<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="12815" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/12815?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T07:47:02+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="13353">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0683edc10a1f3efbbfd6ca3e575b605b.pdf</src>
      <authentication>7d67e61b5ab4628f900e0d8b07ffe239</authentication>
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="4">
          <name>PDF Text</name>
          <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="52">
              <name>Text</name>
              <description/>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154246">
                  <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO

��OSKAR KOLBERG

DZIEŁA WSZYSTKIE

�O

S

K

A

R

K

O

L

B

E

DZIEŁA WSZYSTKIE
TOM 85/I

INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA
Pozna ń

R

G

�Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa

OSKAR KOLBERG
CZŁOWIEK I DZIEŁO
Część I

BIOGRAFIA

Poznań 2024

�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors
Poznań 2024

Rada Naukowa
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska

Recenzenci
dr Hubert Czachowski
dr hab. Violetta Wróblewska, prof. UMK

Skład i łamanie
Jacek Grześkowiak

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa,
przyznanych przez Ministra Edukacji i Nauki
w ramach Programu „Doskonała Nauka II”

ISBN 978-83-95-9125-7-3

Druk i oprawa
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka

�Spis treści

Od autorek
s. 13

Wykaz skrótów
s. 16

Agata Skrukwa
Życie Oskara Kolberga w Warszawie (1814–1871)
s. 17
I.

Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837. . . . . . . . 17

II.

Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania
się folklorem około roku 1839. – Zamiar wydania drukiem zebranych
w terenie pieśni ludowych. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy
i w innych regionach Królestwa. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.
– Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41

III.

Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)
i Pieśni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy. – Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu
(1862). – Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 74

5

�IV.

Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze rosyjskim. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98

V.

Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego
Pieśni ludu polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez
współczesnych. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 110

VI.

Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż do
Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach
1859–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy
w operze warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne. . . . . . . . 129

VII.

Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego – zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów
i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na
pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie styczniowe. – Podróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd
materiały. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149

VIII.

Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169

IX.

Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa
Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk
pierwszego tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu
Zbioru pieśni duchownych ewangelickich.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185

X.

Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania, Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja
o przeniesieniu się do Galicji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 208

6

�Elżbieta Millerowa
Lata krakowskie w życiu 0skara Kolberga (1871–1890)
s. 231
XI.

Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu
styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy
i uczonych. – Brak oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej.
– Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe
i kulturalne Krakowa. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  231

XII.

Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian
i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska
naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym
miasta. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 244

XIII.

Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r.
– Wkład badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej. . . . . 259

XIV.

Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja
prac nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową, Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie
cz. I–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga. . . . . . . . . . . . . 288

XV.

Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia
i oddalenia od rodziny wyrażane w listach. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 307

XVI.

Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe

7

�prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii
i korespondencji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 318
XVII. Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty
z cenzurą warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego.
– Odłożenie w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie
i praca między Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście,
uciążliwości dojazdów, równoległe prace nad kolejnymi monografiami,
wstępna redakcja cz. I Pokucia.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 338
XVIII. W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego (1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów
gwaroznawczych Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka
i słownictwa ludowego w badaniach etnograficznych Kolberga a program
prac leksykograficznych w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych przedstawiany przez Kolberga Komisji
Antropologicznej. – Studia nad kulturą i folklorem Łużyczan, ich związek
z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 348
XIX.

Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy Kolberga o Chopinie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 363

XX.

Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia.
– Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz.
I Pokucia (listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi
w Modlnicy (lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879).
– Udział w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycz-

8

�nego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi
do analizy tekstu Bogurodzicy (1879). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 376
XXI.

Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). – Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej
w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na rzecz
wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie
cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego przez
Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku (1881).
– Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego (1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego (grudzień 1882).
– Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882). . . . . . . . . . . . . . . . 395

XXII. Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział
Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego
Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie
w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie
i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy.
– Druk cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni
ludu wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie
cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka”
(lipiec–listopad 1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk
cz. II Mazowsza oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1885).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 421

9

�XXIII. Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział
w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja
H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga
w Krakowie. – Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 441
XXIV. Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887).
– Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział
w pracach nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na
tomy poświęcone Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji
Antropologicznej. – Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II
Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III Pokucia (1888). – Radomskie –
kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą
zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga
i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia
o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 461
XXV. Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka
(czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja I. Franki cz.
III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1889).
– Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego (1889). – Choroba,
ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego – ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego.
– Pogrzeb (5 czerwca 1890). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 476
XXVI Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego,

10

�starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy
W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina
w Krakowie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 495

Spis ilustracji
s. 505

��Od autorek

Oddawana obecnie do rąk czytelnika trzyczęściowa publikacja Oskar
Kolberg. Człowiek i dzieło pomyślana była od początku edycji Dzieł wszystkich jako jej zwieńczenie. W zamierzeniu miała się opierać na wszystkich
dostępnych źródłach drukowanych i rękopiśmiennych, by podjąć próbę
możliwie całościowego spojrzenia na osobę i dorobek Kolberga w oparciu
o pełną zachowaną dokumentację.
Postać i dzieło Oskara Kolberga były przedmiotem zainteresowania jeszcze za życia badacza. Jego niezwykła wizja, determinacja, pracowitość
i konsekwencja z jednej strony, z drugiej zaś ogrom zgromadzonego materiału ze wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej i kolejne wydawane tomy
monografii regionalnych, stanowiące dzieło jednego człowieka w czasach
niewoli w kraju podzielonym przez zaborców, fascynowały kolejne pokolenia, począwszy od współczesnych autorowi Ludu i świętujących jubileusz
50-lecia jego prac w 1889 roku aż po obchodzone w 2014 roku dwusetlecie
jego urodzin. Ukazujące się na przestrzeni tego czasu liczne publikacje biograficzne, bądź tylko przybliżające postać wielkiego etnografia i jego dzieło,
bądź też sięgające głębiej i analizujące jego dorobek, przynosiły materiały
do portretu zbieracza, badacza, wydawcy, wykorzystując dostępne źródła
z różnym efektem i w różnym zakresie. Odnotować tu trzeba przede wszystkim cenny artykuł Izydora Kopernickiego w „Nowej Reformie” z 1889 roku
(w nr 107–109), rozwinięty we wstępie do Przemyskiego (DWOK T. 35),
tomu wydanego w roku 1891 przez tego autora już po śmierci autora Ludu.
Kopernicki był bezpośrednim świadkiem życia i pracy, a także badań terenowych Kolberga, jego relacja ma więc wyjątkowe znaczenie dokumentacyjne, jako jedno z nielicznych świadectw z autopsji. W ciągu następnych
lat powstawały okazjonalne artykuły poświęcone i osobie, i pracom Kolberga,
a także obszerniejsze opracowania wykorzystujące dostępne wówczas źródła. Do najważniejszych należy biografia autorstwa Ryszarda Górskiego,
wydana pt. Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności w 1970 roku (wyd. II:
13

�1974 r.), oraz obszerny artykuł Ludwika Bielawskiego zamieszczony w Encyklopedii muzycznej PWM (tom KLŁ, Kraków 1997, s. 136–151), a także
praca popularyzująca postać i dorobek Kolberga przygotowana przez Agatę
Skrukwę i wydana z okazji dwusetnej rocznicy urodzin badacza w 2014
roku. Publikacje te powstawały jednak bądź bez dostępu do spuścizny rękopiśmiennej Kolberga czy gruntowniejszych studiów nad nią, bądź też
abstrahowały od nich ze względu na profil skierowany do szerokiego kręgu
odbiorców, opierając się przy tym na tomach drukowanych za jego życia,
później na kolejnych, ukazujących się sukcesywnie już w ramach Dzieł
wszystkich. Siłą rzeczy przynosiły materiał bardziej lub mniej fragmentaryczny, zebrany bez pełnego rozpoznania w niespotykanym zasobie źródeł,
jakie kryje ogromne archiwum autora Ludu. A rękopisy w nim zachowane
mówią wiele o niezwykłej postaci i pracy badacza. Mówią tym więcej, że
on sam w swojej wyjątkowej skromności i świadomym samoograniczeniu
nie pozostawił szczegółowych wskazówek biograficznych i warsztatowych,
zapisów pamiętnikarskich czy notatek osobistych, a korespondencję badacza cechuje pełna dyscypliny rzeczowość i powściągliwość, z rzadko pojawiającymi się akcentami osobistymi.
Prezentowana tu część pierwsza publikacji przedstawia życie, działalność i prace Kolberga w ujęciu chronologicznym. Obejmuje ona dwa okresy
w biografii autora Ludu: życie w Warszawie do roku 1871 oraz lata krakowskie 1871–1890. Autorki wiążą bieg jego życia z ewolucją poglądów
od romantycznego zbieractwa „rzeczy” ludowych, a zwłaszcza folkloru muzycznego, do pozytywistycznej pracy nad całokształtem kultury ludowej
zgodnie z uformowanym już, dojrzałym programem jej badań, realizowanym poprzez monografie regionalne w seriach wydawniczych Lud i Obrazy etnograficzne. Konieczne było także ukazanie tła, jakie życiu i pracy
Kolberga stwarzał burzliwy w historii Polski wiek XIX, z jego powstaniami,
uporczywą refleksją nad utratą niepodległości i nadzieją na jej odzyskanie,
walką o zachowanie tożsamości i kultury narodowej poprzez świadomą
pracę na ich rzecz. Badacz był jedną z wielkich postaci tego wieku, których
dokonania w dziedzinie kultury i nauki zdecydowały o przetrwaniu polskiej
świadomości narodowej.
Część druga zawierać będzie sześć niezależnych prac kilku autorów,
sprofilowanych według dziedzin działalności i dorobku Kolberga: jako
muzykologa, muzyka-kompozytora, dokumentatora muzyki i literatury
ludowej (folkloru słownego), etnografa współtworzącego fundamenty tej
14

�nauki poprzez zgromadzenie unikatowego zasobu źródeł i ukształtowanie
modelu regionalnej monografii etnograficzno-folklorystycznej. Prace te –
jako od siebie niezależne – siłą rzeczy zawierać będą pewne powtórzenia
i nawiązania do faktów już znanych, oświetlanych jednak od różnych
stron, zależnie od tematów prac i założeń autorów.
W części ostatniej znajdą się teksty o charakterze dopełniającym dwie
poprzednie, tj. opis dziejów i edycji spuścizny Kolberga, łącznie z historią
i realizacją wydawnictwa Dzieł wszystkich oraz kilka opracowań pomocniczych. Na te ostatnie złożą się: kalendarium podróży Kolberga, bibliografia
jego prac z pełnymi notami pierwodruków i tomów Dzieł wszystkich oraz
wykaz zachowanych zespołów rękopisów składających się na jego archiwum. W tej części znajdą się także indeksy osób i nazw geograficznych
obejmujące pełny materiał trzytomowej biografii.
Tak pomyślana całość, przygotowana po latach studiów i analiz nad
zachowanymi i wydanymi materiałami Kolberga, przynosi – przynajmniej
w zamierzeniu autorów – możliwie pełny i zadowalający obraz „człowieka
i dzieła”. Jednak obraz ten jest odzwierciedleniem i efektem obecnego
etapu badań u końca edycji Dzieł wszystkich. Mamy nadzieję, że utoruje
drogę przyszłym autorom do dalszych studiów specjalistycznych nad unikatowym dziełem Oskara Kolberga i jego niezwykłą osobowością.

�Wykaz skrótów

Arch. PTL — Archiwum Naukowe Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we
Wrocławiu
Arch. MEK — Archiwum Muzeum Etnograficznego w Krakowie
BJ — Biblioteka Jagiellońska
BN PAU i PAN — Biblioteka Naukowa Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej
Akademii Nauk w Krakowie
DWOK — Dzieła wszystkie Oskara Kolberga
k. — karta
MAAE — „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności
MEK — Muzeum Etnograficzne w Krakowie
MOK – Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze
MWR — Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu
PBL — J. Krzyżanowski Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, T. 1-2,
Wrocław 1961–1963
PTL — Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
R. — rocznik
rkp. — rękopis
sygn. — sygnatura
t. — takt
T. — tom
T – typ bajki w polskiej systematyce wątków; numer po T wskazuje kolejność
wątku w całym układzie, zob. PBL
ZWAK — „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności

�Agata Skrukwa

Życie Oskara Kolberga w Warszawie
(1814–1871)
I
[Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837.]

Rodzice Oskara Kolberga pochodzili z Niemiec i jak wielu innych cudzoziemców podejmujących pracę w Polsce związali swe życie z nowym krajem. Ojciec, Krzysztof Juliusz Henryk Kolberg1, urodził się 7 lipca 1776 r.
w niewielkim mieście Woldegk w Meklemburgii. Jego ojciec, Julius Daniel
Friedrich Colberg (1747–1784), żonaty z Charlottą Dorotheą, z domu Fuchs
(1759?–1818), był radcą sądowym, a jego przodkowie – pastorami w sąsiednich miejscowościach, Warbende i Vietmannsdorf. Krzysztof Juliusz –
tego drugiego imienia używał i on sam, i inni – uczył się w szkole miejskiej, następnie przez dwa lata uczęszczał do gimnazjum w Strelitz, które
ukończył w r. 1793. Mając lat siedemnaście, rozpoczął praktykę u geometry
Dresckego, autora mapy księstwa meklemburskiego, u którego nauczył
1
Informacje o Juliuszu Kolbergu, ojcu Oskara, oparte są w znacznej części na opracowa­nym
przez K. Markiewicz katalogu wystawy Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg (1776–1831).
Kartograf, geodeta, metrolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Przysucha 2004. Wystawę zorganizowała K. Markiewicz w Przysusze, w Muzeum im. O. Kolberga, gdzie znajdują
się w depozycie liczne dokumenty przekazane przez rodzinę Kolbergów. Cenne informacje
o przebiegu życia i pracy ojca zawiera też rękopis O. Kolberga Bieg życia z r. 1823 z jego
dopiskiem „z akt Kom. Spr. Wewn.” (rękopis w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 331). Jest to
kopia odręcznego życiorysu Juliusza Kolberga złożonego Komisji Spraw Wewnętrznych, która
31 października 1823 r. mianowała go profesorem radnym. Oryginał tego dokumentu, zachowany w aktach uniwersytetu, przytoczył J. Bieliński w pracy Królewski Uniwersytet Warszawski (1816–1831), T. III, Warszawa 1912, s. 668–669. Dokument cytowany przez J. Bielińskiego
pisany jest w pierwszej osobie, rękopis O. Kolberga w osobie trzeciej i jest to jedyna różnica
między tymi tekstami.

17

�się miernictwa topograficznego. Od roku 1794 kontynuował naukę w Akademii Budownictwa w Berlinie, a po jej ukończeniu, mając lat dwadzieścia,
został zatrudniony jako inżynier topograf w ekipie zajmującej się pomiarami Prus Południowych. Była to prowincja utworzona przez rząd pruski
w 1795 r., po trzecim rozbiorze Polski, obejmująca tereny na lewym brzegu
Wisły oraz Warszawę z częścią Mazowsza. Pomiary triangulacyjne nowej
prowincji prowadzone były pod kierunkiem niemieckiego architekta Dawida Gillego. Na ich podstawie w latach 1802–1803 została wydana w Berlinie mapa Spezial Karte von Südpreußen w 13 sekcjach, z indeksem nazw
miejscowości. Juliusz Kolberg podczas kilku lat pracy w ekipie D. Gillego
uzyskał duże doświadczenie w zakresie geodezji i kartografii.
Po zakończeniu pomiarów Prus Południowych Juliusz Kolberg pozostał
w Warszawie i podjął pracę jako inspektor cła przy komorze na Solcu,
a 14 września 1806 r. ożenił się z Karoliną Fryderyką Mercoeur. Była ona
córką Henrietty von Arnim i Gotfrieda Mercoeura, potomka francuskich
emigrantów, którzy po zniesieniu w czasach Ludwika XIV edyktu nantejskiego (1685), zapewniającego swobody religijne, jako protestanci osiedlili
się w Prusach. Gotfried Mercoeur był inspektorem ceł w Fordonie koło
Bydgoszczy i tam w 1788 r. urodziła się Karolina. Później był zatrudniony
na podobnym stanowisku w Nieszawie i w Warszawie. W chwili ślubu
Karoliny z Juliuszem Kolbergiem już nie żył – Oskar pisze, że zmarł na
początku wieku XIX, ale dokładnej daty jego śmierci nie znamy.
O rodzinie matki Oskar Kolberg pisał w liście do redakcji „Nowej Reformy” w 1889 r., pod koniec swego życia:
Ojciec jej, a mój macierzysty dziad, Mercoeur, pochodził z tak zwanej francuskiej
kolonii, złożonej z emigracji, która jeszcze za czasów Ludwika XIV przeniosła się
do Prus i tam zamieszkawszy (przeważnie w Berlinie), rozrodziła się. Ożenił się
on w roku 1786 z panną von Arnim (z Pomeranii) i urzędował przy komorach
celnych w Fordonie blisko Torunia, w Nieszawie, a w końcu w Warszawie, gdzie
zmarł jako naczelnik komory wodnej na początku bieżącego stulecia, pozostawiając po sobie wdowę i córkę (a moją matkę). Ta ostatnia urodziła się w roku
1788 w Fordonie nad Wisłą, dzieckiem jeszcze będąc, przybyła wraz z rodzicami
do Warszawy, tu pobierała nauki i tu zaślubiła mego ojca1.
List O. Kolberga do redakcji „Nowej Reformy”, „Nowa Reforma” 1889, nr 246, opublikowany w: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637. Tu i dalej w przypisach liczne odesłania do prac Kolberga w Dziełach wszystkich (DWOK) podano w wersji
skróconej, pełne noty zob. Bibliografia (DWOK T. 85/III).
1

18

�Kilka tygodni po ślubie Juliusza Kolberga z Karoliną Mercoeur, 27 listopada 1806 r., wojska Napoleona wkroczyły do Warszawy w zwycięskim
marszu po klęsce Prus pod Jeną i Auerstedt. Po pokoju w Tylży, zawartym
przez cara Aleksandra I z Napoleonem w r. 1807, z części zaboru pruskiego i rosyjskiego zostało utworzone Księstwo Warszawskie. Nowe państwo potrzebowało sprawnej administracji, w której chętnie zatrudniano
pozostałych w Warszawie urzędników, techników i innych specjalistów
niemieckich. W roku 1808 Juliusz Kolberg został inspektorem pomiarów
przy Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, jednej z agend
rządu Księstwa Warszawskiego. Na polecenie Jana Pawła Łuszczewskiego, wówczas ministra spraw wewnętrznych, opracował mapę Wielkiego
Księstwa Warszawskiego (niedrukowaną), która była podstawą podziału
administracyjnego kraju. W roku 1810 otrzymał patent na geometrę i mógł
kontynuować karierę urzędniczą w Warszawie. Jednak już na początku
tego roku rodzina zdecydowała się na opuszczenie stolicy i zamieszkanie
w Przysusze. Przeprowadzkę tę spowodowało zapewne kilka okoliczności. W biografii ojca, powstałej około roku 1864, Wilhelm i Oskar piszą:
„Opuściwszy w czasie ciągłych zmian w kraju służbę rządową, od roku
1810 poświęcił się gospodarstwu i przemysłowi, kierując kilku zakładami fabrycznymi w powiecie opoczyńskim” 1. W Księstwie nie było spokojnie — wiosną 1809 r. Austria rozpoczęła wojnę z Francją i jej wojska
w kwietniu na kilka tygodni zajęły Warszawę, ale w lipcu, po zwycięstwie
Napoleona pod Wagram nastąpiło ogólne zawieszenie broni i Austriacy
wycofali się ze stolicy. Księstwo Warszawskie zostało wtedy powiększone
o część ziem zaboru austriackiego zajętą podczas antyaustriackiej kampanii
w r. 1809 przez wojska polskie pod dowództwem Józefa Poniatowskiego.
W tym czasie obydwa rywalizujące ze sobą mocarstwa europejskie – Rosja
cara Aleksandra I i Francja Napoleona – przygotowywały się do wojny
i w Warszawie oczekiwano bliskiego wybuchu zbrojnego konfliktu rosyjsko-francuskiego. Doszło do niego w czerwcu 1812 r., jednak mieszkańcom
1
Biografia Juliusza Kolberga napisana przez Oskara z licznymi poprawkami Wilhelma zamieszczona jest w tomie Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 433–439, przytoczony tu
fragment z s. 434 napisał Wilhelm. Rękopis Wilhelma i Oskara był podstawą biogramu Juliusza Kolberga opublikowanego w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (T. 15, Warszawa
1864, s. 42–44), a podpisanego przez F.H. Lewestama. Źródłami dla Wilhelma i Oskara był
m.in. wymieniony tu już rękopis Bieg życia z r. 1823 i wspomnienie Antoniego Blanka: A.Bl.
Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg. „Dziennik Powszechny” 1831, nr 324 z 28 listopada.

19

�Warszawy już wcześniej towarzyszyła uzasadniona niepewność co do losów miasta. Była to prawdopodobnie główna przyczyna przeniesienia się
rodziny Kolbergów na prowincję. Ponadto koszty życia były tam wyraźnie
niższe, co mogło też mieć znaczenie: w roku 1807 urodził się Kolbergom
syn Wilhelm, za parę miesięcy spodziewali się następnego dziecka, a mieli
pod opieką także Henriettę Mercoeur, owdowiałą matkę Karoliny. Juliusz
Kolberg poszukał więc pracy poza Warszawą i na początku roku 1810
przeniósł się wraz z rodziną do Przysuchy1, prywatnego miasta w powiecie
opoczyńskim. Dobra przysuskie były własnością Ignacego Dembińskiego
(1765–1829), do którego należały też znajdujące się w okolicy huty żelaza. Hutnictwo na tym terenie rozwijało się dzięki złożom rudy i obfitości
drewna potrzebnego do opalania pieców i choć wytop żelaza oparty na
węglu drzewnym stawał się powoli anachronizmem, to jeszcze w pierwszych latach XIX w. był opłacalny. Huty w okolicy Przysuchy dzierżawił
od Dembińskich warszawski finansista, Samuel Fraenkel (1773–1833). Juliusz Kolberg po objęciu posady zarządcy zakładów metalurgicznych 2 zamieszkał z rodziną w Przysusze, w domu przy ul. Krakowskiej 5, dziś już
nieistniejącym. Tam przyszła na świat 24 kwietnia 1810 r. jedyna córka
Kolbergów, Julia.
Cztery lata później, 22 lutego 1814 r., w Przysusze urodził się następny
syn Kolbergów, Henryk Oskar, który — podobnie jak ojciec — przez całe
życie używał drugiego imienia. W Szkicu autobiografii pisał:
Urodziłem się w miasteczku Przysusze w r. 181[4] (na rynku polskim, bo są tam
trzy rynki: polski, żydowski i niemiecki)3.

W przysuskiej parafii pod wezwaniem św. Jana Nepomucena zachował
się w księdze Akta urodzonych odpowiedni wpis o chrzcie Oskara:
1
Prawdopodobnie Juliusz i jego żona odwiedzili Przysuchę już wcześniej, w aktach parafii
przysuskiej odnotowano, że byli oni 4 lutego 1809 r. rodzicami chrzestnymi Karoliny Barbary
Machalskiej, córki Tekli i Józefa, aptekarza w Przysusze. Machalscy byli z kolei rok później rodzicami chrzestnymi Julii, córki Kolbergów. Informacje te, podobnie jak i następne pochodzące
z akt parafialnych, przekazała p. Katarzyna Markiewicz.
2
W biogramach Oskara Kolberga drukowanych około roku 1889 i opartych na jego relacjach podawana jest informacja, że Juliusz Kolberg był w Przysusze także geometrą przysięgłym, czego nie potwierdzają inne dostępne dokumenty.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68. Kolberg błędnie
podał tam rok swego urodzenia (1815 zamiast 1814).

20

�W dniu 23 lutego ochrzczone było dziecię płci męskiej, któremu dano imiona
Henryk Oskar w dniu 23 lutego, o godzinie 3 po południu. Dziecię jest urodzonego Juliusza Colberg, konduktora dóbr J.W. Ignacego Dembińskiego, starosty
wolbromskiego, i Karoliny z Mercoeurów, małżonków prawych wyznania akatolickiego. Trzymali go do chrztu Jaśnie Wielmożny Ignacy Rawicz Dembiński,
dziedzic dóbr Przysuchy z przyległościami, i urodzona Markerowa 1, oboje z miasta Przysuchy. Chrzest zaś ten odbytym został z wody tylko samej, dla zbytecznej
słabości dziecięcia, przeze mnie samego, co zaświadczam. Ksiądz Wawrzyniec
Goszczyński, pleban przysuski2.

W domu Kolbergów pojawiła się wtedy Zuska (Zuzanna?) Wawrzek,
młoda kobieta z Sandomierskiego, której piosenki Oskar wspominał w szkicu autobiografii: „Pamiętam, żem miał mamkę Zuskę, wieśniaczkę, która mi
ciągle nad kołyską wyśpiewywała (a była jeszcze u nas w służbie w Warsz[awie] r. 1822)”. Według relacji3 wnuczki Antoniego Kolberga, młodszego
brata Oskara, jakiś czas po przyjeździe do Warszawy Zuska Wawrzek przeszła na służbę do Chopinów, być może dlatego, że była gorąco wierzącą
katoliczką i źle się czuła w protestanckim domu Kolbergów.
Przez krótki okres Kolbergowie mieszkali w Machorach (dziś w powiecie
koneckim), gdzie znajdowały się huty żelaza zakupione przez S. Fraenkla od
Dembińskich. W tej miejscowości w roku 1815 urodził się trzeci syn Kolbergów, Antoni Karol. Nie wiadomo, kiedy rodzina wróciła do Przysuchy,
ale akta miejscowej szkoły elementarnej informują, że w latach 1816–1817
najstarszy z synów Wilhelm był już jej uczniem, otrzymywał dobre oceny
i według miejscowego nauczyciela miał opinię ucznia pojętnego, dowcipnego, żywego temperamentu i wesołego4.
W lutym 1817 r. zmarła Julia, siedmioletnia córka Kolbergów, a w czerwcu roku następnego Henrietta Mercoeur, matka Karoliny. Obydwie zostały
pochowane na cmentarzu parafialnym w Przysusze. Kamienna tablica nagrobna zachowała się do dzisiaj, jest wmurowana w ogrodzenie cmentarza,
ale napisy na niej są już całkiem zatarte. Niegdyś, poza imionami i datami
Tj. Henrietta Mercoeur, babka Oskara.
Przytoczono za K. Markiewicz Oskar Kolberg 1814–1890, Radom–Warszawa 2014, s. 30.
3
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe, Warszawa 1989, s. 66 i 67. Autorka tej książki, Stanisława Dębicka, była córką Walentyny Kolberg, wnuczką Antoniego Kolberga, a prawnuczką
Juliusza.
4
Zob. K. Markiewicz Wilhelm Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 5.
1
2

21

�życia pochowanych tam dwu osób, można było przeczytać fragment wiersza wybranego przez Karolinę i Juliusza: „Das arme Hertz, hienieden vom
Kummer tief bewegt, erlangt nur den Frieden da, wo es nicht mehr schlägt”1.
Po ostatecznej klęsce Napoleona pod Waterloo 18 VI 1815 r. sytuacja
w Księstwie Warszawskim zmieniła się całkowicie. W czerwcu 1815 r.
uczestnicy kongresu wiedeńskiego, Anglia, Rosja, Prusy, Austria i Francja,
zdecydowali o utworzeniu z części Księstwa nowego organizmu politycznego, autonomicznego Królestwa Polskiego w unii personalnej z cesarzem rosyjskim. Królem był car, a rezydujący w Warszawie brat cara, wielki książę
Konstanty, był naczelnym wodzem armii polskiej i praktycznie sprawował
władzę. Północne i wschodnie tereny zaboru rosyjskiego zostały przyłączone do cesarstwa i były rządzone bezpośrednio przez cara według praw
obowiązujących w Rosji. Polacy tę część dawnej Rzeczypospolitej nazywali
Ziemiami Zabranymi. W Królestwie zachowano pozory rządów konstytucyjnych i autonomii — istniał sejm, istniało polskie wojsko, ale politycznie
nowe państwo było całkowicie zależne od Rosji. Polska nauka miała jednak
w Królestwie przez najbliższych kilkanaście lat jeszcze dość znaczne swobody i możliwość rozwoju, a młodzież z zaboru rosyjskiego i Ziem Zabranych – dobre możliwości kształcenia się. W Warszawie w oparciu o wyższe
szkoły zawodowe w roku 1816 powstał pierwszy w tym mieście uniwersytet. W następnym roku Juliusz Kolberg został powołany przez Stanisława
Potockiego, ministra Rządowej Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia
Publicznego, na stanowisko profesora tej uczelni. Rekomendował go Stanisław Staszic, wówczas jeden z najbliższych współpracowników Potockiego
i współorganizator uniwersytetu. List komisji rządowej podpisany przez
ministra Potockiego, z datą 24 maja 1817 r., brzmiał:
Chcąc JP. Juliuszowi Kolberg podać sposobność do posług publicznych w zawodzie nauczycielskim, [Komisja] postanowiła poruczyć mu katedrę praktycznego
miernictwa i niwelacji z topograficznym rysunkiem map w oddziale sztuk pięknych Królewskiej Warszawskiej Szkoły Głównej, z pensją roczną 4 500 złp. Tym
końcem wzywa tegoż JP. Kolberga, ażeby jak może być najrychlej stanąwszy
Napis z tablicy przytacza B. Paprocki w artykule Pamiątki Kolbergowskie w Przysusze,
„Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego” T. XXIX: 1992, s. 60. Jest to trawestacja fragmentu wiersza Das Grab Johanna Gaudenza von Salis-Seewis (1762–1834), zob.
tegoż Gedichte, Zurich 1800, s. 49–50; w przekładzie: Biedne serce, na tym świecie głęboko
poruszone zmartwieniem, zdobywa spokój tylko tam, gdzie już nie bije.
1

22

�na miejscu swego przeznaczenia, objął wskazane sobie obowiązki nauczycielskie
do pomienionej katedry przywiązane1.

Dla katedry, którą miał objąć, Juliusz Kolberg opracował zasady organizacji, dwuletni program nauczania miernictwa i niwelacji oraz przygotował
wykaz instrumentów, narzędzi i literatury przedmiotu, niezbędnych do teoretycznych wykładów i ćwiczeń praktycznych2.
W roku 1818, przed osiedleniem się na stałe w Warszawie, Juliusz wyjechał do Berlina, gdzie wybrał przyrządy i literaturę dla katedry ”praktycznego miernictwa i niwelacji”, odwiedził też z żoną i dziećmi swą rodzinę
w Woldegk, gdzie 11 maja przyszedł na świat czwarty syn, Juliusz Adolf
Aleksander.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy Juliusz i Karolina ostatecznie opuścili Przysuchę. Mimo kilkuletniego tylko pobytu w tym mieście, zapisali się życzliwie
w pamięci jej mieszkańców i kontakty z nimi podtrzymywali po przeniesieniu
się do Warszawy. Juliusz jest odnotowany w aktach tamtejszej parafii św.
Jana Nepomucena dnia 1 września 1825 r. jako ojciec chrzestny Józefa, syna
Antoniego i Józefy Kamińskich, mieszkańców Przysuchy, a Karolina była
tamże w kwietniu 1841 r. matką chrzestną Juliana Żurkowskiego, z którym
rodzina Oskara utrzymywała kontakty także później.
Nominacja Juliusza Kolberga na profesora zwyczajnego uniwersytetu
nosi datę 30 stycznia 1819 r. Krótko potem, w roku 1820, został on też
wykładowcą w Szkole Wyższej Leśnej, a w roku 1828 także w Instytucie
Agronomicznym w Marymoncie3. Pierwszy adres Kolbergów w Warszawie
nie jest znany, natomiast od roku 1820 mieszkali w oficynie Pałacu Kazimierzowskiego przeznaczonej dla kadry uniwersyteckiej. Tam urodził się
w r. 1821 ich ostatni syn, Gustaw Albert, który żył tylko dwa i pół roku.
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski..., T. III, s. 669.
J. Bieliński (tamże, T. I, Warszawa 1907, s. 592) pisze: „W tym celu podał Kolberg Komisji rządowej wykaz najpotrzebniejszych przedmiotów, podług katalogu z Berlina nadesłanego,
na ogólną sumę 1 080 talarów, którą to sumę Komisja asygnowała dnia 6 września 1817 r., z zastrzeżeniem, aby prof. Kolberg, któremu wypadała podróż do Berlina, sam wybrał potrzebne
przedmioty, zakupił i do Warszawy odesłał.”
3
Kolejne stopnie kariery Juliusza Kolberga i sprawowane przez niego funkcje są przedstawione i udokumentowane w katalogu poświęconej mu wystawy w Muzeum im. Oskara
Kolberga w Przysusze, zob. K. Markiewicz Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg…; autorka przytacza dokumenty zgromadzone przez nią w muzeum, a także złożone tam jako depozyt przez
potomków Juliusza.
1
2

23

�Wiele lat później Oskar wspominał:
W prawym, długim (dwupiętrowym jak i lewy) pawilonie Pałacu Kazimierowskiego, czyli kadeckich niegdyś koszar (gdzie dziś biblioteka publiczna i uniwers[ytecka], a przedtem i Liceum było), mieszkali w tych czasach rektor Linde i profesorowie: Brodziński, Jarocki, Matuszewski, Kolberg, Blank, Brodowski, Chopin,
Piwarski, a sąsiadując z sobą, odwiedzali się czasami. Chopin mieszkał na drugim
piętrze (w środkowych pawilonu apartamentach). Pawilon (jeden i drugi) miał na
dole 4 drzwi wchodowych, te schody prowadziły na pierwsze i drugie piętro. Było
więc mieszkań 12, dla rektora i 8 profesorów, murgrabi, odźwiernego i służby,
każde mieszkanie miało mniej więcej po 4 lub 5 pokoi i kuchnię1.

W dalszym ciągu tych uwag, skierowanych do Maurycego Karasowskiego po wydaniu przez niego w 1877 r. pierwszej edycji biografii Fryderyka
Chopina, wspominał Oskar także własne dzieciństwo:
Między pawilonami był plac wolny przed frontem pałacu, który obsadzono
drzewkami i w skwer później zamieniono, a za pałacem obszerny ogród na
pochyłości ku Wiśle idącej. Od tyłu pawilonów były obszerne dziedzińce, gdzie
dzieci ich [tj. mieszkańców pawilonów] i uczniowie bawili się w piłkę lub figle
stroili. Tu mogę dokończyć słowami bajek naszych: i ja tam byłem, piłką w zadki biłem i sam razy odbierałem itd.2

Spośród rodzin profesorów Liceum i Uniwersytetu mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie najsilniej w pamięci Oskara zapisali się Chopinowie,
zwłaszcza Fryderyk, ale Juliuszowi, jego ojcu, bardzo bliski był poeta Kazimierz Brodziński (1791–1835). On właśnie napisał serdeczne wspomnienie
o Juliuszu Kolbergu:
Nie znałem człowieka w życiu moim z cichszym umysłem, pełniejszym głębokiej
prostoty, jak był Juliusz Kolberg. […] Powołany do wykładania w Uniwersytecie
topografii i niwelacji żył ze mną w ścisłej przyjaźni do śmierci. Kolberg pisał
wiele poezji w języku niemieckim, największą część z przygodnych zdarzeń, na
uroczystości kościelne, rodzinne i wolnomularskie. […] W obejściu swoim miał
Rkp. O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338, są to uwagi do pierwszego niemieckiego wydania biografii Chopina opracowanej przez M. Karasowskiego: Friedrich Chopin.
Sein Leben, Seine Werke und Briefe, B. 1, Dresden 1877; przytoczona notatka odnosi się do
s. 14 pracy Karasowskiego.
2
Tamże.
1

24

�cierpliwość i wytrwałość, i łagodność obok najpowszechniejszego u Niemców
uczucia sprawiedliwości. Żadna obmowa, obraza i namiętność nie przylegała na
chwilę do tej czystej duszy. Miłośnik poetów, szczególniej Jean Paula [Richtera]
i Herdera, mało mógł się im oddawać, zajęty pracą nad mozolnymi mapami i rachunkami. Otoczony sześciorgiem1 dzieci, w szczupłym pomieszkaniu, między
mnóstwem kart i instrumentów mierniczych pracował cierpliwie, z najsłodszą
rezygnacją, pozbawiony poetycznej swobody widoków natury, które tak lubił2.

Własne utwory Juliusza Kolberga i dokonane przez niego przekłady wierszy poetów polskich na język niemiecki, o których wspominał Brodziński,
w większości nie dotrwały do naszych czasów. Zachowało się kilka okolicznościowych utworów3 pisanych dla loży wolnomularskiej „Zur Halle der
Beständigkeit”, której członkiem był od roku 1808. W Niemczech drukowany
był tekst hymnu Der Genius der Freudenschaft4 do muzyki Józefa Elsnera,
w Warszawie ukazała się drukiem już po śmierci autora kantata wykonana
też z muzyką Elsnera z okazji pięćdziesięciolecia poświęcenia kościoła ewangelickiego5. Elsner w spisie własnych utworów wymienia jeszcze kantatę na
obchód urodzin doktora Fryderyka Adolfa Roemera z niemieckim tekstem
Juliusza Kolberga6, a w zbiorach Oskara Kolberga przechowywany jest rękopis przekładu na język niemiecki Wiesława Brodzińskiego7.
Z sześciorga dzieci Kolbergów mieszkało w Warszawie pięciu synów, jedyna córka zmarła jeszcze przed wyjazdem rodziny z Przysuchy.
2
Wspomnienie Brodzińskiego jest przytoczone w biografii Juliusza Kolberga opublikowanej w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (zob. przyp. 1 na s. 19). Bibliografię publikacji
Juliusza Kolberga związanych z jego pracą zawodową zamieściła K. Markiewicz (zob. przypis
1 na s. 17).
3
L. Hass w opracowaniu Sekta farmazonii warszawskiej. Pierwsze stulecie wolnomularstwa w Warszawie (1721–1821), Warszawa 1980, na rycinie 85 zamieszcza reprodukcje
stron tytułowych siedmiu takich utworów Juliusza Kolberga znajdujących się w Archiwum
Głównym Akt Dawnych w Warszawie.
4
Druk przed r. 1821, muzyka Elsnera nie zachowała się, egzemplarz tekstu w zbiorach
Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie.
5
J. Colberg Cantate zur Jubel-Feier der vor 50-Jahren stattgefundenen Einweihung der
evang. Kirche U. A. C. Warszawa 1832.
6
J. Elsner Sumariusz moich utworów muzycznych z objaśnieniami o czynnościach
i działaniach moich jako artysty muzycznego, opracowała A. Nowak-Romanowicz, Kraków
1957, s. 50. Elsner wspomina też J. Kolberga wśród innych autorów tekstów do jego pieśni:
„Do tekstu niemieckiego pisałem bardzo wiele rozmaitych pieśni […]. Wierszy dostarczali mi
pp. Zobela, Engelke, Kolberg, Schwartz”, tamże, s. 54.
7
Rkp. J. Kolberga w Arch. PTL, teka 50, sygn. 1357, z. 29, k. 6–9.
1

25

�Juliusz Kolberg opublikował wiele prac z zakresu kartografii i miernictwa1 i za nie oraz za skonstruowanie planimetru Uniwersytet Warszawski
nadał mu w roku 1820 stopień magistra sztuk pięknych i doktora filozofii.
Krótko potem, w lutym 1822 r. Juliusz Kolberg został przyjęty w poczet
członków Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a był to wyraz
wysokiej oceny jego publikacji naukowych. W październiku 1823 r. mianowano go profesorem radnym, co upoważniało do zasiadania w radzie
wydziału. Z tą nominacją wiąże się sporządzenie przez Juliusza przytaczanego tu dokumentu Bieg życia z r. 1823, zachowanego w kopii Oskara.
W sierpniu 1829 r. w uznaniu zasług pedagogicznych i prac naukowych
został nobilitowany2. Profesorowi Kolbergowi car przyznał szlachectwo
dziedziczne, a Juliusz przyjął herb Kołobrzeg3 i przybrał nazwisko Kołobrzeg-Kolberg.
Cennym opracowaniem kartograficznym Juliusza Kolberga jest Mapa
pocztowa i podróżna Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego, wydana w Oleśnicy już w r. 1817 i zalecona do użytku szkolnego.
O mapie tej sam pisał: „[…] w tym względzie jest pierwsza w swoim rodzaju,
że na niej wszystkie nazwiska i intytulacje w polskim języku są wyrażone”4.
Za najważniejsze dokonanie Juliusza Kolberga uważany jest Atlas Królestwa Polskiego publikowany w latach 1825–1827. Składa się on z ośmiu
litografowanych i ręcznie kolorowanych map województw (Krakowskie,
Sandomierskie, Kaliskie, Lubelskie, Płockie, Mazowieckie, Podlaskie i Augustowskie) z tabelami statystycznymi, a ich bogata treść i starannie dopracowana forma sprawiają, że zalicza się je do wybitnych osiągnięć polskiej
kartografii. Wiele lat później posiłkował się nimi Oskar w swych podróżach
M.in. w 1819 r. wydał pionierską pracę Porównanie teraźniejszych i dawniejszych
miar i wag w Królestwie Polskim używanych z dodaniem ważniejszych europejskich i innych z potrzebniejszymi tablicami zamiany jednych na drugie; w „Sylwanie” w roku 1820
ukazał się artykuł Opisanie składu i użycia planimetru…, przetłumaczony pięć lat później
przez J.P. Grüsona na język niemiecki i wydany osobno przez berlińskiego księgarza Ludwiga
Oehmigke’a.
2
Dekretem z 1817 r. car Aleksander I dla podniesienia prestiżu społecznego profesorów
i nauczycieli szkół ponadelementarnych przewidział możliwość uzyskania przez nich nobilitacji po dziesięciu latach nienagannej pracy.
3
Rysunek herbu Kołobrzeg zamieściła K. Markiewicz m.in. w pracy Oskar Kolberg 1814–
1890, Radom–Warszawa 2014, s. 21.
4
Fragment rkp. J. Kolberga Bieg życia z r. 1823, przytoczonego przez J. Bielińskiego w publikacji Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 668–669.
1

26

�etnograficznych, a w tomach Ludu także uzupełniającą atlas Tabellą miast,
wsi, osad Królestwa Polskiego1.
Synowie Juliusza i Karoliny Kolbergów, mieszkając w Warszawie, mieli
bardzo dobre warunki do zdobywania wiedzy. Najstarszy z braci Wilhelm
w roku 1820 został uczniem Liceum Warszawskiego, znakomicie przygotowującego do studiów uniwersyteckich. Program Liceum obejmował m.in.
rysunek, łacinę, grekę i, poza polskim, trzy języki nowożytne: francuski,
niemiecki i rosyjski, a w starszych klasach np. geometrię wykreślną i botanikę2. Wilhelmowi, kończącemu w 1825 r. naukę, rektor Samuel Bogumił
Linde wpisał na świadectwie następującą ocenę:
Ciągle pilny i pracowity, znacznie korzystał z nauk, szczególniejszą zaś okazał
zdolność do rysunków i matematyki. Zawsze był obyczajnym i uległym wszelkim ustawom szkolnym, jednym słowem wzorowym3.

Oskar w Szkicu autobiografii pisze wprawdzie: „W szkole przysuskiej
nauczyłem się czytać i pisać” 4, ale przed przeniesieniem się rodziny do
Warszawy miał zaledwie pięć lat, nie osiągnął więc jeszcze wieku uprawniającego do przyjęcia do szkoły elementarnej. Ponadto w Opisie biegu
życia pochodzącym z roku 1845, więc dokumencie znacznie wcześniejszym od autobiografii i bliższym wydarzeniom, o których mowa, pisał:
„Początkowe nauki pobierałem w domu rodzicielskim” 5. W roku 1823
został przyjęty do Liceum 6, a w następnym rozpoczął regularne lekcje
Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności,
alfabetycznie ułożona w Biórze Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policyi. T. 1–2,
Warszawa 1827. W nazwach miejscowości zdarzają się tam błędy.
2
Program Liceum Warszawskiego, tj. zakres przedmiotów i liczba godzin lekcyjnych przeznaczonych na nie w kolejnych klasach, zmieniał się dosyć często, zob. A. Winiarz Szkolnictwo
Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego (1807–1831), Lublin 2002, s. 196 i nast.
3
Zob. H. Wróblewska-Straus i K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na
tle epoki. Przyjaźń. Praca. Fascynacje. Katalog wystawy zorganizowanej z okazji XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, Warszawa 2005, tam na s. 122
reprodukcja świadectwa Wilhelma.
4
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
5
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia z r. 1845, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64. Do szkoły
elementarnej przyjmowano dzieci po ukończeniu siedmiu lat, choć czasem także sześcioletnie,
ale Oskar ukończył sześć lat dopiero w czasie pobytu w Warszawie.
6
W Opisie biegu życia z r. 1845 (rkp. tamże, k. 64) pisze: „w roku 1823 do szkół Liceum
Warszawskiego oddany, pobierałem tamże nauki do sierpnia 1830 r.”, w pisanym ponad
1

27

�muzyki. Początkowo jego nauczycielem był Głogowski 1, po roku zastąpił
go Vetter2, jak pisze Oskar w Szkicu autobiografii: „Wend łużycki z Mużakowa, który mówił łamaną polszczyzną”3. Vetter był jego nauczycielem
przez następnych pięć lat. Młodszy brat Oskara, Antoni, do Liceum przyjęty został w roku 1825, a najmłodszy z rodzeństwa Juliusz edukowany był
zapewne jeszcze przez matkę. Rozwojowi młodych Kolbergów sprzyjało
wychowanie w rodzinnym domu, nacechowanym zamiłowaniem do nauki i sztuki, zwłaszcza muzyki i poezji, a także patriotyzmem, czego świadectwem jest działalność Juliusza. Jego synowie wynieśli też ze swego
protestanckiego domu pracowitość i odpowiedzialność, charakteryzujące
całe życie Wilhelma i Oskara.
Dla uzupełnienia obrazu domu rodzinnego przywołać jeszcze trzeba
wspomnienie Oskara o matce:
[…] starannym, wszechstronnym (sztukę śpiewu posiadała w wysokim stopniu),
a zawsze narodowym wychowaniem, również jak i przymiotami serca i umysłu,
umiała sobie zjednać przychylność licznych domu naszego przyjaciół i niewygasłą pozostawić pamięć i wdzięczność w łonie synów, do których wychowania
w wielkiej przyczyniła się części i których aż do zgonu swego (w r. 1872) macierzyńską otaczała miłością i opieką4.

„Narodowe wychowanie”, które wspomina Oskar, pisząc o swej matce,
cechowało także dom Kolbergów i wynikało na pewno również z woli ojca.
We wspomnieniach o Juliuszu Kolbergu opublikowanych przez Antoniego
czterdzieści lat później Szkicu autobiografii jako początek nauki w Liceum podaje rok 1824
(rkp. tamże, k. 68).
1
Nazwisko to wymienia Kolberg w Szkicu autobiografii (rkp. tamże, k. 68). Prawdopodobnie chodzi o Tomasza Głogowskiego, pianistę i muzyka działającego w Warszawie w I poł.
XIX wieku. Nieznane są lata jego życia i szczegóły biografii, wiadomo tylko, że od 1840 roku
był członkiem Towarzystwa Wspierania Artystów Muzycznych w Warszawie. Śladami jego
działalności są publikowane w latach 1840–1860 utwory fortepianowe: mazury, walce, polki,
pieśni, polonez i galop. Zob. Wanda Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne 1. połowy XIX
wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 1­ 997, s. 86, oraz W. Tomaszewski Bibliografia warszawskich druków muzycznych 1801–1850, Warszawa 1992, s. 371. Kolberg
wymienia T. Głogowskiego w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda wśród kompozytorów
tańców, zob. O. Kolberg Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 626 i 664.
2
O Vetterze brak bliższych informacji.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
4
List O. Kolberga do redakcji..., „Nowa Reforma” 1889, nr 246, także w: Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637.

28

�Blanka (1785–1844), profesora malarstwa na Uniwersytecie Warszawskim,
czytamy:
[…] większą część życia, [z 55] przeszło lat 34 przebył w Polszcze, uważał ją i kochał ją jak swoją ojczyznę i nie opuścił do zgonu, choć za granicą korzystniejsze
zapewniano mu miejsce1.

W rodzinnej tradycji przechowało się wspomnienie:
W domu Niemca Kolberga zakazane było używanie mowy niemieckiej, za zagwizdanie melodii z Wolnego strzelca C.M. Webera „szło się w szpangi” lub klęczało na grochu z fasolą, za wyrwanie się z jakimś cytatem niemieckim płaciło
się do skarbonki grosz „grzywny”2.

Juliusz Kolberg nauczył się języka polskiego jako dorosły człowiek,
wykładał i egzaminował w tym języku, po polsku pisał też swoje prace
naukowe. Jednak w monografii uniwersytetu warszawskiego Józef Bieliński przytacza opinię rektora Wojciecha Anzelma Szweykowskiego z 1823 r.,
który pisał o Juliuszu: „Bardzo pracowity i biegły w swoim przedmiocie,
pomimo przeszkody z języka dość znaczną korzyść w uczniach sprawuje” 3.
Juliusz Kolberg w tym samym roku stwierdza: „Zamieszkawszy w młodym
wieku w Polsce, łatwo mi było polski język sobie przywłaszczyć” 4. Trudno dziś ocenić stopień opanowania przez niego polszczyzny, wiadomo,
że okolicznościowe wiersze i teksty pieśni związane z lożą wolnomularską
i parafią ewangelicką pisał po niemiecku, ale językiem domowym był polski, a jego synowie posługiwali się nim wyłącznie, korespondowali ze sobą
i z matką przez całe życie tylko po polsku i w tym języku publikowali swe
prace.
W życiu Oskara odegrała dużą rolę przyjaźń między rodzinami Chopinów i Kolbergów. Ich wieloletnie sąsiedztwo w Pałacu Kazimierzowskim
dało mu możliwość bezpośredniego i częstego kontaktu z grą i twórczością
młodego wówczas kompozytora, co przyczyniło się w wielkim stopniu do
ukształtowania wrażliwości muzycznej Oskara. Przyjacielem Fryderyka był
A.Bl. [Antoni Blank] Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg…, nr 324. W artykule A. Blanka błędnie „większą część życia, z 60 przeszło lat” .
2
S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 62.
3
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 670.
4
Tamże, s. 668; Bieliński przytacza fragment tekstu J. Kolberga Bieg życia z r. 1823.
1

29

�Wilhelm, który w latach 1823–1825 uczęszczał do tej samej klasy licealnej, choć był o trzy lata starszy. Oskar, młodszy od Fryderyka i Wilhelma,
zdradzający wcześnie talent muzyczny, wykorzystywał każdą okazję, aby
słuchać gry Chopina, która fascynowała go od pierwszego z nią kontaktu.
Był świadkiem początków wykonawczej i kompozytorskiej drogi Chopina, mógł słyszeć jego utwory w jego własnym wykonaniu, a także grane
przez niego kompozycje innych muzyków, nie tylko podczas oficjalnych
koncertów. W roku 1876 w liście do Marcelego A. Szulca, autora biografii
Chopina, pisał:
Fakt, że lubił grywać o szarej godzinie, jest charakterystyczny, improwizacja wówczas dawała mu często wątek do nokturnów; a sam także pamiętam, jak parę razy
grał u moich rodziców, gdy się zmierzchało i prosząc, by świec nie było, z pamięci
uwerturę z Frejszyca i z Kopciuszka Rossiniego (na prośbę ojca mojego)1.

W roku 1879 pisał do jednego z kolegów Chopina z liceum, Tytusa
Wojciechowskiego:
A wtedy staje mi często na myśli, jakoby wspomnienie dnia wczorajszego, nasze
uczone kadeckie koszary i ów długi pawilon przy Liceum, gdzieśmy mieszkali,
i ćwiczenia Fryd[eryka] przy fortepianie, i nasze na dziedzińcu, postać starego
Chopina wołającego wieczorem z okna drugiego piętra na swoich elewów bawiących się na dole w piłkę: „Rentrez, messieurs, rentrez!”2.

Mikołaj Chopin, ojciec Fryderyka, wykładowca literatury i języka francuskiego w Liceum, prowadził pensjonat dla uczniów tej szkoły, stąd we
wspomnieniach Oskara obraz „starego Chopina” zwołującego swoich wychowanków z dziedzińca do domu. To, że Oskar był bezpośrednim świadkiem, a także uczestnikiem różnych wydarzeń w życiu młodego Fryderyka
Chopina, pozwoliło mu wiele lat później prostować nieścisłości i błędy
w wydawanych drukiem biografiach kompozytora.
Kolbergowie w roku 1825 przeprowadzili się z oficyny Pałacu Kazimierzowskiego3 do domu przy Krakowskim Przedmieściu, na rogu ul.
Brulion listu do M.A. Szulca, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 563.
Brulion listu do T. Wojciechowskiego, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 286–287.
3
Wilhelm Kolberg pisał w notatkach o Chopinie: „Od r. 1820 do 1825 mieszkałem przy
rodzicach w prawej oficynie Kazimierowskiego Pałacu na dole”. Notatki Wilhelma przytoczone
są w Pismach muzycznych O. Kolberga cz. II (DWOK T. 62), s. 461–462.
1
2

30

�Oboźnej. Chopinowie w roku 1827 również opuścili profesorski budynek
i zamieszkali w lewym pawilonie Pałacu Krasińskich przy Krakowskim
Przedmieściu. Ale Oskar nadal mógł słyszeć utwory Fryderyka w jego własnym wykonaniu w wielu innych sytuacjach, w domach obu rodzin i w czasie spotkań towarzyskich i koncertów. W Szkicu autobiografii wspomina:
[…] nieraz się przysłuchiwałem jego grze (a bywał on niekiedy i u moich rodziców) i dobrze mi utkwił w pamięci jego sposób traktowania instrumentu, lubo
za młody byłem wówczas i za wcześnie straciłem go potem z oczu, aby sobie
dokładną ze wszystkich szczegółów tej gry zdać sprawę1.

Bezpośrednie kontakty z kompozytorem przerwał dopiero jego wyjazd
do Paryża 2 listopada 1830 r. Styl gry Fryderyka Chopina zapamiętał Oskar
na zawsze, a uwielbienie dla jego muzyki, twórczości i sztuki pianistycznej
towarzyszyło mu do końca życia.
Spośród sąsiadów Oskara w pawilonie uniwersyteckim wspomnieć jeszcze trzeba dwu profesorów. Mieszkali tam także Samuel Bogumił Linde
(1771–1847) i Kazimierz Brodziński. Linde był rektorem Liceum i profesorem literatury greckiej i łacińskiej, a opracowany przez niego i wydany
w latach 1807–1814 Słownik języka polskiego należy do najwybitniejszych
osiągnięć ówczesnej nauki polskiej. Korzystał z niego Kolberg, przygotowując do druku w tomach Ludu zapisane przez siebie w terenie materiały
językowe, m.in. przy jego pomocy wyjaśniał znaczenie wyrażeń i zwrotów staropolskich. Brodziński, poeta, żołnierz napoleoński, później historyk
i teoretyk literatury, od roku 1821 wykładał w liceum, a po roku także na
uniwersytecie historię literatury polskiej i był uwielbiany przez studentów.
Do osób związanych z Liceum, których późniejsze kontakty z Oskarem są
udokumentowane, należy także Wacław Aleksander Maciejowski (1792–
1883), historyk i historyk literatury, który w Liceum Warszawskim był od
roku 1818 zastępcą profesora filologii klasycznej, a od 1819 r. wykładał
także prawo rzymskie na uniwersytecie.
Trudno dziś ocenić, jakie znaczenie dla rozwoju folklorystycznych zainteresowań Oskara i ukształtowania się jego poglądów na literaturę ludową miały kontakty z Kazimierzem Brodzińskim, bliskim przyjacielem
ojca, sąsiadem i profesorem literatury polskiej, którego wykładów słuchał
1

Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.

31

�w Liceum. Juliusz Kolberg na pewno znał rozprawę Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, drukowaną
w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818. Cenił utwory poety i – jak
już tu wspomniano – tłumaczył je na język niemiecki. W Kolbergowskim Ludzie znajdujemy potwierdzenie, że również Oskar znał twórczość
Brodzińskiego: przytoczył jego opis krakowiaka z Wiesława1 i fragmenty artykułu O tańcach narodowych 2, rozpoczął komponowanie „opery
sielskiej” z librettem opartym na Wiesławie, a w jednym z rękopisów
obok pieśni wykonanej przez mieszkankę dworku na Kujawach zanotował wydobyte z własnej pamięci nazwisko autora śpiewanego tekstu 3.
W 1857 r. we wstępie do tomu Pieśni ludu polskiego wymienił rozprawę
O klasyczności i romantyczności jako pierwszą publikację doceniającą
znaczenie pieśni ludowych. Brodziński już w roku 1821 postulował zebranie i opublikowanie polskich pieśni ludowych, a także pieśni innych
narodów słowiańskich 4, sam tłumaczył ludowe pieśni serbskie. W rozprawie O klasyczności i romantyczności... mocno akcentował potrzebę
odrodzenia literatury narodowej poprzez sięganie jej twórców do ustnej
literatury ludowej:
[...] niezawodną jest rzeczą, że pieśni ludu są źródłem najpiękniejszej poezji i że
sztuka robiąca z nich całość uwiecznia razem i charakter narodu, i jego oświecenie5.

Tak jak twórczość Brodzińskiego, tak i jego publicystykę krytyczno-literacką znał Oskar na pewno.
1
O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 373–374. Brodziński pochodził z okolic
Tarnowa i znał folklor regionu krakowskiego.
2
Tamże, s. 368. Pierwodruk artykułu K. Brodzińskiego zamieszczony był w „Melitele” 1829,
T. 1, s. 85–101, Kolberg przytacza w Krakowskiem fragment o krakowiaku za przedrukiem:
K. Czerniawski O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na tańce
różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie, Warszawa 1860, s. 108–109.
3
Pieśń Pasterz do Zosi z tekstem Brodzińskiego zanotował Kolberg w Piołunowie na Kujawach, zob. O. Kolberg Kujawy. Suplement do t. 3 i 4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. 104, nr 112,
oraz w Radomiu, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement do t. 20-21 cz. II (DWOK T. 77/II),
s. 59, nr 860.
4
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej. 1800–1863, pod
redakcją H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 51–54.
5
K. Brodziński O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, w: tegoż
Wybór pism, oprac. A. Witkowska, Wrocław 1966, s. 265. Pierwodruk w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818.

32

�Około roku 1828 stan zdrowia Juliusza Kolberga uległ pogorszeniu i zdecydowano się na kurację w Marienbadzie. Oskar towarzyszył wtedy rodzicom i wiele lat później, recenzując biografię Chopina autorstwa Maurycego
Karasowskiego, wspominał podróż powrotną do Warszawy:
Byłem i ja wówczas z rodzicami w Berlinie w powrocie (na Drezno i Berlin)
z Marienbadu, dokąd pojechaliśmy wprzódy na Wrocław i Pragę. Na Kolporterze był Ch[opin] z Jarockim w krzesłach, gdy my w loży. Na Il matrimonio
segreto był z nami w loży, pamiętam, jak na odgłos dętych instrumentów zatykał
sobie parę razy uszy z wykrzyknikiem: „A bodaj was, niegodziwe trąby!1

Fryderyk Chopin wyjechał z Warszawy do Berlina 9 września 1828 r.
z Feliksem Jarockim, przyjacielem ojca. W operze berlińskiej na Kolporterze George’a Onslowa i Potajemnym małżeństwie Domenica Cimarosy był
w drugiej połowie września2 i na ten okres datować można pobyt Oskara
z rodzicami w Berlinie. Podróż tę wspomniał Oskar jeszcze raz w r. 1880
w liście do redakcji czeskiego pisma „Světozor”:
Przy tej sposobności niech mi wolno będzie odświeżyć w pamięci wspomnienie
szczęśliwych chwil młodości spędzonych w Czechach, gdym w r. 182[8] towarzyszył rodzicom moim w podróży do Marienbadu. Przejeżdżaliśmy wówczas przez
Pragę, gdzie bawiąc trzy dni, zwiedzaliśmy wszystkie ciekawsze miasta Waszego
pomniki i budowle, które mi dotąd pozostały w pamięci [...]3.

W pierwszej połowie roku 1830 Oskar uczył się jeszcze w Liceum,
a w maju przystąpił do konfirmacji. Przez całe życie, obok innych ważnych
dokumentów, przechowywał także życzenia4, jakie dla niego napisał w tym
dniu pastor Georg Tetzner (1774–1841), wówczas proboszcz warszawskiej
parafii ewangelicko-augsburskiej pod wezwaniem Św. Trójcy. W sierpniu
Oskar uzyskał promocję do szóstej, ostatniej klasy Liceum, ale nauki nie
mógł już kontynuować. W Opisie biegu życia z 1845 r. pisał:
1
O. Kolberg Uwagi [...] odnoszące się do książki M. Karasowskiego…, w: Pisma muzyczne
cz. II (DWOK T. 62), s. 473.
2
Zob. M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 35.
3
Brulion listu O. Kolberga do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 407. Tam Kolberg podał błędnie rok 1829.
4
Rkp. zaginiony, znajdował się w zbiorach Bibl. PAU, sygn. 2030/III, k. 202, zachowała się
kopia M. Turczynowiczowej, obecnie w zbiorach Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze.

33

�Zaraz po wyjściu ze szkół, podczas niespokojności w kraju, dla nauczenia się
buchalterii pracowałem w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkel przez lat
4-ry (świadectwo tegoż)1.

Ta „niespokojność w kraju”, o której pisał Oskar w przytoczonym tekś­
cie, to powstanie listopadowe. Decyzję o zakończeniu już w sierpniu 1830 r.
edukacji szkolnej Oskara wymusiły na jego rodzicach panujące w Warszawie
napięcie i niepewność co do najbliższych wydarzeń. Juliusz Kolberg był też
świadomy stanu własnego zdrowia i wiążącej się z tym konieczności zapewnienia szesnastoletniemu Oskarowi przygotowania do samodzielnego zarabiania na życie. Dwaj młodsi synowie, Antoni i Juliusz, mieli 15 i 12 lat, najstarszy
Wilhelm miał już zapewniony zawód – po ukończeniu Liceum w roku 1825
został studentem Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego, w którego ramach działała Szkoła Inżynierii Cywilnej Dróg i Mostów.
Wstąpił także do Wojskowej Szkoły Aplikacyjnej, gdzie kształcili się kandydaci
na oficerów wojska polskiego Królestwa. Jesienią 1830 r. w mieście narastało
uzasadnione przekonanie, że wybuch walk zbrojnych jest coraz bliższy. Z tego
powodu rodzice Fryderyka Chopina przyspieszyli planowany wyjazd syna do
Paryża i 2 listopada na rogatkach Warszawy żegnali go przyjaciele i bliscy.
Wilhelm, wówczas adept Korpusu Inżynierów Wojska Polskiego, brał
od początku udział w powstaniu, które rozpoczęło się w Warszawie w nocy
z 29 na 30 listopada. Po czterech miesiącach, w marcu 1831 r. został awansowany rozkazem generała Jana Skrzyneckiego, naczelnego wodza powstania, na stopień podporucznika, a w maju otrzymał awans na porucznika. Juliusz Kolberg w tym czasie był już ciężko chory i zmarł 5 września
1831 r. Dramatyczne okoliczności jego pogrzebu następnego dnia po zdobyciu przez Rosjan szańców Woli opisał Kazimierz Władysław Wójcicki
(1807–1879), również powstaniec:
Pogrzeb Kolberga odbywał się po skończonym szturmie Warszawy i zdobyciu Woli w roku 1831. Na cmentarzu ewangelickim biwakowało strudzone
wojsko cesarsko-rosyjskie, bałwaniły dymem ogniska obozowe. Z miasta wyszedł smutny korowód żałobny i karawan wiozący martwe zwłoki Kolberga,
a prawie z nim wyległy matki, siostry i żony, z płaczem szukając swoich
pomiędzy trupami. Trumnę przeniesiono wpośród trupów i krwi świeżej, niedawno przelanej, do grobu, gdzie ręce rodziny i przyjaciół rzuceniem garści
1

Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64.

34

�ziemi pożegnały na zawsze tego, którego kochał i wielbił nasz niezapomniany
śpiewak Wiesława1.

Po klęsce powstania car pozbawił Polaków w zaborze rosyjskim nawet
tej namiastki państwowości, jaką cieszyli się w latach 1815–1830. Nadany
zamiast konstytucji Statut Organiczny ograniczał odrębność państwową
Królestwa, zlikwidowany został sejm i polskie wojsko, atrybuty niezawisłości, namiestnikiem praktycznie rządzącym w Królestwie został feldmarszałek Iwan Paskiewicz, zdobywca Warszawy. Formalnie Królestwo nie
zostało włączone do cesarstwa rosyjskiego, nie pozwalały na to umowy
zawarte przez sojuszników w czasie kongresu wiedeńskiego, ale zawieszona
lub zlikwidowana została większość praw Polaków, a powstańców poddano
represjom. Wielu z nich musiało wybrać emigrację, ponieważ amnestia
ogłoszona przez cara nie objęła kilku kategorii uczestników powstania.
Między innymi wyłączeni z niej byli spiskowcy, którzy wszczęli powstanie, członkowie Rządu Narodowego, ochotnicy z Ziem Zabranych, tj. spoza
Królestwa, a także ci oficerowie, którzy nie ponowili przysięgi na wierność carowi. W procesach po powstaniu listopadowym sądy w Królestwie
wobec powstańców pochodzących z jego obszaru nie orzekały wprawdzie
kary śmierci, ale skazywano ich na zesłanie połączone z konfiskatą mienia, pojmani do niewoli żołnierze byli wcielani do wojska rosyjskiego na
15 lub 25 lat, zależnie od formacji, w której poprzednio służyli. Oficerom
groziła degradacja i również przymusowa wieloletnia służba w rosyjskim
wojsku. Społeczeństwo Królestwa obciążone zostało kontrybucją wynoszącą 22 miliony rubli, koniecznością utrzymywania stacjonującej w Królestwie armii i kosztami budowy twierdz i cytadeli w Warszawie. Represjom towarzyszyła stagnacja gospodarcza spowodowana m.in. nałożonymi
w listopadzie 1831 r. wysokimi cłami na towary wywożone z Królestwa
do cesarstwa. W roku 1833, po nieudanej próbie wywołania kolejnego powstania przez partyzantów pod wodzą Józefa Zaliwskiego, w Królestwie
wprowadzony został na przeciąg około dwudziestu pięciu lat stan wojenny,
przedłużający zawieszenie praw obywatelskich.
Ze szczególną siłą zemsta cara Mikołaja I po powstaniu listopadowym
dotknęła wszystkie instytucje oświatowe w Królestwie i na Ziemiach Zabranych. Liceum Warszawskie już po wybuchu powstania listopadowego
1
K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 3, Warszawa 1858, s. 226–227.
Śpiewakiem Wiesława nazywano Kazimierza Brodzińskiego, autora sielanki pod tym tytułem.

35

�zaprzestało działalności, a jego późniejsza likwidacja zamknęła Oskarowi ostatecznie tę drogę zdobycia wykształcenia. Zamknięte zostały obydwa uniwersytety polskie działające w zaborze rosyjskim – w Warszawie
i w Wilnie – oraz, poza warszawskim, także liceum istniejące w Krzemieńcu. Jerzy Jedlicki pisze:
Dla polskich warstw wykształconych i kształcących się była to prawdziwa katastrofa, ostateczne pogrzebanie epokowego dzieła Komisji Edukacji Narodowej
i brutalne zdławienie polskich aspiracji kulturalnych. O to też chodziło. Jeśli
zważyć, że kilka tysięcy słuchaczy i absolwentów obydwu uniwersytetów poszło
na emigrację, a trudna do oszacowania ich liczba została wcielona do carskiego
wojska lub zesłana „w głąb Rosji”, to jasno widać, że Królestwo, Litwa i gubernie
ukraińskie, ogołocone ze swych oświeconych warstw i ich warsztatów pracy,
stać się miały umysłową pustynią, uległą woli prawowitego monarchy1.

Zbiory biblioteczne i kolekcje naukowe zgromadzone przez uniwersytety w Warszawie i w Wilnie, przez Liceum Krzemienieckie i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, a także zbiory z zamku królewskiego
i kolekcje z prywatnych pałaców, jeżeli ich właściciele byli na emigracji, wywieziono do Petersburga, a w części także do Charkowa i Kijowa,
gdzie stały się uposażeniem nowych, zakładanych tam uniwersytetów.
W Warszawie z dawnej biblioteki uniwersyteckiej pozostały tylko druki
rosyjskie, dzieła z zakresu medycyny i książki potrzebne w obserwatorium astronomicznym. Było to około 40 tysięcy druków ze 134 tysięcy
znajdujących się w zbiorach przed powstaniem, ale ponieważ Rosjanie
zabrali także katalogi, dostęp do tych dzieł był bardzo utrudniony. Wśród
wywiezionych z Warszawy zbiorów służących nauce znajdowały się instrumenty, przyrządy i mapy gromadzone i używane przez Juliusza Kolberga w latach 1817–1830 w „gabinecie instrumentów matematycznych
do wykładów miernictwa i niwelacji” 2.
Po upadku powstania Wilhelm, jak znaczna część oficerów, pozostał
w kraju i złożył przysięgę na wierność cesarzowi, co uchroniło go przed
1
J. Jedlicki Błędne koło. 1832–1864. Dzieje inteligencji polskiej do roku 1918, T. II, Warszawa 2002, s. 44.
2
Wylicza je, wśród innych strat, J. Bieliński, zob. tegoż Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. I, s. 592–593. Zob. też Z. Strzyżewska Konfiskaty warszawskich zbiorów publicznych
po powstaniu listopadowym: Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Materiały i dokumenty z archiwów rosyjskich, Warszawa 2000.

36

�degradacją i wysłaniem na front kaukaski. Został wtedy wcielony do Korpusu Dróg i Mostów na stanowisku inżyniera. Dopiero w r. 1838 udało się
i jemu, i jego braciom potwierdzić swoje prawo do szlachectwa dziedzicznego, co dawało ważne przywileje, m.in. uwalniało wszystkich czterech
synów Juliusza Kolberga od przymusowego poboru do wojska carskiego.
W tym samym roku Wilhelm, korzystając z przywrócenia mu statusu szlacheckiego, mógł wreszcie odejść z przymusowej służby wojskowej w Korpusie Inżynierów i podjąć pracę jako urzędnik cywilny.
Karolina Kolberg, wdowa po profesorze uniwersytetu, miała prawo do
emerytury dla siebie i synów do czasu osiągnięcia przez nich pełnoletniości1. Znając te warunki i zdając sobie sprawę z krytycznego stanu swego
zdrowia, ojciec zapewnił Oskarowi jeszcze jesienią 1830 r. zdobycie zawodu przez praktykę w kantorze bankowym Samuela Fraenkla, niegdyś
– podobnie jak Juliusz Kolberg – członka masońskiej loży „Zur Halle der
Beständigkeit”2. Według zachowanego świadectwa3 Oskar pracował tam
jako wolontariusz od 20 listopada 1830 r. do 1 maja 1833 r. Bank Samuela
Fraenkla był wówczas jedną z potęg finansowych nie tylko w Królestwie,
ale także w cesarstwie rosyjskim, a spadkobiercy zmarłego w 1833 r. założyciela rozwinęli go na skalę europejską.
Antoni, młodszy brat Oskara, po zamknięciu Liceum podjął naukę malarstwa u profesorów dawnej uniwersyteckiej Szkoły Sztuk Pięknych, Antoniego Brodowskiego i Antoniego Blanka, a także w prywatnej szkole Aleksandra Kokulara. Najwcześniejszą spośród znanych jego prac jest rysunek
piórkiem z r. 1832, przedstawiający salon w ostatnim warszawskim mieszkaniu Fryderyka Chopina. Pod rysunkiem widnieje podpis autora i jego
J. Bieliński pisze: „Wdowa po Kolbergu, Karolina z Merkerów, podała prośbę o emeryturę d. 18 stycznia 1832 r. do Rautenstraucha. Ponieważ prof. opłacał składkę emerytalną
od 8000 zł, a jako profesor leśnictwa 3 000 zł i liczył ogółem 24 lat służby i 6 miesięcy, pozostawiając żonę lat 55 [!], synów 4, z nich Wilhelm pełnoletni i pracował w dyrekcji komunikacji
lądowych i wodnych, przeto emerytura obejmowała tylko troje niepełnoletnich, Oskara lat 17,
Antoniego lat 14 i Juliusza lat 12. Kolbergowa otrzymała emeryturę d. 3 grudnia 1832 r. w sumie 4 250 zł”. J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 671. Karolina Kolberg
miała wówczas lat 44.
2
Zob. L. Hass Sekta farmazonii warszawskiej…, aneks V, s. 561–577, Juliusz Kolberg odnotowany jest przez L. Hassa jako Colberg Christian Heinrich Julius. Masoneria została w Królestwie Polskim rozwiązana dekretem cara Aleksandra I w 1822 r.
3
Rkp. nieznanego autora w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 39, zaświadczenie wystawione było w języku niemieckim z datą 27 września 1833 r. i podpisane przez S. Fraenkla.
1

37

�inicjały: „1832. Salon Chopinów w Pałacu Krasińskich, oficyna od korpusu
lewa, 2 piętro od ulicy – po wyjeździe Fryderyka – oryginał posłałem mu
do Paryża, AK.”1
W latach 1834–1840 Antoni studiował teorię malarstwa w Akademii
Sztuk Pięknych w Berlinie i pracował pod kierunkiem Karola W. Wacha,
malarza nadwornego, a później rektora Akademii. Na wystawie w Berlinie
przedstawiony był jego obraz Kazanie św. Jana na pustyni namalowany
dla jednego z kościołów berlińskich, wykonał w tym okresie także trzy
obrazy dla kościoła w Zabłudowie.
Oskar w czasie pracy w kantorze kształcił się nadal jako muzyk, najpierw w roku 1830 u Józefa Elsnera, później u Ignacego F. Dobrzyńskiego. W końcu roku 1834 lub na początku 1835 wyjechał do Berlina, gdzie
uczęszczał na kursy księgowości w akademii handlowej2, ale przede wszystkim studiował kompozycję u Carla Friedricha Girschnera i Carla Friedricha
Rungenhagena. C.F. Girschner (1794–1860) był kompozytorem, organistą
i dyrygentem, C.F. Rungenhagen (1778–1851) dyrygentem chórów, kompozytorem, a wówczas także dyrektorem berlińskiej Singakademie. Obaj
byli znanymi pedagogami, a C.F. Rungenhagen w dziejach muzyki polskiej
odnotowany jest też jako nauczyciel Stanisława Moniuszki.
W końcu roku 1836 Kolberg wrócił z Berlina do Warszawy i został przeegzaminowany przez Józefa Elsnera, który wystawił mu następującą opinię:
Odwołując się do mego zaświadczenia z roku 1834, nim J.P. Oskar Kolberg
udał się do Berlina w celu wydoskonalenia się w muzyce, do której wtenczas
już niepospolity talent i znaczne usposobienie widziałem. Zaświadczam teraz,
jako tenże po złożonym przede mną egzaminie okazał stopień celujący jako
fortepianista – generał basista i kompozytor muzyki, wskutek czego ma prawo
Przytoczono za K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882), warszawski malarz portretów, obrazów religijnych, scen rodzajowych. Katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 8, reprodukcja kopii tamże, s. 68. Katalog ten zawiera najpełniejsze obecnie informacje o twórczości
Antoniego Kolberga.
2
O nauce księgowości Kolberg wspominał tylko w brulionach Opisu biegu życia, w jednym z nich pisał: „Następnie, udawszy się w r. 1835 za pasportem do Berlina, uczęszczałem
tamże do końca r. 1836 na kursa Akademii Handlowej (dowodu na to nie posiadam)” (rkp.
O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64). Przytoczony tu Opis biegu życia napisał Kolberg w czasie starań o przyjęcie do pracy w Zarządzie Budowy Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w r. 1844. Jako przygotowanie do pracy Kolberg wymienia tam naukę w Liceum
i praktykę w banku S.A. Fraenkla i dodaje za każdym razem, że dołącza odpowiednie świadectwo, brakowało mu jedynie świadectwa berlińskiej akademii handlowej.
1

38

�być policzonym i liczę go do rzędu znakomitszych artystów miasta Warszawy.
Dnia 14 grudnia 18361.

Następny rok spędził Kolberg w Mitawie (dziś Jełgawa) na Łotwie
jako nauczyciel muzyki w domu Karoliny de Kreutz 2. W Szkicu autobiografii pisał: „[…] rok 1837 przebyłem na wsi jako nauczyciel muzyki
prywatny” 3. Wśród dokumentów Kolberga zachowało się pismo z 30 listopada 1836 r., z którego wynika, że starał się o „uwolnienie od zaciągu, jako artyście dotąd od poboru oszczędzonemu, ażeby mógł udać się
do Rosji” 4. Potwierdzenie szlachectwa dziedzicznego, które uwalniało od
przymusowego poboru do wojska, Oskar uzyskał tak jak Wilhelm dopiero w 1838 r. i być może deklarowany dwa lata wcześniej wyjazd do Rosji
był pretekstem do starań o zwolnienie od powołania do służby wojskowej. Również wybór odległej Mitawy w końcu roku 1836 mógł wiązać
się z tymi staraniami.
Po roku pobytu w domu pani de Kreutz Oskar postanowił wrócić do
Warszawy, co z pewnym niezadowoleniem przyjął starszy brat, głowa rodziny. W grudniu 1837 r. Wilhelm starał się wyperswadować Oskarowi tę
decyzję i pisał do niego:
Gdybyś więc powrócił, nie mógłbyś odebrać Emilowi5 lekcji, jakieś miał,
a o nowe bardzo trudno, wkrótce więc wyczerpałby się mały Twój uzbierany
zapasik i zostałbyś w położeniu przykrym. Moją więc jest radą, abyś za rekomendacją Pani Generałowej mógł dostać miejsce jakie albo w Kurlandii, albo też
w Rosji […]. Najbardziej powinieneś myśleć o tym, aby przynajmniej rok jeszcze
jeden zabawić za granicą, bo przez to utrzymałbyś tu i sławę swoją, i może
przecie wziąłbyś się cokolwiek więcej do grania, i mógłbyś wyścignąć tutejszych
miernych artystów. Bo przyznaj sam, że kompozycje mało są cenione, dlatego
że mamy tak wiele kompozycji sławnych mistrzów i że wielką ich część radzi
byśmy kilkakrotnie słyszeć, większą nam nawet sprawia przyjemność słyszeć
piękną, znajomą sztukę aniżeli zupełnie nową – mówię tu nie o artystach, lecz
Rkp. J. Elsnera w papierach osobistych O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 37.
Świadectwo K. de Kreutz zamieszczone jest w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66) jako
aneks 2 na s. 707–708, ma datę 18 stycznia 1838 r.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
4
Rkp. nieznanego autora, BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 74, podpisany przez gen. Józefa
Rautenstraucha (1773–1842), wówczas zastępcę Iwana Paskiewicza w Radzie Stanu, m.in. jako
kierownika spisu i zaciągu wojskowego w Królestwie Polskim.
5
Chodzi tu o Emiliana Jenikego (1815–1852), pianistę, przyjaciela Oskara.
1
2

39

�o publiczności. Czas więc, który Ty poświęcasz na kompozycje, jest wprawdzie
dla Ciebie przyjemnym, lecz jest straconym, bo gdybyś go użył na egzercytowanie się, mógłbyś znacznej dojść biegłości, a tym sposobem większej ilości lekcji
i lepszej zapłaty, gdy zaś kompozycje nic Ci nie przyniosą. […] Matka nie wie
o tych radach, które Ci daję, Jej serce może nie zgodziłoby się z nimi. Ja mam
sobie za obowiązek udzielić Ci te uwagi, bo gdybym je zamilczał, nie kochałbym
Ciebie. Rób, jak Ci sumienie każe, i kochaj zawsze najprzywiązańszego Twojego
Wilhelma1.

Generałowa, którą Oskar miałby prosić o rekomendację, to Katarzyna Sowińska (1776–1860), wdowa po Józefie wsławionym obroną Woli
w ostatnich dniach powstania. W czasie walk prowadziła w swym domu
lazaret, potem, po śmierci męża na szańcach Woli i upadku powstania,
organizowała tajną pomoc dla rodzin zesłańców i uchodźców, za co została zmuszona do pobytu w klasztorze w Łomży w latach 1835–1837. Była
osobą bardzo popularną w Warszawie i powszechnie szanowaną za swą
patriotyczną postawę i czynne działania na rzecz powstańców. Jej pogrzeb
11 czerwca 1860 r. był wielką manifestacją ludności stolicy, od której rozpoczęły się demonstracje poprzedzające powstanie styczniowe.
Oskar nie posłuchał rady brata, wrócił do Warszawy i przez parę lat
starał się utrzymać z lekcji muzyki, a przede wszystkim komponować. Wilhelm, patrzący bardzo trzeźwo na życie, jeszcze kilka razy w następnych
latach tłumaczył Oskarowi niepraktyczność jego planów i działań. Jak się
później okazywało, nie zawsze miał rację, ale w razie potrzeby starał się
pomóc młodszemu bratu w uzyskaniu stabilizacji finansowej.

1
List Wilhelma Kolberga do Oskara z 10 XII 1837 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 2–3.

40

�II
[Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania się
folklorem około roku 1839.. – Zamiar wydania drukiem zebranych w terenie
pieśni ludowych.. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym.. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy i w innych
regionach Królestwa.. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.. – Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu
i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847.]

Lata 1838–1844, to jest okres między powrotem do Warszawy a podjęciem etatowej pracy księgowego, wypełniły Oskarowi Kolbergowi zajęcia
związane z muzyką. Jego publikacje z tych lat i nieliczne zachowane listy
wskazują, że zainteresowanie to było wielostronne. Komponował, uczył gry
na fortepianie, a także przeżywał pierwsze fascynacje muzyką ludową, usłyszaną i zapisywaną głównie na Mazowszu. Poza własną twórczością oraz
notowaniem ze słuchu i przygotowywaniem do druku melodii ludowych
zajmowało go ówczesne życie muzyczne w Warszawie, a także historia
muzyki polskiej i aktualne publikacje na temat folkloru.
Zarobkował wtedy lekcjami gry na fortepianie – mimo obaw Wilhelma
udało mu się znaleźć uczniów, ale praca ta męczyła go i nie dawała satysfakcji. Około roku 1841 pisał w jednym z listów: „[…] muszę na utrzymanie
życia, jak wół w jarzmie, pracować w zawodzie nauczycielskim”1. W roku
1844 złożył pierwszy egzamin na prywatnego nauczyciela muzyki i przygotowywał się do egzaminów wyższych, ale wkrótce zrezygnował z pracy
pedagoga. Kilkanaście lat później musiał wprawdzie wrócić do takiego sposobu zarabiania na życie, jednak nie polubił go nigdy.
Pierwsze utwory fortepianowe Oskara Kolberga wydane drukiem to
Six polonaises pour le pianoforte2. Kompozycje te ukazały się już w roku
1

s. 5.

Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),

2
Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 63–68, s. 296–321.
Kolberg dedykował polonezy à Monsieur Lois Oehmigke, nazwisko adresata tej dedykacji
w DWOK T. 69, s. XI (dedykacja jest przytoczona w komentarzu rewizyjnym tamże, s. 687),
zostało błędnie zinterpretowane jako „Ludwik Jenike”. Kolberg tę kompozycję ofiarował Lud­
wigowi Oehmigke (1796–1870), berlińskiemu wydawcy i księgarzowi. Nie udało się odszukać
bliższych informacji o kontaktach rodziny Oskara z Ludwigiem Oehmigke’m, wiadomo tylko,
że wydał on w Berlinie w r. 1825 przekład pracy Juliusza Kolberga o planimetrze.

41

�1835 w Berlinie. Jego debiutem w Warszawie były ballada Talizman
i Valse pour le pianoforte, drukowane w roku 1836, to jest jeszcze przed
wyjazdem na Łotwę. Następnie w roku 1841 wydał Dwa mazury na pianoforte i Mazura ułożonego na fortepian i ofiarowanego Wnej pannie
Emilii Gronau.1 Mazur był prezentem dla przyszłej bratowej — w październiku tego roku odbył się ślub Emilii Gronau (1825–1865) z Wilhelmem. Starszy brat Oskara po uwolnieniu się w r. 1838 od przymusowej
służby wojskowej przeszedł do służby cywilnej i zdobywał nowe doświadczenia zawodowe. Już poprzednio w wojskowym Korpusie Dróg
i Mostów pracował przy budowie traktu od Ryk do Kurowa, w latach
1838–1839 w czasie studiów w Austrii brał udział w pracach nad regulacją Dunaju. Nabyte wtedy umiejętności wykorzystał po powrocie do
Polski — w latach 1839–1841 należał do komitetu budowy Kanału Augustowskiego, potem był referentem technicznym w Wydziale Komunikacji
Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych.
Wilhelm dbał też o spuściznę pozostawioną przez ojca. Już w roku 1832
wydał jego mapę ścienną Królestwa Polskiego2. Miała ona bardzo pochlebne recenzje i – aktualizowana przez Wilhelma – była kilkakrotnie wznawiana. W roku 1837 przygotował drugie wydanie podręcznika Wzory rysowania map i planów3, a rok później uzupełnione Porównanie miar i wag4.
Wilhelm i Emilia po ślubie pozostali w domu na rogu Krakowskiego
Przedmieścia i Oboźnej, w mieszkaniu, które Kolbergowie zajmowali od
czasu przeprowadzki z budynku uniwersyteckiego, a matka przeniosła się
na ul. Elektoralną. Razem z nią mieszkał w tym okresie Oskar. Sytuacja rodzinna szybko się skomplikowała, ponieważ Juliusz Adolf Aleksander, najmłodszy z żyjących wówczas braci, został ojcem dwu nieślubnych córek5.
Zob. O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 680.
J. Kolberg Mapa Królestwa Polskiego wraz z obwodem Wolnego Miasta Krakowa
i częścią pogranicznych państw ułożona przez …, Warszawa 1832, wznawiana w latach 1840,
1846, 1849, 1858, 1862, 1863 i 1868.
3
W. Kolberg Wzory rysowania map i planów, Warszawa 1837. Jest to rozszerzone wydanie pracy Juliusza opublikowanej w 1825 r.
4
Juliusz Kolberg Porównanie miar i wag teraźniejszych i dawniejszych w Królestwie
Polskim używanych z zagraniecznemi..., wydanie wtóre przerobił i powiększył Wilhelm Kolberg, Warszawa 1838. Pierwodruk: Warszawa 1819.
5
Dokumenty rodzinne Kolbergów, zawierające prawdopodobnie dokładniejsze informacje
o pochodzeniu córek Juliusza Adolfa Aleksandra, były przechowywane w Bibliotece Krasińskich w Warszawie i spłonęły w roku 1944 w czasie niszczenia Warszawy przez Niemców po
1
2

42

�Karolina Matylda i Julia Wanda, urodzone w roku 1841, otrzymały fikcyjne
nazwisko Gallasch (zapisywane także Gallash, Gallache i de Gallache) i dorastały pod opieką Karoliny Kolberg, ich babki. Juliusz miał niewiele ponad
dwadzieścia lat, gdy urodziły się jego córki, i żył krótko. W zachowanych
dokumentach rodzinnych brak informacji o kolejach życia najmłodszego
z braci Kolbergów. Według rodzinnych przekazów1 najpierw miał bliżej
nieokreśloną posadę w zarządzie dóbr w Nieborowie, być może był tam
praktykantem, później wyjechał z Królestwa. Zmarł w Borysowie 26 maja
1843 r., w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat. W nekrologu2 podano, że
był tam administratorem majątku. Córki Juliusza pozostawały pod opieką
babki przez wiele lat, a Karolina była jej ukochaną wnuczką i opiekunką
w ostatnich latach życia.
W domu matki zatrzymywał się też zapewne Antoni, który po studiach
w Berlinie wrócił do Warszawy w roku 1840 i brał czynny udział w życiu artystycznym miasta. W czerwcu 1841 r. prace Antoniego znalazły się
na wystawie w salach ratusza3 — opublikowany katalog wymienia pięć
jego obrazów. Znajdowała się wśród nich także scena rodzajowa Słowaki,
przedstawiająca wędrownych druciarzy zarobkujących zimą w Warszawie,
a jedno z prezentowanych dzieł, Św. Emilia, zostało nagrodzone srebrnym
medalem pierwszej klasy i rządowym stypendium, umożliwiającym wyjazd
na studia do Włoch. Pobyt Antoniego w Rzymie, Bolonii i Florencji, a następnie w Paryżu trwał ponad sześć lat. W czasie studiów we Włoszech
kopiował arcydzieła malarstwa i tworzył własne kompozycje. Obrazy te
były wystawione w Warszawie w czerwcu 1845 r., a w recenzji4 z uznaniem
pisano o prezentowanych tam portretach jego autorstwa. Dwa lata później w korespondencji prasowej z Rzymu jego malarstwo oceniano także
upadku powstania. Zachowane listy nie wyjaśniają, kim była matka dwu córek Juliusza, kiedy
i dlaczego znalazły się one pod opieką swej babki, ani czy matka brała jakiś udział w opiece
i finansowaniu ich bytu, czy też całkowite koszty utrzymania i kształcenia ponosiła od początku
tylko rodzina ich ojca.
1
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 140–144.
2
Nekrolog zamieszczony był w „Kurierze Warszawskim” w r. 1843, nr 151, tam notatka:
„Odebrano tu wiadomość z Litwy, że 26 maja rb. w Borysowie zszedł z tego świata za wcześnie, bo licząc lat 26, Juliusz Kolberg [...]”, nekrolog podpisał „przyjaciel rodziny”. Nie udało się
ustalić, czy chodziło o Borysów, miasto powiatowe w obwodzie mińskim, nad Berezyną, czy
o miejscowość o tej samej nazwie w ówczesnym powiecie kobryńskim.
3
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882)…, s. 8–9.
4
„Gazeta Warszawska” 1845, nr 201.

43

�wysoko. Chwalono rysunek, koloryt, doświadczoną rękę, dodając, że choć
obrał on „skromny zawód robienia portretów”1, to portrety jego pędzla
oddają doskonale nie tylko rysy modeli, ale także ich osobowość. Pod koniec długiego pobytu za granicą Antoni pojechał do Paryża. Spotkał się
tam z Fryderykiem Chopinem i malował wówczas jego portret, ale pracy
tej nie ukończył2. Po powrocie z zagranicy w roku 1848 osiadł na stałe
w Warszawie.
Oskar w latach 1839–1840 znacznie poszerzył pole swoich zainteresowań. Wiele lat później w Szkicu autobiografii pisał:
Przed r. 1830 lubiłem (jak i bracia moi) taniec namiętnie. Tańczyło się też często
lub grało do tańca na wieczorkach prywatnych, a czynił to i Szopen, improwizując mazury i walce. Ale mazur ów był to mazur salonowy, szlachecki, do
którego tylko czasami dla odmiany i urozmaicenia go dodawano jakiś ustęp
wzięty z muzyki wieśniaczej (a styl ten zachował Szopen i w następstwie także).
Więc nie rozbudziło to jeszcze u mnie chęci pogoni za melodią ludową. Dopiero
ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około r. 1834 i później,
zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego zachęta do
poszukiwania melodii (których w jego dziele jest bardzo mało), jak i zachęta
Dobrzyńskiego, wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek
i katarynek poza miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły mnie do
poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany
r. 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób nader ciekawych motywów i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu3.

„Ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym” wymieniony
przez Kolberga jako jeden z powodów skłaniających go do zwrócenia uwagi
na muzykę ludową to romantyzm. W Szkicu autobiografii Kolberg umiejscowił początki zajęcia się folklorem przez literatów i artystów w roku 1834,
ale był on przedmiotem badań i zainteresowania znacznie wcześniej. Już
działacze polityczni i uczeni epoki Oświecenia postulowali badanie kultury
Wiadomości bieżące, „Przegląd Poznański” 1847, T. 5, s. 676.
Oryginał portretu Chopina pędzla Antoniego Kolberga spłonął w 1944 r. w Bibliotece
Krasińskich. Znany jest dziś z fotografii i z kopii znajdującej się w zbiorach Muzeum Fryderyka
Chopina w Warszawie wykonanej przez Kazimierza Mordasewicza. Reprodukcje w katalogu
K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815-1882)..., s. 64 i 65 oraz w H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na tle epoki..., s. 83.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
1
2

44

�ludowej, w tym także folkloru, aby opracować programy edukacyjne skierowane do ludu. Uważali, że są one konieczne, aby chłopi stali się świadomi
swej przynależności narodowej i gotowi do przyjęcia obiecywanej im wolności. Znany program zbadania kultury ludowej Hugona Kołłątaja, obejmujący także folklor, powstał jako plan jednego z czterech dzieł niezbędnych dla przedstawienia syntezy historii Polski, która miała obejmować
historię całego narodu, a nie tylko warstwy szlacheckiej. Jednak tworzone
w końcu XVIII i na początku XIX wieku programy, instrukcje i ankiety nie
doprowadziły do podjęcia kompleksowych badań kultury ludowej lub jej
części, folkloru, było to niemożliwe w ówczesnej sytuacji nauki polskiej
i społeczeństwa. Natomiast od dawna notowano1 pieśni ludowe, najczęściej
przyśpiewki do krakowiaków, których zbiorki w XVII, XVIII i na początku
XIX wieku bywały nawet wydawane (bez muzyki), często jako druki ulotne.
Z niektórych korzystał wiele lat później Kolberg2.
Romantyzm stawiał ponad wszystko wolność, tj. prawo do własnego,
indywidualnego rozwoju narodów, grup społecznych i jednostek, a wśród
nich zwłaszcza twórców. W romantycznych programach podkreślano
prawa każdego narodu do wolności, także ludów, które zostały przemocą
objęte władzą carów rosyjskich, królów pruskich, cesarzy austriackich i tureckich sułtanów. Przez cały wiek XIX, aż do kończącej go wojny światowej, trwały walki zbrojne i inne działania, które w końcu przywróciły lub
przyniosły niepodległość narodom bałkańskim, Włochom, a także narodom bałtyckim i Polakom. W działaniach na rzecz wyzwolenia niezwykle
ważna stawała się rola rodzimego folkloru. Odszukanie w folklorze mniej
lub bardziej prawdziwych zabytków własnej literatury pomagało obudzić
świadomość narodową wśród ludów od pokoleń rusyfikowanych lub germanizowanych, a dialekty ludowe stawały się podstawą dla ich języka literackiego. Romantycy „nobilitowali” folklor i nadali mu nowe znaczenie,
przekonani, że lud jest nosicielem najbardziej autentycznych składników
Zob. Cz. Hernas W kalinowym lesie, T. 1: U źródeł folklorystyki polskiej, Warszawa 1965,
m.in. rozdział „Zbieractwo pieśni ludowych w XVIII w.” (s. 143 i nast.).
2
Np. w Krakowskiem Kolberg odnotował druk Krakowiaki i inne wiersze wydany w Krakowie w latach 1820–1825, Pieśń światową (incipit „Moja dziewczyna robotna była”), wydaną
tamże, oraz inne druki ulotne publikowane tamże około roku 1820, zob. E. Millerowa i A. Skrukwa,
wstęp do: Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. I (DWOK T. 73/I), s. XLIV–XLV, (przypisy).
Druczki te (oprawione razem z innymi) mają w Bibliotece Jagiellońskiej tytuł Mieszaniny czyli
Zbiór wierszów luźnych wydawanych od roku 1820 do roku 1825 w Krakowie w drukarni
Akademickiej.
1

45

�kultury narodowej i w jego pieśniach, bajkach i podaniach przechowały
się najdawniejsze zabytki literatury i niepisanej historii lub co najmniej ich
wyraźne ślady pochodzące z epoki przedchrześcijańskiej. Tezy na temat
znaczenia literatury narodowej formułowane były przez poetów i pisarzy,
a także przez historyków i polityków, służąc ich programom literackim,
społecznym i narodowym. Poeci i pisarze romantyczni odkryli też walory
artystyczne „poezji gminnej” i innych form folkloru swego narodu i twórczo wykorzystywali je w literaturze, przenosząc do niej wybrane gatunki
(np. ballady), tematy, wątki, motywy, a także niektóre środki formalne (np.
paralelizm). Również dla muzyków folklor stał się źródłem inspiracji, a dla
malarzy coraz częściej interesującym tematem były wieś, jej mieszkańcy
i krajobraz.
Po powstaniu listopadowym, po którym na terenie zaboru rosyjskiego nasiliła się rusyfikacja, a w zaborze austriackim germanizacja, ocalenie
kultury narodowej było priorytetem polskich środowisk patriotycznych
i w ten nurt działań wpisywało się notowanie i wydawanie drukiem literatury ludowej, przede wszystkim pieśni i bajek. Fascynacja folklorem
była wówczas bardzo żywa w środowisku inteligencji, zwłaszcza literatów
i poetów, co później tak scharakteryzował Cyprian Norwid:
Czy pamiętasz te czasy, kiedy po 1830 roku całe prawie polskie piśmiennictwo
w góry i lasy poszło gminnych poszukiwać podań – kiedy wyraz b a j k a nabrał
powagi, wyraz g a w ę d a stał się między stylu rodzaje policzonym nazwiskiem,
wyraz nieznany pierwej k l e c h d a od-nie-pomniał się, kiedy p r z y s ł o w i e Salomonową nieledwie koronę filozoficzną wdziało, kiedy w kraju Wójcicki Kazimierz Władysław akcenta nieznane salonom świetnym bez fraka wprowadził
w towarzystwo, a w Paryżu Chopin grał mazurki i obertasa […]. Po listopadowego
powstania upadku, po upadku powstania, które gminnych elementów objąć
i uhistorycznić współ-udziałem nie mogło, czy nie umiało, czy nie chciało, nastąpiło przecież lat kilkanaście literatury wyłącznie gminnej […]1.

Owych kilkanaście lat mieściło się między powstaniem listopadowym
a rabacją galicyjską w 1846 r., która odegrała znaczącą rolę w zmianie stosunku do ludu i ludowości. W tym okresie widoczny jest gwałtowny rozwój
1
C. Norwid Do M… S… O „Balladynie”, w: tegoż Pisma wszystkie. Zebrał, tekst ustalił,
wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył J.W. Gomulicki, T. 6, Pisma cz. I, Warszawa 1971,
s. 467.

46

�badań i publikacji folklorystycznych, a także dyskusji nad znaczeniem folkloru i metodami jego edycji1.
Oskar Kolberg za początek swego zainteresowania muzyką ludową uznał
zapisy melodii wykonane w roku 1839. Od czasu tych pierwszych podjętych
świadomie i celowo kontaktów z żywym folklorem w okolicach Warszawy
badania terenowe poświęcone muzyce ludowej stawały się dla niego coraz
ważniejsze. Ponieważ uważał melodie za integralny składnik pieśni, patrzył
krytycznie na wydawane dotychczas zbiory tekstów i omawiając w r. 1841
na łamach „Biblioteki Warszawskiej” publikację słowacką, pisał o pieśniach
ludowych:
Jednakże dotąd ceniono je li tylko według tekstu i niemych słów, nie zważając
bynajmniej na dźwięki i melodie, które wszakże z nie mniej obfitego płyną
źródła w narodzie; one to właśnie nadają im ruch i życie, najbardziej są zdolne
wykazać prawdziwego ducha, jaki w nich panuje. Pieśni ludu, w których rozkwita duchowe życie narodu, są wszystkie śpiewami, w których tak słowa, jak
i nuta z jednego źródła razem wytryskują i tak ściśle z sobą spojone, że jedno
bez drugiego ostać się nie może. Nawet śmiałbym twierdzić, że w większej ich
liczbie właśnie nuta stanowi istotę pieśni, a słowa są prostym tylko dodatkiem2.

Traktowanie pieśni ludowych jako nierozerwalnej całości dwu zależnych od siebie i wzajemnie się uzupełniających elementów – melodii i tekstu – charakteryzowało wszystkie badania i wypowiedzi Kolberga na ten
temat.
W publicystyce historycznoliterackiej w tym czasie podkreślana jest potrzeba szukania w ludowych pieśniach i bajkach śladów literatury najdawniejszej, pochodzącej z czasów przedchrześcijańskich, więc uważanej za
prawdziwie narodową. Podobnie w r. 1843 o muzyce ludowej jako źródle
do badania najdawniejszej historii muzyki pisał Józef Sikorski (1813–1896),
pisarz muzyczny, krytyk i kompozytor:
Zastanowiwszy się nad budową rytmiczną naszych melodii gminnych, można
z niej wysnuć prawidła ogólne, bo wprzód była sztuka niż przepisy do niej.
Zob. m.in. J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863, w: Literatura krajowa
w okresie romantyzmu 1831–1863, T. II, pod red. M. Janion, M. Dernałowcz i M. Maciejewskiego, Kraków 1988, s. 47–86.
2
O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–503;
przedruk: Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 583–584.
1

47

�Pole to u nas nietknięte jeszcze, a sam przedmiot znacznie by przeszedł zakres
niniejszego pisma. Idźmy raczej za geniuszem narodu i przypatrzmy się pamiątkom, jakie nam zostawił w melodiach gminnych, w tej muzyce pierwotnej, co
najmniej wpływom zewnętrznym uległa1.

Oskar Kolberg jako przyczynę zwrócenia uwagi na folklor muzyczny
podał w cytowanym wyżej Szkicu autobiografii zwiększające się zainteresowanie twórczością ludową i zachętę dwu osób: Kazimierza Władysława Wójcickiego, wydawcy przysłów, pieśni, bajek i legend2, oraz muzyka
i swego nauczyciela, Feliksa Dobrzyńskiego. W przytoczonym fragmencie autobiografii Kolberg wspomina też dokonany w r. 1839 w Wilanowie „pierwszy połów na większe rozmiary”. Następne wycieczki w okolice Warszawy znacznie wzbogaciły jego zbiory i Kolberg szybko z racji
wykształcenia, umiejętności zapisywania melodii ze słuchu i widocznego
zaangażowania w tę problematykę uznany został w środowisku literackim
i artystycznym stolicy za osobę najbardziej predestynowaną do zapisywania
i publikowania muzyki ludowej. On sam od początku swych badań nad
folklorem polskim zaznaczał chęć poszerzenia ich na muzykę ludową całej
Słowiańszczyzny, ponieważ traktował folklor nie tylko jako źródło interesujących motywów muzycznych i ważny składnik kultury narodowej, ale także jako przedmiot rozważań naukowych. W roku 1841 ówczesny redaktor
„Biblioteki Warszawskiej”, Antoni Józef Szabrański (1805–1882), w recenzji
na temat najnowszych zbiorów pieśni ludowych pisał:
U nas w Warszawie p. Oskar Kolberg, artysta muzyczny, zajmuje się zebraniem
pieśni ludu, a bardziej samych melodii, którymi pragnie oznaczyć i wykazać
charakter muzyki słowiańskiej3.

1
J. Sikorski O muzyce, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 2, s. 667–668. Sikorski w przypisie
do słów „w melodiach gminnych” dodał na s. 668: „Pod tę nazwę podciągamy także melodie
autorów do gminu nie należących, które jednak jako geniuszowi narodu odpowiadające, powszechnie są znane”.
2
O roli K.W. Wójcickiego w środowisku literackim Warszawy zob. m.in. M. Grabowska Kazimierz Władysław Wójcicki, w: Literatura krajowa w okresie romantyzmu..., T. II, s. 425–
–449, oraz R. Wojciechowski w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, m.in. s. 97–100 i 111–128.
3
A.J.S. [Antoni Józef Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”
1841, T. 1, s. 163.

48

�O tym, że Kolberg chciałby „wykazać charakter muzyki słowiańskiej”,
redaktor „Biblioteki Warszawskiej” usłyszał zapewne bezpośrednio od niego. Takie zamiary potwierdza również recenzja Melodii ludu słowiańskiego, której fragment wyżej przytoczono, zamieszczona przez Kolberga w tym
samym roku 1841 w „Bibliotece Warszawskiej”1. W tym czasie przymiotnik
„słowiańska”, dołączony w druku np. do terminu „muzyka” czy „pieśń”,
był często ustępstwem na rzecz cenzury. Używano go zamiast określenia
„muzyka polska”, uznawanego przez rosyjskich cenzorów za niedopuszczalne w druku zwłaszcza podczas trwania stanu wojennego, tj. aż do r. 1856.
Artykuły Kolberga w prasie warszawskiej i znacznie późniejsze przedmowy
do Pieśni ludu polskiego w 1857 r. i do Sandomierskiego w 1865 r. wskazują jednak, że słowa Kolberga o „muzyce słowiańskiej” nie były w tym
wypadku tylko kamuflażem. Rzeczywiście interesowały go związki ludowej
muzyki polskiej z muzyką innych narodów słowiańskich, a także geneza i charakter ludowej muzyki Słowian. Plany badań na ten temat zaczął
tworzyć już około roku 1841 – w prospekcie poprzedzającym pierwsze
wydanie zebranych przez siebie pieśni, drukowanych zresztą w Poznaniu,
poza zasięgiem cenzury rosyjskiej, pisał: „Rozpoczną dzieło pieśni polskie,
bo wśród całej Słowiańszczyzny dziś u tego plemienia muzyka najsamoistniej się rozwinęła”2. W tym samym okresie w przytaczanym już liście
do Antoniego Woykowskiego również informuje o szerszych zainteresowaniach: „Nie ograniczam zamysłów na polskie, ale później myślę ruskie
i czeskie pieśni zbierać, lecz jest to jeszcze zbyt dalekim; a potem skąd na
to funduszów”3. Adresat tych słów, Antoni Woykowski (1815–1850), utalentowany pianista, dziennikarz i pisarz, był autorem jednego z pierwszych
i znaczących wówczas artykułów o muzyce Chopina4. Kolberg poznał go
prawdopodobnie w czasie pobytu w Poznaniu w roku 1841, a później prosił
o pośrednictwo w czasie starań o wydanie swego pierwszego zbioru pieśni
ludowych. Miał go drukować Jan Konstanty Żupański (1804–1883), później
O.K. [O. Kolberg] Melodie ludu słowiańskiego…, przedruk w: Pisma muzyczne cz. II
(DWOK T. 62), s. 583–586.
2
O. Kolberg Prospekt na „Pieśni ludu polskiego”, datowany „dnia 3 grudnia 1841” i zamieszczony w dwu pismach poznańskich, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II
(DWOK T. 62), s. 576–577, tam za „Tygodnikiem Literackim” 1842, nr 21, s. 168.
3
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 6.
4
A. Woykowski Chopin, „Przyjaciel Ludu” R. 2: 1836, T. 2, nr 28, s. 223–224, nr 29, s. 230–
–231, nr 30, s. 237–239 i replika na krytykę w numerze 35, s. 278–279.
1

49

�renomowany poznański księgarz i wydawca, a wówczas właściciel świeżo
założonej firmy publikującej także nuty. Kolberg zdecydował się na druk
u niego, ponieważ w Wielkim Księstwie Poznańskim w tych latach Polacy
mieli jeszcze swobody gwarantowane przez kongres wiedeński. W policyjnie rządzonym Królestwie Polskim panowała znacznie ostrzejsza cenzura
i Kolberg nie uzyskał zgody na druk zbioru polskich pieśni ludowych. Dla
autora takiej publikacji przeszkodą w realizacji szerokich planów był wtedy
nie tylko brak pieniędzy na badania na całym interesującym go terenie,
o czym pisał do Woykowskiego, ale także decyzje rosyjskich cenzorów,
które również wspomniał w tym liście. Przekazując mu — na pewno drogą
prywatną — rękopis pierwszego zeszytu Pieśni ludu polskiego, pisał w towarzyszącym liście:
Cenzura nasza odmówiła wręcz publikacji ich u nas, proszę jednak nie wspominać o tym wydawcy, boby to mogło mieć szkodliwy wpływ na honorarium
(w Rosji jednakże – nie zaś u nas — będą dozwolone)1.

Z ograniczeniami powodowanymi przez cenzurę spotykał się Kolberg
na pewno częściej niż wskazuje zachowana dokumentacja, jednak i ona
potwierdza trudności, z jakimi liczyć się musiał wówczas każdy autor, także
piszący o folklorze. Zachował się list redaktora „Biblioteki Warszawskiej”,
Antoniego Szabrańskiego do Kolberga:
Cenzura wstrzymała Twój artykuł – chce przerobienia i wyrzucenia miejsc i wyrazów o Rzeczypospolitej, Rusi itd. Wójcicki wyjechał, Majewski Józef zastępuje
go. Bez straty czasu po odebraniu tego biletu przybądź do mnie lub do Majewskiego, który mieszka naprzeciwko mnie. Trzeba się z nim rozmówić i razem
poprawić co można, bo inaczej artykuł już złożony na nic by się nie zdał2.

Nie dopuszczano, zwłaszcza w tytułach, określeń „polski”, „narodowy”,
ale także i innych, odwołujących się do historii Polski i uczuć patriotycznych.
Dlatego np. Stanisław Moniuszko musiał użyć tytułu Śpiewnik domowy,
1

s. 5.

Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),

List A. Szabrańskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 687–688,
wiadomość dotyczy któregoś z artykułów Kolberga drukowanych w „Bibliotece Warszawskiej”, ale brak daty uniemożliwia wskazanie tytułu, być może chodziło o recenzję pt. Melodie
ludu słowiańskiego, już tu przywoływaną.
2

50

�wydając w Wilnie w roku 1843 pierwszy tom komponowanych przez siebie
pieśni, a K.W. Wójcicki swemu zbiorowi ludowych pieśni polskich wydanemu w Warszawie w roku 1836 dał tytuł Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu. Ta restrykcyjna kontrola druków była po powstaniu
listopadowym jednym ze sposobów zwalczania przez władze carskie kultury
i nauki polskiej. Dotyczyła nie tylko prac wydawanych w Królestwie, ale
podlegały jej także książki, prasa i rękopisy przywożone z zagranicy oraz
korespondencja wysyłana i odbierana przez pocztę. Działania cenzury nasiliły się zresztą nie tylko w zaborze rosyjskim, ale również w austriackim,
a we wszystkich trzech zaborach po roku 1831 wzmożone zostało tropienie
tajnych związków niepodległościowych i represje wobec emisariuszy takich
organizacji przybywających z zagranicy. Szczególny niepokój władz carskich budziło środowisko literackie i dziennikarskie stolicy, które podlegało
nasilonej kontroli. Wielu poetów, dziennikarzy i ludzi znaczących w życiu
umysłowym Królestwa było rzeczywiście zaangażowanych w działania spiskowe. Aresztowani otrzymywali surowe wyroki, zagrożeni aresztowaniem
uciekali za granicę do Poznańskiego lub do Krakowa, a potem uchodzili
dalej na zachód śladem Wielkiej Emigracji. Atmosferę, w jakiej żyli wówczas
w Warszawie młodzi twórcy i odbiorcy kultury, ukazuje Cyprian Norwid:
Współczesność albowiem jest dwojaka. Kiedy w Warszawie 183[9] r. nocą budzeni bywaliśmy przez kolegów, aby choć obecnością naszą zasłać pożegnanie
wysyłanym na Sybir, Słowacki wtedy z drugiego końca Europy Anhellego ojczyźnie przysyłał – to jest pierwsza współczesność. Tej samej zaś zimy w zacnym polskim salonie mówiła mi pewna pani domu, „że rozpowiadają coś ciągle
o zsyłkach, a przecież z nas nikogo w czwartek nigdy nie brakuje”. Oto druga
współczesność1.

Jak już wspomniano, w zaborze rosyjskim pozbawiono Polaków wszystkich instytucji mogących podtrzymać rozwój nauki, zwłaszcza w zakresie
humanistyki. W Warszawie istniały jedynie półwyższe szkoły zawodowe,
a brak wykształconych nauczycieli i prawników z dyplomem uniwersyteckim starano się uzupełnić poprzez wykłady w ostatnich klasach gimnazjów bądź skrócone kursy. Zamarły prawie całkowicie czasopisma
literackie i kulturalne, a uzyskanie koncesji na nowy tytuł było prawie
1
C. Norwid O Juliuszu Słowackim w sześciu publicznych posiedzeniach, w: tegoż Pisma
wszystkie …, T. 6, cz. I, s. 463, pierwodruk: Paryż 1861.

51

�niemożliwe. Właściwie dopiero po dziesięciu latach od upadku powstania
zauważyć można w Warszawie stopniowe ożywienie życia umysłowego.
W styczniu 1841 r. pozwolenie na druk uzyskał miesięcznik naukowo-literacki „Biblioteka Warszawska”, redagowany początkowo przez Antoniego
Józefa Szabrańskiego, następnie w latach 1843–1844 i ponownie w latach
1850–1879 przez Kazimierza Władysława Wójcickiego. Drugim ważnym
pismem naukowo-literackim był „Przegląd Naukowy”, ukazujący się od
stycznia 1842 r. do lipca 1848, redagowany przez Hipolita Skimborowicza
(1815–1880) i Edwarda Dembowskiego (1822–1846). „Przegląd Naukowy”,
pismo najpierw dosyć radykalne, później umiarkowanie liberalne, było
przeciwwagą ugodowej, konserwatywnej „Biblioteki Warszawskiej”. W latach poprzedzających Wiosnę Ludów dyskusje na temat literatury, sztuki,
nauki, a także znaczenia folkloru toczyły się na łamach tych dwu pism
i w ich redakcjach, a poprzez recenzje i artykuły programowe także w innych, zwykle efemerycznych czasopismach literackich. Miejscem dyskusji
i ścierania się poglądów były również literacko-artystyczne salony prowadzone przez zamieszkałych w Warszawie pisarzy i pisarki, uczonych i artystów. Działania takie mogły jednak tylko w pewnym stopniu wyrównać
niedostatki wynikające z zaniku instytucjonalnego życia naukowego i braku
środowiska uniwersyteckiego, w którym uprawiana byłaby fachowa krytyka, a także wymiana poglądów. Kontakty z nauką europejską stały się
prywatną sprawą profesorów zamkniętego w 1831 r. uniwersytetu warszawskiego i wykształconych jeszcze przez nich absolwentów tej uczelni.
Podobnie jak nauka, z powodu braku zaplecza instytucjonalnego cierpiało również życie muzyczne w Warszawie, co Kolberga, jako kompozytora,
wykonawcę i słuchacza, musiało dotykać szczególnie. Elżbieta Dziębowska
o sytuacji muzyki polskiej w XIX wieku pisze:
Eksterminacyjna polityka zaborców, pociągająca za sobą zacofanie gospodarcze
i hamowanie rozwoju kulturalnego polskiego społeczeństwa, odbiła się dotkliwie na życiu muzycznym. Podczas gdy w innych krajach Europy powstają liczne sale koncertowe, mnożą się orkiestry symfoniczne, rozkwita piśmiennictwo
muzyczne, z roku na rok podnosi się poziom szkolnictwa muzycznego, w Polsce
nie ma elementarnych warunków dla zaistnienia ruchu koncertowego, brak
zespołów orkiestrowych, brak sal koncertowych, brak szkół muzycznych1.
1
E. Dziębowska O polskiej szkole narodowej, w: Szkice o kulturze muzycznej, pod red.
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1971, s. 24–25.

52

�Zamknięta była Szkoła Główna Muzyki, wchodząca w skład Uniwersytetu Warszawskiego. Opera, która do czasu wybuchu powstania listopadowego była ważnym ośrodkiem kultury muzycznej, wznowiła wprawdzie
działalność w lutym 1833 r., a Karol Kurpiński, dyrektor sceny operowej,
starał się, by była ona nadal „instytucją wychowującą publiczność w duchu
patriotycznym wbrew polityce kół rządzących” 1. Kurpiński został jednak
zmuszony do podania się do dymisji i opera, kontrolowana przez namiestników carskich, ograniczała swój repertuar do błahych utworów rozrywkowych. Życie muzyczne po roku 1831 przeniosło się do mieszkań prywatnych i kościołów, a te mogły zastąpić sale koncertowe tylko w pewnym
stopniu. Jedyne koncerty publiczne odbywały się w Resursie Kupieckiej.
Resursa Kupiecka była stowarzyszeniem i przynależność do niego wymagała spełnienia określonych statutem warunków, ale po roku 1831 była też
w Warszawie jedyną polską instytucją bez bezpośredniego nadzoru władz
rosyjskich. Już wcześniej, przed powstaniem, w Resursie odbywały się
wieczory muzyczne, m.in. w grudniu roku 1829 koncertował tam Fryderyk Chopin. Od roku 1834 Resursa wznowiła tę działalność, początkowo
występował tam tylko kwartet smyczkowy, ale organizatorzy stopniowo
poszerzali możliwości wykonawcze i repertuar, przy czym opierali się i na
zawodowych muzykach, i na udziale amatorów. Koncerty w Resursie prezentowały obok utworów klasyków wiedeńskich także nowe kompozycje
polskich muzyków, wśród nich Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego. T. Strumiłło (1929-1956) pisze:
Zarząd Resursy potrafił docenić potrzebę chwili i ocenić rolę muzyki już nie
tylko jako jednej z rozrywek czy też „tła spotkań towarzyskich”, lecz jako ważnego czynnika narodowej kultury, za którą trzeba było w takiej chwili podjąć
odpowiedzialność2.

W muzycznej działalności Resursy wielką rolę odegrał Józef Cichocki (1783–1849), członek-akcjonariusz stowarzyszenia, meloman, wydawca
zabytków polskiej muzyki i biegły flecista. Miejscem spotkań wykonawców, słuchaczy i krytyków był też jego prywatny salon, gdzie występowali
T. Przybylski Znaczenie twórczości kompozytorskiej i działalności muzyczno-organizacyjnej Karola Kurpińskiego na terenie Teatru Wielkiego w Warszawie w 1. poł. XIX w.,
w: Muzyka polska w okresie zaborów, pod red. K. Bilicy, Warszawa 1997, s. 64.
2
T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego w XIX w., Kraków 1954, s. 134.
1

53

�artyści polscy i cudzoziemcy. Salony muzyczne prowadzili również inni
melomani i muzycy. Historycy muzyki polskiej1 wymieniają m.in. domy
Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, u którego grano kwartety smyczkowe,
oraz Józefa Sikorskiego, późniejszego wydawcy „Ruchu Muzycznego”, w latach 1843–1853 współpracownika „Biblioteki Warszawskiej”, a prywatnie
szkolnego kolegę Kolberga. Koncerty odbywały się także w salonach literackich, w których wieczory wypełnione były lekturą najnowszych utworów
poetów i pisarzy miejscowych a także dzieł literatury emigracyjnej, przemycanych przez granicę, oraz dyskusjami na tematy filozoficzne, społeczne,
literackie i wiążące się z bieżącymi wydarzeniami politycznymi. Część spotkań poświęcano przedstawieniom amatorskim i koncertom, których wykonawcami byli muzycy działający w Warszawie i cudzoziemcy – wirtuozi
i kompozytorzy zatrzymujący się zwykle w stolicy Królestwa po drodze do
Petersburga. Takie prywatne koncerty odbywały się m.in. w domach Seweryny Pruszakowej, Anny i Hipolita Skimborowiczów oraz Pauliny i Augusta
Wilkońskich. Umożliwiały one debiuty młodym wykonawcom i pozwalały
usłyszeć nowe kameralne utwory miejscowych kompozytorów. Ponieważ
wykonywane kompozycje miewały charakter patriotyczny, dawały słuchaczom ważną dla nich świadomość uczestniczenia w życiu narodowym.
Koncerty maskowały też w pewnym stopniu nielegalne działania osób gromadzących się u niektórych organizatorów tych spotkań – np. salony wymienionych wyżej literatek były miejscem kontaktów uczestników tajnych
spisków2, w których brali udział ich gospodynie i gospodarze.
Pamiętniki i inne źródła z okresu międzypowstaniowego zawierają niewiele informacji o udziale Kolberga w życiu muzycznym Warszawy. Wiadomo, że komponował, część utworów drukował, były one kupowane,
recenzowane i zapewne wykonywane. Zniszczenie archiwum rodziny Kolbergów, przechowywanego w Bibliotece Krasińskich, a także wielu innych
dokumentów i świadectw z lat po powstaniu listopadowym nie pozwala
odtworzyć dokładniej jego życia, zajęć i kontaktów w tym okresie. Ważnym
powodem tego stanu jest też celowe zacieranie śladów przez autorów w publikacjach, w które ingerowała cenzura, i w prywatnej korespondencji podlegającej kontroli policji. Sam Kolberg – o ile wiadomo – nie brał udziału
Zob. m.in. T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego..., s. 134–140, o muzycznej
działalności członków Resursy tamże, s. 134–138.
2
Zob. H. Michałowska Salony artystyczno-literackie w Warszawie 1832–1860, Warszawa 1974, s. 117 i 137–140.
1

54

�w spiskach i działaniach tajnych ugrupowań, choć angażowało się w nie
w różnym stopniu wiele osób, które znał, z którymi się przyjaźnił i u których bywał. Ci, zagrożeni aresztowaniem, niszczyli notatki i listy, a rękopisy
i druki zagarnięte przez policję w czasie rewizji i aresztowań i następnie
wykorzystywane w śledztwach ginęły w urzędowych carskich archiwach.
Z kilkunastu lat następujących po powrocie Kolberga do Warszawy
udokumentowane są tylko nieliczne fakty, świadczące – czasem pośrednio – o jego udziale w artystycznym i naukowym życiu stolicy. W tym
okresie znał na pewno Józefa i Kornelię Paszkowskich. Józef Paszkowski
(1787–1858) był postacią powszechnie w stolicy szanowaną i cenioną – odznaczony złotym krzyżem orderu Virtuti Militari po kampanii roku 1812,
walczył pod Lipskiem, od roku 1822 był wykładowcą w Szkole Aplikacyjnej Artylerii i Inżynierii, kształcącej przyszłych oficerów wojska polskiego. Po powstaniu listopadowym, w którym swój udział zakończył jako
pułkownik artylerii, prowadził pensję dla chłopców. Kolberg wielokrotnie
w swoich rękopisach obok pieśni patriotycznych, wojskowych lub popularnych notował: „Paszkowski”, wskazując w ten sposób ich wykonawcę.
Te notatki, licznie zachowane wśród rękopisów pieśni, pozwalają przypuszczać, że Józef Paszkowski lubił i umiał śpiewać, a Kolberg często go słuchał
i wykorzystywał spotkania z nim do powiększenia swych zbiorów. Jego
żonie, Kornelii, dedykował pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,
wydany w roku 1844. Nazwisko Paszkowskiego wymienia także wiele lat
później, gdy w liście do Maurycego Karasowskiego uzupełnia pewne fakty
w biografii Fryderyka Chopina wydanej przez adresata. Pisze tam m.in.:
I tak np. co do Fantazji op. 13 wiem, że pierwszy temat śpiewał mu pułkownik
Józef Paszkowski u generałowej Sowińskiej [...]1

Śladem kontaktów Kolberga z muzykami należącymi do jego pokolenia
jest rękopis utworu Michała Bergsona (1820–1898), pianisty i kompozytora, przechowywany w zbiorach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.
1
Brulion listu do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja … cz. II (DWOK T. 65),
s. 559. Pierwszy temat Fantazji op. 13 to melodia do sielanki Franciszka Karpińskiego Laura
i Filon, a właściwie jedna z kilku melodii służących do tego tekstu. Twórcy muzyki do słów
Karpińskiego, także melodii użytej przez Chopina i do dziś wykonywanej pozostają nieznani.
W rękopisach Kolberga i w tomach Ludu znaleźć można parę zapisów tej pieśni, wszystkie są
wariantami innej melodii, nie tej, którą Chopinowi zaśpiewał Józef Paszkowski.

55

�Jest to Mazur dedykowany „przyjacielowi swemu O. de Kolberg przez
Michała Bergson”1. Rękopis pochodzi prawdopodobnie sprzed 1840 r. –
w tym roku Bergson wyjechał na studia do Paryża, a potem osiadł na stałe zagranicą. Był, tak jak wcześniej Kolberg, uczniem C.F. Rungenhagena.
Nieco więcej wiadomo o przyjaźni Oskara ze wspomnianym już Emilianem
Jenike. Obaj należeli do warszawskiej gminy ewangelickiej, obaj też w tym
samym czasie studiowali w Berlinie. Emilian Jenike, pianista i kompozytor,
zmarł w 1852 r. i Oskar opublikował wtedy w „Bibliotece Warszawskiej”
poświęcone mu wspomnienie2.
Jadwiga Łuszczewska, pisząc w Pamiętniku o wysokiej ocenie, jaką jej
rodzice przyznawali malarstwu Aleksandra Lessera, dodaje: „Nie mniej zajął ich i Oskar Kolberg […]”3. Nina Łuszczewska, matka autorki pamiętnika,
prowadziła salon literacki od roku 1834 do czasu aresztowania i zesłania jej
męża w 1862 r. Z notatki Jadwigi Łuszczewskiej wynika, że Kolberg bywał
w salonie jej matki, ale nie wiadomo dokładnie, kiedy zaczął się tam pojawiać, prawdopodobnie około roku 1848. Być może na prośbę gospodyni
grywał tam utwory różnych kompozytorów, a także swoje własne i tym
„zajął” Ninę i Wacława Łuszczewskich.
Do bliskich znajomych Kolberga należeli Anna i Kazimierz Władysław
Wójciccy. Annie, żonie K.W. Wójcickiego, a siostrze Dominika Magnuszewskiego4, dedykował drugi zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, wydany
w roku 1845. O roli Wójcickiego w obudzeniu jego folklorystycznych zainteresowań wspominał Kolberg sam w przytaczanym tu fragmencie autobiografii, dla jego działań na tym polu ważna była też możliwość publikowania
w „Bibliotece Warszawskiej”, której Wójcicki był przez wiele lat redaktorem. Kolberg od początku istnienia pisma drukował w nim artykuły, zbiory pieśni ludowych i recenzje, a „Biblioteka” omawiała jego publikacje,
zarówno folklorystyczne, jak i wydawane drukiem kompozycje. Legalizm
„Biblioteki Warszawskiej”, rodzaj bezpiecznej bezstronności, który powodował pewną bezbarwność, pomogły jej przetrwać ponad siedemdziesiąt
1
Rękopis w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, sygn. 12093.
Informację o istnieniu tej kompozycji przekazał M. Prochaska.
2
O. K. [O. Kolberg] Emilian Jenike. Wspomnienie pośmiertne, „Biblioteka Warszawska”
1852, T. 4, s. 374–375, przedruk w Pismach muzycznych… cz. II (DWOK T. 62), s. 479-480.
3
Jadwiga Łuszczewska Pamiętnik 1834–1897, wstępem i przypisami opatrzył J.W. Gomulicki, Warszawa 1968, s. 67.
4
Dominik Magnuszewski (1809–1845), poeta, powieściopisarz i dramaturg,

56

�lat, a w okresie międzypowstaniowym odegrać bardzo ważną rolę miejsca
dyskusji nie tylko literackich, ale i naukowych, zarówno na łamach pisma,
jak i w jego redakcji1. Te otwarte spotkania, w czasie których dyskutowano
na różne tematy artystyczne i naukowe, dotyczyły także znaczenia folkloru,
jego miejsca w polskiej kulturze i w badaniach historycznoliterackich oraz
metod publikowania utworów ludowych.
Odnotowane w szkicu autobiografii pierwsze zapisy melodii ludowych,
wykonane w roku 1839 w Wilanowie, zostały przez Kolberga i późniejszych
biografów uznane za początek jego badań etnograficznych, co zostało potwierdzone obchodami jubileuszu pięćdziesięciolecia w roku 1889. Niewątpliwie badania terenowe dla zapisywania melodii prowadził początkowo
przede wszystkim w okolicach Warszawy. M.in. pod datą roczną 1841 odnotował w itinerarium wędrówkę „pieszo do Czerska (z Konopką)” 2. Ruiny
zamku w Czersku, odległe od Warszawy o około 30 kilometrów, kusiły
młodzież warszawską. Były one celem pieszej wycieczki Romana Zmorskiego (1822-1867), poety, później wydawcy bajek ludowych, i jego szkolnych
kolegów już w roku 1840, a rok po Kolbergu Zmorski wybrał się ponownie
na wycieczkę do Czerska z kilkoma przyjaciółmi, literatami, którzy nazwali
się później Cyganerią Warszawską3.
Po ponad czterdziestu latach, w roku 1885, początki swych badań terenowych i wycieczkę do Czerska wspominał Kolberg we wstępie do Mazowsza, wymieniając wszystkich jej uczestników:
Więc już około r[oku] 1840 czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. […] W roku 1840 atoli, w zaraniu prac
naszych etnograficznych, wzgląd na muzykę ludową […] przeważał i stanowił
główne dociekań naszych podścielisko. Wtedy to wychylaliśmy się często za
miasto w porze letniej, by świeżym, ożywczym na wsi odetchnąwszy powietrzem, zaczerpnąć też i świeżej melodii z tryskającego tam bezustannie narodowej muzyki źródła. A znaleźli się (zwłaszcza gdy horyzont badań się rozszerzał)
prawie zawsze do wędrówek naszych towarzysze, tymże samym ku rzeczom
sielskim ożywieni duchem, przelewający dosadnie na papier dziarskie włościan
typy i fizjognomie lub kreślący z zamiłowaniem myśli i wyrażenia poetyczne,
Zob. m.in. J.R. Błachnio Biblioteka Warszawska. Forum polskiej filozofii w latach
1841–1915, Bydgoszcz 1999, s. 7–8.
2
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 704–707.
3
Zob. W. Szymanowski i A. Niewiarowski Wspomnienia o „Cyganerii warszawskiej”,
zebrał i opracował J.W. Gomulicki, Warszawa 1964, s. 386–452.
1

57

�tak szczodrze w tych pieśniach i przysłowiach rozrzucone. Taką to wędrówkę
czterodniową z Warszawy do Czerska odbyliśmy w Zielone Świątki r[oku] 1841
w towarzystwie śp. Józefa Konopki, śp. Walentego Zakrzewskiego i śp. Emila
Jenikego1.

W dalszym ciągu wstępu do Mazowsza wspomina inne wycieczki w teren z tego wczesnego okresu:
Takie też [wędrówki odbyliśmy] i w następnych latach, zwracając się w inne
Warszawy i Pragi okolice, razem z T. Lenartowiczem, ś.p. [L.] Norwidem, ś.p. Ign.
Komorowskim, jak niemniej z malarzami: W. Gersonem, ś.p. Karolem Marconim,
ś.p. bratem moim Antonim — że już zamilczymy o wycieczkach w późniejszych
dokonywanych czasach2.

Józef Konopka (1818–1880), wędrujący z Kolbergiem w 1841 r. do Czerska, według wspomnień jego siostry Antoniny przyjechał z Modlnicy do
Warszawy w sprawach rodzinnych. Rok wcześniej wydał Pieśni ludu krakowskiego3. Kolberg poznał go prawdopodobnie u K.W. Wójcickiego, a nawiązana wówczas przyjaźń przetrwała do końca życia Józefa. Jak wynika
z późniejszej korespondencji i zachowanych rękopisów, Kolberg notował
w czasie wycieczki do Czerska głównie melodie, a Konopka teksty pieśni.
Rok później, po swej pierwszej wizycie w Modlnicy, pisał do Konopki: „pamiętaj o naszym zbiorku czerskim”4. Zachowany do dziś fragment „zbiorku
czerskiego” to wykonane przez Konopkę zapisy tekstów pieśni5, do których melodie notował Kolberg. Możliwość pracy „na cztery ręce”, taką jak
w roku 1841 w czasie wycieczki z Konopką, miał Kolberg kilkakrotnie.
W jego spuściźnie odnajdujemy także późniejsze ślady wspólnych badań,
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. VIII–IX nlb.
Tamże, s. VII nlb.
3
J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, Wrocław 1974.
4
List do J. Konopki z 13 VIII 1842 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 11.
5
Rkp. J. Konopki z zapisami z Czerska i okolicy znajduje się obecnie w Archiwum PTL
w tece 45 Miscellanea, sygn. 1419, k. 1–7, na obwolucie nieznaną ręką wpisana błędna notatka: „Ułamek z rękopisu Pieśni ludu krakowskiego przez Józefa Konopkę wydanych przez
Czecha w Krakowie r. 1840”, na pierwszej stronie tytuł wpisany przez Konopkę: „Pieśni ludu
z okolic Czerska, Piaseczna” oraz późniejsza notatka innej, nieznanej osoby: „śp. Józef Konopka
w pierwszej wycieczce etnogr. z Kolbergiem, Jenike i Zakrzewskim w r. 1841”. Wykonane
przez Kolberga zapisy terenowe melodii do tych tekstów nie zachowały się.
1
2

58

�w czasie których on zapisywał melodie, a teksty notowała osoba mu towarzysząca.
Z dwu pozostałych uczestników pieszej wędrówki do Czerska poeta
i dziennikarz Walenty Zakrzewski1, zaprzyjaźniony z Teofilem Lenartowiczem i Włodzimierzem Wolskim2, nie pojawia się później w zachowanej
dokumentacji dotyczącej Oskara Kolberga, choć niewątpliwie spotykali
się w warszawskich salonach literackich, m.in. u Seweryny Pruszakowej.
Wspomniany już poprzednio muzyk, Emilian Jenike, z którym, jak pisał
sam Kolberg, łączyła go kilkunastoletnia przyjaźń, towarzyszył mu w wycieczkach na wieś raczej tylko w początkowym okresie badań terenowych
przyszłego etnografa.
Wśród towarzyszy swoich pierwszych wycieczek folklorystycznych około roku 1840 wymienia Kolberg trzech malarzy: swego brata, Antoniego,
Karola Marconiego (1826–1864) i Wojciecha Gersona (1831–1901). Antoni mógł wędrować z Oskarem w okolicach Warszawy prawdopodobnie
w krótkim okresie między studiami w Berlinie a wyjazdem na stypendium
do Rzymu, tj. w latach 1840–1841. Jego przyjaciel, Karol Marconi, zapewne
też towarzyszył Kolbergowi tylko w tym początkowym okresie, ponieważ
nieco później, w latach 1844–1850, podobnie jak Antoni studiował w Rzymie. Ich szkice terenowe wykorzystał Kolberg do ilustrowania Pieśni ludu
polskiego wydanych w latach 1856–1857. Gerson, urodzony w roku 1831,
raczej nie brał udziału w badaniach terenowych Kolberga tak wcześnie, nie
ma też potwierdzenia, że wspólnie z Kolbergiem bywał w terenie w latach
późniejszych3. Natomiast przyszły etnograf i przyszły ilustrator Ludu4 spotykali się w Warszawie, zwłaszcza po zakończeniu przez Gersona studiów
w Petersburgu, tj. w latach 1855–1856 i później, po powrocie Gersona
Walenty Zakrzewski (1822–1862), literat, tłumacz, przełożył m.in. Don Kichota Miguela
Cervantesa, w 1855 r. wyjechał do Paryża i tam zmarł.
2
Włodzimierz Wolski (1824–1882), poeta, powieściopisarz, najbardziej znanym jego utworem jest libretto Halki Moniuszki napisane w 1846 r.
3
O podróżach terenowych W. Gersona zob.: A. Vetulani Wojciech Gerson, Warszawa 1952,
tenże Ludowe zainteresowania Wojciecha Gersona, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXV: 1971,
nr 1, s. 47–51, A. Vetulani i A. Ryszkiewicz Materiały dotyczące życia i twórczości Wojciecha
Gersona, Wrocław 1951, „Źródła do Dziejów Sztuki Polskiej”, T. II.
4
W. Gerson ilustrował kilka tomów Ludu: Pieśni ludu polskiego, Sandomierskie, Kujawy,
Kaliskie, Mazowsze, częściowo Krakowskie, zob.: A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara
Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Kolberga w dwusetna rocznicę jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 148–154.
1

59

�z Paryża w r. 1858. Obaj publikowali w czasopismach warszawskich i bywali w ich redakcjach, obaj też byli czynnymi członkami gminy ewangelickiej skupionej w warszawskiej parafii pod wezwaniem św. Trójcy.
W cytowanym wyżej wstępie do Mazowsza wśród osób biorących
udział w wycieczkach w okolice Warszawy wspomina Kolberg także innych muzyków i literatów. Wymieniony w tym gronie Ignacy Komorowski
(1825–1857) był kompozytorem. Uznaniem cieszyły się jego pieśni, nawiązujące do polskiej muzyki ludowej, zwłaszcza Kalina do słów Teofila Lenartowicza. Norwid — to Ludwik (1818–1881), starszy brat Cypriana, poeta
i pisarz, mieszkający wówczas w rodzinnym dworze w Laskowo-Głuchach
(dziś w pow. wyszkowskim). W roku 1847 wyjechał za granicę i wrócił do
kraju dopiero w roku 1869. Poeta Teofil Lenartowicz (1822–1893) zaangażowany był w konspirację niepodległościową i jego wycieczki na wieś
związane były nie tylko z poszukiwaniem motywów ludowych, ale także
z nielegalną działalnością spiskową przygotowującą powstanie narodowe.
Z Kolbergiem łączyła go serdeczna przyjaźń, a także współpraca nad Królem pasterzy, pierwszym dziełem scenicznym kompozytora, przerwana
dopiero przez przymusową emigrację poety w r. 1848.
Jeszcze raz Kolberg wrócił do wycieczki odbytej w 1841 r., pisząc w szkicu autobiografii około roku 1889 o początkach badań terenowych:
Wszakże wycieczki najczęściej dokonywane w święta i w towarzystwie przyjaciół w lecie, na piechotę, odbywać się tylko mogły w najbliższe okolice Warszawy. Zapuszczać się dalej, zwłaszcza samemu, a choćby i we dwójkę lub trójkę,
z koszturem w ręku, nie było wówczas podobieństwem, bo bojaźliwi chłopi,
nieufni i podejrzliwi na każdym kroku, gotowi byli nieznajomych sobie apostołów chwytać i odstawiać do powiatu jako „missariuszów” narodowego rządu.
Doświadczyłem tego w r. 1841 robiąc z Konopką wycieczkę do Czerska, gdzie
oswobodzenie z ich rąk winni jedynie byliśmy rozumnej interwencji wójta miejscowej gminy1.

Użyty tu przez Kolberga zwrot „z koszturem w ręku” przywołuje wzorowany na Zorianie Dołędze Chodakowskim (1784–1825) obraz badacza
terenowego, który notuje folklor, wędrując od wsi do wsi w chłopskim
przebraniu. Po powstaniu listopadowym takie wędrówki w Królestwie Polskim, a tym bardziej na terenach Ziem Zabranych, były bardzo utrudnione
1

Rkp. O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.

60

�i w najlepszym wypadku kończyły się zatrzymaniem i tłumaczeniem przed
policją. Kontrola podróżnych w czasie trwającego ciągle stanu wojennego
była zaostrzona. Próby kontaktów z wiejskimi wykonawcami pieśni mogły
być bezowocne również z powodu wspomnianej przez Kolberga i trudnej
do przezwyciężenia nieufności chłopów i ich niechęci do „obcych”. O kłopotach towarzyszących kontaktom z ludowymi wykonawcami w czasie
badań terenowych pisał także K.W. Wójcicki we wstępie do swego zbioru
wydanego w roku 1836:
Przed trzynastu laty zacząłem zbierać pieśni ludu: rzecz ta nie tak łatwa, jak się
komu wydawać może. Z kosturem w ręku trzeba było każdą wieś odwiedzić,
zniżyć się pod dymiącą rolnika strzechę, badać i wymuszać niemal prośbami
i datkiem pieśń każdą, bo lud polski i ruski ma wstręt wyraźny udzielać takowych cudzemu, jako mówią, człowiekowi1.

Ale Wójcicki, który wspomina tu kurne chaty chłopskie i pieszą wędrówkę według wskazań Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, rozpoczął poszukiwanie tekstów pieśni w Królestwie przed powstaniem listopadowym.
W epoce zwanej nocą Paskiewiczowską, po powstaniu, kiedy notowanie
pieśni i melodii ludowych podjął Kolberg, panowały inne prawa i kontakty
z wiejskimi wykonawcami były znacznie trudniejsze nie tylko z powodu
ich nieufności czy niechęci do obcych. Izydor Kopernicki, pierwszy biograf
Kolberga, o początkach jego badań terenowych pisał w roku 1891:
W owym czasie, gdy po wsiach nakazywano śledzić i chwytać emisariuszów
demokratycznych, podobnie jak dziś socjalistów, wędrowny etnograf z kosturem
dostałby się niechybnie w pierwszej wsi do aresztu, tak samo jak dzisiaj2.

Mimo wszystkich trudności towarzyszących wyprawom w teren te
pierwsze sezony wycieczek, a także starania o pozyskanie wykonawców
w Warszawie, pozwoliły Kolbergowi zapisać kilkaset melodii i część z nich
– jak już tu odnotowano – postanowił przygotować do druku. Przytaczane
1
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1, Warszawa 1836, s. 9;
wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, Wrocław 1976, s. 9.
2
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. X.

61

�wyżej fragmenty listów Kolberga wyjaśniają, dlaczego musiał opublikować je Poznaniu, a nie w Warszawie. Wydawcą miał być Jan Konstanty
Żupański, korekty obiecał wykonywać Antoni Woykowski, wówczas wydawca i redaktor „Tygodnika Literackiego”. Pismo to należało w latach
1838–1845 do najciekawszych i wysoko cenionych periodyków polskich
i swym oddziaływaniem wykraczało poza Wielkopolskę. W domu Julii
i Antoniego Woykowskich w Poznaniu spotykali się literaci, działacze narodowi i współpracujący z tygodnikiem uczeni i pisarze, m.in. filozof Karol Libelt (1807–1875), historyk Jędrzej Moraczewski (1802–1855), poeta Ryszard
Berwiński (1919–1879), a także zmuszeni do ucieczki z Warszawy Edward
Dembowski i Roman Zmorski.
Planowany przez Kolberga zbiór pod tytułem Pieśni ludu polskiego1,
mieścił głównie pieśni zapisane przez niego samego. Autor włączył jednak
do tej publikacji także kilka melodii wydanych przez poprzedników i osiemdziesiąt jeden tekstów ze źródeł drukowanych. Najczęściej były to teksty,
do których w czasie własnych badań udało mu się zapisać melodie. Całość
miała ukazać się w dziesięciu zeszytach liczących po 25 pieśni każdy, czyli
w sumie zawierałaby 250 melodii z tekstami. W zbiorach pieśni ludowych,
wydawanych jako druki zwarte, publikowano dotychczas prawie wyłącznie
teksty. Edycje pieśni ludowych z lat 1833–1842 udostępniły ponad 2000
tekstów, ale zapisów nutowych było w nich łącznie tylko 228. Do Pieśni
polskich i ruskich ludu galicyjskiego2 Wacława Zaleskiego (1799–1849),
liczących ponad tysiąc tekstów, dołączony był osobno drukowany tomik
z 160 melodiami opracowanymi przez Karola Lipińskiego (1780–1861),
kompozytora i cenionego w Europie wirtuoza gry na skrzypcach. W Pieśniach ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu Kazimierz W.
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął [...]. Oddział pierwszy poświęcony
Wacławowi Zaleskiemu, Józefowi Konopce, K. Wł. Wójcickiemu, Żegocie Paul[emu], niezmordowanym współpracownikom w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu, z. 1–5,
Poznań 1842–1845. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym, cz. I (DWOK T.67/I), s. 1–349, zakres i charakter opracowania Kolberga omawia
A. Pawlak we wstępie do tomu Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. VII–IX, a także M. Prochaska w pracy Kompozycje Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło
cz. II (DWOK T. 85/II).
2
[W. Zaleski] Wacław z Oleska Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, z muzyką instrumentowaną przez Karola Lipińskiego zebrał i wydał […], Lwów 1833; K. Lipiński Muzyka
do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych przez Wacława
z Oleska, do śpiewu i na fortepian ułożył […], Lwów 1833.
1

62

�Wójcicki zamieścił 32 melodie opracowane przez Feliksa Dobrzyńskiego, do
pieśni z Krakowskiego opublikowanych przez Józefa Konopkę, dołączonych
było 16 zapisów nutowych, przygotowanych do druku przez osobę nieznaną, a w Piosnkach ludu wielkopolskiego1 wydanych przez Jana Józefa
Lipińskiego (1816–1864) znalazło się 20 melodii zapisanych przez nieznaną
dziś amatorkę grającą na fortepianie. Zbiór Żegoty Paulego (1814–1895)
Pieśni ludu polskiego w Galicji2, bardzo dobrze oceniany przez krytyków
współczesnych autorowi i przez dzisiejszych folklorystów, był całkowicie
pozbawiony zapisów nutowych. Wszystkie melodie wokalne w wymienionych drukach opatrzone były akompaniamentem fortepianowym. Pieśniom
zamieszczanym w czasopismach zapisy nutowe towarzyszyły sporadycznie
i tam miały też akompaniament. Najwcześniej melodie ludowe opublikował
Józef Franciszek Królikowski (1781–1839), teoretyk literatury, w obszernej
Rozprawie o śpiewach polskich3 zamieszczanej w „Pamiętniku Warszawskim” w latach 1817–1818, do której dołączył siedem zapisów nutowych.
Pisząc o potrzebie upowszechniania muzyki, postulował:
Z tego powodu sądziłbym rzeczą bardzo korzystną i celowi odpowiadającą,
ażeby wychodziły na widok publiczny śpiewy polskie historyczne, narodowe,
obyczajowe itp. z przygrywaniem klawikordu, bo ten rodzaj muzyki najprędzej
stanie się powszechnym, podoba się największej części i najłatwiej przylgnie do
serca i umysłu4.

W roku 1822 cztery melodie polskie i ukraińskie dołączone były do interesującego artykułu Karola Hüttnera Śpiewy ludu5 opublikowanego w „Pielgrzymie Lwowskim”. K. Hüttner (1793–1822), profesor prawa Uniwersytetu
J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał […], Poznań 1842.
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838; wydanie fototypiczne pod red.
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Górski, Wrocław 1973.
3
Pełny tytuł: J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką do rozszerzenia
tej nauki w kraju naszym bardzo użytecznych i o zastosowaniu poezji do muzyki, „Pamiętnik Warszawski” 1817, T. 9, s. 145–174, 249–267, 377–407; 1818, T. 10, s. 3–35, 145–159, 273–
–307, 433–491. Przedruk z niewielkimi zmianami w: tegoż Prozodia polska, czyli o śpiewności
i miarach języka polskiego z przykładami w nutach muzycznych, Poznań 1821.
4
J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką…, „Pamiętnik Warszawski”
1817, T. 9, s. 147.
5
K. Hüttner Śpiewy ludu, „Pielgrzym Lwowski” na rok 1822, s. 86–88. Cztery melodie
z akompaniamentem zamieszczone tam na osobnej wkładce opracował nieznany bliżej Moroński.
1
2

63

�Lwowskiego i współredaktor „Pielgrzyma”, pisał jeszcze ostrożnie o znaczeniu muzyki dla interpretacji pieśni ludowych:
Lud nie deklamuje pieśni swoich, jak zwykł czynić świat uczony wedle utworzonych przez siebie prawideł, lecz śpiewa z ogniem i uczuciem i mniema[m] (nie
wiem czy słusznie), że śpiewność (melodia) jest drugą główną częścią śpiewu1.

Dwadzieścia lat później Kolberg podkreślił zasadniczą wagę muzyki zdaniem: „Melodia jest duszą pieśni gminnej […]”2.
Pierwszy zeszyt Kolbergowskiego zbioru pieśni ukazał się jesienią 1842 r.
Pierwotna umowa3 wydawnicza z Żupańskim, sporządzona 28 czerwca
1842 r., a spisana przez A. Woykowskiego, zobowiązywała Kolberga między innymi do sprzedaży w Królestwie 150 egzemplarzy każdego zeszytu.
Ponieważ cenzura zabroniła rozpowszechniania tego zbioru pieśni w Królestwie, przesyłanie go z Poznania do Warszawy jako nielegalne było bardzo utrudnione. Perypetie z przekazywaniem wydrukowanych zeszytów
do Warszawy i ze sprzedażą ich przez Kolberga oraz kolejne zmiany wzajemnych zobowiązań autora i wydawcy4 trwały aż do października 1845 r.,
kiedy to ukazał się piąty zeszyt Pieśni ludu polskiego. Zapewne wtedy na
własnym egzemplarzu umowy Kolberg zapisał: „Na całym tym interesie
wyszedłem jak najgorzej, bo z kwitkiem”5. Z powodu zakazu cenzora nie
mógł swojej części nakładu rozprowadzać poprzez warszawskie księgarnie, a drogi prywatne zawodziły, nie uzyskał więc z tej publikacji żadnego
dochodu. Na druku piątego zeszytu zakończył współpracę z Żupańskim
i rękopis pozostałych pieśni przekazał bezpłatnie redakcji „Przyjaciela
Ludu”, wydawanego w Lesznie. „Przyjaciel Ludu”, konserwatywny tygodnik popularno-naukowy, zajmował się popularyzacją wiedzy, również
o historii Polski, poprzez opisy i ryciny zabytków, życiorysy i portrety
Tamże, s. 86.
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań 1842, s. 1, zob. przedruk w: Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.
3
Rkp. A. Woykowskiego w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83–84. Tekst umowy zamieszczony
jest jako aneks 3 w: Korespondencj … cz. III (DWOK T. 66), s. 708–710.
4
Z lat 1841–1845 zachowało się czterdzieści listów i brulionów listów wymienianych między Żupańskim, Woykowskim i Kolbergiem, które ukazują narastające trudności z wydaniem
tego zbioru i jego sprzedażą w Warszawie, zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), listy 2–5
i 7–42, s. 7–47.
5
Notatka na rkp. umowy, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83.
1
2

64

�sławnych Polaków itp., a także propagował twórczość ludową, drukując
bajki, przysłowia i pieśni oraz informacje o życiu ludu, m.in. krótkie opisy wesel oraz ryciny strojów z różnych regionów dawnej Polski. Na jego
łamach w latach 1846–1847 co tydzień drukowano melodię i tekst jednej
pieśni ze zbiorów przekazanych przez Kolberga. W sumie Żupański wydał
w pięciu zeszytach 125 pieśni z melodiami i 11 wariantów nieliczbowanych,
a w „Przyjacielu Ludu” ukazało się 100 pieśni.
W krótkim wstępie zamieszczonym w pierwszym zeszycie zbioru Kolberg przedstawił swoją rolę jako wydawcy:
Melodia jest duszą pieśni gminnej; w niej poznasz myśl i serce jak w zwierciadle,
ona znamionuje ducha każdego pokolenia. Wiernie ją schwycić i oddać w zupełności, ozdobić i ubrać w przegrywki, przystroić w harmonią było zadaniem
pracy mojej przy zbieraniu melodii, jako i tekstu samychże pieśni. […] sądzę, że
dogodzę potrzebie czasu i współziomków, gdy tyle ważną, a może ważniejszą
jeszcze pieśni tych część, to jest muzykę, dołączę do już istniejących zbiorów1.

Ta pierwsza folklorystyczna publikacja Kolberga miała więc być uzupełnieniem dotychczas wydawanych zbiorów tekstów. Przewidywał też, że
będzie pomocą dla kompozytorów tworzących w duchu narodowym:
Muzyk bowiem, który by chciał poznać i korzystać z upowszechnionych u nas
melodii, znajdzie tu zbiór bogatych, surowych, rodzimych, ale czerstwych, silnych i pięknych piosnek, a geniusz znajdzie obfity materiał do podsycania i rozwijania własnych pomysłów2.

Ale był to druk przeznaczony nie tylko dla zainteresowanych folklorem
kompozytorów, lecz również dla amatorów domowego muzykowania, dlatego jego autor miał nadzieję, że będzie to wydanie staranne i zachęcające
wykonawców pieśni do korzystania z niego. Przesyłając do druku rękopis
pierwszego zeszytu, pisał do Woykowskiego:
Co się tycze dzieła samego, życzyłbym sobie, ażeby powierzchowność była
ozdobną […]. Każda pieśń będzie na osobnej stronicy, słowa zaś pod nią osobno
powtórzone; przy dłuższych zaś pieśniach muzyka na jednej, słowa na drugiej
1
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego…, Poznań 1842, s. 1, przedruk w: O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.
2
Tamże, s. 2.

65

�stronicy (pierwsze strofy pod muzyką znajdujące się zawsze mają być powtórzone i na drugiej stronicy, ażeby całość pieśni łatwiej ogarniętą być mogła). Uwagi
moje i cytacje proszę również pod pieśniami zamieścić1.

Jednak Żupański nie spełnił wszystkich wymagań przekazanych przez
autora w tym liście, zwłaszcza co do rozmieszczenia nut i tekstów, prawdopodobnie dla zmniejszenia kosztów druku.
Zapis nutowy dla każdej pieśni obejmował melodię wokalną i akompaniament fortepianowy2. Dla części tych pieśni w spuściźnie Kolberga zachowały się oryginalne zapisy ze słuchu, co umożliwia porównanie wersji
drukowanej z zapisem pierwotnym. Według opinii muzykologów wydane
w tym zbiorze melodie wokalne nie różnią się w strukturze muzycznej
od zapisanych w czasie bezpośredniego wykonania. Tylko akompaniament fortepianowy i instrumentalne przygrywki są dziełem kompozytora-wydawcy. Prawie wszystkie pieśni mają noty lokalizacyjne – był to od
początku badań terenowych najważniejszy dla Kolberga element dokumentacji zapisu. Teksty i nieliczne melodie wokalne pochodzące ze zbiorów innych wydawców mają wskazane źródło. Dla kilku pieśni zamieścił
warianty tekstów, a część opatrzył odsyłaczami do wariantów wydanych
przez innych autorów.
W tym pierwszym zbiorze Kolberga zauważamy zarówno repertuar ludo­
wy, jak i należący do mieszkańców dworków i miast, jednak pieśni powstałych i wykonywanych w środowisku chłopskim jest zdecydowanie więcej.
Znajdują się tu m.in. obrzędowe pieśni weselne, jak Chmiel czy „Uciekła mi
przepióreczka w proso”, kolęda o złotym kielichu, ballady, krótkie liryki, ale
także tekst szlacheckiej pieśni myśliwskiej „Pojedziemy na łów, towarzyszu
mój” i jedna z chętnie śpiewanych piosenek Jakuba Jasińskiego (1761–1794)
Jaś i Zosia („Chciało się Zosi jagódek”). Czasem Kolberg dawał im przy
tytule uwagę: „P[ieśń] mieszczańska”, „mazur szlachecki”, pieśni ludowe miewają noty określające ich funkcję: „Pieśń częstokroć przy weselu śpiewana”,
„P[ieśń] weselna”, „kolęda”, „przy szopce, czyli jasełkach jako kolęda” itp.
1
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 5. Cytacjami nazywał Kolberg odsyłacze do źródeł tekstów i do wariantów pieśni zamieszczonych w innych zbiorach.
2
Akompaniamentu nie mają melodie do wariantów tekstów opatrzone takim samym numerem jak zasadniczy tekst: nr 54A, 81A, 99A, 112A, B i D oraz 122A, wariantem melodii wokalnej jest tylko nr 112C.

66

�Opracowanie pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu spełniało postulat Królikowskiego i odpowiadało potrzebom śpiewaków amatorów, dla
których także było przeznaczone, jednak spotykało się z krytyką. Recenzje
zbioru Kolberga ukazały się już w trakcie druku kolejnych zeszytów, ale
tylko w prasie poznańskiej. Jako druk niedopuszczony przez cenzurę do
rozpowszechniania w Królestwie publikacja ta nie mogła być omawiana
w prasie warszawskiej. Bardzo dobrze edycję tę ocenił Marceli Antoni Szulc
(1818–1898), wówczas recenzent „Tygodnika Literackiego”1, traktując publikację tylko jako zbiór pieśni przeznaczonych do domowego muzykowania.
Natomiast Karol Libelt, uznając za bardzo ważny sam fakt wydania melodii
ludowych, uważał, że powinny być one drukowane bez akompaniamentu,
jako dokumentacja wykonania pieśni przez ludowego śpiewaka:
Niechby autor tylko zawsze miał na uwadze, że idzie tu tylko o to, aby śpiew
ludu jak najwierniej był oddany, że zatem wszelkie zdobywanie się na sztukę,
wszelkie dodatki na koszt wierności i prostoty w oddaniu melodii ludowej nie
są na swoim miejscu2.

Najbardziej dziś znana i najczęściej cytowana przez dwudziestowiecznych biografów Kolberga jest opinia Fryderyka Chopina, któremu Pieśni
ludu polskiego autor przesłał do Paryża. Po otrzymaniu zbioru Chopin pisał
o nim w 1847 r. w jednym z listów do rodziny:
[…] dobre chęci, za wąskie plecy. Często podobne rzeczy widząc, myślę, że lepiej
nic, bo mozół ten tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który kiedyś tam prawdę odwikła. A aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną
z przyprawionymi nosami, różowane, z poobcinanymi nogami albo na szczudłach i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą3.

Tej surowej oceny, brzmiącej jak wyrok, Kolberg prawdopodobnie nigdy nie poznał, była przekazana w prywatnym liście.
1
Pierwodruk recenzji M.A. Szulca w „Tygodniku Literackim” 1842, nr 42, s. 335–336, przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 272–274.
2
Pierwodruk recenzji w „Dzienniku Domowym” 1842, nr 21, s. 174, tam anonimowo, później przedruk w: K. Libelt Pisma pomniejsze (Pisma krytyczne T. 5), Poznań 1851, s. 232–234.
Tu przytoczono za przedrukiem w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK
T. 67/II), s. 275–276.
3
Przytoczone za: M. Tomaszewski Chopin. Człowiek…, s. 111.

67

�W trakcie druku swego pierwszego zbioru pieśni ludowych Kolberg nadal komponował i niektóre utwory wydawał drukiem. W roku 1841, poza
wymienionym tu już mazurem ofiarowanym bratowej, ukazały się także
Dwa mazury na pianoforte, w roku 1843 Kujawiak ułożony na pianoforte i Kujawiak według znanego tematu gminnego, rok później Mazur
ułożony na piano-forte i Six contredanses françaises pour le pianoforte
oraz pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, zawierający dziesięć
utworów, w roku 1845 drugi i trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,
w każdym też po dziesięć tańców. Na pewno nie wszystkie powstające
wówczas jego utwory były drukowane, nie wszystkie też druki wymieniane były w recenzjach czy anonsowane we wzmiankach prasowych lub
ogłoszeniach. Nie mamy więc pełnego obrazu twórczości Kolberga, tym
bardziej że nawet część wydanych kompozycji odnotowanych w prasie nie
dotrwała do naszych czasów i nie odnaleziono ich egzemplarzy1. Utworom
zachowanym w rękopisach, ale nieopublikowanym za życia Kolberga brak
dat powstania i ustalenie ich chronologii nie jest możliwe.
Wśród utworów Kolberga drukowanych w latach 1836–1854 przeważają tańce, przede wszystkim kujawiaki i mazury, ale są tam także polonezy, walc i kontredanse. W przytaczanym już szkicu autobiografii z 1889 r.
Kolberg pisał, że przed r. 1830 i on, i dwaj bracia lubili taniec „namiętnie”.
Jego utwory świadczą, że pod urokiem tańców pozostawał również jako
kompozytor. Mogła powodować nim także świadomość, że utwory takie
cieszą się popularnością i będą chętnie nabywane. Jednak wynagrodzenia
za te kompozycje miały niewielki udział w dochodach Kolberga. Wiele lat
później, w roku 1880, przesłał Sikorskiemu swego mazura z uwagą: „wydał
go w przerobieniu moim Breitkopf i zapłacił – aż 10 talarów – zawsze więcej niż nasi warszawscy edytorowie”2. Pierwodruk owego mazura ukazał się
w roku 1844, nie wiemy jednak, jakie honorarium otrzymał wtedy Kolberg.
Z roku 1842, w którym ukazał się pierwszy zeszyt Pieśni ludu polskiego,
pochodzi także pierwsza publikacja świadcząca o zainteresowaniu się Kolberga dziejami profesjonalnej muzyki polskiej. Zamieścił wtedy na łamach
1
Nie udało się odszukać m.in. Krakowiaka omówionego w recenzji Józefa Sikorskiego („Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614) i Dwóch polek anonsowanych w roku 1848 przez
„Kurier Warszawski”. Zob. D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. VIII–IX.
2
Brulion listu do J. Sikorskiego z 10 VIII 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65),
s. 399.

68

�„Biblioteki Warszawskiej” recenzję Śpiewów kościelnych dawnych kompozytorów polskich wydanych przez Józefa Cichockiego1, a rok później opublikował tamże artykuł o odkrytym przez siebie zabytku muzycznym z roku
15332. Józef Cichocki wydał swe opracowanie w dwu częściach, pierwsza
zawierała Psalmy Mikołaja Gomółki, druga Msze Grzegorza Gerwazego
Gorczyckiego3. Kolberg w recenzji zwrócił m.in. uwagę na to, że publikacja
Cichockiego nie wywołała żadnej reakcji w prasie polskiej, a jest ważna dla
historii polskiej kultury:
Celem wydawcy bowiem nie tylko jest odgrzebać dawne kompozycje i od zatraty je chronić, ale nadto za pomocą przedstawionych materiałów przyczynić się
do historii muzyki w Polsce, a obudziwszy interes bibliografów, skierować go
i ku tej gałęzi sztuki, a gałęź ta zaprawdę nie była bez owocu, niejedno szacowne
dla nas ziarno ukrywającego […]4.

Wyraził też nadzieję, że autor tego opracowania nie będzie „ustawał
w tak chwalebnych przedsięwzięciach”. Drugi artykuł to krótki tekst informujący o istnieniu w prywatnych zbiorach rękopisu łacińskiego traktatu
o muzyce z roku 1533, wtedy przypisywanego nieznanemu bliżej Maciejowi
z Warszawy5. Również w latach następnych co jakiś czas Kolberg informował czytelników „Biblioteki Warszawskiej” bądź adresatów swoich listów
o istnieniu zapomnianych lub nieznanych dzieł ważnych dla badaczy dziejów polskiej muzyki.
Przed rokiem 1845, tj. przed podjęciem stałej pracy, często wyruszał
w okolice Warszawy lub do nieco dalszych miejscowości na Mazowszu, aby
notować melodie ludowe, a dwukrotnie wyjeżdżał za granicę. W roku 1841
O.K. [O. Kolberg] Śpiewy kościelne […] zebrane i wydane przez Józefa Cichockiego […],
„Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4, s. 421–424. Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne…
cz. II (DWOK T. 62), s. 501–503, tekst nr 994.
2
O.K. [O. Kolberg] Rękopism o muzyce z r. 1533, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 642.
Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500–501, tekst nr 993.
3
J. Cichocki Śpiewy kościelne na kilka głosów dawnych kompozytorów polskich, zebrane i wydane przez […], z. 1: 10 psalmów M. Gomółki, zeszyt 2: Dwie msze G.G. Gorczyckiego,
Warszawa–Lipsk 1838–1839. Zeszyt pierwszy Cichocki opracował razem z J. Zandmannem,
zeszyt drugi z J. Krogulskim.
4
O. Kolberg Śpiewy kościelne…, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK
T. 62), s. 501.
5
Zob. O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500, przypis 1 i 2.
1

69

�odbył podróż „do Berlina, Lipska, Pragi (na Marienbad)”1. Wiele lat później,
pisząc przytaczany już tutaj list do redaktora czeskiego pisma „Světozor”,
wspominał tę swoją kolejną podróż do Czech:
W r[oku] 1841 byłem w Pradze po raz drugi, i choć bytność ta trwała równie
krótko jak pierwsza, to jednak cały kraj tak piękny i kwitnący, ludzie tak zacni
i gościnni na zawsze w miłej jak wprzód utkwiły mi pamięci2.

Nie znamy celu tego wyjazdu, nie zachowały się listy ani notatki na ten
temat, nie można też z nim powiązać rękopisów pieśni czeskich zachowanych w zbiorach Kolberga, lecz prawdopodobnie tylko jedną melodię drukowaną kilka lat później w artykule o pieśniach czeskich i słowackich3. Być
może Kolberg udał się do Mariańskich Łaźni na kurację. W roku następnym
pojechał do Lądka Zdroju – w itinerarium odnotował: „1842 – do Landek –
do kąpieli z matką (na Wrocław), do Johannisburga (Opawa)”4. Również ta
podróż nie pozostawiła śladów w zbiorach folklorystycznych zachowanych
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga.
Latem 1842 r. odwiedził Kraków i Modlnicę, do której został zaproszony przez Józefa Konopkę. Modlnica była wówczas własnością Tadeusza
i Antoniny Konopków, rodziców Józefa. W liście wysłanym po tej wizycie
Kolberg prosił przyjaciela m.in., by pamiętał o tekstach pieśni zapisanych
w czasie wycieczki do Czerska i o przysłanie melodii, które obiecała mu
Antonina Męcińska5, mieszkająca już wówczas w Modlnicy. Czy panna
Męcińska zanotowała wtedy melodie ludowe dla Kolberga, nie wiadomo.
On sam w czasie badań w Modlnicy skupił się na zapisywaniu muzyki,
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.
Brulion listu do redakcji „Svetozora” z datą 22 IX 1880, Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 407.
3
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i dodatek
nutowy, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–401.
Z roku 1841 może pochodzić zapis ostatniej spośród zamieszczonych w tym artykule melodii
wokalnych.
4
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704. Wymieniony tam Johannisburg to prawdopodobnie uzdrowisko Jańskie Łaźnie, wówczas znane
pod niemiecką nazwą Johannisbad.
5
Antonina Męcińska była córką Antoniego, kompozytora i od r. 1809 organisty kościoła Mariackiego, w r. 1842, w czasie pierwszego pobytu Kolberga w Modlnicy była prawdopodobnie
towarzyszką Antoniny Konopczanki, później, po zamieszkaniu w Modlnicy trzech córek Józefa
Konopki, uczyła je muzyki i pomagała Antoninie w opiece nad nimi i w prowadzeniu domu.
1
2

70

�zwłaszcza że miał pod ręką teksty wydane drukiem przez Konopkę1. Krótki okres dzielący badania Konopki od pierwszych zapisów Kolberga w tej
miejscowości pozwala przypuszczać, że informatorami obu zbieraczy folkloru mogły być te same osoby. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że zapewne wykonawcami w obu wypadkach byli mieszkańcy Modlnicy, dobrze
znani Konopkom i pracujący w ich folwarku.
Już w czasie pobytu w Modlnicy w 1842 r. badania terenowe Kolberga przebiegały inaczej niż wycieczki po Mazowszu w latach poprzednich.
W Szkicu autobiografii, po przytoczonym tu wcześniej opisie wędrówki
do Czerska, pisał:
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za
tychże listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam, badałem najprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej, byli skorsi
do pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do
dworu, lub pozwalali do swojej przychodzić chaty. Ponieważ wszędzie nader
gościnnie byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone z oszczędzonych na
zajęciach lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się jedynie na datkach włościanom za pozyskane materiały2.

Podobnie brzmi relacja I. Kopernickiego:
W tych ustawicznych pracowitych wędrówkach jego po kraju, mylnie byłoby
wyobrażać sobie Kolberga z kosturem w ręku, wędrującego od wsi do wsi, od
karczmy do karczmy, jak to czynił Chodakowski o pół wieku przed nim. […] Kolberg wędrówki swoje odbywał mniej efektownie, lecz bezpieczniej i skuteczniej.
Wybierając się w jakąś nieznaną sobie stronę kraju, starał się on pozyskać tam
sobie zawczasu gościnne przyjęcie i chętne poparcie u kilku osób miejscowych,
znających dobrze lud okoliczny i posiadających jego zaufanie, a przez to mogących pod każdym względem ułatwić mu jego badania3.
W Pieśniach ludu polskiego, publikowanych w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847,
co najmniej jeden tekst ze zbioru Konopki połączony jest z melodią zanotowaną przez Kolberga,
zob. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 319, nr 192.
2
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
3
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy..., s. X.
1

71

�Tak będzie organizował swe badania terenowe np. na Kujawach czy
w Lubelskiem, ale mimo starań nie zawsze notowanie folkloru, a później
informacji etnograficznych do Ludu przebiegało bez problemów. Kilkakrotnie w późniejszych dokumentach odnajdujemy relacje o kłopotach, na
jakie w czasie pobytów na wsi narażony bywał i on sam, i towarzyszące
mu osoby.
W ciągu trzech następnych lat prowadził badania w różnych miejscowościach w zaborze rosyjskim. W itinerarium pod datą roczną 1843 zapisał „Do Jadowa, Wyszkowa, Wysocego (Suskich, Norwida), do Czepielewa
pod Rożanem (Rzechowskich)”1. W Ciepielewie gościł jeszcze kilkakrotnie,
prawdopodobnie w latach 1845 i 1847, a Zofii Rzechowskiej dedykował Kujawiaki na pianoforte2. W wycieczce do Wysocego towarzyszem Kolberga
był Teofil Lenartowicz. Po kilkunastu latach Lenartowicz, już na emigracji
w Rzymie, dziękował za przysłane przez Kolberga Pieśni ludu polskiego
wydane w 1857 r. i wspominał w liście:
Nie mogę Ci opisać radości, jaką mi sprawiłeś Twoim zbiorem pieśni gminnych,
Kochany Oskarze, zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysoce[m]
i Mokrym Lesie, Ty za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas,
porządkujemy nasze zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida3.

Oskar, odpowiadając na ten list, pisał:
Prawda, że to już dawno temu, kiedyśmy ze sobą chodzili po Mokrym Lesie, po
Wysoc[em], Wyszkowie i Głuchach. Pamiętam to jak dzisiaj4.

Byli wówczas gośćmi Pauliny Suskiej i Ludwika Norwida – starszego
rodzeństwa Cypriana, poety trwale zapisanego w literaturze polskiej. Lenartowicz, pisząc do Kolberga przytoczony list, był już od paru lat na emigracji – zaangażowany w antyrosyjskie spiski musiał w roku 1848 uciekać
z Warszawy. Paulina, siostra Cypriana i Ludwika Norwidów, wspomniana
1
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.
Kolberg używał błędnej formy „Czepielew”, powinno być „Ciepielewo”.
2
Wydanie to zawierało sześć kujawiaków, ukazało się przed rokiem 1850, zob. w tomie
O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 31–36, komentarz rewizyjny na s. 687.
Prawdopodobnie chodzi o Zofię Rzechowską, z d. Okońską, zmarłą w lutym 1868 r.
3
List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66.
4
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 70.

72

�w itinerarium Kolberga i w liście Lenartowicza, razem z mężem, Janem
Suskim, gospodarowała do roku 1858 w rodzinnym majątku Laskowo-Głuchy. Jej dedykował Kolberg trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym1
wydany w Warszawie w roku 1845.
W roku 1844 pojechał m.in. do Przysuchy i był tam wtedy prawdopodobnie ostatni raz. W itinerarium odnotował, że odwiedził nieznanych
bliżej Żurkowskich, z którymi Kolbergowie utrzymywali kontakty po wyjeździe do Warszawy2. W następnym roku prowadził badania w kilku miejscowościach w Kaliskiem, co później odnotował w itinerarium: „1845 – do
Cielc (Jab[ł]kowski), Brudzewa (Gorowskich), Łyskorni (Karśnickich), Stawiszyna, Zbierska (Kożuchowski)”3. Nie o wszystkich rodzinach goszczących
wówczas Kolberga można obecnie odszukać bliższe informacje, ale te, które
znajdujemy, potwierdzają, że jego pracami byli zainteresowani najczęściej
światli i patriotycznie nastawieni przedstawiciele ziemiaństwa. Pomagali
mu oni przede wszystkim przez ułatwienie kontaktów z wykonawcami
folkloru, zwykle bardzo nieufnymi wobec obcych, a także zapewniając
w swoich domach niezbędne warunki bytowe. Do takich rodzin należeli
m.in. Jabłkowscy, właściciele Cielc, gdzie zanotował wiele pieśni i melodii4.
Materiały pozyskane w tych latach w kilku miejscowościach Kaliskiego
wykorzystywał Kolberg w kolejnych swych publikacjach: w artykule Pieśni
ludu weselne, następnie w zbiorze ballad Pieśni ludu polskiego wydanym
w roku 1857 i wreszcie w Kaliskiem, monografii tego regionu, której tylko
pierwszą część zdążył wydać drukiem ponad czterdzieści lat później, pod
koniec życia, w roku 1890.

O. Kolberg Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Paulinie z Norwidów
Suskiej ułożył na piano-forte [...], Poszyt 3, Warszawa [1845]; przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 21–30, s. 119–165 i s. 682.
2
Jak już wspomniano, Karolina Kolberg, matka Oskara, była chrzestną matką Juliana
Żurkowskiego, kilkakrotnie wymienianego w korespondencji Oskara.
3
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704, zob.
też E. Antyborzec, I. Chmielewska i M. Prochaska, wstęp do tomu Kaliskie. Suplement do tomu
23 (DWOK T. 79), s. IX–XI.
4
O kontaktach Kolberga z Józefem Jabłkowskim zob. tamże, s. X.
1

73

�III
[Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)
i Pieś­ni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy.
– Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu (1862).
– Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina.]

W marcu 1845 r. Kolberg został przyjęty na stanowisko księgowego w Dyrekcji Eksploatacji Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej1. Zachowane
dwa bruliony Opisu biegu życia2, napisane przez niego podczas starań
o tę posadę, nie są datowane, ale ich treść wskazuje, że powstały w marcu
1845 r., po zaangażowaniu jako „buchaltera przy rozpoczynającej się wówczas
eksploatacji drogi żelaznej”. Wymienia tam dokumenty potwierdzające przygotowanie do pracy w księgowości: świadectwo szkolne otrzymane po ukończeniu klasy piątej Liceum Warszawskiego, z którego wynikała także znajomość języków obcych, i zaświadczenie o praktyce w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkla w latach 1830–1833. W papierach osobistych Kolberga
zachowały się dwa dokumenty dotyczące tej praktyki. Wspomniano tu już
pierwszy, z roku 1833, w języku niemieckim, z podpisem S. Fraenkla. Drugi,
z datą 13 lipca 1844 i podpisem jego syna, wystawiony był w języku polskim:
Zaświadczam niniejszym, że J. P. Oskar de Kolberg pracował w kantorze moim
jako wolontariusz przeszło lat trzy i obok dostatecznych wiadomości w językach, korespondencji i rachunkowości, okazywał zawsze pilność i przyzwoicie
prowadził się3.
1
W Szkicu autobiografii pochodzącym z roku 1889 Kolberg pisał: „W r. 1843 brat Wilhelm
wyrobił mi posadę przy nowo budującej się drodze żelaznej Warsz.-Wied., gdzie w r. 1845 zostałem buchalterem […]” (rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68). Jednak w Opisie biegu
życia (rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64), chronologicznie znacznie bliższym
dacie podjęcia pracy urzędnika, pisał, że w r. 1844 przygotowywał się jeszcze do egzaminów
wyższych w zawodzie nauczyciela muzyki. Posadę buchaltera objął na pewno w marcu 1845 r.,
ale prawdopodobnie był zatrudniony nieco wcześniej, dlatego już w lipcu 1844 r. kompletował
dokumenty i wtedy otrzymał przytoczone niżej zaświadczenie z firmy Fraenkla.
2
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64 i 66.
3
Rkp. nieznanego autora, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 41, bez daty, z podpisem
„A. Fraenkel” i pieczątką „SA Fraenkel Varsovie”.

74

�To świadectwo firmy S.A. Fraenkel w Warszawie jest więc dziesięć lat
późniejsze niż fakty, których dotyczy i podaje okres pracy, a nie jej daty.
Autorzy biografii Kolberga czasem pisali, że zatrudniony był ponownie1
w kantorze Fraenkla w latach 1841–1844, kierując się datą przytoczonego
wyżej zaświadczenia, które jest jednak tylko powtórzeniem wcześniejszego
niemieckiego oryginału. Wystawione zostało, gdy Kolberg starał się o posadę w księgowości i potrzebne mu było potwierdzenie przygotowania zawodowego do stanowiska, na jakie aplikował. Jak sam podaje w jednym z zachowanych brulionów Opisu biegu życia, nie miał świadectwa uczestnictwa
w kursach Akademii Handlowej w Berlinie i potwierdzenia ukończenia ich.
W Opisie biegu życia przeznaczonym dla Zarządu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej pominął wykształcenie muzyczne, wspomniał tylko o nauczaniu
muzyki w domach prywatnych i przystąpieniu do egzaminu na nauczyciela
w tym zawodzie. Pismo z 19 lutego/3 marca 1845 r., potwierdzające powołanie Kolberga na posadę księgowego, skierowane jest do „pana Oskara
Kolberga, p.o. buchaltera przy Eksploatacji Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej”2, zatem pracę jako „pełniący obowiązki” podjął już wcześniej,
prawdopodobnie w drugiej połowie 1844 r. Posada ta zapewniała stabilizację finansową i większe dochody niż uczenie gry na fortepianie, ale w znacznie mniejszym stopniu mógł odtąd dysponować swoim czasem.
W uzyskaniu stałej pracy pomógł Oskarowi starszy brat, który już
w roku 1844 został członkiem zarządu budowy kolei warszawsko-wiedeńskiej, a później jej dyrekcji. Wilhelm, jeszcze jako referent techniczny
w Wydziale Komunikacji Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, odbył
w latach 1841–1844 podróże do Austrii, Włoch, Prus, Belgii i Holandii,
dla zdobycia wiedzy i doświadczenia w zakresie budowy i organizacji
pracy kolei żelaznych. Wiadomości uzyskane w czasie pobytu w tych
krajach zebrał w artykule pt. Drogi żelazne w Europie 3, zamieszczonym
1
Informację o ponownej pracy w banku po powrocie Kolberga do Warszawy podaje m.in.
R. Zawiliński w artykule Pamięci Kolberga w setną rocznicę jego urodzin, „Czas” 1914, nr 54,
a za nim następni biografowie. Zawiliński korzystał z dokumentów pozostawionych przez Kolberga, przechowywanych w Sekcji Etnograficznej Akademii Umiejętności, ale opierał się na
dacie zaświadczenia wystawionego przez bank Fraenkla w 1844 r., a nie na znajdującym się
w tym samym zbiorze dokumencie wcześniejszym.
2
Rkp. nieznanego autora, podpisany przez E. Gerstfeldta, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.
2183, k. 43.
3
Wilhelm Kolberg Drogi żelazne w Europie, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 56–96,
257–300 i 487–536, 1844, T. 1, s. 322–338, odbitka: Warszawa 1844.

75

�w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1843–1844. Ta obszerna publikacja
przedstawia istotne problemy techniczne i ekonomiczne związane z projektowaniem, budową i przyszłą eksploatacją kolei, od wyboru szerokości
torów w różnych krajach do kosztów utrzymania tego nowego środka
transportu ludzi i towarów oraz możliwości zwrotu kapitału włożonego
w jego budowę.
Po podjęciu pracy Kolberg przeprowadził się. W Książeczce legitymacyjnej1 w roku 1845 wpisano, że zamieszkał w budynku dworca przy Alejach Jerozolimskich. Dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej wzniesiono
według projektu Henryka Marconiego w latach 1844–1846, po przejęciu
finansowania budowy linii kolejowej przez skarb państwa w r. 1843. Pierwszy odcinek kolei z Warszawy do Grodziska otworzony został w czerwcu
1845 r., jesienią tego roku przedłużono linię do Skierniewic i zbudowano
odgałęzienie do Łowicza, a w kwietniu roku 1848 kolej dotarła do stacji
Granica, powstałej na gruntach wsi Maczki, przy granicy z Austrią2. Odtąd
Warszawa miała bezpośrednie połączenie z Wiedniem.
Zatrudnienie w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej dawało Oskarowi Kolbergowi stałą płacę. Praca ta stwarzała też Kolbergowi
pewne nowe możliwości – ułatwiała podróż do miejscowości leżących na
trasie kolei, prawdopodobnie także wymagała służbowych wyjazdów najpierw na miejsce budowy, a później do czynnych już stacji. Mógł wtedy
spotykać pochodzących z sąsiednich wsi robotników zatrudnionych przy
budowie kolejnych odcinków torów lub pracujących przy ich utrzymaniu
i wykorzystać te kontakty do notowania pieśni i melodii.
Mimo podjęcia etatowej pracy Kolberg nie zaprzestał publikowania
swych kompozycji. Właśnie w latach 1845–1848 ukazało się drukiem dziewięć osobnych pozycji liczących najczęściej po kilka utworów, np. w Mazourkas pour le piano-forte wydanych w 1847 r. było ich dziesięć, tak
samo w każdym z dwu zeszytów Kujawiaków w stylu gminnym wydanych
w roku 1845. Kolberg był jednym z pierwszych kompozytorów zainteresowanych kujawiakami, które stały się jego ulubioną formą muzyczną. Etnomuzykolog Marian Sobieski (1908–1967) po ponad stu latach o tych utworach Kolberga pisał we wstępie do pierwszego tomu jego Dzieł wszystkich:
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 6.
Zob. P.P. Pawlicki Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska w 50-letnim okresie swego
istnienia od r. 1845 do 1895, Warszawa 1897, reprint: Szczecin 2012, s. 33–35.
1
2

76

�Właściwa wartość sztuki kompozytorskiej Kolberga, późniejszego folklorysty,
ujawnia się za to w całej pełni w stylu jego utworów związanych z muzyką ludową. Szczególnie cenną rolę odgrywają te utwory, w których Kolberg przenosi
właściwości tańców ludowych na formy tanecznej muzyki użytkowej. Najwyższy i najbardziej czysty poziom osiągają jego kujawiaki, będące czymś wyjątkowym w ówczesnej literaturze muzycznej tego typu1.

Ludwik Bielawski w encyklopedycznej biografii Kolberga także stwierdza, że wśród jego kompozycji wyróżniają się kujawiaki, i dodaje:
To właśnie Kolberg wyraźnie wyodrębnił formę kujawiaka w pol[skiej] muzyce
komponowanej na wzorach muzyki ludowej; u Chopina kujawiaki były jeszcze
odmianą mazurków2.

Ilość zachowanych w archiwum Kolberga zapisów terenowych melodii
tanecznych z Kujaw, pochodzących z badań prowadzonych w latach 1860
i 1865, ich kilkakrotne edytorskie opracowanie i ponawiane próby wydania3
pozwalają stwierdzić, że zafascynowany był ludowymi wersjami tego tańca,
komponowanymi i wykonywanymi przez wiejskich skrzypków.
Trzeciemu zeszytowi Kujawiaków Józef Sikorski poświęcił znaczną
część artykułu Muzyka taneczna, zamieszczonego w „Bibliotece Warszawskiej” na początku roku 1846. Recenzent, zaprzyjaźniony z Kolbergiem, ale
wymagający, nie oszczędzał autorowi krytycznych uwag. Analizę zakończył
oceną:
W ogóle mówiąc, za kilka błędów jest wiele piękności, rozmaitości ile można,
zważając na trudność wynalezienia zwrotów melodyjnych, w których by było
znać ducha wieśniaczego, który wszędzie prawie serdecznie do nas przemawia4.

Rok później Sikorski na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zrecenzował
Fantaisie sur un thème polonais, a recenzję tego utworu – jego zdaniem
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni
ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XLIV.
2
L. Bielawski Kolberg Henryk Oskar, w: Encyklopedia muzyczna PWM, pod red.
E. Dziębowskiej, T. KLŁ Kraków 1997, s. 150.
3
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.
Suplement do tomów 3–4 (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.
4
J.S. [J. Sikorski] Muzyka taneczna, „Biblioteka Warszawska” 1846, T. 1, s. 186; przedruk
w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 715.
1

77

�niezbyt udanego — zakończył krótką uwagą o świeżo wydanych przez Kolberga mazurach:
[…] dziesięć mazurów tegoż autora, nie do tańca przeznaczonych, o których powiedziawszy, że są prawie wszystkie wyborne, dodamy tylko, że duch kujawiaków bardzo silnie w nich się przebija. Ściśle rzecz biorąc mamy prawo żądać
w mazurach siły i wdzięku skocznego, w kujawiakach rubaszności i prostoty.
Jednak przeważny przykład Szopena mieszającego dwa te rodzaje, tak zresztą
blisko spowinowacone z sobą, wiele usprawiedliwia1.

Określenie mazurów jako wybornych na pewno przyniosło Kolbergowi
satysfakcję.
Dobrze ocenione przez recenzenta kujawiaki Kolberga podobały się także współczesnym mu słuchaczom. Paulina Wilkońska (1815–1875), wspominając spotkanie jesienią 1847 r. u Seweryny Pruszakowej, pisała:
Potem nastąpiła muzyka. Słuchaliśmy gry dźwięcznej na fortepianie, niezrównanej lekkości, wycieniowania i czucia, tyle zasłużonego Oskara Kolberga. I ożywiały nas jego kujawiaki ochocze, z cechą wybitnie swojską 2.

Paulina i August Wilkońscy zamieszkali w Warszawie w roku 1842 i bardzo szybko w ich salonie zaczęli gromadzić się ludzie pióra oraz artyści.
W swych Wspomnieniach… wśród warszawskich literatów i dziennikarzy
odwiedzających ich dom w latach 1842–1848 Wilkońska wymienia Oskara
Kolberga:
[…] któremu w czasie jego pierwszej wizyty kilkadziesiąt piosenek ludu poznańskiego zaśpiewać musiałam, a gorliwy badacz i rozmiłowany na tej niwie polskiej pracownik spisywał je zaraz3.

Przez cały czas pobytu Wilkońskich w Warszawie Kolberg należał do
ich stałych gości.
Często bywał też u Seweryny Pruszakowej (1816–1905), pisarki, publicystki i tłumaczki, wymienionej też w przytaczanych tu wspomnieniach
J.S. [J. Sikorski] Kompozycje na fortepian, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 1, s. 401–402,
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 718.
2
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, opracowała
Z. Lewinówna, pod red. J. W. Gomulickiego, Warszawa 1959, s. 132.
3
Tamże, s. 176.
1

78

�Pauliny Wilkońskiej. Pruszakowa po separacji z mężem Tomaszem przeprowadziła się do Warszawy i prowadziła salon literacki od jesieni 1847 r. aż
do roku 1863, kiedy musiała emigrować. Julian Bartoszewicz (1821–1870),
historyk i historyk literatury, wówczas nauczyciel gimnazjalny, później kustosz biblioteki Szkoły Głównej, pisał1, że Kolberga poznał w roku 1847
właśnie u Seweryny Pruszakowej, do której wprowadzili go Wilkońscy,
a spotykał go także u Wójcickich. W tych kręgach bywała również Narcyza
Żmichowska (1819–1876), poetka i pisarka, zaangażowana w działalność
polityczną. Kolberga poznała prawdopodobnie jeszcze przed końcem roku
1849 u Anny Skimborowiczowej, żony Hipolita, czynnej działaczki konspiracji niepodległościowej, albo u Seweryny Pruszakowej. Jedno ze spotkań
z nim opisała w znacznie późniejszym liście:
Pamiętam jak raz poczciwy p. Oskar Kolberg przez całą godzinę tłomaczył mi,
że muzyka jest sztuką piękną, działającą na uczucie, że jest smutna i wesoła,
i poważna, a ja, niegodziwa, nic mu za to wdzięczną nie byłam2.

Żmichowska, która należała do organizatorów tzw. spisku rzemieślników warszawskich, została aresztowana w październiku 1849 r. i do lutego
1852 r. była więziona w Lublinie, potem aż do lata roku 1855 nie wolno jej
było opuszczać tego miasta. List jest znacznie późniejszy, z roku 1866, i rozmowa z Kolbergiem, którą Żmichowska w nim wspominała, mogła odbyć
się już po jej powrocie do Warszawy, po roku 1855, niewątpliwie jednak
spotykała go wcześniej u wspólnych znajomych.
Fortepian rozbrzmiewał też w mieszkaniu Kolberga. Bywał wtedy u niego Maurycy Karasowski (1823–1892), pisarz muzyczny i krytyk, wiolonczelista, kompozytor. Wiele lat później, w r. 1885, gdy mieszkał już w Dreźnie,
wspominał spotkania u Kolberga w okresie, gdy ten pracował w Dyrekcji
Kolei Żelaznej:
Widzę cię, jak siedzisz w swoim pokoju na dworcu kolei w[arszawsko]-w[iedeńskiej] przy fortepianie, wygrywając fugi Bacha, melodie ludowe, krakowiaki,
mazury, swoje kompozycje…3
J. Bartoszewicz Z notatnika pamiętniczego, „Przegląd Historyczny” 1912, T. 14, z. 3, s. 391.
List N. Żmichowskiej do I. Zbiegniewskiej z 18 VI 1866 r., w: N. Żmichowska Listy, T. III:
Miodogórze, do druku przygotowała i komentarzem opatrzyła M. Romankówna, Wrocław
1967, s. 9.
3
List M. Karasowskiego z 15 IV 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 242.
1
2

79

�W roku 1845, prawdopodobnie u Józefa Sikorskiego, poznał Kolberg
Stanisława Moniuszkę. Kompozytor przyjechał w lipcu do Warszawy
w związku z przygotowaniami do wystawienia w operze jego Loterii. Już
wcześniej korespondował z Sikorskim, który po wydaniu pierwszego zeszytu Śpiewnika domowego opublikował w „Bibliotece Warszawskiej” jego recenzję, bardzo pochlebną dla autora. Wracając do Wilna, Moniuszko zabrał
egzemplarze wydanych przez Kolberga w Poznaniu Pieśni ludu polskiego
i w listopadzie 1846 r. pisał do Sikorskiego:
Uśmiałem się serdecznie ze sceny z poczciwym Oskarem, któregoś tak żywo
przedstawił. Nie zawiódł się na mnie — mam dla niego cokolwiek pieniędzy, ale
to nie z prenumeraty, a za gotowe już poszyty pieśni ludu1.

W latach następnych Moniuszko w listach do Sikorskiego przekazywał
następne podobne informacje dla Kolberga lub pytał o niego i o innych muzyków warszawskich. M.in. w sierpniu 1856 r. pisał: „Kolberga pozdrawiaj
ode mnie częściej, niżeli piszę do Ciebie”2. Spotkali się ponownie dopiero
w r. 1857.
Około roku 1847 lub na początku 1848 Kolberg zainteresował się wydaną dwadzieścia lat wcześniej sielanką F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy3. Uznał, że opisany tam zwyczaj kujawski może być kanwą libretta
„opery sielskiej”, która ostatecznie otrzymała tytuł Król pasterzy. Libretto według fabuły sielanki pisał Teofil Lenartowicz, ale nie wiadomo, czy
zdążył je skończyć. W liście do Sikorskiego na temat genezy tego utworu
o autorze libretta Kolberg pisał: „okoliczności spowodowały wszakże jego
wyjazd za granicę”4. Te okoliczności to wzmiankowany już udział Lenartowicza w działalności spiskowej. Już w 1843 r., zagrożony aresztowaniem, razem z Romanem Zmorskim i Karolem Brzozowskim schronił się
1
S. Moniuszko Listy zebrane, przygotował do druku W. Rudziński przy współpracy M. Stokowskiej, Kraków 1969, s. 115.
2
Tamże, s. 234.
3
[F.L. Jaskólski] F.L.J. Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie, Warszawa 1827, reedycja
w opracowaniu B. Burdzieja: Włocławek 2005. F. Jaskólski był podchorążym siódmego Pułku
Liniowej Piechoty Wojska Polskiego, w czasie powstania, 24 stycznia 1831 r. awansował na
podporucznika. Lata jego życia nie są znane. Te informacje o Jaskólskim podaje B. Burdziej
w przedmowie do opracowanej przez siebie edycji sielanki Pasterze na Bachorzy.
4
Niedatowany brulion listu do Józefa Sikorskiego, prawdopodobnie z roku 1859, z okresu
poprzedzającego premierę Króla pasterzy, Korespondencja … cz. III (DWOK T. 66), s. 682.

80

�w Poznaniu. Rok później, gdy okazało się, że policja nie uzyskała dowodów
przeciwko niemu, wrócił do Warszawy, gdzie jego twórczość poetycka,
zwłaszcza liryki często drukowane w czasopismach, zdobywała coraz większą popularność. Podobnie jak Kolberg był zaprzyjaźniony z Wilkońskimi
i współredagował z nimi „Dzwon Literacki” w 1847 r. Ponownie zagrożony
aresztowaniem, wyjechał do Krakowa w roku 1848 i po wędrówkach przez
Drezno, Poznań i Paryż osiadł ostatecznie we Włoszech.
Wspomniano tu już o aresztowaniu Narcyzy Żmichowskiej i emigracji
Romana Zmorskiego. Aresztowania i wyroki sądowe dotknęły także inne
osoby, z którymi Kolberg był zaprzyjaźniony. Anna Skimborowiczowa za
działalność spiskową została w 1848 r. skazana na zesłanie do Rosji, a jej
mąż na dwa miesiące twierdzy w Zamościu i wysiedlenie z Królestwa za tolerowanie działalności żony i udzielanie mieszkania spiskowcom. Po powrocie do Warszawy w 1852 r. Skimborowiczowie nadal prowadzili swój salon
literacki, u nich kilka lat później Kolberg poznał Bibiannę Moraczewską
(1811–1887). Poznańska działaczka polityczna i oświatowa, siostra Jędrzeja,
powstańca listopadowego, historyka, w 1856 r. przyjechała na parę tygodni
do Warszawy. Później, w czasie badań terenowych Kolberga w Wielkopolsce, pomagała mu gromadzić materiały etnograficzne z tego regionu i pośredniczyła w przekazywaniu prenumeratorom kolejnych tomów Poznańskiego. Po pierwszym spotkaniu scharakteryzowała go w dzienniku z właściwym sobie zwyczajem bezpośredniego wyrażania spostrzeżeń i wrażeń:
Oskar Kolberg, zbieracz pieśni i muzyki, 40-letni kawaler na wydaniu, chudy,
z fizjognomią czysto niemiecką, był bardzo dla nas uprzejmy. Ostatniego wieczoru przed moim odjazdem grał piosnki wielkopolskie, które łączył zręcznie,
improwizując. Grał to, jak mówił, dla mnie. Muzyka chleba mu nie daje i jest
urzędnikiem przy kolei żelaznej1.

Znajomość z Kolbergiem bardzo się przydała Moraczewskiej i jej przyjaciółce, Tekli Dobrzyńskiej, w dniu wyjazdu z Warszawy. W dzienniku
zanotowała:
Dość liczne grono osób odprowadziło nas na kolej, a bez tego bodaj byśmy nie
wyjechały. Prawda, że jechało jakie 600 osób, ale też się ani z rzeczami do wagi,
1
Dziennik Bibianny Moraczewskiej, wydany przez wnuczkę dr Dobrzyńską-Rybicką,
Poznań 1911, s. 46.

81

�ani z wizowaniem paszportów, ani do pojazdu prawie docisnąć się nie było
można. Znajome i znajomi nasi zajęli się tym wszystkim, a gdyby nie zbieracz
pieśni Kolberg, urzędnik kolei, byłybyśmy pozostały. Za jego wpływem założono nowy wagon, tak nareszcie, spocone i zmęczone tymi wszystkimi zachodami,
ruszyłyśmy z Teklą, aby zatrzymać się w Częstochowie1.

We wrześniu 1848 r. w wyniku prowokacji aresztowany został August
Wilkoński. Osądzony dopiero w listopadzie roku następnego, skazany został na rok twierdzy i przewieziony do Zamościa, dokąd pojechała za nim
żona. W listopadzie 1850 r. Wilkońscy wrócili do Warszawy, ale w maju
następnego roku zostali wysiedleni z Królestwa do Prus, których oboje
byli formalnie obywatelami. Zatrzymali się wtedy u siostry Pauliny, Anieli
Radońskiej, w Siekierkach. August Wilkoński już w powstaniu listopadowym odniósł poważne, niewyleczone do końca obrażenia, a schorowany
po ponad roku spędzonym w cytadeli warszawskiej i kolejnym w twierdzy
w Zamościu zmarł w lutym w 1852 r. Paulina Wilkońska jeszcze przed
przymusowym wyjazdem z Warszawy, zabiegając o uwolnienie męża, ciężko się rozchorowała. We wspomnieniach spisanych po blisko dwudziestu
latach odnotowała, że gdy zaczęła wracać do zdrowia i mogła przyjmować
przyjaciół, jedną z pierwszych przybyłych osób był „poczciwy Oskar Kolberg”. Później, gdy już musiała opuścić Warszawę i wyjechać do Wielkiego
Księstwa Poznańskiego, korespondowała z Kolbergiem i spotykała się z nim
w Poznaniu i w Warszawie, którą udało się jej odwiedzić w roku 1855. Siekierki w powiecie średzkim, należące do Anieli i Hipolita Radońskich, gdzie
Paulina Wilkońska często bywała, stanowiły kilkanaście lat później jeden
z ważniejszych punktów badań terenowych Kolberga w Poznańskiem.
Bardzo skąpa dokumentacja zachowana z tego okresu działalności Kolberga nie pozwala odtworzyć wszystkich nazwisk jego przyjaciół i znajomych w latach międzypowstaniowych. Świadectwem czynnego udziału
w życiu umysłowym i artystycznym Warszawy, a zwłaszcza muzycznym,
są artykuły publikowane przez niego nieco później w prasie oraz dokumentacja na temat współczesnych mu muzyków polskich opracowana dla
Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda. Na pewno związany był
z kręgiem autorów i sympatyków gromadzących się w redakcji „Biblioteki
Warszawskiej”. Tam właśnie mógł poznać Ludwika Zejsznera (1807–1871),
z którym spotykał się później w Krakowie. Zejszner, geolog, w czasie badań
1

Tamże, s. 48.

82

�Tatr poświęcił też czas na zapisanie tekstów pieśni góralskich i na obserwację życia Górali. W roku 1844 na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zamieścił obszerny artykuł Rzut oka na Podhalan1. Również w latach następnych, gdy ponownie zamieszkał w Krakowie, nadsyłał do tego miesięcznika artykuły poświecone geografii oraz ludności Podhala i Spiszu. Zejszner
gromadził też pieśni nieludowe i z jego bogatych zbiorów korzystał Kolberg
później, przygotowując do druku Krakowskie.
Drugim wydawnictwem obok „Biblioteki Warszawskiej”, w którym Kolberg wówczas zamieszczał swe prace, był „Dzwon Literacki”, nieregularnie
wydawany pod redakcją najpierw Augusta Wilkońskiego, później K.W. Wójcickiego. W almanachu tym ukazały się w roku 1846 dwa folklorystyczne
artykuły Kolberga. Pierwszy opublikowany został niewielki zbiorek pt.
O pieś­niach litewskich2. Zawierał on 15 litewskich tekstów z melodiami
i z przekładami na język polski, melodiom wokalnym towarzyszył akompaniament fortepianowy, a wszystkie pieśni miały noty lokalizacyjne. Tłumaczenia dokonali dwaj literaci – jak pisze Kolberg – „znani w przedmiotach
litewskich i żmudzkich”: Franciszek Zatorski i Kajetan Niezabitowski. Dla
trzech pieśni podał Kolberg źródła: publikacje F. Zatorskiego z 1843 r.
i K. Brzozowskiego z 1844 r.3 Pozostałe pochodziły z własnych zapisów
Kolberga, być może ich wykonawcami byli wymienieni przez niego tłumacze. Zamieszczony w następnym tomie „Dzwonu Literackiego” zbiorek pieśni słowackich i czeskich4 ma odmienne źródło. Utwory te zostały pozyskane też w Warszawie, podobnie jak pieśni litewskie, ale wykonawcami byli
na pewno przedstawiciele ludu. Zbiór jest również niewielki – zawiera
21 pieśni i jedną melodię bez tekstu. Pieśni są przygotowane do wykonania
L. Zejszner Rzut oka na Podhalan, „Biblioteka Warszawska” 1844, T. 3, s. 113–149;
artykuł ten był później wstępem do wydanego przez niego zbioru Pieśni ludu Podhalan, czyli
Górali tatrowych polskich, Warszawa 1845.
2
O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1-2, s. 93–107 i wkładka nutowa: Melodie do pieśni litewskich zebrał i na fortepian ułożył …, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372.
3
Zbiór F. Zatorskiego Witold nad Worsklą wydany był w Warszawie w 1844 r. Zatorski
zamieścił tam swoje przekłady pieśni ze zbioru L.J. Rhesy (Berlin 1843). K.M. Brzozowski wydał
w Poznaniu w roku 1844 Pieśni ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty.
4
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i wkładka
nutowa, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–
401. Pieśni te opublikowano także w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich
i południowych cz. II: Czechy, Słowacja (DWOK T. 59/II), s. 49–75, nr 89–110.
1

83

�na głos z towarzyszeniem fortepianu, a tekstom nie towarzyszą tłumaczenia
na język polski. Każda pieśń ma notę lokalizacyjną, odtworzoną zapewne na
podstawie informacji wykonawcy. We wstępie Kolberg pisał:
Tak nazwani druciarze, pochodzący z tego narodu, po większej części Górale,
a wędrujący zimą po krajach słowiańskich i niemieckich dla zarobku, z wiosną
zaś wracający pod rodzinną strzechę, odśpiewali mi tu w Warszawie kilkanaście
poniżej umieszczonych pieśni1.

Sezonowi rzemieślnicy słowaccy, zajmujący się drutowaniem pękniętych
naczyń kamionkowych, byli zapewne stałą cząstką zimowego pejzażu Warszawy. Malował ich Antoni Kolberg i obraz ten był prezentowany w 1841 r.
na wystawie w ratuszu warszawskim2. Z innego źródła pochodziła ostatnia
spośród zamieszczonych w tym artykule melodii, usłyszał ją Kolberg – jak
pisze – „[...] w przejeździe z Krolodworu do Podiebradu. Śpiewała ją jakaś
baba tonem żałosnym i przeciągłym, słów nie pomnę”3. Miejscowości te
wymienia Kolberg także w przytaczanym tu wcześniej liście do redakcji
„Světozora”, wspominając swą podróż z rodzicami do Mariańskich Łaźni
w roku 1829, ale czy już wtedy zainteresowało go wykonanie ludowej melodii czeskiej, nie wiadomo. Przed opracowaniem do druku pieśni słowackich
i czeskich był w Pradze jeszcze raz w roku 1841, jednak brak informacji
o szczegółach tej podróży. Sądzić można, że raczej wtedy, w roku 1841,
a nie w 1829, zwracał uwagę na pieśni ludowe i zapamiętał lub zapisał czeską melodię, którą pięć lat później opublikował razem z innymi zanotowanymi w Warszawie. Spośród drukowanych przez Kolberga w tym okresie
melodii ludowych jest to jedna z niewielu pozbawionych akompaniamentu
fortepianu.
Wśród pieśni słowackich wydanych w tym niewielkim zbiorku znajduje się interesujący dla polskich folklorystów wariant melodii i tekstu
towarzyszących zabawie znanej u nas jako „Kaszubskie nuty” lub „Alfabet
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 272, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–374.
2
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 8, obraz Słowaki zaginął. W roku 1845 wystawiony był obraz Druciarz, nadesłany przez malarza z Rzymu, również zaginiony (zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 9), nie wiadomo jednak, czy przedstawiał też scenę rodzajową
z Warszawy, tak jak wymieniony poprzednio.
3
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 284, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 401.
1

84

�kaszubski”. Słowacki tekst „To je kratké, to je dluhé, to stolica rézacy” z lokalizacją „od Trenczyna i Hradisz[cz]a”, zapisany przez Kolberga w 1847
r. lub krótko przedtem, jest najstarszą opublikowaną wersją pieśni towarzyszącej tej zabawie, drugi wariant zapisany przez niego, a pochodzący
z Moraw, zachował się tylko w niedatowanym rękopisie 1. Polskie warianty
z Kaszub i Podhala zostały udokumentowane dopiero na początku XX
wieku, choć wiadomo, że np. na Kaszubach wykonywane były znacznie
wcześniej.
Rękopisy prymarne pieśni słowackich i czeskich zamieszczonych
w 1846 r. w „Dzwonie Literackim” nie przetrwały w całości. W notatkach
sporządzonych bezpośrednio ze słuchu zachowały się tylko dwie spośród
melodii drukowanych w tym artykule, natomiast dysponujemy rękopisem
dziewięciu tekstów. Mimo braku pełnej dokumentacji możemy być pewni,
że wszystkie melodie zapisał Kolberg, natomiast teksty notowały dwie osoby — drugą obok Kolberga był filolog Andrzej Kucharski (1795–1862). Nie
wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach ci dwaj badacze folkloru spotkali
się po raz pierwszy. Zachowane do dziś w archiwum Kolberga rękopisy Kucharskiego mogłyby wskazywać na ich bliską znajomość. Prawdopodobne
jest, że spotkali się u Maciejowskich — obydwaj znali Wacława Aleksandra
Maciejowskiego i dzielili z nim zainteresowanie folklorem słowiańskim.
Jedynym śladem bezpośrednich ich kontaktów jest owa karta, na której
Kucharski zapisał teksty trzech pieśni, a Kolberg sześciu następnych, przy
czym bezspornie zapisy te wykonano w czasie wspólnego „odsłuchiwania”
słowackich górali.
Andrzej Kucharski był przewidziany przez władze uniwersytetu warszawskiego na wykładowcę języków słowiańskich. Aby mógł przygotować
się do objęcia tej posady, otrzymał specjalne stypendium na wyjazd2 do
Wiednia, Pragi, Zgorzelca, Drezna, Lublany i innych ośrodków naukowych,
w których rozwijała się slawistyka lub istniały zbiory druków i rękopisów
Zob. E. Millerowa Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja (DWOK T. 59/II), s. XXXII–
–XXXIII, zob. tamże pieśni nr 96 i 111. Zob. też L. Bielawski i A. Mioduchowska Kaszuby cz. III,
Pieśni powszechne i zawodowe, w serii „Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały”,
T. 2, Warszawa 1998, s. 180–181.
2
Zachowała się kopia instrukcji, którą otrzymał Kucharski przed wyjazdem, ułożył ją prawdopodobnie S.B. Linde, zob. Instrukcja dla kandydata do słowiańskich dialektów, w: T. Wierzbowski Materiały do dziejów piśmiennictwa polskiego i biografii pisarzów polskich zebrał
[...], T. II, Warszawa 1904, s. 219–221.
1

85

�interesujące badaczy z tej dziedziny. W latach 1825–1830 odbył podróż po
krajach słowiańskich, w czasie której miał nauczyć się języków, poznać
miejscowych uczonych i nawiązać z nimi współpracę, dokonać zakupu potrzebnych książek i rękopisów oraz zebrać materiały dotyczące dialektów
i kultury ludowej odwiedzanych krajów1. Wrócił do Warszawy w roku
1830, krótko przed wybuchem powstania, w grudniu otrzymał nominację
na stanowisko zastępcy profesora „dialektów słowiańskich”, ale nie zdążył
już podjąć pracy na uniwersytecie zamkniętym po upadku powstania. Później musiał przyjąć posadę nauczyciela gimnazjum. Na podstawie zebranych materiałów opublikował w prasie warszawskiej tylko kilka artykułów, ale dorobku z pięcioletnich badań nie zdołał zdyskontować w poważnych i samodzielnych publikacjach naukowych2, czym zawiódł i uczonych
polskich, i współpracujących z nim w czasie podróży naukowców z innych
krajów słowiańskich.
Znane obecnie zapisy folkloru zgromadzone przez Kucharskiego w latach 1825–1830 na Łużycach i Słowacji, w Czechach oraz krajach południowo-słowiańskich, a także w Polsce, m.in. w Kaliskiem, znajdują się
w archiwum rękopiśmiennym Kolberga. Prawdopodobnie nie jest to całość
pierwotnych zbiorów folklorystycznych tego badacza3. Nie wiadomo też,
kiedy i jaką drogą Kolberg otrzymał zapisy Kucharskiego przechowywane
1
Zapisy folklorystyczne A. Kucharskiego pochodzące z tej podróży i odnalezione w zbiorach
Kolberga zostały wydane w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych
(DWOK T. 59, cz. I–III). O badaniach Kucharskiego w Czechach i Słowacji zob. E. Millerowa
Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja, (DWOK T. 59/II), s. XXXVIII–LIII, na Łużycach zob.
A Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XII–XXIV,
w Słowenii i Chorwacji zob. E. Millerowa Materiały południowosłowiańskie w zbiorach
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych
cz. III: Słowiańszczyzna południowa (DWOK T. 59/III), s. LIX–LXV.
2
Poza korespondencjami z podróży informującymi o przebiegu podejmowanych badań
i kilkoma artykułami o przekładach Pisma Świętego wydał jedynie pracę Najdawniejsze pomniki prawodawstw słowiańskich (Warszawa 1838), opracowaną na podstawie materiałów
W.A. Maciejowskiego, bardzo nisko ocenioną przez recenzentów. Ludów pozaeuropejskich dotyczy artykuł A. Kucharskiego: Etnografia Turków i ich pobratymców, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 3, s. 548–561, oparty na pracy H. Berghausa, zob. Z. Jasiewicz Początki polskiej
etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 129.
3
W tekach Kolberga nie ma prawdopodobnie całości notatek folklorystycznych i dialektologicznych Kucharskiego dotyczących Łużyc, zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach
Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XX.

86

�do dziś w jego zbiorach. Dostał je lub pożyczył zapewne dopiero po roku
18621.
Druk kolejnego artykułu Kolberga pt. Pieśni ludu weselne2 rozpoczął się
w „Bibliotece Warszawskiej” w kwietniu 1847 r. i z przerwami trwał do jesieni 1849 r. Nie jest to tylko antologia pieśni weselnych, jak sugerowałby
tytuł – zamieścił tam Kolberg także oracje i melodie instrumentalne oraz
krótkie informacje o przebiegu obrzędu. Sam w roku 1885 wspominał ten
okres badań następująco:
Więc już około r. 1840, czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych
utworów z obrzędami, zwyczajami i całym bytem ludu łączność. Wzgląd ten
nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodii notować także i ich akcesoria (wedle ówczesnych naszych pojęć), tj. uwydatniać całą sytuacje, która je
zrodziła lub do działania powoływała3.

Ponad połowa materiałów Kolberga drukowanych przez blisko trzy lata
w „Bibliotece Warszawskiej” ukazuje folklor związany z obrzędami weselnymi w zaborze rosyjskim, w regionach, w których sam prowadził dotychczas badania. Spośród jedenastu opisów wesel sześć pierwszych opiera się
na wynikach jego własnych badań terenowych w powiecie opoczyńskim,
na Mazowszu i w Kaliskiem. Dwa następne przedstawiają przebieg wesela na Kurpiach i w powiecie łukowskim, czyli też w zaborze rosyjskim,
ale opracowane są na podstawie literatury, trzy pozostałe zawierają opisy
z Małopolski i zostały przygotowane na podstawie publikacji innych autorów. Ostatnia część Pieśni ludu weselnych w czwartym tomie „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1849 kończy się notą zapowiadającą ciąg dalszy,
jednak następnych opisów wesel nie drukowano. Kolberg nie miał jeszcze
1
Józefa Kucharska po śmierci męża w 1862 r. wyszła ponownie za mąż za Władysława
Wierzbowskiego (1825–1876), inżyniera pracującego w dyrekcji kolei żelaznej, zaprzyjaźnionego z Kolbergiem. Być może za jego pośrednictwem Kolberg otrzymał część zapisów Kucharskiego przed sprzedaniem przez jego spadkobierców księgozbioru i archiwaliów bibliotece
uniwersytetu w Odessie.
2
O. Kolberg Pieśni ludu weselne. Z muzyką, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2, s. 188–
206 oraz 649–661, T. 3, s. 582–595, T. 4, s. 625–639, 1848, T. 3, s. 615–632, 1849, T. 1, s. 605–623
i T. 4, s. 383–403; w latach 1847–1848 do każdego odcinka artykułu dołączone były wkładki
nutowe. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–674.
3
O. Kolberg Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. X.

87

�materiałów, aby przedstawić pieśni i melodie instrumentalne towarzyszące
obrzędowi w całej Polsce. Praktycznie poza Królestwem znał tylko Poznań
oraz Kraków, Mogilany i Modlnicę, które odwiedził zaproszony przez Konopkę. Aby przedstawić pieśni towarzyszące ludowym weselom w innych
regionach, musiałby sięgać do literatury, gdzie jednak zapisy nutowe były
bardzo rzadkie1. Dlatego zapewne zrezygnował z kontynuowania tej publikacji.
Wszystkie melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w Pieśniach
ludu weselnych mają dołączony akompaniament fortepianowy autorstwa
Kolberga. Takie opracowanie melodii sugerowałoby, że Pieśni ludu weselne są przeznaczone do domowego muzykowania, podobnie jak pieśni
wydane w Poznaniu u Żupańskiego w latach 1842–1845. Jednak w przeciwieństwie do edytorskiej formy tamtej publikacji, nuty zamieszczone
w „Bibliotece Warszawskiej”, a także w „Dzwonie Literackim” nie były dostosowane do potrzeb śpiewaków amatorów. Wydrukowano je na wiotkim
papierze i oddzielono od tekstów jako osobne wkładki, a melodie pieśni
weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” dla oszczędzenia miejsca zamieszczono in continuo.
We wstępie Kolberg pisał, że obrzędy weselne były już wielokrotnie
przedmiotem zainteresowania zbieraczy folkloru, ale dotychczas pieśni im
towarzyszące drukowano bez zapisów nutowych. W tej publikacji zawierającej 309 pieśni znalazło się 86 melodii, prawie wszystkie w materiałach
z jego własnych badań2. Jest ich więc znacznie mniej niż tekstów, między
innymi dlatego, że w trakcie wesela ta sama melodia wykonywana jest
wielokrotnie w różnych sytuacjach i służy różnym tekstom, co Kolberg
wskazywał odsyłaczami, nie powtarzając zapisu nutowego. Część tekstów
zapisana była jednak bez właściwej dla nich melodii. Zauważyć można, że
i tym razem zaprezentował wprawdzie muzykę ludową, jej zróżnicowanie
1
Np. całkowicie pozbawiony był zapisów nutowych obszerny i szczegółowy artykuł Porządek obrzędu weselnego w Wielkim Księstwie Poznańskim opracowany przez J.J. Lipińskiego, wydawcę pieśni wielkopolskich, zamieszczony w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1842,
T. II, s. 285–308.
2
Osiemdziesiąt melodii zamieścił Kolberg w opisach wesel I-VI opracowanych na podstawie własnych badań, sześć włączył z własnych zapisów do wesela Kurpiów (nr VII), przytoczonego za materiałami opublikowanymi przez K.W. Wójcickiego. W przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I) dołączono jeszcze siedem weselnych melodii wokalnych i instrumentalnych pochodzących z rękopisów, gdzie były opracowane na głos
z towarzyszeniem fortepianu, są to w przedruku melodie nr 395, 397–399, 481, 490 i 491.

88

�i znaczenie w obrzędzie, ale w równej albo nawet w większej mierze przedstawił teksty i starał się ukazać ich tożsamość, podobieństwo lub całkowitą
odmienność w określonych momentach wesela w różnych regionach. Wielokrotnie więc zamieścił warianty tekstów bliskie sobie, ale pochodzące
z różnych okolic.
Opis obrzędu zwykle ograniczył Kolberg do krótkich informacji o sytuacji, w której są wykonywane przytoczone pieśni, i o tym, kto z uczestników
lub „urzędników weselnych” je śpiewa. Choć kilkakrotnie opisy są bardziej
rozbudowane, nigdy informacje te nie są tak szczegółowe, jak w drukowanych później monografiach regionalnych. Mimo tej lakoniczności pozwalają
one zauważyć i podobieństwa, i różnice między przebiegiem wesela w różnych regionach. Noty lokalizacyjne są uogólnione i wskazują dosyć rozległe
okolice, nie pojedyncze miejscowości.
Pieśni weselne pochodzące z własnych badań, zamieszczone w pierwszych sześciu opisach, przedrukował1 Kolberg później w monografiach
regionalnych Radomskie, Łęczyckie, Kaliskie i Mazowsze. Wydawał je
dopiero w latach 1885–1890 i z powodu dużego dystansu między czasem
pozyskania pieśni a rokiem ich druku w monografiach opatrywał te opisy wesel w Ludzie datami rocznymi wskazującymi, kiedy zapisał melodie
i teksty. W tomach Ludu i Obrazów etnograficznych opisy wesel opatrzone
są odsyłaczami do pierwodruków w „Bibliotece Warszawskiej”, a niektóre
także przypisami informującymi, że w obecnej wersji materiały te zostały uzupełnione, poszerzone lub poprawione. Zabiegi te polegały przede
wszystkim na usunięciu akompaniamentu oraz uzupełnieniu o pieśni
i melodie instrumentalne pominięte w pierwodruku lub później pozyskane, rozbudowane też zostały opisy przebiegu obrzędu, ponadto przedruki
w monografiach mają dokładniejsze noty lokalizacyjne2. W tych nowych
redakcjach melodia wokalna jest zwykle taka sama – sporadycznie Kolberg
korygował metrum i bardzo rzadko poprawiał zapis nutowy3. Porównanie
Wszystkie pieśni i melodie zamieszczone przez Kolberga ponownie w monografiach są zestawione w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II) w wykazie na
s. 280–305.
2
Np. dla „Wesela I” w pierwodruku w nocie wymieniony jest powiat opoczyński, a następnie nazwy 11 wsi, natomiast opis ten zamieszczony w: O. Kolberg Radomskie (DWOK T. 20,
s. 165) jako „wesele VI”, ma tam notę: „od Przysuchy, Skrzynna (Rdzuchów, Skrzyńsko), 1845”.
3
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga w:
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).
1

89

�tekstów w zachowanych zapisach terenowych, np. z Kaliskiego i Radomskiego z drukiem w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1848 i z późniejszymi
przedrukami w monografiach w latach 1885–1890 wskazuje, że publikując
je w Ludzie, przywrócił niektóre cechy wymowy gwarowej zaznaczone
w zapisach wykonywanych bezpośrednio ze słuchu. Dotyczy to m.in. mazurzenia charakterystycznego dla gwar tych regionów – było ono odnotowane
w rękopisach, ale nieuwzględnione w druku w latach 1847–1849.
W trakcie druku Pieśni ludu weselnych Kolberg opracował jeszcze jeden, znacznie mniejszy zbiorek: Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik.
Okrężne1, drukowany w Album literackim, almanachu zredagowanym
przez K.W. Wójcickiego. Zamieścił tam dwadzieścia dwie pieśni z opisami obchodów wiosennych i żniwnych wskazanych tytułem. Osiemnaście
z nich ma melodie i teksty pochodzące z jego własnych zapisów, nawet jeżeli źródłem opisu była publikacja innego autora, a wszystkie melodie opatrzone są akompaniamentem fortepianowym. W części poświęconej zwyczajom związanym z okrężnym, czyli dożynkami, najpierw podał ich opis
i pieśni ze zbioru K.W. Wójcickiego oraz fragmenty anonimowego artykułu
z „Przyjaciela Ludu”2, potem przytoczył pieśni pochodzące z własnych zbiorów. Te ostatnie w druku mają bezpośrednie noty lokalizacyjne, a zapisane
były w zaborze rosyjskim — na Mazowszu, w Radomskiem i w Kaliskiem.
Ukazują one m.in. zróżnicowanie tekstów i melodii powszechnie wówczas
znanej i wykonywanej pieśni z incipitem lub refrenem „Plon niesiemy, plon,
jegomości w dom”, w której liczba i treść zwrotek limitowana była tylko
ochotą ich twórców i wykonawców do kpin i zabawy. O tekstach tych pisze:
Lud nasz, niewyczerpany w konceptach, przy lada okazji zręcznie je wtrącić
umie. Niepodobna zatem schwycić wszelkich jego wyskoków, ani można pamiętać i skreślić dowcipów co chwila w inną przybranych barwę. W każdej
prawie wsi są inne pieśni, tak jak inni ludzie i inne miejscowe okoliczności,
dające powód do ucinków szczodrze szafowanych i nieoszczędzających ani samego pana, ani urzędników i oficjalistów jego. Kto był na wsi przy podobnych
1
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik. Okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 i wkładka nutowa. Przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402–441.
2
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów…, T. 1, s. 269–272; Mieszkańcy okolic Sandomierza i Radomia, „Przyjaciel Ludu” R. 13: 1846, T. 1, nr 25, s. 195 i 198. Cytując opis z „Przyjaciela Ludu”, Kolberg pominął zamieszczony tam tekst pieśni i zamiast niego dał własny zapis
(z melodią) z Radomskiego z lokalizacją „Rdzuchów pod Przysuchą”.

90

�okolicznościach, najlepiej osądzi znaczenie tego rodzaju pieśni, którym zapewne
niejedną winien chwilę prawdziwego zadowolenia1.

Pieśni ludu weselne i Pieśni ludu obrzędowe potwierdzają zróżnicowanie regionalne wybranych obrzędów. Mimo opracowania na głos z towarzyszeniem fortepianu, ułatwiającego ich wykonanie amatorom śpiewu, są
to zbiory prezentujące zmienność i podobieństwem określonych pieśni i ich
związki z kontekstem kulturowym – weselami i dożynkami, to jest obrzędami, które obok Godów, czyli cyklu Bożego Narodzenia, były najważniejsze
dla społeczności wiejskiej. Prezentowany materiał pochodził głównie z kilku regionów znajdujących się w zaborze rosyjskim, a przebieg obrzędów
był podany dość skrótowo, ale istotny był sam fakt zamieszczenia aż tylu
wariantów pieśni w jednej publikacji, co umożliwiało porównanie ich tekstów i miejsca w obrzędzie.
Idea prezentowania wariantów była w latach 1847–1848 nowa, wcześniej wydawcy poszukiwali nieznanych do tej pory tekstów i unikali druku
pieśni podobnych. Żegota Pauli we wstępie do Pieśni ludu polskiego w Galicji (1838) pisał, że porównał zapisane przez siebie teksty z drukowanymi
przez Wacława Zaleskiego i „wyłączył mniej odmienne”2, Kazimierzowi W.
Wójcickiemu recenzent3 wytknął druk tekstów, których warianty znajdowały się już u Zaleskiego, a Wójcicki sam o wydanych przez Jana Józefa
Lipińskiego pieśniach wielkopolskich pisał, że „mało tu takich, których by
już zbiory poprzedników p. Lipińskiego nie obejmowały”4. Kolberg, zapoznając się z muzyką ludową i tekstami pieśni coraz dokładniej, traktował je
nie tylko jako źródło inspiracji bądź skarbiec przechowujący relikty dawnej
narodowej kultury, widział w nich także przedmiot badań, interesujący
i ważny dla kultury narodowej, dlatego zwracał uwagę na ich podobieństwo lub odmienność w różnych regionach. We wstępie do Pieśni ludu
weselnych pisał:
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe…, s. 348, w przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 439.
2
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego…, s. 1.
3
Anonimowa recenzja w „Tygodniku Petersburskim” 1839, nr 47, s. 268.
4
Wł. [K.W. Wójcicki], recenzja w „Bibliotece Warszawskiej” 1842, T. 3, s. 631. Na tej samej
stronie do recenzji Wójcickiego dołączony został przypis Kolberga o melodiach pieśni wielko­
polskich zamieszczonych przez J.J. Lipińskiego, przedruk tego przypisu w tomie O. Kolberg
Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 578–579.
1

91

�[…] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne z różnych, mianowicie oddalonych od siebie stron, najlepiej przez porównanie ich między sobą rozróżnić, co
w nich pierwotnego, a co było napływowego z innych pieśni lub okolic, odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość poetyczną
będziemy w możności1.

W wersji podobnej do przyjętej w Pieśniach ludu weselnych, tj. z własnym akompaniamentem, Kolberg przygotowywał do druku także inne
pieśni i melodie ludowe ze swego bogatego już zasobu zapisów terenowych. Miały to być zbiory utworów wybranych według różnych kryteriów,
m.in. takich jak temat tekstu czy sytuacja wykonawcza. Świadczą o tym
zachowane w Kolbergowskim archiwum karty, na których zestawił np.
kilka wariantów tekstowych wątku balladowego czy pieśni wojskowych 2
z melodiami opatrzonymi akompaniamentem. Zachował się także rękopis w znacznej mierze gotowy do druku, zatytułowany Zbiór mazurów
i obertasów gminnych wydany przez O. Kolberg[a]3. Na czterech kartach
sztywnego papieru nutowego wpisał Kolberg 72 melodie, z notami lokalizacyjnymi i nazwami tańców, bez tekstów przyśpiewek. Melodie te pochodzą
z różnych regionów leżących w Królestwie, co pozwala datować rękopis
na okres, w którym drukowane były Pieśni ludu weselne. Opracowanie to
pozostało niedokończone, kilkanaście końcowych zapisów nutowych ma
wpisany tylko szkic partii lewej ręki lub nie ma go wcale.
Pieśni ludu weselne były ostatnim opublikowanym przez Kolberga zbiorem pieśni dokumentującym folklor, w którym melodie ludowe badacz opatrywał swym akompaniamentem. Wprawdzie wydał jeszcze kilkanaście lat
później, w roku 1862, Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu4, ale wszystkie zawarte tam utwory są powtórzeniem melodii i tekstów
zamieszczonych w Pieśniach ludu polskiego wydanych w roku 1857. Pięć
lat po wydaniu tego tomu Kolberg wybrał z zamieszczonych tam pieśni
osiem wątków balladowych popularnych wśród ludowych wykonawców
O. Kolberg Pieśni ludu weselne, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 443.
2
Zostały one wydrukowane w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. II (DWOK
T. 67/II), zob. tam np. pieśni nr 607–614, 682–687, 693–694, 696–698.
3
Zbiór mazurów i obertasów gminnych opublikowany jest w tomie O. Kolberg Pieśni
i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 197–268, nr 763–834.
4
Wydanie to przedrukowe zostało w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 675–700.
1

92

�i osiem melodii tanecznych z przyśpiewkami i dodał do nich akompaniament, którego w pierwodruku tych utworów z roku 1857 nie było. Partia
fortepianu tym razem zasługuje na wyższą ocenę niż opracowanie dołączone do pieśni drukowanych1 w latach 1842–1845. Aleksander Pawlak,
omawiając wydawane przez Kolberga zbiory pieśni z akompaniamentem
fortepianu, pisze: „Najwyższy poziom wykazują Pieśni ludowe do śpiewu,
ostatnia tego rodzaju publikacja Kolberga”2. Nie było to jednak wydawnictwo źródłowe, przeznaczone dla badaczy muzyki czy literatury ludowej, ale
opracowanie przygotowane wyłącznie dla amatorów domowego muzykowania, mających pewne umiejętności wykonawcze. Szesnaście wybranych
utworów Kolberg ułożył przemiennie, po każdej balladzie następuje melodia taneczna z przyśpiewką. Melodia wokalna wszystkich utworów jest taka
sama jak w pierwodruku, pozostawione są też noty lokalizacyjne, natomiast
teksty ballad nie są wiernymi przedrukami. Sądzić można, że Kolberg chciał
wykonawcom zaprezentować utwory o pełnej fabule, zawierające tyle motywów danego wątku, ile było potrzebnych, aby opowieść prezentowana
w balladzie stała się zrozumiała i dramatyczna. Dlatego teksty, które w pierwodruku nie zawsze są kompletne, w tym wydaniu mają nieco zmienione
fragmenty lub interpolacje pochodzące z jednego lub nawet z kilku innych
wariantów. Redagując teksty ballad, Kolberg zachował taką ich postać językową, jaką im nadał w pierwodruku, tj. bliską ówczesnemu językowi
ogólnopolskiemu. Natomiast teksty przyśpiewek w Pieśniach ludowych do
śpiewu w stosunku do drukowanych w Pieśniach ludu polskiego z 1857 r.
wykazują różnice tylko w warstwie językowej. W edycji z 1862 r. wprowadził w nich Kolberg najbardziej wyraziste cechy fonetyczne wykonawców
(mazurzenie, zanik nosowości w wygłosie itp.), które odnotował wprawdzie
w czasie badań terenowych, ale w większości pominął w druku w roku
1857. Tym zabiegiem chciał może podkreślić, że teksty przyśpiewek są
„nieobrobione”, autentyczne w swej „gminnej” postaci. Rozmaitość i przemienność emocjonalna i językowa tekstów miały zapewne przyczynić się
1
W zbiorze wydanym w r. 1862 powtórzył Kolberg trzy ballady zamieszczone po raz pierwszy w wydaniu z lat 1842–1845 oraz ponownie w Pieśniach ludu polskiego z roku 1857; mają
one zgodną z pierwodrukiem linię melodyczną i notę lokalizacyjną, ale nowy akompaniament,
por. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), nr 156 i 583, 141 i 585
oraz 75 i 597.
2
A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe” w opracowaniu fortepianowym, w: O. Kolberg
Pieśni i melodie ludowe… (DWOK T. 67/I), s. VIII.

93

�do zainteresowaniu odbiorców. Pieśni ludowe do śpiewu oddał Kolberg do
druku, licząc na uzyskanie dochodu z ich sprzedaży. Czy było to działanie
skuteczne, nie wiemy.
Zamieszczone w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849 Pieśni
ludu weselne zakończyły pewien etap w edytorskiej działalności Kolberga jako wydawcy folkloru muzycznego. Podsumowując ten okres, przypomnieć trzeba recenzje drukowane bezpośrednio po opublikowaniu omówionych tu zbiorów Kolberga, a także przytoczyć opinie chronologicznie
znacznie późniejsze. Trzy zbiory pieśni drukowane przez Kolberga w latach
1847–1849 nie zostały zauważone przez recenzentów, być może dlatego,
że zamieścił je w czasopismach i w pracach zbiorowych. Najważniejszy
z nich i najobszerniejszy, Pieśni ludu weselne, opublikowała „Biblioteka
Warszawska”, więc zrozumiałe jest, że nie był tam recenzowany. Jedynie
Pieśni ludu polskiego wydane w latach 1842–1845 u Żupańskiego w Poznaniu były oceniane w prasie, nawet jeszcze przed zakończeniem druku,
na podstawie pierwszego lub dwu początkowych zeszytów.
Dodawanie do ludowych pieśni akompaniamentu fortepianowego
spotykało się, jak już tu wspominano, z krytyką niektórych recenzentów
współczesnych Kolbergowi, choć w latach 1818–1842 było stosowane przez
wszystkich wydawców folkloru. Przytoczono tu już krótką ocenę Fryderyka
Chopina, całkowicie deprecjonującą pracę Kolberga nad popularyzacją muzyki ludowej, ale zawartą w prywatnym liście. Rozbieżne były opinie dwu
innych autorów, K. Libelta i M.A. Szulca, których recenzje też tu wspominano. Libelt uznał akompaniament i przygrywki za dodatki „nie na swoim
miejscu”, ale podkreś­lił wartość pracy Kolberga — notowanie ze słuchu
melodii i fakt ich publikacji, ponieważ muzyka ludowa była dotąd rzadko prezentowana przez zbieraczy folkloru. Działalność autora Pieśni ludu
polskiego na tym polu uznał za godną wysokiej oceny i wsparcia rodaków.
M.A. Szulc potraktował ten pierwszy wydany przez Kolberga zbiór jako
edycję przeznaczoną dla amatorów śpiewu, do domowego muzykowania,
i chwalił jego opracowanie. Podkreślić trzeba, że recenzje Pieśni ludu polskiego wydanych u Żupańskiego ukazały się tylko w prasie poznańskiej.
Czasopisma warszawskie nie mogły o nich pisać, ponieważ rozpowszechnianie tej publikacji było w Królestwie zakazane.
Bliżsi nam chronologicznie autorzy zajmujący się dorobkiem Kolberga
z tego wczesnego okresu też reprezentują odmienne stanowiska, ale w nieco
innym zakresie. W 1961 r. Marian Sobieski we wstępie do pierwszego tomu
94

�Dzieł wszystkich Kolberga, oceniając m.in. jego kompozycje fortepianowe
i opracowania muzyki ludowej z lat 1842–1849, pisał:
Podobne stanowisko Kolberga-kompozytora widzimy w jego opracowaniach
pieś­ni ludowych, gdzie dyskretny i skromny akompaniament nie zaciera i nie
przytłacza oryginalnej melodii ludowej. Dowodzi to z jednej strony szacunku kompozytora dla twórczości ludowej, z drugiej strony jest świadectwem konsekwentnej realizacji programowych założeń muzyki domowej. Dostosowanie się autora
do możliwości wykonawczych szerokich rzesz amatorów-muzyków otworzyło
drogę do popularyzacji wśród nich polskich melodii ludowych, a tym samym
do przeniknięcia w nurt muzyki domowej elementów ludowych i narodowych1.

Po dokładniejszej charakterystyce jego pierwszych folklorystycznych
publikacji dodał:
Kolberg starał się urozmaicić akompaniament w duchu ludowym przez naśladowanie basowania kapeli ludowej (buczenie kwint), czy stosowanie nuty pedałowej, imitującej brzmienie dudów. Jedno jest pewne: że mimo tych uzasadnionych rozumowo starań brakło tu rzeczywiście talentu […]2.

Jednak nie zawsze te wczesne publikacje Kolberga były właściwie rozumiane3. Etnomuzykolodzy melodie wokalne wydawane przez Kolberga
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny..., s. XLIV–XLV.
M. Sobieski tamże , s. L–LI.
3
W roku 1988 Julian Maślanka pisał, że całość zapisu nutowego, tj. melodia wokalna i akompaniament w pierwszym zbiorze z lat 1842–1845 są autorstwa Kolberga, a „Pieśni ludu weselne
mają wprawdzie muzykę jeszcze komponowaną przez Kolberga, ale już z troską o upodobnienie jej do muzyki ludowej” (J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863... , s. 77).
Podobnie ocenę opracowania melodii ludowych przez Kolberga formułował nieco wcześniej
R. Górski, zob. w jego biografii Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności, wyd. 2, Warszawa 1974, s. 50 i 59. Jednak zakres edytorskiego opracowania muzyki ludowej w Pieśniach
ludu polskiego wydanych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w Pieśniach ludu weselnych z lat
1847–1849, wbrew twierdzeniu obu autorów, jest taki sam — melodie wokalne w obu tych
zbiorach nie były komponowane, były to melodie ludowe, komponowany był tylko akompaniament fortepianowy. Pewne nieporozumienia powodował też termin „rozwijać”, używany
czasem przez Kolberga, np. w tytule pierwszej publikacji folklorystycznej z roku 1842: Pieśni
ludu polskiego zebrał i rozwinął… O następnym zbiorze, Pieśni ludu weselne, R. Górski pisze,
że Kolberg melodii tam zamieszczonych „już nie usiłował »rozwijać« i poprawiać” (R. Górski
Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności… s. 59). Jednak we wstępie do Pieśni ludu weselnych Kolberg użył również tego określenia: „[...] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne
[...]” , co znaczyło tylko, tak samo jak w r. 1842, że przedstawia ich liczne przykłady.
1
2

95

�w latach 1842–1849 traktowali tak samo jak zamieszczane w edycjach późniejszych. Natomiast akompaniament fortepianowy spotykał się ze strony
krytyków i innych zainteresowanych z różnymi, m.in. przytoczonymi wyżej
opiniami. Zależały one od tego, czy traktowali wydawane przez Kolberga
zbiory jako dokumentację folkloru muzycznego, czy jako środek popularyzacji muzyki ludowej lub szerzej – muzyki narodowej. Analizując od strony
muzycznej wczesne zbiory folklorystyczne, wydane przez Kolberga przed
podjęciem prac nad monografiami etnograficzno-folklorystycznymi, badacze muzyki ludowej odróżniają dwa problemy: ocenę towarzyszącej melodiom oprawy w postaci akompaniamentu oraz wartość prezentowanych
tam utworów ludowych jako dokumentów ówczesnego stanu folkloru. Tę
ostatnią może wskazać konfrontacja ich z zapisami terenowymi, bezpośrednimi wynikami badań Kolberga. Możliwość oceny zgodności pierwodruków tych melodii z podstawą, to jest z notacjami ze słuchu, ograniczona
jest tylko obecnym stanem zachowania spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, a ta – jak wiadomo – nie przetrwała w całości. Poszerza tę możliwość
porównanie melodii drukowanych w tym pierwszym okresie działalności
Kolberga z materiałami zamieszczanymi później w regionalnych tomach
Ludu, w których wykorzystał te same zapisy prymarne. Porównanie licznych zapisów nutowych zamieszczonych w publikacjach z lat 1842–1849
z zachowanymi rękopisami wykonanymi ze słuchu wskazuje, że melodia
wokalna jest taka sama, a niewielkie korekty w niektórych nielicznych
przypadkach nie dotyczą zasadniczego jej przebiegu 1. Również zgodność
melodii wokalnych i instrumentalnych wydanych w latach 1842–1849
z późniejszymi ich przedrukami w Ludzie i Obrazach etnograficznych
może wskazywać na autentyczność muzyki prezentowanej w tych wczesnych zbiorach, nawet jeżeli nie dysponujemy dziś zapisami terenowymi
Kolberga, wykonanymi bezpośrednio w czasie badań, ponieważ monografie regionalne przygotowywał Kolberg do druku — jeżeli chodzi o muzykę przede wszystkim — na podstawie zapisów ze słuchu sporządzanych
w czasie badań terenowych.
W roku 1849 Kolberg opublikował także tekst całkowicie odmienny
od dotychczasowych. Dnia 17 października tamtego roku w Paryżu zmarł
Fryderyk Chopin. Na wiadomość o zgonie kompozytora Kolberg napisał
1

Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II).

96

�krótki, nacechowany emocjonalnie nekrolog Szopen umarł!1. W latach następnych starał się gromadzić informacje o życiu Chopina, prostował błędy
w wychodzących drukiem biografiach kompozytora, poszukiwał utworów,
które pamiętał z warszawskiego okresu jego życia i publikował odnalezione
juwenilia, ale wtedy, jesienią 1849 r., jedna stroniczka w „Bibliotece Warszawskiej” musiała zmieścić jego refleksje wywołane bezpośrednio przez
tę wiadomość. Dał tam wyraz swemu bólowi, ale także wierze, że muzyka
Chopina jest nieśmiertelna i zawsze będzie towarzyszyć ludziom szukającym pocieszenia.
Tak spontaniczną i silną reakcję Kolberga odnajdujemy potem zaledwie
kilka razy w listach związanych z wydarzeniami w rodzinie. Retoryka tekstu napisanego w chwili otrzymania wiadomości o śmierci kompozytora
i wyraźnie widoczne w nim emocjonalne zaangażowanie odbiegają od charakterystycznej dla Kolberga powściągliwości. Następne jego publikacje,
listy i notatki na temat dzieł i życia Chopina mają zawsze bardzo rzeczowy
charakter, nawet wtedy gdy są to jego osobiste wspomnienia dotyczące
wykonywania przez kompozytora własnych utworów. Uwielbienie dla
twórczości Chopina, a także świadomość, że słuchając go, obcuje z czymś
niezwykłym, towarzyszyły Kolbergowi przez całe życie, od pierwszego kontaktu w profesorskim domu w Warszawie, jednak raz tylko, właśnie w tym
nekrologu, odsłonił tak bardzo swe uczucia.
W listach z lat późniejszych wspominał niekiedy, że grywa utwory Chopina dla własnej przyjemności, z innych źródeł wynika, że czasem także dla
niewielkiego grona słuchaczy. Niewiele znamy relacji o Kolbergu–pianiście
i są to wypowiedzi amatorów, nie zawodowych krytyków muzycznych, ale
świadczą one, że osoby słyszące kompozycje Chopina w jego wykonaniu
były wyraźnie wzruszone, a jego gra podobała się. Paulina Wilkońska, opowiadając o spotkaniu u Seweryny Pruszakowej w styczniu 1851 r., kończy relację: „Potem Oskar Kolberg uproszony zagrał nam mazury Szopena
— i całe zachwycił zebranie”2. Przypuszczać można, że dzięki znakomitej
pamięci muzycznej żywy był w jego wykonawstwie sposób „traktowania
instrumentu” przez kompozytora.

1
O. Kolberg Szopen umarł! „Biblioteka Warszawska” 1849, T. 4, s. 436, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 460, tekst nr 979.
2
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim…, s. 134.

97

�IV
[Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze
rosyjskim.]

W roku 1848 lub 1849 powstał pierwszy znany portret1 Oskara Kolberga, mającego wówczas około trzydziestu pięciu lat. Oryginał obrazu zaginął
w czasie powstania warszawskiego w roku 1944, zachowała się tylko jego
fotografia. Namalował go Antoni, który wrócił wtedy do Warszawy po długim pobycie w Rzymie i Paryżu.
Spośród dotychczasowego dorobku Antoniego najwyżej ceniono właśnie portrety – przysłane z Włoch chwalono już w recenzjach z wystawy
w salach Szkoły Malarstwa w czerwcu roku 1845. Nieco później, prawdopodobnie w roku 1850, Antoni wykonał portrety rodziców. Ojca, nieżyjącego
od kilkunastu lat, malował według litografii wykonanej w latach dwudziestych XIX w. w Berlinie lub według miniatury, matka do swego porteru
mogła mu pozować osobiście2. Wkrótce potem, w roku 1852, Antoni ożenił
się z Eleonorą Marconi (1832–1883), była ona siostrą jego przyjaciela, też
malarza, Karola Marconiego, z którym w latach następnych kilkakrotnie
współpracował przy wykonywaniu fresków w kościołach i gmachach publicznych Warszawy. Antoni nadal cieszył się renomą także jako autor obrazów religijnych – już w roku 1840 jego obraz Św. Trójca umieszczony
był w ołtarzu katedry Św. Jana w Warszawie, w roku 1854 wystawiony był
w salach Towarzystwa Dobroczynności obraz Matki Boskiej Szkaplerznej
przeznaczony dla kościoła w Żbikowie3.
W tym okresie, tj. w latach 1848–1849, bliski ukończenia był wspomniany już tutaj Król pasterzy, najbardziej znany utwór sceniczny Oskara
Kolberga, z librettem Lenartowicza. Fabuła jednoaktowej „opery sielskiej”,
zaczerpnięta z utworu F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy4, opowiada o kujawskim zwyczaju wybierania króla spośród dziewcząt i chłopców
Zob. ryc. 3 w tym tomie.
Zob. ryc. 1 i 2 w tym tomie.
3
Donosiła o tym prasa warszawska, dodając: „Tym bardziej obraz ten godzien zastanowienia, iż obstalowany został przez żonę włościanina w wypełnieniu ostatniej woli jej męża,
co stosunkowo do jej możności bardzo wielki wydatek stanowi. Obraz ten przynosi zaszczyt
artyście […]”, „Dziennik Warszawski” 1854, nr 217 z 21 sierpnia.
4
Zob. przypis 3 na s. 80.
1
2

98

�wypasających bydło na rozległych bagnistych łąkach nazywanych Bachorzą.
Królem zostawał ten, kto pierwszy przypędził swe stado na Bachorzę rano
w dzień Zielonych Świąt. Według libretta jeden z pasterzy, Maciuś Ciemięga, postanowił przechytrzyć towarzyszy i w przeddzień konkursu zagrzebał
się w stogu siana, aby spędzić w nim noc i rano pojawić się jako pierwszy.
Zbudził się jednak za późno, gdy inni byli już na miejscu, a pierwsi przybyli
Rózia i Wojtek, którym gromada przyznała wieńce. Maciuś został wyśmiany,
a Rózia i Wojtek wyznali sobie miłość i królowali przez cały dzień.
Według listu Kolberga do Sikorskiego, libretto pozostawione w rękopisie
przez Lenartowicza przed jego nagłym wyjazdem w roku 1848 wymagało
uzupełnienia. Porównanie znanego libretta1 z jego wersją podpisaną pod
nutami w partyturze wskazuje, że różnice między tymi dwoma tekstami
(poza arią Rózi z III sceny) są niewielkie i wynikają prawdopodobnie z konieczności dostosowywania tekstu do śpiewu.
Prywatna premiera odbyła się 4 kwietnia 1853 r. w salonie Faustyna
Żylińskiego (1796–1867), tenora, dyrygenta i kompozytora. To pierwsze
przedstawienie Króla pasterzy miało formę koncertu z towarzyszeniem
fortepianu, a wykonawcami partii wokalnych byli amatorzy. Recenzji po tej
premierze nie opublikowano, wzmianki o niej pojawiły się tylko w „Dzienniku Warszawskim”2 i w Pamiętnikach miasta Warszawy Karola Kucza
(1815–1892), dziennikarza, komediopisarza i wydawcy:
Co zaś do prywatnych tego rodzaju wieczorów, jednym z znaczniejszych był
wieczór w domu znanego muzyka p. Żylińskiego, gdzie zebrani Amatorowie
i Amatorki wykonali pod przewodnictwem p. Kolberga dwie opery własnego
jego utworu, to jest Król pasterzy i Powrót Janka. Z tych pierwsza, na samych
ludowych motywach oparta, odznacza się nadzwyczajną melodią i znaczną liczbą wzniosłych ustępów i godną byłaby publicznego przedstawienia3.

Publiczna premiera Króla pasterzy na scenie opery warszawskiej odbyła
się parę lat później, w marcu 1859 r. Tu odnotować jednak trzeba, że w roku
1853 w „Dzienniku Warszawskim” nie podano nazwiska autora libretta,
1
T. Lenartowicz Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego, napisany w 1 akcie,
Warszawa 1859. Libretto zostało wydane równocześnie z wyciągiem fortepianowym utworu
Kolberga i prawdopodobnie jego tekst nie był konsultowany z autorem, który był już wtedy
od ponad dziesięciu lat na emigracji.
2
„Dziennik Warszawski” 1853, nr 92, notatka w dziale Wiadomości krajowe.
3
K. Kucz Pamiętniki miasta Warszawy z roku 1853, T. 1, Warszawa 1854, s. 235.

99

�informując tylko, że jest nim „jeden z poetów naszych” — wymienianie nazwiska Lenartowicza, zbiegłego za granicę, było wtedy zakazane. Ponadto
w krótkim artykuliku liczącym kilkanaście wierszy, choć zaznaczono, że Kolberg „znany jest tak zaszczytnie z wielu utworów muzycznych”, dwukrotnie
przypomniano, że jest on „sumiennym zbieraczem melodii ludowych”. W literackim i artystycznym świecie Warszawy miał wówczas ustaloną pozycję
przede wszystkim jako muzyk notujący w terenie i wydający drukiem folklor.
W tym samym dniu, tj. 4 kwietnia 1853 r. wykonany został w salonie
Żylińskiego drugi utwór sceniczny Kolberga: Scena w karczmie, czyli Powrót Janka1, napisany do tekstu Jana Kantego Gregorowicza (1818–1890).
Gregorowicz po śmierci ojca gospodarował w Bilczy, w pow. sandomierskim,
a około roku 1850, po próbach życia na wsi, zamieszkał w Warszawie i pracował jako dziennikarz i literat. Dosyć szybko stał się cenionym pisarzem dla
ludu i autorem książek dla dzieci. Kolberg poznał go zapewne u Wójcickich
lub w redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, w której w roku 1850 zamieszczony
był literacki debiut Gregorowicza Obrazki wiejskie. W zbiorach Kolberga zachował się rękopis pt. Scena w karczmie, czyli Powrót Janka2 bez podpisu
autora — jest to prawdopodobnie oryginał libretta pióra Gregorowicza. Widnieją na nim poprawki i dopiski ręką Kolberga, m.in. w tytule, który pierwotnie był krótszy: Scena w karczmie, czyli Powrót. Fabuła utworu jest bardzo
prosta: zgromadzeni w karczmie wieśniacy bawią się po pracy, tylko Basia
jest smutna, tęskni za Jankiem, który ze swym panem pojechał do Warszawy. Jednak tego wieczoru Janek, również stęskniony za Basią i swą rodzinną wsią, szczęśliwie wraca ze stolicy, jego zdaniem zbyt ludnej i hałaśliwej;
wśród zgromadzonych w karczmie osób, pary zakochanych i ich krewnych
i przyjaciół, może znowu zapanować radość. Bardzo podobną treść ma też
„obrazek wiejski ze śpiewami” Janek spod Ojcowa Gregorowicza 3. Wpraw1
Utwór Scena w karczmie zachował się w postaci głosów wokalnych i niepełnej wersji
fortepianowej, opublikowany jest w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne,
zebrała i opracowała D. Idaszak (DWOK T. 68), s. 489–599. 		
2
Rękopis w tece 51 Miscellanea, Arch. PTL, sygn. 1358, k. 44–50.
3
K. Michałowski w katalogu Opery polskie, Kraków 1954, s. 61, jak wszyscy z Kolbergiem
włącznie, myląc Scenę w karczmie z utworem Gregorowicza Janek spod Ojcowa, podaje,
że premiera „obrazka wiejskiego” odbyła się w Warszawie 26 XII 1853 r. (5 stycznia 1854 r.),
a tekst opublikował Gregorowicz pod tym samym tytułem w roku 1862. Krótką recenzję
przedstawienia utworu Gregorowicza zamieściła „Gazeta Codzienna” w nr 14 z 16 stycznia
1854 r., ale nie ma tam wzmianki o muzyce do Janka spod Ojcowa, a trudno przypuszczać,
aby w dzienniku, którego Gregorowicz był wówczas współredaktorem, pominięto nazwisko

100

�dzie nie wiadomo dokładnie ani kiedy Kolberg rozpoczął i zakończył prace
nad Sceną w karczmie, ani kiedy Gregorowicz napisał Janka spod Ojcowa,
ale jest bardziej prawdopodobne, że libretto, krótsze i mniej rozbudowane,
powstało wcześniej niż „obrazek wiejski ze śpiewami”. Utwór Kolberga musiał być napisany najpóźniej na przełomie lat 1852 i 1853, ponieważ zespół
amatorów potrzebował czasu na przygotowanie premiery, która odbyła się
razem z Królem pasterzy, tj. 4 kwietnia 1853 r. Sztuka Gregorowicza wystawiona była dziewięć miesięcy później, w styczniu 1854 r., dlatego sądzić
można, że Gregorowicz najpierw napisał na prośbę Kolberga libretto Sceny
w karczmie, a dopiero potem Janka spod Ojcowa. W tym utworze przeniósł
akcję przed karczmę, na wolne powietrze, dodał dwie postacie i zmienił nieco przebieg wydarzeń, a także użył innego tytułu, aby odróżnić swój utwór
od kompozycji Kolberga, tym bardziej że nie była to już „scena w karczmie”.
Tylko dwa fragmenty tekstu: śpiewka Janka (nr 4) i chór kończący sztukę
(nr 8) są prawie identyczne z odpowiednimi tekstami Sceny w karczmie, ale
wszystkie inne partie śpiewane, pozostały tekst prozą i znana muzyka1 do
Janka spod Ojcowa są zupełnie inne.
Kolberg miał prawdopodobnie pewien udział w pierwotnym opracowaniu muzyki do Janka spod Ojcowa, sam pod koniec życia w Szkicu
autobiografii pisał:
Janek spod Ojcowa Gregorowicza był to tylko wodewil ze śpiewkami, do którego napisałem tylko śpiewkę Janka z chórem i duet. Miał być rozszerzony, ale
wypadki r. 1861 przeszkodziły2.
Kolberga, jeżeli by wykorzystano jego kompozycję. K. Michałowski informuje też, że w Poznaniu w 1857 r. wystawiono Janka spod Ojcowa z muzyką Adama Tarnowskiego (1816–1890),
wówczas kapelmistrza Teatru Rozmaitości w Warszawie, w którym odbyła się premiera. Sztukę Gregorowicza grano znowu w Warszawie w 1862 r., przedstawienie to wymienia „Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” (1862, nr 52, s. 827) w zestawieniu utworów granych na scenach
warszawskich w dziale „Tragedie, dramaty i komedie”, a nie wśród oper i innych utworów
muzycznych, ale nazwisk autorów w zestawieniu nie podawano.
1
Jednoaktówka Janek spod Ojcowa wydana została w Warszawie w 1862 r. bez nazwiska
autora, następnie z nazwiskiem Gregorowicza w Poznaniu w r. 1903 z muzyką Adama Tarnowskiego i ponownie w Poznaniu z muzyką tego samego autora w r. 1912. W dostępnym egzemplarzu wydania Janka spod Ojcowa z 1862 r. nie było zapisów nutowych. Dla porównania
(wykonał je Ł. Smoluch) muzyki Tarnowskiego do Janka spod Ojcowa i Kolberga do Sceny
w karczmie wykorzystano wydanie z 1912 r.
2
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68. Wspomniane tu przez Kolberga „wypadki
roku 1861” to tzw. rewolucja lutowa poprzedzająca powstanie styczniowe, zob. też s. 162.

101

�Te zdania mogą się odnosić wyłącznie do jednoaktówki Gregorowicza,
nie do Kolbergowskiej Sceny w karczmie, która jest w całości utworem
muzycznym. Sądzić więc można, że Kolberg po ponad trzydziestu latach
sam zapomniał o swej kompozycji, wystawionej tylko ten jeden raz w warszawskim salonie w kwietniu 1853 r. i niewydanej drukiem za życia autora. Wspominał tylko krótki moment współpracy z Gregorowiczem nad
nową wersją sceniczną jego obrazka. Późniejsi bibliografowie i biografowie
Kolberga i Gregorowicza utożsamiali kompozycję Kolberga z drukowanym
i grywanym „obrazkiem wiejskim” tego drugiego autora, choć są to dwa odmienne dziełka sceniczne. Dla Kolbergowskiej Sceny w karczmie używano
też wielokrotnie tytułu jednoaktówki Gregorowicza1. W przeciwieństwie do
Króla pasterzy, „opery sielskiej” Kolberga granej w operze warszawskiej
w 1859 r., której wyciąg fortepianowy został wydany drukiem w latach
1859–1860, drugi jego utwór teatralny, Scena w karczmie, niedrukowany
i niewystawiany publicznie w XIX wieku, popadł w niepamięć. Wydany
został dopiero w roku 1990 razem z innymi kompozycjami Kolberga w jego
Dziełach wszystkich, a ponownej prezentacji przed publicznością doczekał
się po ponad stu sześćdziesięciu latach, w roku 20142.
Lata 1849–1857, poza pracą zawodową w Dyrekcji Kolei Żelaznej, komponowaniem utworów scenicznych i przygotowywaniem ich koncertowej
premiery, wypełniały Kolbergowi także inne zajęcia związane z muzyką.
Kontynuował badania terenowe i przygotowywał ich wyniki do wydania
drukiem, tworzył kompozycje fortepianowe i wokalne i współpracował
K. Kucz w Pamiętnikach miasta Warszawy z roku 1853…, s. 235, w notatce sporządzonej bezpośrednio po premierze odnotował tytuł Powrót Janka. Tytuł Janek spod Ojcowa
dla utworu Kolberga pojawia się jednak już w poświęconym Kolbergowi artykule w tomie 15
Encyklopedii powszechnej Orgelbranda z roku 1864, którego treść znał on na pewno. Na podstawie Szkicu autobiografii tytuł Janek spod Ojcowa podał I. Kopernicki w artykule Oskar
Kolberg („Nowa Reforma” 1889, nr 108) i później w biografii Kolberga zamieszczonej we wstępie do Przemyskiego (zob. T. 35, s. IX). Za Kopernickim tytuł jednoaktówki Gregorowicza
zamiast tytułu Scena w karczmie, czyli Powrót Janka przytaczali kolejni autorzy biografii
Kolberga i bibliografowie. Zob. m.in. katalog K. Michałowskiego Opery polskie (Kraków 1954)
i Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut” (T. 8: Wrocław 1969, s. 46).
2
Scenę w karczmie, czyli Powrót Janka wystawiono w roku 2014 w Poznaniu w reżyserii
Artura Romańskiego z okazji Roku Kolberga. Dla tego przedstawienia kompozycja Kolberga
została zinstrumentowana przez Macieja Prochaskę, a libretto zredagowane przez Ewę Antyborzec. Zob. też M. Prochaska Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), oraz tenże
„Scena w karczmie”, nieznana opera Oskara Kolberga, „Przegląd Wielkopolski” R. 29: 2015,
nr 1, s. 38–41.
1

102

�z Józefem Sikorskim przy poszukiwaniu archiwaliów muzycznych potrzebnych do badania historii muzyki polskiej.
Józef Sikorski w roku 1849 zwrócił się listem otwartym1 do władz kościelnych z apelem o udostępnienie badaczom zabytków związanych z muzyką, znajdujących się w należących do nich świątyniach, archiwach i bibliotekach. Przedstawiony tam program badań był bardzo rozległy i zarazem konkretny, obejmował nie tylko nuty, informacje o organach, ich budowniczych
itp., ale także dzieła sztuki, malarstwo i rzeźbę, prezentujące np. instrumenty. W poszukiwaniach zabytków polskiej kultury muzycznej prowadzonych
przez Sikorskiego brał wówczas udział Kolberg. Zachował się brulion ich
wspólnego listu do Kapituły Łowickiej, w którym proszą o wypożyczenie
rękopisu „z XIV czy XV wieku […] dla bliższego rozpatrzenia się w nim”2.
Nie wiadomo, czy Kolberg towarzyszył Sikorskiemu także w innych ośrodkach poza biblioteką kolegiaty łowickiej, którą odwiedzili razem w 1851 r.
Podjęta wtedy akcja odniosła skutek. Sikorski zgromadził wiele materiałów,
na podstawie których pisał artykuły do „Ruchu Muzycznego” i później do
innych czasopism. Jego notatki wykorzystali następni autorzy opracowań
o historii polskiej muzyki, m.in. Aleksander Poliński i Adolf Chybiński.
Nadal ukazywały się kompozycje fortepianowe Kolberga, w roku 1850 były
to Dwa mazury na pianoforte oraz Sześć kujawiaków na fortepian, te ostatnie dedykowane Teofili Gregorowiczowej, żonie Jana Kantego. W roku 1853
do publikacji charytatywnej3 przekazał Romans Rózi, fragment Króla pasterzy,
a lata następne przyniosły druk innych jego kompozycji wokalnych: Pod twym
okienkiem…4, do słów zapomnianego dziś poety Juliusza Heppena (1828–1898)
i Trzy pieśni J. B. Zaleskiego5 dedykowane Karolinie Fryben (1823–?) śpie1
Tekst tego apelu przytacza K. Morawska w artykule Badania nad muzyką dawną w Polsce w XIX w., w: Szkice o kulturze muzycznej XIX w. Studia i materiały, T. 3, pod red.
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1976, s. 43–45.
2
Brulion listu do Kapituły Łowickiej z 15 V 1851 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 48.
3
Romans Rózi drukowany był w pracy zbiorowej: Album muzyczne wydane przez
Komitet na korzyść Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki tudzież pozostałych po nich
Wdów i Sierot, Lipsk [1853].
4
Pieśń była zamieszczona w serii Skarbiec salonowych śpiewów No 4, Warszawa 1855,
s. 3; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68),
s. 7–12, nr 2.
5
Pełny tytuł: Rojenia wiosenne. Młodo zaswatana. Śpiew poety. Trzy pieśni J. B. Zales­
kiego ułożył do śpiewu […] Warszawa 1857; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 13–27, nr 3–5.

103

�waczce, która w latach 1856–1857 występowała w Warszawie. Trzy pieśni
zrecenzował Sikorski w „Ruchu Muzycznym”. Jak wszyscy piszący w tym czasie o Kolbergu, niezależnie od omówienia utworów, które były przedmiotem
recenzji, przypomniał, że od wielu lat zbiera on i wydaje pieśni ludu. Pieśniom
do słów J.B. Zaleskiego nie odmówił pewnych walorów, ale ocenił je niezbyt
wysoko, natomiast wspominając poprzednie kompozycje, dodał:
Wyjątek stanowią dziarskie mazury i mistrzowskie obertasy (powtarzamy to
przy każdej sposobności), tak jędrne, tak skończone, tak ludowe, a jednak oryginalne, że najlepsze innych autorów z daleka za nimi zostają1.

Po sześcioletniej przerwie, w roku 1856, wydał Kolberg nowy utwór
fortepianowy: Grande marche, dedykowany „À son ami Mr Costantin Wolicki”2. Konstanty Wolicki (1805–1863), Kujawianin, muzyk wykształcony
w konserwatorium paryskim, za pomoc uczestnikom wyprawy Zaliwskiego został w 1834 r. skazany na utratę majątku i zesłanie na Syberię z nakazem stałego tam zamieszkania po odbyciu kary. W Tobolsku, później
w Omsku był dyrygentem i nauczycielem muzyki i sam wtedy komponował. W 1840 r. uzyskał zgodę na powrót do Królestwa Polskiego i pracował
w latach 1846–1856 w Dyrekcji Ubezpieczeń w Warszawie. Poświęconą
Wolickiemu kompozycję Kolberga krótko omówił Maurycy Karasowski,
który od roku 1854 zamieszczał recenzje w prasie warszawskiej, a o marszu
pisał na łamach „Biblioteki Warszawskiej”:
Jest to utwór większych rozmiarów, odznaczający się dobrym pomysłem i piękną harmonią, może za mało w nim melodii. Lecz nie wdając się w szczegółowy rozbiór, który bez użytku zabrałby nam wiele miejsca, śmiało go polecamy
wszystkim grającym na fortepianie jako dzieło rzeczywiście niemałej wartości3.

W zachowanej korespondencji znajdujemy informację o komponowaniu w tym okresie utworów zamówionych przez prywatnych odbiorców.
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji. Trzy pieśni J. B. Zaleskiego ułożył do śpiewu O. Kolberg, „Ruch Muzyczny” 1858, nr 36, s. 283. Przedruk recenzji w tomie O. Kolberg Kompozycje
wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 659.
2
O. Kolberg Grande marche pour piano par […] à son ami Mr Constantin Wolicki, Varsovie [1856]. Przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), nr 76,
s. 377–393, nota tamże, s. 683.
3
M. Karasowski Przegląd muzykalny, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 389. Przedruk
w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 724–725.
1

104

�W liście ze stycznia 1853 r. nieznany bliżej Aszperger przypominał o terminie odebrania nut i prosił o drobne zmiany w tekście, do którego melodię
miał napisać Kolberg. Pieśń miała być wykonana na urodzinach jego teścia,
Matuszewskiego, o którym też nie udało się odszukać bliższych danych.
Kolberg w itinerarium odnotował pobyt w roku 1856 i 1858 u Matuszewskich w Mąkolinie, w powiecie płockim, oraz w 1862 r. u Matuszewskiego
w Jasienicy, być może adresat komponowanej kantaty i mieszkaniec Mąkolina lub Jasienicy goszczący zbieracza pieśni był tą samą osobą. Szkic
tego utworu znajduje się wśród Kolbergianów przechowywanych w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym1. W tym samym liście Aszperger pisał
o terminie próby Króla pasterzy, więc prawdopodobnie należał do grona
amatorów biorących udział w prywatnej premierze u Faustyna Żylińskiego. Prośbę o skomponowanie muzyki napisał też nieznany autor w maju
1856 r., dołączając tekst wiersza2.
Jednak coraz więcej miejsca w pracach Kolberga zajmowała muzyka ludowa. Kontynuowanie przez niego badań nad folklorem po roku 1846 wymaga podkreślenia. Rabacja galicyjska zimą 1846 roku, tragiczna dla wielu
rodzin szlacheckich wymordowanych przez chłopów, nieudane powstanie
krakowskie, później przebieg Wiosny Ludów w Poznańskiem i w Galicji
i wynikające z tych wydarzeń wnioski spowodowały m.in. zmianę nastawienia do twórczości ludowej. Wielu z niedawnych apologetów literatury
ludowej przestało się nią w ogóle zajmować, uznając, że romantyczna teoria o inspirującej roli folkloru i o jego wielowiekowej tradycji jest błędna.
Formułowano też nowe tezy na temat folkloru, jego źródeł, stopnia zachowania w nim śladów dawnej literatury ustnej i przenikania do niego wątków i motywów z innych kręgów kulturowych – kościoła, dworów i miast,
a za ich pośrednictwem z całej literatury europejskiej i poza­europejskiej.
1
Faksymile szkicu tego utworu opublikowano w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 138–139, nr 34. W rękopisie nad nutami Kolberg zapisał:
„Matuszewska do Matuszewskiego”, a na końcu: „Powinszowania w dniu urodzin sędziwemu
mężowi od żony, z którą kilkadziesiąt lat przeżył”.
2
List nieznanego autora z 26 V 1856 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 60. Zachował się rękopis tej pieśni, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK
T. 68), s. 46–47, nr 10, w rkp. nad nutami notatka Kolberga: „Krakowiak posłany Frybenowi”
przytoczona w komentarzu rewizyjnym D. Idaszak, s. 151 tamże. Wydane w 1857 r. Trzy pieśni
J.B. Zaleskiego Kolberg dedykował Karolinie Fryben, śpiewaczce, która w latach 1856–1857
występowała w Warszawie. Nieznany bliżej Fryben, któremu Kolberg wysłał Krakowiaka, był
prawdopodobnie autorem listu, a także krewnym śpiewaczki.

105

�Krańcowe stanowisko w tej kwestii zajął Ryszard Berwiński (1819–1879),
przedtem rewolucyjny poeta romantyczny, parę lat wcześniej zbieracz bajek w Wielkopolsce. Osadzony w więzieniu w Berlinie za udział w spiskach w 1846 r., wstrząśnięty wypadkami w Galicji i załamaniem się Wios­
ny Ludów, zajął się studiami nad folklorem, a zwłaszcza nad wierzeniami.
Jeszcze w berlińskim Moabicie zebrał materiały, a że – jak ironicznie pisał
we wstępie – miał tam „obok dogodnego wczasu do pracy”, także dostęp
do literatury, głównie niemieckiej, przygotował pracę Studia o literaturze
ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki, wydaną w dwu
tomach w roku 1854. Poznański wydawca parę lat później dał książce
nową kartę tytułową, bliższą jej treści: Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych. Zasadniczą tezę studium sam autor streścił
następująco:
Lud nie ma nawet samodzielnej twórczości ducha, a jeśli ją ma, to w takiej tylko
mierze mutatis mutandis jak dziecko. Siła jego ducha, a raczej wyobraźni, jest
tylko raczej reproduktywną1.

Teza ta była przedmiotem polemik, w których brał udział także Kolberg
w okresie pracy nad Krakowskiem, do czego trzeba będzie jeszcze wrócić.
Kolberg nie zaprzestał prowadzenia badań terenowych i przygotowywania do druku melodii ludowych, jego przekonanie o wysokiej wartości samodzielnej twórczości ludu i jego fascynacja wykonawstwem nieuczonych
instrumentalistów, śpiewaczek i śpiewaków były ugruntowane i pozostały
niezmienne. Równie ważne było dla niego archiwizowanie muzyki ludowej
na potrzeby przyszłych prac naukowych. W pierwotnej redakcji wstępu do
Pieśni ludu polskiego, powstałej prawdopodobnie około roku 1849, pisał:
Starannie wyświetlić początek, wpływ i ważność tych melodii będzie skutkiem
obecnych około zachowania ich zabiegów i popchnie naprzód wszelkie badania
historyczno-muzyczne2.

Dlatego w dalszym ciągu gromadził pieśni i melodie i przygotowywał
nowe ich edycje. Po zakończeniu druku Pieśni ludu weselnych, a przed
R.W. Berwiński Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej
krytyki, T. 2, Poznań 1854, s. 216.
2
Rękopis tej pierwotnej wersji wstępu przytoczony jest w tomie O. Kolberg Pieśni ludu
polskiego. Suplement do t. 1 (DWOK T. 70), s. 3–5, przytoczone zdanie na s. 4.
1

106

�wydaniem nowego zbioru pieśni, tj. w latach 1849–1856, przeprowadził
badania terenowe w wielu regionach Królestwa i znacznie powiększył
swoje zbiory. Około czterdzieści lat później w itinerarium, spisując swe
wycieczki z tych lat, wymienił przede wszystkim miejscowości z Mazowsza, ale także z Radomskiego, Kieleckiego, Kaliskiego i z tej części Krakowskiego, która znajdowała się w granicach zaboru rosyjskiego, m.in. z okolic
Ojcowa. Były to podróże raczej krótkie, na niedzielę i święta, gdyż z powodu pracy zawodowej rzadko miał możliwość wyjazdu na dłużej. Nie znano
wówczas urlopów wypoczynkowych, a zwolnienie z pracy przysługiwało
tylko w bardzo ważnych sprawach rodzinnych i zdrowotnych, z czego co
najmniej trzykrotnie skorzystał Kolberg w latach 1855, 1857 i 1858. W jego
papierach osobistych zachowało się pismo z 23 sierpnia 1855 r. „Urlop dla
J.P. Oskara Kolberg, buchaltera Dyrekcji Drogi Żelaznej” o następującej
treści:
Wskutek prośby p. Kolberg na dniu wczorajszym wniesionej, Dyrekcja udziela
mu niniejszym urlop na dni 28 w celu udania się w gubernią radomską do Buska
i Solca dla poratowania zdrowia1 .

Każdy wyjazd poza rogatki warszawskie wymagał paszportu pozwalającego na pobyt tylko na określonym w nim terenie, a wydawanego po odpowiednim uzasadnieniu. Takim paszportem był przytoczony wyżej dokument,
który równocześnie umożliwiał poruszanie się po wyznaczonej w nim guberni radomskiej. Na jego odwrocie odnotowano powrót do Warszawy dnia
19 września, a wyżej widnieje kilka potwierdzeń pobytu, m.in. notatka:
Widziano w urzędzie wójta gminy Łubnice, gdzie W-y Oskar Kolberg kurację
solanką odbywał. Obecnie służy do powrotu do Warszawy, Sichów, dnia 28/9
września 18552.

Następny raz z urlopu dla poratowania zdrowia skorzystał dopiero po
zakończeniu druku Pieśni ludu polskiego, w połowie roku 1857. Wyjechał
wtedy na dłużej, m.in. był w Krakowie, w Zakopanem i Szczawnicy, a potem za granicą.

1
2

Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 49.
Tamże.

107

�Swe badania terenowe i kontakty z ludowymi wykonawcami w latach
poprzedzających wydanie Pieśni ludu polskiego opisał w liście do Józefa
Ignacego Kraszewskiego, któremu tom ten wysłał w czerwcu 1857 r.:
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni
obcemu (tak nazywa każdego w paletocie lub surducie), w jego niecierpliwości
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu
drzewa lub w polu na własnym kolanie albo na karku towarzysza wędrówki
wpisywać nuty — a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania itd.1

Tak trudne warunki zapisywania melodii i tekstów były częstsze
w pierwszych latach folklorystycznych wycieczek Kolberga, ale zdarzały się
także później, jeżeli prowadząc badania terenowe, nie miał oparcia w osobach mieszkających w danej okolicy, rozumiejących ich cel i znaczenie
i ułatwiających mu kontakty z ludowymi wykonawcami.
Jak już tu zaznaczono, Pieśni ludu weselne były ostatnią publikacją
folkloru, w której Kolberg wokalne melodie ludowe opatrywał własnym
akompaniamentem. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zdecydował o zaniechaniu dotychczas stosowanej metody opracowywania melodii ludowych.
Stało się to na przestrzeni lat dzielących druk ostatnich fragmentów artykułu z pieśniami weselnymi w „Bibliotece Warszawskiej” i pierwszych anonsów prasowych o przygotowaniu nowego tomu, czyli między rokiem 1849
a początkiem 1854. W pracach o Kolbergu rezygnację z akompaniamentu
tłumaczono zwykle niskimi ocenami, dotyczącymi nie tylko opracowań pieśni ludowych, ale także jego własnych utworów. Dołączanie do oryginalnej melodii wokalnej akompaniamentu instrumentalnego, stosowane przez
Kolberga w latach 1842–1849, było przyjęte powszechnie wobec pieśni ludowych przez jego poprzedników, często znakomitych muzyków, i aprobowane przez zbieraczy tekstów. Ten sposób wydawania polskiego folkloru
sprzyjał jego popularyzacji w środowiskach uprawiających „muzykowanie
1

List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 74.

108

�domowe”. Zaniechanie przez Kolberga oddawania do druku opracowania
służącego równocześnie i dokumentacji, i popularyzacji twórczości ludowej
wynikało raczej z własnej refleksji na temat zadania, jakie przed nim stoi,
niż z reakcji na recenzje, i wiązało się z dochodzeniem do głosu nowych
nurtów w poglądach na folklor i metody jego wydawania drukiem. Jakkolwiek oceniany jest akompaniament dodawany przez Kolberga do ludowych
melodii wokalnych, dziś stwierdzić możemy, że początkująca folklorystyka
około roku 1850 wyczerpała model opracowywania do druku pieśni ludowych przyjęty od czasu rozprawy Józefa Królikowskiego z roku 1818
i wydania przez Karola Lipińskiego melodii do Pieśni polskich i ruskich…
Wacława Zaleskiego w roku 1833. Zbiory pieśni nie mogły już pełnić dwu
różnych funkcji, innego opracowania wymagały publikacje potrzebne do
badań naukowych, a innego służące popularyzacji ludowej muzyki.
W połowie wieku XIX w wypowiedziach o folklorze w prasie i innych publikacjach nasiliły się głosy najpierw o zmianach w obserwowanej prawie od
początku wieku twórczości ludowej, a później wręcz o jej zanikaniu. Z naturalną zmiennością folkloru zbiegły się wtedy procesy gospodarcze i społeczne
wynikające ze stopniowej likwidacji pańszczyzny oraz z uprzemysłowienia
niektórych regionów, co powodowało przemieszczanie się ludności wiejskiej
do ośrodków fabrycznych. Pańszczyzna, a z nią przywiązanie chłopa do ziemi,
zostały zniesione w zaborze rosyjskim najpóźniej, dopiero w marcu 1864 r.
Jednak już likwidacja granicy celnej między Królestwem a Rosją w październiku 1850 r. przyczyniła się do szybkiego rozwoju przemysłu w Warszawie
i powstawania fabryk także w innych miastach, z czym wiązało się gwałtowne zapotrzebowanie na robotników. Najbardziej znanym skutkiem otwarcia
nowych rozległych rynków zbytu jest rozwój włókiennictwa w Łodzi.
Głosy o zanikaniu pieśni ludowych i potrzebie ich utrwalania pojawiały
się już wcześniej. M.in. poeta Stefan Witwicki (1802–1847) pisząc w r. 1830
o muzyce ludowej jako tworzywie dla kompozytorów opery narodowej,
stwierdzał: „[...] życzyć bardzo należy, aby nuty naszych śpiewów gminnych,
podobnież jak i same pieśni, zostały zebrane i ogłoszone, [...] gdy śpiewy
krajowe znacznie się już między ludem przytłumiają”1. J. Lipiński, opisując
w roku 1842 wesele w Wielkopolsce, dodał: „[...] ale pieśni przy tym obrzędzie używane giną powoli”2. W okresie szybkiej industrializacji Królestwa
1
2

S. Witwicki Piosnki sielskie, Warszawa 1830, s. XIX–XX.
J.J. Lipiński Porządek obrzędu weselnego ..., s. 285.

109

�wypowiedzi takie stają się alarmistyczne, np. w „Bibliotece Warszawskiej”
w roku 1859 czytamy:
Jak wszystko wokoło nas nagle się zmienia i przeistacza, tak i lud nasz ulega tym
zmianom. W pobliżu Warszawy i innych miast większych polskich traci właściwą charakterystykę, zrzuca ubiór dawny, zapomina melodii i piosnek swoich1.

Kolberg zauważał zjawisko zmienności folkloru związane z procesami
gospodarczymi i społecznymi, a także jego naturalną skłonność do tworzenia wariantów. We wstępie do Pieśni ludu polskiego wydanych w 1857 r.
pisał m.in.:
W jednej i tej samej wsi zdarzało mi się niekiedy słyszeć po parę odmian jednejże
pieśni; w sąsiedniej wsi już inaczej śpiewano, gdy tymczasem o kilkanaście mil
dalej pierwsza melodia znów wypływała. Bywały przypadki, że taż sama osoba po
kilku latach zmieniała nieco tok melodii, co już (choć nie ze wszystkim) zacierało
pierwotny jej wyraz; a cóż dopiero gdyby ją przyszło usłyszeć po latach kilku lub
kilkudziesięciu. Pieśń jest po większej części tradycyjną; więc czas, stosunki ludzi
zobopólne, zmiana trybu życia, moda, która z dworca szlacheckiego zaczyna już do
chaty wieśniaczej zaglądać, wreszcie osobistość śpiewaka (jego muzyczne usposobienie) i mnóstwo innych okoliczności wciąż na nią wpływają w nieskończonych
odcieniach. Ruch tu, jak wszędzie gdzie życie, nieustanny [...]2.

Pisał więc o zmienności pieśni, wskazywał niektóre przyczyny powstawania wariantów, stopniowego zapominania niektórych pieśni i pojawiania
się nowych, ale nie sugerował zanikania folkloru.
V
[Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego Pieśni ludu
polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez współczesnych.]

W marcu 1855 r. zmarł car Mikołaj I, po nim rosyjski tron objął Aleksander II (1818–1881). Z tymi faktami i Rosjanie, i Polacy wiązali nadzieje
na zmiany. W roku następnym, 30 marca, zawarty został w Paryżu pokój po
1
2

Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3, s. 260.
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1 ), s. VI.

110

�przegranej przez Rosjan wojnie krymskiej toczonej z Turcją, Anglią, Francją i Sardynią od 1853 r. W rosyjskiej polityce wewnętrznej, także wobec
Polaków, nastąpiła „odwilż posewastopolska”, nazwana tak w związku ze
zdobyciem Sewastopola przez wojska koalicji antyrosyjskiej po blisko rocznej obronie twierdzy. Dla Polaków ważne było ogłoszenie amnestii, dzięki
czemu stopniowo zwalniano tysiące skazańców wywiezionych wcześniej na
Syberię lub wcielonych karnie do wojska rosyjskiego.
W Królestwie po objęciu władzy przez nowego panującego spodziewano się liberalizacji prawa. Doszło rzeczywiście do pewnego złagodzenia
cenzury, ułatwienia podróży zagranicznych, zawieszenia na kilka lat poboru do wojska i powstania w Warszawie pierwszej od wielu lat wyższej
uczelni – Akademii Medyko-Chirurgicznej. Zniesiony został stan wojenny
trwający w Królestwie od roku 1833. Większość nadziei przekreśliło słynne
zdanie Aleksandra II skierowane do przedstawicieli szlachty w czasie jego
wizyty w maju 1856 r. w Warszawie: „Żadnych marzeń, panowie! Szczęście
Polaków zamyka się tylko w zupełnym zlaniu się z Rosją”. Poszerzenie wolności słowa przez zniesienie części zapisów cenzury sprzyjało pewnemu
ożywieniu intelektualnemu, ale od wielu już lat brakowało w Warszawie
i w całym zaborze rosyjskim polskich instytucji naukowych, które mogłyby
finansować i koordynować badania.
Jerzy Jedlicki w drugim tomie Dziejów inteligencji polskiej dotyczącym
lat 1832–1864 pisze:
Kultura polska w połowie tak dumnego ze swych osiągnięć XIX wieku stawała się z wolna domeną cierpliwych, pracowitych, lecz niedokształconych
samouków. To dla nich i przez nich wymyślony został ideowy projekt prac
organicznych, jedyny, jaki mógł dać im poczucie użyteczności obliczonej na
daleką wprawdzie, ale, zdawało się, realną przyszłość. Jeśli patrzeć, co trwałego pozostawiło po sobie to pokolenie inteligencji, to wypadnie wskazać przede
wszystkim na zainicjowanie pomnikowych wydawnictw źródłowych1.

Nowe edycje źródeł i prac już znanych, lecz trudno dostępnych, a także pierwsze wydania ważnych zbiorów dokumentów i innych rękopisów
były konieczne dla kontynuowania badań nad historią Polski i jej kulturą
1
J. Jedlicki Błędne koło..., s. 179–180. J. Jedlicki dodaje: „Zasady sztuki edytorskiej dopiero
się ustalały i mierzyć tych publikacji dzisiejszą miarą niepodobna. Myślą, jaka im przyświecała,
było ocalenie przeszłości dla potomnych”.

111

�i niezbędne dla istnienia polskiej humanistyki. We Lwowie działania takie podjął historyk August Bielowski (1806–1876), dyrektor Ossolineum,
poddanego wprawdzie kurateli rządu austriackiego, ale jedynego wówczas
w zaborze austriackim polskiego ośrodka naukowego, niezależnego, ponieważ finansowanego z zapisów prywatnych. W roku 1852 opublikował
Program wydania pomników historycznych Polski, potem dwa początkowe tomy wielkiej edycji źródłowej Monumenta Poloniae historica (wyd.
1864 i 1872), kontynuowanej przez Akademię Umiejętności pod kierunkiem Wojciecha Kętrzyńskiego. Bielowski opracował też drugie wydanie
Słownika języka polskiego Samuela B. Lindego (wyd. 1854–1861), uzupełnione na podstawie rękopisów autora. W Wielkopolsce Tytus Działyński (1796–1861), założyciel Biblioteki Kórnickiej, udostępniał do publikacji
źródła historyczne ze swoich zbiorów i zapoczątkował Acta Tomiciana
(8 tomów w latach 1852–1860). J. Jedlicki, pisząc o wymienionych wyżej
pracach edytorskich, wskazuje także wydanie w Warszawie w r. 1853 oryginału łacińskiego O obrotach ciał niebieskich Mikołaja Kopernika razem
z pierwszym polskim przekładem tego dzieła autorstwa Jana Baranowskiego (1800–1879), dyrektora obserwatorium astronomicznego w Warszawie.
Do inicjatyw takich należała wydawana przez Samuela Orgelbranda Encyklopedia powszechna, opracowywana przy udziale przedstawicieli całego
polskiego środowiska naukowego (28 tomów w latach 1859–1868). Pewne
znaczenie dla popularyzacji dziejów Polski i jej literatury miała wydawana od roku 1855 przez Józefa Kazimierza Turowskiego w Sanoku seria
„Biblioteka Polska”. Były to tomiki zawierające głównie dzieła klasyków
staropolskich, w tym także kroniki, drukowane szybko i niedbale, ale tanie,
rozprowadzane w całej Galicji i przenikające do zaboru rosyjskiego i pruskiego. Działania te w większości miały charakter misji patriotycznych,
a nie dochodowych inicjatyw księgarskich. Do takich ambitnych przedsięwzięć edytorskich J. Jedlicki zalicza także Pieśni ludu polskiego Kolberga
z roku 1857 – „jakby zapowiedź monumentalnego dzieła, które należy już
do epoki postyczniowej”1.
Potrzeba badania i publikowania twórczości ludowej nie tylko jako materiału dla artystów piszących lub komponujących „w duchu narodowym”
czy świadectw zapomnianej pierwotnej kultury przedchrześcijańskiej, ale
jako jednego z elementów współczesnej kultury narodowej, stawała się
1

J. Jedlicki Błędne koło…, s. 180.

112

�coraz bardziej oczywista. Kolberg, należący wtedy do niewielkiego w Warszawie grona ludzi czynnie zainteresowanych folklorem, nie tylko zdawał
sobie sprawę z potrzeby naukowego badania muzyki ludowej, ale też był
twórcą i realizatorem nowego i nowoczesnego programu edytorskiego
w tym zakresie, czego pierwszym etapem był wydany w latach 1856–1857
tom Pieśni ludu polskiego. W czasie odwilży posewastopolskiej mógł pojawić się w tytule przymiotnik „polski”.
Kolberg w ciągu kilkunastu lat, które upłynęły od początku jego badań
terenowych i pierwszych wypowiedzi publicznych na temat muzyki ludowej, odczuwać musiał coraz silniejszą presję warszawskiego środowiska
– pisarzy, dziennikarzy i artystów, aby kontynuować gromadzenie i publikowanie folkloru muzycznego. Był uznawany za szczególnie uzdolnionego
w tym kierunku i dlatego zobowiązanego do utrwalenia muzyki ludowej,
tym bardziej że nikt inny nie zajmował się wówczas jej badaniem w terenie.
W roku 1856 rozpoczął edycję nowatorskiego zbioru pieśni i we wstępie
do niego pisał:
Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru. Do każdej pieśni dołączam właściwą jej nutę. Uderzony wcześniej oryginalnością i krzepkością pieśni ludowych, od lat kilkunastu robiłem wycieczki po kraju w celu skrzętnego
i wiernego ich spisywania; toteż pochlebiam sobie, że w nieprzebranym u nas
źródle melodyj zaczerpnąłem najciekawszy jej zapas; taki przynajmniej, jaki
już potrafi dokładnie oznaczyć muzykalność ludu naszego. Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających), tak jak
wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym niezmąconej czystości, jak ją
natura natchnęła. […] Śledzenie szczegółowe rozwoju melodyj, je[go] przyczyn
i następstw, należy do historii i filozofii muzycznej i może mieć miejsce dopiero
po jak najdokładniejszym zebraniu melodyj nie już jednego ludu, ale wszystkich
innych ludów. Nim to nastąpi, rozpatrzenie się w tym, co się pozyskało, do nader
ciekawych doprowadzić nas może wniosków rozszerzających wiedzę i estetykę
muzyczną1.

Pieśni ludu polskiego wydane w sześciu zeszytach w latach 1856–1857
miały być pierwszym tomem zespołu źródeł służących do „oznaczenia muzykalności ludu naszego”. Rozpoczęty wówczas przez Kolberga program
1

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V–VI.

113

�edytorski miał służyć udokumentowaniu aktualnego stanu folkloru pieśniowego i muzycznego poprzez wydanie wielu wariantów wszystkich gatunków pieśni i melodii z całej Polski, z różnych regionów, a nawet z różnych
ich okolic, w odrębnych, specjalnie im poświęconych tomach. Nie zawsze
wówczas rozumiano ten zamysł, nie zawsze też był on aprobowany, ponieważ wydawanie drukiem tak licznych utworów ludowych i traktowanie
ich wariantów jako pełnoprawnych cząstek kultury narodowej nie było
oczywiste dla wszystkich krytyków, muzyków i literatów.
Plan nowej wielotomowej serii edytorskiej powstał zapewne około roku
1849, tj. w trakcie druku ostatniej części Pieśni ludu weselnych. Nie wiadomo, czy już wtedy Kolberg postanowił zaniechać opracowywania akompaniamentu do wydawanych melodii wokalnych, jest to jednak bardzo
prawdopodobne. W styczniu 1854 r. „Biblioteka Warszawska” donosiła, że
książka jest gotowa1. Zezwolenie cenzury, drukowane w tym czasie na odwrotach stron tytułowych, ma datę 14 lipca roku następnego, ale druk rozpoczął się dopiero w połowie roku 1856, ponieważ ponad dwa lata zajęły
Kolbergowi starania o nakładcę. Nie znalazł w tym czasie ani profesjonalnego wydawcy, ani innej osoby skłonnej zaryzykować pieniądze potrzebne
na druk. Rozpisał wprawdzie subskrypcję, nie zebrał jednak dostatecznej
sumy od przyszłych nabywców i w końcu sfinansował ten tom w znacznej mierze z własnych oszczędności. A w porównaniu do wydawanych
dotąd zbiorów pieśni ludowych koszt był duży, na co wpłynęło dziesięć
barwnych litografii i blisko 900 zapisów nutowych.
Tom Pieśni ludu polskiego, określony przez Kolberga jako „seria pierwsza” planowanego wielotomowego wydawnictwa, składa się z dwu odmiennych części. Pierwsza ma tytuł „Dumy i pieśni” i zawiera utwory z całej
Polski, tu podstawą wyboru był tekst, nie melodia. W drugiej, zatytułowanej „Tańce”, zamieszczone są melodie instrumentalne i wokalne z okolic
Warszawy, często z przyśpiewkami. Termin „duma” był wtedy stosowany
przez wydawców pieśni ludowych głównie dla ballad, a Kolberg dla tekstów w części pierwszej użył we wstępie określenia „dumy i pieśni dłuższe”.
Dumami nazywał pieśni fabularne, przede wszystkim te, które dziś nazywamy balladami. W pierwotnej wersji wstępu określił krótko ich specyfikę2,
Notatka w Doniesieniach literackich, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 1, s. 184, autorem
był prawdopodobnie K.W. Wójciki. Podobne informacje w „Dzienniku Warszawskim” 1854,
nr 27.
2
Zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK T. 70), s. 3.
1

114

�ale pominął tę próbę zdefiniowania gatunku w ostatecznie drukowanym
wstępie. Zawarł w nim jednak inne ważne uwagi o muzyce i pieśniach
ludowych. Wskazał na ich zmienność, zależnie od okolicy i upływu czasu dzielącego wykonania tej samej pieśni, scharakteryzował śpiew i głos
ludowych wykonawców, rytm, tempo i akcentuację ich śpiewu, omówił
tańce, podając kilkanaście nazw stosowanych dla nich na wsiach, lecz nie
zajmując się choreografią, wymienił także najczęściej używane instrumenty
i opisał sposób gry na nich.
W części poświęconej balladom i „pieśniom dłuższym” prawie wszystkie
teksty opatrzone są zapisem nutowym, tylko 29 na 444 pozbawionych jest
melodii. O ważności muzyki i jej braku w zbiorach swoich poprzedników
pisał we wstępie:
A tak, prawie bez muzyki, rzec można, że zbiory ich objawiły się tylko w pół-życiu, w połowie swojej istoty, bo treść i melodia uzupełniają się, podnoszą
wzajemnie, jedną wspólną stanowiąc całość, a często melodia, ta część mniej
określona, mniej materialna, stanowi całą piękność pieśni1.

W pierwszej części Pieśni ludu polskiego opublikowane są warianty
czterdziestu jeden wątków, spośród których trzydzieści trzy są dziś klasyfikowane jako ballady2. Bogaty zasób zapisów terenowych i staranne wykorzystanie dostępnej literatury pozwoliły Kolbergowi przedstawić pieśni
balladowe w zróżnicowanych wersjach z terenu prawie całej Polski. Ponad
połowa z nich jest reprezentowana przez kilka lub kilkanaście wariantów,
a najbardziej znane mają ich po kilkadziesiąt, np. ballada „Stała się nam
nowina” ma 29 wariantów, „Wyjechał pan z chartami na pole” – 30 wariantów, a „Jasio konie poił” – aż 54. Najliczniejsze są warianty z regionów leżących w Królestwie, pochodzące zwykle z własnych materiałów
Kolberga. Spoza zaboru rosyjskiego, z okolic, w których bywał krótko lub
w których nie zdążył jeszcze sam przeprowadzić badań, zamieścił znacznie
mniej pieśni.
Wśród utworów zawartych w pierwszej części tomu znajdują się zapisy unikatowe, nienotowane przez poprzedników Kolberga i również później w badaniach innych folklorystów potwierdzone tylko sporadycznymi
1
2

O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V.
Zob. E. Jaworska Katalog polskiej ballady ludowej, Wrocław 1990, m.in. s. 17.

115

�przykładami1. Poza właściwymi balladami uwagę Kolberga zwróciły teksty
nazwane przez Juliana Krzyżanowskiego bajkami-śpiewankami, to jest bajki, w których istotną funkcję pełnią pieśni nie występujące samodzielnie,
a znane jedynie z tych utworów. W Pieśniach ludu polskiego zamieścił
kilka przykładów takich „śpiewanek”. Należą do nich trzy warianty melodii i tekstu pochodzące z bajki „Maliny”, wykorzystanej przez Słowackiego
w Balladynie, a także cztery warianty z bajki „Wąż-narzeczony”. Zainteresował go też folklor złodziejski, zapisał aż dwanaście wariantów pieśni „Nasza
karczmareczka dobrze sobie żyje”.
Spośród kilkuset tekstów w części pierwszej tylko 85 pochodzi ze zbiorów wydanych drukiem wcześniej lub z badań innych osób. Zwraca przy
tym uwagę stosunkowo duża liczba ballad z Mazur. Zapisane one zostały
w latach 1836–1840 przez Gustawa Gizewiusza (1810–1848), protestanckiego kaznodzieję z Kraplewa. Jego rękopis pt. Pieśni ludu znad górnej
Drwęcy dotarł do zbiorów Kolberga za pośrednictwem Kazimierza W. Wójcickiego2.
Zauważyć trzeba, że do zapisów pieśni czerpanych z publikacji Kolberg
dodawał czasem zanotowane przez siebie melodie, jeżeli w wykorzystanym
źródle był tylko tekst. Sam o takiej praktyce pisał: „[…] nie omieszkałem
wcielić do mego zbioru i tego, co inni skrzętni badacze różnymi czasy nagromadzili, o ile mi się tylko właściwa melodia nawinęła”3. W nocie loka1
Do unikatów należy np. ballada „Gnała pastereczka doliną” (nr 21, s. 224 w DWOK T. 1)
opublikowana przez Kolberga na podstawie własnego zapisu terenowego, a także dwie ballady,
których teksty pochodzą z rękopisu G. Gizewiusza: „Był tam stołarz mieszkający” (nr 23, s. 235
w T. 1) i „Wszystkim ludziom jest świadomo” (nr 29, s. 255 w T. 1); zob. E. Jaworska Katalog
polskiej ballady ludowej…, tam wątki nr 11, 32 i 65.
2
K.W. Wójcicki manuskrypt ten dostał od G. Gizewiusza prawdopodobnie około roku
1844, ale nie wiadomo, kiedy przekazał go Kolbergowi. Zbiór Gizewiusza wykorzystał Kolberg w Pieśniach ludu polskiego, zamieszczając tam 35 tekstów i 8 melodii pochodzących
z tego źródła. We wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał, że rękopis Gizewiusza wzbogacił
jego tom „trzydziestu kilku melodiami i znaczną ilością tekstu”, jednak Gizewiusz zapisał
melodie tylko do 32 pieśni z blisko 400 znajdujących się w jego rękopisie, w tym 8 do ballad. Zob. w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. XXXI–XXXII.
Pozostałe zapisy wykorzystał Kolberg w monografii Mazury pruskie, pozostawionej w rękopisie, a wydanej w r. 1966 (T. 40 DWOK). Rękopis Gizewiusza, którego pełny tytuł brzmi:
Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836
do 1840 roku, został wydany w Poznaniu w 2000 r. w opracowaniu i ze wstępem Danuty
Pawlak.
3
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XI.

116

�lizacyjnej podawał wtedy zwykle nazwę miejscowości, z której pochodziła
muzyka. Łączenie melodii pochodzącej z własnych badań z tekstem zapisanym przez innych, tj. kontaminacje zapisów różnych osób wykonanych
w różnym czasie, zastosował Kolberg do niektórych tylko spośród pieśni
przejętych ze źródeł drukowanych lub z rękopisu Gizewiusza, jeśli tam
pozbawione były zapisu nutowego.
Innym zabiegiem redakcyjnym, przyjętym w tej części tomu dla pewnej
liczby pieśni, jest zamieszczanie w druku zamiast ich pełnego tekstu tylko
pierwszej zwrotki wpisanej pod melodią i opuszczanie zwrotek następnych
lub niektórych środkowych, podobnych do znajdujących się w wariantach
poprzedzających. Wtedy pominięte fragmenty zastępował odsyłaczami do
odpowiedniego pełnego tekstu. Dotyczy to częściej tych pieśni, które w tomie znalazły się w licznych odmianach1, przy czym – jak wskazują zapisy
terenowe – opuszczenia te często powstały już w trakcie notowania pieśni
podczas badań.
Jeżeli brać pod uwagę tylko część tomu poświęconą balladom, to uznać
trzeba, że zdanie ze wstępu: „Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru” nie oddaje w pełni jej zawartości. Równorzędny przedmiot stanowią tam teksty, wprawdzie prawie wszystkim towarzyszy zapis nutowy,
ale porządku materiałów nie wyznaczają melodie, a teksty — ich warianty
są grupowane razem pod wspólnym numerem, niezależnie od tego, jak
bardzo różnią się ich melodie.
Druga część ma tytuł „Tańce” i podtytuł: „Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce” i zawiera 466 melodii, większość z tekstami przyśpiewek. Wśród nich tylko dwie mają podane metrum 44, wszystkie pozostałe są w metrach nieparzystych. Pochodzą z okolic Warszawy i były
zapisane w miejscowościach, które dziś często są dzielnicami tego miasta.
Nie wszystkie melodie i zamieszczone pod nutami przyśpiewki wykonywano w czasie tańca, o czym Kolberg pisał we wstępie:
Śpiewki takie nie zawsze lud w tańcu lub w karczmie przy kieliszku nuci, owszem słyszeć one się często dają przy robocie w domu i na polu, podczas żniw,
sianożęci, w ogrodzie, na paszy za bydłem, także przy dojeniu krów, w czasie jazdy, przy kołysce. Nieprzebrana ich mnogość jest owocem chwilowego
1
O ile zachował się rękopis pełnego tekstu takiej pieśni (np. dla nr 3l, 14i, 25h), brakujące
fragmenty przytaczano w przypisach źródłowych w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.
Suplement… (DWOK T. 70).

117

�natchnienia podnieconego trunkiem i miejscowymi okolicznościami, do czego
lada codzienna przygoda dać może pochop; inne wszakże są znane i śpiewane
powszechnie na równi z dłuższymi pieśniami i dumami, zwłaszcza gdy w sobie
zawierają pewną sentencją. Niektóre są odłamkami większych dum1.

Teksty przyśpiewek musiał Kolberg poddać przed drukiem selekcji, odrzucając zbyt rubaszne, niecenzuralne, ponieważ „mimo rozlanego w nich
humoru i czucia nie zawsze godzą się z przyzwoitością i dobrym smakiem”2.
Poza ludowymi zanotował Kolberg i zamieścił wśród tańców także kilka utworów kompozytorów działających w Polsce w pierwszej połowie
XIX wieku, podając ich nazwiska nad melodiami. Są to kompozycje Józefa
Elsnera, Jana Stefaniego3, Józefa Damsego i Adama Tarnowskiego, pochodzące z ich utworów scenicznych. Trudno dziś w każdym z tych wypadków ocenić, czy kompozytorzy ci wykorzystali motywy ludowe, czy też ich
utwory stały się tak popularne, że zostały przeniesione przez publiczność
teatralną do folkloru podmiejskiego. Pewien wpływ na upowszechnianie się
utworów pochodzących ze sceny teatrów warszawskich mógł mieć repertuar katarynek, bardzo wówczas popularnych, których właściciele szybko
reagowali na nowości4.
Tom zamknął Kolberg obszerną „Tabellą miast i osad miejskich, o których uczyniono wzmiankę w niniejszym zbiorze z wykazaniem ich położenia geograficznego”. Była to odpowiedź na postulat Sikorskiego przedstawiony w recenzji dwu pierwszych zeszytów Pieśni ludu polskiego, więc
jeszcze przed zakończeniem druku książki, a dotyczący not lokalizacyjnych
zamieszczanych nad melodiami i określających geograficzne pochodzenie
pieśni. Kolberg formułował je najczęściej dwuczłonowo, np. „od Żychlina
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.
Tamże.
3
O Janie Stefanim, kompozytorze muzyki do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego, pisał K.W. Wójcicki: „[…] przejęty potrzebą poznania muzyki polskiej ludowej, co niedziela
i święto wyjeżdżał na wieś, aby się nasłuchał pieśni, napatrzył tańców ochoczego ludu naszego.
Wracał do miasta, a mając świeżo w pamięci sielską melodię, zasiadał i podkładał pod libretto
Bogusławskiego.” Zob. K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 1, Warszawa 1855, s. 67.
4
J. Sikorski w artykule Muzyka i katarynka („Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski”
J. Jaworskiego na rok 1854, s. 102) pisze: „A i tak słyszeć można odwieczne piosnki na deskach
teatralnych posiwiałe, wygrywane po tysiączny raz na katarynce [...]”, katarynki wspomina też
Kolberg we wstępie do Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX oraz w przytaczanym już
szkicu autobiografii.
1
2

118

�(Chochołów)”, „od Wyszkowa (Głuchy, Niegów)”, „od Osterode (Kraplewo)”,
„od Łagowa (Paprocice, Lechówek)”. Pierwsza nazwa w intencji Kolberga
informowała o okolicy, w której pieśń czy melodia jest znana i popularna,
druga o miejscu zapisu lub miejscowości, z której pochodził wykonawca.
Sikorski w recenzji pisał:
Oznaczenie miejscowości, skąd pieśń i melodia wzięte, także wyraźniejsze by
się zdało. Mało to objaśnia, gdy przeczytamy, że te pieśni od Dzikowa, Łagowa,
Kowalewa itd., bo któż wie, o jakim Dzikowie, Łagowie i Kowalewie mowa. Nawet małe miasteczka wymienione niewiele pomogą, bo o wielu z nich mało kto
słyszał, mianowicie jeśli trochę odleglej od środka kraju leżą. Miasta powiatowe,
okręgowe, gubernialne, prowincja wreszcie wymieniona, lepiej sobie pomagają
w oznaczeniu miejscowości. Nastaję na ten szczegół, bo on tylko dla korzystniejszego użycia zbioru w mowie będącego posłuży, mianowicie pod względem
badania charakterystyki prowincji i miejscowości1.

Kolberg, syn kartografa, od lat podróżujący często po prowincji i mający do dyspozycji mapy ojca, nie miał kłopotów z ustaleniem położenia
małych nawet miasteczek i wsi. Jednak rozumiejąc kłopoty czytelników,
zgodnie z sugestią Sikorskiego w trakcie druku książki zestawił alfabetycznie w osobnej tabeli nazwy miejscowości określających okolice, dodając
nazwę powiatu i państwa, w którym leżały. Zaznaczyć trzeba, że podawał
nazwy trzech państw zaborczych i Królestwa Polskiego, czym podkreślał
istotne dla mieszkańców Królestwa przekonanie o jego odrębności od carskiej Rosji. Większość wymienionych w tabeli miejscowości nie występuje
w notach lokalizacyjnych w Pieśniach ludu polskiego, była więc ona pomyślana jako pomocniczy klucz do całej planowanej kilkutomowej serii
wydawniczej.
Ważnym elementem Pieśni ludu polskiego były barwne litografie
przedstawiające rysowanych z natury mieszkańców wsi w strojach regionalnych. Kolberg zamieścił je „dla dopełnienia charakterystyki naszych
wieśniaków”, a było to też do pewnego stopnia działanie marketingowe
– kolorowe ilustracje, nie tak częste w ówczesnych drukach, zachęcały do kupienia książki. Nazwiska autorów rysunków odnotował Kolberg
1
J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219. Przedruk tej części recenzji J. Sikorskiego w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.
Suplement… (DWOK T. 70), s. 134.

119

�dopiero na nowej karcie tytułowej 1 dodrukowanej w r. 1867, gdy postanowił Pieśni ludu polskiego włączyć do Ludu jako tom pierwszy tej serii
wydawniczej. Wymienił tam Antoniego, swego brata, i Karola Marconiego, przyjaciela Antoniego, malarzy wspomnianych już wcześniej jako
uczestników wycieczek Kolberga w pierwszych sezonach jego badań terenowych. Zachowały się wszystkie bezpośrednie pierwowzory litografii2,
nie są to jednak rysunki powstałe podczas wędrówek po Mazowszu, lecz
późniejsze ich kopie sporządzone na potrzeby druku. Oryginalne szkice
terenowe Antoniego Kolberga i Karola Marconiego potrzebne do Pieśni
ludu polskiego skopiował Wojciech Gerson i jego rysunki wykonane piórkiem i barwione akwarelą były podstawą litografii3. Prymarne rysunki
dwu malarzy, Antoniego i Marconiego, nie zachowały się, brak też innych
informacji na ten temat, nie mamy więc możliwości przypisania bezspornie którejkolwiek ryciny jednemu z dwu wymienionych przez Kolberga
autorów4. Wykonanie litografii zlecił Kolberg firmie J.H.G. Rau w Dreźnie, z którą współpracował także później.
Zaraz po rozpoczęciu druku ukazała się w „Bibliotece Warszawskiej”
krótka informacja o nowym zbiorze pieśni, której autor, najpewniej ówczesny redaktor miesięcznika, K.W. Wójcicki, pisał o litografiach:
Jest ona reprodukowana we wstępie J. Gajka do O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK
T. 1) po s. VIII.
2
Przechowywane są w zbiorach Muzeum Etnograficznego im. F. Kotuli w Rzeszowie. Reprodukowała je K. Markiewicz w przywoływanym już tu katalogu wystawy malarstwa Antoniego
Kolberga, cztery są też reprodukowane w tomie O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement…
(DWOK T. 70). Na każdym rysunku, mimo zaznaczenia kolorów akwarelą, zamieszczony jest
też krótki opis ręką Gersona, podający barwy części ubrania i noty lokalizacyjne, powtórzone
przez Kolberga w podpisach i w opisie rycin na końcu książki.
3
W liście do firmy J.H.G. Rau u. Sohn w Dreźnie, która drukowała te litografie w 1856 r.,
Kolberg pisał, że ryciny strojów ludowych przesyła za pośrednictwem ich autora, Wojciecha
Gersona. Zob. brulion listu Kolberga z końca listopada 1856 r., Korespondencja... cz. I (DWOK
T. 64), s. 63–64.
4
Śladem wskazującym na autorstwo pierwowzorów dwu rycin mogą być informacje w Katalogu wystawy retrospektywnej nieżyjących malarzy polskich w salach redutowych w Warszawie (Warszawa 1898). Tam pod numerami 512–514 na s. 49 wymienione są trzy akwarele
Karola Marconiego: „Kobieta, wieś Czerniaków”, „Od Piaseczna” i „Od Warszawy”, wszystkie były
wtedy własnością syna Karola, Władysława Marconiego, i zaginęły w czasie powstania warszawskiego. Być może były to pierwowzory litografii zamieszczonych przez Kolberga w Pieśniach
ludu polskiego, tj. rycin nr 1 „od Warszawy (Czerniaków)” i nr 10 „od Piaseczna (Obory)”, trzecią
wymienioną w katalogu rycinę, „Od Warszawy”, trudno przypisać do którejś z litografii.
1

120

�Nie masz tu żadnej elegancji wymuskanej, jaką mamy we wszystkich dotąd
wydanych kostiumach ludu naszego, nie wyjmując i Gersona1, ani urojonych
fizjonomii, oblicza portretowane przedstawiają nam wiernie chłopków naszych,
równie jak cały ubiór z najsumienniejszą ścisłością wykonane2.

Wszyscy autorzy recenzji ukazujących się w latach 1856–1857 podkreślali dokumentacyjną wartość rycin dołączonych do Pieśni ludu polskiego,
niezależnie od oceny całej zawartości tej antologii ballad i tańców3. Sam
Kolberg miał zastrzeżenia do odwzorowania rysów dwu postaci, o czym pisał do firmy drezdeńskiej po odbiorze gotowych litografii4, ale poza tym był
zadowolony z jej pracy. W „Objaśnieniu rycin”, zamieszczonym na końcu
tomu, opisał stroje, podając ich kolory, wiele lokalnych nazw poszczególnych części ubiorów, a w dwu wypadkach także informacje pozwalające
zidentyfikować rzeczywiste, przedstawione na rysunkach osoby – karczmarkę z Raszyna i sołtysa z Czerniakowa.
Pieśni ludu polskiego zostały bardzo życzliwie przyjęte przez recenzentów i cieszyły się ich dużym zainteresowaniem — porównywalnej liczby
recenzji i wzmianek w prasie wszystkich trzech zaborów doczekały się
tylko pierwsze monografie wydawane w ramach Ludu. Omawiano przede
wszystkim zakres publikacji i jej układ, a zawsze podkreślano ogrom pracy
wykonanej przez Kolberga, od zapisywania ze słuchu melodii i tekstów
bezpośrednio w terenie, poprzez wybór utworów przeznaczonych do druku,
uporządkowanie ich według wątków tekstowych, wreszcie opracowanie redakcyjne. Nie wszystkie walory tej publikacji, istotne dziś dla folklorystów,
1
Wójcicki wspomina tu album: W. Gerson Ubiory ludu polskiego, Warszawa [1855], wersja
francuska: Costumes polonais dessinés d’aprés nature…, litogaphiés par E. Desmaisons. Publié
par Daziaro á Varsovie, Paris, Moscou et St. Petersbourg [1855]. Zob. też A. Jacher-Tyszkowa
Grafika polska XIX wieku jako źródło do badań nad strojem ludowym, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXIX: 1975, nr 4, s. 220.
2
[K.W. Wójcicki] Doniesienia literackie, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 422.
3
Tylko raz, kilka lat później, przy okazji wzmianki w prasie warszawskiej o podróży Kolberga na Kujawy, ryciny z Pieśni ludu polskiego spotkały się z pewnymi zarzutami: „Wiemy,
iż te postacie zdejmowano z natury z fotograficzną niejako dokładnością, lecz nam nie trzeba
wyłączności miejscowych, jak zyzowatego sołtysa z Czerniakowa, skrzywionego rakowskiego
chłopa, my prosimy o te ogólniejsze, że tak powiem zbiorowe oblicza i postawy, które właśnie
typują okolicę”, T.S…ki Wiadomości bieżące, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1860, nr 195.
4
Zob. brulion listu do A. Karsta z 20 XI 1856, w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 62–63. Za odbiegające od przekazanych oryginałów uważał twarze postaci na rycinach nr 1 i 6.

121

�były zauważone i docenione przez współczesnych Kolbergowi, nie zawsze
też właściwie interpretowano zamiary i program wydawcy.
Już w marcu 1857 r. napisał do Kolberga przebywający na emigracji
Teofil Lenartowicz. Dziękował za książkę przypominającą mu młodość
spędzoną na Mazowszu, ale prosił, aby wydając wszystkie zapisane melodie, wybierał do druku tylko teksty zasługujące na rozpowszechnianie.
Wspomina „entuzjazm dla pieśni gminnych”, nadmierny i bezkrytyczny,
towarzyszący wypowiedziom o folklorze jeszcze kilkanaście lat wcześniej,
gdy obaj byli młodzi. Prosił więc Kolberga:
[…] nie zimnym rozsądkiem przeto, ale wyrobionym uczuciem piękności i wartości rzeczy trzeba sądzić utwory poetyczne, a co nas ujmie niewyszukanym
wdziękiem, to niezawodnie będzie miało dłuższą wartość i drukować to należy
na pociechę wspólną. Owoż daruj, Drogi Oskarze, ale nie trzymałeś się tej zasady, wydając swój nowy zbiór, znajduję w nim bowiem mnóstwo nędznych
wierszydeł, które się nikomu na nic nie przydadzą, trzeba to było pominąć, dla
muzyki jedynie po parę wierszy przytaczając, zresztą zostawiam to Twojemu
wyrozumieniu, jeśli myślisz, że się to przyda, drukuj […]1.

Lenartowicz – jak stwierdzał w liście – nie umiał sam odtworzyć melodii drukowanych w otrzymanym zbiorze i pisał z Rzymu do przyjaciela,
nazywając go zakochanym w wiejskich śpiewach Mazurem:
[…] jakże żałuję, że się nie znam na nutach, żeby sobie choć na cygańskiej drumli zadzwonić piosenkę od Mokrego Lasu, ani rusz, jak hieroglify egipskie pałeczki wyskakują mi przed oczami, jedne wyżej, drugie niżej, ale co one tam sobie śpiewają, nie
takiemu jak ja wiedzieć o tym, oj, doloż moja – Oskarze! Czemu Ciebie tu nie ma?2

Odpisując Lenartowiczowi, Kolberg wspominał też ze wzruszeniem
wspólne wędrówki, ale nie zgadzał się z oceną tekstów przyśpiewek, bo to
pewnie one, nie ballady, spowodowały krytyczne uwagi poety. Na zarzut
braku krytycyzmu wobec estetycznych walorów niektórych „wierszydeł”
odpowiedział:
[…] zapatrując się okiem poety, mogłeś wiele tu rzeczy niesmacznych dla siebie
dojrzeć, ależ ja nie zbieram pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej. Są i będą
1
2

List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 67–68.
Tamże, s. 68.

122

�one skarbnicą ciekawą dla gramatyków, lingwistów, historyków, dla ludzi kreślić
mających nie tylko duchowość narodu, nie tylko całe jego moralne i niemoralne
usposobienie, jego obyczajowość, ale i zewnętrzną skorupę, wszystkie przypadłości słowa i dźwięku, przez jakie przechodził, a ci szukają prawdy, która jak
brzydkie obok pięknego w pieśniach każdego narodu leży. Takimi, jakimi są,
zbieracz ma je przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie1.

Maurycy Karasowski, któremu Kolberg udostępnił rękopis jeszcze przed
drukiem, podkreślił wartość zapisów muzyki, których tak wielką liczbę prezentować będzie wydane dzieło, i zdał sprawę z jego zawartości, zwracając
specjalnie uwagę na pieśni złodziejskie i wspomniane tu już bajki-śpiewanki. Przedstawienie wyników analizy zebranych przez Kolberga melodii
odłożył na czas po wydaniu całości2.
Karol Estreicher (1827–1908) w lwowskim „Dzienniku Literackim”
scharakteryzował nowy tom na tle skrótowego przeglądu dotychczasowych badań i publikacji folkloru polskiego, litewskiego i ukraińskiego 3.
Potem podsumował pracę Kolberga, stwierdzając, że autorem kierowały
dwie myśli: „zestawienie wariantów melodii i tekstu” oraz wierne podanie
melodii „w jej surowym odłamie, tak jak ją lud wygłasza, bez względu na
to, że może razić nieforemnością”. Chwalił zamysł autora, ale wstrzymał
się od głębszej jego oceny do czasu wydania wszystkich planowanych
tomów i zalecał przeprowadzenie badań w Galicji, tj. w zaborze austriackim, zwłaszcza w górach. Estreicher docenił druk licznych wariantów
tekstów i melodii ukazujących regionalne zróżnicowanie folkloru, przede
wszystkim jednak podkreślał, i to kilkakrotnie, znaczenie publikacji Kolberga jako źródła dla muzyków pragnących komponować w duchu narodowym.
Józef Ignacy Kraszewski wielokrotnie w latach czterdziestych XIX w.
zabierał głos w toczącej się dyskusji na temat wartości folkloru, zwłaszcza
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., tamże s. 70.
M.K. [M. Karasowski] Kilka słów o dziele Oskara Kolberga pod tytułem „Pieśni ludu
polskiego” z melodiami i rycinami, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856,
nr 55. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 124–128.
Zapowiadanej analizy melodii M. Karasowski nie opublikował.
3
Gędźba [K. Estreicher] Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Dziennik
Literacki” 1857, nr 94–96. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 138–145.
1
2

123

�bajek, i metod jego wydawania drukiem. Przy zapisywaniu tekstów ludowych domagał się przede wszystkim wierności: „Inna cale rzecz zbierać,
inna obrabiać”1. W korespondencji z Żytomierza zamieszczonej w „Gazecie
Warszawskiej”2, której znaczną część poświęcił Pieśniom ludu polskiego,
kilkakrotnie wskazywał na złożoność pracy Kolberga, jego dokładność, staranność i determinację, aby przedstawić tak wielki zasób melodii ludowych.
Pisał, że „[...] namiętnemu tylko i obdarzonemu jak p. Kolberg zbieraczowi
mogło się udać pochwycić wszystkie te maluczkie zmiany, warianty, rozmaitości jednego i tegoż samego niemal motywu, które go coraz nowym
i świeżym czynią”3. Docenił to, że nowy zbiór pieśni ukazał się bez akompaniamentu fortepianu i melodie ludowe podane są z całą ich „pierwiastkową
prostotą i czystością”, co stanowiło kontrast z dotychczas drukowanymi
melodiami ludowymi, „wyjaśnianymi” przez dodanie harmonizacji zacierającej ich cechy pierwotne. Kraszewski podkreślił też, że ważna jest w tej publikacji Kolberga nie tylko muzyka, ale także zestawienie bezpośrednio koło
siebie wariantów tekstów z różnych okolic, nawet jeżeli znanych, to jednak
rozproszonych w dotychczas wydanych książkach i artykułach. Podkreślił
wartość rycin, które są nie tylko „wielką ozdobą wydania, uskutecznionego
bardzo starannie i wytwornie”, ale także prezentacją żywo nakreślonych
strojów z okolic Warszawy. Zauważył jak inni recenzenci, że zbiór Kolberga jest „dla muzyków skarbnicą niewyczerpanego natchnienia”, jednak
najważniejsza była konstatacja:
Dla historii muzyki naszej, a raczej dla poznania jej charakteru, jest to materiał
nieoszacowany i niewyczerpany, a wartość jego tym większa, że ścisłość była
głównym zadaniem autora4.

Tym wnioskiem Kraszewski potwierdził, że publikacja spełnia zasadniczy cel postawiony sobie przez Kolberga, tj. zebranie materiału do badań
nad muzyką polską, a zwłaszcza nad muzyką ludową.
Opublikowanie przez Kolberga muzyki ludowej bez harmonizacji, zauważone z aprobatą przez Kraszewskiego, nie znalazło uznania u wszystkich.
J. I. Kraszewski Podania gminne, w: tegoż Studia literackie, Wilno 1842, s. 99.
J.I. Kraszewski Listy do redakcji „Gazety Warszawskiej”, „Gazeta Warszawska” 1857,
nr 206–207. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 134–138.
3
Tamże, s. 135.
4
Tamże, s. 135.
1
2

124

�Anonimowy recenzent „Gazety W. Ks. Poznańskiego” 1 potraktował nową
pracę Kolberga jak kolejne wydanie pieśni dla amatorów muzykowania.
Pisał, że rozumie „szacunek dla czystości pieśni”, ale brak akompaniamentu
fortepianu sprawi kłopot mniej wprawnym odbiorcom, którzy nie potrafią
sami go opracować. Recenzent innego wielkopolskiego pisma, „Przeglądu
Poznańskiego”, stwierdza, że jest to zbiór „bardzo ważny i ciekawy”2, podanie melodii „tylko w szkicu” uważa za zaletę, dodaje jednak, że zebranie
tak wielkiej liczby wariantów było zbyteczne. Drobiazgowa praca zbieracza
i wydawcy dowodzi wprawdzie sumienności, ale nie przynosi pożytku i niepotrzebnie powiększa objętość ponieważ: „Charakterystyczne tylko prawdziwie, wybitne różnicą warianty należało autorowi podać, nie rozszerzać
za wiele objętości dzieła”3.
Dla pełniejszego ukazania atmosfery towarzyszącej badaniom i publikacjom Kolberga w okresie opracowywania przez niego nowych Pieśni
ludu polskiego można przytoczyć jeszcze wypowiedź Lucjana Siemieńskiego (1809–1877). Ten poeta i dziennikarz, niegdyś radykalny demokrata,
od paru już lat współredagował konserwatywny krakowski „Czas”. Sam
w roku 1845 wydał bajki i legendy4 ludowe, tłumaczył pieśni bretońskie
i skandynawskie, ale podobnie jak Berwiński, którego Studia o literaturze
ludowej już tu wymieniano, w późniejszym okresie życia walory tekstów
pieśni oceniał z większym sceptycyzmem:
Pojawienie się nowego zbioru pieśni ludu dokonanego przez p. Kolberga byłoby
niekonieczną nowością, gdyby nie przyniosło nic więcej, jak oklepane wyrzekanie Maćka na niestateczność Maryny, lub żale Kaśki za utraconym panieńskim
wiankiem, lecz prawdziwie rozmiłowany w swoim przedmiocie autor zbioru
i pojmujący pieśń gminną od strony jeszcze niezużytej i niewyzyskanej, nie poprzestał na samych słowach pieśni, ale co daleko trudniejsze i mozolniejsze,
zebrał do nich muzykę, tak jak mu ją lud śpiewał5.
B. Pieśni ludu polskiego…, „Gazeta W. Ks. Poznańskiego” 1857, nr 140, przedruk w: O. Kolberg
Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 145–147.
2
Anonimowa recenzja w „Przeglądzie Poznańskim” 1857, T. 24, z. 1, s. 53–54, przedruk w:
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 148–149.
3
Tamże, w przedruku w T. 70, s. 148.
4
L. Siemieński Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Poznań 1845; wydanie krytyczne: wybór, wstęp i opracowanie K. Pamuły, słowo wstępne J. Krzyżanowski, Warszawa 1975.
5
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, T. II,
Warszawa 1859, s. 280.
1

125

�Siemieński w następnych zdaniach swej dosyć zdawkowej recenzji zbioru wydanego przez Kolberga również stwierdzał, że zamieszczone tam melodie będą „prawdziwym skarbem dla każdego kompozytora muzycznego”,
nie zauważając zasadniczej idei autora. Podobnie jak muzykę potraktował
litografie zamieszczone w tomie, oceniając je wysoko jako dające „rzetelne
wyobrażenie” strojów ludowych i stanowiące wartościowy materiał dla
malarzy.
Dla Kolberga musiała być szczególnie istotna opinia Sikorskiego1, najwybitniejszego wówczas w Warszawie krytyka muzycznego, surowego
w swych sądach i zwykle bezkompromisowego. Pierwszą część artykułu
poświęconego Pieśniom ludu polskiego Sikorski drukował po ukazaniu się
dwu początkowych zeszytów. Podkreślił rozległość planu Kolberga i wyraził przekonanie, że publikowany przez niego materiał będzie dostateczny
do analizy „strony muzycznej” pieśni ludu, choćby dzięki wielkiej liczbie
melodii, przewyższając pod tym względem wszystkie dotychczas wydane
zbiory. Tak jak Kolberg uważał, że muzyka jest najważniejszą częścią pieśni
ludowych:
Bo gdy tekst rozsypuje się niekiedy na suche szczegółki w licznych czasem
pomieszczone zwrotkach, to muzyka treściwie przedstawia całość uczucia lub
dramatu, umiejąc równie dosadnie i szczegóły odtworzyć, ale tylko te, które do
głównych należą2.

Według Sikorskiego muzyka w nowym zbiorze Kolberga stanowi rzecz
główną, nie tylko dlatego, że pomaga poznać „ducha naszej muzyki domowej, jak dotąd jedynej prawie bezwarunkowo na to nazwisko zasługującej”,
ułatwia zrozumienie tekstu i zwraca uwagę słuchacza na przejawiające się
w niej uczucia ludu, ale ponadto:
[…] uczy nas poznawać charakter pojedynczych ludzi, których za twórców muzyki uważamy, jakkolwiek są nam nieznani i nieznanymi na zawsze pozostaną,
a co ważniejsze jeszcze, daje nam charakterystykę całej okolicy, której twórca
Recenzja J. Sikorskiego ukazała się w „Gazecie Codziennej” 1856, nr 219 i 297. Część
pierwsza z nr 219 przedrukowana w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 128–134.
2
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK
T. 70), s. 130.
1

126

�muzyki musiał być reprezentantem duchowo-artystycznym choćby do jednej
pieśni, skoro ją przyjęto i przechowano w podaniu1.

Sikorski zauważył więc rolę anonimowych ludowych muzyków, których
twórczość jest przechowywana w regionalnej tradycji.
Po zapoznaniu się z dwoma zeszytami nowego tomu Sikorski oczekiwał,
że jego autor, od tak dawna notujący, poddający pewnej systematyce i publikujący muzykę ludową, dołączy do tomu rozprawę na jej temat, wnioski
wynikające z wieloletniego obcowania i pracy nad nią:
Bez tego przedsięwzięcie jego nie byłoby niejednemu tak korzystne i nauczające,
jak być może. Któż zresztą z materiałem tym tyle, co p. K[olberg] oznajmiony?
Kto tak dobrze jak on usprawiedliwi niektóre dziwactwa muzyczne ludu, kto
jego sposób śpiewania tak dobrze pojął, kto ważność podobnej publikacji tak
dosadnie okaże, jak sam wydawca, skoro przygotowaniu do niej tyle lat poświęcił, tyle trudu i kosztów?2

W imieniu nabywców książki stawiał wydawcy pytania o plan całości,
niezupełnie dla niego czytelny w dwu początkowych zeszytach, a przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewał. Przedmowa Kolberga, spełniająca
w pewnym stopniu postulaty recenzenta, przekazana była odbiorcom dopiero razem z ostatnim zeszytem, więc pisząc tę recenzję, Sikorski jeszcze
jej nie znał. Pytał także o zasadniczy cel publikacji – czy jest nim pokazanie
wariantów tekstów, czy muzyki? Sam uważał, że wariantów, czasem mało
różniących się między sobą, jest zbyt wiele, a dotyczy to także melodii.
Następnie stwierdzał, że jeżeli zamiarem wydawcy była dokumentacja
wariabilności muzyki ludowej, to powinien zestawiać obok siebie melodie
zbliżone „podobnym sobie tokiem lub rodzajem taktu” i podawać je w tej
samej tonacji dla ułatwienia porównań, a tonacje dobierać tak, „jak tego
ogólna i zwyczajnie najdogodniejsza rozciągłość głosu ludzkiego żąda”. Dodał też, że „zawiłe harmonicznie miejsca” dobrze byłoby objaśniać „cyframi
i dodanym basem”. Spełnienie tych postulatów Sikorskiego zaprzeczałoby
idei Kolberga, tj. prezentacji źródeł do badań nad polską muzyką ludową.
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 131.
2
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK
T. 70), s. 133.
1

127

�Zapisy ze słuchu, sporządzane w czasie bezpośredniego kontaktu z ludowymi wykonawcami, znormalizowane i „poprawione” według tych wskazówek przestałyby być wiarogodnymi źródłami.
Po ukazaniu się następnych zeszytów zbioru Sikorski opublikował drugą
część recenzji. Analiza dalszych przykładów muzyki ludowej pozwoliła mu
głębiej zapoznać się ze specyficznymi cechami melodii notowanych przez
Kolberga w terenie, a refleksja kończąca tę kwestię ujmuje szczerością:
W przeglądanych troskliwie tych zeszytach spotykamy, jakkolwiek w nielicznych jeszcze pieśniach, liczne dowody wielkiego ich znaczenia, o którym opowiadaliśmy obszerniej niedawno, przy wyjściu zeszytu pierwszego. Najwięcej
dają do myślenia dziwne niekiedy zwroty melodyjne, pełne siły i znaczenia,
a takiego charakteru i tak odrębnej faktury od wszystkiego, co dzisiejsi piszą
kompozytorowie, że nie podobna nie dojrzeć tam cech muzyki starodawnej, albo
– jeśli kto woli i co na jedno prawie wychodzi – dowodu pojęć inną zupełnie
drogą wyrabiających się u ludu wiejskiego, niż się one wyrabiają u obtartych
więcej o cywilizację mieszczan lub szlachty. Niekiedy zdaje się, czytając te melodie, że na innym zupełnie żyje się świecie, którego tajemnice czuć umie serce,
odgaduje [wyobraźnia1], ale usta z trudnością wypowiedzieć się odważą2.

Tańcom opublikowanym przez Kolberga w tym tomie Sikorski poświęcił
tylko kilka zdań, dziwiąc się zamieszczeniu wśród rodzimych polonezów,
mazurów i kujawiaków także walców pochodzących z Niemiec. Przy okazji
przypomniał czytelnikom obertasy i mazury autorstwa Kolberga, które zawsze uważał za świetne kompozycje.
W tej części recenzji Sikorski ponowił apel do wydawcy, aby przekazał
odbiorcom dzieła swe przemyślenia na temat muzyki ludowej, a także zapoznał ich z metodami rozwiązywania problemów pojawiających się w trakcie notowania ze słuchu i przygotowywaniu melodii do druku. Informacje
takie pozwoliłyby lepiej zrozumieć muzykę ludową, tak inną od tej, której
się uczyli i do której przywykli. Na pytania postawione w końcowej części
recenzji Kolberg dał częściową odpowiedź we wstępie, choć zapewne nie
zadowolił Sikorskiego.
Dziś w recenzjach Kraszewskiego, Estreichera i Sikorskiego zwracają uwagę określenia: „dziwactwo pieśni”, „dziwactwa muzyczne ludu”,
1
2

W druku w „Gazecie Codziennej”: „wyobrażenia”.
Recenzja J. Sikorskiego, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 297.

128

�„dziwne niekiedy zwroty melodyjne”, „coś niepojęte wedle zwyczajnych
muzykalnych pojęć”, a także zdanie, że melodia ludowa „może razić nieforemnością”. Świadczą one, że odbiór tradycyjnej muzyki ludowej, takiej
jaką wykonywali wiejscy grajkowie i śpiewaczki dla swoich słuchaczy lub
dla własnej satysfakcji, zaprezentowanej przez Kolberga w nowym tomie,
był wówczas dla nabywców Pieśni ludu polskiego trudny i napotykał na
bariery.
VI
[Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż
do Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione
druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach 1859–
–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy w operze
warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne.]

Lata następujące bezpośrednio po wydaniu Pieśni ludu polskiego wypełniały Kolbergowi, obok prac zarobkowych, intensywne zajęcia związane z muzyką – ludową oraz komponowaną przez niego i przez innych
twórców. Podróżował i prowadził badania terenowe, które dały mu obfite
i interesujące wyniki w postaci licznych zapisów pieśni i melodii nie tylko
polskich, przygotowywał do premiery Króla pasterzy, swój jedyny wykonany publicznie utwór sceniczny, ponadto działał jako pisarz muzyczny
– w roku 1858 podjął wieloletnią pracę nad zespołem haseł dotyczących
muzyki w Encyklopedii powszechnej wydawanej przez Samuela Orgelbranda, a także publikował inne prace, spośród których na uwagę zasługuje
zwłaszcza analiza muzyki Jana Stefaniego do Cudu mniemanego, czyli
Krakowiaków i Górali.
Druk Pieśni ludu polskiego zakończył się w marcu 1857 roku, a latem
Kolberg wyruszył w długą podróż do nieznanych mu do tej pory regionów w Małopolsce, a także do Wiednia oraz Słowenii i Chorwacji, potem
do Triestu i Wenecji. Zachowana dokumentacja pozwala odtworzyć tylko
przybliżony przebieg i czas trwania tej podróży. Pismo przyznające mu
urlop, datowane na 3 lipca 1857 r. brzmi następująco:
129

�Na zasadzie decyzji Rady Administracyjnej Królestwa z dnia 14/26 czerwca rb.
No 20 955, objawionej reskryptem Komitetu Drogi Żelaznej z dnia 21 czerwca/3
lipca rb. No 476 Dyrekcja udziela p. Oskarowi Kolberg urlop na miesięcy trzy za
granicę do wód w Ems i kąpieli w Trieście z zasiłkiem pieniężnym w stosunku
trzechmiesięcznej płacy jego, tj. rsr. 150 […]1.

Jest mało prawdopodobne, aby Kolberg zamierzał jechać do Ems,
uzdrowiska w Nadrenii-Palatynacie, cieszącego się od dawna dużą sławą.
Otrzymał wprawdzie jeszcze jedno pismo z datą 9 lipca 1857 r., w którym
warszawska dyrekcja prosi zarząd kolei niemieckich o życzliwą pomoc
dla swego pracownika, ale nie korzystał z tej rekomendacji, ponieważ nie
planował wyjazdu do Niemiec. Wybrał całkiem inny kierunek podróży, której trasę znamy w ogólnym zarysie z Korespondencji2 drukowanej
w „Ruchu Muzycznym” i z paru wzmianek w itinerarium i listach. Z listu
do redaktora „Ruchu Muzycznego” wiadomo, że był w Tatrach i w Pieninach, potem w Krakowie, Modlnicy i Mogilanach, a następnie w Wiedniu,
Lublanie, Trieście i Wenecji. Na podstawie dostępnych źródeł nie da się
ustalić dokładnych dat pobytu w każdej z wymienionych miejscowości
czy okolicy, a czasem nawet kolejności, w jakiej je odwiedzał. Wyjechał
najpóźniej 10 lipca, po otrzymaniu pisma skierowanego do zarządu kolei niemieckich, zapisy pieśni wykonane w Modlnicy wspólnie z Józefem
Konopką3 mają datę 21 sierpnia 1857 r., list z Wiednia datowany jest na
11 września, a musiał wrócić do Warszawy po trzech miesiącach urlopu,
czyli nie później niż 10 października. Tylko te daty wynikają z zachowanych dokumentów.
Najpierw pojechał do Krakowa, potem podobnie jak wszyscy ówcześni
turyści góralską furmanką do Zakopanego i Szczawnicy. W górach spędził
prawie sześć tygodni i – jak pisze – krajobraz Tatr zrobił na nim wielkie
wrażenie:
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 51. Z podanej kwoty zasiłku wynika,
że Kolberg w 1857 r. zarabiał 600 rubli rocznie, sprzeczne z tym wyliczeniem jest zaświadczenie
(rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 45) o podwyżce do 750 rubli od 1 stycznia 1847 r.
2
O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń, d. 11 września 1857, „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26,
s. 203–206, przedruk: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 357–363. Tam tytuł:
Korespondencja z Wiednia.
3
Taką datę ma rękopis J. Konopki z zapisami tekstów skorelowany z niedatowanymi zapisami melodii w rkp. Kolberga. Rkp. J. Konopki w Arch. PTL, teka 43 Miscellanea, sygn. 1352,
k. 133–134, rkp. Kolberga tamże, k. 148.
1

130

�Szczawnica nie zawiodła moich oczekiwań, Morskie Oko i Kościeliska Dolina
przeszły je; Czorsztyn, Gąsienicowe Stawy, Biały Dunajec i Gewont pełne dzikiego są uroku; dolina Roztoka z wodospadem Siklawy i Pięcią Stawami może
najwspanialsze w Tatrach, a Łomnica, Krywań i Murań groźne, ponure, ogromne, często chmurami zalane1.

Następnie scharakteryzował Górali, zaprzeczając stereotypowym opiniom:
A wśród tego snują się arcytwory Boże: ludzie łagodni, dobrzy, uprzejmi, chętni, uczciwi, nie tak jak ich malowano, dzicy i szorstcy. Ale też równie naiwni,
natrętni, chciwi na grajcary (bo ubodzy) i lubiący się napić (choć to na szczęście
dzięki towarzystwom wstrzemięźliwości ustaje)2.

W Korespondencji z Wiednia drukowanej w „Ruchu Muzycznym”
poświęcił wiele uwagi muzyce góralskiej: charakteryzował śpiew, tańce,
instrumenty, wreszcie gwarę. Spośród poznanych w Zakopanem osób wymienił tylko rodzinę Homolaczów, ówczesnych właścicieli dóbr zakopiańskich mieszkających w Kuźnicach, których odwiedził wtedy pierwszy raz.
Następnie wrócił na kilka dni do Krakowa, co kwituje w Korespondencji...
czterema zdaniami. Wspomina tam krótki pobyt w Modlnicy, gdzie – jak
wiemy z datowanego rękopisu – wspólnie z Konopką 21 sierpnia zapisał
kilkanaście pieśni. Odnotował też spotkanie w Krakowie z Żegotą Paulim
(1814–1895). Osobisty kontakt z tym autorem wysoko cenionych zbiorów
pieśni był dla Kolberga bardzo ważny. Pisał w Korespondencji z Wiednia,
że nie omieszka korzystać z uwag co do „zbierania i spisywania pieśni”,
jakimi go wsparł autor Pieśni ludu polskiego w Galicji. Mógł wtedy od
niego otrzymać także informacje o proweniencji geograficznej niektórych
tekstów zamieszczonych w tym zbiorze wydanym w 1838 r. W druku Pauli
lokalizował zespoły krakowiaków, określając tylko obwody administracyjne, z których pochodzą, a nieliczne inne noty w przypisach, dotyczące miejsca zapisu pojedynczych tekstów, są też ogólnikowe 3. Zachowała
się notatka Kolberga – spis miejscowości z których pochodzi czterdzieści
O. Kolberg Korespondencja… , przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK
T. 62), s. 357.
2
Tamże.
3
Takich określeń miejsca zapisu w zbiorze Paulego jest zaledwie kilka, zob. Pieśni ludu
polskiego w Galicji..., s. 63, 87–88 i 172.
1

131

�pieśni spośród wydanych przez Paulego1. Teksty zawarte w Pieśniach ludu
polskiego w Galicji Kolberg przytaczał we własnych publikacjach i dokładniejsze niż w druku informacje o miejscu ich pochodzenia były mu
bardzo potrzebne, ponieważ w jego edycjach folkloru był to najważniejszy
i stały element dokumentacji. Jeżeli któreś z tych czterdziestu pieśni przepisał i włączył do własnych publikacji, dawał im noty lokalizacyjne zgodne
z przywołaną tu notatką. Być może te dokładniejsze dane Kolberg uzyskał
właśnie w trakcie pierwszego spotkania z Paulim w Krakowie w 1857 r.
W Pieninach i Tatrach Kolberg wzbogacił swoje zbiory wieloma pieśniami, przyśpiewkami i melodiami instrumentalnymi, które zanotował,
jak sam podaje, „koczując parę razy przy ognisku z Góralami”. Pozyskał też
nowych znajomych i współpracowników w Krakowie i na Podhalu a także
odwiedził ludzi dawniej sobie znanych. M.in. bezpośrednio po powrocie
do Warszawy dostał od Józefa Riedmüllera, krakowskiego lekarza, teksty
pieśni wykonywanych przez górala z okolic Czerwonego Klasztoru, „Rus­
naka”, jak nazywano Rusinów. Mógł też spotkać się ponownie z Ludwikiem Zejsznerem, który w latach 1848–1857 wrócił do Krakowa i wykładał
na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym czasie był w górach także Lucjan
Siemieński, który wspominał spotkanie z Kolbergiem, intensywność jego
badań terenowych, widoczną dla obserwatora umiejętność nawiązywania
kontaktu z wykonawcami i okazywaną im uwagę:
Niedawno widziałem zacnego zbieracza pieśni i melodii u stóp czarujących
Pionin i w Tatrach, jak naprawiając słabe zdrowie powietrzem gór i leczącym
zdrojem, nie tracił ani jednej chwili i nawiedzał góralskie chaty, lub przestawał
z bacami i juhasami na polanach, od których umiał wyłudzać melodie i słowa,
zdaniem jego nie ustępujące pierwszeństwa innym. Wierny swemu zadaniu,
z dziwną cierpliwością i wytrwaniem prowadzi podjętą pracę, godną powszechnego uznania2.

Kolberg był w Tatrach jeszcze kilkakrotnie, na pewno w roku 1861
i 1863, a ponieważ prawie nigdy nie datował swoich rękopisów, trudno
dziś stwierdzić, które spośród jego licznych zapisów muzyki góralskiej powstały właśnie w roku 1857. W zachowanych rękopisach prymarnych nad
1
Rkp. O. Kolberga, Arch. PTL, teka 12a, sygn. 1190, k. 1. Spis dotyczy wybranych pieśni
z początkowej partii zbioru Paulego, s. 3–116.
2
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa…, s. 282.

132

�melodiami i pieśniami zanotował np.: „szałasy na Królowej koło Stawów
Gąsienicowych”, „Zakopane”, „Olcza”, „Szaflary”. Ponieważ jednak nie znamy tras jego wycieczek w góry z Zakopanego czy Szczawnicy i nazw pobliskich miejscowości, w których był w roku 1857, nie można dziś ustalić,
które z rękopisów wiążą się z tą pierwszą podróżą w Karpaty.
Kolbergowskie zbiory muzyki góralskiej analizował w 1954 r. Tadeusz
Strumiłło. Zauważył wtedy, że choć w rękopisach Kolberga najliczniejsze
są melodie wokalne i skrzypcowe, spotkać tam można także interesujące zapisy muzyki wykonywanej na trombicie i na dudach1. Podkreślił
przy tym, że Kolberg notował muzykę ludową na Podhalu stosunkowo
wcześnie, bo od 1857 r., i to nie tylko we wsiach, ale również wysoko w górach, wśród pasterzy, gdzie nawet później nie zawsze docierali
etnomuzykolodzy. Strumiłło w swoim artykule zamieścił kilka melodii
góralskich z rękopisów Kolberga i z nimi związana jest hipoteza Witolda
Rudzińskiego co do pochodzenia tańców góralskich w drugim akcie Halki Moniuszki. Rudziński po zapoznaniu się z przykładami przytoczonymi
przez Strumiłłę, wiedząc, że obu muzyków łączyła przyjaźń, wyraził przekonanie, że „od Kolberga otrzymał Moniuszko interesujące go materiały”2.
Niewątpliwie czas pierwszych badań terenowych Kolberga na Podhalu
zbiega się z okresem, w którym Moniuszko komponował tańce góralskie.
Jednak możliwe obecnie ustalenie dokładniejszych dat dla wielu faktów
1
T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” 1954, nr 3–4, s. 8–12. Zapisy te,
podobnie jak inne z Podhala, zostały wydane dopiero w roku 1968 w tomach: O. Kolberg Góry
i Podgórze, cz. I–II (DWOK T. 44–45).
2
W. Rudziński Stanisław Moniuszko, w: Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II,
Kraków 1966, s. 245–246. W partyturze opery wystawionej w Wilnie w 1854 r. tańców tych
jeszcze nie było, dopiero przed premierą w Warszawie Moniuszko uznał za konieczne dodanie
paru nowych fragmentów, w tym także tańców w drugim akcie. Z biografii Moniuszki wynika, że nie znał on z autopsji folkloru góralskiego, a ponieważ melodie z Podhala praktycznie
nie były drukowane przed warszawską premierą Halki, źródło pozwalające Moniuszce na
znakomite odtworzenie charakteru muzyki góralskiej pozostawało nieznane. Po zapoznaniu
się z artykułem Tadeusza Strumiłły o tece podhalańskiej Kolberga, w którym autor przytacza
kilka zapisów nutowych ze zbiorów Kolberga, Witold Rudziński stwierdził, że Moniuszko mógł
znać notatki terenowe Kolberga z pobytu w 1857 w Tatrach. Jednak Kolberg wrócił z podróży
koło 10 października, a Moniuszko był w Warszawie od 16 do 28 listopada i dopiero wtedy
mógł spotkać się z Kolbergiem i poznać jego zapisy z Tatr, zaś z korespondencji Moniuszki
wynika, że tańce góralskie do drugiego aktu Halki wysłał z Wilna do Warszawy we wrześniu,
a już 8 października Roman Turczynowicz, dyrektor baletu opery warszawskiej, kierował ich
próbami (zob. S. Moniuszko Listy zebrane…, m.in. s. 258, 270 i 276).

133

�z tego okresu życia obydwu muzyków nie potwierdza hipotezy Rudzińskiego o możliwości skorzystania przez autora Halki z zapisów Kolberga
wykonanych w 1857 r.
Fragment Korespondencji... dotyczący Wiednia jest w większości poświęcony życiu muzycznemu w stolicy Austrii i w tej kwestii Kolberg odnotował swe wyraźne rozczarowanie. Sam stwierdza, że być może trafił na
zły okres, bo istotnie sezon teatralny i koncertowy jeszcze się nie rozpoczął.
Zwiedzał kościoły, muzea, bibliotekę cesarską, gdzie życzliwy kustosz udostępniał do kopiowania stare muzykalia, był w księgarniach muzycznych
i w Kärntnerthor Theater na operze Charlesa L. Thomasa, słuchał koncertów orkiestry Johanna Straussa. Odwiedził cmentarze, na których pochowano Mozarta, Beethovena i Schuberta.
Z Wiednia Kolberg pojechał na południe, do krajów południowosłowiańskich1 znajdujących się wówczas w granicach Austro-Węgier. Opublikowaną w „Ruchu Muzycznym” relację kończy kilkoma zdaniami o pobycie
w Lublanie, Trieście i Wenecji. Nie można dziś uściślić ani czasu trwania,
ani trasy tej części podróży, tym bardziej że nie znamy dokładnej daty powrotu Kolberga do Warszawy. Skąpe wyniki badań wskazują, że w Słowenii i Chorwacji był raczej krótko. W drukowanej w „Ruchu Muzycznym” korespondencji podaje tylko, że był w Lublanie, wiele lat później, w roku 1881
w przypisku do jednego z listów2 wymienia poza Lublaną także Zagrzeb,
a w 1886 r. wspomina, że był w Lublanie, Zagrzebiu, Trieście i Primorju3,
przy czym dodaje, że był to pobyt krótki, bo zaledwie kilkutygodniowy. Czy
z Wenecji wrócił do Wiednia, skąd wysłał list do redakcji „Ruchu Muzycznego” datowany na 11 września, a potem jeszcze raz pojechał na południe,
czy też Lublanę i Zagrzeb zwiedzał tylko na przełomie sierpnia i września,
między 21 sierpnia a kilkudniowym pobytem w Wiedniu przed 11 września, nie wiadomo. Z tego etapu podróży pochodzą zapisy ze słuchu, na które składają się 42 melodie słoweńskie i chorwackie zanotowane na jednej
karcie, jedynej zachowanej karcie terenowej związanej z pobytem Kolberga
1
Ten fragment podróży Kolberga z roku 1857 oraz zachowane na jej temat źródła, zebrane wtedy materiały i kontakty z badaczami Słowian południowych omawia E. Millerowa we
wstępie pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/
III), s. V–LXVIII, a teksty pieśni i ich źródła także M. Jakóbiec-Semkowowa, tamże, s. LXVIII-LXXXVII. Pieśni i melodie zapisane przez Kolberga w 1857 r. zostały opublikowane tamże.
2
Brulion listu do L. Jenikego z 31 I 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 462.
3
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VIII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 361.

134

�w tych krajach słowiańskich. Ponadto w archiwum Kolberga znajdują się
zapisy tekstów, częściowo skorelowane z wymienionymi melodiami, a wykonane przez niego i dwie inne, nieznane osoby. Kolberg przechowywał
też zakupione w Lublanie druki: zbiór pieśni słoweńskich zanotowanych
i przygotowanych do druku przez Emila Korytkę, dwa tomiki kalendarza
słoweńskiego na lata 1855 i 1856, a prawdopodobnie także kilka innych
książek i czasopism wydanych w Lublanie i zawierających pieśni i melodie
ludowe oraz utwory miejscowych kompozytorów.
Pieśniom słoweńskim zapisanym przez Korytkę poświęcił Kolberg wiele
uwagi. Emil Korytko (1813–1839)1, student filozofii uniwersytetu lwowskiego, za kolportaż tajnych druków Ossolineum i przynależność do również
tajnej organizacji studenckiej został w roku 1834 aresztowany i po długim
śledztwie skazany w 1836 r. na internowanie w Słowenii. W Lublanie, poddawanej germanizacji jak cała Słowenia, nawiązał kontakty z działaczami
słoweńskiego ruchu na rzecz odrodzenia narodowego i – kierując się świeżymi osiągnięciami ośrodka lwowskiego – zajął się notowaniem tekstów
pieśni ludowych i tworzeniem zbioru rycin strojów regionalnych. W roku
1838 opublikował w czasopiśmie „Illyrisches Blatt”2 odezwę zachęcającą do
badania kultury ludowej, anonsował tam także przygotowywany przez siebie zbiór Slovénske pésmi krajnskiga naróda. Sam zdążył wydać drukiem
pierwszy z przygotowanych tomików, cztery następne wydał Jožef Blaznik,
księgarz i drukarz. Cenzura zezwoliła na druk tekstów pieśni, usunęła jednak motto zaczerpnięte z Mickiewiczowskiego Konrada Wallenroda i napisany przez Korytkę wstęp, którego rękopis nie zachował się. W końcu roku
1838 Korytko był już ciężko chory, z tego zapewne powodu 10 stycznia 1839
r. uzyskał ułaskawienie i zgodę na powrót do Lwowa, lecz nie zdążył z nich
skorzystać. Zmarł 31 stycznia i został pochowany w Lublanie.
Pięć tomików pieśni słoweńskich Korytki zakupionych przez Kolberga
w Lublanie znajduje się dziś w Bibliotece Jagiellońskiej i jest to zapewne
jedyny pełny egzemplarz tego druku w polskich bibliotekach. Na karcie
tytułowej pierwszego tomiku Kolberg dopisał nazwisko autora: „zebrał Korytko Emil”, bo edycja była anonimowa, a na wklejce przed stroną tytułową
widnieją dwie notatki, u góry dyrektora biblioteki: „1887. A. 444. Poczciwy
1
Zob. E. Millerowa, wstęp pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/III), s. XIX-XXIV.
2
W numerach z 25 i 30 z czerwca i lipca 1838 r.

135

�O. Kolberg darował d. 7 maja 1887. Estreicher” i niżej: „Pieśni słoweńskie
zebrane przez Emila Korytko – nabyłem w Lublanie w r. 1857. O. Kolberg”. Na końcu piątego tomiku doklejona jest karta z życiorysem Korytki
i notatkami o nim spisanymi przez Kolberga1. Większość książek i innych
druków zgromadzonych przez Kolberga w tekach regionalnych bądź przechowywanych osobno przekazał Bibliotece Jagiellońskiej Izydor Kopernicki, wykonawca testamentu autora Ludu. Zbiór Emila Korytki, zmarłego na
wygnaniu Polaka, który należał do inicjatorów badania folkloru Słowenii,
cenił Kolberg tak bardzo, że pod koniec życia, gdy był już pewien, że nie
zrealizuje żadnych planów związanych ze swymi materiałami południowosłowiańskimi, zabezpieczył los Slovénskich pésmi…, przekazując je Bibliotece Jagiellońskiej.
W Bibliotece Jagiellońskiej znajdują się obecnie także dwa inne druki na
pewno zakupione przez Kolberga w Lublanie. Pierwszy z zachowaną kartą
tytułową: Koledarček Slovenski za navadno leto 1855 wydany był w Lublanie przez Janeza Bleiweisa, a drukowany przez Jožefa Blaznika, drugi,
wydany na rok 1856, pozbawiony jest okładki i strony tytułowej. Obydwa
kalendarze noszą ślady pracy Kolberga, ale jego ołówkowe notatki i glosy
są dziś częściowo zatarte, częściowo zniszczone przez obcięcie kart przy
oprawie. Niektóre artykuły zamieszczone w kalendarzach wykorzystał Kolberg później w obszernym studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej
zamieszczonym w latach 1871–1872 w „Gazecie Polskiej”2.
W Słowenii i Chorwacji Kolberg zakupił lub dostał również inne druki,
których tytuły znamy z notatki Kopernickiego3, ale egzemplarze ich nie zachowały się w archiwum Kolberga. Powoływał się na nie w artykule Ruch

Teksty te przytacza E. Millerowa we wstępie Materiały południowosłowiańskie… (DWOK
T. 59/III), s. XXIII–XXIV.
2
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej z rozmaitych źródeł skreślił […],
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87, 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk
w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 26–258.
3
I. Kopernicki po śmierci Kolberga, jako wykonawca jego testamentu, przeglądał teki z rękopisami i na osobnych kartkach notował zawartość, tytuły i przeznaczenie poszczególnych
zespołów rękopisów i druków znajdujących się w spuściźnie autora Ludu. Część notatek Kopernickiego znajduje się dziś w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, część pozostała
w tekach. Do tych ostatnich należy sporządzony przez Kopernickiego spis druków przywiezionych w r. 1857 i znajdujących się niegdyś w zbiorach Kolberga. Przytacza go E. Millerowa we
wstępie: Materiały południowosłowiańskie… (DWOK T. 59/III), s. XXVII.
1

136

�muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych1, drukowanym
blisko trzy lata po powrocie z podróży do Lublany i Zagrzebia, gdzie odnotował także publikacje poetów, muzyków, zbieraczy folkloru i działaczy na
rzecz słoweńskiego odrodzenia narodowego. Część tych prac wykorzystał
lub wymienił także w niedokończonym szkicu poświęconym pieśniom ludowym, a wydanym dopiero w Pismach muzycznych pt. Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych2.
Przed podróżą mógł Kolberg otrzymać listy polecające od osób z Warszawy czy Krakowa znających środowisko naukowe Lublany. Nie mamy
informacji na ten temat, a jedynym śladem kontaktów Kolberga z miejscową inteligencją jest dwuwiersz3 otrzymany od Lovro Tomana (1827–1870),
poety, a także prawnika i polityka, założyciela pisma „Slovenska Matica”:
Ak smo ravno ločeni po kraju, času,
tak smo vonder snidjeni po duhu, glasu!

Autograf z tym utworem datowany jest: „V Ljubljani, 1. Septembra 1857”,
lecz nie wiadomo, czy Lovro Toman wręczył go Kolbergowi tego dnia na
miejscu, czy przysłał później.
W tym czasie zapoznał się, prawdopodobnie w Wiedniu, ze zbiorem
wydanym przez Alojzego Kalauza4. Teksty pieśni serbskich dzięki pracom
Vuka Karadżicia były znane w Europie, a także w Polsce wcześniej niż inne
południowosłowiańskie. Ale do wydanych przez Karadżicia pieśni dołączonych było tylko sześć melodii, zapisanych zresztą przez polskiego muzyka,
wówczas sekretarza Maksymiliana Ossolińskiego, Franciszka Mireckiego5
1
O. Kolberg Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 193–196, przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK
T. 62), s. 563–567 oraz w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (T. 59/III),
s. 291–296.
2
Szkic ten zamieszczony jest w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 586–
–581 i w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (DWOK T. 59/III), s. 287–296.
3
Zamieszczony w Korespondencji… cz. I (DWOK T. 64), s. 76.
4
A. Kalauz Srbski napjevi. Sbirka serbski pjesama za fortepijano, sv. I, Wien [1850], sv. II,
Wien [1852].
5
Zob. D. Živanović Vuk Karadžić i jego polski współpracownik, Franciszek Mirecki,
w: Literatura, komparatystyka, folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu,
pod red. M. Bokszczanin, S. Frybesa i E. Jankowskiego, Warszawa 1968, s. 815–823. Melodie
dołączone były przez V. Karadżicia do drugiego tomu pt. Narodna srbska pjesnarica wydanego w r. 1815. 		

