomasza, niegdyś ucznia Liceum Warszawskiego&#13;
i szwagierka Seweryny Pruszakowej, której warszawski salon gościł Kolberga. Być może stacją był też Bąkowiec, gdzie badacz przebywał dwukrotnie&#13;
przez kilka dni. Podróż po Radomskiem zakończył 29 lipca.&#13;
Wcześniejsze badania Kolberg prowadził kilkakrotnie w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych, a wśród odwiedzanych miejscowości wymienił&#13;
Kozienice, Radom, Gołębiów, Skaryszew, Baszowice i Święty Krzyż (dziś&#13;
część Słupi Nowej) oraz Góry Wysokie i Bilczę, miejscowości, z których&#13;
materiały były włączone wcześniej do Sandomierskiego. Dwie ostatnie&#13;
wsie były też zapewne miejscami jego dłuższego pobytu. W Górach Wysokich mieszkała rodzina Kollatorowiczów2, której nazwisko przewija się&#13;
w korespondencji Kolberga, natomiast Bilcza należała do Jana Kantego&#13;
Gregorowicza, a następnie do jego rodziny – Marii i Cypriana Hennelów.&#13;
Oskar znał doskonale Gregorowicza, literata i publicystę zainteresowanego&#13;
folklorem sandomierskim, i odwoływał się do jego prac opartych na obserwacjach społeczności wiejskiej. Odwiedził też prawdopodobnie Bilczę&#13;
już w latach czterdziestych, kiedy mieszkał tam jeszcze Jan Kanty. Wtedy&#13;
też był między innymi w rodzinnej Przysusze i z tego czasu pochodzi opis&#13;
wesela VI opatrzony datą „1845”, będący praktycznie przedrukiem fragmentu jego artykułu Pieśni ludu weselne zamieszczonego w „Bibliotece&#13;
Warszawskiej” w roku 18473. Kolberg zamieszczając ten opis w Radomskiem, opatrzył go przypisem:&#13;
Opis ten, podany już przez nas do czasop[isma] „Biblioteka Warszawska” w r.&#13;
1847, powtarzamy tu w dokładniejszej przeróbce, tj. uzupełniając go późniejszymi nabytkami i prostując niektóre z ogłoszonych wówczas szczegółów4.&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 23.&#13;
Chodzi prawdopodobnie o dalszą rodzinę Kolbergów; Matylda Gronau, siostra Emilii Gronau, żony Wilhelma Kolberga, wyszła za mąż 21 II 1846 roku za Franciszka Kollatorowicza.&#13;
3 Kolberg odwołał się do części swojego opracowania Pieśni ludu weselne, „Biblioteka&#13;
Warszawska” 1847, T. 2, s. 189–206; przedruk: tegoż Pieśni i melodie ludowe… (DWOK T. 67/I),&#13;
s. 443–474.&#13;
4 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 165; pierwodruk: Kraków 1887.&#13;
2&#13;
&#13;
472&#13;
&#13;
�Jednak w porównaniu do Pieśni ludu weselnych badacz zamieścił&#13;
w monografii mniej pieśni, a zamiast pominiętych tekstów włączył trzy&#13;
zupełnie nowe i zamienił kilka pieśni na ich warianty zanotowane prawdopodobnie w trakcie późniejszych podróży. Na podstawie własnych materiałów Kolberg sporządził też opisy kilku innych wesel (oznaczonych numerami III, VII i XI–XIV) oraz fragmenty okrężnego z okolic Słupi Nowej,&#13;
do którego dysponował również rysunkiem wieńca żniwnego (być może&#13;
własnoręcznym)1. Ze względu na oszczędności zrezygnował z publikacji&#13;
ilustracji i zastąpił ją odsyłaczem do podobnej ryciny w Krakowskiem.&#13;
Dysponował jeszcze kilkoma zapisami opowieści ludowych (które zamieścił w druku) oraz spisami nazwisk włościan i dość fragmentarycznymi&#13;
notatkami dotyczącymi języka i strojów, choć w czasach Kolberga materiałów tych mogło być więcej, wiadomo bowiem, że część rękopisów badacz&#13;
usunął.&#13;
Niezaprzeczalnie jednak podczas wszystkich tych podróży Kolberg koncentrował się jeszcze na folklorze muzycznym i materiały o takim charakterze wypełniają większą część monografii. Ich cennym uzupełnieniem&#13;
okazały się liczne publikacje, przede wszystkim księdza Józefa Gackiego, poświęcone historii regionu i zabytkom sakralnym, ale zawierające&#13;
też wiele informacji o zwyczajach i obrzędach. Mieszkając w Warszawie,&#13;
Oskar dotarł już do kilkunastu prac tego autora, przede wszystkich do&#13;
artykułów zamieszczonych w „Pamiętniku Religijno-Moralnym”. Być może&#13;
po przeprowadzce do Krakowa miał problem z dostępem do publikacji&#13;
wydanych w zaborze rosyjskim, dlatego w marcu 1887 roku, tuż przed&#13;
ukazaniem się pierwszej części Radomskiego, zwrócił się o pomoc do Karoliny Kolberg:&#13;
Powodem głównym mojego listu jest prośba, ażebyś wyszukała i przysłała&#13;
mi, o ile można rychło (najdalej w ciągu listopada), dzieło pod tytułem Benedyktyński klasztor w Sieciechowie przez księdza J. Gackiego (wyszło drukiem&#13;
w Radomiu 1872 roku). Dzieła tego nie ma w tutejszych bibliotekach i znikąd&#13;
go dostać nie mogę2.&#13;
1&#13;
&#13;
Rysunek zachował się w Arch. PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 13, został opublikowany&#13;
w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement do tomów 20 i 21 (DWOK&#13;
T. 77/I), ryc. 2 przed s. 243.&#13;
2 Brulion listu Kolberga do K. Kolberg-Wąsowskiej z 6 III 1887 r., Korespondencja cz. III...&#13;
(DWOK T. 66), s. 422.&#13;
&#13;
473&#13;
&#13;
�Karolina dostarczyła potrzebną pracę, a być może nie tylko tę jedną, bo&#13;
wśród obszernie cytowanych i streszczanych dzieł Gackiego znalazły się&#13;
jeszcze Benedyktyński klasztor Świętego Krzyża na Łysej Górze oraz Jedlnia, w niej kościół i akta obelnego prawa1. Pierwsza z nich była źródłem&#13;
informacji o podaniach i wierzeniach związanych z Łysą Górą. W drugiej&#13;
publikacji łacińskie wypisy dotyczące praw bartnych stanowią tylko część&#13;
pracy. Poprzedza je szczegółowe studium dotyczące między innymi funkcjonowania poszczególnych rzemiosł, ale także związanych z nimi wierzeń&#13;
oraz niektórych zwyczajów i obrzędów (w tym sobótkowych), a nawet ubioru i pożywienia mieszkańców Jedlni i okolicznych wsi.&#13;
Zapewne jeszcze w Warszawie Kolberg dotarł też do prac innego duchownego, Jana Kloczkowskiego, który interesował się przede wszystkim&#13;
folklorem Radomszczyzny. Opis wesela XI zamieszczony w pierwszej części&#13;
monografii został sporządzony na podstawie jego artykułu Opisanie wesela&#13;
wiejskiego we wsi Piastowie. Kolberg wykorzystał większość tekstu księdza&#13;
wraz z przytoczonymi przez niego pieśniami i uzupełnił dwoma własnymi zapisami melodii2. Kloczkowski był też autorem opracowania Ścięcie&#13;
śmierci w kusy wtorek, będącego opisem zabawy ludowej, która odbywała&#13;
się w Jedlińsku w ostatki. Praca Kloczkowskiego stanowi niezwykle ciekawy dokument folkloru małomiasteczkowego, który także był przedmiotem&#13;
zainteresowań autora Ludu. Wśród rękopisów Kolberga zachował się odpis&#13;
z tej publikacji, ale z jakiegoś powodu badacz nie uwzględnił go w druku3.&#13;
Zamieścił natomiast streszczenie Ścięcia śmierci, które zostało następnie&#13;
anonimowo przedrukowane w „Gazecie Radomskiej”4.&#13;
Badacz miał też w regionie współpracowników. Wspomniany już wcześniej Władysław Ciesielski ukrywał się przez pewien czas w Pękosławicach,&#13;
1&#13;
&#13;
J. Gacki Benedyktyński klasztor Świętego Krzyża na Łysej Górze, Warszawa 1873 i tenże&#13;
Jedlnia, w niej kościół i akta obelnego prawa, Radom 1874.&#13;
2 J. Kloczkowski Opisanie wesela wiejskiego we wsi Piastowie, „Przegląd Naukowy”&#13;
R. 2: 1843, nr 26, s. 285–308; opis zamieszczony przez Kolberga, zob. O. Kolberg Radomskie&#13;
cz. I (DWOK T. 20), s. 194–204.&#13;
3 J. Kloczkowski Ścięcie śmierci w Jedlińsku w kusy wtorek, „Kalendarz na rok przestępny&#13;
1868” F. Kowalskiego, Warszawa 1867, s. 140–152; odpis Kolberga, Arch. PTL, teka 16, sygn.&#13;
1210, k. 1–5. Odpis opublikowano w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg, Radomskie. Suplement… (DWOK T. 77/I), s. 4–14.&#13;
4 Zob. O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. 305, tam z odesłaniem do „Gazety Codziennej” 1860, nr 50 , w której znalazła się informacja o kusym wtorku w dziale „Drobiazgi”,&#13;
natomiast anonimowy przedruk zob.: „Gazeta Radomska” 1888, nr 13.&#13;
&#13;
474&#13;
&#13;
�w powiecie opatowskim, skąd pisał: „Już zdolniejsi zapewne lepiej opiszą&#13;
obrządki wesela etc., dlatego nie śmiem narzucać się rozwleklejszym obrobieniem tego zadania. Natomiast szczegóły, które by, przypuszczam, mogły&#13;
być całkiem pominięte, jako mniej uważne, bo mniej uderzające, nadmienię”1. Nadesłane stamtąd materiały to między innymi podanie i opowieści&#13;
wierzeniowe, opublikowane w drugiej części Radomskiego2. Do podania&#13;
Ciesielski dołączył informację: „Miasteczko, o którym tu mowa, nazywa się&#13;
Waśniów, a parobczak, co mi to opowiadał, ma nazwisko Piotr Kańczak,&#13;
a jest w Pękosławicach. Inni to samo powtarzają3”. Przy podaniu Kolberg&#13;
uwzględnił wzmiankę o jego lokalizacji, natomiast jedną z opowieści wierzeniowych opatrzył w druku notą: „od Tarłowa i Ożarowa” 4, inną zaś&#13;
określił jako „powiastkę z okolic Kunowa”5.&#13;
Zachowana korespondencja pozwala wnioskować, że materiały z okolic&#13;
Łukawy przekazała Maria Marczewska, którą badacz poznał w 1884 roku&#13;
w Krakowie. Marczewska mieszkała w Łukawie do 1888 roku i od niej&#13;
prawdopodobnie pochodzą opisy sobótki, lanego poniedziałku, ostatków,&#13;
pożywienia i wnętrza chałupy oznaczonych notami lokalizacyjnymi: Łukawa, Wilczyce, Radoszki, Sobótka i datami: 1883, 1885 i 1886. Niestety&#13;
spośród rękopisów Marczewskiej zachował się jedynie zeszyt zawierający&#13;
opis sobótki oraz pieśni obrzędowe opatrzone notą: „Łukawa, Jankowice,&#13;
Wilczyce, Dwikozy”6. Ale osób, które gromadziły materiały w Radomskiem&#13;
było więcej. Od nieznanego dziś z nazwiska współpracownika Kolberg&#13;
otrzymał opis wesela VIII, od innego – zbiór pieśni z Brudzewic, a wprawny rysownik amator wykonał szkice postaci w stroju z Opoczyńskiego7.&#13;
Z publikacji pieśni drukowanych przez innych zbieraczy badacz zrezygnował, gdyż posiadał własny pokaźny zbiór, w dodatku z zapisami nutowymi,&#13;
1&#13;
&#13;
List W. Ciesielskiego do Kolberga z 26 II 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 106.&#13;
2 O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), s. 142, s. 149–150 i 161–162; pierwodruk:&#13;
Kraków 1888.&#13;
3 Rkp. W. Ciesielskiego, Archiwum PTL, teka 16, sygn. 1213, k. 3.&#13;
4 O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), s. 149.&#13;
5 Tamże, s. 162.&#13;
6 Rkp. M. Marczewskiej, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1162, k. 290–299.&#13;
7 Pieśni z Brudzewic (rkp. nieznanego autora, Arch. PTL, teka 8, sygn. 1163, k. 224–227)&#13;
i ryciny strojów (rys. nieznanego autora, arch. PTL, teka 47, sygn. 1354, k. 79, 80 i 83) zostały&#13;
opublikowane w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement… (DWOK&#13;
T. 77/I), s. 375–389 i ryc. po s. 242.&#13;
&#13;
475&#13;
&#13;
�a wygląd ubioru coraz częściej w tomach Kolberga oddawały jedynie opisy,&#13;
ilustracje były bowiem bardzo kosztowne.&#13;
Autorowi Ludu ciągle brakowało dostatecznych środków finansowych,&#13;
ale też czasu, a droga do zakończenia edycji była jeszcze bardzo długa.&#13;
Mimo że równolegle pracował nad monografiami Mazowsza i Pokucia,&#13;
wydawanymi z podtytułem Obrazy etnograficzne1, to tylko dla terenów&#13;
Królestwa Polskiego, poza planowanym Kaliskiem, nadal niewypełniony&#13;
pozostawał niewielki obszar funkcjonujący do 1793 roku jako województwo łęczyckie. Na jego regionalną odrębność wskazywał Adam Zakrzewski, autor klasyfikacji etnograficzno-regionalnej z 1888 roku, który Kujawiaków i Łęczycan określił jako „grupę przejściową między wielkopolską&#13;
a mazowiecką”2, a Kolberg blisko dwadzieścia lat wcześniej planował dla&#13;
tych terenów jednotomową monografię zatytułowaną Ziemia Gostyńska&#13;
i Łęczycka, przewidzianą jako seria XXIX Ludu3. Opisał ją wówczas jako&#13;
materiały, które w krótkim czasie mogłyby zostać przygotowane do druku.&#13;
Jednak dopiero w roku 1890 udało mu się je wydać w jednym woluminie&#13;
zatytułowanym Łęczyckie.&#13;
Badania na tych terenach prowadził wiele lat wcześniej. W 1860 roku&#13;
gościł w Mazewie u Kazimierza Maciejowskiego, syna wspomnianego już&#13;
tutaj Wacława, historyka prawa i słowianoznawcy, znanego Kolbergowi&#13;
z Warszawy. Na początku tego roku w „Bibliotece Warszawskiej” ukazał&#13;
się artykuł Wacława Maciejowskiego Legendy i pieśni ludu polskiego4 zawierający teksty pieśni religijnych spisane przez Mateusza Gralewskiego,&#13;
przyszłego działacza niepodległościowego i etnografa. Niewykluczone, że&#13;
do wizyty w Mazewie skłoniło Oskara zdanie kończące artykuł: „[…] pieśni,&#13;
które do druku podaję, będąc wiernym ludu wyrazem, mają archaizmy, które przypiskami starałem się objaśnić. Nie dostaje im nuty, która sądząc po&#13;
ich wątku musi być stara i bardzo oryginalna. Warto, ażeby kto z lubowników muzyki ludowej przejechał się na miejsce i o nią wymienionych wyżej&#13;
śpiewaczek popytał”5. Możliwe, że Mazew był też jego stacją badawczą już&#13;
1&#13;
&#13;
Monografie opatrzone takim podtytułem zostaną omówione w następnym rozdziale.&#13;
A. Zakrzewski Nasz obszar etnograficzny, Wisła 1888, T. 2, s. 186.&#13;
3 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 303.&#13;
4 W.A. Maciejowski Legendy i pieśni ludu polskiego nowo odkryte, „Biblioteka Warszawska” 1860 T. 2, s. 434–447.&#13;
5 Tamże, s. 437.&#13;
2&#13;
&#13;
476&#13;
&#13;
�wcześniej, gdyż na zachowanym rękopisie terenowym z zapisami melodii&#13;
widnieje ołówkowa nota Kolberga: „Mazew 1853”1, sporządzona być może&#13;
na bieżąco, a tym samym bardziej wiarygodna niż informacja o podróży&#13;
w 1864 roku zamieszczona po latach w Łęczyckiem i powtórzona tam trzykrotnie. Dwukrotnie wymienił ją we wstępie, w którym omówił melodie&#13;
do tekstów z artykułu Maciejowskiego: „Melodie, o których tu mowa zdobyliśmy na miejscu w r. 1864 i dołączamy je obok tekstu”2 oraz przy opisie&#13;
wesela II „od Łęczycy (Mazew, Rzętków)”, a po raz trzeci, omawiając tańce&#13;
łęczyckie. Bardziej prawdopodobne, że jeśli wrócił jeszcze do Mazewa, to&#13;
w 1865 roku, kiedy prowadził badania na sąsiednich Kujawach. Zebrane w tym czasie materiały z Łęczyckiego, poza krótkimi opisami wesela&#13;
I i II, ograniczały się wyłącznie do folkloru muzycznego. Nadzwyczaj ubogo&#13;
prezentuje się w tej monografii rozdział „Lud”, który został zredagowany&#13;
głównie na podstawie fragmentów kilku publikacji. Jedynie zamieszczone&#13;
tam liczne wyzwiska zostały prawdopodobnie zarejestrowane w terenie,&#13;
być może przez samego Kolberga. Nie jest też znane pochodzenie tekstów&#13;
zamieszczonych w podrozdziałach „Ostatki. Popielec” i „Wielki Tydzień”.&#13;
Nie można wykluczyć, że sporządził je Oskar, ale bardziej prawdopodobne,&#13;
że ich autorem była ta sama osoba, która przekazała badaczowi krótki opis&#13;
„Gaika”, zachowany do dziś w rękopisach, a ten opatrzył go notą lokalizacyjną: „od Łęczycy (Mazew)”3.&#13;
W archiwum zachowały się też ryciny nieznanego autora przedstawiające postacie mężczyzn i kobiet w strojach regionalnych z okolic Łęczycy&#13;
i Kłodawy oraz z Mazewa. Trzy z nich wykonano ołówkiem i zabarwiono&#13;
akwarelą, a na dwóch czarno-białych Kolberg zamieścił notatki o kolorach&#13;
poszczególnych części garderoby. Zrezygnował jednak z ich publikacji4, tak&#13;
jak we wszystkich ostatnich tomach Ludu, ze względu na wysokie koszty&#13;
druku rycin, które zresztą wymagały poprawek dobrego rysownika.&#13;
We wstępie Kolberg pisał o archaicznym charakterze regionu pokrytego&#13;
borami i zachowanych w nim tradycjach:&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 42, sygn. 1350, k. 185.&#13;
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. V; pierwodruk: Kraków 1889.&#13;
3 Rkp. nieznanego autora, Arch. PTL, teka 7, sygn. 1156, k. 16.&#13;
4 Ryc. nieznanego autora, Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 74–76 i 78 oraz tamże, sygn.&#13;
1353/II, k. 7; zostały one opublikowane w tomie suplementowym, zob. O. Kolberg Łęczyckie.&#13;
Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), ryc. 1–5.&#13;
2&#13;
&#13;
477&#13;
&#13;
�We wszystkich tych borach i puszczach przesiadywał i dokazywał po swojemu&#13;
duch ich opiekuńczy, głośny u ludu Boruta. Duch ten potężny, aczkolwiek przy&#13;
rozroście chrystianizmu przedzierzgnięty zrazu w przemożnego, czynnego po&#13;
borach i górach diabła […] miał wszakże tutaj w Łęczyckiem, jak się zdaje, swe&#13;
rodzinne gniazdo,&#13;
&#13;
a kilka wierszy dalej dodawał:&#13;
Nie dziw przeto, że w ziemi tak niegdyś lesistej, bagnistej, a tak płodnej w tradycje, zachowały się dłużej niż gdziekolwiek – mimo wczesnego zaszczepiania&#13;
tu chrześcijaństwa – wspomnienia wielu z pogańskich czasów1.&#13;
&#13;
Warto zwrócić uwagę, że ta wypowiedź nawiązuje do istotnego dla kultury ludowej procesu zastępowania dawnych tradycji pogańskich świętami&#13;
katolickimi, o czym w przełomowej dla swoich czasów pracy O Sławiańczyźnie przed chrześcijaństwem pisał Zorian Dołęga Chodakowski. Obiecująca zapowiedź Kolberga we wstępie sugeruje, że w monografii znajdziemy liczne informacje o wierzeniach, opowieści oraz podania związane&#13;
z postacią Boruty i jego przeobrażenia – diabła. Jednak w publikacji brak&#13;
jakichkolwiek materiałów pochodzących bezpośrednio z terenu, choćby&#13;
fragmentu bajki, wierzenia czy przysłowia. Jedynie w „Przypisach” Kolberg zamieścił obszerne cytaty z artykułów Kazimierza W. Wójcickiego&#13;
i Wacława Szymanowskiego2, natomiast kilkadziesiąt stron tej niewielkiej&#13;
monografii poświęcił tańcom kujawskim, których studiowanie pozostało&#13;
jego pasją.&#13;
Uznając w 1869 roku materiały z Łęczyckiego i Gostynińskiego za prawie gotowe do druku badacz miał na myśli własną dokumentację folkloru&#13;
muzycznego, ale liczył też zapewne na pomoc współpracownika, prawdopodobnie tego samego, który sporządził opis gaika. Mógł sądzić, że u Maciejowskich zachowały się jakieś notatki Mateusza Gralewskiego, który jest&#13;
domniemanym autorem tego rękopisu zawierającego także kilka pieśni&#13;
z Mazewa3. Nie uzyskawszy już dodatkowych informacji i nie dysponując&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. III i IV.&#13;
K.Wł. [K.W. Wójcicki] Boruta, „Tygodnik Ilustrowany” 1862, T. 5, nr 120 i 130 oraz&#13;
[W. Szymanowski] Kronika tygodniowa, „Tygodnik Ilustrowany” 1863, T. 7, nr 173.&#13;
3 Domniemane autorstwo M. Gralewskiego ustalono na podstawie charakterystycznej notatki, tożsamej z notą zamieszczoną przy pieśniach opublikowanych przez W. Maciejowskiego.&#13;
2&#13;
&#13;
478&#13;
&#13;
�żadną obszerniejszą literaturą dotyczącą regionu, zdecydował się na uzupełnienie tomu tańcami z Kujaw.&#13;
Monografia doczekała się dwóch recenzji, które ukazały się już po śmierci Kolberga i były raczej hołdem złożonym badaczowi przez środowisko&#13;
naukowe. Ich autorami byli wybitni przedstawiciele świata nauki, członkowie Akademii Umiejętności, Jan Karłowicz i Hieronim Łopaciński. Pierwszy z nich, językoznawca, muzykolog, folklorysta, opublikował swój tekst&#13;
w 1891 roku w „Kwartalniku Historycznym”1. Autor krytycznie ocenił brak&#13;
bajek, zabobonów i przysłów, ale uznał ogromną wartość muzycznych zbiorów Kolberga, co wyróżniało go w gronie badaczy folkloru.&#13;
Recenzja Łopacińskiego Oskar Kolberg i ostatnia jego praca z 1890 roku,&#13;
podpisana pseudonimem Rafał Lubicz2, zawiera wspomnienie o cenionym&#13;
wówczas etnografie i jego dziele, a dopiero druga część dotyczy bezpośrednio Łęczyckiego. Publikacja Kolberga została oceniona pozytywnie,&#13;
choć z zastrzeżeniem, że zawiera ona „połowę tego, co umieścił w opisach&#13;
innych prowincyi: nie dotknął, mianowicie, wierzeń, przesądów ludu, nie&#13;
podał, oprócz pieśni, innych rodzajów twórczości ludowej”3. Łopaciński&#13;
zwrócił też uwagę na zasięg terytorialny regionu, który, jako dawne województwo łęczyckie, pokrywa się częściowo z Mazowszem. Mowa tu o Gostynińskiem, z którego materiały zostały częściowo włączone do monografii, jednak w przeciwieństwie do pierwotnych planów Kolberg pominął&#13;
w tytule nazwę tego obszaru, być może dlatego, że opisał go też wcześniej&#13;
w Mazowszu. W Łęczyckiem zamieścił też wiele pieśni z okolic Gostynina,&#13;
Sierakówka, Gąbina, a więc z miejscowości przynależnych według niego do&#13;
regionu mazowieckiego. Niektóre utwory opatrzone zostały notami lokalizacyjnymi wskazującymi na ich występowanie w obu regionach, na przykład&#13;
„od Kutna, Gostynina (Sierakówek)”.&#13;
Taka sytuacja powtarzała się Ludzie częściej, a za przykład służyć może&#13;
też Krakowskie i Kieleckie, Lubelskie i Chełmskie, W. Ks. Poznańskie&#13;
i Kujawy. Tylko granice regionów wyznaczone przez opis kraju były na&#13;
1 J. Karłowicz Kolberg Oskar: Lud, jego zwyczaje itd. Serya XXII: Łęczyckie, „Kwartalnik&#13;
Historyczny” 1891, T. V, s. 628–633; przedruk: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement… (DWOK T.&#13;
78), s. 450–454.&#13;
2 R. Lubicz [H. Łopaciński] Oskar Kolberg i ostatnia jego praca, „Ateneum” R. 15: 1890, T. III,&#13;
s. 57–74. Fragment dotyczący bezpośrednio Łęczyckiego został przedrukowany w: O. Kolberg&#13;
Łęczyckie. Suplement… (DWOK T. 78), s. 443–449.&#13;
3 Tamże, s. 73.&#13;
&#13;
479&#13;
&#13;
�ogół czytelne i często odpowiadały podziałom administracyjnym, ale analiza materiałów zamieszczonych w monografiach wskazuje, że w rzeczywistości mają one raczej charakter umowny. Stwierdzenie Kolberga dotyczące oznaczenia przez niego na mapie granic między mową wielkopolską,&#13;
mazurską i małopolską, mówiące, że „granice te oznaczyć się tylko dadzą&#13;
w przybliżeniu”1, odnieść można do wielu opisywanych przez niego zjawisk&#13;
kulturowych. Tę swoją wypowiedź badacz uzupełnił stwierdzeniem: „Podróże dopiero szczegółowe mogą wątpliwość w tym względzie usunąć”2,&#13;
co również uznać można za równoważne z opinią, że dopiero dokładne&#13;
badania etnograficzne wskażą granice regionów.&#13;
Tymczasem kolejna monografia, zgodnie z zapowiedzią badacza we&#13;
wstępie, opisywać miała „właściwości etnograficzne byłej guberni kaliskiej&#13;
z roku 1830” 3, która według jego słów „wybitniej jeszcze niż inne części&#13;
dawnej Wielkopolski jak np. Poznańskie i Gnieźnieńskie zachowała dotąd&#13;
cechy, zwyczaje itp. ludu wielkopolskiego”4. Wskazując na przynależność&#13;
tego terenu do Wielkopolski, Kolberg odwoływał się do podziałów przedrozbiorowych i dawniejszych: „Wielkopolska – czytamy dalej – składała się&#13;
z województw: Poznańskiego z ziemią wschowską, Kaliskiego, Gnieźnieńskiego, Sieradzkiego z ziemią wieluńską i Łęczyckiego”5. Gubernia powstała&#13;
faktycznie dopiero w 1837 roku, a do tego czasu istniało województwo&#13;
kaliskie, składające się pięciu obwodów: kaliskiego, konińskiego, sieradzkiego, piotrkowskiego oraz wieluńskiego; takie też podregiony znalazły się&#13;
w opisie kraju Kolberga. Wyznaczony granicami administracyjnymi obszar&#13;
objął ostatecznie część Wielkopolski, Małopolski i Śląska.&#13;
Autor, kiedy jeszcze mieszkał w Warszawie, zakładał wydrukowanie&#13;
dwóch monografii, Kaliskie i Sieradzkie oraz Ziemia Wieluńska i Piotrkowska6, co było zgodne z jego pierwotną koncepcją wydawania źródeł&#13;
„prowincjami”, które z kolei złożą się na obraz całego kraju. Dysponował wówczas własnymi materiałami dotyczącymi folkloru, gdyż podróże&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 392.&#13;
Tamże.&#13;
3 O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. III; pierwodruk: Kraków 1890.&#13;
4 Tamże.&#13;
5 Tamże, s. 1; zamieszczony przez Kolberga tekst jest kompilacją różnych źródeł, por. m.in.&#13;
J. Moraczewski Dzieje Rzeczypospolitej Polskiej, Poznań 1864, s. 1.&#13;
6 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 303.&#13;
2&#13;
&#13;
480&#13;
&#13;
�badawcze po Kaliskiem odbywał w latach czterdziestych i sześćdziesiątych.&#13;
Ze względu na rozbieżne informacje w dokumentach, dokładne ich daty&#13;
są trudne do ustalenia. We wstępie do Kaliskiego Kolberg pisał: „Wszakże&#13;
krótki i dorywczy, acz kilkakrotny nasz w Kaliskiem pobyt (w latach 1843&#13;
i 1863 głównie we wsiach Rusocice, Zbiersk, Cielce, Rudlice, Łyskornie&#13;
i Krasice) nie dozwoliły nam pochwycić ani uzupełnić bogactwa całego&#13;
tego materiału […]”1. Z kolei w wykazie swoich podróży odnotował pierwszy&#13;
wyjazd pod rokiem 1845, a kolejny pod 18602. Tę ostatnią wyprawę, odbytą&#13;
w kwietniu, wymienił też wśród notatek o wydatkach3.&#13;
Po ponad ćwierćwieczu przeznaczoną dla tego regionu tekę oznaczoną&#13;
numerem 8 Kolberg opisał jako „Kaliskie (Kalisz, Konin, Sieradz, Piotrków, Wieluń, Częstochowa). Wyciągi z akt, odpisy. Pieśni, tańce, bajki,&#13;
zwyczaje, przesądy, varia. Monografia w połowie dokończona”4. Być może&#13;
miał już wówczas gotową pierwszą część Kaliskiego, co potwierdzałby też&#13;
wspomniany list do Józefa Majera, w którym wyliczał je jako jedno z sześciu planowanych na najbliższe lata opracowań.&#13;
Tom oznaczony jako seria XXIII kończy się na „Obrzędach”. Poza niezbyt obszernymi wzmiankami o narodzinach i pogrzebie Kolberg zamieścił&#13;
w nim dwanaście opisów wesel, z czego kilka, przynajmniej w znacznej&#13;
części, pochodzi z jego własnych badań (wesele I–V i VII). Uwagę zwraca&#13;
wyjątkowo rozbudowany rozdział poświęcony „Zwyczajom”. Otwiera go&#13;
opis Bożego Narodzenia sporządzony między innymi na podstawie dwóch&#13;
listów pochodzących z początku XIX wieku, które znajdowały się w zbiorach wspomnianego już Andrzeja Kucharskiego. Rozdział ten zawiera już&#13;
nie tylko opisywane zwykle w Ludzie uroczystości (Trzech Króli, Popielec,&#13;
Zapusty, Wielkanoc, Boże Ciało itd.), ale też wymienia patronów poszczególnych dni (św. Wojciech, św. Marek) i związane z tymi dniami wierzenia&#13;
czy przysłowia. Obszerne miejsce zajmują tu pieśni kościelne, w większości zaczerpnięte ze zbiorów księdza Michała Mioduszewskiego, z których&#13;
Kolberg wykonywał odpisy5. Pieśni religijne zostały zamieszczone również&#13;
w „Przypisach” w części dotyczącej pielgrzymstwa. Uważa się, że szczególne&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. III.&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.&#13;
3 Rkp. O. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, k. 3.&#13;
4 Rkp. Kolberga BN PAU i PAN, sygn. 2183 (dawniej 2184), k. 71.&#13;
5 Kolberg zamieścił w monografii około 80 zapisów pieśni kościelnych, pochodzących przeważnie ze zbiorów ks. M.M. Mioduszewskiego Śpiewnik kościelny, Kraków 1838 i Pastorałki&#13;
2&#13;
&#13;
481&#13;
&#13;
�zainteresowanie Kolberga folklorem pielgrzymkowym mogło mieć związek&#13;
z jego zamiarem skomponowania opery Pielgrzymka do Częstochowy1.&#13;
Rozdział „Lud” został przygotowany na podstawie wypisów z literatury.&#13;
Jedno z podstawowych źródeł stanowiło opracowanie Józefa Szaniawskiego&#13;
O dawnem województwie sieradzkiem z 1851 roku2, oparte o jeszcze wcześniejsze dokumenty zgromadzone przez archiwistę Antoniego Pstrokońskiego.&#13;
Z artykułu Szaniawskiego Kolberg zaczerpnął przede wszystkim fragmenty&#13;
dotyczące cech fizycznych ludności, stosunków z Niemcami, stroju, w tym&#13;
również ubioru ludności żydowskiej, pożywienia, wyglądu domostw, używanych sprzętów, ale też niektóre opisy zwyczajów i obrzędów. Odwoływał się&#13;
także do nowszych opracowań, między innymi autorstwa Ignacji Piątkowskiej i Józefa Grajnerta. Piątkowska swoje artykuły publikowała w „Wiśle”&#13;
i „Kaliszaninie”3, ale ta zasłużona skądinąd regionalistka, badaczka terenowa,&#13;
poza własnymi obserwacjami wielokrotnie powtarzała też informacje za Szaniawskim. Grajnert natomiast opracował materiały etnograficzne z okolic&#13;
Wielunia i Radomska, które po redakcji Kolberga, kierującego już od kilku&#13;
lat Sekcją Etnologiczną, zostały opublikowane w 1880 roku w periodyku&#13;
Akademii Umiejętności4, a dziesięć lat później posłużyły do uzupełnienia&#13;
Kaliskiego. Monografia zawiera też barwną litografię od Skulska i Ślesina,&#13;
wykonaną najprawdopodobniej na podstawie akwareli Wojciecha Gersona,&#13;
ale na stronie tytułowej brak wzmianki o autorze ilustracji.&#13;
Po śmierci Kolberga Izydor Kopernicki opisał tekę 8. jako „Materiały&#13;
o ile możności uporządkowane i przysposobione do druku”, a następnie&#13;
wymienił kolejne działy, w których miały się one znajdować: „Czary, przesądy, leki, wróżby, przepowiednie”, „Opowieści, przysłowia, gry i zabawy”,&#13;
i kolędy, Kraków 1843 (każdy z tych zbiorów miał jeszcze Dodatki wydane w późniejszych&#13;
latach).&#13;
1 E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska „Kaliskie” Oskara Kolberga oraz „Kaliskie&#13;
i Sieradzkie”, w: O. Kolberg Kaliskie. Suplement do T. 23 (DWOK T. 79), s. XVII–XVIII; zob.&#13;
też tamże, przyp. 1 na s. XVIII.&#13;
2 J. Szaniawski O dawnem województwie sieradzkiem, „Biblioteka Warszawska” 1851,&#13;
T. 3, s. 170–179 i 356–372, T. 4, s. 177–187, 367–372 i 564–569. Kontynuacja tego artykułu ukazywała się jeszcze w kilkudziesięciu numerach „Kaliszanina” z 1882.&#13;
3 I. Piątkowska Z życia ludu wiejskiego z ziemi sieradzkiej, „Wisła” T. 3: 1889, s. 479–530&#13;
(artykuł ten jest przedrukiem z „Kaliszanina” z 1887 roku); tejże Pogadanka. O baśniach, zwyczajach i obrzędach ludowych, przechowanych z czasów pogańszczyzny w ziemi sieradzkiej, „Kaliszanin” 1886 nr 37 i 39.&#13;
4 J. Grajnert Zapiski etnograficzne z okolic Wielunia i Radomska, „Zbiór Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej”, T. IV: 1880, s. 185–261.&#13;
&#13;
482&#13;
&#13;
�„Pieśni” i „Tańce”1. Wśród nich były między innymi odpisy z rozprawy&#13;
Szaniawskiego i innych publikacji, rękopisy z kolejnych materiałów po Kucharskim oraz własne notatki Kolberga i jego zapisy melodii, także spoza&#13;
regionu. Materiały te wraz z zapisami rozproszonymi w innych tekach, ułożone zgodnie z obowiązującym w monografiach układem, zostały wydane&#13;
w XX wieku jako Kaliskie i Sieradzkie2. Wydawcy Dzieł wszystkich sugerowali się być może pierwotnie planowanym tytułem, ale pominęli w ten&#13;
sposób inne podregiony wymienione przez Kolberga.&#13;
Obrazy etnograficzne&#13;
Na kartach trzech monografii wydanych za życia Kolberga, to jest w Pokuciu, Mazowszu i w Chełmskiem, zamiast tradycyjnie już umieszczonego&#13;
nad nazwą regionu nadtytułu Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa,&#13;
podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce&#13;
widnieje podtytuł Obraz etnograficzny. Obrazy etnograficzne nie różniły&#13;
się koncepcją od Ludu, natomiast zmiana na karcie tytułowej wynikała ze&#13;
sposobu finansowania. Dwie pierwsze części Pokucia Kolberg wydał ze&#13;
środków uzyskanych z koncertu, który zorganizowany został przez warszawskie środowisko artystyczne na rzecz jego wydawnictwa. Opatrzenie&#13;
ich formułą Lud wiązałoby się, zgodnie z wcześniejszą umową, z oddaniem&#13;
Akademii określonej liczby egzemplarzy poszczególnych woluminów, czyli&#13;
ze zmniejszeniem dochodu ze sprzedaży3. Mazowsze z kolei sfinansowane&#13;
zostało ze środków założonej w 1881 roku Kasy im. Józefa Mianowskiego&#13;
działającej w Warszawie na rzecz „osób pracujących na polu naukowym”.&#13;
1&#13;
&#13;
Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich, Arch. MEK, sygn. II/155, nr inw.&#13;
I/191/RKP.&#13;
2 O. Kolberg Kaliskie i Sieradzkie (DWOK T. 46).&#13;
3 Kolberg miał przekazywać Akademii równowartość kwoty otrzymywanej na druk w egzemplarzach liczonych taniej, co wynika z listu J. Majera do Kolberga z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 227: „Kwota wyliczona przez Towarzystwo ma mu być&#13;
zwrócona egzemplarzami dzieła liczonymi po 2/3 ceny handlowej. Według ustawy dzieła wydane z pomocą Tow[arzystwa] członkowie jego otrzymują za połowę ceny, ściśle więc biorąc&#13;
Tow. nigdy zaliczonej kwoty nie otrzyma, choćby i wszystkie egzemplarze przez członków&#13;
rozebrane były, czego wszelako zaledwie w połowie spodziewać się można. Chętnie jednak&#13;
poniesie i stratę dla podtrzymania dzieła, którego znaczenie uznaje, żałuje nawet, że środki jego&#13;
nie pozwalają na większą ofiarę”.&#13;
&#13;
483&#13;
&#13;
�Wbrew numeracji nadanej w ramach edycji Dzieł wszystkich wcześniej&#13;
zaczęło ukazywać się Pokucie (tomy 29–32 tej edycji), a dopiero po nim&#13;
Mazowsze (tomy 24–28). Sam Kolberg numery serii od I do XXIII nadał&#13;
tylko tomom Ludu.&#13;
Na Pokuciu Kolberg przebywał kilkakrotnie w latach 1876–1880, przy&#13;
czym kluczowa dla pozyskania materiałów do monografii była ostatnia, kilkumiesięczna wyprawa w 1880 roku związana z organizacją i przebiegiem&#13;
Wystawy Etnograficznej w Kołomyi, nad którą sprawował opiekę naukową.&#13;
Zakres tematyczny wystawy określała Instrukcja do badania właściwości&#13;
ludowych1, zgodnie z którą badacze mieli podjąć takie problemy jak opis&#13;
cech fizycznych i charakteru ludności, samoświadomość ich pochodzenia,&#13;
użyte dla samookreślenia nazwy własne, terytorium zamieszkiwania, gwara&#13;
(zamieszczono wskazówki odnośnie do sposobu jej zapisu), poezja, muzyka&#13;
i taniec, przysłowia oraz inne teksty folkloru, obrzędy i uroczystości. Przedmiotem zainteresowania miały być też stroje, mieszkania i ich wyposażenie,&#13;
narzędzia, układ zagród, elementy otoczenia od przydrożnych figur, kapliczek,&#13;
wiatraków i młynów, po kościoły i cerkwie, a ponadto przemysł i rzemiosło. Podjęte zagadnienia były zatem daleko bardziej „etnograficzne” niż wiele&#13;
wcześniej realizowanych programów badań, w których dominował folklor.&#13;
Charakteryzując badania terenowe Kolberga, opisano już część jego podróży na tym terenie oraz kontakty z licznymi informatorami. Wspomniano&#13;
też, jak ważna dla zapoznania się z kulturą materialną była praca Oskara&#13;
przy organizacji wystawy, na co zwrócił uwagę Władysław Przybysławski,&#13;
sugerując opóźnienie wydania monografii regionu na czas po tym wydarzeniu. Przytoczono też fragment listu Kolberga napisanego już po powrocie&#13;
z Pokucia, w grudniu 1880 roku, w którym przyznawał, że plon jego badań&#13;
przekracza efekty dotychczasowych prac na innych terenach, co pozwoli&#13;
mu na opracowanie znacznie dokładniejszej monografii. Jej pierwszą część,&#13;
uzupełnioną o materiały związane z wystawą, opublikował w 1882 roku.&#13;
Wytyczenie granic regionu objętego tytułem Pokucie sprawiało Kolbergowi pewne trudności, gdyż jak pisał, powołując się na Adama H. Kirkora2,&#13;
1 Instrukcja do badania właściwości ludowych, zob. Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 772–776; pierwodruk: druk niedatowany, nakład Komitetu Wystawy w Kołomyi, drukiem H. Zadembskiego; rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 321.&#13;
2 A.H. Kirkor Pokucie pod względem archeologicznym. Badania […] z r. 1874, „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Historyczno-Filozoficznego Akademii Umiejętności”&#13;
T. V: 1876, s. 208–315.&#13;
&#13;
484&#13;
&#13;
�nie odpowiadały one ani kryteriom administracyjnym, ani etnograficznym.&#13;
W rozdziale „Kraj”, w którym po raz pierwszy zabrakło opisu poszczególnych miejscowości, Kolberg korzystał z publikacji, przede wszystkim z pracy Augusta Bielowskiego1, i za tym autorem wskazywał na charakter tego&#13;
obszaru: „Między ziemiami dawnej Polski, Pokucie ma swój odrębny typ,&#13;
jak i osobne swoje nazwanie” 2, a następnie pisał:&#13;
Dawniej rozumiano pod tem mianem (w szereszem biorąc je znaczeniu) całą&#13;
niemal ziemię halicką zadniestrzańską, a w nowszych czasach, ścieśniwszy&#13;
nieco jej granice, cyrkuły: stanisławowski (od gór począwszy aż po Dniestr)&#13;
i kołomyjski. Zaliczając do ludności Pokucia nie tylko ludność równin Nad-Prucia i podgórską Nad-Dniestrza (tj. ludność nizin), ale i górali Hucułów,&#13;
a dawniej i Bojków w Stryjskiem także – miano bardziej na względzie geograficzne ziemi tej położenie jak i jej polityczne stosunki, niż etnograficzne&#13;
mieszkańców właściwości3.&#13;
&#13;
Ale ostatecznie Kolberg skupił się na właściwościach etnograficznych&#13;
i kierując się tym kryterium wyróżnił trzy grupy mieszkańców:&#13;
Ludność tego kraju wiejska była i jest głównie ruską, trzy poniekąd przedstawiającą typy, różne szczególnie pod względem ubrania, mniej wybitnie pod&#13;
względem języka i obyczaju. Południową część zajmują górale Hucuły, północną&#13;
górale haliccy; wschodnią w cyrkule kołomyjskim Rusini pokuccy4.&#13;
&#13;
Dla Huculszczyzny planował osobną monografię w ramach Pokucia.&#13;
Jednak zgromadzenie dużej ilości materiałów dotyczących pozostałych&#13;
mieszkańców spowodowało, że wypełniły one aż cztery woluminy. Znalazły się tam wprawdzie fragmentaryczne informacje o góralach huculskich,&#13;
ale zasadnicze źródła zgromadzone do tomu Pokucie – Hucuły pozostały&#13;
niewydane5.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
A. Bielowski Pokucie, „Czas. Dodatek Miesięczny” R. 2: 1857, s. 653–734.&#13;
O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 3; pierwodruk: Kraków 1882.&#13;
3 Tamże, s. 4.&#13;
4 Tamże, s. 17.&#13;
5 Materiały dotyczące górali tego regionu znajdują się w tece 23 (w Archiwum PTL), która&#13;
w notatkach Kolberga miała tytuł: Pokucie III. Hucuły; wydane zostały w latach 1970 i 1971&#13;
w monografii Ruś Karpacka (DWOK T. 54 i 55).&#13;
2&#13;
&#13;
485&#13;
&#13;
�W obszernym opisie „Ludu” scharakteryzowane zostały cechy fizyczne,&#13;
usposobienie, ubiór, pożywienie, zajęcia gospodarskie, rzemiosło i język.&#13;
Wiele zamieszczonych w tej części monografii materiałów jest bezpośrednio związanych z wystawą. Jak pisała Agata Skrukwa: „Opisy strojów, narzędzi itd. w dużej części odnoszą się do okazów przysłanych na wystawę&#13;
z różnych wsi, w których Kolberg mógł nigdy nie być, ale właśnie dzięki&#13;
wystawie przedmioty te dokładnie poznał”1. Wszystkie materiały dotyczą&#13;
Rusinów jako rdzennej ludności wiejskiej, ale Kolberg wspomniał też o pozostałych mieszkańcach tego wielokulturowego regionu, przede wszystkim&#13;
o Polakach, nazywanych tu Mazurami, oraz o osadnikach niemieckich, Ormianach i Żydach, a także o Cyganach. Zamieścił też zabawną anegdotę&#13;
związaną z różnicami kalendarza świąt poszczególnych narodowości:&#13;
Dlaczego święta ruskie, polskie i żydowskie nie w jednym przypadają czasie? –&#13;
Zapytany o to chłopek (unikając dokładnej odpowiedzi, której zapewne dać nie&#13;
mógł), rzekł żartobliwie: Naprzód święta przypadały jednocześnie, a przyczyna&#13;
opóźnienia jednych od drugich leżała w obuwiu. I tak: Żyd obuł się w pantofle,&#13;
więc prędzej niż inni dwaj pobiegł na modlitwę do szkoły; Mazur wdziewał&#13;
buty, więc poszedł później; Rusin zaś był ostatni, gdyż długo w postoły obuwaje&#13;
sie, taj na swieta zapiznaje sie (Matijowce nad Prutem)2.&#13;
&#13;
Poświęcony świętom rozdział „Zwyczaje” zawiera opis blisko trzydziestu&#13;
uroczystości (ich nazwy Kolberg podał w języku Rusinów) i uwzględnia&#13;
między innymi odbywane przy okazji Wielkanocy zabawy i gry. W „Obrzędach” znalazło się kilka opisów chrzcin i pogrzebów oraz jedenastu wesel,&#13;
w znacznie mniejszym stopniu niż w innych monografiach zdominowanych&#13;
zapisami muzycznymi. Dużą część materiałów Kolberg mógł pozyskać przy&#13;
pomocy udzielających mu gościny – Przybysławskiego w Czortowcu czy&#13;
księdza Sofrona Witwickiego w Żabiu – ale też sam zanotował je podczas&#13;
pobytu w tych miejscowościach oraz w Jasieniowie Polnym, Korniczu,&#13;
Piadykach, Horodence. Miał też sporą grupę bezpośrednich informatorów&#13;
(wspomnianych już przy opisie badań terenowych), co było zapewne związane z organizacją wystawy, która ukazywała wartość kultury mieszkańców&#13;
wsi.&#13;
1 A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg, Pokucie. Suplement do tomów&#13;
29–32 (DWOK T. 81), s. XV–XVI. .&#13;
2 O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 77.&#13;
&#13;
486&#13;
&#13;
�Wiadomo, że badacz korzystał także z rękopisów Bazylego Jurczenki zawierających pieśni i bajki, ale zapewne również z nadesłanego przez niego&#13;
na wystawę opracowania Obrzędy i zwyczaje na Rusi Pokucia. To ostatnie&#13;
nie zachowało się, jednak opis wesela VI i liczne wzmianki o zwyczajach&#13;
w Ispasie pochodzą prawdopodobnie z tego właśnie manuskryptu. O wartości tych prac Kolberg pisał w liście do Przybysławskiego:&#13;
Z materiałów przysłanych najcenniejszym jest dla mnie zawsze Jurczenko, lubo&#13;
skracać często muszę rozwlekłości, mazać powtarzania i poprawiać język, bo&#13;
choć usiłuje on widocznie dobrą wyrażać się polszczyzną, to jednak wpada&#13;
mimowolnie w ruszczyznę, nadaje zwrotom mowy tok ruski itp. Ale obfitość&#13;
i dokładność obserwacyj jest znakomita1.&#13;
&#13;
W monografii pada też nazwisko Iwana Nikitiszyna, który zgromadził&#13;
materiały z okolic Horodenki dotyczące między innymi zwyczajów noworocznych, wielkanocnych (przesłał też spis wzorów pisanek z ich rodzimymi nazwami), wigilii świętego Jana, obrzędów chrztu i pogrzebu. Od niego&#13;
pochodzi też opis wesela III oraz zamieszczone w części trzeciej wiadomości&#13;
o wierzeniach. Podobnie jak w przypadku Jurczenki, rękopis Nikitiszyna&#13;
przekazany na wystawę nie zachował się.&#13;
Po zakończeniu podróży Oskar uzupełniał materiały do Pokucia korespondencyjnie. W listach do Władysława Przybysławskiego dopytywał&#13;
jeszcze o szczegóły dotyczące m.in. zwyczajów, przesądów, gospodarstwa,&#13;
nazw własnych pożywienia, zabaw. Część odpowiedzi naniósł sam podczas&#13;
ich bezpośredniego spotkania w Krakowie. Na niektórych listach widnieją&#13;
więc notatki Kolberga, na innych odpowiedzi sporządzone przez nieznanego autora, prawdopodobnie na prośbę Przybysławskiego. Poniżej niektóre&#13;
z nich:&#13;
[Pytanie Kolberga:] Czy obok naczynia z wodą jordańską wisi przy drzwiach&#13;
w chacie (od strony ogniska?) solniczka (czy solnyczka?)?&#13;
[Odpowiedź:] Nigdy, topka soli stoi na półce, każden sobie sól z tego krysze&#13;
(struga, skrobie).&#13;
&#13;
1 List Kolberga do W. Przybysławskiego z 6 VII 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 524.&#13;
&#13;
487&#13;
&#13;
�[Pytanie Kolberga:] Jak się nazywają części we młynie po rusku? Kosz, pytel,&#13;
kamień, paprzyca itd.&#13;
[Odpowiedź ręką Kolberga:] kisz, pytel, porpłycie (paprzyca), kaniń, wereteno&#13;
(wrzeciono), paniłka (panewka), koło pałeczne, koło wodne – kołeso.&#13;
[Pytanie Kolberga:] Na żołądek dają proszek z kory bzu. Zeskrobuje się drugą&#13;
korę, czy błonę spodnią bzu […]. Jak się ta błona nazywa po rusku?&#13;
[Odpowiedź:] Plivka bzowa.&#13;
[Pytanie Kolberga:] Czermak mówi o jakiejś chorobie nabij i powiada, że gdy&#13;
noga się jątrzy i idzie ropa to wtedy prikładajut husiczok abo grisinoho kwasu&#13;
(huszci z żytnoho grisu)?&#13;
[Odpowiedź:] Nagniecenie, często na pięcie, wydające ropę, niebezpieczne, przykładają łajno gęsie albo kwas z grysu, czyli z otrąb, najczęściej z żytnich otrąb1.&#13;
&#13;
Wszystkie te informacje zostały wykorzystane w monografii, co w połączeniu z wielokrotnymi badaniami w terenie i z doświadczeniem zdobytym&#13;
podczas gromadzenia eksponatów wystawowych zaowocowało publikacją&#13;
o ogromnych walorach dokumentacyjnych. Jej trzy pierwsze części doczekały się recenzji, ale tylko w zakresie folkloru. Ich autorami byli poeta&#13;
Iwan Franko i adwokat Cesław Neymann. Franko recenzował trzecią część&#13;
zawierającą tańce i wierzenia2, ale skupił się wyłącznie na tych pierwszych oraz na pewnych niekonsekwencjach w transliteracji, które Kolberg&#13;
wyjaśniał we wstępie do ostatniego tomu. Natomiast Neymann, przybrany&#13;
członek Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności, prowadził z Kolbergiem korespondencję na temat Pokucia, a swoją recenzję opublikował&#13;
w Kijowie w 1884 roku3. Zawiera ona między innymi dość szczegółowy&#13;
i nieco wyidealizowany opis pracy terenowej Kolberga. Jedyny poważniejszy zarzut recenzenta dotyczył uwag o języku, które uważał za zbyt lakoniczne (bo mieszczące się na czterech stronach monografii) oraz niekiedy&#13;
1 Przykładowe pytania skierowane do W. Przybysławskiego podano za: O. Kolberg Pokucie.&#13;
&#13;
Suplement..., (DWOK T. 81), s. 248–249, 253.&#13;
2 Zob. I. Franko Pokucie. Obraz etnograficzny. Skreślił Oskar Kolberg. Tom III Kraków&#13;
1888, stron 240, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 286–288.&#13;
3 C. Neymann O. Kolberg Pokucie. Obraz etnograficzny T. I Kraków 1882 i T. II Kraków&#13;
1883, „Kiewskaja Starina” 1884, T. VIII, s. 482–487 i T. IX, s. 126–130; recenzję w tłumaczeniu E. Piasny-Kudyńskiej zamieszczono w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81),&#13;
s. 275–285. Wspomnianą korespondencję Cesława Neymanna z Kolbergiem przedrukowano&#13;
także w T. 81 DWOK, s. 265–275.&#13;
&#13;
488&#13;
&#13;
�błędne. Odnosząc się do opisu zwyczajów sugerował, że więcej miejsca&#13;
powinno się poświęcić sobótkom, ale uwagę tę sprowokował być może sam&#13;
Kolberg, zamieszczając przy końcu przypis o treści:&#13;
Obrzęd Kupały, tak głośny w niektórych jeszcze okolicach Rusi (np. na Ukrainie),&#13;
poszedł już w innych w mniejsze lub większe zapomnienie. Na Pokuciu, gdzie&#13;
zresztą nazwa Kupały między ludem wcale nie jest znaną nie zdołaliśmy nic&#13;
więcej wykryć nad to, co tu o zwyczajach świętojańskich przytaczamy. Prawda, że zakres naszych badań nie sięgał daleko, bo tylko do kilku ograniczał się&#13;
miejscowości1.&#13;
&#13;
Poza tymi zastrzeżeniami recenzja ma charakter bardzo pozytywny. Jej&#13;
autor podnosi ogromną wartość materiałów dotyczących obrzędowości&#13;
oraz zamieszczonych w drugiej części pieśni i ich klasyfikacji. Zainteresowania Neymanna zgodne były jeszcze z postrzeganiem kultury ludowej&#13;
przede wszystkim jako folkloru, pominął więc zupełnie w swoim tekście&#13;
niezwykle cenne wiadomości na temat jej materialnych aspektów.&#13;
Wydanie Pokucia, a w przyszłości innych monografii terenów wschodnich, miało niebagatelne znaczenie wobec panslawistycznej postawy prezentowanej w publikacjach uczonych rosyjskich. Świadomy tej sytuacji&#13;
Kolberg pisał w cytowanym już liście do Józefa Majera:&#13;
A wszakże wiek mój podeszły oraz przykład, jaki dają literaturze naszej rosyjskie, coraz gęściej (za podnietą zakładów naukowych) ukazujące się publikacje&#13;
etnologiczne, biorące za przedmiot swych badań zachodnie cesarstwa gubernie,&#13;
naglą – jak mniemam – i nas także do pośpiechu w pracy i do szybszego na polu&#13;
wydawniczym działania2.&#13;
&#13;
W tym czasie badacz pracował jeszcze nad kilkoma monografiami terenów Królestwa Polskiego, w tym nad Mazowszem wydawanym ze środków Kasy im. Józefa Mianowskiego. Kasa powstała w Warszawie w 1881&#13;
roku i miała na celu udzielanie wsparcia finansowego na badania naukowe.&#13;
Fundusze pozyskiwała ze składek członków oraz z datków społeczeństwa.&#13;
Prawdopodobnie dzięki wstawiennictwu historyka literatury Piotra Chmielowskiego oraz Izydora Kopernickiego Komitet Kasy w grudniu 1883 roku&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 353.&#13;
Brulion listu Kolberga do J. Majera z 1 I 1886, Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 311.&#13;
&#13;
489&#13;
&#13;
�przekazał Kolbergowi decyzję o przyznaniu mu zapomogi w wysokości 370&#13;
rubli srebrnych na kolejny tom1, pod warunkiem, że będzie on dotyczył&#13;
Mazowsza.&#13;
Kolberg przystał na propozycję, tym bardziej że monografia części regionu, dotycząca okolic Warszawy, była zaplanowana do wydania w oficynie&#13;
Jana Żupańskiego w Poznaniu już w 1867 roku jako seria V Ludu2. Jednak&#13;
całe „Kolbergowskie” Mazowsze to obszar obejmujący spore terytorium&#13;
i podobnie jak Wielkopolska wymagający opisu w większej liczbie woluminów, co autor w liście do potencjalnego sponsora wyjaśniał:&#13;
Życzenie Komitetu zajęcia się Mazowszem odpowiada najzupełniej i mojej także&#13;
myśli. Tu jednakże widzę się spowodowanym zrobić uwagę, że materiał do Mazowsza mieści się u mnie w czterech tekach, z których każda posiada żywiołu&#13;
na dwa przynajmniej tomy. Jedna z tych tek obejmuje Mazowsze polne, które&#13;
bym nazwał warszawskim (po lewym brzegu Wisły), druga Mazowsze leśne,&#13;
czyli podlaskie (po prawym brzegu Wisły, a lewym Bugu), trzecia Mazowsze&#13;
Stare (Płock, Pułtusk, Kurpie itd.), czwarta Mazowsze Pruskie3.&#13;
&#13;
Kolberg wydał za swego życia pięć tomów monografii. Zrezygnował&#13;
z włączenia do Mazowsza materiałów z Mazur pruskich, a woluminów zawierających opowieści ludowe i wierzenia nie zdążył już przygotować do&#13;
druku. Biorąc pod uwagę wyjątkowo obfity zespół zgromadzonych źródeł&#13;
byłaby to najobszerniejsza Kolbergowska publikacja dotycząca jednego regionu. Ale i zasięg terytorialny tego makroregionu jest ogromny. Autor podzielił&#13;
go, zgodnie z opisem w liście, na „Mazowsze polne”, „Mazowsze leśne”, „Mazowsze stare”, przy czym to ostatnie dzieli się jeszcze na „Kurpie” i „Podlasie”.&#13;
Wyznaczenie granic Mazowsza przez Kolberga i jego podział na „polne”, „leśne” i „stare” (a w pierwotnym zamiarze także „pruskie”) budziło od początku kontrowersje wśród badaczy. Tuż po wydaniu trzech&#13;
pierwszych tomów historyk Władysław Smoleński opublikował recenzję, w której zarzucał Kolbergowi brak jednorodnego kryterium podziału&#13;
Mazowsza. Twierdził, że: „Nazwy: polne i leśne są fizjograficzne; stare&#13;
1 List Komitetu Kasy im. Mianowskiego do Kolberga z 12 XII 1883 r., Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 99–100.&#13;
2 Zob. brulion listu Kolberga do J. K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 205–206.&#13;
3 Brulion listu Kolberga do P. Chmielowskiego z XII 1883 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 107–108.&#13;
&#13;
490&#13;
&#13;
�i pruskie – historyczne”1. Pozostałe uwagi dotyczyły Podlasia, które według Smoleńskiego stanowiło odrębny region, u Kolberga natomiast podzielone zostało między Mazowsze leśne i Mazowsze stare oraz Chełmskie.&#13;