137

�(1791–1862), który w Wiedniu studiował kompozycję i grę na fortepianie.
Zbiór Kalauza zainteresował zapewne Kolberga właśnie dlatego, że w dwu
zeszytach zawierał 43 pieśni serbskie z melodiami. Naszkicowany początek
recenzji tego wydawnictwa pozostał wśród prac niedokończonych i niedrukowanych1.
Krótki pobyt w Słowenii i zebrane tam wiadomości o życiu muzycznym
w Lublanie, słoweńskich kompozytorach i ich twórczości, a także usłyszana wtedy i zanotowana muzyka ludowa były inspiracją do napisania dwu
wspomnianych już tekstów: artykułu Ruch muzykalny…, drukowanego
w r. 1860 w „Ruchu Muzycznym”, i nieukończonego szkicu o muzyce ludowej. Kilkanaście lat później zajął się znowu krajami słowiańskimi znajdującymi się pod panowaniem Austro-Węgier i na podstawie literatury, w części
przynajmniej zakupionej podczas podróży w 1857 r., napisał wspomniane
już obszerne studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej.
Jesienią 1857 r., po powrocie do Warszawy Kolberg zmienił miejsce
pracy — śladem swego brata Wilhelma zrezygnował z zatrudnienia w zarządzie kolei żelaznej. Kolej Warszawsko-Wiedeńska we wrześniu 1857 r.
przeszła w ręce prywatne z kapitałem niemieckim, na ważniejsze stanowiska angażowano Niemców. Wilhelm, który mógł odczuwać niepokój
co do swej przyszłości w firmie kierowanej przez nowy zarząd, przeniósł
się do Dyrekcji Dróg i Mostów w Komisji Skarbu. Tam znalazł nowa posadę także Oskar. Wilhelm został inspektorem w Zarządzie Komunikacji
i w trakcie pracy w nowym miejscu zajmował się m.in. pomiarami Wisły
w związku z planami jej regulacji i często podróżował, doglądając prac
w terenie. Przygotowywał do druku obszerne dzieło poświęcone Wiśle, ale
ukazała2 się tylko jego część druga i skorowidz do szczegółowych map tej
rzeki. Natomiast wielokrotnie wydawany był opracowany przez Wilhelma plan Warszawy z roku 1846, aktualizowany ukazał się m.in. w 1868,
1870 i 1873 r. Zainteresowany dziejami swego miasta Wilhelm poszukiwał
w różnych archiwach dawnych materiałów kartograficznych i przypominał

Szkic recenzji opublikowano w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 591–593.
W. Kolberg Wisła, jej bieg, własności i spławność przez […], cz. II z 10 tablicami, Warszawa 1861, część pierwsza nie została wydana. Wcześniej ukazał się Skorowidz do planów rzeki
Wisły. Wykaz gmin odpowiedzialnych za słupy nadbrzeżne warstwowe. Położenie geograficzne i wykreślenie niektórych punktów wzdłuż rzeki Wisły. Wykaz miast, wsi i osad
położonych nad Wisłą. Warszawa 1860.
1
2

138

�o kwerendach na ten temat Oskarowi, gdy ten miał zamiar odwiedzić
w Krakowie i we Lwowie miejscowe biblioteki.
Przejście przez Oskara z prywatnego teraz przedsiębiorstwa do administracji rządowej powodowało konieczność zmiany mieszkania. Jak
wspomniano, Kolberg po podjęciu pracy w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w 1845 r. zamieszkał w budynku należącym do tego
zarządu i w listach jako adres zwrotny podawał dworzec przy ul. Marszałkowskiej. W połowie roku 1858 pisał1, że nie jest już urzędnikiem, ale
pracuje jako dietariusz2 w biurze gen. Jana Smolikowskiego. Czy tę formę
pracy podjął Kolberg bezpośrednio po powrocie z długiego urlopu, czy parę
miesięcy później, nie wiadomo.
Biografie Kolberga pisane z okazji jubileuszu jego badań obchodzonego
w Krakowie w roku 1889, a także późniejsze, podają, że jako księgowy
w Dyrekcji Dróg i Mostów pracował przez cztery lata, do połowy roku
1861. Sam Kolberg w Szkicu autobiografii pisał:
[…] w roku 1845 zostałem buchalterem i urząd ten piastowałem aż do roku 1857,
gdy droga żel[azna] przeszła w ręce spółki prywatnej. Odtąd pracowałem jeszcze
lat kilka w Komisji Skarbu i Dyrekcji Dróg i Mostów, gdzie złożone zostały akta
dawniejszej kolei rządowej. Od roku 1863 oddałem się już stale pracy literackiej,
pisząc do dzienników, pism ilustr., Encyklopedii itd. i porządkując nagromadzone
nabytki etnograficzne3.

Jednak możemy mieć dziś wątpliwości, czy dopiero w roku 1861, a tym
bardziej 1863, zaprzestał pracy jako księgowy. Wśród jego dokumentów
osobistych zachował się notatnik4, w którym na bieżąco zapisywał dochody i wydatki w latach 1859–1869. Są tam odnotowane honoraria autorskie
i inne dochody od 1 stycznia 1859 r., ale nie ma wpisów o wynagrodzeniach
1
Niedatowany brulion listu, odpowiedź na list Mikołaja Akielewicza (1829–1887) z 12 maja
1858 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 89.
2
Dietariusz to urzędnik pobierający płacę dzienną, niemający etatu. Wymieniony przez
Kolberga Jan Smolikowski (1796–1869) był wtedy dyrektorem XIII okręgu komunikacyjnego,
podlegała mu Dyrekcja Dróg i Mostów.
3
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.
4
Rkp. O. Kolberga Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 3210. Jest to jedyny taki dokument
w papierach osobistych Kolberga, prawdopodobnie w innych okresach prowadził podobne
notatki, ale zachowała się tylko jeden taki notes.

139

�za pracę w Dyrekcji Dróg i Mostów. Jeszcze w pierwszym półroczu
1959 r. Kolberg zanotował czterokrotnie przy różnych kwotach „od Wilhelma à conto roboty” lub „od Wilhelma za robotę”. Mogły to być wypłaty
za prace na rzecz rachuby w Dyrekcji Dróg i Mostów zlecane mu za pośrednictwem brata, jednak ostatnia taka notatka pochodzi z początku lipca
1859 r. Natomiast od kwietnia tego roku pojawiają się zapiski o honorariach
za artykuły drukowane w Encyklopedii, a od września – o otrzymywaniu
zapłaty za lekcje. Prawdopodobne jest zatem, że właśnie w 1859 r. przestał
pracować jako księgowy1 i zaczął znowu utrzymywać się z honorariów autorskich i z wynagrodzeń za lekcje muzyki. Na rezygnację ze stałej pracy
wskazują też podróże podejmowane przez niego w roku 1859 i w latach następnych, trwające od pięciu tygodni do trzech miesięcy. Te długie wyjazdy
przeznaczone na notowanie folkloru potwierdzają, że już wcześniej, przed
rokiem 1863, przestał być krępowany stałą pracą w biurze.
Przytoczone poprzednio pismo z lipca 1857 r. o udzieleniu Kolbergowi
urlopu informuje o przyznaniu mu 150 rubli jako zapomogi na wyjazd,
co stanowiło równowartość trzymiesięcznej pensji. Zatem rocznie zarabiał
wtedy 600 rubli, tyle samo ile otrzymywał w chwili przyjęcia do pracy dwanaście lat wcześniej. Pensja taka, jak pisze Ryszarda Czepulis-Rastenis, pozwalała urzędnikowi zatrudnionemu w służbie państwowej na skromne życie, o ile był samotny, ale nie wystarczała na utrzymanie rodziny2. Z notatek
w zeszycie z lat 1859–1869 dowiadujemy się, że w porównaniu z okresem
stałej pracy księgowego dochody Kolberga, składające się wtedy głównie
z honorariów autorskich i z opłat za lekcje muzyki, których udzielał w kilku domach, znacznie się zmniejszyły. Dodatkiem, ale nieregularnym, były
kwoty przekazywane przez księgarzy lub bezpośrednich nabywców Pieśni
ludu polskiego, tych z lat 1842–1845 i tych ostatnich, z roku 1857. Notował
też Kolberg wpływy za sprzedaż wydanych przez niego własnych kompozycji i znacznie mniejsze za artykuły publikowane w prasie. W 1863 r. zapisał
wynagrodzenie nie tylko za opracowania autorskie dla Encyklopedii, lecz
także niewielką sumę za korekty tego wydawnictwa. Z zapisków wiadomo, że kolejne tomy encyklopedii musiał kupować, dla autorów ceny były
W roku 1869 pisał w liście do A. Bielowskiego: „[…] przez lat trzynaście byłem buchalterem
przy kolei żelaz[nej]”, co wskazywałoby także na zakończenie pracy księgowego około roku
1858, zob. brulion listu z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 299.
2
Zob. R. Czepulis-Rastenis „Klassa umysłowa”. Inteligencja Królestwa Polskiego 1832–
–1862, Warszawa 1973, s. 293–324.
1

140

�jednak znacznie zniżone. Niekiedy odnotowane są w zeszycie skomplikowane transakcje związane ze sprzedażą listów zastawnych lub zamianą ich na
weksle, wpływy z procentów od nich, pożyczki udzielane Antoniemu i znajomym, a potem ich zwroty. Kilkakrotnie zapisał prowizje – np. 29 czerwca
1859 r.: „z muzyki (sprzed. fortepianu) 15,– [rubli]”, 23 lutego 1860 r. „od
Krala za fortepianu sprzedaż 30,– [rubli]”, a 5 sierpnia 1864 „od Krala za
sprzedaż fortepianu Blumengartnerowi (38) i szlachcicowi z Kielc (15)”. Instrumenty wytwarzane w latach 1830–1896 przez warszawską firmę Krall
i Seidler ceniono i wielokrotnie nagradzano na wystawach fortepianów,
m.in. w Paryżu, Wiedniu, Moskwie i Petersburgu, a sporadycznie otrzymywane przez Kolberga prowizje od tej firmy były wyższe niż honoraria za
artykuły, jakie płacono mu w tym samym czasie.
Dodatkowym „kapitałem” Kolberga był pierścień z brylantem otrzymany od cara Aleksandra II w roku 1857 po przesłaniu do Petersburga Pieś­ni
ludu polskiego1. Była to zwyczajowa gratyfikacja przyznawana przez władze w podobnych okolicznościach autorom i artystom. Przeprowadzając
się z Warszawy do Modlnicy, Oskar zdeponował ten pierścień u Wilhelma,
wiedząc, że w razie potrzeby brat sprzeda go za możliwie wysoką cenę.
Spisy dochodów i wydatków, a Kolberg notował nawet bardzo drobne
sumy, pokazują, że w latach 1859–1869 bilansował obydwie strony swej
„księgi”, choć dochody miał znacznie niższe od poprzedniej stałej pensji.
Sumując przychody z różnych źródeł w tych latach, stwierdzić można, że
płacone przez Orgelbranda honoraria za artykuły i za inne prace dla Encyklopedii powszechnej stanowiły coraz większą część rocznego budżetu
Kolberga, a w latach 1861–1866 nawet nieco ponad połowę. Właśnie zaproszenie do zespołu autorów tego wydawnictwa, zaplanowanego pierwotnie
na kilka lat, umożliwiło Kolbergowi rezygnację z pracy w Dyrekcji Dróg
i Mostów.
Inicjatywa Samuela Orgelbranda (1810–1868), aby wydać w Warszawie
wielotomową encyklopedię powszechną, była ryzykowna z kilku powodów.
Sensowność takiej publikacji warunkowana była istnieniem szerokiego grona autorów i odpowiednio licznych odbiorców. Ten ostatni warunek wobec
materialnego ubóstwa inteligencji był trudny do osiągnięcia. Nieco wcześ­
niej, w latach 1836–1840, podobne wydawnictwo rozpoczęli w Warszawie
1
Donosił o tym „Tygodnik Petersburski. Gazeta Urzędowa Królestwa Polskiego” w roku
1857, nr 94.

141

�i w Wilnie Glücksbergowie, ale po ukazaniu się czterech tomów (tylko litery A–Czy) musieli je przerwać z braku nabywców. Sytuacja nauki polskiej
w tym czasie była bardzo trudna, we wszystkich zaborach władze nie tylko
nie wspierały instytucji wspomagających jej rozwój, ale uniemożliwiały powstawanie nowych i działanie już istniejących. W Poznaniu dawna Akademia Lubrańskiego, połączona w 1780 r. z kolegium jezuickim, natychmiast
po zajęciu miasta przez Prusaków w r. 1793 r. została zamknięta, a rząd
pruski nie zgadzał się na utworzenie nowej wyższej uczelni. Uniwersytety
w Krakowie i we Lwowie były zgermanizowane, wykładano w nich w języku niemieckim, ich absolwenci mieli tworzyć kadry austriackich urzędników, nie polskich naukowców. W Warszawie od czasu zamknięcia uniwersytetu po powstaniu listopadowym nie było wyższej uczelni, a dopiero za
czasów Aleksandra Wielopolskiego (1803–1877), od marca 1861 r. dyrektora
Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, otworzono kursy
przygotowujące do studiów i rok później Szkołę Główną. Tylko w zaborze
austriackim wiosną 1860 r. rozpoczęły się zmiany polityczne, które miały
później decydujące znaczenie dla rozwoju nauki i kultury polskiej przede
wszystkim w ośrodku krakowskim i lwowskim. Ale mimo braku finansowania ze strony państw zaborczych i restrykcji cenzury i policji nauka polska
istniała. Bogdan Suchodolski pisze:
Gdy Samuel Orgelbrand przystąpił w 1859 r. do wydawania Encyklopedii powszechnej, zmobilizował bez trudu 115 specjalistów z różnych dziedzin wiedzy. W warunkach, w których nie istniało polskie szkolnictwo wyższe, było to
wydarzenie niezwykłe, świadczące o wielkiej intensywności życia umysłowego
w kraju, którego rozwój był na każdym kroku hamowany1.

Samuel Orgelbrand rozpoczął prace przygotowawcze już w roku 1856,
zapraszając do współpracy uczonych ze wszystkich ziem dawnej Polski,
a także autorów spośród emigrantów. We wrześniu tego roku pisał o swoim
zamiarze w liście do Karola Szajnochy, proponując mu udział w pracach
nad encyklopedią:
Gdy inne narody nas pod tym względem daleko wyprzedziły, możemy więc
w wydaniu podobnego dzieła z ich prac korzystać, co nam robotę wielce ułatwi;
jakoż artykuły wiedzy powszechnej lub tyczące się różnych innonarodowych
miejscowości możemy z stosownymi zmianami z niemieckich, francuskich, ro1

B. Suchodolski Dzieje kultury polskiej, Warszawa 1980, s. 385.

142

�syjskich i angielskich encyklopedyj przyswoić; przedmioty zaś tyczące się nas
samych w szczególności, a w ogólności całej Słowiańszczyzny przez obcych
uczonych prawie nie tknięte, a jeżeli z potrzeby zaczepione, to z taką niedbałością, lekkością i grubą niewiadomością, że mimowolnie powstaje domysł, że
tylko niechętnie lub ironicznie traktują o naszych rzeczach. Te więc przedmioty
tak dla nas samych, jak i dla obcych o nas wiedzieć ciekawych, z dopiero [co]
wyłuszczonych powodów powinny i muszą być oryginalnie wypracowane1.

Pierwsza sesja komitetu redakcyjnego odbyła się w maju 1858 r. W prospekcie Orgelbrand pisał: „Przy całej swej obszerności Encyklopedia nie
przejdzie liczby dwudziestu tomów”2, ale w trakcie prac haseł przybywało,
a autorzy nie zawsze utrzymywali dyscyplinę, przekraczając przewidywaną
objętość artykułów. W rezultacie wydawnictwo składa się z 28 tomów wydanych w latach 1859–1868. Terminowe ukazywanie się zeszytów Orgelbrand
zapewnił przez wydrukowanie kilkunastu początkowych, zanim ogłosił ukazanie się pierwszego, przekazanego do rąk odbiorców na początku października 1859 r. Miał więc pewien zapas na wypadek opóźnień autorów bądź
przestojów w druku, a dotrzymywanie terminów wobec nabywców potwierdzało renomę wydawcy i było konieczne dla zapewnienia stałych wpływów
finansowych — Orgelbrand nie pobierał przedpłat, zeszyty encyklopedii były
płatne dopiero przy odbiorze. Zachwianie regularnego ukazywania się kolejnych zeszytów encyklopedii nastąpiło dopiero w latach 1863–1865.
W poświęconym Kolbergowi artykule w Encyklopedii czytamy:
[…] jest on jednym z bardzo czynnych współpracowników niniejszej Encyklopedii, która zawdzięcza mu zwłaszcza różne życiorysy znakomitych muzyków
i artykuły teoretyczne o wszystkich tej sztuki gałęziach3.

Autorski udział Kolberga w tomach Encyklopedii powszechnej w zakresie teorii i historii muzyki przedstawił Mieczysław Tomaszewski we wstępie4 do tomu Pisma muzyczne. Przypuszcza on, że współpraca Kolberga
Korespondencja Karola Szajnochy, zebrał, wstępem i przypisami opatrzył H. Barycz,
T. II, Wrocław 1959, s. 87, list z 3 IX 1856 r.
2
Prospekt zamieszczony był m.in. w pierwszym tomie encyklopedii po karcie tytułowej.
3
F.H.L. [F.H. Lewestam] Oskar Kolberg, w: Encyklopedia powszechna, T. XV, Warszawa
1864, s. 45.
4
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne…
cz. I (DWOK T. 61), s. XIII–XIV, XXXII–LIV. Zob. też P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog
i etnomuzykolog w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).
1

143

�w powstawaniu encyklopedii Orgelbranda rozpoczęła się już przy tworzeniu spisu haseł, tj. w roku 1858, ponieważ był on jedynym muzykiem
w zespole jej autorów. Wprawdzie za ten etap prac w zakresie nauk humanistycznych i sztuki odpowiedzialny był Fryderyk Henryk Lewestam (1817–
1876)1, historyk literatury, krytyk i dziennikarz, członek ścisłego kolegium
redakcyjnego, ale jest mało prawdopodobne, aby mógł on samodzielnie
zająć się problematyką muzyczną encyklopedii.
Publikowanie w tych latach artykułów w prasie nie przynosiło Kolbergowi znaczących dochodów, ale też nie honoraria były w tym wypadku
głównym celem. Bezpośredni kontakt z muzyką góralską w roku 1857 pozwolił mu zająć się analizą wykorzystania melodii ludowych przez Jana
Stefaniego w Krakowiakach i Góralach. W latach 1858–1859 w „Bibliotece Warszawskiej” ukazał się artykuł Maurycego Karasowskiego Rys historyczny opery polskiej, w którym autor podjął między innymi także ten
temat2. Kolberg, udostępniając własne zbiory terenowe z 1857 r., pomagał
Karasowskiemu w trakcie porównywania motywów z partytury Stefaniego
z muzyką ludową i obaj doszli wtedy do wniosku, że Jan Stefani wysnuł
te melodie „[...] z własnego natchnienia, że starał się tylko o naśladowanie
treścią i formą muzyki ludowej, lecz że główny tok i skład melodii jest
jego niezaprzeczoną własnością”3. Zainteresowanie związkami między operą polską a muzyką ludową kazało Kolbergowi wrócić do tego problemu
i jeszcze raz zabrał się — jak pisze — „do starannego przejrzenia” partytury Jana Stefaniego i przewertowania własnych zbiorów, czego wynikiem
jest artykuł Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego... zamieszczony
w „Ruchu Muzycznym”4. Uważał, że ustalenie zależności dzieła Stefaniego
od folkloru jest istotne, ponieważ jest to pierwsza opera polska sięgająca do
motywów ludowych. Porównując własne zapisy z partyturą Krakowiaków
i Górali, wskazywał kolejno, które melodie Stefaniego są „szczero ludowe”,
1
Zob. K.W.Wł. Lewestam F.H., w: Encyklopedia powszechna, T. 16, Warszawa 1864,
s. 953–955.
2
M. Karasowski Rys historyczny opery polskiej, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 94–122,
całość opracowania Karasowskiego drukowana była w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1857, T. 2–4
i 1858, T. 2, osobne wydanie pt. Rys historyczny opery polskiej poprzedzony szczegółowym poglądem na dzieje muzyki dramatycznej powszechnej ukazało się w Warszawie w 1859 r.
3
M. Karasowski Rys historyczny…, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 100.
4
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”..., „Ruch
Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK
T. 62), s. 546–554.

144

�które „mają powinowactwo z ludowymi”, a które „należą do oryginalnych
pomysłów” kompozytora. Nie kwestionował wniosków podanych przez Karasowskiego w wyniku poprzedniej wspólnej analizy partytury Stefaniego
i własnych zapisów terenowych, ale uzasadniał je dokładniej, m.in. przytoczył melodię „od Babiej Góry” jako pierwowzór piosenki „Próżno Kaśka
od nas stroni”. Zastrzegał przy tym:
Zbiór mój pieśni i tańców ludowych, jakkolwiek liczny, nie może jednak obejmować wszystkich, jakie istnieją, tym bardziej że bezustannie tworzą się nowe,
a stare przetwarzają. Stąd też niepodobna wyrzec co do przytoczonych motywów,
czy Stefani brał je żywcem z ludu, czy tylko korzystał z nich po swojemu. […]
Przytoczone tu przykłady dość jasno wskazują stosunek motywów ludowych do
tych, jakie nam partycja Stefaniego przedstawia. Jeżeli przypuścimy, że charakter
pierwszych wiernie przez niego został schwycony i oddany, to przyznać trzeba,
że krakowiak ludowy od owego czasu wielce zyskał, nabrawszy mocy i dosadności tak w rytmie, jak i w konturze melodyjnym, co nie o wszystkich pieśniach
ludowych powiedzieć można, na które czas nieraz i ujemny wpływ wywierał1.

Wspominano już, że Kolberg zwracał uwagę na naturalną zmienność
folkloru, którą obserwował w czasie badań terenowych. Pozwoliło mu to
na konieczną refleksję przy porównywaniu utworów przedzielonych ponad
półwiekowym odstępem czasu, w tym wypadku partytury Stefaniego z roku
1794 i własnych zapisów melodii ludowych wykonanych latem 1857 r.
Artykuł o muzyce J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali pokazuje też rolę
Kolberga w rozwoju badań muzykologicznych w Polsce. M. Tomaszewski
pisze:
Rozprawka o ludowych źródłach melodii Krakowiaków i Górali Stefaniego
stanowi pierwszą w polskim piśmiennictwie muzycznym udokumentowaną
źródłowo pracę porównawczą (chciałoby się rzec, iż w tym momencie rodzi się
polska muzykologia przeduniwersytecka)”2.

W tym samym okresie, w którym Kolberg pisał o melodiach ludowych
w kompozycji J. Stefaniego, jesienią 1858 roku, zarysowała się możliwość
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale..., przedruk
w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 553–554.
2
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne... cz. I (DWOK T. 61), s. XI.
1

145

�wystawienia w teatrze Króla pasterzy. Autor libretta, Teofil Lenartowicz
był od dawna na emigracji, jednak można już było w druku, np. w recenzjach, wymienić jego nazwisko. Zachowana w zbiorach Warszawskiego
Towarzystwa Muzycznego kompletna partytura Króla pasterzy nosi adnotacje J. Quattriniego, ówczesnego dyrektora opery i dyrygenta, który ocenił
utwór Kolberga pozytywnie i przewidywał sukces przedstawienia. Podobne
zdanie na rękopisie partytury wyraził S. Moniuszko1. Te dwie opinie spowodowały decyzję prezesa Warszawskich Teatrów Rządowych, generała
Ignacego Abramowicza, który na początku października 1858 r. polecił rozpocząć próby utworu Kolberga. Przed kompozytorem otworzyła się scena
publiczna.
Przypuszczać można, że dużą rolę we wprowadzeniu Króla pasterzy
na scenę opery warszawskiej odegrał Moniuszko, który po sukcesie Halki
w styczniu 1858 r. został dyrygentem oper polskich tej sceny. Z Kolbergiem łączyła go przyjaźń, a w repertuarze brakowało utworów polskich,
zwłaszcza związanych z muzyką ludową i tematami wiejskimi. Prawdopodobnie części poprawek widocznych w partyturze dokonał Kolberg
za radą Moniuszki, który może być autorem innych korekt, wpisanych
nierozpoznaną ręką. Pod datą 19 lutego 1859 r. w zachowanym spisie
wydatków z tego roku Kolberg zapisał: „pałeczka dyr. dla Quattriniego
6 [rubli]”2 — ale utwory kompozytorów polskich w tym okresie prowadził
Moniuszko i on prawdopodobnie dyrygował Królem pasterzy. „Opera sielska” Kolberga miała premierę 2 marca 1859 r. Wśród wydatków Kolberg
odnotował pod tą datą: „kolacja u Zakrzewskiej 3,75 [rubla]”3, co zapewne
oznacza, że ugościł śpiewaczki i śpiewaków biorących udział w przedstawieniu. Utwór Kolberga był grany jeszcze pięciokrotnie w marcu i raz
w maju, po czym zszedł ze sceny. Król pasterzy podobał się przynajmniej
części publiczności – jeden z recenzentów, bardzo krytyczny wobec tej
kompozycji, wspomniał o aplauzie widzów z „jaskółki”, czyli z miejsc najtańszych:

1
Tę i wymienione poprzednio adnotacje przytacza D. Idaszak we wstępie do tomu O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. XIX–XX, zob. też M. Prochaska
Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), s. 0000.
2
Rkp. Kolberga, Notatnik… (BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 3); pałeczka była zwyczajowym
prezentem dla dyrygenta.
3
Tamże.

146

�Powodowani miłością sztuki ojczystej, nie chcemy zostawiać w błędzie muzyka
zasłużonego, który popchnięty niedorzecznym przywołaniem z paradyżu może
wejść na mylną drogę1.

Widocznie ktoś z najwyższego balkonu opery, zwanego wtedy paradyżem, wznosił okrzyki pochlebne dla autora. Aleksander Różnicki, autor przytoczonego zdania, nie znalazł w Królu pasterzy niczego godnego pochwały.
Ocenił, że jest to dzieło „mniej niż mierne” i zalecał autorowi zaprzestanie
prób komponowania na scenę. Bezpośrednio po premierze ukazały się także
dwie inne recenzje: M. Karasowskiego w prasie codziennej i J. Sikorskiego
w „Ruchu Muzycznym”2. Recenzenci wyrażali istotne zastrzeżenia, przede
wszystkim wskazywali błędy w instrumentacji, nieoryginalność niektórych
arii, stwierdzali także, że utwór jest zbyt krótki dla teatru i właściwie pozbawiony dramatycznej akcji. Sikorski chwalił arię Rózi „Skąd ten niepokój…”
i piosenkę Ciemięgi „Już się słonko w blasku toczy…”. Podobały mu się też
tańce i pisząc, że aria Rózi „jest prześliczna”, dodał:
Polonez na chór ubiega się z [nią] o pierwszeństwo, duch poloneza istotnie ludowego dobrze się w nim odbija i wypracowanie co do formy równie staranne,
jak w romansie poprzednim. Że mazur i kujawiak, gdzie się zdarzył, musi być
udany, domyśla się każdy, kto poznał dawniej, jaki p. K[olberg] majster na takie
rzeczy3.

Sikorski tłumaczył niedostatki utworu Kolberga, m.in. niedojrzałą instrumentację, tym, że utwór powstał dawno, bez nadziei na przestawienie
w teatrze, stąd jest też zbyt krótki i nie wykorzystuje możliwości, jakie dałoby np. rozszerzenie komicznej roli Maciusia. Wyrażał jednak nadzieję, że
Kolberg nie poprzestanie na tej pierwszej próbie; widział potrzebę istnienia
w repertuarze sceny operowej utworów „przedstawiających życie ludu”,
które autor Króla pasterzy zna tak dobrze i zdolny jest zobrazować muzyką.
A.R. [A. Różnicki] Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Gazeta Codzienna” 1859,
nr 84. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 664.
2
M. Karasowski Koncerta – Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81; J. Sikorski Król pasterzy. Obrazek z życia
ludu wiejskiego, „Ruch Muzyczny” 1859, nr 10, s. 81–82. Recenzje te są przedrukowane w tomie
O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 660–663.
3
[J. Sikorski] Król pasterzy…, s. 82, w przedruku w O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68) s. 661.
1

147

�M. Karasowski również uważał instrumentację Króla pasterzy za całkowicie nieudaną, ale chwalił niektóre arie i poloneza, a o całości pisał:
Rzecz sama z siebie nie zajmująca wcale, pozbawiona wszelkiej sceniczności,
okraszona jednak skromną, często właściwą sielskiej prostocie muzyką, może
być słuchaną, szczególnie przez miłujących rzeczy miejscowe, z przyjemnością 1.

Zakończył swe uwagi zapewnieniem o szczerej życzliwości wobec kompozytora i przekonaniem, że wyrażona w recenzji krytyka pomoże w dalszej
jego pracy nad utworami scenicznymi. Kolberg opinie o swym utworze
potraktował bardzo poważnie, na zachowanym do dziś egzemplarzu czasopisma z recenzją Karasowskiego napisał na marginesie:
Co do instrumentacji ma rację i dlatego lepiej się to wydaje przy fortepianie, aria
Wojtka istotnie kiepska, bo niepotrzebnie ma włoski zakrój2.

Poza Królem pasterzy i wspominaną tu wcześniej Sceną w karczmie
znane są we fragmentach jeszcze dwa inne utwory sceniczne Kolberga:
Pielgrzymka do Częstochowy i Wiesław. Pierwszy z nich, planowany jako
dwuaktowy „obrazek sceniczny”, zachował się w postaci pozbawionych
tytułu szkiców kompozycji i libretta napisanego też przez Kolberga. Danuta
Idaszak, przygotowując te szkice do wydania drukiem, porównała libretto
w rękopisie Kolberga z utworem Seweryny Pruszakowej Pielgrzymka do
Częstochowy, wydanym w jej Obrazkach dramatycznych3. Po stwierdzeniu bezpośredniej zależności tekstu Kolberga od „obrazka” Pruszakowej
przyjęła dla tego utworu taki sam tytuł. Nie wiadomo, kiedy Kolberg podjął pracę nad Pielgrzymką do Częstochowy. Seweryna Pruszakowa wydała
swój tomik w roku 1857, ale nie można wykluczyć, że Kolberg poznał tekst
wcześniej w rękopisie. Bywał u autorki przez cały okres, w którym prowadziła salon literacki w Warszawie, tj. od jesieni 1847 r. do listopada 1863
r., kiedy jako osobie zaangażowanej w opiekę nad rodzinami powstańców
1
M. Karasowski Koncerta…, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859,
nr 81, w przedruku (DWOK T. 68) s. 663.
2
Notatka Kolberga na egzemplarzu „Kroniki Wiadomości…”, w BN PAU i PAN, sygn. 2184,
k. 360.
3
Zob. wstęp D. Idaszak w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK
T. 68), s. XXVII–XXVIII, zob. też S. Pruszakowa Pielgrzymka do Częstochowy, w: tejże Obrazki
dramatyczne, Warszawa 1857, s. 51–111.

148

�i zagrożonej aresztowaniem Rząd Narodowy polecił emigrować. Zachowane opracowanie fortepianowe i libretto Pielgrzymki do Częstochowy
z wyraźnie zarysowaną intrygą wskazują, że mógł to być utwór i scenicznie,
i kompozytorsko znacznie dojrzalszy od dwu poprzednich1.
Z planowanej opery Wiesław znamy tylko jedną niedokończoną pieśń2
z podpisanym incipitem „Niechże ja lepiej nie żyję”. W Szkicu autobiografii
Kolberg pisze o skomponowaniu „kilku ustępów”, być może inne fragmenty zaginęły lub wydane zostały w Dziełach wszystkich jako faksymilia,
ale bez podpisanego tekstu, i nieokreślone w rękopisie jako należące do
tej opery pozostały nierozpoznane. O pracy nad Wiesławem informowała
prasa warszawska3, podtrzymując zainteresowanie twórczością muzyczną
Kolberga, jednak po powstaniu styczniowym nie wrócił on już do utworów
scenicznych. Sam pisał w Szkicu autobiografii:
Wiesław, opera Pruszakowej, zacząłem ją pisać i naszkicowałem już kilka ustępów, ale wypadki r. 1863 znów przeszkodziły dalszej na tym polu pracy i rzecz
nie została odtąd wcale już podjętą. Są to zatem jedynie słabe okruchy czegoś,
co być miało, ale do skutku wcale nie przyszło i nie przyjdzie4.

VII
[Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego
– zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie
styczniowe.vPodróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd materiały.]

Równolegle z pracami nad artykułami do Encyklopedii powszechnej Kolberg zajęty był przygotowywaniem następnych zbiorów pieśni i melodii
poświęconych, podobnie jak Pieśni ludu polskiego, wybranemu gatunkowi,
1
Szkice fortepianowe Pielgrzymki do Częstochowy wydane zostały jako faksymilia w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 601–626, libretto, które
porządkuje fragmenty muzyczne i informuje o akcji tamże, s. 666–677.
2
Faksymile w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68),
nr 27, s. 131–132.
3
Zob. „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 205 oraz „Gazeta Codzienna” 1861, nr 20.
4
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii..., k. 68.

149

�tematowi lub utworom wykonywanym w czasie określonych obrzędów
rodzinnych czy dorocznych. Podczas badań terenowych gromadził nowe
materiały, a w posiadanych już zasobach wyszukiwał zapisy odpowiednich
wątków tekstowych razem z należącymi do nich melodiami i redagował je
do druku. Zaprojektowana w latach 1849–1856 seria wydawnicza miała
złożyć się na pełny obraz polskich pieśni ludowych.
W liście do Kraszewskiego, którego fragment już tu przytaczano, pisał
o świeżo wydanej książce:
Jest to tylko cząstka tego, co posiadam w tece, bo brak tu jeszcze pieśni obrzędowych, weselnych, wojackich, żartobliwych, miłosnych itp., a które zespolone
w jedno, stanowiłyby dopiero całość wykazującą dosadnie ducha muzyki ludowej.
Całość taka zapełniłaby z jakie 5 lub 6 tomów, a każdy objętości książki, którą
masz Pan przed sobą, gdyby tylko do wydania onych dostateczne były środki1.

Zamiar wydania przez Kolberga następnych zbiorów pieśni znany był
powszechnie. W „Bibliotece Warszawskiej” recenzent, zapewne K.W. Wójcicki, po otrzymaniu ostatniego zeszytu Pieśni ludu polskiego pisał:
O ile wiemy, szanowny wydawca ma się bezzwłocznie zająć wydaniem drugiej
serii tych pieśni ludowych z melodiami. Gdy to dzieło dojdzie braci naszych Słowian, nabiorą przekonania, że lud nasz pod względem melodii najwyżej w całej
Słowiańszczyźnie stoi2.

Żaden z planowanych tomów nie był jednak na tyle gotowy, aby Kolberg
mógł oddać go do druku bezpośrednio po wydaniu pierwszego. Wprawdzie we wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał o następnych „seriach” już
przygotowanych, o ich zaawansowaniu świadczą też zachowane rękopisy
prezentujące po kilka lub kilkanaście wariantów pieśni, ale żaden tom nie
był jeszcze do końca zredagowany3. Ponadto sprzedaż wydanego własnym
nakładem zbioru bardzo powoli zwracała mu poniesione koszty i na razie
nie miał pieniędzy potrzebnych na druk następnego.
List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 73.
„Biblioteka Warszawska” 1857, T. 2, s. 913, notatka w dziale „Doniesienia literackie”.
3
Już w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1) spotykamy wskazówki o planowanych
i redagowanych tomach następnych, są to odsyłacze ogólne: „patrz seria II” lub kierujące do
konkretnej melodii lub do tekstu w następnym tomie, zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego
(DWOK T. 1), np. s. 19, 149, 161, 163, 165 i in.
1
2

150

�Pewien dochód, choć niewielki, przynosiły Kolbergowi kompozycje,
które kupowali księgarze i osoby prywatne. W latach 1859–1860 ukazał
się w ośmiu zeszytach wyciąg fortepianowy Króla pasterzy, z opracowaną
przez Gersona stroną tytułową i z podtytułem „Obrazek z życia ludu wiejskiego w Kujawach”. W winiecie Gerson narysował postacie w kujawskich
strojach ludowych. Sikorski wydanie kompozycji w tej postaci potraktował
życzliwiej niż wersję sceniczną. W krótkiej recenzji zalecał to opracowanie amatorom, jako utwór stosunkowo łatwy do wykonania w warunkach
domowych:
Brak takich rzeczy zbyt wielki u nas, praca, o której mówimy zbyt wiele warta,
byśmy nie mogli powiedzieć, że p. Kolberg, wydając swego Króla pasterzy,
szczęśliwą myśl powziął i dobrze się z powziętej wywiązał1.

W roku 1861 ukazały się Nasze sioła, trzy zeszyty kujawiaków Kolberga zawierające dziesięć utworów wybranych z drukowanych piętnaście
lat wcześniej Kujawiaków w stylu gminnym i opracowanych na nowo.
Sikorski, który wykorzystywał każdą okazję, aby chwalić kujawiaki Kolberga, tym razem także poświęcił im kilka zdań w „Ruchu Muzycznym”2.
Inne kompozycje wydane drukiem w tym okresie nie były recenzowane.
Ukazały się też wtedy Pieśni ludowe do śpiewu, których treść i sposób
opracowania już tu przedstawiono.
Porzucenie stałej posady pozwoliło Kolbergowi przeznaczyć więcej czasu na badania terenowe. Jeszcze w roku 1858, w trakcie pracy w Dyrekcji
Dróg i Mostów uzyskał w sierpniu kolejny urlop, tym razem tylko na 20 dni
na wyjazd „w gubernię i powiat płocki dla załatwienia interesów familijnych”3. W itinerarium pod datą tego roku odnotował podróż nieco dalszą:
„1858 – do Ostrołęki, Łomży, Augustowa, Suwałk”, przekroczył więc znacznie granice guberni płockiej. Oczywiste jest, że owe „interesy familijne”
były tylko pretekstem koniecznym do uzyskania zgody na wyjazd. W papierach osobistych Kolberga brak pism o udzielaniu mu urlopu w latach
następnych, mogłoby to potwierdzać zakończenie w połowie 1859 r. pracy
[J. Sikorski] Król pasterzy…, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 45, s. 731, przedruk w: O. Kolberg
Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 665.
2
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji…, „Ruch Muzyczny” 1861, nr 19, szpalta 296–297,
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 725.
3
Dokument w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 53.
1

151

�w Dyrekcji Dróg i Mostów, podobnie jak następujące potem długie wyjazdy
na badania terenowe: w roku 1859 po stronie rozchodów zanotował koszt
dwumiesięcznego pobytu w Radomskiem, Sandomierskiem i Lubelskiem,
a w następnym był przez pięć tygodni w Łęczyckiem i na Kujawach.
Wyjątkowo trasę dwu podróży z lat 1859 i 1860 oraz inne ich okoliczności znamy stosunkowo dokładnie, ponieważ Kolberg codzienne wydatki
notował na luźnej kartce, a podsumował je dopiero po powrocie do Warszawy i wtedy wynik jako ogólny koszt wyprawy wpisywał do cytowanego
tu już notatnika. Prawdopodobnie postępował tak przy każdym wyjeździe,
ale tylko z tych dwu podróży zachowały się osobne szczegółowe notatki,
dzięki czemu możemy dokładniej odtworzyć ich przebieg. W wykazie wydatków w roku 1859 zanotował: „1 lipca – dorożka z rzeczami do statku”,
a następnie: „3 września – podróż przez 2 miesiące po Radom[skiem], Sandomiersk[iem] i Lubelsk[iem]”1. Z notatek na oddzielnej kartce2 wiemy, że
trasa tej podróży prowadziła przez przystań w Świerżach Górnych, dokąd
dopłynął statkiem żeglugi wiślanej, dalej przez Kozienice, Jedlnię, Radom,
Orońsk, gdzie był gościem Amalii Pruszakowej, ponownie przez Radom
i Jedlnię do Kozienic, stamtąd do Bąkowca, Augustowa, następnie ponownie
przez Bąkowiec do Puław, Kurowa i do Lublina, potem do Piasków, Siedliszcza, Chojna, Bezka i Krasnego, ponownie do Chojna, znowu do Lublina,
stamtąd do Gałęzowa, do Woli Gałęzowskiej, Woli Sobieskiej i Tarnogóry,
skąd 1 września rozpoczął powrotną podróż do Warszawy. W ciągu tych
dwu miesięcy, poza niewieloma wydatkami na przejazd statkiem i pocztą,
na herbatę czy rzadziej na obiad, w każdej miejscowości, w której się zatrzymywał, notował osobno „tryngeldy”, czyli napiwki, a osobno kwoty „za
pieśni”, „na struny”, „skrzypkowi”, „za śpiewy”. Wykonawcy otrzymywali
po 15 lub 30 kopiejek, skrzypek w Chojnie dostał kopiejek 60 – przypuszczalnie wysokość tych opłat zależała od czasu, jaki poświęcili Kolbergowi
śpiewacy i instrumentaliś­ci. Podobnie dokładny spis zachował się z pobytu
w 1860 r. w Łęczyckiem i na Kujawach, gdzie był od 20 lipca do 24 sierpnia. Pojechał wtedy pociągiem do Łowicza, stamtąd przez Krośniewice do
Mazewa, potem do Bogusławic, Redcza, Kłonowa, Bodzanowa, Otmianowa i przez Kłodawę znów do Łowicza, skąd wrócił koleją do Warszawy.
Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 4.
Rkp. Kolberga, tamże, k. 23. Jest to luźna kartka włożona między strony notesu ze spisem
wydatków i dochodów. Na tej samej karcie szczegółowy spis wydatków poniesionych w podróży po Kujawach w 1860 r.
1
2

152

�I tym razem w notatkach znajdujemy zapiski o opłatach dla wykonawców,
np. „w Mazewie za pieśni przez dni 15” śpiewaczki i śpiewacy otrzymali
w sumie 4 ruble i 75 kopiejek.
W następnym roku 1861 odnotował 3 lipca zapłatę za paszport i stemple, opłaty u konsula austriackiego, a potem pod datą 25 września: „Podróż
od 8 lipca do 24 września po Galicji (do Krakowa, Tatrów, Lwowa i Wę­
gier)”1. W itinerarium podał dodatkowe szczegóły: „do Tatrów i Bardiowa,
do Iskani, Leszczowatego, Zadwórza pod Lwów (u Załęskich, Kraińskich,
Bochdana)”2.
Do miejscowości w Królestwie i w Galicji wymienionych w przytoczonych tu notatkach wracał Kolberg jeszcze kilkakrotnie i zawsze w czasie
badań znajdował oparcie u gospodarzy tamtejszych dworów. Ci, znając
dobrze mieszkańców wsi i ludzi pracujących w ich folwarkach, mogli
znacznie ułatwić lub wręcz umożliwić nawiązanie kontaktów z najlepszymi miejscowymi wykonawcami i informatorami: znanymi w okolicy instrumentalistami, znawczyniami obrzędów weselnych czy cenionymi śpiewaczkami. Przytaczane tu wspomnienia Kolberga z pierwszych lat badań
terenowych, w czasie których nie miał takiego wsparcia, potwierdzają, jak
ważna była rekomendacja właścicieli dworu dla uzyskania zaufania i chęci współpracy ze strony mieszkańców wiejskich chat. W miejscowościach
z przewagą ludności ukraińskiej taka pomoc była jeszcze ważniejsza, ponieważ Kolberg był tam podwójnie obcy – jako nieznany we wsi przybysz „w surducie” i jako Polak, do tego wówczas nie rozumiejący jeszcze
dobrze dialektów ukraińskich. Ponadto zamieszkanie u zaprzyjaźnionej
rodziny we dworze zapewniało przyzwoite warunki bytowe, a ponieważ
alternatywą były brudne i zatłoczone karczmy, także ta forma pomocy
była bardzo cenna.
W itinerarium Kolberg wymienia trzy rodziny goszczące go w roku 1861:
Kraińskich, Załęskich i Bochdanów. Byli oni spokrewnieni lub spowinowaceni między sobą, a także z Konopkami, i to mogło przyczynić się do
zaproszenia etnografa. Takie rodzinne koneksje często pomagały Kolbergowi nawiązać kolejne kontakty, a od kilku już lat o jego badaniach pisała
prasa, co też przygotowywało w pewnym stopniu jego pobyt w terenie.
Ludzie goszczący Kolberga bywali działaczami społecznymi i badaczami
1
2

Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 7.
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.

153

�historii regionu lub kultury ludowej swej najbliższej okolicy i pisywali na te
tematy1. Do takich postaci należał np. Adolf Biesiekierski2 (1831–1881) z Bodzanowa na Kujawach, u którego Kolberg zatrzymał się w roku 1860 i 1865,
a także Edmund Kraiński3 (1804–1887), który zaprosił Kolberga w roku 1861
do Leszczowatego. Edmund Kraiński był inżynierem, absolwentem akademii wojskowej w Wiedniu, brał udział w powstaniu listopadowym i został
wtedy odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Po powstaniu wrócił
do rodzinnego Leszczowatego, a o zaufaniu, jakim cieszył się u chłopów,
najlepiej świadczy fakt, że obronili oni jego dwór w czasie rabacji 1846 r.
i nie dopuścili tam do zabójstw ani do grabieży. Kolberg był u Kraińskich
ponownie w roku 1863 i, po dłuższej przerwie, w latach 1883–1885; materiały zanotowane w należącym do nich Leszczowatem znacznie wzbogaciły
jego zbiory4.
W roku 1861, w czasie tej blisko trzymiesięcznej podróży po Galicji,
Kolberg po raz pierwszy prowadził badania wśród ludności ukraińskiej
w jej własnym środowisku. Poprzednio notował pieśni ukraińskie głównie w Warszawie, gdzie były wykonywane przez mieszkańców kresów
wschodnich odwiedzających stolicę. W 1861 r. zetknął się bezpośrednio
w terenie z ukraińskimi melodiami obrzędowymi o metrum swobodnym.
O problemach nastręczających się przy zapisywaniu takich melodii pisał
już we wstępie do Pieśni ludu polskiego5 w 1857 r. Szerzej poruszył ten
problem, recenzując w 1864 r. zbiór pieśni protestanckich wydany kilka
lat wcześniej przez pastora Fryderyka Wilhelma Altmanna (1824–1889)
w Odolanowie 6. Kolberg docenił tam walory melodii wydanych przez
Altmanna, ale nie uważał za słuszne stosowania zapisu ametrycznego
1
Być może właśnie spotkanie z Kolbergiem budziło zainteresowania, które później owocowały np. artykułami w miejscowej prasie, lub gromadzeniem eksponatów sztuki ludowej.
2
A. Biesiekierski opublikował w r. 1863 w „Tygodniku Ilustrowanym” (T. 7, nr 177) artykuł
pt. Typy włościan kujawskich oraz tamże (nr 189) artykuł o Płowcach, obydwa z własnymi
rycinami.
3
E. Kraiński opublikował artykuł o osadnictwie w Karpatach: Wołochy, pierwsi osadnicy
wsi zwanych wołoskiemi na północnych stokach Karpat, „Ruch Literacki” 1878, nr 22. Był też
autorem pracy O nędzy w Galicji i jej powodach, Przemyśl 1883.
4
Zapisy z Leszczowatego wydane zostały dopiero w ramach Dzieł wszystkich Kolberga
w monografii pt. Sanockie-Krosnieńskie (DWOK T. 49–51).
5
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.
6
F.W. Altmann Zbiór II [drugi] melodyj chóralnych ułożony przez [...], Erfurt i Lipsk 1856.
Recenzja Kolberga zamieszczona była w „Zwiastunie Ewangelicznym”, dwutygodniku ewangelików warszawskich redagowanym przez pastora L. Otto, w r. 1864, nr 8, s. 125–127.

154

�przyjętego przez autora zbioru. Z problemem zanotowania i później zredagowania do druku ludowych melodii o metrum swobodnym borykał
się wielokrotnie, zwłaszcza przygotowując monografie regionów wschodniosłowiańskich1.
Nie możemy wskazać dziś w Kolbergowskim archiwum tych zapisów
folkloru, które powstały w czasie pierwszych badań np. w Leszczowatem
czy Zadwórzu, ponieważ badacz niezwykle rzadko notował na rękopisach
terenowych daty ich powstania, a w wymienionych miejscowościach był
wielokrotnie. Natomiast sądzić można, że w roku 1861 we Lwowie zapoznał
się z kilkoma drukami wydanymi wtedy przez Ukraińców. Wśród rękopisów Kolberga zachował się przekład pracy wydanej właśnie w roku 1861
przez Teodora Biełousa: Narodnyj prazdnyk kupała2. Rok wcześniej ukazała się we Lwowie obszerna praca zbiorowa Zorja Hałyckaja jako album
na hod 1860, w której poza tekstami literackimi i artykułami na tematy
historyczne zamieszczono kilka opracowań folklorystycznych o obrzędach
i zwyczajach. W archiwum Kolberga i w opracowanej przez niego wiele lat
później monografii Pokucia znajdujemy liczne wypisy z tego almanachu.
Wydawnictwa te, podobnie jak inne drukowane wówczas we Lwowie, służyły odrodzeniu się świadomości narodowej Ukraińców i ich literatury,
nad czym pracę w Galicji podjęli Jakow F. Hołowacki (1814–1888), Iwan
D. Wahylewycz (1811–1866) i Markijan R. Szaszkewicz (1811–1843), autorzy
almanachu pt. Rusałka dnistrowaja3 zawierającego pieśni ludowe i inne
utwory w języku ukraińskim.
Po powrocie do Warszawy Kolberg porządkował pozyskane w czasie
badań zapisy i przygotowywał do druku nowe tomy, z których każdy miał
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II), s. 111. Zob.
także B. Linette „Ruś Czerwona” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK
T. 56), s. LX–LXI, tenże „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Karpacka
cz. I (DWOK T. 54), s. XLVII–XLIX oraz M. Prochaska „Przemyskie” Oskara Kolbera, w: O.
Kolberg Przemyskie. Suplement do t. 35 cz. I (DWOK T. 83/I), s. LXXXIX–XC.
2
Rkp. O. Kolberga w Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1259, k. 1–4, jest to w części przekład,
w części transkrypcja pracy pt.: Narodnyj prazdnyk kupała, opysannyj i objasnennyj wedla sochraniwszychsia predanij i powierij naroda; praca ukazała się we Lwowie w 1861 r.
nakładem Teodora (Fiodora) Biełousa (1828–1892), działacza narodowego i pedagoga, który
zapewne był jej autorem. Przekład przeznaczony jest do druku w tomie O. Kolberg Materiały
do etnografii Słowian wschodnich (DWOK T. 58).
3
Rusałka dnistrowaja. Almanach, u Budime 1837 (właśc. 1836), teksty pieśni tam zamieszczone Kolberg przedrukował m.in. w Pokuciu.
1

155

�być poświęcony określonemu gatunkowi pieśni. Jednak już na początku
roku 1862 zmienił program edytorski – postanowił wydawać w kolejnych
tomach materiały pochodzące z określonego regionu, prezentujące wykonywane tam gatunki pieśni i muzyki instrumentalnej wraz z informacjami
o tych obrzędach i zwyczajach, którym one towarzyszą. Uznał, że dla dalszych badań i dla ukazania „ogólnego całej Polski muzykalnej zarysu”1 właściwsze będzie publikowanie zbiorów regionalnych. We wstępie do przygotowywanego wtedy tomu stwierdził, że układ pieśni przyjęty w zbiorze
z roku 1857, „wiążący w jedną całość mnóstwo wariantów zebranych z najodleglejszych (sprzecznych nawet formą z sobą) okolic kraju”2, nie pozwala
„wyróżnić szczegółów prowincjonalnych”. Natomiast poświęcenie każdemu
regionowi osobnego tomu, zawierającego „wszystkie w tych prowincjach
zebrane pieśni, obrzędy i muzykę, bez względu na rodzaj, treść i barwę”3,
ukaże ich muzykę dokładniej, pozwoli ocenić specyficzne cechy danej okolicy i ułatwi badania porównawcze.
Ponadto, chociaż w okresie następującym po wydaniu Pieśni ludu polskiego znacznie poszerzył zasięg geograficzny swoich badań terenowych,
wiedział, że nie zdoła w najbliższych latach poznać folkloru muzycznego
wielu regionów tak dokładnie, aby przygotować do druku zbiory naprawdę
reprezentatywne, zawierające pieśni określonego gatunku z całego interesującego go obszaru, tj. z przedrozbiorowej Rzeczypospolitej:
Obszerność bowiem przyjętego dawniej planu, według którego każda seria
obejmować miała jednego tylko rodzaju pieśni, np. same miłosne, weselne itp.,
nie dozwoliłaby mi może doczekać w ciągu długiego nawet życia szczęśliwego
końca w ten sposób przedsięwziętej publikacji4.

Nie znał jeszcze z autopsji, m.in. Wielkopolski, Śląska czy Pomorza i nie
mógł pozyskać potrzebnych zapisów nutowych inną drogą niż przez osobisty kontakt z żyjącymi tam muzykami i śpiewakami, czyli w trakcie przyszłych badań terenowych.

O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 5.
Tamże.
3
Tamże, s. 6.
4
Tamże, s. 5–6.
1
2

156

�W lipcu 1862 r. „Biblioteka Warszawska” informowała swych czytelników:
Oskar Kolberg, zasłużony zbieracz pieśni ludowych i melodii, przygotował
do druku wysokiej wartości pracę nową p.n. Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach, pieśniach, muzyce i tańcach. Seria I: Okolice Sandomierza.
W dziele tym daje nam szanowny badacz opisy wesel i obrzędów ludu, z głównie zwróconą uwagą na melodie; w przypisach pomieści, o ile się nadarzy,
opis guseł, gier itp., równie jak objaśni każdy obrzęd przywiedziony. Ażeby nie
powtarzać, opisze tylko te okolice, o których nie było jeszcze dotąd wzmianki.
Obejmuje w zakres swej pracy Królestwo Polskie, Galicję, Wielkopolskę, Ruś
i Litwę1.

Okolice Sandomierza, które wybrał na początek, znał z kilku już wycieczek, a nowym tytułem Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach,
pieśniach, muzyce i tańcach zapowiedział, że w publikacji przedstawi
muzykę i pieśni wraz z ich szerszym kontekstem kulturowym. Opisy wesel
i niektórych zwyczajów dorocznych publikował już wcześniej, ale w nowej
serii wydawniczej chciał zająć się folklorem muzycznym i wiążącymi się
z nim wybranymi przejawami kultury ludowej, przedstawiając je w tomach
osobnych dla każdego regionu. Zróżnicowanie regionalne folkloru obserwował od początku badań, notując pieśni i melodie na Mazowszu, w Krakowskiem, Kaliskiem i Kieleckiem, teraz chciał je pokazać wyraźniej. Ponieważ
lokalizacja geograficzna zapisywanych utworów była dla niego od początku
najważniejszym i konsekwentnie stosowanym elementem w dokumentacji
badań terenowych, mógł w tomach regionalnych wykorzystać wszystkie
zgromadzone poprzednio materiały. Podana w „Bibliotece Warszawskiej”
treść nowej książki Kolberga wpisywała się w postulaty wyrażone przez to
pismo nieco wcześniej. W 1859 r. można było tam przeczytać:
Są zakątki w samym Królestwie Polskim zupełnie nie zbadane. Tu tylko gorliwość obywatelska naszych ziemian mogłaby podać skuteczną pomoc, gdyby
każdy w swojej okolicy zajął się zbieraniem tak pieśni, jak melodii do nich, przysłów, podań, zwyczajów i charakterystyki. Do tego uwagę należałoby zwrócić na
rozmaitość ubiorów, zabudowań, narzędzi i sprzętów rolniczych i te w rysunku
przechować. Zebrane z różnych okolic tego rodzaju drogocenne materiały mogłyby dzielnie posłużyć do wydania najzupełniejszego zbioru pieśni ludowych,
1

[K. W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1862, T. 3, s. 187.

157

�na którym nam zbywa dotąd. W księdze tej objąć by należało charakterystykę
każdej wydatniejszej okolicy, dołączyć rys zwyczajów, uroczystości, kostiumów,
w najwierniejszym oddaniu nie tylko właściwych ubiorów, ale fizjonomii i postaci kmiotków naszych1.

Kolberg należał od wielu lat do czynnych współpracowników „Biblioteki Warszawskiej” i był także w pewnym stopniu jej protegowanym. Rolę
Wójcickiego, członka redakcji i w latach 1850–1879 redaktora naczelnego „Biblioteki”, jako inspiratora swych badań terenowych zaznaczył sam
w przytaczanym tu wcześniej szkicu autobiografii. Trudno dziś ocenić,
w jakim stopniu na początku drugiej połowy wieku Wójcicki i inne osoby
skupione w redakcji miesięcznika i biorące udział w nieformalnych redakcyjnych spotkaniach oddziaływali na plany Kolberga, a w jakim on sam,
coraz lepiej znający folklor i życie chłopów, współtworzył formułowane
w tym piśmie postulaty. Sądzić można, że wpływy te działały w obydwu
kierunkach. Jednak w roku 1859, gdy Wójcicki pisał przytoczony wyżej
apel, Kolberg, choć notował i publikował opisy obrzędów, czuł się jeszcze przede wszystkim muzykiem i badaczem muzyki, odległym w swych
zainteresowaniach od kultury materialnej. Był też ciągle w środowisku
warszawskich artystów i literatów jedynym muzykiem notującym w terenie melodie ludowe.
Prace nad Sandomierskiem trwały długo, od początku roku 1862 do
wiosny roku 1865, m.in. dlatego, że Kolberg znowu sam finansował druk
i szybko zabrakło mu pieniędzy. Ze spisu wydatków, w którym odnotowywał także koszty tego tomu, wynika m.in., że w maju 1862 r. płacił
Gersonowi za akwarele do litografii, w czerwcu tego roku za wykonanie
drzeworytów, potem zanotował zakup papieru potrzebnego „do mego dzieła Lud”, wreszcie w grudniu 1863 r. zapisał opłacenie druku dwudziestego
piątego arkusza książki w zakładzie J. Jaworskiego i barwnych litografii
w firmie Maksymiliana Fajansa2. Praktycznie książka była już wtedy gotowa. W ciągu całego roku 1864, aż do marca roku następnego brak notatek
o wydatkach na ten tom.
[K.W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3. s. 522.
Maksymilian Fajans (1825–1890), malarz, rysownik i litograf, po nauce i praktykach w Paryżu od r. 1851 prowadził w Warszawie zakład litograficzny. Był cenionym wydawcą licznych
prac z reprodukcjami dzieł sztuki, a w jego pracowni wykształciło się wielu samodzielnych
później litografów.
1
2

158

�Oddane do druku Sandomierskie zawierało opisy obrzędów (wesel, sobótki i okrężnego) z pieśniami i melodiami, informacje o dwu grach, pieśni
„powszechne”, tj. nie wiążące się z obrzędami, pieśni nieludowe, wykonywane przez mieszkańców dworków i miasteczek, i melodie tańców z przyśpiewkami. We wstępie do nowego tomu Kolberg zaznaczył, że regionalne
zbiory będą przydatniejsze dla nabywców interesujących się tylko jedną
okolicą, wskazał na rolę naturalnych granic dla różnicowania się folkloru,
ale także na oczywiste podobieństwa tam, gdzie granice te były przeprowadzone sztucznie, podając przykład współczesnego mu podzielenia granicami państwowymi Kujaw oraz Krakowskiego. Znaczną część wstępu przeznaczył na przedstawienie swych przemyśleń na temat muzyki, bo nadal
za swoje pierwszoplanowe zadanie uważał notowanie, wydawanie drukiem
i badanie folkloru muzycznego:
Do wydania następnych seryj prac moich w przywiedziony tu sposób, skłania
mnie nadto wzgląd na systematyczne i porządne, o ile być może, przedstawienie
wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości, zwichnień nawet, więc całego
nastroju i piętna muzyki naszej ludowej, której pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zadaniem1.

W przytoczonym fragmencie wstępu Kolberg wyróżnił w druku słowa
„muzyki naszej ludowej”, a całym tym zdaniem podkreślił ciągłość swych
zainteresowań i prac od czasu pierwszych kontaktów z folklorem, gdy pragnął „oznaczyć i wykazać charakter muzyki słowiańskiej”. Potwierdził więc,
że rozwój muzyki ludowej jest nadal głównym przedmiotem jego badań,
dodał też, że aby obraz kultury ludowej uczynić kompletnym, należałoby
poza opisami obrzędów i zwyczajów dołączyć także „wszelkie przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony,
gry itp., wychodzące już poza obręb muzykalności”. Jednak tak rozległy
plan „przechodziłoby o wiele siły pojedynczej osoby”2.
Redagowanie do druku melodii z Sandomierskiego i ich analizy w trakcie tej pracy dostarczyły Kolbergowi materiału do próby rozważenia genezy tonalności polskiej muzyki ludowej i problemowi temu poświęcił
wiele miejsca i we wstępie, i dwukrotnie w innych miejscach książki3, nieO. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.
Tamże, s. 7–8.
3
Zob. tamże s. 8–16, 96–107 i 173–174.
1
2

159

�współmiernie więcej niż w pracach poprzednich i w tomach następnych.
Przedstawienie problematyki tak ściśle muzycznej uważał za celowe już na
tym etapie badań, choć zastrzegał, że pozyskane później materiały mogą
dotychczasowe wnioski zmodyfikować. Zaznaczył też wagę pieśni obrzędowych, zwłaszcza weselnych, które dostarczyły mu wiele materiału do
analiz:
Uwagi te dotyczą składu, budowy i piętna czyli charakteru melodii, nie mniej jej
miary i rytmu; rzucają obok tego i myśli co do jej pochodzenia, starości i rozrostu. Najwięcej podobnych myśli nastręczają nam pieśni obrzędowe, mianowicie
weselne1.

Z częścią wstępu do Sandomierskiego poświęconą „charakterowi muzyki słowiańskiej” wiąże się obszerny artykuł Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”2 opublikowany w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w marcu 1862 r., jeszcze przed oddaniem do druku Sandomierskiego. Po zapoznaniu się z poglądami Gottfrieda
Wilhelma Finka (1783–1846) na temat genezy muzyki europejskiej 3 Kolberg
spróbował teorię niemieckiego uczonego dotyczącą migracyjnej dystrybucji
kultur przenieść na znaną sobie ludową muzykę polską, szukając jej źródeł
w odległych geograficznie i historycznie kulturach Azji i starożytnej Grecji4.
Sikorski, redaktor i wydawca „Pamiętnika”, kontynuacji „Ruchu Muzycznego”, przyjął do druku tekst Kolberga, ale prawdopodobnie był krytyczny wobec przedstawionej tam tezy. Śladem dyskusji toczącej się między
autorem i redaktorem na temat genezy muzyki polskiej jest zakończenie
artykułu, skierowane do Sikorskiego, redaktora pisma, pominięte w druku,
a znane nam z rękopisu:
Tamże, s. 8
Artykuł drukowany był w nr 12 i 13 „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w 1862 r.,
przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), tekst nr 1021a, s. 536–544.
Wzmianki na temat tonalności polskiej muzyki ludowej i pieśni Bogurodzica zamieszczał Kolberg jeszcze kilkakrotnie, gdy wiązały się one z innymi informacjami o regionie, zob. m.in.
O. Kolberg Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 4 (przypis) i O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK
T. 23), s. IV–V.
3
O. Kolberg powołuje się na pracę G.W. Finka Erste Wanderung der ältesten Tonkunst,
als Vorgeschichte der Musik oder als Erste Periode derselben, Essen 1831.
4
Zob. wstęp M. Tomaszewskiego w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61),
s. XI–XII i XXX–XXXI. Zob. także: P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog...
(DWOK T. 85/II).
1
2

160

�Myślę więc, że twierdzenia mojego nie będziesz uważał za hipotezę tylko lub —
co gorsza — za fantazję, ale za fakt prawdopodobny, równie jak i badania Finka,
za którymi niezawodnie wiele przemawia1.

Zachowany rękopis artykułu, a właściwie rozprawy o początkach muzyki, jest brulionem z licznymi poprawkami i dopiskami Kolberga w tekście
i na marginesach, charakterystycznymi dla większości wstępnych wersji
jego prac. Tekst ostatecznie Kolberg znacznie skrócił, zapewne na życzenie
Sikorskiego, ale drukowana wersja artykułu i tak zdominowała dwa zeszyty czasopisma. W całości tekst opublikowany został dopiero w Pismach
muzycznych2.
W tym samym roku w jednym z ostatnich numerów „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” Sikorski zamieścił krótki tekst Kolberga: Korespondencja w sprawie „Agatki” J.D. Hollanda3. O kompozycji Johanna Davida
Hollanda (1746 – ok. 1825) dowiedział się od bibliografa, bibliofila i kolekcjonera gromadzącego polonica, Cypriana Walewskiego (1820–1873).
Zainteresowała ona Kolberga z dwu powodów: jako wczesna zapomniana
opera polska i jako opera wykorzystująca tematy ludowe. Agatka czyli
przyjazd pana z librettem Macieja Radziwiłła była wystawiona w 1784 r.
w Nieświeżu z okazji odwiedzin Stanisława Augusta Poniatowskiego, a później w Warszawie i we Lwowie.
Po zredagowaniu i oddaniu do druku Sandomierskiego, latem 1862 roku,
Kolberg wyruszył w kolejną długą podróż, choć w Warszawie od dwu lat
narastał niepokój i można było przewidywać zbliżającą się konfrontację
1
Rkp. O. Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje…, Arch. PTL, teka 39, sygn. 1342
B, k. 3.
2
Rękopis rozprawy znajduje się w Archiwum PTL, teka 39, sygn. 1342 B, k. 1-3, ponadto
zachował się brulion (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 4–9) zawierający wstęp, redakcyjnie nieco
odmienny od ostatecznie opublikowanego w „Pamiętniku”, oraz obszerne omówienie muzyki
chińskiej, brak tam ostatniej części dotyczącej Bogurodzicy. Te rękopisy były podstawą dla
dwu tekstów: O początkach rozwoju muzyki oraz O muzyce chińskiej, w: O. Kolberg Pisma
muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 5-31, teksty nr 619 i 620, zob. też tamże przypis 1 na s. 5.
W Pismach muzycznych w informacji o źródle tekstów 619 i 620 podawana jest dla rękopisu
ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN sygnatura 2183, k. 4-9, sygnaturę tę zmieniono
w r. 1964, obecnie rękopisy tu wymienione mają sygnaturę 2184, numeracja kart pozostała bez
zmian.
3
Korespondencja w sprawie Agatki… była drukowana w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w r. 1862, nr 50, s. 798, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),
tekst 996, s. 504-505.

161

�zbrojną. Do pierwszych manifestacji patriotycznych doszło już w czerwcu
1860 r. podczas pogrzebu generałowej Katarzyny Sowińskiej. Uczestnicy
uroczystości udali się później na Wolę, na miejsce zgonu jej męża, Józefa
Sowińskiego, bohatera powstania listopadowego. Wtedy właśnie w Warszawie w czasie mszy odprawianych w intencji pomyślności ojczyzny modlitwę Alojzego Felińskiego „Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki…” zaczęto śpiewać z refrenem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, w wersji
wykonywanej wcześniej na emigracji. Następne manifestacje odbyły się
w końcu listopada z okazji rocznicy wybuchu powstania w 1830 r. Schorowany i mało energiczny namiestnik, Michaił Gorczakow (1793–1861),
nie reagował na te wydarzenia i policja początkowo pozostawała bierna.
Do poważnych rozruchów doszło w końcu lutego 1861, gdy od salwy wojska zginęło pięciu demonstrantów, a wielu zostało rannych. Wydarzenia te
nazwano „rewolucją lutową”. W czasie uroczystego pogrzebu ofiar, który
stał się manifestacją narodową, wojsko i policję pozostawiono tym razem
w koszarach, aby nie prowokować wielotysięcznych tłumów. W kwietniu
została jednak brutalnie spacyfikowana kolejna manifestacja. Imienna lista
ofiar śmiertelnych podawała blisko sto nazwisk, ale było ich prawdopodobnie dwukrotnie więcej. Po tej masakrze kobiety zaczęły nosić żałobę
narodową. Zabronione zostało odprawianie mszy w intencji ojczyzny,
a nieprzestrzeganie tego zakazu powodowało represje policji. Nabożeństwa
patriotyczne organizował także pastor zboru ewangelicko-augsburskiego
Leopold Otto (1819–1882), aresztowany w październiku 1861 r. za udział
w pogrzebie arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego – jednej z ostatnich
manifestacji patriotycznych w Warszawie w tamtym roku. Demonstracje,
nabożeństwa za ojczyznę i rozruchy antyrosyjskie rozlały się także na prowincję. 14 października 1861 r. nowy namiestnik carski, Karol Lambert
(1815–1865), wprowadził w Królestwie stan wojenny. Zamknęło to okres
jawnych manifestacji ludności.
W zachowanych dokumentach, listach i notatkach Kolberga jedynym
śladem tych wydarzeń jest przytoczona tu poprzednio wzmianka 1 ze Szkicu autobiografii, gdzie wspomniał „wypadki r. 1861”. Szkic autobiografii urywa się właśnie na tym okresie życia, lecz w przeciwieństwie do
krótkiego wprawdzie, ale bogatego w realia opisu młodości nie zawiera
żadnych szczegółów ani refleksji na temat lat 1861–1863. Podobnie jak
1

Zob. s. 101 i 149.

162

�rok 1861, również cały okres powstania styczniowego w szkicu tym wspomniany jest tylko w jednym zdaniu, w którym Kolberg pisze, że porzucił
wtedy plan skomponowania utworu scenicznego z librettem opartym na
Wiesławie Kazimierza Brodzińskiego. Na tym zdaniu rękopis autobiografii
kończy się, a poniżej ręką Izydora Kopernickiego wpisane są daty i kierunki niektórych podróży badawczych Kolberga. Szkic autobiografii pisał
Kolberg zapewne w roku 1889, gdy jego danych biograficznych potrzebował Kopernicki do artykułu z okazji obchodów jubileuszu pięćdziesięciolecia badań terenowych autora Ludu, prawdopodobnie dlatego skupił
się tam na informacjach związanych z rozwojem swoich zainteresowań
etnograficznych. Jak już tu wspominano, z okresu, w którym Kolberg
jeszcze mieszkał w Warszawie, zachowało się bardzo mało listów i innych
dotyczących go dokumentów.
W roku 1862, jeszcze w trakcie prac nad Sandomierskiem i później, po
oddaniu tomu do drukarni, Kolberg kilkakrotnie wyjeżdżał z Warszawy.
W czerwcu odnotował koszt „paszportu krajowego”, ponieważ po ponownym wprowadzeniu stanu wojennego taki dokument był konieczny do wyjazdu poza rogatki Warszawy i do przekraczania granic między guberniami.
Wtedy potrzebny był Kolbergowi na pięciodniową wycieczkę w okolice
Radzymina, do Jasienicy i do Woli Cygowskiej, gdzie gościł u Adama Prota
Lelewela (1790–1884), brata historyka Joachima i inżyniera Jana Pawła.
W pierwszej połowie lipca Kolberg przez dziesięć dni był w Oleksiance, Parysowie i Latowiczu (wówczas w pow. mińskim), a w końcu lipca wyruszył
na ponad dwa miesiące na Wołyń. Był to jego pierwszy pobyt na Ziemiach
Zabranych, to jest terytoriach Rzeczypospolitej włączonych bezpośrednio
do cesarstwa rosyjskiego, odciętych granicą państwową od Królestwa.
19 lipca zanotował koszt paszportu, parę dni później cenę reperacji kuferka
podróżnego, po tygodniu zakupił „kapciuch podróżny skórzany” i wreszcie 30 lipca wydał drobną sumę na „tryngeldy na poczcie przy wyjeździe
na Wołyń”1. Wybór kierunku dyktowany mógł być kilkoma względami.
Narastające represje wobec obywateli Królestwa, w tym także ponowne
ogłoszenie stanu wojennego, i trudności w uzyskiwaniu paszportu mogły
szybko uniemożliwić podróżowanie, a dla Polaków w Królestwie, zwłaszcza w Warszawie, wyraźna była możliwość wybuchu działań zbrojnych.
Kolberg, zdając sobie sprawę z nastrojów panujących w całym zaborze
1

Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 8.

163

�rosyjskim, mógł przypuszczać, że jeżeli nie pojedzie na Wołyń teraz, to
badania na terenach Ziem Zabranych będzie musiał odłożyć na długo. Nie
mamy pewności, czy wyjeżdżając dysponował zaproszeniami od mieszkających tam przedstawicieli miejscowej inteligencji i ziemian, jest to jednak
bardzo prawdopodobne. Wiadomo na przykład, że w Warszawie w roku
1862 w naradach przygotowujących powstanie pełnomocnikiem szlachty
wołyńskiej w komitecie białych był Michał Sołtan (1830–1892) z Bilcza,
u którego Kolberg był w tymże roku w sierpniu. Nie mamy jednak potwierdzenia, że poznał M. Sołtana lub innych mieszkańców Wołynia już
wcześniej w Warszawie.
Wybór Wołynia jako kolejnego terenu badań zapewne wiązał się przede
wszystkim z potrzebą dokładniejszego poznania folkloru ukraińskiego. Po
pobycie rok wcześniej na Podkarpaciu i w okolicach Lwowa Kolberg posiadał już pewną orientację w ludowej muzyce ukraińskiej, ale dla jej pełniejszego obrazu musiał usłyszeć ją i zapisać także w innych regionach
Ukrainy. Późniejsze plany wydawnicze wskazują, że tak jak wielu współczesnych mu Polaków, uważał wszystkie tereny dawnej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej za jej niezbywalne części. Ludowa muzyka Ziem Zabranych,
tj. regionów leżących na Litwie, Białorusi i Ukrainie, należała do całości,
którą pragnął ogarnąć badaniami i publikacjami.
Przed rokiem 1861, przed pierwszym wyjazdem w okolice Lwowa, pieśni ukraińskie – jak już wspominano – zapisywał w Warszawie, a czasem
w innych miejscowościach zaboru rosyjskiego. W r. 1859 „Ruch Muzyczny”
zamieścił jego list, w którym czytamy:
[…] w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodii z Wołynia, Podola, Ukrainy,
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych, jak łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp., więc nieposzlakowanej
autentyczności. Stosunkowo do liczby tych pieśni żyjących między ludem zbiór
mój zbyt jest szczupły, mianowicie by dał dokładne wyobrażenie o różnicach
prowincjonalnych i pomniejszych cechach powiatowych. Dla dopełnienia braków czuję, ile pożądanym byłoby zwiedzenie osobiście stron tamtych. Podróży
wszakże w tym celu ani czas, ani środki jakimi dysponować mogłem i mogę,
dotąd odbyć mi nie pozwoliły1.
1
Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3:1859, nr 22, s. 193. Przedruk w:
O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 524 w przypisie.

164

�Istotnie, w archiwum Kolberga odnajdujemy dziś rękopisy pieśni ukraińskich wykonanych np. przez mieszkańców Rozalówki (wówczas pow.
wasilkowski), ale niewątpliwie zapisanych w Warszawie. Wiele lat później,
w roku 1888, zamieścił w roczniku Akademii Umiejętności niewielki artykuł pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał […]1,
w którym znalazło się czterdzieści pieśni i melodii zapisanych przez niego poza Podolem, głównie w Warszawie. Dopiero dwa lata po ogłoszeniu
przez „Ruch Muzyczny” przytoczonego wyżej listu, choć środki finansowe nadal miał ograniczone, nie krępowany etatem urzędnika mógł odbyć
wspomnianą już tutaj pierwszą swą podróż w okolice Lwowa, a rok później
pojechał na Wołyń. Skrótowo trasę tej wyprawy odnotował w itinerarium:
„na Wołyń, do Tuliczowa (Dobrowolskich), do Turyczan (Sierakowskich),
Bilcza (Sołtanów), Wysoc[ka] nad Bugiem, Żytomierza”2.
Plon podróży po Wołyniu był bardzo bogaty3. W archiwum Kolberga
zachowało się kilkaset pieśni i melodii zanotowanych przez niego na Wołyniu w czasie wówczas przeprowadzonych badań, a także kilka opisów wesel
z pieśniami i melodiami z Tuliczowa, Bilcza, Bokujma, spod Łucka i z Wysocka oraz niewielka ilość notatek na temat innych obrzędów i zwyczajów.
Ponieważ był to jego jedyny pobyt na Wołyniu, możemy przyjąć, że zapisy
ze słuchu pochodzące z miejscowości wymienionych w itinerarium zostały
wykonane właśnie w sierpniu i wrześniu roku 1862. Treść zapisów terenowych w pełni oddaje zainteresowania Kolberga z tego okresu – gromadził
materiały potrzebne do regionalnego zbioru pieśni i muzyki z opisami obrzędów i zwyczajów, takiego jak pozostawione w drukarni Sandomierskie.
Jednak wśród materiałów z Wołynia zauważamy dziś kilka ołówkowych
szkiców stroju oraz chat, szczegółów ich wnętrza i sprzętów z wpisanymi
O. Kolberg Pieśni ludu z Podola rosyjskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej” T. 12: 1888, s. 235–251. Przedruk w: O. Kolberg Podole (DWOK T. 47).
2
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.
3
Materiałów zebranych na Wołyniu Kolberg nie zdążył sam opracować do druku. Znaczną
ich część wydał w 1907 r. Józef Tretiak. To wydanie zostało w Dziełach wszystkich Kolberga
powtórzone w reedycji fotooffsetowej jako tom 36. Pozostałe zapisy tekstów i melodii wydano
w tomie O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84). We wstępie do tomu suplementowego scharakteryzowane są zachowane rękopisy Kolberga, jego kontakty z osobami
mieszkającymi na Wołyniu i inne okoliczności badań w tym regionie w roku 1862, a także
edycja J. Tretiaka i zasady edycji tomu suplementowego. Zob. A. Skrukwa „Wołyń” Oskara
Kolberga w O. Kolberg Wołyń. Suplement… (DWOK T. 84), s. V–XXXVI i XLV–LIV, o zapisach
muzyki zob. tamże wstęp A. Rudej, s. XXXVI–XLV.
1

165

�ukraińskimi nazwami. Niewielką ich część niewątpliwie wykonał Kolberg,
on też wszystkie podpisał i odnotował, że pochodzą z Tuliczowa w powiecie kowelskim1. W jego planach badawczych zainteresowanie kulturą materialną pojawia się pierwszy raz dopiero dwa lata później, w liście2
z grudnia 1864 r., ale widocznie już wcześniej zwracał uwagę na pewne
jej przejawy, być może zauważywszy ich odmienność od znanych sobie
z regionów etnicznie polskich. Natomiast nieliczne zapiski na temat kultury
materialnej w notatkach powstałych w czasie tej podróży uznać trzeba raczej za wyjaśnienia słownikowe na marginesie tekstów pieśni niż za notatki
etnograficzne.
Jadąc na Wołyń, Kolberg nie znał języka ukraińskiego. Sam stwierdził
to wiele lat później w liście do Cesława Neymanna, po opublikowaniu monografii Pokucia, choć zamieszczone tam zapisy gwary oceniano bardzo
wysoko. Zaznaczył wtedy, że „spisywał mechanicznie” wszystko co słyszał,
„starając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską” 3. Starania o oddanie dźwięków języka ukraińskiego literami alfabetu polskiego
widoczne są już w zapisach z Wołynia z 1862 r. Kolberg zastosował wtedy
w swych notatkach terenowych tzw. pisownię piętrową, tj. nadpisywanie say
e
ó
mogłosek, gdy chciał wskazać wymowę pośrednią, np. ide, wyrad’, tatojku,
e
ó
e
a o
u
drobnyje ślozkie łyty, hołuwo czka, zaznaczał miękkość spółgłosek, a także akcenty, choć te niekonsekwentnie. Niektóre, nieliczne zresztą błędy
w rękopisach z Wołynia (niewłaściwy podział śpiewanej frazy na słowa)
potwierdzają, że Kolberg wówczas nie zawsze jeszcze dobrze rozumiał tekst
i czasem rzeczywiście „spisywał mechanicznie” to, co słyszał.
W podróży po Wołyniu spotkał Kolberg osoby, które bezpośrednio pomogły mu gromadzić materiały lub przekazały własne zapisy sporządzone
wcześniej, jednak nie zawsze znamy ich nazwiska. Wspomniany już Michał
Sołtan po powrocie Kolberga do Warszawy jesienią 1862 r. przysłał mu kilka notatek z Bilcza. W Żytomierzu Kolberg spotkał się z Janem Prusinowskim (1818–1892), adwokatem, a z zamiłowania literatem, który przekazał
mu swój młodzieńczy rękopis bajek. Prusinowski należał do najbliższych
1

1–7.

Opublikowane zostały w tomie O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), tam ryciny

Zob. brulion listu do ks. Kajetana Śmiechowskiego z 26 grudnia 1864 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 97–99.
3
Brulion listu do Cesława Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 142.
2

166

�współpracowników J.I. Kraszewskiego do czasu przeniesienia się pisarza
do Warszawy, a później kontynuował jego działania społecznikowskie, polegające także na animowaniu życia kulturalnego Polaków mieszkających
w Żytomierzu. Publikował swe utwory i artykuły w prasie warszawskiej
i zapewne bywał w Warszawie, z Kolbergiem poznał się jednak raczej na
miejscu, w Żytomierzu. Śladem ich kontaktów jest wiersz1 z datą „Żytomierz, 27 sierp./8 września 1862” oraz rękopis dwudziestu pięciu bajek,
facecji i anegdot w przekładzie na język polski pt.: Skazki ludu ruskiego
zebrane na Wołyniu w 1835 r. Rękopisu tego nie znajdujemy dziś w archiwum Kolberga, lecz miał go jeszcze w ręku Józef Tretiak, który teksty te
zamieścił w swojej edycji2 materiałów z Wołynia w 1907 r.
Nie wiadomo natomiast, komu Kolberg zawdzięcza zachowany w jego
zbiorach rękopis pt. Ukraińskie śpiewy i tańce3. Zawiera on ponad 100 teks­
tów pieśni i 74 melodie wokalne i instrumentalne. Autorem (autorką?) była
osoba mieszkająca w okolicy Kowla, a na podstawie nielicznych notatek
towarzyszących tekstom i nutom wnioskować można, że sporządzony został dla Kolberga i przekazany mu w czasie jego podróży po Wołyniu albo
krótko potem. Tak obszerny rękopis z zapisami melodii sporządzony przez
współpracownika jest unikatem w jego zbiorach.
Na Wołyniu przebywał Kolberg od 30 lipca do 3 października, następnie przez kilka dni w Lublinie, a 10 października był już znowu
w Warszawie. Po powrocie kontynuował prace nad Sandomierskiem,
nad artykułami dla Encyklopedii i nadal uczył gry na fortepianie. Na
początku roku 1863 oddał do druku w „Bibliotece Warszawskiej” recenzję 4 zbioru pieśni ludowych ze Śląska wydanych przez Juliusza Rogera
1
List Prusinowskiego z tym wierszem zamieszczono w cz. I Korespondencji… (DWOK
T. 64), s. 94–95.
2
J. Tretiak nie odczytał wtedy nazwiska ofiarodawcy, ale odnotował wpisaną przez niego
dedykację i datę: „Panu Oskarowi Kolbergowi jako nieudolny upominek (tu nieczytelny podpis) 25 sierpnia (6 września) 1862, Żytomierz”. Nazwisko autora znamy dzięki notatce Izydora
Kopernickiego, której Tretiak nie zauważył wśród rękopisów.
3
Rękopis znajduje się w tece z materiałami z Wołynia (BN PAU i PAN, sygn. 3206, k. 170–
186), dokładniej został scharakteryzowany we wstępie do tomu O. Kolberg Wołyń. Suplement…
(DWOK T. 84), s. XXXI–XXXII, pieśni tam zapisane w wyborze wydał J. Tretiak w tomie Wołyń (DWOK T. 36), a w całości rękopis ten, jako dokument w tej postaci cenny dla badaczy folkloru, został zamieszczony w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian wschodnich
(DWOK T. 58, w opracowaniu).
4
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką zebrał i wydał Juliusz
Roger, doktor medycyny. Wrocław 1863, „Biblioteka Warszawska” 1863, T. 1, s. 153–156.

167

�(1819–1865). Pochodzący z Bawarii J. Roger od 1847 r. był nadwornym
lekarzem księcia raciborskiego, a życzliwość i charytatywna działalność
zjednały mu zaufanie chłopów. Przygotowany przez niego zbiór ponad
500 tekstów, zawierający także około 300 melodii, zyskał wysoką ocenę
Kolberga, który pisał, że jest on „dokładnym i zaokrąglonym”. Wspomniał
krótko o opublikowanych przez Rogera melodiach oraz ich powinowactwie z mazowieckimi i wielkopolskimi, zapowiadając, że melodie te muszą „pozostać przedmiotem obszerniejszego kiedyś rozbioru” 1 i zajął się
nieco szerzej problemem klasyfikacji pieśni, zwłaszcza koniecznym jego
zdaniem w publikacji tego rodzaju rozróżnieniem pieśni i przyśpiewek,
tj. „pios­nek tanecznych i ucinkowych” 2.
Jesienią, po powrocie Kolberga do Warszawy, wybuch powstania był
już oczywisty, planowano je na wiosnę, jednak wznowiony pobór do wojska wymusił rozpoczęcie w styczniu. Parę lat wcześniej, po klęsce w wojnie krymskiej, władze carskie zaniechały poboru, ale 6 października 1862
r. zapowiedziano jego przywrócenie. W Królestwie miał się on odbyć nie
w drodze losowania, jak dotąd, tylko przez powołanie młodych mężczyzn,
głównie z Warszawy, wskazanych przez policję. Tym razem od poboru mieli być zwolnieni chłopi, a branką miano objąć nieprawomyślną
politycznie młodzież miejską. Przyspieszyło to decyzję tajnego Komitetu
Centralnego Narodowego o rozpoczęciu wojny partyzanckiej. Do pierwszych walk doszło parę dni po brance przeprowadzonej w Warszawie
nocą z 14 na 15 stycznia 1863 r. W samej Warszawie nie dochodziło do
działań zbrojnych.
Pierwsze miesiące powstania spędził Kolberg w Warszawie, wyjechał
dopiero na początku lipca 1863 r. i przez ponad trzy miesiące podróżował
po Galicji. W spisie wydatków odnotował koszt pobytu w Szczawnicy, Krynicy, w Sanockiem, w Samborze, Lwowie i Olesku. Do Warszawy wrócił
około 26 października.

Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 579–583, tekst nr 1030.
1
Tamże, w przedruku s. 580. Zapowiedzianego „rozbioru” melodii wydanych przez J. Rogera Kolberg nie napisał.
2
Tamże, s. 582.		

168

�VIII
[Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki
Warszawskiej”.]

Powstanie upadło wiosną 1864 r., ale przez następne pięćdziesiąt lat jego
skutki w różny sposób i w różnych dziedzinach życia z olbrzymią siłą oddziaływały na mieszkańców Królestwa i Ziem Zabranych. Bezpośrednio po
klęsce powstania nastąpiły aresztowania, publiczne egzekucje, zsyłki na Sybir na katorgę i na przymusowe osiedlenie, wcielanie do rot aresztanckich,
konfiskaty majątków i represje nie tylko wobec pojmanych uczestników
walk, ale także wobec rodzin, które pomagały powstańcom. Z największą
surowością karano księży katolickich, nie tylko za udział w powstaniu lub
podejrzenie o taki udział, lecz nawet za oddanie ostatniej posługi śmiertelnie rannym powstańcom. Również na Ziemiach Zabranych najostrzej
traktowano księży katolickich, oszczędzano tam jednak chłopów. Część
czynnych uczestników powstania zdołała emigrować. Podobnie jak po powstaniu listopadowym, społeczeństwo Królestwa i pozostałych ziem zaboru
rosyjskiego przez zsyłki i emigrację pozbawiane było ludzi młodych, często
studiujących w otwartej niedawno Szkole Głównej lub wykształconych
na rosyjskich uniwersytetach w Petersburgu, Moskwie i Kijowie. Ponownie zaostrzone zostały zarządzenia cenzury, która stała się wszechwładna
i wszechobecna. Dla ruchu wydawniczego w Królestwie Polskim powstanie styczniowe nie stało się taką katastrofą, jaką przyniosło powstanie listopadowe. Istniała nadal polska prasa, ukazywały się polskie książki, ale
restrykcje Warszawskiego Komitetu Cenzury i samowola cenzorów, którzy poza urzędowymi wskazaniami kierowali się własnymi uprzedzeniami
i upodobaniami, niezwykle utrudniały pracę wydawców i autorów i wpływały na ostateczną treść publikowanych utworów.
Do zaprowadzenia „porządku” w Królestwie powołany został w roku
1864 Komitet Urządzający. Miał on za zadanie wprowadzenie reformy
uwłaszczeniowej i całkowite dostosowanie administracji i innych instytucji Królestwa do modelu rosyjskiego, a w rezultacie zniesienie dotychczasowej, już i tak niewielkiej ich odrębności w stosunku do cesarstwa.
Przeprowadzono likwidację odrębnych dotąd instytucji, na których miejsce
169

�ustanowiono w ciągu kilku lat takie same jak w carskiej Rosji. Przedłużono
stan wojenny, ograniczając możliwość podróżowania. Wprowadzono nowy
podział na gubernie, zwiększając ich liczbę i zmniejszając powierzchnię,
a poza ich granice można było wyjeżdżać tylko na podstawie paszportu. Ponadto nasiliła się rusyfikacja wielu dziedzin życia, przede wszystkim szkolnictwa i administracji przez wprowadzanie do nich języka rosyjskiego jako
obowiązkowego i zastępowanie Rosjanami pracujących tam dotychczas
Polaków, zwłaszcza na wyższych stanowiskach. W ciągu ośmiu lat działalności Komitet pod kierunkiem Nikołaja Milutina (1818–1872) osiągnął
założony cel. Widocznym etapem utraty pozornej nawet samodzielności
było wprowadzenie w roku 1867 nazwy Kraj Przywiślański, najpierw obok
dotychczas używanej nazwy Królestwo Polskie, a później zamiast niej.
Klęska powstania, a przedtem przygotowania do niego i jego przebieg
spowodowały wśród części społeczeństwa polskiego zmianę w postrzeganiu roli chłopów w życiu narodu. Nowy status prawny starały się nadać im
już konspiracyjne władze polskie przygotowujące powstanie. W czerwcu
1862 r. Komitet Centralny Narodowy w Programie organizacji narodowej
zapowiadał m.in. uwłaszczenie w zakresie szerszym niż stanowił wcześniejszy ukaz carski dla cesarstwa, w tym i dla Ziem Zabranych, pomijający
Królestwo. Dałoby to wolność osobistą chłopom stanowiącym ponad 70%
społeczeństwa. W styczniu 1863 r. w manifeście Tymczasowego Rządu Narodowego ogłoszono dekret o uwłaszczeniu, ale powstańcy nie mieli władzy i środków, aby treść dekretu wcielić w życie na całym terenie zaboru
rosyjskiego. Ponieważ Rosjanie obawiali się odebrania chłopom przyznanych, choć w większości niezrealizowanych praw, w marcu 1864 r., gdy
bliska była klęska powstania, wydany został carski ukaz uwłaszczeniowy.
Był znacznie korzystniejszy dla chłopów niż wcześniejsze podobne reformy
w zaborach austriackim i pruskim, co podsycało nieustający konflikt między dworem a wsią. Był też w pewnym stopniu nagrodą za nikłe uczestnictwo chłopów w powstańczej partyzantce antyrosyjskiej – miał im wskazać
prawdziwego obrońcę ich interesów.
Po powstaniu styczniowym w Królestwie nasiliły się procesy społeczne
i ekonomiczne widoczne już wcześniej, ale nie w takim natężeniu. Znacznemu przyspieszeniu uległy przemiany wsi, przeobrażając nie tylko jej gospodarkę, a z nią i kulturę materialną, ale także wszystkie inne aspekty
życia chłopów. Po upadku powstania oczywiste stało się, że odzyskanie
niepodległości będzie niemożliwe bez pozyskania dla tej idei chłopów,
170

�najliczniejszej warstwy narodu. Konieczne stało się przeciwdziałanie ich
wynarodowieniu i zapewnienie im możliwości realizacji praw i aspiracji.
Programy społeczne, a także naukowe i literackie musiały ulec zmianom,
a ich twórcy w trosce o dalszy los narodu podejmowali nowe metody działania. Idea pracy organicznej, powstała około roku 1848 w germanizowanym zaborze pruskim, a polegająca – określając ją w największym skrócie
– na pracy na rzecz reform cywilizacyjnych, została w części przyjęta przez
warszawskich pozytywistów. Bardzo ważne stało się zatem lepsze niż dotąd
poznanie obecnej sytuacji chłopów i ich kultury w całym znaczeniu tego
słowa. Było to potrzebne do budowania programów edukacyjnych, które miały z pańszczyźnianych do niedawna chłopów uczynić świadomych
członków polskiego społeczeństwa. Wynarodowienie groziło ludności polskiej we wszystkich trzech zaborach, jednak wówczas najgroźniejsza sytuacja była w zaborze rosyjskim. Znowu stawały się aktualne oświeceniowe
postulaty Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk i program badań
ludoznawczych sformułowany na początku wieku przez Hugona Kołłątaja1
i przypominany co jakiś czas przez różne środowiska naukowe i polityczne.
Prowadzenie potrzebnych prac na tym polu mogła zapewnić etnografia2.
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, nauce polskiej, zwłaszcza w zaborze pruskim i rosyjskim, nadal brakowało oparcia w instytucjach tworzących warunki do pracy badawczej i finansujących tę ważną dla
przyszłości narodu dziedzinę życia. Tylko w zaborze austriackim po klęsce
w wojnie z Włochami wiosną 1860 r. rozpoczęło się stopniowe łagodzenie
polityki rządu wiedeńskiego wobec Polaków, co dotyczyło także wyższych
uczelni, cenzury i możliwości badań. W zaborze pruskim dopiero w 1857
r. władze zgodziły się na utworzenie w Poznaniu Towarzystwa Przyjaciół
Nauk, jednak odmówiły mu finansowania. Członkowie założyciele przyjęli
dla Towarzystwa dewizę „unguibus et rostro” (pazurami i dziobem), która
postulowała działania na rzecz obrony i rozwoju polskiej kultury i polskiej
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka
przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 77–78. Pełny
tekst listu został udostępniony pierwszy raz w: Ks. Hugona Kołłątaja korespondencja listowna
z Tadeuszem Czackim..., T. 1, Kraków 1844, s. 12–30.
2
O stanie i sytuacji etnografii w Polsce w połowie wieku XIX zob. A. Posern-Zieliński
Kształtowanie się etnografii polskiej jako samodzielnej dyscypliny naukowej (do 1939 r.),
w: Historia etnografii polskiej, pod red. M. Terleckiej, Wrocław 1973, s. 61 i nast. oraz Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej (od końca XVIII wieku do roku
1918), Poznań 2011, s. 104–145.
1

171

�nauki coraz bardziej zagrożonych przez germanizację. Towarzystwo, mające
ograniczony budżet pochodzący tylko ze składek, nie mogło zastąpić wyższej
uczelni, której w Poznaniu brakowało już od dziesiątków lat. W zaborze
rosyjskim sytuacja zmieniła się nieco w roku 1862, gdy w Warszawie powstała Szkoła Główna z polskim językiem wykładowym. Była to pierwsza
w Królestwie od czasu likwidacji uniwersytetu uczelnia wyższa z szerokim
programem nauk humanistycznych. Na początku swego istnienia borykała
się z brakiem kadry naukowej, a już w r. 1869 została zamieniona na uniwersytet rosyjski. Mimo tylko siedmiu lat istnienia Szkoła Główna miała duże
znaczenie dla dalszych dziejów myśli naukowej oraz kultury polskiej – jej
wykładowcy i absolwenci kształtowali i realizowali idee pozytywizmu. Jednak badania etnograficzne we wszystkich trzech zaborach zdane były, tak
jak poprzednio, na inicjatywy prywatne. Dlatego K.W. Wójcicki w roku 1859
w przytaczanym tu apelu o zbieranie materiałów ludoznawczych odwoływał się do „gorliwości obywatelskiej naszych ziemian”. Również Kolberg,
podejmując kilka lat później program badań etnograficznych, zwracał się
o pomoc do współobywateli, licząc na ich patriotyczne zaangażowanie.
W Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda w tomie wydanym w roku
1861 miejsce etnografii w systemie nauki zostało określone następująco:
Etnografia (z greckiego ethnos, lud i graphein, pisać), właściwie opis ludów; tak
nazywano dotąd zbiór wiadomości o obyczajach i zwyczajach, ubiorach, religii
oraz o formie rządu u obcych, mniej zwłaszcza cywilizowanych narodów, który
to zbiór uważano zwykle za część dodatkową geografii. Szybkie jednak postępy
i zmiany, jakim podlegały w ostatnich czasach nauki przyrodzone, mianowicie
fizjologia oraz badania historyczne i filologiczne, dały także początek wielostronniejszemu i dokładniejszemu poglądowi naukowemu na człowieka, równie pod
względem fizycznym jak społecznym, a dwa te względy stały się podstawowymi
dwóch nowych nauk: antropogeografii i etnografii, które w ostatnich dopiero
dziesiątkach lat doszły do zupełnej samoistności. […] Antropogeografia, czyli (jak
ją nazywają niektórzy badacze angielscy) etnologia, zapatruje się na plemiona
i ludy jedynie jako na odmiany i dalsze odcienia ras, na te zaś rasy jako na gatunki zoologicznego rodzaju człowieka; przeciwnie etnografia, rozwijająca się
obecnie w gałąź nauki historycznej, uważa ludzi w narodach, a więc jako społeczności związane wspólnie węzłami duchowymi1.
1
F. H. L. [F.H. Lewestam] Etnografia, w: Encyklopedia powszechna, T. 8, Warszawa 1861,
s. 464.

172

�Już wcześniej, w latach 1850–1852, etnografia dzięki wykładom Wincentego Pola1 na Uniwersytecie Jagiellońskim stała się w Polsce na krótko
dyscypliną akademicką, wtedy umiejscowioną wśród nauk przyrodniczych
jako wykładana w ramach geografii powszechnej. Kolberg, należący do
grona „encyklopedystów” tworzącego w latach 1858–1868 najważniejsze
wówczas w Warszawie wydawnictwo, Encyklopedię powszechną, etnografię widział — tak jak autor przytoczonego artykułu — wśród nauk historycznych. Dla ustalenia takiego miejsca etnografii w systemie nauki w Polsce
największe znaczenie miała wspomniana już zmiana postrzegania sytuacji
ludu a także jego roli w społeczeństwie i w życiu narodu oraz przeobrażenia
widoczne w jego kulturze. Dyskusje na te tematy prowadzone były między
innymi w środowisku naukowym i literackim, ukształtowanym wokół „Bi­
b­lioteki Warszawskiej” i Encyklopedii powszechnej.
Kolberg był wówczas wysoko cenionym badaczem i uznanym autorem
interesujących i nowatorskich publikacji prezentujących folklor, zwłaszcza
muzyczny, jako ważną część kultury polskiej i przedmiot opracowań naukowych. Od paru lat przygotowywał zbiory pieśni regionalnych i w roku 1862
oddał do druku Sandomierskie, pierwszy tom tej serii edytorskiej, krótko
już tu scharakteryzowany. Jednak druk książki trwał blisko trzy lata, w ciągu których społeczeństwo Królestwa przeżyło wstrząs — przebieg i upadek
powstania przewartościowały wiele programów, także dotychczasowe plany badawcze i wydawnicze Kolberga. Dotychczas swe badania poświęcał najpierw muzyce, później także obrzędom i zwyczajom, a obserwacje
prowadzone w czasie podróży pozwoliły mu poznać życie mieszkańców
wsi w różnych odmiennych regionach. W naukowo-artystycznym środowisku warszawskim był wtedy niewątpliwie najbardziej doświadczonym
badaczem terenowym. Potrzeba czasu – konieczność zebrania źródeł dla
kształtującej się etnografii – spowodowała kolejną, tym razem jeszcze głębszą zmianę zakresu jego badań i publikacji. Za podstawowe swe zadanie
uznał wówczas zgromadzenie dokumentacji na temat całości kultury ludowej i udostępnienie jej nauce w wielotomowej serii, której dał tytuł Lud.
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła,
zabawy, pieśni, muzyka i tańce, planując poświęcenie każdemu regionowi
Wincenty Pol (1807–1872), poeta, geograf, uczestnik powstania listopadowego (odznaczony orderem Virtuti Militari). Współcześni cenili przede wszystkim jego twórczość literacką, działalność naukowa Pola jako geografa, a zwłaszcza etnografa została doceniona dopiero
w drugiej połowie XX wieku.
1

173

�dawnej Rzeczypospolitej osobną monografię. Ta zasadnicza zmiana wynikała z głębokiego zrozumienia zadań, jakie stanęły przed społeczeństwem
polskim po powstaniu styczniowym. Jego klęska, a później analiza przyczyn takiego biegu wydarzeń miały decydujący wpływ na biografie nie
tylko powstańców i Kolberg nie jest tu wyjątkiem, jednak w jego wypadku
zmiana była znaczna, konsekwentnie przeprowadzona i istotna dla rozwoju
etnografii w ciągu prawie pięćdziesięciu następnych lat.
Kolberg interesował się ludową muzyką wokalną i instrumentalną i jej
kulturowym kontekstem już od dwudziestu pięciu lat. W czasie badań
w terenie zauważał zmienność, powstawanie nowych utworów i zanikanie
dawnych, a także charakterystyczną dla folkloru właściwość tworzenia wariantów. W marcu 1865 r. pisał w jednym z listów: „[...] pieśń jest niewyczerpaną, sama się wciąż mnoży i odradza, i w liczne kształci warianty, tak pod
wglądem muzycznym, jak i opisowym”1. Ciągły kontakt z kulturą ludową
utwierdzał go w przekonaniu, że procesy te dotyczą jej jako całości i że
potrzeba systematycznych badań etnograficznych jest oczywista. Obserwowanie wsi wskazywało też, że w tym właśnie czasie, tj. na początku drugiej
połowy wieku, zwłaszcza po uwłaszczeniu chłopów, zmiany w kulturze ludowej następują szybciej niż dawniej i są radykalniejsze. Zbadanie i utrwalenie w druku wszystkich jej przejawów stało się już pilną koniecznością.
W niektórych opracowaniach na temat genezy Ludu można przeczytać,
że Kolberg podjął w roku 1865 nowy, znacznie szerszy program badawczy
i edytorski, ponieważ przekonał się, że jako kompozytor nie osiągnie wymarzonego sukcesu, że decyzja o opracowywaniu etnograficznych monografii
regionalnych była wynikiem jego rezygnacji z ambicji twórczych. Jest to
jednak ocena niepełna. Wprawdzie w przytaczanym już końcowym fragmencie Szkicu autobiografii sam pisał, że w dalszej pracy nad utworami
scenicznymi przeszkodziły mu „wypadki roku 1863”. Te zdania, napisane
dopiero około 1889 r., potwierdzają, że na zaniechanie pracy nad kompozycjami dla teatru bezpośredni wpływ miał przebieg i skutki powstania
styczniowego. Jednak w ciągu kilku poprzednich lat Kolberg przygotował
dla Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda dziesiątki tekstów na różne
tematy z historii i teorii muzyki, a przede wszystkim opublikował dwa ważne,
wymienione już tu artykuły: w r. 1857 o związkach kompozycji J. Stefaniego
z muzyką ludową oraz w r. 1862 dotyczący źródeł muzyki polskiej Rzut oka
1

Brulion listu do A. Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 114.

174

�na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”1. M. Tomaszewski tekst ten nazywa „największą przygodą naukową twórcy Ludu”2.
Genezy polskiej muzyki dotyczyły też obszerne rozważania w przekazanym
do druku w 1862 r. Sandomierskim, we wstępie do którego Kolberg stwierdzał, że badanie muzyki ludowej, jej „pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zamiarem”. Jak
się dziś wydaje, ogłoszenie artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje... i szerokie przedstawienie tego problemu we wstępie do Sandomierskiego dało Kolbergowi pewną satysfakcję, było częściową realizacją planów
naukowych budowanych od roku 1841. Zatem podjęcie w 1865 r. programu kompleksowych badań etnograficznych, programu Ludu, spowodowało
usunięcie z bieżących zadań, „odłożenie na bok” – później okazało się, że na
zawsze – nie tylko ambicji twórcy muzyki, ale przede wszystkim jej badacza. Wprawdzie dopiero w 1868 r. zakończyła się edycja Encyklopedii powszechnej i Kolberg wtedy właśnie zaprzestał działalności jako pisarz muzyczny, jednak podjęcie prac nad programem Ludu opracowanym w końcu
1864 r. i ogłoszonym w lutym 1865 r. spowodowało rezygnację z dalszych
badań nad genezą polskiej muzyki ludowej na rzecz tworzenia podstaw dla
etnografii, w której mieścił także folklor muzyczny. Czasem w późniejszych
tomach Ludu i w innych publikacjach nawiązywał do tematów przedstawionych we wstępie do Sandomierskiego, ale nie podejmował dalszych
badań nad problemami tam poruszonymi. Rozważania Kolberga na temat
genezy tonalności muzyki ludowej zawarte we wstępie do Sandomierskiego
nie miały kontynuacji, stały się w działalności naukowej Kolberga etapem
zamkniętym. Badacza muzyki zastąpił etnograf gromadzący, porządkujący
i publikujący dokumentację kultury ludu.
Planowaną tematykę Ludu Kolberg przedstawił, ogłaszając w lutym
1865 r. w „Bibliotece Warszawskiej” List otwarty3. Zamieścił go na łamach
liczącego się i popularnego czasopisma naukowego, aby zaapelować do
społeczeństwa o pomoc w gromadzeniu materiałów:
Zob. przypisy na s. 144–145 i 160–161.
M. Tomaszewski Pisma muzyczne..., w: O. Kolberg Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XI.
3
O Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”
1865, T. 1, s. 306–308, przedruk w: Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 102–106. Rękopis
Listu oddał Kolberg do druku zapewne w połowie grudnia, pozwolenie cenzury dotyczące
tego tomu „Biblioteki Warszawskiej” ma datę 19/31 XII 1864, zgodę na druk cenzura wydawała
dopiero po otrzymaniu gotowego składu tekstów.
1
2

175

�Zajmując się od lat wielu zbieraniem pieśni, podań i zwyczajów, robiłem w tym
celu nie bezowocne po kraju podróże, gdyż podróże te nagromadziły już do mojej teki mnóstwo nader ważnych szczegółów etnograficznych. [...] Pragnienie uzupełnienia podjętych już w tym przedmiocie wiadomości nabytkami pozyskać się
jeszcze mogącymi, ażeby je wszystkie później uporządkowane w stosownym zamieścić dziele i przedłożyć do użytku i dla nauki powszechnej, niepłonną budzi
we mnie ufność, że wezwanie moje poniżej skreślone, nie pozostanie bez skutku
i nakłoni szan. obywateli i obywatelki do zwracania na lud uwagi, do spisywania
swych spostrzeżeń, a następnie do udzielenie mi takowych listownie [...]1.

Problemy, na które przyszli współpracownicy mieliby zwrócić uwagę,
zestawił w jedenastu punktach: 1. wieś i chata, 2. praca i zajęcia domowe
i gospodarskie, 3. żywność, 4. ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, 5. mowa,
6. przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp.,
7. zabobony, gusła, przesądy, 8. pieśni, 9. tańce, 10. obrzędy, 11. zwyczaje
„i piosnki przy różnych zatrudnieniach”. Większość tych tematów jest rozwinięta i wskazuje dokładniej, jakich informacji o życiu mieszkańców wsi
oczekiwał od swych korespondentów2.
Patrząc na kulturę ludową jako na organiczną całość, Kolberg chciał
udokumentować także związki łączące wszystkie jej dziedziny, nie zawsze
zauważane w dotychczasowych publikacjach. Dlatego pisząc np. o budowie chaty, pytał o zwyczaje, przesądy i zaklęcia towarzyszące tej pracy,
a w następnych punktach o inne wierzenia i zabobony związane z obrzędami i z codziennym życiem oraz o formuły zaklęć używanych w trakcie
różnych działań. Prosił o pieśni wykonywane przy uroczystościach i przy
wszystkich zajęciach domowych i gospodarskich. Kładł też nacisk na notowanie lokalnych nazw wytworów materialnych, od budynków i ich części
do sprzętów, narzędzi i naczyń, oraz na określanie stosowanych surowców.
Zwracał uwagę na rozróżnienie strojów codziennych i świątecznych, ich
krój i użyte tkaniny i ozdoby. Zalecał zapisywanie bajek, legend, podań itp.
„o ile możności (lubo nie koniecznie) w mowie potocznej, miejscowej”, prosił też o oddanie pieśni „mową miejscową”, choć osobny punkt poświęcił
„narzeczu prowincjonalnemu”. Pytał o koszt wesela czy pogrzebu, a przy
strojach także o cenę „krawiecczyzny”. W późniejszych tomach Ludu widać
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”... w przedruku s. 102–103.
Program z Listu otwartego przytoczony jest przez E. Antyborzec w: Oskar Kolberg jako
badacz terenowy... w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II), s. 432–436.
1

2

176

�starania o obserwacje zmian zachodzących w kulturze ludowej, w Liście
otwartym zaznaczył to w punkcie dotyczącym wsi i chaty, dodając „typ
tu stanowić ma najdawniejszy i najpowszechniejszy niegdyś sposób stawiania, o ile się zachował” oraz pytając, czy ubiór dawniej był inny i „jakim
ulegał odmianom”. Na końcu apelu dodał, że do wielu informacji przydatnym uzupełnieniem byłyby rysunki, „o ile takowe pozyskać się dadzą”.
List otwarty pokazuje, że pole badań etnografów widział wtedy Kolberg
bardzo szeroko: od kultury materialnej, poprzez folklor (teksty i muzykę),
obrzędy i zwyczaje, wierzenia, aż do gwary, wspominając nawet elementy
antropologii fizycznej (barwa cery i kolor włosów). Obejmował więc problematykę, której częścią dziś zajmują się odrębne dziedziny nauki. W ciągu
kilkudziesięciu lat od czasu ogłoszenia Listu otwartego, w wypadku np. dialektologii zaledwie kilkunastu, wykształciły one własne metody badań i własną terminologię, a antropologia fizyczna była już wówczas osobną nauką,
uprawianą przede wszystkim przez przedstawicieli medycyny. Zauważyć
też można, że termin „zwyczaje” miał wtedy dla niego nieco inne znaczenie
niż później w tomach Ludu. W Liście otwartym obejmował on: „zwyczaje
i piosnki przy różnych zatrudnieniach”, które wyliczył dosyć szczegółowo,
a chodziło mu o różne czynności gospodarskie, domowe i o zachowania poza
domem, na jarmarku, w karczmie itp. Natomiast w monografiach w rozdziale „Zwyczaje” znajdują się opisy, teksty i melodie związane z obrzędami
dorocznymi od Adwentu do Zaduszek, czyli to, co w liście otwartym zamieścił jako kolejny punkt podporządkowany obrzędom, obok wesel, chrzcin
i pogrzebów. Nieco szerszy zakres miał z początku w tomach regionalnych
rozdział poświęcony językowi. W Liście otwartym Kolberg prosił o próbki
mowy, prowincjonalizmy i słowniczek miejscowych wyrazów. W pierwszych monografiach (Kujawy i Krakowskie) zamieszczał obok słowników
także obszerne wykazy toponomastyczne, ale w następnych rezygnował
z tych materiałów, ograniczając też coraz bardziej rozdziały poświęcone
„mowie prowincjonalnej”, ponieważ zajmowała się nią dialektologia.
Zestawienie tematów podane przez Kolberga w Liście otwartym było
orientacyjnym wykazem dla osób, które zechcą podjąć z nim współpracę,
nie był to spis treści przewidywany dla tomów Ludu, co pokazuje porównanie z oddanymi do druku dwa lata później Kujawami, a także z następnymi
monografiami. Ostateczna zawartość kolejnych tomów ma inny porządek,
jest także zależna od specyfiki danego regionu — w każdej z nich pojawiają
się opisy zwyczajów, informacje o zatrudnieniach, obchodzonych świętach,
177

�strojach, potrawach itp., charakterystycznych tylko dla określonej okolicy,
nieznanych lub nieużywanych gdzie indziej.
Swój nowy program i sposób jego realizacji zaprezentował Kolberg
w roku 1865 także w artykule Polski lud zamieszczonym w Encyklopedii
powszechnej. Tam, po krótkiej charakterystyce najważniejszych grup etnicznych „lechickiego szczepu”, pisał:
Każden z tych ludów i ich odmian, mimo pewnej całego pokolenia wspólności,
ma właściwe sobie cechy duchowe i moralne, zawarte w miejscowych zwyczajach, gwarze, podaniach, przysłowiach, pieśniach, obrzędach, tańcach i muzyce,
nadto cechy fizyczne w cerze, usposobieniu, ruchach, ubiorze, sposobie życia,
mieszkaniu i rodzaju pracy leżące. Różnice te raz ukazują się wybitniejsze, to znów
słabsze, w wielu nawet razach ścierają się ze sobą, mieszają i krzyżują. Dokładniejsze o nich wiadomości, zebrane w jedno ognisko, wydobywając na jaśnią
wszelkie różnorodne owe szczegóły narodowego bytu, dadzą dopiero możność
powiązania ich z sobą w jedną całość, wykazania wzajemnego na siebie wpływu,
i tym samym skreślenia w ten sposób dokładnej kraju etnografii. Poprzedzić ją
zatem winny monografie, czyli opisy szczegółowe pojedynczych miejscowości1.

Lud miał być serią takich etnograficznych monografii niewielkich regionów.
Publikacje krajoznawczo-historyczne poświęcone jednemu regionowi
i zawierające mniej lub więcej informacji etnograficznych pojawiały się
od początku XIX w. Jedną z ważniejszych był tom Okolica zadniestrska…
Ignacego Lubicz-Czerwińskiego2 z 1811 r., uznawany za pierwszą monografię etnograficzną. Ze współczesnych Kolbergowi, już ściśle etnograficznych,
wymienić trzeba przede wszystkim Lud ukraiński Antoniego Marcinkowskiego3 i Lud Kornela Kozłowskiego4. Obydwa opracowania Kolberg oce1
O. Kolberg Polski lud, w: Encyklopedia powszechna, T. 21, Warszawa 1865, s. 217,
przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 567.
2
Pełny tytuł pracy I. Lubicz-Czerwińskiego: Okolica zadniestrska między Stryjem i Łomnicą, czyli opis ziemi i dawnych klęsk lub odmian tej okolicy, tudzież jaki jest lud prosty
dla religii i dla pana swego? Zgoła jaki ón jest w całym sposobie życia swego, lub w swoich
zabobonach albo zwyczajach, Lwów 1811.
3
[A. Marcinkowski] A. Nowosielski Lud ukraiński, jego pieśni, bajki, podania, klechdy,
zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki, zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory,
tańce, gry itd., zebrał i stosownemi uwagami objaśnił […], T. 1–2, Wilno 1857.
4
K. Kozłowski Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego
wraz z tańcami i melodiami zebrał […], z. 1–4, Warszawa 1867–1868, całość: Warszawa 1869.

178

�niał wysoko. Nie wiadomo, czy znał osobiście Antoniego Marcinkowskiego
(1823–1880), jednak jest to bardzo prawdopodobne. W jednej ze swych tek
regionalnych przechowywał rękopis trzeciego tomu Ludu ukraińskiego1
poświęcony pieśniom, niewydany drukiem, a dwa pierwsze tomy i liczne artykuły tego autora wykorzystywał jako materiał porównawczy m.in.
w Krakowskiem i Pokuciu. Z Kornelem Kozłowskim (1834–1904) prowadził wspólnie badania terenowe w okolicy Czerska w czasie pobytu w Czaplinie w czerwcu 1865 r. i zapisy muzyczne wykonane podczas tych badań
przekazał Kozłowskiemu do druku w jego publikacji. Kozłowski w tytule
wymienił melodie jako część składową monografii i we wstępie dziękował
za nie Kolbergowi, ale ostatecznie ich nie zamieścił, być może z powodu
wysokiego kosztu druku nut. Przyglądając się pracom poprzedników Kolberga, a także niektórym jemu współczesnym, zauważyć można, że przed
podjęciem przez niego planu realizowanego w postaci tomów Ludu zbieranie i opracowywanie materiałów etnograficznych ograniczało się najczęściej do okolicy dobrze znanej autorowi, w której mieszkał i w której
najłatwiej było mu przeprowadzić potrzebne badania. Drukowane w prasie
lub czasem jako ozdobne albumy2, zwykle nie wyczerpywały tematyki etnograficznej, nawet ograniczonej do podstawowego wówczas jej zakresu,
i najczęściej nie zawierały zapisów nutowych do zamieszczanych tekstów
pieśni. Nie miewały też kontynuacji. Natomiast ideą Kolberga było opracowanie materiałów etnograficznych według wspólnego dla wszystkich regionów schematu, tak aby kolejne tomy złożyły się na dzieło o stanie kultury
ludowej na obszarze dawnej Polski.
Wykaz regionów, którym chciał poświęcić osobne tomy, poznajemy dopiero ze spisu3 o cztery lata późniejszego od Listu otwartego – sporządził
go w roku 1869, starając się w Zakładzie im. Ossolińskich o dotację na
podróże terenowe i druk. W liście tym podał tytuły wszystkich przewidywanych wtedy monografii. Już z poprzednich wypowiedzi Kolberga na
W spisie tek z r. 1886 odnotował, że rękopis ten znajduje się w tece 25 Ukraina, ale dziś
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga nie znajdujemy go. Trzeci tom monografii A. Marcinkowskiego wspomina Kolberg już wcześniej w brulionie listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r.,
zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 305.
2
Np. W. Zawadzkiego Obrazy Rusi Czerwonej, Poznań 1869, z rys. J. Kossaka; pierwodruk
rozdziałów I–IV „Tygodnik Ilustrowany” 1864, T. IX, nr 223–232.
3
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.
294–308.
1

179

�temat zbiorów pieśni wiadomo, że planował zbadanie muzyki ludowej na
całym terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Taki zasięg geograficzny przewidywał też dla badań etnograficznych, których wyniki w roku
1869 chciał pomieścić w sześćdziesięciu dwu tomach Ludu. Cztery pierwsze z nich to wydrukowane już wówczas „serie”: 1. Pieśni ludu polskiego,
2. Sandomierskie1, 3–4. Kujawy cz. I i II. Następne tytuły w tym spisie
uporządkował według stanu posiadanych do nich źródeł, od monografii,
które potrzebowały jeszcze zredagowania i pewnych uzupełnień, np. skompletowania rycin, do poświęconych regionom, z których miał materiały
„w małej dotąd zebrane liczbie”.
Na końcu spisu wysłanego do Ossolineum dodał uwagę: „Oczywiście porządek wszystkich serii w miarę nowych nabytków, dopełnień i opracowania ciągłej ulegać będzie zmianie”2. Tak też się działo, kolejność druku materiałów z określonego regionu (a stąd i numer tomu) zależała od wielu okoliczności, przede wszystkim od tego, kiedy były one na tyle kompletne, aby
Kolberg mógł podjąć redakcję monografii. Ponadto o ile pierwsze wydane
tytuły, jak Sandomierskie, Kujawy i Krakowskie, obejmowały niewielkie
regiony, ograniczone do jednego lub dwu powiatów, następne monografie
zawierały materiały ze znacznie większych terenów, np. z kilku powiatów,
jak dwutomowe Lubelskie. Dla Wielkopolski w granicach zaboru pruskiego przeznaczył pierwotnie siedem osobnych tomów i tyle jej ostatecznie
poświęcił, jednak pod wspólnym tytułem Wielkie Księstwo Poznańskie.
Zauważyć też trzeba, że Kolberg jako planowanych tytułów używał nazw
dawnych jednostek administracyjnych oraz nazw krain historycznych i geograficznych. Etnonimy jako tytuł pojawiają się tylko raz w odniesieniu do
mieszkańców Tatr i Beskidów (Górale), a trzykrotnie (Łemki, Hucuły, Bojki) jako uzupełnienia innych określeń. Musiał też respektować polityczne
granice wyznaczone przez zabory, np. osobne tomy poświęcone miały być
Podolu rosyjskiemu i galicyjskiemu, Śląskowi austriackiemu i pruskiemu,
rozdzielone zostało też Krakowskie, którego część po lewej stronie Wisły
1
Na karcie tytułowej Sandomierskiego widnieje nota „seria I”, dopiero wydając w roku
1867 część pierwszą Kujaw jako serię (tj. tom) III Ludu, Kolberg uznał Pieśni ludu polskiego
z 1857 r. za serię pierwszą, a Sandomierskie za drugą. Dodrukował wtedy nową kartę tytułową
dla Pieśni ludu polskiego, włączając ten tom ex post do cyklu wydawanego z tytułem Lud.
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa itd.
2
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 305.

180

�miała być opisana jako Kieleckie. Kolberg zmuszony był do podporządkowania się realiom politycznym, zwłaszcza ze względu na cenzurą rosyjską,
tym bardziej że uściślenie granic regionów etnograficznych było możliwe
dopiero po dokładnych badaniach terenowych i ustaleniu kryteriów wskazujących istnienie odrębnej grupy etnicznej. Kolbergowski Lud miał służyć
zbadaniu także tych problemów.
Podkreślić też trzeba, że Kolberg zakładał od początku wyłącznie dokumentacyjny charakter planowanego wydawnictwa. W kwietniu 1865 r.
pisał w liście do Józefa Blizińskiego:
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu
swego świadomą; potrzeba do jej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc
i moja praca niczym prawie jeszcze innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków
przejść będzie mogło1.

Lud nie mógł być obciążony próbami przedwczesnych wniosków, syntezami tworzonymi na podstawie niepełnych materiałów. Zatem Kolberg
programowo rezygnował z zamieszczania tam rozważań na temat np. wzajemnych związków kultury różnych regionów i różnych grup etnicznych
czy genezy wierzeń lub praktyk leczniczych. Stosował jedynie odsyłacze
łączące warianty melodii, pieśni i bajek jako wskazówki do późniejszych
badań porównawczych. Wyraźnie i wielokrotnie stwierdzał, że wydawnictwo to stanie się podstawą dla dalszych prac, dokumentacją dla badaczy różnych dziedzin życia ludu i jego kultury, zebraną i uporządkowaną
według jednolitego planu. Dopiero po wydaniu drukiem całości stanie się
możliwe podjęcie analiz oraz prac porównawczych i formułowanie teorii
na tematy, do których Lud dostarczy źródeł.
Publikując List otwarty, Kolberg liczył na współpracę osób, które zechcą
notować w swej okolicy i przesyłać mu informacje na wskazane tam tematy.
Zapewniał przyszłych współpracowników, że nie omieszka podać nazwiska „sprawę zdającej osoby, o ile takowa sprzeciwić się temu nie zechce”2.
Ogłoszenie planu badań i prośba o pomoc w gromadzeniu materiałów do
List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”..., w przedruku w Korespondencji…
cz. I (DWOK T. 64) s. 103.
1
2

181

�monografii nie wywołały wielu deklaracji współpracy – ważne jednak
było przedstawienie problematyki Ludu. Kierowało ono zainteresowanie
ewentualnych korespondentów na zagadnienia nowe w porównaniu z zawartymi w dotychczasowych apelach zwracających uwagę najczęściej na
pieśni i bajki. Ponadto List otwarty nadał pracy Kolberga pewien rozgłos,
co pomagało mu w nawiązywaniu kontaktów w czasie badań terenowych,
które nadal musiały być zasadniczą metodą pozyskiwania materiałów.
Zachowały się listy tylko czterech osób powołujących się bezpośrednio na apel ogłoszony przez Kolberga w „Bibliotece Warszawskiej”. Byli
to: Aleksander Osipowicz (zm. 1893) z Suwałk, M. Skotnicki z Moszczanki
w Lubelskiem, Józef Bliziński (1827–1893) z Kujaw i Władysław Ciesielski
(1844–1893?), młody powstaniec, wówczas przebywający w okolicy Opatowa. Przysyłali oni Kolbergowi swoje notatki bądź współpracowali w czasie
jego pobytów w terenie. W okresie późniejszym podobną pomoc w gromadzeniu materiałów kolejne osoby okazywały Kolbergowi bądź bezpośrednio w czasie badań, bądź przez nadsyłanie własnych opisów strojów,
obrzędów czy zapisów pieśni, bajek lub przysłów. Część takich notatek
pozostaje dla nas anonimowa, m.in. dlatego że zachowana korespondencja
Kolberga sprzed roku 1871 jest bardzo uboga i często nie możemy zapisów
wykonanych obcą, nieznaną ręką połączyć z listem, który wskazałby autora. Notatki takie były zresztą często przekazywane przez „okazje”, drogą
prywatną, gdyż przesyłanie pocztą narażało je na konfiskatę i zniszczenie.
Listy były wtedy kontrolowane przez policję i nie zawsze docierały do adresata. Ciesielski, po wysiedleniu z Opatowskiego mieszkający w Żółkiewce,
pisał do Kolberga:
[…] ale proszę pisać przez pocztę Zwierzyniec, powiat zamojski, wieś i gmina Tarnawa, ponieważ więcej niż poufali przyjaciele odbierają listy moje w Żółkiewce
i odczytawszy je bez skrupułów, gubią bez odpowiedzialności1.

Ciesielski przebywał w Żółkiewce pod nadzorem policji jako uczestnik
powstania, kontrolowana była jednak poczta nie tylko osób poddanych
takiemu rygorowi, ale także innych mieszkańców zaboru rosyjskiego, pozornie nie podejrzewanych przez władze. Dlatego współpracownicy Kolberga
starali się przekazywać notatki, często bez podpisu, pomijając pocztę lub
oddając je w czasie swego pobytu w Warszawie.
1

List W. Ciesielskiego z 25 VII 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 173.

182

�Prawdopodobnie w okresie między ogłoszeniem Listu otwartego a przygotowaniem dla Ossolineum spisu planowanych monografii Kolberg uporządkował posiadane już materiały, zakładając osobne teki „regionalne”, które
w pewnej mierze przetrwały do naszych czasów1. Nie wiadomo, jaki porządek nadawał wcześniej swoim notatkom terenowym i innym rękopisom. Według wykazów sporządzanych przez niego pod koniec życia tek regionalnych
było trzydzieści i niektóre z nich miały tytuły takie same jak przewidywane
tomy, np. Górale, Ruś Czerwona, Podgórze Krakowskie, Lubelskie. Jednak
nie wszystkie planowane w 1869 r. monografie otrzymały osobne teki, być
może dlatego, że do niektórych miał wtedy jeszcze bardzo mało materiałów.
Uzupełniał też swoją podręczną bibliotekę. Pełnego spisu składających się na
nią książek nie udało się odtworzyć, zachowane notatki na ten temat są raczej przypadkowe i wskazują tylko niektóre tytuły. Na przykład z rachunku2
księgarni Gebethner i Wolff wiadomo, że w listopadzie 1865 r. kupił zbiory
bajek Karola Balińskiego (1812 – po 1850?) i Antoniego Józefa Glińskiego
(1817–1866)3, Klechdy wydane przez K.W. Wójcickiego4 miał już zapewne
wcześniej. Wykorzystał te zbiory już w roku 1867 w pierwszej części Kujaw,
wskazując zamieszczone w nich warianty drukowanych przez siebie bajek
kujawskich, tak jak we wcześniejszych publikacjach odsyłał do wariantów
pieśni w zbiorach swoich poprzedników.
Zakres badań przedstawiony w Liście otwartym, tak jak cały plan edytorski Ludu, przekraczał siły jednego człowieka. Kolberg przewidywał
opracowanie ponad sześćdziesięciu tomów, a z nieco późniejszych listów
wynika, że zakładał możliwość zebrania materiałów i przygotowanie do
druku jednego lub dwu tomów rocznie. Wydanie całego Ludu wymagałoby ponad trzydziestu lat przy doskonałej organizacji zarówno badań
terenowych, jak i późniejszej pracy przy biurku, a więc posiadania odpowiednich środków materialnych. Kolberg wiedział, że dla wykonania
1
Istniejące obecnie zespoły rękopisów Kolberga, w tym teki regionalne i Miscellanea,
zestawione są w Wykazie tek i innych zachowanych zespołów rękopisów O. Kolberga, w:
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 83/III).
2
Rachunek księgarni w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 103.
3
K. Baliński Powieści ludu spisane z podań. Wyboru i wydania K. Wł. Wójcickiego,
Warszawa1842; A.J. Gliński Bajarz polski. Zbiór baśni, powieści i gawęd ludowych opowiedział […], wyd. 2, T. 1–4, Wilno 1862.
4
K.W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, T. 1–2,
Warszawa1837; na podstawie wyd. III z 1876 r. kolejne wydanie: Warszawa 1972, wybór
i opracowanie R. Wojciechowskiego, słowo wstępne J. Krzyżanowskiego.

183

�tego planu konieczne jest poświęcenie się tylko temu zadaniu. Zbieranie
materiałów w terenie, ich opracowywanie i wydawanie co roku jednego
albo dwu nowych tomów Ludu nie pozostawiłoby już czasu na inną pracę,
a dotychczas z konieczności musiał godzić podróże i działalność badawczą,
naukową, a także wydawniczą, z zarabianiem na codzienny byt. Miał wtedy
już pięćdziesiąt lat — podjęcie tak rozległego i czasochłonnego programu
badawczego i wydawniczego świadczy o wielkiej determinacji. Wiedział,
jak cenne są gromadzone przez niego od roku 1839 zapisy folkloru i opisy
obrzędów i jak bardzo potrzebne są nowe, szersze niż dotąd badania etnograficzne w okresie coraz gwałtowniejszych przemian w życiu mieszkańców wsi i zanikania niektórych jego elementów. Wiedział też, że oparciem
będą mu doświadczenia zdobyte w czasie pobytów w terenie, kontakty nawiązane w różnych okolicach kraju, znajomość literatury przedmiotu oraz
duża praktyka edytorska w zakresie źródeł folklorystycznych. Miał także
zgromadzone już bogate materiały — zapisy muzyczne i opisy zwyczajów
i obrzędów z wielu regionów. Dlatego w latach 1865–1870 poświęcał wiele czasu i energii na starania we wszystkich trzech zaborach o dotację na
badania i druk.
Podjęcie przez Kolberga pracy nad tak szeroko zakrojonym planem badań etnograficznych i prac edytorskich oraz determinacja, z jaką plan ten
realizował w postaci wielotomowej serii wydawniczej, wynikały — jak już
tu wspomniano — z głębokiego przeświadczenia o potrzebie wszechstronnego poznania życia ludu właśnie teraz, po powstaniu styczniowym, gdy
wobec nasilającej się rusyfikacji i germanizacji wzrastała waga wszystkich
„szczegółów narodowego bytu”. Istotne znaczenie miała także osobowość
Kolberga, której kształtowanie się w latach młodzieńczych następująco
scharakteryzował Izydor Kopernicki:
Całe otoczenie, w jakim się on od dzieciństwa znajdował w Warszawie, a które
szczęśliwym trafem utworzyło się dlań pod jednym dachem z mieszkaniem jego
rodziców, łączyło się skutecznie do tej zbawiennej atmosfery rodzinnej, wśród
której bujnie rozwijały się: wrodzony artystyczny nastrój jego duszy, badawczość jego umysłu i głębokie narodowe poczucie1.

1

I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.

184

�IX
[Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie
kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk pierwszego
tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu Zbioru pieśni
duchownych ewangelickich.]

Sandomierskie, które ostatecznie trafiło do rąk czytelników w roku 1865,
nie odbiegało zasadniczo treścią od tomu złożonego w drukarni w 1862 r.,
tj. zbioru pieśni regionalnych prezentowanych z opisem zwyczajów i obrzędów charakterystycznych dla okolicy objętej tytułem1. Jednak w ciągu
pierwszych miesięcy 1865 r. Kolberg starał się ten drukowany już od trzech
lat zbiór pieśni regionalnych dostosować do założeń etnograficznej monografii regionalnej2. Tom otrzymał wtedy nowy tytuł: Lud. Jego zwyczaje,
sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni,
muzyka i tańce i stał się pierwszą częścią zaplanowanej serii wydawniczej
poświęconej źródłom etnograficznym. Uzyskał też tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej, co było koniecznym trybutem złożonym
rosyjskiej cenzurze. Kolorowe litografie mające za przedmiot stroje ludowe
różnią się od rycin w Pieśniach ludu polskiego, gdzie na każdej z nich
przedstawione były pojedyncze postaci. W Sandomierskiem Gerson, podobnie jak we własnym albumie3, zaprezentował na tle widoków wsi scenki rodzajowe z dwiema co najmniej osobami. Nie wiadomo, czy o tej zmianie decydował malarz, czy Kolberg, dla którego ryciny takie wzbogacały
dokumentację, nie zwiększając kosztu wydania książki.
Tak jak w wersji oddanej do druku w 1862 r. i zgodnie z jej pierwotnym
tytułem zasadniczą treść tomu stanowią rozdziały poświęcone obrzędom,
zwyczajom, pieśniom i muzyce. W sumie opublikował w tym tomie 325
Badania terenowe Kolberga w Sandomierskiem, materiały zamieszczone w monografii,
a także pozostałe notatki z tego regionu zachowane w zbiorach Kolberga oraz metody opracowania ich do druku przez Kolberga i przez współczesnych wydawców scharakteryzowane są
we wstępie do tomu O. Kolberg Sandomierskie. Suplement do tomu 2 (DWOK T. 71), zob. tam:
E. Antyborzec, A. Sawicka „Sandomierskie” Oskara Kolberga, s. V–XXXIV.
2
Na termin ten wskazują notatki Kolberga o wydatkach, gdzie po przerwie trwającej
od 17 grudnia 1863 r. zaczął znowu od 22 marca do 26 czerwca 1865 r. wpisywać sumy płacone
za druk Sandomierskiego (rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13).
3
Zob. przyp. 1 na s. 121.
1

185

�pieśni i melodii. Uzupełnienia dodane do Sandomierskiego na początku
roku 1865 w niewielkim stopniu przystosowały do potrzeb programu Ludu
tekst powstały wcześniej i już wydrukowany. Nie miał wtedy jeszcze materiałów koniecznych do innych rozdziałów monografii etnograficznej,
zwłaszcza z zakresu kultury materialnej i wierzeń. Ponadto tom ten wydawał na własny koszt i nie mógł sobie pozwolić na stratę kapitału dotychczas wyłożonego na papier i druk oraz na dalsze przetrzymywanie książki
w drukarni. Zmieniając Sandomierskie w tom Ludu, Kolberg w marcu
1865 r. przedrukował drugi arkusz książki, dodając tam cztery strony „Wiadomości topograficzno-etnograficznych” i dał do składania zamykające
tom przypisy, „które za dopełnienie wiadomości krótko na s. 17–20 podanych i innych w dalszym ciągu dzieła rozrzuconych, uważane być mają”1.
W pierwszej części przypisów znalazły się przedruki z współczesnej prasy
oraz z Obrazków wiejskich i Zarysów J.K. Gregorowicza, a także fragmenty
dwu druków wcześniejszych, z roku 1830 i 1751. W drugiej, zatytułowanej
„Język”, autor zawarł słowniczek oparty na różnych źródłach, informacje
o gwarze, spisy toponomastyczne (nazwy miejscowości, rzek i jezior) oraz
kilkadziesiąt nazwisk rodowych i najczęściej używanych imion. Uzupełnieniem materiałów językowych są trzy bajki zamieszczone jako „Próbki języka”, z których dwie zachowały się w zapisach terenowych Kolberga, więc
pochodzą z jego badań. Mimo tych starań Sandomierskie tomem Ludu
zostało nazwane zdecydowanie na wyrost. Według Listu otwartego opracowanie takie, poza pieśniami i muzyką, powinno mieścić opisy kultury
materialnej i społecznej, informacje o świecie wierzeń i związanych z nim
praktykach oraz zapisy literatury ludowej i charakterystykę lokalnych gwar.
Warunki te spełniały dopiero oddane do druku dwa lata później Kujawy.
Wstęp do Sandomierskiego, poświęcony głównie rozważaniom o muzyce,
nie nawiązywał jeszcze do problemów przedstawionych w Liście otwartym,
pozostał w pierwotnej postaci z roku 1862. Kierunek swych badań określił
tam Kolberg wyraźnie, zgodnie jednak z planami z lat 1856–1862, stwierdzając, że muzyka ludowa „nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń
moim zdaniem”2. Jak sam pisał we wstępie do następnej monografii, Sandomierskie skreślił „z materiałów na jakie mnie stać było”3.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 237. Dodatki te obejmują około 20% ostatecznej objętości tomu.
2
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.
3
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 5.
1

186

�Sandomierskie spotkało się z mniejszym zainteresowaniem recenzentów
niż Pieśni ludu polskiego. Bezpośrednio po ukazaniu się książki omówił ją
w „Gazecie Warszawskiej” J. Papłoński, później w „Bluszczu” J. Sikorski
i na początku następnego roku K.W. Wójcicki w „Bibliotece Warszawskiej”.
Jan Papłoński (1819–1885), historyk i filolog, przedstawił w skrócie dotychczasowe zainteresowania pieśniami słowiańskimi, zaznaczając, że muzykę
im towarzyszącą przed Kolbergiem najpełniej zaprezentował Jan Arnošt
Smoleŕ (1816–1884) w zbiorze pieśni Łużyczan1. Papłoński porównał zalety
i wady wydawania pieśni jako zbiorów poświęcanych kolejno określonemu
gatunkowi z całej Polski lub jako zbiorów regionalnych, uznając obydwie
metody za właściwe, jeżeli edycja zostanie doprowadzona do końca i przedstawi pełny zasób polskich pieśni ludowych. Podkreślał wartość tekstów
dla badań językoznawczych, ale ostrzegał, że ani teksty, ani melodie opublikowane przez Kolberga nie oddają charakteru ludu:
Zdawałoby się, że lud ten tylko się kocha lub hula, tak w nim mało religijności,
wspomnień historycznych prawie żadnych, mało nawet uczciwości małżeńskiej,
o miłości bliźniego, o otarciu łez sierocie wzmianki prawie nie ma. Tymczasem
w rzeczywistości jakże różnym jest ten lud od własnej pieśni2.

Wójcicki polemizował z Papłońskim, m.in. przypomniał, że wydawcy pieśni ludowych publikują „pieśni światowe”, a religijne znajdują się
w edycjach kantyczek i innych podobnych śpiewnikach. Miał jednak także
zastrzeżenia do planu wydawniczego Kolberga i pisząc o Sandomierskiem,
wrócił do zawartości tomu Pieśni ludu polskiego. Jego zdaniem Kolberg
podawał tam za dużo wariantów, które dzieło „bez potrzeby powiększyły”3.
Dalsze rozważania na temat treści Sandomierskiego zakończył oceną programu edytorskiego przyjętego przez Kolberga:
Dalsze serie, utrzymując plan obecnej, obejmą dumy i pieśni też same prawie,
które są w Sandomierskiem, bo tego rodzaju utwory są wspólne wszystkim okolicom. Owoż radzimy, ażeby nie powtarzał ich dla małych zmian i wariantów,
L. Haupt, J.E. Smoleŕ Pjesnički hornych a deľnych Łužiskich Serbow, T. 1–2, Grymi
1841–1843.
2 J. Papłoński Lud, jego zwyczaje, sposób życia…, „Gazeta Warszawska” 1865, nr 183.
3
K.W. Wójcicki Lud, jego zwyczaje, sposób życia..., „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1,
s. 117.
1

187

�które rzeczy samej i treści nie zmieniają, ale podał nowe dumy i pieśni, nie znane
Sandomierskiemu, które niewątpliwie przy pilnym badaniu wyśledzi1.

Wójcicki, podobnie jak przedtem niektórzy recenzenci Pieśni ludu
polskiego, podważał sens publikowania wariantów, poza zdecydowanie
odmiennymi, nie rozumiejąc argumentów Kolberga, przedstawionych już
wcześniej we wstępie do Pieśni ludu polskiego z roku 1857 i jeszcze raz
sprecyzowanych w Sandomierskiem. Uprzedzając bowiem uwagi na ten
temat, Kolberg już w przypisie do pieśni obrzędowych zamieścił wyjaśnienie przyczyn, dla których tak postępuje:
Czuję, że spotkać może mnie tu zarzut, jakobym przytoczone parę melodii głównych zbyt często powtarzał, gdy różnice między wariantami bardzo są małe,
nieznaczące prawie, by je osobno i po szczególe wypisywać warto było, skoro
za pomocą znaku odsyłacza z łatwością do pierwotnej (raczej pierwszej) nuty
odnieść się można. Wszakże skłonił mnie do tego wzgląd tak na samą ważność
tych różnic, jak na dokładność oznaczenia ich w nutach. Ważność ta polega
według mnie na przekonaniu, że tylko większa liczba choćby drobniejszych
odmian i odcieni (które mimo to bynajmniej nie są i nie mogą być wyczerpane,
gdy lud coraz to nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub
użytkowania, daje wyobrażenie o stopniowym (czy to dodatnim, czy ujemnym)
kształtowaniu czyli urabianiu się pieśni pod względem formy, rytmu i spójności
z tekstem, a urabianie to ma niewątpliwą swą logikę psychologiczną, którą tylko
szereg szczegółów tłumaczy, a na którą pragnę zwrócić uwagę2.

Folklorystyczne publikacje Kolberga miały służyć także badaniom, którymi dziś w ramach etnomuzykologii zajmuje się melogeografia, to jest
ustalaniu zasięgu i stopnia rozprzestrzenienia się poszczególnych wątków
muzycznych pieśni i tańców. Dokonywanie przed drukiem tak znacznej
selekcji, jaką proponował Wójcicki, uniemożliwiłoby używanie wydanych
przez Kolberga zbiorów do badań nad geograficznym zasięgiem melodii
i tekstów. Rygorystyczna redukcja materiału ograniczyłaby także źródła
potrzebne do analizy specyfiki repertuaru danego regionu i możliwości porównania go, jako niepełnego, z repertuarem sąsiednich lub odleglejszych
grup etnicznych.
1
2

Tamże, s. 117–118.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 70.

188

�Józef Sikorski, recenzując Sandomierskie w drukowanym w „Bluszczu”
artykule Ruch muzyczny1, zgodnie ze swymi zainteresowaniami zajął się
tylko stroną muzyczną nowej publikacji. Podkreślił wielką wartość zebranych przez Kolberga przykładów muzyki ludowej: „rzec się godzi skarbów”.
Przemyślenia Kolberga na temat genezy tonalności polskiej muzyki ludowej2
uznał za zbyt specjalistyczne i zbyt trudne „jak gdyby mówił o przedmiocie
najpopularniejszym w świecie”3, a do tego w książce rozproszone. Rozważania te były rzeczywiście zamieszczone w kilku miejscach tomu, a były też
zbyt hermetyczne dla większości czytelników nie znających teorii muzyki
i prac na temat jej historii. Sikorski podkreślił też, że w wydawanych przez
Kolberga zbiorach pieśni, a tak traktuje także Sandomierskie, zastosowany
układ materiałów narzucony jest przez teksty, nie muzykę, a „można było
obmyślić plan muzyczny po utworzeniu sobie jasnego poglądu na całość”4.
Żaden z trzech recenzentów nie powiązał nowej publikacji Kolberga
z treścią Listu otwartego zamieszczonego niedawno w czołowym naukowym miesięczniku warszawskim. Do repliki skłoniła autora Ludu tylko
opinia Sikorskiego. Był z nim zaprzyjaźniony od wielu lat i cenił go jako
krytyka surowego, ale sprawiedliwego. Tym razem Sikorski do oceny
edycji dodał uwagi dotyczące osoby, a nie tylko dzieła. Wspomniał roztargnienie autora Sandomierskiego, a całej recenzji nadał ton nieco protekcjonalny. Uraził tym Kolberga, co ochłodziło na pewien czas ich przyjaźń
trwającą od czasów szkolnych. W reakcji na opinię Sikorskiego Kolberg
napisał odpowiedź5, co było zdecydowanie wyjątkiem w jego dotychczasowej praktyce. Replika ta nie była drukowana w prasie XIX-wiecznej
i nie dotarła do czytelników znających tekst recenzji, nie wiadomo też,
czy poznał ją Sikorski.
Część uwag Sikorskiego mogła być echem nie do końca rozstrzygniętej
dyskusji między nim i Kolbergiem, rozpoczętej artykułem o Bogurodzicy
zamieszczonym w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w roku 1862,
J. Sikorski Ruch muzyczny, „Bluszcz” 1865, nr 5, s. 20.
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 8–16 i 97–107, uwagi o muzyce ludowej
i problemach edytorskich związanych z jej publikowaniem zamieścił Kolberg także na s. 70
w przytoczonym wyżej przypisie.
3
J. Sikorski Ruch muzyczny…, s. 20.
4
Tamże.
5
Brulion odpowiedzi przeznaczonej dla redakcji „Kłosów”, przytoczony w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), s. 683–684. Inna, znacznie obszerniejsza wersja repliki Kolberga
zachowała się w rękopisie w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 322.
1

2

189

�o czym już tu wspominano. Kolberg mógł być zaskoczony także tym, że
Sikorski domagał się porządkowania zebranych materiałów etnograficznych według kryteriów muzycznych. Tymczasem w Liście otwartym,
drukowanym zaledwie przed paru miesiącami, wyraźnie zapowiadał, że
planuje wydawanie monografii etnograficznych, co potwierdzał także tytuł świeżo wydanego tomu. Według deklaracji w Liście otwartym muzyka miała być ważnym, ale nie głównym przedmiotem opracowania.
Recenzenci mogli jednak potraktować nową publikację jako kolejny zbiór
pieśni i melodii, ponieważ mimo zmiany tytułu dzieła Kolberg nie wspominał w Sandomierskiem o nowym programie edytorskim, nie przeredagował choćby początkowej części wstępu. Dla środowiska literackiego
i muzycznego Warszawy Kolberg był nadal zbieraczem i wydawcą pieśni
ludowych.
W okresie, gdy kończył się druk Sandomierskiego, tj. w pierwszej
połowie roku 1865, Kolberga absorbowało przede wszystkim szukanie wsparcia materialnego, koniecznego do realizacji programu Ludu.
W Królestwie nie było instytucji finansujących polską naukę, a brak zainteresowania księgarzy publikacjami takimi jak Pieśni ludu polskiego
i Sandomierskie tłumaczyć trzeba w dużej mierze ogólnym zubożeniem
społeczeństwa borykającego się m.in. z rekwizycjami i kontrybucjami nałożonymi przez władze carskie. Inteligencja skazana była w większości na
niskopłatne posady urzędnicze. Trudności finansowe miały wydawnictwa istniejące od wielu lat i cieszące się znakomitą opinią: po powstaniu
styczniowym liczba prenumeratorów „Biblioteki Warszawskiej” spadła
do trzystu1, a Encyklopedii Orgelbranda z początkowych trzech tysięcy
w roku 1859 do mniej niż pięciuset w 1864. Sytuacja ta skłoniła Kolberga
do nawiązania kontaktu z etnografami rosyjskimi działającymi w Cesarskim Rosyjskim Towarzystwie Geograficznym. W wykazie wydatków pod
datą 12 lutego 1865 r. odnotował: „List do Petersburga (kop. 40)” 2. Być
może notatka dotyczyła zachowanego tylko w brulionie listu3 do któregoś
z wysokich urzędników rosyjskich. Pisał tam o zbieraniu „pieśni ludowych
1
Pisał o tym K.W. Wójcicki w liście do K. Szajnochy z 24 V 1864 r., dodając: „ale utrzymujemy pismo, jakkolwiek z pracą i trudem”, Korespondencja Karola Szajnochy…, T. II, s. 287.
2
Rkp. O. Kolberga Notatnik…, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13.
3
Zob. brulion listu O. Kolberga do nieznanego adresata, bez daty, opublikowany w cz. I Korespondencji… (DWOK T. 64), s. 99–102. Podobną treść mają inne bruliony tego listu zachowane w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 381–384.

190

�słowiańskich”, wspomniał drukowane i jeszcze nieukończone Sandomierskie oraz zamiar publikowania dalszych prac, które przedstawiałyby
„życie i stan włościan słowiańskich”. Następnie przedstawił kosztorys,
na który złożyłby się fundusz w wysokości około 1300 rubli rocznie na
wydanie w Warszawie dwu tomów z rycinami, drzeworytami i nutami
oraz osobny fundusz dla autora na redagowanie tomów i coroczne podróże dla uzupełniania materiałów. W rękopisie zauważyć można kilka
poprawek ręką Wilhelma, być może starszy brat popierał podjęte przez
Oskara poszukiwania protekcji u rosyjskich etnografów i kierowanie do
władz carskich listu w sprawie finansowania Ludu. Kolberg wspomina
tam, że Sandomierskie oddane było do druku przed „trzema już blisko
laty”, wiec brulion powstał w pierwszej połowie roku 1865. Odpowiedzią
na te starania był datowany na 20 maja 1865 r. list Fiodora Osten-Sakena
(1832–1916), geografa, sekretarza Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa
Geograficznego, zawiadamiający Kolberga, że wybrano go członkiem-korespondentem towarzystwa. Datę o dwa dni późniejszą ma list Władymira
Łamańskiego (1833–1914), slawisty, wówczas przewodniczącego Wydziału Etnografii tego towarzystwa. Łamański pisał, że w dowód szacunku dla
prac Kolberga „ważnych dla całej Słowiańszczyzny” został on przyjęty
do grona członków-współpracowników wydziału 1. Kolberg podziękował
za ten wybór, przesłał Łamańskiemu egzemplarz Pieśni ludu polskiego
i świeżo wydanego Sandomierskiego oraz memoriał. Ten ostatni tekst nie
zachował się, ale sądzić możemy, że dotyczył starań o dotację na opracowanie i druk Ludu i treścią był zbliżony do omówionego wyżej listu.
Listy i dyplomy członkowskie Towarzystwa Geograficznego latem
1865 r. przywiózł do Warszawy Aleksander Hilferding (1831–1872), rosyjski
slawista, nie jest jednak pewne, czy spotkał się wtedy z polskim etnografem. W zachowanym brulionie listu Kolberg pisał do Hilferdinga: „Przykro mi bardzo, żem przed wyjazdem Pańskim nie mógł się z Nim widzieć
i pożegnać, sam bowiem wyjechałem także do Lublina […]”2. A. Hilferding
był znany w Polsce – w 1862 r. ukazała się jego książka Ostatki Słowian
1
Listy F. Osten-Sakena i W. Łamańskiego zamieszczone są w Korespondencji… cz. I (DWOK
T. 64), s. 122–124.
2
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131; Kolberg wspomina w nim pobyt w Lublinie, w r. 1865 był tam dwa razy, pierwszy raz w kwietniu,
ale tu chodzi raczej o drugi pobyt, w lipcu, z którego do Warszawy wrócił 5 sierpnia, wtedy
prawdopodobnie napisał list do A. Hilferdinga.

191

�na południowym brzegu Bałtyckiego Morza1, wynik badań terenowych
prowadzonych w roku 1856 na Pomorzu, przede wszystkim na terenach
zamieszkałych przez Kaszubów i Słowińców. Kolberg ofiarował Hilferdingowi nowo wydane Sandomierskie i pisał o swych planach:
W podobny sposób i to systematyczniejszy jeszcze, życzyłbym sobie opracować
inne kraju prowincje. Wiadome już Panu Radcy są środki, jakimi by najprędzej
i najskuteczniej dojść można do zamierzonego celu2.

Jednak starania o uzyskanie dotacji na badania terenowe i druk tomów
Ludu przy poparciu Towarzystwa Geograficznego i jego Wydziału Etnografii
nie przyniosły rezultatu. Próby uzyskania pomocy finansowej od władz rosyjskich skończyły się jedynie uwikłaniem Kolberga we współudział w przygotowywaniu eksponatów na wystawę etnograficzną w Moskwie. Pomysł
zorganizowania takiej wystawy, obejmującej całe cesarstwo rosyjskie, od
Finlandii i Estonii do Kaukazu i od Królestwa Polskiego do wschodnich krańców Azji, powstał w roku 1864 w gronie „towarzystwa zwolenników nauk
naturalnych”, a po przyjęciu przez organizatorów poparcia rządu poszerzono
projekt o „oddział słowiański”. Oddział ten, dołączony do wystawy prezentującej ludy żyjące na terenie imperium carskiego, przedstawiał stroje i inne
elementy kultury ludowej Słowian zamieszkujących kraje Austro-Węgier.
Wśród dokumentów zachowanych w archiwum Kolberga jest brulion
pisma skierowanego do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych w Warszawie, pochodzący sprzed maja 1866 r.:
Zawezwani na poufną naradę etnograficzną do Wydziału Przemysłu i Kunsztów w Kom. Rząd. Spraw Wewn. przez JW. Dyrektora tegoż wydziału, badacze
i artyści celem udzielenia zdania swego co do przedmiotów kwalifikujących się
do wysłania z Król. Polskiego na wystawę etnograficzną w Moskwie w r. 1867
1
Takiego tytułu użył Kolberg w swym przekładzie pracy Hilferdinga, tłumaczenie to zostało wydane w roku 1965 w tomie O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 305–457; w roku
1989 ukazał się w Gdańsku nowy przekład pt. Resztki Słowian na południowym wybrzeżu
Morza Bałtyckiego, tłum. N. Perczyńska, oprac. J. Treder. Praca Hilferdinga była wysoko ceniona przez jemu współczesnych, zob. np. R.Z. [R. Zmorski] O Kaszubach, „Przegląd Europejski
Naukowy, Literacki i Artystyczny” R. I: 1862, T. II, s. 213–240. Obecnie samodzielność i dokładność badań i opracowania Hilferdinga jest przez językoznawców i historyków oceniana różnie,
zob. Z. Szultka Wokół książki Aleksandra Hilferdinga o Kaszubach, „Zapiski Historyczne”
T. LXXVIII: 2013, z. 1, s. 147–167.
2
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131.

192

�otworzyć się mającą […] następujące poczynili spostrzeżenia tyczące się ubiorów
krajowych polskich1.

Znani z podejrzliwości urzędnicy carscy nawet naradzie w sprawie wyboru eksponatów na wystawę etnograficzną nadali charakter poufny. Napisany przez Kolberga brulion, którego początek tu przytoczono, podpisany
jest przez trzy osoby, podpis pierwszej jest nieczytelny, dwie następne to
Aleksander Lesser i Franciszek Kostrzewski. Lesser (1814–1884), malarz
i krytyk sztuki, jest m.in. autorem obrazu Pogrzeb pięciu poległych w Warszawie 2 marca 1861 na Cmentarzu Powązkowskim, niezwykłego portretu zbiorowego przedstawicieli inteligenckiego środowiska warszawskiego
i duchownych różnych wyznań, świadków i uczestników tego pogrzebu2.
Kostrzewski (1826–1911), malarz, najbardziej jest znany jako ilustrator prasy warszawskiej i karykaturzysta. Podpisu Kolberga w zachowanym brulionie nie ma, ale nie ulega wątpliwości, że jest on jego autorem i zapewne on
proponował, które grupy etniczne z terenu Królestwa należy zaprezentować
na wystawie. W omawianym tu brulionie wskazanych jest ich dziewięć:
Krakowiacy z okolic Skalbmierza i Działoszyc, Kaliszanie, Kujawiacy, Mazury: a) z okolic Warszawy, b) Kurpie znad Narwi, Podlasianie znad Bugu,
Lublinianie z okolic Biłgoraja, włościanie unici spod Hrubieszowa, Litwini
z pow. mariampolskiego. Następnie przedstawiony jest orientacyjny cennik
strojów i kosztorys wyjazdów w teren etnografa i rysownika, koniecznych
dla pozyskania eksponatów. Rola Kolberga w organizowaniu rosyjskiej wystawy etnograficznej skończyła się na wskazaniu przedstawicieli różnych
regionów Królestwa, których stroje powinny być na niej pokazane. Prawdopodobnie wezwany też został do oceny fotografii zebranych przez Komisję
Spraw Wewnętrznych – w liście do Blizińskiego pisał w maju 1866 r., że
oglądał razem z Gersonem fotografie, które mają być wysłane do Moskwy3.
Wystawa została otwarta w Moskwie w maju 1867 r. Jej program spotkał
się z oburzeniem w Galicji i w Austrii, o czym informował m.in. krakowski
„Czas”4. Powody były dwa – wśród eksponatów w oddziale słowiańskim
1
Rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 320–321, drugi brulion, zapewne nieco
wcześniejszy, tamże, k. 322.
2
Zob. s. 162.
3
List do J. Blizińskiego z 31 maja 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.161–162.
4
„Czas” w korespondencji ze Lwowa (w nr 120 z 1867 r.) i w artykule Rosja (nr 123 z 1867 r.)
przytoczył za prasą wiedeńską opinie, że wystawa uznana jest za antyaustriacką; o reakcji prasy

193

�znalazły się stroje ludowe wszystkich narodów słowiańskich mieszkających na terenie Austro-Węgier, a ponadto warszawski Komitet Urządzający
zorganizował na swój koszt wyjazd na wystawę dla grupy 60 działaczy,
głównie z Czech i Słowacji, nazwany „pielgrzymką słowiańską”. Objęcie
rosyjską wystawą etnograficzną Słowian z Austro-Węgier było tym bardziej
bulwersujące, że etnografowie z Moskwy starannie ominęli Słowian z Prus
– Polaków (Ślązaków, Wielkopolan, Kaszubów) i Łużyczan.
W archiwum Kolberga nie zachowały się inne dokumenty dotyczące
wystawy moskiewskiej, ale podany w prasie w 1867 r. szczegółowy opis 1
prezentowanych eksponatów potwierdza, że przedstawiono tam te grupy
etniczne, które wskazane były przez niego w przywoływanym tu brulionie.
Jednak w sprawozdaniu z wystawy przedrukowanym z prasy rosyjskiej
przez „Dziennik Warszawski” możemy przeczytać, że mieszkańców Lublina
i Hrubieszowa, sitarzy biłgorajskich i Podlasianina organizatorzy wystawy
zaliczyli do „oddziału ruskiego”2, nie do polskiego, a Kurpiów określono
jako „plemię mieszane”. Wskazuje to, w jakim kierunku musiałyby pójść
koncesje Kolberga w razie otrzymania pomocy finansowej władz rosyjskich.
Korzystając z dotacji rządu, musiałby uwzględniać głębokie ingerencje w zakres i treść swych publikacji. Już dotychczas, wydając swe prace
w Warszawie na własny koszt, cały czas liczyć się musiał z wymaganiami
cenzury, dlatego nie drukował pieśni patriotycznych, często używał określenia „słowiański” zamiast „polski” i dał Ludowi tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej. Konsekwencją uzyskania dotacji od moskiewskiego towarzystwa byłoby znaczne zmniejszenie wartości źródłowej
Ludu, a także ostracyzm ze strony środowiska naukowego i literackiego
Warszawy.
Odnotowany w korespondencji z Aleksandrem Hilferdingiem wyjazd
w 1865 r. do Lublina wiązał się z badaniami etnograficznymi, ale prawdopodobnie także ze sprawami rodzinnymi. Mieszkała tam Julia, wspomniana już tutaj jedna z dwu córek Juliusza, nieżyjącego najmłodszego brata
austriackiej i polskiej z Galicji pisał też „Dziennik Warszawski” (nr 106 z 1867 r.). Zob. też [E. Kołodziejczyk] Zza kulis panslawizmu w r. 1867 (Przyczynek do genezy „pielgrzymki słowiańskiej”
na wystawę etnograficzną w Moskwie 1867 r.), „Świat Słowiański” 1912, nr 92–93, s. 598–610.
1
W „Dzienniku Warszawskim” (nr 106–108 z maja 1867 r.) zamieszczono tłumaczenie artykułu z prasy moskiewskiej opisującego większość eksponatów, a przedrukowano je w krakowskim „Czasie” (nr 120–123 z maja 1867 r.).
2
Wystawa etnograficzna w Moskwie, „Dziennik Warszawski” 1867, nr 108.

194

�Oskara. Julia wyszła za mąż za Seweryna Illukiewicza, urzędnika 1, i przeniosła się razem z nim do Lublina. W swoim spisie wydatków pod datą 20
stycznia 1861 r. zapisał Kolberg „prezent dla Julki”; ofiarował go zapewne z okazji ślubu bratanicy. W latach 1864 i 1865 odnotował kilkakrotnie
krótkie wyjazdy do Lublina, swoje i matki, która była bardzo związana
z wychowywanymi przez siebie wnuczkami.
Badania etnograficzne w okolicach Lublina prowadził już wcześniej,
w roku 1859, podczas dwumiesięcznej podróży zatrzymał się m.in. w Gałęzowie u Józefy i Henryka Koźmianów. W roku 1865 był w Lublinie kilka
dni w kwietniu i w lipcu i w czasie jednego z tych wyjazdów odwiedził
Koźmianów ponownie. Po tej wizycie Józefa Koźmianówna (1847–1874?),
córka właścicieli Gałęzowa, przysłała Kolbergowi opis wesela z tej wsi, do
którego później w osobnym liście dołączyła jeszcze kilka pieśni2.
Jako następną monografię planował Kolberg Kujawy, a ponieważ
z tego regionu brakowało mu wielu materiałów etnograficznych, musiał
pojechać tam ponownie. Badania na Kujawach 3 prowadził pierwszy raz
w sierpniu 1860 r., odwiedzając po drodze Mazew. Wieś tę dzierżawił
od roku 1846 Wacław Aleksander Maciejowski, który mieszkał na stałe w Warszawie, ale latem bywał w zarządzanym przez syna folwarku.
W Mazewie spędził wtedy Kolberg dwa tygodnie i pozyskał zapewne
wiele melodii, ponieważ w zachowanym spisie wydatków 4 poniesionych
w tej podróży czytamy, że w Mazewie „za pieśni” wykonawcy dostali 4,75 rubla. Materiały te wykorzystał wiele lat później w monografii
Łęczyckie. Z Mazewa pojechał na Kujawy, gdzie spędził 18 dni, zatrzymując się w Bogusławicach, Redczu, Kłonowie, Bodzanowie i Otmianowie. Pięć lat później, w roku 1865 pojechał tam na dłużej – przebywał
wtedy na Kujawach od 20 sierpnia do 7 października w wymienionych
już wsiach u poznanych wcześniej rodzin, a także w Głuszynie i w Ruszkowie. Z tych miejscowości lub z ich okolicy pochodzi znaczna część
O S. Illukiewiczu brak bliższych informacji, wiadomo tylko, że brał udział w pracach
Wilhelma przy pomiarach Wisły.
2
Zob. list J. Koźmianówny z końca roku 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 142–
–143.
3
Badania Kolberga na Kujawach, ich wyniki i opracowanie w postaci dwutomowej monografii są omówione dokładniej we wstępie D. Pawlakowej i A. Skrukwy do tomu Kujawy.
Suplement do t. 3-4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. V–XCIX, a zbiór kujawiaków został scharakteryzowany przez D. Pawlakową w cz. I suplementu (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.
4
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 23.
1

195

�materiałów zamieszczonych w Kujawach. Badał wtedy kulturę ludową
w powiatach włocławskim i radziejowskim (później nazwanym nieszawskim) należących do zaboru rosyjskiego. Pozostała część regionu, powiat
inowrocławski, po trzecim rozbiorze znalazła się w Prusach. Z problemem podziału regionów etnograficznych i historycznych granicami politycznymi zaborów spotykał się także później – dotyczył on też Krakowskiego i południowej Wielkopolski.
Drugi pobyt na Kujawach przygotował mu w pewnym stopniu List
otwarty. Jedną z niewielu wspomnianych już osób, które bezpośrednio
odpowiedziały na apel ogłoszony w „Bibliotece Warszawskiej”, był Józef
Bliziński (1827–1893), wówczas początkujący literat, później ceniony komediopisarz. Bliziński był już autorem kilku artykułów na temat Kujaw
zamieszczonych w Encyklopedii powszechnej1 i w prasie, notował też
i przekazał do druku zapisy gwary kujawskiej2, gdy „Biblioteka Warszawska” apelowała o przysyłanie uzupełnień w związku z podjętą nową edycją
Słownika języka polskiego Lindego.
Józef Bliziński brał udział w powstaniu styczniowym, w którym zginął
jego brat. On sam po klęsce był uwięziony, ale dosyć szybko odzyskał
wolność. Prawdopodobnie należał do tych aresztowanych, których nie
schwytano z bronią w ręku i dlatego dzięki „okupowi” u odpowiednich
władz mogli uniknąć surowszej kary. Później bywał rezydentem w dworach krewnych i przyjaciół na Kujawach. Korespondencja nawiązana
z Kolbergiem po ogłoszeniu Listu otwartego zapoczątkowała ich wieloletnią współpracę i przyjaźń. Pierwszy raz spotkali się latem 1865 r., potem,
po powrocie Kolberga do Warszawy, Bliziński pośredniczył w pozyskiwaniu prenumeratorów na nowy tom Ludu i przesyłał zapisane przez siebie
materiały, a Kolberg pomagał mu załatwić różne sprawy, głównie druk
utworów w warszawskich czasopismach. W pierwszym liście, jeszcze przed
spotkaniem, Bliziński upoważnił Kolberga do odebrania z redakcji „Biblioteki Warszawskiej” przysłanych przed kilku laty dwudziestu pięciu melodii tańców kujawskich, których tam nie opublikowano, a także przekazał
ich prymarne zapisy. Był wśród znajomych i korespondentów Kolberga
jednym z nielicznych umiejących zapisać melodie i autorem unikatowego
W Encyklopedii powszechnej zamieszczone były trzy jego artykuły: Kujawiacy, Kujawiak
i Kujawy (T. XVI z 1864 r.).
2
M. Albiński i J. Bliziński Abecadłowy spis wyrazów języka ludowego w Kujawach
i Galicji zachodniej, „Biblioteka Warszawska” 1860, T. 4, s. 619–633.
1

196

�w archiwum etnografa zapisu kapeli1. Latem i wczesną jesienią 1865 roku
towarzyszył Kolbergowi w badaniach terenowych, później na jego prośbę
szukał fotografii Kujawian w strojach regionalnych potrzebnych jako wzory rycin do monografii. Bliziński był dobrym obserwatorem: jedna z rycin
związanych z Kujawami, ale ostatecznie tam nie zamieszczona, wywołała
jego żywiołową reakcję. Kolberg w 1866 r. dał do druku w „Tygodniku
Ilustrowanym” artykuł pt. Śródpoście na Kujawach2. O towarzyszącej tekstowi rycinie Kostrzewskiego Bliziński natychmiast napisał do Kolberga:
Ale! Całe Kujawy zgorszone, że w „Tygodniku”, obok Pańskiego artykułu o śródpościu, znalazła się rycina wystawiająca Kujawiaków tak nie po kujawsku. Rzeczywiście, nie ma tam ani jednego typu, ani jednej figury kujawskiej, począwszy
od włosów i czapek u chłopów i chustki u dziewki aż do butów. Wyborny układ,
rycina doskonała, gdyby rzecz działa się gdzieś na Mazurach. Wszystkim, komu
się dało, tłomaczyłem, żeś Pan ryciny nie widział — i tak też było zapewne3.

Prawdopodobnie Bliziński miał rację co do tego, że Kolberg nie widział
przed drukiem ryciny Kostrzewskiego, a ilustrator po otrzymaniu zlecenia
narysował znanych sobie chłopów z Mazowsza, nie biorąc pod uwagę wymagań dokumentacji etnograficznej.
Bliziński, przyszły komediopisarz, towarzysząc Kolbergowi w czasie badań terenowych na Kujawach, obserwował nie tylko stroje ludowe, ale
także etnografa, co miało po kilku latach niespodziewany efekt. W komedii
Marcowy kawaler Bliziński sportretował go jako Heliodora goszczącego na
wsi u pana Ignacego, głównego bohatera sztuki. Heliodor, przedstawiony
z sympatią i z humorem, to zapamiętały zbieracz przysłów i wyrażeń gwarowych. Jednoaktówka wystawiona w Warszawie w Teatrze Rozmaitości
w maju 1873 r. była debiutem scenicznym Blizińskiego, a grający Heliodora
Jan Chęciński (1824–1874), ceniony wówczas aktor, według współczesnych
świadków „z upoważnienia poczciwego pana Oskara nawet się na niego
Danuta Pawlak, która opracowała do druku Kolbergowskie zapisy muzyczne z Kujaw,
pisze o Blizińskim, że był on „o ile pozwalają to stwierdzić zachowane rękopisy, jedynym znajomym z Kujaw, który posiadał wiarygodną według Kolberga i zaakceptowaną przez niego umiejętność notowania melodii ludowych”. Zob. D. Pawlak „Kujawy” Oskara Kolberga, w: Kujawy.
Suplement… cz. II (DWOK T.72/II), s. LXXXV. Wspomniany zapis kapeli zob. w suplemencie do
Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 147, nr 157.
2
O. Kolberg Śródpoście na Kujawach, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, T. 13, nr 337, s. 115–116.
3
List J. Blizińskiego z 10–13 IV 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 150.
1

197

�zupełnie charakteryzował na scenie”1. Kolberg jednak nie widział tej inscenizacji, wyjechał z Warszawy na stałe w roku 1871.
Zachowana do dziś stosunkowo obfita korespondencja Kolberga z Blizińskim pozwala docenić jego udział w pozyskiwaniu materiałów do monografii Kujaw. Równie ważne były kontakty etnografa także z innymi przedstawicielami rodzin ziemiańskich. Trudno dziś określić dokładniej ich rolę
w gromadzeniu różnych wiadomości czy tekstów i nie zawsze można wskazać konkretne zapisy przez nich przekazane, ale niewątpliwie w wielkim
stopniu od nich zależał kontakt Kolberga z informatorami i wykonawcami
rekrutującymi się spośród mieszkańców wsi. Niektórych wspomina Michał
Sokołowski, właściciel Głuszyna, w liście do Kolberga pisanym jesienią
1865 r.:
[…] z żalem rozstawaliśmy się z sobą, z tą wszakże nadzieją, że jeżeli już nie w tym
roku, to w następnym odnowimy tu, w Głuszynie, naszą znajomość, a przy niej
zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub Graszkowskiego znowu coś
nowego2.

Odpowiadając Michałowi Sokołowskiemu, w końcowych zdaniach listu
Kolberg również wymienia Plichcinę, ale nie wiemy, czy była ona śpiewaczką, czy może opowiadała bajki lub relacjonowała przebieg wesela. Plichcina
była mieszkanką Głuszyna – wśród nazwisk rodowych z tej miejscowości,
zamieszczonych przez Kolberga w drugiej części Kujaw, wymienione jest
nazwisko „Plichta”. Nie wiemy również, jakie utwory lub wiadomości przekazał wymieniony w tym liście Graszkowski. Natomiast odnotowane w jednym z rękopisów terenowych nazwisko Jana Maślonki dotyczy na pewno
skrzypka. Kolberg zapisał jego imię i nazwisko nad melodiami, a w cz. II
Kujaw, opisując grę kujawskich muzyków, poświęcił mu kilka zdań:
[…] między wielu innymi był w jednym dworze parobczak nazwiskiem Maślonka,
który będąc szmają (mańkutem, [lewo]rękim), wyuczył się grać na skrzypcach
na szmajndę, tj. lewą ręką smykował (wodził smyczek po strunach), palcami
zaś prawej ręki przebierał na strunach, które stosownie do tego działania, miał
nawiązane na opak3.
K. Zalewski Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 119.
List M. Sokołowskiego z 16 listopada 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139.
3
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209 (wyróżnienia w tekście od Kolberga), zob. też
w cz. I suplementu do Kujaw (DWOK T. 72/I) s. XIII i 270, przypis.
1
2

198

�Większość innych wiejskich informatorów i wykonawców pozostaje
anonimowa. Z zachowanych listów i paru notatek w rękopisach znamy jedynie nazwiska wykonawczyń pieśni zamieszczanych przez Kolberga w rozdziale „Dwory i miasta” i osób z tego kręgu, które przekazały potrzebne
informacje lub zanotowały np. przysłowia1.
Z tego drugiego sezonu badań terenowych na Kujawach pochodzą zapewne teksty bajek, facecji, anegdot i „gadki” naśladujące głosy ptaków
oraz kilkanaście opisów gier i zapiski dotyczące gwary, ale także nowe
pieśni i melodie. Uzupełnił więc Kolberg notatki przywiezione przed pięciu
laty, poszerzył je o nowe tematy i pozyskał kilku współpracowników, którzy w czasie jego pobytu sporządzali potrzebne szkice chat, ofiarowywali
prywatne fotografie, a potem przysyłali odpowiedzi na zadawane listownie
pytania lub przekazywali je w czasie spotkań w Warszawie. Zgromadził
też inne materiały ikonograficzne przygotowane później do druku przez
Wojciecha Gersona. Do dziś w archiwum Kolberga zachowały się fotografie
kujawskich piastunek, których nakrycia głowy były wzorami do drzeworytów ilustrujących stroje ludowe w Kujawach.
Zredagowanie do druku Kujaw wymagało od Kolberga rozwiązania
paru nowych problemów edytorskich, m.in. systematyki różnych gatunków
prozy, a także ustalenia metody zapisu gwary w tekstach folkloru, zwłaszcza
w bajkach i w materiałach dotyczących języka. Osobnym zadaniem był
wybór do druku melodii tańców, których w rękopisach miał liczbę trudną
dziś do oszacowania, na pewno przekraczającą tysiąc.
Dwutomowe Kujawy były pierwszym opracowaniem, w którym Kolberg
zrealizował plan etnograficznej monografii regionalnej. Złożyły się na nią
kolejno następujące rozdziały: w pierwszej części „Kraj”, „Lud”, poświęcony kulturze materialnej i charakterystyce cech fizycznych i psychicznych
Kujawian, a także wierzeniom, „Powieści” zawierające różne gatunki prozy, „Przysłowia. Zdania. Zagadki”, czyli małe formy folkloru, „Zwyczaje”,
ułożone w porządku kalendarzowym od Bożego Narodzenia do przesilenia
letniego, „Gry”, których opisał kilkanaście, następnie „Obrzędy polne”, zawsze w monografiach charakteryzowane oddzielnie, „Obrzędy domowe”
Zob. we wstępie do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/II) s. XLII–
–XLIII, XLVI–XLVII, LV–LXI, LXXXVI. Prawdopodobnie w tym środowisku zapisał też Kolberg
duży zespół kolęd i pastorałek z notą lokalizacyjną „Ruszkowo”, które opublikowano dopiero
w suplemencie do Kujaw. Zob. wstęp do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/
II), s. XXVI i XLVII oraz s. 3–42.
1

199

�związane z urodzinami, pogrzebem i weselem. W części drugiej zamieścił
„Pieśni i dumy”, „Tańce” z osobnym wstępem i „Język”, który znalazł się
dopiero po przypisach do rozdziałów poprzednich. Kolejność materiałów
w następnych monografiach bywała nieco zmieniona w porównaniu do
Kujaw, ponadto później zamieszczał Kolberg zapisy dotyczące wierzeń
w osobnym rozdziale lub nawet osobnym tomie. Natomiast proza ludowa,
zwłaszcza bajki, ale także inne jej gatunki, doczekała się w Kujawach obfitej reprezentacji dorównującej późniejszym monografiom — wydrukował
tam ponad 40 takich tekstów. Bogaty jest także rozdział „Język”, zawierający słowniczek, „Właściwości mowy”, tj. uwagi z zakresu fonetyki i zwroty charakterystyczne dla Kujawian, obszerny spis onomastyczny, szeroko
uwzględniający poza nazwami osad także hydronimy, nazwy pól, łąk, pastwisk itp. oraz osobno nazwiska i imiona włościan. „Właściwości mowy”
rozpoczął ważnymi obserwacjami dotyczącymi ogólnie gwary kujawskiej
i specyfiki języka pieśni:
Mowa Kujawiaków jest w ogóle czysta. Różni się głównie od sąsiedniej gwary
mazurskiej dobrym i wyraźnym wymawianiem spółgłosek szypiących (gardł.
zmiękcz.) cz, sz, ż, bez tak zwanego mazurzenia. Jeśli w mowie potocznej nieraz
wyrzucają oni lub dodają pewne głoski do wyrazów, to w pieśni zwykli tego
unikać i poprawniejszym odzywają się językiem1.

Te zdania i następujące po nich szczegółowe uwagi o wymowie, fleksji
i charakterystycznych zwrotach wskazują, że Kolberg zauważył i starał
się utrwalić w notatkach odmienność gwary Kujawian od innych znanych
mu już dialektów i od języka ogólnopolskiego, a także dostrzegał różnice między ich mową potoczną a artystycznym językiem pieśni. Gwarę
kujawską Kolberg opisał w rozdziałach poświęconych językowi, a zachowane rękopisy terenowe bajek z tego regionu wskazują, że w czasie
wywiadów starał się odnotować nie tylko treść tych tekstów, ale także
ich brzmienie.
W monografii Kujaw zwraca uwagę zespół ilustracji dokumentujących
stroje i budownictwo. Akwarele, podstawę barwnych litografii, namalował Wojciech Gerson, częściowo przerysowując fotografie wykonane we
włocławskim atelier W.M. Majorkiewicza, częściowo wykorzystując własne szkice z podróży studenckich w latach 1851 i 1853. Był on też autorem
1

O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 280, wyróżnienia od Kolberga.

200

�wielu rysunków reprodukowanych w tomie jako drzeworyty, te powstały
głównie na podstawie fotografii zgromadzonych przez Kolberga. Na stronach tytułowych Kolberg podał tylko nazwisko Gersona, choć nie wszystkie ilustracje były wykonane przez tego malarza. Trzy chaty z Bogusławic
i ich wnętrza1 oraz dworek w Bogusławicach narysowała prawdopodobnie
Ludwika Kretkowska (1843–1906), córka Ludwika Komeckiego, właściciela
tej wsi, u którego etnograf gościł w roku 1860 i 1865.
Omówieniu muzyki tego regionu poświęcił Kolberg osobne miejsce, najpierw we wstępie do monografii, potem w specjalnym wprowadzeniu do
rozdziału „Tańce”2. Problemy poruszane we wstępie do Sandomierskiego
wspomniał tylko w kilku zdaniach, natomiast uwagę skupił na opisie tańców i charakterystyce gry kujawskich instrumentalistów, przede wszystkim
skrzypków, ale także pastuszków grających na fujarkach. Wspomniał też
inne instrumenty i wymienił nazwy tańców. Wyraźnie w folklorze Kujaw
zafascynowały go usłyszane w czasie badań terenowych melodie kujawiaków i umiejętności miejscowych skrzypków. Fascynację tę czuje się, czyta­jąc
charakterystykę ich kompozycji i samej gry we wstępie, w którym Kolberg
oddaje swe bardzo osobiste wrażenia3. Kontrastuje ona z rzeczową uwagą
o jednym z wykonawców:
Skrzypek grający mi jedną z podobnych melodii zawieszonych na dominancie, gdym mu wskazywał w jaki sposób ma znowu przejść do toniki i na niej
zakończyć, po kilku z rozmaitym powodzeniem odbytych próbach, wracał do
dawnego trybu, w którym mu daleko gładziej szło, i w końcu zniecierpliwiony
rzekł: Eh! Jużcić to ta panowie musita lepij wiedziéć jak mo być, bo się uczyta
w szkole; a u nas, chłopstwa, to tylko się tak gro zwyczajnie, po prostu, jak Bóg
przykazoł!4

Kolberg z kujawiakami zetknął się bardzo wcześnie, wiele lat przed
pierwszą podróżą do regionu, od którego wzięły swoją nazwę. W uwagach
do biografii Fryderyka Chopina wydanej przez Marcelego Antoniego Szulca
pisał o melodii tego tańca użytej w Fantazji na tematy polskie op. 13:
Zob. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 77 i 80–81, a także ryciny w cz. II suplementu
(DWOK T. 72/II) i wstęp tamże, s. LXXII. 		
2
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 7–11 i Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199–212.
3
O. Kolberg Kujawy, cz. I (DWOK T. 3), s. 9.
4
Tamże, s. 9, przypis.
1

201

�Nie ma najmniejszej wątpliwości, że motyw ten jest ludowy. Nucił go Chopinowi
młody Wodzyński w mojej obecności w Warszawie i ja sam często go później
w Kujawach słyszałem […]1.

Kujawiaki miały też spośród wszystkich jego utworów najlepsze recenzje współczesnych krytyków, a dobrze oceniane były również później.
Melodie tych właśnie tańców zapisane w roku 1860 i 1865 były przedmiotem równie wielkiej troski Kolberga, jak jego własne kompozycje.
W drugiej części Kujaw zmieścił ich zaledwie dziewięćdziesiąt. Później
włożył wiele pracy w przygotowanie do wydania kolejnych wersji zgromadzonego materiału i w próby jego publikacji jako trzeciej części monografii.
Cenił wysoko miejscowych skrzypków i wiedział, że bez ich kompozycji
obraz muzyki tego regionu będzie zubożony. Opracował trzy kolejne redakcje zbioru tańców kujawskich, z których jedna pt. Chodzone, kujawiaki,
obertasy, mazury, najbliższa prymarnym zapisom terenowym i prawdopodobnie najwcześniejsza, została w całości opublikowana w tomie suplementowym dopiero 150 lat później. Zawartych jest tam 712 osobno numerowanych tańców, a większość z nich składa się z dwu lub trzech melodii,
stanowiących cykl, nazwany przez Kolberga „tańcem kujawskim”, na który
składają się: chodzony, czyli polski, kujawiak właściwy i mazur lub obertas. Sam Kolberg po wydaniu Kujaw nadal starał się udostępnić te melodie
i zamieścił niektóre z nich w roku 1880 w piątej części monografii Wielkopolski, gdzie zostały one rozproszone wśród innych zapisów tańców, a następnie w roku 1889 w Łęczyckiem, w osobnym rozdziale pt. „Kujawy”2.
Rękopis pierwszej części Kujaw miał Kolberg gotowy w ciągu roku 1866
i oddał go znowu do drukarni Jaworskiego, która miała wówczas opinię
najlepszej spośród takich zakładów w Warszawie i mogła drukować nuty.
Pierwsza część Kujaw ukazała się w roku 1867, część druga dwa lata później3. W okresie druku tych dwu tomów zasoby Kolberga były wyczerO. Kolberg Uwagi […] odnoszące się do książki M. A. Szulca „Fryderyk Chopin i utwory
jego muzyczne, Poznań 1873, w: Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 463–464. Zob. też
wstęp D. Pawlak w tomie suplementowym do Kujaw, cz. II (DWOK T. 72/II), s. XCV–XCVI.
2
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga (DWOK T. 72/I), s. VI i nast.
Zob. też O. Kolberg Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), m.in. s. 154–167, oraz Łęczyckie (DWOK
T. 22), s. 211–254.
3
Część II Kujaw ma na karcie tytułowej rok wydania 1867, ale jej druk zakończył się dwa
lata później. Właściwa data podana była na papierowej okładce, zwykle usuwanej w czasie
oprawy książki, ale czasem naklejanej na twardą okładkę introligatorską.
1

202

�pane i musiał szukać instytucji lub osób, które mogłyby sfinansować publikację Ludu. Jeszcze w październiku 1865 r. wydrukował 400 „biletów
prenumeracyjnych”, które rozprowadzali na Kujawach wśród swoich znajomych zaprzyjaźnieni mieszkańcy regionu, Józef Bliziński i Antoni Morzycki
(1801–1882) z Ruszkowa, a w Warszawie zapewne księgarze. Jednak nie
udało się tą drogą zebrać potrzebnego funduszu. Morzycki, który z trzydziestu pięciu powierzonych mu biletów zdołał sprzedać tylko część, za
pozostałe zapłacił sam i przysyłając należną kwotę, pisał do Kolberga:
Każdy rodak miłujący narodowe zabytki uznać musi w usiłowaniach Jego znakomitą zasługę, zwłaszcza przy względzie na środki, którymi rozporządzasz.
Z wydawnictwem pieśni i podań ludowych Kujawian trafiłeś na złe czasy, których opisywać nie potrzebuję, bo są, nie wątpię, dostatecznie Szan[ownemu]
Panu znane; zaręczyć tylko mogę o dobrych chęciach moich współobywateli,
które paraliżuje ciężka niedola1.

Istotnie, właściciele ziemscy na Kujawach, tak jak w całym Królestwie,
zostali w czasie powstania i w ciągu następnych lat obciążeni najpierw
daniną narodową na rzecz powstańców, potem przemarszami i rabunkami
wojsk rosyjskich, a po zakończeniu walk zbrojnych — kontrybucjami narzuconymi przez władze carskie i koniecznością opłacania urzędników rosyjskich, przyzwyczajonych do łapówek. Dodatkowym czynnikiem powodującym zubożenie części właścicieli folwarków były zmiany ekonomiczne – po uwłaszczeniu ogłoszonym w marcu 1864 r. nie wszyscy potrafili
szybko przystosować się do nowych warunków prowadzenia gospodarstw
rolnych.
Kolberg nie tylko nie miał pieniędzy na wydanie ogromnego zbioru tańców kujawskich, ale od roku 1865 zalegał Jaworskiemu za druk Sandomierskiego, a zadłużenie powiększało się w trakcie prac nad Kujawami.
Spłacał je stopniowo w ratach przez cały rok 1865 i dwa lata następne,
zwykle po 50 rubli co dwa – trzy miesiące. Jednak od lipca roku 1867
wpłaty takie są coraz rzadsze, a później, od połowy roku 1868 w spisie
wydatków nie ma już notatek o kwotach przekazanych Jaworskiemu. Przypomnieć tu trzeba, że w czerwcu 1868 r. zakończyły się prace nad Encyklopedią powszechną i dochody Kolberga nie tylko zmniejszyły się, ale stały
się też bardzo niepewne. Z późniejszej korespondencji wynika, że wtedy
1

List A. Morzyckiego z 28 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 217–218.

203

�nie wyrównał jeszcze zaległości u Jaworskiego za część pierwszą Kujaw,
a trwał druk części drugiej monografii. Aby zaoszczędzić na kosztach, postanowił w tym tomie wydać nuty tańszą techniką. W pierwszym zbiorze,
opublikowanym przez Żupańskiego w latach 1842–1845, nuty były litografowane. Nieco później nuty można było już drukować i tak zostały wydane
melodie w Pieśniach ludu polskiego, które ukazały się w roku 1857. K.W.
Wójcicki, recenzując pierwszą część Kujaw, pisał: „Wprowadzenie do naszej typografii nut drukowanych ułatwiło wielce wydanie w formie książki”1. Dzięki temu melodie z podpisaną pierwszą zwrotką tekstu znajdowały
się bezpośrednio nad pełnym tekstem. W pierwszej części Kujaw, gdzie
znalazło się tylko 101 zapisów nutowych zamieszczonych w opisach obrzędów, nuty były drukowane. W drugiej części monografii melodie, których
tam jest 346, były litografowane oddzielnie na całostronicowych planszach
zamieszczonych zbiorowo na końcu rozdziału zawierającego pełne teksty.
Zmniejszyło to koszt publikacji, ale utrudniało korzystanie z książki i dawało gorszy estetycznie efekt. W 1869 r., gdy kończył się druk drugiej części
Kujaw, starając się o subwencję w Ossolineum, Kolberg ocenił technikę
druku zastosowaną w tym tomie dosyć nisko: „Seria IV wydanego przez
mnie dzieła Lud ukazuje już w ten sposób litografowane dla taniości nuty;
pięknością się one nie zalecają […]”2. Podobnie pisał Wójcicki, recenzując
drugą część Kujaw: „Jest to oszczędność co do kosztów znaczna, lubo na
oko mniej powabna”3.
Recenzje zamieszczone w prasie po ukazaniu się Kujaw nie były tak wnikliwe, jak poświęcone Pieśniom ludu polskiego w 1857 r. Wtedy nowy tom
Kolberga oceniali przede wszystkim muzycy, a także pisarze zainteresowani
folklorem. Dziesięć lat później publikacje etnograficzne nie miały jeszcze
nie tylko wyrobionego kręgu odbiorców, ale także fachowych krytyków.
Recenzje, które ukazały się w „Bibliotece Warszawskiej” i w popularnych
tygodnikach miały na celu raczej zachęcenie czytelników do nabycia książki niż rzeczową ocenę jej zawartości. Podkreślano trudności w uzyskaniu
informacji od mieszkańców wsi i ponoszone przez Kolberga koszty badań
i druku. Taki charakter miały też omówienia Kujaw zamieszczone w prasie
K.W. Wójcicki Kronika literacka, „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1, s. 116.
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 296.
3
Recenzja K.W. Wójcickiego na temat cz. II Kujaw zamieszczona była w „Bibliotece Warszawskiej” 1869, T. 3, s. 451–453, przytoczony fragment na s. 452.
1
2

204

�wielkopolskiej krótko po pobycie Kolberga w Poznaniu1. Wspomnieć trzeba
jednak o paru problemach poruszanych przez recenzentów. W warszawskim „Przeglądzie Tygodniowym”, nowo założonym tygodniku społeczno-kulturalnym, odgrywającym dużą rolę jako organ pozytywistów warszawskich, o Kujawach pisał literat Mścisław Kamiński (1839–1868). Porównał
świeżo wydany tom trzeci Ludu z Sandomierskiem i zbyt optymistycznie
podkreślił wyczerpanie tematu przez Kolberga:
[…] część trzecia tak jest w nie [tj. materiały] obfitą, że przyszły po panu Kolbergu
etnograf wątpim, czy potrafi co nowego o Kujawach powiedzieć2.

Uważał jednak, że Kolberg, opisując kulturę ludową Kujaw, zamieścił
zbyt dużo szczegółów, w tym wariantów melodii, których starczyłaby połowa. W pierwszej części Kujaw jest jednak tylko 101 zapisów nutowych,
z czego 87 to melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w sześciu
opisach wesel. Z twierdzeniem, że Kolberg zamieszcza za dużo melodii, polemizował Zygmunt Gloger (1845–1910), wówczas student Szkoły Głównej.
W recenzji Kujaw pisał:
Niesłusznym jest zarzut, że p. Kolberg za wiele podał w swym dziele odmian
muzyki ludowej. Autor, sam będący muzykiem, a specjalnie poświęcający się
badaniu ludowych melodii, powinien jak najwięcej podawać nam tego, co niełatwo przyjść może komu innemu i czym podobno nikt więcej tak gorliwie u nas
się nie zajmuje3.

Wójcicki po opublikowaniu pierwszej części monografii przedstawił
szeroko jej treść w „Bibliotece Warszawskiej” i dodał, że Kolberg spełnia gorące życzenie Hugona Kołłątaja. Po ukazaniu się w 1869 r. części
drugiej Wójcicki podkreślał dokładność „etnograficznych opisów okolic
krajowych” i dokumentację muzyki ludowej. Jednak nawiązując do recenzji J. Papłońskiego na temat Sandomierskiego, przychylił się do jego zdania, że w monografii Kolberga brak charakterystyki religijnego życia ludu:
„Nie godzi się i nie można opuszczać licznych pieśni pobożnych, które są
[E. Kierski], „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 288–289; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222.
2
M. Kamiński, „Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52.
3
Z. Gloger Kujawiacy, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 16. Artykuł Glogera jest
ilustrowany dwoma drzeworytami według fotografii W.M. Majorkiewicza.
1

205

�w ustach ludu, ani też zaniedbywać bliższego rozpatrzenia się co do jego
gorącej wiary i praktyk z nią połączonych”1. Wójcicki poświęcił też sporo
miejsca folklorowi dziadowskiemu, którego brak zauważył w monografii.
Pieśni żebraczych dziadów uważał za bardzo dawne „pomniki odległych
wieków”, przechowujące „zabytki poezji pobożnej”. Kolberg jednak, choć
notował pieśni dziadowskie i pieśni religijne, w Kujawach zamieścił ich
tylko kilka2. Nie chciał powtarzać utworów już wydanych przez innych
i w odpowiednim rozdziale monografii opublikował np. tylko cztery kolędy,
poprzedzając je uwagą, że przytacza tylko kilka, „nieco odmienne mających
melodie”3, ponieważ na Kujawach krążą prawie takie same jak znajdujące
się w drukowanych zbiorach i śpiewnikach. Z tych powodów pominął Kolberg w druku kolędy z Ruszkowa, a także kilka pieśni religijnych z tej samej
miejscowości. W rękopisie większość z nich ma odsyłacze do zbiorów pastorałek i kolęd wskazanych przez Kolberga lub do Śpiewnika kościelnego
Mioduszewskiego4.
Mimo zastrzeżeń niektórych recenzentów Kolberg w latach następnych
poświęcał nadal muzyce dużo uwagi w trakcie badań terenowych i odpowiednie miejsce w tomach Ludu, a we wstępach do kolejnych monografii
tłumaczył to obecnością muzyki i pieśni we wszystkich obrzędach i w całym życiu ludu. Możemy dodać, że o ile badania etnograficzne w miarę
upływu czasu zaczynało prowadzić coraz więcej osób, to umiejętność zapisywania muzyki ze słuchu była dostępna dla niewielu i Kolberg był tego
świadomy. Dlatego uważał za swój obowiązek nadal notować w terenie
utwory instrumentalne i wokalne ludowych twórców.
1
K.W. Wójcicki Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne, „Biblioteka Warszawska” 1869,
T. 1, s. 137.
2
Zob. w cz. I Kujaw (DWOK T. 3) kolędy na s. 208–210 i w cz. II (DWOK T. 4) s. 68,
w suplemencie do Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 3–42 i 99–102, zob. też w suplemencie (DWOK
T. 72/II) przypis 1 na s. 3.
3
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 208; Kolberg odsyła tu do zbiorów:
M.M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy z melodyjami, czyli piosnki wesołe ludu w czasie
świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane, Kraków 1843, tegoż Dodatek do „Pastorałek
i kolęd z melodyjami”, Lipsk 1853, K. Antoniewicz Żłóbek. Kolęda dla dzieci, Poznań 1857.
4
M.M. Mioduszewski Śpiewnik kościelny, czyli pieśni nabożne z melodyjami w kościele katolickim używane, a dla wygody kościołów parafialnych przez […] zebrane. Kraków
1838; tegoż Dodatek do „Śpiewnika kościelnego z melodyjami”, Kraków 1842. Wspomniane
tu kolędy i pieśni religijne zostały opublikowane w tomie Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK
T. 72/II).		

206

�W trakcie redagowania do druku materiałów do pierwszej części monografii Kujaw zajęty był Kolberg także innym opracowaniem muzycznym. Razem z Augustem Freyerem (1803–1868), wówczas organistą parafii
ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie, przygotował Zbiór
pieśni duchownych ewangelickich i modlitw wydany nakładem Gebethnera i Wolffa w 1866 r. Służył on wiernym aż do roku 1899, do czasu wydania zbioru nowego, obszerniejszego. Opracowanie z roku 1866 powstało
z inicjatywy pastora Leopolda Otto. Wprawdzie cenzura zakwestionowała wiele tekstów i z 300 ostatecznie wydrukowano tylko 160, co bardzo
zubożyło publikację, jednak anonimowy recenzent „Zwiastuna Ewangelicznego” pisał, że Zbiór pieśni duchownych ewangelickich zasługuje
na „wszelkie uznanie” i że „chwalebnie postąpił Komitet, iż przed każdą
pieśnią wydrukowano melodię z nutami […]”1. Swój związek z warszawską
parafią ewangelicko-augsburską Św. Trójcy zaznaczył Kolberg nie tylko
udziałem w przygotowaniu strony muzycznej nowego kancjonału. Nie
znamy wprawdzie daty powstania utworu Psalm 85 „Nakłoń ucha Twego, Panie”2 do przekładu Franciszka Karpińskiego i nic nie wskazuje, aby
można było go łączyć bezpośrednio z przygotowaniem do druku melodii
do kancjonału, jednak zarówno kompozycja ta, jak i praca nad śpiewnikiem potwierdzają, że tak jak ojciec i Wilhelm, także Oskar był związany
ze swoją parafią.

Anonimowa recenzja w „Zwiastunie Ewangelicznym” 1866, nr 12, s. 192.
Utwór nie był drukowany za życia Kolberga, pierwodruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 108–126. Autorstwo tekstu wybranego przez Kolberga
ustaliła A. Nawrocka-Wysocka, zob. jej artykuł: Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików — twórczość, krytyka, dokumentacja, w: Oskar Kolberg – Polak z wyboru, seminarium
[Warszawa 2014], s. 17, zeszyt z materiałami z sesji popularno-naukowej wydany w Roku Kolberga staraniem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie. A. Nawrocka-Wysocka wskazuje tam źródło tekstu: F. Karpiński Psałterz Dawida nowo przetłumaczony
cz. II, Warszawa 1786, s. 55–58. Nieco węższa wersja tego artykułu pt. Nurt ewangelicki w dokumentacji Oskara Kolberga ukazała się w „Polskim Roczniku Muzykologicznym”, T. XII:
2014, s. 81–95, autorka pominęła tam informacje o Psalmie.
1
2

207

�X
[Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). – Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania,
Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze
strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja o przeniesieniu się do Galicji.]

W połowie roku 1868 wydany został ostatni tom Encyklopedii powszechnej Orgelbranda. K.W. Wójcicki w artykule 1 zamieszczonym
w „Kłosach” z okazji zakończenia druku ostatniego zeszytu encyklopedii
wspomina, że autorów było łącznie stu piętnastu. Podsumowując dziesięć lat pracy nad wydaniem tego dzieła, Wójcicki pisał na ten temat na
łamach „Kłosów”:
Dwudziestu więc sześciu współpracowników spoczęło w mogiłach, prócz tego
znaczna część pozostałych przy życiu nie mogła dalej wspierać tego wydawnictwa. Komitet redakcyjny musiał nowe siły zdobywać, nowych współpracowników powoływać, ażeby chociaż w części zapełnić szczerby w poważnym pierwotnym ich zastępie, teraz znacznie zmalałym, to ciosami śmierci, to usunięciem
się wielu w bezczynne zacisze. […] Nie wszyscy dotrwali do końca, ale nie ich
było winą, ani redakcji, ani wydawcy, że wcześniej odstąpili od współpracownictwa Encyklopedii powszechnej2.

Tylko tak oględnie mógł wówczas dziennikarz i współautor Encyklopedii wspomnieć autorów represjonowanych lub przebywających na emigracji z powodu udziału w powstaniu styczniowym, ponieważ cenzura nie dopuszczała do wymienienia ich nazwisk w druku. Wójcicki pisał, że oprócz
czterech członków komitetu redakcyjnego jedynie dwanaście osób było
czynnych od początku pracy nad Encyklopedią do jej końca. Należał do
nich Oskar Kolberg, który był autorem prawie wszystkich haseł z zakresu
muzyki, zarówno osobowych, jak i rzeczowych. Hasła podpisane przez innych autorów zwykle dotyczą pogranicza nauk, np. muzyki i literatury, fizyki czy religioznawstwa. Znaczna część artykułów dotyczących muzyki nie
1
2

R. [K.W. Wójcicki] Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, „Kłosy” 1868, T. 6, nr 151.
Tamże.

208

�jest podpisana, ale domniemanie autorstwa Kolberga jest w ich wypadku
uzasadnione, co precyzyjnie wykazał Mieczysław Tomaszewski1. Omówił
on pracę Kolberga nad stroną muzyczną Encyklopedii, analizując autorstwo
haseł, źródła wykorzystane w trakcie ich opracowywania, a także ścisłość
informacji, którą ocenia wysoko, zwłaszcza w odniesieniu do kompozytorów i muzyków polskich:
Mocną stronę Kolbergowskich biografii stanowi niepomiernie wyższa niż u Sowińskiego2 wiarogodność danych. Większe niż w innych działach zagęszczenie
haseł podpisanych. Najcenniejsze — poświęcone Elsnerowi, Kurpińskiemu, Dobrzyńskiemu, Komorowskiemu, Chopinowi i Moniuszce — pochodzą z autopsji3.

Charakteryzując te biografie, M. Tomaszewski pisze:
W życiorysach ludzi, których znał, wyczuwa się autopsję (Chopin, Kurpiński,
Elsner), jednakże w nie narzucający się sposób. I właśnie spięcie tych trzech
elementów: możliwie maksymalnie zweryfikowanej faktografii, trafnie dobranej
anegdoty i własnej refleksji estetycznej i moralnej — daje swoistość Kolbergowskich życiorysów4.

W sumie bardziej lub mniej ważnych, dłuższych i krótszych artykułów
z zakresu muzyki opublikowanych przez Kolberga w Encyklopedii jest nieco ponad tysiąc5.
Jest też Kolberg autorem niewielkiej liczby drukowanych w Encyklopedii artykułów z innych dziedzin: etnografii, mitologii, historii starożytnej i współczesnej oraz geografii6. Spośród nich dla pełniejszego poznania poglądów Kolberga na zadania etnografii i jego późniejszych planów
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK
T. 61), s. XXXII–XXXV.
2
Chodzi tu o pierwsze, francuskie wydanie: A. Sowiński Les musiciens polonais et slaves…,
Paris 1857.
3
M. Tomaszewski „Pisma Muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK
T. 61), s. LI.
4
Tamże, s. XLI.
5
Wszystkie opublikowane są w układzie rzeczowym nadanym przez M. Tomaszewskiego
w Pismach muzycznych (DWOK T. 61 i 62), zob. też A. Skrukwa Bibliografia prac O. Kolberga
w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III) s. 190–200.
6
Opublikowano je w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 449–
–588.
1

209

�badawczych i edytorskich istotny jest przytaczany już tutaj artykuł Polski
lud1, bowiem należy do niewielu nieco szerszych wypowiedzi programowych autora Ludu. Drukowany były w tomie Encyklopedii wydanym
w drugiej połowie roku 1865, czyli po ogłoszeniu przez niego własnego
planu badań etnograficznych.
Ponadto Kolberg pozostawił w rękopisach kilka tekstów prawdopodobnie przeznaczonych pierwotnie dla Encyklopedii, ale zamieszczonych tam
w postaci nadanej przez innego autora lub w ogóle niedrukowanych. Są
one poświęcone kulturom i krajom dla Polaków egzotycznym: Oceanii i obu
Amerykom2. Dziś stanowią tylko dowód rozległości zainteresowań i lektur
Kolberga, a także — podobnie jak niektóre drukowane, np. z zakresu mitologii greckiej — mogą być wynikiem konieczności podejmowania pewnych
tematów, gdy naglił czas, a zawiedli inni autorzy, mogły też być pisane dla
zarobku.
Podsumowując autorski udział Kolberga w Encyklopedii powszechnej
S. Orgelbranda, znów należy przytoczyć wnioski M. Tomaszewskiego, wynikające z wielostronnych analiz, jakim poddał on zespół tekstów stanowiących trzon tomu Pisma muzyczne. O całości tego zbioru artykułów
Kolberga pisał:
Pisma ukazują go jako kronikarza, recenzenta i popularyzatora, niekiedy jako
krytyka, edytora, historyka (i nawet teoretyka) muzyki, przede wszystkim jednak jako encyklopedystę muzycznego. Dzięki Kolbergowi przyswojona została
kulturze polskiej — zebrana, przemyślana co do potrzeb, zaadaptowana terminologicznie, usystematyzowana i zaprezentowana jako pewien całokształt — wiedza o muzyce, w rozmiarze przekraczającym wszystko, co dotychczas w języku
polskim na ten temat istniało3.

Po zakończeniu druku Encyklopedii sytuacja materialna Kolberga stała
się bardzo trudna, ponieważ honoraria od Orgelbranda były w ostatnich
latach największą i stałą częścią jego dochodów. Ostatnią wpłatę z tego
Zob. przypis 1 na s. 178.
Teksty te, ich źródła i wartość dla XIX-wiecznego czytelnika, a także inne artykuły
Kolberga dotyczące kultury krajów i ludów pozaeuropejskich scharakteryzował A. Posern-Zieliński we wstępie do tomu O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. XXIV–
–XXXVIII.
3
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK
T. 61), s. LIV.
1
2

210

�źródła odnotował pierwszego czerwca 1868 r. Później w notatkach po stronie dochodów wpisywał opłaty za lekcje muzyki, sumy wpływające od
księgarzy za wydane zbiory pieśni, tomy Ludu i kompozycje oraz nieliczne
honoraria za artykuły w prasie. Po zamknięciu przez Sikorskiego „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w grudniu 1862 r. Kolberg publikował kilkakrotnie w latach 1865–1870 w „Kłosach” i w „Tygodniku Ilustrowanym”
okazjonalne życiorysy muzyków, rzadziej recenzje dotyczące współczesnych wydarzeń muzycznych1. W „Tygodniku Ilustrowanym” ukazały się
w latach 1867–1868 jedne z ostatnich drukowanych kompozycji Kolberga:
Mazur, Polka na fortepian i pieśń Do dziewczyny, nie wiadomo jednak,
kiedy były napisane.
Inne publikacje prasowe Kolberga z tych lat dotyczą w większości etnografii. W „Tygodniku Ilustrowanym” zamieszczone było w 1866 r. wspomniane już Śródpoście na Kujawach, a w „Kalendarzu Ilustrowanym” J. Jaworskiego na rok 1868 ukazał się artykuł Kujawiacy. Obydwa były oparte
na materiałach zawartych w drukującej się właśnie pierwszej części monografii Kujawy — dostarczały informacji o kulturze ludowej regionu i służyły
jako reklama tej książki. W „Kalendarzu Polskim Ilustrowanym” na rok
1867 J. Jaworski opublikował artykuł Sitarze biłgorajscy, przedrukowany
później w monografii Lubelskie. W tymże kalendarzu na rok 1869 zamieszczony został artykuł Proszowiacy, a w „Kalendarzu Warszawskim” Józefa
Ungra Opis wesela wiejskiego pod Poznaniem. Obydwa przedrukował
potem Kolberg odpowiednio w monografiach Kieleckiego i Poznańskiego.
„Biblioteka Warszawska” opublikowała recenzję kupionej przez Kolberga
w 1867 r. pracy Maxa Toeppena Abergluben aus Masuren2. Honoraria za
te artykuły były niewysokie, ale przypominały czytelnikom o pracach Kolberga i jednak oznaczały niewielki dochód, choć drukowanie w kalendarzu
Jaworskiego nie przynosiło zysku, a tylko redukowało dług; 15 stycznia
1867 r. odnotował Kolberg: „od Jaworskiego za 2 artykuły do kalendarza

1
Artykuły te są przedrukowane w części II Pism muzycznych Kolberga (DWOK T. 62),
s. 480–499, 505–511.
2
M. Toepen Aberglauben aus Masuren mit einem Anhange enthaltend: Masurische Sagen und Mährchen, Danzig 1867. Recenzja była drukowana w „Bibliotece Warszawskiej” 1868,
T. 2, s. 330–332, przedruk w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),
s. 421–424.

211

�18 [rubli]” i tegoż dnia tę samą kwotę po stronie wydatków: „Jaworskiemu
à conto Lud”1.
Po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną Kolberg ratował
czasem swój budżet, pisząc na tematy odległe od jego prawdziwych zainteresowań. W „Kalendarzu Warszawskim” J. Ungra na rok 1870 znalazły
się artykuły o poławianiu pereł w Japonii i o wydobywaniu oraz obróbce
koralowców, a rok później Balet rumaków, na temat hiszpańskiej szkoły
jazdy konnej i jej pokazów w Wiedniu. W spisie dochodów z roku 1869
znajdujemy dwukrotnie notatkę o otrzymaniu wynagrodzenia „od Kucza
z Kuriera”2. Nie udało się ustalić, czy dotyczą one zamieszczonego artykułu
Kolberga, czy innej transakcji — w redagowanym przez K. Kucza „Kurierze Warszawskim” z tego roku nie odnaleziono tekstów, których autorstwo
można przypisać Kolbergowi. Natomiast odnotowane rok wcześniej honorarium „od Gregorowicza za art. rolnicze” dotyczyło niewątpliwie publikacji. J. Gregorowicz w tym czasie redagował „Przyjaciela Dzieci”, cenione
pismo dla młodych czytelników, i „Tygodnik Mód i Powieści”. W „Przyjacielu Dzieci” już w roku 1861 wydrukowany był anonimowo obszerny tekst
Kolberga pt. Elektryczność powietrza, ale „artykuły rolnicze”, drukowane
w roku 1868, zapewne też bez podpisu autora, pozostały niezidentyfikowane3. W wypadku tych publikacji liczyły się tylko honoraria, uzupełniające
inne niewielkie dochody.
W latach następujących po opublikowaniu Listu otwartego Kolberg
nieustannie szukał środków na finansowanie Ludu. Korespondencja kierowana od roku 1865 do różnych osób i instytucji we wszystkich trzech
zaborach pokazuje, zapewne tylko w części, szamotaninę autora starającego
się o pieniądze na realizację swojego wielkiego programu badań i publikacji
etnograficznych. Z listów tych wiadomo, że przedstawiał go kilku osobom
prywatnym w Poznańskiem i w Galicji, znanym ze wspomagania inicjatyw
obywatelskich, ale nie uzyskał ani obietnicy stałego wsparcia, ani dotacji
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 15 i 16.
Rkp. O. Kolberga, tamże, k. 17.
3
Artykuł Elektryczność powietrza zamieszczony był anonimowo w numerach 1–7 „Przyjaciela Dzieci” w roku 1861, na autorstwo wskazał Kolberg sam w Notatniku… (rkp. w BN PAU
i PAN, sygn. 3210, k. 7). Jednym z „artykułów rolniczych” był może tekst pt. Zbiór siana opublikowany anonimowo w numarze 324 „Przyjaciela Dzieci” w końcu roku 1867. W drugim
czasopiśmie redagowanym przez J. Gregorowicza, „Tygodniku Mód i Powieści” z tego okresu
nie zidentyfikowano tekstu, którego Kolberg mógłby być autorem.
1
2

212

�na zakończenie druku Kujaw. Znalezienie źródła finansowania Ludu w zaborze rosyjskim nie było możliwe, gdyż – jak już tu wspominano — od
czasu powstania listopadowego nie było tam polskiej instytucji wspierającej
badania i publikacje naukowe, a społeczeństwo było znacznie zubożone.
Potencjalnymi nabywcami książek byli przedstawiciele inteligencji miejskiej i rodziny ziemiańskie, kontynuujące tradycję wzbogacania domowej
biblioteki. Te dwie grupy obywateli Królestwa były wówczas tak ubogie,
że kupno książki dla wielu ich przedstawicieli stawało się nieosiągalnym
luksusem. Jakakolwiek pomoc ze strony władz lub instytucji rosyjskich
mogłaby być udzielona tylko za cenę koncesji, które zagroziłyby bardzo
poważnie wartości źródłowej Kolbergowskiego Ludu i które były dla Kolberga nie do przyjęcia. Ukazuje to w pewnym stopniu zachowany brulion
pt. Prospekt wydawnictwa dzieła pod tytułem „Lud. Jego zwyczaje” na
akcje1, pochodzący prawdopodobnie z połowy roku 1868. Pisał w nim Kolberg o „ludach słowiańskich”, o „podaniach słowiańskich”, o materiałach
zebranych „w naszym kraju”, co poprawił na: „w nadwiślańskim kraju”
— w Warszawie nie mógł wtedy publicznie użyć nazwy swego własnego
kraju ani nazwać jego mieszkańców „polskim ludem”2. Pomysł zebrania
pieniędzy poprzez sprzedaż akcji w Królestwie nie wyszedł poza ten projekt. Już wcześniej rozpisanie subskrypcji na Kujawy wśród mieszkańców
tego regionu przyniosło niewielkie sumy, nie mające znaczącego wpływu
na pokrycie długu w drukarni. Kolberg widział, że musi szukać pomocy
poza zaborem rosyjskim.
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, jedynie w zaborze austriackim nauka polska miała szanse na samodzielne istnienie. Po przegranych wojnach, najpierw we Włoszech, potem z Prusami, rząd austriacki
musiał poprzez reformy rozładować narastające w całym cesarstwie napięcia społeczne i polityczne i Austro-Węgry stopniowo przekształcane były
w federację krajów autonomicznych. Galicja była cywilizacyjnie zacofana
i gospodarczo zaniedbywana przez rząd austriacki tak bardzo, że później
przysłowiowa stała się „nędza galicyjska”, ale po otrzymaniu przez ten region autonomii Polacy mieli tam znaczące swobody w życiu narodowym.
W roku 1861 wprowadzono na Uniwersytecie Jagiellońskim język polski
Tekst zamieszczony jako aneks w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 754.
Użycie określeń „polski lud”, „polska muzyka”, „wojsko polskie”, itp. było możliwe jeszcze
w r. 1865 czy 1867 w tytułach haseł w Encyklopedii, ale już nie w roku 1868 w publikacjach
skierowanych do szerszego grona odbiorców, zwłaszcza w prasie.
1
2

213

�jako wykładowy dla większości zajęć, a w roku 1869 powołano katedrę
historii Polski, co zakończyło proces jego repolonizacji. We Lwowie językami wykładowymi na uniwersytecie zostały polski i ukraiński. W tych dwu
ośrodkach nauka polska uzyskiwała stopniowo coraz większe możliwości
rozwoju, zwłaszcza że została znacznie złagodzona cenzura.
O pomoc finansową Kolberg zwrócił się do dwu polskich towarzystw
naukowych działających poza zaborem rosyjskim – do Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego i do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego
– oraz do biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie,
której dokument fundacyjny przewidywał wydawanie dzieł naukowych.
Starania w tych trzech instytucjach prowadził równolegle w ciągu lat 1867–
1870 listownie i osobiście, wyjeżdżając z Warszawy co roku do Krakowa,
Lwowa i Poznania.
Na przełomie lipca i sierpnia 1867 r. pojechał na ponad dwa miesiące najpierw w Poznańskie, a później do Galicji. Już 16 lipca odnotował
w spisie wydatków „passport 1 rs. i łapowe”, co wskazuje, iż wydanie
paszportu musiał dodatkowo „opłacić”. W Poznaniu spotkał się z przedstawicielami Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Poznał wtedy
Emila Kierskiego (1810–1874), historyka, sekretarza wydziału historycznego Towarzystwa i redaktora „Przeglądu Wielkopolskiego”, oraz Karola Libelta, który w następnym roku został prezesem Towarzystwa. Prawdopodobnie spotkał się też z Władysławem Nehringiem (1830–1909), slawistą,
historykiem literatury i języka, wówczas wykładowcą w gimnazjum Marii
Magdaleny, i Leonem Wegnerem (1824–1873), prawnikiem, pierwszym sekretarzem generalnym Towarzystwa1. Starania Kolberga o wsparcie Ludu
przez Towarzystwo nie mogły odnieść skutku, ponieważ utrzymywało się
ono tylko z niewielkich składek członkowskich i mimo wielu starań nie
otrzymywało żadnej dotacji od władz pruskich; nie mogło wtedy finansować prac badawczych nawet swoich członków. Próby uzyskania dotacji
od poznańskiego Towarzystwa i od osób z Wielkopolski Kolberg ponawiał
także w latach następnych, ale były one bezskuteczne. Natomiast w czasie
pobytu w Poznaniu w r. 1867 nawiązał znowu współpracę z Żupańskim,
któremu chciał oddać do druku następny tom Ludu. Przewidywał wtedy,
Osobiste kontakty Kolberga z E. Kierskim i K. Libeltem dokumentuje ich późniejsza korespondencja, na W. Nehringa i L. Wegnera powołuje się, przypominając w liście do J.K. Żupańskiego swoje starania o pomoc materialną Towarzystwa, zob. brulion listu do J.K. Żupańskiego
z 9 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 209.
1

214

�że będzie to monografia okolic Warszawy, część Mazowsza1, do której
zamówił już akwarele u Wojciecha Gersona. Poznański księgarz podjął się
nakładu tego tomu i zgodził się na niewielkie honorarium dla autora po
ukazaniu się pracy drukiem.
Pobyt w Wielkopolsce w roku 1867 Kolberg wykorzystał przede wszystkim na badania terenowe. Prowadził je najpierw w Czeszewie na Pałukach, zaproszony tam przez Karola Libelta, potem w Siekierkach w pow.
średzkim, gdzie zatrzymał się u Anieli i Hipolita Radońskich. Odżyła wtedy
znajomość z Pauliną Wilkońską, siostrą Anieli, u której pisarka często przebywała. Różnorodne materiały z Siekierek i okolicy zamieszczone w tomach
W. Ks. Poznańskiego wskazują, że miał tam dobre warunki do wzbogacenia
swoich zbiorów. Również badania w Czeszewie, powtórzone w następnym
roku, dostarczyły wiele materiału do planowanej monografii Wielkopolski.
W spuściźnie Kolberga wśród niewielu zachowanych rękopisów z Poznańskiego stosunkowo liczne są właśnie zapisy terenowe z Siekierek i Czeszewa
oraz nieco późniejsze z Dębicza.
Z Wielkopolski Kolberg pojechał do Krakowa i Lwowa, aby tam również
prowadzić starania o finansowanie badań etnograficznych i druku Ludu.
Na początku października 1867 r. zwrócił się do Towarzystwa Naukowego
Krakowskiego z propozycją zobowiązania jego członków do zakupu wydawanych monografii. Taka forma pomocy nie obciążałaby budżetu Towarzystwa, a jemu pomogłaby opłacać druk kolejnych tomów. Towarzystwo
Naukowe Krakowskie istniało od roku 1818 i przez wiele lat było formalnie
oraz personalnie związane z Uniwersytetem Jagiellońskim; członkami byli
profesorowie, a prezesem zostawał każdorazowy rektor. Możliwości jego
działania były wtedy bardzo ograniczone przez germanizację polskich instytucji, trwającą w zaborze austriackim aż do roku 1860, a także przez brak
funduszy i niektóre zapisy w statucie. Dopiero w roku 1856 Towarzystwo
uzyskało samodzielność i w ciągu kilkunastu lat stało się jedną z najważniejszych polskich instytucji naukowych, a działaniami swymi wykraczało
poza granice zaboru austriackiego. Jego duża niezależność wynikała też
stąd, że swą działalność wydawniczą i badania naukowe w znacznej mierze
W brulionie listu do J.K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 205, pisał m.in. „[…] przygotowanie dla Pana pierwszych arkuszy wydać się mającej serii V
Ludu. Ma ona zawierać opis okolic Warszawy […]”. Zob. też projekt umowy z J.K. Żupańskim,
podpisany przez autora i wydawcę w Poznaniu 28 VIII 1867 r., aneks w: Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 710.
1

215

�finansowało z dotacji osób prywatnych. Od roku 1860 prezesem odnowionego Towarzystwa był Józef Majer (1808–1899), lekarz, antropolog, którego Kolberg poznał prawdopodobnie w czasie pobytu w Krakowie jesienią
1867 r. W grudniu tegoż roku w odpowiedzi na pismo Kolberga prezes przekazał listownie decyzję zarządu: Towarzystwo, doceniając wartość Ludu,
zobowiązywało się do zapewnienia sumy 300 florenów (1200 zł pol.) po
ukazaniu się następnego tomu, w zamian za otrzymanie odpowiedniej ilości
wydrukowanych książek:
Kwota wyliczona przez Towarzystwo ma mu być zwrócona egzemplarzami dzieła liczonymi po 2/3 ceny handlowej. Według ustawy dzieła wydane z pomocą
Tow[arzystwa] członkowie jego otrzymują za połowę ceny, ściśle więc biorąc
Tow. nigdy zaliczonej kwoty nie otrzyma, choćby i wszystkie egzemplarze przez
członków rozebrane były, czego wszelako zaledwie w połowie spodziewać się
można. Chętnie jednak poniesie i stratę dla podtrzymania dzieła, którego znaczenie uznaje, żałuje nawet, że środki jego nie pozwalają na większą ofiarę1.

Wysoka ocena wartości Ludu przejawiła się także tym, że rok później,
14 listopada 1868 r. na plenarnym posiedzeniu Kolberg został przyjęty do
grona członków Towarzystwa2. Rekomendowali go Józef Łepkowski (1826–
1894), archeolog, i Władysław Łuszczkiewicz (1828–1900), malarz i historyk sztuki. Propozycja przekazania dotacji na druk, przedstawiona w liście
prezesa Majera, zawierała dwa dodatkowe warunki: objętość następnego
tomu miała być taka jak tomów poprzednich, a ponadto według statutu
Towarzystwa na karcie tytułowej znaleźć się powinna nota informująca,
że praca została wydana z jego pomocą. Suma przeznaczona ostatecznie
na wydanie Krakowskiego pochodziła z funduszu ks. J. Lubomirskiego,
członka Towarzystwa, wspierającego jego działania finansowo. Poniżej listu
Majera zanotował Kolberg obliczenia, z których wynikało, że po odjęciu
rabatu od ceny obowiązującej w warszawskich księgarniach Towarzystwo
dostawałoby 110 egzemplarzy książki, a dochód ze sprzedaży reszty nakładu należałby do autora. Kolberg natychmiast przystał na propozycję i poprosił o przysłanie zaliczki. Potrzebował pieniędzy, aby uregulować dług
u Jaworskiego, któremu w połowie roku 1867 przestał spłacać należność,
List J. Majera z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 227.
Protokół z posiedzenia zarządu TNK zob. Inwentarz TNK, sygn. TNK-12, k. 57, http://
inwentarz.tnk.krakow.pl/#/unit/TNK-12 (dostęp: 28.10.2020).
1
2

216

�a drukował wtedy u niego dwa tomy Kujaw. Jednak cenzura rosyjska
sprzeciwiła się zamieszczeniu noty o pomocy TNK na karcie tytułowej drugiej części Kujaw i Kolberg nie mógł przeznaczyć proponowanej dotacji na
bieżące wyrównanie długu. Wyjściem było przeniesienie tej sumy na inny
tom Ludu drukowany poza zaborem rosyjskim:
W celu przyjścia w pomoc naukowym usiłowaniom p. Oskara Kolberga Zarząd
przeznaczył na wydanie III serii pisma tego autora pod tytułem Lud 300 zł w.a.
[waluty austriackiej], pod warunkiem, aby na tytule tejże serii III wyrażono, iż
książka ta wydana została z pomocą Towarzystwa Naukowego Krakowskiego.
Gdy atoli zamieszczenie tych wyrazów w książce wydawanej w Warszawie miało swoje trudności, przeto zasiłek ów przeniesiono na IV serię tegoż pisma we
Lwowie lub Poznaniu wyjść mającego1.

Pomoc finansowa Towarzystwa Naukowego Krakowskiego obiecana
przez prezesa Majera pomogłaby rozwiązać niektóre problemy Kolberga
– pokrywałaby część kosztów drukarni, a sprzedaż reszty nakładu, wprawdzie powoli, uzupełniałaby pozostałą część. Jednak w dalszym ciągu etnograf nie miałby pieniędzy na badania terenowe i na codzienne potrzeby,
a podjęcie pracy biurowej lub powiększenie liczby uczniów gry na fortepianie odbierałoby czas konieczny na opracowanie kolejnego tomu i na podróże, poniważ mimo skąpych środków finansowych nie zaprzestał badań
terenowych.
Dłuższe wyjazdy poza Warszawę Kolberg planował w tym okresie zwykle na lato i jesień. W maju 1868 r. pisał do Blizińskiego: „Wybieram się bowiem po św. Janie w podróż jak zwykle”2. Planowany blisko trzymiesięczny
pobyt poza zaborem rosyjskim poprzedził krótkimi wyjazdami do Woli
Rasztowskiej pod Radzyminem. Był tam dwukrotnie — w spisie wydatków
odnotował 3 czerwca 1868 wyjazd do Woli Rasztowskiej i Kraszewa, prawdopodobnie na jeden lub dwa dni, a miesiąc później, 10 lipca zapisał ponowny pobyt w Woli Rasztowskiej, tym razem pięciodniowy. Sądzić można,
że w czerwcu po raz pierwszy spotkał tam Koźlika, Ślązaka dysponującego
bogatym repertuarem bajkowym, i w lipcu pojechał na dłużej, aby wykorzystać obecność tego obiecującego narratora. Zapisał wtedy trzynaście
1
Fragment pisma J. Majera do członków zarządu z dnia 18 stycznia 1868 r., zob. tamże,
TNK-77, akta bieżące z roku 1868, k. 25.
2
List do J. Blizińskiego z 30 maja 1868 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 255.

217

�długich bajek, które w rękopisie mają lokalizacje „od Opola” albo „Śląsk”1.
Na ostatniej karcie tego rękopisu zanotował kilka nazwisk innych Ślązaków
i informację:
Ludzie ci ze Szląska byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7 od r. 1860–8 we
Woli Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w r. 18682.

Koźlik spod Opola pozostał nieznany z imienia, ale jest jednym z niewielu wykonawców, których nazwisko Kolberg odnotował w zapisach terenowych. Świadczy to o docenieniu przez etnografa jego talentu gawędziarskiego i ciekawego repertuaru.
Zapisując teksty opowiadane w gwarze śląskiej, z którą zetknął się wtedy pierwszy raz, starał się możliwie precyzyjnie oddać brzmienie tej gwary, stosując m.in. nadpisywanie samogłosek dla wskazania ich wymowy
pośredniej oraz inne oznaczenia dla zjawisk fonetycznych odmiennych od
mowy ogólnopolskiej. Taką metodę zapisu gwary stosował już w latach
1862 i 1865 w czasie badań na Wołyniu i na Kujawach, ale w bajkach
śląskich jest ona zastosowana ze znacznie większą konsekwencją. Monika
Gruchmanowa porównała Kolbergowski sposób zapisywania śląskich tekstów gwarowych z grafiką stosowaną współcześnie i dała wysoką ocenę
jego notacji bajek opowiadanych przez Koźlika:
Jak widać z powyższych zestawień, Kolberg nie tylko dostrzegł gwarowe niuanse fonetyczne, lecz potrafił je także oddać właściwym zapisem (piętrowym),
jakim posługuje się współczesna dialektologia przy szczegółowych opracowaniach systemów fonetyczno-fonologicznych3.

W tym samym roku 1868 około 10 sierpnia Kolberg wyjechał z Warszawy na trzy miesiące do Krakowa, potem do Poznania i do Lwowa, a głównym celem podróży było, jak poprzednio, znalezienie źródła finansowania
Teksty te pierwszy raz wydane były przez S. Udzielę w opracowaniu: Śląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga, z papierów pośmiertnych wydał […] ,
„MAAE” T. VIII: 1906, s. 140–212 i odbitka: Kraków 1906. Udziela nie wprowadził tam zapisu
gwarowego widocznego w rękopisach. W Dziełach wszystkich bajki śląskie wydano ponownie, respektując notację Kolberga, zob. Śląsk (DWOK T. 43), s. 76–86, 89–93 i 98–147.
2
Notatka na końcu rękopisu bajek w tece 10 Szląsk, Arch. PTL, sygn. 1170, k. 42.
3
M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar Kolberg 1814–1890,
Seria „W Służbie Nauki” nr 1, Kraków 1998, s. 33.
1

218

�badań i druku Ludu. Jeszcze 28 lutego wysłał w tej sprawie list do Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, proponując zakup przez towarzystwo
lub jego członków po zniżonej cenie 200 egzemplarzy już wydanych czterech tomów1. Pobyt w Poznaniu i rozmowy z przedstawicielami zarządu nie
przyniosły oczekiwanego rezultatu, ale pozwoliły Kolbergowi zapoznać się
z wynikami specjalnej akcji prowadzonej nieco wcześniej przez Towarzystwo. W roku 1858 i w ciągu kilku lat następnych wydrukowało ono i rozesłało do różnych osób (ziemian, księży, nauczycieli) ze wszystkich praktycznie miejscowości Wielkopolski dwa tysiące starannie opracowanych
ankiet pt. Szemat do opisywania materiałów, mających służyć do opisu
statystycznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego2. Szematy zawierały 22
pytania w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. W dziale etnograficznym pytano m.in. o ubiór, zwyczaje, oracje
towarzyszące zaręczynom i ślubom, a także o umiejętność czytania i pisania
mieszkańców danej wsi. W ciągu paru lat Towarzystwo otrzymało z powrotem ogółem 570 ankiet, w których dosyć często wpisano odpowiedzi
na pytania w dziale etnograficznym. Opracowanie zebranych materiałów
i wydanie ich drukiem przekraczało ówczesne możliwości Towarzystwa,
ale Kolberg, przeglądając ankiety w roku 1868, znalazł tam wiele potrzebnych mu informacji z zakresu kultury materialnej oraz opisów obrzędów.
W roku 1885 przynaglony do zwrotu wypożyczonych egzemplarzy, pisał do
ówczesnego sekretarza PTPN:
Przy zwiedzaniu zbiorów Towarzystwa w r. 1868 oglądałem też i nadesłane tam
z prowincji szemata. Widząc, że w nich jest niemało dla moich prac etnograficznych żywiołu, oświadczyłem to śp. Kierskiemu, uzyskałem od niego (wskutek
rekomendacji śp. Libelta) pozwolenie odpisu z nich wszystkich tych szczegółów,
które uznam za przydatne do moich wydawnictw. Chodziłem więc przez cały
tydzień do Muzeum Towarzystwa i robiłem kopie. Znaglony do wyjazdu, otrzymałem za pokwitowaniem skrypta rzeczone wyżej, których skopiować wtedy
nie zdążyłem3.
Czwarty tom Ludu (druga część Kujaw) był jeszcze w drukarni.
Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk
Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017 (Szreniawa 2017), s. 97–105.
3
List do Poznańskiego Towarzystwa Naukowego z 18 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 307. List był odpowiedzią na monit Towarzystwa, dotyczący zwrotu ankiet.
Kolberg pożyczył części etnograficzne lub całość trzydziestu ankiet, o których w liście pisze
„skrypta rzeczone wyżej”, zob. spisy w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), s. 285 i 308–309.
1

2

219

�Siedmiotomowa monografia W. Ks. Poznańskie (tomy 9–15 Ludu) zawdzięcza Szematom wiele materiałów, sygnowanych w druku datami rocznymi 1858–1859. Kolberg zwrócił Towarzystwu prawie wszystkie wypożyczone niegdyś Szematy, ale prawdopodobnie przypadkiem w jego zbiorach
pozostała jedna pełna ankieta oraz fragmenty dwu innych i są to jedyne
zachowane oryginalne egzemplarze. Poza jednym artykułem opracowanym na podstawie tych ankiet przez Kierskiego1, przetrwało z nich tylko
to, co Kolberg odpisał i wydał lub zachował w swoich zbiorach. Wykorzystanie przez Kolberga ocaliło przynajmniej część wiadomości zawartych
w Szematach, bowiem ankiety zostały spalone przez Niemców w 1939 r.
razem z innymi archiwaliami i dokumentami Towarzystwa2.
W czasie pobytu w Wielkopolsce w 1868 r. Kolberg prowadził badania
terenowe w Dębiczu (pow. średzki), zaproszony przez Włodzimierza Wolniewicza (1814–1884), uczestnika powstań narodowych, wielkopolskiego
działacza społecznego i gospodarczego. Był także ponownie w Czeszewie
u Libelta i w Miłosławiu, gdzie prawdopodobnie poznał Seweryna Mielżyńskiego (1804–1872)3. W odwiedzanych wtedy miejscowościach pozyskał bogate materiały etnograficzne, wykorzystane kilka lat później w monografii Wielkopolski. Na początku roku następnego, wspominając pobyt
w Dębiczu, prosił Włodzimierza Wolniewicza o pośrednictwo w staraniach
o dotację u Seweryna Mielżyńskiego i przewidując, że list ten może być
pomocny adresatowi w bezpośredniej rozmowie, przedstawił kolejny raz
cel i charakter swojej pracy:
Wzbogacony doświadczeniem nabytym w ciągu blisko trzydziestoletniej po
kraju i wśród ludu naszego podróży, nieobcy także postępom, jakie nauka
etnografii w ogóle poczyniła za granicą, jak niemniej dalszym jej wymaga1
E. Kierski Opis statystyczno-historyczny obwodu boreckiego, „Roczniki Towarzystwa
Przyjaciół Nauk Poznańskiego” T. 3: 1865, s. 87–157.
2
Według ustnej relacji M. Turczynowiczowej, której bliska osoba obserwowała ten akt
wandalizmu, zbiory te spalono jesienią 1939 r. na dziedzińcu Towarzystwa.
3
W cytowanym niżej liście do W. Wolniewicza pisał Kolberg: „Między innymi wymieniono
i osobę Seweryna hr. Mielżyńskiego, którego miałem zaszczyt poznać w r.z.”, Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 279. S. Mielżyński, działacz narodowy, uczestnik powstania listopadowego, do 1842 przebywał na emigracji, brał wtedy udział w wyprawie sabaudzkiej G. Mazziniego
(1834). W czasie powstania 1848 r. w Wielkopolsce wspierał je organizacyjnie i finansowo.
Łożył duże sumy na kulturę i naukę w Wielkopolsce, m.in. ufundował gmach Poznańskiego
Towarzystwa Przyjaciół Nauk, w którym od 1879 r. do dziś mieści się jego siedziba i biblioteka.

220

�niom, rozwojowi i zastosowaniu, dbałem przede wszystkim o to, aby materiały
w dziele moim zawarte, mając służyć ku pożytkowi pracujących w różnych
gałęziach wiedzy badaczy, należycie były uporządkowane, ugrupowane i podane w sposób istotnie przydatny dla nauki, nie samej już specjalnie etnografii,
ale zarazem i lingwistyki, poetyki, rytmiki ojczystej itd. Porządek w ten sposób
zachowany, dozwolił mi lepiej w nabytym rozpatrzeć się materiale, podawać
rzeczy istotnie ważne, unikać powtarzania kilkakrotnego tychże samych szczegółów (o ile takowe nie są wariantami miejscowość wyraźnie odróżniającymi)
i wyłożyć jasno i treściwie wzajemny wielu szczegółów związek i ich pokrewieństwo1.

Podobnej treści listy kierował w latach 1868–1869 do kilku innych osób
w zaborze pruskim i w Galicji, ale nadal nie dawały one pożądanego rezultatu.
Z Poznania w roku 1868 Kolberg wrócił do Krakowa i wtedy prawdopodobnie spotkał się z Wincentym Polem, który po dłuższym pobycie we
Lwowie i okolicy wrócił do Krakowa we wrześniu 1867 r. Tracił wtedy
wzrok, co utrudniało mu pracę, jednak brał czynny udział w życiu środowiska naukowego tego miasta. Kolberg mógł poznać go już w roku poprzednim albo wcześniej we Lwowie, ale pierwsza chronologicznie wzmianka
o ich osobistym spotkaniu: „[…] Winc. Pol przyobiecał zasilać mnie swymi
uwagami”2 odnosi się do roku 1868. Kolberg cenił zwłaszcza publikacje
Pola dotyczące Górali zamieszkujących Karpaty, a także jego metody ustalania zasięgu grup etnicznych.
W czasie tego pobytu w Krakowie Kolberg wyjechał na pewien czas do
Lwowa, aby starać się o finansowanie druku przez Zakład Narodowy im.
Ossolińskich, którego dyrektor, August Bielowski, oceniał program Ludu
bardzo życzliwie. Jednak zgoda na udział Ossolineum w wydawaniu Ludu
zależała od kuratora zakładu, Jerzego Lubomirskiego (1817–1872). Możliwość finansowania wydawnictwa przez Ossolineum traktował Kolberg
na tyle poważnie, że rozważał osiedlenie się pod Lwowem w charakterze nauczyciela muzyki w domu zaprzyjaźnionej rodziny, Amelii i Hipolita
Bochdanów z Zadwórza3. Pertraktacje z Ossolineum przeciągnęły się na
1

279.

2
3

Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., tamże, s. 283.
Zob. list H. Bochdana z 2 XII 1868 r., tamże, s. 268.

221

�rok następny i w marcu 1869 r. Bielowski poprosił o przysłanie kosztorysu
wydania jednego tomu, pytał też, czy Kolberg ma gotowy rękopis i jakiego
regionu on dotyczy. Ostrzegł także, że kurator zakładu, choć o projekcie publikowania Ludu wyrażał się życzliwie, nie podjął jeszcze wiążącej decyzji,
a ponieważ dociera do niego wiele podobnych petycji, nie wiadomo, jaki
będzie ostateczny skutek starań1. Kolberg natychmiast napisał do J. Lubomirskiego, podając konieczne informacje, a parę dni później wystosował
osobny list do Bielowskiego. Zamieścił tam szczegółową kalkulację druku
w Warszawie, a przede wszystkim przedstawił stan prac i tytuły tomów
przygotowanych już do druku i tomów planowanych2. Jako gotową wskazał pierwszą część Krakowskiego i tę proponował Zakładowi do wydania
zaraz, a jej rękopis przekazał Lubomirskiemu. O dwu następnych częściach
pisał, że wymagają jeszcze „pewnego uzupełnienia” i mogłyby być oddane
do drukarni za pół roku. W październiku tegoż roku Lubomirski zwrócił
Kolbergowi rękopis Krakowskiego i proponował spotkanie dla uzgodnienia
warunków druku, ale w sprawie Ludu zamierzał przyjść „[…] w pomoc co
do nakładu tej części, która się tycze Rusi [….]”3. Jednak Kolberg nie miał
jeszcze z żadnego regionu Rusi całości materiałów etnograficznych i folklorystycznych potrzebnych do skonstruowania monografii. Starania o pomoc
Ossolineum na tym się skończyły.
Tymczasem stan finansów Kolberga był coraz gorszy, już w pierwszych
miesiącach 1869 r. pisał w jednym z listów:
O bytności mojej w Krakowie nic stanowczego powiedzieć nie mogę. Położenie
moje obecne zmusza mnie do szukania posady lub stałej jakiej roboty i, jeżeli
bym takowe otrzymał, to byłbym zmuszonym pilnować mojej roboty i nie mógłbym się stąd (przynajmniej w tym roku) oddalić4.

W tym trudnym okresie zapewne dużą odskocznią od codziennych kłopotów były dla Kolberga wizyty w Tarnowie, w pow. chełmskim, u Marii
i Aleksandra Hemplów. Ich córka, Maria Hemplówna (1834–1904), pomagała Kolbergowi w badaniach w rodzinnej miejscowości i w okolicy,
Zob. list A. Bielowskiego z 2 III 1869 r., tamże, s. 288.
Zestawienie tytułów monografii planowanych w r. 1869 wysłane do Ossolineum, zob.
brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., tamże, s. 301–305.
3
List J. Lubomirskiego z 27 X 1869 r., Korespondencja … cz. I (DWOK T. 64), s. 337.
4
Brulion listu do B. Hoffa z 29 IV 1869 r., tamże, s. 323.
1
2

222

�a także przez kilka lat następnych dostarczała materiały na interesujące
Kolberga tematy i liczne rysunki 1. Zachowane do dziś rękopisy pokazują
też, że w czasie pobytu w Tarnowie Kolberg razem z Hemplówną zapisywał niektóre pieśni „na cztery ręce” — ona notowała teksty, on melodie.
Zachowały się tylko cztery listy Hemplówny do Kolberga i nie wiadomo,
czy są to wszystkie przez nią wysłane. Jej korespondencja z Kolbergiem
napotykała przeszkody — rodzina Hemplów była zaangażowana w konspirację niepodległościową, w której Maria brała czynny udział, także
jako kurierka w czasie powstania styczniowego. W pierwszym z zachowanych listów pisała do Kolberga: „Adresować trzeba przez Warszawę,
Lublin, Urszulin (Tarnowa w adresie nie trzeba wspominać), to pewnie
dojdzie”2. Rodzina Hemplów była przedmiotem szczególnego zainteresowania policji carskiej kontrolującej także listy i prawdopodobnie zarówno
korespondencja, jak i przesyłki z notatkami etnograficznymi przekazywane były Kolbergowi przez krewnych lub przyjaciół, nie oficjalną pocztą.
Dzięki temu materiały zapisane przez Hemplównę i jej siostry, które wciągnęła do współpracy, docierały w całości do etnografa. Sam Kolberg był
w Tarnowie w roku 1869 na pewno dwukrotnie, od 13 do 20 maja i od 15
do 27 czerwca, i zgromadził w tym czasie wiele notatek etnograficznych
oraz zapisów pieśni i melodii. Jednak bez współpracy Marii Hemplówny
przy gromadzeniu materiałów z Chełmskiego monografia ta byłaby znacznie uboższa. O tym, ile Chełmskie zawdzięcza staraniom Hemplówny,
pisał Kolberg we wstępie do pierwszej części monografii tego regionu,
ostatniego tomu przygotowanego przez niego do druku. Jednak dopiero
analiza wszystkich zachowanych rękopisów pokazuje, jak wielką część
materiałów do tej publikacji przysłała Hemplówna 3. Kopernicki, znający
dobrze warunki i metody badań terenowych Kolberga, zwłaszcza z drugiej
połowy życia etnografa, w 1889 r. pisał:
Wyczerpawszy wszystko, co tylko można było na jednym miejscu i zyskawszy
sobie w gospodarzu samym lub innej osobie miejscowej chętnego i stałego ko1
Ryciny M. Hemplówny i przesłane przez nią rysunki innych autorów i fotografie zostały
odnaleziona dopiero we wrześniu w roku 2015, zob. O. Kolberg Chełmskie. Suplement do
tomów 33-34. Aneks (DWOK T. 82 Aneks).
2
List M. Hemplówny z 12 XI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 370.
3
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do
tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), a także aneks do tego suplementu.

223

�respondenta na przyszłość, przenosił się on na inne miejsce, podobnież przysposobione1.

Kopernicki opisał sytuację idealną, w praktyce zdarzającą się nieczęsto,
stan rękopisów i korespondencja etnografa wskazują, że takich „chętnych
i stałych korespondentów” nie było wielu. Wśród nich wyróżnia się Maria
Hemplówna, dobrze rozumiejąca pracę Kolberga i umiejąca ją skutecznie
kontynuować podczas jego nieobecności. Spośród współpracowników Kolberga należy do kilku osób najbardziej zasłużonych dla realizacji Ludu.
Bezpośrednio w czasie pobytu Kolberga w Tarnowie pomoc Marii
Hemplówny nie ograniczała się do notowaniu tekstów. Hemplówna ułatwiała mu także nawiązywanie kontaktów z miejscowymi wykonawcami.
W Chełmskiem do naturalnej wszędzie nieufności chłopów w stosunku do
obcych dołączyły się problemy wynikające z likwidacji kościoła unickiego
przez władze carskie po powstaniu styczniowym. Z cerkwi usuwano ślady
obrządku unickiego (ołtarze w bocznych kaplicach, konfesjonały), a miejscową ludność zmuszano do przejścia na prawosławie, używając w razie
oporu wojska i policji. W roku 1874 doszło do krwawych starć wiernych
z wojskiem, ale już w latach poprzednich we wsiach unickich istniało silne napięcie. W takiej sytuacji bezcenna była pomoc osoby, która tak jak
Hemplówna znała mieszkańców wsi w Tarnowie i okolicy, cieszyła się ich
sympatią, znała też dobrze miejscowy dialekt i umożliwiała dotarcie do
właściwych informatorów i muzyków. Dla Kolberga, który wtedy pobytowi
w Chełmskiem mógł poświęcić tylko niespełna trzy tygodnie, a do tego nie
znał jeszcze dobrze języka ukraińskiego, współudział Hemplówny w badaniach był tym ważniejszy.
Latem 1869, mimo wyrażanych poprzednio zastrzeżeń, Kolberg udał się
kolejny raz do Krakowa, Lwowa i Poznania. Tej podróży dotyczy ostatni
zapis2 w zachowanym notesie z wykazem dochodów i wydatków, z którego wynika, że wyjechał z Warszawy 8 sierpnia, a wrócił do niej dopiero
20 stycznia 1870 r. W czasie pobytu w Poznaniu zarząd Towarzystwa Przyjaciół Nauk zawiadomił go, że zalecił członkom podjęcie prenumeraty na
wydany w przyszłości tom Ludu. Ta pomoc dotyczyć miała planowanej
monografii Wielkopolski, była więc bardzo odległa w czasie i niepewna co
1
Dr I. K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. X–XI.
2
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 19.

224

�do skutku. Kolberg pilnie potrzebował wtedy pieniędzy na zapłacenie Jaworskiemu za część drugą Kujaw, którą powinien był przesłać abonentom.
W czasie tego pobytu w Wielkopolsce odwiedził m.in. Ostrowo pod
Wieleniem, gdzie spotkał się z Pauliną Wilkońską, oraz Morownicę należącą do Władysława Niegolewskiego (1818–1885). Prowadził wtedy także
badania terenowe w południowej Wielkopolsce wspólnie z Bogumiłem
Hoffem (1829–1894), który pracował w administracji majątków ziemskich
w Szołdrach, później w Morownicy. Hoff o pracach Kolberga dowiedział się
z recenzji pierwszej części Kujaw i ogłoszenia Żupańskiego zamieszczonego
w prasie poznańskiej w roku 1867 o możliwości nabycia w jego księgarni
tomów Ludu. Hoff, z zamiłowania rysownik, jeszcze w grudniu 1867 r. zaproponował Kolbergowi listownie współpracę przy zbieraniu materiałów
z Poznańskiego. Do planowanej monografii Wielkopolski Kolberg potrzebował rysunków i mimo starań nie znalazł nikogo chętnego do przygotowania rycin do czasu otrzymania listu Hoffa1, podjął wiec korespondencję
ze zgłaszającym się rysownikiem-amatorem. Hoff miał zamiar przygotować
i wydać album z rycinami strojów ludowych i pierwotnie sądził, że uda się
połączyć planowaną przez niego edycję licznych rycin w dużym formacie
z krótkim opisem etnograficznym pióra Kolberga.
W marcu następnego roku Kolberg przedstawił Hoffowi dotychczasowe
trudności z uzyskaniem poparcia finansowego i wspomniał, że rozwiązaniem mogłoby być rozpisanie subskrypcji na następny tom Ludu, obejmujący jeden z regionów Wielkopolski. Hoff, który tymczasem wyjechał do
Krakowa uczyć się fotografii, podjął rozmowy z tamtejszymi drukarniami
na temat odbicia „Kartek przedpłaty”, zamieszczenia odpowiednich ogłoszeń w prasie, cen papieru i druku itp. Zaskoczył tym Kolberga, który miał
wątpliwości, czy z przedpłat zgromadzą sumę konieczną do podjęcia druku,
zwłaszcza że nie można było zbierać pieniędzy w ten sposób w Królestwie.
Cenzura rosyjska nie pozwalała ogłaszać subskrypcji, zanim dzieło nie
uzyskało jej aprobaty, konieczny byłby zatem gotowy czystopis z rycinami
i nutami, a opracowanie Poznańskiego było wtedy ledwo rozpoczęte.
Współpraca z Hoffem była dla autora Ludu trudna. Hoff szybko podejmował decyzje i natychmiast zaczynał je realizować. Kolberg w swych
odpowiedziach starannie wyliczał koszty druku i czas potrzebny na
1
O rycinach do Poznańskiego pisał Kolberg obszerniej w odpowiedzi na pierwszy list
B. Hoffa, zob. brulion z 30 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 230–233.

225

�przygotowanie rękopisu nowego tomu, wspominał też wielokrotnie doznane zawody, które nauczyły go ostrożności i dużej rozwagi w kontaktach z drukarzami i księgarzami oraz w podejmowaniu zobowiązań wobec
subskrybentów. Różnili się także wizją opracowywanych wspólnie tomów.
Hoff pisał m.in.: „Format nie da się inaczej urządzić jak in 4o, bo obrazy nie
mogą być tak ścieśnione, jak w formacie dotąd przez Pana używa[nym]”.
Kolberg nie miał jednak zamiaru rezygnować z druku monografii etnograficznych jako kolejnych tomów Ludu, o ustalonym dla nich formacie i zakresie rzeczowym, z czym Hoff musiał się pogodzić. Ponadto Kolberg chciał
wstrzymać się na jakiś czas z ogłoszeniem prenumeraty, bo wymagałoby to
szybkiego druku książki. Miał świeże doświadczenia z prenumeratą Kujaw,
która rozpisana została w październiku 1865 r., a dopiero po blisko czterech
latach mógł wysłać odbiorcom drugą część tej monografii. Hoff jednak
wydrukował w Krakowie kartki przedpłaty (jak się później okazało, nie
zapłacił za nie drukarni „Czasu”1) i Kolberg, choć wątpił w tak duży sukces
finansowy, jaki zapowiadał współpracownik, odpowiedział: „Ale cóż robić?
Kiedyś Pan odważny, to próbujmy”2.
Osobiście poznali się prawdopodobnie3 dopiero w sierpniu lub wrześniu
w 1869 r., kiedy Kolberg odwiedził kolejny raz Poznańskie. Wprawdzie był
w Wielkopolsce rok wcześniej, ale do planowanego przez Hoffa spotkania
w Morownicy wtedy nie doszło. W roku 1869 prowadzili badania w południowej Wielkopolsce, nie znamy jednak dokładnie trasy tej wędrówki,
a jedynie jeden z epizodów przypomniany wiele lat później przez Hoffa
w autobiografii4. Z relacji Hoffa wynika, że w którejś z odwiedzanych wsi
w trakcie wywiadu z parą młodych ludzi do izby szkolnej wpadli wrogo nastawieni inni mieszkańcy tej miejscowości, żądając wydania notatek i szkiców, jako szkodliwych „dla malowanych”. Hoff nie podał nazwy miejscowości, w której prowadził wtedy z Kolbergiem badania terenowe, nie podał
też dokładniejszej daty. Jego relacja wskazuje jednak, że tak jak trzydzieści
Zob. list F. Szlachtowskiego z 19 V 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 489.
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1868 r., tamże, s. 326.
3
Z listów Hoffa z września 1868 r. wynika, że w r. 1868 nie spotkali się.
4
L.S.K. Bogumił Hoff, „Wisła” T. VIII: 1894, s. 204–205. Autor artykułu cytuje fragmenty
rękopisu autobiografii B. Hoffa napisanej w 1891 r. Hoff nie podał tam roku, w którym towarzyszył Kolbergowi, ale ponieważ pisze dalej, że Kolberg następnie pojechał do Libelta do Czeszewa, sądzić można, że chodzi o rok 1868, choć z korespondencji wynika, że z Hoffem spotkał
się dopiero w 1869.
1
2

226

�lat wcześniej, tak i w 1869 r. bezpośrednie kontakty etnografa z ludnością
wiejską wymagały uprzedniego wprowadzenia w to środowisko przez osobę cieszącą się autorytetem – miejscowego dziedzica lub proboszcza.
W drugiej połowie roku 1869 Hoff zamieszkał w Poznaniu i założył tam
zakład fotograficzny. Na początku następnego roku planował znowu wspólne badania terenowe, proponował Kolbergowi objęcie posady dyrektora
muzyki w poznańskim teatrze, a już wcześniej myślał o wynajęciu domu
z ogrodem pod miastem, aby mogli tam razem pracować. O tych nierealnych planach musiał zapomnieć po wybuchu wojny francusko–pruskiej
w lipcu 1870 r. We wrześniu Hoff, już bardzo zaniepokojony, skarżył się
w liście Kolbergowi, że dostał nakaz wyjazdu z Prus. Pisał wtedy:
Rozdrażnienie między ludnością niemiecką i polską rośnie co dzień, już nie tylko
po polsku ubrany[m] nie można się pokazać na ulicy bez indultów [tj. zniewag],
ale i mówiący[ch] po polsku na ulicy może spotkać złość i grubiaństwo. Jak
długo tu zostanę, nie wiem, ale to wiem, że w razie wydalenia, co lada dzień
nastąpić może, nie mam żadnego przytułku zagranic[ą]. […] funduszu żadnego na
taką niespodziankę nie posiadam, a tu familia! Bóg niech się zlutuje!1.

Hoff jako syn pastora z Radomia, urodzony w Królestwie, uznany był
za obywatela rosyjskiego, dlatego został deportowany z Prus i na początku
października znalazł się w Cieszynie. Pieniądze zebrane za prenumeratę
od kilkunastu osób w Wielkopolsce przeznaczył na utrzymanie rodziny
w pierwszym okresie po wysiedleniu i nigdy ich Kolbergowi nie zwrócił.
W latach 1869 i 1870, mimo narastającego niepokoju co do przyszłości planowanej serii wydawniczej, Kolberg przygotowywał do druku dwie
monografie: Krakowskie i Poznańskie. Pomysł wydania pierwszej części
Mazowsza, podjęty w 1867 r. i przypieczętowany wtedy umową z Żupańskim, zarzucił dosyć szybko. Krakowskie miało największe szanse na druk
we Lwowie lub Krakowie i było już przygotowane na tyle, że pierwszą
część – jak wspomniano – przedstawił J. Lubomirskiemu, kuratorowi Ossolineum, w połowie roku 1869. Czuł się też zobowiązany do możliwie szybkiego wydania Poznańskiego, ponieważ czekali na nie nabywcy „biletów
przedpłaty”. Monografię Wielkopolski, która ostatecznie otrzymała tytuł
Wielkie Księstwo Poznańskie, miał zamiar wydać w Poznaniu. O druku
pierwszej jej części wiosną 1870 r. z poznańskim księgarzem i wydawcą,
1

List B. Hoffa z 16 IX 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 363.

227

�Ludwikiem Merzbachem, rozmawiał Bogumił Hoff. Proponowane przez
Merzbacha ceny były nieco wyższe niż w Warszawie, ale po wybuchu wojny francusko-pruskiej dalsze pertraktacje z poznańskim wydawcą stały się
i tak bezprzedmiotowe. Hoff został wyrzucony z Poznania, a Kolberg, który
musiałby czuwać choćby tylko nad drukiem nut, jako obywatel rosyjski nie
byłby wpuszczony do Prus w czasie trwania wojny.
Pod koniec roku 1869 jedynie druk w Krakowie rysował się jako realny.
Tam książka mogłaby mieć na karcie tytułowej notę o pomocy finansowej
Towarzystwa Naukowego, a to spełniałoby warunki wynikające z jego statutu i Kolberg mógłby otrzymać dotację pokrywającą część kosztów wydania tomu. W październiku Lubomirski zwrócił rękopis pierwszej części
Krakowskiego i Kolberg przekazał go drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego, a sam około 20 stycznia 1870 r. wrócił do Warszawy. Druku nowego
tomu Ludu pilnował na miejscu Zygmunt Gloger, który Kolberga poznał
jeszcze w Warszawie. Wiele lat później, wspominając początki swych zainteresowań folklorem i chaotyczne wówczas próby zbierania przysłów, pisał:
„W r. 1865, zaprzyjaźniwszy się z Kolbergiem i po wstąpieniu do Szkoły
Głównej, zacząłem jaśniej pojmować zadania prac naukowych” 1. Gloger
po trzech latach studiów w Warszawie przeniósł się w 1868 r. na Uniwersytet Jagielloński, gdzie do roku 1872 studiował historię i archeologię. Zainteresowany etnografią, opracowywał wtedy Obchody weselne2, obszerne
i ambitne studium porównawcze, do którego zapisy nutowe otrzymał od
Kolberga. W pierwszej połowie roku 1870 kontrolował korekty Krakowskiego i pośredniczył między autorem a drukarnią. Wprowadzanie w ten
sposób poprawek w druku nie zdawało jednak egzaminu i w kwietniu 1870
r. pisał do Kolberga:
Korekty ostatnie robię ściśle, aby wszystko, co Pan zaznaczy, było dokładnie
poprawionym, ale uważałem, że pierwszą moją korektę poprawiają niedbale
i odsyłają do Warszawy z wieloma błędami, które ja już poprawiłem3.

Gloger w końcu czerwca wyjeżdżał na okres wakacji do Jeżewa, do
swego rodzinnego domu. Był to jeden z powodów, dla których Kolberg
w 1870 r. przyjechał kolejny raz do Krakowa, aby osobiście czuwać nad
Z. Gloger Przysłowia ludu z okolic Tykocina, „Wisła” 1896, z. 2, s. 349.
Pruski [Z. Gloger] Obchody weselne cz. I, Kraków 1869.
3
List Z. Glogera z 1 IV 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 351.
1
2

228

�drukiem i kończyć redakcję następnych tomów monografii. Nie wiemy dokładnie, kiedy wyjechał z Warszawy — z zachowanych listów wynika, że
stało się to między końcem czerwca a połową września i przebywał w samym Krakowie lub w Modlnicy do końca stycznia roku 1871. Do Warszawy
wrócił wtedy tylko na pół roku. Już wyjeżdżając z Modlnicy wiedział, że
niedługo przybędzie tam na dłużej — we dworze Konopków zostawił rękopis następnych części Krakowskiego, a o ich wydaniu miał rozmawiać
w sierpniu z kierownikiem drukarni. Prawdopodobnie w czasie pobytu
Kolberga w Modlnicy lub w Mogilanach na przełomie lat 1870 i 1871 Józef
Konopka zaprosił go na dłużej i zapewne w ciągu roku 1871 Kolberg podjął
decyzję o skorzystaniu z tego zaproszenia.

��Elżbieta Millerowa

Lata krakowskie w życiu Kolberga
(1871–1890)

XI
[Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy i uczonych. – Brak
oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej. – Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe i kulturalne Krakowa.]

Propozycja zamieszkania pod Krakowem oraz oferowana przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie dotacja na Lud otwierały przed Kolbergiem zupełnie nowe perspektywy. Coraz bardziej doskwierający mu
kryzys materialny i brak możliwości kontynuacji zaplanowanego wydawnictwa, związane z zarysowaną wcześniej sytuacją w popowstaniowej Warszawie pod rządami władz carskich, skłaniały do radykalnego
rozwiązania, jakim było opuszczenie zaboru rosyjskiego. Nie był w tym
zresztą Kolberg odosobniony; wielu mieszkańców Królestwa udawało się
wówczas na dobrowolną emigrację za granicę, a także do Galicji, gdzie
wraz z uzyskaniem autonomii i swobód obywatelskich warunki pracy naukowej i literackiej stały się znacznie bardziej sprzyjające. Po powstaniu
styczniowym w Królestwie Polskim działał cały wspominany już system
represji i zniewolenia, zaprowadzono stałe rządy wojskowo-policyjne.
Obok prześladowań, aresztowań i surowych wyroków dla powstańców
i konspiratorów, obok konfiskat majątków, karnych wcieleń do wojska,
masowej zsyłki na Syberię i przymusowych przesiedleń w głąb Rosji,
poddano społeczeństwo bezwzględnej rusyfikacji. Po nieudanym zamachu
na cara Aleksandra II w 1866 roku represje jeszcze się nasiliły, obejmując
wszystkie formy życia zbiorowego. Zwalczane były wszelkie przejawy
polskości i narodowego stanowienia na rzecz całkowitej integracji z cesarstwem rosyjskim poprzez zmianę ustroju, administracji i prawa na wzór
obowiązujących w Rosji carskiej. Począwszy od 1866 roku, likwidowano
231

�kolejne instytucje świadczące o odrębności Królestwa, znosząc stopniowo jego autonomię. Wszystkie urzędy poddano depolonizacji, usuwając
Polaków, zwłaszcza z wyższych stanowisk, i obsadzając je Rosjanami oraz
wprowadzając język rosyjski jako obowiązujący w całej administracji.
Bezwzględnie zwalczano przejawy świadomości narodowej, która miała
zostać wymazana. Szczególne restrykcje dotknęły więc szkolnictwo, język,
kulturę. Zakazano działalności wszystkich towarzystw oświatowych i kulturalnych. Zamkniętą w roku 1869 Szkołę Główną zastąpił uniwersytet carski
z językiem wykładowym rosyjskim. Od roku 1866 stopniowo rugowano
język polski ze szkół; nadzór nad edukacją miał stanowić główne narzędzie
wynaradawiania Polaków. Obowiązywała cenzura prewencyjna, czasopisma i książki musiały być przedstawiane w urzędach cenzury w rękopisach,
a następnie w odbitkach korektorskich, które porównywano z pierwotną,
dozwoloną wersją rękopiśmienną. Mnożyły się zakazy publikacji, gotowe
wydawnictwa nie zawsze dopuszczano do rozpowszechniania.
Choć w Królestwie pozostała polska prasa, wydawnictwa, teatry rządowe z polskim repertuarem i ukazywały się polskie książki, cenzura carska
krępowała swobodę wypowiedzi i wolną myśl nie tylko poprzez urzędnicze
zakazy i restrykcje, ale także poprzez autocenzurę autorów, którzy kontrolowali sami siebie, oraz poprzez podobne uprzedzające działania redaktorów i wydawców. Mechanizm paraliżowania swobody wypowiedzi objął
całe pokolenie ludzi pióra i wycisnął swoje piętno na ich twórczości i jej
społecznym odbiorze. Świadek tego czasu, historyk S. Krzemiński, opisując
narzucony przez zaborcę system polityczny, stwierdzał z goryczą:
Ale to jeszcze nie całe jarzmo; przybywa do niego niewola myśli, straszna, potworna, okrutna, jakiej już w wieku XIX żaden naród na świecie nie doznaje,
prócz Polaków w zaborze rosyjskim. W Europie cenzura należy już do rzędu
muzealnych zabytków przeszłości; u nas jest czynną, niestrudzoną, nieustającą
torturą, mającą swoich oprawców, swoich sędziów i swoje prawa. […] Myśl do
ciemnego lochu wtrącona – to stan dzisiejszy umysłowości polskiej w Królestwie wyrażającej się w druku. Cenzor jest wszechwładnym, nieodpowiedzialnym stróżem jej i katem. Za to, co pozwolił wydrukować, nie na nim ciąży
odpowiedzialność, ale na tym, kto z jego pozwolenia skorzystał1.

1
[S. Krzemiński] Dwadzieścia pięć lat Rosji w Polsce (1863–1888). Zarys historyczny,
Lwów 1892, s. 189.

232

�Trudne warunki życia umysłowego i kulturalnego w popowstaniowej
Warszawie dotykały także Kolberga; przyjęty do Towarzystwa Naukowego
Krakowskiego jako „literat z Warszawy” był przecież tego życia czynnym
uczestnikiem. Warto więc pokrótce przypomnieć ówczesną sytuację ludzi
pióra.
Położenie materialne twórców było bardzo ciężkie. Pisarze byli źle opłacani lub nie otrzymywali honorariów wcale, gdyż nie było jeszcze praktyką
powszechną wynagradzanie prac literackich lub też brakło na honoraria
pieniędzy. Redaktorzy czasopism, szczególnie naukowych, nie płacili regularnie honorariów, zwykle z powodu niskich nakładów, a więc braku dochodów. Autorzy zmuszeni byli do innych prac zarobkowych, by utrzymać
siebie i rodziny, a swoje publikacje musieli traktować jako wyraz poświęcenia dla dobra ogółu. Prasa codzienna stwarzała wprawdzie możliwość
zarobkowania, nie było to jednak wynagrodzenie wystarczające i regularne,
powstała więc praktyka brania zaliczek, często na teksty czy utwory jeszcze nienapisane, co oznaczało zależność finansową od wydawcy. Ponadto
opłacano autorów „od wiersza”, przy czym liczba wierszy na ogół zależała
od wydawcy, który licząc się z upodobaniami czytelników lub uprzedzając
cenzurę, mógł według uznania decydować o objętości tekstów i dokonywać
w nich zmian, często wbrew intencjom twórców. Nierzadkim zjawiskiem
była bieda zmuszająca pisarzy do zarobkowania na dodatkowych posadach,
do pracy ponad siły, często i tak prowadzącej do skrajnego ubóstwa. W sytuacji, gdy życie umysłowe nie miało żadnego instytucjonalnego oparcia,
funkcję integrującą środowisko literackie i naukowe pełniły w pewnym
stopniu jedynie nieformalne zebrania towarzyskie o charakterze „półkonspiracyjnym”, odbywające się w domach prywatnych i w redakcjach periodyków, np. „Kuriera Warszawskiego” czy „Biblioteki Warszawskiej”. Jednak
wobec wszechobecnej kontroli i zakazów zgromadzeń nie było już możliwości kontynuowania takich spotkań i bogatej tradycji salonów w skali
sprzed powstania.
W warunkach bezwzględnej rusyfikacji kolejnych dziedzin życia zbiorowego strefą polskości pozostawały dwie dziedziny: literatura i teatr. Polskie
słowo pisane stało się w okresie popowstaniowym ostoją narodowego trwania, narzędziem oporu i walki o zachowanie świadomości narodowej. Piś­
miennictwo, podobnie jak sami autorzy, poddane było jednak bezustannemu
dozorowi władz zaborczych, wszędzie dopatrujących się podstępu, ukrytych
intencji, aluzji, niesubordynacji. Kontrolę tę, której celem miała być całkowita
233

�neutralność treści, sprawowali nie tylko cenzorzy, ale i urzędnicy poczty,
policjanci, celnicy, dodatkowo sprawdzający się wzajemnie. Obowiązującą w
Imperium Ustawę o cenzurze i druku z roku 1857, wielokrotnie nowelizowaną w późniejszych latach, uzupełniały liczne jawne i tajne okólniki, wytyczne
i zarządzenia, a przepisy interpretowano zależnie od aktualnych okoliczności,
w których miała się ukazać publikacja, od wskazań politycznych władz centralnych, od warunków miejscowych czy indywidualnych ocen cenzora. Dotychczasowe formy działania cenzury ujednolicono i scentralizowano poprzez
utworzenie w roku 1869 Warszawskiego Komitetu Cenzury, który podlegał
władzom w Petersburgu. Sam system ulegał zresztą zmianom; bywały okresy
względnego liberalizmu i absurdalnej surowości. Jak pisze Maria Prussak w
pracy poświęconej temu zagadnieniu:
Cenzorzy rosyjscy często bywali niemal współautorami dzieł drukowanych
w Królestwie Kongresowym i granych w tutejszych teatrach […]. Ostateczny
kształt utworu literackiego zależał więc od postanowienia cenzora1.

Surowe rygory aktów ustawodawczych obok chwiejnych i nieprzewidywalnych decyzji urzędników stwarzały bariery trudne do pokonania dla
samych twórców, redaktorów i wydawców, uzależnionych materialnie od
kapitału i od sprzedaży swych wydawnictw. Obok cenzury wewnętrznej,
decydującej o zgodzie na druk w kraju, istniała też cenzura zewnętrzna, rozstrzygająca o dopuszczeniu do księgarń i prenumeratorów czasopism i książek opublikowanych za granicą, a także o przywiezieniu do kraju powstałych tam rękopisów. Z kolei obok bezwzględnego i często ograniczonego
urzędnika działała wspomniana już ingerencja redaktora i wydawcy, którzy
usuwali z tekstów wszystko, co mogło wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia
cenzora. Praca twórcza stawała się często w takich warunkach męczącym
wyrobnictwem, zmuszając do rewizji pierwotnych pomysłów, używania
masek, aluzji, niedomówień, najrozmaitszych szyfrów i zabiegów skrywających prawdziwy sens. I tak np. naturalną konsekwencją tych warunków
była zauważana przez historyków „letniość” warszawskiej prasy, gdyż jak
pisze Kulczycka–Saloni:
M. Prussak Świat pod kontrolą, „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja”
1991, nr 6 (12), s. 39–40. Por. też Świat pod kontrolą. Wybór materiałów z Archiwum Cenzury
Rosyjskiej w Warszawie, wybór, przekład i opracowanie M. Prussak, Warszawa 1994; R. Nycz
Literatura polska w cieniu cenzury, „Teksty Drugie…” 1998, nr 3 (51), s. 5–27.
1

234

�[…] unikano jasnego formułowania własnych postaw i jasnego stawiania zarzutów […]. Trzeba było bowiem nie tylko powiedzieć to, co się miało do powiedzenia i co powiedzieć się chciało, ale także powiedzieć w sposób tylko dla
pewnych adresatów zrozumiały. Inni powinni byli zatrzymać się na słowach,
nie docierając do sensu1.

W roku, w którym Kolberg opuszczał Warszawę, lwowski dziennik informował w anonimowej korespondencji:
Z Warszawy donoszą nam, że cenzura od niejakiego czasu stała się niezmiernie
ostrą. Petersburg sypie koncesje na nasze pisma, a Warszawa tępi każdy wyraz,
każdą myśl – już nie powiem, naszą, ale europejską. Od czasu Komuny Paryskiej
nie wolno w Warszawie pisać o sprawach społecznych, spółkach, stowarzyszeniach. Dzienniki są w kłopocie, czym zapełnić mają swoje kolumny. Dziwić się
przeto nie wypada, że „Gazeta Polska” we wstępnym artykule zajmuje się ospą2.

Pisarstwo i język pod cenzorską kontrolą określane były przez samych
pisarzy i dziennikarzy jako „styl więzienny”, „kajdany po piórze”. Niektóre poczynania cenzury stawały się wręcz absurdalne, granicząc niekiedy
z groteską, o czym świadczyć może przykład nakazu wykreślenia przymiotnika „polska” w botanicznej nazwie „pszenica polska (Triticulum polonicum)” i zastąpienia go przymiotnikiem „krajowa”, od czego ostatecznie cenzor jednak odstąpił3. Powszechnie narzucano używanie określeń:
„u nas”, „w kraju”, „naszej”, „krajowej”, zamiast niedozwolonych: „Polska”,
„polskiej”, choć czasami te ostatnie wykreślano jedynie z kart tytułowych,
pozostawiając w tekście książek. Usuwano z rękopisów do druku nazwy
godności narodowych, elementów stroju, muzyki, obyczaju polskiego (karabela, kontusz, konfederatka), „króla” zamieniano na „księcia”, bohatera
komedii przebierano z kontusza w surdut, okresami nie dopuszczano też
rzeczownika „ojczyzna” itd. Jeszcze surowsze kryteria obowiązywały w teatrach, gdzie wobec licznej widowni słowa i obrazy, np. strojów i rekwizytów historycznych, słyszane i pokazywane ze sceny stawały się groźniejsze niż w lekturze. W odpowiedzi pisarze uznali pokonanie barier cenzury
za swój patriotyczny obowiązek i szukali różnych sposobów walki z nią.
J. Kulczycka-Saloni Życie literackie Warszawy w latach 1864–1892, Warszawa 1970,
s. 201.
2
Ziemie polskie. Z Warszawy, „Dziennik Polski” 1871, nr 187, s. 1.
3
S. Górski Z dziejów cenzury w Polsce, „Biblioteka Warszawska” 1905, T. IV, s. 478.
1

235

�Powszechnie uciekano się do języka czy stylu ezopowego, który przy pomocy metafor, alegorii, symbolu, peryfrazy, wieloznaczności lub przemilczeń
wyrażał myśli nie wprost, maskował prawdziwy sens, który czytelny był
dla odbiorcy, a zmylić miał czujność cenzora. Pisano więc zastępczo: „ziemia rodzinna”, „kraj” zamiast: „Polska”; „burza” zamiast: „walka o wolność”;
„pożar”, „ów czas”, „wypadki”, „wydarzenia” zamiast: „powstanie” itp. Walka
pisarzy z dyktatem cenzury przybierała różne formy, stosowano najrozmaitsze wybiegi, by w wyniku cichej umowy z czytelnikiem kamuflować
rzeczywisty sens tekstów, domyślny jednak dla polskiego odbiorcy. Strategia języka ezopowego była kultywowana przez całe ówczesne pokolenie
pisarzy i uczonych, pozostające pod despotyczną władzą zaborców1.
Praca naukowa w takich warunkach stawała się bardziej bezinteresownym powołaniem niż pragmatycznie uprawianym zawodem. Dla młodych
naukowców ze wszystkich prawie dziedzin brakowało perspektyw pracy
i rozwoju, a także stypendiów, które przydzielano przybyszom z Rosji. Dzieła naukowe oryginalne należały do rzadkości z powodu braku warunków
dla swobodnych dociekań badawczych i trudności wydawniczych. Pierwszeństwo dawali wydawcy beletrystyce jako dostępniejszej dla ogółu. Po
zamknięciu Szkoły Głównej w 1869 r., z wyjątkiem Towarzystwa Lekarskiego działającego od 1820 r., nie było w Warszawie przez szereg lat żadnej instytucji popierającej polską naukę. Indywidualny wysiłek intelektualny i samouctwo zastępowały zorganizowane formy kształcenia, studiów
i kariery naukowej. Wybitny historyk, przedstawiciel szkoły warszawskiej,
Władysław Smoleński pisał:
Uniedostępniono Polakom katedry w Uniwersytecie Warszawskim, rugowano
ich nawet ze stanowisk nauczycieli gimnazjalnych. Uczeni pozbawieni pola pracy na terenie Królestwa odpływali do zaboru austriackiego, do wszechnic i gimnazjów galicyjskich. Dokonywał się w ten sposób proces emigracji najlepszych
sił naukowych pociągający za sobą zubożenie umysłowe społeczeństwa. Adepci
nauki zasiedziali w kraju, pozbawieni warsztatów pracy zawodowej i środków
1
Zob. m.in. A. Martuszewska Ezopowy język, w: Słownik literatury polskiej XIX wieku,
pod red. J Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław 2002, s. 249–251; Z.J. Adamczyk Cenzura,
tamże, s. 125–131; B. Szyndler Dzieje cenzury w Polsce do 1918 roku, Kraków 1993; M. Prussak Świat pod kontrolą…, s. 39–49; W. Caban Cenzura w Królestwie Polskim w latach 1815–
1915, w: Granice wolności słowa. Materiały konferencji naukowej, Kielce, 4–5 maja 1995 r.,
red. naukowa G. Miernik, Kielce–Warszawa 1999, s. 9–18.

236

�jej uprawy, wyczerpywali swe siły udzielaniem lekcyj w szkołach i domach
prywatnych lub też zarobkowaniem w biurach kolejowych, bankowych i w kantorach przemysłowo-handlowych […] Uprawiano naukę dorywczo, poświęcając
jej niedospane godziny nocy i dni wypoczynków świątecznych. Oddawano się
jej bezinteresownie, bez widoków na jakiekolwiek korzyści materialne, w przeświadczeniu, że się spełnia obowiązek służby narodowej1.

Kolberg jako przedstawiciel tej generacji, pozostający w nurcie ówczesnego życia umysłowego Warszawy – tak jak całe społeczeństwo – boleśnie doświadczał traumy klęski i skutków powstania. I tym ostrzej rysował
mu się w Warszawie brak perspektyw realizacji zamierzeń badawczych
i wydawniczych o tak szeroko zakrojonym programie, kontynuacji edycji
planowanej jako seryjna na lata i jako taka wymagającej stałego funduszu.
Wcześniej przedstawiono jego borykanie się z trudnościami przy wydaniu
czterech pierwszych tomów, a także uciążliwe i bezowocne starania o pozyskanie środków na publikację dalszych. Zachowane źródła nie przekazują
nam bezpośrednich wypowiedzi Kolberga na temat aktualnej sytuacji politycznej w Królestwie i w Polsce, warunków życia i pracy w Warszawie lat
popowstaniowych. Na zachowanej korespondencji z tych lat, stosunkowo
nielicznej, ciąży w tych kwestiach przemilczenie zadekretowane kneblem
cenzury, szczelnie kontrolujące słowa. Zapewne zdecydowała o tym także
charakterystyczna dla Kolberga powściągliwość w słowie pisanym, która –
jak możemy się jedynie domyślać – w ówczesnej atmosferze powszechnego
poczucia zagrożenia dyktowała raczej nieodsłanianie osobistych kłopotów
i przeżyć traktowanych jako oczywiste dla ogółu. Mimo to w listach z tego
okresu daje się odczytać znużenie, zniechęcenie, a nawet zawód i gorycz badacza zmagającego się z przeciwnościami. Autocenzura wyziera też z nich
niejednokrotnie, mimo że ich część, jeśli nie większość, gdy tylko było to
możliwe, przekazywana była nie pocztą, lecz do rąk adresatów przez zaufanych pośredników. A tam, gdzie przemilczenie okazywało się niemożliwe,
pojawiał się charakterystyczny język ezopowy. Określenia czy zdania użyte
przez Kolberga w jednym z listów pod koniec lat sześćdziesiątych w rodzaju: „kraj, który zamieszkuję”, „ostatnie przeobrażenia w kraju”, „zwiedziłem
W. Smoleński Warunki pracy naukowej w b[yłym] Królestwie Polskim w okresie odwetu
rosyjskiego za powstanie styczniowe, „Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój”
1923, R. IV, s. 358–359. Zob. też M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918. Dzieje
inteligencji polskiej do roku 1918, T. 3, Warszawa 2008, s. 63.
1

237

�dotąd małą tylko część krajów słowiańskich”, cel pracy określony jako „wyświecenie przeszłości słowiańskiego ludu”1, wydają się wyraźnie świadczyć
o zasłanianiu prawdziwego sensu. Wymowy nabiera wspomniany już fakt, że
i w tytule całej serii jego dzieła Lud, jego zwyczaje… zabrakło przymiotnika
polski, a nadtytuł brzmi „pojednawczo” z punktu widzenia władz: Materiały
do etnografii słowiańskiej. Żadne konkretne perypetie Kolberga z cenzurą
w okresie warszawskim, gdy wydawał pierwsze 4 tomy dzieła, nie są jednak
znane; możliwe, że zapobiegła temu przezorna refleksja samego autora.
Tak więc w ostateczności Kolberg uciekł się do rozwiązania radykalnego
i podjął decyzję o przeniesieniu się do Galicji. Z pewnością nie był to krok
łatwy; opuszczał Warszawę, w której pozostawiał rodzinę i przyjaciół, miasto młodości, z którym był związany od dzieciństwa. Jednak zaproponowana mu dotacja z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego oraz zaproszenie
przez przyjaciela do własnego domu pod Krakowem okazały się w tych
warunkach optymalne i nie do odrzucenia. Definitywnie opuścił Warszawę latem 1871 roku, między 5 sierpnia, którą to datę sugeruje wzmianka
w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera, a 16 sierpnia, kiedy
to Wilhelm potwierdza odbiór listu brata z informacją o odbytej podróży2.
Najpierw zatrzymał się w Mogilanach, gdzie gospodarował Józef Konopka,
później w Modlnicy, gdzie mieszkało rodzeństwo Józefa, Julian i Antonina,
i gdzie spędził następne 13 lat, nim przeniósł się do Krakowa w 1884 roku.
Wyjeżdżając z Warszawy, planował najprawdopodobniej długi pobyt
w Krakowie i Modlnicy. Sądzić tak można, ponieważ zabrał wtedy wszystkie materiały do Ludu – własne zapisy terenowe, inne rękopisy i ryciny,
a także książki, nuty, korespondencję, tj. otrzymane listy i bruliony własnych, oraz dokumenty osobiste. Pozostały w Warszawie niesprzedane do
tej pory egzemplarze czterech tomów wydanych u Jaworskiego i wcześ­
niejsze publikacje utworów muzycznych. W latach następnych będzie Kolberg korespondował z Wilhelmem, potem z bratową Karoliną na temat
Z niedatowanego brulionu listu Kolberga, prawdopodobnie do A. Przeździeckiego z 1869
roku, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.
2
W liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera z 5 sierpnia 1871 roku czytamy: „Piszę na prędce parę słów przez odjeżdżającego do Was Oskara Kolberga […]” (Korespondencja
Karola Estreichera z Marią i Felicjanem Faleńskimi (1867–1903), z autografu wydała i komentarzem opatrzyła J. Rudnicka, „Archiwum Literackie”, pod red. K. Budzyka, T. Mikulskiego
i S. Pigonia, T. III, Wrocław 1957, s. 99). Zob. też list Wilhelma Kolberga, Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.
1

238

�egzemplarzy Ludu, nut i innych druków przechowywanych u Gebethnera,
a także fortepianu i mebli. Chyba jednak latem 1871 roku nie przewidywał,
że już do Warszawy nie wróci. To, że wyjazd w sierpniu tego roku będzie
ostateczny, okazało się znacznie później. Dopiero w itinerarium, w którym
w pierwszej połowie 1889 roku spisał swoje podróże, pod rokiem 1871
zanotował: „Do Krakowa, Mogilan i Modlnicy – na stałe […]”1.
Już wcześniej, przebywając często w Krakowie pod koniec lat sześćdziesiątych, Kolberg zetknął się z zupełnie innymi warunkami życia i działalności naukowej w zaborze austriackim i mógł się przekonać, że miasto oddychało nieznanymi w Warszawie swobodami obywatelskimi, które przyniosła doba autonomii. Sytuacja w zaborze austriackim wyglądała w tamtym
okresie rzeczywiście diametralnie inaczej niż w Królestwie. Stefan Kieniewicz tak pisał o różnych losach narodu w każdym z trzech zaborów:
[…] sytuacja ziem polskich pod panowaniem Rosji, Prus i Austrii różniła się zdecydowanie we wszystkich płaszczyznach rozwoju: demograficznego, gospodarczego (rolnictwo, przemysł, transport, handel), politycznego i kulturalnego. Różnice
te pogłębiały się w miarę przedłużania okresu niewoli; nie tylko dlatego, że każdy z trzech rządów zaborczych prowadził w poddanych sobie ziemiach polskich
odmienną politykę, lecz bardziej jeszcze dlatego, że stosunki w każdej z tych
dzielnic coraz wyraźniej upodabniały się do stosunków rosyjskich, niemieckich
lub austro–węgierskich. Warstwy społecznie świadome swej polskości – coraz
liczniejsze z upływem dziesięcioleci – czuły się oczywiście jednym narodem
pomimo kordonów; jednym zarówno w sensie kulturalnym, jak i moralno–politycznym. Tym dotkliwiej jednak odczuwały pogłębiające się kontrasty między
rozwojem gospodarczym, perspektywami politycznego bytu, a nawet stylem życia Polaków z Kongresówki, z Galicji, z Poznańskiego czy też z Górnego Śląska2.

W monarchii austriackiej zaszły w II połowie XIX wieku ważne przemiany
polityczne. Jak wspomniano wcześniej, po przegranej wojnie we Włoszech
w 1859 roku i po jej kolejnej całkowitej klęsce w wojnie z Prusami w 1866
roku ujawniła się ostatecznie wewnętrzna słabość Austrii. Rząd wiedeński zmuszony był do reform, by zapobiec rosnącym napięciom społecznym i politycznym i uniknąć rozpadu państwa. Na mocy konstytucji grudniowej z 1867 roku
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.
S. Kieniewicz Przedmowa, w: Polska XIX wieku. Państwo. Kultura. Społeczeństwo, pod.
red. tegoż, Warszawa 1986, s. 7. Zob. też A. Chwalba Historia Polski 1795–1918, Kraków 2000,
s. 491–527 oraz M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918…, s. 1–25.
1
2

239

�przekształcono je w monarchię dualistyczną Austro-Węgry, dwa równorzędne człony połączone osobą cesarza. Franciszek Józef koronował się na króla
Węgier i oficjalnie 14 listopada 1868 roku wprowadzono nazwę Monarchia
Austro-Węgierska. Otworzyły się perspektywy reform w całej monarchii habsburskiej, co poprowadziło do stopniowego przyznawania autonomii poszczególnym krajom wchodzącym w jej skład.
W wyniku tych politycznych zmian i reform Polacy w Galicji uzyskali
na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych daleko idącą autonomię i znaczne swobody obywatelskie. Na terenie Galicji władzę rządową
sprawował powoływany przez cesarza namiestnik; do roku 1915 funkcję
tę sprawowali wyłącznie Polacy. Powstały autonomiczne instytucje: Sejm
Krajowy – główny organ władz samorządowych, Wydział Krajowy – odpowiedzialny za sprawy gospodarcze i kulturalne organ wykonawczy Sejmu
Krajowego oraz Rada Szkolna Krajowa, nadzorująca szkolnictwo podstawowe i średnie. W roku 1869 wprowadzono język polski do szkół, urzędów
i sądownictwa (obok ukraińskiego), przywrócono w Krakowie samorząd,
którego miasto było pozbawione od 1853 roku. Administracja i władza polityczna znalazły się w przeważającej części w rękach Polaków.
Sytuacja gospodarcza w Galicji u progu autonomii była katastrofalna,
zaistniały jednak sprzyjające warunki dla rozkwitu życia politycznego, kulturalnego i naukowego, odżyło polskie szkolnictwo i inicjatywy społeczne,
działały legalne stowarzyszenia polityczne, rozwijała się działalność czasopiśmiennicza i edytorska. Kraków II połowy XIX wieku, przekształcony
przez Austriaków w nadgraniczną twierdzę, peryferyjnie położony i pozbawiony możliwości ekonomicznego rozwoju, posiadał jednak potężny atut
w postaci materialnego i duchowego dziedzictwa kulturowego. Rozumiano
powszechnie jego symboliczną rolę, wręcz misję, która nabrała nowego
znaczenia wobec tragedii powstania styczniowego, popowstaniowych represji i żałoby na ziemiach zaboru rosyjskiego, a także postępującej germanizacji Polaków w zaborze pruskim. Kraków stał się ważnym ośrodkiem
polskiego życia ponadrozbiorowego, rozwijającej się kultury i nauki, pątnictwa narodowego i religijnego, miejscem obchodów i celebracji rocznic i uroczystości patriotycznych, zabronionych w pozostałych zaborach,
a będących manifestacją woli przetrwania narodu we wspólnocie1. Dzięki
1
Zob. S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX, Kraków 1931, s. 20 i nast. Por. też J. Purchla Matecznik polski. Pozaekonomiczne

240

�autonomii i swojemu wyjątkowemu położeniu politycznemu miasto pamiątek narodowych, pomników dziejowych, koronacji królów i ich nekropolii, sanktuariów i grobów świętych pełniło w drugiej połowie XIX wieku
funkcję „duchowej stolicy narodu”, „matecznika Polski”, „serca Polski”, „relikwiarza narodowych pamiątek”, „polskiej Jerozolimy” – jak rolę tę określali
badacze historii Krakowa1. Pod Wawel jako do centrum zbiorowej edukacji
narodowej peregrynowano ze wszystkich trzech zaborów, by w atmosferze
miasta, wśród jego zabytków i skarbów kultury umacniać ducha polskości
i kształtować pamięć historyczną. Krótkie lub dłuższe pobyty przybyszów
z Królestwa, Ziem Zabranych i z zaboru pruskiego w „polskim Rzymie”
dawały szansę na spotkanie z historią i tradycją, utrwalały poczucie tożsamości i dumę z polskości. Miasto było wówczas także najważniejszym obok
Jasnej Góry ośrodkiem życia religijnego w kraju, czego wyrazem był m.in.
pielęgnowany tu kult świętych – Stanisława, Floriana, Jana Kantego, Jacka
Odrowąża, Salomei, Jadwigi – stanowiący ważną sferę dziedzictwa historycznego w polskiej kulturze. W Krakowie wreszcie kultywowano zwyczaje
mieszczańskie i ludowe, właściwe tylko temu miastu, takie jak ożywione
w II połowie XIX wieku staropolskie chodzenie z szopką obnoszoną po
domach z towarzyszącymi temu przedstawieniami jasełkowymi, emaus,
rękawka, wianki, konik zwierzyniecki. Obchody te utrwalały poczucie ciągłości tradycji i były czynnikiem konsolidującym społeczność. W swojej
monografii Krakowskiego Kolberg poświęci tym faktom kulturowym i historycznym pamiątkom miasta ważne miejsce.
Na kształt życia politycznego Polaków w Galicji okresu autonomii
decydujący wpływ miały poglądy i działalność konserwatystów krakowskich, tzw. stańczyków (od pamfletu politycznego pt. Teka Stańczyka, publikowanego w 1869 r. w „Przeglądzie Polskim”). Choć często
sami uczestniczyli w powstaniu styczniowym, po jego upadku stali się
czynniki rozwoju Krakowa w okresie autonomii galicyjskiej, Kraków 1992, F. Ziejka „Tu
wszystko jest Polską…” (O roli Krakowa w życiu duchowym Polaków w wieku XIX), „Rocznik
Krakowski” T. LXII: 1996, s. 31–52, B. Wilk Autonomiczny Kraków skarbnicą narodowych
pamiątek, „Folia Historica Cracoviensia”, T. 10: 2004, s. 420–430.
1
Zob. m.in. J. Purchla Matecznik polski…, s. 38 i 47, tenże Kraków i Lwów: zmienność
relacji w XIX i XX wieku, w: Kraków i Lwów w cywilizacji europejskiej. Materiały międzynarodowej konferencji zorganizowanej w dniach 15–16 listopada 2002 r., red. J. Purchla, Kraków
2002, s. 82 i 84, F. Ziejka „Tu wszystko jest Polską”…, s. 35–50. „Relikwiarzem na piersiach Polski” nazwał Kraków J.I. Kraszewski w artykule Wycieczka do Krakowa („Tydzień Polityczny,
Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1871, nr 14).

241

�krytykami i przeciwnikami polskich konspiracji i insurekcji. Nie wyrzekając się aspiracji narodowych, w duchu realizmu politycznego i pragmatyzmu przedkładali nad zbrojne zrywy i spiski niepodległościowe
rzetelną pracę dla dobra narodu, kultywację polskości i zabiegi o rozszerzenie praw narodowych Polaków, przy zachowaniu jednak lojalności wobec Austrii. Dominowali w Kole Polskim w austriackiej Radzie
Państwa i przyczynili się rzeczywiście do uzyskania szeregu koncesji
dla Polaków i poprawy ich sytuacji w zaborze austriackim. Czołowi
działacze obozu stańczyków: W. Kalinka, S. Tarnowski, J. Szujski, S. Koźmian, L. Wodzicki i M. Bobrzyński byli jednocześnie najwybitniejszymi
przedstawicielami naukowej i artystycznej elity Krakowa. Mając przygotowanie historyczne i głosząc swoje poglądy także w historiografii, filozofii, publicystyce, krytyce literackiej i teatralnej, wpłynęli inspirująco
– wbrew utartym poglądom – na rozkwit życia umysłowego w Galicji,
na kształtowanie się zmysłu państwowości, na integrację ponadzaborową wokół Krakowa – „duchowej stolicy Polski”. Z tymi osobistościami,
kształtującymi intelektualny pejzaż Krakowa, i z ich myślą polityczną
Kolberg zetknie się w ciągu swojej działalności, m.in. w Akademii.
Ośrodkiem życia naukowego pod Wawelem były Uniwersytet Jagielloński i Towarzystwo Naukowe Krakowskie. Na uniwersytecie stopniowo
dokonała się pełna repolonizacja, która trwała do roku akademickiego
1870/1871. W 1869 r. ustanowiono w nim na podstawie nominacji cesarskiej (z 28 września) pierwszą na ziemiach polskich Katedrę Historii Polski,
którą objął Józef Szujski (1835–1883), współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, a proces ten całkowicie zakończyło uznanie 30 kwietnia 1870
roku języka polskiego jako wyłącznie obowiązującego języka wykładowego. Wielu profesorów podejmowało ogromny wysiłek, kumulując pracę
w kilku katedrach, znaczna ich część była wychowankami uniwersytetów
zachodnich, co umożliwiało polskiej nauce przyswajanie zdobyczy europejskich. Pracę naukową wiązano z życiem kulturalnym i z potrzebami kraju,
dzięki czemu rosła rola społeczna uczelni. Pełna repolonizacja uniwersytetu
krakowskiego spowodowała dalszy żywiołowy rozwój zarówno dyscyplin
matematyczno-przyrodniczych, jak i humanistycznych, a także uzyskanie
rangi ogólnonarodowej. Profesorowie polscy po reformie senatu w 1874
roku otrzymali znaczne uprawnienia do samodzielnej działalności i organizacji życia naukowego. Z kolei we Lwowie na Uniwersytecie Jana Kazimierza od 1871 roku obowiązywały dwa języki wykładowe: polski i ruski
242

�(ukraiński). Obie uczelnie mogły więc stanowić centra polskiego życia naukowego, promieniującego na cały kraj.
Działalność naukowo-oświatową prowadziło też Towarzystwo Naukowe Krakowskie, które posiadało duży dorobek i zasługi dla nauki polskiej,
wykraczając swoim oddziaływaniem poza Kraków i Galicję i wspierając
inicjatywy i osoby prywatne z zaboru pruskiego i rosyjskiego, czego przykładem jest członkostwo i dotacja przyznane Kolbergowi. Wkrótce prace Towarzystwa kontynuować będzie przekształcona z niego, a powstała
w roku 1872 w oparciu o tradycje i potencjał naukowy uniwersytetu Akademia Umiejętności. Stanie się ona naczelną polską instytucją naukową
w okresie zaborów i w latach międzywojennych, a jej zasługi dla rozwoju
i integracji działalności naukowej między trzema zaborami są nie do przecenienia. Promieniując na cały kraj, Akademia konsolidowała rozproszone
w trzech zaborach wysiłki na rzecz rozwoju nauki i podtrzymania ducha
narodowego. Jak wcześniej Towarzystwu Naukowemu Krakowskiemu, tak
i później Akademii Kolberg będzie zawdzięczać kontynuację swojego dzieła.
Warunki życia i pracy twórczej różniły się więc zasadniczo od panujących w Królestwie i opisanych wyżej. Kiedy Kolberg zamieszkał pod
Krakowem i stał się stałym bywalcem miasta, znalazł tu zupełnie inne
możliwości działania, pracy badawczej i kontaktów naukowych. W Krakowie i Lwowie chroniło się nie tylko wielu uciekinierów z Królestwa czy
z Ziem Zabranych, tam również powracali zesłańcy, wygnańcy, emigranci
z Zachodu. W latach 1867–1871 do Krakowa powrócili lub osiedlili się
w nim w poszukiwaniu możliwości pracy i rozwoju przedstawiciele świata
kultury i nauki, których Kolberg poznał już wcześniej lub z którymi będzie
się wkrótce spotykał i współpracował. Należeli do nich m.in. Józef Zejszner (1805–1871), geograf i geolog, Wincenty Pol (1807–1872), poeta i geograf, Karol Estreicher (1827–1908), historyk literatury i teatru, bibliograf
i wieloletni dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej, Władysław Ludwik Anczyc
(1823–1883), poeta, dramatopisarz i wydawca, Adrian Baraniecki (1828–
1891), lekarz, działacz społeczny, założyciel i dyrektor Muzeum Techniczno-Przemysłowego w Krakowie, Juliusz Kossak (1824–1899), malarz, rysownik
i ilustrator, Jan Nepomucen Sadowski (1814–1897), archeolog i etnograf,
Adam Honory Kirkor (1818–1886), archeolog i wydawca, Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog i etnograf. Wszyscy oni – podobnie jak
Kolberg – wiązali z Krakowem nadzieje na pomyślniejsze warunki pracy
i rozwoju, podejmując podobne decyzje wobec perspektyw otwierających
243

�się w Galicji, w większości znaleźli się też wkrótce w kręgu osób współpracujących i kontaktujących się z Kolbergiem, przeważnie w Akademii. Dla
autora Ludu otworzyła się także perspektywa stabilizacji upragnionej dla
realizacji dzieła, szansa wyrwania się z dusznej atmosfery Warszawy, choć
zmiana ta oznaczała zarazem porzucenie rodzinnego miasta, miasta młodości, rodziny, bliskich i przyjaciół, zerwanie więzów ze światem, w którym
ukształtował swój dojrzały program badawczy i rozpoczął jego realizację.
Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że miało to być rozstanie na zawsze; Kolberg nigdy już nie przekroczył granicy zaboru rosyjskiego i nie odwiedził
Warszawy.
XII
[Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna
braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty
z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym miasta.]

Zaproszenie Konopki z serdeczną zachętą, by Kolberg „dom nasz uważał
za własny”, oznaczało przyjęcie do rodzinnego grona i odnalezienie w nim
uznania i zrozumienia dla jego pracy, a także wymiernej pomocy. Przyjaźń
z Józefem datująca się od 1841 roku, kiedy to poznali się w Warszawie,
rozwijana przez lata kolejnych odwiedzin Kolberga w dworach Konopków
w Mogilanach i Modlnicy, ugruntowała się także poprzez wspomniane
wcześniej wspólne zainteresowania, a okresami nawet terenową współpracę autora Ludu i autora Pieśni ludu krakowskiego.
Józef Konopka pochodził z zamożnej ziemiańskiej rodziny o żywych
i starannie kultywowanych tradycjach niepodległościowych i patriotycznych, a także społecznikowskich. Konopkowie herbu Nowina, z przydomkiem z Jałbrzykowskiego Stoku, osiedleni w Małopolsce w XVIII wieku,
pochodzili ze szlachty mazowieckiej, z ziemi łomżyńskiej1. Protoplasta tej
Informacje o Konopkach zob. m.in. Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1867–1868 (hasła: Konopka Józef, Konopka Julian, Konopka Franciszek Ksawery); Archiwum Konopków
z Modlnicy i Mogilan, https://szukajwarchiwach.pl; E. Jaworska Posłowie, w: J. K[onopka]
Pieś­ni ludu krakowskiego, Wrocław 1974, wyd. fototypiczne pierwodruku z 1840 r. pod red.
1

244

�linii, dziad Józefa, Wojciech Józef Konopka (1733–1811), ożeniony z Teresą
Skotnicką, był marszałkiem dworu ks. Augusta Czartoryskiego, łowczym
sanockim, właścicielem zakupionych przez siebie wsi – Modlnicy i Mogilan
pod Krakowem oraz Zaleszan w powiecie tarnobrzeskim, które były wianem żony. Trzej jego synowie, Michał (1781–1833), Stanisław (1786–1850)
oraz Tadeusz (1782–1864), uczestniczyli w kampaniach napoleońskich. Po
powrocie bracia osiedlili się w rodzinnych majątkach: najstarszy Michał
odziedziczył wniesione w posagu matki i wykupione przez ojca z długów Zaleszany, Stanisław otrzymał Mogilany leżące między Myślenicami
a Krakowem, a Tadeusz – podkrakowską Modlnicę Wielką. Michał z Zaleszan, ożeniony z Balbiną Białobrzeską, miał syna Franciszka Ksawerego
(1828–1898), który udzielał się społecznie jako prezes Towarzystwa Pomocy
Weteranom Powstania Listopadowego. Stanisław z Mogilan, żonaty z Zofią
Kraińską, uzdolniony plastycznie autor obrazów i grafik, miłośnik sztuki
i literatury, gromadził dokumenty i notatki dotyczące dziejów rodziny. Był
ojcem Stefanii, późniejszej żony swego bratanka Józefa, oraz Julii, żony
Gabriela Załęskiego z Iskani pod Dobromilem, i Amelii, żony Hipolita Bochdana z Zadwórza pod Lwowem. Tadeusz sprawował funkcje wójta gminy,
sędziego pokoju w Krakowie i reprezentanta na sejm w czasach Rzeczypospolitej Krakowskiej. W rodzinnej wsi Konopków, Modlnicy, gospodarował
z zamiłowaniem, przeprowadzając renowację dworu, a także podejmując
budowę wodociągu dla browaru, gorzelni, dworu i części wsi. Ożenił się
z Antoniną Podlewską. Pisał ciekawe wspomnienia i pamiętniki oparte m.in.
na materiałach zebranych przez brata Stanisława. Pielęgnował tradycje
powstania kościuszkowskiego i epoki napoleońskiej oraz zainteresowanie
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, s. III i nast.; M. Konopka Konopkowie herbu
Nowina. Z dziejów rodziny, „Strzyżowski Rocznik Muzealny” T. III: 2017, s. 205–231; O. Kolberg Józef Konopka, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s 443–448 (pierwodruk: „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792); P. Strzelichowski Mowy żałobne wypowiedziane
podczas pogrzebów śp. Józefa Konopki […] i śp. Romana Konopki […], Kraków 1891; H. Jost
Julian Konopka. Zapomniany technik polski, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1959,
T. 4, nr 3, s. 521–527. O Konopkach, ich kontaktach z Kolbergiem, jego podróżach w Krakowskie, badaniach i współpracy z Konopkami zob. omówienie E. Millerowej i A. Skrukwy
„Krakowskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 (DWOK
T. 73/I), s. XVI i nast. Cenne informacje o rodzinie i pobycie Kolberga w Modlnicy przynoszą
także opublikowane przez K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze
Kolbergu, tj. Antoniny Konopczanki, siostry Józefa, oraz jego córek – Justyny Konopczanki
(1862–1957) i Michaliny z Konopków Paszkiewiczowej (ur. 1860), zob. „Wieś Radomska”, T. 11:
2018, s. 89–120. Dostępne źródła podają różne daty biograficzne Konopków.

245

�dla spraw publicznych, a pietyzm dla historii i patriotyzm przekazał czwórce swoich dzieci, urodzonych już po utracie niepodległości przez Polskę:
Romanowi (1813–1891), Julianowi (1814–1899), Józefowi (1818–1880) oraz
Antoninie (1828–1904). Z tym właśnie pokoleniem Konopków połączyła
Kolberga głęboka i wieloletnia przyjaźń.
Józef oraz jego dwaj bracia, Julian i Roman, otrzymali staranne wykształcenie. Uczyli się w krakowskich gimnazjach św. Anny i św. Barbary, potem
studiowali prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a Józef jeszcze dodatkowo filozofię1. Roman i Julian przez dwa lata dopełniali edukację w Paryżu,
pierwszy w zakresie prawa na Sorbonie, drugi w szkole górniczej, po której
ukończeniu uzyskał tytuł inżyniera górnictwa i odbywał praktykę w angielskich kopalniach. Po studiach wszyscy trzej Konopkowie osiedli na wsi,
gdzie pozostali do końca życia. Najstarszy Roman objął sąsiadujące z Modlnicą Tomaszowice i Podskalany, które ojciec dla niego zakupił, Julian z siostrą Antoniną – Modlnicę, Józef – Mogilany, które otrzymał jako wiano żony
po zawarciu związku małżeńskiego w 1843 roku ze Stefanią, córką swojego
stryja Stanisława, a także dokupiony Głogoczów. Wszyscy bracia obok działalności zmierzającej do unowocześnienia gospodarki na roli i uprzemysłowienia oraz podniesienia oświaty wsi sprawowali różne funkcje publiczne:
Roman jako sędzia pokoju, od roku 1848 członek Rady Administracyjnej dla
byłego Okręgu Wolnego Miasta Krakowa, od roku 1867 autonomicznej Rady
Powiatowej Krakowskiej, Julian był członkiem komitetu Towarzystwa Rolniczego Krakowskiego, a Józef współzałożycielem tego Towarzystwa (1845)
i wieloletnim członkiem jego zarządu, współzałożycielem i kuratorem szkoły
rolniczej w Czernichowie, członkiem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego.
W roku 1849 wybrany został do sejmu austriackiego w Wiedniu, parę lat
przed śmiercią w 1877 roku – do Sejmu Krajowego Galicji. Roman zajmował
się z powodzeniem budową lokalnych dróg, Józef w swoim majątku w Mogilanach wprowadził racjonalną gospodarkę rolną, która stała się wzorem dla
okolicznych gospodarstw, i założył we wsi urząd pocztowy, wyróżnił się też
osobistym wkładem finansowym i rzeczowym (narzędzia rolnicze) dla szkoły
rolniczej w Czernichowie, która powstała ze składek i darów ziemiaństwa
tego regionu. Wspólnie z uzdolnionym technicznie bratem Julianem założyli
1
Według niektórych źródeł Julian studiował nie prawo, lecz matematykę na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (zob. m.in. J. Samujłło Julian Konopka,
w: Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1967–1968, s. 569).

246

�w 1849 roku w Modlnicy fabrykę maszyn i narzędzi rolniczych, przeniesioną potem do Mogilan i funkcjonującą tam do 1879 roku. Po 1863 roku
w Tomaszowicach i w Modlnicy znaleźli schronienie powstańcy; w pierwszej
posiadłości mieścił się szpital, w drugiej zatrzymał się uciekający z Krakowa
Władysław Jabłonowski, adiutant Langiewicza, a także bracia Rzewuscy,
Lesław i Walery (1837–1888), który później jako właściciel nowoczesnego
zakładu fotograficznego w Krakowie wykonywał także zdjęcia dla Ludu, oraz
Wincenty Konieczko, ukrywający się pod nazwiskiem Puchała i przyjęty na
stanowisko rządcy w Modlnicy.
Prospołeczna postawa Konopków, ich praca u podstaw i konkretne zaangażowanie dla dobra wspólnego w ówczesnych warunkach politycznych
były wyrazem głębokiego patriotyzmu, a zarazem świadomego wyboru tak
pojmowanego obowiązku służby narodowi, o którego przetrwanie walczyli na tej drodze. Kolberg ze swoim wykrystalizowanym programem badawczym, realizowanym poprzez pozytywistyczną pracę nad udokumentowaniem polskiej kultury ludowej, znalazł więc w rodzinie Konopków
zrozumienie i wsparcie dla swojego zamierzenia, które pojmowane było
zapewne nie tylko jako przyjacielska przysługa, ale rodzaj obywatelskiego
obowiązku pomocy dla niezamożnego badacza. Atmosfera domu, w którym
zaangażowanie społeczne i aspiracje kulturalne gospodarzy harmonizowały
z życiowym planem Kolberga, była więc szczególnie sprzyjająca. Znalazł
tu warunki do życia i pracy, życzliwą i konkretną pomoc gospodarzy w organizacji badań i kontaktach z ludnością wiejską, a także w gromadzeniu
materiału do monografii Krakowskiego, w czym zasłużyła się szczególnie
Antonina Konopczanka. Umożliwiali mu – zwłaszcza Roman Konopka –
wyjazdy do Krakowa, gdzie na miejscu doglądał druku, prowadził studia
w bibliotece i archiwach, nawiązywał kontakty i brał udział w pracach
Akademii i w życiu umysłowym miasta. Justyna Konopczanka wspominała:
Stryj Roman jako wiceprezes Rady Powiatu musiał jeździć dwa razy w tygodniu
na posiedzenia do Krakowa. Zwykle wstępował po Kolberga, który do Akademii
Umiejętności dla swoich wydawnictw pospieszał1.

Życie codzienne i działalność publiczną wzbogacały też inne zainteresowania braci Konopków. Julian gromadził materiały do pracy o historii
1

Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.

247

�przemysłu w Polsce, projektował maszyny rolnicze i zbierał stare, zabytkowe przedmioty i meble, Roman i Józef gromadzili pamiątki narodowe i rodzinne, stare książki i dokumenty, z których korzystał też Kolberg. Roman
pisał wiersze okolicznościowe, religijne i patriotyczne, Józef był autorem
prac o owadach szkodliwych dla zbóż oraz obszernej rozprawy o gospodarstwie góralskim z obszaru Karpat w Encyklopedii rolnictwa, opracował
też w 1878 r. monografię wsi Mogilany, wydaną przez jego syna, Tadeusza,
dopiero 5 lat po śmierci ojca1. Pozostawił ogromny zbiór przysłów, które
gromadził z zamiarem opracowania ich do druku. Znalazły się w nim także przekazane mu zapisy Kolberga, który z czasem mniej uwagi poświęcał
temu gatunkowi literackiemu, właśnie ze względu na plany wydawnicze
Józefa; te jednak nie doszły do skutku2. Antonina, osoba światła, o zdecydowanych poglądach i gustach, miała zdolności literackie i plastyczne,
które objawiły się m.in. w spisywanych dla Kolberga bajkach i wierzeniach
oraz w wykonywanych dla jego Ludu drzeworytach, dzięki czemu znacznie
wzbogaciła krakowską monografię Kolberga rycinami oraz swoimi zapisami folkloru, które sporządzała na dobrze sobie znanej wsi podkrakowskiej
od miejscowych narratorów i informatorów.
Gdy w 1871 roku Kolberg osiadł w Modlnicy na stałe, miał już za sobą
wcześniejsze wielokrotne pobyty u Konopków. Do Modlnicy został zaproszony po raz pierwszy już w 1842 roku. Jak wspomniano wcześniej, poznał
wtedy rodzinę Józefa, żyjących jeszcze rodziców, Antoninę z Podlewskich
i Tadeusza Konopków, braci i siostrę Józefa, Antoninę, oraz rezydentkę
i nauczycielkę, Antoninę Męcińską, córkę organisty kościoła Panny Marii w Krakowie, z którą już wtedy łączył oczekiwanie, że spisze dla niego
„muzyki modlnickie”. W świetle zachowanych dokumentów odnotować
możemy jako daty krótszego lub dłuższego pobytu (szczegółowych relacji
brak) lata 1843 i 1857, w którym to roku odwiedził również Zakopane,
Lublanę i Zagrzeb, później 1861 i 1863, gdy podróżował w Tatry i na kresy
południowo-wschodnie. Bliżej udokumentowane, zwłaszcza w listach, są
1
J. Konopka Gospodarstwo górskie, w: Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek
z nim mających, T. 2, Warszawa 1874, s. 812–846, tenże Wieś Mogilany. Monografia, Kraków
1885, zob. też tenże O owadach szkodliwych zasiewom, a w szczególności o niezmiarce, Kraków 1867 oraz Wyciąg ze sprawozdań o szkodach przez owady w roku 1870 zrządzonych.
Napisał […], Kraków 1870 (odb. ze „Sprawozdań Komisji Fizjograficznej” za r. 1870).
2
Materiał ten został częściowo wydany w tomie 60 Dzieł wszystkich Oskara Kolberga pt.
Przysłowia. Omawia go we wstępie do tomu S. Świrko, autor opracowania.

248

�podróże z lat 1867–1871, kiedy starał się o dotację na druk w Krakowie
i we Lwowie, gdy sfinalizowała się pomoc Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i toczyły się już prace w drukarni nad Krakowskiem, a Antonina
Konopczanka intensywnie gromadziła dla Kolberga materiał do dalszych
tomów monografii. Lata stałego pobytu Kolberga w Modlnicy znalazły swój
oddźwięk w korespondencji, zwłaszcza z bratową, Karoliną Kolberg.
Gniazdo Konopków, Modlnica, duża, stara wieś o historii sięgającej XIII
wieku, oddalona o kilka kilometrów na północny zachód od Krakowa, była
usytuowana na granicy zaborów, między Galicją a Królestwem Polskim.
Miała rosyjską i austriacką komorę celną, dwór na wzgórzu, który po kolejnych renowacjach uzyskał klasycystyczny charakter, a obok niego rozległy
park ukształtowany w stylu barokowym w XVIII wieku. Niedaleko dworu,
po drugiej stronie drogi znajdował się drewniany kościółek św. Wojciecha
z XVI wieku, z zabytkowym obrazem łaskami słynącej Matki Bożej z Dzieciątkiem, wykonanym na lipowej desce przez nieznanego autora. Z nazwą
wsi związana jest ciągle żywa legenda o św. Wojciechu, który opuszczając
Kraków w drodze do Prus, zatrzymał się we wsi Zagórze, gdzie modlił się
z odprowadzającą go miejscową ludnością. Uchronił wieś od plagi żmij,
klęski gradu i posuchy, odnajdując dwa źródła wody: w Modlnicy i w sąsiednich Szycach. Odchodząc, wbił w ziemię w miejscu pożegnania swoją
laskę, z której wyrosła lipa1. Dziewiętnastowieczny opis tak podkreśla malownicze położenie wsi:
Modlnica albo Modlnica Wielka z Modlniczką […] mieszczą się na południowych
stokach wyżyny olkuskiej, stromo tutaj opadającej do doliny Wisły […] Ze wzgórzy modlnickich piękny widok na okolicę krakowską, dolinę nadwiślańską aż
po Tatry, które w dni pogodne zarysowują się na horyzoncie2.

Długą historią jako jedna z najdawniejszych osad polskich oraz pięknym
położeniem wyróżniały się też Mogilany, położone w ówczesnym powiecie
Wiadomość o tej tradycji zamieścił Kolberg w cz. I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 36–37
i 355–356 oraz w cz. III (DWOK T. 7), s. 59–60. Pisze też o niej Justyna Konopczanka (za:
K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108). Odpust w Modlnicy na św. Wojciecha
wspomina też Kolberg w brulionie listu do Karoliny Kolberg z 28 IV 1889 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 358. Zob. też M. Bernasikowa Dwór w Modlnicy, „Zeszyty Naukowe
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace z Historii Sztuki” 1965, T. 2, z. 2, s. 165–197.
2
B[ronisław] G[ustawicz] Modlnica, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych
krajów słowiańskich, T. VI, Warszawa 1885, s. 568.
1

249

�wielickim, siedziba Józefa Konopki, w której Kolberg po opuszczeniu Warszawy zatrzymał się najpierw:
Mogilany, szczególnie dwór i kościół, mają wspaniały widok. W dzień pogodny,
zwłaszcza przed zachodem słońca, można gołym okiem przejrzeć dolinę Wisły.
Na sinym paśmie wzgórz olkuskiej wyżyny w Królestwie Kongresowym rysują
się jasno w promieniach słońca Bielany, Tyniec, Trenczyn, Kopiec Kościuszki,
Krakusa, wieże i baszty Wawelu i kościołów krakowskich aż po Mogiłę; jeżeli
zaś zwrócimy się ku południowi, to znowu na ciemnym tle szczerbatych Tatrów
i Babiej Góry rysują się białe szczyty Kalwarii i Lanckorony1.

Głównym ośrodkiem życia rodzinnego dla wszystkich Konopków była
Modlnica, i to nie tylko jako gniazdo rodowe. Gospodarował tu Julian,
kawaler podobnie jak Roman z Tomaszowic, a gospodarstwem kobiecym
zarządzała bardzo energicznie i sprawnie Antonina Konopczanka przy pomocy Antoniny Męcińskiej, zwanej „Melą”, „Melusią”. Mieszkały tu również
pod opieką ciotki trzy młodsze córki Józefa i Stefanii, Michalina, Justyna
i Seweryna, przyjęte na wychowanie dla odciążenia rodziców, którzy mieli
dwadzieścioro dwoje dzieci. Dziewczynki uczyły się muzyki, okresowo także pod kierunkiem Kolberga, który miewał również udział w ich domowej
edukacji. Bliskie sąsiedztwo dworów braci w Modlnicy, Tomaszowicach
i Mogilanach sprzyjało żywym kontaktom rodzinnym. Na codzienne obiady przyjeżdżał do Modlnicy z Tomaszowic Roman, w niedziele spędzał tu
z rodziną cały dzień. Dom wypełniała muzyka, dyskutowano na najróżniejsze tematy. Kolberg grywał sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a koncerty te należały do ulubionych chwil w modlnickim dworze,
wspominanych po latach także przez najmłodszych domowników. Justyna
Konopczanka pisała:
Kolberg znał muzykę nie tylko teoretycznie, ale grał też biegle i pięknie, a nieraz,
gdy był do tego usposobionym, ślicznie improwizował. Panna Męcińska, czyli
Melusia, grała znakomicie. Więc Modlnica wtedy rozbrzmiewała koncertami.
Grali pojedynczo lub na cztery ręce. Z całą przyjemnością wsłuchiwałyśmy się
w cudne tony Haydna, Mozarta, Beethovena, Mendelssohna, a nade wszystko
Chopina. Ale i polityka nie próżnowała. Ileż to dyskusji poważnych się słysza-

1

[ M. Maciszewski] Mac. Mogilany, tamże, s. 579.

250

�ło – ile wróżb, nieledwie proroctw, odnośnie do przyszłości i wolnej Ojczyzny
ciotka moja, niezwykła patriotka, wypowiadała w przeczuciu1.

W dworach Konopków spotykała się też rodzina z dalszych stron; w Mogilanach Kolberg poznał w latach wcześniejszych Amelię i Hipolita Bochdanów z Zadwórza pod Lwowem, Julię i Gabriela Załęskich z Iskani pod
Dobromilem, prawdopodobnie też Maurycego i Władysława Kraińskich
z Wyszatyc pod Przemyślem2. U dwu pierwszych rodzin gościł, począwszy
od roku 1861, a gospodarze, znając jego prace i plany, ułatwiali mu chętnie
kontakty z wiejskimi informatorami i stwarzali warunki do badań terenowych, dzięki którym pozyskiwał cenny materiał przeznaczony do następnych monografii regionalnych. Wiadomo też, że niektóre notatki czy teksty
folkloru i melodie spisywał badacz w samej Modlnicy od zjeżdżających do
niej krewnych i ich służby. Zapewne kontaktów nawiązanych przy okazji
spotkań rodzinnych i towarzyskich w Modlnicy i Mogilanach było więcej
przez cały czas pobytu Kolberga u Konopków, co nie zostało jednak konkretnie udokumentowane, choć liczne wzmianki w listach na możliwość
taką zdają się wskazywać. Poza rodziną do Modlnicy i Mogilan przyjeżdżali
na przestrzeni lat liczni goście z Krakowa, ze środowiska artystycznego
i inteligenckiego, m.in. Artur Grottger, Zygmunt Gloger, Walery Eljasz–Radzikowski, Tadeusz Rybkowski, Józef Łepkowski, Kazimierz Chłędowski,
Izydor Kopernicki. Organizowano też wspólne wyjazdy do Krakowa, gdzie
Konopkowie i Kolberg uczestniczyli w różnego typu uroczystościach, jubileuszach, wydarzeniach kulturalnych:
A że Kraków był tak blisko, więc żyło się jego życiem, sztuką, uczonymi osobistościami i znakomitościami, a nie było obchodów, tak patriotycznych, jak
i religijnych, jubileuszów itp., aby się Modlnica w całości, wraz z Kolbergiem
nie znajdowała3.

Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108–109.
W Wyszatycach pod Przemyślem gospodarował brat Zofii z Kraińskich Konopkowej,
Maurycy Kraiński, a od 1877 roku jego bratanek Władysław. O kontaktach i badaniach na
tych terenach zob. korespondencja Kolberga oraz wstępy M. Tarki do cz. I Rusi Czerwonej
i E. Miller do suplementu przemyskiego (odpowiednio DWOK T. 56 i 83/I). O poznaniu w Mogilanach Bochdanów i Załęskich wzmiankuje także Justyna Konopczanka (za: K. Markiewicz
Wspomnienia Konopczanek..., s. 107).
3
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.
1
2

251

�W latach późniejszych oparciem dla przyjezdnych był dom Ksawerego Konopki, który gospodarował najpierw w Zaleszanach odziedziczonych
po ojcu, Michale, a na początku lat osiemdziesiątych osiadł w Krakowie,
żywo uczestniczył w jego życiu kulturalnym i towarzyskim i bywał częstym gościem w Modlnicy. Konopkowie, a wraz z nimi Kolberg, brali też
udział w świętowaniu na wsi, w obchodach świąt religijnych, w obrzędach
ludowych. Wiele uroczystości rodzinnych i związanych z kalendarzem obrzędowym modlniccy włościanie wręcz rozpoczynali we dworze, co dla
badacza stanowiło oczywiście znakomitą okazję do obserwacji i zapisu
dokonywanego ze słuchu. Z czasem jego obecność w Modlnicy stała się
oczywistym elementem życia mieszkańców wsi, co z pewnością skracało
dystans między nimi a badaczem.
Kolberg uczestniczył w życiu rodzinnym i towarzyskim Modlnicy, przede
wszystkim jednak, korzystając z dogodnych dla siebie warunków, zajmował się pracą badawczą. Mając zapewniony byt, otoczony troską i dbałością Antoniny o jego zdrowie i wygody, mimo pewnych ograniczeń, jak
rezydowanie w ciemnym, przejściowym pokoju czy kłopotliwe niekiedy
jazdy z Romanem do Krakowa, mógł poświęcić się wypadom terenowym,
gromadzeniu materiału w bibliotekach i archiwach Krakowa, opracowaniu
kolejnych tomów, a skromny fundusz własny1 przeznaczyć głównie na cele
naukowe, zwłaszcza kolejne podróże. Podejmował je latem i wczesną jesienią, by w pozostałym czasie zająć się porządkowaniem i redagowaniem
zbiorów. W pracy tej, zwłaszcza nad Krakowskiem, pomagali mu gospodarze, współuczestnicząc w badaniach, pozyskując informatorów i sami
notując dla niego teksty ludowe i informacje etnograficzne.
Szczególną rolę w tej współpracy odegrała Antonina Konopczanka, gospodyni Modlnicy. Zbieranie materiałów krakowskich dla Kolberga podjęła
1
E. Jaworska w Posłowiu do J. Konopki Pieśni ludu krakowskiego…, s. XVII podaje informację, że Kolberg pobierał rentę z Komisji Skarbu, gdzie w latach 1857–1861 (prawdopodobnie: do r. 1859, zob. wyżej, s. 139–140) był zatrudniony w Dyrekcji Dróg i Mostów. O „emeryturze otrzymywanej z Warszawy” z tytułu kilkunastoletniej prowadzonej tam do roku 1861 pracy
urzędniczej wspomina też W. Bieńkowski w pracy Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności
w Krakowie, zob. „Prace Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie”
1999, nr 1, s. 15. W świetle danych o emeryturach w Królestwie Polskim wiadomości te można
uznać za mało prawdopodobne, nie udało się ich potwierdzić w zachowanych dokumentach
Kolberga, a sam badacz nigdy i nigdzie o tym nie wspomina. Wiadomo jedynie o dochodzie,
jaki przynosiła niewielka kwota ulokowana w „papierach procentowych”, przekazywanym mu
co jakiś czas z Warszawy przez Wilhelma.

252

�jeszcze przed jego przeprowadzką z Warszawy; już od 1868 roku spisywała
dla niego pieśni, bajki, informacje i opowieści o wierzeniach, wiadomości
etnograficzne o kulturze materialnej i o zwyczajach, później także wykonywała rysunki i drzeworyty do Krakowskiego1. Jej materiały znacznie zasiliły tę monografię Kolberga, a rękopisy zbieraczki, które zachowały się częściowo w jego archiwum, zostały wykorzystane w ramach Dzieł Wszystkich do prac komentatorskich lub – jako nieuwzględnione przez Kolberga
w czterech XIX-wiecznych tomach Krakowskiego – opublikowane zostały
w trzyczęściowym suplemencie do tej monografii, dopełniając ją. Na uwagę
zasługuje tu szczególnie wydany tam w całości unikatowy rękopis nazwany
„modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki” 2, pochodzący z 1868 lub
1869 roku. Zbieraczka notowała w nim na gorąco swoje wywiady z wiejskimi narratorami z Modlnicy i sąsiednich wsi, którzy opowiadali jej bajki
i lokalne podania, „historyje” o stworzeniu świata, przyrodzie i żywiołach,
o zmorach, bogienkach, diabłach, duchach itp., o przesądach i praktykach
leczniczych. W formie dialogów z wymienionymi z nazwiska i utalentowanymi bajarzami, których zbieraczka znała i zapewne dlatego wybrała, udokumentowany został ówczesny żywy folklor wsi podkrakowskiej, poglądy
jej mieszkańców na świat, a nawet ich świadomość historyczna. Bratanica
Antoniny, Justyna, wspominała też szczególne przedsięwzięcia ciotki w celu
pozyskiwania materiału ikonograficznego:
[…] korzystając ze znajomości z zakładem fotograficznym W. Rzewuskiego, znajdującym się przy ulicy Wesołej w Krakowie, zorganizowała kilkakrotnie fotografowanie całych scen obrzędowych, gospodarskich i weselnych, a co najpiękniejsze dziewczęta, kobiety, parobcy wybierani byli. Było to mniej więcej w 1870–2
roku. Rzewuskiemu zawieziono do jego atelier przeróżne sprzęty i dekoracje.
Zob. m.in. listy Z. Glogera z 17 XII 1868 r. i z 1 IV 1870 r. oraz A. Konopczanki do Kolberga
z I połowy 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), odpowiednio s. 272 i 351 oraz s. 372
i 378–379. Listy Antoniny Konopczanki ilustrują także stopień zażyłości rodziny i domowników
z Modlnicy i Mogilan z Kolbergiem.
2
Raptularz Konopczanki opublikowany został w suplemencie krakowskim (DWOK T. 73/III),
na s. 5–105. Autorką tytułu i pierwszego omówienia tego rękopisu (manuskrypt nie ma karty
lub kart początkowych i końcowych) była H. Kapełuś, zob. tejże Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s.179–195. Zob. też E. Miller Niezwykły dokument
zachowany w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9: 2011, s. 233–245.
O współpracy Antoniny Konopczanki z Kolbergiem i jej wkładzie pracy w Krakowskie zob.
E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXIX–LXXXII.
1

253

�Wykopano starą, rosochatą wierzbę, kilka pni brzozowych, [zabrano] kosy, sierpy, kądziele, ławy, misy, dzbany itp. W pogodne dni zimowe p. Puchała wyjeżdżał kilkoma wozami pełnymi ludzi. Były to całe wesela – z basami, klarnetami, skrzypkami, z drużbami, druhnami iskrzącymi się od wieńców, świecideł
i wstążek, chust bajecznie kolorowych i korali prawdziwych. […] Do wydawnictw
Kolberga drzeworyty z tych fotografii nie były dobre, a kolorowało się je w Modlnicy akwarelowymi farbami; kto żył, wtedy kolorować musiał. Ciotka, Freulein
Maria i nawet niżej podpisana z siostrami1.

Zaangażowani w pomoc bywali nie tylko domownicy z Modlnicy, ale
i z Mogilan. Tadeusz (1844–1903), syn Józefa, niedoszły, choć utalentowany malarz, wykonywał rysunki, z których część weszła do Krakowskiego,
a kontakty z mieszkańcami wsi ułatwiała tam Kolbergowi dobrze ich znająca Malwina Jastrzębska, nauczycielka starszych córek Józefa. Współdziałano też w późniejszym okresie w przygotowaniu ilustracji do Pokucia;
Tadeusz Konopka wykonywał też rysunki „paru typów z tamtych stron”2.
Kilkunastoletni pobyt Kolberga w Modlnicy w miarę upływu czasu
i kłopotów jej starzejących się mieszkańców, zwłaszcza po śmierci Józefa
w czerwcu 1880 roku, a także udarze, który dotknął Juliana w tym samym
czasie, miał swoje różne oblicza w codziennym bytowaniu. Niezależnie jednak od później narosłych trudności i konfliktów, wspomnienia o Oskarze
Kolbergu spisane przez Antoninę Konopczankę i przez jej bratanicę Justynę
wskazują, że jego osoba i praca cieszyły się nie tylko uznaniem i szacunkiem rodziny, ale także podziwem i przyjacielskim przywiązaniem. Po latach, u kresu życia, gdy wygasły już wcześniejsze emocje, Antonina pisała:
Do Krakowa z braćmi Konopkami wyjeżdżał dwa razy tygodniowo za korektą; zresztą po całych dniach siedząc w domu, pisał niezmordowanie. Nikomu
nie przeszkadzał w zatrudnieniach, był słodkim w pożyciu z drugimi osobami.
Wszyscy go też kochali i szanowali. Dnie świąteczne przepędzał na uczonych
rozmowach z Romanem Konopką, a wieczory z Julianem, obok którego mieszkał
w drugim pokoju. […] ze swej strony przedstawiał żyjącą encyklopedię. Jeżeli
czytając książkę, kto jakiego znaczenia wyrazów nie rozumiał, szedł do KolCyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109–110. Jedna z takich fotografii
wykonanych w zakładzie W. Rzewuskiego reprodukowana jest w albumie K. Markiewicz
Oskar Kolberg (1814–1890), Radom 2014, s. 117.
2
Brulion listu do T. Rybkowskiego z 27 XI 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 577.
1

254

�berga po wytłumaczenie i wykład obszerny otrzymał. Nie tylko zacnym co do
charakteru, ale i umiejętnym był bardzo. Znał historię, literaturę, język łaciński,
niemiecki, francuski, włoski, angielski wybornie, a nawet i rosyjski. Obdarzony
z natury niepospolitymi zdolnościami, cokolwiek umiał, to nie dla blagi, ale
naprawdę umiał teoretycznie. Potrafił pisać obcymi językami tak dobrze jak
własnym. Tak samo w rozmowie, jak w pisaniu miał głęboki pogląd logiczny,
zdrowy rozsądek i zdanie głębokiego myśliciela. […] Miły, skromny, cichy, łagodny jak dziecko, w ciemnym pokoju, przez który domownicy, nie mogąc go jako
między sobą pomieścić, musieli w czynnościach gospodarskich przechodzić, on
siedział skurczony nad stolikiem, pisał długie godziny (od rana do południa,
od obiadu do wieczora). Wieczor[em] zaś do późna czytywał książki. Nie było
nikogo w domu, ktoby go nie [czcił] i nie kochał. […] Każdego wieczora czynił
niespokojne zapytania paniom domowym, czy nie brakło nafty, bo tego braku
nadzwyczaj się obawiał. Mógł nic już nie pić, o to się nie troszczył, ale tylko
myślał o tym, żeby było przy czym pisać. Otóż więc jedną słabością jego była
nafta, a drugą atrament. Nikt mu niczym humoru nie zepsuł – nawet by po
papierach pozwolił dziatwie plądrować – aby tylko kałamarz jego w należytym
pozostawał szacunku. Przeto do sławnej, jesionowej, o jednym zawiasie szafy
chował go zapalczywie jak do fortecy przed swawolą wszelką1.

Obie panie Konopczanki, Antonina z pozycji gospodyni dworu, Justyna, patrząca z perspektywy dziecka i młodej dziewczyny, wspominają też
Kolberga jako ciekawego rozmówcę i uczestnika dysput i „dyskusji poważnych”, a przede wszystkim jako świetnego muzyka, który „grał biegle i pięknie”, sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a nawet improwizował,
urozmaicając modlnickie życie swoimi koncertami. Według Justyny nie
miał specjalnego talentu pedagogicznego jako zbyt pedantyczny; zapamiętała jednak jego „ciekawe historyjki”, życzliwość i pogodę w obcowaniu
z ludźmi, chętne przebywanie z gośćmi. Przede wszystkim jednak to, że on
„wiecznie pisał i grał” i że „grał chętnie na każde zaproszenie i lubił, i grał
świetnie do tańca”2. Nie przeszkadzało mu to jednak interesować się także
edukacją panien, córek Józefa; sekundował im w nauce muzyki, akompaniował do śpiewu, poświęcał czas na wspólne spacery i rozmowy o sztuce,
literaturze, historii, a nawet towarzyszył w wyjazdach do Krakowa. Odbiciem ciepłych uczuć, jakie mieszkańcy Modlnicy i Mogilan dla niego żywili,
a także autorytetu, którym się cieszył wśród dorastających dziewcząt, mogą
1
2

Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 104 i przyp. 32.
Tamże, s. 109, 108, 107, 109.

255

�być listy pisane w okresie nieobecności Oskara w Modlnicy i dopiski tych
ostatnich dla „kochanego pana Oskara”1. Zaś wzruszające ślady stosunku
do badacza wiejskich mieszkańców, i to nie tylko Modlnicy, odnajdujemy
w jego rękopisach, gdzie zanotował miedzy setkami innych dwie następujące przyśpiewki:
Ciesy się pan Kolbr,		
ze idziemy z pola,		
ciesy się i Gacka,		
Maryna, Antola. 		

A jak ci ja umrę,
moja dusza wstanie,
jak ona usłyszy
pana Kolbra granie2

Obok spotkań z przedstawicielami świata umysłowego w samej Modlnicy, miał Kolberg możliwość rozleglejszych kontaktów z tym środowiskiem
w Krakowie, gdzie dojeżdżał z Konopkami, uzależniony jednak od dostępu
do środka transportu. Bliskość Krakowa była wielkim atutem Modlnicy;
dzięki niej „żyło się jego życiem” – jak to ujęła cytowana wyżej Justyna Konopczanka – i możliwe było uczestnictwo mieszkańców Modlnicy
w wydarzeniach kulturalnych, życiu umysłowym i artystycznym miasta,
obchodach świątecznych i jubileuszowych, spotkaniach i zjazdach Polaków spoza zaboru austriackiego. Dla Kolberga możliwość bywania w pobliskim Krakowie miała jednak pierwszorzędne znaczenie przede wszystkim
ze względu na postęp jego prac i zakres studiów. Mógł wtedy osobiście
doglądać druku i korekt, korzystać ze zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, a także włączać się w życie intelektualne miasta i kontaktować się ze
środowiskiem naukowym skupionym wokół Uniwersytetu i Towarzystwa,
potem Akademii3. Stykał się z wybitnymi jego przedstawicielami – zarówno profesorami uczelni, jak i członkami Towarzystwa, którzy przeważnie
zostali później członkami Akademii Umiejętności. Do grona tego należeli
1
Zob. np. dopisek Justyny Konopczanki do listu Antoniny Konopczanki z 12 II 1871 r. oraz
list Józefy Konopczanki (z Mogilan) z 14 I 1878 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 376
i Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 101.
2
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/I), s. 433, nr 633 i tenże Mazowsze
cz. VI (DWOK T. 41) s. 248, nr 465 (z okolic Kutna).
3
O kontaktach i współpracy Kolberga ze środowiskiem naukowym Krakowa zob. też
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie, „Rocznik Krakowski” T. XXXIX: 1968, s. 107–118, tenże
i A. Gruca Krakowskie koneksje Oskara Kolberga, „Rocznik Krakowski”, T. LIX: 1993, s. 63–76,
tenże Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie, „Prace Komisji Historii Nauki
Polskiej Akademii Umiejętności” T. 1: 1999, s. 7–21.

256

�m.in. wymieniani wcześniej reprezentanci świata naukowego: Józef Majer, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1861 roku prezes
Towarzystwa, potem do roku 1890 Akademii; Józef Łepkowski, konserwator zabytków sztuki dla miasta Krakowa, pierwszy profesor archeologii na
pierwszej w Polsce katedrze archeologii na Uniwersytecie (od 1875 roku),
członek Towarzystwa, potem Akademii; Józef Szujski, historyk, profesor
Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek i sekretarz Akademii Umiejętności
w latach 1872–1883; Władysław Łuszczkiewicz, sekretarz i przewodniczący Komisji Historii Sztuki Akademii Umiejętności, profesor Szkoły Sztuk
Pięknych; Lucjan Siemieński, poeta, publicysta i krytyk literacki, członek
Towarzystwa i Akademii.
Z częścią osób z tego kręgu naukowego Kolberg zetknął się bezpośrednio
w Krakowie jeszcze jako członek Towarzystwa; kontakty te kontynuować
będzie wkrótce w Akademii. Niektórych przedstawicieli życia umysłowego
miasta poznał jeszcze w Warszawie, z jeszcze innymi połączyły go dopiero później relacje ściślejsze. Niektóre kontakty przybliża korespondencja,
o innych niestety brak informacji i możemy się tylko domyślać, że współpraca z Akademią, penetracje w bibliotekach i archiwach, otwartość dworu
w Modlnicy odwiedzanego przez artystów i uczonych sprzyjały poszerzaniu
kręgu znajomych. I tak np. z kilkunastu zachowanych listów pisanych do
Kolberga w latach 1868–1884 przez Józefa Łepkowskiego wynika, że obaj
badacze niezależnie od profesjonalnej współpracy w jednej instytucji kontaktowali się często bezpośrednio (także w Modlnicy), że łączyły ich zażyłe
stosunki i że chętnie dzielili się wskazówkami i informacjami naukowymi.
Być może znajomość zawiązana została w Warszawie – Łepkowski należał
także do grona współpracowników Encyklopedii Orgelbranda. Kolberg
spotykał się również z Karolem Estreicherem, od 17 września 1868 roku
nieprzerwanie do roku 1905 dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, z której
zbiorów autor Ludu systematycznie korzystał1. Poznał go jeszcze w Warszawie, gdzie w latach 1862–1868 Estreicher był bibliotekarzem w Szkole
Głównej, a do Krakowa wrócił, by kontynuować swoją Bibliografię polską. Obaj byli w tamtym czasie współautorami Encyklopedii powszechnej
S. Orgelbranda. Estreicher opublikował recenzję Kolbergowskich Pieśni
Do dziś w jej zbiorach odnaleźć można egzemplarze, które kiedyś były własnością Kolberga, z jego podpisem i z własnoręcznymi notatkami. O osobistych kontaktach Kolberga z uczonymi Krakowa zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK
T. 73/I), s. XXVI–XXX.
1

257

�ludu polskiego z 1857 roku, w której wysoko ocenił dorobek Kolberga1.
Z Żegotą Paulim, który przebywał w Krakowie od 1842 roku, współpracując z wydawnictwami naukowymi, zetknął się tam Kolberg już w roku
1857, w czasie podróży do Wiednia, Triestu, Zagrzebia i Lublany i – jak
wspomniano wcześniej – służył mu wówczas „swą pomocą i swymi uwagami co do zbierania i spisywania pieśni”2. Pauli od roku 1871 pracował
w Bibliotece Jagiellońskiej, opiekując się głównie starodrukami i archiwaliami, których był znawcą. Jako wybitny erudyta, obdarzony niezwykłą
pamięcią, bibliofil i wydawca z tytułem „historiografa Uniwersytetu Jagiellońskiego”, nazywany był „chodzącą biblioteką”. Zapewne obaj, Pauli i Estreicher, ułatwiali Kolbergowi dostęp do źródeł i służyli cennymi
informacjami bibliograficznymi. Wiadomo także, że wcześniej spotkał się
Kolberg w Krakowie z Wincentym Polem, który „przyobiecał zasilać [go]
swymi uwagami”3. Badacz ten po paru latach powrócił w 1868 roku do Krakowa, gdzie jednak zmarł 2 grudnia 1872 roku. Prawdopodobnie wcześniej,
może jeszcze w Warszawie, poznał Kolberg Ludwika Zejsznera, profesora
geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, z którego materiałów (m.in. z obszernej rozprawy Wiadomość o Podhalanach poprzedzającej Pieśni ludu
Podhalan… z 1845 r.), a przede wszystkim ze zbiorów pieśni drukowanych
i rękopiśmiennych korzystał. Zejszner zmarł w Krakowie 3 stycznia 1871
roku, jeszcze przed przeniesieniem się tam autora Ludu na stałe, ale w czasie jego pobytu w mieście. W części II Krakowskiego Kolberg wykorzystał
pozostałe po nim materiały, co odnotowuje we wstępie do tego tomu, sygnując odpowiednią informacją pochodzenie wybranych pieśni. Wątpliwość, czy doszło do osobistego spotkania, dotyczy osoby zmarłego w 1868
roku księdza M. Mioduszewskiego, profesora prawa kanonicznego w seminarium duchownym w Krakowie, autora cenionego Śpiewnika kościelnego
(wydanego w Krakowie w roku 1838 i uzupełnionego Dodatkami z lat 1842
i 1853) oraz Pastorałek i kolęd (Kraków 1843 oraz Dodatek, Lipsk 1853).
Także i z pozostałego po nim archiwum zaczerpnął Kolberg niektóre zapisy
pieśni opublikowane w tym tomie z odpowiednią adnotacją i z informacją
1
Recenzję tę pod pseudonimem „Gędźba” opublikował K. Estreicher w „Dzienniku Literackim” 1857, nr 94–96, przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1
(DWOK T. 70), s. 138–145.
2
O. Kolberg Korespondencja z Wiednia [z 11 IX 1857], w: tegoż Pisma muzyczne cz. II
(DWOK T. 62), s. 360.
3
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 283.

258

�we wstępie. W jakiej formie – oryginałów czy kopii – oraz jaką drogą dotarły do Kolberga materiały obu badaczy, nie wiadomo. Jeszcze z Warszawy
znał też Kolberg pisarza, redaktora i wydawcę, również współpracownika
Encyklopedii Orgelbranda, Władysława Ludwika Anczyca, prowadzącego
od 1875 roku drukarnię w Krakowie, odkupioną od Ludwika Gumplowicza,
w której wydana została w tym samym roku ostatnia, czwarta część Krakowskiego, czyli ósmy tom Ludu.
W Krakowie mógł mieć Kolberg także dostęp do innych niż Biblioteka
Jagiellońska zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, takich jak biblioteka
kapitulna na Wawelu, biblioteka Czartoryskich czy archiwum Uniwersytetu
Jagiellońskiego, a także księgozbiory prywatne, np. Żegoty Paulego czy Teofila Żebrawskiego (1800–1887), matematyka, bibliofila, archeologa i architekta, z którym stykał się w Akademii. Na zapisy tekstów pieśni z Krakowa
lub z Krakowskiego otrzymane od tego ostatniego powołuje się także w cz.
II Krakowskiego (na s. IV). Możliwość czerpania ze zbiorów bibliotecznych
dawały też pobyty we Lwowie, gdzie w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich Kolberg niejednokrotnie przeprowadzał kwerendy źródłowe, prawdopodobnie kontaktując się przy okazji z cenionymi historykami, badaczami
i wydawcami źródeł, a także kolejnymi dyrektorami tej instytucji, Augustem
Bielowskim (w latach 1869–1876) i Wojciechem Kętrzyńskim (1876–1918).

XIII
[Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r. – Wkład
badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej.]

Zacieśnienie związków Kolberga z życiem naukowym Krakowa związane
jest bezpośrednio z Akademią Umiejętności, w działalność której trwale się
włączył i której testamentem przekazał swoją spuściznę rękopiśmienną.
259

�Przekształcenie Towarzystwa w Akademię nie tylko nie wpłynęło na zmianę stosunku nowej instytucji do Kolberga, lecz bardziej go z nią związało.
Tam zresztą kontynuowała pracę naukową większość uczonych znanych
Kolbergowi jeszcze z Towarzystwa. To w ramach Akademii badacz najściślej współpracował po roku 1872 z osobistościami życia umysłowego
Krakowa. Na czoło tych relacji wysuwają się tu: Józef Majer, Józef Szujski, Józef Łepkowski, Karol Estreicher, a głównie wspominani już późniejsi przybysze do Krakowa: Jan Sadowski i Adam Honory Kirkor, przede
wszystkim zaś najbliżej zaprzyjaźniony Izydor Kopernicki.
Akademia zainicjowała swoją działalność w 1873 roku. Powołana już
w roku 1872 dzięki staraniom galicyjskich uczonych i polityków, w oparciu o prężne i przygotowane środowisko umysłowe Krakowa i dorobek
Towarzystwa Naukowego, stała się instytucją naukową o znaczeniu ogólnopolskim. Przekraczając granice zaborów, współorganizowała i wspomagała
finansowo prace i publikacje naukowe z obszaru całego kraju, odgrywając
przez długie, jeszcze międzywojenne lata integrującą rolę najważniejszego
polskiego ośrodka naukowego. W powszechnej opinii wyznaczyła rolę, jaką
nauka odegrać miała i odegrała dla zachowania „samoistnego bytu narodowego”. Jej pierwszym prezesem został bardzo przychylny Kolbergowi
Józef Majer, sekretarzem zasłużony dla organizacji i działalności instytucji
i równie mu życzliwy Józef Szujski. Statut zakładał powołanie trzech Wydziałów akademickich: I. Filologicznego, II. Historyczno-Filozoficznego i III.
Matematyczno-Przyrodniczego. W ramach tych Wydziałów ukonstytuowały się komisje o dużych uprawnieniach autonomicznych1. Wszystkie skupiały uczonych, także spoza ścisłego kręgu Akademii, i były głównymi
Statut Akademii, jej struktura wewnętrzna, fundusze i skład osobowy itd. zob. „Rocznik
Zarządu Akademii Umiejętności w Krakowie. Rok 1873”, Kraków 1874, s. 37 i nast. W obrębie Wydziału Filologicznego utworzono komisje: Bibliograficzną, Dla Historii Sztuki, Językową
i Dla Badań w Zakresie Literatury i Oświaty w Polsce. W Wydziale Historyczno-Filozoficznym
powstały: Komisja Historyczna, Prawnicza, Archeologiczna oraz Dla Filozofii, a w Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym – Komisja Fizjograficzna, Antropologiczna i Balneologiczna. O działalności Akademii zob. m.in. Pamiętnik piętnastoletniej działalności Akademii Umiejętności
w Krakowie 1873–1888, Kraków 1889 (tam także statut AU w cz. II, s. 170–179); S. Smolka
Akademia Umiejętności w Krakowie 1873–1893, Kraków 1894; S. Kutrzeba Polska Akademia Umiejętności 1872–1938, Kraków 1939; J. Hulewicz Akademia Umiejętności w Krakowie
1873–1918. Zarys dziejów, Wrocław 1958 i 2013; Materiały do powstania Akademii Umiejętności w Krakowie w roku 1873, oprac. i przygot. do druku D. Rederowa i K. Stachowska,
Wrocław 1958, J. Dybiec Polska Akademia Umiejętności 1872–1952, Kraków 1993.
1

260

�ogniskami prac badawczych. Członkowie wybierani byli większością głosów, a dla członków zagranicznych wymagane było dodatkowo zatwierdzenie cesarza. Charakterystyczna przewaga reprezentacji humanistyki
(Wydziały I i II) nad naukami ścisłymi i przyrodniczymi (Wydział III) wiązała się z przeświadczeniem kierownictwa Akademii, zwłaszcza Szujskiego
i Majera, o prymacie tej pierwszej w sytuacji porozbiorowej Polski. Sytuacja
ta nakładała na jedyną tego rodzaju instytucję naukową w kraju szczególny
obowiązek dbałości o zachowanie tożsamości narodowej, o znajomość dawnej historii i piśmiennictwa, wiedzę o dziejach kultury, pietyzm dla języka,
tradycji, zabytków i pamiątek, ale także „przyrodoznawstwa krajowego”.
Obowiązek służby publicznej, związek prac Akademii z potrzebami i życiem
społeczeństwa był nie tylko eksponowany, ale i skutecznie praktykowany
przez cały czas jej działalności. Na corocznych otwartych dla publiczności
posiedzeniach Akademii systematycznie ponawiano apele o włączanie się
społeczeństwa w nurt jej działalności, m.in. poprzez nadsyłanie własnych
prac i obserwacji, udział w konkursach, dostarczanie informacji i materiałów potrzebnych dla rozwoju badań w różnych dziedzinach. Zabiegano
konsekwentnie o ponadzaborową integrację, koordynowanie rozproszonych wysiłków naukowych i pielęgnowanie kontaktów z nauką europejską poprzez wymianę publikacji i osobiste kontakty uczonych oraz udział
w kongresach międzynarodowych. Za pierwszorzędne zadanie organizatorzy życia naukowego Akademii uważali współdziałanie społeczeństwa
z „instytucją obdarzoną wolnością swobodnego rozwoju nauki w języku
narodowym – dla potrzeb i czci narodowej”. A powołując się na doświadczenie „w dziejach narodu polskiego”, przestrzegali:
[…] nakazuje ono, aby korzystać z sposobności podanej przez Opatrzność, aby
chwytać złotego ptaka sprzyjających okoliczności, aby nie odkładać na jutro pełnego rozwoju życia, bo korzystaniem z tego, co dzisiaj danym jest i dozwolonym,
żyją i mocnieją zdrowe społeczeństwa1.

Na publicznym otwartym posiedzeniu w maju 1874 roku prezes Majer,
mówiąc o kierunkach badań działającej już Akademii, wyjaśniał:
1
[J. Szujski] Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 4 maja 1874 r.
podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1874”,
Kraków 1875, s. 191 oraz 189–190.

261

�Do nich to należeć musi wszystko, co dotyczy duchowych i fizycznych kraju
naszego właściwości, a zatem badanie jego dziejów politycznych i społecznych,
literatury, sztuki i języka, jak niemniej jego właściwości geograficznych i fizjograficznych w najobszerniejszym rozumieniu, nie wyłączającym badań antropologiczno-etnologicznych. […] Naród dawno poczuwał, że trzeba mu regulatora,
który by przyodziany należytą powagą, poruszał sprężyny pracy naukowej, niósł
jej zachętę i pomoc, a luźne prace zbierał, prowadził i skupiał dla uwydatnienia
ich skutku1.

Obok prac naukowo-badawczych i wydawniczych Akademia prowadziła działalność muzealną, biblioteczną i archiwalną, a także szeroko zakrojoną wymianę publikacji z dziesiątkami instytucji, towarzystw i ośrodków
naukowych w całej Polsce i w Europie. Według statutu działalność ta miała
się opierać na uposażeniu ze skarbu państwa (rządu austriackiego i sejmu galicyjskiego), w praktyce jednak głównym źródłem finansowym stał
się mecenat prywatny, który rozwinął się na niespotykaną dotąd w Polsce
skalę. Darowizny przekazywano ze wszystkich trzech zaborów, głównie
z Królestwa Polskiego, a także z emigracji. Pozwoliło to nie tylko na finansowanie działalności naukowo-badawczej, ale także na ufundowanie
stypendiów i nagród.
Kolberg –„literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego
[Krakowskiego]” – został jednym z pierwszych członków korespondentów
Wydziału I Filologicznego dzięki staraniom Karola Mecherzyńskiego, dyrektora tego Wydziału, i Karola Estreichera, sekretarza, którzy 8 kwietnia
1873 roku pisemnie zgłosili jego kandydaturę. Wybory w ramach Wydziału odbyły się 6 maja tego roku z wynikiem pozytywnym, a kandydaturę
Kolberga na członka korespondenta i kandydatury innych osób pretendujących do członkostwa ogłoszono publicznie już na otwartym dla publiczności posiedzeniu inauguracyjnym Akademii Umiejętności w dniu 7 maja
1873 roku2. Wybór ten został ostatecznie zatwierdzony 7 lipca 1873 roku
Głos Józefa Majera, prezesa Akademii miany na publicznym posiedzeniu tejże, dnia
4 maja 1874 r. Pogląd ogólny na jej stan w r. 1873, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.
Rok 1873”, Kraków 1874, s. 132 i 135.
2
Zob. Dwa pierwsze publiczne posiedzenia Akademii Umiejętności w Krakowie. I. Posiedzenie w przeddzień czterechsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika d. 18 lutego
1873 r. II. Posiedzenie inauguracyjne d. 7 maja 1873 r., Kraków 1873, s. 76. Zob. też „Rocznik
Zarządu Akademii... Rok 1873”, s. 31, gdzie nazwisko Kolberga figuruje na liście „proponowanych do najwyższego zatwierdzenia” członków zagranicznych, korespondentów. Relację z tego
1

262

�na posiedzeniu walnym Akademii. Ponieważ autor Ludu nie posiadał obywatelstwa austriackiego, mógł w rzeczywistości zostać jedynie członkiem
korespondentem zagranicznym. Zgodnie ze statutem wybór ten powinien
zatwierdzić cesarz, sankcji cesarskiej Kolberg jednak nigdy nie otrzymał1.
Nie wiadomo, dlaczego takiego zatwierdzenia nie przyznano i jakie względy na tym zaważyły. Brak zgody w przypadku innych uczonych wiązał
się z działalnością patriotyczną, udziałem w powstaniu czy emigracją polityczną, a odpowiednie opinie w tej kwestii przysyłały do Wiednia władze pruskie lub rosyjskie. Nie prolongując ważności paszportu i pozostając
formalnie obywatelem rosyjskim, Kolberg skazywał się na nieokreślony
status i po kilku latach sam tak opisywał swoją sytuację, pisząc do bratowej
Karoliny: „[...] teraz jestem tu poniekąd jakoby emigrantem”2. Dlaczego nie
przedłużał paszportu mimo przypomnień Wilhelma3 ani też nie ubiegał się
o obywatelstwo austriackie, nie wiadomo.
Akademia nie brała jednak tego braku urzędowego zatwierdzenia pod
uwagę i doceniając prace Kolberga, od początku włączała go w swoją działalność. Członkami Wydziału Filologicznego byli wówczas tacy uczeni i literaci jak historycy literatury – Stanisław Tarnowski i Karol Mecherzyński,
dyrektor Teatru Krakowskiego – Stanisław Koźmian, pisarze – Ignacy Kraszewski, Aleksander Fredro oraz wcześniej wymieniani: Władysław Łuszczkiewicz, Karol Estreicher, Lucjan Siemieński i Józef Łepkowski, w większości znający dorobek Kolberga i wspierający jego cele. O pracy autora Ludu
w ramach tego Wydziału brak jednak informacji, dostępne dokumenty nie
potwierdzają też jego członkostwa w żadnej z Komisji Wydziału Filologicznego. Poświadczona jest jedynie jego współpraca w 1876 roku z Komisją
Językową ukonstytuowaną w ramach tego Wydziału w marcu 1874 roku.
posiedzenia oraz nazwiska kandydatów, m.in. na członków korespondentów, a wśród nich
i Kolberga, podał też L. Siemieński (pseud.: Gerwazy) w Korespondencji czasopisna „Kłosy”.
Z Krakowa, 9 maja, zamieszczonej w „Kłosach” 1873, T. XVI, nr 411, s. 319. Zob. też W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 110.
1
Zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności… cz. II, s. 128 –130; tam w wykazie członków, w grupie członków korespondentów zagranicznych Akademii, „dla których najwyższe
zatwierdzenie nie nadeszło”, zapisano: „Oskar Kolberg, literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego, wybrany d. 7 lipca 1873 r. członkiem Wydziału Filologicznego, od
r. 1873 członek Komisji Archeologicznej, zaś od r. 1874 także Komisji Antropologicznej”.
2
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 15 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 14.
3
Zob. m.in. list Wilhelma z 14 I 1873 r., tamże, s. 437.

263

�Wiązała się ona z pracą Kolberga o gwarze wielkopolskiej oraz z debatą
o publikacji materiałów etnograficznych i dialektologicznych, o czym jeszcze będzie mowa.
Bezpośrednio po ukonstytuowaniu się władz Akademii Kolberg rozpoczął starania o kontynuację mecenatu finansowego nad swoim dziełem,
tj. o pozyskanie funduszu na druk II części Krakowskiego. W liście z 14
stycznia 1873 roku, powołując się na pomoc finansową udzieloną mu
przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie na druk I części tej monografii,
zwracał się do Akademii jako „spadkobierczyni moralnej tak opieki naukowej, jak i szafunków b. Towarzystwa Naukowego”, wyrażając nadzieję,
że Akademia „nie zechce uchylić szczodrobliwej swej ręki od popierania
i dalszych prac moich na polu etnografii krajowej”. Dołączał jednocześnie
rachunek za dotychczasowy druk części II Krakowskiego, informując, że
przewidywany koszt całego tomu będzie znacznie wyższy od poprzednich
z powodu „druku mnóstwa w niej zawartych nut muzycznych, których złożenie nierównie od tekstu jest kosztowniejszym”1. Przedkładając Akademii
w październiku 1873 roku egzemplarz „świeżo wydanego dzieła pt. Lud,
seria VI”, o objętości dwukrotnie większej od wcześniejszych tomów, raz
jeszcze wyjaśniał tę specyfikę książki i ponawiał swoją prośbę o dotację
na nią „w nadziei życzliwej pomocy instytucji skorej zawsze do popierania
wszelkiego rodzaju usiłowań naukowych”2. Prośba Kolberga spotkała się
ze zrozumieniem i akceptacją i odtąd Akademia systematycznie udzielała mu subwencji w wysokości 300–500 florenów za tom, zwiększając ją
dopiero w dwu ostatnich latach jego życia do 1000 florenów. Do spraw
1
List do Akademii Umiejętności z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 435.
Rachunek ten, zachowany jako alegat do cytowanego listu (Arch. Nauki PAN i PAU, rkp. PAU
I – 12, nr 46), wymienia sumę 580 zł reń. za druk części tomu w nakładzie 800 egzemplarzy oraz
200 zł reń. 30 centów za papier. W. Bieńkowski mylnie podaje te kwoty jako całkowity koszt
tomu (w pracy Kolberg w Krakowie…, s. 111). W rzeczywistości wyniósł on za całą książkę we
wspomnianym nakładzie 1390 fl. (zob. notatki Kolberga w sporządzonym przez niego Wykazie
tek rękopiśmiennych, w: Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, aneks 12, s. 749, przypis *14;
Kolberg zakładał w cytowanym liście, że koszt może wynieść około 1200 fl. za druk i papier).
Złoty reński to srebrna moneta cesarstwa austriackiego tożsama z florenem (i guldenem).
2
List do Akademii Umiejętności z [22] X 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 464. Taką datę dzienną nosi brulion tego listu (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 1) i nota na oryginale wpisana nieznaną ręką: „Otrzymano dnia 22 paźdz. 1873”. Ponadto oryginał opatrzony
jest adnotacją prezesa Majera: „Do zasiłku w ilości 400 [!] do 500 fl. zobowiązywało Akad[emię]
jeszcze zobowiązanie Tow[arzystwa] Nauk[owego], d. 23 paźdz. 1873. J. Majer”.