Krytyczną opinię wyraziła też w XX wieku Maria Trawińska, odnosząc się&#13;
do terminu „Mazowsze stare”, które według tej autorki nie stanowi zwartego regionu2. Z kolei Józef Burszta, starając się obronić tak wyznaczony&#13;
podregion, wskazywał na zasięg dialektu mazowieckiego 3, o którym sam&#13;
Kolberg pisał: „Typ i akcent mazowiecki tak jest wybitnym, że udziela się&#13;
sąsiedniemu Podlasiowi i dalszym Rusinom, przechodząc po części i do&#13;
pogranicznej Litwy” 4.&#13;
Objęcie wspólnym tytułem tak dużego obszaru było jednak podyktowane przede wszystkim względami praktycznymi. Jak wspomniano, pierwsza&#13;
część monografii była przygotowana już w 1867 roku. Dwa lata później&#13;
Kolberg pisał do Augusta Bielowskiego o planowanych ośmiu tytułach dotyczących Mazowsza5. Długotrwały proces wydawniczy Ludu, wynikający&#13;
z ciągłego niedostatku funduszy, spowodował jednak, że publikacja monografii rozpoczęła się dopiero piętnaście lat później. Mając świadomość&#13;
upływu czasu i powolnego postępu prac, część materiałów autor zawarł&#13;
w obszernym artykule Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej, opublikowanym w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”&#13;
w 1882 roku6. Z czasem śpieszył się coraz bardziej, starając się zamieścić&#13;
w jednym woluminie opis jak największego obszaru, stąd włączenie do Mazowsza starego terenów, dla których wcześniej przewidzianych było kilka&#13;
oddzielnych tomów.&#13;
Większość źródeł do monografii została zebrana na wiele lat przed jej&#13;
wydaniem, w czasach, gdy Kolberg skupiał się przede wszystkim na badaniu folkloru muzycznego. W przypadku Mazowsza polnego, wydanego&#13;
1 W. Smoleński Oskar Kolberg: Mazowsze, obraz etnograficzny, „Kwartalnik Historyczny”&#13;
R. I: 1887, s. 280–282 i tamże, s. 435–436.&#13;
2 Zob. M. Trawińska Mazowsze Stare w świetle badań O. Kolberga i badań współczesnych&#13;
tego terenu, „Lud” 1956, T. 42, s. 249–263.&#13;
3 J. Burszta „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41),&#13;
s. XVIII.&#13;
4 O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. VIII; pierwodruk: Kraków 1890.&#13;
5 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 294–305.&#13;
6 Zob. O. Kolberg Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej…, s. 86–158; przedruk ze zmianami: O. Kolberg Mazowsze cz. VI (DWOK T. 41), s. 3–150.&#13;
&#13;
491&#13;
&#13;
�ostatecznie w latach 1884–18851, brakowało mu materiałów etnograficznych do rozdziałów „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy”, które w druku zastąpił&#13;
obszernymi cytatami z prac Łukasza Gołębiowskiego Lud polski i Opis&#13;
historyczno-statystyczny miasta stołecznego Warszawy2, a także wypisami&#13;
z Kalendarza narodowego3 zawierającego liczne wzmianki i przysłowia&#13;
związane z poszczególnymi dniami roku. Odwoływał się też do dziesiątków&#13;
innych publikacji dawnych i sobie współczesnych, zarówno o charakterze&#13;
naukowym, jak i popularnym.&#13;
Wspomniany recenzent, Władysław Smoleński, poddał krytyce nie tylko&#13;
przyjęty przez Kolberga podział Mazowsza, ale także zawartość pierwszej&#13;
części, właśnie z powodu zbyt licznie cytowanych prac innych autorów. Przygotowując do druku Mazowsze polne, Kolberg nie tylko nie dysponował dostatecznymi źródłami do opisów etnograficznych, ale nie posiadał już nawet&#13;
kompletnych zapisów nutowych. W roku 1865 prowadził badania terenowe&#13;
wspólnie z Kornelem Kozłowskim w okolicach Czerska i Czaplina. Rejestrował wówczas melodie do pieśni, które udostępnił Kozłowskiemu w celu ich&#13;
opublikowania, na co ten ostatni powołał się we wstępie do swojej pracy4.&#13;
Kozłowskiemu nie udało się wydać muzykaliów, jednak musiały one pozostać w jego zbiorach, gdyż w materiałach Kolberga zachowały się jedynie&#13;
niekompletne, terenowe zapisy nutowe, które posłużyły mu za źródło do&#13;
druku, natomiast teksty, zgodnie z odsyłaczami pod pieśniami, zostały zaczerpnięte z Ludu Kozłowskiego. Być może z powodu tych niedostatków&#13;
za lepiej przygotowane niż „okolice Warszawy” Kolberg uznał później inne&#13;
części Mazowsza, jednak zgodnie z sugestią finansującej tom Kasy im. J.&#13;
Mianowskiego jako pierwsze opublikowane zostało Mazowsze polne5.&#13;
1&#13;
&#13;
Na kartach tytułowych dwóch pierwszych części Mazowsza widnieją odpowiednio daty:&#13;
1885 i 1886, jednak z zachowanych dokumentów wynika, że każda z nich była wydrukowana&#13;
już rok wcześniej, zob. E. Antyborzec Mazowsze Oskara Kolberga w: O. Kolberg Mazowsze.&#13;
Suplement do tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. X–XI.&#13;
2 Ł. Gołębiowski Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830; tenże Opis historyczno-statystyczny miasta stołecznego Warszawy, wyd. 2, Warszawa 1827.&#13;
3 Kalendarz narodowy, czyli zebranie pamiątek na każdy dzień roku bądź religijnych&#13;
i historycznych bądź gminnych, „Nowy Kalendarz Domowy na rok zwyczajny 1830” (druk:&#13;
A. Gałęzowski), s. 16–24.&#13;
4 K. Kozłowski Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego wraz z tańcami i melodyami. Warszawa 1867 (w zeszytach) i 1869 (całość).&#13;
5 Brulion listu Kolberga do K. Deikego z 21 XII 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 220.&#13;
&#13;
492&#13;
&#13;
�Druga część tej monografii, zawierająca pieśni, nie została dopuszczona&#13;
do sprzedaży w zaborze rosyjskim, co bardzo zaskoczyło autora. Przyczyną&#13;
było zamieszczenie pieśni, których tekst miał wydźwięk patriotyczny, choć&#13;
ich warianty były publikowane wcześniej nie tylko w zbiorze Kolberga1.&#13;
Podobny los spotkał później także część czwartą, w której jak poprzednio&#13;
cenzor zakwestionować musiał fragmenty pieśni wojackich2. Konsekwencją&#13;
tych problemów była decyzja Kasy im. Mianowskiego o usunięciu z karty&#13;
tytułowej informacji o wsparciu finansowym udzielonym przez tę instytucję&#13;
i zastąpieniu jej wzmianką „Nakładem autora”3. Kasa jednak w dalszym&#13;
ciągu, aż do ostatniego woluminu, przekazywała fundusze na wydanie Mazowsza.&#13;
Bezproblemowo przebiegła publikacja Mazowsza leśnego, do którego&#13;
badacz zebrał też stosunkowo obfite materiały etnograficzne, co zapewne było spowodowane faktem, że większość podróży na tym terenie odbył w latach sześćdziesiątych, gdy myślał już o nowym typie publikacji.&#13;
W 1862 roku stacjonował w Jasienicy pod Jadowem u rodziny Matuszewskich, w Woli Cygowskiej u Prota Lelewela, młodszego brata Joachima,&#13;
oraz w Oleksiance w dobrach rodziny Oleksińskich, gdzie zebrał też materiały z sąsiedniego Latowicza i Parysowa. W roku 1868 pojechał do Kraszewa pod Radzyminem do Komierowskich i do pobliskiej Woli Rasztowskiej, pozostającej w rękach rodu Młockich. U Młockich gościł też jeszcze&#13;
w roku następnym. Okolice położone na północny wschód od Radzymina&#13;
1&#13;
&#13;
W liście do K. Dobrskiego Kolberg pisał: „[…] domyślam się, że chyba początki pieśni na&#13;
str. 117 nr 265 lub na str. 161 nr 356, jakkolwiek warianty tych samych pieśni puszczała już&#13;
cenzura w poprzednich tomach Ludu, i to właśnie w błąd mnie wprowadziło” (brulion listu&#13;
Kolberga do K. Dobrskiego z 2 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 514–518).&#13;
Chodziło o teksty „Hej, zabujały siwe łabędzie po wodzie, i zapłakali młode rekruty w pochodzie” wraz z fragmentem refrenu „mnie/ciebie młodzieńca z ciężkiej niewoli dostaje” oraz „Polska Korono, co słychać o tobie, drogie klejnoty utraciłaś sobie”, zamieszczone w rozdziałach&#13;
„Wojsko. Łowy” i „Pieśni dziadowskie”.&#13;
2 Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach&#13;
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych&#13;
do obiegu przez carską cenzurę zagraniczną. T. 1: 1865–1889, T. 2: 1890–1904, T. 3: Indeksy, Warszawa 2006; tam w tomach 1 i 2: pozycja 5530 Mazowsze cz. II i pozycja 6664 Mazowsze cz. IV – zakwestionowane w całości, tam wymienione też: pozycja 4508 Mazowsze cz. I,&#13;
pozycja 5702 Mazowsze cz. III oraz pozycja 6888 Mazowsze cz. V – dopuszczone do obiegu&#13;
w całości.&#13;
3 Zob. list Komitetu Kasy im. Mianowskiego do Kolberga z 20 VI 1888 r. i odpowiedź tegoż&#13;
do K. Dobrskiego z 2 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 510–512 i 514–516.&#13;
&#13;
493&#13;
&#13;
�znał bardzo dobrze, gdyż w latach czterdziestych bywał tam wielokrotnie,&#13;
badając głównie muzykę ludową, co potwierdzają zarówno liczne notatki&#13;
osobiste Kolberga, jak i rękopisy między innymi z miejscowości takich jak&#13;
Jadów, Wyszków, Gończyce, Głuchy i Ostrożeń. Zachowała się też wzmianka o wizycie w Sterdyni w kwietniu 1856 roku, podczas której Kolberg gościł prawdopodobnie u działacza społecznego i politycznego Ludwika Górskiego. Nic zatem dziwnego, że właśnie z okolic Radzymina, Jadowa, ale też&#13;
Sokołowa Podlaskiego i Sterdyni pochodzą manuskrypty zawierające opisy&#13;
ubiorów, pożywienia, zabudowań, sprzętów, narzędzi i naczyń 1. Zachowały&#13;
się też szkice chałup wykonane przez Kolberga w Woli Rasztowskiej, które&#13;
ostatecznie autor dał do przerysowania Wojciechowi Gersonowi2.&#13;
Gerson był autorem ilustracji do wcześniejszych serii Ludu oraz do&#13;
wszystkich części Mazowsza. Na podstawie akwarel artysty przedstawiających stroje firma J. Rau’a wykonała pięć barwnych tablic zamieszczonych&#13;
w czterech tomach monografii. Jedynie w części czwartej znalazły się tylko&#13;
czarno-białe tablice ukazujące zabudowania i ubiór, wykonane także według&#13;
rysunków Gersona, z których część posłużyła wcześniej jako ilustracje do&#13;
znanego Kolbergowi i cytowanego przez niego obszernego artykułu Wiktora Czajewskiego Kurpie3. Kolberg przywiązywał ogromną uwagę do jakości&#13;
ilustracji i ich zgodności z realiami, które miały przedstawiać, zanim więc&#13;
znalazły się w druku, pisał do Rau’a o dostrzeżonych drobnych usterkach:&#13;
Narysowane przez Pańskiego syna tablice udały się zresztą nadzwyczajnie i podobały się wszystkim, którym je pokazywałem. Ja jednak znalazłem kilka drobnych odchyleń i zaznaczyłem ołówkiem na marginesie obrazków […]. Jest to, jak&#13;
Panowie zobaczą, kilka nieznacznych szczegółów […]. Jedynie żebrak na rycinie&#13;
jarmarku [tabl. 4] musi być całkowicie przerobiony i przedstawiony wiernie&#13;
według oryginału, ponieważ na tym terenie nie ma takich żebraków4.&#13;
1 Mowa o rkp. terenowych Kolberga: BN PAU i PAN, sygn. 2185/1, k. 161–162 oraz Arch.&#13;
PTL, teka 2, sygn. 1126, k. 2–4, które były podstawą opisów zamieszczonych w wydanej w 1887&#13;
roku cz. III Mazowsza (DWOK T. 26) na s. 28–30, 35–37, 40–44 i 50–52, przy czym w druku na&#13;
wymienionych stronach zamieszczono też materiały z innych źródeł.&#13;
2 Szkice chałup zob. Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/II, k. 67; ilustracje wykonane na podstawie prac W. Gersona znalazły się w cz. III Mazowsza (DWOK T. 26), po s. 40.&#13;
3 W. Czajewski Kurpie. Kartka etnograficzna, „Tygodnik Ilustrowany” 1881, T. XII, nr&#13;
295–298.&#13;
4 Brulion listu Kolberga do Rau’a z 1 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 123; chodzi o ilustrację „od Łowicza” zamieszczoną w cz. II Mazowsza, w pierwodruku po&#13;
s. V, w reedycji (DWOK T. 25) znalazła się przed kartą tytułową.&#13;
&#13;
494&#13;
&#13;
�Korespondencja Kolberga z Gersonem wskazuje, że w planach było zamieszczenie większej liczby barwnych rycin, jednak jej ograniczenie do&#13;
pięciu spowodowane było jak zwykle zbyt wysokimi kosztami druku.&#13;
Poza materiałami związanymi z kulturą materialną badacz dysponował&#13;
też własnymi opisami wesel do Mazowsza leśnego. Potwierdzają to zachowane zespoły rękopiśmienne będące podstawą opisu wesela III z okolic Radzymina i Jasienicy oraz V – z Oleksianki, co do którego sądzić można, że&#13;
albo pochodzi z bardzo precyzyjnej relacji informatora, albo też Kolberg&#13;
mógł być jego świadkiem1. Manuskrypt opatrzony notą lokalizacyjną „Oleksianka”, sporządzony podczas pobytu Kolberga w tamtej okolicy w lipcu&#13;
1862 roku, zawiera też opis zapustów, zatem te notatki są już na pewno „sprawozdaniem” informatorów z ich przebiegu. Z badań prowadzonych jeszcze&#13;
w latach czterdziestych pochodzą też materiały do wesela IV z przypisaną&#13;
mu w druku lokalizacją „od Jadowa” oraz wesela VII – z okolic Gończyc.&#13;
Niewykluczone też, że opis wesela IX „od Sterdyni, Sokołowa”, opatrzony&#13;
datą „1856”, pochodzi z podróży Kolberga, podczas której prawdopodobnie&#13;
informator zrelacjonował mu przebieg obrzędu, ale możliwe również, że opis&#13;
sporządził ktoś inny i przesłał go badaczowi. Tak było z pewnością w przypadku wesela VIII, do którego materiały (niewykluczone, że z częścią pieśni)&#13;
zebrała Marianna Rozalia Hemplówna, kuzynka Marii Hemplówny z Tarnowa w powiecie chełmskim. Marianna przekazała też badaczowi inne informacje z Tuchowicza pod Łukowem, między innymi dotyczące ubiorów2.&#13;
Opisy obrzędów wzbogaciły też bardzo wzmianki o związanych z nimi&#13;
przesądach. Rękopis zawierający spis zabobonów Kolberg otrzymał od „p.&#13;
Grajnertowej”3, żony Józefa Grajnerta, ale nie wiadomo, czy ona była autorką manuskryptu, czy też jedynie osobą go przekazującą. Badacz zdołał&#13;
wykorzystać tylko część zawartych tam informacji, pozostałe miały służyć&#13;
za źródło do tomu dotyczącego wierzeń.&#13;
Do monografii terenów opisanych jako Mazowsze leśne posłużyły też&#13;
między innymi materiały etnograficzne informatora o nazwisku Skotnicki,&#13;
1 Rkp. terenowe Kolberga: Arch. PTL, teka 43, sygn. 1352, k. 32–33, z lokalizacją: „Jasienica”&#13;
i Arch. PTL, teka 2, sygn. 1124, k. 8–9, z lokalizacją: „Oleksianka”.&#13;
2 Rkp. zawierający opis wesela nie zachował się, trudno zatem stwierdzić, czy były tam&#13;
pieśni z zapisami nutowymi; opis ubiorów w rkp. M. Hemplówny, Arch. PTL, teka 47, sygn.&#13;
1354/II, k. 11, z notą: „we wsi Tuchowiczu pod Łukowem”.&#13;
3 Arch. PTL, teka 1, sygn. 1116, k. 34–35, z notą Kolberga: „od p. Grajnertowej”.&#13;
&#13;
495&#13;
&#13;
�posługującego się pseudonimem „Rola”. Napisał on do Kolberga z Moszczanki w kwietniu 1865 roku w odpowiedzi na list otwarty, prosząc jednocześnie o wytyczne co do sposobu gromadzenia źródeł1. Wprawdzie przesłane później materiały nie zachowały się, ale jego nazwisko „M. Skotnicki”&#13;
widnieje w części III Mazowsza (s. 19) przy opisie mieszkańców i to on&#13;
zapewne nadesłał opisy ubioru z okolic Stężycy, Moszczanki i Ryk, ale też&#13;
szereg innych informacji z tych okolic. Mazowsze leśne jest więc monografią, która w bardzo dużym stopniu opiera się na źródłach pozyskanych&#13;
w terenie przez samego badacza bądź osoby z nim współpracujące, a wypisy z literatury stanowią tylko jej uzupełnienie. Zupełnie inaczej prezentują&#13;
się dwie ostatnie części: Mazury. Kurpie i Mazury. Podlasie.&#13;
Pierwsza z nich zawiera jeszcze sporą liczbę materiałów przekazanych&#13;
przez informatorów, w tym przede wszystkim przez Romana Korbasińskiego z Porządzia. Kontakt z nim Kolberg nawiązał przez innego swego&#13;
współpracownika znanego tylko z nazwiska, Jahołkowskiego, który początkowo pośredniczył w przekazywaniu materiałów od Korbasińskiego.&#13;
W zbiorach autora Ludu zachował się ośmiostronicowy rękopis opatrzony notą Kolberga „Porządzie”, będący fragmentem obszerniejszej całości&#13;
i zredagowany w formie odpowiedzi na wcześniej przygotowane pytania&#13;
dotyczące wierzeń, zabobonów i czarów2, oraz obszerny manuskrypt Dalszy ciąg materiałów do opisu ludu z okolic wsi Porządzie i Wyszkowa.&#13;
Podania, bajki i klechdy dołączony do listu z 1871 roku3, a zawierający&#13;
teksty opowieści ludowych. Kolberg otrzymał też zapewne część pierwszą&#13;
„Materiałów” (być może poprzez Jahołkowskiego) na co wskazują zamieszczone w druku opisy obrzędów (chrzest i pogrzeb) oraz dożynek, liczne informacje o zwyczajach, a także o ubiorze, budynkach i sprzętach, wszystkie&#13;
ze wzmiankami o ich pochodzeniu z miejscowości Porządzie i Pniewo (niekiedy też dodatkowo Ochudne i Obryte) i datowane na rok 1870 lub 1871.&#13;
Zapisy samego Kolberga ograniczają się praktycznie wyłącznie do folkloru&#13;
muzycznego (melodie wraz z tekstami) ze skromnymi niekiedy notatkami&#13;
1&#13;
&#13;
List Roli do Kolberga z 19 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 118.&#13;
Rkp. R. Korbasińskiego, Arch. PTL, teka 1, sygn. 1116, k. 75–78); rkp. został tylko częściowo wykorzystany w cz. III Mazowsza (DWOK T. 27); pozostałe informacje opublikowano&#13;
w cz. VII (DWOK T. 42).&#13;
3 Rkp. R. Korbasińskiego Dalszy ciąg materiałów do opisu ludu z okolic wsi Porządzie&#13;
i Wyszkowa. Podania, bajki i klechdy , Arch. PTL, teka 1, sygn. 1118, k. 64a–71a, zob. też list&#13;
R. Korbasińskiego do Kolberga z 24 XI 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 385–386.&#13;
2&#13;
&#13;
496&#13;
&#13;
�dotyczącymi okoliczności ich wykonania: „Przed wyjazdem z kościoła” czy&#13;
„przy rozplataniu”1, co znów wynikało z faktu, że opisywane rejony odwiedzał w czasach, gdy gromadził głównie pieśni. Cennym uzupełnieniem&#13;
monografii stały się zatem publikacje, których wykorzystanie zapowiadał&#13;
już we wstępie:&#13;
Wiadomości o Kurpiach […] podajemy już to z własnych wyjęte notat, już też,&#13;
i to w przeważnej części, czerpane z dzieł dawniejszych autorów, do jakich zaliczamy Gawareckiego, Wójcickiego i Połujańskiego. Spostrzeżenia przez nich&#13;
poczynione w wielu razach i dziś jeszcze mają znaczenie i znajdują zastosowanie,&#13;
jakkolwiek pole badań nowsi pracownicy wielce rozszerzyli i niejedno z błędnych dawniejszych twierdzeń sprostowali. Rozległość też krajny Kurpiów nie&#13;
jest dostatecznie określoną; podajemy ją według źródeł dawniejszych”2.&#13;
&#13;
Wspomniane przez Kolberga sprostowania dotyczą terytorium zajmowanego przez Kurpiów, omówionego w artykule Adama Zakrzewskiego&#13;
opublikowanym w 1887 i 1888 roku w „Wiśle”3. Kolberg zamieścił w przypisie do wstępu fragment tej pracy i odwołał się także do zebranych tam&#13;
wiadomości o gwarze, dając tym samym dowód znajomości nowych poglądów etnografów. Jednak przygotowana wcześniej zawartość tomu oparta&#13;
jest głównie na źródłach z pierwszej połowy XIX wieku i wcześniejszych,&#13;
a z nowszych prac – na wymienianym już artykule Wiktora Czajewskiego&#13;
Kurpie. Samo wyznaczenie terytorium zasiedlenia tej grupy nie było przedmiotem poważniejszego zainteresowania Kolberga, w przeciwieństwie do&#13;
jej kultury.&#13;
Niebagatelną rolę w konstruowaniu ostatniego tomu Mazowsza (Mazury. Podlasie) odegrały też inne dostępne publikacje. Zgodnie z powyższą wypowiedzią Kolberga, przytoczoną z części IV, kluczowa miała być&#13;
praca Aleksandra Połujańskiego Wędrówki po guberni augustowskiej4.&#13;
O jej wykorzystaniu badacz pisał już w 1869 roku, planując wydanie tomu&#13;
zatytułowanego Okolice Suwałk i Augustowa5. Teraz zaczerpnął z niej&#13;
1&#13;
&#13;
Oba przykłady podano za rkp. Kolberga, Arch. PTL, teka 42, sygn. 1351/II, k. 2.&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. VIII; pierwodruk: Kraków 1888.&#13;
3 A. Zakrzewski Z Puszczy Zielonej materiały do etnografii polskiej, „Wisła” 1887, T. 1,&#13;
s. 73–78, 105–111, 149–156 i T. 2, s. 589–603.&#13;
4 A. Połujański Wędrówki po guberni augustowskiej, Warszawa 1859.&#13;
5 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 304.&#13;
2&#13;
&#13;
497&#13;
&#13;
�opisy miejscowości, mieszkańców i ich mowy, budownictwa oraz wesel&#13;
V i VIII, wraz z pieśniami. Niezwykle obszerny opis wesela I pochodzi&#13;
z kolei z napisanej pod pseudonimem Pruski 1 publikacji Zygmunta Glogera Obchody weselne, do której melodie zostały przekazane przez autora&#13;
Ludu.&#13;
Do zredagowania znacznej części rozdziału dotyczącego zwyczajów Kolberg posłużył się kolejną pracą Glogera Zwyczaje ludu z okolic Tykocina&#13;
i Bielska2, a także wieloma innymi artykułami, podobnie jak w przypadku&#13;
rozdziału „Lud”. Ważnym źródłem do monografii Mazury. Podlasie były&#13;
rękopisy regionalisty z Suwałk Aleksandra Osipowicza. Osipowicz interesował się historią, gromadził informacje na temat miejscowych zwyczajów, przesądów, a także specyficznych cech wielokulturowej społeczności&#13;
złożonej z Mazurów, Litwinów i Żydów oraz rosyjskich staroobrzędowców&#13;
– Filiponów. Przygotował też Słowniczek gwary augustowskiej, wykorzystany później w Słowniku gwar polskich3. Ten wnikliwy obserwator&#13;
zjawisk dalece wykraczających poza ówczesne zainteresowania etnografów&#13;
nie zdecydował się na opracowanie samodzielnej obszerniejszej publikacji&#13;
i poprzestał jedynie na artykułach prasowych4. W marcu 1865 roku po raz&#13;
pierwszy napisał do Kolberga, charakteryzując zebrane przez siebie materiały oraz deklarując ich udostępnienie, i prawdopodobnie w niedługim&#13;
czasie przesłał lub przekazał je badaczowi. W archiwum zachowało się&#13;
kilka manuskryptów, z których najobszerniejszy to Niektóre wiadomości&#13;
o Augustowskiem z dodatkowym podtytułem Wstęp. Ogólny pogląd na&#13;
Augustowskie5, zawierający geograficzno-historyczny opis regionu oraz&#13;
opracowania będące źródłem do rozdziału „Lud”: Nałogi i namiętności&#13;
1&#13;
&#13;
Pruski M. [Z. Gloger] Obchody weselne, Kraków 1869.&#13;
Z. Gloger Zwyczaje ludu z okolic Tykocina i Bielska, „Biblioteka Warszawska” 1868,&#13;
T. 1, s. 142–146.&#13;
3 O wykorzystaniu materiałów Osipowicza w Słowniku wspomina I. Dawidowicz Aleksander Osipowicz – etnograf i językoznawca, „Białostocczyzna” 2/1999, nr 54, s. 119, zob.&#13;
Słownik gwar polskich J. Karłowicza, Kraków 1900–1911; analiza zawartości pracy Osipowicza zob. I. Wojtkiewicz Semantyczno-kulturalny obraz świata w dziewiętnastowiecznym&#13;
„Słowniczku gwary augustowskiej” Aleksandra Osipowicza, „Białostockie Archiwum Językowe” 2005, nr 2, s. 151–180.&#13;
4 A. Osipowicz opublikował cykl artykułów Wycieczki w okolice Suwałk. Gawędy, obrazki i podania zamieszczony w „Tygodniku Ilustrowanym” 1864, T. X, nr 250–255.&#13;
5 Rkp. A. Osipowicza, Arch. PTL, sygn. 1127, k. 1–9, por. O. Kolberg Mazowsze cz. VII&#13;
(DWOK T. 42), s. 185–198.&#13;
2&#13;
&#13;
498&#13;
&#13;
�oraz Potrawy i napoje szczególne, których autorem był zapewne Osipowicz. Jego autorstwa jest też najprawdopodobniej manuskrypt Wyrażenia&#13;
obelżywe i przekleństwa oraz Augustowskie. Ubiory włościan 1. Na rękopisach, które były podstawą druku, Kolberg naniósł uwagi dotyczące&#13;
umiejscowienia poszczególnych fragmentów tekstu w monografii, a na&#13;
opracowaniu dotyczącym pożywienia Izydor Kopernicki dopisał: „Wyciśnięte w Mazowszu V”.&#13;
Materiały etnograficzne przesyłała też literatka Melania Czarkowska&#13;
mieszkająca w latach 1884–1894 w Siemiatyczach. W odpowiedzi Kolberg&#13;
pisał do niej:&#13;
Nadesłany mi rękopis obejmujący opis obrzędów weselnych, pogrzebowych,&#13;
guseł itp. odebrałem i serdecznie za doręczenie mi tej pracy składam dzięki. Szczególniej wesele jest bardzo szczegółowo przedstawione i nader cenny&#13;
stanowi materiał. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę na to, że brak w nim&#13;
wskazania miejscowości, z której pochodzi, bo wyrażenie: z ziemi drohickiej czy&#13;
powiatu bialskiego jest zbyt ogólne2.&#13;
&#13;
W dalszej części swojego listu dopytywał się jeszcze o pieśni śpiewane&#13;
przy weselu, gdyż w nadesłanym opisie ich brakowało. Niestety rękopis&#13;
Melanii Czarkowskiej nie zachował się, ale opis wesela IV opublikowany&#13;
w ostatnim tomie Mazowsza sporządzony został z pewnością na jego podstawie, co potwierdza też brak jakiejkolwiek pieśni. Zachował się natomiast&#13;
manuskrypt Różne przesądy i gusła (zabobony) z naniesioną przez Kolberga notą lokalizacyjną: „z Drohiczyna, Brańska i Pobikrów w pow. Siemiatycze”3, być może także nadesłany przez Czarkowską, który został tylko częściowo zacytowany przy opisie obrzędu pogrzebowego. W przyszłości miał&#13;
być jeszcze wykorzystany i znalazł się wśród materiałów zachowanych&#13;
w tece oznaczonej numerem 1 i tak opisanej przez Izydora Kopernickiego:&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. A. Osipowicza, Arch. PTL, teka 4: sygn. 1128, k. 3–4 i sygn. 1131, k. 1–2; rkp. najprawdopodobniej tego samego autora: Arch. PTL, teka 2, sygn. 1130, k. 1–2, tam na rękopisie&#13;
nota: „Ostapowicz” (prawdopodobnie błędnie zamiast „Osipowicz”) oraz teka 30, sygn. 1298,&#13;
k. 42–43, z notką Kopernickiego dotyczącą tej składki: „przeniesiona z teki 4”; informacje zamieszczone w tych rękopisach Kolberg wykorzystał w cz. V Mazowsza (DWOK T. 28), s. 28–29,&#13;
30–32 i 42–45.&#13;
2 List Kolberga do M. Czarkowskiej z 18 III 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 233.&#13;
3 Rkp. prawdopodobnie M. Czarkowskiej, Arch. PTL, teka 1, sygn. 1116, k. 8–11.&#13;
&#13;
499&#13;
&#13;
�Materiały przysposobione prawdopodobnie na osobny tom, mający stanowić&#13;
zakończenie całego szeregu Mazowsza. Zawiera: 1. Demonologia i 2. Leki i choroby (Po największej części wycinki i wypisy z dzieł i pism rozmaitych, lecz&#13;
także i spostrzeżenia własne lub przez kogoś innego zebrane. Należy rozsortować i uporządkować.) 3. Opowieści ludowe wszelkiego rodzaju (bardzo bogaty&#13;
i ciekawy zbiór baśni oryginalnych, dobrze spisanych, niewiele wypisanych skąd&#13;
inąd). 4. Gry i zabawy (niewiele, lecz dobrze opisane i ciekawe). 5. Do gwary&#13;
mazowieckiej (bardzo niewiele i niedojrzałe)1.&#13;
&#13;
Mimo pośpiechu Kolberg nie zdążył opracować tych zapisów i wydać&#13;
kolejnych dwóch woluminów zawierających teksty opowieści ludowych&#13;
oraz zebrane informacje o wierzeniach i przesądach odnoszące się do całego makroregionu mazowieckiego, tak jak to było w przypadku Krakowskiego i W. Ks. Poznańskiego. Zawartość tej teki opracowano i przygotowano&#13;
do druku dopiero w XX wieku w ramach edycji Dzieł wszystkich2.&#13;
Ostatnim tomem, który ukazał się drukiem za życia Kolberga była&#13;
pierwsza część Chełmskiego. Ponad dwadzieścia lat wcześniej autor planował wydanie dwutomowej Rusi Podlaskiej, a nieco później, w 1873 roku,&#13;
pisał o zamiarze przygotowania obszernej, trzytomowej monografii Rusi&#13;
Chełmskiej:&#13;
Ruś Chełmska, czyli kraj położony wzdłuż lewego brzegu Bugu, od Drohiczyna&#13;
począwszy, w górę aż poza Hrubieszów (powiat bialski, włodawski, chełmski,&#13;
hrubieszowski), seryj, czyli tomów trzy3.&#13;
&#13;
Ostatecznie Chełmskie, scharakteryzowane przez Oskara w opisie kraju&#13;
jako obszar obejmujący Bialskie i Radzyńskie (Podlasie), Chełmskie oraz&#13;
Hrubieszowskie, odpowiadało praktycznie terenom wspomnianym wcześniej jako Ruś Chełmska i ograniczone zostało do dwóch woluminów. Regiony objęte monografiami Lubelskie i Chełmskie stanowiły w czasach&#13;
Kolberga powiaty ówczesnej guberni lubelskiej (chełmska powstała dopiero&#13;
1 Kopernickiego charakterystyka tek Kolbergowskich, Arch. MEK, sygn. II.155, nr inw.&#13;
I/191/RKP.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Mazowsze cz. VI i VII (DWOK T. 41 i 42); redaktorzy włączyli tam również wspomniany już obszerny artykuł Kolberga dotyczący ziemi dobrzyńskiej (DWOK T. 41,&#13;
s. 3–150).&#13;
3 Brulion listu Kolberga do nieznanego adresata z 10 II 1873 r., Korespondencja… cz. I&#13;
(DWOK T. 64), s. 442.&#13;
&#13;
500&#13;
&#13;
�w 1912 roku), ale badacz opisał je w dwóch oddzielnych monografiach,&#13;
kierując się kryterium wyznaniowym i językowym jednocześnie1. Jednak&#13;
z tego powodu zasięgi tych regionów częściowo się pokrywały, a ich granice wytyczone przez Kolberga nie były ostre. Z kolei tereny Podlasia były&#13;
krainą historyczną, dla której nie planował on odrębnej monografii, zatem&#13;
część materiałów z tego terenu znalazła się najpierw w Mazowszu, a później także w Chełmskiem.&#13;
Badania terenowe na tym terenie rozpoczął już w 1859 roku, kiedy podczas ponad dwutygodniowego pobytu odwiedził Siedliszcze, Chojno i Be­&#13;
zek. Był to jeden z etapów dwumiesięcznej wyprawy opisanej później jako&#13;
„podróż przez dwa miesiące po Sandomiersk[iem], Radomsk[iem] i Lubelski[em]”2. W Chełmskie powrócił, według własnych wspomnień, w 1867&#13;
roku, a potem jeszcze dwukrotnie w latach 1869 i 1870:&#13;
Poszukiwania nasze w kilku jedynie miejscowościach, przy sprzyjających ku&#13;
temu okolicznościach skrzętniej niż gdzie indziej dokonywane, najobfitszy owoc&#13;
przyniosły nam w okolicy Chełma, gdzie osobliwie w gościnnym domu pp.&#13;
Hemplów w Tarnowie pod Sawinem, dzięki umiejętnej pomocy i zamiłowaniu&#13;
do rzeczy ludowych córki domu, p. Marii Hempel, zdołaliśmy (w latach 1867,&#13;
1869 i 1870) nagromadzić zasób wiadomości i notatek etnograficznych, rzadko&#13;
kiedy w takiej przez nas w innych okolicach nabytych obfitości3.&#13;
&#13;
Jednak żadne inne dokumenty nie potwierdzają pobytu u Hemplów&#13;
w roku 1867, a w liście z listopada 1870 roku wspomniana już Maria Hemplówna wyraża żal z powodu nieobecności Oskara w lecie tego roku w Tarnowie4. Pewna jest natomiast jego wizyta w 1869 roku. Nie budzą też żadnych wątpliwości słowa Kolberga o gościnności i pomocy tej rodziny oraz&#13;
samej Marii, która była jedną z jego najlepszych współpracowniczek.&#13;
Hemplówna interesowała się botaniką, a znajomość z Kolbergiem spowodowała, że zajęła się także etnografią. W roku 1883 odpowiedziała na&#13;
ankietę Józefa Rostafińskiego dotyczącą jego badań nad historią roślin uprawianych w Polsce. Opracowanie botaniczki amatorki, będące odpowiedzią&#13;
na 61 pytań, obejmowało czterdzieści kart zawierających szczegółowe&#13;
1&#13;
&#13;
Problem ten omówiono już wcześniej przy opisie monografii Lubelskie.&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik zawierający rachunki…, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 4.&#13;
3 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. X; pierwodruk: Kraków 1890.&#13;
4 List M. Hempel do Kolberga z 12 XI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 368–370.&#13;
2&#13;
&#13;
501&#13;
&#13;
�nazwy roślin (także łacińskie, a niektóre również w języku rusińskim)&#13;
uprawianych przez miejscową ludność lub dziko rosnących wraz z ich&#13;
przeznaczeniem w gospodarstwie lub ludowym lecznictwie. Wysoko oceniane są prace Hemplówny o roślinach jawnokwiatowych opublikowane&#13;
w 1885 roku w „Pamiętniku Fizjograficznym”, o których Kolberg wspomniał w przypisie do przytoczonego wyżej fragmentu wstępu do Chełmskiego1. Kilkanaście lat wcześniej przygotowała dla niego „wypracowanie&#13;
o roślinach”2, ponadto szereg innych materiałów przekazywanych do 1876&#13;
roku (do czasu, gdy mieszkała w Tarnowie). Zapisywała między innymi&#13;
opowiadania, gawędy, przysłowia i powiedzenia, rejestrowała rozmowy,&#13;
a jej zamiarem było także dokumentowanie mowy potocznej mieszkańców. W rezultacie, jak pisze Elżbieta Millerowa, „teksty te dotyczą różnych,&#13;
obserwowanych przez autorkę wydarzeń i sytuacji życia codziennego wsi&#13;
podchełmskiej (np. targu i kupna krowy, kłótni kobiet, oświadczyn wdowca) i są barwną ilustracją realiów tego życia, ciekawym dokumentem dla&#13;
etnografa i folklorysty”3. Maria zredagowała też Słowniczek wyrazów ludowych ruskich liczący ponad 2000 haseł w formie pojedynczych wyrazów&#13;
lub zwrotów frazeologicznych4. Został on częściowo wykorzystany w rozdziale „Lud”. Ze Słowniczka... Kolberg zaczerpnął między innymi formuły&#13;
podziękowań za przysługę, przykłady używanych przez lud przekleństw,&#13;
obelg i przezwisk czy też nazwy sprzętów i czynności gospodarskich. Te&#13;
ostatnie były też przedmiotem innego, osobnego opracowania Hemplówny, z którego zachowała się tylko część opatrzona ręką Kolberga tytułem&#13;
„Praca. Obora”5.&#13;
Hemplówna przesłała również szereg innych cennych materiałów etnograficznych, takich jak szkice i rysunki postaci wraz z opisami ubiorów&#13;
1 M. Hempel Spis roślin jawnokwiatowych dziko rosnących w Słupii Nadbrzeżnej, „Pamiętnik Fizjograficzny” T. 5: 1885, s. 135–153 i Spis rzadszych roślin jawnokwiatowych rosnących w Teresinie, tamże, s. 154–159.&#13;
2 List M. Hempel do Kolberga z 12 XI 1870 roku, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 370.&#13;
3 E. Millerowa Chełmskie Oskara Kolberga…(DWOK T. 82), s. LIV.&#13;
4 Rkp. M. Hemplówny, Słowniczek wyrazów ludowych ruskich, z opuszczeniem jednakowych lub zbyt podobnych brzmieniem i pisownią do odpowiednich im wyrazów wykształconej mowy polskiej, w zbiorach BN PAN-PAU, sygn. 3202, k. 25–107; opublikowany&#13;
w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement... (DWOK T. 82), s. 133–219.&#13;
5 Rkp. M. Hemplówny, BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 10–11 .&#13;
&#13;
502&#13;
&#13;
�codziennych i odświętnych, naczyń i sprzętów domowych, narzędzi używanych w gospodarstwie, podczas prac polowych i w rybołówstwie; przygotowała również plany wsi Tarnowo i Wólka Tarnowska. Jej autorstwa&#13;
są też rysunki przedstawiające wzory pisanek. Wszystkie te materiały zostały częściowo wykorzystane w pierwszej części monografii, ale dopiero&#13;
przypadkowe odnalezienie w 2013 roku zespołu rękopisów przynależnych&#13;
pierwotnie do zbiorów Kolberga, wśród których znakomitą większość stanowiły ryciny Hemplówny (zidentyfikowane między innymi dzięki charakterystycznym rysunkom pisanek), pozwoliło na pełną ocenę jej wkładu&#13;
w zawartość tego tomu1. Z kolei zebrane przez nią wiadomości o wierzeniach i przesądach, świecie roślinnym i zwierzęcym oraz o ludowych lekach&#13;
znalazły się wraz z jej materiałami leksykalnymi w drugiej części monografii wydanej już przez Izydora Kopernickiego, który, doceniając ogrom pracy&#13;
Marii, napisał we wstępie:&#13;
Panna Maria Hempel, która nie tylko dopomagała mu nieodstępnie w jego badaniach podczas trzykrotnego pobytu O. Kolberga w okolicy Sawina, lecz i sama&#13;
później, wtajemniczywszy się należycie w jego zadanie, zbierała dlań ustawicznie i dostarczała mu wszelkich wiadomości i materiałów spisywanych przez&#13;
siebie aż do roku 18762,&#13;
&#13;
a następnie, po wymienieniu publikacji, z których korzystał Kolberg w monografii, dodał:&#13;
Reszta materiałów, które po jego śmierci znalazłem w tece przeznaczonej dla&#13;
Chełmskiego, po największej części spisane ręką Panny M. Hempel, złożyły się&#13;
na ten tom II-gi, który zawierając pieśni, przysłowia, zagadki, opowieści i wierzenia ludowe, przedstawia nam obraz tego ludu ze strony duchowej3.&#13;
&#13;
Wśród tej „reszty” znajdowały się wówczas rękopisy Hemplówny odnalezione w 2013 roku, ale nie mamy zupełnej pewności, czy wszystkie jej zapiski trafiły do Oskara. Korespondencja Hemplów podlegała ścisłej kontroli&#13;
cenzora, gdyż rodzina Marii, łącznie z nią samą, była mocno zaangażowana&#13;
1&#13;
&#13;
Odnalezione materiały Marii Hemplówny włączono do Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354/III&#13;
i opublikowano w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do tomów 33–34 (DWOK T. 82 Aneks).&#13;
2 Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa, w: Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), s. VIII; pierwodruk:&#13;
Kraków 1891.&#13;
3 Tamże.&#13;
&#13;
503&#13;
&#13;
�w działalność niepodległościową, dlatego część swoich opracowań Maria&#13;
przekazywała zapewne przez pośredników i nie wiadomo, czy ostatecznie&#13;
Kolberg je otrzymał.&#13;
O ile druga część monografii została opracowana prawie wyłącznie na&#13;
podstawie materiałów Hemplówny, to dla pierwszego tomu niebagatelne&#13;
znaczenie miał rękopis Pauliny Charłampowiczówny Notatki z podań ludu&#13;
wiejskiego okolicy lubelskiej wsi Cyców1. Autorka zawarła w nim liczne&#13;
informacje dotyczące charakteru miejscowej ludności, zwyczajów, obrzędu&#13;
weselnego i pogrzebowego oraz wierzeń, ale i osobiste komentarze odnoszące się przede wszystkim do braku uczuć włościan, czego jednym z przykładów miało być kierowanie się interesem ze strony kobiety lub własną&#13;
wygodą mężczyzny przy zawieraniu związku małżeńskiego. Kolberg, poza&#13;
wykorzystaniem wiadomości merytorycznych, zamieścił niektóre uwagi&#13;
autorki, ale opatrzył je własnym komentarzem:&#13;
Autorka snać bardzo mało zna świat tak zwany wyższy. Gdyby go znała lepiej,&#13;
przekonałaby się, że i tam co do uczuć, mimo oświaty, dzieje się często toż samo&#13;
prawie, lubo nie tak wyraźnie i otwarcie2.&#13;
&#13;
Informacje o zwyczajach dorocznych i obrzędach zaczerpnął też Kolberg&#13;
z rękopisu nieznanego z nazwiska duchownego zatytułowanego Opisanie&#13;
niektórych zwyczajów guberni lubelskiej i siedleckiej, opatrzonego notą:&#13;
„Kielce 7 czerwca 1876”3. Manuskrypt przesłał mu wspomniany już ksiądz&#13;
Władysław Siarkowski, na którego prośbę miał on zostać opracowany przez&#13;
wieloletniego proboszcza i dziekana wielu unickich parafii, zmuszonych&#13;
ostatecznie do przejścia na prawosławie. Terenem działalności tego księdza&#13;
były najprawdopodobniej okolice Kodnia, Piszczaca i Terespola, gdyż nazwy tych trzech miejscowości widnieją w druku jako noty lokalizacyjne do&#13;
zamieszczonych w monografii materiałów. Opisy dotyczą wprawdzie tylko&#13;
świąt i uroczystości o charakterze religijnym, ale pozwoliły Kolbergowi na&#13;
1 Rkp. P. Charłampowicz Notatki z podań ludu wiejskiego okolicy lubelskiej wsi Cyców,&#13;
BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 158–173; nazwisko autorki rękopisu zanotowane ręką M. Hemplówny; być może ta ostatnia pośredniczyła w jego przekazaniu.&#13;
2 O. Kolberg, Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 22, przyp. 1.&#13;
3 Rkp. nieznanego autora Opisanie niektórych zwyczajów guberni lubelskiej i siedleckiej,&#13;
BN PAU i PAN, sygn. 3202, k. 174–189.&#13;
&#13;
504&#13;
&#13;
�wypełnienie wiadomościami odpowiednich rozdziałów, do których sam&#13;
nie zebrał potrzebnych informacji. Mimo że badania prowadził stosunkowo&#13;
późno, bo u schyłku lat sześćdziesiątych, skupił się przede wszystkim na&#13;
rejestracji folkloru muzycznego, ufając zapewne w wielkie zaangażowanie&#13;
Marii Hemplówny. Do rozbudowanego opisu wesela IV z okolic Sawina&#13;
także zapisał jedynie melodie, a wszystkie wiadomości etnograficzne pochodzą właśnie od niej.&#13;
Pierwsza część Chełmskiego była jednocześnie ostatnim tomem w całości przygotowanym przez Kolberga. Według relacji Izydora Kopernickiego&#13;
w dniu swojej śmierci, 3 czerwca 1890 roku, autor Ludu i Obrazów etnograficznych trzymał w ręku dopiero co wydrukowany wolumin:&#13;
O godzinie pierwszej przyniesiono mu z drukarni Uniwersyteckiej kilka egzemplarzy świeżo wydanego pierwszego tomu Chełmskiego, który przeglądał z błogim wyrazem zadowolenia i czynił uwagi o podanych w nim rycinach1.&#13;
&#13;
Zgodnie ze wzmianką na karcie tytułowej ryciny, które miał komentować Kolberg, zostały wykonane na podstawie rysunków Walerego Eliasza&#13;
Radzikowskiego, ale ich pierwowzorami były w znacznej części wspomniane wcześniej szkice Hemplówny przedstawiające ubiory, sprzęty,&#13;
naczynia i pisanki. Na potrzeby wydawnictwa zostały one przerysowane&#13;
przez zawodowego malarza. Wszystkie ryciny były czarno-białe, gdyż na&#13;
barwne ilustracje nie wystarczało już środków. Koszty publikacji były&#13;
i tak wysokie ze względu na druk nut, z którego autor, badacz muzyki&#13;
ludowej, nie chciał rezygnować, a który pochłaniał wówczas znaczną&#13;
część budżetu.&#13;
W 1887 roku Kolberg złożył do Sejmu Krajowego petycję, w której prosił o przyznanie kwoty 2000 florenów na dwa tomy mające zawierać opis&#13;
terenów Galicji wschodniej. W efekcie podjęto decyzję o podwyższeniu&#13;
środków dla Akademii Umiejętności z 500 do 1000 florenów rocznie. Kwota ta przeznaczona była na jego wydawnictwo2. Borykający się najpierw&#13;
z chorobą oczu, a później coraz bardziej podupadający na zdrowiu autor&#13;
pracował więc nad kilkoma monografiami jednocześnie. Pozostawiwszy&#13;
1&#13;
&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga, „Wisła” T. 4: 1890, s. 512.&#13;
Brulion listu Kolberga do Sejmu Krajowego z 17 XI 1887 r., Korespondencja... cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 463–465 oraz list Wydziału Krajowego we Lwowie do Oskara Kolberga z 3 II&#13;
1888 r., tamże, s. 497–498, zob. też przyp. 1 do tego listu.&#13;
2&#13;
&#13;
505&#13;
&#13;
�Kopernickiemu wskazówki co do wydania drugiej części Chełmskiego i Kaliskiego oraz kolejnych tomów Mazowsza, na kilka dni przed śmiercią&#13;
zajmował się korektą drugiego arkusza Przemyskiego1.&#13;
Materiały wydane poza seriami&#13;
Lud i Obrazy etnograficzne&#13;
Zarys etnograficzny to podtytuł nadany jednej tylko monografii – Przemyskiemu. Termin „zarys” przyjęty został zapewne ze względu na niewielką objętość tej publikacji, zaplanowanej dość nieoczekiwanie przez Kolberga. Jeszcze pod koniec roku 1888 badacz zwrócił się bowiem do Kasy im.&#13;
Józefa Mianowskiego o przyznanie środków na kolejny, szósty tom Mazowsza, który miał zawierać pieśni drobnej szlachty oraz tańce2. Tymczasem w grudniu 1889 roku pojawiła się propozycja ze strony Włodzimierza&#13;
Dzieduszyckiego, kuratora Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we&#13;
Lwowie, sfinansowania jednotomowej monografii obejmującej część Rusi&#13;
Czerwonej. Kurator Muzeum także rok wcześniej był jedną z osób wspierających zabiegi Kolberga w Sejmie Krajowym na rzecz pozyskania funduszy.&#13;
Teraz jako przedstawiciel Muzeum publikującego prace naukowe deklarował kwotę 500 florenów na wydanie woluminu, który według Kolberga&#13;
pomieściłby zaledwie dwadzieścia arkuszy3.&#13;
Od początku prac nad Ludem Oskar planował dla obszaru Rusi Czerwonej kilka monografii. W roku 1869 pisał o zebranych już materiałach&#13;
do serii 17 (Złoczowskie, Brzeżańskie), wymagającej uzupełnienia serii 49&#13;
(Samborskie, Stryjskie, Bojki) i o niewielkiej liczbie źródeł do serii 59 (Przemyskie, Lwowskie, Żółkiewskie)4. Pod koniec lat osiemdziesiątych materiały przeznaczone dla monografii tego rozległego obszaru zgromadzone były&#13;
w sumie w trzech tekach, w tym jednej zawierającej zapisy z Sanockiego&#13;
1&#13;
&#13;
I Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 510. Wg relacji I. Kopernickiego 1 VI 1890 Kolberg&#13;
miał jeszcze pracować nad korektą.&#13;
2 Brulion listu Kolberga do K. Dobrskiego z 26 XI 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 644.&#13;
3 Brulion listu Kolberga do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja... cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 648–649.&#13;
4 Brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 302, 304 i 305.&#13;
&#13;
506&#13;
&#13;
�i Przemyskiego1. W roku 1889 Kolberg podjął decyzję o wydaniu Przemyskiego.&#13;
Wybór ten mógł być podyktowany faktem, że ostatnie prowadzone przez niego badania terenowe miały miejsce właśnie w Sanockiem&#13;
i Przemyskiem. Według sporządzonego przez niego itinerarium badacz&#13;
był tam trzykrotnie w latach 1883–1885, ale w Przedmowie wydawcy&#13;
do monografii Kopernicki wymienił tylko rok 1883 i 1885 2. O ile podróże po Sanockiem, między innymi do Bóbrki, Wzdowa i Leszczowatego,&#13;
zostały dość dobrze udokumentowane, także dzięki licznym wzmiankom&#13;
w listach, to znacznie mniej wiadomo o jego pobytach w miejscowościach przemyskich. Po badaniach prowadzonych przez ponad miesiąc,&#13;
najpierw w Bóbrce, a następnie w Leszczowatem, pod koniec sierpnia&#13;
1883 roku Kolberg udał się na cztery dni do Iskani w ówczesnym powiecie dobromilskim (dziś w przemyskim). Zatrzymał się wówczas u Julii&#13;
i Gabriela Załęskich, spokrewnionych z Konopkami. W roku następnym&#13;
miał ponownie odwiedzić Iskań, a w 1885 Sanoczany, położone niedaleko Przemyśla (dziś obwód lwowski), jednak o wizytach tych, poza&#13;
wspomnianą wzmianką, nic więcej nie wiadomo. Być może były to niezbyt długie pobyty, po trwających kilka miesięcy badaniach w sąsiednim regionie, choć nie ma pewności, czy do miejscowości tych w ogóle&#13;
wówczas dotarł.&#13;
Pierwsze natomiast podróże po Sanockiem i Przemyskiem Kolberg odbywał już w roku 1861 i 1863 i z tego okresu pochodzi pewna część jego&#13;
materiałów zawierająca przede wszystkim zapisy folkloru muzycznego.&#13;
W obu regionach, zarówno w latach sześćdziesiątych, jak i w czasie ostatnich wypraw, jego stacjami badawczymi stały się domy zaprzyjaźnionych&#13;
i sprzyjających mu gospodarzy. Byli wśród nich między innymi wspomniani już Załęscy w Iskani, Helena i Józef Jaruzelscy w Sanoczanach (córka&#13;
i zięć Katarzyny i Edmunda Kraińskich z Leszczowatego), Hipolit i Amelia&#13;
z Konopków Bochdanowie w Zadwórzu, ale miejscowości i nazwisk można by wymienić znacznie więcej. Wiele tygodni Kolberg spędził u Pelagii&#13;
1 Były to teki opisane następująco: „Teka 18 Ruś Czerwona I (Jasło, Sanok, Sambor, Przemyśl) […]. Teka 19 Ruś Czerwona II (Lwów, Żółkiew, Bełz, Złoczów) […]. Teka 20 Ruś Czerwona&#13;
III (Stryj, Brzeżany, Podole galicyjskie)”, za: Wykaz tek rękopiśmiennych sporządzony przez&#13;
O. Kolberga z 10 I 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 746.&#13;
2 Wykaz podróży..., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 706 i 707 i Dr I.K.&#13;
[I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…, (DWOK T. 35), s. XVII.&#13;
&#13;
507&#13;
&#13;
�i Józefa Blizińskich, którzy od 1876 roku mieszkali w Bóbrce1, a wcześniej&#13;
związani byli z Kujawami. Pelagia pomagała później w Krakowie schorowanemu już Kolbergowi w przygotowaniu do druku niektórych partii tekstów&#13;
przeznaczonych do Przemyskiego.&#13;
Rękopisy będące podstawą druku poszczególnych fragmentów publikacji zostały zredagowane już po podjęciu decyzji o wydaniu Przemyskiego,&#13;
natomiast zapisy terenowe będące ich źródłem nie są datowane i nie zawsze&#13;
wiadomo, z którego etapu badań pochodzą2. Przypuszczać jednak można,&#13;
że podczas ostatnich podróży w latach osiemdziesiątych Kolberg skupiał&#13;
się już w większym stopniu na pozyskaniu wiadomości etnograficznych.&#13;
W roku 1889, po rozpoznaniu posiadanych materiałów, deklarował przygotowanie tomu obejmującego:&#13;
1) Ogólne notaty o tej okolicy i jej ludzie, niezbyt obszerne; 2) opis szczegółowy&#13;
zwyczajów i uroczystości porządkiem kalendarzowym (jak w Pokuciu); 3) opis&#13;
szczegółowy obrzędów tj. chrzcin, pogrzebów, dożynek i wesel z nutami, a mianowicie wesel z czterech wsi ruskich naokoło Przemyśla położonych i 4) pewną&#13;
liczbę zebranych przeze mnie pieśni wraz z nutami3,&#13;
&#13;
zaznaczając jednak, że brakuje mu zapisów baśni oraz przesądów.&#13;
Zarówno więc stosunkowo nieodległy czas badań, jak i mniejsza niż&#13;
z Sanockiego liczba materiałów opisujących miejscową ludność i jej wierzenia oraz zawierających zapisy podań i bajek zdecydowały prawdopodobnie o przeznaczeniu do wydania tej właśnie monografii4. Na niespełna&#13;
250 stronach znalazły się jednak praktycznie wszystkie rozdziały. Po opisie kraju następuje bardzo skrótowa, mieszcząca się na czterech stronach&#13;
1 Podróże po Przemyskiem i Sanockiem omówiła szczegółowo E. Millerowa „Przemyskie”&#13;
Oskara Kolberga w: Przemyskie. Suplement do tomu 35 cz. I (DWOK T. 83/I), s. XV–XXIX.&#13;
2 Jedną z nielicznych wskazówek jest zamieszczona w druku, przy opisie wesela z Iskani, data „1863”; źródłem tego opisu jest niedatowany rkp. terenowy Kolberga, BUW (dawniej&#13;
TNW) sygn. 465, k. 341–342, na jego podstawie Kolberg sporządził czystopis (tamże, k. 50–57)&#13;
i tam umieścił datę: „1863”.&#13;
3 Brulion listu Kolberga do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja... cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 648&#13;
4 Do Przemyskiego wydano w 2011 r., dwutomowy suplement zawierający przede wszystkim zapisy folkloru muzycznego; materiały etnograficzne ograniczają się do krótkich opisów&#13;
ubiorów (sporządzonych na podstawie rycin), rzemiosła, dożynek i dwóch wesel.&#13;
&#13;
508&#13;
&#13;
�charakterystyka ludu, zawierająca kilka wzmianek o budownictwie, gospodarstwie (w tym pieśń o nawoływaniu zwierząt), pożywieniu i ubiorze.&#13;
W rozdziale „Zwyczaje” znajdziemy wprawdzie jak zwykle sporo pieśni&#13;
z melodiami, ale także obszerne partie opisowe dotyczące wigilii, drugiego&#13;
dnia świąt Bożego Narodzenia, kolędy, Trzech Króli, obchodów wielkanocnych wraz z zabawami i grami. Podobnie, wśród „Obrzędów” uwagę zwracają opisy narodzin i chrztu, pogrzebu, a przede wszystkim wesel z Rakowej&#13;
i Sanoczan, w których zapisy nutowe są uzupełnieniem, a nie elementem&#13;
dominującym. Rzecz jasna osobny rozdział poświęcony został pieśniom (podzielonymi na niewieście, dziewczęce i męskie, a dopiero dalej tematycznie&#13;
jak w innych tomach) oraz tańcom z regionu. Przemyskie zamyka 14 bajek&#13;
i kilkustronicowy rozdział zatytułowany „Wierzenia. Zabobony. Gusła. Czary i Leki”. Dopełnieniem tej nieobszernej monografii, będącej rzeczywiście&#13;
zarysem etnograficznym regionu, są ryciny przedstawiające postacie w strojach z Rakowej, Iskani (dwie ryciny strojów weselnych) i Wyszatyc oraz&#13;
korowaj weselny także z Wyszatyc, z których zresztą pochodzi sporo materiałów terenowych. Była to ostatnia publikacja, na której zawartość miał&#13;
wpływ Kolberg. Ostateczny kształt nadał jej Izydor Kopernicki, najlepiej&#13;
znający zbiory Kolberga i jego koncepcję wydawniczą. Zmarł on jednak we&#13;
wrześniu 1891 roku i o dalszych pracach nad rękopisami Kolberga decydowały od tego czasu inne osoby.&#13;
W 1907 roku Józef Tretiak, historyk literatury polskiej i ukraińskiej,&#13;
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Akademii Umiejętności,&#13;
wydał z materiałów Kolberga monografię Wołynia1. Tretiak oparł się jednak wyłącznie na części jego zapisów terenowych pochodzących z podróży&#13;
w 1862 roku. Wykorzystał też rękopis prawnika i literata Jana Prusinowskiego z 1835 roku, zawierający teksty bajek ukraińskich przetłumaczonych&#13;
już przez autora manuskryptu na polski. Prusinowski przekazał Kolbergowi&#13;
to opracowanie podczas jego pobytu w Żytomierzu w roku 1862. Wydawca&#13;
zrezygnował natomiast zupełnie z wypisów z literatury i dlatego w Wołyniu brak rozdziałów „Kraj” i „Lud”, które Oskar uzupełniłby zapewne&#13;
na podstawie dostępnych publikacji. Już planując wydanie poszczególnych&#13;
serii Ludu, zakładał on wykorzystanie prac związanych z konkretnymi&#13;
1 O. Kolberg Wołyń. Obrzędy, melodie, pieśni, z brulionów pośmiertnych przy współudziale S. Fischera i F. Szopskiego wydał J. Tretiak, Kraków 1907. Toż: DWOK T. 36.&#13;
&#13;
509&#13;
&#13;
�regionami, których fragmenty lub streszczenia pomogłyby w przyszłości&#13;
dopełnić określone rozdziały. Dotyczyło to w szczególności geografii regionu, historii miejscowości, które wymieniał w rozdziale „Kraj”, ale też często&#13;
opisu ludności i jej kultury materialnej, gdyż tych materiałów z badań własnych miał zawsze niepomiernie mniej w porównaniu do zapisów folkloru1.&#13;
Wołyń włączono później do edycji Dzieł wszystkich w wersji, w jakiej&#13;
opracował go Tretiak, a ze względu na czas wydania pierwodruku tom&#13;
często uważany jest niesłusznie za dzieło w pełni Kolbergowskie, podobnie&#13;
jak Przemyskie dokończone przez Kopernickiego. W 2002 roku opublikowano tom suplementowy do edycji Tretiaka, w którym uwzględniono też&#13;
inne poza terenowymi źródła zgromadzone przez Kolberga, składające się&#13;
na całkiem obszerne uzupełnienia do „Kraju” i „Ludu”. Wśród nich uwagę&#13;
zwraca tekst dotyczący osadnictwa czeskiego na Wołyniu2. Kolberg, choć&#13;
z założenia charakteryzujący rdzenną kulturę regionu, wzmiankował przecież często o przybyszach z innych regionów czy krajów i starał się chociaż&#13;
pokrótce opisać wzajemne stosunki przedstawicieli różnych kultur.&#13;
Tretiak, wybrawszy tylko część materiałów, wydał monografię niepełną, składającą się zaledwie z trzech opisów wesel z pieśniami i melodiami,&#13;
blisko pięciuset pieśni i dwudziestu pięciu bajek. O jej przygotowaniu pisał&#13;
we wstępie:&#13;
W istocie bruliony Wołynia niemało nastręczają trudności wydawcy. Jest to stos&#13;
papierów najrozmaitszych rozmiarów, od wielkich arkuszy do drobnych ścinków, na których ledwie parę wierszy zmieścić się może, a w tym stosie nie brak&#13;
nawet i tak ciekawych rzeczy, jak papierek z mydła z etykietą […]. Wspominam&#13;
o tym drobnym szczególe dlatego, że doskonale charakteryzuje nieocenionego&#13;
badacza, który chwytał cokolwiek miał pod ręką, aby tylko nie utracić tego, co&#13;
mu chwila przynosiła, a co z upływem chwili mogłoby zaginąć3.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Poza licznymi wypisami z publikacji i fragmentami druków zgromadzonych w tekach&#13;
związanych z poszczególnymi regionami, w spuściźnie Kolberga znajduje się teka oznaczona&#13;
numerem 31. Miscellanea (Arch. PTL, sygn. 1303–1304), w której na 62 kartach znajdują się&#13;
noty bibliograficzne zróżnicowane pod względem tematycznym i terytorialnym.&#13;
2 Mowa o artykule Koloniści czescy zaczerpniętym z „Gazety Polskiej” 1887, nr 264 i 265;&#13;
przedruk: O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), s. 27–33. Suplement zawiera też szereg innych uzupełnień, między innymi do opisu zwyczajów, zgodnie z układem&#13;
w roku kalendarzowym, oraz obrzędów pochodzących z rękopisów Kolberga.&#13;
3 J. Tretiak Od wydawcy, w: Wołyń… (DWOK T. 36), s. VI.&#13;
&#13;
510&#13;
&#13;
�Opis Tretiaka idealnie oddaje nie tylko zawartość ówczesnej teki „wołyńskiej”, ale całego Kolbergowskiego archiwum. Dla historyka literatury&#13;
sporządzanie notatek na przypadkowych skrawkach i fragmentach innych&#13;
dokumentów było być może zaskoczeniem, dla Kolberga – częstą praktyką&#13;
terenową, z którą zmierzyć się musieli także późniejsi wydawcy.&#13;
Materiały do monografii pozostawione w rękopisach&#13;
Decyzja o edycji Dzieł wszystkich Oskara Kolberga spowodowała, że&#13;
do wydania (poza reedycją tomów wydanych w XIX wieku) przeznaczono&#13;
całość spuścizny rękopiśmiennej, obejmującej jego studia, artykuły, korespondencję, kompozycje oraz wszystkie materiały etnograficzne i folklorystyczne, które miały zostać zamieszczone w monografiach regionalnych&#13;
zgodnie z układem rozdziałów przyjętym przez autora Ludu i Obrazów&#13;
etnograficznych. Zachowane manuskrypty były już wówczas bardzo przemieszane i w każdej z tek znajdowały się źródła dotyczące kilku regionów.&#13;
Wobec uwzględnienia w wydawanych w XX i XXI wieku monografiach&#13;
oraz w suplementach do tomów dziewiętnastowiecznych wszystkich zapisów nutowych oraz tekstów pieśni bez melodii uznanych przez wydawców za przynależne do danego regionu, w publikacjach tych w większości&#13;
dominuje folklor muzyczny. Nie wiadomo natomiast, jaką część zapisów&#13;
muzycznych i które z nich przeznaczyłby do druku Kolberg. Jednak z powodu upływu czasu i bardzo małej liczby melodii zapisanych w XIX wieku&#13;
przez innych autorów, wszystkie zanotowane przez Oskara przykłady muzyki ludowej stały się bezcennym źródłem dla etnomuzykologii. Również&#13;
co do licznych jego odpisów z publikacji włączonych do poszczególnych&#13;
tomów wydawanych w XX i XXI wieku, nie mamy pewności, czy znalazłyby miejsce w opracowanych przez niego woluminach. Trudno więc&#13;
uznać wydawane od 1965 roku monografie za w pełni zgodne z koncepcją&#13;
badacza, przynajmniej w kwestii zamieszczanych tam materiałów. Dlatego&#13;
w tym rozdziale autorka skupia się tylko na niektórych problemach podejmowanych przez Kolberga, a charakterystycznych dla danej monografii, co&#13;
do których dokumentację znajdujemy w pozostawionych przez niego notatkach terenowych, odpisach czy fragmentach druków, to jest tych, które&#13;
stanowiłyby prawdopodobnie przedmiot poszczególnych publikacji, gdyby&#13;
zdążył je wydać.&#13;
511&#13;
&#13;
�Nie wiadomo również, jakimi tytułami opatrzyłby kolejne tomy ich autor, a co za tym idzie, jak wyglądałyby zasięgi terytorialne poszczególnych&#13;
regionów opisywanych w monografiach. Jedyną wskazówką pozostaje wielokrotnie cytowany list Kolberga do Augusta Bielowskiego z 1869 roku,&#13;
w którym wymienił on tytuły planowanych wtedy tomów Ludu. Jednak&#13;
wówczas badacz miał za sobą tylko część, choć znaczną, podróży etnograficznych i trudno było przewidzieć, jakim zasobem źródeł zebranych przez&#13;
siebie lub potencjalnych współpracowników będzie dysponował w przyszłości. Sam zresztą zmieniał na przestrzeni lat swoje plany wydawnicze,&#13;
przede wszystkim ze względu na ograniczone środki finansowe. Musiał też&#13;
kierować się zawartością tek, tak by kolejne monografie przedstawiały całościowy w jego rozumieniu obraz etnograficzny regionu, a wiec opis ludu,&#13;
jego kultury materialnej, zwyczajów, obrzędów, muzyki, wierzeń, opowieści&#13;
i języka, a wiadomo, że materiały te zgromadzone były w różnym stopniu&#13;
do różnych regionów. Na ogół im późniejsze były jego podróże, tym większą uwagę zwracał na pozyskanie informacji z zakresu kultury materialnej.&#13;
W ostatnim okresie życia Kolberg koncentrował się przede wszystkim na&#13;
opracowaniach dotyczących terenów wschodnich dawnej Rzeczypospolitej&#13;
i prawdopodobnie one byłyby przedmiotem kolejnych publikacji. Z tego&#13;
powodu poniżej w pierwszej kolejności omówiono materiały dotyczące&#13;
różnych grup etnicznych Słowian wschodnich, dopiero po nich źródła do&#13;
monografii terenów polskich, a na zakończenie wspomniano o Kolbergowskich zainteresowaniach kulturą ludową, a dokładniej folklorem, Słowian&#13;
południowych oraz Słowaków, Czechów i Łużyczan.&#13;
Na podstawie rękopisów dotyczących terenów Rusi Czerwonej i częściowo Pokucia wydawcy w latach siedemdziesiątych XX wieku opublikowali&#13;
trzytomowe Sanockie-Krośnieńskie oraz dwie dwutomowe monografie&#13;
opatrzone tytułami Ruś Czerwona i Ruś Karpacka1. O badaniach Kolberga&#13;
w Sanockiem wspomniano już przy opisie Przemyskiego. Dla terenów tych&#13;
planował on opracowanie serii zatytułowanej Sanockie – Łemki, obejmującej przede wszystkim dawne powiaty leski, sanocki i brzozowski. Andrzej&#13;
Kwilecki pisał, że już poprzez samo zastosowanie terminu „Łemki” „Kolberg&#13;
dał dowód żywego reagowania na postęp dokonujący się w obserwacjach&#13;
1 O. Kolberg Sanockie-Krośnińskie cz. I–III (DWOK T. 49–51); O. Kolberg Ruś Czerwona&#13;
cz. I (DWOK T. 56) i Ruś Czerwona cz. II, z. 1–2 (DWOK T. 57/I i 57/II) oraz O. Kolberg Ruś&#13;
Karpacka cz. I i II (DWOK T. 54 i 55).&#13;
&#13;
512&#13;
&#13;
�naukowych i formowaniu pojęć. Za jego czasów określenie to nie było&#13;
bynajmniej rozpowszechnione”1. Ten sam autor twierdził również, że termin ten użyty był przypuszczalnie po raz pierwszy w latach trzydziestych,&#13;
a następnie dopiero w roku 1860 w pracy Torońskiego, wykorzystanej przez&#13;
Kolberga2. Andrzej Kwilecki sugerował więc dalej, że właśnie przy udziale&#13;
Kolberga dokonało się upowszechnienie nazwy „Łemkowie”. Nie jest jednak pewne, na ile przyjęty przez badacza tytuł byłby ostateczny. Wydany&#13;
dopiero w XX wieku tom zatytułowano Sanockie-Krośnieńskie, włączono&#13;
tam bowiem materiały pochodzące z rękopisów terenowych, a dotyczące&#13;
kultury także innych grup: Dolinian i Bojków. Uznano ponadto, że „Łemkowie żyli także poza granicami Sanockiego, a ziemia sanocka zasiedlona była&#13;
przez różne grupy etniczne”3. Monografia prezentuje ostatecznie materiały&#13;
z okolic Sanoka, Krosna, Brzozowa, Leska, Jasła oraz Gorlic i uważana jest&#13;
za jedną z najcenniejszych w całej edycji ze względu na przewagę zapisów&#13;
własnych Kolberga nad źródłami pośrednimi oraz bardzo szeroki merytorycznie zakres zachowanych notatek terenowych. Wydawcy wykorzystali&#13;
dziesiątki kart zawierających, poza melodiami i tekstami ludowymi (polskimi i ukraińskimi) zanotowanymi przez badacza, obszerne informacje o ludności, ubiorach, sprzętach gospodarskich (wraz z bardzo licznymi rysunkami), zwyczajach, obrzędach i wierzeniach oraz bajki i podania. Większość&#13;
tych materiałów pochodziła z okolic Bóbrki, Leszczowatego, Wzdowa, Rymanowa, Czaszyna, Procisnego, ale też z Soliny, Serednicy, Ustrzyk i szeregu&#13;
innych miejscowości, przy czym część z nich była stacjami badawczymi&#13;
autora Ludu.&#13;
O ile Przemyskie i Sanockie-Krośnieńskie prezentowały materiały ze&#13;
stosunkowo niewielkich obszarów, będących częścią Kolbergowskiej Rusi&#13;
Czerwonej, to pozostałe źródła opublikowano już w monografii wspólnej&#13;
dla tej historycznej krainy. „W rezultacie tego – pisała etnografka, Olga Gajkowa – monografia etnograficzna O. Kolberga obejmuje tereny: Lwowskie,&#13;
1&#13;
&#13;
A. Kwilecki „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Sanockie-Kroś­&#13;
nieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. VI.&#13;
2 A. Kwilecki, tamże, s. VII; chodzi o pracę A.I. Torońskiego Rusiny-Łemki w: Zoria galickaja (jako album na god 1860), Lwów br. A. Kwilecki wymienił też m.in. prace P.J. Szafarzyka&#13;
w Słowiańskich starożytnościach, Poznań 1844 (tłumaczenie I wydania czeskiego z 1837 roku)&#13;
oraz W. Pola Rzut oka na północne stoki Karpat, Kraków 1851, obie znane Kolbergowi; o znanych Kolbergowi poglądach Pola mowa będzie dalej.&#13;
3 T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie” Oskara Kolberga [cd.] w: O. Kolberg Sanockie-Krośnieńskie cz. I (DWOK T. 49), s. XV.&#13;
&#13;
513&#13;
&#13;
�Stryjskie (po Stanisławów), Brzeżańskie, Złoczowskie, Brodzkie i Żółkiewskie”1. Badania terenowe prowadził Oskar na dwóch pierwszych wymienionych obszarach, a głównymi ich ośrodkami były Barysz pod Buczaczem&#13;
(w ówczesnym obwodzie stanisławowskim) i Zadwórze położone niedaleko&#13;
Lwowa. W Zadwórzu miał być po raz pierwszy już w 1861 roku, natomiast&#13;
do Barysza udał się w 1867 podczas dłuższej podróży po Galicji2. W latach&#13;
siedemdziesiątych kontynuował te wyprawy, łącząc je z badaniami na terenach Pokucia3.&#13;
Z Barysza i Zadwórza pochodzą najcenniejsze rękopisy terenowe Kolberga dotyczące kultury materialnej regionu oraz liczne szkice budynków&#13;
i ubiorów. Zebrany materiał etnograficzny miał zostać uzupełniony na podstawie publikacji. Na uwagę zasługuje wykorzystanie przez Oskara pracy Ignacego Lubicz-Czerwińskiego Okolica zadniestrska między Stryjem&#13;
i Łomnicą4, którą uznać można za pierwszą monografię etnograficzną tego&#13;
regionu i prawdopodobnie jedną z pierwszych tego typu prac w dziejach&#13;
polskiej literatury etnograficznej. Czerwiński nie włączył do swego dzieła&#13;
tekstów folkloru, uznawszy je za „obrażające niewinność”. Kolberg dysponował własnymi tego typu zapisami, ale publikując teksty, poddawał je&#13;
cenzurze obyczajowej i zapewne, tak jak w przypadku wydanych przez niego monografii, wielu z nich nie podałby do druku. W XX wieku wydawcy&#13;
rękopisów Kolberga mogli opublikować całość zachowanych materiałów,&#13;
zarówno wyniki jego badań terenowych, jak i liczne wypisy z literatury.&#13;
Z kolei tytuł Ruś Karpacka przyjęto dla monografii Pokucie–Hucuły.&#13;
Uzasadnieniem dla tej nazwy był fakt uwzględnienia w monografii rękopisów dotyczących także innych niż Huculszczyzna terenów: „Materiały te, ze&#13;
1 O. Gajkowa „Ruś Czerwona” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Ruś Czewona cz. I (DWOK&#13;
T. 56), s. XV.&#13;
2 Podróże do Zadwórza pod Lwów w 1861 i do Barysza w 1867 do rodziny Szawłowskich&#13;
wymienił Kolberg w itinerarium, zob. Wykaz podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 705 i 706; zob. też E. Millerowa Kalendarium podróży… (DWOK T. 85/III), tam opis&#13;
wszystkich podroży (także w latach następnych) do tych miejscowości.&#13;
3 O podróży w 1876 roku wspomniano już przy opisie badań terenowych Kolberga oraz&#13;
charakteryzując monografię Pokucia. Wizytę w Baryszu w 1876 roku wymienił Kolberg w liście do W. Przybysławskiego, zob. brulion listu z 14 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 646.&#13;
4 I. Lubicz-Czerwiński, Okolica zadniestrska między Stryjem i Łomnicą, czyli opis ziemi&#13;
i dawnych klęsk lub odmian tej okolicy, tudzież, jaki jest lud prosty dla religii i dla Pana&#13;
swego, zgoła jaki on jest w całym sposobie życia swego lub w swych zabobonach albo zwyczajach, Lwów 1811.&#13;
&#13;
514&#13;
&#13;
�względu na swój zasięg geograficzny, wykraczający na południu poza obszar Huculszczyzny i dotyczący także Rusinów bukowińskich i węgierskich,&#13;
zatytułowano początkowo Karpaty Wschodnie, później zaś, dla uściślenia&#13;
etnograficznego, nadano monografii obecny tytuł Ruś Karpacka”1. Niezwykle bogato jest tu reprezentowany rozdział „Lud”, w którym znajdziemy&#13;
obszerne informacje o gospodarce pasterskiej, wyrębie i spławianiu drewna, rękodzielnictwie i zbójnictwie, zwłaszcza dotyczące Huculszczyzny. Są&#13;
to źródła pozyskane częściowo z publikacji, ale przede wszystkim będące&#13;
wynikiem długotrwałych badań Kolberga na Pokuciu.&#13;
Ogromne obszary zamieszkiwane przez Łemków, Dolinian, Bojków,&#13;
Hucułów aż po Rusinów z Bukowiny wymagałyby od Kolberga pobieżnej&#13;
choćby charakterystyki zamieszkujących je grup etnicznych. Zarówno w tomach Pokucia, jak i w pozostawionych rękopisach opublikowanych w Rusi&#13;
Karpackiej, a także w materiałach do Rusi Czerwonej jest sporo jego uwag&#13;
na ten temat. Są one nie tylko rezultatem własnego rozeznania i doświadczeń zdobytych w terenie, ale także niewątpliwie wynikiem pewnego wpływu wcześniejszych badań i publikacji, między innymi Wincentego Pola.&#13;
Zwróciła na to uwagę Agata Skrukwa, polemizując z poglądem Olgi Gajkowej, która pisała, że „Pol – odkrywca grup etnicznych i etnograficznych&#13;
w Polsce, nie wpłynął w tym względzie na Kolberga”2. Agata Skrukwa&#13;
przytacza opinię Gajkowej i kwestionuje ją, powołując się na bezpośrednie&#13;
kontakty obu uczonych w Krakowie, wzmianki w korespondencji Kolberga&#13;
oraz wykorzystywanie w Ludzie publikacji Pola3. Potwierdzają to też Kolbergowskie materiały przygotowywane do monografii Hucułów. Zarówno&#13;
w przytoczonych przez Kolberga tekstach innych autorów, jak i w swoich własnych uwagach badacz kilkakrotnie odwoływał się do publikacji&#13;
Wincentego Pola. Przykładem może być rękopis rozdziału „Lud” dotyczący&#13;
pochodzenia Hucułów: „W. Pol – pisał Kolberg – jest zdania tych, którzy&#13;
Hucułów ze wschodu i południa wywodzą4”, a w dalszej części rękopisu&#13;
1&#13;
&#13;
O. Gajkowa „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK&#13;
T. 54), s. VII; istotnie, jak wzmiankuje Olga Gajkowa, monografia Ruś Karpacka w chwili rozpoczęcia edycji Dzieł wszystkich Kolberga została zaplanowana jako Karpaty Wschodnie.&#13;
2 O. Gajkowa „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga… (DWOK T. 54), s. XV.&#13;
3 A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. VII–VIII.&#13;
4 O. Kolberg Ruś Karpacka... (DWOK T. 54), s. 34; nota wydawcy sporządzona na podstawie pozostawionych przez autora notatek bibliograficznych informuje, że wypowiedzi Pola&#13;
pochodzą z następujących jego prac: Rzut oka na północne stoki Karpat, wydanie krakowskie&#13;
&#13;
515&#13;
&#13;
�podał argumenty potwierdzające tę tezę. W kolejnych partiach rękopisu,&#13;
w których użył określeń grup etnograficznych, wpisał w nawiasie nazwisko autora, od którego zaczerpnął tekst: „A własności odzienia, czyliż nie&#13;
charakteryzują naszych Łemków, górali znad Wisłoki i Sanu tak, że i dziś&#13;
oni od odzieży swej »czuhy« Czuchońcami (W. Pol) i od ubrania krótkiego&#13;
»Kurtakami są zwani«?”1. Kolberg znał zatem poglądy Pola na regionalizację&#13;
i na ile było mu to potrzebne, wykorzystał je w swoich opisach.&#13;
Trudno jednak wypowiedzieć się na temat ostatecznego kształtu pozostałych monografii terenów wschodnich. Podkreślić trzeba, że charakteryzowane dalej będą materiały zachowane w rękopisach, które Kolberg sam&#13;
uważał za niepełne i niewystarczające jeszcze do zredagowania planowanego tomu.&#13;
Pod wspólnym tytułem Podole opublikowano wszystkie manuskrypty&#13;
dotyczące tego terenu, mimo że Kolberg zamierzał początkowo wydać oddzielne tomy dla Podola galicyjskiego i rosyjskiego. Nie pozostawił jednak dostatecznej liczby własnych materiałów. Podole złożone jest głównie&#13;
z pieśni, zaczerpniętych w części z jego artykułu opublikowanego w 1888&#13;
roku2. Śladem własnych badań etnograficznych jest opis wesela, pogrzebu&#13;
oraz notatki dotyczące języka z okolic Kamieńca Podolskiego w rękopisie&#13;
opatrzonym notką: „Opowiadała panna Małecka”3. Skąpe rozdziały „Kraj”,&#13;
„Lud” i „Świat nadzmysłowy” zostały jednak przygotowane tylko na podstawie wypisów z literatury.&#13;
Natomiast materiały zachowane do monografii Białorusi i Polesia składają się przede wszystkim z wypisów z literatury przedmiotu. Anna Engelking, opisując wizerunek Poleszczuka na podstawie rozdziałów „Kraj”,&#13;
„Lud” „Obrzędy” i „Język” monografii Białoruś-Polesie wydanej w 1968&#13;
roku, analizowała wypowiedzi różnych autorów i stwierdziła, że wśród&#13;
nich „nie ma samego Kolberga” 4. Kolberg, który sam nie prowadził tam&#13;
badań, zgromadził jednak obszerną bibliografię obejmującą najważniejsze&#13;
z 1851 roku, Obrazy z życia i natury (bez podania wydania) i Korespondencja zamieszczona&#13;
w „Bibliotece Naukowego Zakładu im. Ossolińskich” 1847, T. 1, s. 668.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Ruś Karpacka... (DWOK T. 54), s. 37.&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu z Podola Rossyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał…, „Zbiór&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. 12: 1888, s. 235–251.&#13;
3 Rkp. terenowy Kolberga, Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1260, k. 62 i 63.&#13;
4 A. Engelking „Poleszczuk” w dyskursie ludoznawczym. Szkic do obrazu na podstawie&#13;
„Ludu” Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 197.&#13;
&#13;
516&#13;
&#13;
�prace naukowe dotyczące tych terenów. Wartość bibliograficznych zbiorów&#13;
autora Ludu docenił Mścisław Olechnowicz. Omawiając stan badań nad&#13;
kulturą ludową wymienionych obszarów, napisał we wstępie do monografii, że znajduje on „prawie pełne odbicie w materiałach rękopiśmiennych&#13;
O. Kolberga, którego dużą zasługą jest zgromadzenie publikacji dotyczących&#13;
Białorusi, zwłaszcza tych, które ukazywały się w lokalnych i trudno dostępnych czasopismach”1.&#13;
Wykorzystywanie fragmentów prac innych autorów, niekiedy bardzo&#13;
odległych czasowo, spotykało się z różnymi reakcjami późniejszych badaczy. Kazimiera Zawistowicz-Adamska dopuszczała wprawdzie możliwość&#13;
łączenia tekstów z różnych źródeł, ale warunkowała to ich chronologią.&#13;
Pisała między innymi: „[…] o ile tego rodzaju »sztukowanie« opisu mogłoby&#13;
być usprawiedliwione w wypadku jednoczesnych badań własnych Kolberga, o tyle jest niewątpliwie zawodne, gdy chodzi o sztukowanie dawnych&#13;
opisów obcych autorów materiałami własnymi i odwrotnie: uzupełnianie&#13;
własnych tekstów dawnymi materiałami. Takie opisy powinny być pod­&#13;
dane gruntownej analizie przed ich spożytkowaniem w późniejszych pra­&#13;
cach”2. Ale celem Kolbergowskich monografii było właśnie nagromadzenie&#13;
różnorodnych źródeł zarówno w celach porównawczych, jak i ze względu&#13;
na fakt występowania pewnych tradycji już w bardzo dawnych czasach.&#13;
Ten pierwszy aspekt podnosił z kolei Janusz Optołowicz, który twierdził,&#13;
że „Kolberg nie ograniczał się tylko do wypisów z literatury, starał się on&#13;
również skłonić czytelnika do zaznajomienia się z innymi źródłami etnograficznymi, a to w celu porównania ich z tekstami podawanymi przez&#13;
niego, zarówno pod względem podobieństwa, jak i różnic. Jest to sposób&#13;
niespotykany w opisach etnograficznych i wprowadzenie tej innowacji jest&#13;
jego zasługą”3.&#13;
Zarówno w publikacjach, do których odwoływał się autor Ludu, jak&#13;
i w jego własnych tekstach, także tych odnoszących się do tytułów monografii, stosowane są często terminy historyczne. Zasięg terytorialny potencjalnych monografii Podola, Białorusi, Polesia i innych terenów wschodnich rubieży Rzeczypospolitej określony był przez Kolberga według&#13;
1&#13;
&#13;
M. Olechnowicz „Białoruś-Polesie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Białoruś-Polesie&#13;
(DWOK T. 52), s. XVI.&#13;
2 K. Zawistowicz-Adamska „Lud” Kolberga jako źródło do badań nad obrzędowością&#13;
ludu polskiego, „Lud” 1956, T. 42, s. 365.&#13;
3 J. Optołowicz „Lubelskie” O. Kolberga, „Lud” 1956, T. 42, s. 225.&#13;
&#13;
517&#13;
&#13;
�kryterium historycznego. Ten aspekt miał dla stosowanego przez Kolberga&#13;
nazewnictwa duże znaczenie, na co zwrócili uwagę badacze i wydawcy&#13;
jego prac. Maria Trawińska twierdziła, że „Kolberg w określeniu terenu&#13;
posługuje się pojęciami staropolskich podziałów administracyjnych lub&#13;
tradycyjną staropolską topografią. W myśl tego za Ruś Białą uważał tylko&#13;
wschodnie krańce tych obszarów, które później nosiły nazwę Białorusi&#13;
[…], a za Ruś Czarną tereny zachodnie. Do rzędu pojęć historycznych należy również termin Ruś Litewska, używany przez Kolberga na określenie&#13;
Grodzieńszczyzny, Wileńszczyzny i Kowieńszczyzny. W XIX w. pojęcia&#13;
te ulegają zmianie, jednak wielu badaczy […] posługuje się terminologią&#13;
staropolską”1. Materiały zaplanowane jako Ruś Czarna, Litewska, Polesie&#13;
i Białoruś są odzwierciedleniem Kolbergowskiego postrzegania tych terenów zgodnie z historyczną tradycją, a przyjęty podział, jak pisał Olechnowicz, „odpowiadał panującym w ówczesnym społeczeństwie polskim&#13;
pojęciom terytorialnym ukształtowanym w długim procesie rozwoju ziem&#13;
W. Ks. Litewskiego i Korony” 2.&#13;
Kulturą wspomnianej Litwy Kolberg interesował się już w latach czterdziestych jako badacz folkloru muzycznego3. Dość bliskie były jego kontakty z Mikołajem Akielewiczem, tłumaczem, badaczem języka i historii Litwy. Obydwaj planowali na wiosnę 1857 roku wspólną wyprawę na Litwę&#13;
i Żmudź, która wówczas nie doszła do skutku. Kolberg wyjechał jednak&#13;
na Litwę w celach badawczych najprawdopodobniej w 1858 roku, choć&#13;
data tej podróży nie jest całkiem pewna. Odwiedził wówczas Kalwarię,&#13;
Mariampol i Sejny. Nie wiadomo, kto wtedy pomagał Kolbergowi, ale pomoc była mu potrzebna, choćby ze względów językowych. Przywieziony&#13;
materiał, który sam określił jako „plon niezbyt obfity […] bo czasu na więcej&#13;
nie starczyło”4, dał do przejrzenia i przetłumaczenia na język polski Akielewiczowi. Były to jednak prawdopodobnie głównie pieśni, opublikowane&#13;
później „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”5. Folklor litewski&#13;
1&#13;
&#13;
M. Trawińska Mazowsze Stare w świetle badań Oskara Kolberga…, s. 257.&#13;
M. Olechnowicz „Białoruś-Polesie”… (DWOK T. 52), s. V.&#13;
3 O. Kolberg O pieśniach litewskich. Melodie do „Pieśni litewskich”, „Dzwon Literacki”&#13;
1847, T. 3, z. 1–2, s. 93–107; przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu&#13;
fortepianowym cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372.&#13;
4 Brulion listu Kolberga do Jana Karłowicza z 1 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 24.&#13;
5 O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” 1879,&#13;
T. III, s. 167–230.&#13;
2&#13;
&#13;
518&#13;
&#13;
�zapisywał też w okolicach Augustowa, a materiały etnograficzne zamierzał&#13;
zaczerpnąć z publikacji wymienionych w obszernej bibliografii.&#13;
Nie udało się też Kolbergowi wydać wielu monografii regionów zamieszkiwanych przez polskie grupy etniczne, w tym opracowania dotyczącego&#13;
górali polskich. Kiedy badacz w 1857 roku odbywał sześciotygodniową&#13;
podróż w Tatry, a także do Szczawnicy, Czorsztyna i Krynicy1, nie myślał&#13;
jeszcze o wydawaniu monografii etnograficznej, rejestrował więc głównie&#13;
folklor muzyczny i był tam jego pierwszym badaczem. Z okolic Szczawnicy pochodzą też inne materiały terenowe Kolberga, takie jak opis wesela&#13;
ze szkicami strojów, sobótki i zwyczaju „Przeżegnania w Sobotę Kwietną”,&#13;
opublikowane w wydanej w XX wieku monografii Góry i Podgórze2. Nie&#13;
wiadomo jednak, czy zapisy te powstały w 1857 roku przy okazji badań nad&#13;
muzyką ludową, czy też podczas kolejnej podróży Kolberga w roku 1863.&#13;
Mimo że przy opisie metod stosowanych przez Kolberga w terenie wspomniano już o jego kontaktach z bacami i juhasami, raz jeszcze warto przypomnieć bezpośredni charakter tych badań oraz ich zasięg, co podnosił też&#13;
Tadeusz Strumiłło, pisząc: „Trzeba przy tej okazji podkreślić obejmowanie&#13;
przez Kolberga zasięgiem swych badań terenów czysto pasterskich – hal&#13;
wysokogórskich do jakich nawet dziś nie docierają jego następcy, ograniczający się do zbierania repertuaru wsiowego”3. Taka sama wielotygodniowa wyprawa, podczas której badacz miał dobry kontakt z informatorami&#13;
bezpośrednio w terenie, odbyta kilkanaście lat później mogłaby więc zaowocować materiałami porównywalnymi na przykład do tych z Pokucia.&#13;
Tymczasem do uzupełnienia planowanych w 1869 roku Górali polskich&#13;
(dla Podgórzan przewidziany był osobny tom)4 posłużyć miały publikacje,&#13;
których liczba była imponująca ze względu na ogromne zainteresowanie&#13;
badaczy góralszczyzną, żeby wymienić tylko niektórych, takich jak Ludwik&#13;
Kamiński, Wincenty Pol, Ludwik Delaveaux, Seweryn Goszczyński czy&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. E. Millerowa Kalendarium podróży… (DWOK T. 85/III), tam rok 1857.&#13;
O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), Wrocław-Poznań 1968, s. 122–152 (wesele&#13;
V), s. 94 (sobótka) i s. 91–93 (kwietna sobota).&#13;
3 T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” R. V: 1954, s. 11–12.&#13;
4 W roku 1869 Kolberg planował wydanie serii 18 Podgórze Krakowskie oraz serii 19 i 20&#13;
Górale polscy, zob. brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 64), s. 302–305; w 1873 pisał o dwóch tomach Górali tatrzańskich i jednym&#13;
Podgórzan, zob. brulion listu Kolberga do nieznanego adresata z 10 II 1873 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 441–442.&#13;
2&#13;
&#13;
519&#13;
&#13;
�Lucjan Siemieński. Kolberg posiadał też rękopisy innych zbieraczy, a wśród&#13;
nich opracowanie Bronisława Gustawicza z Rabki dotyczące między innymi&#13;
zwyczajów i zabobonów związanych ze świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocy, zawierające też pieśni obrzędowe1.&#13;
Gromadzenie zapisów innych autorów, obok bogatej bibliografii, fragmentów druków i odpisów z publikacji, było cechą charakterystyczną Kolberga-zbieracza. Większość tych opracowań przekazywali współpracownicy w celu ich wykorzystania w Ludzie, inne trafiały do Oskara „przy&#13;
okazji” i na zawsze już pozostawały w jego archiwum. Prawdopodobnie&#13;
wymieniony wyżej rękopis Gustawicza przeznaczony był ostatecznie do&#13;
publikacji w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Kolberg jako&#13;
przewodniczący Sekcji Etnologicznej Akademii Umiejętności brał udział&#13;
w przygotowaniu do druku prac etnograficznych do tego czasopisma i zapoznawał się z nimi bezpośrednio po przesłaniu przez autorów. Być może&#13;
jednak Gustawicz przekazał swoje materiały autorowi Ludu do jego użytku.&#13;
Przypomnieć też można wspomniane już manuskrypty Gustawa Gizewiusza&#13;
i Teobalda Klepaczewskiego. O otrzymaniu od Klepaczewskiego jego rękopisu Pogląd historyczny na zabobony w Polsce pisano tu przy okazji charakteryzowania monografii Wielkopolski. Natomiast Gizewiusz przekazał&#13;
swój manuskrypt Kazimierzowi Wójcickiemu z nadzieją na jego wydanie,&#13;
a ten ostatni oddał go Kolbergowi „do przeglądnięcia i redakcji”2. Autor&#13;
opracowania zawierającego około 400 pieśni z okolic Ostródy i Kraplewa&#13;
(z nazwiskami informatorów) zmarł w 1848 roku, a Kolberg rękopis zatrzymał, najpierw wykorzystując go częściowo w Pieśniach ludu polskiego&#13;
z 1857 roku, a później włączając go do przygotowanej przez siebie monografii poświęconej Mazurom3. Z opisanych już wcześniej względów na Mazurach własnych badań nie przeprowadził. Zapoznawał się z publikacjami,&#13;
1 Rkp. B. Gustawicza opisał Z. Jasiewicz „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w: Góry&#13;
i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. XV–XVI.&#13;
2 Brulion listu Kolberga do K. Cludiusa z 28 II 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 576.&#13;
3 Wymieniony już wcześniej rkp. G. Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836 do 1840 roku został częściowo włączony&#13;
do monografii Mazury pruskie (DWOK T. 40), Wrocław-Poznań 1966; jego pełne wydanie&#13;
źródłowe zob. G. Gizewiusz Pieśni ludu znad górnej Drwęcy…, z rękopisu opracowała, wstępem i komentarzami opatrzyła D. Pawlakowa, Poznań 2000. W latach 2000–2001 staraniem&#13;
Ośrodka Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie ukazało się wydanie rękopisu&#13;
Gizewiusza pod takim samym tytułem w opracowaniu redakcyjnym W. Ogrodzińskiego.&#13;
&#13;
520&#13;
&#13;
�w tym z dziełem Maxa Toeppena1, które w części przetłumaczył, jednak&#13;
kluczowe dla monografii miały być prace Wojciecha Kętrzyńskiego. Zebrane przez autora Ludu materiały wysoko ocenił Władysław Ogrodziński, który we wstępie do wydanej w XX wieku monografii pisał: „Kolberg&#13;
jako pierwszy w polskiej publicystyce naukowej pokusił się na przełomie&#13;
lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX stulecia o zebranie w całość&#13;
dostępnej mu wiedzy etnograficznej i najcenniejszych zabytków folkloru&#13;
muzycznego Mazur”2.&#13;
Przez lata sądzono, że Kolberg był również posiadaczem rękopisu Józefa Lompy, zawierającego zbiór pieśni śląskich. Materiały tego ostatniego zaginęły w sposób zagadkowy, przekazywane kolejno różnym osobom&#13;
w celu ich wydania. Sam autor manuskryptu uważał, że przywłaszczył je&#13;
sobie Oskar, co jednak ostatecznie okazało się nieprawdą3. Lompa byłby&#13;
zapewne dla Kolberga najlepszym pośrednikiem w pozyskaniu materiałów&#13;
ze Śląska, ale zmarł w 1863 roku, a z powodu podejrzeń o zawłaszczenie&#13;
rękopisu być może nie zechciałby współpracować z autorem Ludu. Ten&#13;
ostatni natomiast dysponował wspomnianymi wcześniej zapisami bajek,&#13;
które zarejestrował w Woli Rasztowskiej na Mazowszu, niewielką liczbą&#13;
melodii oraz wypisami z publikacji, jednak własnych badań na tym terenie&#13;
z opisanych już powodów nie zdołał przeprowadzić. Pojechał wprawdzie&#13;
na krótko w 1871 lub 1872 roku do Cieszyna4, gdzie spotkał się z pastorem&#13;
Leopoldem Otto i Bogumiłem Hoffem, ale wizyta ta miała jedynie pomóc&#13;
w nawiązaniu kontaktów na Śląsku, nie wiadomo natomiast, czy Kolbergowi&#13;
udało się wówczas zdobyć jakieś informacje etnograficzne. Do planowanej&#13;
1 M.P. Toeppen Aberglauben aus Masuren, mit einem Anhange, enthaltend masurische&#13;
Sagen und Märchen, Danzig 1867.&#13;
2 W. Ogrodziński „Mazury Pruskie” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Mazury Pruskie&#13;
(DWOK T. 40), s. V.&#13;
3 Rkp. Józefa Lompy odnaleziony został w roku 1959 w zbiorach Edmunda Bojanowskiego,&#13;
badacza Śląska; rękopis wydał B. Zakrzewski, zob. J. Lompa, Pieśni ludu śląskiego ze zbiorów&#13;
rękopiśmiennych Józefa Lompy, wydał, skomentował i zarysem monograficznym poprzedził&#13;
B. Zakrzewski, Wrocław 1970. Bezpodstawne oskarżenia wobec Kolberga omówił M. Gładysz&#13;
we wstępie „Śląsk” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Śląsk (DWOK T. 43), Wrocław-Poznań&#13;
1965, s. IX–XI.&#13;
4 W itinerarium Kolberg wymienił podróż do Cieszyna w 1872 roku, zob. Wykaz podróży…, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706, jednak analiza innych dokumentów może&#13;
wskazywać, że odbył tę podróż już rok wcześniej, zob. E. Millerowa Kalendarium podróży…&#13;
(DWOK T. 85/III), tam rok 1871 i 1872.&#13;
&#13;
521&#13;
&#13;
�w 1886 roku podróży także już nie doszło. Kolbergowi zależało jednak na&#13;
opracowaniu monografii tego regionu, którego odrębność wielokrotnie&#13;
podkreślał, ale był świadomy, że nie zdoła już dokończyć swego dzieła.&#13;
Bogumił Hoff twierdził, że według Kolberga to właśnie on ma pracować&#13;
nad materiałami śląskimi1. Hoff był autorem monografii Lud cieszyński,&#13;
wydanej w 1888 roku, której tom pierwszy nosił tytuł Początki Wisły i Wiślanie, i miał podobno przygotowane rękopisy obejmujące materiały etnograficzne z okolic wsi Brenna i Istebna wraz z rycinami i fotografiami2, ale&#13;
nie zostały one opublikowane.&#13;
Natomiast z zebranych przez Oskara skromnych materiałów Seweryn&#13;
Udziela zdecydował się na opracowanie tych fragmentów, które dotyczyły&#13;
Górnego Śląska3. Wybrał je najprawdopodobniej dlatego, że stanowiły one&#13;
stosunkowo jednorodną całość. Z kolei wydawcy Dzieł wszystkich przyjęli&#13;
ogólny tytuł Śląsk, jako najbardziej odpowiadający zawartości tomu obejmującego materiały dotyczące zarówno Górnego, jak i w skromnej liczbie&#13;
Dolnego Śląska i Śląska Cieszyńskiego.&#13;
Pierwszą monografią wydaną w ramach edycji Dzieł wszystkich z materiałów pozostawionych w rękopisach było Pomorze (1965). Przyjęty&#13;
w tytule monografii termin miał obejmować wszystkie użyte przez Kolberga określenia. Józef Burszta, opierając się na jego notatkach, stwierdził: „Poza określeniem Kaszuby, które oznaczało znacznie szerszy niż dziś&#13;
teren, Kolberg używa różnorodnych i nieraz się pokrywających określeń:&#13;
Ziemia Pomorska, Tucholszczyzna, Ziemia Chełmińska, Michałowska, Toruńska itp. Powiśle zaś i Żuławy określa potocznie jako na nizinach”4.&#13;
Przywołane nazwy, podobnie jak w wielu innych wypadkach, świadczą&#13;
o stosowaniu przez Kolberga popularnych nazw historycznych. Sam podział&#13;
tych terenów nie był przedmiotem jego szczególnych studiów i miał chyba&#13;
raczej charakter przypadkowy. Istotna była etniczna odrębność Kaszubów&#13;
1&#13;
&#13;
L.S.K. Bogumił Hoff, „Wisła” T. 8: 1894, s. 206; autor przywołuje wypowiedzi Hoffa, między innymi tę o zachęcaniu go przez Kolberga do pracy nad monografią Śląska: „Zajmij się gorliwie opracowaniem właściwości ludu śląskiego, dotąd odłogiem leżącego, i staraj się wypełnić&#13;
tę lukę w etnograficznej literaturze naszej”.&#13;
2 Tamże.&#13;
3 O. Kolberg, Szląsk Górny. Materiały etnograficzne, z papierów pośmiertnych wydał&#13;
S. Udziela, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” 1906, s. 140–212.&#13;
4 J. Burszta, „Pomorze” Oskara Kolberga w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. XX–XXI.&#13;
&#13;
522&#13;
&#13;
�i to ich dotyczy większość zgromadzonych przez niego materiałów. Jest&#13;
prawdopodobne, że na zainteresowanie się Kolberga Kaszubami wpływ&#13;
miała rozprawa Aleksandra Hilferdinga Ostatki Słowian na południowym&#13;
brzegu Bałtyckiego Morza1, którą Kolberg przełożył, i która została włączona w całości jako druga część wydanego w 1965 roku tomu. Naturalną&#13;
konsekwencją zamieszczenia w Pomorzu tekstu Hilferdinga jest fakt, że&#13;
monografia dotyczy także Słowińców (termin upowszechniony przez rosyjskiego badacza)2, nie wiadomo jednak, czy wymieniłby ich też Kolberg,&#13;
gdyby sam zdążył przygotować monografię.&#13;
Część pierwsza Pomorza zawiera materiały terenowe i wypisy Kolberga,&#13;
który badał te tereny w 1875 roku i odwiedził tam kilkanaście miejscowości na trasie od Torunia po Gdańsk i Sopot. Mimo że folklor muzyczny&#13;
nie jest przedmiotem niniejszego opracowania, należy zwrócić uwagę na&#13;
Kolbergowskie zapisy blisko 220 pieśni ludowych (w tym obrzędowych)&#13;
oraz kilkunastu pieśni szlacheckich i mieszczańskich. Stanowią one cenne&#13;
uzupełnienie dla materiałów Hilferdinga i zaprzeczenie dla przywołanych&#13;
przez autora Ostatków… słów: „Nigdy nie usłyszysz, aby Kaszuba śpiewał&#13;
cokolwiek”3. Pochodzą one z poświęconego Kaszubom rękopisu z 1820 roku,&#13;
którego autorem był protestancki duchowny Gottlieb Leberecht Lorek. Manuskrypt ten był często cytowany przez Hilferdinga. Ten ostatni z kolei&#13;
zamieścił w swoim opracowaniu około sześćdziesięciu pieśni bez melodii,&#13;
ale on również uważał Kaszubów za niemuzykalnych: „Pieśni – pisał –&#13;
śpiewają tylko nabożne (wyjęte z książeczek do nabożeństwa), oprócz tego&#13;
ślady piosenek dostrzegać się dają tylko w obrzędowych zaprosinach na&#13;
swadźbę […]. Ale przy innej okoliczności, prócz wesela, lud nie śpiewa. Nie&#13;
tańczy on także, w czym odróżnia się wielce od ludu wiejskiego polskiego&#13;
[…]. Dalej ku południowi, bliżej granicy narodowości wielkopolskiej, w kartuskim, a jeszcze bardziej kościerzyńskim powiecie, gdzie mowa kaszubska&#13;
miesza się z wielkopolską, lud z większą już śpiewa ochotą, ale pieśni jego&#13;
1&#13;
&#13;
A. Hilferding Остатки славян на южном берегу Балтийского Моря, Sankt-Petersburg&#13;
1862; tegoż Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza, przełożył Oskar&#13;
Kolberg, w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 307–452.&#13;
2 Hilferdingowi przypisuje się jeśli nie wprowadzenie, to przynajmniej upowszechnienie&#13;
terminu „Słowińcy”. Obszerne studium tej grupy etnograficznej wraz z powołaniem na poglądy różnych autorów opracował M. Filip Od Kaszubów do Niemców. Tożsamość Słowińców&#13;
z perspektywy antropologii historii, Poznań 2021.&#13;
3 A. Hilferding Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza, przełożył&#13;
Oskar Kolberg, w: O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 344.&#13;
&#13;
523&#13;
&#13;
�są jeszcze urywkowe i uboższe treścią i śpiewnością od polskich”1. Twierdzeniu temu wydają się przeczyć zapisy Kolberga z północnej części Kaszub&#13;
(m.in. z Wielkiego Kacka), choć przyznać trzeba, że większość zarejestrowanych przez niego pieśni i tańców pochodzi z terenów południowych obszaru należącego do Kolbergowskiego Pomorza, będących obecnie częścią&#13;
województwa kujawsko-pomorskiego.&#13;
Niewielki obszar na mapie polskich terenów etnicznych został określony&#13;
przez wydawców Dzieł wszystkich jako Tarnowskie-Rzeszowskie. Tytuł&#13;
zgodny jest z planami Kolberga, który w swoich zbiorach miał też tekę&#13;
przeznaczoną dla tego właśnie regionu2, o którego wyodrębnieniu Józef&#13;
Burszta pisał: „Dla wydzielenia zaś regionu przyjmował zapewne kryteria&#13;
fizjograficzne i etniczne, nie kierując się podziałem na większe od powiatów&#13;
jednostki administracyjne. Nie brał też pod uwagę względów ściśle kulturowych […]. Łatwo zauważyć, że jest to teren wydzielony dość sztucznie.&#13;
Niewątpliwie znaczna część Tarnowskiego ciąży do Krakowskiego i kulturowo zlewa się z nim całkowicie. Rzeszowskie natomiast stanowi wyraźny&#13;
obszar przejściowy do terenów wschodnich, polsko-ruskich i ruskich”3. Po&#13;
raz pierwszy materiały Kolberga z tego regionu wydał Seweryn Udziela&#13;
w 1910 roku4, jednak wykorzystał on jedynie zapisy z teki Tarnów-Rzeszów, podczas gdy źródła do tej monografii były już wówczas rozproszone&#13;
w kilku innych zespołach rękopiśmiennych.&#13;
W materiałach Kolberga najlepiej udokumentowana została kultura&#13;
ludowa regionów etnicznie polskich oraz wschodnich rubieży Rzeczypospolitej. Ale przedmiotem zainteresowań badacza były obszary całej Słowiańszczyzny, także południowej i zachodniej (Łużyce, Czechy i Słowacja,&#13;
Słowenia oraz Chorwacja). W roku 1857 odbył podróż na południe, której&#13;
czasu trwania i przebiegu nie udało się dokładnie ustalić. Z zachowanych&#13;
dokumentów wynika, że nie mogła ona być dłuższa niż kilka tygodni. Sam&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 353–354.&#13;
Teka Tarnów-Rzeszów znajduje się w zespole rękopisów należących do Arch. PTL&#13;
i oznaczona jest numerem 15.&#13;
3 J. Burszta, „Tarnowskie-Rzeszowskie” Oskara Kolberga w: Tarnowskie-Rzeszowskie&#13;
(DWOK T. 48), s. VIII.&#13;
4 O. Kolberg Tarnów-Rzeszów. Materiały etnograficzne, wydał S. Udziela, „Materiały&#13;
Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne” T. 11: 1910, s. 116–323.&#13;
2&#13;
&#13;
524&#13;
&#13;
�Kolberg pisał: „W Lublanie (Lajbach), Trieście i Wenecji zbyt krótko bawiłem, zbyt świeżo je opuściłem, ażebym o muzykalności tych stron dokładne&#13;
dać już mógł wyobrażenie”1. Natomiast w późniejszych dokumentach oraz&#13;
w liście do młodego wówczas badacza Słowiańszczyzny Friedricha Salomona Kraussa (1859–1938) znajdujemy też wzmianki o pobycie Kolberga&#13;
w Zagrzebiu i Primoriu2. Trudno jednak precyzyjnie określić czas jego pobytu w Słowenii i Chorwacji, z pewnością jednak był on zbyt krótki, aby&#13;
przeprowadzić tam gruntowniejsze badania. Wiadomo natomiast, że podczas podróży Kolberg zatrzymał się w Wiedniu i bardzo prawdopodobne,&#13;
że tam właśnie w zbiorach bibliotecznych, a nie w terenie, pozyskał wiele&#13;
informacji. W pozostawionych przez Kolberga rękopisach i drukach, które&#13;
opublikowane zostały współcześnie w tomie Słowiańszczyzna południowa3, znalazły się głównie pieśni i melodie, pochodzące zarówno z literatury jak i z badań własnych, oraz materiały dotyczące muzyki ludowej,&#13;
a wśród nich teksty, w których badacz wspomniał o historii kształtowania&#13;
się świadomości narodowej Serbów i Słoweńców4. W dorobku Kolberga dotyczącym Słowiańszczyzny południowej niewątpliwie na uwagę zasługuje&#13;
obszerne studium etnograficzne Obrazy Słowiańszczyzny południowej&#13;
publikowane w „Gazecie Polskiej” w latach 1871–18725, a więc w okresie,&#13;
gdy realizował już on cykl monografii regionalnych i „na ich marginesie&#13;
pragnął zainteresować społeczeństwo polskie sytuacją etniczną i kulturą&#13;
południowych pobratymców”6. Jak pisał współczesny serbski badacz, Nicola Pavković, „Oskar Kolberg w Obrazach… przedstawił polskiemu czytelnikowi rozległą mozaikę narodowościową począwszy od Triestu i Boki&#13;
1 O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń d. 11 września 1857 w: tegoż Pisma muzyczne&#13;
cz. II (DWOK T. 62), s. 363; pierwodruk: „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26, s. 205.&#13;
2 Brulion listu Kolberga do F.S. Kraussa, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 361.&#13;
3 O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III. Słowiańszczyzna południowa cz. III (DWOK T. 59/III).&#13;
4 Mowa o tekście Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych, rkp. Kolberga, Arch.&#13;
PTL, teka 39, sygn. 1344, k. 20–21 i artykule Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian&#13;
południowych, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 193–196 (rękopis nie zachował się); zob. O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 586–591 i 563–567; przedruk: tegoż Materiały do&#13;
etnografii Słowian… cz. III (DWOK T. 59/III), s. 287–291 (tam bez pieśni) i s. 291–296.&#13;
5 O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny Południowej w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK&#13;
T. 63), s. 26–258; pierwodruk: „Gazeta Polska” 1871, nr 77–87; 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110,&#13;
133–136, 176–179.&#13;
6 J. Burszta „Studia, rozprawy i artykuły” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg, Studia, rozprawy..., s. XVII.&#13;
&#13;
525&#13;
&#13;
�Kotorskiej od zachodu i południa aż do Banatu na wschodzie. Z wyjątkiem&#13;
Słoweńców, większość przedstawionych przez niego grup etnicznych łączył wspólny język, którzy jedni nazywali serbskim, inni chorwackim”1.&#13;
Kolberg wymienił tam szereg grup etnicznych, podał krótkie charakterystyki ich cech fizycznych, opisy obrzędów, zwyczajów, informacje o ubiorze,&#13;
wzmianki o językach oraz niewielką liczbę pieśni z zapisami nutowymi,&#13;
które stanowią jedynie uzupełnienie pozostałych materiałów. Jego studium&#13;
ma charakter kompilacyjny i oparte jest na publikacjach historyczno-etnograficznych, do których w dużej części dotarł prawdopodobnie już podczas&#13;
swojej podróży.&#13;
Obszar Słowiańszczyzny zachodniej poza Polską to tereny, na których&#13;
Kolberg badań nie prowadził. Nie licząc jego nauczyciela muzyki w czasach wczesnej młodości, Vettera, nie miał on żadnych bezpośrednich&#13;
kontaktów z Łużycami i Łużyczanami. W swoim archiwum zgromadził&#13;
jednak pewien zasób materiałów dotyczących tego terenu 2. Są to przekłady i wypisy ze zbioru Smolerja Pjesnički hornych a delnych Łužiskich&#13;
Serbow, własne notatki językowe i bibliograficzne oraz najcenniejszy&#13;
zespół kilkunastu rękopisów z lat 1826–1827 (liczących razem 87 kart)&#13;
związanych z pobytem na Łużycach wspominanego już slawisty Andrzeja&#13;
Kucharskiego. Skromny z kolei dorobek w zakresie badań nad kulturą ludową Czech i Słowacji, na który składają się jedynie artykuły dotyczące&#13;
pieśni 3, jest wynikiem nie tylko ograniczonego kontaktu Kolberga z tymi&#13;
terenami. Powstały one w okresie, gdy głównie melodia była przedmiotem jego badań w celu „oznaczenia i wykazania charakteru muzyki&#13;
słowiańskiej” 4. W miarę upływu czasu coraz bardziej koncentrował się&#13;
na badaniach nad całą w jego rozumieniu kulturą ludową dawnej Rzeczypospolitej, ze szczególnym uwzględnieniem jej terenów wschodnich.&#13;
Ale muzyka, od której rozpoczął swoją zbieracką działalność, w dalszym&#13;
1 N. Pavković Serbski lud w opisach Słowian południowych Oskara Kolberga, w: Ja daję&#13;
właśnie materiał…, s. 213.&#13;
2 Zob. O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. I. Łużyce (DWOK T. 59/I).&#13;
3 O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284; przedruk:&#13;
Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym… (DWOK T. 67/I, s. 373– 401). O melodiach słowackich Kolberg wypowiadał się w artykule Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–505; przedruk: Pisma muzyczne..., s. 583–586.&#13;
4 A.J.S. [A.J. Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”1841, T. 1,&#13;
s. 163.&#13;
&#13;
526&#13;
&#13;
�ciągu pozostawała przedmiotem jego studiów i wielkiej pasji, o czym pod&#13;
koniec życia pisał:&#13;
[…] nakazuje mi to moja muzykalna natura, która mnie do tej sztuki ciągnęła,&#13;
jak szewca do kopyta, a której się podobno już do końca życia pozbyć nie będę&#13;
mógł1.&#13;
&#13;
Podsumowanie&#13;
Kiedy Kolberg w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia zdecydował się na przedstawienie obrazu kultury ludowej z terenów całej&#13;
przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, miał już za sobą wiele lat doświadczeń&#13;
terenowca, jedynego na tak ogromną skalę badacza muzyki ludowej. Jego&#13;
pierwsze, spontaniczne piesze wycieczki w okolice Warszawy szybko musiały przekształcić się w zaplanowane podróże etnograficzne. Wymuszały&#13;
to panujące wówczas warunki polityczne, ograniczające swobodne przemieszczanie się nie tylko między zaborami, ale też w samym Królestwie.&#13;
Stosunki społeczne z kolei powodowały oczywistą trudność w dotarciu&#13;
do nieufnego chłopstwa. Kolberg odbywał więc swoje podróże do określonych miejscowości, w których mógł skorzystać z gościnności osób zaprzyjaźnionych, znajomych bądź ich rodzin. Dzięki pośrednictwu swoich&#13;
gospodarzy miał ułatwiony kontakt z miejscowymi informatorami. Stacjonowanie w poleconych domach pozwalało mu także na ograniczenie wydatków na podróże, które przez wiele lat pochodziły z jego prywatnych&#13;
środków. W planowanych przez Oskara wyprawach dużą rolę odgrywały&#13;