264

�finansowych badacza i jego kłopotów z materialnym podołaniem swojemu
przedsięwzięciu trzeba będzie jeszcze wracać.
Już w trakcie wyboru na członka korespondenta Wydziału Filologicznego Akademii otrzymał Kolberg propozycję włączenia się w skład Komisji Archeologicznej, powołanej w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym
na wniosek Józefa Łepkowskiego uchwałą z dnia 5 kwietnia 1873 roku.
O zaproszeniu do grona członków Komisji zawiadomił go oficjalnie Józef
Łepkowski w liście z 22 kwietnia 1873 roku, informując, że dotyczy ono
„udziału w czynnościach w kierunku studiów etnograficznych”1. Komisja
powstała w wyniku rozdzielenia zadań i prac Oddziału Archeologii i Sztuk
Pięknych działającego w Towarzystwie Naukowym od 1851 roku na dwa
kierunki: badania archeologiczne i studia nad zabytkami sztuki oraz odpowiadające im dwie Komisje: Komisję Sztuki (w Wydziale I Filologicznym)
i Komisję Archeologiczną (w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym). O tej
drugiej orzeczono:
[…] w wydziale 2-gim istnieć powinna Komisja Archeologiczna w celu badań
archeologii kościelnej i domowej, wykopalisk, sfragistyki, numizmatyki, runografii itd., także w sprawie udzielania orzeczeń, jakich by wymagało krytyczne
roztrząsanie wychodzących w tym zakresie dzieł, oraz w myśli opiekowania się
istniejącym muzeum. Pierwszą czynnością owej Komisji byłoby już to pokończenie, już to dalsze prowadzenie spraw i prac przez b[yły] Oddział Archeologii i Sztuk Pięknych w Towarzystwie Naukowym przedsiębranych, a następnie
podjęcie w tym kierunku nowych […]2.

Na posiedzeniu w dniu 24 kwietnia 1873 roku, konstytuującym Komisję
z przewodniczącym Józefem Łepkowskim i określającym jej główne zdania,
poświadczono członkostwo Kolberga, które zgodnie ze statutem wcześniej
zatwierdził Wydział3. Obok niego w grupie wówczas przyjętych w skład
Komisji Archeologicznej członków przybranych znaleźli się także badacze
List J. Łepkowskiego z 22 IV 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 450; tam
mowa o uchwale Komisji w sprawie członkostwa, m.in. Kolberga, podjętej 19 kwietnia i zatwierdzonej przez Wydział 21 kwietnia.
2
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. IV–V
[XII–XIII] (Posiedzenie Wydziału dnia 5 IV 1873 r.).
3
Zob. tamże, s. VII [XV] (Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 24 IV 1873 r.) oraz „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1873”, s. 122–123, a także Pamiętnik piętnastoletniej
działalności Akademii…, cz. II, s. 138.
1

265

�wkrótce blisko współpracujący z Kolbergiem: Jan N. Sadowski, Izydor Kopernicki, Michał Sołtan i wybrany równocześnie na sekretarza Komisji Piotr
Umiński (1830­–1906), numizmatyk i kolekcjoner, także sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Członkami Komisji byli też Adam Honory
Kirkor, Władysław Łuszczkiewicz, Aleksander Kremer i Józef Friedlein.
Do najważniejszych zadań Komisji miało należeć systematyczne rejestrowanie znalezisk archeologicznych, a następnie przygotowanie cyklicznego wydawnictwa obejmującego wykaz zabytków przedhistorycznych na
ziemiach polskich (zwany roboczo „spisem wykopalisk”), w którym miały
być publikowane zebrane dotąd materiały do mapy archeologicznej ziem
polskich. Program badań obejmował też różnorodne prace wykopaliskowe
(m.in. Kirkora, Umińskiego i Sadowskiego w najbliższej okolicy Krakowa
i na Rusi Czerwonej, Kirkora na Podolu galicyjskim i na Pokuciu) oraz
omawianie ich przebiegu i wyników na kolejnych posiedzeniach. Kolejnym
zadaniem miało być uporządkowanie i skatalogowanie zbiorów archeologicznych Akademii oraz rozbiór i omawianie publikacji naukowych dotyczących tej dziedziny1. Później Komisja miała zająć się także zbieraniem
i badaniem materiału epigraficznego, tj. oryginalnych dawnych napisów
wyrytych lub wymalowanych na twardym materiale (kamieniu, metalu, glinie), zwłaszcza starszych, począwszy od średniowiecza poprzez renesans do
XVII wieku, gdyż te były najbardziej zagrożone zniszczeniem i zatarciem2.
Epigrafika, zainicjowana jeszcze w krakowskim Towarzystwie jako nowa
dyscyplina badawcza, miała być przydatna m.in. dla uchwycenia procesów
i zmian językowych, geografii dialektów, znajomości pisma i jego typów.
Komisja Archeologiczna kontynuowała program i w zasadzie przejęła
do realizacji zadania nakreślone w Oddziale Archeologii i Sztuk Pięknych
Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. W jej działalności, podobnie jak
w Towarzystwie, podnoszona była wysoka ranga archeologii jako nauki
1
Zob. też Pamiętnik piętnastoletniej działalności…, cz. I, s. 110–116, gdzie omówienie
programu badań Komisji.
2
Sekcja Epigrafiki Polskiej pod kierunkiem I. Polkowskiego wymieniana jest w źródłach
dopiero w roku 1877 (zob. m.in. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1877”, Kraków
1878, s. 51; w dwu rocznikach poprzednich z lat 1875 i 1876 figuruje z adnotacją: „obecnie
organizująca się”, zob. odpowiednio s. 62 i 68). Od roku 1874, kiedy to Komisja Archeologiczna
podzieliła się na sekcje, funkcjonowały w jej ramach trzy inne: Sekcja Wykopalisk pod kierunkiem A.H. Kirkora, Encyklopedii Starożytności Polskich z przewodniczącym A. Kremerem
i Muzealna pod kierunkiem W. Seredyńskiego (zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.
Rok 1874”, Kraków 1875, s. 114).

266

�i jej ważna rola w podtrzymywaniu poczucia tożsamości narodowej. Zainteresowanie materialnymi „starożytnościami”, potrzeba i postulat badania
dawnej przeszłości, korzeni i przedpiśmiennej historii narodu nabierały
szczególnego znaczenia wobec jego zagrożonego bytu. Obok prac starożytników–specjalistów na dużą skalę upowszechniło się kolekcjonerstwo
prywatne amatorów i koneserów zabytków przeszłości, a kolejne znaleziska
skłaniały do fachowego dyskursu o ich dawności, o przedhistorycznej przeszłości i metodach jej badania. Formułowano zasady metodycznego gromadzenia i porządkowania znalezisk, ich ochrony i inwentaryzacji, określania
wieku i interpretacji historycznej, naukowego rozpoznawania starożytności
człowieka i jego kultury. Z czasem już nie tylko romantyczny kult dawnego
rodowodu i postawa patriotyczna były inspiracją dla archeologii, stopniowo wdrażano ją w ramy i metody procedur naukowych, wyznaczających
rzetelne badania w duchu pozytywizmu. Stała się też dyscypliną uniwersytecką wraz z utworzeniem w 1866 roku poświęconej jej pierwszej katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim, wtedy jeszcze tymczasowej, od 1874
roku stałej, kierowanej przez Józefa Łepkowskiego, także przewodniczącego
Komisji Archeologicznej. Przedmiot badań kontynuowanych w Akademii
pojmowano bardzo szeroko i traktowano interdyscyplinarnie, dostrzegając
ścisłe związki między archeologią, antropologią, historią sztuki i historią
kultury1. Dla wszechstronnego podejmowania tej problematyki w prace Komisji Archeologicznej zaangażowani byli nie tylko specjaliści w dziedzinie
archeologii (jak J. Łepkowski, A.H. Kirkor, J.N. Sadowski) i antropologii (J.
Majer, I. Kopernicki), ale i koneserzy–zbieracze zabytków starożytniczych
(P. Umiński), historycy sztuki (W. Łuszczkiewicz i J. Kremer), architekci (T.
Żebrawski, F. Pokutyński), artyści i jednocześnie znawcy kultury materialnej (J. Kossak), bibliotekarze i bibliofile (K. Estreicher, W. Seredyński)2.
Kolberg, uprawiający działalność „w kierunku studiów etnograficznych”,
jak to określił Łepkowski w cytowanym wyżej liście, był więc pożądanym
członkiem w tym gronie, gdyż jego ludoznawcze zainteresowania i prace
wiązały się z bliskimi także archeologii naukami historycznymi. Prowadząc
1
Zob. J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią – krakowskie środowisko naukowe w początkach działania Akademii Umiejętności (1873–1893) wobec problemu pochodzenia człowieka i jego kultury, „Historyka. Studia metodologiczne” 2016, T. 46,
s. 304–325. W artykule tym (s. 304–343) autor omawia stan, zadania i cele oraz związki ówczesnej
archeologii i antropologii w początkowych pracach obu Komisji poświęconych tym dyscyplinom.
2
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 67.

267

�systematyczne badania terenowe i studia nad kulturą ludową różnych regionów Polski, stykał się także z tymi zagadnieniami i mógł żywo włączać
się w prace Komisji. Jego warsztat badawczy również od strony praktycznej
okazywał się przydatny dla nauk pokrewnych, m.in. dla archeologii. Z drugiej strony uczestnictwo w pracach Komisji Archeologicznej umożliwiało
mu bezpośredni kontakt z uczonymi i wgląd w ich prace, orientację w literaturze przedmiotu i bieżącym ruchu wydawniczym, udział w toczących
się dysputach, wymianę informacji i opinii. A to z kolei przyczyniło się do
wykorzystania wiadomości i wyników badań archeologicznych w kolejnych tomach Ludu.
Już na drugim posiedzeniu Komisji w dniu 23 maja 1873 roku powierzono Kolbergowi zadanie specjalne, o którym w sprawozdaniu z tego posiedzenia zapisano:
Przewodniczący Komisji [tj. Łepkowski] ze względu na coraz częściej powtarzające się po różnych pismach zarzuty o podrabianie i fałszowanie podań i legend
o Krakowie oraz o jego uroczystościach wzywa członka Kolberga do rozczytania
się w takowych i zbadania, a następnie orzeczenia, o ile te są autentycznymi lub
też bezzasadnymi”1.

Problematyka ta była Kolbergowi dobrze znana i świeża; w części I Krakowskiego wydanej w 1871 roku zamieścił w opisie kraju szereg podań
i legend związanych z Krakowem i jego bliską okolicą, a także obszernie
opisywał doroczne zwyczaje zarówno ludu wiejskiego spod Krakowa,
jak i mieszczańskie, właściwe tylko dla mieszkańców tego miasta, jak np.
emaus, rękawka, konik zwierzyniecki. W swoich rozległych kwerendach
sam natrafiał na różnego typu źródła dotyczące dawnych tradycji podaniowych i uroczystości obchodzonych w cyklu rocznym. Zachowały się
liczne materiały, notatki i wskazówki bibliograficzne z tego zakresu wykorzystane w różnym stopniu w monografii. W Krakowskiem przywołuje
Kolberg zarówno źródła sobie współczesne, jak i dawniejsze, cytując je lub
w różnej formie odwołując się do nich. I tak przytacza podania i legendy
z prac Józefa Mączyńskiego, Ambrożego Grabowskiego, Józefa Łepkowskiego, z dawnych kronik i druków ulotnych, z kalendarzy krakowskich,
czasopism systematycznie publikujących opisy ważnych dla tradycji miejsc
1
Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 23 V 1873 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. XXI–XXII.

268

�i sławnych czy legendarnych postaci oraz przywiązanych do nich podań
i legend1. W trakcie tej pracy, gromadząc bogaty i cenny materiał z literatury, sam nie ustrzegł się potknięć. Jednym z nich było np. było potraktowanie jako dokumentu falsyfikatu Konstantego Majeranowskiego, tj. tekstu
o święconem w zamożnym mieszczańskim domu przedstawionego jako list
z XVI wieku2. Wątpliwa wiarygodność tworów Majeranowskiego i innych
podobnych fabrykatów dała początek dyskusjom na temat autentyczności
powszechnie publikowanych, często bez należytego krytycyzmu, materiałów. I tak np. toczyła się wówczas dysputa na temat wieku i genezy konika
zwierzynieckiego (Lajkonika), prowadzona m.in. w krakowskim „Czasie”
i warszawskich „Kłosach” w 1872 roku3. Kolberg żywo się tym zagadnieniem interesował, gromadził notatki na ten temat z prasy, a także sam poszukiwał informacji źródłowych, m.in. w dokumentach cechu włóczków,
tj. flisaków, uczestników tego dawnego zwyczaju, oraz w relacjach wspomnieniowych krakowian. Relację taką przekazał mu w liście 27 czerwca
1873 roku, a więc już po powierzeniu Kolbergowi zajęcia się podaniami
i zwyczajami krakowskimi w Komisji Archeologicznej, Karol Mecherzyński,
sekretarz Wydziału Filologicznego Akademii (od 21 XII 1872 roku), filolog
związany od urodzenia z Krakowem4. Tak więc własne zainteresowania
i prace Kolberga spotykały się z prowadzonymi w ramach Komisji i na
odwrót, a przeplatając się, służyły zarówno autorowi Ludu, poszerzając
jego bazę źródłową, jak i badaniom Akademii, wzbogacając je o materiał
pozyskany w eksploracjach terenowych i studiach własnych Kolberga.
Przegląd wykorzystanych przez Kolberga w tym zakresie prac przynoszą przypisy źródłowe dotyczące głównie rozdziałów „Kraj” i „Zwyczaje”, zamieszczone w tomie 73/III DWOK
na s. 107–125 i 138–165. Zob. też obszerną bibliografię Kolberga przywoływaną w siedmiu
tomach Krakowskiego (T. 5–8 i T. 73/I–73/III DWOK), a zebraną w tomie 73/III.
2
[K. Majeranowski, pseud.:] Pielgrzym z Tenczyna Święcone wielkanocne, „Pszczółka Krakowska” 1822, T. 2, s. 8–16 (przedruki, m.in. w: Ł. Gołębiowskiego Ludzie polskim…, s. 305–309
oraz w „Przyjacielu Ludu” 1837, R. 3, T. 2, nr 39). Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK
T. 5), s. 369–373 i odpowiedni przypis źródłowy w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement…
(DWOK T. 73/III), s. 170–171 oraz E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga…,
(DWOK T. 73/I), s. XXXVIII.
3
Rekapitulacja koncepcji na temat genezy Lajkonika por. też F. Gawełek Konik zwierzyniecki, „Rocznik Krakowski” T. XVIII: [1919], s. 144–154 (cały art. s. 129–181). Zob. też Ł. Olszewski Lajkonik. Legenda i tradycja, Kraków 2009.
4
Zob. list K. Mecherzyńskiego z 27 VI 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 422–
–423. Zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/1),
s. XXXVIII.
1

269

�Do innych działań Kolberga w ramach Komisji należał udział w re­
jestracji miejscowości, w których odkryto zabytki wykopaliskowe, pro­
wadzonej na potrzeby mapy archeologicznej, której koncepcja była autorstwa Łepkowskiego. Współpracował w tym zakresie z Kirkorem, Łepkowskim, Kopernickim i Sadowskim 1. Ze wszystkimi czterema badaczami był blisko zaprzyjaźniony i spotykał się z nimi często; tym bardziej
więc praktyką naturalną była wymiana informacji na temat znalezisk
archeologicznych, obserwowanych w trakcie własnych podróży, i wiadomości pozyskanych w Komisji, tak przecież uprawniona w pracach
naukowych. Uczestniczył też Kolberg w dyskusjach nad sprawozdaniami
z badań oraz nad omawianymi dziełami archeologicznymi i z dziedzin
pokrewnych, w czym także w naturalny sposób dzielił się swoją erudycją i wynikami ciągłych penetracji i studiów w Bibliotece Jagiellońskiej i lwowskim Ossolineum. Według Bieńkowskiego brał także udział
w zbieraniu zabytków epigrafiki polskiej od czasów najdawniejszych do
końca XVIII wieku, a także przekazał Komisji swoje materiały dotyczące
mitologii 2.
Zainteresowanie autora Ludu archeologią i kontakt z bieżącym dorobkiem badawczym tej dyscypliny znalazły swoje odbicie w kolejnych mono­
grafiach regionalnych3. Obok materiałów etnograficznych i folklorystycznych, które stanowią zawsze zrąb źródłowy tomów Ludu, zamieścił w nich
szereg wiadomości o ówczesnych pracach wykopaliskowych i znaleziskach
archeologicznych, a nawet niekiedy i własne wywody czy komentarze do­
tyczące tych zagadnień. Podobnie jak informacje historyczne i fizjograficzne
podawał je przeważnie przy charakterystyce ogólnej omawianego obszaru,
1
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar
Kolberg a Akademia…, s. 13. Zob. też B. Schnaydrowa Mapa archeologiczna Józefa Łepkowskiego, geneza i okoliczności jej powstania, „Rocznik Biblioteki PAN w Krakowie”, R. 25: 1980,
s. 198–202.
2
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar
Kolberg a Akademia…, s. 13. Przekazane Komisji materiały mitologiczne to prawdopodobnie
rękopis Kolberga pt. Potęgi nadprzyrodzone w wyobraźni Mazurów Pruskich. Studium
mytologiczne według [Maxa Polluxa] Toeppena skreślił […] (BN PAU i PAN, sygn. 3572),
stanowiący dokonany przez niego przekład fragmentu pracy Toeppena pt. Aberglauben aus
Masuren…, której recenzję opublikował w 1868 roku (zob. wyżej, s. 211, przyp. 2). Przekład
ten włączył Kolberg po niewielkim przeredagowaniu do swojego rękopisu Mazur pruskich
(DWOK T. 40, s. 52–82).
3
Jako pierwszy poruszył ten problem T. Malinowski w artykule Archeologia w dziełach
Oskara Kolberga, „Lud” T. XLII: 1956, s. 446–453.

270

�tj. w rozdziale „Kraj”, wiążąc je z opisywanymi miejscowościami i konkretnymi obiektami czy zabytkami z tego terenu. Szereg danych z zakresu archeologii odnajdujemy także w przypisach do tekstu, zwłaszcza zebranych
na końcu książki. Powołuje się w nich Kolberg (lub w różnym zakresie
cytuje) na prace Józefa Łepkowskiego, Franciszka M. Sobieszczańskiego,
Aleksandra Przeździeckiego, Adama H. Kirkora, artykuły, doniesienia i wiadomości z czasopism („Wiadomości Archeologicznych”, „Czasu”, „Biblioteki
Warszawskiej”, „Kłosów” itd.). Badający to zagadnienie Tadeusz Malinowski
stwierdzał:
Dużą zasługą Kolberga jest zinwentaryzowanie wielkiej liczby stanowisk archeologicznych rozsianych po wielu dzielnicach Polski i Rusi. […] Drugą wielką
zasługą Kolberga jest fakt zebrania w swych pracach ogromnego materiału bibliograficznego, odnoszącego się do odkryć archeologicznych, a zagubionego
często w rozmaitych zapomnianych, trudno dostępnych publikacjach i czasopismach. Śmiało rzec można, że prace Kolberga są niezastąpionym źródłem materiałowym dla wszelkiego rodzaju monografii powiatowych archeologicznych,
przygotowanych w wielu ośrodkach naukowych w Polsce1.

Autor uważał, że ten niewykorzystany przez archeologów materiał nie
tylko może stanowić źródło dla różnego rodzaju monografii lokalnych, ale
także przynosi nieznane późniejszym badaczom, cenne przyczynki do dziejów archeologii polskiej, a niejednokrotnie nawet informacje o dawnych
odkryciach ocalałe jedynie na kartach tomów Kolberga. Dla przykładu ilustrującego zainteresowanie Kolberga odkryciami archeologicznymi można
przywołać fakt, że w Krakowskiem sięgnął on nie tylko do prac J. Łepkowskiego, K. Rogawskiego czy A.H. Kirkora, do wiadomości z publikacji
Towarzystwa Naukowego czy Akademii lub rozsianych w prasie2, ale podjął próbę krótkiego omówienia aktualnych badań i ich wyników w okolicy Krakowa. Dokonał także wręcz wątpliwego merytorycznie zabiegu,
zamieszczając w przypisie do części IV monografii krakowskiej obszerny
wyciąg, prawdopodobnie we własnym przekładzie, z artykułu francuskiego
archeologa, L.F.A. Maury’ego, zamieszczonego w „Revue des Deux Monde”
z 1868 roku, a poświęconego dziejom badań archeologicznych w Babilonie
T. Malinowski Archeologia …, s. 451.
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 441–481 (Bibliografia.
Prace cytowane i odnotowane przez Kolberga).
1
2

271

�i Niniwie1. Sięgając w swoich ludoznawczych pracach po informacje z zakresu archeologii, wyrażał własne stanowisko wobec przydatności dla nich
dziedzin pokrewnych etnografii, a jednocześnie nawiązywał do idei badaczy starożytników skupionych w kręgu Akademii, według której badając
teraźniejszość kultury, nie można pominąć jej przeszłości, także najodleglejszej, utrwalonej m.in. w zachowanych śladach materialnego dziedzictwa
epoki przedchrześcijańskiej2.
Znaczniejszy niż w Komisji Archeologicznej był udział Kolberga
w działalności Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności3. O jej
powołaniu postanowiono na wniosek złożony przez A. Biesiadeckiego na
posiedzeniu Wydziału III Matematyczno-Przyrodniczego w październiku
1873 roku. Jako osobna Komisja w ramach tego Wydziału ukonstytuowała się później, bo dopiero 23 marca 1874 roku oraz w trakcie następnych posiedzeń 16 maja i 27 czerwca tego roku, kiedy też zarysowany
został ogólny program jej prac 4. Zwłoka wynikała z potrzeby porozumienia się z Komisją Archeologiczną co do zakresu badań, w dużej mierze
pokrywających się ze sobą. Głównym inicjatorem wyłonienia Komisji
Antropologicznej w ramach Wydziału III był obok Józefa Majera Izydor
Kopernicki. Pierwszy z badaczy pełnił funkcję jej prezesa od początku do
1894 roku, drugi sekretarzował Komisji od 1875 do 1891 roku, formułując
dla niej naukowy program badań. Dzięki rozległej wiedzy i swoim szerokim i wszechstronnym zainteresowaniom Kopernicki stał się niezwykle

Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 352 oraz 355–362, a także przypisy
źródłowe do tych tekstów w tomie 73/III DWOK, s. 436–437. Przytaczając tekst Maury’ego,
Kolberg błędnie podał tytuł czasopisma: „Revue Contemporaine”.
2
Pisał o tym m.in. we wstępach do swoich monografii, np. do cz. IV Krakowskiego (DWOK
T. 8), na s. XI w 1875 r. i do cz. II Radomskiego (DWOK T. 21), na s. V w 1888 r.
3
O działalności Komisji Antropologicznej zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności…
cz. I, s. 197–209, Materiały do powstania Akademii…, s. 89–91, W. Bieńkowski Badania etnograficzne Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie oraz Komisji etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności, „Lud” T. 51: 1967, s. 71–75, E. Jaworska
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie,
w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864-1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 140–226, J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią…,
s. 328–333.
4
Zob. Posiedzenie Wydziału dnia 20 X oraz Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia
23 III, 16 V i 27 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. I,
s. XXVIII oraz s. LIV–LVI, LXVI–LXXXIV, LXXXVIII–XCV.
1

272

�zasłużonym, aktywnym i twórczym organizatorem i uczestnikiem prac
Komisji, nadając jej rangę instytucji o zasięgu europejskim 1.
Kolberg znalazł się od początku w gronie członków przybranych Komisji Antropologicznej (razem z J. Sadowskim i P. Umińskim), której skład
podany został już na pierwszym posiedzeniu, 23 marca 1874 roku2. Wśród
członków Komisji znalazło się też wielu wymienianych już uczonych,
z którymi zetknął się Kolberg wcześniej, m.in. J. Szujski, J. Łepkowski, W.
Łuszczkiewicz, A.H. Kirkor, T. Żebrawski. W gronie tym byli także przedstawiciele medycyny, fizyki, nauk przyrodniczych (lekarze: A. Baraniecki i L.
Teichmann, fizyk i meteorolog S. Kuczyński). W organizującej się Komisji
dokonano podziału na trzy (pierwotnie dwie) Sekcje: 1. Archeologiczno-Antropologiczną, 2. Antropologiczną „w ściślejszym rozumieniu” (tj. antropologii fizycznej) i 3. Etnologiczną, z wyznaczonym dla nich zakresem
badań. Zaraz po ukonstytuowaniu się Komisja ogłosiła Program badań
antropologicznych, w którym znalazła się też problematyka etnograficzna.
Opracowanie programu uznano od początku za zadanie pierwszoplanowe,
„ażeby zarysowały się wyraźniej granice działania każdej Sekcji, w wielu
razach zachodzące na siebie, żeby prócz tego uwidocznił się stosunek do
Komisji Archeologicznej, spotykającej się z Antropologiczną w przedmiocie
badań przedhistorycznych”. W programie wyznaczono trzy podstawowe
kierunki prac odpowiadające zakresowi wydzielonych Sekcji:
1
Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog, etnograf, po studiach w zakresie medycyny na uniwersytecie kijowskim pracował jako lekarz wojskowy, m.in. w czasie wojny
krymskiej. Brał udział w powstaniu styczniowym i był więziony przez Austriaków w Ołomuńcu. Po uwolnieniu, w czasie wieloletniej tułaczki emigracyjnej przebywał m.in. w Paryżu,
gdzie studiował antropologię, anatomię i fizjologię. Następnie na uniwersytecie w Bukareszcie
zorganizował nauczanie anatomii i stworzył Muzeum Anatomiczne. W roku 1871 powrócił do
kraju i osiadł w Krakowie na zaproszenie Józefa Majera, lecz status emigranta i uczestnika powstania utrudniały mu znalezienie odpowiedniej posady. Do roku 1888 pracował w półroczu
letnim zarobkowo jako lekarz zdrojowy w Rabce, potem w Marienbadzie, a w półroczu zimowym zajmował się pracą naukową. W roku 1876 nostryfikował na UJ swój dyplom w zakresie
nauk lekarskich, w 1878 uzyskał tam habilitację z antropologii, a w 1886 roku jako pierwszy
na ziemiach polskich otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego antropologii. Poza nauczaniem
działał w kilku komisjach Akademii, której był członkiem korespondentem od 1877 roku,
członkiem czynnym od 1887 roku. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej przyczynił się do
intensyfikacji jej prac i ich wysokiego poziomu naukowego. Był autorem wielu publikacji z zakresu antropologii i archeologii w języku polskim i w językach obcych, zajmował się także
badaniami ludoznawczymi, m.in. nad folklorem Górali karpackich i Cyganów polskich. Był
uczonym o europejskiej sławie; uważany jest za twórcę podstaw antropologii polskiej.
2
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. 1, s. LV – LVI.

273

�Badać nam należy człowieka: I. pod względem najdawniejszych śladów jego
pobytu w naszym kraju; II. pod względem jego cech fizycznych, odznaczających
właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości
jego duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obyczajów. Pod I-szym
względem badania odnosić się muszą do czasów przedhistorycznych; pod II-gim wiadomości zbierać wypadnie z fizycznych poszukiwań właściwości ludów obecnie zamieszkałych lub zabytków pozostałych z czasów historycznych
w całym obszarze kraju; pod III-im – ich właściwości duchowych, zwyczajów
i obyczajów1.

Już w tym zarysie programu widoczne jest odbicie ówczesnego poglądu
o bliskim związku wiedzy o człowieku z przyrodoznawstwem. Antropologię traktowano wtedy bardzo szeroko, jako naukę o człowieku w ogóle,
lokując ją jako dziedzinę na pograniczu nauk humanistycznych i przyrodniczych. Mieściła się wówczas w tym ujęciu antropologii także etnografia.
Pod wpływem nauki europejskiej, m.in. prac przedstawiciela ewolucjonizmu, E.B. Tylora, i w duchu pozytywizmu próbowano wówczas przenieść
metody badań przyrodniczych do nauk humanistycznych. Stąd usytuowanie
etnologii w Komisji Antropologicznej Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii. Z kolei częste pokrywanie się przedmiotu badań w obu
Komisjach – Antropologicznej i Archeologicznej – prowadziło w praktyce
do tego, że szereg prac realizowano i finansowano wspólnie; szczególnie
dotyczyło to badań wykopaliskowych i związanej z nimi inwentaryzacji
stanowisk archeologicznych. Tak też organizowane były niektóre wyprawy
naukowe, podejmowane „w kierunku badań przedhistorycznych” w latach
siedemdziesiątych2.
W podzielonej na Sekcje Komisji Antropologicznej przewodniczącym
Sekcji I został geolog A. Alth, sekretarzem – archeolog A.H. Kirkor, Sekcji
II przewodniczył anatomopatolog L. Teichmann, sekretarzował I. Kopernicki. Kierowanie Sekcją III – Etnologiczną powierzono w maju 1874 roku
Tamże, s. LXVI–LXVII. Przedstawiony przez J. Majera Program badań antropologicznych
opublikowany jest tamże, s. LXVII–LXXXIII.
2
Zob. J. Szujski Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 3 maja
1877 roku, podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.
Rok 1877”, Kraków 1878, s. 124. W sprawozdaniu tym zapisano: „W kierunku badań przed­
historycznych Komisja Antropologiczna jednoczy się z Archeologiczną; spólnym też staraniem
zarządzone były wycieczki naukowe odbyte przez pp. Przybysławskiego, Kirkora tudzież Kopernickiego”.
1

274

�Kolbergowi, sekretarzem został J.N. Sadowski1. Już w czerwcu tego samego
roku w Sekcji Etnologicznej gotowa była jako jedna z pierwszych jej inicjatyw opracowana przez Sadowskiego Instrukcja do badania właściwości
ludowych2. Obejmowała ona osiem działów głównych:
A. Nazwa badanej ludności, jej charakter i granice rozsiedlenia, B. Gwara, C. Poe­
zja, muzyka, taniec, D. Przysłowia, gadki (klechdy), zagadki, oracje, podania,
E. Obrzędy i uroczystości, F. Ubiór i stroje, G. Mieszkania, H. Narzędzia.

W każdym dziale znalazły się zwięzłe wyliczenia wyznaczonych do obserwacji i opisu problemów, zjawisk, zachowań, obiektów, przy czym zwraca uwagę nacisk, z jakim zaleca się „wierne spisanie wszystkich pieśni bez
najmniejszej zmiany i ogładzenia” oraz zapis dosłowny opowieści i oracji,
a także relacji o obrzędach i zwyczajach, „choćby to było nie tylko dziwacznym, ale nawet zupełnie niezrozumiałym” i bez względu na powtarzanie się
treści. Program ten, opracowany przez archeologa Sadowskiego, zbliżony
jest wyraźnie do Kolbergowskiego, przedstawionego w Liście otwartym
z 1865 roku i realizowanego w Ludzie. Wspólne jest przede wszystkim
założenie główne, tj. opis etnograficzny określonego obszaru, regionu jako
składowej obrazu całego kraju w ujęciu panoramicznym. Wpływ idei
i wzoru monografii Kolberga na środowisko Komisji Antropologicznej,
wręcz na całe pokolenie badaczy, okazał się trwały i miał dominować do
końca XIX wieku.
Do programu badań ujętego w Instrukcji dokładał Kolberg swoje dalsze
istotne postulaty. Wkrótce po jej ogłoszeniu, na styczniowym posiedzeniu
Komisji Antropologicznej w 1875 roku, na jego wniosek jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej zatwierdzono uchwałę „dotyczącą wydawania częściowo badań etnograficznych popartych dołączeniem wizerunków
typów ludowych, strojów, sprzętów itd., o ile można najstaranniejszych,
a w każdym razie najwierniejszych”. Przychylono się też do propozycji Kolberga, by dla realizacji tego zdania, odpowiadającej „ścisłym wymogom
nauki”, zwrócić się do znanych w kraju osób posiadających zbiory ikonograficzne z prośbą o ich użyczenie „czasowo do naukowego użytku”. Umożliwiłoby to wydawanie zeszytów obejmujących „umiejętny opis pewnej
1
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 16 V 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. I, s. LXVI.
2
Tamże, na s. XC–XCV oraz w osobnej odbitce: Kraków 1874.

275

�grupy etnograficznej, z dołączeniem wizerunków w drzeworytach, litografiach, chromolitografiach, a w razie potrzeby i nut muzycznych”. Przenosił
Kolberg w ten sposób na grunt Akademii swoją programową koncepcję,
w myśl której od początku działalności doceniane było dla etnografii znaczenie źródłowe dokumentacji ikonograficznej i muzycznej. Jednocześnie
była to próba wykorzystania rycin ze zbiorów prywatnych i muzealnych za
pośrednictwem Akademii do prac etnograficznych. Na tym samym posiedzeniu zobowiązywał się Kolberg konkretnie do porozumienia się w sprawie rycin z W. Dzieduszyckim, dyrektorem Muzeum Przyrodniczego we
Lwowie, i z J. Kossakiem1, mieszkającym w Krakowie. Rok później w liście do Akademii, zdając sprawę ze swojej podróży na Pokucie i Bukowinę, informował, że w Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie sporządził
listę „wszelkich posiadanych przezeń akwarel, rycin i obrazów olejnych
przedstawiających typy i sceny ludowe” i że podobny spis przygotował
w muzeum Zakładu Ossolińskich2. Dołączył oba do swojego listu, wyrażając przeświadczenie, że „dostarczą one […] wątku do wygotowania obszernego i systematycznie ułożonego katalogu ubiorów na całym obszarze
Polski”. Zawiadamiał też, że oba muzea posiadają znaczny zbiór fotografii
„przedstawiających ubiory ludu, widoki wsi i cerkwi itp., których kopii na
żądanie Akademii jak najchętniej udzielą na użytek etnografii”. Gromadzeniem ikonografii był więc żywo zainteresowany nie tylko ze względu na jej
znaczenie dokumentacyjne dla monografii regionalnych własnych i innych
autorów z Akademii, ale także w związku z dalekosiężnym planem opracowania albumu polskich strojów ludowych.
Instrukcja przygotowana przez Sadowskiego w 1874 roku pomyślana była jako przewodnik w badaniach terenowych dla współpracowników i korespondentów, często amatorów w dziedzinie etnografii, którzy
1
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 13 I 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, Kraków 1875, s. VIII–IX. Już na kolejnym posiedzeniu
Kolberg mógł przekazać informację, że Kossak obiecał udostępnienie swoich zbiorów Komisji,
która wkrótce powołała go na swojego członka (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia
13 III 1875 r., tamże, s. LIII).
2
Brulion listu do Akademii z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 659–660
(rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 2–3), dołączony spis akwarel z Muzeum im.
Dzieduszyckich obejmuje 105 pozycji (tamże, k. 4–5). Inna wersja redakcyjna sprawozdania
i tegoż spisu akwarel zachowała się w Muzeum Etnograficznym w Krakowie (Arch. MEK, sygn.
II/226, nr inw. I/3051 RKP). Brulion spisu rycin z Ossolineum w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.
2184, k. 300 (21 pozycji).

276

�wspomagać mieli prace Sekcji swoimi materiałami opracowanymi według
wskazanego wzoru. Taką siatkę pomocników zamierzano utworzyć we
wszystkich trzech zaborach. Dzięki operatywności Kopernickiego kwestionariusz Sadowskiego został już w 1875 roku rozesłany do wskazanych osób.
Każdy z członków został też zobowiązany do pozyskiwania chętnych do
współpracy, bowiem przez cały okres swojej działalności Sekcja Etnologiczna opierała swoje badania na korespondentach. W pracach terenowych
spodziewano się udziału „przede wszystkim światłych duchownych wszelkiego obrządku, lekarzy i nauczycieli”, przy czym zaznaczano: „wszakże
i każdy obywatel ziemski miałby tu łatwą sposobność przysłużenia się publicznej sprawie tą naukową pomocą”1. Odzew społeczny na apel Komisji
i przebieg akcji zbierackiej okazały się zadowalające. Dzięki aktywności
korespondentów i napływowi licznych materiałów można było podjąć ich
planową publikację w wydawnictwie Akademii. Liczba nadsyłanych prac
etnograficznych dwukrotnie przewyższała ilość materiałów pozyskanych
przez dwie pozostałe sekcje Komisji, można więc sądzić, że impuls nadany
przez Sekcję Etnologiczną decydująco wpłynął na ożywienie ruchu ludoznawczego, zwłaszcza w Galicji.
Dorobek Komisji Antropologicznej znalazł swoje stałe miejsce publikacji
w wydawanym jej staraniem od roku 1877 (do 1895) roczniku pt. „Zbiór
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Był on podzielony na trzy części
odpowiadające profilem trzem sekcjom Komisji. W każdym roczniku sąsiadowała więc problematyka z trzech dziedzin wiedzy, które wówczas ściślej
wiązano ze sobą jako skupione na wspólnym przedmiocie badań, tj. na
człowieku, jego życiu i kulturze. Dział III przeznaczony był na materiały
etnograficzne; zamieszczano w nim napływające z terenu prace, uprzednio
ocenione i odpowiednio zredagowane. Zakres badań obejmował wprawdzie wszystkie ziemie dawnej Rzeczypospolitej, szczególną uwagę zamierzano jednak poświęcić jej Kresom Wschodnim. W niepodpisanym wstępie do pierwszego rocznika jego autor, Józef Majer, powtórzył w skrócie
główne tezy programowe Komisji, zaznaczając przy tym, że prace „zmierzać mają do badania ludności ziem polskich, a zwłaszcza północnych
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 5 III 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, s. XXXV. Część korespondentów zostawała członkami
przybranymi Komisji, choć nie posiadali oni stopni naukowych i członkostwa Akademii.
Wybierani byli na posiedzeniach Komisji, a następnie zatwierdzani przez Wydział.
1

277

�i północno-wschodnich stoków Karpat”1. Nie bez znaczenia było tu z pewnością świadome podkreślenie przynależności tych ziem do Polski, mimo
utraty niepodległości. Z czasem, gdy materiałów ruskich napłynęło sporo, Sekcja Etnologiczna zwróciła swoje apele w stronę Wielkopolski i Śląska, skąd w latach wcześniejszych nie było ich wiele2. „Zbiór Wiadomości
do Antropologii Krajowej” był pierwszym polskim czasopismem naukowym, w którym etnografia i folklorystyka znalazły swoje stałe miejsce.
Redaktorem rocznika został Izydor Kopernicki, sekretarz Komisji. Kolberg jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej miał decydujący udział
w przygotowaniu do druku materiałów etnograficznych, przeznaczonych
do działu III, i ściśle współpracował w tym zakresie z Kopernickim. Odpowiadając za ten blok tematyczny czasopisma, miał stały wgląd w prace
etnograficzne napływające do Komisji. Recenzował artykuły przeznaczone do druku, wprowadzał poprawki redakcyjne, propozycje zmian i uzupełnień, wskazywał niedostatki i mocniejsze strony opracowania, wyrażał
swoją wiążącą opinię, oceniając studia innych autorów, najczęściej amatorów, rekrutujących się spośród księży, nauczycieli, lekarzy, urzędników
i ziemian. Udzielał wskazówek, zachęcał ich do pracy i dalszych badań,
podpowiadając problematykę, dzieląc się swoim doświadczeniem badacza
terenowego i promując w ten sposób chętnych do pracy i wzorujących się
na nim zbieraczy. Służył im radą i zachętą, a autorów prac pozytywnie
ocenianych rekomendował niejednokrotnie na członków przybranych
Komisji Antropologicznej. Obok działań programowych dotyczących badań etnograficznych Komisji podejmował także działania werbunkowe,
wykorzystując swoje rozległe kontakty i znajomości z podróży. W efekcie
zawiązywała się często współpraca naukowa, owocna nie tylko dla prac
Komisji, ale także dla Kolbergowskiego dzieła. Pozyskany członek Komisji
i autor zasilał swoimi pracami dział etnograficzny „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Kolberg korzystał z materiałów autora, przysyłanych niekiedy specjalnie dla jego Ludu, nieprzeznaczonych
do publikacji w roczniku. Charakter takiej opieki naukowej Kolberga
1
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. I: 1877, s. VIII. Badania te miały dotyczyć ludności „I. pod względem śladów ich najdawniejszego pobytu i życia w czasach przedhistorycznych; II. pod względem cech fizycznych, odznaczających obecnie właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obrzędów”.
2
Por. E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 154.

278

�i współpracy w dostarczaniu materiału dla niego dokumentuje korespondencja z lat 1876–1886 z kieleckim etnografem i historykiem, księdzem
Władysławem Siarkowskim (1840–1902), stanowiąca znakomity przykład
obustronnego zaangażowania 1. Mieszkający w Kielcach od 1866 roku autor prac poświęconych Kielecczyźnie znalazł się w gronie kandydatów
na współpracowników Sekcji Etnologicznej. W styczniu 1876 roku Kolberg skierował do niego list z propozycją współpracy z Komisją Antropologiczną, poszukującą korespondentów terenowych, którzy zbieraliby
materiały zgodnie ze wspomnianą instrukcją Sekcji. Oryginał tego listu
zaginął, lecz zachował się fragment końcowy brulionu, w którym Kolberg
przedstawił adresatowi warunki publikacji w wydawnictwach Akademii. Siarkowski propozycję przyjął z wdzięcznością i zobowiązał się do
współpracy. W dalszej korespondencji mowa o planowanych badaniach,
posiadanych materiałach i przygotowaniu prac Siarkowskiego do druku
w rocznikach Akademii oraz o zamiarze włączenia autora w krąg jej
współpracowników. Po zapoznaniu się z pierwszymi materiałami Kolberg wraz z Kopernickim rekomendowali kieleckiego badacza na członka korespondenta Akademii i już wiosną tego roku Siarkowski został
członkiem przybranym Komisji Antropologicznej 2. Kolberg pomagał mu
w opracowaniu materiałów etnograficznych z okolic Kielc, wydanych
później w „Zbiorze Wiadomości” w latach 1878–1885 3. Siarkowski informował o swoich planach, zbiorach i postępie prac, Kolberg podawał
wskazówki dotyczące sposobu ich opracowania redakcyjnego, radził położyć nacisk na zbieranie informacji szczegółowych bez ich interpretacji
1
Zob. A. Skrukwa Władysław Siarkowski – współpracownik Oskara Kolberga, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław
1969, s. 247–257. Współpracę tę oraz rękopiśmienny materiał Siarkowskiego zachowany w archiwum Kolberga omawia także E. Antyborzec we wstępie do tomu Kieleckie. Suplement do tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. XII–XVII. Zob. też listy Kolberga i Siarkowskiego z lat 1876–1886,
Korespondencja… cz. I, II i III (DWOK T. 64–66).
2
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 20 I 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK
T. 64), s. 557. Siarkowski został wybrany na posiedzeniu Komisji Antropologicznej dnia 31 maja
1876 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. XLVI
i L–LI).
3
W „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (w dziale III, etnologicznym) ukazały się trzy prace Siarkowskiego: najobszerniejsza pt. Materiały do etnografii ludu polskiego
z okolic Kielc, T. II: 1878, s. 209–259,, T. III: 1879, s. 3–61, T. IV: 1880, s. 83–184 oraz Zagadki
ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, T. VI: 1882, s. 3–29 i Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, T. IX: 1885, s. 3–72.

279

�i analiz, pośredniczył w przekazywaniu materiałów Akademii. M.in. pisał
w 1877 roku, że odebrał pracę Siarkowskiego przedstawioną następnie
Akademii,
[…] która, jak to zwykle bywa w takich razach, udzieliła mi ją na powrót do przejrzenia i porobienia uwag, jakie uznam za stosowne. Wybacz zatem, Szan[owny]
Ks[ięże] Dobr[odzieju], że znając wymagania i formę publikacji naszej Akademii,
pozwoliłem sobie w manuskrypcie Jego zmienić porządek niektórych rozdziałów, dać odpowiednią temu numerację i intytulację przedmiotów, wykreślić
kilka pieśni (zwłaszcza drobniejszych rozmiarów i mniejszego znaczenia), które
pomieszczone już były bez żadnej zmiany w dawniejszych zbiorach, skrócić
niektóre Pańskie uwagi dobrze już skądinąd znane i pododawać odpowiednie
cytacje z moich dzieł i z Kozłowskiego, Wójcickiego i innych. Sądzę, że za złe
mi tego Jegomość nie weźmiesz, gdy ujrzysz rzecz w druku1.

A rok później Kopernicki przypominał Kolbergowi: „Tymczasem potrzebna tu koniecznie bytność Pańska dla ostatecznego przygotowania rękopimu ks. Siarkowskiego do druku”2. Z kolei Siarkowski dostarczał Kolbergowi materiały folklorystyczne do monografii Kieleckiego (teksty pieśni,
opowieści, przysłowia, modlitwy, opisy sobótek), które ten w niej skwapliwie wykorzystał jako wiarygodne. Zachowane w archiwum autora Ludu
rękopisy kieleckiego badacza wskazują, że udział Siarkowskiego w zakresie
dokumentacji folkloru był w monografii Kolberga znaczny.
Rekomendacji udzielił badacz także Józefowi Grajnertowi (1831–1910),
literatowi i etnografowi, znanemu sobie jeszcze z okresu warszawskiego.
Przysłane przez niego do Akademii w 1879 roku z inicjatywy i zachęty
Kolberga materiały etnograficzne z Kaliskiego zostały bardzo pozytywnie
ocenione przez Kopernickiego, a także przez Kolberga, który wsparł propozycję przyjęcia autora na członka Komisji Antropologicznej. Jako redaktor
wprowadził potrzebne poprawki, zmienił tytuł i układ treści oraz uzupełnił pracę Grajnerta o niezbędny komentarz rzeczowy i odsyłacze do wariantów. Już w roku następnym Zapiski etnograficzne z okolic Wielunia
i Radomska ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Grajnert na wniosek Kolberga i Kopernickiego został przybranym
1

s. 15.
2

Brulion listu do W. Siarkowskiego z 19 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
List Kopernickiego z 1878 roku, tamże, s. 193.

280

�członkiem Komisji1. W późniejszych latach, opracowując Kaliskie, Kolberg
odwoływał się do tej pracy, zwłaszcza przy charakterystyce ludu.
Przychylna opinia Kolberga przyczyniła się również do pozyskania dla
Komisji nowych członków przybranych w osobach: Sofrona Witwickiego
(1809–1879) z Żabiego na Huculszczyźnie, księdza grekokatolickiego i etnografa2; Władysława Przybysławskiego (1830­–1908), ziemianina, właściciela Czortowca i Uniża na Pokuciu, archeologa, etnografa i kolekcjonera
zabytków sztuki3; Władysława Kosińskiego z Wadowic (1844–1914), językoznawcy i etnografa4; Bronisława Gustawicza (1852–1915), krajoznawcy,
przyrodnika i etnografa z Krakowa5; Michała Greima (1828–1911), fotografa
i kolekcjonera starożytności z Kamieńca Podolskiego6. Wszyscy oni zbierali
materiały etnograficzne ze swoich stron, przeważnie publikowane potem
w postaci rozpraw czy studiów opisowych w wydawnictwach Akademii.
Często przekazywali też dla Komisji dary podchodzące z badań terenowych,
wykopaliskowych czy z kolekcji prywatnych. Przybysławski i Witwicki,
1
Zob. list J. Grajnerta z 14 XI 1879 r. oraz brulion listu Kolberga do Grajnerta z lutego
1880 r., tamże, s. 280–281 i s. 327–328. Zapiski ukazały się w tomie IV „Zbioru Wiadomości”
z 1880 r., na s. 285–361, a Grajnerta wybrano na członka w lutym 1880 r. (zob. „Rozprawy
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. VII, 1880, s. XVII i XXI).
2
Witwicki był autorem Rysu historycznego Hucułów (Lwów 1863), pracy wznowionej
w 1873 roku pt. O Hucułach. Rys historyczny. W 1875 roku należał do inicjatorów Oddziału Czarnohorskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Członkiem Komisji Antropologicznej został
w lis­topadzie 1875 roku (zob. „Rozprawy…” jw., T. II, 1875, s. LXXXIII i LXXIX).
3
Władysław Przybysławski wybrany został na członka Komisji w kwietniu 1877 roku
(zob. tamże, T. IV, 1877, s. LXII i LVI ). Był jednym z najaktywniejszych badaczy w Komisji Antropologicznej, jednocześnie równie owocnie działał w Komisji Archeologicznej, której
członkiem został wcześniej.
4
Władysława Kosińskiego wybrano na członka przybranego Komisji Antropologicznej
wiosną 1876 roku, równocześnie z Siarkowskim (zob. tamże, T. III, 1876, s. XLVI i L–LI).
5
Bronisław Gustawicz został członkiem przybranym Komisji Antropologicznej w styczniu
1882 roku (zob. tamże, T. X, 1883, s. XIX i XXV). Kolberg współredagował m.in. jego rozprawę
pt. Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe z dziedziny przyrody opublikowaną w „Zbiorze Wiadomości.” T. V: 1881, s. 102–186; zob. listy Kopernickiego, w których dziękuje Kolbergowi za „uwagi, notatki i uporządkowanie” rękopisu Gustawicza, deklarując, że do tych uwag
„zastosuje się w wydaniu” (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 696).
6
Michał Greim był twórcą fotografii przedstawiających Podole i Besarabię (widoki Kamieńca Podolskiego i innych miast, sceny rodzajowe, typy ludności). W latach 1875–1902 część
zbiorów ofiarowywał w darze Komisji Antropologicznej, której członkiem był od 1876 roku.
Zob. J.M. Dziewulska Świat Podola i Besarabii w obiektywie Michała Greima. Dary fotografii
dla Polskiej Akademii Umiejętności, „Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie”
R. 56: 2011, s. 378–420.

281

�podobnie jak Siarkowski, wspomagali także dzieło samego Kolberga, dostarczając mu notatek i informacji z własnych badań i wywiadów, które
wykorzystywał potem w Ludzie, i obaj gościli go u siebie, stwarzając odpowiednie warunki do pracy i wspierając jego badania i zbieranie materiałów
do monografii Pokucia, co zwłaszcza w przypadku Przybysławskiego dokumentuje obszernie korespondencja1. Brak natomiast informacji o bliższych
kontaktach Kolberga z Gustawiczem czy Kosińskim, badaczami młodszymi,
z którymi stykał się w Komisji i do których prac się odwoływał. Jest prawdopodobne, że bezpośrednio współpracował z Greimem w sprawie jego
fotografii z Podola przekazywanych Akademii, a przeznaczonych do zbiorów etnologicznych Komisji, jak np. kolekcja 39 fotografii „bardzo starannie
dokonanych ludowych typów z Podola rosyjskiego w formacie zwanym
gabinetowym oraz 3-ech widoków tamecznych miejscowości w większym
jeszcze formacie”, przedstawionych na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 12 listopada 1875 roku2. Zapewne zbiór ten przesyłany do Akademii
oddany został w ręce Kolberga jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej,
podobnie jak następne z kolekcji tego autora. W kolejnych latach Greim
niejednokrotnie jeszcze ofiarowywał Akademii swoje fotografie.
Niezależnie od patronatu nad pracami Sekcji Etnologicznej, od zajęć
organizacyjnych i redakcyjnych, Kolberg sam publikował swoje artykuły
w „Zbiorze Wiadomości”, począwszy od pierwszego rocznika, gdzie drukowana była jego rozprawa poświęcona gwarze wielkopolskiej3. Przy okazji
planowanych przez Akademię edycji materiałów dialektologicznych wyłonił się wówczas problem rozdziału kompetencji Komisji Antropologicznej
i Komisji Językowej. Obu dostarczano materiały językowe, zwłaszcza zbiory
tzw. prowincjonalizmów: Antropologicznej – na podstawie wskazywanego w instrukcjach działu poświęconego mowie ludu, Językowej zaś – jako
z założenia zajmującej się dokumentacją języka. Wywiązała się dyskusja,
która z Komisji powinna zajmować się publikacją dialektyzmów, skoro
Zob. korespondencja z Witwickim z lat 1876–1878 oraz z Przybysławskim z lat 1876–
–1883, Korespondencja… cz. I–III (DWOK T. 64–66). O związanej z Pokuciem współpracy obu
badaczy z Kolbergiem zob. też wstęp A. Skrukwy w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów
29–32 (DWOK T. 81), s. X i nast.
2
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. XXXII.
3
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, T. I: 1877, w III dziale etnologicznym: s. 3– 36; przedruk w: O. Kolberg Studia,
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342–388. O wydaniu tegoż w innej wersji redakcyjnej, z datą
1876 r. oraz o następnych pracach w „Zbiorze Wiadomości” będzie mowa dalej.
1

282

�przedmiotem obu od początku była „mowa ludu”. Dla ludoznawców były
to kwestie równie ważne, co znajdowało swoje odbicie w kwestionariuszach
etnograficznych i, w następstwie, w nadsyłanych pracach. Prowincjonalizmy, leksykalne materiały gwarowe, nazewnictwo, opis cech gramatycznych
i fonetycznych dialektów miejscowych, słowem, język regionu był stałym
elementem badań i dokumentacji etnograficznej. Rozprawa Kolberga o gwarze wielkopolskiej znalazła się najpierw na początku roku 1876 w Komisji
Językowej Wydziału Filologicznego, gdzie przekazano ją do oceny Władysławowi Wisłockiemu, który zakwalifikował tekst do druku1. Stamtąd przesłano ją jednak wkrótce do Komisji Antropologicznej. Tymczasem bowiem
na posiedzeniu pod koniec lutego 1876 roku swoje stanowisko w kwestii
wydawania leksykalizmów gwarowych określiła Komisja Antropologiczna.
W wyniku debaty, w której opinię swoją wyraził także Kolberg, ustalono:
[…] po uwagach wypowiedzianych w tym przedmiocie przez pp. Sadowskiego,
Teichmanna, Majera i Kopernickiego oraz pośrednio objawionym w tej mierze
zdaniu p. Kolberga stanęło na tym, że spostrzeżenia nad miejscowymi właściwościami mowy polskiej, ruskiej i litewskiej, o ile nie będą miały charakteru
wyraźnie teoretyczno-lingwistycznego, który by je tym samym kwalifikował do
Komisji Językowej, powinny być uważane jako jeden z bardzo ważnych materiałów etnograficznych i jako takie ogłaszane w dziale etnologicznym „Sprawozdań
Komisji Antropologicznej2.

Dopuszczono jednak możliwość wydawania takich materiałów w osobnych odbitkach jako publikacji należącej do obu Komisji. Ostatecznie pod
koniec maja, po wzajemnym porozumieniu się postanowiono, że mimo
nadsyłania prowincjonalizmów do obu Komisji materiały te złożą się na
publikację pt. Materiały do słownika prowincjonalnej mowy polskiej
wydawane staraniem Komisji Językowej i Sekcji Etnologicznej Komisji
Antropologicznej”3. W takiej też formie, z trzema innymi pracami ukazał
Posiedzenie Wydziału Filologicznego dnia 4 I 1876 r. oraz Posiedzenia Komisji Językowej
dnia 15 I i z 16 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. VI, 1878
(dopiero w tym roczniku sprawozdania z 1876 roku!), s. I, VI i VII.
2
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 25 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. VIII. W tym samym sprawozdaniu odnotowano,
że praca Kolberga znalazła się już w Komisji Antropologicznej, tamże, s. IX. Por. E. Jaworska
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 164–165 i nast.
3
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 31 V 1876 r., „Rozprawy...” jw., s. XLV.
1

283

�się pierwodruk pracy Kolberga1. W innym układzie i w zmienionej wersji
redakcyjnej Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego weszła do tomu pierwszego „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”2, gdzie znalazły się
także te same trzy prace, które opublikowane zostały poprzednio w Materiałach do słownika prowincjonalizmów.
Z czasem powracała na nowo dyskusja i toczył się dalszy istotny spór
między folklorystami i językoznawcami; dotyczył on jednak przede wszystkim sposobu zapisywania tekstów ludowych, do czego wypadnie jeszcze
powrócić.
Nadmienić tu jeszcze należy, że w tym samym czasie – według sprawozdania Komisji Językowej – złożona w niej została inna praca Kolberga pt.
Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce3. Ani sam tekst, ani
jego temat, geneza i późniejsze losy nie są jednak znane. Przewodniczący
Fryderyk Skobel (1806–1876), składając ją Komisji, nie wskazał referenta,
brak też informacji, co stało się z nią dalej, a nawet wzmianki, czy zgodnie
z procedurą była oceniana.
Kolberg należał również w Komisji Antropologicznej do grona jej członków – ofiarodawców. Do zbiorów etnologicznych przekazywał w formie
darów przedmioty użytkowe i akcesoria obrzędowe, a nawet teksty ludowe,
pozyskane w czasie swoich wypraw terenowych. I tak np. w 1876 roku
z podróży na Pokucie przywiózł:
a) ozdoby stroju i godła weselne (wieńce z barwinku z pozłotką, powismo, okazy
kwiatów używanych do ozdabiania korowaju); b) części stroju kobiet świątecznego; c) kilkanaście narzędzi i sprzętów domowych używanych na Pokuciu.
1
Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego Kolberga zamieszczona została w zeszycie pt. Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich wydawane staraniem Komisji Językowej
i Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej w Akademii Umiejętności w Krakowie, z. I,
Kraków 1876, na s. 3–36; tam znalazły się też prace pióra W. Kosińskiego i P. Parylaka (prowincjonalizmy), obie także przekazane z Komisji Językowej, oraz Z. Glogera (nazwy weselne).
2
W niektórych egzemplarzach rocznika 1. „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”
z 1877 r. tekst Kolberga wydrukowano w wersji identycznej jak w Materiałach, bez sygnalizowanych wyżej zmian, co było zapewne skutkiem prawie równoległych prac wydawniczych;
w połowie października 1876 r. materiały etnologiczne do „Zbioru Wiadomości” znajdowały
się już w druku (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 14 X 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.- Przyr.”, T. IV, 1877, s. VII).
3
Zob. Posiedzenie Komisji Językowej dnia 23 III 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VI, 1878, s. VII. Informował o tym również „Czas” 1876 (z 28 III)
w nr. 71, na s. 3. Pracy tej nie odnotowują bibliografie wydawnictw Akademii.

284

�A w roku 1877 przysłał do zbiorów Komisji „5 gadek ludowych huculskich spisanych przez niego z ust ludu w narzeczu miejscowym ruskim”
w Żabiu, też podczas podróży w 1876 roku1.
Cenną formą pomocy realizowanej przez Komisję było wspieranie badań terenowych Kolberga; z jej funduszy odbywał od roku 1875 podróże
naukowe, z których potem składał Akademii sprawozdania, o czym jeszcze
będzie mowa. Były to kwoty niezależne od dotacji Akademii przydzielanej
na druk kolejnych tomów Ludu.
Udział Kolberga w pracach Komisji Antropologicznej miał duże i wymierne znaczenie dla jego własnych studiów i opracowań kolejnych monografii. Usprawniał przepływ informacji i orientację w bieżącym ruchu naukowym, zbierackim i wydawniczym oraz aktualnej problematyce badawczej, stwarzał możliwość bezpośrednich kontaktów i dyskusji z autorami
i członkami Komisji. Z kolei ze zdaniem Kolberga liczono się powszechnie
w środowisku naukowym, a on sam dzielił się chętnie wiedzą i doświadczeniem z innymi badaczami, często amatorami i entuzjastami etnografii2,
dla których był przewodnikiem. Obustronna korzyść z tej wymiany była
bezsporna: uczestnictwo Kolberga w pracach Komisji okazało się istotne dla
jej funkcjonowania i kształtowania modelu badań na długie lata, zaś bezpośrednia styczność z ówczesnym dorobkiem naukowym Akademii przydatna
była dla jego własnej działalności badawczej i wydawniczej.
Zasadniczy kierunek ówczesnych działań Sekcji Etnologicznej, który wyznaczały prace zbierackie, gromadzenie materiału, miał swój ugruntowany cel. Podzielano tu mianowicie pogląd autora Ludu, że dopiero szeroka
i możliwie najpełniejsza dokumentacja może stworzyć bazę źródłową do
poważnych studiów analitycznych i porównawczych, a wtedy etnografia
od rzetelnego opisu, będącego jej aktualnym zadaniem, przejść będzie mogła do interpretacji. Zmiany warunków cywilizacyjnych i widoczny proces zanikania tradycyjnych form kultury utwierdzały zresztą ówczesnych
Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 21 XII 1876 i 1 VI 1877 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XXVII i LXXII. Opowieści te opublikował Kolberg w roku 1889 w części IV Pokucia (DWOK T. 32) na s. 271–294, opatrując je
tam przypisem: „Spisaliśmy je w obecności ks. Sofr. Witwickiego w roku 1876. Cztery z nich
opowiadał Hucuł Jura Skirczuk, piątą zaś fornal plebański”.
2
Zob. m.in. list do W. Dawida, nauczyciela i publicysty, z 10 IV 1883 r., Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 42–43, w którym na prośbę adresata Kolberg podaje listę 16 badaczy
i autorów publikujących prace etnograficzne w wydawnictwach Akademii.
1

285

�badaczy, podobnie jak Kolberga, który wielokrotnie o tym zjawisku pisał,
w wysiłkach tym pilniejszej rejestracji ginącego świata. Stąd sama koncepcja gromadzenia materiału długo nie podlegała w Komisji zmianom,
a kolejne jej inicjatywy zmierzały przede wszystkim do opracowania systematycznego programu badań, jego korekt i sprawniejszej ich organizacji.
I tak np. do późniejszych koncepcji i działań należały: przyjęcie wniosku
Kopernickiego z 1879 roku o potrzebie zebrania materiału do projektu
mapy etnograficznej Galicji, ostatecznie niezrealizowanego, decyzja z 1884
roku o niedrukowaniu w „Zbiorze Wiadomości” tekstów o treści rażąco
obscenicznej i pochodzenia wyraźnie nieludowego, ale ich gromadzenie do
naukowego wykorzystania, czy uchwalony w 1886 roku projekt, poparty
przez Kolberga, podjęcia systematycznych badań w całym kraju, zamiast
ogłaszania materiałów „dorywczo opracowanych” i preferujących pieśni
kosztem obrzędów, bajek czy wierzeń oraz nierównomiernie reprezentujących poszczególne regiony. Przygotowaniem takiego planu miał zająć się
komitet złożony z Kolberga, L. Malinowskiego, W. Kosińskiego, B. Gustawicza i I. Kopernickiego1.
W Komisji rozumiano też etnografię – podobnie jak Kolberg – jako
naukę nową, stopniowo się usamodzielniającą i autonomiczną, lecz także
bezpośrednio związaną z historią i lingwistyką i przydatną głównie dla
nich, a także dla archeologii i psychologii2. Postulowano jednak badania
nad ludem w duchu pozytywistycznego obiektywizmu, bez romantycznego aprioryzmu w doszukiwaniu się w jego kulturze śladów archaicznej
przeszłości narodu. Przedmiotem badań etnograficznych miała być rzeczywistość teraźniejsza, a ich celem – zebranie jak najbogatszego autentycznego materiału współczesnego. Kolekcjonowanie materiałów w głównej
mierze przez amatorów i entuzjastów twórczości ludowej praktykowane
było coraz powszechniej, a metody badawcze Kolberga stały się wzorem
dla ówczesnych ludoznawców. Jego koncepcje i przykład działalności
Zob. Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 6 VI 1879 r., 8 III 1884 r. i 11 XI 1886 r.,
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, odpowiednio: T. VI, 1880, s. LXXXII;
T. XI, 1884, s. CIV–CV; T. XV, 1887, s. LXXIV.
2
Pogląd ten podzielał i uzasadniał także J. Karłowicz. W swoim Poradniku dla zbierających rzeczy ludowe (Warszawa 1871) pisał: „Językoznawstwo (filologia porównawcza, lingwistyka), mitologia (wiaroznawstwo) i ludoznawstwo (etnografia) czerpią bezpośrednio i żyją
prawie wyłącznie ze źródła rzeczy ludowych; dzieje, starożytnictwo (archeologia), dzieje prawodawstw, estetyka, poezja i muzyka bardzo z niego korzystają”. Opinię tę rozwijał w ciągu
dalszym Poradnika (s. 4–7).
1

286

�zbieracko–wydawniczej odcisnęły się na wiele lat na dorobku Komisji i ówczesnego ludoznawstwa. Elżbieta Jaworska pisze:
Dorobek Komisji tworzą badacze terenowi, którzy cel swój widzą w gromadzeniu materiałów ludoznawczych, a nie w ich interpretacji. Ten typ badań,
dominujący w drugiej połowie XIX wieku, ukształtowany został pod wpływem Kolberga. Jego poglądy na zadania i metody badawcze etnografii stały
się własnością ogółu ludoznawców i są reprezentatywne także dla środowiska
krakowskiego. W koncepcjach Kolbergowskich mieści się od początku działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej. O aprobacie Akademii dla badań
Kolberga świadczy przyznawanie zasiłków na wydawanie Ludu i wybór uczonego na członka Akademii Umiejętności oraz powierzenie mu funkcji pierwszego
przewodniczącego Sekcji Etnologicznej1.

Szczególne znaczenie miała dla Kolberga ścisła współpraca z Kopernickim, zwłaszcza w Komisji Antropologicznej. Ten wybitny uczony krakowski, lekarz z wykształcenia, współtwórca wraz z Majerem podstaw polskiej
antropologii i ośrodka badań w Krakowie o znaczeniu europejskim, a ponadto etnograf, zbieracz i wydawca tekstów ludowych, badacz ludności Galicji i Górali wschodniokarpackich, wysoko oceniał prace autora Ludu i był
z nim zaprzyjaźniony. Więzy te zacieśniły się, gdy Kopernicki został sekretarzem Komisji w 1875 roku i od początku bardzo zaangażował się w prace
Sekcji Etnologicznej, którą kierował Kolberg. Wspierając go, pozyskiwał
korespondentów terenowych, na których opierała się działalność Sekcji,
rozsyłał kwestionariusze, zgłaszał ważne postulaty badawcze, dotyczące
np. wspomnianej mapy etnograficznej Galicji czy sposobu wydawania tekstów ludowych. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej opiekował się też
wydawnictwami wszystkich trzech Sekcji, więc i działem etnograficznym
„Zbioru Wiadomości”. Jego ogromny wkład w porządkowanie i opracowanie do druku materiałów ludoznawczych, często przygotowanych przez korespondentów niestarannie lub po dyletancku, był przeważnie anonimowy2.
Kolberg miał więc w osobie Kopernickiego niezastąpionego pomocnika,
doradcę i zastępcę w sprawach merytorycznych, wydawniczych i organizacyjnych. Udzielał on autorowi Ludu wsparcia dla jego własnych prac,
E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 147–148.
O pracach Kopernickiego w Komisji Antropologicznej zob. m.in. E. Jaworska, tamże,
s. 172–181.
1
2

287

�w razie potrzeby pośredniczył między Modlnicą a drukarnią czy Akademią,
był powiernikiem w trudnych sprawach, a miało się okazać, że także oddanym opiekunem pod koniec życia. W zachowanej korespondencji datującej się od 1876 roku udokumentowana jest serdeczna osobista relacja obu
badaczy, ich ścisła współpraca i głębokie wzajemne zrozumienie. Było to
tym cenniejsze, że Kolberg stopniowo zmniejszać musiał swoje zaangażowanie w działalność Sekcji, gdyż coraz bardziej pochłaniały go prace nad
Ludem, które wymagały wielotorowych działań zbieracza, dokumentatora,
redaktora, wydawcy i kolportera. Ponadto w latach późniejszych toczyły się
one równolegle nad kilkoma monografiami. Badacz musiał podołać tym
wyzwaniom sam, mimo życzliwości i pomocy otoczenia, działając właściwie jak rozbudowana instytucja. Funkcję przewodniczącego Sekcji Etnologicznej i członka Komisji Archeologicznej sprawował jednak dożywotnio.
XIV
[Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja prac
nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową,
Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie cz. I–
–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga.]

Pracując intensywnie nad Krakowskiem na początku lat siedemdziesią­
tych, przygotowywał Kolberg równolegle inne publikacje. Krótko przed
opuszczeniem Warszawy opracował obszerne studium etnograficzne pt. Obrazy Słowiańszczyzny południowej, które ukazało się w warszawskiej
„Gazecie Polskiej” w latach 1871–18721. Jego geneza jest dość zagadkowa.
Kolberg nie tylko nie wspomina nigdzie o zamiarze napisania obszernej
pracy o takiej tematyce, ale też nie wymienia jej w swoich notatkach autobiograficznych, bibliograficznych, opisie materiałów. W korespondencji
odnajdujemy jedynie dwie odnoszące się do niej formalne wzmianki, kierowane do Kolberga już do Krakowa: informację Wilhelma Kolberga pośredniczącego po wyjeździe Oskara w jego interesach warszawskich
1
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej. Z rozmaitych źródeł skreślił…,
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87; 1872, nr 1–7, 42– 43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk
w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 26–258.

288

�o obiecanej przez redaktora „Gazety Polskiej”, Józefa Sikorskiego, sukcesywnej przesyłce egzemplarzy artykułu drukowanego przez niego w tym
czasopiśmie oraz zapowiedź Sikorskiego o przekazaniu Kolbergowi pozostałej części należnego honorarium za jego pracę1. W czasie swojej podróży
do Słowenii i Chorwacji, odbytej w 1857 roku, badacz zainteresowany był
przede wszystkim folklorem muzycznym; nic nie wskazuje na tak szeroki
plan obrazu etnograficznego różnych grup etnicznych Słowian południowych, jaki przynosi praca. Może wówczas trafił na niektóre przywoływane
w niej dzieła, brak jednak na ten temat informacji. Być może publikacja
była wynikiem poszukiwania środków materialnych w bardzo trudnym
okresie po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną, gdy zabrakło
honorariów autorskich od S. Orgelbranda, a zaprzyjaźniony Józef Sikorski
wystąpił z propozycją druku jako formą pomocy finansowej. Nie jest też
wykluczone, że Kolberg zamierzał poprzez tę publikację zdyskontować zebrane materiały.
Studium, opatrzone podtytułem: Z rozmaitych źródeł skreślił…, ma
charakter kompilacyjny, przy czym status źródłowy tekstu jest bardzo
skomplikowany. Kolberg oparł się na drugiej edycji pracy węgierskiego
autora Johanna Schustera Illyrien und Dalmatien oder Sitten, Gebräuche und Trachten der Illyrier und Dalmatier, und ihrer Nachbarn. Aus
dem Französischen des Herrn Breton übersetzt von […] wydanej w Lipsku w 1830 roku pod pseudonimem Janus Pannonius. Jest to przekład na
niemiecki dzieła francuskiego autora, J.B. Bretona de la Martinière, które
zostało wydane w Paryżu w roku 1815 i które jest z kolei uzupełnionym
o nowe informacje przekładem pracy B. Hacqueta (1777–1852), lekarza,
przyrodnika i podróżnika, pt. Abbildung und besschreibung der Sudwestund Ostlischen, Wenden, Illyrer und Slaven…, opublikowanej w Lipsku
w 1801 roku. Tak więc prymarnym źródłem jest dzieło Hacqueta, kolejnym
– rozszerzone tłumaczenie francuskie Bretona, następnym dopiero, a bezpośrednim dla Kolberga, niemiecki przekład z francuskiego opracowany
przez Schustera (Pannoniusa). Kolberg dokonał bardziej lub mniej dokładnego przekładu prawie całego tekstu Schustera, za którym odwoływał się
do Bretona i Hacqueta, oraz uzupełnił ten podstawowy materiał (z końca
XVIII wieku) o opisy, informacje i pieśni z XIX-wiecznej (z lat 1830–1870)
1
Zob. list Wilhelma Kolberga z 15 II 1872 r. oraz Józefa Sikorskiego z 17–18 IV 1873 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 414 i 448–449.

289

�literatury zachodnioeuropejskiej, słowiańskiej i polskiej, którą wykorzystał
w rozmaity sposób, w formie cytatów, komentarzy lub tylko wzmianek
czy not bibliograficznych. Przywołał w ten sposób prawie 70 publikacji
z około stuletniego okresu badań, przy czym blisko połowa z nich stanowi
odesłania wtórne za źródłem cytowanym. Do tekstu dołączył też pewną
ilość pieśni ze słowiańskiego południa w przekładzie polskim oraz kilka
z zapisów własnych. Cykl „obrazów” jest więc studium panoramicznym,
erudycyjnym, które wymagało z pewnością sporego nakładu pracy i jako
próba opisu tamtejszych grup etnicznych ma znaczenie historyczne, choć
nie zostało dostrzeżone przez ówczesnych badaczy. Publikacja ta dokumentuje też żywotność zainteresowań Kolberga kulturą Słowian południowych.
Wyjątkowej tematyce – kapliczkom i krzyżom stawianym przy drogach
– poświęcony jest artykuł Kolberga z 1872 roku pt. Figury przydrożne1,
który stanowi rezultat rozpoznawania topografii i historii okolic Modlnicy,
zapewne nie bez udziału Konopków. Rysunki do pięciu dołączonych do
tekstu drzeworytów wykonał prawdopodobnie Tadeusz Konopka. Artykuł
o tych rzeźbach był jedną z pierwszych polskich publikacji z dziedziny
sztuki ludowej.
Już w Krakowie w roku 1872 ukazała się Rzecz o obchodach weselnych… – pierwsza publikacja Kolberga, w której szerzej wykłada on swoje stanowisko teoretyczno-metodologiczne na temat etnografii i jej zadań2.
W rozprawie tej, dokonując analizy pracy Glogera, Kolberg podkreśla
przedwczesność uogólniającej tezy autora, który stwierdza, że „na całej
przestrzeni Polski […] obrzędy, zwyczaje, pieśni i charakter ich narodowy
stanowią odrębną, obyczajową i historyczną całość”. Gloger przyznaje
Opublikował go Kolberg w „Kalendarzu Warszawskim Popularno-Naukowym” J. Ungra
na rok zwyczajny 1872, na s. 138–142, przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK
T. 63), s. 337–341 i ryc. 6 i 7 tamże.
2
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczegółowym
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), czytana na
posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego przez…, „Na Dziś, pismo zbiorowe,
poświęcone literaturze, naukom, sztuce, gospodarstwu krajowemu, handlowi i przemysłowi”
1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285, przedruk w: tenże Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),
s. 259–306. Część pierwsza pracy Glogera ukazała się w Krakowie w 1869 roku, planowana
część druga nie została wydana, lecz materiały do niej autor wykorzystywał w artykułach
poświęconych obrzędowi weselnemu (m.in. w tekście pt. Weselnicy we dworze, drukowanym w J. Jaworskiego „Kalendarzu Ilustrowanym na Rok Przestępny 1876”, Warszawa [1875],
na s. 94–98, jako „wyjątek z nieogłoszonego drugiego tomu”).
1

290

�wprawdzie, że dla całościowego obrazu potrzebne są opisy „szczegółowe”,
ale wobec stwierdzenia kulturowej jednorodności na całym obszarze Polski
stopień szczegółowości badań praktycznie nie ma już dla niego decydującego znaczenia. Nie negując poglądu Glogera o „odrębnej całości”, Kolberg
przede wszystkim wskazuje, że materiał źródłowy, na którym ten się oparł,
jest niewystarczający. Rozumie, że autor nie był w stanie „wywiązać się
w całej obszerności z położonego w ten sposób przez siebie zadania”, jakim
było syntetyczne ukazanie obrzędów weselnych w Polsce i na Rusi. Pisze, że
w jego pracy „brak wielu nawet ważniejszych (wedle naszego mniemania)
szczegółów i odmian, spowodowany, jak to zaraz wykażemy, niedostatecznością materiałów, z których korzystał”1. Wskazując kolejno te niedostatki, sprzeciwia się przedwczesności generalizujących sądów i interpretacji,
które poprzedzić winny wszechstronne, cząstkowe i systematyczne badania
o charakterze dokumentacyjnym. Dopiero na ich podstawie powinna nauka
formułować wnioski. Pisze:
Polska bowiem, jak każdy kraj, składała się z cząstek, z prowincji. Nim się zatem
skutecznie zdołamy rozpatrzeć po całym jej obszarze, wypada nam z konieczności zamknąć się poprzednio w ciasnym obrębie nie tylko jednej, ale każdej
z osobna prowincji i takową obejrzeć po szczególe, nie pomijając i drobniejszych cech, a tym mniej cech większego rozmiaru i znaczenia. Im mniejszą
będzie przestrzeń naszych poszukiwań (np. powiatami), tym większa urośnie
masa pozyskanych przez nas szczegółów i tym łatwiej, dokładniej i bezpieczniej dadzą się owe zbite w jedno wiadomości obejrzeć i opracować. Zbiorowe
dopiero a systematyczne części tak opracowanych zestawienie i porównanie
ukaże całość bez skazy i doprowadzić będzie mogło do wniosków ogółowych
i do pożądanego badań wypadku2.

Zdaniem Kolberga dostrzegane „niby czarne plamy liczne szczerby
w opisach pojedynczych ziem, których monografii dotąd nie skreślono”3,
uniemożliwiają wiarygodne prace porównawcze, a tym samym naukowy
obraz całości. Recenzent docenia wkład pracy i dociekliwość Glogera, zauważa jednak, że wbrew zakładanej przez autora tożsamości i jednolitości
omawianych zjawisk kulturowych zebrany przez niego samego materiał
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.
Tamże, s. 262–263.
3
Tamże, s. 263.
1
2

291

�porównawczy wskazuje często nie podobieństwa, lecz różnice istotne dla
etnografa. W badaniach etnograficznych postuluje jako podstawę zgromadzenie odpowiedniego materiału:
Nim atoli do zadowalniających rezultatów dojść będzie można, starać się
potrzeba (zdaniem naszym), obok prac przygotowawczych, o nagromadzenie jak największej ilości zasobów, mianowicie z okolic etnograficznie mniej
znanych, o zestawienie systematyczne wszelkich różnic, odmian i drobnych
odcieni i o metodyczne ich porównanie. Działanie takie przyczyni się do łatwiejszego wyśledzenia, co w wyobrażeniach, pieśniach i zwyczajach jest
specyficzną własnością miejscowości, powiatu, prowincji, plemienia (dajmy
na to: słowiańskiego), a co i w jakiej dozie naleciałością obcego plemienia,
narodu, prowincji itd. […] Stąd też etnograf i w ogóle wszelkiego rodzaju badacz żadnym, by najmniejszym, gardzić nie powinien szczegółkiem (byle tylko autentyczność jego nie ulegała zaprzeczeniu) […]. Ileż to razy zdarzało się,
że na sztucznej, acz pozornie szerokiej podstawie budowano teorie, od powiewu gruntownej nauki kruszące się jak zamki na lodzie, gdy tymczasem
taż sama nauka zdołała oprzeć się niekiedy trwale, jak na granitowych opokach, na drobnych ziarenkach, na pyłkach w szczęśliwej odszukanych chwili1.

W dalszym ciągu Kolberg wyraża przekonanie o konieczności przygotowania teoretycznego, poprzedzającego wnioski porównawcze, tj. przyswojenia sobie terminologii, wyrobienia orientacji w pojęciach takich jak
„tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień, odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo itp. […], wariant, wersja, motyw itd. […]”2. W obszernym materiale analitycznym podaje przykłady ich
zastosowania w opisie sytuacji obrzędowych oraz analizie tekstów im towarzyszących, które zestawia pod względem zbieżności lub zróżnicowania w zakresie funkcji, treści i formy, występujących realiów, rekwizytów,
symboliki (np. kołacz i korowaj, kosa i warkocz, sadowienie na posadzie
i na dzieży, czepek i zawój, czyli namitka). Wskazuje znaczenie symboliczne roślin (ruty, barwinku, mięty, lilii, kaliny, jabłoni), ptaków, wianków,
chleba, pieniądza, pierścienia, wieńca, ręcznika lub chustki itd. Zwraca uwagę na wędrowność i zmienność form i elementów obrzędowości
weselnej, pieśni czy obchodów za sprawą m.in. migracji wewnętrznych
szlachty, a także ludu, np. osadników, pątników, dziadów, flisów, służby
1
2

Tamże, s. 265.
Tamże, s. 266.

292

�dworskiej itd., czego efektem są dostrzegane czasami w badaniach i materiale podobieństwa w oddalonych od siebie wsiach, a różnice w blisko
siebie położonych. Podkreśla wpływ Kościoła na obrzędowość weselną,
ale i obecność niektórych reliktów pogańskich, które pozostały jako nietępione przez duchownych, bo niepozostające w sprzeczności doktrynalnej.
Stwierdza, że zmienna pozostaje również funkcja, np. jedne pieśni śpiewane są powszechnie przy weselu i ściśle z nim związane, inne nie należą do
stałego repertuaru obrzędowego. Podobnie elementy stanowiące rezultat
wpływów obcych, tak jak i rodzime, samorodne, w ustach ludu ulegają
„przeróbkom, kalectwu, zepsuciu”, „bo gdzież jest prawo, które by rzeczy
ustnej, a tak ruchliwej stanowczość sakramentalną nadać i trwałość zapewnić bez skazy było w stanie?”1
Dokładny przegląd treści według rozdziałów recenzowanej pracy osadza Kolberg na szerokim tle etnograficznym i historycznym dawnej Rzeczypospolitej, odwołując się przy tym do literatury polskiej i europejskiej. Rozprawa znakomicie dokumentuje wyniki trzydziestoletniej pracy badawczej
Kolberga jako zbieracza i źródłoznawcy, pozyskane przez niego ogromne
doświadczenie i wiedzę w zakresie obrzędowości weselnej, którą interesował się szczególnie. Ukazuje też horyzonty naukowej refleksji Kolberga,
który w swoich pracach wyznaczył dalekosiężne perspektywy dla etnografii
jako „nauki nowej”, jak ją określił w 1865 roku2, a jednocześnie z pokorą
badacza określił dla siebie i swojego pokolenia zadanie wtedy pierwszorzędne, jakim było zebranie odpowiedniego zasobu źródeł dla późniejszych
analiz i syntez.
Formułując i uzasadniając na podstawie analizy pracy Glogera swoje
stanowisko badawcze, jest już Kolberg w trakcie pracy nad Krakowskiem,
monografią, która wyznaczy dalszy zaawansowany etap kształtowania się
jego metody pracy i wzorca monografii regionalnej. Ma za sobą lata pracy
terenowej, bezpośredniego obcowania z folklorem, studiów i doświadczeń
zbieracza i wydawcy, które pozwalają mu na własne oceny i wnioski.
Już krótko po przeniesieniu się w okolice Krakowa Kolberg dotkliwie
uprzytomnił sobie cenę emigracji z Warszawy i rozstania z najbliższymi.
8 stycznia 1872 roku zmarła matka Oskara, z którą zarówno on, jak i jego
Tamże, s. 305.
W cytowanym wyżej liście do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korepondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 116.
1
2

293

�bracia, Wilhelm i Antoni, byli bardzo związani. Kolberg nie pojechał na
pogrzeb, który odbył się 10 stycznia; nie zdążyłby na czas, ponadto nie
miał ważnego paszportu, koniecznego do przekroczenia granicy zaboru
rosyjskiego. W listach rodzinnych postać matki wspominana jest zawsze
z ciepłem i czułością jako osoby opiekuńczej, troskliwej, bez reszty oddanej
rodzinie, dzielącej jej wszystkie zmartwienia i kłopoty, scalającej bliskich
we wspólnym kręgu. Po otrzymaniu od Wilhelma wiadomości o jej śmierci
Kolberg napisał do brata:
Straty matki, mimo od dawna przewidywanej jej śmierci, nic nam wynagrodzić
nie zdoła, tym bardziej takiej matki, jaką była nasza, a wielki po niej żal pozostałych jest rzeczą bardzo prostą. Chciałbym Cię pocieszać, a czuję dobrze, ile
sam potrzebuję tej pociechy. Po takim ciosie blednąć musi wszelki inny, jaki
kogokolwiek spotkać może1.

Ostatnie chwile życia zmarłej opisała mu obszerniej wspomniana już
jej wychowanica i bratanica Oskara, Karolina Gallasch, wtedy już także
bratowa Oskara2. Antoni Kolberg rozwiódł się z pierwszą żoną Eleonorą
w 1868 roku, a trzy lata później, w październiku 1871 roku ożenił się z Karoliną. Ślub był pospieszny i utrzymany w tajemnicy, ponieważ ich pierwsza
córka, Antonina, urodziła się w kwietniu 1872 roku 3. Ta skomplikowana
sprawa rodzinna, napomykana jedynie lub pokrywana milczeniem w korespondencji, była – jak wynika z lakonicznych wzmianek w listach Wilhelma i Karoliny z tych lat – obok innych kłopotów rodzinnych, poważnym
zmartwieniem dla zmarłej matki i babki, poczuwającej się do odpowiedzialności zarówno za syna Antoniego, jak i swoją wychowankę Karolinę. Obszerne listy tej ostatniej, wskazujące na głębokie przywiązanie do Oskara,
odwzajemniane zresztą w równie serdecznych odpowiedziach do bratowej,
przynoszą mu przez lata krakowskie najobszerniejsze relacje o warszawskiej rodzinie, znajomych, czasem także o kulturalnym życiu miasta. Był
to najżywszy kontakt Kolberga z warszawską rodziną także w następnych
1
Zob. listy Wilhelma Kolberga z 8 i 21 I 1872 r. oraz brulion listu Oskara do Wilhelma z 4 II
1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 400–401 i 408.
2
List Karoliny z 21 I 1872 r., tamże, s. 403–404. Zob. też list Antoniego Kolberga z 23 I 1872 r.,
tamże, s. 406.
3
Jako datę urodzin Antoniny Kolberg przyjęto 2 kwietnia 1872 r. W sprzeczności z nią pozostaje wypowiedź Wilhelma Kolberga w liście do Oskara, z 12 grudnia 1871 roku, która wskazuje na wcześniejsze narodziny Antoniny jeszcze przed ślubem rodziców (tamże, s. 398–399).

294

�latach, zwłaszcza po śmierci Wilhelma w 1877 roku. Przetrwał z różnym
natężeniem do końca życia autora Ludu.
Na ten trudny okres przypada intensywna praca Kolberga nad edycją
czterotomowego Krakowskiego, która zamknęła się w pięciu latach: część
pierwsza ukazała się w 1871, część druga w 1873, dwie kolejne odpowiednio w 1874 i 1875 roku. Dopełniają je wydane współcześnie trzytomowe
suplementy, w których zebrano zachowany krakowski materiał rękopiśmienny, nieopublikowany przez Kolberga. Krakowskie było trzecią po
Sandomierskiem i Kujawach monografią regionalną, zaplanowaną w ramach całościowego panoramicznego programu wydawniczego Kolberga,
najpierw jako tomy 5–7 Ludu, ostatecznie jako tomy 5–8. Ukazała ona kolejny, dojrzały już etap dokumentacji kultury ludowej wybranego regionu
w opracowaniu Kolberga. Była monografią modelową, zarówno ze względu
na bogactwo materiału, zakres tematyczny przedstawianych zagadnień, jak
i metody wykorzystania źródeł, warsztat zbieracza i wydawcy oraz miejsce folkloru w ogólnym obrazie regionu. Prezentowała najpełniej przyjęte
przez Kolberga założenia teoretyczno–metodologiczne i egzemplifikowała
je na obszernym własnym materiale pozyskanym podczas bezpośrednich
eksploracji terenowych oraz na bogatej, wielostronnie wykorzystywanej
literaturze przedmiotu. Stanowiła też odbicie korzystnych możliwości pracy
badawczej Kolberga w terenie oraz rozległości studiów źródłoznawczych,
które umożliwił mu stały pobyt pod Krakowem.
Zasięg regionu omawianego w tej monografii odpowiadał założeniom
Kolberga, postulującego, m.in. w przywoływanej wyżej recenzji pracy Glogera, przyjęcie „mniejszej przestrzeni badań” dla śledzenia zjawisk kulturowych jako gwaranta ich szczegółowości i dokładności. Krakowskie obejmuje bowiem praktycznie obszar niewielki w stosunku do całego regionu,
tj. najbliższe okolice Krakowa. Podobnie postąpił badacz w poprzednich
monografiach, obejmujących w Sandomierskiem i Kujawach nieduże
stosunkowo „prowincje”. Dalsze połacie regionu krakowskiego planował
Kolberg przedstawić w osobnych monografiach1. Skoncentrowanie się na
terenach podkrakowskich w jednej monografii uznał za celowe ze względu
na reprezentatywność materiału z nich pozyskanego dla obrazu regionu,
1
Por. brulion listu do Augusta Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK
T. 64), s. 302–304. Por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK
T. 73/I), s. XIII–XIV.

295

�którą oceniał na podstawie niezwykle bogatej zebranej w trakcie badań
dokumentacji źródłowej. Rozpoczynając rozdział „Kraj” w części I, pisał:
Okolica stanowiąca przedmiot moich poszukiwań składa się, prócz samego
Krakowa, z ziemi b. okręgu wolnego miasta, a następnie W. Ks. Krakowskiego
oraz z dwóch przyległych jej wąskich pasów nadgranicznych, z których jeden
ciągnie się długim szlakiem od północy w Królestwie Kongresowym, drugi zaś
od południa prawym brzegiem Wisły (w Galicji)1.

Szerokość owych „pasów nadgranicznych” nie jest jednak wyraźnie wykreślona. Ostra jest jedynie granica zachodnia biegnąca historycznie między
Małopolską i Śląskiem, a wówczas oddzielająca ziemie zaboru austriackiego
od pruskiego. Nieostrość pozostałych linii granicznych wynika zresztą nie
tylko z faktu przenikania się kultur na pograniczach etnograficznych i płynności pewnych zjawisk czy cech ujawniających się niejako ponad czy mimo
granic historycznych, politycznych, administracyjnych. Przyczyna chwiejności granic leży również w tym, że Kolberg sam wykraczał poza określone
przez siebie terytorium „wąskich pasów” wzdłuż Wisły2.
Najwięcej materiału zebrał Kolberg w Modlnicy, Tomaszowicach i w samym Krakowie, a także w okolicy Wieliczki. Zapisy melodii i tekstów folkloru (pieśni, bajek, zagadek) oraz informacje i opisy etnograficzne dokonane
zostały głównie w tych ośrodkach badań. Choć noty lokalizacyjne wskazują
szereg innych miejscowości z regionu, nie zawsze muszą oznaczać pobyt
w nich Kolberga i notację na miejscu, sam zapis mógł się dokonać gdzie indziej, a owe noty informują o pochodzeniu lub miejscu zamieszkania informatorów czy śpiewaków. Znając wielokrotnie wyrażaną przez samego badacza zasadę wykorzystywania każdej nadarzającej się okazji, by zapisywać
ludowe teksty i melodie także poza miejscem ich funkcjonowania, przyjąć
można z dużym prawdopodobieństwem, że nie we wszystkich wskazanych
w notach miejscowościach sam bywał, lecz że np. w Krakowie lub w często i chętnie odwiedzanej przez gości Modlnicy czy w Tomaszowicach pozyskał materiał z innych wsi. Obok miejscowości w dawnym powiecie
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 4.
Zob. wypowiedź samego Kolberga na temat przyczyn takiego „przekraczania” granic,
tj. dla pokazania cech „Krakowiaków w najściślejszym wyrazu tego znaczeniu”, w części I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 107 i 115, por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara
Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. XVI.
1
2

296

�krakowskim badacz wymienia w swojej monografii także położone w powiatach wielickim, chrzanowskim i bocheńskim, a nawet w ówczesnej guberni kieleckiej, w powiecie olkuskim i miechowskim. Brak niestety wskazówek Kolberga określających trasy podróży oraz wszystkie miejscowości,
w których prowadził badania i sporządzał notatki ze słuchu. Dokładnych
danych w tym zakresie nie da się dziś ustalić. Wiadomo jednak, że warunki
zamieszkiwania w Modlnicy, bliskość zaprzyjaźnionego dworu w Tomaszowicach, ścisłe kontakty rodzinne z mieszkańcami Mogilan, towarzyskie,
artystyczne, naukowe z Krakowem i z okolicznym ziemiaństwem służyły
budowaniu i rozgałęzianiu swoistej siatki badań i pozyskiwaniu narratorów,
śpiewaków, informatorów i gawędziarzy. Bez życzliwości i pomocy zaprzyjaźnionych lub polecanych „obywateli”, wobec nieufności chłopów i ich
niechęci do obcych, obwarowanej urzędowymi zakazami i restrykcjami za
nawiązywanie z przybyszami kontaktów, dokumentowanie folkloru na taką
skalę nie byłoby możliwe. Nierzadko też pomocnicy Kolberga uczestniczyli
w badaniach i rejestracji żywych przekazów z ust chłopskich wykonawców
i znacznie je ułatwiali. Pozyskiwali przecież dla niego dobrze sobie znanych
mieszkańców wsi, osoby nieprzypadkowe, często utalentowane i wyjątkowe. Niekiedy współpraca ta szła jeszcze dalej, jak np. z Józefem Konopką, z którym to podczas pobytu w Modlnicy w 1857 roku i w Mogilanach
w 1861 roku notowali razem pieśni – Kolberg melodie, Konopka teksty 1,
czy z Antoniną Konopczanką, która spisywała dla Kolberga wspomniane
teksty folkloru. Od przyjezdnych i gości przybywających do Krakowa i do
podmiejskich wsi zbierał Kolberg zresztą materiały nie tylko z Krakowskiego i z ziem ówczesnej Galicji Wschodniej, ale także z regionów od wyjazdu
z Warszawy już przez siebie nieodwiedzanych, a należących wówczas do
Królestwa Polskiego2. Ponadto stosunki między podkrakowskimi dworami
Konopków a wsią były tradycyjnie dobre, jak wspominają ich mieszkańcy i bywalcy. Kolberg zaś ze swoją cierpliwością i łagodnością, a przede
Zob. np. zapisywane w ten sposób pieśni nr 129, 383 i 399 oraz 519 i 734 w tomie Krakowskie, Suplement… (DWOK T. 73/I) oraz tamże ryc. nr 2 (przed s. 243), przedstawiająca
zapis terenowy melodii z incipitem tekstu „Wędrowała Kasia” sporządzony przez Kolberga oraz
tekstu tej pieśni ręką Konopki.
2
O takich nabytkach mówią również rękopisy, np. zachowane manuskrypty Antoniny Konopczanki, która w Modlnicy, co odnotowane jest w rkp., sporządziła zapisy kilku bajek mazowieckich z okolic Łomży i Augustowa, z ust tamtejszego narratora, oznaczając ich proweniencję
geograficzną (rkp. Arch. PTL, teka 1, sygn. 1118, k. 73–77), zob. bajki w cz. VII Mazowsza
(DWOK T. 42), s. 450–452, 453–455, 468–469, 485–488.
1

297

�wszystkim z żywym i powszechnie znanym zainteresowaniem dla życia
wsi cieszył się sympatią miejscowej ludności i traktowany był życzliwie
i ciepło jako ważna i charakterystyczna postać modlnickiego pejzażu, czego
trwałym śladem mogą być odnalezione w jego rękopiśmiennych zbiorach
cytowane wcześniej, improwizowane przyśpiewki.
Poza istotnym wkładem Konopków niezidentyfikowani są pozostali
współpracownicy Kolberga z Krakowskiego w zakresie organizacji badań
i zasilania monografii własnymi materiałami. Ich zapisy pozostają anonimowe. Nieznani są także w większości informatorzy i wykonawcy ludowi
z tego regionu. Nieliczne i w skali całego dorobku Kolberga unikatowe
informacje uzyskujemy jedynie o kilku z tych ostatnich dzięki Antoninie Konopczance, która utrwaliła nazwiska swoich narratorów z Modlnicy i okolicznych wsi na kartach własnych zapisków1. W rękopisach odnotowane
są też nazwiska dwu bliżej nieznanych i wyjątkowych autorów: Michała
Szczurka z Mogilan, który niewprawnie, nienawykłą do pisania ręką zanotował kilkadziesiąt „śpiewek” i kilka opowiadań, oraz Jana Hyłki, autora
obszernego tekstu szopki2.
W czterotomowej monografii materiał podzielony jest na rozdziały:
„Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje”, „Gry i zabawy” (część pierwsza); „Obrzędy”, „Pieśni i dumy”, „Tańce” (część druga); „Świat nadzmysłowy” (część trzecia); „Powieści”, „Zagadki. Przysłowia. Zdania”, „Język” (część czwarta). Każdy z tomów zamykają przypisy, zawierające uzupełnienia do podstawowego zrębu 3.
Układ ten, w zasadzie w swoich ramach głównych przyjęty już w Kujawach,
zastosował tu Kolberg dla znacznie bogatszego i zróżnicowanego tematycznie
i źródłowo materiału, co odzwierciedla układ wewnętrzny w obrębie działów głównych. Dzięki temu Krakowskie reprezentatywnie określa ustalony
schemat treściowy pełnej Kolbergowskiej monografii regionalnej, w której
badacz na obszernym materiale zweryfikował praktycznie swoje założenia
teoretyczno-metodologiczne i zaprezentował jej modelowy kształt. Schemat
Zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXX–
LXXII.
2
Zob. tamże, s. L i LXXXIII. Zapisy Szczurka opublikowane są w tomach 73/I DWOK,
s. 499–515, i 73/II DWOK, s. 472–475, 484, 487–489; zapis szopki Hyłki w tomie 73/I DWOK,
s. 23–38.
3
Charakterystyka zawartości poszczególnych rozdziałów monografii przedstawiona jest
obszerniej w przywołanym wyżej wstępie E. Millerowej i A. Skrukwy „Krakowskie” Oskara
Kolberga… (DWOK T. 73/I), zob. s. XXXI i nast.
1

298

�ten będzie się powtarzał w zasadniczej postaci we wszystkich późniejszych
monografiach regionalnych; jego modyfikacje podyktowane będą jedynie
specyfiką regionu, a także ilością i charakterem pozyskanego materiału,
którego wewnętrzne proporcje i wartość źródłowa pozostawały zależne od
możliwości i zakresu własnych penetracji terenowych i literackich. Warto
więc na przykładzie Krakowskiego przyjrzeć się pokrótce typowym wyróżniającym cechom i metodom dokumentacji właściwym dla monografii Kolberga z jednej strony, z drugiej zaś specyfice obrazu regionu okolic Krakowa.
W Krakowskiem zrealizował Kolberg wzorcowo swój programowy postulat wielotorowości wykorzystanych źródeł. Monografię zbudował z materiałów pozyskanych trzema drogami: z własnych obserwacji i przekazów
spisanych od ludowych informatorów i wykonawców; z różnorodnych źródeł pośrednich, wśród których wymienić należy przede wszystkim materiały pochodzące od współpracowników, a spisane specjalnie dla Kolberga
bądź przekazane mu do użytku z własnych zasobów; z zastanej literatury
i archiwaliów. Zgromadził i wyselekcjonował w ten sposób bogatą i różnorodną bazę źródłową dla obrazu etnograficzno-folklorystycznego okolic
Krakowa. Umożliwiły to wcześniejsze wielokrotne kontakty z tym terenem
i jego mieszkańcami, potem stały w nim pobyt, a także studia i kwerendy w bibliotekach i archiwach krakowskich oraz zbiorach prywatnych,
dworskich i kościelnych. Wyniki tych poszukiwań Kolberga wykorzystane w monografii są imponujące, zarówno w zakresie ilości, jak i profilu,
charakteru i chronologii cytowanych i przywołanych źródeł drukowanych
i rękopiśmiennych. Pogląd na skalę prac wykorzystanych przez Kolberga
w czterech tomach Krakowskiego oraz w trzyczęściowym suplemencie krakowskim przynosi bibliografia zestawiona w ostatnim z nich (DWOK T. 73/
III, s. 441–481). Wśród ponad 700 pozycji znalazły się kompendia i dzieła
autorów polskich i obcych, prace historyczne i etnograficzne, zbiory folkloru wydane przez poprzedników, publikacje krajoznawcze i podróżnicze,
dawne kroniki, utwory literatury pięknej polskiej i europejskiej, artykuły
z prasy współczesnej i starszej różnego profilu, od tytułów naukowych do
niskonakładowych kalendarzy, druki ulotne i efemeryczne, rękopisy często
dziś zagubione, zniszczone lub niedostępne. Chronologicznie sięga Kolberg
do dorobku kilku epok, począwszy od piśmiennictwa staropolskiego, aż po
czasy mu współczesne. Tak szeroka penetracja źródeł jest zaletą monografii i jest cenna dla obrazu etnograficznego regionu, gdyż z jednej strony
pozwoliła uchwycić w wielu kwestiach ciągłość oraz żywotność tradycji,
299

�np. trwałość i wiek niektórych wątków czy utworów folkloru pieśniowego,
podaniowego itp., a z drugiej ocalić od zapomnienia szereg świadectw dziś
niedostępnych, bo zaginionych, wydobyć informacje i teksty z rozmaitych
zakamarków literackich, niekiedy kryjących nieznane, a istotne wiadomości
dla historii, etnografii i dziejów folkloru. Ten aparat źródłowy przy wszystkich swoich zaletach sprawił jednak, że w praktyce nie ustrzegł się Kolberg
błędów, nieporozumień i mielizn. Jednak nie przekreślają one trafności
intuicji badacza, który okazał się prekursorem nowoczesnego stanowiska
w etnografii i folklorystyce, uwzględniającego wagę wszystkich, choćby pozornie błahych i drugorzędnych świadectw.
Z tym zagadnieniem łączy się kolejna istotna cecha warsztatu Kolberga
jako folklorysty, mianowicie dokumentowanie zjawiska przenikania i wędrówki folkloru do kultury wysokiej i na odwrót – utworów muzyki i literatury pięknej z kręgów ogólnopolskich do kultury wiejskiej, a także wzajemnych infiltracji twórczości wiejskiej i mieszczańskiej, środowiska chłopskiego i dworskiego. Świadomość ciągłych wędrówek ustnej i muzycznej
tradycji, płynności tego zjawiska i nieostrości granicy między twórczością
różnych nurtów i środowisk, uchwycona przez badacza w praktyce zbierackiej, znalazła odbicie w drukowanej monografii krakowskiej, a później
w następnych, zwłaszcza obszerniejszych, jak Poznańskie oraz Mazowsze.
Znajdujemy więc w części II Krakowskiego, w rozdziale poświęconym pieśniom, wyodrębniony dział pt. „Dwory i Miasta. Szkoła”, gdzie zamieszczone są również popularne arie, śpiewy teatralne, fragmenty znanych wodewilów, pieśni żakowskie, utwory znanych poetów, np. Kniaźnina, Karpińskiego, Pola, do których skomponowano melodie. Często pieśni te stały się
szerszą własnością; upowszechniły się, odrywając się od swojej scenicznej
i literackiej proweniencji. Również przedstawiając zwyczaje związane z cyklem rocznym, choć skupia się Kolberg głównie na wiejskich, uwzględnia
też uroczystości miejskie, charakterystyczne tylko dla Krakowa, takie jak
rękawka czy konik zwierzyniecki, a także popularne obchody i zabawy
mieszczan i ziemiaństwa, np. wybór króla kurkowego czy kuligi w czasie
karnawału. Z kolei w rozdziale „Kraj” sporo miejsca poświęca także historii
i zabytkom Krakowa, ilustrując opis przeglądem podań lokalnych, a także
ogólnonarodowych, słusznie doceniając promieniowanie miasta jako centrum polskiej kultury i historii na kraj, a więc i na podkrakowską wieś.
Dowodem takiego zjawiska w tomach krakowskich może być m.in. repertuar podaniowy znany ludowym narratorom w Modlnicy; zawiera on teksty
300

�i wątki upowszechniane dzięki kontaktom z miastem i dworem 1. Także
więc i w uchwyceniu zjawiska płynności granic kulturowych można uznać
trafność intuicji Kolberga praktyka, gdyż proces przenikania się twórczości
różnych społecznych i zawodowych środowisk jest obserwowany w folklorystyce współczesnej jako jedno ze zjawisk podstawowych i typowych.
Monografia krakowska prezentuje rozwinięty program dokumentacji
wszystkich przejawów kultury ludowej – materialnej, społecznej i duchowej – w jej integralnym, holistycznym ujęciu i z uwzględnieniem funkcji
folkloru w życiu codziennym i świątecznym. Pieśni obrzędowe i związane
ze zwyczajami publikowane są w ramach opisywanej uroczystości, zgodnie
z jej przebiegiem, w odpowiednim jej miejscu, podania i legendy (często bez
rozwiniętej fabuły, jedynie w postaci komunikatu o wątku) przypisane są
do miast i miasteczek opisywanych w rozdziale „Kraj” jako ilustracja żywej
tradycji lokalnej i historycznej, przysłowia i gwarowe wyrażenia, wkomponowane w charakterystykę ludu jako przykłady żywej mowy, mają obrazować cechy ludu, jego codzienne życie, pracę, miejscowe stosunki, opowieści
wierzeniowe o duchach, strachach, upiorach i diabłach zamieszczane są
w rozdziale poświęconym światu nadzmysłowemu, by – zgodnie z intencją
narratorów – uwiarygodnić opisywane wierzenia opowiadaniami niby to
„z życia” wziętymi, realnymi. Zatem w ujęciu Kolberga nie wszystkie teksty folkloru zostały przydzielone do działów poświęconych poszczególnym
gatunkom poezji i prozy ludowej; część z nich przypisana jest do obrazu
kultury społecznej i materialnej zgodnie z ich funkcją strukturalną (pieśni
obrzędowe) lub ilustratywną, niekiedy nadaną przez badacza (podania i legendy, przysłowia). Natomiast w osobnych rozdziałach monograficznych
zebrane są pieśni tzw. powszechne, tj. autonomiczne, śpiewane przy różnych okazjach, niezwiązane z obrzędami, a więc nieposiadające ściśle do
nich przypisanej funkcji, a także bajki o mniej lub bardziej rozwiniętym
kształcie fabularnym, przysłowia bez wyraźnie sprecyzowanych konotacji
okolicznościowych. Te pieśni i bajki klasyfikowane są wewnątrz rozdziałów
na mniejsze grupy. Pieśni porządkował Kolberg według kilku kryteriów:
gatunku (ballady, przyśpiewki taneczne), treści, tematu (miłosne, sieroce),
Mowa o kilkunastu podaniach, zapisanych w Modlnicy przez Antoninę Konopczanke
z ust miejscowych narratorów, np. „O panu Twardzickim”, „Wojsko św. Jadwigi śpiące
w Babiej Górze”, „O grenaterach polskich pod Krzysztoforami” itd. W Krakowskiem Kolberg
ich nie opublikował, po części zapewne ze względu na treści patriotyczne i wymogi cenzury;
wydrukowane zostały w suplementowym tomie 73/II DWOK, na s. 405 i nast.
1

301

�osoby wykonawcy (dziadowskie), środowiska, którego dotyczą (pasterskie,
rzemieślnicze, myśliwskie). Układ bajek jest ramowy i w swych działach
głównych w zasadzie zbliżony do podziału współcześnie stosowanego.
Obejmuje „gadki cudowne” (tj. bajki magiczne), „powieści moralne i legendy”, gadki różnego typu (o diabłach, strachach, złodziejach, głupcach,
tj. głównie anegdoty). Systematyka zarówno pieśni, jak i bajek nie jest jednak konsekwentna. Szczególnie w przypadku pieśni o jej niespójnościach
i sprzecznościach wewnętrznych zdecydowały takie czynniki, jak: krzyżujące się kryteria i ich niepewna hierarchia, zmienność sytuacji wykonawczej i funkcji (np. oderwanie się pieśni weselnej od sytuacji obrzędowej
lub przeciwnie), niejednoznaczność granicy miedzy utworami ludowymi
i nieludowymi wobec ich ciągłej międzyśrodowiskowej wędrówki, złożoność tematyczna niektórych tekstów, tworzących tzw. aglomeraty, a także
imperatyw uwzględnienia podobnych cech muzycznych niektórych utworów. Z kolei dla układu bajek zasadniczy kłopot stanowiła nieostrość wyznaczników podziału i kategoryzowania opowieści, mimo prób zestawiania
motywów dla poglądu na rozwój akcji i kształt fabuły. Trudności te, do
dziś zresztą w przypadku klasyfikacji pieśni nierozwiązane zadowalająco,
sprawiły, że te same wątki ludowej poezji i prozy odnaleźć można w różnych grupach. Kolberg, który dopiero przecierał drogę przyszłym pracom
w tym zakresie, był świadomy niedoskonałości swojego systemu klasyfikacji w praktyce, czemu niejednokrotnie, także w omawianym tomie, dawał
wyraz1. Cenne są jednak podjęte przez niego próby analizy morfologicznej
utworów prozatorskich i zestawianie motywów wyznaczających akcję dla
rozpoznania wątków. Zaznaczyć też należy, że w przeciwieństwie do poprzedników Kolberg w swoich bajkowych zapisach nie pomijał anegdot
i humoresek, nacechowanych często rubasznym humorem i dosadnym
słownictwem, co uzasadniał troską, „by […] żadnego z umysłowością ludu
związanego nie pominąć przedmiotu, owszem, zwrócić uwagę badaczy na
płody fantazji ludowej i na tym także objawiające się polu […]”2. Podobnie
postępował, spisując pieśni; wiele wśród nich zawiera akcenty obsceniczne, cechuje się dwuznacznym i niekiedy ciężkim dowcipem. Ze względu
na cenzurę obyczajową nie zawsze je publikował, niekiedy wykropkowywał opuszczane wyrazy lub podmieniał drastyczne na neutralne. Notował
1
2

Zob. Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 244 i 378–379.
Zob. Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 226.

302

�jednak wszystkie, a współcześnie wydawane suplementy zawierają i takie
pomijane zazwyczaj w edycji XIX-wiecznej teksty.
Za jedno z najważniejszych osiągnięć Kolberga uznać trzeba zasadę zestawiania i wskazywania wariantów, traktowaną jako stały element opracowania tekstów folkloru. Warianty pieśni i bajek bywały wprawdzie nie
zawsze trafnie identyfikowane, ale praktyka ich rozpoznawania wdrożona
została trwale przez Kolberga już od Pieśni ludu polskiego. W Krakowskiem, a potem w następnych monografiach, wskazaniu wariantów, obok
sąsiedztwa w drukowanych tomach, służy system odsyłaczy filiacyjnych.
Kierują one nie tylko do wcześniejszych tomów Ludu, ale i do zbiorów
poprzedników, wiążąc w ten sposób zapisywane przez Kolberga teksty folkloru z dorobkiem innych zbieraczy i wydawców. Choć nie wszystkie odsyłacze są trafne – niekiedy bywają mechaniczne i wskazują na zbieżności
przypadkowe lub drugorzędne, a czasami są wręcz błędne – wielokrotnie
wskazują jednak istotne warianty pieśni, bajek, dokumentując mechanizm
funkcjonowania folkloru w jego ciągłej twórczej zmienności, wędrówkach
i przekształceniach.
Dla Krakowskiego, podobnie jak dla Kujaw, charakterystyczna jest także
uwaga, jaką Kolberg poświęcił językowi, tj. głównie słownictwu, onomastyce i toponomastyce. Poza gwarowym materiałem leksykalnym rozsianym
w całej monografii, zwłaszcza w opisie ludu, konstruuje Kolberg osobny
słownik, a charakteryzując podkrakowską wieś, podaje nazwy własne
zwierząt gospodarskich, nazwy młynów, karczem, pól, łąk i gajów, sięgając tu m.in. do dawnych inwentarzy dworskich i świadectw nawet z XVI
wieku. Wreszcie w rozbudowanym osobnym rozdziale znalazły się obszerne wykazy „nazw rodowych” chłopów z wsi podkrakowskich i mieszczan
z Krakowa, zebrane z różnych źródeł pisanych, a także z własnych badań.
Docenienie w takim stopniu języka jako integralnego aspektu kultury ludowej, wyrażane już wcześniej przez Kolberga w jego programie Ludu, jest
także odpowiedzią na postulat naukowy, wskazywany jako jeden z najważniejszych w badaniach ludoznawczych II połowy XIX wieku przez krąg
badaczy Akademii Umiejętności i krakowskiego uniwersytetu. To w tym
gronie realizowano utrwalone już przekonanie o potrzebie całościowego
spojrzenia na wszystkie aspekty życia i kultury ludu i praktyczny program
takich badań. Znalazło to odbicie m.in. we wspomnianej już, opracowanej przez J. Sadowskiego Instrukcji do badania właściwości ludowych
i w pracach Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, której od 1874
303

�roku Kolberg przewodniczył. Język ludowy stanowił tam istotny przedmiot
badań jako element kultury wsi. Natomiast w Komisji Językowej od początku jej ukonstytuowania w marcu 1874 roku głównym przedmiotem prac
było programowe gromadzenie materiałów do słownika polskiego jako
dopełnienie Słownika Lindego i badanie w tym celu zasobów „z najdawniejszych zabytków piśmiennych, z zabytków literatury XVI, XVII i XVIII
wieku, pominiętych przez Lindego i z literatury najnowszej, po Lindem” 1.
Jak wspomniano, kompetencje Komisji Antropologicznej i Językowej trzeba było w pewnym momencie rozgraniczyć, ale w zakresie dokumentacji
języka współczesnego ich styczność okazywała się w praktyce nieunikniona. Postulat badania polszczyzny i jej dialektów był więc w ówczesnym
środowisku naukowym doceniany, choć z czasem przynależał głównie do
kompetencji językoznawców.
Ważnym i cennym elementem omawianej monografii jest jej dokumentacja ikonograficzna, której miejsce w Ludzie i znaczenie dla opisu etnograficznego doceniał Kolberg od początku swoich prac. W Krakowskiem
szczególnie bogato ilustrowany jest rozdział „Lud” w części I. Na zbiór rycin
składają się tam niewielkie drzeworyty wykonane przez Antoninę Konopczankę, ukazujące omawiane przez Kolberga stroje i ich elementy, zabudowania, wnętrza i plany izb mieszkalnych oraz sprzęty, a także ilustracje
wykonane według rysunków malarzy: Wojciecha Gersona, Tadeusza Konopki oraz według fotografii Walerego Rzewuskiego, przedstawiające wieś
i ubiory.
Krakowskie jako pełna monografia jest też reprezentatywne dla stosowanej przez Kolberga metody dokumentowania proweniencji źródeł. Sposób
opracowania potwierdza, że zgodnie z jego założeniem podstawowy i stały
element dokumentacji poszczególnych melodii i tekstów folkloru stanowią
noty informujące o lokalizacji geograficznej. Natomiast na ogół nie podaje
Kolberg informacji o wykonawcach i datach pozyskanych zapisów; takie
dane zdarzają się sporadycznie. W ówczesnym rozumieniu folklor był własnością zbiorową, przynależał do wspólnoty, w której funkcjonował i którą
twórczo określał. Wagę indywidualnego przekazu, osobowości narratora
Tak określono główne zadanie mającej powstać Komisji Językowej na posiedzeniu Wydziału Filologicznego, dnia 2 III 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”,
T. I, 1874, s. XXVIII. Zob. też Posiedzenie Komisji Językowej dnia 29 III 1874 r., tamże, s. XXXIV,
inicjujące jej wieloletnią pracę w tym zakresie i dyskusję nad profilem słownika oraz sposobem
gromadzenia i opracowania materiału leksykalnego.
1

304

�i śpiewaka, specyficznych uwarunkowań i okoliczności konkretnej transmisji uwzględniali jako normę dopiero badacze późniejsi. Nie praktykował
Kolberg również systematycznego oznaczania autorskiego pochodzenia zapisów obcych, przekazanych mu specjalnie przez współpracowników czy
korespondentów, a także badaczy pracujących niezależnie. Niekiedy odnotowywał nazwiska tych osób we wstępach do monografii, nie sygnując jednak metodycznie w swoim tomie partii ich materiału, nierzadko dzielonego
tematycznie na cząstki w różnych miejscach. W Krakowskiem wdzięczność
swoją wobec Konopków pomocnych w opracowaniu monografii wyraził
dedykacją umieszczoną w I części, ale konkretnego wkładu np. Antoniny
Konopczanki, a także innych zbieraczy w drukowanych tomach nie dokumentował. W tym zakresie cenne informacje przynoszą zachowane rękopisy i korespondencja Kolberga, dzięki którym niejednokrotnie udaje się odtworzyć proweniencję autorską materiału, a nawet okoliczności i charakter
współpracy z autorem Ludu.
I tak analiza źródeł pozwoliła stwierdzić nie tylko sygnalizowany wyżej
znaczny wkład Antoniny Konopczanki w opis ludu, świata nadzmysłowego
i wierzeń, w zasób pieśni i bajek. Pozwoliła też z jednej strony prześledzić metodę i zakres pracy zbieraczki działającej ściśle według wskazań
Kolberga, z drugiej zaś docenić wyjątkowość tej współpracy w świetle
niezwykłego dokumentu przez nią pozostawionego i znajdującego się dziś
w archwum Kolberga. Jest nim wspomniany już obszerny rękopis, nazwany
współcześnie Modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki, w którym
zbieraczka notowała przeprowadzone przez siebie wywiady z miejscowymi, dobrze sobie znanymi informatorami i narratorami z Modlnicy i jej
najbliższej okolicy. Niespotykana ówcześnie, a utrwalona kolokwialna forma wywiadu, zapis dialogu z narratorami z pewnością wybranymi przez
znającą ich zbieraczkę, określenie okoliczności prowadzonych rozmów,
np. przy przędzeniu lnu, rwaniu konopii, kopaniu ziemniaków, wreszcie
nazwiska bajarzy i rozmówców badaczki oraz autentyzm prymarnego notatnika Konopczanki składają się na wyjątkowość tego dokumentu nie tylko w skali zbiorów Kolberga, ale i etapu badań nad folklorem. Pozwala
on ustalić, że większość przedstawianych przez Kolberga w części III i IV
monografii ludowych wierzeń i wyobrażeń o świecie realnym i nadzmysłowym oraz bajkowych opowieści prozatorskich pochodzi z tych zapisów
Konopczanki, sporządzonych bezpośrednio z przekazów znanych z nazwiska i profesji konkretnych informatorów. Zbieraczka redagowała później
305

�swój brulionowy rękopis z myślą o wykorzystaniu go przez Kolberga, a on
otrzymał te właśnie poprawiane przez nią czystopisy, w których zatarta
została forma dialogowa i po części autentyzm języka pierwowzoru. Szczęśliwie jednak prymarny manuskrypt zachował się do dziś i ze względu na
unikatowy walor źródłowy Raptularza opublikowano go w formie aneksu
w suplemencie, a niezależnie od tego ustalono – zgodnie z zasadami edytorskimi opracowania suplementów – zależność materiału drukowanego
w Krakowskiem od oryginału zbieraczki1.
Krakowskie doczekało się kilku recenzji, przeważnie ogłaszanych sukcesywnie po wydaniu kolejnych czterech części. Całość omówił Gloger 2,
podkreślając wartość pracy Kolberga dla kultury narodowej, bogactwo
zebranego materiału, szczególnie muzycznego, znaczenie źródłowe monografii dla dalszych badań, rzetelność i szczegółowość dokumentacji etnograficznej, celowość całościowego potraktowania rozmaitych przejawów
kultury materialnej, społecznej i duchowej. Za zbędne natomiast uznał opis
historyczno-topograficzny Krakowa i jego okolic oraz przedruki niektórych
publikacji niebędących „rzadkością bibliograficzną”.
Krakowskie Kolberga, a także kolejne tomy regionalne wydawane pod
patronatem Akademii wpisują się nie tylko w jej dorobek, ale także w wypracowany przez nią kierunek naukowy i model badań. Choć autor Ludu
ukształtował już wcześniej własny, oryginalny kształt monografii regionalnej, to jednak swoją koncepcję wydawniczą kontynuował i rozwijał
w kręgu krakowskiej instytucji, wnosząc w jej prace swój wzorcowy wkład.
Omawiając dokonania naukowego środowiska krakowskiego i prac Akademii po roku 1870, Stanisław Estreicher, syn Karola, pisał po latach, już
z perspektywy czasu:
Uczeni krakowscy zaczynają teraz stosować naukowe metody wyrobione od dawna na Zachodzie, ale dotychczas niemal nieznane w Polsce […], szerzą pracami
swymi dążność do docierania do źródeł, umiejętność krytycznego ich wydawania,
rozbijania problemów naukowych na monografie i stronienia od zbyt szybkich,
choć efektownych uogólnień. Rolę, jaką w naukach historycznych grają „źródła”,
gra w naukach przyrodniczych „eksperyment”, kryterium prawdy. Typ monoPor. też przypisy źródłowe do cz. III i IV Krakowskiego, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 309–403, w których materiał drukowany odniesiony jest do zapisów rękopiśmiennych zbieraczki.
2
Recenzja Z. Glogera ukazała się w „Przeglądzie Krytycznym” 1876, nr 3, na s. 87–91.
1

306

�grafii opracowującej wyniki oparte na źródłach lub na eksperymentach – i to
monografii możliwie szczegółowej – zaczyna odgrywać odtąd w nauce polskiej
pierwszorzędną rolę. Oczywiście byłoby przesadą twierdzić, że poza Krakowem
i przed r. 1870 metoda monograficzna w Polsce nie była znana, owszem, monografie zjawiały się, ale sporadycznie. Uznanie monografii jako równowartościowej z pracami o ogólnej treści i rozpowszechnianie typu monografii naukowej
jest pierwszorzędną zasługą uczonych krakowskich, a także Akademii skupiającej
elitę uczonych polskich. Nie osłabia tego wcale fakt, że ukazują się w Krakowie
także i dzieła syntetyczne, starające się ująć w całość wiedzę w pewnej dziedzinie
oraz liczne podręczniki naukowe, ale gruntowne monografie i krytyczne wydawnictwa źródłowe są mimo to najcharakterystyczniejszym składnikiem tego
dorobku, jaki do skarbnicy naukowej ogólnopolskiej dorzucił Kraków1.

Wydaje się, że dzieło Kolberga można umieścić w tym nurcie intelektualnym jako jego znaczące i specyficzne osiągnięcie.
XV
[Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia i oddalenia od rodziny wyrażane w listach.]

Jak wspomniano, dotację przyznaną Kolbergowi przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie w wysokości 300, potem 400–500 florenów w zamian
za 100 egzemplarzy książki kontynuowała w dalszych latach Akademia
Umiejętności. Towarzystwo udzieliło funduszu na część I Krakowskiego (tom
5), wydaną w końcu 1871 roku, natomiast części II–IV tej monografii, które
wyszły odpowiednio w październiku 1873 roku (tom 6), w kwietniu 1874 roku
(tom 7) oraz w końcu 1874 lub na początku 1875 roku (tom 8)2, współfinansowała już Akademia, podtrzymując wcześniejsze zobowiązanie. Koszty wydania poszczególnych tomów znacznie jednak przewyższały wysokość dotacji.
S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX…,
s. 41–42.
2
Zob. listy do Akademii z [22] X 1873 r., z 14 IV i z 24 X 1874 r., Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 464, 485–486 i 495–496.
1

307

�Znamy je dzięki wspominanym już notatkom, poczynionym przez Kolberga
w brulionowej wersji jego Wykazu tek rękopiśmiennych z 10 stycznia 1886
roku. I tak przyznany zasiłek na cztery tomy Krakowskiego wynosił odpowiednio: 300 fl., 500 fl., 400 fl., 400 fl., natomiast koszt wydania: 700 fl., 1390
fl., 612 fl., 640 fl.1 Szczególnie drogi był druk nut, stąd taka dysproporcja
kwot w przypadku części II Krakowskiego, która zawierała bogaty materiał
muzyczny, co Kolberg uzasadniał w cytowanym wyżej liście, składając ten
tom Akademii w październiku 1873 roku. Jak wspomniano wyżej, na liście
tym widnieje notatka prezesa Majera, stwierdzająca, że Akademia przejęła
po Towarzystwie Naukowym zobowiązanie udzielania zasiłku dla Kolberga
w wysokości od 400 do 500 fl.2 Dalsze subwencje nie schodziły więc niżej niż
400 fl., by od 1883 roku uzyskać stałą wysokość 500 fl., a w ostatnich latach
życia Kolberga ulec podwojeniu, o czym będzie mowa dalej.
Mimo dobrej woli i konsekwencji władz Akademii w udzielaniu pomocy
finansowej dla Kolberga oznaczało to jednak tylko partycypację instytucji
w kosztach druku, nie zaś ich pełne pokrycie, gdyż – jak widać – były
one znacznie wyższe; niekiedy dotacja nie obejmowała nawet połowy ceny
wydania książki. Dla przykładu, w przypadku 4-tomowego Krakowskiego
dotacja wynosiła w sumie 1600 fl., natomiast łączny koszt druku – 3342 fl.,
co oznacza, że własna dopłata Kolberga do rzeczywistych kosztów druku
– według jego wyżej przytoczonych danych – wyniosła 1742 fl. Był więc
zmuszony pokrywać różnicę z dochodu pochodzącego ze sprzedaży tomu
poprzedniego. Ponieważ jednak nigdy nie udawało się sprzedać całego nakładu, uzyskana suma nie pokrywała różnicy między rachunkiem drukarni
a zasiłkiem Akademii; i tak np. dochód ze sprzedaży czterech tomów Krakowskiego uzyskany do 1879 roku wyniósł zaledwie 579, 50 fl.3 Pozostawała więc ciągła presja finansowego braku, konieczność maksymalnego
1
Zob. Wykaz tek rękopiśmiennych…, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12,
s. 749, przyp. *14. W tym brulionie Kolberg dopisał później ołówkiem kwoty dotacji i kosztów
druku tomów wydanych z materiałów z odpowiednich, wyszczególnianych tam tek. Oryginał
tego wykazu dołączył do swojego listu do J. Majera z 10 I 1886 r. (zob. tamże, s. 310–313). Identyczne dane dotyczące tomów Krakowskiego podał też w innych zapiskach rachunkowych (BN
PAU i PAN, sygn. 2183, k. nlb. po k. 140).
2
Zob. wyżej, s. 264, przyp. 2.
3
Zachowały się kolejne notatki rachunkowe Kolberga datowane 19 X 1879 r. (BN PAU
i PAN, sygn. 2183, k. 140), w których podał sumy dotacji Akademii na 8 tomów Ludu (od 5.
do 12.), koszty ich druku i papieru oraz wpływy ze sprzedaży. Kwoty subwencji na 4 tomy
Krakowskiego oraz suma wpływów z ich sprzedaży są w tym zestawieniu zgodne z cytowanymi

308

�oszczędzania i osobistych wyrzeczeń, by pokryć pełne koszty tomów z własnych ubogich zasobów. Te zaś nie są dokładnie znane, gdyż brak dokumentów, które jednoznacznie pozwoliłyby je określić, nie ma też spójnych
osobistych notatek rachunkowych Kolberga z tego okresu – poza zapiskami
kwot dotacji i kosztów druku, przy czym te ostatnie są po części sprzeczne.
Bieńkowski wprawdzie pisze: „Żył skromnie z renty otrzymywanej z Komisji Skarbu w Warszawie”1, jednak – jak wspomniano – nawet ta informacja
nie uzyskuje potwierdzenia w świetle zachowanych dokumentów. Nie znamy też szczegółów o materialnym bycie Kolberga w Modlnicy. Z pewnością zamieszkanie u Konopków odjęło mu większość wydatków związanych
z życiem codziennym, natomiast z własnej kieszeni opłacał papier do notatek, atrament, pocztę, przejazdy kolejowe, ewentualne książki, niezbędny
ubiór itp. Wiadomo z listów, że miał do dyspozycji złożony w Warszawie
pod pieczą Wilhelma niewielki kapitalik z uciułanych zarobków i z „papierów” po zmarłej matce, o którego zadysponowaniu mowa była w korespondencji braci na początku 1872 roku2. W miarę swoich potrzeb i możliwości
Wilhelma operowania tym funduszem uzyskiwał pewne sumy z tego depozytu3, przeznaczając je m.in. na wyrównanie pełnego pokrycia kosztów
Krakowskiego oraz na wyjazd w 1873 roku na wystawę w Wiedniu.
Izydor Kopernicki, powiernik i świadek późnej starości i śmierci Kolberga, odpowiadając na pytanie, skąd autor Ludu „zdobył się na środki tak
znaczne, ażeby nas zasypać tylu tomami dzieł swoich”, tak pisał już pod
koniec życia przyjaciela o jego finansowej strategii:
Przez bardzo drogie dla mnie, najserdeczniejsze stosunki przyjacielskie, które mię
łączą z O. Kolbergiem od lat kilkunastu, wtajemniczony w jego skarby naukowe,
wyżej, natomiast koszty druku tych tomów i papieru różnią się od tam przytoczonych i wynoszą
łącznie 2960,31 fl. (tam 3342. fl).
1
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 111. Zob. też wyżej, s. 252, przyp. 1.
2
Zob. listy braci ze stycznia i lutego 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 402,
409, 412–413.
3
Pod tekstem listu Wilhelma z 2 I 1874 r. Kolberg poczynił notatki dotyczące rozliczeń
z bratem, zgodnie z jego życzeniem, by rachunek „do porządku doprowadzić” (tamże, s. 467–
–468). W notatkach tych figurują kwoty przekazywane Oskarowi przez Wilhelma za pośrednictwem księgarni Friedleina w latach 1872 i 1873, wynoszące w sumie 330 rub. sr. Według
Bieńkowskiego Kolberg przywiózł do Krakowa „skromny kapitał wynoszący ok. 400 rubli,
który przeznaczył na dopłatę do kosztów wydania wcześniejszych tomów Ludu”. Brak jednak dokumentów, które potwierdzałyby tę informację i wysokość kwoty (zob. W. Bieńkowski
Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie…, s. 15).

309

�a nawet w jego operacje finansowe, mam możność odpowiedzieć […]. Otóż cały
sekret jego zadziwiającej operacji wydawniczej zasadza się na tym, że w dodatku
do zapomogi rocznej, którą otrzymuje, a która mu nigdy nie wystarcza na pokrycie
każdorazowego nakładu, poświęca on na to cały przychód ze sprzedaży swoich
dzieł, dla siebie zaś samego skąpi we wszystkim, skąpi zaś dlatego, że musi1.

Wniosek ten poprzedził Kopernicki zwięzłym rachunkiem kosztów własnych Kolberga, dokonanym w oparciu o uzyskane od niego dane. Wyjaśniał
on, że otrzymane od Akademii subwencje w wysokości 300–600 zł reń.
nie wystarczały na pokrycie nakładów, więc dopłacać musiał do każdego tomu
po 60–890 zł reń. z tego, co mu przybywało ze sprzedaży uprzednio wydanych
tomów. Tym sposobem do 8 tys. zł reń. otrzymanych od Akademii w ciągu lat
17 dopłacił on przeszło 4 tys. własnych2.

Nawet jeśli dane Kopernickiego i samego Kolberga nie są ścisłe, cytowane informacje dają pogląd na skalę wydatków i potrzeb.
Mimo tej ciągłej finansowej presji warunki pracy i kontynuacji dzieła
okazały się pod Krakowem zdecydowanie sprzyjające. Opieka Akademii
była stała, możliwości badań i studiów wobec zaplecza naukowego Krakowa najlepsze z ówcześnie dostępnych, życzliwy dom Konopków stanowił
oparcie materialne, a przywiązanie jego mieszkańców łagodziło smutek
rozstania z rodziną w Warszawie i tęsknotę za rodzinnym miastem. Mimo
to pierwsze lata po przeniesieniu się Kolberga do Krakowa nie były łatwe
dla „przymusowego emigranta”, jak określał siebie on sam, a świadomość
utraty i swoistego wygnania towarzyszyła mu właściwie do końca życia.
Wobec poczucia oderwania od najbliższych i przyjaciół, szczególnie boleśnie doświadczonego wobec śmierci matki w 1872 roku i nieobecności
na jej pogrzebie, wielkie znaczenie w życiu Kolberga odegrała wówczas
korespondencja z bratem i bardzo mu oddaną Karoliną, żoną Antoniego. Po
śmierci Wilhelma w 1877 roku ta ostatnia pozostanie właściwie jedynym
pomostem łączącym Oskara z rodziną w Warszawie.
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 109.
Tamże. Podane przez Kopernickiego kwoty dotyczące tomów Ludu pokrywają się ze spisanymi przez Kolberga w brulionie Wykazu tek rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, s. 748–749),
gdzie także te same sumy łączne dotacji i dopłat własnych Kolberga do tomów wydanych
w ciągu 17 lat przy pomocy Akademii (1871–1887). O finansowaniu z innych źródeł edycji
Obrazów etnograficznych, tj. cz. I–II Pokucia i cz. I–V Mazowsza (DWOK T. 29 i 30 oraz
T. 24-28), będzie mowa dalej.
1

2

310

�Wilhelm jako najstarszy z braci troszczył się o Kolberga i jego sprawy,
jak w ogóle o sprawy rodzinne, z zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności, ale nie bez pewnego ojcowskiego mentorstwa, które, jak się wydaje, Oskar rozumiał i przyjmował. Bracia wcześnie stracili ojca i Wilhelm
w jakimś stopniu go zastępował. Od dawna niepokoił się o przyszłość brata, także zaraz po wyjeździe do Krakowa, świadomy jego trudności z wydawaniem i zbytem książek, doradzał mu i przestrzegał:
Życząc Ci pomyślnego skutku w krzątaniu się około wydawnictwa pism Twoich,
nie mogę przecież pominąć przestrogi, ażebyś też już raz przecież zwrócił uwagę
szczególną na jakąśkolwiek materialną dla siebie korzyść, bo brniesz tylko coraz
bardziej w zamęt interesów, trzymając się dotychczasowej drogi i koniecznie Ci
potrzeba wyjść z tego kółka na nowe jakieś szlaki, pracując więcej dla pism periodycznych. Jakąkolwiek stąd osiągnąłbyś korzyść, to przynajmniej miałbyś ją
pewną i natychmiastową, kiedy wszystkie korzyści na książkach są tylko ułudne
i dla zasobnych przedsiębiorców stosowne1.

Nie doceniał jednak determinacji Oskara, który nie zamierzał w imię stabilizacji zrezygnować z realizacji swojego wielkiego planu badawczo-edytorskiego. W listach Wilhelma docierały do Kolberga wiadomości o ostatnich chwilach i pogrzebie matki, o życiu rodziny, o bratankach i krewnych,
o Karolinie, Antonim, ich małżeństwie i kłopotach materialnych, o kontaktach i spotkaniach ze wspólnymi znajomymi i przyjaciółmi, o ich zainteresowaniu Oskarem w Krakowie. Rysuje się w nich trudne, pełne kłopotów
i trosk życie ojca obarczonego licznym potomstwem i wdowca od 1865
roku, uwikłanego w niełatwe sprawy rodzinne, obciążonego zawodowymi
obowiązkami, a przy tym lojalnego i oddanego brata. Wilhelm opiekował
się też kapitalikiem Kolberga, starannie przedstawiał bratu jego stan i rozliczenia, zarządzając przekazami kierowanymi do Krakowa. Nie omieszkał
także występować z propozycjami zarobkowymi dla Oskara, przedstawiając
mu zaproszenie do współpracy z wydawaną w Warszawie Encyklopedią
rolnictwa, której sam był współautorem2. Oferta ta jednak nie została przyList Wilhelma Kolberga z 16 VIII 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.
List Wilhelma z 1 IV 1872 r., tamże, s. 417. Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek
z nim mających wychodziła w Warszawie w latach 1873–1877 (5 tomów), jej współredaktorem
był fizyk, encyklopedysta, m.in. współautor Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, Stanisław
Przystański (1820–1887), którego zaproszenie dla Oskara przekazywał Wilhelm.
1
2

311

�jęta. Nie brak w listach także akcentów innych, ukazujących pasję zawodową Wilhelma, jak np. jego żywe zainteresowanie projektem wodociągów
i kanalizacji w Krakowie, problemem bliskim mu jako członkowi komitetu
budowy wodociągów warszawskich, czy prośba do Oskara o wyszukanie
mu w krakowskich bibliotekach planów dawnej Warszawy1. Pojawiają się
też wyrazy żalu, pewnej goryczy, ale i troski o wzajemną relację: „Wprawdzie nawykliśmy już do tego, że się mało z rodziną komunikujesz, zwłaszcza
teraz, gdy nie żyje matka, ale boję się, ażebyśmy przez ten brak stosunków
nie stali się jakby zupełnie sobie obcymi” – pisał Wilhelm w 1873 roku2.
W następnych latach załatwiał w imieniu Oskara sprawę długu i zalegających tomów w drukarni Jaworskiego oraz zbytu pozostałego nakładu,
zabiegał w jego interesie o pozytywne rozliczenia z sukcesorami Jaworskiego, interweniował w rozwiązaniu problemu z cenzurą warszawską, która
zakwestionowała niektóre fragmenty w Krakowskiem3. Był rzecznikiem
interesów brata i skutecznym łącznikiem z Warszawą. Stąpając mocno po
ziemi, konkretnie wspierał go w kłopotach, nie odmawiał pomocy w żadnej z jego spraw. Z listów wynika, że Wilhelm parokrotnie przyjeżdżał do
Krakowa i widział się z Oskarem, brak jednak bliższych informacji o tych
spotkaniach.
Kolberg odpowiadał bratu serdecznie i z atencją, także w poczuciu głębokiej więzi. Interesował się sprawami rodziny i dzieci Wilhelma, odnosił
się do ich aktualnej sytuacji i problemów. Z całkowitym zaufaniem powierzał mu swoje sprawy, których w Warszawie nie mógł załatwić osobiście,
i prosił o pośrednictwo i pomoc. Zwracał się nie tylko bezpośrednio we
własnym interesie, ale także odwoływał się do wspólnych przeżyć i pasji młodości, oczekując np. od brata potrzebnych wiadomości i notatek
na temat warszawskiej młodości Chopina. Zdawał sobie sprawę, że często
nadmiernie obciąża Wilhelma, nie mając jednak wyjścia, pisał m.in.: „Bardzo mi przykro, że Ci odbiór tych książek po Jaworskim, ich umieszczenie
Zob. listy Wilhelma z 28 III 1872 r. i z 4 VIII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 415–416 i 459. O pracach i zainteresowaniach Wilhelma zob. też K. Markiewicz Wilhelm
Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, Przysucha
2006 oraz H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie…,
s. 117–121.
2
List Wilhelma z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 436.
3
Zob. tamże, listy braci z okresu od 18 XII 1874 r. do 17 IV 1876 r., dotyczące m.in. sprawy
z Jaworskim, oraz listy od 18 XI 1875 r. do 18 X 1876 r., w których mowa o kłopocie z cenzurą.
1

312

�i przesyłka tyle sprawia ambarasu. Ale któż to dla mnie zrobi, jeżeli się Ty
do tego dzieła nie weźmiesz”?1 Wreszcie zwierzył się bratu w 1874 roku:
Mój Drogi, pisałem już do Karoliny o powodach, jakie mnie trzymają i zapewnie
niemały jeszcze czas trzymać będą w Galicji. Stosunek jednak do Konopków, jakkolwiek szczery i przyjacielski, nie jest przecież familijnym, więc na jego trwałości do końca mego życia polegać bezwzględnie nie jest politycznie i dlatego ja,
nie myśląc bynajmniej na teraz o ich opuszczeniu, mam się zawsze na baczności
i zawiązuję wiele innych stosunków, i tak się urządzę, żebym miał furtkę otwartą
[…], bym na niczyjej łasce bezwarunkowo znajdować [się] nie potrzebował2.

Niestety wspomniany list do Karoliny nie zachował się; być może powiedziałby o powodach opuszczenia Warszawy i zamieszkania w Krakowie więcej, niż możemy wnioskować z zachowanych świadectw. A może
i o nadziei na powrót do Warszawy? W liście Kolberga uderza gorzka świadomość ciężaru bycia rezydentem, nawet w tak przyjacielskim domu jak
u Konopków. Po latach miało się okazać, że nie pozostał on rzeczywiście
jego domem do końca życia.
Kiedy Wilhelm zmarł 4 czerwca 1877 roku, zdesperowany Kolberg wyruszył wbrew formalnym przeciwnościom w drogę do Warszawy. Został
jednak zatrzymany przez policję na stacji granicznej obu zaborów w Granicy, ponieważ nie posiadał paszportu. Na pogrzeb brata nie mógł więc
pojechać. Była to jedna z najbardziej bolesnych i dramatycznych sytuacji
w życiu dobrowolnego wygnańca. Opisując to wydarzenie w liście do drugiego brata, Antoniego, wyznawał wtedy:
Możesz sobie wyobrazić, jak dalece byłem przerażony śmiercią Wilhelma, nie
wiedząc ani słówka o poprzedzającej jego śmierć chorobie. Dotąd jeszcze zaledwo ochłonąć mogę z przerażenia. Był on bowiem dla nas więcej niż bratem, bo
jak wiesz, częstokroć i ojca zastępował3.

Łączność z rodziną w Warszawie podtrzymywała odtąd przede
wszystkim korespondencja Karoliny, primo voto Kolberg, secundo voto
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 552.
Brulion listu do Wilhelma z 12 VI 1874 r., tamże, s. 490–491. W rkp. po słowach: „furtkę
otwartą” wyraz nieczytelny.
3
Brulion listu do Antoniego Kolberga z 8 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 29–30. Granica, stacja kolejowa na terenie osiedla Maczki, dziś stacja Sosnowiec-Maczki.
1
2

313

�Wąsowskiej. Zainicjowana przez nią pod koniec 1870 roku, jeszcze w okresie panieńskim, trwała nieprzerwanie do końca jego życia; ostatni list bratowa wysłała do niego na dwa tygodnie przed śmiercią, zaalarmowana
prasowymi doniesieniami o nagłym pogorszeniu się zdrowia stryja1. Po
śmierci Wilhelma ich wzajemna wymiana listów jeszcze się zintensyfikowała; w sumie zachowało się 61 listów bratowej do Kolberga i 36 jego
brulionów do Karoliny pisanych w ciągu 20 lat. Karolina pisze z łatwością,
chętnie przelewa na papier swoje emocje i nastroje, swobodnie i szczerze dzieli się swoimi uczuciami i przywiązaniem do Oskara, nie pomija
szczegółów z życia rodzinnego, których na ogół unikał Wilhelm, sugerując,
że „drobiazgi familijne” przekaże Karolina. Z listów tych przebija ciepło
i troska o stryja, ale też łatwość w wylewaniu żalów i udręk codzienności,
których autorce nie brakowało. Pisze o kłopotach materialnych i zdrowotnych swoich, Antoniego i ich dzieci, a także dzieci Antoniego z pierwszego małżeństwa z Eleonorą Marconi, o ustawicznych zabiegach o finanse
i uciążliwym zarobkowaniu lekcjami, o trudnościach bytowania z niezbyt
zapobiegliwym Antonim, o dodatkowych obowiązkach opieki nad dwójką
swoich osieroconych siostrzeńców, Władysławem i Karoliną Illukiewiczami. Przekazuje mu relacje o ostatnich chwilach matki Oskara i Antoniego,
a swojej ukochanej babki, o śmierci swojej siostry, Julii Illukiewiczowej,
potem o odejściu swojej kilkunastomiesięcznej córki Julci oraz o śmierci
Wilhelma i związanym z nią zamieszaniem w rodzinie2. Przesyła wiadomości w sprawie sprzedaży fortepianu i przechowywania mebli Oskara
pozostawionych w Warszawie, interesuje się jego zdrowiem i sytuacją. Pisząc w konwencji rozmowy, „pogawędki listownej” ze stryjem, ciągnącej
się czasami w odstępach kilku miesięcy, nawiązuje do znanych mu spraw,
miejsc i ludzi, przybliża mu klimat rodzinnego miasta, koleje losu znajomych i przyjaciół, odejścia i narodziny, śluby i jubileusze. Choć dominującym rysem jej korespondencji są zmartwienia, uginanie się pod ciężarem
kłopotów finansowych i odpowiedzialności za rodzinę, to jednak dzięki
1
Pierwszy list Karoliny Gallasch pochodzi z 1 XI 1870 r., ostatni, pisany przez Karolinę
Wąsowską, z 21 V 1890 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 367–368 oraz cz. III (DWOK
T. 66), s. 676.
2
Listy Karoliny z 21 I i z 17 X–22 XII 1872 r. oraz z 14 V 1876 r., tamże, cz. I (DWOK T. 64),
s. 403–404, 427–428 i 615 oraz z 14 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 32–33.
Siostra Karoliny, Julia Illukiewiczowa, zmarła 8 X 1872 r., córka Karoliny i Antoniego Kolberga,
Julia (ur. 17 XII 1874 r.) zmarła 3 IV 1876 r.

314

�bezpośredniości i swobodzie pióra, inteligencji i ciekawości świata Karolina
potrafi barwnie odmalować zwykłe dni w ówczesnej Warszawie. Niekiedy
odrywa się od wątków rodzinnych i osobistych, przekazując informacje
o niecodziennych uroczystościach i wydarzeniach w stolicy, takich jak np.
śmierć uwielbianego „muzyka i przyjaciela” Oskara, Moniuszki 4 czerwca
1872 roku, rocznicowe obchody 400-lecia urodzin Kopernika 19 lutego 1873
roku, bytność w teatrze latem tego samego roku na przedstawieniu komedii Blizińskiego, Marcowy kawaler, w której, jak wspomniano, w postaci
Heliodora sportretował autor zaprzyjaźnionego z nim Oskara Kolberga1.
Listy te były dla Kolberga z pewnością uczuciowym wparciem w jego
życiu z dala od rodziny i oderwaniem od natłoku własnych bieżących obowiązków, ale przynosiły też smutne wiadomości i wciągały w zmartwienia
i kłopoty bliskich mu osób. Sam wielokrotnie pocieszał i wspierał upadającą na duchu Karolinę, udzielał jej dyskretnie i po ojcowsku życiowych
rad, a niejednokrotnie sięgał też do swojej płytkiej sakiewki, żeby wspomóc
bratową finansowo, choćby skromnym darem, przeznaczonym np. na leczenie jej chorej córki Antoniny2. Zdarzało się i tak, że musiał dość stanowczo
powściągać jej desperację i zbyt natarczywe dopominanie się pomocy, na
którą nie miał przecież odpowiednich środków, choć nie odmawiał jej nigdy w zakresie dla siebie możliwym.
Latem w roku 1877 doszło do spotkania Oskara z Karoliną i z jej córkami, Antoniną i Walentyną, w Modlnicy. Na zaproszenie Antoniny i Juliana
Konopków rodzina zjechała tam na wakacyjny pobyt, który ułatwił i zorganizował stryj, m.in. zadbawszy o odpowiednie formalności, umożliwiające zmniejszenie kosztów paszportowych3. Z pewnością osobiste spotkanie
miało duże znaczenie dla obu stron; bezpośredni kontakt eliminował barierę, którą mimo wylewności Karoliny stanowił fakt, że jak to sama ujęła
wcześniej, „nie wszystko bowiem można powierzyć papierowi”4. Korespondencja Oskara z bratową będzie towarzyszyła losom obojga przez następne
kilkanaście lat.

1
Zob. listy Karoliny z 1 VI 1872 r., z 19 II i z 30 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T.
64), s. 419–420, 444 i 463. Marcowy kawaler wystawiany był w Warszawie od 15 maja 1873 r.
2
Zob. listy Karoliny ze stycznia oraz z 8 II 1874 r., tamże, s. 469 i 477.
3
List Karoliny z 14 VI i brulion listu Kolberga do Karoliny z 26 VI 1877 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 33 i 47.
4
List Karoliny z 29 X 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 391.

315

�Listowne kontakty z innymi osobami z rodziny, bratem Antonim, który
czasem dopisywał się jedynie do listów Karoliny, z jego córką z pierwszego
małżeństwa, Marią Elżbietą, później Królikiewiczową, z synami Wilhelma,
Bronisławem i Stanisławem, jego córką Marią Eleonorą, później Jasińską,
były sporadyczne i okazjonalne. Najczęściej pisywała do Oskara i najbliżej
się nim interesowała najstarsza z żyjących córek Wilhelma, Jadwiga Karolina, od r. 1871 żona Emila Wernera. To ona po śmierci ojca przechowała
tradycję pielęgnowania w rodzinie więzi starszego i młodszego pokolenia,
podtrzymywaną potem przez córki Karoliny i Antoniego, Antoninę (Tonię) i Walentynę (Walcię). Jadwiga i Emil Wernerowie pośredniczyli też
po śmierci Wilhelma w dysponowaniu złożonym na jego ręce kapitalikiem
Kolberga. W czerwcu 1877 roku Oskar pisał w tej sprawie do bratanicy:
[…] wyjeżdżając z Warszawy w r. 1871, pozostawiłem w jego [tj. Wilhelma] ręku
jako depozyt w listach zastawnych sumę rub. sr. 1200 uzbieraną z oszczędności
całego mego życia, którą mi miał wypłacać cząstkowo nadesłanymi kwotami
co rok lub w miarę potrzeby. Pozostawiłem zaś na jego własną prośbę, gdyż
sam wówczas potrzebował pieniędzy. Jakoż z sumy tej odbierałem kwoty, które
niniejszy rachunek wykazuje i w ogóle w wielu jego listach posiadam skreślony
dokładny stan całego interesu. Sadzę, że i w papierach po Twym Ojcu pozostałych musi o tym być jakaś wzmianka. Proszę Cię, moja Jadwiniu, przekonać
się o stanie rzeczy. Nie chodzi o to, aby rzecz tę w tej chwili uregulować, ale
przyznasz, że sam porządek tego wymaga, aby suma ta w wiadomej wysokości jako wierzytelność moja na masie była zapisaną. Czy z niej będę korzystał
i w jakiej części, tego dziś przewidzieć nie mogę. Pragnąłbym jej wcale nie tykać,
zostawiając dla moich naturalnych sukcesorów, gdyby własny często mój niedostatek na to pozwalał. Wiadomo Ci, że mieszkam u rodziny, która mi gościnnie
wszelkich użycza wygód i starań, jakoby we własnym domu. Niedelikatnie by
zatem było żądać od niej i jeszcze pieniędzy, których i tak nie ma zanadto. To,
co mi daje Akademia (a i tego niewiele), służy na wydawnictwo dzieł i podróże,
tak że na sprawunki i drobne a konieczne wydatki bardzo mała tylko sumka
się okroi. Pojmujesz więc, że w razie nagłej potrzeby, co się parę razy zdarzyło,
uciekam się zawsze do mego kapitaliku i Wilhelm mi chętnie, wiele żądałem
(kiedy mógł), przysyłał1.

Kolberg dołączył do tego listu rachunek z rozliczeniem kolejnych
sum przysyłanych mu do Krakowa lub wydatkowanych na jego życzenie
1

Brulion listu do J. Wernerowej z 23 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 35.

316

�w Warszawie w latach 1871–1875 i z określeniem pozostałej kwoty kapitału
w wysokości 875 rub. sr.1 Wernerowie zaś w następnych latach wywiązywali się z pośredniczenia w tej sprawie na rzecz Kolberga.
W listach rodzinnych powraca co jakiś czas naturalna nuta żalu, tęsknoty za Warszawą i bliskimi, a nawet pewien ton goryczy i zawodu. Wspominając w liście do Jadwigi Wernerowej letni pobyt Karoliny w Modlnicy
i późniejsze spotkanie we Lwowie z przyjacielem z czasów warszawskich,
Karolem Minterem, jego żoną i córką Zofią, Kolberg pisał:
Wyszedłszy już tak dawno ze stosunków z Warszawą, widzenie się osobiste w tym
roku z Karoliną i Zosią uważam za prawdziwe szczęście, bo ich ukazanie się przypomniało mi dni mej młodości, nim się tam później różnych doznało przeciwności
i zawodów, i rozczarowań, które mnie później do emigracji skłoniły.

Nawiązując zaś do spotkania z Minterem, zwierzał mu się: „Warszawa,
dawna znajoma, wabi mnie jak prawdziwa syrena. Czy jednak będę miał
łatwość i środki pojechania do niej, tego mimo najszczerszych chęci przewidzieć dziś jeszcze nie mogę”2.
Wiadomo, że opuszczenie Warszawy podyktowane było przede wszystkim niemożnością publikowania w niej Ludu; o sytuacji Kolberga i warunkach pracy naukowej i kulturalnej w Królestwie była wcześniej mowa.
Nieznane są inne osobiste „zawody i rozczarowania”, które mogły skłonić
Kolberga do porzucenia Warszawy. Nie ma o nich mowy w zachowanych
listach, nie pojawiają się też w nich żadne aluzje czy niedomówienia, które
wskazywałyby na osobiste powody emigracji3.
Powściągane przez charakterystyczną dla Kolberga dyscyplinę emocjonalną uczucia nostalgii i żalu będą powracać także w następnych latach,
zwłaszcza w korespondencji z rodziną i przyjaciółmi. Wydaje się, że czas
Zob. tamże, s. 36–37.
Bruliony listów do J. Wernerowej z 19 XI 1877 r. oraz do K. Mintera z 20 XI 1877 r., tamże,
s. 77 i 80.
3
Jednak W. Bieńkowski, pisząc o przyczynach przenosin do Krakowa, wymienia m.in. „niezbyt fortunnie kierowane afekty” (Kolberg w Krakowie…, s. 107), a w korespondencji Kolberga
odnajduje nie tylko „głęboką niechęć do politycznej atmosfery Warszawy w dobie popowstaniowych represji i ograniczeń (choćby tylko wymogami cenzury) stawianych przez rządy rosyjskie polskiemu życiu kulturalnemu”, ale także „ślady goryczy niezrealizowanych osobistych
planów życiowych (konkretniej: zawiedzionych uczuć)” – W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 63–64. Analiza zachowanych listów i innych znanych obecnie przekazów
źródłowych nie podsuwa jednak najmniejszej nawet sugestii na temat osobistego zawodu Kolberga. Nie wiadomo więc, na czym Bieńkowski oparł tę informację.
1
2

317

�i warunki, sprzyjające – mimo trudów i przeciwności – sukcesom wydawniczym, nie łagodziły poczucia osamotnienia i oddalenia od bliskich i środowiska, w którym wyrastał i żył ponad 50 lat.
XVI
[Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe
prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich
i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane
w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii i korespondencji.]

Po przeniesieniu się Kolberga pod Kraków przekroczenie granicy z Królestwem Polskim bez uregulowanych formalności paszportowych okazało
się, jak wiadomo, niemożliwe. Badacz podejmował jednak coroczne podróże w inne strony, podobnie jak poprzednio znajdując oparcie u zaprzyjaźnionych lub polecanych rodzin. Nie zawsze znamy szczegóły tych wypraw,
ich przebieg i wszystkie miejsca pobytu1. Zachowana dokumentacja na temat podróży i badań terenowych Kolberga po jego przeniesieniu się pod
Kraków nadal nie jest pełna, choć o wiele dokładniejsza niż dotycząca lat
warszawskich.
Według itinerarium w roku 1871, kiedy to przeniósł się do Krakowa, odwiedził Kolberg jeszcze Lwów i dwie miejscowości w Galicji Wschodniej,
Bołszowce i Barysz2. We Lwowie, wówczas już dogodnie połączonym linią
kolejową z Krakowem, często bywał wcześniej; korzystał wówczas ze zbiorów Biblioteki Ossolińskich, gdzie prowadził niezbędne kwerendy i studia,
Jak wiadomo, część listów i innych przekazów źródłowych nie zachowała się. Ponadto
można przypuszczać, że niektórych podróży, miejsc pobytu czy kontaktów Kolberg nie ujawniał,
m.in. ze względu na konotacje polityczne goszczących badacza rodzin, często uczestniczących
w działalności konspiracyjno-niepodległościowej lub goszczących u siebie emigrantów
i uciekinierów, dawnych powstańców i spiskowców. Stąd być może – dla uniknięcia inwigilacji
czy restrykcji ze strony władz zaborczych – zdarzały się niekiedy w listach bądź zapiskach
przemilczenia lub jedynie skąpe wzmianki o niektórych odwiedzanych miejscowościach
i osobach.
2
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.
1

318

�a także kontaktował się z mieszkającymi i działającymi tam uczonymi, Augustem Bielowskim i Wojciechem Kętrzyńskim. Prawdopodobnie odwiedził
Kolberg Lwów już po zainstalowaniu się w sierpniu w Mogilanach, gdyż
w takiej kolejności wymienia swoje podróże z 1871 roku w itinerarium. Nie
wiemy jednak, czy, gdzie i jak długo zatrzymał się w mieście. Nie znamy
też dat, czasu i okoliczności pobytu w tym roku w Bołszowcach położonych
na południowy wschód od Lwowa, w dawnym powiecie rohatyńskim1.
W itinerarium miejscowość ta pojawia się tylko raz, pod datą 1871. Brak
też bliższych wiadomości o pobycie Kolberga w tym roku w Baryszu, miasteczku w powiecie buczackim, którego właścicielem był Tytus Szawłowski
(ur. 1819) i w którym gospodarowali jego syn Stanisław (ur. 1844) z żoną
Różą. Szawłowscy byli spokrewnieni z Bochdanami, których tu już wspomniano; żona Tytusa, Eleonora (ur. 1823), była siostrą Hipolita Bochdana
(1826–1911) z Zadwórza, gdzie Kolberg gościł kilkakrotnie już od początku
lat sześćdziesiątych. W Baryszu był już Kolberg w 1867 roku, potem odwiedził dom Szawłowskich w latach 1876 i 1877. W korespondencji Kolberga z gościnnymi mieszkańcami Zadwórza i Barysza widoczne są zażyłe
i serdeczne relacje, co z pewnością przyczyniło się do owocnych badań
i bogatych zbiorów pozyskanych w obu miejscowościach.
Późną jesienią 1871 roku Kolberg odbył jeszcze podróż w Poznańskie,
której wprawdzie sam nie wspomina w itinerarium, ale wskazuje na nią
korespondencja z rodziną, notatka prasowa w „Dzienniku Poznańskim” informująca o jego przybyciu do Poznania 14 października2, a przede wszystkim list z 4 lutego 1872 roku pisany już z Krakowa do Ludwika Merzbacha,
wydawcy poznańskiego, z którym uzgodnił druk pierwszej części Poznańskiego. Powołuje się tam Kolberg bezpośrednio na spotkanie z nim w Poznaniu w 1871 roku: „Za ostatnim naszym widzeniem się w październiku
1
Właścicielem tego miasteczka był wówczas Kornel Krzeczunowicz (1815–1881), polityk,
ziemianin, działacz społeczny, z wykształcenia prawnik i ekonomista, poseł na Sejm Krajowy
galicyjski i deputowany do wiedeńskiej Rady Państwa. Krzeczunowicz był postacią bardzo
szanowaną we Lwowie jako autor wielu publikacji prawniczych, specjalista od spraw
podatkowych, publicznie broniący polskich interesów. Być może Kolberg zetknął się z nim we
Lwowie lub Krakowie i na jego zaproszenie odwiedził Bołszowce.
2
Anons ten ukazał się w „Dzienniku Poznańskim” 1871, nr 236 (z 15 X) w rubryce „Przybyli
do Poznania”. Zob. też wzmianki w listach K. Mintera, Wilhelma i Karoliny z końca października
i początku listopada 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 387, 388 i 390, a także
w pierwszym liście M. Szulca z 16 XI 1871 r. (tamże, s. 394), który wskazuje na wcześniej
zainicjowany kontakt z Kolbergiem w Poznaniu.

319

�obiecałem Panu przesłać w krótkim czasie pierwsze arkusze dzieła mego
o Wielkopolsce […]”1. Rękopis Poznańskiego wysyłany był sukcesywnie,
a Merzbach przekazywał go, zgodnie z życzeniem Kolberga, Emilowi Kierskiemu, poznańskiemu historykowi, którego autor Ludu poznał wcześniej.
Kierski przeglądał i recenzował tekst przed drukiem, opracowując uwagi,
sprostowania i uzupełnienia do całej książki w okresie od grudnia 1872
roku do początku lutego 1873. Jego rzetelne i wnikliwe notatki wraz z rękopisem części I monografii powróciły do Kolberga w lutym 1873 roku,
gdy zrezygnował z wydania książki u Merzbacha. Na uwagi Kierskiego
odpowiedział listownie, a wykorzystał je w tomie wydanym ostatecznie
w Krakowie w 1875 roku2.
Jak wynika z cytowanego wyżej listu do Merzbacha, Kolberg z Poznania
nie wrócił bezpośrednio do Krakowa:
Po wyjeździe moim z Poznania bawiłem parę tygodni na wsi, po czym wracając
na Oderberg [tj. Bogumin] do Krakowa, wstąpiłem do Cieszyna, gdzie mieszka
i pracuje u fotografisty p. Hoff, który jak Panu wiadomo, miał dzieło moje ilustrować i posiadał potrzebne do tego rysunki3.

Wynikałoby z tej relacji, że w Wielkopolsce przebywał Kolberg od października 1871 do stycznia 1872 roku, a powrót przez Cieszyn nastąpił dopiero na początku lutego, kiedy to pewnie świeżo po powrocie pisał jeszcze
z Krakowa 4 lutego do Wilhelma i do Merzbacha. Datę 1872 jako rok podróży do Wielkopolski wymienia zarówno w itinerarium i w swoich notatkach
biograficznych, jak i w jednym z tomów W. Ks. Poznańskiego4. Podróż ta
obok Poznania objęła według itinerarium Dębicz, Miłosław, Morownicę
i Targoszyce.
1 Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], tamże, s. 410. Zob. też wyjaśnienie datowania
tego brulionu w metryce listu, tamże, s. 412.
2
Zob. listy L. Merzbacha w tej sprawie z 13 XII 1872 r. oraz z 13 I, 3 II i 14 V 1873 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 426, 434, 440 i 452, a także listy E. Kierskiego z 3 II
i z 16 V 1873 r., tamże, s. 439–440 i 454. Uwagi E. Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”
O. Kolberga oraz Odpowiedź O. Kolberga na uwagi Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”…
opublikowane zostały w: Korespondencja… cz.III (DWOK T. 66), s. 712–723 (aneks 6A i 6B).
3
Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 410–
411.
4
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706, a także notatka w brulionie listu z 22 IX
1880 r. do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 407 oraz datowana
obserwacja w Kościańskiem, odnotowana w cz. V W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 13), s. IX.

320

�W Dębiczu, miejscowości w powiecie średzkim, majątku Włodzimierza
Wolniewicza, gościł Kolberg już wcześniej, w 1868 roku, kiedy to zabiegał
o pomoc finansową i mecenat dla swojego wydawnictwa również u znanych i przychylnych działalności narodowej i społecznej Wielkopolan.
Wspomniany już Włodziemierz Wolniewicz był jednym z nich. Odwiedzając w 1871 lub 1872 roku ponownie Dębicz, miał Kolberg w pamięci
„uprzejme i gościnne jego progi i wywiezione stamtąd zbiory, tyle – jak
pisał – dla mnie jak i dla postępu etnografii krajowej przydatne”1.
O odwiedzinach Miłosławia, posiadłości w powiecie wrzesińskim, należącej do Mielżyńskich od początku XIX wieku, wzmiankuje Kolberg tylko
raz w itinerarium pod rokiem 1872. Zdążył jeszcze prawdopodobnie być
gościem Seweryna Mielżyńskiego, który zmarł w Miłosławiu 17 grudnia
1872 roku. Wcześniej wspomniano już o tym zasłużonym Wielkopolaninie,
którego Kolberg poznał w 1868 roku w trakcie starań o mecenat dla swojego dzieła w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Malarz, kolekcjoner
i mecenas sztuki, fundator gmachu Towarzystwa i jego honorowy prezes
w latach 1865–1872, zgromadził w pałacu w Miłosławiu galerię obrazów,
bibliotekę i zbiór zabytków archeologicznych i przekazał je Towarzystwu
testamentem, by nie uległy rozproszeniu. Ofiarował też Towarzystwu wykupioną przez siebie ogromną kolekcję sztuki Edwarda Rastawieckiego, która stała się potem podstawą publicznego Muzeum im. Mielżyńskich. Zbiory te są do dziś zasadniczym zasobem Muzeum Narodowego w Poznaniu.
W Miłosławiu Mielżyński zorganizował ważny ośrodek życia kulturalnego.
Po śmierci Seweryna, fundatora i mecenasa Towarzystwa, finanse instytucji znacznie się skurczyły. Dwa lata później Libelt pisał do Kolberga: „Po
śmierci śp. Seweryna Mielżyńskiego, naszego dobrodzieja i mecenasa, który
nam nie tylko dom kupił, ale i podatki, i inne koszta opłacał, położenie
nasze na gorsze się zmieniło”2. Z sukcesorem Seweryna i kuratorem Towarzystwa, jego bratankiem, Józefem Mielżyńskim (1824–1900), nie miał już
Kolberg osobistych kontaktów.
Do Morownicy w powiecie kościańskim należącej do Władysława
i Wandy Niegolewskich przyjeżdżał Kolberg już wcześniej, w latach 1868
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 278.
W latach późniejszych po sprzedaży Dębicza Wolniewicz gospodarował w Źrenicy, majątku
w powiecie średzkim. O ostatnich latach Wolniewicza (zm. w 1884 r.) pisała B. Moraczewska
w liście do Kolberga z 16 VII 1884 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 180, przyp. 1.
2
List K. Libelta z 15 X 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 494.
1

321

�i 1869, a będzie ich gościem także później, w roku 1875. Były to pobyty
szczególnie owocne dla jego badań w Wielkopolsce, a zażyłość z gospodarzami i ich życzliwość dla Kolberga znalazła swój wyraz w korespondencji
z Wandą Niegolewską1. Niestety brak bliższych informacji o kolejnych pobytach w Morownicy, ich datach i okolicznościach, nie możemy też powiązać z nimi konkretnych pozyskanych tam przez Kolberga materiałów.
W Targoszycach w powiecie krotoszyńskim odwiedził Kolberg Józefa
Łukaszewicza, jak to zaznaczył w itinerarium. Łukaszewicz (1799–1873),
historyk, publicysta, bibliotekarz i wydawca, wcześniej pracował w bibliotece Raczyńskich w Poznaniu jako jej pierwszy bibliotekarz, potem jako
archiwista miejski i nauczyciel w gimnazjum Fryderyka Wilhelma. Był
autorem pierwszej monografii miasta Poznania 2, często przywoływanej
przez Kolberga w Poznańskiem. Przez wiele lat związany z Poznaniem,
w 1852 roku osiadł wraz z żoną Seweryną w Targoszycach, majątku przez
nią odziedziczonym. W sumie zetknął się Kolberg w tej podróży z wybitnymi przedstawicielami nauki, kultury i życia umysłowego Wielkopolski, co
przyniosło wymierne korzyści dla dokumentacji zebranej w jego tomach
poświęconych temu regionowi.
Wracając z Wielkopolski przez Bogumin, zatrzymał się w Cieszynie,
gdzie odwiedził Bogumiła Hoffa, od którego odebrał rysunki potrzebne mu
do monografii wielkopolskiej, wspominane w cytowanym wyżej liście do L.
Merzbacha. Odwiedził też pastora Leopolda Otto, którego znał doskonale
z czasów warszawskich i o którym była już mowa wcześniej. Leopoldowi
Otto po ponownym aresztowaniu i osadzeniu w Cytadeli groziło wywiezienie do Rosji za sprzeciw wobec władz rosyjskich i za walkę o nabożeństwa w języku polskim zamiast w niemieckim. Zwolniony w 1862 roku za
wstawiennictwem Wielopolskiego wrócił na dawne stanowisko, ale wobec
niechęci i nacisków władz carskich wyjechał w roku 1866 z Warszawy
do Cieszyna, gdzie przebywał dziesięć lat. Do Warszawy wrócił w roku 1875.
Listy wymieniane z Niegolewską w latach 1874–1889, choć nieliczne, wskazują na wyjątkowe zrozumienie i uznanie właścicieli Morownicy dla prac Kolberga. Wynika z nich także,
że Niegolewska pomagała w kolportażu tomów Ludu wśród swoich znajomych.
2
Mowa o pracy Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych
czasach (T. 1–2, Poznań 1838, reedycja: 1998 r.), z której Kolberg korzystał w swojej monografii
Poznańskiego. Łukaszewicz należał też do założycieli i współpracowników „Przyjaciela Ludu”,
w latach 1839–1845 pełnił funkcję głównego redaktora czasopisma. Był współredaktorem
„Tygodnika Literackiego”, współzałożycielem w 1840 r. „Orędownika Naukowego”, w 1841 r.
założył własną drukarnię i księgarnię pn. „Nowa”.
1

322

�Był wydawcą „Zwiastuna Ewangelickiego”, wybitnym kaznodzieją, autorem pism religijnych, zyskał opinię ojca ewangelizmu polskiego. Pamięć
Kolberga o odważnym warszawskim pastorze świadczy o szacunku, jakim
darzył jego bezkompromisową, patriotyczną postawę. Przechował też zapewne wspomnienie swoich osobistych kontaktów i współpracy z pastorem w parafii ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie; to z jego
inicjatywy Kolberg opracował wspólnie z Augustem Freyerem kancjonał
pt. Zbiór pieśni duchownych ewangelickich, wydany w Warszawie w 1866
roku i popularny przez wiele lat.
W roku 1873 Kolberg wyjechał do Wiednia na Wystawę Powszechną (światową), która trwała od 1 maja do 2 listopada i zgromadziła wiele
eksponatów z rozmaitych dziedzin: przemysłu, rolnictwa i hodowli, techniki i rzemiosła oraz sztuk pięknych. Plan zwiedzenia Wystawy powziął
wcześniej, o czym świadczy wzmianka Hemplówny w jej liście z kwietnia
1873 roku, nawiązująca do informacji Kolberga o „zamierzonej przejażdżce
do Wiednia”. Zamiar ten skonkretyzował się dopiero po 4 sierpnia, kiedy
to Wilhelm na prośbę Oskara przysłał mu z jego depozytu odpowiednią
„asygnację na 70 rubli”, co rozwiązało sprawę funduszu na tę podróż. Nie
znamy jednak dat wyjazdu i pobytu w Wiedniu ani powrotu do Krakowa.
Luka w korespondencji aż do 22 października, kiedy doręczony został Akademii list Kolberga wysłany z Krakowa, wskazuje, że w Wiedniu mógł on
przebywać w okresie między pierwszą dekadą sierpnia a trzecią października1. Jak wynika z listu do Wilhelma z 1 sierpnia, z tym pobytem Oskar
wiązał pewne nadzieje, zarysowała się bowiem możliwość zaprezentowania
tam za pośrednictwem muzyków polskich jego kompozycji fortepianowych,
co mogłoby przyczynić się do wydania ich w Wiedniu2. Liczył także na
nawiązanie kontaktów z miejscowymi etnografami. W korespondencji brak
jednak opisów pobytu w Wiedniu, wrażeń z wystawy i z całej podróży,
informacji o jej przebiegu, trasie i kontaktach. Nie wiadomo, czy doszło
Zob. listy M. Hemplówny z 30 IV 1873 r. i Wilhelma Kolberga z 4 VIII 1873 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 451 i 459, a także Oskara do Wilhelma z 1 VIII 1873 r.
i pisany już z Krakowa [22] X 1873 r. do Akademii, tamże, s. 457–458 i 464.
2
Z tymi nadziejami może się wiązać lakoniczna wzmianka o odwiedzinach „pianisty
Kolberga” w salonie Eleonory z Milieskich Elkanowej, żony wiedeńskiego bankiera, Leopolda,
chętnie goszczącej Polaków. Prawdopodobnie Kolberg wówczas grał swoje kompozycje i dał
się poznać jako pianista. Zob. [H. Dąbczańska-Budzynowska] Pamiętnik, oprac. J. Fijałek,
„Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie”, R. 9: 1963 (druk 1964), s. 316.
1

323

�wtedy do spotkania obu braci; o takiej możliwości wspominał Wilhelm
w listach. Wynika z nich natomiast, że widzieli się latem w Krakowie, przed
wyjazdem do Wiednia. Było to ostatnie spotkanie Oskara z Wilhelmem1.
W roku 1874 Kolberg nie wyjeżdżał poza Modlnicę i Kraków. Prawdopodobnie zdecydowała o tym konieczność dopilnowania na miejscu druku
i korekt IV części Krakowskiego, która miała się ukazać pod koniec 1874
roku2, a także równoległa praca nad pierwszymi tomami W. Ks. Poznańskiego, którego część I wydana została w 1875 roku. Znaczenie miał tu
także brak środków na podróże, o czym świadczy ponawiana prośba do
Wilhelma „o przysłanie mi na rachunek mego kapitału, jeśli możesz, 300
rub. sr., a przynajmniej 200 rub. sr., bo mi te pieniądze są gwałtownie potrzebne”3.
W roku następnym 1875 Kolberg otrzymał dotację Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności na terenowe badania naukowe. Podróż objęła Poznańskie, Prusy Zachodnie i Wschodnie. Cel tej wyprawy określony
został w notatce sprawozdawczej z posiedzenia Komisji następująco:
Na wniosek Sekcji Etnologicznej udzielono P. Oskarowi Kolbergowi zasiłek
z funduszu Komisji w ilości 250 zł. a. [tj. fl.], który w dopełnieniu swojego zobowiązania odbył w ciągu 10 tygodni podróż naukową przez W. Ks. Poznańskie,
Prusy Zachodnie, do Kaszubów, z wycieczkami do Wejherowa, W[ielkie]go Kacu
i Pucka, a z powrotem przez Warmię i Ziemię Michałowską. Bliższym celem
tej podróży było poparcie P. Kolberga w zamiarze uzupełnienia wiadomości
etnologicznych do drukującego się obecnie przy pomocy Akademii 10-tej serii
jego dzieła [tj. cz. II W. Ks. Poznańskiego]; odnośnie zaś do samej Komisji zdanie
sprawy naukowej dla zamieszczenia go w materiałach publikować się mających,
zasilenie jej zbiorów okazami etnologicznymi w ciągu podróży uzyskać się mogącymi, wskazanie wreszcie osób, do których w tamtych stronach celem uzyskania
światłych i gorliwych spółpracowników komisja zgłosić by się mogła4.
1
Zob. m.in. brulion listu do Karoliny z 26 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 455.
2
W liście do Akademii z 24 X 1874 r. Kolberg informuje o kończącym się druku książki
i zapowiada jej przedłożenie „z początkiem listopada”, tamże s. 495–496. Data wydania podana
na karcie tytułowej to rok 1875.
3
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 511,
a także wcześniejszy list do brata z 12 VI 1874 r., tamże, s. 491.
4
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. LXXXI (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r.). Wniosek Sekcji Etnologicznej, zatwierdzony jednomyślnie, skierowany został pisemnie 5 VI 1875 r. przez Kopernickiego do władz

324

�Kolberg otrzymał od Zarządu Akademii odpowiednie dokumenty poręczające, co ułatwiało swobodne poruszanie się i nawiązywanie kontaktów
oraz pozwalało uniknąć przeszkód, trudności i podejrzeń ze strony pruskich władz administracyjnych i policyjnych. Z kolei regulamin Akademii
zobowiązywał go do złożenia po powrocie szczegółowego sprawozdania
z podróży i jej wyników naukowych.
Przebieg tej podróży Kolberga, jedynej odbytej przez niego na Pomorze i Mazury, należy do najlepiej udokumentowanych spośród wszystkich,
podejmowanych przez niego w ciągu niemal pięćdziesięciolecia. Do roku
1992 znany był jednak tylko niepełny brulion sprawozdania z niej, obejmujący etap poświęcony Wielkopolsce i Pomorzu1. Brulion ten urywa się
na wiadomości o dotarciu na Powiśle, w Malborskie. Natomiast informacje o dalszym przebiegu wyprawy uzupełniały jedynie listy. Tymczasem
w 1992 roku Wiesław Bieńkowski opublikował odnaleziony w archiwum
PAU nieznany oryginał pełnego sprawozdania Kolberga skierowanego do
Zarządu Komisji Antropologicznej i na jego ręce złożonym2. Nosi ono datę
4 listopada 1875 r. i zawiera opis całej podróży Kolberga, nakierowanej
jednak nie tyle na planowe badania terenowe, ile na kontakty ze znawcami regionu i zbieraczami miejscowego folkloru. Sprawozdanie rozpoczyna
Kolberg następująco:
Wskutek łaskawego Akademii Umiejętności wezwania, wybrawszy się r. b.
w podróż, miałem zamiar poznać bliżej Prusy Wschodnie i Zachodnie oraz
części Wielkopolski mało mi jeszcze dotąd znane. Ponieważ obszar kraju, który przebiec w różnych kierunkach postanowiłem, jest znaczny, przeto podróż
moja, trwająca zaledwie trzy miesiące, nie dozwoliła mi do każdego etnograficznie ważnego dotrzeć punktu (których jest mnóstwo) ani długo na jednym
zatrzymywać się miejscu, by w nim w szczegółowe, rzecz wyczerpujące zapuszczać się badania. I dlatego w miejscowościach, gdzie zabawić przydłużej
Komisji Antropologicznej, która zaakceptowała go i z kolei zwróciła się do Zarządu Akademii
„o potrzebne poparcie moralne i urzędowe” (zob. W. Bieńkowski Oskar Kolberg a Akademia
Umiejętności w Krakowie…, s. 17–18).
1
Rkp. BN PAU i PAN w Krakowie, sygn. 2184, k. 70. Trasę tej wyprawy przedstawił Kolberg
skrótowo w Wykazie podróży… (DWOK T. 66), s. 706.
2
Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku do Zarządu Komisji Antropologicznej
Akademii Umiejętności w Krakowie, w: W. Bieńkowski Oskar Kolberg w Królewcu w 1875
roku, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1992, nr 3–4, s. 346–349. Cytaty z tego sprawozdania
Kolberga przywoływane są dalej za publikacją Bieńkowskiego.

325

�dla braku czasu nie mogłem, starałem się przynajmniej takie pozawiązywać
z ludźmi stosunki, aby te, pobudzając ich doświadczenie, światło i dobrą wolę,
o ile się do przedmiotu naszych prac odnoszą, z korzyścią dla nauki użyć się
w przyszłości dały1.

Podróż rozpoczęła się od odwiedzenia kilku miejscowości w Wielkopolsce południowej. Bawił tam „cokolwiek dłużej w Pakosławiu pod Rawiczem, u hr. Czarneckich oraz w Morownicy pod Szmiglem, u pp. Niegolewskich”. 22 lipca Kolberg zapowiada w liście do Wandy Niegolewskiej swój
przyjazd do Starego Bojanowa „w środę” (tj. 28 lipca), skąd wyruszy do Morownicy, siedziby Niegolewskich. Na swojej trasie wielkopolskiej wymienił
także Konojad w powiecie kościańskim, miejscowość należącą do Izabeli
z Działyńskich Czartoryskiej. Potem odwiedził Poznań, gdzie spotkał się
z Kazimierzem Szulcem (1825–1887), historykiem i etnografem, zasłużonym
działaczem narodowym w walce z germanizacją, sekretarzem Wydziału
Historycznego Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego2.
Następnie pojechał do Torunia, skąd udał się „na zwiedzenie Prus Zachodnich”3. Dłużej przebywał w Zakrzewku i Brąchnówku pod Chełmżą u braci Czarlińskich – w Zakrzewku u Leona i jego żony Bronisławy,
w Brąchnówku u jego starszego brata, Emila, i Hortensji. Bracia Czarlińscy,
Leon (1835–1918) i Emil (1833–1913), byli uczestnikami powstania styczniowego, działaczami narodowymi, społecznymi i gospodarczymi, posłami
na sejm pruski, przedstawicielami rodziny walczącej o utrzymanie polskości Pomorza i o jego gospodarczy rozwój. Z tych miejscowości odbywał
Kolberg „wycieczki do Tylic, gdzie są ślady zamczyska, do Łysomic i do
Tamże, s. 346. „Mało znane części Wielkopolski” to powiaty południowe i zachodnie.
Siedmioczęściową monografię W. Ks. Poznańskie wydał Kolberg w latach 1875–1882 jako
tomy 9–15 Ludu.
2
Zob. Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku…, s. 347, brulion listu do W. Niegolewskiej z 22 VII 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 534 oraz Wykaz podróży…
(DWOK T. 66), s. 706.
3
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Pomorskie materiały Kolberga opublikowane zostały
w tomie Pomorze (DWOK T. 39). Omówienie tych materiałów, wyprawy, kontaktów i badań
Kolberga na Pomorzu w roku 1875 przedstawił w świetle znanych wówczas dokumentów
(a więc wspomnianego fragmentu brulionu sprawozdania i listów) J. Burszta we wstępie do
tego tomu pt. „Pomorze” Oskara Kolberga, na s XX–XXXIV. O badaczach folkloru na Pomorzu
w XIX wieku zob. też A. Bukowski Pomorze Gdańskie (od Ceynowy do „Gryfa”), w: Dzieje
folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 391–415.
1

326

�Turzna”1. Następnie pojechał do Nawry, gdzie zatrzymał się u Sczanieckich, Bogusławy z Kruszyńskich i Michała (1838–1920), również znanego
z działalności narodowej i społecznej, jednego z założycieli Towarzystwa
Naukowego w Toruniu2. Sczaniecki interesował się archeologią i antropologią, brał także udział w pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności od 1875 roku3. Dalej Kolberg udał się przez Trzebcz4 do Chełmna,
gdzie spotkał się z pochodzącym z Kaszub ks. Juliuszem Pobłockim (1835–
–1916), miejscowym proboszczem, piszącym o Kaszubach. Brat Juliusza,
Gustaw Pobłocki (1840–1915), także ksiądz, badacz historii, folkloru i dialektów Pomorza, był autorem Słowniczka kaszubskiego5, którym Kolberg
się zainteresował i który wykorzystał w swoich pomorskich materiałach.
Z Łaszewa w powiecie Świecie, gdzie zatrzymał się u Leopolda i Olimpii
Mieczkowskich, podejmował „wycieczki na Tucholszczyznę i do Bukowca pod Terespolem”, gdzie spotkał się z Florianem Ceynową (1817–1881),
urzędującym w Bukowcu lekarzem i jednocześnie badaczem kultury, historii i języka Kaszubów, folklorystą i dialektologiem z zamiłowania. Kontakt
z tym najwybitniejszym w XIX wieku badaczem folkloru nie tylko Kaszub,
1
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Właścicielami Tylic byli wówczas Honorata z Mazowieckich i January Wybicki (ok. 1830–1876), Łysomice należały do Edwarda Donimirskiego
(1844–1907), działacza społecznego i narodowego, uczestnika powstania styczniowego, od 1876
roku posła na sejm pruski, także zasłużonego w staraniach o utrzymanie polskości Pomorza.
Natomiast Turzno było wtedy własnością Łucji z Działowskich (1839–1899) i Józefa Gajewskiego (ok. 1830–1889); oboje udzielali się w polskich stowarzyszeniach, m.in. w Towarzystwie
Naukowym w Toruniu, w Turznie założyli kolekcję obrazów i bogatą bibliotekę. W Turznie
w 1827 r. w drodze do Gdańska zatrzymał się na kilka dni Chopin.
2
Zob. J. Dygdała i Sz. Wierzchosławski Nawra Kruszyńskich i Sczanieckich. Studium
z dziejów szlachty i ziemiaństwa ziemi chełmińskiej, Toruń, 1990, s. 127–158 (rozdział
Nawra w posiadaniu Sczanieckich 1865–1939). Autorzy wspominają na s. 156 pobyt Kolberga
w Nawrze w sierpniu 1875 roku oraz przytaczają pozyskane tam przez niego informacje
etnograficzne, opublikowane w Pomorzu (DWOK T. 39), s. 43, 51 i 57.
3
Gotowość współpracy wyraził w marcu 1875 roku, co zostało odnotowane w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 31 III 1875 r., zob. „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II, 1875, s. LIII.
4
W Trzebczu gospodarował Ludwik Ślaski (1818–1898), społecznik i działacz na rzecz
polskości Pomorza, udzielał finansowej pomocy i schronienia powstańcom 1863 roku, był
członkiem pruskiej Izby Panów i posłem Koła Polskiego w sejmie pruskim, a także jednym
z inicjatorów muzeum polskiego w Toruniu.
5
Praca ta opublikowana została w wydawanym przez Ludwika Rzepeckiego poznańskim
tygodniku „Warta” w R. 3: 1876, nr 87–92 (i odb.) Toż w wersji obszerniejszej pt. Słownik
kaszubski z dodatkiem idiotyzmów [tj. idiomów] chełmińskich i kociewskich, Chełmno 1887.

327

�ale całego Pomorza, świetnie zorientowanym w ówczesnym ruchu słowianoznawczym, skomentował Kolberg potem w sprawozdaniu dla Akademii:
„[…] poznawszy się ze znanym kaszubskim literatem, p. Ceynową, ze wskazówek i informacji odeń powziętych wielce w następstwie korzystałem”1.
W drugiej połowie sierpnia odwiedził Kolberg Pelplin, gdzie spotkał
się z Franciszkiem Rąbcą (1845–1904), długoletnim prefektem tamtejszego
Collegium Marianum, który mu opowiadał „pouczające szczegóły o życiu
Kaszubów i Koczewiaków (z okolic Gniewa i Tczewa)”. Nie zastał wówczas
wykładających także w Collegium Marianum „światłych księży zajmujących się ludem”, Ignacego Ograbiszewskiego (1841–1913) i Stanisława Kujota (1845–1914), wybitnego historyka Pomorza. Następnie z Gdańska przez
Oliwę udał się do „Zopotów” (Sopotu), gdzie mieszkał przez dwanaście dni
u Donimirskich, zażywając morskich kąpieli, i skąd odbywał wycieczki
„w głąb Kaszub, mianowicie do Wielkiego Kacu [Kacka], Oksywia, Pucka, Wejherowa itd., najczęściej w towarzystwie ks. Masłowskiego, dobrze
z obyczajami tamtejszego ludu obeznanego”2. W Wejherowie jego przewodnikiem był Ludwik Jakowicki (1819–1900), nauczyciel języków klasycznych
w Poznaniu i Trzemesznie, w 1873 roku karnie przesiedlony przez władze
pruskie do Wejherowa, gdzie także uczył greki i łaciny do roku 1886 i skąd
potem powrócił do Poznania.
Już z Królewca pisał Kolberg we wrześniu do Romana Konopki o tym
etapie podróży:
Następnie udałem się do Gdańska, skąd parę razy powałęsałem się i po morzu także, a zawsze w celach etnograficznych (by marynarzy poznać). Wreszcie
zwiedziwszy w najdrobniejszych szczegółach zamek krzyżacki w Malborku,
pojechałem do hr. Sierakowskich do Waplewa, gdzie mnie odwiózł czekający
już na mnie na dworcu hr. Sołtan, brat p. Sierakowskiej. Tu spędziłem jak
najprzyjemniej tydzień cały, a drugi równie przyjemnie u pp. Donimirskich
w sąsiedztwie mieszkających3.
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347.
Tamże, s. 348. Ksiądz Leon Masłowski (1843–1886) był wikariuszem w Pelplinie, potem
w Brusach i Polskim Brzoziu (pow. Brodnica), gdzie w 1875 roku został proboszczem. Interesował się pieśniami ludowymi i obyczajami ludu pomorskiego. (Zob. H. Mross Leon Masłowski, w: Słownik biograficzny kapłanów diecezji chełmińskiej wyświęconych w latach
1821–1920, Pelplin 1995, s. 202).
3
List do R. Konopki z 19 IX 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 537. Wspomniany brat Marii Sierakowskiej to Adam Lew Sołtan (1824–1901), starszy brat Michała, powstaniec
1
2

328

�Waplewo w powiecie sztumskim należało do Alfonsa Sierakowskiego
(1816–1886). Jego żona, Maria, była siostrą wspomnianego tu wcześniej
Michała Sołtana, u którego gościł Kolberg w Bilczach na Wołyniu w 1862
roku. Obaj spotykali się później w Krakowie, w Komisji Archeologicznej
i Antropologicznej Akademii Umiejętności, których Michał Sołtan także
był członkiem. Obie rodziny, Sołtanów i Sierakowskich, poza związkami
rodzinnymi łączyły ugruntowane tradycje patriotyczne i społecznikowskie.
Ziemiańska rodzina Sierakowskich należała do najbardziej zasłużonych na
Pomorzu dla podtrzymywania polskiej kultury i ducha narodowego w czasach nasilonej germanizacji. W Waplewie, które Alfons Sierakowski objął
w 1842 roku, po śmierci ojca, Antoniego, a w roku 1876 przekazał synowi, Adamowi, kontynuowano kolekcjonowanie dzieł sztuki i gromadzenie
książek, pielęgnowano zwyczaje, język i ducha polskości i tworzono w pałacu centrum życia kulturalnego Pomorza. Uporządkowany i skatalogowany przez Adama Lwa Sołtana tamtejszy księgozbiór, gromadzony od XVIII
wieku, należał do najbogatszych prywatnych na tym terenie; za czasów
Sołtanów liczył ponad 10 tys. tomów. Ponadto zebrana w pałacu cenna
kolekcja dzieł sztuki obejmowała obrazy różnych szkół malarskich, m.in.
Tycjana, Rubensa, Dürera, grafiki i rzeźby oraz przedmioty rzemiosła artystycznego, m.in. meble, wyroby z porcelany, brązu, kości słoniowej, dawne
stroje, wykopaliska, militaria. To właśnie Adam Lew Sołtan „ze zbiorami
waplewskimi zapoznawał goszczących tam Oskara Kolberga (we wrześniu
1875 r.), Jana Matejkę, Stanisława Tarnowskiego i in.”1 W sprawozdaniu
Kolberg zapisał: „W Malborskiem przebywałem głównie w Waplewie u hr.
Sierakowskich, gdzie wielce w poszukiwaniach byli mi pomocnymi hr. Sołtan i p. Szremowicz, podobnie jak w Telkwicach i Buchwałdzie pp. Donimirscy”2.
1863 roku, podobnie jak Michał, bibliofil. Mieszkał wówczas u siostry w Waplewie, opiekując się
tamtejszą ogromną biblioteką i zbiorami sztuki. Przyjaźnił się z J.I. Kraszewskim, z którym prowadził rozległą korespondencję i którego zainteresował problematyką Pomorza Nadwiślańskiego.
Działał na rzecz propagowania w tym regionie oświaty i świadomości narodowej (zob. E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew, w: Polski słownik biograficzny, T. XL, 2000–2001, s. 346–348).
1
E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew …, s. 347. O pobycie Kolberga w Waplewie zob. też
A. Bukowski Waplewo. Zapomniana placówka kultury polskiej na Pomorzu Nadwiślańskim,
Wrocław 1989, s. 117–127.
2
Pismo Oskara Kolberga…, s. 348. Władysław Szremowicz był pełnomocnikiem dóbr hr.
Sierakowskiego w Waplewie (zob. W. Rutkowski Towarzystwa Rolnicze polskie w Prusach
zachodnich, Poznań 1895, s. 16).

329

�Pobyt u Donimirskich w Telkwicach i w Buchwałdzie (dzisiaj Bukowo),
wsiach w powiecie sztumskim, należących od 1804 roku do tej kolejnej zasłużonej dla Pomorza rodziny, wymienił Kolberg również w itinerarium. Teodor
Donimirski (1805–1884), tak jak poprzedni goszczący autora Ludu przedstawiciele tamtejszego ziemiaństwa, był działaczem społecznym i narodowym,
pomagał powstańcom 1863 roku. Jego syn, Jan Donimirski (1847–1929),
działał podobnie jak ojciec, m.in. jako członek Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Prus Zachodnich i Towarzystwa Ekonomiczno-Rolniczego
w Prusach Zachodnich. Tygodniowy pobyt u Donimirskich w Buchwałdzie
i w Telkwicach uznał Kolberg za owocny i spędzony „równie przyjemnie”
jak wcześniejszy w Waplewie u Sierakowskich. Według relacji w cytowanym
liście do Romana Konopki oba poprzedziła bytność w Malborku, gdzie – jak
pisze – zwiedził „w „najdrobniejszych szczegółach” zamek krzyżacki, a także
tamtejsze muzeum archeologiczne. Następnie odwiedził Kolberg Elbląg, gdzie
ze zbiorami Elbląskiego Towarzystwa Starożytności zapoznał go współtwórca i pierwszy prezes tegoż w latach 1874–1876, prawnik, radca sądu okręgowego, Ferdinand Jacob Kaminski (zm. po 1879 r.).
W Królewcu, kolejnej stacji swojej podróży, znalazł się Kolberg krótko
przed 19 września; taką datę nosi list do Romana Konopki, w którym pisze:
Królewiec wcale duże miasto, ma pyszne gmachy, jak np. zamek królewski,
kościoły, uniwersytet, teatr, a mianowicie giełda. Na Pregli [Pregole] mnóstwo
okrętów uwija się mniejszego kalibru. Kobiety bardzo ładne; szkoda, że tak mało
mam czasu poznać je bliżej, gdyż jutro odjeżdżam na Mazury pruskie. Wczoraj
znakomicie przedstawiono w tutejszym teatrze Żydówkę Halévy’ego; śpiewacy,
a osobliwie tancerze byli wyborni. Jest tu także i kościół polski, ewangelicki,
a również i litewski. Poznałem się z pastorami: ks. Pełką i Kurschatem, a ci mi
kilka udzielili pieśni polskich i litewskich1.

Zatem 20 września lub nieco później udał się Kolberg z Królewca na
Mazury pruskie2. W sprawozdaniu dla Akademii pisał:
Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 537–538. Hermann Pełka (1831–1900), polski duchowny ewangelicki, pedagog, badacz mazurskiego folkloru, w latach 1864–1873 proboszcz parafii polskiej w Królewcu, od roku 1866 dyrektor i wykładowca języka polskiego w seminarium
polskim w Królewcu. Friedrich Kurschat (1806–1884), litewski duchowny ewangelicki, językoznawca i teolog, profesor uniwersytetu w Królewcu, wydał m.in. Wörterbuch der littauischen
Sprache (Th. 1–2, Halle 1870 i 1883) oraz Grammatik der littauischen Sprache (Halle 1876).
2
Podróż Kolberga na Mazury pruskie, jego zainteresowanie tym regionem, kontakty
i materiały omawiał w roku 1966 W. Ogrodziński we wstępie do tomu Kolberga Mazury pruskie
1

330

�W Lecu [dziś Giżycku] poznałem się z p. M. Gierszem1, prawnikiem, wydawcą
„Gazety Leckiej”, człowiekiem znającym dobrze miejscową gwarę i lud. W Ełku
ks. superintendent Remus2, rodem Poznańczyk, udzielił mi wiadomości o niektórych zwyczajach mazurskich i podał adresa do kilku księży na prowincji, zajmujących się poszukiwaniami etnograficznymi. Do ich liczby należy ks. Brzoska3
w Ostródzie (następca znanego w piśmiennictwie ks. Gizewiusza), lecz tego przy
przejeździe przez to miasto nie zastałem w domu. Oprócz tego podano mi jeszcze
w różnych miejscach adresa kilku księży katolickich i protestanckich oraz osób
świeckich obojej płci po Warmii i Ziemi Michałowskiej mieszkających, których
współudział w pracy, a przynajmniej wskazówki i zebrane szczegóły, nader byłyby pożądane i użyteczne. Przyszłość pokaże, o ile adresa te były trafne i skuteczne4.

Informacje o pobycie i kontaktach nawiązanych na Mazurach, zawarte
w sprawozdaniu, są krótkie i rzeczowe. Lakoniczna jest też relacja w liście
do Wilhelma, do którego pisał po powrocie o całej wyprawie:
Podróż moja odbyta po Wielkopolsce, Prusach Wschodnich i Zachodnich, z której dopiero onegdaj powróciłem, nie tylko znakomicie tekę moją zasiliła, ale nadto i na zdrowie jak najszczęśliwiej oddziaływała. Bardzo mi posłużyły kapiele
morskie przez 12 dni w Zoppot używane, skąd robiłem wycieczki i na Kaszuby.
[…] Z Królewca podług wskazań gen. superintendenta ks. Pełki zwiedziłem Mazury Pruskie, a w Ełku obiadowałem w superintendenta Remusa. Stąd na Osterode
[Ostródę], Toruń i Poznań wróciłem zdrów do Krakowa, zatrzymując się jeszcze
po drodze w różnych miejscach”5.

Wiadomości te uzupełniają listy Kolberga pisane już po powrocie z podróży, zimą i wiosną 1876 roku. Warto więc wybiec w przód i odwołać się
do nich, gdyż po części tłumaczą ową lakoniczność Kolberga. Z tej korespondencji dowiadujemy się, że w czasie krótkiego pobytu w Lecu – poza
(DWOK T. 40) pt. „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, s. V–XLIV. Zob. też T. Oracki Mazury
i Warmia w okresie 1800–1914, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 443–447.
1
Marcin Giersz (także Gerss) (1808–1895), mazurski nauczyciel, pisarz, redaktor i wydawca,
działacz protestancki i regionalista. Zob. Marcin Giersz (Gerss). Człowiek z pogranicza, praca
zbior. pod red. Z. Chojnowskiego, Gołdap 2009.
2
Karol Remus (1817–1880), pastor i superintendent od 1861 roku w Ostrowie Wielkopolskim, w latach 1868–1876 był wicegeneralnym superintendentem w Ełku.
3
Gustaw Otto Brzoska (1834–1899), od 1868 roku pastor w Ostródzie, od 1877 super­
intendent.
4
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349.
5
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 542.

331

�Marcinem Gierszem – odwiedził Kolberg także tamtejszego pastora Hermana Brauna, którego żona śpiewała mu „kilka bardzo ładnych piosenek”1.
Znajdujemy też potwierdzenie odwiedzin w Ełku u superintendenta Karla
Remusa, a także nową informację o spotkaniu niewymienianego w sprawozdaniu pastora Reinholda Giżyckiego2.
Na Prusy Wschodnie i Mazury pruskie w całej podróży Kolberga przypadł w sumie niespełna tydzień w ostatniej dekadzie września, podczas
gdy na wcześniejsze jej etapy niemal dwa miesiące, od końca lipca 3. Nie
tylko jednak tak krótki czas rzutował na znikome efekty, po części był
on bowiem wynikiem tamtejszych realiów. Na Mazurach nie było tak
sprzyjających warunków jak na Pomorzu, w ziemiańskich dworach Donimirskich, Sierakowskich, Czarlińskich i Sczanieckich, gdzie znalazł Kolberg życzliwą gościnę i pomoc w badaniach i nawiązywaniu szerszych
kontaktów. Bez takiego zaplecza, zdany wyłącznie na własne siły i inicjatywę, nie zdołał uzyskać spodziewanych efektów. O dalece niekorzystnej
dla ówczesnego polskiego badacza sytuacji na Mazurach Tadeusz Oracki
w 1982 roku pisał:
Folklorystyka miała na tym terenie wyjątkowo niesprzyjające warunki dla swego rozwoju. Nie istniały tu polskie instytucje i organizacje, nie było polskich
ośrodków naukowych i czasopism specjalistycznych ani form kulturalnego
mecenatu, jak np. w Poznańskiem i Galicji. […] sprawą najważniejszą dla folklorystów polskich tego regionu było ratowanie zabytków rodzimej literatury
i kultury w związku z germanizacją oraz kształtowanie ludowego patriotyzmu
[…]. Określenia „ludowy” i „polski” były na tym terenie niemal równoznaczne4.

Zob. bruliony listów do M. Giersza i do H. Brauna z 28 II 1876 r., tamże, s. 573–575
oraz 577–579. Herman Braun (1845–1931) był pastorem w Lecu (Lötzen, tj. Giżycku) w latach
1872–1881.
2
Zob. bruliony listów do K. Remusa oraz do R. Giżyckiego z 1 III 1876 r., tamże, s. 581–583.
Reinhold Giżycki (1836–1889) był pastorem w Ełku w latach 1872–1889.
3
Według W. Ogrodzińskiego na Mazury poświęcił Kolberg „niewiele więcej niż 10 dni”
(zob. tenże „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. IX). Korespondencja wskazuje jednak na niespełna tydzień, skoro 19 września 1875 r. Kolberg pisał do Romana Konopki, że „jutro odjeżdża
na Mazury prus­kie”, a z kolejnego listu do tego samego adresata wynika, że już 25 września był
na uroczystym otwarciu nowej sceny polskiej w Poznaniu, o czym donosi z Morownicy 3 października (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 537 i 540).
4
T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 423–424. W tej pracy obszerne omówienie stanu
i rozwoju folklorystyki tego regionu (s. 420–489).
1

332

�Kontakt z duchownymi ewangelickimi i nauczycielami na Mazurach okazał się przelotny i nie przyniósł rezultatów. Już po powrocie Kolberg zwracał się do kilku poznanych osób z prośbą o dostarczenie wiadomości i materiałów etnograficznych, skrupulatnie dziękując za pozyskane na miejscu
informacje i uwagi1. Listownych odpowiedzi i konkretnej pomocy jednak
nie otrzymał. Jak się okazuje, zdecydowało o tym niechętne nastawienie
ewangelickich duchownych do polskiego badacza Mazur, wysłannika czołowej polskiej instytucji naukowej. W lutym 1876 roku starał się nawiązać
kontakt z pastorem w Kraplewie, gdzie wcześniej działał Gustaw Gizewiusz,
by pozyskać melodie do pieśni spisanych przez tego wysoko przez siebie
cenionego zbieracza. Jak wspomniano wcześniej, od dawna był Kolberg
w posiadaniu rękopisu Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, w którym 32 zaledwie pieśni na kilkaset zawartych w zbiorze miało zanotowane
melodie. W przekonaniu, że zwraca się do aktualnego pastora w Kraplewie,
Karola Cludiusa, wystosował więc list ze starannie umotywowaną prośbą:
Z uwagi na to, że od wielu lat zajmuję się etnografią i w tym zakresie już sporą
ilość opublikowałem w języku polskim, przeto wymienione pieśni [ze zbioru
Gizewiusza] mają dla mnie niepospolitą wartość i mam zatem mocną wolę opublikowania ich (oczywiście jako pracy Gizewiusza) jako załącznika do obszerniejszej rozprawy o Mazurach, którą mam zamiar w bliskiej przyszłości napisać.

W dalszym ciągu, prosząc o zapis choćby części melodii w kluczu wiolinowym i podając incipity wybranych tekstów, wyrażał przekonanie, że
można je jeszcze usłyszeć, i argumentował:
Śpiewaczki wśród ludu (jeśli już nie te stare) dadzą się z pewnością jeszcze
odszukać w tej miejscowości, gdyż lud, przeważnie konserwatywny, nie jest
skorym do łatwego zapomnienia i zaniechania dawnych obyczajów i pieśni […],
chociaż i nowe pieśni, i tańce, jeśliby były wykonywane i nosiły cechę narodową, byłyby dla mnie wielce pożądane2.

1
Zob. przywoływane wyżej w przypisach bruliony listów do M. Giersza i H. Brauna oraz
K. Remusa i R. Giżyckiego.
2
Brulion listu do K. Cludiusa z 28 II 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 576
i 577 (tłum. z niem.) Karol Cludius (1826–1889) był proboszczem w Kraplewie i Durągu w latach
1861–1873, potem w latach 1874–1876 w Węgorzewie. Pomyłkę Kolberga co do osoby adresata
wyjaśnił W. Ogrodziński we wstępie „Mazury pruskie”…, (DWOK T. 40), s. XI–XII.

333

�Zwracał się też do adresata o ewentualne wiadomości etnograficzne.
Karol Cludius, wówczas już superintendent w Węgorzewie, a wcześniej proboszcz w Kraplewie, któremu list przesłano, odpisał Kolbergowi 20 marca
1876 r., informując, że odesłał jego list do aktualnie urzędującego proboszcza w Kraplewie, Gustawa Koba, który – jak przypuszczał – zapewne poleci
spisać melodie swojemu organiście. Karol Cludius, gorliwy germanizator,
wyraził przy tym swoje własne stanowisko, które musiało być dla Kolberga
szokujące:
Natomiast nie wątpię, że w dawaniu odpowiedzi na pytanie etnograficzne weźmie on [ów proboszcz, G. Krob] pod uwagę inspiracje panslawistyczne tych zainteresowań naukowych. Podczas mojej działalności w Kraplewie od 1861–1873
odniósł element niemiecki szereg zwycięstw nad charakterem ludności polskiej,
był to przecież okres 1864, 1866, 1870/1, a stare obyczaje ulotniły się wraz ze
zmianą właścicieli gospodarstw wiejskich i ze stopniowym zanikaniem polskiej
mowy. Strona naukowa zagadnień etnograficznych interesowałaby nas – inaczej
niż proboszcza Giseviusa – gdyby ewangelia i pruski kościół narodowy wyznania ewangelickiego Polakom stały się miłe1.

Szowinistyczny wydźwięk listu, odwołanie się do pruskich zwycięstw
nad Austrią, Danią i Francją oraz wyzywające podkreślenie skutków germanizacji dla żywiołu polskiego na Mazurach, a także mentorski i pełen satysfakcji wobec polskiego badacza ton listu spotkały się z obszerną, stanowczą,
choć wyważoną reakcją Kolberga. W konkluzji listu napisał:
Jakkolwiek sprawa się przedstawia i jakikolwiek los ofiaruje przyszłość temu
pruskiemu ludowi mazurskiemu, to jednak na dzisiaj jest on jeszcze słowiańskim
i stanowi jako taki dla badacza bogaty i wdzięczny przedmiot dla jego studiów.
Chodzi w tej dziedzinie o możliwie wyczerpujące wyzyskanie skarbów etnograficznych i lingwistycznych, które tak w okolicach Ostródy, jak i w okolicach
Węgorzewa i gdzie indziej leżą jeszcze przeważnie odłogiem i na razie nastręczają więcej materiału badaczowi polskiemu i słowiańskiemu niż niemieckiemu,
chociaż i ten ostatni znajduje tu niejedne, dla niego cenne osobliwości. […] moją
opinię (jako Polak ewangelik) wyrażam z taką samą szczerością i bez stawania po
czyjejkolwiek stronie, jaką i Pan zaszczycił mnie ze swej strony w swym liście2.

1
2

List K. Cludiusa z 20 III 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 584 (tłum. z niem.).
Brulion listu do K. Cludiusa z 29 IV 1876 r., tamże, s. 606–607 (tłum. z niem.).

334

�Cytowany tekst jasno wyraża pogląd Kolberga na sprawę Mazur pruskich z jednej strony, z drugiej ilustruje jego bezstronne i niezależne stanowisko badawczo-naukowe, niewarunkowane względami politycznymi
i wyznaniowymi. Nieco później Kolberg zwrócił się jeszcze do kraplewskiego organisty, Maleskiego1, o którym wspominał Cludius, z prośbą o zapisy
melodii do tekstów Gizewiusza, ale list ten pozostał bez echa.
Ostatni etap podróży przypadł w drodze powrotnej przez Ostródę
i Toruń znowu na Wielkopolskę. Odwiedził Kolberg ponownie Poznań
i Morownicę; 3 października pisze właśnie z Morownicy do Romana Konopki: „W Poznaniu bawiłem kilka dni i byłem na otwarciu teatru nowego
i pierwszym przedstawieniu w sobotę, jako i drugi raz w niedzielę”. Zapowiada też swój powrót do Modlnicy „za tydzień, a najdalej za dni dziesięć”2. Przedstawienia te miały miejsce w sobotę i niedzielę 25 i 26 września. W sobotę, w dniu otwarcia stałej sceny polskiej w Poznaniu, obok
koncertu i deklamacji wystawiono Zemstę za mur graniczny A. Fredry,
w dniu następnym grano komedię V. Sardou Poczciwi wieśniacy3. Zatem
Kolberg przyjechał do Poznania najpóźniej 25 września. 20 października
jest już z Modlnicy, skąd pisze do brata Wilhelma 4. W sprawozdaniu czytamy jedynie: „Wracając, miałem zamiar udać się z Poznania do Zakrzewa zachęcony odezwą Albina Węsierskiego, czemu jednak przeszkodziła
śmierć zacnego tego obywatela” 5.
Sprawozdanie Kolberga przyjęto na przywoływanym wyżej posiedzeniu
Komisji Antropologicznej z 12 listopada 1875 r., a w relacji z tego posiedzenia zanotowano:
Brulion listu do […] Maleskiego z 17 V 1876 r., tamże, s. 618–619 (tłum z niem.).
List do Romana Konopki z 3 X 1875 r., tamże, s. 540.
3
Informował o tym m.in. anons w „Dzienniku Poznańskim” 1875, nr 220 oraz artykuł
Otwarcie stałej sceny w Poznaniu, tamże, nr 221 (z omówieniem programu uroczystości
otwarcia teatru).
4
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 541–543.
5
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349. Albin Węsierski (1812–1875), właściciel ziemski, uczestnik powstania listopadowego, podróżnik, miłośnik archeologii i historii. W swojej posiadłości
w Zakrzewie (w pow. gnieźnieńskim) gromadził znaleziska i pamiątki archeologiczne. W roku
1856 wykupił od rządu pruskiego wystawiony na licytację Ostrów Lednicki, ratując go przed
dewastacją i ocalając dla narodu. Dzięki jego staraniom uczeni z PTPN i AU podjęli tam prace
badawcze, na jego zaproszenie gościli w Zakrzewie najwybitniejsi ówcześni historycy i archeolodzy, a w rezultacie zainicjowano pierwsze publikacje naukowe na temat tego ważnego dla
dziejów Polski miejsca. Węsierski zmarł nagle 22 września 1875 roku.
1
2

335

�[…] sprawozdanie złożone przez p. Kolberga zaraz po jego powrocie zaznajamia
Komisję jedynie o miejscach przezeń zwiedzonych; więcej wyczerpujące wymaga uporządkowania dorywczo w ciągu podróży zebranego materiału. Co do
osób mogących być przydatnymi spółpracownikami przedstawia ich P. Kolberg
jedenaście. Zarząd, przeprowadziwszy z nimi korespondencję, zawiadomi o jej
skutku w swoim czasie Komisję1.

I tak jako kandydatów na przyszłych współpracowników z Pomorza
i Mazur rekomendował Kolberg: ks. Gustawa Pobłockiego z Chełmna,
Floriana Cejnowę z Bukowca pod Terespolem, księży Franciszką Rąbcę,
Ignacego Ograbiszewskiego i Stanisława Kujota z Pelplina, ks. Leona Masłowskiego w Sopocie, prof. Ludwika Jakowickiego w Wejherowie oraz
dr Friedriecha Kurschata z Królewca, Marcina Giersza z Lecu (Giżycka),
pastorów Karola Remusa z Ełku i Gustawa Ottona Brzoskę z Ostródy”2.
Nie wiadomo, czy i jak ułożyły się dalsze ewentualne kontakty z Akademią
wskazanych przez Kolberga osób z Pomorza i Mazur pruskich; dostępne źródła
nie potwierdzają ich członkostwa ani współpracy z instytucją. Jak wiadomo, sam Kolberg dla potrzeb swojego wydawnictwa nie uzyskał większych
rezultatów. Wspomógł go jedynie ks. Rąbca, z którym jakiś czas po powrocie korespondował. Przysłał mu dzieło W.J.A. Tettaua i I.D.H. Temmego
Die Volkssagen Ostpreussens, Lithauens u. Westpreussens, gesammelt von
[…] (Berlin 1837) oraz wybrane egzemplarze wychodzącego w Pelplinie czasopisma „Pielgrzym” z lat 1869–1875, z artykułami o historii i folklorze
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II,1875, s. LXXXII.
2
Nazwiska tych osób odnajdujemy w zachowanym w archiwum Kolberga końcowym fragmencie oryginalnego protokołu pisanego ręką sekretarza Komisji Antropologicznej, Izydora
Kopernickiego (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 380, punkt 6). Nazwisko Pobłockiego opatrzone jest tam dopiskiem: „Słownik wyrazów kaszubskich dał do „Warty” Rzepeckiemu [tj. wydawcy czasopisma]”. Ponadto w rkp. tym znajduje się pod punktem 9 notatka: „P. Sadowski
uczynił wniosek, by Komisja zgłosiła się do spadkobiercy śp. Węsierskiego w W. Ks. Poznańskiem z prośbą o przekazanie czaszek pochodzących z zamku na wyspie Lednickiej. Wniosek
przyjęto i do uskutecznienia polecono”. Jest to przyczynek do kontaktów naukowych Akademii
z badaczami spoza Krakowa i do sposobu pomnażania jej zbiorów. Zachowały się też niedatowane notatki adresowe z wykazem kilkunastu osób z Pomorza i Mazur sporządzone przez
Kolberga i po części obcą ręką (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 381), związane prawdopodobnie
z jego podróżą i wspomniane w cytowanym wyżej sprawozdaniu. Obok osób znanych z innych
przekazów wymienione są tam nowe nazwiska działaczy narodowych, posłów na sejm, ziemian, księży i nauczycieli. Część tych nazwisk przytoczył W. Ogrodziński (zob. „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. XV–XVI), a także W. Bieńkowski (Oskar Kolberg w Królewcu…, s. 345).
1

336

�Pomorza. Podarował też niezwykle bogaty Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego (Pelplin 1871, 1886) wydany
przez Szczepana Kellera (1827–1872), także pochodzącego z Kaszub redaktora „Pielgrzyma”. Za pośrednictwem Rąbcy otrzymał też Kolberg od dwu
innych księży drobne materiały: od ks. Jana Zielińskiego (1843–1927), wykładowcy w Collegium Marianum w Pelplinie kilka pieśni, od ks. Kloki
z Nowego Miasta podanie o sielawach (marenkach)1. Od Juliusza Pobłockiego zaś uzyskał zachętę do wykorzystania drukującego się w Poznaniu
Słowniczka kaszubskiego autorstwa jego brata, Gustawa Pobłockiego,
którą to pracę po powrocie przepisał, a od Jakowickiego fotografię Kaszubki, pieśń żniwną i krótki opis kilku zwyczajów2.
Wśród materiałów pozyskanych z badań własnych Kolberga najcenniejsze są sporządzone przez niego na Pomorzu zapisy melodii ludowych,
stanowiące najwcześniejszą „utrwaloną w piśmie nutowym” dokumentację
folkloru muzycznego tego regionu3. Obok bezpośredniego plonu z podróży na Pomorze i znacznie uboższego z Mazur uzyskał Kolberg niezbędną
wiedzę o aktualnej sytuacji tych regionów, zwłaszcza Pomorza, w okresie
nasilonej germanizacji, otrzymał od regionalistów cenne wskazówki i wiadomości o ich historii, kulturze, folklorze i literaturze przedmiotu, poczynił
własne obserwacje w zakresie, o jakim zdecydowały warunki, czas i możliwości. Podróż Kolberga stanowi też ważne świadectwo daleko poza Kraków i Galicję sięgających zainteresowań Akademii i niewątpliwie jej troski
o stan ducha narodowego i kultury na tych ziemiach, germanizowanych
pod zaborem pruskim.

1
Zob. listy Kolberga i F. Rąbcy z okresu od września 1875 r. do marca 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s 539, 543–544, 549–550 i 586–587, a także list J. Kloki do F. Rąbcy
(bez daty), Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 734–736 (aneks 9).
2
Zob. listy J. Pobłockiego z 28 X 1875 r. i L. Jakowickiego z 14 II 1876 r. oraz brulion listu
Kolberga do L. Jakowickiego z 8 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 545, 571
i 595–596.
3
Zob. L. Bielawski, A. Mioduchowska Historia badań, w: Kaszuby cz. I, Pieśni obrzędowe,
w serii Polska pieśń i muzyka ludowa, T. II, Warszawa 1997, s. 19. O materiale muzycznym
Kol­berga z Pomorza pisała D. Pawlakowa we wstępie „Pomorze” Oskara Kolberga… (DWOK
T. 39), s. XXXVI–XXXIX.

337

�XVII
[Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty z cenzurą
warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego. – Odłożenie
w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie i praca między
Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście, uciążliwości dojazdów,
równoległe prace nad kolejnymi monografiami, wstępna redakcja cz. I Pokucia.]

Po powrocie, który nastąpił około połowy października 1875 roku,
czekała Kolberga intensywna praca nad uporządkowaniem pozyskanych
w podróży materiałów oraz nad opracowaniem kolejnych tomów W. Ks.
Poznańskiego, siedmioczęściowej monografii, najobszerniejszej w całym
wydawnictwie. W pierwszej kolejności segregacji, selekcji i zredagowania
wymagały nabytki z Wielkopolski przeznaczone do tomu drugiego. Tom
pierwszy ukazał się wkrótce po powrocie do Modlnicy jesienią 1875 roku.
Druk tomu drugiego planował Kolberg rozpocząć już w grudniu. W listopadzie pisał do Leona Czarlińskiego z Zakrzewka, u którego gościł latem:
Zdrów, dzięki Bogu, wróciwszy do Krakowa i nie tracąc czasu, zająłem się uporządkowaniem zebranych w czasie mojej podróży materiałów, jako i przygotowaniem do druku nowego tomu, tj. dalszej części Poznańskiego, i mam nadzieję
druk ten w ciągu przyszłego miesiąca rozpocząć1.

W rzeczywistości druk części II został podjęty na początku roku 1876,
a tom ukazał się latem; w końcu czerwca Kolberg jeszcze czekał na ukończenie druku, zaś na początku sierpnia już wysyłał wydany „świeżutko
nowy tomik moich badań etnograficznych”2.
Charakterystyczna jest motywacja, jaką Kolberg wyraził na temat wydania monografii Poznańskiego kilka lat wcześniej. W liście do Hoffa tak ją
przedstawiał w 1869 roku w odniesieniu do części I:
Tom pierwszy zajmie się południowo-zachodnią częścią W. Ks. Poznańskiego
i będzie miał głównie na względzie przedstawienie właściwości pow[iatów]
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 550.
2
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI i do W. Niegolewskiej z 7 VIII 1876 r.,
tamże, s. 628 i 631.
1

338

�wschowskiego, kościańskiego, bukowskiego i kilku im przyległych. Strona ta
Wielkopolski najmniej była znaną, a wydanie jej tym bardziej powinno być pożądanym, że germanizm, wciskając się we wszelkie żywota tamtejszego stosunki,
zaciera powoli wszystko”1.

Na problem germanizacji był uwrażliwiony szczególnie, zwłaszcza po
powrocie ze swojej podróży w 1875 r., dając temu wyraz w licznych wypowiedziach w listach do zaprzyjaźnionych Wielkopolan, zwłaszcza Bibianny
Moraczewskiej i Wandy Niegolewskiej, a także mieszkańców Pomorza, np.
Leona Czarlińskiego. Nasilenie tego procesu w latach siedemdziesiątych,
w okresie rządów Bismarcka i zainicjowanego przez niego Kulturkampfu
obserwował w czasie swoich ówczesnych podróży, bezpośrednio zetknął
się z jego eskalacją w czasie kilkakrotnych pobytów w Wielkopolsce i ostatniego na Pomorzu. Znane mu więc były kolejne etapy i przejawy polityki
germanizacyjnej w Poznańskiem, ściśle połączonej z walką z kościołem katolickim: stopniowe rugowanie języka polskiego ze szkół, wprowadzenie
rozporządzeniem z 13 października 1873 roku języka niemieckiego jako wykładowego na wszystkich szczeblach nauczania, spychające język polski do
roli pomocniczej, uchwalenie przez sejm pruski 19 czerwca 1876 roku ustawy ostatecznie uznającej język niemiecki jako wyłączny urzędowy w administracji i sądownictwie, przemianowywanie historycznych nazw polskich
na niemieckie, usuwanie Polaków ze służby rządowej, uzależnienie kościoła od państwa itd. Restrykcje te budziły silny opór środowisk polskich,
a sprzeciwy polskich posłów wyrażane w debatach na forum parlamentarnym, jedynym formalnie dostępnym dla Polaków polu wyrażenia niezgody,
były na porządku dziennym. Jak wiadomo, Kolberg stykał się z wieloma patriotycznie nastawionymi przedstawicielami społeczeństwa wielkopolskiego
z zaboru pruskiego i jak wynika z nawiązań w korespondencji, te żywotne
problemy były omawiane w czasie jego pobytów w odwiedzanych domach.
Z pewnością podejmowano je m.in. w goszczących Kolberga dworach Niegolewskich w Morownicy czy Czarlińskich w Zakrzewku; obaj gospodarze
byli posłami na sejm pruski, a Niegolewski należał do najznakomitszych
i najodważniejszych obrońców polskości w parlamencie niemieckim. Podobnie działo się zapewne w czasie spotkań z Bibianną Moraczewską czy
Marcelim Szulcem w Poznaniu, co dokumentuje korespondencja, w której
1

Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1869 r., tamże, s. 328.

339

�przewijają się aktualne wątki i problemy polityczne. Wiadomości na ten
temat dostarczała też prasa krakowska. Żywo reagując na kolejne przejawy
wypierania polskości w szkolnictwie, administracji, kulturze w Wielkopolsce i na Pomorzu, Kolberg pisał np. do Czarlińskiego:
Cieszyliśmy się tu bardzo, żeście panowie posłowie tak dzielnie bronili naszych
praw, osobliwie sprawy językowej na sejmie berlińskim. Winszujemy Wam
talentu oratorskiego i cenić umiemy wysoko Wasz zapał i poświęcenie, lubo
znając zawziętość Waszych przeciwników z góry o bezskuteczności tych mów
i usiłowań byliśmy przekonani1.

Lub nieco później:
Nie uwierzysz Pan, jak nam tu wszystkim przykro, że wybory tegoroczne do sejmu wypadły dla nas tak niepomyślnie. Wiemy dobrze, że nieprzyjaciel posiada
daleko potężniejsze niż my środki kontrminowania wszelkich naszych usiłowań
publicznych, ale i to pewna, że w pracy przy domowym ognisku podjętej niewiele on nam zaszkodzić może2.

Warto podkreślić jasność postawy Kolberga, który wprost mówi o „przeciwnikach”, o „nieprzyjacielu” z jednej strony, z drugiej zaś o wartości pracy
„przy domowym ognisku” z pozytywistycznego stanowiska. Świadomość
postępującej germanizacji – o czym będzie jeszcze mowa – z pewnością
umacniała jego determinację, by z wydaniem monografii wielkopolskiej
nie zwlekać. Kolejne jej części ukazywały się co roku, w latach 1875–1882,
z przerwą jedynie w roku 1878.
1
Brulion listu do L. Czarlińskiego z 8 VIII 1876 r., tamże, s. 633. Mowa o obradach sejmu pruskiego nad wspomnianą uchwałą o języku niemieckim jako jedynym urzędowym
na wszystkich szczeblach administracji i sądownictwa, zatwierdzoną 19 czerwca 1876 roku.
O obradach tych pisała także prasa galicyjska. Kolberg znał zapewne przebieg procedowania
z bieżących doniesień krakowskiego „Czasu” z 1876 r. (zob. m.in. Korespondencja z Poznania,
6 kwietnia w nr. 82, z 9 IV), a wspomniane przez niego mowy posłów polskich w obronie języka polskiego, wygłoszone 19 czerwca na posiedzeniu Izby Wyższej, która uchwałę zatwierdziła
– z artykułu Ziemie polskie. Mowy hr. Józefa Mielżyńskiego i hr. Mieczysława Kwileckiego
w „Czasie” 1876, nr 141 (z 23 VI), gdzie zostały przytoczone.
2
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),
s. 668–669. Wybory do sejmu pruskiego odbyły się 27 października 1876 roku. Obszerną
relację i analizę wyników pt. Rezultat wyborów podawał „Dziennik Poznański” 1876, nr 248
(z 29 X) i nr 251– 253 (z 3–5 XI). O wyniku wyborów informował także „Czas” 1876, nr 256,
w Korespondencji „Czasu” z Poznania, 2 Listopada.

340

�Tymczasem krótko po powrocie z podróży w 1875 roku wyłonił się
nowy kłopot. Jesienią Wilhelm, pośredniczący we wszystkich warszawskich sprawach Oskara, nie tylko rodzinnych, ale i wydawniczych, zawiadomił brata, że cenzura zakwestionowała niektóre fragmenty i miejsca w częś­ci
II i III Krakowskiego, tj. tomach 6 i 7 Ludu, uniemożliwiając tym samym
zbyt tych książek w Królestwie Polskim i Rosji. Wilhelm pisał: „[…] przez
nierozwagę utrudniłeś sobie odbyt w Królestwie i w Rosji tego, co wydajesz w Krakowie”, wyszczególniał też niedozwolone passusy w obu tomach,
obwarowane klauzulą: „pozwolono/dopuszczono z wyjątkami”, zwracając
uwagę na absurdalność niektórych zastrzeżeń. Nie mając zaś tomu 6., prosił
ze względu na trudność z wwiezieniem go: „Potrzeba, abyś co rychło znalazł
jakąś okazję do Warszawy i przesłał mi serię VI, którą przecież może kto
przywieźć w kieszeni”1. Zakwestionowane fragmenty dotyczyły w tomie 6.
pieśni w rozdziale Dwory i miasta, w których pojawiały się aluzje czy akcenty dotyczące wojska polskiego, bitwy pod Racławicami itp., a w tomie 7.
wyobrażeń ludu krakowskiego o kraju i ludach w okolicach Moskwy oraz
wszelkich fragmentów w opisie wierzeń, gdzie pojawia się słowo „Moskal”.
Stosowanym w takich sytuacjach zabiegiem pozwalającym ominąć zakaz
cenzora było przedrukowywanie kartek książki z kwestionowanymi partiami tekstu. Kolberg odpowiedział bratu szybko, tłumacząc się z „nierozwagi”
– jak to określił Wilhelm – i godząc na przedruk niektórych kart:
Mam zwyczaj przed oddaniem manuskryptu do druku przeglądać go jeszcze
i odkładać na bok wszystko, co tchnie patriotyzmem (gdyż wielka część drukuje
się z kartek, które czasami ktoś inny napisał, a ja tylko przejrzałem i poprawiłem). Otóż większa część wskazanych przez Ciebie (i cenzurę) miejsc była
prześlepioną przeze mnie, a korektor (gdyż prócz nut, nie zawsze dla krótko[ści]
czasu sam wszystko w Krakowie korygowałem) nie dbał wcale o usunięcie tych
kawałków, więc zostały wydrukowane. Choć przyznać się muszę, że parę miejsc
mniej drażliwych zostawiłem sam, nie sądząc, aby je cenzura brała na serio.
Masz rację, że dla tych kilku kartek nie należałoby tamować odbytu całemu
dziełu u Was i w Rosji, więc je trzeba będzie przedrukować. Uczyniwszy to,
nie omieszkam przesłać tak poprawionych egzemplarzy i spodziewam się, że
cenzura cofnie swój zakaz2.

1
2

List Wilhelma Kolberga z 18 XI 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 547 i 548.
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 553.

341

�Wspominana już wcześniej opresja nękająca autorów ze strony cenzury, często absurdalnie uznaniowej i groteskowej w swoich praktykach,
towarzyszyła Kolbergowi także przy kolejnych tomach przeznaczonych do
kolportażu i sprzedaży w zaborze rosyjskim 1. Owo nieszczęsne „odkładanie na bok wszystkiego, co tchnie patriotyzmem” było ceną, jaką płacili
pisarze polscy XIX wieku i z jaką musieli liczyć się również dokumentaliści pokroju Kolberga, dla których naukowym zadaniem była wierność
faktom.
Wyprawa na Pomorze, Powiśle i Mazury utrwaliła zainteresowanie
Kolberga tymi regionami. Choć ich już nigdy nie odwiedził, nie zaniedbał dalszych starań o opracowanie pozyskanych źródeł i o nowe nabytki stamtąd pochodzące i ich dotyczące. Choć za życia nie zdołał ich
wydać, wagi zebranych źródeł był jednak od początku świadomy, także ze
względu na systemowe wypieranie żywiołu polskiego z tych ziem i pilną
potrzebę zgromadzenia dokumentacji etnograficznej dla nich. Dokładnie
nie znamy jednak przebiegu dalszych prac nad materiałami do przyszłych
monografii tych regionów. Wiadomo, że po powrocie z podróży na Pomorze i Mazury nadal się nimi interesował, gromadził bibliografię i wiedzę z literatury, poszukiwał materiałów i kontaktów ze znawcami historii
i folkloru tych regionów. Zafascynowany szczególnie Kaszubami, około
roku 1877 przetłumaczył rozprawę Hilferdinga z 1862 roku, którą – jak
wspomniano – znał już wcześniej 2. Zachęcony przez Juliusza Pobłockiego sporządził też odpis wydanego w 1876 roku przez jego brata Gustawa
Słowniczka kaszubskiego. Obie prace pozostały w archiwum Kolberga wraz z dotyczącymi Pomorza notatkami bibliograficznymi i wypisami
z literatury, pochodzącymi głównie sprzed roku 1875. W archiwum tym
przechowały się także najcenniejsze i najbogatsze materiały Kolberga
z tego obszaru, tj. jego własne zapisy pieśni z melodiami, sporządzone
1
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych do obiegu przez carską cenzurę zagraniczną, T. 1, 1865–1889, Warszawa 2006 (indeks
w T. 3). Spośród pierwszych dwu monografii wydawanych w Krakowie w całości dopuszczono
do obiegu cz. I Krakowskiego oraz cz. I–VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 5 i 9–15); zastrzeżenia co do cz. II–IV Krakowskiego (DWOK T. 6–8) oraz wydanych w 1874 roku Krakowiaków
i mazurków z okolic Krakowa (przedruk rozdziału Tańce z tomu 6.) wskazane zostały w tej
publikacji przez podanie stron i w razie potrzeby wierszy.
2
Zob. wyżej, s. 191–192. Przekład Kolberga pt. Ostatki Słowian na południowym brzegu
Bałtyckiego Morza został opublikowany w jego tomie Pomorze (DWOK T. 39).

342

�z autopsji w trakcie badań terenowych. Jest to pierwsza – jak powiedziano wyżej – planowa dokumentacja folkloru muzycznego Pomorza i to
w okresie – jak pisze Józef Burszta – „gdy panowała ugruntowana przez
pastora Lorka z Cecenowa opinia, że Pomerania non cantat”1. Kolberg
nie podjął jednak opracowania swych rękopisów pomorskich do druku,
pozostały w jego spuściźnie aż do 1965 roku, kiedy to wydano je po 90
latach w ramach Dzieł wszystkich jako tom 39.
Natomiast przygotował do publikacji materiały z Mazur. Korzystał przy
tym przede wszystkim z pomocy i dorobku naukowego wybitnego historyka i znawcy regionu, W. Kętrzyńskiego, oraz z przechowywanego w swoim
archiwum rękopisu Gizewiusza, a także z prac M. Toeppena, J.J. Ossowskiego i K. Sembrzyckiego. Skompletowanie i opracowanie rękopisu Mazur
pruskich przypadło prawdopodobnie na czas późniejszy, od 1881 r., a zwrot
w postępie prac przyniosła konkretna pomoc Wojciecha Kętrzyńskiego,
który od 1883 r. przekazywał Kolbergowi własne materiały źródłowe,
zwłaszcza zapisy pieśni, zapewne także i literaturę i informacje o niej2. Obaj
badacze spotykali się we Lwowie, gdzie Kętrzyński pracował w Zakładzie
Narodowym im. Ossolińskich, najpierw jako sekretarz naukowy od 1870
roku, potem od 1874 jako kustosz, a od 1 listopada 1876 roku jako długoletni dyrektor. Był wydawcą źródeł, autorem pierwszej etnograficznej pracy
O Mazurach3, zasłużonym badaczem nie tylko historii Prus, ale i folkloru
mazurskiego. Mazur pruskich Kolberg jednak nie wydał; ukazały się dopiero w ramach Dzieł wszystkich jako tom 40.
W miarę upływu lat, przybywających materiałów, rosnących wysiłków, by podołać wielotorowym działaniom, a także narastającego zmęczenia nadmiarem pracy, ślęczeniem za biurkiem, wreszcie eksploatującym
siły podróżowaniem, Kolberg coraz silniej odczuwał presję czasu, ogromu
zadań i obaw o realizację swojego wielkiego planu. Mimo ustabilizowanej
sytuacji bytowej w Modlnicy nie był pozbawiony uciążliwości i kłopotów,
J. Burszta „Pomorze”… (DWOK T. 39), s. XXVII–XXVIII.
O współpracy tej oraz o przygotowanych przez Kolberga materiałach do druku zob.
W. Ogrodziński „Mazury pruskie”… (DWOK T. 40),, s. XIV i nast. W 1886 r. w Wykazie tek
rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, aneks 12, s. 744) Kolberg wymienia Mazury pruskie jako
monografię „w znacznej części gotową do druku”.
3
Praca ta ukazała się w Poznaniu w 1872 roku, wcześniej drukowana była w odcinkach
w „Tygodniku Wielkopolskim” 1872, nr 90–91, 101–102, 113–114, 129–130, 141–143. Omówienie
działalności Kętrzyńskiego w tym zakresie zob. m.in. T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 447–450.
1
2

343

�jakie poza ciągłą troską o finanse stanowiła konieczność przemieszczania
się do Krakowa i związane z tym uzależnienie od możliwości wyjazdu.
Podróże mimo niewielkiej odległości były męczące, drogi jesienią i zimą
często nieprzejezdne, konie z furką nie zawsze mogły być podstawiane.
Niejednokrotnie Kolberg nocował w Krakowie, korzystając z gościny
przyjaciół. W drodze powrotnej z Mazur pisał z Morownicy do Romana
Konopki:
Spodziewać się zatem mojego powrotu możesz mniej więcej za tydzień, a najdalej za dni dziesięć. Przyjadę wprost do Krakowa, bo mi to będzie najdogodniej,
o ile możności w dzień poniedziałkowy lub czwartkowy, i jeżeli koni od Was nie
zastanę, przenocuję u Kirkora lub Rybkowskiego1.

Z wspominanym już wcześniej Adamem Honorym Kirkorem Kolberg
stykał się i współpracował blisko w Akademii; nocleg w jego mieszkaniu
przy Małym Rynku był, jak wynika z listu, możliwością już sprawdzoną.
Tadeusz Rybkowski (1848–1926), malarz i ilustrator, w latach 1872–1875
studiował w Krakowie w Szkole Sztuk Pięknych i często bywał w Modlnicy,
gdzie mieszkała jego ciotka, Antonina Męcińska, rezydentka u Konopków
i wychowawczyni dzieci2, i gdzie poznał się z Kolbergiem. Z upodobaniem
podejmował wtedy wycieczki artystyczne, uprawiając malarskie studia
z natury, których tematem było życie ludu wiejskiego. Z Kolbergiem łączyło go więc wspólne zainteresowanie ludem i wsią. W 1875 roku sportretował autora Ludu3, a później przygotowywał dla niego ryciny przeznaczone do monografii Pokucia. Na dalsze studia wyjechał do Wiednia, gdzie
był uczniem L. Loefflera, potem H. Makarta i gdzie w latach 1878–1893
miał własną pracownię i niezwykle intensywnie pracował, uprawiając
malarstwo rodzajowe i historyczno-rodzajowe4. Zażyłość jednak pozostała;
w kwietniu 1876 roku Rybkowski pisał z Wiednia do Kolberga, uprzedzając
„zaproszenie do przesyłania artykułów z etnografii słowiańskiej, a głównie
List z 3 X 1875 r., Korespondencja cz. I (DWOK T. 64), s. 540.
Matka Tadeusza, Karolina Rybkowska, i Antonina Męcińska były córkami Antoniego
Męcińskiego, kompozytora i organisty w Kościele Mariackim w Krakowie.
3
Portret ten (miniatura, gwasz, akwarela) znajduje się w Muzeum im. Oskara Kolberga
w Przysusze. Reprodukcję opublikowała K. Markiewicz w albumie Oskar Kolberg 1814–1890,
Radom 2014, s. 116.
4
Zob. R. Biernacka Rybkowski Tadeusz, w: Polski słownik biograficzny, T. XXXIII, 1991–
1992, s. 357–359.
1
2

344

�Galicji i Krakowskiego” z redakcji tamtejszego czasopisma „Heimat”, gdzie
rekomendował go „jako członka Akademii Umiejętności i jedynego etnografa w całej Polsce”1.
W Krakowie miał Kolberg wypróbowane punkty kontaktowe, w których pozostawiał i odbierał wiadomości i listy w sprawach swoich krakowskich interesów i spotkań, a także dla i od przyjezdnych członków rodziny
i przyjaciół. W czasie zamieszkiwania w Modlnicy był to poza księgarnią
Friedleina sklep galanteryjny w Rynku Głównym Józefa Zaplatalskiego,
kupca, u którego zaopatrywał się modlnicki dwór. Za jego pośrednictwem
przekazywane były do Kolberga i od niego informacje o przyjazdach, zakwaterowaniu w Krakowie, propozycjach i terminach spotkań, a także wędrujące w obie strony przesyłki i listy. Liczne wskazówki w korespondencji
Kolberga do roku 1883, kierujące pod ten adres, wskazują na dogodność
sprawdzonego pośrednictwa Zaplatalskiego.
Wyjazdy z Modlnicy do Krakowa, uzależnione od pogody, zdrowia, kondycji i gotowości do męczącej jazdy do miasta, a przede wszystkim od
możliwości korzystania w razie potrzeby z oferowanych mu przez gospodarzy koni i furmanki, sprawiały, że podróże te stawały się z czasem rzadsze. Z kolei pobyt w Krakowie też bywał czasowo limitowany, zapewne ze
względu na transport. W listach częściej pojawiają się też wzmianki o tych
trudnościach. Już w lutym 1875 roku pisał o przyjazdach do Krakowa raz
w tygodniu:
Zajęcia moje etnograficzne dokonywane na wsi […], druk dzieł moich, stosunki
z Akademią, biblioteką, drobne sprawunki etc. powołują mnie prawie co tydzień
do Krakowa, gdzie zawsze kilka spędzam godzin dla załatwienia tych i tym podobnych interesów.

W liście do Siarkowskiego z maja 1876 roku, w którym wyjaśniał powody swojego milczenia i braku wiadomości, czytamy:
Przyczyny znów tego braku są te, że mieszkam o 1 1/2 mili od Krakowa, w Modlnicy i bywam zwykle tylko raz na tydzień w tym mieście dla interesów, sprawunków, korekty dzieła itp. Ostatnimi czasy bytność ta jeszcze stała się rzadszą
dla słabości zdrowia, niepogody, braku furmanki na zawołanie itd. Otóż tym
sposobem ani z prezesem, ani z sekretarzem Akad[emii] nie widziałem się od
1

List T. Rybkowskiego z 20 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 601.

345

�marca, a to tym mniej, że byli oni we Lwowie, skąd wrócili na parę dni na święta,
a ostatecznie dopiero na walne zebranie Akademii w d. 3 maja, na którym mnie
znów nie było dla słabości.

Do Władysława Wierzbowskiego krótko potem pisał w podobnym duchu, tłumacząc niemożność spotkania:
Bywam bowiem w Krakowie ledwie raz na tydzień i to na kilka godzin (jak to
wiesz) dla załatwienia interesów w drukarni, księgarni, bibliotece itd. i ledwie
czasami kilka chwil wolnych, [by] odwiedzić przyjaciół, mi pozostaje1.

Zimą wyjazdy te były jeszcze rzadsze, nieprzejezdne z powodu śniegów
lub roztopów drogi, zimno i niepogoda zmuszały do ich ograniczania i wyjaśnień w rodzaju: „[…] z powodu zasp śnieżnych rzadko teraz w Krakowie
bywam” lub:
Zimno, częste niepogody, złe drogi, trudność o konie w danym razie, a oraz
wiek i niezupełnie dobry stan mego zdrowia trzymają mnie na uwięzi w domu
i zapewne czas jakiś stale jeszcze trzymać będą. Nie gniewam się jednak o to,
bo mam spokój i zyskuję trochę czasu potrzebnego mi do wykończenia Pokucia,
które, jak sądzę, w początkach marca będzie gotowe2.

Ostatnia przytoczona wypowiedź z listu do Kopernickiego, o dwa lata
późniejsza, pochodzi już z okresu, kiedy w osobie adresata znalazł Kolberg
oddanego przyjaciela i pomocnika. Zawiązana w Krakowie bliska relacja
znajduje swoje odbicie w korespondencji zainicjowanej pod koniec 1876
roku, a ożywionej od 1878 roku. Widoczne jest w niej pogłębiające się zaufanie i wzajemny szacunek, gotowość pomocy i obustronne zrozumienie.
Jak już wspominano, Kopernicki z niezwykłą ofiarnością i operatywnością
wspomagał Kolberga w jego wszystkich sprawach, pośrednicząc między
nim a władzami Akademii, drukarnią i księgarnią Friedleina, ułatwiając
1
Zob. odpowiednio bruliony listów do M.A. Szulca z 26 II 1875 r., do W. Siarkowskiego z 23
V 1876 r., do W. Wierzbowskiego z 20 VI 1876 r., tamże, s. 520, 621 i 626.
2
Bruliony listów do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz do I. Kopernickiego prawdopodobnie
ze stycznia 1878 r., tamże, s. 559 oraz Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 94. Wersja wstępna
cz. I Pokucia (DWOK T. 29) przedstawiona została na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 27
XI 1878 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII),
tom ukazał się ostatecznie w 1882 roku, o czym mowa będzie dalej.

346

�kontakty z badaczami krakowskimi i terenowymi, niejednokrotnie zastępując go też w Sekcji Etnologicznej. Sam niezmordowany w pracy badawczej i w organizacji życia naukowego i łączący obie sfery działania,
rozumiał jak mało kto ze współczesnych dylemat Kolberga, uwikłanego
w ustawiczną sprzeczność między potrzebą spokojnej, mrówczej pracy
i skupienia nad kolejnymi tomami a innymi wyzwaniami, które go od tego
żywotnego zadania odrywały. Starał się też maksymalnie pomóc przyjacielowi nie tylko w obowiązkach związanych z Akademią, ale i w drobnych życiowych sprawach. Często dzięki temu Kolberg nie musiał wybierać się do Krakowa, zyskując spokój i czas na pracę w Modlnicy. Chętnie
użyczał też przyjacielowi noclegu i gościny w razie potrzeby, czasami
dłuższej. Niejednokrotnie Kolberg odwoływał się też do pośrednictwa
Kopernickiego w kontaktach z osobami odwiedzającymi Kraków. Liczne
przejawy i gesty takiej bezinteresownej troski i wsparcia dokumentuje
zachowana korespondencja 1. Przy niewiarygodnym tempie, jakie dla siebie w pracy autor Ludu wyznaczył, była to pomoc bezcennna. A tempo
to – jak się okaże – nie słabło już do końca, jeszcze nie było ukończone
W. Ks. Poznańskie, zamknięte dopiero VII częścią w roku 1882, a już
toczyły się równolegle prace nad kolejnymi monografiami; począwszy
od tego właśnie roku, ukazywać się będą systematycznie po dwa tomy
rocznie. Jednocześnie – poza nieprzerwanym gromadzeniem materiałów
drogą własnych i korespondencyjnych poszukiwań, korektami kolejnych
tomów, redakcją tekstów przeznaczonych do druku w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” – Kolberg publikował także osobne artykuły, niezwiązane z Ludem.

1
Zob. np. niedatowany list Kopernickiego, najprawdopodobniej z 1878 roku, w którym
obiecuje załatwienie w Krakowie kilku spraw ważnych dla Kolberga, a jednocześnie zaprasza
go na kilkudniowy pobyt w swoim domu przy ulicy Sławkowskiej. Zob. też m.in. list Kolberga do J. Brandta z 20 II 1879 r., w którym informuje malarza, że wiadomość o nim mógłby
w Krakowie otrzymać u księgarza Friedleina, kupca Zaplatalskiego „albo też najdokładniej […]
u dr Kopernickiego na Sławkowskiej ulicy nr [29], w własnym jego domu niedaleko Akademii”
(Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 193 i 220).

347

�XVIII
[W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego
(1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów gwaroznawczych
Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka i słownictwa ludowego
w badaniach etnograficznych Kolberga a program prac leksykograficznych
w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych
przedstawiany przez Kolberga Komisji Antropologicznej. – Studia nad kulturą
i folklorem Łużyczan, ich związek z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.]

Jak wspominano poprzednio przy omawianiu udziału Kolberga w pracach Akademii, już w styczniu 1876 roku w Komisji Językowej Akademii
znalazła się i została zakwalifikowana do druku jego praca Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Przekazana następnie Komisji Antropologicznej
i wydana najpierw z trzema innymi artykułami w zeszycie pod wspólnym
tytułem Materiały do słownika prowincjonalizmów polskich w 1876 roku,
a ponownie, choć w zmienionej wersji redakcyjnej, opublikowana w dziale etnologicznym „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” w 1877
roku1, stanowi pozycję wyjątkową nie tylko w dorobku Kolberga, ale także w dziedzinie dialektologii. Jest to pierwsza próba zebrania, systemowego ujęcia i interpretacji materiału gwarowego z ówczesnego Wielkiego
Księs­twa Poznańskiego i choć dokonana została nie przez profesjonalistę
językoznawcę, ma znaczenie historyczne. We wstępie Kolberg stwierdzał,
że w czasie swoich podróży dostrzegł „pewne odrębności w wymawianiu,
składni itd.”, właściwe „środkowym, zachodnim, południowym oraz północno-wschodnim” powiatom tego regionu.
Że jednak pozyskany tu materiał – pisał – nie jest dość obfitym, by na podstawie danych różnic dozwolił zadawalniającą ustanowić klasyfikację, a tym
mniej oznaczyć granice i stopień powinowactwa sąsiednich sobie gwar prowincjonalnych, przeto ograniczam się obecnie na podaniu ogółowym spostrzeżeń
tyczących się głosowni (fonetyki), jak i form gramatycznych w obrębie całego
Wielkiego Księstwa Poznańskiego używanych, z oznaczeniem szczegółowym
miejsc i okolic, gdzie takowe zasłyszanymi były2.
Zob. wyżej, s. 282, przyp. 3 i s. 284, przyp. 1.
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu…, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342.
W edycji Materiały do słownika… z r. 1876 podział geograficzny na cztery wymienione
1
2

348

�Przyjęta przez Kolberga formuła analizy językowej zgodna jest z ówczesnym modelem stosowanym dla prac językoznawczych; w obrębie
głosowni omawiane są kolejno samogłoski i spółgłoski, dalej w zakresie
morfologii wydziela autor poszczególne części mowy, po nich następują
przykłady wypowiedzi gwarowych, zapożyczenia (germanizmy), wreszcie
słowniczek, obejmujący około 800 haseł ułożonych w czterech osobnych
spisach (według wymienionych wyżej czterech grup powiatów), a na końcu każdego podane „wyrazy cudzoziemskie”. Opisywane zjawiska językowe odnosi autor do notowanych w innych regionach, niekiedy przy tym
typowe wielkopolskie cechy morfologiczne traktuje jako fonetyczne, nie
wszystkie zaobserwowane fakty wyjaśnia też prawidłowo w kategoriach
lingwistycznych. Materiał zebrany przez Kolberga w tej pracy został wykorzystany jedynie w zakresie zasobu leksykalnego; słownictwo weszło do
Słownika gwar polskich Karłowicza. Nie doceniono natomiast pierwszej
próby opisu wielkopolskich zjawisk językowych. Wybitny językoznawca,
Kazimierz Nitsch, przywołując tę pracę Kolberga, w 1915 roku zarzucał jej
niefachowość i pisał, że „ma ona wartość tylko dla słownika”1. Za sprawą
m.in. tej jego opinii stanowisko to utrwaliło się w nauce. Dopiero późniejsza specjalistyczna analiza językoznawcza rozprawy Kolberga, podjęta około roku 1970, przed jej wydaniem w Dziełach wszystkich przez
Monikę Gruchmanową wykazała pełniej wartość naukową i przydatność
obserwacji Kolberga dla dialektologii. Aby je właściwie ocenić, badaczka
zestawiła najistotniejsze cechy wyselekcjonowane z opracowania Kolberga
z potwierdzonymi przez późniejszych autorów zajmujących się dialektami
wielkopolskimi2. Analiza ta pozwoliła autorce stwierdzić, że „O. Kolberg zagrupy powiatów przyjął Kolberg także dla opisu cech fonetycznych i gramatycznych języka.
O rozprawie Kolberga zob. też analiza M. Gruchmanowej w: O. Kolberg Studia, rozprawy…
(DWOK T. 63), s. XXXVIII–XLIV oraz tejże autorki Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar
Kolberg 1814–1890, w serii: „W Służbie Nauki”, Kraków 1998, nr 1 (Materiały z sesji naukowej
w Krakowie 26 listopada 1994), s. 27–34. Przedruk w: M. Gruchmanowa Gwary w ojczyźnie
i na obczyźnie, Poznań 2003, s. 176–185.
1
K. Nitsch Dialekty języka polskiego, Wrocław–Kraków 1957 (reedycja, I wyd. 1915), s. 12.
2
Pierwsza dialektologiczna praca z obszaru Wielkopolski w XIX wieku to J. Leciejewskiego
Gwara Miejskiej Górki i okolicy, „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. IX:
1882, s. 108–148. Główne cechy gwar wielkopolskich scharakteryzował K. Nitsch w pracach
Mowa ludu polskiego, Kraków 1911 oraz Dialekty języka polskiego, w: Encyklopedia Polska,
T. 3, Kraków 1915, s. 238–343 (i reedycje). Pierwsze opracowanie poświęcone wyłącznie gwarom wielkopolskim, a zawierające też dane z prac Nitscha wydał A. Tomaszewski pt. Mowa

349

�uważył i zanotował bezbłędnie wiele cech typowych ogólnowielkopolskich
lub charakterystycznych tylko dla części Wielkopolski, wykazywanych także później przez dialektologów […]”1. Ustalenie to badaczka potwierdziła
niemal 30 lat później, formułując jednocześnie dalej idący wniosek udokumentowany konkretnymi przykładami:
Ze szczegółowego zestawienia wynika, że mimo niepełnego materiału gwarowego i nie zawsze podanej geografii Kolberg zapisał i opisał zdecydowaną większość cech typowych dla Wielkopolski. Interpretacja językoznawcza w dużej
części jest trafna […]. Oprócz cech potwierdzonych w pracach dialektologicznych
K. Nitscha i A. Tomaszewskiego Kolberg zapisał takie, których brak u wymienionych dialektologów, a na które zwrócono uwagę dopiero we współczesnych
badaniach2.

Wartość pracy Kolberga podsumowuje w konkluzji:
W sumie Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, mimo różnego rodzaju niedociągnięć, stanowi pierwszą próbę usystematyzowania i charakterystyki wielkopolskich zjawisk gwarowych. […] Niesłusznie zlekceważono wymienione opracowanie, jako dokumentację zebranych w terenie systemowych faktów dialektologicznych z drugiej połowy XIX wieku, ze stratą dla późniejszych badań terenowych […].

Podkreślając „dociekliwość językoznawczą” Kolberga, stwierdza wreszcie w oparciu o analizę także innych jego materiałów gwarowych: „Oskara
Kolberga ceniono dotychczas jako muzyka, etnografa, folklorystę, etnomuzykologa. Do wymienionych określeń należałoby dodać: gwaroznawca
– dokumentalista faktów językowych, przydatnych dla dialektologii historycznej”3. Warto może jeszcze pokusić się o przypuszczenie, że dla owej
dociekliwości Kolberga na tym przednaukowym etapie gwaroznawstwa
pierwszorzędne znaczenie miał jego doskonały słuch i związane z nim wyczulenie na odmianki lokalnej wymowy. Paradoksalnie brak wykształcenia
ludu wielkopolskiego, Poznań 1934. Gruchmanowa odnosi materiał Kolberga do publikacji
Leciejewskiego i Tomaszewskiego.
1
M. Gruchmanowa, wstęp do tomu 63 DWOK, s. XLIII–XLIV.
2
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 28–29 oraz 29. W tej pracy autorka
analizuje też dwa inne opracowania gwaroznawcze Kolberga i ocenia ich wartość dla dialektologii: przekład wspomnianej rozprawy Hilferdinga oraz zbiór bajek śląskich spisanych własnoręcznie z ust ludowego narratora (zob. DWOK T. 39 i 43).
3
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 31 i 34.

350

�językoznawczego mógł sprzyjać maksymalnej staranności w oddaniu tych
niuansów, np. cech wymowy sporadycznych czy zmiennych i niekonsekwentnych nawet w jednym przekazie. Z drugiej strony bliska współpraca
z członkami Komisji Językowej Akademii i orientacja w jej publikacjach
pozwoliła mu prawdopodobnie poznać podstawowe problemy warsztatu
kształtującej się dopiero dialektologii polskiej.
Przekonanie o wartości dla nauki zapisów „mowy ludowej” dokonanych
przez Kolberga potwierdziły i ugruntowały badania i prace językoznawców
analizujących jego przygotowywane do wydania materiały z tego zakresu,
pochodzące także z innych regionów Rzeczypospolitej, również z pogranicza
polsko–ukraińskiego na Kresach Wschodnich, do czego wypadnie jeszcze
powrócić. Późniejsi badacze materiałów Kolberga poszli już tym tropem.
W roku 2015 językoznawca Maciej Rak, analizując materiały podhalańskie
Kolberga pod kątem ich przydatności dla dialektologii, tak oceniał kwestionujące ją stanowisko Nitscha:
Po pierwsze Nitsch, nazywając prace Kolberga „niefachowymi zbiorami”, z pewnością miał na uwadze zapis, który nie oddaje cech fonetycznych gwary. Kolberg nie mógł jednak sprostać takim oczekiwaniom, gdyż w jego czasach nie
praktykowano fonetycznego zapisu materiałów pozyskiwanych u ludu. […] Po
drugie Nitsch ocenił dorobek Kolberga, przyjmując perspektywę naukowej dialektologii, która w XIX wieku dopiero się rodziła. Po trzecie Nitsch nie wziął pod
uwagę tego, że teksty folkloru (w szczególności pieśni) zgromadzone w Ludzie
reprezentują interdialekt, a nie taką gwarę, z którą mają i chcieliby mieć do
czynienia dialektolodzy1.

Opinia ta niezwykle celnie ujmuje istotę nienowego sporu językoznawców i folklorystów o zapis tekstu ludowego, który będzie się toczył
w Akademii od lat osiemdziesiątych, kiedy to powstał w Krakowie pierwszy naukowy ośrodek badań dialektologicznych z wybitnym językoznawcą, Lucjanem Malinowskim na czele. Twórca i jego uczniowie preferowali
znormalizowaną notację fonetyczną tekstów żywej mowy, badacze folkloru
– zapis gwarowy uproszczony, wystarczający dla ich potrzeb i praktycznie
M. Rak „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w ujęciu dialektologicznym, w: „Ja daję
właśnie materiał…”. O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red.
E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 234–235. Zob. też m.in. H. Karaś Polska leksykografia gwarowa,
Warszawa 2011, s. 62–65, H. Skoczylas-Stawska Cechy gwar wieluńskich w dziele Oskara
Kolberga, „Prace Filologiczne”, T. XL: 1995, s. 385–395.
1

351

�dostępny niewykwalifikowanym lingwistycznie zbieraczom, korespondentom i współpracownikom Akademii. W spór ten włączona też zostanie
Komisja Antropologiczna wraz z jej Sekcją Etnologiczną.
Jak wspomniano wcześniej, w tym samym czasie co rozprawa o dialektach wielkopolskich w Komisji Językowej Akademii znalazła się inna praca
Kolberga pt. Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce. Ten
nieznany dziś tekst, ani przez samego Kolberga, ani w pracach Komisji Językowej czy Antropologicznej później nie odnotowany, przemilczany także
w literaturze poświęconej dawnemu piśmiennictwu i jego zabytkom, wiąże
się zapewne z niedawnym pobytem w Poznańskiem. W zachowanych przekazach źródłowych dotyczących podróży Miłosław jest wprawdzie wymieniany
jedynie w 1872 roku, ale nie wszystkie odwiedzane miejscowości Kolberg
zawsze wymieniał, a ponadto odpowiednie informacje i materiał mógł pozyskać w Poznaniu, gdzie spotykał się z przedstawicielami środowiska naukowego i literackiego, członkami tamtejszego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Podkreślić należy, że zainteresowanie Kolberga tzw. prowincjonalizmami
i szerzej – zróżnicowaniem regionalnym języka jako przedmiotem badań
etnografia akcentowane było od początku wyraźnie w skrystalizowanym
około roku 1865 programie wydawniczym autora Ludu. Dziesięć lat później
we wstępie do części I Poznańskiego pisał:
Do najważniejszych cech bytu i rozwoju każdego ludu należy niewątpliwie
jego język jako główny wszelkich potrzeb i całej działalności tłumacz. Stąd
też do oddania w pełni ludu każdego charakterystyki lingwistyka za niezbędną
u wszystkich etnografów służyła zawsze pomocnicę. W seriach też dzieła przez
nas wydawanego dbaliśmy wielce i dbać będziemy o uwydatnienie prowincjonalizmów wszędzie, gdzie tego znajdziemy potrzebę, czy to wyrażając w mowie
miejscowej zdania, czy dając w niej przykłady i nazwy przedmiotów. Artykuły
zaś językoznawcze obszerniejszego zakroju, nomenklatury nazw i imion własnych i pospolitych […], jak i słowniczki wyrazów i wyrażeń prowincjonalnych
(w obecnym razie wielkopolskich) nie omieszkamy przygotować i przedłożyć
Akademii […]1.

Jego ustalony pogląd, że jest to istotny, wyróżniający tożsamościowo
aspekt kultury poszczególnych regionów, a w sumie także narodu, zagrożonego poprzez zabory w swoim bycie i tożsamości, współgrał ściśle
1

O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. IV.

352

�z założeniami i zadaniami naukowymi wytyczonymi w Wydziale Filologicznym Akademii, a szczególnie w działającej w jego ramach od 1874 roku
Komisji Językowej. Przyjęła ona od początku za główny przedmiot swych
prac zbieranie materiałów do słownika języka polskiego stanowiących dopełnienie słownika Lindego. Celem było „wciągnąć do słownika język całej
naszej literatury od najdawniejszych także czasów aż po chwilę obecną”.
Materiał miał objąć zatem również staropolski zasób leksykalny, pozyskany
na drodze analiz dawnych zabytków języka, a także słownictwo gwarowe,
co zapisano w programie:
Prowincjonalizmy […] powinny wejść także w skład słownika, można je bowiem
uważać za źródło język odżywiające i w istocie wiele wyrazów dziś w piśmiennej
mowie używanych przedtem było prowincjonalizmami; trudno także jest często
rozróżnić, co jest prowincjonalizmem, a co literackim wyrazem”1.

Kolberg, podzielający ten pogląd i wcześniej już dokumentujący „prowincjonalizmy”2, utożsamiał się z tym kierunkiem prac, sam w nich uczestniczył, a także zabierał niejednokrotnie głos w sprawie organizacji badań
nad językiem ludowym i prezentacji wyników. Zorientowany w dyskusji
dotyczącej profilu słownika i planu prac nad nim3, wyrażał aprobatę dla
programu równoległego zbierania leksykalizmów gwarowych i zamiaru,
by „takowe, nim użyte zostaną na karm dla tegoż słownika, w osobnym
zebrać dziele”.
Uznając właściwość tego kroku – pisał – poważam się wnieść, aby z nadsyłanych Sekcji [tj. Komisji Językowej] materiałów ogłaszać ona chciała bulletyny
objętości przynajmniej półarkuszowej, wymieniając skąd, kiedy i od kogo matePosiedzenie Komisji Językowej dnia 12 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń
Wydz. Filolog.” T. III, 1875, s. XVII i XVIII. Cytowane fragmenty pochodzą z programu słownika,
opublikowanego w sprawozdaniu z tego posiedzenia tamże, s. XVI–XXIII.
2
Słowniczki gwarowe, opublikowane przez Kolberga w Sandomierskiem, Kujawach,
Krakowskiem (zob. DWOK T. 2, 3 i 8) i z Wielkopolski w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej”, H. Karaś uznała w 2011 roku „za najważniejsze słowniki najwcześniejszego etapu
dziejów polskiej leksykografii gwarowej” (Polska leksykografia gwarowa…, s. 62).
3
Dyskusja nad programem i strukturą słownika oraz metodami i organizacją prac nad nim
toczyła się nadal w następnych latach. Równolegle pozyskiwano nowych współpracowników
i do Komisji Językowej spływały materiały staropolskie i gwarowe, które postanowiono
gromadzić w pierwszej kolejności. O przebiegu tych prac informowano w sprawozdaniach
z posiedzeń Komisji Językowej zamieszczanych w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń
Wydz. Filolog.” (zob. głównie T. I–VI, 1874–1878).
1

353

�riały otrzymała. Działanie to przedstawi tę korzyść, że poda wcześnie do wiadomości publicznej nabytki z różnych okolic kraju pozyskane, a stąd da możność
rychłego sprostowania uchybień i dopełnienia braków […]1.

Opinia Kolberga, zmierzająca do integrowania wysiłków badawczych,
nieodosobniona zresztą, z pewnością miała wpływ na decyzję o wydawaniu
zeszytami Materiałów do słownika prowincjonalizmów, gdzie ukazała się
najpierw Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Jak powiedziano wyżej,
w latach następnych materiały takie, jeśli nie miały charakteru ściśle „teoretyczno-dialektologicznego”, przekazywane były Komisji Antropologicznej
i publikowane w jej „Sprawozdaniach” oraz w „Zbiorze do Antropologii
Krajowej”. Znamienne, że w tym samym czasie, gdy Kolberg składał w Akademii swoją rozprawę o gwarze wielkopolskiej z cennym materiałem leksykalnym, ukazał się obszerny tekst Jana Karłowicza o charakterze metodologicznym, dotyczący projektu wielkiego słownika języka polskiego, gdzie
jeszcze raz autor podkreślał wagę zbierania prowincjonalizów2. Projekt ten,
ujmujący całość zagadnień dotyczących struktury słownika, zreferowany
na posiedzeniu Komisji w lipcu 1876 roku przez jej przewodniczącego, F.
Skobla3, zakładał objęcie całego słownictwa polskiego do czasów najnowszych; jego urzeczywistnienie w postaci edycji przypadło już na pierwsze
dziesięciolecia następnego wieku. Wśród szeregu prac dokumentujących
słownictwo gwarowe i sukcesywnie spływających do Komisji prace Kolberga, wcześniejsze i późniejsze, okazały się jednymi z najwartościowszych
materiałów źródłowych dla tego wielkiego projektu ówczesnej polskiej humanistyki.
1
Brulion niedatowanego listu do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 690–691. Być może stanowi on szkic stanowiska Kolberga „pośrednio objawionego
w tej mierze”, na które powołano się na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 25 lutego 1876
r. (zob. wyżej, s. 283, gdzie cytowany odpowiedni fragment sprawozdania z tego posiedzenia).
2
Ta obszerna praca pt. Przyczynki do projektu wielkiego słownika języka polskiego
zamieszczona została jako Dodatek w tomie IV „Rozpraw i Sprawozdań z Posiedzeń Wydz.
Filolog.” z r. 1876, s. XIV–CXVII (i osobna odbitka z r. 1876). Tam o potrzebie gromadzenia
dialektyzmów na. s. XVII.
3
Posiedzenie Komisji Językowej dnia 19 VII 1876 r., tamże. T. VI, 1878, s. VIII. Słownik
języka polskiego, pod red. J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego, T. 1–8, wydany
został w Warszawie w latach 1900–1927. O działalności Komisji Językowej w latach 1874
–1898 zob. też S. Urbańczyk Językoznawstwo i slawistyka, w: Polska Akademia Umiejęt­ności
1872–1952. Nauki humanistyczne i społeczne. Materiały z sesji jublileuszowej, Kraków
3–4 V 1973, Wrocław 1974, s. 257–265.

354

�Innym, poruszanym też wyżej, ale ciągle żywotnym dla Kolberga problemem, z którym występował na posiedzeniach Komisji Antropologicznej,
był postulat gromadzenia materiałów ikonograficznych jako ważnych źródeł dla antropologii i etnografii. W niedatowanym brulionie, kierowanym
zapewne do Komisji i jej przedłożonym, pisał w tej sprawie jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej, już po ogłoszeniu instrukcji Sadowskiego
w 1874 roku i po rozesłaniu ankiet do przyszłych współpracowników:
Ilustracje, jak wiadomo, ułatwiają zrozumienie wszelkich prac tak antropologicznych, jak i etnograficznych. Osobliwie dla etnografa są one niezbędnymi.
Tutaj dokładne oddanie typów ludu i jego ubioru, przedstawienie jego mieszkań,
sprzętów itd. jaśniejsze o wszystkim tym da wyobrażenie niż gołe jedynie opisy, choćby nawet drobiazgowo i wyczerpująco rzecz określiły. Z tego powodu
sądzę, że wielce byłaby pożądaną publikacja podobnych typów systematycznie,
pod dozorem jednego z doświadczonych prowadzona etnografów i głównie do
celów naukowych skierowana, która by z czasem dokładny utworzyć mogła
atlas etnograficzny, osobliwie ziem polskich dotyczący. Posiadając w tece mojej
dość znaczną rzeczonych typów kolekcję, już to ołówkiem, już wodną wykonanych farbą przez znakomitych artystów […], a nadto zbiór fotografii w tym
rodzaju, gotów jestem z kolekcji tej w miarę potrzeby na cel wspomniony ofiarować żądane ryciny, jeżeli Akademia, uznając korzyści podobnego wydawnictwa,
zgodzić się na nie zechce1.

Dodawał też, że do listu dołącza spis posiadanych rycin „z różnych prowincyj Polski”. Sprawa ilustracji, zabiegów o nie i podnoszenia ich wagi
jako materiału źródłowego będzie powracała do końca działalności Kolberga.
Prawdopodobnie z zainteresowaniami Kolberga polskimi ziemiami
zachodnimi i północnymi oraz z podróżami do Wielkopolski, zwłaszcza
podjętą w 1875 roku, a przede wszystkim z jego pracami nad W. Ks. Poznańskiem wiąże się zainteresowanie kulturą, językiem i folklorem Łużyc.
Podobna sytuacja Wielkopolan i Łużyczan, pozostających pod panowaniem niemieckim i poddanych restrykcyjnej germanizacji, stwarzała poczucie swoistej więzi i warunki do obustronnych kontaktów naukowych
Brulion niedatowanego listu Kolberga do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 692. Zagadnienie to poruszył Kolberg m.in. także na posiedzeniu Komisji
Antropologicznej 13 I 1875 r. (por. wyżej, s. 275-276). Spis rycin będących wówczas w jego
posiadaniu nie zachował się, zaginęła też większość rycin z jego kolekcji.
1

355

�i kulturalnych. Ponadto Kolberg jako etnograf obserwował podobieństwa
dotyczące obrzędowości i wierzeń Wielkopolski i Łużyc, zwłaszcza Dolnych, dawniej z nią graniczących. Mogły go szczególnie uderzyć przy pracy nad wydaną w 1877 roku częścią II („serią” X) W. Ks. Poznańskiego
poświęconą m.in. „okolicy Księstwa zachodniej”. Dostrzegł też być może
pewne pokrewne cechy dialektów zachodniej Wielkopolski z dialektami
Dolnych Łużyc. W każdym razie wyrazistym przejawem zainteresowania
Kolberga Łużycami było przede wszystkim wykorzystanie – prawdopodobnie w tym czasie – w formie notatek, odpisów, wyciągów i przekładu
fragmentów wysoko cenionej pracy L. Haupta i J.A. Smolerja Pjesnički
hornych a deľnych Łužiskich Serbow, podstawowego do dziś zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, wydanego w Grymi w latach 1841–1843 1.
Dwutomowa książka zawierała ponad 500 pieśni z Górnych (w części I)
i Dolnych (w części II) Łużyc, z melodiami dla około połowy z nich, a ponadto materiały do opisu ludu, języka, wierzeń, zwyczajów i obrzędów,
bajki, legendy i przysłowia. Nie znamy czasu i okoliczności podjęcia przez
Kolberga studiów nad tą pracą i tłumaczenia wybranych partii. Analiza jego rękopisów i przytaczanej w nich literatury wskazuje, że najprawdopodobniej nie mogło to nastąpić przed rokiem 18742. Tomy wydane
przez Kolberga wcześniej, przed monografią Wielkopolski, nie zawierają
żadnych odniesień czy wzmianek bibliograficznych kierujących do zbioru
Smolerja. Nic nie wskazuje na to, że planował osobną pracę poświęconą
Łużyczanom. Możliwe, że informację o tym autorze i jego dziele uzyskał już
wcześniej w Warszawie, a inspirację do konkretnego zainteresowania się
nimi przyniósł pobyt w Wielkopolsce czy na Pomorzu, np. dzięki kontaktowi z Florianem Ceynową, z którym spotkał się w Bukowcu pod Świeciem.
Badacz ten osobiście kontaktował się z Łużyczanami, przede wszystkim
właśnie z Arnoštem Smolerjem, jako członek Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego we Wrocławiu. Do tego Towarzystwa należał też m.in.
Ignacy Łyskowski (1820–1886), wybitny pisarz, publicysta i poseł, pierwszy prezes Towarzystwa Naukowego w Toruniu, założonego w 1875 roku.
1
Autor tego podstawowego zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, Jan Arnošt (Ernst) Smoleŕ (1816–1884), to łużycki pisarz i zbieracz pieśni, zasłużony dla ruchu narodowego Łużyczan.
2
Zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. I Łużyce (DWOK T. 59/I),
s. IX–XII. Autorka opracowania tych materiałów do druku przedstawia tam ich charakterystykę
i historię (s. V–XXV), a Frido Michałk analizę językoznawczą (s. XXVI–XXXIV).

356

�Bliższe kontakty Kolberga z nim nie są udokumentowane, lecz ich śladem
jest zachowany bilet wizytowy Łyskowskiego, niedatowany, lecz zapewne
wiążący się z podróżą na Pomorze, Powiśle i Mazury w 1875 roku, ze skierowanym do Kolberga apelem: „W etnografii polskiej racz Pan pamiętać
o Prusach polskich i powetować to, co W. Pol zaniedbał w Pieśni o ziemi
naszej”1. Wiedza o życiu naukowym i publikacjach naszych słowiańskich
sąsiadów była w środowisku uczonych i pisarzy Wielkopolski i Pomorza
propagowana i doceniana, tam więc mógł Kolberg konkretnie zainteresować się pracą Łużyczanina, być może dla celów porównawczych. Zebranych materiałów łużyckich autor Ludu nie opublikował; wydane dopiero
w ramach edycji Dzieł wszystkich składają się na tom, który obejmuje
poza wypisami i przekładami z Pjesniček, w tym tłumaczeniem całości
wesela najstaranniej zredagowanym przez Kolberga, jego własne nieliczne
notatki słownikowe i bibliograficzne oraz dział najobszerniejszy – materiały z archiwum wspomnianego wcześniej Andrzeja Kucharskiego, filologa,
który w latach 1826–1827 prowadził badania na Łużycach w ramach szerszej podróży naukowej po krajach zachodnio- i południowosłowiańskich.
Nie wiadomo, jaką drogą źródła te – w postaci około 230 tekstów pieśni
i notatek językowych, m.in. toponomastycznych – dotarły do rąk Kolberga,
a zachowane podobnie jak czeskie i słowackie w jego spuściźnie i uznawane za zaginione, zyskały swoje miejsce w edycji Kolbergowskiej 2.
Na rok 1876 przypada jeszcze jedna ważna publikacja Kolberga związana
z nurtem życia naukowego w Akademii, a także istotna dla samookreślenia
się autora Ludu jako etnografa. Mowa o artykule pt. Obecne stanowisko
etnografii ogłoszonym w lwowskim „Przewodniku Naukowym i Literackim”3. Tekst ten powstał jako rezultat studiów nad literaturą europejską
poświęconą antropologii i etnografii, a także jako odzwierciedlenie żywych
w Akademii debat na temat przedmiotu, zakresu i miejsca tych dyscyplin w całościowej nauce o człowieku. Jest też bardzo prawdopodobne,
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 554.
O A. Kucharskim i jego materiałach zob. wyżej, s. 85–87.
3
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, „Przewodnik Naukowy i Literacki”. Dodatek
miesięczny do „Gazety Lwowskiej” 1876, R. 4, nr 8, s. 710–726. Przedruk w: O. Kolberg Studia,
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 3–25, zob. też tamże, wstęp J. Burszty, s. IX–XV oraz Z. Jasiewicz
Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 172 i W. Domański Poglądy
Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii
kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 73–92.
1
2

357

�że sięgnął Kolberg po ten temat nie bez inspiracji Kopernickiego, którego szczególnie żywo obchodziły teoretyczne i praktyczne założenia tych
kierunków badawczych. Genezy tej publikacji nie znamy, a sam Kolberg
nigdzie nie wspomina o tym tekście i nie odwołuje się do niego. Nie tyle podejmuje w nim sugerowaną tytułem próbę ujęcia teoretycznego stanowiska
ówczesnej etnografii, ile referuje w formie rozszerzonej recenzji poglądy na
jej przedmiot i zakres, przedstawione w trzech pracach niemieckojęzycznych autorów, tj. Maximiliana Perthy’ego Grundzüge der Ethnographie
(Leipzig, Heidelberg 1859), Friedricha Müllera Allgemeine Ethnographie
(Wien 1873) i Oskara Peschla Völkerkunde (Leipzig 1874)1, a przy okazji tego omówienia wyraża swoje spostrzeżenia i opinie, będące wynikiem
długoletniego doświadczenia i refleksji nad przedmiotem badań ludoznawczych. Już na wstępie tego studium określa własne stanowisko względem
etnografii, „nauki w bieżącym dopiero stuleciu obok antropologii do należytego podniesionej znaczenia”. Pisze:
Nowa ta nauka, nim samoistnie do działania na pole wiedzy została powołaną,
czerpała pożywcze swe soki z szeroko już rozrośniętego drzewa nauk historycznych, geograficznych i filologicznych, skąd oderwawszy się wskutek obficie
przybywającego jej zewsząd żywiołu i wywiązujących się zeń nowych wyników
naukowych, wreszcie konieczność własnego, samodzielnego zaznaczyła bytu.
Wyniki wspomnione, porównane z wynikami równie bogato pozyskanymi i dla
innych także, dziś dla niej pomocniczych nauk, dadzą nam możność ścisłego jej
odgraniczenia, stosownego uklasyfikowania, a skutkiem tego i poznania właściwych podstaw, na jakich oprzeć się nadal winny wszelkie prace i badania
ludoznawcze, aby odpowiednio znakomitemu stanowisku zasilać ją mogły2.

Dokonując krótkiego przeglądu „postępów” etnografii, zatrzymuje się
Kolberg na wymienionych wyżej trzech pracach: Perthy’ego (1804–1884),
niemieckiego przyrodnika, profesora uniwersytetu w Bernie, Müllera
Jeden z egzemplarzy drugiego wydania pracy Peschla, które ukazało się w Lipsku w 1875
roku, przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej (sygn. 2392 Geograph.) był darem I. Kopernickiego, który przekazał bibliotece książki należące kiedyś do Kolberga; prawdopodobnie także ta należała do jego zbiorów. Praca Peschla była więc w kręgu zainteresowania obu uczonych.
Ukazała się też po polsku w Warszawie w 1876 roku pt. Nauka o ludach (Ethnologia) Oskara
Peschel’a przełożona z niemieckiego i pomnożona przez prof. dr. T. Wis­łockiego, Warszawa
1876. Być może przekład ten dał bezpośredni impuls do recenzyjnego artykułu Kolberga.
2
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 3.
1

358

�(1834–1898), austriackiego lingwisty i etnografa, profesora językoznawstwa porównawczego w Wiedniu oraz Peschla (1826–1875), niemieckiego
geografa i etnografa. Wybiera je jako reprezentatywne dla swojego wywodu, ponieważ w badaniach nad rasami ludzkimi uwzględniają zarówno
pierwiastek fizyczny, jak i psychiczny, próbując „odnośnie do wymagań
etnografii uklasyfikować rasy ludzkie pod obustronnym, wyżej wykazanym względem fizycznym i psychicznym, czym się dziś w Niemczech więcej niż gdziekolwiek zajmują” 1. Choć Kolberg nie akceptuje nadmiernego
psychologizmu i ingerencji teorii psychologicznych czy przyrodniczych
w badaniach etnograficznych, opowiada się wyraźnie za koniecznością
zrównoważonego potraktowania obu sfer życia człowieka, a więc także
psychicznej, duchowej. W nawiązaniu do takiego założenia wyrażonego
w pracy Perthy’ego pisze:
Perthy […] mówi, że jakkolwiek etnografia ma za zadanie stawić charakterystykę
ras i ludów wedle cech tychże fizycznych, przez co praca jej spotyka się na tym
polu z antropologią, gdy jednak przedmiot, którym się zajmuje, tj. człowiek, obok
cech zwierzęcych, do ziemi go przykuwających, ukazuje razem i całe bogactwo
swej natury duchowej, jakoby świat drugi nadzmysłowo nad światem zmysłów
rozpięty, przeto aby nauce o nim potrzebną nadać pełność, w opis objawów bytu
jego zewnętrznego wciągnąć także należy cały tak widocznie od innych istot
odróżniający go żywot moralny, skłaniający go do społeczności z współbliźnim
równie potrzebą duchową, jak materialną […]”2.

Wojciech Domański, omawiając pracę Kolberga, trafnie zwraca uwagę
na podkreślony tu trzeci – społeczny – aspekt życia człowieka:
Wyróżniający człowieka „żywot moralny” – jak się wyraził Kolberg – „skłania go
do społeczności z współbliźnim”, a więc z natury człowiek jest istotą społeczną,
a potrzeby duchowe i materialne mogą być zaspokajane tylko w zbiorowości.
Z kontekstu całej wypowiedzi wynika, że społeczny charakter ludzkiego życia
jest zasadniczym źródłem kultury. Poglądy Kolberga w omawianym artykule należą do końcowego okresu samookreślenia naukowego. Świadczą o jego
szerokich horyzontach naukowych, o świadomej dążności do uwzględnienia
szerokiego zakresu problematyki, od psycho-fizjologicznej do społecznej3.
Tamże, s. 6.
Tamże, s. 7.
3
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 77.
1
2

359

�Tak szerokie i pełne widzenie kultury realizował praktycznie i konsekwentnie poprzez kolejne tomy Ludu, dostrzegając i dokumentując wzajemne wpływy i zależności między bytem materialnym, środowiskiem i pracą,
a zwyczajami, obrzędami, wierzeniami i twórczością mieszkańców wsi,
a także związki między kulturą wiejską, szlachecką i miejską.
Koncepcja etnografii oparta na programie pozyskania jak najbogatszej
i najwszechstronniejszej dokumentacji faktograficznej narzucała wyraźnie określony przez Kolberga postulat posiłkowania się dorobkiem innych
nauk, odpowiednio do ich kompetencji dotyczących różnorodnych aspektów natury i życia człowieka:
Stąd też ku wszechstronnemu natury ludzkiej zgłębieniu i ocenieniu nie dosyć
jest dla etnografa znać jednę tylko, ale trzeba wiele innych jeszcze posiąść nauk
[…] Obok znajomości przede wszystkim antropologii niezbędnymi stają się tu
wiadomości historyczne, archeologiczne, mitologiczne, lingwistyczne, statystyczne, geograficzne, geologiczne itd., których wyczerpująca znajomość przechodzi
siły pojedynczej osoby, tym bardziej gdy każda z tych umiejętności, rozprzestrzeniając się w miarę przyrostu zasiłków naukowych, ukazujących nierzadko
różnorodności do przyjętych już klasyfikacyj nieprzystające, zmuszoną jest rozgałęziać się w coraz to liczniejsze naukowe działy1.

Zatem oczywista jest konieczność odwołania się do wyników badań
interdyscyplinarnych, wspomagających i poszerzających prace etnograficzne, niezbędna okazuje się potrzeba wyjścia poza krąg własnej specjalizacji
i korzystania z dorobku innych dziedzin wiedzy o człowieku. Te zaś miały
pełnić funkcje pomocnicze wobec etnografii i etnologii, bo to do tych ostatnich w pierwszym rzędzie należeć powinno badanie kultury materialnej
i duchowej ludu. Domański, stwierdzając, że Kolberg był „zawsze ostrożny
w interpretacjach, nigdy nie wykraczał poza fakty, trzymając się materiału
empirycznego”, zauważał jednocześnie, że obawiał się „dysproporcji w zakresie badanych zjawisk i jednostronności w dokumentacji faktograficznej”2.
Nie akceptował więc nadmiernej ingerencji teorii psychologicznych czy
przyrodniczych w etnografię, ale też nie przekreślał ich pożytecznej roli pomocniczej, a zwłaszcza późniejszych badań przedstawicieli tych dyscyplin,
1
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 7–8. Por. W. Domański
Poglądy Kolberga…, s. 78.
2
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 76.

360

�gdy materiał etnograficzny będzie obejmował jak najwięcej bezstronnie,
skrupulatnie i rzetelnie pozyskanych przez etnografa faktów.
Rezultatem tych rozważań staje się próba określenia kompetencji poszczególnych nauk jako dotyczących różnych aspektów ludzkiej natury.
Omawiając pracę Müllera, przytacza Kolberg jego propozycję rozróżnienia
tych kompetencji dla antropologii i etnografii:
Etnografia, czyli etnologia, więc ludoznawstwo, jest, jak to orzeka jej nazwa,
umiejętnością o człowieku uważanym jako osobnik (indywiduum) zbiorowy.
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka1.

Czyli – przywołując tu komentarz Domańskiego: „[…] antropologia powinna badać cechy gatunkowe człowieka, etnografia zaś zająć się jego życiem społecznym. […] Ludzkie cechy gatunkowe przysługują bowiem każdemu człowiekowi. Etnografii natomiast przypada w udziale badanie kultury, podstawy więzi społecznej”2. Badanie to dokonuje się w konkretnym
środowisku wiejskim poprzez metodyczną obserwację właściwych mu,
powszechnie uznawanych i aktualnie praktykowanych przejawów kultury,
wypracowanych w życiu zbiorowym. Etnografia zajmuje się więc badaniem
żywej, aktualnej kultury poszczególnych grup etnicznych. Zaś „śledzenie
genezy ewolucyjno-historycznej”3 tej kultury – jak to określa Domański – to
już przedmiot etnologii. W ten sposób Kolberg wyodrębnił dwie perspektywy i kierunki badań:
Jak bowiem etnografia miałaby za zadanie skreślić cechy zewnętrzne i wewnętrzne żywota każdego z ludów obecnie ziemię zamieszkujących, tak znowu
etnologia, cofnąwszy się w przeszłość, nierównie szerszy zakreśliłaby dla swych
prac program, szukając cech ludów dawniejszych od starego ich początku przy
pomocy archeologii i pokrewnych jej nauk, śledząc ludów tych rozrost lub przekwit, wyjaśniając wreszcie ich wzajemne na siebie czy to dodatnie, czy ujemne
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 17.
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 78–79.
3
Tamże, s. 79.
1
2

361

�oddziaływanie w pochodzie wieków aż po dzień dzisiejszy. Nie potrzebuję dowodzić, ile przy podobnym rozdziale pracy przysporzyłoby się także cennego
materiału ludoznawczego tak dla etnopsychologii, jak i etnofizjologii1.

Można zakładać, że rozgraniczenie dwu specjalności: etnopsychologii
i etnofizjologii, raczej robocze, służyć miało usprawnieniu prac porównawczych.
Stwierdzając dalej, że „u nas samych nauka etnografii, jak i antropologii
zaledwie kiełkować poczyna i dziś jeszcze głównie na skrzętnym zbieraniu
materiałów się ogranicza”, Kolberg wyłuszcza swój pogląd na ich przyszły
rozwój:
Jak każda umiejętność, a osobliwie historii i geografii dotycząca, oprzeć się winna na autentycznych dowodach leżących w kronikach, dokumentach, dyplomatach, mapach, planach itd., obok zabytków, jakie przynosi dla niej archeologia
– tak i etnografia, zarówno u nas, jak i wszędzie indziej, wzrost i korzyści swe
zawdzięczać będzie liczbie, dokładności i wiarogodności dostarczonych jej materiałów, typów, okazów, opisów, fotografij i rysunków szczegółowych i zbiorowych. Bez nich ani zdolności autora, ani jego zabiegi i prace na wnioskach
osobistych i domysłach częstokroć oparte, więc nie dające niezbitej pewności
i zupełnie jasnego o rzeczy wyobrażenia, pożądanego nie odniosą skutku2.

Artykuł kończy badacz zwięzłym przypomnieniem, że dla postępu etnografii i integracji jej naukowych dokonań, obok pism poświęconych jej
i dyscyplinom pokrewnym oraz publikacji ikonograficznych, duże znaczenie mają także kongresy i zjazdy krajowe i międzynarodowe, gromadzące
uczonych z różnych dziedzin, jak również wystawy okolicznościowe i stałe
oraz muzea prezentujące m.in. także okazy etnograficzne. Wymienia tu Muzeum Techniczno-Przemysłowe założone w 1868 w Krakowie przez Adriana
Baranieckiego. Wreszcie wspomina o Akademii Umiejętności, która „zwróciwszy równie baczną na tę naukę, jak i na inne uwagę, wygotowała instrukcję w przedmiocie zbierania i nadsyłania jej materiałów dla etnografii
i rozesłała ją po kraju, obecnie zaś gromadzi zasoby i okazy, które stanowić
mają zawiązek własnego jej muzeum”3.
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 18.
Tamże, s. 23.
3
Tamże, s. 25. Wspomniana przez Kolberga Instrukcja do badania właściwości ludowych
opublikowana została w roku 1874, zob. też wyżej, s. 275.
1
2

362

�Obecne stanowisko etnografii potwierdza, że u podstaw poglądów
autora Ludu leżała niezmiennie przez niego preferowana „faktograficzna
koncepcja etnografii”. Zgodnie z nią głównym przedmiotem etnografii jest
badanie „aktualnego życia grup etnicznych”, etnologia miałaby ją dopełniać
poprzez „bliższą interpretację materiału archaicznego”, a ten „mógłby być
jeszcze szczegółowiej analizowany przez etnopsychologię i etnofizjologię”.
Domański pisze:
Tego rodzaju przydział materiału etnograficznego innym naukom należy do metod badawczych reprezentowanych przez tradycyjny pozytywizm, który wszelkie
szersze uogólnienia rozumiał jako sumę wyników badań nauk szczegółowych1.

Nie znaczy to, że Kolberg, upatrując swoje zadanie na tym etapie rozwoju nauki w zbieraniu i systematyzowaniu materiału dla niej, nie widział
maksymalistycznych perspektyw dla etnografii w przyszłości, tj. szansy
wszechstronnej interpretacji, dopełnienia jej o wyniki badań dyscyplin pokrewnych i w rezultacie pożądanej syntezy.
XIX
[Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy
Kolberga o Chopinie.]

Choć główny nurt życia Kolberga wyznaczała ustawiczna codzienna praca nad zebraniem, opracowaniem i wydaniem materiałów etnograficznych
i folklorystycznych oraz udział w działalności Akademii, znalazła się w nim
jednak przestrzeń na powrót w latach siedemdziesiątych do dawnej niegasnącej pasji, jaką był fenomen osobowości i twórczości Chopina. Zaangażowanie Kolberga w tę tematykę bogato dokumentuje jego korespondencja
1

W. Domański Poglądy Kolberga…, 79–80.

363

�z okresu pobytu w Krakowie, prowadzona przede wszystkim z biografami
Chopina, Marcelim Antonim Szulcem i Maurycym Karasowskim, przynosząc
jednocześnie cenny materiał źródłowy dla chopinologii. Czytelny impuls
dla ożywienia wcześniejszych zainteresowań Kolberga Chopinem stanowił
najpierw bezpośredni kontakt, potem korespondencja z Marcelim Antonim
Szulcem, poznańskim nauczycielem, autorem pierwszej polskiej biografii
Chopina wydanej w 1873 roku1. Korespondencja ta została zainicjowana
listem Szulca już w 1871 roku, lecz rozwinęła się kilka lat później, po wydaniu jego książki i nieprzerwanie, choć w różnych odstępach czasu, trwała
do roku 18882. Kolberg poznał Szulca najprawdopodobniej jesienią 1871
roku, kiedy to odwiedził Poznań w nieodnotowanej przez siebie w itinerarium podróży, potwierdzonej jednak w późniejszych listach i w „Dzienniku
Poznańskim”3. Od początku połączyły ich wspólne żywe zainteresowania
muzyczne, zarówno teoretyczne, jak i praktyczne. Szulc podobnie jak Kolberg grał na fortepianie, ponadto na skrzypcach i organach. Obaj śledzili
aktualne życie muzyczne, wydarzenia koncertowe, nowości bibliograficzne
i edytorskie, literaturę z dziedziny historii muzyki. Przede wszystkim jednak obaj zafascynowani byli postacią i twórczością Chopina. Kolberg jako
wykształcony muzyk, uzdolniony kompozytor i pianista, a także bezpośredni świadek młodzieńczych lat artysty z okresu wspólnego zamieszkiwania
obu rodzin w Pałacu Kazimierzowskim w latach 1820–1825, a potem słuchacz jego gry i obserwator niezwykłej drogi muzycznej Chopina w latach
warszawskich, okazał się dla Szulca biografisty bezcennym informatorem
i konsultantem. Z kolei on sam znalazł w poznańskim nauczycielu podobnego sobie pasjonata muzyki i możliwość porozumiewania się na jej temat wspólnym językiem. Już w pierwszym liście z 16 listopada 1871 roku
Szulc, nawiązując do osobistego spotkania, formułuje swoje oczekiwania:
„Ufny i w uczynność, i w obietnicę Pańską, śmiem udać się do WPana
1
M.A. Szulc (1818–1898), pedagog, z wykształcenia filolog klasyczny, autor podręczników
do nauki języka francuskiego, był do roku 1884 wieloletnim nauczycielem w gimnazjum św.
Marii Magdaleny w Poznaniu. Z tradycji rodzinnych i zamiłowania muzyk, wydał w Poznaniu
w 1873 roku cenioną pracę Fryderyk Chopin i utwory jego muzyczne. Przyczynek do życiorysu
i oceny kompozycji artysty. Pracę Szulca wznowiono w edycji PWM w Krakowie w 1986
roku, z wstępem Danuty Idaszak poświęconym sylwetce autora (s. 7–38) oraz z dodatkiem
późniejszych uzupełnień Szulca do swojej książki (s. 266–294).
2
W sumie zachowało się 46 listów wymienionych między Kolbergiem a Szulcem w latach
1871–1888; opublikowane zostały w Korespondencji… cz. I–III (DWOK T. 64–66).
3
Zob. wyżej, s. 319-320.

364

�Dobrodzieja z prośbą o łaskawe poparcie mnie swym współdziałaniem
w mej pracy o Chopinie”1. Kolberg świeżo po przeprowadzce, organizujący
wówczas swoje życie pod Krakowem, odpowiedział jednak dopiero trzy lata
później, 13 listopada 1874 roku, już po ukazaniu się biografii Chopina. Odpowiedział jednak konkretnie na prośbę adresata, dołączając do listu obok
wyrazów uznania dla autora swoje szczegółowe uwagi, sprostowania i uzupełnienia dotyczące książki. Miały one służyć do planowanej drugiej edycji
pracy Szulca. Do odpowiedzi tej był starannie przygotowany, ponieważ już
od kilkunastu lat, a szczególnie gorliwie od 1871 roku, gromadził materiały
o Chopinie, odwołując się przy tym również do informacji, pamięci i własnych zbiorów brata Wilhelma, który uczęszczając z Fryderykiem do jednej
klasy w Liceum Warszawskim, pozostawał z nim w bliskiej bezpośredniej
relacji i przyjaźni. Swoje notatki dla Szulca oparł więc Kolberg nie tylko
o własne wiadomości i obserwacje, ale uzupełniał je i weryfikował przy
pomocy Wilhelma2. Bracia spotkali się w 1873 roku w Krakowie i wówczas
Wilhelm przekazał Oskarowi zapamiętane fakty i szczegóły dotyczące życia i twórczości Chopina. Jednak Oskar nadal prosił brata o wiadomości
i o wszystkie posiadane materiały. Pisał:
Pan Szulc pisał do mnie z prośbą o udzielenie mu szczegółów i sprostowania
o Chopinie, o jakich mi wiadomo […], a które będą mu potrzebne do drugiej
edycji wyjść mającej za rok czy dwa. Więc mu posłałem wszystkie te uwagi,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 394.
Niedatowana brulionowa wersja Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Szulca
o Chopinie, a przesłanych mu w listopadzie 1874 r. (zob. brulion listu do M.A. Szulca z 13 XI
1874 r., Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 498–499), opublikowana została w III części
Korespondencji… (DWOK T. 66), na s. 724–729 jako ankes 7. Zachowały się też: inna wersja
Uwag Kolberga, mniej pełna niż poprzednia (rkp. w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie, nr inw. M/66, s. 1–4) oraz rękopis notatek o Chopinie spisanych przez Wilhelma Kolberga
(tamże, nr inw. M/81, s. 1–4), której autorstwo przypisywane było Oskarowi. Pierwodruk dwu
ostatnich rękopisów w artykule K. Kobylańskiej Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg, w: Studia
Hieronymo Feicht septuagenario dedicata, Kraków 1967, s. 386–389; tam (s. 388) jako autor
drugiego rkp. błędnie podany: Oskar Kolberg. Wszystkie trzy dokumenty zostały przedrukowane w tomie Kolberga Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), odpowiednio pod nr 982, 981
i 980. Tamże w przypisie do tekstu 982 (s. 461) M. Tomaszewski, autor opracowania, wyjaśnił
kwestię autorstwa Wilhelma. Do II edycji pracy Szulca nie doszło, natomiast później opublikował on w warszawskim „Echu Muzycznym” z r. 1880, w nr. 17 (s. 133–134), 18 (s. 144–146),
20 (s. 159–160) i 24 (s. 189–192) Zbiór wiadomości i uzupełnień dotyczących życia i utworów
Fryderyka Szopena, gdzie wykorzystał częściowo materiał pozyskany od Kolberga (przedruk
tegoż w edycji pracy Szulca z 1986 r., s. 273–294).
1

2

365

�które zanotowałem jeszcze za Twej bytności zeszłorocznej, obiecując pomnożyć je notatkami, jakie od Ciebie lub kogo innego uzyskam. Podziękował mi
i prosi szczególniej o przysłanie mu kopij tych listów czy liścików Ch[opin]a,
które do Ciebie pisał z Reinertz i Antonina, jako i o opis szczegółowy i wizerunek (fotogr[afię]) tablicy Twojej marmurowej u św. Krzyża. Wszystko to bądź
łaskaw przygotować i przysłać mi wkrótce, a może znajdzie się u Ciebie jeszcze
coś z jego kompozycji. Prosiłbym także i o owego Poloneza skomponowanego
przez znakomitego artystę zmarłego niedawno w Paryżu (bo pod tym tytułem
wyszedł u Kaufmana), a który był pomiędzy Twymi nutami na fortepianie1.

Gromadząc wiadomości o Chopinie i zabiegając przez wiele lat o jego
wiarygodną biografię i poprawne edycje utworów, Kolberg – jako kompetentny muzyk i świadek warszawskiego okresu życia i twórczości mistrza,
zafascynowany jednocześnie jego talentem i sztuką – miał w konsekwencji
przyczynić się znacząco do wzbogacenia wiedzy o wielkim kompozytorze2.
Począwszy od odpowiedzi Kolberga przesłanej Szulcowi w 1874 roku
z dołączonymi Uwagami, wymiana listów coraz bliższych sobie korespondentów stała się bardziej ożywiona; obaj skupiali się przede wszystkim
wokół problemów chopinowskich. Szulc z wdzięcznością przyjął przysłane
mu notatki Kolberga, wskazane w nich braki, błędy, nieścisłości. Kolberg
zaś nadal pracowicie zbierał informacje, przeprowadzał kwerendy, analizował ukazujące się na temat Chopina artykuły, prostował powstałe wokół jego osoby i twórczości dowolne interpretacje, narosłe mity i legendy.
Zarówno w zebranych przez siebie Uwagach dotyczących edycji Szulca,
jak i w dalszych listach spektrum poruszanych zagadnień jest bardzo szerokie. Dotyczą sztuki pianistycznej Chopina, indywidualnego charakteru jego
gry, okoliczności i sposobów improwizacji, pomysłów twórczych i źródeł
muzycznych, chronologii i genezy utworów, autorstwa i edytorstwa dzieł,
szczególnie juweniliów, kolejnych edycji pojedynczych kompozycji i wydań
zbiorowych, wydawców i autorów piszących o Chopinie, mniej lub bardziej
istotnych szczegółów biograficznych, takich jak próby ustalenia pochodzenia rodziny Fryderyka ze strony ojca czy informacji dotyczących przyjaciół,
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510.
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. XVIII–XXII, K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg...,
s. 378–390 oraz E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondencji Oskara Kolberga, „Polski Rocznik Muzykologiczny” 2014, T. XII pt. Oskar Kolberg – prekursor europejskiej folklorystyki, s. 65–79.
1

2

366

�uczniów, spotkań, zdarzeń, upodobań kompozytora, wreszcie pamiątek po
nim. Czyni to Kolberg z wielkim zaangażowaniem, wnikliwością i widoczną pasją; u ich źródła jest nie tylko osobista fascynacja, ale i pietyzm dla
autentycznego portretu Chopina jako człowieka i twórcy, nie mitologizowanego, lecz prawdziwego w życiu i w swojej genialnej twórczości, oraz
odpowiedzialność świadka odznaczającego się doskonałą pamięcią zdarzeń,
muzyki, sposobu ekspresji artystycznej. Te rozproszone w listach i notatkach informacje i opinie najróżniejszego rodzaju składają się na bezcenne
dopełnienie biografii kompozytora, po części tylko wykorzystane przez badaczy jego dorobku i ciągle czekające na systematyczne i drobiazgowe ich
zanalizowanie przez specjalistów.
Działania Kolberga dotyczyły także edycji utworów Chopina. Autor
Ludu zbierał od wielu lat juwenilia oraz bezprawne, tzw. dzikie wydania pośmiertne. Wydawał opinie o praktykach różnych wydawców, np.
krytycznie oceniał w edycji Fontany celowość jego własnego pośmiertnego opusowania młodzieńczych i nienumerowanych utworów Chopina,
co powodowało, że wcześniejsze kompozycje miały numery wyższe od
dojrzałych. Proponował natomiast ułożenie tych utworów „w kolejności
rzeczowej i chronologicznej”. Tę swoją opinię przedstawiał późniejszym
wydawcom, odradzając stanowczo kontynuację tego zabiegu Fontany jako
niezgodnego z wolą i zapatrywaniami samego Chopina:
Znałem aż nazbyt dobrze usposobienie Chopina, abym nie był przekonany, że
nawet w wypadku, gdyby pozwolił opublikować te drobnostki za życia, nie
zniósłby, aby jego utwory młodzieńcze – zdając sobie sprawę z ich słabości –
zostały wydrukowane później […] po utworach najwyższej doskonałości. Różnica
jest zbyt jaskrawa, aby zaraz nie rzuciła się każdemu w oczy i uszy. Dlatego oznaczenia Fontany jako nieautoryzowane przez samego Chopina nie mają żadnego
uzasadnienia. Jest zatem nie tylko pożądane, ale nawet konieczne dla poznania
rozwoju ducha Chopina, zaniechanie oznaczeń Fontany – jako wyniku osobistego zapatrywania, a w żadnym razie woli Chopina […]1.
1
Brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 3 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 181 (tłum. z niem.). Zob. też inne wypowiedzi Kolberga na ten temat, tamże, s. 291 (brulion
listu do R. Wolffa z 1879 r.) oraz Korespondencja…, cz. I (DWOK T. 64), s. 562–563 i 664 (bruliony listów do M. Szulca z 1876 r.). Julian Fontana (1810–1869), pianista, kompozytor, jeden z najbliższych przyjaciół Chopina, jego uczeń, powiernik, kopista i edytor Oeuvres posthumes pour
de piano de Fréd. Chopin. Publiés sur manuscrits originaux avec autorisation de sa famille
par […] op. 66–74, Berlin [1855 i 1859]. O opinii Kolberga na temat opusowania przyjętego przez

367

�Kolberg zabiegał też sam o wydanie chopinowskich ineditów. Już
w grudniu 1874 roku na ręce Szulca przesłał „drobiazgi chopinowskie”, tj.
kopie kilku utworów, m.in. trzech młodzieńczych mazurków Chopina oraz
Adagia, z życzeniem przekazania ich Leitgeberowi do publikacji1. O tych
mazurkach pisał w liście:
Co do kawałków Chopina, które oczywiście noszą na sobie piętno dorywczości
(lubo ducha jego cechujące niewątpliwie), nadmieniam, że trzy te mazury [tj.
Mazurek G-dur, B-dur i D-dur] były improwizowane wśród większej jeszcze
liczby innych […] na jakimś wieczorze tańcującym (zdaje się u rektora Lindego
w roku 1826 czy 7), gdzie Ch. w dobrym będąc humorze, sam siadał do fortepianu (nigdy go bowiem o to przy tańcach, szanując jego talent, nie proszono)
i puszczał wodze swojemu wesołemu usposobieniu. Mazurów takich krocie sypały się wówczas spod jego ręki jak z rogu obfitości, lecz tylko te trzy na żądanie
brata mego nazajutrz spisanymi być mogły, że jeszcze z pamięci nie uleciały.
Trzeci z nich (G-dur) nazwany został kulawym, dlatego że go grał, gdy tancerz
w obertasie na lewo (na kseb) przysiadał się czasami jedną nogą czy kolanem
do ziemi, udając niby kulawego czy pijanego lub chcącego upaść, lecz wnet się
podnosił, co mają oznaczać mocniej naciskane oktawy wiolinu i basu w drugim
takcie każdej części […]. Dwa te mazury: B-dur i G-dur mój brat następnie za
pozwoleniem jego litografował; na świstkach bez tytułu, w 30 tylko egzemplarzach odbite, rozdane one zostały znajomym (jeden egzemplarz mam u siebie).

W dalszym ciągu wyjaśniał Szulcowi, z jakim zamiarem Chopin skomponował Adagio dedykowane siostrze Ludwice, i informował:
Adagio to zamieszczone było drobnym pismem na ćwiartce listowej, w liście do
rodziców pisanym, a który zapewnie wraz z innymi zaginął w pamiętnym 1864
r. napadzie żołdactwa. Szczęściem, że ja już miałem kopię jego u siebie w teczce,
z której nową kopię Panu przesyłam2.
Fontanę, uznanej współcześnie za cenną, pisał Jan Ekier we Wstępie do wydania narodowego
„Dzieł” Fryderyka Chopina (Warszawa 1974), przytaczając w aneksie II (s. 161–163) odpowiednie cytaty z listów Kolberga.
1
Utwory te pt. Trzy mazury i Adagio, utwory młodości Chopina wyszły staraniem Szulca
u Leitgebera w Poznaniu w 1875 roku. Adagio tj. Lento con gran espressione (Nokturn cis-moll); Kolbergowską kopię tego utworu odnotowują bibliografie chopinowskie.
2
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 507
i 508. Mowa o spustoszeniu 19 września 1863 roku (nie w 1864, jak pisze Kolberg) przez Rosjan
pałacu Zamoyskich na Krakowskim Przedmieściu w odwecie za nieudany zamach powstańców
na gen. Fiodora Berga, namiestnika Królestwa Polskiego. Demolując budynek pałacu, carscy

368

�Przy okazji do tego listu obok utworów Chopina dołączył też Kolberg
kilka „własnych polnych bławatków”, tj. „mazurów i obertasów”, które po
dłuższych perypetiach z wydawcą Leitgeberem ukazały się w Poznaniu
w 1876 roku pt. Mazurkas et autres danses polonaises pour le piano1.
Wyjaśniał Szulcowi ten pomysł z sentymentem i jednocześnie dystansem
jako formę powrotu do młodości:
[…] stanęły mi na myśli błogie chwile mojej takowej młodości około 1830–40,
kiedy się to na świat innym niż dzisiaj zapatrywało okiem, a w gronie życzliwych przyjaciół oddawało zabawie i wesołości, hasając nieraz do białego dnia.
Wtedy to pisywało się owe obertasy, kujawiaki i mazury i bez należytego opracowania i wykończenia na żądanie przyjaciół dawało czasami w 100 lub 200
egz. do druku na szarej, warszawskiej bibule, nie troszcząc się nawet wcale naówczas o porządną korektę. Ale młodość i myśl dobra krasiła wszystko. Ludzie
w najlepszej wierze wmawiali w człowieka, że jest kompozytorem i człowiek
nawzajem temu wierzył, zapominając, że to ziarko dobrego, jakie się w jego
utworach znaleźć może, bardzo często nie jego, ale poczciwego ludu jest własnością. Próbki, jakie Panu (z liczby całej setki w mojej tece) posyłam jedynie
dlatego tylko, że się sposobność do tego nadarza, powiedzą Panu więcej o tym
wszystkim, gdy je muzykalnie, pobłażliwie o to raczysz zapytać, niż wszelkie
tłumaczenia i komentarze2.

Jak wynika z listów, w roku 1875, podczas wspomnianego wyżej dwukrotnego pobytu w Poznaniu, Kolberg ponownie spotkał się z Szulcem.
Z pewnością dzielili się wówczas nowymi ustaleniami, wiadomościami
i uwagami, uzgadniali wątpliwości i potrzebę weryfikacji niepewnych faktów, a także cieszyli nawzajem swoją grą utworów Chopina. Kolberg, dziękując za to spotkanie, pisał:
[…] pospieszam jednak podzielić się z Panem wiadomośc[iami], jakie się jeszcze
dadzą zebrać o Chop[inie], z Panem, któryś mi tyle dał dowodów życzliwości
w ostatniej mojej podróży, że nie wiem, jakimi słowy za nią mam podziękować.
żołnierze obok sprzętów Izabeli, siostry Chopina, i Antoniego Barcińskich wyrzucili także na
bruk fortepian Fryderyka, który po śmierci rodziców pozostawał w posiadaniu Barcińskiej,
oraz zniszczyli część jego listów do rodziny.
1
Przedruk tychże w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 189–193, nr 37,
s. 225–226, nr 43, s. 294–295, nr 62.
2
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 506–507.

369

�O niektórych szczegółach napomknąłem już ustnie. Powtórzę je tu, ażebyś Pan
wiedział, o ile będziesz mógł lub chciał użytkować z nich przy drugiej edycji1.

Dalej następuje cała lista informacji bardziej lub mniej szczegółowych,
ilustrujących wielość wątków chopinowskich poruszanych w tej korespondencji.
Niewątpliwą zasługą Kolberga było również sporządzanie kopii utworów Chopina oraz gromadzenie niskonakładowych amatorskich druków
jego kompozycji wykonywanych dla przyjaciół i dla pamięci, a nie do
rozpowszechniania. Niektóre z wykonanych przez Kolberga kopii długo
uważane były nawet przez specjalistów za autografy Chopina 2. Dzięki
jednej z nich, odpisowi Poloneza b-moll (Les Adieux) z 1826 roku, dedykowanego Wilhelmowi, utwór ten jest znany, gdyż autograf Chopina
zaginął3. Odpisy Kolberga służyły też niejednokrotnie wydawcom dzieł
Chopina, u których zabiegał o ich kompletne wydanie i którym chętnie
udostępniał własne materiały, dzieląc się swoją wiedzą i profesjonalnymi
opiniami. Propozycja pomocy w tym zakresie złożona w styczniu 1878
roku lipskiemu wydawcy, Breitkopfowi i Härtlowi, okazała się jednak
spóźniona. Firma miała już innych współpracowników do realizowanego
właśnie pełnego wydania dzieł Chopina i mimo argumentu, że przydałby
się w tym gronie również Polak, oferta nie została formalnie przyjęta 4.
Kolberg mimo to okazał się pomocny przy kwerendzie źródeł, ustalaniu
Brulion listu do M. A.Szulca z 1 II 1876 r., tamże, s. 561.
Krystyna Kobylańska, badając autentyczność rękopisów Chopina, ustaliła np., że cztery
rękopisy uważane za jego autografy to kopie Kolberga. Są to: Lento con gran espressione
(Nokturn cis-moll); Piosenka litewska op. 74 nr 16, Ecossaise G-dur op. 72 nr 4, Ecossaise Des-dur op. 72 nr 5 (numery dwu ostatnich według edycji Fontany z 1855 roku). Zob. tejże Fryderyk
Chopin i Oskar Kolberg…, s. 379.
3
Swój odpis tego poloneza przesłał Kolberg w grudniu 1878 r. Bretkopfowi i Härtlowi,
z komentarzem, że utworu tego nie udało mu się odnaleźć po śmierci Wilhelma w 1877 r.
w jego papierach, choć pamięta jego dwie chopinowskie wersje w zbiorach brata, a kopię
z wersji staranniejszej sporządził „przed około 18 laty”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 182 (tłum. z niem.). O utworze tym pisał także do J. Kleczyńskiego w liście z 23 V 1881 r.
(tamże, s. 501–502; tam w przypisie 2 do tego listu podano błędnie, że rękopis tego poloneza
znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej).
4
Zob. w tej sprawie brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 5 I 1878 r. oraz odpowiedź wydawcy z 8 I 1878 r. i kolejny brulion listu Kolberga z 20 II 1878 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 95–96, 98–100, 110–113. Ta lipska edycja pt. Friedrich Chopin’s Werke. Erste
kritisch durchgesehene Gesamtausgabe herausgegeben von. W. Bargiel, J. Brahms, A. Franchomme, F. Liszt, C. Reinecke, E. Rudorff ukazała się w 14 tomach w latach 1878–1880.
1
2

370

�losów rękopisów i pojedynczych wydań, udzielał wydawcom cennych
informacji, m.in. o stylu gry Chopina, błędach poprzednich edycji, redakcji utworów, przesyłał kopie niektórych młodzieńczych kompozycji.
Już w grudniu 1878 roku przekazał do Lipska sporządzony przez siebie
Spis utworów Chopina z datami ich powstania (także z wątpliwościami
w tym zakresie) oraz z uwagami o ich wydaniach 1. Dalsza korespondencja w tej sprawie dokumentuje podobnie jak listy do Szulca niezwykłe
i bezinteresowne zaangażowanie Kolberga w szeroko rozumianą pomoc
przy nowej edycji, a także skwapliwość, z jaką lipscy wydawcy z cennych
uwag Kolberga korzystali, zgłaszając kolejne pytania i prośby. Swoistą
gratyfikację miał zapewne stanowić wydany przez nich w roku 1881 zbiór
50 polskich mazurków z lat 1817–1850, zebranych i opracowanych przez
Kolberga w układzie chronologicznym i opatrzonych jego przedmową2.
Swoje propozycje i poprawki co do koncepcji, układu i porządku w nowej
pełnej edycji dzieł Chopina przesłał Kolberg także Robertowi Wolffowi około roku 1879, uprzedzając inicjatywę warszawskich wydawców
i z góry proponując swoją pomoc przy korekcie. Przygotował też osobną
listę nutowych korekt uchybień zauważonych w poprzedniej edycji. Odpowiedzi udzielonej Kolbergowi nie znamy; firma Gebethnera i Wolffa,
publikując pełne wydanie dzieł Chopina, skorzystała jednak z pomocy
J. Kleczyńskiego3.
1
Dwie brulionowe wersje takiej listy (rkp. zaginiony, znany z odpisu M. Turczynowiczowej
sprzed 1839 r.) opublikowane zostały w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), na s.730–734
jako aneks 8 pt. Spis utworów Chopina sporządzony przez O. Kolberga. Zestawienie utworów
Chopina dołączył Kolberg do listu do lipskiego wydawcy z 3 XII 1878 r. (zob. Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 181 (tłum. z niem.) i s. 182, przyp. 1.
2
Zbiór ten ukazał się pt. Polnische Tänze. Sammlung des beliebtesten Polnischen Mazurkas
für das Pianoforte, Leipzig [1881]. Współpracę Kolberga i wydawcy nad przygotowaniem go
do druku dokumentuje koresponedencja z lat 1880–1881.
3
Zob. niedatowany brulion listu do Roberta Wolffa (prawdopodobnie z roku 1879), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 290–292. Nowa edycja Gebethnera i Wolffa, o której przyszłym kształcie pisze Kolberg, ukazała się w 1882 roku w Warszawie w 10 tomach pt. Frédéric
Chopin Oeuvres de Piano. Édition nouvelle revue, corrigée et doigtée par Jean Kleczyński,
avec variantes provenant de l’auteur lui-même et communiquées par ses meilleurs élèves.
Obok uczniów Chopina odnotowany jest tam także udział w opracowaniu Kolberga i Fontany. Wcześniejsze wydania dzieł Chopina przez Gebethnera i Wolffa ukazały się w Warszawie
w 1863 i 1877 roku. Zachowała się brulionowa wersja wspomnianej erraty nutowej Kolberga
do wcześniejszego wydania, dawniej uważana za zaginioną (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184,
k. 183–184).

371

�Kolberg pozostawił też cenne, choć rozproszone w listach i notatkach wskazówki i informacje o grze Chopina i sposobie wykonywania jego utworów.
Jeden z najciekawszych opisów zawarł w liście do Szulca z wiosny 1879 roku:
Ja znajduję, że wszyscy grają go za prędko, a biorąc szalone tempo w allegrach,
gubią tym samym mnóstwo szczegółów, które właśnie u kompozytora, tyle
w piękne szczegóły obfitego jak Ch[opin], uwydatnione w grze być by powinny. Przy tym prawie każdy wpada w afektację, niestosowną przesadę albo też
inaczej cieniuje te dzieła (oprócz miejsc wyraźnie do wzmocnienia i osłabienia
wskazanych), każdy chce naśladować (a naśladuje według własnego pojęcia,
więc najczęściej bardzo nietrafnie) owe ociągania się, ową niezależność obu rąk
od siebie, które autor oznaczał wyrazem tempo rubato […]. Ja może dlatego tak
jestem wymagającym, żem słyszał samego Ch[opina] bardzo często bądź prywatnie, bądź i publicznie grajacego w czasie jego dojrzałości w latach 1827–1830,
a wrażenie tej gry (jakkolwiek byłem wówczas prawie dzieckiem jeszcze) niezatarte aż do dnia dzisiejszego pozostawiło na moim umyśle ślady, nie dozwalające
wcale porównań z nowszymi wykonawcami1.

W korespondencji Kolberga częstym tematem były też pamiątki pozostałe po Chopinie lub z nim związane. Wymienić tu można dla przykładu poświęconą Chopinowi tablicę epitafijną w kościele św. Krzyża w Warszawie,
wykonaną według projektu (szkicu) Wilhelma przez Leonarda Marconiego,
a upamiętniającą złożone tam serce kompozytora2. Losy pamiątek będących
w posiadaniu Wilhelma nie są do końca znane. Nie wszystkie przekazane
zostały Oskarowi, który wielokrotnie o nie prosił. Gdy się dowiedział, że
przed śmiercią w 1877 roku Wilhelm odnalazł i przekazał kilka takich pamiątek siostrze Fryderyka, Izabeli Barcińskiej, pisał do Karoliny z żalem:
„[…] czy to były listy, nuty lub co innego, nie wiem […]. Dziwi mnie mocno,
dlaczego mnie takowych nie przysłał do Krakowa, wiedząc, że ja zbieram
tego rodzaju rzeczy, zamyślam studium o Chopinie napisać”3. Sam Wilhelm
wcześniej utwierdzał zresztą Kolberga w tym zamiarze; obiecując, że przyśle
Brulion z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 234.
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510, 513, 517 i 521 oraz cz. II (DWOK T. 65),
s. 209. Epitafium wmurowane w filar kościoła ufundowano w 1879 r., uroczyste poświęcenie
nastąpiło 5 marca 1880 r., wkrótce po złożeniu w tym miejscu urny z sercem Chopina (zob.
„Kłosy” 1879, T. XXVIII, nr 708 (z 11 I) i 1880, T. XXX, nr 766 (z 4 III) oraz „Biblioteka Warszawska” 1880, T. 2, s. 179–180).
3
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 171.
1
2

372

�mu informacje o Chopinie, zastrzegał: „Szczegółów też o życiu Chopina
niewiele się zebrało, a jak się zbierze, to Ci je przeszlę dla ogłoszenia, a nie
dla odstąpienia Szulcowi”1.
Konsekwentne gromadzenie przez Kolberga materiałów o Chopinie,
wyniki jego wieloletnich kwerend, ustalenia, konsultacje, zebrana wiedza
o biografii i twórczości kompozytora w gruncie rzeczy posłużyły innym
biografom i badaczom. Wyżej przytoczona wypowiedź i inne mniej lub
bardziej wyraźne wzmianki pozwalają jednak wnioskować, że celem było
nie tylko udzielenie ich innym, ale zamysł samodzielnego studium poświęconego Chopinowi, powracający jako wyraz pielęgnowanych długie lata
osobistych uczuć dla mistrza. Kolejny ślad takiego zamiaru przynosi późniejszy list do Tytusa Wojciechowskiego, przyjaciela Chopina. Kolberg odnosi się w nim do wcześniejszych prac o Chopinie, prosi adresata o nowe
wiadomości i o kopie niektórych młodzieńczych utworów, których odpisów nie posiada, wykazując przy tym znakomitą orientację w twórczości
kompozytora. List jest brulionem; widnieje w nim skreślony ręką Kolberga
fragment, a w nim zdanie: „Być zatem może, że ja sam, mimo zajęć, jakie
mnie przygniatają, będę w konieczności podać niektóre wiadomości, by
zatraceniu nie uległy, do jakiego czasopisma, np. «Przeglądu Lwowskiego»,
«Echa» itd.”2. Wypowiedź ta, pochodząca z brulionu, być może nie znalazła się w wysłanym liście, ale ujawnia, jak żywotna była potrzeba pisania
i świadczenia o Chopinie, mimo ogromu innych pierwszoplanowych prac.
Kolberg korespondował także w latach 1876–1886 z innym biografem
Chopina, wspominanym już wcześniej Maurycym Karasowskim, muzykiem,
krytykiem i pisarzem muzycznym, którego znał z okresu warszawskiego
i z którym wówczas – jak wynika z listów – łączyły go przyjazne stosunki3.
Pracę Karasowskiego wydaną w Dreźnie w roku 1877 w języku niemieckim
(w tłumaczeniu autora) pt. Friedrych Chopin. Seine Leben, Seine Werke
und Briefe (Bd. 1–2) Kolberg znał i sporządzał na jej temat swoje uwagi,
sprostowania i uzupełnienia4. Książka ta była też omawiana wielokrotnie
List Wilhelma Kolberga z 31 I 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 517.
Brulion listu do T. Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 285–286.
3
Zachowana korespondencja Kolberga z Karasowskim obejmuje 18 listów (zob. DWOK
T. 64–66).
4
Notatki te zachowały się w archiwum Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338–340).
Drugie wydanie pracy, Karasowskiego, znacznie skrócone i poprawione, ukazało się tamże
1
2

373

�w korespondencji z Szulcem, który oceniał ją krytycznie, zarzucając autorowi brak podania źródeł i nieład w przedstawianiu faktów. Kolberg nie polemizował z nim w tej sprawie, raczej przychylając się do tego stanowiska.
Z czasem jednak pozytywniej oceniał tę pracę. Początek listownego kontaktu z Karasowskim przypada na listopad 1876 roku, kiedy to Kolberg przesłał
mu melodię Chmiela potrzebną do przygotowywanej biografii Chopina 1.
Korespondencja urwała się potem na kilka lat, dopiero we wrześniu 1881
roku nawiązana została na nowo, koncentrując się odtąd wokół spraw chopinowskich. Kolberg w poczuciu wspólnego podziwu i uznania dla Chopina
chętnie dzielił się z Karasowskim – podobnie jak z Szulcem – swoimi przemyśleniami i informacjami; w listach podejmowane więc były najróżniejsze
wątki z życia i twórczości „naszego uwielbianego mistrza”. I podobnie jak
pierwszemu biografowi przesłał Kolberg Karasowskiemu po ukazaniu się
polskiej dwutomowej edycji jego biografii Chopina w 1882 roku swoje sprostowania i uwagi, dołączone do listu z 2 września 1882 roku2.
Chopinowskie realia pojawiają się także, choć sporadycznie, w korespondencji z lat 1880–1881 z innym zaprzyjaźnionym muzykiem i krytykiem
muzycznym z Warszawy – Janem Kleczyńskim. Ten ostatni zaprosił Kolberga pod koniec 1879 roku do współpracy z warszawskim dwutygodnikiem,
„Echem Muzycznym”, którego redakcję objął z początkiem 1880 roku Kolberg okazał zainteresowanie tą inicjatywą, docenił plany redaktora, który
– jak to określił – zamierzał nadać swemu pismu „kierunek poważny i o ile
możności narodowy”, ale z braku czasu konkretnego udziału jako autor odmówił. W roku 1880 poruszana była w listach sprawa interesujących Kleczyńskiego wiadomości na temat przodków ojca Fryderyka, Mikołaja Chopina, pozyskanych przez Kolberga w Nancy, gdzie zatrzymał się na krótko
w drodze na wystawę w Paryżu w 1878 r. Rok później Kleczyński należał do
grona organizatorów warszawskiego koncertu na rzecz Kolberga, przesłał
w 1878 roku, trzecie w 1881 roku i to ono stało się podstawą wersji polskiej wydanej w 1882
roku w Krakowie pt. Fryderyk Chopin. Życie. Listy. Dzieła. Wcześniej Karasowski opublikował
artykuł pt. Młodość Fryderyka Szopena w „Bibliotece Warszawskiej” 1862, T. 4, s. 1–40 oraz
Uzupełnienie, tamże, 1869, T. 1, s. 161–179 i 383–418.
1
Zob. brulion listu do Karasowskiego z 9 XI i odpowiedź adresata z 17 XI 1876 r.,
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 661–662 i 665–666.
2
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 689. Rękopis Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Karasowskiego o Chopinie opublikowany został w cz. III Korespondencji
(DWOK T. 66), na s. 738–743 jako aneks 11; przedruk tegoż w: O. Kolberg Pisma muzyczne
cz. II (DWOK T. 62), s. 472–476, nr 983.

374

�też badaczowi na jego prośbę kopię jednego z młodzieńczych polonezów
Chopina (Ges-dur), drukowanego w wyczerpanej już wówczas edycji Kaufmanna z 1870 roku. Odpisu z tego wydania poszukiwał Kolberg w Warszawie od 1877 roku, wielokrotnie kierując prośby w tej sprawie do znanych sobie muzyków. Sam z kolei objaśniał Kleczyńskiemu okoliczności powstania
dedykowanego Wilhelmowi poloneza pożegnalnego b-moll (Les Adieux)1.
Omawiając wkład Kolberga w biografię i edycję dzieł Chopina, warto
zatrzymać się jeszcze na ocenach analizujących go muzykologów i oddać
im głos. Mieczysław Tomaszewski, autor opracowania i wstępu do Pism
muzycznych Kolberga, potwierdzając wagę zebranej przez niego faktografii
chopinowskiej, niewykorzystanej we własnych publikacjach, pisał w 1975
roku:
Poza tym miał sam doskonałą pamięć zdarzeń i muzyki, sposobu, w jaki ją Chopin wykonywał. Opis gry kompozytora, przesłany Szulcowi w liście z 20 maja
1979 roku, należy do najbardziej precyzyjnych i autentycznych, jakie nam przekazał wiek XIX, i zaświadcza, jak bardzo Kolberg predestynowany był do zadania, co do którego wykonania stale się wahał.

A dalej, oceniając wiedzę Kolberga przekazaną wydawcom dzieł Chopina, stwierdzał: „Był więc Kolberg bardziej edytorem in spe, ale edytorem
wysokiej klasy, uczulonym na problem autentyczności przekazu, właściwego odczytania intencji kompozytora, trafnego uchwycenia stylu, wiernego
przekazu tradycji wykonawczej”2.
W 2014 roku Ewa Sławińska-Dahlig podobnie podsumowała wkład Kolberga w tej dziedzinie:
Oskar Kolberg wniósł nieocenioną wiedzę faktograficzną (wzbogaconą o znakomite interpretacje) w pierwszym okresie badań nad Chopinem. Listy i teksty
Kolberga odnoszące się do kompozytora dowodzą jego kompetencji, szerokości
zainteresowań i dociekliwości. Są szczególnie cenne jako źródło z pierwszej ręki
1
O wspomnianych kwestiach chopinowskich zob. listy Kleczyńskiego i Kolberga nr 698
i 704; 729, 758 i 770; 837 i 840 w cz II Korespondencji (DWOK T. 65). Cytowane określenie
Kolberga dotyczące profilu „Echa” tamże, s. 309. O poszukiwanej przez Kolberga kopii poloneza
Ges-dur mowa też w korespondencji z J. Sikorskim, zob. tamże, s. 257, 396 i 398–399.
2
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, (DWOK T. 61), s. XX i XXII. List,
na który się autor powołuje, zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 233–236. Fragment
tego listu opisujący grę Chopina, zacytowano wyżej, zob. s. 372.

375

�– źródło pozostawione przez świadka warszawskiego okresu życia Fryderyka
Chopina, a także sumiennego obserwatora jego późniejszych emigracyjnych
dziejów1.

Postulat autorki: „W dalszych badaniach warto usystematyzować wszystkie wzmianki o kompozytorze zawarte w całym dziedzictwie kolbergowskim i dokonać syntezy dotychczasowych prac na ten temat […]” pozostaje
aktualny i czeka na zrealizowanie go przez specjalistów.
XX
[Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny
z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam
m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz. I Pokucia
(listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi w Modlnicy
(lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879). – Udział
w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycznego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi do analizy tekstu
Bogurodzicy (1879).]

Po wyprawie odbytej w roku 1875 na Pomorze i Mazury oraz w Poznańskie kolejnym obszarem eksploracji Kolberga stały się ziemie na południowo-wschodnich kresach Rzeczypospolitej. W dwu następnych latach,
1876 i 1877, odbył podróże badawcze na Pokucie i na Podole galicyjskie,
a obie wyprawy, podobnie jak poprzednia na północ, finansowane były
przez Akademię, która przeznaczyła na ten cel zasiłek z funduszu Komisji
Antropologicznej. Był to także okres intensywnej pracy nad monografią
Poznańskiego: w roku 1876 ukazała się jej część II, w następnym część III,
1
E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondecji Oskara Kolberga…, s. 78
i 77. Z informacji Kolberga o Chopinie korzystały kolejne pokolenia biografów i wydawców
dzieł kompozytora aż do czasów najnowszych, jest to jednak materiał rozproszony. Zob. m.in.
J. Ekier Wstęp do wydania narodowego „Dzieł” Fryderyka Chopina…, M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło rezonans, Poznań 1998, Korespondencja Fryderyka Chopina 1816–
–1831, T. 1, oprac. Z. Helman, Z. Skowron, H. Wróblewska-Straus, Warszawa 2009.

376

�dwa lata później, tj. w 1879 roku część IV (odpowiednio tomy 10–12 Ludu).
Plan badań etnograficznych na ziemiach wschodnich w obrębie ówczesnego zaboru austriackiego uważał Kolberg jednak za zadanie naukowe na
tyle pilne, że podjął je równolegle z zaabsorbowaniem innymi pracami nad
tomami Ludu i działalnością w ramach Akademii. Było to zresztą zgodne
ze wspomnianym wcześniej programem badawczym Akademii, który jako
priorytet wskazywał głównie ziemie „północnych i północno-wschodnich
stoków Karpat”1.
Podróż Kolberga w 1876 roku do Galicji Wschodniej, pierwsza dłuższa
na Pokucie i Podole galicyjskie, jest stosunkowo dobrze udokumentowana
w korespondencji i w materiałach sponsorującej ją Akademii. Pierwotne
projekty wyjazdu w czerwcu, potem w lipcu nie zostały zrealizowane; termin przesunął się w związku z koniecznością dopilnowania kończącego
się druku II części W. Ks. Poznańskiego, która ukazała się na początku
sierpnia 2. Ostatecznie Kolberg wyjechał po 10 sierpnia – taką datę nosi
ostatni zachowany list pisany jeszcze w Krakowie – a powrócił przed
12 października, po dwumiesięcznej wyprawie, zatrzymując się jeszcze w Krakowie 3. O swojej podróży wzmiankuje w listach, pisząc m.in.:
„W tym roku jeździłem na Pokucie, na Bukowinę, i byłem w Karpatach,
mianowicie miedzy Hucułami pod Czarną Górą [Czarnohorą]”, wspomina pobyt w Czortowcu u Przybysławskich, w Baryszu u Szawłowskich,
zwiedzanie okolic Lwowa i tygodniowy pobyt w samym mieście, gdzie
odwiedził muzea oraz Ossolineum 4. Najobszerniejszą relację przynosi
jednak złożone Akademii sprawozdanie z tej podróży z 30 października
1876 roku, omówione przez przewodniczącego, J. Majera, na posiedzeniu
Komisji Antropologicznej w listopadzie 1876 roku 5. Relacja ta wskazuje,
że główne stacje badawcze Kolberga stanowiły „w okolicy
Zob. wyżej, s. 277–278..
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI oraz do W. Niegolewskiej z 7 VIII
1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 628 i 631.
3
Zob. bruliony listów do J. Florkiewicza z 10 VIII oraz do S. Czarneckiego z 12 X 1876 r.,
tamże, s. 633 i 645. Z Modlnicy pisał Kolberg dopiero 4 XI 1876 r., zob. tamże, s. 660.
4
Brulion listu do Czarneckiego tamże, s. 645. Zob. też brulion listu do W. Przybysławskiego
z 14 X 1876 r., tamże, s. 646.
5
Brulion sprawozdania skierowanego do Akademii z 30 X 1876 r. zob. Korespondencja…
cz. I (DWOK T. 64), s. 657–660. Zob. też omówienie sprawozdania na posiedzeniu Komisji z 16
XI 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XVIII oraz
informacje o tej podróży Kolberga i jej plonach, tamże, s. IX, XXVII.
1
2

377

�naddniestrzańskiej Barysz pod Buczaczem i Czortowiec pod Obertynem,
w górach zaś Żabie pod Czarnogórą, położone w pobliżu granicy Bukowiny i Kossowa” oraz że krótko przebywał też w miastach: Stanisławowie,
Kołomyi, Czerniowcach i Buczaczu, dłużej zaś we Lwowie, gdzie m.in.
sporządził w Muzeum Przyrodniczym im. Dzieduszyckich spis „akwarel, rycin i obrazów olejnych przedstawiających typy i sceny ludowe”,
a w Ossolineum spis akwarel 1. Temu ostatniemu zagadnieniu, tj. ikonografii, poświęcił Kolberg w sprawozdaniu szczególną uwagę – zgodnie
ze swoim utrwalonym i często na forum Akademii wyrażanym przekonaniem o szczególnej wartości dla etnografii tego rodzaju dokumentacji.
Pisał:
Niech mi tu wolno będzie zwrócić uwagę na przedmiot nader ważną specjalność etnograficzną stanowiący, jakim mianowicie jest ubiór ludu i kształt jego
mieszkań, narzędzi i sprzętów, gdyż przedmiot ten, wiążąc się z projektowanym
wydawnictwem wyrozumowanym kostiumów i budowli krajowych, w przyszłości dokonać się mającym, podać może materiał do zasilania okazami świeżo
powstającego Muzeum Akademickiego.

Zwracał następnie uwagę na wielkie zróżnicowanie strojów charakterystycznych dla zwiedzanych terenów, informował o swoich kontaktach
z fotografikami tamtych stron podejmowanych w celu zainteresowania ich
tematyką etnograficzną, informował, że sam, „acz niewprawną ręką”, sporządzał „wizerunki wielu chat, sprzętów, przedmiotów ubrania itd.”, które zamierzał przekazać do opracowania Kossakowi. Wreszcie postulował:
„Obok wizerunków [tj. szkiców, fotografii itp.] byłoby nader pożądanym
gromadzenie ubiorów w naturze lub też pojedynczych tychże części”2, zastrzegając jednak, że cena tych ostatnich jest tak wygórowana, że uniemożliwia kupno. Warto tu przypomnieć przywoływany wcześniej fakt, że
Kolberg przywiózł też z tej podróży i złożył Komisji do jej zbiorów etnograficznych rekwizyty weselne, części stroju, kilkanaście narzędzi i sprzętów
domowych z Pokucia, a także pięć „gadek huculskich”3. W swojej relacji dla
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658, 659 i 660. Oba spisy zachowały się w zbiorach
archiwalnych, zob. wyżej, s. 276
2
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658 i 659.
3
Odnotowano to w sprawozdaniach z posiedzeń Komisji Antropologicznej z dnia 21 XII
1876 r. i z 1 VI 1877 r., zob. wyżej, s. 285.
1

378

�Akademii zwracał też uwagę na problematykę i okoliczności swoich badań.
W cytowanym brulionie pisał:
Przedmiotem zbiorów były głównie zwyczaje, obrzędy, pieśni, muzyka, język itd.
Wszakże pobyt mój w pomienionych stronach pomimo obfitości dostarczonego
materiału bynajmniej go jeszcze nie wyczerpał. Stosunki więc pozawiązywane
z kilku obywatelami naukę miłującymi, a głównie z W. [Władysławem] Przybysławskim w Czortowcu, z W. [Stanisławem] Szawłowskim w Baryszu i z ks.
Sofronem Witwickim w Żabiu, i kilku innymi osobami, każą się spodziewać, że
odnośny materiał etnograficzny, jaki by się dał pozyskać, znacznie w następstwie będzie pomnożony na drodze korespondencji1.

Osoby te, wcześniej już tutaj przywołane, jako żywo zainteresowane
lokalnym folklorem, historią i kulturą ludową swojego regionu znacznie
przyczyniły się do pomnożenia zbiorów Kolberga z Pokucia oraz z okolic
Buczacza, goszcząc go w swoich domach, stwarzając warunki do pracy
badawczej i zasilając przyszłe monografie nowymi materiałami, wiadomościami i konsultacjami. Owocna współpraca i żywe kontakty z nimi udokumentowane są w korespondencji, szczególnie bogatej z Władysławem
Przybysławskim w latach 1876–18832.
W roku następnym 1877 Kolberg odbył również podróż do Galicji
Wschodniej, a jej koszty, podobnie jak rok wcześniej, pokrył fundusz Komisji Antropologicznej. Wcześniej jednak, w połowie lipca, przyjechała
do Modlnicy na wakacje Karolina z dwiema córkami, starszą Tonią i kilkumiesięczną Walentyną, oraz z siostrzenicą Lolą, osieroconą przez Julię
Illukiewiczową. Ich pobyt trwał do 19 sierpnia. To rodzinne spotkanie
miało dla Oskara i jego bratowej szczególne znaczenie wobec niedawnej
śmierci Wilhelma 4 czerwca tego roku. Dla Karoliny i jej dzieci były
to również wymarzone wakacje w życzliwym i zorganizowanym domu
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658.
Badania Kolberga na Pokuciu, pozyskane tam zbiory, m.in. z Czortowca, oraz jego współpracę z Przybysławskim i Witwickim omawia A. Skrukwa we wstępie do suplementu do Pokucia (DWOK T. 81), s. V–XLIX. Materiały z Huculszczyzny opublikowane zostały dopiero
w ramach DWOK w dwuczęściowej Rusi Karpackiej (DWOK T. 54–55); tam scharakteryzowali je we wstępie, w tomie 54 O. Gajkowa (s. V–XXVII), M. Tarko (s. XXVIII–XLIV), B. Linette (s.
XLV–LII) i A. Demartin (s. LIII–LXXII). Bogate materiały z Barysza znalazły się także dopiero
w nowej edycji, w trzech tomach Rusi Czerwonej (DWOK T. 56, 57/I i 57/II), zob. też wstęp
M. Tarki do tej monografii (w tomie 56, s. XXX–XXXIII).
1
2

379

�na wsi, w oderwaniu od miejskiej, uciążliwej codzienności, w bliskości
z kochanym stryjem. W Modlnicy odbył się wówczas chrzest urodzonej
26 lutego 1877 roku Walentyny, przy współudziale trzech par chrzestnych: Oskara i Antoniny Konopczanki, Juliana Konopki i Meli Męcińskiej
oraz Michaliny Konopczanki, córki Józefa, i jej kuzyna, Michała, syna
Ksawerego Konopki1.
Na wyprawę etnograficzną na Pokucie i Podole galicyjskie i w okolice
Lwowa Kolberg wyjechał więc dopiero 23 sierpnia, udając się przez Lwów
do Czortowca, gdzie spędził prawie miesiąc, serdecznie przyjmowany przez
Przybysławskich, i skąd planował odwiedzić jeszcze Barysz. W drodze powrotnej zatrzymał się także u Bochdanów w Zadwórzu oraz we Lwowie.
Wrócił do Krakowa w trzeciej dekadzie października. O tej dwumiesięcznej
podróży wzmiankował w listach2, szczególnie wspominając długi i owocny
pobyt w Czortowcu, jednej z najbardziej sprzyjających jego pracom stacji
badawczej, gdzie w atmosferze przyjacielskiej współpracy z gospodarzami,
Władysławem i Heleną Przybysławskimi, nie tylko pomnażał swoje zbiory
z Pokucia, ale cieszył się wspólnotą zainteresowań i pasji naukowej goszczącego go właściciela. Przybysławski jako badacz zabytków archeologicznych
w Galicji Wschodniej, m.in. w Horodnicy nad Dniestrem, miłośnik historii,
kolekcjoner książek, dokumentów, wykopalisk, przedmiotów użytkowych
i rzemieślniczych itp., członek Komisji Archeologicznej i Antropologicznej
Akademii i zamiłowany regionalista okazał się znakomitym towarzyszem
w badaniach, współpracownikiem i konsultantem Kolberga. O zrozumieniu
dla działalności autora Ludu, gotowości pomocy i stopniu zażyłości obu
badaczy świadczy korespondencja. Zapraszając Kolberga w czerwcu 1877
roku, Przybysławski przypominał „[…] w zeszłym roku daną nam obietnicę
odwiedzenia w tym roku Pokucia, a przy tym obrania sobie Czortowca za
główny punkt, z którego robiłbyś Szanowny Pan wycieczki we wszystkich
kierunkach, jakie za stosowne uznasz”. I deklarował dalej:
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe: z sagi rodu Kolbergów, Warszawa 1989, s. 185–186 i 189.
Zob. m.in. bruliony listów do W. Przybysławskiego z 8 i 19 VIII 1877 r. (w sprawie daty
wyjazdu) oraz do B. Moraczewskiej z 27 X, do Akademii z 1 XI, do Jadwigi Wernerowej z 19
XI i do Karoliny z 10 XII 1877 r. (po powrocie), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 54, 56,
67, 72, 76 i 84. W liście do Jadwigi wspomniał, że Helena Przybysławska to córka Kazimierza
Wessla zaprzyjaźnionego z Wilhelmem, któremu przekazywał tę informację rok wcześniej
(Korespondencja…, cz. II, DWOK T. 65, s. 76 oraz cz. I, DWOK T. 64, s. 649). U Wesslów
w Żyrzynie, w Lubelskiem, Kolberg gościł w 1848 r.
1
2

380

�Pisał do mnie dr Kopernicki, że Szanowny Pan masz myśl ułożenia monografii
etnograficznej Czortowca, cieszę się tym projektem bardzo i z mej strony dołożę
usilnych starań, ażeby Szanowny Pan wszelkie potrzebne do tego opisu materiały, czy żywe, czy też martwe, miał pod ręką, a tym samym mam przekonanie, że
tego rodzaju opis wyjdzie spod pióra Pańskiego kompletnym1.

W roku następnym – 1878 – Kolberg nie wyjeżdżał na badania terenowe, lecz wziął udział z ramienia Akademii w Wystawie Powszechnej
w Paryżu, która trwała od 1 maja do 20 października. Prezentował swoje
tomy Ludu oraz zbiór rysunków, szkiców i fotografii w części antropologiczno-etnologicznej działu austriackiego wystawy, w którego ramach
„urzędowo” uczestniczyła Akademia. Do eksponatów tejże należały fotografie zabytków archeologicznych z różnych stron Polski, okazy etnograficzne i antropologiczne wybrane z zasobów muzeum Akademii, a przygotowane przez Komisję Antropologiczną i Archeologiczną pod kierunkiem
Izydora Kopernickiego, który był także głównym organizatorem ekspedycji materiałów2. Według katalogu wystawy Kopernicki „jako członek Akademii” wystawiał w sekcji antropologicznej działu austriackiego „różne
czaszki”, a w jego sekcji etnologicznej album fotografii typów i strojów
Polaków, Rusinów i Żydów. Tamże odnotowano też – jednak bez konkretów – udział dwu „interesujących osób”: Oskara Kolberga „z zabytkami
etnograficznymi i z takimiż Władysława Przybysławskiego”3. W części
austriackiej wystawy znalazły się również eksponaty archeologiczne i etnograficzne pochodzące ze zbiorów Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie i z Muzeum Techniczno-Przemysłowego Adriana Baranieckiego
List W. Przybysławskiego z 24 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 39.
Eksponaty ze zbiorów Akademii obejmowały „oprócz niektórych starożytności i ich fotografij” m.in. „czaszek sześć z czasów przedhistorycznych z różnych okolic kraju, zbiór 60 typowych tak zwanych pisanek, zbiór okazów włosów ludności polskiej, ruskiej i żydowskiej,
album fotografij typów ludności podolskiej” (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej z 27 IV
1878 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LIV). Zob.
też list I. Kopernickiego z 2 III 1878 r., w którym informuje Kolberga o ustalonej przez Komisję w Wiedniu konieczności wcześniejszej przesyłki deklarowanych materiałów na wystawę
i obiecuje mu swoją pomoc w ich przygotowaniu, oraz kolejny list Kopernickiego, niedatowany
(Korespondencja... cz. II, DWOK T. 65, s. 117-118 i 119).
3
Cyt. za: A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku, w: tegoż Dalecy i bliscy:
studia z dziejów archeologii, „Acta Archaeologica Lodziensia” 1974, nr 23, s. 103. Autor oparł
swój opis na oficjalnym katalogu wystawy pt. Exposition universelle internationale de 1878
à Paris. Catalogue spécial de l’exposition des sciences anthropologiques, Paris 1878.
1
2

381

�w Krakowie. Według korespondentki z Paryża, Seweryny Duchińskiej:
„Dzięki zbiorom hr. Dzieduszyckiego i p. Baranieckiego ten dział austriacki zachował przeważnie polski charakter” 1. Komisarzem wystawy
austriackiej na wystawie paryskiej był Włodzimierz Dzieduszycki, pasjonat muzealnictwa i mecenas naukowy różnych przedsięwzięć wystawienniczych w Galicji i w Europie.
Choć wystawcy polscy uczestniczyć mogli w wystawach światowych
w ramach ekspozycji kraju zaborców, co niejednokrotnie stwarzało dylematy moralne i stawiało Polaków przed alternatywą niewystawiania wcale, na wystawie paryskiej udało się dzięki pewnemu wybiegowi stworzyć
odrębną ekspozycję polską. Warto o niej wspomnieć, gdyż to zapewne był
dodatkowy powód szczególnej determinacji Kolberga, który deklarował nie
tylko chęć, ale wręcz koniczność odwiedzenia wystawy, i do wyjazdu przygotowywał się dużo wcześniej, organizując w tym celu fundusz wydzielony
ze swojego kapitału zdeponowanego w Warszawie i umawiając się na spotkanie z rodziną w Paryżu2.
Za urządzenie Wystawy Nauk Antropologicznych stanowiącej część
wystawy powszechnej w 1878 r. odpowiedzialne było paryskie Towarzystwo Antropologiczne, którego członkami było również wielu Polaków,
emigrantów, m.in. od 1867 r. Izydor Kopernicki. Środowisko to wraz ze
swoimi licznymi sympatykami założyło krótko przed wystawą i specjalnie w celu reprezentowania na niej Polski Towarzystwo Antropologiczne
i Etnograficzne Polskie w Paryżu, ukonstytuowane na wzór francuskiego
i stanowiące rodzaj jego oddziału3. Prezesem został Franciszek Duchiński
(1816–1893), etnograf i historyk, działacz emigracyjny, członek paryskiego Towarzystwa Antropologicznego od 1865 r. i główny inicjator przedsięwzięcia. W krótkim czasie wykonano olbrzymią pracę organizacyjną
1
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej, „Biblioteka Warszawska” 1878, T. 3, s. 114. Autorka
wymienia wśród eksponatów z tych zbiorów naczynia, kilimy, pisanki, hafty na płótnie, modele
chat i zagród wieśniaczych, znaleziska z wykopalisk.
2
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 129, 132–133, 135, 136, 141–142, 149, 151
i 160, listy wymieniane w tej sprawie z Jadwigą i Emilem Wernerami w okresie od kwietnia
do sierpnia 1878 r. Kolberg pisał tam m.in., że paryską wystawę „koniecznie dla zbioru
etnograficznych tam okazów zwiedzić […] wypada, na który to cel nie mam i nie mogę mieć
innego funduszu jak wiadomą Ci sumkę u Was […]” (tamże, s. 135).
3
Zob. A. Abramowicz Société d’Anthropologie et d’Ethnographie Polonaise de Paris (1878
– ?), „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1975, T. 20, nr 1, s. 79–88. Według autora dalsze
losy i ślady działalności towarzystwa po wystawie 1878 r. nie są znane.

382

�i na Wystawie Nauk Antropologicznych pod szyldem nowo utworzonego
towarzystwa polskiego udało się zgromadzić wystawców polskich z emigracji i wszystkich zaborów, zarówno instytucje, jak osoby prywatne.
Zorganizowany udział Polaków w ekspozycji nauk antropologicznych był
wydarzeniem bez precedensu, gdyż polski dorobek naukowy zaprezentowano międzynarodowej rzeszy zwiedzających pod własnym, narodowym
szyldem. Wydarzenie to miało charakter manifestacji nie tylko naukowej,
ale i politycznej, tożsamościowej. W odezwie towarzystwa wydanej 1 marca 1878 roku z powodu wystawy, stanowiącej rodzaj kwestionariusza czy
ankiety badawczej napisano m.in.:
Pierwszy to raz od dawnych czasów kraj nasz na zewnątrz czynnie pod swym
własnym wystąpi mianem. Niechże to miano, które tak żywym przez dziesięć
wieków błyszczało światłem, na polu wiedzy zajaśnieje. Okażmy światu i goś­
cinnym a szlachetnym gospodarzom Wystawy, że Ojczyzna Kopernika i Śniadeckich gościnności tej godna – że istniejemy1.

Prawie sto lat później polski badacz, Andrzej Abramowicz, upomniał się
o przywrócenie naukowego znaczenia wystawie:
Chyba nie było w ciągu całego XIX w. większej zagranicznej manifestacji nauki
polskiej niż wystawa antropologiczna związana z międzynarodową wystawą
powszechną w 1878 r. w Paryżu. Mimo doniosłości wydarzenia nie znalazło ono
szerszego odbicia w historii nauki polskiej. Jest prawie zapomniane2.

Według katalogu w ramach nowo powstałego towarzystwa polskiego
swoje muzealne zbiory zaprezentowały w oddziale polskim: Poznańskie
Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Muzeum
Narodowe w Rapperswilu, Jan Zawisza z Warszawy, właściciel kolekcji
archeologicznej, oraz cała galeria wystawców prywatnych, m.in. Franciszek
Duchiński, Cyprian Godebski, Władysław Mickiewicz3. Tu także – niezależnie od udziału w części austriackiej wystawy – prezentował eksponaty
Cyt. za artykułem Abramowicza jw., s. 80.
A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku…, s. 91.
3
Opis ekspozycji polskiej oparty na francuskim katalogu wystawy nauk antropologicznych
(w tłumaczeniu autora) podaje. A. Abramowicz w pracy Wystawa w Paryżu w 1878 roku…,
s. 91–107. Nie wiadomo, czy lista wystawców jest pełna, gdyż jak zauważa autor, zarówno
w katalogu, jak i w podpisach eksponatów stosowano swoisty kamuflaż (tamże, s. 107), oraz
1
2

383

�archeologiczne i etnograficzne ze zbiorów swego prywatnego muzeum we
Lwowie Włodzimierz Dzieduszycki; spośród nich szczególną uwagę zwracały 32 stroje ludowe z Galicji. W stoisku specjalnym towarzystwa spotykamy ponownie nazwisko Kopernickiego, który opracował przedstawiane
tam pomiary i tabele kraniometryczne, a w obszernym zestawie bibliograficznym publikacji polskich wymieniono Kolberga jako autora tomów 2–4
Ludu, tj. Sandomierskiego i Kujaw części I i II. Oddział polski zawierał
bogatą kolekcję strojów ludowych z różnych regionów Polski, zbiory rysunków i rycin, mapy, m.in. Chrzanowskiego z kilkudziesięcioma tablicami,
albumy przedstawiające typy i ubiory polskie, a także fotografie znalezisk
przedhistorycznych, liczne okazy archeologiczne z wykopalisk w całym kraju, różne obiekty etnograficzne, m.in. z zakresu rzemiosła, budownictwa itp.
Bogaty zbiór poloniców zgromadziła też osobna ekspozycja polskiej „sztuki
historycznej” zorganizowana na wystawie starożytności pod patronatem
Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, w specjalnie wydzielonej sali w pałacu Trocadéro. Znalazły się tam cenne pamiątki historyczne i narodowe, arcydzieła dawnej sztuki i rzemiosła, portrety i medaliony
zasłużonych Polaków, kolekcje miniatur, monet, broni itd., zgromadzone
w imponującej ilości, z czytelnym zamysłem ukazania bogactwa i starożytności polskiej historii i kultury, stanowiące – według słów Duchińskiej
– „drugie ognisko polskie przedstawione samoistnie pod opieką Francji”1.
Eksponaty pochodziły m.in. ze zbiorów Władysława Czartoryskiego oraz
Jana Działyńskiego z Kórnika.
Oddział polski na wystawie antropologiczno-etnograficznej został
wysoko oceniony w prasie francuskiej, opisywała go też prasa polska,
m.in. piórem stałej korespondentki z Paryża, Duchińskiej, w „Bibliotece Warszawskiej” i przebywającego wówczas w stolicy Francji Henryka
Sienkiewicza w „Nowinach”2. Ze względu na wymowę polityczną polskiej
ekspozycji nie o wszystkim jednak można było pisać, może dlatego
czy jest dokładny spis niektórych nazwisk powtarzających się (np. Kopernicki, Dzieduszycki)
w oddziałach pod patronatem zaborców i w ekspozycji polskiej.
1
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 443.
2
Tamże, s. 115–118 (o wystawie antropologicznej) oraz s. 442–449 (o wystawie „sztuki
historycznej”); całość relacji autorki s. 111–133 , 305–331 oraz 434–458; H. Sienkiewicz Z wystawy antropologicznej w Paryżu, „Nowiny” 1878 nr 42 i 44. Pisarz uznał wystawę antropologiczną za niewątpliwy sukces polskiej nauki i pokreślał w swojej obszernej relacji powszechne
uznanie, z jakim się spotkała. Zob. także opis oddziału polskiego w: A. Abramowicz Wystawa
paryska w 1878 roku…

384

�niektóre krajowe instytucje i osoby przemilczały swój udział lub powściągliwie o nim wspominały. Duchińska opisała wprawdzie „zbiory
nasze”, ale samo istnienie oddziału polskiego skwitowała oględną informacją, że w osobnym gmachu, który „nosi ogólny tytuł sekcji antropologicznej […], zajmuje znaczną przestrzeń oddział antropologii i etnografii
polskiej wystawiony przez nowo utworzone Towarzystwo pod prezydencją Duchińskiego” 1. Akademia jako wystawca w oddziale austriackim w sprawozdaniu Komisji Antropologicznej podała ogólną, cytowaną
wyżej notatkę o wysłanych eksponatach, nie wspominając o oddziale
polskim 2. Sam Kolberg nie dzielił się w listach merytorycznymi opiniami na temat wystawy, choć jako etnograf pozyskał z niej zapewne sporo ciekawych materiałów i obserwacji, a rozmach i charakter tej wyjątkowej polskiej ekspozycji dostarczyły mu niezapomnianych przeżyć.
W korespondencji ograniczył się do wzmianek i ogólnych informacji
o zwiedzaniu wystawy 3, więcej miejsca poświęcając relacjom o podróży
i o sposobie spędzania czasu w Paryżu, co stanowi odbicie powszechnie
przyjętego, oszczędnego tonu recepcji polskiej wystawy. Czy odczuwał
zawód i rozgoryczenie, że zabrakło jego materiałów w oddziale polskim,
możemy tylko przypuszczać.
Z Krakowa wyjechał Kolberg po 6 września, w Paryżu spędził około
miesiąca, w drogę powrotną udał się 6 października, by 17 tego miesiąca
dotrzeć do Krakowa. Po powrocie do Modlnicy pisał do rodziny i przyjaciół o swojej podróży, jej trasie, zwiedzanych miastach, pobycie w Paryżu,
kontaktach itd. M.in. w liście do Karoliny czytamy:
Jechałem na Wiedeń, Münich, Zurych, stąd jeziorem do Rapperswyl, [na] Lucernę (byłem na górze Rigi), Bazyleę, Strasburg, Nancy, do Paryża. A wracałem
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 112.
Ogólnikową informację, że na wystawę powszechną w Paryżu w 1878 r. „Komisja Antropologiczna wspólnie z Archeologiczną przygotowały i wysłały ciekawsze okazy archeologiczne
i etnograficzne ze zbiorów Akademii, które tam na siebie powszechną ściągały uwagę znawców
i zyskały ich uznanie” zamieszczono też w Pamiętniku piętnastoletniej działalności Akademii… w cz. I, na s. 209.
3
Wskazówka w liście do E. Wernera z 17 VII 1878 r. podana przed wyjazdem: „W Paryżu
dowiedzieć się o mnie będzie można na wystawie w austriackim oddziale, mianowicie w Ősterreichisch Antropologisch-Ethnographische Ausstelung […] lub w polskiej wystawie etnograficznej prof. Duchińskiego” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 149) wydaje się świadczyć,
że Kolberg był doskonale zorientowany w sytuacji i w programie ekspozycji.
1
2

385

�na Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię, stąd Renem do Bonn i Moguncji, dalej
do Wiesbaden, potem na Frankfurt, Eisenach, Lipsk, Berlin, Poznań i Wrocław
do Krakowa. W każdym z miast znaczniejszych zatrzymywałem się dzień jeden
lub dwa, by zwiedzić muzea i co było ciekawszego1.