więc względy praktyczne, których również według współczesnych badaczy&#13;
nie należy lekceważyć, ale które powodowały jednocześnie pewne niedogodności. .&#13;
Wybór miejscowości, do których podążał Kolberg, z czasem nazwanych&#13;
przez niego stacjami badawczymi, nie był dowolny, lecz uwarunkowany&#13;
właśnie możliwością skorzystania z czyjejś gościny. Ze swojej stacji mógł docierać, niejednokrotnie pieszo, do innych pobliskich wiosek, ale liczba tych&#13;
wypraw była w danym regionie ograniczona. Mimo to na wielu obszarach&#13;
1 Brulion listu Kolberga do F.S. Kraussa z 10 XII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 392.&#13;
&#13;
527&#13;
&#13;
�udało mu się stworzyć rodzaj „siatki” punktów badawczych, z których materiały stawały się później reprezentatywne dla opisu całego regionu.&#13;
Jak wspomniano informatorzy Kolberga pozyskiwani byli często dzięki&#13;
pośrednictwu goszczących go osób. Była to więc zwykle przywoływana&#13;
do dworu miejscowa służba, zatem sporządzone przez badacza zapisy bywały często relacją z opisywanych zwyczajów i obrzędów, odtworzoną we&#13;
dworze, a nie wynikiem jego bezpośredniego uczestnictwa w konkretnych&#13;
wydarzeniach związanych z życiem wsi. Ale tak zorganizowane badania&#13;
stawały się niekiedy jedynym sposobem na uzyskanie jakichkolwiek informacji od nieufnej i podejrzliwej ludności wiejskiej. Nie można jednak&#13;
pominąć bezpośrednich kontaktów Kolberga z informatorami, jak choćby&#13;
te na halach górskich, czy wspominane przez niego wizyty „w brudnej izbie,&#13;
przy obawie o własną skórę”1, które pozwalają mówić o badaniach stricte&#13;
terenowych.&#13;
Podczas pracy w terenie badacz rzadko zapisywał nazwiska śpiewaków,&#13;
grajków, opowiadaczy, co przełożyło się (poza nielicznymi wyjątkami) na&#13;
brak takich wzmianek w monografiach. Pomijanie tych informacji nie było&#13;
wówczas niczym niezwykłym. Informatorów traktował, zgodnie z duchem&#13;
epoki, jako anonimowych twórców i odtwórców folkloru, widział w nich&#13;
przedstawicieli ludu, zbiorowego nosiciela tradycji. Nie datował też zazwyczaj swoich zapisów, natomiast dużą wagę przywiązywał do not lokalizacyjnych. W druku wykazują one czasem odstępstwa od zanotowanych&#13;
w rękopisach, wynikające przede wszystkim z różnic między miejscem pochodzenia zapisu a miejscem jego sporządzenia, skorygowanym na przykład na etapie prac redakcyjnych. Zachowane rękopisy wskazują, że nie&#13;
stosował też żadnych kwestionariuszy, lecz zapisywał informacje ad hoc.&#13;
Jedynie kontaktując się korespondencyjnie ze swoimi współpracownikami&#13;
(z Przybysławskim na Pokuciu czy Korbasińskim na Mazowszu2), przesyłał&#13;
konkretne pytania.&#13;
Współpracowników, którzy nadsyłaliby materiały do monografii poszczególnych regionów, badacz zamierzał pozyskać poprzez publikację listu&#13;
otwartego w „Bibliotece Warszawskiej”. Jednak cel ten został osiągnięty&#13;
1&#13;
&#13;
To wspomnienie Kolberga było już obszerniej cytowane przy opisie jego badań terenowych, zob. list Kolberga do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 74.&#13;
2 Materiały dostarczane przez Przybysławskiego i Korbasińskiego zostały omówione wcześ­&#13;
niej przy opisie monografii Pokucia i Mazowsza.&#13;
&#13;
528&#13;
&#13;
�głównie dzięki podróżom do stacji badawczych. Współpracownikami,&#13;
a częściej współpracowniczkami stawały się żony i córki gospodarzy, ale&#13;
także miejscowi miłośnicy folkloru. To oni pomagali często w gromadzeniu&#13;
materiałów, a po wyjeździe Kolberga nadal nadsyłali potrzebne do monografii informacje i uzupełnienia. W znacznym więc stopniu zrealizowali cel,&#13;
który badacz chciał osiągnąć, zamieszczając w czasopiśmie list zawierający&#13;
jego program badań całej kultury ludowej.&#13;
Już podczas najwcześniejszych podróży etnograficznych Kolberg zwrócił&#13;
uwagę na inne, poza folklorem muzycznym, aspekty kultury oraz fakt, że&#13;
zapisywana przez niego pieśń osadzona jest w konkretnej sytuacji wykonawczej, na przykład towarzyszy obrzędowi. Wkrótce więc także obrzędy&#13;
i zwyczaje, a z czasem wierzenia oraz elementy kultury materialnej stały&#13;
się przedmiotem jego zainteresowań. Ale publikując w 1865 roku Sandomierskie, w którym pisał o nowej koncepcji wydania swoich materiałów&#13;
„prowicjami, to jest oddzielnemi cząstkami w sobie zamkniętemi, bo zawierającemi wszystkie w tych prowincjach zebrane pieśni, obrzędy i muzykę” 1,&#13;
dysponował jeszcze głównie zapisami folkloru muzycznego, zgodnie zresztą&#13;
z cytowaną wypowiedzią. W dalszej jej części wskazywał jednak na konieczność zgromadzenia także innych informacji2.&#13;
Kolberg włączał więc kolejne elementy opisu etnograficznego do następnych monografii, posiłkując się często materiałami współpracowników&#13;
i odpisami z publikacji, ze świadomością, że zebranie przez niego pełnej&#13;
dokumentacji przekracza siły i możliwości jednego człowieka. W Kujawach, w których obok folkloru muzycznego znalazło się ponad czterdzieści&#13;
opowieści ludowych, zamieścił obszerniejszy już znacznie opis kraju i ludu,&#13;
ale dopiero zawartość Krakowskiego uznać można za w pełni zgodną z zastosowanym tytułem Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania,&#13;
przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Temu niewielkiemu obszarowi poświęcił jedną z obszerniejszych publikacji. Bogato&#13;
udokumentowana została też kultura Wielkopolski, choć obszar, którego&#13;
dotyczy siedmiotomowe opracowanie, był nieporównywalnie większy,&#13;
obejmował bowiem, jak zresztą wskazywał tytuł, całe Wielkie Księstwo&#13;
Poznańskie.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6.&#13;
Chodzi o cytowany już wcześniej fragment wstępu do Sandomierskiego: „By obraz uczynić kompletnym, należałoby dołączyć doń…”, tamże, s. 7–8.&#13;
2&#13;
&#13;
529&#13;
&#13;
�Kolejne monografie były już ograniczone objętościowo, ale też terytorialnie. Wydawane później Lubelskie, Kieleckie i Radomskie prezentowały jednak stosunkowo jednorodny układ treści i zawartość materiałową&#13;
odpowiadającą tytułowi. Podobny układ miało mieć również Kaliskie, ale&#13;
Kolbergowi udało się wydać tylko pierwszą część. Dla Łęczyckiego przeznaczył już tylko jeden wolumin.&#13;
Ogrom dokumentacji zgromadzonej (choć ostatecznie tylko częściowo&#13;
wydanej) dla terenów Mazowsza i bogate materiały etnograficzne z Pokucia&#13;
znalazły odzwierciedlenie w kolejnych obszernych monografiach wydanych w ramach Obrazów etnograficznych. W przypadku edycji Mazowsza&#13;
niebagatelne znaczenie miało też finansowe wsparcie Kasy im. Józefa Mianowskiego, która mimo problemów z cenzurą i nie bez licznych ponagleń&#13;
ze strony Kolberga sfinansowała jednak druk publikacji. Natomiast obfite materiały dotyczące różnych obszarów ukraińskich udało mu się, poza&#13;
wspomnianym Pokuciem, wydać już tylko w części w tomach Chełmskie&#13;
i Przemyskie, których opracowanie zakończono już po jego śmierci.&#13;
Jak można wnosić z przeprowadzonej wcześniej analizy poszczególnych&#13;
monografii, zawartość materiałów etnograficznych różniła się w poszczególnych publikacjach. W opisach kraju Kolberg wyliczał ważniejsze miejscowości wraz z krótkimi wzmiankami dotyczącymi ich historii, ale jeszcze&#13;
w Kujawach takich informacji brak, a zamiast nich można odnaleźć tam&#13;
między innymi charakterystykę gleb. Natomiast w Krakowskiem rozdział&#13;
ten dotyczy praktycznie tylko samej stolicy tego niewielkiego Kolbergowskiego regionu i zawiera, poza opisami historycznymi i geograficznymi,&#13;
podania, legendy i przysłowia związane z miastem. Także później, w monografiach ukształtowanych już według stałego schematu, zamieszczane&#13;
tam wiadomości mają różnorodny charakter, na przykład w Kieleckiem&#13;
znalazły się informacje o złożach naturalnych, a w Poznańskiem, podobnie&#13;
jak w Krakowskiem – podania i legendy lub wzmianki o nich. W rozdziałach „Lud” Kolberg starał się scharakteryzować cechy fizyczne oraz cechy&#13;
charakteru, zwracał uwagę na wady i zalety mieszkańców regionu, ale włączył tu także zagadnienia z zakresu kultury społecznej (stosunki społeczne,&#13;
status materialny), a przede wszystkim opis kultury materialnej (ubiór, żywność, chaty, zagrody, sprzęty, naczynia, zajęcia gospodarskie, rzemieślnicze,&#13;
służba we dworach). W tej części poza opisem rdzennych mieszkańców&#13;
wspominał też o innych grupach, na przykład narodowościowych czy wyznaniowych, zamieszkujących dany region.&#13;
530&#13;
&#13;
�Opisy zwyczajów i obrzędów także nie od razu były stałym elementem&#13;
w edycji Ludu. W pierwszej monografii (Sandomierskie) brak w ogóle rozdziału „Zwyczaje”, natomiast po „Obrzędach” (zawierających jedynie opis&#13;
wesel) Kolberg poświęcił odrębny rozdział sobótce, definiując ją jako jeden&#13;
z „najdawniejszych obrzędów” i „zwyczaj”1 jednocześnie. W następnych&#13;
monografiach zamieszczał już rozdział „Zwyczaje” (a wśród nich sobótkę)&#13;
zawsze przed „Obrzędami”. Jednak jeszcze w Kujawach opis zwyczajów&#13;
był dość ubogi i dopiero w Krakowskiem ułożony był w porządku kalendarzowym, począwszy od Wigilii Bożego Narodzenia. Osobny rozdział&#13;
poświęcony był obyczajom żniwnym, które w różnych regionach miały&#13;
różne nazwy (żniwa, wyżynek, wieniec, okrężne) i które Kolberg wyraźnie odróżniał od zwyczajów dorocznych i obrzędów rodzinnych. Te ostatnie (wesela, chrzciny i pogrzeby) od początku stanowiły jeden z najważniejszych rozdziałów Ludu, przy czym opisów chrzcin i pogrzebów jest&#13;
znacznie mniej niż opisów wesel. Wesela odgrywały specjalną rolę w życiu&#13;
mieszkańców wsi i były znacznie bogatsze w różnorodne elementy obrzędu. Dlatego opisów wesel znajdziemy w poszczególnych monografiach&#13;
od kilku do kilkunastu, co daje sumę stu szesnastu we wszystkich tomach&#13;
Ludu i Obrazów etnograficznych, włączając w to Przemyskie. Podobnie&#13;
jak w obrzędy polne, wesela były przedmiotem zainteresowań Kolberga&#13;
na długo przed podjęciem edycji monografii. Z początku uwagę badacza&#13;
zwracały głównie pieśni i melodie im towarzyszące. Jednak z czasem opisy&#13;
obrazowały przebieg całej uroczystości, począwszy od swatania młodych&#13;
i zaręczyn po ostatni dzień wesela, przenosiny młodej do domu małżonka&#13;
i wywód (błogosławieństwo w kościele) nowo zaślubionej. Nie brak też&#13;
informacji wykraczających poza sferę obrzędową. Dotyczą one na przykład&#13;
kosztów wesela, wysokości posagu lub przyszłego statusu młodych i ich&#13;
rodziców po zaślubinach.&#13;
Zebrane przez badacza materiały dotyczące sfery wierzeniowej obejmują szeroki zakres zagadnień, takich jak przesądy, gusła, wróżby, ludowa&#13;
wizja żywiołów, wyobrażenia o istotach nadprzyrodzonych, początku świata, o zwierzętach, roślinach, chorobach, wiedzę o lekach itd. Już w Sandomierskiem w „Przypisach” Kolberg zamieścił krótki podrozdział: „Przesądy, gusła, zabobony”, a w Kujawach zagadnienia te omówił dość skąpo&#13;
w opisie „Ludu”. Natomiast w następnych monografiach obowiązywał już&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 108.&#13;
&#13;
531&#13;
&#13;
�zwykle tytuł „Świat nadzmysłowy”, a materiały dotyczące tej tematyki&#13;
były niekiedy na tyle bogate, że przeznaczony był dla nich oddzielny tom&#13;
(Krakowskie, Poznańskie i niewydany za życia Kolberga wolumin Mazowsza).&#13;
Zawarte w monografiach materiały etnograficzne są zróżnicowane źródłowo i chronologicznie. Część z nich stanowią zapisy własne Kolberga,&#13;
w tym rękopisy terenowe, zawierające głównie opisy obrzędów, strojów,&#13;
sprzętów i notatki językowe, ale także liczne rysunki i szkice, sporządzone&#13;
podczas podróży odbytych niekiedy wiele lat wcześniej niż wydane drukiem tomy. Ich uzupełnieniem są materiały nadsyłane bądź przekazane&#13;
przez osoby trzecie. Składały się na nie zarówno drobne wzmianki lub zapisy jednej zaledwie lub kilku pieśni, jak i obszerne opracowania dotyczące&#13;
określonego zagadnienia, a nawet niewielkie prace monograficzne dotyczące jakiegoś obszaru. Kolberg przed drukiem dokonywał w nich niekiedy&#13;
drobnych zmian redakcyjnych, pomijał niezwiązane z tematem fragmenty,&#13;
bądź uzupełniał własnymi informacjami zdobytymi w czasie badań. Równolegle z tymi pracami badacz prowadził kwerendy biblioteczne i zapoznawał się z najróżniejszego rodzaju publikacjami, zarówno dawnymi, jak&#13;
i jemu współczesnymi. Dla not bibliograficznych przeznaczył odrębną tekę,&#13;
ale znaleźć je można także wśród materiałów regionalnych razem z odpisami z literatury i fragmentami czasopism czy kalendarzy. Wykorzystane&#13;
prace naukowe i popularne pochodzą głównie z XIX wieku, ale nie brak też&#13;
cytatów i odwołań do publikacji znacznie starszych, sięgających XVI wieku.&#13;
Dodać też trzeba, że Kolberg ogromną wagę przywiązywał do materiału&#13;
ilustracyjnego, którego wartość dokumentacyjną bardzo cenił. Z czasem&#13;
ograniczał jednak liczbę rycin w kolejnych tomach ze względu na wysokie&#13;
koszty ich druku.&#13;
Zawartość monografii była poddawana ocenie jeszcze za życia autora.&#13;
Wspomniano już recenzentów poszczególnych tomów: Smoleńskiego, Karłowicza, Łopacińskiego oraz Frankę i Neymanna. Największym krytykiem&#13;
dzieła Kolberga był jednak historyk literatury i etnograf, Henryk Biegel­&#13;
eisen. W 1886 roku zamieścił w „Bibliotece Warszawskiej” recenzję wszystkich wydanych do tego czasu serii Ludu1. Dość szczegółowo opisał zawartość poszczególnych monografii, zwrócił uwagę na stopniową ewolucję&#13;
1 H. Biegeleisen [Recenzja] w: Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne, „Biblioteka Warszawska” 1886, T. 4, s. 431–441.&#13;
&#13;
532&#13;
&#13;
�wydawnictwa i pozytywnie ocenił opisy obrzędów weselnych i ubiorów.&#13;
Zarzucił natomiast publikacjom, że „Wiadomość podana przelotnie w jakiejś niesumiennej gazecie stoi tu na równi z wynikami długoletnich badań&#13;
i obserwacji najlepszych znawców ludu”1, na co Kolberg odpowiadał:&#13;
Przytaczamy te zestawienia dlatego, że niemal w każdej, choćby najlichszej broszurze może się znaleźć dla etnografa lub uprawiacza innej gałęzi wiedzy ziarno&#13;
zdrowe i wielce pożyteczne, byle je tylko chciał i umiał tam odszukać2.&#13;
&#13;
Biegeleisen ostatecznie uznał, że: „[...] plon i zakres pracy Kolberga zyskał na wielostronności; ale do wszechstronnego objęcia i poznania ludu&#13;
jeszcze daleko”3. Wysnuł ten wniosek, porównując zawartość monografii&#13;
z kwestionariuszem Romana Zawilińskiego, choć i temu ostatniemu zarzucił zbyt małe zainteresowanie „stroną ekonomiczną i socjalną wsi”4. Warto&#13;
jednak wspomnieć, że instrukcje Zawilińskiego ukazały się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych5, po opublikowaniu osiemnastu woluminów Ludu&#13;
i czterech tomów Obrazów etnograficznych. Kolberg natomiast rozpoczynał wydawanie monografii ponad dwadzieścia lat wcześniej, nie dysponując praktycznie żadnym wzorcem i opierając się na własnym programie&#13;
przedstawionym w liście otwartym, którego inspiracją mógł być memoriał&#13;
Hugona Kołłątaja.&#13;
Kwestię braku jakiegokolwiek wzorca poruszył recenzent dzieła Kolberga, Ludwik Krzywicki, któremu w Ludzie i Obrazach etnograficznych&#13;
również nie spodobały się liczne wypisy z literatury oraz brak „antropologii&#13;
duchowej lub raczej artystycznej”. Krzywicki pisał jednak: „Kolberg zabrał&#13;
się do ludoznawstwa nie z celem z góry powziętym, lecz był wciągany zwolna różnemi okolicznościami, bez odpowiedniego przygotowania naukowo-zawodowego. Dzisiaj brak takich studiów przedwstępnych daje się mniej&#13;
odczuć, niż dawniej. Liczne kwestionariusze, wypracowane przez najlepsze&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 437.&#13;
Rkp. Kolberga w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 12–18 (druga wersja: tamże:&#13;
k. 20–21) opublikowany jako Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg&#13;
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 395.&#13;
3 H. Biegeleisen [Recenzja]…, s. 434.&#13;
4 Tamże.&#13;
5 R. Zawiliński opublikował broszurę Wskazówki do zbierania właściwości ludowych,&#13;
wydaną w Krakowie w 1886 roku, a następnie artykuł O sposobie gromadzenia materiałów&#13;
etnograficznych, „Wisła” 1887, T. 1, s. 3–8, 43–48, 83–86 i 123–126.&#13;
2&#13;
&#13;
533&#13;
&#13;
�siły naukowe w tym lub innym języku, od razu stawiają zbieracza na właściwym gruncie i powstrzymują go od manowców”1.&#13;
Nie można jednak pominąć wkładu samego Kolberga w wypracowanie&#13;
metodologii kształtującej się etnografii. Przyjęty przez niego wewnętrzny&#13;
układ monografii, złożony ze stałych rozdziałów zawierających opis kraju,&#13;
zwyczajów i obrzędów, pieśni powszechne z balladami, pieśni szlacheckie,&#13;
tańce, wierzenia, bajki oraz inne teksty ludowej literatury, opis gier i materiały dotyczące języka, spowodował, że mówić można o wykreowaniu przez&#13;
niego modelu monografii regionalnej.&#13;
Józef Burszta, analizując rożne modele monografii etnograficznej, wyróżnił model tradycyjny (antykwaryczny), złożony z elementarnych opisów&#13;
poszczególnych dziedzin kultury, bez podejmowania prób ich interpretacji2.&#13;
Odpowiada mu typ monografii prezentowany w Ludzie i w Obrazach etnograficznych, których wartość polega na uporządkowaniu „materiału źródłowego do dalszych badań typu już systematycznego czy syntetycznego”3.&#13;
Taki był zresztą cel autora, zgodny z jego poglądami na temat swojej roli&#13;
w kształtującej się wówczas etnografii. W 1865 roku pisał:&#13;
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu&#13;
swego świadomą; potrzeba do niej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc&#13;
i moja praca niczym jeszcze prawie innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków&#13;
przejść będzie mogło4.&#13;
&#13;
Stanowisko takie prezentował także w latach późniejszych, gdy jego koncepcja co do sposobu wydawania Ludu była już w pełni ukształtowana.&#13;
W roku 1886 w trakcie dyskusji nad tekstami pieśni ludowych stwierdził:&#13;
Przedmiot, którym ja się zajmuję, jest dopiero początkiem i niejako wstępem do&#13;
tego, co ma być stworzonym [...]. Ja daję właśnie materiał do tych wszystkich&#13;
prac i mam go dużo jeszcze w tece”5.&#13;
1&#13;
&#13;
L. Krzywicki Oskar Kolberg, „Prawda” R. 10: 1890, nr 24, s. 279.&#13;
J. Burszta Dwa modele etnograficznej monografii wsi, „Lud” 1969, T. 53, s. 147–163.&#13;
3 Tamże, s. 161–162.&#13;
4 List O. Kolberga do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 116.&#13;
5 O. Kolberg Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego pt. „Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej?”, „Archiwum do Dziejów Literatury&#13;
2&#13;
&#13;
534&#13;
&#13;
�Układ i zawartość materiałów publikowanych w Ludzie i Obrazach…&#13;
wpłynęły bez wątpienia na prace innych autorów współpracujących z Akademią Umiejętności i wydawanych w jej organie – „Zbiorze Wiadomości&#13;
do Antropologii Krajowej”. Przygotowane były według wymogów obowiązujących wówczas w kręgu Sekcji Etnologicznej, której Kolberg był przewodniczącym. Wymienić tu można artykuły wspomnianego już księdza&#13;
Władysława Siarkowskiego, ale także Aleksandra Petrowa1, Stanisława&#13;
Ciszewskiego2, Seweryna Udzieli3 i innych. Elżbieta Jaworska stwierdziła&#13;
wręcz, że od samego początku działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej (w ramach której działała Sekcja Etnologiczna) odzwierciedlała&#13;
Kolbergowską koncepcję gromadzenia i wydawania materiałów i że to ona&#13;
zdecydowała o typie badań dominującym w drugiej połowie XIX wieku&#13;
i poglądach ludoznawców na rolę etnografii4.&#13;
Publikacje Kolberga wyróżniała spośród prac innych badaczy ogromna&#13;
liczba zapisów nutowych, zgodnie z głównym nurtem jego zainteresowań.&#13;
Folklor muzyczny stanowił bowiem w jego rozumieniu element etnografii,&#13;
a dopiero z czasem stał się przedmiotem badań nowej dyscypliny – etnomuzykologii. Duża liczba pieśni w monografiach sprowokowała Ludwika&#13;
Stommę do sformułowania przesadnego twierdzenia, że „[…] 80% tekstu&#13;
zajmują antologie radosnych śpiewek, nieraz z nutami”5, przy czym słowo&#13;
„nieraz” należałoby zastąpić terminem „zwykle” lub „często”. Tylko częściowo można też zgodzić się ze zdaniem Stommy na temat braku wiadomości&#13;
o stosunkach społecznych w Ludzie i w Obrazach etnograficznych, gdyż&#13;
jak z powyższych analiz monografii wynika, problemy te były podejmowane w stopniu, w jakim stawały się przedmiotem badań kształtującej się dopiero nauki. W czasach, gdy Kolberg rozpoczynał swoją działalność, a także&#13;
jeszcze długo później, zagadnienia te nie wchodziły w zakres ludoznawstwa.&#13;
i Oświaty w Polsce”, T. 5, Kraków 1886, s. 162–164; przedruk: Tegoż Studia, rozprawy i artykuły..., s. 416–418.&#13;
1 A. Petrow Lud Ziemi Dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje, obrzędy, pieśni,&#13;
przysłowia, zagadki itp., „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. II: 1878, s. 3–182.&#13;
2 S. Ciszewski Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa w pow. olkuskim, ,„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. X: 1886, s. 187–336, t. 11, s. 1–129.&#13;
3 S. Udziela Materiały etnograficzne z miasta Ropczyc i okolicy, „Zbiór Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej” T. X: 1886, s. 75–156.&#13;
4 E . Jaworska, Działalność Komisji Antropologicznej AU, w: Dzieje folklorystyki polskiej&#13;
1864–1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 147–148.&#13;
5 L. Stomma Polskie złudzenie narodowe, Poznań 2006, s. 57.&#13;
&#13;
535&#13;
&#13;
�Sprawami społecznymi wsi zaczęto interesować się dopiero w dobie pozytywizmu, ale i wówczas wykraczały one poza krąg zainteresowań kształtującej się jeszcze etnografii. Jednak uważna lektura fragmentów dotyczących&#13;
pożywienia (w tym potraw weselnych), ubiorów i wnętrza chaty pokazuje&#13;
wyraźnie bardzo niski status materialny mieszkańców wsi. Natomiast zapisane w rękopisach, a nie zawsze opublikowane przez Kolberga pieśni wcale&#13;
nie ukazują jedynie wsi „spokojnej i wesołej”. Teksty o biedzie, sierotach,&#13;
żonach pobitych przez męża, synowych dręczonych przez teściową, o synach zaciągniętych do carskiego wojska i poległych, czy wreszcie pieśni&#13;
odnoszące się do innych narodowości i wyznań, w tym wyraźnie antysemickie, znaleźć można w każdej prawie monografii oraz w rękopisach.&#13;
Poza wspomnianym Józefem Bursztą czy Mieczysławem Optołowiczem&#13;
także wielu innych badaczy XX i XXI wieku doceniło wartość prac Kolberga. Jerzy Damrosz określił Lud jako „niewyczerpane źródło wiedzy o kulturze polskiej i jej korzeniach regionalno-ludowych”1. Ten sam autor zwrócił&#13;
uwagę na problem regionalizacji ziem Rzeczypospolitej, który choć nie był&#13;
bezpośrednim przedmiotem analiz Kolberga, musiał zostać przez niego podjęty. Monografie dokumentują bowiem kulturę określonego ich tytułami&#13;
terenu, który uznajemy za wyznaczony przez Kolberga region etnograficzny. Zasięgi terytorialne tych regionów są bardzo różne, gdyż monografie&#13;
obejmują zarówno stosunkowo niewielkie tereny, zasadniczo pokrywające&#13;
się z obszarem jednego lub dwóch powiatów, jak i ogromne makroregiony.&#13;
Wyodrębnione one zostały według różnych kryteriów: administracyjnego, historycznego, geograficznego i etnograficznego. Podział ten „[…] choć&#13;
bardzo prowizoryczny z naszego punktu widzenia – pisał Jerzy Damrosz&#13;
– był wówczas pierwszą w nauce polskiej próbą usystematyzowania przestrzennego polskiej kultury ludowej w dawnych granicach państwowych”2,&#13;
a w dalszej części swej wypowiedzi dodawał, że „[…] wprowadzenie przez&#13;
Kolberga różnych kryteriów wydzielania regionów, w tym kryterium geograficznego, na tak wielką skalę, było niewątpliwie novum w naszej etnografii”3. I choć regionalizacja zastosowana przez autora Ludu i Obrazów&#13;
etnograficznych oparta była najczęściej na podziałach administracyjnych,&#13;
geograficznych i historycznych, to kryterium etnograficzne było dla niego&#13;
1&#13;
&#13;
J. Damrosz, Ojczyzna i jej regiony (region, regionalizm, edukacja lokalno-regionalna&#13;
i etniczna), Płock-Warszawa 2007, s. 143.&#13;
2 Tamże, s. 138.&#13;
3 Tamże, s. 139.&#13;
&#13;
536&#13;
&#13;
�niezwykle istotne. Za jedne z najważniejszych cech regionalnych uważał&#13;
dialekt i ubiór, a także cechy fizyczne i psychiczne ludu, co stanowiło specyfikę ówczesnej etnografii, oraz obrzędy, pieśni i inne gatunki folkloru,&#13;
wierzenia, muzykę i tańce. Zdawał też sobie sprawę z faktu, że zjawisk&#13;
kulturowych nie można zamknąć w ściśle określonych granicach. Zasługa&#13;
Kolberga polega więc na samym wprowadzeniu materiału etnograficznego&#13;
jako czynnika równie istotnego w dziedzinie regionalizacji i świadczącego&#13;
o odmienności regionu oraz na próbie przestrzennego uporządkowania różnych aspektów kultury. Opisując konkretny region, Kolberg koncentrował&#13;
się na dokumentowaniu kultury rdzennych mieszkańców danego terytorium, dlatego wiadomości o mniejszościach etnicznych mają charakter marginalny. Wymienił też w monografiach wszystkie ważniejsze grupy etniczne&#13;
zamieszkujące poszczególne regiony, przyczyniając się do utrwalenia ich&#13;
nazw w piśmiennictwie etnograficznym.&#13;
Nie sposób nie wspomnieć też o dobrej znajomości i pozytywnej ocenie&#13;
działalności Kolberga przez współczesnych badaczy ukraińskich. Doceniają oni nie tylko jego materiały, ale wskazują również na ogromny wpływ&#13;
monografii Pokucie na późniejsze prace folklorystów ukraińskich, w tym&#13;
w pewnym stopniu na pięciotomowe dzieło Wołodymyra Szuchewicza Huculszczyzna, wydane we Lwowie w latach 1899–1908. Irina Zbyr stwierdziła wręcz, że „Pojawienie się Pokucia Kolberga nie tyle wpłynęło na działalność Szuchewycza, ile było świadectwem tego, że cudzoziemcy bardziej&#13;
interesują się ukraińską kulturą, folklorem, etnografią niż sami Ukraińcy,&#13;
co zmuszało do zastanowienia się, czy też zachęcało do podobnej pracy”1.&#13;
Rok 2014, w którym przypadała dwusetna rocznica urodzin badacza/&#13;
zbieracza, ogłoszono Rokiem Kolberga. Zaowocowało to miedzy innymi&#13;
kilkoma konferencjami i dość licznie pojawiającymi się publikacjami popularnymi oraz naukowymi (w tym wspomnianymi opracowaniami ukraińskimi) traktującymi o wartości dorobku Kolberga lub opartymi o zgromadzone&#13;
przez niego materiały. Niektórzy współcześni badacze zaczęli ponownie&#13;
odkrywać i wykorzystywać jego dzieła. Nim to jednak nastąpiło, w lutym&#13;
2014 roku, w miesiącu uroczystej inauguracji Roku Kolberga, Wojciech&#13;
1&#13;
&#13;
I. Zbyr Wkład Oskara Kolberga w rozwój ukraińskiej folklorystyki końca XIX i początku XX wieku (na przykładzie jego zbioru „Pokucie”, w: Ja daję właśnie materiał…,&#13;
s. 438–439. O wartości i wkładzie Kolberga oraz badaczach wykorzystujących jego dorobek pisała też I. Cerkowniak Dziedzictwo folklorystyczne Oskara Kolberga w pracach ukraińskich&#13;
badaczy w: Ja daję właśnie materiał…, s. 449–454.&#13;
&#13;
537&#13;
&#13;
�Burszta opublikował tekst, którego fragment stanowił niezwykle trafną&#13;
ocenę wiedzy o Kolbergu i jego dziele:&#13;
Dziś Kolberg jest jednocześnie znany i nieznany, a do tego często postrzegany&#13;
według upraszczającej matrycy, polegającej na narzucaniu współczesnej wiedzy&#13;
na realia sprzed dwóch stuleci, i ocenianiu jego spuścizny wyłącznie przez ten&#13;
pryzmat. Co więcej, jest w dobrym tonie „przyłożyć” Kolbergowi, wskazując na&#13;
niedostatki jego metody, brak szerszych horyzontów teoretycznych i rzekomą&#13;
skłonność do instrumentalnego traktowania chłopów w trakcie – jak sam Kolberg to określał – „połowów” w terenie. Wszystko to wynika przede wszystkim&#13;
z nieznajomości tego, czego dokonał Kolberg, oraz nieznajomości celów, które&#13;
sobie postawił1.&#13;
&#13;
1 W. J. Burszta Trzy życia Oskara Kolberga, „Wariacje Kolbergowskie” dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 2014, nr 8, s. 3; toż, wydanie z 16.02.2014; https://www.tygodnikpowszechny.pl/trzy-zycia-oskara-kolberga-21928, dostęp: 20.12. 2020).&#13;
&#13;
�Zbigniew Jasiewicz&#13;
&#13;
Etnografia Oskara Kolberga&#13;
&#13;
Droga Kolberga do etnografii, s. 541 – Stan, przedmiot, źródła, próby definiowania, miejsce wśród innych nauk i cele etnografii Kolberga, s. 561 – Podstawowe pojęcia i założenia etnografii Kolberga, s. 571 – Podstawowe pojęcia, s. 571 – Założenia etnografii Kolberga, s. 582 – Metody systematyzacji,&#13;
interpretacji i krytyki materiałów w etnografii Kolberga, s. 597 – Systematyzacja materiałów, s. 597 – Interpretacja materiałów, s. 601 – Krytyka&#13;
materiałów, s. 613&#13;
&#13;
Kolberg, choć był głównie dokumentalistą kultury ludowej (a może&#13;
właśnie dlatego), pozostaje ważną postacią w rozwoju etnografii/etnologii&#13;
polskiej. Jest także doceniany w innych etnografiach narodowych, przede&#13;
wszystkim krajów sąsiednich: Ukrainy, Białorusi i Litwy.&#13;
Etnografia – taka, o jakiej Kolberg zdobywał wiedzę, jaką sobie wyobrażał, jaką praktykował i o jakiej pisał – uwarunkowana była właściwościami jego czasów, środowiska, cechami jego osobowości i celami, które sobie&#13;
stawiał, oraz możliwościami, które tworzył dla swojej działalności. Czas,&#13;
w którym prowadził swe prace, był czasem długim. Obejmował znaczną&#13;
część XIX wieku, a w jego ramach kilka okresów w historii ziem polskich:&#13;
zmiany w sytuacji społecznej, gospodarczej i politycznej, a także w dziedzinie idei. Był to przecież czas romantyzmu i pozytywizmu, okres przed zniesieniem pańszczyzny i po nim oraz czas pojawienia się przemysłu i związanego z nim kapitalizmu, lata przed powstaniami listopadowym i – przede&#13;
wszystkim – styczniowym oraz po nich. W czasie tym etnografia z zainteresowania kulturą, mającego dawną tradycję, przekształcała się w dyscyplinę naukową. Ważne dla działalności etnograficznej Kolberga były&#13;
również zmiany w jego życiu osobistym. W roku 1861 zdecydował o rezygnacji z posady księgowego w Komisji Skarbu1 i postanowił utrzymywać&#13;
1 Rok 1861 podał Kolberg w Szkicu autobiografii, inne dane wskazują, że z pracy urzędnika zrezygnował już w roku 1859. Zob. O. Kolberg Szkic autobiografii, rkp. w zbiorach BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 2183, k. 68.&#13;
&#13;
539&#13;
&#13;
�się z publikacji; w roku 1871 przeniósł się z Warszawy w zaborze rosyjskim do Galicji w zaborze austriackim, której nadano autonomię kulturalną,&#13;
i związał się tam z instytucją naukową, jaką było Towarzystwo Naukowe&#13;
Krakowskie, przekształcone niedługo później w Akademię Umiejętności.&#13;
Uprawiana przez Kolberga etnografia obejmowała badania prowadzone&#13;
dzisiaj również w ramach folklorystyki i etnomuzykologii. Są one w tym&#13;
tomie przedstawione oddzielnie. Związek tych trzech dyscyplin, także obecnie, został jednak zachowany – wszystkie one należą do nauk etnologicznych. Jest on widoczny również w tym tekście. Wyłączone z niego i opracowane oddzielnie zostaną natomiast monografie regionalne Oskara Kolberga,&#13;
główne rezultaty jego prac w zakresie etnografii, oraz pozwalające na ich&#13;
przygotowanie badania terenowe, stanowiące podstawową procedurę zdobywania materiałów etnograficznych.&#13;
Przedstawiając etnografię, którą praktykował i o której pisał Kolberg, korzystam z dostępnych, licznych i zróżnicowanych źródeł. Ich zróżnicowanie&#13;
polega między innymi na tym, że jedna część z nich to źródła przez badacza&#13;
wywołane, a druga część to źródła zastane. Dzielą się one również ze względu na sposób ich utrwalenia i przetrwania w materiałach Kolbergowskich:&#13;
w postaci publikacji o charakterze dokumentacyjnym lub informacyjnym,&#13;
archiwaliów czy korespondencji. Opisy rzeczywistości i sądy o niej były&#13;
w nich niekiedy różnie przedstawiane, co wymaga uwagi opracowującego&#13;
je. Najważniejsze spośród owych źródeł są te, które były stworzone przez&#13;
badacza lub są bezpośrednio z nim związane. Należą do nich zgromadzone&#13;
przez niego materiały dotyczące dokumentowanej kultury, z ich wewnętrznym podziałem na dane pozyskane przez badacza bezpośrednio w terenie&#13;
i przy pomocy współpracowników oraz przejęte z publikacji lub archiwów.&#13;
Niezmiernie ważna jest szczęśliwie zachowana korespondencja, listy od i do&#13;
Kolberga, także prace omawiające i oceniające jego działalność etnograficzną. Nie unikam cytowania tekstów z zapisów badacza przekonany, że&#13;
to one najlepiej przedstawiają jego poglądy i sposób pracy, choć niektóre&#13;
z nich bywają deklaratywne lub intencjonalne. Jestem świadom ich związku z sytuacją i celami autora i konieczności ich konfrontowania z innymi&#13;
kategoriami źródeł. Są one jednakże niezastąpione, gdyż pozwalają dotrzeć&#13;
do nieobecnej w innych świadectwach wiedzy o badaczu.&#13;
O etnografii Kolberga piszę z perspektywy obecnego stanu nauk etnologicznych i obecnej o nim wiedzy. Wiedza ta pozwala na stawianie interesujących nas obecnie pytań dotyczących działalności i założeń&#13;
540&#13;
&#13;
�metodologicznych przyjmowanych przez badacza. Przyjęcie współczesnej&#13;
perspektywy w omawianiu etnografii Kolberga, przy zachowaniu kontroli&#13;
nad prezentyzmem, jest uzasadnione w badaniach z zakresu historii nauki.&#13;
Nie musi powodować braku zrozumienia dla przeszłości i jej zafałszowania.&#13;
Zajmę się drogą Kolberga do etnografii i przyjmowanymi przez niego poglądami na dyscyplinę. Omówię stan, przedmiot, źródła, próby definiowania, miejsce wśród innych nauk i cele etnografii oraz jej podstawowe pojęcia i założenia. Wskażę na obecne w jego etnografii metody systematyzacji,&#13;
interpretacji i krytyki materiałów etnograficznych. Próbę ustalenia wpływu&#13;
działalności etnograficznej Kolberga na kształtowanie się dyscypliny, nie&#13;
tylko na ziemiach polskich, pozostawiam do dalszych badań.&#13;
Droga Kolberga do etnografii&#13;
Do etnografii zbliżał się Kolberg stopniowo. Zbliżanie się do nauki, która przecież była zmienna, bez obecnych na tej drodze miejsc wyraźnie&#13;
granicznych, które można by było nazwać przełomowymi, było procesem&#13;
rozciągniętym w czasie, jednakże z kilkoma punktami ważnymi. Droga ta&#13;
jest dobrze udokumentowana wypowiedziami badacza, a przede wszystkim&#13;
jego działaniami. Po latach tłumaczył on, w liście do Salomona Kraussa,&#13;
niedostatki pierwszego tomu swych prac:&#13;
[…] musieliście dostrzec, jak nieporządnie dzieło to jest pisanym. Ale wina w tym&#13;
okoliczności, nie moja, bo pierwszy tom (seria I) z r. 1857 wydany był w czasie,&#13;
gdym ani myślał zostać etnografem i tylko dla celów ludowo-muzycznych go&#13;
ogłosiłem, będąc wtenczas muzykiem1.&#13;
&#13;
Melodie i teksty pieśni ludowych zbierał początkowo jako artysta muzyk.&#13;
Gromadził je jednak poprzez „wycieczki”2, wyjazdy na wieś i bezpośredni&#13;
kontakt z rozmówcami, a więc sposobem bliskim metodom badań terenowych etnografii. Gromadzenie materiałów dla celów artystycznych i społecznych przekształcił w program dokumentowania materiałów przydatnych nauce. Odpowiadając w roku 1857 na krytykę Teofila Lenartowicza&#13;
1 Brulion listu do S. Kraussa z 10 XII 1886 r., Korespondencja Oskara Kolberga cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 392.&#13;
2 O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
&#13;
541&#13;
&#13;
�dotyczącą publikowania tekstów pieśni, wśród nich „nędznych wierszydeł,&#13;
które się nikomu na nic nie przydadzą”1, napisał: „[…] ależ ja nie zbieram&#13;
pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej. Są i będą one skarbnicą ciekawą&#13;
dla gramatyków, lingwistów, historyków […]”2.&#13;
Znaczenie pieśni ludowych, m. in. dla nauki (nie wspominając jednak&#13;
o etnografii), podkreślał również później, omawiając pieśni wielkopolskie:&#13;
Wartość tych ludu utworów historyczna, lingwistyczna, obyczajowa, wreszcie&#13;
poetyczna, jak z samej natury rzeczy wynika, nie może być jednakową; stąd obok&#13;
nader cennych napotykamy nierzadko czcze i liche; wszystkie atoli są wiernym&#13;
odbiciem uczuć, wrażeń i zapatrywań wielkopolskiego ludu3.&#13;
&#13;
Możliwości rozwoju zainteresowań naukowych Kolberga poszerzyły się&#13;
po jego rezygnacji z pracy urzędnika. Związał się wówczas ze środowiskiem uczonych publikujących w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda, ważnej w tym czasie, przy niedostatku innych instytucji naukowych&#13;
na ziemiach polskich. Ogłaszał w niej, od I jej tomu z roku 1859, hasła&#13;
swojego autorstwa, pracował także jako korektor. To właśnie w tym środowisku zapewne znalazł inspirację do nadania swoim pracom charakteru&#13;
etnograficznego. Warto przypomnieć, że w I tomie Encyklopedii dobrze&#13;
znany Kolbergowi Fryderyk Henryk Lewestam opublikował obszerne hasło&#13;
Antropologia, określając tę dyscyplinę naukową jako całość wiedzy o człowieku, także tej gromadzonej przez etnografię, a w VIII tomie z roku 1861&#13;
zdefiniował hasło Etnografia4.&#13;
Nazwa „etnografia” i jej pochodne pojawiły się w tekstach Kolberga&#13;
w roku 1865. Nie ma ich jeszcze w liście z roku 1864, w którym Kolberg&#13;
prosi o przekazanie informacji potrzebnych do poznania „sposobu życia&#13;
1 List T. Lenartowicza do O. Kolberga z 25 III 1857 r., Korespondencja Oskara Kolberga&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 68.&#13;
2 List O. Kolberga do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r. , tamże, s. 70.&#13;
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. IV (DWOK T. 12), s. VIII; pierwodruk: Kraków 1879.&#13;
4 F.H. Lewestam Antropologia, w: Encyklopedia powszechna, wyd. S. Orgelbranda, T. I,&#13;
Warszawa 1859, s. 970; tenże Etnografia, w: Encyklopedia powszechna, wyd. S. Orgelbranda,&#13;
T. VIII, Warszawa 1861, s. 464–465. Por. J. Wrońska Definicje etnografii i etnologii w polskich&#13;
encyklopediach z drugiej połowy XIX i początku XX wieku, „Etnografia Polska” T. 36: 1992,&#13;
z. 1, s. 7–20. Termin „etnografia” po raz pierwszy wystąpił w piśmiennictwie polskim w roku&#13;
1816, zresztą w tekście tłumaczonym, zob. Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej (od końca XVIII wieku do roku 1918), Poznań 2011, s. 95.&#13;
&#13;
542&#13;
&#13;
�włościan”1. Badacz posłużył się nimi w niedatowanym, ale powstałym&#13;
w roku 1864 lub 1865 liście do nieznanego z nazwiska „Ekscelencji”. Napisał w nim o swoich pracach: „etnografii jednej prowincji”, „badaniach&#13;
etnograficznych”, „opisie etnograficznym” i „przedsięwzięciu etnograficznym”2. W istotnym dla jego działań etnograficznych liście Do Redakcji,&#13;
opublikowanym w „Bibliotece Warszawskiej” także w roku 1865, Kolberg&#13;
informował o nagromadzeniu przez siebie wielu „nader ważnych szczegółów etnograficznych”3. W liście z tegoż roku, skierowanym do odpowiadającego na odezwę zamieszczoną w „Bibliotece Warszawskiej”, uznał siebie za&#13;
etnografa i informował, że publikuje „opis etnograficzny pow. sandom[ierskiego]”4. Opis ten, monografia Sandomierskie, wydana w tymże roku 1865,&#13;
oznaczony został wstępnym tytułem Materiały do etnografii słowiańskiej,&#13;
powtarzanym w kolejnych tomach Ludu do tomu 11 Wielkie Księstwo Poznańskie, wydanego w roku 1877. W roku 1865 ponadto Kolberg wybrany&#13;
został członkiem-korespondentem Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa&#13;
Geograficznego, a w jego ramach – Oddziału Etnografii. Wybrano go w dowód uznania dla jego działalności „poświęconej tak bliskiej i pokrewnej&#13;
nam narodowości” i prac „ważnych dla całej Słowiańszczyzny”5. Wpływowym członkom Towarzystwa znane były zarówno jego Pieśni ludu polskiego, jak i Sandomierskie. Kolberg korespondował z wybitnymi uczonymi&#13;
rosyjskimi Władimirem Łamańskim i Aleksandrem Hilferdingiem6. Fiodor&#13;
Osten-Saken, sekretarz Towarzystwa Geograficznego, informował Kolberga&#13;
o umieszczeniu w czasopiśmie Towarzystwa, „Izwiestijach”, wyjątku z jego&#13;
doniesienia o wykonanych pracach etnograficznych7. Tak częste posługi1 Brulion listu do ks. K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 98.&#13;
2 Brulion listu do nieznanego adresata, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 100–101.&#13;
3 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, w: Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 102–105. Pierwodruk: „Biblioteka Warszawska” 1865, T. 2, s. 306–308.&#13;
4 Brulion listu do Aleksandra Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 115.&#13;
5 Imperatorskoje Russkoje Geograficzeskoje Obszczestwo do O. Kolberga, pismo z 20 V&#13;
1865 r.; Władimir Łamański do O. Kolberga, list z 27 V 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 122, 123.&#13;
6 Brulion listu do Władimira Łamańskiego z 1865 r.; brulion listu do Aleksandra Hilferdinga,&#13;
b.d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 130, 131.&#13;
7 Imperatorskoje Russkoje Geograficzeskoje Obszczestwo do O. Kolberga, pismo z 6 IX 1865&#13;
r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 135.&#13;
&#13;
543&#13;
&#13;
�wanie się nazwą „etnografia” w korespondencji, wydanie pierwszego tomu&#13;
Ludu, stanowiącego monografię etnograficzną, oraz powołanie na członka instytucji naukowej zajmującej się działalnością etnograficzną pozwala&#13;
uznać rok 1865 za ważny w drodze Kolberga do etnografii.&#13;
W następnej po Sandomierskiem monografii regionalnej, Kujawach&#13;
(cz. 1: 1867, cz. 2: 1869), Kolberg potwierdził i poszerzył swój program&#13;
wydawania monografii etnograficznych zapowiedziany Listem do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1865, a uprzednio zarysowany&#13;
w liście do ks. Kajetana Śmiechowskiego z roku poprzedniego. Materiał&#13;
etnograficzny jest w Kujawach bogatszy, przeważają informacje uzyskane w trakcie własnych badań terenowych. Część pieśni znalazła się&#13;
w opisach obrzędów. Utrzymana i rozbudowana została etnograficzna,&#13;
bo zwracająca uwagę na ludzi jako ich przedmiot i podmiot, a nie oparta na rozróżnianiu gatunków, systematyka pozostałych opublikowanych&#13;
pieśni. Agata Skrukwa stwierdziła, że systematyka ta zbudowana została&#13;
na trzech głównie kryteriach: środowisku, sytuacji, w jakiej były wykonywane, oraz temacie1. W następnych tomach Ludu i Obrazów etnograficznych systematyka pieśni była przez Kolberga rozbudowywana i stawała&#13;
się bardziej etnograficzna, sytuacje uszczegółowiane, badacz wprowadzał&#13;
nowe tematy, np. „stary”, „macocha”, „wdowa”, „sierota”, wskazywał grupy nie tylko wykonujących pieśni, ale również tworzących je, np. pieśni&#13;
dziadowskie, pasterskie 2.&#13;
Kolberg, przekonany o wartości swoich prac, prowadzonych od wielu&#13;
lat i poświadczonych publikacjami, oraz o ich znaczeniu dla nauki, podejmuje próby kontaktu z polskimi instytucjami naukowymi w celu uzyskania&#13;
wsparcia dla własnych badań i nadania etnografii statusu akademickiego. Po powstaniu styczniowym, w drugiej połowie lat 60. XIX wieku, nie&#13;
znajduje takich instytucji w zaborze rosyjskim. Zwraca się zatem w roku&#13;
1867 o pomoc do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, poprzednika&#13;
Akademii Umiejętności, w tymże roku do Towarzystwa Przyjaciół Nauk&#13;
Poznańskiego oraz w roku 1868 do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich&#13;
we Lwowie.&#13;
1&#13;
&#13;
A. Skrukwa Kujawy Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy. Suplement do tomów 3–4&#13;
cz. II (DWOK T. 72/II), s. XXX.&#13;
2 Por. O Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), pierwodruk: Kraków 1873, s. 163 i nast.;&#13;
tenże Pokucie cz. II (DWOK T. 30), pierwodruk: Kraków 1883, s. 188 i nast.&#13;
&#13;
544&#13;
&#13;
�„Odezwę” z roku 1867 do Towarzystwa Naukowego Poznańskiego znamy jedynie ze wzmianki o niej umieszczonej w korespondencji1. W listach&#13;
do wymienionych instytucji i osób je reprezentujących, a listów tych było&#13;
wiele, Kolberg, uzasadniając prośbę o wsparcie, informuje o zakresie i rezultatach wykonanych prac oraz o planach na przyszłość.&#13;
Poważną zmianę nie tylko w życiu osobistym, ale również w pracach&#13;
etnograficznych stanowiło przeniesienie się Kolberga w roku 1871 do Galicji i zamieszkanie w domu Konopków w Modlnicy pod Krakowem, a od&#13;
roku 1884 w samym Krakowie. Uzyskał on wówczas bezpośredni kontakt&#13;
ze środowiskiem naukowym skupionym wokół Uniwersytetu Jagiellońskiego i Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, a determinacja, z jaką realizował cele etnograficzne, uzyskała wsparcie społeczne i instytucjonalne.&#13;
Prof. Józef Łepkowski, współorganizator Akademii Umiejętności stworzonej&#13;
na bazie Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w roku 1872, zaprosił&#13;
Kolberga w tymże roku „do udziału w czynnościach w kierunku studiów&#13;
etnograficznych” w ramach powołanej w Akademii Komisji Archeologicznej2. Etnografia jednakże, uznawana wówczas za pozostającą w związku&#13;
z antropologią, zaliczona została do nauk przyrodniczych. Kolberg został&#13;
tzw. „członkiem przybranym” Komisji Antropologicznej, powołanej uchwałą Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego AU w dniu 20.10.1873 roku,&#13;
której przewodniczącym obrano prof. Józefa Majera, a zastępcą sekretarza&#13;
dr. Izydora Kopernickiego, po dwóch latach desygnowanego na stanowisko&#13;
sekretarza. Na posiedzeniu Komisji w dniu 16.05.1874 roku przewodnictwo&#13;
Sekcji Etnologicznej, jednej z trzech sekcji Komisji, powierzono Kolbergowi, natomiast funkcję sekretarza – archeologowi, Janowi Nepomucenowi&#13;
Sadowskiemu. Kolberg przewodniczył Sekcji do swojej śmierci w roku&#13;
18903. Kierował Sekcją Etnologiczną, choć etnologiem nazywał się rzadko.&#13;
To w środowisku krakowskim badacz przyjął do stosowanej przez siebie&#13;
terminologii nazwę „ludoznawstwo”, traktując ją jako synonim etnografii4.&#13;
1 Brulion listu O. Kolberga do J.K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
&#13;
T. 64), s. 206.&#13;
2 List J. Łepkowskiego do O. Kolberga z 22 IV 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 450.&#13;
3 W. Bieńkowski Badania etnograficzne Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności&#13;
w Krakowie oraz Komisji Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności, „Lud” T. 51: 1967,&#13;
s. 72.&#13;
4 List do nieznanego adresata z 10 II 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 441.&#13;
&#13;
545&#13;
&#13;
�Kolberg, dotąd pracujący samotnie, stał się członkiem środowiska związanego z Akademią Umiejętności, instytucją, oraz został członkiem jej komisji – Komisji Antropologicznej – i uzyskał jej wsparcie. Komisja ta była&#13;
najwcześniejszą na ziemiach polskich jednostką z nazwą antropologii jako&#13;
dyscypliny naukowej i z tego powodu wymieniana jest w zestawieniach&#13;
światowych placówek etnologicznych i antropologicznych1.&#13;
Działalność Kolberga w Komisji Antropologicznej była wielokierunkowa, a znaczenie tej działalności dla jego badań wielorakie. Planował prace&#13;
kierowanej przez siebie Sekcji i przygotowywał warunki ich realizacji. W liście do prezesa Akademii Umiejętności informował:&#13;
Posiedzenia początkowe sekcji Etnologicznej Wydziału Antropologicznego miały&#13;
głównie na celu skreślenie planu postępowania przy rozpocząć się mających&#13;
badaniach etnologicznych, jak również obmyślenie środków zmierzających do&#13;
otrzymania potrzebnych ku temu materiałów. Sekretarz Sekcji wygotował stosowne i przyjęte przez nią instrukcje, które z polecenia JW. [ielmożnego] Prezesa&#13;
Akademii drukowane tymczasowo rozdanymi zostały wielu członkom, by od&#13;
nich jako wzory, czyli formularze, służyły im za skazówkę do zbierania i spisywania potrzebnych dla etnologa i lingwisty wiadomości2.&#13;
&#13;
Przygotowania programów i instrukcji badawczych zalecał przewodniczący Komisji Antropologicznej, a zarazem prezes Akademii prof. Józef&#13;
Majer, a tworzyli je, dla potrzeb badań etnologicznych, Jan Nepomucen&#13;
Sadowski, sekretarz Sekcji Etnologicznej, Izydor Kopernicki, sekretarz Komisji Antropologicznej oraz Roman Zawiliński, pełniący funkcję sekretarza&#13;
Komisji od roku 1891, po rezygnacji Kopernickiego3.&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. H.F. Vermeulen Stowarzyszenia antropologiczne, etnologiczne i etnograficzne.&#13;
Spojrzenie porównawcze, tłum. Z. Jasiewicz, „Lud” T. 80: 1996, s. 100.&#13;
2 Brulion listu do Akademii Umiejętności, niedatowany, pochodzący zapewne z roku 1874,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 691.&#13;
3 Potrzebę przygotowania programu i instrukcji podkreślał i program ten referował Józef&#13;
Majer na posiedzeniu Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w dniu 16.05.1874 roku.&#13;
On też zapewne lub Kopernicki, a nie Sadowski, zaproponował wprowadzenie do programu&#13;
działań etnologicznych takich nowatorskich punktów, bliskich obecnej antropologii społeczno-kulturowej, jak „Skłonność lub wstręt do nowoczesnych urządzeń i postępu oświaty” z podpunktami: „1. Stopień wyobrażeń politycznych. 2. Stopień zajęcia się uzyskanymi prawami,&#13;
bądź cywilnymi, bądź politycznymi, tudzież stopień poszanowania ustaw, a więc skłonność do&#13;
przestępstw i zbrodni”. Posiedzenie Komisji Antropologicznej z dnia 16.05.1874, „Rozprawy&#13;
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności”&#13;
&#13;
546&#13;
&#13;
�Kolberg także uczestniczył w posiedzeniach Komisji i, wspierany przez&#13;
Kopernickiego, włączany był do podejmowanych w jej ramach inicjatyw.&#13;
W protokole z posiedzenia Komisji Antropologicznej w dniu 11.11.1886&#13;
roku zapisano:&#13;
[…] przedstawia Sekretarz [Kopernicki – Z.J.] potrzebę rozpoczęcia systematycznych badań etnograficznych w kraju według planu obmyślanego i przyjętego&#13;
przez Komisję Antropologiczną, nie poprzestając na dotychczasowym ogłaszaniu&#13;
materiałów dorywczo opracowywanych, bądź przez członków Komisji, bądź&#13;
przez współpracowników postronnych […]. [Wniosek – Z.J.] poparty przez Przewodniczącego i p. O. Kolberga został przyjęty w całości i dla ułożenia planu&#13;
przyszłych badań etnograficznych w myśl tego wniosku wyznaczono komitet&#13;
z grona Komisji, złożony z pp. O. Kolberga, prof. Malinowskiego, dra Kosińskiego, Gustawicza i wnioskodawcy1.&#13;
&#13;
Kolberg z kolei wspierał Kopernickiego, który redagował „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, w jego pracach redakcyjnych, dostarczając własne artykuły, wyszukując autorów i z nimi się kontaktując, opracowując nadsyłane teksty i przeprowadzając ich korekty w druku:&#13;
Szan[owny Księże Dobrodzieju.] Niedawno pisałem do Szan[ownego] Ks[iędza]&#13;
D[obrodzieja] prosząc o przesłanie łaskawie nam obiecanych zagadek. Obecnie&#13;
zawiadamiam, że do druku są już podane zbiory Pańskie obejmujące pieśni,&#13;
zwyczaje, zabobony itd. Pragnęlibyśmy tylko, dla uzupełnienia wiadomości&#13;
o stronach kieleckich, dołączyć także opisy ubioru, mieszkań, chat, naczyń, narzędzi, żywności itp. Na wzór tych, jakie ksiądz Dobrod[ziej] znajdziesz w moich&#13;
dziełach2.&#13;
T. 1: 1874, s. LXXXII. Nie ma tych zagadnień w Instrukcji do badania właściwości ludowych,&#13;
opublikowanej tamże, s. XC–XCV, którą ułożył Sadowski przy niewątpliwej współpracy Kolberga. Następną instrukcję, przeznaczoną dla badaczy w górach, przygotował w kręgu członków&#13;
Komisji Antropologicznej Kopernicki (1876), kolejne dwie Zawiliński (1886, 1887). Zawiliński&#13;
opublikował także Program badań etnologicznych (1894). W kwestionariuszach i programie&#13;
Zawilińskiego wyraźne jest jednakże nowe podejście do badań, polegające na uwzględnieniu&#13;
spraw etnicznych oraz, nieco szerzej, społecznych w większym zakresie w porównaniu z Kolbergowską wizją badań etnograficznych.&#13;
1 Protokóły z posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności, 1888–1890. Protokół z 11 listopada 1886 r., Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie,&#13;
sygn. W III, s. 79.&#13;
2 Brulion listu do ks. W. Siarkowskiego z 26 II 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 114.&#13;
&#13;
547&#13;
&#13;
�W Krakowie, współpracując z Akademią, Kolberg uzyskał możliwość&#13;
poszerzenia wiedzy, w tym etnograficznej, poprzez kontakt z uczonymi&#13;
podzielającymi jego zainteresowania. Poza wymienionymi powyżej byli to&#13;
przedstawiciele nauk przyrodniczych, medycznych oraz fizycy i matematycy wchodzący w skład Komisji Antropologicznej, a także archeologowie&#13;
Adam Honory Kirkor oraz Piotr Umiński, a spoza Komisji Zygmunt Gloger&#13;
i Wincenty Pol. Najważniejszym spośród nich był Izydor Kopernicki, dla&#13;
Kolberga nie tylko autorytet naukowy, ale także przyjaciel, a w ostatnim&#13;
roku życia opiekun. Kolberg spotykał się i wymieniał korespondencję także z uczonymi spoza Krakowa – z Królestwa Polskiego, Poznania oraz ze&#13;
Lwowa, m.in. z Janem Karłowiczem. Nawiązywał kontakty z uczonymi zagranicznymi. Odpowiedział na list i udzielił informacji o swoich pracach etnografowi węgierskiemu Antonowi Hermannowi, przekazał brakujące tomy&#13;
swoich dzieł, o które prosił go Joseph Szombathy, sekretarz Towarzystwa&#13;
Antropologicznego w Wiedniu, przesłał kilkanaście tomów „Ludu” i „Obrazów etnograficznych” wybitnemu slawiście chorwackiemu Vatroslavovi&#13;
Jagičowi. Prowadził ożywioną korespondencję z Zófimem Consiglierim Pedroso, etnografem i historykiem portugalskim i z jego rekomendacji powołany został w roku 1882 na członka Stowarzyszenia Dziennikarzy i Pisarzy&#13;
Portugalskich1. Przesłał czeskiemu etnografowi Primusowi Sobotce, na jego&#13;
prośbę, swoją fotografię i informacje o swojej działalności. Sobotka w redagowanym przez siebie czasopiśmie „Světozor” umieścił życiorys Kolberga.&#13;
Spotkał się w Krakowie z Ludwikiem Kubą, czeskim malarzem, muzykiem&#13;
i folklorystą, z którym wymienił kilkanaście listów. Najbardziej intensywną&#13;
korespondencję, dotyczącą nie tylko spraw naukowych, ale również osobistych, prowadził z młodym słoweńskim etnologiem Fryderykiem Salomonem Kraussem.&#13;
Istotnym następstwem uczestnictwa Kolberga w pracach Komisji Antropologicznej Akademii było uzyskanie wsparcia, nie tylko zresztą od niej,&#13;
lecz często za jej pośrednictwem, w etnograficznych badaniach terenowych&#13;
i działaniach wydawniczych. W protokole z posiedzenia Komisji Antropologicznej z dnia 12.11.1875 roku zapisano:&#13;
Na wniosek Sekcji …tnologicznej udzielono p. O. Kolbergowi zasiłek z funduszy Komisji w ilości 250 zł, który w dopełnieniu swego zobowiązania odbył&#13;
1 Stowarzyszenie Dziennikarzy i Pisarzy Portugalskich do O. Kolberga, 10 IV 1882 r.,&#13;
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 644.&#13;
&#13;
548&#13;
&#13;
�w ciągu 10 tygodni podróż naukową przez Wielkie Księstwo Poznańskie, Prusy&#13;
Zachodnie do Kaszubów […]. Bliższym celem tej podróży było poparcie p. Kolberga w zamiarze uzupełnienia wiadomości etnologicznych do drukującego się&#13;
obecnie przy pomocy Akademii 10-tej serii jego dzieła […]1.&#13;
&#13;
Listy kierowane do Akademii i korespondencja z Kopernickim wypełnione są prośbami o wyasygnowanie sum pieniężnych na druk kolejnych&#13;
tomów i informacji o ich przyznaniu. Informacje te potwierdzają także protokoły z kolejnych posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego AU,&#13;
np. z lat 1888–1890, zawierające adnotacje: „zasiłek na wydawnictwo p.&#13;
Kolberga”, „na wydawnictwo dzieł Kolberga”2. Wszystkie, poczynając od&#13;
wydanego przez samego Kolberga tomu 5 współczesnej serii „Dzieł wszystkich”, aż do tomu 33, drukowane były w Krakowie, z zaznaczonym w większości spośród nich wsparciem Towarzystwa Naukowego Krakowskiego&#13;
i jego następczyni, Akademii Umiejętności. Akademia nie pokrywała jednak&#13;
całości kosztów druku, dużą ich część ponosił autor, a spośród pozostałych&#13;
sponsorów najważniejsza była Kasa im. Mianowskiego w Warszawie, od&#13;
której Kolberg otrzymywał dotację na druk Mazowsza3.&#13;
Korzystając ze wsparcia Akademii, Kolberg podkreślał związek swoich&#13;
prac z tą instytucją: „Etnografia jest moim zajęciem specjalnym; użytkuję&#13;
więc z prac, które mi nadsyłają prywatni lub też daje do opracowania&#13;
Akademia […]”4. Identyfikował się z Akademią, pisał o niej „nasza Akademia”5. Występował w jej imieniu, prosząc osoby sobie znane o finansowe&#13;
dla niej wsparcie. W liście z roku 1878 prosił o wspomożenie działalności&#13;
naukowej Akademii w zakresie: „[…] prac geologicznych, antropologicznych i etnologicznych, tj. takich, które by dokładne poznanie kraju i ludu&#13;
naszego miały na celu […]”, kończąc list oświadczeniem: „[…] ośmieliłem&#13;
1 Protokół z posiedzenia Komisji Antropologicznej z 12 listopada 1875, Protokóły z posiedzeń Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności, Archiwum Nauki&#13;
PAN i PAU w Krakowie, sygn. W III–46a, s. 5.&#13;
2 Protokóły z posiedzeń…, s. 78 i nast.&#13;
3 Kasa Pomocy dla Osób Pracujących na Polu Naukowym im. Józefa Mianowskiego w Warszawie po raz pierwszy udzieliła Kolbergowi wsparcia na wydawanie jego dzieł w roku 1883.&#13;
Por. Komitet Kasy im. Mianowskiego do O. Kolberga, 12 XII 1883 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 99–100.&#13;
4 Brulion listu do M. Giersza z 28 II 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 574.&#13;
5 Brulion listu do ks. Władysława Siarkowskiego z 19 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 15.&#13;
&#13;
549&#13;
&#13;
�się wystąpić jako rzecznik instytucji, której od dawna mam zaszczyt być&#13;
członkiem”1.&#13;
Brał czynny udział w gromadzeniu przez Akademię rycin i informacji&#13;
o ikonografii etnograficznej. Rysunek i fotografię, jako techniki pomocne&#13;
w dokumentacji kultury ludowej, Kolberg stosował od dawna2. Początkowo wystarczał mu opis i rysunki, o które apelował w liście otwartym: „Do&#13;
wszystkich tego rodzaju wiadomości, nader pożądanemi byłyby i rysunki&#13;
(gdzie się nadają) i o ile takowe pozyskać się dadzą”3.&#13;
Potrzebne one były do utrwalania obiektów materialnych. Dla Kolberga, zajętego w pierwszych latach swojej działalności dokumentacyjnej zachowaniami kulturowymi i ich głównie niematerialnymi wytworami, były&#13;
nimi akcesoria obrzędowe, wśród nich przede wszystkim stroje i ubrane&#13;
w nie „typy”. K.W. Wójcicki, omawiając Pieśni ludu polskiego, zwrócił&#13;
uwagę na niedostrzeżoną przez innych zmianę w przedstawianiu postaci&#13;
ludu w rycinach zamieszczonych w tomie:&#13;
Przyznać musimy, że pierwszy raz dopiero ujrzeliśmy i postacie, i kostiumy&#13;
z całą ścisłością i wiernością oddane, w ogłaszanych dotąd zbiorach ubiorów&#13;
polskich mieliśmy lalki tylko wystrojone i ufryzowane 4.&#13;
&#13;
Często były to dotąd wizerunki karykaturalne, jak np. rysunek juhasa&#13;
uzupełniający opis jego ubioru w dziele S. Staszica O ziemiorodztwie Karpatów5. Przyjęcie perspektywy etnograficznej poszerzyło zakres zainteresowań Kolberga o budownictwo, sprzęty domowe, narzędzia rolnicze, a także&#13;
dzieła plastyki ludowej.&#13;
Kolberg, żyjący w Galicji i prowadzący badania na terenie zamieszkałym przez Rusinów/Ukraińców, docenił znaczenie ikonografii. Sam rysował&#13;
w terenie i domagał się rysunków od swoich współpracowników, gromadził&#13;
1 Brulion listu do Zacharkiewiczowej z 10 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 187.&#13;
2 Por. A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał…&#13;
O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, red. E. Antyborzec, Poznań&#13;
2015, s. 145 i nast.&#13;
3 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 105.&#13;
4 W. [K.W. Wójcicki] Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Biblioteka&#13;
Warszawska” 1858, T. 3, s. 471.&#13;
5 W. Goetel Znaczenie „Ziemiorodztwa Karpatów” Stanisława Staszica w historii geologii&#13;
polskiej, w: S. Staszic O ziemiorodztwie Karpatów i innych gór polskich, Warszawa 1955, s. 80–81.&#13;
&#13;
550&#13;
&#13;
�również ryciny z publikacji. Uderzyła go na ziemiach Rusinów niezwykła&#13;
różnorodność ubiorów, bardziej barwnych i niekiedy archaicznych niż na&#13;
ziemiach etnicznie polskich1. W sprawozdaniu/programie badań Rusi Czerwonej, skierowanym w roku1876 do Akademii Umiejętności, pisał:&#13;
Ubiory w części kraju przeze mnie zwiedzanej są nader charakterystyczne, a swą&#13;
rozmaitością uderzające. Każda niemal włość przedstawia pewną ich odmianę,&#13;
niekiedy wielce oryginalną, osobliwie co się tyczy ubioru kobiet, i stąd do porównawczych studiów ciekawy przedstawić mogąca materiał. Że wspomnę tu&#13;
tylko o ubiorze w mieście Niżniowie i okolicy noszonym. Na całej drodze od&#13;
Stanisławowa do Buczacza spotykałem grupy ludzi z okolicznych wsi na jarmark&#13;
do Monasterzysk spieszących, a każda grupa innym prawie odznaczała się strojem […]. W Stanisławowie i Buczaczu (gdzie był fotograf przejezdny z Tarnopola)&#13;
usiłowałem zainteresować przedmiotem tym fotografistów […]. W braku artysty&#13;
sam także, acz niewprawna ręką, porobiłem wizerunki wielu chat, sprzętów,&#13;
przedmiotów ubrania itd […]2 .&#13;
&#13;
We Lwowie, w dwóch muzeach: Muzeum Przyrodniczym im. Dzieduszyckich oraz w Muzeum Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, znalazł&#13;
bogate zbiory ikonograficzne ubiorów ludowych. Sporządził „Spis akwareli&#13;
ubiorów ludowych” zarówno w jednym, jak i w drugim muzeum3. Przygotowania ilustracji do tomów Pokucia wywołały ożywioną korespondencję&#13;
między Kolbergiem a Rybkowskim. Kolberg ingerował w szczegóły rysunków:&#13;
Nadmieniam, że ten czepiec jest z mory jedwabnej i ma haftowane kwiatki.&#13;
Naczółko z wstęgami z materii jedwabnej z kokardką atłasową (pawie pióro),&#13;
wianek narzeczonej, który tu zanadto owalny, zrobić więcej okrągłym; jest on&#13;
z barwinku, sądzę więc, że liście są tu za duże i wyglądają jak laurowe, więc&#13;
należy je cokolwiek zmniejszyć, a w środku widzicie tu włóczkę czerwoną i miejscami nawtykane kawałki czosnku4.&#13;
1&#13;
&#13;
Por. A. Błachowski Ubiór i krajobraz kulturowy Polski i Ukrainy zachodniej w ikonografii J. Głogowskiego i K.W. Kielisińskiego, Toruń 2011, s. 16.&#13;
2 Brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 659.&#13;
3 Rękopis w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, sygn. I/3051/rkp., s.m. II 226.&#13;
Kopia rękopisu została mi udostępniona w Instytucie im. Oskara Kolberga w Poznaniu.&#13;
4 Brulion listu do T. Rybkowskiego z 10 II 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 612.&#13;
&#13;
551&#13;
&#13;
�Fotografie, które w okresie życia Kolberga długo jeszcze walczyły z rysunkiem i malarstwem o miejsce w dokumentacji przejawów życia społecznego i kultury, zostały przez niego docenione jako źródło ikonograficzne&#13;
mniej i w innym zakresie narażone na niebezpieczeństwo subiektywizmu.&#13;
Nie wymienia ich jeszcze i o ich nadsyłanie nie apeluje w swoim liście&#13;
otwartym z roku 1865. Jednakże już w tymże roku zwraca się do Józefa&#13;
Blizińskiego z prośbą o „wizerunki wieśniaków” i proponuje, aby z braku&#13;
rysownika zwrócić się do „fotografisty” we Włocławku1. W dokumentacji kultury Rusinów/Ukraińców korzystanie z fotografii, wykonywanych&#13;
zawsze przez zawodowych fotografów, jest już przez Kolberga często stosowane. W roku 1876, w cytowanym już sprawozdaniu do Akademii Umiejętności, badacz informował:&#13;
W Czerniowcach widziałem u fotografa, p. Kluczeńki, całą kolekcję typów ludowych z okolic Czerniowiec zdjętych; są tam obok pojedynczych figur przedstawione i grupy charakterystyczne ludzi przy uczcie weselnej biesiadujących,&#13;
na jarmarku, w tańcu, w gronie familijnym itp., które zasługują na uwagę&#13;
i nabycie […]2.&#13;
&#13;
Postulował, aby Akademia gromadziła ryciny i fotografie „typów miejscowych” i „ludzkiego przemysłu wytworów”, ważnych dla „dzieła etnograficznego”, proponując kierunek jej działań i wskazując na podjęte już prace:&#13;
Trudność otrzymania podobnych wizerunków, których nabycie zawisło od chętnego współdziałania ludzi ołówka, pędzla i rylca obok pomocy jaką daje fotografia, jak niemniej zbyt wysokie nakładu ilustracji tego rodzaju koszta, nie&#13;
dozwalają nam dzieła naszego uzupełnić nimi w sposób, jaki by wszechstronne&#13;
rzeczy opisywanych przedstawianie wymagało. Niepłonną wszakże żywimy nadzieję, że przedmiot tej wagi znajdzie z czasem życzliwe poparcie ciała naukowego większymi rozporządzającego środkami, jakim jest Akademia Umiejętności&#13;
w Krakowie, która po nakreśleniu i ogłoszeniu programu badań i instrukcji co&#13;
do zbierania materiałów dla antropologii i etnologii, rzecz samą w zasadzie przyjąwszy, zarazem i kierunek postępowania na tej drodze wytknęła3.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 117.&#13;
Brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 659.&#13;
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), pierwodruk: Kraków 1875, s. III–IV.&#13;
2&#13;
&#13;
552&#13;
&#13;
�Propozycje kierowane do Akademii obejmowały również wydawnictwa etnograficzne mające stanowić element większego przedsięwzięcia naukowego:&#13;
Ilustracje, jak wiadomo, ułatwiają zrozumienie wszelkich prac tak antropologicznych, jak i etnograficznych. Osobliwie dla etnografa są one niezbędnymi […].&#13;
Z tego powodu sądzę, że wielce byłaby pożądaną publikacja podobnych typów&#13;
[postaci ludu – Z.J.] systematycznie, pod dozorem jednego z doświadczonych&#13;
prowadzona etnografów i głównie dla celów naukowych skierowana, która by&#13;
z czasem dokładny utworzyć mogła atlas etnograficzny, osobliwie ziem polskich&#13;
dotyczący1.&#13;
&#13;
Opis i przedstawienie ikonograficzne nie zastąpią jednak informacji zawartych w przedmiotach. To uczestnictwo w pracach Akademii Umiejętności spowodowało zwrócenie przez Kolberga na nie uwagi, a przez to&#13;
– poszerzenie zakresu uprawianej przez niego etnografii. Kolekcjonowanie&#13;
przedmiotów związanych z kulturą ludową zapoczątkowali w Krakowie&#13;
Wincenty Pol i Józef Łepkowski. W Akademii Umiejętności stworzono muzeum, do którego trafiały takie obiekty2, a Akademia swoją powagą przekonywała o ich wartości.&#13;
O dostarczanie eksponatów do Akademii apeluje Instrukcja do badania&#13;
właściwości ludowych wydana przez Sekcję Etnologiczną, której przewodniczącym był Kolberg, ułożona przez sekretarza Sekcji Jana Nepomucena&#13;
Sadowskiego:&#13;
Pod tym względem [ubiorów – Z.J.] najpożądańszemi są: rysunki, fotografie […],&#13;
a najlepiej całe gotowe ubiory. […] Pod tym względem [narzędzi – Z.J.] nie tylko&#13;
fotografie i dokładne rysunki, ale i nadsyłanie samych narzędzi jest pożądanem,&#13;
szczególnie jeśli się jaką osobliwą własnością odznaczają3.&#13;
&#13;
Wprost o przedmiotach, które winny znaleźć się w Muzeum Akademickim, i sposobach ich gromadzenia Kolberg napisał w liście do Akademii&#13;
Umiejętności z października 1876 roku:&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do Akademii Umiejętności, prawdopodobnie z 1874 r., Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 692.&#13;
2 Por. M. Dolińska Muzeum Etnograficzne w Krakowie – wierność tradycji, „Lud” T. 87:&#13;
2003, s. 84.&#13;
3 Instrukcja do badania właściwości ludowych…, s. XC–XCV.&#13;
&#13;
553&#13;
&#13;
�Niech mi tu wolno będzie zwrócić uwagę na przedmiot nader ważną specjalność&#13;
etnograficzną stanowiący, jakim mianowicie jest ubiór ludu i kształt jego mieszkań, narzędzi i sprzętów, gdyż przedmiot ten […] podać może materiał do zasilania okazami świeżo powstającego Muzeum Akademickiego. Akademia bowiem,&#13;
oprócz nabytków, jakie z darów prywatnych osób napłynąć mogą, a o których&#13;
nabycie nie omieszkałem w swej podróży poczynić starań (mniemam, że nie&#13;
pozostaną one bez skutku), znajdzie się niewątpliwie w położeniu zakupywania&#13;
niejednego z potrzebnych jej okazów, oczywiście środkami, jakimi w danej chwili rozporządzać będzie mogła. […] Obok wizerunków byłoby nader pożądanym&#13;
gromadzenie ubiorów w naturze lub też pojedynczych tychże części. Wszakże&#13;
cena takich ubiorów miejscami jest tak wygórowana, że o kupnie ich na teraz ani&#13;
można myśleć. Za przykład niech tu służy cena ubioru kompletnego Hucułów,&#13;
tak męskiego jak i żeńskiego; wysokość kwot tu podanych o niemałej tego ludu&#13;
góralskiego świadczy zamożności1.&#13;
&#13;
Badacz uczestniczył w posiedzeniach Akademii, na których demonstrowano m.in. obiekty etnograficzne. Informował Władysława Przybysławskiego:&#13;
Właśnie wracam z posiedzenia Akademii, na którym pan Adam [Kirkor – Z.J.]&#13;
zdał sprawę ze swej tegorocznej wycieczki podolskiej. Z wielkim zajęciem słuchali wszyscy ciekawej jego rozprawy i oglądali odnoszące się do niej głównie&#13;
okazy archeologiczne, antropologiczne […]. Wasza Pokucianka czortowiecka,&#13;
szczęśliwie rozpakowana i ubrana przez p. Adama, jaśniała na podwyższeniu&#13;
[…]. Obok niej rozłożono peremitkę i inne części ubrania, jako i wasze pisanki […]2.&#13;
&#13;
W tymże liście pisał o oglądanych we Lwowie eksponatach etnograficznych dostarczonych przez Przybysławskiego:&#13;
Tu [we Lwowie – Z.J.] w muzeum hr. Dzieduszyckiego widziałem między innymi&#13;
i Pańskie pisanki także. W ogóle zbiór pisanek i ubiorów ludowych znakomity,&#13;
równie jak i misek, garnków, dzbanków, tkanin wiejskich itp. Podobały mi się&#13;
kilimki ukraińskie i wełniane tamtejsze dywaniki3.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 658–659.&#13;
2 Brulion listu do W. Przybysławskiego z 14 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 647.&#13;
3 Tamże, s. 646.&#13;
&#13;
554&#13;
&#13;
�Zabiegał o pozyskiwanie obiektów do Muzeum Akademickiego, nie bez&#13;
rezultatów. Dziękując za nie, napisał:&#13;
Dary dla Aka[demii] […] odebrałem i takowe zaraz na miejsce przeznaczone zanieść kazałem, oddając samemu p. prezesowi Majerowi, który je w Muzeum&#13;
umieścił. […] Pisanki bardzo pięknie są wybrane z wnętrzności, a z tymi, które&#13;
mają jeszcze ośrodek, postąpimy sobie według znanych nam i praktykowanych&#13;
przepisów (zatkawszy nosy)1.&#13;
&#13;
Szczegółowy opis wysłanych Kolbergowi przedmiotów znajdujemy w liście Amelii Bochdanowej, wyrażającym także stosunek do badacza:&#13;
[…] co mogę myśleć, że Mu może sprawić przyjemność, posyłam, jako też dwa&#13;
dziecinne czypki, jeden dla dziewczynek a drugi dla chłopców – tutaj takie&#13;
dzieci noszą; także desenie, jakie baby wiejskie na płótnie porobiły, jakimi to&#13;
one upiększają swoje koszule i swoich mężów, również fartuszki haftują. Pisanki&#13;
dwie, oddzielnie zawinięte, dostałam od księdza, a pochodzą z Kołomyjskiego&#13;
o milę od Kut z wsi Kobaki. Co do ubiorów żądanych przez Pana Kolberga teraz&#13;
tych dostarczyć nie mogę, bo moja kieszeń na to nie pozwala […]2.&#13;
&#13;
Gromadzenie i porządkowanie obiektów materialnych stało się bliskie&#13;
Kolbergowi w związku z jego uczestnictwem w przygotowaniu Wystawy&#13;
Etnograficznej w Kołomyi, zorganizowanej w roku 1880. Była to pierwsza&#13;
wystawa etnograficzna na ziemiach dawnej Polski, jej poprzedniczkami&#13;
były organizowane od lat 20. XIX wieku wystawy rolniczo-przemysłowe 3.&#13;
Pomysł zaproszenia Kolberga do Komitetu Organizacyjnego Wystawy&#13;
rzucił Kopernicki, a podjął go Władysław Przybysławski, przewodniczący Komitetu. Kopernicki napisał do niego: „Dobrze, żeś go zwerbował,&#13;
bo stary odpocznie u Was i także się przyda” 4. Kolberg został zaproszony&#13;
po to, aby być „doradcą i kierownikiem w urządzeniu wystawy&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Bochdanowej z 13 VII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 147.&#13;
2 List A. Bochdanowej do R. Grzybowskiej z 23 VI 1878 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 763.&#13;
3 J. Bujak Muzealnictwo etnograficzne w Polsce (do roku 1939), „Zeszyty Naukowe&#13;
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficzne” z. 8, Kraków 1975, s. 16 i nast.&#13;
4 Dopisek I. Kopernickiego w liście O. Kolberga do W. Przybysławskiego z 27 IV 1880 r.,&#13;
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 356.&#13;
&#13;
555&#13;
&#13;
�etnograficznej pokuckiej w Kołomyi” 1. W odezwie informującej o przygotowaniach do wystawy ogłoszono: „[…] zaszczytnie znany nasz etnograf&#13;
p. Oskar Kolberg zapewnił nam swe poparcie” 2. Kolberg znał wystawy&#13;
organizowane w Europie, odwiedził przecież wystawy w Wiedniu i Paryżu. Pracując przy wystawie, gromadził obiekty w terenie, zlecał zakup&#13;
przedmiotów uznanych przez siebie za niezbędne, systematyzował je, brał&#13;
udział w przygotowaniu ekspozycji, sporządził katalog. Żalił się Józefowi&#13;
Sikorskiemu: „[…] ustawianie i katalogowanie różnorodnych przedmiotów,&#13;
i to forsowne, niemało psuje mi głowy i zabiera czasu. Takich rzeczy&#13;
dawniej nie robiłem […]” 3.&#13;
Udział w wystawie nie wprowadził, co prawda, do etnografii uprawianej&#13;
przez Kolberga źródeł nowych, ale dowartościował niektóre z istniejących.&#13;
Były to „okazy”, „przedmioty przemysłu i pracy” – obiekty i eksponaty wystawowe. Wystawa zmieniła także perspektywę, z której Kolberg postrzegał dokumentowaną kulturę materialną, i sytuacje, w których kontaktował&#13;
się z jej użytkownikami i wytwórcami. W liście napisanym po zamknięciu&#13;
wystawy, uznając jej wielką rolę w pozyskiwaniu i opracowywaniu materiałów etnograficznych, stwierdził:&#13;
Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych]&#13;
mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać.&#13;
Toteż materiały zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony&#13;
niż wszystkie inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż&#13;
wszystkie dotychczasowe monografię tej prowincji 4.&#13;
&#13;
Kolberg, uczestnicząc w pracach Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i później Akademii, uzyskał możliwość wypowiadania się w sprawach&#13;
etnografii/etnologii i poczuł się za nie odpowiedzialny. Wygłosił wykład&#13;
opublikowany w roku 1872 jako obszerny artykuł recenzyjny Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczególnym zwrotem do&#13;
1&#13;
&#13;
List I. Kopernickiego do O. Kolberga z 23 III 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 339.&#13;
2 Odezwa Komitetu Wystawy Etnograficznej w Kołomyi z 22 XI 1879 r., Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 771.&#13;
3 Brulion listu do J. Sikorskiego z 10 VIII 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 398.&#13;
4 Brulion listu do B. Moraczewskiej z grudnia 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 427.&#13;
&#13;
556&#13;
&#13;
�dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera)1. Artykuł&#13;
jest krytyczny w stosunku do dzieła Glogera i ta właśnie krytyczna postawa skłoniła Kolberga do przedstawienia niektórych założeń przyjmowanej&#13;
przez siebie metodologii etnografii. Kolejnym artykułem, ważnym dla poznania posiadanego przez badacza wyobrażenia etnografii, jest rozprawa&#13;
Obecne stanowisko etnografii, ogłoszona w roku 1876 w czasopiśmie naukowym, jakim był wydawany we Lwowie „Przewodnik Naukowy i Literacki” 2. Jest to tekst w piśmiennictwie Kolberga wyjątkowy, poszerzona&#13;
recenzja, sprawozdanie z książek trzech etnologów niemieckojęzycznych,&#13;
zawierający cenne dla nas informacje ujawniające stanowisko Kolberga&#13;
wobec uprawianej przez siebie dyscypliny i jej obraz, który chce przekazać&#13;
czytelnikom.&#13;
Akademia Umiejętności w Krakowie odegrała ważną rolę w drodze Kolberga do etnografii. Mimo że nie posiadał specjalistycznego wykształcenia,&#13;
Kolberg dzięki swoim pracom, w części zainspirowanym przez środowisko&#13;
akademickie, stał się bliższy wzorcowi etnografa – profesjonalisty. Broniąc&#13;
się przed zarzutem niepotrzebnego publikowania wariantów pieśni, traktuje&#13;
siebie i oczekiwanych odbiorców swego dzieła jako etnologów „z zawodu”3. Pozycję Kolberga, naukową i w kulturze narodowej, poświadczała&#13;
i umacniała jego przynależność do innych jeszcze, poza Akademią, instytucji, a mianowicie licznych stowarzyszeń naukowych i kulturalnych, na&#13;
ziemiach polskich i poza ich granicami.&#13;
Etnografia Kolberga, kształtowana przez jego zainteresowanie ludem&#13;
poznawanym w terenie oraz przez kontakty ze środowiskiem naukowym,&#13;
pozostawała również pod wpływem lektur. Literaturą, z której korzystał,&#13;
Kolberg posługiwał się w różny sposób: cytując, sporządzając wypisy, odsyłając do niej dla dopełnienia własnych materiałów i w celach porównawczych lub tylko ją odnotowując, głównie w przypisach, w trakcie przygotowywania omówienia treści przeczytanych prac i pisania artykułów informujących o uprawianej przez siebie dyscyplinie. Jego lektury obejmowały&#13;
różne rodzaje piśmiennictwa: prace naukowe (o charakterze podręczników&#13;
i monografii problemowych oraz regionalnych, sprawozdań z badań terenowych, zbiorów folklorystycznych i dokumentów historycznych), a także&#13;
1&#13;
&#13;
Pierwodruk: „Na Dziś” 1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285, przedruk w: O. Kolberg&#13;
Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 259–306.&#13;
2 Przedruk w: O. Kolberg Studia… (DWOK T. 63), s. 3–25.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), pierwodruk: Kraków 1887, s. XII.&#13;
&#13;
557&#13;
&#13;
�popularno-naukowe oraz artykuły prasowe. Były wśród nich pozycje zajmujące się zagadnieniami będącymi przedmiotem zainteresowań etnografii bez&#13;
wymieniania jej nazwy oraz te, które posługiwały się terminem „etnografia”,&#13;
„etnologia” lub „antropologia”. Nazwy „etnografia” nie stosował np. Gołębiowski, na którego prace, przede wszystkim Lud polski (1830)1, Kolberg&#13;
często się powoływał w wydawanych przez siebie monografiach i z których&#13;
wypisy pozostawił w swoim archiwum. Termin ten natomiast pojawił się&#13;
w dziełach badaczy polskich pochodzących z połowy XIX wieku, do których należeli Wincenty Pol2 i Antoni Marcinkowski (pseud. Nowosielski)3. To&#13;
wówczas także pojawiły się w Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda hasła „antropologia” i „etnografia”, o których już pisałem. Lektury te&#13;
uzupełniły liczne prace późniejsze, w tym bliskiego badaczowi Izydora Kopernickiego, który przedstawił ogólną charakterystykę etnografii i etnologii4.&#13;
Nieobca była ponadto badaczowi literatura zagraniczna, której znajomość podkreślał w korespondencji i w przypisach umieszczanych w wydawanych dziełach, pragnąc uzyskać dodatkowe materiały i wskazać na&#13;
walory naukowe swej pracy. Wykorzystywał ją również dla informowania&#13;
o stanie etnografii w Europie. Szeroko korzystał z opracowań i zbiorów&#13;
materiałów etnograficznych ukraińskich, rosyjskich, czeskich i serbskich,&#13;
często sięgając m.in. do pracy Pawła Czubińskiego5, o której uzyskanie się&#13;
starał6. Wykorzystywał również publikacje zachodnie, głównie niemieckojęzyczne, zarówno zawierające materiały europejskie, np. Jakuba Grimma7, jak i pozaeuropejskie, np. znanego etnologa Adolfa Bastiana8. Zaprote1&#13;
&#13;
Ł. Gołębiowski Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830.&#13;
W. Pol pisał: „Prace etnografa i historyka zejdą się kiedyś z sobą, objaśnią się nawzajem&#13;
i utworzą wtedy rzetelną całość, prowadząca do poznania kraju”. Tegoż Rzut oka na północne&#13;
stoki Karpat, Kraków 1851, s. 112.&#13;
3 A. Nowosielski [A. Marcinkowski] stwierdził: „Nauka etnografii stanęła w XIX wieku jako&#13;
jedna z najważniejszych pomocniczych umiejętności do dziejów powszechnych człowieka”.&#13;
Tegoż Lud ukraiński, T. I, Wilno 1857, s. 86.&#13;
4 I. Kopernicki O etnografii i etnologii, ich przedmiot, rozwój i znaczenie naukowe dla&#13;
encyklopedii wychowawczej, nadbitka z Encyklopedii wychowawczej, T. 3, Warszawa 1885.&#13;
5 P. Čubinskij Trudy etnografičesko-statističeskoj ekspedicii v zapadno-russkij kraj, snarjažennoj Imperatorskim Russkim Geografičeskim Obščestvom. Jugo-zapadnyj otdel. Materialy i izsl’edovanâ sobrannyâ…, T. 1–7, Sankt Petersburg 1872–1878.&#13;
6 Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 144.&#13;
7 J.L. Grimm Deutsche Mythologie, wyd. 3, T. 1–2, Göttingen 1854.&#13;
8 A. Bastian Die Völker des östlichen Asien. Studien und Reisen, Bd 3: Reisen in Siam;&#13;
Reisen durch Kambodja, Jena 1868–1869.&#13;
2&#13;
&#13;
558&#13;
&#13;
�stował, w recenzji z książki Zygmunta Glogera, przeciwko wzgardliwemu&#13;
traktowaniu przez tego autora niemieckich badaczy i tworzonej przez nich&#13;
literatury:&#13;
Nie jest nikomu tajnym, a i własne nasze uczy nas przekonanie, że wielu Niemców istne pisało o Słowiańszczyźnie brednie […], ale byli i tacy, którzy przełamawszy trudności i pozbywszy się uprzedzeń, wielkie mimo szczupłości nieraz&#13;
materiałów poczynili dla nauki zdobycze, a których prac lekceważyć nie będzie&#13;
żaden sumienny badacz jakiegokolwiek bądź narodu1.&#13;
&#13;
Podkreślał konieczność korzystania z prac niemieckich szczególnie wówczas, kiedy przedmiotem studiów mieli być Mazurzy: „I dlatego dokładna&#13;
dzieł tych znajomość staje się niezbędna dla każdego, kto by się zabierał do&#13;
poznania ludu mazurskiego i do porównawczych chciał przystąpić badań”2.&#13;
Z literatury anglojęzycznej korzystał rzadko, i to głównie za pośrednictwem piśmiennictwa w innych językach, powołując się np. na H.S. Maine’go,&#13;
jednego z prekursorów antropologii brytyjskiej, i jego pracę Lectures on the&#13;
early history of institutions, w próbie wyjaśnienia słowa „bojar” 3. Józef&#13;
Gajek wymienia przywołane przez Kolberga nazwiska autorów europejskich: W. Jones, E. Bournouf, F. Bopp, J. Grimm, Ch. Lassen, Kuin [błędnie;&#13;
chodzi ponownie o A. Kuhna], J. Michelet, Thiele, H. Dixon, Vuk Karadžić,&#13;
A. Kuhn, W. Manhardt, M. Toeppen i B. Naumann4. Większość spośród&#13;
nich to autorzy niemieccy, głównie filologowie, indoeuropeiści, rozwijający&#13;
językoznawstwo historyczno-porównawcze, zainteresowani mitologią, publikujący w pierwszej połowie XIX wieku. Kolberg gromadził informacje&#13;
bibliograficzne, sporządził np. bibliografię lituanistyczną „[…] dla dogodności&#13;
własnej jak i przyszłych […] badaczy”5.&#13;
Sięganie przez Kolberga do literatury zagranicznej i jego próby zrozumienia kultury poza terenem dawnej Rzeczypospolitej, a także spoza Europy, potwierdzają hasła jego autorstwa przygotowane dla Encyklopedii&#13;
powszechnej Orgelbranda. Nie stanowiły one głównego kierunku prac&#13;
1 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczególnym&#13;
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 294.&#13;
2 O. Kolberg Mazury pruskie (DWOK T. 40), s. 474–475.&#13;
3 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), pierwodruk: Kraków 1890, s. 39.&#13;
4 J. Gajek Oskar Kolberg jako etnograf, „Lud” T. 42: 1955, s. 44.&#13;
5 W. Armon „Litwa” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53), s. XII.&#13;
&#13;
559&#13;
&#13;
�badacza. Powstawały od końca lat 50. XIX wieku, dostarczały środków&#13;
utrzymania, wybór podejmowanych w nich niektórych tematów wynikał&#13;
z podziału obowiązków w zespole współpracowników Encyklopedii oraz&#13;
potrzeb czytelników. Tylko niektóre z tych haseł dotyczących tematyki&#13;
pozaeuropejskiej mają etnograficzny lub w części etnograficzny charakter.&#13;
Kolberg powtarzał w nich za wykorzystanymi pracami błędy i nieścisłości, których najwięcej jest w tekstach dotyczących Ameryki. Aleksander&#13;
Posern-Zieliński, omawiając hasła dotyczące terenów „egzotycznych”, podkreślił wyrażane w nich, przejęte z literatury końca XVIII i pierwszej połowy XIX wieku poglądy pozwalające oceniać ludy „prymitywne”, w których&#13;
elementy „filozofii dzikości” współwystępowały z określeniami obecnymi&#13;
w teorii postępu. Nie odpowiadały już one rozwojowi myśli społecznej&#13;
w drugiej połowie XIX wieku1.&#13;
Wybrane publikacje Kolberg omawiał także w obszernych artykułach&#13;
recenzyjnych. Zrecenzował m.in. książkę Maksa Toeppena Aberglauben&#13;
aus Masuren, mit einem Anhange, enthaltend masurische Sagen und&#13;
Märchen2. Przedstawił, ze szczegółowym komentarzem pozwalającym poznać niektóre jego własne założenia przyjmowane w badaniach kultury&#13;
ludowej, pracę Zygmunta Glogera Obchody weselne3. Pragnąc zaznajomić&#13;
czytelników z etnografią jako dyscypliną naukową, zreferował dotyczące&#13;
jej podręczniki autorów niemieckojęzycznych: Maksymiliana Perthy’ego,&#13;
Friedricha Müllera i Oscara Peschla 4. Ujawnił przy tym własny stosunek do stwierdzeń w nich zawartych. Niektóre teksty, uznane przez siebie&#13;
za ważne, tłumaczył. Przetłumaczył z języka rosyjskiego pracę Hilferdinga&#13;
Ostatki Słowian na południowym brzegu morza bałtyckiego, uzupełniając&#13;
tłumaczenie uwagą, że jest ona niezbędna dla „badacza rzeczy słowiańskich”5, oraz, z ukraińskiego, pracę Józefa Łozińskiego Ruskoje wesile6 (bez&#13;
przedmowy).&#13;
1 A. Posern-Zieliński Studia, rozprawy i artykuły Oskara Kolberga, w: tegoż Studia…&#13;
(DWOK T. 63), s. XXXII i nast.&#13;
2 O Kolberg Studia… (DWOK T. 63), s. 421–424; (DWOK T. 63), s. 421–424; pierwodruk:&#13;
„Biblioteka Warszawska” 1868, T. 2, z. 5..&#13;
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych w Polsce i na Rusi…, tamże, s. 259–306.&#13;
4 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, tamże, s. 3–25.&#13;
5 O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 307.&#13;
6 Tłumaczenia te zachowały się w materiałach rękopiśmiennych Kolberga i zostały opublikowane, pierwsze z nich w tomie 39 Pomorze (DWOK T. 39), drugie w tomie Przemyskie.&#13;
Suplement do t. 35 (DWOK T. 83/I).&#13;
&#13;
560&#13;
&#13;
�Pełną informację o publikacjach znanych i wykorzystywanych przez&#13;
Kolberga przynoszą monografie wydane z materiałów archiwalnych i tomy&#13;
suplementowe, zawierające zestawienia bibliograficzne oraz listy prac cytowanych i odnotowanych przez Kolberga. Choć zestaw znanych Kolbergowi&#13;
lektur był niezwykle bogaty, badacz w ostatnim okresie życia zdawał sobie sprawę, że nie panuje nad najnowszą literaturą. W odpowiedzi na list&#13;
Ceslawa Neymanna dotyczący podziału języków wschodnio-słowiańskich&#13;
tłumaczy, że jest wychowańcem „[…] dawnej szkoły, nie lingwistą z powołania, czerpiącym swą naukę z poglądów jeszcze Szafarzyka”1.&#13;
Wśród odnotowanych lektur zabrakło prac ważnych, kształtujących&#13;
światopogląd ówczesnych badaczy i problematykę badań (być może nieuwzględnionych ze względu na przekonanie, że są powszechnie znane), które nie były bezpośrednio związane z zakresem działań Kolberga. Na przykład nazwisko Johanna Gottfrieda Herdera, który swoimi dziełami, tłumaczonymi również na język polski i znanymi takim uczonym cenionym&#13;
przez Kolberga, jak Hugo Kołłątaj, Zorian Dołęga-Chodakowski, Kazimierz&#13;
Brodziński czy Wincenty Pol, zapoczątkował romantyczną orientację w badaniach nad ludami i ludem oraz ich kulturą, pojawiło się jako nazwisko&#13;
poety2.&#13;
Stan, przedmiot, źródła, próby definiowania,&#13;
miejsce wśród innych nauk i cele etnografii Kolberga&#13;
W trakcie długiego życia i działalności Kolberg uzupełniał swoją wiedzę&#13;
o etnografii, zmieniał swój na nią pogląd i sposób jej uprawiania. W ważnym dla stawania się Kolberga etnografem roku 1865 stwierdził:&#13;
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu&#13;
swego świadomą; potrzeba do niej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc&#13;
i moja praca niczym prawie jeszcze innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków&#13;
przejść będzie mogło3.&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 162.&#13;
O. Kolberg Juliusz Kolberg, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 438.&#13;
3 List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.&#13;
2&#13;
&#13;
561&#13;
&#13;
�Skarżył się na brak zrozumienia i wsparcia dla tej dyscypliny: „[…] widząc powszechną na etnograficzne badania u nas obojętność (skutek zapewne nieznajomości, więc lekceważenia tej nauki)”1. Ubolewał, że badacze&#13;
zagraniczni, w tym Oscar Peschel:&#13;
[…] nader nam mało powiedzieć jeszcze umieją o stanowisku etnograficznym&#13;
Słowian w ogólności, a w szczególności Polaków, czemu się wcale nie dziwimy,&#13;
wiedząc, że i u nas samych nauka etnografii, jak i antropologii, zaledwie kiełkować poczyna i dziś jeszcze głównie na skrzętnym zbieraniu materiałów się&#13;
ogranicza2.&#13;
&#13;
Jednocześnie, stawiając etnografię obok antropologii, stwierdzał rosnące&#13;
jej znaczenie i usamodzielnienie się:&#13;
Nowa ta nauka, nim samoistnie do działania na pole wiedzy została powołana,&#13;
czerpała pożywcze swe soki z szeroko już rozrośniętego drzewa nauk historycznych, geograficznych i filologicznych, skąd oderwawszy się wskutek obficie&#13;
przybywającego jej zewsząd żywiołu i wywiązujących się zeń nowych wyników&#13;
naukowych, wreszcie konieczność własnego, samodzielnego zaznaczyła bytu3.&#13;
&#13;
Kolberg wyróżniał wśród źródeł, z których korzystał i które tworzył,&#13;
źródła „piśmienne” i „ustne” oraz „wiadomości […] przez nas samych zbierane czy z innych źródeł wzięte” 4, czyli wywołane i zastane. Pośrednie&#13;
miejsce między źródłami wywołanymi a zastanymi zajmują teksty powstałe&#13;
bez bezpośredniego udziału badacza, lecz przez niego zainspirowane – jakże&#13;
liczne materiały dostarczone przez jego korespondentów. Obok źródeł tzw.&#13;
wywołanych Oskar Kolberg w szerokim zakresie korzystał z tekstów zastanych. Dostarczały ich literatura naukowa, popularno-naukowa, piękna oraz&#13;
publicystyka i notatki prasowe, a także dokumenty osobiste i urzędowe,&#13;
które docierały do badacza zarówno w formie publikowanej, jak i ręko­&#13;
piśmiennej. Podkreślał, pisząc o materiałach „z ziem ruskich”, znaczenie&#13;
danych przez siebie zgromadzonych:&#13;
1 Brulion listu do Augusta Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 299.&#13;
2 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 23.&#13;
3 Tamże, s. 3.&#13;
4 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 392–&#13;
–393.&#13;
&#13;
562&#13;
&#13;
�Nadmienić tu winienem, że wymienione w wykazie materiałów, obok zbiorów&#13;
moich własnych, prace i rękopisy innych autorów, stanowią zaledwie dziesiątą&#13;
część całej masy mych materiałów i służyć jedynie mają, gdzie tylko tego zajdzie&#13;
potrzeba, na wzmocnienie własnych mych opisów, spostrzeżeń i wywodów1.&#13;
&#13;
Materiały uzyskane przez Kolberga w bezpośrednim kontakcie z rozmówcami są najliczniejsze i to one stanowią o wyjątkowej wartości jego&#13;
zbiorów. Ten sposób gromadzenia danych stosowany był szeroko przez&#13;
badaczy kultury ludowej. Na ziemiach polskich upowszechnił go Ignacy&#13;
Lubicz-Czerwiński, a przede wszystkim Zorian Dołęga Chodakowski. Źródła wywołane określane są dzisiaj w etnografii także mianem zapisów czy&#13;
notatek z badań terenowych i są uznawane za podstawowe w etnologii/&#13;
antropologii kulturowej. Ciągle poddaje się je dyskusjom2. „Terenowymi”&#13;
nazwane są także przez opracowujących rękopiśmienne zbiory Kolberga:&#13;
„karty terenowe”, „notatki z badań terenowych”, „zapisy terenowe”, „rękopisy terenowe”3. Wymagały one odszukania rozmówcy, wejścia z nim&#13;
w interakcję i skłonienia go do przekazania informacji o jego kulturze i środowisku. Zwykle związane były z wyjazdem badacza poza miejsce jego zamieszkania, jednak nie zawsze. Przykładem materiałów terenowych w zbiorach Kolberga, zgromadzonych w miejscu zamieszkania, bez konieczności&#13;
wyjazdu dokumentalisty poza to miejsce, są pieśni umieszczone w teczce,&#13;
na której Kopernicki zanotował:&#13;
Melodie i pieśni ukraińskie po największej części spisane przez samego O.K.&#13;
w Warszawie od służby dworskiej panów ukraińskich tam mieszkających, np.&#13;
podobno od p. Tytusa Piotrowskiego z Rozalówki w pow. kijowskim […]4.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do Stanisława Polanowskiego z 24 IX 1887 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 467.&#13;
2 O wieloznaczności terminu „teren” i „badania terenowe” w antropologii pisał m.in. James Clifford (Praktyki przestrzenne: badania terenowe, podróże i praktyki dyscyplinujące&#13;
w antropologii, w: Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej. Kontynuacje, wybór&#13;
i przedmowa M. Kempny i E. Nowicka, Warszawa 2004, s. 139 i nast.). Polscy badacze zajęli się&#13;
określeniem, czym jest „teren”, i znaczeniem badań terenowych w książce Teren w antropologii. Praktyki badawcze we współczesnej antropologii, red. T. Buliński, M. Kairski, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2011.&#13;
3 Zob. wstępy wydawców, np. w tomach DWOK 49, 77/I, 81, 82.&#13;
4 Przytaczam za: A. Skrukwa „Wołyń” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Wołyń. Suplement&#13;
do t. 36 (DWOK T. 84), s. XXIX.&#13;
&#13;
563&#13;
&#13;
�Kolberg cenił także źródła ikonograficzne, ryciny i fotografie oraz obiekty&#13;
materialne, które stawały się źródłami po utrwaleniu ich w rycinach, fotografii i opisie lub znalazły się w muzeum. Kolberg był świadom znaczenia różnorodności źródeł wykorzystywanych w etnografii. Oprzeć się ona winna na:&#13;
[…] autentycznych dowodach leżących w kronikach, dokumentach, dyplomatach,&#13;
mapach, planach itd. obok zabytków, jakie przynosi dla niej archeologia – tak&#13;
i etnografia, zarówno u nas, jak i wszędzie indziej wzrost i korzyści swe zawdzięczać będzie liczbie, dokładności i wiarygodności dostarczonych jej materiałów,&#13;
typów, okazów, opisów, fotografii i rysunków szczegółowych i zbiorowych. Bez&#13;
nich ani zdolności autora, ani jego zabiegi i prace na wnioskach osobistych&#13;
i domysłach częstokroć oparte, więc nie dające niezbitej pewności i zupełnie&#13;
jasnego o rzeczy wyobrażenia, pożądanego nie odniosą skutku […]. […] dzisiejsi&#13;
etnografowie poszukują materiału przede wszystkim oryginalnego, że tak powiem z pierwszej ręki, a otrzymawszy go i nie zawsze na cudzych, a zwłaszcza&#13;
ludzi niekompetentnych, polegając relacjach, sprawdzają […]1.&#13;
&#13;
Głównym przedmiotem uprawianej przez siebie etnografii uczynił Kolberg lud wiejski ziem dawnej Rzeczypospolitej, choć wykraczał poza jej&#13;
granice. Lud jako przedmiot poznania etnograficznego nabierał znaczenia,&#13;
gdyż stanowił jednocześnie ważną część narodu. Kolberg stwierdzał, znając zasady przyjmowane w etnografii, że dla poznania „ludu własnego”&#13;
konieczna była również znajomość ludów innych:&#13;
Zbieranie typów, opisywanie i rozbiór zwyczajów, cech i właściwości ludów&#13;
różnych, prowadząc do dokładniejszego poznania własnego ludu, stało się jedną&#13;
z potrzeb naszego wieku u każdego ukształconego narodu. Przekonano się, że&#13;
ludy pojedyncze są to ogniwa jednego wielkiego łańcucha ludzkości całej […]2.&#13;
&#13;
Lud interesował Kolberga jako całość ze względu na charakteryzujące go&#13;
„cechy i właściwości”3, „znamiona materialnego bytu i umysłowego życia”&#13;
oraz „cechy fizyczne i moralne”4. W całości tej dominowały cechy społeczno-kulturowe, zresztą dokumentowane nierównomiernie. Cechy fizyczne&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 23.&#13;
Fragment projektu odezwy do prenumeratorów Ludu, brulion listu do Bogumiła Hoffa&#13;
z 23 V 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 327.&#13;
3 Por. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), pierwodruk: Kraków 1871, s. 3.&#13;
4 Por. O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), pierwodruk: Kraków 1887, s. III i 43.&#13;
2&#13;
&#13;
564&#13;
&#13;
�ludu przedstawiane były w opisach umieszczanych w rozdziałach Lud oraz&#13;
na ilustracjach przedstawiających „typy”, „postacie”, które informowały także o ubiorze i postawie należących do kultury. Geograficzny zakres badań&#13;
nad ludem i ludami tworzył różnego rodzaju etnografie. Najbliższa Kolbergowi była etnografia „krajowa”, która była częścią „etnografii Słowian”1.&#13;
Szerszy zakres obejmował etnografię Europy, a najszerszy – świata.&#13;
Kolberg uprawianą przez siebie dyscyplinę najczęściej nazywał etnografią, a sam siebie określał mianem etnografa. Nazwa „etnologia” pojawiła się&#13;
w tekstach Kolberga po objęciu przez niego w roku 1874 funkcji przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Rzadko, i to nie bezpośrednio, nazywał siebie etnologiem,&#13;
choć przyjmował niekiedy lub wskazywał etnologiczny punkt widzenia: „…&#13;
zapatrując się okiem etnologa”2; „ma tu etnolog możność śledzenia”3. Etnologów traktował jako nauczycieli „zbieraczy”4. Ważnych danych o sposobie&#13;
rozumienia przez Kolberga dyscypliny, z którą się identyfikował, dostarcza&#13;
wymieniony już artykuł recenzyjny Obecne stanowisko etnografii (1876).&#13;
Odróżniając etnografię od etnologii wzorem Friedricha Müllera, autora jednej z książek omawianych w powyżej wskazanym artykule, połączył je&#13;
obie i nazwał „jedną etniczną umiejętnością”5, jedną nauką. Definiował ją&#13;
– a definiowanie jest u Kolberga rzadkie – następująco:&#13;
Jeśli bowiem etnografia miałaby za zadanie skreślić cechy zewnętrzne i wewnętrzne żywota każdego z ludów obecnie ziemię zamieszkujących, tak znowu&#13;
etnologia, cofnąwszy się w przeszłość, nierównie szerszy zakreśliłaby dla swych&#13;
prac program, szukając cech ludów dawniejszych od starego ich początku przy&#13;
pomocy archeologii i pokrewnych jej nauk, śledząc ludów tych rozrost lub przekwit, wyjaśniając wreszcie ich wzajemne na siebie czy to dodatnie, czy ujemne&#13;
oddziaływanie w pochodzie wieków aż po dzień dzisiejszy6.&#13;
&#13;
Etnografię i etnologię spaja ten sam przedmiot badań, jakim jest lud i są&#13;
ludy. Lud, warstwa społeczna w społecznościach o zróżnicowanej, silnie&#13;
1 Brulion listu do J. Lubomirskiego z 5 V 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 289.&#13;
2 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 410.&#13;
3 O Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XII.&#13;
4 Tamże, s. IX.&#13;
5 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 18.&#13;
6 Tamże.&#13;
&#13;
565&#13;
&#13;
�zarysowanej strukturze, została utożsamiona z grupą etniczną, z ludami&#13;
współcześnie występującymi lub dawnymi, które takiej struktury nie posiadają lub nie posiadały. Podział zadań między etnografię i etnologię jest tu&#13;
jasny. Etnografia bada poszczególne ludy w przestrzeni w czasie teraźniejszym, etnologia w szerokim zakresie czasu, sięgającym głęboko, doprowadzonym jednakże do teraźniejszości. Etnografia koncentruje się na opisach,&#13;
etnologia, korzystając z pomocy nauk pokrewnych i stosując m.in. metodę&#13;
porównawczą, na wyjaśnianiu. Jedność przedmiotu i perspektywy badań&#13;
pozwala jednakże na zamienne stosowanie nazw „etnografia”, „etnologia”,&#13;
a nawet „ludoznawstwo”. Kolberg powtarzał za Müllerem: „Etnografia, czyli&#13;
etnologia, więc ludoznawstwo, jest, jak to orzeka jej nazwa, umiejętnością&#13;
o człowieku uważanym jako osobnik (indywiduum) z b i o r o w y [podkr. oryginalne]”1.&#13;
Z badaniem ludu, a tym samym z etnografią, związany był nowo wprowadzany termin „folklore”, oznaczający w tym czasie głównie niepiśmienną&#13;
literaturę ludową i naukę o niej. Kolberg nie stosował tego terminu i był&#13;
mu niechętny. Pod koniec życia, w roku 1888, w liście do Jana Karłowicza&#13;