W Paryżu spotkał się m.in. z Jadwigą Wernerową, z którą wcześniej
się umówił, oraz z Józefą Konopczanką z Mogilan, córką Józefa. Odwiedzał wystawę, muzea i biblioteki, bywał w teatrach i polskich domach
emigrantów, m.in. w domu Duchińskich, gdzie spotkał się z „prawdziwie
staropolskim przyjęciem”. Sewerynę Duchińską, primo voto Pruszakową,
znał doskonale z czasów warszawskich; jak wspomniano wyżej, spotykali się często w prowadzonym przez nią w Warszawie salonie literackim, nim w 1863 roku wyemigrowała do Paryża. A ponieważ jej drugi
mąż, Franciszek, opiekował się działem polskim wystawy, był Kolberg
u samego źródła informacji, zdarzeń, spotkań i opinii. W innych listach
wspomniał swoją bytność w operze wiedeńskiej w drodze do Paryża,
a przedstawiając trasę powrotną, wymienił także Lipsk. Z korespondencji
dowiadujemy się też, że w Lipsku odwiedził firmę Breitkopfa i Härtla,
gdzie omawiał koncepcję wydania młodzieńczych utworów Chopina,
w Monachium spotkał się z malarzem Józefem Brandtem, z którym „poruszył kwestię wydawnictwa kostiumów i typów narodowych z wizerunków i fotografii”, a w Nancy, mieście, z którego pochodził ojciec
Fryderyka, Mikołaj Chopin, usiłował zebrać wiadomości o przodkach
i rodzinie kompozytora 2.
Paryska wyprawa stanowiła ponadmiesięczną przerwę w intensywnej pracy nad materiałami pozyskanymi z Pokucia w czasie obu podróży
w 1876 i 1877 roku. Zbiory te były już wówczas na tyle bogate, choć później zostały jeszcze pomnożone, że Kolberg mógł planować stosunkowo
szybkie opracowanie pełnej monografii. Już 1 listopada 1877 roku pisał do
Akademii:
Ograniczając się obecnie jedynie na doniesieniu o pozyskaniu i w roku bieżącym
tamże równie obfitych nabytków, mam zaszczyt zawiadomić Akademię, że tak
z notatek zeszłorocznych, jak i z tegorocznych układam obszerniejszą monograBrulion listu do Karoliny z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 170.
Zob. informacje, relacje i wrażenia z tej podróży w brulionach późniejszych listów do innych adresatów, tamże, m.in. s. 173, 179, 183–184, 200–202, 219, 332–334.
1
2

386

�fię etnograficzną Pokucia (tyczącą się głównie włościan), którą to pracę wraz
z brulionami notatek nie omieszkam przedłożyć Akademii najdalej w pierwszych dniach kwietnia r[oku] p[rzyszłego]1.

Rzeczywiście, jeszcze przed wyjazdem do Paryża w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej z 27 kwietnia 1878 roku, tym samym,
w którym odnotowano wysyłkę materiałów na wystawę, znalazła się informacja Kolberga, który „zawiadamia, że ma na ukończeniu obszerną
monografię etnograficzną Pokucia jako owoc dwukrotnej wycieczki przedsięwziętej tamże z poleceniem Akad[emii] i z zasiłkiem Kom[isji] Antr[opologicznej]”2. Już w marcu 1878 roku otrzymał Kolberg od Antoniego Małeckiego (1821–1913), językoznawcy, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego
i członka Akademii Umiejętności, pozytywną opinię na temat swojego opracowania o dialekcie Pokucia. Małecki zaakceptował nie tylko przyjęte przez
Kolberga zasady pisowni, ale i inne jego uwagi i spostrzeżenia dotyczące
miejscowej gwary jako zgodne z jego własnymi zapatrywaniami, a także
ocenił, że „wystarczają zupełnie w dziele etnograficznym”3. W czerwcu tego
roku Kolberg informował S. Witwickiego z Żabia, że ma już wykończoną
I część Pokucia, „dość gruby tom obejmujący okolice dolne, czyli podgórskie”, i zapowiadał: „Część II poświęcona będzie góralom Hucułom, do
czego zbieram i porządkuję obecnie materiały”4. Pierwszą część Pokucia
złożył w Akademii w listopadzie 1878 roku, co potwierdza sprawozdanie
z posiedzenia Komisji Antropologicznej z dnia 27 listopada 1878 roku5. Jednak na rychłą edycję nowej monografii brak było środków finansowych.
Akademia pokrywała wówczas jedynie koszty jednego tomu Kolberga rocznie, tj. wydawaną w latach 1875–1882 siedmiotomową monografię Wielkopolski, druk Pokucia musiał być zatem odłożony w czasie. Przedłożona
Akademii w 1878 r. pierwsza część Pokucia została po paru latach znacznie
poszerzona, a materiał do monografii rozrósł się na tyle, że wydana została
ostatecznie w czterech tomach w latach 1882 i 1883 (cz. I i II) oraz 1888
i 1889 (cz. III i IV). Przysłużyły się temu sprzyjające Kolbergowi okoliczności, zaistniałe w latach 1880 i 1881, które nie tylko pozwoliły mu znacznie
Tamże, s. 72.
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LV.
3
List A. Małeckiego z 17 III 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 122.
4
Brulion listu do S. Witwickiego z 15 VI 1878 r., tamże, s. 143.
5
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII.
1
2

387

�wzbogacić wcześniejszy zasób źródłowy, ale także umożliwiły rozpoczęcie
edycji Pokucia i wydanie dwu pierwszych części, o czym będzie jeszcze
mowa.
Na Pokucie wybrał się Kolberg jeszcze w 1879 roku, na co wskazuje
jedynie wzmianka w itinerarium: „Do Lwowa, Czortowca”1. Brak jednak
bliższych informacji o tej podróży. Latem od 20 lipca do około 20 sierpnia
Kolberg nie wyjeżdżał, gdyż w tym czasie gościł w Modlnicy jego brat Antoni z żoną Karoliną i z dziećmi. Spotkanie z rodziną było dla Oskara radosnym przeżyciem i potrzebnym wytchnieniem w codziennych obowiązkach.
Pisał o tym do Kopernickiego:
Czuję, że potrzebuję wypoczynku i pokrzepienia sił. Otóż prawdziwą dla mnie
rozrywką stał się przyjazd brata mego, Antoniego, niewidzianego od lat ośmiu.
Razem więc z nim spędzam czas na przechadzkach, zwiedzaniu okolic i na rozmowie o domu i o swoich, a wspomnień jest bez liku2.

Prawdopodobnie Lwów i Czortowiec odwiedził Kolberg w drugiej połowie września i był to wyjazd krótki3.
Z początkiem października był już w Modlnicy i wziął udział w jubileuszowym obchodzie 50-lecia pracy literackiej Józefa Ignacego Kraszewskiego, który odbył się w Krakowie w dniach 2–7 października 1879 roku.
Obchody te zorganizowano z niezwykłym rozmachem i wystawnością. Połączone były z uroczystym podpisaniem 3 października aktu restauracji
świeżo odnowionych i przebudowanych Sukiennic, do których jako pierwszego wprowadzono jubilata w asyście władz miejskich i z towarzyszeniem kantaty na jego cześć, skomponowanej przez W. Żeleńskiego do słów
A. Asnyka. Po przemówieniu prezydenta Zyblikiewicza, wręczeniu Kraszewskiemu darów i adresów oraz jego mowie odbyła się w Sukiennicach
jubileuszowa uczta, w której wzięło udział ponad 800 osób. Dla uczczenia
obu faktów Henryk Siemiradzki ofiarował do otwartych dla publiczności
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706.
Brulion z 1 VIII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 248. Zob. też list Antoniego
Kolberga do Oskara z 18 VII 1879 r., tamże, s. 246.
3
W korespondencji brak wprawdzie jakichkolwiek wzmianek o tym pobycie we Lwowie
i w Czortowcu, ale bieg zdarzeń w 1879 r. wydaje się wskazywać jedynie na ten okres. Po wyjeździe rodziny z Modlnicy, pod koniec sierpnia spotkał się z Kolberg z Jadwigą Wernerową
w Krakowie, gdzie wyprawiał się jeszcze kilkakrotnie w pierwszej połowie września; na wyprawę na Pokucie zabrakłoby więc wcześniej czasu.
1
2

388

�5 października Sukiennic swój obraz Pochodnie Nerona, przeznaczony dla
tworzącej się właśnie galerii Muzeum Narodowego w Krakowie. Spotkało
się to z wielkim uznaniem i entuzjazmem społecznym, których wyrazem był
zaimprowizowany pochód z pochodniami w dniu 6 października. Uroczystości zgromadziły ogromną liczbę uczestników przybyłych ze wszystkich
trzech zaborów, a także z zagranicy; Kraków świętował jubileusz cenionego
pisarza jako święto narodowe, okazję do patriotycznej manifestacji, a opisywała je cała polska prasa1. Kolberg brał udział w obchodach w ciągu
dwu pierwszych dni. Jednak wysiłek dojazdów do Krakowa i powrotów
do Modlnicy, tłumy i skala tej fety dały mu się zdrowotnie we znaki i z dalszego świętowania musiał zrezygnować. W liście do Karoliny w połowie
października pisał m.in.:
Nie będę Ci opisywał, co się tu działo w czasie jubileuszu Kraszew[skiego], bo
się dokładniej o tym wszystkim dowiesz z gazet lub z relacji jakiego naocznego
świadka, których mnóstwo tu było z Warszawy, jak i z innych stron kraju. Istotnie zjazd i uroczystości były wspaniałe. Konopkowie przez cztery dni jeździli
jak zapamiętali do miasta i siedzieli tam od rana do nocy […], by ceremonie dnia
pierwszego, jubilata i zgiełk ten zobaczyć […], a do zapału tego przyłączył się
potem i zapał dla Siemiradzkiego, fakelcugi itd. […] Co do mnie tyle tylko powiem, że po dwóch dniach takiej jazdy (bo w Krak[owie] przepełnionym ludźmi
nocować nie było podobieństwem) tak mi się słabemu już roztrzęsły kości,
żem […] cały następny tydzień przesiedzieć musiał w domu […], co po prawdzie
mówiąc, a po widzeniu rzeczy głównej, tj. przyjęcia, wcale mi przykrości nie
sprawiło; też o tym wiesz dobrze, że zabaw hałaśliwych i hucznych nie lubię
i tylko żałowałem, że nie mogłem powitać osób, z którymi widzieć się pragnąłem, a najbardziej z samym Kraszewskim […]2.

Obok wspomnianej w liście kiepskiej kondycji zdrowotnej charakterystyczna jest tu niechęć Kolberga do szumnych celebracji, głośnych
wystąpień i zgromadzeń. Jego uczestnictwo w obchodach zaznaczyło się
Zob. m.in. sprawozdanie pt. Obchód w Krakowie pięćdziesięcioletniej pracy literackiej
J. I. Kraszewskiego, „Czas” 1879, nr 228–231, Poświęcenie i otwarcie Sukiennic, tamże, nr 228
i 229 oraz artykuł podpisany inicjałami Z.C. Józef Ignacy Kraszewski i pięćdziesięcioletni
Jego jubileusz, tamże, nr 228–234. Uchwałę o utworzeniu Muzeum Narodowego w Krakowie,
pierwszego narodowego muzeum na ziemiach polskich, Rada Miejska podjęła 7 października
1879 r., otwarcie Muzeum dla zwiedzających w pierwszej siedzibie, w Sukiennicach, nastąpiło
11 września 1883 r., z okazji 200-lecia odsieczy wiedeńskiej.
2
Brulion listu do Karoliny z 16 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 263.
1

389

�skromnie, bez wysuwania się na widok publiczny. Na uczcie ku czci Kraszewskiego nie był, swój hołd dla jubilata współwyraził natomiast jako
redaktor trzeciego tomu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”,
dedykowanego pisarzowi – członkowi Akademii, oraz w liście osobiście
do niego skierowanym z serdecznymi gratulacjami i z darem z „własnych
zapisków etnograficznych” 1.
Obok postępu prac nad Pokuciem oraz nad dalszymi tomami monografii o Wielkopolsce i edycją jej części IV (tom 12 Ludu), rok 1879
przynosi jeszcze ważną publikację Kolberga, tj. Pieśni ludu litewskiego zamieszczoną w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, we
wspomnianym tomie dedykowanym właśnie Kraszewskiemu 2. Tematyka
tej pracy Kolberga chyba nieprzypadkowo zbiega się z litewskimi zainteresowaniami, badaniami i publikacjami pisarza poświęconymi historii
i kulturze Litwy 3.
Ta największa lituanistyczna praca Kolberga składa się z obszernego
studium o pieśniach litewskich oraz ze zbioru 76 pieśni (67 z melodiami) pochodzących głównie z własnych zapisów oraz z kilkunastu pieśni
udzielonych mu przez innych zbieraczy. Sam autor informuje, że spisał
je w czasie podróży odbytej w Augustowskie w roku 1860, choć jak się
wydaje, po latach tę datę roczną podał błędnie, gdyż inne świadectwa
wskazują, że podróż w Augustowskie odbył w roku 1858 i ta data jest
bardziej prawdopodobna 4. Litewskimi pieśniami zainteresował się Kolberg dużo wcześniej; jego pierwsza publikacja, przynosząca kilkanaście
takich utworów, a zamieszczona w „Dzwonie Literackim”, pochodzi z roku
1
List do Kraszewskiego z 20 X 1879 r., tamże, s. 267–269. Nie wiadomo, jaki tom lub tomy
swojego Ludu wysłał Kolberg adresatowi, prawdopodobnie był to świeżo wydany tom 12,
tj. cz. IV W. Ks. Poznańskiego. Jak wynika z listu Kolberga, który stwierdza, że „część ich [tych
zapisków] już Mu [Kraszewskiemu] była znaną”, wcześniejsze tomy jubilat otrzymywał.
2
Tj. w tomie III z 1879 roku, na s. 167–230 (s. 167–187 – rozprawa, s. 188–230 – pieśni
z melodiami) oraz odbitka, Kraków 1879. Przedruk rozprawy w: O. Kolberg Studia, rozprawy…
(DWOK T. 63), s. 307–336, pieśni ponownie opublikowano w tomie Litwa (DWOK T. 53).
O badaniach, materiałach i kontaktach litewskich Kolberga zob. W. Armon „Litwa” Oskara
Kolberga, tamże, s. V–XV.
3
Należą tu m.in. monograficzne opracowania Kraszewskiego Wilno od początków jego
do roku 1750 (T. I–IV, Wilno 1838–1842) oraz Litwa. Starożytne dzieje, ustawy, język, wiara,
obyczaje, pieśni, przysłowia, podania itd. (T. 1–2, Wilno 1847–1850).
4
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 705, por. też W. Armon „Litwa”… (DWOK T. 53),
s. VIII–IX.

390

�1846 1. Zarówno wówczas, jak i później w przypadku litewskich pieśni
planowanych do wydania przez Akademię barierę stanowiły jednak trudności filologiczne. Kolberg nie znał języka litewskiego, potrzebował więc
fachowej pomocy, zwłaszcza w zakresie pisowni. W połowie roku 1877
zwrócił się więc do Jana Karłowicza, uznanego autorytetu lituanistycznego, autora pracy O języku litewskim wydanej w 1875 roku2. Karłowicz
obiecał współpracę, ale okazało się, że sam potrzebuje merytorycznej pomocy w kwestiach istotnych dla Kolberga. Ostatecznie udzielił jej chętnie
Jan Juszkiewicz, który wówczas przygotowywał do druku pieśni zebrane
przez swojego brata, Antoniego Juszkiewicza3. Rękopis Kolberga, wysłany
do Juszkiewicza za pośrednictwem Karłowicza we wrześniu 1878 roku,
wrócił tą samą drogą po dwu miesiącach z poprawioną i ujednoliconą pisownią4, po czym przez księgarnię Gebethnera i Wolffa przekazany został
Kolbergowi, a w następnym roku praca ukazała się w druku. W styczniu
1880 roku Kolberg wysłał Janowi Karłowiczowi i Janowi Juszkiewiczowi
odbitki Pieśni litewskich z podziękowaniem za pomoc przy ich opracowaniu5. A przy okazji ustaleń na temat pisowni tekstów litewskich Kolberg,
Opublikował tam Kolberg 15 pieśni (melodie z akompaniamentem, teksty oryginalne
z przekładem polskim), które znalazły się ponownie w artykule w „Zbiorze Wiadomości do
Antropologii Krajowej”. Zob. wyżej, s. 83.
2
Zob. brulion listu do Karłowicza z 1 VI 1877 r. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 24–26. Jan Karłowicz (1836–1903), filolog i etnograf, autor prac z zakresu językoznawstwa,
etnografii, folklorystyki, archeologii, lituanistyki, redaktor „Wisły” w latach 1888–1889, wydał Słownik gwar polskich (Warszawa 1900–1911) oraz wydawał Słownik języka polskiego
z A. Kryńskim i W. Niedźwiedzkim (1900–1926, 8 tomów). Jego praca O języku litewskim
ukazała się w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. II, Kraków 1875,
s.135–376. Jako uzupełnienie do tej pracy Kolberg przygotował obszerne zestawienie bibliograficzne, które świadczy o jego żywym zainteresowaniu językiem i kulturą Litwy (opublikowano
je w tomie Litwa, DWOK T. 53, na s. 483–511).
3
Jan Juszkiewicz (1815–1886), nauczyciel gimnazjalny w Kazaniu, filolog litewski. Dokonał
pierwszej klasyfikacji dialektów litewskich i próby reformy pisowni, przygotował do druku
i wydał pieśni zapisane przez brata, Antoniego. Antoni Juszkiewicz (1819–1880), ksiądz, zbieracz folkloru litewskiego, zgromadził około 7 tys. pieśni. W latach 1880–1882 w Kazaniu wydany został największy, trzytomowy ich zbiór, zawierający teksty pieśni pt. Lietuviškos dainos.
Niewielka ich część ukazała się wcześniej.
4
Współpracę tę, zainicjowaną przez Kolberga w czerwcu 1877 roku, dokumentuje dwanaście listów wymienianych z Karłowiczem do grudnia 1878 r., zob. Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), listy 485, 491, 516, 520, 581, 590–592, 596, 600, 603, 609. Zob. też list J. Juszkiewicza do J. Karłowicza z 23 X 1878 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 765–766.
5
Zob. bruliony listów do J. Karłowicza i J. Juszkiewicza z 27 III 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65), s. 341–342. Egzemplarz odbitki Pieśni litewskich wysłany do
1

391

�akceptując notację przyjętą przez Juszkiewicza i dobrze ocenioną przez
Karłowicza, nie zaś stosowaną przez badaczy niemieckich, napisał do tego
ostatniego:
P[an] Juszkiewicz, nie wiedząc, że jam się rodził w Polsce, więc biorąc mnie za
Niemca (a wszakże i moje nazwisko jest tylko pozornie niemieckie, gdyż rodzina
pochodzi z Pomorza Bałtyckiego, pierwotnie słowiańskiego, gdzie dotąd jeszcze
mieszka wielu ludzi koło brzegów morskich) wnioskuje, że nie przyjmę jego
pisowni […]1.

Niejedyna to tak charakterystyczna wypowiedź Kolberga na temat swojego rodowodu.
Studium ma charakter komparatystyczny i ściśle folklorystyczny. Jego
przedmiotem jest analiza porównawcza tekstów pieśni litewskich i polskich. Poprzedza ją krótkie omówienie zbiorów tych pierwszych, głównie najobszerniejszego z nich, gromadzącego dotychczas wydane pieśni
litewskie, tj. pracy Nesselmanna z 1853 roku 2. Uznając sumienność tego
opracowania, Kolberg kwestionuje jednak niekonsekwentną klasyfikację
pieśni, kilkakrotnie powtarzany zabieg łączenia kilku wariantów niepełnych lub kalekich w jeden całkowity, a przede wszystkim wytyka autorowi „niemniej dotkliwą wadę”, jaką jest „brak wskazówki miejsca urodzenia pieśni, jej metryki, a przynajmniej miejsca, gdzie była słyszaną
i spisaną”. –„Każdy bowiem badacz – dodaje – zna dostatecznie wagę takiego rodowodu przy pracach porównawczych, już dla samych własności
i różnic lingwistycznych” 3. Na ten ostatni brak Kolberg uwrażliwiony był
szczególnie, gdyż – jak wiadomo – określanie proweniencji geograficznej
utworów folkloru uczynił od początku pierwszoplanowym elementem ich
dokumentacji źródłowej.
Dokonując analizy porównawczej, Kolberg zestawia typowe i charakterystyczne – jego zdaniem – motywy pieśni litewskich z paralelnymi w pieśniach polskich, przede wszystkim pochodzących z dotąd wydanych tomów
Karłowicza zakwestionowała cenzura rosyjska i zwróciła go do Krakowa, Kolberg zatem
wysłał odbitkę ponownie do Kazania, by za pośrednictwem Juszkiewicza trafiła do Warszawy do Karło­wicza.
1
Brulion listu do J. Karłowicza z 21 X 1878 r., Korespondencja…cz. II (DWOK T. 65), s. 167.
2
G.H.F. Nesselmann Littauische Volkslieder gesammelt kritisch bearbeitet und metrisch
übersetzt von […] Mit einer Musikbeilage, Berlin 1853.
3
O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 310.

392

�Ludu. Wskazuje różnice i podobieństwa funkcji, w jakich te wybrane motywy występują, charakter ich eksponowania w pieśni i znaczenie symboliczne. Zwraca uwagę na ich zmienne lub identyczne cechy w strukturze
pieśni i w sytuacjach lirycznych, na rozmaite relacje między nimi tradycyjnie utrwalone, a także porównuje ich popularność lub rzadkość w pieśniowym folklorze litewskim i polskim. Opierając się na jak największej ilości
reprezentatywnych wariantów, śledzi motywy takie jak np. słońce, księżyc,
woda, koń, kukułka, lipa, dąb, jawor, kalina, ruta, lilie, wianek, pierścień,
kołyska itd., występujące w bliskich lub odmiennych kontekstach treściowych, analizuje ich rolę w obrazowaniu, w odmalowaniu uczuć i nastrojów.
Wychwytując w ten sposób podobieństwa i różnice między pieśniami litewskimi i polskimi, zmierza Kolberg poprzez wyodrębnienie charakterystycznych motywów i wątków do uchwycenia specyfiki pieśni litewskich.
Sugeruje w końcu, że to jedynie zarys problemów zasługujących na głębsze
studia i analizy porównawcze, co tak uzasadnia:
Badania takie, obok tych, jakie lingwiści poczynili w kierunku językoznawczym,
odsłonią niewątpliwie całe znaczenie dziejowe i cywilizacyjne ludu, który aczkolwiek jako samodzielny działacz polityczny krótką tylko (przecież świetną)
zapełnił w historii kartę, jednakże ze względu na niepoślednie swe stanowisko w dziedzinie ludów rasy aryjskiej, której jednym z najwybitniejszych jest
przedstawicielem, na najwyższe zasługuje zajęcie i do usilnych a wdzięcznych
w każdym kierunku dla badacza zachęca studiów1.

Ta najobszerniejsza praca komparatystyczna Kolberga odzwierciedla
zatem po raz kolejny jego ugruntowane przekonanie, że w pieśniach odbijają się dzieje, kultura i tradycja, a także cechy umysłowe i psychiczne
tworzącego je ludu.
W roku 1879 Kolberg wypowiedział się jeszcze raz na interesujący go
od lat temat Bogurodzicy2. Skłoniła go do tego rozprawa Romana Pilata
(1846–1906), lwowskiego historyka literatury, pt. Pieśń „Bogarodzica. I. Restytucja tekstu pieśni wydana w Krakowie w 1879 roku. Kolberg spisał
uwagi na temat tej pracy, niedrukowany za życia rękopis podpisał i datował: „Modlnica, 30 kwietnia 1879 r. Oskar Kolberg” 3. Rozprawa Pilata
Tamże, s. 335.
Zob. wyżej, s. 160-161.
3
Opublikowano go pt. Uwagi na temat restytucji tekstu pierwotnego pieśni „Bogarodzica” w tomie Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 544–546, nr 1021b. Na końcu tego
1
2

393

�złożona została przez autora w Akademii już na początku listopada 1878
roku1, być może Kolberg tam zapoznał się z nią jeszcze przed ukazaniem się
w druku i zanotował swoje uwagi, mając zamiar zabrać głos na jej temat
na jednym z posiedzeń Komisji Językowej lub przekazać jej swój rękopis
do odczytania. W sprawozdaniach z posiedzeń Wydziału Filologicznego
i Komisji Językowej brak jednak informacji o dyskusji nad tym opracowaniem. Wypowiedź Kolberga ma przyczynkarski charakter, jest rodzajem
głosu w dyskusji, dopowiedzeniem kilku szczegółów odnoszących się do
tekstu. Dotyczy trzech form składniowych występujących w pieśni, których rozumienie, znaczenie oraz restytucję widzi i uzasadnia inaczej niż
autor. Charakterystyczne, że zdanie Kolberga co do rozumienia zapisu tych
dawnych form i poprawnej rekonstrukcji ich brzmienia zgodne są z wersją
kanoniczną, współcześnie przyjętą dla tej pierwszej polskiej pieśni religijnej. Niezależnie jednak od słuszności opinii Kolberga na uwagę zasługuje
tu jego językowa dociekliwość i zainteresowanie zabytkiem dawnej polszczyzny także od strony filologicznej.
Mimo wypełnionego tak intensywną pracą trybu życia Kolberg nie zarzucił swojej pianistycznej pasji i w miarę możliwości wracał do ulubionego muzykowania. W liście do warszawskiego przyjaciela, J. Sikorskiego,
pisał na ten temat we wrześniu 1879 roku:
Ja, chociaż już od dawna zajmuję się nią [muzyką] tylko pośrednio, jestem w tyle
szczęśliwym położeniu, że mam sposobność niekiedy, w chwilach wolnych, grywać na 4 ręce z zacną p. Męcińską, przyjaciółką pp. Kon[opków], która zarządzając tu domem od lat 30, lubi tę sztukę i jest wcale dobrą muzyczką, równie jak
i dwie z tutejszych panien, jej uczennice2.

tekstu Kolberg wskazuje swoją wcześniejszą pracę na temat tonalności Bogurodzicy (zob. tamże, s. 536–544, nr 1021a).
1
Informację o nadesłaniu Akademii rozprawy R. Pilata, członka Komisji Językowej, zamieszczono w sprawozdaniu z posiedzenia Wydziału Filologicznego w dniu 5 listopada 1878 r.,
zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VII, 1880, s. VII. Praca Pilata
drukowana była w „Pamiętniku Akademii Umiejętności. Wydziały: Filologiczny i Historyczno-Filologiczny”, T. IV, 1880, s. 1–114 (i odbitka: Kraków 1879).
2
Brulion listu do J. Sikorskiego z 27 IX 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 257.

394

�XXI
[Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). –
Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako
wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na
rzecz wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego
przez Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku
(1881). – Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego
(1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy
i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji
w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego
(grudzień 1882). – Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi
Dobrzyńskiej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882).]

Rok 1880 przyniósł ważne wydarzenie w życiu Kolberga, a zarazem
nowe doświadczenie, istotne dla postępu jego badań i prac nad Pokuciem.
Autor Ludu został zaproszony do udziału w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi jako opiekun naukowy czuwający nad pozyskiwaniem i doborem eksponatów. Inicjatorami przedsięwzięcia byli przedstawiciele miejscowej inteligencji skupieni w Czarnohorskim Oddziale Towarzystwa Tatrzańskiego, który to Oddział ukonstytuował się w lutym 1878 roku.
Do grona tego należeli m.in. Jan Gregorowicz, zarządca dóbr hr. Skarbka
w Żabiu, Leopold Wajgel, nauczyciel gimnazjum w Kołomyi, oraz dobrze
znany Kolbergowi Władysław Przybysławski z Czortowca. Wszyscy oni
byli zamiłowanymi regionalistami, autorami prac poświęconych Pokuciu
i Huculszczyźnie1. Wystawa, otwarta od 15 do 30 września 1880 roku, zorganizowana przez Czarnohorski Oddział Towarzystwa Tatrzańskiego pod
protektoratem W. Dzieduszyckiego, była pierwszą polską wystawą etnograficzną, bowiem „wyodrębniała – jak to ujmuje autor jej opisu – z „dotychczasowego wystawiennictwa przemysłowo-gospodarczego element
1

Zob. też A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XII–XIV.

395

�etnograficzny i nadawała mu samodzielny kierunek rozwojowy” 1. Miała
za zadanie jak najszerzej promować region, stąd obok eksponatów ściśle
etnograficznych, takich jak m.in. ubiory i wyroby tradycyjnego rzemiosła
z tkanin, drewna, skóry itd., narzędzia i sprzęty gospodarskie, przetwory
spożywcze, przedmioty artystyczne, ozdoby itd., wystawiane były także płody górskie, konie, owce i było huculskie, surowce naturalne (drewno, ropa
naftowa, węgiel, sól i inne kopaliny), a także narzędzia do ich pozyskiwania.
Zgromadzone eksponaty pochodziły z powiatów: kołomyjskiego, kossowskiego, horodeńskiego, śniatyńskiego, zaleszczyckiego i borszczowskiego,
czyli głównie z Pokucia, ale po części także z Podola. Komitet organizacyjny, któremu przewodniczył Władysław Przybysławski, wydał już w końcu
roku 1879 program planowanej wystawy, instrukcję do badania właściwości ludowych, formularz zgłoszenia okazów na wystawę oraz odezwę
z prośbą o udział w pozyskiwaniu eksponatów i o pomoc finansową2. Na
uwagę zasługuje w tych materiałach programowy rozmach projektu; obok
eksponatów z zakresu kultury materialnej uwzględniono też „rysunki, obrazy i fotografie okolic i typów ludowych” oraz mapy. Z kolei w „Instrukcji
do badania właściwości ludowych” wymienione były jako przedmiot dokumentacji: muzyka, pieśni i taniec, obrzędy i zwyczaje, przysłowia, gadki,
podania, przysłowia, zagadki, gwara, czyli wszystkie gatunki folkloru i jego
język. W rezultacie na wystawie znalazły się też rękopisy 3, a wśród nich
manuskrypt cz. I i II Pokucia w pierwotnej wersji, znacznie poszerzonej
po wystawie.
Inicjatywa powierzenia Kolbergowi opieki naukowej nad częścią etnograficzną wystawy wyszła od Władysława Przybysławskiego, który
najpierw przedstawił ten pomysł Kopernickiemu, najbliższemu współpracownikowi etnografa, oraz uzgodnił go zapewne z pozostałymi organizatorami wystawy. Już w marcu 1880 roku Kopernicki w imieniu Przybysławskiego informował Kolberga o tej propozycji i o planie zaproszenia
R. Brykowski O pierwszej polskiej wystawie etnograficznej, „Spotkania z Zabytkami”
1982, nr 6, s. 75. O wystawie pisała obszernie galicyjska i warszawska prasa, zob. m.in. W. Zawadzki Wystawa etnograficzna w Kołomyi, „Dziennik Polski” 1880, nr 230–231, M. Turkawski
Wystawa etnograficzna Pokucia w Kołomyi, „Czas” 1880, nr 266, tenże Wspomnienie wystawy etnograficznej w Kołomyi, „Kłosy” 1881, T. XXXII, nr 831–835.
2
Druki te opublikowane zostały ponownie w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66) jako
aneksy nr 23–26, na s. 767–777.
3
Wymienia je A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV.
1

396

�go na całe lato do Czortowca oraz pokrycia kosztów podróży i pobytu.
Sugerował też przysyłanie korekt do Czortowca i uprzedzając niepokoje
Kolberga co do ich przebiegu, stwierdzał: „Zwłoka z druku nie byłaby
z tego powodu większa jak teraz, gdy korekta chodzi piechotą do Modlnicy lub czeka przybycia Pańskiego w drukarni” 1. Kolberg propozycję patronatu nad wystawą przyjął, a w kwietniu Przybysławski, dziękując mu
za gotowość współpracy, zasugerował termin jego pobytu w Czortowcu
już od maja. Kolberg jednak uznał tak wczesny przyjazd za nierealny ze
względu na konieczność przypilnowania prac nad kończącym się właśnie
w maju drukiem tomu 13. i rozpoczęciem druku tomu 14., tj. odpowiednio
cz. V i VI W. Ks. Poznańskiego2.
Wiosną 1880 roku Kolberg podjął jeszcze jedną decyzję wartą odnotowania. Była nią odmowa współudziału w rosyjskim wydawnictwie
Żiwopisnaja Rossija… i opracowania w nim opisu Królestwa Polskiego3.
Propozycję taką złożył Maurycy Wolff, księgarz i nakładca dzieł polskich
w Petersburgu, do którego Kolberg zwrócił się pod koniec 1879 r. o pomoc
w zabiegach o zniesienie zakazu cenzury i umożliwienie zbytu swoich tomów w Królestwie i w Rosji. Wolff starania takie obiecał podjąć, Kolberg
musiał więc przekazać odmowę dyplomatycznie ze względu na swój żywotny „interes cenzuralny”. Powołał się zatem na brak czasu i obciążenie pracą nad własnym wydawnictwem oraz na oddalenie od Królestwa, a także
uprzedzając wcześniej, że pisałby jedynie w języku polskim4. Wymowną
motywację odmowy publikacji o Królestwie Polskim z pozycji rosyjskiego
zaborcy ujawniają listy wymienione w tej sprawie z Kopernickim, który
rozumiejąc delikatną sytuację Kolberga, pisał jednak:
List I. Kopernickiego z 23 III 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 339.
Zob. listy do W. Przybysławskiego z 30 III i 27 IV oraz list W. Przybysławskiego z 21 IV
1880 r, tamże, s. 345, 355 i 352.
3
Chodzi o publikację Żiwopisnaja Rossija, otieczestwo nasze w jego ziemielnom, istoriczeskom, plemiennom, ekonomiczeskom i bytowom znaczenii. Pod obszczej red. P.P. Siemionowa, T. 1–8, Petersburg 1863–1901. Królestwu Polskiemu poświęcony był w tej edycji tom
czwarty, Ukrainie, Wołyniowi i Podolu tom piąty – oba wydane w roku 1896 (Moskwa–Petersburg). Tom czwarty przygotowany został w części przez Polaków, m.in. A. Kirkora, po części
Rosjan, tom piąty prawie wyłącznie przez Rosjan.
4
Zob. listy Kolberga i M. Wolffa z końca 1879 roku oraz z marca i kwietnia 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), nr 667 (z wykazem miejsc zastrzeżonych przez cenzurę w tomach 6 i 7 Ludu), 669, 671, 703 i 715. O kłopotach z cenzurą, która kwestionowała fragmenty
lub całe tomy Ludu, zob. też wyżej, s. 341-342.
1
2

397

�Inaczej nigdy bym Panu po przyjacielsku nie doradzał przyjęcia udziału w tej publikacji. – Czemu? Dla dwóch przyczyn: najprzód dlatego, że Polska nie jest „europejską Rosją”; jeżeli więc koniecznie chcą ją gwałtem tam wpakować, niech się do
tego posługują niepolskimi piórami. Po wtóre dlatego, że jestem zazdrosny o takie
poczciwe i takie zasłużone nauce i literaturze naszej imiona jak Pańskie; nie chcę
więc ich pożyczyć nawet Moskalom. Niech się sobie cieszą takimi amfibiami jak Kirkor, Juszkiewicz, Mierzyński itp. Kolberga pragnę, aby wyłącznie naszym pozostał.

Autor Ludu odpowiedział, że nie wahał się z odmową, ale w trosce o interes własny zmuszony był udzielić jej oględnie, po czym stwierdzał kategorycznie, dziękując jednocześnie za radę i moralne wsparcie:
Jużcić rzecz prosta, że wcale nie mam zamiaru dla jego [Wolffa] pięknych oczu,
kieszeni i choćby kilkunastu rzuconych rubli psuć na starość swej reputacji,
skoro w Warszawie, gdzie miałem większe do zwalczania pokusy, zbłaźnić mnie
i sprowadzić z prawej drogi nie zdołano. Wiem dobrze, że dając na 15 do 20
arkuszach druku w Petersburgu opis Królestwa nie tylko pod względem etnograficznym i geograficznym, ale historycznym i ekonomicznym […], musiałbym
nieodzownie diabłu palić kadzidła i świeczkę. […] Dziękuję Panu jak najserdeczniej za słowa wielkiej zacności i dobre rady w Jego zawarte liście. Dodają mi
one otuchy, umacniają w raz powziętym postanowieniu i nowy składają dowód,
że są jeszcze u nas ludzie niezłomni (w czym zresztą co do Pańskiej osoby ani
chwili nie wątpiłem), którzy jednemu tylko służąc Bogu, mają energię na cztery
wiatry wszelkie, nie tylko czartowskie, od siebie odegnać majaki i mamidła, ale
i życzliwie chronić od nich i drugich także1.

O ile wiadomo, interwencja M. Wolffa w Głównym Zarządzie Cenzury
nie przyniosła rezultatu.
Druk tomu 13., czyli cz. V Poznańskiego, ukończony został rzeczywiście
zgodnie z planem w maju 1880 roku, a w tym samym miesiącu Kolberg uczestniczył w obchodach 400 rocznicy śmierci Jana Długosza. Z tej okazji Komisja Historyczna Akademii Umiejętności zorganizowała w dniach 19–21 maja
w Krakowie Pierwszy Zjazd Historyczny Polski im. Jana Długosza2. Posiedze1
List I. Kopernickiego i brulion odpowiedzi Kolberga z 10 i 12 IV 1880 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 347 i 348. W 1882 r. Wolff ponowił swoją propozycję opracowania
o Królestwie Polskim, Kolberg jednak znowu odmówił (zob. tamże, s. 710–711 i 718).
2
Odezwa z programem zjazdu oraz imienne zaproszenie Kolberga do czynnego udziału w obradach zachowały się w jego spuściźnie (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 324–326).
O obchodach rocznicy Długosza informował m.in. „Czas” 1880, w nr. 112 i 113, szczegółowe

398

�nia naukowe Zjazdu poprzedziło doroczne, publiczne posiedzenie Akademii 18
maja w Sukiennicach, z referatem J. Szujskiego o Długoszu na tle historiografii
europejskiej. 19 maja odbył się ponowny, uroczysty pochówek Jana Długosza
w nowo powstałej z inicjatywy Łepkowskiego Krypcie Zasłużonych kościoła św. Stanisława na Skałce, przebudowanej w Panteon Narodowy dawnej
krypty zakonnej, w której dotąd spoczywały szczątki kronikarza, fundatora
skałecznego klasztoru paulinów. Rozpoczęte tego samego dnia obrady Zjazdu
miały na celu „porozumienie się w sprawach poszukiwania, gromadzenia,
obrobienia i wydawania materiałów historycznych tak do dziejów politycznych, jak i do dziejów oświaty, literatur i sztuki w Polsce”. Końcowe wnioski
i postulaty dotyczyły przede wszystkim potrzeby dokładniejszych penetracji
i rozbiorów materiałów z archiwów; objęcia poszukiwaniami i pracami nie
tylko „terytorium, w którym żywioł polski etnograficznie przeważa i panuje”,
ale i obszaru, „który albo siłą cywilizacji zdołaliśmy utrzymać, albo z którego
ustąpiliśmy wprawdzie, ale po bardzo długiej walce”; decentralizacji badań
historycznych i pozyskania współpracowników w całym kraju; ożywienia
zaniedbanych kierunków prac, m.in. publikacji źródeł do dziejów oświaty
i materiałów ekonomicznych1. Kolberg figuruje w spisie uczestników Zjazdu,
podobnie jak m.in. Kopernicki i Przybysławski2, który wcześniej planował
wspólny wyjazd z Kolbergiem bezpośrednio z Krakowa do Czortowca3.
Ostatecznie na Pokucie wyjechał Kolberg w połowie czerwca, najpierw
do Lwowa, potem do Czortowca, gdzie był już w końcu miesiąca i gdzie
dotarła do niego wiadomość o śmierci przyjaciela, Józefa Konopki, który
zmarł w Mogilanach w dniu 22 czerwca 1880 roku po długiej nieuleczalnej chorobie serca. Wiadomość tę przesłała do Czortowca Antonina Konopczanka, Kolberg przyjął ją z wielkim żalem i głęboko poruszony pisał
w odpowiedzi:
[…] nie mogę się jednak powstrzymać od łez – równie jak i Wasze, Szanowni Państwo, gorących po stracie nie tylko jednego z najdawniejszych i najżyczliwszych
sprawozdanie podał J. Kraszewski w „Bibliotece Warszawskiej” 1880, T. 4, s. 438–466. Dokładne omówienie uroczystości i przebiegu posiedzeń naukowych zjazdu (w oparciu o protokoły)
opublikowała Komisja Historyczna AU, zob. Pamiętnik Pierwszego Zjazdu Historycznego Polskiego, w tomie VI Scriptores Rerum Polonicarum, Kraków 1881. Z materiałów tych wynika,
że Kolberg głosu w dyskusjach nie zabierał.
1
Pamiętnik Pierwszego Zjazdu…, s. 7 (cel zjazdu) oraz s. 144–146 (postulaty końcowe).
2
Tamże, s. 153 i 154.
3
List W. Przybysławskiego z 21 IV 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 352.

399

�mi zawsze przyjaciół, ale i po stracie człowieka, który i w życiu publicznym także tyle istotnych, niezapomnianych położył dla ojczyzny, obywatelstwa i nauki
zasług, a których pomnożyć śmierć mu już nie dozwoliła1.

Pamięć przyjaciela uczcił artykułem biograficznym opublikowanym
w warszawskich „Kłosach”2. Równolegle dotarła do Kolberga druga smutna
wiadomość o rozległym udarze, który dotknął w Krakowie Juliana Konopkę, z którym Oskar był bardzo zżyty przez wspólne lata spędzone w Modlnicy. Wobec swoich zobowiązań związanych z wystawą w Kołomyi nie
mógł jednak wrócić pod Kraków, swoje współczucie i bliskość, a także
zainteresowanie stanem zdrowia Juliana wyrażał więc w listach pisanych
wówczas do rodziny Konopków.
W Czortowcu, u Przybysławskich spędził Kolberg prawdopodobnie lipiec i większą część sierpnia, odwiedzając stamtąd inne miejscowości Pokucia. W końcu sierpnia, trzy tygodnie przed otwarciem wystawy wyjechał
wraz z Przybysławskim do Kołomyi, gdzie zamieszkał, współpracując przy
urządzeniu ekspozycji. Pobyt w Kołomyi przeciągnął się do października,
po czym Kolberg pojechał jeszcze do Czortowca, skąd dopiero w połowie
listopada wrócił do Modlnicy3. Tak więc jego wyprawa na Pokucie trwała
ponad 4 miesiące, co stanowiło najdłuższy okres ciągłego kontaktu z jednym, pozakrakowskim regionem. Z innych miejscowości Pokucia odwiedził wówczas jeszcze Horodenkę, Kornicz, Piadyki, Okno, Jasienów Polny,
wszędzie nawiązując z mieszkańcami przyjazne i owocne dla swoich prac
kontakty, które dokumentuje korespondencja. Tak długi pobyt na Pokuciu
dał możliwość gruntowniejszych i szerszych badań, lepszej, bezpośredniej
orientacji w ich życiu społecznym, języku i folklorze, a bogaty zasób eksponatów na wystawie umożliwił bliższe zapoznanie się z kulturą materialną regionu, co przysłużyło się monografii. Ponadto Kolberg wykorzystał
w Pokuciu niektóre prezentowane na wystawie materiały rękopiśmienne,
część pozyskał także dzięki pomocy poznanych w tym czasie i życzliwych
mu osób4. Okoliczności te znacząco wpłynęły na zasób ilościowy i wartość
List do Antoniny Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 375.
O. Kolberg Józef Konopka, „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792. Przedruk w: tegoż Studia,
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 443–448.
3
Zob. m.in. relacja Kolberga w brulionie listu do Karoliny z 3 XII 1880 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 432–433.
4
Zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV–XV oraz XXX–XXXIV.
1
2

400

�źródłową czterotomowej ostatecznie monografii tego regionu; przynosi ona
bogatą dokumentację kultury ludowej Pokucia1. Sam Kolberg w liście do
Bibianny Moraczewskiej tak oceniał ten dorobek już po powrocie do Krakowa, w końcu 1880 roku:
Wystawa nadspodziewanie świetnie nam wypadła […]. Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych] mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać. Toteż materiały
zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony niż wszystkie
inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż wszystkie
dotychczasowe monografię tej prowincji2.

A na początku swojego pobytu na Pokuciu pisał m.in.:
[…] w domu pp. Przybysławskich znajduję staropolską gościnność, uprzejmość
i nader wdzięczne do swoich studiów i zajęć pole. Wystawa etnograficzna w Kołomyi, do której robimy przygotowania, obiecuje nader obfity plon dla nauki;
krzątamy się też około jej urządzenia z całym zapałem, jaki przedmiot sam (nie
zaś wiek nasz, bo i Przybysławski nie jest już młodym) obudzić jeszcze może3.

Sprzyjające warunki dla własnych obserwacji i badań, oparcie w osobie
oddanego mu gospodarza Czortowca, ciekawy etnograficznie region, rozległe kontakty z jego mieszkańcami i miłośnikami, wreszcie współpraca
z regionalistami przy wystawie – wszystko to złożyło się na niezwykle pozytywny, a nawet entuzjastyczny obraz tych miesięcy i dokonań Kolberga
w tym czasie. Nie zabrakło też momentów emocjonujących, jakim były
odwiedziny cesarza Franciszka Józefa, który zwiedzał wystawę w dniu jej
otwarcia, tj. 15 września, w czasie swojej podróży po Galicji. Cesarzowi,
oprowadzanemu przez protektora wystawy, hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego, oraz Władysława Przybysławskiego, przedstawiono cały Komitet
organizacyjny w liczbie 16 osób i gość – jak pisze Kolberg – „z każdym z nas
Są to tomy 29-32 DWOK. Niewydane przez Kolberga, a pozostawione w rękopisach materiały z Pokucia wraz z pochodzącymi z Huculszczyzny opublikowano w dwu tomach pt. Ruś
Karpacka (DWOK T. 54 i 55). Ponadto uzupełnienia do tych sześciu tomów wraz z omówieniem materiałów, komentarzami, bibliografią i indeksami zawiera przywoływany wyżej tom
suplementowy do Pokucia (DWOK T. 81).
2
Brulion listu do B. Moraczewskiej z XII 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 427.
3
Brulion listu do A. Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 376.
1

401

�po parę słów przemówić raczył, dopytując się o Kołomyję, jej przemysł,
szkoły, ludność itd., na co jak zwykle jedni odpowiadali, jak się należy, drudzy byle co”. Gdy cesarz pochwalił wystawę, Dzieduszycki przedstawił mu
Kolberga jako jej organizatora, Franciszek Józef złożył Kolbergowi gratulacje i „mówił o ważności etnografii, jak i industrii wieśniaczej, miejscowej
i zachęcał do dalszych pożytecznych prac na tej drodze”1.
Wkrótce po powrocie z Pokucia, już pod koniec listopada, Kolberg przeniósł swoją uwagę z kresów południowo-wschodnich na ziemie północne
i przedstawił Akademii projekt wydania „rękopisu obejmującego wiadomości etnograficzne i lingwistyczne o Kaszubach”. Na materiał ten składać się
miały spostrzeżenia i notatki własne z Pomorza, a przede wszystkim opracowanie podstawowe, tj. własny przekład wspomnianej wcześniej obszernej rozprawy A. Hilferdinga Ostatki Słowian…2. Jak to się zdarzało coraz
częściej, z powodu trudności z dojazdem do Krakowa, kłopotów zdrowotnych i natłoku prac nie uczynił tego osobiście, lecz korespondencyjnie i za
pośrednictwem sekretarza Sekcji Etnograficznej Komisji Antropologicznej,
J.N. Sadowskiego, któremu przekazał rękopis. W tym samym liście do Akademii z końca listopada 1880 r., tłumacząc niemożność osobistego uczestnictwa w posiedzeniach Wydziałów i Komisji kłopotami komunikacyjnymi
„jak i wielu innymi przyczynami”, pisał jednocześnie:
[…] niech mi wolno będzie od czasu do czasu, choć na piśmie, udzielić Akademii
swych uwag i spostrzeżeń, które by (wnoszone przez uproszonych a łaskawych
kolegów na posiedzeniach antropologicznych, archeologicznych i lingwistycznych) przedstawiały zapatrywania moje w rzeczach etnografii i lingwistyki dotyczących.

Projekt wydania pomorskich materiałów nie został jednak zrealizowany,
co odnotował sam Kolberg w rękopisie cytowanego brulionu: „Akademia
się nie przychyliła, dlatego że to przekład”. Być może nie bez znaczenia
dla tej odmowy był też rusocentryczny panslawizm Hilferdinga i fakt jego
udziału w tzw. „eksperymencie słowianofilskim” z roku 1865, mającym
Brulion listu do A. Konopczanki z 24 IX 1880 r., tamże, s. 408 i 409. W liście tym Kolberg
barwnie opowiada m.in. o odwiedzinach cesarza, a także arcyksięcia Karola Ludwika. Zob. też
Podróż Najjaśniejszego Pana, „Czas” 1880, nr 214–215.
2
Zob. brulion listu do Akademii z 25 XI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 423.
1

402

�służyć rozwiązaniu „kwestii polskiej” poprzez włączenie polskich chłopów
do kulturowej i politycznej „wspólnoty słowiańskiej”1.
Także w listopadzie dotarła do Kolberga wiadomość z Warszawy, że
grono zaprzyjaźnionych z nim osób, głównie muzyków, zamierza urządzić
koncert na rzecz jego wydawnictw. Pomysłodawcą tego projektu był Bogumił Hoff, który od 1877 roku przebywał w Warszawie i pracował jako
urzędnik Drogi Żelaznej Warszawsko–Terespolskiej. Przekazał tę informację Kolbergowi w liście z 10 listopada 1880 r.2 Do grona przychylnych
przedsięwzięciu i jego organizatorów należeli znani Kolbergowi muzycy:
Jan Kleczyński, korespondujący z autorem Ludu na temat chopinianów redaktor „Echa Muzycznego”, Adam Müncheimer, kompozytor, ówczesny dyrektor opery warszawskiej, a także Władysław Wiślicki, pedagog i krytyk
muzyczny, Zygmunt Noskowski, dyrektor Towarzystwa Muzycznego, oraz
Ludwik Jenike, redaktor „Tygodnika Ilustrowanego”. O planach koncertu
informowała prasa warszawska, a grunt przygotowały artykuły publikowane w warszawskich tygodnikach: entuzjastyczna ocena wartości dzieła Kolberga pióra Józefa Kraszewskiego, wyrażona po zapoznaniu się pisarza ze
świeżo wydanym i ofiarowanym mu tomem 13. Ludu, oraz artykuł biograficzny o Kolbergu Zygmunta Glogera, w którym autor podał jego obszerny
życiorys, omówił stan prac i możliwości wydawniczych, informując opinię
publiczną o trudnościach finansowych, z jakimi zmaga się badacz3. Pierwot1
Choć Hilferding był zasłużonym badaczem ginącej kultury Słowińców, nie cieszył się
dobrą sławą wśród Polaków jako współtwórca tzw. „eksperymentu słowianofilskiego”. Wraz
z dwoma uczonymi polskimi opracował transliterację polskiej wersji łacinki na grażdankę
(nowszą wersję cyrylicy) w celu wprowadzenia tej pisowni do edukacji elementarnej, co miało
odciągnąć zwłaszcza chłopów od wpływów kultury Zachodu, reprezentowanego przez kościół, szlachtę i alfabet łaciński. Przyznawał wprawdzie narodom, jak i inni słowianofile, prawo
do ich języka, nauka miała się więc odbywać po polsku, ale obowiązywać miał zapis grażdanką. W latach 1865–1867 wydano w Petersburgu taką pisownią kilka podręczników, m.in.
elementarz dla szkół wiejskich, ale „słowianofilski eksperyment” carski, trwający kilka lat, nie
powiódł się jako zbyt utopijny.
2
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 418–419.
3
Tekst J. Kraszewskiego w jego cyklicznym artykule Listy… pt. Lud i j jego zwyczaje, tom
XIII ukazał się w „Kłosach” 1880, T. XXXI, w nr. 784, Z. Glogera pt. Oskar Kolberg – w „Tygodniku Ilustrowanym” 1881, w nr. 273. Wcześniej Gloger też pisał o Kolbergu w artykule Oskar
Kolberg i jego prace, publikowanym w „Kłosach” 1880, nr 789–790. Doniesienie o koncercie
podały m.in. „Kłosy” 1880, w nr. 802, w rubryce Pokłosie oraz „Echo Muzyczne” 1881 w nr. 4,
w Kronice. O autorze Ludu pisał też J. Kleczyński w „Echu Muzycznym” 1881, w nr. 8, w artykule Oskar Kolberg, podpisanym inicjałami J.K.

403

�nie planowano koncert na 27 marca 1881 roku, ale obowiązująca żałoba po
śmierci cara Aleksandra II w zamachu, dokonanym w Petersburgu 1 marca,
wymusiła przesunięcie terminu. Koncert odbył się 6 maja w sali Resursy Obywatelskiej przy Krakowskim Przedmieściu, a ponieważ był dużym
sukcesem frekwencyjnym i spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności, powtórzono go 14 maja. Program, konsultowany z Kolbergiem,
obejmował muzykę polską w ujęciu historycznym: Bogurodzicę, utwory
Wacława z Szamotuł, Mikołaja Gomółki, Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, Macieja Kamieńskiego, Jana Stefaniego, Józefa Elsnera, Karola Kurpińskiego, Fryderyka Chopina, Ignacego Dobrzyńskiego, Stanisława Moniuszki
oraz polonez z Króla pasterzy Kolberga1. Przed zakończeniem drugiego koncertu, z 14 maja, bratanica Kolberga, córka Antoniego i Karoliny, podziękowała Müncheimerowi w imieniu Oskara, wręczając mu na estradzie bukiet
kwiatów. Koncerty przybrały formę uroczystości patriotycznej, wypadły
świetnie i zostały wysoko ocenione ze względu na poziom wykonawstwa
muzycznego2. Przyniosły też wymierny dochód; 20 maja Müncheimer mógł
donieść Kolbergowi: „Victoria! Udało nam się z koncertem historycznym;
oba koncerty przyniosły netto 2036 rubli 92 kop[iejki] według obrachunku,
który wraz z kwitami przedstawiłem W[ielmożnemu] Jenikemu”3, w tym
„czysty dochód” z pierwszego koncertu wyniósł 900 rubli, o czym informował Jenike4. Ujęty i wzruszony Kolberg podziękował listownie przyjacio1
Program ten został znacznie zmieniony w stosunku do pierwotnie sugerowanego, zob. list
A. Müncheimera z 2 II 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 464–465. Drugi koncert
wykonano z niewielkimi zmianami utworów Chopina i Moniuszki, a fragment kompozycji
Kolberga zastąpiono utworem Wieniawskiego. Zob. tamże, s. 493, przyp. 2.
2
Sprawozdania z koncertu zamieściła cała warszawska prasa z 1881 r., m.in. „Gazeta Polska” w nr. 93 i 101, „Gazeta Warszawska” w nr. 106, „Echo Muzyczne” w nr. 10, w dziale
Zamiast „Kroniki”, „Kłosy” w nr. 828, w Pokłosiu, „Tygodnik Ilustrowany” w nr. 281 i 282,
w Kronice tygodniowej. Podziękowanie Kolberga organizatorom i wykonawcom opublikował
„Tygodnik Ilustrowany” w nr. 282, w Kronice tygodniowej, zob. brulion listu do L. Jenikego
z 13 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 487–488.
3
Zob. tamże, s. 500. Dyrekcja Teatrów zażądała wprawdzie 6% procent od dochodu, mimo
wcześniejszej obietnicy rezygnacji z tej sumy, Müncheimer pisał jednak do Kolberga, że ma
zamiar nie dopuścić do tej płatności i ograniczyć ją co najmniej do połowy.
4
List L. Jenikego z 9 V 1881 r., tamże, s. 486. Kolberg odpowiedział po pierwszym koncercie: „Biorąc okrągło 900 rubli, dostanę za nie według lichego kursu dzisiejszego po 1.20 fl. za
rubla – fl. 1080” – i wyjaśniał: „[…] wydanie jednego tomu (najczęściej z nutami) kosztuje mnie
przeciętnie fl. 700” (brulion listu do L. Jenikego z 13 V 1881 r., tamże, s. 488). Zysk z obu koncertów w wysokości ponad 2000 rubli oznaczał zatem sumę około 2400 fl.

404

�łom, organizatorom i wykonawcom za okazaną mu życzliwość i ofiarność
na rzecz dalszej edycji Ludu, co wobec ciągłych tarapatów materialnych
było dla niego również wielkim wsparciem psychicznym. Do sukcesu
przyczyniły się inne poza artystami środowiska i osoby z Warszawy, które bezinteresownie zajęły się sprzedażą biletów i programów, pełnieniem
służby honorowej podczas koncertu, wydrukowaniem afiszy i biletów, wypożyczeniem fortepianu, popieraniem przedsięwzięcia w prasie. Dochód
z obu koncertów pozwolił na sfinansowanie druku dwu pierwszych części
Pokucia, na których wydanie Kolberg nie miał środków, gdyż – jak wspomniano – Akademia finansowała wówczas jeden tom rocznie, tj. drukujące
się wówczas siedmioczęściowe Poznańskie.
W tym okresie, nieco wcześniej, spotkał Kolberga jeszcze inny wyraz
uznania dla jego pracy. Wydział Krajowy we Lwowie zawiadomił go listem z marca 1881 roku, podpisanym przez ówczesnego namiestnika Galicji, Alfreda Potockiego, że otrzymał pamiątkowy medal i dyplom z francuskiego ministerstwa handlu za uczestnictwo w Wystawie paryskiej z 1878
roku1.
Po powrocie z Kołomyi w listopadzie 1880 roku zimę, wiosnę i dalsze
miesiące następnego 1881 roku spędził Kolberg w Modlnicy, skąd dalej nie
wyjeżdżał, intensywnie pracując nad Pokuciem i Poznańskiem, którego
część VI ukazała się w maju, a którego część VII, ostatnią, planował oddać
do druku wkrótce2. Uskarżał się jednak na kiepską kondycję zdrowotną
i bez pilnej konieczności nie odwiedzał nawet Krakowa. W marcu 1881
roku pisał do Müncheimera:
Co do mnie samego to tyle tylko powiem, że zdrowie moje w nienajlepszym
znajduje się stanie, lubo od pracy spokojnej przy biurku bynajmniej mnie słabość moja nie odrywa. Że zaś od Nowego Roku kwękam na katar, częsty zawrót
głowy, kaszel, że cierpię na nogę, osłabienie i tym podobne piękne rzeczy, więc
też postanowiłem (wedle rady doktora) przesiedzieć całą zimę w ciepłym pokoju i nie wytykać nosa z domu. […] interesa moje, aby się nie trząść na wózku,
odbywam przez posłańca3.
Zob. list Wydziału Krajowego we Lwowie z 19 III 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK
T. 65), s. 471. Dyplom, jak wynika z listu, przyznawany był tylko „w pewnych wypadkach”.
2
Informował o tym w brulionach listów z 15 V 1881 r. do T. Klepaczewskiego i do B. Moraczewskiej, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 493 i 495.
3
Brulion listu do A. Müncheimera z 4 III 1881 r., tamże, s. 467.
1

405

�Mimo tych kłopotów równoległe prace prowadził Kolberg z właściwą
sobie konsekwencją i gorliwością. Jeszcze w maju 1881 roku – zgodnie
z wcześniejszymi ustaleniami – przedłożył firmie Breitkopfa i Härtla opracowany przez siebie zbiór polskich mazurków1. Dołączył też krótkie omówienie rozwoju tego tańca i uzasadniał celowość wydania jego antologii:
Uważne przejrzenie całego zbioru wykaże, że taniec ten (a więc i jego muzyka) ze
skromnych, prawie nikłych początków (podobnie jak to było z walcem), dzięki
swemu rytmowi i sprzyjającym okolicznościom osiągnął powoli pewien stopień
rozwoju i rozkwitu. Wykazuje on prócz tego, jak górujący w nim duch narodowy
wywarł wpływ na Chopina, aby potem ze swej strony dzięki twórczości mistrza
spowodować pewne wtórne oddziaływanie w kraju. Sądzę, że ogólnonarodowe
cechy, które tak się uwydatniają w tych tańcach, niewątpliwie wywołają u publiczności żywe zainteresowanie zbiorem2.

Następnie zgodnie z życzeniem wydawców proponowaną przez siebie
listę utworów skrócił, skreślając dziesięć spośród sześćdziesięciu wskazanych pierwotnie utworów, dokonał też przekładu swojej przedmowy na
język niemiecki. Określił brak przeszkód druku co do prawa własności
innych nakładców, a w korekcie wprowadził jeszcze istotne poprawki
i zamianę jednego z mazurków, przykładając się starannie do wzorowego
opracowania zbioru, który ukazał się w grudniu 1881 roku i z którego edycji był bardzo zadowolony. Wcześniej, w połowie 1880 roku lipska firma
wydała też skomponowany przez Kolberga mazurek dedykowany Helenie
Przybysławskiej. Kolberg otrzymał wydrukowane egzemplarze tego utworu
w czerwcu, przed wyjazdem na Pokucie, był to zatem gest uprzedzający
„staropolskie przyjęcie” i serdeczną opiekę gospodyni dworu w czasie jego
pobytu w Czortowcu3.
1
Zob. wyżej, s. 371. Brulionowy spis 60 mazurków sporządzony przez Kolberga do tego zbioru opublikowany został w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), jako aneks 10, na s. 736–738.
2
List do Bretkopfa i Härtla z 26 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 503
(tłum. z niem).
3
Mazurka d’après un thème populaire composée pour le piano par […] à Madame Hélène
de Przybysławska née de Wessel, Leipzig [1880]. Była to kompozycja wcześniej dedykowana
Annie Czerniawskiej i – wbrew informacji Kolberga w liście do wydawców – w pierwotnej
wersji drukowana w 1844 roku. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe, (DWOK
T. 69), s. 238–241, nr 46, zob. też tamże, s. XIII. Por. listy do i od Breitkopfa i Härtla, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 338 i 373 (tłum. z niem.), gdzie mowa o wydaniu tego utworu.

406

�Już w sierpniu 1881 roku Kolberg rozpoczął druk pierwszej części Pokucia wzbogaconej o materiał pozyskany dzięki wystawie w Kołomyi
i długiemu, owocnemu pobytowi w tym regionie. Jednocześnie prowadził
ożywioną korespondencję, m.in. z Władysławem Przybysławskim, który
nadal pomagał mu w uzupełnieniu potrzebnych materiałów, wiadomości1
i fotografii dotyczących Pokucia, oraz z malarzem Tadeuszem Rybkowskim,
który w Wiedniu przygotowywał ryciny do tej monografii. W listach z tego
okresu wracał również temat życia i twórczości Chopina poruszany z Szulcem, Karasowskim i Kleczyńskim.
Część I Pokucia, dedykowana Przybysławskiemu, ukazała się w marcu
1882 roku z nowym podtytułem Obraz etnograficzny, którym opatrzone
zostaną także trzy następne części tej monografii. Rezygnacja z dotychczasowego tytułu serii Lud, jego zwyczaje… i przyjęcie nowego podtytułu podyktowana była względami formalnymi, dla zaznaczenia różnicy w sposobie
finansowania w stosunku do równolegle wydawanych i dotowanych przez
Akademię tomów Ludu. Dwie pierwsze części Pokucia wydane zostały
z funduszów własnych Kolberga – bez wymaganej formuły o instytucji finansującej, a z notą: „nakładem autora”2, co zwalniało autora ze zobowiązania oddawania Akademii 100 egzemplarzy nakładu. Część trzecia i czwarta
W archiwum Kolberga zachowały się m.in. jego notatki z lat 1878 i 1881 z pytaniami
dotyczącymi zagadnień etnograficznych, skierowanymi do Przybysławskiego; opublikowano je
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81), na s. 247–261 jako aneksy I–III.
2
Potwierdzają to również inne świadectwa Kolberga. M.in. w Wykazie tek rękopiśmiennych z 1886 r., wymieniając tekę 21 pt. Pokucie I, badacz zanotował, że materiały w niej zawarte posłużyły „do monografii, którą z własnych funduszów wydałem w latach 1882 i 1883 pt.
Pokucie, tom 1 i 2”, a w brulionowej wersji wykazu dopisał jeszcze notę o kosztach obu tomów:
„włas., fl. 867 + 632 (DWOK T. 66, s. 746 i 749, przyp. *18). Natomiast Kopernicki w artykule
o Kolbergu podaje wprawdzie te same sumy, ale jako uzyskane ze sprzedaży dzieł, a ponadto
informuje o sumie 500 zł reń. (=fl.), pozostałej z przychodu wystawy w Kołomyi w 1880 r.
i ofiarowanej na wydanie cz. I Pokucia („Nowa Reforma” 1889, nr 109). Nie wspomina przy
tym o koncercie warszawskim, z którego podany wyżej dochód około 2400 fl. pokrył koszt
obu tomów (1499 fl. według danych Kolberga), pozostawiając mu do dyspozycji około 900 fl.
na spłatę długów, broszurowanie poprzednich tomów, wydatki osobiste i dopłatę do drukujących się tomów. Sam Kolberg stwierdzał w październiku 1880 r., po zamknięciu obrachunku
z wystawy, że z jej przychodu funduszu na druk Pokucia zabrakło (Korespondencja… cz. II,
DWOK T. 65, s. 415). Trudno jednoznacznie wyjaśnić te rozbieżności w świetle dostępnych
danych. Może zdecydowała ostrożność wobec działań cenzury warszawskiej. W tym artykule
Kopernicki nie wymienia też z nazwy Kasy Pomocy im. K. Mianowskiego, sponsorującej kilka
lat później wydanie Mazowsza, pisząc jedynie o „skąd inąd zapewnionej sobie subwencji”.
Wobec kłopotów z cenzurą, Kasa Mianowskiego skłoniła Kolberga w 1886 r. do wycofania
1

407

�Pokucia były już finansowane przez Akademię, lecz i dla nich pozostał
dla ciągłości ten sam podtytuł, z dodaniem jedynie informacji o udziale
instytucji. Tomy Obrazów etnograficznych nie różniły się jednak profilem,
układem i metodą opracowania od kontynuowanej serii edytorskiej Ludu,
stąd w ramach edycji Dzieł wszystkich przyjęto dla czterech części Pokucia
kolejne numery tomów 29–32.
W tym samym czasie co część I Pokucia została też wydana część VII
W. Ks. Poznańskiego; już pod koniec marcu oba tomy wysyłał Kolberg
przyjaciołom i subskrybentom.
Ostatnia, siódma część W. Ks. Poznańskiego, czyli tom 15. Ludu, zamyka
monografię Wielkopolski, wydawaną od 1875 roku. Jest to najobszerniejsza
z monografii regionalnych, jakie ukazały się za życia Kolberga. Obejmuje
jednak znacznie większy obszar niż poprzednie Sandomierskie, dwutomowe Kujawy i czterotomowe Krakowskie. Wobec zbyt powolnego postępu prac wydawniczych i niedoboru środków materialnych, a także wobec
nierównomiernego napływu materiałów i pozyskiwanych źródeł, Kolberg
musiał bowiem rezygnować z zakładanej wcześniej szczegółowości dokumentacji, która dotyczyć miała mniejszych terytoriów, najpierw wręcz miejscowości, potem powiatów, co postulował jeszcze w 1872 roku1. Zamiar taki
zmuszony był z czasem uznać za zbyt kosztowny i rozciągnięty w czasie,
a więc nierealny. Zdając sobie jednak sprawę ze zróżnicowania wewnętrznego tego regionu, w monografii wielkopolskiej opisy kultury materialnej
i społecznej (rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy” – z przynależnymi do nich pieśniami) przedstawił kolejno w obrębie pięciu wydzielonych podregionów, grupujących po kilka powiatów, tj.: obejmującego
powiaty środkowe, w centrum regionu, z powiatem poznańskim (tom 9.);
„okolicę zachodnią” i „okolicę południową” (tom 10.) oraz „okolicę wschodnio–północną” i „okolicę zachodnio–północną” (tom 11.)2. Natomiast folklor
i wierzenia potraktował łącznie, zbierając utwory ludowe i wiadomości
o świecie nadzmysłowym z całego regionu (tomy 12. i 13. – pieśni i tańce,
tom 14. – opowieści, tom 15. – wierzenia). Było to novum w stosunku do
poprzednich monografii o znacznie skromniejszym zasięgu geograficznym;
z karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza (DWOK T. 27 i 28) formuły o zapomodze Kasy, o czym
będzie mowa dalej. Powody przemilczenia koncertu przez Kopernickiego mogły być te same.
1
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.
2
Por. E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja,
Poznań 2015, s. 174–176.

408

�stanowiło jednak konieczny kompromis wobec obiektywnych możliwości
badawczych i edytorskich. Natomiast inne zasady ogólne wypracowane
w trakcie przygotowywania Kujaw i Krakowskiego nie uległy zasadniczej
zmianie. Jak już wspominano, różnice między poszczególnymi monografiami wynikały z odmiennego zasięgu i warunków badań na danym obszarze,
możliwości i stopnia przebadania terenu, zasobu i charakteru pozyskanych
materiałów, które to okoliczności kształtowały się różnie w różnych regionach na przestrzeni pięćdziesięciolecia badań Kolberga. W Wielkopolsce
badacz bywał parokrotnie od 1867 do 1875 roku, znajdował tam oparcie,
zrozumienie i pomoc w odwiedzanych dworach ziemiańskich i wśród miejscowej inteligencji, a także dostęp do zbiorów bibliotecznych. W tomach
poświęconych Wielkopolsce metoda wykorzystywania trójwarstwowych
źródeł: z literatury zastanej, z własnych zapisów pozyskanych w trakcie
bezpośrednich badań oraz z materiałów pochodzących od innych zbieraczy,
a także sposób opracowania utworów folklorystycznych, ich klasyfikacji,
komentarza i odsyłaczy filiacyjnych pozostają co do zasad głównych takie
same jak w Krakowskiem. Dyskusyjny już wówczas tytuł Wielkie Księstwo
Poznańskie przyjął Kolberg ze względów praktycznych; to powszechnie
używane od czasu Kongresu Wiedeńskiego określenie nie budziło zastrzeżeń cenzury, także w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim. W liście
do Moraczewskiej, już po wydaniu części III (tj. tomu 11.), Kolberg przyznawał, że może „byłoby korzystniej” użyć tytułu Wielkopolska lub Poznańskie, ale – jak tłumaczył – „utrudniłoby to jednak sprzedaż w Warszawie,
gdzie cenzura na lada wyrażenie veto kładzie”1. W tekście kolejnych tomów
używał natomiast określenia „Wielkopolska”, począwszy od pierwszego zdania wstępu do części I monografii, gdzie pisał: „Za jedną z najciekawszych
dla etnografa prowincyj uważać niewątpliwie należy Wielkopolskę […]”2.
Do szczególnie oddanych Kolbergowi pomocników w pracy nad Poznańskiem należała Bibianna Moraczewska, wspominana już literatka,
działaczka społeczna i niepodległościowa, zasłużona w obronie i propagowaniu polskości. Kolberg poznał ją w pierwszych dniach czerwca 1856
roku w Warszawie, spotykał się z nią później w latach sześćdziesiątych.
w Poznaniu, gdzie od 1842 roku wspólnie z bratem Jędrzejem prowadziła
1

s. 40.
2

Brulion listu do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I.

409

�salon literacko-intelektualny, który był ośrodkiem życia umysłowego miasta. Rodzeństwo zaprzyjaźnione było m.in. z Karolem Libeltem, Sewerynem
Mielżyńskim, Władysławem Bentkowskim, uczestnikami dysput i spotkań
bywali Ryszard Berwiński, Lucjan Siemieński, Roman Zmorski, Edward
Dembowski, Narcyza Żmichowska. Zawiązana w roku 1868 korespondencja Kolberga z Moraczewską, trwająca do końca życia tej zasłużonej Wielkopolanki1, dokumentuje jej niezwykle konsekwentne zainteresowanie dla
prac badacza, konkretną pomoc własną oraz pośrednictwo w organizowaniu i dostarczaniu materiału, pozyskiwaniu informatorów i współpracowników, wreszcie solidną obsługę kolportażu tomów Kolberga w Wielkopolsce, z ich wysyłką do prenumeratorów i rozliczaniem się z nimi oraz
z pozyskiwaniem nowych nabywców. Osoba niezwykle żywa intelektualnie,
działaczka o wszechstronnych zainteresowaniach, rozległych kontaktach
i znajomościach, uważna obserwatorka życia publicznego i politycznego,
w swoich barwnie i nie bez ironii, a nawet z sardonicznym dowcipem
pisanych listach przedstawia Kolbergowi obok stanu wspólnych interesów
związanych ze sprzedażą Ludu także poznańskie życie i stosunki, walkę
z germanizacją, losy miejscowej inteligencji i ziemian, których Kolberg znał
osobiście, bieżące wydarzenia polityczne, kulturalne i literackie, ścieranie
się opinii na ich temat. Pisze ze swobodą i swadą, nie unikając ostrych sądów i sformułowań, a Kolberg odpowiadając, odsłania też niejednokrotnie
swoje poglądy i refleksje na tematy polityczne i narodowe, rzadziej i mniej
swobodnie wyrażane wobec innych adresatów. Solidaryzuje się z jej zaangażowaniem patriotycznym, z troską o interesy polskie zagrożone germanizacją, o ziemię przejmowaną z polskich rąk przez Niemców, z postawą
oporu poprzez upartą pracę na rzecz dobra narodowego. Zwraca się też do
Moraczewskiej ze wszystkimi sprawami, dotyczącymi zarówno rozprowadzania i rozliczeń ze sprzedaży kolejnych tomów, za które należność przesyłała regularnie do księgarni Friedleina, jak i kompletowania materiałów.
I tak np., przygotowując tom 15. poświęcony wierzeniom i czarom, pisał
w roku 1880:
Ale chodzi mi jeszcze o kilka formułek zażegnań ludowych, o których Szanowna
Pani mogłabyś np. przez swoją służącą wywiedzieć się nawet w samym Pozna1
Pierwszy list pochodzi z 21 IX 1868 r., ostatni z 11 lipca 1887 r. (listy 192 w cz. I i nr 1336
w cz. III Korespondencji…, DWOK T. 64 i 66)); pisała go Moraczewska trzy miesiące przed
śmiercią, która nastąpiła 6 października. Zachowana korespondencja obejmuje 43 listy.

410

�niu. Posyłam próbkę podobnych formułek na wzór, jako i parę definicji istot
nadprzyrodzonych z zapytaniem, czy one są wiernie skreślone i nie potrzebują
jakich uzupełnień? A nadto może by się dały odszukać w jakiej księgarni, a raczej antykwarni u Żydów, broszurki, kalendarzyki, świstki itp. (bo większe dzieła
posiadam), obejmujące rady lecznicze, przestrogi, przepowiednie, skazówki dla
tak zwanych mądrych bab, inne zabobony itp. Wszystko to byłoby nader cennym i pożądanym dla mnie materiałem1.

Jest to jednocześnie przyczynek ilustrujący metody zbierackie Kolberga,
który wykorzystywał także świadectwa pozornie nieistotne, ulotne i zapomniane, ujawniając w ten sposób trafną intuicję badawczą, docenioną przez
współczesną folklorystykę.
To właśnie za radą Moraczewskiej Kolberg skontaktował się z prawnikiem poznańskim, Teobaldem Klepaczewskim (1822–1903), radcą konsystorza arcybiskupiego w Gnieźnie, który zajmował się badaniem i opisem
wierzeń, czarów i przesądów w Wielkopolsce2. Kolberg uzyskał od niego
w czerwcu 1881 roku oczekiwane materiały dotyczące wierzeń, a obszerny
rękopis Klepaczewskiego pt. Pogląd historyczny na zabobony w Polsce
z 1861 roku, stanowiący cenne opracowanie monograficzne, skwapliwie
wykorzystał następnie w części VII Poznańskiego3. Warto dodać, że czekając na materiały od Klepaczewskiego, przestawił nawet pierwotnie planowaną kolejność tomów i wydał najpierw opowieści ludowe w części VI,
a dopiero w VII zamieścił opis tzw. „świata nadzmysłowego” ludu wielkopolskiego.
Do innych osób zasłużonych dla Kolbergowskiej monografii Wielkopolski należy wspomniany wcześniej Emil Kierski, a także goszczący Kolberga w swoich dworach wymieniani już przy opisie podróży etnografa
po Wielkopolsce ziemianie, tj. przede wszystkim Władysław i Wanda Niegolewscy z Morownicy, Stanisław Czarnecki z Pakosławia, Karol Libelt
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 12 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 320–321.
2
Zob. listy z początku 1880 r.: B. Moraczewskiej do O. Kolberga z 7 I oraz dwa bruliony
O. Kolberga – do B. Moraczewskiej z 12 II oraz do T. Klepaczewskiego z 28 II, tamże,
odpowiednio: s. 299, 320 i 325–327.
3
Zob. brulion listu do T. Klepczewskiego z 12 VI 1881 r., tamże, s. 515. Rękopis rozprawy
Klepaczewskiego, z roboczymi notatkami na marginesach sporządzanymi ręką Kolberga, zachował się jego archiwum (Arch. PTL, teka 37, sygn. 1327). i w znacznym stopniu został przez
niego wykorzystany w cz. VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 15)
1

411

�z Czeszewa, Seweryn Mielżyński z Miłosławia, Włodzimierz Wolniewicz
z Dębicza, Aniela Radońska z Siekierek, Józef Łukaszewicz z Targoszyc.
Dzięki nim mógł etnograf prowadzić własne badania terenowe i pozyskiwać bezpośredni materiał z autopsji. Emil Kierski współpracował
z Kolbergiem jeszcze na etapie druku pierwszego tomu monografii u poznańskiego wydawcy Merzbacha, które to przedsięwzięcie edytorskie nie
doszło ostatecznie do skutku. Jako znawca historii regionu Kierski na życzenie Kolberga przeprowadzał na przełomie lat 1872 i 1873 korektę merytoryczną ówczesnej wersji części pierwszej W. Ks. Poznańskiego. Spisał
też swoje uwagi dotyczące tego tomu, które Kolberg wykorzystał w dalszej
pracy nad nim i na które odpowiedział Kierskiemu 1. Z tym wcześniejszym
etapem pracy nad Poznańskiem wiąże się też omawiane wyżej współdziałanie Hoffa, autora rysunków ubiorów i „typów ludowych” z Poznańskiego. Ogłoszona z jego inicjatywy, także w imieniu Kolberga – mimo
wątpliwości badacza – przedpłata na prenumeratę przyszłej monografii
zaowocowała sprzedażą w Wielkopolsce części wydrukowanych przez
Hoffa „biletów prenumeracyjnych” i pewnym zebranym na ten cel funduszem od pozyskanych subskrybentów. Hoff w roku 1870 zmuszony był
opuścić Wielkopolskę; pieniądze znajdujące się w jego rękach nigdy nie
dotarły do Kolberga2. W późniejszych latach, gdy Hoff upominał się u autora Ludu o swoje rysunki, ten nie bez goryczy zmuszony był przypomnieć nigdy nieuiszczony, choć darowany dług, który w swoim mniemaniu Hoff uznał za spłacony poprzez inicjatywę warszawskiego koncertu 3.
Sprawa ta stanowiła zresztą jedną z przyczyn, dla których Poznańskie
z braku środków finansowych było niezwykle ubogie w ilustracje, nad
czym Kolberg ubolewał:
Czujemy mocno, ile by dzieło etnograficznym poświęcone badaniom zyskało
na przedstawieniu w dokładnych rysunkach typów miejscowych, tak samychże
postaci ludzkich, jak i wszelkich ludzkiego przemysłu wytworów i wyrobów, jak
np. mieszkań, narzędzi, sprzętów, naczyń itp. Trudność otrzymania podobnych
wizerunków, których nabycie zawisło od chętnego współdziałania ludzi ołówka, pędzla i rylca, obok pomocy, jaką daje fotografia, jak niemniej zbyt wysokie
Zob. wyżej, s. 320.
O współpracy Kolberga z Hoffem zob. wyżej, s. 225–227.
3
List B. Hoffa z 19 I oraz brulion odpowiedzi Kolberga z 21 I 1882 r., Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65),, listy 916 i 917.
1
2

412

�nakładu ilustracyj tego rodzaju koszta nie dozwalają nam dzieła naszego uzupełnić nimi w sposób, jaki by wszechstronne rzeczy opisywanych przedstawienie
wymagało1.

Specyficznym zespołem źródeł wykorzystanych w tej monografii są
wspominane już ankiety Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, przygotowane i rozesłane do „obywateli świeckich i duchownych” Wielkopolski
w roku 1858 i kilku następnych latach. Ankiety te pt. Szemat do spisywania
materiałów mających służyć do opisu statystycznego W. Ks. Poznańskiego
obejmowały 22 pytania zebrane w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. Choć oddźwięk społeczny nie był wielki,
a odpowiedzi często zbyt ogólnikowe, Kolberg, który zapoznał się z tymi
materiałami w Poznaniu w Towarzystwie i częściowo je wypożyczył, zaczerpnął z nich niektóre wiadomości i opisy etnograficzne, zwłaszcza dotyczące ubiorów. Pisał:
[…] szemata wspomnione, które Towarzystwo łaskawie przejrzeć nam dozwoliło,
nie pomału przyczyniły się, obok wiadomości zaczerpniętych już dawniej z pism
czasowych […], do wzbogacenia i uzupełnienia własnych naszych spostrzeżeń
i notat w ciągu kilkakrotnych po Wielkopolsce podróży zdobytych, a kreślonych
i porządkowanych podług stale przez nas przyjętego planu i do wydania na
widok publiczny przeznaczonych2.

Choć Kolberg był zadowolony, że region tak bogaty i zróżnicowany
kulturowo zdołał scharakteryzować w siedmiu tomach i zadośćuczynić
wymogom objętościowym i finansowym sponsorującej dzieło Akademii,
zdawał sobie sprawę, że Wielkopolska, dzielnica będąca kolebką Polski,
zasługiwałaby na znacznie pełniejszą dokumentację. Wysyłając Stanisławowi Czarneckiemu do Pakosławia ostatni tom monografii, tak komentował ten fakt:
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. III–IV. Siedmiotomowa monografia
zawiera jedynie trzy ilustracje „podług rysunków Hoffa”: dwie w cz. I, jedną w cz. III. Wcześniej
ryciny przeznaczone do Poznańskiego drukowane były w artykule Kolberga pt. Lud z okolic
Poznania. (Wyjątek z drukującego się obecnie w Poznaniu dzieła O. Kolberga pt. Lud, jego
zwyczaje itd.), w „Kłosach” 1872, T. XIV (w nr. 358 s. 323–324 i nr 359 s. 335–336), gdzie zamieszczono cztery ryciny. Czwarta – niepublikowana w monografii – znajdzie się w suplemencie do W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 74 – w przygotowaniu do druku).
2
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. II–III. Zob. też wyżej, s. 219–220.
1

413

�Druk jego pozostawia mi tę satysfakcje, żem opis tej prowincji pod względem
etnograficznym nareszcie do szczęśliwego doprowadził końca, co nie każdego
autora, pracującego nad dziełem większego rozmiaru i przy ograniczonych środkach bywa udziałem. Nie do mnie należy sąd, czym się wywiązał, jak należy,
z zadania i czym odpowiedział w zupełności oczekiwaniom czytelników, kreśląc
właściwości wielkopolskiego ludu ze strony przez innych nie tykanej prawie.
Czuję bowiem sam, że dzieło mogłoby być pełniejsze, dokładniejsze, pomnożone
wielu jeszcze ciekaw[sz]ymi dla uczonych szczegółami niż te, które podaję, gdyby
wiek i stargane już siły moje dozwoliły mi nowe po Księstwie odbywać podróże
i nowe zbierać plony1.

Przymusowa minimalizacja zakresu badań terenowych i prac pod presją obiektywnych warunków i osobistych ograniczeń stawała się wyraźnie
coraz bardziej doskwierająca.
Korespondencja z poznańskimi współpracownikami i przyjaciółmi,
szczególnie z Moraczewską i Szulcem, a także po części z mieszkańcami Pomorza i Mazur, odsłania – chyba najwyraziściej w jego epistolografii – patriotyczną postawę Kolberga i jego ugruntowane poczucie narodowej tożsamości. Warto więc uczynić tu istotne dopełnienie, ilustrując to stanowisko
badacza jego wybranymi wypowiedziami. Określając się jednoznacznie jako
Polak i protestant, autor Ludu nie waha się wyrażać swojego sprzeciwu
i smutku wobec postępującej germanizacji, wobec restrykcji i prześladowań
zaborczych władz pruskich w stosunku do wszelkich przejawów polskości
w życiu publicznym, kulturalnym, w szkolnictwie, urzędach, kościele katolickim, kręgach ziemiaństwa i inteligencji. Odpowiadając na doniesienia
o kolejnych akcjach Kulturkampfu w zaborze pruskim, zorientowany w bieżącej pruskiej polityce wobec Polaków, m.in. w stosunku do duchownych
katolickich, wyraża swoją solidarność i ubolewanie: „Jakkolwiek protestant,
wielce ubolewam jako Polak nad wszystkim, co się tam u Was dzieje, nad
całą tą samowolą biurokracji niem[ieckiej] […]”. Dowiadując się, że kłopoty
ma teatr poznański, pisze: „A jednak szkoda, bo ta instytucja, byle tylko
mieć warunki egzystencji, mogłaby istotnie przynieść korzyści podtrzymywania podkopywanej systematycznie narodowości”. W liście do S. Czarneckiego stwierdza: „Wiem, z jakimi przeszkodami szanowni Państwo wraz
z całym Księstwem walczyć musicie, by zachować narodowość naszą i na
1
Brulion listu do S. Czarneckiego z 22 III 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 626.

414

�korzystniejszym niż dotąd utrzymać się stanowisku ekonomicznym wobec
nieprzyjaciela”1. Niejednokrotnie zabiera głos w sprawie kłopotów ziemian
wielkopolskich z utrzymaniem ziemi i majątków:
Wszystko, co Pani piszesz o pp. Niegolewskich i całym obywatelstwie, zasmuca
mnie mocno, jak niemniej i to, co dokazują z nami Prusacy. Cóż bo na to dziś
kto poradzi? Może Pan Bóg w jakikolwiek sposób złe odwróci, a tymczasem
pracować nam trzeba w ciszy i wyrabiać siłę.

Jest przekonany, że słuszną drogą w tej tragicznej dla Polaków sytuacji jest „[…] prosty gościniec cywilizacyjny, na którym jedynie można było
równą bronią i z korzyścią walczyć z Niemcami i ich kulturą […]”. Wyraża
nadzieję, że słabnąca podaż polskich książek w Poznańskiem, m.in. Ludu,
ożywi się jednak na rzecz ich kupowania „z patriotyzmu”, tak jak w Galicji,
Królestwie i na Litwie, gdzie przedstawia się to lepiej, „by literatura nasza
nie stanęła à sec”. Uznaje za groźne dla bytu narodowego „pozbywanie się
ojcowizny na korzyść obcych” i „nieustanną emigrację naszych włościan
do Ameryki”, którą komentuje: ‘”Ubytek tej ludności jest tą prawdziwą dla
całej prowincji klęską, której atoli zapobiec skutecznie nikt widać dziś już
nie jest w możności”2. Gdy Moraczewska pisze: „Ze spraw publicznych nic
nie donoszę, czytasz Pan w dziennikach o ucisku naszym aż do znudzenia.
Najgorsze ze strony naszej, że ziemię w ręce niemieckie oddajemy i to tysiącami morgów naraz” – z goryczą odpowiada:
Ze spraw publicznych widzę, że nasi posłowie dzielnie się potykają z Niemcami
i biją ich w Sejmie na każdym kroku. Ale co to pomoże? […] Walka to baranka
z wilkiem. Jedyną realną dla nas zdobyczą byłoby coraz większe skarbienie sobie wyborców między chłopami i trzymanie się oburącz ziemi, a nie wyzuwanie
się z niej co chwila dla Niemców i Żydów. Ale i na to ostatnie, jak widzę niestety
z listów Pani, skutecznego już nie ma lekarstwa.

1
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 521, 560, cytaty z brulionów listów (odpowiednio):
do M. Szulca z 26 II 1875 r. i do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz Korespondencja… cz. II
(DWOK T. 65), s. 262, brulion do S. Czarneckiego z 16 X 1879 r. Zob. też wyżej fragmenty listów
do L. Czarlińskiego, s. 340.
2
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 41, 321, 426, i 494, cytaty z brulionów listów
(odpowiednio): do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., z 12 II i z XII 1880 r. oraz do S. Czarneckiego
z 15 V 1881 r.

415

�W tym samym liście z 1882 roku dodaje:
Niemcy chcą mnie koniecznie zrobić Niemcem. Dowiodłem im jednakże, że
skoro rodzina moja pochodzi z Pomeranii (dawnego lechickiego Pomorza), więc
też i nazwisko jej łączność ma z nazwą słowiańską pomorskiego Kołobrzega. Ja
zaś urodziłem się w Sandom[ierskiem].

Na co Moraczewska odpowiada:
Bardzoś Pan jasno dowiódł Niemcom, żeś Polakiem; gdyby pojedynczy ludzie
w narodach odwoływali się do protoplastów, to by wcale narodowości nie było.
A w dodatku słuszne twierdzenie Pana, że Jego rodzina pochodzi z krainy słowiańskiej, niewątpliwie z Pomorza. Czy bez tej tradycji duchowej wytrwałbyś
Pan przy swej znakomitej a tak mozolnej pracy w tyle utrudzonych warunkach?

Także w 1882 roku w liście do Szulca czytamy:
Piszesz i Pan także o swojej domowej niedoli, jak w ogóle o smutnym położeniu
całego Waszego Poznańskiego, nie rokując mu bynajmniej w przyszłości (jeśli
Polska powstanie lub utworzoną będzie) bytu narodowego – tak dalece warunki,
jakie by byt ten zapewnić mogły, są tam podkopane. […] Jest to skutkiem owego
fatalnego dla nas, a nieuniknionego niemieckiego Drang nach Osten, któremu
się à la longue oprzeć trudno przy tak mało sprzyjających [warunkach]. Wszakże
już i zachodnie powiaty Królestwa są tam zagrożone. Łódź mająca 100 000 mieszkańców jest już jakoby miastem czysto niemieckim, a Moskale mimo szalonej
zawiści do Niemców, nie tylko niemczeniu temu nie stawiają tamy, ale owszem,
dopomagają mu bezrozumnym swym uciskiem polonizmu1.

Gdy w innym miejscu Szulc skarży się:
U nas germanizowanie i wywłaszczanie szlachty idzie na potęgę. Oczy się dobrowolnie zamykają, nie chcąc patrzeć na to, co się dzieje. W Królestwie nielepiej.
[…] Jedna Galicja oddycha swobodnie. Oby tylko umiała rozsądnie korzystać
ze swych swobód i wolności, szerząc dobrobyt i oświatę.

1
Tamże, s. 543, 627, 642, 704–705, cytaty z listów (odpowiednio): B. Moraczewskiej z 1 IX
1881 r., brulionu Kolberga do B. Moraczewskiej z 22 III i tejże do Kolberga z 6 IV 1882 r. oraz
z brulionu do M. Szulca z października 1882 r.

416

�Kolberg w odpowiedzi podziela jego ubolewanie nad losem „naszego
nieszczęśliwego, skrępowanego narodu” i przyznaje, „[…] że nam tu w Krakowie stosunkowo wolniejszym nieco dano oddychać powietrzem”, lecz
trzeźwo komentuje politykę Austriaków, stwierdzając, że „[…] nasi protektorzy, równie niemal jak i Was tam w Wielkopolsce Prusacy, materialnym
obezwładniają uciskiem”1. Wybiegając naprzód, można jeszcze przytoczyć opinię z 1886 roku, kiedy to wobec zapowiedzi w sejmie pruskim
kolejnych działań germanizacyjnych Kolberg napisze do Moraczewskiej:
„Aż zgroza bierze czytać wszystkie te polakożercze elukubracje”. Mimo to
dodaje:
Mam jednak nadzieję, że sprężystość i siła odporna naszego ludu dosyć jeszcze
będzie wielką, aby tę zagrażającą mu z góry zmorę–dusicielkę, jeśli nie od razu,
to choć powolnym, ale ciągłym działaniem i nękaniem przeciwnika skutecznie
zrzucić ze swoich piersi.

I kończy zdaniem J.J. Rousseau na temat Polski „za czasów pierwszego
rozbioru”: „Pożarli Was sąsiedzi, starajcież się, by Was nie mogli strawić” 2.
Ten z konieczności krótki przegląd wypowiedzi Kolberga na temat sytuacji ówczesnej Polski można zamknąć zdaniem z jego listu do Seweryny
Duchińskiej, w której emigranckim domu w Paryżu bywał w 1878 roku,
w czasie swojego pobytu na Wystawie Powszechnej, i gdzie zapewne niejednokrotnie brał udział w toczących się tam rozmowach na temat sytuacji
kraju. Przesyłając jej kolejne dwa tomy (Lubelskie cz. I i Pokucie cz. II),
„w których nie ma nic pochodzącego z prowincji, gdzie stała Pani kolebka”,
napisał:

1
List M. Szulca z 30 I 1883 r. oraz brulion odpowiedzi Kolberga do M. Szulca z 20 II 1883 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), cytaty (odpowiednio): s. 20–21 oraz s. 28.
2
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 23 II 1886 r., tamże, s. 319. Przywołane zdanie J.J. Rousseau pochodzi z pracy Considérations sur le gouvernement de Pologne et sur sa réformation
projetée (wyd. 1782, pierwszy polski przekład M.F. Karpia w 1789 r.), zob. Uwagi o rządzie
polskim i jego projektowanej naprawie, w: J.J. Rousseau Umowa społeczna. Uwagi o rządzie
polskim…, tłum. M. Starzewski, Warszawa 1966, s. 193. Cytat ten w wersji: „Nie możecie przeszkodzić, aby sąsiedzi was nie połknęli, sprawcież przynajmniej, aby was strawić nie mogli”
przytacza W. Kalinka w artykule Jan Jakub Rousseau i jego wpływ w Polsce, zamieszczonym
w „Przeglądzie Polskim”, R. 20, T. 79: 1886, z. 235, s. 1–16. Może za tym artykułem przypomina
go Kolberg.

417

�Że jednak wspólna nam myśl całej niepodzielnej Polski każdy jej zakątek równą
każe nam ogarniać miłością, więc nie wątpię, że gdy zajrzysz Pani do tych zbiorów, to i Ruś zainteresuje Panią w tej samej co Korona mierze […]1.

Bez poczucia takiego związku z polskością rzeczywiście trudno byłoby
sobie wyobrazić determinację i wytrwałość w realizacji wydawniczego celu
Kolberga.
Po wydaniu Poznańskiego i części I Pokucia rozsyłanych w marcu, latem
i jesienią 1882 roku Kolberg, podobnie jak w roku poprzednim, nie wyjeżdżał na badania terenowe. Wcześniejsze plany wyjazdu na kilka tygodni
w okolice Lwowa nie zostały zrealizowane z powodu niepogody, względów
zdrowotnych i natłoku prac wymagających „bezustannego przeglądu, obróbki i ślęczenia” nad pozyskanymi materiałami. Odpowiadając na zaproszenie Glogera do jego rodzinnego Jeżewa, tłumaczył: „[…] nie wahałbym
się ani chwili pospieszyć do Was, gdyby nie to wątłe zdrowie i wiek, który
mi każe dobrze obliczać się z każdym uczynić się mającym krokiem”. Nie
skorzystał też z kilku innych zaproszeń. A jesienią pisał żartobliwie do Szulca: „[…] wycieczki tego roku wcale w świat nie robiłem, bo wtedy, gdy ją
rozpocząć miałem, lunęły deszcze, a gdy wreszcie zawitało słońce, już mnie
chęć do podróży ominęła”2.
Na początku czerwca 1882 roku dotarła do Modlnicy wiadomość od Karoliny o przebytym przez Antoniego nagłym, groźnym załamaniu się zdrowia. Był to prawdopodobnie rozległy udar i częściowe porażenie. Według
bratowej przyczyną były kłopoty zawodowe: utrata posady nauczyciela
w gimnazjum męskim i wymuszona dymisja w gimnazjum żeńskim. Z właściwą sobie wylewnością Karolina opisywała Oskarowi walkę o życie męża
i zażegnanie bezpośredniego niebezpieczeństwa oraz beznadziejną sytuację
materialną rodziny, która zawsze trudna, pogorszyła się skrajnie w związku
z tą chorobą i związanymi z nią wydatkami oraz z utratą części jej lekcji
podczas opieki nad chorym. Kolberg zmartwiony i bezradny, sam w kłopotach, próbował taktownie tłumaczyć swoją niemożność pomocy, ale wobec
uporczywych próśb Karoliny, jej rozpaczliwych utyskiwań i skarg na brak
wsparcia ze strony warszawskiej rodziny, zwrócił się z prośbą o pomoc
w tej sprawie do swojej bratanicy, Jadwigi Wernerowej, a sam przekazał
Brulion listu do S. Duchińskiej z 27 X 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 80.
Bruliony listów do Z. Glogera z 10 IX 1882 r. i do M. Szulca z X 1882 r., Korespondencja…
cz. II (DWOK T. 65), s. 694 i 705.
1
2

418

�Karolinie za pośrednictwem Gebethnera sumę 60 rubli i próbował serdecznie wesprzeć, pocieszyć i uspokoić bratową. Stan chorego pogorszył się
jednak jesienią i 19 grudnia Antoni zmarł1. Oskar stracił kolejnego brata
i pozostał sam, bez rodzeństwa. A strapiona i rozgoryczona Karolina, świadoma dobroci i wyrozumiałej troski Oskara, wkrótce po pogrzebie napisała
do niego: „[…] rodziną Ty już tylko jesteś, bo inni Kolbergowie – to są inni
ludzie”2.
Zachowane świadectwa rodzinne wskazują na to, że zmarły był postacią
trudną. Utalentowany malarz, autor cenionych prac, pozostający w wiecznych kłopotach materialnych i długach, niedotrzymujący terminów i zobowiązań, niestabilny w pracy i zamiarach artystycznych – taki portret
wyłania się w zarysach z rodzinnej korespondencji, zresztą enigmatycznej
i aluzyjnej w tej kwestii. We wspomnieniu poświęconym Antoniemu Kolbergowi jego autor, zaprzyjaźniony z rodziną Wojciech Gerson, nie szczędzi
słów uznania sztuce zmarłego. Przedstawiając jego biografię i twórczość
malarską, złożoną z obrazów religijnych, portretów i scen rodzajowych,
pisze m.in.:
Szczególną właściwością uzdolnień Kolberga jako malarza była wielka wytrawność. Produkował mało, ale ze starannością posuniętą do przesady w wymaganiu zgodzenia z sobą różnorodnych zalet. Syn inżyniera i matematyka, z matematyczną zwrotnością i ścisłością rozwiązywał dylemata tworzenia plastycznego,
skąd płynęło niezadowolenie, zniechęcenie do pracy spowodowane brakiem
decyzji. Nie był w stanie częstokroć dokończyć zaczętej pracy, zmieniając co raz
pogląd na stopień i rodzaj obrobienia. A działo się to z wielką dla sztuki polskiej
i dla samego artysty szkodą, zwłaszcza że od pierwszej już młodości okazywał
talent bardzo wybitny3.
1
Zob. listy Karoliny i Oskara z czerwca i lipca 1882 r. (tamże, listy 968, 972, 974, 982
i 985). Dalsze wiadomości o sytuacji rodzinnej przekazywał Kolbergowi zaprzyjaźniony z nim
Władysław Podlewski, mieszkający w Warszawie krewny Konopków (tamże, listy 999, 1007,
1008), zob. też odpowiedź Kolberga z 27 XII 1882 r. (list 1011).
2
List Karoliny z 27 XII 1882 r., tamże, s. 722.
3
W. Gerson Antoni Kolberg. Artysta malarz, w: Sprawozdanie Komitetu Towarzystwa
Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskim za rok 1882, s. 60. W końcu 1882 roku Towarzystwo to zakupiło obraz Kolberga Głowa starca (zob. listy J. Wernerowej z 15 XII 1882 r., Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 714 oraz W. Podlewskiego z 5 I 1883 r., Korespondencja…
cz. III, DWOK T. 66, s. 3). Obecnie własność Muzeum Narodowego w Warszawie (tam tytuł:
Starzec), reprodukcja w katalogu K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 37.

419

�Na spuściznę malarską po Antonim składało się kilkanaście obrazów
olejnych, w większości niewykończonych lub wymagających restauracji,
oraz około 40 kartonów z projektami fresków, które artysta wykonał kiedyś
wspólnie z Karolem Marconim dla sali posiedzeń Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego oraz dla sali głównej Hotelu Europejskiego w Warszawie.
Karolina miała zamiar urządzić wystawę prac męża, by je następnie sprzedać, ale przeszkodą była konieczność kosztownej renowacji obrazów. Oskar
postanowił pomóc Karolinie i jej dzieciom i w kwietniu 1883 roku poprosił
Ludwika Jenikego, redaktora „Tygodnika Ilustrowanego”, w imię „przyjaźni
dawnej”, o „zwrócenie na ten przedmiot uwagi” i opublikowanie na łamach
pisma informacji o spuściźnie malarskiej Antoniego, a także o potrzebie ich
bezinteresownej restauracji, by sprzedaż mogła przynieść dochód na rzecz
wdowy i dzieci. Notatka taka ukazała się w „Tygodniku”; mowa w niej
o dorobku malarza, projekcie wystawy jego prac i przeznaczenia dochodu
z niej na korzyść jego bliskich. Zawiera także apel o społeczne poparcie
tego pomysłu oraz o podjęcie się wykończenia i odnowienia obrazów, skierowany do artystów i przyjaciół zmarłego1. Jednak z inicjatywy tej nic nie
wyszło; chętnych do renowacji obrazów nie było, do planowanej ekspozycji
nie doszło.
Także w roku 1882 ukazała się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” kolejna praca Kolberga pt. Właściwości, pieśni i tańce ludu
Ziemi Dobrzyńskiej, oparta o materiały zebrane jeszcze w latach pięćdziesiątych.2 Ten obszerny artykuł pomyślany był jako uzupełnienie rozprawy
A. Petrowa Lud Ziemi Dobrzyńskiej z 1878 roku3; w informacji wstępnej
Kolberg podkreśla znaczenie swoich materiałów jako wcześniejszych od
publikowanych przez Petrowa, choć „pomnożonych jeszcze następnie
Brulion listu do L. Jenikego z 13 IV 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 47.
Notatkę tę zamieszczono w Kronice tygodniowej „Tygodnika Ilustrowanego” 1883, w nr. 17
(z 28 IV).
2
Opublikowano ją w tomie VI z 1882 roku, na s. 86–158 oraz w postaci osobnej odbitki
w tym samym roku. We wstępie Kolberg podaje tam rok 1854 jako datę pozyskania zawartych
w pracy materiałów; jednak znane dokumenty wymieniają jego pobyt na Ziemi Dobrzyńskiej
w 1856, a nie 1854 roku. Materiał ten, dopełniony o zapisy z Ziemi Dobrzyńskiej z innych manuskryptów, znalazł się ponownie w ramach Dzieł wszystkich, w cz. VI Mazowsza (DWOK
T. 41), s. 1–150 (tam błędnie: „Wesele II” na s. 3; jest to cd. „Wesela I”).
3
Rozprawa A. Petrowa pt. Lud Ziemi Dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje,
obrzędy, pieśni, przysłowia, zagadki zamieszczona została także w „Zbiorze Wiadomości do
Antropologii Krajowej”, T. II: 1878, s. 3–182.
1

420

�wiadomościami z gazet lub opowiadań ustnych”. Praca zawiera krótki opis
kraju, ludu, ubioru, mowy, wesela z Działynia z 22 pieśniami (i z datą: 1854
[!]) oraz najobszerniejszy dział, obejmujący 87 pieśni powszechnych i ponad
50 „śpiewek i tańców”. Zaletą publikacji są zapisy nutowe części melodii
wokalnych i instrumentalnych, co było praktyką wyjątkową dla tego rocznika, na ogół niedrukującego materiału muzycznego.

XXII
[Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze
cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II
Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego Głos
w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka
do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy. – Druk
cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni ludu
wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim w „Zbiorze
Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” (lipiec–listopad
1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk cz. II Mazowsza
oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” (1885).]

Wiosną 1883 roku doszło do nieoczekiwanego spotkania Kolberga z Józefem Blizińskim. Ich żywy i przyjacielski kontakt osobisty i korespondencyjny, zwłaszcza w okresie badań i prac Kolberga nad Kujawami,
urwał się w 1869 roku na kilkanaście lat z bliżej nieznanych przyczyn.
Być może zdecydowała po prostu przeprowadzka Kolberga do Krakowa, a Blizińskiego w 1873 roku z Kujaw do Warszawy i rozminięcie się
życiowych dróg. W Krakowie spotkali się znów w maju na publicznym
posiedzeniu Akademii, otwierającym jej roczną działalność. Bliziński wraz
421

�z żoną Pelagią mieszkali od 1876 roku w ówczesnym powiecie leskim, nad
Sanem, w Bóbrce Górnej, czyli Nowej, tzw. Damazówce, gdzie nabyli założony tam wcześniej folwark i dworek. Bliziński był już wówczas uznanym
komediopisarzem, Kolberg autorem cenionych tomów Ludu. W czerwcu
Kolberg pisał:
Szczęśliwe nasze spotkanie się na ostatnim tegorocznym otwarciu Akademii1
rozbudziło dawne wspomnienia i umocniło we mnie wiadomy Wam zamiar,
nie od dziś zresztą już powzięty, odwiedzenia Was kiedykolwiek w Waszej na
wpół górskiej rezydencji i pogadania o tym i o owym, a materii do pogadanki po
upływie lat 20 naszej rozłąki zapewne by nam wcale nie zabrakło. Nie odkładając tedy zamiaru tak pięknego ad calendas graecas, bo nie wiemy, co nas czeka
jutro, sądzę, że najlepiej by może było jeszcze w tym roku zjechać do Waszego
gościnnego domu, w którym, jak to już słyszałem z ust Waszych, chętnie i życzliwie będę przyjętym, bylebym tylko zgłosił się wśród lata2.

Plan został zrealizowany i pod koniec lipca Kolberg wyjechał do Bóbrki,
by letni sezon 1883 roku oraz dwa kolejne w następnych latach 1884 i 1885
spędzić z doskonałym dla swojego dzieła rezultatem w Sanockiem i Przemyskiem, dopełniając wcześniejsze badania podejmowane tam w latach
sześćdziesiątych. Wszystkie trzy podróże na te ziemie, ostatnie w swoim
życiu, odbył własnym kosztem. Dlatego też szczególne znaczenie dla efektywności jego prac miały bliskie więzi, a także relacje rodzinne i sąsiedzkie
między mieszkańcami zaprzyjaźnionych dworów, którzy badacza gościli
i ułatwiali mu penetrację obu sąsiadujących ze sobą regionów.
Wyprawa z roku 1883 jest stosunkowo dobrze udokumentowana w korespondencji. Wyjazd nastąpił prawdopodobnie 24 lipca pociągiem z Krakowa do Przemyśla, skąd dalej podróżował Kolberg koleją do Ustrzyk,
gdzie oczekiwał gościa Bliziński. W Bóbrce spędził badacz około miesiąca
w przyjacielskiej i serdecznej atmosferze i w dogodnych dla swych prac
warunkach. Stamtąd po 20 sierpnia wybrał się do Leszczowatego, do Edmunda i Katarzyny Kraińskich, u których gościł już w latach 1861 i 1863.
1
Uroczyste publiczne posiedzenie Akademii Umiejętności odbyło się w Krakowie 5 maja
1883 r. Zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1882 [!]”, Kraków 1883, s. 85–108
oraz artykuł w „Czasie” 1883, w nr. 102 (z 6 V), na s. 3 pt. Posiedzenie publiczne Akademii
Umiejętności. W tym samym numerze „Czasu”, na s. 2 ukazało się doniesienie o pobycie w Krakowie Blizińskiego, „autora Pana Damazego i Rozbitków”.
2
List do J. Blizińskiego z 15 VI 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 48.

422

�Edmund Kraiński – jak wspomniano – żywo interesował się etnografią,
prowadził własne obserwacje i studia ludoznawcze Był więc także świetnym partnerem dla Kolberga. Po dziesięciu dniach pobytu w Leszczowatem,
30 sierpnia, Kolberg przyjechał do odwiedzanej również 20 lat wcześniej
Iskani, gdzie gościli go związani też rodzinnie z Konopkami i już wymieniani
Gabriel i Julia Załęscy. 31 sierpnia pisał do Juliana Konopki: „Od wczorajszego dnia jestem w Iskani, dokąd przybyłem z Leszczowatego, gdzie jak
najprzyjemniej dni 10 spędziłem. Pp. Edmundowie Kr[aińscy] najserdeczniejsze ukłony zasyłają całemu domowi w Modlnicy i p. Romanowi. Toż
samo i p. Załęski”1. Do Krakowa wrócił Kolberg na początku września,
skąd po paru dniach dotarł do Modlnicy2. Plon z tej wyprawy był bogaty
we własne zapisy terenowe melodii i tekstów folkloru, opisy obrzędów
i zwyczajów, wiadomości etnograficzne, zwłaszcza pozyskane w Bóbrce, co
z wdzięcznością wyrażał w liście do Blizińskiego:
Pobyt wszakże u Was, przyznać to muszę, najobfitszego i najcenniejszego dostarczył mi materiału etnograficznego, do zebrania którego przyczyniła się i niezmordowana Wasza małżonka, a jej łaskawe zabiegi i pomoc, jak i gościnne
nader przyjęcie (mimo częstej migreny), obok wspomnień dawniejszych czasów
z Warszawy i z Kujaw, obok względów szanownej Waszej matki, kazały mi uważać dom Wasz jakoby mój własny, rodzinny i dlatego drogą mi zawsze zostanie
jego pamięć. A i zdrowie moje znacznie się wśród Was polepszyło3.

Dalsze cenne materiały z tego regionu gromadził Kolberg w czasie następnych dwu sezonów badawczych, kiedy przebywał także w tych miejscowościach w latach 1884 i 1885. Materiały te nie zostały wydane za życia
badacza. Wykorzystał je po części Kopernicki w drukowanym w 1890 r.,
już po śmierci Kolberga, niewielkim objętościowo Przemyskiem. Dopiero
w ramach Dzieł wszystkich opublikowano je w trzytomowym Sanockiem-Krośnieńskiem oraz w obszernym suplemencie do XIX-wiecznego Przemyskiego4.
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 61.
Informacje o planach, przebiegu i szczegółach tej podróży zob. tamże, listy z okresu od 26
czerwca do 7 września 1883 r., nr 1045–1048 i 1051–1054.
3
List do J. Blizińskiego z 7 IX 1883 r., tamże, s. 63.
4
Tj. w tomach 49–51 DWOK (Sanockie-Krośnieńskie cz. I–III) oraz 83/I i 83/II DWOK
(Przemyskie. Suplement do tomu 35). Zob. tamże omówienie tych materiałów we wstępnych
opracowaniach T. Skuliny (w tomie 49 DWOK) oraz E. Millerowej (w tomie 83/I DWOK).
1
2

423

�Z podróży na południowy wschód Kolberg wracał już na początku września, „by – jak pisał do Karoliny – być obecnym na następnych uroczystościach jubileuszowych Sobieskiego […].” 1 Obchody dwusetnej rocznicy
zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, połączone z jubileuszem 25-lecia
pracy artystycznej Jana Matejki oraz ze Zjazdem Artystów i Literatów ze
wszystkich trzech zaborów, zorganizowane zostały w Krakowie z wielkim
rozmachem w dniach od 11 do 16 września. Na program składały się m.in.:
tzw. „uroczystość ludowa” w dniu 11 września, tj. zjazd delegacji wiejskich
i pielgrzymek ludowych ze wszystkich trzech zaborów, ich pochód na Wawel i dalej na Błonia oraz przyjęcie w ogrodach ks. Karmelitów, uroczysta
procesja ulicami miasta z udziałem wszystkich stanów, władz miejskich,
stowarzyszeń i instytucji w dniu 12 września, obchód jubileuszu Matejki
i odsłonięcie pomnika Jana III w Ogrodzie Strzeleckim – 13 września oraz
Zjazd Artystów i Literatów w dniach 13–16 września, zakończony wycieczką galarami przez Bielany do Tyńca i z powrotem Wisłą2. Kolberg brał
udział w uroczystościach w dwu pierwszych dniach. W liście do Blizińskiego z 28 września opisuje swoje wrażenia, rozpoczynając od zaprawionego
dystansem komentarza:
Otóż i przeminęły wszystkie uroczystości. Było jak zwykle i jak to wiecie z gazet,
wiele szumu i tłumu, huku i puku, i na tym koniec. Ja figurowałem 13 września
[pomyłka, chodzi o 12-go] na procesji – relacjonuje dalej – jako akademik nadzwyczajny między aspirantami Glogerem a Ossowskim (a przyłączył się do nas
i zacny Baraniecki), tuż za Majerem i Kuczyńskim, bo inni, zwyczajni akademicy porozpraszani byli po swoich Wydziałach jako profesorowie (w togach) lub
urzędnicy. Najbardziej jednak zajmującym był dla mnie dzień 12-go [pomyłka,
powinno być 11-go] września, gdym ujrzał chłopów z rozmaitych okolic Polski
w świątecznych swych szatach i miał przyjemność z tym i owym z nich wdać się
w pogawędkę. Do studiów jednak głębszych nad nimi ani było czasu ani sposobności, bo wciąż byli w ruchu. Żałuję tylko, że nie pomyślano (do kogo to należało)
o zdjęciu z nich fotografij, do czego byliby się, jak to uważałem, chętnie skłonili3.

Ta ostatnia uwaga – charakterystyczna dla praktycznego zmysłu badacza pasjonata – wiązała się z „uroczystością ludową”. Zmęczony tłumem
List z 23 IX 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 68.
Szczegółowy program uroczystości opublikował m.in. „Czas” 1883, w nr. 204, obszerne
sprawozdanie z ich przebiegu podawał w nr. 206–212. Relacje zamieszczała cała polska prasa.
3
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 71–72.
1

2

424

�i codziennymi dojazdami z Konopkami do Krakowa, nie wziął już udziału
w Zjeździe Artystów i Literatów, a o swoim powrocie do codzienności pisał
w tym samym liście z taką refleksją:
O zjeździe literatów nic Wam nie piszę, bo na nim nie byłem, trochę słaby
i zmęczony już poprzednimi przejażdżkami uroczystościowymi, na które wraz
z Konopkami dzień w dzień jeździłem do Krakowa. Zresztą ja już stary i pragnę
spokoju; mam też od dawna swój zawód wytknięty i stałą regularną robotę,
jak i umowę z księgarzami. Więc w tym punkcie nic się już podobno u mnie,
a zapewne także i u nich, nie zmieni. Byłbym jednakże z miłą chęcią przejechał
się z towarzystwem literackim do Tyńca, ale się za późno o wycieczce tej dowiedziałem.

Wreszcie wyraził tam po raz kolejny swoje zadowolenie z pobytu w Bóbrce i wdzięczność za gościnę, opiekę i stworzone mu znakomite warunki do
pracy:
Jakże się ma przezacna Wasza małżonka, pani Pelagia? Czy bóle głowy ustały?
Nigdy mi nie wyjdzie z pamięci Jej dobroć dla mnie i pragnienie przysłużenia się
szczerego mojej mrówczej (jak mi to mówią drudzy) pracy i krzątaninie. Zdaje
mi się, że jeszcze siedzę przy Waszym długim stole bibliotecznym, nastroszonym
papierami i piszę, a pani mi dyktuje lub objaśnia wyrażenia Halki, opowiadającej
dziwy o czarach lub nucącej po raz dziesiąty swą sanocką piosenkę. Jakże ze
zdrowiem sędziwej Waszej pani matki? Co porabia Marysia (czy sobie przypomniała jeszcze jaki szczegół weselny) i wszyscy domownicy?

Sanocki dom przyjaciela, jego rodzina, pomocnice w gospodarstwie i zarazem informatorki, Halka i Marysia, pozostały w żywej pamięci Kolberga,
a dawna zażyłość z Blizińskim pogłębiła się i umocniła na tyle, że wizyta
u niego miała się jeszcze dwukrotnie powtórzyć. Sam Bliziński okazywał
zresztą nie mniejszą serdeczność, jeszcze w sierpniu wyrzucając Kolbergowi
za wczesny wyjazd z Bóbrki i pisząc:
U mnie w domu pustki po Waszym wyjeździe, żona i matka lamentują, cieszą
się tylko nadzieją, że za rok wizyta się powtórzy. Halka uciekła, widocznie tylko
dla Was przyszła do służby na dni kilka. Żona brzdąka na fortepianie te sonaty
Beethovena, które Was przypominają, a ja błądzę po parku, nie wiedząc sam,
który zakątek nazwać Waszym imieniem1.
1

List J. Blizińskiego z 26 VIII 1883 r., tamże, s. 60.

425

�Po powrocie do zwykłego trybu pracy Kolberg zajął się dalszym opracowaniem Pokucia i Lubelskiego. We wrześniu ukończony został druk części
II Pokucia, sfinansowany z dochodu z koncertu, podobnie jak część I. Równolegle dobiegały końca prace nad wydaniem na koszt Akademii części
I Lubelskiego, która ukazała się również w 1883 roku. Materiały z Sanockiego i Przemyskiego musiał więc Kolberg na razie odłożyć. A w grudniu
tego roku miały się znaleźć nowe środki na wydawnictwo Kolberga, co
w kolejnych latach wymagało od niego jeszcze bardziej wytężonej pracy.
Pierwsze dwa wydane w 1882 i 1883 roku tomy Pokucia stanowiły część
czteroczęściowej monografii tego regionu; kolejne dwa ukazały się dopiero
w latach 1888 i 1889 (cz. III i IV). Była to jedyna wydana za życia Kolberga
pełna monografia regionalna zawierająca materiały ukraińskie. Jak wspomniano, wszystkie jej części nosiły podtytuł Obraz etnograficzny, inny ze
względów formalnych, całkowicie jednak zgodny koncepcją monografii Kolberga. Część pierwsza obejmowała zgodnie z ustalonym porządkiem tematycznym rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy”, część druga – „Pieśni
i dumy”, w dwu późniejszych tomach znalazły się rozdziały: „Taniec”, „Świat
nadzmysłowy”, „Przysłowia” oraz opowieści ludowe i zagadki. Opublikowane
w Pokuciu materiały1, zarówno etnograficzne, jak i folklorystyczne, należą
do najcenniejszych w dorobku Kolberga ze względu na ich proweniencję,
bowiem w większości pochodzą z własnych badań Kolberga, z jego obserwacji, wywiadów, bezpośredniej rejestracji oraz z zapisów znawców i nosicieli
miejscowego języka i folkloru. Już pierwsze dwa tomy doczekały się żywego
oddźwięku komentatorów i recenzentów. Ich obszerną i wnikliwą recenzję
opublikował kijowski adwokat, Cesław Neymann (1852–1906), zajmujący się
etnografią i folklorem i publikujący artykuły z tego zakresu w czasopismach
ukraińskich i polskich2. Bardzo pozytywnie oceniając tę „interesującą pracę
znakomitego polskiego etnografa-zbieracza, Oskara Kolberga” i omawiając
jej zawartość, Neymann podnosił trafność i szczegółowość informacji etnograficznych, „dostrzeżonych przez doświadczonego obserwatora”, szczególnie jednak wskazywał na wartość pieśni obrzędowych z rzadko przedtem
1
Jak wspomniano wcześniej, dopełnia je dwutomowa Ruś Karpacka oraz tom suplementowy (DWOK T. 54 i 55 oraz 81).
2
Recenzję opublikowała „Kijewskaja Starina” z 1884 r., T. VIII, s. 482–487 i T. IX, s. 126–130
(tam podpis: C. Nejman). Jej tekst w tłumaczeniu polskim E. Piasny-Kudyńskiej zob. w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 275–285, aneks VII. Cytowane
dalej fragmenty recenzji tamże, s. 275, 278. 281–282.

426

�notowanymi melodiami oraz dokumentacji zwyczajów, zabaw i obrzędów
przedstawianych w wariantach z różnych miejscowości. Zastrzeżenia autora
wzbudziły natomiast zamieszczone w części I uwagi Kolberga o języku mieszkańców Pokucia1, jako „zbyt pobieżne i krótkie” i „nie zawsze słuszne” oraz
w części II klasyfikacja pieśni „dość chwiejna, nie w pełni precyzyjna i zawiła”, wreszcie inne niż w folklorze ukraińskim rozumienie terminu „duma”,
w efekcie czego dział o takim tytule u Kolberga zawiera utwory wykraczające
poza znaczenie tego pojęcia przyjęte dla pieśni z tamtego obszaru. Warto podkreślić, że krytyka nie dotyczyła postaci fonetycznej zapisów gwarowych, ale
interpretacji zjawisk językowych, prób ich wyjaśniania, oceny form, ich genezy, zasięgu geograficznego itp. W nawiązanej z Kolbergiem korespondencji
Neymann przywołał następującą opinię wspartą autorytetem Konstantyna P.
Mychalczuka, badacza dialektów ukraińskich:
Pan Mychalczuk, dobry lingwista słowiański, tak się odezwał: teksty materiałów
znakomicie pod względem fonetycznym zostały oddane i to zupełnie jest dostatecznym dla takiego zbioru; artykuł zaś o właściwościach językowych, oprócz
kilku błędów ma tę wadę, że nie jest pełnym, gdyż zupełnie omija nawet bardzo
ważne dialektowe odcienia, lecz taka praca należy do lingwistów, a nie do etnografów, ich rzeczą tylko jest wiernie odtworzyć mowę, co też p. Kolberg wykonał
tak szczęśliwie jak dotąd nikt2.

Taką ocenę podzielają współcześni językoznawcy, uznając wiarygodność i dokładność notacji oddającej niuanse brzmienia jako walor główny
zapisów gwarowych Kolberga3. Odpowiadając na kwestie poruszone przez
recenzenta, Kolberg listownie wyjaśniał swoje założenia i praktyki edytorskie, a o językowym opracowaniu pisał m.in.:
Ja sam gruntownie języka ruskiego nie znam, robiłem wprawdzie wycieczki
w różne okolice Rusi i spisywałem mechanicznie wszystko, com zasłyszał, staW rozdzialiku „Język”, Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 31–34.
List C. Neymanna z 11 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 128–129.
Zob. też tamże, brulion odpowiedzi Kolberga z 7 IV oraz kolejny list C. Neymanna z 10 IV
i brulion Kolberga z 9 VI 1884 r., odpowiednio listy 1097, 1105, 1108 i 1120. Przedruk tychże
w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 265–275, aneks VI.
3
O dokumentacji dialektologicznej Kolberga z ziem ukraińskich pisali A. Demartin we
wstępie do Rusi Karpackiej, w tomie 54 DWOK, na s. LIII–LXXII, W. Kuraszkiewicz we wstępie do Rusi Czerwonej, w tomie 56 DWOK, na s. LXIII–LXXXI oraz T. Skulina we wstępie do
Sanockiego-Kroś­nieńskiego, w tomie 49 DWOK, na s. XLVI–LX.
1
2

427

�rając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską, lecz w studia
głębsze językowe nie wdawałem się wcale dla braku czasu. Stąd usterki, które
zatrzeć w przyszłości będzie usilnym mym staraniem, przy łaskawym i chętnym
współdziałaniu osób tak światłych jak Szan[owny] Pan1.

W dalszym ciągu tłumaczył, że jego uwagi nie były przeznaczone dla
filologa i lingwisty, ale miały służyć jedynie jako objaśnienia dla czytelników. W kwestii systematyki pieśni, którą sam uznawał za dyskusyjną i problematyczną, dając temu wyraz w swoich wcześniejszych wypowiedziach,
stwierdzał, że w zasadzie jest ona zgodna z układem przyjętym w tomach
Ludu, zatem „dla jednostajności” porządek taki został utrzymany, „o ile takowy do Rusi dał się zastosować”. Jednak świadomy trudności klasyfikacyjnych, zwłaszcza jeśli chodzi o pieśni o treści mieszanej i o krzyżujące się
kryteria przydziału (m.in. temat tekstu, wykonawca), dodawał: „Nie przeczę
bynajmniej, że niejedna rzecz dałaby się w niej poprawić […]”2.
Wiosną 1884 roku ukazał się też tom 17. Ludu, który wraz z wydanym
w roku poprzednim tomem 16. składa się na kolejną monografię – Lubelskie, obejmującą część zachodnią i środkową dawnej guberni lubelskiej.
O wydzieleniu tego regionu zdecydowało jednak nie kryterium administracyjne czy ściśle geograficzne, ale wyznaniowe i językowe. Obszar ten
zamieszkiwała bowiem w większości ludność polska i katolicka, w przeciwieństwie do części wschodniej guberni lubelskiej zasiedlonej przez Rusinów – unitów zmuszanych przez władze carskie do przejścia na prawosławie. Sam Kolberg uzasadniał w ten sposób zasięg swojego Lubelskiego we
wstępie do tej monografii3.
Jednocześnie Kolberg podjął wstępne prace nad kolejną monografią,
która miała być poświęcona Mazowszu. Jeszcze w grudniu 1883 roku otrzymał wiadomość z Warszawy o przyznaniu mu przez Kasę Pomocy dla Osób
Pracujących na Polu Naukowym im. Józefa Mianowskiego bezzwrotnej zapomogi na dalsze tomy swojego wydawnictwa4. Z wnioskiem takim wystąpił na posiedzeniu Komitetu Kasy w dniu 8 grudnia 1883 roku Piotr
Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 142.
Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., tamże, s. 163.
3
Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 1 i 2. Por też E. Antyborzec Monografie regionalne…,
s. 176–177.
4
Zob. list Komitetu Kasy im. J. Mianowskiego z 12 XII 1883 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 99–101. Józef Mianowski (1804–1879), lekarz, profesor, społecznik, był rektorem Szkoły Głównej Warszawskiej w latach 1862–1869.
1
2

428

�Chmielowski (1848–1904), historyk literatury, krytyk, wydawca pisarzy
polskich, jeden z członków Komitetu Kasy. „Kasa Pomocy im. Mianowskiego dla osób pracujących na polu naukowym” działała od roku 1881
jako fundacja popierająca naukę dzięki zapisom i datkom społeczeństwa
i składkom członków. Była najważniejszą polską organizacją naukową
w zaborze rosyjskim. Jej pierwszym prezesem (do roku 1886) był wybitny lekarz i przyrodnik, współtwórca Towarzystwa Tatrzańskiego, jeden
z prekursorów i propagatorów turystyki w Tatrach, Tytus Chałubiński
(1820–1889), sekretarzem – Konrad Dobrski (1849–1915), lekarz i społecznik, skarbnikiem – Karol Deike (1845–1906), finansista, dyrektor Banku
Handlowego w Warszawie. Kolberg otrzymał zasiłek z procentów od funduszu wieczystego Jana Nepomucena Jaśkowskiego (1807–1882), pisarza
i poety. Fundusz ten, uruchomiony w postaci pierwszej raty równocześnie
z decyzją o przyznaniu go, przeznaczył Kolberg na edycję 5 tomów Mazowsza wydanych w latach 1885–1890 z podtytułem Obraz etnograficzny,
dla odróżnienia – podobnie jak w wypadku cz. I i II Pokucia – innego niż
Akademia sponsora edycji. Nowa dotacja przyspieszyła znacznie postępy
prac edytorskich, ale też postawiła Kolberga wobec konieczności jeszcze
większej mobilizacji sił i intensyfikacji wielotorowych prac. Już w kwietniu
1884 roku donosił Pelagii Blizińskiej:
Na warsztacie moim literackim mam teraz rozłożone materiały do trzech dzieł
jednocześnie się napisać mających. Jedno z nich: Lud, wspierane przez Akademię, postępuje naprzód zwykłym swoim trybem; drugie: Pokucie stanowi dalszy
ciąg wydanych już dotąd dwóch tomów o tej prowincji i ma wkrótce pójść pod
prasę; trzecie: Mazowsze jest również dziełem, którego tom pierwszy w tym
jeszcze roku ma być wydanym, bo na to dano fundusz z Warszawy. Robi się
też to wszystko naraz, więc trzeba tak rzeczy kombinować, żeby i drukarnia nie
próżnowała, i w domu szła ciągle robota […]”1.

Odtąd przez ostatnie lata życia Kolberg będzie wydawał dwa, a nawet
trzy tomy rocznie.
W maju 1884 roku Kolberg brał udział w Zjeździe Historyczno-Literackim im. Jana Kochanowskiego, który w dniach 28–30 maja zorganizowała
1
List do P. Blizińskiej z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 145. Część
I Mazowsza (DWOK T. 24) nosi w druku datę wydania: 1885, ale z listów wynika, że tom ukazał
się już w listopadzie 1884 r., zob. bruliony z grudnia 1884 r. do K. Deikego, tamże, s. 217 i 220.

429

�w Krakowie Akademia Umiejętności z okazji trzysetnej rocznicy śmierci
poety. Zabrał głos w dyskusji „przyjęty hucznymi oklaskami” – jak odnotowano w stenogramie – nad referatem wygłoszonym przez Piotra Chmielowskiego pt. Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej1. Podzielając opinię referenta o metryce poezji ludowej, mówił:
Rzeczywiście nie jest to literatura ludowa dawniejsza, tylko literatura nowa,
a tylko są pewne momenta, pewne wskazówki, które […] mogą mieć w sobie rzeczy nadzwyczaj stare, sięgające zamierzchłej przeszłości, które dopiero stamtąd
wydobyć należy, ale to należy nie tyle do literatury nadobnej, do poezji, jak do
literatury ściśle naukowej, historycznej.

Podkreślał, że pieśni podlegają ciągłym zmianom i przeobrażeniom,
kształtują się pod wpływem czasu, miejsca, warunków, wędrówek, a „forma ich zmieniła się, nie została taką, jaka była”. Przyznawał, że można
w nich odnaleźć elementy historyczne, pochodzące z dawnej przeszłości,
ale analiza pod tym kątem jest zadaniem nauki i musi być krytyczna, oparta na jak największym materiale, by uniknąć wniosków przedwczesnych.
Natomiast w literaturze pieśni „muszą być traktowane jako tylko dzisiaj
nabyte, a nie jako literatura ludowa przedchrześcijańska”. Powoływał się
przy tym na własne doświadczenie badacza i przeciwstawiał obserwowaną
zmienność pieśni znacznie mniej na nią podatnym wierzeniom, bardziej
zakorzenionym w tradycji: „Ja sam byłem świadkiem nieraz, jak te same
pieśni po upływie 10 lat w ustach tych samych brzmiały inaczej – nie każda, ale mniej więcej – gdy tymczasem zabobony, gusła niezmienione się
zachowały, jak jądro stare, któremu czas nie podołał, i zapewne długo się
jeszcze będą zachowywać […]”. Jednocześnie z właściwą sobie przenikliwością i perspektywą badawczą podkreślał konieczność systematycznego gromadzenia materiału, na podstawie którego dokonywać się dopiero powinny
przyszłe prace interpretacyjne i analityczne. Kolejny raz przedstawił swoje
Głos Kolberga w tej dyskusji został opublikowany na podstawie stenogramu debaty dwa
lata później w „Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce” (wydawnictwo Komisji dla
Badań w Zakresie Historii Literatury i Oświaty w Polsce, działającej w Wydziale Filologicznym
Akademii Umiejętności), w tomie V, obejmującym Pamiętnik Zjazdu Historyczno-Literackiego im. Jana Kochanowskiego (Kraków 1886), na s. 162–164; tekst referatu Chmielowskiego
tamże, s. 36–40. Przedruk Głosu w dyskusji… w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),
s. 416–418; poniższe cytaty z tego wydania, odpowiednio s. 416–417, 417, 416, 418. Sprawozdanie ze Zjazdu drukował „Czas” 1884 w nr. 124 (z 30 V), referat Chmielowskiego i dyskusja nad
nim miały miejsce na posiedzeniu II sekcji historyczno-literackiej w dniu 29 maja.
1

430

�fundamentalne założenie, że najpierw stworzona musi być odpowiednia
baza dokumentacyjna, by naukowa analiza była uprawniona i prawidłowa,
oraz że w miarę postępu prac zbieracko-wydawniczych poglądy i oceny na
temat pozyskanego materiału mogą ulegać zmianom:
Ja właśnie daję materiał do tych wszystkich prac i mam go dużo jeszcze w tece.
W miarę zaś postępu tego wydawnictwa, być może, że i poglądy w wielu razach
się zmienią […]. Ale w miarę postępu tych robót i przybytku materiału także
zmienić się może i pogląd cały w ogóle.

Dopiero przyszłe badania, oparte o wystarczający materiał źródłowy, będą
więc mogły zweryfikować aktualne stanowisko w zakresie „poznania rzeczy
ludowych”, a na obecnym etapie wiedzy „ostatecznego słowa żadną miarą powiedzieć nie można”. Zwraca uwagę zgodna opinia obu badaczy – referenta
Chmielowskiego jako historyka literatury i przedstawiciela warszawskiego
środowiska naukowego oraz dyskutanta Kolberga jako zbieracza i wydawcy
pieśni ludowych, reprezentanta krakowskiego kręgu uczonych. Wspólne jest
im obu pozytywistyczne stanowisko badawcze wobec poezji ludowej.
Mimo natłoku prac latem 1884 roku Kolberg wybrał się znowu w Sanockie i Przemyskie. Przedtem jednak spotkał się z Karoliną i z dziećmi 11 lipca
w Krakowie, gdyż pobyt rodziny w Modlnicy okazał się tamtego lata niemożliwy. Jednodniowe widzenie się i rozmowa z bratową i bratanicami
dwa lata po śmierci Antoniego i wobec nowych planów jej zamążpójścia
była dla obojga ważnym wydarzeniem rodzinnym1.
W podróż na południowy wschód wyjechał Kolberg około 20 lipca,
wracał 3 października. Zatrzymywał się w dobrze sobie znanych miejscach
u zaprzyjaźnionych i życzliwych gospodarzy, którzy ułatwiali mu kontakty
z miejscowymi informatorami, a także organizowali przejazdy i komunikację z kolejnymi „stacjami” badawczymi, wręcz przekazując sobie pożądanego gościa. Jeszcze w czerwcu 1884 roku, przedstawiając Blizińskiemu swoje
plany na lato, pisał: „[…] od Waszej odpowiedzi zależeć będzie postanowienie moje jazdy w pierwszym rzędzie do Was, do Bóbrki, by tam przepędzić
parę tygodni jak w roku zeszłym […]”. Jednocześnie dodawał: „[…] winienem
zwiedzić także i Leszczowate, dokąd mnie z całą staropolską szczerością
zaprasza jak najserdeczniej Kraiński, obiecując nawet zawieźć lub odesłać
1
Zob. listy Karoliny z 4 i 15 VII 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 174–175
i 178–179.

431

�w okolice, gdzie by się bogatego etnograficznego spodziewać wypadało
plonu”1, na co Bliziński odpowiedział: „W dniu 20 lipca, tj. w niedzielę (czemu nie wcześniej?) czekam na Was w Ustrzykach, trzymając się tego, coście napisali, że w «pierwszym rzędzie do nas», nastrójcie się odpowiednio,
żeby nie przyszło do awantury z Kraińskim”2. Przebywał więc w Iskani
u Załęskich, w Leszczowatem u Kraińskich i kilkakrotnie w Bóbrce u Blizińskich, odwiedził też Czaszyn i Bukowsko w powiecie sanockim oraz
Procisne w powiecie leskim, gdzie zatrzymał się dwukrotnie w sierpniu
u bliżej nieznanych właścicieli tej wsi, Zduniów3. Aleksandrę Zduniową
wspominał po powrocie szczególnie ciepło i z wdzięcznością, dziękując
jej w liście „za wszystko dobro, jakiegom doznał w Ich gościnnym domu”
oraz za przysyłane później materiały z Procisnego. Pisał z żalem, że już nie
może być dla niej „przewodnikiem w oddaniu należytym dzieł Chopina”,
choć pewno sama odkryje „sposób prawdziwy oddania tych piękności”.
Wcześniej adresatka z sentymentem wspominała pobyt Kolberga i wspólne
muzykowanie, wyrażała też „nieograniczoną wdzięczność za poznajomienie
[jej] z utworami Chopina”, co zapewne stworzyło dodatkową płaszczyznę
porozumienia4. Wszędzie równie intensywnie jak w roku poprzednim badacz gromadził kolejne materiały, pracował też nad przysyłaną mu z Krakowa korektą części I Mazowsza5.
Po powrocie z tej wyprawy, na początku października 1884 roku dotknęło Kolberga bolesne doświadczenie, która miało spowodować radykalną
zmianę w jego życiu. Dowiedział się tuż po przyjeździe, że jego dalszy pobyt
w Modlnicy jest niemożliwy. Należało zatem szybko podjąć decyzję co do
przyszłego lokum. Przyczyny tej zmiany nastawienia ze strony Antoniny Konopczanki, od której wyszła ta inicjatywa, nie są znane. Można wprawdzie
przypuszczać, że w sytuacji, gdy dorosłe już modlnickie panny, córki Józefa,
powróciły do matki do Mogilan, Julian Konopka niedomagał, a starzejąca
się Antonina z coraz większym trudem radziła sobie z domem i gospodarstwem, opieka nad 70-letnim Kolbergiem stawała się coraz większym ciężarem. Jednak okoliczności i sposób, w jakich „prawie domownikowi” wypowiedziano dom, w którym spędził czternaście najbardziej ustabilizowanych
List do J. Blizińskiego z 17 VI 1884 r., tamże, s. 165 i 166.
List J. Blizińskiego z 29 VI 1884 r., tamże, s. 172.
3
Zob. też listy do i od J. Blizińskiego z sierpnia i września, tamże, s. 184 i nast.
4
Brulion listu do A. Zduniowej z 18 X i list adresatki z 10 X 1884 r., tamże, s. 201 i 196.
5
Zob. listy Kolberga i J. Blizińskiego z 11 VIII i 19 VIII 1884 r., tamże, s. 184 i 185.
1
2

432

�lat swojego życia, były co najmniej niezrozumiałe. Z goryczą i zażenowaniem pisał 15 października do Blizińskiego:
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że już od paru dni nie zamieszkuję więcej Modlnicy, którą z powodu nietaktownego postępowania zaraz na wstępie do Krakowa
panny Antoniny Konopczanki, wszechwładnej domu modlnickiego gospodyni,
opuścić byłem zmuszony. Rzucony tedy okolicznościami na bruk krakowski, ulokowałem się w tym grodzie tak, jak na to pozwalały moje stosunki i fundusze1.

W brulionie listu do Karoliny pisanym dwa dni później wspomina
wprawdzie, że nosił się już wcześniej z zamiarem przeniesienia się do Krakowa, zapewne obserwując zmiany zachodzące w życiu modlnickiego dworu, jednak samo rozstanie tak komentuje:
[…] nietaktowne i ubliżające postępowanie ze mną panny Antoniny (i to przez
trzecią osobę) zaraz na wstępie do Krakowa sprawiło, iż do Modlnicy na to tylko
wróciłem, ażeby stamtąd zabrać wszystkie swoje manatki i rekwizyta i z nimi
podążyć do miasta. Naturalnie, że przebywszy lat kilkanaście w domu, w którym mimo pewnych przykrości doznawałem też i oznak przyjaźni, i istotnych
dobrodziejstw, niepodobna mi było zupełnie chłodno się z nimi rozstać – a i oni
także, jak uważałem, żegnając się, byli wzruszeni. Więc też stosunki niby to nie
zostały zerwane, ja przyrzekłem bywać czasami w Modlnicy i ich też do siebie
zaprosiłem. Ale częstym gościem oczywiście dla braku czasu nie będę, tym mniej
że już w maju wszystkie trzy panienki stamtąd wyemigrowały do matki i to, jak
się zdaje, już na stałe2.

Zamieszkał Kolberg na stancji u przybyłych z Poznańskiego i osiadłych
w Krakowie Jasińskich (Jasieńskich?), przy ulicy Floriańskiej 53. W opłacie w wysokości 45 zł reń. miesięcznie mieściło się wyżywienie, pranie,
wygody – „słowem całe utrzymanie”. O swoich gospodarzach wyrażał się
z uznaniem jako o ludziach „bardzo zacnych i uprzejmych dla mnie”, o gospodyni zwłaszcza pisał jako o „troskliwej opiekunce”3.
Warunki te i koszty zainstalowania się w Krakowie okazały się dość
umiarkowane, dla Kolberga jednak zdobycie co miesiąc dodatkowej
sumy na pokrycie podstawowych życiowych wydatków stanowiło trudne
Tamże, s. 197.
Tamże, s. 200.
3
Tamże, s. 197 i 214.
1
2

433

�wyzwanie. Odtąd musiał się z nim borykać do końca życia. W liście do
Sikorskiego zwierzał się z goryczą:
Jakiś Ty szczęśliwy, że żyjącą i zacną rodziną pochwalić się możesz, gdy ja
tu żyję samotny i tylko garstkę papierów po sobie pozostawię. Bo trzeba Ci
wiedzieć, że moja własna rodzina (prócz Karoliny Antoniowej i Wernerowej)
prawie już o mnie zapomniała, a tej przybranej w Modlnicy (o której z sympatią
wspominasz) już się naprzykrzyłem. Więc doznawszy więcej w życiu zawodów
i przeciwności niż pomyślności, mieszkam po Sanockiem znów od paru miesięcy
sam, pozostawiony własnej pracy i przemysłowi w Krakowie, jak to niegdyś
było w Warszawie, z tą tylko różnicą, że tu nie ma już Matki-Opiekinki i lat
moich młodszych. Mutantur tempora et nos mutamur in illis – mówił niegdyś
niebosz[czyk] Linde w 5-ej klasie. Ale dosyć już o tym, o czym bym bez goryczy
pisać nie mógł. To tylko powiem, że pobyt w Krakowie, lubo utrudnia życie,
ułatwia mi znów pod pewnym względem wydawnictwo prac moich, stawiając
w bliskości bibliotek i drukarni, co zapewne potrwa tak długo, póki nie dopcham
ciężkiej tej taczki żywota do końca1.

Mimo zawodu i rozczarowania dostrzegał jednak korzyści płynące
z zamieszkania w Krakowie, tj. bliskość bibliotek, drukarni i Akademii.
Z późniejszych listów wyłania się też więcej kłopotliwych szczegółów
dotyczących ostatnich lat życia w Modlnicy, choć nie wiadomo, w jakim
stopniu wzmianki o nich powodował uraz Kolberga: skąpstwo i despotyzm Antoniny Konopczanki, „trzęsące jazdy” do Krakowa, prośby o konie,
których mu „prawie zawsze żałowano i tylko przyczepić się do jadących
(jeśli było miejsce) dozwalano”, choć dodawał: „Jeden tylko Roman jadący
z Tomaszowic, zawsze dla mnie grzeczny, wstępował i zabierając z sobą,
ułatwiał mi te jazdy czasami”. Nie rozumiał „wszystkich motywów niegrzecznego zerwania”, podejrzewał rodzaj czyjejś intrygi, doświadczał poczucia upokorzenia i „moralnej przykrości”, gdyż zaproszenie do Modlnicy
do końca jego życia i deklaracja, by uważał ich dom za własny wyszły od
samych Konopków. Nie zamierzał jednak kontestować tej nowej sytuacji
i już w styczniu 1885 roku stwierdzał: „Mimo tej separacji staramy się, by
najlepsza między nami panowała zgoda, chociaż oczywiście bywać już tam
ani mogę, ani chcę”2.
1
2

Brulion listu do J. Sikorskiego z 14 I 1885 r., tamże, s. 227–228.
Brulion listu do J. Wernerowej z 16 I 1885 r., tamże s. 229.

434

�Mimo wszystkich kłopotów i uciążliwości życia codziennego, które
wcześniej były mu odjęte, kontynuował wielotorowe prace z właściwą
sobie determinacją. Jak wspomniano, w końcu 1884 roku wyszła pierwsza
część Mazowsza, dedykowana Józefowi Majerowi, równolegle na ukończeniu było przygotowanie kolejnej monografii, tj. Kieleckiego, której część
pierwsza w kwietniu 1885 roku była w druku, a na początku czerwca
wydany już tom Kolberg rekomendował i wysyłał przyjaciołom1. Także w roku 1884 ukazała się następna praca w „Zbiorze Wiadomości do
Antropologii Krajowej”: opracowany przez Kolberga rękopis ze spuścizny
po Józefie Lipińskim, autorze Piosnek ludu wielkopolskiego wydanych
w Poznaniu w 1842 roku, który wdowa po zmarłym przekazała Akademii2.
Pracę opatrzył Kolberg komentarzem informującym, że do druku przeznaczył tylko materiał niepublikowany przez autora rękopisu, podkreślił, że
„wyprzedził on o lat 30 jego własne już ogłoszone drukiem poszukiwania”
oraz że dla porównania podał w przypisach odsyłacze do Ludu, głównie
do Poznańskiego. Obok krótkich opisów niektórych zwyczajów (kolędowania, podkoziołka, maika, dyngusu, wieńca) na treść tej pracy składają
się głównie pieśni (ponad 180 tekstów bez melodii), ułożone w zasadzie
zgodnie z planem podziału przyjętym przez Kolberga w jego Ludzie, oraz
około 120 przyśpiewek tanecznych.
Pod koniec roku 1884 w życiu warszawskiej rodziny Kolberga zaszła
zmiana od jakiegoś czasu przewidywana. Karolina zawarła związek małżeński z Antonim Wąsowskim, budowniczym gubernialnym z Radomia,
wdowcem z dorosłymi już córkami, znajomym z dawnych lat. Kolberg
wtajemniczany w listach w jej wahania i nadzieje wiązane z upragnioną
życiową stabilizacją odpowiadał bratowej z troską i zaangażowaniem; ten
temat był też zapewne jednym z ważniejszych w czasie ich spotkania latem
tego roku w Krakowie. Uderzające jest w korespondencji zaufanie Karoliny
1
Zob. bruliony listów do B. Moraczewskiej z 2 IV i do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r.,
tamże, s. 235 i 263.
2
O. Kolberg Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego. Z rękopisu pozostałego po śp.
Józefie Lipińskim podał do druku…, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VIII:
1884, s. 62–114. W sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej w dniu 26 listopada
1883 r. odnotowano m.in. nadesłanie „do użytku Komisji” rękopisu po J. Lipińskim, który
Oskar Kolberg opracował, tj. „przejrzawszy, wybrał, uporządkował i uwagami swoimi objaśnił
rzeczy zasługujące na wydanie i takowe do druku należycie przygotował” (zob. „Rozprawy
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XI, 1884, s. LV, zob. także doniesienie tej
treści w nr. 272 „Czasu” z 1883 r.).

435

�okazywane stryjowi, a ze strony Kolberga ton opiekuńczy, cierpliwa perswazja i pełne serdeczności poczucie odpowiedzialności, z jakim jako jedyny żyjący stryj traktuje bratanicę, kiedyś ulubioną wychowanicę swojej
matki. W tym czasie Karolina próbuje też za pomocą Oskara sprzedać obraz
Antoniego Kolberga Portret Chopina malowany z natury w Paryżu około
1848 roku, lecz niedokończony. Nie znalazł on nabywcy w Warszawie i zawędrował do Krakowa. Portret ten, prawdopodobnie ostatni wykonany za
życia kompozytora, wystawiany był w Muzeum Narodowym w Sukiennicach w latach 1884–1888. Karolina prosiła Kolberga o złożenie propozycji
kupna Marcelinie Czartoryskiej, transakcja nie doszła jednak do skutku,
gdyż – jak donosił Kolberg – obraz nie został wykończony1. Pierwszy list
bratowej pisany już z Radomia 25 października 1885 roku przynosił wiadomości o jej nowej sytuacji rodzinnej w tym mieście2 i odtąd wieści z samej
Warszawy – siłą rzeczy pośrednie – są skąpe, czego nie rekompensują bardzo rzadkie listy Jadwigi Wernerowej.
Stopniowo Kolberg oswajał się z nową sytuacją w Krakowie. W miarę
czasu coraz bardziej doceniał bliskość instytucji, z którymi kontaktować się
wcześniej musiał, dojeżdżając z Modlnicy. Z drugiej strony znacznie trudniej było o oszczędności, by dokładać z nich – jak wcześniej – do kosztów
druku. W maju 1885 roku pisał do Blizińskiego:
Ja tu całą zimę spędziłem przy cichym stoliku, w najętym pokoiku. Warsztat
mój nie próżnuje, a praca o tyle jest wygodniejszą, że się obywa bez jazdy na
trzęsącym wózku i ma pod ręką na zawołanie bibliotekę, drukarnię, księgarnie
i Akademię. Wszystko to rzeczy nader dla mnie pożądane obok zdrowia, które
mi dosyć jeszcze dopisuje. Ale za to wydawnictwo trochę postępuje leniwiej, bo
funduszu ani nawet kredytu na zawołanie mieć nie można, a żyjąc z gotowego,
1
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 216. Obraz kupił od Karoliny Wąsowskiej
około roku 1894–1895 Henryk Dobrzycki (1841–1914), członek zarządu Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, któremu w 1912 r. dzieło to podarował. Dobrzycki opisywał portret
Chopina Antoniego Kolberga i jego historię z uznaniem dla artystycznej wartości dzieła malarza
jako „niepospolitego portrecisty” (zob. Kilka słów o portretach Chopina, „Tygodnik Ilustrowany” 1894, nr 7, s. 97, 103 i nr 8, s. 123–124, z portretem rytowanym przez J. Holewińskiego na
s. 97 oraz tegoż Portrety Chopina, tamże 1896, nr 8, s. 153–154). Jak już wspomniano, w 1944
roku oryginał spłonął w Bibliotece Krasińskich. Znany jest z fotografii oraz z kopii wykonanej
w 1900 r. lub nieco wcześniej przez Kazimierza Mordasewicza (1859–1923), znajdującej się
w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie. Zob. też wyżej, s. 44, przyp. 2.
2
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 286–287.

436

�jakie się nasunie, nie podobna odkładać na druki, choćby tyle tylko co dawniej.
I dlatego to w tym roku zapewne jeden tylko tom (akademicki) się ukaże1.

Rzeczywiście, w 1885 roku wydana została tylko część pierwsza Kieleckiego; tom ukazał się na początku czerwca2. Kwatera u Jasińskich okazała się początkowo dobrym wyborem; wielokrotnie Kolberg wspominał
w listach o ich życzliwości, opiece, dbałości o jego wygody, zwłaszcza ze
strony Jasińskiej. Wprawdzie w niedalekiej przyszłości wraz ze swoimi
gospodarzami zmuszony był niejednokrotnie zmieniać adres, ale czuł się
z nimi związany ze względu na przyjacielskie stosunki, zażyłość i stosunkowo niewysoki koszt wynajmu i opieki.
Wiosną 1885 roku planował w porozumieniu z Hoffem dwumiesięczną
podróż w połowie lipca na Śląsk Cieszyński, do Cieszyna i do Wisły i Ustronia, gdzie mieli się spotkać i gdzie Hoff planował wspólne badania. Projekt
był aktualny jeszcze w czerwcu, lecz został zarzucony na rzecz kolejnej
wyprawy Kolberga na południowy wschód. Pisząc do Hoffa o konieczności zmiany kierunku podróży na Przemyśl i Lwów, dyktowanej „interesem
wydawnictwa”, tak uzasadniał jej cel:
Pojmujesz, że jest to kwestia największej dla mnie wagi, kwestia żywotna, która
stawia wszelkie inne na drugim planie, osobliwie co do materiałów dotyczących
Rusi, których mam wielki zapas, a do których wydania dopomóc ma ktoś z osób
wpływowych3.

O takiej jego decyzji przesądziła więc przede wszystkim waga, jaką
przywiązywał do wydania materiałów ruskich oraz konkretna możliwość
pomnożenia zbiorów z tamtych ziem i nadzieja zyskania sponsora dla ich
edycji. Nie bez znaczenia była zapewne rysująca się perspektywa opuszczenia Bóbrki przez Blizińskich wobec niepowodzenia w tamtejszych interesach i możliwość skorzystania przy okazji raz jeszcze z wypróbowanych
wcześniej warunków pobytu i pracy w Sanockiem.
Podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” podjęta w lipcu trwała prawie
cztery miesiące, do początku listopada. Odwiedził Kolberg oczywiście
List do J. Blizińskiego z 9 V 1885 r., tamże, s. 247.
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r., tamże, s. 263.
3
Brulion listu do B. Hoffa z 9 VII 1885 r., tamże, s. 276. Zob. też list do J. Blizińskiego z 21
VI, tamże, s. 268.
1
2

437

�Bóbrkę, tym razem bawiąc tam krócej ze względu na rozpoczętą już przeprowadzkę gospodarzy i ich wyjazd pod Sanok do rodziny. Przebywał
dłużej w Leszczowatem u Kraińskich oraz we Wzdowie w powiecie brzozowskim, skąd urządzał wycieczki do okolicznych miejscowości, odwiedził
też Sanoczany w powiecie przemyskim. Lakoniczne informacje źródłowe
wskazują jeszcze na: „Rymanów (Potockiej)” oraz „kilka dni w Iwoniczu”1.
We Wzdowie gościł u Teofila i Emmy Ostaszewskich, w Sanoczanach u Józefa i Heleny Jaruzelskich. Czy w Rymanowie był gościem Anny z Działyńskich Potockiej, nie wiadomo; bezpośredni kontakt z nią nie jest wprawdzie
pewny, ale z dalszej korespondencji wynika, że starał się przez Potocką
o fundusz na wydanie Rusi, jednak bezskutecznie 2. U kogo zatrzymał się
w Iwoniczu, również nie wiemy. Teofil Ostaszewski (1807–1889), właściciel
Wzdowa, ziemianin i pisarz, należał do zasłużonych działaczy społecznych
i gospodarczych, pracujących na rzecz rozwoju rolnictwa w Galicji, podniesienia oświaty i czytelnictwa dla chłopów. Był autorem programu zniesienia
pańszczyzny jako warunku odzyskania niepodległości oraz całościowego
projektu zmiany stosunków na wsi, a także twórcą wierszowanych zbiorów
bajek przeznaczonych głównie dla włościan. Działał w kierunku wzmacniania aspiracji polskich w zaborze austriackim. Właścicielami Rymanowa
byli zaś od 1872 roku Anna i Stanisław Potoccy; w roku 1885 już tylko
wdowa po Stanisławie zmarłym w 1884 roku. Anna z Działyńskich Potocka
(1846–1926), córka Tytusa, urodzona w Kórniku, współzałożycielka z mężem uzdrowiska w Rymanowie, prowadziła także działalność oświatową
i społeczną i wspomagała finansowo różne inicjatywy regionalne, m.in.
była założycielką szkoły rzeźbiarskiej dla chłopców i koronkarskiej dla
dziewcząt. Sąsiedzkie stosunki mieszkańców Wzdowa i Rymanowa przyczyniły się zapewne do rozszerzenia zasięgu penetracji terenowych Kolberga
oraz odwiedzin w Rymanowie i w pobliskim Iwoniczu. W swoim pamiętniku Anna Potocka wspomina: „Od strony Brzozowa sąsiadowali z nami państwo Ostaszewscy. Było tam przepiękne gospodarstwo we Wzdowie, śliczne inwentarze nagradzane wieloma nagrodami na wystawach krajowych
1
Zob. Wykaz podróży…, tamże, s. 707 i brulion listu do Z. Urbanowskiej z 9 XII 1885 r.,
tamże, s. 304.
2
W liście do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r. (tamże, s. 358) Kolberg pisze: „Do bied prywatnych, które mnie dręczą, przybywa i etnograficzna, tj. że nie wiadomo, kiedy i czy mi się uda
wyjednać od kogo jakiś fundusik roczny na wydanie Rusi, a przy tym naturalnie i Sanockiego.
Potocka tego dotąd dokazać nie potrafiła”.

438

�i zagranicznych. Pani, Załuska z domu, cudownie grała Chopina. Mieli kilka
prześlicznych majątków, Grabownica i najbliższa nam Klimkówka do nich
należała”1. Dwie ostatnie posiadłości Ostaszewskiego wymienione są także
w zapisach Kolberga, w przeważającej jednak części rękopisy pochodzące
z tej okolicy sporządzone zostały we Wzdowie, skąd 8 sierpnia 1885 roku
Kolberg pisał do Blizińskiego: „Ja tu siedzę od 10 dni i zbieram wciąż materiały, których liczba rośnie z dniem każdym; a zresztą jest mi tu jak u p[ana]
Boga za piecem”2. Przyjazną stację badawczą stanowiło też dobrze już znane
Kolbergowi z poprzednich lat sanockie Leszczowate, którego właściciele
więzami rodzinnymi połączeni byli z gospodarzami Kolberga w przemyskich Sanoczanach. Związki były tak ścisłe, że w obu dworach mógł zapisywać Kolberg folklor z obu sąsiadujących ze sobą regionów, jak o tym
świadczy notatka nad jedną z pieśni: „w Leszczowatem – pani Jaruzelska”3.
Mowa o Helenie Jaruzelskiej, żonie Józefa z Sanoczan, do której pomocy badacz przywiązywał szczególną wagę, a która zapewne przekazała Kolbergowi tę pieśń, bawiąc w Leszczowatem, w domu ojca, Edmunda Kraińskiego.
W czasie poprzedniej podróży w 1884 roku Kolberg pisał na ten temat do
Blizińskiego: „Do Sanoczan jednak już nie pojadę, gdyż pani Jaruzelska jest
w Leszczowatem, gdzie jeszcze parę dni (może do czwartku lub piątku) chce
u ojca zabawić, a bez niej nie byłoby w Sanoczanach rzeczy”4. W trakcie tej
podróży, podobnie jak poprzednio, zajął się też przysłaną z Krakowa pod
koniec lipca pilną korektą części II Mazowsza, która latem była w druku,
a w połowie listopada wydany tom już Kolberg rozsyłał. Zaś w grudniu
1885 roku składana już była część II Kieleckiego5.
Materiały z Sanockiego i Przemyskiego6, zebrane głównie w czasie trzykrotnych podróży w latach 1883–1885, należą do najcenniejszych
Anna Stanisławowa Potocka z Rymanowa, z Działyńskich ostatnia Mój pamiętnik, Kraków
1927, s. 327. Mowa o żonie Teofila, Emmie Ostaszewskiej, z domu Załuskiej.
2
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 279.
3
Jest to pieśń „Buło ne kopaty pod porohom jamy…”, zob. Sanockie–Krośnieńskie cz. II
(DWOK T. 50), s. 169–170, nr 329.
4
List z 21 IX 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 193–194.
5
O korekcie wędrującej za Kolbergiem z Krakowa w Sanockie mowa w listach od i do
Blizińskiego z lipca i sierpnia, zob. tamże, s. 278, 279 i 282. Na wysyłkę cz. II Mazowsza (DWOK
T. 25) w listopadzie wskazują notatki Kolberga w brulionie listu do S. Duchińskiej z 10 XI
1885 r., a o drukującej się w grudniu cz. II Kieleckiego (DWOK T. 19) – wzmianka w brulionie
do W. Siarkowskiego z 7 XII 1885 r., zob. tamże, s. 293 i 303.
6
Informacja o ich wydaniu, zob. wyżej, s. 423.
1

439

�w zbiorach Kolberga, zarówno ze względu na bogactwo i różnorodność
tematyczną i formalną, jak i na proweniencję źródłową oraz na autentyczność zapisów tekstów folkloru rusińskiego. Zdecydowana większość tych
materiałów, zwłaszcza sanockich, pochodzi z własnych badań i rejestracji
Kolberga w trakcie nieodległych od siebie etapów eksploracji terenowych.
Są to liczne zapisy pieśni z melodiami, duży, ponad 100 tekstów obejmujący
zbiór opowieści ludowych, inne drobne formy literatury ludowej (zagadki,
przysłowia), cenne opisy obrzędów, zwłaszcza weselnych, i zwyczajów dorocznych, wiadomości etnograficzne i bibliograficzne. W okresie tym Kolberg był już znacznie bardziej osłuchany z językiem ukraińskim, z którym
zetknął się praktycznie jeszcze w roku 1861. Wyczulone ucho muzyka z doskonałym słuchem, studia własne i konsultacje u znawców ukraińszczyzny,
m.in. Izydora Kopernickiego, sprawiły, że w dzisiejszej ocenie naukowej
dialektologów – jak to już wspomniano wcześniej – zapisy Kolberga przedstawiają dużą wartość jako wiarygodne, zwłaszcza w zakresie dokumentacji
prawidłowego brzmienia gwar lokalnych i charakterystycznych dla nich
zjawisk fonetycznych. W rezultacie Sanockie przynosi poza wartościowym materiałem etnograficznym, m.in. dotyczącym ubiorów, pożywienia,
budownictwa i gospodarki rolnej, poza oryginalnymi opisami zwyczajów,
obrzędów i wierzeń oraz bogatym zespołem najrozmaitszych pieśni powszechnych także „szczególnie cenny dla dialektologii zbiór autentycznych
tekstów gwarowych z XIX wieku” 1, który tworzą zebrane przez badacza
opowiadania, bajki i anegdoty.
W roku 1885, rok po wydaniu monografii Lubelszczyzny, ukazała się też
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” niewielka publikacja
Kolberga poświęcona zagadkom z Lubelskiego2. Przynosi ona trzydzieści
tekstów z lokalizacją generalną określoną w tytule pracy, z odniesieniem
ogólnym autora do zbiorów zagadek wcześniej opublikowanych w tym periodyku przez Kopernickiego, Petrowa, Siarkowskiego i Glogera. Nie wiadomo, czy pozyskał Kolberg zapisy tych drobnych form folkloru już po
ukazaniu się monografii regionu, czy też dysponował nimi wcześniej.
T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie”… (DWOK T. 49), s. XXXIII.
O. Kolberg Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś, Jaślików, Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz), „Zbiór Wiadomości do Antopologii Krajowej” T. IX:
1885, s. 300–302 i odbitka 1885. Przedruk w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–
17 (DWOK T. 75), s. 216–219.
1
2

440

�XXIII
[Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie
cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie
codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga w Krakowie. –
Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).]

Troska o edycję zebranych materiałów, szczególnie ruskich z Galicji
Wschodniej, których wartości był świadomy, oraz obawa, że nie zdoła ich
wydać, skłaniały Kolberga do ponawiania zabiegów o pozyskanie dodatkowych funduszy. W styczniu 1886 roku wystosował do prezesa Akademii
petycję w tej sprawie z dołączonym do niej wykazem materiałów ręko­
piśmiennych, w której przedstawił stan dotychczasowych prac wydawniczych oraz możliwość ich ukończenia w zakresie monografii ziem polskich
przy dotychczasowym patronacie finansowym instytucji. Jednocześnie p
­ isał:
Ale w tekach moich znajdują się nadto, i to w nierównie znaczniejszej liczbie, materiały z Rusi (a w części i z Litwy) pozyskane, których publikacja – według mego
zdania – równie ważne, jeśli nie ważniejsze jeszcze niż dotychczas wydane, przyniosłaby dla nauki plony. O ważności tej przekonać mogą drukowane już przed kilku
laty 2 tomy Pokucia. – Na publikację atoli takową, a która by jednocześnie z wyżej
cytowaną (Lud) dokonywać się mogła, żadnych nie posiadam środków. A wszakże
wiek mój podeszły oraz przykład, jaki dają literaturze naszej rosyjskie, coraz gęściej
(za podnietą zakładów naukowych) ukazujące się publikacje etnologiczne, biorące
za przedmiot swych badań zachodnie cesarstwa gubernie, naglą – jak mniemam –
i nas także do pośpiechu w pracy i do szybszego na polu wydawniczym działania.

Wnioskował więc o osobny fundusz roczny, „[…] iżby dotyczące Rusi wydawnictwo, o ile możności za mego jeszcze żywota i pod moim okiem (więc
wedle programu, jaki dotąd moim pracom przewodniczy) dokonywane być
mogło w sposób, jak się to dzieje co do rzeczy polskich”1. Osobnego funduszu
1
Niedatowany brulion listu do J. Majera, prawdopodobnie z 10 I 1886 r., Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), s. 311 i 312. Do oryginału dołączony został spis materiałów, którego

441

�Kolberg jednak wtedy nie otrzymał, dopiero w 1888 roku Akademia będzie
mogła zwiększyć swoją subwencję na rzecz jego wydawnictwa do 1000 zł.
reń. rocznie, z przyznawanych mu od 1878 roku 500 zł reń., o czym będzie
mowa dalej.
Dla orientacji autora Ludu w zakresie dokonań humanistyki słowiańskiej i europejskiej ważne znaczenie miał jego udział w pracach Akademii,
utrzymującej rozległe kontakty z instytucjami i ośrodkami zagranicznymi.
Szczególną rolę odegrało tu pośrednictwo i doradztwo Izydora Kopernickiego, który prowadził niezwykle żywą i szeroką działalność w tym zakresie jako aktywny członek wielu towarzystw europejskich, autor bogatej
korespondencji z przedstawicielami nauki w kraju i za granicą 1. Niejednokrotnie podejmował on bezpośrednią inicjatywę włączania Kolberga,
nadmiernie zaabsorbowanego swoją mrówczą pracą, w krąg tych kontaktów, także w obrębie pozapolskiego życia naukowego. I tak np. za pośrednictwem Kopernickiego nawiązał Kolberg kontakt z dużo młodszym
słoweńskim folklorystą i etnologiem, zajmującym się głównie Słowiańszczyzną południową, Fryderykiem Salomonem Kraussem (ur. w 1859 roku).
Ożywiona korespondencja obu badaczy, zainicjowana w kwietniu 1886
roku podziękowaniem Kolberga za przysłaną publikację Kraussa, trwała
do 1889 roku2. Kopernicki znał i cenił publikacje słoweńskiego naukowca,
poznał go osobiście w Wiedniu, sam pomagał Kolbergowi jako tłumacz
z serbskiego studiować niektóre jego prace przysyłane do Krakowa i pisał o nich. Krauss wspomina go zresztą w swoich listach wielokrotnie
jako wybitnie przez siebie cenionego człowieka i autora3. Korespondencja
brulion z 10 I 1886 r., zachowany w archiwum Kolberga, opublikowano jako aneks 12 tamże,
na s. 743–749.
1
Wydawca listów Kopernickiego, A. Wrzosek pisał: „W papierach po nim pozostałych
znalazły się setki listów doń w latach 1862–1891 od 380 osób i instytucji. […] W czasach Kopernickiego nie było ani jednego, cokolwiek wybitniejszego pracownika na niwie antropologii, etnografii, etnologii i archeologii przedhistorycznej w Polsce, który by nie korespondował z nim”.
(A. Wrzosek [wstęp do:] I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora
i Benedykta Dybowskiego wydał i wstępem opatrzył…, „Przegląd Antropologiczny” T. XXVI:
1960, s. 59 i 60).
2
Zob. brulion listu do F.S. Kraussa z 12 IV 1886 r. oraz list tegoż z 28 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 328–329 i 653.
3
Zob. m.in. brulion listu do F.S. Kraussa z 14 V oraz list od tegoż z 8 VI 1886 r., tamże, s. 338
i 344. Kopernicki z uznaniem wspominał o zainteresowaniu Kraussa folklorem Serbów bośniackich w artykule O najnowszych zdobyczach pieśni ludowych serbskich, zamieszczonym
w „Ateneum” 1886, T. 3, s. 536–541.

442

�Kraussa i Kolberga poświęcona jest głównie omawianiu przekazywanych
sobie nawzajem publikacji, obaj wyrażają wzajemną satysfakcję, jaką
daje wymiana prac, możliwość bliższego poznawania folkloru i kultury
obu słowiańskich narodów, perspektywa badań porównawczych. Krauss
z zachwytem przyjmuje kolejne tomy Kolberga, pisze z pewną afektacją,
wręcz uwielbieniem dla „przybranego ojca”, czasami zadaje mu konkretne pytania i prosi o wskazówki dotyczące polskiego folkloru. Kolberg
odpowiada serdecznie, z taktem i z ciepłym zainteresowaniem dla kolejnych prac Kraussa, zachęca go do dalszych badań, inspiruje wskazówkami i przekazuje mu oczekiwane informacje, a także udziela nowych 1, ale
zastrzega jednocześnie, że wiek i ogrom własnych zadań nie pozwalają
mu na drobiazgowe kwerendy i analizy. Po latach Kolberg napisze w serdecznym tonie w jednym z ostatnich listów do Kraussa:
Przysyłane mi przez Was łaskawie książki odbieram regularnie […] Z nich to uczę
się coraz lepiej poznawać i pokochać lud południowosłowiański, nieodrodny
pod wielu względami od naszego. A mam nadzieje, że i Wy z dzieł moich coraz
lepiej poznacie i pokochacie nasz lud polski2.

W roku 1886 Kolberg kontynuował też wcześniej nawiązany kontakt
korespondencyjny z Ludwikiem Kubą (1863–1956), czeskim folklorystą
muzycznym, dotyczący przede wszystkim wzajemnej wymiany informacji
i publikacji. Ludwik Kuba, także malarz, pisarz i podróżnik, autor antologii liczącej ponad 1500 słowiańskich pieśni ludowych 3, kontaktował się
również z Kopernickim. Korespondencję z Kolbergiem nawiązał w maju
1
M.in. posyła Kraussowi przywieziony w 1857 r. z Lublany tomik Emila Korytki Slovénske pésmi…, informacje o autorze, polskim zesłańcu, który w Lublanie zajął się spisywaniem
pieśni słoweńskich, oraz własnoręczny odpis przysłów słoweńskich z druku odnalezionego
w pamiątkach po zmarłym Korytce u jego rodziny w Piadykach pod Kołomyją w 1880 r. (por.
listy F.S.Kraussa i bruliony Kolberga z listopada i grudnia 1886 r.., Korespondencja… cz. III,
DWOK T. 66, nr 1292, 1293 i 1298). O zainteresowaniu Kolberga Korytką i o materiałach Korytki w jego zbiorach por. też E. Millerowa, wstęp do tomu Słowiańszczyzna południowa.
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III (DWOK T. 59/III), s. XIX–
XXIV oraz XXXVII–XLI. Zob. też wyżej, s. 135–136.
2
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VI 1889 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 609.
3
Praca pt. Slovanstvo ve svých zpěvech. Sbornik národnich a znarodnělných (vyznamných) pisni všech slovanských národou (Pardubice 1884–1895–1929) obejmowała pieśni
czeskie, słowackie, polskie, serbołużyckie, ukraińskie, rosyjskie, białoruskie, i południowosłowiańskie, zebrane w 15 księgach dzielących się na zeszyty. Była to część zbiorów Kuby

443

�1885 roku, przysyłając mu jedenaście pierwszych zeszytów swojego dzieła;
do roku 1889 objęła ona 16 wzajemnie wymienianych listów. Kuba darzył
Kolberga wyjątkową atencją i podziwem; w swoich pełnych uznania i szacunku listach zwracał się do niego jako do mistrza i naukowego autorytetu.
Przesyłał mu kolejne zeszyty swojej monumentalnej pracy, opowiadał o jej
przebiegu, dalszych planach i podróżach. Kolberg odwzajemniał się z serdecznością i uwagą, także wysyłał Kubie kolejne wydane tomy, z których
adresat korzystał w swojej pracy. Latem 1886 roku Kuba zatrzymał się
w Krakowie w przejeździe na Ukrainę i odwiedził Kolberga. Chciał usłyszeć polskie ludowe pieśni i „polskie skrzypki”, poznać niektóre obyczaje,
tańce i ubiory1. Efektem tych kontaktów i spotkania jest dużo późniejsza
osobista relacja Kuby, przejmująco ukazująca ówczesną sytuację bytową
autora Ludu, jego ascetyczne warunki życia i niepokój o losy niewydanych
materiałów2.
W kwietniu 1886 roku Kolberg wraz z Jasińskimi przeprowadził się
pod nowy adres na ulicę Warszawską 4. Przyczyną przenosin była sytuacja
materialna opiekujących się Kolbergiem Jasińskich. Mimo wyprowadzki
właścicielka dawnego domu zgłaszała wobec nich roszczenia finansowe
i sprawa miała swój finał w procesie sądowym, wygranym jednak po dwu
latach przez Jasińskich3. Kłopoty te były też powodem rezygnacji Kolberga
z letniej podróży. Wcześniej zamierzał odwiedzić Śląsk „w celach etnograficznych”, o czym informował Ludwika Kubę, Wernerową, Karolinę i Blizińskiego, co ten ostatni mu odradzał jako pomysł niebezpieczny, sądząc,
że Kolberg wybiera się w okolice Wrocławia i pisząc:
Gdyby tak jeszcze chodziło o zwykłego śmiertelnika, skończyłoby się na wytransportowaniu do granicy. Ale etnograf europejskiej sławy, który już napisał
tyle tomów i który obecnie w roku 1886 zbierałby dowody polskości owego

liczących około 4000 zapisów pieśni i muzyki ludowej (zob. list L. Kuby z 18 V 1885 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 255–256).
1
O swoich planach informował Kolberga w liście z 25 VI 1886 r., tamże, s. 347–348. O spotkaniu latem 1886 roku świadczą wzmianki w liście L. Kuby z 29 III 1887 r., tamże, s. 429–430
oraz w listach następnych.
2
Wspomnienie Kuby w artykule pt. Moje styky s Oskarem Kolbergem ukazało się w „Ludzie” T. XXIX: 1930, na s. 73–77.
3
Zob. list do A. Teichmannowej z 15 VI 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 510 oraz przyp. 1 do listu J. Blizińskiego z 19 VI 1886 r., tamże, s. 346.

444

�Śląska, który żelazny książę chce mieć niemieckim, na pewno padłby ofiarą na
podobieństwo Kraszewskiego1.

Kolberg wprawdzie odpowiedział, że miał w planie Śląsk austriacki, tj.
Cieszyński, gdzie nie spodziewałby się takich kłopotów, ale wyjaśniał, że
o zaniechaniu podróży w ogóle zdecydowały inne okoliczności. Pisał do
Blizińskiego:
Co do mojej własnej figury, muszą Wam oznajmić, że kłopoty i niepokoje, które
spowodowały przeprowadzkę moją w kwietniu, teraz zaczynają się ponawiać
i zapewne wkrótce przyjdzie się znów gdzieś wyprowadzić. Ci państwo Jasińscy,
u których mieszkam, są niewypłacalni i tylko żyją z lokatorów, dając im stancję
i wikt, a tych w lecie, gdy wszystko wyjeżdża, ściągnąć z niskąd nie mogą. Więc
gospodarz ich dusi, a i mnie razem z nimi; pieniędzy nie ma, a więc znów meble
jak wprzódy są w niebezpieczeństwie. Jest to powodem, że się zdecydować nie
mogę na wyjazd na prowincję, chyba by się okoliczności zmieniły na korzyść
Jasińskich, którym dałem słowo trzymać ich się, póki tylko będzie można2.

Rok 1886 przyniósł dwa nowe tomy Kolberga; w połowie roku wyszła
część II Kieleckiego, tj. tom 19. Ludu, pod koniec roku kończył się druk części III Mazowsza rozsyłanego odbiorcom z początkiem następnego, 1887
roku3.
Kolejna monografia regionalna, dwuczęściowe Kieleckie4, obejmowała część szeroko rozumianego Krakowskiego, tj. Stopnickie, Miechowskie,
Olkuskie i Kieleckie, co administracyjnie pokrywało się z obszarem dawnej
guberni kieleckiej. W ujęciu Kolberga granice Krakowskiego i Kieleckiego
1
Tamże, s. 345. Aluzja w cytowanym tekście dotyczy aresztowania Kraszewskiego w czerwcu 1882 r. w Berlinie i uwięzienia go w Moabicie do sierpnia 1883 r., za zbieranie dla rządu francuskiego tajnych wiadomości o wojsku i wojskowości pruskiej (por. Korespondencja… cz. III,
DWOK T. 66, s. 82–83, przyp. 1). Wzmianki o zamiarach podróży na Śląsk zob. też tamże, s. 330,
347 i 349.
2
List do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r., tamże, s. 357–358.
3
W brulionie listu do R. Wolffa z 20 X 1886 r. Kolberg informuje, że cz III Mazowsza
(DWOK T. 26) „jest już pod prasą” (tamże, s. 374), a już 17 I 1887 r. przesyła ten tom Komitetowi
Kasy im. Mianowskiego wraz z rozliczeniem za trzy wydane tomy Mazowsza, podając m.in.
koszty druku i ilustracji (tamże, s. 406–407). Zob. też notatka Kolberga o wysyłanych tomach
datowana 27 II 1887 r. w brulionie listu do L. Kuby z 13 VII 1886 r. (tamże, s. 356).
4
Zob. E. Antyborzec „Kieleckie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kieleckie. Suplement do
tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. V–XXIII, por. tejże Monografie regionalne Oskara Kolberga…,
s. 177–178.

445

�pozostawały więc nieostre i miejscowości takie jak Olkusz, Ojców, Pieskowa Skała, Skalmierz powtarzają się w obu monografiach. Materiały
z tego regionu zbierane przez samego Kolberga pochodzą z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, czyli z wczesnego etapu badań, dopełnia je jednak
w sposób znaczący dla wartości tomów bogaty materiał pozyskany w latach 1876–1886 od Władysława Siarkowskiego, o którym była już mowa.
Kolberg wysoko cenił etnograficzne prace i zbiory tego kieleckiego regionalisty; jak wyżej wspomniano – rekomendował go na członka Komisji
Antropologicznej, promował do druku i redagował jego prace w „Zbiorze
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Z kolei Siarkowski, korzystający
także z pomocy współpracowników, odwoływał się do autorytetu Kolberga,
chętnie przyjmował jego wskazówki i opinie przy gromadzeniu i publikacji
swoich materiałów. W Kieleckiem Kolberg korzystał z wydanych już prac
Siarkowskiego, a także z przekazanych mu przez tego autora „do użytku”
opracowań rękopiśmiennych, takich jak obszerny manuskrypt przysłany
około 1885 roku pt. Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane przez… w latach od 1876–1881 czy dostarczone wcześniej Przysłowia
i zdania z okolic Kielc, a także zaproponowane Kolbergowi do wykorzystania w 1885 roku materiały dotyczące sobótek, które Siarkowski pozyskał
w postaci listów od miejscowych duchownych. Kieleckie Kolberga, obejmujące obszar pierwotnie planowany dla dwu monografii, mimo wartościowych materiałów źródłowych jest odbiciem jego nasilających się obaw
o kurczący się czas pozostały na wydanie całej spuścizny oraz ograniczeń
finansowych trapiących go w latach osiemdziesiątych. Wyrazem tych ostatnich jest m.in. brak ilustracji, do których, jak wiadomo, przykładał Kolberg
wielką wagę. Coraz boleśniej i widoczniej odczuwał konieczność redukowania zamierzeń pod presją rzeczywistych możliwości, a świadomość ta przewija się jako motyw przewodni całej jego korespondencji z tamtego okresu.
Pod koniec roku 1886 zaznaczył się też udział Kolberga w aktualnych
pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności. Na posiedzeniu
Komisji w dniu 11 listopada przyjęto wzmiankowany już wniosek zgłoszony
przez sekretarza Izydora Kopernickiego, a „poparty przez przewodniczącego
Majera i p. Oskara Kolberga”, w którym postulowano „potrzebę rozpoczęcia
systematycznych badań etnograficznych w kraju według planu obmyślanego i przyjętego przez Komisję Antropologiczną, nie poprzestając na dotychczasowym ogłaszaniu materiałów dorywczo opracowywanych przez członków Komisji bądź przez współpracowników postronnych”, a „dla ułożenia
446

�planu przyszłych badań etnograficznych wyznaczono Komitet z grona Komisji, złożony z pp. O. Kolberga, prof. Malinowskiego, dr Kosińskiego, Gustawicza i wnioskodawcy”, tj. Kopernickiego1. Kolberg nie figuruje w spisie
obecnych na tym posiedzeniu, z pewnością miał jednak swój istotny, jeśli
nie decydujący udział w tej sprawie i uzgodnił z Kopernickim swoje stanowisko, skoro ten powołał się na poparcie autora Ludu i skoro Kolberg
znalazł się w składzie Komitetu. Taki kierunek badań wytyczany w Akademii zbieżny był z jego poglądami i doświadczeniami i odzwierciedlał troskę
o całościowe, systematyczne i planowe badanie polskiej kultury ludowej,
a co za tym idzie, równie konsekwentne ich finansowanie. Warto też zauważyć kolejny przejaw niezmiennie przyjacielskiej i solidarnościowej wobec
Kolberga postawy Kopernickiego, który zawsze, także mimo nieobecności
przyjaciela, występował w jego imieniu i w jego interesie.
Także ku końcowi roku 1886, w grudniowym zeszycie „Biblioteki Warszawskiej”, ukazała się obszerna recenzja 22 wydanych tomów Kolberga
autorstwa Henryka Biegeleisena, historyka literatury i ludoznawcy2. Miała charakter zdecydowanie krytyczny w stosunku do dzieła Kolberga, do
przyjętych przez niego założeń i metod. Jak się wydaje, na negatywną i jednostronną opinię Biegeleisena wpływ miała pewna uraza, u której podłoża leżała odmowa Kolberga, do którego zwrócił się jeszcze w 1884 roku
z prośbą o wskazówki potrzebne mu do pracy o balladzie Mickiewicza
Ucieczka. Prośba „do najznakomitszego badacza ludu” podbudowana była
wyrazami „uwielbienia dla Jego pracy i nauki”. Tym bardziej dziwi wręcz
napastliwy ton recenzji, gdyż Kolberg odpowiedział z szacunkiem, podał
kilka informacji, ale kwerendy i studiów na wskazany temat taktownie odmówił z powodu braku czasu3. W swojej recenzji Biegeleisen zarzucił autorowi Ludu brak krytycyzmu w doborze i ocenie źródeł, selekcji materiału
i sposobie opracowania, „manię kolekcjonowania”, chaotyczność i brak
1
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej w dniu 11 XI 1886 r., „Rozprawy i Sprawozdania Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XV, Kraków 1887, s. LXXIV. Informację tę podał także „Czas” 1886,
w nr. 264. Zob. też wyżej, s. 286].
2
Opublikowała ją „Biblioteka Warszawska” z 1886 r., w tomie 4, na s. 431–441, w dziale
Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne. Dotyczyła tomów 1–19 Ludu, cz. I i II Pokucia (DWOK
T. 29 i 30) oraz cz. I Mazowsza (DWOK T. 24).
3
Zob. niedatowane listy H. Biegeleisena z 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 110–111 i 132–133 oraz odpowiedź Kolberga z 24 III 1884 r., tamże, s. 134–135. Biegeleisen
przygotowywał wtedy pracę Tło ludowe ballady Adama Mickiewicza pt. „Ucieczka” opublikowaną w czasopiśmie „Świt” w 1885 r., T. 2, nr 50–56.

447

�planu, niekonsekwencje i błędy w traktowaniu tekstów folkloru, „eklektyzm
i kompilatywność”, brak jednolitych zasad opracowania merytorycznego
i językowego, właściwie brak kompetencji. Kolberg odpowiedział bardzo
szybko, przygotowując rzetelną, udokumentowaną replikę, w której metodycznie odniósł się do kolejnych zarzutów recenzenta. Już 12 lutego 1887
roku wysłał ją do ówczesnego redaktora „Biblioteki Warszawskiej”, Józefa
Plebańskiego, z prośbą o zamieszczenie swojej odpowiedzi na łamach „najbliższego zeszytu” czasopisma1. Jednak Plebański nie zaakceptował formuły
repliki z obszerną argumentacją Kolberga, nie pomijającą żadnego z krytykowanych aspektów jego dzieła. Nie odmówił publikacji wprost, lecz uznał,
że tekst jest za długi, w sposób pokrętny uzasadniał, że musiałby jednocześnie przytaczać „contre-replikę” Biegeleisena, któremu wysłał przekazany mu tekst, zwlekał mimo kilkakrotnych upomnień Kolberga. W końcu
po ośmiu miesiącach Kolberg zniecierpliwiony i zdegustowany sposobem
załatwiania sprawy, uznając polemikę za spóźnioną, a sugestię jej przeredagowania za niemożliwą do przyjęcia, wycofał się z zamiaru publikacji,
co Plebański skwapliwie przyjął, uważając problem za rozwiązany i dając
do zrozumienia, że z zadowoleniem przyjął wycofanie się z kłopotliwej dla
siebie riposty2. Niepublikowany rękopis Kolberga, zwrócony mu w październiku 1887 roku, bardzo istotny jako obszerna wypowiedź autora Ludu
na temat założeń, zasad i metod pracy badawczej i edytorskiej, zachował
się w jego spuściźnie i wydany został dopiero w ramach Dzieł wszystkich3.
Odpowiadając na zasadniczy zarzut Biegeleisena, że poza własnymi zapisami autora jego dzieło jest bezkrytyczną i chaotyczną „zbieraniną różnorodnych wiadomości”, Kolberg przypominał swoją fundamentalną zasadę:
Snać nie dostrzega on [autor recenzji] planu w jego układzie, gdzie materiał podany bezwzględnie ma dostarczać karmi i żywiołu naukowego różnym gałęziom
wiedzy z etnografią spowinowaconym do dalszego zużytkowania go i oczyszczenia. Autor jako zbieracz w nawale zatrudnień ograniczyć musiał swą czynność
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 411–412.
Zob. korespondencja w tej sprawie J.K. Plebańskiego i Kolberga z okresu od marca do października 1887 r., tamże, listy 1319, 1321, 1322, 1325, 1330, 1346 i 1350.
3
Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg Studia, rozprawy…
(DWOK T. 63), s. 391–411 (publikowana na podstawie rkp w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 12–
–18; tamże na k. 20–21 inna wersja początku odpowiedzi, druga pełna wersja rkp. z niewielkimi różnicami, zachowana w zespole rękopisów później odnalezionych, obecnie w Arch. PTL,
w tece 47, sygn. 1354/III, k. 68–75).
1
2

448

�krytyczną na autentycznym i sumiennym przedstawieniu choćby najdziwaczniejszych piśmiennych i ustnych źródeł, na skromnej jedynie uwadze nad ich
kompetencją i krótkim na ich znaczenie poglądem. Ocenę ich rozleglejszą i gruntowniejszą, jak i głębsze nad nimi studia pozostawia on specjalistom w każdej
z owych gałęzi wiedzy1.

Wyjaśniał dalej, że wartościowanie źródeł w przypadku materiału
folklorystycznego i etnograficznego jest co najmniej problematyczne, gdyż
niejednokrotnie publikacje ulotne, peryferyjne, rzadkie czy mniej ambitne
i znane lub z drugiej strony przede wszystkim popularne przynoszą ważne
dla badacza szczegóły dotyczące życia i kultury ludu, jego tradycji i twórczości, a nawet konkretne przekazy tekstów folkloru. Etnograf i folklorysta
nie może kierować się tylko określoną wartością ideową i artystyczną źródeł jak historyk literatury, lecz wybierać musi takie, które przynoszą najwięcej konkretnych interesujących jego dyscyplinę informacji i przekazów.
Skąd pewność, że materiał dziś za lichy uważany – pyta Kolberg – nie nabierze
z czasem wagi przy bliższym rozpoznaniu go przez uczonych? Czyja powaga ma
ocenić wartość źródeł, skoro najznakomitsi nawet uczeni zagraniczni nie są co
do ich kompetencji w zgodzie? Dlaczego wiadomość przelotna ogłoszona w jakiejś gazecie niesumiennej (na czym polega ta niesumienność?) nie ma służyć za
materiał, jeśli zawiera jakiś szczegół dla etnografii przydatny, choćby wątpliwej
na razie wartości? Dlaczego szczegół ów etnograficzny nie ma być zanotowany, mimo że czyjś uśmiech wywołuje? Gdzież są owi wielcy pisarze i ludowi
znawcy, których by relacje (zapewne książkowe, czyli teoretyczne) uznane już
były przez wszystkich za najlepsze, więc lepszymi były od powziętych gdzieś
ze słuchu?2

W takim sensie dla etnografia kompetencja nie zawsze należy do „wielkich pisarzy i znawców ludu”; dla niego ważniejszym źródłem wiedzy może
być np. utwór o zwyczaju sobótkowym mniej znanego poety z XVII wieku,
Kaspra Twardowskiego, niż poemat na ten temat „najznakomitszego u nas
poety szesnastego wieku”, Jana Kochanowskiego, gdyż pierwszy przynosi
„nieco więcej o tym obrzędzie wiadomości”3. Kolberg wykazuje, że treści foOdpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 392.
Tamże, s. 394; podkreślenia w tekście za wyróżnieniami Kolberga w rkp.
3
Tamże, s. 395. Mowa o utworze Twardowskiego Bylica świętojańska (Lwów 1630) oraz
o cyklu 12 pieśni J. Kochanowskiego pt. Pieśń świętojańska o Sobótce (pierwodruk: Kraków
1
2

449

�klorystyczne, np. wątki podaniowe czy legendowe, przysłowia, pieśni, badacz może wydobywać z rozmaitych źródeł: zarówno czerpać je z bezpośrednich relacji informatorów i śpiewaków, z literatury pięknej, z publikowanych opisów historycznych i geograficznych kraju czy poszczególnych
miejscowości, jak i z ulotnych kalendarzy, jarmarcznych druków, okolicznościowych broszur, lokalnych czasopism. Oponuje też Kolberg przeciwko
zarzutowi nieumiejętnego rozdzielania „rzeczy” ludowych od nieludowych,
mieszania ich ze sobą, wykazując nieostrość granicy między nimi, zmiany
przynależności i nieustające przenikanie się obu nurtów między środowiskami twórczymi i wykonawczymi, adaptacyjne procesy oraz przekształcenia
w ich obrębie. Krytyce recenzenta, dotyczącej niejednolitej postaci językowej
tekstów folkloru – zacierania cech gwarowych lub wiernego ich oddawania
– przeciwstawia fakt rozmaitego charakteru dokumentowanych przez badacza przekazów ludowych, z których jedne podawane były konsekwentną
gwarą, w innych cechy dialektologiczne są sporadyczne lub zatarte, jeszcze
inne mają kształt literacki aż do stylizacji włącznie, „których zatem języka
w niczym zmieniać się nam nie godziło”, gdyż są „spisane tak, jak je słyszeliśmy z ust opowiadaczy – wyjaśnia Kolberg. I dodaje: „Prawda, iż jedni
wygłaszali je w mowie gminnej, gdy inni posługiwali się już to mową ze
szkolnych ław, już z garderoby wyniesioną”. Tak więc w kolejnych tomach
[…] są pieśni wiernie w języku ludowym oddane, o ile przez włościan i włościanki były śpiewane, boć te, które dyktowała czeladź dworska (w różnym będące
stopniu ogłady) należało znów spisać w mowie jej właściwej, a nie naciąganej
do ludowej. W ogóle unikaliśmy wszelkiej modernizacji, o ile nie wtrącali jej
sami włościanie. Tam tylko, gdzie wiadomość lub opowieść jakaś podaną nam
została w sposób niegładki, zawiły, i to w mieszaninie językowej bez interesu dla
lingwisty, dozwalaliśmy sobie stylizacji wedle mowy ogólnej, gdyż tu chodziło
już o treść rzeczy, a nie o materiał językowy.

Tłumaczy także, że kwestionowana przez Biegeleisena chwiejna pisownia tych samych wyrazów jest wynikiem niekonsekwentnej wymowy narratorów, często nawet w obrębie jednego przekazu i że stanowi odbicie
wahań i niuansów fonetycznych żywej mowy. Na zarzut, że na takim zapisie
„filolog polegać nie może”, Kolberg replikuje:
1586). Fragmenty pierwszego utworu z opisem Sobótki cytuje Kolberg w cz. I Mazowsza
(DWOK T. 24), na s. 347.

450

�Na to odpowiadamy, że spisywaliśmy wyrazy tak, jak je słyszeliśmy wymawiane,
a nie sądzimy, aby nas zmysł słuchu bardzo oszukiwał; uderzyło nas to nawet
samych, gdy opowiadający pięciokrotnie zmieniał wymowę[…], tu zatem raczej
to jego wymowa była chwiejną, a nie nasza pisownia, która iść była powinna za
tą nieprawidłowością, nie zaś samowolnie na prawidłowość jakąś zamieniać1.

Replika Kolberga, poruszająca szereg drobniejszych jeszcze kwestii
warsztatu zbieracza i wydawcy, potwierdza z jednej strony wypracowaną
i sprawdzoną koncepcję jego dzieła jako zbioru źródeł, który to zbiór wyprzedzać powinien ich interpretację i dalsze badania, przy czym ukazuje
docenioną przez współczesną naukę trafną perspektywę i intuicję zbieracza
nie stroniącego od najróżniejszych przekazów źródłowych, respektującego
ich wieloraki kształt formalny. Z drugiej strony ilustruje ówczesne, a także
późniejsze niezrozumienie jego założeń i metod, nowatorstwa i dalekosiężnej perspektywy zbieracza pracującego dla przyszłych dokonań naukowych. Krytyka Biegeleisena, podjęta ze stanowiska historyka literatury i filologa, dysponującego odmiennym warsztatem, metodologią i stawiającego
sobie inne cele badawcze, okazała się całkowicie zawodna wobec encyklopedycznego zamierzenia Kolberga i jego panoramicznego obrazu kultury ludowej w ujęciu regionalnym. Można ubolewać, że odpowiedź autora Ludu
– jedyna tak obszerna w jego dorobku, analityczna i syntetyczna zarazem
– nie ukazała się drukiem wkrótce po recenzji Biegeleisena; może wyeliminowałaby szereg nieporozumień, jakie narosły wokół dzieła Kolberga i po
części przetrwały długo w postaci sztywnych, upraszczających stereotypów,
jak choćby przede wszystkim powtarzający się zarzut ograniczenia się do
bezkrytycznego zbieractwa.
W styczniu 1887 roku Kolberg otrzymał propozycję udziału w pracach
specjalnego Komitetu, powołanego do zorganizowania wystawy etnograficznej, która miała odbyć się w ramach Wystawy Krajowej (galicyjskiej)
zorganizowanej we wrześniu tego roku w Krakowie, a obejmującej działy
poświęcone rolnictwu, przemysłowi i rzemiosłu2. Wystawa otwarta od 1 do
Odpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 405–406.
List Komitetu Wystawy Krajowej z 31 I 1887 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s.
407–408. Prezesami Komitetu Wystawy byli: hr. Artur Potocki (1850–1890), działacz gospodarczy, prezes Towarzystwa Rolniczego w Krakowie w latach 1887–1889, oraz Feliks Szlachtowski
(1820–1896), prawnik, prezydent Krakowa w latach 1884–1893, funkcję dyrektora Wystawy
pełnił Faustyn Jakubowski (1837–1898), adwokat, członek Krajowej Komisji Przemysłowej.
W skład Komitetu do zorganizowania wystawy etnograficznej wchodziło poza Kolbergiem
1
2

451

�12 września połączona była także z ekspozycją dzieł sztuki w Sukiennicach
(do 15 września). Kolberg uczestniczył w pracach związanych z wystawą
etnograficzną i w ich trakcie stykał się z wielu naukowcami i działaczami galicyjskimi, co znalazło wkrótce odbicie w jego dalszych staraniach
o wsparcie materialne dla swojego dzieła.
Życie codzienne Kolberga w tym okresie w Krakowie skąpo ilustrują
rzadsze wówczas listy do Karoliny, która wraz z mężem i rodziną przeprowadziła się do Sandomierza, oraz sporadyczne do Jadwigi Wernerowej.
Zawsze żywo zainteresowany sprawami rodzinnymi, edukacją bratanków
i bratanic, ich pracą i losami zawodowymi, o sobie pisze Kolberg z pewną
rezygnacją i niepokojem, a także z poczuciem osamotnienia i z tęsknotą za
rodzinną Warszawą, miastem swojej młodości. W lutym 1887 roku w liście
do Jadwigi wręcz skarży się:
Wszelki zarobek coraz trudniejszy, a życie coraz droższe i wiek coraz podeszlejszy,
i nie wiem, jak to dalej pójdzie. Przy takich danych trudno mi marzyć o tym, abym
kiedykolwiek ujrzał jeszcze ukochaną Warszawę. A pragnąłbym tego szczerze
z całej duszy. W Krakowie mimo wszelkich starań nie zdołałem się jeszcze zaaklimatyzować tak, jakby należało i jak tego położenie moje wymaga. Bo jakkolwiek
zawiodłem się na Konopkach (a raczej na Modlnicy tylko), to mam tu jeszcze
mnóstwo życzliwych mi osób, bywam na zebraniach literackich i muzycznych
(np. u prezesa Majera, u pp. Przezdzieckich, Cieszkowskiego, Tarnowskich itd.),
z kilku profesorami w ścisłej żyję przyjaźni, jak np. z Kopernickim, Sadowskim.
Ale wszystkie te stosunki, z wyjątkiem tylko Kopernickiego, więcej mi ukazują
zaszczytów i uznania itd., aniżeli dają chleba, zadośćuczynienia i pomocy w moich
pracach etnograficznych, które dość ciężko wywalczać sobie muszę, bo Kraków
jest ubogi i samolub. Towarzystwa te mimo grzeczności są zimne i nie zastąpią
nigdy owych niezapomnianych serdecznych związków (czy to rodzinnych, czy
przyjacielskich), jakie mnie łączyły niegdyś z naszą stolicą. Ale dosyć już o tym;
trzeba się poddać woli wyższej od naszych życzeń, skoro już inaczej być nie może1.

Wąski krąg wymienionych przez Kolberga osób to postacie, które odcisnęły swój wyrazisty ślad na życiu kulturalnym i naukowym Krakowa.
dziesięciu członków, działaczy kulturalnych i uczonych z Krakowa (wymienionych w liście,
przeważnie związanych z Akademią Umiejętności i znanych Kolbergowi; należeli do niej m.in.:
A. Baraniecki, W. Dzieduszycki, I. Kopernicki, K. Rogawski, P. Umiński).
1
Brulion listu do J. Wernerowej z 17 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 416. Fragment z nazwiskami osób, z którymi Kolberg kontaktował się bliżej, w rkp. skreślony.

452

�Pierwszy prezes Akademii, Józef Majer, wraz żoną, Karoliną z Friedlei­
nów, mieszkali przez wiele lat na Wiślnej, „Pod Zającem”, gdzie prowadzili salon artystyczny, a dwukrotnie w roku podejmowali szersze grono
członków Akademii. Majer, także miłośnik muzyki, chętnie grywający na
fortepianie, był postacią bardzo popularną w Krakowie; Józef Rostafiński
pisał, że „znał go ówczesny cały Kraków: od przekupki na Małym Rynku do
wszystkich dygnitarzy królewskiego miasta”1. Uczęszczany salon przy ulicy
Wolskiej, w którym bywał Kolberg, prowadzili też Konstanty Przezdziecki
(1846–1897), ziemianin, amator i mecenas sztuk i nauk, wraz z żoną Elżbietą
(Izabelą) Plater-Zyberk. Przezdziecki był postacią podobnie jak Majer zasłużoną dla Krakowa, m.in. przyczynił się do zbadania grobów królewskich na
Wawelu i współpracował z Józefem Łepkowskim przy ich odrestaurowaniu, był współwydawcą pomnikowej edycji Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego, kontynuatorem po ojcu Aleksandrze wydania dzieł Długosza,
pisał w „Czasie” felietony o wystawach malarstwa w Wiedniu. Własny
salon muzyczny prowadził też w Krakowie wymieniony przez Kolberga
Zygmunt Cieszkowski (1845–ok. 1914), publicysta, wiolonczelista, organizator życia muzycznego w mieście, sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk
Pięknych w latach 1887–18942. Wreszcie we wspomnianym przez Kolberga
domu Tarnowskich, Stanisława i Róży Marii z Branickich, zwanym popularnie pałacem na Szlaku (tj. przy ulicy Szlak 71), funkcjonował jeden
z ważniejszych ośrodków życia towarzyskiego, intelektualnego i politycznego Krakowa3. Stanisław Tarnowski, historyk literatury, krytyk literacki,
profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, polityk, jedna z najważniejszych postaci galicyjskiego życia politycznego i naukowego przełomu XIX
i XX wieku, był bardzo życzliwy Kolbergowi i dobrze mu znany z kręgów
Akademii, której drugim prezesem został po Majerze. Łączyły go też z Kolbergiem wspólne zainteresowania postacią i twórczością Chopina.
O kontaktach towarzyskich Kolberga – poza jego własnymi skąpymi wypowiedziami – niewiele wiadomo z innych źródeł. Z innych zachowanych
1
J. Rostafiński Józef Majer. Szkic biograficzny, Kraków 1899, s. 3. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie, Kraków 2006, s. 68 oraz M. Dziadek Polskie salony muzyczne od początku
XIX wieku do 1939 roku, w: Władysław Żeleński i krakowski salon muzyczny: tożsamość
kulturowa w czasach braku państwowości, red. naukowa G. Mania, P. Różański, Kraków
2017, s. 76.
2
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 i 76.
3
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 90–91 i 228.

453

�świadectw wynika, że bywał domu Władysława i Wandy Żeleńskich
i przyjaźnił się z gospodarzami. Żeleński (1837–1921), kompozytor, pianista
i pedagog, twórca oper, pieśni i muzyki instrumentalnej, osiadł w 1881
roku w Krakowie, gdzie był profesorem harmonii i kontrapunktu w Szkole
Towarzystwa Muzycznego. W 1888 roku doprowadził do jej przekształcenia w konserwatorium muzyczne i pełnił w nim funkcję dyrektora oraz
nauczyciela teorii, gry na organach i wyższego kursu fortepianu. Żeleńscy
mieszkali najpierw przy ulicy Gołębiej, potem w willi z ogrodem przy ulicy
św. Sebastiana i podejmowali gości w niedziele tradycyjnym proszonym
obiadem i słynną herbatą. „Salon państwa Żeleńskich nie pretendował do
roli salonu literackiego – pisała w roku 2017 Magdalena Dziadek – i nie
był salonem kobiecym, królował w nim pan domu i pod jego zapewne
dyktando dobierano gości – głównie spośród muzyków, aby oddawać się
wieczorami wspólnemu muzykowaniu” 1. Żeleński wspominał później, że
Oskar Kolberg był „upragnionym gościem” na owych niedzielnych obiadach, które „dały nam sposobność zbliżenia się i wymiany myśli”. Kompozytor niezwykle cenił i podziwiał wytrwałą, niezmordowaną pracę Kolberga, jego skromność i prostotę bycia, życzliwość i wyrozumiałość dla
ludzi. Rozumiał i podzielał pasję Kolberga dla muzyki, „która go zawsze
zajmowała w najwyższym stopniu”. Zażyłość z domem Żeleńskich musiała
być duża, skoro muzyk pisał:
Zdarzało się dawniej, że niekiedy powracając do domu, zastawałem go u siebie
przy fortepianie, próbował dawnych swoich utworów, a i rzecz sama, i sposób grania robiły wrażenie typowe czegoś przechowywanego wiernie z dalekiej
przeszłości2.

Jest to jedno z nielicznych świadectw powracania Kolberga w późnych
latach do instrumentu i jego trwałej potrzeby obcowania z muzyką. Żeleński będzie towarzyszył Kolbergowi w ostatnim okresie życia, stanie się
świadkiem jego ostatnich dni, a po jego śmierci – inicjatorem budowy pomnika nagrobnego ku jego pamięci.
Uczniem Żeleńskiego był m.in. Ferdynand Hoesick (1867–1941), pisarz, wydawca i księgarz, historyk literatury i muzykograf, który w latach
1
M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 76. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie…,
s. 68 i 229.
2
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI).

454

�1888–1890 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim i bywał u Władysława Żeleńskiego. W swoim pamiętniku Hoesick wspominał niedzielne
odwiedziny w domu nauczyciela:
[…] czułem się tam jak w domu, a przy wybornej herbacie z samowaru, słynnej
u Żeleńskich, aż nadto miałem okazji do kształcących rozmów z panią Żeleńską o literaturze, z „dyrektorem”, który wtedy komponował Goplanę, o muzyce.
Do tej herbaty często zasiadał również sędziwy Oskar Kolberg, znany zbieracz
pieśni ludu polskiego, u którego „dyrektor” jako u specjalnego znawcy melodii
ludowych nieraz przy mnie zasięgał rad co do niektórych pieśni i arii w Goplanie. Stary Kolberg jako kolega szkolny Chopina interesował mnie podwójnie,
zwłaszcza, że kiedym w salonie zasiadał do którego z dwóch fortepianów, przy
czym najczęściej grałem rzeczy Chopina, chwalił moją grę, dziwiąc się, skąd
miałem takie szopenowskie uderzenie. Wiem, że nieraz o tym rozmawiał z panią
Żeleńską, siedząc z nią w przyległym pokoju stołowym1.

Żeleński wspomina zainteresowanie Kolberga swoim uzdolnionym
uczniem, późniejszym wybitnym pianistą i kompozytorem o światowej sławie, bywającym w domu nauczyciela, Zygmuntem Stojowskim, którego
Kolberg często i chętnie słuchał, „znał od dziecka, zajmował się niemal do
chwil ostatnich, rozpytując się o rozwój jego talentu”2. Tak więc w domu
Żeleńskich, wypełnionym dobrą muzyką, także Chopina, i rozmowami o życiu muzycznym, przysłuchując się koncertom, mając dostęp do fortepianu i niekiedy grając samemu, z pewnością czuł się znakomicie. Bliższych
jednak okoliczności tych spotkań Kolberga i jego konsultacji związanych
z muzyką do Goplany3 z relacji samego badacza nie znamy. Koresponden1
F. Hoesick Powieść mojego życia (Dom rodzicielski). Pamiętniki, T. 1, Wrocław 1959,
s. 430 (pierwodruk: 1935 pt. Dom rodzicielski, w 4 tomach). Wspomniana przez Hoesicka
opera Goplana, z librettem Ludomiła Germana na podstawie Balladyny Juliusza Słowackiego,
miała premierę w Krakowie 23 lipca 1896 roku.
2
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261. Zygmunt Stojowski
(1869 lub 1870–1946) uczył się od 1881 roku harmonii, kontrapunktu i gry fortepianowej u Żeleńskiego, jednocześnie uczęszczając do gimnazjum św. Anny. Wybitnie utalentowany, już jako
trzynastolatek występował publicznie ma koncertach Towarzystwa Muzycznego i w salonie
muzycznym Marceliny Czartoryskiej. W roku 1887 wyjechał na studia do Paryża, potem do
Nowego Jorku, gdzie zyskał międzynarodową sławę jako pianista, kompozytor i pedagog.
3
Konsultacje te potwierdza też muzykolog krakowski, Maciej Negrey, w artykule Władysław Żeleński 1837–1921, zmieszczonym w pracy Władysław Żeleński i krakowski salon
muzyczny…, s. 102, gdzie omawiając operę Goplana, stwierdza: „Konstruując sceny ludowe,
[Żeleński] konsultował się z Oskarem Kolbergiem”; nie podaje jednak źródła tej informacji, więc

455

�cji z kompozytorem brak, natomiast bliskie przyjacielskie stosunki także
z Wandą Żeleńską, żywo uczestniczącą w życiu kulturalno-literackim Krakowa, skąpo potwierdzają trzy późne listy. W związku z jubileuszem Kolberga w 1889 roku Żeleńska prosi go o informacje biograficzne potrzebne
dla prasy, a w ostatnich dniach życia chory już Kolberg wystosowuje do
niej 4 maja i 1 czerwca 1890 roku, tj. na dwa dni przed śmiercią, dwa lakoniczne i enigmatyczne listowne komunikaty, których treść ma charakter
sytuacyjny i jest po części niezrozumiała, lecz świadczy o zaufaniu wobec
adresatki i o jej opiece nad chorym1.
Ze wspomnień Żeleńskiego wyłania się też skład „ograniczonego koła
przyjaciół [Kolberga] w ostatnich czasach”. Jako należący wraz z żoną do
tego kręgu wymienia on Ksawerego i Tadeusza Konopków, prezesa Majera, Kopernickich, Blizińskich, którzy po sprzedaży Bóbrki w połowie 1888
roku przeprowadzili się do Krakowa, Tomasza Mączkę, lekarza, który opiekował się Kolbergiem w ostatnich miesiącach życia, pastora Jerzego Gabrysia, proboszcza parafii ewangelickiej św. Marcina w Krakowie, a także
Alfreda i Marię Stojowskich. Matka wspomnianego wyżej Zygmunta, Maria
z Bogdańskich Stojowska, była pianistką, osobą ustosunkowaną w sferach
towarzysko-artystycznych i naukowych, i w okresie, gdy rodzina mieszkała w Krakowie, prowadziła salon muzyczny2, w którym bywali artyści
o międzynarodowej sławie. M.in. w 1884 roku odwiedził go Józef Ignacy Paderewski, którego poznał wtedy kilkunastoletni Zygmunt Stojowski
i z którym zawiązał potem przyjaźń na całe życie. Poza tą wzmianką Żeleńskiego, który zaprzyjaźniony był z rodziną Stojowskich, brak informacji
o odwiedzinach Kolberga w ich domu.
Jako charakterystyczną postać Krakowa wspomina też Kolberga syn
Władysława, znany pisarz i publicysta, Tadeusz Boy-Żeleński. W jednym
być może przytacza ją za świadectwem Hoesicka. Podobnie W. Poźniak, który pisze: „Mało kto
wie, że kompozytor przyjaźnił się z Oskarem Kolbergiem i że właśnie w czasie komponowania
Goplany często zasięgał u niego porad. Rezultat tych konsultacji zasługuje na wielkie uznanie,
bo chyba żaden poważniejszy kompozytor operowy przed Żeleńskim – oczywiście z wyjątkiem
Moniuszki – nie podchodził tak trafnie do naszej muzyki ludowej jak twórca Goplany” (Opera
po Moniuszce, w: „Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II, Kraków 1966, s. 287).
1
Zob. listy 1444, 1546 i 1548 w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66). Bliskość Żeleńskiej
przy Kolbergu w ostatnich chwilach życia potwierdzają również wspomnienia pośmiertne mu
poświęcone (zob. m.in. artykuł Oskar Kolberg, „Czas” 1890, nr 127 (z 7 VI)). O kontaktach towarzyskich Kolberga por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 73.
2
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 68 i 69.

456

�z esejów ze zbioru Znasz-li ten kraj?... pisze: „W owym czasie osiadł w Krakowie sędziwy Oskar Kolberg. Przyjmowano go Pod Baranami i Na Szlaku”.
Dalej Boy przytacza zabawną anegdotę. Pewna dama pyta półgłosem drugą,
wskazując Kolberga: „Qui est-ce, ce vieux (Kto to jest, ten stary?) – C’est le
Loude (To jest Lud). – Qu’est ce que c’est le Loude?...(Kto to jest Lud?)”1.
Wspomniany pałac Potockich Pod Baranami, zakupiony w 1822 roku
przez Artura Potockiego i Zofię z Branickich, stał się „pierwszym salonem
Krakowa i jednym z najważniejszych opiniotwórczych ośrodków arystokratycznych w Galicji”2. Sam Kolberg nigdzie jednak nie wspomina o swoich
odwiedzinach w siedzibie Potockich przy Rynku Głównym, stanowiącej
centrum życia towarzyskiego i kulturalnego Krakowa. Podobnie brak jego
informacji o bywaniu w sławnym wówczas salonie muzycznym Marceliny Czartoryskiej, który w zimie mieścił się w centrum miasta, przy ulicy
Sławkowskiej, a latem w willi Decjusza w Woli Justowskiej. Marcelina
Czartoryska, pianistka i działaczka charytatywna, wróciła na stałe do Polski w 1867 roku, po okresie swojego bujnego życia towarzyskiego w Paryżu, gdzie spotykała się z wybitnymi muzykami, m.in. z Chopinem jako
jego uczennica, protektorka i opiekunka. W Krakowie od 1869 roku prowadziła dom otwarty, który wkrótce stał się pierwszym salonem muzycznym w mieście. Organizowała dwa rodzaje przyjęć: wielkie, otwarte dla
wszystkich, podczas których sama grywała często na fortepianie, i małe,
zamknięte wieczory muzyczne. Była zasłużoną animatorką życia muzycznego w mieście, protektorką krakowskiego Towarzystwa Muzycznego. Dzięki
swoim zabiegom dyplomatycznym u władz w Wiedniu przyczyniła się do
powstania w 1888 roku Konserwatorium Muzycznego. W jej eleganckiej
rezydencji wypełnionej dziełami sztuki i pamiątkami historycznymi bywali najwybitniejsi przedstawiciele życia kulturalnego i artystycznego miasta
i przyjezdni goście ze świata sztuki. Swój salon muzyczny prowadziła do
1886 roku, do śmierci męża Aleksandra. Jest bardzo prawdopodobne, że
T. Boy-Żeleński Znasz-li ten kraj?... Pisma T. II, Warszawa 1956, s. 402 (pierwodruk: 1932).
Encyklopedia Krakowa, red. D. Kalisiewicz i in., Kraków 2000, s. 723. Zob. też A. Gabryś
Salony krakowskie…, s. 26–31 i 228. Być może, Kolberg bywał też gościem Potockich w ich rezydencji w Krzeszowicach pod Krakowem. Wskazywałaby na to wzmianka M.A. Szulca w liście
z 30 VI 1875 r., nigdzie jednak niepotwierdzona (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 531),
a także zapisy terenowe Kolberga melodii do tekstów pieśni z Krzeszowic zanotowanych w zbiorku nieznanego autora oraz okolicznościowe pieśni związane z życiem rodzinnym Potockich (zob.
np. O. Kolberg Krakowskie cz. II, DWOK T. 6, s. 276–277, nr 495 i przyp. źródłowy do tej pieśni
w suplemencie krakowskim, DWOK T. 73/III, s. 223–224 oraz w T. 73/II DWOK, s. 119, nr 919).
1
2

457

�Kolberg, przynajmniej sporadycznie, bywał na muzycznych spotkaniach
u Czartoryskich, tym bardziej że Marcelina była uczennicą Chopina, miłośniczką jego gry i propagatorką kanonu interpretacyjnego utworów mistrza, oraz że gromadzili się tam dobrze mu znani krakowscy muzycy, m.in.
Władysław Żeleński i Zygmunt Cieszkowski, a także inne wybitne postacie,
jak np. Stanisław Tarnowski i Jan Matejko1. W korespondencji Kolberga
nazwisko Czartoryskiej przewija się wprawdzie kilkanaście razy, przeważnie przy okazji omawiania z Szulcem i Karasowskim biografii Chopina,
a także w okresie krakowskim w listach do Karoliny mowa o Czartoryskiej
jako o potencjalnej nabywczyni portretu Chopina pędzla Antoniego. Brak
tam jednak wyraźnych informacji o bezpośrednich kontaktach Kolberga
z Marceliną Czartoryską.
Ważnym dla Kolberga punktem Krakowa była księgarnia Friedleina
prowadzona po śmierci Daniela w 1855 roku przez jego syna Józefa, który
przejął rodzinną działalność po ojcu. Józef Friedlein (1831–1917), członek
Komisji Archeologicznej Akademii, był bibliofilem i kolekcjonerem, znawcą
i zbieraczem rzadkich druków i wydawcą cennych faksymiliów. Księgarnię
odrestaurował i uruchomił w kamienicy Hetmańskiej w Rynku Głównym
pod numerem 11. Rozwinął dział antykwaryczny, gromadził ryciny, mapy
i numizmaty, wydawał dzieła naukowe i literackie, podręczniki, albumy,
mapy i nuty. W roku 1884 został wiceprezydentem Krakowa, w roku 1893
prezydentem. Jego księgarnia rozprowadzała publikacje Akademii, wcześniej Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, zajmowała się też powierzonym sobie kolportażem dzieła Kolberga. Była ważnym miejscem spotkań
Krakowian i przyjezdnych, ośrodkiem dyskusji i wymiany książek. Autor
Ludu bywał tam często, spotykając się z przyjaciółmi i znajomymi, mając okazję do rozmów i kontaktów, a także do rozpoznawania się w ruchu
wydawniczym i naukowym. Na adres księgarni Friedleina przychodziła
też do niego korespondencja krajowa i zagraniczna, a także książki i przesyłki pieniężne. Niedaleko, również w Rynku Głównym, pod numerem 23,
mieściła się filia krakowska księgarni Gebethnera i Wolffa, która z kolei
pośredniczyła w kolportażu Ludu na teren Królestwa Polskiego. Było to
również miejsce wizyt i spotkań Kolberga2.
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 oraz A. Gabryś Salony krakowskie…,
s. 59–64 i 225.
2
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 72–73. Tam mowa także (bez podania źródła informacji) o „bliskich kontaktach Kolberga z księdzem Józefem Pelczarem, profesorem
1

458

�Choć brakło badaczowi bliskich relacji rodzinnych, które były jego
udziałem w latach warszawskich, nie był zupełnie osamotniony w Krakowie; miał grono oddanych przyjaciół i był osobą rozpoznawaną w mieście.
Natomiast jego kontakty z Modlnicą urwały się prawie zupełnie. Informował o tym Karolinę w czerwcu 1886 roku:
Z Modlnicą stosunki są nader słabe jak zawsze, zapomnieli o mnie niemal zupełnie, więc i ja też nie mam powodów pamiętania o nich. Częściej już, lubo
także rzadko, spotykam się z Mogilanami (tj. z matką i pannami) u Ksawerego
lub Tadeusza K[onopki]1.

Podobnie pisał do bratowej w marcu 1887 roku:
Siedząc najczęściej przy pracy w domu, zwłaszcza wieczorem, rzadko kiedy wychodzę na herbatę, nawet do tych kilku, jakich mam, przyjaciół. Z Konopkami,
o ile nie spotkam czasami kogoś z ich rodu na ulicy, nie mam żadnych stosunków
i nie wiem, czy te się kiedy znów nawiążą. Bo ja, nie widząc z ich strony zbliżenia,
narzucać im się nie myślę2.

Czując coraz dotkliwiej ubytek sił i zdrowia, lecz pochłonięty bez reszty
wytężoną pracą, zmuszony był w miarę czasu ograniczać nawet skąpe kontakty z przyjaciółmi. Pozbawionemu troskliwej codziennej opieki doskwierała coraz bardziej samotnicza egzystencja. Żeleński wspomina, że zapytany
kiedyś o nią odpowiedział:
Mówią mi, że gdybym się był ożenił, byłbym mniej samotnym na starość. Zapewne. Ale czy ja wiem, czy mógłbym się tak w zupełności oddać pracy, czy
życie domowe nie odrywałoby mnie od niej? Czy towarzyszka zrozumiałaby
i lubiła moja pracę tak, żeby mi była pomocą? A może Bóg tak chciał, bym mojej
robocie już wyłącznie ślubował?3

Pod koniec marca 1887 roku otrzymał Kolberg oficjalne zaproszenie do
udziału w pracach Komitetu „Wystawy Krajowej Rolniczo-Przemysłowej
teologii i byłym rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego” oraz o „wspólnych zainteresowaniach muzycznych łączących Kolberga z organistą wawelskim, Wincentym Rychlingiem Bartoszewskim”
(tamże, s. 73); jednak brak potwierdzenia tych kontaktów w dostępnych świadectwach źródłowych.
1
Brulion listu do Karoliny z 27 VI 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 350.
Matka to Stefania Konopkowa, wdowa po Józefie, panny to ich córki, które jako dorosłe opuściły Modlnicę, gdzie wcześniej przebywały pod opieką ciotki Antoniny. Ksawery Konopka, syn
Michała, a kuzyn Józefa, oraz Tadeusz, najstarszy syn Józefa, mieszkali w Krakowie.
2
Brulion listu do Karoliny z 6 III 1887 r., tamże, s. 421.
3
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261.

459

�i Maszyn Pomocniczych dla Rolnictwa i Przemysłu oraz Wystawy Sztuki
Polskiej w Krakowie r. 1887”. Zaproszenie to przyjął1. Jednak początkowo
napięta sytuacja polityczna i groźba wybuchu wojny, a także przygotowania
wojenne m.in. w Austrii i we Francji podawały w wątpliwość celowość
realizacji tego przedsięwzięcia2. Ostatecznie jednak po uspokojeniu się sytuacji Komitet zdecydował na posiedzeniu 27 marca, że wystawa odbędzie się
zgodnie z planem w roku 18873. Kolberg podobnie jak inni członkowie Komitetu podjął działania zmierzające do pozyskania osób wspomagających
wystawę oraz eksponatów gromadzonych według określonego programu.
Nie wiadomo dokładnie, w jakiej zdołał to uczynić skali, gdyż zachowały
się jedynie nieliczne ślady jego korespondencyjnych zabiegów o zasilenie
działu etnograficznego wystawy4 oraz sporządzony przez niego niedatowany brulion odezwy ponawiającej z ramienia Komitetu wystawy apel wystosowany „do władz i publiczności krajowej” z prośbą „o łaskawe nadsyłanie
zgłoszeń w duchu programu, które przyjmowane będą w tutejszym magistracie do 15 lipca”5. Dalsze poczynania Kolberga nie są znane, nie wspomina o nich konkretnie w listach, ograniczając się do informacji o udziale
w przygotowaniu wystawy etnograficznej. Jednak większe zaangażowanie
w tym zakresie uniemożliwiły mu kłopoty mieszkaniowe i zdrowotne,
które dotknęły go wiosną i latem 1887 roku, co wynika z korespondencji.
Pisząc do F.S. Kraussa 16 kwietnia 1887 roku, Kolberg wyjaśnia opóźnienie swojej odpowiedzi niedawną przeprowadzką, o której brak bliższych
informacji, a w późniejszym liście do B. Hoffa z 19 grudnia tego samego
roku, prosząc o adresowanie następnych przesyłek dla niego do „księgarni
Friedleina w Rynku”, dodaje: „nie na ulicę Warszawską […], gdziem mieszkał
1
List Komitetu Wystawy Krajowej z 21 III 1887 r. i odpowiedź Kolberga z 25 III 1887 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 426 i 428.
2
Zob. wzmianki o groźbie wojny w listach Kolberga z lutego i marca, tamże, s. 415 i 421.
Zaostrzający się konflikt niemiecko-rosyjski i rozruchy polityczne w Bułgarii groziły do połowy
marca interwencją zbrojną Rosji, a w konsekwencji wystąpieniem innych mocarstw Europy.
Ostatecznie konflikt zażegnany został na drodze rokowań dyplomatycznych Rosji oraz jej
porozumienia w sprawie bułgarskiej z Turcją.
3
O przebiegu tego posiedzenia, dyskusji i decyzji o terminie, przygotowaniach do wystawy
i jej budżecie pisał „Czas” 1887, w nr. 71 (z 29 III), w artykule Wystawa Krajowa.
4
Zob. brulion listu do Z. Glogera z 1 VI oraz oryginał listu do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 438 i 440–441.
5
Jest to rękopis z licznymi skreśleniami, poprawkami i dopiskami zachowany w zespole
manuskryptów odnalezionych dopiero w 2014 roku, obecnie w Arch. PTL, w tece 47, sygn.
1354/III, k. 66.

460

�przed rokiem i od tego czasu dwa razy już zmienił mieszkanie”1. Poza tymi
wzmiankami nic więcej o tych przeprowadzkach nie wiemy. Były one
zapewne wynikiem dalszych kłopotów gospodarzy Kolberga, Jasińskich,
z niewypłacalnością i brakiem wystarczających środków materialnych uzyskiwanych od lokatorów. W następnych latach nadal Kolberg zmuszony był
zmieniać mieszkanie, co w oczywisty sposób komplikowało jego niezwykle
pracowite i wypełnione obowiązkami życie.
XXIV
[Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887). – Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział w pracach
nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na tomy poświęcone
Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji Antropologicznej. – Pieśni
ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”
(1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III
Pokucia (1888). – Radomskie – kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja
W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).]

Na początku lipca badacz dysponował kolejnym gotowym tomem Ludu,
częścią I Radomskiego. Tę – według jego określenia – „nowo ukutą serię”
wysłał wtedy m.in. do Blizińskiego, którego informował też przy okazji
o niemożności wyjazdu latem z powodu tych samych kłopotów mieszkaniowych i obowiązków związanych z wystawą2. W tym czasie dopadła go
też poważna choroba oczu, o której wspomina później w listach do bliskich
i przyjaciół. W listopadzie pisał do B. Hoffa:
[…] w ciągu lata mocno cierpiałem na oczy, że oka prawego o mało nie straciłem
i przez parę miesięcy ani lekturą, ani pisaniem zajmować mi się wcale nie było
wolno. Leczyłem się w klinice. Teraz jest trochę lepiej, ale oszczędzać się muszę,
1
2

Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 431 i 432 (przyp. 2) oraz s. 477.
Zob. list do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r., tamże, s. 440–441.

461

�choć zajęcia bynajmniej mi nie brakuje, zaniechać też robót mego zawodu – już
z samej konieczności – w żaden sposób nie mogę1.

Obszerniej relacjonuje ten problem Jadwidze Wernerowej:
Co do mojej choroby oczu, o której wspominasz, to Ci tyle tylko powiem, że mocne zapalenie trapiło mnie przez całe lato i jesień, trzymając jak na uwięzi w Krakowie, minęło wreszcie – dzięki ciągłej i trafnej (w końcu) kuracji w tutejszym
Instytucie oftalmicznym dra Marcisiewicza; jemu to zawdzięczam, iż prawe oko
(które już za stracone uważałem) ocalonym zostało. Możesz sobie wyobrazić, ile
cierpieć musiałem, skazany na 4-miesięczną bezczynność, często na bezsenność
z bólem oka połączoną, siedzenie przeważnie w ciemnym pokoju przez parę miesięcy itd. Do tego wszystkiego ciągła obawa o stratę chorego oka, na którym się
i wrzód zrobił, oraz nadwerężenie drugiego, które już się mocno łzawić poczęło.
Wszystko to najczarniejsze przynosiło mi myśli do głowy, bo w moim położeniu
literata strata oczu równałaby się niemal śmierci – o chłodzie i głodzie. A tu
jeszcze na domiar poruczono mi pewne czynności przy tutejszej Wystawie Rolniczo-Przemysłowej, których naturalnie spełnić nie byłem w możności. Dzięki
Bogu, wszystko to przeszło i już od miesiąca prawie wolno mi się zajmować
pracą po dawnemu, ale zalecono mi oszczędzać się (przynajmniej w ciągu zimy)
i nie narażać zbytnio oczu – więc pracować mam tylko przy świetle dziennym,
przy lampie zaś tylko w razie koniecznym, i to nie dłużej nad parę godzin2.

Tak więc obowiązków związanych z Wystawą nie mógł Kolberg w oczekiwanym zakresie kontynuować, opóźnieniu uległy też jego terminowe prace nad częścią IV Mazowsza3, która ukazała się dopiero w roku następnym.
Tymczasem Wystawa Rolniczo-Przemysłowa, otwarta od 1 września do
12 października na miejskich Błoniach i urządzona z rozmachem, spotkała
się z żywym zainteresowaniem uczestników i odwiedzających. Skupiała
ponad 800 wystawców i połączona była z wystawą etnograficzną, wysoko ocenianą merytorycznie; recenzent „Czasu” pisał o niej: „Zdumiewa
Brulion listu do B. Hoffa z 14 XI 1887 r., tamże, s. 461.
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 488–489. Pod użytą przez Kolberga nazwą „Instytut oftalmiczny” funkcjonował szpital okulistyczny w Warszawie; w Krakowie
jedynym specjalistycznym zakładem chorób oczu była wówczas Klinika Okulistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Feliks Marcisiewicz (1857–1923), lekarz okulista, studiował na Wydziale
Lekarskim UJ (1878–1883), w r. 1887 pełnił w tej klinice funkcję stałego asystenta.
3
Pisał o tym w brulionie listu do K. Dobrskiego z 7 XII 1887 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 473.
1
2

462

�bogactwem materiału, poucza przejrzystym i wzorowym układem”1. Największym zainteresowaniem cieszyły się stroje ludowe z różnych ziem
Rzeczypospolitej (34 kompletne ubiory na manekinach umieszczonych
w osobnych szafach) oraz fragmenty innych, m.in. znad Czeremoszu, z Podola galicyjskiego, z Wielkopolski, Krakowskiego i Litwy, oryginalne hafty
z Kresów Wschodnich, fotografie typów ludowych, kolekcja pisanek, zbiory
ceramiczne i koszykarskie, instrumenty ludowe, jak lira ukraińska, dudki
i piszczałki, skrzypce góralskie (gęśliki). Ważnym kulturalnym wydarzeniem
była też towarzysząca powyższej Wystawa Sztuki Polskiej, otwarta w Sukiennicach, w której skład weszły w całości zbiory Muzeum Narodowego.
Starannie opracowany Katalog ilustrowany pierwszej wielkiej Wystawy
Sztuki Polskiej (wydany w Krakowie w 1887 roku) obejmował ponad 500
pozycji reprezentujących około 200 artystów z dziedziny malarstwa, rzeźby, sztuki graficznej i architektury. Ponadto na wystawie znalazły się także
eksponaty z zakresu „sztuki zastosowanej do przemysłu i rękodzielnictwa
artystycznego” oraz „okazy przemysłu artystycznego dawnego (starożytnictwo) i pamiątki historyczne”2.
Jeszcze w czasie trwania wystawy, która gromadziła w Krakowie ważne i wpływowe osobistości Galicji, Kolberg – mimo poważnych kłopotów zdrowotnych w lecie i jesienią, a raczej wbrew nim – z determinacją
podejmuje kolejne próby pozyskania funduszy na kontynuację swojego
wydawnictwa, tj. na edycję bogatych materiałów z Rusi. Spieszy się, by
wykorzystać ważne dla swoich starań rozmowy, spotkania i świeże kontakty, nawiązane przy okazji wystawy. Zabiega o przychylność i poparcie
dla planowanej inicjatywy wniesienia pod obrady Sejmu podstawowej dla
swego dzieła sprawy funduszu3. Uzyskuje życzliwą opinię dla tego projektu
Wystawa krajowa. Wystawa etnograficzna, „Czas” 1887, nr 208 (z 13 IX).
H. Struve Pierwsza Wystawa Sztuki Polskiej w Krakowie. Przegląd krytyczny przez…,
„Kłosy” 1887, T. XLV, nr 1161 (z 17 IX) i 1162 (z 24 IX). Relacje o Wystawie przynosiły cykliczne
sprawozdania i wiadomości organizacyjne w specjalnej rubryce pt. Wystawa Krajowa, „Czas”
1887, nr 199 (z 1 X) – nr 214 (z 20 IX) i 232 (z 11 X) – 240 (z 20 X); tam w nr. 208 (z 13 X) omówienie Wystawy Etnograficznej. Zob. też sprawozdanie z otwarcia ekspozycji Wystawa krajowa
w Krakowie, „Kłosy” 1887, nr 1160 (z 10 IX).
3
Zob. bruliony listów do W. Rebczyńskiego z 3 X i do L. Wierzbickiego z 6 X 1887 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 453–457. Władysław Rebczyński (1836–1911), muzealnik, uczestnik powstania styczniowego, od 1878 roku był sekretarzem, zastępcą kustosza, od
1886 r. kustoszem, od 1904 roku wieloletnim dyrektorem Muzeum Przemysłowego we Lwowie, należał także do lwowskiego grona członków Komisji do Badania Historii Sztuki w Polsce
1
2

463

�ze strony Włodzimierza Dzieduszyckiego i prezesa Józefa Majera i 17 listopada wystosowuje petycję do Sejmu Krajowego z prośbą o subwencję na
wydawnictwo tych materiałów. Przedstawia najpierw pokrótce stan swojego wydawnictwa, sposób dotychczasowego finansowania przez Akademię
(około 500 fl. rocznie) oraz Kasę Mianowskiego (750 rub. sr. rocznie) i określa dalsze potrzeby w związku z ogromem posiadanego a jeszcze niewydanego materiału ruskiego:
Ale zbiory moje obejmują prócz wskazanych tu zasobów równie cenny, a niemniej obfity (bo na kilkanaście tomów obliczony, jak tego dowodzi załączony
przy niniejszym piśmie wykaz) materiał etnograficzny z Rusi, a osobliwie Rusi
halickiej pozyskany, na wydawnictwo którego Akademia Umiejętności, do której
się o poparcie na ten cel udałem, przy rozgałęzionych a licznych obecnie swych
wydatkach odpowiedniego funduszu nie posiada.

Wniosek ten Kolberg motywuje koniecznością przyspieszenia prac
w związku ze swoim podeszłym wiekiem i słabnącą kondycją fizyczną. Pisze:
Gdyby wiek mój nie był, tak jak jest, podeszły, gdybym więc mógł mieć nadzieję, że robiąc użytek z rękopisów mych w tak powolnym tempie, jak to dotąd
jedynie być mogło, zdołam zużytkować mozolnie zebrany materiał przy pomocy
rzeczonych korporacyj naukowych, to wstrzymałbym się od prośby, którą obecnie zanoszę do Wysokiego Sejmu. Że zaś lata mego życia nie dozwalają łudzić się
tym błogim widokiem, nie chcąc więc, żeby praca mego życia po mojej śmierci
zmarniała, upraszam, ażeby Wysoki Sejm wyznaczyć raczył łaskawie sumę fl.
2000 rocznie na wydanie dwóch tomów dzieła obejmującego opisy etnograficzne Galicji wschodniej; tom każdy po 20–23 arkuszy druku wraz z ilustracjami
i muzyką1.

Do petycji tej dołącza wykaz materiałów rękopiśmiennych złożonych w 30 tekach, a sporządzony wcześniej, bo z datą 26 września 1887
roku2. Przekazuje te dokumenty na ręce Michała Bobrzyńskiego, z prośbą
w Akademii Umiejętności. Ludwik Wierzbicki (1834–1912), inżynier, budowniczy i dyrektor
kolei żelaznych, współzałożyciel i współorganizator Muzeum Przemysłowego we Lwowie, był
docentem Politechniki Lwowskiej, radnym miasta Lwowa i posłem na Sejm Krajowy.
1
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 463–465, cytowane fragmenty na s. 464.
2
Rękopis tego wykazu znajduje się podobnie jak list w zbiorach Biblioteki Narodowej,
(sygn. 3442, k. 47–48, list – k. 46). W archiwum Kolberga zachowały się także dwie identyczne
jak powyższa wersje spisu zawartości 30 tek, datowane 25 września 1887 r. (rkp. BN PAU i PAN,

464

�„o wniesienie i zalecenie” jego wniosku Sejmowi1, co jako posła i jednocześnie członka Akademii szczególnie go do tego uprawnia. Stara się dalej
o poparcie innych posłów i zwraca się prośbą o nie m.in. do Stanisława
Polanowskiego, przekazuje też swoje tomy dla księgozbioru Wydziału Krajowego we Lwowie, z prośbą o ich udostępnienie w czasie obrad sejmowych2. W sumie zabiega usilnie o właściwe postawienie sprawy na forum
sejmowym. Nad wnioskiem Kolberga obradowano w sejmie na posiedzeniu
20 stycznia 1888 roku, a o wyniku zawiadomił Kolberga Wydział Krajowy
pismem z 3 lutego. Petycję rozważono pozytywnie, rozwiązując problem
dodatkowej subwencji w ten sposób, że drogą uchwały podwyższono dotację Sejmu dla Akademii na wydawnictwa, „a przeto i na wydanie tego
dzieła, jeżeli Akademia uzna to za stosowne”3. Kolberg otrzymywał odtąd
od Akademii zasiłek w wysokości 1000 fl. rocznie – jak już wspominano –
podwojony w stosunku do dotychczasowych 500 fl.
Zimą, na przełomie roku 1887 i 1888, Kolberg znowu chorował, choć
stan oczu poprawił się, umożliwiając mu normalną pracę, o czym pod koniec stycznia donosił Blizińskiemu4. Narzuciwszy sobie plan jeszcze większej intensyfikacji prac wydawniczych, zobowiązany do ich przyspieszenia
przez podwyższoną dotację, wszystkie siły i czas poświęcał teraz swojemu
dziełu, redukując maksymalnie inne zajęcia i działania, a także ograniczając korespondencję. W styczniu 1888 roku pisał do Jadwigi Wernerowej
o swojej sytuacji życiowej, z goryczą powracając do zerwania z Modlnicą
i dając wyraz, jak bardzo je odczuł po spokojnych latach u Konopków:
Zresztą nic się w moim cichym trybie życia nie zmieniło, wyjąwszy to, że jako
coraz starszy, coraz bardziej dbać muszę o swą wygodę, lubo skromne moje
sygn. 2183, k. 77–78 i 79–80). Wcześniejszy, przywoływany już wykaz tek z 10 I 1886 r. zob.
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12.
1
Zob. brulion listu do M. Bobrzyńskiego z 21 XI 1887 r, Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 465–466. Michał Bobrzyński (1849–1935), prawnik, historyk, polityk, od 1877 r. profesor historii prawa polskiego i niemieckiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1878 r. członek
Akademii, współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, był jednocześnie posłem na Sejm
Krajowy i do Rady Państwa w Wiedniu, a w l. 1908–1913 namiestnikem Galicji.
2
Zob. bruliony listów z 24 XI 1887 r. do S. Polanowskiego i do Wydziału Krajowego, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 466–468. Stanisław Polanowski (1826–1898), ziemianin,
działacz gospodarczy, zajmujący się głównie rolnictwem, członek Izby Panów, poseł na Sejm
Krajowy.
3
Zob. Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 497–498.
4
Zob. list do J. Blizińskiego z 29 I 1888 r., tamże, s. 494.

465

�potrzeby muszą się zastosować do przychodów. Toteż od trzech lat, jak jestem
lokatorem pp. Jasińskich, zubożałych, jak wiesz, obywateli z Wielkopolski, trzymam ich się stale, bo za tanie pieniądze mam tu wszystko, czego mi potrzeba,
ona zwłaszcza stała się prawdziwą przyjaciółką i opiekunką dla mnie, czego
dowiodła podczas ostatniej mojej choroby. Na miasto wychodzę przeważnie
tylko za interesami moich wydawnictw, a lubo mam tu mnóstwo życzliwych mi
znajomych, w ściślejszych jednak stosunkach żyję tylko z domem prezesa Majera
i domem dra Kopernickiego. Z Konopkami spotykam się czasami na ulicy, po
przywitaniu się atoli i pożegnaniu nader grzecznym rozchodzimy się. Do Tadeusza wszakże zachodzę niekiedy, a i on do mnie. Inni członkowie rodziny od
3 lat, jak mieszkam w Krakowie, wcale odwiedzić mnie nie raczyli. Odwiedziła
mnie tylko parę razy i odwiedza p. Antonina, cytowana sprawczyni zerwania,
racząc zasięgnąć wiadomości o moim zdrowiu, powodzeniu, niby to z wielkiej
troskliwości, lecz unikając przy tym starannie zapraszania mnie choćby na krótkie tylko odwiedziny na wieś do Modlnicy. A przecież było to miejsce, gdziem
w ich kółku wskutek ich własnej woli i chęci najspokojniej (choć niezbyt wygodnie) spędził lat 121.

Mimo ograniczeń nadal jednak brał udział w pracach Komisji Antropologicznej. W lutym 1888 roku na jej posiedzeniu przedstawił swoją opinię
o powierzonym mu do oceny rękopisie Kleczyńskiego „zawierającym zbiór
melodii pieśni i tańców Górali-Podhalan wraz z uwagami o właściwościach
muzycznych tychże”, który autor przesłał Akademii do publikacji. „Przyznając wysoką wartość etnograficzną” tej rozprawie, poinformował jednocześnie, że była już ogłoszona w „Echu Muzycznym”, co przesądziło o odmowie ponownego wydania, gdyż Akademia z zasady nie robiła przedruków.
Kolberg przyczynił się jednak swoją rekomendacją do publikacji pracy
Kleczyńskiego w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego” w 1888 roku2.
Na tym samym posiedzeniu wziął też udział w ważnej dyskusji nad wyborem do druku rodzaju pisowni tekstów białoruskich i ukraińskich, która
się wywiązała z powodu przysłanego Komisji przez Karłowicza rękopisu
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 489–490.
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 3 II 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X. W „Echu Muzycznym” z 1884 r. opublikowana
została m.in. praca Kleczyńskiego pt. Zakopane i jego pieśni (nr 41, 42, 44, 46), a w „Pamiętniku
Towarzystwa Tatrzańskiego” z 1888 r. Melodie zakopiańskie i podhalskie (s. 39–102), przedruk w: O. Kolberg Góry i Podgórze cz. II (DWOK T. 45), s. 447–493. Zob. też w tej sprawie
brulion listu Kolberga do J. Kleczyńskiego z 7 II 1888 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66),
s. 498–500.
1
2

466

�bajek białoruskich w skomplikowanej transkrypcji. Kopernicki jako sekretarz Komisji dokonał porównania wyrozumowanej pisowni Karłowicza
z uproszczoną, używaną dotychczas w 11. tomach „Zbioru Wiadomości”,
którą Karłowicz wcześniej ostro krytykował. Wykazał, że ta druga „oddaje
każde bez wyjątku brzmienie tych języków równie dobrze jak pierwsza”
i zwrócił uwagę, że pisownia Karłowicza niedostępna byłaby dla osób bez
przygotowania lingwistycznego, mających spisywać teksty ludowe, stwarzałaby trudności w druku i korektach i stanowiła „odstręczającą” barierę
dla czytelników. Po dyskusji z udziałem Malinowskiego, Kolberga i Majera
jednogłośnie uchwalono, „aby przy wydawaniu utworów ludowych spisanych w języku ruskim i białoruskim trzymać się pisowni polskiej używanej
dotychczas w «Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej»”, tj. pozostać
przy transkrypcji uproszczonej1. Nieco później, na posiedzeniu w kwietniu
Kolberg zaproponował odstąpienie Komisji do druku swoich wybranych
materiałów, nieprzeznaczonych do wydania we własnych monografiach.
Propozycja ta wiązała się z sygnalizowanym na posiedzeniu brakiem około
3 arkuszy do zapełnienia w dziale etnograficznym tomu XII „Zbioru Wiadomości” z 1888 roku, lecz miała także dotyczyć dalszych tomów wydawnictwa. Zostało to pozytywnie przyjęte i już w tym tomie periodyku ukazał
się artykuł Kolberga pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858
i 1862 zebrał…2. Zawiera on 40 pieśni i melodii instrumentalnych oraz
informacje o zwyczajach związanych z Bożym Narodzeniem i Wielkanocą.
Rok 1888 wypełniała jednak przede wszystkim praca nad trzema wydanymi wówczas tomami: częścią II Radomskiego, częścią IV Mazowsza
i częścią III Pokucia. Pierwszy z nich finansowany był jak dotychczasowe
tomy Ludu z dotacji Akademii, drugi z zasiłku Kasy Mianowskiego, trzeci
dzięki świeżo podwojonej przez Wydział Krajowy subwencji Akademii. Już
14 października Kolberg w brulionie listu do L. Kuby notuje informację
o wysyłce tych tomów do adresata3.
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X–XI. O dyskusji
nad pisownią por. też E. Jaworska Działalność Komisji Antropologicznej…, s. 168.
2
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 11 IV 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. XXXVII–XXXVIII. Praca Kolberga zamieszczona
została w tomie XII z 1888 r., na s. 235–251 (odb. Kraków 1888); przedruk w: O. Kolberg Podole
(DWOK T. 47).
3
Pod tekstem w brulionie listu do L. Kuby figuruje notatka: „Posyłam Lud XXI, Mazowsze
IV, Pokucie III [zob. DWOK T. 21, 27 i 31], arię z Króla pasterzy i mazur (d-moll)”, a w liście
1

467

�Materiały własne w dwuczęściowym Radomskiem, podobnie jak wcześ­
niej w Lubelskiem i Kieleckiem, pochodziły z badań Kolberga prowadzonych w czasie wielokrotnych podróży w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, po rok 18601. Jak wiadomo, autor po przenosinach do Krakowa nigdy
już nie przekroczył granic zaboru rosyjskiego, tj. Królestwa Polskiego. Choć
większość publikacji, z których korzystał przy opracowaniu monografii, ma
wcześniejszą metrykę z tamtego okresu, sięgał także i później po wiadomości
i teksty folkloru od korespondentów, po nowszą literaturę. Obszar, któremu
poświęcona jest monografia, obejmuje Opatowskie, Opoczyńskie, Sandomierskie i Radomskie, tj. tereny, dla których wcześniej planował osobne
opracowania, pragnąc uzyskać bardziej szczegółowy obraz kultury regionalnej. Konieczność takiego komasowania obrazu etnograficznego mniejszych
obszarów, mikroregionów, w większy region, prezentujący w tym przypadku historyczną ziemię sandomierską, stała się praktyką stosowaną w miarę
upływu lat coraz częściej. Wymuszała to presja czasu, możliwości realizacji
ogromnego programu przez jednego człowieka, a przede wszystkim koszty
ograniczające bezwzględnie ilość planowanych wcześniej tomów. Radomskie
zawiera zgodnie ze stałym schematem treściowym monografii wiadomości
dotyczące kraju i ludu, opisy zwyczajów i obrzędów, tzw. „świata nadzmysłowego”, czyli wierzeń, opowieści, materiały słownikowe, przede wszystkim jednak pieśni i melodie bez tekstu, których jest – łącznie z zawartymi
w dwuczęściowym suplemencie – ponad tysiąc dziewięćset. Jak zauważyła
Ewa Antyborzec, omawiając radomskie materiały Kolberga: „Taki stan rzeczy odzwierciedla zarówno zainteresowania Kolberga, jak i jego kompetencje
w zapisywaniu melodii poparte gruntownym wykształceniem muzycznym”2.
Dodać jeszcze można, wzmacniając tę opinię, że jest również odbiciem niesłabnącej pasji muzycznej Kolberga, dla którego żywioł muzyczny pozostawał zawsze najważniejszy, nawet z perspektywy badacza kultury. Warto
także zaznaczyć, że zasób ten oddaje – być może w niezamierzony przez
Kolberga sposób – szczególny sentyment dla ziemi, w której się urodził.
Kolberg pisze: „[…] nowy dziś Panu posyłam materiał do obróbki […]”, Korespondencja... cz. III
(DWOK T. 66), s. 543 i 542.
1
Omówienie zasięgu geograficznego monografii, materiałów w niej opublikowanych przez
Kolberga oraz wydanych współcześnie w suplemencie, a także badań Kolberga w tym regionie
zob. E. Antyborzec „Radomskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Radomskie. Suplement do
tomów 20 i 21 (DWOK T. 77/I), s. V–XXXIX oraz A. Sawicka, tamże, s. XXXIX–LXII.
2
Tamże, s. XV.

468

�Czwarta już część Mazowsza, także wydana w 1888 roku, obejmuje kolejny podregion wydzielony przez Kolberga, tj. Mazowsze stare. Mazury.
Kurpie. Podobnie jak w Poznańskiem Kolberg podzielił całe Mazowsze,
ten największy terytorialnie i najliczniejszy ludnościowo region polski, na
cztery mniejsze, zróżnicowane geograficznie i kulturowo obszary, „podregiony”, poświęcając każdemu jeden, wyjątkowo dwa z pięciu tomów. I tak
części I i II obejmują tzw. Mazowsze polne, przy czym część I zawiera
opis kraju i ludu, zwyczajów i obrzędów, część druga – pieśni i tańce,
część III przedstawia według nomenklatury Kolberga Mazowsze leśne,
część IV – jak wspomniano – Mazowsze stare. Mazury. Kurpie, część V,
która wydana zostanie dopiero w roku 1890 – Mazowsze stare. Mazury.
Podlasie. W takim ujęciu badacz scharakteryzował w częściach I–V kraj,
lud, zwyczaje i obrzędy oraz zebrał pieśni, natomiast opis wierzeń i prozę
ludową z całego Mazowsza planował opublikować łącznie w następnych
osobnych tomach1.
Już dużo wcześniej, w lipcu 1886 roku, Kolberg dowiedział się od Roberta Wolffa spotkanego „w przejeździe”, że cenzura warszawska zakwestionowała część II Mazowsza i sprzedaż książki w Królestwie została zabroniona. Przypuszczając, że chodzi jedynie o kilka fragmentów w pieśniach, prosił Wolffa o przedrukowanie karty lub kart z zakazanymi tekstami, co było
praktyką w takich sytuacjach stosowaną, także przez Kolberga. Tymczasem
książka zakwestionowana została w całości2. W czerwcu 1888, przed ukończeniem druku Mazowsza IV, a już po wydaniu części III, Kolberg otrzymał
wiadomość od sekretarza Kasy Mianowskiego, Konrada Dobrskiego, że ze
względu na zakaz cenzury wycofano tom II z katalogu książek wydawanych z zapomogi Kasy, a jednocześnie poproszono, by na dalszych tomach
Mazowsza nie podawał informacji o subwencji Kasy i funduszu Jaśkowskiego, gdyż mogłoby się to negatywnie odbić na działalności instytucji
jako nakładcy. Kolberg ze zrozumieniem odniósł się do tej wymuszonej
Opracowanie poświęcone Kolbergowskiej monografii Mazowsza, zawartym w niej materiałom wydanym w pięciu tomach (cz. I–V, DWOK T. 24–28) w XIX wieku oraz współcześnie
w dwu (cz. VI i VI, DWOK T. 41 i 42), a także w trzyczęściowym suplemencie (DWOK T. 80/I–
–III) oraz badaniom Kolberga na tym obszarze, kontaktom, współpracownikom itd., zob. E. Antyborzec i H. Pawlak „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do
tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. V–LXXXI.
2
Zob. bruliony listów do R. Wolffa z 6 i 20 X oraz z 20 XI 1886 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 373–374 i 388–389. Zob. też J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa
w zaborze rosyjskim… T. 1 (1865–1889), Warszawa 2006, poz. 5530.
1

469

�obiektywnymi okolicznościami sugestii i kolejne części IV i V Mazowsza
nie zawierają informacji o zapomodze Kasy ani na kartach tytułowych, ani
we wstępach. Jednak ze względu na wymogi cenzury austriackiej, która
nakazywała umieszczenie w książce nazwiska lub nazwy nakładcy, tomy
te na odwrocie karty tyłowej opatrzone są adnotacją „Nakładem autora”1.
Jak się później okazało, także część IV Mazowsza zakwestionowano w zaborze rosyjskim „w całości”, natomiast część II Radomskiego dopuszczono
do obiegu warunkowo, wskazując kilkanaście zakazanych stron. Podobnym
całościowym zakazem objęto też dwie inne wymienione wyżej prace Kolberga zamieszczone w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”:
Pieśni ludu litewskiego wraz z całym rocznikiem trzecim (1879) periodyku
oraz Pieśni ludu z Podola rosyjskiego z rocznika dwunastego (1888)2.
Mazowsze było regionem, który Kolberg miał okazję penetrować najdłużej i najszerzej podczas ponad 30-letnich badań w okresie zamieszkiwania
w Warszawie do roku 1871 i związanych z tym licznych, bardzo rozgałęzionych kontaktów oraz pomocy udzielanej badaczowi w życzliwych i gościnnych dworach mazowieckich w czasie jego podróży. Efektem jest bogactwo
materiałów zebranych samodzielnie w różnych stronach regionu, a także
pozyskanych dzięki współpracy korespondentów. Monografia Mazowsza
jest najobszerniejszą w całym jego wydawnictwie; składają się na nią, poza
pięcioma tomami wydanymi przez samego Kolberga, dwa tomy kolejne
opublikowane z pozostałych rękopisów w ramach Dzieł wszystkich, tj.
tomy 41–42 oraz trzyczęściowy suplement (T. 80/I–III). Okoliczności życiowe sprawiły jednak, że do wydania pierwszych pięciu części autor przystąpił dopiero po kilkunastu latach od opuszczenia Warszawy i zarówno
rodzinnego miasta, jak i Mazowsza już nie odwiedził.
Pierwsze trzy części Mazowsza zrecenzował w „Kwartalniku Historycznym”, nowym periodyku lwowskim, warszawski historyk, Władysław
Smoleński3. Stwierdzając, że „odznaczył się p. Oskar Kolberg nie zdolnościami szczególnymi lub wiedzą, lecz mrówczą w gromadzeniu rzeczy

1
Zob. list Komitetu Kasy Mianowskiego z 20 VI i brulion odpowiedzi Kolberga z 2 VII 1888
r. oraz list Komitetu z 15 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 511, 514–515
i 521.
2
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa…, T. 1, poz. 6664, 6189, 2963 i 6665.
3
Recenzja Mazowsza cz. I i II, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 280–282, Mazowsza
cz. III – tamże, s. 435–436.

470

�ludowych skrzętnością, przez co żniwo zebrał obfitsze niż inni”1, docenił
wprawdzie bogactwo i „ogrom” materiału, a nawet zawarte w jego dziele „nieocenione skarby”, lecz surowej krytyce poddał niektóre założenia
i metodę dokumentacji. Zarzucił autorowi brak precyzji i jednolitego kryterium przy podziale Mazowsza na podregiony, „nieokreśloność zasady”
podziału, tj. przyjęcie „nie wytrzymujących krytyki”, nieadekwatnych nazw
fizjograficznych (Mazowsze polne i leśne) obok historycznych (Mazowsze
stare i pruskie; to ostatnie w planach), podczas gdy podział powinien być
oparty „na dostrzeżonych odrębnościach etnograficznych”. Wytknął błędne
potraktowanie Podlasia, które stanowi pod względem historycznym i etnograficznym „jednostkę odrębną”, a jest przydzielone częściowo do Mazowsza leśnego, częściowo do starego, bo w całości rozciąga się po prawej
i lewej stronie Bugu. Skrytykował profil materiałów zawartych w części
I Mazowsza, w rozdziale „Kraj”, tj. opis Warszawy oraz innych miast i osad,
komentując:
Nie jest to więc ani geografia, ani historia i nie rozumiemy, z jakiej racji w dziele etnograficznym tego rodzaju wiadomości znalazły miejsce. Żadnego zgoła
z etnografią nie mają związku, najmniejszego bowiem nie dają pojęcia nawet
o własnościach topograficznych obszaru, gatunku gleby, sieci wód itp., nie potrącają również o właściwą historię2.

Podobnie w części III monografii, w opisie kraju – według recenzenta –
autor nie wyróżnił etnograficznie obszaru, nie uzasadnił nazwy Mazowsze
„leśne”, nie podał „cech znamiennych, odróżniających tę część kraju od
Mazowsza «polnego»”3. Niepochlebnie ocenił też Smoleński rozdział „Lud”,
gdzie znalazł się – jego zdaniem – pozbawiony krytycyzmu i bezładny zbiór
„nie zawsze wiążących się z sobą” wypisów z prac innych autorów, zamiast
opisu etnograficznego, jednolicie i spójnie skonstruowanego z materiałów
z własnej obserwacji, co sprawia, że materiał ten „nie daje obrazu, lecz
strzępy tylko i to wartości niepewnej, skoro autor, zawierzywszy korespondentom i kolaboratorom gazet, całymi garściami bez wyboru z nich czerpie”4. W efekcie nie wiadomo, jaki jest w rzeczywistości lud zamieszkujący
Tamże, s. 281.
Tamże, s. 282.
3
Tamże, s. 435.
4
Tamże, s. 282.
1
2

471

�Mazowsze polne i leśne i czym się różni. Natomiast za materiał, któremu
„wartości odmówić nie można”, uznaje recenzent pieśni i tańce, zarówno
pomieszczone w ramach zwyczajów i obrzędów, jak i autonomiczne w części II, „dość dobrze usystematyzowane”. Podkreśla wielką wartość źródłową
i bogactwo zapisów muzycznych Kolberga, stanowiących „materiał nader
szacowny”, bo pochodzący w własnych jego badań i rejestracji. W pewnym
sensie Smoleński sam skorygował swój dość bezwzględny sąd na temat
monografii mazowieckiej, a pośrednio i metody Kolberga, pisząc:
P. Kolberg nie jest pisarzem, lecz wybornym zbieraczem. Uchybił w tomie
pierwszym pod względem ogarnięcia przedmiotu, konstrukcji i krytyki, dobrze
wywiązał w drugim, surowy podając materiał. Nieudolność pisarska nie może
uwłaczać sławie, na którą jako zbieracz wytrwały i umiejętny niezaprzeczenie
zasłużył1.

Dodajmy, że owa „nieudolność pisarska” to nie tyle sprawa pióra Kolberga, ile eklektycznego doboru źródeł, a w efekcie nie zawsze fortunnego i spójnego w percepcji opisu, w którym przytaczane są różnego typu
przekazy, rozmaitej wagi relacje i wiadomości, a więc i „języki” cytowanych autorów. Inaczej niż chciałby to widzieć recenzent, który oczekiwałby własnego, obiektywnego i krytycznego opisu odautorskiego zagadnień
etnograficznych. Była już o tym mowa, że o ile wartość źródłowa i wybór
materiału w zakresie tych ostatnich mogły już wówczas bywać dyskusyjne,
o tyle w dziedzinie folkloru także współczesna nauka przyznała Kolbergowi
rację, doceniając wagę świadectw pozornie błahych, peryferyjnych i efemerycznych, ale niekiedy istotnych dla poznania zasobu i charakteru folkloru,
mechanizmu jego życia i funkcjonowania. Dopiero z dystansu wyraźniej
widoczna jest wyjątkowa perspektywa badawcza Kolberga, zwróconego
ku przyszłym pracom, interpretacjom i syntezom naukowym, dla których
dopiero gromadził on materiał. Autor Ludu wielokrotnie i przy różnych
okazjach, jak choćby w przywoływanej wyżej polemice z Biegeleisenem,
takie swoje stanowisko określał, będąc jednocześnie świadomym ograniczeń własnego warsztatu.
Jesienią 1888 roku w korespondencji Kolberga pojawia się nowy adres:
Pędzichów 3, co oznaczało kolejną przeprowadzkę, o której jednak brak
1

Tamże, s. 436 i 282.

472

�bliższych informacji1. Mieszkanie to, a raczej skromny pokój na Kleparzu, wspomina przyszły filolog, Franciszek Krček (1869–1916), wówczas
student Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego i bibliotekarz
Czytelni Akademickiej, który odwiedził tam Kolberga w 1889 roku. Młody
gość autora Ludu pisał: „Ubóstwo wyziera tu z każdego kąta. Szuflady
u biurka nie domykają się”, kanapa obita zieloną skórą „służy swemu
właścicielowi zarazem za łóżko […], obok zaś stoi szafa nieróżniąca się
od zwykłej spiżarki ani materiałem, ani wykończeniem. Zamku jej brak
nawet, choć kryje w sobie tyle skarbów wiedzy, nauki”. […] W tej szafie
„cztery czy pięć półek przedzielonych pionową ścianką na dwa razy tyle
przegródek, w których liczne, a ledwo zamykające się teki […]”2. W pamięci autora pozostała rozmowa ze zmęczonym, bardzo już wycieńczonym,
ale życzliwym Kolbergiem o jego dziele, o pracy i trosce o dalsze losy
wydawnictwa wobec świadomości skąpego czasu, jaki mu pozostał na
jego kontynuację. A także wyrażona bezpośrednio świadomość niedomogów edycji i po raz kolejny powtarzane przekonanie, że stanowi ona tylko
materiał dla przyszłych badaczy.
Podobnie jak w dwu latach poprzednich Kolberg nie wyjeżdżał latem
1888 roku z Krakowa. Jego położenie materialne ucierpiało jeszcze dodatkowo z powodu choroby; wiek i wyczerpanie przekreślało jakiekolwiek
plany podróży. Już w marcu pisał do Karoliny:
Co do mego położenia materialnego to ono się – zwłaszcza skutkiem choroby – polepszyć wcale nie mogło. Więc przy szczupłym zarobku ani marzyć mogę o podróżach gdziekolwiek (tym więcej, że już i wiek mój na to nie pozwala), ani o jakichś
wydatkach, które przechodzą miarę najskromniejszych nawet wymagań3.

Nie ustaje jednak w pracy nad dalszymi tomami, ale choć ogranicza
coraz bardziej inne zajęcia, żywo interesuje się bieżącą literaturą, zwłaszcza w zakresie etnografii. Z radością przyjmuje informację o założeniu
Taki adres widnieje na kartce pocztowej wysłanej do Kolberga przez Józefa Sikorskiego
2 X 1888 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 541.
2
F. Krček U Kolberga (Notatka z zeszłorocznych wspomnień), „Gazeta Narodowa” 1890,
nr 133 (z 12 VI). W roku 1889 i 1890 na prośbę Krčeka Kolberg przekazał bibliotece Czytelni
Akademickiej tomy Ludu i Obrazów etnograficznych za pół ceny. Zob. Korespondencja…
cz. III (DWOK T. 66), listy 1438, 1497, 1526, 1527, 1532 i 1536.
3
Brulion listu do Karoliny Wąsowskiej z 18 III 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 502.
1

473

�i programie nowego czasopisma, wychodzącej od 1887 roku w Warszawie
„Wisły”, „miesięcznika geograficzno–etnograficznego” pod redakcją najpierw Artura Gruszeckiego (do 1888 roku), potem, do 1899 roku, niestrudzonego Jana Karłowicza. Cieszy się, że etnografia znalazła nowe łamy
w specjalistycznym, wzorowo kierowanym periodyku i od początku skupiać
będzie prace wybitnych badaczy współpracujących z pismem, publikując
rozprawy etnograficzne, antropologiczne i folklorystyczne, sprawozdania,
recenzje, przekłady, bibliografię polską i obcą, ale także w dziale korespondencji materiały etnografów amatorów. Warto zauważyć, że pierwszy
rocznik „Wisły” otwiera kwestionariusz opracowany przez Romana Zawilińskiego O sposobie gromadzenia materiałów etnograficznych, w swoich
tezach głównych pokrywający się w dużej mierze z założeniami i praktykami badawczymi autora Ludu i stanowiący ich kontynuację1. W liście
skierowanym do Karłowicza we wrześniu 1888 roku Kolberg wysoko ocenia przysłane mu zeszyty drugiego rocznika, znajdując w nich „artykuły
pierwszorzędnej dla nauki wagi”. Pochwala „postanowienie umieszczania
na szpaltach „Wisły” wycinków z gazet, czasopism, broszur itp. w jakimkolwiek z etnografią pozostających związku – a to w celu skupienia w jedno
ognisko materiałów rozproszonych po tylu różnorodnych pismach, gdzie
nierzadko one dla nauki marnieją”. Odwołuje się przy tym do takiej samej
własnej i wypróbowanej praktyki. Nawiązując do treści niektórych artykułów i podając kilka swoich uwag i propozycji, zastrzega jednocześnie „[…]
żałować mi tylko przychodzi, że sam czynnej do rozwoju pisma przyłożyć
nie mogę ręki. Prace bowiem nad własnym zbiorów uporządkowaniem
i wydawnictwem, a zbiorów tych jest jeszcze pod dostatkiem, tak dalece
mój czas pochłaniają, że go dla innych pism już nie starczy”. Wreszcie
wypowiada się na temat terminu „folklore”, który uważa za obcy duchowi
języka polskiego i dodaje, że „głosowałby chętnie za wyrazem «demotyka»,
proponowanym przez portugalskiego autora Braga”2.
„Wisła” R. I: 1887, s. 3–8, 43–48, 83–86, 123–127. Zawiliński postuluje przede wszystkim (s.
3–4) zbieranie materiału na obszarze jak najmniejszym, z uwzględnieniem wszystkich warstw
społecznych, wierny opis i zapis tekstów folkloru (spisywać, „nic nie dodając ani ujmując”, nie
eliminować faktów i utworów znanych skądinąd), położenie większego nacisku w badaniach
na zagadnienia kultury materialnej. Por. też H. Kapełuś „Wisła” (1887–1905), w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 266–267.
2
List do J. Karłowicza z 2 IX 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 529–531.
Zob. też list Karłowicza z 8 IX i brulion odpowiedzi Kolberga z 23 IX 1888 r., tamże, s. 535–537
i 539–541.Teófilo Braga (1843–1924), portugalski poeta i krytyk literacki, profesor literatury na
1

474

�Inny przykład aktywności pozawydawniczej może stanowić list do
Maksymiliana Gumplowicza, słowianoznawcy, syna Ludwika, na temat
życia i dorobku Emila Korytki, którym – jak wiadomo – Kolberg interesował się od dawna, zbierając o nim wiadomości w czasie pobytu w 1857
roku w Lublanie i później. Odpowiada na skierowane do niego zapytanie
Gumplowicza o spuściznę po tym polskim zesłańcu i zbieraczu pieśni
słoweńskich, dzieląc się wiadomościami pozyskanymi w trakcie swoich
poszukiwań, i informuje o scedowaniu przez siebie Bibliotece Jagiellońskiej zbiorku pieśni Korytki oraz przepisanych własnoręcznie przysłów
ze słoweńskiego druku zachowanego w pamiątkach po zmarłym, na który natrafił w 1880 roku w Piadykach pod Kołomyją u rodziny Korytki1. Mimo że wyraźnie ogranicza korespondencję, podtrzymuje listowny
kontakt z Kraussem i Kubą, z aprobatą śledząc ich kolejne, często mu
przekazywane prace, i w zamian posyła tomy swojego dzieła, odbierając
za nie wyrazy uznania i podziwu. Konkretnym ich przejawem jest przysłana w październiku 1888 roku przez Kubę odbitka z jego artykułem
biograficznym o Kolbergu zamieszczonym w czeskim piśmie „Osvěta” 2. Na
przełomie 1888 i 1889 roku prowadzi też korespondencję ze spotkanym
w Krakowie w 1887 roku Gersonem w sprawie ilustracji do będącej na
ukończeniu części V Mazowsza oraz Kaliskiego, a także do planowanej
części VI Mazowsza, która miała być poświęcona Mazowszu pruskiemu,
a której Kolberg nie zdążył już wydać3. Sporo czasu pod koniec 1888 roku
pochłania też sprawa rozliczeń z Kasą Mianowskiego i regulaminowych
zabiegów o dalszą dotację, którą na rok 1889 otrzymuje.

uniwersytecie w Lizbonie, zamianę terminu „folklore” na „demotyka” zaproponował w pracy O Povo Portugues nos seus Costumes, Crenças e Tradiçoes (Lizbona 1886). Informacja ta
odnotowana została w „Wiśle” R. II: 1888, na s. 400, w artykule W. Lutosławskiego Folklore
w Hiszpanii i Portugalii, zamieszczonym w dziale Przegląd czasopism.
1
Zob. list M. Gumplowicza i brulion listu Kolberga do M. Gumplowicza z 5 i z 20 IX 1888 r.,
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 532–534 i 538–539.
2
Artykuł L. Kuby pt. Oskar Kolberg – národopisec polský opublikowała „Osvěta” w 1888 r.,
z. 8, s. 733–740. Kolberg dziękuje Kubie za przesłany mu zeszyt czasopisma z artykułem i dodaje kilka sprostowań w brulionie listu z 14 X 1888 r., Korespondencja… cz. III, (DWOK T. 66),
s. 541–542.
3
Zob. listy do i od W. Gersona, tamże, nr 1416, 1421, 1428, 1432, 1441.

475

�XXV
[Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii
litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga
obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka (czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu
Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja
I. Franki cz. III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa
artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” (1889). – Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego
(1889). – Choroba, ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego
– ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego. – Pogrzeb (5 czerwca 1890).]

W styczniu 1889 roku, dziękując Jadwidze Wernerowej za tradycyjnie
wysyłane mu na Boże Narodzenie życzenia, Kolberg pisze do niej w duchu
utrwalonej od jakiegoś czasu rezygnacji, ale i z dystansem, które cechują
trudne dla niego ostatnie lata:
[…] siedzę już od kilku lat jak zaklęty na krakowskim bruku i na wieś nawet w lecie wcale się nie wymykam. Przyczyną tego jest nie tylko wiek mój podeszły, do
wycieczek już nie tak skory jak dawniej, ale i brak czasu, bo wydawnictw opóźnić nie mogę, a z powodu osłabionego wzroku i dla oszczędzania jego nie mogę
pracy mojej dokonywać i załatwiać tak szybko, jak ona tego wymaga i jak bym
sam tego pragnął, a nadto stosunek mój do pp. Jasińskich (zrujnowanych obywateli, jak wiesz) jest tego rodzaju, że oddalenie moje kilkomiesięczne uszczupliłoby i im nieco dochodu z mej miesięcznej płacy pochodzącego – wreszcie
i moja własna bieda, na chleb codzienny pracować mi nakazująca1.

Prawdopodobnie to owa „bieda”, ciężar starości i trud codzienności wypełnionej nadmierną pracą skłoniły Kolberga do determinacji i ryzykownego kroku, jakim była próba powrotu pod dach Konopków w pierwszych
miesiącach 1889 roku. Nie zostało mu jednak oszczędzone kolejne gorzkie
rozczarowanie. W odpowiedzi na niezachowany list lub ustną, pośrednio
złożoną propozycję przyjęcia go na stały pobyt w Mogilanach, otrzymuje od
Stefanii Konopkowej, wdowy po Józefie, uprzejmą odmowę zamieszkania
u niej, umotywowaną brakiem warunków niezbędnych dla zapewnienia mu
1

Brulion listu do J. Wernerowej z 29 I 1889 r., tamże, s. 569.

476

�spokoju i wygody. Kłopoty w licznej rodzinie, letnie zjazdy jej członków,
konieczność sprowadzenia na stałe owdowiałej córki z wnuczką, „trudy codziennego mozolnego gospodarowania”, to realne powody, wyjaśniające odmowę. Jak się wydaje, Kolberg je zrozumiał, jednak pod listem zanotował:
Wszystko to piękne – brak tylko tych kilku wyrazów: „Z tych powodów i wielu
jeszcze innych, nie mogąc Pana przyjąć do siebie na stałe, miło by mi jednak
było ze względu na dawną naszą przyjaźń widzieć Pana od czasu do czasu
w mym domu, czy to w święto, czy w niedzielę jaką, o ile byś przybyć zechciał,
i chętnie bym wówczas przysłała syna po Sz. Pana”1.

W marcu 1889 roku Kolberg rozpoczął druk ostatniej, piątej części Mazowsza; ukończenie tego tomu przewidywał w styczniu 1890 roku2.
W tym czasie wypłynęła też w kręgach Akademii sprawa publikacji
melodii litewskich zebranych przez Antoniego Juszkiewicza. Po śmierci
w 1886 roku Jana Juszkiewicza, który wydał wcześniej teksty pieśni litewskich zgromadzone przez brata, Antoniego, rękopis melodii odnoszących się
do tych tekstów za pośrednictwem Jana Baudouina de Courtenay znalazł
się w gestii Jana Karłowicza, który zainteresował nim Izydora Kopernickiego, przysyłając mu „okaz”, tj. prawdopodobnie fragment rękopisu. Kopernicki z kolei, odpowiadając Karłowiczowi, uznał wysoką wartość zapisów
Juszkiewicza i celowość ich odrębnej publikacji przez Akademię, a także
wskazał Kolberga – za jego zgodą – jako potencjalnego autora muzycznego opracowania tych melodii do druku i przytoczył pozytywną opinię
autora Ludu: „Kolberg, obaczywszy okaz przez Pana przysłany, oświadczył,
że melodia jest umiejętnie i doskonale spisaną”3. Na posiedzeniu Komisji
Antropologicznej w marcu 1889 roku Kopernicki przedstawił w imieniu
Karłowicza i za zgodą rekomendującego rękopis Jana Baudouina de Courtenay zbiór 1740 melodii pieśni litewskich spisanych przez Juszkiewicza
jako kwalifikujący się do wydania „ze względu na nadzwyczajną doniosłość
naukową tego jedynego zbioru dla etnologii powszechnej”. Jednocześnie na
1
List Stefanii Konopkowej z 1 III 1889 r. oraz notatka Kolberga pod tym listem, tamże,
572–573.
2
Zob. informacje na ten temat w brulionach listów do K. Dobrskiego z 28 V i 26 XI 1889 r.,
tamże, s. 582 i 644.
3
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 76–77 i 78, listy z 1 i 5 II 1889 r. (cytowane
zdanie na s. 78). Z pomocy J. Juszkiewicza Kolberg korzystał w 1878 r., opracowując swój artykuł poświęcony pieśniom litewskim, zob. wyżej, s. 390–391.

477

�wniosek Kopernickiego przewodniczącemu Komisji, Majerowi, oraz Kolbergowi powierzono rozpatrzenie się w tym materiale i przygotowanie planu
jego edycji1. Kolberg zdołał jednak opracować jedynie 119 melodii, pracę
kontynuował Kopernicki, a całość opublikowana została dopiero w 1900
roku jako wydawnictwo Akademii2.
Także w marcu otrzymał wiadomość od Ksawerego Konopki – tym razem radosną i satysfakcjonującą – o inicjatywie obchodu jubileuszu 50-lecia jego działalności badawczej, który w dowód uznania dla zasług autora
Ludu i wdzięczności za jego pracę i dorobek postanowili zorganizować
w Krakowie przyjaciele3. Zasłużyli się tu szczególnie obaj Konopkowie:
Ksawery, prezes Komitetu organizacyjnego, oraz Tadeusz, podobno autor
pomysłu, a także Izydor Kopernicki, Józef Majer, Władysław Żeleński, Zygmunt Cieszkowski, tj. pozostali członkowie Komitetu jubileuszowego. Jako
formę obchodu 50-lecia pracy badawczej Kolberga (od pierwszych poszukiwań pieśni ludowych w okolicach Wilanowa) wybrano „wieczór deklamacyjno-muzyczny”, z którego dochód miał być przeznaczony na wsparcie
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 29 III 1889 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XIX, 1889, s. XLVI–XLVII, punkt 10 (na posiedzeniu tym Kolberg
był obecny). Zob. też I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 80, list z 3 IV 1889 r., z informacją na temat rezultatu tego posiedzenia. Tam również (s. 80–81) opinia i kolejna rekomendacja autora listu dotycząca Kolberga: „Tymczasem przysposobieniem tych materiałów do
wydania zajmie się najchętniej nasz Kolberg stary. Stary on jest, to prawda, ale wyobrazić Pan
sobie nie może jego niezmordowanej pracowitości i ruchawości w przedmiocie tak przez siebie
umiłowanym. Co się tyczy jego znajomości rzeczy, to nie wiem, czy jest na świecie człowiek
znający się z własnego doświadczenia na muzyce ludowej w takim stopniu jak on, który całe
życie temu poświęcał się i zęby zjadł na tym. Doświadczenie jego i pamięć olbrzymia całego
materiału muzycznego jest rzadką. Tak sądzą o nim nie tylko nasi muzykalni koryfeusze, jak
np. Żeleński, który go wysoce ceni z tego względu i ciągle go się radzi w swoich pracach kompozytorskich, ale proszę przeczytać sąd sławnego muzyka–etnologa Kuby, Czecha, w artykule
jego o Kolbergu w zesz. 8 „Osvěty” za r. 1888. – Na tej podstawie mogę zapewnić Szanownego
Pana, że Kolberg znający jak mało kto muzykę ludową, nie tylko polską, ale i innych narodów,
a także litewską (bo przecież on pierwszy wydał największą dotąd liczbę melodii litewskich)
jest osobą najzupełniej ukwalifikowaną do podjęcia się tego zadania”.
2
Melodie ludowe litewskie zebrane przez św. pamięci Antoniego Juszkiewicza. Opracowane przez śp. Oskara Kolberga i śp. Izydora Kopernickiego, a ostatecznie opracowane, zredagowane i wydane przez Zygmunta Noskowskiego i Jana Baudouina de Courtenay, Kraków
1900. Przedruk 119 melodii opracowanych przez Kolberga w: O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53).
3
List K. Konopki z 20 III 1889 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 575–576. Pierwsze informacje o planowanych obchodach podały dzienniki galicyjskie: „Czas” 1889, nr 84 (z 11
IV), w Kronice miejscowej i zagranicznej oraz „Gazeta Lwowska” 1889, nr 84 (z 12 IV), w dziale Kronika.
1

478

�dalszego wydawnictwa. Przewidziano ceny biletów w wysokości 1 oraz 2
zł. reń. i 50 centów za wstęp. Przedsprzedażą biletów zajęły się księgarnie
Krzyżanowskiego, Gebethnera i Friedleina. Jubileuszowy koncert, który
odbył się w dniu 31 maja w sali Towarzystwa Strzeleckiego (Bractwa Kurkowego), zgromadził tłumnie publiczność. Sprawozdawca „Czasu” pisał:
Widzieliśmy tam zgromadzenie prawdziwie doborowe: przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, korporacyj naukowych, od prezesa Akademii, rektora
Uniwersytetu, aż do uczniów szkół niższych, piękne grono pań, zastęp artystów,
prezes Koła Literacko-Artystycznego i dziennikarstwo nasze w komplecie; nie
skończylibyśmy, chcąc wyliczać ten długi szereg osób, które należałoby wymienić1.

Zgromadziły się delegacje i przedstawiciele instytucji i towarzystw naukowych, artyści, profesorowie, dziennikarze z Krakowa, Lwowa, Warszawy i Poznania. Obecni byli m.in. Józef Majer, Stanisław Tarnowski, Jan
Matejko, Juliusz Kossak, Michał Bałucki, Mieczysław Pawlikowski. W uroczystości uczestniczyła Karolina ze starszą córką Antoniną, a także Justyna
Konopczanka z rodziną, serdecznie witani przez Kolberga. Koncert poprzedziła uroczystość wręczenia wieńców pamiątkowych i medali honorowych
od szeregu towarzystw naukowych oraz od delegacji chłopskiej z Modlnicy, a także odczytanie licznych pism, telegramów gratulacyjnych i adresów
okolicznościowych nadesłanych z całego kraju i z zagranicy. Ich nadawcami były redakcje pism warszawskich, lwowskich i poznańskich, towarzystwa naukowe, organizacje studenckie, towarzystwa i zespoły muzyczne
Poznania, Warszawy, Lwowa, organizacje Polaków na obczyźnie, wiele osób
prywatnych z całego kraju i zagranicy. Kolberga wprowadzono uroczyście
na scenę, gdzie otoczyło go grono członków Komitetu, rodzina i delegacja
chłopska. Pierwszy przemówił przewodniczący Komitetu, Ksawery Konopka, podkreślając, że Kolberg „obrał za przedmiot pracy to, co stanowi podwalinę narodu, zdrowy i pełen sił żywotnych lud polski”. – „Szczęśliwyś,
1
Jubileusz Kolberga, „Czas” 1889, nr 126 (z 2 VI). Dokładne sprawozdanie pt. Uczczenie zasług Oskara Kolberga, podpisane inicjałami A.K., zamieściła też m.in. „Nowa Reforma” 1889, nr
126 (z 2 VI). Ponadto z okazji jubileuszu ukazały się w 1889 roku artykuły biograficzne poświęcone
Kolbergowi, m.in. pióra J. Karłowicza w „Wiśle” T. III: 1889, s. 468–473, W. Korotyńskiego w „Tygodniku Ilustrowanym”, nr 332 (z 11 V) oraz I. Kopernickiego w „Nowej Reformie”, nr 107 (z 10
V) – 109 (z 12 V). Ten ostatni tekst, obszerny i bogaty faktograficznie, nie skrywa przyjaźni, która
łączyła autora z Kolbergiem. Cytowane dalej fragmenty pochodzą z relacji w nr. 126 „Czasu”.

479

�Jubilacie – mówił – bo dzieło Twoje nie zna podziału Ojczyzny, ale obejmuje cały lud obszar jej ziemi zamieszkujący”1. Z życzeniem ukończenia
rozpoczętej pracy „ku chlubie narodu” wręczył srebrny wieniec w imieniu
Komitetu, rodziny Konopków i wszystkich uczestników uroczystości. Żeleński, przekazując wieniec w imieniu Towarzystwa Muzycznego, zwrócił
uwagę „na muzyczną stronę wydawnictw Kolberga, z której i sam mówca,
i inni muzycy niejednokrotnie czerpali natchnienie do swoich kompozycji”.
Przyjęta z owacją delegacja chłopska z Modlnicy w osobach: Mikołaja Kozienia, Tomasza Janeckiego i Tadeusza Wyzgi wystąpiła z wieńcem „uwitym z polnych naszych kwiatów i zbóż”, a pierwszy z wymienionych wyraził
„wdzięczność ludu polskiego temu, który życie swe poświecił jego zbadaniu
i opisaniu”. Wzruszony Kolberg dziękował każdemu z mówców, wyrażając
nadzieję na kontynuację dzieła. Po wręczeniu jubilatowi wieńców i dyplomów odczytano liczne telegramy gratulacyjne i adresy okolicznościowe od
instytucji i osób prywatnych, towarzystw naukowych i artystycznych, profesorów, artystów, pisarzy z Krakowa, Lwowa i Warszawy, „prawie wszystkich redakcji polskich dzienników”, stowarzyszeń akademickich, osób publicznych i prywatnych, działaczy społecznych, przyjaciół, rodziny itd.2.
Następnie Kolberg zasiadł w gronie rodzinnym i rozpoczął się koncert. Na
program złożyły się następujące utwory: Polonez Żeleńskiego na orkiestrę
pod kierunkiem kompozytora, Romans Rózi z Króla pasterzy Kolberga,
pieśni: Niedziela Moniuszki oraz Posyłka Żeleńskiego odśpiewane przez
Rytę Andrzejkowiczównę, Baśń tęczowa Asnyka i Jagódka Lenartowicza
w recytacji Wandy Siemaszkowej, Fantazja na temata polskie Chopina
w wykonaniu Franciszka Bylickiego, z towarzyszeniem orkiestry 13 pułku
pod kierunkiem kapitana Hocka, kilka utworów wykonanych przez włościański chór mieszany z Bieżanowa, kierowany przez założyciela, ks. proboszcza Józefa Kufla i organistę Jakuba Jamka, Rondo à la Mazur Chopina
odegrane na fortepianie także przez Bylickiego. Zrezygnowano z ostatniego
Ten fragment mowy Konopki, przytoczony tu za artykułem Jubileusz Kolberga w „Czasie” 1889, nr 126, w sprawozdaniu A.K. Uczczenie zasług Oskara Kolberga w „Nowej Reformie” 1889, nr 126 podano w wersji: „Szczęśliwy jesteś, bo Twoje dzieło nie zna zbrodni
dokonanej na naszej kochanej matce Ojczyźnie, nie zna rozbioru Polski! Tyś ją opisał, jej ludy
dał poznać, jak to mówią, od morza do morza, Koronę i Litwę!”.
2
Telegramy te i adresy w większości zachowały się w spuściźnie Kolberga i publikowane
są w cz. III Korespondencji (DWOK T. 66). Ponadto ich spis podaje „Czas” w nr. 126, a pełne
teksty publikuje „Nowa Reforma” także w nr. 126; tam również cytowane są przemowy wygłoszone na uroczystości.
1

480

�punktu programu, czyli utworu Dobrzyńskiego Finale z symfonii, z powodu
spóźnionej pory i „niesłychanego upału” w sali1. Zakończenie uroczystości
stanowił pokaz ogni bengalskich.
Relacje z koncertu opublikowały liczne pisma wszystkich trzech zaborów. Opinia wszystkich co do podniosłości celu i wspaniałego rezultatu
była zgodna. Uroczystość okazała się wielkim i spontanicznym hołdem dla
osoby i dzieła Kolberga, dla jego pracy, trudu, wyrzeczeń i osobistej skromności. Dostarczyła mu też wielu wzruszeń i satysfakcji, choć ten publiczny
aplauz onieśmielał nienawykłego do takich wyróżnień, zawsze skromnego
jubilata. Jeszcze przez kilka tygodni Kolberg odbierał gratulacje, listy i dyplomy honorowego członkostwa z kraju i z zagranicy. Następnego dnia po
koncercie informował Kraussa: „Otóż koncert wczorajszy wypadł dla mnie
(jak na Kraków) wcale pomyślnie i świetnie”.
A pod koniec czerwca pisał do Kuby:
Dary, wieńce, adresy i telegramy, jakie przy tej sposobności otrzymałem, wzruszyły mnie do głębi, bo były wymownym dowodem uznanych mych dobrych
chęci i zajęć; najwspanialszym z tych darów był wieniec srebrny, od literatów
warszawskich mi nadesłany, najrzewniejszym – w[ieniec] z kwiatów polnych
od wieśniaków2.

Zaledwie trzy dni po koncercie wziął Kolberg udział w jubileuszowej
uroczystości z okazji 65-lecia urodzin Juliusza Kossaka, która odbyła się
3 czerwca w salach Towarzystwa Sztuk Pięknych w Sukiennicach. Obecność „jubilata Oskara Kolberga” w gronie szacownych osób: prezydenta
Szlachtowskiego, biskupa Krasińskiego i kanonika Pelczara, które obok rodziny zasiadły „najbliżej estrady”, odnotował „Czas”3. Jego obecność na
W 2015 roku w Krakowie odbył się koncert „pamięci Kolberga”, stanowiący replikę jubileuszowego koncertu z 1889 roku, zorganizowany w tym samym dniu, tj. 31 maja, w tym
samym miejscu (dawna Sala Strzelecka) i z tym samym programem (utwory Kolberga, Chopina, Moniuszki, Żeleńskiego, pieśni ludowe, wiersz Asnyka) przez Instytut Muzyki i Tańca oraz
Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Zob. K. Markiewicz Koncert pamięci Oskara Kolberga
– replika koncertu z 1889 roku, https//www.muzeum-radom.pl/muzeum-o-kolberga/koncert-pamięci-oskara-kolberga-replika-koncertu z 1889 roku (dostęp: 26.08.2020).
2
Bruliony listów do F.S. Kraussa z 1 VI i do L. Kuby z 25 VI 1889 r., Korespondencja… cz. III
(DWOK T. 66), s. 609 i 621.
3
Informację tę podał „Czas” 1889, nr 127 (z 4 VI), w sprawozdaniu pt. Jubileusz Juliusza
Kossaka. Zob. też ciąg dalszy sprawozdania, tamże, nr 128 (z 5 VI) oraz odrębny tekst biograficzny poświęcony artyście w nr. 127.
1

481

�głównej uroczystości w Sukiennicach podczas skierowanych do jubilata
mów oraz wręczania upominków, adresów i wieńców z całej Polski była
z pewnością wyrazem zażyłości i przyjacielskich relacji, jakie od dawna
łączyły go z Kossakiem. Ugruntowało je wspólne zamiłowanie do pamiątek
przeszłości, historii narodu i jej świadectw, do ikonografii dokumentującej kulturę polską, a także wspomniana wyżej współpraca nad tą ostatnią
dziedziną w ramach programu badań i prac w Komisji Antropologicznej.
Wzmianki w korespondencji Kolberga na ten temat świadczące o wzajemnych kontaktach i konsultacjach, a także serdeczny ton w zachowanym
liście Kolberga do Kossaka w odpowiedzi na zaproszenie na założycielskie
zebranie kierowanego przez malarza Koła Artystyczno-Literackiego w Krakowie1 są wyrazem zażyłości i wzajemnego zrozumienia. Brak jednak informacji, czy Kolberg bywał w otwartym domu artysty, w willi „Wygoda”,
nazwanej także „Kossakówką”, gdzie od 1869 roku, kiedy to Kossak osiadł
wraz z rodziną w Krakowie, odbywały się słynne spotkania towarzyskie
inteligencji, sfer artystycznych i arystokratycznych. Salon w neogotyckim
dworku Kossaków, prowadzony później przez syna i wnuki Juliusza, Wojciecha i jego dzieci – Jerzego, Marię i Magdalenę, trwał aż do II wojny
i gromadził najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki i kultury2.
Majowe uroczystości jubileuszowe, choć radośnie i głęboko przeżyte
przez Kolberga, były jednak dla niego z pewnością męczące, gdyż coraz
trudniej znosił tłumne zgromadzenia i niemożność pozostawania w cieniu.
Jego zdrowie i kondycja nadal były kiepskie. W kilka tygodni po majowych
uroczystościach zasłabł, coraz trudniej było mu pracować tak intensywnie
i wysiłek ten godzić z codziennymi niezbędnymi działaniami. Najbliżsi mu
przyjaciele dostrzegali tę sytuację od pewnego czasu i choć z pewnością jedną z odpowiedzi była inicjatywa uczczenia jubileuszu Kolberga, problemów
samodzielnego bytowania nie rozwiązywała. Potrzeba stałej opieki stawała
się coraz pilniejszą koniecznością. Wyjście znalazł niezawodny w staraniach
o Kolberga Izydor Kopernicki; zaprosił go na stałe do swojego domu, który
zresztą od początku był zawsze dla niego gościnnie otwarty. Na początku
1
Zob. brulion listu do J. Kossaka z 29 VI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),
s. 379. Drukowane zaproszenie na zebranie założycieli Koła Artystyczno-Literackiego, któremu
przewodniczył Kossak, z jego podpisem, przesłane Kolbergowi do Czortowca, gdzie przebywał
w związku z wystawą w Kołomyi, zachowało się w jego zbiorach (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3,
k. 312–313).
2
Por. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 218 i 226.

482

�lipca autor Ludu przeprowadził się do domu przyjaciela przy ulicy Sławkowskiej 29, „trzeciego domu, idąc od plantów ku miastu”1. Ten wspaniałomyślny gest Kopernickiego zapewnił Kolbergowi w ostatnim roku życia
stałą troskę, opiekę i upragnione poczucie bezpieczeństwa. Gospodarz mógł
towarzyszyć mu teraz bezpośrednio w codziennej pracy, wciągnięty był
w jego zobowiązania, terminy, kontakty, wspomagał radą i dostarczanymi
lekturami, jeszcze intensywniej uczestniczył w jego życiu. Zawsze świadomy wartości i znaczenia prac Kolberga, nadal propagował jego dzieło, pośredniczył i orędował w jego sprawach w Akademii. Kolberg powierzał mu
też wszystkie swoje sprawy, wtajemniczał w konkretne problemy swojego
warsztatu, finanse, najbliższe i dalsze plany wydawnicze, życzenia co do losów swojego archiwum. Jako znakomity uczony był dla Kolberga nie tylko
opiekunem i lekarzem, oddanym przyjacielem i doradcą, ale i partnerem do
dyskusji i wymiany poglądów, konsultantem i recenzentem. Jego szacunek
i uznanie dla autora Ludu jako badacza i człowieka, a także niezwykle delikatnie okazywaną pomoc dokumentuje m.in. korespondencja prowadzona
przez Kopernickiego w latach 1887–1891 z Karłowiczem2. Świadczy o tym
choćby przytoczona wyżej rekomendacja Kopernickiego dotycząca kompetencji muzykologicznych Kolberga przekazana Karłowiczowi w związku z melodiami pieśni litewskich. Inny przykład stanowić może sugestia
elegancko wyrażona w liście do młodszego badacza, któremu Kopernicki
patronował, Seweryna Udzieli, by zwrócił się do Kolberga z prośbą „bardzo gorącą i serdeczną” o przysłanie mu tomów Ludu i Mazowsza dla
Zob. brulion listu do W. Wiślickiego z 2 VII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK
T. 66), s. 626.
2
Zob. I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza… s. 61–100. Za przykład, w jakim stylu
Kopernicki podkreślał rolę i miejsce Kolberga w etnografii, niech posłuży fragment wcześniejszego listu do Karłowicza z 4 kwietnia 1888 roku: „Łaskawie mi przysłany zeszyt „Wisły”, przeczytawszy z największym zajęciem, udzieliłem go Kolbergowi, który również oddaje Waszemu
pismu wielkie pochwały i szczerze się cieszy tym pismem. Z wyrażonego przezeń bardzo szczerego zadowolenia wnoszę, że lubo jest wielce zajęty i nad wiek swój przeciążony wydawnictwem swoich dzieł własnych, to mógłby i chętnie udzieliłby od czasu do czasu Pańskiej „Wiśle”
jaki kąsek pożądany ze swoich bogatych zasobów. Dlatego radziłbym Szanownemu Panu udać
się do niego z tą propozycją, ofiarując mu jeden egzemplarz „Wisły”, której współpracownik
taki doda niewątpliwie nie tylko splendoru, lecz i strawy dobrej” (tamże, s. 70). Jak wspomniano, Kolberg otrzymał od Karłowicza zeszyty „Wisły”, odpowiedział na propozycję współpracy
z pismem i życząc „najobfitszych plonów i jak najszerszego upowszechnienia”, wyraził przy
okazji kilka swoich uwag na temat jego profilu i zawartości (Korespondencja… cz. III, DWOK
T. 66, s. 529–531).
1

483

�tworzącego się pod jego kierunkiem Kółka Etnograficznego w Gorlicach,
gdyż on [Kolberg] „niezawodnie mi powie o Waszej odezwie, więc ja Waszą
prośbę poprę tak, że może bezpłatnie lub przynajmniej za pół ceny dostaniecie”1. Krótko potem Kopernicki informuje Udzielę, że został obrany
członkiem Komisji Antropologicznej „na przedstawienie moje i nieobecnego
na posiedzeniu O. Kolberga”. W ten sposób Kopernicki często eksponował
rolę Kolberga, którego skromność skłaniała raczej do pozostawania w cieniu. W jego listach, zwłaszcza pisanych do Karłowicza, osobie i dziełu Kolberga poświęconych jest szereg wzmianek i opinii. Poświadczają one także
pracę Kopernickiego nad spuścizną przyjaciela podjętą natychmiast po jego
śmierci oraz gorliwość i sumienność, z jaką realizował ostatnią wolę autora
Ludu jako wykonawca jego testamentu.
Po jubileuszu i przeprowadzce rygor pracy Kolberga, niezmiennie wytężonej i coraz pospieszniejszej, nie tylko nie uległ zmianie, ale jeszcze się
zaostrzył. Można to śmiało określić jako walkę z czasem człowieka świadomego w pełni, że czasu tego pozostało mu mało i że z każdym dniem jest
go mniej.
W roku 1889 ukazało się Łęczyckie oraz czwarty i ostatni tom Pokucia,
a na warsztacie Kolberga była piąta część Mazowsza, Kaliskie i pierwsza
część Chełmskiego.
Jednotomowa monografia Łęczyckiego (tom 22 Ludu) obejmuje niewielki obszar między Mazowszem, Kaliskiem i Kujawami; zgodnie z pierwotnymi planami Kolberga ziemię łęczycką i „gostyńską” [tj.gostynińską]2.
Zob. M. Rak Listy Izydora Kopernickiego do Seweryna Udzieli z lat 1887–1891, „Ling­
Varia” R. VIII: 2013, nr 1(15), s. 242 i 242–243 (listy z 24 XI i z 12 XII 1889 r.). Seweryn Udziela
(1857–1937), nauczyciel, zasłużony etnograf amator i badacz kultury ludowej Małopolski, w latach 1888–1893 był inspektorem szkolnym w powiecie gorlickim i grybowskim, a wyjazdy
łączył z badaniami i nawiązywaniem kontaktów z współpracownikami z kręgu nauczycieli
i uczniów. Kółko Etnograficzne skupiające nauczycieli założył 22 V 1889 r. Za radą Kopernickiego Udziela zwrócił się do Kolberga, a ten spełnił jego prośbę (zob. listy z 30 XI 1889 r. i z 20
I 1890 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 645 i 658). Na członka Komisji Antropologicznej Udziela wybrany został na posiedzeniu 11 XII 1889 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XX, 1890, s. XLIII). Z materiałów Kolberga wydał Śląsk
Górny (1906) i Tarnów-Rzeszów (1910), był współzałożycielem powstałego w 1895 r. we Lwowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, twórcą i dyrektorem Muzeum Etnograficznego
w Krakowie.
2
Charakterystyka Łęczyckiego, materiałów źródłowych oraz badań Kolberga w tym regionie itd. przedstawione zostały przez E. Antyborzec we wstępie pt. „Łęczyckie” Oskara Kolberga
w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. VII–XXXI.
1

484

�Ta ostatnia, jako należąca do historycznego Mazowsza, uwzględniona jest
także po części w tomie pierwszym Mazowsza, tzw. Mazowszu polnym,
co wskazuje, jak skomplikowany był podział na regiony według nieostrych
i krzyżujących się kryteriów, o czym tu już wspominano. Tom zawiera stosunkowo skromny materiał etnograficzny w postaci szczupłych zapisków
dotyczących kraju i ludu, a także skąpy zasób wierzeniowy oraz folklorystyczny w zakresie prozy ludowej, tj. bajek i podań, mimo że sam Kolberg
określa we wstępie Łęczyckie jako „ziemię tak płodną w tradycje”1. Zdecydowanie przeważają pieśni związane ze zwyczajami i obrzędami oraz „powszechne”, czyli autonomiczne. Osobliwością monografii jest dołączenie do
niej zbioru tańców kujawskich, które były przedmiotem szczególnego zainteresowania i analiz autora. W rozdziale zatytułowanym Kujawy pomieścił
więc w Łęczyckiem 147 melodii tanecznych, po części z przyśpiewkami,
traktując je jako kontynuację tańców opublikowanych w 1867 roku w monografii Kujaw, gdzie nie zdołał opublikować wszystkich „z powodów od
nas niezależnych”. Zabieg ten tłumaczył „łącznością ich z łęczyckimi, już
z samego obu tych prowincyj położenia, ułatwiającego ich wzajemne na
siebie wpływy, wynikającą”2, co jednak według muzykologów badających
ten materiał nie wyjaśnia wszystkiego, gdyż widoczna w rękopisach Kolberga pasja, z jaką pracował nad tańcami kujawskimi, nad ich specyficzną
trzyczęściową strukturą, oraz szczególne zainteresowanie, jakie okazywał
kujawiakom, przemawiają raczej za potrzebą ukazania całego zbioru, jakim
dysponował3.
Na czwartą część Pokucia, wydaną podobnie jak trzecia dzięki podwojonej dotacji Akademii, składa się zbiór „kazek”, w którym znalazły się baśnie
magiczne, legendy, anegdoty i opowieści wierzeniowe, bajki zwierzęce oraz
zagadki i łamigłówki. Wyjątkowo, gdyż na ogół badacz tego nie praktykował, wymienia we wstępie do tego tomu nazwiska „opowiadaczy: włościan,
włościanek, diaków i inne osoby (z różnych Pokucia pochodzące miejscowości), które nam spisane tu kazki w rodzinnej swej udzielali mowie […]”4.
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. IV.
Tamże, s. 211, rozdział „Kujawy”, przyp. 1.
3
Zob. D. Pawlakowa Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.
Suplement do tomów 3 i 4 (DWOK T. 72/I), s. VI–XXIII oraz Ł. Smoluch Zapisy muzyczne
w „Łęczyckiem”, w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. XXXVII–
XLIII.
4
Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. XI.
1
2

485

�Wśród wskazanych narratorów (osiem nazwiskiem, jedna inicjałem nazwiska), reprezentujących Kołomyję, Ispas, Horodnicę, Czortowiec i Jasienów
Polny, znalazł się nauczyciel, student, diak, a także ludowi wykonawcy1.
Jak wspomniano, na Pokuciu Kolberg miał bardzo sprzyjające warunki dla
swoich badań i kontaktów z informatorami dzięki pobytom u zaprzyjaźnionych rodzin, z Przybysławskimi z Czortowca na czele, oraz dzięki wystawie w Kołomyi. Stąd pozyskane materiały etnograficzne i folklorystyczne
wyróżniają się autentycznością i wiarygodnością. Wśród wymienionych
w cytowanym wstępie osób szczególnie cennym dla Kolberga współpracownikiem był Bazyli Jurczeńko, nauczyciel z Ispasa, potem student prawa
w Czerniowcach, którego materiały obejmowały nie tylko teksty bajkowe,
zamieszczone w części IV monografii, ale i pieśni, a także dotyczyły zwyczajów, obrzędów i wierzeń. Tym ostatnim poświęcona jest część III Pokucia
wydana rok wcześniej, która zawiera poza opisem „świata nadzmysłowego”
także rozdział „Tańce” oraz „Przysłowia”. Charakter materiałów do tej czterotomowej monografii, przeważnie pozyskanych z autopsji, z bezpośrednich
relacji i w dużej mierze dzięki wystawie oraz dodatkowo weryfikowanych
w trakcie szczegółowych konsultacji2, sytuuje Pokucie wysoko wśród Kolbergowskich monografii pod względem wartości źródłowej.
Trzecią część Pokucia zrecenzował w 1889 roku Iwan Franko (1856–
1916), ukraiński pisarz, poeta i slawista3. Z uznaniem wyraził się o zawartej w tomie rozprawie o tańcach ludowych na Pokuciu, zakwestionował
jednak sposób opracowania samych przyśpiewek, zarzucając ich zbiorowi
chaotyczność, brak metody w podziale materiału na zapisany oryginalnie
i przejęty z innych źródeł oraz „rozsiekanie” poszczególnych pieśni na kawałki, tj. rozerwanie zwrotek logicznie układających się w całość. Za wielką zaletę uznał transkrypcję tekstów rusińskich, która „u p. Kolberga jest
w ogóle bardzo trafną i świadczy o wysoce rozwiniętym u autora słuchu
i odczuciu właściwości danego dialektu”, co tak skomentował dalej: „Można
1 W materiałach do monografii Pokucia odnaleźć można więcej nazwisk i informacji
o wykonawcach i mieszkańcach wsi niż w źródłach Kolberga dotyczących innych regionów.
Pisze o tym A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XXXVI–XXXIX.
2
Cennym przykładem charakteru, zakresu i szczegółowości tych konsultacji są spisane
przez Kolberga Pytania skierowane do W. Przybysławskiego z lat 1878 i 1881, opublikowane
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81) jako aneksy I–III, na s. 247–261.
3
Tekst Franki ukazał się w „Kwartalniku Historycznym” R. III: 1889, na s. 740–741, przedruk w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 286–288.

486

�śmiało powiedzieć, że dopiero od pojawienia się Pokucia Rusini otrzymali
sposobność poznania prawdziwej fonetyki tego wielce charakterystycznego
dialektu […]”1. Jednak i w tym zakresie wytknął autorowi niekonsekwencję zapisu gwarowego. Materiał w rozdziale „Świat nadzmysłowy” Franko
uznał za cenny, zwłaszcza w zakresie medycyny ludowej, wierzeń o roślinach i zwierzętach, ale zarzucił mu brak krytycyzmu wobec wykorzystanych źródeł i błędną ocenę ich autentyczności.
Kolberg odpowiedział recenzentowi na tych samych łamach2 z wyraźnym zniecierpliwieniem; po raz kolejny taka ocena jego dzieła wynikła bowiem, przynajmniej po części, z niezrozumienia założeń i metod jego pracy.
Zarzut „rozrywania” pieśni na pojedyncze zwrotki Kolberg odpiera najpierw kategorycznym stwierdzeniem, że ich w tym tomie nie ma, co następnie tak wyjaśnia:
Nikomu bowiem z dawniejszych nawet zbieraczy rzeczy ludowych nie przyszło
na myśl nazywać pieśniami kołomyjek, śpiewek krótkich, przyśpiewek, piosneczek okolicznościowych, wśród tańca najczęściej improwizowanych, równie jak krakowiaki urywkowych, nuconych już to w dwu- i czterowierszowych
zwrotkach, już zbitych w kilko- lub kilkunastozwrotkowe aglomeraty (odznaczone w naszej książce kreskami), a mogące równie dobrze w razie potrzeby
lub przypomnienia być rozbitymi, czyli (wedle słów sz. recenzenta) „posiekanymi” w drobniejsze, pojedyncze znów zwrotki, bo każda tworzy zwykle odrębną,
w sobie zamkniętą całość, a która to własność śpiewkę taką odróżnia stanowczo
od pieśni, gdzie ze względu na treść tej ostatniej wyrzucać zwrotek bez szkody
dla utworu nie można […]3.

O ruchliwości autonomicznych przyśpiewek i tworzeniu z nich różnych
konglomeratów decyduje więc sytuacja wykonawcza i inwencja śpiewającego, a zestawianie w tomie „przypadkowo spojonych w jedno dla zbliżonej
treści lub podobieństwa obrazów” ma dokumentować mechanizm funkcjonowania tych tekstów, a nie sztywną, ustaloną formę takiej okazjonalnej całości. W odpowiedzi na zarzut Franki, że brak przy tańcach wskazówek źródłowych, odpowiada, że podaje je dla tekstów przejętych z innych zbiorów
Tamże, aneks VIII, s. 287.
Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”…, „Kwartalnik Historyczny” R. IV: 1890, s. 221–223. Przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s.
412–415 oraz w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 288–291.
3
Tamże, aneks VIII, s. 288.
1
2

487

�w formie odsyłaczy pod tekstami kołomyjek, a spisane przez siebie opatruje notą o lokalizacji geograficznej. Do zarzutu „niejednostajnej w dziele
pisowni” rozumianej przez recenzenta jako niekonsekwencja transkrypcji,
generalnie ocenianej przez niego bardzo pozytywnie, odnosi się, kierując
do swojego wstępu do części IV Pokucia, gdzie tłumaczy ich przyczyny1.
Pisze tam:
Pragnąc zebrane tu kazki wiernie oddać w narzeczu miejscowego ludu, trzymaliśmy się przy spisywaniu ich metody fonetycznej i dlatego wsłuchiwaliśmy się
pilnie w brzmienie każdej niemal przez opowiadacza wymówionej głoski.

Praktyka taka prowadzi go do wniosku, że „odmiany” wymowy właściwe są nie tylko różnym częściom regionu, lecz że bywają odbiciem wahań
wymowy lokalnej lub użycia dźwięku pośredniego, złożonego, nie dającego
się oznaczyć graficznie, a także mogą oddawać chwiejność wymowy jednego nawet narratora, i to w tej samej opowieści czy relacji. Wyczulone ucho
Kolberga obdarzonego znakomitym słuchem pozwalało na wychwytywanie
niuansów, a także na dokumentację żywego, konkretnego przekazu gwarowego, z wszystkimi jego odchyleniami i niekonsekwencjami, a nie ustabilizowanego, dialektologicznie poprawnego tekstu i „jednostajnej pisowni”. Te
walory dokumentacji Kolberga doceniła dopiero współczesna dialektologia,
o czym była już mowa wcześniej. Na zarzut braku krytycyzmu wobec źródeł ilustrujących świat wierzeń autor Ludu odpowiedział:
Prawda, żeśmy się starali o zdobycie jak największej liczby szczegółów, bo zasób
ich im obfitszy, tym się staje pożądańszym dla przyszłego rzeczy tych badacza.
Prawda też, żeśmy się nie zapuszczali w krytyczne każdego zdobytego szczegółu
ocenianie, gromadząc po największej części materiał surowy, bo czynność taka
należy do przyszłego mitologa, a nie do zbieracza, który – owszem – przedwczesnej krytyki jak najmocniej wystrzegać się powinien2.

Kolberg wytknął też France, że „zarzut bezkrytyczności i niesforności podanego materiału” nie powinien być gołosłowny, lecz wsparty konkretnymi
dowodami, bo bez nich nie posiada wartości naukowej.
1
Tamże, aneks VIII, s. 290–291; Kolberg kieruje do przedmowy do cz. IV Pokucia (DWOK
T. 32), zob. s. X–XI.
2
O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 290.

488

�Ta replika Kolberga była jego ostatnim głosem polemicznym. Świadczy
ona z jednej strony o niezmienności principiów, z drugiej o nierzadkim
ówcześnie braku zrozumienia dla jego perspektywicznego planu, opartego
na poprzedzającej naukowe wnioski pracy zbieracza, na skrzętnym gromadzeniu odpowiedniej bazy źródłowej, by dopiero później możliwa była interpretacja i krytyka materiału, a także kompetentne badania porównawcze.
Także w roku 1889 ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii
Krajowej” dwa artykuły Kolberga poświęcone baśniom, zwyczajom i obrzędom weselnym z Polesia1. Ich publikacja związana była ze wspomnianą
wyżej propozycją Kolberga z 1888 roku odstąpienia Komisji Antropologicznej do druku swoich materiałów, których już nie zamierzał wykorzystać
w monografiach. O genezie tych prac brak bliższych danych, wiadomo
jedynie z noty Kolberga, że są to materiały po części nadesłane, po części
przekazane przez osobę przybyłą z Polesia do Krakowa. Sześć tekstów bajkowych z artykułu pierwszego, pochodzących z okolic Pińska i Lubieszowa,
Kolberg określa jako dyktowane przez tę nieznaną osobę. Trzy opisy wesel
wraz z 90 tekstami pieśni (i jedną melodią) w artykule drugim dopełnia
kilka informacji o zwyczajach z ponad 30 tekstami pieśni (i jedną melodią),
31 zdań i przysłów oraz kilka przyczynków do wierzeń i języka.
W grudniu 1889 roku do licznych i pilnych prac Kolberga dołączone
zostało nowe wyzwanie. Od Włodzimierza Dzieduszyckiego, kuratora Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie, badacz otrzymał
w darze jubileuszowym propozycję sfinansowania nakładu jednotomowej
„monografii części Rusi Czerwonej” o objętości około 20 arkuszy, za sumę
500 fl. reń. Odpowiadając darczyńcy, Kolberg poinformował sponsora, że
„do monografii w podobnych rozmiarach kwalifikuje się jedynie okolica
Przemyśla, lecz i ta wyczerpującą być nie może z powodu braku pewnych
szczegółów […]” i przedstawił zarys treści tomu2. Po zaakceptowaniu tego
planu przystąpił natychmiast do pracy nad materiałami przemyskimi, jednak nie zdążył tej monografii ukończyć.
Tymczasem bowiem coraz bardziej opuszczały go siły fizyczne. Kopernicki, w którego domu zamieszkał na początku lipca 1889 roku, miesiąc
O. Kolberg Baśni z Polesia, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889,
s. 200–207 oraz Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia, tamże, s. 208–245. Przedruk w: O. Kolberg Białoruś–Polesie (DWOK T. 52).
2
List do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),
s. 648–649.
1

489

�po uroczystościach jubileuszowych, najbliższy świadek ostatniego okresu
życia przyjaciela, tak pisał bezpośrednio po jego śmierci o tych wspólnych
miesiącach:
Przeszło od półtora roku coraz bardziej upadającego już na siłach na czas krótki
tylko pokrzepiły go i ożywiły owe powszechne wyrazy uznania. Od lipca roku
prz. [tj. 1889], gdy w moim domu zamieszkał, nieustannie zajęty wydawaniem
trzech dzieł naraz (Mazowsze T. V, Chełmskie T. 1, Kaliskie T. 1), użalał się
on nieraz, że go siły fizyczne coraz widoczniej opuszczają, tak iż nie mogąc jak
dawniej po kilkanaście godzin z rzędu pracować przy biurku, bywał coraz to
częściej zmuszony odrabiać to, co się dawało, leżąc w łóżku. Pomimo to wszakże
aż do później jesieni zwykł on był każdej niedzieli odwiedzać swoich znajomych,
a niekiedy i w dnie powszednie wychodził na parę godzin do miasta. Po tych
wycieczkach jednak powracał każdy raz wielce znużony i skutkiem tego z początkiem zimy wychodził już nader rzadko, a od Nowego Roku aż do wiosny nie
opuszczał wcale swego mieszkania. Do tego też zmuszało go dostrzeżone po raz
pierwszy już w styczniu [1890] znaczniejsze obrzęknięcie nóg, którym się słusznie
zaniepokoił, gdyż było to pierwszym zwiastunem ostatecznego osłabienia organizmu i wyczerpującej się u starca czynności serca i krwi krążenia. To obrzękniecie nóg wraz z osłabieniem ogólnym, przy dość zadawalniającym skądinąd
stanie zdrowia, powiększało się u niego powolnie do tego stopnia, iż śp. O. Kolberg był zmuszony coraz to dłużej przebywać w łóżku, którego na koniec od
początku kwietnia nie opuszczał już wcale. Widząc w tym zbliżający się już kres
życia swojego, coraz częściej odtąd zwykł on był mówić ze mną o tym, co się
stać ma z jego puścizną naukową i materialną. Co do pierwszej – wtajemniczał
on mnie ponownie w swoje dawne zamiary i wynurzał obecne życzenia, a co
do ostatniej – na kilka tygodni przed śmiercią upełnomocnił jednego ze swych
najszczerszych czcicieli, p. mecenasa dra Stan. Abłamowicza do zlikwidowania
swego jedynego mienia, tj. wszystkich swych nakładów zostających na składzie
w drukarniach i w komisie u księgarzy. Przy tym wszystkim, z umysłem po
dawnemu spokojnym, jasnym i czynnym zachował on do ostatniej chwili pamięć zadziwiającą, dokładną i pewną o wszystkich szczegółach tyczących swego
przedmiotu oraz prac przez siebie rozpoczętych lub zamierzonych i materiałów
do nich przysposobionych. […] Z tych zaś najbardziej zajmowała go monografia
Przemyskiego, którą w darze jublileuszowym dla O. Kolberga wspaniałomyślnie
ofiarował się wydać kosztem własnym szczery wielbiciel prac jego i zasług,
hrabia Wł. Dzieduszycki. Toteż porządkowaniem materiałów do tego dzieła
zajmował się on aż do ostatniej chwili niemal, a pomagała mu w tym najgorliwiej zacna przyjaciółka jego, pani Józefowa [Pelagia] Blizińska, przesiadując przy

490

�jego łożu po kilka godzin codziennie, które spędzała na przepisywaniu pod jego
kierunkiem i układaniu zebranych do tego dzieła materiałów i notatek1.

Ostatecznie, według świadectwa Kopernickiego, „[…] I-szy arkusz tylko
był przez samego O. Kolberga do druku podany”, a „dwa pierwsze arkusze
Przemyskiego miał zaś jeszcze sam w ręku i korektę sam zrobił”2. Kopernicki pisze, że jeszcze 1 czerwca wieczorem zastał Kolberga nad korektą
drugiego arkusza monografii i wspomina dalej:
Podczas parogodzinnej bytności mej u niego o niczym innym on już nie mówił,
tylko o tekach swoich i o dziełach przygotowanych do wydania i dawał mi tym
razem szczegółowe objaśnienia i wskazówki co do wydania Chełmskiego (T.
II i III), Mazowsza (T. VI i VII) i Kaliskiego [T. II], opowiadając dokładnie, co
i gdzie mam znaleźć po jego śmierci. Zapisawszy sobie to wszystko, odszedłem,
pocieszając jego i siebie nadzieją, że do spełnienia tych zleceń przyjdzie mi
jeszcze nierychło3.

Śmierć w dniu 3 czerwca 1890 roku przerwała tę prowadzoną do ostatnich chwil życia pracę. Przygotowanie Przemyskiego do wydania kontynuował Kopernicki i opublikował je w rok po śmierci przyjaciela, opatrując
tom przedmową zawierającą obszerny i rzetelny, najdokładniejszy z dotychczasowych „obraz życia, działalności i zasług naukowych Kolberga” i składając tym samym kolejny, już pośmiertny, hołd autorowi Ludu4. Kopernicki
zdążył jeszcze w tym samym 1891 roku wydać część II Chełmskiego. Jego
intensywne prace nad spuścizną Kolberga przerwała śmierć 25 września
1891 roku.

I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga, „Wisła” T. IV: 1890, s. 509–510.
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),
s. XX oraz słowo wstępne Od nakładcy, tamże, s. III.
3
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 510. Z relacji tej wynika, że w planach Kolberga
były jeszcze dwa tomy Mazowsza (cz. VI i VII), dwa tomy Chełmskiego (cz. II i III) oraz cz. II
Kaliskiego. Kopernicki zdołał wydać obok Przemyskiego jedynie cz. II Chełmskiego (DWOK
T. 34), gdyż niespełna półtora roku po Kolbergu zmarł. Części VI i VII Mazowsza oraz Mazury
pruskie ukazały się w ramach DWOK jako tomy 41, 42, 40, ponadto części I–VII Mazowsza dopełnione zostały trzema woluminami suplementowymi (DWOK T. 80/I–III). Natomiast niedrukowane materiały chełmskie znalazły się w suplementowym tomie 82 DWOK. Cz. I Kaliskiego
ukazała się w roku 1890, materiał tam niewydany pomieszczono w tomach 46 i 79 DWOK..
4
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy... (DWOK T. 35), s. V.
1
2

491

�Według cytowanej wyżej relacji Kopernickiego o ostatnich chwilach życia przyjaciela 2 czerwca gasnący już, ale całkowicie przytomny i pogodny
Kolberg wezwał zaprzyjaźnionego z nim pastora Jerzego Gabrysia, zdołał
pożegnać się z licznie odwiedzającymi go przyjaciółmi, a po ich odejściu,
wieczorem, w obecności pastora Gabrysia przekazywał Kopernickiemu
[…] ostatnie swe rozporządzenia i życzenia przedśmiertne, które z pogodą zazdrości godną zakończył tymi słowy: „Umieram, Bogu dzięki, z tą pociechą, że
według sił moich zrobiłem za życia, co mogłem, że nikt mię za próżniaka nie
ma i mieć nie będzie, a to, co po sobie zostawiam, przyda się ludziom na długo1.

Trzeciego czerwca około godziny 10 wobec pastora Gabrysia i Tadeusza Konopki oraz Kopernickiego spisany został przez mecenasa Stanisława
Abłamowicza testament. Oto jego pełny tekst:
Moja ostatnia wola
Książki, rękopisma w tekach, rysunki, nuty itp. materiały oddaję do dyspozycji
memu przyjacielowi, dr Izydorowi Kopernickiemu. Odda on Akademii, co za stosowne uzna. – Co do wydawnictw pod swoją opieką i kierunkiem porozumie się
z Akademią Umiejętności i z Kasą Mianowskiego, a nikt dr. Izydora Kopernickiego pod tym względem krępować ani kontrolować nie ma prawa. – Z pozostałej
gotówki wynoszącej około dwa tysiące pięćset zł reń. przeznaczam na pogrzeb
mój 200 zł reń., a nadto 300 zł reń., czyli razem 500 zł reń. do rąk pastora Gabrysia, który kwotę 300 zł reń. użyje według danych mu wskazówek na cele
dobroczynne i na potrzeby kościoła, na pomnik lub tablicę pamiątkową itd., na
co dodaję jeszcze dwieście zł reń., czyli razem z kosztami pogrzebu siedemset
zł reń do rąk p[asto]ra Gabrysia. – Drukarzowi [Franciszkowi] Łysakowskiemu
z Drukarni Uniwersyteckiej sto zł reń., drukarzom z tejże drukarni, Blaszkiemu
[Jan Blaschka] i Garsteckiemu [Ludwik Garsztecki], każdemu po pięćdziesiąt
zł reń. Resztę gotówki po opędzeniu wydatków ostatnich dni życia mego i po
moim pogrzebie oddaję do rozporządzenia Dra Izydora Kopernickiego na koszta
wydawnictwa Rusi Chełmskiej i innych materiałów.
Książki wydane moim nakładem, a znajdujące się w drukarniach i w księgarniach w Krakowie i Warszawie mój pełnomocnik, adw[okat] Dr Stanisław Abłamowicz, sprzeda której bądź firmie w Krakowie lub Lwowie czy Warszawie, a po
opłaceniu długów i rachunków z drukarniami, kosztów przeprowadzenia tego
1

I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 511.

492

�interesu, pozostałą resztę wyda mojej synowicy, Karolinie Wąsowskiej w Sandomierzu na potrzeby jej córek z Kolberga spłodzonych. – Wieniec srebrny i medal
z wystawy paryskiej oraz korespondencje odda P. dr Kopernicki Bibliotece Jagiellońskiej. – Odzież, bieliznę i pościel do dyspozycji p[asto]ra Gabrysia.– Wykonawcą mojej ostatniej woli naznaczam dra Izydora Kopernickiego i p[asto]ra
Gabrysia. Przy czym oświadczam, że o ile w tej mojej ostatnie woli specjalnych
nie poczyniłem zapisów, mianuję moim uniwersalnym spadkobiercą tegoż mojego przyjaciela, dra Izydora Kopernickiego.
Taka jest moja ostatnia wola, którą własnoręcznie wobec trzech uproszonych
świadków podpisuję – Kraków, dnia 3 czerwca 1890 – Oskar Kolberg1.

Dla prawnego zabezpieczenia testamentu wymagane było wyznaczenie
w nim obywatela państwa austriackiego jako uniwersalnego spadkobiercy
tego, co nie zostało objęte zapisami.
O godzinie pierwszej – wspomina Kopernicki – przyniesiono mu z drukarni
Uniwersyteckiej kilka egzemplarzy świeżo wydanego tomu pierwszego Chełmskiego, który przeglądał z błogim wyrazem zadowolenia i czynił uwagi o podanych w nim rycinach, a na jednym egzemplarzu ofiarowanym obecnemu p. Tadeuszowi Konopce, synowi najdawniejszego swego współpracownika i przyjaciela, śp. Józefa, na pamiątkę własną ręką kilka wyrazów, ostatnich w swym
życiu, bardzo wyraźnie napisał. Odtąd bez żadnych cierpień gasnął powolnie
i cicho; o kwadrans przed 5-tą ostatek sił go opuścił, tak iż mówić już przestał,
a o samej 5-ej po pd., wraz z otaczającymi go panią Blizińską i drem Abłamowiczem odebraliśmy ostatnie, wdzięczne jego spojrzenie pożegnalne i ze czcią mu
oczy zamknęliśmy na spoczynek wieczny. Tak oto umierał, jak żył – cicho i pogodnie – czczony powszechnie nasz śp. Oskar Kolberg2.

Rękopiśmienna kopia Mojej ostatniej woli Kolberga, sporządzona ręką Kopernickiego dla
Karoliny Wąsowskiej (w zbiorach Biblioteki Narodowej, sygn. II 6487). Kopernicki potwierdził
w niej – obok Kolbergowskiego – podpisy trzech świadków: Tadeusza Nowiny Konopki, pastora Jerzego Gabrysia, „proboszcza ewang. Ś. Marcina” i dr. Stanisława Abłamowicza, a na
końcu dokumentu zamieścił notatkę: „Dla W-ej Pani Karoliny Wąsowskiej z oryginału najwierniej przepisane przez Dr. IKopernickiego”. Zapisy testamentu Kolberga omówił też Kopernicki
w artykule Śmierć O. Kolberga…, s. 511–512.
2
Tamże, s. 512. Według relacji „Czasu”: „Do ostatnich chwil otaczali umierającego pp. Ksawery Konopka, Bliziński, tudzież panie [Pelagia] Blizińska i [Wanda] Żeleńska” (Oskar Kolberg,
„Czas” 1890, nr 127, z 5 VI). Ten dziennik zamieścił także w Kronice nr 130 (z 10 VI) nadesłany
do redakcji list Ksawerego Konopki ze wspomnieniem o należącym również do grona bliskich
przyjaciół zmarłego lekarzu, Tomaszu Mączce, „który przez szereg lat całkiem bezinteresownie
1

493

�Był to wtorek 3 czerwca 1890 roku.
Pogrzeb Kolberga na cmentarzu Rakowickim w Krakowie odbył się
w czwartek, 5 czerwca, o godzinie 17. Zgromadził licznie społeczność krakowską, zwłaszcza przedstawicieli inteligencji – według słów Kopernickiego: „począwszy od sędziwego prezesa Akademii Um[iejętności] i wszystkich
jej członków aż do najcichszego pracownika z drukarni”1. Obecni byli m.in.
obok prezesa Akademii, Józefa Majera i jej sekretarza, Stanisława Tarnowskiego, rektor Edward Korczyński i liczne grono profesorów uniwersytetu,
prezydent miasta Feliks Szlachtowski, wielu przedstawicieli świata nauki,
sztuki i literatury. Przybyło kilku członków najbliższej rodziny z Warszawy i z Sandomierza, zabrakło jednak liczniejszej reprezentacji chłopów
z Modlnicy i podkrakowskich wsi okolicznych, co tłumaczono faktem,
że ponieważ tego dnia przypadało święto Bożego Ciała, brali oni udział
w popołudniowych procesjach. Przy wynoszeniu trumny w bramie domu
pożegnał zmarłego Ksawery Konopka, dziękując jednocześnie Kopernickiemu za troskę i opiekę nad Kolbergiem w ostatnim okresie jego życia, a od
bram cmentarza trumnę poniosła młodzież akademicka. Prowadzący pogrzeb pastor Gabryś, żegnając zmarłego, nazwał go „człowiekiem pokoju”
i zwracał uwagę na jego miłość do kraju i ludzi, a zwłaszcza do wiejskiego
ludu. W imieniu Akademii Umiejętności przemawiał prof. Rostafiński, który
przyznał wprawdzie Kolbergowi wielkie zasługi za jego prace etnograficzne
i stwierdził, że cała Słowiańszczyzna nie ma równego Kolbergowi badacza
w dziedzinie krajoznawstwa, ale – jak to skomentował sprawozdawca „Nowej Reformy” – „zapuścił się wszakże w analizę krytyczną, odpowiednią
na katedrze prelekcyjnej, zakończoną pozytywnym orzeczeniem, iż dzieła
Kolberga nie są doskonałymi”. Uznano to za oczywisty nietakt i poważny

trafną kuracją utrzymywał go [Kolberga] przy życiu, osładzał mu chwile smutku i boleści, całe
dnie, w końcu i noce bezsenne mu poświęcał”.
1
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 512, tam jedynie krótka informacja o pogrzebie.
Obszerniejsze sprawozdanie zamieściła m.in. „Nowa Reforma” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale Kronika, Kraków, 6 czerwca, krótsze podał także „Czas” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale
Z miasta i kraju. O śmierci i pogrzebie Kolberga informowały oba czasopisma w nr. 126
(z 4 VI) i 127 (z 5 VI), w obu zamieszczono też w nr. 127 obszerniejsze nekrologi. Nekrolog
i zwięzłą relację Pogrzeb śp. Oskara Kolberga opublikowała też m.in. „Gazeta Lwowska” 1890,
nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI), w dziale Kronika, doniesienie o śmierci, nekrolog i relację z pogrzebu – „Dziennik Poznański” 1890, nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI).

494

�dysonans „nad niezasypaną jeszcze mogiłą”1. Przemawiali jeszcze student
Józef Kazimierz Ehrenberg w imieniu „Czytelni Akademickiej” oraz po
ukraińsku Iwan Nawrocki, przewodniczący stowarzyszenia „Akademiczna
Hromada”. Wśród wieńców znalazły się m.in. przekazane przez Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, warszawską „Lutnię”, Akademię Umiejętności,
krakowskie Towarzystwo Muzyczne, Akademiczną Hromadę, Koło Literacko-Artystyczne, drukarzy z Drukarni Uniwersyteckiej składających dzieła
Kolberga, włościan z Modlnicy, rodziny Konopków i Blizińskich. Kolberg
został pochowany w grobie, który na jego wyraźne życzenie przygotowano
obok grobowca śp. Józefa Szujskiego.
XXVI
[Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego, starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina
w Krakowie.]

Ogromny dorobek badawczy i wydawniczy opublikowany staraniem
samego Kolberga zamykają wspomniane już wyżej, a wydane w roku jego
odejścia, tj. 1890, trzy tomy: Mazowsze cz. V, Chełmskie cz. I oraz Kaliskie
[cz. I]. Te z kolei dopełniają dwa tomy ukończone i wydane pośmiertnie
w 1891 roku przez Izydora Kopernickiego, lecz zaplanowane i rozpoczęte
jeszcze przez samego Kolberga: Chełmskie cz. II oraz Przemyskie. Spośród wymienionych była już mowa o monografii Mazowsza. Natomiast
1
„Nowa Reforma” 1890, nr 128. Satyryczno-humorystyczne pismo krakowskie „Diabeł”
w swoim dodatku do nr. 12 (z 19 VI) 1890 r., w rubryce Kronika diabelska zamieściło zjadliwy
komentarz dotyczący nietaktu profesora Rostafińskiego, który w swojej mowie nad grobem,
mimo uznania zasług Kolberga, wyraził opinię o niedokładności jego prac, kwestionując z pozycji autorytetu profesora botaniki określenie „kwiat śląski” występujące w przytoczonej przez
Kolberga pieśni z okolic Cieszyna.

495

�dwutomowe Chełmskie, podobnie jak Pokucie i Mazowsze wydane z podtytułem Obraz etnograficzny, zasługuje na nieco dokładniejsze omówienie
ze względu na cenny materiał folklorystyczny, dialektologiczny i etnograficzny, zgromadzony po części w trakcie własnych badań terenowych Kolberga, a w przeważającej mierze przez Marię Hemplównę z Tarnowa pod
Chełmem. Była to jedna z najsumienniejszych współpracowniczek Kolberga; jej materiały cechuje staranność, kompetencja i wiarygodność1. Zbieraczka przekazywała Kolbergowi liczne zapisy tekstów ludowych: pieśni,
bajek, przysłów i dialogów chłopskich, wiadomości etnograficzne o kulturze materialnej, m.in. o gospodarstwie chłopskim, ubiorach, sprzętach,
zajęciach, narzędziach, wsparte jej licznymi rysunkami i szkicami, także
opisy zwyczajów i obrzędów, wierzeń i przesądów, a ponadto wysoko oceniane współcześnie zapisy gwarowe z okolic Tarnowa, gawędy chłopskie
stanowiące tzw. próbki żywej mowy oraz opracowany według samodzielnie
ustalonego systemu obszerny słownik miejscowych gwar wraz z charakterystyką form i zjawisk gramatycznych. Materiał ten znacznie wzbogacił
obraz regionu chełmskiego w ujęciu Kolberga i decydująco zaważył na
wartości jego monografii. Dopełniają ją niewydane w XIX wieku zapisy ujęte we współczesnym tomie suplementowym, na które składają się głównie
nowe pieśni i materiał leksykograficzny w postaci wspomnianego słownika.
Chełmskie przynosi również materiał ukazujący wzajemne przenikanie się
wpływów ruskich i polskich na obszarze etnicznego pogranicza, a także
Na wysoką wartość materiałów Hemplówny i ich decydujące znaczenie dla Chełmskiego
Kolberga zwrócili już uwagę ówcześni badacze: Izydor Kopernicki oraz Jan Karłowicz. Wydawca cz. II Chełmskiego określił zbieraczkę jako „nieocenioną współpracowniczkę i przyjaciółkę”, która „usuwała wszelkie trudności” w obcowaniu Kolberga ze słabo jeszcze w latach
sześćdziesiątych znanym mu językiem i folklorem rusińskim i „która nie tylko dopomagała
mu nieodstępnie w jego badaniach podczas trzykrotnego pobytu Kolberga w okolicy Sawina,
lecz i sama później, wtajemniczywszy się należycie w jego zadanie, zbierała dlań ustawicznie
i dostarczała mu wszelkich wiadomości i materiałów, spisywanych przez siebie aż do roku
1876” (Przedmowa wydawcy..., DWOK T. 35, s. VII–VIII). Podobna była ocena Karłowicza,
który recenzując ten tom („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 112–118) jako należący „do
najciekawszych i najbardziej pouczających z szeregu ogromnego zbioru ludoznawczego, który
zawdzięczmy Kolbergowi”, pisał: „Przekonywa on nas także, iż p. Hemplówna, gdyby chciała,
mogłaby nas jeszcze obdarzyć pięknymi i ważnymi przyczynkami do etnografii krajowej, bo
to, co spod pióra jej wyszło, ma pierwszorzędną wartość jako materiał, a przypuszczamy, iż
nie wyczerpuje niezmiernego skarbu rzeczy ludowych tej okolicy” (tamże, s. 113). Zob. też
Karłowicza recenzja cz. I Chełmskiego (tamże, s. 109–112), gdzie autor podkreśla m.in. wagę
dokumentacji wzajemnych wpływów języka i folkloru rusińskiego i polskiego.
1

496

�dokumentuje przejściowy etap rozwoju gwar ukraińskich Chełmszczyzny,
szczególnie cenny dla dialektologii historycznej ze względu na brak źródłowych przekazów z tego zakresu1.
Kaliskie, ostatni, 23. tom wydany w ramach Ludu, prezentuje tylko część
materiału do planowanej przez Kolberga dwutomowej monografii, obejmującej stosunkowo duży obszar po obu stronach Warty, „sięgający terenów
na północ od Konina i Słupcy i na południe od Częstochowy”, sztucznie
wyodrębniony ze względu na ówczesne granice zaborów pruskiego i rosyjskiego2. Książka jest tomem skromnym; zawiera opis kraju i ludu oraz dwa
bardziej rozbudowane rozdziały „Zwyczaje” (z pieśniami głównie religijnymi) i „Obrzędy”, oba przedzielone relacją o „Wyżynku”. Na uwagę zasługuje
tu folklor pielgrzymkowy z zapisami muzycznymi zaprezentowany przez
Kolberga w „Przypisach” na końcu tomu. Pozostały materiał przynależny
według planu Kolberga każdej jego monografii, tj. przede wszystkim pieśni
w liczbie ponad 600 i prawie 240 tańców i melodii bez tekstu, opis świata
nadzmysłowego oraz opowieści i bajki, wydane zostały dopiero w ramach
Dzieł wszystkich i dopełnione osobnym tomem suplementowym. Stosunkowo nieliczne poza zapisami pieśniowo-muzycznymi, materiały własne,
terenowe Kolberga, składające się na ten tom, pochodzą sprzed 1871 roku,
sięgając początku lat czterdziestych; uzupełnione zostały przejętymi z literatury, także późniejszej i najnowszej, m.in. z prac badaczy tego regionu,
Ignacji Piątkowskiej, Józefa Grajnerta, Stanisława Ciszewskiego.
Przemyskie, tylko częściowo uporządkowane do druku przez Kolberga – jak wspomniano – opracował do końca, zredagował i wydał Kopernicki, nakładem Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie.
Książka, obwarowana przez mecenasa limitem około 20-arkuszowej objętości, dotyczyła stosunkowo niewielkiego obszaru okolic Przemyśla jako
1
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement
do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), s. V–LXVI i LXXVI–LXXXVI oraz B. Linette, tamże, s. LXVI–
LXXVI. Tam omówienie badań w regionie, pozyskanych zbiorów, zachowanych rękopisów oraz
współpracy z Hemplówną i działań Kopernickiego jako wydawcy części drugiej monografii.
2
Zob. E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska „Kaliskie” Oskara Kolberga oraz „Kaliskie–Sieradzkie”, w: O. Kolberg Kaliskie. Suplement do tomu 23 (DWOK T. 79), s. VII. Tam (s. V–
–XXXIII) omówienie badań Kolberga, planów wydania i materiałów zawartych w tomie 23
oraz w dopełniającym go tomie 46 DWOK pt. Kaliskie–Sieradzkie. Karłowicz w recenzji
Kaliskiego („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 586–589) określa tom 23 jako należący
„do najmniej samodzielnych” i postuluje „dopełnienie tego tomu I. następnymi z papierów po
O. Kolbergu […]” (tamże, s. 586 i 587), czego realizacją jest wspomniany tom 46.

497

�„części Rusi Czerwonej” i nie jest monografią pełną, co uwidacznia podtytuł
nadany przez wydawcę Zarys etnograficzny1. Najwięcej miejsca przypadło
w niej pieśniom i opisom czterech wesel wraz z towarzyszącymi im pieśniami. Dokumentacja obrzędu weselnego pochodzi tu w całości z własnych
badań Kolberga, a związanych z nimi około 160 pieśni spisanych zostało
przez badacza ze słuchu. Jest to najcenniejszy materiał źródłowy tomu
obok pieśni autonomicznych w liczbie ponad stu, także zanotowanych przez
Kolberga w czasie badań terenowych. Znacznie skromniej przedstawia się
opis kultury materialnej, wierzeń i zasób innych tekstów folkloru reprezentowanych przez czternaście bajek. Podobnie jak w przypadku Chełmskiego
widoczne jest tu w materiale folklorystycznym zjawisko charakterystyczne
dla kultury ludowej pogranicza etnicznego, tj. przenikanie się ukraińskich
i polskich pierwiastków językowych i kulturowych, czasami wręcz żywotność utworów o charakterze mieszanym językowo. Z drugiej strony udokumentowane zostały elementy, realia i zwyczaje polskiemu ludowi nieznane,
często archaiczne, niknące lub już wówczas zanikłe2.
Śmierć Kolberga, która nastąpiła zaledwie rok po uroczystym krakowskim jubileuszu, odbiła się echem w środowiskach naukowych i literackich nie tylko Krakowa, ale i całego kraju. Szereg artykułów wspomnieniowych, biograficznych, rozbudowanych nekrologów opublikowały wzmiankowane wyżej pisma galicyjskie, a także warszawskie i poznańskie 3. We
wszystkich, obok świadomości zasług Kolberga dla kultury narodowej,
wyrazów wdzięczności i uznania dla uczonego i jego dzieła, przewija się
szacunek i podziw dla niezwykłego człowieka, jakim był, dla jego skromności, łagodności, cichej i niezmordowanej pracowitości, a jednocześnie
1
O przebiegu prac nad tomem, badaniach Kolberga i materiałach pozyskanych z Przemyskiego oraz o wkładzie I. Kopernickiego jako wydawcy zob. E. Millerowa „Przemyskie” Oskara
Kolberga, w: O. Kolberg Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 82), s. V–LXXXI oraz
M. Prochaska, tamże, s. LXXXI–XCV. W dwu woluminach tego suplementu znalazły się wszystkie niewydane w XIX wieku materiały Kolberga.
2
Zwrócił na to uwagę i poparł tę opinię przykładami kompetentny i wnikliwy recenzent ostatnich tomów Kolberga Jan Karłowicz w swojej recenzji Przemyskiego opublikowanej
w „Kwartalniku Historycznym” R. VI: 1892, na s. 352–357.
3
O Kolbergu pisali w 1890 roku w obszerniejszych artykułach m.in.: W. Korotyński (Oskar
Kolberg, „Tygodnik Ilustrowany” 1890, T. I, nr 24, z. 14 VI), R. Lubicz [H. Łopaciński] (Oskar
Kolberg i ostatnia jego praca, „Ateneum” R. 15: 1890, T. III, s. 57– 74), L. Krzywicki (Oskar Kolberg [cz.] I, „Prawda” 1890, nr 24, s. 279–280 oraz H.B. [Henryk Biegeleisen?] [cz.] II i III, tamże,
nr 24, s. 280–281 i nr 25, s. 292–293). Spośród wymienionych artykułów najbardziej krytyczny
wobec metod pracy Kolberga i jej walorów naukowych jest tekst Krzywickiego.

498

�pogody, życzliwości, wyrozumiałości i uczynności wobec ludzi. Zaznaczył
on swoją obecność nie tylko w nauce, ale w sercach i pamięci tych, którzy
go znali, współpracowali i przyjaźnili się z nim lub po prostu przez lata
widywali go w Krakowie. Taki portret wyjątkowego badacza i pasjonata,
a także zwyczajnego przechodnia i mieszkańca miasta, wyróżniającego się
jednak z tłumu, odmalował Izydor Kopernicki; jemu więc oddajmy głos
raz jeszcze:
Jedną z takich postaci, które od lat kilkunastu spotykać się zwykło w Krakowie,
dawniej parę razy na tydzień, a od lat kilku codziennie, jest mężczyzna odziany
zawsze nader skromnie, a nawet ubogo, przygarbiony wiekiem i nałogową pracą
przy biurku. Pomimo tej powierzchowności, zacierającej jego osobistość wśród
snujących się ludzi, zastanawia on każdego niepospolitym wyrazem swej myślącej fizjonomii i właściwym jej wzrokiem, rzucanym przez okulary ze strudzonych
oczu, do którego dołączywszy również właściwą postawę głowy, wyciągniętej
na przód i niby w coś się wsłuchującej – mamy przed sobą typową, niezmiernie
wyrazistą postać badacza i szperacza naukowego. Przed tym szanownym staruszkiem, znanym niewątpliwie połowie krakowskiej inteligencji, każdy znający
go przechodzi z cichym uszanowaniem, żaden zaś znajomy nie pominie go przy
spotkaniu bez serdecznego powitania i pokłonu, należnego cichej a wielkiej jego
zasłudze. Czcigodną tą osobą w Krakowie jest Oskar Kolberg, szeroko w świecie
naukowym znany badacz i autor, członek naszej Akademii Umiejętności i wielu
towarzystw uczonych zagranicznych1.

A w znamiennym podsumowaniu dorobku autora Ludu czytamy:
Dotychczasowe tedy prace Kolberga razem wzięte stanowią niezmiernie bogatą
skarbnicę materiałów etnograficznych i są tak świetnym nabytkiem do etnologii
ojczystej, słowiańskiej i powszechnej, jakim jeszcze w żadnym kraju i w żadnym
narodzie nie obdarzyła nauki praca jednego człowieka2.

Do porządkowania materiałów Kolberga powierzonych testamentem
swojej opiece Kopernicki przystąpił prawie natychmiast po śmierci i pogrzebie przyjaciela z właściwym sobie zaangażowaniem. Już 10 czerwca
1890 roku pisał do Karłowicza: „Od czterech dni pogrążony jestem w przeglądaniu i porządkowaniu spuścizny po śp. Kolbergu. Od 6. z rana do
1
2

I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.
Tamże, nr 109.

499

�zmroku przesiaduję nad tym w jego pokoiku”1. Jednocześnie pracował nad
cz. II Chełmskiego i Przemyskiem. W marcu 1891 roku informował Karłowicza, precyzując jednocześnie swoje plany: „O. Kolberga Przemyskie
już ukończone wyjdzie po Świętach Wielkanocnych. Chełmskiego t. 2 jest
w druku i wyjdzie w lipcu. Kaliskiego t. 2 dam wkrótce do druku. O Mazowsze układam się z Kasą Mianowskiego”2. Nie będąc pewnym, czy Kasa
dalej finansować będzie Mazowsze, monitował w Warszawie u Chmielowskiego o dalszy fundusz na część VI monografii. Mimo choroby w kwietniu
pilnował druku Przemyskiego i Chełmskiego, a na początku maja pisał do
Karłowicza:
Pierwsze już mam gotowe i skoro tylko zdobędę się na napisanie jeszcze jednego
życiorysu Kolberga, którego wbrew memu usposobieniu napiera się hr. Włodz.
Dzieduszycki i skoro wizerunek Kolberga w medalionie, ilustrowanym przez Stachiewicza, będę miał gotów, to na rocznicę zgonu Kolberga wypuszczę w świat
ten tomik jako pierwszy nagrobek zmarłemu ze spuścizny jego zbudowany3.

Przemyskie, pomyślane jako dar jubileuszowy składany za życia Kolberga, lecz wydawane już po śmierci autora, zostało więc wzbogacone jego
biografią i portretem. Mimo kryzysu zdrowotnego Kopernicki nie tylko do
końca dopilnowywał korekt obu tomów Kolberga i kontynuował dalsze,
ale także nie ustawał w swych pracach autorskich i w systematycznych
studiach naukowych, o czym zdawał sprawę Karłowiczowi. Spracowany
i coraz ciężej chory, około 10 lipca wyjechał w końcu na kurację do Gleichenbergu w Austrii, skąd jeszcze 24 lipca donosił Karłowiczowi „o mających się zjawić niebawem Przemyskiem i Chełmskiem (t[om] drugi)”4 i skąd
przewieziono go już w krytycznym stanie do Krakowa, gdzie zmarł 24 września 1891 roku, podobnie jak Kolberg oddany pracy do końca, przeżywszy
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 89–90.
List I. Kopernickiego z 14 III 1891 r., tamże, s. 94.
3
List I. Kopernickiego z 2 V 1891 r., tamże, s. 94–95. Rycina, o której mowa, wykonana na
podstawie nieznanej fotografii, z ozdobną medalionową ramą, autorstwa Piotra Stachiewicza
(1858–1938), opublikowana została w Przemyskiem (DWOK T. 35), przed kartą tytułową. Litografia tego portretu przechowywana jest w Muzeum Wsi Radomskiej w Przysusze. Stachiewicz
wykonał też specjalnie zamówiony portret Kolberga do drzeworytu opublikowanego w związku z jubileuszem badacza w „Tygodniku Ilustrowanym” 1889, nr 332. Biografia Kolberga pióra
Kopernickiego, zamieszczona w Przedmowie wydawcy do Przemyskiego (DWOK T. 35, s. V–
–XX), podpisana inicjałami Dr. I.K., nosi w druku datę: „Kraków, 30 czerwca 1891 r.”
4
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 100.
1
2

500

�przyjaciela zaledwie o rok i kwartał. Z notatki prasowej wiadomo, że nie
doczekał wydania części II Chełmskiego, pierwsze „zbroszurowane” egzemplarze dostarczono Akademii Umiejętności 25 września, w kilkanaście
godzin po śmierci wydawcy1.
Po jego odejściu Karłowicz na zakończenie swojej recenzji Przemyskiego
pytał: „Kto i kiedy dostarczy nam reszty puścizny po Kolbergu? Przyjazną rękę Kopernickiego niestety śmierć już obezwładniła”2. Ten sam autor
wcześniej, przy okazji jubileuszu Kolberga w 1889 roku, nie zawahał się
wytknąć środowisku warszawskiemu:
I jeszcze jedna, gorzka niestety uwaga. Faktem jest, że kompletnych egzemplarzy
pism Kolberga jest w Warszawie najwyżej dwa. Czy tak się płaci za poświęcenie
i trud całego żywota sumiennemu pracownikowi? Czy takim sposobem daje się
dowód przywiązania do rzeczy krajowych? Postarajmy się, żeby było lepiej, dopóki żyje jeszcze Kolberg; a niech żyje jak najdłużej, na cześć i sławę plemienia
naszego!3

Śmierć Kopernickiego zaważyła na losach dzieła Kolberga; zabrakło
­bowiem starań ich największego rzecznika. Pozostawiony Kopernickiemu legat 1600 zł reń. w gotówce nie pokrywał wynoszących 2400 zł reń.
roszczeń Drukarni Uniwersyteckiej; na jej składzie i w komisie księgarni
Friedleina zalegały w ogromnej ilości ponad 11 tysięcy egzemplarzy rozchodzące się słabo tomy Ludu. Dopiero w 1905 roku cały ten zasób, liczący
nawet około połowy nakładu niektórych tomów, zakupiła Akademia Umiejętności, spłacając dług drukarni, a pozostałą sumę przeznaczając dla bratanic Kolberga: Antoniny z Kolbergów Brzozowskiej i Walentyny Kolberg.
Wiadomość tę, wraz z doniesieniem o śmierci Kopernickiego i wspomnieniem biograficznym, podał „Czas” 1891 w nr. 219 (z 26 IX), w dziale Kronika, Kraków 25 września. Tamże,
w nr. 220 i 221 (z 27 i z 29 IX), w Kronice, informacje o pogrzebie, na którym zgodnie z życzeniem zmarłego nie było wieńców na trumnie i mów pogrzebowych nad grobem. Nekrolog
opublikowała też „Nowa Reforma” 1891, w nr. 219 (z 26 IX), w Kronice. Obszerny artykuł pióra
Karłowicza ze wspomnieniem dorobku, zasług i osobowości zmarłego, biografią i bibliografią
prac oraz z fragmentami jego listów zamieściła „Wisła” T. V: 1891, s. 1001–1025 (odb. Kraków
1892), a w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1891 r., w nr. 94 (z 17 X) ukazał się tekst tego samego
autora pt. Śp. Izydor Kopernicki. Wspomnienie pozgonne. Zob. też A. Wrześniowski Izydor
Kopernicki. Wspomnienie pośmiertne, „Gazeta Lekarska” 1891, nr 45 (z 7 XI) i odb.
2
„Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 357 (recenzja na s. 352–357).
3
Jan Karłowicz Oskar Kolberg, „Wisła”, T. III: 1889, s. 473.
1

501

�Archiwum Kolberga porządkowano i zabezpieczono w osobnym pomieszczeniu1. Dalsze burzliwe losy spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, której nie
oszczędziła II wojna światowa, a przedtem niefrasobliwe działania niektórych penetrujących ją badaczy oraz nie zawsze kompetentnych wydawców
jej fragmentów, aż do decyzji i realizacji edycji Dzieł wszystkich, to już
przedmiot osobnego opracowania2.
Po dwu latach od śmierci Kolberga doczekał się też interwencji zaniedbany grób autora Ludu. W 1892 roku Władysław Żeleński podjął inicjatywę budowy pomnika nagrobnego ku czci Oskara Kolberga. Swój apel do
Krakowian o społeczną zbiórkę funduszy na ten cel, ogłoszony na łamach
„Czasu”, wsparł przypomnieniem zasług Kolberga dla nauki i kultury narodowej oraz długu pamięci, jaki ma do spłacenia wobec niego społeczność
miasta, z którym był związany. Podzielił się tam również osobistymi wspomnieniami, związanymi z zaprzyjaźnionym z nim autorem Ludu3. Na rzecz
budowy pomnika zorganizował Żeleński dwa koncerty, które odbyły się 16
listopada 1892 roku i 7 grudnia 1893 roku w sali Hotelu Saskiego4. Prezesem Komitetu organizującego tę akcję został Łepkowski. Pomnik nagrobny
przedstawiający popiersie Kolberga wykonał w brązie wybitny rzeźbiarz
i kostiumolog krakowski, Tadeusz Błotnicki (1858–1928). Dzięki mieszkańcom Krakowa, ze środków uzyskanych z koncertów, nowy nagrobek wystawiono na cmentarzu Rakowickim w 1893 roku. Na froncie obelisku wyryto
napis: „Oskar Kolberg 1814–1890 – Zasłużonemu Ojczyźnie – rodacy”, a na
bokach: „Polskę całą przeszedł, lud poznał i ukochał, zwyczaje jego i pieśni
w księgi złożył”5. Ponadto w kościele ewangelickim św. Marcina przy ulicy
Grodzkiej w Krakowie wmurowano, zapewne z inicjatywy pastora Gabrysia,
Zob. W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 116 i 117.
Zagadnienia te omawia A. Skrukwa w pracy Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.
Jej dzieje, edycje i stan obecny w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).
3
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI) i 262
(z 15 XI).
4
Informacje o koncertach oraz sprawozdania z nich zamieszczał „Czas”. Doniesienie o koncercie z 16 XI 1892 r. zob. Kronika, „Czas”, 1892, nr 263 (z 16 XI), sprawozdanie zob. Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 265 (z 18 XI) i Kronika, nr 268 (z 22 XI). Zapowiedzi koncertu
z 7 grudnia 1893 r. zob. Kronika, „Czas” 1893, nr 271 (z 26 XI), Ruch artystyczny i umysłowy,
tamże, nr 274 (z 30 XI), Kronika, tamże, nr 275 (z 1 XII) i nr 279 (z 6 XII), sprawozdanie zob.
Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 281 (z 8 XII).
5
3 czerwca w 2014 roku, ogłoszonym w dwusetną rocznicę urodzin „Rokiem Kolberga”,
uroczyście odsłonięto na cmentarzu Rakowickim ten nagrobek badacza po renowacji.
1
2

502

�tablicę pamiątkową poświęconą Kolbergowi, „etnografowi, miłośnikowi
i znawcy ludu”. W czasie wojny została jednak usunięta i zniszczona przez
hitlerowców. Dopiero w 2012 roku odnaleziono jej dwa roztrzaskane fragmenty i zaplanowano rekonstrukcję. Ponowne odsłonięcie odtworzonej
tablicy epitafijnej w kościele św. Marcina nastąpiło 12 października 2014
roku1. Najtrwalszym pomnikiem Oskara Kolberga dla kultury i nauki polskiej pozostaje jednak ogromny dorobek badacza zawarty w jego dziele –
nasze cenne dziedzictwo narodowe.

Tj. także w „Roku Kolberga”. Zob. Oskar Kolberg w Krakowie-Rok Kolberga; www.kolberg2014.org.pl/pl/2014/aktualności/oskar-kolberg-w-krakowie [wiadomość o odnalezieniu
fragmentów tablicy i planie jej odtworzenia] oraz https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/8366/1/A-Rataj-Kolberg-i-Gloger.pdf [informacja o uroczystości odsłonięcia tablicy,
s. 332]; dostęp: 7 września 2020.
1

�Spis ilustracji

1. Portret Juliusza Kolberga, malował Antoni Kolberg około roku 1850 według
wcześniejszej litografii. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.
2. Portret Karoliny Kolberg, matki, malował Antoni Kolberg około roku 1850. Ze
zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.
3. Portret Oskara Kolberga, fotografia zaginionego portretu malowanego przez Antoniego Kolberga około roku 1848. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga
w Przysusze.
4. Widok dworca kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie, litografia
J. Ceglińskiego. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze.
5. Szkic autobiografii Oskara Kolberga, rkp. w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU
i PAN w Krakowie, sygn. 2183, k. 68, fragment.
6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 5, fragment.
7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 6, fragment.
8. Autoportret Antoniego Kolberga wykonany około r. 1850. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Ryszard Petrajtis.
9. Józef Konopka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.
10. Antonina Konopczanka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów prywatnych.
11. Widok dworu Konopków w Modlnicy, akwarela Tadeusza Rybkowskiego
z r. 1874. Ze zbiorów prywatnych.
12. Izydor Kopernicki. Fotografia ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.
13. Józef Majer, drzeworyt Aleksandra Regulskiego według fotografii Walerego Rzewuskiego reprodukowany w „Tygodniku Ilustrowanym” 1878, T. 5, nr 110, s. 1.
14. Karolina Kolberg, żona Antoniego. Fotografia ze zbiorów Muzeum im. Oskara
Kolberga w Przysusze.
15. Portret Oskara Kolberga, malował Tadeusz Rybkowski w r. 1875, w zbiorach
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze. Fot. Barbara Polakowska.
16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt Józefa Holewińskiego według rys. Franciszka Tegazzo reprodukowany w „Kłosach” 1877, T. 25, nr 627, s. 1.
Dziękujemy pani Katarzynie Markiewicz za pomoc w doborze ilustracji i ustaleniu
ich źródeł.