po lekturze jego artykułu, napisał:&#13;
Przyznam się otwarcie, że wyraz (neo-angielski?) „folklore” („Wisła”, II str. 84)2,&#13;
oznaczający właściwie u nas ludogadactwo, ludowiedztwo (a po dawnemu: guślarstwo), lubo w wielu krajach już przyjęty – jest mi dosyć wstrętnym, już dla&#13;
tego samego, że nie da się on gładko adaptować (przyswoić) do organizmu naszego języka, a nawet u Francuzów, Włochów, Hiszpanów itd. użyty, sprawia wrażenie jakiejś niemiłej kakofonii, jakiegoś gwałtu. Natomiast głosowałbym chętnie&#13;
za wyrazem demotyka, proponowanym przez portugalskiego autora Braga3.&#13;
&#13;
Kolberg, pozostający w środowisku naukowym krakowskim i zaznajomiony z lekturą odpowiadającą jego zainteresowaniom, był świadom&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 17.&#13;
Karłowicz informował: „Od lat kilku, skutkiem zwrotu w literaturach europejskich do poznawania rzeczy ludowych, wszedł w użycie wyraz powyższy na oznaczenie wszystkiego, co się&#13;
do tak zwanej literatury niepiśmiennej ludu odnosi. Folklorem przeto Francuzi, Niemcy, Włosi,&#13;
Hiszpanie i t.d. nazywają same pieśni, podania, zagadki, zabobony, przysłowia i t.d., a także&#13;
naukę, mająca za przedmiot zbieranie, porównywanie i wyjaśnianie rzeczy ludowych; osoby&#13;
zajmujące się ich gromadzeniem i badaniem nazywają folklorystami”. J. Karłowicz Folklore,&#13;
„Wisła” T. 2: 1888, z. 1, s. 84.&#13;
3 List do J. Karłowicza z 2 IX 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 530.&#13;
2&#13;
&#13;
566&#13;
&#13;
�stopniowego usamodzielniania się etnografii i etnologii i ich odrębności od&#13;
innych nauk. Dostrzegł trudności w zakreśleniu granic dyscypliny, podnoszone przez jej przedstawicieli także dzisiaj:&#13;
[…] niektórzy z pisarzy […] wahali się lub mało troszczyli o oznaczenie teoretyczne ostatecznych jej granic, gdy inni znowu z każdorazowej własnej wychodząc&#13;
praktyki, oznaczali je według indywidualnego swego zapatrywania1.&#13;
&#13;
Podkreślał różnicę, jaka dzieli etnografię i etnologię od antropologii,&#13;
rozumianej jako biologiczna. Przytoczył we wskazanym już kilkakrotnie&#13;
artykule Obecne stanowisko etnografii stwierdzenie Friedricha Müllera,&#13;
którego pracę Allgemeine Ethnographie (1873) omawia: „Pojęcie rasy […]&#13;
dotyczy głównie antropologii, pojęcie ludu lub narodu – etnologii”2. Za tymże autorem powtarza argumenty przemawiające za odmiennością etnografii&#13;
od antropologii:&#13;
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii&#13;
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika&#13;
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju&#13;
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego&#13;
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka3.&#13;
&#13;
Charakteryzując etnografię jako „towarzyszkę innych umiejętności”4,&#13;
dostarczającą im ważnych informacji, jednocześnie zauważył, referując poglądy J.A. Maximiliana Perthy’ego, że potrzebuje ona współpracy z innymi&#13;
dyscyplinami:&#13;
Stąd też, ku wszechstronnemu natury ludzkiej zgłębieniu i ocenieniu, nie dosyć&#13;
jest dla etnografa znać jedną tylko, ale trzeba wiele innych jeszcze posiąść nauk&#13;
[…]. Obok znajomości przede wszystkim antropologii, niezbędnymi stają się tu&#13;
wiadomości historyczne, archeologiczne, mitologiczne, lingwistyczne, statystyczne, geograficzne, geologiczne itd., których wyczerpująca znajomość przechodzi&#13;
siły pojedynczej osoby […]5.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 6.&#13;
Tamże, s. 15.&#13;
3 Tamże, s. 17.&#13;
4 Tamże, s. 5–6.&#13;
5 Tamże, s. 7–8.&#13;
2&#13;
&#13;
567&#13;
&#13;
�Dostrzegał kierunki badań powstałe na granicy etnografii z innymi&#13;
dyscyplinami. Wymienił etnopsychologię i związał z nią m.in. Theodora Waitza1. Dla długoletniej działalności Kolberga charakterystyczne jest&#13;
przesuniecie jego uwagi z nauk humanistycznych, jako współpracujących&#13;
z etnografią, ku antropologii, związanej głównie z naukami przyrodniczymi.&#13;
Kolberg podkreślał cele naukowe etnografii. We wspomnianym już, niedatowanym liście do nieznanej z nazwiska „Waszej Ekscelencji”, postaci&#13;
zapewne wysoko postawionej w administracji carskiej, licząc się z realiami&#13;
politycznymi, napisał:&#13;
Celem pracy tej będzie rzetelne, jasne i dokładne przedstawienie przedmiotu czy&#13;
faktu, więc czysta nauka, i dlatego wyłączonym z niego zostanie wszystko, co&#13;
tylko zdaje się trącić polityką lub tendencyjnością, w przekonaniu, że tym tylko&#13;
sposobem obudzi ono zaufanie badaczy i przyniesie istotny dla nauki pożytek2.&#13;
&#13;
Dostrzegał rozwój etnografii i jej międzynarodowy charakter, wymieniał&#13;
główne przyczyny tego rozwoju:&#13;
[…] nauka etnografii szybkie a wielkie swe postępy zawdzięcza głównie zabiegliwym pracom zbiorowym towarzystw geograficznych, etnograficznych i antropologicznych, mianowicie w Londynie, Paryżu, Berlinie i Petersburgu, jak również&#13;
podróżom i skrzętnym badaniom lingwistycznym, obyczajowym i innym Niemców, Francuzów, Anglików, Szwedów, Holendrów, Włochów itd.3.&#13;
&#13;
Wskazywał na znaczenie pism specjalistycznych, zjazdów i kongresów&#13;
oraz wystaw i muzeów etnograficznych, ubolewając, że w muzeum w Wilnie oraz muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego „okazy etnograficzne stanowią dotąd jedynie przedmiot dodatkowy”4. Był zadowolony, że w badaniach&#13;
na ziemiach polskich wspomagają go „już inni na polu etnograficznym&#13;
współpracownicy, jak o tym świadczą »Roczniki« Akademii Umiejętności” 5.&#13;
O celach swoich prac i ich związku z etnografią pisał Kolberg wielokrotnie. Obok ogólnego stwierdzenia, że są to „szczegółowe badania ludu&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 5.&#13;
Brulion listu do nieznanego adresata, bm. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 101;&#13;
list pochodzi najprawdopodobniej z roku 1864 lub 1865.&#13;
3 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 4.&#13;
4 Tamże, s. 25.&#13;
5 List do J.I. Kraszewskiego z 20 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 268.&#13;
2&#13;
&#13;
568&#13;
&#13;
�naszego”1, badacz informował, w jaki sposób cel ten ma zostać zrealizowany:&#13;
Tak przygotowane dzieło obejmujące poszczególne monografie ludów wszystkich&#13;
części dawnej Polski, utworzone z materiałów zebranych na całym niemal jego&#13;
obszarze, pragnąłbym kolejno w odpowiedniej jego znaczeniu wydać szacie […]2.&#13;
&#13;
Podkreślał wartość uzyskanych przez siebie materiałów nie tylko dla&#13;
nauki, ale także dla sprawy narodowej, bo to dzięki nim „[…] tym zupełniej&#13;
narysuje się wizerunek ogólny narodu”3. Dostrzegł polityczne znaczenie&#13;
prac etnograficznych. Krytykował ustalenia Pawła Bobrowskiego, oficera&#13;
armii carskiej, prowadzącego badania na Białorusi4, zaliczanego do tzw.&#13;
„etno­grafów rządowych”5. Zwracając się do Akademii Umiejętności o pomoc w wydaniu tomów dotyczących Rusi, argumentował, że będą one&#13;
miały znaczenie także polityczne: „[…] do Akademii właściwie tak ze względów politycznych, jak i naukowych należy przedsięwzięcia tego rodzaju&#13;
popierać nie tylko moralnie, ale i materialnie”6.&#13;
Przedstawiając swoje dzieło jako ważne dla poznania „stosunków ziem&#13;
ruskich”, jednocześnie określał je jednak jako „tylko w etnograficznym wyświecającego zakresie sprawę”7.&#13;
Były także inne cele, społeczne i etyczne. Należała do nich zadeklarowana już w młodości służba ludowi, pomijana zwykle przez badaczy życia&#13;
i prac Oskara Kolberga, tak ważna w kształtowaniu jego postawy wobec&#13;
ludu8. Badacz cenił ponadto bogactwo obrzędowości i artystyczne wartości&#13;
1 List do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego z 10 X 1867 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 204.&#13;
2 Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 279.&#13;
3 List do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego z 10 X 1867 r., Korespondencja… cz. I&#13;
(DWOK T. 64), s. 204.&#13;
4 M. Olechnowicz „Białoruś-Polesie” Oskara Kolberga”, w: O. Kolberg Białoruś-Polesie&#13;
(DWOK T. 52), s. XV; S. Kasperczak, tamże, s. XXV–XXVI.&#13;
5 Por. S.A. Tokarev Istorija russkoj etnografii (Dooktjabrskij period), Moskva 1966, s. 314–&#13;
–315.&#13;
6 List do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 358.&#13;
7 Brulion listu do S. Polanowskiego z 24 XI 1887, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 466.&#13;
8 W liście do Antoniego Woykowskiego z dnia 6 XII 1842 roku napisał: ”[…] nagrodzi Ci to&#13;
wdzięczność ludu, któremu również Ty, jaki ja służyć powinniśmy i służymy”. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s 18.&#13;
&#13;
569&#13;
&#13;
�wytworów ludu: literatury ludowej, muzyki, dzieł plastycznych, mogących&#13;
służyć jako inspiracja dla sztuki narodowej, a ujawnianych poprzez badania&#13;
etnograficzne.&#13;
Kolberg, obok celów realizowanych przez etnografię, określał także zadania przyjmowane przez siebie w jej ramach. Wielokrotnie powtarzał:&#13;
„Ja daję właśnie materiał do tych wszystkich prac […], daję tylko materiał”1.&#13;
Konsekwentnie realizował w swojej praktyce badawczej i wydawniczej wyznaczony sobie cel, jakim było gromadzenie, porządkowanie i utrwalanie&#13;
materiałów, które uznawał za wartościowe. Uzupełniał je niekiedy dodatkowymi informacjami, uznawanymi za potrzebne późniejszym badaczom&#13;
i innym użytkownikom tych materiałów. Wierzył, że jego pracy „[…] nie&#13;
poczytają [potomni – Z.J.] za całkiem marną zbieraninę”2. Świadomość celów i podjęcie się także systematyzacji i, choć w ograniczonym zakresie,&#13;
interpretacji i krytyki materiałów powodowało, że Kolberg wykroczył poza&#13;
granice zbieractwa, stał się dokumentalistą i badaczem. O swojej pracy&#13;
informował:&#13;
[…] starałem się materiał (nierzadko napływający mi pobieżnie, bezładnie) –&#13;
gromadzony dorywczo, acz pilnie – uporządkować i ułożyć w taki sposób (nie&#13;
tykając bynajmniej odrębnej jego właściwości i barwy miejscowej, więc bez narażenia na szwank jego autentyczności), aby ten wedle wskazówek i badań uczonych zagranicą dokonywanych (które śledziłem), z pożytkiem dla nauk mógłby&#13;
być zachowanym i służyć za podstawę do dalszych w przyszłości badań […]3.&#13;
&#13;
Bezpośrednim celem Kolberga nie było uzyskanie syntezy w postaci obrazu polskiego ludu, co przypisuje mu Domański, uznając jednocześnie,&#13;
że kultura regionu „była zawsze pierwszorzędnym przedmiotem jego ba­&#13;
dań”4. Kolberg nie zmierzał do syntezy, odsuwał ją w przyszłość:&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego, w: tegoż Studia… (DWOK&#13;
T. 63), s. 416.&#13;
2 Brulion listu do B. Moraczewskiej z 28 IV 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 435.&#13;
3 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 299.&#13;
4 W. Domański Oskar Kolberg i jego dzieło, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dodak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 64.&#13;
&#13;
570&#13;
&#13;
�Ja przynajmniej mam to przekonanie, że jeszcze lat kilkanaście a może kilkadziesiąt zbierać, i to z pospiechem, i ogłaszać będziemy musieli materiały nim&#13;
do wniosków, a wreszcie i do zadawalniającej syntezy przyjść potrafimy […]1.&#13;
&#13;
Nie czuł się przygotowany do ujęć syntetycznych, wymagających materiałów i usystematyzowanych założeń teoretycznych, i bronił się przed&#13;
nimi. W roku 1878, w odpowiedzi na propozycję napisania do Słownika&#13;
geograficznego2 etnograficznych charakterystyk grup regionalnych i etnicznych z ziem polskich, tłumacząc się porządkowaniem materiałów i przygotowywaniem ich do druku, a może także obawiając się ingerencji cenzury, wyjaśniał: „Zajęty tą pracą […] nie miałbym czasu, nie byłbym nawet&#13;
w stanie dziś już dać dokładnego, treściwego, syntetycznego obrazu tego&#13;
przedmiotu”3.&#13;
Podstawowe pojęcia i założenia etnografii Kolberga&#13;
Podstawowe pojęcia&#13;
Termin „lud”, oznaczający główny przedmiot uprawianej przez Kolberga&#13;
etnografii, nie został przez niego zdefiniowany. Oznaczał ludność wiejską&#13;
w jej warstwie, w miarę jednolitej, najniżej sytuowanej w ramach zróżnicowanego społeczeństwa feudalnego i postfeudalnego. Ludzie stanowiący&#13;
lud nazywani byli „włościanami”, „wieśniakami”, rzadziej „chłopami” 4. Lud&#13;
etnicznie polski interesował Kolberga jako fundament i istotny element&#13;
polskości, lud niepolski, zamieszkały na terenach dawnej Rzeczypospolitej – jako należący do politycznego narodu polskiego. Dla Kolberga ważny&#13;
był także lud „sam w sobie”, jako oddzielna kategoria społeczna i twórca&#13;
odrębnej kultury. Swoje zainteresowania ludem badacz rozszerzał przecież&#13;
poza granice Rzeczypospolitej. Lud charakteryzowały szczególne „cechy&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Majera z 18 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 267.&#13;
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich wydany zastał&#13;
w 15 tomach w latach 1880–1902 w Warszawie.&#13;
3 Brulion listu do F. Sulimierskiego z 15 III 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 226.&#13;
4 Por. brulion listu do ks. K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 98; O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 104; O. Kolberg W. Ks.&#13;
Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47.&#13;
2&#13;
&#13;
571&#13;
&#13;
�i właściwości”1, „znamiona materialnego bytu i umysłowego życia” oraz&#13;
„cechy fizyczne i moralne”2. Badacz wymienił najważniejsze dla niego spośród tych „właściwości” w podtytule tomów Ludu: „Jego zwyczaje, sposób&#13;
życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka&#13;
i tańce”. Lud odznaczał się także szczególnymi cechami fizycznymi, wartymi&#13;
odnotowania w jego opisie, oraz „umysłowymi” i „moralnymi”. Posiadał&#13;
„duszę”3, o której Kolberg pisał zapewne, jak sądzi Wojciech Domański,&#13;
stosując powszechną w jego czasach stylistykę publicystyczną4, ale przede&#13;
wszystkim nawiązując (bez wskazania źródła) do idei „Volksgeist” – „ducha&#13;
ludu” Herdera, ważnej w rozwoju zainteresowań ludoznawczych5. Kolberg&#13;
dostrzegał ponadto „charakter ludu”6 i wiązał go ze sposobem jego życia.&#13;
W sposobie życia ludu, a co za tym idzie – w jego charakterze, istotną rolę odegrała pańszczyzna – pozbawienie wolności osobistej i przymus&#13;
pracy – oraz jej następstwa. Kolberg w rękopisie pozostawił wypis z tekstu&#13;
C.F.E. Hammarda ze stwierdzeniem, że kobiety „daleko silniej odczuwały&#13;
[…] ucisk i ciężar poddaństwa niż mężczyźni”7. Przytoczył też opinię innego&#13;
niemieckiego autora:&#13;
[…] moralność ludu w stosunku stoi do jego wolności, i że taki chłop, który ma&#13;
wolność swobodnego zarobkowania jest zarazem i moralniejszym […]. […] w W.&#13;
Ks. Poznańskiem chłop, na którego pijaństwo skarżono się niegdyś powszechnie,&#13;
teraz, gdy został właścicielem czyli posiedzicielem, stał się nierównie umiarkowańszym i wstrzemięźliwszym8.&#13;
&#13;
To pańszczyzna powodowała zachowawczość na ziemiach polskich&#13;
ludu, który był pańszczyzną „nieruchomie niemal przyparty do gleby”9,&#13;
i stanowiła przeszkodę w jego działalności gospodarczej.&#13;
1&#13;
&#13;
Por. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 3.&#13;
Por. O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. III, 43.&#13;
3 Por. O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. I.&#13;
4 W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg.&#13;
Prekursor antropologii…, s. 75.&#13;
5 Por. H. Bausinger Czy zmiana paradygmatów? Uwagi o kryzysie etniczności, tłum.&#13;
W. Jasiewicz, „Lud” T. 75: 1992, s. 6.&#13;
6 Por. brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 346.&#13;
7 O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84), s. 18.&#13;
8 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47.&#13;
9 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 268.&#13;
2&#13;
&#13;
572&#13;
&#13;
�Lud, mimo swej niekorzystnej sytuacji społecznej, był twórczy. Twórczość ludu Kolberg traktował jako zbiorową i dlatego anonimową. Nie zgadzał się z poglądem Ryszarda Berwińskiego o braku zdolności twórczych&#13;
u ludu1. Wskazywał przyczyny tego poglądu i wyrażał przekonanie o jego&#13;
nietrwałości:&#13;
Że sąd tak bezwzględnie postawiony (a wywołany widocznie grozą wypadków&#13;
galicyjskich 1846 r.) ostać się długo jako pewnik nie mógł, tego dowodzić tu&#13;
obszernie nie potrzebuję2.&#13;
&#13;
Określenie „lud” oznaczało w tekstach Kolberga, podobnie jak w języku&#13;
nam współczesnym, także grupę etniczną. Badacz nie stosował terminów&#13;
„grupa etniczna” lub „etnos”3. Nie ma jednak racji Joanna Tokarska-Bakir&#13;
stwierdzając, że Kolberg nie dostrzegał odrębności etnicznych i za lud polski uważał np. Tatarów, Hucułów i Bojków4. Kolberg odróżniał „Polskę”&#13;
i „Ruś”, z podróży „do gór huculskich i Bukowiny” pisał: „Lud tam, jak wiadomo, jest ruski […]” 5. Lud należący do różnych grup etnicznych obejmował&#13;
mianem „ludu naszego”6. Mieszkańcy Pokucia na Rusi to „lud bratni”7. Józef&#13;
Burszta pisał, że w przyjętym przez Kolberga modelu monografii regionalnych nie było części dotyczącej „tożsamości regionalnej i świadomości&#13;
etnicznej czy narodowej”. Dodał jednakże, że procesy interetniczne dają&#13;
się na podstawie treści jego dzieł zrekonstruować8. Do poglądów Burszty&#13;
nawiązały Ewa Antyborzec i Anna Mazurkiewicz-Szczyszek, które zauważyły, że dzieła Kolberga w czasie, kiedy były tworzone, nie mogły być&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), pierwodruk: Kraków 1874, s. XIV–XV.&#13;
Tamże, s. XV.&#13;
3 Kolberg, ostrożny w stosowaniu nowej terminologii, sięgnął dwukrotnie po przymiotnik&#13;
„etniczny”: w artykule Obecne stanowisko etnografii, pisząc o „materiałach etnicznych” i definiując etnografię i etnologię jako „umiejętność etniczną”, por. O. Kolberg Obecne stanowisko&#13;
etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 7, 18. Określenie „grupa etniczna” i rzeczownik&#13;
„etnos” pojawiły się w rozprawie I. Kopernickiego O etnografii i etnologii…, s. 1, 3 i nast.&#13;
4 J. Tokarska-Bakir Żydzi u Kolberga, w: tejże Rzeczy mgliste. Eseje i studia, Sejny 2004,&#13;
s. 51.&#13;
5 Brulion listu do ks. W. Siarkowskiego z 20 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 651.&#13;
6 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 105.&#13;
7 Brulion listu do S. Czarneckiego z 22 III 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 626.&#13;
8 J. Burszta Chłopskie źródła kultury, Warszawa 1985, s. 210 i nast.&#13;
2&#13;
&#13;
573&#13;
&#13;
�pozbawione problematyki narodowej, i zajęły się wyznacznikami tożsamości narodowej obecnymi w materiałach Kolbergowskich1. Możliwości&#13;
tkwiące w materiałach Kolbergowskich dla odtworzenia stanów i procesów&#13;
etnicznych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej omówiłem w oddzielnym&#13;
artykule2.&#13;
Obydwa znaczenia terminu „lud” – jako warstwa społeczna i grupa etniczna – nakładały się na siebie, kiedy rzecz dotyczyła ludności o odrębnych cechach etnicznych, nie posiadającej własnych warstw wyższych,&#13;
tworzącej etnoklasę w społeczeństwach o zróżnicowanej strukturze społecznej. Takim ludem, zdaniem Kolberga, był dokumentowany przez niego&#13;
lud ruski i litewski. W tej sytuacji etnonimy stawały się niekiedy oznaczeniami sytuacji społecznej. Materiały Kolbergowskie z Chełmskiego skłoniły&#13;
ich wydawcę, Izydora Kopernickiego, zapewne za przyczyną Marii Hemplówny, która je zarejestrowała w terenie3, do stwierdzenia w przypisie:&#13;
U tutejszego ludu nazwa Rusin i Polak nie oznacza plemienia, czyli narodowości,&#13;
ale różnicę stanu. W naszych stronach, gdzie ogólnie lud rolny jest tylko ruski,&#13;
a panowie, oficjaliści, rzemieślnicy, szynkarze itd. są obrządku łacińskiego, nazwa Rusin i Polak oznacza chłop i szlachcic […]4.&#13;
&#13;
Ludy jako grupy etniczne pojawiają się wówczas, kiedy Kolberg pisze&#13;
o „ludów słowiańskich etnografii” (ich przedstawicielami wówczas są jednak zawsze przedstawiciele ludności wiejskiej5) lub wtedy, kiedy zajmuje&#13;
się ludzkością.&#13;
Termin „naród” Kolberg rozumiał dwojako: jako naród etniczny, kulturowy oraz naród polityczny, wsparty państwem lub ideą własnego państwa.&#13;
Etniczny naród polski, nazywany „szczepem lechickim”6, tworzą Wielkopolanie, Małopolanie i Mazurzy, wokół których „zgromadziły się i grupują&#13;
1 E. Antyborzec, A. Mazurkiewicz-Szczyszek Tożsamość narodowa i regionalna w świetle&#13;
monografii Oskara Kolberga, 2007 [maszynopis w Instytucie im. Oskara Kolberga w Poznaniu].&#13;
2 Por. Z. Jasiewicz O narodzie i grupach etnicznych u Oskara Kolberga, w: Antropologiczne wędrówki po „miejscach” bliskich i dalekich. Księga jubileuszowa dla Profesor Iwony&#13;
Kabzińskiej, red. D. Demski, J. Derlicki, A. Woźniak, Warszawa 2020.&#13;
3 E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do t. 33&#13;
i 34 (DWOK T. 82), s. XL.&#13;
4 O. Kolberg Chełmskie cz. II (DWOK T. 34), pierwodruk: Kraków 1891, s. 58.&#13;
5 Por. brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VIII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 361.&#13;
6 O. Kolberg Polski lud, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 566.&#13;
&#13;
574&#13;
&#13;
�pomniejsze ich rozrody”1. Naród ten był podzielony społecznie, różnice&#13;
stanowe nie przekreślały jednak tworzonych przez narodowość cech wspólnych. Najczęściej jednak naród polski Kolberg widział jako naród polityczny – historycznie wytworzoną, wieloetniczną i wielokulturową wspólnotę&#13;
mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej. Taka koncepcja narodu, odwołująca&#13;
się do tradycji państwowej i praw historycznych, podzielana w czasach&#13;
zaborów przez wielu myślących o odbudowie państwa Polaków, uznawana&#13;
była już w XIX wieku za anachroniczną, nie tylko z powodów politycznych,&#13;
ale także ze względu na zapoczątkowane procesy narodotwórcze wśród&#13;
grup etnicznych na terenach dawnej Polski2. Kolberg jednakże tych procesów nie dostrzegał, był przywiązany do idei politycznego narodu polskiego&#13;
i na niej budował swój patriotyzm i widzenie świata.&#13;
„Cechy i właściwości ludu”, które były przedmiotem badań Kolberga,&#13;
nie miały w jego tekstach zbiorczego określenia. Wskazywane były poprzez&#13;
wyliczanie umieszczane w dalszej części tytułu jego tomów Ludu: „zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce”. Choć miały charakter, o czym już napisałem, głównie&#13;
kulturowy, badacz nie stosował dla ich określenia terminu „kultura”, który&#13;
pojawił się w piśmiennictwie polskim już na początku XIX wieku3. Termin&#13;
ten, w szerokim znaczeniu atrybutu ludzkości, mimo swojej niejednoznaczności przyjmowany jest do dzisiaj za najbardziej przydatny dla przedstawienia całości przedmiotu badań etnologii i antropologii społeczno-kulturowej.&#13;
Kolberg natomiast posługiwał się niekiedy terminem kultura w znaczeniu&#13;
cultura animi, przypisywanym Cyceronowi, wartościującym, wskazujący&#13;
na osiągnięty wysoki poziom, przede wszystkim w uprawach roślin: „[…]&#13;
ogród, gdzie kultura owocu do wysokiego doprowadzoną jest stopnia, równie jak i kultura pól w miejscach niskich przez dreny osuszonych”4.&#13;
W antropologicznym znaczeniu atrybutu ludzkości lub ludów rozpatrywanych w jej kontekście termin „kultura” został przez Kolberga użyty kilkakroć w odniesieniu do materiałów dotyczących dużych grup ludów lub&#13;
ludzkości. Pisząc, w związku z muzyką, o Słowianach w ramach „plemienia&#13;
kaukaskiego czyli indoeuropejskiego”, stwierdził:&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże.&#13;
A. Walicki Rosja, katolicyzm i sprawa polska, Warszawa 2002, s. 111.&#13;
3 Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 97.&#13;
4 Por. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), pierwodruk: Kraków 1876, s. 46.&#13;
2&#13;
&#13;
575&#13;
&#13;
�[…] owszem, niezawodnie sami też ościennym narodom udzielali własnych swych&#13;
pojęć i wrażeń, bo godzi się wnioskować, że nie byli pozbawieni rodowej kultury&#13;
[…]. Kultura ich, w owych pierwotnych czasach, choć własna, zbliżać się owszem&#13;
musiała do skandynawskiej, germańskiej, celtyckiej […]1.&#13;
&#13;
O „ogólnym postępie i kulturze ludzkości”, także w związku ze Słowianami, wspomniał w wymienionym już liście z końca lat 60. XIX wieku2.&#13;
W innym miejscu i w innym momencie swych prac, a mianowicie w wymienianym już wielokroć artykule Obecne stanowisko etnografii, Kolberg,&#13;
przedstawiając swą ogólną wiedzę i poglądy na etnografię, przy okazji referowania stanowiska Fryderyka Müllera3 napisał o „wpływie ziemi i klimatu&#13;
na rozkwit i upadek kultury, jej stopniach, ogniskach i warunkach istnienia”4, stosując ten termin na sposób przyjęty przez ewolucjonistów. Częściej,&#13;
w porównaniu z nazwą kultura, posługiwał się terminem ”cywilizacja”,&#13;
bardziej popularnym w jego czasach5. Użył np. określenia „cywilizacja tradycyjna, ludowa” i „cywilizacja narodu”6. Określenia „kultura ludowa” nie&#13;
stosował7.&#13;
Najbliższym terminowi „kultura” wśród określeń przedmiotu zainteresowań Kolberga, wyliczonym w tytule wielu jego dzieł, jest „sposób życia”.&#13;
Jego odpowiednikiem są także „zwyczaje” i „obyczaje”, rozumiane jako powtarzalny i ujednolicony sposób zachowań praktykowanych w ważnych&#13;
chwilach życia. W związku z nimi pojawia się określenie „tradycja”, także&#13;
ważne we współczesnej etnologii, traktowane jako przejmowanie z przeszłości dóbr kultury i jako wartość. Kolberg doceniał jej siłę oddziaływania&#13;
i trwałość, nie uważał jej jednak za niezmienną8. Wśród przyczyn zmian&#13;
w obyczajach ludu na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, w tym zmian stosunku do tradycji, stawia na pierwszym miejscu zniesienie pańszczyzny. Na&#13;
podstawie przekształceń w obrzędowości weselnej na Mazowszu stwierdza:&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), pierwodruk: Warszawa 1865, s. 15.&#13;
Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.&#13;
3 Friedrich Müller (1834–1898), etnolog i językoznawca, profesor Uniwersytetu w Wiedniu.&#13;
Kolberg powołuje się na książkę Müllera Allgemeine Ethnographie, Wien 1873.&#13;
4 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 11.&#13;
5 Por Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii…, s. 162–163.&#13;
6 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 303.&#13;
7 Por. J. Burszta Kultura ludowa – kultura narodowa. Szkice i rozprawy, Warszawa 1974,&#13;
s. 218.&#13;
8 O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 75.&#13;
2&#13;
&#13;
576&#13;
&#13;
�Radykalna zmiana, jakiej od pewnego czasu uległ odwieczny byt naszych włościan przez zniesienie pańszczyzny i usunięcie ich spod władzy dziedziców, nie&#13;
mogła pozostać bez ogromnego wpływu na ich zwyczaje i tradycje. Ostatecznie&#13;
zerwany został węzeł patriarchalny, który niegdyś łączył pana z chłopkiem;&#13;
pilno temu ostatniemu zakosztować nowej swobody, i ani chce wiedzieć o zwyczajach, jakich się trzymali ojcowie względem panów […]1.&#13;
&#13;
Termin „charakter” w odniesieniu do różnych grup ludzi, najczęściej&#13;
narodów, pojawił się w piśmiennictwie polskim już na początku XIX wieku2. W etnologii i antropologii stał się ważną kategorią badawczą. Studia&#13;
w tym zakresie rozwinięte zostały w nauce niemieckiej na przełomie XIX&#13;
i XX wieku, najpierw w ramach psychologii ludów (Völkerpsychologie),&#13;
a później, głównie w okresie II wojny światowej, w antropologii amerykańskiej, przez badaczy ze szkoły kultury i osobowości3. Dzisiaj rzadko się do&#13;
nich powraca ze względu na stosowane w nich nieuprawnione uogólnienia&#13;
i wartościowanie. Kolberg nie definiował terminu „charakter ludu” i stosował go w dwóch znaczeniach. Pierwszym – szerokim, wykraczającym poza&#13;
psychologię, obejmującym cechy wyróżniające daną grupę ludu, jej wizerunek, „[…] wszelkie właściwości stanowiące charakterystykę ludu”4. Badacz&#13;
informował, że od wielu lat gromadził materiały dotyczące „[…] wszystkiego,&#13;
co charakter ludu i jego życie obecne i przyszłe wystawia w najprawdziwszym świetle”5. Drugie znaczenie określenia „charakter” jest już związane&#13;
z psychologią i koncentruje się na względnie trwałym zespole cech psychicznych grupy ludu zamieszkującej określony region, ujawniającym się&#13;
poprzez zachowania jej członków. „Charakter ludu” Kolberg przedstawił&#13;
jako przedmiot godny dokumentacji już w Liście otwartym do Redakcji&#13;
Biblioteki Warszawskiej z roku 1865. W punkcie drugim Listu, „Praca&#13;
i zajęcia domowe i gospodarskie wieśniaków”, umieścił sformułowanie&#13;
„Charakter ludu; jego skłonności i temperament. Sposób myślenia i ruchy”6.&#13;
Informacji dotyczących charakteru ludu nie ma, jak zresztą nie ma rozdziału „Lud”, w pierwszym tomie monografii regionalnej, którym było&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), pierwodruk: Kraków 1885, s. 265.&#13;
Por. M. Baliński Obraz państwa Wielkiej Brytanii, wystawiający w krótkości główniejsze&#13;
szczegóły dla poznania niniejszego stanu…, „Dziennik Wileński” 1816, T. 4, nr 22, s. 301 i nast.&#13;
3 Zob. m.in. F.W. Voget A history of ethnology, New York 1975, s. 448.&#13;
4 Brulion listu do nieznanego adresata, b.d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 100.&#13;
5 Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.&#13;
6 O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”… , s. 104.&#13;
2&#13;
&#13;
577&#13;
&#13;
�Sandomierskie, sygnalizującym zmianę programu badawczego i wydawniczego Kolberga. Brak ten uzupełniony został z nawiązką w kolejnym tomie, w Kujawach. We wstępie do Kujaw badacz wraca do Sandomierzan&#13;
i porównuje ich z przedstawianymi w tym tomie Kujawiakami, wykorzystując możliwość odróżniania, poprzez opis charakteru, danej grupy ludzi&#13;
od innych. Łącząc opis grup z przedstawieniem ich charakteru, napisał:&#13;
Lud kujawski jest zamożniejszy od sandomierskiego, nosi się bogaciej, przykrywa&#13;
suciej a fałdzisto; barwa ciemna tu przeważa, jak tam jasna, mianowicie u kobiet.&#13;
Sandomierzak chybki i raźny do roboty i ochoty, a równie jak Kujawiak pojętny,&#13;
jest przecież od niego łagodniejszym, bardziej potulnym, dobrodusznym, chętnym&#13;
i uczynnym, lecz w chwilach wolnych, w chwilach zapomnienia, oddaje się niepowściągliwie zabawie i gorzałce […]. Równie krzepki jak tamten, a może skorszy&#13;
jednak do roboty […] podobny zawadiaka i gębacz, nie jest jednak Kujawiak tyle&#13;
zwinnym i wartkim w ruchu i pohulance, nie tyle skorym do niesienia posługi&#13;
w potrzebie i przy pracy co tamten, ale za to – co z natury rzeczy wypływa, rozważniejszym i wytrwalszym […]. Łatwo pojąć, że charakter taki, wyciska swe piętno i na&#13;
nucie obu ludów […]. Sandomierskie, nie tyle co Kujawy na obce wystawione wpływy dłużej w obrzędach zachować mogły pierwotną czy dawną swą tonalność1.&#13;
&#13;
Natomiast w rozdziale „Lud” tegoż tomu Kolberg zajął się już tylko Kujawiakami, z rzadka porównując ich z innymi grupami. Pozostając pod&#13;
wpływem modnej w jego czasach fizjonomiki i wprowadzając do opisu&#13;
określenie „usposobienie”, bliskie ważnemu we współczesnej psychologii&#13;
społecznej pojęciu „postawy”, stwierdził:&#13;
Dobry byt wpływa na fizjognomię ludu. Kujawiak jest po większej części urodziwy, wzrostu średniego, przysadkowego, silny i giętki, rysów wyrazistych,&#13;
malujących uczucie godności osobistej i spryt tryskający przy sposobności […].&#13;
Usposobienie ludu okazuje się raczej powolne, acz pewne, niż rzutkie. Przy tym&#13;
jest jednak wiele stanowczości i krewkości w ruchach. Dowcip jego, lubo nie nagły, ale gryzący i trafny […]. Kujawiacy, lubo fizycznie nie zbyt szybcy, żywego są&#13;
jednak objęcia umysłowego i prosto, ale zdrowo o rzeczach sądzą […]. Wytrwali&#13;
w pracy, nie tyle mają wstrętu, ile Mazury i Podlasianie, do zaprowadzonych&#13;
nowości w celu ulepszenia rolnictwa […]. Równie biegle pojmują i wykonywają&#13;
dane im zlecenia ekonomiczne; mają zdolności matematyczne […]2.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), pierwodruk: Warszawa 1867, s. 6–7.&#13;
Tamże, s. 45–46.&#13;
&#13;
578&#13;
&#13;
�„Usposobienie” pojmuje Kolberg jako związane z temperamentem. Przedstawiając mieszkańców Pokucia, stwierdził: „Usposobienie ludu jest żywe,&#13;
jak w ogóle temperament sangwinistyczny”1.&#13;
Kolberg, nieskrępowany doktryną w zakresie poszukiwania przyczyn&#13;
różnic w charakterze ludu różnych regionów, przedstawia ten charakter&#13;
jako zdeterminowany wieloma czynnikami. Jednym z nich było środowisko&#13;
geograficzne, korzystne dla uprawiania rolnictwa i zapewniające „dobry&#13;
byt”, jak na Kujawach: „Bogactwo przyrody i ziemi wpływa tu naturalnym&#13;
następstwem na bogactwo szaty, na bogactwo śpiewu […]2, lub niekorzystne.&#13;
Innym było oddziaływanie historii, bardzo odległej, bo sięgającej czasów&#13;
mitycznej, lecz nie kwestionowanej Lechii, jak w Wielkopolsce: „Z powodu&#13;
czysto lechickich znamion jej mieszkańców”3, lub równie mitycznej Chrobacji „znamiona chrobackie”, jak w Krakowskiem4, czy też bliższej i potwierdzonej, jak w przypadku ludu w Chełmskiem:&#13;
Charakter tego ludu jest łagodny, potulny, nawet bojaźliwy i nieufny, który nabył może skutkiem długowiekowej uległości dla dworu i jego sług. I teraz znamion tych nie pozbywa się wcale, mimo że z pod władzy dworów przeszedł pod&#13;
inną naczelników cywilno-wojennych, wójtów, straży ziemskiej i żandarmerii5.&#13;
&#13;
Znaczenie zmiany stosunków społecznych, a także przykładu ludzi wykształconych, dla charakteru ludu odnalazł w charakterze ludu krakowskiego, który to:&#13;
Lud wesoły, rączy w posłudze, ochoczy do roboty i zabawy […] lubo (z niewielkimi wyjątkami) nie ma on jeszcze dosyć zabiegłości, skrzętności, dbałości o własne dobro, pilności i wytrwałości w pracy i przemyśle, do których to cnót ciągle&#13;
się przyucza, podżegnięty do tego swobodą wcześniej tu, niż w innych stronach&#13;
Polski pozyskaną, jako i przykładem ludzi wyżej pod względem wykształcenia&#13;
umysłowego stojących6.&#13;
&#13;
Do zmiany charakteru ludu prowadziły ponadto wpływy idące spoza&#13;
regionu, jak na Kujawach: „[…] wskutek bliższego z Zachodem zetknięcia”7,&#13;
oraz sąsiedztwo z grupami odmiennymi etnicznie, na przykład osadnikami&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), pierwodruk: Kraków 1882, s. 18.&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 8.&#13;
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I&#13;
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. III.&#13;
5 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 17.&#13;
6 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. II.&#13;
7 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 6.&#13;
2&#13;
&#13;
579&#13;
&#13;
�niemieckimi w Wielkopolsce. W wioskach pod Krakowem takim czynnikiem była bliskość i intensywne kontakty z miastem1. Ważne były działania&#13;
towarzystw wstrzemięźliwości oraz kółek rolniczych aktywizujące ludność&#13;
wiejską, dostrzeżone na Śląsku, w Wielkopolsce, na Kujawach i w Krakowskim2, a rozszerzające się na wszystkie dzielnice Polski: „Nie można zaprzeczyć, że Towarzystwa wstrzemięźliwości, za granicą zawiązywane, skuteczny także na moralność ludu tutejszego wpływ wywierały”3. Znamienne, co&#13;
zauważył Wojciech Domański, jest to, że cech psychicznych ludu Kolberg&#13;
nie łączył z problematyką duszy4, choć problematyka ta była popularna&#13;
w ówczesnej filozofii.&#13;
Celem, który stawiał sobie Kolberg, przedstawiając informacje o charakterze ludu obejmujące jego cechy psychiczne, było uzyskanie obrazu&#13;
mieszkańców terenu dawnej Polski, politycznie rozumianego narodu polskiego. Rusini i Litwini, wyróżnieni nazwą etniczną, podkreśleniem różnic&#13;
w języku i szczególnymi, przypisywanymi im przez współmieszkańców&#13;
lub badaczy cechami (np. „…uparty jak Rusin” 5), nie byli wyłączani z tego&#13;
narodu. Innym celem gromadzenia materiałów dotyczących cech psychicznych i wynikających z nich zachowań było określenie możliwości&#13;
uczestnictwa przedstawicieli ludu w rozwoju kraju. Wyżej odnotowaliśmy&#13;
uwagę Kolberga o Kujawiakach jako niemających wstrętu do wprowadzania ulepszeń w rolnictwie. Pisząc o Wielkopolanach, zauważył: „Z postępem jednak cywilizacji, tak mężczyźni jak i kobiety grzeczniejszymi się&#13;
stali […]”6. Ujawniał także te cechy ludu, które traktowane były jako ułatwiające jego współżycie z innymi warstwami społecznymi i pozwalające&#13;
nim kierować. Opublikował zdanie wyjęte z tzw. schematów, odpowiedzi&#13;
na ankietę rozesłaną przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu:&#13;
„Lud roboczy, pracowity, posłuszny, chętny i do swojego pracodawcy&#13;
p r z y w i ą z a ł y [...]”7.&#13;
Określenie ”typ”, „typy”, często stosowane przez Kolberga w jego&#13;
działaniach interpretacyjnych, tylko w pewnym znaczeniu dotyczy cech&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. VII i nast.&#13;
Tamże, s. 348; O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 28 i nast.&#13;
3 O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 74.&#13;
4 W. Domański Poglądy Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii…, s. 75.&#13;
5 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 16.&#13;
6 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 51.&#13;
7 Tamże, s. 48&#13;
2&#13;
&#13;
580&#13;
&#13;
�psychicznych. Ma związek z typologią, służy przede wszystkim wyróżnianiu&#13;
cech charakterystycznych pewnych grup ludzi lub przedmiotów w ramach&#13;
szerszego ich zbioru, jego porządkowaniu. Przejęte zostało z innych dyscyplin, także tych bliskich etnologii, jak antropologia fizyczna i archeologia.&#13;
„Typy ludowe” Kolberga to wizerunki (rysunki, fotografie) ludzi w strojach&#13;
właściwych dla przedstawianego regionu, wyróżnione na podstawie porównania z „typami” z innych regionów, stanowiące ikonograficzną część&#13;
dokumentacji1. „Postać ludu”, „typy ludu” to nie tylko ubiór, opisywany&#13;
i przedstawiany w rysunkach i na fotografiach, o które Kolberg zabiegał&#13;
i które publikował w swoich dziełach. To także zainteresowanie ciałem, podzielane z antropologami fizycznymi2, przede wszystkim jednak twarzą, pod&#13;
wpływem fizjonomiki, modnej w Europie w końcu XVIII wieku i przez cały&#13;
wiek XIX3. Według przekonań Kolberga i wielu mu współczesnych twarze i postawa przedstawianych postaci lepiej niż ubiór informowały o ich&#13;
cechach psychicznych. Dlatego na fotografiach pragnął on mieć przedstawioną „fizjognomię ludzi”4; stwierdził, że „rysunki ubiorów, rysy twarzy&#13;
ludu, chaty, sprzęty itd. daleko dokładniejsze dają wyobrażenie niż wszelkie opisy”5. Wojciecha Gersona poprosił o sporządzenie spisu ilustracji,&#13;
na których najważniejsze było „wierne oddanie typów […] osobliwie co do&#13;
rysów i postawy”6, przestrzegał, aby przy poprawianiu rysunku „nie psuć&#13;
typu”7. Myślenie kategorią „typu” było u Kolberga silne, był przywiązany do&#13;
fizjonomii uznanych za typowe. Świadom jednakże, że fizjonomie te mogą&#13;
podlegać zmianom wraz ze zmianą warunków życia ich posiadaczy, napisał: „Fotografia jest rzeczywiście znakomita, lubo chłopi mają na niej minę&#13;
1&#13;
&#13;
A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara Kolberga…, s. 145 i nast.&#13;
Kopernicki cechy fizyczne i psychiczne badanej ludności uznawał za przedmiot zainteresowania antropologów. Dopuszczał jednakże, wymieniając m.in. Kolberga, udział w ich&#13;
badaniu także etnografów: „Pilny wszakże etnograf […] nie pomija również tych szczegółów&#13;
i z własnych, chociaż mniej ścisłych, lecz zawsze trafnych spostrzeżeń, kreśli postać typową&#13;
opisywanej ludności z tak malowniczą charakterystyką jej rysów zewnętrznych, temperamentu&#13;
i usposobień, że z niej powstaje pierwszy wybitny obraz tej indywidualności”. I. Kopernicki&#13;
O etnografii i etnologii…, s. 2.&#13;
3 Z. Libera Lud ludoznawców. Kilka rysów do opisania fizjognomii i postaci ludu naszego czyli etnograficzna wycieczka po XIX wieku, w: Etnologia polska między ludoznawstwem a antropologią, red. A. Posern-Zieliński, Poznań 1995, s. 146.&#13;
4 List do W. Rzewuskiego z 18 XII 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 371.&#13;
5 Brulion listu do B. Hoffa z 30 XII 1867 r., tamże, s. 231.&#13;
6 Brulion listu do W. Gersona z 11 XII 1874 r., tamże, s. 505.&#13;
7 Brulion listu do B. Hoffa z 21 I 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 604.&#13;
2&#13;
&#13;
581&#13;
&#13;
�dość pańską […]1. Określenie „typ” pojawia się w tekstach Kolberga często.&#13;
Odezwę, którą zamierzał zamieścić w gazetach w Poznańskiem, zaczyna od&#13;
stwierdzenia:&#13;
Zbieranie typów, opisywanie i rozbiór zwyczajów, cech i właściwości ludów&#13;
różnych, prowadząc do dokładniejszego poznania własnego ludu, stało się jedną&#13;
z potrzeb naszego wieku […]2.&#13;
&#13;
Koncentrowanie uwagi na „typach” było dla Kolberga ważne jako jeden&#13;
ze sposobów porządkowania materiałów. Materiały te zbierał, niejednokrotnie nazywał siebie zbieraczem. Duże znaczenie gromadzenia materiałów, zbieractwa, pozwoliło historykowi antropologii społeczno-kulturowej&#13;
G.W. Stockingowi wywieść badania nad kulturą ludową z tradycji antykwarstwa3.&#13;
Warte odnotowania są określenia użyte przez Kolberga, a stosowane&#13;
w terminologii etnologicznej również dzisiaj, takie jak „stacja etnograficzna”4 dla celowo wybranej do badań terenowych miejscowości oraz „atlas&#13;
etnograficzny”5 oznaczający sposób dokumentowania zgromadzonych w terenie materiałów.&#13;
Założenia etnografii Kolberga&#13;
Kolberg wyrażał sceptycyzm wobec teorii tworzonych bez solidnych&#13;
podstaw faktograficznych:&#13;
Ileż to razy zdarzało się, że na sztucznej, acz pozornie szerokiej podstawie budowano teorie kruszące się jak zamki na lodzie, gdy tymczasem taż sama nauka&#13;
zdołała oprzeć się niekiedy trwale, jak na granitowych opokach, na drobnych&#13;
ziarnkach, na pyłkach, w szczęśliwej odszukanych chwili6.&#13;
1&#13;
&#13;
List do J. Blizińskiego z 31 V 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 161.&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1869 r., tamże, s. 327.&#13;
3 G.W. Stocking Delimiting Anthropology: Historical Reflections on the Boundaries of&#13;
a Boundless Discipline, „Social Research” vol. 62, no 4 (Winter 1995), s. 936.&#13;
4 Por. brulion listu do W. Przybysławskiego z 9 VII 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 52; brulion listu do Akademii Umiejętności z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz.&#13;
I (DWOK T. 64), s. 658.&#13;
5 Brulion listu do Akademii Umiejętności, prawdopodobnie z 1874 r. , Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 692.&#13;
6 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 265.&#13;
2&#13;
&#13;
582&#13;
&#13;
�Sceptycyzm ten podważa stwierdzenie Juliana Krzyżanowskiego, dowodzącego, że badacz do planu pracy zbierackiej i wydawniczej „dołączył&#13;
ambitny zamiar interpretacji naukowej”, traktowany jako druga część planu gromadzenia materiałów, zrealizowana jednak, zdaniem autora, jedynie marginalnie1. Przyjęcie zamysłu interpretacji naukowej wymagałoby&#13;
przecież sformułowania systemu twierdzeń teoretycznych. Należy zgodzić&#13;
się z Wiktorią Juzwenko, że Kolberg, zaznajomiony z pracami słowiańskich i zachodnioeuropejskich etnografów, nie dołączył jednak do żadnej&#13;
z działających wówczas szkół – ani mitologicznej, ani antropologicznej2.&#13;
Słuszna jest opinia Józefa Gajka, osadzająca badacza nie w ramach szkoły,&#13;
a „kierunku historyczno-etnograficznego”3, dodajmy – także „geograficznego”. Koncepcje teoretyczne, niezbędne dla interpretacji naukowej, zdaniem&#13;
Gajka nie były u Kolberga, w odniesieniu do prowadzonych przez niego&#13;
badań, czymś stałym i zmieniały się z biegiem czasu, i w związku z tym&#13;
jego dzieło nie jest monolitem4. Warunkujące je założenia poznawcze5 pochodziły z różnych źródeł: lektur naukowych i wymiany poglądów w środowisku naukowym oraz własnych doświadczeń badawczych. Wpływ na&#13;
nie miał również światopogląd badacza, będący syntezą wszelkiego rodzaju&#13;
wiedzy i przekonań, w tym związanych z faktami z jego biografii: wyznaniem protestanckim, innym niż dominujący w kraju katolicyzm, niepolskim&#13;
pochodzeniem rodziny, kompensowanym podkreślaniem przynależności do&#13;
narodu polskiego, a także pozostawaniem w stanie bezżennym. Założenia te&#13;
były przyjmowane przez badacza kształtowanego, patrząc z perspektywy&#13;
dziejów nauki, również przez „formację intelektualną”, a raczej kilka formacji, tworzonych przez różną w poszczególnych okresach rozwoju jego&#13;
działalności naukowej i życia społecznego problematykę badań, odmienny&#13;
aparat pojęciowy, a także różne pola znaczeń6. O Kolbergu jako „uosobieniu&#13;
1 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej, „Lud”&#13;
T. 42: 1956, s. 14–15.&#13;
2 W.A. Juzwenko Ukrajins’ka narodna poeticzna tworczist’ u polskij folkloristici XIX st.,&#13;
Kijiw 1961, s. 88–89.&#13;
3 J. Gajek Oskar Kolberg jako etnograf, „Lud” T. 42: 1956, s. 40.&#13;
4 Tamże, s. 41.&#13;
5 Rozumiem założenie jako tezę, myśl, z mniejszą stanowczością wypowiadaną na temat&#13;
rzeczywistości w porównaniu z twierdzeniem, bliską przekonaniu, należącą do różnych porządków rozpoznawania rzeczywistości, tak do wiedzy potocznej, jak i naukowej, niewymagającą&#13;
logicznie konstruowanych systemów.&#13;
6 B. Skarga Przeszłość i interpretacje, Warszawa 1987, s. 7, 24.&#13;
&#13;
583&#13;
&#13;
�kolektywnej świadomości” jego czasu pisze Joanna Tokarska-Bakir, przy&#13;
czym mowa oczywiście o świadomości określonego środowiska. Autorka ta&#13;
dostrzega także biografię badacza i jego cechy osobiste1, zapewniające mu&#13;
w tej kolektywnej świadomości szczególne miejsce.&#13;
Założenia przyjmowane przez Kolberga nie tworzyły logicznie zwartego&#13;
systemu teoretycznego. Dodajmy, że Kolberg nie przywiązywał wagi do formułowania tych założeń i prezentowania ich explicite w najważniejszych&#13;
dla jego twórczości pracach stanowiących monografie regionalne. Dlatego&#13;
dla poznania tych założeń potrzebne jest ich rekonstruowanie na podstawie&#13;
utrwalonych przez badacza materiałów i sposobu ich przedstawiania oraz&#13;
nielicznych i rozproszonych uwag ich dotyczących.&#13;
Wśród założeń przyjmowanych w etnografii Kolberga wyróżniam założenia o charakterze głównie epistemologicznym, związane z poznawaniem&#13;
i dokumentowaniem interesującej badacza rzeczywistości, oraz o charakterze bardziej ontologicznym, określające, jaka ta rzeczywistość jest. Zdaję&#13;
sobie jednocześnie sprawę, jak bardzo podział ten jest umowny, zależny&#13;
zarówno od poznawanego przedmiotu, jak i od cech i działań podmiotu&#13;
poznającego, którym jest badacz.&#13;
Nauka, w tym etnografia, zdaniem Kolberga opiera się na faktach. Badacz był przekonany o wartości metody indukcyjnej, tak ważnej w tradycji&#13;
oświeceniowej i pozytywizmie. Podkreślał konieczność dokumentowania&#13;
elementów rzeczywistości stanowiących przedmiot badań etnografii, którym był lud i jego kultura. Dlatego najważniejsze były możliwe do zapisania, opisania czy przedstawienia w postaci rysunku lub fotografii „fakty&#13;
i dokumenty”2, „szczegóły etnograficzne”3: pojedyncze pieśni, melodie, wytwory prozy ludowej, „typy”, wydarzenia ze sposobu życia i obiekty materialne. Kolberg miał świadomość, że gromadzone materiały zależne są od&#13;
okoliczności ich uzyskiwania i osoby badacza. Odróżniał opisy uzyskane od&#13;
innych od własnych: „[…] gdzieśmy obrzędu takiego naocznym byli świadkiem”4. Dokumentował cechy i właściwości ludu krakowskiego „w sposób,&#13;
jaki się one obecnie oku naszemu przedstawiają”5. Łączył w swojej dzia1&#13;
&#13;
J. Tokarska-Bakir Żydzi u Kolberga…, s. 50.&#13;
Zob. O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 16.&#13;
3 Zob. O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63),&#13;
s. 393 i nast.&#13;
4 O. Kolberg Radomskie cz. I (DWOK T. 20), s. VI.&#13;
5 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 3.&#13;
2&#13;
&#13;
584&#13;
&#13;
�łalności etnograficznej „[…] śledzenie bytu teraźniejszego, jak i wyświecenie przeszłości słowiańskiego ludu […], jego życie obecne i przeszłe […]”1.&#13;
Zakładał, że w teraźniejszości przetrwały elementy kultury należące do&#13;
przeszłości. W ważnym dokumencie z roku 1865, pozwalającym śledzić&#13;
sposób myślenia Kolberga o etnografii, jakim był List otwarty do redakcji&#13;
„Biblioteki Warszawskiej”, „szczegóły etnograficzne” zrównywał on znaczeniowo z „zabytkami”2, stanowiącymi świadectwo dawnych epok. Nie&#13;
zmienił swego stanowiska o materiale etnograficznym jako przydatnym&#13;
do odtwarzania przeszłości, ale je zmodyfikował. W głosie wyrażonym na&#13;
Zjeździe Literacko-Historycznym w Krakowie w roku 1884 mówił:&#13;
I zdaje mi się, że jeżeli pieśni są bardzo ważnym zabytkiem starożytnym, mimo&#13;
zmian, jakie zaszły, to tym bardziej zabobony, powieści, bo tam lud nie krępowany żadnymi względami swobodnie, co czuł, wypowiadał i szedł więcej za&#13;
tradycją niż w pieśni[ach], które się zupełnie zmieniły. […] zabobony, gusła niezmienione się zachowały, jak jądro stare, któremu czas nie podołał […]3.&#13;
&#13;
Podkreślił, przekonany wynikami własnych studiów, konieczność szczegółowej analizy i krytycznego podejścia do materiałów z badań nad kulturą&#13;
ludową traktowanych jako źródło historyczne. O pieśni ludowej powiedział: „[…] nie jest to literatura ludowa dawniejsza, tylko literatura nowa,&#13;
a tylko są pewne momenta, pewne wskazówki, które […] mogą mieć w sobie&#13;
rzeczy nadzwyczaj stare, sięgające zamierzchłej przeszłości […]4. Dodał: „[…]&#13;
można by śledzić te resztki, ale dopiero po dokładnym zbadaniu wszystkich&#13;
czynników, z których się składa [pieśń ludowa – Z. J.], po zebraniu wszystkiego, co egzystuje”5.&#13;
Zbliżył się zatem do nauki nam współczesnej, która nie odrzuca możliwości rekonstrukcji przeszłości na podstawie jej elementów przekazywanych każdorazowo do teraźniejszości i w niej zaabsorbowanych, wymagającej jednak wiedzy i krytycyzmu.&#13;
Kolberg dostrzegł, wyprzedzając wielu mu współczesnych, że postrzeganie świata nie jest niezależne od obserwatora, jak sądzili wcześni&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.&#13;
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”…, s. 102–103.&#13;
3 O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 417.&#13;
4 Tamże, s. 416–417.&#13;
5 Tamże, s. 418.&#13;
2&#13;
&#13;
585&#13;
&#13;
�pozytywiści1, a nawet od jego dostępu do przedmiotu badań, ale podlega&#13;
wpływom jego osobowości i przekonań. Pisząc o różnych opiniach formułowanych na temat ludu w Poznańskiem, zauważył:&#13;
Wyrzec tu zdanie pod każdym względem sprawiedliwe i zadawalniające jest rzeczą o tyle trudną, o ile zależną nie tylko od znajomości wszelkiego żywota ludu&#13;
szczegółów i stosunków, ale nadto i od usposobienia osobistego sprawozdawcy,&#13;
oraz od jego na lud sposobu zapatrywania się2.&#13;
&#13;
O zależności uzyskiwanego materiału od osoby zbierającej wiedział Kolberg także od swojego korespondenta, ks. Ludwika Ziętkiewicza, proboszcza z Objezierza, który, proszony o przesłanie materiałów etnograficznych,&#13;
odpowiedział:&#13;
Co do guseł i zabobonów, to trudno mi służyć, gdyż wcale mi są nieznane, a tym&#13;
trudniej byłoby to dla mnie dojść takowych, że jako duchowny nie pozyskałbym&#13;
otwartości w przedmiocie, przeciw któremu z kazalnicy powstaję3.&#13;
&#13;
Zauważył ponadto odmienny sposób opowiadania o weselu przez jego&#13;
uczestników, swoich rozmówców, „miejscowych wieśniaków i wieśniaczki”,&#13;
którzy:&#13;
[…] w opowiadaniu swem, jedni pomijali lub z lekka tylko dotykali przedmiotów, nad któremi inni szerzej się rozwodzili, czy to większą niż tamci do nich&#13;
przywiązując wagę, czy też w lepszej je zachowując pamięci. To tłomaczy niejednostajny, a stąd i niedostateczny nieraz szczegółów tych rozmiar i wykład4.&#13;
&#13;
Kolberg cenił nie tylko znajomość „żywota ludu szczegółów”, ale także zbliżenie się do doświadczeń i przeżyć ludu i patrzenia na jego kulturę oczami jej twórców i nosicieli, ustanowienie więzi między podmiotem&#13;
poznającym a przedmiotem poznania, rozwijane później w antropologii&#13;
w koncepcji współczynnika humanistycznego i ujęć emicznych. Pozostając&#13;
pod wpływem myśli romantycznej, widział potrzebę życia między ludem,&#13;
której nie zrealizował. Posługiwał się jednak kategorią epistemologiczną&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
3&#13;
&#13;
J. Szacki Historia myśli socjologicznej cz. I, Warszawa 1981, s. 260.&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47.&#13;
&#13;
List ks. L. Ziętkiewicza z 3 II 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 432.&#13;
4 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 96.&#13;
&#13;
586&#13;
&#13;
�„uchwycenia”, bliską „rozumieniu”, traktowanemu później, po przełomie&#13;
antypozytywistycznym w nauce, jako właściwe dla humanistyki założenie&#13;
badawcze1. We wczesnym okresie swojego życia o pieśniach słowiańskich&#13;
pisał emocjonalnie:&#13;
A więc chcąc właściwy duch takowych pieśni, jak należy, uchwycić, trzeba&#13;
żyć pomiędzy ludem, rozumieć jego mowę, słyszeć go jak śpiewa, przenieść&#13;
się w jego świat i sferę, przejąć jego humorem, co posłuży do obudzenia w nas&#13;
tychże samych uczuć, jakie towarzyszyły duchowi owemu w muzykę i przystroiły go w nutę2.&#13;
&#13;
Był jednak przekonany o możliwości dotarcia do prawdy, do rzeczy&#13;
„takich, jakimi są”, cenił „sprawozdawców” bezstronnych, pracę „specjalisty bez zastoju ducha i uprzedzeń na rzecz się zapatrującego”3, sam się do&#13;
takich zaliczał. O gromadzeniu pieśni pisał: „Takimi, jakimi są, zbieracz&#13;
ma je przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce&#13;
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie”4. Podkreślał również rolę&#13;
doświadczenia i nagromadzonych materiałów, pod wpływem których jego&#13;
„horyzont badań się rozszerzył”5.&#13;
Kolberg przyjmował założenie, zgodnie z którym badane przez niego&#13;
elementy kultury pozostają ze sobą w relacjach, stąd konieczność: „[…] wyłożyć jasno i treściwie wzajemny wielu szczegółów związek i ich pokrewieństwo”6. Dlatego „fakty” umieszczał w kontekstach, które nadawały im&#13;
szersze znaczenie i w których lepiej mogły zostać poznane. Pieśni znajdują&#13;
swój kontekst w obrzędach, cechy psychiczne ludu, takie jak np. jego bierność i brak przedsiębiorczości, w stosunkach społecznych, z obowiązującą&#13;
pańszczyzną. Wyjątkowość tego założenia – nazwijmy je kontekstualnym&#13;
– polega na tym, że zostało jasno sformułowane. Kolberg, w roku 1867, wyjaśnił, jaką drogą doszedł do przekonania o konieczności przyjęcia postawy&#13;
1&#13;
&#13;
J. Szacki Historia myśli socjologicznej cz. II, Warszawa 1981, s. 486 i in.&#13;
O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, w: tegoż Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),&#13;
s. 585.&#13;
3 O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. III.&#13;
4 List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 71.&#13;
5 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 2.&#13;
6 Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 279.&#13;
2&#13;
&#13;
587&#13;
&#13;
�kontekstualnej i porzucenia początkowo przyjmowanego minimalizmu czy&#13;
redukcjonizmu poznawczego:&#13;
Z początku zwróciłem uwagę na śpiewy […]. Widząc, że takowe wiążą się częstokroć z obrzędami, bez opisania których stałyby się niezrozumiałymi, postanowiłem rozszerzyć ramy prac moich, wciągając do nich opisy, a nadto cytując&#13;
warianty i wersje z różnych stron pozyskane dla porównania ich między sobą. Gdy&#13;
i opisy [obrzędów – Z.J.] niejedną moralną1 nicią łączą się z baśniami, gadkami&#13;
i przysłowiami ludu, więc i te ostatnie śledzić i wciągać należało do moich zbiorów&#13;
[…]. Gdy wszystkie te objawy, lubo duchowej natury, mają ścisły i z fizycznością&#13;
związek, więc opisałem ludu postać, szatę, zajęcia gospodarcze, mieszkanie itp.2.&#13;
&#13;
Kontekstualizm ten przekształcił w przekonanie o konieczności jak najszerszego ujmowania badanej sfery zjawisk. W roku 1885, zastanawiając się&#13;
nad zmianami w sposobie prowadzenia badań, badacz stwierdził:&#13;
Więc już około 1840 r., czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni&#13;
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych&#13;
utworów z obrzędami i zwyczajami i całym bytem ludu łączność. Wzgląd ten&#13;
nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodii notować także i ich akcesoria (wedle ówczesnych naszych pojęć), tj. uwydatniać całą sytuację, która je&#13;
zrodziła lub do działania powołała3.&#13;
&#13;
Objęcie jednakże całości zjawisk społeczno-kulturowych uważał za&#13;
przekraczające siły jednego człowieka. Znacznie wcześniej, w r. 1863, rozważając sposób przedstawiania muzyki, napisał:&#13;
By obraz uczynić kompletnym należałoby dołączyć doń wszelkie przypowiastki,&#13;
klechdy, baśni, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony, gry itp., wychodzące już poza obręb muzykalności. Czuję, ile by obraz mógł zyskać na zestawieniu takiej masy szczegółów, ale zarazem i nieudolność wykonania tyle rozległego&#13;
i rozgałęzionego planu […]4.&#13;
1 „Moralność” w T. II, cz. 1 Słownika języka polskiego S. Lindego oznacza „obyczajność”&#13;
(Warszawa 1809, s. 139); przymiotnik „moralny” w piśmiennictwie polskim pierwszej połowy&#13;
XIX wieku zbliża się także swoim znaczeniem do przymiotnika „społeczny”.&#13;
2 List do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego z 10 X 1867 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 204.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 2.&#13;
4 O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7–8.&#13;
&#13;
588&#13;
&#13;
�Lud, dokumentowany przez Kolberga w granicach ziem dawnej Rzeczypospolitej, miał w jego pracach drugie odniesienie, jakie stanowiła&#13;
Słowiańszczyzna. Badacz pozostawał w młodości pod wpływem idei romantycznych i badaczy takich jak Chodakowski, Rakowiecki i Surowiecki,&#13;
zachował zainteresowanie studiami nad Słowiańszczyzną. Około roku 1868&#13;
pisał:&#13;
Ludy słowiańskie przechowały, w swych zwyczajach, mowie, pieśniach, muzyce, obrzędach, przesądach itd. mnóstwo cech świadczących nie tylko o dawności&#13;
i samodzielności ich bytu plemiennego, podań i odrębnych urządzeń społecznych, ale nawet o wysokim cywilizacyjnym wyrobieniu w odległych już czasach […]. Uczeni zagraniczni przyznają, że podania słowiańskie większą w ogóle&#13;
zalecają się oryginalnością, dokładnością, zatem większą tchną i świeżością, niż&#13;
pokrewne im germańskie i romańskie, a prawdę tę stwierdzają dotąd wydane&#13;
zbiory1.&#13;
&#13;
Stwierdzał również, że materiały przez niego zgromadzone doprowadzić&#13;
mogą badaczy do „[…] należytego ocenienia wielkiej zasługi i znaczenia Słowian w ogólnym postępie i kulturze ludzkości”2.&#13;
Kolberg był zainteresowany wspólnym słowiańskim rodowodem i więzami kulturowymi łączącymi ludy słowiańskie. Zainteresowania te przekształcił w program dokumentacji i badań. Kolejnym tomom Ludu, od&#13;
drugiego do jedenastego, wydawanym w latach 1865–1877, dał nadtytuł&#13;
Materiały do etnografii słowiańskiej, przyjęty zapewne także w celu ochrony przed cenzurą w zaborze rosyjskim, zaostrzoną po powstaniu styczniowym. Zainteresowania Słowiańszczyzną kontynuował, kierując uwagę na&#13;
sąsiednie ludy słowiańskie; obok Czechów i Słowaków także na Łużyczan&#13;
oraz wybrane ludy i tereny Słowiańszczyzny południowej. Wielkorusami-Rosjanami nie zajmował się jednak, materiały ich dotyczące są nieliczne&#13;
i pochodzą z drugiej ręki. Elżbieta Millerowa zauważyła, że odniesienia historyczne, filiacyjne i genetyczne do Słowiańszczyzny stanowiły stały element jego warsztatu dokumentalisty i wydawcy3. Zajmowanie się ludami&#13;
słowiańskimi, a nawet emocjonalny związek ze Słowiańszczyzną&#13;
1&#13;
&#13;
Niewydany drukiem w XIX w. Prospekt wydawnictwa dzieła O. Kolberga na akcje, b.d.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 754.&#13;
2 Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.&#13;
3 E. Millerowa Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych (DWOK T. 59/III), s. VIII.&#13;
&#13;
589&#13;
&#13;
�i otrzymywane dowody uznania ze strony naukowych instytucji rosyjskich,&#13;
nie przekształciły się u Kolberga w ideologię polityczną, jaką był panslawizm. Kolberg, jak napisał J. Burszta, „Nie dał się jednak porwać ani romantycznym uniesieniom idealizacyjnym, ani nie stał się później panslawistą”1.&#13;
Wśród przyjmowanych przez Kolberga założeń o charakterze ontologicznym ważne były te, które dotyczyły ludu i jego kultury. Badacz uznawał&#13;
lud za ważną część narodu, twórczą kulturowo, ostre różnice stanowe nie&#13;
przekreślały tworzonych przez narodowość cech wspólnych. Na przykładzie pieśni dowodził:&#13;
Zaiste, nie tyle jest już łatwym odznaczyć dokładnie granice pieśni szczero-włościańskiej od szczero-szlacheckiej wówczas, gdy jedna i druga nosi na sobie też&#13;
same cechy wspólnej im narodowości. Chociaż bowiem w narodzie dwa te stany&#13;
całym ogromem przywilejów dla jednego, a uległości i pracy dla drugiego, de&#13;
jure rażąco od siebie odskakiwały, to jednakże tyle między nimi było stopniowań i analogii, że różnice te de facto znacznie się łagodziły, a w części zacierały 2.&#13;
&#13;
Zwyczaje ludu są „zwyczajami narodowymi”3, podejmowane przez&#13;
Kolberga prace dotyczą „zbierania i badania rzeczy narodowych”4. Julian&#13;
Krzyżanowski przekonywał, że Kolberg był wychowankiem romantyzmu&#13;
stawiającego znak równości między wyrazami „lud” i „naród”5. Polski naród&#13;
polityczny winien obejmować również lud o niepolskim charakterze etnicznym. Postawę Kolberga wobec spraw narodowych określić można, zgodnie&#13;
z propozycją Andrzeja Walickiego, jako taką, w której idea wieloetnicznej&#13;
wspólnoty narodowej łączyła się z unitaryzmem, oddającym w tej wspólnocie główną rolę grupie kulturowo i politycznie najsilniejszej – narodowi&#13;
tytularnemu6.&#13;
Kulturę ludu Kolberg traktował jako współwystępującą z innymi kulturami środowiskowymi: szlachecką i mieszczańską. Podkreślał, pisząc&#13;
1&#13;
&#13;
J. Burszta Kultura ludowa – kultura narodowa…, s. 239.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 173.&#13;
3 Brulion listu do ks. K. Śmiechowskiego z 26 XII 1864 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 97.&#13;
4 Brulion listu do W. Niegolewskiej z 22 VII 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 534.&#13;
5 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 25.&#13;
6 A. Walicki Koncepcja tożsamości narodowej i terytorium narodowego w myśli polskiej&#13;
czasów porozbiorowych, „Archiwum Filozofii i Myśli Społecznej” 1993, nr 38, s. 221.&#13;
2&#13;
&#13;
590&#13;
&#13;
�o obyczajach, że: „lud wiejski, nieruchomie niemal przyparty do gleby,&#13;
w większej zachował je czystości”1. Jej charakter i funkcjonowanie związane było z pańszczyzną, pozbawiającą wolności osobistej i ustanawiającą&#13;
przymus pracy, likwidowaną za życia badacza. Kolberg miał zdecydowanie&#13;
negatywny stosunek do pańszczyzny, przytoczył opowieść z okolic Krakowa&#13;
o piekle, w którym „podłoga zaś z samych panów, królów, bogaczy, potomków Jabla co pańszczyznę postanowili”2. Dostrzegał, że kultura ludowa&#13;
pozostawała pod wpływem rolnictwa i cyklu rocznego z nim związanego.&#13;
Kolberg, co prawda, sprawy bezpośrednio gospodarcze stawiał na dalszym&#13;
miejscu, co zauważył Gajek3, jednakże ich nie pomijał, wiążąc je ze sposobem życia. Wskazując np. na odmienność między Kurpiami a Mazurami,&#13;
stwierdził: „Więc też i różnica, jaka się między nimi a Mazurami wyrobiła,&#13;
byłaby głównie skutkiem odmiennego ludów tych sposobu życia i zajęcia”4.&#13;
Ważne dla Kolberga w kulturze ludowej były opowieści i pieśni, a także&#13;
obrzędy, bo dzięki nim przede wszystkim poznawał wierzenia i przekonania ludu oraz wyrażające je symbole. Badacz doceniał znaczenie symboli&#13;
w kulturze, zwrócił uwagę na brak u Glogera wyjaśnienia symbolicznych&#13;
funkcji wybranych przedmiotów i zachowań, tłumacząc to koniecznością&#13;
osobnych nad nimi studiów5.&#13;
Kolberg był świadom zmienności kultury ludu: „[…] w świecie ludowym&#13;
nic nie jest tak wielkim, aby za zupełnie nieruchome było uważane, tylko&#13;
się pomalutku zmienia”6. Dostrzegał wiele czynników sprawczych zmiany&#13;
w owej kulturze, zarówno wobec niej zewnętrznych, jak i wewnętrznych.&#13;
Do zewnętrznych należały Kościół oraz państwo z jego instytucjami, wojskiem i szkołą, a przede wszystkim porządkiem prawnym ustalającym m.in.&#13;
jakże ważną pozycją społeczną chłopów:&#13;
[…] lud pod wpływem obecnych stosunków z każdym rokiem ciągłej, choć powolnej ulega zmianie i można być pewnym, że za lat kilkadziesiąt w innym już&#13;
go badacze znajdą niż dzisiaj stanie i usposobieniu7.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 268.&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. 26.&#13;
3 J. Gajek Oskar Kolberg jako etnograf…, s. 35–48.&#13;
4 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 305.&#13;
5 Tamże, s. 263.&#13;
6 O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 418.&#13;
7 Brulion listu do S. Czarneckiego z 14 VIII 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 52.&#13;
2&#13;
&#13;
591&#13;
&#13;
�Rozważając przyczyny zmian w obrzędach na terenie Mazowsza, stwierdził: „A działają tu różne przyczyny: nowe komunikacje (koleje, drogi i. t. d.),&#13;
nowo zewsząd napływający ludzie, a stąd i nowy wciąż z zachodu nanoszony prąd wyobrażeń […]”1.&#13;
Wskazywał na rolę środowiska geograficznego. Przekonywał:&#13;
Wiadomo, że naturalnymi przegrodami i rodów, i narodów są częstokroć bory,&#13;
nieużytki, wielkie puszcze, wody i góry, a rozdział ten, utrudniając związki, jest&#13;
powodem wyrabiania się miejscowych obyczajów2.&#13;
&#13;
Wpływ środowiska geograficznego na poszczególne dziedziny kultury,&#13;
nie bezpośredni jednakże, zaobserwował na Kujawach:&#13;
Bogactwo przyrody i ziemi wpływa tu naturalnym następstwem na bogactwo&#13;
szaty, na bogactwo śpiewu, aczkolwiek błogie owe dary w grubych nieraz i nie&#13;
dosyć ściśle spojonych nałożone są na siebie warstwach3.&#13;
&#13;
Czynnik wewnętrzny kształtowania kultury ludowej dostrzegł w światopoglądzie i związanej z nim postawie badanej ludności, jej wierzeniach,&#13;
stosunku do pańszczyzny i pracy oraz w rodzących się potrzebach i aspiracjach społecznych i narodowych. Te ostatnie zauważał głównie na terenie&#13;
etnicznie polskim.&#13;
Kolberg był zwolennikiem solidaryzmu społecznego, tak ważnego w jego&#13;
idei narodu. Był jednocześnie zwolennikiem koncepcji postępu, przejętej&#13;
z myśli oświeceniowej. Stosował ją zarówno w odniesieniu do spraw ludu&#13;
na ziemiach polskich, informując na przykład, za Encyklopedią rolnictwa,&#13;
„że uwłaszczenie wprowadziło postęp obyczajowy, nie ulega żadnej kwestii”4, jak i w zakresie szerszym, pisząc o znaczeniu „Sławian w ogólnym&#13;
postępie i kulturze ludzkości” 5. Przyjmował i upowszechniał, omawiając&#13;
książki etnologów niemieckojęzycznych, myśl o stopniowym rozwoju kultury6, która była wspólna tak myśli oświeceniowej, jak i ewolucjonistycznej.&#13;
Poddawał się jednakże, choć rzadko, obecnej w jego środowisku nostalgii&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), pierwodruk: Kraków 1890, s. IX.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6–7.&#13;
3 O. Kolberg Kujawy (DWOK T. 3), s. 8.&#13;
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), pierwodruk: Kraków 1877, s. 22.&#13;
5 Brulion listu do A. Przeździeckiego, b.m. i d., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.&#13;
6 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 21 i in.&#13;
2&#13;
&#13;
592&#13;
&#13;
�za mitem dawnych, dobrych czasów. Skażenie obyczajów pod koniec Rzeczypospolitej przeciwstawiał lepszemu ich stanowi w okresie Piastów1.&#13;
Przytaczał również, jako sumienny dokumentalista, opinie o negatywnych&#13;
skutkach zniesienia pańszczyzny, jakimi były wzrost buty, zuchwalstwa&#13;
i mściwości chłopów, dodając jednakże komentarz tłumaczący przyczyny&#13;
tego rodzaju zachowań2. Jako etnograf ubolewał, że dawne zwyczaje są&#13;
„zaniedbywane dziś z powodu odmiany bytu włościan warunków”3. Pisząc&#13;
o obrzędach weselnych w Chełmskiem, stwierdził: „Najsmutniejszym atoli&#13;
objawem skażenia tych obrzędów, jest poczynające się wciskać skracanie&#13;
ich dowolne i usuwanie wielu pieśni przedtem obowiązkowych”4.&#13;
Badacz nie traktował kultury ludu jako reliktu przeszłości, dokumentował daną mu jej teraźniejszość, wskazywał na dokonujące się w niej&#13;
zmiany. Korzystał z dokumentów historycznych uznanych za cenne dla&#13;
pogłębienia wiedzy o badanej przez niego teraźniejszości. Wyróżniał jednak pewne zapisywane przez siebie elementy współczesnej mu kultury ludowej jako dostarczające informacji o przeszłości. Źródło etnograficzne&#13;
stawało się wówczas źródłem historyczny. Takim źródłem były niektóre&#13;
pieśni, przede wszystkim pieśni historyczne, częściej obecne w folklorze&#13;
ukraińskim, opowiadające o odległych czasach i ich bohaterach. Dokumentował także te, które relacjonowały wydarzenia bliższe chronologicznie,&#13;
codzienne. Ich tematem często była pańszczyzna, pamięć o niej, obawa&#13;
jej powrotu, jak w pieśni oskarżającej Polaków-panów na Rusi o starania&#13;
u cesarza mające na celu przywrócenie pańszczyzny5. Dostrzegł również&#13;
wartość pamięci zbiorowej, dostarczającej źródeł do docenianej dzisiaj historii mówionej, i jej odtwarzania w życiu społecznym. Z artykułu Stefanii&#13;
Ulanowskiej wynotował:&#13;
Głównym zaś przedmiotem gawędki, gdy się w lecie zejdą gospodarze w niedzielę po południu koło której chałupy, albo gdy zasiędą nad kufelkiem piwa&#13;
w miejscowej gospodzie […], są dziś wspomnienia pańszczyźniane […]. Odgrzebują&#13;
je i rozwałkowują z wielką lubością, z całym amatorstwem krytykując niepowrotną przeszłość6.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), pierwodruk: Kraków 1889, s. 164.&#13;
Tamże, s. 10.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 29.&#13;
4 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. 292.&#13;
5 O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30), pierwodruk: Kraków 1883, s. 244 i in.&#13;
6 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 27.&#13;
2&#13;
&#13;
593&#13;
&#13;
�Najważniejszym wyznacznikiem zróżnicowania kulturowego Kolberg&#13;
uczynił przestrzeń. To w przestrzeni umieszczał środowisko geograficzne,&#13;
w różny, ale znaczący sposób oddziałujące na kulturę. To w przestrzeni&#13;
osadzał badane przez siebie grupy ludzi i wytwory ich kultury, zwykle dokładnie lokalizowane, przedstawiane w wydawanych monografiach regionalnych. Przestrzeń, w zależności od przyjmowanego celu, albo poszerzał,&#13;
przyjmując granice dawnych ziem Rzeczypospolitej, albo, najczęściej, na&#13;
użytek swych badań i publikowanych monografii regionalnych – zawężał:&#13;
„Sądzę, że ścieśnienie do ram pod względem obszaru kraju, dozwoli znowu&#13;
wdać się w szczegóły miejscowe i szerzej o danej rozpisać się okolicy”1.&#13;
Kolberg był przekonany, w oparciu o materiały z własnych badań,&#13;
o wielokulturowości ludu na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Przeciwstawił się twierdzeniu Zygmunta Glogera, że w obyczajach „[…] odbija się&#13;
hierarchiczny porządek Rzplitej, bo pod jego wpływem wyrabiała się nowa&#13;
jednolitość obyczajów wszystkich ziem polskich”2. Bliski był Kolberg klasycznemu dyfuzjonizmowi, kiedy twierdził, także w oparciu o własne doświadczenia, że państwa i narody nie są izolowane, elementy kultury wędrują, przenikają przez granice:&#13;
[…] boć żaden naród ni państwo w Europie chińskim murem od sąsiedniego&#13;
odgrodzone nie jest i nie było. […] obyczaje, tradycje, mniemania, przesądy, pieśni miejscowe, będąc ruchomymi jak ludzie, przechodzą z jednego do drugiego&#13;
narodu i na odwrót […]3.&#13;
&#13;
Zwracał uwagę na rolę ludzi wędrujących: „osadników, pątników, dziadów, flisów”, gawiedzi i służby dworskiej4 w przekazie wartości kulturowych w ramach kultury ludowej. Stosował dla wzajemnych oddziaływań&#13;
kulturowych określenia „rozliczne krzyżowania się”5, „przymieszki innostronne”6, podkreślał rolę naśladownictwa w kulturze7, okazując w ten&#13;
sposób zrozumienie dla różnych form zapożyczeń i dynamiki kulturowej.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6–7.&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 267.&#13;
3 Tamże, s. 286.&#13;
4 Tamże, s. 268.&#13;
5 O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. VIII.&#13;
6 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XIV.&#13;
7 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 28.&#13;
2&#13;
&#13;
594&#13;
&#13;
�Był przeciwny przypisywaniu jednej grupie prawa własności do elementów kultury:&#13;
[…] chociaż nam się zdaje, że mamy je swojskie i że na tym gruncie możemy&#13;
powiedzieć: to jest słowiańskie i polskie – znajdujemy tymczasem w odległych&#13;
miejscach, w Ameryce np., jako coś analogicznego1.&#13;
&#13;
Uznawał jednak możliwość samodzielnej twórczości w zakresie kultury,&#13;
sądził, że zjawiska traktowane jako analogiczne nie muszą być zapożyczeniami, mogą być także wynikiem „przypadkowego zejścia się myśli i obrazów”2, co zbliżało badacza do ewolucjonizmu.&#13;
Kolberg odróżniał elementy kultury grup etnicznych od uniwersalnych,&#13;
właściwych wszystkim grupom ludzi. Zastanawiając się nad sytuacją kulturową na terenie, na którym Litwa graniczyła z Dregowiczanami, Krewiczanami i Mazurami, stwierdził, że:&#13;
[…] zadaniem etnografa i dziejopisa jest przede wszystkim wyśledzenie wzajemnych wpływów tych ludów na siebie i ukazanie wśród mieszaniny z tego działania powstałej, jakie w niej właściwie cechy i pierwiastki są pozostałością litewską, jakie krewicką, jakie mazowiecką, a jakie wspólną i odwieczną wszystkich&#13;
własnością3.&#13;
&#13;
Przekonanie o „pierwiastkach wspólnych” w kulturze ludzkości miały&#13;
oparcie w powtórzonej przez Kolberga za Oskarem Peschelem i zaakceptowanej tezie o psychicznej jedności rodu ludzkiego, kształtowanej od początków XIX wieku i wyraźnie sformułowanej w twórczości Adolfa Bastiana4.&#13;
O tym, że „ludzie wszędzie jedne żywią uczucia i jedne mają potrzeby”,&#13;
pisał Kolberg zresztą również wcześniej5. Pojawienie się tezy o psychicznej&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 418.&#13;
Tamże.&#13;
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 303.&#13;
Rozróżnienie elementów kultury etnicznej i elementów uniwersalnych zostało przez Kolberga&#13;
sformułowane na podstawie jego własnych materiałów i zapewne bez bezpośredniej inspiracji&#13;
Elementargedanken i Völkergedanken Adolfa Bastiana, choć Kolberg znał i posługiwał się&#13;
pracami tego badacza.&#13;
4 Por. A. Barnard Antropologia. Zarys teorii i historii, wstęp J. Tokarska-Bakir, tłum. S. Szymański, Warszawa 2006, s. 58; A. Gingrich Kraje niemieckojęzyczne, w: Antropologia. Jedna&#13;
dyscyplina, cztery tradycje: brytyjska, niemiecka, francuska i amerykańska, wstęp Ch. Hann,&#13;
tłum. J. Tegnerowicz, Kraków 2007, s. 103.&#13;
5 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 274.&#13;
2&#13;
&#13;
595&#13;
&#13;
�jedności rodu ludzkiego w tekstach Kolberga warto odnotować nie tylko&#13;
dlatego, że teza ta była ważna w ewolucjonizmie. Jest ono godne uwagi także z tego powodu, że wskazuje na rozwój wiedzy antropologicznej i zmianę&#13;
przekonań Kolberga, który w brulionie hasła Indianie amerykańscy, przygotowanym dla Encyklopedii powszechnej Orgelbranda pod koniec lat 50.&#13;
XIX wieku, pisał o niepodobieństwie „[…] postawienia Indianina Ameryki na&#13;
równi pod względem umysłowości i pojętności z człowiekiem np. szczepu&#13;
kaukaskiego”1. Mimo powtórzenia za Müllerem stwierdzenia, że „pojęcie&#13;
rasy dotyczy głównie antropologii, pojęcie ludu lub narodu – etnologii”2,&#13;
w omawianym artykule recenzyjnym Kolberg wiele miejsca poświecił&#13;
sprawom rasowym. Nie protestował przeciwko przyjętemu w jego czasie&#13;
i powszechnie uznawanemu, choć różnie rozumianemu związkowi etnografii/etnologii z antropologią fizyczną, w którym brakowało zdecydowanego rozdziału nauk przyrodniczych i humanistycznych oraz społecznych.&#13;
Sam w swoich monografiach regionalnych zamieszczał materiały dotyczące „cech fizycznych” omawianych grup ludzi. Powtarzał znaleziony w recenzowanych książkach schemat ustalający hierarchię ras, z najbardziej&#13;
wartościową rasą aryjską na czele, „jako najsilniej i najkształtniej według&#13;
powszechnych o piękności wyobrażeń zbudowanej, najwyżej w rozwoju&#13;
społecznym i oświacie wyniesionej”, przytaczając jedynie zapewnienie jego&#13;
autora, Oscara Perthy’ego, że nie jest stronniczy3. W innym miejscu artykułu zgłasza jednak gotowość zrezygnowania z postrzegania ścisłego związku między cechami fizycznymi a kulturowymi. Po zreferowaniu poglądów&#13;
Retziusa, wyłączającego Słowian i Litwinów z grupy ludów aryjskich na&#13;
podstawie zaliczenia ich, zgodnie z badaniami kraniologicznymi, do kategorii szerokogłowych właściwej ludom turańskim i po przypomnieniu&#13;
podobnych twierdzeń Franciszka Duchińskiego, włączającego do Turanów&#13;
już tylko Rosjan i Kozaków dońskich4, tłumaczył, że Słowian i Litwinów,&#13;
mimo szerokogłowości „[…] przewaga ducha i oświaty aryjskiej na ogólnie&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Indianie Amerykańscy, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 452.&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 15.&#13;
3 Tamże, s. 14.&#13;
4 Kolberg, będący w kontakcie z Seweryną i Franciszkiem Duchińskimi, w liście do Seweryny Duchińskiej z roku 1879, a więc późniejszym aniżeli jego omawiany powyżej artykuł,&#13;
informował o stanowisku Kopernickiego, zaliczającego do kategorii krótkogłowych (szerokogłowych) wszystkich Słowian. Sam, jako nie-antropolog, wstrzymywał się od wypowiadania&#13;
zdania w tej sprawie. Brulion listu do S. Duchińskiej b.m. z 20 II 1879 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 222.&#13;
2&#13;
&#13;
596&#13;
&#13;
�intelektualny tych ludów rozwój […] już ich dziś do Ariasów etnografowi&#13;
zaliczyć nakazuje”1.&#13;
Przyjmowanej wieloczłonowej i wieloczynnikowej koncepcji kultury&#13;
i jej zmian oraz wielu innych myśli o potencjale teoretycznym Kolberg nie&#13;
rozwinął. Było to zapewne spowodowane brakiem zainteresowania teorią&#13;
u badacza koncentrującego się na dokumentacji. Postawa taka pozwoliła&#13;
jednakże Kolbergowi uniknąć jednostronności powodowanej przyjęciem&#13;
założeń jednej tylko spośród znanych w jego czasach szkół naukowych.&#13;
Z niemających uzasadnienia koncepcji teoretycznych potrafił się pod koniec życia wycofać, tłumacząc, że mógłby przy nich pozostać, gdyby:&#13;
[…] doświadczenie przez nas nabyte w ciągu ubiegłych dotąd lat 28, a które nam&#13;
ciągle dawało nowy zewsząd materiał, nie nauczyło nas, że niektóre z podanych&#13;
tam naszych poglądów, twierdzeń i wywodów za zbyt wybujałe i rzadko z naturą zgodne nie nakazało nam uważać hipotezy2.&#13;
&#13;
Metody systematyzacji, interpretacji i krytyki materiałów&#13;
w etnografii Kolberga&#13;
Systematyzacja materiałów&#13;
Kolberg nie przywiązywał uwagi do informowania o przyjętych przez&#13;
siebie metodach porządkowania oraz interpretacji i krytyki materiałów.&#13;
Podobnie jak w przypadku założeń poznawczych, dane o nich są do odnalezienia głównie we wstępach do poszczególnych monografii regionalnych,&#13;
fragmentach tekstu zaopatrzonych w stawiane znaki zapytania i wykrzykniki oraz w przypisach, a także w korespondencji: „[…] nasze zaś własne uwagi&#13;
i poglądy, o ile takowe w toku pisania się nastręczały, zwykliśmy najczęściej mieścić w notatkach na dole strony lub w przypisach do dzieła […]”3.&#13;
Wielokrotnie jednak podkreślał, że jego zadaniem, związanym z celami właściwymi dla etnografii, jest nie tylko gromadzenie, ale i porządkowanie materiałów. W cytowanym już liście do Józefa Blizińskiego z roku&#13;
1865, ważnym, bo otwierającym wieloletnią znajomość i współpracę oraz&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 12.&#13;
O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), pierwodruk: Kraków 1890, s. IV.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. VIII–IX.&#13;
2&#13;
&#13;
597&#13;
&#13;
�zawierającym określenie, czym jest etnografia i jakie będzie jego postępowanie z nagromadzonymi materiałami, napisał: „Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się&#13;
do ich opracowania i dalszych wniosków przejść będzie mogło”1. W liście&#13;
do innego odbiorcy, już jako autor czterech wydanych tomów Ludu, podkreślił znaczenie porządku nadawanego zebranym materiałom:&#13;
[…] dbałem przede wszystkim o to, aby materiały w dziele moim zawarte, mając&#13;
służyć ku pożytkowi pracujących w różnych gałęziach wiedzy badaczy, należycie były uporządkowane, ugrupowane i podane w sposób istotnie przydatny&#13;
dla nauki2.&#13;
&#13;
Materiały systematyzował w zależności od różnych zakresów i poziomów, w jakich je umieszczał, od różnych kategorii przedmiotów, do których&#13;
je zaliczał i celów, dla jakich je przygotowywał. Głównych ram całości&#13;
dostarczał lud jako warstwa społeczna i wybrane elementy jego kultury,&#13;
a także granice dawnych ziem Rzeczypospolitej, tak ważne dla Kolberga,&#13;
rzadko przekraczane w jego działalności dokumentacyjnej. To wyróżnione&#13;
na ich obszarze regiony, wyznaczane przy pomocy różnych kryteriów, nieobejmujące jednak całego terenu dawnej Rzeczypospolitej, a więc niestanowiące jego całości, dostarczały możliwości porządkowania materiałów&#13;
przeznaczonych do planowanych tomów monografii regionalnych oznaczonych przy pomocy nazw geograficznych stosowanych w administracji&#13;
lub ukształtowanych historycznie, a także, tylko wyjątkowo, nazw grup&#13;
etnograficznych3. Materiały te następnie publikowane były w poszczególnych monografiach przedstawiających regiony wybrane spośród ziem Rzeczypospolitej4. Ten rodzaj systematyki Jan Adamowski, biorąc pod uwagę&#13;
monografie opublikowane, nazwał „podziałem na tomy”, wyróżniane przy&#13;
1&#13;
&#13;
List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.&#13;
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 279.&#13;
3 Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 300 i nast. Tytuły tek były inne, por. A. Skrukwa Wykaz tek O. Kolberga i pozostałych&#13;
zachowanych zespołów jego rękopisów w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK&#13;
T. 85/III).&#13;
4 Por. E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja, Poznań 2015, s. 87 i nast.; K. Waszczyńska Metody pracy, zasady i praktyka podziału regionalnego w monografiach Oskara Kolberga, „Lud” T. 98: 2014, s. 17 i nast.&#13;
2&#13;
&#13;
598&#13;
&#13;
�pomocy kryterium geograficzno-kulturowego1. Innym działaniem systematyzacyjnym było porządkowanie już nie obszarów, a przedmiotów, faktów&#13;
kulturowych objętych dokumentacją: „[…] robota należytego różnorodnych&#13;
tych nabytków uklasyfikowania i przedstawienia ich w taki sposób, ażeby&#13;
ułatwienie przyniosły badaczom w rozmaitych pracujących kierunkach”2.&#13;
Owo porządkowanie dotyczyło różnych przedmiotów i odmiennego do&#13;
nich podejścia. Systematykę polegającą na zestawieniach odmiennych wariantów tego samego utworu literatury ludowej, tak ważną dla Kolberga,&#13;
uznajemy za domenę folklorystyki. Dla etnologa nie są jednak obojętne&#13;
zawarte w niej informacje dotyczące geografii oraz procesu przekształceń&#13;
utworu, a także, przy pogłębionej analizie, możliwość dotarcia do osobowości społeczno-kulturowej kolejnych wykonawców. Kolberg dostrzegł to ich&#13;
znaczenie, w odniesieniu nie tylko do pieśni, ale również baśni i wierzeń:&#13;
Porównując podobieństwa i różnice te w najdrobniejszych szczegółach i odcieniach, ma tu etnolog możność śledzenia, krok za krokiem, pochodu topograficznego wszelkich utworów myśli i imaginacji ludowej, zrazu w obrębie danej miejscowości, okolicy i kraju, a następnie i na rozleglejszej geograficznej przestrzeni.&#13;
[…] A przecież dla etnologa z zawodu, nigdy wariantów nie będzie i być nie może&#13;
za nadto. Cóż wreszcie znaczy kilkadziesiąt a nawet setka przytoczonych przez&#13;
zbieraczy odmian jednego utworu, skoro nas przysłowie znane powszechnie&#13;
uczy, że ma je wieś każda. „Co wieś, to pieśń” – ba! Moglibyśmy dowieść, że ma&#13;
je niemal każda ze śpiewających niewiast3.&#13;
&#13;
Wyłączamy natomiast z naszych rozważań systematykę należącą do genologii, obejmującą różne rodzaje i gatunki literatury i muzyki ludowej.&#13;
Systematyka pieśni stawała się jednak istotna dla etnografii, kiedy uwzględniała podział na podstawie ich tematu i funkcji, pomagający uznać pieśni&#13;
za źródło do poznania istniejącej poza nimi rzeczywistości społeczno-kulturowej. Dostrzegł to Krzyżanowski, jednak zarzucił tej systematyce brak&#13;
logiki4. Równocześnie był świadom, że „[…] wszelkie próby w tej dziedzinie&#13;
1 J. Adamowski Zagadnienia systematyzacji materiału dokumentacyjnego w „Dziełach&#13;
wszystkich” Oskara Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Oskara Kolberga&#13;
w dwusetną rocznicę Jego urodzin, red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s., s. 27.&#13;
2 List do K. Libelta z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 228.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XII.&#13;
4 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 28. Zob. także np. A. Skrukwa Kujawy&#13;
Oskara Kolberga…, s. XXX.&#13;
&#13;
599&#13;
&#13;
�muszą się liczyć z Kolbergiem, z tym, co w zakresie systematyki zrobił,&#13;
i z tym, czego zrobić nie zdołał”1.&#13;
Systematyka przyjęta przez Kolberga dla porządkowania materiałów&#13;
w wydanych przez niego tomach ma zakres szerszy, obejmuje już nie tylko pieśni. Ujawniona została ona w „spisach rzeczy”. Również ta systematyka jest zmienna w szczegółach, zależna od przyjętego zakresu badań,&#13;
posiadanych dla poszczególnych regionów materiałów i doświadczeń badawczych, wpływających na możliwości porządkowania przedstawianych&#13;
w niej materiałów. Obejmuje przede wszystkim grupy tekstów bezpośrednio związanych z przedmiotem badań, ludem, tak jak on został przez Kolberga określony, i jego kulturą, staje się jednakże przede wszystkim systematyką materiałów w etnograficznej monografii regionalnej. Jak zauważył&#13;
Adamowski, autor Ludu i Obrazów etnograficznych wpracował w tym&#13;
zakresie model powtarzany w ogólnym zarysie w wydawanych przez niego monografiach regionalnych, jedno lub wielotomowych, składający się&#13;
z części obligatoryjnych oraz fakultatywnych2. Obok wstępów mają w nim&#13;
stałe miejsce rozdziały takie jak „Kraj”, „Lud” z charakterystyką jego „właściwości” oraz informacjami określającymi jego „sposób życia”, następnie&#13;
„Zwyczaje” i „Obrzędy”, „Pieśni i dumy”, „Tańce”, „Świat nadzmysłowy”,&#13;
„Powieści” przedstawiające różne gatunki prozy ludowej oraz jakże ważne&#13;
„Przypisy”. Kolberg nie zamyka się jednak w ramach schematu, uzupełnia&#13;
tomy w zależności od posiadanych materiałów. Są to np. gry i zabawy czy&#13;
dane językowe. Systematykę właściwości i wytworów ludu, zastosowaną&#13;
w porządkowaniu materiałów w tomach publikowanych dzieł, stawiał wyżej niż zróżnicowanie źródeł, z których korzystał. Najczęściej je odróżniał&#13;
i oznaczał, korzystał z nich jednak łącznie w ramach systematyki przedmiotowej. Postacie ludzi porządkował przy pomocy wyróżnienia ich „typu”,&#13;
właściwego, jego zdaniem, mieszkańcom poszczególnych dokumentowanych przez niego regionów.&#13;
Kolberg ponadto był współtwórcą programu Wystawy Etnograficznej&#13;
w Kołomyi w roku 1880, do uczestnictwa w przygotowaniu której został zaproszony „dla nadania jej odpowiedniego układu i porządku”3. Przewidziano w nim i zrealizowano uporządkowanie eksponatów w dwóch działach:&#13;
1&#13;
&#13;
J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 28.&#13;
J. Adamowski Zagadnienia systematyzacji…, s. 29.&#13;
3 List W. Przybysławskiego do O. Kolberga z 21 IV 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 352.&#13;
2&#13;
&#13;
600&#13;
&#13;
�„A. Wyroby” i „B. Konie, bydło i płody górskie”. Pierwszy z nich dzielił się&#13;
na 21 grup przedmiotów wydzielonych przy pomocy kryteriów mających&#13;
znaczenie dla etnografii i przemysłu wiejskiego1. To jemu przypisać należy przyjęty w niej wzorzec systematyki etnograficznych obiektów wystawowych, z której korzystano później w porządkowaniu zbiorów, również&#13;
muzealnych. Systematyzowanie stosowane przez Kolberga nie było celem&#13;
samym w sobie, miało charakter instrumentalny, pomagało w porządkowaniu różnorodnych materiałów, stąd niekonsekwencje polegające m.in. na&#13;
niespełnianiu warunku rozłączności systematyzowanych kategorii przedmiotów.&#13;
Interpretacja materiałów&#13;
Jedną z podstawowych metod służących interpretacji jest porównywanie. Kolberg nie mógł obyć się bez porównań, niezbędnych w wielu&#13;
procedurach naukowych i podstawowych w etnografii, a także w myśleniu potocznym. Wiedział o ich znaczeniu i stosowaniu przede wszystkim&#13;
z lektur prac filologów indoeuropeistów, rozwijających językoznawstwo porównawcze i zakładających istnienie historycznego pokrewieństwa między&#13;
wszystkimi językami wywodzącymi się z indoeuropejskiej rodziny językowej, oraz etnologów/antropologów zainteresowanych Wschodem i Starożytnością jako terenami i okresami kulturotwórczymi. Określał je, wskazując&#13;
na warunki, jakich wymagały, aby być użyteczne. Porównania te były mu&#13;
potrzebne dla uzyskania szerszej perspektywy dla zgromadzonych przez siebie materiałów i potwierdzenia przyjmowanych założeń. Służyły ponadto&#13;
nadaniu tym materiałom znaczenia przez umieszczenie ich w kontekście&#13;
historii i kultury narodów słowiańskich, Europy i świata oraz nauk nimi&#13;
się zajmujących, miały także potwierdzić erudycję stosującego je dokumentalisty. Najczęściej jednak odniesień do porównań poszukiwał w materiale&#13;
etnograficznym, zgromadzonym przez siebie lub znanym z literatury.&#13;
Dla Kolberga istotne było ustalenie podobieństw i różnic między faktami&#13;
etnograficznymi w przestrzeni i w grupach ludzi, decydujących o bliskości&#13;
lub odrębności regionów i tych grup. Podkreślał znaczenie badania różnic&#13;
1 O. Kolberg Rękodzieło na Wystawie etnograficznej w Kołomyi 1880 r., w: O. Kolberg&#13;
Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 219.&#13;
&#13;
601&#13;
&#13;
�kulturowych, tak ważnych w powstaniu i rozwoju etnografii/etnologii jako&#13;
dyscypliny naukowej. W artykule recenzyjnym z pracy Glogera Obchody&#13;
weselne napisał:&#13;
Myli się zatem autor, gdy twierdzi (o ludzie wiejskim), że różnice obyczajów nie&#13;
były i nie są tu różnicami, ale tylko wzorzystą rozmaitością pospolitego narodowego zwyczaju […]. Mniej by się mylił, gdyby wyrzekł: powszechnego zwyczaju. Dla etnografa bowiem i uczonego, krążyć myślą pochopnego po szerokim&#13;
świecie, odmiany i odcienia bądź wyżej wspomniane, bądź jakiekolwiek inne,&#13;
są zawsze i być muszą różnicami, czy takowe w obrębie Polski, czy w szerszym&#13;
zakresie dostrzeganymi i spisywanymi będą1.&#13;
&#13;
Zastanawiał się nad określeniami przyjętymi dla podobieństw i różnic&#13;
w języku polskim, świadomy znaczenia języka w przedstawianiu świata:&#13;
Wyrobiwszy sobie przede wszystkim jasne, a choćby przybliżone tylko pojęcie&#13;
o wyrazach: tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień,&#13;
odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo itp., że już nie wspominamy o wyrazach cudzoziemskich, jakimi są: wariant, wersja, motyw itd. (sama natura&#13;
wszystkich tych nazw zakreśli bezstronnemu etnografowi właściwe, a przynajmniej przybliżone między nimi granice), zdołamy dokładniej wykazać, gdzie się&#13;
one (np. różnice czy podobieństwa) znachodzą i skąd powstały2.&#13;
&#13;
Recenzując książkę Glogera Obchody weselne Kolberg zaakceptował&#13;
zastosowane w niej porównanie, oparte na wnioskowaniu indukcyjnym,&#13;
w którym szczegóły określają charakter całości. Nie zgodził się jednak&#13;
z konkluzją wyciągniętą z tego porównania o jednolitym, narodowym charakterze obrzędów, zwyczajów i pieśni na obszarze dawnej Rzeczypospolitej. Uzasadniał, że była oparta na niedostatecznej ilości i małej reprezentatywności materiałów:&#13;
W cóż się atoli obróci pewna naszych porównań liczba i czy dojrzały zupełnie&#13;
zdoła ona wydać owoc, jeżeli rozpatrując się w posiadanych zbiorach […] dostrzeżemy niby czarne plamy liczne szczerby w opisach wielu pojedynczych&#13;
ziem, których monografii dotąd nie skreślono, które zatem do porównań materiału żadnego nie dostarczyły? Oczywiście, wówczas porównania nasze, na&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 275.&#13;
Tamże, s. 266.&#13;
&#13;
602&#13;
&#13;
�danych tylko, jakie mamy w ręku, oparte, zamiast przedstawić szereg ogniw&#13;
w zgodną wiążących się całość, przeskakiwać nieraz muszą w nader odległe&#13;
od siebie przestrzenią miejsca, dla braku materiałów ze stron pośrednich, i nie&#13;
zawsze przystając do siebie nie objaśnią dostatecznie […] przedmiotu, o który&#13;
potrącały1.&#13;
&#13;
Procedura porównawcza zastosowana przez Kolberga w kolejnych, wydawanych tomach Ludu i Obrazów etnograficznych obejmowała identyfikowanie podstawowych typów faktów kulturowych w ramach regionu&#13;
i ustalenie jego cech charakterystycznych. Kolberg świadomie podjął pracę&#13;
w tak wyznaczonym kierunku w pierwszym tomie opublikowanej przez siebie w roku 1865 monografii regionalnej, jaką było Sandomierskie. Napisał&#13;
w nim, że ograniczenie się do ram „prowincji”:&#13;
[…] skupi zebrane wiadomości w jedno ognisko, okolicę uwydatni, a stąd utoruje&#13;
łatwiejszą drogę poszukiwaniu, porównaniu, stosowaniu, badaniu, dając obok&#13;
tego możność sprawiedliwszego na nią (a przez nią w przyszłości i na całość)&#13;
poglądu i ocenku2.&#13;
&#13;
Zastanawiał się nad sposobem dokonywania porównań w odniesieniu&#13;
do materiałów z własnych badań. Doszedł do wniosku, że porównanie&#13;
jest szczególnie wartościowe, kiedy obejmuje materiały z terenów najbliższych, wówczas umożliwia lepszą charakterystykę zarówno omawianego&#13;
faktu kulturowego, jak i regionu:&#13;
Dla studiów porównawczych, dają tu obfity materiał skreślone szczegółowe opisy obrzędów weselnych. Sądzimy, że porównanie tego rodzaju wedle pewnego&#13;
należałoby dokonywać planu; więc opisy wesel z pod Płocka i Bodzanowa, zestawić najprzód należy z takimiż opisami umieszczonymi w tomie I Mazowsza;&#13;
gdy znowuż opisy z Pułtuskiego, Przasnyskiego i Ostrołęckiego pochodzące,&#13;
skłaniają się ku skreślonemu przez nas opisowi wesel z tomu III3.&#13;
&#13;
W dochodzeniu do całościowego obrazu kultury ludowej w obrębie ziem&#13;
dawnej Rzeczypospolitej Kolberg krokiem pośrednim uczynił porównania&#13;
między regionami. Jest ich wiele, dotyczą zarówno regionów sąsiadujących&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 263.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 6.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), pierwodruk: Kraków 1888, s. X–XI.&#13;
2&#13;
&#13;
603&#13;
&#13;
�z sobą, jak i odległych. Badacz dostrzegł tereny pośrednie. Pisząc o Kujawiakach, stwierdził:&#13;
W gwarze swej, obyczajach, podaniach, obrzędach i śpiewach trzymają oni środek miedzy Wielkopolanami a Mazurami, przybierając cechy właściwe jednym&#13;
lub drugim, w miarę zbliżania się do ich granic1.&#13;
&#13;
W materiałach śląskich zachowało się, w zapisie terenowym Kolberga,&#13;
zestawienie nazw części wozu z Mińska Mazowieckiego i ze Śląska, jednakże&#13;
bez wskazania na cel tego porównania2. Powszechność i znaczenie porównań regionalnych w antropologii/etnologii nam współczesnej, tak ważnych&#13;
również dla Kolberga, wymagających jednak intensywnych studiów terenowych oraz rozwiązania trudności w ustaleniu próby badawczej i definiowania jednostek porównania, spowodowało, że uznano je w tej dyscyplinie&#13;
za odrębny typ metody porównawczej3.&#13;
Kolberg porównywał także fakty kulturowe z terenów odległych. Przekonanie, że „Poszanowanie grobów wrodzonym jest u wszystkich, najdzikszych nawet ludów”, wsparł przykładem ze Szkocji, zaczerpniętym z notatki&#13;
prasowej4. Porównał chodzenia młodzieży w czasie Wielkanocy „po wykupie” na Mazowszu z bieganiem dzieci i młodzieży po wsi z zapowiedzią&#13;
wiosny w Szwajcarii5. Znalezione w publikacji podanie z Baku przypominało mu „w części powieść o Wandzie”6. Stosował zatem także porównanie&#13;
przez podanie wybranego przykładu, zwane „porównaniem ilustracyjnym”7, które wykorzystywał dla zilustrowania tezy o powszechności czy szerszym niż ograniczony do ziem polskich zasięgu fenomenów kulturowych.&#13;
Wnioskowanie przy pomocy analogii o podobieństwie form znalezionych&#13;
w kulturze europejskiej i w odległych kulturach, np. w Ameryce, wymagało&#13;
jednak, zdaniem badacza, ostrożności – formy te mogą przecież powstawać&#13;
niezależnie:&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 8.&#13;
O. Kolberg Śląsk (DWOK T. 43), s. 13–14.&#13;
3 A. Hultkrantz General ethnological concepts, w: International dictionary of regional&#13;
european ethnology and folklore, vol. 1, Copenhagen 1960, s. 50; A. Barnard Antropologia.&#13;
Zarys…, s. 96–98.&#13;
4 O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 312.&#13;
5 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 77.&#13;
6 O. Kolberg Radomskie cz. II (DWOK T. 21), pierwodruk: Kraków 1888, s. 141.&#13;
7 G. Sarana Comparative method, w: Encyclopedia of social and cultural /anthropology,&#13;
red. A. Barnard, J. Spencer, London-N. York 2002, s. 181.&#13;
2&#13;
&#13;
604&#13;
&#13;
�To nas zastanawia i każe być cierpliwym, dopóki nie znajdziemy innego materiału, który by nas oświecił, że to jest przypadkowe zejście się myśli i obrazów1.&#13;
&#13;
Podkreślał wartość, jaką informacje zaczerpnięte z publikacji miały dla&#13;
celów porównawczych:&#13;
Dla lepszego określenia znaczenia materiałów własnym nabytych staraniem, iż&#13;
niezbyt pełnych, dołączyliśmy wyjątki z prac i spostrzeżeń niektórych autorów&#13;
(n. p. Ryszarda Berwińskiego z r. 1854, Teobalda Klepaczewskiego z r. 1861,&#13;
Emila Kierskiego i.t.d.); jak i dla poparcia dowodami naszego tekstu: kopie dokumentów z rzadszych wyjęte druków. Ułatwi to prace porównawcze, zwłaszcza&#13;
gdy w zakres badań tego rodzaju wciągnięte będą materiały coraz obficiej nie&#13;
tylko z ziem słowiańskich i im przyległych, ale i z najdalszych Europy i innych&#13;