�505

��1. Juliusz Kolberg, mal. Antoni Kolberg

�2. Karolina Kolberg, matka, mal. Antoni Kolberg

�3. Oskar Kolberg, mal. Antoni Kolberg

�4. Dworzec kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie,
litografia J. Ceglińskiego

�5. Szkic autobiografii, rękopis Oskara Kolberga

�6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861,
rękopis Oskara Kolberga

�7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861,
rękopis Oskara Kolberga

�8. Autoportret Antoniego Kolberga

�9. Józef Konopka, fotografia W. Rzewuskiego

�10. Antonina Konopczanka, fotografia W. Rzewuskiego

�11. Dwór Konopków w Modlnicy, mal. T. Rybkowski

�12. Izydor Kopernicki, fotografia A. Szuberta

�13. Józef Majer, drzeworyt A. Regulskiego według fot. W. Rzewuskiego

�14. Karolina Kolberg, żona Antoniego, fotografia nieznanego autora

�15. Oskar Kolberg, mal. T. Rybkowski

�16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt J. Holewińskiego według rys. F. Tegazzo

��ISBN 978-83-95-9125-7-3

�</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="14">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154178">
                <text>Oskar Kolberg.  Dzieła wszystkie </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154179">
                <text>etnografia ; kultura tradycyjna ; folklor ;</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154180">
                <text>Kolberg, Oskar (1916-1890)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154181">
                <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154182">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154183">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154184">
                <text>książka </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154185">
              <text>OSKAR KOLBERG. CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
&#13;
��OSKAR KOLBERG&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
&#13;
�O&#13;
&#13;
S&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
A&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
K&#13;
&#13;
O&#13;
&#13;
L&#13;
&#13;
B&#13;
&#13;
E&#13;
&#13;
DZIEŁA WSZYSTKIE&#13;
TOM 85/I&#13;
&#13;
INSTYTUT im. OSKARA KOLBERGA&#13;
Pozna ń&#13;
&#13;
R&#13;
&#13;
G&#13;
&#13;
�Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa&#13;
&#13;
OSKAR KOLBERG&#13;
CZŁOWIEK I DZIEŁO&#13;
Część I&#13;
&#13;
BIOGRAFIA&#13;
&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
�Copyright © by: Instytut im. Oskara Kolberga &amp; authors&#13;
Poznań 2024&#13;
&#13;
Rada Naukowa&#13;
Aleksander Posern-Zieliński – przewodniczący&#13;
Jan Adamowski, Ewa Antyborzec, Piotr Dahlig, Zbigniew Jasiewicz,&#13;
Jolanta Ługowska, Teresa Smolińska, Katarzyna Smyk, Violetta Wróblewska&#13;
&#13;
Recenzenci&#13;
dr Hubert Czachowski&#13;
dr hab. Violetta Wróblewska, prof. UMK&#13;
&#13;
Skład i łamanie&#13;
Jacek Grześkowiak&#13;
&#13;
Wydano ze środków Ministra Edukacji i Nauki&#13;
&#13;
ISBN 978-83-95-9125-7-3&#13;
&#13;
Druk i oprawa&#13;
Zakład Poligraficzny Moś &amp; Łuczka&#13;
&#13;
�Spis treści&#13;
&#13;
Od autorek&#13;
s. 13&#13;
&#13;
Wykaz skrótów&#13;
s. 16&#13;
&#13;
Agata Skrukwa&#13;
Życie Oskara Kolberga w Warszawie (1814–1871)&#13;
s. 17&#13;
I.&#13;
&#13;
Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela&#13;
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837. . . . . . . . 17&#13;
&#13;
II.&#13;
&#13;
Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania&#13;
się folklorem około roku 1839. – Zamiar wydania drukiem zebranych&#13;
w terenie pieśni ludowych. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy&#13;
i w innych regionach Królestwa. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.&#13;
– Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41&#13;
&#13;
III.&#13;
&#13;
Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:&#13;
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).&#13;
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)&#13;
i Pieśni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy. – Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu&#13;
(1862). – Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 74&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
�IV.&#13;
&#13;
Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze rosyjskim. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98&#13;
&#13;
V.&#13;
&#13;
Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego&#13;
Pieśni ludu polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez&#13;
współczesnych. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 110&#13;
&#13;
VI.&#13;
&#13;
Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż do&#13;
Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole&#13;
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy&#13;
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach&#13;
1859–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy&#13;
w operze warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne. . . . . . . . 129&#13;
&#13;
VII.&#13;
&#13;
Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego – zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów&#13;
i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na&#13;
pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie styczniowe. – Podróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd&#13;
materiały. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149&#13;
&#13;
VIII.&#13;
&#13;
Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań&#13;
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu&#13;
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169&#13;
&#13;
IX.&#13;
&#13;
Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa&#13;
Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk&#13;
pierwszego tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu&#13;
Zbioru pieśni duchownych ewangelickich.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185&#13;
&#13;
X.&#13;
&#13;
Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny&#13;
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które&#13;
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania, Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja&#13;
o przeniesieniu się do Galicji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 208&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
�Elżbieta Millerowa&#13;
Lata krakowskie w życiu 0skara Kolberga (1871–1890)&#13;
s. 231&#13;
XI.&#13;
&#13;
Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu&#13;
styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy&#13;
i uczonych. – Brak oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej.&#13;
– Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe&#13;
i kulturalne Krakowa. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  231&#13;
&#13;
XII.&#13;
&#13;
Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian&#13;
i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska&#13;
naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym&#13;
miasta. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 244&#13;
&#13;
XIII.&#13;
&#13;
Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola&#13;
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga&#13;
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej&#13;
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r.&#13;
– Wkład badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej. . . . . 259&#13;
&#13;
XIV.&#13;
&#13;
Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja&#13;
prac nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową, Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie&#13;
cz. I–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga. . . . . . . . . . . . . 288&#13;
&#13;
XV.&#13;
&#13;
Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.&#13;
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie&#13;
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia&#13;
i oddalenia od rodziny wyrażane w listach. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 307&#13;
&#13;
XVI.&#13;
&#13;
Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
�prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja&#13;
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii&#13;
i korespondencji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 318&#13;
XVII. Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty&#13;
z cenzurą warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego.&#13;
– Odłożenie w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie&#13;
i praca między Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście,&#13;
uciążliwości dojazdów, równoległe prace nad kolejnymi monografiami,&#13;
wstępna redakcja cz. I Pokucia.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 338&#13;
XVIII. W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego (1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów&#13;
gwaroznawczych Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka&#13;
i słownictwa ludowego w badaniach etnograficznych Kolberga a program&#13;
prac leksykograficznych w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych przedstawiany przez Kolberga Komisji&#13;
Antropologicznej. – Studia nad kulturą i folklorem Łużyczan, ich związek&#13;
z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 348&#13;
XIX.&#13;
&#13;
Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład&#13;
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie&#13;
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie&#13;
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego&#13;
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy Kolberga o Chopinie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 363&#13;
&#13;
XX.&#13;
&#13;
Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia.&#13;
– Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz.&#13;
I Pokucia (listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi&#13;
w Modlnicy (lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879).&#13;
– Udział w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycz-&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
�nego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi&#13;
do analizy tekstu Bogurodzicy (1879). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 376&#13;
XXI.&#13;
&#13;
Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji&#13;
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim&#13;
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja&#13;
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj&#13;
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). – Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej&#13;
w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na rzecz&#13;
wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie&#13;
cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego przez&#13;
Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku (1881).&#13;
– Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego (1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego (grudzień 1882).&#13;
– Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi Dobrzyńskiej&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882). . . . . . . . . . . . . . . . 395&#13;
&#13;
XXII. Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –&#13;
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach&#13;
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział&#13;
Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego&#13;
Głos w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie&#13;
w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie&#13;
i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy.&#13;
– Druk cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni&#13;
ludu wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie&#13;
cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka”&#13;
(lipiec–listopad 1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk&#13;
cz. II Mazowsza oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1885).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 421&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�XXIII. Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –&#13;
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą&#13;
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział&#13;
w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja&#13;
H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga&#13;
w Krakowie. – Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 441&#13;
XXIV. Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887).&#13;
– Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział&#13;
w pracach nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na&#13;
tomy poświęcone Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji&#13;
Antropologicznej. – Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II&#13;
Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III Pokucia (1888). – Radomskie –&#13;
kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą&#13;
zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga&#13;
i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia&#13;
o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 461&#13;
XXV. Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka&#13;
(czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja I. Franki cz.&#13;
III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1889).&#13;
– Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego (1889). – Choroba,&#13;
ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego – ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego.&#13;
– Pogrzeb (5 czerwca 1890). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 476&#13;
XXVI Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II&#13;
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego,&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
�starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany&#13;
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec&#13;
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy&#13;
W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina&#13;
w Krakowie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 495&#13;
&#13;
Spis ilustracji&#13;
s. 505&#13;
&#13;
��Od autorek&#13;
&#13;
Oddawana obecnie do rąk czytelnika trzyczęściowa publikacja Oskar&#13;
Kolberg. Człowiek i dzieło pomyślana była od początku edycji Dzieł wszystkich jako jej zwieńczenie. W zamierzeniu miała się opierać na wszystkich&#13;
dostępnych źródłach drukowanych i rękopiśmiennych, by podjąć próbę&#13;
możliwie całościowego spojrzenia na osobę i dorobek Kolberga w oparciu&#13;
o pełną zachowaną dokumentację.&#13;
Postać i dzieło Oskara Kolberga były przedmiotem zainteresowania jeszcze za życia badacza. Jego niezwykła wizja, determinacja, pracowitość&#13;
i konsekwencja z jednej strony, z drugiej zaś ogrom zgromadzonego materiału ze wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej i kolejne wydawane tomy&#13;
monografii regionalnych, stanowiące dzieło jednego człowieka w czasach&#13;
niewoli w kraju podzielonym przez zaborców, fascynowały kolejne pokolenia, począwszy od współczesnych autorowi Ludu i świętujących jubileusz&#13;
50-lecia jego prac w 1889 roku aż po obchodzone w 2014 roku dwusetlecie&#13;
jego urodzin. Ukazujące się na przestrzeni tego czasu liczne publikacje biograficzne, bądź tylko przybliżające postać wielkiego etnografia i jego dzieło,&#13;
bądź też sięgające głębiej i analizujące jego dorobek, przynosiły materiały&#13;
do portretu zbieracza, badacza, wydawcy, wykorzystując dostępne źródła&#13;
z różnym efektem i w różnym zakresie. Odnotować tu trzeba przede wszystkim cenny artykuł Izydora Kopernickiego w „Nowej Reformie” z 1889 roku&#13;
(w nr 107–109), rozwinięty we wstępie do Przemyskiego (DWOK T. 35),&#13;
tomu wydanego w roku 1891 przez tego autora już po śmierci autora Ludu.&#13;
Kopernicki był bezpośrednim świadkiem życia i pracy, a także badań terenowych Kolberga, jego relacja ma więc wyjątkowe znaczenie dokumentacyjne, jako jedno z nielicznych świadectw z autopsji. W ciągu następnych&#13;
lat powstawały okazjonalne artykuły poświęcone i osobie, i pracom Kolberga,&#13;
a także obszerniejsze opracowania wykorzystujące dostępne wówczas źródła. Do najważniejszych należy biografia autorstwa Ryszarda Górskiego,&#13;
wydana pt. Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności w 1970 roku (wyd. II:&#13;
13&#13;
&#13;
�1974 r.), oraz obszerny artykuł Ludwika Bielawskiego zamieszczony w Encyklopedii muzycznej PWM (tom KLŁ, Kraków 1997, s. 136–151), a także&#13;
praca popularyzująca postać i dorobek Kolberga przygotowana przez Agatę&#13;
Skrukwę i wydana z okazji dwusetnej rocznicy urodzin badacza w 2014&#13;
roku. Publikacje te powstawały jednak bądź bez dostępu do spuścizny rękopiśmiennej Kolberga czy gruntowniejszych studiów nad nią, bądź też&#13;
abstrahowały od nich ze względu na profil skierowany do szerokiego kręgu&#13;
odbiorców, opierając się przy tym na tomach drukowanych za jego życia,&#13;
później na kolejnych, ukazujących się sukcesywnie już w ramach Dzieł&#13;
wszystkich. Siłą rzeczy przynosiły materiał bardziej lub mniej fragmentaryczny, zebrany bez pełnego rozpoznania w niespotykanym zasobie źródeł,&#13;
jakie kryje ogromne archiwum autora Ludu. A rękopisy w nim zachowane&#13;
mówią wiele o niezwykłej postaci i pracy badacza. Mówią tym więcej, że&#13;
on sam w swojej wyjątkowej skromności i świadomym samoograniczeniu&#13;
nie pozostawił szczegółowych wskazówek biograficznych i warsztatowych,&#13;
zapisów pamiętnikarskich czy notatek osobistych, a korespondencję badacza cechuje pełna dyscypliny rzeczowość i powściągliwość, z rzadko pojawiającymi się akcentami osobistymi.&#13;
Prezentowana tu część pierwsza publikacji przedstawia życie, działalność i prace Kolberga w ujęciu chronologicznym. Obejmuje ona dwa okresy&#13;
w biografii autora Ludu: życie w Warszawie do roku 1871 oraz lata krakowskie 1871–1890. Autorki wiążą bieg jego życia z ewolucją poglądów&#13;
od romantycznego zbieractwa „rzeczy” ludowych, a zwłaszcza folkloru muzycznego, do pozytywistycznej pracy nad całokształtem kultury ludowej&#13;
zgodnie z uformowanym już, dojrzałym programem jej badań, realizowanym poprzez monografie regionalne w seriach wydawniczych Lud i Obrazy etnograficzne. Konieczne było także ukazanie tła, jakie życiu i pracy&#13;
Kolberga stwarzał burzliwy w historii Polski wiek XIX, z jego powstaniami,&#13;
uporczywą refleksją nad utratą niepodległości i nadzieją na jej odzyskanie,&#13;
walką o zachowanie tożsamości i kultury narodowej poprzez świadomą&#13;
pracę na ich rzecz. Badacz był jedną z wielkich postaci tego wieku, których&#13;
dokonania w dziedzinie kultury i nauki zdecydowały o przetrwaniu polskiej&#13;
świadomości narodowej.&#13;
Część druga zawierać będzie sześć niezależnych prac kilku autorów,&#13;
sprofilowanych według dziedzin działalności i dorobku Kolberga: jako&#13;
muzykologa, muzyka-kompozytora, dokumentatora muzyki i literatury&#13;
ludowej (folkloru słownego), etnografa współtworzącego fundamenty tej&#13;
14&#13;
&#13;
�nauki poprzez zgromadzenie unikatowego zasobu źródeł i ukształtowanie&#13;
modelu regionalnej monografii etnograficzno-folklorystycznej. Prace te –&#13;
jako od siebie niezależne – siłą rzeczy zawierać będą pewne powtórzenia&#13;
i nawiązania do faktów już znanych, oświetlanych jednak od różnych&#13;
stron, zależnie od tematów prac i założeń autorów.&#13;
W części ostatniej znajdą się teksty o charakterze dopełniającym dwie&#13;
poprzednie, tj. opis dziejów i edycji spuścizny Kolberga, łącznie z historią&#13;
i realizacją wydawnictwa Dzieł wszystkich oraz kilka opracowań pomocniczych. Na te ostatnie złożą się: kalendarium podróży Kolberga, bibliografia&#13;
jego prac z pełnymi notami pierwodruków i tomów Dzieł wszystkich oraz&#13;
wykaz zachowanych zespołów rękopisów składających się na jego archiwum. W tej części znajdą się także indeksy osób i nazw geograficznych&#13;
obejmujące pełny materiał trzytomowej biografii.&#13;
Tak pomyślana całość, przygotowana po latach studiów i analiz nad&#13;
zachowanymi i wydanymi materiałami Kolberga, przynosi – przynajmniej&#13;
w zamierzeniu autorów – możliwie pełny i zadowalający obraz „człowieka&#13;
i dzieła”. Jednak obraz ten jest odzwierciedleniem i efektem obecnego&#13;
etapu badań u końca edycji Dzieł wszystkich. Mamy nadzieję, że utoruje&#13;
drogę przyszłym autorom do dalszych studiów specjalistycznych nad unikatowym dziełem Oskara Kolberga i jego niezwykłą osobowością.&#13;
&#13;
�Wykaz skrótów&#13;
&#13;
Arch. PTL — Archiwum Naukowe Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we&#13;
Wrocławiu&#13;
Arch. MEK — Archiwum Muzeum Etnograficznego w Krakowie&#13;
BJ — Biblioteka Jagiellońska&#13;
BN PAU i PAN — Biblioteka Naukowa Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej&#13;
Akademii Nauk w Krakowie&#13;
DWOK — Dzieła wszystkie Oskara Kolberga&#13;
k. — karta&#13;
MAAE — „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności&#13;
MEK — Muzeum Etnograficzne w Krakowie&#13;
MOK – Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze&#13;
MWR — Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu&#13;
PBL — J. Krzyżanowski Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, T. 1-2,&#13;
Wrocław 1961–1963&#13;
PTL — Polskie Towarzystwo Ludoznawcze&#13;
R. — rocznik&#13;
rkp. — rękopis&#13;
sygn. — sygnatura&#13;
t. — takt&#13;
T. — tom&#13;
T – typ bajki w polskiej systematyce wątków; numer po T wskazuje kolejność&#13;
wątku w całym układzie, zob. PBL&#13;
ZWAK — „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, rocznik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności&#13;
&#13;
�Agata Skrukwa&#13;
&#13;
Życie Oskara Kolberga w Warszawie&#13;
(1814–1871)&#13;
I&#13;
[Pochodzenie rodziny Oskara Kolberga. – Rodzice i bracia. – Związki Kolbergów z Przysuchą. – Środowisko, w którym dorastał. – Pierwsze spotkania z muzyką Chopina. – Śmierć ojca. – Sytuacja w Królestwie po powstaniu listopadowym. – Studia kompozycji w Berlinie. – Praca nauczyciela&#13;
muzyki na prowincji. – Powrót do Warszawy w końcu roku 1837.]&#13;
&#13;
Rodzice Oskara Kolberga pochodzili z Niemiec i jak wielu innych cudzoziemców podejmujących pracę w Polsce związali swe życie z nowym krajem. Ojciec, Krzysztof Juliusz Henryk Kolberg1, urodził się 7 lipca 1776 r.&#13;
w niewielkim mieście Woldegk w Meklemburgii. Jego ojciec, Julius Daniel&#13;
Friedrich Colberg (1747–1784), żonaty z Charlottą Dorotheą, z domu Fuchs&#13;
(1759?–1818), był radcą sądowym, a jego przodkowie – pastorami w sąsiednich miejscowościach, Warbende i Vietmannsdorf. Krzysztof Juliusz –&#13;
tego drugiego imienia używał i on sam, i inni – uczył się w szkole miejskiej, następnie przez dwa lata uczęszczał do gimnazjum w Strelitz, które&#13;
ukończył w r. 1793. Mając lat siedemnaście, rozpoczął praktykę u geometry&#13;
Dresckego, autora mapy księstwa meklemburskiego, u którego nauczył&#13;
1&#13;
Informacje o Juliuszu Kolbergu, ojcu Oskara, oparte są w znacznej części na opracowa­nym&#13;
przez K. Markiewicz katalogu wystawy Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg (1776–1831).&#13;
Kartograf, geodeta, metrolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Przysucha 2004. Wystawę zorganizowała K. Markiewicz w Przysusze, w Muzeum im. O. Kolberga, gdzie znajdują&#13;
się w depozycie liczne dokumenty przekazane przez rodzinę Kolbergów. Cenne informacje&#13;
o przebiegu życia i pracy ojca zawiera też rękopis O. Kolberga Bieg życia z r. 1823 z jego&#13;
dopiskiem „z akt Kom. Spr. Wewn.” (rękopis w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 331). Jest to&#13;
kopia odręcznego życiorysu Juliusza Kolberga złożonego Komisji Spraw Wewnętrznych, która&#13;
31 października 1823 r. mianowała go profesorem radnym. Oryginał tego dokumentu, zachowany w aktach uniwersytetu, przytoczył J. Bieliński w pracy Królewski Uniwersytet Warszawski (1816–1831), T. III, Warszawa 1912, s. 668–669. Dokument cytowany przez J. Bielińskiego&#13;
pisany jest w pierwszej osobie, rękopis O. Kolberga w osobie trzeciej i jest to jedyna różnica&#13;
między tymi tekstami.&#13;
&#13;
17&#13;
&#13;
�się miernictwa topograficznego. Od roku 1794 kontynuował naukę w Akademii Budownictwa w Berlinie, a po jej ukończeniu, mając lat dwadzieścia,&#13;
został zatrudniony jako inżynier topograf w ekipie zajmującej się pomiarami Prus Południowych. Była to prowincja utworzona przez rząd pruski&#13;
w 1795 r., po trzecim rozbiorze Polski, obejmująca tereny na lewym brzegu&#13;
Wisły oraz Warszawę z częścią Mazowsza. Pomiary triangulacyjne nowej&#13;
prowincji prowadzone były pod kierunkiem niemieckiego architekta Dawida Gillego. Na ich podstawie w latach 1802–1803 została wydana w Berlinie mapa Spezial Karte von Südpreußen w 13 sekcjach, z indeksem nazw&#13;
miejscowości. Juliusz Kolberg podczas kilku lat pracy w ekipie D. Gillego&#13;
uzyskał duże doświadczenie w zakresie geodezji i kartografii.&#13;
Po zakończeniu pomiarów Prus Południowych Juliusz Kolberg pozostał&#13;
w Warszawie i podjął pracę jako inspektor cła przy komorze na Solcu,&#13;
a 14 września 1806 r. ożenił się z Karoliną Fryderyką Mercoeur. Była ona&#13;
córką Henrietty von Arnim i Gotfrieda Mercoeura, potomka francuskich&#13;
emigrantów, którzy po zniesieniu w czasach Ludwika XIV edyktu nantejskiego (1685), zapewniającego swobody religijne, jako protestanci osiedlili&#13;
się w Prusach. Gotfried Mercoeur był inspektorem ceł w Fordonie koło&#13;
Bydgoszczy i tam w 1788 r. urodziła się Karolina. Później był zatrudniony&#13;
na podobnym stanowisku w Nieszawie i w Warszawie. W chwili ślubu&#13;
Karoliny z Juliuszem Kolbergiem już nie żył – Oskar pisze, że zmarł na&#13;
początku wieku XIX, ale dokładnej daty jego śmierci nie znamy.&#13;
O rodzinie matki Oskar Kolberg pisał w liście do redakcji „Nowej Reformy” w 1889 r., pod koniec swego życia:&#13;
Ojciec jej, a mój macierzysty dziad, Mercoeur, pochodził z tak zwanej francuskiej&#13;
kolonii, złożonej z emigracji, która jeszcze za czasów Ludwika XIV przeniosła się&#13;
do Prus i tam zamieszkawszy (przeważnie w Berlinie), rozrodziła się. Ożenił się&#13;
on w roku 1786 z panną von Arnim (z Pomeranii) i urzędował przy komorach&#13;
celnych w Fordonie blisko Torunia, w Nieszawie, a w końcu w Warszawie, gdzie&#13;
zmarł jako naczelnik komory wodnej na początku bieżącego stulecia, pozostawiając po sobie wdowę i córkę (a moją matkę). Ta ostatnia urodziła się w roku&#13;
1788 w Fordonie nad Wisłą, dzieckiem jeszcze będąc, przybyła wraz z rodzicami&#13;
do Warszawy, tu pobierała nauki i tu zaślubiła mego ojca1.&#13;
List O. Kolberga do redakcji „Nowej Reformy”, „Nowa Reforma” 1889, nr 246, opublikowany w: Korespondencja Oskara Kolberga cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637. Tu i dalej w przypisach liczne odesłania do prac Kolberga w Dziełach wszystkich (DWOK) podano w wersji&#13;
skróconej, pełne noty zob. Bibliografia (DWOK T. 85/III).&#13;
1&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
�Kilka tygodni po ślubie Juliusza Kolberga z Karoliną Mercoeur, 27 listopada 1806 r., wojska Napoleona wkroczyły do Warszawy w zwycięskim&#13;
marszu po klęsce Prus pod Jeną i Auerstedt. Po pokoju w Tylży, zawartym&#13;
przez cara Aleksandra I z Napoleonem w r. 1807, z części zaboru pruskiego i rosyjskiego zostało utworzone Księstwo Warszawskie. Nowe państwo potrzebowało sprawnej administracji, w której chętnie zatrudniano&#13;
pozostałych w Warszawie urzędników, techników i innych specjalistów&#13;
niemieckich. W roku 1808 Juliusz Kolberg został inspektorem pomiarów&#13;
przy Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, jednej z agend&#13;
rządu Księstwa Warszawskiego. Na polecenie Jana Pawła Łuszczewskiego, wówczas ministra spraw wewnętrznych, opracował mapę Wielkiego&#13;
Księstwa Warszawskiego (niedrukowaną), która była podstawą podziału&#13;
administracyjnego kraju. W roku 1810 otrzymał patent na geometrę i mógł&#13;
kontynuować karierę urzędniczą w Warszawie. Jednak już na początku&#13;
tego roku rodzina zdecydowała się na opuszczenie stolicy i zamieszkanie&#13;
w Przysusze. Przeprowadzkę tę spowodowało zapewne kilka okoliczności. W biografii ojca, powstałej około roku 1864, Wilhelm i Oskar piszą:&#13;
„Opuściwszy w czasie ciągłych zmian w kraju służbę rządową, od roku&#13;
1810 poświęcił się gospodarstwu i przemysłowi, kierując kilku zakładami fabrycznymi w powiecie opoczyńskim” 1. W Księstwie nie było spokojnie — wiosną 1809 r. Austria rozpoczęła wojnę z Francją i jej wojska&#13;
w kwietniu na kilka tygodni zajęły Warszawę, ale w lipcu, po zwycięstwie&#13;
Napoleona pod Wagram nastąpiło ogólne zawieszenie broni i Austriacy&#13;
wycofali się ze stolicy. Księstwo Warszawskie zostało wtedy powiększone&#13;
o część ziem zaboru austriackiego zajętą podczas antyaustriackiej kampanii&#13;
w r. 1809 przez wojska polskie pod dowództwem Józefa Poniatowskiego.&#13;
W tym czasie obydwa rywalizujące ze sobą mocarstwa europejskie – Rosja&#13;
cara Aleksandra I i Francja Napoleona – przygotowywały się do wojny&#13;
i w Warszawie oczekiwano bliskiego wybuchu zbrojnego konfliktu rosyjsko-francuskiego. Doszło do niego w czerwcu 1812 r., jednak mieszkańcom&#13;
1&#13;
Biografia Juliusza Kolberga napisana przez Oskara z licznymi poprawkami Wilhelma zamieszczona jest w tomie Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 433–439, przytoczony tu&#13;
fragment z s. 434 napisał Wilhelm. Rękopis Wilhelma i Oskara był podstawą biogramu Juliusza Kolberga opublikowanego w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (T. 15, Warszawa&#13;
1864, s. 42–44), a podpisanego przez F.H. Lewestama. Źródłami dla Wilhelma i Oskara był&#13;
m.in. wymieniony tu już rękopis Bieg życia z r. 1823 i wspomnienie Antoniego Blanka: A.Bl.&#13;
Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg. „Dziennik Powszechny” 1831, nr 324 z 28 listopada.&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�Warszawy już wcześniej towarzyszyła uzasadniona niepewność co do losów miasta. Była to prawdopodobnie główna przyczyna przeniesienia się&#13;
rodziny Kolbergów na prowincję. Ponadto koszty życia były tam wyraźnie&#13;
niższe, co mogło też mieć znaczenie: w roku 1807 urodził się Kolbergom&#13;
syn Wilhelm, za parę miesięcy spodziewali się następnego dziecka, a mieli&#13;
pod opieką także Henriettę Mercoeur, owdowiałą matkę Karoliny. Juliusz&#13;
Kolberg poszukał więc pracy poza Warszawą i na początku roku 1810&#13;
przeniósł się wraz z rodziną do Przysuchy1, prywatnego miasta w powiecie&#13;
opoczyńskim. Dobra przysuskie były własnością Ignacego Dembińskiego&#13;
(1765–1829), do którego należały też znajdujące się w okolicy huty żelaza. Hutnictwo na tym terenie rozwijało się dzięki złożom rudy i obfitości&#13;
drewna potrzebnego do opalania pieców i choć wytop żelaza oparty na&#13;
węglu drzewnym stawał się powoli anachronizmem, to jeszcze w pierwszych latach XIX w. był opłacalny. Huty w okolicy Przysuchy dzierżawił&#13;
od Dembińskich warszawski finansista, Samuel Fraenkel (1773–1833). Juliusz Kolberg po objęciu posady zarządcy zakładów metalurgicznych 2 zamieszkał z rodziną w Przysusze, w domu przy ul. Krakowskiej 5, dziś już&#13;
nieistniejącym. Tam przyszła na świat 24 kwietnia 1810 r. jedyna córka&#13;
Kolbergów, Julia.&#13;
Cztery lata później, 22 lutego 1814 r., w Przysusze urodził się następny&#13;
syn Kolbergów, Henryk Oskar, który — podobnie jak ojciec — przez całe&#13;
życie używał drugiego imienia. W Szkicu autobiografii pisał:&#13;
Urodziłem się w miasteczku Przysusze w r. 181[4] (na rynku polskim, bo są tam&#13;
trzy rynki: polski, żydowski i niemiecki)3.&#13;
&#13;
W przysuskiej parafii pod wezwaniem św. Jana Nepomucena zachował&#13;
się w księdze Akta urodzonych odpowiedni wpis o chrzcie Oskara:&#13;
1&#13;
Prawdopodobnie Juliusz i jego żona odwiedzili Przysuchę już wcześniej, w aktach parafii&#13;
przysuskiej odnotowano, że byli oni 4 lutego 1809 r. rodzicami chrzestnymi Karoliny Barbary&#13;
Machalskiej, córki Tekli i Józefa, aptekarza w Przysusze. Machalscy byli z kolei rok później rodzicami chrzestnymi Julii, córki Kolbergów. Informacje te, podobnie jak i następne pochodzące&#13;
z akt parafialnych, przekazała p. Katarzyna Markiewicz.&#13;
2&#13;
W biogramach Oskara Kolberga drukowanych około roku 1889 i opartych na jego relacjach podawana jest informacja, że Juliusz Kolberg był w Przysusze także geometrą przysięgłym, czego nie potwierdzają inne dostępne dokumenty.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 68. Kolberg błędnie&#13;
podał tam rok swego urodzenia (1815 zamiast 1814).&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
�W dniu 23 lutego ochrzczone było dziecię płci męskiej, któremu dano imiona&#13;
Henryk Oskar w dniu 23 lutego, o godzinie 3 po południu. Dziecię jest urodzonego Juliusza Colberg, konduktora dóbr J.W. Ignacego Dembińskiego, starosty&#13;
wolbromskiego, i Karoliny z Mercoeurów, małżonków prawych wyznania akatolickiego. Trzymali go do chrztu Jaśnie Wielmożny Ignacy Rawicz Dembiński,&#13;
dziedzic dóbr Przysuchy z przyległościami, i urodzona Markerowa 1, oboje z miasta Przysuchy. Chrzest zaś ten odbytym został z wody tylko samej, dla zbytecznej&#13;
słabości dziecięcia, przeze mnie samego, co zaświadczam. Ksiądz Wawrzyniec&#13;
Goszczyński, pleban przysuski2.&#13;
&#13;
W domu Kolbergów pojawiła się wtedy Zuska (Zuzanna?) Wawrzek,&#13;
młoda kobieta z Sandomierskiego, której piosenki Oskar wspominał w szkicu autobiografii: „Pamiętam, żem miał mamkę Zuskę, wieśniaczkę, która mi&#13;
ciągle nad kołyską wyśpiewywała (a była jeszcze u nas w służbie w Warsz[awie] r. 1822)”. Według relacji3 wnuczki Antoniego Kolberga, młodszego&#13;
brata Oskara, jakiś czas po przyjeździe do Warszawy Zuska Wawrzek przeszła na służbę do Chopinów, być może dlatego, że była gorąco wierzącą&#13;
katoliczką i źle się czuła w protestanckim domu Kolbergów.&#13;
Przez krótki okres Kolbergowie mieszkali w Machorach (dziś w powiecie&#13;
koneckim), gdzie znajdowały się huty żelaza zakupione przez S. Fraenkla od&#13;
Dembińskich. W tej miejscowości w roku 1815 urodził się trzeci syn Kolbergów, Antoni Karol. Nie wiadomo, kiedy rodzina wróciła do Przysuchy,&#13;
ale akta miejscowej szkoły elementarnej informują, że w latach 1816–1817&#13;
najstarszy z synów Wilhelm był już jej uczniem, otrzymywał dobre oceny&#13;
i według miejscowego nauczyciela miał opinię ucznia pojętnego, dowcipnego, żywego temperamentu i wesołego4.&#13;
W lutym 1817 r. zmarła Julia, siedmioletnia córka Kolbergów, a w czerwcu roku następnego Henrietta Mercoeur, matka Karoliny. Obydwie zostały&#13;
pochowane na cmentarzu parafialnym w Przysusze. Kamienna tablica nagrobna zachowała się do dzisiaj, jest wmurowana w ogrodzenie cmentarza,&#13;
ale napisy na niej są już całkiem zatarte. Niegdyś, poza imionami i datami&#13;
Tj. Henrietta Mercoeur, babka Oskara.&#13;
Przytoczono za K. Markiewicz Oskar Kolberg 1814–1890, Radom–Warszawa 2014, s. 30.&#13;
3&#13;
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe, Warszawa 1989, s. 66 i 67. Autorka tej książki, Stanisława Dębicka, była córką Walentyny Kolberg, wnuczką Antoniego Kolberga, a prawnuczką&#13;
Juliusza.&#13;
4&#13;
Zob. K. Markiewicz Wilhelm Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 5.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
�życia pochowanych tam dwu osób, można było przeczytać fragment wiersza wybranego przez Karolinę i Juliusza: „Das arme Hertz, hienieden vom&#13;
Kummer tief bewegt, erlangt nur den Frieden da, wo es nicht mehr schlägt”1.&#13;
Po ostatecznej klęsce Napoleona pod Waterloo 18 VI 1815 r. sytuacja&#13;
w Księstwie Warszawskim zmieniła się całkowicie. W czerwcu 1815 r.&#13;
uczestnicy kongresu wiedeńskiego, Anglia, Rosja, Prusy, Austria i Francja,&#13;
zdecydowali o utworzeniu z części Księstwa nowego organizmu politycznego, autonomicznego Królestwa Polskiego w unii personalnej z cesarzem rosyjskim. Królem był car, a rezydujący w Warszawie brat cara, wielki książę&#13;
Konstanty, był naczelnym wodzem armii polskiej i praktycznie sprawował&#13;
władzę. Północne i wschodnie tereny zaboru rosyjskiego zostały przyłączone do cesarstwa i były rządzone bezpośrednio przez cara według praw&#13;
obowiązujących w Rosji. Polacy tę część dawnej Rzeczypospolitej nazywali&#13;
Ziemiami Zabranymi. W Królestwie zachowano pozory rządów konstytucyjnych i autonomii — istniał sejm, istniało polskie wojsko, ale politycznie&#13;
nowe państwo było całkowicie zależne od Rosji. Polska nauka miała jednak&#13;
w Królestwie przez najbliższych kilkanaście lat jeszcze dość znaczne swobody i możliwość rozwoju, a młodzież z zaboru rosyjskiego i Ziem Zabranych – dobre możliwości kształcenia się. W Warszawie w oparciu o wyższe&#13;
szkoły zawodowe w roku 1816 powstał pierwszy w tym mieście uniwersytet. W następnym roku Juliusz Kolberg został powołany przez Stanisława&#13;
Potockiego, ministra Rządowej Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia&#13;
Publicznego, na stanowisko profesora tej uczelni. Rekomendował go Stanisław Staszic, wówczas jeden z najbliższych współpracowników Potockiego&#13;
i współorganizator uniwersytetu. List komisji rządowej podpisany przez&#13;
ministra Potockiego, z datą 24 maja 1817 r., brzmiał:&#13;
Chcąc JP. Juliuszowi Kolberg podać sposobność do posług publicznych w zawodzie nauczycielskim, [Komisja] postanowiła poruczyć mu katedrę praktycznego&#13;
miernictwa i niwelacji z topograficznym rysunkiem map w oddziale sztuk pięknych Królewskiej Warszawskiej Szkoły Głównej, z pensją roczną 4 500 złp. Tym&#13;
końcem wzywa tegoż JP. Kolberga, ażeby jak może być najrychlej stanąwszy&#13;
Napis z tablicy przytacza B. Paprocki w artykule Pamiątki Kolbergowskie w Przysusze,&#13;
„Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego” T. XXIX: 1992, s. 60. Jest to trawestacja fragmentu wiersza Das Grab Johanna Gaudenza von Salis-Seewis (1762–1834), zob.&#13;
tegoż Gedichte, Zurich 1800, s. 49–50; w przekładzie: Biedne serce, na tym świecie głęboko&#13;
poruszone zmartwieniem, zdobywa spokój tylko tam, gdzie już nie bije.&#13;
1&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
�na miejscu swego przeznaczenia, objął wskazane sobie obowiązki nauczycielskie&#13;
do pomienionej katedry przywiązane1.&#13;
&#13;
Dla katedry, którą miał objąć, Juliusz Kolberg opracował zasady organizacji, dwuletni program nauczania miernictwa i niwelacji oraz przygotował&#13;
wykaz instrumentów, narzędzi i literatury przedmiotu, niezbędnych do teoretycznych wykładów i ćwiczeń praktycznych2.&#13;
W roku 1818, przed osiedleniem się na stałe w Warszawie, Juliusz wyjechał do Berlina, gdzie wybrał przyrządy i literaturę dla katedry ”praktycznego miernictwa i niwelacji”, odwiedził też z żoną i dziećmi swą rodzinę&#13;
w Woldegk, gdzie 11 maja przyszedł na świat czwarty syn, Juliusz Adolf&#13;
Aleksander.&#13;
Nie wiadomo dokładnie, kiedy Juliusz i Karolina ostatecznie opuścili Przysuchę. Mimo kilkuletniego tylko pobytu w tym mieście, zapisali się życzliwie&#13;
w pamięci jej mieszkańców i kontakty z nimi podtrzymywali po przeniesieniu&#13;
się do Warszawy. Juliusz jest odnotowany w aktach tamtejszej parafii św.&#13;
Jana Nepomucena dnia 1 września 1825 r. jako ojciec chrzestny Józefa, syna&#13;
Antoniego i Józefy Kamińskich, mieszkańców Przysuchy, a Karolina była&#13;
tamże w kwietniu 1841 r. matką chrzestną Juliana Żurkowskiego, z którym&#13;
rodzina Oskara utrzymywała kontakty także później.&#13;
Nominacja Juliusza Kolberga na profesora zwyczajnego uniwersytetu&#13;
nosi datę 30 stycznia 1819 r. Krótko potem, w roku 1820, został on też&#13;
wykładowcą w Szkole Wyższej Leśnej, a w roku 1828 także w Instytucie&#13;
Agronomicznym w Marymoncie3. Pierwszy adres Kolbergów w Warszawie&#13;
nie jest znany, natomiast od roku 1820 mieszkali w oficynie Pałacu Kazimierzowskiego przeznaczonej dla kadry uniwersyteckiej. Tam urodził się&#13;
w r. 1821 ich ostatni syn, Gustaw Albert, który żył tylko dwa i pół roku.&#13;
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski..., T. III, s. 669.&#13;
J. Bieliński (tamże, T. I, Warszawa 1907, s. 592) pisze: „W tym celu podał Kolberg Komisji rządowej wykaz najpotrzebniejszych przedmiotów, podług katalogu z Berlina nadesłanego,&#13;
na ogólną sumę 1 080 talarów, którą to sumę Komisja asygnowała dnia 6 września 1817 r., z zastrzeżeniem, aby prof. Kolberg, któremu wypadała podróż do Berlina, sam wybrał potrzebne&#13;
przedmioty, zakupił i do Warszawy odesłał.”&#13;
3&#13;
Kolejne stopnie kariery Juliusza Kolberga i sprawowane przez niego funkcje są przedstawione i udokumentowane w katalogu poświęconej mu wystawy w Muzeum im. Oskara&#13;
Kolberga w Przysusze, zob. K. Markiewicz Juliusz (Colberg) Kołobrzeg-Kolberg…; autorka przytacza dokumenty zgromadzone przez nią w muzeum, a także złożone tam jako depozyt przez&#13;
potomków Juliusza.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
�Wiele lat później Oskar wspominał:&#13;
W prawym, długim (dwupiętrowym jak i lewy) pawilonie Pałacu Kazimierowskiego, czyli kadeckich niegdyś koszar (gdzie dziś biblioteka publiczna i uniwers[ytecka], a przedtem i Liceum było), mieszkali w tych czasach rektor Linde i profesorowie: Brodziński, Jarocki, Matuszewski, Kolberg, Blank, Brodowski, Chopin,&#13;
Piwarski, a sąsiadując z sobą, odwiedzali się czasami. Chopin mieszkał na drugim&#13;
piętrze (w środkowych pawilonu apartamentach). Pawilon (jeden i drugi) miał na&#13;
dole 4 drzwi wchodowych, te schody prowadziły na pierwsze i drugie piętro. Było&#13;
więc mieszkań 12, dla rektora i 8 profesorów, murgrabi, odźwiernego i służby,&#13;
każde mieszkanie miało mniej więcej po 4 lub 5 pokoi i kuchnię1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu tych uwag, skierowanych do Maurycego Karasowskiego po wydaniu przez niego w 1877 r. pierwszej edycji biografii Fryderyka&#13;
Chopina, wspominał Oskar także własne dzieciństwo:&#13;
Między pawilonami był plac wolny przed frontem pałacu, który obsadzono&#13;
drzewkami i w skwer później zamieniono, a za pałacem obszerny ogród na&#13;
pochyłości ku Wiśle idącej. Od tyłu pawilonów były obszerne dziedzińce, gdzie&#13;
dzieci ich [tj. mieszkańców pawilonów] i uczniowie bawili się w piłkę lub figle&#13;
stroili. Tu mogę dokończyć słowami bajek naszych: i ja tam byłem, piłką w zadki biłem i sam razy odbierałem itd.2&#13;
&#13;
Spośród rodzin profesorów Liceum i Uniwersytetu mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie najsilniej w pamięci Oskara zapisali się Chopinowie,&#13;
zwłaszcza Fryderyk, ale Juliuszowi, jego ojcu, bardzo bliski był poeta Kazimierz Brodziński (1791–1835). On właśnie napisał serdeczne wspomnienie&#13;
o Juliuszu Kolbergu:&#13;
Nie znałem człowieka w życiu moim z cichszym umysłem, pełniejszym głębokiej&#13;
prostoty, jak był Juliusz Kolberg. […] Powołany do wykładania w Uniwersytecie&#13;
topografii i niwelacji żył ze mną w ścisłej przyjaźni do śmierci. Kolberg pisał&#13;
wiele poezji w języku niemieckim, największą część z przygodnych zdarzeń, na&#13;
uroczystości kościelne, rodzinne i wolnomularskie. […] W obejściu swoim miał&#13;
Rkp. O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338, są to uwagi do pierwszego niemieckiego wydania biografii Chopina opracowanej przez M. Karasowskiego: Friedrich Chopin.&#13;
Sein Leben, Seine Werke und Briefe, B. 1, Dresden 1877; przytoczona notatka odnosi się do&#13;
s. 14 pracy Karasowskiego.&#13;
2&#13;
Tamże.&#13;
1&#13;
&#13;
24&#13;
&#13;
�cierpliwość i wytrwałość, i łagodność obok najpowszechniejszego u Niemców&#13;
uczucia sprawiedliwości. Żadna obmowa, obraza i namiętność nie przylegała na&#13;
chwilę do tej czystej duszy. Miłośnik poetów, szczególniej Jean Paula [Richtera]&#13;
i Herdera, mało mógł się im oddawać, zajęty pracą nad mozolnymi mapami i rachunkami. Otoczony sześciorgiem1 dzieci, w szczupłym pomieszkaniu, między&#13;
mnóstwem kart i instrumentów mierniczych pracował cierpliwie, z najsłodszą&#13;
rezygnacją, pozbawiony poetycznej swobody widoków natury, które tak lubił2.&#13;
&#13;
Własne utwory Juliusza Kolberga i dokonane przez niego przekłady wierszy poetów polskich na język niemiecki, o których wspominał Brodziński,&#13;
w większości nie dotrwały do naszych czasów. Zachowało się kilka okolicznościowych utworów3 pisanych dla loży wolnomularskiej „Zur Halle der&#13;
Beständigkeit”, której członkiem był od roku 1808. W Niemczech drukowany&#13;
był tekst hymnu Der Genius der Freudenschaft4 do muzyki Józefa Elsnera,&#13;
w Warszawie ukazała się drukiem już po śmierci autora kantata wykonana&#13;
też z muzyką Elsnera z okazji pięćdziesięciolecia poświęcenia kościoła ewangelickiego5. Elsner w spisie własnych utworów wymienia jeszcze kantatę na&#13;
obchód urodzin doktora Fryderyka Adolfa Roemera z niemieckim tekstem&#13;
Juliusza Kolberga6, a w zbiorach Oskara Kolberga przechowywany jest rękopis przekładu na język niemiecki Wiesława Brodzińskiego7.&#13;
Z sześciorga dzieci Kolbergów mieszkało w Warszawie pięciu synów, jedyna córka zmarła jeszcze przed wyjazdem rodziny z Przysuchy.&#13;
2&#13;
Wspomnienie Brodzińskiego jest przytoczone w biografii Juliusza Kolberga opublikowanej w Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda (zob. przyp. 1 na s. 19). Bibliografię publikacji&#13;
Juliusza Kolberga związanych z jego pracą zawodową zamieściła K. Markiewicz (zob. przypis&#13;
1 na s. 17).&#13;
3&#13;
L. Hass w opracowaniu Sekta farmazonii warszawskiej. Pierwsze stulecie wolnomularstwa w Warszawie (1721–1821), Warszawa 1980, na rycinie 85 zamieszcza reprodukcje&#13;
stron tytułowych siedmiu takich utworów Juliusza Kolberga znajdujących się w Archiwum&#13;
Głównym Akt Dawnych w Warszawie.&#13;
4&#13;
Druk przed r. 1821, muzyka Elsnera nie zachowała się, egzemplarz tekstu w zbiorach&#13;
Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie.&#13;
5&#13;
J. Colberg Cantate zur Jubel-Feier der vor 50-Jahren stattgefundenen Einweihung der&#13;
evang. Kirche U. A. C. Warszawa 1832.&#13;
6&#13;
J. Elsner Sumariusz moich utworów muzycznych z objaśnieniami o czynnościach&#13;
i działaniach moich jako artysty muzycznego, opracowała A. Nowak-Romanowicz, Kraków&#13;
1957, s. 50. Elsner wspomina też J. Kolberga wśród innych autorów tekstów do jego pieśni:&#13;
„Do tekstu niemieckiego pisałem bardzo wiele rozmaitych pieśni […]. Wierszy dostarczali mi&#13;
pp. Zobela, Engelke, Kolberg, Schwartz”, tamże, s. 54.&#13;
7&#13;
Rkp. J. Kolberga w Arch. PTL, teka 50, sygn. 1357, z. 29, k. 6–9.&#13;
1&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
�Juliusz Kolberg opublikował wiele prac z zakresu kartografii i miernictwa1 i za nie oraz za skonstruowanie planimetru Uniwersytet Warszawski&#13;
nadał mu w roku 1820 stopień magistra sztuk pięknych i doktora filozofii.&#13;
Krótko potem, w lutym 1822 r. Juliusz Kolberg został przyjęty w poczet&#13;
członków Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a był to wyraz&#13;
wysokiej oceny jego publikacji naukowych. W październiku 1823 r. mianowano go profesorem radnym, co upoważniało do zasiadania w radzie&#13;
wydziału. Z tą nominacją wiąże się sporządzenie przez Juliusza przytaczanego tu dokumentu Bieg życia z r. 1823, zachowanego w kopii Oskara.&#13;
W sierpniu 1829 r. w uznaniu zasług pedagogicznych i prac naukowych&#13;
został nobilitowany2. Profesorowi Kolbergowi car przyznał szlachectwo&#13;
dziedziczne, a Juliusz przyjął herb Kołobrzeg3 i przybrał nazwisko Kołobrzeg-Kolberg.&#13;
Cennym opracowaniem kartograficznym Juliusza Kolberga jest Mapa&#13;
pocztowa i podróżna Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego, wydana w Oleśnicy już w r. 1817 i zalecona do użytku szkolnego.&#13;
O mapie tej sam pisał: „[…] w tym względzie jest pierwsza w swoim rodzaju,&#13;
że na niej wszystkie nazwiska i intytulacje w polskim języku są wyrażone”4.&#13;
Za najważniejsze dokonanie Juliusza Kolberga uważany jest Atlas Królestwa Polskiego publikowany w latach 1825–1827. Składa się on z ośmiu&#13;
litografowanych i ręcznie kolorowanych map województw (Krakowskie,&#13;
Sandomierskie, Kaliskie, Lubelskie, Płockie, Mazowieckie, Podlaskie i Augustowskie) z tabelami statystycznymi, a ich bogata treść i starannie dopracowana forma sprawiają, że zalicza się je do wybitnych osiągnięć polskiej&#13;
kartografii. Wiele lat później posiłkował się nimi Oskar w swych podróżach&#13;
M.in. w 1819 r. wydał pionierską pracę Porównanie teraźniejszych i dawniejszych&#13;
miar i wag w Królestwie Polskim używanych z dodaniem ważniejszych europejskich i innych z potrzebniejszymi tablicami zamiany jednych na drugie; w „Sylwanie” w roku 1820&#13;
ukazał się artykuł Opisanie składu i użycia planimetru…, przetłumaczony pięć lat później&#13;
przez J.P. Grüsona na język niemiecki i wydany osobno przez berlińskiego księgarza Ludwiga&#13;
Oehmigke’a.&#13;
2&#13;
Dekretem z 1817 r. car Aleksander I dla podniesienia prestiżu społecznego profesorów&#13;
i nauczycieli szkół ponadelementarnych przewidział możliwość uzyskania przez nich nobilitacji po dziesięciu latach nienagannej pracy.&#13;
3&#13;
Rysunek herbu Kołobrzeg zamieściła K. Markiewicz m.in. w pracy Oskar Kolberg 1814–&#13;
1890, Radom–Warszawa 2014, s. 21.&#13;
4&#13;
Fragment rkp. J. Kolberga Bieg życia z r. 1823, przytoczonego przez J. Bielińskiego w publikacji Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 668–669.&#13;
1&#13;
&#13;
26&#13;
&#13;
�etnograficznych, a w tomach Ludu także uzupełniającą atlas Tabellą miast,&#13;
wsi, osad Królestwa Polskiego1.&#13;
Synowie Juliusza i Karoliny Kolbergów, mieszkając w Warszawie, mieli&#13;
bardzo dobre warunki do zdobywania wiedzy. Najstarszy z braci Wilhelm&#13;
w roku 1820 został uczniem Liceum Warszawskiego, znakomicie przygotowującego do studiów uniwersyteckich. Program Liceum obejmował m.in.&#13;
rysunek, łacinę, grekę i, poza polskim, trzy języki nowożytne: francuski,&#13;
niemiecki i rosyjski, a w starszych klasach np. geometrię wykreślną i botanikę2. Wilhelmowi, kończącemu w 1825 r. naukę, rektor Samuel Bogumił&#13;
Linde wpisał na świadectwie następującą ocenę:&#13;
Ciągle pilny i pracowity, znacznie korzystał z nauk, szczególniejszą zaś okazał&#13;
zdolność do rysunków i matematyki. Zawsze był obyczajnym i uległym wszelkim ustawom szkolnym, jednym słowem wzorowym3.&#13;
&#13;
Oskar w Szkicu autobiografii pisze wprawdzie: „W szkole przysuskiej&#13;
nauczyłem się czytać i pisać” 4, ale przed przeniesieniem się rodziny do&#13;
Warszawy miał zaledwie pięć lat, nie osiągnął więc jeszcze wieku uprawniającego do przyjęcia do szkoły elementarnej. Ponadto w Opisie biegu&#13;
życia pochodzącym z roku 1845, więc dokumencie znacznie wcześniejszym od autobiografii i bliższym wydarzeniom, o których mowa, pisał:&#13;
„Początkowe nauki pobierałem w domu rodzicielskim” 5. W roku 1823&#13;
został przyjęty do Liceum 6, a w następnym rozpoczął regularne lekcje&#13;
Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności,&#13;
alfabetycznie ułożona w Biórze Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policyi. T. 1–2,&#13;
Warszawa 1827. W nazwach miejscowości zdarzają się tam błędy.&#13;
2&#13;
Program Liceum Warszawskiego, tj. zakres przedmiotów i liczba godzin lekcyjnych przeznaczonych na nie w kolejnych klasach, zmieniał się dosyć często, zob. A. Winiarz Szkolnictwo&#13;
Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego (1807–1831), Lublin 2002, s. 196 i nast.&#13;
3&#13;
Zob. H. Wróblewska-Straus i K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na&#13;
tle epoki. Przyjaźń. Praca. Fascynacje. Katalog wystawy zorganizowanej z okazji XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, Warszawa 2005, tam na s. 122&#13;
reprodukcja świadectwa Wilhelma.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
5&#13;
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia z r. 1845, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64. Do szkoły&#13;
elementarnej przyjmowano dzieci po ukończeniu siedmiu lat, choć czasem także sześcioletnie,&#13;
ale Oskar ukończył sześć lat dopiero w czasie pobytu w Warszawie.&#13;
6&#13;
W Opisie biegu życia z r. 1845 (rkp. tamże, k. 64) pisze: „w roku 1823 do szkół Liceum&#13;
Warszawskiego oddany, pobierałem tamże nauki do sierpnia 1830 r.”, w pisanym ponad&#13;
1&#13;
&#13;
27&#13;
&#13;
�muzyki. Początkowo jego nauczycielem był Głogowski 1, po roku zastąpił&#13;
go Vetter2, jak pisze Oskar w Szkicu autobiografii: „Wend łużycki z Mużakowa, który mówił łamaną polszczyzną”3. Vetter był jego nauczycielem&#13;
przez następnych pięć lat. Młodszy brat Oskara, Antoni, do Liceum przyjęty został w roku 1825, a najmłodszy z rodzeństwa Juliusz edukowany był&#13;
zapewne jeszcze przez matkę. Rozwojowi młodych Kolbergów sprzyjało&#13;
wychowanie w rodzinnym domu, nacechowanym zamiłowaniem do nauki i sztuki, zwłaszcza muzyki i poezji, a także patriotyzmem, czego świadectwem jest działalność Juliusza. Jego synowie wynieśli też ze swego&#13;
protestanckiego domu pracowitość i odpowiedzialność, charakteryzujące&#13;
całe życie Wilhelma i Oskara.&#13;
Dla uzupełnienia obrazu domu rodzinnego przywołać jeszcze trzeba&#13;
wspomnienie Oskara o matce:&#13;
[…] starannym, wszechstronnym (sztukę śpiewu posiadała w wysokim stopniu),&#13;
a zawsze narodowym wychowaniem, również jak i przymiotami serca i umysłu,&#13;
umiała sobie zjednać przychylność licznych domu naszego przyjaciół i niewygasłą pozostawić pamięć i wdzięczność w łonie synów, do których wychowania&#13;
w wielkiej przyczyniła się części i których aż do zgonu swego (w r. 1872) macierzyńską otaczała miłością i opieką4.&#13;
&#13;
„Narodowe wychowanie”, które wspomina Oskar, pisząc o swej matce,&#13;
cechowało także dom Kolbergów i wynikało na pewno również z woli ojca.&#13;
We wspomnieniach o Juliuszu Kolbergu opublikowanych przez Antoniego&#13;
czterdzieści lat później Szkicu autobiografii jako początek nauki w Liceum podaje rok 1824&#13;
(rkp. tamże, k. 68).&#13;
1&#13;
Nazwisko to wymienia Kolberg w Szkicu autobiografii (rkp. tamże, k. 68). Prawdopodobnie chodzi o Tomasza Głogowskiego, pianistę i muzyka działającego w Warszawie w I poł.&#13;
XIX wieku. Nieznane są lata jego życia i szczegóły biografii, wiadomo tylko, że od 1840 roku&#13;
był członkiem Towarzystwa Wspierania Artystów Muzycznych w Warszawie. Śladami jego&#13;
działalności są publikowane w latach 1840–1860 utwory fortepianowe: mazury, walce, polki,&#13;
pieśni, polonez i galop. Zob. Wanda Bogdany-Popielowa Rękopisy muzyczne 1. połowy XIX&#13;
wieku ze zbiorów Biblioteki Narodowej, Warszawa 1­ 997, s. 86, oraz W. Tomaszewski Bibliografia warszawskich druków muzycznych 1801–1850, Warszawa 1992, s. 371. Kolberg&#13;
wymienia T. Głogowskiego w Encyklopedii powszechnej Orgelbranda wśród kompozytorów&#13;
tańców, zob. O. Kolberg Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 626 i 664.&#13;
2&#13;
O Vetterze brak bliższych informacji.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
4&#13;
List O. Kolberga do redakcji..., „Nowa Reforma” 1889, nr 246, także w: Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 636–637.&#13;
&#13;
28&#13;
&#13;
�Blanka (1785–1844), profesora malarstwa na Uniwersytecie Warszawskim,&#13;
czytamy:&#13;
[…] większą część życia, [z 55] przeszło lat 34 przebył w Polszcze, uważał ją i kochał ją jak swoją ojczyznę i nie opuścił do zgonu, choć za granicą korzystniejsze&#13;
zapewniano mu miejsce1.&#13;
&#13;
W rodzinnej tradycji przechowało się wspomnienie:&#13;
W domu Niemca Kolberga zakazane było używanie mowy niemieckiej, za zagwizdanie melodii z Wolnego strzelca C.M. Webera „szło się w szpangi” lub klęczało na grochu z fasolą, za wyrwanie się z jakimś cytatem niemieckim płaciło&#13;
się do skarbonki grosz „grzywny”2.&#13;
&#13;
Juliusz Kolberg nauczył się języka polskiego jako dorosły człowiek,&#13;
wykładał i egzaminował w tym języku, po polsku pisał też swoje prace&#13;
naukowe. Jednak w monografii uniwersytetu warszawskiego Józef Bieliński przytacza opinię rektora Wojciecha Anzelma Szweykowskiego z 1823 r.,&#13;
który pisał o Juliuszu: „Bardzo pracowity i biegły w swoim przedmiocie,&#13;
pomimo przeszkody z języka dość znaczną korzyść w uczniach sprawuje” 3.&#13;
Juliusz Kolberg w tym samym roku stwierdza: „Zamieszkawszy w młodym&#13;
wieku w Polsce, łatwo mi było polski język sobie przywłaszczyć” 4. Trudno dziś ocenić stopień opanowania przez niego polszczyzny, wiadomo,&#13;
że okolicznościowe wiersze i teksty pieśni związane z lożą wolnomularską&#13;
i parafią ewangelicką pisał po niemiecku, ale językiem domowym był polski, a jego synowie posługiwali się nim wyłącznie, korespondowali ze sobą&#13;
i z matką przez całe życie tylko po polsku i w tym języku publikowali swe&#13;
prace.&#13;
W życiu Oskara odegrała dużą rolę przyjaźń między rodzinami Chopinów i Kolbergów. Ich wieloletnie sąsiedztwo w Pałacu Kazimierzowskim&#13;
dało mu możliwość bezpośredniego i częstego kontaktu z grą i twórczością&#13;
młodego wówczas kompozytora, co przyczyniło się w wielkim stopniu do&#13;
ukształtowania wrażliwości muzycznej Oskara. Przyjacielem Fryderyka był&#13;
A.Bl. [Antoni Blank] Kilka słów o życiu śp. Juliusza Colberg…, nr 324. W artykule A. Blanka błędnie „większą część życia, z 60 przeszło lat” .&#13;
2&#13;
S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 62.&#13;
3&#13;
J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 670.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 668; Bieliński przytacza fragment tekstu J. Kolberga Bieg życia z r. 1823.&#13;
1&#13;
&#13;
29&#13;
&#13;
�Wilhelm, który w latach 1823–1825 uczęszczał do tej samej klasy licealnej, choć był o trzy lata starszy. Oskar, młodszy od Fryderyka i Wilhelma,&#13;
zdradzający wcześnie talent muzyczny, wykorzystywał każdą okazję, aby&#13;
słuchać gry Chopina, która fascynowała go od pierwszego z nią kontaktu.&#13;
Był świadkiem początków wykonawczej i kompozytorskiej drogi Chopina, mógł słyszeć jego utwory w jego własnym wykonaniu, a także grane&#13;
przez niego kompozycje innych muzyków, nie tylko podczas oficjalnych&#13;
koncertów. W roku 1876 w liście do Marcelego A. Szulca, autora biografii&#13;
Chopina, pisał:&#13;
Fakt, że lubił grywać o szarej godzinie, jest charakterystyczny, improwizacja wówczas dawała mu często wątek do nokturnów; a sam także pamiętam, jak parę razy&#13;
grał u moich rodziców, gdy się zmierzchało i prosząc, by świec nie było, z pamięci&#13;
uwerturę z Frejszyca i z Kopciuszka Rossiniego (na prośbę ojca mojego)1.&#13;
&#13;
W roku 1879 pisał do jednego z kolegów Chopina z liceum, Tytusa&#13;
Wojciechowskiego:&#13;
A wtedy staje mi często na myśli, jakoby wspomnienie dnia wczorajszego, nasze&#13;
uczone kadeckie koszary i ów długi pawilon przy Liceum, gdzieśmy mieszkali,&#13;
i ćwiczenia Fryd[eryka] przy fortepianie, i nasze na dziedzińcu, postać starego&#13;
Chopina wołającego wieczorem z okna drugiego piętra na swoich elewów bawiących się na dole w piłkę: „Rentrez, messieurs, rentrez!”2.&#13;
&#13;
Mikołaj Chopin, ojciec Fryderyka, wykładowca literatury i języka francuskiego w Liceum, prowadził pensjonat dla uczniów tej szkoły, stąd we&#13;
wspomnieniach Oskara obraz „starego Chopina” zwołującego swoich wychowanków z dziedzińca do domu. To, że Oskar był bezpośrednim świadkiem, a także uczestnikiem różnych wydarzeń w życiu młodego Fryderyka&#13;
Chopina, pozwoliło mu wiele lat później prostować nieścisłości i błędy&#13;
w wydawanych drukiem biografiach kompozytora.&#13;
Kolbergowie w roku 1825 przeprowadzili się z oficyny Pałacu Kazimierzowskiego3 do domu przy Krakowskim Przedmieściu, na rogu ul.&#13;
Brulion listu do M.A. Szulca, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 563.&#13;
Brulion listu do T. Wojciechowskiego, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 286–287.&#13;
3&#13;
Wilhelm Kolberg pisał w notatkach o Chopinie: „Od r. 1820 do 1825 mieszkałem przy&#13;
rodzicach w prawej oficynie Kazimierowskiego Pałacu na dole”. Notatki Wilhelma przytoczone&#13;
są w Pismach muzycznych O. Kolberga cz. II (DWOK T. 62), s. 461–462.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
30&#13;
&#13;
�Oboźnej. Chopinowie w roku 1827 również opuścili profesorski budynek&#13;
i zamieszkali w lewym pawilonie Pałacu Krasińskich przy Krakowskim&#13;
Przedmieściu. Ale Oskar nadal mógł słyszeć utwory Fryderyka w jego własnym wykonaniu w wielu innych sytuacjach, w domach obu rodzin i w czasie spotkań towarzyskich i koncertów. W Szkicu autobiografii wspomina:&#13;
[…] nieraz się przysłuchiwałem jego grze (a bywał on niekiedy i u moich rodziców) i dobrze mi utkwił w pamięci jego sposób traktowania instrumentu, lubo&#13;
za młody byłem wówczas i za wcześnie straciłem go potem z oczu, aby sobie&#13;
dokładną ze wszystkich szczegółów tej gry zdać sprawę1.&#13;
&#13;
Bezpośrednie kontakty z kompozytorem przerwał dopiero jego wyjazd&#13;
do Paryża 2 listopada 1830 r. Styl gry Fryderyka Chopina zapamiętał Oskar&#13;
na zawsze, a uwielbienie dla jego muzyki, twórczości i sztuki pianistycznej&#13;
towarzyszyło mu do końca życia.&#13;
Spośród sąsiadów Oskara w pawilonie uniwersyteckim wspomnieć jeszcze trzeba dwu profesorów. Mieszkali tam także Samuel Bogumił Linde&#13;
(1771–1847) i Kazimierz Brodziński. Linde był rektorem Liceum i profesorem literatury greckiej i łacińskiej, a opracowany przez niego i wydany&#13;
w latach 1807–1814 Słownik języka polskiego należy do najwybitniejszych&#13;
osiągnięć ówczesnej nauki polskiej. Korzystał z niego Kolberg, przygotowując do druku w tomach Ludu zapisane przez siebie w terenie materiały&#13;
językowe, m.in. przy jego pomocy wyjaśniał znaczenie wyrażeń i zwrotów staropolskich. Brodziński, poeta, żołnierz napoleoński, później historyk&#13;
i teoretyk literatury, od roku 1821 wykładał w liceum, a po roku także na&#13;
uniwersytecie historię literatury polskiej i był uwielbiany przez studentów.&#13;
Do osób związanych z Liceum, których późniejsze kontakty z Oskarem są&#13;
udokumentowane, należy także Wacław Aleksander Maciejowski (1792–&#13;
1883), historyk i historyk literatury, który w Liceum Warszawskim był od&#13;
roku 1818 zastępcą profesora filologii klasycznej, a od 1819 r. wykładał&#13;
także prawo rzymskie na uniwersytecie.&#13;
Trudno dziś ocenić, jakie znaczenie dla rozwoju folklorystycznych zainteresowań Oskara i ukształtowania się jego poglądów na literaturę ludową miały kontakty z Kazimierzem Brodzińskim, bliskim przyjacielem&#13;
ojca, sąsiadem i profesorem literatury polskiej, którego wykładów słuchał&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
&#13;
31&#13;
&#13;
�w Liceum. Juliusz Kolberg na pewno znał rozprawę Brodzińskiego O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, drukowaną&#13;
w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818. Cenił utwory poety i – jak&#13;
już tu wspomniano – tłumaczył je na język niemiecki. W Kolbergowskim Ludzie znajdujemy potwierdzenie, że również Oskar znał twórczość&#13;
Brodzińskiego: przytoczył jego opis krakowiaka z Wiesława1 i fragmenty artykułu O tańcach narodowych 2, rozpoczął komponowanie „opery&#13;
sielskiej” z librettem opartym na Wiesławie, a w jednym z rękopisów&#13;
obok pieśni wykonanej przez mieszkankę dworku na Kujawach zanotował wydobyte z własnej pamięci nazwisko autora śpiewanego tekstu 3.&#13;
W 1857 r. we wstępie do tomu Pieśni ludu polskiego wymienił rozprawę&#13;
O klasyczności i romantyczności jako pierwszą publikację doceniającą&#13;
znaczenie pieśni ludowych. Brodziński już w roku 1821 postulował zebranie i opublikowanie polskich pieśni ludowych, a także pieśni innych&#13;
narodów słowiańskich 4, sam tłumaczył ludowe pieśni serbskie. W rozprawie O klasyczności i romantyczności... mocno akcentował potrzebę&#13;
odrodzenia literatury narodowej poprzez sięganie jej twórców do ustnej&#13;
literatury ludowej:&#13;
[...] niezawodną jest rzeczą, że pieśni ludu są źródłem najpiękniejszej poezji i że&#13;
sztuka robiąca z nich całość uwiecznia razem i charakter narodu, i jego oświecenie5.&#13;
&#13;
Tak jak twórczość Brodzińskiego, tak i jego publicystykę krytyczno-literacką znał Oskar na pewno.&#13;
1&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 373–374. Brodziński pochodził z okolic&#13;
Tarnowa i znał folklor regionu krakowskiego.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 368. Pierwodruk artykułu K. Brodzińskiego zamieszczony był w „Melitele” 1829,&#13;
T. 1, s. 85–101, Kolberg przytacza w Krakowskiem fragment o krakowiaku za przedrukiem:&#13;
K. Czerniawski O tańcach narodowych z poglądem historycznym i estetycznym na tańce&#13;
różnych narodów, a w szczególności na tańce polskie, Warszawa 1860, s. 108–109.&#13;
3&#13;
Pieśń Pasterz do Zosi z tekstem Brodzińskiego zanotował Kolberg w Piołunowie na Kujawach, zob. O. Kolberg Kujawy. Suplement do t. 3 i 4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. 104, nr 112,&#13;
oraz w Radomiu, zob. O. Kolberg Radomskie. Suplement do t. 20-21 cz. II (DWOK T. 77/II),&#13;
s. 59, nr 860.&#13;
4&#13;
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej. 1800–1863, pod&#13;
redakcją H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 51–54.&#13;
5&#13;
K. Brodziński O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezji polskiej, w: tegoż&#13;
Wybór pism, oprac. A. Witkowska, Wrocław 1966, s. 265. Pierwodruk w „Pamiętniku Warszawskim” w roku 1818.&#13;
&#13;
32&#13;
&#13;
�Około roku 1828 stan zdrowia Juliusza Kolberga uległ pogorszeniu i zdecydowano się na kurację w Marienbadzie. Oskar towarzyszył wtedy rodzicom i wiele lat później, recenzując biografię Chopina autorstwa Maurycego&#13;
Karasowskiego, wspominał podróż powrotną do Warszawy:&#13;
Byłem i ja wówczas z rodzicami w Berlinie w powrocie (na Drezno i Berlin)&#13;
z Marienbadu, dokąd pojechaliśmy wprzódy na Wrocław i Pragę. Na Kolporterze był Ch[opin] z Jarockim w krzesłach, gdy my w loży. Na Il matrimonio&#13;
segreto był z nami w loży, pamiętam, jak na odgłos dętych instrumentów zatykał&#13;
sobie parę razy uszy z wykrzyknikiem: „A bodaj was, niegodziwe trąby!1&#13;
&#13;
Fryderyk Chopin wyjechał z Warszawy do Berlina 9 września 1828 r.&#13;
z Feliksem Jarockim, przyjacielem ojca. W operze berlińskiej na Kolporterze George’a Onslowa i Potajemnym małżeństwie Domenica Cimarosy był&#13;
w drugiej połowie września2 i na ten okres datować można pobyt Oskara&#13;
z rodzicami w Berlinie. Podróż tę wspomniał Oskar jeszcze raz w r. 1880&#13;
w liście do redakcji czeskiego pisma „Světozor”:&#13;
Przy tej sposobności niech mi wolno będzie odświeżyć w pamięci wspomnienie&#13;
szczęśliwych chwil młodości spędzonych w Czechach, gdym w r. 182[8] towarzyszył rodzicom moim w podróży do Marienbadu. Przejeżdżaliśmy wówczas przez&#13;
Pragę, gdzie bawiąc trzy dni, zwiedzaliśmy wszystkie ciekawsze miasta Waszego&#13;
pomniki i budowle, które mi dotąd pozostały w pamięci [...]3.&#13;
&#13;
W pierwszej połowie roku 1830 Oskar uczył się jeszcze w Liceum,&#13;
a w maju przystąpił do konfirmacji. Przez całe życie, obok innych ważnych&#13;
dokumentów, przechowywał także życzenia4, jakie dla niego napisał w tym&#13;
dniu pastor Georg Tetzner (1774–1841), wówczas proboszcz warszawskiej&#13;
parafii ewangelicko-augsburskiej pod wezwaniem Św. Trójcy. W sierpniu&#13;
Oskar uzyskał promocję do szóstej, ostatniej klasy Liceum, ale nauki nie&#13;
mógł już kontynuować. W Opisie biegu życia z 1845 r. pisał:&#13;
1&#13;
O. Kolberg Uwagi [...] odnoszące się do książki M. Karasowskiego…, w: Pisma muzyczne&#13;
cz. II (DWOK T. 62), s. 473.&#13;
2&#13;
Zob. M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans, Poznań 1998, s. 35.&#13;
3&#13;
Brulion listu O. Kolberga do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 407. Tam Kolberg podał błędnie rok 1829.&#13;
4&#13;
Rkp. zaginiony, znajdował się w zbiorach Bibl. PAU, sygn. 2030/III, k. 202, zachowała się&#13;
kopia M. Turczynowiczowej, obecnie w zbiorach Muzeum im. O. Kolberga w Przysusze.&#13;
&#13;
33&#13;
&#13;
�Zaraz po wyjściu ze szkół, podczas niespokojności w kraju, dla nauczenia się&#13;
buchalterii pracowałem w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkel przez lat&#13;
4-ry (świadectwo tegoż)1.&#13;
&#13;
Ta „niespokojność w kraju”, o której pisał Oskar w przytoczonym tekś­&#13;
cie, to powstanie listopadowe. Decyzję o zakończeniu już w sierpniu 1830 r.&#13;
edukacji szkolnej Oskara wymusiły na jego rodzicach panujące w Warszawie&#13;
napięcie i niepewność co do najbliższych wydarzeń. Juliusz Kolberg był też&#13;
świadomy stanu własnego zdrowia i wiążącej się z tym konieczności zapewnienia szesnastoletniemu Oskarowi przygotowania do samodzielnego zarabiania na życie. Dwaj młodsi synowie, Antoni i Juliusz, mieli 15 i 12 lat, najstarszy&#13;
Wilhelm miał już zapewniony zawód – po ukończeniu Liceum w roku 1825&#13;
został studentem Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego, w którego ramach działała Szkoła Inżynierii Cywilnej Dróg i Mostów.&#13;
Wstąpił także do Wojskowej Szkoły Aplikacyjnej, gdzie kształcili się kandydaci&#13;
na oficerów wojska polskiego Królestwa. Jesienią 1830 r. w mieście narastało&#13;
uzasadnione przekonanie, że wybuch walk zbrojnych jest coraz bliższy. Z tego&#13;
powodu rodzice Fryderyka Chopina przyspieszyli planowany wyjazd syna do&#13;
Paryża i 2 listopada na rogatkach Warszawy żegnali go przyjaciele i bliscy.&#13;
Wilhelm, wówczas adept Korpusu Inżynierów Wojska Polskiego, brał&#13;
od początku udział w powstaniu, które rozpoczęło się w Warszawie w nocy&#13;
z 29 na 30 listopada. Po czterech miesiącach, w marcu 1831 r. został awansowany rozkazem generała Jana Skrzyneckiego, naczelnego wodza powstania, na stopień podporucznika, a w maju otrzymał awans na porucznika. Juliusz Kolberg w tym czasie był już ciężko chory i zmarł 5 września&#13;
1831 r. Dramatyczne okoliczności jego pogrzebu następnego dnia po zdobyciu przez Rosjan szańców Woli opisał Kazimierz Władysław Wójcicki&#13;
(1807–1879), również powstaniec:&#13;
Pogrzeb Kolberga odbywał się po skończonym szturmie Warszawy i zdobyciu Woli w roku 1831. Na cmentarzu ewangelickim biwakowało strudzone&#13;
wojsko cesarsko-rosyjskie, bałwaniły dymem ogniska obozowe. Z miasta wyszedł smutny korowód żałobny i karawan wiozący martwe zwłoki Kolberga,&#13;
a prawie z nim wyległy matki, siostry i żony, z płaczem szukając swoich&#13;
pomiędzy trupami. Trumnę przeniesiono wpośród trupów i krwi świeżej, niedawno przelanej, do grobu, gdzie ręce rodziny i przyjaciół rzuceniem garści&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64.&#13;
&#13;
34&#13;
&#13;
�ziemi pożegnały na zawsze tego, którego kochał i wielbił nasz niezapomniany&#13;
śpiewak Wiesława1.&#13;
&#13;
Po klęsce powstania car pozbawił Polaków w zaborze rosyjskim nawet&#13;
tej namiastki państwowości, jaką cieszyli się w latach 1815–1830. Nadany&#13;
zamiast konstytucji Statut Organiczny ograniczał odrębność państwową&#13;
Królestwa, zlikwidowany został sejm i polskie wojsko, atrybuty niezawisłości, namiestnikiem praktycznie rządzącym w Królestwie został feldmarszałek Iwan Paskiewicz, zdobywca Warszawy. Formalnie Królestwo nie&#13;
zostało włączone do cesarstwa rosyjskiego, nie pozwalały na to umowy&#13;
zawarte przez sojuszników w czasie kongresu wiedeńskiego, ale zawieszona&#13;
lub zlikwidowana została większość praw Polaków, a powstańców poddano&#13;
represjom. Wielu z nich musiało wybrać emigrację, ponieważ amnestia&#13;
ogłoszona przez cara nie objęła kilku kategorii uczestników powstania.&#13;
Między innymi wyłączeni z niej byli spiskowcy, którzy wszczęli powstanie, członkowie Rządu Narodowego, ochotnicy z Ziem Zabranych, tj. spoza&#13;
Królestwa, a także ci oficerowie, którzy nie ponowili przysięgi na wierność carowi. W procesach po powstaniu listopadowym sądy w Królestwie&#13;
wobec powstańców pochodzących z jego obszaru nie orzekały wprawdzie&#13;
kary śmierci, ale skazywano ich na zesłanie połączone z konfiskatą mienia, pojmani do niewoli żołnierze byli wcielani do wojska rosyjskiego na&#13;
15 lub 25 lat, zależnie od formacji, w której poprzednio służyli. Oficerom&#13;
groziła degradacja i również przymusowa wieloletnia służba w rosyjskim&#13;
wojsku. Społeczeństwo Królestwa obciążone zostało kontrybucją wynoszącą 22 miliony rubli, koniecznością utrzymywania stacjonującej w Królestwie armii i kosztami budowy twierdz i cytadeli w Warszawie. Represjom towarzyszyła stagnacja gospodarcza spowodowana m.in. nałożonymi&#13;
w listopadzie 1831 r. wysokimi cłami na towary wywożone z Królestwa&#13;
do cesarstwa. W roku 1833, po nieudanej próbie wywołania kolejnego powstania przez partyzantów pod wodzą Józefa Zaliwskiego, w Królestwie&#13;
wprowadzony został na przeciąg około dwudziestu pięciu lat stan wojenny,&#13;
przedłużający zawieszenie praw obywatelskich.&#13;
Ze szczególną siłą zemsta cara Mikołaja I po powstaniu listopadowym&#13;
dotknęła wszystkie instytucje oświatowe w Królestwie i na Ziemiach Zabranych. Liceum Warszawskie już po wybuchu powstania listopadowego&#13;
1&#13;
K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 3, Warszawa 1858, s. 226–227.&#13;
Śpiewakiem Wiesława nazywano Kazimierza Brodzińskiego, autora sielanki pod tym tytułem.&#13;
&#13;
35&#13;
&#13;
�zaprzestało działalności, a jego późniejsza likwidacja zamknęła Oskarowi ostatecznie tę drogę zdobycia wykształcenia. Zamknięte zostały obydwa uniwersytety polskie działające w zaborze rosyjskim – w Warszawie&#13;
i w Wilnie – oraz, poza warszawskim, także liceum istniejące w Krzemieńcu. Jerzy Jedlicki pisze:&#13;
Dla polskich warstw wykształconych i kształcących się była to prawdziwa katastrofa, ostateczne pogrzebanie epokowego dzieła Komisji Edukacji Narodowej&#13;
i brutalne zdławienie polskich aspiracji kulturalnych. O to też chodziło. Jeśli&#13;
zważyć, że kilka tysięcy słuchaczy i absolwentów obydwu uniwersytetów poszło&#13;
na emigrację, a trudna do oszacowania ich liczba została wcielona do carskiego&#13;
wojska lub zesłana „w głąb Rosji”, to jasno widać, że Królestwo, Litwa i gubernie&#13;
ukraińskie, ogołocone ze swych oświeconych warstw i ich warsztatów pracy,&#13;
stać się miały umysłową pustynią, uległą woli prawowitego monarchy1.&#13;
&#13;
Zbiory biblioteczne i kolekcje naukowe zgromadzone przez uniwersytety w Warszawie i w Wilnie, przez Liceum Krzemienieckie i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, a także zbiory z zamku królewskiego&#13;
i kolekcje z prywatnych pałaców, jeżeli ich właściciele byli na emigracji, wywieziono do Petersburga, a w części także do Charkowa i Kijowa,&#13;
gdzie stały się uposażeniem nowych, zakładanych tam uniwersytetów.&#13;
W Warszawie z dawnej biblioteki uniwersyteckiej pozostały tylko druki&#13;
rosyjskie, dzieła z zakresu medycyny i książki potrzebne w obserwatorium astronomicznym. Było to około 40 tysięcy druków ze 134 tysięcy&#13;
znajdujących się w zbiorach przed powstaniem, ale ponieważ Rosjanie&#13;
zabrali także katalogi, dostęp do tych dzieł był bardzo utrudniony. Wśród&#13;
wywiezionych z Warszawy zbiorów służących nauce znajdowały się instrumenty, przyrządy i mapy gromadzone i używane przez Juliusza Kolberga w latach 1817–1830 w „gabinecie instrumentów matematycznych&#13;
do wykładów miernictwa i niwelacji” 2.&#13;
Po upadku powstania Wilhelm, jak znaczna część oficerów, pozostał&#13;
w kraju i złożył przysięgę na wierność cesarzowi, co uchroniło go przed&#13;
1&#13;
J. Jedlicki Błędne koło. 1832–1864. Dzieje inteligencji polskiej do roku 1918, T. II, Warszawa 2002, s. 44.&#13;
2&#13;
Wylicza je, wśród innych strat, J. Bieliński, zob. tegoż Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. I, s. 592–593. Zob. też Z. Strzyżewska Konfiskaty warszawskich zbiorów publicznych&#13;
po powstaniu listopadowym: Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Materiały i dokumenty z archiwów rosyjskich, Warszawa 2000.&#13;
&#13;
36&#13;
&#13;
�degradacją i wysłaniem na front kaukaski. Został wtedy wcielony do Korpusu Dróg i Mostów na stanowisku inżyniera. Dopiero w r. 1838 udało się&#13;
i jemu, i jego braciom potwierdzić swoje prawo do szlachectwa dziedzicznego, co dawało ważne przywileje, m.in. uwalniało wszystkich czterech&#13;
synów Juliusza Kolberga od przymusowego poboru do wojska carskiego.&#13;
W tym samym roku Wilhelm, korzystając z przywrócenia mu statusu szlacheckiego, mógł wreszcie odejść z przymusowej służby wojskowej w Korpusie Inżynierów i podjąć pracę jako urzędnik cywilny.&#13;
Karolina Kolberg, wdowa po profesorze uniwersytetu, miała prawo do&#13;
emerytury dla siebie i synów do czasu osiągnięcia przez nich pełnoletniości1. Znając te warunki i zdając sobie sprawę z krytycznego stanu swego&#13;
zdrowia, ojciec zapewnił Oskarowi jeszcze jesienią 1830 r. zdobycie zawodu przez praktykę w kantorze bankowym Samuela Fraenkla, niegdyś&#13;
– podobnie jak Juliusz Kolberg – członka masońskiej loży „Zur Halle der&#13;
Beständigkeit”2. Według zachowanego świadectwa3 Oskar pracował tam&#13;
jako wolontariusz od 20 listopada 1830 r. do 1 maja 1833 r. Bank Samuela&#13;
Fraenkla był wówczas jedną z potęg finansowych nie tylko w Królestwie,&#13;
ale także w cesarstwie rosyjskim, a spadkobiercy zmarłego w 1833 r. założyciela rozwinęli go na skalę europejską.&#13;
Antoni, młodszy brat Oskara, po zamknięciu Liceum podjął naukę malarstwa u profesorów dawnej uniwersyteckiej Szkoły Sztuk Pięknych, Antoniego Brodowskiego i Antoniego Blanka, a także w prywatnej szkole Aleksandra Kokulara. Najwcześniejszą spośród znanych jego prac jest rysunek&#13;
piórkiem z r. 1832, przedstawiający salon w ostatnim warszawskim mieszkaniu Fryderyka Chopina. Pod rysunkiem widnieje podpis autora i jego&#13;
J. Bieliński pisze: „Wdowa po Kolbergu, Karolina z Merkerów, podała prośbę o emeryturę d. 18 stycznia 1832 r. do Rautenstraucha. Ponieważ prof. opłacał składkę emerytalną&#13;
od 8000 zł, a jako profesor leśnictwa 3 000 zł i liczył ogółem 24 lat służby i 6 miesięcy, pozostawiając żonę lat 55 [!], synów 4, z nich Wilhelm pełnoletni i pracował w dyrekcji komunikacji&#13;
lądowych i wodnych, przeto emerytura obejmowała tylko troje niepełnoletnich, Oskara lat 17,&#13;
Antoniego lat 14 i Juliusza lat 12. Kolbergowa otrzymała emeryturę d. 3 grudnia 1832 r. w sumie 4 250 zł”. J. Bieliński Królewski Uniwersytet Warszawski…, T. III, s. 671. Karolina Kolberg&#13;
miała wówczas lat 44.&#13;
2&#13;
Zob. L. Hass Sekta farmazonii warszawskiej…, aneks V, s. 561–577, Juliusz Kolberg odnotowany jest przez L. Hassa jako Colberg Christian Heinrich Julius. Masoneria została w Królestwie Polskim rozwiązana dekretem cara Aleksandra I w 1822 r.&#13;
3&#13;
Rkp. nieznanego autora w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 39, zaświadczenie wystawione było w języku niemieckim z datą 27 września 1833 r. i podpisane przez S. Fraenkla.&#13;
1&#13;
&#13;
37&#13;
&#13;
�inicjały: „1832. Salon Chopinów w Pałacu Krasińskich, oficyna od korpusu&#13;
lewa, 2 piętro od ulicy – po wyjeździe Fryderyka – oryginał posłałem mu&#13;
do Paryża, AK.”1&#13;
W latach 1834–1840 Antoni studiował teorię malarstwa w Akademii&#13;
Sztuk Pięknych w Berlinie i pracował pod kierunkiem Karola W. Wacha,&#13;
malarza nadwornego, a później rektora Akademii. Na wystawie w Berlinie&#13;
przedstawiony był jego obraz Kazanie św. Jana na pustyni namalowany&#13;
dla jednego z kościołów berlińskich, wykonał w tym okresie także trzy&#13;
obrazy dla kościoła w Zabłudowie.&#13;
Oskar w czasie pracy w kantorze kształcił się nadal jako muzyk, najpierw w roku 1830 u Józefa Elsnera, później u Ignacego F. Dobrzyńskiego. W końcu roku 1834 lub na początku 1835 wyjechał do Berlina, gdzie&#13;
uczęszczał na kursy księgowości w akademii handlowej2, ale przede wszystkim studiował kompozycję u Carla Friedricha Girschnera i Carla Friedricha&#13;
Rungenhagena. C.F. Girschner (1794–1860) był kompozytorem, organistą&#13;
i dyrygentem, C.F. Rungenhagen (1778–1851) dyrygentem chórów, kompozytorem, a wówczas także dyrektorem berlińskiej Singakademie. Obaj&#13;
byli znanymi pedagogami, a C.F. Rungenhagen w dziejach muzyki polskiej&#13;
odnotowany jest też jako nauczyciel Stanisława Moniuszki.&#13;
W końcu roku 1836 Kolberg wrócił z Berlina do Warszawy i został przeegzaminowany przez Józefa Elsnera, który wystawił mu następującą opinię:&#13;
Odwołując się do mego zaświadczenia z roku 1834, nim J.P. Oskar Kolberg&#13;
udał się do Berlina w celu wydoskonalenia się w muzyce, do której wtenczas&#13;
już niepospolity talent i znaczne usposobienie widziałem. Zaświadczam teraz,&#13;
jako tenże po złożonym przede mną egzaminie okazał stopień celujący jako&#13;
fortepianista – generał basista i kompozytor muzyki, wskutek czego ma prawo&#13;
Przytoczono za K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882), warszawski malarz portretów, obrazów religijnych, scen rodzajowych. Katalog wystawy, Przysucha 2006, s. 8, reprodukcja kopii tamże, s. 68. Katalog ten zawiera najpełniejsze obecnie informacje o twórczości&#13;
Antoniego Kolberga.&#13;
2&#13;
O nauce księgowości Kolberg wspominał tylko w brulionach Opisu biegu życia, w jednym z nich pisał: „Następnie, udawszy się w r. 1835 za pasportem do Berlina, uczęszczałem&#13;
tamże do końca r. 1836 na kursa Akademii Handlowej (dowodu na to nie posiadam)” (rkp.&#13;
O. Kolberga w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64). Przytoczony tu Opis biegu życia napisał Kolberg w czasie starań o przyjęcie do pracy w Zarządzie Budowy Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w r. 1844. Jako przygotowanie do pracy Kolberg wymienia tam naukę w Liceum&#13;
i praktykę w banku S.A. Fraenkla i dodaje za każdym razem, że dołącza odpowiednie świadectwo, brakowało mu jedynie świadectwa berlińskiej akademii handlowej.&#13;
1&#13;
&#13;
38&#13;
&#13;
�być policzonym i liczę go do rzędu znakomitszych artystów miasta Warszawy.&#13;
Dnia 14 grudnia 18361.&#13;
&#13;
Następny rok spędził Kolberg w Mitawie (dziś Jełgawa) na Łotwie&#13;
jako nauczyciel muzyki w domu Karoliny de Kreutz 2. W Szkicu autobiografii pisał: „[…] rok 1837 przebyłem na wsi jako nauczyciel muzyki&#13;
prywatny” 3. Wśród dokumentów Kolberga zachowało się pismo z 30 listopada 1836 r., z którego wynika, że starał się o „uwolnienie od zaciągu, jako artyście dotąd od poboru oszczędzonemu, ażeby mógł udać się&#13;
do Rosji” 4. Potwierdzenie szlachectwa dziedzicznego, które uwalniało od&#13;
przymusowego poboru do wojska, Oskar uzyskał tak jak Wilhelm dopiero w 1838 r. i być może deklarowany dwa lata wcześniej wyjazd do Rosji&#13;
był pretekstem do starań o zwolnienie od powołania do służby wojskowej. Również wybór odległej Mitawy w końcu roku 1836 mógł wiązać&#13;
się z tymi staraniami.&#13;
Po roku pobytu w domu pani de Kreutz Oskar postanowił wrócić do&#13;
Warszawy, co z pewnym niezadowoleniem przyjął starszy brat, głowa rodziny. W grudniu 1837 r. Wilhelm starał się wyperswadować Oskarowi tę&#13;
decyzję i pisał do niego:&#13;
Gdybyś więc powrócił, nie mógłbyś odebrać Emilowi5 lekcji, jakieś miał,&#13;
a o nowe bardzo trudno, wkrótce więc wyczerpałby się mały Twój uzbierany&#13;
zapasik i zostałbyś w położeniu przykrym. Moją więc jest radą, abyś za rekomendacją Pani Generałowej mógł dostać miejsce jakie albo w Kurlandii, albo też&#13;
w Rosji […]. Najbardziej powinieneś myśleć o tym, aby przynajmniej rok jeszcze&#13;
jeden zabawić za granicą, bo przez to utrzymałbyś tu i sławę swoją, i może&#13;
przecie wziąłbyś się cokolwiek więcej do grania, i mógłbyś wyścignąć tutejszych&#13;
miernych artystów. Bo przyznaj sam, że kompozycje mało są cenione, dlatego&#13;
że mamy tak wiele kompozycji sławnych mistrzów i że wielką ich część radzi&#13;
byśmy kilkakrotnie słyszeć, większą nam nawet sprawia przyjemność słyszeć&#13;
piękną, znajomą sztukę aniżeli zupełnie nową – mówię tu nie o artystach, lecz&#13;
Rkp. J. Elsnera w papierach osobistych O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 37.&#13;
Świadectwo K. de Kreutz zamieszczone jest w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66) jako&#13;
aneks 2 na s. 707–708, ma datę 18 stycznia 1838 r.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
4&#13;
Rkp. nieznanego autora, BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 74, podpisany przez gen. Józefa&#13;
Rautenstraucha (1773–1842), wówczas zastępcę Iwana Paskiewicza w Radzie Stanu, m.in. jako&#13;
kierownika spisu i zaciągu wojskowego w Królestwie Polskim.&#13;
5&#13;
Chodzi tu o Emiliana Jenikego (1815–1852), pianistę, przyjaciela Oskara.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
39&#13;
&#13;
�o publiczności. Czas więc, który Ty poświęcasz na kompozycje, jest wprawdzie&#13;
dla Ciebie przyjemnym, lecz jest straconym, bo gdybyś go użył na egzercytowanie się, mógłbyś znacznej dojść biegłości, a tym sposobem większej ilości lekcji&#13;
i lepszej zapłaty, gdy zaś kompozycje nic Ci nie przyniosą. […] Matka nie wie&#13;
o tych radach, które Ci daję, Jej serce może nie zgodziłoby się z nimi. Ja mam&#13;
sobie za obowiązek udzielić Ci te uwagi, bo gdybym je zamilczał, nie kochałbym&#13;
Ciebie. Rób, jak Ci sumienie każe, i kochaj zawsze najprzywiązańszego Twojego&#13;
Wilhelma1.&#13;
&#13;
Generałowa, którą Oskar miałby prosić o rekomendację, to Katarzyna Sowińska (1776–1860), wdowa po Józefie wsławionym obroną Woli&#13;
w ostatnich dniach powstania. W czasie walk prowadziła w swym domu&#13;
lazaret, potem, po śmierci męża na szańcach Woli i upadku powstania,&#13;
organizowała tajną pomoc dla rodzin zesłańców i uchodźców, za co została zmuszona do pobytu w klasztorze w Łomży w latach 1835–1837. Była&#13;
osobą bardzo popularną w Warszawie i powszechnie szanowaną za swą&#13;
patriotyczną postawę i czynne działania na rzecz powstańców. Jej pogrzeb&#13;
11 czerwca 1860 r. był wielką manifestacją ludności stolicy, od której rozpoczęły się demonstracje poprzedzające powstanie styczniowe.&#13;
Oskar nie posłuchał rady brata, wrócił do Warszawy i przez parę lat&#13;
starał się utrzymać z lekcji muzyki, a przede wszystkim komponować. Wilhelm, patrzący bardzo trzeźwo na życie, jeszcze kilka razy w następnych&#13;
latach tłumaczył Oskarowi niepraktyczność jego planów i działań. Jak się&#13;
później okazywało, nie zawsze miał rację, ale w razie potrzeby starał się&#13;
pomóc młodszemu bratu w uzyskaniu stabilizacji finansowej.&#13;
&#13;
1&#13;
List Wilhelma Kolberga do Oskara z 10 XII 1837 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 2–3.&#13;
&#13;
40&#13;
&#13;
�II&#13;
[Pierwsze kompozycje Oskara Kolberga. – Początki jego zainteresowania się&#13;
folklorem około roku 1839.. – Zamiar wydania drukiem zebranych w terenie&#13;
pieśni ludowych.. – Życie muzyczne Warszawy w okresie międzypowstaniowym.. – Badania terenowe Kolberga w okolicach Warszawy i w innych&#13;
regionach Królestwa.. – Początek przyjaźni z Józefem Konopką.. – Edycja pierwszego zbioru pieśni ludowych w latach 1842–1845 w Poznaniu&#13;
i w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847.]&#13;
&#13;
Lata 1838–1844, to jest okres między powrotem do Warszawy a podjęciem etatowej pracy księgowego, wypełniły Oskarowi Kolbergowi zajęcia&#13;
związane z muzyką. Jego publikacje z tych lat i nieliczne zachowane listy&#13;
wskazują, że zainteresowanie to było wielostronne. Komponował, uczył gry&#13;
na fortepianie, a także przeżywał pierwsze fascynacje muzyką ludową, usłyszaną i zapisywaną głównie na Mazowszu. Poza własną twórczością oraz&#13;
notowaniem ze słuchu i przygotowywaniem do druku melodii ludowych&#13;
zajmowało go ówczesne życie muzyczne w Warszawie, a także historia&#13;
muzyki polskiej i aktualne publikacje na temat folkloru.&#13;
Zarobkował wtedy lekcjami gry na fortepianie – mimo obaw Wilhelma&#13;
udało mu się znaleźć uczniów, ale praca ta męczyła go i nie dawała satysfakcji. Około roku 1841 pisał w jednym z listów: „[…] muszę na utrzymanie&#13;
życia, jak wół w jarzmie, pracować w zawodzie nauczycielskim”1. W roku&#13;
1844 złożył pierwszy egzamin na prywatnego nauczyciela muzyki i przygotowywał się do egzaminów wyższych, ale wkrótce zrezygnował z pracy&#13;
pedagoga. Kilkanaście lat później musiał wprawdzie wrócić do takiego sposobu zarabiania na życie, jednak nie polubił go nigdy.&#13;
Pierwsze utwory fortepianowe Oskara Kolberga wydane drukiem to&#13;
Six polonaises pour le pianoforte2. Kompozycje te ukazały się już w roku&#13;
1&#13;
&#13;
s. 5.&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
&#13;
2&#13;
Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 63–68, s. 296–321.&#13;
Kolberg dedykował polonezy à Monsieur Lois Oehmigke, nazwisko adresata tej dedykacji&#13;
w DWOK T. 69, s. XI (dedykacja jest przytoczona w komentarzu rewizyjnym tamże, s. 687),&#13;
zostało błędnie zinterpretowane jako „Ludwik Jenike”. Kolberg tę kompozycję ofiarował Lud­&#13;
wigowi Oehmigke (1796–1870), berlińskiemu wydawcy i księgarzowi. Nie udało się odszukać&#13;
bliższych informacji o kontaktach rodziny Oskara z Ludwigiem Oehmigke’m, wiadomo tylko,&#13;
że wydał on w Berlinie w r. 1825 przekład pracy Juliusza Kolberga o planimetrze.&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�1835 w Berlinie. Jego debiutem w Warszawie były ballada Talizman&#13;
i Valse pour le pianoforte, drukowane w roku 1836, to jest jeszcze przed&#13;
wyjazdem na Łotwę. Następnie w roku 1841 wydał Dwa mazury na pianoforte i Mazura ułożonego na fortepian i ofiarowanego Wnej pannie&#13;
Emilii Gronau.1 Mazur był prezentem dla przyszłej bratowej — w październiku tego roku odbył się ślub Emilii Gronau (1825–1865) z Wilhelmem. Starszy brat Oskara po uwolnieniu się w r. 1838 od przymusowej&#13;
służby wojskowej przeszedł do służby cywilnej i zdobywał nowe doświadczenia zawodowe. Już poprzednio w wojskowym Korpusie Dróg&#13;
i Mostów pracował przy budowie traktu od Ryk do Kurowa, w latach&#13;
1838–1839 w czasie studiów w Austrii brał udział w pracach nad regulacją Dunaju. Nabyte wtedy umiejętności wykorzystał po powrocie do&#13;
Polski — w latach 1839–1841 należał do komitetu budowy Kanału Augustowskiego, potem był referentem technicznym w Wydziale Komunikacji&#13;
Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych.&#13;
Wilhelm dbał też o spuściznę pozostawioną przez ojca. Już w roku 1832&#13;
wydał jego mapę ścienną Królestwa Polskiego2. Miała ona bardzo pochlebne recenzje i – aktualizowana przez Wilhelma – była kilkakrotnie wznawiana. W roku 1837 przygotował drugie wydanie podręcznika Wzory rysowania map i planów3, a rok później uzupełnione Porównanie miar i wag4.&#13;
Wilhelm i Emilia po ślubie pozostali w domu na rogu Krakowskiego&#13;
Przedmieścia i Oboźnej, w mieszkaniu, które Kolbergowie zajmowali od&#13;
czasu przeprowadzki z budynku uniwersyteckiego, a matka przeniosła się&#13;
na ul. Elektoralną. Razem z nią mieszkał w tym okresie Oskar. Sytuacja rodzinna szybko się skomplikowała, ponieważ Juliusz Adolf Aleksander, najmłodszy z żyjących wówczas braci, został ojcem dwu nieślubnych córek5.&#13;
Zob. O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 680.&#13;
J. Kolberg Mapa Królestwa Polskiego wraz z obwodem Wolnego Miasta Krakowa&#13;
i częścią pogranicznych państw ułożona przez …, Warszawa 1832, wznawiana w latach 1840,&#13;
1846, 1849, 1858, 1862, 1863 i 1868.&#13;
3&#13;
W. Kolberg Wzory rysowania map i planów, Warszawa 1837. Jest to rozszerzone wydanie pracy Juliusza opublikowanej w 1825 r.&#13;
4&#13;
Juliusz Kolberg Porównanie miar i wag teraźniejszych i dawniejszych w Królestwie&#13;
Polskim używanych z zagraniecznemi..., wydanie wtóre przerobił i powiększył Wilhelm Kolberg, Warszawa 1838. Pierwodruk: Warszawa 1819.&#13;
5&#13;
Dokumenty rodzinne Kolbergów, zawierające prawdopodobnie dokładniejsze informacje&#13;
o pochodzeniu córek Juliusza Adolfa Aleksandra, były przechowywane w Bibliotece Krasińskich w Warszawie i spłonęły w roku 1944 w czasie niszczenia Warszawy przez Niemców po&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
�Karolina Matylda i Julia Wanda, urodzone w roku 1841, otrzymały fikcyjne&#13;
nazwisko Gallasch (zapisywane także Gallash, Gallache i de Gallache) i dorastały pod opieką Karoliny Kolberg, ich babki. Juliusz miał niewiele ponad&#13;
dwadzieścia lat, gdy urodziły się jego córki, i żył krótko. W zachowanych&#13;
dokumentach rodzinnych brak informacji o kolejach życia najmłodszego&#13;
z braci Kolbergów. Według rodzinnych przekazów1 najpierw miał bliżej&#13;
nieokreśloną posadę w zarządzie dóbr w Nieborowie, być może był tam&#13;
praktykantem, później wyjechał z Królestwa. Zmarł w Borysowie 26 maja&#13;
1843 r., w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat. W nekrologu2 podano, że&#13;
był tam administratorem majątku. Córki Juliusza pozostawały pod opieką&#13;
babki przez wiele lat, a Karolina była jej ukochaną wnuczką i opiekunką&#13;
w ostatnich latach życia.&#13;
W domu matki zatrzymywał się też zapewne Antoni, który po studiach&#13;
w Berlinie wrócił do Warszawy w roku 1840 i brał czynny udział w życiu artystycznym miasta. W czerwcu 1841 r. prace Antoniego znalazły się&#13;
na wystawie w salach ratusza3 — opublikowany katalog wymienia pięć&#13;
jego obrazów. Znajdowała się wśród nich także scena rodzajowa Słowaki,&#13;
przedstawiająca wędrownych druciarzy zarobkujących zimą w Warszawie,&#13;
a jedno z prezentowanych dzieł, Św. Emilia, zostało nagrodzone srebrnym&#13;
medalem pierwszej klasy i rządowym stypendium, umożliwiającym wyjazd&#13;
na studia do Włoch. Pobyt Antoniego w Rzymie, Bolonii i Florencji, a następnie w Paryżu trwał ponad sześć lat. W czasie studiów we Włoszech&#13;
kopiował arcydzieła malarstwa i tworzył własne kompozycje. Obrazy te&#13;
były wystawione w Warszawie w czerwcu 1845 r., a w recenzji4 z uznaniem&#13;
pisano o prezentowanych tam portretach jego autorstwa. Dwa lata później w korespondencji prasowej z Rzymu jego malarstwo oceniano także&#13;
upadku powstania. Zachowane listy nie wyjaśniają, kim była matka dwu córek Juliusza, kiedy&#13;
i dlaczego znalazły się one pod opieką swej babki, ani czy matka brała jakiś udział w opiece&#13;
i finansowaniu ich bytu, czy też całkowite koszty utrzymania i kształcenia ponosiła od początku&#13;
tylko rodzina ich ojca.&#13;
1&#13;
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe…, s. 140–144.&#13;
2&#13;
Nekrolog zamieszczony był w „Kurierze Warszawskim” w r. 1843, nr 151, tam notatka:&#13;
„Odebrano tu wiadomość z Litwy, że 26 maja rb. w Borysowie zszedł z tego świata za wcześnie, bo licząc lat 26, Juliusz Kolberg [...]”, nekrolog podpisał „przyjaciel rodziny”. Nie udało się&#13;
ustalić, czy chodziło o Borysów, miasto powiatowe w obwodzie mińskim, nad Berezyną, czy&#13;
o miejscowość o tej samej nazwie w ówczesnym powiecie kobryńskim.&#13;
3&#13;
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815–1882)…, s. 8–9.&#13;
4&#13;
„Gazeta Warszawska” 1845, nr 201.&#13;
&#13;
43&#13;
&#13;
�wysoko. Chwalono rysunek, koloryt, doświadczoną rękę, dodając, że choć&#13;
obrał on „skromny zawód robienia portretów”1, to portrety jego pędzla&#13;
oddają doskonale nie tylko rysy modeli, ale także ich osobowość. Pod koniec długiego pobytu za granicą Antoni pojechał do Paryża. Spotkał się&#13;
tam z Fryderykiem Chopinem i malował wówczas jego portret, ale pracy&#13;
tej nie ukończył2. Po powrocie z zagranicy w roku 1848 osiadł na stałe&#13;
w Warszawie.&#13;
Oskar w latach 1839–1840 znacznie poszerzył pole swoich zainteresowań. Wiele lat później w Szkicu autobiografii pisał:&#13;
Przed r. 1830 lubiłem (jak i bracia moi) taniec namiętnie. Tańczyło się też często&#13;
lub grało do tańca na wieczorkach prywatnych, a czynił to i Szopen, improwizując mazury i walce. Ale mazur ów był to mazur salonowy, szlachecki, do&#13;
którego tylko czasami dla odmiany i urozmaicenia go dodawano jakiś ustęp&#13;
wzięty z muzyki wieśniaczej (a styl ten zachował Szopen i w następstwie także).&#13;
Więc nie rozbudziło to jeszcze u mnie chęci pogoni za melodią ludową. Dopiero&#13;
ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym około r. 1834 i później,&#13;
zbiory Wacława z Oleska i Wójcickiego i osobista tego ostatniego zachęta do&#13;
poszukiwania melodii (których w jego dziele jest bardzo mało), jak i zachęta&#13;
Dobrzyńskiego, wreszcie słyszane oryginalne odgłosy piszczałek, skrzypeczek&#13;
i katarynek poza miastem (w Czerniakowie, Wilanowie itd.) skłoniły mnie do&#13;
poszukiwań w tym kierunku. Pierwszy połów na większe rozmiary dokonany&#13;
r. 1839 w Wilanowie dał mi już spory zasób nader ciekawych motywów i popchnął do dalszych poszukiwań na tym polu3.&#13;
&#13;
„Ogólny prąd literatury skierowany ku rzeczom ludowym” wymieniony&#13;
przez Kolberga jako jeden z powodów skłaniających go do zwrócenia uwagi&#13;
na muzykę ludową to romantyzm. W Szkicu autobiografii Kolberg umiejscowił początki zajęcia się folklorem przez literatów i artystów w roku 1834,&#13;
ale był on przedmiotem badań i zainteresowania znacznie wcześniej. Już&#13;
działacze polityczni i uczeni epoki Oświecenia postulowali badanie kultury&#13;
Wiadomości bieżące, „Przegląd Poznański” 1847, T. 5, s. 676.&#13;
Oryginał portretu Chopina pędzla Antoniego Kolberga spłonął w 1944 r. w Bibliotece&#13;
Krasińskich. Znany jest dziś z fotografii i z kopii znajdującej się w zbiorach Muzeum Fryderyka&#13;
Chopina w Warszawie wykonanej przez Kazimierza Mordasewicza. Reprodukcje w katalogu&#13;
K. Markiewicz Antoni Kolberg (1815-1882)..., s. 64 i 65 oraz w H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie na tle epoki..., s. 83.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
44&#13;
&#13;
�ludowej, w tym także folkloru, aby opracować programy edukacyjne skierowane do ludu. Uważali, że są one konieczne, aby chłopi stali się świadomi&#13;
swej przynależności narodowej i gotowi do przyjęcia obiecywanej im wolności. Znany program zbadania kultury ludowej Hugona Kołłątaja, obejmujący także folklor, powstał jako plan jednego z czterech dzieł niezbędnych dla przedstawienia syntezy historii Polski, która miała obejmować&#13;
historię całego narodu, a nie tylko warstwy szlacheckiej. Jednak tworzone&#13;
w końcu XVIII i na początku XIX wieku programy, instrukcje i ankiety nie&#13;
doprowadziły do podjęcia kompleksowych badań kultury ludowej lub jej&#13;
części, folkloru, było to niemożliwe w ówczesnej sytuacji nauki polskiej&#13;
i społeczeństwa. Natomiast od dawna notowano1 pieśni ludowe, najczęściej&#13;
przyśpiewki do krakowiaków, których zbiorki w XVII, XVIII i na początku&#13;
XIX wieku bywały nawet wydawane (bez muzyki), często jako druki ulotne.&#13;
Z niektórych korzystał wiele lat później Kolberg2.&#13;
Romantyzm stawiał ponad wszystko wolność, tj. prawo do własnego,&#13;
indywidualnego rozwoju narodów, grup społecznych i jednostek, a wśród&#13;
nich zwłaszcza twórców. W romantycznych programach podkreślano&#13;
prawa każdego narodu do wolności, także ludów, które zostały przemocą&#13;
objęte władzą carów rosyjskich, królów pruskich, cesarzy austriackich i tureckich sułtanów. Przez cały wiek XIX, aż do kończącej go wojny światowej, trwały walki zbrojne i inne działania, które w końcu przywróciły lub&#13;
przyniosły niepodległość narodom bałkańskim, Włochom, a także narodom bałtyckim i Polakom. W działaniach na rzecz wyzwolenia niezwykle&#13;
ważna stawała się rola rodzimego folkloru. Odszukanie w folklorze mniej&#13;
lub bardziej prawdziwych zabytków własnej literatury pomagało obudzić&#13;
świadomość narodową wśród ludów od pokoleń rusyfikowanych lub germanizowanych, a dialekty ludowe stawały się podstawą dla ich języka literackiego. Romantycy „nobilitowali” folklor i nadali mu nowe znaczenie,&#13;
przekonani, że lud jest nosicielem najbardziej autentycznych składników&#13;
Zob. Cz. Hernas W kalinowym lesie, T. 1: U źródeł folklorystyki polskiej, Warszawa 1965,&#13;
m.in. rozdział „Zbieractwo pieśni ludowych w XVIII w.” (s. 143 i nast.).&#13;
2&#13;
Np. w Krakowskiem Kolberg odnotował druk Krakowiaki i inne wiersze wydany w Krakowie w latach 1820–1825, Pieśń światową (incipit „Moja dziewczyna robotna była”), wydaną&#13;
tamże, oraz inne druki ulotne publikowane tamże około roku 1820, zob. E. Millerowa i A. Skrukwa,&#13;
wstęp do: Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 cz. I (DWOK T. 73/I), s. XLIV–XLV, (przypisy).&#13;
Druczki te (oprawione razem z innymi) mają w Bibliotece Jagiellońskiej tytuł Mieszaniny czyli&#13;
Zbiór wierszów luźnych wydawanych od roku 1820 do roku 1825 w Krakowie w drukarni&#13;
Akademickiej.&#13;
1&#13;
&#13;
45&#13;
&#13;
�kultury narodowej i w jego pieśniach, bajkach i podaniach przechowały&#13;
się najdawniejsze zabytki literatury i niepisanej historii lub co najmniej ich&#13;
wyraźne ślady pochodzące z epoki przedchrześcijańskiej. Tezy na temat&#13;
znaczenia literatury narodowej formułowane były przez poetów i pisarzy,&#13;
a także przez historyków i polityków, służąc ich programom literackim,&#13;
społecznym i narodowym. Poeci i pisarze romantyczni odkryli też walory&#13;
artystyczne „poezji gminnej” i innych form folkloru swego narodu i twórczo wykorzystywali je w literaturze, przenosząc do niej wybrane gatunki&#13;
(np. ballady), tematy, wątki, motywy, a także niektóre środki formalne (np.&#13;
paralelizm). Również dla muzyków folklor stał się źródłem inspiracji, a dla&#13;
malarzy coraz częściej interesującym tematem były wieś, jej mieszkańcy&#13;
i krajobraz.&#13;
Po powstaniu listopadowym, po którym na terenie zaboru rosyjskiego nasiliła się rusyfikacja, a w zaborze austriackim germanizacja, ocalenie&#13;
kultury narodowej było priorytetem polskich środowisk patriotycznych&#13;
i w ten nurt działań wpisywało się notowanie i wydawanie drukiem literatury ludowej, przede wszystkim pieśni i bajek. Fascynacja folklorem&#13;
była wówczas bardzo żywa w środowisku inteligencji, zwłaszcza literatów&#13;
i poetów, co później tak scharakteryzował Cyprian Norwid:&#13;
Czy pamiętasz te czasy, kiedy po 1830 roku całe prawie polskie piśmiennictwo&#13;
w góry i lasy poszło gminnych poszukiwać podań – kiedy wyraz b a j k a nabrał&#13;
powagi, wyraz g a w ę d a stał się między stylu rodzaje policzonym nazwiskiem,&#13;
wyraz nieznany pierwej k l e c h d a od-nie-pomniał się, kiedy p r z y s ł o w i e Salomonową nieledwie koronę filozoficzną wdziało, kiedy w kraju Wójcicki Kazimierz Władysław akcenta nieznane salonom świetnym bez fraka wprowadził&#13;
w towarzystwo, a w Paryżu Chopin grał mazurki i obertasa […]. Po listopadowego&#13;
powstania upadku, po upadku powstania, które gminnych elementów objąć&#13;
i uhistorycznić współ-udziałem nie mogło, czy nie umiało, czy nie chciało, nastąpiło przecież lat kilkanaście literatury wyłącznie gminnej […]1.&#13;
&#13;
Owych kilkanaście lat mieściło się między powstaniem listopadowym&#13;
a rabacją galicyjską w 1846 r., która odegrała znaczącą rolę w zmianie stosunku do ludu i ludowości. W tym okresie widoczny jest gwałtowny rozwój&#13;
1&#13;
C. Norwid Do M… S… O „Balladynie”, w: tegoż Pisma wszystkie. Zebrał, tekst ustalił,&#13;
wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył J.W. Gomulicki, T. 6, Pisma cz. I, Warszawa 1971,&#13;
s. 467.&#13;
&#13;
46&#13;
&#13;
�badań i publikacji folklorystycznych, a także dyskusji nad znaczeniem folkloru i metodami jego edycji1.&#13;
Oskar Kolberg za początek swego zainteresowania muzyką ludową uznał&#13;
zapisy melodii wykonane w roku 1839. Od czasu tych pierwszych podjętych&#13;
świadomie i celowo kontaktów z żywym folklorem w okolicach Warszawy&#13;
badania terenowe poświęcone muzyce ludowej stawały się dla niego coraz&#13;
ważniejsze. Ponieważ uważał melodie za integralny składnik pieśni, patrzył&#13;
krytycznie na wydawane dotychczas zbiory tekstów i omawiając w r. 1841&#13;
na łamach „Biblioteki Warszawskiej” publikację słowacką, pisał o pieśniach&#13;
ludowych:&#13;
Jednakże dotąd ceniono je li tylko według tekstu i niemych słów, nie zważając&#13;
bynajmniej na dźwięki i melodie, które wszakże z nie mniej obfitego płyną&#13;
źródła w narodzie; one to właśnie nadają im ruch i życie, najbardziej są zdolne&#13;
wykazać prawdziwego ducha, jaki w nich panuje. Pieśni ludu, w których rozkwita duchowe życie narodu, są wszystkie śpiewami, w których tak słowa, jak&#13;
i nuta z jednego źródła razem wytryskują i tak ściśle z sobą spojone, że jedno&#13;
bez drugiego ostać się nie może. Nawet śmiałbym twierdzić, że w większej ich&#13;
liczbie właśnie nuta stanowi istotę pieśni, a słowa są prostym tylko dodatkiem2.&#13;
&#13;
Traktowanie pieśni ludowych jako nierozerwalnej całości dwu zależnych od siebie i wzajemnie się uzupełniających elementów – melodii i tekstu – charakteryzowało wszystkie badania i wypowiedzi Kolberga na ten&#13;
temat.&#13;
W publicystyce historycznoliterackiej w tym czasie podkreślana jest potrzeba szukania w ludowych pieśniach i bajkach śladów literatury najdawniejszej, pochodzącej z czasów przedchrześcijańskich, więc uważanej za&#13;
prawdziwie narodową. Podobnie w r. 1843 o muzyce ludowej jako źródle&#13;
do badania najdawniejszej historii muzyki pisał Józef Sikorski (1813–1896),&#13;
pisarz muzyczny, krytyk i kompozytor:&#13;
Zastanowiwszy się nad budową rytmiczną naszych melodii gminnych, można&#13;
z niej wysnuć prawidła ogólne, bo wprzód była sztuka niż przepisy do niej.&#13;
Zob. m.in. J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863, w: Literatura krajowa&#13;
w okresie romantyzmu 1831–1863, T. II, pod red. M. Janion, M. Dernałowcz i M. Maciejewskiego, Kraków 1988, s. 47–86.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Melodie ludu słowiańskiego, „Biblioteka Warszawska” 1841, T. 3, s. 502–503;&#13;
przedruk: Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 583–584.&#13;
1&#13;
&#13;
47&#13;
&#13;
�Pole to u nas nietknięte jeszcze, a sam przedmiot znacznie by przeszedł zakres&#13;
niniejszego pisma. Idźmy raczej za geniuszem narodu i przypatrzmy się pamiątkom, jakie nam zostawił w melodiach gminnych, w tej muzyce pierwotnej, co&#13;
najmniej wpływom zewnętrznym uległa1.&#13;
&#13;
Oskar Kolberg jako przyczynę zwrócenia uwagi na folklor muzyczny&#13;
podał w cytowanym wyżej Szkicu autobiografii zwiększające się zainteresowanie twórczością ludową i zachętę dwu osób: Kazimierza Władysława Wójcickiego, wydawcy przysłów, pieśni, bajek i legend2, oraz muzyka&#13;
i swego nauczyciela, Feliksa Dobrzyńskiego. W przytoczonym fragmencie autobiografii Kolberg wspomina też dokonany w r. 1839 w Wilanowie „pierwszy połów na większe rozmiary”. Następne wycieczki w okolice Warszawy znacznie wzbogaciły jego zbiory i Kolberg szybko z racji&#13;
wykształcenia, umiejętności zapisywania melodii ze słuchu i widocznego&#13;
zaangażowania w tę problematykę uznany został w środowisku literackim&#13;
i artystycznym stolicy za osobę najbardziej predestynowaną do zapisywania&#13;
i publikowania muzyki ludowej. On sam od początku swych badań nad&#13;
folklorem polskim zaznaczał chęć poszerzenia ich na muzykę ludową całej&#13;
Słowiańszczyzny, ponieważ traktował folklor nie tylko jako źródło interesujących motywów muzycznych i ważny składnik kultury narodowej, ale także jako przedmiot rozważań naukowych. W roku 1841 ówczesny redaktor&#13;
„Biblioteki Warszawskiej”, Antoni Józef Szabrański (1805–1882), w recenzji&#13;
na temat najnowszych zbiorów pieśni ludowych pisał:&#13;
U nas w Warszawie p. Oskar Kolberg, artysta muzyczny, zajmuje się zebraniem&#13;
pieśni ludu, a bardziej samych melodii, którymi pragnie oznaczyć i wykazać&#13;
charakter muzyki słowiańskiej3.&#13;
&#13;
1&#13;
J. Sikorski O muzyce, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 2, s. 667–668. Sikorski w przypisie&#13;
do słów „w melodiach gminnych” dodał na s. 668: „Pod tę nazwę podciągamy także melodie&#13;
autorów do gminu nie należących, które jednak jako geniuszowi narodu odpowiadające, powszechnie są znane”.&#13;
2&#13;
O roli K.W. Wójcickiego w środowisku literackim Warszawy zob. m.in. M. Grabowska Kazimierz Władysław Wójcicki, w: Literatura krajowa w okresie romantyzmu..., T. II, s. 425–&#13;
–449, oraz R. Wojciechowski w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, m.in. s. 97–100 i 111–128.&#13;
3&#13;
A.J.S. [Antoni Józef Szabrański] Zbiory pieśni ludu z r. 1840, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1841, T. 1, s. 163.&#13;
&#13;
48&#13;
&#13;
�O tym, że Kolberg chciałby „wykazać charakter muzyki słowiańskiej”,&#13;
redaktor „Biblioteki Warszawskiej” usłyszał zapewne bezpośrednio od niego. Takie zamiary potwierdza również recenzja Melodii ludu słowiańskiego, której fragment wyżej przytoczono, zamieszczona przez Kolberga w tym&#13;
samym roku 1841 w „Bibliotece Warszawskiej”1. W tym czasie przymiotnik&#13;
„słowiańska”, dołączony w druku np. do terminu „muzyka” czy „pieśń”,&#13;
był często ustępstwem na rzecz cenzury. Używano go zamiast określenia&#13;
„muzyka polska”, uznawanego przez rosyjskich cenzorów za niedopuszczalne w druku zwłaszcza podczas trwania stanu wojennego, tj. aż do r. 1856.&#13;
Artykuły Kolberga w prasie warszawskiej i znacznie późniejsze przedmowy&#13;
do Pieśni ludu polskiego w 1857 r. i do Sandomierskiego w 1865 r. wskazują jednak, że słowa Kolberga o „muzyce słowiańskiej” nie były w tym&#13;
wypadku tylko kamuflażem. Rzeczywiście interesowały go związki ludowej&#13;
muzyki polskiej z muzyką innych narodów słowiańskich, a także geneza i charakter ludowej muzyki Słowian. Plany badań na ten temat zaczął&#13;
tworzyć już około roku 1841 – w prospekcie poprzedzającym pierwsze&#13;
wydanie zebranych przez siebie pieśni, drukowanych zresztą w Poznaniu,&#13;
poza zasięgiem cenzury rosyjskiej, pisał: „Rozpoczną dzieło pieśni polskie,&#13;
bo wśród całej Słowiańszczyzny dziś u tego plemienia muzyka najsamoistniej się rozwinęła”2. W tym samym okresie w przytaczanym już liście&#13;
do Antoniego Woykowskiego również informuje o szerszych zainteresowaniach: „Nie ograniczam zamysłów na polskie, ale później myślę ruskie&#13;
i czeskie pieśni zbierać, lecz jest to jeszcze zbyt dalekim; a potem skąd na&#13;
to funduszów”3. Adresat tych słów, Antoni Woykowski (1815–1850), utalentowany pianista, dziennikarz i pisarz, był autorem jednego z pierwszych&#13;
i znaczących wówczas artykułów o muzyce Chopina4. Kolberg poznał go&#13;
prawdopodobnie w czasie pobytu w Poznaniu w roku 1841, a później prosił&#13;
o pośrednictwo w czasie starań o wydanie swego pierwszego zbioru pieśni&#13;
ludowych. Miał go drukować Jan Konstanty Żupański (1804–1883), później&#13;
O.K. [O. Kolberg] Melodie ludu słowiańskiego…, przedruk w: Pisma muzyczne cz. II&#13;
(DWOK T. 62), s. 583–586.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Prospekt na „Pieśni ludu polskiego”, datowany „dnia 3 grudnia 1841” i zamieszczony w dwu pismach poznańskich, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II&#13;
(DWOK T. 62), s. 576–577, tam za „Tygodnikiem Literackim” 1842, nr 21, s. 168.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 6.&#13;
4&#13;
A. Woykowski Chopin, „Przyjaciel Ludu” R. 2: 1836, T. 2, nr 28, s. 223–224, nr 29, s. 230–&#13;
–231, nr 30, s. 237–239 i replika na krytykę w numerze 35, s. 278–279.&#13;
1&#13;
&#13;
49&#13;
&#13;
�renomowany poznański księgarz i wydawca, a wówczas właściciel świeżo&#13;
założonej firmy publikującej także nuty. Kolberg zdecydował się na druk&#13;
u niego, ponieważ w Wielkim Księstwie Poznańskim w tych latach Polacy&#13;
mieli jeszcze swobody gwarantowane przez kongres wiedeński. W policyjnie rządzonym Królestwie Polskim panowała znacznie ostrzejsza cenzura&#13;
i Kolberg nie uzyskał zgody na druk zbioru polskich pieśni ludowych. Dla&#13;
autora takiej publikacji przeszkodą w realizacji szerokich planów był wtedy&#13;
nie tylko brak pieniędzy na badania na całym interesującym go terenie,&#13;
o czym pisał do Woykowskiego, ale także decyzje rosyjskich cenzorów,&#13;
które również wspomniał w tym liście. Przekazując mu — na pewno drogą&#13;
prywatną — rękopis pierwszego zeszytu Pieśni ludu polskiego, pisał w towarzyszącym liście:&#13;
Cenzura nasza odmówiła wręcz publikacji ich u nas, proszę jednak nie wspominać o tym wydawcy, boby to mogło mieć szkodliwy wpływ na honorarium&#13;
(w Rosji jednakże – nie zaś u nas — będą dozwolone)1.&#13;
&#13;
Z ograniczeniami powodowanymi przez cenzurę spotykał się Kolberg&#13;
na pewno częściej niż wskazuje zachowana dokumentacja, jednak i ona&#13;
potwierdza trudności, z jakimi liczyć się musiał wówczas każdy autor, także&#13;
piszący o folklorze. Zachował się list redaktora „Biblioteki Warszawskiej”,&#13;
Antoniego Szabrańskiego do Kolberga:&#13;
Cenzura wstrzymała Twój artykuł – chce przerobienia i wyrzucenia miejsc i wyrazów o Rzeczypospolitej, Rusi itd. Wójcicki wyjechał, Majewski Józef zastępuje&#13;
go. Bez straty czasu po odebraniu tego biletu przybądź do mnie lub do Majewskiego, który mieszka naprzeciwko mnie. Trzeba się z nim rozmówić i razem&#13;
poprawić co można, bo inaczej artykuł już złożony na nic by się nie zdał2.&#13;
&#13;
Nie dopuszczano, zwłaszcza w tytułach, określeń „polski”, „narodowy”,&#13;
ale także i innych, odwołujących się do historii Polski i uczuć patriotycznych.&#13;
Dlatego np. Stanisław Moniuszko musiał użyć tytułu Śpiewnik domowy,&#13;
1&#13;
&#13;
s. 5.&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
&#13;
List A. Szabrańskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 687–688,&#13;
wiadomość dotyczy któregoś z artykułów Kolberga drukowanych w „Bibliotece Warszawskiej”, ale brak daty uniemożliwia wskazanie tytułu, być może chodziło o recenzję pt. Melodie&#13;
ludu słowiańskiego, już tu przywoływaną.&#13;
2&#13;
&#13;
50&#13;
&#13;
�wydając w Wilnie w roku 1843 pierwszy tom komponowanych przez siebie&#13;
pieśni, a K.W. Wójcicki swemu zbiorowi ludowych pieśni polskich wydanemu w Warszawie w roku 1836 dał tytuł Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu. Ta restrykcyjna kontrola druków była po powstaniu&#13;
listopadowym jednym ze sposobów zwalczania przez władze carskie kultury&#13;
i nauki polskiej. Dotyczyła nie tylko prac wydawanych w Królestwie, ale&#13;
podlegały jej także książki, prasa i rękopisy przywożone z zagranicy oraz&#13;
korespondencja wysyłana i odbierana przez pocztę. Działania cenzury nasiliły się zresztą nie tylko w zaborze rosyjskim, ale również w austriackim,&#13;
a we wszystkich trzech zaborach po roku 1831 wzmożone zostało tropienie&#13;
tajnych związków niepodległościowych i represje wobec emisariuszy takich&#13;
organizacji przybywających z zagranicy. Szczególny niepokój władz carskich budziło środowisko literackie i dziennikarskie stolicy, które podlegało&#13;
nasilonej kontroli. Wielu poetów, dziennikarzy i ludzi znaczących w życiu&#13;
umysłowym Królestwa było rzeczywiście zaangażowanych w działania spiskowe. Aresztowani otrzymywali surowe wyroki, zagrożeni aresztowaniem&#13;
uciekali za granicę do Poznańskiego lub do Krakowa, a potem uchodzili&#13;
dalej na zachód śladem Wielkiej Emigracji. Atmosferę, w jakiej żyli wówczas&#13;
w Warszawie młodzi twórcy i odbiorcy kultury, ukazuje Cyprian Norwid:&#13;
Współczesność albowiem jest dwojaka. Kiedy w Warszawie 183[9] r. nocą budzeni bywaliśmy przez kolegów, aby choć obecnością naszą zasłać pożegnanie&#13;
wysyłanym na Sybir, Słowacki wtedy z drugiego końca Europy Anhellego ojczyźnie przysyłał – to jest pierwsza współczesność. Tej samej zaś zimy w zacnym polskim salonie mówiła mi pewna pani domu, „że rozpowiadają coś ciągle&#13;
o zsyłkach, a przecież z nas nikogo w czwartek nigdy nie brakuje”. Oto druga&#13;
współczesność1.&#13;
&#13;
Jak już wspomniano, w zaborze rosyjskim pozbawiono Polaków wszystkich instytucji mogących podtrzymać rozwój nauki, zwłaszcza w zakresie&#13;
humanistyki. W Warszawie istniały jedynie półwyższe szkoły zawodowe,&#13;
a brak wykształconych nauczycieli i prawników z dyplomem uniwersyteckim starano się uzupełnić poprzez wykłady w ostatnich klasach gimnazjów bądź skrócone kursy. Zamarły prawie całkowicie czasopisma&#13;
literackie i kulturalne, a uzyskanie koncesji na nowy tytuł było prawie&#13;
1&#13;
C. Norwid O Juliuszu Słowackim w sześciu publicznych posiedzeniach, w: tegoż Pisma&#13;
wszystkie …, T. 6, cz. I, s. 463, pierwodruk: Paryż 1861.&#13;
&#13;
51&#13;
&#13;
�niemożliwe. Właściwie dopiero po dziesięciu latach od upadku powstania&#13;
zauważyć można w Warszawie stopniowe ożywienie życia umysłowego.&#13;
W styczniu 1841 r. pozwolenie na druk uzyskał miesięcznik naukowo-literacki „Biblioteka Warszawska”, redagowany początkowo przez Antoniego&#13;
Józefa Szabrańskiego, następnie w latach 1843–1844 i ponownie w latach&#13;
1850–1879 przez Kazimierza Władysława Wójcickiego. Drugim ważnym&#13;
pismem naukowo-literackim był „Przegląd Naukowy”, ukazujący się od&#13;
stycznia 1842 r. do lipca 1848, redagowany przez Hipolita Skimborowicza&#13;
(1815–1880) i Edwarda Dembowskiego (1822–1846). „Przegląd Naukowy”,&#13;
pismo najpierw dosyć radykalne, później umiarkowanie liberalne, było&#13;
przeciwwagą ugodowej, konserwatywnej „Biblioteki Warszawskiej”. W latach poprzedzających Wiosnę Ludów dyskusje na temat literatury, sztuki,&#13;
nauki, a także znaczenia folkloru toczyły się na łamach tych dwu pism&#13;
i w ich redakcjach, a poprzez recenzje i artykuły programowe także w innych, zwykle efemerycznych czasopismach literackich. Miejscem dyskusji&#13;
i ścierania się poglądów były również literacko-artystyczne salony prowadzone przez zamieszkałych w Warszawie pisarzy i pisarki, uczonych i artystów. Działania takie mogły jednak tylko w pewnym stopniu wyrównać&#13;
niedostatki wynikające z zaniku instytucjonalnego życia naukowego i braku&#13;
środowiska uniwersyteckiego, w którym uprawiana byłaby fachowa krytyka, a także wymiana poglądów. Kontakty z nauką europejską stały się&#13;
prywatną sprawą profesorów zamkniętego w 1831 r. uniwersytetu warszawskiego i wykształconych jeszcze przez nich absolwentów tej uczelni.&#13;
Podobnie jak nauka, z powodu braku zaplecza instytucjonalnego cierpiało również życie muzyczne w Warszawie, co Kolberga, jako kompozytora,&#13;
wykonawcę i słuchacza, musiało dotykać szczególnie. Elżbieta Dziębowska&#13;
o sytuacji muzyki polskiej w XIX wieku pisze:&#13;
Eksterminacyjna polityka zaborców, pociągająca za sobą zacofanie gospodarcze&#13;
i hamowanie rozwoju kulturalnego polskiego społeczeństwa, odbiła się dotkliwie na życiu muzycznym. Podczas gdy w innych krajach Europy powstają liczne sale koncertowe, mnożą się orkiestry symfoniczne, rozkwita piśmiennictwo&#13;
muzyczne, z roku na rok podnosi się poziom szkolnictwa muzycznego, w Polsce&#13;
nie ma elementarnych warunków dla zaistnienia ruchu koncertowego, brak&#13;
zespołów orkiestrowych, brak sal koncertowych, brak szkół muzycznych1.&#13;
1&#13;
E. Dziębowska O polskiej szkole narodowej, w: Szkice o kulturze muzycznej, pod red.&#13;
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1971, s. 24–25.&#13;
&#13;
52&#13;
&#13;
�Zamknięta była Szkoła Główna Muzyki, wchodząca w skład Uniwersytetu Warszawskiego. Opera, która do czasu wybuchu powstania listopadowego była ważnym ośrodkiem kultury muzycznej, wznowiła wprawdzie&#13;
działalność w lutym 1833 r., a Karol Kurpiński, dyrektor sceny operowej,&#13;
starał się, by była ona nadal „instytucją wychowującą publiczność w duchu&#13;
patriotycznym wbrew polityce kół rządzących” 1. Kurpiński został jednak&#13;
zmuszony do podania się do dymisji i opera, kontrolowana przez namiestników carskich, ograniczała swój repertuar do błahych utworów rozrywkowych. Życie muzyczne po roku 1831 przeniosło się do mieszkań prywatnych i kościołów, a te mogły zastąpić sale koncertowe tylko w pewnym&#13;
stopniu. Jedyne koncerty publiczne odbywały się w Resursie Kupieckiej.&#13;
Resursa Kupiecka była stowarzyszeniem i przynależność do niego wymagała spełnienia określonych statutem warunków, ale po roku 1831 była też&#13;
w Warszawie jedyną polską instytucją bez bezpośredniego nadzoru władz&#13;
rosyjskich. Już wcześniej, przed powstaniem, w Resursie odbywały się&#13;
wieczory muzyczne, m.in. w grudniu roku 1829 koncertował tam Fryderyk Chopin. Od roku 1834 Resursa wznowiła tę działalność, początkowo&#13;
występował tam tylko kwartet smyczkowy, ale organizatorzy stopniowo&#13;
poszerzali możliwości wykonawcze i repertuar, przy czym opierali się i na&#13;
zawodowych muzykach, i na udziale amatorów. Koncerty w Resursie prezentowały obok utworów klasyków wiedeńskich także nowe kompozycje&#13;
polskich muzyków, wśród nich Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego. T. Strumiłło (1929-1956) pisze:&#13;
Zarząd Resursy potrafił docenić potrzebę chwili i ocenić rolę muzyki już nie&#13;
tylko jako jednej z rozrywek czy też „tła spotkań towarzyskich”, lecz jako ważnego czynnika narodowej kultury, za którą trzeba było w takiej chwili podjąć&#13;
odpowiedzialność2.&#13;
&#13;
W muzycznej działalności Resursy wielką rolę odegrał Józef Cichocki (1783–1849), członek-akcjonariusz stowarzyszenia, meloman, wydawca&#13;
zabytków polskiej muzyki i biegły flecista. Miejscem spotkań wykonawców, słuchaczy i krytyków był też jego prywatny salon, gdzie występowali&#13;
T. Przybylski Znaczenie twórczości kompozytorskiej i działalności muzyczno-organizacyjnej Karola Kurpińskiego na terenie Teatru Wielkiego w Warszawie w 1. poł. XIX w.,&#13;
w: Muzyka polska w okresie zaborów, pod red. K. Bilicy, Warszawa 1997, s. 64.&#13;
2&#13;
T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego w XIX w., Kraków 1954, s. 134.&#13;
1&#13;
&#13;
53&#13;
&#13;
�artyści polscy i cudzoziemcy. Salony muzyczne prowadzili również inni&#13;
melomani i muzycy. Historycy muzyki polskiej1 wymieniają m.in. domy&#13;
Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, u którego grano kwartety smyczkowe,&#13;
oraz Józefa Sikorskiego, późniejszego wydawcy „Ruchu Muzycznego”, w latach 1843–1853 współpracownika „Biblioteki Warszawskiej”, a prywatnie&#13;
szkolnego kolegę Kolberga. Koncerty odbywały się także w salonach literackich, w których wieczory wypełnione były lekturą najnowszych utworów&#13;
poetów i pisarzy miejscowych a także dzieł literatury emigracyjnej, przemycanych przez granicę, oraz dyskusjami na tematy filozoficzne, społeczne,&#13;
literackie i wiążące się z bieżącymi wydarzeniami politycznymi. Część spotkań poświęcano przedstawieniom amatorskim i koncertom, których wykonawcami byli muzycy działający w Warszawie i cudzoziemcy – wirtuozi&#13;
i kompozytorzy zatrzymujący się zwykle w stolicy Królestwa po drodze do&#13;
Petersburga. Takie prywatne koncerty odbywały się m.in. w domach Seweryny Pruszakowej, Anny i Hipolita Skimborowiczów oraz Pauliny i Augusta&#13;
Wilkońskich. Umożliwiały one debiuty młodym wykonawcom i pozwalały&#13;
usłyszeć nowe kameralne utwory miejscowych kompozytorów. Ponieważ&#13;
wykonywane kompozycje miewały charakter patriotyczny, dawały słuchaczom ważną dla nich świadomość uczestniczenia w życiu narodowym.&#13;
Koncerty maskowały też w pewnym stopniu nielegalne działania osób gromadzących się u niektórych organizatorów tych spotkań – np. salony wymienionych wyżej literatek były miejscem kontaktów uczestników tajnych&#13;
spisków2, w których brali udział ich gospodynie i gospodarze.&#13;
Pamiętniki i inne źródła z okresu międzypowstaniowego zawierają niewiele informacji o udziale Kolberga w życiu muzycznym Warszawy. Wiadomo, że komponował, część utworów drukował, były one kupowane,&#13;
recenzowane i zapewne wykonywane. Zniszczenie archiwum rodziny Kolbergów, przechowywanego w Bibliotece Krasińskich, a także wielu innych&#13;
dokumentów i świadectw z lat po powstaniu listopadowym nie pozwala&#13;
odtworzyć dokładniej jego życia, zajęć i kontaktów w tym okresie. Ważnym&#13;
powodem tego stanu jest też celowe zacieranie śladów przez autorów w publikacjach, w które ingerowała cenzura, i w prywatnej korespondencji podlegającej kontroli policji. Sam Kolberg – o ile wiadomo – nie brał udziału&#13;
Zob. m.in. T. Strumiłło Szkice z polskiego życia muzycznego..., s. 134–140, o muzycznej&#13;
działalności członków Resursy tamże, s. 134–138.&#13;
2&#13;
Zob. H. Michałowska Salony artystyczno-literackie w Warszawie 1832–1860, Warszawa 1974, s. 117 i 137–140.&#13;
1&#13;
&#13;
54&#13;
&#13;
�w spiskach i działaniach tajnych ugrupowań, choć angażowało się w nie&#13;
w różnym stopniu wiele osób, które znał, z którymi się przyjaźnił i u których bywał. Ci, zagrożeni aresztowaniem, niszczyli notatki i listy, a rękopisy&#13;
i druki zagarnięte przez policję w czasie rewizji i aresztowań i następnie&#13;
wykorzystywane w śledztwach ginęły w urzędowych carskich archiwach.&#13;
Z kilkunastu lat następujących po powrocie Kolberga do Warszawy&#13;
udokumentowane są tylko nieliczne fakty, świadczące – czasem pośrednio – o jego udziale w artystycznym i naukowym życiu stolicy. W tym&#13;
okresie znał na pewno Józefa i Kornelię Paszkowskich. Józef Paszkowski&#13;
(1787–1858) był postacią powszechnie w stolicy szanowaną i cenioną – odznaczony złotym krzyżem orderu Virtuti Militari po kampanii roku 1812,&#13;
walczył pod Lipskiem, od roku 1822 był wykładowcą w Szkole Aplikacyjnej Artylerii i Inżynierii, kształcącej przyszłych oficerów wojska polskiego. Po powstaniu listopadowym, w którym swój udział zakończył jako&#13;
pułkownik artylerii, prowadził pensję dla chłopców. Kolberg wielokrotnie&#13;
w swoich rękopisach obok pieśni patriotycznych, wojskowych lub popularnych notował: „Paszkowski”, wskazując w ten sposób ich wykonawcę.&#13;
Te notatki, licznie zachowane wśród rękopisów pieśni, pozwalają przypuszczać, że Józef Paszkowski lubił i umiał śpiewać, a Kolberg często go słuchał&#13;
i wykorzystywał spotkania z nim do powiększenia swych zbiorów. Jego&#13;
żonie, Kornelii, dedykował pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,&#13;
wydany w roku 1844. Nazwisko Paszkowskiego wymienia także wiele lat&#13;
później, gdy w liście do Maurycego Karasowskiego uzupełnia pewne fakty&#13;
w biografii Fryderyka Chopina wydanej przez adresata. Pisze tam m.in.:&#13;
I tak np. co do Fantazji op. 13 wiem, że pierwszy temat śpiewał mu pułkownik&#13;
Józef Paszkowski u generałowej Sowińskiej [...]1&#13;
&#13;
Śladem kontaktów Kolberga z muzykami należącymi do jego pokolenia&#13;
jest rękopis utworu Michała Bergsona (1820–1898), pianisty i kompozytora, przechowywany w zbiorach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.&#13;
1&#13;
Brulion listu do M. Karasowskiego z 30 X 1881 r., Korespondencja … cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 559. Pierwszy temat Fantazji op. 13 to melodia do sielanki Franciszka Karpińskiego Laura&#13;
i Filon, a właściwie jedna z kilku melodii służących do tego tekstu. Twórcy muzyki do słów&#13;
Karpińskiego, także melodii użytej przez Chopina i do dziś wykonywanej pozostają nieznani.&#13;
W rękopisach Kolberga i w tomach Ludu znaleźć można parę zapisów tej pieśni, wszystkie są&#13;
wariantami innej melodii, nie tej, którą Chopinowi zaśpiewał Józef Paszkowski.&#13;
&#13;
55&#13;
&#13;
�Jest to Mazur dedykowany „przyjacielowi swemu O. de Kolberg przez&#13;
Michała Bergson”1. Rękopis pochodzi prawdopodobnie sprzed 1840 r. –&#13;
w tym roku Bergson wyjechał na studia do Paryża, a potem osiadł na stałe zagranicą. Był, tak jak wcześniej Kolberg, uczniem C.F. Rungenhagena.&#13;
Nieco więcej wiadomo o przyjaźni Oskara ze wspomnianym już Emilianem&#13;
Jenike. Obaj należeli do warszawskiej gminy ewangelickiej, obaj też w tym&#13;
samym czasie studiowali w Berlinie. Emilian Jenike, pianista i kompozytor,&#13;
zmarł w 1852 r. i Oskar opublikował wtedy w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
poświęcone mu wspomnienie2.&#13;
Jadwiga Łuszczewska, pisząc w Pamiętniku o wysokiej ocenie, jaką jej&#13;
rodzice przyznawali malarstwu Aleksandra Lessera, dodaje: „Nie mniej zajął ich i Oskar Kolberg […]”3. Nina Łuszczewska, matka autorki pamiętnika,&#13;
prowadziła salon literacki od roku 1834 do czasu aresztowania i zesłania jej&#13;
męża w 1862 r. Z notatki Jadwigi Łuszczewskiej wynika, że Kolberg bywał&#13;
w salonie jej matki, ale nie wiadomo dokładnie, kiedy zaczął się tam pojawiać, prawdopodobnie około roku 1848. Być może na prośbę gospodyni&#13;
grywał tam utwory różnych kompozytorów, a także swoje własne i tym&#13;
„zajął” Ninę i Wacława Łuszczewskich.&#13;
Do bliskich znajomych Kolberga należeli Anna i Kazimierz Władysław&#13;
Wójciccy. Annie, żonie K.W. Wójcickiego, a siostrze Dominika Magnuszewskiego4, dedykował drugi zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, wydany&#13;
w roku 1845. O roli Wójcickiego w obudzeniu jego folklorystycznych zainteresowań wspominał Kolberg sam w przytaczanym tu fragmencie autobiografii, dla jego działań na tym polu ważna była też możliwość publikowania&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej”, której Wójcicki był przez wiele lat redaktorem. Kolberg od początku istnienia pisma drukował w nim artykuły, zbiory pieśni ludowych i recenzje, a „Biblioteka” omawiała jego publikacje,&#13;
zarówno folklorystyczne, jak i wydawane drukiem kompozycje. Legalizm&#13;
„Biblioteki Warszawskiej”, rodzaj bezpiecznej bezstronności, który powodował pewną bezbarwność, pomogły jej przetrwać ponad siedemdziesiąt&#13;
1&#13;
Rękopis w zbiorach Biblioteki Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, sygn. 12093.&#13;
Informację o istnieniu tej kompozycji przekazał M. Prochaska.&#13;
2&#13;
O. K. [O. Kolberg] Emilian Jenike. Wspomnienie pośmiertne, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1852, T. 4, s. 374–375, przedruk w Pismach muzycznych… cz. II (DWOK T. 62), s. 479-480.&#13;
3&#13;
Jadwiga Łuszczewska Pamiętnik 1834–1897, wstępem i przypisami opatrzył J.W. Gomulicki, Warszawa 1968, s. 67.&#13;
4&#13;
Dominik Magnuszewski (1809–1845), poeta, powieściopisarz i dramaturg,&#13;
&#13;
56&#13;
&#13;
�lat, a w okresie międzypowstaniowym odegrać bardzo ważną rolę miejsca&#13;
dyskusji nie tylko literackich, ale i naukowych, zarówno na łamach pisma,&#13;
jak i w jego redakcji1. Te otwarte spotkania, w czasie których dyskutowano&#13;
na różne tematy artystyczne i naukowe, dotyczyły także znaczenia folkloru,&#13;
jego miejsca w polskiej kulturze i w badaniach historycznoliterackich oraz&#13;
metod publikowania utworów ludowych.&#13;
Odnotowane w szkicu autobiografii pierwsze zapisy melodii ludowych,&#13;
wykonane w roku 1839 w Wilanowie, zostały przez Kolberga i późniejszych&#13;
biografów uznane za początek jego badań etnograficznych, co zostało potwierdzone obchodami jubileuszu pięćdziesięciolecia w roku 1889. Niewątpliwie badania terenowe dla zapisywania melodii prowadził początkowo&#13;
przede wszystkim w okolicach Warszawy. M.in. pod datą roczną 1841 odnotował w itinerarium wędrówkę „pieszo do Czerska (z Konopką)” 2. Ruiny&#13;
zamku w Czersku, odległe od Warszawy o około 30 kilometrów, kusiły&#13;
młodzież warszawską. Były one celem pieszej wycieczki Romana Zmorskiego (1822-1867), poety, później wydawcy bajek ludowych, i jego szkolnych&#13;
kolegów już w roku 1840, a rok po Kolbergu Zmorski wybrał się ponownie&#13;
na wycieczkę do Czerska z kilkoma przyjaciółmi, literatami, którzy nazwali&#13;
się później Cyganerią Warszawską3.&#13;
Po ponad czterdziestu latach, w roku 1885, początki swych badań terenowych i wycieczkę do Czerska wspominał Kolberg we wstępie do Mazowsza, wymieniając wszystkich jej uczestników:&#13;
Więc już około r[oku] 1840 czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni&#13;
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. […] W roku 1840 atoli, w zaraniu prac&#13;
naszych etnograficznych, wzgląd na muzykę ludową […] przeważał i stanowił&#13;
główne dociekań naszych podścielisko. Wtedy to wychylaliśmy się często za&#13;
miasto w porze letniej, by świeżym, ożywczym na wsi odetchnąwszy powietrzem, zaczerpnąć też i świeżej melodii z tryskającego tam bezustannie narodowej muzyki źródła. A znaleźli się (zwłaszcza gdy horyzont badań się rozszerzał)&#13;
prawie zawsze do wędrówek naszych towarzysze, tymże samym ku rzeczom&#13;
sielskim ożywieni duchem, przelewający dosadnie na papier dziarskie włościan&#13;
typy i fizjognomie lub kreślący z zamiłowaniem myśli i wyrażenia poetyczne,&#13;
Zob. m.in. J.R. Błachnio Biblioteka Warszawska. Forum polskiej filozofii w latach&#13;
1841–1915, Bydgoszcz 1999, s. 7–8.&#13;
2&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 704–707.&#13;
3&#13;
Zob. W. Szymanowski i A. Niewiarowski Wspomnienia o „Cyganerii warszawskiej”,&#13;
zebrał i opracował J.W. Gomulicki, Warszawa 1964, s. 386–452.&#13;
1&#13;
&#13;
57&#13;
&#13;
�tak szczodrze w tych pieśniach i przysłowiach rozrzucone. Taką to wędrówkę&#13;
czterodniową z Warszawy do Czerska odbyliśmy w Zielone Świątki r[oku] 1841&#13;
w towarzystwie śp. Józefa Konopki, śp. Walentego Zakrzewskiego i śp. Emila&#13;
Jenikego1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu wstępu do Mazowsza wspomina inne wycieczki w teren z tego wczesnego okresu:&#13;
Takie też [wędrówki odbyliśmy] i w następnych latach, zwracając się w inne&#13;
Warszawy i Pragi okolice, razem z T. Lenartowiczem, ś.p. [L.] Norwidem, ś.p. Ign.&#13;
Komorowskim, jak niemniej z malarzami: W. Gersonem, ś.p. Karolem Marconim,&#13;
ś.p. bratem moim Antonim — że już zamilczymy o wycieczkach w późniejszych&#13;
dokonywanych czasach2.&#13;
&#13;
Józef Konopka (1818–1880), wędrujący z Kolbergiem w 1841 r. do Czerska, według wspomnień jego siostry Antoniny przyjechał z Modlnicy do&#13;
Warszawy w sprawach rodzinnych. Rok wcześniej wydał Pieśni ludu krakowskiego3. Kolberg poznał go prawdopodobnie u K.W. Wójcickiego, a nawiązana wówczas przyjaźń przetrwała do końca życia Józefa. Jak wynika&#13;
z późniejszej korespondencji i zachowanych rękopisów, Kolberg notował&#13;
w czasie wycieczki do Czerska głównie melodie, a Konopka teksty pieśni.&#13;
Rok później, po swej pierwszej wizycie w Modlnicy, pisał do Konopki: „pamiętaj o naszym zbiorku czerskim”4. Zachowany do dziś fragment „zbiorku&#13;
czerskiego” to wykonane przez Konopkę zapisy tekstów pieśni5, do których melodie notował Kolberg. Możliwość pracy „na cztery ręce”, taką jak&#13;
w roku 1841 w czasie wycieczki z Konopką, miał Kolberg kilkakrotnie.&#13;
W jego spuściźnie odnajdujemy także późniejsze ślady wspólnych badań,&#13;
O. Kolberg Mazowsze cz. I (DWOK T. 24), s. VIII–IX nlb.&#13;
Tamże, s. VII nlb.&#13;
3&#13;
J.K. [J. Konopka] Pieśni ludu krakowskiego, Kraków 1840; wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, Wrocław 1974.&#13;
4&#13;
List do J. Konopki z 13 VIII 1842 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 11.&#13;
5&#13;
Rkp. J. Konopki z zapisami z Czerska i okolicy znajduje się obecnie w Archiwum PTL&#13;
w tece 45 Miscellanea, sygn. 1419, k. 1–7, na obwolucie nieznaną ręką wpisana błędna notatka: „Ułamek z rękopisu Pieśni ludu krakowskiego przez Józefa Konopkę wydanych przez&#13;
Czecha w Krakowie r. 1840”, na pierwszej stronie tytuł wpisany przez Konopkę: „Pieśni ludu&#13;
z okolic Czerska, Piaseczna” oraz późniejsza notatka innej, nieznanej osoby: „śp. Józef Konopka&#13;
w pierwszej wycieczce etnogr. z Kolbergiem, Jenike i Zakrzewskim w r. 1841”. Wykonane&#13;
przez Kolberga zapisy terenowe melodii do tych tekstów nie zachowały się.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
58&#13;
&#13;
�w czasie których on zapisywał melodie, a teksty notowała osoba mu towarzysząca.&#13;
Z dwu pozostałych uczestników pieszej wędrówki do Czerska poeta&#13;
i dziennikarz Walenty Zakrzewski1, zaprzyjaźniony z Teofilem Lenartowiczem i Włodzimierzem Wolskim2, nie pojawia się później w zachowanej&#13;
dokumentacji dotyczącej Oskara Kolberga, choć niewątpliwie spotykali&#13;
się w warszawskich salonach literackich, m.in. u Seweryny Pruszakowej.&#13;
Wspomniany już poprzednio muzyk, Emilian Jenike, z którym, jak pisał&#13;
sam Kolberg, łączyła go kilkunastoletnia przyjaźń, towarzyszył mu w wycieczkach na wieś raczej tylko w początkowym okresie badań terenowych&#13;
przyszłego etnografa.&#13;
Wśród towarzyszy swoich pierwszych wycieczek folklorystycznych około roku 1840 wymienia Kolberg trzech malarzy: swego brata, Antoniego,&#13;
Karola Marconiego (1826–1864) i Wojciecha Gersona (1831–1901). Antoni mógł wędrować z Oskarem w okolicach Warszawy prawdopodobnie&#13;
w krótkim okresie między studiami w Berlinie a wyjazdem na stypendium&#13;
do Rzymu, tj. w latach 1840–1841. Jego przyjaciel, Karol Marconi, zapewne&#13;
też towarzyszył Kolbergowi tylko w tym początkowym okresie, ponieważ&#13;
nieco później, w latach 1844–1850, podobnie jak Antoni studiował w Rzymie. Ich szkice terenowe wykorzystał Kolberg do ilustrowania Pieśni ludu&#13;
polskiego wydanych w latach 1856–1857. Gerson, urodzony w roku 1831,&#13;
raczej nie brał udziału w badaniach terenowych Kolberga tak wcześnie, nie&#13;
ma też potwierdzenia, że wspólnie z Kolbergiem bywał w terenie w latach&#13;
późniejszych3. Natomiast przyszły etnograf i przyszły ilustrator Ludu4 spotykali się w Warszawie, zwłaszcza po zakończeniu przez Gersona studiów&#13;
w Petersburgu, tj. w latach 1855–1856 i później, po powrocie Gersona&#13;
Walenty Zakrzewski (1822–1862), literat, tłumacz, przełożył m.in. Don Kichota Miguela&#13;
Cervantesa, w 1855 r. wyjechał do Paryża i tam zmarł.&#13;
2&#13;
Włodzimierz Wolski (1824–1882), poeta, powieściopisarz, najbardziej znanym jego utworem jest libretto Halki Moniuszki napisane w 1846 r.&#13;
3&#13;
O podróżach terenowych W. Gersona zob.: A. Vetulani Wojciech Gerson, Warszawa 1952,&#13;
tenże Ludowe zainteresowania Wojciecha Gersona, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXV: 1971,&#13;
nr 1, s. 47–51, A. Vetulani i A. Ryszkiewicz Materiały dotyczące życia i twórczości Wojciecha&#13;
Gersona, Wrocław 1951, „Źródła do Dziejów Sztuki Polskiej”, T. II.&#13;
4&#13;
W. Gerson ilustrował kilka tomów Ludu: Pieśni ludu polskiego, Sandomierskie, Kujawy,&#13;
Kaliskie, Mazowsze, częściowo Krakowskie, zob.: A. Skrukwa Ikonografia w pracach Oskara&#13;
Kolberga, w: Ja daję właśnie materiał… O dziele Kolberga w dwusetna rocznicę jego urodzin, pod red. E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 148–154.&#13;
1&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
�z Paryża w r. 1858. Obaj publikowali w czasopismach warszawskich i bywali w ich redakcjach, obaj też byli czynnymi członkami gminy ewangelickiej skupionej w warszawskiej parafii pod wezwaniem św. Trójcy.&#13;
W cytowanym wyżej wstępie do Mazowsza wśród osób biorących&#13;
udział w wycieczkach w okolice Warszawy wspomina Kolberg także innych muzyków i literatów. Wymieniony w tym gronie Ignacy Komorowski&#13;
(1825–1857) był kompozytorem. Uznaniem cieszyły się jego pieśni, nawiązujące do polskiej muzyki ludowej, zwłaszcza Kalina do słów Teofila Lenartowicza. Norwid — to Ludwik (1818–1881), starszy brat Cypriana, poeta&#13;
i pisarz, mieszkający wówczas w rodzinnym dworze w Laskowo-Głuchach&#13;
(dziś w pow. wyszkowskim). W roku 1847 wyjechał za granicę i wrócił do&#13;
kraju dopiero w roku 1869. Poeta Teofil Lenartowicz (1822–1893) zaangażowany był w konspirację niepodległościową i jego wycieczki na wieś&#13;
związane były nie tylko z poszukiwaniem motywów ludowych, ale także&#13;
z nielegalną działalnością spiskową przygotowującą powstanie narodowe.&#13;
Z Kolbergiem łączyła go serdeczna przyjaźń, a także współpraca nad Królem pasterzy, pierwszym dziełem scenicznym kompozytora, przerwana&#13;
dopiero przez przymusową emigrację poety w r. 1848.&#13;
Jeszcze raz Kolberg wrócił do wycieczki odbytej w 1841 r., pisząc w szkicu autobiografii około roku 1889 o początkach badań terenowych:&#13;
Wszakże wycieczki najczęściej dokonywane w święta i w towarzystwie przyjaciół w lecie, na piechotę, odbywać się tylko mogły w najbliższe okolice Warszawy. Zapuszczać się dalej, zwłaszcza samemu, a choćby i we dwójkę lub trójkę,&#13;
z koszturem w ręku, nie było wówczas podobieństwem, bo bojaźliwi chłopi,&#13;
nieufni i podejrzliwi na każdym kroku, gotowi byli nieznajomych sobie apostołów chwytać i odstawiać do powiatu jako „missariuszów” narodowego rządu.&#13;
Doświadczyłem tego w r. 1841 robiąc z Konopką wycieczkę do Czerska, gdzie&#13;
oswobodzenie z ich rąk winni jedynie byliśmy rozumnej interwencji wójta miejscowej gminy1.&#13;
&#13;
Użyty tu przez Kolberga zwrot „z koszturem w ręku” przywołuje wzorowany na Zorianie Dołędze Chodakowskim (1784–1825) obraz badacza&#13;
terenowego, który notuje folklor, wędrując od wsi do wsi w chłopskim&#13;
przebraniu. Po powstaniu listopadowym takie wędrówki w Królestwie Polskim, a tym bardziej na terenach Ziem Zabranych, były bardzo utrudnione&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberg Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
�i w najlepszym wypadku kończyły się zatrzymaniem i tłumaczeniem przed&#13;
policją. Kontrola podróżnych w czasie trwającego ciągle stanu wojennego&#13;
była zaostrzona. Próby kontaktów z wiejskimi wykonawcami pieśni mogły&#13;
być bezowocne również z powodu wspomnianej przez Kolberga i trudnej&#13;
do przezwyciężenia nieufności chłopów i ich niechęci do „obcych”. O kłopotach towarzyszących kontaktom z ludowymi wykonawcami w czasie&#13;
badań terenowych pisał także K.W. Wójcicki we wstępie do swego zbioru&#13;
wydanego w roku 1836:&#13;
Przed trzynastu laty zacząłem zbierać pieśni ludu: rzecz ta nie tak łatwa, jak się&#13;
komu wydawać może. Z kosturem w ręku trzeba było każdą wieś odwiedzić,&#13;
zniżyć się pod dymiącą rolnika strzechę, badać i wymuszać niemal prośbami&#13;
i datkiem pieśń każdą, bo lud polski i ruski ma wstręt wyraźny udzielać takowych cudzemu, jako mówią, człowiekowi1.&#13;
&#13;
Ale Wójcicki, który wspomina tu kurne chaty chłopskie i pieszą wędrówkę według wskazań Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, rozpoczął poszukiwanie tekstów pieśni w Królestwie przed powstaniem listopadowym.&#13;
W epoce zwanej nocą Paskiewiczowską, po powstaniu, kiedy notowanie&#13;
pieśni i melodii ludowych podjął Kolberg, panowały inne prawa i kontakty&#13;
z wiejskimi wykonawcami były znacznie trudniejsze nie tylko z powodu&#13;
ich nieufności czy niechęci do obcych. Izydor Kopernicki, pierwszy biograf&#13;
Kolberga, o początkach jego badań terenowych pisał w roku 1891:&#13;
W owym czasie, gdy po wsiach nakazywano śledzić i chwytać emisariuszów&#13;
demokratycznych, podobnie jak dziś socjalistów, wędrowny etnograf z kosturem&#13;
dostałby się niechybnie w pierwszej wsi do aresztu, tak samo jak dzisiaj2.&#13;
&#13;
Mimo wszystkich trudności towarzyszących wyprawom w teren te&#13;
pierwsze sezony wycieczek, a także starania o pozyskanie wykonawców&#13;
w Warszawie, pozwoliły Kolbergowi zapisać kilkaset melodii i część z nich&#13;
– jak już tu odnotowano – postanowił przygotować do druku. Przytaczane&#13;
1&#13;
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu z dołączeniem&#13;
odpowiednich pieśni ruskich, serbskich, czeskich i słowiańskich, T. 1, Warszawa 1836, s. 9;&#13;
wydanie fototypiczne pierwodruku pod red. H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Wojciechowski, Wrocław 1976, s. 9.&#13;
2&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. X.&#13;
&#13;
61&#13;
&#13;
�wyżej fragmenty listów Kolberga wyjaśniają, dlaczego musiał opublikować je Poznaniu, a nie w Warszawie. Wydawcą miał być Jan Konstanty&#13;
Żupański, korekty obiecał wykonywać Antoni Woykowski, wówczas wydawca i redaktor „Tygodnika Literackiego”. Pismo to należało w latach&#13;
1838–1845 do najciekawszych i wysoko cenionych periodyków polskich&#13;
i swym oddziaływaniem wykraczało poza Wielkopolskę. W domu Julii&#13;
i Antoniego Woykowskich w Poznaniu spotykali się literaci, działacze narodowi i współpracujący z tygodnikiem uczeni i pisarze, m.in. filozof Karol Libelt (1807–1875), historyk Jędrzej Moraczewski (1802–1855), poeta Ryszard&#13;
Berwiński (1919–1879), a także zmuszeni do ucieczki z Warszawy Edward&#13;
Dembowski i Roman Zmorski.&#13;
Planowany przez Kolberga zbiór pod tytułem Pieśni ludu polskiego1,&#13;
mieścił głównie pieśni zapisane przez niego samego. Autor włączył jednak&#13;
do tej publikacji także kilka melodii wydanych przez poprzedników i osiemdziesiąt jeden tekstów ze źródeł drukowanych. Najczęściej były to teksty,&#13;
do których w czasie własnych badań udało mu się zapisać melodie. Całość&#13;
miała ukazać się w dziesięciu zeszytach liczących po 25 pieśni każdy, czyli&#13;
w sumie zawierałaby 250 melodii z tekstami. W zbiorach pieśni ludowych,&#13;
wydawanych jako druki zwarte, publikowano dotychczas prawie wyłącznie&#13;
teksty. Edycje pieśni ludowych z lat 1833–1842 udostępniły ponad 2000&#13;
tekstów, ale zapisów nutowych było w nich łącznie tylko 228. Do Pieśni&#13;
polskich i ruskich ludu galicyjskiego2 Wacława Zaleskiego (1799–1849),&#13;
liczących ponad tysiąc tekstów, dołączony był osobno drukowany tomik&#13;
z 160 melodiami opracowanymi przez Karola Lipińskiego (1780–1861),&#13;
kompozytora i cenionego w Europie wirtuoza gry na skrzypcach. W Pieśniach ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu Kazimierz W.&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego zebrał i rozwinął [...]. Oddział pierwszy poświęcony&#13;
Wacławowi Zaleskiemu, Józefowi Konopce, K. Wł. Wójcickiemu, Żegocie Paul[emu], niezmordowanym współpracownikom w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu, z. 1–5,&#13;
Poznań 1842–1845. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe w opracowaniu fortepianowym, cz. I (DWOK T.67/I), s. 1–349, zakres i charakter opracowania Kolberga omawia&#13;
A. Pawlak we wstępie do tomu Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. VII–IX, a także M. Prochaska w pracy Kompozycje Oskara Kolberga, w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło&#13;
cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
2&#13;
[W. Zaleski] Wacław z Oleska Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego, z muzyką instrumentowaną przez Karola Lipińskiego zebrał i wydał […], Lwów 1833; K. Lipiński Muzyka&#13;
do „Pieśni polskich i ruskich ludu galicyjskiego” zebranych i wydanych przez Wacława&#13;
z Oleska, do śpiewu i na fortepian ułożył […], Lwów 1833.&#13;
1&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
�Wójcicki zamieścił 32 melodie opracowane przez Feliksa Dobrzyńskiego, do&#13;
pieśni z Krakowskiego opublikowanych przez Józefa Konopkę, dołączonych&#13;
było 16 zapisów nutowych, przygotowanych do druku przez osobę nieznaną, a w Piosnkach ludu wielkopolskiego1 wydanych przez Jana Józefa&#13;
Lipińskiego (1816–1864) znalazło się 20 melodii zapisanych przez nieznaną&#13;
dziś amatorkę grającą na fortepianie. Zbiór Żegoty Paulego (1814–1895)&#13;
Pieśni ludu polskiego w Galicji2, bardzo dobrze oceniany przez krytyków&#13;
współczesnych autorowi i przez dzisiejszych folklorystów, był całkowicie&#13;
pozbawiony zapisów nutowych. Wszystkie melodie wokalne w wymienionych drukach opatrzone były akompaniamentem fortepianowym. Pieśniom&#13;
zamieszczanym w czasopismach zapisy nutowe towarzyszyły sporadycznie&#13;
i tam miały też akompaniament. Najwcześniej melodie ludowe opublikował&#13;
Józef Franciszek Królikowski (1781–1839), teoretyk literatury, w obszernej&#13;
Rozprawie o śpiewach polskich3 zamieszczanej w „Pamiętniku Warszawskim” w latach 1817–1818, do której dołączył siedem zapisów nutowych.&#13;
Pisząc o potrzebie upowszechniania muzyki, postulował:&#13;
Z tego powodu sądziłbym rzeczą bardzo korzystną i celowi odpowiadającą,&#13;
ażeby wychodziły na widok publiczny śpiewy polskie historyczne, narodowe,&#13;
obyczajowe itp. z przygrywaniem klawikordu, bo ten rodzaj muzyki najprędzej&#13;
stanie się powszechnym, podoba się największej części i najłatwiej przylgnie do&#13;
serca i umysłu4.&#13;
&#13;
W roku 1822 cztery melodie polskie i ukraińskie dołączone były do interesującego artykułu Karola Hüttnera Śpiewy ludu5 opublikowanego w „Pielgrzymie Lwowskim”. K. Hüttner (1793–1822), profesor prawa Uniwersytetu&#13;
J.J. Lipiński Piosnki ludu wielkopolskiego zebrał i wydał […], Poznań 1842.&#13;
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego w Galicji, Lwów 1838; wydanie fototypiczne pod red.&#13;
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie R. Górski, Wrocław 1973.&#13;
3&#13;
Pełny tytuł: J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką do rozszerzenia&#13;
tej nauki w kraju naszym bardzo użytecznych i o zastosowaniu poezji do muzyki, „Pamiętnik Warszawski” 1817, T. 9, s. 145–174, 249–267, 377–407; 1818, T. 10, s. 3–35, 145–159, 273–&#13;
–307, 433–491. Przedruk z niewielkimi zmianami w: tegoż Prozodia polska, czyli o śpiewności&#13;
i miarach języka polskiego z przykładami w nutach muzycznych, Poznań 1821.&#13;
4&#13;
J.F. Królikowski Rozprawa o śpiewach polskich z muzyką…, „Pamiętnik Warszawski”&#13;
1817, T. 9, s. 147.&#13;
5&#13;
K. Hüttner Śpiewy ludu, „Pielgrzym Lwowski” na rok 1822, s. 86–88. Cztery melodie&#13;
z akompaniamentem zamieszczone tam na osobnej wkładce opracował nieznany bliżej Moroński.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
�Lwowskiego i współredaktor „Pielgrzyma”, pisał jeszcze ostrożnie o znaczeniu muzyki dla interpretacji pieśni ludowych:&#13;
Lud nie deklamuje pieśni swoich, jak zwykł czynić świat uczony wedle utworzonych przez siebie prawideł, lecz śpiewa z ogniem i uczuciem i mniema[m] (nie&#13;
wiem czy słusznie), że śpiewność (melodia) jest drugą główną częścią śpiewu1.&#13;
&#13;
Dwadzieścia lat później Kolberg podkreślił zasadniczą wagę muzyki zdaniem: „Melodia jest duszą pieśni gminnej […]”2.&#13;
Pierwszy zeszyt Kolbergowskiego zbioru pieśni ukazał się jesienią 1842 r.&#13;
Pierwotna umowa3 wydawnicza z Żupańskim, sporządzona 28 czerwca&#13;
1842 r., a spisana przez A. Woykowskiego, zobowiązywała Kolberga między innymi do sprzedaży w Królestwie 150 egzemplarzy każdego zeszytu.&#13;
Ponieważ cenzura zabroniła rozpowszechniania tego zbioru pieśni w Królestwie, przesyłanie go z Poznania do Warszawy jako nielegalne było bardzo utrudnione. Perypetie z przekazywaniem wydrukowanych zeszytów&#13;
do Warszawy i ze sprzedażą ich przez Kolberga oraz kolejne zmiany wzajemnych zobowiązań autora i wydawcy4 trwały aż do października 1845 r.,&#13;
kiedy to ukazał się piąty zeszyt Pieśni ludu polskiego. Zapewne wtedy na&#13;
własnym egzemplarzu umowy Kolberg zapisał: „Na całym tym interesie&#13;
wyszedłem jak najgorzej, bo z kwitkiem”5. Z powodu zakazu cenzora nie&#13;
mógł swojej części nakładu rozprowadzać poprzez warszawskie księgarnie, a drogi prywatne zawodziły, nie uzyskał więc z tej publikacji żadnego&#13;
dochodu. Na druku piątego zeszytu zakończył współpracę z Żupańskim&#13;
i rękopis pozostałych pieśni przekazał bezpłatnie redakcji „Przyjaciela&#13;
Ludu”, wydawanego w Lesznie. „Przyjaciel Ludu”, konserwatywny tygodnik popularno-naukowy, zajmował się popularyzacją wiedzy, również&#13;
o historii Polski, poprzez opisy i ryciny zabytków, życiorysy i portrety&#13;
Tamże, s. 86.&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego, Poznań 1842, s. 1, zob. przedruk w: Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.&#13;
3&#13;
Rkp. A. Woykowskiego w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83–84. Tekst umowy zamieszczony&#13;
jest jako aneks 3 w: Korespondencj … cz. III (DWOK T. 66), s. 708–710.&#13;
4&#13;
Z lat 1841–1845 zachowało się czterdzieści listów i brulionów listów wymienianych między Żupańskim, Woykowskim i Kolbergiem, które ukazują narastające trudności z wydaniem&#13;
tego zbioru i jego sprzedażą w Warszawie, zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), listy 2–5&#13;
i 7–42, s. 7–47.&#13;
5&#13;
Notatka na rkp. umowy, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 83.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
64&#13;
&#13;
�sławnych Polaków itp., a także propagował twórczość ludową, drukując&#13;
bajki, przysłowia i pieśni oraz informacje o życiu ludu, m.in. krótkie opisy wesel oraz ryciny strojów z różnych regionów dawnej Polski. Na jego&#13;
łamach w latach 1846–1847 co tydzień drukowano melodię i tekst jednej&#13;
pieśni ze zbiorów przekazanych przez Kolberga. W sumie Żupański wydał&#13;
w pięciu zeszytach 125 pieśni z melodiami i 11 wariantów nieliczbowanych,&#13;
a w „Przyjacielu Ludu” ukazało się 100 pieśni.&#13;
W krótkim wstępie zamieszczonym w pierwszym zeszycie zbioru Kolberg przedstawił swoją rolę jako wydawcy:&#13;
Melodia jest duszą pieśni gminnej; w niej poznasz myśl i serce jak w zwierciadle,&#13;
ona znamionuje ducha każdego pokolenia. Wiernie ją schwycić i oddać w zupełności, ozdobić i ubrać w przegrywki, przystroić w harmonią było zadaniem&#13;
pracy mojej przy zbieraniu melodii, jako i tekstu samychże pieśni. […] sądzę, że&#13;
dogodzę potrzebie czasu i współziomków, gdy tyle ważną, a może ważniejszą&#13;
jeszcze pieśni tych część, to jest muzykę, dołączę do już istniejących zbiorów1.&#13;
&#13;
Ta pierwsza folklorystyczna publikacja Kolberga miała więc być uzupełnieniem dotychczas wydawanych zbiorów tekstów. Przewidywał też, że&#13;
będzie pomocą dla kompozytorów tworzących w duchu narodowym:&#13;
Muzyk bowiem, który by chciał poznać i korzystać z upowszechnionych u nas&#13;
melodii, znajdzie tu zbiór bogatych, surowych, rodzimych, ale czerstwych, silnych i pięknych piosnek, a geniusz znajdzie obfity materiał do podsycania i rozwijania własnych pomysłów2.&#13;
&#13;
Ale był to druk przeznaczony nie tylko dla zainteresowanych folklorem&#13;
kompozytorów, lecz również dla amatorów domowego muzykowania, dlatego jego autor miał nadzieję, że będzie to wydanie staranne i zachęcające&#13;
wykonawców pieśni do korzystania z niego. Przesyłając do druku rękopis&#13;
pierwszego zeszytu, pisał do Woykowskiego:&#13;
Co się tycze dzieła samego, życzyłbym sobie, ażeby powierzchowność była&#13;
ozdobną […]. Każda pieśń będzie na osobnej stronicy, słowa zaś pod nią osobno&#13;
powtórzone; przy dłuższych zaś pieśniach muzyka na jednej, słowa na drugiej&#13;
1&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego…, Poznań 1842, s. 1, przedruk w: O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 1.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 2.&#13;
&#13;
65&#13;
&#13;
�stronicy (pierwsze strofy pod muzyką znajdujące się zawsze mają być powtórzone i na drugiej stronicy, ażeby całość pieśni łatwiej ogarniętą być mogła). Uwagi&#13;
moje i cytacje proszę również pod pieśniami zamieścić1.&#13;
&#13;
Jednak Żupański nie spełnił wszystkich wymagań przekazanych przez&#13;
autora w tym liście, zwłaszcza co do rozmieszczenia nut i tekstów, prawdopodobnie dla zmniejszenia kosztów druku.&#13;
Zapis nutowy dla każdej pieśni obejmował melodię wokalną i akompaniament fortepianowy2. Dla części tych pieśni w spuściźnie Kolberga zachowały się oryginalne zapisy ze słuchu, co umożliwia porównanie wersji&#13;
drukowanej z zapisem pierwotnym. Według opinii muzykologów wydane&#13;
w tym zbiorze melodie wokalne nie różnią się w strukturze muzycznej&#13;
od zapisanych w czasie bezpośredniego wykonania. Tylko akompaniament fortepianowy i instrumentalne przygrywki są dziełem kompozytora-wydawcy. Prawie wszystkie pieśni mają noty lokalizacyjne – był to od&#13;
początku badań terenowych najważniejszy dla Kolberga element dokumentacji zapisu. Teksty i nieliczne melodie wokalne pochodzące ze zbiorów innych wydawców mają wskazane źródło. Dla kilku pieśni zamieścił&#13;
warianty tekstów, a część opatrzył odsyłaczami do wariantów wydanych&#13;
przez innych autorów.&#13;
W tym pierwszym zbiorze Kolberga zauważamy zarówno repertuar ludo­&#13;
wy, jak i należący do mieszkańców dworków i miast, jednak pieśni powstałych i wykonywanych w środowisku chłopskim jest zdecydowanie więcej.&#13;
Znajdują się tu m.in. obrzędowe pieśni weselne, jak Chmiel czy „Uciekła mi&#13;
przepióreczka w proso”, kolęda o złotym kielichu, ballady, krótkie liryki, ale&#13;
także tekst szlacheckiej pieśni myśliwskiej „Pojedziemy na łów, towarzyszu&#13;
mój” i jedna z chętnie śpiewanych piosenek Jakuba Jasińskiego (1761–1794)&#13;
Jaś i Zosia („Chciało się Zosi jagódek”). Czasem Kolberg dawał im przy&#13;
tytule uwagę: „P[ieśń] mieszczańska”, „mazur szlachecki”, pieśni ludowe miewają noty określające ich funkcję: „Pieśń częstokroć przy weselu śpiewana”,&#13;
„P[ieśń] weselna”, „kolęda”, „przy szopce, czyli jasełkach jako kolęda” itp.&#13;
1&#13;
Brulion listu do A. Woykowskiego, niedatowany, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 5. Cytacjami nazywał Kolberg odsyłacze do źródeł tekstów i do wariantów pieśni zamieszczonych w innych zbiorach.&#13;
2&#13;
Akompaniamentu nie mają melodie do wariantów tekstów opatrzone takim samym numerem jak zasadniczy tekst: nr 54A, 81A, 99A, 112A, B i D oraz 122A, wariantem melodii wokalnej jest tylko nr 112C.&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
�Opracowanie pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu spełniało postulat Królikowskiego i odpowiadało potrzebom śpiewaków amatorów, dla&#13;
których także było przeznaczone, jednak spotykało się z krytyką. Recenzje&#13;
zbioru Kolberga ukazały się już w trakcie druku kolejnych zeszytów, ale&#13;
tylko w prasie poznańskiej. Jako druk niedopuszczony przez cenzurę do&#13;
rozpowszechniania w Królestwie publikacja ta nie mogła być omawiana&#13;
w prasie warszawskiej. Bardzo dobrze edycję tę ocenił Marceli Antoni Szulc&#13;
(1818–1898), wówczas recenzent „Tygodnika Literackiego”1, traktując publikację tylko jako zbiór pieśni przeznaczonych do domowego muzykowania.&#13;
Natomiast Karol Libelt, uznając za bardzo ważny sam fakt wydania melodii&#13;
ludowych, uważał, że powinny być one drukowane bez akompaniamentu,&#13;
jako dokumentacja wykonania pieśni przez ludowego śpiewaka:&#13;
Niechby autor tylko zawsze miał na uwadze, że idzie tu tylko o to, aby śpiew&#13;
ludu jak najwierniej był oddany, że zatem wszelkie zdobywanie się na sztukę,&#13;
wszelkie dodatki na koszt wierności i prostoty w oddaniu melodii ludowej nie&#13;
są na swoim miejscu2.&#13;
&#13;
Najbardziej dziś znana i najczęściej cytowana przez dwudziestowiecznych biografów Kolberga jest opinia Fryderyka Chopina, któremu Pieśni&#13;
ludu polskiego autor przesłał do Paryża. Po otrzymaniu zbioru Chopin pisał&#13;
o nim w 1847 r. w jednym z listów do rodziny:&#13;
[…] dobre chęci, za wąskie plecy. Często podobne rzeczy widząc, myślę, że lepiej&#13;
nic, bo mozół ten tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który kiedyś tam prawdę odwikła. A aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną&#13;
z przyprawionymi nosami, różowane, z poobcinanymi nogami albo na szczudłach i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą3.&#13;
&#13;
Tej surowej oceny, brzmiącej jak wyrok, Kolberg prawdopodobnie nigdy nie poznał, była przekazana w prywatnym liście.&#13;
1&#13;
Pierwodruk recenzji M.A. Szulca w „Tygodniku Literackim” 1842, nr 42, s. 335–336, przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 272–274.&#13;
2&#13;
Pierwodruk recenzji w „Dzienniku Domowym” 1842, nr 21, s. 174, tam anonimowo, później przedruk w: K. Libelt Pisma pomniejsze (Pisma krytyczne T. 5), Poznań 1851, s. 232–234.&#13;
Tu przytoczono za przedrukiem w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK&#13;
T. 67/II), s. 275–276.&#13;
3&#13;
Przytoczone za: M. Tomaszewski Chopin. Człowiek…, s. 111.&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
�W trakcie druku swego pierwszego zbioru pieśni ludowych Kolberg nadal komponował i niektóre utwory wydawał drukiem. W roku 1841, poza&#13;
wymienionym tu już mazurem ofiarowanym bratowej, ukazały się także&#13;
Dwa mazury na pianoforte, w roku 1843 Kujawiak ułożony na pianoforte i Kujawiak według znanego tematu gminnego, rok później Mazur&#13;
ułożony na piano-forte i Six contredanses françaises pour le pianoforte&#13;
oraz pierwszy zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym, zawierający dziesięć&#13;
utworów, w roku 1845 drugi i trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym,&#13;
w każdym też po dziesięć tańców. Na pewno nie wszystkie powstające&#13;
wówczas jego utwory były drukowane, nie wszystkie też druki wymieniane były w recenzjach czy anonsowane we wzmiankach prasowych lub&#13;
ogłoszeniach. Nie mamy więc pełnego obrazu twórczości Kolberga, tym&#13;
bardziej że nawet część wydanych kompozycji odnotowanych w prasie nie&#13;
dotrwała do naszych czasów i nie odnaleziono ich egzemplarzy1. Utworom&#13;
zachowanym w rękopisach, ale nieopublikowanym za życia Kolberga brak&#13;
dat powstania i ustalenie ich chronologii nie jest możliwe.&#13;
Wśród utworów Kolberga drukowanych w latach 1836–1854 przeważają tańce, przede wszystkim kujawiaki i mazury, ale są tam także polonezy, walc i kontredanse. W przytaczanym już szkicu autobiografii z 1889 r.&#13;
Kolberg pisał, że przed r. 1830 i on, i dwaj bracia lubili taniec „namiętnie”.&#13;
Jego utwory świadczą, że pod urokiem tańców pozostawał również jako&#13;
kompozytor. Mogła powodować nim także świadomość, że utwory takie&#13;
cieszą się popularnością i będą chętnie nabywane. Jednak wynagrodzenia&#13;
za te kompozycje miały niewielki udział w dochodach Kolberga. Wiele lat&#13;
później, w roku 1880, przesłał Sikorskiemu swego mazura z uwagą: „wydał&#13;
go w przerobieniu moim Breitkopf i zapłacił – aż 10 talarów – zawsze więcej niż nasi warszawscy edytorowie”2. Pierwodruk owego mazura ukazał się&#13;
w roku 1844, nie wiemy jednak, jakie honorarium otrzymał wtedy Kolberg.&#13;
Z roku 1842, w którym ukazał się pierwszy zeszyt Pieśni ludu polskiego,&#13;
pochodzi także pierwsza publikacja świadcząca o zainteresowaniu się Kolberga dziejami profesjonalnej muzyki polskiej. Zamieścił wtedy na łamach&#13;
1&#13;
Nie udało się odszukać m.in. Krakowiaka omówionego w recenzji Józefa Sikorskiego („Biblioteka Warszawska” 1848, T. 3, s. 607–614) i Dwóch polek anonsowanych w roku 1848 przez&#13;
„Kurier Warszawski”. Zob. D. Idaszak Twórczość fortepianowa Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. VIII–IX.&#13;
2&#13;
Brulion listu do J. Sikorskiego z 10 VIII 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 399.&#13;
&#13;
68&#13;
&#13;
�„Biblioteki Warszawskiej” recenzję Śpiewów kościelnych dawnych kompozytorów polskich wydanych przez Józefa Cichockiego1, a rok później opublikował tamże artykuł o odkrytym przez siebie zabytku muzycznym z roku&#13;
15332. Józef Cichocki wydał swe opracowanie w dwu częściach, pierwsza&#13;
zawierała Psalmy Mikołaja Gomółki, druga Msze Grzegorza Gerwazego&#13;
Gorczyckiego3. Kolberg w recenzji zwrócił m.in. uwagę na to, że publikacja&#13;
Cichockiego nie wywołała żadnej reakcji w prasie polskiej, a jest ważna dla&#13;
historii polskiej kultury:&#13;
Celem wydawcy bowiem nie tylko jest odgrzebać dawne kompozycje i od zatraty je chronić, ale nadto za pomocą przedstawionych materiałów przyczynić się&#13;
do historii muzyki w Polsce, a obudziwszy interes bibliografów, skierować go&#13;
i ku tej gałęzi sztuki, a gałęź ta zaprawdę nie była bez owocu, niejedno szacowne&#13;
dla nas ziarno ukrywającego […]4.&#13;
&#13;
Wyraził też nadzieję, że autor tego opracowania nie będzie „ustawał&#13;
w tak chwalebnych przedsięwzięciach”. Drugi artykuł to krótki tekst informujący o istnieniu w prywatnych zbiorach rękopisu łacińskiego traktatu&#13;
o muzyce z roku 1533, wtedy przypisywanego nieznanemu bliżej Maciejowi&#13;
z Warszawy5. Również w latach następnych co jakiś czas Kolberg informował czytelników „Biblioteki Warszawskiej” bądź adresatów swoich listów&#13;
o istnieniu zapomnianych lub nieznanych dzieł ważnych dla badaczy dziejów polskiej muzyki.&#13;
Przed rokiem 1845, tj. przed podjęciem stałej pracy, często wyruszał&#13;
w okolice Warszawy lub do nieco dalszych miejscowości na Mazowszu, aby&#13;
notować melodie ludowe, a dwukrotnie wyjeżdżał za granicę. W roku 1841&#13;
O.K. [O. Kolberg] Śpiewy kościelne […] zebrane i wydane przez Józefa Cichockiego […],&#13;
„Biblioteka Warszawska” 1842, T. 4, s. 421–424. Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne…&#13;
cz. II (DWOK T. 62), s. 501–503, tekst nr 994.&#13;
2&#13;
O.K. [O. Kolberg] Rękopism o muzyce z r. 1533, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 642.&#13;
Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500–501, tekst nr 993.&#13;
3&#13;
J. Cichocki Śpiewy kościelne na kilka głosów dawnych kompozytorów polskich, zebrane i wydane przez […], z. 1: 10 psalmów M. Gomółki, zeszyt 2: Dwie msze G.G. Gorczyckiego,&#13;
Warszawa–Lipsk 1838–1839. Zeszyt pierwszy Cichocki opracował razem z J. Zandmannem,&#13;
zeszyt drugi z J. Krogulskim.&#13;
4&#13;
O. Kolberg Śpiewy kościelne…, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 501.&#13;
5&#13;
Zob. O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 500, przypis 1 i 2.&#13;
1&#13;
&#13;
69&#13;
&#13;
�odbył podróż „do Berlina, Lipska, Pragi (na Marienbad)”1. Wiele lat później,&#13;
pisząc przytaczany już tutaj list do redaktora czeskiego pisma „Světozor”,&#13;
wspominał tę swoją kolejną podróż do Czech:&#13;
W r[oku] 1841 byłem w Pradze po raz drugi, i choć bytność ta trwała równie&#13;
krótko jak pierwsza, to jednak cały kraj tak piękny i kwitnący, ludzie tak zacni&#13;
i gościnni na zawsze w miłej jak wprzód utkwiły mi pamięci2.&#13;
&#13;
Nie znamy celu tego wyjazdu, nie zachowały się listy ani notatki na ten&#13;
temat, nie można też z nim powiązać rękopisów pieśni czeskich zachowanych w zbiorach Kolberga, lecz prawdopodobnie tylko jedną melodię drukowaną kilka lat później w artykule o pieśniach czeskich i słowackich3. Być&#13;
może Kolberg udał się do Mariańskich Łaźni na kurację. W roku następnym&#13;
pojechał do Lądka Zdroju – w itinerarium odnotował: „1842 – do Landek –&#13;
do kąpieli z matką (na Wrocław), do Johannisburga (Opawa)”4. Również ta&#13;
podróż nie pozostawiła śladów w zbiorach folklorystycznych zachowanych&#13;
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga.&#13;
Latem 1842 r. odwiedził Kraków i Modlnicę, do której został zaproszony przez Józefa Konopkę. Modlnica była wówczas własnością Tadeusza&#13;
i Antoniny Konopków, rodziców Józefa. W liście wysłanym po tej wizycie&#13;
Kolberg prosił przyjaciela m.in., by pamiętał o tekstach pieśni zapisanych&#13;
w czasie wycieczki do Czerska i o przysłanie melodii, które obiecała mu&#13;
Antonina Męcińska5, mieszkająca już wówczas w Modlnicy. Czy panna&#13;
Męcińska zanotowała wtedy melodie ludowe dla Kolberga, nie wiadomo.&#13;
On sam w czasie badań w Modlnicy skupił się na zapisywaniu muzyki,&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.&#13;
Brulion listu do redakcji „Svetozora” z datą 22 IX 1880, Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 407.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i dodatek&#13;
nutowy, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–401.&#13;
Z roku 1841 może pochodzić zapis ostatniej spośród zamieszczonych w tym artykule melodii&#13;
wokalnych.&#13;
4&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704. Wymieniony tam Johannisburg to prawdopodobnie uzdrowisko Jańskie Łaźnie, wówczas znane&#13;
pod niemiecką nazwą Johannisbad.&#13;
5&#13;
Antonina Męcińska była córką Antoniego, kompozytora i od r. 1809 organisty kościoła Mariackiego, w r. 1842, w czasie pierwszego pobytu Kolberga w Modlnicy była prawdopodobnie&#13;
towarzyszką Antoniny Konopczanki, później, po zamieszkaniu w Modlnicy trzech córek Józefa&#13;
Konopki, uczyła je muzyki i pomagała Antoninie w opiece nad nimi i w prowadzeniu domu.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
�zwłaszcza że miał pod ręką teksty wydane drukiem przez Konopkę1. Krótki okres dzielący badania Konopki od pierwszych zapisów Kolberga w tej&#13;
miejscowości pozwala przypuszczać, że informatorami obu zbieraczy folkloru mogły być te same osoby. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że zapewne wykonawcami w obu wypadkach byli mieszkańcy Modlnicy, dobrze&#13;
znani Konopkom i pracujący w ich folwarku.&#13;
Już w czasie pobytu w Modlnicy w 1842 r. badania terenowe Kolberga przebiegały inaczej niż wycieczki po Mazowszu w latach poprzednich.&#13;
W Szkicu autobiografii, po przytoczonym tu wcześniej opisie wędrówki&#13;
do Czerska, pisał:&#13;
Więc podróże moje były obmyślane i uplanowane z góry, do przyjaciół i znajomych obywateli kraju w różnych mieszkających okolicach (lub do innych, za&#13;
tychże listem rekomendacyjnym). Przybywszy tam, badałem najprzód i kaptowałem sobie ludzi dworskich, którzy ośmieleni w służbie dworskiej, byli skorsi&#13;
do pogawędy i śpiewu, a zrozumiawszy, o co rzecz chodzi, namawiali i sprowadzali innych ze wsi, iż za napitek i wynagrodzenie udawali się w tym celu do&#13;
dworu, lub pozwalali do swojej przychodzić chaty. Ponieważ wszędzie nader&#13;
gościnnie byłem przyjmowany i konie do dalszej wycieczki miałem prawie zawsze na pogotowiu, przeto koszta takich podróży (ponoszone z oszczędzonych na&#13;
zajęciach lub pracach moich pieniędzy) nie były zbyt wielkie, a czasami ograniczały się jedynie na datkach włościanom za pozyskane materiały2.&#13;
&#13;
Podobnie brzmi relacja I. Kopernickiego:&#13;
W tych ustawicznych pracowitych wędrówkach jego po kraju, mylnie byłoby&#13;
wyobrażać sobie Kolberga z kosturem w ręku, wędrującego od wsi do wsi, od&#13;
karczmy do karczmy, jak to czynił Chodakowski o pół wieku przed nim. […] Kolberg wędrówki swoje odbywał mniej efektownie, lecz bezpieczniej i skuteczniej.&#13;
Wybierając się w jakąś nieznaną sobie stronę kraju, starał się on pozyskać tam&#13;
sobie zawczasu gościnne przyjęcie i chętne poparcie u kilku osób miejscowych,&#13;
znających dobrze lud okoliczny i posiadających jego zaufanie, a przez to mogących pod każdym względem ułatwić mu jego badania3.&#13;
W Pieśniach ludu polskiego, publikowanych w „Przyjacielu Ludu” w latach 1846–1847,&#13;
co najmniej jeden tekst ze zbioru Konopki połączony jest z melodią zanotowaną przez Kolberga,&#13;
zob. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 319, nr 192.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
3&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy..., s. X.&#13;
1&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
�Tak będzie organizował swe badania terenowe np. na Kujawach czy&#13;
w Lubelskiem, ale mimo starań nie zawsze notowanie folkloru, a później&#13;
informacji etnograficznych do Ludu przebiegało bez problemów. Kilkakrotnie w późniejszych dokumentach odnajdujemy relacje o kłopotach, na&#13;
jakie w czasie pobytów na wsi narażony bywał i on sam, i towarzyszące&#13;
mu osoby.&#13;
W ciągu trzech następnych lat prowadził badania w różnych miejscowościach w zaborze rosyjskim. W itinerarium pod datą roczną 1843 zapisał „Do Jadowa, Wyszkowa, Wysocego (Suskich, Norwida), do Czepielewa&#13;
pod Rożanem (Rzechowskich)”1. W Ciepielewie gościł jeszcze kilkakrotnie,&#13;
prawdopodobnie w latach 1845 i 1847, a Zofii Rzechowskiej dedykował Kujawiaki na pianoforte2. W wycieczce do Wysocego towarzyszem Kolberga&#13;
był Teofil Lenartowicz. Po kilkunastu latach Lenartowicz, już na emigracji&#13;
w Rzymie, dziękował za przysłane przez Kolberga Pieśni ludu polskiego&#13;
wydane w 1857 r. i wspominał w liście:&#13;
Nie mogę Ci opisać radości, jaką mi sprawiłeś Twoim zbiorem pieśni gminnych,&#13;
Kochany Oskarze, zdawało mi się, że jeszcze chodzimy razem po Wysoce[m]&#13;
i Mokrym Lesie, Ty za nutami, a ja za słowami, i że wieczorem, jak wówczas,&#13;
porządkujemy nasze zbiory w słomianym dworcu p. Ludwika Norwida3.&#13;
&#13;
Oskar, odpowiadając na ten list, pisał:&#13;
Prawda, że to już dawno temu, kiedyśmy ze sobą chodzili po Mokrym Lesie, po&#13;
Wysoc[em], Wyszkowie i Głuchach. Pamiętam to jak dzisiaj4.&#13;
&#13;
Byli wówczas gośćmi Pauliny Suskiej i Ludwika Norwida – starszego&#13;
rodzeństwa Cypriana, poety trwale zapisanego w literaturze polskiej. Lenartowicz, pisząc do Kolberga przytoczony list, był już od paru lat na emigracji – zaangażowany w antyrosyjskie spiski musiał w roku 1848 uciekać&#13;
z Warszawy. Paulina, siostra Cypriana i Ludwika Norwidów, wspomniana&#13;
1&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704.&#13;
Kolberg używał błędnej formy „Czepielew”, powinno być „Ciepielewo”.&#13;
2&#13;
Wydanie to zawierało sześć kujawiaków, ukazało się przed rokiem 1850, zob. w tomie&#13;
O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 31–36, komentarz rewizyjny na s. 687.&#13;
Prawdopodobnie chodzi o Zofię Rzechowską, z d. Okońską, zmarłą w lutym 1868 r.&#13;
3&#13;
List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 66.&#13;
4&#13;
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 70.&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
�w itinerarium Kolberga i w liście Lenartowicza, razem z mężem, Janem&#13;
Suskim, gospodarowała do roku 1858 w rodzinnym majątku Laskowo-Głuchy. Jej dedykował Kolberg trzeci zeszyt Kujawiaków w stylu gminnym1&#13;
wydany w Warszawie w roku 1845.&#13;
W roku 1844 pojechał m.in. do Przysuchy i był tam wtedy prawdopodobnie ostatni raz. W itinerarium odnotował, że odwiedził nieznanych&#13;
bliżej Żurkowskich, z którymi Kolbergowie utrzymywali kontakty po wyjeździe do Warszawy2. W następnym roku prowadził badania w kilku miejscowościach w Kaliskiem, co później odnotował w itinerarium: „1845 – do&#13;
Cielc (Jab[ł]kowski), Brudzewa (Gorowskich), Łyskorni (Karśnickich), Stawiszyna, Zbierska (Kożuchowski)”3. Nie o wszystkich rodzinach goszczących&#13;
wówczas Kolberga można obecnie odszukać bliższe informacje, ale te, które&#13;
znajdujemy, potwierdzają, że jego pracami byli zainteresowani najczęściej&#13;
światli i patriotycznie nastawieni przedstawiciele ziemiaństwa. Pomagali&#13;
mu oni przede wszystkim przez ułatwienie kontaktów z wykonawcami&#13;
folkloru, zwykle bardzo nieufnymi wobec obcych, a także zapewniając&#13;
w swoich domach niezbędne warunki bytowe. Do takich rodzin należeli&#13;
m.in. Jabłkowscy, właściciele Cielc, gdzie zanotował wiele pieśni i melodii4.&#13;
Materiały pozyskane w tych latach w kilku miejscowościach Kaliskiego&#13;
wykorzystywał Kolberg w kolejnych swych publikacjach: w artykule Pieśni&#13;
ludu weselne, następnie w zbiorze ballad Pieśni ludu polskiego wydanym&#13;
w roku 1857 i wreszcie w Kaliskiem, monografii tego regionu, której tylko&#13;
pierwszą część zdążył wydać drukiem ponad czterdzieści lat później, pod&#13;
koniec życia, w roku 1890.&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawiaki w stylu gminnym ofiarowane W-nej Pani Paulinie z Norwidów&#13;
Suskiej ułożył na piano-forte [...], Poszyt 3, Warszawa [1845]; przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), nr 21–30, s. 119–165 i s. 682.&#13;
2&#13;
Jak już wspomniano, Karolina Kolberg, matka Oskara, była chrzestną matką Juliana&#13;
Żurkowskiego, kilkakrotnie wymienianego w korespondencji Oskara.&#13;
3&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 704, zob.&#13;
też E. Antyborzec, I. Chmielewska i M. Prochaska, wstęp do tomu Kaliskie. Suplement do tomu&#13;
23 (DWOK T. 79), s. IX–XI.&#13;
4&#13;
O kontaktach Kolberga z Józefem Jabłkowskim zob. tamże, s. X.&#13;
1&#13;
&#13;
73&#13;
&#13;
�III&#13;
[Podjęcie pracy w dyrekcji kolei warszawsko-wiedeńskiej. – Kompozycje:&#13;
mazury i kujawiaki. – Druk zbiorków pieśni czeskich i litewskich (1846).&#13;
– Druk Pieśni ludu weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” (1847–1849)&#13;
i Pieś­ni ludu obrzędowych w Album Literackim (1848). – Pierwsze spotkanie ze Stanisławem Moniuszką. – Początek pracy nad Królem pasterzy.&#13;
– Wydanie Pieśni ludowych do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu (1862).&#13;
– Reakcja na śmierć Fryderyka Chopina.]&#13;
&#13;
W marcu 1845 r. Kolberg został przyjęty na stanowisko księgowego w Dyrekcji Eksploatacji Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej1. Zachowane&#13;
dwa bruliony Opisu biegu życia2, napisane przez niego podczas starań&#13;
o tę posadę, nie są datowane, ale ich treść wskazuje, że powstały w marcu&#13;
1845 r., po zaangażowaniu jako „buchaltera przy rozpoczynającej się wówczas&#13;
eksploatacji drogi żelaznej”. Wymienia tam dokumenty potwierdzające przygotowanie do pracy w księgowości: świadectwo szkolne otrzymane po ukończeniu klasy piątej Liceum Warszawskiego, z którego wynikała także znajomość języków obcych, i zaświadczenie o praktyce w kantorze domu handlowego S.A. Fraenkla w latach 1830–1833. W papierach osobistych Kolberga&#13;
zachowały się dwa dokumenty dotyczące tej praktyki. Wspomniano tu już&#13;
pierwszy, z roku 1833, w języku niemieckim, z podpisem S. Fraenkla. Drugi,&#13;
z datą 13 lipca 1844 i podpisem jego syna, wystawiony był w języku polskim:&#13;
Zaświadczam niniejszym, że J. P. Oskar de Kolberg pracował w kantorze moim&#13;
jako wolontariusz przeszło lat trzy i obok dostatecznych wiadomości w językach, korespondencji i rachunkowości, okazywał zawsze pilność i przyzwoicie&#13;
prowadził się3.&#13;
1&#13;
W Szkicu autobiografii pochodzącym z roku 1889 Kolberg pisał: „W r. 1843 brat Wilhelm&#13;
wyrobił mi posadę przy nowo budującej się drodze żelaznej Warsz.-Wied., gdzie w r. 1845 zostałem buchalterem […]” (rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68). Jednak w Opisie biegu&#13;
życia (rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 64), chronologicznie znacznie bliższym&#13;
dacie podjęcia pracy urzędnika, pisał, że w r. 1844 przygotowywał się jeszcze do egzaminów&#13;
wyższych w zawodzie nauczyciela muzyki. Posadę buchaltera objął na pewno w marcu 1845 r.,&#13;
ale prawdopodobnie był zatrudniony nieco wcześniej, dlatego już w lipcu 1844 r. kompletował&#13;
dokumenty i wtedy otrzymał przytoczone niżej zaświadczenie z firmy Fraenkla.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Opis biegu życia…, k. 64 i 66.&#13;
3&#13;
Rkp. nieznanego autora, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 41, bez daty, z podpisem&#13;
„A. Fraenkel” i pieczątką „SA Fraenkel Varsovie”.&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
�To świadectwo firmy S.A. Fraenkel w Warszawie jest więc dziesięć lat&#13;
późniejsze niż fakty, których dotyczy i podaje okres pracy, a nie jej daty.&#13;
Autorzy biografii Kolberga czasem pisali, że zatrudniony był ponownie1&#13;
w kantorze Fraenkla w latach 1841–1844, kierując się datą przytoczonego&#13;
wyżej zaświadczenia, które jest jednak tylko powtórzeniem wcześniejszego&#13;
niemieckiego oryginału. Wystawione zostało, gdy Kolberg starał się o posadę w księgowości i potrzebne mu było potwierdzenie przygotowania zawodowego do stanowiska, na jakie aplikował. Jak sam podaje w jednym z zachowanych brulionów Opisu biegu życia, nie miał świadectwa uczestnictwa&#13;
w kursach Akademii Handlowej w Berlinie i potwierdzenia ukończenia ich.&#13;
W Opisie biegu życia przeznaczonym dla Zarządu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej pominął wykształcenie muzyczne, wspomniał tylko o nauczaniu&#13;
muzyki w domach prywatnych i przystąpieniu do egzaminu na nauczyciela&#13;
w tym zawodzie. Pismo z 19 lutego/3 marca 1845 r., potwierdzające powołanie Kolberga na posadę księgowego, skierowane jest do „pana Oskara&#13;
Kolberga, p.o. buchaltera przy Eksploatacji Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej”2, zatem pracę jako „pełniący obowiązki” podjął już wcześniej,&#13;
prawdopodobnie w drugiej połowie 1844 r. Posada ta zapewniała stabilizację finansową i większe dochody niż uczenie gry na fortepianie, ale w znacznie mniejszym stopniu mógł odtąd dysponować swoim czasem.&#13;
W uzyskaniu stałej pracy pomógł Oskarowi starszy brat, który już&#13;
w roku 1844 został członkiem zarządu budowy kolei warszawsko-wiedeńskiej, a później jej dyrekcji. Wilhelm, jeszcze jako referent techniczny&#13;
w Wydziale Komunikacji Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, odbył&#13;
w latach 1841–1844 podróże do Austrii, Włoch, Prus, Belgii i Holandii,&#13;
dla zdobycia wiedzy i doświadczenia w zakresie budowy i organizacji&#13;
pracy kolei żelaznych. Wiadomości uzyskane w czasie pobytu w tych&#13;
krajach zebrał w artykule pt. Drogi żelazne w Europie 3, zamieszczonym&#13;
1&#13;
Informację o ponownej pracy w banku po powrocie Kolberga do Warszawy podaje m.in.&#13;
R. Zawiliński w artykule Pamięci Kolberga w setną rocznicę jego urodzin, „Czas” 1914, nr 54,&#13;
a za nim następni biografowie. Zawiliński korzystał z dokumentów pozostawionych przez Kolberga, przechowywanych w Sekcji Etnograficznej Akademii Umiejętności, ale opierał się na&#13;
dacie zaświadczenia wystawionego przez bank Fraenkla w 1844 r., a nie na znajdującym się&#13;
w tym samym zbiorze dokumencie wcześniejszym.&#13;
2&#13;
Rkp. nieznanego autora, podpisany przez E. Gerstfeldta, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2183, k. 43.&#13;
3&#13;
Wilhelm Kolberg Drogi żelazne w Europie, „Biblioteka Warszawska” 1843, T. 1, s. 56–96,&#13;
257–300 i 487–536, 1844, T. 1, s. 322–338, odbitka: Warszawa 1844.&#13;
&#13;
75&#13;
&#13;
�w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1843–1844. Ta obszerna publikacja&#13;
przedstawia istotne problemy techniczne i ekonomiczne związane z projektowaniem, budową i przyszłą eksploatacją kolei, od wyboru szerokości&#13;
torów w różnych krajach do kosztów utrzymania tego nowego środka&#13;
transportu ludzi i towarów oraz możliwości zwrotu kapitału włożonego&#13;
w jego budowę.&#13;
Po podjęciu pracy Kolberg przeprowadził się. W Książeczce legitymacyjnej1 w roku 1845 wpisano, że zamieszkał w budynku dworca przy Alejach Jerozolimskich. Dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej wzniesiono&#13;
według projektu Henryka Marconiego w latach 1844–1846, po przejęciu&#13;
finansowania budowy linii kolejowej przez skarb państwa w r. 1843. Pierwszy odcinek kolei z Warszawy do Grodziska otworzony został w czerwcu&#13;
1845 r., jesienią tego roku przedłużono linię do Skierniewic i zbudowano&#13;
odgałęzienie do Łowicza, a w kwietniu roku 1848 kolej dotarła do stacji&#13;
Granica, powstałej na gruntach wsi Maczki, przy granicy z Austrią2. Odtąd&#13;
Warszawa miała bezpośrednie połączenie z Wiedniem.&#13;
Zatrudnienie w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej dawało Oskarowi Kolbergowi stałą płacę. Praca ta stwarzała też Kolbergowi&#13;
pewne nowe możliwości – ułatwiała podróż do miejscowości leżących na&#13;
trasie kolei, prawdopodobnie także wymagała służbowych wyjazdów najpierw na miejsce budowy, a później do czynnych już stacji. Mógł wtedy&#13;
spotykać pochodzących z sąsiednich wsi robotników zatrudnionych przy&#13;
budowie kolejnych odcinków torów lub pracujących przy ich utrzymaniu&#13;
i wykorzystać te kontakty do notowania pieśni i melodii.&#13;
Mimo podjęcia etatowej pracy Kolberg nie zaprzestał publikowania&#13;
swych kompozycji. Właśnie w latach 1845–1848 ukazało się drukiem dziewięć osobnych pozycji liczących najczęściej po kilka utworów, np. w Mazourkas pour le piano-forte wydanych w 1847 r. było ich dziesięć, tak&#13;
samo w każdym z dwu zeszytów Kujawiaków w stylu gminnym wydanych&#13;
w roku 1845. Kolberg był jednym z pierwszych kompozytorów zainteresowanych kujawiakami, które stały się jego ulubioną formą muzyczną. Etnomuzykolog Marian Sobieski (1908–1967) po ponad stu latach o tych utworach Kolberga pisał we wstępie do pierwszego tomu jego Dzieł wszystkich:&#13;
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 6.&#13;
Zob. P.P. Pawlicki Droga Żelazna Warszawsko-Wiedeńska w 50-letnim okresie swego&#13;
istnienia od r. 1845 do 1895, Warszawa 1897, reprint: Szczecin 2012, s. 33–35.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
76&#13;
&#13;
�Właściwa wartość sztuki kompozytorskiej Kolberga, późniejszego folklorysty,&#13;
ujawnia się za to w całej pełni w stylu jego utworów związanych z muzyką ludową. Szczególnie cenną rolę odgrywają te utwory, w których Kolberg przenosi&#13;
właściwości tańców ludowych na formy tanecznej muzyki użytkowej. Najwyższy i najbardziej czysty poziom osiągają jego kujawiaki, będące czymś wyjątkowym w ówczesnej literaturze muzycznej tego typu1.&#13;
&#13;
Ludwik Bielawski w encyklopedycznej biografii Kolberga także stwierdza, że wśród jego kompozycji wyróżniają się kujawiaki, i dodaje:&#13;
To właśnie Kolberg wyraźnie wyodrębnił formę kujawiaka w pol[skiej] muzyce&#13;
komponowanej na wzorach muzyki ludowej; u Chopina kujawiaki były jeszcze&#13;
odmianą mazurków2.&#13;
&#13;
Ilość zachowanych w archiwum Kolberga zapisów terenowych melodii&#13;
tanecznych z Kujaw, pochodzących z badań prowadzonych w latach 1860&#13;
i 1865, ich kilkakrotne edytorskie opracowanie i ponawiane próby wydania3&#13;
pozwalają stwierdzić, że zafascynowany był ludowymi wersjami tego tańca,&#13;
komponowanymi i wykonywanymi przez wiejskich skrzypków.&#13;
Trzeciemu zeszytowi Kujawiaków Józef Sikorski poświęcił znaczną&#13;
część artykułu Muzyka taneczna, zamieszczonego w „Bibliotece Warszawskiej” na początku roku 1846. Recenzent, zaprzyjaźniony z Kolbergiem, ale&#13;
wymagający, nie oszczędzał autorowi krytycznych uwag. Analizę zakończył&#13;
oceną:&#13;
W ogóle mówiąc, za kilka błędów jest wiele piękności, rozmaitości ile można,&#13;
zważając na trudność wynalezienia zwrotów melodyjnych, w których by było&#13;
znać ducha wieśniaczego, który wszędzie prawie serdecznie do nas przemawia4.&#13;
&#13;
Rok później Sikorski na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zrecenzował&#13;
Fantaisie sur un thème polonais, a recenzję tego utworu – jego zdaniem&#13;
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny, w: O. Kolberg Pieśni&#13;
ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XLIV.&#13;
2&#13;
L. Bielawski Kolberg Henryk Oskar, w: Encyklopedia muzyczna PWM, pod red.&#13;
E. Dziębowskiej, T. KLŁ Kraków 1997, s. 150.&#13;
3&#13;
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.&#13;
Suplement do tomów 3–4 (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.&#13;
4&#13;
J.S. [J. Sikorski] Muzyka taneczna, „Biblioteka Warszawska” 1846, T. 1, s. 186; przedruk&#13;
w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 715.&#13;
1&#13;
&#13;
77&#13;
&#13;
�niezbyt udanego — zakończył krótką uwagą o świeżo wydanych przez Kolberga mazurach:&#13;
[…] dziesięć mazurów tegoż autora, nie do tańca przeznaczonych, o których powiedziawszy, że są prawie wszystkie wyborne, dodamy tylko, że duch kujawiaków bardzo silnie w nich się przebija. Ściśle rzecz biorąc mamy prawo żądać&#13;
w mazurach siły i wdzięku skocznego, w kujawiakach rubaszności i prostoty.&#13;
Jednak przeważny przykład Szopena mieszającego dwa te rodzaje, tak zresztą&#13;
blisko spowinowacone z sobą, wiele usprawiedliwia1.&#13;
&#13;
Określenie mazurów jako wybornych na pewno przyniosło Kolbergowi&#13;
satysfakcję.&#13;
Dobrze ocenione przez recenzenta kujawiaki Kolberga podobały się także współczesnym mu słuchaczom. Paulina Wilkońska (1815–1875), wspominając spotkanie jesienią 1847 r. u Seweryny Pruszakowej, pisała:&#13;
Potem nastąpiła muzyka. Słuchaliśmy gry dźwięcznej na fortepianie, niezrównanej lekkości, wycieniowania i czucia, tyle zasłużonego Oskara Kolberga. I ożywiały nas jego kujawiaki ochocze, z cechą wybitnie swojską 2.&#13;
&#13;
Paulina i August Wilkońscy zamieszkali w Warszawie w roku 1842 i bardzo szybko w ich salonie zaczęli gromadzić się ludzie pióra oraz artyści.&#13;
W swych Wspomnieniach… wśród warszawskich literatów i dziennikarzy&#13;
odwiedzających ich dom w latach 1842–1848 Wilkońska wymienia Oskara&#13;
Kolberga:&#13;
[…] któremu w czasie jego pierwszej wizyty kilkadziesiąt piosenek ludu poznańskiego zaśpiewać musiałam, a gorliwy badacz i rozmiłowany na tej niwie polskiej pracownik spisywał je zaraz3.&#13;
&#13;
Przez cały czas pobytu Wilkońskich w Warszawie Kolberg należał do&#13;
ich stałych gości.&#13;
Często bywał też u Seweryny Pruszakowej (1816–1905), pisarki, publicystki i tłumaczki, wymienionej też w przytaczanych tu wspomnieniach&#13;
J.S. [J. Sikorski] Kompozycje na fortepian, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 1, s. 401–402,&#13;
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 718.&#13;
2&#13;
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim w Warszawie, opracowała&#13;
Z. Lewinówna, pod red. J. W. Gomulickiego, Warszawa 1959, s. 132.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 176.&#13;
1&#13;
&#13;
78&#13;
&#13;
�Pauliny Wilkońskiej. Pruszakowa po separacji z mężem Tomaszem przeprowadziła się do Warszawy i prowadziła salon literacki od jesieni 1847 r. aż&#13;
do roku 1863, kiedy musiała emigrować. Julian Bartoszewicz (1821–1870),&#13;
historyk i historyk literatury, wówczas nauczyciel gimnazjalny, później kustosz biblioteki Szkoły Głównej, pisał1, że Kolberga poznał w roku 1847&#13;
właśnie u Seweryny Pruszakowej, do której wprowadzili go Wilkońscy,&#13;
a spotykał go także u Wójcickich. W tych kręgach bywała również Narcyza&#13;
Żmichowska (1819–1876), poetka i pisarka, zaangażowana w działalność&#13;
polityczną. Kolberga poznała prawdopodobnie jeszcze przed końcem roku&#13;
1849 u Anny Skimborowiczowej, żony Hipolita, czynnej działaczki konspiracji niepodległościowej, albo u Seweryny Pruszakowej. Jedno ze spotkań&#13;
z nim opisała w znacznie późniejszym liście:&#13;
Pamiętam jak raz poczciwy p. Oskar Kolberg przez całą godzinę tłomaczył mi,&#13;
że muzyka jest sztuką piękną, działającą na uczucie, że jest smutna i wesoła,&#13;
i poważna, a ja, niegodziwa, nic mu za to wdzięczną nie byłam2.&#13;
&#13;
Żmichowska, która należała do organizatorów tzw. spisku rzemieślników warszawskich, została aresztowana w październiku 1849 r. i do lutego&#13;
1852 r. była więziona w Lublinie, potem aż do lata roku 1855 nie wolno jej&#13;
było opuszczać tego miasta. List jest znacznie późniejszy, z roku 1866, i rozmowa z Kolbergiem, którą Żmichowska w nim wspominała, mogła odbyć&#13;
się już po jej powrocie do Warszawy, po roku 1855, niewątpliwie jednak&#13;
spotykała go wcześniej u wspólnych znajomych.&#13;
Fortepian rozbrzmiewał też w mieszkaniu Kolberga. Bywał wtedy u niego Maurycy Karasowski (1823–1892), pisarz muzyczny i krytyk, wiolonczelista, kompozytor. Wiele lat później, w r. 1885, gdy mieszkał już w Dreźnie,&#13;
wspominał spotkania u Kolberga w okresie, gdy ten pracował w Dyrekcji&#13;
Kolei Żelaznej:&#13;
Widzę cię, jak siedzisz w swoim pokoju na dworcu kolei w[arszawsko]-w[iedeńskiej] przy fortepianie, wygrywając fugi Bacha, melodie ludowe, krakowiaki,&#13;
mazury, swoje kompozycje…3&#13;
J. Bartoszewicz Z notatnika pamiętniczego, „Przegląd Historyczny” 1912, T. 14, z. 3, s. 391.&#13;
List N. Żmichowskiej do I. Zbiegniewskiej z 18 VI 1866 r., w: N. Żmichowska Listy, T. III:&#13;
Miodogórze, do druku przygotowała i komentarzem opatrzyła M. Romankówna, Wrocław&#13;
1967, s. 9.&#13;
3&#13;
List M. Karasowskiego z 15 IV 1885 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 242.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
79&#13;
&#13;
�W roku 1845, prawdopodobnie u Józefa Sikorskiego, poznał Kolberg&#13;
Stanisława Moniuszkę. Kompozytor przyjechał w lipcu do Warszawy&#13;
w związku z przygotowaniami do wystawienia w operze jego Loterii. Już&#13;
wcześniej korespondował z Sikorskim, który po wydaniu pierwszego zeszytu Śpiewnika domowego opublikował w „Bibliotece Warszawskiej” jego recenzję, bardzo pochlebną dla autora. Wracając do Wilna, Moniuszko zabrał&#13;
egzemplarze wydanych przez Kolberga w Poznaniu Pieśni ludu polskiego&#13;
i w listopadzie 1846 r. pisał do Sikorskiego:&#13;
Uśmiałem się serdecznie ze sceny z poczciwym Oskarem, któregoś tak żywo&#13;
przedstawił. Nie zawiódł się na mnie — mam dla niego cokolwiek pieniędzy, ale&#13;
to nie z prenumeraty, a za gotowe już poszyty pieśni ludu1.&#13;
&#13;
W latach następnych Moniuszko w listach do Sikorskiego przekazywał&#13;
następne podobne informacje dla Kolberga lub pytał o niego i o innych muzyków warszawskich. M.in. w sierpniu 1856 r. pisał: „Kolberga pozdrawiaj&#13;
ode mnie częściej, niżeli piszę do Ciebie”2. Spotkali się ponownie dopiero&#13;
w r. 1857.&#13;
Około roku 1847 lub na początku 1848 Kolberg zainteresował się wydaną dwadzieścia lat wcześniej sielanką F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy3. Uznał, że opisany tam zwyczaj kujawski może być kanwą libretta&#13;
„opery sielskiej”, która ostatecznie otrzymała tytuł Król pasterzy. Libretto według fabuły sielanki pisał Teofil Lenartowicz, ale nie wiadomo, czy&#13;
zdążył je skończyć. W liście do Sikorskiego na temat genezy tego utworu&#13;
o autorze libretta Kolberg pisał: „okoliczności spowodowały wszakże jego&#13;
wyjazd za granicę”4. Te okoliczności to wzmiankowany już udział Lenartowicza w działalności spiskowej. Już w 1843 r., zagrożony aresztowaniem, razem z Romanem Zmorskim i Karolem Brzozowskim schronił się&#13;
1&#13;
S. Moniuszko Listy zebrane, przygotował do druku W. Rudziński przy współpracy M. Stokowskiej, Kraków 1969, s. 115.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 234.&#13;
3&#13;
[F.L. Jaskólski] F.L.J. Pasterze na Bachorzy. Sielanki kujawskie, Warszawa 1827, reedycja&#13;
w opracowaniu B. Burdzieja: Włocławek 2005. F. Jaskólski był podchorążym siódmego Pułku&#13;
Liniowej Piechoty Wojska Polskiego, w czasie powstania, 24 stycznia 1831 r. awansował na&#13;
podporucznika. Lata jego życia nie są znane. Te informacje o Jaskólskim podaje B. Burdziej&#13;
w przedmowie do opracowanej przez siebie edycji sielanki Pasterze na Bachorzy.&#13;
4&#13;
Niedatowany brulion listu do Józefa Sikorskiego, prawdopodobnie z roku 1859, z okresu&#13;
poprzedzającego premierę Króla pasterzy, Korespondencja … cz. III (DWOK T. 66), s. 682.&#13;
&#13;
80&#13;
&#13;
�w Poznaniu. Rok później, gdy okazało się, że policja nie uzyskała dowodów&#13;
przeciwko niemu, wrócił do Warszawy, gdzie jego twórczość poetycka,&#13;
zwłaszcza liryki często drukowane w czasopismach, zdobywała coraz większą popularność. Podobnie jak Kolberg był zaprzyjaźniony z Wilkońskimi&#13;
i współredagował z nimi „Dzwon Literacki” w 1847 r. Ponownie zagrożony&#13;
aresztowaniem, wyjechał do Krakowa w roku 1848 i po wędrówkach przez&#13;
Drezno, Poznań i Paryż osiadł ostatecznie we Włoszech.&#13;
Wspomniano tu już o aresztowaniu Narcyzy Żmichowskiej i emigracji&#13;
Romana Zmorskiego. Aresztowania i wyroki sądowe dotknęły także inne&#13;
osoby, z którymi Kolberg był zaprzyjaźniony. Anna Skimborowiczowa za&#13;
działalność spiskową została w 1848 r. skazana na zesłanie do Rosji, a jej&#13;
mąż na dwa miesiące twierdzy w Zamościu i wysiedlenie z Królestwa za tolerowanie działalności żony i udzielanie mieszkania spiskowcom. Po powrocie do Warszawy w 1852 r. Skimborowiczowie nadal prowadzili swój salon&#13;
literacki, u nich kilka lat później Kolberg poznał Bibiannę Moraczewską&#13;
(1811–1887). Poznańska działaczka polityczna i oświatowa, siostra Jędrzeja,&#13;
powstańca listopadowego, historyka, w 1856 r. przyjechała na parę tygodni&#13;
do Warszawy. Później, w czasie badań terenowych Kolberga w Wielkopolsce, pomagała mu gromadzić materiały etnograficzne z tego regionu i pośredniczyła w przekazywaniu prenumeratorom kolejnych tomów Poznańskiego. Po pierwszym spotkaniu scharakteryzowała go w dzienniku z właściwym sobie zwyczajem bezpośredniego wyrażania spostrzeżeń i wrażeń:&#13;
Oskar Kolberg, zbieracz pieśni i muzyki, 40-letni kawaler na wydaniu, chudy,&#13;
z fizjognomią czysto niemiecką, był bardzo dla nas uprzejmy. Ostatniego wieczoru przed moim odjazdem grał piosnki wielkopolskie, które łączył zręcznie,&#13;
improwizując. Grał to, jak mówił, dla mnie. Muzyka chleba mu nie daje i jest&#13;
urzędnikiem przy kolei żelaznej1.&#13;
&#13;
Znajomość z Kolbergiem bardzo się przydała Moraczewskiej i jej przyjaciółce, Tekli Dobrzyńskiej, w dniu wyjazdu z Warszawy. W dzienniku&#13;
zanotowała:&#13;
Dość liczne grono osób odprowadziło nas na kolej, a bez tego bodaj byśmy nie&#13;
wyjechały. Prawda, że jechało jakie 600 osób, ale też się ani z rzeczami do wagi,&#13;
1&#13;
Dziennik Bibianny Moraczewskiej, wydany przez wnuczkę dr Dobrzyńską-Rybicką,&#13;
Poznań 1911, s. 46.&#13;
&#13;
81&#13;
&#13;
�ani z wizowaniem paszportów, ani do pojazdu prawie docisnąć się nie było&#13;
można. Znajome i znajomi nasi zajęli się tym wszystkim, a gdyby nie zbieracz&#13;
pieśni Kolberg, urzędnik kolei, byłybyśmy pozostały. Za jego wpływem założono nowy wagon, tak nareszcie, spocone i zmęczone tymi wszystkimi zachodami,&#13;
ruszyłyśmy z Teklą, aby zatrzymać się w Częstochowie1.&#13;
&#13;
We wrześniu 1848 r. w wyniku prowokacji aresztowany został August&#13;
Wilkoński. Osądzony dopiero w listopadzie roku następnego, skazany został na rok twierdzy i przewieziony do Zamościa, dokąd pojechała za nim&#13;
żona. W listopadzie 1850 r. Wilkońscy wrócili do Warszawy, ale w maju&#13;
następnego roku zostali wysiedleni z Królestwa do Prus, których oboje&#13;
byli formalnie obywatelami. Zatrzymali się wtedy u siostry Pauliny, Anieli&#13;
Radońskiej, w Siekierkach. August Wilkoński już w powstaniu listopadowym odniósł poważne, niewyleczone do końca obrażenia, a schorowany&#13;
po ponad roku spędzonym w cytadeli warszawskiej i kolejnym w twierdzy&#13;
w Zamościu zmarł w lutym w 1852 r. Paulina Wilkońska jeszcze przed&#13;
przymusowym wyjazdem z Warszawy, zabiegając o uwolnienie męża, ciężko się rozchorowała. We wspomnieniach spisanych po blisko dwudziestu&#13;
latach odnotowała, że gdy zaczęła wracać do zdrowia i mogła przyjmować&#13;
przyjaciół, jedną z pierwszych przybyłych osób był „poczciwy Oskar Kolberg”. Później, gdy już musiała opuścić Warszawę i wyjechać do Wielkiego&#13;
Księstwa Poznańskiego, korespondowała z Kolbergiem i spotykała się z nim&#13;
w Poznaniu i w Warszawie, którą udało się jej odwiedzić w roku 1855. Siekierki w powiecie średzkim, należące do Anieli i Hipolita Radońskich, gdzie&#13;
Paulina Wilkońska często bywała, stanowiły kilkanaście lat później jeden&#13;
z ważniejszych punktów badań terenowych Kolberga w Poznańskiem.&#13;
Bardzo skąpa dokumentacja zachowana z tego okresu działalności Kolberga nie pozwala odtworzyć wszystkich nazwisk jego przyjaciół i znajomych w latach międzypowstaniowych. Świadectwem czynnego udziału&#13;
w życiu umysłowym i artystycznym Warszawy, a zwłaszcza muzycznym,&#13;
są artykuły publikowane przez niego nieco później w prasie oraz dokumentacja na temat współczesnych mu muzyków polskich opracowana dla&#13;
Encyklopedii powszechnej Samuela Orgelbranda. Na pewno związany był&#13;
z kręgiem autorów i sympatyków gromadzących się w redakcji „Biblioteki&#13;
Warszawskiej”. Tam właśnie mógł poznać Ludwika Zejsznera (1807–1871),&#13;
z którym spotykał się później w Krakowie. Zejszner, geolog, w czasie badań&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 48.&#13;
&#13;
82&#13;
&#13;
�Tatr poświęcił też czas na zapisanie tekstów pieśni góralskich i na obserwację życia Górali. W roku 1844 na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zamieścił obszerny artykuł Rzut oka na Podhalan1. Również w latach następnych, gdy ponownie zamieszkał w Krakowie, nadsyłał do tego miesięcznika artykuły poświecone geografii oraz ludności Podhala i Spiszu. Zejszner&#13;
gromadził też pieśni nieludowe i z jego bogatych zbiorów korzystał Kolberg&#13;
później, przygotowując do druku Krakowskie.&#13;
Drugim wydawnictwem obok „Biblioteki Warszawskiej”, w którym Kolberg wówczas zamieszczał swe prace, był „Dzwon Literacki”, nieregularnie&#13;
wydawany pod redakcją najpierw Augusta Wilkońskiego, później K.W. Wójcickiego. W almanachu tym ukazały się w roku 1846 dwa folklorystyczne&#13;
artykuły Kolberga. Pierwszy opublikowany został niewielki zbiorek pt.&#13;
O pieś­niach litewskich2. Zawierał on 15 litewskich tekstów z melodiami&#13;
i z przekładami na język polski, melodiom wokalnym towarzyszył akompaniament fortepianowy, a wszystkie pieśni miały noty lokalizacyjne. Tłumaczenia dokonali dwaj literaci – jak pisze Kolberg – „znani w przedmiotach&#13;
litewskich i żmudzkich”: Franciszek Zatorski i Kajetan Niezabitowski. Dla&#13;
trzech pieśni podał Kolberg źródła: publikacje F. Zatorskiego z 1843 r.&#13;
i K. Brzozowskiego z 1844 r.3 Pozostałe pochodziły z własnych zapisów&#13;
Kolberga, być może ich wykonawcami byli wymienieni przez niego tłumacze. Zamieszczony w następnym tomie „Dzwonu Literackiego” zbiorek pieśni słowackich i czeskich4 ma odmienne źródło. Utwory te zostały pozyskane też w Warszawie, podobnie jak pieśni litewskie, ale wykonawcami byli&#13;
na pewno przedstawiciele ludu. Zbiór jest również niewielki – zawiera&#13;
21 pieśni i jedną melodię bez tekstu. Pieśni są przygotowane do wykonania&#13;
L. Zejszner Rzut oka na Podhalan, „Biblioteka Warszawska” 1844, T. 3, s. 113–149;&#13;
artykuł ten był później wstępem do wydanego przez niego zbioru Pieśni ludu Podhalan, czyli&#13;
Górali tatrowych polskich, Warszawa 1845.&#13;
2&#13;
O. Kolberg O pieśniach litewskich, „Dzwon Literacki” 1846, T. 3, z. 1-2, s. 93–107 i wkładka nutowa: Melodie do pieśni litewskich zebrał i na fortepian ułożył …, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 350–372.&#13;
3&#13;
Zbiór F. Zatorskiego Witold nad Worsklą wydany był w Warszawie w 1844 r. Zatorski&#13;
zamieścił tam swoje przekłady pieśni ze zbioru L.J. Rhesy (Berlin 1843). K.M. Brzozowski wydał&#13;
w Poznaniu w roku 1844 Pieśni ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty.&#13;
4&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie, „Dzwon Literacki” 1846, T. 4, s. 272–284 i wkładka&#13;
nutowa, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–&#13;
401. Pieśni te opublikowano także w tomie Materiały do etnografii Słowian zachodnich&#13;
i południowych cz. II: Czechy, Słowacja (DWOK T. 59/II), s. 49–75, nr 89–110.&#13;
1&#13;
&#13;
83&#13;
&#13;
�na głos z towarzyszeniem fortepianu, a tekstom nie towarzyszą tłumaczenia&#13;
na język polski. Każda pieśń ma notę lokalizacyjną, odtworzoną zapewne na&#13;
podstawie informacji wykonawcy. We wstępie Kolberg pisał:&#13;
Tak nazwani druciarze, pochodzący z tego narodu, po większej części Górale,&#13;
a wędrujący zimą po krajach słowiańskich i niemieckich dla zarobku, z wiosną&#13;
zaś wracający pod rodzinną strzechę, odśpiewali mi tu w Warszawie kilkanaście&#13;
poniżej umieszczonych pieśni1.&#13;
&#13;
Sezonowi rzemieślnicy słowaccy, zajmujący się drutowaniem pękniętych&#13;
naczyń kamionkowych, byli zapewne stałą cząstką zimowego pejzażu Warszawy. Malował ich Antoni Kolberg i obraz ten był prezentowany w 1841 r.&#13;
na wystawie w ratuszu warszawskim2. Z innego źródła pochodziła ostatnia&#13;
spośród zamieszczonych w tym artykule melodii, usłyszał ją Kolberg – jak&#13;
pisze – „[...] w przejeździe z Krolodworu do Podiebradu. Śpiewała ją jakaś&#13;
baba tonem żałosnym i przeciągłym, słów nie pomnę”3. Miejscowości te&#13;
wymienia Kolberg także w przytaczanym tu wcześniej liście do redakcji&#13;
„Světozora”, wspominając swą podróż z rodzicami do Mariańskich Łaźni&#13;
w roku 1829, ale czy już wtedy zainteresowało go wykonanie ludowej melodii czeskiej, nie wiadomo. Przed opracowaniem do druku pieśni słowackich&#13;
i czeskich był w Pradze jeszcze raz w roku 1841, jednak brak informacji&#13;
o szczegółach tej podróży. Sądzić można, że raczej wtedy, w roku 1841,&#13;
a nie w 1829, zwracał uwagę na pieśni ludowe i zapamiętał lub zapisał czeską melodię, którą pięć lat później opublikował razem z innymi zanotowanymi w Warszawie. Spośród drukowanych przez Kolberga w tym okresie&#13;
melodii ludowych jest to jedna z niewielu pozbawionych akompaniamentu&#13;
fortepianu.&#13;
Wśród pieśni słowackich wydanych w tym niewielkim zbiorku znajduje się interesujący dla polskich folklorystów wariant melodii i tekstu&#13;
towarzyszących zabawie znanej u nas jako „Kaszubskie nuty” lub „Alfabet&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 272, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 373–374.&#13;
2&#13;
Zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 8, obraz Słowaki zaginął. W roku 1845 wystawiony był obraz Druciarz, nadesłany przez malarza z Rzymu, również zaginiony (zob. K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 9), nie wiadomo jednak, czy przedstawiał też scenę rodzajową&#13;
z Warszawy, tak jak wymieniony poprzednio.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni czeskie i słowackie…, s. 284, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 401.&#13;
1&#13;
&#13;
84&#13;
&#13;
�kaszubski”. Słowacki tekst „To je kratké, to je dluhé, to stolica rézacy” z lokalizacją „od Trenczyna i Hradisz[cz]a”, zapisany przez Kolberga w 1847&#13;
r. lub krótko przedtem, jest najstarszą opublikowaną wersją pieśni towarzyszącej tej zabawie, drugi wariant zapisany przez niego, a pochodzący&#13;
z Moraw, zachował się tylko w niedatowanym rękopisie 1. Polskie warianty&#13;
z Kaszub i Podhala zostały udokumentowane dopiero na początku XX&#13;
wieku, choć wiadomo, że np. na Kaszubach wykonywane były znacznie&#13;
wcześniej.&#13;
Rękopisy prymarne pieśni słowackich i czeskich zamieszczonych&#13;
w 1846 r. w „Dzwonie Literackim” nie przetrwały w całości. W notatkach&#13;
sporządzonych bezpośrednio ze słuchu zachowały się tylko dwie spośród&#13;
melodii drukowanych w tym artykule, natomiast dysponujemy rękopisem&#13;
dziewięciu tekstów. Mimo braku pełnej dokumentacji możemy być pewni,&#13;
że wszystkie melodie zapisał Kolberg, natomiast teksty notowały dwie osoby — drugą obok Kolberga był filolog Andrzej Kucharski (1795–1862). Nie&#13;
wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach ci dwaj badacze folkloru spotkali&#13;
się po raz pierwszy. Zachowane do dziś w archiwum Kolberga rękopisy Kucharskiego mogłyby wskazywać na ich bliską znajomość. Prawdopodobne&#13;
jest, że spotkali się u Maciejowskich — obydwaj znali Wacława Aleksandra&#13;
Maciejowskiego i dzielili z nim zainteresowanie folklorem słowiańskim.&#13;
Jedynym śladem bezpośrednich ich kontaktów jest owa karta, na której&#13;
Kucharski zapisał teksty trzech pieśni, a Kolberg sześciu następnych, przy&#13;
czym bezspornie zapisy te wykonano w czasie wspólnego „odsłuchiwania”&#13;
słowackich górali.&#13;
Andrzej Kucharski był przewidziany przez władze uniwersytetu warszawskiego na wykładowcę języków słowiańskich. Aby mógł przygotować&#13;
się do objęcia tej posady, otrzymał specjalne stypendium na wyjazd2 do&#13;
Wiednia, Pragi, Zgorzelca, Drezna, Lublany i innych ośrodków naukowych,&#13;
w których rozwijała się slawistyka lub istniały zbiory druków i rękopisów&#13;
Zob. E. Millerowa Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja (DWOK T. 59/II), s. XXXII–&#13;
–XXXIII, zob. tamże pieśni nr 96 i 111. Zob. też L. Bielawski i A. Mioduchowska Kaszuby cz. III,&#13;
Pieśni powszechne i zawodowe, w serii „Polska pieśń i muzyka ludowa. Źródła i materiały”,&#13;
T. 2, Warszawa 1998, s. 180–181.&#13;
2&#13;
Zachowała się kopia instrukcji, którą otrzymał Kucharski przed wyjazdem, ułożył ją prawdopodobnie S.B. Linde, zob. Instrukcja dla kandydata do słowiańskich dialektów, w: T. Wierzbowski Materiały do dziejów piśmiennictwa polskiego i biografii pisarzów polskich zebrał&#13;
[...], T. II, Warszawa 1904, s. 219–221.&#13;
1&#13;
&#13;
85&#13;
&#13;
�interesujące badaczy z tej dziedziny. W latach 1825–1830 odbył podróż po&#13;
krajach słowiańskich, w czasie której miał nauczyć się języków, poznać&#13;
miejscowych uczonych i nawiązać z nimi współpracę, dokonać zakupu potrzebnych książek i rękopisów oraz zebrać materiały dotyczące dialektów&#13;
i kultury ludowej odwiedzanych krajów1. Wrócił do Warszawy w roku&#13;
1830, krótko przed wybuchem powstania, w grudniu otrzymał nominację&#13;
na stanowisko zastępcy profesora „dialektów słowiańskich”, ale nie zdążył&#13;
już podjąć pracy na uniwersytecie zamkniętym po upadku powstania. Później musiał przyjąć posadę nauczyciela gimnazjum. Na podstawie zebranych materiałów opublikował w prasie warszawskiej tylko kilka artykułów, ale dorobku z pięcioletnich badań nie zdołał zdyskontować w poważnych i samodzielnych publikacjach naukowych2, czym zawiódł i uczonych&#13;
polskich, i współpracujących z nim w czasie podróży naukowców z innych&#13;
krajów słowiańskich.&#13;
Znane obecnie zapisy folkloru zgromadzone przez Kucharskiego w latach 1825–1830 na Łużycach i Słowacji, w Czechach oraz krajach południowo-słowiańskich, a także w Polsce, m.in. w Kaliskiem, znajdują się&#13;
w archiwum rękopiśmiennym Kolberga. Prawdopodobnie nie jest to całość&#13;
pierwotnych zbiorów folklorystycznych tego badacza3. Nie wiadomo też,&#13;
kiedy i jaką drogą Kolberg otrzymał zapisy Kucharskiego przechowywane&#13;
1&#13;
Zapisy folklorystyczne A. Kucharskiego pochodzące z tej podróży i odnalezione w zbiorach&#13;
Kolberga zostały wydane w Materiałach do etnografii Słowian zachodnich i południowych&#13;
(DWOK T. 59, cz. I–III). O badaniach Kucharskiego w Czechach i Słowacji zob. E. Millerowa&#13;
Materiały czeskie i słowackie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. II: Czechy. Słowacja, (DWOK T. 59/II), s. XXXVIII–LIII, na Łużycach zob.&#13;
A Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XII–XXIV,&#13;
w Słowenii i Chorwacji zob. E. Millerowa Materiały południowosłowiańskie w zbiorach&#13;
Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych&#13;
cz. III: Słowiańszczyzna południowa (DWOK T. 59/III), s. LIX–LXV.&#13;
2&#13;
Poza korespondencjami z podróży informującymi o przebiegu podejmowanych badań&#13;
i kilkoma artykułami o przekładach Pisma Świętego wydał jedynie pracę Najdawniejsze pomniki prawodawstw słowiańskich (Warszawa 1838), opracowaną na podstawie materiałów&#13;
W.A. Maciejowskiego, bardzo nisko ocenioną przez recenzentów. Ludów pozaeuropejskich dotyczy artykuł A. Kucharskiego: Etnografia Turków i ich pobratymców, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 3, s. 548–561, oparty na pracy H. Berghausa, zob. Z. Jasiewicz Początki polskiej&#13;
etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 129.&#13;
3&#13;
W tekach Kolberga nie ma prawdopodobnie całości notatek folklorystycznych i dialektologicznych Kucharskiego dotyczących Łużyc, zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach&#13;
Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/I), s. XX.&#13;
&#13;
86&#13;
&#13;
�do dziś w jego zbiorach. Dostał je lub pożyczył zapewne dopiero po roku&#13;
18621.&#13;
Druk kolejnego artykułu Kolberga pt. Pieśni ludu weselne2 rozpoczął się&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” w kwietniu 1847 r. i z przerwami trwał do jesieni 1849 r. Nie jest to tylko antologia pieśni weselnych, jak sugerowałby&#13;
tytuł – zamieścił tam Kolberg także oracje i melodie instrumentalne oraz&#13;
krótkie informacje o przebiegu obrzędu. Sam w roku 1885 wspominał ten&#13;
okres badań następująco:&#13;
Więc już około r. 1840, czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni&#13;
i muzykę ludową w okolicach Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych&#13;
utworów z obrzędami, zwyczajami i całym bytem ludu łączność. Wzgląd ten&#13;
nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodii notować także i ich akcesoria (wedle ówczesnych naszych pojęć), tj. uwydatniać całą sytuacje, która je&#13;
zrodziła lub do działania powoływała3.&#13;
&#13;
Ponad połowa materiałów Kolberga drukowanych przez blisko trzy lata&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej” ukazuje folklor związany z obrzędami weselnymi w zaborze rosyjskim, w regionach, w których sam prowadził dotychczas badania. Spośród jedenastu opisów wesel sześć pierwszych opiera się&#13;
na wynikach jego własnych badań terenowych w powiecie opoczyńskim,&#13;
na Mazowszu i w Kaliskiem. Dwa następne przedstawiają przebieg wesela na Kurpiach i w powiecie łukowskim, czyli też w zaborze rosyjskim,&#13;
ale opracowane są na podstawie literatury, trzy pozostałe zawierają opisy&#13;
z Małopolski i zostały przygotowane na podstawie publikacji innych autorów. Ostatnia część Pieśni ludu weselnych w czwartym tomie „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1849 kończy się notą zapowiadającą ciąg dalszy,&#13;
jednak następnych opisów wesel nie drukowano. Kolberg nie miał jeszcze&#13;
1&#13;
Józefa Kucharska po śmierci męża w 1862 r. wyszła ponownie za mąż za Władysława&#13;
Wierzbowskiego (1825–1876), inżyniera pracującego w dyrekcji kolei żelaznej, zaprzyjaźnionego z Kolbergiem. Być może za jego pośrednictwem Kolberg otrzymał część zapisów Kucharskiego przed sprzedaniem przez jego spadkobierców księgozbioru i archiwaliów bibliotece&#13;
uniwersytetu w Odessie.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu weselne. Z muzyką, „Biblioteka Warszawska” 1847, T. 2, s. 188–&#13;
206 oraz 649–661, T. 3, s. 582–595, T. 4, s. 625–639, 1848, T. 3, s. 615–632, 1849, T. 1, s. 605–623&#13;
i T. 4, s. 383–403; w latach 1847–1848 do każdego odcinka artykułu dołączone były wkładki&#13;
nutowe. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 442–674.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Mazowsze, cz. I (DWOK T. 24), s. X.&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
�materiałów, aby przedstawić pieśni i melodie instrumentalne towarzyszące&#13;
obrzędowi w całej Polsce. Praktycznie poza Królestwem znał tylko Poznań&#13;
oraz Kraków, Mogilany i Modlnicę, które odwiedził zaproszony przez Konopkę. Aby przedstawić pieśni towarzyszące ludowym weselom w innych&#13;
regionach, musiałby sięgać do literatury, gdzie jednak zapisy nutowe były&#13;
bardzo rzadkie1. Dlatego zapewne zrezygnował z kontynuowania tej publikacji.&#13;
Wszystkie melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w Pieśniach&#13;
ludu weselnych mają dołączony akompaniament fortepianowy autorstwa&#13;
Kolberga. Takie opracowanie melodii sugerowałoby, że Pieśni ludu weselne są przeznaczone do domowego muzykowania, podobnie jak pieśni&#13;
wydane w Poznaniu u Żupańskiego w latach 1842–1845. Jednak w przeciwieństwie do edytorskiej formy tamtej publikacji, nuty zamieszczone&#13;
w „Bibliotece Warszawskiej”, a także w „Dzwonie Literackim” nie były dostosowane do potrzeb śpiewaków amatorów. Wydrukowano je na wiotkim&#13;
papierze i oddzielono od tekstów jako osobne wkładki, a melodie pieśni&#13;
weselnych w „Bibliotece Warszawskiej” dla oszczędzenia miejsca zamieszczono in continuo.&#13;
We wstępie Kolberg pisał, że obrzędy weselne były już wielokrotnie&#13;
przedmiotem zainteresowania zbieraczy folkloru, ale dotychczas pieśni im&#13;
towarzyszące drukowano bez zapisów nutowych. W tej publikacji zawierającej 309 pieśni znalazło się 86 melodii, prawie wszystkie w materiałach&#13;
z jego własnych badań2. Jest ich więc znacznie mniej niż tekstów, między&#13;
innymi dlatego, że w trakcie wesela ta sama melodia wykonywana jest&#13;
wielokrotnie w różnych sytuacjach i służy różnym tekstom, co Kolberg&#13;
wskazywał odsyłaczami, nie powtarzając zapisu nutowego. Część tekstów&#13;
zapisana była jednak bez właściwej dla nich melodii. Zauważyć można, że&#13;
i tym razem zaprezentował wprawdzie muzykę ludową, jej zróżnicowanie&#13;
1&#13;
Np. całkowicie pozbawiony był zapisów nutowych obszerny i szczegółowy artykuł Porządek obrzędu weselnego w Wielkim Księstwie Poznańskim opracowany przez J.J. Lipińskiego, wydawcę pieśni wielkopolskich, zamieszczony w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1842,&#13;
T. II, s. 285–308.&#13;
2&#13;
Osiemdziesiąt melodii zamieścił Kolberg w opisach wesel I-VI opracowanych na podstawie własnych badań, sześć włączył z własnych zapisów do wesela Kurpiów (nr VII), przytoczonego za materiałami opublikowanymi przez K.W. Wójcickiego. W przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. I (DWOK T. 67/I) dołączono jeszcze siedem weselnych melodii wokalnych i instrumentalnych pochodzących z rękopisów, gdzie były opracowane na głos&#13;
z towarzyszeniem fortepianu, są to w przedruku melodie nr 395, 397–399, 481, 490 i 491.&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
�i znaczenie w obrzędzie, ale w równej albo nawet w większej mierze przedstawił teksty i starał się ukazać ich tożsamość, podobieństwo lub całkowitą&#13;
odmienność w określonych momentach wesela w różnych regionach. Wielokrotnie więc zamieścił warianty tekstów bliskie sobie, ale pochodzące&#13;
z różnych okolic.&#13;
Opis obrzędu zwykle ograniczył Kolberg do krótkich informacji o sytuacji, w której są wykonywane przytoczone pieśni, i o tym, kto z uczestników&#13;
lub „urzędników weselnych” je śpiewa. Choć kilkakrotnie opisy są bardziej&#13;
rozbudowane, nigdy informacje te nie są tak szczegółowe, jak w drukowanych później monografiach regionalnych. Mimo tej lakoniczności pozwalają&#13;
one zauważyć i podobieństwa, i różnice między przebiegiem wesela w różnych regionach. Noty lokalizacyjne są uogólnione i wskazują dosyć rozległe&#13;
okolice, nie pojedyncze miejscowości.&#13;
Pieśni weselne pochodzące z własnych badań, zamieszczone w pierwszych sześciu opisach, przedrukował1 Kolberg później w monografiach&#13;
regionalnych Radomskie, Łęczyckie, Kaliskie i Mazowsze. Wydawał je&#13;
dopiero w latach 1885–1890 i z powodu dużego dystansu między czasem&#13;
pozyskania pieśni a rokiem ich druku w monografiach opatrywał te opisy wesel w Ludzie datami rocznymi wskazującymi, kiedy zapisał melodie&#13;
i teksty. W tomach Ludu i Obrazów etnograficznych opisy wesel opatrzone&#13;
są odsyłaczami do pierwodruków w „Bibliotece Warszawskiej”, a niektóre&#13;
także przypisami informującymi, że w obecnej wersji materiały te zostały uzupełnione, poszerzone lub poprawione. Zabiegi te polegały przede&#13;
wszystkim na usunięciu akompaniamentu oraz uzupełnieniu o pieśni&#13;
i melodie instrumentalne pominięte w pierwodruku lub później pozyskane, rozbudowane też zostały opisy przebiegu obrzędu, ponadto przedruki&#13;
w monografiach mają dokładniejsze noty lokalizacyjne2. W tych nowych&#13;
redakcjach melodia wokalna jest zwykle taka sama – sporadycznie Kolberg&#13;
korygował metrum i bardzo rzadko poprawiał zapis nutowy3. Porównanie&#13;
Wszystkie pieśni i melodie zamieszczone przez Kolberga ponownie w monografiach są zestawione w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II) w wykazie na&#13;
s. 280–305.&#13;
2&#13;
Np. dla „Wesela I” w pierwodruku w nocie wymieniony jest powiat opoczyński, a następnie nazwy 11 wsi, natomiast opis ten zamieszczony w: O. Kolberg Radomskie (DWOK T. 20,&#13;
s. 165) jako „wesele VI”, ma tam notę: „od Przysuchy, Skrzynna (Rdzuchów, Skrzyńsko), 1845”.&#13;
3&#13;
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego w pracach Oskara Kolberga w:&#13;
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
1&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�tekstów w zachowanych zapisach terenowych, np. z Kaliskiego i Radomskiego z drukiem w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1848 i z późniejszymi&#13;
przedrukami w monografiach w latach 1885–1890 wskazuje, że publikując&#13;
je w Ludzie, przywrócił niektóre cechy wymowy gwarowej zaznaczone&#13;
w zapisach wykonywanych bezpośrednio ze słuchu. Dotyczy to m.in. mazurzenia charakterystycznego dla gwar tych regionów – było ono odnotowane&#13;
w rękopisach, ale nieuwzględnione w druku w latach 1847–1849.&#13;
W trakcie druku Pieśni ludu weselnych Kolberg opracował jeszcze jeden, znacznie mniejszy zbiorek: Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik.&#13;
Okrężne1, drukowany w Album literackim, almanachu zredagowanym&#13;
przez K.W. Wójcickiego. Zamieścił tam dwadzieścia dwie pieśni z opisami obchodów wiosennych i żniwnych wskazanych tytułem. Osiemnaście&#13;
z nich ma melodie i teksty pochodzące z jego własnych zapisów, nawet jeżeli źródłem opisu była publikacja innego autora, a wszystkie melodie opatrzone są akompaniamentem fortepianowym. W części poświęconej zwyczajom związanym z okrężnym, czyli dożynkami, najpierw podał ich opis&#13;
i pieśni ze zbioru K.W. Wójcickiego oraz fragmenty anonimowego artykułu&#13;
z „Przyjaciela Ludu”2, potem przytoczył pieśni pochodzące z własnych zbiorów. Te ostatnie w druku mają bezpośrednie noty lokalizacyjne, a zapisane&#13;
były w zaborze rosyjskim — na Mazowszu, w Radomskiem i w Kaliskiem.&#13;
Ukazują one m.in. zróżnicowanie tekstów i melodii powszechnie wówczas&#13;
znanej i wykonywanej pieśni z incipitem lub refrenem „Plon niesiemy, plon,&#13;
jegomości w dom”, w której liczba i treść zwrotek limitowana była tylko&#13;
ochotą ich twórców i wykonawców do kpin i zabawy. O tekstach tych pisze:&#13;
Lud nasz, niewyczerpany w konceptach, przy lada okazji zręcznie je wtrącić&#13;
umie. Niepodobna zatem schwycić wszelkich jego wyskoków, ani można pamiętać i skreślić dowcipów co chwila w inną przybranych barwę. W każdej&#13;
prawie wsi są inne pieśni, tak jak inni ludzie i inne miejscowe okoliczności,&#13;
dające powód do ucinków szczodrze szafowanych i nieoszczędzających ani samego pana, ani urzędników i oficjalistów jego. Kto był na wsi przy podobnych&#13;
1&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe. Kogutek. Gaik. Okrężne, w: Album literackie, Warszawa 1848, s. 331–350 i wkładka nutowa. Przedruk w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie&#13;
ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 402–441.&#13;
2&#13;
K.W. Wójcicki Pieśni ludu Białochrobatów…, T. 1, s. 269–272; Mieszkańcy okolic Sandomierza i Radomia, „Przyjaciel Ludu” R. 13: 1846, T. 1, nr 25, s. 195 i 198. Cytując opis z „Przyjaciela Ludu”, Kolberg pominął zamieszczony tam tekst pieśni i zamiast niego dał własny zapis&#13;
(z melodią) z Radomskiego z lokalizacją „Rdzuchów pod Przysuchą”.&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
�okolicznościach, najlepiej osądzi znaczenie tego rodzaju pieśni, którym zapewne&#13;
niejedną winien chwilę prawdziwego zadowolenia1.&#13;
&#13;
Pieśni ludu weselne i Pieśni ludu obrzędowe potwierdzają zróżnicowanie regionalne wybranych obrzędów. Mimo opracowania na głos z towarzyszeniem fortepianu, ułatwiającego ich wykonanie amatorom śpiewu, są&#13;
to zbiory prezentujące zmienność i podobieństwem określonych pieśni i ich&#13;
związki z kontekstem kulturowym – weselami i dożynkami, to jest obrzędami, które obok Godów, czyli cyklu Bożego Narodzenia, były najważniejsze&#13;
dla społeczności wiejskiej. Prezentowany materiał pochodził głównie z kilku regionów znajdujących się w zaborze rosyjskim, a przebieg obrzędów&#13;
był podany dość skrótowo, ale istotny był sam fakt zamieszczenia aż tylu&#13;
wariantów pieśni w jednej publikacji, co umożliwiało porównanie ich tekstów i miejsca w obrzędzie.&#13;
Idea prezentowania wariantów była w latach 1847–1848 nowa, wcześniej wydawcy poszukiwali nieznanych do tej pory tekstów i unikali druku&#13;
pieśni podobnych. Żegota Pauli we wstępie do Pieśni ludu polskiego w Galicji (1838) pisał, że porównał zapisane przez siebie teksty z drukowanymi&#13;
przez Wacława Zaleskiego i „wyłączył mniej odmienne”2, Kazimierzowi W.&#13;
Wójcickiemu recenzent3 wytknął druk tekstów, których warianty znajdowały się już u Zaleskiego, a Wójcicki sam o wydanych przez Jana Józefa&#13;
Lipińskiego pieśniach wielkopolskich pisał, że „mało tu takich, których by&#13;
już zbiory poprzedników p. Lipińskiego nie obejmowały”4. Kolberg, zapoznając się z muzyką ludową i tekstami pieśni coraz dokładniej, traktował je&#13;
nie tylko jako źródło inspiracji bądź skarbiec przechowujący relikty dawnej&#13;
narodowej kultury, widział w nich także przedmiot badań, interesujący&#13;
i ważny dla kultury narodowej, dlatego zwracał uwagę na ich podobieństwo lub odmienność w różnych regionach. We wstępie do Pieśni ludu&#13;
weselnych pisał:&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu obrzędowe…, s. 348, w przedruku w tomie O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), s. 439.&#13;
2&#13;
Ż. Pauli Pieśni ludu polskiego…, s. 1.&#13;
3&#13;
Anonimowa recenzja w „Tygodniku Petersburskim” 1839, nr 47, s. 268.&#13;
4&#13;
Wł. [K.W. Wójcicki], recenzja w „Bibliotece Warszawskiej” 1842, T. 3, s. 631. Na tej samej&#13;
stronie do recenzji Wójcickiego dołączony został przypis Kolberga o melodiach pieśni wielko­&#13;
polskich zamieszczonych przez J.J. Lipińskiego, przedruk tego przypisu w tomie O. Kolberg&#13;
Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 578–579.&#13;
1&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�[…] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne z różnych, mianowicie oddalonych od siebie stron, najlepiej przez porównanie ich między sobą rozróżnić, co&#13;
w nich pierwotnego, a co było napływowego z innych pieśni lub okolic, odgadnąć wzajemny wpływ, jaki na siebie wywierały, i ocenić ich wartość poetyczną&#13;
będziemy w możności1.&#13;
&#13;
W wersji podobnej do przyjętej w Pieśniach ludu weselnych, tj. z własnym akompaniamentem, Kolberg przygotowywał do druku także inne&#13;
pieśni i melodie ludowe ze swego bogatego już zasobu zapisów terenowych. Miały to być zbiory utworów wybranych według różnych kryteriów,&#13;
m.in. takich jak temat tekstu czy sytuacja wykonawcza. Świadczą o tym&#13;
zachowane w Kolbergowskim archiwum karty, na których zestawił np.&#13;
kilka wariantów tekstowych wątku balladowego czy pieśni wojskowych 2&#13;
z melodiami opatrzonymi akompaniamentem. Zachował się także rękopis w znacznej mierze gotowy do druku, zatytułowany Zbiór mazurów&#13;
i obertasów gminnych wydany przez O. Kolberg[a]3. Na czterech kartach&#13;
sztywnego papieru nutowego wpisał Kolberg 72 melodie, z notami lokalizacyjnymi i nazwami tańców, bez tekstów przyśpiewek. Melodie te pochodzą&#13;
z różnych regionów leżących w Królestwie, co pozwala datować rękopis&#13;
na okres, w którym drukowane były Pieśni ludu weselne. Opracowanie to&#13;
pozostało niedokończone, kilkanaście końcowych zapisów nutowych ma&#13;
wpisany tylko szkic partii lewej ręki lub nie ma go wcale.&#13;
Pieśni ludu weselne były ostatnim opublikowanym przez Kolberga zbiorem pieśni dokumentującym folklor, w którym melodie ludowe badacz opatrywał swym akompaniamentem. Wprawdzie wydał jeszcze kilkanaście lat&#13;
później, w roku 1862, Pieśni ludowe do śpiewu z towarzyszeniem fortepianu4, ale wszystkie zawarte tam utwory są powtórzeniem melodii i tekstów&#13;
zamieszczonych w Pieśniach ludu polskiego wydanych w roku 1857. Pięć&#13;
lat po wydaniu tego tomu Kolberg wybrał z zamieszczonych tam pieśni&#13;
osiem wątków balladowych popularnych wśród ludowych wykonawców&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu weselne, przedruk w: O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…&#13;
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 443.&#13;
2&#13;
Zostały one wydrukowane w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe... cz. II (DWOK&#13;
T. 67/II), zob. tam np. pieśni nr 607–614, 682–687, 693–694, 696–698.&#13;
3&#13;
Zbiór mazurów i obertasów gminnych opublikowany jest w tomie O. Kolberg Pieśni&#13;
i melodie ludowe… cz. II (DWOK T. 67/II), s. 197–268, nr 763–834.&#13;
4&#13;
Wydanie to przedrukowe zostało w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe…&#13;
cz. I (DWOK T. 67/I), s. 675–700.&#13;
1&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
�i osiem melodii tanecznych z przyśpiewkami i dodał do nich akompaniament, którego w pierwodruku tych utworów z roku 1857 nie było. Partia&#13;
fortepianu tym razem zasługuje na wyższą ocenę niż opracowanie dołączone do pieśni drukowanych1 w latach 1842–1845. Aleksander Pawlak,&#13;
omawiając wydawane przez Kolberga zbiory pieśni z akompaniamentem&#13;
fortepianu, pisze: „Najwyższy poziom wykazują Pieśni ludowe do śpiewu,&#13;
ostatnia tego rodzaju publikacja Kolberga”2. Nie było to jednak wydawnictwo źródłowe, przeznaczone dla badaczy muzyki czy literatury ludowej, ale&#13;
opracowanie przygotowane wyłącznie dla amatorów domowego muzykowania, mających pewne umiejętności wykonawcze. Szesnaście wybranych&#13;
utworów Kolberg ułożył przemiennie, po każdej balladzie następuje melodia taneczna z przyśpiewką. Melodia wokalna wszystkich utworów jest taka&#13;
sama jak w pierwodruku, pozostawione są też noty lokalizacyjne, natomiast&#13;
teksty ballad nie są wiernymi przedrukami. Sądzić można, że Kolberg chciał&#13;
wykonawcom zaprezentować utwory o pełnej fabule, zawierające tyle motywów danego wątku, ile było potrzebnych, aby opowieść prezentowana&#13;
w balladzie stała się zrozumiała i dramatyczna. Dlatego teksty, które w pierwodruku nie zawsze są kompletne, w tym wydaniu mają nieco zmienione&#13;
fragmenty lub interpolacje pochodzące z jednego lub nawet z kilku innych&#13;
wariantów. Redagując teksty ballad, Kolberg zachował taką ich postać językową, jaką im nadał w pierwodruku, tj. bliską ówczesnemu językowi&#13;
ogólnopolskiemu. Natomiast teksty przyśpiewek w Pieśniach ludowych do&#13;
śpiewu w stosunku do drukowanych w Pieśniach ludu polskiego z 1857 r.&#13;
wykazują różnice tylko w warstwie językowej. W edycji z 1862 r. wprowadził w nich Kolberg najbardziej wyraziste cechy fonetyczne wykonawców&#13;
(mazurzenie, zanik nosowości w wygłosie itp.), które odnotował wprawdzie&#13;
w czasie badań terenowych, ale w większości pominął w druku w roku&#13;
1857. Tym zabiegiem chciał może podkreślić, że teksty przyśpiewek są&#13;
„nieobrobione”, autentyczne w swej „gminnej” postaci. Rozmaitość i przemienność emocjonalna i językowa tekstów miały zapewne przyczynić się&#13;
1&#13;
W zbiorze wydanym w r. 1862 powtórzył Kolberg trzy ballady zamieszczone po raz pierwszy w wydaniu z lat 1842–1845 oraz ponownie w Pieśniach ludu polskiego z roku 1857; mają&#13;
one zgodną z pierwodrukiem linię melodyczną i notę lokalizacyjną, ale nowy akompaniament,&#13;
por. w tomie O. Kolberg Pieśni i melodie ludowe… cz. I (DWOK T. 67/I), nr 156 i 583, 141 i 585&#13;
oraz 75 i 597.&#13;
2&#13;
A. Pawlak „Pieśni i melodie ludowe” w opracowaniu fortepianowym, w: O. Kolberg&#13;
Pieśni i melodie ludowe… (DWOK T. 67/I), s. VIII.&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�do zainteresowaniu odbiorców. Pieśni ludowe do śpiewu oddał Kolberg do&#13;
druku, licząc na uzyskanie dochodu z ich sprzedaży. Czy było to działanie&#13;
skuteczne, nie wiemy.&#13;
Zamieszczone w „Bibliotece Warszawskiej” w latach 1847–1849 Pieśni&#13;
ludu weselne zakończyły pewien etap w edytorskiej działalności Kolberga jako wydawcy folkloru muzycznego. Podsumowując ten okres, przypomnieć trzeba recenzje drukowane bezpośrednio po opublikowaniu omówionych tu zbiorów Kolberga, a także przytoczyć opinie chronologicznie&#13;
znacznie późniejsze. Trzy zbiory pieśni drukowane przez Kolberga w latach&#13;
1847–1849 nie zostały zauważone przez recenzentów, być może dlatego,&#13;
że zamieścił je w czasopismach i w pracach zbiorowych. Najważniejszy&#13;
z nich i najobszerniejszy, Pieśni ludu weselne, opublikowała „Biblioteka&#13;
Warszawska”, więc zrozumiałe jest, że nie był tam recenzowany. Jedynie&#13;
Pieśni ludu polskiego wydane w latach 1842–1845 u Żupańskiego w Poznaniu były oceniane w prasie, nawet jeszcze przed zakończeniem druku,&#13;
na podstawie pierwszego lub dwu początkowych zeszytów.&#13;
Dodawanie do ludowych pieśni akompaniamentu fortepianowego&#13;
spotykało się, jak już tu wspominano, z krytyką niektórych recenzentów&#13;
współczesnych Kolbergowi, choć w latach 1818–1842 było stosowane przez&#13;
wszystkich wydawców folkloru. Przytoczono tu już krótką ocenę Fryderyka&#13;
Chopina, całkowicie deprecjonującą pracę Kolberga nad popularyzacją muzyki ludowej, ale zawartą w prywatnym liście. Rozbieżne były opinie dwu&#13;
innych autorów, K. Libelta i M.A. Szulca, których recenzje też tu wspominano. Libelt uznał akompaniament i przygrywki za dodatki „nie na swoim&#13;
miejscu”, ale podkreś­lił wartość pracy Kolberga — notowanie ze słuchu&#13;
melodii i fakt ich publikacji, ponieważ muzyka ludowa była dotąd rzadko prezentowana przez zbieraczy folkloru. Działalność autora Pieśni ludu&#13;
polskiego na tym polu uznał za godną wysokiej oceny i wsparcia rodaków.&#13;
M.A. Szulc potraktował ten pierwszy wydany przez Kolberga zbiór jako&#13;
edycję przeznaczoną dla amatorów śpiewu, do domowego muzykowania,&#13;
i chwalił jego opracowanie. Podkreślić trzeba, że recenzje Pieśni ludu polskiego wydanych u Żupańskiego ukazały się tylko w prasie poznańskiej.&#13;
Czasopisma warszawskie nie mogły o nich pisać, ponieważ rozpowszechnianie tej publikacji było w Królestwie zakazane.&#13;
Bliżsi nam chronologicznie autorzy zajmujący się dorobkiem Kolberga&#13;
z tego wczesnego okresu też reprezentują odmienne stanowiska, ale w nieco&#13;
innym zakresie. W 1961 r. Marian Sobieski we wstępie do pierwszego tomu&#13;
94&#13;
&#13;
�Dzieł wszystkich Kolberga, oceniając m.in. jego kompozycje fortepianowe&#13;
i opracowania muzyki ludowej z lat 1842–1849, pisał:&#13;
Podobne stanowisko Kolberga-kompozytora widzimy w jego opracowaniach&#13;
pieś­ni ludowych, gdzie dyskretny i skromny akompaniament nie zaciera i nie&#13;
przytłacza oryginalnej melodii ludowej. Dowodzi to z jednej strony szacunku kompozytora dla twórczości ludowej, z drugiej strony jest świadectwem konsekwentnej realizacji programowych założeń muzyki domowej. Dostosowanie się autora&#13;
do możliwości wykonawczych szerokich rzesz amatorów-muzyków otworzyło&#13;
drogę do popularyzacji wśród nich polskich melodii ludowych, a tym samym&#13;
do przeniknięcia w nurt muzyki domowej elementów ludowych i narodowych1.&#13;
&#13;
Po dokładniejszej charakterystyce jego pierwszych folklorystycznych&#13;
publikacji dodał:&#13;
Kolberg starał się urozmaicić akompaniament w duchu ludowym przez naśladowanie basowania kapeli ludowej (buczenie kwint), czy stosowanie nuty pedałowej, imitującej brzmienie dudów. Jedno jest pewne: że mimo tych uzasadnionych rozumowo starań brakło tu rzeczywiście talentu […]2.&#13;
&#13;
Jednak nie zawsze te wczesne publikacje Kolberga były właściwie rozumiane3. Etnomuzykolodzy melodie wokalne wydawane przez Kolberga&#13;
M. Sobieski Oskar Kolberg jako kompozytor i folklorysta muzyczny..., s. XLIV–XLV.&#13;
M. Sobieski tamże , s. L–LI.&#13;
3&#13;
W roku 1988 Julian Maślanka pisał, że całość zapisu nutowego, tj. melodia wokalna i akompaniament w pierwszym zbiorze z lat 1842–1845 są autorstwa Kolberga, a „Pieśni ludu weselne&#13;
mają wprawdzie muzykę jeszcze komponowaną przez Kolberga, ale już z troską o upodobnienie jej do muzyki ludowej” (J. Maślanka Folklorystyka polska w latach 1831–1863... , s. 77).&#13;
Podobnie ocenę opracowania melodii ludowych przez Kolberga formułował nieco wcześniej&#13;
R. Górski, zob. w jego biografii Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności, wyd. 2, Warszawa 1974, s. 50 i 59. Jednak zakres edytorskiego opracowania muzyki ludowej w Pieśniach&#13;
ludu polskiego wydanych w latach 1842–1845 w Poznaniu i w Pieśniach ludu weselnych z lat&#13;
1847–1849, wbrew twierdzeniu obu autorów, jest taki sam — melodie wokalne w obu tych&#13;
zbiorach nie były komponowane, były to melodie ludowe, komponowany był tylko akompaniament fortepianowy. Pewne nieporozumienia powodował też termin „rozwijać”, używany&#13;
czasem przez Kolberga, np. w tytule pierwszej publikacji folklorystycznej z roku 1842: Pieśni&#13;
ludu polskiego zebrał i rozwinął… O następnym zbiorze, Pieśni ludu weselne, R. Górski pisze,&#13;
że Kolberg melodii tam zamieszczonych „już nie usiłował »rozwijać« i poprawiać” (R. Górski&#13;
Oskar Kolberg. Zarys życia i działalności… s. 59). Jednak we wstępie do Pieśni ludu weselnych Kolberg użył również tego określenia: „[...] rozwijając jedne po drugich obrzędy weselne&#13;
[...]” , co znaczyło tylko, tak samo jak w r. 1842, że przedstawia ich liczne przykłady.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
95&#13;
&#13;
�w latach 1842–1849 traktowali tak samo jak zamieszczane w edycjach późniejszych. Natomiast akompaniament fortepianowy spotykał się ze strony&#13;
krytyków i innych zainteresowanych z różnymi, m.in. przytoczonymi wyżej&#13;
opiniami. Zależały one od tego, czy traktowali wydawane przez Kolberga&#13;
zbiory jako dokumentację folkloru muzycznego, czy jako środek popularyzacji muzyki ludowej lub szerzej – muzyki narodowej. Analizując od strony&#13;
muzycznej wczesne zbiory folklorystyczne, wydane przez Kolberga przed&#13;
podjęciem prac nad monografiami etnograficzno-folklorystycznymi, badacze muzyki ludowej odróżniają dwa problemy: ocenę towarzyszącej melodiom oprawy w postaci akompaniamentu oraz wartość prezentowanych&#13;
tam utworów ludowych jako dokumentów ówczesnego stanu folkloru. Tę&#13;
ostatnią może wskazać konfrontacja ich z zapisami terenowymi, bezpośrednimi wynikami badań Kolberga. Możliwość oceny zgodności pierwodruków tych melodii z podstawą, to jest z notacjami ze słuchu, ograniczona&#13;
jest tylko obecnym stanem zachowania spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, a ta – jak wiadomo – nie przetrwała w całości. Poszerza tę możliwość&#13;
porównanie melodii drukowanych w tym pierwszym okresie działalności&#13;
Kolberga z materiałami zamieszczanymi później w regionalnych tomach&#13;
Ludu, w których wykorzystał te same zapisy prymarne. Porównanie licznych zapisów nutowych zamieszczonych w publikacjach z lat 1842–1849&#13;
z zachowanymi rękopisami wykonanymi ze słuchu wskazuje, że melodia&#13;
wokalna jest taka sama, a niewielkie korekty w niektórych nielicznych&#13;
przypadkach nie dotyczą zasadniczego jej przebiegu 1. Również zgodność&#13;
melodii wokalnych i instrumentalnych wydanych w latach 1842–1849&#13;
z późniejszymi ich przedrukami w Ludzie i Obrazach etnograficznych&#13;
może wskazywać na autentyczność muzyki prezentowanej w tych wczesnych zbiorach, nawet jeżeli nie dysponujemy dziś zapisami terenowymi&#13;
Kolberga, wykonanymi bezpośrednio w czasie badań, ponieważ monografie regionalne przygotowywał Kolberg do druku — jeżeli chodzi o muzykę przede wszystkim — na podstawie zapisów ze słuchu sporządzanych&#13;
w czasie badań terenowych.&#13;
W roku 1849 Kolberg opublikował także tekst całkowicie odmienny&#13;
od dotychczasowych. Dnia 17 października tamtego roku w Paryżu zmarł&#13;
Fryderyk Chopin. Na wiadomość o zgonie kompozytora Kolberg napisał&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II).&#13;
&#13;
96&#13;
&#13;
�krótki, nacechowany emocjonalnie nekrolog Szopen umarł!1. W latach następnych starał się gromadzić informacje o życiu Chopina, prostował błędy&#13;
w wychodzących drukiem biografiach kompozytora, poszukiwał utworów,&#13;
które pamiętał z warszawskiego okresu jego życia i publikował odnalezione&#13;
juwenilia, ale wtedy, jesienią 1849 r., jedna stroniczka w „Bibliotece Warszawskiej” musiała zmieścić jego refleksje wywołane bezpośrednio przez&#13;
tę wiadomość. Dał tam wyraz swemu bólowi, ale także wierze, że muzyka&#13;
Chopina jest nieśmiertelna i zawsze będzie towarzyszyć ludziom szukającym pocieszenia.&#13;
Tak spontaniczną i silną reakcję Kolberga odnajdujemy potem zaledwie&#13;
kilka razy w listach związanych z wydarzeniami w rodzinie. Retoryka tekstu napisanego w chwili otrzymania wiadomości o śmierci kompozytora&#13;
i wyraźnie widoczne w nim emocjonalne zaangażowanie odbiegają od charakterystycznej dla Kolberga powściągliwości. Następne jego publikacje,&#13;
listy i notatki na temat dzieł i życia Chopina mają zawsze bardzo rzeczowy&#13;
charakter, nawet wtedy gdy są to jego osobiste wspomnienia dotyczące&#13;
wykonywania przez kompozytora własnych utworów. Uwielbienie dla&#13;
twórczości Chopina, a także świadomość, że słuchając go, obcuje z czymś&#13;
niezwykłym, towarzyszyły Kolbergowi przez całe życie, od pierwszego kontaktu w profesorskim domu w Warszawie, jednak raz tylko, właśnie w tym&#13;
nekrologu, odsłonił tak bardzo swe uczucia.&#13;
W listach z lat późniejszych wspominał niekiedy, że grywa utwory Chopina dla własnej przyjemności, z innych źródeł wynika, że czasem także dla&#13;
niewielkiego grona słuchaczy. Niewiele znamy relacji o Kolbergu–pianiście&#13;
i są to wypowiedzi amatorów, nie zawodowych krytyków muzycznych, ale&#13;
świadczą one, że osoby słyszące kompozycje Chopina w jego wykonaniu&#13;
były wyraźnie wzruszone, a jego gra podobała się. Paulina Wilkońska, opowiadając o spotkaniu u Seweryny Pruszakowej w styczniu 1851 r., kończy relację: „Potem Oskar Kolberg uproszony zagrał nam mazury Szopena&#13;
— i całe zachwycił zebranie”2. Przypuszczać można, że dzięki znakomitej&#13;
pamięci muzycznej żywy był w jego wykonawstwie sposób „traktowania&#13;
instrumentu” przez kompozytora.&#13;
&#13;
1&#13;
O. Kolberg Szopen umarł! „Biblioteka Warszawska” 1849, T. 4, s. 436, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 460, tekst nr 979.&#13;
2&#13;
P. Wilkońska Moje wspomnienia o życiu towarzyskim…, s. 134.&#13;
&#13;
97&#13;
&#13;
�IV&#13;
[Premiera Króla pasterzy i Sceny w karczmie w prywatnym salonie muzycznym. – Następne kompozycje fortepianowe. – Badania terenowe w zaborze&#13;
rosyjskim.]&#13;
&#13;
W roku 1848 lub 1849 powstał pierwszy znany portret1 Oskara Kolberga, mającego wówczas około trzydziestu pięciu lat. Oryginał obrazu zaginął&#13;
w czasie powstania warszawskiego w roku 1944, zachowała się tylko jego&#13;
fotografia. Namalował go Antoni, który wrócił wtedy do Warszawy po długim pobycie w Rzymie i Paryżu.&#13;
Spośród dotychczasowego dorobku Antoniego najwyżej ceniono właśnie portrety – przysłane z Włoch chwalono już w recenzjach z wystawy&#13;
w salach Szkoły Malarstwa w czerwcu roku 1845. Nieco później, prawdopodobnie w roku 1850, Antoni wykonał portrety rodziców. Ojca, nieżyjącego&#13;
od kilkunastu lat, malował według litografii wykonanej w latach dwudziestych XIX w. w Berlinie lub według miniatury, matka do swego porteru&#13;
mogła mu pozować osobiście2. Wkrótce potem, w roku 1852, Antoni ożenił&#13;
się z Eleonorą Marconi (1832–1883), była ona siostrą jego przyjaciela, też&#13;
malarza, Karola Marconiego, z którym w latach następnych kilkakrotnie&#13;
współpracował przy wykonywaniu fresków w kościołach i gmachach publicznych Warszawy. Antoni nadal cieszył się renomą także jako autor obrazów religijnych – już w roku 1840 jego obraz Św. Trójca umieszczony&#13;
był w ołtarzu katedry Św. Jana w Warszawie, w roku 1854 wystawiony był&#13;
w salach Towarzystwa Dobroczynności obraz Matki Boskiej Szkaplerznej&#13;
przeznaczony dla kościoła w Żbikowie3.&#13;
W tym okresie, tj. w latach 1848–1849, bliski ukończenia był wspomniany już tutaj Król pasterzy, najbardziej znany utwór sceniczny Oskara&#13;
Kolberga, z librettem Lenartowicza. Fabuła jednoaktowej „opery sielskiej”,&#13;
zaczerpnięta z utworu F.L. Jaskólskiego Pasterze na Bachorzy4, opowiada o kujawskim zwyczaju wybierania króla spośród dziewcząt i chłopców&#13;
Zob. ryc. 3 w tym tomie.&#13;
Zob. ryc. 1 i 2 w tym tomie.&#13;
3&#13;
Donosiła o tym prasa warszawska, dodając: „Tym bardziej obraz ten godzien zastanowienia, iż obstalowany został przez żonę włościanina w wypełnieniu ostatniej woli jej męża,&#13;
co stosunkowo do jej możności bardzo wielki wydatek stanowi. Obraz ten przynosi zaszczyt&#13;
artyście […]”, „Dziennik Warszawski” 1854, nr 217 z 21 sierpnia.&#13;
4&#13;
Zob. przypis 3 na s. 80.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
98&#13;
&#13;
�wypasających bydło na rozległych bagnistych łąkach nazywanych Bachorzą.&#13;
Królem zostawał ten, kto pierwszy przypędził swe stado na Bachorzę rano&#13;
w dzień Zielonych Świąt. Według libretta jeden z pasterzy, Maciuś Ciemięga, postanowił przechytrzyć towarzyszy i w przeddzień konkursu zagrzebał&#13;
się w stogu siana, aby spędzić w nim noc i rano pojawić się jako pierwszy.&#13;
Zbudził się jednak za późno, gdy inni byli już na miejscu, a pierwsi przybyli&#13;
Rózia i Wojtek, którym gromada przyznała wieńce. Maciuś został wyśmiany,&#13;
a Rózia i Wojtek wyznali sobie miłość i królowali przez cały dzień.&#13;
Według listu Kolberga do Sikorskiego, libretto pozostawione w rękopisie&#13;
przez Lenartowicza przed jego nagłym wyjazdem w roku 1848 wymagało&#13;
uzupełnienia. Porównanie znanego libretta1 z jego wersją podpisaną pod&#13;
nutami w partyturze wskazuje, że różnice między tymi dwoma tekstami&#13;
(poza arią Rózi z III sceny) są niewielkie i wynikają prawdopodobnie z konieczności dostosowywania tekstu do śpiewu.&#13;
Prywatna premiera odbyła się 4 kwietnia 1853 r. w salonie Faustyna&#13;
Żylińskiego (1796–1867), tenora, dyrygenta i kompozytora. To pierwsze&#13;
przedstawienie Króla pasterzy miało formę koncertu z towarzyszeniem&#13;
fortepianu, a wykonawcami partii wokalnych byli amatorzy. Recenzji po tej&#13;
premierze nie opublikowano, wzmianki o niej pojawiły się tylko w „Dzienniku Warszawskim”2 i w Pamiętnikach miasta Warszawy Karola Kucza&#13;
(1815–1892), dziennikarza, komediopisarza i wydawcy:&#13;
Co zaś do prywatnych tego rodzaju wieczorów, jednym z znaczniejszych był&#13;
wieczór w domu znanego muzyka p. Żylińskiego, gdzie zebrani Amatorowie&#13;
i Amatorki wykonali pod przewodnictwem p. Kolberga dwie opery własnego&#13;
jego utworu, to jest Król pasterzy i Powrót Janka. Z tych pierwsza, na samych&#13;
ludowych motywach oparta, odznacza się nadzwyczajną melodią i znaczną liczbą wzniosłych ustępów i godną byłaby publicznego przedstawienia3.&#13;
&#13;
Publiczna premiera Króla pasterzy na scenie opery warszawskiej odbyła&#13;
się parę lat później, w marcu 1859 r. Tu odnotować jednak trzeba, że w roku&#13;
1853 w „Dzienniku Warszawskim” nie podano nazwiska autora libretta,&#13;
1&#13;
T. Lenartowicz Król pasterzy. Obrazek z życia ludu wiejskiego, napisany w 1 akcie,&#13;
Warszawa 1859. Libretto zostało wydane równocześnie z wyciągiem fortepianowym utworu&#13;
Kolberga i prawdopodobnie jego tekst nie był konsultowany z autorem, który był już wtedy&#13;
od ponad dziesięciu lat na emigracji.&#13;
2&#13;
„Dziennik Warszawski” 1853, nr 92, notatka w dziale Wiadomości krajowe.&#13;
3&#13;
K. Kucz Pamiętniki miasta Warszawy z roku 1853, T. 1, Warszawa 1854, s. 235.&#13;
&#13;
99&#13;
&#13;
�informując tylko, że jest nim „jeden z poetów naszych” — wymienianie nazwiska Lenartowicza, zbiegłego za granicę, było wtedy zakazane. Ponadto&#13;
w krótkim artykuliku liczącym kilkanaście wierszy, choć zaznaczono, że Kolberg „znany jest tak zaszczytnie z wielu utworów muzycznych”, dwukrotnie&#13;
przypomniano, że jest on „sumiennym zbieraczem melodii ludowych”. W literackim i artystycznym świecie Warszawy miał wówczas ustaloną pozycję&#13;
przede wszystkim jako muzyk notujący w terenie i wydający drukiem folklor.&#13;
W tym samym dniu, tj. 4 kwietnia 1853 r. wykonany został w salonie&#13;
Żylińskiego drugi utwór sceniczny Kolberga: Scena w karczmie, czyli Powrót Janka1, napisany do tekstu Jana Kantego Gregorowicza (1818–1890).&#13;
Gregorowicz po śmierci ojca gospodarował w Bilczy, w pow. sandomierskim,&#13;
a około roku 1850, po próbach życia na wsi, zamieszkał w Warszawie i pracował jako dziennikarz i literat. Dosyć szybko stał się cenionym pisarzem dla&#13;
ludu i autorem książek dla dzieci. Kolberg poznał go zapewne u Wójcickich&#13;
lub w redakcji „Biblioteki Warszawskiej”, w której w roku 1850 zamieszczony&#13;
był literacki debiut Gregorowicza Obrazki wiejskie. W zbiorach Kolberga zachował się rękopis pt. Scena w karczmie, czyli Powrót Janka2 bez podpisu&#13;
autora — jest to prawdopodobnie oryginał libretta pióra Gregorowicza. Widnieją na nim poprawki i dopiski ręką Kolberga, m.in. w tytule, który pierwotnie był krótszy: Scena w karczmie, czyli Powrót. Fabuła utworu jest bardzo&#13;
prosta: zgromadzeni w karczmie wieśniacy bawią się po pracy, tylko Basia&#13;
jest smutna, tęskni za Jankiem, który ze swym panem pojechał do Warszawy. Jednak tego wieczoru Janek, również stęskniony za Basią i swą rodzinną wsią, szczęśliwie wraca ze stolicy, jego zdaniem zbyt ludnej i hałaśliwej;&#13;
wśród zgromadzonych w karczmie osób, pary zakochanych i ich krewnych&#13;
i przyjaciół, może znowu zapanować radość. Bardzo podobną treść ma też&#13;
„obrazek wiejski ze śpiewami” Janek spod Ojcowa Gregorowicza 3. Wpraw1&#13;
Utwór Scena w karczmie zachował się w postaci głosów wokalnych i niepełnej wersji&#13;
fortepianowej, opublikowany jest w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne,&#13;
zebrała i opracowała D. Idaszak (DWOK T. 68), s. 489–599. 		&#13;
2&#13;
Rękopis w tece 51 Miscellanea, Arch. PTL, sygn. 1358, k. 44–50.&#13;
3&#13;
K. Michałowski w katalogu Opery polskie, Kraków 1954, s. 61, jak wszyscy z Kolbergiem&#13;
włącznie, myląc Scenę w karczmie z utworem Gregorowicza Janek spod Ojcowa, podaje,&#13;
że premiera „obrazka wiejskiego” odbyła się w Warszawie 26 XII 1853 r. (5 stycznia 1854 r.),&#13;
a tekst opublikował Gregorowicz pod tym samym tytułem w roku 1862. Krótką recenzję&#13;
przedstawienia utworu Gregorowicza zamieściła „Gazeta Codzienna” w nr 14 z 16 stycznia&#13;
1854 r., ale nie ma tam wzmianki o muzyce do Janka spod Ojcowa, a trudno przypuszczać,&#13;
aby w dzienniku, którego Gregorowicz był wówczas współredaktorem, pominięto nazwisko&#13;
&#13;
100&#13;
&#13;
�dzie nie wiadomo dokładnie ani kiedy Kolberg rozpoczął i zakończył prace&#13;
nad Sceną w karczmie, ani kiedy Gregorowicz napisał Janka spod Ojcowa,&#13;
ale jest bardziej prawdopodobne, że libretto, krótsze i mniej rozbudowane,&#13;
powstało wcześniej niż „obrazek wiejski ze śpiewami”. Utwór Kolberga musiał być napisany najpóźniej na przełomie lat 1852 i 1853, ponieważ zespół&#13;
amatorów potrzebował czasu na przygotowanie premiery, która odbyła się&#13;
razem z Królem pasterzy, tj. 4 kwietnia 1853 r. Sztuka Gregorowicza wystawiona była dziewięć miesięcy później, w styczniu 1854 r., dlatego sądzić&#13;
można, że Gregorowicz najpierw napisał na prośbę Kolberga libretto Sceny&#13;
w karczmie, a dopiero potem Janka spod Ojcowa. W tym utworze przeniósł&#13;
akcję przed karczmę, na wolne powietrze, dodał dwie postacie i zmienił nieco przebieg wydarzeń, a także użył innego tytułu, aby odróżnić swój utwór&#13;
od kompozycji Kolberga, tym bardziej że nie była to już „scena w karczmie”.&#13;
Tylko dwa fragmenty tekstu: śpiewka Janka (nr 4) i chór kończący sztukę&#13;
(nr 8) są prawie identyczne z odpowiednimi tekstami Sceny w karczmie, ale&#13;
wszystkie inne partie śpiewane, pozostały tekst prozą i znana muzyka1 do&#13;
Janka spod Ojcowa są zupełnie inne.&#13;
Kolberg miał prawdopodobnie pewien udział w pierwotnym opracowaniu muzyki do Janka spod Ojcowa, sam pod koniec życia w Szkicu&#13;
autobiografii pisał:&#13;
Janek spod Ojcowa Gregorowicza był to tylko wodewil ze śpiewkami, do którego napisałem tylko śpiewkę Janka z chórem i duet. Miał być rozszerzony, ale&#13;
wypadki r. 1861 przeszkodziły2.&#13;
Kolberga, jeżeli by wykorzystano jego kompozycję. K. Michałowski informuje też, że w Poznaniu w 1857 r. wystawiono Janka spod Ojcowa z muzyką Adama Tarnowskiego (1816–1890),&#13;
wówczas kapelmistrza Teatru Rozmaitości w Warszawie, w którym odbyła się premiera. Sztukę Gregorowicza grano znowu w Warszawie w 1862 r., przedstawienie to wymienia „Pamiętnik Muzyczny i Teatralny” (1862, nr 52, s. 827) w zestawieniu utworów granych na scenach&#13;
warszawskich w dziale „Tragedie, dramaty i komedie”, a nie wśród oper i innych utworów&#13;
muzycznych, ale nazwisk autorów w zestawieniu nie podawano.&#13;
1&#13;
Jednoaktówka Janek spod Ojcowa wydana została w Warszawie w 1862 r. bez nazwiska&#13;
autora, następnie z nazwiskiem Gregorowicza w Poznaniu w r. 1903 z muzyką Adama Tarnowskiego i ponownie w Poznaniu z muzyką tego samego autora w r. 1912. W dostępnym egzemplarzu wydania Janka spod Ojcowa z 1862 r. nie było zapisów nutowych. Dla porównania&#13;
(wykonał je Ł. Smoluch) muzyki Tarnowskiego do Janka spod Ojcowa i Kolberga do Sceny&#13;
w karczmie wykorzystano wydanie z 1912 r.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68. Wspomniane tu przez Kolberga „wypadki&#13;
roku 1861” to tzw. rewolucja lutowa poprzedzająca powstanie styczniowe, zob. też s. 162.&#13;
&#13;
101&#13;
&#13;
�Te zdania mogą się odnosić wyłącznie do jednoaktówki Gregorowicza,&#13;
nie do Kolbergowskiej Sceny w karczmie, która jest w całości utworem&#13;
muzycznym. Sądzić więc można, że Kolberg po ponad trzydziestu latach&#13;
sam zapomniał o swej kompozycji, wystawionej tylko ten jeden raz w warszawskim salonie w kwietniu 1853 r. i niewydanej drukiem za życia autora. Wspominał tylko krótki moment współpracy z Gregorowiczem nad&#13;
nową wersją sceniczną jego obrazka. Późniejsi bibliografowie i biografowie&#13;
Kolberga i Gregorowicza utożsamiali kompozycję Kolberga z drukowanym&#13;
i grywanym „obrazkiem wiejskim” tego drugiego autora, choć są to dwa odmienne dziełka sceniczne. Dla Kolbergowskiej Sceny w karczmie używano&#13;
też wielokrotnie tytułu jednoaktówki Gregorowicza1. W przeciwieństwie do&#13;
Króla pasterzy, „opery sielskiej” Kolberga granej w operze warszawskiej&#13;
w 1859 r., której wyciąg fortepianowy został wydany drukiem w latach&#13;
1859–1860, drugi jego utwór teatralny, Scena w karczmie, niedrukowany&#13;
i niewystawiany publicznie w XIX wieku, popadł w niepamięć. Wydany&#13;
został dopiero w roku 1990 razem z innymi kompozycjami Kolberga w jego&#13;
Dziełach wszystkich, a ponownej prezentacji przed publicznością doczekał&#13;
się po ponad stu sześćdziesięciu latach, w roku 20142.&#13;
Lata 1849–1857, poza pracą zawodową w Dyrekcji Kolei Żelaznej, komponowaniem utworów scenicznych i przygotowywaniem ich koncertowej&#13;
premiery, wypełniały Kolbergowi także inne zajęcia związane z muzyką.&#13;
Kontynuował badania terenowe i przygotowywał ich wyniki do wydania&#13;
drukiem, tworzył kompozycje fortepianowe i wokalne i współpracował&#13;
K. Kucz w Pamiętnikach miasta Warszawy z roku 1853…, s. 235, w notatce sporządzonej bezpośrednio po premierze odnotował tytuł Powrót Janka. Tytuł Janek spod Ojcowa&#13;
dla utworu Kolberga pojawia się jednak już w poświęconym Kolbergowi artykule w tomie 15&#13;
Encyklopedii powszechnej Orgelbranda z roku 1864, którego treść znał on na pewno. Na podstawie Szkicu autobiografii tytuł Janek spod Ojcowa podał I. Kopernicki w artykule Oskar&#13;
Kolberg („Nowa Reforma” 1889, nr 108) i później w biografii Kolberga zamieszczonej we wstępie do Przemyskiego (zob. T. 35, s. IX). Za Kopernickim tytuł jednoaktówki Gregorowicza&#13;
zamiast tytułu Scena w karczmie, czyli Powrót Janka przytaczali kolejni autorzy biografii&#13;
Kolberga i bibliografowie. Zob. m.in. katalog K. Michałowskiego Opery polskie (Kraków 1954)&#13;
i Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut” (T. 8: Wrocław 1969, s. 46).&#13;
2&#13;
Scenę w karczmie, czyli Powrót Janka wystawiono w roku 2014 w Poznaniu w reżyserii&#13;
Artura Romańskiego z okazji Roku Kolberga. Dla tego przedstawienia kompozycja Kolberga&#13;
została zinstrumentowana przez Macieja Prochaskę, a libretto zredagowane przez Ewę Antyborzec. Zob. też M. Prochaska Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), oraz tenże&#13;
„Scena w karczmie”, nieznana opera Oskara Kolberga, „Przegląd Wielkopolski” R. 29: 2015,&#13;
nr 1, s. 38–41.&#13;
1&#13;
&#13;
102&#13;
&#13;
�z Józefem Sikorskim przy poszukiwaniu archiwaliów muzycznych potrzebnych do badania historii muzyki polskiej.&#13;
Józef Sikorski w roku 1849 zwrócił się listem otwartym1 do władz kościelnych z apelem o udostępnienie badaczom zabytków związanych z muzyką, znajdujących się w należących do nich świątyniach, archiwach i bibliotekach. Przedstawiony tam program badań był bardzo rozległy i zarazem konkretny, obejmował nie tylko nuty, informacje o organach, ich budowniczych&#13;
itp., ale także dzieła sztuki, malarstwo i rzeźbę, prezentujące np. instrumenty. W poszukiwaniach zabytków polskiej kultury muzycznej prowadzonych&#13;
przez Sikorskiego brał wówczas udział Kolberg. Zachował się brulion ich&#13;
wspólnego listu do Kapituły Łowickiej, w którym proszą o wypożyczenie&#13;
rękopisu „z XIV czy XV wieku […] dla bliższego rozpatrzenia się w nim”2.&#13;
Nie wiadomo, czy Kolberg towarzyszył Sikorskiemu także w innych ośrodkach poza biblioteką kolegiaty łowickiej, którą odwiedzili razem w 1851 r.&#13;
Podjęta wtedy akcja odniosła skutek. Sikorski zgromadził wiele materiałów,&#13;
na podstawie których pisał artykuły do „Ruchu Muzycznego” i później do&#13;
innych czasopism. Jego notatki wykorzystali następni autorzy opracowań&#13;
o historii polskiej muzyki, m.in. Aleksander Poliński i Adolf Chybiński.&#13;
Nadal ukazywały się kompozycje fortepianowe Kolberga, w roku 1850 były&#13;
to Dwa mazury na pianoforte oraz Sześć kujawiaków na fortepian, te ostatnie dedykowane Teofili Gregorowiczowej, żonie Jana Kantego. W roku 1853&#13;
do publikacji charytatywnej3 przekazał Romans Rózi, fragment Króla pasterzy,&#13;
a lata następne przyniosły druk innych jego kompozycji wokalnych: Pod twym&#13;
okienkiem…4, do słów zapomnianego dziś poety Juliusza Heppena (1828–1898)&#13;
i Trzy pieśni J. B. Zaleskiego5 dedykowane Karolinie Fryben (1823–?) śpie1&#13;
Tekst tego apelu przytacza K. Morawska w artykule Badania nad muzyką dawną w Polsce w XIX w., w: Szkice o kulturze muzycznej XIX w. Studia i materiały, T. 3, pod red.&#13;
Z. Chechlińskiej, Warszawa 1976, s. 43–45.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Kapituły Łowickiej z 15 V 1851 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 48.&#13;
3&#13;
Romans Rózi drukowany był w pracy zbiorowej: Album muzyczne wydane przez&#13;
Komitet na korzyść Towarzystwa Wsparcia Artystów Muzyki tudzież pozostałych po nich&#13;
Wdów i Sierot, Lipsk [1853].&#13;
4&#13;
Pieśń była zamieszczona w serii Skarbiec salonowych śpiewów No 4, Warszawa 1855,&#13;
s. 3; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68),&#13;
s. 7–12, nr 2.&#13;
5&#13;
Pełny tytuł: Rojenia wiosenne. Młodo zaswatana. Śpiew poety. Trzy pieśni J. B. Zales­&#13;
kiego ułożył do śpiewu […] Warszawa 1857; przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 13–27, nr 3–5.&#13;
&#13;
103&#13;
&#13;
�waczce, która w latach 1856–1857 występowała w Warszawie. Trzy pieśni&#13;
zrecenzował Sikorski w „Ruchu Muzycznym”. Jak wszyscy piszący w tym czasie o Kolbergu, niezależnie od omówienia utworów, które były przedmiotem&#13;
recenzji, przypomniał, że od wielu lat zbiera on i wydaje pieśni ludu. Pieśniom&#13;
do słów J.B. Zaleskiego nie odmówił pewnych walorów, ale ocenił je niezbyt&#13;
wysoko, natomiast wspominając poprzednie kompozycje, dodał:&#13;
Wyjątek stanowią dziarskie mazury i mistrzowskie obertasy (powtarzamy to&#13;
przy każdej sposobności), tak jędrne, tak skończone, tak ludowe, a jednak oryginalne, że najlepsze innych autorów z daleka za nimi zostają1.&#13;
&#13;
Po sześcioletniej przerwie, w roku 1856, wydał Kolberg nowy utwór&#13;
fortepianowy: Grande marche, dedykowany „À son ami Mr Costantin Wolicki”2. Konstanty Wolicki (1805–1863), Kujawianin, muzyk wykształcony&#13;
w konserwatorium paryskim, za pomoc uczestnikom wyprawy Zaliwskiego został w 1834 r. skazany na utratę majątku i zesłanie na Syberię z nakazem stałego tam zamieszkania po odbyciu kary. W Tobolsku, później&#13;
w Omsku był dyrygentem i nauczycielem muzyki i sam wtedy komponował. W 1840 r. uzyskał zgodę na powrót do Królestwa Polskiego i pracował&#13;
w latach 1846–1856 w Dyrekcji Ubezpieczeń w Warszawie. Poświęconą&#13;
Wolickiemu kompozycję Kolberga krótko omówił Maurycy Karasowski,&#13;
który od roku 1854 zamieszczał recenzje w prasie warszawskiej, a o marszu&#13;
pisał na łamach „Biblioteki Warszawskiej”:&#13;
Jest to utwór większych rozmiarów, odznaczający się dobrym pomysłem i piękną harmonią, może za mało w nim melodii. Lecz nie wdając się w szczegółowy rozbiór, który bez użytku zabrałby nam wiele miejsca, śmiało go polecamy&#13;
wszystkim grającym na fortepianie jako dzieło rzeczywiście niemałej wartości3.&#13;
&#13;
W zachowanej korespondencji znajdujemy informację o komponowaniu w tym okresie utworów zamówionych przez prywatnych odbiorców.&#13;
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji. Trzy pieśni J. B. Zaleskiego ułożył do śpiewu O. Kolberg, „Ruch Muzyczny” 1858, nr 36, s. 283. Przedruk recenzji w tomie O. Kolberg Kompozycje&#13;
wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 659.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Grande marche pour piano par […] à son ami Mr Constantin Wolicki, Varsovie [1856]. Przedruk w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), nr 76,&#13;
s. 377–393, nota tamże, s. 683.&#13;
3&#13;
M. Karasowski Przegląd muzykalny, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 389. Przedruk&#13;
w tomie O. Kolberg Kompozycje fortepianowe… (DWOK T. 69), s. 724–725.&#13;
1&#13;
&#13;
104&#13;
&#13;
�W liście ze stycznia 1853 r. nieznany bliżej Aszperger przypominał o terminie odebrania nut i prosił o drobne zmiany w tekście, do którego melodię&#13;
miał napisać Kolberg. Pieśń miała być wykonana na urodzinach jego teścia,&#13;
Matuszewskiego, o którym też nie udało się odszukać bliższych danych.&#13;
Kolberg w itinerarium odnotował pobyt w roku 1856 i 1858 u Matuszewskich w Mąkolinie, w powiecie płockim, oraz w 1862 r. u Matuszewskiego&#13;
w Jasienicy, być może adresat komponowanej kantaty i mieszkaniec Mąkolina lub Jasienicy goszczący zbieracza pieśni był tą samą osobą. Szkic&#13;
tego utworu znajduje się wśród Kolbergianów przechowywanych w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym1. W tym samym liście Aszperger pisał&#13;
o terminie próby Króla pasterzy, więc prawdopodobnie należał do grona&#13;
amatorów biorących udział w prywatnej premierze u Faustyna Żylińskiego. Prośbę o skomponowanie muzyki napisał też nieznany autor w maju&#13;
1856 r., dołączając tekst wiersza2.&#13;
Jednak coraz więcej miejsca w pracach Kolberga zajmowała muzyka ludowa. Kontynuowanie przez niego badań nad folklorem po roku 1846 wymaga podkreślenia. Rabacja galicyjska zimą 1846 roku, tragiczna dla wielu&#13;
rodzin szlacheckich wymordowanych przez chłopów, nieudane powstanie&#13;
krakowskie, później przebieg Wiosny Ludów w Poznańskiem i w Galicji&#13;
i wynikające z tych wydarzeń wnioski spowodowały m.in. zmianę nastawienia do twórczości ludowej. Wielu z niedawnych apologetów literatury&#13;
ludowej przestało się nią w ogóle zajmować, uznając, że romantyczna teoria o inspirującej roli folkloru i o jego wielowiekowej tradycji jest błędna.&#13;
Formułowano też nowe tezy na temat folkloru, jego źródeł, stopnia zachowania w nim śladów dawnej literatury ustnej i przenikania do niego wątków i motywów z innych kręgów kulturowych – kościoła, dworów i miast,&#13;
a za ich pośrednictwem z całej literatury europejskiej i poza­europejskiej.&#13;
1&#13;
Faksymile szkicu tego utworu opublikowano w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne… (DWOK T. 68), s. 138–139, nr 34. W rękopisie nad nutami Kolberg zapisał:&#13;
„Matuszewska do Matuszewskiego”, a na końcu: „Powinszowania w dniu urodzin sędziwemu&#13;
mężowi od żony, z którą kilkadziesiąt lat przeżył”.&#13;
2&#13;
List nieznanego autora z 26 V 1856 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 60. Zachował się rękopis tej pieśni, zob. O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK&#13;
T. 68), s. 46–47, nr 10, w rkp. nad nutami notatka Kolberga: „Krakowiak posłany Frybenowi”&#13;
przytoczona w komentarzu rewizyjnym D. Idaszak, s. 151 tamże. Wydane w 1857 r. Trzy pieśni&#13;
J.B. Zaleskiego Kolberg dedykował Karolinie Fryben, śpiewaczce, która w latach 1856–1857&#13;
występowała w Warszawie. Nieznany bliżej Fryben, któremu Kolberg wysłał Krakowiaka, był&#13;
prawdopodobnie autorem listu, a także krewnym śpiewaczki.&#13;
&#13;
105&#13;
&#13;
�Krańcowe stanowisko w tej kwestii zajął Ryszard Berwiński (1819–1879),&#13;
przedtem rewolucyjny poeta romantyczny, parę lat wcześniej zbieracz bajek w Wielkopolsce. Osadzony w więzieniu w Berlinie za udział w spiskach w 1846 r., wstrząśnięty wypadkami w Galicji i załamaniem się Wios­&#13;
ny Ludów, zajął się studiami nad folklorem, a zwłaszcza nad wierzeniami.&#13;
Jeszcze w berlińskim Moabicie zebrał materiały, a że – jak ironicznie pisał&#13;
we wstępie – miał tam „obok dogodnego wczasu do pracy”, także dostęp&#13;
do literatury, głównie niemieckiej, przygotował pracę Studia o literaturze&#13;
ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej krytyki, wydaną w dwu&#13;
tomach w roku 1854. Poznański wydawca parę lat później dał książce&#13;
nową kartę tytułową, bliższą jej treści: Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych. Zasadniczą tezę studium sam autor streścił&#13;
następująco:&#13;
Lud nie ma nawet samodzielnej twórczości ducha, a jeśli ją ma, to w takiej tylko&#13;
mierze mutatis mutandis jak dziecko. Siła jego ducha, a raczej wyobraźni, jest&#13;
tylko raczej reproduktywną1.&#13;
&#13;
Teza ta była przedmiotem polemik, w których brał udział także Kolberg&#13;
w okresie pracy nad Krakowskiem, do czego trzeba będzie jeszcze wrócić.&#13;
Kolberg nie zaprzestał prowadzenia badań terenowych i przygotowywania do druku melodii ludowych, jego przekonanie o wysokiej wartości samodzielnej twórczości ludu i jego fascynacja wykonawstwem nieuczonych&#13;
instrumentalistów, śpiewaczek i śpiewaków były ugruntowane i pozostały&#13;
niezmienne. Równie ważne było dla niego archiwizowanie muzyki ludowej&#13;
na potrzeby przyszłych prac naukowych. W pierwotnej redakcji wstępu do&#13;
Pieśni ludu polskiego, powstałej prawdopodobnie około roku 1849, pisał:&#13;
Starannie wyświetlić początek, wpływ i ważność tych melodii będzie skutkiem&#13;
obecnych około zachowania ich zabiegów i popchnie naprzód wszelkie badania&#13;
historyczno-muzyczne2.&#13;
&#13;
Dlatego w dalszym ciągu gromadził pieśni i melodie i przygotowywał&#13;
nowe ich edycje. Po zakończeniu druku Pieśni ludu weselnych, a przed&#13;
R.W. Berwiński Studia o literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i naukowej&#13;
krytyki, T. 2, Poznań 1854, s. 216.&#13;
2&#13;
Rękopis tej pierwotnej wersji wstępu przytoczony jest w tomie O. Kolberg Pieśni ludu&#13;
polskiego. Suplement do t. 1 (DWOK T. 70), s. 3–5, przytoczone zdanie na s. 4.&#13;
1&#13;
&#13;
106&#13;
&#13;
�wydaniem nowego zbioru pieśni, tj. w latach 1849–1856, przeprowadził&#13;
badania terenowe w wielu regionach Królestwa i znacznie powiększył&#13;
swoje zbiory. Około czterdzieści lat później w itinerarium, spisując swe&#13;
wycieczki z tych lat, wymienił przede wszystkim miejscowości z Mazowsza, ale także z Radomskiego, Kieleckiego, Kaliskiego i z tej części Krakowskiego, która znajdowała się w granicach zaboru rosyjskiego, m.in. z okolic&#13;
Ojcowa. Były to podróże raczej krótkie, na niedzielę i święta, gdyż z powodu pracy zawodowej rzadko miał możliwość wyjazdu na dłużej. Nie znano&#13;
wówczas urlopów wypoczynkowych, a zwolnienie z pracy przysługiwało&#13;
tylko w bardzo ważnych sprawach rodzinnych i zdrowotnych, z czego co&#13;
najmniej trzykrotnie skorzystał Kolberg w latach 1855, 1857 i 1858. W jego&#13;
papierach osobistych zachowało się pismo z 23 sierpnia 1855 r. „Urlop dla&#13;
J.P. Oskara Kolberg, buchaltera Dyrekcji Drogi Żelaznej” o następującej&#13;
treści:&#13;
Wskutek prośby p. Kolberg na dniu wczorajszym wniesionej, Dyrekcja udziela&#13;
mu niniejszym urlop na dni 28 w celu udania się w gubernią radomską do Buska&#13;
i Solca dla poratowania zdrowia1 .&#13;
&#13;
Każdy wyjazd poza rogatki warszawskie wymagał paszportu pozwalającego na pobyt tylko na określonym w nim terenie, a wydawanego po odpowiednim uzasadnieniu. Takim paszportem był przytoczony wyżej dokument,&#13;
który równocześnie umożliwiał poruszanie się po wyznaczonej w nim guberni radomskiej. Na jego odwrocie odnotowano powrót do Warszawy dnia&#13;
19 września, a wyżej widnieje kilka potwierdzeń pobytu, m.in. notatka:&#13;
Widziano w urzędzie wójta gminy Łubnice, gdzie W-y Oskar Kolberg kurację&#13;
solanką odbywał. Obecnie służy do powrotu do Warszawy, Sichów, dnia 28/9&#13;
września 18552.&#13;
&#13;
Następny raz z urlopu dla poratowania zdrowia skorzystał dopiero po&#13;
zakończeniu druku Pieśni ludu polskiego, w połowie roku 1857. Wyjechał&#13;
wtedy na dłużej, m.in. był w Krakowie, w Zakopanem i Szczawnicy, a potem za granicą.&#13;
&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 49.&#13;
Tamże.&#13;
&#13;
107&#13;
&#13;
�Swe badania terenowe i kontakty z ludowymi wykonawcami w latach&#13;
poprzedzających wydanie Pieśni ludu polskiego opisał w liście do Józefa&#13;
Ignacego Kraszewskiego, któremu tom ten wysłał w czerwcu 1857 r.:&#13;
Co do sposobów zbierania i zdobywania tych pieśni, tyle tylko powiem, że niemało przy tym zaznałem trudności, a nawet i przykrości. Trudności te leżały&#13;
w nieufności naszego ludu, w niechęci, jaką ma do powierzania swoich pieśni&#13;
obcemu (tak nazywa każdego w paletocie lub surducie), w jego niecierpliwości&#13;
okazywanej przy powtarzaniu kilkakrotnym jednejże zwrotki itp. Nieraz przyszło mi w brudnej izbie, przy obawie o własną skórę, wśród duszącego dymu,&#13;
wyziewów i gwaru tłumnie zgromadzonego i cisnącego mnie ludu, bez światła prawie stenografować ulatujące dźwięki skrzypka i nieraz w lesie na pniu&#13;
drzewa lub w polu na własnym kolanie albo na karku towarzysza wędrówki&#13;
wpisywać nuty — a przy tym usuwać podejrzenia nastręczające się często co do&#13;
szkodliwych niby celów lub skutków mego zbierania itd.1&#13;
&#13;
Tak trudne warunki zapisywania melodii i tekstów były częstsze&#13;
w pierwszych latach folklorystycznych wycieczek Kolberga, ale zdarzały się&#13;
także później, jeżeli prowadząc badania terenowe, nie miał oparcia w osobach mieszkających w danej okolicy, rozumiejących ich cel i znaczenie&#13;
i ułatwiających mu kontakty z ludowymi wykonawcami.&#13;
Jak już tu zaznaczono, Pieśni ludu weselne były ostatnią publikacją&#13;
folkloru, w której Kolberg wokalne melodie ludowe opatrywał własnym&#13;
akompaniamentem. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zdecydował o zaniechaniu dotychczas stosowanej metody opracowywania melodii ludowych.&#13;
Stało się to na przestrzeni lat dzielących druk ostatnich fragmentów artykułu z pieśniami weselnymi w „Bibliotece Warszawskiej” i pierwszych anonsów prasowych o przygotowaniu nowego tomu, czyli między rokiem 1849&#13;
a początkiem 1854. W pracach o Kolbergu rezygnację z akompaniamentu&#13;
tłumaczono zwykle niskimi ocenami, dotyczącymi nie tylko opracowań pieśni ludowych, ale także jego własnych utworów. Dołączanie do oryginalnej melodii wokalnej akompaniamentu instrumentalnego, stosowane przez&#13;
Kolberga w latach 1842–1849, było przyjęte powszechnie wobec pieśni ludowych przez jego poprzedników, często znakomitych muzyków, i aprobowane przez zbieraczy tekstów. Ten sposób wydawania polskiego folkloru&#13;
sprzyjał jego popularyzacji w środowiskach uprawiających „muzykowanie&#13;
1&#13;
&#13;
List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 74.&#13;
&#13;
108&#13;
&#13;
�domowe”. Zaniechanie przez Kolberga oddawania do druku opracowania&#13;
służącego równocześnie i dokumentacji, i popularyzacji twórczości ludowej&#13;
wynikało raczej z własnej refleksji na temat zadania, jakie przed nim stoi,&#13;
niż z reakcji na recenzje, i wiązało się z dochodzeniem do głosu nowych&#13;
nurtów w poglądach na folklor i metody jego wydawania drukiem. Jakkolwiek oceniany jest akompaniament dodawany przez Kolberga do ludowych&#13;
melodii wokalnych, dziś stwierdzić możemy, że początkująca folklorystyka&#13;
około roku 1850 wyczerpała model opracowywania do druku pieśni ludowych przyjęty od czasu rozprawy Józefa Królikowskiego z roku 1818&#13;
i wydania przez Karola Lipińskiego melodii do Pieśni polskich i ruskich…&#13;
Wacława Zaleskiego w roku 1833. Zbiory pieśni nie mogły już pełnić dwu&#13;
różnych funkcji, innego opracowania wymagały publikacje potrzebne do&#13;
badań naukowych, a innego służące popularyzacji ludowej muzyki.&#13;
W połowie wieku XIX w wypowiedziach o folklorze w prasie i innych publikacjach nasiliły się głosy najpierw o zmianach w obserwowanej prawie od&#13;
początku wieku twórczości ludowej, a później wręcz o jej zanikaniu. Z naturalną zmiennością folkloru zbiegły się wtedy procesy gospodarcze i społeczne&#13;
wynikające ze stopniowej likwidacji pańszczyzny oraz z uprzemysłowienia&#13;
niektórych regionów, co powodowało przemieszczanie się ludności wiejskiej&#13;
do ośrodków fabrycznych. Pańszczyzna, a z nią przywiązanie chłopa do ziemi,&#13;
zostały zniesione w zaborze rosyjskim najpóźniej, dopiero w marcu 1864 r.&#13;
Jednak już likwidacja granicy celnej między Królestwem a Rosją w październiku 1850 r. przyczyniła się do szybkiego rozwoju przemysłu w Warszawie&#13;
i powstawania fabryk także w innych miastach, z czym wiązało się gwałtowne zapotrzebowanie na robotników. Najbardziej znanym skutkiem otwarcia&#13;
nowych rozległych rynków zbytu jest rozwój włókiennictwa w Łodzi.&#13;
Głosy o zanikaniu pieśni ludowych i potrzebie ich utrwalania pojawiały&#13;
się już wcześniej. M.in. poeta Stefan Witwicki (1802–1847) pisząc w r. 1830&#13;
o muzyce ludowej jako tworzywie dla kompozytorów opery narodowej,&#13;
stwierdzał: „[...] życzyć bardzo należy, aby nuty naszych śpiewów gminnych,&#13;
podobnież jak i same pieśni, zostały zebrane i ogłoszone, [...] gdy śpiewy&#13;
krajowe znacznie się już między ludem przytłumiają”1. J. Lipiński, opisując&#13;
w roku 1842 wesele w Wielkopolsce, dodał: „[...] ale pieśni przy tym obrzędzie używane giną powoli”2. W okresie szybkiej industrializacji Królestwa&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
S. Witwicki Piosnki sielskie, Warszawa 1830, s. XIX–XX.&#13;
J.J. Lipiński Porządek obrzędu weselnego ..., s. 285.&#13;
&#13;
109&#13;
&#13;
�wypowiedzi takie stają się alarmistyczne, np. w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
w roku 1859 czytamy:&#13;
Jak wszystko wokoło nas nagle się zmienia i przeistacza, tak i lud nasz ulega tym&#13;
zmianom. W pobliżu Warszawy i innych miast większych polskich traci właściwą charakterystykę, zrzuca ubiór dawny, zapomina melodii i piosnek swoich1.&#13;
&#13;
Kolberg zauważał zjawisko zmienności folkloru związane z procesami&#13;
gospodarczymi i społecznymi, a także jego naturalną skłonność do tworzenia wariantów. We wstępie do Pieśni ludu polskiego wydanych w 1857 r.&#13;
pisał m.in.:&#13;
W jednej i tej samej wsi zdarzało mi się niekiedy słyszeć po parę odmian jednejże&#13;
pieśni; w sąsiedniej wsi już inaczej śpiewano, gdy tymczasem o kilkanaście mil&#13;
dalej pierwsza melodia znów wypływała. Bywały przypadki, że taż sama osoba po&#13;
kilku latach zmieniała nieco tok melodii, co już (choć nie ze wszystkim) zacierało&#13;
pierwotny jej wyraz; a cóż dopiero gdyby ją przyszło usłyszeć po latach kilku lub&#13;
kilkudziesięciu. Pieśń jest po większej części tradycyjną; więc czas, stosunki ludzi&#13;
zobopólne, zmiana trybu życia, moda, która z dworca szlacheckiego zaczyna już do&#13;
chaty wieśniaczej zaglądać, wreszcie osobistość śpiewaka (jego muzyczne usposobienie) i mnóstwo innych okoliczności wciąż na nią wpływają w nieskończonych&#13;
odcieniach. Ruch tu, jak wszędzie gdzie życie, nieustanny [...]2.&#13;
&#13;
Pisał więc o zmienności pieśni, wskazywał niektóre przyczyny powstawania wariantów, stopniowego zapominania niektórych pieśni i pojawiania&#13;
się nowych, ale nie sugerował zanikania folkloru.&#13;
V&#13;
[Sytuacja w Królestwie Polskim po klęsce Rosji w wojnie krymskiej. – Powstanie nowego programu edytorskiego Kolberga i wydanie przez niego Pieśni ludu&#13;
polskiego w latach 1856–1857. – Oceny tego zbioru przez współczesnych.]&#13;
&#13;
W marcu 1855 r. zmarł car Mikołaj I, po nim rosyjski tron objął Aleksander II (1818–1881). Z tymi faktami i Rosjanie, i Polacy wiązali nadzieje&#13;
na zmiany. W roku następnym, 30 marca, zawarty został w Paryżu pokój po&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3, s. 260.&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1 ), s. VI.&#13;
&#13;
110&#13;
&#13;
�przegranej przez Rosjan wojnie krymskiej toczonej z Turcją, Anglią, Francją i Sardynią od 1853 r. W rosyjskiej polityce wewnętrznej, także wobec&#13;
Polaków, nastąpiła „odwilż posewastopolska”, nazwana tak w związku ze&#13;
zdobyciem Sewastopola przez wojska koalicji antyrosyjskiej po blisko rocznej obronie twierdzy. Dla Polaków ważne było ogłoszenie amnestii, dzięki&#13;
czemu stopniowo zwalniano tysiące skazańców wywiezionych wcześniej na&#13;
Syberię lub wcielonych karnie do wojska rosyjskiego.&#13;
W Królestwie po objęciu władzy przez nowego panującego spodziewano się liberalizacji prawa. Doszło rzeczywiście do pewnego złagodzenia&#13;
cenzury, ułatwienia podróży zagranicznych, zawieszenia na kilka lat poboru do wojska i powstania w Warszawie pierwszej od wielu lat wyższej&#13;
uczelni – Akademii Medyko-Chirurgicznej. Zniesiony został stan wojenny&#13;
trwający w Królestwie od roku 1833. Większość nadziei przekreśliło słynne&#13;
zdanie Aleksandra II skierowane do przedstawicieli szlachty w czasie jego&#13;
wizyty w maju 1856 r. w Warszawie: „Żadnych marzeń, panowie! Szczęście&#13;
Polaków zamyka się tylko w zupełnym zlaniu się z Rosją”. Poszerzenie wolności słowa przez zniesienie części zapisów cenzury sprzyjało pewnemu&#13;
ożywieniu intelektualnemu, ale od wielu już lat brakowało w Warszawie&#13;
i w całym zaborze rosyjskim polskich instytucji naukowych, które mogłyby&#13;
finansować i koordynować badania.&#13;
Jerzy Jedlicki w drugim tomie Dziejów inteligencji polskiej dotyczącym&#13;
lat 1832–1864 pisze:&#13;
Kultura polska w połowie tak dumnego ze swych osiągnięć XIX wieku stawała się z wolna domeną cierpliwych, pracowitych, lecz niedokształconych&#13;
samouków. To dla nich i przez nich wymyślony został ideowy projekt prac&#13;
organicznych, jedyny, jaki mógł dać im poczucie użyteczności obliczonej na&#13;
daleką wprawdzie, ale, zdawało się, realną przyszłość. Jeśli patrzeć, co trwałego pozostawiło po sobie to pokolenie inteligencji, to wypadnie wskazać przede&#13;
wszystkim na zainicjowanie pomnikowych wydawnictw źródłowych1.&#13;
&#13;
Nowe edycje źródeł i prac już znanych, lecz trudno dostępnych, a także pierwsze wydania ważnych zbiorów dokumentów i innych rękopisów&#13;
były konieczne dla kontynuowania badań nad historią Polski i jej kulturą&#13;
1&#13;
J. Jedlicki Błędne koło..., s. 179–180. J. Jedlicki dodaje: „Zasady sztuki edytorskiej dopiero&#13;
się ustalały i mierzyć tych publikacji dzisiejszą miarą niepodobna. Myślą, jaka im przyświecała,&#13;
było ocalenie przeszłości dla potomnych”.&#13;
&#13;
111&#13;
&#13;
�i niezbędne dla istnienia polskiej humanistyki. We Lwowie działania takie podjął historyk August Bielowski (1806–1876), dyrektor Ossolineum,&#13;
poddanego wprawdzie kurateli rządu austriackiego, ale jedynego wówczas&#13;
w zaborze austriackim polskiego ośrodka naukowego, niezależnego, ponieważ finansowanego z zapisów prywatnych. W roku 1852 opublikował&#13;
Program wydania pomników historycznych Polski, potem dwa początkowe tomy wielkiej edycji źródłowej Monumenta Poloniae historica (wyd.&#13;
1864 i 1872), kontynuowanej przez Akademię Umiejętności pod kierunkiem Wojciecha Kętrzyńskiego. Bielowski opracował też drugie wydanie&#13;
Słownika języka polskiego Samuela B. Lindego (wyd. 1854–1861), uzupełnione na podstawie rękopisów autora. W Wielkopolsce Tytus Działyński (1796–1861), założyciel Biblioteki Kórnickiej, udostępniał do publikacji&#13;
źródła historyczne ze swoich zbiorów i zapoczątkował Acta Tomiciana&#13;
(8 tomów w latach 1852–1860). J. Jedlicki, pisząc o wymienionych wyżej&#13;
pracach edytorskich, wskazuje także wydanie w Warszawie w r. 1853 oryginału łacińskiego O obrotach ciał niebieskich Mikołaja Kopernika razem&#13;
z pierwszym polskim przekładem tego dzieła autorstwa Jana Baranowskiego (1800–1879), dyrektora obserwatorium astronomicznego w Warszawie.&#13;
Do inicjatyw takich należała wydawana przez Samuela Orgelbranda Encyklopedia powszechna, opracowywana przy udziale przedstawicieli całego&#13;
polskiego środowiska naukowego (28 tomów w latach 1859–1868). Pewne&#13;
znaczenie dla popularyzacji dziejów Polski i jej literatury miała wydawana od roku 1855 przez Józefa Kazimierza Turowskiego w Sanoku seria&#13;
„Biblioteka Polska”. Były to tomiki zawierające głównie dzieła klasyków&#13;
staropolskich, w tym także kroniki, drukowane szybko i niedbale, ale tanie,&#13;
rozprowadzane w całej Galicji i przenikające do zaboru rosyjskiego i pruskiego. Działania te w większości miały charakter misji patriotycznych,&#13;
a nie dochodowych inicjatyw księgarskich. Do takich ambitnych przedsięwzięć edytorskich J. Jedlicki zalicza także Pieśni ludu polskiego Kolberga&#13;
z roku 1857 – „jakby zapowiedź monumentalnego dzieła, które należy już&#13;
do epoki postyczniowej”1.&#13;
Potrzeba badania i publikowania twórczości ludowej nie tylko jako materiału dla artystów piszących lub komponujących „w duchu narodowym”&#13;
czy świadectw zapomnianej pierwotnej kultury przedchrześcijańskiej, ale&#13;
jako jednego z elementów współczesnej kultury narodowej, stawała się&#13;
1&#13;
&#13;
J. Jedlicki Błędne koło…, s. 180.&#13;
&#13;
112&#13;
&#13;
�coraz bardziej oczywista. Kolberg, należący wtedy do niewielkiego w Warszawie grona ludzi czynnie zainteresowanych folklorem, nie tylko zdawał&#13;
sobie sprawę z potrzeby naukowego badania muzyki ludowej, ale też był&#13;
twórcą i realizatorem nowego i nowoczesnego programu edytorskiego&#13;
w tym zakresie, czego pierwszym etapem był wydany w latach 1856–1857&#13;
tom Pieśni ludu polskiego. W czasie odwilży posewastopolskiej mógł pojawić się w tytule przymiotnik „polski”.&#13;
Kolberg w ciągu kilkunastu lat, które upłynęły od początku jego badań&#13;
terenowych i pierwszych wypowiedzi publicznych na temat muzyki ludowej, odczuwać musiał coraz silniejszą presję warszawskiego środowiska&#13;
– pisarzy, dziennikarzy i artystów, aby kontynuować gromadzenie i publikowanie folkloru muzycznego. Był uznawany za szczególnie uzdolnionego&#13;
w tym kierunku i dlatego zobowiązanego do utrwalenia muzyki ludowej,&#13;
tym bardziej że nikt inny nie zajmował się wówczas jej badaniem w terenie.&#13;
W roku 1856 rozpoczął edycję nowatorskiego zbioru pieśni i we wstępie&#13;
do niego pisał:&#13;
Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru. Do każdej pieśni dołączam właściwą jej nutę. Uderzony wcześniej oryginalnością i krzepkością pieśni ludowych, od lat kilkunastu robiłem wycieczki po kraju w celu skrzętnego&#13;
i wiernego ich spisywania; toteż pochlebiam sobie, że w nieprzebranym u nas&#13;
źródle melodyj zaczerpnąłem najciekawszy jej zapas; taki przynajmniej, jaki&#13;
już potrafi dokładnie oznaczyć muzykalność ludu naszego. Oddaję nutę w nieskażonej prostocie (tj. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających), tak jak&#13;
wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym niezmąconej czystości, jak ją&#13;
natura natchnęła. […] Śledzenie szczegółowe rozwoju melodyj, je[go] przyczyn&#13;
i następstw, należy do historii i filozofii muzycznej i może mieć miejsce dopiero&#13;
po jak najdokładniejszym zebraniu melodyj nie już jednego ludu, ale wszystkich&#13;
innych ludów. Nim to nastąpi, rozpatrzenie się w tym, co się pozyskało, do nader&#13;
ciekawych doprowadzić nas może wniosków rozszerzających wiedzę i estetykę&#13;
muzyczną1.&#13;
&#13;
Pieśni ludu polskiego wydane w sześciu zeszytach w latach 1856–1857&#13;
miały być pierwszym tomem zespołu źródeł służących do „oznaczenia muzykalności ludu naszego”. Rozpoczęty wówczas przez Kolberga program&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V–VI.&#13;
&#13;
113&#13;
&#13;
�edytorski miał służyć udokumentowaniu aktualnego stanu folkloru pieśniowego i muzycznego poprzez wydanie wielu wariantów wszystkich gatunków pieśni i melodii z całej Polski, z różnych regionów, a nawet z różnych&#13;
ich okolic, w odrębnych, specjalnie im poświęconych tomach. Nie zawsze&#13;
wówczas rozumiano ten zamysł, nie zawsze też był on aprobowany, ponieważ wydawanie drukiem tak licznych utworów ludowych i traktowanie&#13;
ich wariantów jako pełnoprawnych cząstek kultury narodowej nie było&#13;
oczywiste dla wszystkich krytyków, muzyków i literatów.&#13;
Plan nowej wielotomowej serii edytorskiej powstał zapewne około roku&#13;
1849, tj. w trakcie druku ostatniej części Pieśni ludu weselnych. Nie wiadomo, czy już wtedy Kolberg postanowił zaniechać opracowywania akompaniamentu do wydawanych melodii wokalnych, jest to jednak bardzo&#13;
prawdopodobne. W styczniu 1854 r. „Biblioteka Warszawska” donosiła, że&#13;
książka jest gotowa1. Zezwolenie cenzury, drukowane w tym czasie na odwrotach stron tytułowych, ma datę 14 lipca roku następnego, ale druk rozpoczął się dopiero w połowie roku 1856, ponieważ ponad dwa lata zajęły&#13;
Kolbergowi starania o nakładcę. Nie znalazł w tym czasie ani profesjonalnego wydawcy, ani innej osoby skłonnej zaryzykować pieniądze potrzebne&#13;
na druk. Rozpisał wprawdzie subskrypcję, nie zebrał jednak dostatecznej&#13;
sumy od przyszłych nabywców i w końcu sfinansował ten tom w znacznej mierze z własnych oszczędności. A w porównaniu do wydawanych&#13;
dotąd zbiorów pieśni ludowych koszt był duży, na co wpłynęło dziesięć&#13;
barwnych litografii i blisko 900 zapisów nutowych.&#13;
Tom Pieśni ludu polskiego, określony przez Kolberga jako „seria pierwsza” planowanego wielotomowego wydawnictwa, składa się z dwu odmiennych części. Pierwsza ma tytuł „Dumy i pieśni” i zawiera utwory z całej&#13;
Polski, tu podstawą wyboru był tekst, nie melodia. W drugiej, zatytułowanej „Tańce”, zamieszczone są melodie instrumentalne i wokalne z okolic&#13;
Warszawy, często z przyśpiewkami. Termin „duma” był wtedy stosowany&#13;
przez wydawców pieśni ludowych głównie dla ballad, a Kolberg dla tekstów w części pierwszej użył we wstępie określenia „dumy i pieśni dłuższe”.&#13;
Dumami nazywał pieśni fabularne, przede wszystkim te, które dziś nazywamy balladami. W pierwotnej wersji wstępu określił krótko ich specyfikę2,&#13;
Notatka w Doniesieniach literackich, „Biblioteka Warszawska” 1854, T. 1, s. 184, autorem&#13;
był prawdopodobnie K.W. Wójciki. Podobne informacje w „Dzienniku Warszawskim” 1854,&#13;
nr 27.&#13;
2&#13;
Zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK T. 70), s. 3.&#13;
1&#13;
&#13;
114&#13;
&#13;
�ale pominął tę próbę zdefiniowania gatunku w ostatecznie drukowanym&#13;
wstępie. Zawarł w nim jednak inne ważne uwagi o muzyce i pieśniach&#13;
ludowych. Wskazał na ich zmienność, zależnie od okolicy i upływu czasu dzielącego wykonania tej samej pieśni, scharakteryzował śpiew i głos&#13;
ludowych wykonawców, rytm, tempo i akcentuację ich śpiewu, omówił&#13;
tańce, podając kilkanaście nazw stosowanych dla nich na wsiach, lecz nie&#13;
zajmując się choreografią, wymienił także najczęściej używane instrumenty&#13;
i opisał sposób gry na nich.&#13;
W części poświęconej balladom i „pieśniom dłuższym” prawie wszystkie&#13;
teksty opatrzone są zapisem nutowym, tylko 29 na 444 pozbawionych jest&#13;
melodii. O ważności muzyki i jej braku w zbiorach swoich poprzedników&#13;
pisał we wstępie:&#13;
A tak, prawie bez muzyki, rzec można, że zbiory ich objawiły się tylko w pół-życiu, w połowie swojej istoty, bo treść i melodia uzupełniają się, podnoszą&#13;
wzajemnie, jedną wspólną stanowiąc całość, a często melodia, ta część mniej&#13;
określona, mniej materialna, stanowi całą piękność pieśni1.&#13;
&#13;
W pierwszej części Pieśni ludu polskiego opublikowane są warianty&#13;
czterdziestu jeden wątków, spośród których trzydzieści trzy są dziś klasyfikowane jako ballady2. Bogaty zasób zapisów terenowych i staranne wykorzystanie dostępnej literatury pozwoliły Kolbergowi przedstawić pieśni&#13;
balladowe w zróżnicowanych wersjach z terenu prawie całej Polski. Ponad&#13;
połowa z nich jest reprezentowana przez kilka lub kilkanaście wariantów,&#13;
a najbardziej znane mają ich po kilkadziesiąt, np. ballada „Stała się nam&#13;
nowina” ma 29 wariantów, „Wyjechał pan z chartami na pole” – 30 wariantów, a „Jasio konie poił” – aż 54. Najliczniejsze są warianty z regionów leżących w Królestwie, pochodzące zwykle z własnych materiałów&#13;
Kolberga. Spoza zaboru rosyjskiego, z okolic, w których bywał krótko lub&#13;
w których nie zdążył jeszcze sam przeprowadzić badań, zamieścił znacznie&#13;
mniej pieśni.&#13;
Wśród utworów zawartych w pierwszej części tomu znajdują się zapisy unikatowe, nienotowane przez poprzedników Kolberga i również później w badaniach innych folklorystów potwierdzone tylko sporadycznymi&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. V.&#13;
Zob. E. Jaworska Katalog polskiej ballady ludowej, Wrocław 1990, m.in. s. 17.&#13;
&#13;
115&#13;
&#13;
�przykładami1. Poza właściwymi balladami uwagę Kolberga zwróciły teksty&#13;
nazwane przez Juliana Krzyżanowskiego bajkami-śpiewankami, to jest bajki, w których istotną funkcję pełnią pieśni nie występujące samodzielnie,&#13;
a znane jedynie z tych utworów. W Pieśniach ludu polskiego zamieścił&#13;
kilka przykładów takich „śpiewanek”. Należą do nich trzy warianty melodii i tekstu pochodzące z bajki „Maliny”, wykorzystanej przez Słowackiego&#13;
w Balladynie, a także cztery warianty z bajki „Wąż-narzeczony”. Zainteresował go też folklor złodziejski, zapisał aż dwanaście wariantów pieśni „Nasza&#13;
karczmareczka dobrze sobie żyje”.&#13;
Spośród kilkuset tekstów w części pierwszej tylko 85 pochodzi ze zbiorów wydanych drukiem wcześniej lub z badań innych osób. Zwraca przy&#13;
tym uwagę stosunkowo duża liczba ballad z Mazur. Zapisane one zostały&#13;
w latach 1836–1840 przez Gustawa Gizewiusza (1810–1848), protestanckiego kaznodzieję z Kraplewa. Jego rękopis pt. Pieśni ludu znad górnej&#13;
Drwęcy dotarł do zbiorów Kolberga za pośrednictwem Kazimierza W. Wójcickiego2.&#13;
Zauważyć trzeba, że do zapisów pieśni czerpanych z publikacji Kolberg&#13;
dodawał czasem zanotowane przez siebie melodie, jeżeli w wykorzystanym&#13;
źródle był tylko tekst. Sam o takiej praktyce pisał: „[…] nie omieszkałem&#13;
wcielić do mego zbioru i tego, co inni skrzętni badacze różnymi czasy nagromadzili, o ile mi się tylko właściwa melodia nawinęła”3. W nocie loka1&#13;
Do unikatów należy np. ballada „Gnała pastereczka doliną” (nr 21, s. 224 w DWOK T. 1)&#13;
opublikowana przez Kolberga na podstawie własnego zapisu terenowego, a także dwie ballady,&#13;
których teksty pochodzą z rękopisu G. Gizewiusza: „Był tam stołarz mieszkający” (nr 23, s. 235&#13;
w T. 1) i „Wszystkim ludziom jest świadomo” (nr 29, s. 255 w T. 1); zob. E. Jaworska Katalog&#13;
polskiej ballady ludowej…, tam wątki nr 11, 32 i 65.&#13;
2&#13;
K.W. Wójcicki manuskrypt ten dostał od G. Gizewiusza prawdopodobnie około roku&#13;
1844, ale nie wiadomo, kiedy przekazał go Kolbergowi. Zbiór Gizewiusza wykorzystał Kolberg w Pieśniach ludu polskiego, zamieszczając tam 35 tekstów i 8 melodii pochodzących&#13;
z tego źródła. We wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał, że rękopis Gizewiusza wzbogacił&#13;
jego tom „trzydziestu kilku melodiami i znaczną ilością tekstu”, jednak Gizewiusz zapisał&#13;
melodie tylko do 32 pieśni z blisko 400 znajdujących się w jego rękopisie, w tym 8 do ballad. Zob. w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. XXXI–XXXII.&#13;
Pozostałe zapisy wykorzystał Kolberg w monografii Mazury pruskie, pozostawionej w rękopisie, a wydanej w r. 1966 (T. 40 DWOK). Rękopis Gizewiusza, którego pełny tytuł brzmi:&#13;
Pieśni ludu znad górnej Drwęcy w parafiach ostródzkiej i kraplewskiej zbierane od 1836&#13;
do 1840 roku, został wydany w Poznaniu w 2000 r. w opracowaniu i ze wstępem Danuty&#13;
Pawlak.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. XI.&#13;
&#13;
116&#13;
&#13;
�lizacyjnej podawał wtedy zwykle nazwę miejscowości, z której pochodziła&#13;
muzyka. Łączenie melodii pochodzącej z własnych badań z tekstem zapisanym przez innych, tj. kontaminacje zapisów różnych osób wykonanych&#13;
w różnym czasie, zastosował Kolberg do niektórych tylko spośród pieśni&#13;
przejętych ze źródeł drukowanych lub z rękopisu Gizewiusza, jeśli tam&#13;
pozbawione były zapisu nutowego.&#13;
Innym zabiegiem redakcyjnym, przyjętym w tej części tomu dla pewnej&#13;
liczby pieśni, jest zamieszczanie w druku zamiast ich pełnego tekstu tylko&#13;
pierwszej zwrotki wpisanej pod melodią i opuszczanie zwrotek następnych&#13;
lub niektórych środkowych, podobnych do znajdujących się w wariantach&#13;
poprzedzających. Wtedy pominięte fragmenty zastępował odsyłaczami do&#13;
odpowiedniego pełnego tekstu. Dotyczy to częściej tych pieśni, które w tomie znalazły się w licznych odmianach1, przy czym – jak wskazują zapisy&#13;
terenowe – opuszczenia te często powstały już w trakcie notowania pieśni&#13;
podczas badań.&#13;
Jeżeli brać pod uwagę tylko część tomu poświęconą balladom, to uznać&#13;
trzeba, że zdanie ze wstępu: „Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru” nie oddaje w pełni jej zawartości. Równorzędny przedmiot stanowią tam teksty, wprawdzie prawie wszystkim towarzyszy zapis nutowy,&#13;
ale porządku materiałów nie wyznaczają melodie, a teksty — ich warianty&#13;
są grupowane razem pod wspólnym numerem, niezależnie od tego, jak&#13;
bardzo różnią się ich melodie.&#13;
Druga część ma tytuł „Tańce” i podtytuł: „Polskie tańce, mazury, kujawiaki (obertasy), walce” i zawiera 466 melodii, większość z tekstami przyśpiewek. Wśród nich tylko dwie mają podane metrum 44, wszystkie pozostałe są w metrach nieparzystych. Pochodzą z okolic Warszawy i były&#13;
zapisane w miejscowościach, które dziś często są dzielnicami tego miasta.&#13;
Nie wszystkie melodie i zamieszczone pod nutami przyśpiewki wykonywano w czasie tańca, o czym Kolberg pisał we wstępie:&#13;
Śpiewki takie nie zawsze lud w tańcu lub w karczmie przy kieliszku nuci, owszem słyszeć one się często dają przy robocie w domu i na polu, podczas żniw,&#13;
sianożęci, w ogrodzie, na paszy za bydłem, także przy dojeniu krów, w czasie jazdy, przy kołysce. Nieprzebrana ich mnogość jest owocem chwilowego&#13;
1&#13;
O ile zachował się rękopis pełnego tekstu takiej pieśni (np. dla nr 3l, 14i, 25h), brakujące&#13;
fragmenty przytaczano w przypisach źródłowych w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.&#13;
Suplement… (DWOK T. 70).&#13;
&#13;
117&#13;
&#13;
�natchnienia podnieconego trunkiem i miejscowymi okolicznościami, do czego&#13;
lada codzienna przygoda dać może pochop; inne wszakże są znane i śpiewane&#13;
powszechnie na równi z dłuższymi pieśniami i dumami, zwłaszcza gdy w sobie&#13;
zawierają pewną sentencją. Niektóre są odłamkami większych dum1.&#13;
&#13;
Teksty przyśpiewek musiał Kolberg poddać przed drukiem selekcji, odrzucając zbyt rubaszne, niecenzuralne, ponieważ „mimo rozlanego w nich&#13;
humoru i czucia nie zawsze godzą się z przyzwoitością i dobrym smakiem”2.&#13;
Poza ludowymi zanotował Kolberg i zamieścił wśród tańców także kilka utworów kompozytorów działających w Polsce w pierwszej połowie&#13;
XIX wieku, podając ich nazwiska nad melodiami. Są to kompozycje Józefa&#13;
Elsnera, Jana Stefaniego3, Józefa Damsego i Adama Tarnowskiego, pochodzące z ich utworów scenicznych. Trudno dziś w każdym z tych wypadków ocenić, czy kompozytorzy ci wykorzystali motywy ludowe, czy też ich&#13;
utwory stały się tak popularne, że zostały przeniesione przez publiczność&#13;
teatralną do folkloru podmiejskiego. Pewien wpływ na upowszechnianie się&#13;
utworów pochodzących ze sceny teatrów warszawskich mógł mieć repertuar katarynek, bardzo wówczas popularnych, których właściciele szybko&#13;
reagowali na nowości4.&#13;
Tom zamknął Kolberg obszerną „Tabellą miast i osad miejskich, o których uczyniono wzmiankę w niniejszym zbiorze z wykazaniem ich położenia geograficznego”. Była to odpowiedź na postulat Sikorskiego przedstawiony w recenzji dwu pierwszych zeszytów Pieśni ludu polskiego, więc&#13;
jeszcze przed zakończeniem druku książki, a dotyczący not lokalizacyjnych&#13;
zamieszczanych nad melodiami i określających geograficzne pochodzenie&#13;
pieśni. Kolberg formułował je najczęściej dwuczłonowo, np. „od Żychlina&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. X.&#13;
Tamże.&#13;
3&#13;
O Janie Stefanim, kompozytorze muzyki do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego, pisał K.W. Wójcicki: „[…] przejęty potrzebą poznania muzyki polskiej ludowej, co niedziela&#13;
i święto wyjeżdżał na wieś, aby się nasłuchał pieśni, napatrzył tańców ochoczego ludu naszego.&#13;
Wracał do miasta, a mając świeżo w pamięci sielską melodię, zasiadał i podkładał pod libretto&#13;
Bogusławskiego.” Zob. K.W. Wójcicki Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, T. 1, Warszawa 1855, s. 67.&#13;
4&#13;
J. Sikorski w artykule Muzyka i katarynka („Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski”&#13;
J. Jaworskiego na rok 1854, s. 102) pisze: „A i tak słyszeć można odwieczne piosnki na deskach&#13;
teatralnych posiwiałe, wygrywane po tysiączny raz na katarynce [...]”, katarynki wspomina też&#13;
Kolberg we wstępie do Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. IX oraz w przytaczanym już&#13;
szkicu autobiografii.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
118&#13;
&#13;
�(Chochołów)”, „od Wyszkowa (Głuchy, Niegów)”, „od Osterode (Kraplewo)”,&#13;
„od Łagowa (Paprocice, Lechówek)”. Pierwsza nazwa w intencji Kolberga&#13;
informowała o okolicy, w której pieśń czy melodia jest znana i popularna,&#13;
druga o miejscu zapisu lub miejscowości, z której pochodził wykonawca.&#13;
Sikorski w recenzji pisał:&#13;
Oznaczenie miejscowości, skąd pieśń i melodia wzięte, także wyraźniejsze by&#13;
się zdało. Mało to objaśnia, gdy przeczytamy, że te pieśni od Dzikowa, Łagowa,&#13;
Kowalewa itd., bo któż wie, o jakim Dzikowie, Łagowie i Kowalewie mowa. Nawet małe miasteczka wymienione niewiele pomogą, bo o wielu z nich mało kto&#13;
słyszał, mianowicie jeśli trochę odleglej od środka kraju leżą. Miasta powiatowe,&#13;
okręgowe, gubernialne, prowincja wreszcie wymieniona, lepiej sobie pomagają&#13;
w oznaczeniu miejscowości. Nastaję na ten szczegół, bo on tylko dla korzystniejszego użycia zbioru w mowie będącego posłuży, mianowicie pod względem&#13;
badania charakterystyki prowincji i miejscowości1.&#13;
&#13;
Kolberg, syn kartografa, od lat podróżujący często po prowincji i mający do dyspozycji mapy ojca, nie miał kłopotów z ustaleniem położenia&#13;
małych nawet miasteczek i wsi. Jednak rozumiejąc kłopoty czytelników,&#13;
zgodnie z sugestią Sikorskiego w trakcie druku książki zestawił alfabetycznie w osobnej tabeli nazwy miejscowości określających okolice, dodając&#13;
nazwę powiatu i państwa, w którym leżały. Zaznaczyć trzeba, że podawał&#13;
nazwy trzech państw zaborczych i Królestwa Polskiego, czym podkreślał&#13;
istotne dla mieszkańców Królestwa przekonanie o jego odrębności od carskiej Rosji. Większość wymienionych w tabeli miejscowości nie występuje&#13;
w notach lokalizacyjnych w Pieśniach ludu polskiego, była więc ona pomyślana jako pomocniczy klucz do całej planowanej kilkutomowej serii&#13;
wydawniczej.&#13;
Ważnym elementem Pieśni ludu polskiego były barwne litografie&#13;
przedstawiające rysowanych z natury mieszkańców wsi w strojach regionalnych. Kolberg zamieścił je „dla dopełnienia charakterystyki naszych&#13;
wieśniaków”, a było to też do pewnego stopnia działanie marketingowe&#13;
– kolorowe ilustracje, nie tak częste w ówczesnych drukach, zachęcały do kupienia książki. Nazwiska autorów rysunków odnotował Kolberg&#13;
1&#13;
J. Sikorski Ruch muzyczny. Pieśni ludu wydawane przez O. Kolberga, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 219. Przedruk tej części recenzji J. Sikorskiego w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego.&#13;
Suplement… (DWOK T. 70), s. 134.&#13;
&#13;
119&#13;
&#13;
�dopiero na nowej karcie tytułowej 1 dodrukowanej w r. 1867, gdy postanowił Pieśni ludu polskiego włączyć do Ludu jako tom pierwszy tej serii&#13;
wydawniczej. Wymienił tam Antoniego, swego brata, i Karola Marconiego, przyjaciela Antoniego, malarzy wspomnianych już wcześniej jako&#13;
uczestników wycieczek Kolberga w pierwszych sezonach jego badań terenowych. Zachowały się wszystkie bezpośrednie pierwowzory litografii2,&#13;
nie są to jednak rysunki powstałe podczas wędrówek po Mazowszu, lecz&#13;
późniejsze ich kopie sporządzone na potrzeby druku. Oryginalne szkice&#13;
terenowe Antoniego Kolberga i Karola Marconiego potrzebne do Pieśni&#13;
ludu polskiego skopiował Wojciech Gerson i jego rysunki wykonane piórkiem i barwione akwarelą były podstawą litografii3. Prymarne rysunki&#13;
dwu malarzy, Antoniego i Marconiego, nie zachowały się, brak też innych&#13;
informacji na ten temat, nie mamy więc możliwości przypisania bezspornie którejkolwiek ryciny jednemu z dwu wymienionych przez Kolberga&#13;
autorów4. Wykonanie litografii zlecił Kolberg firmie J.H.G. Rau w Dreźnie, z którą współpracował także później.&#13;
Zaraz po rozpoczęciu druku ukazała się w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
krótka informacja o nowym zbiorze pieśni, której autor, najpewniej ówczesny redaktor miesięcznika, K.W. Wójcicki, pisał o litografiach:&#13;
Jest ona reprodukowana we wstępie J. Gajka do O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK&#13;
T. 1) po s. VIII.&#13;
2&#13;
Przechowywane są w zbiorach Muzeum Etnograficznego im. F. Kotuli w Rzeszowie. Reprodukowała je K. Markiewicz w przywoływanym już tu katalogu wystawy malarstwa Antoniego&#13;
Kolberga, cztery są też reprodukowane w tomie O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement…&#13;
(DWOK T. 70). Na każdym rysunku, mimo zaznaczenia kolorów akwarelą, zamieszczony jest&#13;
też krótki opis ręką Gersona, podający barwy części ubrania i noty lokalizacyjne, powtórzone&#13;
przez Kolberga w podpisach i w opisie rycin na końcu książki.&#13;
3&#13;
W liście do firmy J.H.G. Rau u. Sohn w Dreźnie, która drukowała te litografie w 1856 r.,&#13;
Kolberg pisał, że ryciny strojów ludowych przesyła za pośrednictwem ich autora, Wojciecha&#13;
Gersona. Zob. brulion listu Kolberga z końca listopada 1856 r., Korespondencja... cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 63–64.&#13;
4&#13;
Śladem wskazującym na autorstwo pierwowzorów dwu rycin mogą być informacje w Katalogu wystawy retrospektywnej nieżyjących malarzy polskich w salach redutowych w Warszawie (Warszawa 1898). Tam pod numerami 512–514 na s. 49 wymienione są trzy akwarele&#13;
Karola Marconiego: „Kobieta, wieś Czerniaków”, „Od Piaseczna” i „Od Warszawy”, wszystkie były&#13;
wtedy własnością syna Karola, Władysława Marconiego, i zaginęły w czasie powstania warszawskiego. Być może były to pierwowzory litografii zamieszczonych przez Kolberga w Pieśniach&#13;
ludu polskiego, tj. rycin nr 1 „od Warszawy (Czerniaków)” i nr 10 „od Piaseczna (Obory)”, trzecią&#13;
wymienioną w katalogu rycinę, „Od Warszawy”, trudno przypisać do którejś z litografii.&#13;
1&#13;
&#13;
120&#13;
&#13;
�Nie masz tu żadnej elegancji wymuskanej, jaką mamy we wszystkich dotąd&#13;
wydanych kostiumach ludu naszego, nie wyjmując i Gersona1, ani urojonych&#13;
fizjonomii, oblicza portretowane przedstawiają nam wiernie chłopków naszych,&#13;
równie jak cały ubiór z najsumienniejszą ścisłością wykonane2.&#13;
&#13;
Wszyscy autorzy recenzji ukazujących się w latach 1856–1857 podkreślali dokumentacyjną wartość rycin dołączonych do Pieśni ludu polskiego,&#13;
niezależnie od oceny całej zawartości tej antologii ballad i tańców3. Sam&#13;
Kolberg miał zastrzeżenia do odwzorowania rysów dwu postaci, o czym pisał do firmy drezdeńskiej po odbiorze gotowych litografii4, ale poza tym był&#13;
zadowolony z jej pracy. W „Objaśnieniu rycin”, zamieszczonym na końcu&#13;
tomu, opisał stroje, podając ich kolory, wiele lokalnych nazw poszczególnych części ubiorów, a w dwu wypadkach także informacje pozwalające&#13;
zidentyfikować rzeczywiste, przedstawione na rysunkach osoby – karczmarkę z Raszyna i sołtysa z Czerniakowa.&#13;
Pieśni ludu polskiego zostały bardzo życzliwie przyjęte przez recenzentów i cieszyły się ich dużym zainteresowaniem — porównywalnej liczby&#13;
recenzji i wzmianek w prasie wszystkich trzech zaborów doczekały się&#13;
tylko pierwsze monografie wydawane w ramach Ludu. Omawiano przede&#13;
wszystkim zakres publikacji i jej układ, a zawsze podkreślano ogrom pracy&#13;
wykonanej przez Kolberga, od zapisywania ze słuchu melodii i tekstów&#13;
bezpośrednio w terenie, poprzez wybór utworów przeznaczonych do druku,&#13;
uporządkowanie ich według wątków tekstowych, wreszcie opracowanie redakcyjne. Nie wszystkie walory tej publikacji, istotne dziś dla folklorystów,&#13;
1&#13;
Wójcicki wspomina tu album: W. Gerson Ubiory ludu polskiego, Warszawa [1855], wersja&#13;
francuska: Costumes polonais dessinés d’aprés nature…, litogaphiés par E. Desmaisons. Publié&#13;
par Daziaro á Varsovie, Paris, Moscou et St. Petersbourg [1855]. Zob. też A. Jacher-Tyszkowa&#13;
Grafika polska XIX wieku jako źródło do badań nad strojem ludowym, „Polska Sztuka Ludowa” R. XXIX: 1975, nr 4, s. 220.&#13;
2&#13;
[K.W. Wójcicki] Doniesienia literackie, „Biblioteka Warszawska” 1856, T. 3, s. 422.&#13;
3&#13;
Tylko raz, kilka lat później, przy okazji wzmianki w prasie warszawskiej o podróży Kolberga na Kujawy, ryciny z Pieśni ludu polskiego spotkały się z pewnymi zarzutami: „Wiemy,&#13;
iż te postacie zdejmowano z natury z fotograficzną niejako dokładnością, lecz nam nie trzeba&#13;
wyłączności miejscowych, jak zyzowatego sołtysa z Czerniakowa, skrzywionego rakowskiego&#13;
chłopa, my prosimy o te ogólniejsze, że tak powiem zbiorowe oblicza i postawy, które właśnie&#13;
typują okolicę”, T.S…ki Wiadomości bieżące, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1860, nr 195.&#13;
4&#13;
Zob. brulion listu do A. Karsta z 20 XI 1856, w: Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 62–63. Za odbiegające od przekazanych oryginałów uważał twarze postaci na rycinach nr 1 i 6.&#13;
&#13;
121&#13;
&#13;
�były zauważone i docenione przez współczesnych Kolbergowi, nie zawsze&#13;
też właściwie interpretowano zamiary i program wydawcy.&#13;
Już w marcu 1857 r. napisał do Kolberga przebywający na emigracji&#13;
Teofil Lenartowicz. Dziękował za książkę przypominającą mu młodość&#13;
spędzoną na Mazowszu, ale prosił, aby wydając wszystkie zapisane melodie, wybierał do druku tylko teksty zasługujące na rozpowszechnianie.&#13;
Wspomina „entuzjazm dla pieśni gminnych”, nadmierny i bezkrytyczny,&#13;
towarzyszący wypowiedziom o folklorze jeszcze kilkanaście lat wcześniej,&#13;
gdy obaj byli młodzi. Prosił więc Kolberga:&#13;
[…] nie zimnym rozsądkiem przeto, ale wyrobionym uczuciem piękności i wartości rzeczy trzeba sądzić utwory poetyczne, a co nas ujmie niewyszukanym&#13;
wdziękiem, to niezawodnie będzie miało dłuższą wartość i drukować to należy&#13;
na pociechę wspólną. Owoż daruj, Drogi Oskarze, ale nie trzymałeś się tej zasady, wydając swój nowy zbiór, znajduję w nim bowiem mnóstwo nędznych&#13;
wierszydeł, które się nikomu na nic nie przydadzą, trzeba to było pominąć, dla&#13;
muzyki jedynie po parę wierszy przytaczając, zresztą zostawiam to Twojemu&#13;
wyrozumieniu, jeśli myślisz, że się to przyda, drukuj […]1.&#13;
&#13;
Lenartowicz – jak stwierdzał w liście – nie umiał sam odtworzyć melodii drukowanych w otrzymanym zbiorze i pisał z Rzymu do przyjaciela,&#13;
nazywając go zakochanym w wiejskich śpiewach Mazurem:&#13;
[…] jakże żałuję, że się nie znam na nutach, żeby sobie choć na cygańskiej drumli zadzwonić piosenkę od Mokrego Lasu, ani rusz, jak hieroglify egipskie pałeczki wyskakują mi przed oczami, jedne wyżej, drugie niżej, ale co one tam sobie śpiewają, nie&#13;
takiemu jak ja wiedzieć o tym, oj, doloż moja – Oskarze! Czemu Ciebie tu nie ma?2&#13;
&#13;
Odpisując Lenartowiczowi, Kolberg wspominał też ze wzruszeniem&#13;
wspólne wędrówki, ale nie zgadzał się z oceną tekstów przyśpiewek, bo to&#13;
pewnie one, nie ballady, spowodowały krytyczne uwagi poety. Na zarzut&#13;
braku krytycyzmu wobec estetycznych walorów niektórych „wierszydeł”&#13;
odpowiedział:&#13;
[…] zapatrując się okiem poety, mogłeś wiele tu rzeczy niesmacznych dla siebie&#13;
dojrzeć, ależ ja nie zbieram pieśni li tylko dla poezji w nich zawartej. Są i będą&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
List T. Lenartowicza z 25 III 1857 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 67–68.&#13;
Tamże, s. 68.&#13;
&#13;
122&#13;
&#13;
�one skarbnicą ciekawą dla gramatyków, lingwistów, historyków, dla ludzi kreślić&#13;
mających nie tylko duchowość narodu, nie tylko całe jego moralne i niemoralne&#13;
usposobienie, jego obyczajowość, ale i zewnętrzną skorupę, wszystkie przypadłości słowa i dźwięku, przez jakie przechodził, a ci szukają prawdy, która jak&#13;
brzydkie obok pięknego w pieśniach każdego narodu leży. Takimi, jakimi są,&#13;
zbieracz ma je przedstawić, nie wolno mu w nich nic dodać ani ująć, jeżeli chce&#13;
być wiernym swemu zadaniu i zyskać zaufanie1.&#13;
&#13;
Maurycy Karasowski, któremu Kolberg udostępnił rękopis jeszcze przed&#13;
drukiem, podkreślił wartość zapisów muzyki, których tak wielką liczbę prezentować będzie wydane dzieło, i zdał sprawę z jego zawartości, zwracając&#13;
specjalnie uwagę na pieśni złodziejskie i wspomniane tu już bajki-śpiewanki. Przedstawienie wyników analizy zebranych przez Kolberga melodii&#13;
odłożył na czas po wydaniu całości2.&#13;
Karol Estreicher (1827–1908) w lwowskim „Dzienniku Literackim”&#13;
scharakteryzował nowy tom na tle skrótowego przeglądu dotychczasowych badań i publikacji folkloru polskiego, litewskiego i ukraińskiego 3.&#13;
Potem podsumował pracę Kolberga, stwierdzając, że autorem kierowały&#13;
dwie myśli: „zestawienie wariantów melodii i tekstu” oraz wierne podanie&#13;
melodii „w jej surowym odłamie, tak jak ją lud wygłasza, bez względu na&#13;
to, że może razić nieforemnością”. Chwalił zamysł autora, ale wstrzymał&#13;
się od głębszej jego oceny do czasu wydania wszystkich planowanych&#13;
tomów i zalecał przeprowadzenie badań w Galicji, tj. w zaborze austriackim, zwłaszcza w górach. Estreicher docenił druk licznych wariantów&#13;
tekstów i melodii ukazujących regionalne zróżnicowanie folkloru, przede&#13;
wszystkim jednak podkreślał, i to kilkakrotnie, znaczenie publikacji Kolberga jako źródła dla muzyków pragnących komponować w duchu narodowym.&#13;
Józef Ignacy Kraszewski wielokrotnie w latach czterdziestych XIX w.&#13;
zabierał głos w toczącej się dyskusji na temat wartości folkloru, zwłaszcza&#13;
List do T. Lenartowicza z 5 V 1857 r., tamże s. 70.&#13;
M.K. [M. Karasowski] Kilka słów o dziele Oskara Kolberga pod tytułem „Pieśni ludu&#13;
polskiego” z melodiami i rycinami, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1856,&#13;
nr 55. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 124–128.&#13;
Zapowiadanej analizy melodii M. Karasowski nie opublikował.&#13;
3&#13;
Gędźba [K. Estreicher] Pieśni ludu polskiego zebrał i wydał Oskar Kolberg, „Dziennik&#13;
Literacki” 1857, nr 94–96. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 138–145.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
123&#13;
&#13;
�bajek, i metod jego wydawania drukiem. Przy zapisywaniu tekstów ludowych domagał się przede wszystkim wierności: „Inna cale rzecz zbierać,&#13;
inna obrabiać”1. W korespondencji z Żytomierza zamieszczonej w „Gazecie&#13;
Warszawskiej”2, której znaczną część poświęcił Pieśniom ludu polskiego,&#13;
kilkakrotnie wskazywał na złożoność pracy Kolberga, jego dokładność, staranność i determinację, aby przedstawić tak wielki zasób melodii ludowych.&#13;
Pisał, że „[...] namiętnemu tylko i obdarzonemu jak p. Kolberg zbieraczowi&#13;
mogło się udać pochwycić wszystkie te maluczkie zmiany, warianty, rozmaitości jednego i tegoż samego niemal motywu, które go coraz nowym&#13;
i świeżym czynią”3. Docenił to, że nowy zbiór pieśni ukazał się bez akompaniamentu fortepianu i melodie ludowe podane są z całą ich „pierwiastkową&#13;
prostotą i czystością”, co stanowiło kontrast z dotychczas drukowanymi&#13;
melodiami ludowymi, „wyjaśnianymi” przez dodanie harmonizacji zacierającej ich cechy pierwotne. Kraszewski podkreślił też, że ważna jest w tej publikacji Kolberga nie tylko muzyka, ale także zestawienie bezpośrednio koło&#13;
siebie wariantów tekstów z różnych okolic, nawet jeżeli znanych, to jednak&#13;
rozproszonych w dotychczas wydanych książkach i artykułach. Podkreślił&#13;
wartość rycin, które są nie tylko „wielką ozdobą wydania, uskutecznionego&#13;
bardzo starannie i wytwornie”, ale także prezentacją żywo nakreślonych&#13;
strojów z okolic Warszawy. Zauważył jak inni recenzenci, że zbiór Kolberga jest „dla muzyków skarbnicą niewyczerpanego natchnienia”, jednak&#13;
najważniejsza była konstatacja:&#13;
Dla historii muzyki naszej, a raczej dla poznania jej charakteru, jest to materiał&#13;
nieoszacowany i niewyczerpany, a wartość jego tym większa, że ścisłość była&#13;
głównym zadaniem autora4.&#13;
&#13;
Tym wnioskiem Kraszewski potwierdził, że publikacja spełnia zasadniczy cel postawiony sobie przez Kolberga, tj. zebranie materiału do badań&#13;
nad muzyką polską, a zwłaszcza nad muzyką ludową.&#13;
Opublikowanie przez Kolberga muzyki ludowej bez harmonizacji, zauważone z aprobatą przez Kraszewskiego, nie znalazło uznania u wszystkich.&#13;
J. I. Kraszewski Podania gminne, w: tegoż Studia literackie, Wilno 1842, s. 99.&#13;
J.I. Kraszewski Listy do redakcji „Gazety Warszawskiej”, „Gazeta Warszawska” 1857,&#13;
nr 206–207. Przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 134–138.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 135.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 135.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
124&#13;
&#13;
�Anonimowy recenzent „Gazety W. Ks. Poznańskiego” 1 potraktował nową&#13;
pracę Kolberga jak kolejne wydanie pieśni dla amatorów muzykowania.&#13;
Pisał, że rozumie „szacunek dla czystości pieśni”, ale brak akompaniamentu&#13;
fortepianu sprawi kłopot mniej wprawnym odbiorcom, którzy nie potrafią&#13;
sami go opracować. Recenzent innego wielkopolskiego pisma, „Przeglądu&#13;
Poznańskiego”, stwierdza, że jest to zbiór „bardzo ważny i ciekawy”2, podanie melodii „tylko w szkicu” uważa za zaletę, dodaje jednak, że zebranie&#13;
tak wielkiej liczby wariantów było zbyteczne. Drobiazgowa praca zbieracza&#13;
i wydawcy dowodzi wprawdzie sumienności, ale nie przynosi pożytku i niepotrzebnie powiększa objętość ponieważ: „Charakterystyczne tylko prawdziwie, wybitne różnicą warianty należało autorowi podać, nie rozszerzać&#13;
za wiele objętości dzieła”3.&#13;
Dla pełniejszego ukazania atmosfery towarzyszącej badaniom i publikacjom Kolberga w okresie opracowywania przez niego nowych Pieśni&#13;
ludu polskiego można przytoczyć jeszcze wypowiedź Lucjana Siemieńskiego (1809–1877). Ten poeta i dziennikarz, niegdyś radykalny demokrata,&#13;
od paru już lat współredagował konserwatywny krakowski „Czas”. Sam&#13;
w roku 1845 wydał bajki i legendy4 ludowe, tłumaczył pieśni bretońskie&#13;
i skandynawskie, ale podobnie jak Berwiński, którego Studia o literaturze&#13;
ludowej już tu wymieniano, w późniejszym okresie życia walory tekstów&#13;
pieśni oceniał z większym sceptycyzmem:&#13;
Pojawienie się nowego zbioru pieśni ludu dokonanego przez p. Kolberga byłoby&#13;
niekonieczną nowością, gdyby nie przyniosło nic więcej, jak oklepane wyrzekanie Maćka na niestateczność Maryny, lub żale Kaśki za utraconym panieńskim&#13;
wiankiem, lecz prawdziwie rozmiłowany w swoim przedmiocie autor zbioru&#13;
i pojmujący pieśń gminną od strony jeszcze niezużytej i niewyzyskanej, nie poprzestał na samych słowach pieśni, ale co daleko trudniejsze i mozolniejsze,&#13;
zebrał do nich muzykę, tak jak mu ją lud śpiewał5.&#13;
B. Pieśni ludu polskiego…, „Gazeta W. Ks. Poznańskiego” 1857, nr 140, przedruk w: O. Kolberg&#13;
Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 145–147.&#13;
2&#13;
Anonimowa recenzja w „Przeglądzie Poznańskim” 1857, T. 24, z. 1, s. 53–54, przedruk w:&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK T. 70), s. 148–149.&#13;
3&#13;
Tamże, w przedruku w T. 70, s. 148.&#13;
4&#13;
L. Siemieński Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Poznań 1845; wydanie krytyczne: wybór, wstęp i opracowanie K. Pamuły, słowo wstępne J. Krzyżanowski, Warszawa 1975.&#13;
5&#13;
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa od roku 1848–1858, T. II,&#13;
Warszawa 1859, s. 280.&#13;
1&#13;
&#13;
125&#13;
&#13;
�Siemieński w następnych zdaniach swej dosyć zdawkowej recenzji zbioru wydanego przez Kolberga również stwierdzał, że zamieszczone tam melodie będą „prawdziwym skarbem dla każdego kompozytora muzycznego”,&#13;
nie zauważając zasadniczej idei autora. Podobnie jak muzykę potraktował&#13;
litografie zamieszczone w tomie, oceniając je wysoko jako dające „rzetelne&#13;
wyobrażenie” strojów ludowych i stanowiące wartościowy materiał dla&#13;
malarzy.&#13;
Dla Kolberga musiała być szczególnie istotna opinia Sikorskiego1, najwybitniejszego wówczas w Warszawie krytyka muzycznego, surowego&#13;
w swych sądach i zwykle bezkompromisowego. Pierwszą część artykułu&#13;
poświęconego Pieśniom ludu polskiego Sikorski drukował po ukazaniu się&#13;
dwu początkowych zeszytów. Podkreślił rozległość planu Kolberga i wyraził przekonanie, że publikowany przez niego materiał będzie dostateczny&#13;
do analizy „strony muzycznej” pieśni ludu, choćby dzięki wielkiej liczbie&#13;
melodii, przewyższając pod tym względem wszystkie dotychczas wydane&#13;
zbiory. Tak jak Kolberg uważał, że muzyka jest najważniejszą częścią pieśni&#13;
ludowych:&#13;
Bo gdy tekst rozsypuje się niekiedy na suche szczegółki w licznych czasem&#13;
pomieszczone zwrotkach, to muzyka treściwie przedstawia całość uczucia lub&#13;
dramatu, umiejąc równie dosadnie i szczegóły odtworzyć, ale tylko te, które do&#13;
głównych należą2.&#13;
&#13;
Według Sikorskiego muzyka w nowym zbiorze Kolberga stanowi rzecz&#13;
główną, nie tylko dlatego, że pomaga poznać „ducha naszej muzyki domowej, jak dotąd jedynej prawie bezwarunkowo na to nazwisko zasługującej”,&#13;
ułatwia zrozumienie tekstu i zwraca uwagę słuchacza na przejawiające się&#13;
w niej uczucia ludu, ale ponadto:&#13;
[…] uczy nas poznawać charakter pojedynczych ludzi, których za twórców muzyki uważamy, jakkolwiek są nam nieznani i nieznanymi na zawsze pozostaną,&#13;
a co ważniejsze jeszcze, daje nam charakterystykę całej okolicy, której twórca&#13;
Recenzja J. Sikorskiego ukazała się w „Gazecie Codziennej” 1856, nr 219 i 297. Część&#13;
pierwsza z nr 219 przedrukowana w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 128–134.&#13;
2&#13;
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement... (DWOK&#13;
T. 70), s. 130.&#13;
1&#13;
&#13;
126&#13;
&#13;
�muzyki musiał być reprezentantem duchowo-artystycznym choćby do jednej&#13;
pieśni, skoro ją przyjęto i przechowano w podaniu1.&#13;
&#13;
Sikorski zauważył więc rolę anonimowych ludowych muzyków, których&#13;
twórczość jest przechowywana w regionalnej tradycji.&#13;
Po zapoznaniu się z dwoma zeszytami nowego tomu Sikorski oczekiwał,&#13;
że jego autor, od tak dawna notujący, poddający pewnej systematyce i publikujący muzykę ludową, dołączy do tomu rozprawę na jej temat, wnioski&#13;
wynikające z wieloletniego obcowania i pracy nad nią:&#13;
Bez tego przedsięwzięcie jego nie byłoby niejednemu tak korzystne i nauczające,&#13;
jak być może. Któż zresztą z materiałem tym tyle, co p. K[olberg] oznajmiony?&#13;
Kto tak dobrze jak on usprawiedliwi niektóre dziwactwa muzyczne ludu, kto&#13;
jego sposób śpiewania tak dobrze pojął, kto ważność podobnej publikacji tak&#13;
dosadnie okaże, jak sam wydawca, skoro przygotowaniu do niej tyle lat poświęcił, tyle trudu i kosztów?2&#13;
&#13;
W imieniu nabywców książki stawiał wydawcy pytania o plan całości,&#13;
niezupełnie dla niego czytelny w dwu początkowych zeszytach, a przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewał. Przedmowa Kolberga, spełniająca&#13;
w pewnym stopniu postulaty recenzenta, przekazana była odbiorcom dopiero razem z ostatnim zeszytem, więc pisząc tę recenzję, Sikorski jeszcze&#13;
jej nie znał. Pytał także o zasadniczy cel publikacji – czy jest nim pokazanie&#13;
wariantów tekstów, czy muzyki? Sam uważał, że wariantów, czasem mało&#13;
różniących się między sobą, jest zbyt wiele, a dotyczy to także melodii.&#13;
Następnie stwierdzał, że jeżeli zamiarem wydawcy była dokumentacja&#13;
wariabilności muzyki ludowej, to powinien zestawiać obok siebie melodie&#13;
zbliżone „podobnym sobie tokiem lub rodzajem taktu” i podawać je w tej&#13;
samej tonacji dla ułatwienia porównań, a tonacje dobierać tak, „jak tego&#13;
ogólna i zwyczajnie najdogodniejsza rozciągłość głosu ludzkiego żąda”. Dodał też, że „zawiłe harmonicznie miejsca” dobrze byłoby objaśniać „cyframi&#13;
i dodanym basem”. Spełnienie tych postulatów Sikorskiego zaprzeczałoby&#13;
idei Kolberga, tj. prezentacji źródeł do badań nad polską muzyką ludową.&#13;
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 131.&#13;
2&#13;
Tamże, nr 219, w przedruku w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement… (DWOK&#13;
T. 70), s. 133.&#13;
1&#13;
&#13;
127&#13;
&#13;
�Zapisy ze słuchu, sporządzane w czasie bezpośredniego kontaktu z ludowymi wykonawcami, znormalizowane i „poprawione” według tych wskazówek przestałyby być wiarogodnymi źródłami.&#13;
Po ukazaniu się następnych zeszytów zbioru Sikorski opublikował drugą&#13;
część recenzji. Analiza dalszych przykładów muzyki ludowej pozwoliła mu&#13;
głębiej zapoznać się ze specyficznymi cechami melodii notowanych przez&#13;
Kolberga w terenie, a refleksja kończąca tę kwestię ujmuje szczerością:&#13;
W przeglądanych troskliwie tych zeszytach spotykamy, jakkolwiek w nielicznych jeszcze pieśniach, liczne dowody wielkiego ich znaczenia, o którym opowiadaliśmy obszerniej niedawno, przy wyjściu zeszytu pierwszego. Najwięcej&#13;
dają do myślenia dziwne niekiedy zwroty melodyjne, pełne siły i znaczenia,&#13;
a takiego charakteru i tak odrębnej faktury od wszystkiego, co dzisiejsi piszą&#13;
kompozytorowie, że nie podobna nie dojrzeć tam cech muzyki starodawnej, albo&#13;
– jeśli kto woli i co na jedno prawie wychodzi – dowodu pojęć inną zupełnie&#13;
drogą wyrabiających się u ludu wiejskiego, niż się one wyrabiają u obtartych&#13;
więcej o cywilizację mieszczan lub szlachty. Niekiedy zdaje się, czytając te melodie, że na innym zupełnie żyje się świecie, którego tajemnice czuć umie serce,&#13;
odgaduje [wyobraźnia1], ale usta z trudnością wypowiedzieć się odważą2.&#13;
&#13;
Tańcom opublikowanym przez Kolberga w tym tomie Sikorski poświęcił&#13;
tylko kilka zdań, dziwiąc się zamieszczeniu wśród rodzimych polonezów,&#13;
mazurów i kujawiaków także walców pochodzących z Niemiec. Przy okazji&#13;
przypomniał czytelnikom obertasy i mazury autorstwa Kolberga, które zawsze uważał za świetne kompozycje.&#13;
W tej części recenzji Sikorski ponowił apel do wydawcy, aby przekazał&#13;
odbiorcom dzieła swe przemyślenia na temat muzyki ludowej, a także zapoznał ich z metodami rozwiązywania problemów pojawiających się w trakcie notowania ze słuchu i przygotowywaniu melodii do druku. Informacje&#13;
takie pozwoliłyby lepiej zrozumieć muzykę ludową, tak inną od tej, której&#13;
się uczyli i do której przywykli. Na pytania postawione w końcowej części&#13;
recenzji Kolberg dał częściową odpowiedź we wstępie, choć zapewne nie&#13;
zadowolił Sikorskiego.&#13;
Dziś w recenzjach Kraszewskiego, Estreichera i Sikorskiego zwracają uwagę określenia: „dziwactwo pieśni”, „dziwactwa muzyczne ludu”,&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
W druku w „Gazecie Codziennej”: „wyobrażenia”.&#13;
Recenzja J. Sikorskiego, „Gazeta Codzienna” 1856, nr 297.&#13;
&#13;
128&#13;
&#13;
�„dziwne niekiedy zwroty melodyjne”, „coś niepojęte wedle zwyczajnych&#13;
muzykalnych pojęć”, a także zdanie, że melodia ludowa „może razić nieforemnością”. Świadczą one, że odbiór tradycyjnej muzyki ludowej, takiej&#13;
jaką wykonywali wiejscy grajkowie i śpiewaczki dla swoich słuchaczy lub&#13;
dla własnej satysfakcji, zaprezentowanej przez Kolberga w nowym tomie,&#13;
był wówczas dla nabywców Pieśni ludu polskiego trudny i napotykał na&#13;
bariery.&#13;
VI&#13;
[Pierwsze spotkanie z muzyką góralską w Tatrach latem 1857 r. – Podróż&#13;
do Wiednia, Lublany i Zagrzebia i jej wyniki – zapisy muzyki i zakupione&#13;
druki, m.in. zbiór pieśni słoweńskich E. Korytki. – Początek pracy w zespole&#13;
autorów Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda. – Rezygnacja z pracy&#13;
etatowej w Dyrekcji Dróg i Mostów. – Kompozycje. – Podróże w latach 1859–&#13;
–1861. – Artykuł o ludowych źródłach muzyki J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali W. Bogusławskiego. – Wystawienie Króla pasterzy w operze&#13;
warszawskiej. – Rozpoczęte dwa inne utwory sceniczne.]&#13;
&#13;
Lata następujące bezpośrednio po wydaniu Pieśni ludu polskiego wypełniały Kolbergowi, obok prac zarobkowych, intensywne zajęcia związane z muzyką – ludową oraz komponowaną przez niego i przez innych&#13;
twórców. Podróżował i prowadził badania terenowe, które dały mu obfite&#13;
i interesujące wyniki w postaci licznych zapisów pieśni i melodii nie tylko&#13;
polskich, przygotowywał do premiery Króla pasterzy, swój jedyny wykonany publicznie utwór sceniczny, ponadto działał jako pisarz muzyczny&#13;
– w roku 1858 podjął wieloletnią pracę nad zespołem haseł dotyczących&#13;
muzyki w Encyklopedii powszechnej wydawanej przez Samuela Orgelbranda, a także publikował inne prace, spośród których na uwagę zasługuje&#13;
zwłaszcza analiza muzyki Jana Stefaniego do Cudu mniemanego, czyli&#13;
Krakowiaków i Górali.&#13;
Druk Pieśni ludu polskiego zakończył się w marcu 1857 roku, a latem&#13;
Kolberg wyruszył w długą podróż do nieznanych mu do tej pory regionów w Małopolsce, a także do Wiednia oraz Słowenii i Chorwacji, potem&#13;
do Triestu i Wenecji. Zachowana dokumentacja pozwala odtworzyć tylko&#13;
przybliżony przebieg i czas trwania tej podróży. Pismo przyznające mu&#13;
urlop, datowane na 3 lipca 1857 r. brzmi następująco:&#13;
129&#13;
&#13;
�Na zasadzie decyzji Rady Administracyjnej Królestwa z dnia 14/26 czerwca rb.&#13;
No 20 955, objawionej reskryptem Komitetu Drogi Żelaznej z dnia 21 czerwca/3&#13;
lipca rb. No 476 Dyrekcja udziela p. Oskarowi Kolberg urlop na miesięcy trzy za&#13;
granicę do wód w Ems i kąpieli w Trieście z zasiłkiem pieniężnym w stosunku&#13;
trzechmiesięcznej płacy jego, tj. rsr. 150 […]1.&#13;
&#13;
Jest mało prawdopodobne, aby Kolberg zamierzał jechać do Ems,&#13;
uzdrowiska w Nadrenii-Palatynacie, cieszącego się od dawna dużą sławą.&#13;
Otrzymał wprawdzie jeszcze jedno pismo z datą 9 lipca 1857 r., w którym&#13;
warszawska dyrekcja prosi zarząd kolei niemieckich o życzliwą pomoc&#13;
dla swego pracownika, ale nie korzystał z tej rekomendacji, ponieważ nie&#13;
planował wyjazdu do Niemiec. Wybrał całkiem inny kierunek podróży, której trasę znamy w ogólnym zarysie z Korespondencji2 drukowanej&#13;
w „Ruchu Muzycznym” i z paru wzmianek w itinerarium i listach. Z listu&#13;
do redaktora „Ruchu Muzycznego” wiadomo, że był w Tatrach i w Pieninach, potem w Krakowie, Modlnicy i Mogilanach, a następnie w Wiedniu,&#13;
Lublanie, Trieście i Wenecji. Na podstawie dostępnych źródeł nie da się&#13;
ustalić dokładnych dat pobytu w każdej z wymienionych miejscowości&#13;
czy okolicy, a czasem nawet kolejności, w jakiej je odwiedzał. Wyjechał&#13;
najpóźniej 10 lipca, po otrzymaniu pisma skierowanego do zarządu kolei niemieckich, zapisy pieśni wykonane w Modlnicy wspólnie z Józefem&#13;
Konopką3 mają datę 21 sierpnia 1857 r., list z Wiednia datowany jest na&#13;
11 września, a musiał wrócić do Warszawy po trzech miesiącach urlopu,&#13;
czyli nie później niż 10 października. Tylko te daty wynikają z zachowanych dokumentów.&#13;
Najpierw pojechał do Krakowa, potem podobnie jak wszyscy ówcześni&#13;
turyści góralską furmanką do Zakopanego i Szczawnicy. W górach spędził&#13;
prawie sześć tygodni i – jak pisze – krajobraz Tatr zrobił na nim wielkie&#13;
wrażenie:&#13;
Dokument w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 51. Z podanej kwoty zasiłku wynika,&#13;
że Kolberg w 1857 r. zarabiał 600 rubli rocznie, sprzeczne z tym wyliczeniem jest zaświadczenie&#13;
(rkp. w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 45) o podwyżce do 750 rubli od 1 stycznia 1847 r.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Korespondencja. Wiedeń, d. 11 września 1857, „Ruch Muzyczny” 1857, nr 26,&#13;
s. 203–206, przedruk: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 357–363. Tam tytuł:&#13;
Korespondencja z Wiednia.&#13;
3&#13;
Taką datę ma rękopis J. Konopki z zapisami tekstów skorelowany z niedatowanymi zapisami melodii w rkp. Kolberga. Rkp. J. Konopki w Arch. PTL, teka 43 Miscellanea, sygn. 1352,&#13;
k. 133–134, rkp. Kolberga tamże, k. 148.&#13;
1&#13;
&#13;
130&#13;
&#13;
�Szczawnica nie zawiodła moich oczekiwań, Morskie Oko i Kościeliska Dolina&#13;
przeszły je; Czorsztyn, Gąsienicowe Stawy, Biały Dunajec i Gewont pełne dzikiego są uroku; dolina Roztoka z wodospadem Siklawy i Pięcią Stawami może&#13;
najwspanialsze w Tatrach, a Łomnica, Krywań i Murań groźne, ponure, ogromne, często chmurami zalane1.&#13;
&#13;
Następnie scharakteryzował Górali, zaprzeczając stereotypowym opiniom:&#13;
A wśród tego snują się arcytwory Boże: ludzie łagodni, dobrzy, uprzejmi, chętni, uczciwi, nie tak jak ich malowano, dzicy i szorstcy. Ale też równie naiwni,&#13;
natrętni, chciwi na grajcary (bo ubodzy) i lubiący się napić (choć to na szczęście&#13;
dzięki towarzystwom wstrzemięźliwości ustaje)2.&#13;
&#13;
W Korespondencji z Wiednia drukowanej w „Ruchu Muzycznym”&#13;
poświęcił wiele uwagi muzyce góralskiej: charakteryzował śpiew, tańce,&#13;
instrumenty, wreszcie gwarę. Spośród poznanych w Zakopanem osób wymienił tylko rodzinę Homolaczów, ówczesnych właścicieli dóbr zakopiańskich mieszkających w Kuźnicach, których odwiedził wtedy pierwszy raz.&#13;
Następnie wrócił na kilka dni do Krakowa, co kwituje w Korespondencji...&#13;
czterema zdaniami. Wspomina tam krótki pobyt w Modlnicy, gdzie – jak&#13;
wiemy z datowanego rękopisu – wspólnie z Konopką 21 sierpnia zapisał&#13;
kilkanaście pieśni. Odnotował też spotkanie w Krakowie z Żegotą Paulim&#13;
(1814–1895). Osobisty kontakt z tym autorem wysoko cenionych zbiorów&#13;
pieśni był dla Kolberga bardzo ważny. Pisał w Korespondencji z Wiednia,&#13;
że nie omieszka korzystać z uwag co do „zbierania i spisywania pieśni”,&#13;
jakimi go wsparł autor Pieśni ludu polskiego w Galicji. Mógł wtedy od&#13;
niego otrzymać także informacje o proweniencji geograficznej niektórych&#13;
tekstów zamieszczonych w tym zbiorze wydanym w 1838 r. W druku Pauli&#13;
lokalizował zespoły krakowiaków, określając tylko obwody administracyjne, z których pochodzą, a nieliczne inne noty w przypisach, dotyczące miejsca zapisu pojedynczych tekstów, są też ogólnikowe 3. Zachowała&#13;
się notatka Kolberga – spis miejscowości z których pochodzi czterdzieści&#13;
O. Kolberg Korespondencja… , przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 357.&#13;
2&#13;
Tamże.&#13;
3&#13;
Takich określeń miejsca zapisu w zbiorze Paulego jest zaledwie kilka, zob. Pieśni ludu&#13;
polskiego w Galicji..., s. 63, 87–88 i 172.&#13;
1&#13;
&#13;
131&#13;
&#13;
�pieśni spośród wydanych przez Paulego1. Teksty zawarte w Pieśniach ludu&#13;
polskiego w Galicji Kolberg przytaczał we własnych publikacjach i dokładniejsze niż w druku informacje o miejscu ich pochodzenia były mu&#13;
bardzo potrzebne, ponieważ w jego edycjach folkloru był to najważniejszy&#13;
i stały element dokumentacji. Jeżeli któreś z tych czterdziestu pieśni przepisał i włączył do własnych publikacji, dawał im noty lokalizacyjne zgodne&#13;
z przywołaną tu notatką. Być może te dokładniejsze dane Kolberg uzyskał&#13;
właśnie w trakcie pierwszego spotkania z Paulim w Krakowie w 1857 r.&#13;
W Pieninach i Tatrach Kolberg wzbogacił swoje zbiory wieloma pieśniami, przyśpiewkami i melodiami instrumentalnymi, które zanotował,&#13;
jak sam podaje, „koczując parę razy przy ognisku z Góralami”. Pozyskał też&#13;
nowych znajomych i współpracowników w Krakowie i na Podhalu a także&#13;
odwiedził ludzi dawniej sobie znanych. M.in. bezpośrednio po powrocie&#13;
do Warszawy dostał od Józefa Riedmüllera, krakowskiego lekarza, teksty&#13;
pieśni wykonywanych przez górala z okolic Czerwonego Klasztoru, „Rus­&#13;
naka”, jak nazywano Rusinów. Mógł też spotkać się ponownie z Ludwikiem Zejsznerem, który w latach 1848–1857 wrócił do Krakowa i wykładał&#13;
na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym czasie był w górach także Lucjan&#13;
Siemieński, który wspominał spotkanie z Kolbergiem, intensywność jego&#13;
badań terenowych, widoczną dla obserwatora umiejętność nawiązywania&#13;
kontaktu z wykonawcami i okazywaną im uwagę:&#13;
Niedawno widziałem zacnego zbieracza pieśni i melodii u stóp czarujących&#13;
Pionin i w Tatrach, jak naprawiając słabe zdrowie powietrzem gór i leczącym&#13;
zdrojem, nie tracił ani jednej chwili i nawiedzał góralskie chaty, lub przestawał&#13;
z bacami i juhasami na polanach, od których umiał wyłudzać melodie i słowa,&#13;
zdaniem jego nie ustępujące pierwszeństwa innym. Wierny swemu zadaniu,&#13;
z dziwną cierpliwością i wytrwaniem prowadzi podjętą pracę, godną powszechnego uznania2.&#13;
&#13;
Kolberg był w Tatrach jeszcze kilkakrotnie, na pewno w roku 1861&#13;
i 1863, a ponieważ prawie nigdy nie datował swoich rękopisów, trudno&#13;
dziś stwierdzić, które spośród jego licznych zapisów muzyki góralskiej powstały właśnie w roku 1857. W zachowanych rękopisach prymarnych nad&#13;
1&#13;
Rkp. O. Kolberga, Arch. PTL, teka 12a, sygn. 1190, k. 1. Spis dotyczy wybranych pieśni&#13;
z początkowej partii zbioru Paulego, s. 3–116.&#13;
2&#13;
L. Siemieński Kilka rysów z literatury i społeczeństwa…, s. 282.&#13;
&#13;
132&#13;
&#13;
�melodiami i pieśniami zanotował np.: „szałasy na Królowej koło Stawów&#13;
Gąsienicowych”, „Zakopane”, „Olcza”, „Szaflary”. Ponieważ jednak nie znamy tras jego wycieczek w góry z Zakopanego czy Szczawnicy i nazw pobliskich miejscowości, w których był w roku 1857, nie można dziś ustalić,&#13;
które z rękopisów wiążą się z tą pierwszą podróżą w Karpaty.&#13;
Kolbergowskie zbiory muzyki góralskiej analizował w 1954 r. Tadeusz&#13;
Strumiłło. Zauważył wtedy, że choć w rękopisach Kolberga najliczniejsze&#13;
są melodie wokalne i skrzypcowe, spotkać tam można także interesujące zapisy muzyki wykonywanej na trombicie i na dudach1. Podkreślił&#13;
przy tym, że Kolberg notował muzykę ludową na Podhalu stosunkowo&#13;
wcześnie, bo od 1857 r., i to nie tylko we wsiach, ale również wysoko w górach, wśród pasterzy, gdzie nawet później nie zawsze docierali&#13;
etnomuzykolodzy. Strumiłło w swoim artykule zamieścił kilka melodii&#13;
góralskich z rękopisów Kolberga i z nimi związana jest hipoteza Witolda&#13;
Rudzińskiego co do pochodzenia tańców góralskich w drugim akcie Halki Moniuszki. Rudziński po zapoznaniu się z przykładami przytoczonymi&#13;
przez Strumiłłę, wiedząc, że obu muzyków łączyła przyjaźń, wyraził przekonanie, że „od Kolberga otrzymał Moniuszko interesujące go materiały”2.&#13;
Niewątpliwie czas pierwszych badań terenowych Kolberga na Podhalu&#13;
zbiega się z okresem, w którym Moniuszko komponował tańce góralskie.&#13;
Jednak możliwe obecnie ustalenie dokładniejszych dat dla wielu faktów&#13;
1&#13;
T. Strumiłło Muzyka podhalańska u Kolberga, „Muzyka” 1954, nr 3–4, s. 8–12. Zapisy te,&#13;
podobnie jak inne z Podhala, zostały wydane dopiero w roku 1968 w tomach: O. Kolberg Góry&#13;
i Podgórze, cz. I–II (DWOK T. 44–45).&#13;
2&#13;
W. Rudziński Stanisław Moniuszko, w: Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II,&#13;
Kraków 1966, s. 245–246. W partyturze opery wystawionej w Wilnie w 1854 r. tańców tych&#13;
jeszcze nie było, dopiero przed premierą w Warszawie Moniuszko uznał za konieczne dodanie&#13;
paru nowych fragmentów, w tym także tańców w drugim akcie. Z biografii Moniuszki wynika, że nie znał on z autopsji folkloru góralskiego, a ponieważ melodie z Podhala praktycznie&#13;
nie były drukowane przed warszawską premierą Halki, źródło pozwalające Moniuszce na&#13;
znakomite odtworzenie charakteru muzyki góralskiej pozostawało nieznane. Po zapoznaniu&#13;
się z artykułem Tadeusza Strumiłły o tece podhalańskiej Kolberga, w którym autor przytacza&#13;
kilka zapisów nutowych ze zbiorów Kolberga, Witold Rudziński stwierdził, że Moniuszko mógł&#13;
znać notatki terenowe Kolberga z pobytu w 1857 w Tatrach. Jednak Kolberg wrócił z podróży&#13;
koło 10 października, a Moniuszko był w Warszawie od 16 do 28 listopada i dopiero wtedy&#13;
mógł spotkać się z Kolbergiem i poznać jego zapisy z Tatr, zaś z korespondencji Moniuszki&#13;
wynika, że tańce góralskie do drugiego aktu Halki wysłał z Wilna do Warszawy we wrześniu,&#13;
a już 8 października Roman Turczynowicz, dyrektor baletu opery warszawskiej, kierował ich&#13;
próbami (zob. S. Moniuszko Listy zebrane…, m.in. s. 258, 270 i 276).&#13;
&#13;
133&#13;
&#13;
�z tego okresu życia obydwu muzyków nie potwierdza hipotezy Rudzińskiego o możliwości skorzystania przez autora Halki z zapisów Kolberga&#13;
wykonanych w 1857 r.&#13;
Fragment Korespondencji... dotyczący Wiednia jest w większości poświęcony życiu muzycznemu w stolicy Austrii i w tej kwestii Kolberg odnotował swe wyraźne rozczarowanie. Sam stwierdza, że być może trafił na&#13;
zły okres, bo istotnie sezon teatralny i koncertowy jeszcze się nie rozpoczął.&#13;
Zwiedzał kościoły, muzea, bibliotekę cesarską, gdzie życzliwy kustosz udostępniał do kopiowania stare muzykalia, był w księgarniach muzycznych&#13;
i w Kärntnerthor Theater na operze Charlesa L. Thomasa, słuchał koncertów orkiestry Johanna Straussa. Odwiedził cmentarze, na których pochowano Mozarta, Beethovena i Schuberta.&#13;
Z Wiednia Kolberg pojechał na południe, do krajów południowosłowiańskich1 znajdujących się wówczas w granicach Austro-Węgier. Opublikowaną w „Ruchu Muzycznym” relację kończy kilkoma zdaniami o pobycie&#13;
w Lublanie, Trieście i Wenecji. Nie można dziś uściślić ani czasu trwania,&#13;
ani trasy tej części podróży, tym bardziej że nie znamy dokładnej daty powrotu Kolberga do Warszawy. Skąpe wyniki badań wskazują, że w Słowenii i Chorwacji był raczej krótko. W drukowanej w „Ruchu Muzycznym” korespondencji podaje tylko, że był w Lublanie, wiele lat później, w roku 1881&#13;
w przypisku do jednego z listów2 wymienia poza Lublaną także Zagrzeb,&#13;
a w 1886 r. wspomina, że był w Lublanie, Zagrzebiu, Trieście i Primorju3,&#13;
przy czym dodaje, że był to pobyt krótki, bo zaledwie kilkutygodniowy. Czy&#13;
z Wenecji wrócił do Wiednia, skąd wysłał list do redakcji „Ruchu Muzycznego” datowany na 11 września, a potem jeszcze raz pojechał na południe,&#13;
czy też Lublanę i Zagrzeb zwiedzał tylko na przełomie sierpnia i września,&#13;
między 21 sierpnia a kilkudniowym pobytem w Wiedniu przed 11 września, nie wiadomo. Z tego etapu podróży pochodzą zapisy ze słuchu, na które składają się 42 melodie słoweńskie i chorwackie zanotowane na jednej&#13;
karcie, jedynej zachowanej karcie terenowej związanej z pobytem Kolberga&#13;
1&#13;
Ten fragment podróży Kolberga z roku 1857 oraz zachowane na jej temat źródła, zebrane wtedy materiały i kontakty z badaczami Słowian południowych omawia E. Millerowa we&#13;
wstępie pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/&#13;
III), s. V–LXVIII, a teksty pieśni i ich źródła także M. Jakóbiec-Semkowowa, tamże, s. LXVIII-LXXXVII. Pieśni i melodie zapisane przez Kolberga w 1857 r. zostały opublikowane tamże.&#13;
2&#13;
Brulion listu do L. Jenikego z 31 I 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 462.&#13;
3&#13;
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VIII 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 361.&#13;
&#13;
134&#13;
&#13;
�w tych krajach słowiańskich. Ponadto w archiwum Kolberga znajdują się&#13;
zapisy tekstów, częściowo skorelowane z wymienionymi melodiami, a wykonane przez niego i dwie inne, nieznane osoby. Kolberg przechowywał&#13;
też zakupione w Lublanie druki: zbiór pieśni słoweńskich zanotowanych&#13;
i przygotowanych do druku przez Emila Korytkę, dwa tomiki kalendarza&#13;
słoweńskiego na lata 1855 i 1856, a prawdopodobnie także kilka innych&#13;
książek i czasopism wydanych w Lublanie i zawierających pieśni i melodie&#13;
ludowe oraz utwory miejscowych kompozytorów.&#13;
Pieśniom słoweńskim zapisanym przez Korytkę poświęcił Kolberg wiele&#13;
uwagi. Emil Korytko (1813–1839)1, student filozofii uniwersytetu lwowskiego, za kolportaż tajnych druków Ossolineum i przynależność do również&#13;
tajnej organizacji studenckiej został w roku 1834 aresztowany i po długim&#13;
śledztwie skazany w 1836 r. na internowanie w Słowenii. W Lublanie, poddawanej germanizacji jak cała Słowenia, nawiązał kontakty z działaczami&#13;
słoweńskiego ruchu na rzecz odrodzenia narodowego i – kierując się świeżymi osiągnięciami ośrodka lwowskiego – zajął się notowaniem tekstów&#13;
pieśni ludowych i tworzeniem zbioru rycin strojów regionalnych. W roku&#13;
1838 opublikował w czasopiśmie „Illyrisches Blatt”2 odezwę zachęcającą do&#13;
badania kultury ludowej, anonsował tam także przygotowywany przez siebie zbiór Slovénske pésmi krajnskiga naróda. Sam zdążył wydać drukiem&#13;
pierwszy z przygotowanych tomików, cztery następne wydał Jožef Blaznik,&#13;
księgarz i drukarz. Cenzura zezwoliła na druk tekstów pieśni, usunęła jednak motto zaczerpnięte z Mickiewiczowskiego Konrada Wallenroda i napisany przez Korytkę wstęp, którego rękopis nie zachował się. W końcu roku&#13;
1838 Korytko był już ciężko chory, z tego zapewne powodu 10 stycznia 1839&#13;
r. uzyskał ułaskawienie i zgodę na powrót do Lwowa, lecz nie zdążył z nich&#13;
skorzystać. Zmarł 31 stycznia i został pochowany w Lublanie.&#13;
Pięć tomików pieśni słoweńskich Korytki zakupionych przez Kolberga&#13;
w Lublanie znajduje się dziś w Bibliotece Jagiellońskiej i jest to zapewne&#13;
jedyny pełny egzemplarz tego druku w polskich bibliotekach. Na karcie&#13;
tytułowej pierwszego tomiku Kolberg dopisał nazwisko autora: „zebrał Korytko Emil”, bo edycja była anonimowa, a na wklejce przed stroną tytułową&#13;
widnieją dwie notatki, u góry dyrektora biblioteki: „1887. A. 444. Poczciwy&#13;
1&#13;
Zob. E. Millerowa, wstęp pt. Materiały południowosłowiańskie w zbiorach Oskara Kolberga... (DWOK T. 59/III), s. XIX-XXIV.&#13;
2&#13;
W numerach z 25 i 30 z czerwca i lipca 1838 r.&#13;
&#13;
135&#13;
&#13;
�O. Kolberg darował d. 7 maja 1887. Estreicher” i niżej: „Pieśni słoweńskie&#13;
zebrane przez Emila Korytko – nabyłem w Lublanie w r. 1857. O. Kolberg”. Na końcu piątego tomiku doklejona jest karta z życiorysem Korytki&#13;
i notatkami o nim spisanymi przez Kolberga1. Większość książek i innych&#13;
druków zgromadzonych przez Kolberga w tekach regionalnych bądź przechowywanych osobno przekazał Bibliotece Jagiellońskiej Izydor Kopernicki, wykonawca testamentu autora Ludu. Zbiór Emila Korytki, zmarłego na&#13;
wygnaniu Polaka, który należał do inicjatorów badania folkloru Słowenii,&#13;
cenił Kolberg tak bardzo, że pod koniec życia, gdy był już pewien, że nie&#13;
zrealizuje żadnych planów związanych ze swymi materiałami południowosłowiańskimi, zabezpieczył los Slovénskich pésmi…, przekazując je Bibliotece Jagiellońskiej.&#13;
W Bibliotece Jagiellońskiej znajdują się obecnie także dwa inne druki na&#13;
pewno zakupione przez Kolberga w Lublanie. Pierwszy z zachowaną kartą&#13;
tytułową: Koledarček Slovenski za navadno leto 1855 wydany był w Lublanie przez Janeza Bleiweisa, a drukowany przez Jožefa Blaznika, drugi,&#13;
wydany na rok 1856, pozbawiony jest okładki i strony tytułowej. Obydwa&#13;
kalendarze noszą ślady pracy Kolberga, ale jego ołówkowe notatki i glosy&#13;
są dziś częściowo zatarte, częściowo zniszczone przez obcięcie kart przy&#13;
oprawie. Niektóre artykuły zamieszczone w kalendarzach wykorzystał Kolberg później w obszernym studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej&#13;
zamieszczonym w latach 1871–1872 w „Gazecie Polskiej”2.&#13;
W Słowenii i Chorwacji Kolberg zakupił lub dostał również inne druki,&#13;
których tytuły znamy z notatki Kopernickiego3, ale egzemplarze ich nie zachowały się w archiwum Kolberga. Powoływał się na nie w artykule Ruch&#13;
&#13;
Teksty te przytacza E. Millerowa we wstępie Materiały południowosłowiańskie… (DWOK&#13;
T. 59/III), s. XXIII–XXIV.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej z rozmaitych źródeł skreślił […],&#13;
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87, 1872, nr 1–7, 42–43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk&#13;
w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 26–258.&#13;
3&#13;
I. Kopernicki po śmierci Kolberga, jako wykonawca jego testamentu, przeglądał teki z rękopisami i na osobnych kartkach notował zawartość, tytuły i przeznaczenie poszczególnych&#13;
zespołów rękopisów i druków znajdujących się w spuściźnie autora Ludu. Część notatek Kopernickiego znajduje się dziś w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, część pozostała&#13;
w tekach. Do tych ostatnich należy sporządzony przez Kopernickiego spis druków przywiezionych w r. 1857 i znajdujących się niegdyś w zbiorach Kolberga. Przytacza go E. Millerowa we&#13;
wstępie: Materiały południowosłowiańskie… (DWOK T. 59/III), s. XXVII.&#13;
1&#13;
&#13;
136&#13;
&#13;
�muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych1, drukowanym&#13;
blisko trzy lata po powrocie z podróży do Lublany i Zagrzebia, gdzie odnotował także publikacje poetów, muzyków, zbieraczy folkloru i działaczy na&#13;
rzecz słoweńskiego odrodzenia narodowego. Część tych prac wykorzystał&#13;
lub wymienił także w niedokończonym szkicu poświęconym pieśniom ludowym, a wydanym dopiero w Pismach muzycznych pt. Z notatek o zbiorach pieśni Słowian południowych2.&#13;
Przed podróżą mógł Kolberg otrzymać listy polecające od osób z Warszawy czy Krakowa znających środowisko naukowe Lublany. Nie mamy&#13;
informacji na ten temat, a jedynym śladem kontaktów Kolberga z miejscową inteligencją jest dwuwiersz3 otrzymany od Lovro Tomana (1827–1870),&#13;
poety, a także prawnika i polityka, założyciela pisma „Slovenska Matica”:&#13;
Ak smo ravno ločeni po kraju, času,&#13;
tak smo vonder snidjeni po duhu, glasu!&#13;
&#13;
Autograf z tym utworem datowany jest: „V Ljubljani, 1. Septembra 1857”,&#13;
lecz nie wiadomo, czy Lovro Toman wręczył go Kolbergowi tego dnia na&#13;
miejscu, czy przysłał później.&#13;
W tym czasie zapoznał się, prawdopodobnie w Wiedniu, ze zbiorem&#13;
wydanym przez Alojzego Kalauza4. Teksty pieśni serbskich dzięki pracom&#13;
Vuka Karadżicia były znane w Europie, a także w Polsce wcześniej niż inne&#13;
południowosłowiańskie. Ale do wydanych przez Karadżicia pieśni dołączonych było tylko sześć melodii, zapisanych zresztą przez polskiego muzyka,&#13;
wówczas sekretarza Maksymiliana Ossolińskiego, Franciszka Mireckiego5&#13;
1&#13;
O. Kolberg Ruch muzykalny u niektórych plemion Słowian południowych, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 193–196, przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 563–567 oraz w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (T. 59/III),&#13;
s. 291–296.&#13;
2&#13;
Szkic ten zamieszczony jest w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 586–&#13;
–581 i w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian… cz. III (DWOK T. 59/III), s. 287–296.&#13;
3&#13;
Zamieszczony w Korespondencji… cz. I (DWOK T. 64), s. 76.&#13;
4&#13;
A. Kalauz Srbski napjevi. Sbirka serbski pjesama za fortepijano, sv. I, Wien [1850], sv. II,&#13;
Wien [1852].&#13;
5&#13;
Zob. D. Živanović Vuk Karadžić i jego polski współpracownik, Franciszek Mirecki,&#13;
w: Literatura, komparatystyka, folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu,&#13;
pod red. M. Bokszczanin, S. Frybesa i E. Jankowskiego, Warszawa 1968, s. 815–823. Melodie&#13;
dołączone były przez V. Karadżicia do drugiego tomu pt. Narodna srbska pjesnarica wydanego w r. 1815. 		&#13;
&#13;
137&#13;
&#13;
�(1791–1862), który w Wiedniu studiował kompozycję i grę na fortepianie.&#13;
Zbiór Kalauza zainteresował zapewne Kolberga właśnie dlatego, że w dwu&#13;
zeszytach zawierał 43 pieśni serbskie z melodiami. Naszkicowany początek&#13;
recenzji tego wydawnictwa pozostał wśród prac niedokończonych i niedrukowanych1.&#13;
Krótki pobyt w Słowenii i zebrane tam wiadomości o życiu muzycznym&#13;
w Lublanie, słoweńskich kompozytorach i ich twórczości, a także usłyszana wtedy i zanotowana muzyka ludowa były inspiracją do napisania dwu&#13;
wspomnianych już tekstów: artykułu Ruch muzykalny…, drukowanego&#13;
w r. 1860 w „Ruchu Muzycznym”, i nieukończonego szkicu o muzyce ludowej. Kilkanaście lat później zajął się znowu krajami słowiańskimi znajdującymi się pod panowaniem Austro-Węgier i na podstawie literatury, w części&#13;
przynajmniej zakupionej podczas podróży w 1857 r., napisał wspomniane&#13;
już obszerne studium Obrazy Słowiańszczyzny południowej.&#13;
Jesienią 1857 r., po powrocie do Warszawy Kolberg zmienił miejsce&#13;
pracy — śladem swego brata Wilhelma zrezygnował z zatrudnienia w zarządzie kolei żelaznej. Kolej Warszawsko-Wiedeńska we wrześniu 1857 r.&#13;
przeszła w ręce prywatne z kapitałem niemieckim, na ważniejsze stanowiska angażowano Niemców. Wilhelm, który mógł odczuwać niepokój&#13;
co do swej przyszłości w firmie kierowanej przez nowy zarząd, przeniósł&#13;
się do Dyrekcji Dróg i Mostów w Komisji Skarbu. Tam znalazł nowa posadę także Oskar. Wilhelm został inspektorem w Zarządzie Komunikacji&#13;
i w trakcie pracy w nowym miejscu zajmował się m.in. pomiarami Wisły&#13;
w związku z planami jej regulacji i często podróżował, doglądając prac&#13;
w terenie. Przygotowywał do druku obszerne dzieło poświęcone Wiśle, ale&#13;
ukazała2 się tylko jego część druga i skorowidz do szczegółowych map tej&#13;
rzeki. Natomiast wielokrotnie wydawany był opracowany przez Wilhelma plan Warszawy z roku 1846, aktualizowany ukazał się m.in. w 1868,&#13;
1870 i 1873 r. Zainteresowany dziejami swego miasta Wilhelm poszukiwał&#13;
w różnych archiwach dawnych materiałów kartograficznych i przypominał&#13;
&#13;
Szkic recenzji opublikowano w O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 591–593.&#13;
W. Kolberg Wisła, jej bieg, własności i spławność przez […], cz. II z 10 tablicami, Warszawa 1861, część pierwsza nie została wydana. Wcześniej ukazał się Skorowidz do planów rzeki&#13;
Wisły. Wykaz gmin odpowiedzialnych za słupy nadbrzeżne warstwowe. Położenie geograficzne i wykreślenie niektórych punktów wzdłuż rzeki Wisły. Wykaz miast, wsi i osad&#13;
położonych nad Wisłą. Warszawa 1860.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
138&#13;
&#13;
�o kwerendach na ten temat Oskarowi, gdy ten miał zamiar odwiedzić&#13;
w Krakowie i we Lwowie miejscowe biblioteki.&#13;
Przejście przez Oskara z prywatnego teraz przedsiębiorstwa do administracji rządowej powodowało konieczność zmiany mieszkania. Jak&#13;
wspomniano, Kolberg po podjęciu pracy w Zarządzie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w 1845 r. zamieszkał w budynku należącym do tego&#13;
zarządu i w listach jako adres zwrotny podawał dworzec przy ul. Marszałkowskiej. W połowie roku 1858 pisał1, że nie jest już urzędnikiem, ale&#13;
pracuje jako dietariusz2 w biurze gen. Jana Smolikowskiego. Czy tę formę&#13;
pracy podjął Kolberg bezpośrednio po powrocie z długiego urlopu, czy parę&#13;
miesięcy później, nie wiadomo.&#13;
Biografie Kolberga pisane z okazji jubileuszu jego badań obchodzonego&#13;
w Krakowie w roku 1889, a także późniejsze, podają, że jako księgowy&#13;
w Dyrekcji Dróg i Mostów pracował przez cztery lata, do połowy roku&#13;
1861. Sam Kolberg w Szkicu autobiografii pisał:&#13;
[…] w roku 1845 zostałem buchalterem i urząd ten piastowałem aż do roku 1857,&#13;
gdy droga żel[azna] przeszła w ręce spółki prywatnej. Odtąd pracowałem jeszcze&#13;
lat kilka w Komisji Skarbu i Dyrekcji Dróg i Mostów, gdzie złożone zostały akta&#13;
dawniejszej kolei rządowej. Od roku 1863 oddałem się już stale pracy literackiej,&#13;
pisząc do dzienników, pism ilustr., Encyklopedii itd. i porządkując nagromadzone&#13;
nabytki etnograficzne3.&#13;
&#13;
Jednak możemy mieć dziś wątpliwości, czy dopiero w roku 1861, a tym&#13;
bardziej 1863, zaprzestał pracy jako księgowy. Wśród jego dokumentów&#13;
osobistych zachował się notatnik4, w którym na bieżąco zapisywał dochody i wydatki w latach 1859–1869. Są tam odnotowane honoraria autorskie&#13;
i inne dochody od 1 stycznia 1859 r., ale nie ma wpisów o wynagrodzeniach&#13;
1&#13;
Niedatowany brulion listu, odpowiedź na list Mikołaja Akielewicza (1829–1887) z 12 maja&#13;
1858 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 89.&#13;
2&#13;
Dietariusz to urzędnik pobierający płacę dzienną, niemający etatu. Wymieniony przez&#13;
Kolberga Jan Smolikowski (1796–1869) był wtedy dyrektorem XIII okręgu komunikacyjnego,&#13;
podlegała mu Dyrekcja Dróg i Mostów.&#13;
3&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii…, k. 68.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik zawierający rachunki osobistych wydatków Oskara Kolberga za lata 1859–1869, w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 3210. Jest to jedyny taki dokument&#13;
w papierach osobistych Kolberga, prawdopodobnie w innych okresach prowadził podobne&#13;
notatki, ale zachowała się tylko jeden taki notes.&#13;
&#13;
139&#13;
&#13;
�za pracę w Dyrekcji Dróg i Mostów. Jeszcze w pierwszym półroczu&#13;
1959 r. Kolberg zanotował czterokrotnie przy różnych kwotach „od Wilhelma à conto roboty” lub „od Wilhelma za robotę”. Mogły to być wypłaty&#13;
za prace na rzecz rachuby w Dyrekcji Dróg i Mostów zlecane mu za pośrednictwem brata, jednak ostatnia taka notatka pochodzi z początku lipca&#13;
1859 r. Natomiast od kwietnia tego roku pojawiają się zapiski o honorariach&#13;
za artykuły drukowane w Encyklopedii, a od września – o otrzymywaniu&#13;
zapłaty za lekcje. Prawdopodobne jest zatem, że właśnie w 1859 r. przestał&#13;
pracować jako księgowy1 i zaczął znowu utrzymywać się z honorariów autorskich i z wynagrodzeń za lekcje muzyki. Na rezygnację ze stałej pracy&#13;
wskazują też podróże podejmowane przez niego w roku 1859 i w latach następnych, trwające od pięciu tygodni do trzech miesięcy. Te długie wyjazdy&#13;
przeznaczone na notowanie folkloru potwierdzają, że już wcześniej, przed&#13;
rokiem 1863, przestał być krępowany stałą pracą w biurze.&#13;
Przytoczone poprzednio pismo z lipca 1857 r. o udzieleniu Kolbergowi&#13;
urlopu informuje o przyznaniu mu 150 rubli jako zapomogi na wyjazd,&#13;
co stanowiło równowartość trzymiesięcznej pensji. Zatem rocznie zarabiał&#13;
wtedy 600 rubli, tyle samo ile otrzymywał w chwili przyjęcia do pracy dwanaście lat wcześniej. Pensja taka, jak pisze Ryszarda Czepulis-Rastenis, pozwalała urzędnikowi zatrudnionemu w służbie państwowej na skromne życie, o ile był samotny, ale nie wystarczała na utrzymanie rodziny2. Z notatek&#13;
w zeszycie z lat 1859–1869 dowiadujemy się, że w porównaniu z okresem&#13;
stałej pracy księgowego dochody Kolberga, składające się wtedy głównie&#13;
z honorariów autorskich i z opłat za lekcje muzyki, których udzielał w kilku domach, znacznie się zmniejszyły. Dodatkiem, ale nieregularnym, były&#13;
kwoty przekazywane przez księgarzy lub bezpośrednich nabywców Pieśni&#13;
ludu polskiego, tych z lat 1842–1845 i tych ostatnich, z roku 1857. Notował&#13;
też Kolberg wpływy za sprzedaż wydanych przez niego własnych kompozycji i znacznie mniejsze za artykuły publikowane w prasie. W 1863 r. zapisał&#13;
wynagrodzenie nie tylko za opracowania autorskie dla Encyklopedii, lecz&#13;
także niewielką sumę za korekty tego wydawnictwa. Z zapisków wiadomo, że kolejne tomy encyklopedii musiał kupować, dla autorów ceny były&#13;
W roku 1869 pisał w liście do A. Bielowskiego: „[…] przez lat trzynaście byłem buchalterem&#13;
przy kolei żelaz[nej]”, co wskazywałoby także na zakończenie pracy księgowego około roku&#13;
1858, zob. brulion listu z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 299.&#13;
2&#13;
Zob. R. Czepulis-Rastenis „Klassa umysłowa”. Inteligencja Królestwa Polskiego 1832–&#13;
–1862, Warszawa 1973, s. 293–324.&#13;
1&#13;
&#13;
140&#13;
&#13;
�jednak znacznie zniżone. Niekiedy odnotowane są w zeszycie skomplikowane transakcje związane ze sprzedażą listów zastawnych lub zamianą ich na&#13;
weksle, wpływy z procentów od nich, pożyczki udzielane Antoniemu i znajomym, a potem ich zwroty. Kilkakrotnie zapisał prowizje – np. 29 czerwca&#13;
1859 r.: „z muzyki (sprzed. fortepianu) 15,– [rubli]”, 23 lutego 1860 r. „od&#13;
Krala za fortepianu sprzedaż 30,– [rubli]”, a 5 sierpnia 1864 „od Krala za&#13;
sprzedaż fortepianu Blumengartnerowi (38) i szlachcicowi z Kielc (15)”. Instrumenty wytwarzane w latach 1830–1896 przez warszawską firmę Krall&#13;
i Seidler ceniono i wielokrotnie nagradzano na wystawach fortepianów,&#13;
m.in. w Paryżu, Wiedniu, Moskwie i Petersburgu, a sporadycznie otrzymywane przez Kolberga prowizje od tej firmy były wyższe niż honoraria za&#13;
artykuły, jakie płacono mu w tym samym czasie.&#13;
Dodatkowym „kapitałem” Kolberga był pierścień z brylantem otrzymany od cara Aleksandra II w roku 1857 po przesłaniu do Petersburga Pieś­ni&#13;
ludu polskiego1. Była to zwyczajowa gratyfikacja przyznawana przez władze w podobnych okolicznościach autorom i artystom. Przeprowadzając&#13;
się z Warszawy do Modlnicy, Oskar zdeponował ten pierścień u Wilhelma,&#13;
wiedząc, że w razie potrzeby brat sprzeda go za możliwie wysoką cenę.&#13;
Spisy dochodów i wydatków, a Kolberg notował nawet bardzo drobne&#13;
sumy, pokazują, że w latach 1859–1869 bilansował obydwie strony swej&#13;
„księgi”, choć dochody miał znacznie niższe od poprzedniej stałej pensji.&#13;
Sumując przychody z różnych źródeł w tych latach, stwierdzić można, że&#13;
płacone przez Orgelbranda honoraria za artykuły i za inne prace dla Encyklopedii powszechnej stanowiły coraz większą część rocznego budżetu&#13;
Kolberga, a w latach 1861–1866 nawet nieco ponad połowę. Właśnie zaproszenie do zespołu autorów tego wydawnictwa, zaplanowanego pierwotnie&#13;
na kilka lat, umożliwiło Kolbergowi rezygnację z pracy w Dyrekcji Dróg&#13;
i Mostów.&#13;
Inicjatywa Samuela Orgelbranda (1810–1868), aby wydać w Warszawie&#13;
wielotomową encyklopedię powszechną, była ryzykowna z kilku powodów.&#13;
Sensowność takiej publikacji warunkowana była istnieniem szerokiego grona autorów i odpowiednio licznych odbiorców. Ten ostatni warunek wobec&#13;
materialnego ubóstwa inteligencji był trudny do osiągnięcia. Nieco wcześ­&#13;
niej, w latach 1836–1840, podobne wydawnictwo rozpoczęli w Warszawie&#13;
1&#13;
Donosił o tym „Tygodnik Petersburski. Gazeta Urzędowa Królestwa Polskiego” w roku&#13;
1857, nr 94.&#13;
&#13;
141&#13;
&#13;
�i w Wilnie Glücksbergowie, ale po ukazaniu się czterech tomów (tylko litery A–Czy) musieli je przerwać z braku nabywców. Sytuacja nauki polskiej&#13;
w tym czasie była bardzo trudna, we wszystkich zaborach władze nie tylko&#13;
nie wspierały instytucji wspomagających jej rozwój, ale uniemożliwiały powstawanie nowych i działanie już istniejących. W Poznaniu dawna Akademia Lubrańskiego, połączona w 1780 r. z kolegium jezuickim, natychmiast&#13;
po zajęciu miasta przez Prusaków w r. 1793 r. została zamknięta, a rząd&#13;
pruski nie zgadzał się na utworzenie nowej wyższej uczelni. Uniwersytety&#13;
w Krakowie i we Lwowie były zgermanizowane, wykładano w nich w języku niemieckim, ich absolwenci mieli tworzyć kadry austriackich urzędników, nie polskich naukowców. W Warszawie od czasu zamknięcia uniwersytetu po powstaniu listopadowym nie było wyższej uczelni, a dopiero za&#13;
czasów Aleksandra Wielopolskiego (1803–1877), od marca 1861 r. dyrektora&#13;
Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, otworzono kursy&#13;
przygotowujące do studiów i rok później Szkołę Główną. Tylko w zaborze&#13;
austriackim wiosną 1860 r. rozpoczęły się zmiany polityczne, które miały&#13;
później decydujące znaczenie dla rozwoju nauki i kultury polskiej przede&#13;
wszystkim w ośrodku krakowskim i lwowskim. Ale mimo braku finansowania ze strony państw zaborczych i restrykcji cenzury i policji nauka polska&#13;
istniała. Bogdan Suchodolski pisze:&#13;
Gdy Samuel Orgelbrand przystąpił w 1859 r. do wydawania Encyklopedii powszechnej, zmobilizował bez trudu 115 specjalistów z różnych dziedzin wiedzy. W warunkach, w których nie istniało polskie szkolnictwo wyższe, było to&#13;
wydarzenie niezwykłe, świadczące o wielkiej intensywności życia umysłowego&#13;
w kraju, którego rozwój był na każdym kroku hamowany1.&#13;
&#13;
Samuel Orgelbrand rozpoczął prace przygotowawcze już w roku 1856,&#13;
zapraszając do współpracy uczonych ze wszystkich ziem dawnej Polski,&#13;
a także autorów spośród emigrantów. We wrześniu tego roku pisał o swoim&#13;
zamiarze w liście do Karola Szajnochy, proponując mu udział w pracach&#13;
nad encyklopedią:&#13;
Gdy inne narody nas pod tym względem daleko wyprzedziły, możemy więc&#13;
w wydaniu podobnego dzieła z ich prac korzystać, co nam robotę wielce ułatwi;&#13;
jakoż artykuły wiedzy powszechnej lub tyczące się różnych innonarodowych&#13;
miejscowości możemy z stosownymi zmianami z niemieckich, francuskich, ro1&#13;
&#13;
B. Suchodolski Dzieje kultury polskiej, Warszawa 1980, s. 385.&#13;
&#13;
142&#13;
&#13;
�syjskich i angielskich encyklopedyj przyswoić; przedmioty zaś tyczące się nas&#13;
samych w szczególności, a w ogólności całej Słowiańszczyzny przez obcych&#13;
uczonych prawie nie tknięte, a jeżeli z potrzeby zaczepione, to z taką niedbałością, lekkością i grubą niewiadomością, że mimowolnie powstaje domysł, że&#13;
tylko niechętnie lub ironicznie traktują o naszych rzeczach. Te więc przedmioty&#13;
tak dla nas samych, jak i dla obcych o nas wiedzieć ciekawych, z dopiero [co]&#13;
wyłuszczonych powodów powinny i muszą być oryginalnie wypracowane1.&#13;
&#13;
Pierwsza sesja komitetu redakcyjnego odbyła się w maju 1858 r. W prospekcie Orgelbrand pisał: „Przy całej swej obszerności Encyklopedia nie&#13;
przejdzie liczby dwudziestu tomów”2, ale w trakcie prac haseł przybywało,&#13;
a autorzy nie zawsze utrzymywali dyscyplinę, przekraczając przewidywaną&#13;
objętość artykułów. W rezultacie wydawnictwo składa się z 28 tomów wydanych w latach 1859–1868. Terminowe ukazywanie się zeszytów Orgelbrand&#13;
zapewnił przez wydrukowanie kilkunastu początkowych, zanim ogłosił ukazanie się pierwszego, przekazanego do rąk odbiorców na początku października 1859 r. Miał więc pewien zapas na wypadek opóźnień autorów bądź&#13;
przestojów w druku, a dotrzymywanie terminów wobec nabywców potwierdzało renomę wydawcy i było konieczne dla zapewnienia stałych wpływów&#13;
finansowych — Orgelbrand nie pobierał przedpłat, zeszyty encyklopedii były&#13;
płatne dopiero przy odbiorze. Zachwianie regularnego ukazywania się kolejnych zeszytów encyklopedii nastąpiło dopiero w latach 1863–1865.&#13;
W poświęconym Kolbergowi artykule w Encyklopedii czytamy:&#13;
[…] jest on jednym z bardzo czynnych współpracowników niniejszej Encyklopedii, która zawdzięcza mu zwłaszcza różne życiorysy znakomitych muzyków&#13;
i artykuły teoretyczne o wszystkich tej sztuki gałęziach3.&#13;
&#13;
Autorski udział Kolberga w tomach Encyklopedii powszechnej w zakresie teorii i historii muzyki przedstawił Mieczysław Tomaszewski we wstępie4 do tomu Pisma muzyczne. Przypuszcza on, że współpraca Kolberga&#13;
Korespondencja Karola Szajnochy, zebrał, wstępem i przypisami opatrzył H. Barycz,&#13;
T. II, Wrocław 1959, s. 87, list z 3 IX 1856 r.&#13;
2&#13;
Prospekt zamieszczony był m.in. w pierwszym tomie encyklopedii po karcie tytułowej.&#13;
3&#13;
F.H.L. [F.H. Lewestam] Oskar Kolberg, w: Encyklopedia powszechna, T. XV, Warszawa&#13;
1864, s. 45.&#13;
4&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne…&#13;
cz. I (DWOK T. 61), s. XIII–XIV, XXXII–LIV. Zob. też P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog&#13;
i etnomuzykolog w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II).&#13;
1&#13;
&#13;
143&#13;
&#13;
�w powstawaniu encyklopedii Orgelbranda rozpoczęła się już przy tworzeniu spisu haseł, tj. w roku 1858, ponieważ był on jedynym muzykiem&#13;
w zespole jej autorów. Wprawdzie za ten etap prac w zakresie nauk humanistycznych i sztuki odpowiedzialny był Fryderyk Henryk Lewestam (1817–&#13;
1876)1, historyk literatury, krytyk i dziennikarz, członek ścisłego kolegium&#13;
redakcyjnego, ale jest mało prawdopodobne, aby mógł on samodzielnie&#13;
zająć się problematyką muzyczną encyklopedii.&#13;
Publikowanie w tych latach artykułów w prasie nie przynosiło Kolbergowi znaczących dochodów, ale też nie honoraria były w tym wypadku&#13;
głównym celem. Bezpośredni kontakt z muzyką góralską w roku 1857 pozwolił mu zająć się analizą wykorzystania melodii ludowych przez Jana&#13;
Stefaniego w Krakowiakach i Góralach. W latach 1858–1859 w „Bibliotece Warszawskiej” ukazał się artykuł Maurycego Karasowskiego Rys historyczny opery polskiej, w którym autor podjął między innymi także ten&#13;
temat2. Kolberg, udostępniając własne zbiory terenowe z 1857 r., pomagał&#13;
Karasowskiemu w trakcie porównywania motywów z partytury Stefaniego&#13;
z muzyką ludową i obaj doszli wtedy do wniosku, że Jan Stefani wysnuł&#13;
te melodie „[...] z własnego natchnienia, że starał się tylko o naśladowanie&#13;
treścią i formą muzyki ludowej, lecz że główny tok i skład melodii jest&#13;
jego niezaprzeczoną własnością”3. Zainteresowanie związkami między operą polską a muzyką ludową kazało Kolbergowi wrócić do tego problemu&#13;
i jeszcze raz zabrał się — jak pisze — „do starannego przejrzenia” partytury Jana Stefaniego i przewertowania własnych zbiorów, czego wynikiem&#13;
jest artykuł Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego... zamieszczony&#13;
w „Ruchu Muzycznym”4. Uważał, że ustalenie zależności dzieła Stefaniego&#13;
od folkloru jest istotne, ponieważ jest to pierwsza opera polska sięgająca do&#13;
motywów ludowych. Porównując własne zapisy z partyturą Krakowiaków&#13;
i Górali, wskazywał kolejno, które melodie Stefaniego są „szczero ludowe”,&#13;
1&#13;
Zob. K.W.Wł. Lewestam F.H., w: Encyklopedia powszechna, T. 16, Warszawa 1864,&#13;
s. 953–955.&#13;
2&#13;
M. Karasowski Rys historyczny opery polskiej, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 94–122,&#13;
całość opracowania Karasowskiego drukowana była w „Bibliotece Warszawskiej” w r. 1857, T. 2–4&#13;
i 1858, T. 2, osobne wydanie pt. Rys historyczny opery polskiej poprzedzony szczegółowym poglądem na dzieje muzyki dramatycznej powszechnej ukazało się w Warszawie w 1859 r.&#13;
3&#13;
M. Karasowski Rys historyczny…, „Biblioteka Warszawska” 1858, T. 2, s. 100.&#13;
4&#13;
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale”..., „Ruch&#13;
Muzyczny” 1858, nr 46, s. 361–363, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK&#13;
T. 62), s. 546–554.&#13;
&#13;
144&#13;
&#13;
�które „mają powinowactwo z ludowymi”, a które „należą do oryginalnych&#13;
pomysłów” kompozytora. Nie kwestionował wniosków podanych przez Karasowskiego w wyniku poprzedniej wspólnej analizy partytury Stefaniego&#13;
i własnych zapisów terenowych, ale uzasadniał je dokładniej, m.in. przytoczył melodię „od Babiej Góry” jako pierwowzór piosenki „Próżno Kaśka&#13;
od nas stroni”. Zastrzegał przy tym:&#13;
Zbiór mój pieśni i tańców ludowych, jakkolwiek liczny, nie może jednak obejmować wszystkich, jakie istnieją, tym bardziej że bezustannie tworzą się nowe,&#13;
a stare przetwarzają. Stąd też niepodobna wyrzec co do przytoczonych motywów,&#13;
czy Stefani brał je żywcem z ludu, czy tylko korzystał z nich po swojemu. […]&#13;
Przytoczone tu przykłady dość jasno wskazują stosunek motywów ludowych do&#13;
tych, jakie nam partycja Stefaniego przedstawia. Jeżeli przypuścimy, że charakter&#13;
pierwszych wiernie przez niego został schwycony i oddany, to przyznać trzeba,&#13;
że krakowiak ludowy od owego czasu wielce zyskał, nabrawszy mocy i dosadności tak w rytmie, jak i w konturze melodyjnym, co nie o wszystkich pieśniach&#13;
ludowych powiedzieć można, na które czas nieraz i ujemny wpływ wywierał1.&#13;
&#13;
Wspominano już, że Kolberg zwracał uwagę na naturalną zmienność&#13;
folkloru, którą obserwował w czasie badań terenowych. Pozwoliło mu to&#13;
na konieczną refleksję przy porównywaniu utworów przedzielonych ponad&#13;
półwiekowym odstępem czasu, w tym wypadku partytury Stefaniego z roku&#13;
1794 i własnych zapisów melodii ludowych wykonanych latem 1857 r.&#13;
Artykuł o muzyce J. Stefaniego do Krakowiaków i Górali pokazuje też rolę&#13;
Kolberga w rozwoju badań muzykologicznych w Polsce. M. Tomaszewski&#13;
pisze:&#13;
Rozprawka o ludowych źródłach melodii Krakowiaków i Górali Stefaniego&#13;
stanowi pierwszą w polskim piśmiennictwie muzycznym udokumentowaną&#13;
źródłowo pracę porównawczą (chciałoby się rzec, iż w tym momencie rodzi się&#13;
polska muzykologia przeduniwersytecka)”2.&#13;
&#13;
W tym samym okresie, w którym Kolberg pisał o melodiach ludowych&#13;
w kompozycji J. Stefaniego, jesienią 1858 roku, zarysowała się możliwość&#13;
O. Kolberg Melodie ludowe w operze Jana Stefaniego „Krakowiacy i Górale..., przedruk&#13;
w: O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), s. 553–554.&#13;
2&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne... cz. I (DWOK T. 61), s. XI.&#13;
1&#13;
&#13;
145&#13;
&#13;
�wystawienia w teatrze Króla pasterzy. Autor libretta, Teofil Lenartowicz&#13;
był od dawna na emigracji, jednak można już było w druku, np. w recenzjach, wymienić jego nazwisko. Zachowana w zbiorach Warszawskiego&#13;
Towarzystwa Muzycznego kompletna partytura Króla pasterzy nosi adnotacje J. Quattriniego, ówczesnego dyrektora opery i dyrygenta, który ocenił&#13;
utwór Kolberga pozytywnie i przewidywał sukces przedstawienia. Podobne&#13;
zdanie na rękopisie partytury wyraził S. Moniuszko1. Te dwie opinie spowodowały decyzję prezesa Warszawskich Teatrów Rządowych, generała&#13;
Ignacego Abramowicza, który na początku października 1858 r. polecił rozpocząć próby utworu Kolberga. Przed kompozytorem otworzyła się scena&#13;
publiczna.&#13;
Przypuszczać można, że dużą rolę we wprowadzeniu Króla pasterzy&#13;
na scenę opery warszawskiej odegrał Moniuszko, który po sukcesie Halki&#13;
w styczniu 1858 r. został dyrygentem oper polskich tej sceny. Z Kolbergiem łączyła go przyjaźń, a w repertuarze brakowało utworów polskich,&#13;
zwłaszcza związanych z muzyką ludową i tematami wiejskimi. Prawdopodobnie części poprawek widocznych w partyturze dokonał Kolberg&#13;
za radą Moniuszki, który może być autorem innych korekt, wpisanych&#13;
nierozpoznaną ręką. Pod datą 19 lutego 1859 r. w zachowanym spisie&#13;
wydatków z tego roku Kolberg zapisał: „pałeczka dyr. dla Quattriniego&#13;
6 [rubli]”2 — ale utwory kompozytorów polskich w tym okresie prowadził&#13;
Moniuszko i on prawdopodobnie dyrygował Królem pasterzy. „Opera sielska” Kolberga miała premierę 2 marca 1859 r. Wśród wydatków Kolberg&#13;
odnotował pod tą datą: „kolacja u Zakrzewskiej 3,75 [rubla]”3, co zapewne&#13;
oznacza, że ugościł śpiewaczki i śpiewaków biorących udział w przedstawieniu. Utwór Kolberga był grany jeszcze pięciokrotnie w marcu i raz&#13;
w maju, po czym zszedł ze sceny. Król pasterzy podobał się przynajmniej&#13;
części publiczności – jeden z recenzentów, bardzo krytyczny wobec tej&#13;
kompozycji, wspomniał o aplauzie widzów z „jaskółki”, czyli z miejsc najtańszych:&#13;
&#13;
1&#13;
Tę i wymienione poprzednio adnotacje przytacza D. Idaszak we wstępie do tomu O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. XIX–XX, zob. też M. Prochaska&#13;
Kompozycje Oskara Kolberga... (DWOK T. 85/II), s. 0000.&#13;
2&#13;
Rkp. Kolberga, Notatnik… (BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 3); pałeczka była zwyczajowym&#13;
prezentem dla dyrygenta.&#13;
3&#13;
Tamże.&#13;
&#13;
146&#13;
&#13;
�Powodowani miłością sztuki ojczystej, nie chcemy zostawiać w błędzie muzyka&#13;
zasłużonego, który popchnięty niedorzecznym przywołaniem z paradyżu może&#13;
wejść na mylną drogę1.&#13;
&#13;
Widocznie ktoś z najwyższego balkonu opery, zwanego wtedy paradyżem, wznosił okrzyki pochlebne dla autora. Aleksander Różnicki, autor przytoczonego zdania, nie znalazł w Królu pasterzy niczego godnego pochwały.&#13;
Ocenił, że jest to dzieło „mniej niż mierne” i zalecał autorowi zaprzestanie&#13;
prób komponowania na scenę. Bezpośrednio po premierze ukazały się także&#13;
dwie inne recenzje: M. Karasowskiego w prasie codziennej i J. Sikorskiego&#13;
w „Ruchu Muzycznym”2. Recenzenci wyrażali istotne zastrzeżenia, przede&#13;
wszystkim wskazywali błędy w instrumentacji, nieoryginalność niektórych&#13;
arii, stwierdzali także, że utwór jest zbyt krótki dla teatru i właściwie pozbawiony dramatycznej akcji. Sikorski chwalił arię Rózi „Skąd ten niepokój…”&#13;
i piosenkę Ciemięgi „Już się słonko w blasku toczy…”. Podobały mu się też&#13;
tańce i pisząc, że aria Rózi „jest prześliczna”, dodał:&#13;
Polonez na chór ubiega się z [nią] o pierwszeństwo, duch poloneza istotnie ludowego dobrze się w nim odbija i wypracowanie co do formy równie staranne,&#13;
jak w romansie poprzednim. Że mazur i kujawiak, gdzie się zdarzył, musi być&#13;
udany, domyśla się każdy, kto poznał dawniej, jaki p. K[olberg] majster na takie&#13;
rzeczy3.&#13;
&#13;
Sikorski tłumaczył niedostatki utworu Kolberga, m.in. niedojrzałą instrumentację, tym, że utwór powstał dawno, bez nadziei na przestawienie&#13;
w teatrze, stąd jest też zbyt krótki i nie wykorzystuje możliwości, jakie dałoby np. rozszerzenie komicznej roli Maciusia. Wyrażał jednak nadzieję, że&#13;
Kolberg nie poprzestanie na tej pierwszej próbie; widział potrzebę istnienia&#13;
w repertuarze sceny operowej utworów „przedstawiających życie ludu”,&#13;
które autor Króla pasterzy zna tak dobrze i zdolny jest zobrazować muzyką.&#13;
A.R. [A. Różnicki] Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Gazeta Codzienna” 1859,&#13;
nr 84. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 664.&#13;
2&#13;
M. Karasowski Koncerta – Król pasterzy – Małżeństwo przy latarniach, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859, nr 81; J. Sikorski Król pasterzy. Obrazek z życia&#13;
ludu wiejskiego, „Ruch Muzyczny” 1859, nr 10, s. 81–82. Recenzje te są przedrukowane w tomie&#13;
O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68 ), s. 660–663.&#13;
3&#13;
[J. Sikorski] Król pasterzy…, s. 82, w przedruku w O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68) s. 661.&#13;
1&#13;
&#13;
147&#13;
&#13;
�M. Karasowski również uważał instrumentację Króla pasterzy za całkowicie nieudaną, ale chwalił niektóre arie i poloneza, a o całości pisał:&#13;
Rzecz sama z siebie nie zajmująca wcale, pozbawiona wszelkiej sceniczności,&#13;
okraszona jednak skromną, często właściwą sielskiej prostocie muzyką, może&#13;
być słuchaną, szczególnie przez miłujących rzeczy miejscowe, z przyjemnością 1.&#13;
&#13;
Zakończył swe uwagi zapewnieniem o szczerej życzliwości wobec kompozytora i przekonaniem, że wyrażona w recenzji krytyka pomoże w dalszej&#13;
jego pracy nad utworami scenicznymi. Kolberg opinie o swym utworze&#13;
potraktował bardzo poważnie, na zachowanym do dziś egzemplarzu czasopisma z recenzją Karasowskiego napisał na marginesie:&#13;
Co do instrumentacji ma rację i dlatego lepiej się to wydaje przy fortepianie, aria&#13;
Wojtka istotnie kiepska, bo niepotrzebnie ma włoski zakrój2.&#13;
&#13;
Poza Królem pasterzy i wspominaną tu wcześniej Sceną w karczmie&#13;
znane są we fragmentach jeszcze dwa inne utwory sceniczne Kolberga:&#13;
Pielgrzymka do Częstochowy i Wiesław. Pierwszy z nich, planowany jako&#13;
dwuaktowy „obrazek sceniczny”, zachował się w postaci pozbawionych&#13;
tytułu szkiców kompozycji i libretta napisanego też przez Kolberga. Danuta&#13;
Idaszak, przygotowując te szkice do wydania drukiem, porównała libretto&#13;
w rękopisie Kolberga z utworem Seweryny Pruszakowej Pielgrzymka do&#13;
Częstochowy, wydanym w jej Obrazkach dramatycznych3. Po stwierdzeniu bezpośredniej zależności tekstu Kolberga od „obrazka” Pruszakowej&#13;
przyjęła dla tego utworu taki sam tytuł. Nie wiadomo, kiedy Kolberg podjął pracę nad Pielgrzymką do Częstochowy. Seweryna Pruszakowa wydała&#13;
swój tomik w roku 1857, ale nie można wykluczyć, że Kolberg poznał tekst&#13;
wcześniej w rękopisie. Bywał u autorki przez cały okres, w którym prowadziła salon literacki w Warszawie, tj. od jesieni 1847 r. do listopada 1863&#13;
r., kiedy jako osobie zaangażowanej w opiekę nad rodzinami powstańców&#13;
1&#13;
M. Karasowski Koncerta…, „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” 1859,&#13;
nr 81, w przedruku (DWOK T. 68) s. 663.&#13;
2&#13;
Notatka Kolberga na egzemplarzu „Kroniki Wiadomości…”, w BN PAU i PAN, sygn. 2184,&#13;
k. 360.&#13;
3&#13;
Zob. wstęp D. Idaszak w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK&#13;
T. 68), s. XXVII–XXVIII, zob. też S. Pruszakowa Pielgrzymka do Częstochowy, w: tejże Obrazki&#13;
dramatyczne, Warszawa 1857, s. 51–111.&#13;
&#13;
148&#13;
&#13;
�i zagrożonej aresztowaniem Rząd Narodowy polecił emigrować. Zachowane opracowanie fortepianowe i libretto Pielgrzymki do Częstochowy&#13;
z wyraźnie zarysowaną intrygą wskazują, że mógł to być utwór i scenicznie,&#13;
i kompozytorsko znacznie dojrzalszy od dwu poprzednich1.&#13;
Z planowanej opery Wiesław znamy tylko jedną niedokończoną pieśń2&#13;
z podpisanym incipitem „Niechże ja lepiej nie żyję”. W Szkicu autobiografii&#13;
Kolberg pisze o skomponowaniu „kilku ustępów”, być może inne fragmenty zaginęły lub wydane zostały w Dziełach wszystkich jako faksymilia,&#13;
ale bez podpisanego tekstu, i nieokreślone w rękopisie jako należące do&#13;
tej opery pozostały nierozpoznane. O pracy nad Wiesławem informowała&#13;
prasa warszawska3, podtrzymując zainteresowanie twórczością muzyczną&#13;
Kolberga, jednak po powstaniu styczniowym nie wrócił on już do utworów&#13;
scenicznych. Sam pisał w Szkicu autobiografii:&#13;
Wiesław, opera Pruszakowej, zacząłem ją pisać i naszkicowałem już kilka ustępów, ale wypadki r. 1863 znów przeszkodziły dalszej na tym polu pracy i rzecz&#13;
nie została odtąd wcale już podjętą. Są to zatem jedynie słabe okruchy czegoś,&#13;
co być miało, ale do skutku wcale nie przyszło i nie przyjdzie4.&#13;
&#13;
VII&#13;
[Zmiana planu wydawniczego: oddanie do druku w 1862 r. Sandomierskiego&#13;
– zbioru pieśni regionalnych prezentowanych wraz z opisami obrzędów i zwyczajów. – Podróże w latach 1859 i 1860. – Druk artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje. – Wydarzenia w Warszawie poprzedzające powstanie&#13;
styczniowe.vPodróż na Wołyń w 1862 r. i przywiezione stamtąd materiały.]&#13;
&#13;
Równolegle z pracami nad artykułami do Encyklopedii powszechnej Kolberg zajęty był przygotowywaniem następnych zbiorów pieśni i melodii&#13;
poświęconych, podobnie jak Pieśni ludu polskiego, wybranemu gatunkowi,&#13;
1&#13;
Szkice fortepianowe Pielgrzymki do Częstochowy wydane zostały jako faksymilia w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 601–626, libretto, które&#13;
porządkuje fragmenty muzyczne i informuje o akcji tamże, s. 666–677.&#13;
2&#13;
Faksymile w tomie O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68),&#13;
nr 27, s. 131–132.&#13;
3&#13;
Zob. „Ruch Muzyczny” 1860, nr 12, s. 205 oraz „Gazeta Codzienna” 1861, nr 20.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Szkic autobiografii..., k. 68.&#13;
&#13;
149&#13;
&#13;
�tematowi lub utworom wykonywanym w czasie określonych obrzędów&#13;
rodzinnych czy dorocznych. Podczas badań terenowych gromadził nowe&#13;
materiały, a w posiadanych już zasobach wyszukiwał zapisy odpowiednich&#13;
wątków tekstowych razem z należącymi do nich melodiami i redagował je&#13;
do druku. Zaprojektowana w latach 1849–1856 seria wydawnicza miała&#13;
złożyć się na pełny obraz polskich pieśni ludowych.&#13;
W liście do Kraszewskiego, którego fragment już tu przytaczano, pisał&#13;
o świeżo wydanej książce:&#13;
Jest to tylko cząstka tego, co posiadam w tece, bo brak tu jeszcze pieśni obrzędowych, weselnych, wojackich, żartobliwych, miłosnych itp., a które zespolone&#13;
w jedno, stanowiłyby dopiero całość wykazującą dosadnie ducha muzyki ludowej.&#13;
Całość taka zapełniłaby z jakie 5 lub 6 tomów, a każdy objętości książki, którą&#13;
masz Pan przed sobą, gdyby tylko do wydania onych dostateczne były środki1.&#13;
&#13;
Zamiar wydania przez Kolberga następnych zbiorów pieśni znany był&#13;
powszechnie. W „Bibliotece Warszawskiej” recenzent, zapewne K.W. Wójcicki, po otrzymaniu ostatniego zeszytu Pieśni ludu polskiego pisał:&#13;
O ile wiemy, szanowny wydawca ma się bezzwłocznie zająć wydaniem drugiej&#13;
serii tych pieśni ludowych z melodiami. Gdy to dzieło dojdzie braci naszych Słowian, nabiorą przekonania, że lud nasz pod względem melodii najwyżej w całej&#13;
Słowiańszczyźnie stoi2.&#13;
&#13;
Żaden z planowanych tomów nie był jednak na tyle gotowy, aby Kolberg&#13;
mógł oddać go do druku bezpośrednio po wydaniu pierwszego. Wprawdzie we wstępie do Pieśni ludu polskiego pisał o następnych „seriach” już&#13;
przygotowanych, o ich zaawansowaniu świadczą też zachowane rękopisy&#13;
prezentujące po kilka lub kilkanaście wariantów pieśni, ale żaden tom nie&#13;
był jeszcze do końca zredagowany3. Ponadto sprzedaż wydanego własnym&#13;
nakładem zbioru bardzo powoli zwracała mu poniesione koszty i na razie&#13;
nie miał pieniędzy potrzebnych na druk następnego.&#13;
List do J.I. Kraszewskiego z 6 VI 1857, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 73.&#13;
„Biblioteka Warszawska” 1857, T. 2, s. 913, notatka w dziale „Doniesienia literackie”.&#13;
3&#13;
Już w Pieśniach ludu polskiego (DWOK T. 1) spotykamy wskazówki o planowanych&#13;
i redagowanych tomach następnych, są to odsyłacze ogólne: „patrz seria II” lub kierujące do&#13;
konkretnej melodii lub do tekstu w następnym tomie, zob. O. Kolberg Pieśni ludu polskiego&#13;
(DWOK T. 1), np. s. 19, 149, 161, 163, 165 i in.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
150&#13;
&#13;
�Pewien dochód, choć niewielki, przynosiły Kolbergowi kompozycje,&#13;
które kupowali księgarze i osoby prywatne. W latach 1859–1860 ukazał&#13;
się w ośmiu zeszytach wyciąg fortepianowy Króla pasterzy, z opracowaną&#13;
przez Gersona stroną tytułową i z podtytułem „Obrazek z życia ludu wiejskiego w Kujawach”. W winiecie Gerson narysował postacie w kujawskich&#13;
strojach ludowych. Sikorski wydanie kompozycji w tej postaci potraktował&#13;
życzliwiej niż wersję sceniczną. W krótkiej recenzji zalecał to opracowanie amatorom, jako utwór stosunkowo łatwy do wykonania w warunkach&#13;
domowych:&#13;
Brak takich rzeczy zbyt wielki u nas, praca, o której mówimy zbyt wiele warta,&#13;
byśmy nie mogli powiedzieć, że p. Kolberg, wydając swego Króla pasterzy,&#13;
szczęśliwą myśl powziął i dobrze się z powziętej wywiązał1.&#13;
&#13;
W roku 1861 ukazały się Nasze sioła, trzy zeszyty kujawiaków Kolberga zawierające dziesięć utworów wybranych z drukowanych piętnaście&#13;
lat wcześniej Kujawiaków w stylu gminnym i opracowanych na nowo.&#13;
Sikorski, który wykorzystywał każdą okazję, aby chwalić kujawiaki Kolberga, tym razem także poświęcił im kilka zdań w „Ruchu Muzycznym”2.&#13;
Inne kompozycje wydane drukiem w tym okresie nie były recenzowane.&#13;
Ukazały się też wtedy Pieśni ludowe do śpiewu, których treść i sposób&#13;
opracowania już tu przedstawiono.&#13;
Porzucenie stałej posady pozwoliło Kolbergowi przeznaczyć więcej czasu na badania terenowe. Jeszcze w roku 1858, w trakcie pracy w Dyrekcji&#13;
Dróg i Mostów uzyskał w sierpniu kolejny urlop, tym razem tylko na 20 dni&#13;
na wyjazd „w gubernię i powiat płocki dla załatwienia interesów familijnych”3. W itinerarium pod datą tego roku odnotował podróż nieco dalszą:&#13;
„1858 – do Ostrołęki, Łomży, Augustowa, Suwałk”, przekroczył więc znacznie granice guberni płockiej. Oczywiste jest, że owe „interesy familijne”&#13;
były tylko pretekstem koniecznym do uzyskania zgody na wyjazd. W papierach osobistych Kolberga brak pism o udzielaniu mu urlopu w latach&#13;
następnych, mogłoby to potwierdzać zakończenie w połowie 1859 r. pracy&#13;
[J. Sikorski] Król pasterzy…, „Ruch Muzyczny” 1860, nr 45, s. 731, przedruk w: O. Kolberg&#13;
Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 665.&#13;
2&#13;
[J. Sikorski] Przegląd kompozycji…, „Ruch Muzyczny” 1861, nr 19, szpalta 296–297,&#13;
przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 725.&#13;
3&#13;
Dokument w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 53.&#13;
1&#13;
&#13;
151&#13;
&#13;
�w Dyrekcji Dróg i Mostów, podobnie jak następujące potem długie wyjazdy&#13;
na badania terenowe: w roku 1859 po stronie rozchodów zanotował koszt&#13;
dwumiesięcznego pobytu w Radomskiem, Sandomierskiem i Lubelskiem,&#13;
a w następnym był przez pięć tygodni w Łęczyckiem i na Kujawach.&#13;
Wyjątkowo trasę dwu podróży z lat 1859 i 1860 oraz inne ich okoliczności znamy stosunkowo dokładnie, ponieważ Kolberg codzienne wydatki&#13;
notował na luźnej kartce, a podsumował je dopiero po powrocie do Warszawy i wtedy wynik jako ogólny koszt wyprawy wpisywał do cytowanego&#13;
tu już notatnika. Prawdopodobnie postępował tak przy każdym wyjeździe,&#13;
ale tylko z tych dwu podróży zachowały się osobne szczegółowe notatki,&#13;
dzięki czemu możemy dokładniej odtworzyć ich przebieg. W wykazie wydatków w roku 1859 zanotował: „1 lipca – dorożka z rzeczami do statku”,&#13;
a następnie: „3 września – podróż przez 2 miesiące po Radom[skiem], Sandomiersk[iem] i Lubelsk[iem]”1. Z notatek na oddzielnej kartce2 wiemy, że&#13;
trasa tej podróży prowadziła przez przystań w Świerżach Górnych, dokąd&#13;
dopłynął statkiem żeglugi wiślanej, dalej przez Kozienice, Jedlnię, Radom,&#13;
Orońsk, gdzie był gościem Amalii Pruszakowej, ponownie przez Radom&#13;
i Jedlnię do Kozienic, stamtąd do Bąkowca, Augustowa, następnie ponownie&#13;
przez Bąkowiec do Puław, Kurowa i do Lublina, potem do Piasków, Siedliszcza, Chojna, Bezka i Krasnego, ponownie do Chojna, znowu do Lublina,&#13;
stamtąd do Gałęzowa, do Woli Gałęzowskiej, Woli Sobieskiej i Tarnogóry,&#13;
skąd 1 września rozpoczął powrotną podróż do Warszawy. W ciągu tych&#13;
dwu miesięcy, poza niewieloma wydatkami na przejazd statkiem i pocztą,&#13;
na herbatę czy rzadziej na obiad, w każdej miejscowości, w której się zatrzymywał, notował osobno „tryngeldy”, czyli napiwki, a osobno kwoty „za&#13;
pieśni”, „na struny”, „skrzypkowi”, „za śpiewy”. Wykonawcy otrzymywali&#13;
po 15 lub 30 kopiejek, skrzypek w Chojnie dostał kopiejek 60 – przypuszczalnie wysokość tych opłat zależała od czasu, jaki poświęcili Kolbergowi&#13;
śpiewacy i instrumentaliś­ci. Podobnie dokładny spis zachował się z pobytu&#13;
w 1860 r. w Łęczyckiem i na Kujawach, gdzie był od 20 lipca do 24 sierpnia. Pojechał wtedy pociągiem do Łowicza, stamtąd przez Krośniewice do&#13;
Mazewa, potem do Bogusławic, Redcza, Kłonowa, Bodzanowa, Otmianowa i przez Kłodawę znów do Łowicza, skąd wrócił koleją do Warszawy.&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 4.&#13;
Rkp. Kolberga, tamże, k. 23. Jest to luźna kartka włożona między strony notesu ze spisem&#13;
wydatków i dochodów. Na tej samej karcie szczegółowy spis wydatków poniesionych w podróży po Kujawach w 1860 r.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
152&#13;
&#13;
�I tym razem w notatkach znajdujemy zapiski o opłatach dla wykonawców,&#13;
np. „w Mazewie za pieśni przez dni 15” śpiewaczki i śpiewacy otrzymali&#13;
w sumie 4 ruble i 75 kopiejek.&#13;
W następnym roku 1861 odnotował 3 lipca zapłatę za paszport i stemple, opłaty u konsula austriackiego, a potem pod datą 25 września: „Podróż&#13;
od 8 lipca do 24 września po Galicji (do Krakowa, Tatrów, Lwowa i Wę­&#13;
gier)”1. W itinerarium podał dodatkowe szczegóły: „do Tatrów i Bardiowa,&#13;
do Iskani, Leszczowatego, Zadwórza pod Lwów (u Załęskich, Kraińskich,&#13;
Bochdana)”2.&#13;
Do miejscowości w Królestwie i w Galicji wymienionych w przytoczonych tu notatkach wracał Kolberg jeszcze kilkakrotnie i zawsze w czasie&#13;
badań znajdował oparcie u gospodarzy tamtejszych dworów. Ci, znając&#13;
dobrze mieszkańców wsi i ludzi pracujących w ich folwarkach, mogli&#13;
znacznie ułatwić lub wręcz umożliwić nawiązanie kontaktów z najlepszymi miejscowymi wykonawcami i informatorami: znanymi w okolicy instrumentalistami, znawczyniami obrzędów weselnych czy cenionymi śpiewaczkami. Przytaczane tu wspomnienia Kolberga z pierwszych lat badań&#13;
terenowych, w czasie których nie miał takiego wsparcia, potwierdzają, jak&#13;
ważna była rekomendacja właścicieli dworu dla uzyskania zaufania i chęci współpracy ze strony mieszkańców wiejskich chat. W miejscowościach&#13;
z przewagą ludności ukraińskiej taka pomoc była jeszcze ważniejsza, ponieważ Kolberg był tam podwójnie obcy – jako nieznany we wsi przybysz „w surducie” i jako Polak, do tego wówczas nie rozumiejący jeszcze&#13;
dobrze dialektów ukraińskich. Ponadto zamieszkanie u zaprzyjaźnionej&#13;
rodziny we dworze zapewniało przyzwoite warunki bytowe, a ponieważ&#13;
alternatywą były brudne i zatłoczone karczmy, także ta forma pomocy&#13;
była bardzo cenna.&#13;
W itinerarium Kolberg wymienia trzy rodziny goszczące go w roku 1861:&#13;
Kraińskich, Załęskich i Bochdanów. Byli oni spokrewnieni lub spowinowaceni między sobą, a także z Konopkami, i to mogło przyczynić się do&#13;
zaproszenia etnografa. Takie rodzinne koneksje często pomagały Kolbergowi nawiązać kolejne kontakty, a od kilku już lat o jego badaniach pisała&#13;
prasa, co też przygotowywało w pewnym stopniu jego pobyt w terenie.&#13;
Ludzie goszczący Kolberga bywali działaczami społecznymi i badaczami&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 7.&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.&#13;
&#13;
153&#13;
&#13;
�historii regionu lub kultury ludowej swej najbliższej okolicy i pisywali na te&#13;
tematy1. Do takich postaci należał np. Adolf Biesiekierski2 (1831–1881) z Bodzanowa na Kujawach, u którego Kolberg zatrzymał się w roku 1860 i 1865,&#13;
a także Edmund Kraiński3 (1804–1887), który zaprosił Kolberga w roku 1861&#13;
do Leszczowatego. Edmund Kraiński był inżynierem, absolwentem akademii wojskowej w Wiedniu, brał udział w powstaniu listopadowym i został&#13;
wtedy odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Po powstaniu wrócił&#13;
do rodzinnego Leszczowatego, a o zaufaniu, jakim cieszył się u chłopów,&#13;
najlepiej świadczy fakt, że obronili oni jego dwór w czasie rabacji 1846 r.&#13;
i nie dopuścili tam do zabójstw ani do grabieży. Kolberg był u Kraińskich&#13;
ponownie w roku 1863 i, po dłuższej przerwie, w latach 1883–1885; materiały zanotowane w należącym do nich Leszczowatem znacznie wzbogaciły&#13;
jego zbiory4.&#13;
W roku 1861, w czasie tej blisko trzymiesięcznej podróży po Galicji,&#13;
Kolberg po raz pierwszy prowadził badania wśród ludności ukraińskiej&#13;
w jej własnym środowisku. Poprzednio notował pieśni ukraińskie głównie w Warszawie, gdzie były wykonywane przez mieszkańców kresów&#13;
wschodnich odwiedzających stolicę. W 1861 r. zetknął się bezpośrednio&#13;
w terenie z ukraińskimi melodiami obrzędowymi o metrum swobodnym.&#13;
O problemach nastręczających się przy zapisywaniu takich melodii pisał&#13;
już we wstępie do Pieśni ludu polskiego5 w 1857 r. Szerzej poruszył ten&#13;
problem, recenzując w 1864 r. zbiór pieśni protestanckich wydany kilka&#13;
lat wcześniej przez pastora Fryderyka Wilhelma Altmanna (1824–1889)&#13;
w Odolanowie 6. Kolberg docenił tam walory melodii wydanych przez&#13;
Altmanna, ale nie uważał za słuszne stosowania zapisu ametrycznego&#13;
1&#13;
Być może właśnie spotkanie z Kolbergiem budziło zainteresowania, które później owocowały np. artykułami w miejscowej prasie, lub gromadzeniem eksponatów sztuki ludowej.&#13;
2&#13;
A. Biesiekierski opublikował w r. 1863 w „Tygodniku Ilustrowanym” (T. 7, nr 177) artykuł&#13;
pt. Typy włościan kujawskich oraz tamże (nr 189) artykuł o Płowcach, obydwa z własnymi&#13;
rycinami.&#13;
3&#13;
E. Kraiński opublikował artykuł o osadnictwie w Karpatach: Wołochy, pierwsi osadnicy&#13;
wsi zwanych wołoskiemi na północnych stokach Karpat, „Ruch Literacki” 1878, nr 22. Był też&#13;
autorem pracy O nędzy w Galicji i jej powodach, Przemyśl 1883.&#13;
4&#13;
Zapisy z Leszczowatego wydane zostały dopiero w ramach Dzieł wszystkich Kolberga&#13;
w monografii pt. Sanockie-Krosnieńskie (DWOK T. 49–51).&#13;
5&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego (DWOK T. 1), s. VIII.&#13;
6&#13;
F.W. Altmann Zbiór II [drugi] melodyj chóralnych ułożony przez [...], Erfurt i Lipsk 1856.&#13;
Recenzja Kolberga zamieszczona była w „Zwiastunie Ewangelicznym”, dwutygodniku ewangelików warszawskich redagowanym przez pastora L. Otto, w r. 1864, nr 8, s. 125–127.&#13;
&#13;
154&#13;
&#13;
�przyjętego przez autora zbioru. Z problemem zanotowania i później zredagowania do druku ludowych melodii o metrum swobodnym borykał&#13;
się wielokrotnie, zwłaszcza przygotowując monografie regionów wschodniosłowiańskich1.&#13;
Nie możemy wskazać dziś w Kolbergowskim archiwum tych zapisów&#13;
folkloru, które powstały w czasie pierwszych badań np. w Leszczowatem&#13;
czy Zadwórzu, ponieważ badacz niezwykle rzadko notował na rękopisach&#13;
terenowych daty ich powstania, a w wymienionych miejscowościach był&#13;
wielokrotnie. Natomiast sądzić można, że w roku 1861 we Lwowie zapoznał&#13;
się z kilkoma drukami wydanymi wtedy przez Ukraińców. Wśród rękopisów Kolberga zachował się przekład pracy wydanej właśnie w roku 1861&#13;
przez Teodora Biełousa: Narodnyj prazdnyk kupała2. Rok wcześniej ukazała się we Lwowie obszerna praca zbiorowa Zorja Hałyckaja jako album&#13;
na hod 1860, w której poza tekstami literackimi i artykułami na tematy&#13;
historyczne zamieszczono kilka opracowań folklorystycznych o obrzędach&#13;
i zwyczajach. W archiwum Kolberga i w opracowanej przez niego wiele lat&#13;
później monografii Pokucia znajdujemy liczne wypisy z tego almanachu.&#13;
Wydawnictwa te, podobnie jak inne drukowane wówczas we Lwowie, służyły odrodzeniu się świadomości narodowej Ukraińców i ich literatury,&#13;
nad czym pracę w Galicji podjęli Jakow F. Hołowacki (1814–1888), Iwan&#13;
D. Wahylewycz (1811–1866) i Markijan R. Szaszkewicz (1811–1843), autorzy&#13;
almanachu pt. Rusałka dnistrowaja3 zawierającego pieśni ludowe i inne&#13;
utwory w języku ukraińskim.&#13;
Po powrocie do Warszawy Kolberg porządkował pozyskane w czasie&#13;
badań zapisy i przygotowywał do druku nowe tomy, z których każdy miał&#13;
Zob. D. Pawlakowa Dokumentacja folkloru muzycznego… (DWOK T. 85/II), s. 111. Zob.&#13;
także B. Linette „Ruś Czerwona” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Czerwona cz. I (DWOK&#13;
T. 56), s. LX–LXI, tenże „Ruś Karpacka” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Ruś Karpacka&#13;
cz. I (DWOK T. 54), s. XLVII–XLIX oraz M. Prochaska „Przemyskie” Oskara Kolbera, w: O.&#13;
Kolberg Przemyskie. Suplement do t. 35 cz. I (DWOK T. 83/I), s. LXXXIX–XC.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga w Arch. PTL, teka 21/22, sygn. 1259, k. 1–4, jest to w części przekład,&#13;
w części transkrypcja pracy pt.: Narodnyj prazdnyk kupała, opysannyj i objasnennyj wedla sochraniwszychsia predanij i powierij naroda; praca ukazała się we Lwowie w 1861 r.&#13;
nakładem Teodora (Fiodora) Biełousa (1828–1892), działacza narodowego i pedagoga, który&#13;
zapewne był jej autorem. Przekład przeznaczony jest do druku w tomie O. Kolberg Materiały&#13;
do etnografii Słowian wschodnich (DWOK T. 58).&#13;
3&#13;
Rusałka dnistrowaja. Almanach, u Budime 1837 (właśc. 1836), teksty pieśni tam zamieszczone Kolberg przedrukował m.in. w Pokuciu.&#13;
1&#13;
&#13;
155&#13;
&#13;
�być poświęcony określonemu gatunkowi pieśni. Jednak już na początku&#13;
roku 1862 zmienił program edytorski – postanowił wydawać w kolejnych&#13;
tomach materiały pochodzące z określonego regionu, prezentujące wykonywane tam gatunki pieśni i muzyki instrumentalnej wraz z informacjami&#13;
o tych obrzędach i zwyczajach, którym one towarzyszą. Uznał, że dla dalszych badań i dla ukazania „ogólnego całej Polski muzykalnej zarysu”1 właściwsze będzie publikowanie zbiorów regionalnych. We wstępie do przygotowywanego wtedy tomu stwierdził, że układ pieśni przyjęty w zbiorze&#13;
z roku 1857, „wiążący w jedną całość mnóstwo wariantów zebranych z najodleglejszych (sprzecznych nawet formą z sobą) okolic kraju”2, nie pozwala&#13;
„wyróżnić szczegółów prowincjonalnych”. Natomiast poświęcenie każdemu&#13;
regionowi osobnego tomu, zawierającego „wszystkie w tych prowincjach&#13;
zebrane pieśni, obrzędy i muzykę, bez względu na rodzaj, treść i barwę”3,&#13;
ukaże ich muzykę dokładniej, pozwoli ocenić specyficzne cechy danej okolicy i ułatwi badania porównawcze.&#13;
Ponadto, chociaż w okresie następującym po wydaniu Pieśni ludu polskiego znacznie poszerzył zasięg geograficzny swoich badań terenowych,&#13;
wiedział, że nie zdoła w najbliższych latach poznać folkloru muzycznego&#13;
wielu regionów tak dokładnie, aby przygotować do druku zbiory naprawdę&#13;
reprezentatywne, zawierające pieśni określonego gatunku z całego interesującego go obszaru, tj. z przedrozbiorowej Rzeczypospolitej:&#13;
Obszerność bowiem przyjętego dawniej planu, według którego każda seria&#13;
obejmować miała jednego tylko rodzaju pieśni, np. same miłosne, weselne itp.,&#13;
nie dozwoliłaby mi może doczekać w ciągu długiego nawet życia szczęśliwego&#13;
końca w ten sposób przedsięwziętej publikacji4.&#13;
&#13;
Nie znał jeszcze z autopsji, m.in. Wielkopolski, Śląska czy Pomorza i nie&#13;
mógł pozyskać potrzebnych zapisów nutowych inną drogą niż przez osobisty kontakt z żyjącymi tam muzykami i śpiewakami, czyli w trakcie przyszłych badań terenowych.&#13;
&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 5.&#13;
Tamże.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 6.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 5–6.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
156&#13;
&#13;
�W lipcu 1862 r. „Biblioteka Warszawska” informowała swych czytelników:&#13;
Oskar Kolberg, zasłużony zbieracz pieśni ludowych i melodii, przygotował&#13;
do druku wysokiej wartości pracę nową p.n. Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach, pieśniach, muzyce i tańcach. Seria I: Okolice Sandomierza.&#13;
W dziele tym daje nam szanowny badacz opisy wesel i obrzędów ludu, z głównie zwróconą uwagą na melodie; w przypisach pomieści, o ile się nadarzy,&#13;
opis guseł, gier itp., równie jak objaśni każdy obrzęd przywiedziony. Ażeby nie&#13;
powtarzać, opisze tylko te okolice, o których nie było jeszcze dotąd wzmianki.&#13;
Obejmuje w zakres swej pracy Królestwo Polskie, Galicję, Wielkopolskę, Ruś&#13;
i Litwę1.&#13;
&#13;
Okolice Sandomierza, które wybrał na początek, znał z kilku już wycieczek, a nowym tytułem Lud w jego zwyczajach, obrzędach, zabawach,&#13;
pieśniach, muzyce i tańcach zapowiedział, że w publikacji przedstawi&#13;
muzykę i pieśni wraz z ich szerszym kontekstem kulturowym. Opisy wesel&#13;
i niektórych zwyczajów dorocznych publikował już wcześniej, ale w nowej&#13;
serii wydawniczej chciał zająć się folklorem muzycznym i wiążącymi się&#13;
z nim wybranymi przejawami kultury ludowej, przedstawiając je w tomach&#13;
osobnych dla każdego regionu. Zróżnicowanie regionalne folkloru obserwował od początku badań, notując pieśni i melodie na Mazowszu, w Krakowskiem, Kaliskiem i Kieleckiem, teraz chciał je pokazać wyraźniej. Ponieważ&#13;
lokalizacja geograficzna zapisywanych utworów była dla niego od początku&#13;
najważniejszym i konsekwentnie stosowanym elementem w dokumentacji&#13;
badań terenowych, mógł w tomach regionalnych wykorzystać wszystkie&#13;
zgromadzone poprzednio materiały. Podana w „Bibliotece Warszawskiej”&#13;
treść nowej książki Kolberga wpisywała się w postulaty wyrażone przez to&#13;
pismo nieco wcześniej. W 1859 r. można było tam przeczytać:&#13;
Są zakątki w samym Królestwie Polskim zupełnie nie zbadane. Tu tylko gorliwość obywatelska naszych ziemian mogłaby podać skuteczną pomoc, gdyby&#13;
każdy w swojej okolicy zajął się zbieraniem tak pieśni, jak melodii do nich, przysłów, podań, zwyczajów i charakterystyki. Do tego uwagę należałoby zwrócić na&#13;
rozmaitość ubiorów, zabudowań, narzędzi i sprzętów rolniczych i te w rysunku&#13;
przechować. Zebrane z różnych okolic tego rodzaju drogocenne materiały mogłyby dzielnie posłużyć do wydania najzupełniejszego zbioru pieśni ludowych,&#13;
1&#13;
&#13;
[K. W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1862, T. 3, s. 187.&#13;
&#13;
157&#13;
&#13;
�na którym nam zbywa dotąd. W księdze tej objąć by należało charakterystykę&#13;
każdej wydatniejszej okolicy, dołączyć rys zwyczajów, uroczystości, kostiumów,&#13;
w najwierniejszym oddaniu nie tylko właściwych ubiorów, ale fizjonomii i postaci kmiotków naszych1.&#13;
&#13;
Kolberg należał od wielu lat do czynnych współpracowników „Biblioteki Warszawskiej” i był także w pewnym stopniu jej protegowanym. Rolę&#13;
Wójcickiego, członka redakcji i w latach 1850–1879 redaktora naczelnego „Biblioteki”, jako inspiratora swych badań terenowych zaznaczył sam&#13;
w przytaczanym tu wcześniej szkicu autobiografii. Trudno dziś ocenić,&#13;
w jakim stopniu na początku drugiej połowy wieku Wójcicki i inne osoby&#13;
skupione w redakcji miesięcznika i biorące udział w nieformalnych redakcyjnych spotkaniach oddziaływali na plany Kolberga, a w jakim on sam,&#13;
coraz lepiej znający folklor i życie chłopów, współtworzył formułowane&#13;
w tym piśmie postulaty. Sądzić można, że wpływy te działały w obydwu&#13;
kierunkach. Jednak w roku 1859, gdy Wójcicki pisał przytoczony wyżej&#13;
apel, Kolberg, choć notował i publikował opisy obrzędów, czuł się jeszcze przede wszystkim muzykiem i badaczem muzyki, odległym w swych&#13;
zainteresowaniach od kultury materialnej. Był też ciągle w środowisku&#13;
warszawskich artystów i literatów jedynym muzykiem notującym w terenie melodie ludowe.&#13;
Prace nad Sandomierskiem trwały długo, od początku roku 1862 do&#13;
wiosny roku 1865, m.in. dlatego, że Kolberg znowu sam finansował druk&#13;
i szybko zabrakło mu pieniędzy. Ze spisu wydatków, w którym odnotowywał także koszty tego tomu, wynika m.in., że w maju 1862 r. płacił&#13;
Gersonowi za akwarele do litografii, w czerwcu tego roku za wykonanie&#13;
drzeworytów, potem zanotował zakup papieru potrzebnego „do mego dzieła Lud”, wreszcie w grudniu 1863 r. zapisał opłacenie druku dwudziestego&#13;
piątego arkusza książki w zakładzie J. Jaworskiego i barwnych litografii&#13;
w firmie Maksymiliana Fajansa2. Praktycznie książka była już wtedy gotowa. W ciągu całego roku 1864, aż do marca roku następnego brak notatek&#13;
o wydatkach na ten tom.&#13;
[K.W. Wójcicki] Wiadomości literackie, „Biblioteka Warszawska” 1859, T. 3. s. 522.&#13;
Maksymilian Fajans (1825–1890), malarz, rysownik i litograf, po nauce i praktykach w Paryżu od r. 1851 prowadził w Warszawie zakład litograficzny. Był cenionym wydawcą licznych&#13;
prac z reprodukcjami dzieł sztuki, a w jego pracowni wykształciło się wielu samodzielnych&#13;
później litografów.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
158&#13;
&#13;
�Oddane do druku Sandomierskie zawierało opisy obrzędów (wesel, sobótki i okrężnego) z pieśniami i melodiami, informacje o dwu grach, pieśni&#13;
„powszechne”, tj. nie wiążące się z obrzędami, pieśni nieludowe, wykonywane przez mieszkańców dworków i miasteczek, i melodie tańców z przyśpiewkami. We wstępie do nowego tomu Kolberg zaznaczył, że regionalne&#13;
zbiory będą przydatniejsze dla nabywców interesujących się tylko jedną&#13;
okolicą, wskazał na rolę naturalnych granic dla różnicowania się folkloru,&#13;
ale także na oczywiste podobieństwa tam, gdzie granice te były przeprowadzone sztucznie, podając przykład współczesnego mu podzielenia granicami państwowymi Kujaw oraz Krakowskiego. Znaczną część wstępu przeznaczył na przedstawienie swych przemyśleń na temat muzyki, bo nadal&#13;
za swoje pierwszoplanowe zadanie uważał notowanie, wydawanie drukiem&#13;
i badanie folkloru muzycznego:&#13;
Do wydania następnych seryj prac moich w przywiedziony tu sposób, skłania&#13;
mnie nadto wzgląd na systematyczne i porządne, o ile być może, przedstawienie&#13;
wszelkich odmian, odcieni, ruchów, właściwości, zwichnień nawet, więc całego&#13;
nastroju i piętna muzyki naszej ludowej, której pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zadaniem1.&#13;
&#13;
W przytoczonym fragmencie wstępu Kolberg wyróżnił w druku słowa&#13;
„muzyki naszej ludowej”, a całym tym zdaniem podkreślił ciągłość swych&#13;
zainteresowań i prac od czasu pierwszych kontaktów z folklorem, gdy pragnął „oznaczyć i wykazać charakter muzyki słowiańskiej”. Potwierdził więc,&#13;
że rozwój muzyki ludowej jest nadal głównym przedmiotem jego badań,&#13;
dodał też, że aby obraz kultury ludowej uczynić kompletnym, należałoby&#13;
poza opisami obrzędów i zwyczajów dołączyć także „wszelkie przypowiastki, klechdy, baśni, gadki, zagadki, przysłowia, sentencje, gusła, zabobony,&#13;
gry itp., wychodzące już poza obręb muzykalności”. Jednak tak rozległy&#13;
plan „przechodziłoby o wiele siły pojedynczej osoby”2.&#13;
Redagowanie do druku melodii z Sandomierskiego i ich analizy w trakcie tej pracy dostarczyły Kolbergowi materiału do próby rozważenia genezy tonalności polskiej muzyki ludowej i problemowi temu poświęcił&#13;
wiele miejsca i we wstępie, i dwukrotnie w innych miejscach książki3, nieO. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.&#13;
Tamże, s. 7–8.&#13;
3&#13;
Zob. tamże s. 8–16, 96–107 i 173–174.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
159&#13;
&#13;
�współmiernie więcej niż w pracach poprzednich i w tomach następnych.&#13;
Przedstawienie problematyki tak ściśle muzycznej uważał za celowe już na&#13;
tym etapie badań, choć zastrzegał, że pozyskane później materiały mogą&#13;
dotychczasowe wnioski zmodyfikować. Zaznaczył też wagę pieśni obrzędowych, zwłaszcza weselnych, które dostarczyły mu wiele materiału do&#13;
analiz:&#13;
Uwagi te dotyczą składu, budowy i piętna czyli charakteru melodii, nie mniej jej&#13;
miary i rytmu; rzucają obok tego i myśli co do jej pochodzenia, starości i rozrostu. Najwięcej podobnych myśli nastręczają nam pieśni obrzędowe, mianowicie&#13;
weselne1.&#13;
&#13;
Z częścią wstępu do Sandomierskiego poświęconą „charakterowi muzyki słowiańskiej” wiąże się obszerny artykuł Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”2 opublikowany w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w marcu 1862 r., jeszcze przed oddaniem do druku Sandomierskiego. Po zapoznaniu się z poglądami Gottfrieda&#13;
Wilhelma Finka (1783–1846) na temat genezy muzyki europejskiej 3 Kolberg&#13;
spróbował teorię niemieckiego uczonego dotyczącą migracyjnej dystrybucji&#13;
kultur przenieść na znaną sobie ludową muzykę polską, szukając jej źródeł&#13;
w odległych geograficznie i historycznie kulturach Azji i starożytnej Grecji4.&#13;
Sikorski, redaktor i wydawca „Pamiętnika”, kontynuacji „Ruchu Muzycznego”, przyjął do druku tekst Kolberga, ale prawdopodobnie był krytyczny wobec przedstawionej tam tezy. Śladem dyskusji toczącej się między&#13;
autorem i redaktorem na temat genezy muzyki polskiej jest zakończenie&#13;
artykułu, skierowane do Sikorskiego, redaktora pisma, pominięte w druku,&#13;
a znane nam z rękopisu:&#13;
Tamże, s. 8&#13;
Artykuł drukowany był w nr 12 i 13 „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w 1862 r.,&#13;
przedruk w O. Kolberg Pisma muzyczne… cz. II (DWOK T. 62), tekst nr 1021a, s. 536–544.&#13;
Wzmianki na temat tonalności polskiej muzyki ludowej i pieśni Bogurodzica zamieszczał Kolberg jeszcze kilkakrotnie, gdy wiązały się one z innymi informacjami o regionie, zob. m.in.&#13;
O. Kolberg Poznańskie cz. III (DWOK T. 11), s. 4 (przypis) i O. Kolberg Kaliskie cz. I (DWOK&#13;
T. 23), s. IV–V.&#13;
3&#13;
O. Kolberg powołuje się na pracę G.W. Finka Erste Wanderung der ältesten Tonkunst,&#13;
als Vorgeschichte der Musik oder als Erste Periode derselben, Essen 1831.&#13;
4&#13;
Zob. wstęp M. Tomaszewskiego w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61),&#13;
s. XI–XII i XXX–XXXI. Zob. także: P. Dahlig Oskar Kolberg jako muzykolog i etnomuzykolog...&#13;
(DWOK T. 85/II).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
160&#13;
&#13;
�Myślę więc, że twierdzenia mojego nie będziesz uważał za hipotezę tylko lub —&#13;
co gorsza — za fantazję, ale za fakt prawdopodobny, równie jak i badania Finka,&#13;
za którymi niezawodnie wiele przemawia1.&#13;
&#13;
Zachowany rękopis artykułu, a właściwie rozprawy o początkach muzyki, jest brulionem z licznymi poprawkami i dopiskami Kolberga w tekście&#13;
i na marginesach, charakterystycznymi dla większości wstępnych wersji&#13;
jego prac. Tekst ostatecznie Kolberg znacznie skrócił, zapewne na życzenie&#13;
Sikorskiego, ale drukowana wersja artykułu i tak zdominowała dwa zeszyty czasopisma. W całości tekst opublikowany został dopiero w Pismach&#13;
muzycznych2.&#13;
W tym samym roku w jednym z ostatnich numerów „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” Sikorski zamieścił krótki tekst Kolberga: Korespondencja w sprawie „Agatki” J.D. Hollanda3. O kompozycji Johanna Davida&#13;
Hollanda (1746 – ok. 1825) dowiedział się od bibliografa, bibliofila i kolekcjonera gromadzącego polonica, Cypriana Walewskiego (1820–1873).&#13;
Zainteresowała ona Kolberga z dwu powodów: jako wczesna zapomniana&#13;
opera polska i jako opera wykorzystująca tematy ludowe. Agatka czyli&#13;
przyjazd pana z librettem Macieja Radziwiłła była wystawiona w 1784 r.&#13;
w Nieświeżu z okazji odwiedzin Stanisława Augusta Poniatowskiego, a później w Warszawie i we Lwowie.&#13;
Po zredagowaniu i oddaniu do druku Sandomierskiego, latem 1862 roku,&#13;
Kolberg wyruszył w kolejną długą podróż, choć w Warszawie od dwu lat&#13;
narastał niepokój i można było przewidywać zbliżającą się konfrontację&#13;
1&#13;
Rkp. O. Kolberga Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje…, Arch. PTL, teka 39, sygn. 1342&#13;
B, k. 3.&#13;
2&#13;
Rękopis rozprawy znajduje się w Archiwum PTL, teka 39, sygn. 1342 B, k. 1-3, ponadto&#13;
zachował się brulion (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 4–9) zawierający wstęp, redakcyjnie nieco&#13;
odmienny od ostatecznie opublikowanego w „Pamiętniku”, oraz obszerne omówienie muzyki&#13;
chińskiej, brak tam ostatniej części dotyczącej Bogurodzicy. Te rękopisy były podstawą dla&#13;
dwu tekstów: O początkach rozwoju muzyki oraz O muzyce chińskiej, w: O. Kolberg Pisma&#13;
muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 5-31, teksty nr 619 i 620, zob. też tamże przypis 1 na s. 5.&#13;
W Pismach muzycznych w informacji o źródle tekstów 619 i 620 podawana jest dla rękopisu&#13;
ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN sygnatura 2183, k. 4-9, sygnaturę tę zmieniono&#13;
w r. 1964, obecnie rękopisy tu wymienione mają sygnaturę 2184, numeracja kart pozostała bez&#13;
zmian.&#13;
3&#13;
Korespondencja w sprawie Agatki… była drukowana w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w r. 1862, nr 50, s. 798, przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62),&#13;
tekst 996, s. 504-505.&#13;
&#13;
161&#13;
&#13;
�zbrojną. Do pierwszych manifestacji patriotycznych doszło już w czerwcu&#13;
1860 r. podczas pogrzebu generałowej Katarzyny Sowińskiej. Uczestnicy&#13;
uroczystości udali się później na Wolę, na miejsce zgonu jej męża, Józefa&#13;
Sowińskiego, bohatera powstania listopadowego. Wtedy właśnie w Warszawie w czasie mszy odprawianych w intencji pomyślności ojczyzny modlitwę Alojzego Felińskiego „Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki…” zaczęto śpiewać z refrenem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, w wersji&#13;
wykonywanej wcześniej na emigracji. Następne manifestacje odbyły się&#13;
w końcu listopada z okazji rocznicy wybuchu powstania w 1830 r. Schorowany i mało energiczny namiestnik, Michaił Gorczakow (1793–1861),&#13;
nie reagował na te wydarzenia i policja początkowo pozostawała bierna.&#13;
Do poważnych rozruchów doszło w końcu lutego 1861, gdy od salwy wojska zginęło pięciu demonstrantów, a wielu zostało rannych. Wydarzenia te&#13;
nazwano „rewolucją lutową”. W czasie uroczystego pogrzebu ofiar, który&#13;
stał się manifestacją narodową, wojsko i policję pozostawiono tym razem&#13;
w koszarach, aby nie prowokować wielotysięcznych tłumów. W kwietniu&#13;
została jednak brutalnie spacyfikowana kolejna manifestacja. Imienna lista&#13;
ofiar śmiertelnych podawała blisko sto nazwisk, ale było ich prawdopodobnie dwukrotnie więcej. Po tej masakrze kobiety zaczęły nosić żałobę&#13;
narodową. Zabronione zostało odprawianie mszy w intencji ojczyzny,&#13;
a nieprzestrzeganie tego zakazu powodowało represje policji. Nabożeństwa&#13;
patriotyczne organizował także pastor zboru ewangelicko-augsburskiego&#13;
Leopold Otto (1819–1882), aresztowany w październiku 1861 r. za udział&#13;
w pogrzebie arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego – jednej z ostatnich&#13;
manifestacji patriotycznych w Warszawie w tamtym roku. Demonstracje,&#13;
nabożeństwa za ojczyznę i rozruchy antyrosyjskie rozlały się także na prowincję. 14 października 1861 r. nowy namiestnik carski, Karol Lambert&#13;
(1815–1865), wprowadził w Królestwie stan wojenny. Zamknęło to okres&#13;
jawnych manifestacji ludności.&#13;
W zachowanych dokumentach, listach i notatkach Kolberga jedynym&#13;
śladem tych wydarzeń jest przytoczona tu poprzednio wzmianka 1 ze Szkicu autobiografii, gdzie wspomniał „wypadki r. 1861”. Szkic autobiografii urywa się właśnie na tym okresie życia, lecz w przeciwieństwie do&#13;
krótkiego wprawdzie, ale bogatego w realia opisu młodości nie zawiera&#13;
żadnych szczegółów ani refleksji na temat lat 1861–1863. Podobnie jak&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. s. 101 i 149.&#13;
&#13;
162&#13;
&#13;
�rok 1861, również cały okres powstania styczniowego w szkicu tym wspomniany jest tylko w jednym zdaniu, w którym Kolberg pisze, że porzucił&#13;
wtedy plan skomponowania utworu scenicznego z librettem opartym na&#13;
Wiesławie Kazimierza Brodzińskiego. Na tym zdaniu rękopis autobiografii&#13;
kończy się, a poniżej ręką Izydora Kopernickiego wpisane są daty i kierunki niektórych podróży badawczych Kolberga. Szkic autobiografii pisał&#13;
Kolberg zapewne w roku 1889, gdy jego danych biograficznych potrzebował Kopernicki do artykułu z okazji obchodów jubileuszu pięćdziesięciolecia badań terenowych autora Ludu, prawdopodobnie dlatego skupił&#13;
się tam na informacjach związanych z rozwojem swoich zainteresowań&#13;
etnograficznych. Jak już tu wspominano, z okresu, w którym Kolberg&#13;
jeszcze mieszkał w Warszawie, zachowało się bardzo mało listów i innych&#13;
dotyczących go dokumentów.&#13;
W roku 1862, jeszcze w trakcie prac nad Sandomierskiem i później, po&#13;
oddaniu tomu do drukarni, Kolberg kilkakrotnie wyjeżdżał z Warszawy.&#13;
W czerwcu odnotował koszt „paszportu krajowego”, ponieważ po ponownym wprowadzeniu stanu wojennego taki dokument był konieczny do wyjazdu poza rogatki Warszawy i do przekraczania granic między guberniami.&#13;
Wtedy potrzebny był Kolbergowi na pięciodniową wycieczkę w okolice&#13;
Radzymina, do Jasienicy i do Woli Cygowskiej, gdzie gościł u Adama Prota&#13;
Lelewela (1790–1884), brata historyka Joachima i inżyniera Jana Pawła.&#13;
W pierwszej połowie lipca Kolberg przez dziesięć dni był w Oleksiance, Parysowie i Latowiczu (wówczas w pow. mińskim), a w końcu lipca wyruszył&#13;
na ponad dwa miesiące na Wołyń. Był to jego pierwszy pobyt na Ziemiach&#13;
Zabranych, to jest terytoriach Rzeczypospolitej włączonych bezpośrednio&#13;
do cesarstwa rosyjskiego, odciętych granicą państwową od Królestwa.&#13;
19 lipca zanotował koszt paszportu, parę dni później cenę reperacji kuferka&#13;
podróżnego, po tygodniu zakupił „kapciuch podróżny skórzany” i wreszcie 30 lipca wydał drobną sumę na „tryngeldy na poczcie przy wyjeździe&#13;
na Wołyń”1. Wybór kierunku dyktowany mógł być kilkoma względami.&#13;
Narastające represje wobec obywateli Królestwa, w tym także ponowne&#13;
ogłoszenie stanu wojennego, i trudności w uzyskiwaniu paszportu mogły&#13;
szybko uniemożliwić podróżowanie, a dla Polaków w Królestwie, zwłaszcza w Warszawie, wyraźna była możliwość wybuchu działań zbrojnych.&#13;
Kolberg, zdając sobie sprawę z nastrojów panujących w całym zaborze&#13;
1&#13;
&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 8.&#13;
&#13;
163&#13;
&#13;
�rosyjskim, mógł przypuszczać, że jeżeli nie pojedzie na Wołyń teraz, to&#13;
badania na terenach Ziem Zabranych będzie musiał odłożyć na długo. Nie&#13;
mamy pewności, czy wyjeżdżając dysponował zaproszeniami od mieszkających tam przedstawicieli miejscowej inteligencji i ziemian, jest to jednak&#13;
bardzo prawdopodobne. Wiadomo na przykład, że w Warszawie w roku&#13;
1862 w naradach przygotowujących powstanie pełnomocnikiem szlachty&#13;
wołyńskiej w komitecie białych był Michał Sołtan (1830–1892) z Bilcza,&#13;
u którego Kolberg był w tymże roku w sierpniu. Nie mamy jednak potwierdzenia, że poznał M. Sołtana lub innych mieszkańców Wołynia już&#13;
wcześniej w Warszawie.&#13;
Wybór Wołynia jako kolejnego terenu badań zapewne wiązał się przede&#13;
wszystkim z potrzebą dokładniejszego poznania folkloru ukraińskiego. Po&#13;
pobycie rok wcześniej na Podkarpaciu i w okolicach Lwowa Kolberg posiadał już pewną orientację w ludowej muzyce ukraińskiej, ale dla jej pełniejszego obrazu musiał usłyszeć ją i zapisać także w innych regionach&#13;
Ukrainy. Późniejsze plany wydawnicze wskazują, że tak jak wielu współczesnych mu Polaków, uważał wszystkie tereny dawnej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej za jej niezbywalne części. Ludowa muzyka Ziem Zabranych,&#13;
tj. regionów leżących na Litwie, Białorusi i Ukrainie, należała do całości,&#13;
którą pragnął ogarnąć badaniami i publikacjami.&#13;
Przed rokiem 1861, przed pierwszym wyjazdem w okolice Lwowa, pieśni ukraińskie – jak już wspominano – zapisywał w Warszawie, a czasem&#13;
w innych miejscowościach zaboru rosyjskiego. W r. 1859 „Ruch Muzyczny”&#13;
zamieścił jego list, w którym czytamy:&#13;
[…] w tece mojej posiadam z jakie tysiąc melodii z Wołynia, Podola, Ukrainy,&#13;
Białorusi i Pokucia (w Galicji) pochodzących, które w Warszawie i Królestwie zebrałem i spisałem od przybyłych tu wychowańców stron tamtejszych, jak łaskawych obywateli i obywatelek, żołnierzy, służących itp., więc nieposzlakowanej&#13;
autentyczności. Stosunkowo do liczby tych pieśni żyjących między ludem zbiór&#13;
mój zbyt jest szczupły, mianowicie by dał dokładne wyobrażenie o różnicach&#13;
prowincjonalnych i pomniejszych cechach powiatowych. Dla dopełnienia braków czuję, ile pożądanym byłoby zwiedzenie osobiście stron tamtych. Podróży&#13;
wszakże w tym celu ani czas, ani środki jakimi dysponować mogłem i mogę,&#13;
dotąd odbyć mi nie pozwoliły1.&#13;
1&#13;
Do Redakcji „Ruchu Muzycznego”, „Ruch Muzyczny” R. 3:1859, nr 22, s. 193. Przedruk w:&#13;
O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 524 w przypisie.&#13;
&#13;
164&#13;
&#13;
�Istotnie, w archiwum Kolberga odnajdujemy dziś rękopisy pieśni ukraińskich wykonanych np. przez mieszkańców Rozalówki (wówczas pow.&#13;
wasilkowski), ale niewątpliwie zapisanych w Warszawie. Wiele lat później,&#13;
w roku 1888, zamieścił w roczniku Akademii Umiejętności niewielki artykuł pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858 i 1862 zebrał […]1,&#13;
w którym znalazło się czterdzieści pieśni i melodii zapisanych przez niego poza Podolem, głównie w Warszawie. Dopiero dwa lata po ogłoszeniu&#13;
przez „Ruch Muzyczny” przytoczonego wyżej listu, choć środki finansowe nadal miał ograniczone, nie krępowany etatem urzędnika mógł odbyć&#13;
wspomnianą już tutaj pierwszą swą podróż w okolice Lwowa, a rok później&#13;
pojechał na Wołyń. Skrótowo trasę tej wyprawy odnotował w itinerarium:&#13;
„na Wołyń, do Tuliczowa (Dobrowolskich), do Turyczan (Sierakowskich),&#13;
Bilcza (Sołtanów), Wysoc[ka] nad Bugiem, Żytomierza”2.&#13;
Plon podróży po Wołyniu był bardzo bogaty3. W archiwum Kolberga&#13;
zachowało się kilkaset pieśni i melodii zanotowanych przez niego na Wołyniu w czasie wówczas przeprowadzonych badań, a także kilka opisów wesel&#13;
z pieśniami i melodiami z Tuliczowa, Bilcza, Bokujma, spod Łucka i z Wysocka oraz niewielka ilość notatek na temat innych obrzędów i zwyczajów.&#13;
Ponieważ był to jego jedyny pobyt na Wołyniu, możemy przyjąć, że zapisy&#13;
ze słuchu pochodzące z miejscowości wymienionych w itinerarium zostały&#13;
wykonane właśnie w sierpniu i wrześniu roku 1862. Treść zapisów terenowych w pełni oddaje zainteresowania Kolberga z tego okresu – gromadził&#13;
materiały potrzebne do regionalnego zbioru pieśni i muzyki z opisami obrzędów i zwyczajów, takiego jak pozostawione w drukarni Sandomierskie.&#13;
Jednak wśród materiałów z Wołynia zauważamy dziś kilka ołówkowych&#13;
szkiców stroju oraz chat, szczegółów ich wnętrza i sprzętów z wpisanymi&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu z Podola rosyjskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” T. 12: 1888, s. 235–251. Przedruk w: O. Kolberg Podole (DWOK T. 47).&#13;
2&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 705.&#13;
3&#13;
Materiałów zebranych na Wołyniu Kolberg nie zdążył sam opracować do druku. Znaczną&#13;
ich część wydał w 1907 r. Józef Tretiak. To wydanie zostało w Dziełach wszystkich Kolberga&#13;
powtórzone w reedycji fotooffsetowej jako tom 36. Pozostałe zapisy tekstów i melodii wydano&#13;
w tomie O. Kolberg Wołyń. Suplement do tomu 36 (DWOK T. 84). We wstępie do tomu suplementowego scharakteryzowane są zachowane rękopisy Kolberga, jego kontakty z osobami&#13;
mieszkającymi na Wołyniu i inne okoliczności badań w tym regionie w roku 1862, a także&#13;
edycja J. Tretiaka i zasady edycji tomu suplementowego. Zob. A. Skrukwa „Wołyń” Oskara&#13;
Kolberga w O. Kolberg Wołyń. Suplement… (DWOK T. 84), s. V–XXXVI i XLV–LIV, o zapisach&#13;
muzyki zob. tamże wstęp A. Rudej, s. XXXVI–XLV.&#13;
1&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�ukraińskimi nazwami. Niewielką ich część niewątpliwie wykonał Kolberg,&#13;
on też wszystkie podpisał i odnotował, że pochodzą z Tuliczowa w powiecie kowelskim1. W jego planach badawczych zainteresowanie kulturą materialną pojawia się pierwszy raz dopiero dwa lata później, w liście2&#13;
z grudnia 1864 r., ale widocznie już wcześniej zwracał uwagę na pewne&#13;
jej przejawy, być może zauważywszy ich odmienność od znanych sobie&#13;
z regionów etnicznie polskich. Natomiast nieliczne zapiski na temat kultury&#13;
materialnej w notatkach powstałych w czasie tej podróży uznać trzeba raczej za wyjaśnienia słownikowe na marginesie tekstów pieśni niż za notatki&#13;
etnograficzne.&#13;
Jadąc na Wołyń, Kolberg nie znał języka ukraińskiego. Sam stwierdził&#13;
to wiele lat później w liście do Cesława Neymanna, po opublikowaniu monografii Pokucia, choć zamieszczone tam zapisy gwary oceniano bardzo&#13;
wysoko. Zaznaczył wtedy, że „spisywał mechanicznie” wszystko co słyszał,&#13;
„starając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską” 3. Starania o oddanie dźwięków języka ukraińskiego literami alfabetu polskiego&#13;
widoczne są już w zapisach z Wołynia z 1862 r. Kolberg zastosował wtedy&#13;
w swych notatkach terenowych tzw. pisownię piętrową, tj. nadpisywanie say&#13;
e&#13;
ó&#13;
mogłosek, gdy chciał wskazać wymowę pośrednią, np. ide, wyrad’, tatojku,&#13;
e&#13;
ó&#13;
e&#13;
a o&#13;
u&#13;
drobnyje ślozkie łyty, hołuwo czka, zaznaczał miękkość spółgłosek, a także akcenty, choć te niekonsekwentnie. Niektóre, nieliczne zresztą błędy&#13;
w rękopisach z Wołynia (niewłaściwy podział śpiewanej frazy na słowa)&#13;
potwierdzają, że Kolberg wówczas nie zawsze jeszcze dobrze rozumiał tekst&#13;
i czasem rzeczywiście „spisywał mechanicznie” to, co słyszał.&#13;
W podróży po Wołyniu spotkał Kolberg osoby, które bezpośrednio pomogły mu gromadzić materiały lub przekazały własne zapisy sporządzone&#13;
wcześniej, jednak nie zawsze znamy ich nazwiska. Wspomniany już Michał&#13;
Sołtan po powrocie Kolberga do Warszawy jesienią 1862 r. przysłał mu kilka notatek z Bilcza. W Żytomierzu Kolberg spotkał się z Janem Prusinowskim (1818–1892), adwokatem, a z zamiłowania literatem, który przekazał&#13;
mu swój młodzieńczy rękopis bajek. Prusinowski należał do najbliższych&#13;
1&#13;
&#13;
1–7.&#13;
&#13;
Opublikowane zostały w tomie O. Kolberg Białoruś-Polesie (DWOK T. 52), tam ryciny&#13;
&#13;
Zob. brulion listu do ks. Kajetana Śmiechowskiego z 26 grudnia 1864 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 97–99.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Cesława Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 142.&#13;
2&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
�współpracowników J.I. Kraszewskiego do czasu przeniesienia się pisarza&#13;
do Warszawy, a później kontynuował jego działania społecznikowskie, polegające także na animowaniu życia kulturalnego Polaków mieszkających&#13;
w Żytomierzu. Publikował swe utwory i artykuły w prasie warszawskiej&#13;
i zapewne bywał w Warszawie, z Kolbergiem poznał się jednak raczej na&#13;
miejscu, w Żytomierzu. Śladem ich kontaktów jest wiersz1 z datą „Żytomierz, 27 sierp./8 września 1862” oraz rękopis dwudziestu pięciu bajek,&#13;
facecji i anegdot w przekładzie na język polski pt.: Skazki ludu ruskiego&#13;
zebrane na Wołyniu w 1835 r. Rękopisu tego nie znajdujemy dziś w archiwum Kolberga, lecz miał go jeszcze w ręku Józef Tretiak, który teksty te&#13;
zamieścił w swojej edycji2 materiałów z Wołynia w 1907 r.&#13;
Nie wiadomo natomiast, komu Kolberg zawdzięcza zachowany w jego&#13;
zbiorach rękopis pt. Ukraińskie śpiewy i tańce3. Zawiera on ponad 100 teks­&#13;
tów pieśni i 74 melodie wokalne i instrumentalne. Autorem (autorką?) była&#13;
osoba mieszkająca w okolicy Kowla, a na podstawie nielicznych notatek&#13;
towarzyszących tekstom i nutom wnioskować można, że sporządzony został dla Kolberga i przekazany mu w czasie jego podróży po Wołyniu albo&#13;
krótko potem. Tak obszerny rękopis z zapisami melodii sporządzony przez&#13;
współpracownika jest unikatem w jego zbiorach.&#13;
Na Wołyniu przebywał Kolberg od 30 lipca do 3 października, następnie przez kilka dni w Lublinie, a 10 października był już znowu&#13;
w Warszawie. Po powrocie kontynuował prace nad Sandomierskiem,&#13;
nad artykułami dla Encyklopedii i nadal uczył gry na fortepianie. Na&#13;
początku roku 1863 oddał do druku w „Bibliotece Warszawskiej” recenzję 4 zbioru pieśni ludowych ze Śląska wydanych przez Juliusza Rogera&#13;
1&#13;
List Prusinowskiego z tym wierszem zamieszczono w cz. I Korespondencji… (DWOK&#13;
T. 64), s. 94–95.&#13;
2&#13;
J. Tretiak nie odczytał wtedy nazwiska ofiarodawcy, ale odnotował wpisaną przez niego&#13;
dedykację i datę: „Panu Oskarowi Kolbergowi jako nieudolny upominek (tu nieczytelny podpis) 25 sierpnia (6 września) 1862, Żytomierz”. Nazwisko autora znamy dzięki notatce Izydora&#13;
Kopernickiego, której Tretiak nie zauważył wśród rękopisów.&#13;
3&#13;
Rękopis znajduje się w tece z materiałami z Wołynia (BN PAU i PAN, sygn. 3206, k. 170–&#13;
186), dokładniej został scharakteryzowany we wstępie do tomu O. Kolberg Wołyń. Suplement…&#13;
(DWOK T. 84), s. XXXI–XXXII, pieśni tam zapisane w wyborze wydał J. Tretiak w tomie Wołyń (DWOK T. 36), a w całości rękopis ten, jako dokument w tej postaci cenny dla badaczy folkloru, został zamieszczony w tomie O. Kolberg Materiały do etnografii Słowian wschodnich&#13;
(DWOK T. 58, w opracowaniu).&#13;
4&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką zebrał i wydał Juliusz&#13;
Roger, doktor medycyny. Wrocław 1863, „Biblioteka Warszawska” 1863, T. 1, s. 153–156.&#13;
&#13;
167&#13;
&#13;
�(1819–1865). Pochodzący z Bawarii J. Roger od 1847 r. był nadwornym&#13;
lekarzem księcia raciborskiego, a życzliwość i charytatywna działalność&#13;
zjednały mu zaufanie chłopów. Przygotowany przez niego zbiór ponad&#13;
500 tekstów, zawierający także około 300 melodii, zyskał wysoką ocenę&#13;
Kolberga, który pisał, że jest on „dokładnym i zaokrąglonym”. Wspomniał&#13;
krótko o opublikowanych przez Rogera melodiach oraz ich powinowactwie z mazowieckimi i wielkopolskimi, zapowiadając, że melodie te muszą „pozostać przedmiotem obszerniejszego kiedyś rozbioru” 1 i zajął się&#13;
nieco szerzej problemem klasyfikacji pieśni, zwłaszcza koniecznym jego&#13;
zdaniem w publikacji tego rodzaju rozróżnieniem pieśni i przyśpiewek,&#13;
tj. „pios­nek tanecznych i ucinkowych” 2.&#13;
Jesienią, po powrocie Kolberga do Warszawy, wybuch powstania był&#13;
już oczywisty, planowano je na wiosnę, jednak wznowiony pobór do wojska wymusił rozpoczęcie w styczniu. Parę lat wcześniej, po klęsce w wojnie krymskiej, władze carskie zaniechały poboru, ale 6 października 1862&#13;
r. zapowiedziano jego przywrócenie. W Królestwie miał się on odbyć nie&#13;
w drodze losowania, jak dotąd, tylko przez powołanie młodych mężczyzn,&#13;
głównie z Warszawy, wskazanych przez policję. Tym razem od poboru mieli być zwolnieni chłopi, a branką miano objąć nieprawomyślną&#13;
politycznie młodzież miejską. Przyspieszyło to decyzję tajnego Komitetu&#13;
Centralnego Narodowego o rozpoczęciu wojny partyzanckiej. Do pierwszych walk doszło parę dni po brance przeprowadzonej w Warszawie&#13;
nocą z 14 na 15 stycznia 1863 r. W samej Warszawie nie dochodziło do&#13;
działań zbrojnych.&#13;
Pierwsze miesiące powstania spędził Kolberg w Warszawie, wyjechał&#13;
dopiero na początku lipca 1863 r. i przez ponad trzy miesiące podróżował&#13;
po Galicji. W spisie wydatków odnotował koszt pobytu w Szczawnicy, Krynicy, w Sanockiem, w Samborze, Lwowie i Olesku. Do Warszawy wrócił&#13;
około 26 października.&#13;
&#13;
Przedruk w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 579–583, tekst nr 1030.&#13;
1&#13;
Tamże, w przedruku s. 580. Zapowiedzianego „rozbioru” melodii wydanych przez J. Rogera Kolberg nie napisał.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 582.		&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
�VIII&#13;
[Królestwo po powstaniu styczniowym. – Ostateczna zmiana zakresu badań&#13;
i publikacji Kolberga — ukształtowanie w ciągu roku 1864 programu Ludu&#13;
przedstawionego w lutym 1865 r. w liście otwartym Do Redakcji „Biblioteki&#13;
Warszawskiej”.]&#13;
&#13;
Powstanie upadło wiosną 1864 r., ale przez następne pięćdziesiąt lat jego&#13;
skutki w różny sposób i w różnych dziedzinach życia z olbrzymią siłą oddziaływały na mieszkańców Królestwa i Ziem Zabranych. Bezpośrednio po&#13;
klęsce powstania nastąpiły aresztowania, publiczne egzekucje, zsyłki na Sybir na katorgę i na przymusowe osiedlenie, wcielanie do rot aresztanckich,&#13;
konfiskaty majątków i represje nie tylko wobec pojmanych uczestników&#13;
walk, ale także wobec rodzin, które pomagały powstańcom. Z największą&#13;
surowością karano księży katolickich, nie tylko za udział w powstaniu lub&#13;
podejrzenie o taki udział, lecz nawet za oddanie ostatniej posługi śmiertelnie rannym powstańcom. Również na Ziemiach Zabranych najostrzej&#13;
traktowano księży katolickich, oszczędzano tam jednak chłopów. Część&#13;
czynnych uczestników powstania zdołała emigrować. Podobnie jak po powstaniu listopadowym, społeczeństwo Królestwa i pozostałych ziem zaboru&#13;
rosyjskiego przez zsyłki i emigrację pozbawiane było ludzi młodych, często&#13;
studiujących w otwartej niedawno Szkole Głównej lub wykształconych&#13;
na rosyjskich uniwersytetach w Petersburgu, Moskwie i Kijowie. Ponownie zaostrzone zostały zarządzenia cenzury, która stała się wszechwładna&#13;
i wszechobecna. Dla ruchu wydawniczego w Królestwie Polskim powstanie styczniowe nie stało się taką katastrofą, jaką przyniosło powstanie listopadowe. Istniała nadal polska prasa, ukazywały się polskie książki, ale&#13;
restrykcje Warszawskiego Komitetu Cenzury i samowola cenzorów, którzy poza urzędowymi wskazaniami kierowali się własnymi uprzedzeniami&#13;
i upodobaniami, niezwykle utrudniały pracę wydawców i autorów i wpływały na ostateczną treść publikowanych utworów.&#13;
Do zaprowadzenia „porządku” w Królestwie powołany został w roku&#13;
1864 Komitet Urządzający. Miał on za zadanie wprowadzenie reformy&#13;
uwłaszczeniowej i całkowite dostosowanie administracji i innych instytucji Królestwa do modelu rosyjskiego, a w rezultacie zniesienie dotychczasowej, już i tak niewielkiej ich odrębności w stosunku do cesarstwa.&#13;
Przeprowadzono likwidację odrębnych dotąd instytucji, na których miejsce&#13;
169&#13;
&#13;
�ustanowiono w ciągu kilku lat takie same jak w carskiej Rosji. Przedłużono&#13;
stan wojenny, ograniczając możliwość podróżowania. Wprowadzono nowy&#13;
podział na gubernie, zwiększając ich liczbę i zmniejszając powierzchnię,&#13;
a poza ich granice można było wyjeżdżać tylko na podstawie paszportu. Ponadto nasiliła się rusyfikacja wielu dziedzin życia, przede wszystkim szkolnictwa i administracji przez wprowadzanie do nich języka rosyjskiego jako&#13;
obowiązkowego i zastępowanie Rosjanami pracujących tam dotychczas&#13;
Polaków, zwłaszcza na wyższych stanowiskach. W ciągu ośmiu lat działalności Komitet pod kierunkiem Nikołaja Milutina (1818–1872) osiągnął&#13;
założony cel. Widocznym etapem utraty pozornej nawet samodzielności&#13;
było wprowadzenie w roku 1867 nazwy Kraj Przywiślański, najpierw obok&#13;
dotychczas używanej nazwy Królestwo Polskie, a później zamiast niej.&#13;
Klęska powstania, a przedtem przygotowania do niego i jego przebieg&#13;
spowodowały wśród części społeczeństwa polskiego zmianę w postrzeganiu roli chłopów w życiu narodu. Nowy status prawny starały się nadać im&#13;
już konspiracyjne władze polskie przygotowujące powstanie. W czerwcu&#13;
1862 r. Komitet Centralny Narodowy w Programie organizacji narodowej&#13;
zapowiadał m.in. uwłaszczenie w zakresie szerszym niż stanowił wcześniejszy ukaz carski dla cesarstwa, w tym i dla Ziem Zabranych, pomijający&#13;
Królestwo. Dałoby to wolność osobistą chłopom stanowiącym ponad 70%&#13;
społeczeństwa. W styczniu 1863 r. w manifeście Tymczasowego Rządu Narodowego ogłoszono dekret o uwłaszczeniu, ale powstańcy nie mieli władzy i środków, aby treść dekretu wcielić w życie na całym terenie zaboru&#13;
rosyjskiego. Ponieważ Rosjanie obawiali się odebrania chłopom przyznanych, choć w większości niezrealizowanych praw, w marcu 1864 r., gdy&#13;
bliska była klęska powstania, wydany został carski ukaz uwłaszczeniowy.&#13;
Był znacznie korzystniejszy dla chłopów niż wcześniejsze podobne reformy&#13;
w zaborach austriackim i pruskim, co podsycało nieustający konflikt między dworem a wsią. Był też w pewnym stopniu nagrodą za nikłe uczestnictwo chłopów w powstańczej partyzantce antyrosyjskiej – miał im wskazać&#13;
prawdziwego obrońcę ich interesów.&#13;
Po powstaniu styczniowym w Królestwie nasiliły się procesy społeczne&#13;
i ekonomiczne widoczne już wcześniej, ale nie w takim natężeniu. Znacznemu przyspieszeniu uległy przemiany wsi, przeobrażając nie tylko jej gospodarkę, a z nią i kulturę materialną, ale także wszystkie inne aspekty&#13;
życia chłopów. Po upadku powstania oczywiste stało się, że odzyskanie&#13;
niepodległości będzie niemożliwe bez pozyskania dla tej idei chłopów,&#13;
170&#13;
&#13;
�najliczniejszej warstwy narodu. Konieczne stało się przeciwdziałanie ich&#13;
wynarodowieniu i zapewnienie im możliwości realizacji praw i aspiracji.&#13;
Programy społeczne, a także naukowe i literackie musiały ulec zmianom,&#13;
a ich twórcy w trosce o dalszy los narodu podejmowali nowe metody działania. Idea pracy organicznej, powstała około roku 1848 w germanizowanym zaborze pruskim, a polegająca – określając ją w największym skrócie&#13;
– na pracy na rzecz reform cywilizacyjnych, została w części przyjęta przez&#13;
warszawskich pozytywistów. Bardzo ważne stało się zatem lepsze niż dotąd&#13;
poznanie obecnej sytuacji chłopów i ich kultury w całym znaczeniu tego&#13;
słowa. Było to potrzebne do budowania programów edukacyjnych, które miały z pańszczyźnianych do niedawna chłopów uczynić świadomych&#13;
członków polskiego społeczeństwa. Wynarodowienie groziło ludności polskiej we wszystkich trzech zaborach, jednak wówczas najgroźniejsza sytuacja była w zaborze rosyjskim. Znowu stawały się aktualne oświeceniowe&#13;
postulaty Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk i program badań&#13;
ludoznawczych sformułowany na początku wieku przez Hugona Kołłątaja1&#13;
i przypominany co jakiś czas przez różne środowiska naukowe i polityczne.&#13;
Prowadzenie potrzebnych prac na tym polu mogła zapewnić etnografia2.&#13;
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, nauce polskiej, zwłaszcza w zaborze pruskim i rosyjskim, nadal brakowało oparcia w instytucjach tworzących warunki do pracy badawczej i finansujących tę ważną dla&#13;
przyszłości narodu dziedzinę życia. Tylko w zaborze austriackim po klęsce&#13;
w wojnie z Włochami wiosną 1860 r. rozpoczęło się stopniowe łagodzenie&#13;
polityki rządu wiedeńskiego wobec Polaków, co dotyczyło także wyższych&#13;
uczelni, cenzury i możliwości badań. W zaborze pruskim dopiero w 1857&#13;
r. władze zgodziły się na utworzenie w Poznaniu Towarzystwa Przyjaciół&#13;
Nauk, jednak odmówiły mu finansowania. Członkowie założyciele przyjęli&#13;
dla Towarzystwa dewizę „unguibus et rostro” (pazurami i dziobem), która&#13;
postulowała działania na rzecz obrony i rozwoju polskiej kultury i polskiej&#13;
Zob. R. Wojciechowski Warszawskie, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka&#13;
przedkolbergowska, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1970, s. 77–78. Pełny&#13;
tekst listu został udostępniony pierwszy raz w: Ks. Hugona Kołłątaja korespondencja listowna&#13;
z Tadeuszem Czackim..., T. 1, Kraków 1844, s. 12–30.&#13;
2&#13;
O stanie i sytuacji etnografii w Polsce w połowie wieku XIX zob. A. Posern-Zieliński&#13;
Kształtowanie się etnografii polskiej jako samodzielnej dyscypliny naukowej (do 1939 r.),&#13;
w: Historia etnografii polskiej, pod red. M. Terleckiej, Wrocław 1973, s. 61 i nast. oraz Z. Jasiewicz Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej (od końca XVIII wieku do roku&#13;
1918), Poznań 2011, s. 104–145.&#13;
1&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�nauki coraz bardziej zagrożonych przez germanizację. Towarzystwo, mające&#13;
ograniczony budżet pochodzący tylko ze składek, nie mogło zastąpić wyższej&#13;
uczelni, której w Poznaniu brakowało już od dziesiątków lat. W zaborze&#13;
rosyjskim sytuacja zmieniła się nieco w roku 1862, gdy w Warszawie powstała Szkoła Główna z polskim językiem wykładowym. Była to pierwsza&#13;
w Królestwie od czasu likwidacji uniwersytetu uczelnia wyższa z szerokim&#13;
programem nauk humanistycznych. Na początku swego istnienia borykała&#13;
się z brakiem kadry naukowej, a już w r. 1869 została zamieniona na uniwersytet rosyjski. Mimo tylko siedmiu lat istnienia Szkoła Główna miała duże&#13;
znaczenie dla dalszych dziejów myśli naukowej oraz kultury polskiej – jej&#13;
wykładowcy i absolwenci kształtowali i realizowali idee pozytywizmu. Jednak badania etnograficzne we wszystkich trzech zaborach zdane były, tak&#13;
jak poprzednio, na inicjatywy prywatne. Dlatego K.W. Wójcicki w roku 1859&#13;
w przytaczanym tu apelu o zbieranie materiałów ludoznawczych odwoływał się do „gorliwości obywatelskiej naszych ziemian”. Również Kolberg,&#13;
podejmując kilka lat później program badań etnograficznych, zwracał się&#13;
o pomoc do współobywateli, licząc na ich patriotyczne zaangażowanie.&#13;
W Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda w tomie wydanym w roku&#13;
1861 miejsce etnografii w systemie nauki zostało określone następująco:&#13;
Etnografia (z greckiego ethnos, lud i graphein, pisać), właściwie opis ludów; tak&#13;
nazywano dotąd zbiór wiadomości o obyczajach i zwyczajach, ubiorach, religii&#13;
oraz o formie rządu u obcych, mniej zwłaszcza cywilizowanych narodów, który&#13;
to zbiór uważano zwykle za część dodatkową geografii. Szybkie jednak postępy&#13;
i zmiany, jakim podlegały w ostatnich czasach nauki przyrodzone, mianowicie&#13;
fizjologia oraz badania historyczne i filologiczne, dały także początek wielostronniejszemu i dokładniejszemu poglądowi naukowemu na człowieka, równie pod&#13;
względem fizycznym jak społecznym, a dwa te względy stały się podstawowymi&#13;
dwóch nowych nauk: antropogeografii i etnografii, które w ostatnich dopiero&#13;
dziesiątkach lat doszły do zupełnej samoistności. […] Antropogeografia, czyli (jak&#13;
ją nazywają niektórzy badacze angielscy) etnologia, zapatruje się na plemiona&#13;
i ludy jedynie jako na odmiany i dalsze odcienia ras, na te zaś rasy jako na gatunki zoologicznego rodzaju człowieka; przeciwnie etnografia, rozwijająca się&#13;
obecnie w gałąź nauki historycznej, uważa ludzi w narodach, a więc jako społeczności związane wspólnie węzłami duchowymi1.&#13;
1&#13;
F. H. L. [F.H. Lewestam] Etnografia, w: Encyklopedia powszechna, T. 8, Warszawa 1861,&#13;
s. 464.&#13;
&#13;
172&#13;
&#13;
�Już wcześniej, w latach 1850–1852, etnografia dzięki wykładom Wincentego Pola1 na Uniwersytecie Jagiellońskim stała się w Polsce na krótko&#13;
dyscypliną akademicką, wtedy umiejscowioną wśród nauk przyrodniczych&#13;
jako wykładana w ramach geografii powszechnej. Kolberg, należący do&#13;
grona „encyklopedystów” tworzącego w latach 1858–1868 najważniejsze&#13;
wówczas w Warszawie wydawnictwo, Encyklopedię powszechną, etnografię widział — tak jak autor przytoczonego artykułu — wśród nauk historycznych. Dla ustalenia takiego miejsca etnografii w systemie nauki w Polsce&#13;
największe znaczenie miała wspomniana już zmiana postrzegania sytuacji&#13;
ludu a także jego roli w społeczeństwie i w życiu narodu oraz przeobrażenia&#13;
widoczne w jego kulturze. Dyskusje na te tematy prowadzone były między&#13;
innymi w środowisku naukowym i literackim, ukształtowanym wokół „Bi­&#13;
b­lioteki Warszawskiej” i Encyklopedii powszechnej.&#13;
Kolberg był wówczas wysoko cenionym badaczem i uznanym autorem&#13;
interesujących i nowatorskich publikacji prezentujących folklor, zwłaszcza&#13;
muzyczny, jako ważną część kultury polskiej i przedmiot opracowań naukowych. Od paru lat przygotowywał zbiory pieśni regionalnych i w roku 1862&#13;
oddał do druku Sandomierskie, pierwszy tom tej serii edytorskiej, krótko&#13;
już tu scharakteryzowany. Jednak druk książki trwał blisko trzy lata, w ciągu których społeczeństwo Królestwa przeżyło wstrząs — przebieg i upadek&#13;
powstania przewartościowały wiele programów, także dotychczasowe plany badawcze i wydawnicze Kolberga. Dotychczas swe badania poświęcał najpierw muzyce, później także obrzędom i zwyczajom, a obserwacje&#13;
prowadzone w czasie podróży pozwoliły mu poznać życie mieszkańców&#13;
wsi w różnych odmiennych regionach. W naukowo-artystycznym środowisku warszawskim był wtedy niewątpliwie najbardziej doświadczonym&#13;
badaczem terenowym. Potrzeba czasu – konieczność zebrania źródeł dla&#13;
kształtującej się etnografii – spowodowała kolejną, tym razem jeszcze głębszą zmianę zakresu jego badań i publikacji. Za podstawowe swe zadanie&#13;
uznał wówczas zgromadzenie dokumentacji na temat całości kultury ludowej i udostępnienie jej nauce w wielotomowej serii, której dał tytuł Lud.&#13;
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła,&#13;
zabawy, pieśni, muzyka i tańce, planując poświęcenie każdemu regionowi&#13;
Wincenty Pol (1807–1872), poeta, geograf, uczestnik powstania listopadowego (odznaczony orderem Virtuti Militari). Współcześni cenili przede wszystkim jego twórczość literacką, działalność naukowa Pola jako geografa, a zwłaszcza etnografa została doceniona dopiero&#13;
w drugiej połowie XX wieku.&#13;
1&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�dawnej Rzeczypospolitej osobną monografię. Ta zasadnicza zmiana wynikała z głębokiego zrozumienia zadań, jakie stanęły przed społeczeństwem&#13;
polskim po powstaniu styczniowym. Jego klęska, a później analiza przyczyn takiego biegu wydarzeń miały decydujący wpływ na biografie nie&#13;
tylko powstańców i Kolberg nie jest tu wyjątkiem, jednak w jego wypadku&#13;
zmiana była znaczna, konsekwentnie przeprowadzona i istotna dla rozwoju&#13;
etnografii w ciągu prawie pięćdziesięciu następnych lat.&#13;
Kolberg interesował się ludową muzyką wokalną i instrumentalną i jej&#13;
kulturowym kontekstem już od dwudziestu pięciu lat. W czasie badań&#13;
w terenie zauważał zmienność, powstawanie nowych utworów i zanikanie&#13;
dawnych, a także charakterystyczną dla folkloru właściwość tworzenia wariantów. W marcu 1865 r. pisał w jednym z listów: „[...] pieśń jest niewyczerpaną, sama się wciąż mnoży i odradza, i w liczne kształci warianty, tak pod&#13;
wglądem muzycznym, jak i opisowym”1. Ciągły kontakt z kulturą ludową&#13;
utwierdzał go w przekonaniu, że procesy te dotyczą jej jako całości i że&#13;
potrzeba systematycznych badań etnograficznych jest oczywista. Obserwowanie wsi wskazywało też, że w tym właśnie czasie, tj. na początku drugiej&#13;
połowy wieku, zwłaszcza po uwłaszczeniu chłopów, zmiany w kulturze ludowej następują szybciej niż dawniej i są radykalniejsze. Zbadanie i utrwalenie w druku wszystkich jej przejawów stało się już pilną koniecznością.&#13;
W niektórych opracowaniach na temat genezy Ludu można przeczytać,&#13;
że Kolberg podjął w roku 1865 nowy, znacznie szerszy program badawczy&#13;
i edytorski, ponieważ przekonał się, że jako kompozytor nie osiągnie wymarzonego sukcesu, że decyzja o opracowywaniu etnograficznych monografii&#13;
regionalnych była wynikiem jego rezygnacji z ambicji twórczych. Jest to&#13;
jednak ocena niepełna. Wprawdzie w przytaczanym już końcowym fragmencie Szkicu autobiografii sam pisał, że w dalszej pracy nad utworami&#13;
scenicznymi przeszkodziły mu „wypadki roku 1863”. Te zdania, napisane&#13;
dopiero około 1889 r., potwierdzają, że na zaniechanie pracy nad kompozycjami dla teatru bezpośredni wpływ miał przebieg i skutki powstania&#13;
styczniowego. Jednak w ciągu kilku poprzednich lat Kolberg przygotował&#13;
dla Encyklopedii powszechnej S. Orgelbranda dziesiątki tekstów na różne&#13;
tematy z historii i teorii muzyki, a przede wszystkim opublikował dwa ważne,&#13;
wymienione już tu artykuły: w r. 1857 o związkach kompozycji J. Stefaniego&#13;
z muzyką ludową oraz w r. 1862 dotyczący źródeł muzyki polskiej Rzut oka&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do A. Osipowicza z 30 III 1865 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 114.&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
�na pierwotne muzyki dzieje z powodu pieśni „Bogarodzicy”1. M. Tomaszewski tekst ten nazywa „największą przygodą naukową twórcy Ludu”2.&#13;
Genezy polskiej muzyki dotyczyły też obszerne rozważania w przekazanym&#13;
do druku w 1862 r. Sandomierskim, we wstępie do którego Kolberg stwierdzał, że badanie muzyki ludowej, jej „pochód i rozwój historyczno-obyczajowy nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń moich zamiarem”. Jak&#13;
się dziś wydaje, ogłoszenie artykułu Rzut oka na pierwotne muzyki dzieje... i szerokie przedstawienie tego problemu we wstępie do Sandomierskiego dało Kolbergowi pewną satysfakcję, było częściową realizacją planów&#13;
naukowych budowanych od roku 1841. Zatem podjęcie w 1865 r. programu kompleksowych badań etnograficznych, programu Ludu, spowodowało&#13;
usunięcie z bieżących zadań, „odłożenie na bok” – później okazało się, że na&#13;
zawsze – nie tylko ambicji twórcy muzyki, ale przede wszystkim jej badacza. Wprawdzie dopiero w 1868 r. zakończyła się edycja Encyklopedii powszechnej i Kolberg wtedy właśnie zaprzestał działalności jako pisarz muzyczny, jednak podjęcie prac nad programem Ludu opracowanym w końcu&#13;
1864 r. i ogłoszonym w lutym 1865 r. spowodowało rezygnację z dalszych&#13;
badań nad genezą polskiej muzyki ludowej na rzecz tworzenia podstaw dla&#13;
etnografii, w której mieścił także folklor muzyczny. Czasem w późniejszych&#13;
tomach Ludu i w innych publikacjach nawiązywał do tematów przedstawionych we wstępie do Sandomierskiego, ale nie podejmował dalszych&#13;
badań nad problemami tam poruszonymi. Rozważania Kolberga na temat&#13;
genezy tonalności muzyki ludowej zawarte we wstępie do Sandomierskiego&#13;
nie miały kontynuacji, stały się w działalności naukowej Kolberga etapem&#13;
zamkniętym. Badacza muzyki zastąpił etnograf gromadzący, porządkujący&#13;
i publikujący dokumentację kultury ludu.&#13;
Planowaną tematykę Ludu Kolberg przedstawił, ogłaszając w lutym&#13;
1865 r. w „Bibliotece Warszawskiej” List otwarty3. Zamieścił go na łamach&#13;
liczącego się i popularnego czasopisma naukowego, aby zaapelować do&#13;
społeczeństwa o pomoc w gromadzeniu materiałów:&#13;
Zob. przypisy na s. 144–145 i 160–161.&#13;
M. Tomaszewski Pisma muzyczne..., w: O. Kolberg Pisma muzyczne (DWOK T. 61), s. XI.&#13;
3&#13;
O Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”. List otwarty, „Biblioteka Warszawska”&#13;
1865, T. 1, s. 306–308, przedruk w: Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 102–106. Rękopis&#13;
Listu oddał Kolberg do druku zapewne w połowie grudnia, pozwolenie cenzury dotyczące&#13;
tego tomu „Biblioteki Warszawskiej” ma datę 19/31 XII 1864, zgodę na druk cenzura wydawała&#13;
dopiero po otrzymaniu gotowego składu tekstów.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
175&#13;
&#13;
�Zajmując się od lat wielu zbieraniem pieśni, podań i zwyczajów, robiłem w tym&#13;
celu nie bezowocne po kraju podróże, gdyż podróże te nagromadziły już do mojej teki mnóstwo nader ważnych szczegółów etnograficznych. [...] Pragnienie uzupełnienia podjętych już w tym przedmiocie wiadomości nabytkami pozyskać się&#13;
jeszcze mogącymi, ażeby je wszystkie później uporządkowane w stosownym zamieścić dziele i przedłożyć do użytku i dla nauki powszechnej, niepłonną budzi&#13;
we mnie ufność, że wezwanie moje poniżej skreślone, nie pozostanie bez skutku&#13;
i nakłoni szan. obywateli i obywatelki do zwracania na lud uwagi, do spisywania&#13;
swych spostrzeżeń, a następnie do udzielenie mi takowych listownie [...]1.&#13;
&#13;
Problemy, na które przyszli współpracownicy mieliby zwrócić uwagę,&#13;
zestawił w jedenastu punktach: 1. wieś i chata, 2. praca i zajęcia domowe&#13;
i gospodarskie, 3. żywność, 4. ubiór mężczyzn, kobiet i dzieci, 5. mowa,&#13;
6. przysłowia, zdania, bajki, powiastki, klechdy, legendy, podania itp.,&#13;
7. zabobony, gusła, przesądy, 8. pieśni, 9. tańce, 10. obrzędy, 11. zwyczaje&#13;
„i piosnki przy różnych zatrudnieniach”. Większość tych tematów jest rozwinięta i wskazuje dokładniej, jakich informacji o życiu mieszkańców wsi&#13;
oczekiwał od swych korespondentów2.&#13;
Patrząc na kulturę ludową jako na organiczną całość, Kolberg chciał&#13;
udokumentować także związki łączące wszystkie jej dziedziny, nie zawsze&#13;
zauważane w dotychczasowych publikacjach. Dlatego pisząc np. o budowie chaty, pytał o zwyczaje, przesądy i zaklęcia towarzyszące tej pracy,&#13;
a w następnych punktach o inne wierzenia i zabobony związane z obrzędami i z codziennym życiem oraz o formuły zaklęć używanych w trakcie&#13;
różnych działań. Prosił o pieśni wykonywane przy uroczystościach i przy&#13;
wszystkich zajęciach domowych i gospodarskich. Kładł też nacisk na notowanie lokalnych nazw wytworów materialnych, od budynków i ich części&#13;
do sprzętów, narzędzi i naczyń, oraz na określanie stosowanych surowców.&#13;
Zwracał uwagę na rozróżnienie strojów codziennych i świątecznych, ich&#13;
krój i użyte tkaniny i ozdoby. Zalecał zapisywanie bajek, legend, podań itp.&#13;
„o ile możności (lubo nie koniecznie) w mowie potocznej, miejscowej”, prosił też o oddanie pieśni „mową miejscową”, choć osobny punkt poświęcił&#13;
„narzeczu prowincjonalnemu”. Pytał o koszt wesela czy pogrzebu, a przy&#13;
strojach także o cenę „krawiecczyzny”. W późniejszych tomach Ludu widać&#13;
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”... w przedruku s. 102–103.&#13;
Program z Listu otwartego przytoczony jest przez E. Antyborzec w: Oskar Kolberg jako&#13;
badacz terenowy... w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. II (DWOK T. 85/II), s. 432–436.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
176&#13;
&#13;
�starania o obserwacje zmian zachodzących w kulturze ludowej, w Liście&#13;
otwartym zaznaczył to w punkcie dotyczącym wsi i chaty, dodając „typ&#13;
tu stanowić ma najdawniejszy i najpowszechniejszy niegdyś sposób stawiania, o ile się zachował” oraz pytając, czy ubiór dawniej był inny i „jakim&#13;
ulegał odmianom”. Na końcu apelu dodał, że do wielu informacji przydatnym uzupełnieniem byłyby rysunki, „o ile takowe pozyskać się dadzą”.&#13;
List otwarty pokazuje, że pole badań etnografów widział wtedy Kolberg&#13;
bardzo szeroko: od kultury materialnej, poprzez folklor (teksty i muzykę),&#13;
obrzędy i zwyczaje, wierzenia, aż do gwary, wspominając nawet elementy&#13;
antropologii fizycznej (barwa cery i kolor włosów). Obejmował więc problematykę, której częścią dziś zajmują się odrębne dziedziny nauki. W ciągu&#13;
kilkudziesięciu lat od czasu ogłoszenia Listu otwartego, w wypadku np. dialektologii zaledwie kilkunastu, wykształciły one własne metody badań i własną terminologię, a antropologia fizyczna była już wówczas osobną nauką,&#13;
uprawianą przede wszystkim przez przedstawicieli medycyny. Zauważyć&#13;
też można, że termin „zwyczaje” miał wtedy dla niego nieco inne znaczenie&#13;
niż później w tomach Ludu. W Liście otwartym obejmował on: „zwyczaje&#13;
i piosnki przy różnych zatrudnieniach”, które wyliczył dosyć szczegółowo,&#13;
a chodziło mu o różne czynności gospodarskie, domowe i o zachowania poza&#13;
domem, na jarmarku, w karczmie itp. Natomiast w monografiach w rozdziale „Zwyczaje” znajdują się opisy, teksty i melodie związane z obrzędami&#13;
dorocznymi od Adwentu do Zaduszek, czyli to, co w liście otwartym zamieścił jako kolejny punkt podporządkowany obrzędom, obok wesel, chrzcin&#13;
i pogrzebów. Nieco szerszy zakres miał z początku w tomach regionalnych&#13;
rozdział poświęcony językowi. W Liście otwartym Kolberg prosił o próbki&#13;
mowy, prowincjonalizmy i słowniczek miejscowych wyrazów. W pierwszych monografiach (Kujawy i Krakowskie) zamieszczał obok słowników&#13;
także obszerne wykazy toponomastyczne, ale w następnych rezygnował&#13;
z tych materiałów, ograniczając też coraz bardziej rozdziały poświęcone&#13;
„mowie prowincjonalnej”, ponieważ zajmowała się nią dialektologia.&#13;
Zestawienie tematów podane przez Kolberga w Liście otwartym było&#13;
orientacyjnym wykazem dla osób, które zechcą podjąć z nim współpracę,&#13;
nie był to spis treści przewidywany dla tomów Ludu, co pokazuje porównanie z oddanymi do druku dwa lata później Kujawami, a także z następnymi&#13;
monografiami. Ostateczna zawartość kolejnych tomów ma inny porządek,&#13;
jest także zależna od specyfiki danego regionu — w każdej z nich pojawiają&#13;
się opisy zwyczajów, informacje o zatrudnieniach, obchodzonych świętach,&#13;
177&#13;
&#13;
�strojach, potrawach itp., charakterystycznych tylko dla określonej okolicy,&#13;
nieznanych lub nieużywanych gdzie indziej.&#13;
Swój nowy program i sposób jego realizacji zaprezentował Kolberg&#13;
w roku 1865 także w artykule Polski lud zamieszczonym w Encyklopedii&#13;
powszechnej. Tam, po krótkiej charakterystyce najważniejszych grup etnicznych „lechickiego szczepu”, pisał:&#13;
Każden z tych ludów i ich odmian, mimo pewnej całego pokolenia wspólności,&#13;
ma właściwe sobie cechy duchowe i moralne, zawarte w miejscowych zwyczajach, gwarze, podaniach, przysłowiach, pieśniach, obrzędach, tańcach i muzyce,&#13;
nadto cechy fizyczne w cerze, usposobieniu, ruchach, ubiorze, sposobie życia,&#13;
mieszkaniu i rodzaju pracy leżące. Różnice te raz ukazują się wybitniejsze, to znów&#13;
słabsze, w wielu nawet razach ścierają się ze sobą, mieszają i krzyżują. Dokładniejsze o nich wiadomości, zebrane w jedno ognisko, wydobywając na jaśnią&#13;
wszelkie różnorodne owe szczegóły narodowego bytu, dadzą dopiero możność&#13;
powiązania ich z sobą w jedną całość, wykazania wzajemnego na siebie wpływu,&#13;
i tym samym skreślenia w ten sposób dokładnej kraju etnografii. Poprzedzić ją&#13;
zatem winny monografie, czyli opisy szczegółowe pojedynczych miejscowości1.&#13;
&#13;
Lud miał być serią takich etnograficznych monografii niewielkich regionów.&#13;
Publikacje krajoznawczo-historyczne poświęcone jednemu regionowi&#13;
i zawierające mniej lub więcej informacji etnograficznych pojawiały się&#13;
od początku XIX w. Jedną z ważniejszych był tom Okolica zadniestrska…&#13;
Ignacego Lubicz-Czerwińskiego2 z 1811 r., uznawany za pierwszą monografię etnograficzną. Ze współczesnych Kolbergowi, już ściśle etnograficznych,&#13;
wymienić trzeba przede wszystkim Lud ukraiński Antoniego Marcinkowskiego3 i Lud Kornela Kozłowskiego4. Obydwa opracowania Kolberg oce1&#13;
O. Kolberg Polski lud, w: Encyklopedia powszechna, T. 21, Warszawa 1865, s. 217,&#13;
przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 567.&#13;
2&#13;
Pełny tytuł pracy I. Lubicz-Czerwińskiego: Okolica zadniestrska między Stryjem i Łomnicą, czyli opis ziemi i dawnych klęsk lub odmian tej okolicy, tudzież jaki jest lud prosty&#13;
dla religii i dla pana swego? Zgoła jaki ón jest w całym sposobie życia swego, lub w swoich&#13;
zabobonach albo zwyczajach, Lwów 1811.&#13;
3&#13;
[A. Marcinkowski] A. Nowosielski Lud ukraiński, jego pieśni, bajki, podania, klechdy,&#13;
zabobony, obrzędy, zwyczaje, przysłowia, zagadki, zamawiania, sekreta lekarskie, ubiory,&#13;
tańce, gry itd., zebrał i stosownemi uwagami objaśnił […], T. 1–2, Wilno 1857.&#13;
4&#13;
K. Kozłowski Lud. Pieśni, podania, baśnie, zwyczaje i przesądy ludu z Mazowsza Czerskiego&#13;
wraz z tańcami i melodiami zebrał […], z. 1–4, Warszawa 1867–1868, całość: Warszawa 1869.&#13;
&#13;
178&#13;
&#13;
�niał wysoko. Nie wiadomo, czy znał osobiście Antoniego Marcinkowskiego&#13;
(1823–1880), jednak jest to bardzo prawdopodobne. W jednej ze swych tek&#13;
regionalnych przechowywał rękopis trzeciego tomu Ludu ukraińskiego1&#13;
poświęcony pieśniom, niewydany drukiem, a dwa pierwsze tomy i liczne artykuły tego autora wykorzystywał jako materiał porównawczy m.in.&#13;
w Krakowskiem i Pokuciu. Z Kornelem Kozłowskim (1834–1904) prowadził wspólnie badania terenowe w okolicy Czerska w czasie pobytu w Czaplinie w czerwcu 1865 r. i zapisy muzyczne wykonane podczas tych badań&#13;
przekazał Kozłowskiemu do druku w jego publikacji. Kozłowski w tytule&#13;
wymienił melodie jako część składową monografii i we wstępie dziękował&#13;
za nie Kolbergowi, ale ostatecznie ich nie zamieścił, być może z powodu&#13;
wysokiego kosztu druku nut. Przyglądając się pracom poprzedników Kolberga, a także niektórym jemu współczesnym, zauważyć można, że przed&#13;
podjęciem przez niego planu realizowanego w postaci tomów Ludu zbieranie i opracowywanie materiałów etnograficznych ograniczało się najczęściej do okolicy dobrze znanej autorowi, w której mieszkał i w której&#13;
najłatwiej było mu przeprowadzić potrzebne badania. Drukowane w prasie&#13;
lub czasem jako ozdobne albumy2, zwykle nie wyczerpywały tematyki etnograficznej, nawet ograniczonej do podstawowego wówczas jej zakresu,&#13;
i najczęściej nie zawierały zapisów nutowych do zamieszczanych tekstów&#13;
pieśni. Nie miewały też kontynuacji. Natomiast ideą Kolberga było opracowanie materiałów etnograficznych według wspólnego dla wszystkich regionów schematu, tak aby kolejne tomy złożyły się na dzieło o stanie kultury&#13;
ludowej na obszarze dawnej Polski.&#13;
Wykaz regionów, którym chciał poświęcić osobne tomy, poznajemy dopiero ze spisu3 o cztery lata późniejszego od Listu otwartego – sporządził&#13;
go w roku 1869, starając się w Zakładzie im. Ossolińskich o dotację na&#13;
podróże terenowe i druk. W liście tym podał tytuły wszystkich przewidywanych wtedy monografii. Już z poprzednich wypowiedzi Kolberga na&#13;
W spisie tek z r. 1886 odnotował, że rękopis ten znajduje się w tece 25 Ukraina, ale dziś&#13;
w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga nie znajdujemy go. Trzeci tom monografii A. Marcinkowskiego wspomina Kolberg już wcześniej w brulionie listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r.,&#13;
zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 305.&#13;
2&#13;
Np. W. Zawadzkiego Obrazy Rusi Czerwonej, Poznań 1869, z rys. J. Kossaka; pierwodruk&#13;
rozdziałów I–IV „Tygodnik Ilustrowany” 1864, T. IX, nr 223–232.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.&#13;
294–308.&#13;
1&#13;
&#13;
179&#13;
&#13;
�temat zbiorów pieśni wiadomo, że planował zbadanie muzyki ludowej na&#13;
całym terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Taki zasięg geograficzny przewidywał też dla badań etnograficznych, których wyniki w roku&#13;
1869 chciał pomieścić w sześćdziesięciu dwu tomach Ludu. Cztery pierwsze z nich to wydrukowane już wówczas „serie”: 1. Pieśni ludu polskiego,&#13;
2. Sandomierskie1, 3–4. Kujawy cz. I i II. Następne tytuły w tym spisie&#13;
uporządkował według stanu posiadanych do nich źródeł, od monografii,&#13;
które potrzebowały jeszcze zredagowania i pewnych uzupełnień, np. skompletowania rycin, do poświęconych regionom, z których miał materiały&#13;
„w małej dotąd zebrane liczbie”.&#13;
Na końcu spisu wysłanego do Ossolineum dodał uwagę: „Oczywiście porządek wszystkich serii w miarę nowych nabytków, dopełnień i opracowania ciągłej ulegać będzie zmianie”2. Tak też się działo, kolejność druku materiałów z określonego regionu (a stąd i numer tomu) zależała od wielu okoliczności, przede wszystkim od tego, kiedy były one na tyle kompletne, aby&#13;
Kolberg mógł podjąć redakcję monografii. Ponadto o ile pierwsze wydane&#13;
tytuły, jak Sandomierskie, Kujawy i Krakowskie, obejmowały niewielkie&#13;
regiony, ograniczone do jednego lub dwu powiatów, następne monografie&#13;
zawierały materiały ze znacznie większych terenów, np. z kilku powiatów,&#13;
jak dwutomowe Lubelskie. Dla Wielkopolski w granicach zaboru pruskiego przeznaczył pierwotnie siedem osobnych tomów i tyle jej ostatecznie&#13;
poświęcił, jednak pod wspólnym tytułem Wielkie Księstwo Poznańskie.&#13;
Zauważyć też trzeba, że Kolberg jako planowanych tytułów używał nazw&#13;
dawnych jednostek administracyjnych oraz nazw krain historycznych i geograficznych. Etnonimy jako tytuł pojawiają się tylko raz w odniesieniu do&#13;
mieszkańców Tatr i Beskidów (Górale), a trzykrotnie (Łemki, Hucuły, Bojki) jako uzupełnienia innych określeń. Musiał też respektować polityczne&#13;
granice wyznaczone przez zabory, np. osobne tomy poświęcone miały być&#13;
Podolu rosyjskiemu i galicyjskiemu, Śląskowi austriackiemu i pruskiemu,&#13;
rozdzielone zostało też Krakowskie, którego część po lewej stronie Wisły&#13;
1&#13;
Na karcie tytułowej Sandomierskiego widnieje nota „seria I”, dopiero wydając w roku&#13;
1867 część pierwszą Kujaw jako serię (tj. tom) III Ludu, Kolberg uznał Pieśni ludu polskiego&#13;
z 1857 r. za serię pierwszą, a Sandomierskie za drugą. Dodrukował wtedy nową kartę tytułową&#13;
dla Pieśni ludu polskiego, włączając ten tom ex post do cyklu wydawanego z tytułem Lud.&#13;
Jego zwyczaje, sposób życia, mowa itd.&#13;
2&#13;
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 305.&#13;
&#13;
180&#13;
&#13;
�miała być opisana jako Kieleckie. Kolberg zmuszony był do podporządkowania się realiom politycznym, zwłaszcza ze względu na cenzurą rosyjską,&#13;
tym bardziej że uściślenie granic regionów etnograficznych było możliwe&#13;
dopiero po dokładnych badaniach terenowych i ustaleniu kryteriów wskazujących istnienie odrębnej grupy etnicznej. Kolbergowski Lud miał służyć&#13;
zbadaniu także tych problemów.&#13;
Podkreślić też trzeba, że Kolberg zakładał od początku wyłącznie dokumentacyjny charakter planowanego wydawnictwa. W kwietniu 1865 r.&#13;
pisał w liście do Józefa Blizińskiego:&#13;
Etnografia jest nauką nową, nie wytrawną jeszcze, nie wyrobioną, lubo celu&#13;
swego świadomą; potrzeba do jej rozwinięcia materiałów jak do historii, więc&#13;
i moja praca niczym prawie jeszcze innym nie będzie, jak skrzętnym ich nagromadzeniem. Przede wszystkim postanowiłem sobie takowe nabytki uporządkować i usystematyzować, nim się do ich opracowania i dalszych wniosków&#13;
przejść będzie mogło1.&#13;
&#13;
Lud nie mógł być obciążony próbami przedwczesnych wniosków, syntezami tworzonymi na podstawie niepełnych materiałów. Zatem Kolberg&#13;
programowo rezygnował z zamieszczania tam rozważań na temat np. wzajemnych związków kultury różnych regionów i różnych grup etnicznych&#13;
czy genezy wierzeń lub praktyk leczniczych. Stosował jedynie odsyłacze&#13;
łączące warianty melodii, pieśni i bajek jako wskazówki do późniejszych&#13;
badań porównawczych. Wyraźnie i wielokrotnie stwierdzał, że wydawnictwo to stanie się podstawą dla dalszych prac, dokumentacją dla badaczy różnych dziedzin życia ludu i jego kultury, zebraną i uporządkowaną&#13;
według jednolitego planu. Dopiero po wydaniu drukiem całości stanie się&#13;
możliwe podjęcie analiz oraz prac porównawczych i formułowanie teorii&#13;
na tematy, do których Lud dostarczy źródeł.&#13;
Publikując List otwarty, Kolberg liczył na współpracę osób, które zechcą&#13;
notować w swej okolicy i przesyłać mu informacje na wskazane tam tematy.&#13;
Zapewniał przyszłych współpracowników, że nie omieszka podać nazwiska „sprawę zdającej osoby, o ile takowa sprzeciwić się temu nie zechce”2.&#13;
Ogłoszenie planu badań i prośba o pomoc w gromadzeniu materiałów do&#13;
List do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 116.&#13;
O. Kolberg Do Redakcji „Biblioteki Warszawskiej”..., w przedruku w Korespondencji…&#13;
cz. I (DWOK T. 64) s. 103.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
181&#13;
&#13;
�monografii nie wywołały wielu deklaracji współpracy – ważne jednak&#13;
było przedstawienie problematyki Ludu. Kierowało ono zainteresowanie&#13;
ewentualnych korespondentów na zagadnienia nowe w porównaniu z zawartymi w dotychczasowych apelach zwracających uwagę najczęściej na&#13;
pieśni i bajki. Ponadto List otwarty nadał pracy Kolberga pewien rozgłos,&#13;
co pomagało mu w nawiązywaniu kontaktów w czasie badań terenowych,&#13;
które nadal musiały być zasadniczą metodą pozyskiwania materiałów.&#13;
Zachowały się listy tylko czterech osób powołujących się bezpośrednio na apel ogłoszony przez Kolberga w „Bibliotece Warszawskiej”. Byli&#13;
to: Aleksander Osipowicz (zm. 1893) z Suwałk, M. Skotnicki z Moszczanki&#13;
w Lubelskiem, Józef Bliziński (1827–1893) z Kujaw i Władysław Ciesielski&#13;
(1844–1893?), młody powstaniec, wówczas przebywający w okolicy Opatowa. Przysyłali oni Kolbergowi swoje notatki bądź współpracowali w czasie&#13;
jego pobytów w terenie. W okresie późniejszym podobną pomoc w gromadzeniu materiałów kolejne osoby okazywały Kolbergowi bądź bezpośrednio w czasie badań, bądź przez nadsyłanie własnych opisów strojów,&#13;
obrzędów czy zapisów pieśni, bajek lub przysłów. Część takich notatek&#13;
pozostaje dla nas anonimowa, m.in. dlatego że zachowana korespondencja&#13;
Kolberga sprzed roku 1871 jest bardzo uboga i często nie możemy zapisów&#13;
wykonanych obcą, nieznaną ręką połączyć z listem, który wskazałby autora. Notatki takie były zresztą często przekazywane przez „okazje”, drogą&#13;
prywatną, gdyż przesyłanie pocztą narażało je na konfiskatę i zniszczenie.&#13;
Listy były wtedy kontrolowane przez policję i nie zawsze docierały do adresata. Ciesielski, po wysiedleniu z Opatowskiego mieszkający w Żółkiewce,&#13;
pisał do Kolberga:&#13;
[…] ale proszę pisać przez pocztę Zwierzyniec, powiat zamojski, wieś i gmina Tarnawa, ponieważ więcej niż poufali przyjaciele odbierają listy moje w Żółkiewce&#13;
i odczytawszy je bez skrupułów, gubią bez odpowiedzialności1.&#13;
&#13;
Ciesielski przebywał w Żółkiewce pod nadzorem policji jako uczestnik&#13;
powstania, kontrolowana była jednak poczta nie tylko osób poddanych&#13;
takiemu rygorowi, ale także innych mieszkańców zaboru rosyjskiego, pozornie nie podejrzewanych przez władze. Dlatego współpracownicy Kolberga&#13;
starali się przekazywać notatki, często bez podpisu, pomijając pocztę lub&#13;
oddając je w czasie swego pobytu w Warszawie.&#13;
1&#13;
&#13;
List W. Ciesielskiego z 25 VII 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 173.&#13;
&#13;
182&#13;
&#13;
�Prawdopodobnie w okresie między ogłoszeniem Listu otwartego a przygotowaniem dla Ossolineum spisu planowanych monografii Kolberg uporządkował posiadane już materiały, zakładając osobne teki „regionalne”, które&#13;
w pewnej mierze przetrwały do naszych czasów1. Nie wiadomo, jaki porządek nadawał wcześniej swoim notatkom terenowym i innym rękopisom. Według wykazów sporządzanych przez niego pod koniec życia tek regionalnych&#13;
było trzydzieści i niektóre z nich miały tytuły takie same jak przewidywane&#13;
tomy, np. Górale, Ruś Czerwona, Podgórze Krakowskie, Lubelskie. Jednak&#13;
nie wszystkie planowane w 1869 r. monografie otrzymały osobne teki, być&#13;
może dlatego, że do niektórych miał wtedy jeszcze bardzo mało materiałów.&#13;
Uzupełniał też swoją podręczną bibliotekę. Pełnego spisu składających się na&#13;
nią książek nie udało się odtworzyć, zachowane notatki na ten temat są raczej przypadkowe i wskazują tylko niektóre tytuły. Na przykład z rachunku2&#13;
księgarni Gebethner i Wolff wiadomo, że w listopadzie 1865 r. kupił zbiory&#13;
bajek Karola Balińskiego (1812 – po 1850?) i Antoniego Józefa Glińskiego&#13;
(1817–1866)3, Klechdy wydane przez K.W. Wójcickiego4 miał już zapewne&#13;
wcześniej. Wykorzystał te zbiory już w roku 1867 w pierwszej części Kujaw,&#13;
wskazując zamieszczone w nich warianty drukowanych przez siebie bajek&#13;
kujawskich, tak jak we wcześniejszych publikacjach odsyłał do wariantów&#13;
pieśni w zbiorach swoich poprzedników.&#13;
Zakres badań przedstawiony w Liście otwartym, tak jak cały plan edytorski Ludu, przekraczał siły jednego człowieka. Kolberg przewidywał&#13;
opracowanie ponad sześćdziesięciu tomów, a z nieco późniejszych listów&#13;
wynika, że zakładał możliwość zebrania materiałów i przygotowanie do&#13;
druku jednego lub dwu tomów rocznie. Wydanie całego Ludu wymagałoby ponad trzydziestu lat przy doskonałej organizacji zarówno badań&#13;
terenowych, jak i późniejszej pracy przy biurku, a więc posiadania odpowiednich środków materialnych. Kolberg wiedział, że dla wykonania&#13;
1&#13;
Istniejące obecnie zespoły rękopisów Kolberga, w tym teki regionalne i Miscellanea,&#13;
zestawione są w Wykazie tek i innych zachowanych zespołów rękopisów O. Kolberga, w:&#13;
Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 83/III).&#13;
2&#13;
Rachunek księgarni w BN PAU i PAN, sygn. 2183, k. 103.&#13;
3&#13;
K. Baliński Powieści ludu spisane z podań. Wyboru i wydania K. Wł. Wójcickiego,&#13;
Warszawa1842; A.J. Gliński Bajarz polski. Zbiór baśni, powieści i gawęd ludowych opowiedział […], wyd. 2, T. 1–4, Wilno 1862.&#13;
4&#13;
K.W. Wójcicki Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, T. 1–2,&#13;
Warszawa1837; na podstawie wyd. III z 1876 r. kolejne wydanie: Warszawa 1972, wybór&#13;
i opracowanie R. Wojciechowskiego, słowo wstępne J. Krzyżanowskiego.&#13;
&#13;
183&#13;
&#13;
�tego planu konieczne jest poświęcenie się tylko temu zadaniu. Zbieranie&#13;
materiałów w terenie, ich opracowywanie i wydawanie co roku jednego&#13;
albo dwu nowych tomów Ludu nie pozostawiłoby już czasu na inną pracę,&#13;
a dotychczas z konieczności musiał godzić podróże i działalność badawczą,&#13;
naukową, a także wydawniczą, z zarabianiem na codzienny byt. Miał wtedy&#13;
już pięćdziesiąt lat — podjęcie tak rozległego i czasochłonnego programu&#13;
badawczego i wydawniczego świadczy o wielkiej determinacji. Wiedział,&#13;
jak cenne są gromadzone przez niego od roku 1839 zapisy folkloru i opisy&#13;
obrzędów i jak bardzo potrzebne są nowe, szersze niż dotąd badania etnograficzne w okresie coraz gwałtowniejszych przemian w życiu mieszkańców wsi i zanikania niektórych jego elementów. Wiedział też, że oparciem&#13;
będą mu doświadczenia zdobyte w czasie pobytów w terenie, kontakty nawiązane w różnych okolicach kraju, znajomość literatury przedmiotu oraz&#13;
duża praktyka edytorska w zakresie źródeł folklorystycznych. Miał także&#13;
zgromadzone już bogate materiały — zapisy muzyczne i opisy zwyczajów&#13;
i obrzędów z wielu regionów. Dlatego w latach 1865–1870 poświęcał wiele czasu i energii na starania we wszystkich trzech zaborach o dotację na&#13;
badania i druk.&#13;
Podjęcie przez Kolberga pracy nad tak szeroko zakrojonym planem badań etnograficznych i prac edytorskich oraz determinacja, z jaką plan ten&#13;
realizował w postaci wielotomowej serii wydawniczej, wynikały — jak już&#13;
tu wspomniano — z głębokiego przeświadczenia o potrzebie wszechstronnego poznania życia ludu właśnie teraz, po powstaniu styczniowym, gdy&#13;
wobec nasilającej się rusyfikacji i germanizacji wzrastała waga wszystkich&#13;
„szczegółów narodowego bytu”. Istotne znaczenie miała także osobowość&#13;
Kolberga, której kształtowanie się w latach młodzieńczych następująco&#13;
scharakteryzował Izydor Kopernicki:&#13;
Całe otoczenie, w jakim się on od dzieciństwa znajdował w Warszawie, a które&#13;
szczęśliwym trafem utworzyło się dlań pod jednym dachem z mieszkaniem jego&#13;
rodziców, łączyło się skutecznie do tej zbawiennej atmosfery rodzinnej, wśród&#13;
której bujnie rozwijały się: wrodzony artystyczny nastrój jego duszy, badawczość jego umysłu i głębokie narodowe poczucie1.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.&#13;
&#13;
184&#13;
&#13;
�IX&#13;
[Sandomierskie jako niepełna jeszcze monografia regionalna. – Nawiązanie&#13;
kontaktów z wydziałem etnograficznym Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. – Badania terenowe na Kujawach w roku 1865. – Druk pierwszego&#13;
tomu monografii tego regionu. – Współudział w opracowaniu Zbioru pieśni&#13;
duchownych ewangelickich.]&#13;
&#13;
Sandomierskie, które ostatecznie trafiło do rąk czytelników w roku 1865,&#13;
nie odbiegało zasadniczo treścią od tomu złożonego w drukarni w 1862 r.,&#13;
tj. zbioru pieśni regionalnych prezentowanych z opisem zwyczajów i obrzędów charakterystycznych dla okolicy objętej tytułem1. Jednak w ciągu&#13;
pierwszych miesięcy 1865 r. Kolberg starał się ten drukowany już od trzech&#13;
lat zbiór pieśni regionalnych dostosować do założeń etnograficznej monografii regionalnej2. Tom otrzymał wtedy nowy tytuł: Lud. Jego zwyczaje,&#13;
sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni,&#13;
muzyka i tańce i stał się pierwszą częścią zaplanowanej serii wydawniczej&#13;
poświęconej źródłom etnograficznym. Uzyskał też tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej, co było koniecznym trybutem złożonym&#13;
rosyjskiej cenzurze. Kolorowe litografie mające za przedmiot stroje ludowe&#13;
różnią się od rycin w Pieśniach ludu polskiego, gdzie na każdej z nich&#13;
przedstawione były pojedyncze postaci. W Sandomierskiem Gerson, podobnie jak we własnym albumie3, zaprezentował na tle widoków wsi scenki rodzajowe z dwiema co najmniej osobami. Nie wiadomo, czy o tej zmianie decydował malarz, czy Kolberg, dla którego ryciny takie wzbogacały&#13;
dokumentację, nie zwiększając kosztu wydania książki.&#13;
Tak jak w wersji oddanej do druku w 1862 r. i zgodnie z jej pierwotnym&#13;
tytułem zasadniczą treść tomu stanowią rozdziały poświęcone obrzędom,&#13;
zwyczajom, pieśniom i muzyce. W sumie opublikował w tym tomie 325&#13;
Badania terenowe Kolberga w Sandomierskiem, materiały zamieszczone w monografii,&#13;
a także pozostałe notatki z tego regionu zachowane w zbiorach Kolberga oraz metody opracowania ich do druku przez Kolberga i przez współczesnych wydawców scharakteryzowane są&#13;
we wstępie do tomu O. Kolberg Sandomierskie. Suplement do tomu 2 (DWOK T. 71), zob. tam:&#13;
E. Antyborzec, A. Sawicka „Sandomierskie” Oskara Kolberga, s. V–XXXIV.&#13;
2&#13;
Na termin ten wskazują notatki Kolberga o wydatkach, gdzie po przerwie trwającej&#13;
od 17 grudnia 1863 r. zaczął znowu od 22 marca do 26 czerwca 1865 r. wpisywać sumy płacone&#13;
za druk Sandomierskiego (rkp. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13).&#13;
3&#13;
Zob. przyp. 1 na s. 121.&#13;
1&#13;
&#13;
185&#13;
&#13;
�pieśni i melodii. Uzupełnienia dodane do Sandomierskiego na początku&#13;
roku 1865 w niewielkim stopniu przystosowały do potrzeb programu Ludu&#13;
tekst powstały wcześniej i już wydrukowany. Nie miał wtedy jeszcze materiałów koniecznych do innych rozdziałów monografii etnograficznej,&#13;
zwłaszcza z zakresu kultury materialnej i wierzeń. Ponadto tom ten wydawał na własny koszt i nie mógł sobie pozwolić na stratę kapitału dotychczas wyłożonego na papier i druk oraz na dalsze przetrzymywanie książki&#13;
w drukarni. Zmieniając Sandomierskie w tom Ludu, Kolberg w marcu&#13;
1865 r. przedrukował drugi arkusz książki, dodając tam cztery strony „Wiadomości topograficzno-etnograficznych” i dał do składania zamykające&#13;
tom przypisy, „które za dopełnienie wiadomości krótko na s. 17–20 podanych i innych w dalszym ciągu dzieła rozrzuconych, uważane być mają”1.&#13;
W pierwszej części przypisów znalazły się przedruki z współczesnej prasy&#13;
oraz z Obrazków wiejskich i Zarysów J.K. Gregorowicza, a także fragmenty&#13;
dwu druków wcześniejszych, z roku 1830 i 1751. W drugiej, zatytułowanej&#13;
„Język”, autor zawarł słowniczek oparty na różnych źródłach, informacje&#13;
o gwarze, spisy toponomastyczne (nazwy miejscowości, rzek i jezior) oraz&#13;
kilkadziesiąt nazwisk rodowych i najczęściej używanych imion. Uzupełnieniem materiałów językowych są trzy bajki zamieszczone jako „Próbki języka”, z których dwie zachowały się w zapisach terenowych Kolberga, więc&#13;
pochodzą z jego badań. Mimo tych starań Sandomierskie tomem Ludu&#13;
zostało nazwane zdecydowanie na wyrost. Według Listu otwartego opracowanie takie, poza pieśniami i muzyką, powinno mieścić opisy kultury&#13;
materialnej i społecznej, informacje o świecie wierzeń i związanych z nim&#13;
praktykach oraz zapisy literatury ludowej i charakterystykę lokalnych gwar.&#13;
Warunki te spełniały dopiero oddane do druku dwa lata później Kujawy.&#13;
Wstęp do Sandomierskiego, poświęcony głównie rozważaniom o muzyce,&#13;
nie nawiązywał jeszcze do problemów przedstawionych w Liście otwartym,&#13;
pozostał w pierwotnej postaci z roku 1862. Kierunek swych badań określił&#13;
tam Kolberg wyraźnie, zgodnie jednak z planami z lat 1856–1862, stwierdzając, że muzyka ludowa „nie przestaje być głównym usiłowań i śledzeń&#13;
moim zdaniem”2. Jak sam pisał we wstępie do następnej monografii, Sandomierskie skreślił „z materiałów na jakie mnie stać było”3.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 237. Dodatki te obejmują około 20% ostatecznej objętości tomu.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 7.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 5.&#13;
1&#13;
&#13;
186&#13;
&#13;
�Sandomierskie spotkało się z mniejszym zainteresowaniem recenzentów&#13;
niż Pieśni ludu polskiego. Bezpośrednio po ukazaniu się książki omówił ją&#13;
w „Gazecie Warszawskiej” J. Papłoński, później w „Bluszczu” J. Sikorski&#13;
i na początku następnego roku K.W. Wójcicki w „Bibliotece Warszawskiej”.&#13;
Jan Papłoński (1819–1885), historyk i filolog, przedstawił w skrócie dotychczasowe zainteresowania pieśniami słowiańskimi, zaznaczając, że muzykę&#13;
im towarzyszącą przed Kolbergiem najpełniej zaprezentował Jan Arnošt&#13;
Smoleŕ (1816–1884) w zbiorze pieśni Łużyczan1. Papłoński porównał zalety&#13;
i wady wydawania pieśni jako zbiorów poświęcanych kolejno określonemu&#13;
gatunkowi z całej Polski lub jako zbiorów regionalnych, uznając obydwie&#13;
metody za właściwe, jeżeli edycja zostanie doprowadzona do końca i przedstawi pełny zasób polskich pieśni ludowych. Podkreślał wartość tekstów&#13;
dla badań językoznawczych, ale ostrzegał, że ani teksty, ani melodie opublikowane przez Kolberga nie oddają charakteru ludu:&#13;
Zdawałoby się, że lud ten tylko się kocha lub hula, tak w nim mało religijności,&#13;
wspomnień historycznych prawie żadnych, mało nawet uczciwości małżeńskiej,&#13;
o miłości bliźniego, o otarciu łez sierocie wzmianki prawie nie ma. Tymczasem&#13;
w rzeczywistości jakże różnym jest ten lud od własnej pieśni2.&#13;
&#13;
Wójcicki polemizował z Papłońskim, m.in. przypomniał, że wydawcy pieśni ludowych publikują „pieśni światowe”, a religijne znajdują się&#13;
w edycjach kantyczek i innych podobnych śpiewnikach. Miał jednak także&#13;
zastrzeżenia do planu wydawniczego Kolberga i pisząc o Sandomierskiem,&#13;
wrócił do zawartości tomu Pieśni ludu polskiego. Jego zdaniem Kolberg&#13;
podawał tam za dużo wariantów, które dzieło „bez potrzeby powiększyły”3.&#13;
Dalsze rozważania na temat treści Sandomierskiego zakończył oceną programu edytorskiego przyjętego przez Kolberga:&#13;
Dalsze serie, utrzymując plan obecnej, obejmą dumy i pieśni też same prawie,&#13;
które są w Sandomierskiem, bo tego rodzaju utwory są wspólne wszystkim okolicom. Owoż radzimy, ażeby nie powtarzał ich dla małych zmian i wariantów,&#13;
L. Haupt, J.E. Smoleŕ Pjesnički hornych a deľnych Łužiskich Serbow, T. 1–2, Grymi&#13;
1841–1843.&#13;
2 J. Papłoński Lud, jego zwyczaje, sposób życia…, „Gazeta Warszawska” 1865, nr 183.&#13;
3&#13;
K.W. Wójcicki Lud, jego zwyczaje, sposób życia..., „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1,&#13;
s. 117.&#13;
1&#13;
&#13;
187&#13;
&#13;
�które rzeczy samej i treści nie zmieniają, ale podał nowe dumy i pieśni, nie znane&#13;
Sandomierskiemu, które niewątpliwie przy pilnym badaniu wyśledzi1.&#13;
&#13;
Wójcicki, podobnie jak przedtem niektórzy recenzenci Pieśni ludu&#13;
polskiego, podważał sens publikowania wariantów, poza zdecydowanie&#13;
odmiennymi, nie rozumiejąc argumentów Kolberga, przedstawionych już&#13;
wcześniej we wstępie do Pieśni ludu polskiego z roku 1857 i jeszcze raz&#13;
sprecyzowanych w Sandomierskiem. Uprzedzając bowiem uwagi na ten&#13;
temat, Kolberg już w przypisie do pieśni obrzędowych zamieścił wyjaśnienie przyczyn, dla których tak postępuje:&#13;
Czuję, że spotkać może mnie tu zarzut, jakobym przytoczone parę melodii głównych zbyt często powtarzał, gdy różnice między wariantami bardzo są małe,&#13;
nieznaczące prawie, by je osobno i po szczególe wypisywać warto było, skoro&#13;
za pomocą znaku odsyłacza z łatwością do pierwotnej (raczej pierwszej) nuty&#13;
odnieść się można. Wszakże skłonił mnie do tego wzgląd tak na samą ważność&#13;
tych różnic, jak na dokładność oznaczenia ich w nutach. Ważność ta polega&#13;
według mnie na przekonaniu, że tylko większa liczba choćby drobniejszych&#13;
odmian i odcieni (które mimo to bynajmniej nie są i nie mogą być wyczerpane,&#13;
gdy lud coraz to nowe tworzy) obok wymienienia miejsca ich powstania lub&#13;
użytkowania, daje wyobrażenie o stopniowym (czy to dodatnim, czy ujemnym)&#13;
kształtowaniu czyli urabianiu się pieśni pod względem formy, rytmu i spójności&#13;
z tekstem, a urabianie to ma niewątpliwą swą logikę psychologiczną, którą tylko&#13;
szereg szczegółów tłumaczy, a na którą pragnę zwrócić uwagę2.&#13;
&#13;
Folklorystyczne publikacje Kolberga miały służyć także badaniom, którymi dziś w ramach etnomuzykologii zajmuje się melogeografia, to jest&#13;
ustalaniu zasięgu i stopnia rozprzestrzenienia się poszczególnych wątków&#13;
muzycznych pieśni i tańców. Dokonywanie przed drukiem tak znacznej&#13;
selekcji, jaką proponował Wójcicki, uniemożliwiłoby używanie wydanych&#13;
przez Kolberga zbiorów do badań nad geograficznym zasięgiem melodii&#13;
i tekstów. Rygorystyczna redukcja materiału ograniczyłaby także źródła&#13;
potrzebne do analizy specyfiki repertuaru danego regionu i możliwości porównania go, jako niepełnego, z repertuarem sąsiednich lub odleglejszych&#13;
grup etnicznych.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Tamże, s. 117–118.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 70.&#13;
&#13;
188&#13;
&#13;
�Józef Sikorski, recenzując Sandomierskie w drukowanym w „Bluszczu”&#13;
artykule Ruch muzyczny1, zgodnie ze swymi zainteresowaniami zajął się&#13;
tylko stroną muzyczną nowej publikacji. Podkreślił wielką wartość zebranych przez Kolberga przykładów muzyki ludowej: „rzec się godzi skarbów”.&#13;
Przemyślenia Kolberga na temat genezy tonalności polskiej muzyki ludowej2&#13;
uznał za zbyt specjalistyczne i zbyt trudne „jak gdyby mówił o przedmiocie&#13;
najpopularniejszym w świecie”3, a do tego w książce rozproszone. Rozważania te były rzeczywiście zamieszczone w kilku miejscach tomu, a były też&#13;
zbyt hermetyczne dla większości czytelników nie znających teorii muzyki&#13;
i prac na temat jej historii. Sikorski podkreślił też, że w wydawanych przez&#13;
Kolberga zbiorach pieśni, a tak traktuje także Sandomierskie, zastosowany&#13;
układ materiałów narzucony jest przez teksty, nie muzykę, a „można było&#13;
obmyślić plan muzyczny po utworzeniu sobie jasnego poglądu na całość”4.&#13;
Żaden z trzech recenzentów nie powiązał nowej publikacji Kolberga&#13;
z treścią Listu otwartego zamieszczonego niedawno w czołowym naukowym miesięczniku warszawskim. Do repliki skłoniła autora Ludu tylko&#13;
opinia Sikorskiego. Był z nim zaprzyjaźniony od wielu lat i cenił go jako&#13;
krytyka surowego, ale sprawiedliwego. Tym razem Sikorski do oceny&#13;
edycji dodał uwagi dotyczące osoby, a nie tylko dzieła. Wspomniał roztargnienie autora Sandomierskiego, a całej recenzji nadał ton nieco protekcjonalny. Uraził tym Kolberga, co ochłodziło na pewien czas ich przyjaźń&#13;
trwającą od czasów szkolnych. W reakcji na opinię Sikorskiego Kolberg&#13;
napisał odpowiedź5, co było zdecydowanie wyjątkiem w jego dotychczasowej praktyce. Replika ta nie była drukowana w prasie XIX-wiecznej&#13;
i nie dotarła do czytelników znających tekst recenzji, nie wiadomo też,&#13;
czy poznał ją Sikorski.&#13;
Część uwag Sikorskiego mogła być echem nie do końca rozstrzygniętej&#13;
dyskusji między nim i Kolbergiem, rozpoczętej artykułem o Bogurodzicy&#13;
zamieszczonym w „Pamiętniku Muzycznym i Teatralnym” w roku 1862,&#13;
J. Sikorski Ruch muzyczny, „Bluszcz” 1865, nr 5, s. 20.&#13;
O. Kolberg Sandomierskie (DWOK T. 2), s. 8–16 i 97–107, uwagi o muzyce ludowej&#13;
i problemach edytorskich związanych z jej publikowaniem zamieścił Kolberg także na s. 70&#13;
w przytoczonym wyżej przypisie.&#13;
3&#13;
J. Sikorski Ruch muzyczny…, s. 20.&#13;
4&#13;
Tamże.&#13;
5&#13;
Brulion odpowiedzi przeznaczonej dla redakcji „Kłosów”, przytoczony w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), s. 683–684. Inna, znacznie obszerniejsza wersja repliki Kolberga&#13;
zachowała się w rękopisie w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 322.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
189&#13;
&#13;
�o czym już tu wspominano. Kolberg mógł być zaskoczony także tym, że&#13;
Sikorski domagał się porządkowania zebranych materiałów etnograficznych według kryteriów muzycznych. Tymczasem w Liście otwartym,&#13;
drukowanym zaledwie przed paru miesiącami, wyraźnie zapowiadał, że&#13;
planuje wydawanie monografii etnograficznych, co potwierdzał także tytuł świeżo wydanego tomu. Według deklaracji w Liście otwartym muzyka miała być ważnym, ale nie głównym przedmiotem opracowania.&#13;
Recenzenci mogli jednak potraktować nową publikację jako kolejny zbiór&#13;
pieśni i melodii, ponieważ mimo zmiany tytułu dzieła Kolberg nie wspominał w Sandomierskiem o nowym programie edytorskim, nie przeredagował choćby początkowej części wstępu. Dla środowiska literackiego&#13;
i muzycznego Warszawy Kolberg był nadal zbieraczem i wydawcą pieśni&#13;
ludowych.&#13;
W okresie, gdy kończył się druk Sandomierskiego, tj. w pierwszej&#13;
połowie roku 1865, Kolberga absorbowało przede wszystkim szukanie wsparcia materialnego, koniecznego do realizacji programu Ludu.&#13;
W Królestwie nie było instytucji finansujących polską naukę, a brak zainteresowania księgarzy publikacjami takimi jak Pieśni ludu polskiego&#13;
i Sandomierskie tłumaczyć trzeba w dużej mierze ogólnym zubożeniem&#13;
społeczeństwa borykającego się m.in. z rekwizycjami i kontrybucjami nałożonymi przez władze carskie. Inteligencja skazana była w większości na&#13;
niskopłatne posady urzędnicze. Trudności finansowe miały wydawnictwa istniejące od wielu lat i cieszące się znakomitą opinią: po powstaniu&#13;
styczniowym liczba prenumeratorów „Biblioteki Warszawskiej” spadła&#13;
do trzystu1, a Encyklopedii Orgelbranda z początkowych trzech tysięcy&#13;
w roku 1859 do mniej niż pięciuset w 1864. Sytuacja ta skłoniła Kolberga&#13;
do nawiązania kontaktu z etnografami rosyjskimi działającymi w Cesarskim Rosyjskim Towarzystwie Geograficznym. W wykazie wydatków pod&#13;
datą 12 lutego 1865 r. odnotował: „List do Petersburga (kop. 40)” 2. Być&#13;
może notatka dotyczyła zachowanego tylko w brulionie listu3 do któregoś&#13;
z wysokich urzędników rosyjskich. Pisał tam o zbieraniu „pieśni ludowych&#13;
1&#13;
Pisał o tym K.W. Wójcicki w liście do K. Szajnochy z 24 V 1864 r., dodając: „ale utrzymujemy pismo, jakkolwiek z pracą i trudem”, Korespondencja Karola Szajnochy…, T. II, s. 287.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik…, BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 13.&#13;
3&#13;
Zob. brulion listu O. Kolberga do nieznanego adresata, bez daty, opublikowany w cz. I Korespondencji… (DWOK T. 64), s. 99–102. Podobną treść mają inne bruliony tego listu zachowane w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 381–384.&#13;
&#13;
190&#13;
&#13;
�słowiańskich”, wspomniał drukowane i jeszcze nieukończone Sandomierskie oraz zamiar publikowania dalszych prac, które przedstawiałyby&#13;
„życie i stan włościan słowiańskich”. Następnie przedstawił kosztorys,&#13;
na który złożyłby się fundusz w wysokości około 1300 rubli rocznie na&#13;
wydanie w Warszawie dwu tomów z rycinami, drzeworytami i nutami&#13;
oraz osobny fundusz dla autora na redagowanie tomów i coroczne podróże dla uzupełniania materiałów. W rękopisie zauważyć można kilka&#13;
poprawek ręką Wilhelma, być może starszy brat popierał podjęte przez&#13;
Oskara poszukiwania protekcji u rosyjskich etnografów i kierowanie do&#13;
władz carskich listu w sprawie finansowania Ludu. Kolberg wspomina&#13;
tam, że Sandomierskie oddane było do druku przed „trzema już blisko&#13;
laty”, wiec brulion powstał w pierwszej połowie roku 1865. Odpowiedzią&#13;
na te starania był datowany na 20 maja 1865 r. list Fiodora Osten-Sakena&#13;
(1832–1916), geografa, sekretarza Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa&#13;
Geograficznego, zawiadamiający Kolberga, że wybrano go członkiem-korespondentem towarzystwa. Datę o dwa dni późniejszą ma list Władymira&#13;
Łamańskiego (1833–1914), slawisty, wówczas przewodniczącego Wydziału Etnografii tego towarzystwa. Łamański pisał, że w dowód szacunku dla&#13;
prac Kolberga „ważnych dla całej Słowiańszczyzny” został on przyjęty&#13;
do grona członków-współpracowników wydziału 1. Kolberg podziękował&#13;
za ten wybór, przesłał Łamańskiemu egzemplarz Pieśni ludu polskiego&#13;
i świeżo wydanego Sandomierskiego oraz memoriał. Ten ostatni tekst nie&#13;
zachował się, ale sądzić możemy, że dotyczył starań o dotację na opracowanie i druk Ludu i treścią był zbliżony do omówionego wyżej listu.&#13;
Listy i dyplomy członkowskie Towarzystwa Geograficznego latem&#13;
1865 r. przywiózł do Warszawy Aleksander Hilferding (1831–1872), rosyjski&#13;
slawista, nie jest jednak pewne, czy spotkał się wtedy z polskim etnografem. W zachowanym brulionie listu Kolberg pisał do Hilferdinga: „Przykro mi bardzo, żem przed wyjazdem Pańskim nie mógł się z Nim widzieć&#13;
i pożegnać, sam bowiem wyjechałem także do Lublina […]”2. A. Hilferding&#13;
był znany w Polsce – w 1862 r. ukazała się jego książka Ostatki Słowian&#13;
1&#13;
Listy F. Osten-Sakena i W. Łamańskiego zamieszczone są w Korespondencji… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 122–124.&#13;
2&#13;
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131; Kolberg wspomina w nim pobyt w Lublinie, w r. 1865 był tam dwa razy, pierwszy raz w kwietniu,&#13;
ale tu chodzi raczej o drugi pobyt, w lipcu, z którego do Warszawy wrócił 5 sierpnia, wtedy&#13;
prawdopodobnie napisał list do A. Hilferdinga.&#13;
&#13;
191&#13;
&#13;
�na południowym brzegu Bałtyckiego Morza1, wynik badań terenowych&#13;
prowadzonych w roku 1856 na Pomorzu, przede wszystkim na terenach&#13;
zamieszkałych przez Kaszubów i Słowińców. Kolberg ofiarował Hilferdingowi nowo wydane Sandomierskie i pisał o swych planach:&#13;
W podobny sposób i to systematyczniejszy jeszcze, życzyłbym sobie opracować&#13;
inne kraju prowincje. Wiadome już Panu Radcy są środki, jakimi by najprędzej&#13;
i najskuteczniej dojść można do zamierzonego celu2.&#13;
&#13;
Jednak starania o uzyskanie dotacji na badania terenowe i druk tomów&#13;
Ludu przy poparciu Towarzystwa Geograficznego i jego Wydziału Etnografii&#13;
nie przyniosły rezultatu. Próby uzyskania pomocy finansowej od władz rosyjskich skończyły się jedynie uwikłaniem Kolberga we współudział w przygotowywaniu eksponatów na wystawę etnograficzną w Moskwie. Pomysł&#13;
zorganizowania takiej wystawy, obejmującej całe cesarstwo rosyjskie, od&#13;
Finlandii i Estonii do Kaukazu i od Królestwa Polskiego do wschodnich krańców Azji, powstał w roku 1864 w gronie „towarzystwa zwolenników nauk&#13;
naturalnych”, a po przyjęciu przez organizatorów poparcia rządu poszerzono&#13;
projekt o „oddział słowiański”. Oddział ten, dołączony do wystawy prezentującej ludy żyjące na terenie imperium carskiego, przedstawiał stroje i inne&#13;
elementy kultury ludowej Słowian zamieszkujących kraje Austro-Węgier.&#13;
Wśród dokumentów zachowanych w archiwum Kolberga jest brulion&#13;
pisma skierowanego do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych w Warszawie, pochodzący sprzed maja 1866 r.:&#13;
Zawezwani na poufną naradę etnograficzną do Wydziału Przemysłu i Kunsztów w Kom. Rząd. Spraw Wewn. przez JW. Dyrektora tegoż wydziału, badacze&#13;
i artyści celem udzielenia zdania swego co do przedmiotów kwalifikujących się&#13;
do wysłania z Król. Polskiego na wystawę etnograficzną w Moskwie w r. 1867&#13;
1&#13;
Takiego tytułu użył Kolberg w swym przekładzie pracy Hilferdinga, tłumaczenie to zostało wydane w roku 1965 w tomie O. Kolberg Pomorze (DWOK T. 39), s. 305–457; w roku&#13;
1989 ukazał się w Gdańsku nowy przekład pt. Resztki Słowian na południowym wybrzeżu&#13;
Morza Bałtyckiego, tłum. N. Perczyńska, oprac. J. Treder. Praca Hilferdinga była wysoko ceniona przez jemu współczesnych, zob. np. R.Z. [R. Zmorski] O Kaszubach, „Przegląd Europejski&#13;
Naukowy, Literacki i Artystyczny” R. I: 1862, T. II, s. 213–240. Obecnie samodzielność i dokładność badań i opracowania Hilferdinga jest przez językoznawców i historyków oceniana różnie,&#13;
zob. Z. Szultka Wokół książki Aleksandra Hilferdinga o Kaszubach, „Zapiski Historyczne”&#13;
T. LXXVIII: 2013, z. 1, s. 147–167.&#13;
2&#13;
Brulion listu do A. Hilferdinga, bez daty, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 131.&#13;
&#13;
192&#13;
&#13;
�otworzyć się mającą […] następujące poczynili spostrzeżenia tyczące się ubiorów&#13;
krajowych polskich1.&#13;
&#13;
Znani z podejrzliwości urzędnicy carscy nawet naradzie w sprawie wyboru eksponatów na wystawę etnograficzną nadali charakter poufny. Napisany przez Kolberga brulion, którego początek tu przytoczono, podpisany&#13;
jest przez trzy osoby, podpis pierwszej jest nieczytelny, dwie następne to&#13;
Aleksander Lesser i Franciszek Kostrzewski. Lesser (1814–1884), malarz&#13;
i krytyk sztuki, jest m.in. autorem obrazu Pogrzeb pięciu poległych w Warszawie 2 marca 1861 na Cmentarzu Powązkowskim, niezwykłego portretu zbiorowego przedstawicieli inteligenckiego środowiska warszawskiego&#13;
i duchownych różnych wyznań, świadków i uczestników tego pogrzebu2.&#13;
Kostrzewski (1826–1911), malarz, najbardziej jest znany jako ilustrator prasy warszawskiej i karykaturzysta. Podpisu Kolberga w zachowanym brulionie nie ma, ale nie ulega wątpliwości, że jest on jego autorem i zapewne on&#13;
proponował, które grupy etniczne z terenu Królestwa należy zaprezentować&#13;
na wystawie. W omawianym tu brulionie wskazanych jest ich dziewięć:&#13;
Krakowiacy z okolic Skalbmierza i Działoszyc, Kaliszanie, Kujawiacy, Mazury: a) z okolic Warszawy, b) Kurpie znad Narwi, Podlasianie znad Bugu,&#13;
Lublinianie z okolic Biłgoraja, włościanie unici spod Hrubieszowa, Litwini&#13;
z pow. mariampolskiego. Następnie przedstawiony jest orientacyjny cennik&#13;
strojów i kosztorys wyjazdów w teren etnografa i rysownika, koniecznych&#13;
dla pozyskania eksponatów. Rola Kolberga w organizowaniu rosyjskiej wystawy etnograficznej skończyła się na wskazaniu przedstawicieli różnych&#13;
regionów Królestwa, których stroje powinny być na niej pokazane. Prawdopodobnie wezwany też został do oceny fotografii zebranych przez Komisję&#13;
Spraw Wewnętrznych – w liście do Blizińskiego pisał w maju 1866 r., że&#13;
oglądał razem z Gersonem fotografie, które mają być wysłane do Moskwy3.&#13;
Wystawa została otwarta w Moskwie w maju 1867 r. Jej program spotkał&#13;
się z oburzeniem w Galicji i w Austrii, o czym informował m.in. krakowski&#13;
„Czas”4. Powody były dwa – wśród eksponatów w oddziale słowiańskim&#13;
1&#13;
Rkp. O. Kolberga, BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 320–321, drugi brulion, zapewne nieco&#13;
wcześniejszy, tamże, k. 322.&#13;
2&#13;
Zob. s. 162.&#13;
3&#13;
List do J. Blizińskiego z 31 maja 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.161–162.&#13;
4&#13;
„Czas” w korespondencji ze Lwowa (w nr 120 z 1867 r.) i w artykule Rosja (nr 123 z 1867 r.)&#13;
przytoczył za prasą wiedeńską opinie, że wystawa uznana jest za antyaustriacką; o reakcji prasy&#13;
&#13;
193&#13;
&#13;
�znalazły się stroje ludowe wszystkich narodów słowiańskich mieszkających na terenie Austro-Węgier, a ponadto warszawski Komitet Urządzający&#13;
zorganizował na swój koszt wyjazd na wystawę dla grupy 60 działaczy,&#13;
głównie z Czech i Słowacji, nazwany „pielgrzymką słowiańską”. Objęcie&#13;
rosyjską wystawą etnograficzną Słowian z Austro-Węgier było tym bardziej&#13;
bulwersujące, że etnografowie z Moskwy starannie ominęli Słowian z Prus&#13;
– Polaków (Ślązaków, Wielkopolan, Kaszubów) i Łużyczan.&#13;
W archiwum Kolberga nie zachowały się inne dokumenty dotyczące&#13;
wystawy moskiewskiej, ale podany w prasie w 1867 r. szczegółowy opis 1&#13;
prezentowanych eksponatów potwierdza, że przedstawiono tam te grupy&#13;
etniczne, które wskazane były przez niego w przywoływanym tu brulionie.&#13;
Jednak w sprawozdaniu z wystawy przedrukowanym z prasy rosyjskiej&#13;
przez „Dziennik Warszawski” możemy przeczytać, że mieszkańców Lublina&#13;
i Hrubieszowa, sitarzy biłgorajskich i Podlasianina organizatorzy wystawy&#13;
zaliczyli do „oddziału ruskiego”2, nie do polskiego, a Kurpiów określono&#13;
jako „plemię mieszane”. Wskazuje to, w jakim kierunku musiałyby pójść&#13;
koncesje Kolberga w razie otrzymania pomocy finansowej władz rosyjskich.&#13;
Korzystając z dotacji rządu, musiałby uwzględniać głębokie ingerencje w zakres i treść swych publikacji. Już dotychczas, wydając swe prace&#13;
w Warszawie na własny koszt, cały czas liczyć się musiał z wymaganiami&#13;
cenzury, dlatego nie drukował pieśni patriotycznych, często używał określenia „słowiański” zamiast „polski” i dał Ludowi tytuł nadrzędny Materiały do etnografii słowiańskiej. Konsekwencją uzyskania dotacji od moskiewskiego towarzystwa byłoby znaczne zmniejszenie wartości źródłowej&#13;
Ludu, a także ostracyzm ze strony środowiska naukowego i literackiego&#13;
Warszawy.&#13;
Odnotowany w korespondencji z Aleksandrem Hilferdingiem wyjazd&#13;
w 1865 r. do Lublina wiązał się z badaniami etnograficznymi, ale prawdopodobnie także ze sprawami rodzinnymi. Mieszkała tam Julia, wspomniana już tutaj jedna z dwu córek Juliusza, nieżyjącego najmłodszego brata&#13;
austriackiej i polskiej z Galicji pisał też „Dziennik Warszawski” (nr 106 z 1867 r.). Zob. też [E. Kołodziejczyk] Zza kulis panslawizmu w r. 1867 (Przyczynek do genezy „pielgrzymki słowiańskiej”&#13;
na wystawę etnograficzną w Moskwie 1867 r.), „Świat Słowiański” 1912, nr 92–93, s. 598–610.&#13;
1&#13;
W „Dzienniku Warszawskim” (nr 106–108 z maja 1867 r.) zamieszczono tłumaczenie artykułu z prasy moskiewskiej opisującego większość eksponatów, a przedrukowano je w krakowskim „Czasie” (nr 120–123 z maja 1867 r.).&#13;
2&#13;
Wystawa etnograficzna w Moskwie, „Dziennik Warszawski” 1867, nr 108.&#13;
&#13;
194&#13;
&#13;
�Oskara. Julia wyszła za mąż za Seweryna Illukiewicza, urzędnika 1, i przeniosła się razem z nim do Lublina. W swoim spisie wydatków pod datą 20&#13;
stycznia 1861 r. zapisał Kolberg „prezent dla Julki”; ofiarował go zapewne z okazji ślubu bratanicy. W latach 1864 i 1865 odnotował kilkakrotnie&#13;
krótkie wyjazdy do Lublina, swoje i matki, która była bardzo związana&#13;
z wychowywanymi przez siebie wnuczkami.&#13;
Badania etnograficzne w okolicach Lublina prowadził już wcześniej,&#13;
w roku 1859, podczas dwumiesięcznej podróży zatrzymał się m.in. w Gałęzowie u Józefy i Henryka Koźmianów. W roku 1865 był w Lublinie kilka&#13;
dni w kwietniu i w lipcu i w czasie jednego z tych wyjazdów odwiedził&#13;
Koźmianów ponownie. Po tej wizycie Józefa Koźmianówna (1847–1874?),&#13;
córka właścicieli Gałęzowa, przysłała Kolbergowi opis wesela z tej wsi, do&#13;
którego później w osobnym liście dołączyła jeszcze kilka pieśni2.&#13;
Jako następną monografię planował Kolberg Kujawy, a ponieważ&#13;
z tego regionu brakowało mu wielu materiałów etnograficznych, musiał&#13;
pojechać tam ponownie. Badania na Kujawach 3 prowadził pierwszy raz&#13;
w sierpniu 1860 r., odwiedzając po drodze Mazew. Wieś tę dzierżawił&#13;
od roku 1846 Wacław Aleksander Maciejowski, który mieszkał na stałe w Warszawie, ale latem bywał w zarządzanym przez syna folwarku.&#13;
W Mazewie spędził wtedy Kolberg dwa tygodnie i pozyskał zapewne&#13;
wiele melodii, ponieważ w zachowanym spisie wydatków 4 poniesionych&#13;
w tej podróży czytamy, że w Mazewie „za pieśni” wykonawcy dostali 4,75 rubla. Materiały te wykorzystał wiele lat później w monografii&#13;
Łęczyckie. Z Mazewa pojechał na Kujawy, gdzie spędził 18 dni, zatrzymując się w Bogusławicach, Redczu, Kłonowie, Bodzanowie i Otmianowie. Pięć lat później, w roku 1865 pojechał tam na dłużej – przebywał&#13;
wtedy na Kujawach od 20 sierpnia do 7 października w wymienionych&#13;
już wsiach u poznanych wcześniej rodzin, a także w Głuszynie i w Ruszkowie. Z tych miejscowości lub z ich okolicy pochodzi znaczna część&#13;
O S. Illukiewiczu brak bliższych informacji, wiadomo tylko, że brał udział w pracach&#13;
Wilhelma przy pomiarach Wisły.&#13;
2&#13;
Zob. list J. Koźmianówny z końca roku 1865, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 142–&#13;
–143.&#13;
3&#13;
Badania Kolberga na Kujawach, ich wyniki i opracowanie w postaci dwutomowej monografii są omówione dokładniej we wstępie D. Pawlakowej i A. Skrukwy do tomu Kujawy.&#13;
Suplement do t. 3-4 cz. II (DWOK T. 72/II), s. V–XCIX, a zbiór kujawiaków został scharakteryzowany przez D. Pawlakową w cz. I suplementu (DWOK T. 72/I), s. V–XXIII.&#13;
4&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 23.&#13;
1&#13;
&#13;
195&#13;
&#13;
�materiałów zamieszczonych w Kujawach. Badał wtedy kulturę ludową&#13;
w powiatach włocławskim i radziejowskim (później nazwanym nieszawskim) należących do zaboru rosyjskiego. Pozostała część regionu, powiat&#13;
inowrocławski, po trzecim rozbiorze znalazła się w Prusach. Z problemem podziału regionów etnograficznych i historycznych granicami politycznymi zaborów spotykał się także później – dotyczył on też Krakowskiego i południowej Wielkopolski.&#13;
Drugi pobyt na Kujawach przygotował mu w pewnym stopniu List&#13;
otwarty. Jedną z niewielu wspomnianych już osób, które bezpośrednio&#13;
odpowiedziały na apel ogłoszony w „Bibliotece Warszawskiej”, był Józef&#13;
Bliziński (1827–1893), wówczas początkujący literat, później ceniony komediopisarz. Bliziński był już autorem kilku artykułów na temat Kujaw&#13;
zamieszczonych w Encyklopedii powszechnej1 i w prasie, notował też&#13;
i przekazał do druku zapisy gwary kujawskiej2, gdy „Biblioteka Warszawska” apelowała o przysyłanie uzupełnień w związku z podjętą nową edycją&#13;
Słownika języka polskiego Lindego.&#13;
Józef Bliziński brał udział w powstaniu styczniowym, w którym zginął&#13;
jego brat. On sam po klęsce był uwięziony, ale dosyć szybko odzyskał&#13;
wolność. Prawdopodobnie należał do tych aresztowanych, których nie&#13;
schwytano z bronią w ręku i dlatego dzięki „okupowi” u odpowiednich&#13;
władz mogli uniknąć surowszej kary. Później bywał rezydentem w dworach krewnych i przyjaciół na Kujawach. Korespondencja nawiązana&#13;
z Kolbergiem po ogłoszeniu Listu otwartego zapoczątkowała ich wieloletnią współpracę i przyjaźń. Pierwszy raz spotkali się latem 1865 r., potem,&#13;
po powrocie Kolberga do Warszawy, Bliziński pośredniczył w pozyskiwaniu prenumeratorów na nowy tom Ludu i przesyłał zapisane przez siebie&#13;
materiały, a Kolberg pomagał mu załatwić różne sprawy, głównie druk&#13;
utworów w warszawskich czasopismach. W pierwszym liście, jeszcze przed&#13;
spotkaniem, Bliziński upoważnił Kolberga do odebrania z redakcji „Biblioteki Warszawskiej” przysłanych przed kilku laty dwudziestu pięciu melodii tańców kujawskich, których tam nie opublikowano, a także przekazał&#13;
ich prymarne zapisy. Był wśród znajomych i korespondentów Kolberga&#13;
jednym z nielicznych umiejących zapisać melodie i autorem unikatowego&#13;
W Encyklopedii powszechnej zamieszczone były trzy jego artykuły: Kujawiacy, Kujawiak&#13;
i Kujawy (T. XVI z 1864 r.).&#13;
2&#13;
M. Albiński i J. Bliziński Abecadłowy spis wyrazów języka ludowego w Kujawach&#13;
i Galicji zachodniej, „Biblioteka Warszawska” 1860, T. 4, s. 619–633.&#13;
1&#13;
&#13;
196&#13;
&#13;
�w archiwum etnografa zapisu kapeli1. Latem i wczesną jesienią 1865 roku&#13;
towarzyszył Kolbergowi w badaniach terenowych, później na jego prośbę&#13;
szukał fotografii Kujawian w strojach regionalnych potrzebnych jako wzory rycin do monografii. Bliziński był dobrym obserwatorem: jedna z rycin&#13;
związanych z Kujawami, ale ostatecznie tam nie zamieszczona, wywołała&#13;
jego żywiołową reakcję. Kolberg w 1866 r. dał do druku w „Tygodniku&#13;
Ilustrowanym” artykuł pt. Śródpoście na Kujawach2. O towarzyszącej tekstowi rycinie Kostrzewskiego Bliziński natychmiast napisał do Kolberga:&#13;
Ale! Całe Kujawy zgorszone, że w „Tygodniku”, obok Pańskiego artykułu o śródpościu, znalazła się rycina wystawiająca Kujawiaków tak nie po kujawsku. Rzeczywiście, nie ma tam ani jednego typu, ani jednej figury kujawskiej, począwszy&#13;
od włosów i czapek u chłopów i chustki u dziewki aż do butów. Wyborny układ,&#13;
rycina doskonała, gdyby rzecz działa się gdzieś na Mazurach. Wszystkim, komu&#13;
się dało, tłomaczyłem, żeś Pan ryciny nie widział — i tak też było zapewne3.&#13;
&#13;
Prawdopodobnie Bliziński miał rację co do tego, że Kolberg nie widział&#13;
przed drukiem ryciny Kostrzewskiego, a ilustrator po otrzymaniu zlecenia&#13;
narysował znanych sobie chłopów z Mazowsza, nie biorąc pod uwagę wymagań dokumentacji etnograficznej.&#13;
Bliziński, przyszły komediopisarz, towarzysząc Kolbergowi w czasie badań terenowych na Kujawach, obserwował nie tylko stroje ludowe, ale&#13;
także etnografa, co miało po kilku latach niespodziewany efekt. W komedii&#13;
Marcowy kawaler Bliziński sportretował go jako Heliodora goszczącego na&#13;
wsi u pana Ignacego, głównego bohatera sztuki. Heliodor, przedstawiony&#13;
z sympatią i z humorem, to zapamiętały zbieracz przysłów i wyrażeń gwarowych. Jednoaktówka wystawiona w Warszawie w Teatrze Rozmaitości&#13;
w maju 1873 r. była debiutem scenicznym Blizińskiego, a grający Heliodora&#13;
Jan Chęciński (1824–1874), ceniony wówczas aktor, według współczesnych&#13;
świadków „z upoważnienia poczciwego pana Oskara nawet się na niego&#13;
Danuta Pawlak, która opracowała do druku Kolbergowskie zapisy muzyczne z Kujaw,&#13;
pisze o Blizińskim, że był on „o ile pozwalają to stwierdzić zachowane rękopisy, jedynym znajomym z Kujaw, który posiadał wiarygodną według Kolberga i zaakceptowaną przez niego umiejętność notowania melodii ludowych”. Zob. D. Pawlak „Kujawy” Oskara Kolberga, w: Kujawy.&#13;
Suplement… cz. II (DWOK T.72/II), s. LXXXV. Wspomniany zapis kapeli zob. w suplemencie do&#13;
Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 147, nr 157.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Śródpoście na Kujawach, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, T. 13, nr 337, s. 115–116.&#13;
3&#13;
List J. Blizińskiego z 10–13 IV 1866 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 150.&#13;
1&#13;
&#13;
197&#13;
&#13;
�zupełnie charakteryzował na scenie”1. Kolberg jednak nie widział tej inscenizacji, wyjechał z Warszawy na stałe w roku 1871.&#13;
Zachowana do dziś stosunkowo obfita korespondencja Kolberga z Blizińskim pozwala docenić jego udział w pozyskiwaniu materiałów do monografii Kujaw. Równie ważne były kontakty etnografa także z innymi przedstawicielami rodzin ziemiańskich. Trudno dziś określić dokładniej ich rolę&#13;
w gromadzeniu różnych wiadomości czy tekstów i nie zawsze można wskazać konkretne zapisy przez nich przekazane, ale niewątpliwie w wielkim&#13;
stopniu od nich zależał kontakt Kolberga z informatorami i wykonawcami&#13;
rekrutującymi się spośród mieszkańców wsi. Niektórych wspomina Michał&#13;
Sokołowski, właściciel Głuszyna, w liście do Kolberga pisanym jesienią&#13;
1865 r.:&#13;
[…] z żalem rozstawaliśmy się z sobą, z tą wszakże nadzieją, że jeżeli już nie w tym&#13;
roku, to w następnym odnowimy tu, w Głuszynie, naszą znajomość, a przy niej&#13;
zbierzemy od niewyczerpanej naszej Plichciny lub Graszkowskiego znowu coś&#13;
nowego2.&#13;
&#13;
Odpowiadając Michałowi Sokołowskiemu, w końcowych zdaniach listu&#13;
Kolberg również wymienia Plichcinę, ale nie wiemy, czy była ona śpiewaczką, czy może opowiadała bajki lub relacjonowała przebieg wesela. Plichcina&#13;
była mieszkanką Głuszyna – wśród nazwisk rodowych z tej miejscowości,&#13;
zamieszczonych przez Kolberga w drugiej części Kujaw, wymienione jest&#13;
nazwisko „Plichta”. Nie wiemy również, jakie utwory lub wiadomości przekazał wymieniony w tym liście Graszkowski. Natomiast odnotowane w jednym z rękopisów terenowych nazwisko Jana Maślonki dotyczy na pewno&#13;
skrzypka. Kolberg zapisał jego imię i nazwisko nad melodiami, a w cz. II&#13;
Kujaw, opisując grę kujawskich muzyków, poświęcił mu kilka zdań:&#13;
[…] między wielu innymi był w jednym dworze parobczak nazwiskiem Maślonka,&#13;
który będąc szmają (mańkutem, [lewo]rękim), wyuczył się grać na skrzypcach&#13;
na szmajndę, tj. lewą ręką smykował (wodził smyczek po strunach), palcami&#13;
zaś prawej ręki przebierał na strunach, które stosownie do tego działania, miał&#13;
nawiązane na opak3.&#13;
K. Zalewski Józef Bliziński, „Kurier Warszawski” 1893, nr 119.&#13;
List M. Sokołowskiego z 16 listopada 1865 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 139.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 209 (wyróżnienia w tekście od Kolberga), zob. też&#13;
w cz. I suplementu do Kujaw (DWOK T. 72/I) s. XIII i 270, przypis.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
198&#13;
&#13;
�Większość innych wiejskich informatorów i wykonawców pozostaje&#13;
anonimowa. Z zachowanych listów i paru notatek w rękopisach znamy jedynie nazwiska wykonawczyń pieśni zamieszczanych przez Kolberga w rozdziale „Dwory i miasta” i osób z tego kręgu, które przekazały potrzebne&#13;
informacje lub zanotowały np. przysłowia1.&#13;
Z tego drugiego sezonu badań terenowych na Kujawach pochodzą zapewne teksty bajek, facecji, anegdot i „gadki” naśladujące głosy ptaków&#13;
oraz kilkanaście opisów gier i zapiski dotyczące gwary, ale także nowe&#13;
pieśni i melodie. Uzupełnił więc Kolberg notatki przywiezione przed pięciu&#13;
laty, poszerzył je o nowe tematy i pozyskał kilku współpracowników, którzy w czasie jego pobytu sporządzali potrzebne szkice chat, ofiarowywali&#13;
prywatne fotografie, a potem przysyłali odpowiedzi na zadawane listownie&#13;
pytania lub przekazywali je w czasie spotkań w Warszawie. Zgromadził&#13;
też inne materiały ikonograficzne przygotowane później do druku przez&#13;
Wojciecha Gersona. Do dziś w archiwum Kolberga zachowały się fotografie&#13;
kujawskich piastunek, których nakrycia głowy były wzorami do drzeworytów ilustrujących stroje ludowe w Kujawach.&#13;
Zredagowanie do druku Kujaw wymagało od Kolberga rozwiązania&#13;
paru nowych problemów edytorskich, m.in. systematyki różnych gatunków&#13;
prozy, a także ustalenia metody zapisu gwary w tekstach folkloru, zwłaszcza&#13;
w bajkach i w materiałach dotyczących języka. Osobnym zadaniem był&#13;
wybór do druku melodii tańców, których w rękopisach miał liczbę trudną&#13;
dziś do oszacowania, na pewno przekraczającą tysiąc.&#13;
Dwutomowe Kujawy były pierwszym opracowaniem, w którym Kolberg&#13;
zrealizował plan etnograficznej monografii regionalnej. Złożyły się na nią&#13;
kolejno następujące rozdziały: w pierwszej części „Kraj”, „Lud”, poświęcony kulturze materialnej i charakterystyce cech fizycznych i psychicznych&#13;
Kujawian, a także wierzeniom, „Powieści” zawierające różne gatunki prozy, „Przysłowia. Zdania. Zagadki”, czyli małe formy folkloru, „Zwyczaje”,&#13;
ułożone w porządku kalendarzowym od Bożego Narodzenia do przesilenia&#13;
letniego, „Gry”, których opisał kilkanaście, następnie „Obrzędy polne”, zawsze w monografiach charakteryzowane oddzielnie, „Obrzędy domowe”&#13;
Zob. we wstępie do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/II) s. XLII–&#13;
–XLIII, XLVI–XLVII, LV–LXI, LXXXVI. Prawdopodobnie w tym środowisku zapisał też Kolberg&#13;
duży zespół kolęd i pastorałek z notą lokalizacyjną „Ruszkowo”, które opublikowano dopiero&#13;
w suplemencie do Kujaw. Zob. wstęp do O. Kolberg Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK T. 72/&#13;
II), s. XXVI i XLVII oraz s. 3–42.&#13;
1&#13;
&#13;
199&#13;
&#13;
�związane z urodzinami, pogrzebem i weselem. W części drugiej zamieścił&#13;
„Pieśni i dumy”, „Tańce” z osobnym wstępem i „Język”, który znalazł się&#13;
dopiero po przypisach do rozdziałów poprzednich. Kolejność materiałów&#13;
w następnych monografiach bywała nieco zmieniona w porównaniu do&#13;
Kujaw, ponadto później zamieszczał Kolberg zapisy dotyczące wierzeń&#13;
w osobnym rozdziale lub nawet osobnym tomie. Natomiast proza ludowa,&#13;
zwłaszcza bajki, ale także inne jej gatunki, doczekała się w Kujawach obfitej reprezentacji dorównującej późniejszym monografiom — wydrukował&#13;
tam ponad 40 takich tekstów. Bogaty jest także rozdział „Język”, zawierający słowniczek, „Właściwości mowy”, tj. uwagi z zakresu fonetyki i zwroty charakterystyczne dla Kujawian, obszerny spis onomastyczny, szeroko&#13;
uwzględniający poza nazwami osad także hydronimy, nazwy pól, łąk, pastwisk itp. oraz osobno nazwiska i imiona włościan. „Właściwości mowy”&#13;
rozpoczął ważnymi obserwacjami dotyczącymi ogólnie gwary kujawskiej&#13;
i specyfiki języka pieśni:&#13;
Mowa Kujawiaków jest w ogóle czysta. Różni się głównie od sąsiedniej gwary&#13;
mazurskiej dobrym i wyraźnym wymawianiem spółgłosek szypiących (gardł.&#13;
zmiękcz.) cz, sz, ż, bez tak zwanego mazurzenia. Jeśli w mowie potocznej nieraz&#13;
wyrzucają oni lub dodają pewne głoski do wyrazów, to w pieśni zwykli tego&#13;
unikać i poprawniejszym odzywają się językiem1.&#13;
&#13;
Te zdania i następujące po nich szczegółowe uwagi o wymowie, fleksji&#13;
i charakterystycznych zwrotach wskazują, że Kolberg zauważył i starał&#13;
się utrwalić w notatkach odmienność gwary Kujawian od innych znanych&#13;
mu już dialektów i od języka ogólnopolskiego, a także dostrzegał różnice między ich mową potoczną a artystycznym językiem pieśni. Gwarę&#13;
kujawską Kolberg opisał w rozdziałach poświęconych językowi, a zachowane rękopisy terenowe bajek z tego regionu wskazują, że w czasie&#13;
wywiadów starał się odnotować nie tylko treść tych tekstów, ale także&#13;
ich brzmienie.&#13;
W monografii Kujaw zwraca uwagę zespół ilustracji dokumentujących&#13;
stroje i budownictwo. Akwarele, podstawę barwnych litografii, namalował Wojciech Gerson, częściowo przerysowując fotografie wykonane we&#13;
włocławskim atelier W.M. Majorkiewicza, częściowo wykorzystując własne szkice z podróży studenckich w latach 1851 i 1853. Był on też autorem&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 280, wyróżnienia od Kolberga.&#13;
&#13;
200&#13;
&#13;
�wielu rysunków reprodukowanych w tomie jako drzeworyty, te powstały&#13;
głównie na podstawie fotografii zgromadzonych przez Kolberga. Na stronach tytułowych Kolberg podał tylko nazwisko Gersona, choć nie wszystkie ilustracje były wykonane przez tego malarza. Trzy chaty z Bogusławic&#13;
i ich wnętrza1 oraz dworek w Bogusławicach narysowała prawdopodobnie&#13;
Ludwika Kretkowska (1843–1906), córka Ludwika Komeckiego, właściciela&#13;
tej wsi, u którego etnograf gościł w roku 1860 i 1865.&#13;
Omówieniu muzyki tego regionu poświęcił Kolberg osobne miejsce, najpierw we wstępie do monografii, potem w specjalnym wprowadzeniu do&#13;
rozdziału „Tańce”2. Problemy poruszane we wstępie do Sandomierskiego&#13;
wspomniał tylko w kilku zdaniach, natomiast uwagę skupił na opisie tańców i charakterystyce gry kujawskich instrumentalistów, przede wszystkim&#13;
skrzypków, ale także pastuszków grających na fujarkach. Wspomniał też&#13;
inne instrumenty i wymienił nazwy tańców. Wyraźnie w folklorze Kujaw&#13;
zafascynowały go usłyszane w czasie badań terenowych melodie kujawiaków i umiejętności miejscowych skrzypków. Fascynację tę czuje się, czyta­jąc&#13;
charakterystykę ich kompozycji i samej gry we wstępie, w którym Kolberg&#13;
oddaje swe bardzo osobiste wrażenia3. Kontrastuje ona z rzeczową uwagą&#13;
o jednym z wykonawców:&#13;
Skrzypek grający mi jedną z podobnych melodii zawieszonych na dominancie, gdym mu wskazywał w jaki sposób ma znowu przejść do toniki i na niej&#13;
zakończyć, po kilku z rozmaitym powodzeniem odbytych próbach, wracał do&#13;
dawnego trybu, w którym mu daleko gładziej szło, i w końcu zniecierpliwiony&#13;
rzekł: Eh! Jużcić to ta panowie musita lepij wiedziéć jak mo być, bo się uczyta&#13;
w szkole; a u nas, chłopstwa, to tylko się tak gro zwyczajnie, po prostu, jak Bóg&#13;
przykazoł!4&#13;
&#13;
Kolberg z kujawiakami zetknął się bardzo wcześnie, wiele lat przed&#13;
pierwszą podróżą do regionu, od którego wzięły swoją nazwę. W uwagach&#13;
do biografii Fryderyka Chopina wydanej przez Marcelego Antoniego Szulca&#13;
pisał o melodii tego tańca użytej w Fantazji na tematy polskie op. 13:&#13;
Zob. O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 77 i 80–81, a także ryciny w cz. II suplementu&#13;
(DWOK T. 72/II) i wstęp tamże, s. LXXII. 		&#13;
2&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 7–11 i Kujawy cz. II (DWOK T. 4), s. 199–212.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy, cz. I (DWOK T. 3), s. 9.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 9, przypis.&#13;
1&#13;
&#13;
201&#13;
&#13;
�Nie ma najmniejszej wątpliwości, że motyw ten jest ludowy. Nucił go Chopinowi&#13;
młody Wodzyński w mojej obecności w Warszawie i ja sam często go później&#13;
w Kujawach słyszałem […]1.&#13;
&#13;
Kujawiaki miały też spośród wszystkich jego utworów najlepsze recenzje współczesnych krytyków, a dobrze oceniane były również później.&#13;
Melodie tych właśnie tańców zapisane w roku 1860 i 1865 były przedmiotem równie wielkiej troski Kolberga, jak jego własne kompozycje.&#13;
W drugiej części Kujaw zmieścił ich zaledwie dziewięćdziesiąt. Później&#13;
włożył wiele pracy w przygotowanie do wydania kolejnych wersji zgromadzonego materiału i w próby jego publikacji jako trzeciej części monografii.&#13;
Cenił wysoko miejscowych skrzypków i wiedział, że bez ich kompozycji&#13;
obraz muzyki tego regionu będzie zubożony. Opracował trzy kolejne redakcje zbioru tańców kujawskich, z których jedna pt. Chodzone, kujawiaki,&#13;
obertasy, mazury, najbliższa prymarnym zapisom terenowym i prawdopodobnie najwcześniejsza, została w całości opublikowana w tomie suplementowym dopiero 150 lat później. Zawartych jest tam 712 osobno numerowanych tańców, a większość z nich składa się z dwu lub trzech melodii,&#13;
stanowiących cykl, nazwany przez Kolberga „tańcem kujawskim”, na który&#13;
składają się: chodzony, czyli polski, kujawiak właściwy i mazur lub obertas. Sam Kolberg po wydaniu Kujaw nadal starał się udostępnić te melodie&#13;
i zamieścił niektóre z nich w roku 1880 w piątej części monografii Wielkopolski, gdzie zostały one rozproszone wśród innych zapisów tańców, a następnie w roku 1889 w Łęczyckiem, w osobnym rozdziale pt. „Kujawy”2.&#13;
Rękopis pierwszej części Kujaw miał Kolberg gotowy w ciągu roku 1866&#13;
i oddał go znowu do drukarni Jaworskiego, która miała wówczas opinię&#13;
najlepszej spośród takich zakładów w Warszawie i mogła drukować nuty.&#13;
Pierwsza część Kujaw ukazała się w roku 1867, część druga dwa lata później3. W okresie druku tych dwu tomów zasoby Kolberga były wyczerO. Kolberg Uwagi […] odnoszące się do książki M. A. Szulca „Fryderyk Chopin i utwory&#13;
jego muzyczne, Poznań 1873, w: Pisma muzyczne, cz. II (DWOK T. 62), s. 463–464. Zob. też&#13;
wstęp D. Pawlak w tomie suplementowym do Kujaw, cz. II (DWOK T. 72/II), s. XCV–XCVI.&#13;
2&#13;
Zob. D. Pawlak Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga (DWOK T. 72/I), s. VI i nast.&#13;
Zob. też O. Kolberg Poznańskie cz. V (DWOK T. 13), m.in. s. 154–167, oraz Łęczyckie (DWOK&#13;
T. 22), s. 211–254.&#13;
3&#13;
Część II Kujaw ma na karcie tytułowej rok wydania 1867, ale jej druk zakończył się dwa&#13;
lata później. Właściwa data podana była na papierowej okładce, zwykle usuwanej w czasie&#13;
oprawy książki, ale czasem naklejanej na twardą okładkę introligatorską.&#13;
1&#13;
&#13;
202&#13;
&#13;
�pane i musiał szukać instytucji lub osób, które mogłyby sfinansować publikację Ludu. Jeszcze w październiku 1865 r. wydrukował 400 „biletów&#13;
prenumeracyjnych”, które rozprowadzali na Kujawach wśród swoich znajomych zaprzyjaźnieni mieszkańcy regionu, Józef Bliziński i Antoni Morzycki&#13;
(1801–1882) z Ruszkowa, a w Warszawie zapewne księgarze. Jednak nie&#13;
udało się tą drogą zebrać potrzebnego funduszu. Morzycki, który z trzydziestu pięciu powierzonych mu biletów zdołał sprzedać tylko część, za&#13;
pozostałe zapłacił sam i przysyłając należną kwotę, pisał do Kolberga:&#13;
Każdy rodak miłujący narodowe zabytki uznać musi w usiłowaniach Jego znakomitą zasługę, zwłaszcza przy względzie na środki, którymi rozporządzasz.&#13;
Z wydawnictwem pieśni i podań ludowych Kujawian trafiłeś na złe czasy, których opisywać nie potrzebuję, bo są, nie wątpię, dostatecznie Szan[ownemu]&#13;
Panu znane; zaręczyć tylko mogę o dobrych chęciach moich współobywateli,&#13;
które paraliżuje ciężka niedola1.&#13;
&#13;
Istotnie, właściciele ziemscy na Kujawach, tak jak w całym Królestwie,&#13;
zostali w czasie powstania i w ciągu następnych lat obciążeni najpierw&#13;
daniną narodową na rzecz powstańców, potem przemarszami i rabunkami&#13;
wojsk rosyjskich, a po zakończeniu walk zbrojnych — kontrybucjami narzuconymi przez władze carskie i koniecznością opłacania urzędników rosyjskich, przyzwyczajonych do łapówek. Dodatkowym czynnikiem powodującym zubożenie części właścicieli folwarków były zmiany ekonomiczne – po uwłaszczeniu ogłoszonym w marcu 1864 r. nie wszyscy potrafili&#13;
szybko przystosować się do nowych warunków prowadzenia gospodarstw&#13;
rolnych.&#13;
Kolberg nie tylko nie miał pieniędzy na wydanie ogromnego zbioru tańców kujawskich, ale od roku 1865 zalegał Jaworskiemu za druk Sandomierskiego, a zadłużenie powiększało się w trakcie prac nad Kujawami.&#13;
Spłacał je stopniowo w ratach przez cały rok 1865 i dwa lata następne,&#13;
zwykle po 50 rubli co dwa – trzy miesiące. Jednak od lipca roku 1867&#13;
wpłaty takie są coraz rzadsze, a później, od połowy roku 1868 w spisie&#13;
wydatków nie ma już notatek o kwotach przekazanych Jaworskiemu. Przypomnieć tu trzeba, że w czerwcu 1868 r. zakończyły się prace nad Encyklopedią powszechną i dochody Kolberga nie tylko zmniejszyły się, ale stały&#13;
się też bardzo niepewne. Z późniejszej korespondencji wynika, że wtedy&#13;
1&#13;
&#13;
List A. Morzyckiego z 28 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 217–218.&#13;
&#13;
203&#13;
&#13;
�nie wyrównał jeszcze zaległości u Jaworskiego za część pierwszą Kujaw,&#13;
a trwał druk części drugiej monografii. Aby zaoszczędzić na kosztach, postanowił w tym tomie wydać nuty tańszą techniką. W pierwszym zbiorze,&#13;
opublikowanym przez Żupańskiego w latach 1842–1845, nuty były litografowane. Nieco później nuty można było już drukować i tak zostały wydane&#13;
melodie w Pieśniach ludu polskiego, które ukazały się w roku 1857. K.W.&#13;
Wójcicki, recenzując pierwszą część Kujaw, pisał: „Wprowadzenie do naszej typografii nut drukowanych ułatwiło wielce wydanie w formie książki”1. Dzięki temu melodie z podpisaną pierwszą zwrotką tekstu znajdowały&#13;
się bezpośrednio nad pełnym tekstem. W pierwszej części Kujaw, gdzie&#13;
znalazło się tylko 101 zapisów nutowych zamieszczonych w opisach obrzędów, nuty były drukowane. W drugiej części monografii melodie, których&#13;
tam jest 346, były litografowane oddzielnie na całostronicowych planszach&#13;
zamieszczonych zbiorowo na końcu rozdziału zawierającego pełne teksty.&#13;
Zmniejszyło to koszt publikacji, ale utrudniało korzystanie z książki i dawało gorszy estetycznie efekt. W 1869 r., gdy kończył się druk drugiej części&#13;
Kujaw, starając się o subwencję w Ossolineum, Kolberg ocenił technikę&#13;
druku zastosowaną w tym tomie dosyć nisko: „Seria IV wydanego przez&#13;
mnie dzieła Lud ukazuje już w ten sposób litografowane dla taniości nuty;&#13;
pięknością się one nie zalecają […]”2. Podobnie pisał Wójcicki, recenzując&#13;
drugą część Kujaw: „Jest to oszczędność co do kosztów znaczna, lubo na&#13;
oko mniej powabna”3.&#13;
Recenzje zamieszczone w prasie po ukazaniu się Kujaw nie były tak wnikliwe, jak poświęcone Pieśniom ludu polskiego w 1857 r. Wtedy nowy tom&#13;
Kolberga oceniali przede wszystkim muzycy, a także pisarze zainteresowani&#13;
folklorem. Dziesięć lat później publikacje etnograficzne nie miały jeszcze&#13;
nie tylko wyrobionego kręgu odbiorców, ale także fachowych krytyków.&#13;
Recenzje, które ukazały się w „Bibliotece Warszawskiej” i w popularnych&#13;
tygodnikach miały na celu raczej zachęcenie czytelników do nabycia książki niż rzeczową ocenę jej zawartości. Podkreślano trudności w uzyskaniu&#13;
informacji od mieszkańców wsi i ponoszone przez Kolberga koszty badań&#13;
i druku. Taki charakter miały też omówienia Kujaw zamieszczone w prasie&#13;
K.W. Wójcicki Kronika literacka, „Biblioteka Warszawska” 1866, T. 1, s. 116.&#13;
Brulion listu do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 296.&#13;
3&#13;
Recenzja K.W. Wójcickiego na temat cz. II Kujaw zamieszczona była w „Bibliotece Warszawskiej” 1869, T. 3, s. 451–453, przytoczony fragment na s. 452.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
204&#13;
&#13;
�wielkopolskiej krótko po pobycie Kolberga w Poznaniu1. Wspomnieć trzeba&#13;
jednak o paru problemach poruszanych przez recenzentów. W warszawskim „Przeglądzie Tygodniowym”, nowo założonym tygodniku społeczno-kulturalnym, odgrywającym dużą rolę jako organ pozytywistów warszawskich, o Kujawach pisał literat Mścisław Kamiński (1839–1868). Porównał&#13;
świeżo wydany tom trzeci Ludu z Sandomierskiem i zbyt optymistycznie&#13;
podkreślił wyczerpanie tematu przez Kolberga:&#13;
[…] część trzecia tak jest w nie [tj. materiały] obfitą, że przyszły po panu Kolbergu&#13;
etnograf wątpim, czy potrafi co nowego o Kujawach powiedzieć2.&#13;
&#13;
Uważał jednak, że Kolberg, opisując kulturę ludową Kujaw, zamieścił&#13;
zbyt dużo szczegółów, w tym wariantów melodii, których starczyłaby połowa. W pierwszej części Kujaw jest jednak tylko 101 zapisów nutowych,&#13;
z czego 87 to melodie wokalne i instrumentalne zamieszczone w sześciu&#13;
opisach wesel. Z twierdzeniem, że Kolberg zamieszcza za dużo melodii, polemizował Zygmunt Gloger (1845–1910), wówczas student Szkoły Głównej.&#13;
W recenzji Kujaw pisał:&#13;
Niesłusznym jest zarzut, że p. Kolberg za wiele podał w swym dziele odmian&#13;
muzyki ludowej. Autor, sam będący muzykiem, a specjalnie poświęcający się&#13;
badaniu ludowych melodii, powinien jak najwięcej podawać nam tego, co niełatwo przyjść może komu innemu i czym podobno nikt więcej tak gorliwie u nas&#13;
się nie zajmuje3.&#13;
&#13;
Wójcicki po opublikowaniu pierwszej części monografii przedstawił&#13;
szeroko jej treść w „Bibliotece Warszawskiej” i dodał, że Kolberg spełnia gorące życzenie Hugona Kołłątaja. Po ukazaniu się w 1869 r. części&#13;
drugiej Wójcicki podkreślał dokładność „etnograficznych opisów okolic&#13;
krajowych” i dokumentację muzyki ludowej. Jednak nawiązując do recenzji J. Papłońskiego na temat Sandomierskiego, przychylił się do jego zdania, że w monografii Kolberga brak charakterystyki religijnego życia ludu:&#13;
„Nie godzi się i nie można opuszczać licznych pieśni pobożnych, które są&#13;
[E. Kierski], „Przegląd Wielkopolski” 1867, s. 288–289; H. Feldmanowski, „Dziennik Poznański” 1868, nr 222.&#13;
2&#13;
M. Kamiński, „Przegląd Tygodniowy” 1867, nr 52.&#13;
3&#13;
Z. Gloger Kujawiacy, „Tygodnik Ilustrowany” 1868, T. II, nr 28, s. 16. Artykuł Glogera jest&#13;
ilustrowany dwoma drzeworytami według fotografii W.M. Majorkiewicza.&#13;
1&#13;
&#13;
205&#13;
&#13;
�w ustach ludu, ani też zaniedbywać bliższego rozpatrzenia się co do jego&#13;
gorącej wiary i praktyk z nią połączonych”1. Wójcicki poświęcił też sporo&#13;
miejsca folklorowi dziadowskiemu, którego brak zauważył w monografii.&#13;
Pieśni żebraczych dziadów uważał za bardzo dawne „pomniki odległych&#13;
wieków”, przechowujące „zabytki poezji pobożnej”. Kolberg jednak, choć&#13;
notował pieśni dziadowskie i pieśni religijne, w Kujawach zamieścił ich&#13;
tylko kilka2. Nie chciał powtarzać utworów już wydanych przez innych&#13;
i w odpowiednim rozdziale monografii opublikował np. tylko cztery kolędy,&#13;
poprzedzając je uwagą, że przytacza tylko kilka, „nieco odmienne mających&#13;
melodie”3, ponieważ na Kujawach krążą prawie takie same jak znajdujące&#13;
się w drukowanych zbiorach i śpiewnikach. Z tych powodów pominął Kolberg w druku kolędy z Ruszkowa, a także kilka pieśni religijnych z tej samej&#13;
miejscowości. W rękopisie większość z nich ma odsyłacze do zbiorów pastorałek i kolęd wskazanych przez Kolberga lub do Śpiewnika kościelnego&#13;
Mioduszewskiego4.&#13;
Mimo zastrzeżeń niektórych recenzentów Kolberg w latach następnych&#13;
poświęcał nadal muzyce dużo uwagi w trakcie badań terenowych i odpowiednie miejsce w tomach Ludu, a we wstępach do kolejnych monografii&#13;
tłumaczył to obecnością muzyki i pieśni we wszystkich obrzędach i w całym życiu ludu. Możemy dodać, że o ile badania etnograficzne w miarę&#13;
upływu czasu zaczynało prowadzić coraz więcej osób, to umiejętność zapisywania muzyki ze słuchu była dostępna dla niewielu i Kolberg był tego&#13;
świadomy. Dlatego uważał za swój obowiązek nadal notować w terenie&#13;
utwory instrumentalne i wokalne ludowych twórców.&#13;
1&#13;
K.W. Wójcicki Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne, „Biblioteka Warszawska” 1869,&#13;
T. 1, s. 137.&#13;
2&#13;
Zob. w cz. I Kujaw (DWOK T. 3) kolędy na s. 208–210 i w cz. II (DWOK T. 4) s. 68,&#13;
w suplemencie do Kujaw (DWOK T. 72/II), s. 3–42 i 99–102, zob. też w suplemencie (DWOK&#13;
T. 72/II) przypis 1 na s. 3.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Kujawy cz. I (DWOK T. 3), s. 208; Kolberg odsyła tu do zbiorów:&#13;
M.M. Mioduszewski Pastorałki i kolędy z melodyjami, czyli piosnki wesołe ludu w czasie&#13;
świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane, Kraków 1843, tegoż Dodatek do „Pastorałek&#13;
i kolęd z melodyjami”, Lipsk 1853, K. Antoniewicz Żłóbek. Kolęda dla dzieci, Poznań 1857.&#13;
4&#13;
M.M. Mioduszewski Śpiewnik kościelny, czyli pieśni nabożne z melodyjami w kościele katolickim używane, a dla wygody kościołów parafialnych przez […] zebrane. Kraków&#13;
1838; tegoż Dodatek do „Śpiewnika kościelnego z melodyjami”, Kraków 1842. Wspomniane&#13;
tu kolędy i pieśni religijne zostały opublikowane w tomie Kujawy. Suplement… cz. II (DWOK&#13;
T. 72/II).		&#13;
&#13;
206&#13;
&#13;
�W trakcie redagowania do druku materiałów do pierwszej części monografii Kujaw zajęty był Kolberg także innym opracowaniem muzycznym. Razem z Augustem Freyerem (1803–1868), wówczas organistą parafii&#13;
ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie, przygotował Zbiór&#13;
pieśni duchownych ewangelickich i modlitw wydany nakładem Gebethnera i Wolffa w 1866 r. Służył on wiernym aż do roku 1899, do czasu wydania zbioru nowego, obszerniejszego. Opracowanie z roku 1866 powstało&#13;
z inicjatywy pastora Leopolda Otto. Wprawdzie cenzura zakwestionowała wiele tekstów i z 300 ostatecznie wydrukowano tylko 160, co bardzo&#13;
zubożyło publikację, jednak anonimowy recenzent „Zwiastuna Ewangelicznego” pisał, że Zbiór pieśni duchownych ewangelickich zasługuje&#13;
na „wszelkie uznanie” i że „chwalebnie postąpił Komitet, iż przed każdą&#13;
pieśnią wydrukowano melodię z nutami […]”1. Swój związek z warszawską&#13;
parafią ewangelicko-augsburską Św. Trójcy zaznaczył Kolberg nie tylko&#13;
udziałem w przygotowaniu strony muzycznej nowego kancjonału. Nie&#13;
znamy wprawdzie daty powstania utworu Psalm 85 „Nakłoń ucha Twego, Panie”2 do przekładu Franciszka Karpińskiego i nic nie wskazuje, aby&#13;
można było go łączyć bezpośrednio z przygotowaniem do druku melodii&#13;
do kancjonału, jednak zarówno kompozycja ta, jak i praca nad śpiewnikiem potwierdzają, że tak jak ojciec i Wilhelm, także Oskar był związany&#13;
ze swoją parafią.&#13;
&#13;
Anonimowa recenzja w „Zwiastunie Ewangelicznym” 1866, nr 12, s. 192.&#13;
Utwór nie był drukowany za życia Kolberga, pierwodruk w: O. Kolberg Kompozycje wokalno-instrumentalne (DWOK T. 68), s. 108–126. Autorstwo tekstu wybranego przez Kolberga&#13;
ustaliła A. Nawrocka-Wysocka, zob. jej artykuł: Oskar Kolberg a tradycje polskich ewangelików — twórczość, krytyka, dokumentacja, w: Oskar Kolberg – Polak z wyboru, seminarium&#13;
[Warszawa 2014], s. 17, zeszyt z materiałami z sesji popularno-naukowej wydany w Roku Kolberga staraniem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie. A. Nawrocka-Wysocka wskazuje tam źródło tekstu: F. Karpiński Psałterz Dawida nowo przetłumaczony&#13;
cz. II, Warszawa 1786, s. 55–58. Nieco węższa wersja tego artykułu pt. Nurt ewangelicki w dokumentacji Oskara Kolberga ukazała się w „Polskim Roczniku Muzykologicznym”, T. XII:&#13;
2014, s. 81–95, autorka pominęła tam informacje o Psalmie.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
207&#13;
&#13;
�X&#13;
[Zakończenie prac nad Encyklopedią powszechną (1868). – Coraz trudniejsza sytuacja materialna Kolberga, zwłaszcza wobec druku Ludu na własny&#13;
koszt. – Druk drugiej części Kujaw. – Poszukiwanie instytucji i osób, które&#13;
mogłyby finansować prace nad Ludem. – Podróże w tym celu do Poznania,&#13;
Lwowa i Krakowa w latach 1867–1870. – Obietnica częściowej pomocy ze&#13;
strony Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1869 r. – Decyzja o przeniesieniu się do Galicji.]&#13;
&#13;
W połowie roku 1868 wydany został ostatni tom Encyklopedii powszechnej Orgelbranda. K.W. Wójcicki w artykule 1 zamieszczonym&#13;
w „Kłosach” z okazji zakończenia druku ostatniego zeszytu encyklopedii&#13;
wspomina, że autorów było łącznie stu piętnastu. Podsumowując dziesięć lat pracy nad wydaniem tego dzieła, Wójcicki pisał na ten temat na&#13;
łamach „Kłosów”:&#13;
Dwudziestu więc sześciu współpracowników spoczęło w mogiłach, prócz tego&#13;
znaczna część pozostałych przy życiu nie mogła dalej wspierać tego wydawnictwa. Komitet redakcyjny musiał nowe siły zdobywać, nowych współpracowników powoływać, ażeby chociaż w części zapełnić szczerby w poważnym pierwotnym ich zastępie, teraz znacznie zmalałym, to ciosami śmierci, to usunięciem&#13;
się wielu w bezczynne zacisze. […] Nie wszyscy dotrwali do końca, ale nie ich&#13;
było winą, ani redakcji, ani wydawcy, że wcześniej odstąpili od współpracownictwa Encyklopedii powszechnej2.&#13;
&#13;
Tylko tak oględnie mógł wówczas dziennikarz i współautor Encyklopedii wspomnieć autorów represjonowanych lub przebywających na emigracji z powodu udziału w powstaniu styczniowym, ponieważ cenzura nie dopuszczała do wymienienia ich nazwisk w druku. Wójcicki pisał, że oprócz&#13;
czterech członków komitetu redakcyjnego jedynie dwanaście osób było&#13;
czynnych od początku pracy nad Encyklopedią do jej końca. Należał do&#13;
nich Oskar Kolberg, który był autorem prawie wszystkich haseł z zakresu&#13;
muzyki, zarówno osobowych, jak i rzeczowych. Hasła podpisane przez innych autorów zwykle dotyczą pogranicza nauk, np. muzyki i literatury, fizyki czy religioznawstwa. Znaczna część artykułów dotyczących muzyki nie&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
R. [K.W. Wójcicki] Encyklopedia powszechna S. Orgelbranda, „Kłosy” 1868, T. 6, nr 151.&#13;
Tamże.&#13;
&#13;
208&#13;
&#13;
�jest podpisana, ale domniemanie autorstwa Kolberga jest w ich wypadku&#13;
uzasadnione, co precyzyjnie wykazał Mieczysław Tomaszewski1. Omówił&#13;
on pracę Kolberga nad stroną muzyczną Encyklopedii, analizując autorstwo&#13;
haseł, źródła wykorzystane w trakcie ich opracowywania, a także ścisłość&#13;
informacji, którą ocenia wysoko, zwłaszcza w odniesieniu do kompozytorów i muzyków polskich:&#13;
Mocną stronę Kolbergowskich biografii stanowi niepomiernie wyższa niż u Sowińskiego2 wiarogodność danych. Większe niż w innych działach zagęszczenie&#13;
haseł podpisanych. Najcenniejsze — poświęcone Elsnerowi, Kurpińskiemu, Dobrzyńskiemu, Komorowskiemu, Chopinowi i Moniuszce — pochodzą z autopsji3.&#13;
&#13;
Charakteryzując te biografie, M. Tomaszewski pisze:&#13;
W życiorysach ludzi, których znał, wyczuwa się autopsję (Chopin, Kurpiński,&#13;
Elsner), jednakże w nie narzucający się sposób. I właśnie spięcie tych trzech&#13;
elementów: możliwie maksymalnie zweryfikowanej faktografii, trafnie dobranej&#13;
anegdoty i własnej refleksji estetycznej i moralnej — daje swoistość Kolbergowskich życiorysów4.&#13;
&#13;
W sumie bardziej lub mniej ważnych, dłuższych i krótszych artykułów&#13;
z zakresu muzyki opublikowanych przez Kolberga w Encyklopedii jest nieco ponad tysiąc5.&#13;
Jest też Kolberg autorem niewielkiej liczby drukowanych w Encyklopedii artykułów z innych dziedzin: etnografii, mitologii, historii starożytnej i współczesnej oraz geografii6. Spośród nich dla pełniejszego poznania poglądów Kolberga na zadania etnografii i jego późniejszych planów&#13;
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK&#13;
T. 61), s. XXXII–XXXV.&#13;
2&#13;
Chodzi tu o pierwsze, francuskie wydanie: A. Sowiński Les musiciens polonais et slaves…,&#13;
Paris 1857.&#13;
3&#13;
M. Tomaszewski „Pisma Muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK&#13;
T. 61), s. LI.&#13;
4&#13;
Tamże, s. XLI.&#13;
5&#13;
Wszystkie opublikowane są w układzie rzeczowym nadanym przez M. Tomaszewskiego&#13;
w Pismach muzycznych (DWOK T. 61 i 62), zob. też A. Skrukwa Bibliografia prac O. Kolberga&#13;
w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III) s. 190–200.&#13;
6&#13;
Opublikowano je w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. 449–&#13;
–588.&#13;
1&#13;
&#13;
209&#13;
&#13;
�badawczych i edytorskich istotny jest przytaczany już tutaj artykuł Polski&#13;
lud1, bowiem należy do niewielu nieco szerszych wypowiedzi programowych autora Ludu. Drukowany były w tomie Encyklopedii wydanym&#13;
w drugiej połowie roku 1865, czyli po ogłoszeniu przez niego własnego&#13;
planu badań etnograficznych.&#13;
Ponadto Kolberg pozostawił w rękopisach kilka tekstów prawdopodobnie przeznaczonych pierwotnie dla Encyklopedii, ale zamieszczonych tam&#13;
w postaci nadanej przez innego autora lub w ogóle niedrukowanych. Są&#13;
one poświęcone kulturom i krajom dla Polaków egzotycznym: Oceanii i obu&#13;
Amerykom2. Dziś stanowią tylko dowód rozległości zainteresowań i lektur&#13;
Kolberga, a także — podobnie jak niektóre drukowane, np. z zakresu mitologii greckiej — mogą być wynikiem konieczności podejmowania pewnych&#13;
tematów, gdy naglił czas, a zawiedli inni autorzy, mogły też być pisane dla&#13;
zarobku.&#13;
Podsumowując autorski udział Kolberga w Encyklopedii powszechnej&#13;
S. Orgelbranda, znów należy przytoczyć wnioski M. Tomaszewskiego, wynikające z wielostronnych analiz, jakim poddał on zespół tekstów stanowiących trzon tomu Pisma muzyczne. O całości tego zbioru artykułów&#13;
Kolberga pisał:&#13;
Pisma ukazują go jako kronikarza, recenzenta i popularyzatora, niekiedy jako&#13;
krytyka, edytora, historyka (i nawet teoretyka) muzyki, przede wszystkim jednak jako encyklopedystę muzycznego. Dzięki Kolbergowi przyswojona została&#13;
kulturze polskiej — zebrana, przemyślana co do potrzeb, zaadaptowana terminologicznie, usystematyzowana i zaprezentowana jako pewien całokształt — wiedza o muzyce, w rozmiarze przekraczającym wszystko, co dotychczas w języku&#13;
polskim na ten temat istniało3.&#13;
&#13;
Po zakończeniu druku Encyklopedii sytuacja materialna Kolberga stała&#13;
się bardzo trudna, ponieważ honoraria od Orgelbranda były w ostatnich&#13;
latach największą i stałą częścią jego dochodów. Ostatnią wpłatę z tego&#13;
Zob. przypis 1 na s. 178.&#13;
Teksty te, ich źródła i wartość dla XIX-wiecznego czytelnika, a także inne artykuły&#13;
Kolberga dotyczące kultury krajów i ludów pozaeuropejskich scharakteryzował A. Posern-Zieliński we wstępie do tomu O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s. XXIV–&#13;
–XXXVIII.&#13;
3&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne”…, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK&#13;
T. 61), s. LIV.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
210&#13;
&#13;
�źródła odnotował pierwszego czerwca 1868 r. Później w notatkach po stronie dochodów wpisywał opłaty za lekcje muzyki, sumy wpływające od&#13;
księgarzy za wydane zbiory pieśni, tomy Ludu i kompozycje oraz nieliczne&#13;
honoraria za artykuły w prasie. Po zamknięciu przez Sikorskiego „Pamiętnika Muzycznego i Teatralnego” w grudniu 1862 r. Kolberg publikował kilkakrotnie w latach 1865–1870 w „Kłosach” i w „Tygodniku Ilustrowanym”&#13;
okazjonalne życiorysy muzyków, rzadziej recenzje dotyczące współczesnych wydarzeń muzycznych1. W „Tygodniku Ilustrowanym” ukazały się&#13;
w latach 1867–1868 jedne z ostatnich drukowanych kompozycji Kolberga:&#13;
Mazur, Polka na fortepian i pieśń Do dziewczyny, nie wiadomo jednak,&#13;
kiedy były napisane.&#13;
Inne publikacje prasowe Kolberga z tych lat dotyczą w większości etnografii. W „Tygodniku Ilustrowanym” zamieszczone było w 1866 r. wspomniane już Śródpoście na Kujawach, a w „Kalendarzu Ilustrowanym” J. Jaworskiego na rok 1868 ukazał się artykuł Kujawiacy. Obydwa były oparte&#13;
na materiałach zawartych w drukującej się właśnie pierwszej części monografii Kujawy — dostarczały informacji o kulturze ludowej regionu i służyły&#13;
jako reklama tej książki. W „Kalendarzu Polskim Ilustrowanym” na rok&#13;
1867 J. Jaworski opublikował artykuł Sitarze biłgorajscy, przedrukowany&#13;
później w monografii Lubelskie. W tymże kalendarzu na rok 1869 zamieszczony został artykuł Proszowiacy, a w „Kalendarzu Warszawskim” Józefa&#13;
Ungra Opis wesela wiejskiego pod Poznaniem. Obydwa przedrukował&#13;
potem Kolberg odpowiednio w monografiach Kieleckiego i Poznańskiego.&#13;
„Biblioteka Warszawska” opublikowała recenzję kupionej przez Kolberga&#13;
w 1867 r. pracy Maxa Toeppena Abergluben aus Masuren2. Honoraria za&#13;
te artykuły były niewysokie, ale przypominały czytelnikom o pracach Kolberga i jednak oznaczały niewielki dochód, choć drukowanie w kalendarzu&#13;
Jaworskiego nie przynosiło zysku, a tylko redukowało dług; 15 stycznia&#13;
1867 r. odnotował Kolberg: „od Jaworskiego za 2 artykuły do kalendarza&#13;
&#13;
1&#13;
Artykuły te są przedrukowane w części II Pism muzycznych Kolberga (DWOK T. 62),&#13;
s. 480–499, 505–511.&#13;
2&#13;
M. Toepen Aberglauben aus Masuren mit einem Anhange enthaltend: Masurische Sagen und Mährchen, Danzig 1867. Recenzja była drukowana w „Bibliotece Warszawskiej” 1868,&#13;
T. 2, s. 330–332, przedruk w tomie O. Kolberg Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63),&#13;
s. 421–424.&#13;
&#13;
211&#13;
&#13;
�18 [rubli]” i tegoż dnia tę samą kwotę po stronie wydatków: „Jaworskiemu&#13;
à conto Lud”1.&#13;
Po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną Kolberg ratował&#13;
czasem swój budżet, pisząc na tematy odległe od jego prawdziwych zainteresowań. W „Kalendarzu Warszawskim” J. Ungra na rok 1870 znalazły&#13;
się artykuły o poławianiu pereł w Japonii i o wydobywaniu oraz obróbce&#13;
koralowców, a rok później Balet rumaków, na temat hiszpańskiej szkoły&#13;
jazdy konnej i jej pokazów w Wiedniu. W spisie dochodów z roku 1869&#13;
znajdujemy dwukrotnie notatkę o otrzymaniu wynagrodzenia „od Kucza&#13;
z Kuriera”2. Nie udało się ustalić, czy dotyczą one zamieszczonego artykułu&#13;
Kolberga, czy innej transakcji — w redagowanym przez K. Kucza „Kurierze Warszawskim” z tego roku nie odnaleziono tekstów, których autorstwo&#13;
można przypisać Kolbergowi. Natomiast odnotowane rok wcześniej honorarium „od Gregorowicza za art. rolnicze” dotyczyło niewątpliwie publikacji. J. Gregorowicz w tym czasie redagował „Przyjaciela Dzieci”, cenione&#13;
pismo dla młodych czytelników, i „Tygodnik Mód i Powieści”. W „Przyjacielu Dzieci” już w roku 1861 wydrukowany był anonimowo obszerny tekst&#13;
Kolberga pt. Elektryczność powietrza, ale „artykuły rolnicze”, drukowane&#13;
w roku 1868, zapewne też bez podpisu autora, pozostały niezidentyfikowane3. W wypadku tych publikacji liczyły się tylko honoraria, uzupełniające&#13;
inne niewielkie dochody.&#13;
W latach następujących po opublikowaniu Listu otwartego Kolberg&#13;
nieustannie szukał środków na finansowanie Ludu. Korespondencja kierowana od roku 1865 do różnych osób i instytucji we wszystkich trzech&#13;
zaborach pokazuje, zapewne tylko w części, szamotaninę autora starającego&#13;
się o pieniądze na realizację swojego wielkiego programu badań i publikacji&#13;
etnograficznych. Z listów tych wiadomo, że przedstawiał go kilku osobom&#13;
prywatnym w Poznańskiem i w Galicji, znanym ze wspomagania inicjatyw&#13;
obywatelskich, ale nie uzyskał ani obietnicy stałego wsparcia, ani dotacji&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 15 i 16.&#13;
Rkp. O. Kolberga, tamże, k. 17.&#13;
3&#13;
Artykuł Elektryczność powietrza zamieszczony był anonimowo w numerach 1–7 „Przyjaciela Dzieci” w roku 1861, na autorstwo wskazał Kolberg sam w Notatniku… (rkp. w BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 3210, k. 7). Jednym z „artykułów rolniczych” był może tekst pt. Zbiór siana opublikowany anonimowo w numarze 324 „Przyjaciela Dzieci” w końcu roku 1867. W drugim&#13;
czasopiśmie redagowanym przez J. Gregorowicza, „Tygodniku Mód i Powieści” z tego okresu&#13;
nie zidentyfikowano tekstu, którego Kolberg mógłby być autorem.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
212&#13;
&#13;
�na zakończenie druku Kujaw. Znalezienie źródła finansowania Ludu w zaborze rosyjskim nie było możliwe, gdyż – jak już tu wspominano — od&#13;
czasu powstania listopadowego nie było tam polskiej instytucji wspierającej&#13;
badania i publikacje naukowe, a społeczeństwo było znacznie zubożone.&#13;
Potencjalnymi nabywcami książek byli przedstawiciele inteligencji miejskiej i rodziny ziemiańskie, kontynuujące tradycję wzbogacania domowej&#13;
biblioteki. Te dwie grupy obywateli Królestwa były wówczas tak ubogie,&#13;
że kupno książki dla wielu ich przedstawicieli stawało się nieosiągalnym&#13;
luksusem. Jakakolwiek pomoc ze strony władz lub instytucji rosyjskich&#13;
mogłaby być udzielona tylko za cenę koncesji, które zagroziłyby bardzo&#13;
poważnie wartości źródłowej Kolbergowskiego Ludu i które były dla Kolberga nie do przyjęcia. Ukazuje to w pewnym stopniu zachowany brulion&#13;
pt. Prospekt wydawnictwa dzieła pod tytułem „Lud. Jego zwyczaje” na&#13;
akcje1, pochodzący prawdopodobnie z połowy roku 1868. Pisał w nim Kolberg o „ludach słowiańskich”, o „podaniach słowiańskich”, o materiałach&#13;
zebranych „w naszym kraju”, co poprawił na: „w nadwiślańskim kraju”&#13;
— w Warszawie nie mógł wtedy publicznie użyć nazwy swego własnego&#13;
kraju ani nazwać jego mieszkańców „polskim ludem”2. Pomysł zebrania&#13;
pieniędzy poprzez sprzedaż akcji w Królestwie nie wyszedł poza ten projekt. Już wcześniej rozpisanie subskrypcji na Kujawy wśród mieszkańców&#13;
tego regionu przyniosło niewielkie sumy, nie mające znaczącego wpływu&#13;
na pokrycie długu w drukarni. Kolberg widział, że musi szukać pomocy&#13;
poza zaborem rosyjskim.&#13;
W tym okresie, tj. po powstaniu styczniowym, jedynie w zaborze austriackim nauka polska miała szanse na samodzielne istnienie. Po przegranych wojnach, najpierw we Włoszech, potem z Prusami, rząd austriacki&#13;
musiał poprzez reformy rozładować narastające w całym cesarstwie napięcia społeczne i polityczne i Austro-Węgry stopniowo przekształcane były&#13;
w federację krajów autonomicznych. Galicja była cywilizacyjnie zacofana&#13;
i gospodarczo zaniedbywana przez rząd austriacki tak bardzo, że później&#13;
przysłowiowa stała się „nędza galicyjska”, ale po otrzymaniu przez ten region autonomii Polacy mieli tam znaczące swobody w życiu narodowym.&#13;
W roku 1861 wprowadzono na Uniwersytecie Jagiellońskim język polski&#13;
Tekst zamieszczony jako aneks w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 754.&#13;
Użycie określeń „polski lud”, „polska muzyka”, „wojsko polskie”, itp. było możliwe jeszcze&#13;
w r. 1865 czy 1867 w tytułach haseł w Encyklopedii, ale już nie w roku 1868 w publikacjach&#13;
skierowanych do szerszego grona odbiorców, zwłaszcza w prasie.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
213&#13;
&#13;
�jako wykładowy dla większości zajęć, a w roku 1869 powołano katedrę&#13;
historii Polski, co zakończyło proces jego repolonizacji. We Lwowie językami wykładowymi na uniwersytecie zostały polski i ukraiński. W tych dwu&#13;
ośrodkach nauka polska uzyskiwała stopniowo coraz większe możliwości&#13;
rozwoju, zwłaszcza że została znacznie złagodzona cenzura.&#13;
O pomoc finansową Kolberg zwrócił się do dwu polskich towarzystw&#13;
naukowych działających poza zaborem rosyjskim – do Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego i do Towarzystwa Naukowego Krakowskiego&#13;
– oraz do biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie,&#13;
której dokument fundacyjny przewidywał wydawanie dzieł naukowych.&#13;
Starania w tych trzech instytucjach prowadził równolegle w ciągu lat 1867–&#13;
1870 listownie i osobiście, wyjeżdżając z Warszawy co roku do Krakowa,&#13;
Lwowa i Poznania.&#13;
Na przełomie lipca i sierpnia 1867 r. pojechał na ponad dwa miesiące najpierw w Poznańskie, a później do Galicji. Już 16 lipca odnotował&#13;
w spisie wydatków „passport 1 rs. i łapowe”, co wskazuje, iż wydanie&#13;
paszportu musiał dodatkowo „opłacić”. W Poznaniu spotkał się z przedstawicielami Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Poznał wtedy&#13;
Emila Kierskiego (1810–1874), historyka, sekretarza wydziału historycznego Towarzystwa i redaktora „Przeglądu Wielkopolskiego”, oraz Karola Libelta, który w następnym roku został prezesem Towarzystwa. Prawdopodobnie spotkał się też z Władysławem Nehringiem (1830–1909), slawistą,&#13;
historykiem literatury i języka, wówczas wykładowcą w gimnazjum Marii&#13;
Magdaleny, i Leonem Wegnerem (1824–1873), prawnikiem, pierwszym sekretarzem generalnym Towarzystwa1. Starania Kolberga o wsparcie Ludu&#13;
przez Towarzystwo nie mogły odnieść skutku, ponieważ utrzymywało się&#13;
ono tylko z niewielkich składek członkowskich i mimo wielu starań nie&#13;
otrzymywało żadnej dotacji od władz pruskich; nie mogło wtedy finansować prac badawczych nawet swoich członków. Próby uzyskania dotacji&#13;
od poznańskiego Towarzystwa i od osób z Wielkopolski Kolberg ponawiał&#13;
także w latach następnych, ale były one bezskuteczne. Natomiast w czasie&#13;
pobytu w Poznaniu w r. 1867 nawiązał znowu współpracę z Żupańskim,&#13;
któremu chciał oddać do druku następny tom Ludu. Przewidywał wtedy,&#13;
Osobiste kontakty Kolberga z E. Kierskim i K. Libeltem dokumentuje ich późniejsza korespondencja, na W. Nehringa i L. Wegnera powołuje się, przypominając w liście do J.K. Żupańskiego swoje starania o pomoc materialną Towarzystwa, zob. brulion listu do J.K. Żupańskiego&#13;
z 9 XI 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 209.&#13;
1&#13;
&#13;
214&#13;
&#13;
�że będzie to monografia okolic Warszawy, część Mazowsza1, do której&#13;
zamówił już akwarele u Wojciecha Gersona. Poznański księgarz podjął się&#13;
nakładu tego tomu i zgodził się na niewielkie honorarium dla autora po&#13;
ukazaniu się pracy drukiem.&#13;
Pobyt w Wielkopolsce w roku 1867 Kolberg wykorzystał przede wszystkim na badania terenowe. Prowadził je najpierw w Czeszewie na Pałukach, zaproszony tam przez Karola Libelta, potem w Siekierkach w pow.&#13;
średzkim, gdzie zatrzymał się u Anieli i Hipolita Radońskich. Odżyła wtedy&#13;
znajomość z Pauliną Wilkońską, siostrą Anieli, u której pisarka często przebywała. Różnorodne materiały z Siekierek i okolicy zamieszczone w tomach&#13;
W. Ks. Poznańskiego wskazują, że miał tam dobre warunki do wzbogacenia&#13;
swoich zbiorów. Również badania w Czeszewie, powtórzone w następnym&#13;
roku, dostarczyły wiele materiału do planowanej monografii Wielkopolski.&#13;
W spuściźnie Kolberga wśród niewielu zachowanych rękopisów z Poznańskiego stosunkowo liczne są właśnie zapisy terenowe z Siekierek i Czeszewa&#13;
oraz nieco późniejsze z Dębicza.&#13;
Z Wielkopolski Kolberg pojechał do Krakowa i Lwowa, aby tam również&#13;
prowadzić starania o finansowanie badań etnograficznych i druku Ludu.&#13;
Na początku października 1867 r. zwrócił się do Towarzystwa Naukowego&#13;
Krakowskiego z propozycją zobowiązania jego członków do zakupu wydawanych monografii. Taka forma pomocy nie obciążałaby budżetu Towarzystwa, a jemu pomogłaby opłacać druk kolejnych tomów. Towarzystwo&#13;
Naukowe Krakowskie istniało od roku 1818 i przez wiele lat było formalnie&#13;
oraz personalnie związane z Uniwersytetem Jagiellońskim; członkami byli&#13;
profesorowie, a prezesem zostawał każdorazowy rektor. Możliwości jego&#13;
działania były wtedy bardzo ograniczone przez germanizację polskich instytucji, trwającą w zaborze austriackim aż do roku 1860, a także przez brak&#13;
funduszy i niektóre zapisy w statucie. Dopiero w roku 1856 Towarzystwo&#13;
uzyskało samodzielność i w ciągu kilkunastu lat stało się jedną z najważniejszych polskich instytucji naukowych, a działaniami swymi wykraczało&#13;
poza granice zaboru austriackiego. Jego duża niezależność wynikała też&#13;
stąd, że swą działalność wydawniczą i badania naukowe w znacznej mierze&#13;
W brulionie listu do J.K. Żupańskiego z 20 X 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 205, pisał m.in. „[…] przygotowanie dla Pana pierwszych arkuszy wydać się mającej serii V&#13;
Ludu. Ma ona zawierać opis okolic Warszawy […]”. Zob. też projekt umowy z J.K. Żupańskim,&#13;
podpisany przez autora i wydawcę w Poznaniu 28 VIII 1867 r., aneks w: Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 710.&#13;
1&#13;
&#13;
215&#13;
&#13;
�finansowało z dotacji osób prywatnych. Od roku 1860 prezesem odnowionego Towarzystwa był Józef Majer (1808–1899), lekarz, antropolog, którego Kolberg poznał prawdopodobnie w czasie pobytu w Krakowie jesienią&#13;
1867 r. W grudniu tegoż roku w odpowiedzi na pismo Kolberga prezes przekazał listownie decyzję zarządu: Towarzystwo, doceniając wartość Ludu,&#13;
zobowiązywało się do zapewnienia sumy 300 florenów (1200 zł pol.) po&#13;
ukazaniu się następnego tomu, w zamian za otrzymanie odpowiedniej ilości&#13;
wydrukowanych książek:&#13;
Kwota wyliczona przez Towarzystwo ma mu być zwrócona egzemplarzami dzieła liczonymi po 2/3 ceny handlowej. Według ustawy dzieła wydane z pomocą&#13;
Tow[arzystwa] członkowie jego otrzymują za połowę ceny, ściśle więc biorąc&#13;
Tow. nigdy zaliczonej kwoty nie otrzyma, choćby i wszystkie egzemplarze przez&#13;
członków rozebrane były, czego wszelako zaledwie w połowie spodziewać się&#13;
można. Chętnie jednak poniesie i stratę dla podtrzymania dzieła, którego znaczenie uznaje, żałuje nawet, że środki jego nie pozwalają na większą ofiarę1.&#13;
&#13;
Wysoka ocena wartości Ludu przejawiła się także tym, że rok później,&#13;
14 listopada 1868 r. na plenarnym posiedzeniu Kolberg został przyjęty do&#13;
grona członków Towarzystwa2. Rekomendowali go Józef Łepkowski (1826–&#13;
1894), archeolog, i Władysław Łuszczkiewicz (1828–1900), malarz i historyk sztuki. Propozycja przekazania dotacji na druk, przedstawiona w liście&#13;
prezesa Majera, zawierała dwa dodatkowe warunki: objętość następnego&#13;
tomu miała być taka jak tomów poprzednich, a ponadto według statutu&#13;
Towarzystwa na karcie tytułowej znaleźć się powinna nota informująca,&#13;
że praca została wydana z jego pomocą. Suma przeznaczona ostatecznie&#13;
na wydanie Krakowskiego pochodziła z funduszu ks. J. Lubomirskiego,&#13;
członka Towarzystwa, wspierającego jego działania finansowo. Poniżej listu&#13;
Majera zanotował Kolberg obliczenia, z których wynikało, że po odjęciu&#13;
rabatu od ceny obowiązującej w warszawskich księgarniach Towarzystwo&#13;
dostawałoby 110 egzemplarzy książki, a dochód ze sprzedaży reszty nakładu należałby do autora. Kolberg natychmiast przystał na propozycję i poprosił o przysłanie zaliczki. Potrzebował pieniędzy, aby uregulować dług&#13;
u Jaworskiego, któremu w połowie roku 1867 przestał spłacać należność,&#13;
List J. Majera z 20 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 227.&#13;
Protokół z posiedzenia zarządu TNK zob. Inwentarz TNK, sygn. TNK-12, k. 57, http://&#13;
inwentarz.tnk.krakow.pl/#/unit/TNK-12 (dostęp: 28.10.2020).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
216&#13;
&#13;
�a drukował wtedy u niego dwa tomy Kujaw. Jednak cenzura rosyjska&#13;
sprzeciwiła się zamieszczeniu noty o pomocy TNK na karcie tytułowej drugiej części Kujaw i Kolberg nie mógł przeznaczyć proponowanej dotacji na&#13;
bieżące wyrównanie długu. Wyjściem było przeniesienie tej sumy na inny&#13;
tom Ludu drukowany poza zaborem rosyjskim:&#13;
W celu przyjścia w pomoc naukowym usiłowaniom p. Oskara Kolberga Zarząd&#13;
przeznaczył na wydanie III serii pisma tego autora pod tytułem Lud 300 zł w.a.&#13;
[waluty austriackiej], pod warunkiem, aby na tytule tejże serii III wyrażono, iż&#13;
książka ta wydana została z pomocą Towarzystwa Naukowego Krakowskiego.&#13;
Gdy atoli zamieszczenie tych wyrazów w książce wydawanej w Warszawie miało swoje trudności, przeto zasiłek ów przeniesiono na IV serię tegoż pisma we&#13;
Lwowie lub Poznaniu wyjść mającego1.&#13;
&#13;
Pomoc finansowa Towarzystwa Naukowego Krakowskiego obiecana&#13;
przez prezesa Majera pomogłaby rozwiązać niektóre problemy Kolberga&#13;
– pokrywałaby część kosztów drukarni, a sprzedaż reszty nakładu, wprawdzie powoli, uzupełniałaby pozostałą część. Jednak w dalszym ciągu etnograf nie miałby pieniędzy na badania terenowe i na codzienne potrzeby,&#13;
a podjęcie pracy biurowej lub powiększenie liczby uczniów gry na fortepianie odbierałoby czas konieczny na opracowanie kolejnego tomu i na podróże, poniważ mimo skąpych środków finansowych nie zaprzestał badań&#13;
terenowych.&#13;
Dłuższe wyjazdy poza Warszawę Kolberg planował w tym okresie zwykle na lato i jesień. W maju 1868 r. pisał do Blizińskiego: „Wybieram się bowiem po św. Janie w podróż jak zwykle”2. Planowany blisko trzymiesięczny&#13;
pobyt poza zaborem rosyjskim poprzedził krótkimi wyjazdami do Woli&#13;
Rasztowskiej pod Radzyminem. Był tam dwukrotnie — w spisie wydatków&#13;
odnotował 3 czerwca 1868 wyjazd do Woli Rasztowskiej i Kraszewa, prawdopodobnie na jeden lub dwa dni, a miesiąc później, 10 lipca zapisał ponowny pobyt w Woli Rasztowskiej, tym razem pięciodniowy. Sądzić można,&#13;
że w czerwcu po raz pierwszy spotkał tam Koźlika, Ślązaka dysponującego&#13;
bogatym repertuarem bajkowym, i w lipcu pojechał na dłużej, aby wykorzystać obecność tego obiecującego narratora. Zapisał wtedy trzynaście&#13;
1&#13;
Fragment pisma J. Majera do członków zarządu z dnia 18 stycznia 1868 r., zob. tamże,&#13;
TNK-77, akta bieżące z roku 1868, k. 25.&#13;
2&#13;
List do J. Blizińskiego z 30 maja 1868 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 255.&#13;
&#13;
217&#13;
&#13;
�długich bajek, które w rękopisie mają lokalizacje „od Opola” albo „Śląsk”1.&#13;
Na ostatniej karcie tego rękopisu zanotował kilka nazwisk innych Ślązaków&#13;
i informację:&#13;
Ludzie ci ze Szląska byli w służbie u p. Młockiej przez lat 6–7 od r. 1860–8 we&#13;
Woli Rasztowskiej (pod Radzyminem) i tu opowiadał te bajki Koźlik w r. 18682.&#13;
&#13;
Koźlik spod Opola pozostał nieznany z imienia, ale jest jednym z niewielu wykonawców, których nazwisko Kolberg odnotował w zapisach terenowych. Świadczy to o docenieniu przez etnografa jego talentu gawędziarskiego i ciekawego repertuaru.&#13;
Zapisując teksty opowiadane w gwarze śląskiej, z którą zetknął się wtedy pierwszy raz, starał się możliwie precyzyjnie oddać brzmienie tej gwary, stosując m.in. nadpisywanie samogłosek dla wskazania ich wymowy&#13;
pośredniej oraz inne oznaczenia dla zjawisk fonetycznych odmiennych od&#13;
mowy ogólnopolskiej. Taką metodę zapisu gwary stosował już w latach&#13;
1862 i 1865 w czasie badań na Wołyniu i na Kujawach, ale w bajkach&#13;
śląskich jest ona zastosowana ze znacznie większą konsekwencją. Monika&#13;
Gruchmanowa porównała Kolbergowski sposób zapisywania śląskich tekstów gwarowych z grafiką stosowaną współcześnie i dała wysoką ocenę&#13;
jego notacji bajek opowiadanych przez Koźlika:&#13;
Jak widać z powyższych zestawień, Kolberg nie tylko dostrzegł gwarowe niuanse fonetyczne, lecz potrafił je także oddać właściwym zapisem (piętrowym),&#13;
jakim posługuje się współczesna dialektologia przy szczegółowych opracowaniach systemów fonetyczno-fonologicznych3.&#13;
&#13;
W tym samym roku 1868 około 10 sierpnia Kolberg wyjechał z Warszawy na trzy miesiące do Krakowa, potem do Poznania i do Lwowa, a głównym celem podróży było, jak poprzednio, znalezienie źródła finansowania&#13;
Teksty te pierwszy raz wydane były przez S. Udzielę w opracowaniu: Śląsk Górny. Materiały etnograficzne zebrane przez Oskara Kolberga, z papierów pośmiertnych wydał […] ,&#13;
„MAAE” T. VIII: 1906, s. 140–212 i odbitka: Kraków 1906. Udziela nie wprowadził tam zapisu&#13;
gwarowego widocznego w rękopisach. W Dziełach wszystkich bajki śląskie wydano ponownie, respektując notację Kolberga, zob. Śląsk (DWOK T. 43), s. 76–86, 89–93 i 98–147.&#13;
2&#13;
Notatka na końcu rękopisu bajek w tece 10 Szląsk, Arch. PTL, sygn. 1170, k. 42.&#13;
3&#13;
M. Gruchmanowa Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar Kolberg 1814–1890,&#13;
Seria „W Służbie Nauki” nr 1, Kraków 1998, s. 33.&#13;
1&#13;
&#13;
218&#13;
&#13;
�badań i druku Ludu. Jeszcze 28 lutego wysłał w tej sprawie list do Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, proponując zakup przez towarzystwo&#13;
lub jego członków po zniżonej cenie 200 egzemplarzy już wydanych czterech tomów1. Pobyt w Poznaniu i rozmowy z przedstawicielami zarządu nie&#13;
przyniosły oczekiwanego rezultatu, ale pozwoliły Kolbergowi zapoznać się&#13;
z wynikami specjalnej akcji prowadzonej nieco wcześniej przez Towarzystwo. W roku 1858 i w ciągu kilku lat następnych wydrukowało ono i rozesłało do różnych osób (ziemian, księży, nauczycieli) ze wszystkich praktycznie miejscowości Wielkopolski dwa tysiące starannie opracowanych&#13;
ankiet pt. Szemat do opisywania materiałów, mających służyć do opisu&#13;
statystycznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego2. Szematy zawierały 22&#13;
pytania w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. W dziale etnograficznym pytano m.in. o ubiór, zwyczaje, oracje&#13;
towarzyszące zaręczynom i ślubom, a także o umiejętność czytania i pisania&#13;
mieszkańców danej wsi. W ciągu paru lat Towarzystwo otrzymało z powrotem ogółem 570 ankiet, w których dosyć często wpisano odpowiedzi&#13;
na pytania w dziale etnograficznym. Opracowanie zebranych materiałów&#13;
i wydanie ich drukiem przekraczało ówczesne możliwości Towarzystwa,&#13;
ale Kolberg, przeglądając ankiety w roku 1868, znalazł tam wiele potrzebnych mu informacji z zakresu kultury materialnej oraz opisów obrzędów.&#13;
W roku 1885 przynaglony do zwrotu wypożyczonych egzemplarzy, pisał do&#13;
ówczesnego sekretarza PTPN:&#13;
Przy zwiedzaniu zbiorów Towarzystwa w r. 1868 oglądałem też i nadesłane tam&#13;
z prowincji szemata. Widząc, że w nich jest niemało dla moich prac etnograficznych żywiołu, oświadczyłem to śp. Kierskiemu, uzyskałem od niego (wskutek&#13;
rekomendacji śp. Libelta) pozwolenie odpisu z nich wszystkich tych szczegółów,&#13;
które uznam za przydatne do moich wydawnictw. Chodziłem więc przez cały&#13;
tydzień do Muzeum Towarzystwa i robiłem kopie. Znaglony do wyjazdu, otrzymałem za pokwitowaniem skrypta rzeczone wyżej, których skopiować wtedy&#13;
nie zdążyłem3.&#13;
Czwarty tom Ludu (druga część Kujaw) był jeszcze w drukarni.&#13;
Zob. E. Antyborzec Dzieje „Szematów”, czyli ankiet Towarzystwa Przyjaciół Nauk&#13;
Poznańskiego, „Dziedzictwo Kulturowe Wsi” T. 1: 2017 (Szreniawa 2017), s. 97–105.&#13;
3&#13;
List do Poznańskiego Towarzystwa Naukowego z 18 XII 1885 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 307. List był odpowiedzią na monit Towarzystwa, dotyczący zwrotu ankiet.&#13;
Kolberg pożyczył części etnograficzne lub całość trzydziestu ankiet, o których w liście pisze&#13;
„skrypta rzeczone wyżej”, zob. spisy w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), s. 285 i 308–309.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
219&#13;
&#13;
�Siedmiotomowa monografia W. Ks. Poznańskie (tomy 9–15 Ludu) zawdzięcza Szematom wiele materiałów, sygnowanych w druku datami rocznymi 1858–1859. Kolberg zwrócił Towarzystwu prawie wszystkie wypożyczone niegdyś Szematy, ale prawdopodobnie przypadkiem w jego zbiorach&#13;
pozostała jedna pełna ankieta oraz fragmenty dwu innych i są to jedyne&#13;
zachowane oryginalne egzemplarze. Poza jednym artykułem opracowanym na podstawie tych ankiet przez Kierskiego1, przetrwało z nich tylko&#13;
to, co Kolberg odpisał i wydał lub zachował w swoich zbiorach. Wykorzystanie przez Kolberga ocaliło przynajmniej część wiadomości zawartych&#13;
w Szematach, bowiem ankiety zostały spalone przez Niemców w 1939 r.&#13;
razem z innymi archiwaliami i dokumentami Towarzystwa2.&#13;
W czasie pobytu w Wielkopolsce w 1868 r. Kolberg prowadził badania&#13;
terenowe w Dębiczu (pow. średzki), zaproszony przez Włodzimierza Wolniewicza (1814–1884), uczestnika powstań narodowych, wielkopolskiego&#13;
działacza społecznego i gospodarczego. Był także ponownie w Czeszewie&#13;
u Libelta i w Miłosławiu, gdzie prawdopodobnie poznał Seweryna Mielżyńskiego (1804–1872)3. W odwiedzanych wtedy miejscowościach pozyskał bogate materiały etnograficzne, wykorzystane kilka lat później w monografii Wielkopolski. Na początku roku następnego, wspominając pobyt&#13;
w Dębiczu, prosił Włodzimierza Wolniewicza o pośrednictwo w staraniach&#13;
o dotację u Seweryna Mielżyńskiego i przewidując, że list ten może być&#13;
pomocny adresatowi w bezpośredniej rozmowie, przedstawił kolejny raz&#13;
cel i charakter swojej pracy:&#13;
Wzbogacony doświadczeniem nabytym w ciągu blisko trzydziestoletniej po&#13;
kraju i wśród ludu naszego podróży, nieobcy także postępom, jakie nauka&#13;
etnografii w ogóle poczyniła za granicą, jak niemniej dalszym jej wymaga1&#13;
E. Kierski Opis statystyczno-historyczny obwodu boreckiego, „Roczniki Towarzystwa&#13;
Przyjaciół Nauk Poznańskiego” T. 3: 1865, s. 87–157.&#13;
2&#13;
Według ustnej relacji M. Turczynowiczowej, której bliska osoba obserwowała ten akt&#13;
wandalizmu, zbiory te spalono jesienią 1939 r. na dziedzińcu Towarzystwa.&#13;
3&#13;
W cytowanym niżej liście do W. Wolniewicza pisał Kolberg: „Między innymi wymieniono&#13;
i osobę Seweryna hr. Mielżyńskiego, którego miałem zaszczyt poznać w r.z.”, Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 279. S. Mielżyński, działacz narodowy, uczestnik powstania listopadowego, do 1842 przebywał na emigracji, brał wtedy udział w wyprawie sabaudzkiej G. Mazziniego&#13;
(1834). W czasie powstania 1848 r. w Wielkopolsce wspierał je organizacyjnie i finansowo.&#13;
Łożył duże sumy na kulturę i naukę w Wielkopolsce, m.in. ufundował gmach Poznańskiego&#13;
Towarzystwa Przyjaciół Nauk, w którym od 1879 r. do dziś mieści się jego siedziba i biblioteka.&#13;
&#13;
220&#13;
&#13;
�niom, rozwojowi i zastosowaniu, dbałem przede wszystkim o to, aby materiały&#13;
w dziele moim zawarte, mając służyć ku pożytkowi pracujących w różnych&#13;
gałęziach wiedzy badaczy, należycie były uporządkowane, ugrupowane i podane w sposób istotnie przydatny dla nauki, nie samej już specjalnie etnografii,&#13;
ale zarazem i lingwistyki, poetyki, rytmiki ojczystej itd. Porządek w ten sposób&#13;
zachowany, dozwolił mi lepiej w nabytym rozpatrzeć się materiale, podawać&#13;
rzeczy istotnie ważne, unikać powtarzania kilkakrotnego tychże samych szczegółów (o ile takowe nie są wariantami miejscowość wyraźnie odróżniającymi)&#13;
i wyłożyć jasno i treściwie wzajemny wielu szczegółów związek i ich pokrewieństwo1.&#13;
&#13;
Podobnej treści listy kierował w latach 1868–1869 do kilku innych osób&#13;
w zaborze pruskim i w Galicji, ale nadal nie dawały one pożądanego rezultatu.&#13;
Z Poznania w roku 1868 Kolberg wrócił do Krakowa i wtedy prawdopodobnie spotkał się z Wincentym Polem, który po dłuższym pobycie we&#13;
Lwowie i okolicy wrócił do Krakowa we wrześniu 1867 r. Tracił wtedy&#13;
wzrok, co utrudniało mu pracę, jednak brał czynny udział w życiu środowiska naukowego tego miasta. Kolberg mógł poznać go już w roku poprzednim albo wcześniej we Lwowie, ale pierwsza chronologicznie wzmianka&#13;
o ich osobistym spotkaniu: „[…] Winc. Pol przyobiecał zasilać mnie swymi&#13;
uwagami”2 odnosi się do roku 1868. Kolberg cenił zwłaszcza publikacje&#13;
Pola dotyczące Górali zamieszkujących Karpaty, a także jego metody ustalania zasięgu grup etnicznych.&#13;
W czasie tego pobytu w Krakowie Kolberg wyjechał na pewien czas do&#13;
Lwowa, aby starać się o finansowanie druku przez Zakład Narodowy im.&#13;
Ossolińskich, którego dyrektor, August Bielowski, oceniał program Ludu&#13;
bardzo życzliwie. Jednak zgoda na udział Ossolineum w wydawaniu Ludu&#13;
zależała od kuratora zakładu, Jerzego Lubomirskiego (1817–1872). Możliwość finansowania wydawnictwa przez Ossolineum traktował Kolberg&#13;
na tyle poważnie, że rozważał osiedlenie się pod Lwowem w charakterze nauczyciela muzyki w domu zaprzyjaźnionej rodziny, Amelii i Hipolita&#13;
Bochdanów z Zadwórza3. Pertraktacje z Ossolineum przeciągnęły się na&#13;
1&#13;
&#13;
279.&#13;
&#13;
2&#13;
3&#13;
&#13;
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s.&#13;
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., tamże, s. 283.&#13;
Zob. list H. Bochdana z 2 XII 1868 r., tamże, s. 268.&#13;
&#13;
221&#13;
&#13;
�rok następny i w marcu 1869 r. Bielowski poprosił o przysłanie kosztorysu&#13;
wydania jednego tomu, pytał też, czy Kolberg ma gotowy rękopis i jakiego&#13;
regionu on dotyczy. Ostrzegł także, że kurator zakładu, choć o projekcie publikowania Ludu wyrażał się życzliwie, nie podjął jeszcze wiążącej decyzji,&#13;
a ponieważ dociera do niego wiele podobnych petycji, nie wiadomo, jaki&#13;
będzie ostateczny skutek starań1. Kolberg natychmiast napisał do J. Lubomirskiego, podając konieczne informacje, a parę dni później wystosował&#13;
osobny list do Bielowskiego. Zamieścił tam szczegółową kalkulację druku&#13;
w Warszawie, a przede wszystkim przedstawił stan prac i tytuły tomów&#13;
przygotowanych już do druku i tomów planowanych2. Jako gotową wskazał pierwszą część Krakowskiego i tę proponował Zakładowi do wydania&#13;
zaraz, a jej rękopis przekazał Lubomirskiemu. O dwu następnych częściach&#13;
pisał, że wymagają jeszcze „pewnego uzupełnienia” i mogłyby być oddane&#13;
do drukarni za pół roku. W październiku tegoż roku Lubomirski zwrócił&#13;
Kolbergowi rękopis Krakowskiego i proponował spotkanie dla uzgodnienia&#13;
warunków druku, ale w sprawie Ludu zamierzał przyjść „[…] w pomoc co&#13;
do nakładu tej części, która się tycze Rusi [….]”3. Jednak Kolberg nie miał&#13;
jeszcze z żadnego regionu Rusi całości materiałów etnograficznych i folklorystycznych potrzebnych do skonstruowania monografii. Starania o pomoc&#13;
Ossolineum na tym się skończyły.&#13;
Tymczasem stan finansów Kolberga był coraz gorszy, już w pierwszych&#13;
miesiącach 1869 r. pisał w jednym z listów:&#13;
O bytności mojej w Krakowie nic stanowczego powiedzieć nie mogę. Położenie&#13;
moje obecne zmusza mnie do szukania posady lub stałej jakiej roboty i, jeżeli&#13;
bym takowe otrzymał, to byłbym zmuszonym pilnować mojej roboty i nie mógłbym się stąd (przynajmniej w tym roku) oddalić4.&#13;
&#13;
W tym trudnym okresie zapewne dużą odskocznią od codziennych kłopotów były dla Kolberga wizyty w Tarnowie, w pow. chełmskim, u Marii&#13;
i Aleksandra Hemplów. Ich córka, Maria Hemplówna (1834–1904), pomagała Kolbergowi w badaniach w rodzinnej miejscowości i w okolicy,&#13;
Zob. list A. Bielowskiego z 2 III 1869 r., tamże, s. 288.&#13;
Zestawienie tytułów monografii planowanych w r. 1869 wysłane do Ossolineum, zob.&#13;
brulion listu Kolberga do A. Bielowskiego z 15 III 1869 r., tamże, s. 301–305.&#13;
3&#13;
List J. Lubomirskiego z 27 X 1869 r., Korespondencja … cz. I (DWOK T. 64), s. 337.&#13;
4&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 29 IV 1869 r., tamże, s. 323.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
222&#13;
&#13;
�a także przez kilka lat następnych dostarczała materiały na interesujące&#13;
Kolberga tematy i liczne rysunki 1. Zachowane do dziś rękopisy pokazują&#13;
też, że w czasie pobytu w Tarnowie Kolberg razem z Hemplówną zapisywał niektóre pieśni „na cztery ręce” — ona notowała teksty, on melodie.&#13;
Zachowały się tylko cztery listy Hemplówny do Kolberga i nie wiadomo,&#13;
czy są to wszystkie przez nią wysłane. Jej korespondencja z Kolbergiem&#13;
napotykała przeszkody — rodzina Hemplów była zaangażowana w konspirację niepodległościową, w której Maria brała czynny udział, także&#13;
jako kurierka w czasie powstania styczniowego. W pierwszym z zachowanych listów pisała do Kolberga: „Adresować trzeba przez Warszawę,&#13;
Lublin, Urszulin (Tarnowa w adresie nie trzeba wspominać), to pewnie&#13;
dojdzie”2. Rodzina Hemplów była przedmiotem szczególnego zainteresowania policji carskiej kontrolującej także listy i prawdopodobnie zarówno&#13;
korespondencja, jak i przesyłki z notatkami etnograficznymi przekazywane były Kolbergowi przez krewnych lub przyjaciół, nie oficjalną pocztą.&#13;
Dzięki temu materiały zapisane przez Hemplównę i jej siostry, które wciągnęła do współpracy, docierały w całości do etnografa. Sam Kolberg był&#13;
w Tarnowie w roku 1869 na pewno dwukrotnie, od 13 do 20 maja i od 15&#13;
do 27 czerwca, i zgromadził w tym czasie wiele notatek etnograficznych&#13;
oraz zapisów pieśni i melodii. Jednak bez współpracy Marii Hemplówny&#13;
przy gromadzeniu materiałów z Chełmskiego monografia ta byłaby znacznie uboższa. O tym, ile Chełmskie zawdzięcza staraniom Hemplówny,&#13;
pisał Kolberg we wstępie do pierwszej części monografii tego regionu,&#13;
ostatniego tomu przygotowanego przez niego do druku. Jednak dopiero&#13;
analiza wszystkich zachowanych rękopisów pokazuje, jak wielką część&#13;
materiałów do tej publikacji przysłała Hemplówna 3. Kopernicki, znający&#13;
dobrze warunki i metody badań terenowych Kolberga, zwłaszcza z drugiej&#13;
połowy życia etnografa, w 1889 r. pisał:&#13;
Wyczerpawszy wszystko, co tylko można było na jednym miejscu i zyskawszy&#13;
sobie w gospodarzu samym lub innej osobie miejscowej chętnego i stałego ko1&#13;
Ryciny M. Hemplówny i przesłane przez nią rysunki innych autorów i fotografie zostały&#13;
odnaleziona dopiero we wrześniu w roku 2015, zob. O. Kolberg Chełmskie. Suplement do&#13;
tomów 33-34. Aneks (DWOK T. 82 Aneks).&#13;
2&#13;
List M. Hemplówny z 12 XI 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 370.&#13;
3&#13;
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement do&#13;
tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), a także aneks do tego suplementu.&#13;
&#13;
223&#13;
&#13;
�respondenta na przyszłość, przenosił się on na inne miejsce, podobnież przysposobione1.&#13;
&#13;
Kopernicki opisał sytuację idealną, w praktyce zdarzającą się nieczęsto,&#13;
stan rękopisów i korespondencja etnografa wskazują, że takich „chętnych&#13;
i stałych korespondentów” nie było wielu. Wśród nich wyróżnia się Maria&#13;
Hemplówna, dobrze rozumiejąca pracę Kolberga i umiejąca ją skutecznie&#13;
kontynuować podczas jego nieobecności. Spośród współpracowników Kolberga należy do kilku osób najbardziej zasłużonych dla realizacji Ludu.&#13;
Bezpośrednio w czasie pobytu Kolberga w Tarnowie pomoc Marii&#13;
Hemplówny nie ograniczała się do notowaniu tekstów. Hemplówna ułatwiała mu także nawiązywanie kontaktów z miejscowymi wykonawcami.&#13;
W Chełmskiem do naturalnej wszędzie nieufności chłopów w stosunku do&#13;
obcych dołączyły się problemy wynikające z likwidacji kościoła unickiego&#13;
przez władze carskie po powstaniu styczniowym. Z cerkwi usuwano ślady&#13;
obrządku unickiego (ołtarze w bocznych kaplicach, konfesjonały), a miejscową ludność zmuszano do przejścia na prawosławie, używając w razie&#13;
oporu wojska i policji. W roku 1874 doszło do krwawych starć wiernych&#13;
z wojskiem, ale już w latach poprzednich we wsiach unickich istniało silne napięcie. W takiej sytuacji bezcenna była pomoc osoby, która tak jak&#13;
Hemplówna znała mieszkańców wsi w Tarnowie i okolicy, cieszyła się ich&#13;
sympatią, znała też dobrze miejscowy dialekt i umożliwiała dotarcie do&#13;
właściwych informatorów i muzyków. Dla Kolberga, który wtedy pobytowi&#13;
w Chełmskiem mógł poświęcić tylko niespełna trzy tygodnie, a do tego nie&#13;
znał jeszcze dobrze języka ukraińskiego, współudział Hemplówny w badaniach był tym ważniejszy.&#13;
Latem 1869, mimo wyrażanych poprzednio zastrzeżeń, Kolberg udał się&#13;
kolejny raz do Krakowa, Lwowa i Poznania. Tej podróży dotyczy ostatni&#13;
zapis2 w zachowanym notesie z wykazem dochodów i wydatków, z którego wynika, że wyjechał z Warszawy 8 sierpnia, a wrócił do niej dopiero&#13;
20 stycznia 1870 r. W czasie pobytu w Poznaniu zarząd Towarzystwa Przyjaciół Nauk zawiadomił go, że zalecił członkom podjęcie prenumeraty na&#13;
wydany w przyszłości tom Ludu. Ta pomoc dotyczyć miała planowanej&#13;
monografii Wielkopolski, była więc bardzo odległa w czasie i niepewna co&#13;
1&#13;
Dr I. K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy…, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. X–XI.&#13;
2&#13;
Rkp. O. Kolberga Notatnik..., BN PAU i PAN, sygn. 3210, k. 19.&#13;
&#13;
224&#13;
&#13;
�do skutku. Kolberg pilnie potrzebował wtedy pieniędzy na zapłacenie Jaworskiemu za część drugą Kujaw, którą powinien był przesłać abonentom.&#13;
W czasie tego pobytu w Wielkopolsce odwiedził m.in. Ostrowo pod&#13;
Wieleniem, gdzie spotkał się z Pauliną Wilkońską, oraz Morownicę należącą do Władysława Niegolewskiego (1818–1885). Prowadził wtedy także&#13;
badania terenowe w południowej Wielkopolsce wspólnie z Bogumiłem&#13;
Hoffem (1829–1894), który pracował w administracji majątków ziemskich&#13;
w Szołdrach, później w Morownicy. Hoff o pracach Kolberga dowiedział się&#13;
z recenzji pierwszej części Kujaw i ogłoszenia Żupańskiego zamieszczonego&#13;
w prasie poznańskiej w roku 1867 o możliwości nabycia w jego księgarni&#13;
tomów Ludu. Hoff, z zamiłowania rysownik, jeszcze w grudniu 1867 r. zaproponował Kolbergowi listownie współpracę przy zbieraniu materiałów&#13;
z Poznańskiego. Do planowanej monografii Wielkopolski Kolberg potrzebował rysunków i mimo starań nie znalazł nikogo chętnego do przygotowania rycin do czasu otrzymania listu Hoffa1, podjął wiec korespondencję&#13;
ze zgłaszającym się rysownikiem-amatorem. Hoff miał zamiar przygotować&#13;
i wydać album z rycinami strojów ludowych i pierwotnie sądził, że uda się&#13;
połączyć planowaną przez niego edycję licznych rycin w dużym formacie&#13;
z krótkim opisem etnograficznym pióra Kolberga.&#13;
W marcu następnego roku Kolberg przedstawił Hoffowi dotychczasowe&#13;
trudności z uzyskaniem poparcia finansowego i wspomniał, że rozwiązaniem mogłoby być rozpisanie subskrypcji na następny tom Ludu, obejmujący jeden z regionów Wielkopolski. Hoff, który tymczasem wyjechał do&#13;
Krakowa uczyć się fotografii, podjął rozmowy z tamtejszymi drukarniami&#13;
na temat odbicia „Kartek przedpłaty”, zamieszczenia odpowiednich ogłoszeń w prasie, cen papieru i druku itp. Zaskoczył tym Kolberga, który miał&#13;
wątpliwości, czy z przedpłat zgromadzą sumę konieczną do podjęcia druku,&#13;
zwłaszcza że nie można było zbierać pieniędzy w ten sposób w Królestwie.&#13;
Cenzura rosyjska nie pozwalała ogłaszać subskrypcji, zanim dzieło nie&#13;
uzyskało jej aprobaty, konieczny byłby zatem gotowy czystopis z rycinami&#13;
i nutami, a opracowanie Poznańskiego było wtedy ledwo rozpoczęte.&#13;
Współpraca z Hoffem była dla autora Ludu trudna. Hoff szybko podejmował decyzje i natychmiast zaczynał je realizować. Kolberg w swych&#13;
odpowiedziach starannie wyliczał koszty druku i czas potrzebny na&#13;
1&#13;
O rycinach do Poznańskiego pisał Kolberg obszerniej w odpowiedzi na pierwszy list&#13;
B. Hoffa, zob. brulion z 30 XII 1867 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 230–233.&#13;
&#13;
225&#13;
&#13;
�przygotowanie rękopisu nowego tomu, wspominał też wielokrotnie doznane zawody, które nauczyły go ostrożności i dużej rozwagi w kontaktach z drukarzami i księgarzami oraz w podejmowaniu zobowiązań wobec&#13;
subskrybentów. Różnili się także wizją opracowywanych wspólnie tomów.&#13;
Hoff pisał m.in.: „Format nie da się inaczej urządzić jak in 4o, bo obrazy nie&#13;
mogą być tak ścieśnione, jak w formacie dotąd przez Pana używa[nym]”.&#13;
Kolberg nie miał jednak zamiaru rezygnować z druku monografii etnograficznych jako kolejnych tomów Ludu, o ustalonym dla nich formacie i zakresie rzeczowym, z czym Hoff musiał się pogodzić. Ponadto Kolberg chciał&#13;
wstrzymać się na jakiś czas z ogłoszeniem prenumeraty, bo wymagałoby to&#13;
szybkiego druku książki. Miał świeże doświadczenia z prenumeratą Kujaw,&#13;
która rozpisana została w październiku 1865 r., a dopiero po blisko czterech&#13;
latach mógł wysłać odbiorcom drugą część tej monografii. Hoff jednak&#13;
wydrukował w Krakowie kartki przedpłaty (jak się później okazało, nie&#13;
zapłacił za nie drukarni „Czasu”1) i Kolberg, choć wątpił w tak duży sukces&#13;
finansowy, jaki zapowiadał współpracownik, odpowiedział: „Ale cóż robić?&#13;
Kiedyś Pan odważny, to próbujmy”2.&#13;
Osobiście poznali się prawdopodobnie3 dopiero w sierpniu lub wrześniu&#13;
w 1869 r., kiedy Kolberg odwiedził kolejny raz Poznańskie. Wprawdzie był&#13;
w Wielkopolsce rok wcześniej, ale do planowanego przez Hoffa spotkania&#13;
w Morownicy wtedy nie doszło. W roku 1869 prowadzili badania w południowej Wielkopolsce, nie znamy jednak dokładnie trasy tej wędrówki,&#13;
a jedynie jeden z epizodów przypomniany wiele lat później przez Hoffa&#13;
w autobiografii4. Z relacji Hoffa wynika, że w którejś z odwiedzanych wsi&#13;
w trakcie wywiadu z parą młodych ludzi do izby szkolnej wpadli wrogo nastawieni inni mieszkańcy tej miejscowości, żądając wydania notatek i szkiców, jako szkodliwych „dla malowanych”. Hoff nie podał nazwy miejscowości, w której prowadził wtedy z Kolbergiem badania terenowe, nie podał&#13;
też dokładniejszej daty. Jego relacja wskazuje jednak, że tak jak trzydzieści&#13;
Zob. list F. Szlachtowskiego z 19 V 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 489.&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1868 r., tamże, s. 326.&#13;
3&#13;
Z listów Hoffa z września 1868 r. wynika, że w r. 1868 nie spotkali się.&#13;
4&#13;
L.S.K. Bogumił Hoff, „Wisła” T. VIII: 1894, s. 204–205. Autor artykułu cytuje fragmenty&#13;
rękopisu autobiografii B. Hoffa napisanej w 1891 r. Hoff nie podał tam roku, w którym towarzyszył Kolbergowi, ale ponieważ pisze dalej, że Kolberg następnie pojechał do Libelta do Czeszewa, sądzić można, że chodzi o rok 1868, choć z korespondencji wynika, że z Hoffem spotkał&#13;
się dopiero w 1869.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
226&#13;
&#13;
�lat wcześniej, tak i w 1869 r. bezpośrednie kontakty etnografa z ludnością&#13;
wiejską wymagały uprzedniego wprowadzenia w to środowisko przez osobę cieszącą się autorytetem – miejscowego dziedzica lub proboszcza.&#13;
W drugiej połowie roku 1869 Hoff zamieszkał w Poznaniu i założył tam&#13;
zakład fotograficzny. Na początku następnego roku planował znowu wspólne badania terenowe, proponował Kolbergowi objęcie posady dyrektora&#13;
muzyki w poznańskim teatrze, a już wcześniej myślał o wynajęciu domu&#13;
z ogrodem pod miastem, aby mogli tam razem pracować. O tych nierealnych planach musiał zapomnieć po wybuchu wojny francusko–pruskiej&#13;
w lipcu 1870 r. We wrześniu Hoff, już bardzo zaniepokojony, skarżył się&#13;
w liście Kolbergowi, że dostał nakaz wyjazdu z Prus. Pisał wtedy:&#13;
Rozdrażnienie między ludnością niemiecką i polską rośnie co dzień, już nie tylko&#13;
po polsku ubrany[m] nie można się pokazać na ulicy bez indultów [tj. zniewag],&#13;
ale i mówiący[ch] po polsku na ulicy może spotkać złość i grubiaństwo. Jak&#13;
długo tu zostanę, nie wiem, ale to wiem, że w razie wydalenia, co lada dzień&#13;
nastąpić może, nie mam żadnego przytułku zagranic[ą]. […] funduszu żadnego na&#13;
taką niespodziankę nie posiadam, a tu familia! Bóg niech się zlutuje!1.&#13;
&#13;
Hoff jako syn pastora z Radomia, urodzony w Królestwie, uznany był&#13;
za obywatela rosyjskiego, dlatego został deportowany z Prus i na początku&#13;
października znalazł się w Cieszynie. Pieniądze zebrane za prenumeratę&#13;
od kilkunastu osób w Wielkopolsce przeznaczył na utrzymanie rodziny&#13;
w pierwszym okresie po wysiedleniu i nigdy ich Kolbergowi nie zwrócił.&#13;
W latach 1869 i 1870, mimo narastającego niepokoju co do przyszłości planowanej serii wydawniczej, Kolberg przygotowywał do druku dwie&#13;
monografie: Krakowskie i Poznańskie. Pomysł wydania pierwszej części&#13;
Mazowsza, podjęty w 1867 r. i przypieczętowany wtedy umową z Żupańskim, zarzucił dosyć szybko. Krakowskie miało największe szanse na druk&#13;
we Lwowie lub Krakowie i było już przygotowane na tyle, że pierwszą&#13;
część – jak wspomniano – przedstawił J. Lubomirskiemu, kuratorowi Ossolineum, w połowie roku 1869. Czuł się też zobowiązany do możliwie szybkiego wydania Poznańskiego, ponieważ czekali na nie nabywcy „biletów&#13;
przedpłaty”. Monografię Wielkopolski, która ostatecznie otrzymała tytuł&#13;
Wielkie Księstwo Poznańskie, miał zamiar wydać w Poznaniu. O druku&#13;
pierwszej jej części wiosną 1870 r. z poznańskim księgarzem i wydawcą,&#13;
1&#13;
&#13;
List B. Hoffa z 16 IX 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 363.&#13;
&#13;
227&#13;
&#13;
�Ludwikiem Merzbachem, rozmawiał Bogumił Hoff. Proponowane przez&#13;
Merzbacha ceny były nieco wyższe niż w Warszawie, ale po wybuchu wojny francusko-pruskiej dalsze pertraktacje z poznańskim wydawcą stały się&#13;
i tak bezprzedmiotowe. Hoff został wyrzucony z Poznania, a Kolberg, który&#13;
musiałby czuwać choćby tylko nad drukiem nut, jako obywatel rosyjski nie&#13;
byłby wpuszczony do Prus w czasie trwania wojny.&#13;
Pod koniec roku 1869 jedynie druk w Krakowie rysował się jako realny.&#13;
Tam książka mogłaby mieć na karcie tytułowej notę o pomocy finansowej&#13;
Towarzystwa Naukowego, a to spełniałoby warunki wynikające z jego statutu i Kolberg mógłby otrzymać dotację pokrywającą część kosztów wydania tomu. W październiku Lubomirski zwrócił rękopis pierwszej części&#13;
Krakowskiego i Kolberg przekazał go drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego, a sam około 20 stycznia 1870 r. wrócił do Warszawy. Druku nowego&#13;
tomu Ludu pilnował na miejscu Zygmunt Gloger, który Kolberga poznał&#13;
jeszcze w Warszawie. Wiele lat później, wspominając początki swych zainteresowań folklorem i chaotyczne wówczas próby zbierania przysłów, pisał:&#13;
„W r. 1865, zaprzyjaźniwszy się z Kolbergiem i po wstąpieniu do Szkoły&#13;
Głównej, zacząłem jaśniej pojmować zadania prac naukowych” 1. Gloger&#13;
po trzech latach studiów w Warszawie przeniósł się w 1868 r. na Uniwersytet Jagielloński, gdzie do roku 1872 studiował historię i archeologię. Zainteresowany etnografią, opracowywał wtedy Obchody weselne2, obszerne&#13;
i ambitne studium porównawcze, do którego zapisy nutowe otrzymał od&#13;
Kolberga. W pierwszej połowie roku 1870 kontrolował korekty Krakowskiego i pośredniczył między autorem a drukarnią. Wprowadzanie w ten&#13;
sposób poprawek w druku nie zdawało jednak egzaminu i w kwietniu 1870&#13;
r. pisał do Kolberga:&#13;
Korekty ostatnie robię ściśle, aby wszystko, co Pan zaznaczy, było dokładnie&#13;
poprawionym, ale uważałem, że pierwszą moją korektę poprawiają niedbale&#13;
i odsyłają do Warszawy z wieloma błędami, które ja już poprawiłem3.&#13;
&#13;
Gloger w końcu czerwca wyjeżdżał na okres wakacji do Jeżewa, do&#13;
swego rodzinnego domu. Był to jeden z powodów, dla których Kolberg&#13;
w 1870 r. przyjechał kolejny raz do Krakowa, aby osobiście czuwać nad&#13;
Z. Gloger Przysłowia ludu z okolic Tykocina, „Wisła” 1896, z. 2, s. 349.&#13;
Pruski [Z. Gloger] Obchody weselne cz. I, Kraków 1869.&#13;
3&#13;
List Z. Glogera z 1 IV 1870 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 351.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
228&#13;
&#13;
�drukiem i kończyć redakcję następnych tomów monografii. Nie wiemy dokładnie, kiedy wyjechał z Warszawy — z zachowanych listów wynika, że&#13;
stało się to między końcem czerwca a połową września i przebywał w samym Krakowie lub w Modlnicy do końca stycznia roku 1871. Do Warszawy&#13;
wrócił wtedy tylko na pół roku. Już wyjeżdżając z Modlnicy wiedział, że&#13;
niedługo przybędzie tam na dłużej — we dworze Konopków zostawił rękopis następnych części Krakowskiego, a o ich wydaniu miał rozmawiać&#13;
w sierpniu z kierownikiem drukarni. Prawdopodobnie w czasie pobytu&#13;
Kolberga w Modlnicy lub w Mogilanach na przełomie lat 1870 i 1871 Józef&#13;
Konopka zaprosił go na dłużej i zapewne w ciągu roku 1871 Kolberg podjął&#13;
decyzję o skorzystaniu z tego zaproszenia.&#13;
&#13;
��Elżbieta Millerowa&#13;
&#13;
Lata krakowskie w życiu Kolberga&#13;
(1871–1890)&#13;
&#13;
XI&#13;
[Warunki pracy literackiej i naukowej w Warszawie po powstaniu styczniowym. – Cenzura carska. – Położenie materialne pisarzy i uczonych. – Brak&#13;
oparcia instytucjonalnego dla pracy badawczej. – Wyjazd Kolberga do Krakowa (sierpień 1871). – Sytuacja w autonomicznej Galicji. – Swobody obywatelskie. – Życie umysłowe i kulturalne Krakowa.]&#13;
&#13;
Propozycja zamieszkania pod Krakowem oraz oferowana przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie dotacja na Lud otwierały przed Kolbergiem zupełnie nowe perspektywy. Coraz bardziej doskwierający mu&#13;
kryzys materialny i brak możliwości kontynuacji zaplanowanego wydawnictwa, związane z zarysowaną wcześniej sytuacją w popowstaniowej Warszawie pod rządami władz carskich, skłaniały do radykalnego&#13;
rozwiązania, jakim było opuszczenie zaboru rosyjskiego. Nie był w tym&#13;
zresztą Kolberg odosobniony; wielu mieszkańców Królestwa udawało się&#13;
wówczas na dobrowolną emigrację za granicę, a także do Galicji, gdzie&#13;
wraz z uzyskaniem autonomii i swobód obywatelskich warunki pracy naukowej i literackiej stały się znacznie bardziej sprzyjające. Po powstaniu&#13;
styczniowym w Królestwie Polskim działał cały wspominany już system&#13;
represji i zniewolenia, zaprowadzono stałe rządy wojskowo-policyjne.&#13;
Obok prześladowań, aresztowań i surowych wyroków dla powstańców&#13;
i konspiratorów, obok konfiskat majątków, karnych wcieleń do wojska,&#13;
masowej zsyłki na Syberię i przymusowych przesiedleń w głąb Rosji,&#13;
poddano społeczeństwo bezwzględnej rusyfikacji. Po nieudanym zamachu&#13;
na cara Aleksandra II w 1866 roku represje jeszcze się nasiliły, obejmując&#13;
wszystkie formy życia zbiorowego. Zwalczane były wszelkie przejawy&#13;
polskości i narodowego stanowienia na rzecz całkowitej integracji z cesarstwem rosyjskim poprzez zmianę ustroju, administracji i prawa na wzór&#13;
obowiązujących w Rosji carskiej. Począwszy od 1866 roku, likwidowano&#13;
231&#13;
&#13;
�kolejne instytucje świadczące o odrębności Królestwa, znosząc stopniowo jego autonomię. Wszystkie urzędy poddano depolonizacji, usuwając&#13;
Polaków, zwłaszcza z wyższych stanowisk, i obsadzając je Rosjanami oraz&#13;
wprowadzając język rosyjski jako obowiązujący w całej administracji.&#13;
Bezwzględnie zwalczano przejawy świadomości narodowej, która miała&#13;
zostać wymazana. Szczególne restrykcje dotknęły więc szkolnictwo, język,&#13;
kulturę. Zakazano działalności wszystkich towarzystw oświatowych i kulturalnych. Zamkniętą w roku 1869 Szkołę Główną zastąpił uniwersytet carski&#13;
z językiem wykładowym rosyjskim. Od roku 1866 stopniowo rugowano&#13;
język polski ze szkół; nadzór nad edukacją miał stanowić główne narzędzie&#13;
wynaradawiania Polaków. Obowiązywała cenzura prewencyjna, czasopisma i książki musiały być przedstawiane w urzędach cenzury w rękopisach,&#13;
a następnie w odbitkach korektorskich, które porównywano z pierwotną,&#13;
dozwoloną wersją rękopiśmienną. Mnożyły się zakazy publikacji, gotowe&#13;
wydawnictwa nie zawsze dopuszczano do rozpowszechniania.&#13;
Choć w Królestwie pozostała polska prasa, wydawnictwa, teatry rządowe z polskim repertuarem i ukazywały się polskie książki, cenzura carska&#13;
krępowała swobodę wypowiedzi i wolną myśl nie tylko poprzez urzędnicze&#13;
zakazy i restrykcje, ale także poprzez autocenzurę autorów, którzy kontrolowali sami siebie, oraz poprzez podobne uprzedzające działania redaktorów i wydawców. Mechanizm paraliżowania swobody wypowiedzi objął&#13;
całe pokolenie ludzi pióra i wycisnął swoje piętno na ich twórczości i jej&#13;
społecznym odbiorze. Świadek tego czasu, historyk S. Krzemiński, opisując&#13;
narzucony przez zaborcę system polityczny, stwierdzał z goryczą:&#13;
Ale to jeszcze nie całe jarzmo; przybywa do niego niewola myśli, straszna, potworna, okrutna, jakiej już w wieku XIX żaden naród na świecie nie doznaje,&#13;
prócz Polaków w zaborze rosyjskim. W Europie cenzura należy już do rzędu&#13;
muzealnych zabytków przeszłości; u nas jest czynną, niestrudzoną, nieustającą&#13;
torturą, mającą swoich oprawców, swoich sędziów i swoje prawa. […] Myśl do&#13;
ciemnego lochu wtrącona – to stan dzisiejszy umysłowości polskiej w Królestwie wyrażającej się w druku. Cenzor jest wszechwładnym, nieodpowiedzialnym stróżem jej i katem. Za to, co pozwolił wydrukować, nie na nim ciąży&#13;
odpowiedzialność, ale na tym, kto z jego pozwolenia skorzystał1.&#13;
&#13;
1&#13;
[S. Krzemiński] Dwadzieścia pięć lat Rosji w Polsce (1863–1888). Zarys historyczny,&#13;
Lwów 1892, s. 189.&#13;
&#13;
232&#13;
&#13;
�Trudne warunki życia umysłowego i kulturalnego w popowstaniowej&#13;
Warszawie dotykały także Kolberga; przyjęty do Towarzystwa Naukowego&#13;
Krakowskiego jako „literat z Warszawy” był przecież tego życia czynnym&#13;
uczestnikiem. Warto więc pokrótce przypomnieć ówczesną sytuację ludzi&#13;
pióra.&#13;