części świata napływające krańców2.&#13;
&#13;
Uzasadniał korzystanie także z kalendarzy, broniąc się przed zarzutem&#13;
głoszenia niedorzecznych poglądów:&#13;
Cytowanie to z kalendarzy mniemań ludu, choćby najdziwaczniejszych, w niezmienionej ich treści i dykcji […] przez etnologów bywa zbieraczom zalecanym,&#13;
jako nader pomocne dla studiów porównawczych nad wyobraźnią i stopniowym rozwojem i stosowaniem pojęć u ludu3.&#13;
&#13;
Na uczyniony w recenzji z III cz. Pokucia zarzut Franki dotyczący nieuzasadnionego i nieuporządkowanego umieszczania w tomie materiałów&#13;
wziętych z publikacji4 Kolberg odpowiada:&#13;
Notaty Wójcickiego, Kirkora i innych autorów, umieszczone w tekście i w przypisach, użyte zostały do porównań, jako rzucające szersze światło na opisywane&#13;
przedmioty lub popierające i dopełniające własne nasze obserwacje5.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Głos w dyskusji…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 418.&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), pierwodruk: Kraków 1882, s. IX.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. IX.&#13;
4 Recenzja cz. III „Pokucia” Iwana Franki i odpowiedź Oskara Kolberga, w: O. Kolberg&#13;
Pokucie. Suplement do t. 29–32 (DWOK T. 81), s. 286–291.&#13;
5 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia” napisaną&#13;
i podaną do „Kwartalnika” (III, 7) przez I.F, w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK&#13;
T. 81), s. 290.&#13;
2&#13;
&#13;
605&#13;
&#13;
�Rozwijane w XIX wieku studia porównawcze w zakresie językoznawstwa&#13;
indoeuropejskiego, a także w ramach wczesnego dyfuzjonizmu i ewolucjonizmu, były ważne dla Oskara Kolberga. Niekiedy uznawał wiarygodność&#13;
przyjmowanych w nich odniesień do mitologii Wschodu lub Starożytności,&#13;
często jednak podawał w wątpliwość bezkrytyczne ich stosowanie. Do swoich tekstów wprowadzał oparte na nich uwagi i komentarze dotyczące własnych materiałów: etnonimów i toponimów, wierzeń i literatury ludowej.&#13;
Powtarzając zaczerpniętą od Maciejowskiego informację o powiązaniach&#13;
„Kurpiów-Gociów” z „Germanami-Gociami”, stawia przy niej tylko znak&#13;
zapytania1. Brak zdecydowania Kolberga w ocenie porównań tego rodzaju&#13;
i uleganie autorytetom ujawniło się w jego dziełach w kilku miejscach,&#13;
w których zastanawiał się nad przyjmowanymi etymologiami etnonimu&#13;
Mazur. Podał jedynie w wątpliwość, a nie zanegował, stanowisko Naruszewicza, Maciejowskiego i Lelewela, wywodzących pochodzenie Mazurów od&#13;
Massagetów2. Odpowiadając na postawiony mu przez E.S. Świeżawskiego&#13;
zarzut, w dłuższym wywodzie napisał:&#13;
Otóż nie myśleliśmy bynajmniej stawać w obronie hipotez Naruszewicza, Bielowskiego i innych, których błąd niezupełnie zresztą dowiedziony co do pochodzenia Mazurów wykażą dopiero dalsze badania historyków i etnologów; obecne&#13;
bowiem prace (np. co do tożsamości Manimów3 i Mazowszan i t. p.), jakkolwiek&#13;
na uznanie zasługują, pomroki tej całkowicie nie rozjaśniły. Wszakże chętnie&#13;
godzimy się na to, iż hipotezy Naruszewicza i dawniejszych autorów łatwo się&#13;
dadzą obalić, już ze względów, że w starożytności, jak wiadomo, ludy wcale&#13;
z sobą nie pokrewne, nosiły podobne lub zbliżone do siebie (czasami nawet&#13;
podsunięte im) nazwy, które przez późniejszych historyków brane były za dowód ich jednoplemienności. – Mimo to, hipotezy rzeczone, jakkolwiek kruche,&#13;
nabierają pewnej siły wówczas, gdy się je zwalczyć pragnie jedynie argumentami etymologii, która właśnie do postawienia ich dała pochop. Bo dlaczegóżby&#13;
źródłosłów mas nie miał wpłynąć zarówno na utworzenie nazwy Massa-getow,&#13;
Mez-ów (Maesia, Moesia), jak i na nazwisko Mazurów, a następnie doprowadzić&#13;
do wniosku, jakoby ludy te w pewnym zostawały powinowactwie4.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 52.&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. 37.&#13;
3 Manimowie, przez Tacyta wymienieni jako jedno z pięciu najważniejszych plemion Lugiów zajmujących tereny między Odrą i Wisłą – identyfikowano ich z przeworską kulturą&#13;
grobów jamowych. H. Łowmiański umieścił Manimów na terenie Opolszczyzny, zob. tegoż&#13;
Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu, Warszawa 1963, s. 235.&#13;
4 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. 349.&#13;
2&#13;
&#13;
606&#13;
&#13;
�Zdecydowanie krytycznie natomiast ocenił wywód Gołębiowskiego,&#13;
próbującego wywieść etnonim Huculi od czasownika „koczować”. Stwierdził: „Ale wykład ten, jedynie na pewnym podobieństwie dźwięków oparty,&#13;
ani historycznie, ani etymologicznie usprawiedliwić się nie da”1.&#13;
Kolberg w komentarzach dotyczących mitologii słowiańskiej wskazywał&#13;
stosujących porównania uczonych, od których czerpał inspirację. Wymienił&#13;
Z. Chodakowskiego, I. Rakowieckiego, N. Medyńskiego, W. Maciejowskiego,&#13;
A. Tyszyńskiego, K. Szajnochę, A. Marcinkowskiego (Nowosielskiego), J. Papłońskiego, A. Mierzyńskiego, A. Kirkora, J. Sienkiewicza i E. Tyszkiewicza.&#13;
Napisał:&#13;
Dodajmy, że niektórzy jak np. Skorochód Majewski, Hanusz, Borkowski i t.d.,&#13;
podżegnięci porównawczymi pracami lingwistycznymi, historycznymi i innymi&#13;
Anglików, Francuzów i Niemców (Jonesa, Burnoufa, Boppa, Grimma, Lassena,&#13;
Kuina [winno być: Kuhna] i t. d.) w oznaczeniu stanowiska mitologicznego Słowian&#13;
skłaniali się stanowczo ku Indiom wschodnim i Persji, gdy inni zwrócili badawcze&#13;
swe oko ku sąsiadującym ze Słowianami Litwinom, Skandynawom i Czudom2.&#13;
&#13;
Sam także sięgał do Indii, np. próbując znaleźć wyjaśnienie nazwy diabła&#13;
Rokity i wierzeń związanych z wężami3. Poszukiwał materiałów do porównań&#13;
również na terenach jeszcze dalszych. Materiały pozwalające interpretować&#13;
pozostałości wierzeń pogańskich w postaci kultu ciał niebieskich i żywiołów,&#13;
takich jak woda i ogień, czerpał z Birmy, Kambodży i Sumatry, posługując się&#13;
pracami Bastiana4. W ocenie porównań w zakresie mitologii, podobnie jak innych porównań, nie był konsekwentny. W liście do Jana Karłowicza napisał:&#13;
Mówiąc o Wandzie, nie wspominałeś Pan przy nazwach wody o nazwie litewskiej wody = wanda. Krok także nader ważną musiał odgrywać rolę w starożytności, stąd być może, że pochodzi odeń także nazwa Olbrzymich Gór Krko-noszy,&#13;
a może i Kr-pat (lud miejscami nazywa te góry, osobliwie Tatry – Krępak). Mimowolnie nasuwa się przy Kroku nazwa indyjskiego Kriszny, jak przy Wandzie&#13;
nazwa Gangi – nimfy Gangesu. Mówiąc to, nie myślę wcale porównywać, a tym&#13;
mniej identyfikować tych mitów z sobą5.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 38.&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XVII; błędny zapis „Kuin” powtórzył&#13;
J. Gajek, zob. s. 559.&#13;
3 Tamże, s. 13, 80.&#13;
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 179 i nast.&#13;
5 Brulion listu do J. Karłowicza z 10 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 189.&#13;
2&#13;
&#13;
607&#13;
&#13;
�W rozważaniach związanych z mitologią często powoływał się na pracę&#13;
Kazimierza Szulca Mityczna historia polska i mitologia słowiańska (Poznań 1880), którą polecał m.in. portugalskiemu uczonemu Zófimowi Consiglieriemu Pedroso1. Autor Mitycznej historii polskiej…, subskrybent Ludu&#13;
Kolberga jest przez Kolberga ceniony, także ze względu na stosowaną przez&#13;
niego komparatystykę:&#13;
Dzieło jego usiłuje przy pomocy badań porównawczych skreślić ogólny bogosłowia tego zarys i wytłumaczyć znaczenie mityczne wielu podań, niemniej&#13;
kultu i odnośnych doń obrzędów u poszczególnych słowiańskich plemion, o ile&#13;
z kronik i zebranych dotychczas materiałów uczynić się to dało. Niektóre z wywodów jego, należyte już w świecie naukowym zyskały uznanie2.&#13;
&#13;
Kolberg stosował porównania z odległymi czasami i terenami również&#13;
w stosunku do utworów literatury ludowej. Wskazywał, w przypisie dołączonym do bajki Dydak i Dziad z mosiężną brodą „od Wyrzyska, Szamocina”, na podobieństwo występującego w niej gryfa do tworów wyobraźni&#13;
obecnych w architekturze i podaniach w różnych stronach świata – w Kambodży, Chinach, na Litwie, w Ameryce, Egipcie, Grecji – i u różnych autorów, starożytnych, średniowiecznych oraz u Bastiana3. Niekiedy czynił&#13;
to ostrożnie. Umieszczając w przypisach obszerne omówienie artykułu na&#13;
temat Niniwy i Babilonu oraz tamtejszych wierzeń związanych z wieżą Babel, zaopatruje je w przypis: „Nasuwa się tu porównanie z kilkoma baśniami&#13;
w zbiorze niniejszym zamieszczonymi […]”4.&#13;
Dokonywane przez Kolberga próby porównań i śledzenie na ich podstawie zapożyczeń i wzajemnych wpływów, inspirowane głównie tradycją&#13;
filologiczną, i wynikający stąd stosunek badacza do źródeł ocenić można&#13;
dwojako. Porównania prowadzone na materiałach z sąsiadujących z sobą&#13;
lub niezbyt odległych geograficznie i kulturowo terenów uzasadniały związki między grupami ludzi i przeciwstawiały się twierdzeniom o prawach wyłączności do rozwiązań kulturowych i istnieniu kultur izolowanych. Te natomiast, które miały na celu osadzenie zebranych przez Kolberga materiałów&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do Z. Consiglieriego Pedroso z 15 VII 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 529.&#13;
2 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. VII.&#13;
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), pierwodruk: Kraków 1881, s. 98–99.&#13;
4 O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), pierwodruk: Kraków 1875, s. 361.&#13;
&#13;
608&#13;
&#13;
�w niekiedy nadmiernie szerokich kontekstach, nie znajdywały uzasadnienia&#13;
i krytykowane były już za życia badacza1. Władysław Smoleński zaliczył&#13;
Kolberga z wczesnego okresu jego działalności do „młodzieńców składających drużynę” zainteresowanych badaniem ludu, zainspirowanych ideami&#13;
romantyzmu, którzy „przygotowania do studiów porównawczych nie mieli&#13;
żadnego”2. Na zarzuty Biegeleisena, że sięga do mitologii różnych narodów&#13;
i niewiarygodnych autorów, Kolberg odpowiedział następująco:&#13;
Słabości tej, co do mitologii, nie myślimy wcale zaprzeczać […]. Nie obstając&#13;
bynajmniej przy twierdzeniu, jakoby wszelkie bez wyjątku wywody i tłumaczenia Hanusza i Szulca miały za sobą słuszność i uzasadnienie, mamy jednak&#13;
przekonanie, że są wśród nich i takie, którym dalsze na tej drodze badania gruntowności, a częstokroć i słuszności odmówić nie zdołają3.&#13;
&#13;
Długo później Krzyżanowski oceniał na korzyść Kolberga to, że zajmując się wyjaśnieniami zjawisk związanych z wierzeniami, „nie przesadzał&#13;
w powtarzaniu modnych objaśnień »mitologicznych«”4.&#13;
Kolberg zdawał sobie sprawę, że podobieństwo faktów kulturowych nie&#13;
zawsze świadczy o ich wspólnym pochodzeniu czy zapożyczeniu:&#13;
Dostrzeżone przez niektórych pewne (np. przez Połujańskiego) podobieństwo&#13;
charakteru Kurpiów z mieszkańcami Karpat, jest w istocie niczym więcej jak&#13;
psychologicznym wpływem swobody życia wśród gór karpackich i borów Mazowsza5.&#13;
&#13;
Szerokie stosowanie porównań świadczyło o niezwykłym u dokumentalisty kultur partykularnych, a tak bardzo charakterystycznym dla Kolberga&#13;
przekonaniu o braku izolacji kulturowej i istnieniu uniwersaliów kulturowych.&#13;
1 Biegeleisen w zbiorowej recenzji dzieł Kolberga z roku 1886 stwierdził: „Mitologia to słaba&#13;
strona Kolberga, chciałby on wierzenia ludu naszego wywieść wprost od Gangesu, przytacza&#13;
więc z Hanusza (starego) i z Szulca niestworzone rzeczy”, H. Biegeleisen O. Kolberg: „Pieśni&#13;
ludu polskiego”, Warszawa, 1857, „Lud, jego zwyczaje” i.t.d. tom 1, Warszawa, 1865: „Sandomierskie” […], „Biblioteka Warszawska” 1886, T. IV, s. 438.&#13;
2 W. Smoleński Oskar Kolberg: Mazowsze. Obraz etnograficzny, t. I–II, Kraków 1885–&#13;
–1886; „Kwartalnik Historyczny” R. 1: 1887, s. 280.&#13;
3 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 400.&#13;
4 J. Krzyżanowski Oskar Kolberg i jego dorobek…, s. 29.&#13;
5 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 67.&#13;
&#13;
609&#13;
&#13;
�Bliskość etnografii/etnologii z innymi dyscyplinami i interdyscyplinarny&#13;
charakter jej/ich studiów sprzyjały nie tylko podejmowaniu i przejmowaniu&#13;
przez Kolberga problematyki właściwej dla innych nauk i typowej dla nich&#13;
terminologii, ale także stosowaniu zapożyczonych od nich metod interpretacji materiałów. Kolberg często łączył zadania etnografa i historyka. Stosował metodę retrogresywną, jedną z podstawowych metod badawczych&#13;
historii, uznawaną za wersję chronologiczną metody porównawczej1. Zapisaną przez siebie pieśnią czy zanotowanym wyrażeniem, funkcjonującymi&#13;
w kulturze mu współczesnej, posługiwał się jako źródłem informującym&#13;
o czasie wcześniejszym. Tak postąpił, zaopatrując w komentarz pieśń oskarżającą panów-Lachów o starania u cesarza o przywrócenie pańszczyzny2,&#13;
a także umieszczając w swoim zbiorze wiele pieśni mówiących o okrucieństwie tego systemu prawnego oraz związanych z nim obciążeń, takich jak&#13;
np. tłoka3. Metodę retrogresywną, opartą zresztą na nieprawdziwych źródłach, stosował również wówczas, kiedy pragnął dotrzeć do genezy zjawisk&#13;
kulturowych, m.in. ważnego dla niego fenomenu społeczno-kulturowego,&#13;
jakim był etniczny naród polski. W procesie wyodrębniania się ze wspólnoty słowiańskiej przeszedł on, zdaniem Kolberga, okres związany z Chrobacją i Lechią, które pozostawiły wyobrażone i dostrzeżone przez badacza&#13;
w terenie, a następnie zapisane w publikacjach cechy chrobackie u ludu&#13;
krakowskiego4 oraz lechickie, nazwane „czysto-lechickimi znamionami”,&#13;
którymi miał się odznaczać lud w Wielkopolsce5.&#13;
Przestrzeń, główna kategoria geografii, została poważnie potraktowana w poglądach i pracach dokumentacyjnych Kolberga. Być może miała&#13;
na to wpływ profesja jego ojca, powołanego przez Stanisława Staszica na&#13;
profesora geodezji, miernictwa i innych nauk z zakresu topografii w Uniwersytecie Warszawskim, autora licznych prac z tego zakresu, w tym map6.&#13;
Kolberg uznawał, że dla antropologii/etnologii niezbędne są wiadomości&#13;
i czynności związane z geografią7. Badacz sumiennie lokalizował zapisywa1&#13;
&#13;
J. Topolski Metodologia historii, Warszawa 1973, s. 422.&#13;
O. Kolberg Pokucie cz. II (DWOK T. 30), s. 244 i in.&#13;
3 O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 206.&#13;
4 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. III, 73.&#13;
5 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I.&#13;
6 O Juliuszu Kolbergu zob. też: A. Skrukwa Życie Oskara Kolberga w Warszawie w: Oskar&#13;
Kolberg. Człowiek i dzieło cz. I (DWOK T. 85/I), s. 17–18 i 26–27.&#13;
7 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 8.&#13;
2&#13;
&#13;
610&#13;
&#13;
�ne i opisywane przez siebie wytwory i zachowania kulturowe. Zalecał, aby&#13;
przy publikacji pieśni „[…] wymienioną była przy każdej z nich wieś, z której&#13;
pieśń pochodzi lub gdzie słyszaną była, co dla etnografów jest rzeczą nader&#13;
ważną”1.&#13;
Interesował się granicami badanych przez siebie grup etnograficznych,&#13;
a także zasięgami wierzeń i zwyczajów. O terenie zasiedlonym przez Kurpiów, opierając się na przypisanych im obiektywnych cechach ich kultury,&#13;
a nie na samoidentyfikacji, napisał:&#13;
Rozległość tej krainy Kurpiów nie jest dostatecznie określoną […]. Tu mówi autor [A. Zakrzewski – Z.J.] o dzisiejszym rozsiedleniu Kurpiów, prostując zbyt&#13;
rozlegle rozciągnięte ich granice przez Winc. Pola i Zygm. Glogera: twierdzi,&#13;
że ludność kurpiowska tworzy obecnie dwie oddzielne, nie stykające się z sobą&#13;
wyspy etnograficzne: północną i południową […]. Druga, południowa, mieści się&#13;
na prawym brzegu Bugu […]. Tu ludność kurpiowska zatraciła w daleko znaczniejszym stopniu swoją odrębność etnograficzną i dlatego ścisłe oznaczenie jej&#13;
granic dzisiejszych nie jest rzeczą łatwą2.&#13;
&#13;
Interesując się diabłem Borutą, zauważył:&#13;
[…] miał wszakże tutaj, w Łęczyckiem, jak się zdaje, swe rodzinne gniazdo […].&#13;
Czy atoli duch ten miał w istocie ogólne, wszechświatowe, czy też tylko lokalne&#13;
jedynie […] znaczenie, wykażą dopiero dalsze a gruntowne na tym mało jeszcze&#13;
obrobionym polu podjąć się mające badania3.&#13;
&#13;
Dziękując za dostarczone informacje na temat Sobótek, stwierdził:&#13;
Są one jednak dostateczne dla potwierdzenia mniemania, iż palenie sobótek&#13;
w Zielone Święta nie przechodziło poza granice obwodów Miechowskiego i Olkuskiego, gdyż w Kieleckiem i Stopnickiem palono je zawsze w wigilię św. Jana4.&#13;
&#13;
Znajomość zasięgów występowania wytworów i zachowań kulturowych&#13;
miała pomóc w odtworzeniu procesu ich zmian:&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Karłowicza z 21 X 1878 r. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 168.&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. VIII.&#13;
3 O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. IV.&#13;
4 Brulion listu do ks. W. Siarkowskiego z 7 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 302.&#13;
2&#13;
&#13;
611&#13;
&#13;
�Niektóre ze zwyczajów starodawnych, po lewym brzegu Wisły sporadycznie&#13;
jeszcze zachowanych, tu już od początku bieżącego stulecia wyszły z użycia.&#13;
Ognie sobótkowe, czyli świętojańskie, pogasły wcześniej niż na lewym tej rzeki&#13;
brzegu, lubo i tutaj także, mianowicie od strony wschodniej, pewne jeszcze pozostawiły swej bytności ślady1.&#13;
&#13;
Dokumentowane fakty umieszczał Kolberg w granicach regionów, które&#13;
dostarczały jednocześnie ram dla przygotowywanych tomów Ludu i Obrazów etnograficznych. Wyznaczył plan swoich prac, który „[…] ogarnia&#13;
wszystkie ziemie dawnej Polski”2, pisał o „etnologicznych granicach Polski”3. Pozostawił itineraria podróży badawczych i poznawczych, przy czym&#13;
granice zaborów, istniejące od wielu już lat, odczuwał jako uciążliwy, ale&#13;
jednocześnie oczywisty element rzeczywistości, w odróżnieniu od autorów&#13;
żyjących w czasie bezpośrednio po dokonaniu podziału Polski, np. Juliana Ursyna Niemcewicza4. Po opuszczeniu w roku 1871 zaboru rosyjskiego&#13;
i osiedleniu się w zaborze austriackim traktował siebie jako „emigranta”5.&#13;
Kolberg nie stosował w swoich pracach metody kartograficznej (atlasowej), uznanej za ważną w etnografii6. Zdawał sobie jednak sprawę z jej&#13;
użyteczności w lokalizacji zjawisk kulturowych i w wyjaśnianiu ich dynamiki. Zainteresowany ogniami świętojańskimi, napisał:&#13;
Wielce pouczającym byłoby […] obok wskazania na mapie linii demarkacyjnej&#13;
tych miejsc, gdzie panują ognie świętojańskie i tych, gdzie je niecą w Zielone&#13;
Świątki, o ile linię taką nakreślić by się jeszcze dało przy stopniowym ich zatracaniu, wskutek rosnącego z każdym dniem u ludu do obrzędów dawnych&#13;
zobojętnienia7.&#13;
&#13;
Korzystanie z informacji statystycznych uznał Kolberg za potrzebne&#13;
w antropologii/etnologii8. Nie gromadził jednak i nie opracowywał ma1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. VII.&#13;
List do J.I. Kraszewskiego z 20 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 268.&#13;
3 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. XI.&#13;
4 M. Nalepa Granice państwowe, narodowe i kulturowe w prozie wspomnieniowej Juliana Ursyna Niemcewicza, „Wrocławskie Studia Wschodnie” 2019, T. 29, s. 9–31.&#13;
5 Brulion listu do J. Wernerowej z 17 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 415.&#13;
6 Por. M. Pokropek Metoda etnogeograficzna, w: Metody etnologii cz. 1, red. E. Z. Szulc,&#13;
Warszawa 1981, s. 61 i nast.&#13;
7 O. Kolberg Kieleckie cz. I (DWOK T. 18), pierwodruk: Kraków 1885, s. II.&#13;
8 O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 8.&#13;
2&#13;
&#13;
612&#13;
&#13;
�teriałów metodami statystycznymi. Oczekiwania wobec statystyki, przede&#13;
wszystkim etnicznej, przedstawił w przypisie:&#13;
Statystyka winna tu przyjść w pomoc etnografii. Zadaniem jej byłoby wykazać&#13;
tu cyframi gęstość osiedlenia się ludności polskiej, ruskiej i żydowskiej, czego&#13;
dotąd, jak mniemamy, dokładnie jeszcze nie spełniła1.&#13;
&#13;
Psychologia nie została wymieniona na, niezamkniętej zresztą, liście dyscyplin niezbędnych antropologii/etnologii, przytoczonej przez Kolberga za&#13;
omawianą książką Maksymiliana Perthy’ego. Przedstawiając pracę Friedricha Müllera, kolejnego recenzowanego przez siebie autora, Kolberg zauważył, iż ten uznał, że w badaniach antropologicznych „zbyt mało uwzględniano dzieje i duchowo-społeczny, więc psychiczny ludów ustrój” 2. Dostrzegł istnienie etnopsychologii i zadanie etnografii oraz etnologii w dostarczaniu materiałów tejże subdyscyplinie3. Interesujące go wierzenia ludowe&#13;
rozpatrywał z „psychologicznego jak i historycznego stanowiska”4. W swoich pracach dokumentatora kultury ludowej realizował to zadanie, wprowadzając do ich programu pojęcie psychologiczne „charakteru” i po części&#13;
psychologiczne „typu” grup ludu oraz gromadząc dane ich dotyczące.&#13;
Krytyka materiałów&#13;
Kolbergowi stawiano zarzut braku krytyki w stosunku do źródeł zastanych, które włączał do swoich tomów i tek. Nie stosował on selekcji&#13;
w dołączanych do nich materiałach znajdywanych w publikacjach, przede&#13;
wszystkim w gazetach i kalendarzach. Był przekonany o bezpośrednich&#13;
związkach niektórych przez siebie dokumentowanych faktów kulturowych&#13;
ze Słowiańszczyzną przedchrześcijańską i starożytnym Wschodem. Przykładami mało krytycznej postawy jest umieszczenie tekstów literackich, m. in.&#13;
Ignacego Danielewskiego, Emmy z Kurowskich Puffke czy Franciszka Morawskiego, wśród utworów ludowych5. Kolberg miał jednak świadomość&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Chełmskie cz. I (DWOK T. 33), s. VIII.&#13;
O. Kolberg Studia, rozprawy…, s. 15.&#13;
3 Tamże, s. 18.&#13;
4 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 109.&#13;
5 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VI (DWOK T. 14), s. 67 i nast.; s. 116 i nast. oraz s. 217 i nast.&#13;
2&#13;
&#13;
613&#13;
&#13;
�możliwości zniekształcania tekstów ludowych i wymyślania utworów za takie podawanych. Przytoczył, za „Przyjacielem Ludu”, „rozmowę o gadkach&#13;
gminnych dwóch […] panów” potwierdzającą wiedzę, że „[…] owe drogie pamiątki patriarchalnej ludu naszego przeszłości, częstokroć też tylko nazwę&#13;
takowych nosząc, niczym więcej nie są, jak wymysłami ich mniemanych&#13;
zbieraczy”1.&#13;
Niezajmowanie się krytyką Kolberg tłumaczył brakiem czasu i przenosił&#13;
odpowiedzialność za nią na specjalistów:&#13;
Autor, jako zbieracz, w nawale zatrudnień ograniczyć musiał swą czynność&#13;
krytyczną na autentycznym i sumiennym przedstawieniu choćby najdziwaczniejszych piśmiennych i ustnych źródeł, na skromnej jedynie uwadze nad ich&#13;
kompetencją i krótkim na ich znaczenie poglądem. Ocenę ich rozleglejszą i gruntowniejszą, jak i głębsze nad nimi studia pozostawia on specjalistom w każdej&#13;
z owych gałęzi wiedzy2.&#13;
&#13;
Wielokroć powtarzał, że jako zbieracz nie ma obowiązku krytycznej oceny gromadzonych materiałów:&#13;
Prawda też, żeśmy się nie zapuszczali w krytyczne każdego zdobytego szczegółu&#13;
ocenienie, gromadząc po największej części materiał surowy, bo czynność taka&#13;
należy do przeszłego mitologa, a nie do zbieracza3.&#13;
&#13;
Odpowiedzialnością za wiarygodność źródła obarczał jego autora:&#13;
Czyniąc to, nie zaniedbaliśmy cytować nazwiska autorów i pism, i w ogóle źródła, skąd szczegół dany został poczerpnięty, albo też w braku tej wiadomości&#13;
ustęp cytowany zawrzeć w nawiasie lub cudzysłowie, dając tym samym do&#13;
zrozumienia, że odpowiedzialność za podaną w nim treść spada na karb pisarza&#13;
przemawiającego w imieniu ludu; nasze zaś własne uwagi i poglądy, o ile takowe&#13;
w toku pisania się nastręczały, zwykliśmy najczęściej mieścić w notkach na dole&#13;
stronicy lub w przypisach do dzieła, o którym to postępowaniu niejednokrotnie&#13;
w dawniejszych naszych napomykaliśmy dziełach4.&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 239.&#13;
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 392.&#13;
3 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję…, w: tegoż Studia… (DWOK&#13;
T. 63), s. 415.&#13;
4 O. Kolberg Mazowsze cz. III (DWOK T. 26), s. VIII.&#13;
2&#13;
&#13;
614&#13;
&#13;
�Powracał do roli, jaką przeznaczył dla „przypisów” i „notek” w swoim&#13;
tekście:&#13;
[…] w przypisach zaś i notkach dawaliśmy wyciągi i komentarze to dłuższe, to&#13;
krótsze z dzieł różnych, polskich i zagranicznych, z broszur, gazet, listów itd.,&#13;
nader rzadko wdając się w bliższą ich ocenę, bo nie było to naszej pracy zadaniem […]1.&#13;
&#13;
Pragnąc wesprzeć swe stanowisko, powołuje się na opinię Berwińskiego: „o przedwczesnej krytyce i w ogóle o manii krytycyzmu i tworzenia&#13;
systematów […]” 2. Zaniedbania przez Kolberga krytyki źródeł nie można&#13;
tłumaczyć przyjętym przezeń programem gromadzenia „surowych” materiałów. Materiały gromadził przecież dla celów naukowych. Niedostatek&#13;
krytyki źródeł u Kolberga miały swe podstawy w ówczesnym poziomie&#13;
rozwoju etnografii i innych nauk społecznych, a także w braku określenia&#13;
charakteru źródeł etnograficznych oraz w niedocenieniu sprawdzania ich&#13;
wiarygodności, ponadto w nierównym przygotowaniu badacza do realizacji&#13;
różnych podejmowanych przez niego zadań.&#13;
Kolberg nie był jednak bezkrytyczny. Wskazywał niekiedy na swe wątpliwości wobec wiarygodności źródła czy też dostrzeżonego w literaturze&#13;
twierdzenia lub je dyskwalifikował. Wątpliwościom dawał wyraz, posługując się znakami zapytania, a sprzeciwom – wykrzyknikami3, pozwalającymi mu uniknąć komentarzy. Znaki zapytania stawiał m.in. w dokumentowanych bo zasłyszanych opowiadaniach dotyczących spraw bieżących&#13;
badanych społeczności, kwestionując wiarygodność ich szczegółów i,&#13;
tym samym, osób o nich opowiadających 4. Dobry przykład zawierający&#13;
krytykę w przypisie źródła zacytowanego w tekście głównym znajdujemy w części pierwszej Krakowskiego: „Błędne to twierdzenie prostujemy&#13;
w ten sposób […]”5. Uwagi krytyczne, poza przypisami, Kolberg umieszczał&#13;
również w tekście głównym. Były to m.in. sceptyczne uwagi dotyczące&#13;
fantastycznych koncepcji etnogenetycznych i niektórych porównań sięgających czasów starożytnych.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 393.&#13;
O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 392.&#13;
3 Por. O. Kolberg Mazowsze cz. II (DWOK T. 25), pierwodruk: Kraków 1886, s. 291 i nast.&#13;
4 Por. O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 95.&#13;
5 O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 112.&#13;
2&#13;
&#13;
615&#13;
&#13;
�Badacz krytycznie ustosunkowywał się także do idealizacji przeszłość&#13;
ludności wiejskiej na terenach Rzeczypospolitej. Był przeciwny, o czym napisaliśmy, pańszczyźnie. Stwierdzenie wyrażone w artykule Wiktora Czajewskiego o nasilaniu się zabobonów skomentował (znowu w przypisie):&#13;
Autor snać przypuszcza, iż dawniej nierównie mniej było tego rodzaju zabobonów, guseł i t. p., – co nam, zapatrującym się na istotę i rozwój lub zanikanie&#13;
wierzeń ludowych z psychologicznego jak i historycznego stanowiska, czystym&#13;
wydaje się niepodobieństwem1.&#13;
&#13;
Na uwagę zacytowaną z „Szematów” – odpowiedzi na ankietę rozesłaną&#13;
przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Poznaniu, nadesłaną w roku 1859:&#13;
„Związki małżeńskie już się nie zawierają wedle serca, ale wedle interesu”,&#13;
zareagował:&#13;
Tu zachodzi pytanie, czy i dawniej pod tym względem mogło u chłopów być&#13;
lepiej, skoro zważymy większą ich wówczas tak od woli ojcowskiej, jak i pańskiej zależność2.&#13;
&#13;
Sposób interpretowania materiałów z „Szematów” świadczy o stosowaniu&#13;
przez Kolberga zarówno zewnętrznej krytyki źródła, związanej z okolicznościami jego powstania oraz osobą autora, jak i wewnętrznej, dotyczącej jego treści:&#13;
Wśród szematów […] znaleźliśmy jeden, w którym np. o mieszkańcach Wronczyna pod Stęszewem, widocznie nader pochlebne (zapewne ręką życzliwego&#13;
kapłana miejscowego skreślone), wyczytałem zdanie […]3.&#13;
&#13;
Badacz dostrzegł małą wiarygodność w opisie rzeczywistości w książeczce ks. Symforiana Tomickiego, ogłoszonej w celach wychowawczych:&#13;
„Ks. S. Tomicki w dziełku Mądry Wach (Poznań 1866), malując nam wieś,&#13;
raczej taką, jaką by widzieć pragnął niż jaką jest w rzeczywistości […]”4. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z pożytku, jaki korzystanie z wielu źródeł&#13;
przynosi dla pozyskania prawdziwego obrazu. Posługując się nadal opisem&#13;
Wronczyna, stwierdził:&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 109.&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 117.&#13;
3 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 47–48.&#13;
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. II (DWOK T. 10), s. 47.&#13;
2&#13;
&#13;
616&#13;
&#13;
�Relacja ta o świetnych głównie stronach charakteru ludu wrączyńskiego dałaby&#13;
się i do wielu innych wsi zastosować, gdybyśmy z innych źródeł nie wiedzieli,&#13;
że są niestety i strony ujemne, których przemilczeć sumiennemu nie godzi się&#13;
sprawozdawcy1.&#13;
&#13;
Kolberg nie poprzestał na ogólnie sformułowanych uwagach obciążających autorów odpowiedzialnością za przekazywane przez nich wiadomości, o czym informował przytoczony już przez nas cytat. Niekiedy, choć&#13;
niezbyt często, wymieniał, w różnych kontekstach i formach, tych, którym&#13;
zarzucał podawanie nieprawdziwych danych. Wykrzyknikiem opatrzył&#13;
uwagę Łukasza Gołębiowskiego, że lud na Pokuciu nie jest pochodzenia&#13;
słowiańskiego2. Kilkakrotnie protestował i podawał w wątpliwość stwierdzenia Szczęsnego Morawskiego zawarte w jego książce Pra-Słowianie&#13;
i Pra-Łotwa, dwa wydania, Petersburg 1851 i Kraków 18823. Wieloma&#13;
znakami zapytania i wykrzyknikiem oznaczył próby powiązania przez Antoniego Schneidera miejsc w Artasowie i okolicy z postaciami z mitologii&#13;
słowiańskiej4. Nie uwierzył zapewnieniom Wójcickiego, że opublikowany&#13;
przez niego obrazek wesela jest „wiernie skreślony”, dostrzegł w nim jednakże cechy pozytywne:&#13;
Mimo tego zapewnienia, opis jego, ukazując w wrażeniach pewną afektację (równie jak i podany z upiększeniami opis Hofmanowej, obacz Lud Ser. XVI. Str. 139)&#13;
nie daje gwarancji, żeby dykcja onego zupełnie była wierną. Że jednak zawiera&#13;
on mnóstwo szczegółów (osobliwie pieśni) niewątpliwie z natury wziętych, więc&#13;
pominąć go na tym miejscu, nie uważaliśmy za rzecz stosowną5.&#13;
&#13;
Jako wzięty „nie z natury” traktuje także opis Sobótek przedstawiony&#13;
przez Ignację Piątkowską:&#13;
Co się zaś tyczy wyżej wspomnianego opisu sobótek […] to powiemy, że skreślony&#13;
on tam został wprawdzie szczegółowo i nader barwnie, lecz nie z natury, tylko&#13;
z opisów wyjętych z dawnych dzieł i czasopism, z czego utworzono udatny ob1&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. 49–50.&#13;
O. Kolberg Ruś Karpacka cz. I (DWOK T. 54), s. 34.&#13;
3 Por. O. Kolberg Góry i Podgórze cz. I (DWOK T. 44), s. 5; tegoż Ruś Czerwona cz. I (DWOK&#13;
T. 56), s. 23.&#13;
4 O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK T. 56), s. 18.&#13;
5 O. Kolberg Mazowsze cz. IV (DWOK T. 27), s. 212–213.&#13;
2&#13;
&#13;
617&#13;
&#13;
�razek przypuszczalnego jego niegdyś obchodu w ziemi sieradzkiej, gdyż dziś, jak&#13;
sama pani Piątkowska przyznaje, włościanie tam już sobótek nie palą1.&#13;
&#13;
Stosunek do omawianego tekstu i autora wynikał także z poglądów społecznych i politycznych Kolberga. Zaprotestował on przeciwko ustaleniom&#13;
oficera carskiego P. Bobrowskiego na temat zróżnicowań językowych i etnicznych Słowiańszczyzny wschodniej, zawartych w dwutomowej pracy&#13;
Grodnenskaja gubernija (S. Peterburg 1863). Opatrzył je, dostrzegając&#13;
w innych swoich notatkach materiałowe wartości książki i często cytując&#13;
jej autora, obszernym komentarzem rozpoczynającym się od słów: „Cały&#13;
ten wywód językowy jest więc samowolny, dążnościowy, brany z punktu&#13;
widzenia moskiewskiego rządu”2.&#13;
Surowym krytykiem okazał się Kolberg, recenzując w obszernym artykule książkę Zygmunta Glogera Obchody weselne cz. I (Kraków 1869).&#13;
Czuł się w obowiązku zabrać głos w sprawach stanowiących przedmiot&#13;
zainteresowań dyscypliny, którą uprawiał, i działań autora, który należał do jego środowiska intelektualnego. Uwagi dotyczyły spraw metodycznych: niedostatku materiałów, ograniczenia źródeł do „cywilizacji&#13;
narodu”3, nieuprawnionych porównań. Odnosiły się także do twierdzenia Glogera, że pod wpływem hierarchicznego porządku Rzeczypospolitej&#13;
„wyrabiała się nowa jednolitość obyczajów wszystkich ziem polskich” 4,&#13;
generalnego dyskredytowania przez niego materiałów dotyczących terenów polskich gromadzonych przez uczonych niemieckich czy kulturowego zrównywaniu Litwy z Polską i Rusią 5. Gloger, zapowiadający opublikowanie tomu drugiego Obchodów, tomu tego nie wydał, być może&#13;
na skutek krytyki Kolberga. Zrezygnował także, w późniejszych swoich&#13;
pracach, z ujęć porównawczych i prób syntetyzowania 6. Kolberg znał&#13;
osobiście Glogera, uznawał za ważne jego kolekcje archeologiczną i etnograficzną, cenił jego badania, w jednym ze swoich listów nazwał go „jednym z najżarliwszych archeologii i etnologii uprawiaczy i popleczników”7.&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK T. 23), s. 97–98.&#13;
O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), s. 476.&#13;
3 O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 303.&#13;
4 Tamże, s. 267.&#13;
5 Tamże, s. 285, 293 i in.&#13;
6 Z. Jasiewicz Zygmunt Gloger (1845–1910), w: Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne, T. 5, red. K. Ceklarz, A. Spiss, J. Święch, Kraków 2019, s. 51.&#13;
7 Brulion listu do Z. Glogera z 1 VI 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 438.&#13;
2&#13;
&#13;
618&#13;
&#13;
�Wiele lat później, bo w roku 1890, Kolberg powraca do oceny Obchodów&#13;
weselnych Glogera. Komplementując autora jako „światłego męża”, „wyprzedzającego innych”, o dziele napisał:&#13;
[…] było pierwszą na większe rozmiary przedsięwziętą pracą porównawczą całego tego obrzędu, a lubo dla braku potrzebnych materiałów, których liczba&#13;
wówczas jeszcze była zbyt szczupła, nie zdołało ono, jak zamierzało, ogarnąć&#13;
i powiązać wszelkich tego obrzędu szczegółów i odcieni na obszarze byłej Rzeczypospolitej, dziś, gdy materiału przybyło […] staje się ono wielce ułatwiającym&#13;
a nawet niezbędnym podręcznikiem […]1.&#13;
&#13;
W rozdziale Wesele tegoż tomu Mazowsza, podkreślając wartość dobrze&#13;
udokumentowanych materiałów zebranych przez Glogera i możliwość ich&#13;
zestawienia dla celów porównawczych z materiałami zebranymi przez siebie i innych na wyraźnie określonym terenie, stwierdził;&#13;
Z dzieła tego [Obchodów weselnych – Z.J.] pozwalam sobie wyjąć jedynie wiadomości dotyczące okolic Tykocina oraz pewnych osad Podlasia zabużańskiego&#13;
i Mazowsza północno-wschodniego, t.j. miejscowości osobiście pod względem&#13;
obchodu weselnego przez autora zbadanych2.&#13;
&#13;
Kolberg zwykle unikał krytyki autorów prac, z których korzystał, lub&#13;
posługiwał się ową krytyką ostrożnie. Zgromadziwszy materiały dotyczące pieśni i gry obrzędowej „Zelman”, dopiero w końcowym przypisie,&#13;
dołączonym do I tomu Pokucia, zaprzeczając przy pomocy wykrzyknika&#13;
znalezionej w publikacjach interpretacji genezy święta Rachmanski Wełyk-deń, dodał: „Nie większą zapewne wartość naukową ma i wywód gry&#13;
w Zelmana od Żyda Zelmana”3. Unikanie krytyki, o czym już napisałem,&#13;
nie było jednak regułą. Kolberg, będąc w przyjaźni z Seweryną i Franciszkiem Duchińskimi, w oparciu o badania Kopernickiego delikatnie podał w wątpliwość twierdzenie Duchińskiego, zaliczającego „Moskali” do&#13;
„rasy turańskiej” i wyłączającego ich z „rasy słowiańskiej” 4. Wielokrotnie&#13;
powoływał się na prace Ryszarda Berwińskiego, z tą najważniejszą, jaką&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. V (DWOK T. 28), s. IX–X.&#13;
Tamże, s. 125.&#13;
3 O. Kolberg Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 351; por. również Z. Jasiewicz Pieśń i gra obrzędowa „Zelman” u Oskara Kolberga i innych. Materiały i interpretacje, „Lud” T. 101: 2017, s. 284.&#13;
4 Brulion listu do S. Duchińskiej z 20 II 1879, Korespondencja… cz. II, (DWOK T. 65), s. 222.&#13;
2&#13;
&#13;
619&#13;
&#13;
�były Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki (Poznań 1854)1, o wyjątkowym, ze względu na podejście teoretyczne, znaczeniu w historii etnografii i folklorystyki polskiej, oraz na te,&#13;
które dokumentowały folklor Wielkopolski. Korzystał z zawartych w nich&#13;
materiałów2, polecał je swoim korespondentom 3. W części VII Wielkiego Księstwa Poznańskiego uznał za trafne rozważania Berwińskiego nad&#13;
czarami i zabobonami jako podstawą „artystycznych i etycznych kreacji&#13;
ludu”. Zrelatywizował jednakże jego stwierdzenie, że w czasach im współczesnych nie ma już możliwości odtworzenia przy pomocy zasłyszanych&#13;
wśród ludu podań i zaobserwowanych praktyk elementów kultury przedchrześcijańskiej. Dowodził, że opublikowane w tymże tomie materiały,&#13;
mimo twierdzeń Berwińskiego, będą sprzyjać rozwojowi badań wykorzystujących materiały etnograficzne do rekonstrukcji dawnej mitologii4. Dla&#13;
poparcia swego stanowiska zacytował Teobalda Klepaczewskiego, który&#13;
w swoim rękopisie napisał, że Berwiński, będący początkowo wielbicielem literatury ludowej, w Studiach popadł z jednej ostateczności w drugą, zanegował posiadanie przez lud tradycji wierzeniowych i odrzucił&#13;
jego podania jako wniesione z zewnątrz i bezwartościowe5. Z arbitralnym&#13;
stwierdzeniem Ryszarda Berwińskiego o braku zdolności twórczych ludu,&#13;
o czym już napisaliśmy, nie mógł się Kolberg zgodzić. Nie odmawiał jednak wartości dziełu Berwińskiego:&#13;
Praca wszakże Berwińskiego ściśle i sumiennie, mimo uprzedzeń jego z niedokładnej ludu znajomości pochodzących dokonana, będzie zawsze przy dalej prowadzonych w tym kierunku poszukiwaniach nader użyteczną, stawiając&#13;
obok nieuzasadnionych przypuszczeń i argumenta, którym słuszności odmówić&#13;
niepodobna6.&#13;
1&#13;
&#13;
Kolberg korzystał także z drugiego wydania tej pracy pt. Studia o gusłach, czarach,&#13;
zabobonach i przesądach ludowych, Poznań 1862, które polegało tylko na zmianie tytułu na&#13;
bardziej atrakcyjny i wymianie strony tytułowej.&#13;
2 Zob. O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. 14, 23, 24, 29 i in.; brulion&#13;
listu do T. Klepaczewskiego z 28 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 326–327;&#13;
brulion listu do T. Klepaczewskiego z 12 IV 1881 r., tamże, s. 515.&#13;
3 Brulion listu do M.W. Dębickiego z 13 IX 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 499.&#13;
4 O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. VII (DWOK T. 15), s. VIII–IX.&#13;
5 Tamże, s. 78.&#13;
6 O. Kolberg Krakowskie cz. III (DWOK T. 7), s. XVI. Stanowiska Kolberga nie przyjął Kopernicki. W swoim cennym studium wymienił Berwińskiego wyłącznie jako badacza „rzeczy&#13;
&#13;
620&#13;
&#13;
�Kolberg, tylko wyjątkowo stosujący krytykę, jednocześnie zdecydowanie&#13;
bronił znaczenia i sposobu publikowania gromadzonych przez siebie materiałów. Cierpliwie wyjaśniał Lenartowiczowi, dlaczego nie usunął spośród&#13;
zebranych pieśni przed ich publikacją „nędznych wierszydeł”1. Obszernie&#13;
odpowiedział na wspomniane już krytyczne recenzje Biegeleisena i Franki,&#13;
na pierwszą z nich tekstem pozostawionym w rękopisie 2, bo wycofanym&#13;
z redakcji „Biblioteki Warszawskiej” po wymianie listów z jej redaktorem&#13;
Józefem Plebańskim3, zaś na drugą – repliką opublikowaną w „Kwartalniku&#13;
Historycznym”4. Teksty te są szczegółowe, niepozbawione ostro wyrażonego sprzeciwu wobec ich treści oraz oceny autorów. W odpowiedzi na&#13;
recenzję Biegeleisena Kolberg napisał: „Wady, jakie cechują jego recenzję,&#13;
stara się w następstwie recenzent zrzucić na samego autora, co dla piszącego jest rzeczą nader wygodną”5.&#13;
W replice na recenzję Franki stwierdził:&#13;
[…] uczyniony przez sz. recenzenta zarzut bezkrytyczności i niesforności podanego materiału, bez podania szczegółowego, co jest w nim mylnym i nieautentycznym i w jaki sposób sprostowanym być winno, powiedziany jako frazes&#13;
gołosłowny, bo nie poparty dowodami rzecz rozjaśniającymi, żadnej wartości&#13;
naukowej ani w oczach publiczności, ani w oczach autora mieć nie może6.&#13;
&#13;
Inaczej reagował Kolberg na uwagi Ceslawa Neymanna dotyczące spraw&#13;
językowych i etnicznych, przekazane korespondencyjnie i w recenzji cz.&#13;
I i II Pokucia opublikowanej w czasopiśmie „Kiewskaja Starina”7. Był&#13;
wdzięczny za pomoc okazaną w sprawach językowych:&#13;
ludowych” z Wielkopolski i pominął jego Studia o literaturze ludowej… Por. I. Kopernicki&#13;
O etnografii i etnologii…, s. 19.&#13;
1 T. Lenartowicz do O. Kolberga z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 68&#13;
oraz list do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 70.&#13;
2 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 391–411.&#13;
3 Brulion listu do J. Plebańskiego z 12 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 411 i nast.&#13;
4 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63),&#13;
s. 412–415.&#13;
5 O. Kolberg Odpowiedź na recenzję Biegeleisena, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63), s. 408.&#13;
6 O. Kolberg Krótka replika jako odpowiedź na recenzję…, w: tegoż Studia… (DWOK T. 63),&#13;
s. 415.&#13;
7 Recenzja cz. I i II Pokucia napisana przez C. Neymanna została przetłumaczona i zamieszczona w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 275–285.&#13;
&#13;
621&#13;
&#13;
�Dzięki poczynionym łaskawie przez Szan. Pana uwagom twierdzenia me będą&#13;
– jak się spodziewam – dokładniejsze i pełniejsze – gdyż w każdym wątpliwym&#13;
razie do Niego (jeśli pozwolisz) po radę udać się nie omieszkam1.&#13;
&#13;
Na uwagę poczynioną przez Neymanna, że Kolberg nie powinien do Rusi&#13;
włączać Wielkorosji, bo:&#13;
W takim określeniu tkwi i omyłka etnograficzna i dla Rusinów obraza. Rusin&#13;
bardzo się obraża, gdy go za południowego Moskala mają. Grupa wielkorosyjska&#13;
ma swoje narzecza i podnarzecza, a grupa rusińska swoje2,&#13;
&#13;
Kolberg tłumaczył się, że czerpał wiedzę z dawno już wydanej pracy&#13;
Szafarzyka3, co już odnotowaliśmy. Cenił Neymanna i przyjmował jego&#13;
uwagi, bo nawiązał z nim kontakt za pośrednictwem Kopernickiego i uznał&#13;
w nim człowieka, który potrafił być pomocny i rozumiał znaczenie jego&#13;
prac.&#13;
*&#13;
Znaczenie Kolberga i jego dzieła dla etnografii/etnologii potwierdzają&#13;
kolejne opracowania jej/ich historii przedstawiające badacza i omawiające jego prace. Obecność Kolberga, z zebranymi przez niego materiałami,&#13;
metodami ich gromadzenia, porządkowania i interpretacji, wykracza jednakże poza granice studiów z zakresu historii dyscypliny. Najważniejszą&#13;
przyczyną trwałego zainteresowania tymi pracami jest źródłowa wartość&#13;
dokumentacji kultury ludowej utrwalonej w nich przez Kolberga, wykorzystywanej przez następujące po sobie pokolenia etnografów/etnologów/antropologów, dysponujących coraz to doskonalszymi narzędziami badawczymi, sięgających po materiały Kolbergowskie dla rozwiązywania ważnych&#13;
w ich czasach problemów badawczych – etnografów/etnologów/antropologów przekonanych i przekonujących się, jak wiele w nich mogą jeszcze&#13;
odkryć i w jak różny sposób je interpretować.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK&#13;
T. 81), s. 270.&#13;
2 List C. Neymanna do O. Kolberga z 10 IV 1884 r., tamże, s. 271.&#13;
3 Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., tamże, s. 273.&#13;
&#13;
622&#13;
&#13;
�Spis rycin1&#13;
&#13;
1.&#13;
&#13;
Rkp. terenowy Kolberga z Ciepielewa i Pułtuska (Arch. PTL, teka 43&#13;
Miscellanea, sygn. 1352, k. 44v.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja&#13;
folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg.&#13;
Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II), s. 104.&#13;
Rkp. terenowy Kolberga z Walichnów (Arch. PTL, teka 43 Miscellanea,&#13;
sygn. 1352, k. 48v.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego … (DWOK T. 85/II), s. 104.&#13;
Rkp. terenowy Kolberga z Parcic (Arch. PTL teka 43 Miscellanea, sygn.&#13;
1352, k. 48r.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II), s. 104.&#13;
Rkp. terenowy Kolberga z Łomży (Arch. PTL teka 43 Miscellanea, sygn.&#13;
1352, k. 93r.), zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego&#13;
… (DWOK T. 85/II), s. 104.&#13;
„Proszowiacy”. Rycina nieznanego autora dołączona do artykułu Kolberga Proszowiacy, „Kalendarz Ilustrowany” J. Jaworskiego na rok&#13;
1869, s. 117.&#13;
„Okrężne. Mogilany pod Krakowem. Podług rysunku T. Konopki”.&#13;
Do druku przerysował W. Gerson. Rycina dołączona do artykułu&#13;
O. Kolberga Krakowiacy. Etnografia słowiańska, „Kłosy” 1871, T. XIII,&#13;
nr 318, s. 77.&#13;
„Opatkowice i Mogilany pod Krakowem. Rys. z natury T. Konopka”.&#13;
Do druku przerysował W. Gerson. Rycina dołączona do artykułu&#13;
O. Kolberga Krakowiacy. Etnografia słowiańska, „Kłosy” 1871, T. XIII,&#13;
nr 318, s. 77.&#13;
Dom z Zakrzewka. Rys. nieznanego autora (Arch. PTL, teka 47, sygn.&#13;
1354/III k. 57), nazwę „Zakrzewko” dopisał Kolberg.&#13;
Wnętrze domu z Zakrzewka. Rys. nieznanego autora (Arch. PTL, teka&#13;
47, sygn. 1354/III, k. 56). Pod rys. notatki Kolberga: „szafa i meble ciemno­&#13;
&#13;
2.&#13;
3.&#13;
4.&#13;
5.&#13;
6.&#13;
&#13;
7.&#13;
&#13;
8.&#13;
9.&#13;
1&#13;
&#13;
Ryciny 5–12 zostały odnalezione już po wydaniu odpowiednich tomów monograficznych.&#13;
&#13;
623&#13;
&#13;
�wiśniowe”, „kołdra biała”, „poduszki i pierzyny z materyi w kratki czerwone lub niebieskie, łóżko wysuwane”.&#13;
10. Stołek i zydel. Rysunki nieznanego autora z jego podpisem (Arch. PTL,&#13;
teka 47, sygn. 1354/III, k. 55), nazwę „Zakrzewko p. Toruniem” dopisał&#13;
Kolberg.&#13;
11. Baba, ostatni snop zwożony po wygrabieniu pola. Rysunek nieznanego autora podpisany przez Kolberga, z jego notatką „Grudziądz”, niżej&#13;
uwaga Kolberga: „Okrężne dopiero po wszystkich zbiorach” (Arch. PTL,&#13;
teka 47, sygn. 1354, k. 58).&#13;
12. Kapliczka Matki Boskiej Skępskiej w Zakrzewku. Rys. nieznanego autora, nazwę „Zakrzewko” dopisał Kolberg (Arch. PTL, teka 47, sygn. 1354,&#13;
k. 58).&#13;
&#13;
�1. Rękopis terenowy O. Kolberga z Ciepielewa i Pułtuska, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.&#13;
&#13;
�2. Rękopis terenowy O. Kolberga z Walichnów, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja&#13;
folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.&#13;
&#13;
�3. Rękopis terenowy O. Kolberga z Parcic, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.&#13;
&#13;
�4. Rękopis terenowy O. Kolberga z Łomży, zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (T. 85/II), s. 104.&#13;
&#13;
�5. „Proszowiacy”. Rycina nieznanego autora.&#13;
&#13;
�6. Okrężne. Mogilany pod Krakowem. Podług rysunku T. Konopki.&#13;
&#13;
�7. Opatkowice i Mogilany pod Krakowem. Rys. z natury T. Konopka.&#13;
&#13;
�8. Dom w Zakrzewku (pow. Toruń). Rysunek nieznanego autora, nazwę „Zakrzewko” dopisał&#13;
Kolberg.&#13;
&#13;
�9. Wnętrze domu w Zakrzewku (pow. Toruń). Rysunek nieznanego autora, pod rys. notatki&#13;
Kolberga: „Szafa i meble ciemnowiśniowe, kołdra biała, poduszki i pierzyny z materyi w kratki&#13;
czerwone lub niebieskie, łóżko wysuwane”.&#13;
&#13;
�10. Stołek i zydel. Rysunki nieznanego autora z jego podpisem, nazwę „Zakrzewko p. Toruniem”&#13;
dopisał Kolberg.&#13;
&#13;
�11. Baba (ostatni snop zwożony po wygrabieniu pola). Rysunek nieznanego autora podpisany przez&#13;
Kolberga z jego notatkami: „Grudziądz” i „Okrężne dopiero po wszystkich zbiorach”.&#13;
&#13;
�12. Kapliczka Matki Boskiej Skępskiej w Zakrzewku. Rysunek nieznanego autora, nazwę „Zakrzewko” dopisał Kolberg.&#13;
&#13;
��ISBN 978-83-95-9125-8-0&#13;
&#13;
�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154198">
              <text>Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło : część II:  studia monograficzne </text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154199">
              <text>Kolberg, Oskar (1816-1890) ; biografie ; folklor tradycyjne ; etnografia</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154200">
              <text>Oskar Kolberg - Dzieła wszystkie, tom 85/II; 640 stron, 12 stron ilustrowanych </text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154201">
              <text>Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz, Elżbieta Millerowa, Danuta Pawlakowa, Maciej Prochaska&#13;
</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154203">
              <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154204">
              <text>2024</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154205">
              <text>Licencja PTL</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154206">
              <text>pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154207">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154208">
              <text>książka</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