Położenie materialne twórców było bardzo ciężkie. Pisarze byli źle opłacani lub nie otrzymywali honorariów wcale, gdyż nie było jeszcze praktyką&#13;
powszechną wynagradzanie prac literackich lub też brakło na honoraria&#13;
pieniędzy. Redaktorzy czasopism, szczególnie naukowych, nie płacili regularnie honorariów, zwykle z powodu niskich nakładów, a więc braku dochodów. Autorzy zmuszeni byli do innych prac zarobkowych, by utrzymać&#13;
siebie i rodziny, a swoje publikacje musieli traktować jako wyraz poświęcenia dla dobra ogółu. Prasa codzienna stwarzała wprawdzie możliwość&#13;
zarobkowania, nie było to jednak wynagrodzenie wystarczające i regularne,&#13;
powstała więc praktyka brania zaliczek, często na teksty czy utwory jeszcze nienapisane, co oznaczało zależność finansową od wydawcy. Ponadto&#13;
opłacano autorów „od wiersza”, przy czym liczba wierszy na ogół zależała&#13;
od wydawcy, który licząc się z upodobaniami czytelników lub uprzedzając&#13;
cenzurę, mógł według uznania decydować o objętości tekstów i dokonywać&#13;
w nich zmian, często wbrew intencjom twórców. Nierzadkim zjawiskiem&#13;
była bieda zmuszająca pisarzy do zarobkowania na dodatkowych posadach,&#13;
do pracy ponad siły, często i tak prowadzącej do skrajnego ubóstwa. W sytuacji, gdy życie umysłowe nie miało żadnego instytucjonalnego oparcia,&#13;
funkcję integrującą środowisko literackie i naukowe pełniły w pewnym&#13;
stopniu jedynie nieformalne zebrania towarzyskie o charakterze „półkonspiracyjnym”, odbywające się w domach prywatnych i w redakcjach periodyków, np. „Kuriera Warszawskiego” czy „Biblioteki Warszawskiej”. Jednak&#13;
wobec wszechobecnej kontroli i zakazów zgromadzeń nie było już możliwości kontynuowania takich spotkań i bogatej tradycji salonów w skali&#13;
sprzed powstania.&#13;
W warunkach bezwzględnej rusyfikacji kolejnych dziedzin życia zbiorowego strefą polskości pozostawały dwie dziedziny: literatura i teatr. Polskie&#13;
słowo pisane stało się w okresie popowstaniowym ostoją narodowego trwania, narzędziem oporu i walki o zachowanie świadomości narodowej. Piś­&#13;
miennictwo, podobnie jak sami autorzy, poddane było jednak bezustannemu&#13;
dozorowi władz zaborczych, wszędzie dopatrujących się podstępu, ukrytych&#13;
intencji, aluzji, niesubordynacji. Kontrolę tę, której celem miała być całkowita&#13;
233&#13;
&#13;
�neutralność treści, sprawowali nie tylko cenzorzy, ale i urzędnicy poczty,&#13;
policjanci, celnicy, dodatkowo sprawdzający się wzajemnie. Obowiązującą w&#13;
Imperium Ustawę o cenzurze i druku z roku 1857, wielokrotnie nowelizowaną w późniejszych latach, uzupełniały liczne jawne i tajne okólniki, wytyczne&#13;
i zarządzenia, a przepisy interpretowano zależnie od aktualnych okoliczności,&#13;
w których miała się ukazać publikacja, od wskazań politycznych władz centralnych, od warunków miejscowych czy indywidualnych ocen cenzora. Dotychczasowe formy działania cenzury ujednolicono i scentralizowano poprzez&#13;
utworzenie w roku 1869 Warszawskiego Komitetu Cenzury, który podlegał&#13;
władzom w Petersburgu. Sam system ulegał zresztą zmianom; bywały okresy&#13;
względnego liberalizmu i absurdalnej surowości. Jak pisze Maria Prussak w&#13;
pracy poświęconej temu zagadnieniu:&#13;
Cenzorzy rosyjscy często bywali niemal współautorami dzieł drukowanych&#13;
w Królestwie Kongresowym i granych w tutejszych teatrach […]. Ostateczny&#13;
kształt utworu literackiego zależał więc od postanowienia cenzora1.&#13;
&#13;
Surowe rygory aktów ustawodawczych obok chwiejnych i nieprzewidywalnych decyzji urzędników stwarzały bariery trudne do pokonania dla&#13;
samych twórców, redaktorów i wydawców, uzależnionych materialnie od&#13;
kapitału i od sprzedaży swych wydawnictw. Obok cenzury wewnętrznej,&#13;
decydującej o zgodzie na druk w kraju, istniała też cenzura zewnętrzna, rozstrzygająca o dopuszczeniu do księgarń i prenumeratorów czasopism i książek opublikowanych za granicą, a także o przywiezieniu do kraju powstałych tam rękopisów. Z kolei obok bezwzględnego i często ograniczonego&#13;
urzędnika działała wspomniana już ingerencja redaktora i wydawcy, którzy&#13;
usuwali z tekstów wszystko, co mogło wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia&#13;
cenzora. Praca twórcza stawała się często w takich warunkach męczącym&#13;
wyrobnictwem, zmuszając do rewizji pierwotnych pomysłów, używania&#13;
masek, aluzji, niedomówień, najrozmaitszych szyfrów i zabiegów skrywających prawdziwy sens. I tak np. naturalną konsekwencją tych warunków&#13;
była zauważana przez historyków „letniość” warszawskiej prasy, gdyż jak&#13;
pisze Kulczycka–Saloni:&#13;
M. Prussak Świat pod kontrolą, „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja”&#13;
1991, nr 6 (12), s. 39–40. Por. też Świat pod kontrolą. Wybór materiałów z Archiwum Cenzury&#13;
Rosyjskiej w Warszawie, wybór, przekład i opracowanie M. Prussak, Warszawa 1994; R. Nycz&#13;
Literatura polska w cieniu cenzury, „Teksty Drugie…” 1998, nr 3 (51), s. 5–27.&#13;
1&#13;
&#13;
234&#13;
&#13;
�[…] unikano jasnego formułowania własnych postaw i jasnego stawiania zarzutów […]. Trzeba było bowiem nie tylko powiedzieć to, co się miało do powiedzenia i co powiedzieć się chciało, ale także powiedzieć w sposób tylko dla&#13;
pewnych adresatów zrozumiały. Inni powinni byli zatrzymać się na słowach,&#13;
nie docierając do sensu1.&#13;
&#13;
W roku, w którym Kolberg opuszczał Warszawę, lwowski dziennik informował w anonimowej korespondencji:&#13;
Z Warszawy donoszą nam, że cenzura od niejakiego czasu stała się niezmiernie&#13;
ostrą. Petersburg sypie koncesje na nasze pisma, a Warszawa tępi każdy wyraz,&#13;
każdą myśl – już nie powiem, naszą, ale europejską. Od czasu Komuny Paryskiej&#13;
nie wolno w Warszawie pisać o sprawach społecznych, spółkach, stowarzyszeniach. Dzienniki są w kłopocie, czym zapełnić mają swoje kolumny. Dziwić się&#13;
przeto nie wypada, że „Gazeta Polska” we wstępnym artykule zajmuje się ospą2.&#13;
&#13;
Pisarstwo i język pod cenzorską kontrolą określane były przez samych&#13;
pisarzy i dziennikarzy jako „styl więzienny”, „kajdany po piórze”. Niektóre poczynania cenzury stawały się wręcz absurdalne, granicząc niekiedy&#13;
z groteską, o czym świadczyć może przykład nakazu wykreślenia przymiotnika „polska” w botanicznej nazwie „pszenica polska (Triticulum polonicum)” i zastąpienia go przymiotnikiem „krajowa”, od czego ostatecznie cenzor jednak odstąpił3. Powszechnie narzucano używanie określeń:&#13;
„u nas”, „w kraju”, „naszej”, „krajowej”, zamiast niedozwolonych: „Polska”,&#13;
„polskiej”, choć czasami te ostatnie wykreślano jedynie z kart tytułowych,&#13;
pozostawiając w tekście książek. Usuwano z rękopisów do druku nazwy&#13;
godności narodowych, elementów stroju, muzyki, obyczaju polskiego (karabela, kontusz, konfederatka), „króla” zamieniano na „księcia”, bohatera&#13;
komedii przebierano z kontusza w surdut, okresami nie dopuszczano też&#13;
rzeczownika „ojczyzna” itd. Jeszcze surowsze kryteria obowiązywały w teatrach, gdzie wobec licznej widowni słowa i obrazy, np. strojów i rekwizytów historycznych, słyszane i pokazywane ze sceny stawały się groźniejsze niż w lekturze. W odpowiedzi pisarze uznali pokonanie barier cenzury&#13;
za swój patriotyczny obowiązek i szukali różnych sposobów walki z nią.&#13;
J. Kulczycka-Saloni Życie literackie Warszawy w latach 1864–1892, Warszawa 1970,&#13;
s. 201.&#13;
2&#13;
Ziemie polskie. Z Warszawy, „Dziennik Polski” 1871, nr 187, s. 1.&#13;
3&#13;
S. Górski Z dziejów cenzury w Polsce, „Biblioteka Warszawska” 1905, T. IV, s. 478.&#13;
1&#13;
&#13;
235&#13;
&#13;
�Powszechnie uciekano się do języka czy stylu ezopowego, który przy pomocy metafor, alegorii, symbolu, peryfrazy, wieloznaczności lub przemilczeń&#13;
wyrażał myśli nie wprost, maskował prawdziwy sens, który czytelny był&#13;
dla odbiorcy, a zmylić miał czujność cenzora. Pisano więc zastępczo: „ziemia rodzinna”, „kraj” zamiast: „Polska”; „burza” zamiast: „walka o wolność”;&#13;
„pożar”, „ów czas”, „wypadki”, „wydarzenia” zamiast: „powstanie” itp. Walka&#13;
pisarzy z dyktatem cenzury przybierała różne formy, stosowano najrozmaitsze wybiegi, by w wyniku cichej umowy z czytelnikiem kamuflować&#13;
rzeczywisty sens tekstów, domyślny jednak dla polskiego odbiorcy. Strategia języka ezopowego była kultywowana przez całe ówczesne pokolenie&#13;
pisarzy i uczonych, pozostające pod despotyczną władzą zaborców1.&#13;
Praca naukowa w takich warunkach stawała się bardziej bezinteresownym powołaniem niż pragmatycznie uprawianym zawodem. Dla młodych&#13;
naukowców ze wszystkich prawie dziedzin brakowało perspektyw pracy&#13;
i rozwoju, a także stypendiów, które przydzielano przybyszom z Rosji. Dzieła naukowe oryginalne należały do rzadkości z powodu braku warunków&#13;
dla swobodnych dociekań badawczych i trudności wydawniczych. Pierwszeństwo dawali wydawcy beletrystyce jako dostępniejszej dla ogółu. Po&#13;
zamknięciu Szkoły Głównej w 1869 r., z wyjątkiem Towarzystwa Lekarskiego działającego od 1820 r., nie było w Warszawie przez szereg lat żadnej instytucji popierającej polską naukę. Indywidualny wysiłek intelektualny i samouctwo zastępowały zorganizowane formy kształcenia, studiów&#13;
i kariery naukowej. Wybitny historyk, przedstawiciel szkoły warszawskiej,&#13;
Władysław Smoleński pisał:&#13;
Uniedostępniono Polakom katedry w Uniwersytecie Warszawskim, rugowano&#13;
ich nawet ze stanowisk nauczycieli gimnazjalnych. Uczeni pozbawieni pola pracy na terenie Królestwa odpływali do zaboru austriackiego, do wszechnic i gimnazjów galicyjskich. Dokonywał się w ten sposób proces emigracji najlepszych&#13;
sił naukowych pociągający za sobą zubożenie umysłowe społeczeństwa. Adepci&#13;
nauki zasiedziali w kraju, pozbawieni warsztatów pracy zawodowej i środków&#13;
1&#13;
Zob. m.in. A. Martuszewska Ezopowy język, w: Słownik literatury polskiej XIX wieku,&#13;
pod red. J Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław 2002, s. 249–251; Z.J. Adamczyk Cenzura,&#13;
tamże, s. 125–131; B. Szyndler Dzieje cenzury w Polsce do 1918 roku, Kraków 1993; M. Prussak Świat pod kontrolą…, s. 39–49; W. Caban Cenzura w Królestwie Polskim w latach 1815–&#13;
1915, w: Granice wolności słowa. Materiały konferencji naukowej, Kielce, 4–5 maja 1995 r.,&#13;
red. naukowa G. Miernik, Kielce–Warszawa 1999, s. 9–18.&#13;
&#13;
236&#13;
&#13;
�jej uprawy, wyczerpywali swe siły udzielaniem lekcyj w szkołach i domach&#13;
prywatnych lub też zarobkowaniem w biurach kolejowych, bankowych i w kantorach przemysłowo-handlowych […] Uprawiano naukę dorywczo, poświęcając&#13;
jej niedospane godziny nocy i dni wypoczynków świątecznych. Oddawano się&#13;
jej bezinteresownie, bez widoków na jakiekolwiek korzyści materialne, w przeświadczeniu, że się spełnia obowiązek służby narodowej1.&#13;
&#13;
Kolberg jako przedstawiciel tej generacji, pozostający w nurcie ówczesnego życia umysłowego Warszawy – tak jak całe społeczeństwo – boleśnie doświadczał traumy klęski i skutków powstania. I tym ostrzej rysował&#13;
mu się w Warszawie brak perspektyw realizacji zamierzeń badawczych&#13;
i wydawniczych o tak szeroko zakrojonym programie, kontynuacji edycji&#13;
planowanej jako seryjna na lata i jako taka wymagającej stałego funduszu.&#13;
Wcześniej przedstawiono jego borykanie się z trudnościami przy wydaniu&#13;
czterech pierwszych tomów, a także uciążliwe i bezowocne starania o pozyskanie środków na publikację dalszych. Zachowane źródła nie przekazują&#13;
nam bezpośrednich wypowiedzi Kolberga na temat aktualnej sytuacji politycznej w Królestwie i w Polsce, warunków życia i pracy w Warszawie lat&#13;
popowstaniowych. Na zachowanej korespondencji z tych lat, stosunkowo&#13;
nielicznej, ciąży w tych kwestiach przemilczenie zadekretowane kneblem&#13;
cenzury, szczelnie kontrolujące słowa. Zapewne zdecydowała o tym także&#13;
charakterystyczna dla Kolberga powściągliwość w słowie pisanym, która –&#13;
jak możemy się jedynie domyślać – w ówczesnej atmosferze powszechnego&#13;
poczucia zagrożenia dyktowała raczej nieodsłanianie osobistych kłopotów&#13;
i przeżyć traktowanych jako oczywiste dla ogółu. Mimo to w listach z tego&#13;
okresu daje się odczytać znużenie, zniechęcenie, a nawet zawód i gorycz badacza zmagającego się z przeciwnościami. Autocenzura wyziera też z nich&#13;
niejednokrotnie, mimo że ich część, jeśli nie większość, gdy tylko było to&#13;
możliwe, przekazywana była nie pocztą, lecz do rąk adresatów przez zaufanych pośredników. A tam, gdzie przemilczenie okazywało się niemożliwe,&#13;
pojawiał się charakterystyczny język ezopowy. Określenia czy zdania użyte&#13;
przez Kolberga w jednym z listów pod koniec lat sześćdziesiątych w rodzaju: „kraj, który zamieszkuję”, „ostatnie przeobrażenia w kraju”, „zwiedziłem&#13;
W. Smoleński Warunki pracy naukowej w b[yłym] Królestwie Polskim w okresie odwetu&#13;
rosyjskiego za powstanie styczniowe, „Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój”&#13;
1923, R. IV, s. 358–359. Zob. też M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918. Dzieje&#13;
inteligencji polskiej do roku 1918, T. 3, Warszawa 2008, s. 63.&#13;
1&#13;
&#13;
237&#13;
&#13;
�dotąd małą tylko część krajów słowiańskich”, cel pracy określony jako „wyświecenie przeszłości słowiańskiego ludu”1, wydają się wyraźnie świadczyć&#13;
o zasłanianiu prawdziwego sensu. Wymowy nabiera wspomniany już fakt, że&#13;
i w tytule całej serii jego dzieła Lud, jego zwyczaje… zabrakło przymiotnika&#13;
polski, a nadtytuł brzmi „pojednawczo” z punktu widzenia władz: Materiały&#13;
do etnografii słowiańskiej. Żadne konkretne perypetie Kolberga z cenzurą&#13;
w okresie warszawskim, gdy wydawał pierwsze 4 tomy dzieła, nie są jednak&#13;
znane; możliwe, że zapobiegła temu przezorna refleksja samego autora.&#13;
Tak więc w ostateczności Kolberg uciekł się do rozwiązania radykalnego&#13;
i podjął decyzję o przeniesieniu się do Galicji. Z pewnością nie był to krok&#13;
łatwy; opuszczał Warszawę, w której pozostawiał rodzinę i przyjaciół, miasto młodości, z którym był związany od dzieciństwa. Jednak zaproponowana mu dotacja z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego oraz zaproszenie&#13;
przez przyjaciela do własnego domu pod Krakowem okazały się w tych&#13;
warunkach optymalne i nie do odrzucenia. Definitywnie opuścił Warszawę latem 1871 roku, między 5 sierpnia, którą to datę sugeruje wzmianka&#13;
w liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera, a 16 sierpnia, kiedy&#13;
to Wilhelm potwierdza odbiór listu brata z informacją o odbytej podróży2.&#13;
Najpierw zatrzymał się w Mogilanach, gdzie gospodarował Józef Konopka,&#13;
później w Modlnicy, gdzie mieszkało rodzeństwo Józefa, Julian i Antonina,&#13;
i gdzie spędził następne 13 lat, nim przeniósł się do Krakowa w 1884 roku.&#13;
Wyjeżdżając z Warszawy, planował najprawdopodobniej długi pobyt&#13;
w Krakowie i Modlnicy. Sądzić tak można, ponieważ zabrał wtedy wszystkie materiały do Ludu – własne zapisy terenowe, inne rękopisy i ryciny,&#13;
a także książki, nuty, korespondencję, tj. otrzymane listy i bruliony własnych, oraz dokumenty osobiste. Pozostały w Warszawie niesprzedane do&#13;
tej pory egzemplarze czterech tomów wydanych u Jaworskiego i wcześ­&#13;
niejsze publikacje utworów muzycznych. W latach następnych będzie Kolberg korespondował z Wilhelmem, potem z bratową Karoliną na temat&#13;
Z niedatowanego brulionu listu Kolberga, prawdopodobnie do A. Przeździeckiego z 1869&#13;
roku, Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 346.&#13;
2&#13;
W liście Felicjana Faleńskiego do Karola Estreichera z 5 sierpnia 1871 roku czytamy: „Piszę na prędce parę słów przez odjeżdżającego do Was Oskara Kolberga […]” (Korespondencja&#13;
Karola Estreichera z Marią i Felicjanem Faleńskimi (1867–1903), z autografu wydała i komentarzem opatrzyła J. Rudnicka, „Archiwum Literackie”, pod red. K. Budzyka, T. Mikulskiego&#13;
i S. Pigonia, T. III, Wrocław 1957, s. 99). Zob. też list Wilhelma Kolberga, Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.&#13;
1&#13;
&#13;
238&#13;
&#13;
�egzemplarzy Ludu, nut i innych druków przechowywanych u Gebethnera,&#13;
a także fortepianu i mebli. Chyba jednak latem 1871 roku nie przewidywał,&#13;
że już do Warszawy nie wróci. To, że wyjazd w sierpniu tego roku będzie&#13;
ostateczny, okazało się znacznie później. Dopiero w itinerarium, w którym&#13;
w pierwszej połowie 1889 roku spisał swoje podróże, pod rokiem 1871&#13;
zanotował: „Do Krakowa, Mogilan i Modlnicy – na stałe […]”1.&#13;
Już wcześniej, przebywając często w Krakowie pod koniec lat sześćdziesiątych, Kolberg zetknął się z zupełnie innymi warunkami życia i działalności naukowej w zaborze austriackim i mógł się przekonać, że miasto oddychało nieznanymi w Warszawie swobodami obywatelskimi, które przyniosła doba autonomii. Sytuacja w zaborze austriackim wyglądała w tamtym&#13;
okresie rzeczywiście diametralnie inaczej niż w Królestwie. Stefan Kieniewicz tak pisał o różnych losach narodu w każdym z trzech zaborów:&#13;
[…] sytuacja ziem polskich pod panowaniem Rosji, Prus i Austrii różniła się zdecydowanie we wszystkich płaszczyznach rozwoju: demograficznego, gospodarczego (rolnictwo, przemysł, transport, handel), politycznego i kulturalnego. Różnice&#13;
te pogłębiały się w miarę przedłużania okresu niewoli; nie tylko dlatego, że każdy z trzech rządów zaborczych prowadził w poddanych sobie ziemiach polskich&#13;
odmienną politykę, lecz bardziej jeszcze dlatego, że stosunki w każdej z tych&#13;
dzielnic coraz wyraźniej upodabniały się do stosunków rosyjskich, niemieckich&#13;
lub austro–węgierskich. Warstwy społecznie świadome swej polskości – coraz&#13;
liczniejsze z upływem dziesięcioleci – czuły się oczywiście jednym narodem&#13;
pomimo kordonów; jednym zarówno w sensie kulturalnym, jak i moralno–politycznym. Tym dotkliwiej jednak odczuwały pogłębiające się kontrasty między&#13;
rozwojem gospodarczym, perspektywami politycznego bytu, a nawet stylem życia Polaków z Kongresówki, z Galicji, z Poznańskiego czy też z Górnego Śląska2.&#13;
&#13;
W monarchii austriackiej zaszły w II połowie XIX wieku ważne przemiany&#13;
polityczne. Jak wspomniano wcześniej, po przegranej wojnie we Włoszech&#13;
w 1859 roku i po jej kolejnej całkowitej klęsce w wojnie z Prusami w 1866&#13;
roku ujawniła się ostatecznie wewnętrzna słabość Austrii. Rząd wiedeński zmuszony był do reform, by zapobiec rosnącym napięciom społecznym i politycznym i uniknąć rozpadu państwa. Na mocy konstytucji grudniowej z 1867 roku&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
S. Kieniewicz Przedmowa, w: Polska XIX wieku. Państwo. Kultura. Społeczeństwo, pod.&#13;
red. tegoż, Warszawa 1986, s. 7. Zob. też A. Chwalba Historia Polski 1795–1918, Kraków 2000,&#13;
s. 491–527 oraz M. Micińska Inteligencja na rozdrożach 1864–1918…, s. 1–25.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
239&#13;
&#13;
�przekształcono je w monarchię dualistyczną Austro-Węgry, dwa równorzędne człony połączone osobą cesarza. Franciszek Józef koronował się na króla&#13;
Węgier i oficjalnie 14 listopada 1868 roku wprowadzono nazwę Monarchia&#13;
Austro-Węgierska. Otworzyły się perspektywy reform w całej monarchii habsburskiej, co poprowadziło do stopniowego przyznawania autonomii poszczególnym krajom wchodzącym w jej skład.&#13;
W wyniku tych politycznych zmian i reform Polacy w Galicji uzyskali&#13;
na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych daleko idącą autonomię i znaczne swobody obywatelskie. Na terenie Galicji władzę rządową&#13;
sprawował powoływany przez cesarza namiestnik; do roku 1915 funkcję&#13;
tę sprawowali wyłącznie Polacy. Powstały autonomiczne instytucje: Sejm&#13;
Krajowy – główny organ władz samorządowych, Wydział Krajowy – odpowiedzialny za sprawy gospodarcze i kulturalne organ wykonawczy Sejmu&#13;
Krajowego oraz Rada Szkolna Krajowa, nadzorująca szkolnictwo podstawowe i średnie. W roku 1869 wprowadzono język polski do szkół, urzędów&#13;
i sądownictwa (obok ukraińskiego), przywrócono w Krakowie samorząd,&#13;
którego miasto było pozbawione od 1853 roku. Administracja i władza polityczna znalazły się w przeważającej części w rękach Polaków.&#13;
Sytuacja gospodarcza w Galicji u progu autonomii była katastrofalna,&#13;
zaistniały jednak sprzyjające warunki dla rozkwitu życia politycznego, kulturalnego i naukowego, odżyło polskie szkolnictwo i inicjatywy społeczne,&#13;
działały legalne stowarzyszenia polityczne, rozwijała się działalność czasopiśmiennicza i edytorska. Kraków II połowy XIX wieku, przekształcony&#13;
przez Austriaków w nadgraniczną twierdzę, peryferyjnie położony i pozbawiony możliwości ekonomicznego rozwoju, posiadał jednak potężny atut&#13;
w postaci materialnego i duchowego dziedzictwa kulturowego. Rozumiano&#13;
powszechnie jego symboliczną rolę, wręcz misję, która nabrała nowego&#13;
znaczenia wobec tragedii powstania styczniowego, popowstaniowych represji i żałoby na ziemiach zaboru rosyjskiego, a także postępującej germanizacji Polaków w zaborze pruskim. Kraków stał się ważnym ośrodkiem&#13;
polskiego życia ponadrozbiorowego, rozwijającej się kultury i nauki, pątnictwa narodowego i religijnego, miejscem obchodów i celebracji rocznic i uroczystości patriotycznych, zabronionych w pozostałych zaborach,&#13;
a będących manifestacją woli przetrwania narodu we wspólnocie1. Dzięki&#13;
1&#13;
Zob. S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX, Kraków 1931, s. 20 i nast. Por. też J. Purchla Matecznik polski. Pozaekonomiczne&#13;
&#13;
240&#13;
&#13;
�autonomii i swojemu wyjątkowemu położeniu politycznemu miasto pamiątek narodowych, pomników dziejowych, koronacji królów i ich nekropolii, sanktuariów i grobów świętych pełniło w drugiej połowie XIX wieku&#13;
funkcję „duchowej stolicy narodu”, „matecznika Polski”, „serca Polski”, „relikwiarza narodowych pamiątek”, „polskiej Jerozolimy” – jak rolę tę określali&#13;
badacze historii Krakowa1. Pod Wawel jako do centrum zbiorowej edukacji&#13;
narodowej peregrynowano ze wszystkich trzech zaborów, by w atmosferze&#13;
miasta, wśród jego zabytków i skarbów kultury umacniać ducha polskości&#13;
i kształtować pamięć historyczną. Krótkie lub dłuższe pobyty przybyszów&#13;
z Królestwa, Ziem Zabranych i z zaboru pruskiego w „polskim Rzymie”&#13;
dawały szansę na spotkanie z historią i tradycją, utrwalały poczucie tożsamości i dumę z polskości. Miasto było wówczas także najważniejszym obok&#13;
Jasnej Góry ośrodkiem życia religijnego w kraju, czego wyrazem był m.in.&#13;
pielęgnowany tu kult świętych – Stanisława, Floriana, Jana Kantego, Jacka&#13;
Odrowąża, Salomei, Jadwigi – stanowiący ważną sferę dziedzictwa historycznego w polskiej kulturze. W Krakowie wreszcie kultywowano zwyczaje&#13;
mieszczańskie i ludowe, właściwe tylko temu miastu, takie jak ożywione&#13;
w II połowie XIX wieku staropolskie chodzenie z szopką obnoszoną po&#13;
domach z towarzyszącymi temu przedstawieniami jasełkowymi, emaus,&#13;
rękawka, wianki, konik zwierzyniecki. Obchody te utrwalały poczucie ciągłości tradycji i były czynnikiem konsolidującym społeczność. W swojej&#13;
monografii Krakowskiego Kolberg poświęci tym faktom kulturowym i historycznym pamiątkom miasta ważne miejsce.&#13;
Na kształt życia politycznego Polaków w Galicji okresu autonomii&#13;
decydujący wpływ miały poglądy i działalność konserwatystów krakowskich, tzw. stańczyków (od pamfletu politycznego pt. Teka Stańczyka, publikowanego w 1869 r. w „Przeglądzie Polskim”). Choć często&#13;
sami uczestniczyli w powstaniu styczniowym, po jego upadku stali się&#13;
czynniki rozwoju Krakowa w okresie autonomii galicyjskiej, Kraków 1992, F. Ziejka „Tu&#13;
wszystko jest Polską…” (O roli Krakowa w życiu duchowym Polaków w wieku XIX), „Rocznik&#13;
Krakowski” T. LXII: 1996, s. 31–52, B. Wilk Autonomiczny Kraków skarbnicą narodowych&#13;
pamiątek, „Folia Historica Cracoviensia”, T. 10: 2004, s. 420–430.&#13;
1&#13;
Zob. m.in. J. Purchla Matecznik polski…, s. 38 i 47, tenże Kraków i Lwów: zmienność&#13;
relacji w XIX i XX wieku, w: Kraków i Lwów w cywilizacji europejskiej. Materiały międzynarodowej konferencji zorganizowanej w dniach 15–16 listopada 2002 r., red. J. Purchla, Kraków&#13;
2002, s. 82 i 84, F. Ziejka „Tu wszystko jest Polską”…, s. 35–50. „Relikwiarzem na piersiach Polski” nazwał Kraków J.I. Kraszewski w artykule Wycieczka do Krakowa („Tydzień Polityczny,&#13;
Naukowy, Literacki i Artystyczny” 1871, nr 14).&#13;
&#13;
241&#13;
&#13;
�krytykami i przeciwnikami polskich konspiracji i insurekcji. Nie wyrzekając się aspiracji narodowych, w duchu realizmu politycznego i pragmatyzmu przedkładali nad zbrojne zrywy i spiski niepodległościowe&#13;
rzetelną pracę dla dobra narodu, kultywację polskości i zabiegi o rozszerzenie praw narodowych Polaków, przy zachowaniu jednak lojalności wobec Austrii. Dominowali w Kole Polskim w austriackiej Radzie&#13;
Państwa i przyczynili się rzeczywiście do uzyskania szeregu koncesji&#13;
dla Polaków i poprawy ich sytuacji w zaborze austriackim. Czołowi&#13;
działacze obozu stańczyków: W. Kalinka, S. Tarnowski, J. Szujski, S. Koźmian, L. Wodzicki i M. Bobrzyński byli jednocześnie najwybitniejszymi&#13;
przedstawicielami naukowej i artystycznej elity Krakowa. Mając przygotowanie historyczne i głosząc swoje poglądy także w historiografii, filozofii, publicystyce, krytyce literackiej i teatralnej, wpłynęli inspirująco&#13;
– wbrew utartym poglądom – na rozkwit życia umysłowego w Galicji,&#13;
na kształtowanie się zmysłu państwowości, na integrację ponadzaborową wokół Krakowa – „duchowej stolicy Polski”. Z tymi osobistościami,&#13;
kształtującymi intelektualny pejzaż Krakowa, i z ich myślą polityczną&#13;
Kolberg zetknie się w ciągu swojej działalności, m.in. w Akademii.&#13;
Ośrodkiem życia naukowego pod Wawelem były Uniwersytet Jagielloński i Towarzystwo Naukowe Krakowskie. Na uniwersytecie stopniowo&#13;
dokonała się pełna repolonizacja, która trwała do roku akademickiego&#13;
1870/1871. W 1869 r. ustanowiono w nim na podstawie nominacji cesarskiej (z 28 września) pierwszą na ziemiach polskich Katedrę Historii Polski,&#13;
którą objął Józef Szujski (1835–1883), współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, a proces ten całkowicie zakończyło uznanie 30 kwietnia 1870&#13;
roku języka polskiego jako wyłącznie obowiązującego języka wykładowego. Wielu profesorów podejmowało ogromny wysiłek, kumulując pracę&#13;
w kilku katedrach, znaczna ich część była wychowankami uniwersytetów&#13;
zachodnich, co umożliwiało polskiej nauce przyswajanie zdobyczy europejskich. Pracę naukową wiązano z życiem kulturalnym i z potrzebami kraju,&#13;
dzięki czemu rosła rola społeczna uczelni. Pełna repolonizacja uniwersytetu&#13;
krakowskiego spowodowała dalszy żywiołowy rozwój zarówno dyscyplin&#13;
matematyczno-przyrodniczych, jak i humanistycznych, a także uzyskanie&#13;
rangi ogólnonarodowej. Profesorowie polscy po reformie senatu w 1874&#13;
roku otrzymali znaczne uprawnienia do samodzielnej działalności i organizacji życia naukowego. Z kolei we Lwowie na Uniwersytecie Jana Kazimierza od 1871 roku obowiązywały dwa języki wykładowe: polski i ruski&#13;
242&#13;
&#13;
�(ukraiński). Obie uczelnie mogły więc stanowić centra polskiego życia naukowego, promieniującego na cały kraj.&#13;
Działalność naukowo-oświatową prowadziło też Towarzystwo Naukowe Krakowskie, które posiadało duży dorobek i zasługi dla nauki polskiej,&#13;
wykraczając swoim oddziaływaniem poza Kraków i Galicję i wspierając&#13;
inicjatywy i osoby prywatne z zaboru pruskiego i rosyjskiego, czego przykładem jest członkostwo i dotacja przyznane Kolbergowi. Wkrótce prace Towarzystwa kontynuować będzie przekształcona z niego, a powstała&#13;
w roku 1872 w oparciu o tradycje i potencjał naukowy uniwersytetu Akademia Umiejętności. Stanie się ona naczelną polską instytucją naukową&#13;
w okresie zaborów i w latach międzywojennych, a jej zasługi dla rozwoju&#13;
i integracji działalności naukowej między trzema zaborami są nie do przecenienia. Promieniując na cały kraj, Akademia konsolidowała rozproszone&#13;
w trzech zaborach wysiłki na rzecz rozwoju nauki i podtrzymania ducha&#13;
narodowego. Jak wcześniej Towarzystwu Naukowemu Krakowskiemu, tak&#13;
i później Akademii Kolberg będzie zawdzięczać kontynuację swojego dzieła.&#13;
Warunki życia i pracy twórczej różniły się więc zasadniczo od panujących w Królestwie i opisanych wyżej. Kiedy Kolberg zamieszkał pod&#13;
Krakowem i stał się stałym bywalcem miasta, znalazł tu zupełnie inne&#13;
możliwości działania, pracy badawczej i kontaktów naukowych. W Krakowie i Lwowie chroniło się nie tylko wielu uciekinierów z Królestwa czy&#13;
z Ziem Zabranych, tam również powracali zesłańcy, wygnańcy, emigranci&#13;
z Zachodu. W latach 1867–1871 do Krakowa powrócili lub osiedlili się&#13;
w nim w poszukiwaniu możliwości pracy i rozwoju przedstawiciele świata&#13;
kultury i nauki, których Kolberg poznał już wcześniej lub z którymi będzie&#13;
się wkrótce spotykał i współpracował. Należeli do nich m.in. Józef Zejszner (1805–1871), geograf i geolog, Wincenty Pol (1807–1872), poeta i geograf, Karol Estreicher (1827–1908), historyk literatury i teatru, bibliograf&#13;
i wieloletni dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej, Władysław Ludwik Anczyc&#13;
(1823–1883), poeta, dramatopisarz i wydawca, Adrian Baraniecki (1828–&#13;
1891), lekarz, działacz społeczny, założyciel i dyrektor Muzeum Techniczno-Przemysłowego w Krakowie, Juliusz Kossak (1824–1899), malarz, rysownik&#13;
i ilustrator, Jan Nepomucen Sadowski (1814–1897), archeolog i etnograf,&#13;
Adam Honory Kirkor (1818–1886), archeolog i wydawca, Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog i etnograf. Wszyscy oni – podobnie jak&#13;
Kolberg – wiązali z Krakowem nadzieje na pomyślniejsze warunki pracy&#13;
i rozwoju, podejmując podobne decyzje wobec perspektyw otwierających&#13;
243&#13;
&#13;
�się w Galicji, w większości znaleźli się też wkrótce w kręgu osób współpracujących i kontaktujących się z Kolbergiem, przeważnie w Akademii. Dla&#13;
autora Ludu otworzyła się także perspektywa stabilizacji upragnionej dla&#13;
realizacji dzieła, szansa wyrwania się z dusznej atmosfery Warszawy, choć&#13;
zmiana ta oznaczała zarazem porzucenie rodzinnego miasta, miasta młodości, rodziny, bliskich i przyjaciół, zerwanie więzów ze światem, w którym&#13;
ukształtował swój dojrzały program badawczy i rozpoczął jego realizację.&#13;
Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że miało to być rozstanie na zawsze; Kolberg nigdy już nie przekroczył granicy zaboru rosyjskiego i nie odwiedził&#13;
Warszawy.&#13;
XII&#13;
[Konopkowie, zainteresowania i działalność społecznikowska i patriotyczna&#13;
braci Józefa, Romana i Juliana. – Modlnica i jej gospodarze – Julian i Antonina. – Kolberg w nowych warunkach. – Dojazdy do Krakowa, kontakty&#13;
z drukarnią, bibliotekami, archiwami i przedstawicielami środowiska naukowego, możliwość uczestnictwa w życiu kulturalnym i umysłowym miasta.]&#13;
&#13;
Zaproszenie Konopki z serdeczną zachętą, by Kolberg „dom nasz uważał&#13;
za własny”, oznaczało przyjęcie do rodzinnego grona i odnalezienie w nim&#13;
uznania i zrozumienia dla jego pracy, a także wymiernej pomocy. Przyjaźń&#13;
z Józefem datująca się od 1841 roku, kiedy to poznali się w Warszawie,&#13;
rozwijana przez lata kolejnych odwiedzin Kolberga w dworach Konopków&#13;
w Mogilanach i Modlnicy, ugruntowała się także poprzez wspomniane&#13;
wcześniej wspólne zainteresowania, a okresami nawet terenową współpracę autora Ludu i autora Pieśni ludu krakowskiego.&#13;
Józef Konopka pochodził z zamożnej ziemiańskiej rodziny o żywych&#13;
i starannie kultywowanych tradycjach niepodległościowych i patriotycznych, a także społecznikowskich. Konopkowie herbu Nowina, z przydomkiem z Jałbrzykowskiego Stoku, osiedleni w Małopolsce w XVIII wieku,&#13;
pochodzili ze szlachty mazowieckiej, z ziemi łomżyńskiej1. Protoplasta tej&#13;
Informacje o Konopkach zob. m.in. Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1867–1868 (hasła: Konopka Józef, Konopka Julian, Konopka Franciszek Ksawery); Archiwum Konopków&#13;
z Modlnicy i Mogilan, https://szukajwarchiwach.pl; E. Jaworska Posłowie, w: J. K[onopka]&#13;
Pieś­ni ludu krakowskiego, Wrocław 1974, wyd. fototypiczne pierwodruku z 1840 r. pod red.&#13;
1&#13;
&#13;
244&#13;
&#13;
�linii, dziad Józefa, Wojciech Józef Konopka (1733–1811), ożeniony z Teresą&#13;
Skotnicką, był marszałkiem dworu ks. Augusta Czartoryskiego, łowczym&#13;
sanockim, właścicielem zakupionych przez siebie wsi – Modlnicy i Mogilan&#13;
pod Krakowem oraz Zaleszan w powiecie tarnobrzeskim, które były wianem żony. Trzej jego synowie, Michał (1781–1833), Stanisław (1786–1850)&#13;
oraz Tadeusz (1782–1864), uczestniczyli w kampaniach napoleońskich. Po&#13;
powrocie bracia osiedlili się w rodzinnych majątkach: najstarszy Michał&#13;
odziedziczył wniesione w posagu matki i wykupione przez ojca z długów Zaleszany, Stanisław otrzymał Mogilany leżące między Myślenicami&#13;
a Krakowem, a Tadeusz – podkrakowską Modlnicę Wielką. Michał z Zaleszan, ożeniony z Balbiną Białobrzeską, miał syna Franciszka Ksawerego&#13;
(1828–1898), który udzielał się społecznie jako prezes Towarzystwa Pomocy&#13;
Weteranom Powstania Listopadowego. Stanisław z Mogilan, żonaty z Zofią&#13;
Kraińską, uzdolniony plastycznie autor obrazów i grafik, miłośnik sztuki&#13;
i literatury, gromadził dokumenty i notatki dotyczące dziejów rodziny. Był&#13;
ojcem Stefanii, późniejszej żony swego bratanka Józefa, oraz Julii, żony&#13;
Gabriela Załęskiego z Iskani pod Dobromilem, i Amelii, żony Hipolita Bochdana z Zadwórza pod Lwowem. Tadeusz sprawował funkcje wójta gminy,&#13;
sędziego pokoju w Krakowie i reprezentanta na sejm w czasach Rzeczypospolitej Krakowskiej. W rodzinnej wsi Konopków, Modlnicy, gospodarował&#13;
z zamiłowaniem, przeprowadzając renowację dworu, a także podejmując&#13;
budowę wodociągu dla browaru, gorzelni, dworu i części wsi. Ożenił się&#13;
z Antoniną Podlewską. Pisał ciekawe wspomnienia i pamiętniki oparte m.in.&#13;
na materiałach zebranych przez brata Stanisława. Pielęgnował tradycje&#13;
powstania kościuszkowskiego i epoki napoleońskiej oraz zainteresowanie&#13;
H. Kapełuś, posłowie i opracowanie E. Jaworska, s. III i nast.; M. Konopka Konopkowie herbu&#13;
Nowina. Z dziejów rodziny, „Strzyżowski Rocznik Muzealny” T. III: 2017, s. 205–231; O. Kolberg Józef Konopka, w: tegoż Studia, rozprawy i artykuły (DWOK T. 63), s 443–448 (pierwodruk: „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792); P. Strzelichowski Mowy żałobne wypowiedziane&#13;
podczas pogrzebów śp. Józefa Konopki […] i śp. Romana Konopki […], Kraków 1891; H. Jost&#13;
Julian Konopka. Zapomniany technik polski, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1959,&#13;
T. 4, nr 3, s. 521–527. O Konopkach, ich kontaktach z Kolbergiem, jego podróżach w Krakowskie, badaniach i współpracy z Konopkami zob. omówienie E. Millerowej i A. Skrukwy&#13;
„Krakowskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement do tomów 5–8 (DWOK&#13;
T. 73/I), s. XVI i nast. Cenne informacje o rodzinie i pobycie Kolberga w Modlnicy przynoszą&#13;
także opublikowane przez K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek z Modlnicy o Oskarze&#13;
Kolbergu, tj. Antoniny Konopczanki, siostry Józefa, oraz jego córek – Justyny Konopczanki&#13;
(1862–1957) i Michaliny z Konopków Paszkiewiczowej (ur. 1860), zob. „Wieś Radomska”, T. 11:&#13;
2018, s. 89–120. Dostępne źródła podają różne daty biograficzne Konopków.&#13;
&#13;
245&#13;
&#13;
�dla spraw publicznych, a pietyzm dla historii i patriotyzm przekazał czwórce swoich dzieci, urodzonych już po utracie niepodległości przez Polskę:&#13;
Romanowi (1813–1891), Julianowi (1814–1899), Józefowi (1818–1880) oraz&#13;
Antoninie (1828–1904). Z tym właśnie pokoleniem Konopków połączyła&#13;
Kolberga głęboka i wieloletnia przyjaźń.&#13;
Józef oraz jego dwaj bracia, Julian i Roman, otrzymali staranne wykształcenie. Uczyli się w krakowskich gimnazjach św. Anny i św. Barbary, potem&#13;
studiowali prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a Józef jeszcze dodatkowo filozofię1. Roman i Julian przez dwa lata dopełniali edukację w Paryżu,&#13;
pierwszy w zakresie prawa na Sorbonie, drugi w szkole górniczej, po której&#13;
ukończeniu uzyskał tytuł inżyniera górnictwa i odbywał praktykę w angielskich kopalniach. Po studiach wszyscy trzej Konopkowie osiedli na wsi,&#13;
gdzie pozostali do końca życia. Najstarszy Roman objął sąsiadujące z Modlnicą Tomaszowice i Podskalany, które ojciec dla niego zakupił, Julian z siostrą Antoniną – Modlnicę, Józef – Mogilany, które otrzymał jako wiano żony&#13;
po zawarciu związku małżeńskiego w 1843 roku ze Stefanią, córką swojego&#13;
stryja Stanisława, a także dokupiony Głogoczów. Wszyscy bracia obok działalności zmierzającej do unowocześnienia gospodarki na roli i uprzemysłowienia oraz podniesienia oświaty wsi sprawowali różne funkcje publiczne:&#13;
Roman jako sędzia pokoju, od roku 1848 członek Rady Administracyjnej dla&#13;
byłego Okręgu Wolnego Miasta Krakowa, od roku 1867 autonomicznej Rady&#13;
Powiatowej Krakowskiej, Julian był członkiem komitetu Towarzystwa Rolniczego Krakowskiego, a Józef współzałożycielem tego Towarzystwa (1845)&#13;
i wieloletnim członkiem jego zarządu, współzałożycielem i kuratorem szkoły&#13;
rolniczej w Czernichowie, członkiem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego.&#13;
W roku 1849 wybrany został do sejmu austriackiego w Wiedniu, parę lat&#13;
przed śmiercią w 1877 roku – do Sejmu Krajowego Galicji. Roman zajmował&#13;
się z powodzeniem budową lokalnych dróg, Józef w swoim majątku w Mogilanach wprowadził racjonalną gospodarkę rolną, która stała się wzorem dla&#13;
okolicznych gospodarstw, i założył we wsi urząd pocztowy, wyróżnił się też&#13;
osobistym wkładem finansowym i rzeczowym (narzędzia rolnicze) dla szkoły&#13;
rolniczej w Czernichowie, która powstała ze składek i darów ziemiaństwa&#13;
tego regionu. Wspólnie z uzdolnionym technicznie bratem Julianem założyli&#13;
1&#13;
Według niektórych źródeł Julian studiował nie prawo, lecz matematykę na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (zob. m.in. J. Samujłło Julian Konopka,&#13;
w: Polski słownik biograficzny, T. XIII: 1967–1968, s. 569).&#13;
&#13;
246&#13;
&#13;
�w 1849 roku w Modlnicy fabrykę maszyn i narzędzi rolniczych, przeniesioną potem do Mogilan i funkcjonującą tam do 1879 roku. Po 1863 roku&#13;
w Tomaszowicach i w Modlnicy znaleźli schronienie powstańcy; w pierwszej&#13;
posiadłości mieścił się szpital, w drugiej zatrzymał się uciekający z Krakowa&#13;
Władysław Jabłonowski, adiutant Langiewicza, a także bracia Rzewuscy,&#13;
Lesław i Walery (1837–1888), który później jako właściciel nowoczesnego&#13;
zakładu fotograficznego w Krakowie wykonywał także zdjęcia dla Ludu, oraz&#13;
Wincenty Konieczko, ukrywający się pod nazwiskiem Puchała i przyjęty na&#13;
stanowisko rządcy w Modlnicy.&#13;
Prospołeczna postawa Konopków, ich praca u podstaw i konkretne zaangażowanie dla dobra wspólnego w ówczesnych warunkach politycznych&#13;
były wyrazem głębokiego patriotyzmu, a zarazem świadomego wyboru tak&#13;
pojmowanego obowiązku służby narodowi, o którego przetrwanie walczyli na tej drodze. Kolberg ze swoim wykrystalizowanym programem badawczym, realizowanym poprzez pozytywistyczną pracę nad udokumentowaniem polskiej kultury ludowej, znalazł więc w rodzinie Konopków&#13;
zrozumienie i wsparcie dla swojego zamierzenia, które pojmowane było&#13;
zapewne nie tylko jako przyjacielska przysługa, ale rodzaj obywatelskiego&#13;
obowiązku pomocy dla niezamożnego badacza. Atmosfera domu, w którym&#13;
zaangażowanie społeczne i aspiracje kulturalne gospodarzy harmonizowały&#13;
z życiowym planem Kolberga, była więc szczególnie sprzyjająca. Znalazł&#13;
tu warunki do życia i pracy, życzliwą i konkretną pomoc gospodarzy w organizacji badań i kontaktach z ludnością wiejską, a także w gromadzeniu&#13;
materiału do monografii Krakowskiego, w czym zasłużyła się szczególnie&#13;
Antonina Konopczanka. Umożliwiali mu – zwłaszcza Roman Konopka –&#13;
wyjazdy do Krakowa, gdzie na miejscu doglądał druku, prowadził studia&#13;
w bibliotece i archiwach, nawiązywał kontakty i brał udział w pracach&#13;
Akademii i w życiu umysłowym miasta. Justyna Konopczanka wspominała:&#13;
Stryj Roman jako wiceprezes Rady Powiatu musiał jeździć dwa razy w tygodniu&#13;
na posiedzenia do Krakowa. Zwykle wstępował po Kolberga, który do Akademii&#13;
Umiejętności dla swoich wydawnictw pospieszał1.&#13;
&#13;
Życie codzienne i działalność publiczną wzbogacały też inne zainteresowania braci Konopków. Julian gromadził materiały do pracy o historii&#13;
1&#13;
&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.&#13;
&#13;
247&#13;
&#13;
�przemysłu w Polsce, projektował maszyny rolnicze i zbierał stare, zabytkowe przedmioty i meble, Roman i Józef gromadzili pamiątki narodowe i rodzinne, stare książki i dokumenty, z których korzystał też Kolberg. Roman&#13;
pisał wiersze okolicznościowe, religijne i patriotyczne, Józef był autorem&#13;
prac o owadach szkodliwych dla zbóż oraz obszernej rozprawy o gospodarstwie góralskim z obszaru Karpat w Encyklopedii rolnictwa, opracował&#13;
też w 1878 r. monografię wsi Mogilany, wydaną przez jego syna, Tadeusza,&#13;
dopiero 5 lat po śmierci ojca1. Pozostawił ogromny zbiór przysłów, które&#13;
gromadził z zamiarem opracowania ich do druku. Znalazły się w nim także przekazane mu zapisy Kolberga, który z czasem mniej uwagi poświęcał&#13;
temu gatunkowi literackiemu, właśnie ze względu na plany wydawnicze&#13;
Józefa; te jednak nie doszły do skutku2. Antonina, osoba światła, o zdecydowanych poglądach i gustach, miała zdolności literackie i plastyczne,&#13;
które objawiły się m.in. w spisywanych dla Kolberga bajkach i wierzeniach&#13;
oraz w wykonywanych dla jego Ludu drzeworytach, dzięki czemu znacznie&#13;
wzbogaciła krakowską monografię Kolberga rycinami oraz swoimi zapisami folkloru, które sporządzała na dobrze sobie znanej wsi podkrakowskiej&#13;
od miejscowych narratorów i informatorów.&#13;
Gdy w 1871 roku Kolberg osiadł w Modlnicy na stałe, miał już za sobą&#13;
wcześniejsze wielokrotne pobyty u Konopków. Do Modlnicy został zaproszony po raz pierwszy już w 1842 roku. Jak wspomniano wcześniej, poznał&#13;
wtedy rodzinę Józefa, żyjących jeszcze rodziców, Antoninę z Podlewskich&#13;
i Tadeusza Konopków, braci i siostrę Józefa, Antoninę, oraz rezydentkę&#13;
i nauczycielkę, Antoninę Męcińską, córkę organisty kościoła Panny Marii w Krakowie, z którą już wtedy łączył oczekiwanie, że spisze dla niego&#13;
„muzyki modlnickie”. W świetle zachowanych dokumentów odnotować&#13;
możemy jako daty krótszego lub dłuższego pobytu (szczegółowych relacji&#13;
brak) lata 1843 i 1857, w którym to roku odwiedził również Zakopane,&#13;
Lublanę i Zagrzeb, później 1861 i 1863, gdy podróżował w Tatry i na kresy&#13;
południowo-wschodnie. Bliżej udokumentowane, zwłaszcza w listach, są&#13;
1&#13;
J. Konopka Gospodarstwo górskie, w: Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek&#13;
z nim mających, T. 2, Warszawa 1874, s. 812–846, tenże Wieś Mogilany. Monografia, Kraków&#13;
1885, zob. też tenże O owadach szkodliwych zasiewom, a w szczególności o niezmiarce, Kraków 1867 oraz Wyciąg ze sprawozdań o szkodach przez owady w roku 1870 zrządzonych.&#13;
Napisał […], Kraków 1870 (odb. ze „Sprawozdań Komisji Fizjograficznej” za r. 1870).&#13;
2&#13;
Materiał ten został częściowo wydany w tomie 60 Dzieł wszystkich Oskara Kolberga pt.&#13;
Przysłowia. Omawia go we wstępie do tomu S. Świrko, autor opracowania.&#13;
&#13;
248&#13;
&#13;
�podróże z lat 1867–1871, kiedy starał się o dotację na druk w Krakowie&#13;
i we Lwowie, gdy sfinalizowała się pomoc Towarzystwa Naukowego Krakowskiego i toczyły się już prace w drukarni nad Krakowskiem, a Antonina&#13;
Konopczanka intensywnie gromadziła dla Kolberga materiał do dalszych&#13;
tomów monografii. Lata stałego pobytu Kolberga w Modlnicy znalazły swój&#13;
oddźwięk w korespondencji, zwłaszcza z bratową, Karoliną Kolberg.&#13;
Gniazdo Konopków, Modlnica, duża, stara wieś o historii sięgającej XIII&#13;
wieku, oddalona o kilka kilometrów na północny zachód od Krakowa, była&#13;
usytuowana na granicy zaborów, między Galicją a Królestwem Polskim.&#13;
Miała rosyjską i austriacką komorę celną, dwór na wzgórzu, który po kolejnych renowacjach uzyskał klasycystyczny charakter, a obok niego rozległy&#13;
park ukształtowany w stylu barokowym w XVIII wieku. Niedaleko dworu,&#13;
po drugiej stronie drogi znajdował się drewniany kościółek św. Wojciecha&#13;
z XVI wieku, z zabytkowym obrazem łaskami słynącej Matki Bożej z Dzieciątkiem, wykonanym na lipowej desce przez nieznanego autora. Z nazwą&#13;
wsi związana jest ciągle żywa legenda o św. Wojciechu, który opuszczając&#13;
Kraków w drodze do Prus, zatrzymał się we wsi Zagórze, gdzie modlił się&#13;
z odprowadzającą go miejscową ludnością. Uchronił wieś od plagi żmij,&#13;
klęski gradu i posuchy, odnajdując dwa źródła wody: w Modlnicy i w sąsiednich Szycach. Odchodząc, wbił w ziemię w miejscu pożegnania swoją&#13;
laskę, z której wyrosła lipa1. Dziewiętnastowieczny opis tak podkreśla malownicze położenie wsi:&#13;
Modlnica albo Modlnica Wielka z Modlniczką […] mieszczą się na południowych&#13;
stokach wyżyny olkuskiej, stromo tutaj opadającej do doliny Wisły […] Ze wzgórzy modlnickich piękny widok na okolicę krakowską, dolinę nadwiślańską aż&#13;
po Tatry, które w dni pogodne zarysowują się na horyzoncie2.&#13;
&#13;
Długą historią jako jedna z najdawniejszych osad polskich oraz pięknym&#13;
położeniem wyróżniały się też Mogilany, położone w ówczesnym powiecie&#13;
Wiadomość o tej tradycji zamieścił Kolberg w cz. I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 36–37&#13;
i 355–356 oraz w cz. III (DWOK T. 7), s. 59–60. Pisze też o niej Justyna Konopczanka (za:&#13;
K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108). Odpust w Modlnicy na św. Wojciecha&#13;
wspomina też Kolberg w brulionie listu do Karoliny Kolberg z 28 IV 1889 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 358. Zob. też M. Bernasikowa Dwór w Modlnicy, „Zeszyty Naukowe&#13;
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace z Historii Sztuki” 1965, T. 2, z. 2, s. 165–197.&#13;
2&#13;
B[ronisław] G[ustawicz] Modlnica, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych&#13;
krajów słowiańskich, T. VI, Warszawa 1885, s. 568.&#13;
1&#13;
&#13;
249&#13;
&#13;
�wielickim, siedziba Józefa Konopki, w której Kolberg po opuszczeniu Warszawy zatrzymał się najpierw:&#13;
Mogilany, szczególnie dwór i kościół, mają wspaniały widok. W dzień pogodny,&#13;
zwłaszcza przed zachodem słońca, można gołym okiem przejrzeć dolinę Wisły.&#13;
Na sinym paśmie wzgórz olkuskiej wyżyny w Królestwie Kongresowym rysują&#13;
się jasno w promieniach słońca Bielany, Tyniec, Trenczyn, Kopiec Kościuszki,&#13;
Krakusa, wieże i baszty Wawelu i kościołów krakowskich aż po Mogiłę; jeżeli&#13;
zaś zwrócimy się ku południowi, to znowu na ciemnym tle szczerbatych Tatrów&#13;
i Babiej Góry rysują się białe szczyty Kalwarii i Lanckorony1.&#13;
&#13;
Głównym ośrodkiem życia rodzinnego dla wszystkich Konopków była&#13;
Modlnica, i to nie tylko jako gniazdo rodowe. Gospodarował tu Julian,&#13;
kawaler podobnie jak Roman z Tomaszowic, a gospodarstwem kobiecym&#13;
zarządzała bardzo energicznie i sprawnie Antonina Konopczanka przy pomocy Antoniny Męcińskiej, zwanej „Melą”, „Melusią”. Mieszkały tu również&#13;
pod opieką ciotki trzy młodsze córki Józefa i Stefanii, Michalina, Justyna&#13;
i Seweryna, przyjęte na wychowanie dla odciążenia rodziców, którzy mieli&#13;
dwadzieścioro dwoje dzieci. Dziewczynki uczyły się muzyki, okresowo także pod kierunkiem Kolberga, który miewał również udział w ich domowej&#13;
edukacji. Bliskie sąsiedztwo dworów braci w Modlnicy, Tomaszowicach&#13;
i Mogilanach sprzyjało żywym kontaktom rodzinnym. Na codzienne obiady przyjeżdżał do Modlnicy z Tomaszowic Roman, w niedziele spędzał tu&#13;
z rodziną cały dzień. Dom wypełniała muzyka, dyskutowano na najróżniejsze tematy. Kolberg grywał sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a koncerty te należały do ulubionych chwil w modlnickim dworze,&#13;
wspominanych po latach także przez najmłodszych domowników. Justyna&#13;
Konopczanka pisała:&#13;
Kolberg znał muzykę nie tylko teoretycznie, ale grał też biegle i pięknie, a nieraz,&#13;
gdy był do tego usposobionym, ślicznie improwizował. Panna Męcińska, czyli&#13;
Melusia, grała znakomicie. Więc Modlnica wtedy rozbrzmiewała koncertami.&#13;
Grali pojedynczo lub na cztery ręce. Z całą przyjemnością wsłuchiwałyśmy się&#13;
w cudne tony Haydna, Mozarta, Beethovena, Mendelssohna, a nade wszystko&#13;
Chopina. Ale i polityka nie próżnowała. Ileż to dyskusji poważnych się słysza-&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
[ M. Maciszewski] Mac. Mogilany, tamże, s. 579.&#13;
&#13;
250&#13;
&#13;
�ło – ile wróżb, nieledwie proroctw, odnośnie do przyszłości i wolnej Ojczyzny&#13;
ciotka moja, niezwykła patriotka, wypowiadała w przeczuciu1.&#13;
&#13;
W dworach Konopków spotykała się też rodzina z dalszych stron; w Mogilanach Kolberg poznał w latach wcześniejszych Amelię i Hipolita Bochdanów z Zadwórza pod Lwowem, Julię i Gabriela Załęskich z Iskani pod&#13;
Dobromilem, prawdopodobnie też Maurycego i Władysława Kraińskich&#13;
z Wyszatyc pod Przemyślem2. U dwu pierwszych rodzin gościł, począwszy&#13;
od roku 1861, a gospodarze, znając jego prace i plany, ułatwiali mu chętnie&#13;
kontakty z wiejskimi informatorami i stwarzali warunki do badań terenowych, dzięki którym pozyskiwał cenny materiał przeznaczony do następnych monografii regionalnych. Wiadomo też, że niektóre notatki czy teksty&#13;
folkloru i melodie spisywał badacz w samej Modlnicy od zjeżdżających do&#13;
niej krewnych i ich służby. Zapewne kontaktów nawiązanych przy okazji&#13;
spotkań rodzinnych i towarzyskich w Modlnicy i Mogilanach było więcej&#13;
przez cały czas pobytu Kolberga u Konopków, co nie zostało jednak konkretnie udokumentowane, choć liczne wzmianki w listach na możliwość&#13;
taką zdają się wskazywać. Poza rodziną do Modlnicy i Mogilan przyjeżdżali&#13;
na przestrzeni lat liczni goście z Krakowa, ze środowiska artystycznego&#13;
i inteligenckiego, m.in. Artur Grottger, Zygmunt Gloger, Walery Eljasz–Radzikowski, Tadeusz Rybkowski, Józef Łepkowski, Kazimierz Chłędowski,&#13;
Izydor Kopernicki. Organizowano też wspólne wyjazdy do Krakowa, gdzie&#13;
Konopkowie i Kolberg uczestniczyli w różnego typu uroczystościach, jubileuszach, wydarzeniach kulturalnych:&#13;
A że Kraków był tak blisko, więc żyło się jego życiem, sztuką, uczonymi osobistościami i znakomitościami, a nie było obchodów, tak patriotycznych, jak&#13;
i religijnych, jubileuszów itp., aby się Modlnica w całości, wraz z Kolbergiem&#13;
nie znajdowała3.&#13;
&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 108–109.&#13;
W Wyszatycach pod Przemyślem gospodarował brat Zofii z Kraińskich Konopkowej,&#13;
Maurycy Kraiński, a od 1877 roku jego bratanek Władysław. O kontaktach i badaniach na&#13;
tych terenach zob. korespondencja Kolberga oraz wstępy M. Tarki do cz. I Rusi Czerwonej&#13;
i E. Miller do suplementu przemyskiego (odpowiednio DWOK T. 56 i 83/I). O poznaniu w Mogilanach Bochdanów i Załęskich wzmiankuje także Justyna Konopczanka (za: K. Markiewicz&#13;
Wspomnienia Konopczanek..., s. 107).&#13;
3&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
251&#13;
&#13;
�W latach późniejszych oparciem dla przyjezdnych był dom Ksawerego Konopki, który gospodarował najpierw w Zaleszanach odziedziczonych&#13;
po ojcu, Michale, a na początku lat osiemdziesiątych osiadł w Krakowie,&#13;
żywo uczestniczył w jego życiu kulturalnym i towarzyskim i bywał częstym gościem w Modlnicy. Konopkowie, a wraz z nimi Kolberg, brali też&#13;
udział w świętowaniu na wsi, w obchodach świąt religijnych, w obrzędach&#13;
ludowych. Wiele uroczystości rodzinnych i związanych z kalendarzem obrzędowym modlniccy włościanie wręcz rozpoczynali we dworze, co dla&#13;
badacza stanowiło oczywiście znakomitą okazję do obserwacji i zapisu&#13;
dokonywanego ze słuchu. Z czasem jego obecność w Modlnicy stała się&#13;
oczywistym elementem życia mieszkańców wsi, co z pewnością skracało&#13;
dystans między nimi a badaczem.&#13;
Kolberg uczestniczył w życiu rodzinnym i towarzyskim Modlnicy, przede&#13;
wszystkim jednak, korzystając z dogodnych dla siebie warunków, zajmował się pracą badawczą. Mając zapewniony byt, otoczony troską i dbałością Antoniny o jego zdrowie i wygody, mimo pewnych ograniczeń, jak&#13;
rezydowanie w ciemnym, przejściowym pokoju czy kłopotliwe niekiedy&#13;
jazdy z Romanem do Krakowa, mógł poświęcić się wypadom terenowym,&#13;
gromadzeniu materiału w bibliotekach i archiwach Krakowa, opracowaniu&#13;
kolejnych tomów, a skromny fundusz własny1 przeznaczyć głównie na cele&#13;
naukowe, zwłaszcza kolejne podróże. Podejmował je latem i wczesną jesienią, by w pozostałym czasie zająć się porządkowaniem i redagowaniem&#13;
zbiorów. W pracy tej, zwłaszcza nad Krakowskiem, pomagali mu gospodarze, współuczestnicząc w badaniach, pozyskując informatorów i sami&#13;
notując dla niego teksty ludowe i informacje etnograficzne.&#13;
Szczególną rolę w tej współpracy odegrała Antonina Konopczanka, gospodyni Modlnicy. Zbieranie materiałów krakowskich dla Kolberga podjęła&#13;
1&#13;
E. Jaworska w Posłowiu do J. Konopki Pieśni ludu krakowskiego…, s. XVII podaje informację, że Kolberg pobierał rentę z Komisji Skarbu, gdzie w latach 1857–1861 (prawdopodobnie: do r. 1859, zob. wyżej, s. 139–140) był zatrudniony w Dyrekcji Dróg i Mostów. O „emeryturze otrzymywanej z Warszawy” z tytułu kilkunastoletniej prowadzonej tam do roku 1861 pracy&#13;
urzędniczej wspomina też W. Bieńkowski w pracy Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności&#13;
w Krakowie, zob. „Prace Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie”&#13;
1999, nr 1, s. 15. W świetle danych o emeryturach w Królestwie Polskim wiadomości te można&#13;
uznać za mało prawdopodobne, nie udało się ich potwierdzić w zachowanych dokumentach&#13;
Kolberga, a sam badacz nigdy i nigdzie o tym nie wspomina. Wiadomo jedynie o dochodzie,&#13;
jaki przynosiła niewielka kwota ulokowana w „papierach procentowych”, przekazywanym mu&#13;
co jakiś czas z Warszawy przez Wilhelma.&#13;
&#13;
252&#13;
&#13;
�jeszcze przed jego przeprowadzką z Warszawy; już od 1868 roku spisywała&#13;
dla niego pieśni, bajki, informacje i opowieści o wierzeniach, wiadomości&#13;
etnograficzne o kulturze materialnej i o zwyczajach, później także wykonywała rysunki i drzeworyty do Krakowskiego1. Jej materiały znacznie zasiliły tę monografię Kolberga, a rękopisy zbieraczki, które zachowały się częściowo w jego archiwum, zostały wykorzystane w ramach Dzieł Wszystkich do prac komentatorskich lub – jako nieuwzględnione przez Kolberga&#13;
w czterech XIX-wiecznych tomach Krakowskiego – opublikowane zostały&#13;
w trzyczęściowym suplemencie do tej monografii, dopełniając ją. Na uwagę&#13;
zasługuje tu szczególnie wydany tam w całości unikatowy rękopis nazwany&#13;
„modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki” 2, pochodzący z 1868 lub&#13;
1869 roku. Zbieraczka notowała w nim na gorąco swoje wywiady z wiejskimi narratorami z Modlnicy i sąsiednich wsi, którzy opowiadali jej bajki&#13;
i lokalne podania, „historyje” o stworzeniu świata, przyrodzie i żywiołach,&#13;
o zmorach, bogienkach, diabłach, duchach itp., o przesądach i praktykach&#13;
leczniczych. W formie dialogów z wymienionymi z nazwiska i utalentowanymi bajarzami, których zbieraczka znała i zapewne dlatego wybrała, udokumentowany został ówczesny żywy folklor wsi podkrakowskiej, poglądy&#13;
jej mieszkańców na świat, a nawet ich świadomość historyczna. Bratanica&#13;
Antoniny, Justyna, wspominała też szczególne przedsięwzięcia ciotki w celu&#13;
pozyskiwania materiału ikonograficznego:&#13;
[…] korzystając ze znajomości z zakładem fotograficznym W. Rzewuskiego, znajdującym się przy ulicy Wesołej w Krakowie, zorganizowała kilkakrotnie fotografowanie całych scen obrzędowych, gospodarskich i weselnych, a co najpiękniejsze dziewczęta, kobiety, parobcy wybierani byli. Było to mniej więcej w 1870–2&#13;
roku. Rzewuskiemu zawieziono do jego atelier przeróżne sprzęty i dekoracje.&#13;
Zob. m.in. listy Z. Glogera z 17 XII 1868 r. i z 1 IV 1870 r. oraz A. Konopczanki do Kolberga&#13;
z I połowy 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), odpowiednio s. 272 i 351 oraz s. 372&#13;
i 378–379. Listy Antoniny Konopczanki ilustrują także stopień zażyłości rodziny i domowników&#13;
z Modlnicy i Mogilan z Kolbergiem.&#13;
2&#13;
Raptularz Konopczanki opublikowany został w suplemencie krakowskim (DWOK T. 73/III),&#13;
na s. 5–105. Autorką tytułu i pierwszego omówienia tego rękopisu (manuskrypt nie ma karty&#13;
lub kart początkowych i końcowych) była H. Kapełuś, zob. tejże Modlnicki raptularz Antoniny Konopczanki, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław 1969, s.179–195. Zob. też E. Miller Niezwykły dokument&#13;
zachowany w spuściźnie rękopiśmiennej Kolberga, „Wieś Radomska” T. 9: 2011, s. 233–245.&#13;
O współpracy Antoniny Konopczanki z Kolbergiem i jej wkładzie pracy w Krakowskie zob.&#13;
E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXIX–LXXXII.&#13;
1&#13;
&#13;
253&#13;
&#13;
�Wykopano starą, rosochatą wierzbę, kilka pni brzozowych, [zabrano] kosy, sierpy, kądziele, ławy, misy, dzbany itp. W pogodne dni zimowe p. Puchała wyjeżdżał kilkoma wozami pełnymi ludzi. Były to całe wesela – z basami, klarnetami, skrzypkami, z drużbami, druhnami iskrzącymi się od wieńców, świecideł&#13;
i wstążek, chust bajecznie kolorowych i korali prawdziwych. […] Do wydawnictw&#13;
Kolberga drzeworyty z tych fotografii nie były dobre, a kolorowało się je w Modlnicy akwarelowymi farbami; kto żył, wtedy kolorować musiał. Ciotka, Freulein&#13;
Maria i nawet niżej podpisana z siostrami1.&#13;
&#13;
Zaangażowani w pomoc bywali nie tylko domownicy z Modlnicy, ale&#13;
i z Mogilan. Tadeusz (1844–1903), syn Józefa, niedoszły, choć utalentowany malarz, wykonywał rysunki, z których część weszła do Krakowskiego,&#13;
a kontakty z mieszkańcami wsi ułatwiała tam Kolbergowi dobrze ich znająca Malwina Jastrzębska, nauczycielka starszych córek Józefa. Współdziałano też w późniejszym okresie w przygotowaniu ilustracji do Pokucia;&#13;
Tadeusz Konopka wykonywał też rysunki „paru typów z tamtych stron”2.&#13;
Kilkunastoletni pobyt Kolberga w Modlnicy w miarę upływu czasu&#13;
i kłopotów jej starzejących się mieszkańców, zwłaszcza po śmierci Józefa&#13;
w czerwcu 1880 roku, a także udarze, który dotknął Juliana w tym samym&#13;
czasie, miał swoje różne oblicza w codziennym bytowaniu. Niezależnie jednak od później narosłych trudności i konfliktów, wspomnienia o Oskarze&#13;
Kolbergu spisane przez Antoninę Konopczankę i przez jej bratanicę Justynę&#13;
wskazują, że jego osoba i praca cieszyły się nie tylko uznaniem i szacunkiem rodziny, ale także podziwem i przyjacielskim przywiązaniem. Po latach, u kresu życia, gdy wygasły już wcześniejsze emocje, Antonina pisała:&#13;
Do Krakowa z braćmi Konopkami wyjeżdżał dwa razy tygodniowo za korektą; zresztą po całych dniach siedząc w domu, pisał niezmordowanie. Nikomu&#13;
nie przeszkadzał w zatrudnieniach, był słodkim w pożyciu z drugimi osobami.&#13;
Wszyscy go też kochali i szanowali. Dnie świąteczne przepędzał na uczonych&#13;
rozmowach z Romanem Konopką, a wieczory z Julianem, obok którego mieszkał&#13;
w drugim pokoju. […] ze swej strony przedstawiał żyjącą encyklopedię. Jeżeli&#13;
czytając książkę, kto jakiego znaczenia wyrazów nie rozumiał, szedł do KolCyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 109–110. Jedna z takich fotografii&#13;
wykonanych w zakładzie W. Rzewuskiego reprodukowana jest w albumie K. Markiewicz&#13;
Oskar Kolberg (1814–1890), Radom 2014, s. 117.&#13;
2&#13;
Brulion listu do T. Rybkowskiego z 27 XI 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 577.&#13;
1&#13;
&#13;
254&#13;
&#13;
�berga po wytłumaczenie i wykład obszerny otrzymał. Nie tylko zacnym co do&#13;
charakteru, ale i umiejętnym był bardzo. Znał historię, literaturę, język łaciński,&#13;
niemiecki, francuski, włoski, angielski wybornie, a nawet i rosyjski. Obdarzony&#13;
z natury niepospolitymi zdolnościami, cokolwiek umiał, to nie dla blagi, ale&#13;
naprawdę umiał teoretycznie. Potrafił pisać obcymi językami tak dobrze jak&#13;
własnym. Tak samo w rozmowie, jak w pisaniu miał głęboki pogląd logiczny,&#13;
zdrowy rozsądek i zdanie głębokiego myśliciela. […] Miły, skromny, cichy, łagodny jak dziecko, w ciemnym pokoju, przez który domownicy, nie mogąc go jako&#13;
między sobą pomieścić, musieli w czynnościach gospodarskich przechodzić, on&#13;
siedział skurczony nad stolikiem, pisał długie godziny (od rana do południa,&#13;
od obiadu do wieczora). Wieczor[em] zaś do późna czytywał książki. Nie było&#13;
nikogo w domu, ktoby go nie [czcił] i nie kochał. […] Każdego wieczora czynił&#13;
niespokojne zapytania paniom domowym, czy nie brakło nafty, bo tego braku&#13;
nadzwyczaj się obawiał. Mógł nic już nie pić, o to się nie troszczył, ale tylko&#13;
myślał o tym, żeby było przy czym pisać. Otóż więc jedną słabością jego była&#13;
nafta, a drugą atrament. Nikt mu niczym humoru nie zepsuł – nawet by po&#13;
papierach pozwolił dziatwie plądrować – aby tylko kałamarz jego w należytym&#13;
pozostawał szacunku. Przeto do sławnej, jesionowej, o jednym zawiasie szafy&#13;
chował go zapalczywie jak do fortecy przed swawolą wszelką1.&#13;
&#13;
Obie panie Konopczanki, Antonina z pozycji gospodyni dworu, Justyna, patrząca z perspektywy dziecka i młodej dziewczyny, wspominają też&#13;
Kolberga jako ciekawego rozmówcę i uczestnika dysput i „dyskusji poważnych”, a przede wszystkim jako świetnego muzyka, który „grał biegle i pięknie”, sam lub na cztery ręce z Antoniną Męcińską, a nawet improwizował,&#13;
urozmaicając modlnickie życie swoimi koncertami. Według Justyny nie&#13;
miał specjalnego talentu pedagogicznego jako zbyt pedantyczny; zapamiętała jednak jego „ciekawe historyjki”, życzliwość i pogodę w obcowaniu&#13;
z ludźmi, chętne przebywanie z gośćmi. Przede wszystkim jednak to, że on&#13;
„wiecznie pisał i grał” i że „grał chętnie na każde zaproszenie i lubił, i grał&#13;
świetnie do tańca”2. Nie przeszkadzało mu to jednak interesować się także&#13;
edukacją panien, córek Józefa; sekundował im w nauce muzyki, akompaniował do śpiewu, poświęcał czas na wspólne spacery i rozmowy o sztuce,&#13;
literaturze, historii, a nawet towarzyszył w wyjazdach do Krakowa. Odbiciem ciepłych uczuć, jakie mieszkańcy Modlnicy i Mogilan dla niego żywili,&#13;
a także autorytetu, którym się cieszył wśród dorastających dziewcząt, mogą&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Cyt. za: K. Markiewicz Wspomnienia Konopczanek…, s. 104 i przyp. 32.&#13;
Tamże, s. 109, 108, 107, 109.&#13;
&#13;
255&#13;
&#13;
�być listy pisane w okresie nieobecności Oskara w Modlnicy i dopiski tych&#13;
ostatnich dla „kochanego pana Oskara”1. Zaś wzruszające ślady stosunku&#13;
do badacza wiejskich mieszkańców, i to nie tylko Modlnicy, odnajdujemy&#13;
w jego rękopisach, gdzie zanotował miedzy setkami innych dwie następujące przyśpiewki:&#13;
Ciesy się pan Kolbr,		&#13;
ze idziemy z pola,		&#13;
ciesy się i Gacka,		&#13;
Maryna, Antola. 		&#13;
&#13;
A jak ci ja umrę,&#13;
moja dusza wstanie,&#13;
jak ona usłyszy&#13;
pana Kolbra granie2&#13;
&#13;
Obok spotkań z przedstawicielami świata umysłowego w samej Modlnicy, miał Kolberg możliwość rozleglejszych kontaktów z tym środowiskiem&#13;
w Krakowie, gdzie dojeżdżał z Konopkami, uzależniony jednak od dostępu&#13;
do środka transportu. Bliskość Krakowa była wielkim atutem Modlnicy;&#13;
dzięki niej „żyło się jego życiem” – jak to ujęła cytowana wyżej Justyna Konopczanka – i możliwe było uczestnictwo mieszkańców Modlnicy&#13;
w wydarzeniach kulturalnych, życiu umysłowym i artystycznym miasta,&#13;
obchodach świątecznych i jubileuszowych, spotkaniach i zjazdach Polaków spoza zaboru austriackiego. Dla Kolberga możliwość bywania w pobliskim Krakowie miała jednak pierwszorzędne znaczenie przede wszystkim&#13;
ze względu na postęp jego prac i zakres studiów. Mógł wtedy osobiście&#13;
doglądać druku i korekt, korzystać ze zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, a także włączać się w życie intelektualne miasta i kontaktować się ze&#13;
środowiskiem naukowym skupionym wokół Uniwersytetu i Towarzystwa,&#13;
potem Akademii3. Stykał się z wybitnymi jego przedstawicielami – zarówno profesorami uczelni, jak i członkami Towarzystwa, którzy przeważnie&#13;
zostali później członkami Akademii Umiejętności. Do grona tego należeli&#13;
1&#13;
Zob. np. dopisek Justyny Konopczanki do listu Antoniny Konopczanki z 12 II 1871 r. oraz&#13;
list Józefy Konopczanki (z Mogilan) z 14 I 1878 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 376&#13;
i Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 101.&#13;
2&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/I), s. 433, nr 633 i tenże Mazowsze&#13;
cz. VI (DWOK T. 41) s. 248, nr 465 (z okolic Kutna).&#13;
3&#13;
O kontaktach i współpracy Kolberga ze środowiskiem naukowym Krakowa zob. też&#13;
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie, „Rocznik Krakowski” T. XXXIX: 1968, s. 107–118, tenże&#13;
i A. Gruca Krakowskie koneksje Oskara Kolberga, „Rocznik Krakowski”, T. LIX: 1993, s. 63–76,&#13;
tenże Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie, „Prace Komisji Historii Nauki&#13;
Polskiej Akademii Umiejętności” T. 1: 1999, s. 7–21.&#13;
&#13;
256&#13;
&#13;
�m.in. wymieniani wcześniej reprezentanci świata naukowego: Józef Majer, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1861 roku prezes&#13;
Towarzystwa, potem do roku 1890 Akademii; Józef Łepkowski, konserwator zabytków sztuki dla miasta Krakowa, pierwszy profesor archeologii na&#13;
pierwszej w Polsce katedrze archeologii na Uniwersytecie (od 1875 roku),&#13;
członek Towarzystwa, potem Akademii; Józef Szujski, historyk, profesor&#13;
Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek i sekretarz Akademii Umiejętności&#13;
w latach 1872–1883; Władysław Łuszczkiewicz, sekretarz i przewodniczący Komisji Historii Sztuki Akademii Umiejętności, profesor Szkoły Sztuk&#13;
Pięknych; Lucjan Siemieński, poeta, publicysta i krytyk literacki, członek&#13;
Towarzystwa i Akademii.&#13;
Z częścią osób z tego kręgu naukowego Kolberg zetknął się bezpośrednio&#13;
w Krakowie jeszcze jako członek Towarzystwa; kontakty te kontynuować&#13;
będzie wkrótce w Akademii. Niektórych przedstawicieli życia umysłowego&#13;
miasta poznał jeszcze w Warszawie, z jeszcze innymi połączyły go dopiero później relacje ściślejsze. Niektóre kontakty przybliża korespondencja,&#13;
o innych niestety brak informacji i możemy się tylko domyślać, że współpraca z Akademią, penetracje w bibliotekach i archiwach, otwartość dworu&#13;
w Modlnicy odwiedzanego przez artystów i uczonych sprzyjały poszerzaniu&#13;
kręgu znajomych. I tak np. z kilkunastu zachowanych listów pisanych do&#13;
Kolberga w latach 1868–1884 przez Józefa Łepkowskiego wynika, że obaj&#13;
badacze niezależnie od profesjonalnej współpracy w jednej instytucji kontaktowali się często bezpośrednio (także w Modlnicy), że łączyły ich zażyłe&#13;
stosunki i że chętnie dzielili się wskazówkami i informacjami naukowymi.&#13;
Być może znajomość zawiązana została w Warszawie – Łepkowski należał&#13;
także do grona współpracowników Encyklopedii Orgelbranda. Kolberg&#13;
spotykał się również z Karolem Estreicherem, od 17 września 1868 roku&#13;
nieprzerwanie do roku 1905 dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, z której&#13;
zbiorów autor Ludu systematycznie korzystał1. Poznał go jeszcze w Warszawie, gdzie w latach 1862–1868 Estreicher był bibliotekarzem w Szkole&#13;
Głównej, a do Krakowa wrócił, by kontynuować swoją Bibliografię polską. Obaj byli w tamtym czasie współautorami Encyklopedii powszechnej&#13;
S. Orgelbranda. Estreicher opublikował recenzję Kolbergowskich Pieśni&#13;
Do dziś w jej zbiorach odnaleźć można egzemplarze, które kiedyś były własnością Kolberga, z jego podpisem i z własnoręcznymi notatkami. O osobistych kontaktach Kolberga z uczonymi Krakowa zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK&#13;
T. 73/I), s. XXVI–XXX.&#13;
1&#13;
&#13;
257&#13;
&#13;
�ludu polskiego z 1857 roku, w której wysoko ocenił dorobek Kolberga1.&#13;
Z Żegotą Paulim, który przebywał w Krakowie od 1842 roku, współpracując z wydawnictwami naukowymi, zetknął się tam Kolberg już w roku&#13;
1857, w czasie podróży do Wiednia, Triestu, Zagrzebia i Lublany i – jak&#13;
wspomniano wcześniej – służył mu wówczas „swą pomocą i swymi uwagami co do zbierania i spisywania pieśni”2. Pauli od roku 1871 pracował&#13;
w Bibliotece Jagiellońskiej, opiekując się głównie starodrukami i archiwaliami, których był znawcą. Jako wybitny erudyta, obdarzony niezwykłą&#13;
pamięcią, bibliofil i wydawca z tytułem „historiografa Uniwersytetu Jagiellońskiego”, nazywany był „chodzącą biblioteką”. Zapewne obaj, Pauli i Estreicher, ułatwiali Kolbergowi dostęp do źródeł i służyli cennymi&#13;
informacjami bibliograficznymi. Wiadomo także, że wcześniej spotkał się&#13;
Kolberg w Krakowie z Wincentym Polem, który „przyobiecał zasilać [go]&#13;
swymi uwagami”3. Badacz ten po paru latach powrócił w 1868 roku do Krakowa, gdzie jednak zmarł 2 grudnia 1872 roku. Prawdopodobnie wcześniej,&#13;
może jeszcze w Warszawie, poznał Kolberg Ludwika Zejsznera, profesora&#13;
geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, z którego materiałów (m.in. z obszernej rozprawy Wiadomość o Podhalanach poprzedzającej Pieśni ludu&#13;
Podhalan… z 1845 r.), a przede wszystkim ze zbiorów pieśni drukowanych&#13;
i rękopiśmiennych korzystał. Zejszner zmarł w Krakowie 3 stycznia 1871&#13;
roku, jeszcze przed przeniesieniem się tam autora Ludu na stałe, ale w czasie jego pobytu w mieście. W części II Krakowskiego Kolberg wykorzystał&#13;
pozostałe po nim materiały, co odnotowuje we wstępie do tego tomu, sygnując odpowiednią informacją pochodzenie wybranych pieśni. Wątpliwość, czy doszło do osobistego spotkania, dotyczy osoby zmarłego w 1868&#13;
roku księdza M. Mioduszewskiego, profesora prawa kanonicznego w seminarium duchownym w Krakowie, autora cenionego Śpiewnika kościelnego&#13;
(wydanego w Krakowie w roku 1838 i uzupełnionego Dodatkami z lat 1842&#13;
i 1853) oraz Pastorałek i kolęd (Kraków 1843 oraz Dodatek, Lipsk 1853).&#13;
Także i z pozostałego po nim archiwum zaczerpnął Kolberg niektóre zapisy&#13;
pieśni opublikowane w tym tomie z odpowiednią adnotacją i z informacją&#13;
1&#13;
Recenzję tę pod pseudonimem „Gędźba” opublikował K. Estreicher w „Dzienniku Literackim” 1857, nr 94–96, przedruk w: O. Kolberg Pieśni ludu polskiego. Suplement do tomu 1&#13;
(DWOK T. 70), s. 138–145.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Korespondencja z Wiednia [z 11 IX 1857], w: tegoż Pisma muzyczne cz. II&#13;
(DWOK T. 62), s. 360.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Młockiego z 26 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 283.&#13;
&#13;
258&#13;
&#13;
�we wstępie. W jakiej formie – oryginałów czy kopii – oraz jaką drogą dotarły do Kolberga materiały obu badaczy, nie wiadomo. Jeszcze z Warszawy&#13;
znał też Kolberg pisarza, redaktora i wydawcę, również współpracownika&#13;
Encyklopedii Orgelbranda, Władysława Ludwika Anczyca, prowadzącego&#13;
od 1875 roku drukarnię w Krakowie, odkupioną od Ludwika Gumplowicza,&#13;
w której wydana została w tym samym roku ostatnia, czwarta część Krakowskiego, czyli ósmy tom Ludu.&#13;
W Krakowie mógł mieć Kolberg także dostęp do innych niż Biblioteka&#13;
Jagiellońska zbiorów bibliotecznych i archiwalnych, takich jak biblioteka&#13;
kapitulna na Wawelu, biblioteka Czartoryskich czy archiwum Uniwersytetu&#13;
Jagiellońskiego, a także księgozbiory prywatne, np. Żegoty Paulego czy Teofila Żebrawskiego (1800–1887), matematyka, bibliofila, archeologa i architekta, z którym stykał się w Akademii. Na zapisy tekstów pieśni z Krakowa&#13;
lub z Krakowskiego otrzymane od tego ostatniego powołuje się także w cz.&#13;
II Krakowskiego (na s. IV). Możliwość czerpania ze zbiorów bibliotecznych&#13;
dawały też pobyty we Lwowie, gdzie w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich Kolberg niejednokrotnie przeprowadzał kwerendy źródłowe, prawdopodobnie kontaktując się przy okazji z cenionymi historykami, badaczami&#13;
i wydawcami źródeł, a także kolejnymi dyrektorami tej instytucji, Augustem&#13;
Bielowskim (w latach 1869–1876) i Wojciechem Kętrzyńskim (1876–1918).&#13;
&#13;
XIII&#13;
[Cele i zadania działającej od 1873 roku Akademii Umiejętności i jej rola&#13;
w życiu naukowym i narodowym. – Kontynuacja dotacji na Lud Kolberga&#13;
przyznanej przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. – Członkostwo Kolberga w strukturach Akademii i działalność w Komisjach Archeologicznej&#13;
i Antropologicznej. – Funkcja przewodniczącego Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, udział w pracach programowych Sekcji. – Współpraca z I. Kopernickim, redaktorem „Zbioru Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, i własne publikacje Kolberga w tym roczniku od 1877 r. – Wkład&#13;
badacza w dorobek etnograficzny Komisji Antropologicznej.]&#13;
&#13;
Zacieśnienie związków Kolberga z życiem naukowym Krakowa związane&#13;
jest bezpośrednio z Akademią Umiejętności, w działalność której trwale się&#13;
włączył i której testamentem przekazał swoją spuściznę rękopiśmienną.&#13;
259&#13;
&#13;
�Przekształcenie Towarzystwa w Akademię nie tylko nie wpłynęło na zmianę stosunku nowej instytucji do Kolberga, lecz bardziej go z nią związało.&#13;
Tam zresztą kontynuowała pracę naukową większość uczonych znanych&#13;
Kolbergowi jeszcze z Towarzystwa. To w ramach Akademii badacz najściślej współpracował po roku 1872 z osobistościami życia umysłowego&#13;
Krakowa. Na czoło tych relacji wysuwają się tu: Józef Majer, Józef Szujski, Józef Łepkowski, Karol Estreicher, a głównie wspominani już późniejsi przybysze do Krakowa: Jan Sadowski i Adam Honory Kirkor, przede&#13;
wszystkim zaś najbliżej zaprzyjaźniony Izydor Kopernicki.&#13;
Akademia zainicjowała swoją działalność w 1873 roku. Powołana już&#13;
w roku 1872 dzięki staraniom galicyjskich uczonych i polityków, w oparciu o prężne i przygotowane środowisko umysłowe Krakowa i dorobek&#13;
Towarzystwa Naukowego, stała się instytucją naukową o znaczeniu ogólnopolskim. Przekraczając granice zaborów, współorganizowała i wspomagała&#13;
finansowo prace i publikacje naukowe z obszaru całego kraju, odgrywając&#13;
przez długie, jeszcze międzywojenne lata integrującą rolę najważniejszego&#13;
polskiego ośrodka naukowego. W powszechnej opinii wyznaczyła rolę, jaką&#13;
nauka odegrać miała i odegrała dla zachowania „samoistnego bytu narodowego”. Jej pierwszym prezesem został bardzo przychylny Kolbergowi&#13;
Józef Majer, sekretarzem zasłużony dla organizacji i działalności instytucji&#13;
i równie mu życzliwy Józef Szujski. Statut zakładał powołanie trzech Wydziałów akademickich: I. Filologicznego, II. Historyczno-Filozoficznego i III.&#13;
Matematyczno-Przyrodniczego. W ramach tych Wydziałów ukonstytuowały się komisje o dużych uprawnieniach autonomicznych1. Wszystkie skupiały uczonych, także spoza ścisłego kręgu Akademii, i były głównymi&#13;
Statut Akademii, jej struktura wewnętrzna, fundusze i skład osobowy itd. zob. „Rocznik&#13;
Zarządu Akademii Umiejętności w Krakowie. Rok 1873”, Kraków 1874, s. 37 i nast. W obrębie Wydziału Filologicznego utworzono komisje: Bibliograficzną, Dla Historii Sztuki, Językową&#13;
i Dla Badań w Zakresie Literatury i Oświaty w Polsce. W Wydziale Historyczno-Filozoficznym&#13;
powstały: Komisja Historyczna, Prawnicza, Archeologiczna oraz Dla Filozofii, a w Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym – Komisja Fizjograficzna, Antropologiczna i Balneologiczna. O działalności Akademii zob. m.in. Pamiętnik piętnastoletniej działalności Akademii Umiejętności&#13;
w Krakowie 1873–1888, Kraków 1889 (tam także statut AU w cz. II, s. 170–179); S. Smolka&#13;
Akademia Umiejętności w Krakowie 1873–1893, Kraków 1894; S. Kutrzeba Polska Akademia Umiejętności 1872–1938, Kraków 1939; J. Hulewicz Akademia Umiejętności w Krakowie&#13;
1873–1918. Zarys dziejów, Wrocław 1958 i 2013; Materiały do powstania Akademii Umiejętności w Krakowie w roku 1873, oprac. i przygot. do druku D. Rederowa i K. Stachowska,&#13;
Wrocław 1958, J. Dybiec Polska Akademia Umiejętności 1872–1952, Kraków 1993.&#13;
1&#13;
&#13;
260&#13;
&#13;
�ogniskami prac badawczych. Członkowie wybierani byli większością głosów, a dla członków zagranicznych wymagane było dodatkowo zatwierdzenie cesarza. Charakterystyczna przewaga reprezentacji humanistyki&#13;
(Wydziały I i II) nad naukami ścisłymi i przyrodniczymi (Wydział III) wiązała się z przeświadczeniem kierownictwa Akademii, zwłaszcza Szujskiego&#13;
i Majera, o prymacie tej pierwszej w sytuacji porozbiorowej Polski. Sytuacja&#13;
ta nakładała na jedyną tego rodzaju instytucję naukową w kraju szczególny&#13;
obowiązek dbałości o zachowanie tożsamości narodowej, o znajomość dawnej historii i piśmiennictwa, wiedzę o dziejach kultury, pietyzm dla języka,&#13;
tradycji, zabytków i pamiątek, ale także „przyrodoznawstwa krajowego”.&#13;
Obowiązek służby publicznej, związek prac Akademii z potrzebami i życiem&#13;
społeczeństwa był nie tylko eksponowany, ale i skutecznie praktykowany&#13;
przez cały czas jej działalności. Na corocznych otwartych dla publiczności&#13;
posiedzeniach Akademii systematycznie ponawiano apele o włączanie się&#13;
społeczeństwa w nurt jej działalności, m.in. poprzez nadsyłanie własnych&#13;
prac i obserwacji, udział w konkursach, dostarczanie informacji i materiałów potrzebnych dla rozwoju badań w różnych dziedzinach. Zabiegano&#13;
konsekwentnie o ponadzaborową integrację, koordynowanie rozproszonych wysiłków naukowych i pielęgnowanie kontaktów z nauką europejską poprzez wymianę publikacji i osobiste kontakty uczonych oraz udział&#13;
w kongresach międzynarodowych. Za pierwszorzędne zadanie organizatorzy życia naukowego Akademii uważali współdziałanie społeczeństwa&#13;
z „instytucją obdarzoną wolnością swobodnego rozwoju nauki w języku&#13;
narodowym – dla potrzeb i czci narodowej”. A powołując się na doświadczenie „w dziejach narodu polskiego”, przestrzegali:&#13;
[…] nakazuje ono, aby korzystać z sposobności podanej przez Opatrzność, aby&#13;
chwytać złotego ptaka sprzyjających okoliczności, aby nie odkładać na jutro pełnego rozwoju życia, bo korzystaniem z tego, co dzisiaj danym jest i dozwolonym,&#13;
żyją i mocnieją zdrowe społeczeństwa1.&#13;
&#13;
Na publicznym otwartym posiedzeniu w maju 1874 roku prezes Majer,&#13;
mówiąc o kierunkach badań działającej już Akademii, wyjaśniał:&#13;
1&#13;
[J. Szujski] Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 4 maja 1874 r.&#13;
podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1874”,&#13;
Kraków 1875, s. 191 oraz 189–190.&#13;
&#13;
261&#13;
&#13;
�Do nich to należeć musi wszystko, co dotyczy duchowych i fizycznych kraju&#13;
naszego właściwości, a zatem badanie jego dziejów politycznych i społecznych,&#13;
literatury, sztuki i języka, jak niemniej jego właściwości geograficznych i fizjograficznych w najobszerniejszym rozumieniu, nie wyłączającym badań antropologiczno-etnologicznych. […] Naród dawno poczuwał, że trzeba mu regulatora,&#13;
który by przyodziany należytą powagą, poruszał sprężyny pracy naukowej, niósł&#13;
jej zachętę i pomoc, a luźne prace zbierał, prowadził i skupiał dla uwydatnienia&#13;
ich skutku1.&#13;
&#13;
Obok prac naukowo-badawczych i wydawniczych Akademia prowadziła działalność muzealną, biblioteczną i archiwalną, a także szeroko zakrojoną wymianę publikacji z dziesiątkami instytucji, towarzystw i ośrodków&#13;
naukowych w całej Polsce i w Europie. Według statutu działalność ta miała&#13;
się opierać na uposażeniu ze skarbu państwa (rządu austriackiego i sejmu galicyjskiego), w praktyce jednak głównym źródłem finansowym stał&#13;
się mecenat prywatny, który rozwinął się na niespotykaną dotąd w Polsce&#13;
skalę. Darowizny przekazywano ze wszystkich trzech zaborów, głównie&#13;
z Królestwa Polskiego, a także z emigracji. Pozwoliło to nie tylko na finansowanie działalności naukowo-badawczej, ale także na ufundowanie&#13;
stypendiów i nagród.&#13;
Kolberg –„literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego&#13;
[Krakowskiego]” – został jednym z pierwszych członków korespondentów&#13;
Wydziału I Filologicznego dzięki staraniom Karola Mecherzyńskiego, dyrektora tego Wydziału, i Karola Estreichera, sekretarza, którzy 8 kwietnia&#13;
1873 roku pisemnie zgłosili jego kandydaturę. Wybory w ramach Wydziału odbyły się 6 maja tego roku z wynikiem pozytywnym, a kandydaturę&#13;
Kolberga na członka korespondenta i kandydatury innych osób pretendujących do członkostwa ogłoszono publicznie już na otwartym dla publiczności posiedzeniu inauguracyjnym Akademii Umiejętności w dniu 7 maja&#13;
1873 roku2. Wybór ten został ostatecznie zatwierdzony 7 lipca 1873 roku&#13;
Głos Józefa Majera, prezesa Akademii miany na publicznym posiedzeniu tejże, dnia&#13;
4 maja 1874 r. Pogląd ogólny na jej stan w r. 1873, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.&#13;
Rok 1873”, Kraków 1874, s. 132 i 135.&#13;
2&#13;
Zob. Dwa pierwsze publiczne posiedzenia Akademii Umiejętności w Krakowie. I. Posiedzenie w przeddzień czterechsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika d. 18 lutego&#13;
1873 r. II. Posiedzenie inauguracyjne d. 7 maja 1873 r., Kraków 1873, s. 76. Zob. też „Rocznik&#13;
Zarządu Akademii... Rok 1873”, s. 31, gdzie nazwisko Kolberga figuruje na liście „proponowanych do najwyższego zatwierdzenia” członków zagranicznych, korespondentów. Relację z tego&#13;
1&#13;
&#13;
262&#13;
&#13;
�na posiedzeniu walnym Akademii. Ponieważ autor Ludu nie posiadał obywatelstwa austriackiego, mógł w rzeczywistości zostać jedynie członkiem&#13;
korespondentem zagranicznym. Zgodnie ze statutem wybór ten powinien&#13;
zatwierdzić cesarz, sankcji cesarskiej Kolberg jednak nigdy nie otrzymał1.&#13;
Nie wiadomo, dlaczego takiego zatwierdzenia nie przyznano i jakie względy na tym zaważyły. Brak zgody w przypadku innych uczonych wiązał&#13;
się z działalnością patriotyczną, udziałem w powstaniu czy emigracją polityczną, a odpowiednie opinie w tej kwestii przysyłały do Wiednia władze pruskie lub rosyjskie. Nie prolongując ważności paszportu i pozostając&#13;
formalnie obywatelem rosyjskim, Kolberg skazywał się na nieokreślony&#13;
status i po kilku latach sam tak opisywał swoją sytuację, pisząc do bratowej&#13;
Karoliny: „[...] teraz jestem tu poniekąd jakoby emigrantem”2. Dlaczego nie&#13;
przedłużał paszportu mimo przypomnień Wilhelma3 ani też nie ubiegał się&#13;
o obywatelstwo austriackie, nie wiadomo.&#13;
Akademia nie brała jednak tego braku urzędowego zatwierdzenia pod&#13;
uwagę i doceniając prace Kolberga, od początku włączała go w swoją działalność. Członkami Wydziału Filologicznego byli wówczas tacy uczeni i literaci jak historycy literatury – Stanisław Tarnowski i Karol Mecherzyński,&#13;
dyrektor Teatru Krakowskiego – Stanisław Koźmian, pisarze – Ignacy Kraszewski, Aleksander Fredro oraz wcześniej wymieniani: Władysław Łuszczkiewicz, Karol Estreicher, Lucjan Siemieński i Józef Łepkowski, w większości znający dorobek Kolberga i wspierający jego cele. O pracy autora Ludu&#13;
w ramach tego Wydziału brak jednak informacji, dostępne dokumenty nie&#13;
potwierdzają też jego członkostwa w żadnej z Komisji Wydziału Filologicznego. Poświadczona jest jedynie jego współpraca w 1876 roku z Komisją&#13;
Językową ukonstytuowaną w ramach tego Wydziału w marcu 1874 roku.&#13;
posiedzenia oraz nazwiska kandydatów, m.in. na członków korespondentów, a wśród nich&#13;
i Kolberga, podał też L. Siemieński (pseud.: Gerwazy) w Korespondencji czasopisna „Kłosy”.&#13;
Z Krakowa, 9 maja, zamieszczonej w „Kłosach” 1873, T. XVI, nr 411, s. 319. Zob. też W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 110.&#13;
1&#13;
Zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności… cz. II, s. 128 –130; tam w wykazie członków, w grupie członków korespondentów zagranicznych Akademii, „dla których najwyższe&#13;
zatwierdzenie nie nadeszło”, zapisano: „Oskar Kolberg, literat w Krakowie, b[yły] członek Towarzystwa Naukowego, wybrany d. 7 lipca 1873 r. członkiem Wydziału Filologicznego, od&#13;
r. 1873 członek Komisji Archeologicznej, zaś od r. 1874 także Komisji Antropologicznej”.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 15 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 14.&#13;
3&#13;
Zob. m.in. list Wilhelma z 14 I 1873 r., tamże, s. 437.&#13;
&#13;
263&#13;
&#13;
�Wiązała się ona z pracą Kolberga o gwarze wielkopolskiej oraz z debatą&#13;
o publikacji materiałów etnograficznych i dialektologicznych, o czym jeszcze będzie mowa.&#13;
Bezpośrednio po ukonstytuowaniu się władz Akademii Kolberg rozpoczął starania o kontynuację mecenatu finansowego nad swoim dziełem,&#13;
tj. o pozyskanie funduszu na druk II części Krakowskiego. W liście z 14&#13;
stycznia 1873 roku, powołując się na pomoc finansową udzieloną mu&#13;
przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie na druk I części tej monografii,&#13;
zwracał się do Akademii jako „spadkobierczyni moralnej tak opieki naukowej, jak i szafunków b. Towarzystwa Naukowego”, wyrażając nadzieję,&#13;
że Akademia „nie zechce uchylić szczodrobliwej swej ręki od popierania&#13;
i dalszych prac moich na polu etnografii krajowej”. Dołączał jednocześnie&#13;
rachunek za dotychczasowy druk części II Krakowskiego, informując, że&#13;
przewidywany koszt całego tomu będzie znacznie wyższy od poprzednich&#13;
z powodu „druku mnóstwa w niej zawartych nut muzycznych, których złożenie nierównie od tekstu jest kosztowniejszym”1. Przedkładając Akademii&#13;
w październiku 1873 roku egzemplarz „świeżo wydanego dzieła pt. Lud,&#13;
seria VI”, o objętości dwukrotnie większej od wcześniejszych tomów, raz&#13;
jeszcze wyjaśniał tę specyfikę książki i ponawiał swoją prośbę o dotację&#13;
na nią „w nadziei życzliwej pomocy instytucji skorej zawsze do popierania&#13;
wszelkiego rodzaju usiłowań naukowych”2. Prośba Kolberga spotkała się&#13;
ze zrozumieniem i akceptacją i odtąd Akademia systematycznie udzielała mu subwencji w wysokości 300–500 florenów za tom, zwiększając ją&#13;
dopiero w dwu ostatnich latach jego życia do 1000 florenów. Do spraw&#13;
1&#13;
List do Akademii Umiejętności z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 435.&#13;
Rachunek ten, zachowany jako alegat do cytowanego listu (Arch. Nauki PAN i PAU, rkp. PAU&#13;
I – 12, nr 46), wymienia sumę 580 zł reń. za druk części tomu w nakładzie 800 egzemplarzy oraz&#13;
200 zł reń. 30 centów za papier. W. Bieńkowski mylnie podaje te kwoty jako całkowity koszt&#13;
tomu (w pracy Kolberg w Krakowie…, s. 111). W rzeczywistości wyniósł on za całą książkę we&#13;
wspomnianym nakładzie 1390 fl. (zob. notatki Kolberga w sporządzonym przez niego Wykazie&#13;
tek rękopiśmiennych, w: Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, aneks 12, s. 749, przypis *14;&#13;
Kolberg zakładał w cytowanym liście, że koszt może wynieść około 1200 fl. za druk i papier).&#13;
Złoty reński to srebrna moneta cesarstwa austriackiego tożsama z florenem (i guldenem).&#13;
2&#13;
List do Akademii Umiejętności z [22] X 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 464. Taką datę dzienną nosi brulion tego listu (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 1) i nota na oryginale wpisana nieznaną ręką: „Otrzymano dnia 22 paźdz. 1873”. Ponadto oryginał opatrzony&#13;
jest adnotacją prezesa Majera: „Do zasiłku w ilości 400 [!] do 500 fl. zobowiązywało Akad[emię]&#13;
jeszcze zobowiązanie Tow[arzystwa] Nauk[owego], d. 23 paźdz. 1873. J. Majer”.&#13;
&#13;
264&#13;
&#13;
�finansowych badacza i jego kłopotów z materialnym podołaniem swojemu&#13;
przedsięwzięciu trzeba będzie jeszcze wracać.&#13;
Już w trakcie wyboru na członka korespondenta Wydziału Filologicznego Akademii otrzymał Kolberg propozycję włączenia się w skład Komisji Archeologicznej, powołanej w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym&#13;
na wniosek Józefa Łepkowskiego uchwałą z dnia 5 kwietnia 1873 roku.&#13;
O zaproszeniu do grona członków Komisji zawiadomił go oficjalnie Józef&#13;
Łepkowski w liście z 22 kwietnia 1873 roku, informując, że dotyczy ono&#13;
„udziału w czynnościach w kierunku studiów etnograficznych”1. Komisja&#13;
powstała w wyniku rozdzielenia zadań i prac Oddziału Archeologii i Sztuk&#13;
Pięknych działającego w Towarzystwie Naukowym od 1851 roku na dwa&#13;
kierunki: badania archeologiczne i studia nad zabytkami sztuki oraz odpowiadające im dwie Komisje: Komisję Sztuki (w Wydziale I Filologicznym)&#13;
i Komisję Archeologiczną (w Wydziale II Historyczno-Filozoficznym). O tej&#13;
drugiej orzeczono:&#13;
[…] w wydziale 2-gim istnieć powinna Komisja Archeologiczna w celu badań&#13;
archeologii kościelnej i domowej, wykopalisk, sfragistyki, numizmatyki, runografii itd., także w sprawie udzielania orzeczeń, jakich by wymagało krytyczne&#13;
roztrząsanie wychodzących w tym zakresie dzieł, oraz w myśli opiekowania się&#13;
istniejącym muzeum. Pierwszą czynnością owej Komisji byłoby już to pokończenie, już to dalsze prowadzenie spraw i prac przez b[yły] Oddział Archeologii i Sztuk Pięknych w Towarzystwie Naukowym przedsiębranych, a następnie&#13;
podjęcie w tym kierunku nowych […]2.&#13;
&#13;
Na posiedzeniu w dniu 24 kwietnia 1873 roku, konstytuującym Komisję&#13;
z przewodniczącym Józefem Łepkowskim i określającym jej główne zdania,&#13;
poświadczono członkostwo Kolberga, które zgodnie ze statutem wcześniej&#13;
zatwierdził Wydział3. Obok niego w grupie wówczas przyjętych w skład&#13;
Komisji Archeologicznej członków przybranych znaleźli się także badacze&#13;
List J. Łepkowskiego z 22 IV 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 450; tam&#13;
mowa o uchwale Komisji w sprawie członkostwa, m.in. Kolberga, podjętej 19 kwietnia i zatwierdzonej przez Wydział 21 kwietnia.&#13;
2&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. IV–V&#13;
[XII–XIII] (Posiedzenie Wydziału dnia 5 IV 1873 r.).&#13;
3&#13;
Zob. tamże, s. VII [XV] (Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 24 IV 1873 r.) oraz „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1873”, s. 122–123, a także Pamiętnik piętnastoletniej&#13;
działalności Akademii…, cz. II, s. 138.&#13;
1&#13;
&#13;
265&#13;
&#13;
�wkrótce blisko współpracujący z Kolbergiem: Jan N. Sadowski, Izydor Kopernicki, Michał Sołtan i wybrany równocześnie na sekretarza Komisji Piotr&#13;
Umiński (1830­–1906), numizmatyk i kolekcjoner, także sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Członkami Komisji byli też Adam Honory&#13;
Kirkor, Władysław Łuszczkiewicz, Aleksander Kremer i Józef Friedlein.&#13;
Do najważniejszych zadań Komisji miało należeć systematyczne rejestrowanie znalezisk archeologicznych, a następnie przygotowanie cyklicznego wydawnictwa obejmującego wykaz zabytków przedhistorycznych na&#13;
ziemiach polskich (zwany roboczo „spisem wykopalisk”), w którym miały&#13;
być publikowane zebrane dotąd materiały do mapy archeologicznej ziem&#13;
polskich. Program badań obejmował też różnorodne prace wykopaliskowe&#13;
(m.in. Kirkora, Umińskiego i Sadowskiego w najbliższej okolicy Krakowa&#13;
i na Rusi Czerwonej, Kirkora na Podolu galicyjskim i na Pokuciu) oraz&#13;
omawianie ich przebiegu i wyników na kolejnych posiedzeniach. Kolejnym&#13;
zadaniem miało być uporządkowanie i skatalogowanie zbiorów archeologicznych Akademii oraz rozbiór i omawianie publikacji naukowych dotyczących tej dziedziny1. Później Komisja miała zająć się także zbieraniem&#13;
i badaniem materiału epigraficznego, tj. oryginalnych dawnych napisów&#13;
wyrytych lub wymalowanych na twardym materiale (kamieniu, metalu, glinie), zwłaszcza starszych, począwszy od średniowiecza poprzez renesans do&#13;
XVII wieku, gdyż te były najbardziej zagrożone zniszczeniem i zatarciem2.&#13;
Epigrafika, zainicjowana jeszcze w krakowskim Towarzystwie jako nowa&#13;
dyscyplina badawcza, miała być przydatna m.in. dla uchwycenia procesów&#13;
i zmian językowych, geografii dialektów, znajomości pisma i jego typów.&#13;
Komisja Archeologiczna kontynuowała program i w zasadzie przejęła&#13;
do realizacji zadania nakreślone w Oddziale Archeologii i Sztuk Pięknych&#13;
Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. W jej działalności, podobnie jak&#13;
w Towarzystwie, podnoszona była wysoka ranga archeologii jako nauki&#13;
1&#13;
Zob. też Pamiętnik piętnastoletniej działalności…, cz. I, s. 110–116, gdzie omówienie&#13;
programu badań Komisji.&#13;
2&#13;
Sekcja Epigrafiki Polskiej pod kierunkiem I. Polkowskiego wymieniana jest w źródłach&#13;
dopiero w roku 1877 (zob. m.in. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1877”, Kraków&#13;
1878, s. 51; w dwu rocznikach poprzednich z lat 1875 i 1876 figuruje z adnotacją: „obecnie&#13;
organizująca się”, zob. odpowiednio s. 62 i 68). Od roku 1874, kiedy to Komisja Archeologiczna&#13;
podzieliła się na sekcje, funkcjonowały w jej ramach trzy inne: Sekcja Wykopalisk pod kierunkiem A.H. Kirkora, Encyklopedii Starożytności Polskich z przewodniczącym A. Kremerem&#13;
i Muzealna pod kierunkiem W. Seredyńskiego (zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.&#13;
Rok 1874”, Kraków 1875, s. 114).&#13;
&#13;
266&#13;
&#13;
�i jej ważna rola w podtrzymywaniu poczucia tożsamości narodowej. Zainteresowanie materialnymi „starożytnościami”, potrzeba i postulat badania&#13;
dawnej przeszłości, korzeni i przedpiśmiennej historii narodu nabierały&#13;
szczególnego znaczenia wobec jego zagrożonego bytu. Obok prac starożytników–specjalistów na dużą skalę upowszechniło się kolekcjonerstwo&#13;
prywatne amatorów i koneserów zabytków przeszłości, a kolejne znaleziska&#13;
skłaniały do fachowego dyskursu o ich dawności, o przedhistorycznej przeszłości i metodach jej badania. Formułowano zasady metodycznego gromadzenia i porządkowania znalezisk, ich ochrony i inwentaryzacji, określania&#13;
wieku i interpretacji historycznej, naukowego rozpoznawania starożytności&#13;
człowieka i jego kultury. Z czasem już nie tylko romantyczny kult dawnego&#13;
rodowodu i postawa patriotyczna były inspiracją dla archeologii, stopniowo wdrażano ją w ramy i metody procedur naukowych, wyznaczających&#13;
rzetelne badania w duchu pozytywizmu. Stała się też dyscypliną uniwersytecką wraz z utworzeniem w 1866 roku poświęconej jej pierwszej katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim, wtedy jeszcze tymczasowej, od 1874&#13;
roku stałej, kierowanej przez Józefa Łepkowskiego, także przewodniczącego&#13;
Komisji Archeologicznej. Przedmiot badań kontynuowanych w Akademii&#13;
pojmowano bardzo szeroko i traktowano interdyscyplinarnie, dostrzegając&#13;
ścisłe związki między archeologią, antropologią, historią sztuki i historią&#13;
kultury1. Dla wszechstronnego podejmowania tej problematyki w prace Komisji Archeologicznej zaangażowani byli nie tylko specjaliści w dziedzinie&#13;
archeologii (jak J. Łepkowski, A.H. Kirkor, J.N. Sadowski) i antropologii (J.&#13;
Majer, I. Kopernicki), ale i koneserzy–zbieracze zabytków starożytniczych&#13;
(P. Umiński), historycy sztuki (W. Łuszczkiewicz i J. Kremer), architekci (T.&#13;
Żebrawski, F. Pokutyński), artyści i jednocześnie znawcy kultury materialnej (J. Kossak), bibliotekarze i bibliofile (K. Estreicher, W. Seredyński)2.&#13;
Kolberg, uprawiający działalność „w kierunku studiów etnograficznych”,&#13;
jak to określił Łepkowski w cytowanym wyżej liście, był więc pożądanym&#13;
członkiem w tym gronie, gdyż jego ludoznawcze zainteresowania i prace&#13;
wiązały się z bliskimi także archeologii naukami historycznymi. Prowadząc&#13;
1&#13;
Zob. J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią – krakowskie środowisko naukowe w początkach działania Akademii Umiejętności (1873–1893) wobec problemu pochodzenia człowieka i jego kultury, „Historyka. Studia metodologiczne” 2016, T. 46,&#13;
s. 304–325. W artykule tym (s. 304–343) autor omawia stan, zadania i cele oraz związki ówczesnej&#13;
archeologii i antropologii w początkowych pracach obu Komisji poświęconych tym dyscyplinom.&#13;
2&#13;
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 67.&#13;
&#13;
267&#13;
&#13;
�systematyczne badania terenowe i studia nad kulturą ludową różnych regionów Polski, stykał się także z tymi zagadnieniami i mógł żywo włączać&#13;
się w prace Komisji. Jego warsztat badawczy również od strony praktycznej&#13;
okazywał się przydatny dla nauk pokrewnych, m.in. dla archeologii. Z drugiej strony uczestnictwo w pracach Komisji Archeologicznej umożliwiało&#13;
mu bezpośredni kontakt z uczonymi i wgląd w ich prace, orientację w literaturze przedmiotu i bieżącym ruchu wydawniczym, udział w toczących&#13;
się dysputach, wymianę informacji i opinii. A to z kolei przyczyniło się do&#13;
wykorzystania wiadomości i wyników badań archeologicznych w kolejnych tomach Ludu.&#13;
Już na drugim posiedzeniu Komisji w dniu 23 maja 1873 roku powierzono Kolbergowi zadanie specjalne, o którym w sprawozdaniu z tego posiedzenia zapisano:&#13;
Przewodniczący Komisji [tj. Łepkowski] ze względu na coraz częściej powtarzające się po różnych pismach zarzuty o podrabianie i fałszowanie podań i legend&#13;
o Krakowie oraz o jego uroczystościach wzywa członka Kolberga do rozczytania&#13;
się w takowych i zbadania, a następnie orzeczenia, o ile te są autentycznymi lub&#13;
też bezzasadnymi”1.&#13;
&#13;
Problematyka ta była Kolbergowi dobrze znana i świeża; w części I Krakowskiego wydanej w 1871 roku zamieścił w opisie kraju szereg podań&#13;
i legend związanych z Krakowem i jego bliską okolicą, a także obszernie&#13;
opisywał doroczne zwyczaje zarówno ludu wiejskiego spod Krakowa,&#13;
jak i mieszczańskie, właściwe tylko dla mieszkańców tego miasta, jak np.&#13;
emaus, rękawka, konik zwierzyniecki. W swoich rozległych kwerendach&#13;
sam natrafiał na różnego typu źródła dotyczące dawnych tradycji podaniowych i uroczystości obchodzonych w cyklu rocznym. Zachowały się&#13;
liczne materiały, notatki i wskazówki bibliograficzne z tego zakresu wykorzystane w różnym stopniu w monografii. W Krakowskiem przywołuje&#13;
Kolberg zarówno źródła sobie współczesne, jak i dawniejsze, cytując je lub&#13;
w różnej formie odwołując się do nich. I tak przytacza podania i legendy&#13;
z prac Józefa Mączyńskiego, Ambrożego Grabowskiego, Józefa Łepkowskiego, z dawnych kronik i druków ulotnych, z kalendarzy krakowskich,&#13;
czasopism systematycznie publikujących opisy ważnych dla tradycji miejsc&#13;
1&#13;
Posiedzenie Komisji Archeologicznej dnia 23 V 1873 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Hist.-Filozof.”, T. I, Kraków 1874, s. XXI–XXII.&#13;
&#13;
268&#13;
&#13;
�i sławnych czy legendarnych postaci oraz przywiązanych do nich podań&#13;
i legend1. W trakcie tej pracy, gromadząc bogaty i cenny materiał z literatury, sam nie ustrzegł się potknięć. Jednym z nich było np. było potraktowanie jako dokumentu falsyfikatu Konstantego Majeranowskiego, tj. tekstu&#13;
o święconem w zamożnym mieszczańskim domu przedstawionego jako list&#13;
z XVI wieku2. Wątpliwa wiarygodność tworów Majeranowskiego i innych&#13;
podobnych fabrykatów dała początek dyskusjom na temat autentyczności&#13;
powszechnie publikowanych, często bez należytego krytycyzmu, materiałów. I tak np. toczyła się wówczas dysputa na temat wieku i genezy konika&#13;
zwierzynieckiego (Lajkonika), prowadzona m.in. w krakowskim „Czasie”&#13;
i warszawskich „Kłosach” w 1872 roku3. Kolberg żywo się tym zagadnieniem interesował, gromadził notatki na ten temat z prasy, a także sam poszukiwał informacji źródłowych, m.in. w dokumentach cechu włóczków,&#13;
tj. flisaków, uczestników tego dawnego zwyczaju, oraz w relacjach wspomnieniowych krakowian. Relację taką przekazał mu w liście 27 czerwca&#13;
1873 roku, a więc już po powierzeniu Kolbergowi zajęcia się podaniami&#13;
i zwyczajami krakowskimi w Komisji Archeologicznej, Karol Mecherzyński,&#13;
sekretarz Wydziału Filologicznego Akademii (od 21 XII 1872 roku), filolog&#13;
związany od urodzenia z Krakowem4. Tak więc własne zainteresowania&#13;
i prace Kolberga spotykały się z prowadzonymi w ramach Komisji i na&#13;
odwrót, a przeplatając się, służyły zarówno autorowi Ludu, poszerzając&#13;
jego bazę źródłową, jak i badaniom Akademii, wzbogacając je o materiał&#13;
pozyskany w eksploracjach terenowych i studiach własnych Kolberga.&#13;
Przegląd wykorzystanych przez Kolberga w tym zakresie prac przynoszą przypisy źródłowe dotyczące głównie rozdziałów „Kraj” i „Zwyczaje”, zamieszczone w tomie 73/III DWOK&#13;
na s. 107–125 i 138–165. Zob. też obszerną bibliografię Kolberga przywoływaną w siedmiu&#13;
tomach Krakowskiego (T. 5–8 i T. 73/I–73/III DWOK), a zebraną w tomie 73/III.&#13;
2&#13;
[K. Majeranowski, pseud.:] Pielgrzym z Tenczyna Święcone wielkanocne, „Pszczółka Krakowska” 1822, T. 2, s. 8–16 (przedruki, m.in. w: Ł. Gołębiowskiego Ludzie polskim…, s. 305–309&#13;
oraz w „Przyjacielu Ludu” 1837, R. 3, T. 2, nr 39). Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK&#13;
T. 5), s. 369–373 i odpowiedni przypis źródłowy w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement…&#13;
(DWOK T. 73/III), s. 170–171 oraz E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga…,&#13;
(DWOK T. 73/I), s. XXXVIII.&#13;
3&#13;
Rekapitulacja koncepcji na temat genezy Lajkonika por. też F. Gawełek Konik zwierzyniecki, „Rocznik Krakowski” T. XVIII: [1919], s. 144–154 (cały art. s. 129–181). Zob. też Ł. Olszewski Lajkonik. Legenda i tradycja, Kraków 2009.&#13;
4&#13;
Zob. list K. Mecherzyńskiego z 27 VI 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 422–&#13;
–423. Zob. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/1),&#13;
s. XXXVIII.&#13;
1&#13;
&#13;
269&#13;
&#13;
�Do innych działań Kolberga w ramach Komisji należał udział w re­&#13;
jestracji miejscowości, w których odkryto zabytki wykopaliskowe, pro­&#13;
wadzonej na potrzeby mapy archeologicznej, której koncepcja była autorstwa Łepkowskiego. Współpracował w tym zakresie z Kirkorem, Łepkowskim, Kopernickim i Sadowskim 1. Ze wszystkimi czterema badaczami był blisko zaprzyjaźniony i spotykał się z nimi często; tym bardziej&#13;
więc praktyką naturalną była wymiana informacji na temat znalezisk&#13;
archeologicznych, obserwowanych w trakcie własnych podróży, i wiadomości pozyskanych w Komisji, tak przecież uprawniona w pracach&#13;
naukowych. Uczestniczył też Kolberg w dyskusjach nad sprawozdaniami&#13;
z badań oraz nad omawianymi dziełami archeologicznymi i z dziedzin&#13;
pokrewnych, w czym także w naturalny sposób dzielił się swoją erudycją i wynikami ciągłych penetracji i studiów w Bibliotece Jagiellońskiej i lwowskim Ossolineum. Według Bieńkowskiego brał także udział&#13;
w zbieraniu zabytków epigrafiki polskiej od czasów najdawniejszych do&#13;
końca XVIII wieku, a także przekazał Komisji swoje materiały dotyczące&#13;
mitologii 2.&#13;
Zainteresowanie autora Ludu archeologią i kontakt z bieżącym dorobkiem badawczym tej dyscypliny znalazły swoje odbicie w kolejnych mono­&#13;
grafiach regionalnych3. Obok materiałów etnograficznych i folklorystycznych, które stanowią zawsze zrąb źródłowy tomów Ludu, zamieścił w nich&#13;
szereg wiadomości o ówczesnych pracach wykopaliskowych i znaleziskach&#13;
archeologicznych, a nawet niekiedy i własne wywody czy komentarze do­&#13;
tyczące tych zagadnień. Podobnie jak informacje historyczne i fizjograficzne&#13;
podawał je przeważnie przy charakterystyce ogólnej omawianego obszaru,&#13;
1&#13;
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar&#13;
Kolberg a Akademia…, s. 13. Zob. też B. Schnaydrowa Mapa archeologiczna Józefa Łepkowskiego, geneza i okoliczności jej powstania, „Rocznik Biblioteki PAN w Krakowie”, R. 25: 1980,&#13;
s. 198–202.&#13;
2&#13;
Zob. W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 68 oraz W. Bieńkowski Oskar&#13;
Kolberg a Akademia…, s. 13. Przekazane Komisji materiały mitologiczne to prawdopodobnie&#13;
rękopis Kolberga pt. Potęgi nadprzyrodzone w wyobraźni Mazurów Pruskich. Studium&#13;
mytologiczne według [Maxa Polluxa] Toeppena skreślił […] (BN PAU i PAN, sygn. 3572),&#13;
stanowiący dokonany przez niego przekład fragmentu pracy Toeppena pt. Aberglauben aus&#13;
Masuren…, której recenzję opublikował w 1868 roku (zob. wyżej, s. 211, przyp. 2). Przekład&#13;
ten włączył Kolberg po niewielkim przeredagowaniu do swojego rękopisu Mazur pruskich&#13;
(DWOK T. 40, s. 52–82).&#13;
3&#13;
Jako pierwszy poruszył ten problem T. Malinowski w artykule Archeologia w dziełach&#13;
Oskara Kolberga, „Lud” T. XLII: 1956, s. 446–453.&#13;
&#13;
270&#13;
&#13;
�tj. w rozdziale „Kraj”, wiążąc je z opisywanymi miejscowościami i konkretnymi obiektami czy zabytkami z tego terenu. Szereg danych z zakresu archeologii odnajdujemy także w przypisach do tekstu, zwłaszcza zebranych&#13;
na końcu książki. Powołuje się w nich Kolberg (lub w różnym zakresie&#13;
cytuje) na prace Józefa Łepkowskiego, Franciszka M. Sobieszczańskiego,&#13;
Aleksandra Przeździeckiego, Adama H. Kirkora, artykuły, doniesienia i wiadomości z czasopism („Wiadomości Archeologicznych”, „Czasu”, „Biblioteki&#13;
Warszawskiej”, „Kłosów” itd.). Badający to zagadnienie Tadeusz Malinowski&#13;
stwierdzał:&#13;
Dużą zasługą Kolberga jest zinwentaryzowanie wielkiej liczby stanowisk archeologicznych rozsianych po wielu dzielnicach Polski i Rusi. […] Drugą wielką&#13;
zasługą Kolberga jest fakt zebrania w swych pracach ogromnego materiału bibliograficznego, odnoszącego się do odkryć archeologicznych, a zagubionego&#13;
często w rozmaitych zapomnianych, trudno dostępnych publikacjach i czasopismach. Śmiało rzec można, że prace Kolberga są niezastąpionym źródłem materiałowym dla wszelkiego rodzaju monografii powiatowych archeologicznych,&#13;
przygotowanych w wielu ośrodkach naukowych w Polsce1.&#13;
&#13;
Autor uważał, że ten niewykorzystany przez archeologów materiał nie&#13;
tylko może stanowić źródło dla różnego rodzaju monografii lokalnych, ale&#13;
także przynosi nieznane późniejszym badaczom, cenne przyczynki do dziejów archeologii polskiej, a niejednokrotnie nawet informacje o dawnych&#13;
odkryciach ocalałe jedynie na kartach tomów Kolberga. Dla przykładu ilustrującego zainteresowanie Kolberga odkryciami archeologicznymi można&#13;
przywołać fakt, że w Krakowskiem sięgnął on nie tylko do prac J. Łepkowskiego, K. Rogawskiego czy A.H. Kirkora, do wiadomości z publikacji&#13;
Towarzystwa Naukowego czy Akademii lub rozsianych w prasie2, ale podjął próbę krótkiego omówienia aktualnych badań i ich wyników w okolicy Krakowa. Dokonał także wręcz wątpliwego merytorycznie zabiegu,&#13;
zamieszczając w przypisie do części IV monografii krakowskiej obszerny&#13;
wyciąg, prawdopodobnie we własnym przekładzie, z artykułu francuskiego&#13;
archeologa, L.F.A. Maury’ego, zamieszczonego w „Revue des Deux Monde”&#13;
z 1868 roku, a poświęconego dziejom badań archeologicznych w Babilonie&#13;
T. Malinowski Archeologia …, s. 451.&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 441–481 (Bibliografia.&#13;
Prace cytowane i odnotowane przez Kolberga).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
271&#13;
&#13;
�i Niniwie1. Sięgając w swoich ludoznawczych pracach po informacje z zakresu archeologii, wyrażał własne stanowisko wobec przydatności dla nich&#13;
dziedzin pokrewnych etnografii, a jednocześnie nawiązywał do idei badaczy starożytników skupionych w kręgu Akademii, według której badając&#13;
teraźniejszość kultury, nie można pominąć jej przeszłości, także najodleglejszej, utrwalonej m.in. w zachowanych śladach materialnego dziedzictwa&#13;
epoki przedchrześcijańskiej2.&#13;
Znaczniejszy niż w Komisji Archeologicznej był udział Kolberga&#13;
w działalności Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności3. O jej&#13;
powołaniu postanowiono na wniosek złożony przez A. Biesiadeckiego na&#13;
posiedzeniu Wydziału III Matematyczno-Przyrodniczego w październiku&#13;
1873 roku. Jako osobna Komisja w ramach tego Wydziału ukonstytuowała się później, bo dopiero 23 marca 1874 roku oraz w trakcie następnych posiedzeń 16 maja i 27 czerwca tego roku, kiedy też zarysowany&#13;
został ogólny program jej prac 4. Zwłoka wynikała z potrzeby porozumienia się z Komisją Archeologiczną co do zakresu badań, w dużej mierze&#13;
pokrywających się ze sobą. Głównym inicjatorem wyłonienia Komisji&#13;
Antropologicznej w ramach Wydziału III był obok Józefa Majera Izydor&#13;
Kopernicki. Pierwszy z badaczy pełnił funkcję jej prezesa od początku do&#13;
1894 roku, drugi sekretarzował Komisji od 1875 do 1891 roku, formułując&#13;
dla niej naukowy program badań. Dzięki rozległej wiedzy i swoim szerokim i wszechstronnym zainteresowaniom Kopernicki stał się niezwykle&#13;
&#13;
Zob. O. Kolberg Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 352 oraz 355–362, a także przypisy&#13;
źródłowe do tych tekstów w tomie 73/III DWOK, s. 436–437. Przytaczając tekst Maury’ego,&#13;
Kolberg błędnie podał tytuł czasopisma: „Revue Contemporaine”.&#13;
2&#13;
Pisał o tym m.in. we wstępach do swoich monografii, np. do cz. IV Krakowskiego (DWOK&#13;
T. 8), na s. XI w 1875 r. i do cz. II Radomskiego (DWOK T. 21), na s. V w 1888 r.&#13;
3&#13;
O działalności Komisji Antropologicznej zob. Pamiętnik piętnastoletniej działalności…&#13;
cz. I, s. 197–209, Materiały do powstania Akademii…, s. 89–91, W. Bieńkowski Badania etnograficzne Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie oraz Komisji etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności, „Lud” T. 51: 1967, s. 71–75, E. Jaworska&#13;
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie,&#13;
w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864-1918, pod red. H. Kapełuś i J. Krzyżanowskiego, Warszawa 1982, s. 140–226, J. Chochorowski Między archeologią, antropologią i prehistorią…,&#13;
s. 328–333.&#13;
4&#13;
Zob. Posiedzenie Wydziału dnia 20 X oraz Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia&#13;
23 III, 16 V i 27 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. I,&#13;
s. XXVIII oraz s. LIV–LVI, LXVI–LXXXIV, LXXXVIII–XCV.&#13;
1&#13;
&#13;
272&#13;
&#13;
�zasłużonym, aktywnym i twórczym organizatorem i uczestnikiem prac&#13;
Komisji, nadając jej rangę instytucji o zasięgu europejskim 1.&#13;
Kolberg znalazł się od początku w gronie członków przybranych Komisji Antropologicznej (razem z J. Sadowskim i P. Umińskim), której skład&#13;
podany został już na pierwszym posiedzeniu, 23 marca 1874 roku2. Wśród&#13;
członków Komisji znalazło się też wielu wymienianych już uczonych,&#13;
z którymi zetknął się Kolberg wcześniej, m.in. J. Szujski, J. Łepkowski, W.&#13;
Łuszczkiewicz, A.H. Kirkor, T. Żebrawski. W gronie tym byli także przedstawiciele medycyny, fizyki, nauk przyrodniczych (lekarze: A. Baraniecki i L.&#13;
Teichmann, fizyk i meteorolog S. Kuczyński). W organizującej się Komisji&#13;
dokonano podziału na trzy (pierwotnie dwie) Sekcje: 1. Archeologiczno-Antropologiczną, 2. Antropologiczną „w ściślejszym rozumieniu” (tj. antropologii fizycznej) i 3. Etnologiczną, z wyznaczonym dla nich zakresem&#13;
badań. Zaraz po ukonstytuowaniu się Komisja ogłosiła Program badań&#13;
antropologicznych, w którym znalazła się też problematyka etnograficzna.&#13;
Opracowanie programu uznano od początku za zadanie pierwszoplanowe,&#13;
„ażeby zarysowały się wyraźniej granice działania każdej Sekcji, w wielu&#13;
razach zachodzące na siebie, żeby prócz tego uwidocznił się stosunek do&#13;
Komisji Archeologicznej, spotykającej się z Antropologiczną w przedmiocie&#13;
badań przedhistorycznych”. W programie wyznaczono trzy podstawowe&#13;
kierunki prac odpowiadające zakresowi wydzielonych Sekcji:&#13;
1&#13;
Izydor Kopernicki (1825–1891), lekarz, antropolog, etnograf, po studiach w zakresie medycyny na uniwersytecie kijowskim pracował jako lekarz wojskowy, m.in. w czasie wojny&#13;
krymskiej. Brał udział w powstaniu styczniowym i był więziony przez Austriaków w Ołomuńcu. Po uwolnieniu, w czasie wieloletniej tułaczki emigracyjnej przebywał m.in. w Paryżu,&#13;
gdzie studiował antropologię, anatomię i fizjologię. Następnie na uniwersytecie w Bukareszcie&#13;
zorganizował nauczanie anatomii i stworzył Muzeum Anatomiczne. W roku 1871 powrócił do&#13;
kraju i osiadł w Krakowie na zaproszenie Józefa Majera, lecz status emigranta i uczestnika powstania utrudniały mu znalezienie odpowiedniej posady. Do roku 1888 pracował w półroczu&#13;
letnim zarobkowo jako lekarz zdrojowy w Rabce, potem w Marienbadzie, a w półroczu zimowym zajmował się pracą naukową. W roku 1876 nostryfikował na UJ swój dyplom w zakresie&#13;
nauk lekarskich, w 1878 uzyskał tam habilitację z antropologii, a w 1886 roku jako pierwszy&#13;
na ziemiach polskich otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego antropologii. Poza nauczaniem&#13;
działał w kilku komisjach Akademii, której był członkiem korespondentem od 1877 roku,&#13;
członkiem czynnym od 1887 roku. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej przyczynił się do&#13;
intensyfikacji jej prac i ich wysokiego poziomu naukowego. Był autorem wielu publikacji z zakresu antropologii i archeologii w języku polskim i w językach obcych, zajmował się także&#13;
badaniami ludoznawczymi, m.in. nad folklorem Górali karpackich i Cyganów polskich. Był&#13;
uczonym o europejskiej sławie; uważany jest za twórcę podstaw antropologii polskiej.&#13;
2&#13;
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. 1, s. LV – LVI.&#13;
&#13;
273&#13;
&#13;
�Badać nam należy człowieka: I. pod względem najdawniejszych śladów jego&#13;
pobytu w naszym kraju; II. pod względem jego cech fizycznych, odznaczających&#13;
właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości&#13;
jego duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obyczajów. Pod I-szym&#13;
względem badania odnosić się muszą do czasów przedhistorycznych; pod II-gim wiadomości zbierać wypadnie z fizycznych poszukiwań właściwości ludów obecnie zamieszkałych lub zabytków pozostałych z czasów historycznych&#13;
w całym obszarze kraju; pod III-im – ich właściwości duchowych, zwyczajów&#13;
i obyczajów1.&#13;
&#13;
Już w tym zarysie programu widoczne jest odbicie ówczesnego poglądu&#13;
o bliskim związku wiedzy o człowieku z przyrodoznawstwem. Antropologię traktowano wtedy bardzo szeroko, jako naukę o człowieku w ogóle,&#13;
lokując ją jako dziedzinę na pograniczu nauk humanistycznych i przyrodniczych. Mieściła się wówczas w tym ujęciu antropologii także etnografia.&#13;
Pod wpływem nauki europejskiej, m.in. prac przedstawiciela ewolucjonizmu, E.B. Tylora, i w duchu pozytywizmu próbowano wówczas przenieść&#13;
metody badań przyrodniczych do nauk humanistycznych. Stąd usytuowanie&#13;
etnologii w Komisji Antropologicznej Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii. Z kolei częste pokrywanie się przedmiotu badań w obu&#13;
Komisjach – Antropologicznej i Archeologicznej – prowadziło w praktyce&#13;
do tego, że szereg prac realizowano i finansowano wspólnie; szczególnie&#13;
dotyczyło to badań wykopaliskowych i związanej z nimi inwentaryzacji&#13;
stanowisk archeologicznych. Tak też organizowane były niektóre wyprawy&#13;
naukowe, podejmowane „w kierunku badań przedhistorycznych” w latach&#13;
siedemdziesiątych2.&#13;
W podzielonej na Sekcje Komisji Antropologicznej przewodniczącym&#13;
Sekcji I został geolog A. Alth, sekretarzem – archeolog A.H. Kirkor, Sekcji&#13;
II przewodniczył anatomopatolog L. Teichmann, sekretarzował I. Kopernicki. Kierowanie Sekcją III – Etnologiczną powierzono w maju 1874 roku&#13;
Tamże, s. LXVI–LXVII. Przedstawiony przez J. Majera Program badań antropologicznych&#13;
opublikowany jest tamże, s. LXVII–LXXXIII.&#13;
2&#13;
Zob. J. Szujski Zdanie sprawy z ruchu naukowego Akademii Umiejętności od 3 maja&#13;
1877 roku, podane przez sekretarza jeneralnego, „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności.&#13;
Rok 1877”, Kraków 1878, s. 124. W sprawozdaniu tym zapisano: „W kierunku badań przed­&#13;
historycznych Komisja Antropologiczna jednoczy się z Archeologiczną; spólnym też staraniem&#13;
zarządzone były wycieczki naukowe odbyte przez pp. Przybysławskiego, Kirkora tudzież Kopernickiego”.&#13;
1&#13;
&#13;
274&#13;
&#13;
�Kolbergowi, sekretarzem został J.N. Sadowski1. Już w czerwcu tego samego&#13;
roku w Sekcji Etnologicznej gotowa była jako jedna z pierwszych jej inicjatyw opracowana przez Sadowskiego Instrukcja do badania właściwości&#13;
ludowych2. Obejmowała ona osiem działów głównych:&#13;
A. Nazwa badanej ludności, jej charakter i granice rozsiedlenia, B. Gwara, C. Poe­&#13;
zja, muzyka, taniec, D. Przysłowia, gadki (klechdy), zagadki, oracje, podania,&#13;
E. Obrzędy i uroczystości, F. Ubiór i stroje, G. Mieszkania, H. Narzędzia.&#13;
&#13;
W każdym dziale znalazły się zwięzłe wyliczenia wyznaczonych do obserwacji i opisu problemów, zjawisk, zachowań, obiektów, przy czym zwraca uwagę nacisk, z jakim zaleca się „wierne spisanie wszystkich pieśni bez&#13;
najmniejszej zmiany i ogładzenia” oraz zapis dosłowny opowieści i oracji,&#13;
a także relacji o obrzędach i zwyczajach, „choćby to było nie tylko dziwacznym, ale nawet zupełnie niezrozumiałym” i bez względu na powtarzanie się&#13;
treści. Program ten, opracowany przez archeologa Sadowskiego, zbliżony&#13;
jest wyraźnie do Kolbergowskiego, przedstawionego w Liście otwartym&#13;
z 1865 roku i realizowanego w Ludzie. Wspólne jest przede wszystkim&#13;
założenie główne, tj. opis etnograficzny określonego obszaru, regionu jako&#13;
składowej obrazu całego kraju w ujęciu panoramicznym. Wpływ idei&#13;
i wzoru monografii Kolberga na środowisko Komisji Antropologicznej,&#13;
wręcz na całe pokolenie badaczy, okazał się trwały i miał dominować do&#13;
końca XIX wieku.&#13;
Do programu badań ujętego w Instrukcji dokładał Kolberg swoje dalsze&#13;
istotne postulaty. Wkrótce po jej ogłoszeniu, na styczniowym posiedzeniu&#13;
Komisji Antropologicznej w 1875 roku, na jego wniosek jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej zatwierdzono uchwałę „dotyczącą wydawania częściowo badań etnograficznych popartych dołączeniem wizerunków&#13;
typów ludowych, strojów, sprzętów itd., o ile można najstaranniejszych,&#13;
a w każdym razie najwierniejszych”. Przychylono się też do propozycji Kolberga, by dla realizacji tego zdania, odpowiadającej „ścisłym wymogom&#13;
nauki”, zwrócić się do znanych w kraju osób posiadających zbiory ikonograficzne z prośbą o ich użyczenie „czasowo do naukowego użytku”. Umożliwiłoby to wydawanie zeszytów obejmujących „umiejętny opis pewnej&#13;
1&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 16 V 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. I, s. LXVI.&#13;
2&#13;
Tamże, na s. XC–XCV oraz w osobnej odbitce: Kraków 1874.&#13;
&#13;
275&#13;
&#13;
�grupy etnograficznej, z dołączeniem wizerunków w drzeworytach, litografiach, chromolitografiach, a w razie potrzeby i nut muzycznych”. Przenosił&#13;
Kolberg w ten sposób na grunt Akademii swoją programową koncepcję,&#13;
w myśl której od początku działalności doceniane było dla etnografii znaczenie źródłowe dokumentacji ikonograficznej i muzycznej. Jednocześnie&#13;
była to próba wykorzystania rycin ze zbiorów prywatnych i muzealnych za&#13;
pośrednictwem Akademii do prac etnograficznych. Na tym samym posiedzeniu zobowiązywał się Kolberg konkretnie do porozumienia się w sprawie rycin z W. Dzieduszyckim, dyrektorem Muzeum Przyrodniczego we&#13;
Lwowie, i z J. Kossakiem1, mieszkającym w Krakowie. Rok później w liście do Akademii, zdając sprawę ze swojej podróży na Pokucie i Bukowinę, informował, że w Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie sporządził&#13;
listę „wszelkich posiadanych przezeń akwarel, rycin i obrazów olejnych&#13;
przedstawiających typy i sceny ludowe” i że podobny spis przygotował&#13;
w muzeum Zakładu Ossolińskich2. Dołączył oba do swojego listu, wyrażając przeświadczenie, że „dostarczą one […] wątku do wygotowania obszernego i systematycznie ułożonego katalogu ubiorów na całym obszarze&#13;
Polski”. Zawiadamiał też, że oba muzea posiadają znaczny zbiór fotografii&#13;
„przedstawiających ubiory ludu, widoki wsi i cerkwi itp., których kopii na&#13;
żądanie Akademii jak najchętniej udzielą na użytek etnografii”. Gromadzeniem ikonografii był więc żywo zainteresowany nie tylko ze względu na jej&#13;
znaczenie dokumentacyjne dla monografii regionalnych własnych i innych&#13;
autorów z Akademii, ale także w związku z dalekosiężnym planem opracowania albumu polskich strojów ludowych.&#13;
Instrukcja przygotowana przez Sadowskiego w 1874 roku pomyślana była jako przewodnik w badaniach terenowych dla współpracowników i korespondentów, często amatorów w dziedzinie etnografii, którzy&#13;
1&#13;
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 13 I 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, Kraków 1875, s. VIII–IX. Już na kolejnym posiedzeniu&#13;
Kolberg mógł przekazać informację, że Kossak obiecał udostępnienie swoich zbiorów Komisji,&#13;
która wkrótce powołała go na swojego członka (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia&#13;
13 III 1875 r., tamże, s. LIII).&#13;
2&#13;
Brulion listu do Akademii z 30 X 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 659–660&#13;
(rkp. w zbiorach BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 2–3), dołączony spis akwarel z Muzeum im.&#13;
Dzieduszyckich obejmuje 105 pozycji (tamże, k. 4–5). Inna wersja redakcyjna sprawozdania&#13;
i tegoż spisu akwarel zachowała się w Muzeum Etnograficznym w Krakowie (Arch. MEK, sygn.&#13;
II/226, nr inw. I/3051 RKP). Brulion spisu rycin z Ossolineum w zbiorach BN PAU i PAN, sygn.&#13;
2184, k. 300 (21 pozycji).&#13;
&#13;
276&#13;
&#13;
�wspomagać mieli prace Sekcji swoimi materiałami opracowanymi według&#13;
wskazanego wzoru. Taką siatkę pomocników zamierzano utworzyć we&#13;
wszystkich trzech zaborach. Dzięki operatywności Kopernickiego kwestionariusz Sadowskiego został już w 1875 roku rozesłany do wskazanych osób.&#13;
Każdy z członków został też zobowiązany do pozyskiwania chętnych do&#13;
współpracy, bowiem przez cały okres swojej działalności Sekcja Etnologiczna opierała swoje badania na korespondentach. W pracach terenowych&#13;
spodziewano się udziału „przede wszystkim światłych duchownych wszelkiego obrządku, lekarzy i nauczycieli”, przy czym zaznaczano: „wszakże&#13;
i każdy obywatel ziemski miałby tu łatwą sposobność przysłużenia się publicznej sprawie tą naukową pomocą”1. Odzew społeczny na apel Komisji&#13;
i przebieg akcji zbierackiej okazały się zadowalające. Dzięki aktywności&#13;
korespondentów i napływowi licznych materiałów można było podjąć ich&#13;
planową publikację w wydawnictwie Akademii. Liczba nadsyłanych prac&#13;
etnograficznych dwukrotnie przewyższała ilość materiałów pozyskanych&#13;
przez dwie pozostałe sekcje Komisji, można więc sądzić, że impuls nadany&#13;
przez Sekcję Etnologiczną decydująco wpłynął na ożywienie ruchu ludoznawczego, zwłaszcza w Galicji.&#13;
Dorobek Komisji Antropologicznej znalazł swoje stałe miejsce publikacji&#13;
w wydawanym jej staraniem od roku 1877 (do 1895) roczniku pt. „Zbiór&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Był on podzielony na trzy części&#13;
odpowiadające profilem trzem sekcjom Komisji. W każdym roczniku sąsiadowała więc problematyka z trzech dziedzin wiedzy, które wówczas ściślej&#13;
wiązano ze sobą jako skupione na wspólnym przedmiocie badań, tj. na&#13;
człowieku, jego życiu i kulturze. Dział III przeznaczony był na materiały&#13;
etnograficzne; zamieszczano w nim napływające z terenu prace, uprzednio&#13;
ocenione i odpowiednio zredagowane. Zakres badań obejmował wprawdzie wszystkie ziemie dawnej Rzeczypospolitej, szczególną uwagę zamierzano jednak poświęcić jej Kresom Wschodnim. W niepodpisanym wstępie do pierwszego rocznika jego autor, Józef Majer, powtórzył w skrócie&#13;
główne tezy programowe Komisji, zaznaczając przy tym, że prace „zmierzać mają do badania ludności ziem polskich, a zwłaszcza północnych&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 5 III 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, s. XXXV. Część korespondentów zostawała członkami&#13;
przybranymi Komisji, choć nie posiadali oni stopni naukowych i członkostwa Akademii.&#13;
Wybierani byli na posiedzeniach Komisji, a następnie zatwierdzani przez Wydział.&#13;
1&#13;
&#13;
277&#13;
&#13;
�i północno-wschodnich stoków Karpat”1. Nie bez znaczenia było tu z pewnością świadome podkreślenie przynależności tych ziem do Polski, mimo&#13;
utraty niepodległości. Z czasem, gdy materiałów ruskich napłynęło sporo, Sekcja Etnologiczna zwróciła swoje apele w stronę Wielkopolski i Śląska, skąd w latach wcześniejszych nie było ich wiele2. „Zbiór Wiadomości&#13;
do Antropologii Krajowej” był pierwszym polskim czasopismem naukowym, w którym etnografia i folklorystyka znalazły swoje stałe miejsce.&#13;
Redaktorem rocznika został Izydor Kopernicki, sekretarz Komisji. Kolberg jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej miał decydujący udział&#13;
w przygotowaniu do druku materiałów etnograficznych, przeznaczonych&#13;
do działu III, i ściśle współpracował w tym zakresie z Kopernickim. Odpowiadając za ten blok tematyczny czasopisma, miał stały wgląd w prace&#13;
etnograficzne napływające do Komisji. Recenzował artykuły przeznaczone do druku, wprowadzał poprawki redakcyjne, propozycje zmian i uzupełnień, wskazywał niedostatki i mocniejsze strony opracowania, wyrażał&#13;
swoją wiążącą opinię, oceniając studia innych autorów, najczęściej amatorów, rekrutujących się spośród księży, nauczycieli, lekarzy, urzędników&#13;
i ziemian. Udzielał wskazówek, zachęcał ich do pracy i dalszych badań,&#13;
podpowiadając problematykę, dzieląc się swoim doświadczeniem badacza&#13;
terenowego i promując w ten sposób chętnych do pracy i wzorujących się&#13;
na nim zbieraczy. Służył im radą i zachętą, a autorów prac pozytywnie&#13;
ocenianych rekomendował niejednokrotnie na członków przybranych&#13;
Komisji Antropologicznej. Obok działań programowych dotyczących badań etnograficznych Komisji podejmował także działania werbunkowe,&#13;
wykorzystując swoje rozległe kontakty i znajomości z podróży. W efekcie&#13;
zawiązywała się często współpraca naukowa, owocna nie tylko dla prac&#13;
Komisji, ale także dla Kolbergowskiego dzieła. Pozyskany członek Komisji&#13;
i autor zasilał swoimi pracami dział etnograficzny „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Kolberg korzystał z materiałów autora, przysyłanych niekiedy specjalnie dla jego Ludu, nieprzeznaczonych&#13;
do publikacji w roczniku. Charakter takiej opieki naukowej Kolberga&#13;
1&#13;
„Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, T. I: 1877, s. VIII. Badania te miały dotyczyć ludności „I. pod względem śladów ich najdawniejszego pobytu i życia w czasach przedhistorycznych; II. pod względem cech fizycznych, odznaczających obecnie właściwość szczepową, plemienną i narodową; III. pod względem właściwości duchowych, stosunków społecznych, zwyczajów i obrzędów”.&#13;
2&#13;
Por. E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 154.&#13;
&#13;
278&#13;
&#13;
�i współpracy w dostarczaniu materiału dla niego dokumentuje korespondencja z lat 1876–1886 z kieleckim etnografem i historykiem, księdzem&#13;
Władysławem Siarkowskim (1840–1902), stanowiąca znakomity przykład&#13;
obustronnego zaangażowania 1. Mieszkający w Kielcach od 1866 roku autor prac poświęconych Kielecczyźnie znalazł się w gronie kandydatów&#13;
na współpracowników Sekcji Etnologicznej. W styczniu 1876 roku Kolberg skierował do niego list z propozycją współpracy z Komisją Antropologiczną, poszukującą korespondentów terenowych, którzy zbieraliby&#13;
materiały zgodnie ze wspomnianą instrukcją Sekcji. Oryginał tego listu&#13;
zaginął, lecz zachował się fragment końcowy brulionu, w którym Kolberg&#13;
przedstawił adresatowi warunki publikacji w wydawnictwach Akademii. Siarkowski propozycję przyjął z wdzięcznością i zobowiązał się do&#13;
współpracy. W dalszej korespondencji mowa o planowanych badaniach,&#13;
posiadanych materiałach i przygotowaniu prac Siarkowskiego do druku&#13;
w rocznikach Akademii oraz o zamiarze włączenia autora w krąg jej&#13;
współpracowników. Po zapoznaniu się z pierwszymi materiałami Kolberg wraz z Kopernickim rekomendowali kieleckiego badacza na członka korespondenta Akademii i już wiosną tego roku Siarkowski został&#13;
członkiem przybranym Komisji Antropologicznej 2. Kolberg pomagał mu&#13;
w opracowaniu materiałów etnograficznych z okolic Kielc, wydanych&#13;
później w „Zbiorze Wiadomości” w latach 1878–1885 3. Siarkowski informował o swoich planach, zbiorach i postępie prac, Kolberg podawał&#13;
wskazówki dotyczące sposobu ich opracowania redakcyjnego, radził położyć nacisk na zbieranie informacji szczegółowych bez ich interpretacji&#13;
1&#13;
Zob. A. Skrukwa Władysław Siarkowski – współpracownik Oskara Kolberga, w: W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, pod red. R. Górskiego i J. Krzyżanowskiego, Wrocław&#13;
1969, s. 247–257. Współpracę tę oraz rękopiśmienny materiał Siarkowskiego zachowany w archiwum Kolberga omawia także E. Antyborzec we wstępie do tomu Kieleckie. Suplement do tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. XII–XVII. Zob. też listy Kolberga i Siarkowskiego z lat 1876–1886,&#13;
Korespondencja… cz. I, II i III (DWOK T. 64–66).&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 20 I 1876 r., Korespondencja... cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 557. Siarkowski został wybrany na posiedzeniu Komisji Antropologicznej dnia 31 maja&#13;
1876 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. XLVI&#13;
i L–LI).&#13;
3&#13;
W „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (w dziale III, etnologicznym) ukazały się trzy prace Siarkowskiego: najobszerniejsza pt. Materiały do etnografii ludu polskiego&#13;
z okolic Kielc, T. II: 1878, s. 209–259,, T. III: 1879, s. 3–61, T. IV: 1880, s. 83–184 oraz Zagadki&#13;
ludowe z różnych miejscowości guberni kieleckiej, T. VI: 1882, s. 3–29 i Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, T. IX: 1885, s. 3–72.&#13;
&#13;
279&#13;
&#13;
�i analiz, pośredniczył w przekazywaniu materiałów Akademii. M.in. pisał&#13;
w 1877 roku, że odebrał pracę Siarkowskiego przedstawioną następnie&#13;
Akademii,&#13;
[…] która, jak to zwykle bywa w takich razach, udzieliła mi ją na powrót do przejrzenia i porobienia uwag, jakie uznam za stosowne. Wybacz zatem, Szan[owny]&#13;
Ks[ięże] Dobr[odzieju], że znając wymagania i formę publikacji naszej Akademii,&#13;
pozwoliłem sobie w manuskrypcie Jego zmienić porządek niektórych rozdziałów, dać odpowiednią temu numerację i intytulację przedmiotów, wykreślić&#13;
kilka pieśni (zwłaszcza drobniejszych rozmiarów i mniejszego znaczenia), które&#13;
pomieszczone już były bez żadnej zmiany w dawniejszych zbiorach, skrócić&#13;
niektóre Pańskie uwagi dobrze już skądinąd znane i pododawać odpowiednie&#13;
cytacje z moich dzieł i z Kozłowskiego, Wójcickiego i innych. Sądzę, że za złe&#13;
mi tego Jegomość nie weźmiesz, gdy ujrzysz rzecz w druku1.&#13;
&#13;
A rok później Kopernicki przypominał Kolbergowi: „Tymczasem potrzebna tu koniecznie bytność Pańska dla ostatecznego przygotowania rękopimu ks. Siarkowskiego do druku”2. Z kolei Siarkowski dostarczał Kolbergowi materiały folklorystyczne do monografii Kieleckiego (teksty pieśni,&#13;
opowieści, przysłowia, modlitwy, opisy sobótek), które ten w niej skwapliwie wykorzystał jako wiarygodne. Zachowane w archiwum autora Ludu&#13;
rękopisy kieleckiego badacza wskazują, że udział Siarkowskiego w zakresie&#13;
dokumentacji folkloru był w monografii Kolberga znaczny.&#13;
Rekomendacji udzielił badacz także Józefowi Grajnertowi (1831–1910),&#13;
literatowi i etnografowi, znanemu sobie jeszcze z okresu warszawskiego.&#13;
Przysłane przez niego do Akademii w 1879 roku z inicjatywy i zachęty&#13;
Kolberga materiały etnograficzne z Kaliskiego zostały bardzo pozytywnie&#13;
ocenione przez Kopernickiego, a także przez Kolberga, który wsparł propozycję przyjęcia autora na członka Komisji Antropologicznej. Jako redaktor&#13;
wprowadził potrzebne poprawki, zmienił tytuł i układ treści oraz uzupełnił pracę Grajnerta o niezbędny komentarz rzeczowy i odsyłacze do wariantów. Już w roku następnym Zapiski etnograficzne z okolic Wielunia&#13;
i Radomska ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, a Grajnert na wniosek Kolberga i Kopernickiego został przybranym&#13;
1&#13;
&#13;
s. 15.&#13;
2&#13;
&#13;
Brulion listu do W. Siarkowskiego z 19 IV 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
List Kopernickiego z 1878 roku, tamże, s. 193.&#13;
&#13;
280&#13;
&#13;
�członkiem Komisji1. W późniejszych latach, opracowując Kaliskie, Kolberg&#13;
odwoływał się do tej pracy, zwłaszcza przy charakterystyce ludu.&#13;
Przychylna opinia Kolberga przyczyniła się również do pozyskania dla&#13;
Komisji nowych członków przybranych w osobach: Sofrona Witwickiego&#13;
(1809–1879) z Żabiego na Huculszczyźnie, księdza grekokatolickiego i etnografa2; Władysława Przybysławskiego (1830­–1908), ziemianina, właściciela Czortowca i Uniża na Pokuciu, archeologa, etnografa i kolekcjonera&#13;
zabytków sztuki3; Władysława Kosińskiego z Wadowic (1844–1914), językoznawcy i etnografa4; Bronisława Gustawicza (1852–1915), krajoznawcy,&#13;
przyrodnika i etnografa z Krakowa5; Michała Greima (1828–1911), fotografa&#13;
i kolekcjonera starożytności z Kamieńca Podolskiego6. Wszyscy oni zbierali&#13;
materiały etnograficzne ze swoich stron, przeważnie publikowane potem&#13;
w postaci rozpraw czy studiów opisowych w wydawnictwach Akademii.&#13;
Często przekazywali też dla Komisji dary podchodzące z badań terenowych,&#13;
wykopaliskowych czy z kolekcji prywatnych. Przybysławski i Witwicki,&#13;
1&#13;
Zob. list J. Grajnerta z 14 XI 1879 r. oraz brulion listu Kolberga do Grajnerta z lutego&#13;
1880 r., tamże, s. 280–281 i s. 327–328. Zapiski ukazały się w tomie IV „Zbioru Wiadomości”&#13;
z 1880 r., na s. 285–361, a Grajnerta wybrano na członka w lutym 1880 r. (zob. „Rozprawy&#13;
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. VII, 1880, s. XVII i XXI).&#13;
2&#13;
Witwicki był autorem Rysu historycznego Hucułów (Lwów 1863), pracy wznowionej&#13;
w 1873 roku pt. O Hucułach. Rys historyczny. W 1875 roku należał do inicjatorów Oddziału Czarnohorskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Członkiem Komisji Antropologicznej został&#13;
w lis­topadzie 1875 roku (zob. „Rozprawy…” jw., T. II, 1875, s. LXXXIII i LXXIX).&#13;
3&#13;
Władysław Przybysławski wybrany został na członka Komisji w kwietniu 1877 roku&#13;
(zob. tamże, T. IV, 1877, s. LXII i LVI ). Był jednym z najaktywniejszych badaczy w Komisji Antropologicznej, jednocześnie równie owocnie działał w Komisji Archeologicznej, której&#13;
członkiem został wcześniej.&#13;
4&#13;
Władysława Kosińskiego wybrano na członka przybranego Komisji Antropologicznej&#13;
wiosną 1876 roku, równocześnie z Siarkowskim (zob. tamże, T. III, 1876, s. XLVI i L–LI).&#13;
5&#13;
Bronisław Gustawicz został członkiem przybranym Komisji Antropologicznej w styczniu&#13;
1882 roku (zob. tamże, T. X, 1883, s. XIX i XXV). Kolberg współredagował m.in. jego rozprawę&#13;
pt. Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe z dziedziny przyrody opublikowaną w „Zbiorze Wiadomości.” T. V: 1881, s. 102–186; zob. listy Kopernickiego, w których dziękuje Kolbergowi za „uwagi, notatki i uporządkowanie” rękopisu Gustawicza, deklarując, że do tych uwag&#13;
„zastosuje się w wydaniu” (Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 696).&#13;
6&#13;
Michał Greim był twórcą fotografii przedstawiających Podole i Besarabię (widoki Kamieńca Podolskiego i innych miast, sceny rodzajowe, typy ludności). W latach 1875–1902 część&#13;
zbiorów ofiarowywał w darze Komisji Antropologicznej, której członkiem był od 1876 roku.&#13;
Zob. J.M. Dziewulska Świat Podola i Besarabii w obiektywie Michała Greima. Dary fotografii&#13;
dla Polskiej Akademii Umiejętności, „Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie”&#13;
R. 56: 2011, s. 378–420.&#13;
&#13;
281&#13;
&#13;
�podobnie jak Siarkowski, wspomagali także dzieło samego Kolberga, dostarczając mu notatek i informacji z własnych badań i wywiadów, które&#13;
wykorzystywał potem w Ludzie, i obaj gościli go u siebie, stwarzając odpowiednie warunki do pracy i wspierając jego badania i zbieranie materiałów&#13;
do monografii Pokucia, co zwłaszcza w przypadku Przybysławskiego dokumentuje obszernie korespondencja1. Brak natomiast informacji o bliższych&#13;
kontaktach Kolberga z Gustawiczem czy Kosińskim, badaczami młodszymi,&#13;
z którymi stykał się w Komisji i do których prac się odwoływał. Jest prawdopodobne, że bezpośrednio współpracował z Greimem w sprawie jego&#13;
fotografii z Podola przekazywanych Akademii, a przeznaczonych do zbiorów etnologicznych Komisji, jak np. kolekcja 39 fotografii „bardzo starannie&#13;
dokonanych ludowych typów z Podola rosyjskiego w formacie zwanym&#13;
gabinetowym oraz 3-ech widoków tamecznych miejscowości w większym&#13;
jeszcze formacie”, przedstawionych na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 12 listopada 1875 roku2. Zapewne zbiór ten przesyłany do Akademii&#13;
oddany został w ręce Kolberga jako przewodniczącego Sekcji Etnologicznej,&#13;
podobnie jak następne z kolekcji tego autora. W kolejnych latach Greim&#13;
niejednokrotnie jeszcze ofiarowywał Akademii swoje fotografie.&#13;
Niezależnie od patronatu nad pracami Sekcji Etnologicznej, od zajęć&#13;
organizacyjnych i redakcyjnych, Kolberg sam publikował swoje artykuły&#13;
w „Zbiorze Wiadomości”, począwszy od pierwszego rocznika, gdzie drukowana była jego rozprawa poświęcona gwarze wielkopolskiej3. Przy okazji&#13;
planowanych przez Akademię edycji materiałów dialektologicznych wyłonił się wówczas problem rozdziału kompetencji Komisji Antropologicznej&#13;
i Komisji Językowej. Obu dostarczano materiały językowe, zwłaszcza zbiory&#13;
tzw. prowincjonalizmów: Antropologicznej – na podstawie wskazywanego w instrukcjach działu poświęconego mowie ludu, Językowej zaś – jako&#13;
z założenia zajmującej się dokumentacją języka. Wywiązała się dyskusja,&#13;
która z Komisji powinna zajmować się publikacją dialektyzmów, skoro&#13;
Zob. korespondencja z Witwickim z lat 1876–1878 oraz z Przybysławskim z lat 1876–&#13;
–1883, Korespondencja… cz. I–III (DWOK T. 64–66). O związanej z Pokuciem współpracy obu&#13;
badaczy z Kolbergiem zob. też wstęp A. Skrukwy w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów&#13;
29–32 (DWOK T. 81), s. X i nast.&#13;
2&#13;
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. XXXII.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, „Zbiór Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, T. I: 1877, w III dziale etnologicznym: s. 3– 36; przedruk w: O. Kolberg Studia,&#13;
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342–388. O wydaniu tegoż w innej wersji redakcyjnej, z datą&#13;
1876 r. oraz o następnych pracach w „Zbiorze Wiadomości” będzie mowa dalej.&#13;
1&#13;
&#13;
282&#13;
&#13;
�przedmiotem obu od początku była „mowa ludu”. Dla ludoznawców były&#13;
to kwestie równie ważne, co znajdowało swoje odbicie w kwestionariuszach&#13;
etnograficznych i, w następstwie, w nadsyłanych pracach. Prowincjonalizmy, leksykalne materiały gwarowe, nazewnictwo, opis cech gramatycznych&#13;
i fonetycznych dialektów miejscowych, słowem, język regionu był stałym&#13;
elementem badań i dokumentacji etnograficznej. Rozprawa Kolberga o gwarze wielkopolskiej znalazła się najpierw na początku roku 1876 w Komisji&#13;
Językowej Wydziału Filologicznego, gdzie przekazano ją do oceny Władysławowi Wisłockiemu, który zakwalifikował tekst do druku1. Stamtąd przesłano ją jednak wkrótce do Komisji Antropologicznej. Tymczasem bowiem&#13;
na posiedzeniu pod koniec lutego 1876 roku swoje stanowisko w kwestii&#13;
wydawania leksykalizmów gwarowych określiła Komisja Antropologiczna.&#13;
W wyniku debaty, w której opinię swoją wyraził także Kolberg, ustalono:&#13;
[…] po uwagach wypowiedzianych w tym przedmiocie przez pp. Sadowskiego,&#13;
Teichmanna, Majera i Kopernickiego oraz pośrednio objawionym w tej mierze&#13;
zdaniu p. Kolberga stanęło na tym, że spostrzeżenia nad miejscowymi właściwościami mowy polskiej, ruskiej i litewskiej, o ile nie będą miały charakteru&#13;
wyraźnie teoretyczno-lingwistycznego, który by je tym samym kwalifikował do&#13;
Komisji Językowej, powinny być uważane jako jeden z bardzo ważnych materiałów etnograficznych i jako takie ogłaszane w dziale etnologicznym „Sprawozdań&#13;
Komisji Antropologicznej2.&#13;
&#13;
Dopuszczono jednak możliwość wydawania takich materiałów w osobnych odbitkach jako publikacji należącej do obu Komisji. Ostatecznie pod&#13;
koniec maja, po wzajemnym porozumieniu się postanowiono, że mimo&#13;
nadsyłania prowincjonalizmów do obu Komisji materiały te złożą się na&#13;
publikację pt. Materiały do słownika prowincjonalnej mowy polskiej&#13;
wydawane staraniem Komisji Językowej i Sekcji Etnologicznej Komisji&#13;
Antropologicznej”3. W takiej też formie, z trzema innymi pracami ukazał&#13;
Posiedzenie Wydziału Filologicznego dnia 4 I 1876 r. oraz Posiedzenia Komisji Językowej&#13;
dnia 15 I i z 16 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. VI, 1878&#13;
(dopiero w tym roczniku sprawozdania z 1876 roku!), s. I, VI i VII.&#13;
2&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 25 II 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. III, 1876, s. VIII. W tym samym sprawozdaniu odnotowano,&#13;
że praca Kolberga znalazła się już w Komisji Antropologicznej, tamże, s. IX. Por. E. Jaworska&#13;
Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 164–165 i nast.&#13;
3&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 31 V 1876 r., „Rozprawy...” jw., s. XLV.&#13;
1&#13;
&#13;
283&#13;
&#13;
�się pierwodruk pracy Kolberga1. W innym układzie i w zmienionej wersji&#13;
redakcyjnej Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego weszła do tomu pierwszego „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”2, gdzie znalazły się&#13;
także te same trzy prace, które opublikowane zostały poprzednio w Materiałach do słownika prowincjonalizmów.&#13;
Z czasem powracała na nowo dyskusja i toczył się dalszy istotny spór&#13;
między folklorystami i językoznawcami; dotyczył on jednak przede wszystkim sposobu zapisywania tekstów ludowych, do czego wypadnie jeszcze&#13;
powrócić.&#13;
Nadmienić tu jeszcze należy, że w tym samym czasie – według sprawozdania Komisji Językowej – złożona w niej została inna praca Kolberga pt.&#13;
Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce3. Ani sam tekst, ani&#13;
jego temat, geneza i późniejsze losy nie są jednak znane. Przewodniczący&#13;
Fryderyk Skobel (1806–1876), składając ją Komisji, nie wskazał referenta,&#13;
brak też informacji, co stało się z nią dalej, a nawet wzmianki, czy zgodnie&#13;
z procedurą była oceniana.&#13;
Kolberg należał również w Komisji Antropologicznej do grona jej członków – ofiarodawców. Do zbiorów etnologicznych przekazywał w formie&#13;
darów przedmioty użytkowe i akcesoria obrzędowe, a nawet teksty ludowe,&#13;
pozyskane w czasie swoich wypraw terenowych. I tak np. w 1876 roku&#13;
z podróży na Pokucie przywiózł:&#13;
a) ozdoby stroju i godła weselne (wieńce z barwinku z pozłotką, powismo, okazy&#13;
kwiatów używanych do ozdabiania korowaju); b) części stroju kobiet świątecznego; c) kilkanaście narzędzi i sprzętów domowych używanych na Pokuciu.&#13;
1&#13;
Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego Kolberga zamieszczona została w zeszycie pt. Materiały do Słownika prowincjonalizmów polskich wydawane staraniem Komisji Językowej&#13;
i Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej w Akademii Umiejętności w Krakowie, z. I,&#13;
Kraków 1876, na s. 3–36; tam znalazły się też prace pióra W. Kosińskiego i P. Parylaka (prowincjonalizmy), obie także przekazane z Komisji Językowej, oraz Z. Glogera (nazwy weselne).&#13;
2&#13;
W niektórych egzemplarzach rocznika 1. „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”&#13;
z 1877 r. tekst Kolberga wydrukowano w wersji identycznej jak w Materiałach, bez sygnalizowanych wyżej zmian, co było zapewne skutkiem prawie równoległych prac wydawniczych;&#13;
w połowie października 1876 r. materiały etnologiczne do „Zbioru Wiadomości” znajdowały&#13;
się już w druku (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 14 X 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.- Przyr.”, T. IV, 1877, s. VII).&#13;
3&#13;
Zob. Posiedzenie Komisji Językowej dnia 23 III 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VI, 1878, s. VII. Informował o tym również „Czas” 1876 (z 28 III)&#13;
w nr. 71, na s. 3. Pracy tej nie odnotowują bibliografie wydawnictw Akademii.&#13;
&#13;
284&#13;
&#13;
�A w roku 1877 przysłał do zbiorów Komisji „5 gadek ludowych huculskich spisanych przez niego z ust ludu w narzeczu miejscowym ruskim”&#13;
w Żabiu, też podczas podróży w 1876 roku1.&#13;
Cenną formą pomocy realizowanej przez Komisję było wspieranie badań terenowych Kolberga; z jej funduszy odbywał od roku 1875 podróże&#13;
naukowe, z których potem składał Akademii sprawozdania, o czym jeszcze&#13;
będzie mowa. Były to kwoty niezależne od dotacji Akademii przydzielanej&#13;
na druk kolejnych tomów Ludu.&#13;
Udział Kolberga w pracach Komisji Antropologicznej miał duże i wymierne znaczenie dla jego własnych studiów i opracowań kolejnych monografii. Usprawniał przepływ informacji i orientację w bieżącym ruchu naukowym, zbierackim i wydawniczym oraz aktualnej problematyce badawczej, stwarzał możliwość bezpośrednich kontaktów i dyskusji z autorami&#13;
i członkami Komisji. Z kolei ze zdaniem Kolberga liczono się powszechnie&#13;
w środowisku naukowym, a on sam dzielił się chętnie wiedzą i doświadczeniem z innymi badaczami, często amatorami i entuzjastami etnografii2,&#13;
dla których był przewodnikiem. Obustronna korzyść z tej wymiany była&#13;
bezsporna: uczestnictwo Kolberga w pracach Komisji okazało się istotne dla&#13;
jej funkcjonowania i kształtowania modelu badań na długie lata, zaś bezpośrednia styczność z ówczesnym dorobkiem naukowym Akademii przydatna&#13;
była dla jego własnej działalności badawczej i wydawniczej.&#13;
Zasadniczy kierunek ówczesnych działań Sekcji Etnologicznej, który wyznaczały prace zbierackie, gromadzenie materiału, miał swój ugruntowany cel. Podzielano tu mianowicie pogląd autora Ludu, że dopiero szeroka&#13;
i możliwie najpełniejsza dokumentacja może stworzyć bazę źródłową do&#13;
poważnych studiów analitycznych i porównawczych, a wtedy etnografia&#13;
od rzetelnego opisu, będącego jej aktualnym zadaniem, przejść będzie mogła do interpretacji. Zmiany warunków cywilizacyjnych i widoczny proces zanikania tradycyjnych form kultury utwierdzały zresztą ówczesnych&#13;
Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 21 XII 1876 i 1 VI 1877 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XXVII i LXXII. Opowieści te opublikował Kolberg w roku 1889 w części IV Pokucia (DWOK T. 32) na s. 271–294, opatrując je&#13;
tam przypisem: „Spisaliśmy je w obecności ks. Sofr. Witwickiego w roku 1876. Cztery z nich&#13;
opowiadał Hucuł Jura Skirczuk, piątą zaś fornal plebański”.&#13;
2&#13;
Zob. m.in. list do W. Dawida, nauczyciela i publicysty, z 10 IV 1883 r., Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 42–43, w którym na prośbę adresata Kolberg podaje listę 16 badaczy&#13;
i autorów publikujących prace etnograficzne w wydawnictwach Akademii.&#13;
1&#13;
&#13;
285&#13;
&#13;
�badaczy, podobnie jak Kolberga, który wielokrotnie o tym zjawisku pisał,&#13;
w wysiłkach tym pilniejszej rejestracji ginącego świata. Stąd sama koncepcja gromadzenia materiału długo nie podlegała w Komisji zmianom,&#13;
a kolejne jej inicjatywy zmierzały przede wszystkim do opracowania systematycznego programu badań, jego korekt i sprawniejszej ich organizacji.&#13;
I tak np. do późniejszych koncepcji i działań należały: przyjęcie wniosku&#13;
Kopernickiego z 1879 roku o potrzebie zebrania materiału do projektu&#13;
mapy etnograficznej Galicji, ostatecznie niezrealizowanego, decyzja z 1884&#13;
roku o niedrukowaniu w „Zbiorze Wiadomości” tekstów o treści rażąco&#13;
obscenicznej i pochodzenia wyraźnie nieludowego, ale ich gromadzenie do&#13;
naukowego wykorzystania, czy uchwalony w 1886 roku projekt, poparty&#13;
przez Kolberga, podjęcia systematycznych badań w całym kraju, zamiast&#13;
ogłaszania materiałów „dorywczo opracowanych” i preferujących pieśni&#13;
kosztem obrzędów, bajek czy wierzeń oraz nierównomiernie reprezentujących poszczególne regiony. Przygotowaniem takiego planu miał zająć się&#13;
komitet złożony z Kolberga, L. Malinowskiego, W. Kosińskiego, B. Gustawicza i I. Kopernickiego1.&#13;
W Komisji rozumiano też etnografię – podobnie jak Kolberg – jako&#13;
naukę nową, stopniowo się usamodzielniającą i autonomiczną, lecz także&#13;
bezpośrednio związaną z historią i lingwistyką i przydatną głównie dla&#13;
nich, a także dla archeologii i psychologii2. Postulowano jednak badania&#13;
nad ludem w duchu pozytywistycznego obiektywizmu, bez romantycznego aprioryzmu w doszukiwaniu się w jego kulturze śladów archaicznej&#13;
przeszłości narodu. Przedmiotem badań etnograficznych miała być rzeczywistość teraźniejsza, a ich celem – zebranie jak najbogatszego autentycznego materiału współczesnego. Kolekcjonowanie materiałów w głównej&#13;
mierze przez amatorów i entuzjastów twórczości ludowej praktykowane&#13;
było coraz powszechniej, a metody badawcze Kolberga stały się wzorem&#13;
dla ówczesnych ludoznawców. Jego koncepcje i przykład działalności&#13;
Zob. Posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 6 VI 1879 r., 8 III 1884 r. i 11 XI 1886 r.,&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, odpowiednio: T. VI, 1880, s. LXXXII;&#13;
T. XI, 1884, s. CIV–CV; T. XV, 1887, s. LXXIV.&#13;
2&#13;
Pogląd ten podzielał i uzasadniał także J. Karłowicz. W swoim Poradniku dla zbierających rzeczy ludowe (Warszawa 1871) pisał: „Językoznawstwo (filologia porównawcza, lingwistyka), mitologia (wiaroznawstwo) i ludoznawstwo (etnografia) czerpią bezpośrednio i żyją&#13;
prawie wyłącznie ze źródła rzeczy ludowych; dzieje, starożytnictwo (archeologia), dzieje prawodawstw, estetyka, poezja i muzyka bardzo z niego korzystają”. Opinię tę rozwijał w ciągu&#13;
dalszym Poradnika (s. 4–7).&#13;
1&#13;
&#13;
286&#13;
&#13;
�zbieracko–wydawniczej odcisnęły się na wiele lat na dorobku Komisji i ówczesnego ludoznawstwa. Elżbieta Jaworska pisze:&#13;
Dorobek Komisji tworzą badacze terenowi, którzy cel swój widzą w gromadzeniu materiałów ludoznawczych, a nie w ich interpretacji. Ten typ badań,&#13;
dominujący w drugiej połowie XIX wieku, ukształtowany został pod wpływem Kolberga. Jego poglądy na zadania i metody badawcze etnografii stały&#13;
się własnością ogółu ludoznawców i są reprezentatywne także dla środowiska&#13;
krakowskiego. W koncepcjach Kolbergowskich mieści się od początku działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej. O aprobacie Akademii dla badań&#13;
Kolberga świadczy przyznawanie zasiłków na wydawanie Ludu i wybór uczonego na członka Akademii Umiejętności oraz powierzenie mu funkcji pierwszego&#13;
przewodniczącego Sekcji Etnologicznej1.&#13;
&#13;
Szczególne znaczenie miała dla Kolberga ścisła współpraca z Kopernickim, zwłaszcza w Komisji Antropologicznej. Ten wybitny uczony krakowski, lekarz z wykształcenia, współtwórca wraz z Majerem podstaw polskiej&#13;
antropologii i ośrodka badań w Krakowie o znaczeniu europejskim, a ponadto etnograf, zbieracz i wydawca tekstów ludowych, badacz ludności Galicji i Górali wschodniokarpackich, wysoko oceniał prace autora Ludu i był&#13;
z nim zaprzyjaźniony. Więzy te zacieśniły się, gdy Kopernicki został sekretarzem Komisji w 1875 roku i od początku bardzo zaangażował się w prace&#13;
Sekcji Etnologicznej, którą kierował Kolberg. Wspierając go, pozyskiwał&#13;
korespondentów terenowych, na których opierała się działalność Sekcji,&#13;
rozsyłał kwestionariusze, zgłaszał ważne postulaty badawcze, dotyczące&#13;
np. wspomnianej mapy etnograficznej Galicji czy sposobu wydawania tekstów ludowych. Jako sekretarz Komisji Antropologicznej opiekował się też&#13;
wydawnictwami wszystkich trzech Sekcji, więc i działem etnograficznym&#13;
„Zbioru Wiadomości”. Jego ogromny wkład w porządkowanie i opracowanie do druku materiałów ludoznawczych, często przygotowanych przez korespondentów niestarannie lub po dyletancku, był przeważnie anonimowy2.&#13;
Kolberg miał więc w osobie Kopernickiego niezastąpionego pomocnika,&#13;
doradcę i zastępcę w sprawach merytorycznych, wydawniczych i organizacyjnych. Udzielał on autorowi Ludu wsparcia dla jego własnych prac,&#13;
E. Jaworska Działalność folklorystyczna Komisji Antropologicznej…, s. 147–148.&#13;
O pracach Kopernickiego w Komisji Antropologicznej zob. m.in. E. Jaworska, tamże,&#13;
s. 172–181.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
287&#13;
&#13;
�w razie potrzeby pośredniczył między Modlnicą a drukarnią czy Akademią,&#13;
był powiernikiem w trudnych sprawach, a miało się okazać, że także oddanym opiekunem pod koniec życia. W zachowanej korespondencji datującej się od 1876 roku udokumentowana jest serdeczna osobista relacja obu&#13;
badaczy, ich ścisła współpraca i głębokie wzajemne zrozumienie. Było to&#13;
tym cenniejsze, że Kolberg stopniowo zmniejszać musiał swoje zaangażowanie w działalność Sekcji, gdyż coraz bardziej pochłaniały go prace nad&#13;
Ludem, które wymagały wielotorowych działań zbieracza, dokumentatora,&#13;
redaktora, wydawcy i kolportera. Ponadto w latach późniejszych toczyły się&#13;
one równolegle nad kilkoma monografiami. Badacz musiał podołać tym&#13;
wyzwaniom sam, mimo życzliwości i pomocy otoczenia, działając właściwie jak rozbudowana instytucja. Funkcję przewodniczącego Sekcji Etnologicznej i członka Komisji Archeologicznej sprawował jednak dożywotnio.&#13;
XIV&#13;
[Publikacje poza Ludem z lat 1871–1872: Obrazy Słowiańszczyzny południowej, Figury przydrożne, Rzecz o obchodach weselnych. – Kontynuacja prac&#13;
nad Krakowskiem. – Śmierć matki w 1872 r. – Korespondencja z bratową,&#13;
Karoliną Kolberg – łącznikiem z rodziną w Warszawie. – Krakowskie cz. I–&#13;
–IV z lat 1871–1875 jako modelowa monografia Kolberga.]&#13;
&#13;
Pracując intensywnie nad Krakowskiem na początku lat siedemdziesią­&#13;
tych, przygotowywał Kolberg równolegle inne publikacje. Krótko przed&#13;
opuszczeniem Warszawy opracował obszerne studium etnograficzne pt. Obrazy Słowiańszczyzny południowej, które ukazało się w warszawskiej&#13;
„Gazecie Polskiej” w latach 1871–18721. Jego geneza jest dość zagadkowa.&#13;
Kolberg nie tylko nie wspomina nigdzie o zamiarze napisania obszernej&#13;
pracy o takiej tematyce, ale też nie wymienia jej w swoich notatkach autobiograficznych, bibliograficznych, opisie materiałów. W korespondencji&#13;
odnajdujemy jedynie dwie odnoszące się do niej formalne wzmianki, kierowane do Kolberga już do Krakowa: informację Wilhelma Kolberga pośredniczącego po wyjeździe Oskara w jego interesach warszawskich&#13;
1&#13;
O. Kolberg Obrazy Słowiańszczyzny południowej. Z rozmaitych źródeł skreślił…,&#13;
„Gazeta Polska” 1871, nr 77–87; 1872, nr 1–7, 42– 43, 109–110, 133–136, 176–179. Przedruk&#13;
w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 26–258.&#13;
&#13;
288&#13;
&#13;
�o obiecanej przez redaktora „Gazety Polskiej”, Józefa Sikorskiego, sukcesywnej przesyłce egzemplarzy artykułu drukowanego przez niego w tym&#13;
czasopiśmie oraz zapowiedź Sikorskiego o przekazaniu Kolbergowi pozostałej części należnego honorarium za jego pracę1. W czasie swojej podróży&#13;
do Słowenii i Chorwacji, odbytej w 1857 roku, badacz zainteresowany był&#13;
przede wszystkim folklorem muzycznym; nic nie wskazuje na tak szeroki&#13;
plan obrazu etnograficznego różnych grup etnicznych Słowian południowych, jaki przynosi praca. Może wówczas trafił na niektóre przywoływane&#13;
w niej dzieła, brak jednak na ten temat informacji. Być może publikacja&#13;
była wynikiem poszukiwania środków materialnych w bardzo trudnym&#13;
okresie po zakończeniu prac nad Encyklopedią powszechną, gdy zabrakło&#13;
honorariów autorskich od S. Orgelbranda, a zaprzyjaźniony Józef Sikorski&#13;
wystąpił z propozycją druku jako formą pomocy finansowej. Nie jest też&#13;
wykluczone, że Kolberg zamierzał poprzez tę publikację zdyskontować zebrane materiały.&#13;
Studium, opatrzone podtytułem: Z rozmaitych źródeł skreślił…, ma&#13;
charakter kompilacyjny, przy czym status źródłowy tekstu jest bardzo&#13;
skomplikowany. Kolberg oparł się na drugiej edycji pracy węgierskiego&#13;
autora Johanna Schustera Illyrien und Dalmatien oder Sitten, Gebräuche und Trachten der Illyrier und Dalmatier, und ihrer Nachbarn. Aus&#13;
dem Französischen des Herrn Breton übersetzt von […] wydanej w Lipsku w 1830 roku pod pseudonimem Janus Pannonius. Jest to przekład na&#13;
niemiecki dzieła francuskiego autora, J.B. Bretona de la Martinière, które&#13;
zostało wydane w Paryżu w roku 1815 i które jest z kolei uzupełnionym&#13;
o nowe informacje przekładem pracy B. Hacqueta (1777–1852), lekarza,&#13;
przyrodnika i podróżnika, pt. Abbildung und besschreibung der Sudwestund Ostlischen, Wenden, Illyrer und Slaven…, opublikowanej w Lipsku&#13;
w 1801 roku. Tak więc prymarnym źródłem jest dzieło Hacqueta, kolejnym&#13;
– rozszerzone tłumaczenie francuskie Bretona, następnym dopiero, a bezpośrednim dla Kolberga, niemiecki przekład z francuskiego opracowany&#13;
przez Schustera (Pannoniusa). Kolberg dokonał bardziej lub mniej dokładnego przekładu prawie całego tekstu Schustera, za którym odwoływał się&#13;
do Bretona i Hacqueta, oraz uzupełnił ten podstawowy materiał (z końca&#13;
XVIII wieku) o opisy, informacje i pieśni z XIX-wiecznej (z lat 1830–1870)&#13;
1&#13;
Zob. list Wilhelma Kolberga z 15 II 1872 r. oraz Józefa Sikorskiego z 17–18 IV 1873 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 414 i 448–449.&#13;
&#13;
289&#13;
&#13;
�literatury zachodnioeuropejskiej, słowiańskiej i polskiej, którą wykorzystał&#13;
w rozmaity sposób, w formie cytatów, komentarzy lub tylko wzmianek&#13;
czy not bibliograficznych. Przywołał w ten sposób prawie 70 publikacji&#13;
z około stuletniego okresu badań, przy czym blisko połowa z nich stanowi&#13;
odesłania wtórne za źródłem cytowanym. Do tekstu dołączył też pewną&#13;
ilość pieśni ze słowiańskiego południa w przekładzie polskim oraz kilka&#13;
z zapisów własnych. Cykl „obrazów” jest więc studium panoramicznym,&#13;
erudycyjnym, które wymagało z pewnością sporego nakładu pracy i jako&#13;
próba opisu tamtejszych grup etnicznych ma znaczenie historyczne, choć&#13;
nie zostało dostrzeżone przez ówczesnych badaczy. Publikacja ta dokumentuje też żywotność zainteresowań Kolberga kulturą Słowian południowych.&#13;
Wyjątkowej tematyce – kapliczkom i krzyżom stawianym przy drogach&#13;
– poświęcony jest artykuł Kolberga z 1872 roku pt. Figury przydrożne1,&#13;
który stanowi rezultat rozpoznawania topografii i historii okolic Modlnicy,&#13;
zapewne nie bez udziału Konopków. Rysunki do pięciu dołączonych do&#13;
tekstu drzeworytów wykonał prawdopodobnie Tadeusz Konopka. Artykuł&#13;
o tych rzeźbach był jedną z pierwszych polskich publikacji z dziedziny&#13;
sztuki ludowej.&#13;
Już w Krakowie w roku 1872 ukazała się Rzecz o obchodach weselnych… – pierwsza publikacja Kolberga, w której szerzej wykłada on swoje stanowisko teoretyczno-metodologiczne na temat etnografii i jej zadań2.&#13;
W rozprawie tej, dokonując analizy pracy Glogera, Kolberg podkreśla&#13;
przedwczesność uogólniającej tezy autora, który stwierdza, że „na całej&#13;
przestrzeni Polski […] obrzędy, zwyczaje, pieśni i charakter ich narodowy&#13;
stanowią odrębną, obyczajową i historyczną całość”. Gloger przyznaje&#13;
Opublikował go Kolberg w „Kalendarzu Warszawskim Popularno-Naukowym” J. Ungra&#13;
na rok zwyczajny 1872, na s. 138–142, przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK&#13;
T. 63), s. 337–341 i ryc. 6 i 7 tamże.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych ludu w Polsce i na Rusi, ze szczegółowym&#13;
zwrotem do dzieła „Obchody weselne” przez Pruskiego (Zygmunta Glogera), czytana na&#13;
posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego przez…, „Na Dziś, pismo zbiorowe,&#13;
poświęcone literaturze, naukom, sztuce, gospodarstwu krajowemu, handlowi i przemysłowi”&#13;
1872, T. 2, s. 235–255, T. 3, s. 266–285, przedruk w: tenże Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),&#13;
s. 259–306. Część pierwsza pracy Glogera ukazała się w Krakowie w 1869 roku, planowana&#13;
część druga nie została wydana, lecz materiały do niej autor wykorzystywał w artykułach&#13;
poświęconych obrzędowi weselnemu (m.in. w tekście pt. Weselnicy we dworze, drukowanym w J. Jaworskiego „Kalendarzu Ilustrowanym na Rok Przestępny 1876”, Warszawa [1875],&#13;
na s. 94–98, jako „wyjątek z nieogłoszonego drugiego tomu”).&#13;
1&#13;
&#13;
290&#13;
&#13;
�wprawdzie, że dla całościowego obrazu potrzebne są opisy „szczegółowe”,&#13;
ale wobec stwierdzenia kulturowej jednorodności na całym obszarze Polski&#13;
stopień szczegółowości badań praktycznie nie ma już dla niego decydującego znaczenia. Nie negując poglądu Glogera o „odrębnej całości”, Kolberg&#13;
przede wszystkim wskazuje, że materiał źródłowy, na którym ten się oparł,&#13;
jest niewystarczający. Rozumie, że autor nie był w stanie „wywiązać się&#13;
w całej obszerności z położonego w ten sposób przez siebie zadania”, jakim&#13;
było syntetyczne ukazanie obrzędów weselnych w Polsce i na Rusi. Pisze, że&#13;
w jego pracy „brak wielu nawet ważniejszych (wedle naszego mniemania)&#13;
szczegółów i odmian, spowodowany, jak to zaraz wykażemy, niedostatecznością materiałów, z których korzystał”1. Wskazując kolejno te niedostatki, sprzeciwia się przedwczesności generalizujących sądów i interpretacji,&#13;
które poprzedzić winny wszechstronne, cząstkowe i systematyczne badania&#13;
o charakterze dokumentacyjnym. Dopiero na ich podstawie powinna nauka&#13;
formułować wnioski. Pisze:&#13;
Polska bowiem, jak każdy kraj, składała się z cząstek, z prowincji. Nim się zatem&#13;
skutecznie zdołamy rozpatrzeć po całym jej obszarze, wypada nam z konieczności zamknąć się poprzednio w ciasnym obrębie nie tylko jednej, ale każdej&#13;
z osobna prowincji i takową obejrzeć po szczególe, nie pomijając i drobniejszych cech, a tym mniej cech większego rozmiaru i znaczenia. Im mniejszą&#13;
będzie przestrzeń naszych poszukiwań (np. powiatami), tym większa urośnie&#13;
masa pozyskanych przez nas szczegółów i tym łatwiej, dokładniej i bezpieczniej dadzą się owe zbite w jedno wiadomości obejrzeć i opracować. Zbiorowe&#13;
dopiero a systematyczne części tak opracowanych zestawienie i porównanie&#13;
ukaże całość bez skazy i doprowadzić będzie mogło do wniosków ogółowych&#13;
i do pożądanego badań wypadku2.&#13;
&#13;
Zdaniem Kolberga dostrzegane „niby czarne plamy liczne szczerby&#13;
w opisach pojedynczych ziem, których monografii dotąd nie skreślono”3,&#13;
uniemożliwiają wiarygodne prace porównawcze, a tym samym naukowy&#13;
obraz całości. Recenzent docenia wkład pracy i dociekliwość Glogera, zauważa jednak, że wbrew zakładanej przez autora tożsamości i jednolitości&#13;
omawianych zjawisk kulturowych zebrany przez niego samego materiał&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.&#13;
Tamże, s. 262–263.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 263.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
291&#13;
&#13;
�porównawczy wskazuje często nie podobieństwa, lecz różnice istotne dla&#13;
etnografa. W badaniach etnograficznych postuluje jako podstawę zgromadzenie odpowiedniego materiału:&#13;
Nim atoli do zadowalniających rezultatów dojść będzie można, starać się&#13;
potrzeba (zdaniem naszym), obok prac przygotowawczych, o nagromadzenie jak największej ilości zasobów, mianowicie z okolic etnograficznie mniej&#13;
znanych, o zestawienie systematyczne wszelkich różnic, odmian i drobnych&#13;
odcieni i o metodyczne ich porównanie. Działanie takie przyczyni się do łatwiejszego wyśledzenia, co w wyobrażeniach, pieśniach i zwyczajach jest&#13;
specyficzną własnością miejscowości, powiatu, prowincji, plemienia (dajmy&#13;
na to: słowiańskiego), a co i w jakiej dozie naleciałością obcego plemienia,&#13;
narodu, prowincji itd. […] Stąd też etnograf i w ogóle wszelkiego rodzaju badacz żadnym, by najmniejszym, gardzić nie powinien szczegółkiem (byle tylko autentyczność jego nie ulegała zaprzeczeniu) […]. Ileż to razy zdarzało się,&#13;
że na sztucznej, acz pozornie szerokiej podstawie budowano teorie, od powiewu gruntownej nauki kruszące się jak zamki na lodzie, gdy tymczasem&#13;
taż sama nauka zdołała oprzeć się niekiedy trwale, jak na granitowych opokach, na drobnych ziarenkach, na pyłkach w szczęśliwej odszukanych chwili1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu Kolberg wyraża przekonanie o konieczności przygotowania teoretycznego, poprzedzającego wnioski porównawcze, tj. przyswojenia sobie terminologii, wyrobienia orientacji w pojęciach takich jak&#13;
„tożsamość, wspólność, jednolitość, bliskość, podobieństwo, odcień, odmiana, różnica, odrębność, przeciwieństwo itp. […], wariant, wersja, motyw itd. […]”2. W obszernym materiale analitycznym podaje przykłady ich&#13;
zastosowania w opisie sytuacji obrzędowych oraz analizie tekstów im towarzyszących, które zestawia pod względem zbieżności lub zróżnicowania w zakresie funkcji, treści i formy, występujących realiów, rekwizytów,&#13;
symboliki (np. kołacz i korowaj, kosa i warkocz, sadowienie na posadzie&#13;
i na dzieży, czepek i zawój, czyli namitka). Wskazuje znaczenie symboliczne roślin (ruty, barwinku, mięty, lilii, kaliny, jabłoni), ptaków, wianków,&#13;
chleba, pieniądza, pierścienia, wieńca, ręcznika lub chustki itd. Zwraca uwagę na wędrowność i zmienność form i elementów obrzędowości&#13;
weselnej, pieśni czy obchodów za sprawą m.in. migracji wewnętrznych&#13;
szlachty, a także ludu, np. osadników, pątników, dziadów, flisów, służby&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Tamże, s. 265.&#13;
Tamże, s. 266.&#13;
&#13;
292&#13;
&#13;
�dworskiej itd., czego efektem są dostrzegane czasami w badaniach i materiale podobieństwa w oddalonych od siebie wsiach, a różnice w blisko&#13;
siebie położonych. Podkreśla wpływ Kościoła na obrzędowość weselną,&#13;
ale i obecność niektórych reliktów pogańskich, które pozostały jako nietępione przez duchownych, bo niepozostające w sprzeczności doktrynalnej.&#13;
Stwierdza, że zmienna pozostaje również funkcja, np. jedne pieśni śpiewane są powszechnie przy weselu i ściśle z nim związane, inne nie należą do&#13;
stałego repertuaru obrzędowego. Podobnie elementy stanowiące rezultat&#13;
wpływów obcych, tak jak i rodzime, samorodne, w ustach ludu ulegają&#13;
„przeróbkom, kalectwu, zepsuciu”, „bo gdzież jest prawo, które by rzeczy&#13;
ustnej, a tak ruchliwej stanowczość sakramentalną nadać i trwałość zapewnić bez skazy było w stanie?”1&#13;
Dokładny przegląd treści według rozdziałów recenzowanej pracy osadza Kolberg na szerokim tle etnograficznym i historycznym dawnej Rzeczypospolitej, odwołując się przy tym do literatury polskiej i europejskiej. Rozprawa znakomicie dokumentuje wyniki trzydziestoletniej pracy badawczej&#13;
Kolberga jako zbieracza i źródłoznawcy, pozyskane przez niego ogromne&#13;
doświadczenie i wiedzę w zakresie obrzędowości weselnej, którą interesował się szczególnie. Ukazuje też horyzonty naukowej refleksji Kolberga,&#13;
który w swoich pracach wyznaczył dalekosiężne perspektywy dla etnografii&#13;
jako „nauki nowej”, jak ją określił w 1865 roku2, a jednocześnie z pokorą&#13;
badacza określił dla siebie i swojego pokolenia zadanie wtedy pierwszorzędne, jakim było zebranie odpowiedniego zasobu źródeł dla późniejszych&#13;
analiz i syntez.&#13;
Formułując i uzasadniając na podstawie analizy pracy Glogera swoje&#13;
stanowisko badawcze, jest już Kolberg w trakcie pracy nad Krakowskiem,&#13;
monografią, która wyznaczy dalszy zaawansowany etap kształtowania się&#13;
jego metody pracy i wzorca monografii regionalnej. Ma za sobą lata pracy&#13;
terenowej, bezpośredniego obcowania z folklorem, studiów i doświadczeń&#13;
zbieracza i wydawcy, które pozwalają mu na własne oceny i wnioski.&#13;
Już krótko po przeniesieniu się w okolice Krakowa Kolberg dotkliwie&#13;
uprzytomnił sobie cenę emigracji z Warszawy i rozstania z najbliższymi.&#13;
8 stycznia 1872 roku zmarła matka Oskara, z którą zarówno on, jak i jego&#13;
Tamże, s. 305.&#13;
W cytowanym wyżej liście do J. Blizińskiego z 13 IV 1865 r., Korepondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 116.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
293&#13;
&#13;
�bracia, Wilhelm i Antoni, byli bardzo związani. Kolberg nie pojechał na&#13;
pogrzeb, który odbył się 10 stycznia; nie zdążyłby na czas, ponadto nie&#13;
miał ważnego paszportu, koniecznego do przekroczenia granicy zaboru&#13;
rosyjskiego. W listach rodzinnych postać matki wspominana jest zawsze&#13;
z ciepłem i czułością jako osoby opiekuńczej, troskliwej, bez reszty oddanej&#13;
rodzinie, dzielącej jej wszystkie zmartwienia i kłopoty, scalającej bliskich&#13;
we wspólnym kręgu. Po otrzymaniu od Wilhelma wiadomości o jej śmierci&#13;
Kolberg napisał do brata:&#13;
Straty matki, mimo od dawna przewidywanej jej śmierci, nic nam wynagrodzić&#13;
nie zdoła, tym bardziej takiej matki, jaką była nasza, a wielki po niej żal pozostałych jest rzeczą bardzo prostą. Chciałbym Cię pocieszać, a czuję dobrze, ile&#13;
sam potrzebuję tej pociechy. Po takim ciosie blednąć musi wszelki inny, jaki&#13;
kogokolwiek spotkać może1.&#13;
&#13;
Ostatnie chwile życia zmarłej opisała mu obszerniej wspomniana już&#13;
jej wychowanica i bratanica Oskara, Karolina Gallasch, wtedy już także&#13;
bratowa Oskara2. Antoni Kolberg rozwiódł się z pierwszą żoną Eleonorą&#13;
w 1868 roku, a trzy lata później, w październiku 1871 roku ożenił się z Karoliną. Ślub był pospieszny i utrzymany w tajemnicy, ponieważ ich pierwsza&#13;
córka, Antonina, urodziła się w kwietniu 1872 roku 3. Ta skomplikowana&#13;
sprawa rodzinna, napomykana jedynie lub pokrywana milczeniem w korespondencji, była – jak wynika z lakonicznych wzmianek w listach Wilhelma i Karoliny z tych lat – obok innych kłopotów rodzinnych, poważnym&#13;
zmartwieniem dla zmarłej matki i babki, poczuwającej się do odpowiedzialności zarówno za syna Antoniego, jak i swoją wychowankę Karolinę. Obszerne listy tej ostatniej, wskazujące na głębokie przywiązanie do Oskara,&#13;
odwzajemniane zresztą w równie serdecznych odpowiedziach do bratowej,&#13;
przynoszą mu przez lata krakowskie najobszerniejsze relacje o warszawskiej rodzinie, znajomych, czasem także o kulturalnym życiu miasta. Był&#13;
to najżywszy kontakt Kolberga z warszawską rodziną także w następnych&#13;
1&#13;
Zob. listy Wilhelma Kolberga z 8 i 21 I 1872 r. oraz brulion listu Oskara do Wilhelma z 4 II&#13;
1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 400–401 i 408.&#13;
2&#13;
List Karoliny z 21 I 1872 r., tamże, s. 403–404. Zob. też list Antoniego Kolberga z 23 I 1872 r.,&#13;
tamże, s. 406.&#13;
3&#13;
Jako datę urodzin Antoniny Kolberg przyjęto 2 kwietnia 1872 r. W sprzeczności z nią pozostaje wypowiedź Wilhelma Kolberga w liście do Oskara, z 12 grudnia 1871 roku, która wskazuje na wcześniejsze narodziny Antoniny jeszcze przed ślubem rodziców (tamże, s. 398–399).&#13;
&#13;
294&#13;
&#13;
�latach, zwłaszcza po śmierci Wilhelma w 1877 roku. Przetrwał z różnym&#13;
natężeniem do końca życia autora Ludu.&#13;
Na ten trudny okres przypada intensywna praca Kolberga nad edycją&#13;
czterotomowego Krakowskiego, która zamknęła się w pięciu latach: część&#13;
pierwsza ukazała się w 1871, część druga w 1873, dwie kolejne odpowiednio w 1874 i 1875 roku. Dopełniają je wydane współcześnie trzytomowe&#13;
suplementy, w których zebrano zachowany krakowski materiał rękopiśmienny, nieopublikowany przez Kolberga. Krakowskie było trzecią po&#13;
Sandomierskiem i Kujawach monografią regionalną, zaplanowaną w ramach całościowego panoramicznego programu wydawniczego Kolberga,&#13;
najpierw jako tomy 5–7 Ludu, ostatecznie jako tomy 5–8. Ukazała ona kolejny, dojrzały już etap dokumentacji kultury ludowej wybranego regionu&#13;
w opracowaniu Kolberga. Była monografią modelową, zarówno ze względu&#13;
na bogactwo materiału, zakres tematyczny przedstawianych zagadnień, jak&#13;
i metody wykorzystania źródeł, warsztat zbieracza i wydawcy oraz miejsce folkloru w ogólnym obrazie regionu. Prezentowała najpełniej przyjęte&#13;
przez Kolberga założenia teoretyczno–metodologiczne i egzemplifikowała&#13;
je na obszernym własnym materiale pozyskanym podczas bezpośrednich&#13;
eksploracji terenowych oraz na bogatej, wielostronnie wykorzystywanej&#13;
literaturze przedmiotu. Stanowiła też odbicie korzystnych możliwości pracy&#13;
badawczej Kolberga w terenie oraz rozległości studiów źródłoznawczych,&#13;
które umożliwił mu stały pobyt pod Krakowem.&#13;
Zasięg regionu omawianego w tej monografii odpowiadał założeniom&#13;
Kolberga, postulującego, m.in. w przywoływanej wyżej recenzji pracy Glogera, przyjęcie „mniejszej przestrzeni badań” dla śledzenia zjawisk kulturowych jako gwaranta ich szczegółowości i dokładności. Krakowskie obejmuje bowiem praktycznie obszar niewielki w stosunku do całego regionu,&#13;
tj. najbliższe okolice Krakowa. Podobnie postąpił badacz w poprzednich&#13;
monografiach, obejmujących w Sandomierskiem i Kujawach nieduże&#13;
stosunkowo „prowincje”. Dalsze połacie regionu krakowskiego planował&#13;
Kolberg przedstawić w osobnych monografiach1. Skoncentrowanie się na&#13;
terenach podkrakowskich w jednej monografii uznał za celowe ze względu&#13;
na reprezentatywność materiału z nich pozyskanego dla obrazu regionu,&#13;
1&#13;
Por. brulion listu do Augusta Bielowskiego z 15 III 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK&#13;
T. 64), s. 302–304. Por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK&#13;
T. 73/I), s. XIII–XIV.&#13;
&#13;
295&#13;
&#13;
�którą oceniał na podstawie niezwykle bogatej zebranej w trakcie badań&#13;
dokumentacji źródłowej. Rozpoczynając rozdział „Kraj” w części I, pisał:&#13;
Okolica stanowiąca przedmiot moich poszukiwań składa się, prócz samego&#13;
Krakowa, z ziemi b. okręgu wolnego miasta, a następnie W. Ks. Krakowskiego&#13;
oraz z dwóch przyległych jej wąskich pasów nadgranicznych, z których jeden&#13;
ciągnie się długim szlakiem od północy w Królestwie Kongresowym, drugi zaś&#13;
od południa prawym brzegiem Wisły (w Galicji)1.&#13;
&#13;
Szerokość owych „pasów nadgranicznych” nie jest jednak wyraźnie wykreślona. Ostra jest jedynie granica zachodnia biegnąca historycznie między&#13;
Małopolską i Śląskiem, a wówczas oddzielająca ziemie zaboru austriackiego&#13;
od pruskiego. Nieostrość pozostałych linii granicznych wynika zresztą nie&#13;
tylko z faktu przenikania się kultur na pograniczach etnograficznych i płynności pewnych zjawisk czy cech ujawniających się niejako ponad czy mimo&#13;
granic historycznych, politycznych, administracyjnych. Przyczyna chwiejności granic leży również w tym, że Kolberg sam wykraczał poza określone&#13;
przez siebie terytorium „wąskich pasów” wzdłuż Wisły2.&#13;
Najwięcej materiału zebrał Kolberg w Modlnicy, Tomaszowicach i w samym Krakowie, a także w okolicy Wieliczki. Zapisy melodii i tekstów folkloru (pieśni, bajek, zagadek) oraz informacje i opisy etnograficzne dokonane&#13;
zostały głównie w tych ośrodkach badań. Choć noty lokalizacyjne wskazują&#13;
szereg innych miejscowości z regionu, nie zawsze muszą oznaczać pobyt&#13;
w nich Kolberga i notację na miejscu, sam zapis mógł się dokonać gdzie indziej, a owe noty informują o pochodzeniu lub miejscu zamieszkania informatorów czy śpiewaków. Znając wielokrotnie wyrażaną przez samego badacza zasadę wykorzystywania każdej nadarzającej się okazji, by zapisywać&#13;
ludowe teksty i melodie także poza miejscem ich funkcjonowania, przyjąć&#13;
można z dużym prawdopodobieństwem, że nie we wszystkich wskazanych&#13;
w notach miejscowościach sam bywał, lecz że np. w Krakowie lub w często i chętnie odwiedzanej przez gości Modlnicy czy w Tomaszowicach pozyskał materiał z innych wsi. Obok miejscowości w dawnym powiecie&#13;
O. Kolberg Krakowskie cz. I (DWOK T. 5), s. 4.&#13;
Zob. wypowiedź samego Kolberga na temat przyczyn takiego „przekraczania” granic,&#13;
tj. dla pokazania cech „Krakowiaków w najściślejszym wyrazu tego znaczeniu”, w części I Krakowskiego (DWOK T. 5), s. 107 i 115, por. też E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara&#13;
Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. XVI.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
296&#13;
&#13;
�krakowskim badacz wymienia w swojej monografii także położone w powiatach wielickim, chrzanowskim i bocheńskim, a nawet w ówczesnej guberni kieleckiej, w powiecie olkuskim i miechowskim. Brak niestety wskazówek Kolberga określających trasy podróży oraz wszystkie miejscowości,&#13;
w których prowadził badania i sporządzał notatki ze słuchu. Dokładnych&#13;
danych w tym zakresie nie da się dziś ustalić. Wiadomo jednak, że warunki&#13;
zamieszkiwania w Modlnicy, bliskość zaprzyjaźnionego dworu w Tomaszowicach, ścisłe kontakty rodzinne z mieszkańcami Mogilan, towarzyskie,&#13;
artystyczne, naukowe z Krakowem i z okolicznym ziemiaństwem służyły&#13;
budowaniu i rozgałęzianiu swoistej siatki badań i pozyskiwaniu narratorów,&#13;
śpiewaków, informatorów i gawędziarzy. Bez życzliwości i pomocy zaprzyjaźnionych lub polecanych „obywateli”, wobec nieufności chłopów i ich&#13;
niechęci do obcych, obwarowanej urzędowymi zakazami i restrykcjami za&#13;
nawiązywanie z przybyszami kontaktów, dokumentowanie folkloru na taką&#13;
skalę nie byłoby możliwe. Nierzadko też pomocnicy Kolberga uczestniczyli&#13;
w badaniach i rejestracji żywych przekazów z ust chłopskich wykonawców&#13;
i znacznie je ułatwiali. Pozyskiwali przecież dla niego dobrze sobie znanych&#13;
mieszkańców wsi, osoby nieprzypadkowe, często utalentowane i wyjątkowe. Niekiedy współpraca ta szła jeszcze dalej, jak np. z Józefem Konopką, z którym to podczas pobytu w Modlnicy w 1857 roku i w Mogilanach&#13;
w 1861 roku notowali razem pieśni – Kolberg melodie, Konopka teksty 1,&#13;
czy z Antoniną Konopczanką, która spisywała dla Kolberga wspomniane&#13;
teksty folkloru. Od przyjezdnych i gości przybywających do Krakowa i do&#13;
podmiejskich wsi zbierał Kolberg zresztą materiały nie tylko z Krakowskiego i z ziem ówczesnej Galicji Wschodniej, ale także z regionów od wyjazdu&#13;
z Warszawy już przez siebie nieodwiedzanych, a należących wówczas do&#13;
Królestwa Polskiego2. Ponadto stosunki między podkrakowskimi dworami&#13;
Konopków a wsią były tradycyjnie dobre, jak wspominają ich mieszkańcy i bywalcy. Kolberg zaś ze swoją cierpliwością i łagodnością, a przede&#13;
Zob. np. zapisywane w ten sposób pieśni nr 129, 383 i 399 oraz 519 i 734 w tomie Krakowskie, Suplement… (DWOK T. 73/I) oraz tamże ryc. nr 2 (przed s. 243), przedstawiająca&#13;
zapis terenowy melodii z incipitem tekstu „Wędrowała Kasia” sporządzony przez Kolberga oraz&#13;
tekstu tej pieśni ręką Konopki.&#13;
2&#13;
O takich nabytkach mówią również rękopisy, np. zachowane manuskrypty Antoniny Konopczanki, która w Modlnicy, co odnotowane jest w rkp., sporządziła zapisy kilku bajek mazowieckich z okolic Łomży i Augustowa, z ust tamtejszego narratora, oznaczając ich proweniencję&#13;
geograficzną (rkp. Arch. PTL, teka 1, sygn. 1118, k. 73–77), zob. bajki w cz. VII Mazowsza&#13;
(DWOK T. 42), s. 450–452, 453–455, 468–469, 485–488.&#13;
1&#13;
&#13;
297&#13;
&#13;
�wszystkim z żywym i powszechnie znanym zainteresowaniem dla życia&#13;
wsi cieszył się sympatią miejscowej ludności i traktowany był życzliwie&#13;
i ciepło jako ważna i charakterystyczna postać modlnickiego pejzażu, czego&#13;
trwałym śladem mogą być odnalezione w jego rękopiśmiennych zbiorach&#13;
cytowane wcześniej, improwizowane przyśpiewki.&#13;
Poza istotnym wkładem Konopków niezidentyfikowani są pozostali&#13;
współpracownicy Kolberga z Krakowskiego w zakresie organizacji badań&#13;
i zasilania monografii własnymi materiałami. Ich zapisy pozostają anonimowe. Nieznani są także w większości informatorzy i wykonawcy ludowi&#13;
z tego regionu. Nieliczne i w skali całego dorobku Kolberga unikatowe&#13;
informacje uzyskujemy jedynie o kilku z tych ostatnich dzięki Antoninie Konopczance, która utrwaliła nazwiska swoich narratorów z Modlnicy i okolicznych wsi na kartach własnych zapisków1. W rękopisach odnotowane&#13;
są też nazwiska dwu bliżej nieznanych i wyjątkowych autorów: Michała&#13;
Szczurka z Mogilan, który niewprawnie, nienawykłą do pisania ręką zanotował kilkadziesiąt „śpiewek” i kilka opowiadań, oraz Jana Hyłki, autora&#13;
obszernego tekstu szopki2.&#13;
W czterotomowej monografii materiał podzielony jest na rozdziały:&#13;
„Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje”, „Gry i zabawy” (część pierwsza); „Obrzędy”, „Pieśni i dumy”, „Tańce” (część druga); „Świat nadzmysłowy” (część trzecia); „Powieści”, „Zagadki. Przysłowia. Zdania”, „Język” (część czwarta). Każdy z tomów zamykają przypisy, zawierające uzupełnienia do podstawowego zrębu 3.&#13;
Układ ten, w zasadzie w swoich ramach głównych przyjęty już w Kujawach,&#13;
zastosował tu Kolberg dla znacznie bogatszego i zróżnicowanego tematycznie&#13;
i źródłowo materiału, co odzwierciedla układ wewnętrzny w obrębie działów głównych. Dzięki temu Krakowskie reprezentatywnie określa ustalony&#13;
schemat treściowy pełnej Kolbergowskiej monografii regionalnej, w której&#13;
badacz na obszernym materiale zweryfikował praktycznie swoje założenia&#13;
teoretyczno-metodologiczne i zaprezentował jej modelowy kształt. Schemat&#13;
Zob. E. Millerowa, A. Skrukwa „Krakowskie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 73/I), s. LXX–&#13;
LXXII.&#13;
2&#13;
Zob. tamże, s. L i LXXXIII. Zapisy Szczurka opublikowane są w tomach 73/I DWOK,&#13;
s. 499–515, i 73/II DWOK, s. 472–475, 484, 487–489; zapis szopki Hyłki w tomie 73/I DWOK,&#13;
s. 23–38.&#13;
3&#13;
Charakterystyka zawartości poszczególnych rozdziałów monografii przedstawiona jest&#13;
obszerniej w przywołanym wyżej wstępie E. Millerowej i A. Skrukwy „Krakowskie” Oskara&#13;
Kolberga… (DWOK T. 73/I), zob. s. XXXI i nast.&#13;
1&#13;
&#13;
298&#13;
&#13;
�ten będzie się powtarzał w zasadniczej postaci we wszystkich późniejszych&#13;
monografiach regionalnych; jego modyfikacje podyktowane będą jedynie&#13;
specyfiką regionu, a także ilością i charakterem pozyskanego materiału,&#13;
którego wewnętrzne proporcje i wartość źródłowa pozostawały zależne od&#13;
możliwości i zakresu własnych penetracji terenowych i literackich. Warto&#13;
więc na przykładzie Krakowskiego przyjrzeć się pokrótce typowym wyróżniającym cechom i metodom dokumentacji właściwym dla monografii Kolberga z jednej strony, z drugiej zaś specyfice obrazu regionu okolic Krakowa.&#13;
W Krakowskiem zrealizował Kolberg wzorcowo swój programowy postulat wielotorowości wykorzystanych źródeł. Monografię zbudował z materiałów pozyskanych trzema drogami: z własnych obserwacji i przekazów&#13;
spisanych od ludowych informatorów i wykonawców; z różnorodnych źródeł pośrednich, wśród których wymienić należy przede wszystkim materiały pochodzące od współpracowników, a spisane specjalnie dla Kolberga&#13;
bądź przekazane mu do użytku z własnych zasobów; z zastanej literatury&#13;
i archiwaliów. Zgromadził i wyselekcjonował w ten sposób bogatą i różnorodną bazę źródłową dla obrazu etnograficzno-folklorystycznego okolic&#13;
Krakowa. Umożliwiły to wcześniejsze wielokrotne kontakty z tym terenem&#13;
i jego mieszkańcami, potem stały w nim pobyt, a także studia i kwerendy w bibliotekach i archiwach krakowskich oraz zbiorach prywatnych,&#13;
dworskich i kościelnych. Wyniki tych poszukiwań Kolberga wykorzystane w monografii są imponujące, zarówno w zakresie ilości, jak i profilu,&#13;
charakteru i chronologii cytowanych i przywołanych źródeł drukowanych&#13;
i rękopiśmiennych. Pogląd na skalę prac wykorzystanych przez Kolberga&#13;
w czterech tomach Krakowskiego oraz w trzyczęściowym suplemencie krakowskim przynosi bibliografia zestawiona w ostatnim z nich (DWOK T. 73/&#13;
III, s. 441–481). Wśród ponad 700 pozycji znalazły się kompendia i dzieła&#13;
autorów polskich i obcych, prace historyczne i etnograficzne, zbiory folkloru wydane przez poprzedników, publikacje krajoznawcze i podróżnicze,&#13;
dawne kroniki, utwory literatury pięknej polskiej i europejskiej, artykuły&#13;
z prasy współczesnej i starszej różnego profilu, od tytułów naukowych do&#13;
niskonakładowych kalendarzy, druki ulotne i efemeryczne, rękopisy często&#13;
dziś zagubione, zniszczone lub niedostępne. Chronologicznie sięga Kolberg&#13;
do dorobku kilku epok, począwszy od piśmiennictwa staropolskiego, aż po&#13;
czasy mu współczesne. Tak szeroka penetracja źródeł jest zaletą monografii i jest cenna dla obrazu etnograficznego regionu, gdyż z jednej strony&#13;
pozwoliła uchwycić w wielu kwestiach ciągłość oraz żywotność tradycji,&#13;
299&#13;
&#13;
�np. trwałość i wiek niektórych wątków czy utworów folkloru pieśniowego,&#13;
podaniowego itp., a z drugiej ocalić od zapomnienia szereg świadectw dziś&#13;
niedostępnych, bo zaginionych, wydobyć informacje i teksty z rozmaitych&#13;
zakamarków literackich, niekiedy kryjących nieznane, a istotne wiadomości&#13;
dla historii, etnografii i dziejów folkloru. Ten aparat źródłowy przy wszystkich swoich zaletach sprawił jednak, że w praktyce nie ustrzegł się Kolberg&#13;
błędów, nieporozumień i mielizn. Jednak nie przekreślają one trafności&#13;
intuicji badacza, który okazał się prekursorem nowoczesnego stanowiska&#13;
w etnografii i folklorystyce, uwzględniającego wagę wszystkich, choćby pozornie błahych i drugorzędnych świadectw.&#13;
Z tym zagadnieniem łączy się kolejna istotna cecha warsztatu Kolberga&#13;
jako folklorysty, mianowicie dokumentowanie zjawiska przenikania i wędrówki folkloru do kultury wysokiej i na odwrót – utworów muzyki i literatury pięknej z kręgów ogólnopolskich do kultury wiejskiej, a także wzajemnych infiltracji twórczości wiejskiej i mieszczańskiej, środowiska chłopskiego i dworskiego. Świadomość ciągłych wędrówek ustnej i muzycznej&#13;
tradycji, płynności tego zjawiska i nieostrości granicy między twórczością&#13;
różnych nurtów i środowisk, uchwycona przez badacza w praktyce zbierackiej, znalazła odbicie w drukowanej monografii krakowskiej, a później&#13;
w następnych, zwłaszcza obszerniejszych, jak Poznańskie oraz Mazowsze.&#13;
Znajdujemy więc w części II Krakowskiego, w rozdziale poświęconym pieśniom, wyodrębniony dział pt. „Dwory i Miasta. Szkoła”, gdzie zamieszczone są również popularne arie, śpiewy teatralne, fragmenty znanych wodewilów, pieśni żakowskie, utwory znanych poetów, np. Kniaźnina, Karpińskiego, Pola, do których skomponowano melodie. Często pieśni te stały się&#13;
szerszą własnością; upowszechniły się, odrywając się od swojej scenicznej&#13;
i literackiej proweniencji. Również przedstawiając zwyczaje związane z cyklem rocznym, choć skupia się Kolberg głównie na wiejskich, uwzględnia&#13;
też uroczystości miejskie, charakterystyczne tylko dla Krakowa, takie jak&#13;
rękawka czy konik zwierzyniecki, a także popularne obchody i zabawy&#13;
mieszczan i ziemiaństwa, np. wybór króla kurkowego czy kuligi w czasie&#13;
karnawału. Z kolei w rozdziale „Kraj” sporo miejsca poświęca także historii&#13;
i zabytkom Krakowa, ilustrując opis przeglądem podań lokalnych, a także&#13;
ogólnonarodowych, słusznie doceniając promieniowanie miasta jako centrum polskiej kultury i historii na kraj, a więc i na podkrakowską wieś.&#13;
Dowodem takiego zjawiska w tomach krakowskich może być m.in. repertuar podaniowy znany ludowym narratorom w Modlnicy; zawiera on teksty&#13;
300&#13;
&#13;
�i wątki upowszechniane dzięki kontaktom z miastem i dworem 1. Także&#13;
więc i w uchwyceniu zjawiska płynności granic kulturowych można uznać&#13;
trafność intuicji Kolberga praktyka, gdyż proces przenikania się twórczości&#13;
różnych społecznych i zawodowych środowisk jest obserwowany w folklorystyce współczesnej jako jedno ze zjawisk podstawowych i typowych.&#13;
Monografia krakowska prezentuje rozwinięty program dokumentacji&#13;
wszystkich przejawów kultury ludowej – materialnej, społecznej i duchowej – w jej integralnym, holistycznym ujęciu i z uwzględnieniem funkcji&#13;
folkloru w życiu codziennym i świątecznym. Pieśni obrzędowe i związane&#13;
ze zwyczajami publikowane są w ramach opisywanej uroczystości, zgodnie&#13;
z jej przebiegiem, w odpowiednim jej miejscu, podania i legendy (często bez&#13;
rozwiniętej fabuły, jedynie w postaci komunikatu o wątku) przypisane są&#13;
do miast i miasteczek opisywanych w rozdziale „Kraj” jako ilustracja żywej&#13;
tradycji lokalnej i historycznej, przysłowia i gwarowe wyrażenia, wkomponowane w charakterystykę ludu jako przykłady żywej mowy, mają obrazować cechy ludu, jego codzienne życie, pracę, miejscowe stosunki, opowieści&#13;
wierzeniowe o duchach, strachach, upiorach i diabłach zamieszczane są&#13;
w rozdziale poświęconym światu nadzmysłowemu, by – zgodnie z intencją&#13;
narratorów – uwiarygodnić opisywane wierzenia opowiadaniami niby to&#13;
„z życia” wziętymi, realnymi. Zatem w ujęciu Kolberga nie wszystkie teksty folkloru zostały przydzielone do działów poświęconych poszczególnym&#13;
gatunkom poezji i prozy ludowej; część z nich przypisana jest do obrazu&#13;
kultury społecznej i materialnej zgodnie z ich funkcją strukturalną (pieśni&#13;
obrzędowe) lub ilustratywną, niekiedy nadaną przez badacza (podania i legendy, przysłowia). Natomiast w osobnych rozdziałach monograficznych&#13;
zebrane są pieśni tzw. powszechne, tj. autonomiczne, śpiewane przy różnych okazjach, niezwiązane z obrzędami, a więc nieposiadające ściśle do&#13;
nich przypisanej funkcji, a także bajki o mniej lub bardziej rozwiniętym&#13;
kształcie fabularnym, przysłowia bez wyraźnie sprecyzowanych konotacji&#13;
okolicznościowych. Te pieśni i bajki klasyfikowane są wewnątrz rozdziałów&#13;
na mniejsze grupy. Pieśni porządkował Kolberg według kilku kryteriów:&#13;
gatunku (ballady, przyśpiewki taneczne), treści, tematu (miłosne, sieroce),&#13;
Mowa o kilkunastu podaniach, zapisanych w Modlnicy przez Antoninę Konopczanke&#13;
z ust miejscowych narratorów, np. „O panu Twardzickim”, „Wojsko św. Jadwigi śpiące&#13;
w Babiej Górze”, „O grenaterach polskich pod Krzysztoforami” itd. W Krakowskiem Kolberg&#13;
ich nie opublikował, po części zapewne ze względu na treści patriotyczne i wymogi cenzury;&#13;
wydrukowane zostały w suplementowym tomie 73/II DWOK, na s. 405 i nast.&#13;
1&#13;
&#13;
301&#13;
&#13;
�osoby wykonawcy (dziadowskie), środowiska, którego dotyczą (pasterskie,&#13;
rzemieślnicze, myśliwskie). Układ bajek jest ramowy i w swych działach&#13;
głównych w zasadzie zbliżony do podziału współcześnie stosowanego.&#13;
Obejmuje „gadki cudowne” (tj. bajki magiczne), „powieści moralne i legendy”, gadki różnego typu (o diabłach, strachach, złodziejach, głupcach,&#13;
tj. głównie anegdoty). Systematyka zarówno pieśni, jak i bajek nie jest jednak konsekwentna. Szczególnie w przypadku pieśni o jej niespójnościach&#13;
i sprzecznościach wewnętrznych zdecydowały takie czynniki, jak: krzyżujące się kryteria i ich niepewna hierarchia, zmienność sytuacji wykonawczej i funkcji (np. oderwanie się pieśni weselnej od sytuacji obrzędowej&#13;
lub przeciwnie), niejednoznaczność granicy miedzy utworami ludowymi&#13;
i nieludowymi wobec ich ciągłej międzyśrodowiskowej wędrówki, złożoność tematyczna niektórych tekstów, tworzących tzw. aglomeraty, a także&#13;
imperatyw uwzględnienia podobnych cech muzycznych niektórych utworów. Z kolei dla układu bajek zasadniczy kłopot stanowiła nieostrość wyznaczników podziału i kategoryzowania opowieści, mimo prób zestawiania&#13;
motywów dla poglądu na rozwój akcji i kształt fabuły. Trudności te, do&#13;
dziś zresztą w przypadku klasyfikacji pieśni nierozwiązane zadowalająco,&#13;
sprawiły, że te same wątki ludowej poezji i prozy odnaleźć można w różnych grupach. Kolberg, który dopiero przecierał drogę przyszłym pracom&#13;
w tym zakresie, był świadomy niedoskonałości swojego systemu klasyfikacji w praktyce, czemu niejednokrotnie, także w omawianym tomie, dawał&#13;
wyraz1. Cenne są jednak podjęte przez niego próby analizy morfologicznej&#13;
utworów prozatorskich i zestawianie motywów wyznaczających akcję dla&#13;
rozpoznania wątków. Zaznaczyć też należy, że w przeciwieństwie do poprzedników Kolberg w swoich bajkowych zapisach nie pomijał anegdot&#13;
i humoresek, nacechowanych często rubasznym humorem i dosadnym&#13;
słownictwem, co uzasadniał troską, „by […] żadnego z umysłowością ludu&#13;
związanego nie pominąć przedmiotu, owszem, zwrócić uwagę badaczy na&#13;
płody fantazji ludowej i na tym także objawiające się polu […]”2. Podobnie&#13;
postępował, spisując pieśni; wiele wśród nich zawiera akcenty obsceniczne, cechuje się dwuznacznym i niekiedy ciężkim dowcipem. Ze względu&#13;
na cenzurę obyczajową nie zawsze je publikował, niekiedy wykropkowywał opuszczane wyrazy lub podmieniał drastyczne na neutralne. Notował&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. Krakowskie cz. II (DWOK T. 6), s. 244 i 378–379.&#13;
Zob. Krakowskie cz. IV (DWOK T. 8), s. 226.&#13;
&#13;
302&#13;
&#13;
�jednak wszystkie, a współcześnie wydawane suplementy zawierają i takie&#13;
pomijane zazwyczaj w edycji XIX-wiecznej teksty.&#13;
Za jedno z najważniejszych osiągnięć Kolberga uznać trzeba zasadę zestawiania i wskazywania wariantów, traktowaną jako stały element opracowania tekstów folkloru. Warianty pieśni i bajek bywały wprawdzie nie&#13;
zawsze trafnie identyfikowane, ale praktyka ich rozpoznawania wdrożona&#13;
została trwale przez Kolberga już od Pieśni ludu polskiego. W Krakowskiem, a potem w następnych monografiach, wskazaniu wariantów, obok&#13;
sąsiedztwa w drukowanych tomach, służy system odsyłaczy filiacyjnych.&#13;
Kierują one nie tylko do wcześniejszych tomów Ludu, ale i do zbiorów&#13;
poprzedników, wiążąc w ten sposób zapisywane przez Kolberga teksty folkloru z dorobkiem innych zbieraczy i wydawców. Choć nie wszystkie odsyłacze są trafne – niekiedy bywają mechaniczne i wskazują na zbieżności&#13;
przypadkowe lub drugorzędne, a czasami są wręcz błędne – wielokrotnie&#13;
wskazują jednak istotne warianty pieśni, bajek, dokumentując mechanizm&#13;
funkcjonowania folkloru w jego ciągłej twórczej zmienności, wędrówkach&#13;
i przekształceniach.&#13;
Dla Krakowskiego, podobnie jak dla Kujaw, charakterystyczna jest także&#13;
uwaga, jaką Kolberg poświęcił językowi, tj. głównie słownictwu, onomastyce i toponomastyce. Poza gwarowym materiałem leksykalnym rozsianym&#13;
w całej monografii, zwłaszcza w opisie ludu, konstruuje Kolberg osobny&#13;
słownik, a charakteryzując podkrakowską wieś, podaje nazwy własne&#13;
zwierząt gospodarskich, nazwy młynów, karczem, pól, łąk i gajów, sięgając tu m.in. do dawnych inwentarzy dworskich i świadectw nawet z XVI&#13;
wieku. Wreszcie w rozbudowanym osobnym rozdziale znalazły się obszerne wykazy „nazw rodowych” chłopów z wsi podkrakowskich i mieszczan&#13;
z Krakowa, zebrane z różnych źródeł pisanych, a także z własnych badań.&#13;
Docenienie w takim stopniu języka jako integralnego aspektu kultury ludowej, wyrażane już wcześniej przez Kolberga w jego programie Ludu, jest&#13;
także odpowiedzią na postulat naukowy, wskazywany jako jeden z najważniejszych w badaniach ludoznawczych II połowy XIX wieku przez krąg&#13;
badaczy Akademii Umiejętności i krakowskiego uniwersytetu. To w tym&#13;
gronie realizowano utrwalone już przekonanie o potrzebie całościowego&#13;
spojrzenia na wszystkie aspekty życia i kultury ludu i praktyczny program&#13;
takich badań. Znalazło to odbicie m.in. we wspomnianej już, opracowanej przez J. Sadowskiego Instrukcji do badania właściwości ludowych&#13;
i w pracach Sekcji Etnologicznej Komisji Antropologicznej, której od 1874&#13;
303&#13;
&#13;
�roku Kolberg przewodniczył. Język ludowy stanowił tam istotny przedmiot&#13;
badań jako element kultury wsi. Natomiast w Komisji Językowej od początku jej ukonstytuowania w marcu 1874 roku głównym przedmiotem prac&#13;
było programowe gromadzenie materiałów do słownika polskiego jako&#13;
dopełnienie Słownika Lindego i badanie w tym celu zasobów „z najdawniejszych zabytków piśmiennych, z zabytków literatury XVI, XVII i XVIII&#13;
wieku, pominiętych przez Lindego i z literatury najnowszej, po Lindem” 1.&#13;
Jak wspomniano, kompetencje Komisji Antropologicznej i Językowej trzeba było w pewnym momencie rozgraniczyć, ale w zakresie dokumentacji&#13;
języka współczesnego ich styczność okazywała się w praktyce nieunikniona. Postulat badania polszczyzny i jej dialektów był więc w ówczesnym&#13;
środowisku naukowym doceniany, choć z czasem przynależał głównie do&#13;
kompetencji językoznawców.&#13;
Ważnym i cennym elementem omawianej monografii jest jej dokumentacja ikonograficzna, której miejsce w Ludzie i znaczenie dla opisu etnograficznego doceniał Kolberg od początku swoich prac. W Krakowskiem&#13;
szczególnie bogato ilustrowany jest rozdział „Lud” w części I. Na zbiór rycin&#13;
składają się tam niewielkie drzeworyty wykonane przez Antoninę Konopczankę, ukazujące omawiane przez Kolberga stroje i ich elementy, zabudowania, wnętrza i plany izb mieszkalnych oraz sprzęty, a także ilustracje&#13;
wykonane według rysunków malarzy: Wojciecha Gersona, Tadeusza Konopki oraz według fotografii Walerego Rzewuskiego, przedstawiające wieś&#13;
i ubiory.&#13;
Krakowskie jako pełna monografia jest też reprezentatywne dla stosowanej przez Kolberga metody dokumentowania proweniencji źródeł. Sposób&#13;
opracowania potwierdza, że zgodnie z jego założeniem podstawowy i stały&#13;
element dokumentacji poszczególnych melodii i tekstów folkloru stanowią&#13;
noty informujące o lokalizacji geograficznej. Natomiast na ogół nie podaje&#13;
Kolberg informacji o wykonawcach i datach pozyskanych zapisów; takie&#13;
dane zdarzają się sporadycznie. W ówczesnym rozumieniu folklor był własnością zbiorową, przynależał do wspólnoty, w której funkcjonował i którą&#13;
twórczo określał. Wagę indywidualnego przekazu, osobowości narratora&#13;
Tak określono główne zadanie mającej powstać Komisji Językowej na posiedzeniu Wydziału Filologicznego, dnia 2 III 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”,&#13;
T. I, 1874, s. XXVIII. Zob. też Posiedzenie Komisji Językowej dnia 29 III 1874 r., tamże, s. XXXIV,&#13;
inicjujące jej wieloletnią pracę w tym zakresie i dyskusję nad profilem słownika oraz sposobem&#13;
gromadzenia i opracowania materiału leksykalnego.&#13;
1&#13;
&#13;
304&#13;
&#13;
�i śpiewaka, specyficznych uwarunkowań i okoliczności konkretnej transmisji uwzględniali jako normę dopiero badacze późniejsi. Nie praktykował&#13;
Kolberg również systematycznego oznaczania autorskiego pochodzenia zapisów obcych, przekazanych mu specjalnie przez współpracowników czy&#13;
korespondentów, a także badaczy pracujących niezależnie. Niekiedy odnotowywał nazwiska tych osób we wstępach do monografii, nie sygnując jednak metodycznie w swoim tomie partii ich materiału, nierzadko dzielonego&#13;
tematycznie na cząstki w różnych miejscach. W Krakowskiem wdzięczność&#13;
swoją wobec Konopków pomocnych w opracowaniu monografii wyraził&#13;
dedykacją umieszczoną w I części, ale konkretnego wkładu np. Antoniny&#13;
Konopczanki, a także innych zbieraczy w drukowanych tomach nie dokumentował. W tym zakresie cenne informacje przynoszą zachowane rękopisy i korespondencja Kolberga, dzięki którym niejednokrotnie udaje się odtworzyć proweniencję autorską materiału, a nawet okoliczności i charakter&#13;
współpracy z autorem Ludu.&#13;
I tak analiza źródeł pozwoliła stwierdzić nie tylko sygnalizowany wyżej&#13;
znaczny wkład Antoniny Konopczanki w opis ludu, świata nadzmysłowego&#13;
i wierzeń, w zasób pieśni i bajek. Pozwoliła też z jednej strony prześledzić metodę i zakres pracy zbieraczki działającej ściśle według wskazań&#13;
Kolberga, z drugiej zaś docenić wyjątkowość tej współpracy w świetle&#13;
niezwykłego dokumentu przez nią pozostawionego i znajdującego się dziś&#13;
w archwum Kolberga. Jest nim wspomniany już obszerny rękopis, nazwany&#13;
współcześnie Modlnickim raptularzem Antoniny Konopczanki, w którym&#13;
zbieraczka notowała przeprowadzone przez siebie wywiady z miejscowymi, dobrze sobie znanymi informatorami i narratorami z Modlnicy i jej&#13;
najbliższej okolicy. Niespotykana ówcześnie, a utrwalona kolokwialna forma wywiadu, zapis dialogu z narratorami z pewnością wybranymi przez&#13;
znającą ich zbieraczkę, określenie okoliczności prowadzonych rozmów,&#13;
np. przy przędzeniu lnu, rwaniu konopii, kopaniu ziemniaków, wreszcie&#13;
nazwiska bajarzy i rozmówców badaczki oraz autentyzm prymarnego notatnika Konopczanki składają się na wyjątkowość tego dokumentu nie tylko w skali zbiorów Kolberga, ale i etapu badań nad folklorem. Pozwala&#13;
on ustalić, że większość przedstawianych przez Kolberga w części III i IV&#13;
monografii ludowych wierzeń i wyobrażeń o świecie realnym i nadzmysłowym oraz bajkowych opowieści prozatorskich pochodzi z tych zapisów&#13;
Konopczanki, sporządzonych bezpośrednio z przekazów znanych z nazwiska i profesji konkretnych informatorów. Zbieraczka redagowała później&#13;
305&#13;
&#13;
�swój brulionowy rękopis z myślą o wykorzystaniu go przez Kolberga, a on&#13;
otrzymał te właśnie poprawiane przez nią czystopisy, w których zatarta&#13;
została forma dialogowa i po części autentyzm języka pierwowzoru. Szczęśliwie jednak prymarny manuskrypt zachował się do dziś i ze względu na&#13;
unikatowy walor źródłowy Raptularza opublikowano go w formie aneksu&#13;
w suplemencie, a niezależnie od tego ustalono – zgodnie z zasadami edytorskimi opracowania suplementów – zależność materiału drukowanego&#13;
w Krakowskiem od oryginału zbieraczki1.&#13;
Krakowskie doczekało się kilku recenzji, przeważnie ogłaszanych sukcesywnie po wydaniu kolejnych czterech części. Całość omówił Gloger 2,&#13;
podkreślając wartość pracy Kolberga dla kultury narodowej, bogactwo&#13;
zebranego materiału, szczególnie muzycznego, znaczenie źródłowe monografii dla dalszych badań, rzetelność i szczegółowość dokumentacji etnograficznej, celowość całościowego potraktowania rozmaitych przejawów&#13;
kultury materialnej, społecznej i duchowej. Za zbędne natomiast uznał opis&#13;
historyczno-topograficzny Krakowa i jego okolic oraz przedruki niektórych&#13;
publikacji niebędących „rzadkością bibliograficzną”.&#13;
Krakowskie Kolberga, a także kolejne tomy regionalne wydawane pod&#13;
patronatem Akademii wpisują się nie tylko w jej dorobek, ale także w wypracowany przez nią kierunek naukowy i model badań. Choć autor Ludu&#13;
ukształtował już wcześniej własny, oryginalny kształt monografii regionalnej, to jednak swoją koncepcję wydawniczą kontynuował i rozwijał&#13;
w kręgu krakowskiej instytucji, wnosząc w jej prace swój wzorcowy wkład.&#13;
Omawiając dokonania naukowego środowiska krakowskiego i prac Akademii po roku 1870, Stanisław Estreicher, syn Karola, pisał po latach, już&#13;
z perspektywy czasu:&#13;
Uczeni krakowscy zaczynają teraz stosować naukowe metody wyrobione od dawna na Zachodzie, ale dotychczas niemal nieznane w Polsce […], szerzą pracami&#13;
swymi dążność do docierania do źródeł, umiejętność krytycznego ich wydawania,&#13;
rozbijania problemów naukowych na monografie i stronienia od zbyt szybkich,&#13;
choć efektownych uogólnień. Rolę, jaką w naukach historycznych grają „źródła”,&#13;
gra w naukach przyrodniczych „eksperyment”, kryterium prawdy. Typ monoPor. też przypisy źródłowe do cz. III i IV Krakowskiego, w: O. Kolberg Krakowskie. Suplement… (DWOK T. 73/III), s. 309–403, w których materiał drukowany odniesiony jest do zapisów rękopiśmiennych zbieraczki.&#13;
2&#13;
Recenzja Z. Glogera ukazała się w „Przeglądzie Krytycznym” 1876, nr 3, na s. 87–91.&#13;
1&#13;
&#13;
306&#13;
&#13;
�grafii opracowującej wyniki oparte na źródłach lub na eksperymentach – i to&#13;
monografii możliwie szczegółowej – zaczyna odgrywać odtąd w nauce polskiej&#13;
pierwszorzędną rolę. Oczywiście byłoby przesadą twierdzić, że poza Krakowem&#13;
i przed r. 1870 metoda monograficzna w Polsce nie była znana, owszem, monografie zjawiały się, ale sporadycznie. Uznanie monografii jako równowartościowej z pracami o ogólnej treści i rozpowszechnianie typu monografii naukowej&#13;
jest pierwszorzędną zasługą uczonych krakowskich, a także Akademii skupiającej&#13;
elitę uczonych polskich. Nie osłabia tego wcale fakt, że ukazują się w Krakowie&#13;
także i dzieła syntetyczne, starające się ująć w całość wiedzę w pewnej dziedzinie&#13;
oraz liczne podręczniki naukowe, ale gruntowne monografie i krytyczne wydawnictwa źródłowe są mimo to najcharakterystyczniejszym składnikiem tego&#13;
dorobku, jaki do skarbnicy naukowej ogólnopolskiej dorzucił Kraków1.&#13;
&#13;
Wydaje się, że dzieło Kolberga można umieścić w tym nurcie intelektualnym jako jego znaczące i specyficzne osiągnięcie.&#13;
XV&#13;
[Sytuacja finansowa Kolberga w latach 1871–1875, dotacja a koszty wydania. –Korespondencja z bratem Wilhelmem. – Śmierć Wilhelma w 1877 r.&#13;
– Kontakty listowne z Karoliną Kolberg i Jadwigą Wernerową. – Spotkanie&#13;
z Karoliną i jej córkami w Modlnicy w 1877 r. – Poczucie osamotnienia i oddalenia od rodziny wyrażane w listach.]&#13;
&#13;
Jak wspomniano, dotację przyznaną Kolbergowi przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie w wysokości 300, potem 400–500 florenów w zamian&#13;
za 100 egzemplarzy książki kontynuowała w dalszych latach Akademia&#13;
Umiejętności. Towarzystwo udzieliło funduszu na część I Krakowskiego (tom&#13;
5), wydaną w końcu 1871 roku, natomiast części II–IV tej monografii, które&#13;
wyszły odpowiednio w październiku 1873 roku (tom 6), w kwietniu 1874 roku&#13;
(tom 7) oraz w końcu 1874 lub na początku 1875 roku (tom 8)2, współfinansowała już Akademia, podtrzymując wcześniejsze zobowiązanie. Koszty wydania poszczególnych tomów znacznie jednak przewyższały wysokość dotacji.&#13;
S. Estreicher Znaczenie Krakowa dla życia narodowego polskiego w ciągu wieku XIX…,&#13;
s. 41–42.&#13;
2&#13;
Zob. listy do Akademii z [22] X 1873 r., z 14 IV i z 24 X 1874 r., Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 464, 485–486 i 495–496.&#13;
1&#13;
&#13;
307&#13;
&#13;
�Znamy je dzięki wspominanym już notatkom, poczynionym przez Kolberga&#13;
w brulionowej wersji jego Wykazu tek rękopiśmiennych z 10 stycznia 1886&#13;
roku. I tak przyznany zasiłek na cztery tomy Krakowskiego wynosił odpowiednio: 300 fl., 500 fl., 400 fl., 400 fl., natomiast koszt wydania: 700 fl., 1390&#13;
fl., 612 fl., 640 fl.1 Szczególnie drogi był druk nut, stąd taka dysproporcja&#13;
kwot w przypadku części II Krakowskiego, która zawierała bogaty materiał&#13;
muzyczny, co Kolberg uzasadniał w cytowanym wyżej liście, składając ten&#13;
tom Akademii w październiku 1873 roku. Jak wspomniano wyżej, na liście&#13;
tym widnieje notatka prezesa Majera, stwierdzająca, że Akademia przejęła&#13;
po Towarzystwie Naukowym zobowiązanie udzielania zasiłku dla Kolberga&#13;
w wysokości od 400 do 500 fl.2 Dalsze subwencje nie schodziły więc niżej niż&#13;
400 fl., by od 1883 roku uzyskać stałą wysokość 500 fl., a w ostatnich latach&#13;
życia Kolberga ulec podwojeniu, o czym będzie mowa dalej.&#13;
Mimo dobrej woli i konsekwencji władz Akademii w udzielaniu pomocy&#13;
finansowej dla Kolberga oznaczało to jednak tylko partycypację instytucji&#13;
w kosztach druku, nie zaś ich pełne pokrycie, gdyż – jak widać – były&#13;
one znacznie wyższe; niekiedy dotacja nie obejmowała nawet połowy ceny&#13;
wydania książki. Dla przykładu, w przypadku 4-tomowego Krakowskiego&#13;
dotacja wynosiła w sumie 1600 fl., natomiast łączny koszt druku – 3342 fl.,&#13;
co oznacza, że własna dopłata Kolberga do rzeczywistych kosztów druku&#13;
– według jego wyżej przytoczonych danych – wyniosła 1742 fl. Był więc&#13;
zmuszony pokrywać różnicę z dochodu pochodzącego ze sprzedaży tomu&#13;
poprzedniego. Ponieważ jednak nigdy nie udawało się sprzedać całego nakładu, uzyskana suma nie pokrywała różnicy między rachunkiem drukarni&#13;
a zasiłkiem Akademii; i tak np. dochód ze sprzedaży czterech tomów Krakowskiego uzyskany do 1879 roku wyniósł zaledwie 579, 50 fl.3 Pozostawała więc ciągła presja finansowego braku, konieczność maksymalnego&#13;
1&#13;
Zob. Wykaz tek rękopiśmiennych…, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12,&#13;
s. 749, przyp. *14. W tym brulionie Kolberg dopisał później ołówkiem kwoty dotacji i kosztów&#13;
druku tomów wydanych z materiałów z odpowiednich, wyszczególnianych tam tek. Oryginał&#13;
tego wykazu dołączył do swojego listu do J. Majera z 10 I 1886 r. (zob. tamże, s. 310–313). Identyczne dane dotyczące tomów Krakowskiego podał też w innych zapiskach rachunkowych (BN&#13;
PAU i PAN, sygn. 2183, k. nlb. po k. 140).&#13;
2&#13;
Zob. wyżej, s. 264, przyp. 2.&#13;
3&#13;
Zachowały się kolejne notatki rachunkowe Kolberga datowane 19 X 1879 r. (BN PAU&#13;
i PAN, sygn. 2183, k. 140), w których podał sumy dotacji Akademii na 8 tomów Ludu (od 5.&#13;
do 12.), koszty ich druku i papieru oraz wpływy ze sprzedaży. Kwoty subwencji na 4 tomy&#13;
Krakowskiego oraz suma wpływów z ich sprzedaży są w tym zestawieniu zgodne z cytowanymi&#13;
&#13;
308&#13;
&#13;
�oszczędzania i osobistych wyrzeczeń, by pokryć pełne koszty tomów z własnych ubogich zasobów. Te zaś nie są dokładnie znane, gdyż brak dokumentów, które jednoznacznie pozwoliłyby je określić, nie ma też spójnych&#13;
osobistych notatek rachunkowych Kolberga z tego okresu – poza zapiskami&#13;
kwot dotacji i kosztów druku, przy czym te ostatnie są po części sprzeczne.&#13;
Bieńkowski wprawdzie pisze: „Żył skromnie z renty otrzymywanej z Komisji Skarbu w Warszawie”1, jednak – jak wspomniano – nawet ta informacja&#13;
nie uzyskuje potwierdzenia w świetle zachowanych dokumentów. Nie znamy też szczegółów o materialnym bycie Kolberga w Modlnicy. Z pewnością zamieszkanie u Konopków odjęło mu większość wydatków związanych&#13;
z życiem codziennym, natomiast z własnej kieszeni opłacał papier do notatek, atrament, pocztę, przejazdy kolejowe, ewentualne książki, niezbędny&#13;
ubiór itp. Wiadomo z listów, że miał do dyspozycji złożony w Warszawie&#13;
pod pieczą Wilhelma niewielki kapitalik z uciułanych zarobków i z „papierów” po zmarłej matce, o którego zadysponowaniu mowa była w korespondencji braci na początku 1872 roku2. W miarę swoich potrzeb i możliwości&#13;
Wilhelma operowania tym funduszem uzyskiwał pewne sumy z tego depozytu3, przeznaczając je m.in. na wyrównanie pełnego pokrycia kosztów&#13;
Krakowskiego oraz na wyjazd w 1873 roku na wystawę w Wiedniu.&#13;
Izydor Kopernicki, powiernik i świadek późnej starości i śmierci Kolberga, odpowiadając na pytanie, skąd autor Ludu „zdobył się na środki tak&#13;
znaczne, ażeby nas zasypać tylu tomami dzieł swoich”, tak pisał już pod&#13;
koniec życia przyjaciela o jego finansowej strategii:&#13;
Przez bardzo drogie dla mnie, najserdeczniejsze stosunki przyjacielskie, które mię&#13;
łączą z O. Kolbergiem od lat kilkunastu, wtajemniczony w jego skarby naukowe,&#13;
wyżej, natomiast koszty druku tych tomów i papieru różnią się od tam przytoczonych i wynoszą&#13;
łącznie 2960,31 fl. (tam 3342. fl).&#13;
1&#13;
W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 111. Zob. też wyżej, s. 252, przyp. 1.&#13;
2&#13;
Zob. listy braci ze stycznia i lutego 1872 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 402,&#13;
409, 412–413.&#13;
3&#13;
Pod tekstem listu Wilhelma z 2 I 1874 r. Kolberg poczynił notatki dotyczące rozliczeń&#13;
z bratem, zgodnie z jego życzeniem, by rachunek „do porządku doprowadzić” (tamże, s. 467–&#13;
–468). W notatkach tych figurują kwoty przekazywane Oskarowi przez Wilhelma za pośrednictwem księgarni Friedleina w latach 1872 i 1873, wynoszące w sumie 330 rub. sr. Według&#13;
Bieńkowskiego Kolberg przywiózł do Krakowa „skromny kapitał wynoszący ok. 400 rubli,&#13;
który przeznaczył na dopłatę do kosztów wydania wcześniejszych tomów Ludu”. Brak jednak dokumentów, które potwierdzałyby tę informację i wysokość kwoty (zob. W. Bieńkowski&#13;
Oskar Kolberg a Akademia Umiejętności w Krakowie…, s. 15).&#13;
&#13;
309&#13;
&#13;
�a nawet w jego operacje finansowe, mam możność odpowiedzieć […]. Otóż cały&#13;
sekret jego zadziwiającej operacji wydawniczej zasadza się na tym, że w dodatku&#13;
do zapomogi rocznej, którą otrzymuje, a która mu nigdy nie wystarcza na pokrycie&#13;
każdorazowego nakładu, poświęca on na to cały przychód ze sprzedaży swoich&#13;
dzieł, dla siebie zaś samego skąpi we wszystkim, skąpi zaś dlatego, że musi1.&#13;
&#13;
Wniosek ten poprzedził Kopernicki zwięzłym rachunkiem kosztów własnych Kolberga, dokonanym w oparciu o uzyskane od niego dane. Wyjaśniał&#13;
on, że otrzymane od Akademii subwencje w wysokości 300–600 zł reń.&#13;
nie wystarczały na pokrycie nakładów, więc dopłacać musiał do każdego tomu&#13;
po 60–890 zł reń. z tego, co mu przybywało ze sprzedaży uprzednio wydanych&#13;
tomów. Tym sposobem do 8 tys. zł reń. otrzymanych od Akademii w ciągu lat&#13;
17 dopłacił on przeszło 4 tys. własnych2.&#13;
&#13;
Nawet jeśli dane Kopernickiego i samego Kolberga nie są ścisłe, cytowane informacje dają pogląd na skalę wydatków i potrzeb.&#13;
Mimo tej ciągłej finansowej presji warunki pracy i kontynuacji dzieła&#13;
okazały się pod Krakowem zdecydowanie sprzyjające. Opieka Akademii&#13;
była stała, możliwości badań i studiów wobec zaplecza naukowego Krakowa najlepsze z ówcześnie dostępnych, życzliwy dom Konopków stanowił&#13;
oparcie materialne, a przywiązanie jego mieszkańców łagodziło smutek&#13;
rozstania z rodziną w Warszawie i tęsknotę za rodzinnym miastem. Mimo&#13;
to pierwsze lata po przeniesieniu się Kolberga do Krakowa nie były łatwe&#13;
dla „przymusowego emigranta”, jak określał siebie on sam, a świadomość&#13;
utraty i swoistego wygnania towarzyszyła mu właściwie do końca życia.&#13;
Wobec poczucia oderwania od najbliższych i przyjaciół, szczególnie boleśnie doświadczonego wobec śmierci matki w 1872 roku i nieobecności&#13;
na jej pogrzebie, wielkie znaczenie w życiu Kolberga odegrała wówczas&#13;
korespondencja z bratem i bardzo mu oddaną Karoliną, żoną Antoniego. Po&#13;
śmierci Wilhelma w 1877 roku ta ostatnia pozostanie właściwie jedynym&#13;
pomostem łączącym Oskara z rodziną w Warszawie.&#13;
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 109.&#13;
Tamże. Podane przez Kopernickiego kwoty dotyczące tomów Ludu pokrywają się ze spisanymi przez Kolberga w brulionie Wykazu tek rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, s. 748–749),&#13;
gdzie także te same sumy łączne dotacji i dopłat własnych Kolberga do tomów wydanych&#13;
w ciągu 17 lat przy pomocy Akademii (1871–1887). O finansowaniu z innych źródeł edycji&#13;
Obrazów etnograficznych, tj. cz. I–II Pokucia i cz. I–V Mazowsza (DWOK T. 29 i 30 oraz&#13;
T. 24-28), będzie mowa dalej.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
310&#13;
&#13;
�Wilhelm jako najstarszy z braci troszczył się o Kolberga i jego sprawy,&#13;
jak w ogóle o sprawy rodzinne, z zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności, ale nie bez pewnego ojcowskiego mentorstwa, które, jak się wydaje, Oskar rozumiał i przyjmował. Bracia wcześnie stracili ojca i Wilhelm&#13;
w jakimś stopniu go zastępował. Od dawna niepokoił się o przyszłość brata, także zaraz po wyjeździe do Krakowa, świadomy jego trudności z wydawaniem i zbytem książek, doradzał mu i przestrzegał:&#13;
Życząc Ci pomyślnego skutku w krzątaniu się około wydawnictwa pism Twoich,&#13;
nie mogę przecież pominąć przestrogi, ażebyś też już raz przecież zwrócił uwagę&#13;
szczególną na jakąśkolwiek materialną dla siebie korzyść, bo brniesz tylko coraz&#13;
bardziej w zamęt interesów, trzymając się dotychczasowej drogi i koniecznie Ci&#13;
potrzeba wyjść z tego kółka na nowe jakieś szlaki, pracując więcej dla pism periodycznych. Jakąkolwiek stąd osiągnąłbyś korzyść, to przynajmniej miałbyś ją&#13;
pewną i natychmiastową, kiedy wszystkie korzyści na książkach są tylko ułudne&#13;
i dla zasobnych przedsiębiorców stosowne1.&#13;
&#13;
Nie doceniał jednak determinacji Oskara, który nie zamierzał w imię stabilizacji zrezygnować z realizacji swojego wielkiego planu badawczo-edytorskiego. W listach Wilhelma docierały do Kolberga wiadomości o ostatnich chwilach i pogrzebie matki, o życiu rodziny, o bratankach i krewnych,&#13;
o Karolinie, Antonim, ich małżeństwie i kłopotach materialnych, o kontaktach i spotkaniach ze wspólnymi znajomymi i przyjaciółmi, o ich zainteresowaniu Oskarem w Krakowie. Rysuje się w nich trudne, pełne kłopotów&#13;
i trosk życie ojca obarczonego licznym potomstwem i wdowca od 1865&#13;
roku, uwikłanego w niełatwe sprawy rodzinne, obciążonego zawodowymi&#13;
obowiązkami, a przy tym lojalnego i oddanego brata. Wilhelm opiekował&#13;
się też kapitalikiem Kolberga, starannie przedstawiał bratu jego stan i rozliczenia, zarządzając przekazami kierowanymi do Krakowa. Nie omieszkał&#13;
także występować z propozycjami zarobkowymi dla Oskara, przedstawiając&#13;
mu zaproszenie do współpracy z wydawaną w Warszawie Encyklopedią&#13;
rolnictwa, której sam był współautorem2. Oferta ta jednak nie została przyList Wilhelma Kolberga z 16 VIII 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 383–384.&#13;
List Wilhelma z 1 IV 1872 r., tamże, s. 417. Encyklopedia rolnictwa i wiadomości związek&#13;
z nim mających wychodziła w Warszawie w latach 1873–1877 (5 tomów), jej współredaktorem&#13;
był fizyk, encyklopedysta, m.in. współautor Encyklopedii powszechnej Orgelbranda, Stanisław&#13;
Przystański (1820–1887), którego zaproszenie dla Oskara przekazywał Wilhelm.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
311&#13;
&#13;
�jęta. Nie brak w listach także akcentów innych, ukazujących pasję zawodową Wilhelma, jak np. jego żywe zainteresowanie projektem wodociągów&#13;
i kanalizacji w Krakowie, problemem bliskim mu jako członkowi komitetu&#13;
budowy wodociągów warszawskich, czy prośba do Oskara o wyszukanie&#13;
mu w krakowskich bibliotekach planów dawnej Warszawy1. Pojawiają się&#13;
też wyrazy żalu, pewnej goryczy, ale i troski o wzajemną relację: „Wprawdzie nawykliśmy już do tego, że się mało z rodziną komunikujesz, zwłaszcza&#13;
teraz, gdy nie żyje matka, ale boję się, ażebyśmy przez ten brak stosunków&#13;
nie stali się jakby zupełnie sobie obcymi” – pisał Wilhelm w 1873 roku2.&#13;
W następnych latach załatwiał w imieniu Oskara sprawę długu i zalegających tomów w drukarni Jaworskiego oraz zbytu pozostałego nakładu,&#13;
zabiegał w jego interesie o pozytywne rozliczenia z sukcesorami Jaworskiego, interweniował w rozwiązaniu problemu z cenzurą warszawską, która&#13;
zakwestionowała niektóre fragmenty w Krakowskiem3. Był rzecznikiem&#13;
interesów brata i skutecznym łącznikiem z Warszawą. Stąpając mocno po&#13;
ziemi, konkretnie wspierał go w kłopotach, nie odmawiał pomocy w żadnej z jego spraw. Z listów wynika, że Wilhelm parokrotnie przyjeżdżał do&#13;
Krakowa i widział się z Oskarem, brak jednak bliższych informacji o tych&#13;
spotkaniach.&#13;
Kolberg odpowiadał bratu serdecznie i z atencją, także w poczuciu głębokiej więzi. Interesował się sprawami rodziny i dzieci Wilhelma, odnosił&#13;
się do ich aktualnej sytuacji i problemów. Z całkowitym zaufaniem powierzał mu swoje sprawy, których w Warszawie nie mógł załatwić osobiście,&#13;
i prosił o pośrednictwo i pomoc. Zwracał się nie tylko bezpośrednio we&#13;
własnym interesie, ale także odwoływał się do wspólnych przeżyć i pasji młodości, oczekując np. od brata potrzebnych wiadomości i notatek&#13;
na temat warszawskiej młodości Chopina. Zdawał sobie sprawę, że często&#13;
nadmiernie obciąża Wilhelma, nie mając jednak wyjścia, pisał m.in.: „Bardzo mi przykro, że Ci odbiór tych książek po Jaworskim, ich umieszczenie&#13;
Zob. listy Wilhelma z 28 III 1872 r. i z 4 VIII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 415–416 i 459. O pracach i zainteresowaniach Wilhelma zob. też K. Markiewicz Wilhelm&#13;
Kolberg (1807–1877), kartograf, metrolog, inżynier budownictwa dróg i mostów, Przysucha&#13;
2006 oraz H. Wróblewska-Straus, K. Markiewicz Fryderyk Chopin i bracia Kolbergowie…,&#13;
s. 117–121.&#13;
2&#13;
List Wilhelma z 14 I 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 436.&#13;
3&#13;
Zob. tamże, listy braci z okresu od 18 XII 1874 r. do 17 IV 1876 r., dotyczące m.in. sprawy&#13;
z Jaworskim, oraz listy od 18 XI 1875 r. do 18 X 1876 r., w których mowa o kłopocie z cenzurą.&#13;
1&#13;
&#13;
312&#13;
&#13;
�i przesyłka tyle sprawia ambarasu. Ale któż to dla mnie zrobi, jeżeli się Ty&#13;
do tego dzieła nie weźmiesz”?1 Wreszcie zwierzył się bratu w 1874 roku:&#13;
Mój Drogi, pisałem już do Karoliny o powodach, jakie mnie trzymają i zapewnie&#13;
niemały jeszcze czas trzymać będą w Galicji. Stosunek jednak do Konopków, jakkolwiek szczery i przyjacielski, nie jest przecież familijnym, więc na jego trwałości do końca mego życia polegać bezwzględnie nie jest politycznie i dlatego ja,&#13;
nie myśląc bynajmniej na teraz o ich opuszczeniu, mam się zawsze na baczności&#13;
i zawiązuję wiele innych stosunków, i tak się urządzę, żebym miał furtkę otwartą&#13;
[…], bym na niczyjej łasce bezwarunkowo znajdować [się] nie potrzebował2.&#13;
&#13;
Niestety wspomniany list do Karoliny nie zachował się; być może powiedziałby o powodach opuszczenia Warszawy i zamieszkania w Krakowie więcej, niż możemy wnioskować z zachowanych świadectw. A może&#13;
i o nadziei na powrót do Warszawy? W liście Kolberga uderza gorzka świadomość ciężaru bycia rezydentem, nawet w tak przyjacielskim domu jak&#13;
u Konopków. Po latach miało się okazać, że nie pozostał on rzeczywiście&#13;
jego domem do końca życia.&#13;
Kiedy Wilhelm zmarł 4 czerwca 1877 roku, zdesperowany Kolberg wyruszył wbrew formalnym przeciwnościom w drogę do Warszawy. Został&#13;
jednak zatrzymany przez policję na stacji granicznej obu zaborów w Granicy, ponieważ nie posiadał paszportu. Na pogrzeb brata nie mógł więc&#13;
pojechać. Była to jedna z najbardziej bolesnych i dramatycznych sytuacji&#13;
w życiu dobrowolnego wygnańca. Opisując to wydarzenie w liście do drugiego brata, Antoniego, wyznawał wtedy:&#13;
Możesz sobie wyobrazić, jak dalece byłem przerażony śmiercią Wilhelma, nie&#13;
wiedząc ani słówka o poprzedzającej jego śmierć chorobie. Dotąd jeszcze zaledwo ochłonąć mogę z przerażenia. Był on bowiem dla nas więcej niż bratem, bo&#13;
jak wiesz, częstokroć i ojca zastępował3.&#13;
&#13;
Łączność z rodziną w Warszawie podtrzymywała odtąd przede&#13;
wszystkim korespondencja Karoliny, primo voto Kolberg, secundo voto&#13;
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 552.&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 12 VI 1874 r., tamże, s. 490–491. W rkp. po słowach: „furtkę&#13;
otwartą” wyraz nieczytelny.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Antoniego Kolberga z 8 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 29–30. Granica, stacja kolejowa na terenie osiedla Maczki, dziś stacja Sosnowiec-Maczki.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
313&#13;
&#13;
�Wąsowskiej. Zainicjowana przez nią pod koniec 1870 roku, jeszcze w okresie panieńskim, trwała nieprzerwanie do końca jego życia; ostatni list bratowa wysłała do niego na dwa tygodnie przed śmiercią, zaalarmowana&#13;
prasowymi doniesieniami o nagłym pogorszeniu się zdrowia stryja1. Po&#13;
śmierci Wilhelma ich wzajemna wymiana listów jeszcze się zintensyfikowała; w sumie zachowało się 61 listów bratowej do Kolberga i 36 jego&#13;
brulionów do Karoliny pisanych w ciągu 20 lat. Karolina pisze z łatwością,&#13;
chętnie przelewa na papier swoje emocje i nastroje, swobodnie i szczerze dzieli się swoimi uczuciami i przywiązaniem do Oskara, nie pomija&#13;
szczegółów z życia rodzinnego, których na ogół unikał Wilhelm, sugerując,&#13;
że „drobiazgi familijne” przekaże Karolina. Z listów tych przebija ciepło&#13;
i troska o stryja, ale też łatwość w wylewaniu żalów i udręk codzienności,&#13;
których autorce nie brakowało. Pisze o kłopotach materialnych i zdrowotnych swoich, Antoniego i ich dzieci, a także dzieci Antoniego z pierwszego małżeństwa z Eleonorą Marconi, o ustawicznych zabiegach o finanse&#13;
i uciążliwym zarobkowaniu lekcjami, o trudnościach bytowania z niezbyt&#13;
zapobiegliwym Antonim, o dodatkowych obowiązkach opieki nad dwójką&#13;
swoich osieroconych siostrzeńców, Władysławem i Karoliną Illukiewiczami. Przekazuje mu relacje o ostatnich chwilach matki Oskara i Antoniego,&#13;
a swojej ukochanej babki, o śmierci swojej siostry, Julii Illukiewiczowej,&#13;
potem o odejściu swojej kilkunastomiesięcznej córki Julci oraz o śmierci&#13;
Wilhelma i związanym z nią zamieszaniem w rodzinie2. Przesyła wiadomości w sprawie sprzedaży fortepianu i przechowywania mebli Oskara&#13;
pozostawionych w Warszawie, interesuje się jego zdrowiem i sytuacją. Pisząc w konwencji rozmowy, „pogawędki listownej” ze stryjem, ciągnącej&#13;
się czasami w odstępach kilku miesięcy, nawiązuje do znanych mu spraw,&#13;
miejsc i ludzi, przybliża mu klimat rodzinnego miasta, koleje losu znajomych i przyjaciół, odejścia i narodziny, śluby i jubileusze. Choć dominującym rysem jej korespondencji są zmartwienia, uginanie się pod ciężarem&#13;
kłopotów finansowych i odpowiedzialności za rodzinę, to jednak dzięki&#13;
1&#13;
Pierwszy list Karoliny Gallasch pochodzi z 1 XI 1870 r., ostatni, pisany przez Karolinę&#13;
Wąsowską, z 21 V 1890 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 367–368 oraz cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 676.&#13;
2&#13;
Listy Karoliny z 21 I i z 17 X–22 XII 1872 r. oraz z 14 V 1876 r., tamże, cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 403–404, 427–428 i 615 oraz z 14 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 32–33.&#13;
Siostra Karoliny, Julia Illukiewiczowa, zmarła 8 X 1872 r., córka Karoliny i Antoniego Kolberga,&#13;
Julia (ur. 17 XII 1874 r.) zmarła 3 IV 1876 r.&#13;
&#13;
314&#13;
&#13;
�bezpośredniości i swobodzie pióra, inteligencji i ciekawości świata Karolina&#13;
potrafi barwnie odmalować zwykłe dni w ówczesnej Warszawie. Niekiedy&#13;
odrywa się od wątków rodzinnych i osobistych, przekazując informacje&#13;
o niecodziennych uroczystościach i wydarzeniach w stolicy, takich jak np.&#13;
śmierć uwielbianego „muzyka i przyjaciela” Oskara, Moniuszki 4 czerwca&#13;
1872 roku, rocznicowe obchody 400-lecia urodzin Kopernika 19 lutego 1873&#13;
roku, bytność w teatrze latem tego samego roku na przedstawieniu komedii Blizińskiego, Marcowy kawaler, w której, jak wspomniano, w postaci&#13;
Heliodora sportretował autor zaprzyjaźnionego z nim Oskara Kolberga1.&#13;
Listy te były dla Kolberga z pewnością uczuciowym wparciem w jego&#13;
życiu z dala od rodziny i oderwaniem od natłoku własnych bieżących obowiązków, ale przynosiły też smutne wiadomości i wciągały w zmartwienia&#13;
i kłopoty bliskich mu osób. Sam wielokrotnie pocieszał i wspierał upadającą na duchu Karolinę, udzielał jej dyskretnie i po ojcowsku życiowych&#13;
rad, a niejednokrotnie sięgał też do swojej płytkiej sakiewki, żeby wspomóc&#13;
bratową finansowo, choćby skromnym darem, przeznaczonym np. na leczenie jej chorej córki Antoniny2. Zdarzało się i tak, że musiał dość stanowczo&#13;
powściągać jej desperację i zbyt natarczywe dopominanie się pomocy, na&#13;
którą nie miał przecież odpowiednich środków, choć nie odmawiał jej nigdy w zakresie dla siebie możliwym.&#13;
Latem w roku 1877 doszło do spotkania Oskara z Karoliną i z jej córkami, Antoniną i Walentyną, w Modlnicy. Na zaproszenie Antoniny i Juliana&#13;
Konopków rodzina zjechała tam na wakacyjny pobyt, który ułatwił i zorganizował stryj, m.in. zadbawszy o odpowiednie formalności, umożliwiające zmniejszenie kosztów paszportowych3. Z pewnością osobiste spotkanie&#13;
miało duże znaczenie dla obu stron; bezpośredni kontakt eliminował barierę, którą mimo wylewności Karoliny stanowił fakt, że jak to sama ujęła&#13;
wcześniej, „nie wszystko bowiem można powierzyć papierowi”4. Korespondencja Oskara z bratową będzie towarzyszyła losom obojga przez następne&#13;
kilkanaście lat.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. listy Karoliny z 1 VI 1872 r., z 19 II i z 30 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T.&#13;
64), s. 419–420, 444 i 463. Marcowy kawaler wystawiany był w Warszawie od 15 maja 1873 r.&#13;
2&#13;
Zob. listy Karoliny ze stycznia oraz z 8 II 1874 r., tamże, s. 469 i 477.&#13;
3&#13;
List Karoliny z 14 VI i brulion listu Kolberga do Karoliny z 26 VI 1877 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 33 i 47.&#13;
4&#13;
List Karoliny z 29 X 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 391.&#13;
&#13;
315&#13;
&#13;
�Listowne kontakty z innymi osobami z rodziny, bratem Antonim, który&#13;
czasem dopisywał się jedynie do listów Karoliny, z jego córką z pierwszego&#13;
małżeństwa, Marią Elżbietą, później Królikiewiczową, z synami Wilhelma,&#13;
Bronisławem i Stanisławem, jego córką Marią Eleonorą, później Jasińską,&#13;
były sporadyczne i okazjonalne. Najczęściej pisywała do Oskara i najbliżej&#13;
się nim interesowała najstarsza z żyjących córek Wilhelma, Jadwiga Karolina, od r. 1871 żona Emila Wernera. To ona po śmierci ojca przechowała&#13;
tradycję pielęgnowania w rodzinie więzi starszego i młodszego pokolenia,&#13;
podtrzymywaną potem przez córki Karoliny i Antoniego, Antoninę (Tonię) i Walentynę (Walcię). Jadwiga i Emil Wernerowie pośredniczyli też&#13;
po śmierci Wilhelma w dysponowaniu złożonym na jego ręce kapitalikiem&#13;
Kolberga. W czerwcu 1877 roku Oskar pisał w tej sprawie do bratanicy:&#13;
[…] wyjeżdżając z Warszawy w r. 1871, pozostawiłem w jego [tj. Wilhelma] ręku&#13;
jako depozyt w listach zastawnych sumę rub. sr. 1200 uzbieraną z oszczędności&#13;
całego mego życia, którą mi miał wypłacać cząstkowo nadesłanymi kwotami&#13;
co rok lub w miarę potrzeby. Pozostawiłem zaś na jego własną prośbę, gdyż&#13;
sam wówczas potrzebował pieniędzy. Jakoż z sumy tej odbierałem kwoty, które&#13;
niniejszy rachunek wykazuje i w ogóle w wielu jego listach posiadam skreślony&#13;
dokładny stan całego interesu. Sadzę, że i w papierach po Twym Ojcu pozostałych musi o tym być jakaś wzmianka. Proszę Cię, moja Jadwiniu, przekonać&#13;
się o stanie rzeczy. Nie chodzi o to, aby rzecz tę w tej chwili uregulować, ale&#13;
przyznasz, że sam porządek tego wymaga, aby suma ta w wiadomej wysokości jako wierzytelność moja na masie była zapisaną. Czy z niej będę korzystał&#13;
i w jakiej części, tego dziś przewidzieć nie mogę. Pragnąłbym jej wcale nie tykać,&#13;
zostawiając dla moich naturalnych sukcesorów, gdyby własny często mój niedostatek na to pozwalał. Wiadomo Ci, że mieszkam u rodziny, która mi gościnnie&#13;
wszelkich użycza wygód i starań, jakoby we własnym domu. Niedelikatnie by&#13;
zatem było żądać od niej i jeszcze pieniędzy, których i tak nie ma zanadto. To,&#13;
co mi daje Akademia (a i tego niewiele), służy na wydawnictwo dzieł i podróże,&#13;
tak że na sprawunki i drobne a konieczne wydatki bardzo mała tylko sumka&#13;
się okroi. Pojmujesz więc, że w razie nagłej potrzeby, co się parę razy zdarzyło,&#13;
uciekam się zawsze do mego kapitaliku i Wilhelm mi chętnie, wiele żądałem&#13;
(kiedy mógł), przysyłał1.&#13;
&#13;
Kolberg dołączył do tego listu rachunek z rozliczeniem kolejnych&#13;
sum przysyłanych mu do Krakowa lub wydatkowanych na jego życzenie&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 23 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 35.&#13;
&#13;
316&#13;
&#13;
�w Warszawie w latach 1871–1875 i z określeniem pozostałej kwoty kapitału&#13;
w wysokości 875 rub. sr.1 Wernerowie zaś w następnych latach wywiązywali się z pośredniczenia w tej sprawie na rzecz Kolberga.&#13;
W listach rodzinnych powraca co jakiś czas naturalna nuta żalu, tęsknoty za Warszawą i bliskimi, a nawet pewien ton goryczy i zawodu. Wspominając w liście do Jadwigi Wernerowej letni pobyt Karoliny w Modlnicy&#13;
i późniejsze spotkanie we Lwowie z przyjacielem z czasów warszawskich,&#13;
Karolem Minterem, jego żoną i córką Zofią, Kolberg pisał:&#13;
Wyszedłszy już tak dawno ze stosunków z Warszawą, widzenie się osobiste w tym&#13;
roku z Karoliną i Zosią uważam za prawdziwe szczęście, bo ich ukazanie się przypomniało mi dni mej młodości, nim się tam później różnych doznało przeciwności&#13;
i zawodów, i rozczarowań, które mnie później do emigracji skłoniły.&#13;
&#13;
Nawiązując zaś do spotkania z Minterem, zwierzał mu się: „Warszawa,&#13;
dawna znajoma, wabi mnie jak prawdziwa syrena. Czy jednak będę miał&#13;
łatwość i środki pojechania do niej, tego mimo najszczerszych chęci przewidzieć dziś jeszcze nie mogę”2.&#13;
Wiadomo, że opuszczenie Warszawy podyktowane było przede wszystkim niemożnością publikowania w niej Ludu; o sytuacji Kolberga i warunkach pracy naukowej i kulturalnej w Królestwie była wcześniej mowa.&#13;
Nieznane są inne osobiste „zawody i rozczarowania”, które mogły skłonić&#13;
Kolberga do porzucenia Warszawy. Nie ma o nich mowy w zachowanych&#13;
listach, nie pojawiają się też w nich żadne aluzje czy niedomówienia, które&#13;
wskazywałyby na osobiste powody emigracji3.&#13;
Powściągane przez charakterystyczną dla Kolberga dyscyplinę emocjonalną uczucia nostalgii i żalu będą powracać także w następnych latach,&#13;
zwłaszcza w korespondencji z rodziną i przyjaciółmi. Wydaje się, że czas&#13;
Zob. tamże, s. 36–37.&#13;
Bruliony listów do J. Wernerowej z 19 XI 1877 r. oraz do K. Mintera z 20 XI 1877 r., tamże,&#13;
s. 77 i 80.&#13;
3&#13;
Jednak W. Bieńkowski, pisząc o przyczynach przenosin do Krakowa, wymienia m.in. „niezbyt fortunnie kierowane afekty” (Kolberg w Krakowie…, s. 107), a w korespondencji Kolberga&#13;
odnajduje nie tylko „głęboką niechęć do politycznej atmosfery Warszawy w dobie popowstaniowych represji i ograniczeń (choćby tylko wymogami cenzury) stawianych przez rządy rosyjskie polskiemu życiu kulturalnemu”, ale także „ślady goryczy niezrealizowanych osobistych&#13;
planów życiowych (konkretniej: zawiedzionych uczuć)” – W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 63–64. Analiza zachowanych listów i innych znanych obecnie przekazów&#13;
źródłowych nie podsuwa jednak najmniejszej nawet sugestii na temat osobistego zawodu Kolberga. Nie wiadomo więc, na czym Bieńkowski oparł tę informację.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
317&#13;
&#13;
�i warunki, sprzyjające – mimo trudów i przeciwności – sukcesom wydawniczym, nie łagodziły poczucia osamotnienia i oddalenia od bliskich i środowiska, w którym wyrastał i żył ponad 50 lat.&#13;
XVI&#13;
[Podróże w latach 1871–1872 do Galicji Wschodniej, w Poznańskie, do Cieszyna. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Wiedniu w 1873 r. – Końcowe&#13;
prace nad Krakowskiem i równoległe nad W. Ks. Poznańskiem. – Dotacja&#13;
Komisji Antropologicznej na badania w Wielkopolsce, Prusach Zachodnich&#13;
i Wschodnich w 1875 r., przebieg i trasa tej podróży, kontakty, pozyskane&#13;
w niej materiały i dorobek w świetle sprawozdania dla Akademii i korespondencji.]&#13;
&#13;
Po przeniesieniu się Kolberga pod Kraków przekroczenie granicy z Królestwem Polskim bez uregulowanych formalności paszportowych okazało&#13;
się, jak wiadomo, niemożliwe. Badacz podejmował jednak coroczne podróże w inne strony, podobnie jak poprzednio znajdując oparcie u zaprzyjaźnionych lub polecanych rodzin. Nie zawsze znamy szczegóły tych wypraw,&#13;
ich przebieg i wszystkie miejsca pobytu1. Zachowana dokumentacja na temat podróży i badań terenowych Kolberga po jego przeniesieniu się pod&#13;
Kraków nadal nie jest pełna, choć o wiele dokładniejsza niż dotycząca lat&#13;
warszawskich.&#13;
Według itinerarium w roku 1871, kiedy to przeniósł się do Krakowa, odwiedził Kolberg jeszcze Lwów i dwie miejscowości w Galicji Wschodniej,&#13;
Bołszowce i Barysz2. We Lwowie, wówczas już dogodnie połączonym linią&#13;
kolejową z Krakowem, często bywał wcześniej; korzystał wówczas ze zbiorów Biblioteki Ossolińskich, gdzie prowadził niezbędne kwerendy i studia,&#13;
Jak wiadomo, część listów i innych przekazów źródłowych nie zachowała się. Ponadto&#13;
można przypuszczać, że niektórych podróży, miejsc pobytu czy kontaktów Kolberg nie ujawniał,&#13;
m.in. ze względu na konotacje polityczne goszczących badacza rodzin, często uczestniczących&#13;
w działalności konspiracyjno-niepodległościowej lub goszczących u siebie emigrantów&#13;
i uciekinierów, dawnych powstańców i spiskowców. Stąd być może – dla uniknięcia inwigilacji&#13;
czy restrykcji ze strony władz zaborczych – zdarzały się niekiedy w listach bądź zapiskach&#13;
przemilczenia lub jedynie skąpe wzmianki o niektórych odwiedzanych miejscowościach&#13;
i osobach.&#13;
2&#13;
Wykaz podróży Oskara Kolberga, w: Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
1&#13;
&#13;
318&#13;
&#13;
�a także kontaktował się z mieszkającymi i działającymi tam uczonymi, Augustem Bielowskim i Wojciechem Kętrzyńskim. Prawdopodobnie odwiedził&#13;
Kolberg Lwów już po zainstalowaniu się w sierpniu w Mogilanach, gdyż&#13;
w takiej kolejności wymienia swoje podróże z 1871 roku w itinerarium. Nie&#13;
wiemy jednak, czy, gdzie i jak długo zatrzymał się w mieście. Nie znamy&#13;
też dat, czasu i okoliczności pobytu w tym roku w Bołszowcach położonych&#13;
na południowy wschód od Lwowa, w dawnym powiecie rohatyńskim1.&#13;
W itinerarium miejscowość ta pojawia się tylko raz, pod datą 1871. Brak&#13;
też bliższych wiadomości o pobycie Kolberga w tym roku w Baryszu, miasteczku w powiecie buczackim, którego właścicielem był Tytus Szawłowski&#13;
(ur. 1819) i w którym gospodarowali jego syn Stanisław (ur. 1844) z żoną&#13;
Różą. Szawłowscy byli spokrewnieni z Bochdanami, których tu już wspomniano; żona Tytusa, Eleonora (ur. 1823), była siostrą Hipolita Bochdana&#13;
(1826–1911) z Zadwórza, gdzie Kolberg gościł kilkakrotnie już od początku&#13;
lat sześćdziesiątych. W Baryszu był już Kolberg w 1867 roku, potem odwiedził dom Szawłowskich w latach 1876 i 1877. W korespondencji Kolberga z gościnnymi mieszkańcami Zadwórza i Barysza widoczne są zażyłe&#13;
i serdeczne relacje, co z pewnością przyczyniło się do owocnych badań&#13;
i bogatych zbiorów pozyskanych w obu miejscowościach.&#13;
Późną jesienią 1871 roku Kolberg odbył jeszcze podróż w Poznańskie,&#13;
której wprawdzie sam nie wspomina w itinerarium, ale wskazuje na nią&#13;
korespondencja z rodziną, notatka prasowa w „Dzienniku Poznańskim” informująca o jego przybyciu do Poznania 14 października2, a przede wszystkim list z 4 lutego 1872 roku pisany już z Krakowa do Ludwika Merzbacha,&#13;
wydawcy poznańskiego, z którym uzgodnił druk pierwszej części Poznańskiego. Powołuje się tam Kolberg bezpośrednio na spotkanie z nim w Poznaniu w 1871 roku: „Za ostatnim naszym widzeniem się w październiku&#13;
1&#13;
Właścicielem tego miasteczka był wówczas Kornel Krzeczunowicz (1815–1881), polityk,&#13;
ziemianin, działacz społeczny, z wykształcenia prawnik i ekonomista, poseł na Sejm Krajowy&#13;
galicyjski i deputowany do wiedeńskiej Rady Państwa. Krzeczunowicz był postacią bardzo&#13;
szanowaną we Lwowie jako autor wielu publikacji prawniczych, specjalista od spraw&#13;
podatkowych, publicznie broniący polskich interesów. Być może Kolberg zetknął się z nim we&#13;
Lwowie lub Krakowie i na jego zaproszenie odwiedził Bołszowce.&#13;
2&#13;
Anons ten ukazał się w „Dzienniku Poznańskim” 1871, nr 236 (z 15 X) w rubryce „Przybyli&#13;
do Poznania”. Zob. też wzmianki w listach K. Mintera, Wilhelma i Karoliny z końca października&#13;
i początku listopada 1871 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 387, 388 i 390, a także&#13;
w pierwszym liście M. Szulca z 16 XI 1871 r. (tamże, s. 394), który wskazuje na wcześniej&#13;
zainicjowany kontakt z Kolbergiem w Poznaniu.&#13;
&#13;
319&#13;
&#13;
�obiecałem Panu przesłać w krótkim czasie pierwsze arkusze dzieła mego&#13;
o Wielkopolsce […]”1. Rękopis Poznańskiego wysyłany był sukcesywnie,&#13;
a Merzbach przekazywał go, zgodnie z życzeniem Kolberga, Emilowi Kierskiemu, poznańskiemu historykowi, którego autor Ludu poznał wcześniej.&#13;
Kierski przeglądał i recenzował tekst przed drukiem, opracowując uwagi,&#13;
sprostowania i uzupełnienia do całej książki w okresie od grudnia 1872&#13;
roku do początku lutego 1873. Jego rzetelne i wnikliwe notatki wraz z rękopisem części I monografii powróciły do Kolberga w lutym 1873 roku,&#13;
gdy zrezygnował z wydania książki u Merzbacha. Na uwagi Kierskiego&#13;
odpowiedział listownie, a wykorzystał je w tomie wydanym ostatecznie&#13;
w Krakowie w 1875 roku2.&#13;
Jak wynika z cytowanego wyżej listu do Merzbacha, Kolberg z Poznania&#13;
nie wrócił bezpośrednio do Krakowa:&#13;
Po wyjeździe moim z Poznania bawiłem parę tygodni na wsi, po czym wracając&#13;
na Oderberg [tj. Bogumin] do Krakowa, wstąpiłem do Cieszyna, gdzie mieszka&#13;
i pracuje u fotografisty p. Hoff, który jak Panu wiadomo, miał dzieło moje ilustrować i posiadał potrzebne do tego rysunki3.&#13;
&#13;
Wynikałoby z tej relacji, że w Wielkopolsce przebywał Kolberg od października 1871 do stycznia 1872 roku, a powrót przez Cieszyn nastąpił dopiero na początku lutego, kiedy to pewnie świeżo po powrocie pisał jeszcze&#13;
z Krakowa 4 lutego do Wilhelma i do Merzbacha. Datę 1872 jako rok podróży do Wielkopolski wymienia zarówno w itinerarium i w swoich notatkach&#13;
biograficznych, jak i w jednym z tomów W. Ks. Poznańskiego4. Podróż ta&#13;
obok Poznania objęła według itinerarium Dębicz, Miłosław, Morownicę&#13;
i Targoszyce.&#13;
1 Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], tamże, s. 410. Zob. też wyjaśnienie datowania&#13;
tego brulionu w metryce listu, tamże, s. 412.&#13;
2&#13;
Zob. listy L. Merzbacha w tej sprawie z 13 XII 1872 r. oraz z 13 I, 3 II i 14 V 1873 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 426, 434, 440 i 452, a także listy E. Kierskiego z 3 II&#13;
i z 16 V 1873 r., tamże, s. 439–440 i 454. Uwagi E. Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”&#13;
O. Kolberga oraz Odpowiedź O. Kolberga na uwagi Kierskiego o cz. I „W. Ks. Poznańskiego”…&#13;
opublikowane zostały w: Korespondencja… cz.III (DWOK T. 66), s. 712–723 (aneks 6A i 6B).&#13;
3&#13;
Brulion listu do L. Merzbacha z [4 II 1872 r.], Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 410–&#13;
411.&#13;
4&#13;
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706, a także notatka w brulionie listu z 22 IX&#13;
1880 r. do redakcji „Světozora”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 407 oraz datowana&#13;
obserwacja w Kościańskiem, odnotowana w cz. V W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 13), s. IX.&#13;
&#13;
320&#13;
&#13;
�W Dębiczu, miejscowości w powiecie średzkim, majątku Włodzimierza&#13;
Wolniewicza, gościł Kolberg już wcześniej, w 1868 roku, kiedy to zabiegał&#13;
o pomoc finansową i mecenat dla swojego wydawnictwa również u znanych i przychylnych działalności narodowej i społecznej Wielkopolan.&#13;
Wspomniany już Włodziemierz Wolniewicz był jednym z nich. Odwiedzając w 1871 lub 1872 roku ponownie Dębicz, miał Kolberg w pamięci&#13;
„uprzejme i gościnne jego progi i wywiezione stamtąd zbiory, tyle – jak&#13;
pisał – dla mnie jak i dla postępu etnografii krajowej przydatne”1.&#13;
O odwiedzinach Miłosławia, posiadłości w powiecie wrzesińskim, należącej do Mielżyńskich od początku XIX wieku, wzmiankuje Kolberg tylko&#13;
raz w itinerarium pod rokiem 1872. Zdążył jeszcze prawdopodobnie być&#13;
gościem Seweryna Mielżyńskiego, który zmarł w Miłosławiu 17 grudnia&#13;
1872 roku. Wcześniej wspomniano już o tym zasłużonym Wielkopolaninie,&#13;
którego Kolberg poznał w 1868 roku w trakcie starań o mecenat dla swojego dzieła w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Malarz, kolekcjoner&#13;
i mecenas sztuki, fundator gmachu Towarzystwa i jego honorowy prezes&#13;
w latach 1865–1872, zgromadził w pałacu w Miłosławiu galerię obrazów,&#13;
bibliotekę i zbiór zabytków archeologicznych i przekazał je Towarzystwu&#13;
testamentem, by nie uległy rozproszeniu. Ofiarował też Towarzystwu wykupioną przez siebie ogromną kolekcję sztuki Edwarda Rastawieckiego, która stała się potem podstawą publicznego Muzeum im. Mielżyńskich. Zbiory te są do dziś zasadniczym zasobem Muzeum Narodowego w Poznaniu.&#13;
W Miłosławiu Mielżyński zorganizował ważny ośrodek życia kulturalnego.&#13;
Po śmierci Seweryna, fundatora i mecenasa Towarzystwa, finanse instytucji znacznie się skurczyły. Dwa lata później Libelt pisał do Kolberga: „Po&#13;
śmierci śp. Seweryna Mielżyńskiego, naszego dobrodzieja i mecenasa, który&#13;
nam nie tylko dom kupił, ale i podatki, i inne koszta opłacał, położenie&#13;
nasze na gorsze się zmieniło”2. Z sukcesorem Seweryna i kuratorem Towarzystwa, jego bratankiem, Józefem Mielżyńskim (1824–1900), nie miał już&#13;
Kolberg osobistych kontaktów.&#13;
Do Morownicy w powiecie kościańskim należącej do Władysława&#13;
i Wandy Niegolewskich przyjeżdżał Kolberg już wcześniej, w latach 1868&#13;
Brulion listu do W. Wolniewicza z 24 II 1869 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 278.&#13;
W latach późniejszych po sprzedaży Dębicza Wolniewicz gospodarował w Źrenicy, majątku&#13;
w powiecie średzkim. O ostatnich latach Wolniewicza (zm. w 1884 r.) pisała B. Moraczewska&#13;
w liście do Kolberga z 16 VII 1884 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 180, przyp. 1.&#13;
2&#13;
List K. Libelta z 15 X 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 494.&#13;
1&#13;
&#13;
321&#13;
&#13;
�i 1869, a będzie ich gościem także później, w roku 1875. Były to pobyty&#13;
szczególnie owocne dla jego badań w Wielkopolsce, a zażyłość z gospodarzami i ich życzliwość dla Kolberga znalazła swój wyraz w korespondencji&#13;
z Wandą Niegolewską1. Niestety brak bliższych informacji o kolejnych pobytach w Morownicy, ich datach i okolicznościach, nie możemy też powiązać z nimi konkretnych pozyskanych tam przez Kolberga materiałów.&#13;
W Targoszycach w powiecie krotoszyńskim odwiedził Kolberg Józefa&#13;
Łukaszewicza, jak to zaznaczył w itinerarium. Łukaszewicz (1799–1873),&#13;
historyk, publicysta, bibliotekarz i wydawca, wcześniej pracował w bibliotece Raczyńskich w Poznaniu jako jej pierwszy bibliotekarz, potem jako&#13;
archiwista miejski i nauczyciel w gimnazjum Fryderyka Wilhelma. Był&#13;
autorem pierwszej monografii miasta Poznania 2, często przywoływanej&#13;
przez Kolberga w Poznańskiem. Przez wiele lat związany z Poznaniem,&#13;
w 1852 roku osiadł wraz z żoną Seweryną w Targoszycach, majątku przez&#13;
nią odziedziczonym. W sumie zetknął się Kolberg w tej podróży z wybitnymi przedstawicielami nauki, kultury i życia umysłowego Wielkopolski, co&#13;
przyniosło wymierne korzyści dla dokumentacji zebranej w jego tomach&#13;
poświęconych temu regionowi.&#13;
Wracając z Wielkopolski przez Bogumin, zatrzymał się w Cieszynie,&#13;
gdzie odwiedził Bogumiła Hoffa, od którego odebrał rysunki potrzebne mu&#13;
do monografii wielkopolskiej, wspominane w cytowanym wyżej liście do L.&#13;
Merzbacha. Odwiedził też pastora Leopolda Otto, którego znał doskonale&#13;
z czasów warszawskich i o którym była już mowa wcześniej. Leopoldowi&#13;
Otto po ponownym aresztowaniu i osadzeniu w Cytadeli groziło wywiezienie do Rosji za sprzeciw wobec władz rosyjskich i za walkę o nabożeństwa w języku polskim zamiast w niemieckim. Zwolniony w 1862 roku za&#13;
wstawiennictwem Wielopolskiego wrócił na dawne stanowisko, ale wobec&#13;
niechęci i nacisków władz carskich wyjechał w roku 1866 z Warszawy&#13;
do Cieszyna, gdzie przebywał dziesięć lat. Do Warszawy wrócił w roku 1875.&#13;
Listy wymieniane z Niegolewską w latach 1874–1889, choć nieliczne, wskazują na wyjątkowe zrozumienie i uznanie właścicieli Morownicy dla prac Kolberga. Wynika z nich także,&#13;
że Niegolewska pomagała w kolportażu tomów Ludu wśród swoich znajomych.&#13;
2&#13;
Mowa o pracy Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych&#13;
czasach (T. 1–2, Poznań 1838, reedycja: 1998 r.), z której Kolberg korzystał w swojej monografii&#13;
Poznańskiego. Łukaszewicz należał też do założycieli i współpracowników „Przyjaciela Ludu”,&#13;
w latach 1839–1845 pełnił funkcję głównego redaktora czasopisma. Był współredaktorem&#13;
„Tygodnika Literackiego”, współzałożycielem w 1840 r. „Orędownika Naukowego”, w 1841 r.&#13;
założył własną drukarnię i księgarnię pn. „Nowa”.&#13;
1&#13;
&#13;
322&#13;
&#13;
�Był wydawcą „Zwiastuna Ewangelickiego”, wybitnym kaznodzieją, autorem pism religijnych, zyskał opinię ojca ewangelizmu polskiego. Pamięć&#13;
Kolberga o odważnym warszawskim pastorze świadczy o szacunku, jakim&#13;
darzył jego bezkompromisową, patriotyczną postawę. Przechował też zapewne wspomnienie swoich osobistych kontaktów i współpracy z pastorem w parafii ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Warszawie; to z jego&#13;
inicjatywy Kolberg opracował wspólnie z Augustem Freyerem kancjonał&#13;
pt. Zbiór pieśni duchownych ewangelickich, wydany w Warszawie w 1866&#13;
roku i popularny przez wiele lat.&#13;
W roku 1873 Kolberg wyjechał do Wiednia na Wystawę Powszechną (światową), która trwała od 1 maja do 2 listopada i zgromadziła wiele&#13;
eksponatów z rozmaitych dziedzin: przemysłu, rolnictwa i hodowli, techniki i rzemiosła oraz sztuk pięknych. Plan zwiedzenia Wystawy powziął&#13;
wcześniej, o czym świadczy wzmianka Hemplówny w jej liście z kwietnia&#13;
1873 roku, nawiązująca do informacji Kolberga o „zamierzonej przejażdżce&#13;
do Wiednia”. Zamiar ten skonkretyzował się dopiero po 4 sierpnia, kiedy&#13;
to Wilhelm na prośbę Oskara przysłał mu z jego depozytu odpowiednią&#13;
„asygnację na 70 rubli”, co rozwiązało sprawę funduszu na tę podróż. Nie&#13;
znamy jednak dat wyjazdu i pobytu w Wiedniu ani powrotu do Krakowa.&#13;
Luka w korespondencji aż do 22 października, kiedy doręczony został Akademii list Kolberga wysłany z Krakowa, wskazuje, że w Wiedniu mógł on&#13;
przebywać w okresie między pierwszą dekadą sierpnia a trzecią października1. Jak wynika z listu do Wilhelma z 1 sierpnia, z tym pobytem Oskar&#13;
wiązał pewne nadzieje, zarysowała się bowiem możliwość zaprezentowania&#13;
tam za pośrednictwem muzyków polskich jego kompozycji fortepianowych,&#13;
co mogłoby przyczynić się do wydania ich w Wiedniu2. Liczył także na&#13;
nawiązanie kontaktów z miejscowymi etnografami. W korespondencji brak&#13;
jednak opisów pobytu w Wiedniu, wrażeń z wystawy i z całej podróży,&#13;
informacji o jej przebiegu, trasie i kontaktach. Nie wiadomo, czy doszło&#13;
Zob. listy M. Hemplówny z 30 IV 1873 r. i Wilhelma Kolberga z 4 VIII 1873 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 451 i 459, a także Oskara do Wilhelma z 1 VIII 1873 r.&#13;
i pisany już z Krakowa [22] X 1873 r. do Akademii, tamże, s. 457–458 i 464.&#13;
2&#13;
Z tymi nadziejami może się wiązać lakoniczna wzmianka o odwiedzinach „pianisty&#13;
Kolberga” w salonie Eleonory z Milieskich Elkanowej, żony wiedeńskiego bankiera, Leopolda,&#13;
chętnie goszczącej Polaków. Prawdopodobnie Kolberg wówczas grał swoje kompozycje i dał&#13;
się poznać jako pianista. Zob. [H. Dąbczańska-Budzynowska] Pamiętnik, oprac. J. Fijałek,&#13;
„Rocznik Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie”, R. 9: 1963 (druk 1964), s. 316.&#13;
1&#13;
&#13;
323&#13;
&#13;
�wtedy do spotkania obu braci; o takiej możliwości wspominał Wilhelm&#13;
w listach. Wynika z nich natomiast, że widzieli się latem w Krakowie, przed&#13;
wyjazdem do Wiednia. Było to ostatnie spotkanie Oskara z Wilhelmem1.&#13;
W roku 1874 Kolberg nie wyjeżdżał poza Modlnicę i Kraków. Prawdopodobnie zdecydowała o tym konieczność dopilnowania na miejscu druku&#13;
i korekt IV części Krakowskiego, która miała się ukazać pod koniec 1874&#13;
roku2, a także równoległa praca nad pierwszymi tomami W. Ks. Poznańskiego, którego część I wydana została w 1875 roku. Znaczenie miał tu&#13;
także brak środków na podróże, o czym świadczy ponawiana prośba do&#13;
Wilhelma „o przysłanie mi na rachunek mego kapitału, jeśli możesz, 300&#13;
rub. sr., a przynajmniej 200 rub. sr., bo mi te pieniądze są gwałtownie potrzebne”3.&#13;
W roku następnym 1875 Kolberg otrzymał dotację Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności na terenowe badania naukowe. Podróż objęła Poznańskie, Prusy Zachodnie i Wschodnie. Cel tej wyprawy określony&#13;
został w notatce sprawozdawczej z posiedzenia Komisji następująco:&#13;
Na wniosek Sekcji Etnologicznej udzielono P. Oskarowi Kolbergowi zasiłek&#13;
z funduszu Komisji w ilości 250 zł. a. [tj. fl.], który w dopełnieniu swojego zobowiązania odbył w ciągu 10 tygodni podróż naukową przez W. Ks. Poznańskie,&#13;
Prusy Zachodnie, do Kaszubów, z wycieczkami do Wejherowa, W[ielkie]go Kacu&#13;
i Pucka, a z powrotem przez Warmię i Ziemię Michałowską. Bliższym celem&#13;
tej podróży było poparcie P. Kolberga w zamiarze uzupełnienia wiadomości&#13;
etnologicznych do drukującego się obecnie przy pomocy Akademii 10-tej serii&#13;
jego dzieła [tj. cz. II W. Ks. Poznańskiego]; odnośnie zaś do samej Komisji zdanie&#13;
sprawy naukowej dla zamieszczenia go w materiałach publikować się mających,&#13;
zasilenie jej zbiorów okazami etnologicznymi w ciągu podróży uzyskać się mogącymi, wskazanie wreszcie osób, do których w tamtych stronach celem uzyskania&#13;
światłych i gorliwych spółpracowników komisja zgłosić by się mogła4.&#13;
1&#13;
Zob. m.in. brulion listu do Karoliny z 26 VII 1873 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 455.&#13;
2&#13;
W liście do Akademii z 24 X 1874 r. Kolberg informuje o kończącym się druku książki&#13;
i zapowiada jej przedłożenie „z początkiem listopada”, tamże s. 495–496. Data wydania podana&#13;
na karcie tytułowej to rok 1875.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 511,&#13;
a także wcześniejszy list do brata z 12 VI 1874 r., tamże, s. 491.&#13;
4&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. II, 1875, s. LXXXI (Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r.). Wniosek Sekcji Etnologicznej, zatwierdzony jednomyślnie, skierowany został pisemnie 5 VI 1875 r. przez Kopernickiego do władz&#13;
&#13;
324&#13;
&#13;
�Kolberg otrzymał od Zarządu Akademii odpowiednie dokumenty poręczające, co ułatwiało swobodne poruszanie się i nawiązywanie kontaktów&#13;
oraz pozwalało uniknąć przeszkód, trudności i podejrzeń ze strony pruskich władz administracyjnych i policyjnych. Z kolei regulamin Akademii&#13;
zobowiązywał go do złożenia po powrocie szczegółowego sprawozdania&#13;
z podróży i jej wyników naukowych.&#13;
Przebieg tej podróży Kolberga, jedynej odbytej przez niego na Pomorze i Mazury, należy do najlepiej udokumentowanych spośród wszystkich,&#13;
podejmowanych przez niego w ciągu niemal pięćdziesięciolecia. Do roku&#13;
1992 znany był jednak tylko niepełny brulion sprawozdania z niej, obejmujący etap poświęcony Wielkopolsce i Pomorzu1. Brulion ten urywa się&#13;
na wiadomości o dotarciu na Powiśle, w Malborskie. Natomiast informacje o dalszym przebiegu wyprawy uzupełniały jedynie listy. Tymczasem&#13;
w 1992 roku Wiesław Bieńkowski opublikował odnaleziony w archiwum&#13;
PAU nieznany oryginał pełnego sprawozdania Kolberga skierowanego do&#13;
Zarządu Komisji Antropologicznej i na jego ręce złożonym2. Nosi ono datę&#13;
4 listopada 1875 r. i zawiera opis całej podróży Kolberga, nakierowanej&#13;
jednak nie tyle na planowe badania terenowe, ile na kontakty ze znawcami regionu i zbieraczami miejscowego folkloru. Sprawozdanie rozpoczyna&#13;
Kolberg następująco:&#13;
Wskutek łaskawego Akademii Umiejętności wezwania, wybrawszy się r. b.&#13;
w podróż, miałem zamiar poznać bliżej Prusy Wschodnie i Zachodnie oraz&#13;
części Wielkopolski mało mi jeszcze dotąd znane. Ponieważ obszar kraju, który przebiec w różnych kierunkach postanowiłem, jest znaczny, przeto podróż&#13;
moja, trwająca zaledwie trzy miesiące, nie dozwoliła mi do każdego etnograficznie ważnego dotrzeć punktu (których jest mnóstwo) ani długo na jednym&#13;
zatrzymywać się miejscu, by w nim w szczegółowe, rzecz wyczerpujące zapuszczać się badania. I dlatego w miejscowościach, gdzie zabawić przydłużej&#13;
Komisji Antropologicznej, która zaakceptowała go i z kolei zwróciła się do Zarządu Akademii&#13;
„o potrzebne poparcie moralne i urzędowe” (zob. W. Bieńkowski Oskar Kolberg a Akademia&#13;
Umiejętności w Krakowie…, s. 17–18).&#13;
1&#13;
Rkp. BN PAU i PAN w Krakowie, sygn. 2184, k. 70. Trasę tej wyprawy przedstawił Kolberg&#13;
skrótowo w Wykazie podróży… (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
2&#13;
Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku do Zarządu Komisji Antropologicznej&#13;
Akademii Umiejętności w Krakowie, w: W. Bieńkowski Oskar Kolberg w Królewcu w 1875&#13;
roku, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1992, nr 3–4, s. 346–349. Cytaty z tego sprawozdania&#13;
Kolberga przywoływane są dalej za publikacją Bieńkowskiego.&#13;
&#13;
325&#13;
&#13;
�dla braku czasu nie mogłem, starałem się przynajmniej takie pozawiązywać&#13;
z ludźmi stosunki, aby te, pobudzając ich doświadczenie, światło i dobrą wolę,&#13;
o ile się do przedmiotu naszych prac odnoszą, z korzyścią dla nauki użyć się&#13;
w przyszłości dały1.&#13;
&#13;
Podróż rozpoczęła się od odwiedzenia kilku miejscowości w Wielkopolsce południowej. Bawił tam „cokolwiek dłużej w Pakosławiu pod Rawiczem, u hr. Czarneckich oraz w Morownicy pod Szmiglem, u pp. Niegolewskich”. 22 lipca Kolberg zapowiada w liście do Wandy Niegolewskiej swój&#13;
przyjazd do Starego Bojanowa „w środę” (tj. 28 lipca), skąd wyruszy do Morownicy, siedziby Niegolewskich. Na swojej trasie wielkopolskiej wymienił&#13;
także Konojad w powiecie kościańskim, miejscowość należącą do Izabeli&#13;
z Działyńskich Czartoryskiej. Potem odwiedził Poznań, gdzie spotkał się&#13;
z Kazimierzem Szulcem (1825–1887), historykiem i etnografem, zasłużonym&#13;
działaczem narodowym w walce z germanizacją, sekretarzem Wydziału&#13;
Historycznego Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego2.&#13;
Następnie pojechał do Torunia, skąd udał się „na zwiedzenie Prus Zachodnich”3. Dłużej przebywał w Zakrzewku i Brąchnówku pod Chełmżą u braci Czarlińskich – w Zakrzewku u Leona i jego żony Bronisławy,&#13;
w Brąchnówku u jego starszego brata, Emila, i Hortensji. Bracia Czarlińscy,&#13;
Leon (1835–1918) i Emil (1833–1913), byli uczestnikami powstania styczniowego, działaczami narodowymi, społecznymi i gospodarczymi, posłami&#13;
na sejm pruski, przedstawicielami rodziny walczącej o utrzymanie polskości Pomorza i o jego gospodarczy rozwój. Z tych miejscowości odbywał&#13;
Kolberg „wycieczki do Tylic, gdzie są ślady zamczyska, do Łysomic i do&#13;
Tamże, s. 346. „Mało znane części Wielkopolski” to powiaty południowe i zachodnie.&#13;
Siedmioczęściową monografię W. Ks. Poznańskie wydał Kolberg w latach 1875–1882 jako&#13;
tomy 9–15 Ludu.&#13;
2&#13;
Zob. Pismo Oskara Kolberga z 4 listopada 1875 roku…, s. 347, brulion listu do W. Niegolewskiej z 22 VII 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 534 oraz Wykaz podróży…&#13;
(DWOK T. 66), s. 706.&#13;
3&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Pomorskie materiały Kolberga opublikowane zostały&#13;
w tomie Pomorze (DWOK T. 39). Omówienie tych materiałów, wyprawy, kontaktów i badań&#13;
Kolberga na Pomorzu w roku 1875 przedstawił w świetle znanych wówczas dokumentów&#13;
(a więc wspomnianego fragmentu brulionu sprawozdania i listów) J. Burszta we wstępie do&#13;
tego tomu pt. „Pomorze” Oskara Kolberga, na s XX–XXXIV. O badaczach folkloru na Pomorzu&#13;
w XIX wieku zob. też A. Bukowski Pomorze Gdańskie (od Ceynowy do „Gryfa”), w: Dzieje&#13;
folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 391–415.&#13;
1&#13;
&#13;
326&#13;
&#13;
�Turzna”1. Następnie pojechał do Nawry, gdzie zatrzymał się u Sczanieckich, Bogusławy z Kruszyńskich i Michała (1838–1920), również znanego&#13;
z działalności narodowej i społecznej, jednego z założycieli Towarzystwa&#13;
Naukowego w Toruniu2. Sczaniecki interesował się archeologią i antropologią, brał także udział w pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności od 1875 roku3. Dalej Kolberg udał się przez Trzebcz4 do Chełmna,&#13;
gdzie spotkał się z pochodzącym z Kaszub ks. Juliuszem Pobłockim (1835–&#13;
–1916), miejscowym proboszczem, piszącym o Kaszubach. Brat Juliusza,&#13;
Gustaw Pobłocki (1840–1915), także ksiądz, badacz historii, folkloru i dialektów Pomorza, był autorem Słowniczka kaszubskiego5, którym Kolberg&#13;
się zainteresował i który wykorzystał w swoich pomorskich materiałach.&#13;
Z Łaszewa w powiecie Świecie, gdzie zatrzymał się u Leopolda i Olimpii&#13;
Mieczkowskich, podejmował „wycieczki na Tucholszczyznę i do Bukowca pod Terespolem”, gdzie spotkał się z Florianem Ceynową (1817–1881),&#13;
urzędującym w Bukowcu lekarzem i jednocześnie badaczem kultury, historii i języka Kaszubów, folklorystą i dialektologiem z zamiłowania. Kontakt&#13;
z tym najwybitniejszym w XIX wieku badaczem folkloru nie tylko Kaszub,&#13;
1&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347. Właścicielami Tylic byli wówczas Honorata z Mazowieckich i January Wybicki (ok. 1830–1876), Łysomice należały do Edwarda Donimirskiego&#13;
(1844–1907), działacza społecznego i narodowego, uczestnika powstania styczniowego, od 1876&#13;
roku posła na sejm pruski, także zasłużonego w staraniach o utrzymanie polskości Pomorza.&#13;
Natomiast Turzno było wtedy własnością Łucji z Działowskich (1839–1899) i Józefa Gajewskiego (ok. 1830–1889); oboje udzielali się w polskich stowarzyszeniach, m.in. w Towarzystwie&#13;
Naukowym w Toruniu, w Turznie założyli kolekcję obrazów i bogatą bibliotekę. W Turznie&#13;
w 1827 r. w drodze do Gdańska zatrzymał się na kilka dni Chopin.&#13;
2&#13;
Zob. J. Dygdała i Sz. Wierzchosławski Nawra Kruszyńskich i Sczanieckich. Studium&#13;
z dziejów szlachty i ziemiaństwa ziemi chełmińskiej, Toruń, 1990, s. 127–158 (rozdział&#13;
Nawra w posiadaniu Sczanieckich 1865–1939). Autorzy wspominają na s. 156 pobyt Kolberga&#13;
w Nawrze w sierpniu 1875 roku oraz przytaczają pozyskane tam przez niego informacje&#13;
etnograficzne, opublikowane w Pomorzu (DWOK T. 39), s. 43, 51 i 57.&#13;
3&#13;
Gotowość współpracy wyraził w marcu 1875 roku, co zostało odnotowane w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej dnia 31 III 1875 r., zob. „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II, 1875, s. LIII.&#13;
4&#13;
W Trzebczu gospodarował Ludwik Ślaski (1818–1898), społecznik i działacz na rzecz&#13;
polskości Pomorza, udzielał finansowej pomocy i schronienia powstańcom 1863 roku, był&#13;
członkiem pruskiej Izby Panów i posłem Koła Polskiego w sejmie pruskim, a także jednym&#13;
z inicjatorów muzeum polskiego w Toruniu.&#13;
5&#13;
Praca ta opublikowana została w wydawanym przez Ludwika Rzepeckiego poznańskim&#13;
tygodniku „Warta” w R. 3: 1876, nr 87–92 (i odb.) Toż w wersji obszerniejszej pt. Słownik&#13;
kaszubski z dodatkiem idiotyzmów [tj. idiomów] chełmińskich i kociewskich, Chełmno 1887.&#13;
&#13;
327&#13;
&#13;
�ale całego Pomorza, świetnie zorientowanym w ówczesnym ruchu słowianoznawczym, skomentował Kolberg potem w sprawozdaniu dla Akademii:&#13;
„[…] poznawszy się ze znanym kaszubskim literatem, p. Ceynową, ze wskazówek i informacji odeń powziętych wielce w następstwie korzystałem”1.&#13;
W drugiej połowie sierpnia odwiedził Kolberg Pelplin, gdzie spotkał&#13;
się z Franciszkiem Rąbcą (1845–1904), długoletnim prefektem tamtejszego&#13;
Collegium Marianum, który mu opowiadał „pouczające szczegóły o życiu&#13;
Kaszubów i Koczewiaków (z okolic Gniewa i Tczewa)”. Nie zastał wówczas&#13;
wykładających także w Collegium Marianum „światłych księży zajmujących się ludem”, Ignacego Ograbiszewskiego (1841–1913) i Stanisława Kujota (1845–1914), wybitnego historyka Pomorza. Następnie z Gdańska przez&#13;
Oliwę udał się do „Zopotów” (Sopotu), gdzie mieszkał przez dwanaście dni&#13;
u Donimirskich, zażywając morskich kąpieli, i skąd odbywał wycieczki&#13;
„w głąb Kaszub, mianowicie do Wielkiego Kacu [Kacka], Oksywia, Pucka, Wejherowa itd., najczęściej w towarzystwie ks. Masłowskiego, dobrze&#13;
z obyczajami tamtejszego ludu obeznanego”2. W Wejherowie jego przewodnikiem był Ludwik Jakowicki (1819–1900), nauczyciel języków klasycznych&#13;
w Poznaniu i Trzemesznie, w 1873 roku karnie przesiedlony przez władze&#13;
pruskie do Wejherowa, gdzie także uczył greki i łaciny do roku 1886 i skąd&#13;
potem powrócił do Poznania.&#13;
Już z Królewca pisał Kolberg we wrześniu do Romana Konopki o tym&#13;
etapie podróży:&#13;
Następnie udałem się do Gdańska, skąd parę razy powałęsałem się i po morzu także, a zawsze w celach etnograficznych (by marynarzy poznać). Wreszcie&#13;
zwiedziwszy w najdrobniejszych szczegółach zamek krzyżacki w Malborku,&#13;
pojechałem do hr. Sierakowskich do Waplewa, gdzie mnie odwiózł czekający&#13;
już na mnie na dworcu hr. Sołtan, brat p. Sierakowskiej. Tu spędziłem jak&#13;
najprzyjemniej tydzień cały, a drugi równie przyjemnie u pp. Donimirskich&#13;
w sąsiedztwie mieszkających3.&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 347.&#13;
Tamże, s. 348. Ksiądz Leon Masłowski (1843–1886) był wikariuszem w Pelplinie, potem&#13;
w Brusach i Polskim Brzoziu (pow. Brodnica), gdzie w 1875 roku został proboszczem. Interesował się pieśniami ludowymi i obyczajami ludu pomorskiego. (Zob. H. Mross Leon Masłowski, w: Słownik biograficzny kapłanów diecezji chełmińskiej wyświęconych w latach&#13;
1821–1920, Pelplin 1995, s. 202).&#13;
3&#13;
List do R. Konopki z 19 IX 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 537. Wspomniany brat Marii Sierakowskiej to Adam Lew Sołtan (1824–1901), starszy brat Michała, powstaniec&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
328&#13;
&#13;
�Waplewo w powiecie sztumskim należało do Alfonsa Sierakowskiego&#13;
(1816–1886). Jego żona, Maria, była siostrą wspomnianego tu wcześniej&#13;
Michała Sołtana, u którego gościł Kolberg w Bilczach na Wołyniu w 1862&#13;
roku. Obaj spotykali się później w Krakowie, w Komisji Archeologicznej&#13;
i Antropologicznej Akademii Umiejętności, których Michał Sołtan także&#13;
był członkiem. Obie rodziny, Sołtanów i Sierakowskich, poza związkami&#13;
rodzinnymi łączyły ugruntowane tradycje patriotyczne i społecznikowskie.&#13;
Ziemiańska rodzina Sierakowskich należała do najbardziej zasłużonych na&#13;
Pomorzu dla podtrzymywania polskiej kultury i ducha narodowego w czasach nasilonej germanizacji. W Waplewie, które Alfons Sierakowski objął&#13;
w 1842 roku, po śmierci ojca, Antoniego, a w roku 1876 przekazał synowi, Adamowi, kontynuowano kolekcjonowanie dzieł sztuki i gromadzenie&#13;
książek, pielęgnowano zwyczaje, język i ducha polskości i tworzono w pałacu centrum życia kulturalnego Pomorza. Uporządkowany i skatalogowany przez Adama Lwa Sołtana tamtejszy księgozbiór, gromadzony od XVIII&#13;
wieku, należał do najbogatszych prywatnych na tym terenie; za czasów&#13;
Sołtanów liczył ponad 10 tys. tomów. Ponadto zebrana w pałacu cenna&#13;
kolekcja dzieł sztuki obejmowała obrazy różnych szkół malarskich, m.in.&#13;
Tycjana, Rubensa, Dürera, grafiki i rzeźby oraz przedmioty rzemiosła artystycznego, m.in. meble, wyroby z porcelany, brązu, kości słoniowej, dawne&#13;
stroje, wykopaliska, militaria. To właśnie Adam Lew Sołtan „ze zbiorami&#13;
waplewskimi zapoznawał goszczących tam Oskara Kolberga (we wrześniu&#13;
1875 r.), Jana Matejkę, Stanisława Tarnowskiego i in.”1 W sprawozdaniu&#13;
Kolberg zapisał: „W Malborskiem przebywałem głównie w Waplewie u hr.&#13;
Sierakowskich, gdzie wielce w poszukiwaniach byli mi pomocnymi hr. Sołtan i p. Szremowicz, podobnie jak w Telkwicach i Buchwałdzie pp. Donimirscy”2.&#13;
1863 roku, podobnie jak Michał, bibliofil. Mieszkał wówczas u siostry w Waplewie, opiekując się&#13;
tamtejszą ogromną biblioteką i zbiorami sztuki. Przyjaźnił się z J.I. Kraszewskim, z którym prowadził rozległą korespondencję i którego zainteresował problematyką Pomorza Nadwiślańskiego.&#13;
Działał na rzecz propagowania w tym regionie oświaty i świadomości narodowej (zob. E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew, w: Polski słownik biograficzny, T. XL, 2000–2001, s. 346–348).&#13;
1&#13;
E. Orman-Michta Sołtan Adam Lew …, s. 347. O pobycie Kolberga w Waplewie zob. też&#13;
A. Bukowski Waplewo. Zapomniana placówka kultury polskiej na Pomorzu Nadwiślańskim,&#13;
Wrocław 1989, s. 117–127.&#13;
2&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 348. Władysław Szremowicz był pełnomocnikiem dóbr hr.&#13;
Sierakowskiego w Waplewie (zob. W. Rutkowski Towarzystwa Rolnicze polskie w Prusach&#13;
zachodnich, Poznań 1895, s. 16).&#13;
&#13;
329&#13;
&#13;
�Pobyt u Donimirskich w Telkwicach i w Buchwałdzie (dzisiaj Bukowo),&#13;
wsiach w powiecie sztumskim, należących od 1804 roku do tej kolejnej zasłużonej dla Pomorza rodziny, wymienił Kolberg również w itinerarium. Teodor&#13;
Donimirski (1805–1884), tak jak poprzedni goszczący autora Ludu przedstawiciele tamtejszego ziemiaństwa, był działaczem społecznym i narodowym,&#13;
pomagał powstańcom 1863 roku. Jego syn, Jan Donimirski (1847–1929),&#13;
działał podobnie jak ojciec, m.in. jako członek Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Prus Zachodnich i Towarzystwa Ekonomiczno-Rolniczego&#13;
w Prusach Zachodnich. Tygodniowy pobyt u Donimirskich w Buchwałdzie&#13;
i w Telkwicach uznał Kolberg za owocny i spędzony „równie przyjemnie”&#13;
jak wcześniejszy w Waplewie u Sierakowskich. Według relacji w cytowanym&#13;
liście do Romana Konopki oba poprzedziła bytność w Malborku, gdzie – jak&#13;
pisze – zwiedził „w „najdrobniejszych szczegółach” zamek krzyżacki, a także&#13;
tamtejsze muzeum archeologiczne. Następnie odwiedził Kolberg Elbląg, gdzie&#13;
ze zbiorami Elbląskiego Towarzystwa Starożytności zapoznał go współtwórca i pierwszy prezes tegoż w latach 1874–1876, prawnik, radca sądu okręgowego, Ferdinand Jacob Kaminski (zm. po 1879 r.).&#13;
W Królewcu, kolejnej stacji swojej podróży, znalazł się Kolberg krótko&#13;
przed 19 września; taką datę nosi list do Romana Konopki, w którym pisze:&#13;
Królewiec wcale duże miasto, ma pyszne gmachy, jak np. zamek królewski,&#13;
kościoły, uniwersytet, teatr, a mianowicie giełda. Na Pregli [Pregole] mnóstwo&#13;
okrętów uwija się mniejszego kalibru. Kobiety bardzo ładne; szkoda, że tak mało&#13;
mam czasu poznać je bliżej, gdyż jutro odjeżdżam na Mazury pruskie. Wczoraj&#13;
znakomicie przedstawiono w tutejszym teatrze Żydówkę Halévy’ego; śpiewacy,&#13;
a osobliwie tancerze byli wyborni. Jest tu także i kościół polski, ewangelicki,&#13;
a również i litewski. Poznałem się z pastorami: ks. Pełką i Kurschatem, a ci mi&#13;
kilka udzielili pieśni polskich i litewskich1.&#13;
&#13;
Zatem 20 września lub nieco później udał się Kolberg z Królewca na&#13;
Mazury pruskie2. W sprawozdaniu dla Akademii pisał:&#13;
Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 537–538. Hermann Pełka (1831–1900), polski duchowny ewangelicki, pedagog, badacz mazurskiego folkloru, w latach 1864–1873 proboszcz parafii polskiej w Królewcu, od roku 1866 dyrektor i wykładowca języka polskiego w seminarium&#13;
polskim w Królewcu. Friedrich Kurschat (1806–1884), litewski duchowny ewangelicki, językoznawca i teolog, profesor uniwersytetu w Królewcu, wydał m.in. Wörterbuch der littauischen&#13;
Sprache (Th. 1–2, Halle 1870 i 1883) oraz Grammatik der littauischen Sprache (Halle 1876).&#13;
2&#13;
Podróż Kolberga na Mazury pruskie, jego zainteresowanie tym regionem, kontakty&#13;
i materiały omawiał w roku 1966 W. Ogrodziński we wstępie do tomu Kolberga Mazury pruskie&#13;
1&#13;
&#13;
330&#13;
&#13;
�W Lecu [dziś Giżycku] poznałem się z p. M. Gierszem1, prawnikiem, wydawcą&#13;
„Gazety Leckiej”, człowiekiem znającym dobrze miejscową gwarę i lud. W Ełku&#13;
ks. superintendent Remus2, rodem Poznańczyk, udzielił mi wiadomości o niektórych zwyczajach mazurskich i podał adresa do kilku księży na prowincji, zajmujących się poszukiwaniami etnograficznymi. Do ich liczby należy ks. Brzoska3&#13;
w Ostródzie (następca znanego w piśmiennictwie ks. Gizewiusza), lecz tego przy&#13;
przejeździe przez to miasto nie zastałem w domu. Oprócz tego podano mi jeszcze&#13;
w różnych miejscach adresa kilku księży katolickich i protestanckich oraz osób&#13;
świeckich obojej płci po Warmii i Ziemi Michałowskiej mieszkających, których&#13;
współudział w pracy, a przynajmniej wskazówki i zebrane szczegóły, nader byłyby pożądane i użyteczne. Przyszłość pokaże, o ile adresa te były trafne i skuteczne4.&#13;
&#13;
Informacje o pobycie i kontaktach nawiązanych na Mazurach, zawarte&#13;
w sprawozdaniu, są krótkie i rzeczowe. Lakoniczna jest też relacja w liście&#13;
do Wilhelma, do którego pisał po powrocie o całej wyprawie:&#13;
Podróż moja odbyta po Wielkopolsce, Prusach Wschodnich i Zachodnich, z której dopiero onegdaj powróciłem, nie tylko znakomicie tekę moją zasiliła, ale nadto i na zdrowie jak najszczęśliwiej oddziaływała. Bardzo mi posłużyły kapiele&#13;
morskie przez 12 dni w Zoppot używane, skąd robiłem wycieczki i na Kaszuby.&#13;
[…] Z Królewca podług wskazań gen. superintendenta ks. Pełki zwiedziłem Mazury Pruskie, a w Ełku obiadowałem w superintendenta Remusa. Stąd na Osterode&#13;
[Ostródę], Toruń i Poznań wróciłem zdrów do Krakowa, zatrzymując się jeszcze&#13;
po drodze w różnych miejscach”5.&#13;
&#13;
Wiadomości te uzupełniają listy Kolberga pisane już po powrocie z podróży, zimą i wiosną 1876 roku. Warto więc wybiec w przód i odwołać się&#13;
do nich, gdyż po części tłumaczą ową lakoniczność Kolberga. Z tej korespondencji dowiadujemy się, że w czasie krótkiego pobytu w Lecu – poza&#13;
(DWOK T. 40) pt. „Mazury pruskie” Oskara Kolberga, s. V–XLIV. Zob. też T. Oracki Mazury&#13;
i Warmia w okresie 1800–1914, w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 443–447.&#13;
1&#13;
Marcin Giersz (także Gerss) (1808–1895), mazurski nauczyciel, pisarz, redaktor i wydawca,&#13;
działacz protestancki i regionalista. Zob. Marcin Giersz (Gerss). Człowiek z pogranicza, praca&#13;
zbior. pod red. Z. Chojnowskiego, Gołdap 2009.&#13;
2&#13;
Karol Remus (1817–1880), pastor i superintendent od 1861 roku w Ostrowie Wielkopolskim, w latach 1868–1876 był wicegeneralnym superintendentem w Ełku.&#13;
3&#13;
Gustaw Otto Brzoska (1834–1899), od 1868 roku pastor w Ostródzie, od 1877 super­&#13;
intendent.&#13;
4&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349.&#13;
5&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 542.&#13;
&#13;
331&#13;
&#13;
�Marcinem Gierszem – odwiedził Kolberg także tamtejszego pastora Hermana Brauna, którego żona śpiewała mu „kilka bardzo ładnych piosenek”1.&#13;
Znajdujemy też potwierdzenie odwiedzin w Ełku u superintendenta Karla&#13;
Remusa, a także nową informację o spotkaniu niewymienianego w sprawozdaniu pastora Reinholda Giżyckiego2.&#13;
Na Prusy Wschodnie i Mazury pruskie w całej podróży Kolberga przypadł w sumie niespełna tydzień w ostatniej dekadzie września, podczas&#13;
gdy na wcześniejsze jej etapy niemal dwa miesiące, od końca lipca 3. Nie&#13;
tylko jednak tak krótki czas rzutował na znikome efekty, po części był&#13;
on bowiem wynikiem tamtejszych realiów. Na Mazurach nie było tak&#13;
sprzyjających warunków jak na Pomorzu, w ziemiańskich dworach Donimirskich, Sierakowskich, Czarlińskich i Sczanieckich, gdzie znalazł Kolberg życzliwą gościnę i pomoc w badaniach i nawiązywaniu szerszych&#13;
kontaktów. Bez takiego zaplecza, zdany wyłącznie na własne siły i inicjatywę, nie zdołał uzyskać spodziewanych efektów. O dalece niekorzystnej&#13;
dla ówczesnego polskiego badacza sytuacji na Mazurach Tadeusz Oracki&#13;
w 1982 roku pisał:&#13;
Folklorystyka miała na tym terenie wyjątkowo niesprzyjające warunki dla swego rozwoju. Nie istniały tu polskie instytucje i organizacje, nie było polskich&#13;
ośrodków naukowych i czasopism specjalistycznych ani form kulturalnego&#13;
mecenatu, jak np. w Poznańskiem i Galicji. […] sprawą najważniejszą dla folklorystów polskich tego regionu było ratowanie zabytków rodzimej literatury&#13;
i kultury w związku z germanizacją oraz kształtowanie ludowego patriotyzmu&#13;
[…]. Określenia „ludowy” i „polski” były na tym terenie niemal równoznaczne4.&#13;
&#13;
Zob. bruliony listów do M. Giersza i do H. Brauna z 28 II 1876 r., tamże, s. 573–575&#13;
oraz 577–579. Herman Braun (1845–1931) był pastorem w Lecu (Lötzen, tj. Giżycku) w latach&#13;
1872–1881.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów do K. Remusa oraz do R. Giżyckiego z 1 III 1876 r., tamże, s. 581–583.&#13;
Reinhold Giżycki (1836–1889) był pastorem w Ełku w latach 1872–1889.&#13;
3&#13;
Według W. Ogrodzińskiego na Mazury poświęcił Kolberg „niewiele więcej niż 10 dni”&#13;
(zob. tenże „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. IX). Korespondencja wskazuje jednak na niespełna tydzień, skoro 19 września 1875 r. Kolberg pisał do Romana Konopki, że „jutro odjeżdża&#13;
na Mazury prus­kie”, a z kolejnego listu do tego samego adresata wynika, że już 25 września był&#13;
na uroczystym otwarciu nowej sceny polskiej w Poznaniu, o czym donosi z Morownicy 3 października (zob. Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 537 i 540).&#13;
4&#13;
T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 423–424. W tej pracy obszerne omówienie stanu&#13;
i rozwoju folklorystyki tego regionu (s. 420–489).&#13;
1&#13;
&#13;
332&#13;
&#13;
�Kontakt z duchownymi ewangelickimi i nauczycielami na Mazurach okazał się przelotny i nie przyniósł rezultatów. Już po powrocie Kolberg zwracał się do kilku poznanych osób z prośbą o dostarczenie wiadomości i materiałów etnograficznych, skrupulatnie dziękując za pozyskane na miejscu&#13;
informacje i uwagi1. Listownych odpowiedzi i konkretnej pomocy jednak&#13;
nie otrzymał. Jak się okazuje, zdecydowało o tym niechętne nastawienie&#13;
ewangelickich duchownych do polskiego badacza Mazur, wysłannika czołowej polskiej instytucji naukowej. W lutym 1876 roku starał się nawiązać&#13;
kontakt z pastorem w Kraplewie, gdzie wcześniej działał Gustaw Gizewiusz,&#13;
by pozyskać melodie do pieśni spisanych przez tego wysoko przez siebie&#13;
cenionego zbieracza. Jak wspomniano wcześniej, od dawna był Kolberg&#13;
w posiadaniu rękopisu Gizewiusza Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, w którym 32 zaledwie pieśni na kilkaset zawartych w zbiorze miało zanotowane&#13;
melodie. W przekonaniu, że zwraca się do aktualnego pastora w Kraplewie,&#13;
Karola Cludiusa, wystosował więc list ze starannie umotywowaną prośbą:&#13;
Z uwagi na to, że od wielu lat zajmuję się etnografią i w tym zakresie już sporą&#13;
ilość opublikowałem w języku polskim, przeto wymienione pieśni [ze zbioru&#13;
Gizewiusza] mają dla mnie niepospolitą wartość i mam zatem mocną wolę opublikowania ich (oczywiście jako pracy Gizewiusza) jako załącznika do obszerniejszej rozprawy o Mazurach, którą mam zamiar w bliskiej przyszłości napisać.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu, prosząc o zapis choćby części melodii w kluczu wiolinowym i podając incipity wybranych tekstów, wyrażał przekonanie, że&#13;
można je jeszcze usłyszeć, i argumentował:&#13;
Śpiewaczki wśród ludu (jeśli już nie te stare) dadzą się z pewnością jeszcze&#13;
odszukać w tej miejscowości, gdyż lud, przeważnie konserwatywny, nie jest&#13;
skorym do łatwego zapomnienia i zaniechania dawnych obyczajów i pieśni […],&#13;
chociaż i nowe pieśni, i tańce, jeśliby były wykonywane i nosiły cechę narodową, byłyby dla mnie wielce pożądane2.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. przywoływane wyżej w przypisach bruliony listów do M. Giersza i H. Brauna oraz&#13;
K. Remusa i R. Giżyckiego.&#13;
2&#13;
Brulion listu do K. Cludiusa z 28 II 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 576&#13;
i 577 (tłum. z niem.) Karol Cludius (1826–1889) był proboszczem w Kraplewie i Durągu w latach&#13;
1861–1873, potem w latach 1874–1876 w Węgorzewie. Pomyłkę Kolberga co do osoby adresata&#13;
wyjaśnił W. Ogrodziński we wstępie „Mazury pruskie”…, (DWOK T. 40), s. XI–XII.&#13;
&#13;
333&#13;
&#13;
�Zwracał się też do adresata o ewentualne wiadomości etnograficzne.&#13;
Karol Cludius, wówczas już superintendent w Węgorzewie, a wcześniej proboszcz w Kraplewie, któremu list przesłano, odpisał Kolbergowi 20 marca&#13;
1876 r., informując, że odesłał jego list do aktualnie urzędującego proboszcza w Kraplewie, Gustawa Koba, który – jak przypuszczał – zapewne poleci&#13;
spisać melodie swojemu organiście. Karol Cludius, gorliwy germanizator,&#13;
wyraził przy tym swoje własne stanowisko, które musiało być dla Kolberga&#13;
szokujące:&#13;
Natomiast nie wątpię, że w dawaniu odpowiedzi na pytanie etnograficzne weźmie on [ów proboszcz, G. Krob] pod uwagę inspiracje panslawistyczne tych zainteresowań naukowych. Podczas mojej działalności w Kraplewie od 1861–1873&#13;
odniósł element niemiecki szereg zwycięstw nad charakterem ludności polskiej,&#13;
był to przecież okres 1864, 1866, 1870/1, a stare obyczaje ulotniły się wraz ze&#13;
zmianą właścicieli gospodarstw wiejskich i ze stopniowym zanikaniem polskiej&#13;
mowy. Strona naukowa zagadnień etnograficznych interesowałaby nas – inaczej&#13;
niż proboszcza Giseviusa – gdyby ewangelia i pruski kościół narodowy wyznania ewangelickiego Polakom stały się miłe1.&#13;
&#13;
Szowinistyczny wydźwięk listu, odwołanie się do pruskich zwycięstw&#13;
nad Austrią, Danią i Francją oraz wyzywające podkreślenie skutków germanizacji dla żywiołu polskiego na Mazurach, a także mentorski i pełen satysfakcji wobec polskiego badacza ton listu spotkały się z obszerną, stanowczą,&#13;
choć wyważoną reakcją Kolberga. W konkluzji listu napisał:&#13;
Jakkolwiek sprawa się przedstawia i jakikolwiek los ofiaruje przyszłość temu&#13;
pruskiemu ludowi mazurskiemu, to jednak na dzisiaj jest on jeszcze słowiańskim&#13;
i stanowi jako taki dla badacza bogaty i wdzięczny przedmiot dla jego studiów.&#13;
Chodzi w tej dziedzinie o możliwie wyczerpujące wyzyskanie skarbów etnograficznych i lingwistycznych, które tak w okolicach Ostródy, jak i w okolicach&#13;
Węgorzewa i gdzie indziej leżą jeszcze przeważnie odłogiem i na razie nastręczają więcej materiału badaczowi polskiemu i słowiańskiemu niż niemieckiemu,&#13;
chociaż i ten ostatni znajduje tu niejedne, dla niego cenne osobliwości. […] moją&#13;
opinię (jako Polak ewangelik) wyrażam z taką samą szczerością i bez stawania po&#13;
czyjejkolwiek stronie, jaką i Pan zaszczycił mnie ze swej strony w swym liście2.&#13;
&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
List K. Cludiusa z 20 III 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 584 (tłum. z niem.).&#13;
Brulion listu do K. Cludiusa z 29 IV 1876 r., tamże, s. 606–607 (tłum. z niem.).&#13;
&#13;
334&#13;
&#13;
�Cytowany tekst jasno wyraża pogląd Kolberga na sprawę Mazur pruskich z jednej strony, z drugiej ilustruje jego bezstronne i niezależne stanowisko badawczo-naukowe, niewarunkowane względami politycznymi&#13;
i wyznaniowymi. Nieco później Kolberg zwrócił się jeszcze do kraplewskiego organisty, Maleskiego1, o którym wspominał Cludius, z prośbą o zapisy&#13;
melodii do tekstów Gizewiusza, ale list ten pozostał bez echa.&#13;
Ostatni etap podróży przypadł w drodze powrotnej przez Ostródę&#13;
i Toruń znowu na Wielkopolskę. Odwiedził Kolberg ponownie Poznań&#13;
i Morownicę; 3 października pisze właśnie z Morownicy do Romana Konopki: „W Poznaniu bawiłem kilka dni i byłem na otwarciu teatru nowego&#13;
i pierwszym przedstawieniu w sobotę, jako i drugi raz w niedzielę”. Zapowiada też swój powrót do Modlnicy „za tydzień, a najdalej za dni dziesięć”2. Przedstawienia te miały miejsce w sobotę i niedzielę 25 i 26 września. W sobotę, w dniu otwarcia stałej sceny polskiej w Poznaniu, obok&#13;
koncertu i deklamacji wystawiono Zemstę za mur graniczny A. Fredry,&#13;
w dniu następnym grano komedię V. Sardou Poczciwi wieśniacy3. Zatem&#13;
Kolberg przyjechał do Poznania najpóźniej 25 września. 20 października&#13;
jest już z Modlnicy, skąd pisze do brata Wilhelma 4. W sprawozdaniu czytamy jedynie: „Wracając, miałem zamiar udać się z Poznania do Zakrzewa zachęcony odezwą Albina Węsierskiego, czemu jednak przeszkodziła&#13;
śmierć zacnego tego obywatela” 5.&#13;
Sprawozdanie Kolberga przyjęto na przywoływanym wyżej posiedzeniu&#13;
Komisji Antropologicznej z 12 listopada 1875 r., a w relacji z tego posiedzenia zanotowano:&#13;
Brulion listu do […] Maleskiego z 17 V 1876 r., tamże, s. 618–619 (tłum z niem.).&#13;
List do Romana Konopki z 3 X 1875 r., tamże, s. 540.&#13;
3&#13;
Informował o tym m.in. anons w „Dzienniku Poznańskim” 1875, nr 220 oraz artykuł&#13;
Otwarcie stałej sceny w Poznaniu, tamże, nr 221 (z omówieniem programu uroczystości&#13;
otwarcia teatru).&#13;
4&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 20 X 1875 r., Korespondencja... cz. I (DWOK T. 64), s. 541–543.&#13;
5&#13;
Pismo Oskara Kolberga…, s. 349. Albin Węsierski (1812–1875), właściciel ziemski, uczestnik powstania listopadowego, podróżnik, miłośnik archeologii i historii. W swojej posiadłości&#13;
w Zakrzewie (w pow. gnieźnieńskim) gromadził znaleziska i pamiątki archeologiczne. W roku&#13;
1856 wykupił od rządu pruskiego wystawiony na licytację Ostrów Lednicki, ratując go przed&#13;
dewastacją i ocalając dla narodu. Dzięki jego staraniom uczeni z PTPN i AU podjęli tam prace&#13;
badawcze, na jego zaproszenie gościli w Zakrzewie najwybitniejsi ówcześni historycy i archeolodzy, a w rezultacie zainicjowano pierwsze publikacje naukowe na temat tego ważnego dla&#13;
dziejów Polski miejsca. Węsierski zmarł nagle 22 września 1875 roku.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
335&#13;
&#13;
�[…] sprawozdanie złożone przez p. Kolberga zaraz po jego powrocie zaznajamia&#13;
Komisję jedynie o miejscach przezeń zwiedzonych; więcej wyczerpujące wymaga uporządkowania dorywczo w ciągu podróży zebranego materiału. Co do&#13;
osób mogących być przydatnymi spółpracownikami przedstawia ich P. Kolberg&#13;
jedenaście. Zarząd, przeprowadziwszy z nimi korespondencję, zawiadomi o jej&#13;
skutku w swoim czasie Komisję1.&#13;
&#13;
I tak jako kandydatów na przyszłych współpracowników z Pomorza&#13;
i Mazur rekomendował Kolberg: ks. Gustawa Pobłockiego z Chełmna,&#13;
Floriana Cejnowę z Bukowca pod Terespolem, księży Franciszką Rąbcę,&#13;
Ignacego Ograbiszewskiego i Stanisława Kujota z Pelplina, ks. Leona Masłowskiego w Sopocie, prof. Ludwika Jakowickiego w Wejherowie oraz&#13;
dr Friedriecha Kurschata z Królewca, Marcina Giersza z Lecu (Giżycka),&#13;
pastorów Karola Remusa z Ełku i Gustawa Ottona Brzoskę z Ostródy”2.&#13;
Nie wiadomo, czy i jak ułożyły się dalsze ewentualne kontakty z Akademią&#13;
wskazanych przez Kolberga osób z Pomorza i Mazur pruskich; dostępne źródła&#13;
nie potwierdzają ich członkostwa ani współpracy z instytucją. Jak wiadomo, sam Kolberg dla potrzeb swojego wydawnictwa nie uzyskał większych&#13;
rezultatów. Wspomógł go jedynie ks. Rąbca, z którym jakiś czas po powrocie korespondował. Przysłał mu dzieło W.J.A. Tettaua i I.D.H. Temmego&#13;
Die Volkssagen Ostpreussens, Lithauens u. Westpreussens, gesammelt von&#13;
[…] (Berlin 1837) oraz wybrane egzemplarze wychodzącego w Pelplinie czasopisma „Pielgrzym” z lat 1869–1875, z artykułami o historii i folklorze&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 12 XI 1875 r., „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.” T. II,1875, s. LXXXII.&#13;
2&#13;
Nazwiska tych osób odnajdujemy w zachowanym w archiwum Kolberga końcowym fragmencie oryginalnego protokołu pisanego ręką sekretarza Komisji Antropologicznej, Izydora&#13;
Kopernickiego (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 380, punkt 6). Nazwisko Pobłockiego opatrzone jest tam dopiskiem: „Słownik wyrazów kaszubskich dał do „Warty” Rzepeckiemu [tj. wydawcy czasopisma]”. Ponadto w rkp. tym znajduje się pod punktem 9 notatka: „P. Sadowski&#13;
uczynił wniosek, by Komisja zgłosiła się do spadkobiercy śp. Węsierskiego w W. Ks. Poznańskiem z prośbą o przekazanie czaszek pochodzących z zamku na wyspie Lednickiej. Wniosek&#13;
przyjęto i do uskutecznienia polecono”. Jest to przyczynek do kontaktów naukowych Akademii&#13;
z badaczami spoza Krakowa i do sposobu pomnażania jej zbiorów. Zachowały się też niedatowane notatki adresowe z wykazem kilkunastu osób z Pomorza i Mazur sporządzone przez&#13;
Kolberga i po części obcą ręką (BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 381), związane prawdopodobnie&#13;
z jego podróżą i wspomniane w cytowanym wyżej sprawozdaniu. Obok osób znanych z innych&#13;
przekazów wymienione są tam nowe nazwiska działaczy narodowych, posłów na sejm, ziemian, księży i nauczycieli. Część tych nazwisk przytoczył W. Ogrodziński (zob. „Mazury pruskie”…, DWOK T. 40, s. XV–XVI), a także W. Bieńkowski (Oskar Kolberg w Królewcu…, s. 345).&#13;
1&#13;
&#13;
336&#13;
&#13;
�Pomorza. Podarował też niezwykle bogaty Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego (Pelplin 1871, 1886) wydany&#13;
przez Szczepana Kellera (1827–1872), także pochodzącego z Kaszub redaktora „Pielgrzyma”. Za pośrednictwem Rąbcy otrzymał też Kolberg od dwu&#13;
innych księży drobne materiały: od ks. Jana Zielińskiego (1843–1927), wykładowcy w Collegium Marianum w Pelplinie kilka pieśni, od ks. Kloki&#13;
z Nowego Miasta podanie o sielawach (marenkach)1. Od Juliusza Pobłockiego zaś uzyskał zachętę do wykorzystania drukującego się w Poznaniu&#13;
Słowniczka kaszubskiego autorstwa jego brata, Gustawa Pobłockiego,&#13;
którą to pracę po powrocie przepisał, a od Jakowickiego fotografię Kaszubki, pieśń żniwną i krótki opis kilku zwyczajów2.&#13;
Wśród materiałów pozyskanych z badań własnych Kolberga najcenniejsze są sporządzone przez niego na Pomorzu zapisy melodii ludowych,&#13;
stanowiące najwcześniejszą „utrwaloną w piśmie nutowym” dokumentację&#13;
folkloru muzycznego tego regionu3. Obok bezpośredniego plonu z podróży na Pomorze i znacznie uboższego z Mazur uzyskał Kolberg niezbędną&#13;
wiedzę o aktualnej sytuacji tych regionów, zwłaszcza Pomorza, w okresie&#13;
nasilonej germanizacji, otrzymał od regionalistów cenne wskazówki i wiadomości o ich historii, kulturze, folklorze i literaturze przedmiotu, poczynił&#13;
własne obserwacje w zakresie, o jakim zdecydowały warunki, czas i możliwości. Podróż Kolberga stanowi też ważne świadectwo daleko poza Kraków i Galicję sięgających zainteresowań Akademii i niewątpliwie jej troski&#13;
o stan ducha narodowego i kultury na tych ziemiach, germanizowanych&#13;
pod zaborem pruskim.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. listy Kolberga i F. Rąbcy z okresu od września 1875 r. do marca 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s 539, 543–544, 549–550 i 586–587, a także list J. Kloki do F. Rąbcy&#13;
(bez daty), Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 734–736 (aneks 9).&#13;
2&#13;
Zob. listy J. Pobłockiego z 28 X 1875 r. i L. Jakowickiego z 14 II 1876 r. oraz brulion listu&#13;
Kolberga do L. Jakowickiego z 8 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 545, 571&#13;
i 595–596.&#13;
3&#13;
Zob. L. Bielawski, A. Mioduchowska Historia badań, w: Kaszuby cz. I, Pieśni obrzędowe,&#13;
w serii Polska pieśń i muzyka ludowa, T. II, Warszawa 1997, s. 19. O materiale muzycznym&#13;
Kol­berga z Pomorza pisała D. Pawlakowa we wstępie „Pomorze” Oskara Kolberga… (DWOK&#13;
T. 39), s. XXXVI–XXXIX.&#13;
&#13;
337&#13;
&#13;
�XVII&#13;
[Prace nad tomami W. Ks. Poznańskiego po roku 1875, przekonanie o celowości edycji także ze względu na postępującą germanizację. – Kłopoty z cenzurą&#13;
warszawską kwestionującą fragmenty cz. II i III Krakowskiego. – Odłożenie&#13;
w czasie opracowania materiałów z Mazur i Pomorza. – Życie i praca między&#13;
Modlnicą a Krakowem, punkty kontaktowe w mieście, uciążliwości dojazdów,&#13;
równoległe prace nad kolejnymi monografiami, wstępna redakcja cz. I Pokucia.]&#13;
&#13;
Po powrocie, który nastąpił około połowy października 1875 roku,&#13;
czekała Kolberga intensywna praca nad uporządkowaniem pozyskanych&#13;
w podróży materiałów oraz nad opracowaniem kolejnych tomów W. Ks.&#13;
Poznańskiego, siedmioczęściowej monografii, najobszerniejszej w całym&#13;
wydawnictwie. W pierwszej kolejności segregacji, selekcji i zredagowania&#13;
wymagały nabytki z Wielkopolski przeznaczone do tomu drugiego. Tom&#13;
pierwszy ukazał się wkrótce po powrocie do Modlnicy jesienią 1875 roku.&#13;
Druk tomu drugiego planował Kolberg rozpocząć już w grudniu. W listopadzie pisał do Leona Czarlińskiego z Zakrzewka, u którego gościł latem:&#13;
Zdrów, dzięki Bogu, wróciwszy do Krakowa i nie tracąc czasu, zająłem się uporządkowaniem zebranych w czasie mojej podróży materiałów, jako i przygotowaniem do druku nowego tomu, tj. dalszej części Poznańskiego, i mam nadzieję&#13;
druk ten w ciągu przyszłego miesiąca rozpocząć1.&#13;
&#13;
W rzeczywistości druk części II został podjęty na początku roku 1876,&#13;
a tom ukazał się latem; w końcu czerwca Kolberg jeszcze czekał na ukończenie druku, zaś na początku sierpnia już wysyłał wydany „świeżutko&#13;
nowy tomik moich badań etnograficznych”2.&#13;
Charakterystyczna jest motywacja, jaką Kolberg wyraził na temat wydania monografii Poznańskiego kilka lat wcześniej. W liście do Hoffa tak ją&#13;
przedstawiał w 1869 roku w odniesieniu do części I:&#13;
Tom pierwszy zajmie się południowo-zachodnią częścią W. Ks. Poznańskiego&#13;
i będzie miał głównie na względzie przedstawienie właściwości pow[iatów]&#13;
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 550.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI i do W. Niegolewskiej z 7 VIII 1876 r.,&#13;
tamże, s. 628 i 631.&#13;
1&#13;
&#13;
338&#13;
&#13;
�wschowskiego, kościańskiego, bukowskiego i kilku im przyległych. Strona ta&#13;
Wielkopolski najmniej była znaną, a wydanie jej tym bardziej powinno być pożądanym, że germanizm, wciskając się we wszelkie żywota tamtejszego stosunki,&#13;
zaciera powoli wszystko”1.&#13;
&#13;
Na problem germanizacji był uwrażliwiony szczególnie, zwłaszcza po&#13;
powrocie ze swojej podróży w 1875 r., dając temu wyraz w licznych wypowiedziach w listach do zaprzyjaźnionych Wielkopolan, zwłaszcza Bibianny&#13;
Moraczewskiej i Wandy Niegolewskiej, a także mieszkańców Pomorza, np.&#13;
Leona Czarlińskiego. Nasilenie tego procesu w latach siedemdziesiątych,&#13;
w okresie rządów Bismarcka i zainicjowanego przez niego Kulturkampfu&#13;
obserwował w czasie swoich ówczesnych podróży, bezpośrednio zetknął&#13;
się z jego eskalacją w czasie kilkakrotnych pobytów w Wielkopolsce i ostatniego na Pomorzu. Znane mu więc były kolejne etapy i przejawy polityki&#13;
germanizacyjnej w Poznańskiem, ściśle połączonej z walką z kościołem katolickim: stopniowe rugowanie języka polskiego ze szkół, wprowadzenie&#13;
rozporządzeniem z 13 października 1873 roku języka niemieckiego jako wykładowego na wszystkich szczeblach nauczania, spychające język polski do&#13;
roli pomocniczej, uchwalenie przez sejm pruski 19 czerwca 1876 roku ustawy ostatecznie uznającej język niemiecki jako wyłączny urzędowy w administracji i sądownictwie, przemianowywanie historycznych nazw polskich&#13;
na niemieckie, usuwanie Polaków ze służby rządowej, uzależnienie kościoła od państwa itd. Restrykcje te budziły silny opór środowisk polskich,&#13;
a sprzeciwy polskich posłów wyrażane w debatach na forum parlamentarnym, jedynym formalnie dostępnym dla Polaków polu wyrażenia niezgody,&#13;
były na porządku dziennym. Jak wiadomo, Kolberg stykał się z wieloma patriotycznie nastawionymi przedstawicielami społeczeństwa wielkopolskiego&#13;
z zaboru pruskiego i jak wynika z nawiązań w korespondencji, te żywotne&#13;
problemy były omawiane w czasie jego pobytów w odwiedzanych domach.&#13;
Z pewnością podejmowano je m.in. w goszczących Kolberga dworach Niegolewskich w Morownicy czy Czarlińskich w Zakrzewku; obaj gospodarze&#13;
byli posłami na sejm pruski, a Niegolewski należał do najznakomitszych&#13;
i najodważniejszych obrońców polskości w parlamencie niemieckim. Podobnie działo się zapewne w czasie spotkań z Bibianną Moraczewską czy&#13;
Marcelim Szulcem w Poznaniu, co dokumentuje korespondencja, w której&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 23 V 1869 r., tamże, s. 328.&#13;
&#13;
339&#13;
&#13;
�przewijają się aktualne wątki i problemy polityczne. Wiadomości na ten&#13;
temat dostarczała też prasa krakowska. Żywo reagując na kolejne przejawy&#13;
wypierania polskości w szkolnictwie, administracji, kulturze w Wielkopolsce i na Pomorzu, Kolberg pisał np. do Czarlińskiego:&#13;
Cieszyliśmy się tu bardzo, żeście panowie posłowie tak dzielnie bronili naszych&#13;
praw, osobliwie sprawy językowej na sejmie berlińskim. Winszujemy Wam&#13;
talentu oratorskiego i cenić umiemy wysoko Wasz zapał i poświęcenie, lubo&#13;
znając zawziętość Waszych przeciwników z góry o bezskuteczności tych mów&#13;
i usiłowań byliśmy przekonani1.&#13;
&#13;
Lub nieco później:&#13;
Nie uwierzysz Pan, jak nam tu wszystkim przykro, że wybory tegoroczne do sejmu wypadły dla nas tak niepomyślnie. Wiemy dobrze, że nieprzyjaciel posiada&#13;
daleko potężniejsze niż my środki kontrminowania wszelkich naszych usiłowań&#13;
publicznych, ale i to pewna, że w pracy przy domowym ognisku podjętej niewiele on nam zaszkodzić może2.&#13;
&#13;
Warto podkreślić jasność postawy Kolberga, który wprost mówi o „przeciwnikach”, o „nieprzyjacielu” z jednej strony, z drugiej zaś o wartości pracy&#13;
„przy domowym ognisku” z pozytywistycznego stanowiska. Świadomość&#13;
postępującej germanizacji – o czym będzie jeszcze mowa – z pewnością&#13;
umacniała jego determinację, by z wydaniem monografii wielkopolskiej&#13;
nie zwlekać. Kolejne jej części ukazywały się co roku, w latach 1875–1882,&#13;
z przerwą jedynie w roku 1878.&#13;
1&#13;
Brulion listu do L. Czarlińskiego z 8 VIII 1876 r., tamże, s. 633. Mowa o obradach sejmu pruskiego nad wspomnianą uchwałą o języku niemieckim jako jedynym urzędowym&#13;
na wszystkich szczeblach administracji i sądownictwa, zatwierdzoną 19 czerwca 1876 roku.&#13;
O obradach tych pisała także prasa galicyjska. Kolberg znał zapewne przebieg procedowania&#13;
z bieżących doniesień krakowskiego „Czasu” z 1876 r. (zob. m.in. Korespondencja z Poznania,&#13;
6 kwietnia w nr. 82, z 9 IV), a wspomniane przez niego mowy posłów polskich w obronie języka polskiego, wygłoszone 19 czerwca na posiedzeniu Izby Wyższej, która uchwałę zatwierdziła&#13;
– z artykułu Ziemie polskie. Mowy hr. Józefa Mielżyńskiego i hr. Mieczysława Kwileckiego&#13;
w „Czasie” 1876, nr 141 (z 23 VI), gdzie zostały przytoczone.&#13;
2&#13;
Brulion listu do L. Czarlińskiego z listopada 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64),&#13;
s. 668–669. Wybory do sejmu pruskiego odbyły się 27 października 1876 roku. Obszerną&#13;
relację i analizę wyników pt. Rezultat wyborów podawał „Dziennik Poznański” 1876, nr 248&#13;
(z 29 X) i nr 251– 253 (z 3–5 XI). O wyniku wyborów informował także „Czas” 1876, nr 256,&#13;
w Korespondencji „Czasu” z Poznania, 2 Listopada.&#13;
&#13;
340&#13;
&#13;
�Tymczasem krótko po powrocie z podróży w 1875 roku wyłonił się&#13;
nowy kłopot. Jesienią Wilhelm, pośredniczący we wszystkich warszawskich sprawach Oskara, nie tylko rodzinnych, ale i wydawniczych, zawiadomił brata, że cenzura zakwestionowała niektóre fragmenty i miejsca w częś­ci&#13;
II i III Krakowskiego, tj. tomach 6 i 7 Ludu, uniemożliwiając tym samym&#13;
zbyt tych książek w Królestwie Polskim i Rosji. Wilhelm pisał: „[…] przez&#13;
nierozwagę utrudniłeś sobie odbyt w Królestwie i w Rosji tego, co wydajesz w Krakowie”, wyszczególniał też niedozwolone passusy w obu tomach,&#13;
obwarowane klauzulą: „pozwolono/dopuszczono z wyjątkami”, zwracając&#13;
uwagę na absurdalność niektórych zastrzeżeń. Nie mając zaś tomu 6., prosił&#13;
ze względu na trudność z wwiezieniem go: „Potrzeba, abyś co rychło znalazł&#13;
jakąś okazję do Warszawy i przesłał mi serię VI, którą przecież może kto&#13;
przywieźć w kieszeni”1. Zakwestionowane fragmenty dotyczyły w tomie 6.&#13;
pieśni w rozdziale Dwory i miasta, w których pojawiały się aluzje czy akcenty dotyczące wojska polskiego, bitwy pod Racławicami itp., a w tomie 7.&#13;
wyobrażeń ludu krakowskiego o kraju i ludach w okolicach Moskwy oraz&#13;
wszelkich fragmentów w opisie wierzeń, gdzie pojawia się słowo „Moskal”.&#13;
Stosowanym w takich sytuacjach zabiegiem pozwalającym ominąć zakaz&#13;
cenzora było przedrukowywanie kartek książki z kwestionowanymi partiami tekstu. Kolberg odpowiedział bratu szybko, tłumacząc się z „nierozwagi”&#13;
– jak to określił Wilhelm – i godząc na przedruk niektórych kart:&#13;
Mam zwyczaj przed oddaniem manuskryptu do druku przeglądać go jeszcze&#13;
i odkładać na bok wszystko, co tchnie patriotyzmem (gdyż wielka część drukuje&#13;
się z kartek, które czasami ktoś inny napisał, a ja tylko przejrzałem i poprawiłem). Otóż większa część wskazanych przez Ciebie (i cenzurę) miejsc była&#13;
prześlepioną przeze mnie, a korektor (gdyż prócz nut, nie zawsze dla krótko[ści]&#13;
czasu sam wszystko w Krakowie korygowałem) nie dbał wcale o usunięcie tych&#13;
kawałków, więc zostały wydrukowane. Choć przyznać się muszę, że parę miejsc&#13;
mniej drażliwych zostawiłem sam, nie sądząc, aby je cenzura brała na serio.&#13;
Masz rację, że dla tych kilku kartek nie należałoby tamować odbytu całemu&#13;
dziełu u Was i w Rosji, więc je trzeba będzie przedrukować. Uczyniwszy to,&#13;
nie omieszkam przesłać tak poprawionych egzemplarzy i spodziewam się, że&#13;
cenzura cofnie swój zakaz2.&#13;
&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
List Wilhelma Kolberga z 18 XI 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 547 i 548.&#13;
Brulion listu do Wilhelma z grudnia 1875 r., tamże, s. 553.&#13;
&#13;
341&#13;
&#13;
�Wspominana już wcześniej opresja nękająca autorów ze strony cenzury, często absurdalnie uznaniowej i groteskowej w swoich praktykach,&#13;
towarzyszyła Kolbergowi także przy kolejnych tomach przeznaczonych do&#13;
kolportażu i sprzedaży w zaborze rosyjskim 1. Owo nieszczęsne „odkładanie na bok wszystkiego, co tchnie patriotyzmem” było ceną, jaką płacili&#13;
pisarze polscy XIX wieku i z jaką musieli liczyć się również dokumentaliści pokroju Kolberga, dla których naukowym zadaniem była wierność&#13;
faktom.&#13;
Wyprawa na Pomorze, Powiśle i Mazury utrwaliła zainteresowanie&#13;
Kolberga tymi regionami. Choć ich już nigdy nie odwiedził, nie zaniedbał dalszych starań o opracowanie pozyskanych źródeł i o nowe nabytki stamtąd pochodzące i ich dotyczące. Choć za życia nie zdołał ich&#13;
wydać, wagi zebranych źródeł był jednak od początku świadomy, także ze&#13;
względu na systemowe wypieranie żywiołu polskiego z tych ziem i pilną&#13;
potrzebę zgromadzenia dokumentacji etnograficznej dla nich. Dokładnie&#13;
nie znamy jednak przebiegu dalszych prac nad materiałami do przyszłych&#13;
monografii tych regionów. Wiadomo, że po powrocie z podróży na Pomorze i Mazury nadal się nimi interesował, gromadził bibliografię i wiedzę z literatury, poszukiwał materiałów i kontaktów ze znawcami historii&#13;
i folkloru tych regionów. Zafascynowany szczególnie Kaszubami, około&#13;
roku 1877 przetłumaczył rozprawę Hilferdinga z 1862 roku, którą – jak&#13;
wspomniano – znał już wcześniej 2. Zachęcony przez Juliusza Pobłockiego sporządził też odpis wydanego w 1876 roku przez jego brata Gustawa&#13;
Słowniczka kaszubskiego. Obie prace pozostały w archiwum Kolberga wraz z dotyczącymi Pomorza notatkami bibliograficznymi i wypisami&#13;
z literatury, pochodzącymi głównie sprzed roku 1875. W archiwum tym&#13;
przechowały się także najcenniejsze i najbogatsze materiały Kolberga&#13;
z tego obszaru, tj. jego własne zapisy pieśni z melodiami, sporządzone&#13;
1&#13;
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa w zaborze rosyjskim w latach&#13;
1865–1904. Wykaz publikacji polskojęzycznych zakwestionowanych oraz dopuszczonych do obiegu przez carską cenzurę zagraniczną, T. 1, 1865–1889, Warszawa 2006 (indeks&#13;
w T. 3). Spośród pierwszych dwu monografii wydawanych w Krakowie w całości dopuszczono&#13;
do obiegu cz. I Krakowskiego oraz cz. I–VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 5 i 9–15); zastrzeżenia co do cz. II–IV Krakowskiego (DWOK T. 6–8) oraz wydanych w 1874 roku Krakowiaków&#13;
i mazurków z okolic Krakowa (przedruk rozdziału Tańce z tomu 6.) wskazane zostały w tej&#13;
publikacji przez podanie stron i w razie potrzeby wierszy.&#13;
2&#13;
Zob. wyżej, s. 191–192. Przekład Kolberga pt. Ostatki Słowian na południowym brzegu&#13;
Bałtyckiego Morza został opublikowany w jego tomie Pomorze (DWOK T. 39).&#13;
&#13;
342&#13;
&#13;
�z autopsji w trakcie badań terenowych. Jest to pierwsza – jak powiedziano wyżej – planowa dokumentacja folkloru muzycznego Pomorza i to&#13;
w okresie – jak pisze Józef Burszta – „gdy panowała ugruntowana przez&#13;
pastora Lorka z Cecenowa opinia, że Pomerania non cantat”1. Kolberg&#13;
nie podjął jednak opracowania swych rękopisów pomorskich do druku,&#13;
pozostały w jego spuściźnie aż do 1965 roku, kiedy to wydano je po 90&#13;
latach w ramach Dzieł wszystkich jako tom 39.&#13;
Natomiast przygotował do publikacji materiały z Mazur. Korzystał przy&#13;
tym przede wszystkim z pomocy i dorobku naukowego wybitnego historyka i znawcy regionu, W. Kętrzyńskiego, oraz z przechowywanego w swoim&#13;
archiwum rękopisu Gizewiusza, a także z prac M. Toeppena, J.J. Ossowskiego i K. Sembrzyckiego. Skompletowanie i opracowanie rękopisu Mazur&#13;
pruskich przypadło prawdopodobnie na czas późniejszy, od 1881 r., a zwrot&#13;
w postępie prac przyniosła konkretna pomoc Wojciecha Kętrzyńskiego,&#13;
który od 1883 r. przekazywał Kolbergowi własne materiały źródłowe,&#13;
zwłaszcza zapisy pieśni, zapewne także i literaturę i informacje o niej2. Obaj&#13;
badacze spotykali się we Lwowie, gdzie Kętrzyński pracował w Zakładzie&#13;
Narodowym im. Ossolińskich, najpierw jako sekretarz naukowy od 1870&#13;
roku, potem od 1874 jako kustosz, a od 1 listopada 1876 roku jako długoletni dyrektor. Był wydawcą źródeł, autorem pierwszej etnograficznej pracy&#13;
O Mazurach3, zasłużonym badaczem nie tylko historii Prus, ale i folkloru&#13;
mazurskiego. Mazur pruskich Kolberg jednak nie wydał; ukazały się dopiero w ramach Dzieł wszystkich jako tom 40.&#13;
W miarę upływu lat, przybywających materiałów, rosnących wysiłków, by podołać wielotorowym działaniom, a także narastającego zmęczenia nadmiarem pracy, ślęczeniem za biurkiem, wreszcie eksploatującym&#13;
siły podróżowaniem, Kolberg coraz silniej odczuwał presję czasu, ogromu&#13;
zadań i obaw o realizację swojego wielkiego planu. Mimo ustabilizowanej&#13;
sytuacji bytowej w Modlnicy nie był pozbawiony uciążliwości i kłopotów,&#13;
J. Burszta „Pomorze”… (DWOK T. 39), s. XXVII–XXVIII.&#13;
O współpracy tej oraz o przygotowanych przez Kolberga materiałach do druku zob.&#13;
W. Ogrodziński „Mazury pruskie”… (DWOK T. 40),, s. XIV i nast. W 1886 r. w Wykazie tek&#13;
rękopiśmiennych… (DWOK T. 66, aneks 12, s. 744) Kolberg wymienia Mazury pruskie jako&#13;
monografię „w znacznej części gotową do druku”.&#13;
3&#13;
Praca ta ukazała się w Poznaniu w 1872 roku, wcześniej drukowana była w odcinkach&#13;
w „Tygodniku Wielkopolskim” 1872, nr 90–91, 101–102, 113–114, 129–130, 141–143. Omówienie&#13;
działalności Kętrzyńskiego w tym zakresie zob. m.in. T. Oracki Mazury i Warmia…, s. 447–450.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
343&#13;
&#13;
�jakie poza ciągłą troską o finanse stanowiła konieczność przemieszczania&#13;
się do Krakowa i związane z tym uzależnienie od możliwości wyjazdu.&#13;
Podróże mimo niewielkiej odległości były męczące, drogi jesienią i zimą&#13;
często nieprzejezdne, konie z furką nie zawsze mogły być podstawiane.&#13;
Niejednokrotnie Kolberg nocował w Krakowie, korzystając z gościny&#13;
przyjaciół. W drodze powrotnej z Mazur pisał z Morownicy do Romana&#13;
Konopki:&#13;
Spodziewać się zatem mojego powrotu możesz mniej więcej za tydzień, a najdalej za dni dziesięć. Przyjadę wprost do Krakowa, bo mi to będzie najdogodniej,&#13;
o ile możności w dzień poniedziałkowy lub czwartkowy, i jeżeli koni od Was nie&#13;
zastanę, przenocuję u Kirkora lub Rybkowskiego1.&#13;
&#13;
Z wspominanym już wcześniej Adamem Honorym Kirkorem Kolberg&#13;
stykał się i współpracował blisko w Akademii; nocleg w jego mieszkaniu&#13;
przy Małym Rynku był, jak wynika z listu, możliwością już sprawdzoną.&#13;
Tadeusz Rybkowski (1848–1926), malarz i ilustrator, w latach 1872–1875&#13;
studiował w Krakowie w Szkole Sztuk Pięknych i często bywał w Modlnicy,&#13;
gdzie mieszkała jego ciotka, Antonina Męcińska, rezydentka u Konopków&#13;
i wychowawczyni dzieci2, i gdzie poznał się z Kolbergiem. Z upodobaniem&#13;
podejmował wtedy wycieczki artystyczne, uprawiając malarskie studia&#13;
z natury, których tematem było życie ludu wiejskiego. Z Kolbergiem łączyło go więc wspólne zainteresowanie ludem i wsią. W 1875 roku sportretował autora Ludu3, a później przygotowywał dla niego ryciny przeznaczone do monografii Pokucia. Na dalsze studia wyjechał do Wiednia, gdzie&#13;
był uczniem L. Loefflera, potem H. Makarta i gdzie w latach 1878–1893&#13;
miał własną pracownię i niezwykle intensywnie pracował, uprawiając&#13;
malarstwo rodzajowe i historyczno-rodzajowe4. Zażyłość jednak pozostała;&#13;
w kwietniu 1876 roku Rybkowski pisał z Wiednia do Kolberga, uprzedzając&#13;
„zaproszenie do przesyłania artykułów z etnografii słowiańskiej, a głównie&#13;
List z 3 X 1875 r., Korespondencja cz. I (DWOK T. 64), s. 540.&#13;
Matka Tadeusza, Karolina Rybkowska, i Antonina Męcińska były córkami Antoniego&#13;
Męcińskiego, kompozytora i organisty w Kościele Mariackim w Krakowie.&#13;
3&#13;
Portret ten (miniatura, gwasz, akwarela) znajduje się w Muzeum im. Oskara Kolberga&#13;
w Przysusze. Reprodukcję opublikowała K. Markiewicz w albumie Oskar Kolberg 1814–1890,&#13;
Radom 2014, s. 116.&#13;
4&#13;
Zob. R. Biernacka Rybkowski Tadeusz, w: Polski słownik biograficzny, T. XXXIII, 1991–&#13;
1992, s. 357–359.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
344&#13;
&#13;
�Galicji i Krakowskiego” z redakcji tamtejszego czasopisma „Heimat”, gdzie&#13;
rekomendował go „jako członka Akademii Umiejętności i jedynego etnografa w całej Polsce”1.&#13;
W Krakowie miał Kolberg wypróbowane punkty kontaktowe, w których pozostawiał i odbierał wiadomości i listy w sprawach swoich krakowskich interesów i spotkań, a także dla i od przyjezdnych członków rodziny&#13;
i przyjaciół. W czasie zamieszkiwania w Modlnicy był to poza księgarnią&#13;
Friedleina sklep galanteryjny w Rynku Głównym Józefa Zaplatalskiego,&#13;
kupca, u którego zaopatrywał się modlnicki dwór. Za jego pośrednictwem&#13;
przekazywane były do Kolberga i od niego informacje o przyjazdach, zakwaterowaniu w Krakowie, propozycjach i terminach spotkań, a także wędrujące w obie strony przesyłki i listy. Liczne wskazówki w korespondencji&#13;
Kolberga do roku 1883, kierujące pod ten adres, wskazują na dogodność&#13;
sprawdzonego pośrednictwa Zaplatalskiego.&#13;
Wyjazdy z Modlnicy do Krakowa, uzależnione od pogody, zdrowia, kondycji i gotowości do męczącej jazdy do miasta, a przede wszystkim od&#13;
możliwości korzystania w razie potrzeby z oferowanych mu przez gospodarzy koni i furmanki, sprawiały, że podróże te stawały się z czasem rzadsze. Z kolei pobyt w Krakowie też bywał czasowo limitowany, zapewne ze&#13;
względu na transport. W listach częściej pojawiają się też wzmianki o tych&#13;
trudnościach. Już w lutym 1875 roku pisał o przyjazdach do Krakowa raz&#13;
w tygodniu:&#13;
Zajęcia moje etnograficzne dokonywane na wsi […], druk dzieł moich, stosunki&#13;
z Akademią, biblioteką, drobne sprawunki etc. powołują mnie prawie co tydzień&#13;
do Krakowa, gdzie zawsze kilka spędzam godzin dla załatwienia tych i tym podobnych interesów.&#13;
&#13;
W liście do Siarkowskiego z maja 1876 roku, w którym wyjaśniał powody swojego milczenia i braku wiadomości, czytamy:&#13;
Przyczyny znów tego braku są te, że mieszkam o 1 1/2 mili od Krakowa, w Modlnicy i bywam zwykle tylko raz na tydzień w tym mieście dla interesów, sprawunków, korekty dzieła itp. Ostatnimi czasy bytność ta jeszcze stała się rzadszą&#13;
dla słabości zdrowia, niepogody, braku furmanki na zawołanie itd. Otóż tym&#13;
sposobem ani z prezesem, ani z sekretarzem Akad[emii] nie widziałem się od&#13;
1&#13;
&#13;
List T. Rybkowskiego z 20 IV 1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 601.&#13;
&#13;
345&#13;
&#13;
�marca, a to tym mniej, że byli oni we Lwowie, skąd wrócili na parę dni na święta,&#13;
a ostatecznie dopiero na walne zebranie Akademii w d. 3 maja, na którym mnie&#13;
znów nie było dla słabości.&#13;
&#13;
Do Władysława Wierzbowskiego krótko potem pisał w podobnym duchu, tłumacząc niemożność spotkania:&#13;
Bywam bowiem w Krakowie ledwie raz na tydzień i to na kilka godzin (jak to&#13;
wiesz) dla załatwienia interesów w drukarni, księgarni, bibliotece itd. i ledwie&#13;
czasami kilka chwil wolnych, [by] odwiedzić przyjaciół, mi pozostaje1.&#13;
&#13;
Zimą wyjazdy te były jeszcze rzadsze, nieprzejezdne z powodu śniegów&#13;
lub roztopów drogi, zimno i niepogoda zmuszały do ich ograniczania i wyjaśnień w rodzaju: „[…] z powodu zasp śnieżnych rzadko teraz w Krakowie&#13;
bywam” lub:&#13;
Zimno, częste niepogody, złe drogi, trudność o konie w danym razie, a oraz&#13;
wiek i niezupełnie dobry stan mego zdrowia trzymają mnie na uwięzi w domu&#13;
i zapewne czas jakiś stale jeszcze trzymać będą. Nie gniewam się jednak o to,&#13;
bo mam spokój i zyskuję trochę czasu potrzebnego mi do wykończenia Pokucia,&#13;
które, jak sądzę, w początkach marca będzie gotowe2.&#13;
&#13;
Ostatnia przytoczona wypowiedź z listu do Kopernickiego, o dwa lata&#13;
późniejsza, pochodzi już z okresu, kiedy w osobie adresata znalazł Kolberg&#13;
oddanego przyjaciela i pomocnika. Zawiązana w Krakowie bliska relacja&#13;
znajduje swoje odbicie w korespondencji zainicjowanej pod koniec 1876&#13;
roku, a ożywionej od 1878 roku. Widoczne jest w niej pogłębiające się zaufanie i wzajemny szacunek, gotowość pomocy i obustronne zrozumienie.&#13;
Jak już wspominano, Kopernicki z niezwykłą ofiarnością i operatywnością&#13;
wspomagał Kolberga w jego wszystkich sprawach, pośrednicząc między&#13;
nim a władzami Akademii, drukarnią i księgarnią Friedleina, ułatwiając&#13;
1&#13;
Zob. odpowiednio bruliony listów do M.A. Szulca z 26 II 1875 r., do W. Siarkowskiego z 23&#13;
V 1876 r., do W. Wierzbowskiego z 20 VI 1876 r., tamże, s. 520, 621 i 626.&#13;
2&#13;
Bruliony listów do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz do I. Kopernickiego prawdopodobnie&#13;
ze stycznia 1878 r., tamże, s. 559 oraz Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 94. Wersja wstępna&#13;
cz. I Pokucia (DWOK T. 29) przedstawiona została na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 27&#13;
XI 1878 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania z posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII),&#13;
tom ukazał się ostatecznie w 1882 roku, o czym mowa będzie dalej.&#13;
&#13;
346&#13;
&#13;
�kontakty z badaczami krakowskimi i terenowymi, niejednokrotnie zastępując go też w Sekcji Etnologicznej. Sam niezmordowany w pracy badawczej i w organizacji życia naukowego i łączący obie sfery działania,&#13;
rozumiał jak mało kto ze współczesnych dylemat Kolberga, uwikłanego&#13;
w ustawiczną sprzeczność między potrzebą spokojnej, mrówczej pracy&#13;
i skupienia nad kolejnymi tomami a innymi wyzwaniami, które go od tego&#13;
żywotnego zadania odrywały. Starał się też maksymalnie pomóc przyjacielowi nie tylko w obowiązkach związanych z Akademią, ale i w drobnych życiowych sprawach. Często dzięki temu Kolberg nie musiał wybierać się do Krakowa, zyskując spokój i czas na pracę w Modlnicy. Chętnie&#13;
użyczał też przyjacielowi noclegu i gościny w razie potrzeby, czasami&#13;
dłuższej. Niejednokrotnie Kolberg odwoływał się też do pośrednictwa&#13;
Kopernickiego w kontaktach z osobami odwiedzającymi Kraków. Liczne&#13;
przejawy i gesty takiej bezinteresownej troski i wsparcia dokumentuje&#13;
zachowana korespondencja 1. Przy niewiarygodnym tempie, jakie dla siebie w pracy autor Ludu wyznaczył, była to pomoc bezcennna. A tempo&#13;
to – jak się okaże – nie słabło już do końca, jeszcze nie było ukończone&#13;
W. Ks. Poznańskie, zamknięte dopiero VII częścią w roku 1882, a już&#13;
toczyły się równolegle prace nad kolejnymi monografiami; począwszy&#13;
od tego właśnie roku, ukazywać się będą systematycznie po dwa tomy&#13;
rocznie. Jednocześnie – poza nieprzerwanym gromadzeniem materiałów&#13;
drogą własnych i korespondencyjnych poszukiwań, korektami kolejnych&#13;
tomów, redakcją tekstów przeznaczonych do druku w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” – Kolberg publikował także osobne artykuły, niezwiązane z Ludem.&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. np. niedatowany list Kopernickiego, najprawdopodobniej z 1878 roku, w którym&#13;
obiecuje załatwienie w Krakowie kilku spraw ważnych dla Kolberga, a jednocześnie zaprasza&#13;
go na kilkudniowy pobyt w swoim domu przy ulicy Sławkowskiej. Zob. też m.in. list Kolberga do J. Brandta z 20 II 1879 r., w którym informuje malarza, że wiadomość o nim mógłby&#13;
w Krakowie otrzymać u księgarza Friedleina, kupca Zaplatalskiego „albo też najdokładniej […]&#13;
u dr Kopernickiego na Sławkowskiej ulicy nr [29], w własnym jego domu niedaleko Akademii”&#13;
(Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 193 i 220).&#13;
&#13;
347&#13;
&#13;
�XVIII&#13;
[W nurcie życia naukowego Akademii. – Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego&#13;
(1876 i 1877 r.), znaczenie tej publikacji i innych materiałów gwaroznawczych&#13;
Kolberga dla dialektologii. – Rola dokumentacji języka i słownictwa ludowego&#13;
w badaniach etnograficznych Kolberga a program prac leksykograficznych&#13;
w Akademii. – Postulat gromadzenia i publikacji materiałów ikonograficznych&#13;
przedstawiany przez Kolberga Komisji Antropologicznej. – Studia nad kulturą&#13;
i folklorem Łużyczan, ich związek z podróżą 1875 r. i badaniami w Wielkopolsce. – Publikacja artykułu Obecne stanowisko etnografii w 1876 r.]&#13;
&#13;
Jak wspominano poprzednio przy omawianiu udziału Kolberga w pracach Akademii, już w styczniu 1876 roku w Komisji Językowej Akademii&#13;
znalazła się i została zakwalifikowana do druku jego praca Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Przekazana następnie Komisji Antropologicznej&#13;
i wydana najpierw z trzema innymi artykułami w zeszycie pod wspólnym&#13;
tytułem Materiały do słownika prowincjonalizmów polskich w 1876 roku,&#13;
a ponownie, choć w zmienionej wersji redakcyjnej, opublikowana w dziale etnologicznym „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej” w 1877&#13;
roku1, stanowi pozycję wyjątkową nie tylko w dorobku Kolberga, ale także w dziedzinie dialektologii. Jest to pierwsza próba zebrania, systemowego ujęcia i interpretacji materiału gwarowego z ówczesnego Wielkiego&#13;
Księs­twa Poznańskiego i choć dokonana została nie przez profesjonalistę&#13;
językoznawcę, ma znaczenie historyczne. We wstępie Kolberg stwierdzał,&#13;
że w czasie swoich podróży dostrzegł „pewne odrębności w wymawianiu,&#13;
składni itd.”, właściwe „środkowym, zachodnim, południowym oraz północno-wschodnim” powiatom tego regionu.&#13;
Że jednak pozyskany tu materiał – pisał – nie jest dość obfitym, by na podstawie danych różnic dozwolił zadawalniającą ustanowić klasyfikację, a tym&#13;
mniej oznaczyć granice i stopień powinowactwa sąsiednich sobie gwar prowincjonalnych, przeto ograniczam się obecnie na podaniu ogółowym spostrzeżeń&#13;
tyczących się głosowni (fonetyki), jak i form gramatycznych w obrębie całego&#13;
Wielkiego Księstwa Poznańskiego używanych, z oznaczeniem szczegółowym&#13;
miejsc i okolic, gdzie takowe zasłyszanymi były2.&#13;
Zob. wyżej, s. 282, przyp. 3 i s. 284, przyp. 1.&#13;
O. Kolberg Rzecz o mowie ludu…, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 342.&#13;
W edycji Materiały do słownika… z r. 1876 podział geograficzny na cztery wymienione&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
348&#13;
&#13;
�Przyjęta przez Kolberga formuła analizy językowej zgodna jest z ówczesnym modelem stosowanym dla prac językoznawczych; w obrębie&#13;
głosowni omawiane są kolejno samogłoski i spółgłoski, dalej w zakresie&#13;
morfologii wydziela autor poszczególne części mowy, po nich następują&#13;
przykłady wypowiedzi gwarowych, zapożyczenia (germanizmy), wreszcie&#13;
słowniczek, obejmujący około 800 haseł ułożonych w czterech osobnych&#13;
spisach (według wymienionych wyżej czterech grup powiatów), a na końcu każdego podane „wyrazy cudzoziemskie”. Opisywane zjawiska językowe odnosi autor do notowanych w innych regionach, niekiedy przy tym&#13;
typowe wielkopolskie cechy morfologiczne traktuje jako fonetyczne, nie&#13;
wszystkie zaobserwowane fakty wyjaśnia też prawidłowo w kategoriach&#13;
lingwistycznych. Materiał zebrany przez Kolberga w tej pracy został wykorzystany jedynie w zakresie zasobu leksykalnego; słownictwo weszło do&#13;
Słownika gwar polskich Karłowicza. Nie doceniono natomiast pierwszej&#13;
próby opisu wielkopolskich zjawisk językowych. Wybitny językoznawca,&#13;
Kazimierz Nitsch, przywołując tę pracę Kolberga, w 1915 roku zarzucał jej&#13;
niefachowość i pisał, że „ma ona wartość tylko dla słownika”1. Za sprawą&#13;
m.in. tej jego opinii stanowisko to utrwaliło się w nauce. Dopiero późniejsza specjalistyczna analiza językoznawcza rozprawy Kolberga, podjęta około roku 1970, przed jej wydaniem w Dziełach wszystkich przez&#13;
Monikę Gruchmanową wykazała pełniej wartość naukową i przydatność&#13;
obserwacji Kolberga dla dialektologii. Aby je właściwie ocenić, badaczka&#13;
zestawiła najistotniejsze cechy wyselekcjonowane z opracowania Kolberga&#13;
z potwierdzonymi przez późniejszych autorów zajmujących się dialektami&#13;
wielkopolskimi2. Analiza ta pozwoliła autorce stwierdzić, że „O. Kolberg zagrupy powiatów przyjął Kolberg także dla opisu cech fonetycznych i gramatycznych języka.&#13;
O rozprawie Kolberga zob. też analiza M. Gruchmanowej w: O. Kolberg Studia, rozprawy…&#13;
(DWOK T. 63), s. XXXVIII–XLIV oraz tejże autorki Oskar Kolberg jako gwaroznawca, w: Oskar&#13;
Kolberg 1814–1890, w serii: „W Służbie Nauki”, Kraków 1998, nr 1 (Materiały z sesji naukowej&#13;
w Krakowie 26 listopada 1994), s. 27–34. Przedruk w: M. Gruchmanowa Gwary w ojczyźnie&#13;
i na obczyźnie, Poznań 2003, s. 176–185.&#13;
1&#13;
K. Nitsch Dialekty języka polskiego, Wrocław–Kraków 1957 (reedycja, I wyd. 1915), s. 12.&#13;
2&#13;
Pierwsza dialektologiczna praca z obszaru Wielkopolski w XIX wieku to J. Leciejewskiego&#13;
Gwara Miejskiej Górki i okolicy, „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. IX:&#13;
1882, s. 108–148. Główne cechy gwar wielkopolskich scharakteryzował K. Nitsch w pracach&#13;
Mowa ludu polskiego, Kraków 1911 oraz Dialekty języka polskiego, w: Encyklopedia Polska,&#13;
T. 3, Kraków 1915, s. 238–343 (i reedycje). Pierwsze opracowanie poświęcone wyłącznie gwarom wielkopolskim, a zawierające też dane z prac Nitscha wydał A. Tomaszewski pt. Mowa&#13;
&#13;
349&#13;
&#13;
�uważył i zanotował bezbłędnie wiele cech typowych ogólnowielkopolskich&#13;
lub charakterystycznych tylko dla części Wielkopolski, wykazywanych także później przez dialektologów […]”1. Ustalenie to badaczka potwierdziła&#13;
niemal 30 lat później, formułując jednocześnie dalej idący wniosek udokumentowany konkretnymi przykładami:&#13;
Ze szczegółowego zestawienia wynika, że mimo niepełnego materiału gwarowego i nie zawsze podanej geografii Kolberg zapisał i opisał zdecydowaną większość cech typowych dla Wielkopolski. Interpretacja językoznawcza w dużej&#13;
części jest trafna […]. Oprócz cech potwierdzonych w pracach dialektologicznych&#13;
K. Nitscha i A. Tomaszewskiego Kolberg zapisał takie, których brak u wymienionych dialektologów, a na które zwrócono uwagę dopiero we współczesnych&#13;
badaniach2.&#13;
&#13;
Wartość pracy Kolberga podsumowuje w konkluzji:&#13;
W sumie Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego, mimo różnego rodzaju niedociągnięć, stanowi pierwszą próbę usystematyzowania i charakterystyki wielkopolskich zjawisk gwarowych. […] Niesłusznie zlekceważono wymienione opracowanie, jako dokumentację zebranych w terenie systemowych faktów dialektologicznych z drugiej połowy XIX wieku, ze stratą dla późniejszych badań terenowych […].&#13;
&#13;
Podkreślając „dociekliwość językoznawczą” Kolberga, stwierdza wreszcie w oparciu o analizę także innych jego materiałów gwarowych: „Oskara&#13;
Kolberga ceniono dotychczas jako muzyka, etnografa, folklorystę, etnomuzykologa. Do wymienionych określeń należałoby dodać: gwaroznawca&#13;
– dokumentalista faktów językowych, przydatnych dla dialektologii historycznej”3. Warto może jeszcze pokusić się o przypuszczenie, że dla owej&#13;
dociekliwości Kolberga na tym przednaukowym etapie gwaroznawstwa&#13;
pierwszorzędne znaczenie miał jego doskonały słuch i związane z nim wyczulenie na odmianki lokalnej wymowy. Paradoksalnie brak wykształcenia&#13;
ludu wielkopolskiego, Poznań 1934. Gruchmanowa odnosi materiał Kolberga do publikacji&#13;
Leciejewskiego i Tomaszewskiego.&#13;
1&#13;
M. Gruchmanowa, wstęp do tomu 63 DWOK, s. XLIII–XLIV.&#13;
2&#13;
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 28–29 oraz 29. W tej pracy autorka&#13;
analizuje też dwa inne opracowania gwaroznawcze Kolberga i ocenia ich wartość dla dialektologii: przekład wspomnianej rozprawy Hilferdinga oraz zbiór bajek śląskich spisanych własnoręcznie z ust ludowego narratora (zob. DWOK T. 39 i 43).&#13;
3&#13;
M. Gruchmanowa Kolberg jako gwaroznawca…, s. 31 i 34.&#13;
&#13;
350&#13;
&#13;
�językoznawczego mógł sprzyjać maksymalnej staranności w oddaniu tych&#13;
niuansów, np. cech wymowy sporadycznych czy zmiennych i niekonsekwentnych nawet w jednym przekazie. Z drugiej strony bliska współpraca&#13;
z członkami Komisji Językowej Akademii i orientacja w jej publikacjach&#13;
pozwoliła mu prawdopodobnie poznać podstawowe problemy warsztatu&#13;
kształtującej się dopiero dialektologii polskiej.&#13;
Przekonanie o wartości dla nauki zapisów „mowy ludowej” dokonanych&#13;
przez Kolberga potwierdziły i ugruntowały badania i prace językoznawców&#13;
analizujących jego przygotowywane do wydania materiały z tego zakresu,&#13;
pochodzące także z innych regionów Rzeczypospolitej, również z pogranicza&#13;
polsko–ukraińskiego na Kresach Wschodnich, do czego wypadnie jeszcze&#13;
powrócić. Późniejsi badacze materiałów Kolberga poszli już tym tropem.&#13;
W roku 2015 językoznawca Maciej Rak, analizując materiały podhalańskie&#13;
Kolberga pod kątem ich przydatności dla dialektologii, tak oceniał kwestionujące ją stanowisko Nitscha:&#13;
Po pierwsze Nitsch, nazywając prace Kolberga „niefachowymi zbiorami”, z pewnością miał na uwadze zapis, który nie oddaje cech fonetycznych gwary. Kolberg nie mógł jednak sprostać takim oczekiwaniom, gdyż w jego czasach nie&#13;
praktykowano fonetycznego zapisu materiałów pozyskiwanych u ludu. […] Po&#13;
drugie Nitsch ocenił dorobek Kolberga, przyjmując perspektywę naukowej dialektologii, która w XIX wieku dopiero się rodziła. Po trzecie Nitsch nie wziął pod&#13;
uwagę tego, że teksty folkloru (w szczególności pieśni) zgromadzone w Ludzie&#13;
reprezentują interdialekt, a nie taką gwarę, z którą mają i chcieliby mieć do&#13;
czynienia dialektolodzy1.&#13;
&#13;
Opinia ta niezwykle celnie ujmuje istotę nienowego sporu językoznawców i folklorystów o zapis tekstu ludowego, który będzie się toczył&#13;
w Akademii od lat osiemdziesiątych, kiedy to powstał w Krakowie pierwszy naukowy ośrodek badań dialektologicznych z wybitnym językoznawcą, Lucjanem Malinowskim na czele. Twórca i jego uczniowie preferowali&#13;
znormalizowaną notację fonetyczną tekstów żywej mowy, badacze folkloru&#13;
– zapis gwarowy uproszczony, wystarczający dla ich potrzeb i praktycznie&#13;
M. Rak „Góry i Podgórze” Oskara Kolberga w ujęciu dialektologicznym, w: „Ja daję&#13;
właśnie materiał…”. O dziele Oskara Kolberga w dwusetną rocznicę Jego urodzin, pod red.&#13;
E. Antyborzec, Poznań 2015, s. 234–235. Zob. też m.in. H. Karaś Polska leksykografia gwarowa,&#13;
Warszawa 2011, s. 62–65, H. Skoczylas-Stawska Cechy gwar wieluńskich w dziele Oskara&#13;
Kolberga, „Prace Filologiczne”, T. XL: 1995, s. 385–395.&#13;
1&#13;
&#13;
351&#13;
&#13;
�dostępny niewykwalifikowanym lingwistycznie zbieraczom, korespondentom i współpracownikom Akademii. W spór ten włączona też zostanie&#13;
Komisja Antropologiczna wraz z jej Sekcją Etnologiczną.&#13;
Jak wspomniano wcześniej, w tym samym czasie co rozprawa o dialektach wielkopolskich w Komisji Językowej Akademii znalazła się inna praca&#13;
Kolberga pt. Zabytki piśmienne miasta Miłosławia w Wielkopolsce. Ten&#13;
nieznany dziś tekst, ani przez samego Kolberga, ani w pracach Komisji Językowej czy Antropologicznej później nie odnotowany, przemilczany także&#13;
w literaturze poświęconej dawnemu piśmiennictwu i jego zabytkom, wiąże&#13;
się zapewne z niedawnym pobytem w Poznańskiem. W zachowanych przekazach źródłowych dotyczących podróży Miłosław jest wprawdzie wymieniany&#13;
jedynie w 1872 roku, ale nie wszystkie odwiedzane miejscowości Kolberg&#13;
zawsze wymieniał, a ponadto odpowiednie informacje i materiał mógł pozyskać w Poznaniu, gdzie spotykał się z przedstawicielami środowiska naukowego i literackiego, członkami tamtejszego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.&#13;
Podkreślić należy, że zainteresowanie Kolberga tzw. prowincjonalizmami&#13;
i szerzej – zróżnicowaniem regionalnym języka jako przedmiotem badań&#13;
etnografia akcentowane było od początku wyraźnie w skrystalizowanym&#13;
około roku 1865 programie wydawniczym autora Ludu. Dziesięć lat później&#13;
we wstępie do części I Poznańskiego pisał:&#13;
Do najważniejszych cech bytu i rozwoju każdego ludu należy niewątpliwie&#13;
jego język jako główny wszelkich potrzeb i całej działalności tłumacz. Stąd&#13;
też do oddania w pełni ludu każdego charakterystyki lingwistyka za niezbędną&#13;
u wszystkich etnografów służyła zawsze pomocnicę. W seriach też dzieła przez&#13;
nas wydawanego dbaliśmy wielce i dbać będziemy o uwydatnienie prowincjonalizmów wszędzie, gdzie tego znajdziemy potrzebę, czy to wyrażając w mowie&#13;
miejscowej zdania, czy dając w niej przykłady i nazwy przedmiotów. Artykuły&#13;
zaś językoznawcze obszerniejszego zakroju, nomenklatury nazw i imion własnych i pospolitych […], jak i słowniczki wyrazów i wyrażeń prowincjonalnych&#13;
(w obecnym razie wielkopolskich) nie omieszkamy przygotować i przedłożyć&#13;
Akademii […]1.&#13;
&#13;
Jego ustalony pogląd, że jest to istotny, wyróżniający tożsamościowo&#13;
aspekt kultury poszczególnych regionów, a w sumie także narodu, zagrożonego poprzez zabory w swoim bycie i tożsamości, współgrał ściśle&#13;
1&#13;
&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. IV.&#13;
&#13;
352&#13;
&#13;
�z założeniami i zadaniami naukowymi wytyczonymi w Wydziale Filologicznym Akademii, a szczególnie w działającej w jego ramach od 1874 roku&#13;
Komisji Językowej. Przyjęła ona od początku za główny przedmiot swych&#13;
prac zbieranie materiałów do słownika języka polskiego stanowiących dopełnienie słownika Lindego. Celem było „wciągnąć do słownika język całej&#13;
naszej literatury od najdawniejszych także czasów aż po chwilę obecną”.&#13;
Materiał miał objąć zatem również staropolski zasób leksykalny, pozyskany&#13;
na drodze analiz dawnych zabytków języka, a także słownictwo gwarowe,&#13;
co zapisano w programie:&#13;
Prowincjonalizmy […] powinny wejść także w skład słownika, można je bowiem&#13;
uważać za źródło język odżywiające i w istocie wiele wyrazów dziś w piśmiennej&#13;
mowie używanych przedtem było prowincjonalizmami; trudno także jest często&#13;
rozróżnić, co jest prowincjonalizmem, a co literackim wyrazem”1.&#13;
&#13;
Kolberg, podzielający ten pogląd i wcześniej już dokumentujący „prowincjonalizmy”2, utożsamiał się z tym kierunkiem prac, sam w nich uczestniczył, a także zabierał niejednokrotnie głos w sprawie organizacji badań&#13;
nad językiem ludowym i prezentacji wyników. Zorientowany w dyskusji&#13;
dotyczącej profilu słownika i planu prac nad nim3, wyrażał aprobatę dla&#13;
programu równoległego zbierania leksykalizmów gwarowych i zamiaru,&#13;
by „takowe, nim użyte zostaną na karm dla tegoż słownika, w osobnym&#13;
zebrać dziele”.&#13;
Uznając właściwość tego kroku – pisał – poważam się wnieść, aby z nadsyłanych Sekcji [tj. Komisji Językowej] materiałów ogłaszać ona chciała bulletyny&#13;
objętości przynajmniej półarkuszowej, wymieniając skąd, kiedy i od kogo matePosiedzenie Komisji Językowej dnia 12 VI 1874 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń&#13;
Wydz. Filolog.” T. III, 1875, s. XVII i XVIII. Cytowane fragmenty pochodzą z programu słownika,&#13;
opublikowanego w sprawozdaniu z tego posiedzenia tamże, s. XVI–XXIII.&#13;
2&#13;
Słowniczki gwarowe, opublikowane przez Kolberga w Sandomierskiem, Kujawach,&#13;
Krakowskiem (zob. DWOK T. 2, 3 i 8) i z Wielkopolski w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej”, H. Karaś uznała w 2011 roku „za najważniejsze słowniki najwcześniejszego etapu&#13;
dziejów polskiej leksykografii gwarowej” (Polska leksykografia gwarowa…, s. 62).&#13;
3&#13;
Dyskusja nad programem i strukturą słownika oraz metodami i organizacją prac nad nim&#13;
toczyła się nadal w następnych latach. Równolegle pozyskiwano nowych współpracowników&#13;
i do Komisji Językowej spływały materiały staropolskie i gwarowe, które postanowiono&#13;
gromadzić w pierwszej kolejności. O przebiegu tych prac informowano w sprawozdaniach&#13;
z posiedzeń Komisji Językowej zamieszczanych w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń&#13;
Wydz. Filolog.” (zob. głównie T. I–VI, 1874–1878).&#13;
1&#13;
&#13;
353&#13;
&#13;
�riały otrzymała. Działanie to przedstawi tę korzyść, że poda wcześnie do wiadomości publicznej nabytki z różnych okolic kraju pozyskane, a stąd da możność&#13;
rychłego sprostowania uchybień i dopełnienia braków […]1.&#13;
&#13;
Opinia Kolberga, zmierzająca do integrowania wysiłków badawczych,&#13;
nieodosobniona zresztą, z pewnością miała wpływ na decyzję o wydawaniu&#13;
zeszytami Materiałów do słownika prowincjonalizmów, gdzie ukazała się&#13;
najpierw Rzecz o mowie ludu wielkopolskiego. Jak powiedziano wyżej,&#13;
w latach następnych materiały takie, jeśli nie miały charakteru ściśle „teoretyczno-dialektologicznego”, przekazywane były Komisji Antropologicznej&#13;
i publikowane w jej „Sprawozdaniach” oraz w „Zbiorze do Antropologii&#13;
Krajowej”. Znamienne, że w tym samym czasie, gdy Kolberg składał w Akademii swoją rozprawę o gwarze wielkopolskiej z cennym materiałem leksykalnym, ukazał się obszerny tekst Jana Karłowicza o charakterze metodologicznym, dotyczący projektu wielkiego słownika języka polskiego, gdzie&#13;
jeszcze raz autor podkreślał wagę zbierania prowincjonalizów2. Projekt ten,&#13;
ujmujący całość zagadnień dotyczących struktury słownika, zreferowany&#13;
na posiedzeniu Komisji w lipcu 1876 roku przez jej przewodniczącego, F.&#13;
Skobla3, zakładał objęcie całego słownictwa polskiego do czasów najnowszych; jego urzeczywistnienie w postaci edycji przypadło już na pierwsze&#13;
dziesięciolecia następnego wieku. Wśród szeregu prac dokumentujących&#13;
słownictwo gwarowe i sukcesywnie spływających do Komisji prace Kolberga, wcześniejsze i późniejsze, okazały się jednymi z najwartościowszych&#13;
materiałów źródłowych dla tego wielkiego projektu ówczesnej polskiej humanistyki.&#13;
1&#13;
Brulion niedatowanego listu do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 690–691. Być może stanowi on szkic stanowiska Kolberga „pośrednio objawionego&#13;
w tej mierze”, na które powołano się na posiedzeniu Komisji Antropologicznej 25 lutego 1876&#13;
r. (zob. wyżej, s. 283, gdzie cytowany odpowiedni fragment sprawozdania z tego posiedzenia).&#13;
2&#13;
Ta obszerna praca pt. Przyczynki do projektu wielkiego słownika języka polskiego&#13;
zamieszczona została jako Dodatek w tomie IV „Rozpraw i Sprawozdań z Posiedzeń Wydz.&#13;
Filolog.” z r. 1876, s. XIV–CXVII (i osobna odbitka z r. 1876). Tam o potrzebie gromadzenia&#13;
dialektyzmów na. s. XVII.&#13;
3&#13;
Posiedzenie Komisji Językowej dnia 19 VII 1876 r., tamże. T. VI, 1878, s. VIII. Słownik&#13;
języka polskiego, pod red. J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego, T. 1–8, wydany&#13;
został w Warszawie w latach 1900–1927. O działalności Komisji Językowej w latach 1874&#13;
–1898 zob. też S. Urbańczyk Językoznawstwo i slawistyka, w: Polska Akademia Umiejęt­ności&#13;
1872–1952. Nauki humanistyczne i społeczne. Materiały z sesji jublileuszowej, Kraków&#13;
3–4 V 1973, Wrocław 1974, s. 257–265.&#13;
&#13;
354&#13;
&#13;
�Innym, poruszanym też wyżej, ale ciągle żywotnym dla Kolberga problemem, z którym występował na posiedzeniach Komisji Antropologicznej,&#13;
był postulat gromadzenia materiałów ikonograficznych jako ważnych źródeł dla antropologii i etnografii. W niedatowanym brulionie, kierowanym&#13;
zapewne do Komisji i jej przedłożonym, pisał w tej sprawie jako przewodniczący Sekcji Etnologicznej, już po ogłoszeniu instrukcji Sadowskiego&#13;
w 1874 roku i po rozesłaniu ankiet do przyszłych współpracowników:&#13;
Ilustracje, jak wiadomo, ułatwiają zrozumienie wszelkich prac tak antropologicznych, jak i etnograficznych. Osobliwie dla etnografa są one niezbędnymi.&#13;
Tutaj dokładne oddanie typów ludu i jego ubioru, przedstawienie jego mieszkań,&#13;
sprzętów itd. jaśniejsze o wszystkim tym da wyobrażenie niż gołe jedynie opisy, choćby nawet drobiazgowo i wyczerpująco rzecz określiły. Z tego powodu&#13;
sądzę, że wielce byłaby pożądaną publikacja podobnych typów systematycznie,&#13;
pod dozorem jednego z doświadczonych prowadzona etnografów i głównie do&#13;
celów naukowych skierowana, która by z czasem dokładny utworzyć mogła&#13;
atlas etnograficzny, osobliwie ziem polskich dotyczący. Posiadając w tece mojej&#13;
dość znaczną rzeczonych typów kolekcję, już to ołówkiem, już wodną wykonanych farbą przez znakomitych artystów […], a nadto zbiór fotografii w tym&#13;
rodzaju, gotów jestem z kolekcji tej w miarę potrzeby na cel wspomniony ofiarować żądane ryciny, jeżeli Akademia, uznając korzyści podobnego wydawnictwa,&#13;
zgodzić się na nie zechce1.&#13;
&#13;
Dodawał też, że do listu dołącza spis posiadanych rycin „z różnych prowincyj Polski”. Sprawa ilustracji, zabiegów o nie i podnoszenia ich wagi&#13;
jako materiału źródłowego będzie powracała do końca działalności Kolberga.&#13;
Prawdopodobnie z zainteresowaniami Kolberga polskimi ziemiami&#13;
zachodnimi i północnymi oraz z podróżami do Wielkopolski, zwłaszcza&#13;
podjętą w 1875 roku, a przede wszystkim z jego pracami nad W. Ks. Poznańskiem wiąże się zainteresowanie kulturą, językiem i folklorem Łużyc.&#13;
Podobna sytuacja Wielkopolan i Łużyczan, pozostających pod panowaniem niemieckim i poddanych restrykcyjnej germanizacji, stwarzała poczucie swoistej więzi i warunki do obustronnych kontaktów naukowych&#13;
Brulion niedatowanego listu Kolberga do Akademii Umiejętności, Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 692. Zagadnienie to poruszył Kolberg m.in. także na posiedzeniu Komisji&#13;
Antropologicznej 13 I 1875 r. (por. wyżej, s. 275-276). Spis rycin będących wówczas w jego&#13;
posiadaniu nie zachował się, zaginęła też większość rycin z jego kolekcji.&#13;
1&#13;
&#13;
355&#13;
&#13;
�i kulturalnych. Ponadto Kolberg jako etnograf obserwował podobieństwa&#13;
dotyczące obrzędowości i wierzeń Wielkopolski i Łużyc, zwłaszcza Dolnych, dawniej z nią graniczących. Mogły go szczególnie uderzyć przy pracy nad wydaną w 1877 roku częścią II („serią” X) W. Ks. Poznańskiego&#13;
poświęconą m.in. „okolicy Księstwa zachodniej”. Dostrzegł też być może&#13;
pewne pokrewne cechy dialektów zachodniej Wielkopolski z dialektami&#13;
Dolnych Łużyc. W każdym razie wyrazistym przejawem zainteresowania&#13;
Kolberga Łużycami było przede wszystkim wykorzystanie – prawdopodobnie w tym czasie – w formie notatek, odpisów, wyciągów i przekładu&#13;
fragmentów wysoko cenionej pracy L. Haupta i J.A. Smolerja Pjesnički&#13;
hornych a deľnych Łužiskich Serbow, podstawowego do dziś zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, wydanego w Grymi w latach 1841–1843 1.&#13;
Dwutomowa książka zawierała ponad 500 pieśni z Górnych (w części I)&#13;
i Dolnych (w części II) Łużyc, z melodiami dla około połowy z nich, a ponadto materiały do opisu ludu, języka, wierzeń, zwyczajów i obrzędów,&#13;
bajki, legendy i przysłowia. Nie znamy czasu i okoliczności podjęcia przez&#13;
Kolberga studiów nad tą pracą i tłumaczenia wybranych partii. Analiza jego rękopisów i przytaczanej w nich literatury wskazuje, że najprawdopodobniej nie mogło to nastąpić przed rokiem 18742. Tomy wydane&#13;
przez Kolberga wcześniej, przed monografią Wielkopolski, nie zawierają&#13;
żadnych odniesień czy wzmianek bibliograficznych kierujących do zbioru&#13;
Smolerja. Nic nie wskazuje na to, że planował osobną pracę poświęconą&#13;
Łużyczanom. Możliwe, że informację o tym autorze i jego dziele uzyskał już&#13;
wcześniej w Warszawie, a inspirację do konkretnego zainteresowania się&#13;
nimi przyniósł pobyt w Wielkopolsce czy na Pomorzu, np. dzięki kontaktowi z Florianem Ceynową, z którym spotkał się w Bukowcu pod Świeciem.&#13;
Badacz ten osobiście kontaktował się z Łużyczanami, przede wszystkim&#13;
właśnie z Arnoštem Smolerjem, jako członek Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego we Wrocławiu. Do tego Towarzystwa należał też m.in.&#13;
Ignacy Łyskowski (1820–1886), wybitny pisarz, publicysta i poseł, pierwszy prezes Towarzystwa Naukowego w Toruniu, założonego w 1875 roku.&#13;
1&#13;
Autor tego podstawowego zbioru pieśni górno- i dolnołużyckich, Jan Arnošt (Ernst) Smoleŕ (1816–1884), to łużycki pisarz i zbieracz pieśni, zasłużony dla ruchu narodowego Łużyczan.&#13;
2&#13;
Zob. A. Skrukwa Materiały łużyckie w zbiorach Oskara Kolberga, w: O. Kolberg&#13;
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych, cz. I Łużyce (DWOK T. 59/I),&#13;
s. IX–XII. Autorka opracowania tych materiałów do druku przedstawia tam ich charakterystykę&#13;
i historię (s. V–XXV), a Frido Michałk analizę językoznawczą (s. XXVI–XXXIV).&#13;
&#13;
356&#13;
&#13;
�Bliższe kontakty Kolberga z nim nie są udokumentowane, lecz ich śladem&#13;
jest zachowany bilet wizytowy Łyskowskiego, niedatowany, lecz zapewne&#13;
wiążący się z podróżą na Pomorze, Powiśle i Mazury w 1875 roku, ze skierowanym do Kolberga apelem: „W etnografii polskiej racz Pan pamiętać&#13;
o Prusach polskich i powetować to, co W. Pol zaniedbał w Pieśni o ziemi&#13;
naszej”1. Wiedza o życiu naukowym i publikacjach naszych słowiańskich&#13;
sąsiadów była w środowisku uczonych i pisarzy Wielkopolski i Pomorza&#13;
propagowana i doceniana, tam więc mógł Kolberg konkretnie zainteresować się pracą Łużyczanina, być może dla celów porównawczych. Zebranych materiałów łużyckich autor Ludu nie opublikował; wydane dopiero&#13;
w ramach edycji Dzieł wszystkich składają się na tom, który obejmuje&#13;
poza wypisami i przekładami z Pjesniček, w tym tłumaczeniem całości&#13;
wesela najstaranniej zredagowanym przez Kolberga, jego własne nieliczne&#13;
notatki słownikowe i bibliograficzne oraz dział najobszerniejszy – materiały z archiwum wspomnianego wcześniej Andrzeja Kucharskiego, filologa,&#13;
który w latach 1826–1827 prowadził badania na Łużycach w ramach szerszej podróży naukowej po krajach zachodnio- i południowosłowiańskich.&#13;
Nie wiadomo, jaką drogą źródła te – w postaci około 230 tekstów pieśni&#13;
i notatek językowych, m.in. toponomastycznych – dotarły do rąk Kolberga,&#13;
a zachowane podobnie jak czeskie i słowackie w jego spuściźnie i uznawane za zaginione, zyskały swoje miejsce w edycji Kolbergowskiej 2.&#13;
Na rok 1876 przypada jeszcze jedna ważna publikacja Kolberga związana&#13;
z nurtem życia naukowego w Akademii, a także istotna dla samookreślenia&#13;
się autora Ludu jako etnografa. Mowa o artykule pt. Obecne stanowisko&#13;
etnografii ogłoszonym w lwowskim „Przewodniku Naukowym i Literackim”3. Tekst ten powstał jako rezultat studiów nad literaturą europejską&#13;
poświęconą antropologii i etnografii, a także jako odzwierciedlenie żywych&#13;
w Akademii debat na temat przedmiotu, zakresu i miejsca tych dyscyplin w całościowej nauce o człowieku. Jest też bardzo prawdopodobne,&#13;
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 554.&#13;
O A. Kucharskim i jego materiałach zob. wyżej, s. 85–87.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii, „Przewodnik Naukowy i Literacki”. Dodatek&#13;
miesięczny do „Gazety Lwowskiej” 1876, R. 4, nr 8, s. 710–726. Przedruk w: O. Kolberg Studia,&#13;
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 3–25, zob. też tamże, wstęp J. Burszty, s. IX–XV oraz Z. Jasiewicz&#13;
Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej, Poznań 2011, s. 172 i W. Domański Poglądy&#13;
Kolberga na przedmiot, zakres i cel etnografii, w: Oskar Kolberg. Prekursor antropologii&#13;
kultury, red. L. Bielawski, J.K. Dadak-Kozicka, K. Lesień-Płachecka, Warszawa 1995, s. 73–92.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
357&#13;
&#13;
�że sięgnął Kolberg po ten temat nie bez inspiracji Kopernickiego, którego szczególnie żywo obchodziły teoretyczne i praktyczne założenia tych&#13;
kierunków badawczych. Genezy tej publikacji nie znamy, a sam Kolberg&#13;
nigdzie nie wspomina o tym tekście i nie odwołuje się do niego. Nie tyle podejmuje w nim sugerowaną tytułem próbę ujęcia teoretycznego stanowiska&#13;
ówczesnej etnografii, ile referuje w formie rozszerzonej recenzji poglądy na&#13;
jej przedmiot i zakres, przedstawione w trzech pracach niemieckojęzycznych autorów, tj. Maximiliana Perthy’ego Grundzüge der Ethnographie&#13;
(Leipzig, Heidelberg 1859), Friedricha Müllera Allgemeine Ethnographie&#13;
(Wien 1873) i Oskara Peschla Völkerkunde (Leipzig 1874)1, a przy okazji tego omówienia wyraża swoje spostrzeżenia i opinie, będące wynikiem&#13;
długoletniego doświadczenia i refleksji nad przedmiotem badań ludoznawczych. Już na wstępie tego studium określa własne stanowisko względem&#13;
etnografii, „nauki w bieżącym dopiero stuleciu obok antropologii do należytego podniesionej znaczenia”. Pisze:&#13;
Nowa ta nauka, nim samoistnie do działania na pole wiedzy została powołaną,&#13;
czerpała pożywcze swe soki z szeroko już rozrośniętego drzewa nauk historycznych, geograficznych i filologicznych, skąd oderwawszy się wskutek obficie&#13;
przybywającego jej zewsząd żywiołu i wywiązujących się zeń nowych wyników&#13;
naukowych, wreszcie konieczność własnego, samodzielnego zaznaczyła bytu.&#13;
Wyniki wspomnione, porównane z wynikami równie bogato pozyskanymi i dla&#13;
innych także, dziś dla niej pomocniczych nauk, dadzą nam możność ścisłego jej&#13;
odgraniczenia, stosownego uklasyfikowania, a skutkiem tego i poznania właściwych podstaw, na jakich oprzeć się nadal winny wszelkie prace i badania&#13;
ludoznawcze, aby odpowiednio znakomitemu stanowisku zasilać ją mogły2.&#13;
&#13;
Dokonując krótkiego przeglądu „postępów” etnografii, zatrzymuje się&#13;
Kolberg na wymienionych wyżej trzech pracach: Perthy’ego (1804–1884),&#13;
niemieckiego przyrodnika, profesora uniwersytetu w Bernie, Müllera&#13;
Jeden z egzemplarzy drugiego wydania pracy Peschla, które ukazało się w Lipsku w 1875&#13;
roku, przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej (sygn. 2392 Geograph.) był darem I. Kopernickiego, który przekazał bibliotece książki należące kiedyś do Kolberga; prawdopodobnie także ta należała do jego zbiorów. Praca Peschla była więc w kręgu zainteresowania obu uczonych.&#13;
Ukazała się też po polsku w Warszawie w 1876 roku pt. Nauka o ludach (Ethnologia) Oskara&#13;
Peschel’a przełożona z niemieckiego i pomnożona przez prof. dr. T. Wis­łockiego, Warszawa&#13;
1876. Być może przekład ten dał bezpośredni impuls do recenzyjnego artykułu Kolberga.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 3.&#13;
1&#13;
&#13;
358&#13;
&#13;
�(1834–1898), austriackiego lingwisty i etnografa, profesora językoznawstwa porównawczego w Wiedniu oraz Peschla (1826–1875), niemieckiego&#13;
geografa i etnografa. Wybiera je jako reprezentatywne dla swojego wywodu, ponieważ w badaniach nad rasami ludzkimi uwzględniają zarówno&#13;
pierwiastek fizyczny, jak i psychiczny, próbując „odnośnie do wymagań&#13;
etnografii uklasyfikować rasy ludzkie pod obustronnym, wyżej wykazanym względem fizycznym i psychicznym, czym się dziś w Niemczech więcej niż gdziekolwiek zajmują” 1. Choć Kolberg nie akceptuje nadmiernego&#13;
psychologizmu i ingerencji teorii psychologicznych czy przyrodniczych&#13;
w badaniach etnograficznych, opowiada się wyraźnie za koniecznością&#13;
zrównoważonego potraktowania obu sfer życia człowieka, a więc także&#13;
psychicznej, duchowej. W nawiązaniu do takiego założenia wyrażonego&#13;
w pracy Perthy’ego pisze:&#13;
Perthy […] mówi, że jakkolwiek etnografia ma za zadanie stawić charakterystykę&#13;
ras i ludów wedle cech tychże fizycznych, przez co praca jej spotyka się na tym&#13;
polu z antropologią, gdy jednak przedmiot, którym się zajmuje, tj. człowiek, obok&#13;
cech zwierzęcych, do ziemi go przykuwających, ukazuje razem i całe bogactwo&#13;
swej natury duchowej, jakoby świat drugi nadzmysłowo nad światem zmysłów&#13;
rozpięty, przeto aby nauce o nim potrzebną nadać pełność, w opis objawów bytu&#13;
jego zewnętrznego wciągnąć także należy cały tak widocznie od innych istot&#13;
odróżniający go żywot moralny, skłaniający go do społeczności z współbliźnim&#13;
równie potrzebą duchową, jak materialną […]”2.&#13;
&#13;
Wojciech Domański, omawiając pracę Kolberga, trafnie zwraca uwagę&#13;
na podkreślony tu trzeci – społeczny – aspekt życia człowieka:&#13;
Wyróżniający człowieka „żywot moralny” – jak się wyraził Kolberg – „skłania go&#13;
do społeczności z współbliźnim”, a więc z natury człowiek jest istotą społeczną,&#13;
a potrzeby duchowe i materialne mogą być zaspokajane tylko w zbiorowości.&#13;
Z kontekstu całej wypowiedzi wynika, że społeczny charakter ludzkiego życia&#13;
jest zasadniczym źródłem kultury. Poglądy Kolberga w omawianym artykule należą do końcowego okresu samookreślenia naukowego. Świadczą o jego&#13;
szerokich horyzontach naukowych, o świadomej dążności do uwzględnienia&#13;
szerokiego zakresu problematyki, od psycho-fizjologicznej do społecznej3.&#13;
Tamże, s. 6.&#13;
Tamże, s. 7.&#13;
3&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 77.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
359&#13;
&#13;
�Tak szerokie i pełne widzenie kultury realizował praktycznie i konsekwentnie poprzez kolejne tomy Ludu, dostrzegając i dokumentując wzajemne wpływy i zależności między bytem materialnym, środowiskiem i pracą,&#13;
a zwyczajami, obrzędami, wierzeniami i twórczością mieszkańców wsi,&#13;
a także związki między kulturą wiejską, szlachecką i miejską.&#13;
Koncepcja etnografii oparta na programie pozyskania jak najbogatszej&#13;
i najwszechstronniejszej dokumentacji faktograficznej narzucała wyraźnie określony przez Kolberga postulat posiłkowania się dorobkiem innych&#13;
nauk, odpowiednio do ich kompetencji dotyczących różnorodnych aspektów natury i życia człowieka:&#13;
Stąd też ku wszechstronnemu natury ludzkiej zgłębieniu i ocenieniu nie dosyć&#13;
jest dla etnografa znać jednę tylko, ale trzeba wiele innych jeszcze posiąść nauk&#13;
[…] Obok znajomości przede wszystkim antropologii niezbędnymi stają się tu&#13;
wiadomości historyczne, archeologiczne, mitologiczne, lingwistyczne, statystyczne, geograficzne, geologiczne itd., których wyczerpująca znajomość przechodzi&#13;
siły pojedynczej osoby, tym bardziej gdy każda z tych umiejętności, rozprzestrzeniając się w miarę przyrostu zasiłków naukowych, ukazujących nierzadko&#13;
różnorodności do przyjętych już klasyfikacyj nieprzystające, zmuszoną jest rozgałęziać się w coraz to liczniejsze naukowe działy1.&#13;
&#13;
Zatem oczywista jest konieczność odwołania się do wyników badań&#13;
interdyscyplinarnych, wspomagających i poszerzających prace etnograficzne, niezbędna okazuje się potrzeba wyjścia poza krąg własnej specjalizacji&#13;
i korzystania z dorobku innych dziedzin wiedzy o człowieku. Te zaś miały&#13;
pełnić funkcje pomocnicze wobec etnografii i etnologii, bo to do tych ostatnich w pierwszym rzędzie należeć powinno badanie kultury materialnej&#13;
i duchowej ludu. Domański, stwierdzając, że Kolberg był „zawsze ostrożny&#13;
w interpretacjach, nigdy nie wykraczał poza fakty, trzymając się materiału&#13;
empirycznego”, zauważał jednocześnie, że obawiał się „dysproporcji w zakresie badanych zjawisk i jednostronności w dokumentacji faktograficznej”2.&#13;
Nie akceptował więc nadmiernej ingerencji teorii psychologicznych czy&#13;
przyrodniczych w etnografię, ale też nie przekreślał ich pożytecznej roli pomocniczej, a zwłaszcza późniejszych badań przedstawicieli tych dyscyplin,&#13;
1&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 7–8. Por. W. Domański&#13;
Poglądy Kolberga…, s. 78.&#13;
2&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 76.&#13;
&#13;
360&#13;
&#13;
�gdy materiał etnograficzny będzie obejmował jak najwięcej bezstronnie,&#13;
skrupulatnie i rzetelnie pozyskanych przez etnografa faktów.&#13;
Rezultatem tych rozważań staje się próba określenia kompetencji poszczególnych nauk jako dotyczących różnych aspektów ludzkiej natury.&#13;
Omawiając pracę Müllera, przytacza Kolberg jego propozycję rozróżnienia&#13;
tych kompetencji dla antropologii i etnografii:&#13;
Etnografia, czyli etnologia, więc ludoznawstwo, jest, jak to orzeka jej nazwa,&#13;
umiejętnością o człowieku uważanym jako osobnik (indywiduum) zbiorowy.&#13;
Różni się ona zatem punktem zapatrywania się na człowieka od antropologii&#13;
badającej w człowieku jednostkę zmysłowo-rozumną przyrody, czyli osobnika&#13;
pojedynczego. Jeśli antropologia, widząc w człowieku okaz zoologiczny rodzaju&#13;
Homo, ma za zadanie rozwijać wszelkie fizyczne i psychiczne natury jego skłonności i objawy, to etnografia bada go jako członka towarzystwa zjednoczonego&#13;
wspólnym węzłem rodu, obyczaju i języka1.&#13;
&#13;
Czyli – przywołując tu komentarz Domańskiego: „[…] antropologia powinna badać cechy gatunkowe człowieka, etnografia zaś zająć się jego życiem społecznym. […] Ludzkie cechy gatunkowe przysługują bowiem każdemu człowiekowi. Etnografii natomiast przypada w udziale badanie kultury, podstawy więzi społecznej”2. Badanie to dokonuje się w konkretnym&#13;
środowisku wiejskim poprzez metodyczną obserwację właściwych mu,&#13;
powszechnie uznawanych i aktualnie praktykowanych przejawów kultury,&#13;
wypracowanych w życiu zbiorowym. Etnografia zajmuje się więc badaniem&#13;
żywej, aktualnej kultury poszczególnych grup etnicznych. Zaś „śledzenie&#13;
genezy ewolucyjno-historycznej”3 tej kultury – jak to określa Domański – to&#13;
już przedmiot etnologii. W ten sposób Kolberg wyodrębnił dwie perspektywy i kierunki badań:&#13;
Jak bowiem etnografia miałaby za zadanie skreślić cechy zewnętrzne i wewnętrzne żywota każdego z ludów obecnie ziemię zamieszkujących, tak znowu&#13;
etnologia, cofnąwszy się w przeszłość, nierównie szerszy zakreśliłaby dla swych&#13;
prac program, szukając cech ludów dawniejszych od starego ich początku przy&#13;
pomocy archeologii i pokrewnych jej nauk, śledząc ludów tych rozrost lub przekwit, wyjaśniając wreszcie ich wzajemne na siebie czy to dodatnie, czy ujemne&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 17.&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, s. 78–79.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 79.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
361&#13;
&#13;
�oddziaływanie w pochodzie wieków aż po dzień dzisiejszy. Nie potrzebuję dowodzić, ile przy podobnym rozdziale pracy przysporzyłoby się także cennego&#13;
materiału ludoznawczego tak dla etnopsychologii, jak i etnofizjologii1.&#13;
&#13;
Można zakładać, że rozgraniczenie dwu specjalności: etnopsychologii&#13;
i etnofizjologii, raczej robocze, służyć miało usprawnieniu prac porównawczych.&#13;
Stwierdzając dalej, że „u nas samych nauka etnografii, jak i antropologii&#13;
zaledwie kiełkować poczyna i dziś jeszcze głównie na skrzętnym zbieraniu&#13;
materiałów się ogranicza”, Kolberg wyłuszcza swój pogląd na ich przyszły&#13;
rozwój:&#13;
Jak każda umiejętność, a osobliwie historii i geografii dotycząca, oprzeć się winna na autentycznych dowodach leżących w kronikach, dokumentach, dyplomatach, mapach, planach itd., obok zabytków, jakie przynosi dla niej archeologia&#13;
– tak i etnografia, zarówno u nas, jak i wszędzie indziej, wzrost i korzyści swe&#13;
zawdzięczać będzie liczbie, dokładności i wiarogodności dostarczonych jej materiałów, typów, okazów, opisów, fotografij i rysunków szczegółowych i zbiorowych. Bez nich ani zdolności autora, ani jego zabiegi i prace na wnioskach&#13;
osobistych i domysłach częstokroć oparte, więc nie dające niezbitej pewności&#13;
i zupełnie jasnego o rzeczy wyobrażenia, pożądanego nie odniosą skutku2.&#13;
&#13;
Artykuł kończy badacz zwięzłym przypomnieniem, że dla postępu etnografii i integracji jej naukowych dokonań, obok pism poświęconych jej&#13;
i dyscyplinom pokrewnym oraz publikacji ikonograficznych, duże znaczenie mają także kongresy i zjazdy krajowe i międzynarodowe, gromadzące&#13;
uczonych z różnych dziedzin, jak również wystawy okolicznościowe i stałe&#13;
oraz muzea prezentujące m.in. także okazy etnograficzne. Wymienia tu Muzeum Techniczno-Przemysłowe założone w 1868 w Krakowie przez Adriana&#13;
Baranieckiego. Wreszcie wspomina o Akademii Umiejętności, która „zwróciwszy równie baczną na tę naukę, jak i na inne uwagę, wygotowała instrukcję w przedmiocie zbierania i nadsyłania jej materiałów dla etnografii&#13;
i rozesłała ją po kraju, obecnie zaś gromadzi zasoby i okazy, które stanowić&#13;
mają zawiązek własnego jej muzeum”3.&#13;
O. Kolberg Obecne stanowisko etnografii… (DWOK T. 63), s. 18.&#13;
Tamże, s. 23.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 25. Wspomniana przez Kolberga Instrukcja do badania właściwości ludowych&#13;
opublikowana została w roku 1874, zob. też wyżej, s. 275.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
362&#13;
&#13;
�Obecne stanowisko etnografii potwierdza, że u podstaw poglądów&#13;
autora Ludu leżała niezmiennie przez niego preferowana „faktograficzna&#13;
koncepcja etnografii”. Zgodnie z nią głównym przedmiotem etnografii jest&#13;
badanie „aktualnego życia grup etnicznych”, etnologia miałaby ją dopełniać&#13;
poprzez „bliższą interpretację materiału archaicznego”, a ten „mógłby być&#13;
jeszcze szczegółowiej analizowany przez etnopsychologię i etnofizjologię”.&#13;
Domański pisze:&#13;
Tego rodzaju przydział materiału etnograficznego innym naukom należy do metod badawczych reprezentowanych przez tradycyjny pozytywizm, który wszelkie&#13;
szersze uogólnienia rozumiał jako sumę wyników badań nauk szczegółowych1.&#13;
&#13;
Nie znaczy to, że Kolberg, upatrując swoje zadanie na tym etapie rozwoju nauki w zbieraniu i systematyzowaniu materiału dla niej, nie widział&#13;
maksymalistycznych perspektyw dla etnografii w przyszłości, tj. szansy&#13;
wszechstronnej interpretacji, dopełnienia jej o wyniki badań dyscyplin pokrewnych i w rezultacie pożądanej syntezy.&#13;
XIX&#13;
[Chopiniana w korespondencji z M.A. Szulcem i M. Karasowskim. – Wkład&#13;
Kolberga w prace biografistów Chopina i wydawców jego dzieł: prostowanie błędów i dopełnienia dotyczące życia i twórczości kompozytora, opinie&#13;
o charakterze, technice, stylu i ekspresji jego sztuki pianistycznej, o genezie&#13;
i edycjach utworów, zwłaszcza juweniliów, propozycje dotyczące kompletnego wydania dzieł Chopina. – Własne materiały o Chopinie i kopie jego&#13;
utworów. – Znaczenie tych materiałów i postulat zebrania w całość wiedzy&#13;
Kolberga o Chopinie.]&#13;
&#13;
Choć główny nurt życia Kolberga wyznaczała ustawiczna codzienna praca nad zebraniem, opracowaniem i wydaniem materiałów etnograficznych&#13;
i folklorystycznych oraz udział w działalności Akademii, znalazła się w nim&#13;
jednak przestrzeń na powrót w latach siedemdziesiątych do dawnej niegasnącej pasji, jaką był fenomen osobowości i twórczości Chopina. Zaangażowanie Kolberga w tę tematykę bogato dokumentuje jego korespondencja&#13;
1&#13;
&#13;
W. Domański Poglądy Kolberga…, 79–80.&#13;
&#13;
363&#13;
&#13;
�z okresu pobytu w Krakowie, prowadzona przede wszystkim z biografami&#13;
Chopina, Marcelim Antonim Szulcem i Maurycym Karasowskim, przynosząc&#13;
jednocześnie cenny materiał źródłowy dla chopinologii. Czytelny impuls&#13;
dla ożywienia wcześniejszych zainteresowań Kolberga Chopinem stanowił&#13;
najpierw bezpośredni kontakt, potem korespondencja z Marcelim Antonim&#13;
Szulcem, poznańskim nauczycielem, autorem pierwszej polskiej biografii&#13;
Chopina wydanej w 1873 roku1. Korespondencja ta została zainicjowana&#13;
listem Szulca już w 1871 roku, lecz rozwinęła się kilka lat później, po wydaniu jego książki i nieprzerwanie, choć w różnych odstępach czasu, trwała&#13;
do roku 18882. Kolberg poznał Szulca najprawdopodobniej jesienią 1871&#13;
roku, kiedy to odwiedził Poznań w nieodnotowanej przez siebie w itinerarium podróży, potwierdzonej jednak w późniejszych listach i w „Dzienniku&#13;
Poznańskim”3. Od początku połączyły ich wspólne żywe zainteresowania&#13;
muzyczne, zarówno teoretyczne, jak i praktyczne. Szulc podobnie jak Kolberg grał na fortepianie, ponadto na skrzypcach i organach. Obaj śledzili&#13;
aktualne życie muzyczne, wydarzenia koncertowe, nowości bibliograficzne&#13;
i edytorskie, literaturę z dziedziny historii muzyki. Przede wszystkim jednak obaj zafascynowani byli postacią i twórczością Chopina. Kolberg jako&#13;
wykształcony muzyk, uzdolniony kompozytor i pianista, a także bezpośredni świadek młodzieńczych lat artysty z okresu wspólnego zamieszkiwania&#13;
obu rodzin w Pałacu Kazimierzowskim w latach 1820–1825, a potem słuchacz jego gry i obserwator niezwykłej drogi muzycznej Chopina w latach&#13;
warszawskich, okazał się dla Szulca biografisty bezcennym informatorem&#13;
i konsultantem. Z kolei on sam znalazł w poznańskim nauczycielu podobnego sobie pasjonata muzyki i możliwość porozumiewania się na jej temat wspólnym językiem. Już w pierwszym liście z 16 listopada 1871 roku&#13;
Szulc, nawiązując do osobistego spotkania, formułuje swoje oczekiwania:&#13;
„Ufny i w uczynność, i w obietnicę Pańską, śmiem udać się do WPana&#13;
1&#13;
M.A. Szulc (1818–1898), pedagog, z wykształcenia filolog klasyczny, autor podręczników&#13;
do nauki języka francuskiego, był do roku 1884 wieloletnim nauczycielem w gimnazjum św.&#13;
Marii Magdaleny w Poznaniu. Z tradycji rodzinnych i zamiłowania muzyk, wydał w Poznaniu&#13;
w 1873 roku cenioną pracę Fryderyk Chopin i utwory jego muzyczne. Przyczynek do życiorysu&#13;
i oceny kompozycji artysty. Pracę Szulca wznowiono w edycji PWM w Krakowie w 1986&#13;
roku, z wstępem Danuty Idaszak poświęconym sylwetce autora (s. 7–38) oraz z dodatkiem&#13;
późniejszych uzupełnień Szulca do swojej książki (s. 266–294).&#13;
2&#13;
W sumie zachowało się 46 listów wymienionych między Kolbergiem a Szulcem w latach&#13;
1871–1888; opublikowane zostały w Korespondencji… cz. I–III (DWOK T. 64–66).&#13;
3&#13;
Zob. wyżej, s. 319-320.&#13;
&#13;
364&#13;
&#13;
�Dobrodzieja z prośbą o łaskawe poparcie mnie swym współdziałaniem&#13;
w mej pracy o Chopinie”1. Kolberg świeżo po przeprowadzce, organizujący&#13;
wówczas swoje życie pod Krakowem, odpowiedział jednak dopiero trzy lata&#13;
później, 13 listopada 1874 roku, już po ukazaniu się biografii Chopina. Odpowiedział jednak konkretnie na prośbę adresata, dołączając do listu obok&#13;
wyrazów uznania dla autora swoje szczegółowe uwagi, sprostowania i uzupełnienia dotyczące książki. Miały one służyć do planowanej drugiej edycji&#13;
pracy Szulca. Do odpowiedzi tej był starannie przygotowany, ponieważ już&#13;
od kilkunastu lat, a szczególnie gorliwie od 1871 roku, gromadził materiały&#13;
o Chopinie, odwołując się przy tym również do informacji, pamięci i własnych zbiorów brata Wilhelma, który uczęszczając z Fryderykiem do jednej&#13;
klasy w Liceum Warszawskim, pozostawał z nim w bliskiej bezpośredniej&#13;
relacji i przyjaźni. Swoje notatki dla Szulca oparł więc Kolberg nie tylko&#13;
o własne wiadomości i obserwacje, ale uzupełniał je i weryfikował przy&#13;
pomocy Wilhelma2. Bracia spotkali się w 1873 roku w Krakowie i wówczas&#13;
Wilhelm przekazał Oskarowi zapamiętane fakty i szczegóły dotyczące życia i twórczości Chopina. Jednak Oskar nadal prosił brata o wiadomości&#13;
i o wszystkie posiadane materiały. Pisał:&#13;
Pan Szulc pisał do mnie z prośbą o udzielenie mu szczegółów i sprostowania&#13;
o Chopinie, o jakich mi wiadomo […], a które będą mu potrzebne do drugiej&#13;
edycji wyjść mającej za rok czy dwa. Więc mu posłałem wszystkie te uwagi,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 394.&#13;
Niedatowana brulionowa wersja Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Szulca&#13;
o Chopinie, a przesłanych mu w listopadzie 1874 r. (zob. brulion listu do M.A. Szulca z 13 XI&#13;
1874 r., Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 498–499), opublikowana została w III części&#13;
Korespondencji… (DWOK T. 66), na s. 724–729 jako ankes 7. Zachowały się też: inna wersja&#13;
Uwag Kolberga, mniej pełna niż poprzednia (rkp. w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie, nr inw. M/66, s. 1–4) oraz rękopis notatek o Chopinie spisanych przez Wilhelma Kolberga&#13;
(tamże, nr inw. M/81, s. 1–4), której autorstwo przypisywane było Oskarowi. Pierwodruk dwu&#13;
ostatnich rękopisów w artykule K. Kobylańskiej Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg, w: Studia&#13;
Hieronymo Feicht septuagenario dedicata, Kraków 1967, s. 386–389; tam (s. 388) jako autor&#13;
drugiego rkp. błędnie podany: Oskar Kolberg. Wszystkie trzy dokumenty zostały przedrukowane w tomie Kolberga Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), odpowiednio pod nr 982, 981&#13;
i 980. Tamże w przypisie do tekstu 982 (s. 461) M. Tomaszewski, autor opracowania, wyjaśnił&#13;
kwestię autorstwa Wilhelma. Do II edycji pracy Szulca nie doszło, natomiast później opublikował on w warszawskim „Echu Muzycznym” z r. 1880, w nr. 17 (s. 133–134), 18 (s. 144–146),&#13;
20 (s. 159–160) i 24 (s. 189–192) Zbiór wiadomości i uzupełnień dotyczących życia i utworów&#13;
Fryderyka Szopena, gdzie wykorzystał częściowo materiał pozyskany od Kolberga (przedruk&#13;
tegoż w edycji pracy Szulca z 1986 r., s. 273–294).&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
365&#13;
&#13;
�które zanotowałem jeszcze za Twej bytności zeszłorocznej, obiecując pomnożyć je notatkami, jakie od Ciebie lub kogo innego uzyskam. Podziękował mi&#13;
i prosi szczególniej o przysłanie mu kopij tych listów czy liścików Ch[opin]a,&#13;
które do Ciebie pisał z Reinertz i Antonina, jako i o opis szczegółowy i wizerunek (fotogr[afię]) tablicy Twojej marmurowej u św. Krzyża. Wszystko to bądź&#13;
łaskaw przygotować i przysłać mi wkrótce, a może znajdzie się u Ciebie jeszcze&#13;
coś z jego kompozycji. Prosiłbym także i o owego Poloneza skomponowanego&#13;
przez znakomitego artystę zmarłego niedawno w Paryżu (bo pod tym tytułem&#13;
wyszedł u Kaufmana), a który był pomiędzy Twymi nutami na fortepianie1.&#13;
&#13;
Gromadząc wiadomości o Chopinie i zabiegając przez wiele lat o jego&#13;
wiarygodną biografię i poprawne edycje utworów, Kolberg – jako kompetentny muzyk i świadek warszawskiego okresu życia i twórczości mistrza,&#13;
zafascynowany jednocześnie jego talentem i sztuką – miał w konsekwencji&#13;
przyczynić się znacząco do wzbogacenia wiedzy o wielkim kompozytorze2.&#13;
Począwszy od odpowiedzi Kolberga przesłanej Szulcowi w 1874 roku&#13;
z dołączonymi Uwagami, wymiana listów coraz bliższych sobie korespondentów stała się bardziej ożywiona; obaj skupiali się przede wszystkim&#13;
wokół problemów chopinowskich. Szulc z wdzięcznością przyjął przysłane&#13;
mu notatki Kolberga, wskazane w nich braki, błędy, nieścisłości. Kolberg&#13;
zaś nadal pracowicie zbierał informacje, przeprowadzał kwerendy, analizował ukazujące się na temat Chopina artykuły, prostował powstałe wokół jego osoby i twórczości dowolne interpretacje, narosłe mity i legendy.&#13;
Zarówno w zebranych przez siebie Uwagach dotyczących edycji Szulca,&#13;
jak i w dalszych listach spektrum poruszanych zagadnień jest bardzo szerokie. Dotyczą sztuki pianistycznej Chopina, indywidualnego charakteru jego&#13;
gry, okoliczności i sposobów improwizacji, pomysłów twórczych i źródeł&#13;
muzycznych, chronologii i genezy utworów, autorstwa i edytorstwa dzieł,&#13;
szczególnie juweniliów, kolejnych edycji pojedynczych kompozycji i wydań&#13;
zbiorowych, wydawców i autorów piszących o Chopinie, mniej lub bardziej&#13;
istotnych szczegółów biograficznych, takich jak próby ustalenia pochodzenia rodziny Fryderyka ze strony ojca czy informacji dotyczących przyjaciół,&#13;
Brulion listu do Wilhelma z 18 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510.&#13;
Zob. M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Pisma muzyczne cz. I (DWOK T. 61), s. XVIII–XXII, K. Kobylańska Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg...,&#13;
s. 378–390 oraz E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondencji Oskara Kolberga, „Polski Rocznik Muzykologiczny” 2014, T. XII pt. Oskar Kolberg – prekursor europejskiej folklorystyki, s. 65–79.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
366&#13;
&#13;
�uczniów, spotkań, zdarzeń, upodobań kompozytora, wreszcie pamiątek po&#13;
nim. Czyni to Kolberg z wielkim zaangażowaniem, wnikliwością i widoczną pasją; u ich źródła jest nie tylko osobista fascynacja, ale i pietyzm dla&#13;
autentycznego portretu Chopina jako człowieka i twórcy, nie mitologizowanego, lecz prawdziwego w życiu i w swojej genialnej twórczości, oraz&#13;
odpowiedzialność świadka odznaczającego się doskonałą pamięcią zdarzeń,&#13;
muzyki, sposobu ekspresji artystycznej. Te rozproszone w listach i notatkach informacje i opinie najróżniejszego rodzaju składają się na bezcenne&#13;
dopełnienie biografii kompozytora, po części tylko wykorzystane przez badaczy jego dorobku i ciągle czekające na systematyczne i drobiazgowe ich&#13;
zanalizowanie przez specjalistów.&#13;
Działania Kolberga dotyczyły także edycji utworów Chopina. Autor&#13;
Ludu zbierał od wielu lat juwenilia oraz bezprawne, tzw. dzikie wydania pośmiertne. Wydawał opinie o praktykach różnych wydawców, np.&#13;
krytycznie oceniał w edycji Fontany celowość jego własnego pośmiertnego opusowania młodzieńczych i nienumerowanych utworów Chopina,&#13;
co powodowało, że wcześniejsze kompozycje miały numery wyższe od&#13;
dojrzałych. Proponował natomiast ułożenie tych utworów „w kolejności&#13;
rzeczowej i chronologicznej”. Tę swoją opinię przedstawiał późniejszym&#13;
wydawcom, odradzając stanowczo kontynuację tego zabiegu Fontany jako&#13;
niezgodnego z wolą i zapatrywaniami samego Chopina:&#13;
Znałem aż nazbyt dobrze usposobienie Chopina, abym nie był przekonany, że&#13;
nawet w wypadku, gdyby pozwolił opublikować te drobnostki za życia, nie&#13;
zniósłby, aby jego utwory młodzieńcze – zdając sobie sprawę z ich słabości –&#13;
zostały wydrukowane później […] po utworach najwyższej doskonałości. Różnica&#13;
jest zbyt jaskrawa, aby zaraz nie rzuciła się każdemu w oczy i uszy. Dlatego oznaczenia Fontany jako nieautoryzowane przez samego Chopina nie mają żadnego&#13;
uzasadnienia. Jest zatem nie tylko pożądane, ale nawet konieczne dla poznania&#13;
rozwoju ducha Chopina, zaniechanie oznaczeń Fontany – jako wyniku osobistego zapatrywania, a w żadnym razie woli Chopina […]1.&#13;
1&#13;
Brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 3 XII 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 181 (tłum. z niem.). Zob. też inne wypowiedzi Kolberga na ten temat, tamże, s. 291 (brulion&#13;
listu do R. Wolffa z 1879 r.) oraz Korespondencja…, cz. I (DWOK T. 64), s. 562–563 i 664 (bruliony listów do M. Szulca z 1876 r.). Julian Fontana (1810–1869), pianista, kompozytor, jeden z najbliższych przyjaciół Chopina, jego uczeń, powiernik, kopista i edytor Oeuvres posthumes pour&#13;
de piano de Fréd. Chopin. Publiés sur manuscrits originaux avec autorisation de sa famille&#13;
par […] op. 66–74, Berlin [1855 i 1859]. O opinii Kolberga na temat opusowania przyjętego przez&#13;
&#13;
367&#13;
&#13;
�Kolberg zabiegał też sam o wydanie chopinowskich ineditów. Już&#13;
w grudniu 1874 roku na ręce Szulca przesłał „drobiazgi chopinowskie”, tj.&#13;
kopie kilku utworów, m.in. trzech młodzieńczych mazurków Chopina oraz&#13;
Adagia, z życzeniem przekazania ich Leitgeberowi do publikacji1. O tych&#13;
mazurkach pisał w liście:&#13;
Co do kawałków Chopina, które oczywiście noszą na sobie piętno dorywczości&#13;
(lubo ducha jego cechujące niewątpliwie), nadmieniam, że trzy te mazury [tj.&#13;
Mazurek G-dur, B-dur i D-dur] były improwizowane wśród większej jeszcze&#13;
liczby innych […] na jakimś wieczorze tańcującym (zdaje się u rektora Lindego&#13;
w roku 1826 czy 7), gdzie Ch. w dobrym będąc humorze, sam siadał do fortepianu (nigdy go bowiem o to przy tańcach, szanując jego talent, nie proszono)&#13;
i puszczał wodze swojemu wesołemu usposobieniu. Mazurów takich krocie sypały się wówczas spod jego ręki jak z rogu obfitości, lecz tylko te trzy na żądanie&#13;
brata mego nazajutrz spisanymi być mogły, że jeszcze z pamięci nie uleciały.&#13;
Trzeci z nich (G-dur) nazwany został kulawym, dlatego że go grał, gdy tancerz&#13;
w obertasie na lewo (na kseb) przysiadał się czasami jedną nogą czy kolanem&#13;
do ziemi, udając niby kulawego czy pijanego lub chcącego upaść, lecz wnet się&#13;
podnosił, co mają oznaczać mocniej naciskane oktawy wiolinu i basu w drugim&#13;
takcie każdej części […]. Dwa te mazury: B-dur i G-dur mój brat następnie za&#13;
pozwoleniem jego litografował; na świstkach bez tytułu, w 30 tylko egzemplarzach odbite, rozdane one zostały znajomym (jeden egzemplarz mam u siebie).&#13;
&#13;
W dalszym ciągu wyjaśniał Szulcowi, z jakim zamiarem Chopin skomponował Adagio dedykowane siostrze Ludwice, i informował:&#13;
Adagio to zamieszczone było drobnym pismem na ćwiartce listowej, w liście do&#13;
rodziców pisanym, a który zapewnie wraz z innymi zaginął w pamiętnym 1864&#13;
r. napadzie żołdactwa. Szczęściem, że ja już miałem kopię jego u siebie w teczce,&#13;
z której nową kopię Panu przesyłam2.&#13;
Fontanę, uznanej współcześnie za cenną, pisał Jan Ekier we Wstępie do wydania narodowego&#13;
„Dzieł” Fryderyka Chopina (Warszawa 1974), przytaczając w aneksie II (s. 161–163) odpowiednie cytaty z listów Kolberga.&#13;
1&#13;
Utwory te pt. Trzy mazury i Adagio, utwory młodości Chopina wyszły staraniem Szulca&#13;
u Leitgebera w Poznaniu w 1875 roku. Adagio tj. Lento con gran espressione (Nokturn cis-moll); Kolbergowską kopię tego utworu odnotowują bibliografie chopinowskie.&#13;
2&#13;
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 507&#13;
i 508. Mowa o spustoszeniu 19 września 1863 roku (nie w 1864, jak pisze Kolberg) przez Rosjan&#13;
pałacu Zamoyskich na Krakowskim Przedmieściu w odwecie za nieudany zamach powstańców&#13;
na gen. Fiodora Berga, namiestnika Królestwa Polskiego. Demolując budynek pałacu, carscy&#13;
&#13;
368&#13;
&#13;
�Przy okazji do tego listu obok utworów Chopina dołączył też Kolberg&#13;
kilka „własnych polnych bławatków”, tj. „mazurów i obertasów”, które po&#13;
dłuższych perypetiach z wydawcą Leitgeberem ukazały się w Poznaniu&#13;
w 1876 roku pt. Mazurkas et autres danses polonaises pour le piano1.&#13;
Wyjaśniał Szulcowi ten pomysł z sentymentem i jednocześnie dystansem&#13;
jako formę powrotu do młodości:&#13;
[…] stanęły mi na myśli błogie chwile mojej takowej młodości około 1830–40,&#13;
kiedy się to na świat innym niż dzisiaj zapatrywało okiem, a w gronie życzliwych przyjaciół oddawało zabawie i wesołości, hasając nieraz do białego dnia.&#13;
Wtedy to pisywało się owe obertasy, kujawiaki i mazury i bez należytego opracowania i wykończenia na żądanie przyjaciół dawało czasami w 100 lub 200&#13;
egz. do druku na szarej, warszawskiej bibule, nie troszcząc się nawet wcale naówczas o porządną korektę. Ale młodość i myśl dobra krasiła wszystko. Ludzie&#13;
w najlepszej wierze wmawiali w człowieka, że jest kompozytorem i człowiek&#13;
nawzajem temu wierzył, zapominając, że to ziarko dobrego, jakie się w jego&#13;
utworach znaleźć może, bardzo często nie jego, ale poczciwego ludu jest własnością. Próbki, jakie Panu (z liczby całej setki w mojej tece) posyłam jedynie&#13;
dlatego tylko, że się sposobność do tego nadarza, powiedzą Panu więcej o tym&#13;
wszystkim, gdy je muzykalnie, pobłażliwie o to raczysz zapytać, niż wszelkie&#13;
tłumaczenia i komentarze2.&#13;
&#13;
Jak wynika z listów, w roku 1875, podczas wspomnianego wyżej dwukrotnego pobytu w Poznaniu, Kolberg ponownie spotkał się z Szulcem.&#13;
Z pewnością dzielili się wówczas nowymi ustaleniami, wiadomościami&#13;
i uwagami, uzgadniali wątpliwości i potrzebę weryfikacji niepewnych faktów, a także cieszyli nawzajem swoją grą utworów Chopina. Kolberg, dziękując za to spotkanie, pisał:&#13;
[…] pospieszam jednak podzielić się z Panem wiadomośc[iami], jakie się jeszcze&#13;
dadzą zebrać o Chop[inie], z Panem, któryś mi tyle dał dowodów życzliwości&#13;
w ostatniej mojej podróży, że nie wiem, jakimi słowy za nią mam podziękować.&#13;
żołnierze obok sprzętów Izabeli, siostry Chopina, i Antoniego Barcińskich wyrzucili także na&#13;
bruk fortepian Fryderyka, który po śmierci rodziców pozostawał w posiadaniu Barcińskiej,&#13;
oraz zniszczyli część jego listów do rodziny.&#13;
1&#13;
Przedruk tychże w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe (DWOK T. 69), s. 189–193, nr 37,&#13;
s. 225–226, nr 43, s. 294–295, nr 62.&#13;
2&#13;
Brulion listu do M.A. Szulca z 15 XII 1874 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 506–507.&#13;
&#13;
369&#13;
&#13;
�O niektórych szczegółach napomknąłem już ustnie. Powtórzę je tu, ażebyś Pan&#13;
wiedział, o ile będziesz mógł lub chciał użytkować z nich przy drugiej edycji1.&#13;
&#13;
Dalej następuje cała lista informacji bardziej lub mniej szczegółowych,&#13;
ilustrujących wielość wątków chopinowskich poruszanych w tej korespondencji.&#13;
Niewątpliwą zasługą Kolberga było również sporządzanie kopii utworów Chopina oraz gromadzenie niskonakładowych amatorskich druków&#13;
jego kompozycji wykonywanych dla przyjaciół i dla pamięci, a nie do&#13;
rozpowszechniania. Niektóre z wykonanych przez Kolberga kopii długo&#13;
uważane były nawet przez specjalistów za autografy Chopina 2. Dzięki&#13;
jednej z nich, odpisowi Poloneza b-moll (Les Adieux) z 1826 roku, dedykowanego Wilhelmowi, utwór ten jest znany, gdyż autograf Chopina&#13;
zaginął3. Odpisy Kolberga służyły też niejednokrotnie wydawcom dzieł&#13;
Chopina, u których zabiegał o ich kompletne wydanie i którym chętnie&#13;
udostępniał własne materiały, dzieląc się swoją wiedzą i profesjonalnymi&#13;
opiniami. Propozycja pomocy w tym zakresie złożona w styczniu 1878&#13;
roku lipskiemu wydawcy, Breitkopfowi i Härtlowi, okazała się jednak&#13;
spóźniona. Firma miała już innych współpracowników do realizowanego&#13;
właśnie pełnego wydania dzieł Chopina i mimo argumentu, że przydałby&#13;
się w tym gronie również Polak, oferta nie została formalnie przyjęta 4.&#13;
Kolberg mimo to okazał się pomocny przy kwerendzie źródeł, ustalaniu&#13;
Brulion listu do M. A.Szulca z 1 II 1876 r., tamże, s. 561.&#13;
Krystyna Kobylańska, badając autentyczność rękopisów Chopina, ustaliła np., że cztery&#13;
rękopisy uważane za jego autografy to kopie Kolberga. Są to: Lento con gran espressione&#13;
(Nokturn cis-moll); Piosenka litewska op. 74 nr 16, Ecossaise G-dur op. 72 nr 4, Ecossaise Des-dur op. 72 nr 5 (numery dwu ostatnich według edycji Fontany z 1855 roku). Zob. tejże Fryderyk&#13;
Chopin i Oskar Kolberg…, s. 379.&#13;
3&#13;
Swój odpis tego poloneza przesłał Kolberg w grudniu 1878 r. Bretkopfowi i Härtlowi,&#13;
z komentarzem, że utworu tego nie udało mu się odnaleźć po śmierci Wilhelma w 1877 r.&#13;
w jego papierach, choć pamięta jego dwie chopinowskie wersje w zbiorach brata, a kopię&#13;
z wersji staranniejszej sporządził „przed około 18 laty”, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 182 (tłum. z niem.). O utworze tym pisał także do J. Kleczyńskiego w liście z 23 V 1881 r.&#13;
(tamże, s. 501–502; tam w przypisie 2 do tego listu podano błędnie, że rękopis tego poloneza&#13;
znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej).&#13;
4&#13;
Zob. w tej sprawie brulion listu do Breitkopfa i Härtla z 5 I 1878 r. oraz odpowiedź wydawcy z 8 I 1878 r. i kolejny brulion listu Kolberga z 20 II 1878 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 95–96, 98–100, 110–113. Ta lipska edycja pt. Friedrich Chopin’s Werke. Erste&#13;
kritisch durchgesehene Gesamtausgabe herausgegeben von. W. Bargiel, J. Brahms, A. Franchomme, F. Liszt, C. Reinecke, E. Rudorff ukazała się w 14 tomach w latach 1878–1880.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
370&#13;
&#13;
�losów rękopisów i pojedynczych wydań, udzielał wydawcom cennych&#13;
informacji, m.in. o stylu gry Chopina, błędach poprzednich edycji, redakcji utworów, przesyłał kopie niektórych młodzieńczych kompozycji.&#13;
Już w grudniu 1878 roku przekazał do Lipska sporządzony przez siebie&#13;
Spis utworów Chopina z datami ich powstania (także z wątpliwościami&#13;
w tym zakresie) oraz z uwagami o ich wydaniach 1. Dalsza korespondencja w tej sprawie dokumentuje podobnie jak listy do Szulca niezwykłe&#13;
i bezinteresowne zaangażowanie Kolberga w szeroko rozumianą pomoc&#13;
przy nowej edycji, a także skwapliwość, z jaką lipscy wydawcy z cennych&#13;
uwag Kolberga korzystali, zgłaszając kolejne pytania i prośby. Swoistą&#13;
gratyfikację miał zapewne stanowić wydany przez nich w roku 1881 zbiór&#13;
50 polskich mazurków z lat 1817–1850, zebranych i opracowanych przez&#13;
Kolberga w układzie chronologicznym i opatrzonych jego przedmową2.&#13;
Swoje propozycje i poprawki co do koncepcji, układu i porządku w nowej&#13;
pełnej edycji dzieł Chopina przesłał Kolberg także Robertowi Wolffowi około roku 1879, uprzedzając inicjatywę warszawskich wydawców&#13;
i z góry proponując swoją pomoc przy korekcie. Przygotował też osobną&#13;
listę nutowych korekt uchybień zauważonych w poprzedniej edycji. Odpowiedzi udzielonej Kolbergowi nie znamy; firma Gebethnera i Wolffa,&#13;
publikując pełne wydanie dzieł Chopina, skorzystała jednak z pomocy&#13;
J. Kleczyńskiego3.&#13;
1&#13;
Dwie brulionowe wersje takiej listy (rkp. zaginiony, znany z odpisu M. Turczynowiczowej&#13;
sprzed 1839 r.) opublikowane zostały w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66), na s.730–734&#13;
jako aneks 8 pt. Spis utworów Chopina sporządzony przez O. Kolberga. Zestawienie utworów&#13;
Chopina dołączył Kolberg do listu do lipskiego wydawcy z 3 XII 1878 r. (zob. Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 181 (tłum. z niem.) i s. 182, przyp. 1.&#13;
2&#13;
Zbiór ten ukazał się pt. Polnische Tänze. Sammlung des beliebtesten Polnischen Mazurkas&#13;
für das Pianoforte, Leipzig [1881]. Współpracę Kolberga i wydawcy nad przygotowaniem go&#13;
do druku dokumentuje koresponedencja z lat 1880–1881.&#13;
3&#13;
Zob. niedatowany brulion listu do Roberta Wolffa (prawdopodobnie z roku 1879), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 290–292. Nowa edycja Gebethnera i Wolffa, o której przyszłym kształcie pisze Kolberg, ukazała się w 1882 roku w Warszawie w 10 tomach pt. Frédéric&#13;
Chopin Oeuvres de Piano. Édition nouvelle revue, corrigée et doigtée par Jean Kleczyński,&#13;
avec variantes provenant de l’auteur lui-même et communiquées par ses meilleurs élèves.&#13;
Obok uczniów Chopina odnotowany jest tam także udział w opracowaniu Kolberga i Fontany. Wcześniejsze wydania dzieł Chopina przez Gebethnera i Wolffa ukazały się w Warszawie&#13;
w 1863 i 1877 roku. Zachowała się brulionowa wersja wspomnianej erraty nutowej Kolberga&#13;
do wcześniejszego wydania, dawniej uważana za zaginioną (rkp. BN PAU i PAN, sygn. 2184,&#13;
k. 183–184).&#13;
&#13;
371&#13;
&#13;
�Kolberg pozostawił też cenne, choć rozproszone w listach i notatkach wskazówki i informacje o grze Chopina i sposobie wykonywania jego utworów.&#13;
Jeden z najciekawszych opisów zawarł w liście do Szulca z wiosny 1879 roku:&#13;
Ja znajduję, że wszyscy grają go za prędko, a biorąc szalone tempo w allegrach,&#13;
gubią tym samym mnóstwo szczegółów, które właśnie u kompozytora, tyle&#13;
w piękne szczegóły obfitego jak Ch[opin], uwydatnione w grze być by powinny. Przy tym prawie każdy wpada w afektację, niestosowną przesadę albo też&#13;
inaczej cieniuje te dzieła (oprócz miejsc wyraźnie do wzmocnienia i osłabienia&#13;
wskazanych), każdy chce naśladować (a naśladuje według własnego pojęcia,&#13;
więc najczęściej bardzo nietrafnie) owe ociągania się, ową niezależność obu rąk&#13;
od siebie, które autor oznaczał wyrazem tempo rubato […]. Ja może dlatego tak&#13;
jestem wymagającym, żem słyszał samego Ch[opina] bardzo często bądź prywatnie, bądź i publicznie grajacego w czasie jego dojrzałości w latach 1827–1830,&#13;
a wrażenie tej gry (jakkolwiek byłem wówczas prawie dzieckiem jeszcze) niezatarte aż do dnia dzisiejszego pozostawiło na moim umyśle ślady, nie dozwalające&#13;
wcale porównań z nowszymi wykonawcami1.&#13;
&#13;
W korespondencji Kolberga częstym tematem były też pamiątki pozostałe po Chopinie lub z nim związane. Wymienić tu można dla przykładu poświęconą Chopinowi tablicę epitafijną w kościele św. Krzyża w Warszawie,&#13;
wykonaną według projektu (szkicu) Wilhelma przez Leonarda Marconiego,&#13;
a upamiętniającą złożone tam serce kompozytora2. Losy pamiątek będących&#13;
w posiadaniu Wilhelma nie są do końca znane. Nie wszystkie przekazane&#13;
zostały Oskarowi, który wielokrotnie o nie prosił. Gdy się dowiedział, że&#13;
przed śmiercią w 1877 roku Wilhelm odnalazł i przekazał kilka takich pamiątek siostrze Fryderyka, Izabeli Barcińskiej, pisał do Karoliny z żalem:&#13;
„[…] czy to były listy, nuty lub co innego, nie wiem […]. Dziwi mnie mocno,&#13;
dlaczego mnie takowych nie przysłał do Krakowa, wiedząc, że ja zbieram&#13;
tego rodzaju rzeczy, zamyślam studium o Chopinie napisać”3. Sam Wilhelm&#13;
wcześniej utwierdzał zresztą Kolberga w tym zamiarze; obiecując, że przyśle&#13;
Brulion z 20 V 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 234.&#13;
Zob. Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 510, 513, 517 i 521 oraz cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 209. Epitafium wmurowane w filar kościoła ufundowano w 1879 r., uroczyste poświęcenie&#13;
nastąpiło 5 marca 1880 r., wkrótce po złożeniu w tym miejscu urny z sercem Chopina (zob.&#13;
„Kłosy” 1879, T. XXVIII, nr 708 (z 11 I) i 1880, T. XXX, nr 766 (z 4 III) oraz „Biblioteka Warszawska” 1880, T. 2, s. 179–180).&#13;
3&#13;
Brulion listu do Karoliny Kolberg z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 171.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
372&#13;
&#13;
�mu informacje o Chopinie, zastrzegał: „Szczegółów też o życiu Chopina&#13;
niewiele się zebrało, a jak się zbierze, to Ci je przeszlę dla ogłoszenia, a nie&#13;
dla odstąpienia Szulcowi”1.&#13;
Konsekwentne gromadzenie przez Kolberga materiałów o Chopinie,&#13;
wyniki jego wieloletnich kwerend, ustalenia, konsultacje, zebrana wiedza&#13;
o biografii i twórczości kompozytora w gruncie rzeczy posłużyły innym&#13;
biografom i badaczom. Wyżej przytoczona wypowiedź i inne mniej lub&#13;
bardziej wyraźne wzmianki pozwalają jednak wnioskować, że celem było&#13;
nie tylko udzielenie ich innym, ale zamysł samodzielnego studium poświęconego Chopinowi, powracający jako wyraz pielęgnowanych długie lata&#13;
osobistych uczuć dla mistrza. Kolejny ślad takiego zamiaru przynosi późniejszy list do Tytusa Wojciechowskiego, przyjaciela Chopina. Kolberg odnosi się w nim do wcześniejszych prac o Chopinie, prosi adresata o nowe&#13;
wiadomości i o kopie niektórych młodzieńczych utworów, których odpisów nie posiada, wykazując przy tym znakomitą orientację w twórczości&#13;
kompozytora. List jest brulionem; widnieje w nim skreślony ręką Kolberga&#13;
fragment, a w nim zdanie: „Być zatem może, że ja sam, mimo zajęć, jakie&#13;
mnie przygniatają, będę w konieczności podać niektóre wiadomości, by&#13;
zatraceniu nie uległy, do jakiego czasopisma, np. «Przeglądu Lwowskiego»,&#13;
«Echa» itd.”2. Wypowiedź ta, pochodząca z brulionu, być może nie znalazła się w wysłanym liście, ale ujawnia, jak żywotna była potrzeba pisania&#13;
i świadczenia o Chopinie, mimo ogromu innych pierwszoplanowych prac.&#13;
Kolberg korespondował także w latach 1876–1886 z innym biografem&#13;
Chopina, wspominanym już wcześniej Maurycym Karasowskim, muzykiem,&#13;
krytykiem i pisarzem muzycznym, którego znał z okresu warszawskiego&#13;
i z którym wówczas – jak wynika z listów – łączyły go przyjazne stosunki3.&#13;
Pracę Karasowskiego wydaną w Dreźnie w roku 1877 w języku niemieckim&#13;
(w tłumaczeniu autora) pt. Friedrych Chopin. Seine Leben, Seine Werke&#13;
und Briefe (Bd. 1–2) Kolberg znał i sporządzał na jej temat swoje uwagi,&#13;
sprostowania i uzupełnienia4. Książka ta była też omawiana wielokrotnie&#13;
List Wilhelma Kolberga z 31 I 1875 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 517.&#13;
Brulion listu do T. Wojciechowskiego z 15 XII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 285–286.&#13;
3&#13;
Zachowana korespondencja Kolberga z Karasowskim obejmuje 18 listów (zob. DWOK&#13;
T. 64–66).&#13;
4&#13;
Notatki te zachowały się w archiwum Kolberga (BN PAU i PAN, sygn. 2185/4, k. 338–340).&#13;
Drugie wydanie pracy, Karasowskiego, znacznie skrócone i poprawione, ukazało się tamże&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
373&#13;
&#13;
�w korespondencji z Szulcem, który oceniał ją krytycznie, zarzucając autorowi brak podania źródeł i nieład w przedstawianiu faktów. Kolberg nie polemizował z nim w tej sprawie, raczej przychylając się do tego stanowiska.&#13;
Z czasem jednak pozytywniej oceniał tę pracę. Początek listownego kontaktu z Karasowskim przypada na listopad 1876 roku, kiedy to Kolberg przesłał&#13;
mu melodię Chmiela potrzebną do przygotowywanej biografii Chopina 1.&#13;
Korespondencja urwała się potem na kilka lat, dopiero we wrześniu 1881&#13;
roku nawiązana została na nowo, koncentrując się odtąd wokół spraw chopinowskich. Kolberg w poczuciu wspólnego podziwu i uznania dla Chopina&#13;
chętnie dzielił się z Karasowskim – podobnie jak z Szulcem – swoimi przemyśleniami i informacjami; w listach podejmowane więc były najróżniejsze&#13;
wątki z życia i twórczości „naszego uwielbianego mistrza”. I podobnie jak&#13;
pierwszemu biografowi przesłał Kolberg Karasowskiemu po ukazaniu się&#13;
polskiej dwutomowej edycji jego biografii Chopina w 1882 roku swoje sprostowania i uwagi, dołączone do listu z 2 września 1882 roku2.&#13;
Chopinowskie realia pojawiają się także, choć sporadycznie, w korespondencji z lat 1880–1881 z innym zaprzyjaźnionym muzykiem i krytykiem&#13;
muzycznym z Warszawy – Janem Kleczyńskim. Ten ostatni zaprosił Kolberga pod koniec 1879 roku do współpracy z warszawskim dwutygodnikiem,&#13;
„Echem Muzycznym”, którego redakcję objął z początkiem 1880 roku Kolberg okazał zainteresowanie tą inicjatywą, docenił plany redaktora, który&#13;
– jak to określił – zamierzał nadać swemu pismu „kierunek poważny i o ile&#13;
możności narodowy”, ale z braku czasu konkretnego udziału jako autor odmówił. W roku 1880 poruszana była w listach sprawa interesujących Kleczyńskiego wiadomości na temat przodków ojca Fryderyka, Mikołaja Chopina, pozyskanych przez Kolberga w Nancy, gdzie zatrzymał się na krótko&#13;
w drodze na wystawę w Paryżu w 1878 r. Rok później Kleczyński należał do&#13;
grona organizatorów warszawskiego koncertu na rzecz Kolberga, przesłał&#13;
w 1878 roku, trzecie w 1881 roku i to ono stało się podstawą wersji polskiej wydanej w 1882&#13;
roku w Krakowie pt. Fryderyk Chopin. Życie. Listy. Dzieła. Wcześniej Karasowski opublikował&#13;
artykuł pt. Młodość Fryderyka Szopena w „Bibliotece Warszawskiej” 1862, T. 4, s. 1–40 oraz&#13;
Uzupełnienie, tamże, 1869, T. 1, s. 161–179 i 383–418.&#13;
1&#13;
Zob. brulion listu do Karasowskiego z 9 XI i odpowiedź adresata z 17 XI 1876 r.,&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 661–662 i 665–666.&#13;
2&#13;
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 689. Rękopis Uwag O. Kolberga odnoszących się do pracy Karasowskiego o Chopinie opublikowany został w cz. III Korespondencji&#13;
(DWOK T. 66), na s. 738–743 jako aneks 11; przedruk tegoż w: O. Kolberg Pisma muzyczne&#13;
cz. II (DWOK T. 62), s. 472–476, nr 983.&#13;
&#13;
374&#13;
&#13;
�też badaczowi na jego prośbę kopię jednego z młodzieńczych polonezów&#13;
Chopina (Ges-dur), drukowanego w wyczerpanej już wówczas edycji Kaufmanna z 1870 roku. Odpisu z tego wydania poszukiwał Kolberg w Warszawie od 1877 roku, wielokrotnie kierując prośby w tej sprawie do znanych sobie muzyków. Sam z kolei objaśniał Kleczyńskiemu okoliczności powstania&#13;
dedykowanego Wilhelmowi poloneza pożegnalnego b-moll (Les Adieux)1.&#13;
Omawiając wkład Kolberga w biografię i edycję dzieł Chopina, warto&#13;
zatrzymać się jeszcze na ocenach analizujących go muzykologów i oddać&#13;
im głos. Mieczysław Tomaszewski, autor opracowania i wstępu do Pism&#13;
muzycznych Kolberga, potwierdzając wagę zebranej przez niego faktografii&#13;
chopinowskiej, niewykorzystanej we własnych publikacjach, pisał w 1975&#13;
roku:&#13;
Poza tym miał sam doskonałą pamięć zdarzeń i muzyki, sposobu, w jaki ją Chopin wykonywał. Opis gry kompozytora, przesłany Szulcowi w liście z 20 maja&#13;
1979 roku, należy do najbardziej precyzyjnych i autentycznych, jakie nam przekazał wiek XIX, i zaświadcza, jak bardzo Kolberg predestynowany był do zadania, co do którego wykonania stale się wahał.&#13;
&#13;
A dalej, oceniając wiedzę Kolberga przekazaną wydawcom dzieł Chopina, stwierdzał: „Był więc Kolberg bardziej edytorem in spe, ale edytorem&#13;
wysokiej klasy, uczulonym na problem autentyczności przekazu, właściwego odczytania intencji kompozytora, trafnego uchwycenia stylu, wiernego&#13;
przekazu tradycji wykonawczej”2.&#13;
W 2014 roku Ewa Sławińska-Dahlig podobnie podsumowała wkład Kolberga w tej dziedzinie:&#13;
Oskar Kolberg wniósł nieocenioną wiedzę faktograficzną (wzbogaconą o znakomite interpretacje) w pierwszym okresie badań nad Chopinem. Listy i teksty&#13;
Kolberga odnoszące się do kompozytora dowodzą jego kompetencji, szerokości&#13;
zainteresowań i dociekliwości. Są szczególnie cenne jako źródło z pierwszej ręki&#13;
1&#13;
O wspomnianych kwestiach chopinowskich zob. listy Kleczyńskiego i Kolberga nr 698&#13;
i 704; 729, 758 i 770; 837 i 840 w cz II Korespondencji (DWOK T. 65). Cytowane określenie&#13;
Kolberga dotyczące profilu „Echa” tamże, s. 309. O poszukiwanej przez Kolberga kopii poloneza&#13;
Ges-dur mowa też w korespondencji z J. Sikorskim, zob. tamże, s. 257, 396 i 398–399.&#13;
2&#13;
M. Tomaszewski „Pisma muzyczne” Oskara Kolberga…, (DWOK T. 61), s. XX i XXII. List,&#13;
na który się autor powołuje, zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 233–236. Fragment&#13;
tego listu opisujący grę Chopina, zacytowano wyżej, zob. s. 372.&#13;
&#13;
375&#13;
&#13;
�– źródło pozostawione przez świadka warszawskiego okresu życia Fryderyka&#13;
Chopina, a także sumiennego obserwatora jego późniejszych emigracyjnych&#13;
dziejów1.&#13;
&#13;
Postulat autorki: „W dalszych badaniach warto usystematyzować wszystkie wzmianki o kompozytorze zawarte w całym dziedzictwie kolbergowskim i dokonać syntezy dotychczasowych prac na ten temat […]” pozostaje&#13;
aktualny i czeka na zrealizowanie go przez specjalistów.&#13;
XX&#13;
[Podróże na Pokucie i na Podole galicyjskie w latach 1876 i 1877. – Kontynuacja Poznańskiego i wydanie cz. II–IV (1876–1879). – Odwiedziny Karoliny&#13;
z dziećmi w Modlnicy (lato 1877). – Wstępne prace nad cz. I Pokucia. – Wyjazd na Wystawę Powszechną w Paryżu (wrzesień 1878), prezentacja tam&#13;
m.in. tomów Ludu. – Przedłożenie Akademii pierwszej wersji cz. I Pokucia&#13;
(listopad 1878). – Odwiedziny Antoniego i Karoliny z dziećmi w Modlnicy&#13;
(lato 1879). – Wyjazd do Lwowa i Czortowca (wrzesień? 1879). – Udział&#13;
w obchodach jubileuszu Kraszewskiego (październik 1879). – Publikacja Pieśni ludu litewskiego, studium komparatystyczno-folklorystycznego, w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1879). – Uwagi do analizy tekstu&#13;
Bogurodzicy (1879).]&#13;
&#13;
Po wyprawie odbytej w roku 1875 na Pomorze i Mazury oraz w Poznańskie kolejnym obszarem eksploracji Kolberga stały się ziemie na południowo-wschodnich kresach Rzeczypospolitej. W dwu następnych latach,&#13;
1876 i 1877, odbył podróże badawcze na Pokucie i na Podole galicyjskie,&#13;
a obie wyprawy, podobnie jak poprzednia na północ, finansowane były&#13;
przez Akademię, która przeznaczyła na ten cel zasiłek z funduszu Komisji&#13;
Antropologicznej. Był to także okres intensywnej pracy nad monografią&#13;
Poznańskiego: w roku 1876 ukazała się jej część II, w następnym część III,&#13;
1&#13;
E. Sławińska-Dahlig Fryderyk Chopin w świetle korespondecji Oskara Kolberga…, s. 78&#13;
i 77. Z informacji Kolberga o Chopinie korzystały kolejne pokolenia biografów i wydawców&#13;
dzieł kompozytora aż do czasów najnowszych, jest to jednak materiał rozproszony. Zob. m.in.&#13;
J. Ekier Wstęp do wydania narodowego „Dzieł” Fryderyka Chopina…, M. Tomaszewski Chopin. Człowiek, dzieło rezonans, Poznań 1998, Korespondencja Fryderyka Chopina 1816–&#13;
–1831, T. 1, oprac. Z. Helman, Z. Skowron, H. Wróblewska-Straus, Warszawa 2009.&#13;
&#13;
376&#13;
&#13;
�dwa lata później, tj. w 1879 roku część IV (odpowiednio tomy 10–12 Ludu).&#13;
Plan badań etnograficznych na ziemiach wschodnich w obrębie ówczesnego zaboru austriackiego uważał Kolberg jednak za zadanie naukowe na&#13;
tyle pilne, że podjął je równolegle z zaabsorbowaniem innymi pracami nad&#13;
tomami Ludu i działalnością w ramach Akademii. Było to zresztą zgodne&#13;
ze wspomnianym wcześniej programem badawczym Akademii, który jako&#13;
priorytet wskazywał głównie ziemie „północnych i północno-wschodnich&#13;
stoków Karpat”1.&#13;
Podróż Kolberga w 1876 roku do Galicji Wschodniej, pierwsza dłuższa&#13;
na Pokucie i Podole galicyjskie, jest stosunkowo dobrze udokumentowana&#13;
w korespondencji i w materiałach sponsorującej ją Akademii. Pierwotne&#13;
projekty wyjazdu w czerwcu, potem w lipcu nie zostały zrealizowane; termin przesunął się w związku z koniecznością dopilnowania kończącego&#13;
się druku II części W. Ks. Poznańskiego, która ukazała się na początku&#13;
sierpnia 2. Ostatecznie Kolberg wyjechał po 10 sierpnia – taką datę nosi&#13;
ostatni zachowany list pisany jeszcze w Krakowie – a powrócił przed&#13;
12 października, po dwumiesięcznej wyprawie, zatrzymując się jeszcze w Krakowie 3. O swojej podróży wzmiankuje w listach, pisząc m.in.:&#13;
„W tym roku jeździłem na Pokucie, na Bukowinę, i byłem w Karpatach,&#13;
mianowicie miedzy Hucułami pod Czarną Górą [Czarnohorą]”, wspomina pobyt w Czortowcu u Przybysławskich, w Baryszu u Szawłowskich,&#13;
zwiedzanie okolic Lwowa i tygodniowy pobyt w samym mieście, gdzie&#13;
odwiedził muzea oraz Ossolineum 4. Najobszerniejszą relację przynosi&#13;
jednak złożone Akademii sprawozdanie z tej podróży z 30 października&#13;
1876 roku, omówione przez przewodniczącego, J. Majera, na posiedzeniu&#13;
Komisji Antropologicznej w listopadzie 1876 roku 5. Relacja ta wskazuje,&#13;
że główne stacje badawcze Kolberga stanowiły „w okolicy&#13;
Zob. wyżej, s. 277–278..&#13;
Zob. bruliony listów do W. Siarkowskiego z 30 VI oraz do W. Niegolewskiej z 7 VIII&#13;
1876 r., Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 628 i 631.&#13;
3&#13;
Zob. bruliony listów do J. Florkiewicza z 10 VIII oraz do S. Czarneckiego z 12 X 1876 r.,&#13;
tamże, s. 633 i 645. Z Modlnicy pisał Kolberg dopiero 4 XI 1876 r., zob. tamże, s. 660.&#13;
4&#13;
Brulion listu do Czarneckiego tamże, s. 645. Zob. też brulion listu do W. Przybysławskiego&#13;
z 14 X 1876 r., tamże, s. 646.&#13;
5&#13;
Brulion sprawozdania skierowanego do Akademii z 30 X 1876 r. zob. Korespondencja…&#13;
cz. I (DWOK T. 64), s. 657–660. Zob. też omówienie sprawozdania na posiedzeniu Komisji z 16&#13;
XI 1876 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. IV, 1877, s. XVIII oraz&#13;
informacje o tej podróży Kolberga i jej plonach, tamże, s. IX, XXVII.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
377&#13;
&#13;
�naddniestrzańskiej Barysz pod Buczaczem i Czortowiec pod Obertynem,&#13;
w górach zaś Żabie pod Czarnogórą, położone w pobliżu granicy Bukowiny i Kossowa” oraz że krótko przebywał też w miastach: Stanisławowie,&#13;
Kołomyi, Czerniowcach i Buczaczu, dłużej zaś we Lwowie, gdzie m.in.&#13;
sporządził w Muzeum Przyrodniczym im. Dzieduszyckich spis „akwarel, rycin i obrazów olejnych przedstawiających typy i sceny ludowe”,&#13;
a w Ossolineum spis akwarel 1. Temu ostatniemu zagadnieniu, tj. ikonografii, poświęcił Kolberg w sprawozdaniu szczególną uwagę – zgodnie&#13;
ze swoim utrwalonym i często na forum Akademii wyrażanym przekonaniem o szczególnej wartości dla etnografii tego rodzaju dokumentacji.&#13;
Pisał:&#13;
Niech mi tu wolno będzie zwrócić uwagę na przedmiot nader ważną specjalność etnograficzną stanowiący, jakim mianowicie jest ubiór ludu i kształt jego&#13;
mieszkań, narzędzi i sprzętów, gdyż przedmiot ten, wiążąc się z projektowanym&#13;
wydawnictwem wyrozumowanym kostiumów i budowli krajowych, w przyszłości dokonać się mającym, podać może materiał do zasilania okazami świeżo&#13;
powstającego Muzeum Akademickiego.&#13;
&#13;
Zwracał następnie uwagę na wielkie zróżnicowanie strojów charakterystycznych dla zwiedzanych terenów, informował o swoich kontaktach&#13;
z fotografikami tamtych stron podejmowanych w celu zainteresowania ich&#13;
tematyką etnograficzną, informował, że sam, „acz niewprawną ręką”, sporządzał „wizerunki wielu chat, sprzętów, przedmiotów ubrania itd.”, które zamierzał przekazać do opracowania Kossakowi. Wreszcie postulował:&#13;
„Obok wizerunków [tj. szkiców, fotografii itp.] byłoby nader pożądanym&#13;
gromadzenie ubiorów w naturze lub też pojedynczych tychże części”2, zastrzegając jednak, że cena tych ostatnich jest tak wygórowana, że uniemożliwia kupno. Warto tu przypomnieć przywoływany wcześniej fakt, że&#13;
Kolberg przywiózł też z tej podróży i złożył Komisji do jej zbiorów etnograficznych rekwizyty weselne, części stroju, kilkanaście narzędzi i sprzętów&#13;
domowych z Pokucia, a także pięć „gadek huculskich”3. W swojej relacji dla&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658, 659 i 660. Oba spisy zachowały się w zbiorach&#13;
archiwalnych, zob. wyżej, s. 276&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658 i 659.&#13;
3&#13;
Odnotowano to w sprawozdaniach z posiedzeń Komisji Antropologicznej z dnia 21 XII&#13;
1876 r. i z 1 VI 1877 r., zob. wyżej, s. 285.&#13;
1&#13;
&#13;
378&#13;
&#13;
�Akademii zwracał też uwagę na problematykę i okoliczności swoich badań.&#13;
W cytowanym brulionie pisał:&#13;
Przedmiotem zbiorów były głównie zwyczaje, obrzędy, pieśni, muzyka, język itd.&#13;
Wszakże pobyt mój w pomienionych stronach pomimo obfitości dostarczonego&#13;
materiału bynajmniej go jeszcze nie wyczerpał. Stosunki więc pozawiązywane&#13;
z kilku obywatelami naukę miłującymi, a głównie z W. [Władysławem] Przybysławskim w Czortowcu, z W. [Stanisławem] Szawłowskim w Baryszu i z ks.&#13;
Sofronem Witwickim w Żabiu, i kilku innymi osobami, każą się spodziewać, że&#13;
odnośny materiał etnograficzny, jaki by się dał pozyskać, znacznie w następstwie będzie pomnożony na drodze korespondencji1.&#13;
&#13;
Osoby te, wcześniej już tutaj przywołane, jako żywo zainteresowane&#13;
lokalnym folklorem, historią i kulturą ludową swojego regionu znacznie&#13;
przyczyniły się do pomnożenia zbiorów Kolberga z Pokucia oraz z okolic&#13;
Buczacza, goszcząc go w swoich domach, stwarzając warunki do pracy&#13;
badawczej i zasilając przyszłe monografie nowymi materiałami, wiadomościami i konsultacjami. Owocna współpraca i żywe kontakty z nimi udokumentowane są w korespondencji, szczególnie bogatej z Władysławem&#13;
Przybysławskim w latach 1876–18832.&#13;
W roku następnym 1877 Kolberg odbył również podróż do Galicji&#13;
Wschodniej, a jej koszty, podobnie jak rok wcześniej, pokrył fundusz Komisji Antropologicznej. Wcześniej jednak, w połowie lipca, przyjechała&#13;
do Modlnicy na wakacje Karolina z dwiema córkami, starszą Tonią i kilkumiesięczną Walentyną, oraz z siostrzenicą Lolą, osieroconą przez Julię&#13;
Illukiewiczową. Ich pobyt trwał do 19 sierpnia. To rodzinne spotkanie&#13;
miało dla Oskara i jego bratowej szczególne znaczenie wobec niedawnej&#13;
śmierci Wilhelma 4 czerwca tego roku. Dla Karoliny i jej dzieci były&#13;
to również wymarzone wakacje w życzliwym i zorganizowanym domu&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 658.&#13;
Badania Kolberga na Pokuciu, pozyskane tam zbiory, m.in. z Czortowca, oraz jego współpracę z Przybysławskim i Witwickim omawia A. Skrukwa we wstępie do suplementu do Pokucia (DWOK T. 81), s. V–XLIX. Materiały z Huculszczyzny opublikowane zostały dopiero&#13;
w ramach DWOK w dwuczęściowej Rusi Karpackiej (DWOK T. 54–55); tam scharakteryzowali je we wstępie, w tomie 54 O. Gajkowa (s. V–XXVII), M. Tarko (s. XXVIII–XLIV), B. Linette (s.&#13;
XLV–LII) i A. Demartin (s. LIII–LXXII). Bogate materiały z Barysza znalazły się także dopiero&#13;
w nowej edycji, w trzech tomach Rusi Czerwonej (DWOK T. 56, 57/I i 57/II), zob. też wstęp&#13;
M. Tarki do tej monografii (w tomie 56, s. XXX–XXXIII).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
379&#13;
&#13;
�na wsi, w oderwaniu od miejskiej, uciążliwej codzienności, w bliskości&#13;
z kochanym stryjem. W Modlnicy odbył się wówczas chrzest urodzonej&#13;
26 lutego 1877 roku Walentyny, przy współudziale trzech par chrzestnych: Oskara i Antoniny Konopczanki, Juliana Konopki i Meli Męcińskiej&#13;
oraz Michaliny Konopczanki, córki Józefa, i jej kuzyna, Michała, syna&#13;
Ksawerego Konopki1.&#13;
Na wyprawę etnograficzną na Pokucie i Podole galicyjskie i w okolice&#13;
Lwowa Kolberg wyjechał więc dopiero 23 sierpnia, udając się przez Lwów&#13;
do Czortowca, gdzie spędził prawie miesiąc, serdecznie przyjmowany przez&#13;
Przybysławskich, i skąd planował odwiedzić jeszcze Barysz. W drodze powrotnej zatrzymał się także u Bochdanów w Zadwórzu oraz we Lwowie.&#13;
Wrócił do Krakowa w trzeciej dekadzie października. O tej dwumiesięcznej&#13;
podróży wzmiankował w listach2, szczególnie wspominając długi i owocny&#13;
pobyt w Czortowcu, jednej z najbardziej sprzyjających jego pracom stacji&#13;
badawczej, gdzie w atmosferze przyjacielskiej współpracy z gospodarzami,&#13;
Władysławem i Heleną Przybysławskimi, nie tylko pomnażał swoje zbiory&#13;
z Pokucia, ale cieszył się wspólnotą zainteresowań i pasji naukowej goszczącego go właściciela. Przybysławski jako badacz zabytków archeologicznych&#13;
w Galicji Wschodniej, m.in. w Horodnicy nad Dniestrem, miłośnik historii,&#13;
kolekcjoner książek, dokumentów, wykopalisk, przedmiotów użytkowych&#13;
i rzemieślniczych itp., członek Komisji Archeologicznej i Antropologicznej&#13;
Akademii i zamiłowany regionalista okazał się znakomitym towarzyszem&#13;
w badaniach, współpracownikiem i konsultantem Kolberga. O zrozumieniu&#13;
dla działalności autora Ludu, gotowości pomocy i stopniu zażyłości obu&#13;
badaczy świadczy korespondencja. Zapraszając Kolberga w czerwcu 1877&#13;
roku, Przybysławski przypominał „[…] w zeszłym roku daną nam obietnicę&#13;
odwiedzenia w tym roku Pokucia, a przy tym obrania sobie Czortowca za&#13;
główny punkt, z którego robiłbyś Szanowny Pan wycieczki we wszystkich&#13;
kierunkach, jakie za stosowne uznasz”. I deklarował dalej:&#13;
Zob. S. Dębicka W starym gnieździe: z sagi rodu Kolbergów, Warszawa 1989, s. 185–186 i 189.&#13;
Zob. m.in. bruliony listów do W. Przybysławskiego z 8 i 19 VIII 1877 r. (w sprawie daty&#13;
wyjazdu) oraz do B. Moraczewskiej z 27 X, do Akademii z 1 XI, do Jadwigi Wernerowej z 19&#13;
XI i do Karoliny z 10 XII 1877 r. (po powrocie), Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 54, 56,&#13;
67, 72, 76 i 84. W liście do Jadwigi wspomniał, że Helena Przybysławska to córka Kazimierza&#13;
Wessla zaprzyjaźnionego z Wilhelmem, któremu przekazywał tę informację rok wcześniej&#13;
(Korespondencja…, cz. II, DWOK T. 65, s. 76 oraz cz. I, DWOK T. 64, s. 649). U Wesslów&#13;
w Żyrzynie, w Lubelskiem, Kolberg gościł w 1848 r.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
380&#13;
&#13;
�Pisał do mnie dr Kopernicki, że Szanowny Pan masz myśl ułożenia monografii&#13;
etnograficznej Czortowca, cieszę się tym projektem bardzo i z mej strony dołożę&#13;
usilnych starań, ażeby Szanowny Pan wszelkie potrzebne do tego opisu materiały, czy żywe, czy też martwe, miał pod ręką, a tym samym mam przekonanie, że&#13;
tego rodzaju opis wyjdzie spod pióra Pańskiego kompletnym1.&#13;
&#13;
W roku następnym – 1878 – Kolberg nie wyjeżdżał na badania terenowe, lecz wziął udział z ramienia Akademii w Wystawie Powszechnej&#13;
w Paryżu, która trwała od 1 maja do 20 października. Prezentował swoje&#13;
tomy Ludu oraz zbiór rysunków, szkiców i fotografii w części antropologiczno-etnologicznej działu austriackiego wystawy, w którego ramach&#13;
„urzędowo” uczestniczyła Akademia. Do eksponatów tejże należały fotografie zabytków archeologicznych z różnych stron Polski, okazy etnograficzne i antropologiczne wybrane z zasobów muzeum Akademii, a przygotowane przez Komisję Antropologiczną i Archeologiczną pod kierunkiem&#13;
Izydora Kopernickiego, który był także głównym organizatorem ekspedycji materiałów2. Według katalogu wystawy Kopernicki „jako członek Akademii” wystawiał w sekcji antropologicznej działu austriackiego „różne&#13;
czaszki”, a w jego sekcji etnologicznej album fotografii typów i strojów&#13;
Polaków, Rusinów i Żydów. Tamże odnotowano też – jednak bez konkretów – udział dwu „interesujących osób”: Oskara Kolberga „z zabytkami&#13;
etnograficznymi i z takimiż Władysława Przybysławskiego”3. W części&#13;
austriackiej wystawy znalazły się również eksponaty archeologiczne i etnograficzne pochodzące ze zbiorów Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie i z Muzeum Techniczno-Przemysłowego Adriana Baranieckiego&#13;
List W. Przybysławskiego z 24 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 39.&#13;
Eksponaty ze zbiorów Akademii obejmowały „oprócz niektórych starożytności i ich fotografij” m.in. „czaszek sześć z czasów przedhistorycznych z różnych okolic kraju, zbiór 60 typowych tak zwanych pisanek, zbiór okazów włosów ludności polskiej, ruskiej i żydowskiej,&#13;
album fotografij typów ludności podolskiej” (zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej z 27 IV&#13;
1878 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LIV). Zob.&#13;
też list I. Kopernickiego z 2 III 1878 r., w którym informuje Kolberga o ustalonej przez Komisję w Wiedniu konieczności wcześniejszej przesyłki deklarowanych materiałów na wystawę&#13;
i obiecuje mu swoją pomoc w ich przygotowaniu, oraz kolejny list Kopernickiego, niedatowany&#13;
(Korespondencja... cz. II, DWOK T. 65, s. 117-118 i 119).&#13;
3&#13;
Cyt. za: A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku, w: tegoż Dalecy i bliscy:&#13;
studia z dziejów archeologii, „Acta Archaeologica Lodziensia” 1974, nr 23, s. 103. Autor oparł&#13;
swój opis na oficjalnym katalogu wystawy pt. Exposition universelle internationale de 1878&#13;
à Paris. Catalogue spécial de l’exposition des sciences anthropologiques, Paris 1878.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
381&#13;
&#13;
�w Krakowie. Według korespondentki z Paryża, Seweryny Duchińskiej:&#13;
„Dzięki zbiorom hr. Dzieduszyckiego i p. Baranieckiego ten dział austriacki zachował przeważnie polski charakter” 1. Komisarzem wystawy&#13;
austriackiej na wystawie paryskiej był Włodzimierz Dzieduszycki, pasjonat muzealnictwa i mecenas naukowy różnych przedsięwzięć wystawienniczych w Galicji i w Europie.&#13;
Choć wystawcy polscy uczestniczyć mogli w wystawach światowych&#13;
w ramach ekspozycji kraju zaborców, co niejednokrotnie stwarzało dylematy moralne i stawiało Polaków przed alternatywą niewystawiania wcale, na wystawie paryskiej udało się dzięki pewnemu wybiegowi stworzyć&#13;
odrębną ekspozycję polską. Warto o niej wspomnieć, gdyż to zapewne był&#13;
dodatkowy powód szczególnej determinacji Kolberga, który deklarował nie&#13;
tylko chęć, ale wręcz koniczność odwiedzenia wystawy, i do wyjazdu przygotowywał się dużo wcześniej, organizując w tym celu fundusz wydzielony&#13;
ze swojego kapitału zdeponowanego w Warszawie i umawiając się na spotkanie z rodziną w Paryżu2.&#13;
Za urządzenie Wystawy Nauk Antropologicznych stanowiącej część&#13;
wystawy powszechnej w 1878 r. odpowiedzialne było paryskie Towarzystwo Antropologiczne, którego członkami było również wielu Polaków,&#13;
emigrantów, m.in. od 1867 r. Izydor Kopernicki. Środowisko to wraz ze&#13;
swoimi licznymi sympatykami założyło krótko przed wystawą i specjalnie w celu reprezentowania na niej Polski Towarzystwo Antropologiczne&#13;
i Etnograficzne Polskie w Paryżu, ukonstytuowane na wzór francuskiego&#13;
i stanowiące rodzaj jego oddziału3. Prezesem został Franciszek Duchiński&#13;
(1816–1893), etnograf i historyk, działacz emigracyjny, członek paryskiego Towarzystwa Antropologicznego od 1865 r. i główny inicjator przedsięwzięcia. W krótkim czasie wykonano olbrzymią pracę organizacyjną&#13;
1&#13;
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej, „Biblioteka Warszawska” 1878, T. 3, s. 114. Autorka&#13;
wymienia wśród eksponatów z tych zbiorów naczynia, kilimy, pisanki, hafty na płótnie, modele&#13;
chat i zagród wieśniaczych, znaleziska z wykopalisk.&#13;
2&#13;
Zob. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 129, 132–133, 135, 136, 141–142, 149, 151&#13;
i 160, listy wymieniane w tej sprawie z Jadwigą i Emilem Wernerami w okresie od kwietnia&#13;
do sierpnia 1878 r. Kolberg pisał tam m.in., że paryską wystawę „koniecznie dla zbioru&#13;
etnograficznych tam okazów zwiedzić […] wypada, na który to cel nie mam i nie mogę mieć&#13;
innego funduszu jak wiadomą Ci sumkę u Was […]” (tamże, s. 135).&#13;
3&#13;
Zob. A. Abramowicz Société d’Anthropologie et d’Ethnographie Polonaise de Paris (1878&#13;
– ?), „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1975, T. 20, nr 1, s. 79–88. Według autora dalsze&#13;
losy i ślady działalności towarzystwa po wystawie 1878 r. nie są znane.&#13;
&#13;
382&#13;
&#13;
�i na Wystawie Nauk Antropologicznych pod szyldem nowo utworzonego&#13;
towarzystwa polskiego udało się zgromadzić wystawców polskich z emigracji i wszystkich zaborów, zarówno instytucje, jak osoby prywatne.&#13;
Zorganizowany udział Polaków w ekspozycji nauk antropologicznych był&#13;
wydarzeniem bez precedensu, gdyż polski dorobek naukowy zaprezentowano międzynarodowej rzeszy zwiedzających pod własnym, narodowym&#13;
szyldem. Wydarzenie to miało charakter manifestacji nie tylko naukowej,&#13;
ale i politycznej, tożsamościowej. W odezwie towarzystwa wydanej 1 marca 1878 roku z powodu wystawy, stanowiącej rodzaj kwestionariusza czy&#13;
ankiety badawczej napisano m.in.:&#13;
Pierwszy to raz od dawnych czasów kraj nasz na zewnątrz czynnie pod swym&#13;
własnym wystąpi mianem. Niechże to miano, które tak żywym przez dziesięć&#13;
wieków błyszczało światłem, na polu wiedzy zajaśnieje. Okażmy światu i goś­&#13;
cinnym a szlachetnym gospodarzom Wystawy, że Ojczyzna Kopernika i Śniadeckich gościnności tej godna – że istniejemy1.&#13;
&#13;
Prawie sto lat później polski badacz, Andrzej Abramowicz, upomniał się&#13;
o przywrócenie naukowego znaczenia wystawie:&#13;
Chyba nie było w ciągu całego XIX w. większej zagranicznej manifestacji nauki&#13;
polskiej niż wystawa antropologiczna związana z międzynarodową wystawą&#13;
powszechną w 1878 r. w Paryżu. Mimo doniosłości wydarzenia nie znalazło ono&#13;
szerszego odbicia w historii nauki polskiej. Jest prawie zapomniane2.&#13;
&#13;
Według katalogu w ramach nowo powstałego towarzystwa polskiego&#13;
swoje muzealne zbiory zaprezentowały w oddziale polskim: Poznańskie&#13;
Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Muzeum&#13;
Narodowe w Rapperswilu, Jan Zawisza z Warszawy, właściciel kolekcji&#13;
archeologicznej, oraz cała galeria wystawców prywatnych, m.in. Franciszek&#13;
Duchiński, Cyprian Godebski, Władysław Mickiewicz3. Tu także – niezależnie od udziału w części austriackiej wystawy – prezentował eksponaty&#13;
Cyt. za artykułem Abramowicza jw., s. 80.&#13;
A. Abramowicz Wystawa w Paryżu w 1878 roku…, s. 91.&#13;
3&#13;
Opis ekspozycji polskiej oparty na francuskim katalogu wystawy nauk antropologicznych&#13;
(w tłumaczeniu autora) podaje. A. Abramowicz w pracy Wystawa w Paryżu w 1878 roku…,&#13;
s. 91–107. Nie wiadomo, czy lista wystawców jest pełna, gdyż jak zauważa autor, zarówno&#13;
w katalogu, jak i w podpisach eksponatów stosowano swoisty kamuflaż (tamże, s. 107), oraz&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
383&#13;
&#13;
�archeologiczne i etnograficzne ze zbiorów swego prywatnego muzeum we&#13;
Lwowie Włodzimierz Dzieduszycki; spośród nich szczególną uwagę zwracały 32 stroje ludowe z Galicji. W stoisku specjalnym towarzystwa spotykamy ponownie nazwisko Kopernickiego, który opracował przedstawiane&#13;
tam pomiary i tabele kraniometryczne, a w obszernym zestawie bibliograficznym publikacji polskich wymieniono Kolberga jako autora tomów 2–4&#13;
Ludu, tj. Sandomierskiego i Kujaw części I i II. Oddział polski zawierał&#13;
bogatą kolekcję strojów ludowych z różnych regionów Polski, zbiory rysunków i rycin, mapy, m.in. Chrzanowskiego z kilkudziesięcioma tablicami,&#13;
albumy przedstawiające typy i ubiory polskie, a także fotografie znalezisk&#13;
przedhistorycznych, liczne okazy archeologiczne z wykopalisk w całym kraju, różne obiekty etnograficzne, m.in. z zakresu rzemiosła, budownictwa itp.&#13;
Bogaty zbiór poloniców zgromadziła też osobna ekspozycja polskiej „sztuki&#13;
historycznej” zorganizowana na wystawie starożytności pod patronatem&#13;
Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, w specjalnie wydzielonej sali w pałacu Trocadéro. Znalazły się tam cenne pamiątki historyczne i narodowe, arcydzieła dawnej sztuki i rzemiosła, portrety i medaliony&#13;
zasłużonych Polaków, kolekcje miniatur, monet, broni itd., zgromadzone&#13;
w imponującej ilości, z czytelnym zamysłem ukazania bogactwa i starożytności polskiej historii i kultury, stanowiące – według słów Duchińskiej&#13;
– „drugie ognisko polskie przedstawione samoistnie pod opieką Francji”1.&#13;
Eksponaty pochodziły m.in. ze zbiorów Władysława Czartoryskiego oraz&#13;
Jana Działyńskiego z Kórnika.&#13;
Oddział polski na wystawie antropologiczno-etnograficznej został&#13;
wysoko oceniony w prasie francuskiej, opisywała go też prasa polska,&#13;
m.in. piórem stałej korespondentki z Paryża, Duchińskiej, w „Bibliotece Warszawskiej” i przebywającego wówczas w stolicy Francji Henryka&#13;
Sienkiewicza w „Nowinach”2. Ze względu na wymowę polityczną polskiej&#13;
ekspozycji nie o wszystkim jednak można było pisać, może dlatego&#13;
czy jest dokładny spis niektórych nazwisk powtarzających się (np. Kopernicki, Dzieduszycki)&#13;
w oddziałach pod patronatem zaborców i w ekspozycji polskiej.&#13;
1&#13;
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 443.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 115–118 (o wystawie antropologicznej) oraz s. 442–449 (o wystawie „sztuki&#13;
historycznej”); całość relacji autorki s. 111–133 , 305–331 oraz 434–458; H. Sienkiewicz Z wystawy antropologicznej w Paryżu, „Nowiny” 1878 nr 42 i 44. Pisarz uznał wystawę antropologiczną za niewątpliwy sukces polskiej nauki i pokreślał w swojej obszernej relacji powszechne&#13;
uznanie, z jakim się spotkała. Zob. także opis oddziału polskiego w: A. Abramowicz Wystawa&#13;
paryska w 1878 roku…&#13;
&#13;
384&#13;
&#13;
�niektóre krajowe instytucje i osoby przemilczały swój udział lub powściągliwie o nim wspominały. Duchińska opisała wprawdzie „zbiory&#13;
nasze”, ale samo istnienie oddziału polskiego skwitowała oględną informacją, że w osobnym gmachu, który „nosi ogólny tytuł sekcji antropologicznej […], zajmuje znaczną przestrzeń oddział antropologii i etnografii&#13;
polskiej wystawiony przez nowo utworzone Towarzystwo pod prezydencją Duchińskiego” 1. Akademia jako wystawca w oddziale austriackim w sprawozdaniu Komisji Antropologicznej podała ogólną, cytowaną&#13;
wyżej notatkę o wysłanych eksponatach, nie wspominając o oddziale&#13;
polskim 2. Sam Kolberg nie dzielił się w listach merytorycznymi opiniami na temat wystawy, choć jako etnograf pozyskał z niej zapewne sporo ciekawych materiałów i obserwacji, a rozmach i charakter tej wyjątkowej polskiej ekspozycji dostarczyły mu niezapomnianych przeżyć.&#13;
W korespondencji ograniczył się do wzmianek i ogólnych informacji&#13;
o zwiedzaniu wystawy 3, więcej miejsca poświęcając relacjom o podróży&#13;
i o sposobie spędzania czasu w Paryżu, co stanowi odbicie powszechnie&#13;
przyjętego, oszczędnego tonu recepcji polskiej wystawy. Czy odczuwał&#13;
zawód i rozgoryczenie, że zabrakło jego materiałów w oddziale polskim,&#13;
możemy tylko przypuszczać.&#13;
Z Krakowa wyjechał Kolberg po 6 września, w Paryżu spędził około&#13;
miesiąca, w drogę powrotną udał się 6 października, by 17 tego miesiąca&#13;
dotrzeć do Krakowa. Po powrocie do Modlnicy pisał do rodziny i przyjaciół o swojej podróży, jej trasie, zwiedzanych miastach, pobycie w Paryżu,&#13;
kontaktach itd. M.in. w liście do Karoliny czytamy:&#13;
Jechałem na Wiedeń, Münich, Zurych, stąd jeziorem do Rapperswyl, [na] Lucernę (byłem na górze Rigi), Bazyleę, Strasburg, Nancy, do Paryża. A wracałem&#13;
[S. Duchińska] Z wystawy paryskiej…, s. 112.&#13;
Ogólnikową informację, że na wystawę powszechną w Paryżu w 1878 r. „Komisja Antropologiczna wspólnie z Archeologiczną przygotowały i wysłały ciekawsze okazy archeologiczne&#13;
i etnograficzne ze zbiorów Akademii, które tam na siebie powszechną ściągały uwagę znawców&#13;
i zyskały ich uznanie” zamieszczono też w Pamiętniku piętnastoletniej działalności Akademii… w cz. I, na s. 209.&#13;
3&#13;
Wskazówka w liście do E. Wernera z 17 VII 1878 r. podana przed wyjazdem: „W Paryżu&#13;
dowiedzieć się o mnie będzie można na wystawie w austriackim oddziale, mianowicie w Ősterreichisch Antropologisch-Ethnographische Ausstelung […] lub w polskiej wystawie etnograficznej prof. Duchińskiego” (Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 149) wydaje się świadczyć,&#13;
że Kolberg był doskonale zorientowany w sytuacji i w programie ekspozycji.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
385&#13;
&#13;
�na Brukselę, Liège, Akwizgran, Kolonię, stąd Renem do Bonn i Moguncji, dalej&#13;
do Wiesbaden, potem na Frankfurt, Eisenach, Lipsk, Berlin, Poznań i Wrocław&#13;
do Krakowa. W każdym z miast znaczniejszych zatrzymywałem się dzień jeden&#13;
lub dwa, by zwiedzić muzea i co było ciekawszego1.&#13;
&#13;
W Paryżu spotkał się m.in. z Jadwigą Wernerową, z którą wcześniej&#13;
się umówił, oraz z Józefą Konopczanką z Mogilan, córką Józefa. Odwiedzał wystawę, muzea i biblioteki, bywał w teatrach i polskich domach&#13;
emigrantów, m.in. w domu Duchińskich, gdzie spotkał się z „prawdziwie&#13;
staropolskim przyjęciem”. Sewerynę Duchińską, primo voto Pruszakową,&#13;
znał doskonale z czasów warszawskich; jak wspomniano wyżej, spotykali się często w prowadzonym przez nią w Warszawie salonie literackim, nim w 1863 roku wyemigrowała do Paryża. A ponieważ jej drugi&#13;
mąż, Franciszek, opiekował się działem polskim wystawy, był Kolberg&#13;
u samego źródła informacji, zdarzeń, spotkań i opinii. W innych listach&#13;
wspomniał swoją bytność w operze wiedeńskiej w drodze do Paryża,&#13;
a przedstawiając trasę powrotną, wymienił także Lipsk. Z korespondencji&#13;
dowiadujemy się też, że w Lipsku odwiedził firmę Breitkopfa i Härtla,&#13;
gdzie omawiał koncepcję wydania młodzieńczych utworów Chopina,&#13;
w Monachium spotkał się z malarzem Józefem Brandtem, z którym „poruszył kwestię wydawnictwa kostiumów i typów narodowych z wizerunków i fotografii”, a w Nancy, mieście, z którego pochodził ojciec&#13;
Fryderyka, Mikołaj Chopin, usiłował zebrać wiadomości o przodkach&#13;
i rodzinie kompozytora 2.&#13;
Paryska wyprawa stanowiła ponadmiesięczną przerwę w intensywnej pracy nad materiałami pozyskanymi z Pokucia w czasie obu podróży&#13;
w 1876 i 1877 roku. Zbiory te były już wówczas na tyle bogate, choć później zostały jeszcze pomnożone, że Kolberg mógł planować stosunkowo&#13;
szybkie opracowanie pełnej monografii. Już 1 listopada 1877 roku pisał do&#13;
Akademii:&#13;
Ograniczając się obecnie jedynie na doniesieniu o pozyskaniu i w roku bieżącym&#13;
tamże równie obfitych nabytków, mam zaszczyt zawiadomić Akademię, że tak&#13;
z notatek zeszłorocznych, jak i z tegorocznych układam obszerniejszą monograBrulion listu do Karoliny z 22 X 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 170.&#13;
Zob. informacje, relacje i wrażenia z tej podróży w brulionach późniejszych listów do innych adresatów, tamże, m.in. s. 173, 179, 183–184, 200–202, 219, 332–334.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
386&#13;
&#13;
�fię etnograficzną Pokucia (tyczącą się głównie włościan), którą to pracę wraz&#13;
z brulionami notatek nie omieszkam przedłożyć Akademii najdalej w pierwszych dniach kwietnia r[oku] p[rzyszłego]1.&#13;
&#13;
Rzeczywiście, jeszcze przed wyjazdem do Paryża w sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej z 27 kwietnia 1878 roku, tym samym,&#13;
w którym odnotowano wysyłkę materiałów na wystawę, znalazła się informacja Kolberga, który „zawiadamia, że ma na ukończeniu obszerną&#13;
monografię etnograficzną Pokucia jako owoc dwukrotnej wycieczki przedsięwziętej tamże z poleceniem Akad[emii] i z zasiłkiem Kom[isji] Antr[opologicznej]”2. Już w marcu 1878 roku otrzymał Kolberg od Antoniego Małeckiego (1821–1913), językoznawcy, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego&#13;
i członka Akademii Umiejętności, pozytywną opinię na temat swojego opracowania o dialekcie Pokucia. Małecki zaakceptował nie tylko przyjęte przez&#13;
Kolberga zasady pisowni, ale i inne jego uwagi i spostrzeżenia dotyczące&#13;
miejscowej gwary jako zgodne z jego własnymi zapatrywaniami, a także&#13;
ocenił, że „wystarczają zupełnie w dziele etnograficznym”3. W czerwcu tego&#13;
roku Kolberg informował S. Witwickiego z Żabia, że ma już wykończoną&#13;
I część Pokucia, „dość gruby tom obejmujący okolice dolne, czyli podgórskie”, i zapowiadał: „Część II poświęcona będzie góralom Hucułom, do&#13;
czego zbieram i porządkuję obecnie materiały”4. Pierwszą część Pokucia&#13;
złożył w Akademii w listopadzie 1878 roku, co potwierdza sprawozdanie&#13;
z posiedzenia Komisji Antropologicznej z dnia 27 listopada 1878 roku5. Jednak na rychłą edycję nowej monografii brak było środków finansowych.&#13;
Akademia pokrywała wówczas jedynie koszty jednego tomu Kolberga rocznie, tj. wydawaną w latach 1875–1882 siedmiotomową monografię Wielkopolski, druk Pokucia musiał być zatem odłożony w czasie. Przedłożona&#13;
Akademii w 1878 r. pierwsza część Pokucia została po paru latach znacznie&#13;
poszerzona, a materiał do monografii rozrósł się na tyle, że wydana została&#13;
ostatecznie w czterech tomach w latach 1882 i 1883 (cz. I i II) oraz 1888&#13;
i 1889 (cz. III i IV). Przysłużyły się temu sprzyjające Kolbergowi okoliczności, zaistniałe w latach 1880 i 1881, które nie tylko pozwoliły mu znacznie&#13;
Tamże, s. 72.&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. LV.&#13;
3&#13;
List A. Małeckiego z 17 III 1878 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 122.&#13;
4&#13;
Brulion listu do S. Witwickiego z 15 VI 1878 r., tamże, s. 143.&#13;
5&#13;
Zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. V, 1878, s. CVIII.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
387&#13;
&#13;
�wzbogacić wcześniejszy zasób źródłowy, ale także umożliwiły rozpoczęcie&#13;
edycji Pokucia i wydanie dwu pierwszych części, o czym będzie jeszcze&#13;
mowa.&#13;
Na Pokucie wybrał się Kolberg jeszcze w 1879 roku, na co wskazuje&#13;
jedynie wzmianka w itinerarium: „Do Lwowa, Czortowca”1. Brak jednak&#13;
bliższych informacji o tej podróży. Latem od 20 lipca do około 20 sierpnia&#13;
Kolberg nie wyjeżdżał, gdyż w tym czasie gościł w Modlnicy jego brat Antoni z żoną Karoliną i z dziećmi. Spotkanie z rodziną było dla Oskara radosnym przeżyciem i potrzebnym wytchnieniem w codziennych obowiązkach.&#13;
Pisał o tym do Kopernickiego:&#13;
Czuję, że potrzebuję wypoczynku i pokrzepienia sił. Otóż prawdziwą dla mnie&#13;
rozrywką stał się przyjazd brata mego, Antoniego, niewidzianego od lat ośmiu.&#13;
Razem więc z nim spędzam czas na przechadzkach, zwiedzaniu okolic i na rozmowie o domu i o swoich, a wspomnień jest bez liku2.&#13;
&#13;
Prawdopodobnie Lwów i Czortowiec odwiedził Kolberg w drugiej połowie września i był to wyjazd krótki3.&#13;
Z początkiem października był już w Modlnicy i wziął udział w jubileuszowym obchodzie 50-lecia pracy literackiej Józefa Ignacego Kraszewskiego, który odbył się w Krakowie w dniach 2–7 października 1879 roku.&#13;
Obchody te zorganizowano z niezwykłym rozmachem i wystawnością. Połączone były z uroczystym podpisaniem 3 października aktu restauracji&#13;
świeżo odnowionych i przebudowanych Sukiennic, do których jako pierwszego wprowadzono jubilata w asyście władz miejskich i z towarzyszeniem kantaty na jego cześć, skomponowanej przez W. Żeleńskiego do słów&#13;
A. Asnyka. Po przemówieniu prezydenta Zyblikiewicza, wręczeniu Kraszewskiemu darów i adresów oraz jego mowie odbyła się w Sukiennicach&#13;
jubileuszowa uczta, w której wzięło udział ponad 800 osób. Dla uczczenia&#13;
obu faktów Henryk Siemiradzki ofiarował do otwartych dla publiczności&#13;
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 706.&#13;
Brulion z 1 VIII 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 248. Zob. też list Antoniego&#13;
Kolberga do Oskara z 18 VII 1879 r., tamże, s. 246.&#13;
3&#13;
W korespondencji brak wprawdzie jakichkolwiek wzmianek o tym pobycie we Lwowie&#13;
i w Czortowcu, ale bieg zdarzeń w 1879 r. wydaje się wskazywać jedynie na ten okres. Po wyjeździe rodziny z Modlnicy, pod koniec sierpnia spotkał się z Kolberg z Jadwigą Wernerową&#13;
w Krakowie, gdzie wyprawiał się jeszcze kilkakrotnie w pierwszej połowie września; na wyprawę na Pokucie zabrakłoby więc wcześniej czasu.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
388&#13;
&#13;
�5 października Sukiennic swój obraz Pochodnie Nerona, przeznaczony dla&#13;
tworzącej się właśnie galerii Muzeum Narodowego w Krakowie. Spotkało&#13;
się to z wielkim uznaniem i entuzjazmem społecznym, których wyrazem był&#13;
zaimprowizowany pochód z pochodniami w dniu 6 października. Uroczystości zgromadziły ogromną liczbę uczestników przybyłych ze wszystkich&#13;
trzech zaborów, a także z zagranicy; Kraków świętował jubileusz cenionego&#13;
pisarza jako święto narodowe, okazję do patriotycznej manifestacji, a opisywała je cała polska prasa1. Kolberg brał udział w obchodach w ciągu&#13;
dwu pierwszych dni. Jednak wysiłek dojazdów do Krakowa i powrotów&#13;
do Modlnicy, tłumy i skala tej fety dały mu się zdrowotnie we znaki i z dalszego świętowania musiał zrezygnować. W liście do Karoliny w połowie&#13;
października pisał m.in.:&#13;
Nie będę Ci opisywał, co się tu działo w czasie jubileuszu Kraszew[skiego], bo&#13;
się dokładniej o tym wszystkim dowiesz z gazet lub z relacji jakiego naocznego&#13;
świadka, których mnóstwo tu było z Warszawy, jak i z innych stron kraju. Istotnie zjazd i uroczystości były wspaniałe. Konopkowie przez cztery dni jeździli&#13;
jak zapamiętali do miasta i siedzieli tam od rana do nocy […], by ceremonie dnia&#13;
pierwszego, jubilata i zgiełk ten zobaczyć […], a do zapału tego przyłączył się&#13;
potem i zapał dla Siemiradzkiego, fakelcugi itd. […] Co do mnie tyle tylko powiem, że po dwóch dniach takiej jazdy (bo w Krak[owie] przepełnionym ludźmi&#13;
nocować nie było podobieństwem) tak mi się słabemu już roztrzęsły kości,&#13;
żem […] cały następny tydzień przesiedzieć musiał w domu […], co po prawdzie&#13;
mówiąc, a po widzeniu rzeczy głównej, tj. przyjęcia, wcale mi przykrości nie&#13;
sprawiło; też o tym wiesz dobrze, że zabaw hałaśliwych i hucznych nie lubię&#13;
i tylko żałowałem, że nie mogłem powitać osób, z którymi widzieć się pragnąłem, a najbardziej z samym Kraszewskim […]2.&#13;
&#13;
Obok wspomnianej w liście kiepskiej kondycji zdrowotnej charakterystyczna jest tu niechęć Kolberga do szumnych celebracji, głośnych&#13;
wystąpień i zgromadzeń. Jego uczestnictwo w obchodach zaznaczyło się&#13;
Zob. m.in. sprawozdanie pt. Obchód w Krakowie pięćdziesięcioletniej pracy literackiej&#13;
J. I. Kraszewskiego, „Czas” 1879, nr 228–231, Poświęcenie i otwarcie Sukiennic, tamże, nr 228&#13;
i 229 oraz artykuł podpisany inicjałami Z.C. Józef Ignacy Kraszewski i pięćdziesięcioletni&#13;
Jego jubileusz, tamże, nr 228–234. Uchwałę o utworzeniu Muzeum Narodowego w Krakowie,&#13;
pierwszego narodowego muzeum na ziemiach polskich, Rada Miejska podjęła 7 października&#13;
1879 r., otwarcie Muzeum dla zwiedzających w pierwszej siedzibie, w Sukiennicach, nastąpiło&#13;
11 września 1883 r., z okazji 200-lecia odsieczy wiedeńskiej.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Karoliny z 16 X 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 263.&#13;
1&#13;
&#13;
389&#13;
&#13;
�skromnie, bez wysuwania się na widok publiczny. Na uczcie ku czci Kraszewskiego nie był, swój hołd dla jubilata współwyraził natomiast jako&#13;
redaktor trzeciego tomu „Zbioru Wiadomości do Antropologii Krajowej”,&#13;
dedykowanego pisarzowi – członkowi Akademii, oraz w liście osobiście&#13;
do niego skierowanym z serdecznymi gratulacjami i z darem z „własnych&#13;
zapisków etnograficznych” 1.&#13;
Obok postępu prac nad Pokuciem oraz nad dalszymi tomami monografii o Wielkopolsce i edycją jej części IV (tom 12 Ludu), rok 1879&#13;
przynosi jeszcze ważną publikację Kolberga, tj. Pieśni ludu litewskiego zamieszczoną w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”, we&#13;
wspomnianym tomie dedykowanym właśnie Kraszewskiemu 2. Tematyka&#13;
tej pracy Kolberga chyba nieprzypadkowo zbiega się z litewskimi zainteresowaniami, badaniami i publikacjami pisarza poświęconymi historii&#13;
i kulturze Litwy 3.&#13;
Ta największa lituanistyczna praca Kolberga składa się z obszernego&#13;
studium o pieśniach litewskich oraz ze zbioru 76 pieśni (67 z melodiami) pochodzących głównie z własnych zapisów oraz z kilkunastu pieśni&#13;
udzielonych mu przez innych zbieraczy. Sam autor informuje, że spisał&#13;
je w czasie podróży odbytej w Augustowskie w roku 1860, choć jak się&#13;
wydaje, po latach tę datę roczną podał błędnie, gdyż inne świadectwa&#13;
wskazują, że podróż w Augustowskie odbył w roku 1858 i ta data jest&#13;
bardziej prawdopodobna 4. Litewskimi pieśniami zainteresował się Kolberg dużo wcześniej; jego pierwsza publikacja, przynosząca kilkanaście&#13;
takich utworów, a zamieszczona w „Dzwonie Literackim”, pochodzi z roku&#13;
1&#13;
List do Kraszewskiego z 20 X 1879 r., tamże, s. 267–269. Nie wiadomo, jaki tom lub tomy&#13;
swojego Ludu wysłał Kolberg adresatowi, prawdopodobnie był to świeżo wydany tom 12,&#13;
tj. cz. IV W. Ks. Poznańskiego. Jak wynika z listu Kolberga, który stwierdza, że „część ich [tych&#13;
zapisków] już Mu [Kraszewskiemu] była znaną”, wcześniejsze tomy jubilat otrzymywał.&#13;
2&#13;
Tj. w tomie III z 1879 roku, na s. 167–230 (s. 167–187 – rozprawa, s. 188–230 – pieśni&#13;
z melodiami) oraz odbitka, Kraków 1879. Przedruk rozprawy w: O. Kolberg Studia, rozprawy…&#13;
(DWOK T. 63), s. 307–336, pieśni ponownie opublikowano w tomie Litwa (DWOK T. 53).&#13;
O badaniach, materiałach i kontaktach litewskich Kolberga zob. W. Armon „Litwa” Oskara&#13;
Kolberga, tamże, s. V–XV.&#13;
3&#13;
Należą tu m.in. monograficzne opracowania Kraszewskiego Wilno od początków jego&#13;
do roku 1750 (T. I–IV, Wilno 1838–1842) oraz Litwa. Starożytne dzieje, ustawy, język, wiara,&#13;
obyczaje, pieśni, przysłowia, podania itd. (T. 1–2, Wilno 1847–1850).&#13;
4&#13;
Zob. Wykaz podróży… (DWOK T. 66), s. 705, por. też W. Armon „Litwa”… (DWOK T. 53),&#13;
s. VIII–IX.&#13;
&#13;
390&#13;
&#13;
�1846 1. Zarówno wówczas, jak i później w przypadku litewskich pieśni&#13;
planowanych do wydania przez Akademię barierę stanowiły jednak trudności filologiczne. Kolberg nie znał języka litewskiego, potrzebował więc&#13;
fachowej pomocy, zwłaszcza w zakresie pisowni. W połowie roku 1877&#13;
zwrócił się więc do Jana Karłowicza, uznanego autorytetu lituanistycznego, autora pracy O języku litewskim wydanej w 1875 roku2. Karłowicz&#13;
obiecał współpracę, ale okazało się, że sam potrzebuje merytorycznej pomocy w kwestiach istotnych dla Kolberga. Ostatecznie udzielił jej chętnie&#13;
Jan Juszkiewicz, który wówczas przygotowywał do druku pieśni zebrane&#13;
przez swojego brata, Antoniego Juszkiewicza3. Rękopis Kolberga, wysłany&#13;
do Juszkiewicza za pośrednictwem Karłowicza we wrześniu 1878 roku,&#13;
wrócił tą samą drogą po dwu miesiącach z poprawioną i ujednoliconą pisownią4, po czym przez księgarnię Gebethnera i Wolffa przekazany został&#13;
Kolbergowi, a w następnym roku praca ukazała się w druku. W styczniu&#13;
1880 roku Kolberg wysłał Janowi Karłowiczowi i Janowi Juszkiewiczowi&#13;
odbitki Pieśni litewskich z podziękowaniem za pomoc przy ich opracowaniu5. A przy okazji ustaleń na temat pisowni tekstów litewskich Kolberg,&#13;
Opublikował tam Kolberg 15 pieśni (melodie z akompaniamentem, teksty oryginalne&#13;
z przekładem polskim), które znalazły się ponownie w artykule w „Zbiorze Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej”. Zob. wyżej, s. 83.&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do Karłowicza z 1 VI 1877 r. Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 24–26. Jan Karłowicz (1836–1903), filolog i etnograf, autor prac z zakresu językoznawstwa,&#13;
etnografii, folklorystyki, archeologii, lituanistyki, redaktor „Wisły” w latach 1888–1889, wydał Słownik gwar polskich (Warszawa 1900–1911) oraz wydawał Słownik języka polskiego&#13;
z A. Kryńskim i W. Niedźwiedzkim (1900–1926, 8 tomów). Jego praca O języku litewskim&#13;
ukazała się w „Rozprawach i Sprawozdaniach z Posiedzeń Wydz. Filolog.”, T. II, Kraków 1875,&#13;
s.135–376. Jako uzupełnienie do tej pracy Kolberg przygotował obszerne zestawienie bibliograficzne, które świadczy o jego żywym zainteresowaniu językiem i kulturą Litwy (opublikowano&#13;
je w tomie Litwa, DWOK T. 53, na s. 483–511).&#13;
3&#13;
Jan Juszkiewicz (1815–1886), nauczyciel gimnazjalny w Kazaniu, filolog litewski. Dokonał&#13;
pierwszej klasyfikacji dialektów litewskich i próby reformy pisowni, przygotował do druku&#13;
i wydał pieśni zapisane przez brata, Antoniego. Antoni Juszkiewicz (1819–1880), ksiądz, zbieracz folkloru litewskiego, zgromadził około 7 tys. pieśni. W latach 1880–1882 w Kazaniu wydany został największy, trzytomowy ich zbiór, zawierający teksty pieśni pt. Lietuviškos dainos.&#13;
Niewielka ich część ukazała się wcześniej.&#13;
4&#13;
Współpracę tę, zainicjowaną przez Kolberga w czerwcu 1877 roku, dokumentuje dwanaście listów wymienianych z Karłowiczem do grudnia 1878 r., zob. Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), listy 485, 491, 516, 520, 581, 590–592, 596, 600, 603, 609. Zob. też list J. Juszkiewicza do J. Karłowicza z 23 X 1878 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 765–766.&#13;
5&#13;
Zob. bruliony listów do J. Karłowicza i J. Juszkiewicza z 27 III 1880 r., Korespondencja... cz. II (DWOK T. 65), s. 341–342. Egzemplarz odbitki Pieśni litewskich wysłany do&#13;
1&#13;
&#13;
391&#13;
&#13;
�akceptując notację przyjętą przez Juszkiewicza i dobrze ocenioną przez&#13;
Karłowicza, nie zaś stosowaną przez badaczy niemieckich, napisał do tego&#13;
ostatniego:&#13;
P[an] Juszkiewicz, nie wiedząc, że jam się rodził w Polsce, więc biorąc mnie za&#13;
Niemca (a wszakże i moje nazwisko jest tylko pozornie niemieckie, gdyż rodzina&#13;
pochodzi z Pomorza Bałtyckiego, pierwotnie słowiańskiego, gdzie dotąd jeszcze&#13;
mieszka wielu ludzi koło brzegów morskich) wnioskuje, że nie przyjmę jego&#13;
pisowni […]1.&#13;
&#13;
Niejedyna to tak charakterystyczna wypowiedź Kolberga na temat swojego rodowodu.&#13;
Studium ma charakter komparatystyczny i ściśle folklorystyczny. Jego&#13;
przedmiotem jest analiza porównawcza tekstów pieśni litewskich i polskich. Poprzedza ją krótkie omówienie zbiorów tych pierwszych, głównie najobszerniejszego z nich, gromadzącego dotychczas wydane pieśni&#13;
litewskie, tj. pracy Nesselmanna z 1853 roku 2. Uznając sumienność tego&#13;
opracowania, Kolberg kwestionuje jednak niekonsekwentną klasyfikację&#13;
pieśni, kilkakrotnie powtarzany zabieg łączenia kilku wariantów niepełnych lub kalekich w jeden całkowity, a przede wszystkim wytyka autorowi „niemniej dotkliwą wadę”, jaką jest „brak wskazówki miejsca urodzenia pieśni, jej metryki, a przynajmniej miejsca, gdzie była słyszaną&#13;
i spisaną”. –„Każdy bowiem badacz – dodaje – zna dostatecznie wagę takiego rodowodu przy pracach porównawczych, już dla samych własności&#13;
i różnic lingwistycznych” 3. Na ten ostatni brak Kolberg uwrażliwiony był&#13;
szczególnie, gdyż – jak wiadomo – określanie proweniencji geograficznej&#13;
utworów folkloru uczynił od początku pierwszoplanowym elementem ich&#13;
dokumentacji źródłowej.&#13;
Dokonując analizy porównawczej, Kolberg zestawia typowe i charakterystyczne – jego zdaniem – motywy pieśni litewskich z paralelnymi w pieśniach polskich, przede wszystkim pochodzących z dotąd wydanych tomów&#13;
Karłowicza zakwestionowała cenzura rosyjska i zwróciła go do Krakowa, Kolberg zatem&#13;
wysłał odbitkę ponownie do Kazania, by za pośrednictwem Juszkiewicza trafiła do Warszawy do Karło­wicza.&#13;
1&#13;
Brulion listu do J. Karłowicza z 21 X 1878 r., Korespondencja…cz. II (DWOK T. 65), s. 167.&#13;
2&#13;
G.H.F. Nesselmann Littauische Volkslieder gesammelt kritisch bearbeitet und metrisch&#13;
übersetzt von […] Mit einer Musikbeilage, Berlin 1853.&#13;
3&#13;
O. Kolberg Pieśni ludu litewskiego, w: tegoż Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s. 310.&#13;
&#13;
392&#13;
&#13;
�Ludu. Wskazuje różnice i podobieństwa funkcji, w jakich te wybrane motywy występują, charakter ich eksponowania w pieśni i znaczenie symboliczne. Zwraca uwagę na ich zmienne lub identyczne cechy w strukturze&#13;
pieśni i w sytuacjach lirycznych, na rozmaite relacje między nimi tradycyjnie utrwalone, a także porównuje ich popularność lub rzadkość w pieśniowym folklorze litewskim i polskim. Opierając się na jak największej ilości&#13;
reprezentatywnych wariantów, śledzi motywy takie jak np. słońce, księżyc,&#13;
woda, koń, kukułka, lipa, dąb, jawor, kalina, ruta, lilie, wianek, pierścień,&#13;
kołyska itd., występujące w bliskich lub odmiennych kontekstach treściowych, analizuje ich rolę w obrazowaniu, w odmalowaniu uczuć i nastrojów.&#13;
Wychwytując w ten sposób podobieństwa i różnice między pieśniami litewskimi i polskimi, zmierza Kolberg poprzez wyodrębnienie charakterystycznych motywów i wątków do uchwycenia specyfiki pieśni litewskich.&#13;
Sugeruje w końcu, że to jedynie zarys problemów zasługujących na głębsze&#13;
studia i analizy porównawcze, co tak uzasadnia:&#13;
Badania takie, obok tych, jakie lingwiści poczynili w kierunku językoznawczym,&#13;
odsłonią niewątpliwie całe znaczenie dziejowe i cywilizacyjne ludu, który aczkolwiek jako samodzielny działacz polityczny krótką tylko (przecież świetną)&#13;
zapełnił w historii kartę, jednakże ze względu na niepoślednie swe stanowisko w dziedzinie ludów rasy aryjskiej, której jednym z najwybitniejszych jest&#13;
przedstawicielem, na najwyższe zasługuje zajęcie i do usilnych a wdzięcznych&#13;
w każdym kierunku dla badacza zachęca studiów1.&#13;
&#13;
Ta najobszerniejsza praca komparatystyczna Kolberga odzwierciedla&#13;
zatem po raz kolejny jego ugruntowane przekonanie, że w pieśniach odbijają się dzieje, kultura i tradycja, a także cechy umysłowe i psychiczne&#13;
tworzącego je ludu.&#13;
W roku 1879 Kolberg wypowiedział się jeszcze raz na interesujący go&#13;
od lat temat Bogurodzicy2. Skłoniła go do tego rozprawa Romana Pilata&#13;
(1846–1906), lwowskiego historyka literatury, pt. Pieśń „Bogarodzica. I. Restytucja tekstu pieśni wydana w Krakowie w 1879 roku. Kolberg spisał&#13;
uwagi na temat tej pracy, niedrukowany za życia rękopis podpisał i datował: „Modlnica, 30 kwietnia 1879 r. Oskar Kolberg” 3. Rozprawa Pilata&#13;
Tamże, s. 335.&#13;
Zob. wyżej, s. 160-161.&#13;
3&#13;
Opublikowano go pt. Uwagi na temat restytucji tekstu pierwotnego pieśni „Bogarodzica” w tomie Pisma muzyczne cz. II (DWOK T. 62), s. 544–546, nr 1021b. Na końcu tego&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
393&#13;
&#13;
�złożona została przez autora w Akademii już na początku listopada 1878&#13;
roku1, być może Kolberg tam zapoznał się z nią jeszcze przed ukazaniem się&#13;
w druku i zanotował swoje uwagi, mając zamiar zabrać głos na jej temat&#13;
na jednym z posiedzeń Komisji Językowej lub przekazać jej swój rękopis&#13;
do odczytania. W sprawozdaniach z posiedzeń Wydziału Filologicznego&#13;
i Komisji Językowej brak jednak informacji o dyskusji nad tym opracowaniem. Wypowiedź Kolberga ma przyczynkarski charakter, jest rodzajem&#13;
głosu w dyskusji, dopowiedzeniem kilku szczegółów odnoszących się do&#13;
tekstu. Dotyczy trzech form składniowych występujących w pieśni, których rozumienie, znaczenie oraz restytucję widzi i uzasadnia inaczej niż&#13;
autor. Charakterystyczne, że zdanie Kolberga co do rozumienia zapisu tych&#13;
dawnych form i poprawnej rekonstrukcji ich brzmienia zgodne są z wersją&#13;
kanoniczną, współcześnie przyjętą dla tej pierwszej polskiej pieśni religijnej. Niezależnie jednak od słuszności opinii Kolberga na uwagę zasługuje&#13;
tu jego językowa dociekliwość i zainteresowanie zabytkiem dawnej polszczyzny także od strony filologicznej.&#13;
Mimo wypełnionego tak intensywną pracą trybu życia Kolberg nie zarzucił swojej pianistycznej pasji i w miarę możliwości wracał do ulubionego muzykowania. W liście do warszawskiego przyjaciela, J. Sikorskiego,&#13;
pisał na ten temat we wrześniu 1879 roku:&#13;
Ja, chociaż już od dawna zajmuję się nią [muzyką] tylko pośrednio, jestem w tyle&#13;
szczęśliwym położeniu, że mam sposobność niekiedy, w chwilach wolnych, grywać na 4 ręce z zacną p. Męcińską, przyjaciółką pp. Kon[opków], która zarządzając tu domem od lat 30, lubi tę sztukę i jest wcale dobrą muzyczką, równie jak&#13;
i dwie z tutejszych panien, jej uczennice2.&#13;
&#13;
tekstu Kolberg wskazuje swoją wcześniejszą pracę na temat tonalności Bogurodzicy (zob. tamże, s. 536–544, nr 1021a).&#13;
1&#13;
Informację o nadesłaniu Akademii rozprawy R. Pilata, członka Komisji Językowej, zamieszczono w sprawozdaniu z posiedzenia Wydziału Filologicznego w dniu 5 listopada 1878 r.,&#13;
zob. „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Filolog.” T. VII, 1880, s. VII. Praca Pilata&#13;
drukowana była w „Pamiętniku Akademii Umiejętności. Wydziały: Filologiczny i Historyczno-Filologiczny”, T. IV, 1880, s. 1–114 (i odbitka: Kraków 1879).&#13;
2&#13;
Brulion listu do J. Sikorskiego z 27 IX 1879 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 257.&#13;
&#13;
394&#13;
&#13;
�XXI&#13;
[Propozycja przyjęcia opieki naukowej nad wystawą etnograficzną w Kołomyi (marzec 1880). – Korespondencja z M. Wolffem: próba interwencji&#13;
w sprawie zakazu zbytu ocenzurowanych tomów w Królestwie Polskim&#13;
i w Rosji oraz odmowa udziału w rosyjskim wydawnictwie Żiwopisnaja&#13;
Rossija… (kwiecień 1880). – Ukończenie druku cz. V. Poznańskiego (maj&#13;
1880). – Udział w obchodach 400-lecia śmierci Długosza (maj 1880). –&#13;
Wyjazd na Pokucie i współudział w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi (czerwiec–październik 1880), bogate zbiory z Pokucia jako&#13;
wynik 4-miesięcznego pobytu w tym regionie. – Koncert warszawski na&#13;
rzecz wydawnictw Kolberga (maj 1881), dochód przeznaczony na sfinansowanie cz. I i II Pokucia. – Wydanie cz. VI Poznańskiego i opracowanego&#13;
przez Kolberga zbioru polskich mazurków u Bretkopfa i Härtla w Lipsku&#13;
(1881). – Ukazanie się cz. I Pokucia oraz cz. VII, ostatniej, Poznańskiego&#13;
(1882) – zamknięcie kolejnej monografii, jej koncepcja, współpracownicy&#13;
i korespondenci z Wielkopolski. – Postawa Kolberga wobec germanizacji&#13;
w świetle korespondencji z Wielkopolanami. – Śmierć brata Antoniego&#13;
(grudzień 1882). – Publikacja pracy Właściwości, pieśni i tańce ludu Ziemi&#13;
Dobrzyńskiej w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1882).]&#13;
&#13;
Rok 1880 przyniósł ważne wydarzenie w życiu Kolberga, a zarazem&#13;
nowe doświadczenie, istotne dla postępu jego badań i prac nad Pokuciem.&#13;
Autor Ludu został zaproszony do udziału w organizowaniu wystawy etnograficznej w Kołomyi jako opiekun naukowy czuwający nad pozyskiwaniem i doborem eksponatów. Inicjatorami przedsięwzięcia byli przedstawiciele miejscowej inteligencji skupieni w Czarnohorskim Oddziale Towarzystwa Tatrzańskiego, który to Oddział ukonstytuował się w lutym 1878 roku.&#13;
Do grona tego należeli m.in. Jan Gregorowicz, zarządca dóbr hr. Skarbka&#13;
w Żabiu, Leopold Wajgel, nauczyciel gimnazjum w Kołomyi, oraz dobrze&#13;
znany Kolbergowi Władysław Przybysławski z Czortowca. Wszyscy oni&#13;
byli zamiłowanymi regionalistami, autorami prac poświęconych Pokuciu&#13;
i Huculszczyźnie1. Wystawa, otwarta od 15 do 30 września 1880 roku, zorganizowana przez Czarnohorski Oddział Towarzystwa Tatrzańskiego pod&#13;
protektoratem W. Dzieduszyckiego, była pierwszą polską wystawą etnograficzną, bowiem „wyodrębniała – jak to ujmuje autor jej opisu – z „dotychczasowego wystawiennictwa przemysłowo-gospodarczego element&#13;
1&#13;
&#13;
Zob. też A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XII–XIV.&#13;
&#13;
395&#13;
&#13;
�etnograficzny i nadawała mu samodzielny kierunek rozwojowy” 1. Miała&#13;
za zadanie jak najszerzej promować region, stąd obok eksponatów ściśle&#13;
etnograficznych, takich jak m.in. ubiory i wyroby tradycyjnego rzemiosła&#13;
z tkanin, drewna, skóry itd., narzędzia i sprzęty gospodarskie, przetwory&#13;
spożywcze, przedmioty artystyczne, ozdoby itd., wystawiane były także płody górskie, konie, owce i było huculskie, surowce naturalne (drewno, ropa&#13;
naftowa, węgiel, sól i inne kopaliny), a także narzędzia do ich pozyskiwania.&#13;
Zgromadzone eksponaty pochodziły z powiatów: kołomyjskiego, kossowskiego, horodeńskiego, śniatyńskiego, zaleszczyckiego i borszczowskiego,&#13;
czyli głównie z Pokucia, ale po części także z Podola. Komitet organizacyjny, któremu przewodniczył Władysław Przybysławski, wydał już w końcu&#13;
roku 1879 program planowanej wystawy, instrukcję do badania właściwości ludowych, formularz zgłoszenia okazów na wystawę oraz odezwę&#13;
z prośbą o udział w pozyskiwaniu eksponatów i o pomoc finansową2. Na&#13;
uwagę zasługuje w tych materiałach programowy rozmach projektu; obok&#13;
eksponatów z zakresu kultury materialnej uwzględniono też „rysunki, obrazy i fotografie okolic i typów ludowych” oraz mapy. Z kolei w „Instrukcji&#13;
do badania właściwości ludowych” wymienione były jako przedmiot dokumentacji: muzyka, pieśni i taniec, obrzędy i zwyczaje, przysłowia, gadki,&#13;
podania, przysłowia, zagadki, gwara, czyli wszystkie gatunki folkloru i jego&#13;
język. W rezultacie na wystawie znalazły się też rękopisy 3, a wśród nich&#13;
manuskrypt cz. I i II Pokucia w pierwotnej wersji, znacznie poszerzonej&#13;
po wystawie.&#13;
Inicjatywa powierzenia Kolbergowi opieki naukowej nad częścią etnograficzną wystawy wyszła od Władysława Przybysławskiego, który&#13;
najpierw przedstawił ten pomysł Kopernickiemu, najbliższemu współpracownikowi etnografa, oraz uzgodnił go zapewne z pozostałymi organizatorami wystawy. Już w marcu 1880 roku Kopernicki w imieniu Przybysławskiego informował Kolberga o tej propozycji i o planie zaproszenia&#13;
R. Brykowski O pierwszej polskiej wystawie etnograficznej, „Spotkania z Zabytkami”&#13;
1982, nr 6, s. 75. O wystawie pisała obszernie galicyjska i warszawska prasa, zob. m.in. W. Zawadzki Wystawa etnograficzna w Kołomyi, „Dziennik Polski” 1880, nr 230–231, M. Turkawski&#13;
Wystawa etnograficzna Pokucia w Kołomyi, „Czas” 1880, nr 266, tenże Wspomnienie wystawy etnograficznej w Kołomyi, „Kłosy” 1881, T. XXXII, nr 831–835.&#13;
2&#13;
Druki te opublikowane zostały ponownie w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66) jako&#13;
aneksy nr 23–26, na s. 767–777.&#13;
3&#13;
Wymienia je A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV.&#13;
1&#13;
&#13;
396&#13;
&#13;
�go na całe lato do Czortowca oraz pokrycia kosztów podróży i pobytu.&#13;
Sugerował też przysyłanie korekt do Czortowca i uprzedzając niepokoje&#13;
Kolberga co do ich przebiegu, stwierdzał: „Zwłoka z druku nie byłaby&#13;
z tego powodu większa jak teraz, gdy korekta chodzi piechotą do Modlnicy lub czeka przybycia Pańskiego w drukarni” 1. Kolberg propozycję patronatu nad wystawą przyjął, a w kwietniu Przybysławski, dziękując mu&#13;
za gotowość współpracy, zasugerował termin jego pobytu w Czortowcu&#13;
już od maja. Kolberg jednak uznał tak wczesny przyjazd za nierealny ze&#13;
względu na konieczność przypilnowania prac nad kończącym się właśnie&#13;
w maju drukiem tomu 13. i rozpoczęciem druku tomu 14., tj. odpowiednio&#13;
cz. V i VI W. Ks. Poznańskiego2.&#13;
Wiosną 1880 roku Kolberg podjął jeszcze jedną decyzję wartą odnotowania. Była nią odmowa współudziału w rosyjskim wydawnictwie&#13;
Żiwopisnaja Rossija… i opracowania w nim opisu Królestwa Polskiego3.&#13;
Propozycję taką złożył Maurycy Wolff, księgarz i nakładca dzieł polskich&#13;
w Petersburgu, do którego Kolberg zwrócił się pod koniec 1879 r. o pomoc&#13;
w zabiegach o zniesienie zakazu cenzury i umożliwienie zbytu swoich tomów w Królestwie i w Rosji. Wolff starania takie obiecał podjąć, Kolberg&#13;
musiał więc przekazać odmowę dyplomatycznie ze względu na swój żywotny „interes cenzuralny”. Powołał się zatem na brak czasu i obciążenie pracą nad własnym wydawnictwem oraz na oddalenie od Królestwa, a także&#13;
uprzedzając wcześniej, że pisałby jedynie w języku polskim4. Wymowną&#13;
motywację odmowy publikacji o Królestwie Polskim z pozycji rosyjskiego&#13;
zaborcy ujawniają listy wymienione w tej sprawie z Kopernickim, który&#13;
rozumiejąc delikatną sytuację Kolberga, pisał jednak:&#13;
List I. Kopernickiego z 23 III 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 339.&#13;
Zob. listy do W. Przybysławskiego z 30 III i 27 IV oraz list W. Przybysławskiego z 21 IV&#13;
1880 r, tamże, s. 345, 355 i 352.&#13;
3&#13;
Chodzi o publikację Żiwopisnaja Rossija, otieczestwo nasze w jego ziemielnom, istoriczeskom, plemiennom, ekonomiczeskom i bytowom znaczenii. Pod obszczej red. P.P. Siemionowa, T. 1–8, Petersburg 1863–1901. Królestwu Polskiemu poświęcony był w tej edycji tom&#13;
czwarty, Ukrainie, Wołyniowi i Podolu tom piąty – oba wydane w roku 1896 (Moskwa–Petersburg). Tom czwarty przygotowany został w części przez Polaków, m.in. A. Kirkora, po części&#13;
Rosjan, tom piąty prawie wyłącznie przez Rosjan.&#13;
4&#13;
Zob. listy Kolberga i M. Wolffa z końca 1879 roku oraz z marca i kwietnia 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), nr 667 (z wykazem miejsc zastrzeżonych przez cenzurę w tomach 6 i 7 Ludu), 669, 671, 703 i 715. O kłopotach z cenzurą, która kwestionowała fragmenty&#13;
lub całe tomy Ludu, zob. też wyżej, s. 341-342.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
397&#13;
&#13;
�Inaczej nigdy bym Panu po przyjacielsku nie doradzał przyjęcia udziału w tej publikacji. – Czemu? Dla dwóch przyczyn: najprzód dlatego, że Polska nie jest „europejską Rosją”; jeżeli więc koniecznie chcą ją gwałtem tam wpakować, niech się do&#13;
tego posługują niepolskimi piórami. Po wtóre dlatego, że jestem zazdrosny o takie&#13;
poczciwe i takie zasłużone nauce i literaturze naszej imiona jak Pańskie; nie chcę&#13;
więc ich pożyczyć nawet Moskalom. Niech się sobie cieszą takimi amfibiami jak Kirkor, Juszkiewicz, Mierzyński itp. Kolberga pragnę, aby wyłącznie naszym pozostał.&#13;
&#13;
Autor Ludu odpowiedział, że nie wahał się z odmową, ale w trosce o interes własny zmuszony był udzielić jej oględnie, po czym stwierdzał kategorycznie, dziękując jednocześnie za radę i moralne wsparcie:&#13;
Jużcić rzecz prosta, że wcale nie mam zamiaru dla jego [Wolffa] pięknych oczu,&#13;
kieszeni i choćby kilkunastu rzuconych rubli psuć na starość swej reputacji,&#13;
skoro w Warszawie, gdzie miałem większe do zwalczania pokusy, zbłaźnić mnie&#13;
i sprowadzić z prawej drogi nie zdołano. Wiem dobrze, że dając na 15 do 20&#13;
arkuszach druku w Petersburgu opis Królestwa nie tylko pod względem etnograficznym i geograficznym, ale historycznym i ekonomicznym […], musiałbym&#13;
nieodzownie diabłu palić kadzidła i świeczkę. […] Dziękuję Panu jak najserdeczniej za słowa wielkiej zacności i dobre rady w Jego zawarte liście. Dodają mi&#13;
one otuchy, umacniają w raz powziętym postanowieniu i nowy składają dowód,&#13;
że są jeszcze u nas ludzie niezłomni (w czym zresztą co do Pańskiej osoby ani&#13;
chwili nie wątpiłem), którzy jednemu tylko służąc Bogu, mają energię na cztery&#13;
wiatry wszelkie, nie tylko czartowskie, od siebie odegnać majaki i mamidła, ale&#13;
i życzliwie chronić od nich i drugich także1.&#13;
&#13;
O ile wiadomo, interwencja M. Wolffa w Głównym Zarządzie Cenzury&#13;
nie przyniosła rezultatu.&#13;
Druk tomu 13., czyli cz. V Poznańskiego, ukończony został rzeczywiście&#13;
zgodnie z planem w maju 1880 roku, a w tym samym miesiącu Kolberg uczestniczył w obchodach 400 rocznicy śmierci Jana Długosza. Z tej okazji Komisja Historyczna Akademii Umiejętności zorganizowała w dniach 19–21 maja&#13;
w Krakowie Pierwszy Zjazd Historyczny Polski im. Jana Długosza2. Posiedze1&#13;
List I. Kopernickiego i brulion odpowiedzi Kolberga z 10 i 12 IV 1880 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 347 i 348. W 1882 r. Wolff ponowił swoją propozycję opracowania&#13;
o Królestwie Polskim, Kolberg jednak znowu odmówił (zob. tamże, s. 710–711 i 718).&#13;
2&#13;
Odezwa z programem zjazdu oraz imienne zaproszenie Kolberga do czynnego udziału w obradach zachowały się w jego spuściźnie (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3, k. 324–326).&#13;
O obchodach rocznicy Długosza informował m.in. „Czas” 1880, w nr. 112 i 113, szczegółowe&#13;
&#13;
398&#13;
&#13;
�nia naukowe Zjazdu poprzedziło doroczne, publiczne posiedzenie Akademii 18&#13;
maja w Sukiennicach, z referatem J. Szujskiego o Długoszu na tle historiografii&#13;
europejskiej. 19 maja odbył się ponowny, uroczysty pochówek Jana Długosza&#13;
w nowo powstałej z inicjatywy Łepkowskiego Krypcie Zasłużonych kościoła św. Stanisława na Skałce, przebudowanej w Panteon Narodowy dawnej&#13;
krypty zakonnej, w której dotąd spoczywały szczątki kronikarza, fundatora&#13;
skałecznego klasztoru paulinów. Rozpoczęte tego samego dnia obrady Zjazdu&#13;
miały na celu „porozumienie się w sprawach poszukiwania, gromadzenia,&#13;
obrobienia i wydawania materiałów historycznych tak do dziejów politycznych, jak i do dziejów oświaty, literatur i sztuki w Polsce”. Końcowe wnioski&#13;
i postulaty dotyczyły przede wszystkim potrzeby dokładniejszych penetracji&#13;
i rozbiorów materiałów z archiwów; objęcia poszukiwaniami i pracami nie&#13;
tylko „terytorium, w którym żywioł polski etnograficznie przeważa i panuje”,&#13;
ale i obszaru, „który albo siłą cywilizacji zdołaliśmy utrzymać, albo z którego&#13;
ustąpiliśmy wprawdzie, ale po bardzo długiej walce”; decentralizacji badań&#13;
historycznych i pozyskania współpracowników w całym kraju; ożywienia&#13;
zaniedbanych kierunków prac, m.in. publikacji źródeł do dziejów oświaty&#13;
i materiałów ekonomicznych1. Kolberg figuruje w spisie uczestników Zjazdu,&#13;
podobnie jak m.in. Kopernicki i Przybysławski2, który wcześniej planował&#13;
wspólny wyjazd z Kolbergiem bezpośrednio z Krakowa do Czortowca3.&#13;
Ostatecznie na Pokucie wyjechał Kolberg w połowie czerwca, najpierw&#13;
do Lwowa, potem do Czortowca, gdzie był już w końcu miesiąca i gdzie&#13;
dotarła do niego wiadomość o śmierci przyjaciela, Józefa Konopki, który&#13;
zmarł w Mogilanach w dniu 22 czerwca 1880 roku po długiej nieuleczalnej chorobie serca. Wiadomość tę przesłała do Czortowca Antonina Konopczanka, Kolberg przyjął ją z wielkim żalem i głęboko poruszony pisał&#13;
w odpowiedzi:&#13;
[…] nie mogę się jednak powstrzymać od łez – równie jak i Wasze, Szanowni Państwo, gorących po stracie nie tylko jednego z najdawniejszych i najżyczliwszych&#13;
sprawozdanie podał J. Kraszewski w „Bibliotece Warszawskiej” 1880, T. 4, s. 438–466. Dokładne omówienie uroczystości i przebiegu posiedzeń naukowych zjazdu (w oparciu o protokoły)&#13;
opublikowała Komisja Historyczna AU, zob. Pamiętnik Pierwszego Zjazdu Historycznego Polskiego, w tomie VI Scriptores Rerum Polonicarum, Kraków 1881. Z materiałów tych wynika,&#13;
że Kolberg głosu w dyskusjach nie zabierał.&#13;
1&#13;
Pamiętnik Pierwszego Zjazdu…, s. 7 (cel zjazdu) oraz s. 144–146 (postulaty końcowe).&#13;
2&#13;
Tamże, s. 153 i 154.&#13;
3&#13;
List W. Przybysławskiego z 21 IV 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 352.&#13;
&#13;
399&#13;
&#13;
�mi zawsze przyjaciół, ale i po stracie człowieka, który i w życiu publicznym także tyle istotnych, niezapomnianych położył dla ojczyzny, obywatelstwa i nauki&#13;
zasług, a których pomnożyć śmierć mu już nie dozwoliła1.&#13;
&#13;
Pamięć przyjaciela uczcił artykułem biograficznym opublikowanym&#13;
w warszawskich „Kłosach”2. Równolegle dotarła do Kolberga druga smutna&#13;
wiadomość o rozległym udarze, który dotknął w Krakowie Juliana Konopkę, z którym Oskar był bardzo zżyty przez wspólne lata spędzone w Modlnicy. Wobec swoich zobowiązań związanych z wystawą w Kołomyi nie&#13;
mógł jednak wrócić pod Kraków, swoje współczucie i bliskość, a także&#13;
zainteresowanie stanem zdrowia Juliana wyrażał więc w listach pisanych&#13;
wówczas do rodziny Konopków.&#13;
W Czortowcu, u Przybysławskich spędził Kolberg prawdopodobnie lipiec i większą część sierpnia, odwiedzając stamtąd inne miejscowości Pokucia. W końcu sierpnia, trzy tygodnie przed otwarciem wystawy wyjechał&#13;
wraz z Przybysławskim do Kołomyi, gdzie zamieszkał, współpracując przy&#13;
urządzeniu ekspozycji. Pobyt w Kołomyi przeciągnął się do października,&#13;
po czym Kolberg pojechał jeszcze do Czortowca, skąd dopiero w połowie&#13;
listopada wrócił do Modlnicy3. Tak więc jego wyprawa na Pokucie trwała&#13;
ponad 4 miesiące, co stanowiło najdłuższy okres ciągłego kontaktu z jednym, pozakrakowskim regionem. Z innych miejscowości Pokucia odwiedził wówczas jeszcze Horodenkę, Kornicz, Piadyki, Okno, Jasienów Polny,&#13;
wszędzie nawiązując z mieszkańcami przyjazne i owocne dla swoich prac&#13;
kontakty, które dokumentuje korespondencja. Tak długi pobyt na Pokuciu&#13;
dał możliwość gruntowniejszych i szerszych badań, lepszej, bezpośredniej&#13;
orientacji w ich życiu społecznym, języku i folklorze, a bogaty zasób eksponatów na wystawie umożliwił bliższe zapoznanie się z kulturą materialną regionu, co przysłużyło się monografii. Ponadto Kolberg wykorzystał&#13;
w Pokuciu niektóre prezentowane na wystawie materiały rękopiśmienne,&#13;
część pozyskał także dzięki pomocy poznanych w tym czasie i życzliwych&#13;
mu osób4. Okoliczności te znacząco wpłynęły na zasób ilościowy i wartość&#13;
List do Antoniny Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 375.&#13;
O. Kolberg Józef Konopka, „Kłosy” 1880, T. XXXI, nr 792. Przedruk w: tegoż Studia,&#13;
rozprawy… (DWOK T. 63), s. 443–448.&#13;
3&#13;
Zob. m.in. relacja Kolberga w brulionie listu do Karoliny z 3 XII 1880 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 432–433.&#13;
4&#13;
Zob. A. Skrukwa „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XIV–XV oraz XXX–XXXIV.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
400&#13;
&#13;
�źródłową czterotomowej ostatecznie monografii tego regionu; przynosi ona&#13;
bogatą dokumentację kultury ludowej Pokucia1. Sam Kolberg w liście do&#13;
Bibianny Moraczewskiej tak oceniał ten dorobek już po powrocie do Krakowa, w końcu 1880 roku:&#13;
Wystawa nadspodziewanie świetnie nam wypadła […]. Ja zaś tę wielką odniosłem korzyść, żem się mnóstwie okazów etnograf[icznych] mógł z bliska przypatrzeć, gromadzić je, porządkować, spisywać i porównywać. Toteż materiały&#13;
zebrane do opisu Pokucia nierównie obfitsze przyniosły plony niż wszystkie&#13;
inne, jakie zebrałem dotąd; dozwolą mi napisać dokładniejszą niż wszystkie&#13;
dotychczasowe monografię tej prowincji2.&#13;
&#13;
A na początku swojego pobytu na Pokuciu pisał m.in.:&#13;
[…] w domu pp. Przybysławskich znajduję staropolską gościnność, uprzejmość&#13;
i nader wdzięczne do swoich studiów i zajęć pole. Wystawa etnograficzna w Kołomyi, do której robimy przygotowania, obiecuje nader obfity plon dla nauki;&#13;
krzątamy się też około jej urządzenia z całym zapałem, jaki przedmiot sam (nie&#13;
zaś wiek nasz, bo i Przybysławski nie jest już młodym) obudzić jeszcze może3.&#13;
&#13;
Sprzyjające warunki dla własnych obserwacji i badań, oparcie w osobie&#13;
oddanego mu gospodarza Czortowca, ciekawy etnograficznie region, rozległe kontakty z jego mieszkańcami i miłośnikami, wreszcie współpraca&#13;
z regionalistami przy wystawie – wszystko to złożyło się na niezwykle pozytywny, a nawet entuzjastyczny obraz tych miesięcy i dokonań Kolberga&#13;
w tym czasie. Nie zabrakło też momentów emocjonujących, jakim były&#13;
odwiedziny cesarza Franciszka Józefa, który zwiedzał wystawę w dniu jej&#13;
otwarcia, tj. 15 września, w czasie swojej podróży po Galicji. Cesarzowi,&#13;
oprowadzanemu przez protektora wystawy, hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego, oraz Władysława Przybysławskiego, przedstawiono cały Komitet&#13;
organizacyjny w liczbie 16 osób i gość – jak pisze Kolberg – „z każdym z nas&#13;
Są to tomy 29-32 DWOK. Niewydane przez Kolberga, a pozostawione w rękopisach materiały z Pokucia wraz z pochodzącymi z Huculszczyzny opublikowano w dwu tomach pt. Ruś&#13;
Karpacka (DWOK T. 54 i 55). Ponadto uzupełnienia do tych sześciu tomów wraz z omówieniem materiałów, komentarzami, bibliografią i indeksami zawiera przywoływany wyżej tom&#13;
suplementowy do Pokucia (DWOK T. 81).&#13;
2&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z XII 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 427.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Konopczanki z 27 VI 1880 r., tamże, s. 376.&#13;
1&#13;
&#13;
401&#13;
&#13;
�po parę słów przemówić raczył, dopytując się o Kołomyję, jej przemysł,&#13;
szkoły, ludność itd., na co jak zwykle jedni odpowiadali, jak się należy, drudzy byle co”. Gdy cesarz pochwalił wystawę, Dzieduszycki przedstawił mu&#13;
Kolberga jako jej organizatora, Franciszek Józef złożył Kolbergowi gratulacje i „mówił o ważności etnografii, jak i industrii wieśniaczej, miejscowej&#13;
i zachęcał do dalszych pożytecznych prac na tej drodze”1.&#13;
Wkrótce po powrocie z Pokucia, już pod koniec listopada, Kolberg przeniósł swoją uwagę z kresów południowo-wschodnich na ziemie północne&#13;
i przedstawił Akademii projekt wydania „rękopisu obejmującego wiadomości etnograficzne i lingwistyczne o Kaszubach”. Na materiał ten składać się&#13;
miały spostrzeżenia i notatki własne z Pomorza, a przede wszystkim opracowanie podstawowe, tj. własny przekład wspomnianej wcześniej obszernej rozprawy A. Hilferdinga Ostatki Słowian…2. Jak to się zdarzało coraz&#13;
częściej, z powodu trudności z dojazdem do Krakowa, kłopotów zdrowotnych i natłoku prac nie uczynił tego osobiście, lecz korespondencyjnie i za&#13;
pośrednictwem sekretarza Sekcji Etnograficznej Komisji Antropologicznej,&#13;
J.N. Sadowskiego, któremu przekazał rękopis. W tym samym liście do Akademii z końca listopada 1880 r., tłumacząc niemożność osobistego uczestnictwa w posiedzeniach Wydziałów i Komisji kłopotami komunikacyjnymi&#13;
„jak i wielu innymi przyczynami”, pisał jednocześnie:&#13;
[…] niech mi wolno będzie od czasu do czasu, choć na piśmie, udzielić Akademii&#13;
swych uwag i spostrzeżeń, które by (wnoszone przez uproszonych a łaskawych&#13;
kolegów na posiedzeniach antropologicznych, archeologicznych i lingwistycznych) przedstawiały zapatrywania moje w rzeczach etnografii i lingwistyki dotyczących.&#13;
&#13;
Projekt wydania pomorskich materiałów nie został jednak zrealizowany,&#13;
co odnotował sam Kolberg w rękopisie cytowanego brulionu: „Akademia&#13;
się nie przychyliła, dlatego że to przekład”. Być może nie bez znaczenia&#13;
dla tej odmowy był też rusocentryczny panslawizm Hilferdinga i fakt jego&#13;
udziału w tzw. „eksperymencie słowianofilskim” z roku 1865, mającym&#13;
Brulion listu do A. Konopczanki z 24 IX 1880 r., tamże, s. 408 i 409. W liście tym Kolberg&#13;
barwnie opowiada m.in. o odwiedzinach cesarza, a także arcyksięcia Karola Ludwika. Zob. też&#13;
Podróż Najjaśniejszego Pana, „Czas” 1880, nr 214–215.&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do Akademii z 25 XI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 423.&#13;
1&#13;
&#13;
402&#13;
&#13;
�służyć rozwiązaniu „kwestii polskiej” poprzez włączenie polskich chłopów&#13;
do kulturowej i politycznej „wspólnoty słowiańskiej”1.&#13;
Także w listopadzie dotarła do Kolberga wiadomość z Warszawy, że&#13;
grono zaprzyjaźnionych z nim osób, głównie muzyków, zamierza urządzić&#13;
koncert na rzecz jego wydawnictw. Pomysłodawcą tego projektu był Bogumił Hoff, który od 1877 roku przebywał w Warszawie i pracował jako&#13;
urzędnik Drogi Żelaznej Warszawsko–Terespolskiej. Przekazał tę informację Kolbergowi w liście z 10 listopada 1880 r.2 Do grona przychylnych&#13;
przedsięwzięciu i jego organizatorów należeli znani Kolbergowi muzycy:&#13;
Jan Kleczyński, korespondujący z autorem Ludu na temat chopinianów redaktor „Echa Muzycznego”, Adam Müncheimer, kompozytor, ówczesny dyrektor opery warszawskiej, a także Władysław Wiślicki, pedagog i krytyk&#13;
muzyczny, Zygmunt Noskowski, dyrektor Towarzystwa Muzycznego, oraz&#13;
Ludwik Jenike, redaktor „Tygodnika Ilustrowanego”. O planach koncertu&#13;
informowała prasa warszawska, a grunt przygotowały artykuły publikowane w warszawskich tygodnikach: entuzjastyczna ocena wartości dzieła Kolberga pióra Józefa Kraszewskiego, wyrażona po zapoznaniu się pisarza ze&#13;
świeżo wydanym i ofiarowanym mu tomem 13. Ludu, oraz artykuł biograficzny o Kolbergu Zygmunta Glogera, w którym autor podał jego obszerny&#13;
życiorys, omówił stan prac i możliwości wydawniczych, informując opinię&#13;
publiczną o trudnościach finansowych, z jakimi zmaga się badacz3. Pierwot1&#13;
Choć Hilferding był zasłużonym badaczem ginącej kultury Słowińców, nie cieszył się&#13;
dobrą sławą wśród Polaków jako współtwórca tzw. „eksperymentu słowianofilskiego”. Wraz&#13;
z dwoma uczonymi polskimi opracował transliterację polskiej wersji łacinki na grażdankę&#13;
(nowszą wersję cyrylicy) w celu wprowadzenia tej pisowni do edukacji elementarnej, co miało&#13;
odciągnąć zwłaszcza chłopów od wpływów kultury Zachodu, reprezentowanego przez kościół, szlachtę i alfabet łaciński. Przyznawał wprawdzie narodom, jak i inni słowianofile, prawo&#13;
do ich języka, nauka miała się więc odbywać po polsku, ale obowiązywać miał zapis grażdanką. W latach 1865–1867 wydano w Petersburgu taką pisownią kilka podręczników, m.in.&#13;
elementarz dla szkół wiejskich, ale „słowianofilski eksperyment” carski, trwający kilka lat, nie&#13;
powiódł się jako zbyt utopijny.&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 418–419.&#13;
3&#13;
Tekst J. Kraszewskiego w jego cyklicznym artykule Listy… pt. Lud i j jego zwyczaje, tom&#13;
XIII ukazał się w „Kłosach” 1880, T. XXXI, w nr. 784, Z. Glogera pt. Oskar Kolberg – w „Tygodniku Ilustrowanym” 1881, w nr. 273. Wcześniej Gloger też pisał o Kolbergu w artykule Oskar&#13;
Kolberg i jego prace, publikowanym w „Kłosach” 1880, nr 789–790. Doniesienie o koncercie&#13;
podały m.in. „Kłosy” 1880, w nr. 802, w rubryce Pokłosie oraz „Echo Muzyczne” 1881 w nr. 4,&#13;
w Kronice. O autorze Ludu pisał też J. Kleczyński w „Echu Muzycznym” 1881, w nr. 8, w artykule Oskar Kolberg, podpisanym inicjałami J.K.&#13;
&#13;
403&#13;
&#13;
�nie planowano koncert na 27 marca 1881 roku, ale obowiązująca żałoba po&#13;
śmierci cara Aleksandra II w zamachu, dokonanym w Petersburgu 1 marca,&#13;
wymusiła przesunięcie terminu. Koncert odbył się 6 maja w sali Resursy Obywatelskiej przy Krakowskim Przedmieściu, a ponieważ był dużym&#13;
sukcesem frekwencyjnym i spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności, powtórzono go 14 maja. Program, konsultowany z Kolbergiem,&#13;
obejmował muzykę polską w ujęciu historycznym: Bogurodzicę, utwory&#13;
Wacława z Szamotuł, Mikołaja Gomółki, Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, Macieja Kamieńskiego, Jana Stefaniego, Józefa Elsnera, Karola Kurpińskiego, Fryderyka Chopina, Ignacego Dobrzyńskiego, Stanisława Moniuszki&#13;
oraz polonez z Króla pasterzy Kolberga1. Przed zakończeniem drugiego koncertu, z 14 maja, bratanica Kolberga, córka Antoniego i Karoliny, podziękowała Müncheimerowi w imieniu Oskara, wręczając mu na estradzie bukiet&#13;
kwiatów. Koncerty przybrały formę uroczystości patriotycznej, wypadły&#13;
świetnie i zostały wysoko ocenione ze względu na poziom wykonawstwa&#13;
muzycznego2. Przyniosły też wymierny dochód; 20 maja Müncheimer mógł&#13;
donieść Kolbergowi: „Victoria! Udało nam się z koncertem historycznym;&#13;
oba koncerty przyniosły netto 2036 rubli 92 kop[iejki] według obrachunku,&#13;
który wraz z kwitami przedstawiłem W[ielmożnemu] Jenikemu”3, w tym&#13;
„czysty dochód” z pierwszego koncertu wyniósł 900 rubli, o czym informował Jenike4. Ujęty i wzruszony Kolberg podziękował listownie przyjacio1&#13;
Program ten został znacznie zmieniony w stosunku do pierwotnie sugerowanego, zob. list&#13;
A. Müncheimera z 2 II 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 464–465. Drugi koncert&#13;
wykonano z niewielkimi zmianami utworów Chopina i Moniuszki, a fragment kompozycji&#13;
Kolberga zastąpiono utworem Wieniawskiego. Zob. tamże, s. 493, przyp. 2.&#13;
2&#13;
Sprawozdania z koncertu zamieściła cała warszawska prasa z 1881 r., m.in. „Gazeta Polska” w nr. 93 i 101, „Gazeta Warszawska” w nr. 106, „Echo Muzyczne” w nr. 10, w dziale&#13;
Zamiast „Kroniki”, „Kłosy” w nr. 828, w Pokłosiu, „Tygodnik Ilustrowany” w nr. 281 i 282,&#13;
w Kronice tygodniowej. Podziękowanie Kolberga organizatorom i wykonawcom opublikował&#13;
„Tygodnik Ilustrowany” w nr. 282, w Kronice tygodniowej, zob. brulion listu do L. Jenikego&#13;
z 13 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 487–488.&#13;
3&#13;
Zob. tamże, s. 500. Dyrekcja Teatrów zażądała wprawdzie 6% procent od dochodu, mimo&#13;
wcześniejszej obietnicy rezygnacji z tej sumy, Müncheimer pisał jednak do Kolberga, że ma&#13;
zamiar nie dopuścić do tej płatności i ograniczyć ją co najmniej do połowy.&#13;
4&#13;
List L. Jenikego z 9 V 1881 r., tamże, s. 486. Kolberg odpowiedział po pierwszym koncercie: „Biorąc okrągło 900 rubli, dostanę za nie według lichego kursu dzisiejszego po 1.20 fl. za&#13;
rubla – fl. 1080” – i wyjaśniał: „[…] wydanie jednego tomu (najczęściej z nutami) kosztuje mnie&#13;
przeciętnie fl. 700” (brulion listu do L. Jenikego z 13 V 1881 r., tamże, s. 488). Zysk z obu koncertów w wysokości ponad 2000 rubli oznaczał zatem sumę około 2400 fl.&#13;
&#13;
404&#13;
&#13;
�łom, organizatorom i wykonawcom za okazaną mu życzliwość i ofiarność&#13;
na rzecz dalszej edycji Ludu, co wobec ciągłych tarapatów materialnych&#13;
było dla niego również wielkim wsparciem psychicznym. Do sukcesu&#13;
przyczyniły się inne poza artystami środowiska i osoby z Warszawy, które bezinteresownie zajęły się sprzedażą biletów i programów, pełnieniem&#13;
służby honorowej podczas koncertu, wydrukowaniem afiszy i biletów, wypożyczeniem fortepianu, popieraniem przedsięwzięcia w prasie. Dochód&#13;
z obu koncertów pozwolił na sfinansowanie druku dwu pierwszych części&#13;
Pokucia, na których wydanie Kolberg nie miał środków, gdyż – jak wspomniano – Akademia finansowała wówczas jeden tom rocznie, tj. drukujące&#13;
się wówczas siedmioczęściowe Poznańskie.&#13;
W tym okresie, nieco wcześniej, spotkał Kolberga jeszcze inny wyraz&#13;
uznania dla jego pracy. Wydział Krajowy we Lwowie zawiadomił go listem z marca 1881 roku, podpisanym przez ówczesnego namiestnika Galicji, Alfreda Potockiego, że otrzymał pamiątkowy medal i dyplom z francuskiego ministerstwa handlu za uczestnictwo w Wystawie paryskiej z 1878&#13;
roku1.&#13;
Po powrocie z Kołomyi w listopadzie 1880 roku zimę, wiosnę i dalsze&#13;
miesiące następnego 1881 roku spędził Kolberg w Modlnicy, skąd dalej nie&#13;
wyjeżdżał, intensywnie pracując nad Pokuciem i Poznańskiem, którego&#13;
część VI ukazała się w maju, a którego część VII, ostatnią, planował oddać&#13;
do druku wkrótce2. Uskarżał się jednak na kiepską kondycję zdrowotną&#13;
i bez pilnej konieczności nie odwiedzał nawet Krakowa. W marcu 1881&#13;
roku pisał do Müncheimera:&#13;
Co do mnie samego to tyle tylko powiem, że zdrowie moje w nienajlepszym&#13;
znajduje się stanie, lubo od pracy spokojnej przy biurku bynajmniej mnie słabość moja nie odrywa. Że zaś od Nowego Roku kwękam na katar, częsty zawrót&#13;
głowy, kaszel, że cierpię na nogę, osłabienie i tym podobne piękne rzeczy, więc&#13;
też postanowiłem (wedle rady doktora) przesiedzieć całą zimę w ciepłym pokoju i nie wytykać nosa z domu. […] interesa moje, aby się nie trząść na wózku,&#13;
odbywam przez posłańca3.&#13;
Zob. list Wydziału Krajowego we Lwowie z 19 III 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK&#13;
T. 65), s. 471. Dyplom, jak wynika z listu, przyznawany był tylko „w pewnych wypadkach”.&#13;
2&#13;
Informował o tym w brulionach listów z 15 V 1881 r. do T. Klepaczewskiego i do B. Moraczewskiej, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 493 i 495.&#13;
3&#13;
Brulion listu do A. Müncheimera z 4 III 1881 r., tamże, s. 467.&#13;
1&#13;
&#13;
405&#13;
&#13;
�Mimo tych kłopotów równoległe prace prowadził Kolberg z właściwą&#13;
sobie konsekwencją i gorliwością. Jeszcze w maju 1881 roku – zgodnie&#13;
z wcześniejszymi ustaleniami – przedłożył firmie Breitkopfa i Härtla opracowany przez siebie zbiór polskich mazurków1. Dołączył też krótkie omówienie rozwoju tego tańca i uzasadniał celowość wydania jego antologii:&#13;
Uważne przejrzenie całego zbioru wykaże, że taniec ten (a więc i jego muzyka) ze&#13;
skromnych, prawie nikłych początków (podobnie jak to było z walcem), dzięki&#13;
swemu rytmowi i sprzyjającym okolicznościom osiągnął powoli pewien stopień&#13;
rozwoju i rozkwitu. Wykazuje on prócz tego, jak górujący w nim duch narodowy&#13;
wywarł wpływ na Chopina, aby potem ze swej strony dzięki twórczości mistrza&#13;
spowodować pewne wtórne oddziaływanie w kraju. Sądzę, że ogólnonarodowe&#13;
cechy, które tak się uwydatniają w tych tańcach, niewątpliwie wywołają u publiczności żywe zainteresowanie zbiorem2.&#13;
&#13;
Następnie zgodnie z życzeniem wydawców proponowaną przez siebie&#13;
listę utworów skrócił, skreślając dziesięć spośród sześćdziesięciu wskazanych pierwotnie utworów, dokonał też przekładu swojej przedmowy na&#13;
język niemiecki. Określił brak przeszkód druku co do prawa własności&#13;
innych nakładców, a w korekcie wprowadził jeszcze istotne poprawki&#13;
i zamianę jednego z mazurków, przykładając się starannie do wzorowego&#13;
opracowania zbioru, który ukazał się w grudniu 1881 roku i z którego edycji był bardzo zadowolony. Wcześniej, w połowie 1880 roku lipska firma&#13;
wydała też skomponowany przez Kolberga mazurek dedykowany Helenie&#13;
Przybysławskiej. Kolberg otrzymał wydrukowane egzemplarze tego utworu&#13;
w czerwcu, przed wyjazdem na Pokucie, był to zatem gest uprzedzający&#13;
„staropolskie przyjęcie” i serdeczną opiekę gospodyni dworu w czasie jego&#13;
pobytu w Czortowcu3.&#13;
1&#13;
Zob. wyżej, s. 371. Brulionowy spis 60 mazurków sporządzony przez Kolberga do tego zbioru opublikowany został w Korespondencji… cz. III (DWOK T. 66), jako aneks 10, na s. 736–738.&#13;
2&#13;
List do Bretkopfa i Härtla z 26 V 1881 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 503&#13;
(tłum. z niem).&#13;
3&#13;
Mazurka d’après un thème populaire composée pour le piano par […] à Madame Hélène&#13;
de Przybysławska née de Wessel, Leipzig [1880]. Była to kompozycja wcześniej dedykowana&#13;
Annie Czerniawskiej i – wbrew informacji Kolberga w liście do wydawców – w pierwotnej&#13;
wersji drukowana w 1844 roku. Przedruk w: O. Kolberg Kompozycje fortepianowe, (DWOK&#13;
T. 69), s. 238–241, nr 46, zob. też tamże, s. XIII. Por. listy do i od Breitkopfa i Härtla, Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 338 i 373 (tłum. z niem.), gdzie mowa o wydaniu tego utworu.&#13;
&#13;
406&#13;
&#13;
�Już w sierpniu 1881 roku Kolberg rozpoczął druk pierwszej części Pokucia wzbogaconej o materiał pozyskany dzięki wystawie w Kołomyi&#13;
i długiemu, owocnemu pobytowi w tym regionie. Jednocześnie prowadził&#13;
ożywioną korespondencję, m.in. z Władysławem Przybysławskim, który&#13;
nadal pomagał mu w uzupełnieniu potrzebnych materiałów, wiadomości1&#13;
i fotografii dotyczących Pokucia, oraz z malarzem Tadeuszem Rybkowskim,&#13;
który w Wiedniu przygotowywał ryciny do tej monografii. W listach z tego&#13;
okresu wracał również temat życia i twórczości Chopina poruszany z Szulcem, Karasowskim i Kleczyńskim.&#13;
Część I Pokucia, dedykowana Przybysławskiemu, ukazała się w marcu&#13;
1882 roku z nowym podtytułem Obraz etnograficzny, którym opatrzone&#13;
zostaną także trzy następne części tej monografii. Rezygnacja z dotychczasowego tytułu serii Lud, jego zwyczaje… i przyjęcie nowego podtytułu podyktowana była względami formalnymi, dla zaznaczenia różnicy w sposobie&#13;
finansowania w stosunku do równolegle wydawanych i dotowanych przez&#13;
Akademię tomów Ludu. Dwie pierwsze części Pokucia wydane zostały&#13;
z funduszów własnych Kolberga – bez wymaganej formuły o instytucji finansującej, a z notą: „nakładem autora”2, co zwalniało autora ze zobowiązania oddawania Akademii 100 egzemplarzy nakładu. Część trzecia i czwarta&#13;
W archiwum Kolberga zachowały się m.in. jego notatki z lat 1878 i 1881 z pytaniami&#13;
dotyczącymi zagadnień etnograficznych, skierowanymi do Przybysławskiego; opublikowano je&#13;
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81), na s. 247–261 jako aneksy I–III.&#13;
2&#13;
Potwierdzają to również inne świadectwa Kolberga. M.in. w Wykazie tek rękopiśmiennych z 1886 r., wymieniając tekę 21 pt. Pokucie I, badacz zanotował, że materiały w niej zawarte posłużyły „do monografii, którą z własnych funduszów wydałem w latach 1882 i 1883 pt.&#13;
Pokucie, tom 1 i 2”, a w brulionowej wersji wykazu dopisał jeszcze notę o kosztach obu tomów:&#13;
„włas., fl. 867 + 632 (DWOK T. 66, s. 746 i 749, przyp. *18). Natomiast Kopernicki w artykule&#13;
o Kolbergu podaje wprawdzie te same sumy, ale jako uzyskane ze sprzedaży dzieł, a ponadto&#13;
informuje o sumie 500 zł reń. (=fl.), pozostałej z przychodu wystawy w Kołomyi w 1880 r.&#13;
i ofiarowanej na wydanie cz. I Pokucia („Nowa Reforma” 1889, nr 109). Nie wspomina przy&#13;
tym o koncercie warszawskim, z którego podany wyżej dochód około 2400 fl. pokrył koszt&#13;
obu tomów (1499 fl. według danych Kolberga), pozostawiając mu do dyspozycji około 900 fl.&#13;
na spłatę długów, broszurowanie poprzednich tomów, wydatki osobiste i dopłatę do drukujących się tomów. Sam Kolberg stwierdzał w październiku 1880 r., po zamknięciu obrachunku&#13;
z wystawy, że z jej przychodu funduszu na druk Pokucia zabrakło (Korespondencja… cz. II,&#13;
DWOK T. 65, s. 415). Trudno jednoznacznie wyjaśnić te rozbieżności w świetle dostępnych&#13;
danych. Może zdecydowała ostrożność wobec działań cenzury warszawskiej. W tym artykule&#13;
Kopernicki nie wymienia też z nazwy Kasy Pomocy im. K. Mianowskiego, sponsorującej kilka&#13;
lat później wydanie Mazowsza, pisząc jedynie o „skąd inąd zapewnionej sobie subwencji”.&#13;
Wobec kłopotów z cenzurą, Kasa Mianowskiego skłoniła Kolberga w 1886 r. do wycofania&#13;
1&#13;
&#13;
407&#13;
&#13;
�Pokucia były już finansowane przez Akademię, lecz i dla nich pozostał&#13;
dla ciągłości ten sam podtytuł, z dodaniem jedynie informacji o udziale&#13;
instytucji. Tomy Obrazów etnograficznych nie różniły się jednak profilem,&#13;
układem i metodą opracowania od kontynuowanej serii edytorskiej Ludu,&#13;
stąd w ramach edycji Dzieł wszystkich przyjęto dla czterech części Pokucia&#13;
kolejne numery tomów 29–32.&#13;
W tym samym czasie co część I Pokucia została też wydana część VII&#13;
W. Ks. Poznańskiego; już pod koniec marcu oba tomy wysyłał Kolberg&#13;
przyjaciołom i subskrybentom.&#13;
Ostatnia, siódma część W. Ks. Poznańskiego, czyli tom 15. Ludu, zamyka&#13;
monografię Wielkopolski, wydawaną od 1875 roku. Jest to najobszerniejsza&#13;
z monografii regionalnych, jakie ukazały się za życia Kolberga. Obejmuje&#13;
jednak znacznie większy obszar niż poprzednie Sandomierskie, dwutomowe Kujawy i czterotomowe Krakowskie. Wobec zbyt powolnego postępu prac wydawniczych i niedoboru środków materialnych, a także wobec&#13;
nierównomiernego napływu materiałów i pozyskiwanych źródeł, Kolberg&#13;
musiał bowiem rezygnować z zakładanej wcześniej szczegółowości dokumentacji, która dotyczyć miała mniejszych terytoriów, najpierw wręcz miejscowości, potem powiatów, co postulował jeszcze w 1872 roku1. Zamiar taki&#13;
zmuszony był z czasem uznać za zbyt kosztowny i rozciągnięty w czasie,&#13;
a więc nierealny. Zdając sobie jednak sprawę ze zróżnicowania wewnętrznego tego regionu, w monografii wielkopolskiej opisy kultury materialnej&#13;
i społecznej (rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy” – z przynależnymi do nich pieśniami) przedstawił kolejno w obrębie pięciu wydzielonych podregionów, grupujących po kilka powiatów, tj.: obejmującego&#13;
powiaty środkowe, w centrum regionu, z powiatem poznańskim (tom 9.);&#13;
„okolicę zachodnią” i „okolicę południową” (tom 10.) oraz „okolicę wschodnio–północną” i „okolicę zachodnio–północną” (tom 11.)2. Natomiast folklor&#13;
i wierzenia potraktował łącznie, zbierając utwory ludowe i wiadomości&#13;
o świecie nadzmysłowym z całego regionu (tomy 12. i 13. – pieśni i tańce,&#13;
tom 14. – opowieści, tom 15. – wierzenia). Było to novum w stosunku do&#13;
poprzednich monografii o znacznie skromniejszym zasięgu geograficznym;&#13;
z karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza (DWOK T. 27 i 28) formuły o zapomodze Kasy, o czym&#13;
będzie mowa dalej. Powody przemilczenia koncertu przez Kopernickiego mogły być te same.&#13;
1&#13;
O. Kolberg Rzecz o obchodach weselnych… (DWOK T. 63), s. 262.&#13;
2&#13;
Por. E. Antyborzec Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja,&#13;
Poznań 2015, s. 174–176.&#13;
&#13;
408&#13;
&#13;
�stanowiło jednak konieczny kompromis wobec obiektywnych możliwości&#13;
badawczych i edytorskich. Natomiast inne zasady ogólne wypracowane&#13;
w trakcie przygotowywania Kujaw i Krakowskiego nie uległy zasadniczej&#13;
zmianie. Jak już wspominano, różnice między poszczególnymi monografiami wynikały z odmiennego zasięgu i warunków badań na danym obszarze,&#13;
możliwości i stopnia przebadania terenu, zasobu i charakteru pozyskanych&#13;
materiałów, które to okoliczności kształtowały się różnie w różnych regionach na przestrzeni pięćdziesięciolecia badań Kolberga. W Wielkopolsce&#13;
badacz bywał parokrotnie od 1867 do 1875 roku, znajdował tam oparcie,&#13;
zrozumienie i pomoc w odwiedzanych dworach ziemiańskich i wśród miejscowej inteligencji, a także dostęp do zbiorów bibliotecznych. W tomach&#13;
poświęconych Wielkopolsce metoda wykorzystywania trójwarstwowych&#13;
źródeł: z literatury zastanej, z własnych zapisów pozyskanych w trakcie&#13;
bezpośrednich badań oraz z materiałów pochodzących od innych zbieraczy,&#13;
a także sposób opracowania utworów folklorystycznych, ich klasyfikacji,&#13;
komentarza i odsyłaczy filiacyjnych pozostają co do zasad głównych takie&#13;
same jak w Krakowskiem. Dyskusyjny już wówczas tytuł Wielkie Księstwo&#13;
Poznańskie przyjął Kolberg ze względów praktycznych; to powszechnie&#13;
używane od czasu Kongresu Wiedeńskiego określenie nie budziło zastrzeżeń cenzury, także w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim. W liście&#13;
do Moraczewskiej, już po wydaniu części III (tj. tomu 11.), Kolberg przyznawał, że może „byłoby korzystniej” użyć tytułu Wielkopolska lub Poznańskie, ale – jak tłumaczył – „utrudniłoby to jednak sprzedaż w Warszawie,&#13;
gdzie cenzura na lada wyrażenie veto kładzie”1. W tekście kolejnych tomów&#13;
używał natomiast określenia „Wielkopolska”, począwszy od pierwszego zdania wstępu do części I monografii, gdzie pisał: „Za jedną z najciekawszych&#13;
dla etnografa prowincyj uważać niewątpliwie należy Wielkopolskę […]”2.&#13;
Do szczególnie oddanych Kolbergowi pomocników w pracy nad Poznańskiem należała Bibianna Moraczewska, wspominana już literatka,&#13;
działaczka społeczna i niepodległościowa, zasłużona w obronie i propagowaniu polskości. Kolberg poznał ją w pierwszych dniach czerwca 1856&#13;
roku w Warszawie, spotykał się z nią później w latach sześćdziesiątych.&#13;
w Poznaniu, gdzie od 1842 roku wspólnie z bratem Jędrzejem prowadziła&#13;
1&#13;
&#13;
s. 40.&#13;
2&#13;
&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. I.&#13;
&#13;
409&#13;
&#13;
�salon literacko-intelektualny, który był ośrodkiem życia umysłowego miasta. Rodzeństwo zaprzyjaźnione było m.in. z Karolem Libeltem, Sewerynem&#13;
Mielżyńskim, Władysławem Bentkowskim, uczestnikami dysput i spotkań&#13;
bywali Ryszard Berwiński, Lucjan Siemieński, Roman Zmorski, Edward&#13;
Dembowski, Narcyza Żmichowska. Zawiązana w roku 1868 korespondencja Kolberga z Moraczewską, trwająca do końca życia tej zasłużonej Wielkopolanki1, dokumentuje jej niezwykle konsekwentne zainteresowanie dla&#13;
prac badacza, konkretną pomoc własną oraz pośrednictwo w organizowaniu i dostarczaniu materiału, pozyskiwaniu informatorów i współpracowników, wreszcie solidną obsługę kolportażu tomów Kolberga w Wielkopolsce, z ich wysyłką do prenumeratorów i rozliczaniem się z nimi oraz&#13;
z pozyskiwaniem nowych nabywców. Osoba niezwykle żywa intelektualnie,&#13;
działaczka o wszechstronnych zainteresowaniach, rozległych kontaktach&#13;
i znajomościach, uważna obserwatorka życia publicznego i politycznego,&#13;
w swoich barwnie i nie bez ironii, a nawet z sardonicznym dowcipem&#13;
pisanych listach przedstawia Kolbergowi obok stanu wspólnych interesów&#13;
związanych ze sprzedażą Ludu także poznańskie życie i stosunki, walkę&#13;
z germanizacją, losy miejscowej inteligencji i ziemian, których Kolberg znał&#13;
osobiście, bieżące wydarzenia polityczne, kulturalne i literackie, ścieranie&#13;
się opinii na ich temat. Pisze ze swobodą i swadą, nie unikając ostrych sądów i sformułowań, a Kolberg odpowiadając, odsłania też niejednokrotnie&#13;
swoje poglądy i refleksje na tematy polityczne i narodowe, rzadziej i mniej&#13;
swobodnie wyrażane wobec innych adresatów. Solidaryzuje się z jej zaangażowaniem patriotycznym, z troską o interesy polskie zagrożone germanizacją, o ziemię przejmowaną z polskich rąk przez Niemców, z postawą&#13;
oporu poprzez upartą pracę na rzecz dobra narodowego. Zwraca się też do&#13;
Moraczewskiej ze wszystkimi sprawami, dotyczącymi zarówno rozprowadzania i rozliczeń ze sprzedaży kolejnych tomów, za które należność przesyłała regularnie do księgarni Friedleina, jak i kompletowania materiałów.&#13;
I tak np., przygotowując tom 15. poświęcony wierzeniom i czarom, pisał&#13;
w roku 1880:&#13;
Ale chodzi mi jeszcze o kilka formułek zażegnań ludowych, o których Szanowna&#13;
Pani mogłabyś np. przez swoją służącą wywiedzieć się nawet w samym Pozna1&#13;
Pierwszy list pochodzi z 21 IX 1868 r., ostatni z 11 lipca 1887 r. (listy 192 w cz. I i nr 1336&#13;
w cz. III Korespondencji…, DWOK T. 64 i 66)); pisała go Moraczewska trzy miesiące przed&#13;
śmiercią, która nastąpiła 6 października. Zachowana korespondencja obejmuje 43 listy.&#13;
&#13;
410&#13;
&#13;
�niu. Posyłam próbkę podobnych formułek na wzór, jako i parę definicji istot&#13;
nadprzyrodzonych z zapytaniem, czy one są wiernie skreślone i nie potrzebują&#13;
jakich uzupełnień? A nadto może by się dały odszukać w jakiej księgarni, a raczej antykwarni u Żydów, broszurki, kalendarzyki, świstki itp. (bo większe dzieła&#13;
posiadam), obejmujące rady lecznicze, przestrogi, przepowiednie, skazówki dla&#13;
tak zwanych mądrych bab, inne zabobony itp. Wszystko to byłoby nader cennym i pożądanym dla mnie materiałem1.&#13;
&#13;
Jest to jednocześnie przyczynek ilustrujący metody zbierackie Kolberga,&#13;
który wykorzystywał także świadectwa pozornie nieistotne, ulotne i zapomniane, ujawniając w ten sposób trafną intuicję badawczą, docenioną przez&#13;
współczesną folklorystykę.&#13;
To właśnie za radą Moraczewskiej Kolberg skontaktował się z prawnikiem poznańskim, Teobaldem Klepaczewskim (1822–1903), radcą konsystorza arcybiskupiego w Gnieźnie, który zajmował się badaniem i opisem&#13;
wierzeń, czarów i przesądów w Wielkopolsce2. Kolberg uzyskał od niego&#13;
w czerwcu 1881 roku oczekiwane materiały dotyczące wierzeń, a obszerny&#13;
rękopis Klepaczewskiego pt. Pogląd historyczny na zabobony w Polsce&#13;
z 1861 roku, stanowiący cenne opracowanie monograficzne, skwapliwie&#13;
wykorzystał następnie w części VII Poznańskiego3. Warto dodać, że czekając na materiały od Klepaczewskiego, przestawił nawet pierwotnie planowaną kolejność tomów i wydał najpierw opowieści ludowe w części VI,&#13;
a dopiero w VII zamieścił opis tzw. „świata nadzmysłowego” ludu wielkopolskiego.&#13;
Do innych osób zasłużonych dla Kolbergowskiej monografii Wielkopolski należy wspomniany wcześniej Emil Kierski, a także goszczący Kolberga w swoich dworach wymieniani już przy opisie podróży etnografa&#13;
po Wielkopolsce ziemianie, tj. przede wszystkim Władysław i Wanda Niegolewscy z Morownicy, Stanisław Czarnecki z Pakosławia, Karol Libelt&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 12 II 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 320–321.&#13;
2&#13;
Zob. listy z początku 1880 r.: B. Moraczewskiej do O. Kolberga z 7 I oraz dwa bruliony&#13;
O. Kolberga – do B. Moraczewskiej z 12 II oraz do T. Klepaczewskiego z 28 II, tamże,&#13;
odpowiednio: s. 299, 320 i 325–327.&#13;
3&#13;
Zob. brulion listu do T. Klepczewskiego z 12 VI 1881 r., tamże, s. 515. Rękopis rozprawy&#13;
Klepaczewskiego, z roboczymi notatkami na marginesach sporządzanymi ręką Kolberga, zachował się jego archiwum (Arch. PTL, teka 37, sygn. 1327). i w znacznym stopniu został przez&#13;
niego wykorzystany w cz. VII W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 15)&#13;
1&#13;
&#13;
411&#13;
&#13;
�z Czeszewa, Seweryn Mielżyński z Miłosławia, Włodzimierz Wolniewicz&#13;
z Dębicza, Aniela Radońska z Siekierek, Józef Łukaszewicz z Targoszyc.&#13;
Dzięki nim mógł etnograf prowadzić własne badania terenowe i pozyskiwać bezpośredni materiał z autopsji. Emil Kierski współpracował&#13;
z Kolbergiem jeszcze na etapie druku pierwszego tomu monografii u poznańskiego wydawcy Merzbacha, które to przedsięwzięcie edytorskie nie&#13;
doszło ostatecznie do skutku. Jako znawca historii regionu Kierski na życzenie Kolberga przeprowadzał na przełomie lat 1872 i 1873 korektę merytoryczną ówczesnej wersji części pierwszej W. Ks. Poznańskiego. Spisał&#13;
też swoje uwagi dotyczące tego tomu, które Kolberg wykorzystał w dalszej&#13;
pracy nad nim i na które odpowiedział Kierskiemu 1. Z tym wcześniejszym&#13;
etapem pracy nad Poznańskiem wiąże się też omawiane wyżej współdziałanie Hoffa, autora rysunków ubiorów i „typów ludowych” z Poznańskiego. Ogłoszona z jego inicjatywy, także w imieniu Kolberga – mimo&#13;
wątpliwości badacza – przedpłata na prenumeratę przyszłej monografii&#13;
zaowocowała sprzedażą w Wielkopolsce części wydrukowanych przez&#13;
Hoffa „biletów prenumeracyjnych” i pewnym zebranym na ten cel funduszem od pozyskanych subskrybentów. Hoff w roku 1870 zmuszony był&#13;
opuścić Wielkopolskę; pieniądze znajdujące się w jego rękach nigdy nie&#13;
dotarły do Kolberga2. W późniejszych latach, gdy Hoff upominał się u autora Ludu o swoje rysunki, ten nie bez goryczy zmuszony był przypomnieć nigdy nieuiszczony, choć darowany dług, który w swoim mniemaniu Hoff uznał za spłacony poprzez inicjatywę warszawskiego koncertu 3.&#13;
Sprawa ta stanowiła zresztą jedną z przyczyn, dla których Poznańskie&#13;
z braku środków finansowych było niezwykle ubogie w ilustracje, nad&#13;
czym Kolberg ubolewał:&#13;
Czujemy mocno, ile by dzieło etnograficznym poświęcone badaniom zyskało&#13;
na przedstawieniu w dokładnych rysunkach typów miejscowych, tak samychże&#13;
postaci ludzkich, jak i wszelkich ludzkiego przemysłu wytworów i wyrobów, jak&#13;
np. mieszkań, narzędzi, sprzętów, naczyń itp. Trudność otrzymania podobnych&#13;
wizerunków, których nabycie zawisło od chętnego współdziałania ludzi ołówka, pędzla i rylca, obok pomocy, jaką daje fotografia, jak niemniej zbyt wysokie&#13;
Zob. wyżej, s. 320.&#13;
O współpracy Kolberga z Hoffem zob. wyżej, s. 225–227.&#13;
3&#13;
List B. Hoffa z 19 I oraz brulion odpowiedzi Kolberga z 21 I 1882 r., Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65),, listy 916 i 917.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
412&#13;
&#13;
�nakładu ilustracyj tego rodzaju koszta nie dozwalają nam dzieła naszego uzupełnić nimi w sposób, jaki by wszechstronne rzeczy opisywanych przedstawienie&#13;
wymagało1.&#13;
&#13;
Specyficznym zespołem źródeł wykorzystanych w tej monografii są&#13;
wspominane już ankiety Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, przygotowane i rozesłane do „obywateli świeckich i duchownych” Wielkopolski&#13;
w roku 1858 i kilku następnych latach. Ankiety te pt. Szemat do spisywania&#13;
materiałów mających służyć do opisu statystycznego W. Ks. Poznańskiego&#13;
obejmowały 22 pytania zebrane w trzech działach: topograficznym, etnograficznym i historiograficznym. Choć oddźwięk społeczny nie był wielki,&#13;
a odpowiedzi często zbyt ogólnikowe, Kolberg, który zapoznał się z tymi&#13;
materiałami w Poznaniu w Towarzystwie i częściowo je wypożyczył, zaczerpnął z nich niektóre wiadomości i opisy etnograficzne, zwłaszcza dotyczące ubiorów. Pisał:&#13;
[…] szemata wspomnione, które Towarzystwo łaskawie przejrzeć nam dozwoliło,&#13;
nie pomału przyczyniły się, obok wiadomości zaczerpniętych już dawniej z pism&#13;
czasowych […], do wzbogacenia i uzupełnienia własnych naszych spostrzeżeń&#13;
i notat w ciągu kilkakrotnych po Wielkopolsce podróży zdobytych, a kreślonych&#13;
i porządkowanych podług stale przez nas przyjętego planu i do wydania na&#13;
widok publiczny przeznaczonych2.&#13;
&#13;
Choć Kolberg był zadowolony, że region tak bogaty i zróżnicowany&#13;
kulturowo zdołał scharakteryzować w siedmiu tomach i zadośćuczynić&#13;
wymogom objętościowym i finansowym sponsorującej dzieło Akademii,&#13;
zdawał sobie sprawę, że Wielkopolska, dzielnica będąca kolebką Polski,&#13;
zasługiwałaby na znacznie pełniejszą dokumentację. Wysyłając Stanisławowi Czarneckiemu do Pakosławia ostatni tom monografii, tak komentował ten fakt:&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. III–IV. Siedmiotomowa monografia&#13;
zawiera jedynie trzy ilustracje „podług rysunków Hoffa”: dwie w cz. I, jedną w cz. III. Wcześniej&#13;
ryciny przeznaczone do Poznańskiego drukowane były w artykule Kolberga pt. Lud z okolic&#13;
Poznania. (Wyjątek z drukującego się obecnie w Poznaniu dzieła O. Kolberga pt. Lud, jego&#13;
zwyczaje itd.), w „Kłosach” 1872, T. XIV (w nr. 358 s. 323–324 i nr 359 s. 335–336), gdzie zamieszczono cztery ryciny. Czwarta – niepublikowana w monografii – znajdzie się w suplemencie do W. Ks. Poznańskiego (DWOK T. 74 – w przygotowaniu do druku).&#13;
2&#13;
O. Kolberg W. Ks. Poznańskie cz. I (DWOK T. 9), s. II–III. Zob. też wyżej, s. 219–220.&#13;
1&#13;
&#13;
413&#13;
&#13;
�Druk jego pozostawia mi tę satysfakcje, żem opis tej prowincji pod względem&#13;
etnograficznym nareszcie do szczęśliwego doprowadził końca, co nie każdego&#13;
autora, pracującego nad dziełem większego rozmiaru i przy ograniczonych środkach bywa udziałem. Nie do mnie należy sąd, czym się wywiązał, jak należy,&#13;
z zadania i czym odpowiedział w zupełności oczekiwaniom czytelników, kreśląc&#13;
właściwości wielkopolskiego ludu ze strony przez innych nie tykanej prawie.&#13;
Czuję bowiem sam, że dzieło mogłoby być pełniejsze, dokładniejsze, pomnożone&#13;
wielu jeszcze ciekaw[sz]ymi dla uczonych szczegółami niż te, które podaję, gdyby&#13;
wiek i stargane już siły moje dozwoliły mi nowe po Księstwie odbywać podróże&#13;
i nowe zbierać plony1.&#13;
&#13;
Przymusowa minimalizacja zakresu badań terenowych i prac pod presją obiektywnych warunków i osobistych ograniczeń stawała się wyraźnie&#13;
coraz bardziej doskwierająca.&#13;
Korespondencja z poznańskimi współpracownikami i przyjaciółmi,&#13;
szczególnie z Moraczewską i Szulcem, a także po części z mieszkańcami Pomorza i Mazur, odsłania – chyba najwyraziściej w jego epistolografii – patriotyczną postawę Kolberga i jego ugruntowane poczucie narodowej tożsamości. Warto więc uczynić tu istotne dopełnienie, ilustrując to stanowisko&#13;
badacza jego wybranymi wypowiedziami. Określając się jednoznacznie jako&#13;
Polak i protestant, autor Ludu nie waha się wyrażać swojego sprzeciwu&#13;
i smutku wobec postępującej germanizacji, wobec restrykcji i prześladowań&#13;
zaborczych władz pruskich w stosunku do wszelkich przejawów polskości&#13;
w życiu publicznym, kulturalnym, w szkolnictwie, urzędach, kościele katolickim, kręgach ziemiaństwa i inteligencji. Odpowiadając na doniesienia&#13;
o kolejnych akcjach Kulturkampfu w zaborze pruskim, zorientowany w bieżącej pruskiej polityce wobec Polaków, m.in. w stosunku do duchownych&#13;
katolickich, wyraża swoją solidarność i ubolewanie: „Jakkolwiek protestant,&#13;
wielce ubolewam jako Polak nad wszystkim, co się tam u Was dzieje, nad&#13;
całą tą samowolą biurokracji niem[ieckiej] […]”. Dowiadując się, że kłopoty&#13;
ma teatr poznański, pisze: „A jednak szkoda, bo ta instytucja, byle tylko&#13;
mieć warunki egzystencji, mogłaby istotnie przynieść korzyści podtrzymywania podkopywanej systematycznie narodowości”. W liście do S. Czarneckiego stwierdza: „Wiem, z jakimi przeszkodami szanowni Państwo wraz&#13;
z całym Księstwem walczyć musicie, by zachować narodowość naszą i na&#13;
1&#13;
Brulion listu do S. Czarneckiego z 22 III 1882 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 626.&#13;
&#13;
414&#13;
&#13;
�korzystniejszym niż dotąd utrzymać się stanowisku ekonomicznym wobec&#13;
nieprzyjaciela”1. Niejednokrotnie zabiera głos w sprawie kłopotów ziemian&#13;
wielkopolskich z utrzymaniem ziemi i majątków:&#13;
Wszystko, co Pani piszesz o pp. Niegolewskich i całym obywatelstwie, zasmuca&#13;
mnie mocno, jak niemniej i to, co dokazują z nami Prusacy. Cóż bo na to dziś&#13;
kto poradzi? Może Pan Bóg w jakikolwiek sposób złe odwróci, a tymczasem&#13;
pracować nam trzeba w ciszy i wyrabiać siłę.&#13;
&#13;
Jest przekonany, że słuszną drogą w tej tragicznej dla Polaków sytuacji jest „[…] prosty gościniec cywilizacyjny, na którym jedynie można było&#13;
równą bronią i z korzyścią walczyć z Niemcami i ich kulturą […]”. Wyraża&#13;
nadzieję, że słabnąca podaż polskich książek w Poznańskiem, m.in. Ludu,&#13;
ożywi się jednak na rzecz ich kupowania „z patriotyzmu”, tak jak w Galicji,&#13;
Królestwie i na Litwie, gdzie przedstawia się to lepiej, „by literatura nasza&#13;
nie stanęła à sec”. Uznaje za groźne dla bytu narodowego „pozbywanie się&#13;
ojcowizny na korzyść obcych” i „nieustanną emigrację naszych włościan&#13;
do Ameryki”, którą komentuje: ‘”Ubytek tej ludności jest tą prawdziwą dla&#13;
całej prowincji klęską, której atoli zapobiec skutecznie nikt widać dziś już&#13;
nie jest w możności”2. Gdy Moraczewska pisze: „Ze spraw publicznych nic&#13;
nie donoszę, czytasz Pan w dziennikach o ucisku naszym aż do znudzenia.&#13;
Najgorsze ze strony naszej, że ziemię w ręce niemieckie oddajemy i to tysiącami morgów naraz” – z goryczą odpowiada:&#13;
Ze spraw publicznych widzę, że nasi posłowie dzielnie się potykają z Niemcami&#13;
i biją ich w Sejmie na każdym kroku. Ale co to pomoże? […] Walka to baranka&#13;
z wilkiem. Jedyną realną dla nas zdobyczą byłoby coraz większe skarbienie sobie wyborców między chłopami i trzymanie się oburącz ziemi, a nie wyzuwanie&#13;
się z niej co chwila dla Niemców i Żydów. Ale i na to ostatnie, jak widzę niestety&#13;
z listów Pani, skutecznego już nie ma lekarstwa.&#13;
&#13;
1&#13;
Korespondencja… cz. I (DWOK T. 64), s. 521, 560, cytaty z brulionów listów (odpowiednio):&#13;
do M. Szulca z 26 II 1875 r. i do B. Moraczewskiej z 30 I 1876 r. oraz Korespondencja… cz. II&#13;
(DWOK T. 65), s. 262, brulion do S. Czarneckiego z 16 X 1879 r. Zob. też wyżej fragmenty listów&#13;
do L. Czarlińskiego, s. 340.&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65), s. 41, 321, 426, i 494, cytaty z brulionów listów&#13;
(odpowiednio): do B. Moraczewskiej z 25 VI 1877 r., z 12 II i z XII 1880 r. oraz do S. Czarneckiego&#13;
z 15 V 1881 r.&#13;
&#13;
415&#13;
&#13;
�W tym samym liście z 1882 roku dodaje:&#13;
Niemcy chcą mnie koniecznie zrobić Niemcem. Dowiodłem im jednakże, że&#13;
skoro rodzina moja pochodzi z Pomeranii (dawnego lechickiego Pomorza), więc&#13;
też i nazwisko jej łączność ma z nazwą słowiańską pomorskiego Kołobrzega. Ja&#13;
zaś urodziłem się w Sandom[ierskiem].&#13;
&#13;
Na co Moraczewska odpowiada:&#13;
Bardzoś Pan jasno dowiódł Niemcom, żeś Polakiem; gdyby pojedynczy ludzie&#13;
w narodach odwoływali się do protoplastów, to by wcale narodowości nie było.&#13;
A w dodatku słuszne twierdzenie Pana, że Jego rodzina pochodzi z krainy słowiańskiej, niewątpliwie z Pomorza. Czy bez tej tradycji duchowej wytrwałbyś&#13;
Pan przy swej znakomitej a tak mozolnej pracy w tyle utrudzonych warunkach?&#13;
&#13;
Także w 1882 roku w liście do Szulca czytamy:&#13;
Piszesz i Pan także o swojej domowej niedoli, jak w ogóle o smutnym położeniu&#13;
całego Waszego Poznańskiego, nie rokując mu bynajmniej w przyszłości (jeśli&#13;
Polska powstanie lub utworzoną będzie) bytu narodowego – tak dalece warunki,&#13;
jakie by byt ten zapewnić mogły, są tam podkopane. […] Jest to skutkiem owego&#13;
fatalnego dla nas, a nieuniknionego niemieckiego Drang nach Osten, któremu&#13;
się à la longue oprzeć trudno przy tak mało sprzyjających [warunkach]. Wszakże&#13;
już i zachodnie powiaty Królestwa są tam zagrożone. Łódź mająca 100 000 mieszkańców jest już jakoby miastem czysto niemieckim, a Moskale mimo szalonej&#13;
zawiści do Niemców, nie tylko niemczeniu temu nie stawiają tamy, ale owszem,&#13;
dopomagają mu bezrozumnym swym uciskiem polonizmu1.&#13;
&#13;
Gdy w innym miejscu Szulc skarży się:&#13;
U nas germanizowanie i wywłaszczanie szlachty idzie na potęgę. Oczy się dobrowolnie zamykają, nie chcąc patrzeć na to, co się dzieje. W Królestwie nielepiej.&#13;
[…] Jedna Galicja oddycha swobodnie. Oby tylko umiała rozsądnie korzystać&#13;
ze swych swobód i wolności, szerząc dobrobyt i oświatę.&#13;
&#13;
1&#13;
Tamże, s. 543, 627, 642, 704–705, cytaty z listów (odpowiednio): B. Moraczewskiej z 1 IX&#13;
1881 r., brulionu Kolberga do B. Moraczewskiej z 22 III i tejże do Kolberga z 6 IV 1882 r. oraz&#13;
z brulionu do M. Szulca z października 1882 r.&#13;
&#13;
416&#13;
&#13;
�Kolberg w odpowiedzi podziela jego ubolewanie nad losem „naszego&#13;
nieszczęśliwego, skrępowanego narodu” i przyznaje, „[…] że nam tu w Krakowie stosunkowo wolniejszym nieco dano oddychać powietrzem”, lecz&#13;
trzeźwo komentuje politykę Austriaków, stwierdzając, że „[…] nasi protektorzy, równie niemal jak i Was tam w Wielkopolsce Prusacy, materialnym&#13;
obezwładniają uciskiem”1. Wybiegając naprzód, można jeszcze przytoczyć opinię z 1886 roku, kiedy to wobec zapowiedzi w sejmie pruskim&#13;
kolejnych działań germanizacyjnych Kolberg napisze do Moraczewskiej:&#13;
„Aż zgroza bierze czytać wszystkie te polakożercze elukubracje”. Mimo to&#13;
dodaje:&#13;
Mam jednak nadzieję, że sprężystość i siła odporna naszego ludu dosyć jeszcze&#13;
będzie wielką, aby tę zagrażającą mu z góry zmorę–dusicielkę, jeśli nie od razu,&#13;
to choć powolnym, ale ciągłym działaniem i nękaniem przeciwnika skutecznie&#13;
zrzucić ze swoich piersi.&#13;
&#13;
I kończy zdaniem J.J. Rousseau na temat Polski „za czasów pierwszego&#13;
rozbioru”: „Pożarli Was sąsiedzi, starajcież się, by Was nie mogli strawić” 2.&#13;
Ten z konieczności krótki przegląd wypowiedzi Kolberga na temat sytuacji ówczesnej Polski można zamknąć zdaniem z jego listu do Seweryny&#13;
Duchińskiej, w której emigranckim domu w Paryżu bywał w 1878 roku,&#13;
w czasie swojego pobytu na Wystawie Powszechnej, i gdzie zapewne niejednokrotnie brał udział w toczących się tam rozmowach na temat sytuacji&#13;
kraju. Przesyłając jej kolejne dwa tomy (Lubelskie cz. I i Pokucie cz. II),&#13;
„w których nie ma nic pochodzącego z prowincji, gdzie stała Pani kolebka”,&#13;
napisał:&#13;
&#13;
1&#13;
List M. Szulca z 30 I 1883 r. oraz brulion odpowiedzi Kolberga do M. Szulca z 20 II 1883 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), cytaty (odpowiednio): s. 20–21 oraz s. 28.&#13;
2&#13;
Brulion listu do B. Moraczewskiej z 23 II 1886 r., tamże, s. 319. Przywołane zdanie J.J. Rousseau pochodzi z pracy Considérations sur le gouvernement de Pologne et sur sa réformation&#13;
projetée (wyd. 1782, pierwszy polski przekład M.F. Karpia w 1789 r.), zob. Uwagi o rządzie&#13;
polskim i jego projektowanej naprawie, w: J.J. Rousseau Umowa społeczna. Uwagi o rządzie&#13;
polskim…, tłum. M. Starzewski, Warszawa 1966, s. 193. Cytat ten w wersji: „Nie możecie przeszkodzić, aby sąsiedzi was nie połknęli, sprawcież przynajmniej, aby was strawić nie mogli”&#13;
przytacza W. Kalinka w artykule Jan Jakub Rousseau i jego wpływ w Polsce, zamieszczonym&#13;
w „Przeglądzie Polskim”, R. 20, T. 79: 1886, z. 235, s. 1–16. Może za tym artykułem przypomina&#13;
go Kolberg.&#13;
&#13;
417&#13;
&#13;
�Że jednak wspólna nam myśl całej niepodzielnej Polski każdy jej zakątek równą&#13;
każe nam ogarniać miłością, więc nie wątpię, że gdy zajrzysz Pani do tych zbiorów, to i Ruś zainteresuje Panią w tej samej co Korona mierze […]1.&#13;
&#13;
Bez poczucia takiego związku z polskością rzeczywiście trudno byłoby&#13;
sobie wyobrazić determinację i wytrwałość w realizacji wydawniczego celu&#13;
Kolberga.&#13;
Po wydaniu Poznańskiego i części I Pokucia rozsyłanych w marcu, latem&#13;
i jesienią 1882 roku Kolberg, podobnie jak w roku poprzednim, nie wyjeżdżał na badania terenowe. Wcześniejsze plany wyjazdu na kilka tygodni&#13;
w okolice Lwowa nie zostały zrealizowane z powodu niepogody, względów&#13;
zdrowotnych i natłoku prac wymagających „bezustannego przeglądu, obróbki i ślęczenia” nad pozyskanymi materiałami. Odpowiadając na zaproszenie Glogera do jego rodzinnego Jeżewa, tłumaczył: „[…] nie wahałbym&#13;
się ani chwili pospieszyć do Was, gdyby nie to wątłe zdrowie i wiek, który&#13;
mi każe dobrze obliczać się z każdym uczynić się mającym krokiem”. Nie&#13;
skorzystał też z kilku innych zaproszeń. A jesienią pisał żartobliwie do Szulca: „[…] wycieczki tego roku wcale w świat nie robiłem, bo wtedy, gdy ją&#13;
rozpocząć miałem, lunęły deszcze, a gdy wreszcie zawitało słońce, już mnie&#13;
chęć do podróży ominęła”2.&#13;
Na początku czerwca 1882 roku dotarła do Modlnicy wiadomość od Karoliny o przebytym przez Antoniego nagłym, groźnym załamaniu się zdrowia. Był to prawdopodobnie rozległy udar i częściowe porażenie. Według&#13;
bratowej przyczyną były kłopoty zawodowe: utrata posady nauczyciela&#13;
w gimnazjum męskim i wymuszona dymisja w gimnazjum żeńskim. Z właściwą sobie wylewnością Karolina opisywała Oskarowi walkę o życie męża&#13;
i zażegnanie bezpośredniego niebezpieczeństwa oraz beznadziejną sytuację&#13;
materialną rodziny, która zawsze trudna, pogorszyła się skrajnie w związku&#13;
z tą chorobą i związanymi z nią wydatkami oraz z utratą części jej lekcji&#13;
podczas opieki nad chorym. Kolberg zmartwiony i bezradny, sam w kłopotach, próbował taktownie tłumaczyć swoją niemożność pomocy, ale wobec&#13;
uporczywych próśb Karoliny, jej rozpaczliwych utyskiwań i skarg na brak&#13;
wsparcia ze strony warszawskiej rodziny, zwrócił się z prośbą o pomoc&#13;
w tej sprawie do swojej bratanicy, Jadwigi Wernerowej, a sam przekazał&#13;
Brulion listu do S. Duchińskiej z 27 X 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 80.&#13;
Bruliony listów do Z. Glogera z 10 IX 1882 r. i do M. Szulca z X 1882 r., Korespondencja…&#13;
cz. II (DWOK T. 65), s. 694 i 705.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
418&#13;
&#13;
�Karolinie za pośrednictwem Gebethnera sumę 60 rubli i próbował serdecznie wesprzeć, pocieszyć i uspokoić bratową. Stan chorego pogorszył się&#13;
jednak jesienią i 19 grudnia Antoni zmarł1. Oskar stracił kolejnego brata&#13;
i pozostał sam, bez rodzeństwa. A strapiona i rozgoryczona Karolina, świadoma dobroci i wyrozumiałej troski Oskara, wkrótce po pogrzebie napisała&#13;
do niego: „[…] rodziną Ty już tylko jesteś, bo inni Kolbergowie – to są inni&#13;
ludzie”2.&#13;
Zachowane świadectwa rodzinne wskazują na to, że zmarły był postacią&#13;
trudną. Utalentowany malarz, autor cenionych prac, pozostający w wiecznych kłopotach materialnych i długach, niedotrzymujący terminów i zobowiązań, niestabilny w pracy i zamiarach artystycznych – taki portret&#13;
wyłania się w zarysach z rodzinnej korespondencji, zresztą enigmatycznej&#13;
i aluzyjnej w tej kwestii. We wspomnieniu poświęconym Antoniemu Kolbergowi jego autor, zaprzyjaźniony z rodziną Wojciech Gerson, nie szczędzi&#13;
słów uznania sztuce zmarłego. Przedstawiając jego biografię i twórczość&#13;
malarską, złożoną z obrazów religijnych, portretów i scen rodzajowych,&#13;
pisze m.in.:&#13;
Szczególną właściwością uzdolnień Kolberga jako malarza była wielka wytrawność. Produkował mało, ale ze starannością posuniętą do przesady w wymaganiu zgodzenia z sobą różnorodnych zalet. Syn inżyniera i matematyka, z matematyczną zwrotnością i ścisłością rozwiązywał dylemata tworzenia plastycznego,&#13;
skąd płynęło niezadowolenie, zniechęcenie do pracy spowodowane brakiem&#13;
decyzji. Nie był w stanie częstokroć dokończyć zaczętej pracy, zmieniając co raz&#13;
pogląd na stopień i rodzaj obrobienia. A działo się to z wielką dla sztuki polskiej&#13;
i dla samego artysty szkodą, zwłaszcza że od pierwszej już młodości okazywał&#13;
talent bardzo wybitny3.&#13;
1&#13;
Zob. listy Karoliny i Oskara z czerwca i lipca 1882 r. (tamże, listy 968, 972, 974, 982&#13;
i 985). Dalsze wiadomości o sytuacji rodzinnej przekazywał Kolbergowi zaprzyjaźniony z nim&#13;
Władysław Podlewski, mieszkający w Warszawie krewny Konopków (tamże, listy 999, 1007,&#13;
1008), zob. też odpowiedź Kolberga z 27 XII 1882 r. (list 1011).&#13;
2&#13;
List Karoliny z 27 XII 1882 r., tamże, s. 722.&#13;
3&#13;
W. Gerson Antoni Kolberg. Artysta malarz, w: Sprawozdanie Komitetu Towarzystwa&#13;
Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskim za rok 1882, s. 60. W końcu 1882 roku Towarzystwo to zakupiło obraz Kolberga Głowa starca (zob. listy J. Wernerowej z 15 XII 1882 r., Korespondencja… cz. II, DWOK T. 65, s. 714 oraz W. Podlewskiego z 5 I 1883 r., Korespondencja…&#13;
cz. III, DWOK T. 66, s. 3). Obecnie własność Muzeum Narodowego w Warszawie (tam tytuł:&#13;
Starzec), reprodukcja w katalogu K. Markiewicz Antoni Kolberg…, s. 37.&#13;
&#13;
419&#13;
&#13;
�Na spuściznę malarską po Antonim składało się kilkanaście obrazów&#13;
olejnych, w większości niewykończonych lub wymagających restauracji,&#13;
oraz około 40 kartonów z projektami fresków, które artysta wykonał kiedyś&#13;
wspólnie z Karolem Marconim dla sali posiedzeń Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego oraz dla sali głównej Hotelu Europejskiego w Warszawie.&#13;
Karolina miała zamiar urządzić wystawę prac męża, by je następnie sprzedać, ale przeszkodą była konieczność kosztownej renowacji obrazów. Oskar&#13;
postanowił pomóc Karolinie i jej dzieciom i w kwietniu 1883 roku poprosił&#13;
Ludwika Jenikego, redaktora „Tygodnika Ilustrowanego”, w imię „przyjaźni&#13;
dawnej”, o „zwrócenie na ten przedmiot uwagi” i opublikowanie na łamach&#13;
pisma informacji o spuściźnie malarskiej Antoniego, a także o potrzebie ich&#13;
bezinteresownej restauracji, by sprzedaż mogła przynieść dochód na rzecz&#13;
wdowy i dzieci. Notatka taka ukazała się w „Tygodniku”; mowa w niej&#13;
o dorobku malarza, projekcie wystawy jego prac i przeznaczenia dochodu&#13;
z niej na korzyść jego bliskich. Zawiera także apel o społeczne poparcie&#13;
tego pomysłu oraz o podjęcie się wykończenia i odnowienia obrazów, skierowany do artystów i przyjaciół zmarłego1. Jednak z inicjatywy tej nic nie&#13;
wyszło; chętnych do renowacji obrazów nie było, do planowanej ekspozycji&#13;
nie doszło.&#13;
Także w roku 1882 ukazała się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” kolejna praca Kolberga pt. Właściwości, pieśni i tańce ludu&#13;
Ziemi Dobrzyńskiej, oparta o materiały zebrane jeszcze w latach pięćdziesiątych.2 Ten obszerny artykuł pomyślany był jako uzupełnienie rozprawy&#13;
A. Petrowa Lud Ziemi Dobrzyńskiej z 1878 roku3; w informacji wstępnej&#13;
Kolberg podkreśla znaczenie swoich materiałów jako wcześniejszych od&#13;
publikowanych przez Petrowa, choć „pomnożonych jeszcze następnie&#13;
Brulion listu do L. Jenikego z 13 IV 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 47.&#13;
Notatkę tę zamieszczono w Kronice tygodniowej „Tygodnika Ilustrowanego” 1883, w nr. 17&#13;
(z 28 IV).&#13;
2&#13;
Opublikowano ją w tomie VI z 1882 roku, na s. 86–158 oraz w postaci osobnej odbitki&#13;
w tym samym roku. We wstępie Kolberg podaje tam rok 1854 jako datę pozyskania zawartych&#13;
w pracy materiałów; jednak znane dokumenty wymieniają jego pobyt na Ziemi Dobrzyńskiej&#13;
w 1856, a nie 1854 roku. Materiał ten, dopełniony o zapisy z Ziemi Dobrzyńskiej z innych manuskryptów, znalazł się ponownie w ramach Dzieł wszystkich, w cz. VI Mazowsza (DWOK&#13;
T. 41), s. 1–150 (tam błędnie: „Wesele II” na s. 3; jest to cd. „Wesela I”).&#13;
3&#13;
Rozprawa A. Petrowa pt. Lud Ziemi Dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje,&#13;
obrzędy, pieśni, przysłowia, zagadki zamieszczona została także w „Zbiorze Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej”, T. II: 1878, s. 3–182.&#13;
1&#13;
&#13;
420&#13;
&#13;
�wiadomościami z gazet lub opowiadań ustnych”. Praca zawiera krótki opis&#13;
kraju, ludu, ubioru, mowy, wesela z Działynia z 22 pieśniami (i z datą: 1854&#13;
[!]) oraz najobszerniejszy dział, obejmujący 87 pieśni powszechnych i ponad&#13;
50 „śpiewek i tańców”. Zaletą publikacji są zapisy nutowe części melodii&#13;
wokalnych i instrumentalnych, co było praktyką wyjątkową dla tego rocznika, na ogół niedrukującego materiału muzycznego.&#13;
&#13;
XXII&#13;
[Spotkanie z J. Blizińskim i zaproszenie Kolberga do Bóbrki (maj 1883). –&#13;
Podróż w Sanockie i Przemyskie (lato 1883). – Uczestnictwo w obchodach&#13;
200-lecia zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem (wrzesień 1883). – Wydanie cz. II Pokucia i cz. I Lubelskiego (1883). – Przyznanie Kolbergowi funduszu z Kasy im. J. Mianowskiego (1883) na dalsze wydawnictwo, tj. Mazowsze&#13;
cz. I–V. – Recenzja C. Neymanna cz. I–II Pokucia (1884). – Wydanie cz. II&#13;
Lubelskiego i wstępne prace nad cz. I Mazowsza (1884). – Udział Kolberga w Zjeździe Historyczno-Literackim im. J. Kochanowskiego i jego Głos&#13;
w dyskusji nad referatem P. Chmielowskiego (maj 1884). – Spotkanie w Krakowie z Karoliną i jej dziećmi (lipiec 1884). – Podróż w Sanockie i Przemyskie (lipiec–październik 1884). – Opuszczenie Modlnicy i przeprowadzka&#13;
do Krakowa (październik 1884) – zmiana warunków życia i pracy. – Druk&#13;
cz. I Mazowsza oraz publikacja opracowania pt. Zwyczaje i pieśni ludu&#13;
wielkopolskiego z rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipińskim w „Zbiorze&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej” (1884). – Wydanie cz. I Kieleckiego (1885). – Kolejna podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” (lipiec–listopad&#13;
1885). Bogate materiały z podróży z lat 1883–1885. – Druk cz. II Mazowsza&#13;
oraz pracy Zagadki z Lubelskiego… w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” (1885).]&#13;
&#13;
Wiosną 1883 roku doszło do nieoczekiwanego spotkania Kolberga z Józefem Blizińskim. Ich żywy i przyjacielski kontakt osobisty i korespondencyjny, zwłaszcza w okresie badań i prac Kolberga nad Kujawami,&#13;
urwał się w 1869 roku na kilkanaście lat z bliżej nieznanych przyczyn.&#13;
Być może zdecydowała po prostu przeprowadzka Kolberga do Krakowa, a Blizińskiego w 1873 roku z Kujaw do Warszawy i rozminięcie się&#13;
życiowych dróg. W Krakowie spotkali się znów w maju na publicznym&#13;
posiedzeniu Akademii, otwierającym jej roczną działalność. Bliziński wraz&#13;
421&#13;
&#13;
�z żoną Pelagią mieszkali od 1876 roku w ówczesnym powiecie leskim, nad&#13;
Sanem, w Bóbrce Górnej, czyli Nowej, tzw. Damazówce, gdzie nabyli założony tam wcześniej folwark i dworek. Bliziński był już wówczas uznanym&#13;
komediopisarzem, Kolberg autorem cenionych tomów Ludu. W czerwcu&#13;
Kolberg pisał:&#13;
Szczęśliwe nasze spotkanie się na ostatnim tegorocznym otwarciu Akademii1&#13;
rozbudziło dawne wspomnienia i umocniło we mnie wiadomy Wam zamiar,&#13;
nie od dziś zresztą już powzięty, odwiedzenia Was kiedykolwiek w Waszej na&#13;
wpół górskiej rezydencji i pogadania o tym i o owym, a materii do pogadanki po&#13;
upływie lat 20 naszej rozłąki zapewne by nam wcale nie zabrakło. Nie odkładając tedy zamiaru tak pięknego ad calendas graecas, bo nie wiemy, co nas czeka&#13;
jutro, sądzę, że najlepiej by może było jeszcze w tym roku zjechać do Waszego&#13;
gościnnego domu, w którym, jak to już słyszałem z ust Waszych, chętnie i życzliwie będę przyjętym, bylebym tylko zgłosił się wśród lata2.&#13;
&#13;
Plan został zrealizowany i pod koniec lipca Kolberg wyjechał do Bóbrki,&#13;
by letni sezon 1883 roku oraz dwa kolejne w następnych latach 1884 i 1885&#13;
spędzić z doskonałym dla swojego dzieła rezultatem w Sanockiem i Przemyskiem, dopełniając wcześniejsze badania podejmowane tam w latach&#13;
sześćdziesiątych. Wszystkie trzy podróże na te ziemie, ostatnie w swoim&#13;
życiu, odbył własnym kosztem. Dlatego też szczególne znaczenie dla efektywności jego prac miały bliskie więzi, a także relacje rodzinne i sąsiedzkie&#13;
między mieszkańcami zaprzyjaźnionych dworów, którzy badacza gościli&#13;
i ułatwiali mu penetrację obu sąsiadujących ze sobą regionów.&#13;
Wyprawa z roku 1883 jest stosunkowo dobrze udokumentowana w korespondencji. Wyjazd nastąpił prawdopodobnie 24 lipca pociągiem z Krakowa do Przemyśla, skąd dalej podróżował Kolberg koleją do Ustrzyk,&#13;
gdzie oczekiwał gościa Bliziński. W Bóbrce spędził badacz około miesiąca&#13;
w przyjacielskiej i serdecznej atmosferze i w dogodnych dla swych prac&#13;
warunkach. Stamtąd po 20 sierpnia wybrał się do Leszczowatego, do Edmunda i Katarzyny Kraińskich, u których gościł już w latach 1861 i 1863.&#13;
1&#13;
Uroczyste publiczne posiedzenie Akademii Umiejętności odbyło się w Krakowie 5 maja&#13;
1883 r. Zob. „Rocznik Zarządu Akademii Umiejętności. Rok 1882 [!]”, Kraków 1883, s. 85–108&#13;
oraz artykuł w „Czasie” 1883, w nr. 102 (z 6 V), na s. 3 pt. Posiedzenie publiczne Akademii&#13;
Umiejętności. W tym samym numerze „Czasu”, na s. 2 ukazało się doniesienie o pobycie w Krakowie Blizińskiego, „autora Pana Damazego i Rozbitków”.&#13;
2&#13;
List do J. Blizińskiego z 15 VI 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 48.&#13;
&#13;
422&#13;
&#13;
�Edmund Kraiński – jak wspomniano – żywo interesował się etnografią,&#13;
prowadził własne obserwacje i studia ludoznawcze Był więc także świetnym partnerem dla Kolberga. Po dziesięciu dniach pobytu w Leszczowatem,&#13;
30 sierpnia, Kolberg przyjechał do odwiedzanej również 20 lat wcześniej&#13;
Iskani, gdzie gościli go związani też rodzinnie z Konopkami i już wymieniani&#13;
Gabriel i Julia Załęscy. 31 sierpnia pisał do Juliana Konopki: „Od wczorajszego dnia jestem w Iskani, dokąd przybyłem z Leszczowatego, gdzie jak&#13;
najprzyjemniej dni 10 spędziłem. Pp. Edmundowie Kr[aińscy] najserdeczniejsze ukłony zasyłają całemu domowi w Modlnicy i p. Romanowi. Toż&#13;
samo i p. Załęski”1. Do Krakowa wrócił Kolberg na początku września,&#13;
skąd po paru dniach dotarł do Modlnicy2. Plon z tej wyprawy był bogaty&#13;
we własne zapisy terenowe melodii i tekstów folkloru, opisy obrzędów&#13;
i zwyczajów, wiadomości etnograficzne, zwłaszcza pozyskane w Bóbrce, co&#13;
z wdzięcznością wyrażał w liście do Blizińskiego:&#13;
Pobyt wszakże u Was, przyznać to muszę, najobfitszego i najcenniejszego dostarczył mi materiału etnograficznego, do zebrania którego przyczyniła się i niezmordowana Wasza małżonka, a jej łaskawe zabiegi i pomoc, jak i gościnne&#13;
nader przyjęcie (mimo częstej migreny), obok wspomnień dawniejszych czasów&#13;
z Warszawy i z Kujaw, obok względów szanownej Waszej matki, kazały mi uważać dom Wasz jakoby mój własny, rodzinny i dlatego drogą mi zawsze zostanie&#13;
jego pamięć. A i zdrowie moje znacznie się wśród Was polepszyło3.&#13;
&#13;
Dalsze cenne materiały z tego regionu gromadził Kolberg w czasie następnych dwu sezonów badawczych, kiedy przebywał także w tych miejscowościach w latach 1884 i 1885. Materiały te nie zostały wydane za życia&#13;
badacza. Wykorzystał je po części Kopernicki w drukowanym w 1890 r.,&#13;
już po śmierci Kolberga, niewielkim objętościowo Przemyskiem. Dopiero&#13;
w ramach Dzieł wszystkich opublikowano je w trzytomowym Sanockiem-Krośnieńskiem oraz w obszernym suplemencie do XIX-wiecznego Przemyskiego4.&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 61.&#13;
Informacje o planach, przebiegu i szczegółach tej podróży zob. tamże, listy z okresu od 26&#13;
czerwca do 7 września 1883 r., nr 1045–1048 i 1051–1054.&#13;
3&#13;
List do J. Blizińskiego z 7 IX 1883 r., tamże, s. 63.&#13;
4&#13;
Tj. w tomach 49–51 DWOK (Sanockie-Krośnieńskie cz. I–III) oraz 83/I i 83/II DWOK&#13;
(Przemyskie. Suplement do tomu 35). Zob. tamże omówienie tych materiałów we wstępnych&#13;
opracowaniach T. Skuliny (w tomie 49 DWOK) oraz E. Millerowej (w tomie 83/I DWOK).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
423&#13;
&#13;
�Z podróży na południowy wschód Kolberg wracał już na początku września, „by – jak pisał do Karoliny – być obecnym na następnych uroczystościach jubileuszowych Sobieskiego […].” 1 Obchody dwusetnej rocznicy&#13;
zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, połączone z jubileuszem 25-lecia&#13;
pracy artystycznej Jana Matejki oraz ze Zjazdem Artystów i Literatów ze&#13;
wszystkich trzech zaborów, zorganizowane zostały w Krakowie z wielkim&#13;
rozmachem w dniach od 11 do 16 września. Na program składały się m.in.:&#13;
tzw. „uroczystość ludowa” w dniu 11 września, tj. zjazd delegacji wiejskich&#13;
i pielgrzymek ludowych ze wszystkich trzech zaborów, ich pochód na Wawel i dalej na Błonia oraz przyjęcie w ogrodach ks. Karmelitów, uroczysta&#13;
procesja ulicami miasta z udziałem wszystkich stanów, władz miejskich,&#13;
stowarzyszeń i instytucji w dniu 12 września, obchód jubileuszu Matejki&#13;
i odsłonięcie pomnika Jana III w Ogrodzie Strzeleckim – 13 września oraz&#13;
Zjazd Artystów i Literatów w dniach 13–16 września, zakończony wycieczką galarami przez Bielany do Tyńca i z powrotem Wisłą2. Kolberg brał&#13;
udział w uroczystościach w dwu pierwszych dniach. W liście do Blizińskiego z 28 września opisuje swoje wrażenia, rozpoczynając od zaprawionego&#13;
dystansem komentarza:&#13;
Otóż i przeminęły wszystkie uroczystości. Było jak zwykle i jak to wiecie z gazet,&#13;
wiele szumu i tłumu, huku i puku, i na tym koniec. Ja figurowałem 13 września&#13;
[pomyłka, chodzi o 12-go] na procesji – relacjonuje dalej – jako akademik nadzwyczajny między aspirantami Glogerem a Ossowskim (a przyłączył się do nas&#13;
i zacny Baraniecki), tuż za Majerem i Kuczyńskim, bo inni, zwyczajni akademicy porozpraszani byli po swoich Wydziałach jako profesorowie (w togach) lub&#13;
urzędnicy. Najbardziej jednak zajmującym był dla mnie dzień 12-go [pomyłka,&#13;
powinno być 11-go] września, gdym ujrzał chłopów z rozmaitych okolic Polski&#13;
w świątecznych swych szatach i miał przyjemność z tym i owym z nich wdać się&#13;
w pogawędkę. Do studiów jednak głębszych nad nimi ani było czasu ani sposobności, bo wciąż byli w ruchu. Żałuję tylko, że nie pomyślano (do kogo to należało)&#13;
o zdjęciu z nich fotografij, do czego byliby się, jak to uważałem, chętnie skłonili3.&#13;
&#13;
Ta ostatnia uwaga – charakterystyczna dla praktycznego zmysłu badacza pasjonata – wiązała się z „uroczystością ludową”. Zmęczony tłumem&#13;
List z 23 IX 1883 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 68.&#13;
Szczegółowy program uroczystości opublikował m.in. „Czas” 1883, w nr. 204, obszerne&#13;
sprawozdanie z ich przebiegu podawał w nr. 206–212. Relacje zamieszczała cała polska prasa.&#13;
3&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 71–72.&#13;
1&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
424&#13;
&#13;
�i codziennymi dojazdami z Konopkami do Krakowa, nie wziął już udziału&#13;
w Zjeździe Artystów i Literatów, a o swoim powrocie do codzienności pisał&#13;
w tym samym liście z taką refleksją:&#13;
O zjeździe literatów nic Wam nie piszę, bo na nim nie byłem, trochę słaby&#13;
i zmęczony już poprzednimi przejażdżkami uroczystościowymi, na które wraz&#13;
z Konopkami dzień w dzień jeździłem do Krakowa. Zresztą ja już stary i pragnę&#13;
spokoju; mam też od dawna swój zawód wytknięty i stałą regularną robotę,&#13;
jak i umowę z księgarzami. Więc w tym punkcie nic się już podobno u mnie,&#13;
a zapewne także i u nich, nie zmieni. Byłbym jednakże z miłą chęcią przejechał&#13;
się z towarzystwem literackim do Tyńca, ale się za późno o wycieczce tej dowiedziałem.&#13;
&#13;
Wreszcie wyraził tam po raz kolejny swoje zadowolenie z pobytu w Bóbrce i wdzięczność za gościnę, opiekę i stworzone mu znakomite warunki do&#13;
pracy:&#13;
Jakże się ma przezacna Wasza małżonka, pani Pelagia? Czy bóle głowy ustały?&#13;
Nigdy mi nie wyjdzie z pamięci Jej dobroć dla mnie i pragnienie przysłużenia się&#13;
szczerego mojej mrówczej (jak mi to mówią drudzy) pracy i krzątaninie. Zdaje&#13;
mi się, że jeszcze siedzę przy Waszym długim stole bibliotecznym, nastroszonym&#13;
papierami i piszę, a pani mi dyktuje lub objaśnia wyrażenia Halki, opowiadającej&#13;
dziwy o czarach lub nucącej po raz dziesiąty swą sanocką piosenkę. Jakże ze&#13;
zdrowiem sędziwej Waszej pani matki? Co porabia Marysia (czy sobie przypomniała jeszcze jaki szczegół weselny) i wszyscy domownicy?&#13;
&#13;
Sanocki dom przyjaciela, jego rodzina, pomocnice w gospodarstwie i zarazem informatorki, Halka i Marysia, pozostały w żywej pamięci Kolberga,&#13;
a dawna zażyłość z Blizińskim pogłębiła się i umocniła na tyle, że wizyta&#13;
u niego miała się jeszcze dwukrotnie powtórzyć. Sam Bliziński okazywał&#13;
zresztą nie mniejszą serdeczność, jeszcze w sierpniu wyrzucając Kolbergowi&#13;
za wczesny wyjazd z Bóbrki i pisząc:&#13;
U mnie w domu pustki po Waszym wyjeździe, żona i matka lamentują, cieszą&#13;
się tylko nadzieją, że za rok wizyta się powtórzy. Halka uciekła, widocznie tylko&#13;
dla Was przyszła do służby na dni kilka. Żona brzdąka na fortepianie te sonaty&#13;
Beethovena, które Was przypominają, a ja błądzę po parku, nie wiedząc sam,&#13;
który zakątek nazwać Waszym imieniem1.&#13;
1&#13;
&#13;
List J. Blizińskiego z 26 VIII 1883 r., tamże, s. 60.&#13;
&#13;
425&#13;
&#13;
�Po powrocie do zwykłego trybu pracy Kolberg zajął się dalszym opracowaniem Pokucia i Lubelskiego. We wrześniu ukończony został druk części&#13;
II Pokucia, sfinansowany z dochodu z koncertu, podobnie jak część I. Równolegle dobiegały końca prace nad wydaniem na koszt Akademii części&#13;
I Lubelskiego, która ukazała się również w 1883 roku. Materiały z Sanockiego i Przemyskiego musiał więc Kolberg na razie odłożyć. A w grudniu&#13;
tego roku miały się znaleźć nowe środki na wydawnictwo Kolberga, co&#13;
w kolejnych latach wymagało od niego jeszcze bardziej wytężonej pracy.&#13;
Pierwsze dwa wydane w 1882 i 1883 roku tomy Pokucia stanowiły część&#13;
czteroczęściowej monografii tego regionu; kolejne dwa ukazały się dopiero&#13;
w latach 1888 i 1889 (cz. III i IV). Była to jedyna wydana za życia Kolberga&#13;
pełna monografia regionalna zawierająca materiały ukraińskie. Jak wspomniano, wszystkie jej części nosiły podtytuł Obraz etnograficzny, inny ze&#13;
względów formalnych, całkowicie jednak zgodny koncepcją monografii Kolberga. Część pierwsza obejmowała zgodnie z ustalonym porządkiem tematycznym rozdziały „Kraj”, „Lud”, „Zwyczaje” i „Obrzędy”, część druga – „Pieśni&#13;
i dumy”, w dwu późniejszych tomach znalazły się rozdziały: „Taniec”, „Świat&#13;
nadzmysłowy”, „Przysłowia” oraz opowieści ludowe i zagadki. Opublikowane&#13;
w Pokuciu materiały1, zarówno etnograficzne, jak i folklorystyczne, należą&#13;
do najcenniejszych w dorobku Kolberga ze względu na ich proweniencję,&#13;
bowiem w większości pochodzą z własnych badań Kolberga, z jego obserwacji, wywiadów, bezpośredniej rejestracji oraz z zapisów znawców i nosicieli&#13;
miejscowego języka i folkloru. Już pierwsze dwa tomy doczekały się żywego&#13;
oddźwięku komentatorów i recenzentów. Ich obszerną i wnikliwą recenzję&#13;
opublikował kijowski adwokat, Cesław Neymann (1852–1906), zajmujący się&#13;
etnografią i folklorem i publikujący artykuły z tego zakresu w czasopismach&#13;
ukraińskich i polskich2. Bardzo pozytywnie oceniając tę „interesującą pracę&#13;
znakomitego polskiego etnografa-zbieracza, Oskara Kolberga” i omawiając&#13;
jej zawartość, Neymann podnosił trafność i szczegółowość informacji etnograficznych, „dostrzeżonych przez doświadczonego obserwatora”, szczególnie jednak wskazywał na wartość pieśni obrzędowych z rzadko przedtem&#13;
1&#13;
Jak wspomniano wcześniej, dopełnia je dwutomowa Ruś Karpacka oraz tom suplementowy (DWOK T. 54 i 55 oraz 81).&#13;
2&#13;
Recenzję opublikowała „Kijewskaja Starina” z 1884 r., T. VIII, s. 482–487 i T. IX, s. 126–130&#13;
(tam podpis: C. Nejman). Jej tekst w tłumaczeniu polskim E. Piasny-Kudyńskiej zob. w: O. Kolberg Pokucie. Suplement do tomów 29–32 (DWOK T. 81), s. 275–285, aneks VII. Cytowane&#13;
dalej fragmenty recenzji tamże, s. 275, 278. 281–282.&#13;
&#13;
426&#13;
&#13;
�notowanymi melodiami oraz dokumentacji zwyczajów, zabaw i obrzędów&#13;
przedstawianych w wariantach z różnych miejscowości. Zastrzeżenia autora&#13;
wzbudziły natomiast zamieszczone w części I uwagi Kolberga o języku mieszkańców Pokucia1, jako „zbyt pobieżne i krótkie” i „nie zawsze słuszne” oraz&#13;
w części II klasyfikacja pieśni „dość chwiejna, nie w pełni precyzyjna i zawiła”, wreszcie inne niż w folklorze ukraińskim rozumienie terminu „duma”,&#13;
w efekcie czego dział o takim tytule u Kolberga zawiera utwory wykraczające&#13;
poza znaczenie tego pojęcia przyjęte dla pieśni z tamtego obszaru. Warto podkreślić, że krytyka nie dotyczyła postaci fonetycznej zapisów gwarowych, ale&#13;
interpretacji zjawisk językowych, prób ich wyjaśniania, oceny form, ich genezy, zasięgu geograficznego itp. W nawiązanej z Kolbergiem korespondencji&#13;
Neymann przywołał następującą opinię wspartą autorytetem Konstantyna P.&#13;
Mychalczuka, badacza dialektów ukraińskich:&#13;
Pan Mychalczuk, dobry lingwista słowiański, tak się odezwał: teksty materiałów&#13;
znakomicie pod względem fonetycznym zostały oddane i to zupełnie jest dostatecznym dla takiego zbioru; artykuł zaś o właściwościach językowych, oprócz&#13;
kilku błędów ma tę wadę, że nie jest pełnym, gdyż zupełnie omija nawet bardzo&#13;
ważne dialektowe odcienia, lecz taka praca należy do lingwistów, a nie do etnografów, ich rzeczą tylko jest wiernie odtworzyć mowę, co też p. Kolberg wykonał&#13;
tak szczęśliwie jak dotąd nikt2.&#13;
&#13;
Taką ocenę podzielają współcześni językoznawcy, uznając wiarygodność i dokładność notacji oddającej niuanse brzmienia jako walor główny&#13;
zapisów gwarowych Kolberga3. Odpowiadając na kwestie poruszone przez&#13;
recenzenta, Kolberg listownie wyjaśniał swoje założenia i praktyki edytorskie, a o językowym opracowaniu pisał m.in.:&#13;
Ja sam gruntownie języka ruskiego nie znam, robiłem wprawdzie wycieczki&#13;
w różne okolice Rusi i spisywałem mechanicznie wszystko, com zasłyszał, staW rozdzialiku „Język”, Pokucie cz. I (DWOK T. 29), s. 31–34.&#13;
List C. Neymanna z 11 III 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 128–129.&#13;
Zob. też tamże, brulion odpowiedzi Kolberga z 7 IV oraz kolejny list C. Neymanna z 10 IV&#13;
i brulion Kolberga z 9 VI 1884 r., odpowiednio listy 1097, 1105, 1108 i 1120. Przedruk tychże&#13;
w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), s. 265–275, aneks VI.&#13;
3&#13;
O dokumentacji dialektologicznej Kolberga z ziem ukraińskich pisali A. Demartin we&#13;
wstępie do Rusi Karpackiej, w tomie 54 DWOK, na s. LIII–LXXII, W. Kuraszkiewicz we wstępie do Rusi Czerwonej, w tomie 56 DWOK, na s. LXIII–LXXXI oraz T. Skulina we wstępie do&#13;
Sanockiego-Kroś­nieńskiego, w tomie 49 DWOK, na s. XLVI–LX.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
427&#13;
&#13;
�rając się o jak najwierniejsze oddanie dźwięków pisownią polską, lecz w studia&#13;
głębsze językowe nie wdawałem się wcale dla braku czasu. Stąd usterki, które&#13;
zatrzeć w przyszłości będzie usilnym mym staraniem, przy łaskawym i chętnym&#13;
współdziałaniu osób tak światłych jak Szan[owny] Pan1.&#13;
&#13;
W dalszym ciągu tłumaczył, że jego uwagi nie były przeznaczone dla&#13;
filologa i lingwisty, ale miały służyć jedynie jako objaśnienia dla czytelników. W kwestii systematyki pieśni, którą sam uznawał za dyskusyjną i problematyczną, dając temu wyraz w swoich wcześniejszych wypowiedziach,&#13;
stwierdzał, że w zasadzie jest ona zgodna z układem przyjętym w tomach&#13;
Ludu, zatem „dla jednostajności” porządek taki został utrzymany, „o ile takowy do Rusi dał się zastosować”. Jednak świadomy trudności klasyfikacyjnych, zwłaszcza jeśli chodzi o pieśni o treści mieszanej i o krzyżujące się&#13;
kryteria przydziału (m.in. temat tekstu, wykonawca), dodawał: „Nie przeczę&#13;
bynajmniej, że niejedna rzecz dałaby się w niej poprawić […]”2.&#13;
Wiosną 1884 roku ukazał się też tom 17. Ludu, który wraz z wydanym&#13;
w roku poprzednim tomem 16. składa się na kolejną monografię – Lubelskie, obejmującą część zachodnią i środkową dawnej guberni lubelskiej.&#13;
O wydzieleniu tego regionu zdecydowało jednak nie kryterium administracyjne czy ściśle geograficzne, ale wyznaniowe i językowe. Obszar ten&#13;
zamieszkiwała bowiem w większości ludność polska i katolicka, w przeciwieństwie do części wschodniej guberni lubelskiej zasiedlonej przez Rusinów – unitów zmuszanych przez władze carskie do przejścia na prawosławie. Sam Kolberg uzasadniał w ten sposób zasięg swojego Lubelskiego we&#13;
wstępie do tej monografii3.&#13;
Jednocześnie Kolberg podjął wstępne prace nad kolejną monografią,&#13;
która miała być poświęcona Mazowszu. Jeszcze w grudniu 1883 roku otrzymał wiadomość z Warszawy o przyznaniu mu przez Kasę Pomocy dla Osób&#13;
Pracujących na Polu Naukowym im. Józefa Mianowskiego bezzwrotnej zapomogi na dalsze tomy swojego wydawnictwa4. Z wnioskiem takim wystąpił na posiedzeniu Komitetu Kasy w dniu 8 grudnia 1883 roku Piotr&#13;
Brulion listu do C. Neymanna z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 142.&#13;
Brulion listu do C. Neymanna z 9 VI 1884 r., tamże, s. 163.&#13;
3&#13;
Lubelskie cz. I (DWOK T. 16), s. 1 i 2. Por też E. Antyborzec Monografie regionalne…,&#13;
s. 176–177.&#13;
4&#13;
Zob. list Komitetu Kasy im. J. Mianowskiego z 12 XII 1883 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 99–101. Józef Mianowski (1804–1879), lekarz, profesor, społecznik, był rektorem Szkoły Głównej Warszawskiej w latach 1862–1869.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
428&#13;
&#13;
�Chmielowski (1848–1904), historyk literatury, krytyk, wydawca pisarzy&#13;
polskich, jeden z członków Komitetu Kasy. „Kasa Pomocy im. Mianowskiego dla osób pracujących na polu naukowym” działała od roku 1881&#13;
jako fundacja popierająca naukę dzięki zapisom i datkom społeczeństwa&#13;
i składkom członków. Była najważniejszą polską organizacją naukową&#13;
w zaborze rosyjskim. Jej pierwszym prezesem (do roku 1886) był wybitny lekarz i przyrodnik, współtwórca Towarzystwa Tatrzańskiego, jeden&#13;
z prekursorów i propagatorów turystyki w Tatrach, Tytus Chałubiński&#13;
(1820–1889), sekretarzem – Konrad Dobrski (1849–1915), lekarz i społecznik, skarbnikiem – Karol Deike (1845–1906), finansista, dyrektor Banku&#13;
Handlowego w Warszawie. Kolberg otrzymał zasiłek z procentów od funduszu wieczystego Jana Nepomucena Jaśkowskiego (1807–1882), pisarza&#13;
i poety. Fundusz ten, uruchomiony w postaci pierwszej raty równocześnie&#13;
z decyzją o przyznaniu go, przeznaczył Kolberg na edycję 5 tomów Mazowsza wydanych w latach 1885–1890 z podtytułem Obraz etnograficzny,&#13;
dla odróżnienia – podobnie jak w wypadku cz. I i II Pokucia – innego niż&#13;
Akademia sponsora edycji. Nowa dotacja przyspieszyła znacznie postępy&#13;
prac edytorskich, ale też postawiła Kolberga wobec konieczności jeszcze&#13;
większej mobilizacji sił i intensyfikacji wielotorowych prac. Już w kwietniu&#13;
1884 roku donosił Pelagii Blizińskiej:&#13;
Na warsztacie moim literackim mam teraz rozłożone materiały do trzech dzieł&#13;
jednocześnie się napisać mających. Jedno z nich: Lud, wspierane przez Akademię, postępuje naprzód zwykłym swoim trybem; drugie: Pokucie stanowi dalszy&#13;
ciąg wydanych już dotąd dwóch tomów o tej prowincji i ma wkrótce pójść pod&#13;
prasę; trzecie: Mazowsze jest również dziełem, którego tom pierwszy w tym&#13;
jeszcze roku ma być wydanym, bo na to dano fundusz z Warszawy. Robi się&#13;
też to wszystko naraz, więc trzeba tak rzeczy kombinować, żeby i drukarnia nie&#13;
próżnowała, i w domu szła ciągle robota […]”1.&#13;
&#13;
Odtąd przez ostatnie lata życia Kolberg będzie wydawał dwa, a nawet&#13;
trzy tomy rocznie.&#13;
W maju 1884 roku Kolberg brał udział w Zjeździe Historyczno-Literackim im. Jana Kochanowskiego, który w dniach 28–30 maja zorganizowała&#13;
1&#13;
List do P. Blizińskiej z 7 IV 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 145. Część&#13;
I Mazowsza (DWOK T. 24) nosi w druku datę wydania: 1885, ale z listów wynika, że tom ukazał&#13;
się już w listopadzie 1884 r., zob. bruliony z grudnia 1884 r. do K. Deikego, tamże, s. 217 i 220.&#13;
&#13;
429&#13;
&#13;
�w Krakowie Akademia Umiejętności z okazji trzysetnej rocznicy śmierci&#13;
poety. Zabrał głos w dyskusji „przyjęty hucznymi oklaskami” – jak odnotowano w stenogramie – nad referatem wygłoszonym przez Piotra Chmielowskiego pt. Jak należy traktować utwory poezji ludowej w historii literatury polskiej1. Podzielając opinię referenta o metryce poezji ludowej, mówił:&#13;
Rzeczywiście nie jest to literatura ludowa dawniejsza, tylko literatura nowa,&#13;
a tylko są pewne momenta, pewne wskazówki, które […] mogą mieć w sobie rzeczy nadzwyczaj stare, sięgające zamierzchłej przeszłości, które dopiero stamtąd&#13;
wydobyć należy, ale to należy nie tyle do literatury nadobnej, do poezji, jak do&#13;
literatury ściśle naukowej, historycznej.&#13;
&#13;
Podkreślał, że pieśni podlegają ciągłym zmianom i przeobrażeniom,&#13;
kształtują się pod wpływem czasu, miejsca, warunków, wędrówek, a „forma ich zmieniła się, nie została taką, jaka była”. Przyznawał, że można&#13;
w nich odnaleźć elementy historyczne, pochodzące z dawnej przeszłości,&#13;
ale analiza pod tym kątem jest zadaniem nauki i musi być krytyczna, oparta na jak największym materiale, by uniknąć wniosków przedwczesnych.&#13;
Natomiast w literaturze pieśni „muszą być traktowane jako tylko dzisiaj&#13;
nabyte, a nie jako literatura ludowa przedchrześcijańska”. Powoływał się&#13;
przy tym na własne doświadczenie badacza i przeciwstawiał obserwowaną&#13;
zmienność pieśni znacznie mniej na nią podatnym wierzeniom, bardziej&#13;
zakorzenionym w tradycji: „Ja sam byłem świadkiem nieraz, jak te same&#13;
pieśni po upływie 10 lat w ustach tych samych brzmiały inaczej – nie każda, ale mniej więcej – gdy tymczasem zabobony, gusła niezmienione się&#13;
zachowały, jak jądro stare, któremu czas nie podołał, i zapewne długo się&#13;
jeszcze będą zachowywać […]”. Jednocześnie z właściwą sobie przenikliwością i perspektywą badawczą podkreślał konieczność systematycznego gromadzenia materiału, na podstawie którego dokonywać się dopiero powinny&#13;
przyszłe prace interpretacyjne i analityczne. Kolejny raz przedstawił swoje&#13;
Głos Kolberga w tej dyskusji został opublikowany na podstawie stenogramu debaty dwa&#13;
lata później w „Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce” (wydawnictwo Komisji dla&#13;
Badań w Zakresie Historii Literatury i Oświaty w Polsce, działającej w Wydziale Filologicznym&#13;
Akademii Umiejętności), w tomie V, obejmującym Pamiętnik Zjazdu Historyczno-Literackiego im. Jana Kochanowskiego (Kraków 1886), na s. 162–164; tekst referatu Chmielowskiego&#13;
tamże, s. 36–40. Przedruk Głosu w dyskusji… w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63),&#13;
s. 416–418; poniższe cytaty z tego wydania, odpowiednio s. 416–417, 417, 416, 418. Sprawozdanie ze Zjazdu drukował „Czas” 1884 w nr. 124 (z 30 V), referat Chmielowskiego i dyskusja nad&#13;
nim miały miejsce na posiedzeniu II sekcji historyczno-literackiej w dniu 29 maja.&#13;
1&#13;
&#13;
430&#13;
&#13;
�fundamentalne założenie, że najpierw stworzona musi być odpowiednia&#13;
baza dokumentacyjna, by naukowa analiza była uprawniona i prawidłowa,&#13;
oraz że w miarę postępu prac zbieracko-wydawniczych poglądy i oceny na&#13;
temat pozyskanego materiału mogą ulegać zmianom:&#13;
Ja właśnie daję materiał do tych wszystkich prac i mam go dużo jeszcze w tece.&#13;
W miarę zaś postępu tego wydawnictwa, być może, że i poglądy w wielu razach&#13;
się zmienią […]. Ale w miarę postępu tych robót i przybytku materiału także&#13;
zmienić się może i pogląd cały w ogóle.&#13;
&#13;
Dopiero przyszłe badania, oparte o wystarczający materiał źródłowy, będą&#13;
więc mogły zweryfikować aktualne stanowisko w zakresie „poznania rzeczy&#13;
ludowych”, a na obecnym etapie wiedzy „ostatecznego słowa żadną miarą powiedzieć nie można”. Zwraca uwagę zgodna opinia obu badaczy – referenta&#13;
Chmielowskiego jako historyka literatury i przedstawiciela warszawskiego&#13;
środowiska naukowego oraz dyskutanta Kolberga jako zbieracza i wydawcy&#13;
pieśni ludowych, reprezentanta krakowskiego kręgu uczonych. Wspólne jest&#13;
im obu pozytywistyczne stanowisko badawcze wobec poezji ludowej.&#13;
Mimo natłoku prac latem 1884 roku Kolberg wybrał się znowu w Sanockie i Przemyskie. Przedtem jednak spotkał się z Karoliną i z dziećmi 11 lipca&#13;
w Krakowie, gdyż pobyt rodziny w Modlnicy okazał się tamtego lata niemożliwy. Jednodniowe widzenie się i rozmowa z bratową i bratanicami&#13;
dwa lata po śmierci Antoniego i wobec nowych planów jej zamążpójścia&#13;
była dla obojga ważnym wydarzeniem rodzinnym1.&#13;
W podróż na południowy wschód wyjechał Kolberg około 20 lipca,&#13;
wracał 3 października. Zatrzymywał się w dobrze sobie znanych miejscach&#13;
u zaprzyjaźnionych i życzliwych gospodarzy, którzy ułatwiali mu kontakty&#13;
z miejscowymi informatorami, a także organizowali przejazdy i komunikację z kolejnymi „stacjami” badawczymi, wręcz przekazując sobie pożądanego gościa. Jeszcze w czerwcu 1884 roku, przedstawiając Blizińskiemu swoje&#13;
plany na lato, pisał: „[…] od Waszej odpowiedzi zależeć będzie postanowienie moje jazdy w pierwszym rzędzie do Was, do Bóbrki, by tam przepędzić&#13;
parę tygodni jak w roku zeszłym […]”. Jednocześnie dodawał: „[…] winienem&#13;
zwiedzić także i Leszczowate, dokąd mnie z całą staropolską szczerością&#13;
zaprasza jak najserdeczniej Kraiński, obiecując nawet zawieźć lub odesłać&#13;
1&#13;
Zob. listy Karoliny z 4 i 15 VII 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 174–175&#13;
i 178–179.&#13;
&#13;
431&#13;
&#13;
�w okolice, gdzie by się bogatego etnograficznego spodziewać wypadało&#13;
plonu”1, na co Bliziński odpowiedział: „W dniu 20 lipca, tj. w niedzielę (czemu nie wcześniej?) czekam na Was w Ustrzykach, trzymając się tego, coście napisali, że w «pierwszym rzędzie do nas», nastrójcie się odpowiednio,&#13;
żeby nie przyszło do awantury z Kraińskim”2. Przebywał więc w Iskani&#13;
u Załęskich, w Leszczowatem u Kraińskich i kilkakrotnie w Bóbrce u Blizińskich, odwiedził też Czaszyn i Bukowsko w powiecie sanockim oraz&#13;
Procisne w powiecie leskim, gdzie zatrzymał się dwukrotnie w sierpniu&#13;
u bliżej nieznanych właścicieli tej wsi, Zduniów3. Aleksandrę Zduniową&#13;
wspominał po powrocie szczególnie ciepło i z wdzięcznością, dziękując&#13;
jej w liście „za wszystko dobro, jakiegom doznał w Ich gościnnym domu”&#13;
oraz za przysyłane później materiały z Procisnego. Pisał z żalem, że już nie&#13;
może być dla niej „przewodnikiem w oddaniu należytym dzieł Chopina”,&#13;
choć pewno sama odkryje „sposób prawdziwy oddania tych piękności”.&#13;
Wcześniej adresatka z sentymentem wspominała pobyt Kolberga i wspólne&#13;
muzykowanie, wyrażała też „nieograniczoną wdzięczność za poznajomienie&#13;
[jej] z utworami Chopina”, co zapewne stworzyło dodatkową płaszczyznę&#13;
porozumienia4. Wszędzie równie intensywnie jak w roku poprzednim badacz gromadził kolejne materiały, pracował też nad przysyłaną mu z Krakowa korektą części I Mazowsza5.&#13;
Po powrocie z tej wyprawy, na początku października 1884 roku dotknęło Kolberga bolesne doświadczenie, która miało spowodować radykalną&#13;
zmianę w jego życiu. Dowiedział się tuż po przyjeździe, że jego dalszy pobyt&#13;
w Modlnicy jest niemożliwy. Należało zatem szybko podjąć decyzję co do&#13;
przyszłego lokum. Przyczyny tej zmiany nastawienia ze strony Antoniny Konopczanki, od której wyszła ta inicjatywa, nie są znane. Można wprawdzie&#13;
przypuszczać, że w sytuacji, gdy dorosłe już modlnickie panny, córki Józefa,&#13;
powróciły do matki do Mogilan, Julian Konopka niedomagał, a starzejąca&#13;
się Antonina z coraz większym trudem radziła sobie z domem i gospodarstwem, opieka nad 70-letnim Kolbergiem stawała się coraz większym ciężarem. Jednak okoliczności i sposób, w jakich „prawie domownikowi” wypowiedziano dom, w którym spędził czternaście najbardziej ustabilizowanych&#13;
List do J. Blizińskiego z 17 VI 1884 r., tamże, s. 165 i 166.&#13;
List J. Blizińskiego z 29 VI 1884 r., tamże, s. 172.&#13;
3&#13;
Zob. też listy do i od J. Blizińskiego z sierpnia i września, tamże, s. 184 i nast.&#13;
4&#13;
Brulion listu do A. Zduniowej z 18 X i list adresatki z 10 X 1884 r., tamże, s. 201 i 196.&#13;
5&#13;
Zob. listy Kolberga i J. Blizińskiego z 11 VIII i 19 VIII 1884 r., tamże, s. 184 i 185.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
432&#13;
&#13;
�lat swojego życia, były co najmniej niezrozumiałe. Z goryczą i zażenowaniem pisał 15 października do Blizińskiego:&#13;
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że już od paru dni nie zamieszkuję więcej Modlnicy, którą z powodu nietaktownego postępowania zaraz na wstępie do Krakowa&#13;
panny Antoniny Konopczanki, wszechwładnej domu modlnickiego gospodyni,&#13;
opuścić byłem zmuszony. Rzucony tedy okolicznościami na bruk krakowski, ulokowałem się w tym grodzie tak, jak na to pozwalały moje stosunki i fundusze1.&#13;
&#13;
W brulionie listu do Karoliny pisanym dwa dni później wspomina&#13;
wprawdzie, że nosił się już wcześniej z zamiarem przeniesienia się do Krakowa, zapewne obserwując zmiany zachodzące w życiu modlnickiego dworu, jednak samo rozstanie tak komentuje:&#13;
[…] nietaktowne i ubliżające postępowanie ze mną panny Antoniny (i to przez&#13;
trzecią osobę) zaraz na wstępie do Krakowa sprawiło, iż do Modlnicy na to tylko&#13;
wróciłem, ażeby stamtąd zabrać wszystkie swoje manatki i rekwizyta i z nimi&#13;
podążyć do miasta. Naturalnie, że przebywszy lat kilkanaście w domu, w którym mimo pewnych przykrości doznawałem też i oznak przyjaźni, i istotnych&#13;
dobrodziejstw, niepodobna mi było zupełnie chłodno się z nimi rozstać – a i oni&#13;
także, jak uważałem, żegnając się, byli wzruszeni. Więc też stosunki niby to nie&#13;
zostały zerwane, ja przyrzekłem bywać czasami w Modlnicy i ich też do siebie&#13;
zaprosiłem. Ale częstym gościem oczywiście dla braku czasu nie będę, tym mniej&#13;
że już w maju wszystkie trzy panienki stamtąd wyemigrowały do matki i to, jak&#13;
się zdaje, już na stałe2.&#13;
&#13;
Zamieszkał Kolberg na stancji u przybyłych z Poznańskiego i osiadłych&#13;
w Krakowie Jasińskich (Jasieńskich?), przy ulicy Floriańskiej 53. W opłacie w wysokości 45 zł reń. miesięcznie mieściło się wyżywienie, pranie,&#13;
wygody – „słowem całe utrzymanie”. O swoich gospodarzach wyrażał się&#13;
z uznaniem jako o ludziach „bardzo zacnych i uprzejmych dla mnie”, o gospodyni zwłaszcza pisał jako o „troskliwej opiekunce”3.&#13;
Warunki te i koszty zainstalowania się w Krakowie okazały się dość&#13;
umiarkowane, dla Kolberga jednak zdobycie co miesiąc dodatkowej&#13;
sumy na pokrycie podstawowych życiowych wydatków stanowiło trudne&#13;
Tamże, s. 197.&#13;
Tamże, s. 200.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 197 i 214.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
433&#13;
&#13;
�wyzwanie. Odtąd musiał się z nim borykać do końca życia. W liście do&#13;
Sikorskiego zwierzał się z goryczą:&#13;
Jakiś Ty szczęśliwy, że żyjącą i zacną rodziną pochwalić się możesz, gdy ja&#13;
tu żyję samotny i tylko garstkę papierów po sobie pozostawię. Bo trzeba Ci&#13;
wiedzieć, że moja własna rodzina (prócz Karoliny Antoniowej i Wernerowej)&#13;
prawie już o mnie zapomniała, a tej przybranej w Modlnicy (o której z sympatią&#13;
wspominasz) już się naprzykrzyłem. Więc doznawszy więcej w życiu zawodów&#13;
i przeciwności niż pomyślności, mieszkam po Sanockiem znów od paru miesięcy&#13;
sam, pozostawiony własnej pracy i przemysłowi w Krakowie, jak to niegdyś&#13;
było w Warszawie, z tą tylko różnicą, że tu nie ma już Matki-Opiekinki i lat&#13;
moich młodszych. Mutantur tempora et nos mutamur in illis – mówił niegdyś&#13;
niebosz[czyk] Linde w 5-ej klasie. Ale dosyć już o tym, o czym bym bez goryczy&#13;
pisać nie mógł. To tylko powiem, że pobyt w Krakowie, lubo utrudnia życie,&#13;
ułatwia mi znów pod pewnym względem wydawnictwo prac moich, stawiając&#13;
w bliskości bibliotek i drukarni, co zapewne potrwa tak długo, póki nie dopcham&#13;
ciężkiej tej taczki żywota do końca1.&#13;
&#13;
Mimo zawodu i rozczarowania dostrzegał jednak korzyści płynące&#13;
z zamieszkania w Krakowie, tj. bliskość bibliotek, drukarni i Akademii.&#13;
Z późniejszych listów wyłania się też więcej kłopotliwych szczegółów&#13;
dotyczących ostatnich lat życia w Modlnicy, choć nie wiadomo, w jakim&#13;
stopniu wzmianki o nich powodował uraz Kolberga: skąpstwo i despotyzm Antoniny Konopczanki, „trzęsące jazdy” do Krakowa, prośby o konie,&#13;
których mu „prawie zawsze żałowano i tylko przyczepić się do jadących&#13;
(jeśli było miejsce) dozwalano”, choć dodawał: „Jeden tylko Roman jadący&#13;
z Tomaszowic, zawsze dla mnie grzeczny, wstępował i zabierając z sobą,&#13;
ułatwiał mi te jazdy czasami”. Nie rozumiał „wszystkich motywów niegrzecznego zerwania”, podejrzewał rodzaj czyjejś intrygi, doświadczał poczucia upokorzenia i „moralnej przykrości”, gdyż zaproszenie do Modlnicy&#13;
do końca jego życia i deklaracja, by uważał ich dom za własny wyszły od&#13;
samych Konopków. Nie zamierzał jednak kontestować tej nowej sytuacji&#13;
i już w styczniu 1885 roku stwierdzał: „Mimo tej separacji staramy się, by&#13;
najlepsza między nami panowała zgoda, chociaż oczywiście bywać już tam&#13;
ani mogę, ani chcę”2.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Sikorskiego z 14 I 1885 r., tamże, s. 227–228.&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 16 I 1885 r., tamże s. 229.&#13;
&#13;
434&#13;
&#13;
�Mimo wszystkich kłopotów i uciążliwości życia codziennego, które&#13;
wcześniej były mu odjęte, kontynuował wielotorowe prace z właściwą&#13;
sobie determinacją. Jak wspomniano, w końcu 1884 roku wyszła pierwsza&#13;
część Mazowsza, dedykowana Józefowi Majerowi, równolegle na ukończeniu było przygotowanie kolejnej monografii, tj. Kieleckiego, której część&#13;
pierwsza w kwietniu 1885 roku była w druku, a na początku czerwca&#13;
wydany już tom Kolberg rekomendował i wysyłał przyjaciołom1. Także w roku 1884 ukazała się następna praca w „Zbiorze Wiadomości do&#13;
Antropologii Krajowej”: opracowany przez Kolberga rękopis ze spuścizny&#13;
po Józefie Lipińskim, autorze Piosnek ludu wielkopolskiego wydanych&#13;
w Poznaniu w 1842 roku, który wdowa po zmarłym przekazała Akademii2.&#13;
Pracę opatrzył Kolberg komentarzem informującym, że do druku przeznaczył tylko materiał niepublikowany przez autora rękopisu, podkreślił, że&#13;
„wyprzedził on o lat 30 jego własne już ogłoszone drukiem poszukiwania”&#13;
oraz że dla porównania podał w przypisach odsyłacze do Ludu, głównie&#13;
do Poznańskiego. Obok krótkich opisów niektórych zwyczajów (kolędowania, podkoziołka, maika, dyngusu, wieńca) na treść tej pracy składają&#13;
się głównie pieśni (ponad 180 tekstów bez melodii), ułożone w zasadzie&#13;
zgodnie z planem podziału przyjętym przez Kolberga w jego Ludzie, oraz&#13;
około 120 przyśpiewek tanecznych.&#13;
Pod koniec roku 1884 w życiu warszawskiej rodziny Kolberga zaszła&#13;
zmiana od jakiegoś czasu przewidywana. Karolina zawarła związek małżeński z Antonim Wąsowskim, budowniczym gubernialnym z Radomia,&#13;
wdowcem z dorosłymi już córkami, znajomym z dawnych lat. Kolberg&#13;
wtajemniczany w listach w jej wahania i nadzieje wiązane z upragnioną&#13;
życiową stabilizacją odpowiadał bratowej z troską i zaangażowaniem; ten&#13;
temat był też zapewne jednym z ważniejszych w czasie ich spotkania latem&#13;
tego roku w Krakowie. Uderzające jest w korespondencji zaufanie Karoliny&#13;
1&#13;
Zob. bruliony listów do B. Moraczewskiej z 2 IV i do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r.,&#13;
tamże, s. 235 i 263.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego. Z rękopisu pozostałego po śp.&#13;
Józefie Lipińskim podał do druku…, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. VIII:&#13;
1884, s. 62–114. W sprawozdaniu z posiedzenia Komisji Antropologicznej w dniu 26 listopada&#13;
1883 r. odnotowano m.in. nadesłanie „do użytku Komisji” rękopisu po J. Lipińskim, który&#13;
Oskar Kolberg opracował, tj. „przejrzawszy, wybrał, uporządkował i uwagami swoimi objaśnił&#13;
rzeczy zasługujące na wydanie i takowe do druku należycie przygotował” (zob. „Rozprawy&#13;
i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XI, 1884, s. LV, zob. także doniesienie tej&#13;
treści w nr. 272 „Czasu” z 1883 r.).&#13;
&#13;
435&#13;
&#13;
�okazywane stryjowi, a ze strony Kolberga ton opiekuńczy, cierpliwa perswazja i pełne serdeczności poczucie odpowiedzialności, z jakim jako jedyny żyjący stryj traktuje bratanicę, kiedyś ulubioną wychowanicę swojej&#13;
matki. W tym czasie Karolina próbuje też za pomocą Oskara sprzedać obraz&#13;
Antoniego Kolberga Portret Chopina malowany z natury w Paryżu około&#13;
1848 roku, lecz niedokończony. Nie znalazł on nabywcy w Warszawie i zawędrował do Krakowa. Portret ten, prawdopodobnie ostatni wykonany za&#13;
życia kompozytora, wystawiany był w Muzeum Narodowym w Sukiennicach w latach 1884–1888. Karolina prosiła Kolberga o złożenie propozycji&#13;
kupna Marcelinie Czartoryskiej, transakcja nie doszła jednak do skutku,&#13;
gdyż – jak donosił Kolberg – obraz nie został wykończony1. Pierwszy list&#13;
bratowej pisany już z Radomia 25 października 1885 roku przynosił wiadomości o jej nowej sytuacji rodzinnej w tym mieście2 i odtąd wieści z samej&#13;
Warszawy – siłą rzeczy pośrednie – są skąpe, czego nie rekompensują bardzo rzadkie listy Jadwigi Wernerowej.&#13;
Stopniowo Kolberg oswajał się z nową sytuacją w Krakowie. W miarę&#13;
czasu coraz bardziej doceniał bliskość instytucji, z którymi kontaktować się&#13;
wcześniej musiał, dojeżdżając z Modlnicy. Z drugiej strony znacznie trudniej było o oszczędności, by dokładać z nich – jak wcześniej – do kosztów&#13;
druku. W maju 1885 roku pisał do Blizińskiego:&#13;
Ja tu całą zimę spędziłem przy cichym stoliku, w najętym pokoiku. Warsztat&#13;
mój nie próżnuje, a praca o tyle jest wygodniejszą, że się obywa bez jazdy na&#13;
trzęsącym wózku i ma pod ręką na zawołanie bibliotekę, drukarnię, księgarnie&#13;
i Akademię. Wszystko to rzeczy nader dla mnie pożądane obok zdrowia, które&#13;
mi dosyć jeszcze dopisuje. Ale za to wydawnictwo trochę postępuje leniwiej, bo&#13;
funduszu ani nawet kredytu na zawołanie mieć nie można, a żyjąc z gotowego,&#13;
1&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 216. Obraz kupił od Karoliny Wąsowskiej&#13;
około roku 1894–1895 Henryk Dobrzycki (1841–1914), członek zarządu Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, któremu w 1912 r. dzieło to podarował. Dobrzycki opisywał portret&#13;
Chopina Antoniego Kolberga i jego historię z uznaniem dla artystycznej wartości dzieła malarza&#13;
jako „niepospolitego portrecisty” (zob. Kilka słów o portretach Chopina, „Tygodnik Ilustrowany” 1894, nr 7, s. 97, 103 i nr 8, s. 123–124, z portretem rytowanym przez J. Holewińskiego na&#13;
s. 97 oraz tegoż Portrety Chopina, tamże 1896, nr 8, s. 153–154). Jak już wspomniano, w 1944&#13;
roku oryginał spłonął w Bibliotece Krasińskich. Znany jest z fotografii oraz z kopii wykonanej&#13;
w 1900 r. lub nieco wcześniej przez Kazimierza Mordasewicza (1859–1923), znajdującej się&#13;
w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie. Zob. też wyżej, s. 44, przyp. 2.&#13;
2&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 286–287.&#13;
&#13;
436&#13;
&#13;
�jakie się nasunie, nie podobna odkładać na druki, choćby tyle tylko co dawniej.&#13;
I dlatego to w tym roku zapewne jeden tylko tom (akademicki) się ukaże1.&#13;
&#13;
Rzeczywiście, w 1885 roku wydana została tylko część pierwsza Kieleckiego; tom ukazał się na początku czerwca2. Kwatera u Jasińskich okazała się początkowo dobrym wyborem; wielokrotnie Kolberg wspominał&#13;
w listach o ich życzliwości, opiece, dbałości o jego wygody, zwłaszcza ze&#13;
strony Jasińskiej. Wprawdzie w niedalekiej przyszłości wraz ze swoimi&#13;
gospodarzami zmuszony był niejednokrotnie zmieniać adres, ale czuł się&#13;
z nimi związany ze względu na przyjacielskie stosunki, zażyłość i stosunkowo niewysoki koszt wynajmu i opieki.&#13;
Wiosną 1885 roku planował w porozumieniu z Hoffem dwumiesięczną&#13;
podróż w połowie lipca na Śląsk Cieszyński, do Cieszyna i do Wisły i Ustronia, gdzie mieli się spotkać i gdzie Hoff planował wspólne badania. Projekt&#13;
był aktualny jeszcze w czerwcu, lecz został zarzucony na rzecz kolejnej&#13;
wyprawy Kolberga na południowy wschód. Pisząc do Hoffa o konieczności zmiany kierunku podróży na Przemyśl i Lwów, dyktowanej „interesem&#13;
wydawnictwa”, tak uzasadniał jej cel:&#13;
Pojmujesz, że jest to kwestia największej dla mnie wagi, kwestia żywotna, która&#13;
stawia wszelkie inne na drugim planie, osobliwie co do materiałów dotyczących&#13;
Rusi, których mam wielki zapas, a do których wydania dopomóc ma ktoś z osób&#13;
wpływowych3.&#13;
&#13;
O takiej jego decyzji przesądziła więc przede wszystkim waga, jaką&#13;
przywiązywał do wydania materiałów ruskich oraz konkretna możliwość&#13;
pomnożenia zbiorów z tamtych ziem i nadzieja zyskania sponsora dla ich&#13;
edycji. Nie bez znaczenia była zapewne rysująca się perspektywa opuszczenia Bóbrki przez Blizińskich wobec niepowodzenia w tamtejszych interesach i możliwość skorzystania przy okazji raz jeszcze z wypróbowanych&#13;
wcześniej warunków pobytu i pracy w Sanockiem.&#13;
Podróż „w okolice Przemyśla i Sanoka” podjęta w lipcu trwała prawie&#13;
cztery miesiące, do początku listopada. Odwiedził Kolberg oczywiście&#13;
List do J. Blizińskiego z 9 V 1885 r., tamże, s. 247.&#13;
Zob. brulion listu do W. Siarkowskiego z 5 VI 1885 r., tamże, s. 263.&#13;
3&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 9 VII 1885 r., tamże, s. 276. Zob. też list do J. Blizińskiego z 21&#13;
VI, tamże, s. 268.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
437&#13;
&#13;
�Bóbrkę, tym razem bawiąc tam krócej ze względu na rozpoczętą już przeprowadzkę gospodarzy i ich wyjazd pod Sanok do rodziny. Przebywał&#13;
dłużej w Leszczowatem u Kraińskich oraz we Wzdowie w powiecie brzozowskim, skąd urządzał wycieczki do okolicznych miejscowości, odwiedził&#13;
też Sanoczany w powiecie przemyskim. Lakoniczne informacje źródłowe&#13;
wskazują jeszcze na: „Rymanów (Potockiej)” oraz „kilka dni w Iwoniczu”1.&#13;
We Wzdowie gościł u Teofila i Emmy Ostaszewskich, w Sanoczanach u Józefa i Heleny Jaruzelskich. Czy w Rymanowie był gościem Anny z Działyńskich Potockiej, nie wiadomo; bezpośredni kontakt z nią nie jest wprawdzie&#13;
pewny, ale z dalszej korespondencji wynika, że starał się przez Potocką&#13;
o fundusz na wydanie Rusi, jednak bezskutecznie 2. U kogo zatrzymał się&#13;
w Iwoniczu, również nie wiemy. Teofil Ostaszewski (1807–1889), właściciel&#13;
Wzdowa, ziemianin i pisarz, należał do zasłużonych działaczy społecznych&#13;
i gospodarczych, pracujących na rzecz rozwoju rolnictwa w Galicji, podniesienia oświaty i czytelnictwa dla chłopów. Był autorem programu zniesienia&#13;
pańszczyzny jako warunku odzyskania niepodległości oraz całościowego&#13;
projektu zmiany stosunków na wsi, a także twórcą wierszowanych zbiorów&#13;
bajek przeznaczonych głównie dla włościan. Działał w kierunku wzmacniania aspiracji polskich w zaborze austriackim. Właścicielami Rymanowa&#13;
byli zaś od 1872 roku Anna i Stanisław Potoccy; w roku 1885 już tylko&#13;
wdowa po Stanisławie zmarłym w 1884 roku. Anna z Działyńskich Potocka&#13;
(1846–1926), córka Tytusa, urodzona w Kórniku, współzałożycielka z mężem uzdrowiska w Rymanowie, prowadziła także działalność oświatową&#13;
i społeczną i wspomagała finansowo różne inicjatywy regionalne, m.in.&#13;
była założycielką szkoły rzeźbiarskiej dla chłopców i koronkarskiej dla&#13;
dziewcząt. Sąsiedzkie stosunki mieszkańców Wzdowa i Rymanowa przyczyniły się zapewne do rozszerzenia zasięgu penetracji terenowych Kolberga&#13;
oraz odwiedzin w Rymanowie i w pobliskim Iwoniczu. W swoim pamiętniku Anna Potocka wspomina: „Od strony Brzozowa sąsiadowali z nami państwo Ostaszewscy. Było tam przepiękne gospodarstwo we Wzdowie, śliczne inwentarze nagradzane wieloma nagrodami na wystawach krajowych&#13;
1&#13;
Zob. Wykaz podróży…, tamże, s. 707 i brulion listu do Z. Urbanowskiej z 9 XII 1885 r.,&#13;
tamże, s. 304.&#13;
2&#13;
W liście do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r. (tamże, s. 358) Kolberg pisze: „Do bied prywatnych, które mnie dręczą, przybywa i etnograficzna, tj. że nie wiadomo, kiedy i czy mi się uda&#13;
wyjednać od kogo jakiś fundusik roczny na wydanie Rusi, a przy tym naturalnie i Sanockiego.&#13;
Potocka tego dotąd dokazać nie potrafiła”.&#13;
&#13;
438&#13;
&#13;
�i zagranicznych. Pani, Załuska z domu, cudownie grała Chopina. Mieli kilka&#13;
prześlicznych majątków, Grabownica i najbliższa nam Klimkówka do nich&#13;
należała”1. Dwie ostatnie posiadłości Ostaszewskiego wymienione są także&#13;
w zapisach Kolberga, w przeważającej jednak części rękopisy pochodzące&#13;
z tej okolicy sporządzone zostały we Wzdowie, skąd 8 sierpnia 1885 roku&#13;
Kolberg pisał do Blizińskiego: „Ja tu siedzę od 10 dni i zbieram wciąż materiały, których liczba rośnie z dniem każdym; a zresztą jest mi tu jak u p[ana]&#13;
Boga za piecem”2. Przyjazną stację badawczą stanowiło też dobrze już znane&#13;
Kolbergowi z poprzednich lat sanockie Leszczowate, którego właściciele&#13;
więzami rodzinnymi połączeni byli z gospodarzami Kolberga w przemyskich Sanoczanach. Związki były tak ścisłe, że w obu dworach mógł zapisywać Kolberg folklor z obu sąsiadujących ze sobą regionów, jak o tym&#13;
świadczy notatka nad jedną z pieśni: „w Leszczowatem – pani Jaruzelska”3.&#13;
Mowa o Helenie Jaruzelskiej, żonie Józefa z Sanoczan, do której pomocy badacz przywiązywał szczególną wagę, a która zapewne przekazała Kolbergowi tę pieśń, bawiąc w Leszczowatem, w domu ojca, Edmunda Kraińskiego.&#13;
W czasie poprzedniej podróży w 1884 roku Kolberg pisał na ten temat do&#13;
Blizińskiego: „Do Sanoczan jednak już nie pojadę, gdyż pani Jaruzelska jest&#13;
w Leszczowatem, gdzie jeszcze parę dni (może do czwartku lub piątku) chce&#13;
u ojca zabawić, a bez niej nie byłoby w Sanoczanach rzeczy”4. W trakcie tej&#13;
podróży, podobnie jak poprzednio, zajął się też przysłaną z Krakowa pod&#13;
koniec lipca pilną korektą części II Mazowsza, która latem była w druku,&#13;
a w połowie listopada wydany tom już Kolberg rozsyłał. Zaś w grudniu&#13;
1885 roku składana już była część II Kieleckiego5.&#13;
Materiały z Sanockiego i Przemyskiego6, zebrane głównie w czasie trzykrotnych podróży w latach 1883–1885, należą do najcenniejszych&#13;
Anna Stanisławowa Potocka z Rymanowa, z Działyńskich ostatnia Mój pamiętnik, Kraków&#13;
1927, s. 327. Mowa o żonie Teofila, Emmie Ostaszewskiej, z domu Załuskiej.&#13;
2&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 279.&#13;
3&#13;
Jest to pieśń „Buło ne kopaty pod porohom jamy…”, zob. Sanockie–Krośnieńskie cz. II&#13;
(DWOK T. 50), s. 169–170, nr 329.&#13;
4&#13;
List z 21 IX 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 193–194.&#13;
5&#13;
O korekcie wędrującej za Kolbergiem z Krakowa w Sanockie mowa w listach od i do&#13;
Blizińskiego z lipca i sierpnia, zob. tamże, s. 278, 279 i 282. Na wysyłkę cz. II Mazowsza (DWOK&#13;
T. 25) w listopadzie wskazują notatki Kolberga w brulionie listu do S. Duchińskiej z 10 XI&#13;
1885 r., a o drukującej się w grudniu cz. II Kieleckiego (DWOK T. 19) – wzmianka w brulionie&#13;
do W. Siarkowskiego z 7 XII 1885 r., zob. tamże, s. 293 i 303.&#13;
6&#13;
Informacja o ich wydaniu, zob. wyżej, s. 423.&#13;
1&#13;
&#13;
439&#13;
&#13;
�w zbiorach Kolberga, zarówno ze względu na bogactwo i różnorodność&#13;
tematyczną i formalną, jak i na proweniencję źródłową oraz na autentyczność zapisów tekstów folkloru rusińskiego. Zdecydowana większość tych&#13;
materiałów, zwłaszcza sanockich, pochodzi z własnych badań i rejestracji&#13;
Kolberga w trakcie nieodległych od siebie etapów eksploracji terenowych.&#13;
Są to liczne zapisy pieśni z melodiami, duży, ponad 100 tekstów obejmujący&#13;
zbiór opowieści ludowych, inne drobne formy literatury ludowej (zagadki,&#13;
przysłowia), cenne opisy obrzędów, zwłaszcza weselnych, i zwyczajów dorocznych, wiadomości etnograficzne i bibliograficzne. W okresie tym Kolberg był już znacznie bardziej osłuchany z językiem ukraińskim, z którym&#13;
zetknął się praktycznie jeszcze w roku 1861. Wyczulone ucho muzyka z doskonałym słuchem, studia własne i konsultacje u znawców ukraińszczyzny,&#13;
m.in. Izydora Kopernickiego, sprawiły, że w dzisiejszej ocenie naukowej&#13;
dialektologów – jak to już wspomniano wcześniej – zapisy Kolberga przedstawiają dużą wartość jako wiarygodne, zwłaszcza w zakresie dokumentacji&#13;
prawidłowego brzmienia gwar lokalnych i charakterystycznych dla nich&#13;
zjawisk fonetycznych. W rezultacie Sanockie przynosi poza wartościowym materiałem etnograficznym, m.in. dotyczącym ubiorów, pożywienia,&#13;
budownictwa i gospodarki rolnej, poza oryginalnymi opisami zwyczajów,&#13;
obrzędów i wierzeń oraz bogatym zespołem najrozmaitszych pieśni powszechnych także „szczególnie cenny dla dialektologii zbiór autentycznych&#13;
tekstów gwarowych z XIX wieku” 1, który tworzą zebrane przez badacza&#13;
opowiadania, bajki i anegdoty.&#13;
W roku 1885, rok po wydaniu monografii Lubelszczyzny, ukazała się też&#13;
w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” niewielka publikacja&#13;
Kolberga poświęcona zagadkom z Lubelskiego2. Przynosi ona trzydzieści&#13;
tekstów z lokalizacją generalną określoną w tytule pracy, z odniesieniem&#13;
ogólnym autora do zbiorów zagadek wcześniej opublikowanych w tym periodyku przez Kopernickiego, Petrowa, Siarkowskiego i Glogera. Nie wiadomo, czy pozyskał Kolberg zapisy tych drobnych form folkloru już po&#13;
ukazaniu się monografii regionu, czy też dysponował nimi wcześniej.&#13;
T. Skulina „Sanockie-Krośnieńskie”… (DWOK T. 49), s. XXXIII.&#13;
O. Kolberg Zagadki z Lubelskiego, od Krasnegostawu i Gorzkowa (Nowawieś, Jaślików, Krzywice, Piłaszkowice, Wielobycz), „Zbiór Wiadomości do Antopologii Krajowej” T. IX:&#13;
1885, s. 300–302 i odbitka 1885. Przedruk w: O. Kolberg Lubelskie. Suplement do tomów 16–&#13;
17 (DWOK T. 75), s. 216–219.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
440&#13;
&#13;
�XXIII&#13;
[Starania w Akademii o osobny fundusz na wydanie materiałów z Rusi. –&#13;
Kontakty z folklorystami słowiańskimi, F.S. Kraussem (od 1886) i z L. Kubą&#13;
(od 1885). – Kłopoty mieszkaniowe – lato 1886 r. w Krakowie. – Wydanie&#13;
cz. II Kieleckiego (1886) – ukończenie kolejnej monografii. – Udział w nowych projektach badań Komisji Antropologicznej (1886). – Recenzja H. Biegeleisena (1886) i Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena. – Życie&#13;
codzienne, kontakty towarzyskie i krąg przyjaciół Kolberga w Krakowie. –&#13;
Wydanie Mazowsza cz. III (1886). – Zaproszenie do udziału w pracach Komitetu organizującego dział etnograficzny Wystawy Krajowej (marzec 1887).]&#13;
&#13;
Troska o edycję zebranych materiałów, szczególnie ruskich z Galicji&#13;
Wschodniej, których wartości był świadomy, oraz obawa, że nie zdoła ich&#13;
wydać, skłaniały Kolberga do ponawiania zabiegów o pozyskanie dodatkowych funduszy. W styczniu 1886 roku wystosował do prezesa Akademii&#13;
petycję w tej sprawie z dołączonym do niej wykazem materiałów ręko­&#13;
piśmiennych, w której przedstawił stan dotychczasowych prac wydawniczych oraz możliwość ich ukończenia w zakresie monografii ziem polskich&#13;
przy dotychczasowym patronacie finansowym instytucji. Jednocześnie p&#13;
­ isał:&#13;
Ale w tekach moich znajdują się nadto, i to w nierównie znaczniejszej liczbie, materiały z Rusi (a w części i z Litwy) pozyskane, których publikacja – według mego&#13;
zdania – równie ważne, jeśli nie ważniejsze jeszcze niż dotychczas wydane, przyniosłaby dla nauki plony. O ważności tej przekonać mogą drukowane już przed kilku&#13;
laty 2 tomy Pokucia. – Na publikację atoli takową, a która by jednocześnie z wyżej&#13;
cytowaną (Lud) dokonywać się mogła, żadnych nie posiadam środków. A wszakże&#13;
wiek mój podeszły oraz przykład, jaki dają literaturze naszej rosyjskie, coraz gęściej&#13;
(za podnietą zakładów naukowych) ukazujące się publikacje etnologiczne, biorące&#13;
za przedmiot swych badań zachodnie cesarstwa gubernie, naglą – jak mniemam –&#13;
i nas także do pośpiechu w pracy i do szybszego na polu wydawniczym działania.&#13;
&#13;
Wnioskował więc o osobny fundusz roczny, „[…] iżby dotyczące Rusi wydawnictwo, o ile możności za mego jeszcze żywota i pod moim okiem (więc&#13;
wedle programu, jaki dotąd moim pracom przewodniczy) dokonywane być&#13;
mogło w sposób, jak się to dzieje co do rzeczy polskich”1. Osobnego funduszu&#13;
1&#13;
Niedatowany brulion listu do J. Majera, prawdopodobnie z 10 I 1886 r., Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), s. 311 i 312. Do oryginału dołączony został spis materiałów, którego&#13;
&#13;
441&#13;
&#13;
�Kolberg jednak wtedy nie otrzymał, dopiero w 1888 roku Akademia będzie&#13;
mogła zwiększyć swoją subwencję na rzecz jego wydawnictwa do 1000 zł.&#13;
reń. rocznie, z przyznawanych mu od 1878 roku 500 zł reń., o czym będzie&#13;
mowa dalej.&#13;
Dla orientacji autora Ludu w zakresie dokonań humanistyki słowiańskiej i europejskiej ważne znaczenie miał jego udział w pracach Akademii,&#13;
utrzymującej rozległe kontakty z instytucjami i ośrodkami zagranicznymi.&#13;
Szczególną rolę odegrało tu pośrednictwo i doradztwo Izydora Kopernickiego, który prowadził niezwykle żywą i szeroką działalność w tym zakresie jako aktywny członek wielu towarzystw europejskich, autor bogatej&#13;
korespondencji z przedstawicielami nauki w kraju i za granicą 1. Niejednokrotnie podejmował on bezpośrednią inicjatywę włączania Kolberga,&#13;
nadmiernie zaabsorbowanego swoją mrówczą pracą, w krąg tych kontaktów, także w obrębie pozapolskiego życia naukowego. I tak np. za pośrednictwem Kopernickiego nawiązał Kolberg kontakt z dużo młodszym&#13;
słoweńskim folklorystą i etnologiem, zajmującym się głównie Słowiańszczyzną południową, Fryderykiem Salomonem Kraussem (ur. w 1859 roku).&#13;
Ożywiona korespondencja obu badaczy, zainicjowana w kwietniu 1886&#13;
roku podziękowaniem Kolberga za przysłaną publikację Kraussa, trwała&#13;
do 1889 roku2. Kopernicki znał i cenił publikacje słoweńskiego naukowca,&#13;
poznał go osobiście w Wiedniu, sam pomagał Kolbergowi jako tłumacz&#13;
z serbskiego studiować niektóre jego prace przysyłane do Krakowa i pisał o nich. Krauss wspomina go zresztą w swoich listach wielokrotnie&#13;
jako wybitnie przez siebie cenionego człowieka i autora3. Korespondencja&#13;
brulion z 10 I 1886 r., zachowany w archiwum Kolberga, opublikowano jako aneks 12 tamże,&#13;
na s. 743–749.&#13;
1&#13;
Wydawca listów Kopernickiego, A. Wrzosek pisał: „W papierach po nim pozostałych&#13;
znalazły się setki listów doń w latach 1862–1891 od 380 osób i instytucji. […] W czasach Kopernickiego nie było ani jednego, cokolwiek wybitniejszego pracownika na niwie antropologii, etnografii, etnologii i archeologii przedhistorycznej w Polsce, który by nie korespondował z nim”.&#13;
(A. Wrzosek [wstęp do:] I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza, Adama Honoriusza Kirkora&#13;
i Benedykta Dybowskiego wydał i wstępem opatrzył…, „Przegląd Antropologiczny” T. XXVI:&#13;
1960, s. 59 i 60).&#13;
2&#13;
Zob. brulion listu do F.S. Kraussa z 12 IV 1886 r. oraz list tegoż z 28 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 328–329 i 653.&#13;
3&#13;
Zob. m.in. brulion listu do F.S. Kraussa z 14 V oraz list od tegoż z 8 VI 1886 r., tamże, s. 338&#13;
i 344. Kopernicki z uznaniem wspominał o zainteresowaniu Kraussa folklorem Serbów bośniackich w artykule O najnowszych zdobyczach pieśni ludowych serbskich, zamieszczonym&#13;
w „Ateneum” 1886, T. 3, s. 536–541.&#13;
&#13;
442&#13;
&#13;
�Kraussa i Kolberga poświęcona jest głównie omawianiu przekazywanych&#13;
sobie nawzajem publikacji, obaj wyrażają wzajemną satysfakcję, jaką&#13;
daje wymiana prac, możliwość bliższego poznawania folkloru i kultury&#13;
obu słowiańskich narodów, perspektywa badań porównawczych. Krauss&#13;
z zachwytem przyjmuje kolejne tomy Kolberga, pisze z pewną afektacją,&#13;
wręcz uwielbieniem dla „przybranego ojca”, czasami zadaje mu konkretne pytania i prosi o wskazówki dotyczące polskiego folkloru. Kolberg&#13;
odpowiada serdecznie, z taktem i z ciepłym zainteresowaniem dla kolejnych prac Kraussa, zachęca go do dalszych badań, inspiruje wskazówkami i przekazuje mu oczekiwane informacje, a także udziela nowych 1, ale&#13;
zastrzega jednocześnie, że wiek i ogrom własnych zadań nie pozwalają&#13;
mu na drobiazgowe kwerendy i analizy. Po latach Kolberg napisze w serdecznym tonie w jednym z ostatnich listów do Kraussa:&#13;
Przysyłane mi przez Was łaskawie książki odbieram regularnie […] Z nich to uczę&#13;
się coraz lepiej poznawać i pokochać lud południowosłowiański, nieodrodny&#13;
pod wielu względami od naszego. A mam nadzieje, że i Wy z dzieł moich coraz&#13;
lepiej poznacie i pokochacie nasz lud polski2.&#13;
&#13;
W roku 1886 Kolberg kontynuował też wcześniej nawiązany kontakt&#13;
korespondencyjny z Ludwikiem Kubą (1863–1956), czeskim folklorystą&#13;
muzycznym, dotyczący przede wszystkim wzajemnej wymiany informacji&#13;
i publikacji. Ludwik Kuba, także malarz, pisarz i podróżnik, autor antologii liczącej ponad 1500 słowiańskich pieśni ludowych 3, kontaktował się&#13;
również z Kopernickim. Korespondencję z Kolbergiem nawiązał w maju&#13;
1&#13;
M.in. posyła Kraussowi przywieziony w 1857 r. z Lublany tomik Emila Korytki Slovénske pésmi…, informacje o autorze, polskim zesłańcu, który w Lublanie zajął się spisywaniem&#13;
pieśni słoweńskich, oraz własnoręczny odpis przysłów słoweńskich z druku odnalezionego&#13;
w pamiątkach po zmarłym Korytce u jego rodziny w Piadykach pod Kołomyją w 1880 r. (por.&#13;
listy F.S.Kraussa i bruliony Kolberga z listopada i grudnia 1886 r.., Korespondencja… cz. III,&#13;
DWOK T. 66, nr 1292, 1293 i 1298). O zainteresowaniu Kolberga Korytką i o materiałach Korytki w jego zbiorach por. też E. Millerowa, wstęp do tomu Słowiańszczyzna południowa.&#13;
Materiały do etnografii Słowian zachodnich i południowych cz. III (DWOK T. 59/III), s. XIX–&#13;
XXIV oraz XXXVII–XLI. Zob. też wyżej, s. 135–136.&#13;
2&#13;
Brulion listu do F.S. Kraussa z 1 VI 1889 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 609.&#13;
3&#13;
Praca pt. Slovanstvo ve svých zpěvech. Sbornik národnich a znarodnělných (vyznamných) pisni všech slovanských národou (Pardubice 1884–1895–1929) obejmowała pieśni&#13;
czeskie, słowackie, polskie, serbołużyckie, ukraińskie, rosyjskie, białoruskie, i południowosłowiańskie, zebrane w 15 księgach dzielących się na zeszyty. Była to część zbiorów Kuby&#13;
&#13;
443&#13;
&#13;
�1885 roku, przysyłając mu jedenaście pierwszych zeszytów swojego dzieła;&#13;
do roku 1889 objęła ona 16 wzajemnie wymienianych listów. Kuba darzył&#13;
Kolberga wyjątkową atencją i podziwem; w swoich pełnych uznania i szacunku listach zwracał się do niego jako do mistrza i naukowego autorytetu.&#13;
Przesyłał mu kolejne zeszyty swojej monumentalnej pracy, opowiadał o jej&#13;
przebiegu, dalszych planach i podróżach. Kolberg odwzajemniał się z serdecznością i uwagą, także wysyłał Kubie kolejne wydane tomy, z których&#13;
adresat korzystał w swojej pracy. Latem 1886 roku Kuba zatrzymał się&#13;
w Krakowie w przejeździe na Ukrainę i odwiedził Kolberga. Chciał usłyszeć polskie ludowe pieśni i „polskie skrzypki”, poznać niektóre obyczaje,&#13;
tańce i ubiory1. Efektem tych kontaktów i spotkania jest dużo późniejsza&#13;
osobista relacja Kuby, przejmująco ukazująca ówczesną sytuację bytową&#13;
autora Ludu, jego ascetyczne warunki życia i niepokój o losy niewydanych&#13;
materiałów2.&#13;
W kwietniu 1886 roku Kolberg wraz z Jasińskimi przeprowadził się&#13;
pod nowy adres na ulicę Warszawską 4. Przyczyną przenosin była sytuacja&#13;
materialna opiekujących się Kolbergiem Jasińskich. Mimo wyprowadzki&#13;
właścicielka dawnego domu zgłaszała wobec nich roszczenia finansowe&#13;
i sprawa miała swój finał w procesie sądowym, wygranym jednak po dwu&#13;
latach przez Jasińskich3. Kłopoty te były też powodem rezygnacji Kolberga&#13;
z letniej podróży. Wcześniej zamierzał odwiedzić Śląsk „w celach etnograficznych”, o czym informował Ludwika Kubę, Wernerową, Karolinę i Blizińskiego, co ten ostatni mu odradzał jako pomysł niebezpieczny, sądząc,&#13;
że Kolberg wybiera się w okolice Wrocławia i pisząc:&#13;
Gdyby tak jeszcze chodziło o zwykłego śmiertelnika, skończyłoby się na wytransportowaniu do granicy. Ale etnograf europejskiej sławy, który już napisał&#13;
tyle tomów i który obecnie w roku 1886 zbierałby dowody polskości owego&#13;
&#13;
liczących około 4000 zapisów pieśni i muzyki ludowej (zob. list L. Kuby z 18 V 1885 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 255–256).&#13;
1&#13;
O swoich planach informował Kolberga w liście z 25 VI 1886 r., tamże, s. 347–348. O spotkaniu latem 1886 roku świadczą wzmianki w liście L. Kuby z 29 III 1887 r., tamże, s. 429–430&#13;
oraz w listach następnych.&#13;
2&#13;
Wspomnienie Kuby w artykule pt. Moje styky s Oskarem Kolbergem ukazało się w „Ludzie” T. XXIX: 1930, na s. 73–77.&#13;
3&#13;
Zob. list do A. Teichmannowej z 15 VI 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 510 oraz przyp. 1 do listu J. Blizińskiego z 19 VI 1886 r., tamże, s. 346.&#13;
&#13;
444&#13;
&#13;
�Śląska, który żelazny książę chce mieć niemieckim, na pewno padłby ofiarą na&#13;
podobieństwo Kraszewskiego1.&#13;
&#13;
Kolberg wprawdzie odpowiedział, że miał w planie Śląsk austriacki, tj.&#13;
Cieszyński, gdzie nie spodziewałby się takich kłopotów, ale wyjaśniał, że&#13;
o zaniechaniu podróży w ogóle zdecydowały inne okoliczności. Pisał do&#13;
Blizińskiego:&#13;
Co do mojej własnej figury, muszą Wam oznajmić, że kłopoty i niepokoje, które&#13;
spowodowały przeprowadzkę moją w kwietniu, teraz zaczynają się ponawiać&#13;
i zapewne wkrótce przyjdzie się znów gdzieś wyprowadzić. Ci państwo Jasińscy,&#13;
u których mieszkam, są niewypłacalni i tylko żyją z lokatorów, dając im stancję&#13;
i wikt, a tych w lecie, gdy wszystko wyjeżdża, ściągnąć z niskąd nie mogą. Więc&#13;
gospodarz ich dusi, a i mnie razem z nimi; pieniędzy nie ma, a więc znów meble&#13;
jak wprzódy są w niebezpieczeństwie. Jest to powodem, że się zdecydować nie&#13;
mogę na wyjazd na prowincję, chyba by się okoliczności zmieniły na korzyść&#13;
Jasińskich, którym dałem słowo trzymać ich się, póki tylko będzie można2.&#13;
&#13;
Rok 1886 przyniósł dwa nowe tomy Kolberga; w połowie roku wyszła&#13;
część II Kieleckiego, tj. tom 19. Ludu, pod koniec roku kończył się druk części III Mazowsza rozsyłanego odbiorcom z początkiem następnego, 1887&#13;
roku3.&#13;
Kolejna monografia regionalna, dwuczęściowe Kieleckie4, obejmowała część szeroko rozumianego Krakowskiego, tj. Stopnickie, Miechowskie,&#13;
Olkuskie i Kieleckie, co administracyjnie pokrywało się z obszarem dawnej&#13;
guberni kieleckiej. W ujęciu Kolberga granice Krakowskiego i Kieleckiego&#13;
1&#13;
Tamże, s. 345. Aluzja w cytowanym tekście dotyczy aresztowania Kraszewskiego w czerwcu 1882 r. w Berlinie i uwięzienia go w Moabicie do sierpnia 1883 r., za zbieranie dla rządu francuskiego tajnych wiadomości o wojsku i wojskowości pruskiej (por. Korespondencja… cz. III,&#13;
DWOK T. 66, s. 82–83, przyp. 1). Wzmianki o zamiarach podróży na Śląsk zob. też tamże, s. 330,&#13;
347 i 349.&#13;
2&#13;
List do J. Blizińskiego z 16 VII 1886 r., tamże, s. 357–358.&#13;
3&#13;
W brulionie listu do R. Wolffa z 20 X 1886 r. Kolberg informuje, że cz III Mazowsza&#13;
(DWOK T. 26) „jest już pod prasą” (tamże, s. 374), a już 17 I 1887 r. przesyła ten tom Komitetowi&#13;
Kasy im. Mianowskiego wraz z rozliczeniem za trzy wydane tomy Mazowsza, podając m.in.&#13;
koszty druku i ilustracji (tamże, s. 406–407). Zob. też notatka Kolberga o wysyłanych tomach&#13;
datowana 27 II 1887 r. w brulionie listu do L. Kuby z 13 VII 1886 r. (tamże, s. 356).&#13;
4&#13;
Zob. E. Antyborzec „Kieleckie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kieleckie. Suplement do&#13;
tomów 18–19 (DWOK T. 76), s. V–XXIII, por. tejże Monografie regionalne Oskara Kolberga…,&#13;
s. 177–178.&#13;
&#13;
445&#13;
&#13;
�pozostawały więc nieostre i miejscowości takie jak Olkusz, Ojców, Pieskowa Skała, Skalmierz powtarzają się w obu monografiach. Materiały&#13;
z tego regionu zbierane przez samego Kolberga pochodzą z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, czyli z wczesnego etapu badań, dopełnia je jednak&#13;
w sposób znaczący dla wartości tomów bogaty materiał pozyskany w latach 1876–1886 od Władysława Siarkowskiego, o którym była już mowa.&#13;
Kolberg wysoko cenił etnograficzne prace i zbiory tego kieleckiego regionalisty; jak wyżej wspomniano – rekomendował go na członka Komisji&#13;
Antropologicznej, promował do druku i redagował jego prace w „Zbiorze&#13;
Wiadomości do Antropologii Krajowej”. Z kolei Siarkowski, korzystający&#13;
także z pomocy współpracowników, odwoływał się do autorytetu Kolberga,&#13;
chętnie przyjmował jego wskazówki i opinie przy gromadzeniu i publikacji&#13;
swoich materiałów. W Kieleckiem Kolberg korzystał z wydanych już prac&#13;
Siarkowskiego, a także z przekazanych mu przez tego autora „do użytku”&#13;
opracowań rękopiśmiennych, takich jak obszerny manuskrypt przysłany&#13;
około 1885 roku pt. Pieśni i opowieści ludowe z okolic Pińczowa zebrane przez… w latach od 1876–1881 czy dostarczone wcześniej Przysłowia&#13;
i zdania z okolic Kielc, a także zaproponowane Kolbergowi do wykorzystania w 1885 roku materiały dotyczące sobótek, które Siarkowski pozyskał&#13;
w postaci listów od miejscowych duchownych. Kieleckie Kolberga, obejmujące obszar pierwotnie planowany dla dwu monografii, mimo wartościowych materiałów źródłowych jest odbiciem jego nasilających się obaw&#13;
o kurczący się czas pozostały na wydanie całej spuścizny oraz ograniczeń&#13;
finansowych trapiących go w latach osiemdziesiątych. Wyrazem tych ostatnich jest m.in. brak ilustracji, do których, jak wiadomo, przykładał Kolberg&#13;
wielką wagę. Coraz boleśniej i widoczniej odczuwał konieczność redukowania zamierzeń pod presją rzeczywistych możliwości, a świadomość ta przewija się jako motyw przewodni całej jego korespondencji z tamtego okresu.&#13;
Pod koniec roku 1886 zaznaczył się też udział Kolberga w aktualnych&#13;
pracach Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności. Na posiedzeniu&#13;
Komisji w dniu 11 listopada przyjęto wzmiankowany już wniosek zgłoszony&#13;
przez sekretarza Izydora Kopernickiego, a „poparty przez przewodniczącego&#13;
Majera i p. Oskara Kolberga”, w którym postulowano „potrzebę rozpoczęcia&#13;
systematycznych badań etnograficznych w kraju według planu obmyślanego i przyjętego przez Komisję Antropologiczną, nie poprzestając na dotychczasowym ogłaszaniu materiałów dorywczo opracowywanych przez członków Komisji bądź przez współpracowników postronnych”, a „dla ułożenia&#13;
446&#13;
&#13;
�planu przyszłych badań etnograficznych wyznaczono Komitet z grona Komisji, złożony z pp. O. Kolberga, prof. Malinowskiego, dr Kosińskiego, Gustawicza i wnioskodawcy”, tj. Kopernickiego1. Kolberg nie figuruje w spisie&#13;
obecnych na tym posiedzeniu, z pewnością miał jednak swój istotny, jeśli&#13;
nie decydujący udział w tej sprawie i uzgodnił z Kopernickim swoje stanowisko, skoro ten powołał się na poparcie autora Ludu i skoro Kolberg&#13;
znalazł się w składzie Komitetu. Taki kierunek badań wytyczany w Akademii zbieżny był z jego poglądami i doświadczeniami i odzwierciedlał troskę&#13;
o całościowe, systematyczne i planowe badanie polskiej kultury ludowej,&#13;
a co za tym idzie, równie konsekwentne ich finansowanie. Warto też zauważyć kolejny przejaw niezmiennie przyjacielskiej i solidarnościowej wobec&#13;
Kolberga postawy Kopernickiego, który zawsze, także mimo nieobecności&#13;
przyjaciela, występował w jego imieniu i w jego interesie.&#13;
Także ku końcowi roku 1886, w grudniowym zeszycie „Biblioteki Warszawskiej”, ukazała się obszerna recenzja 22 wydanych tomów Kolberga&#13;
autorstwa Henryka Biegeleisena, historyka literatury i ludoznawcy2. Miała charakter zdecydowanie krytyczny w stosunku do dzieła Kolberga, do&#13;
przyjętych przez niego założeń i metod. Jak się wydaje, na negatywną i jednostronną opinię Biegeleisena wpływ miała pewna uraza, u której podłoża leżała odmowa Kolberga, do którego zwrócił się jeszcze w 1884 roku&#13;
z prośbą o wskazówki potrzebne mu do pracy o balladzie Mickiewicza&#13;
Ucieczka. Prośba „do najznakomitszego badacza ludu” podbudowana była&#13;
wyrazami „uwielbienia dla Jego pracy i nauki”. Tym bardziej dziwi wręcz&#13;
napastliwy ton recenzji, gdyż Kolberg odpowiedział z szacunkiem, podał&#13;
kilka informacji, ale kwerendy i studiów na wskazany temat taktownie odmówił z powodu braku czasu3. W swojej recenzji Biegeleisen zarzucił autorowi Ludu brak krytycyzmu w doborze i ocenie źródeł, selekcji materiału&#13;
i sposobie opracowania, „manię kolekcjonowania”, chaotyczność i brak&#13;
1&#13;
Zob. Posiedzenie Komisji Antropologicznej w dniu 11 XI 1886 r., „Rozprawy i Sprawozdania Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XV, Kraków 1887, s. LXXIV. Informację tę podał także „Czas” 1886,&#13;
w nr. 264. Zob. też wyżej, s. 286].&#13;
2&#13;
Opublikowała ją „Biblioteka Warszawska” z 1886 r., w tomie 4, na s. 431–441, w dziale&#13;
Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne. Dotyczyła tomów 1–19 Ludu, cz. I i II Pokucia (DWOK&#13;
T. 29 i 30) oraz cz. I Mazowsza (DWOK T. 24).&#13;
3&#13;
Zob. niedatowane listy H. Biegeleisena z 1884 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 110–111 i 132–133 oraz odpowiedź Kolberga z 24 III 1884 r., tamże, s. 134–135. Biegeleisen&#13;
przygotowywał wtedy pracę Tło ludowe ballady Adama Mickiewicza pt. „Ucieczka” opublikowaną w czasopiśmie „Świt” w 1885 r., T. 2, nr 50–56.&#13;
&#13;
447&#13;
&#13;
�planu, niekonsekwencje i błędy w traktowaniu tekstów folkloru, „eklektyzm&#13;
i kompilatywność”, brak jednolitych zasad opracowania merytorycznego&#13;
i językowego, właściwie brak kompetencji. Kolberg odpowiedział bardzo&#13;
szybko, przygotowując rzetelną, udokumentowaną replikę, w której metodycznie odniósł się do kolejnych zarzutów recenzenta. Już 12 lutego 1887&#13;
roku wysłał ją do ówczesnego redaktora „Biblioteki Warszawskiej”, Józefa&#13;
Plebańskiego, z prośbą o zamieszczenie swojej odpowiedzi na łamach „najbliższego zeszytu” czasopisma1. Jednak Plebański nie zaakceptował formuły&#13;
repliki z obszerną argumentacją Kolberga, nie pomijającą żadnego z krytykowanych aspektów jego dzieła. Nie odmówił publikacji wprost, lecz uznał,&#13;
że tekst jest za długi, w sposób pokrętny uzasadniał, że musiałby jednocześnie przytaczać „contre-replikę” Biegeleisena, któremu wysłał przekazany mu tekst, zwlekał mimo kilkakrotnych upomnień Kolberga. W końcu&#13;
po ośmiu miesiącach Kolberg zniecierpliwiony i zdegustowany sposobem&#13;
załatwiania sprawy, uznając polemikę za spóźnioną, a sugestię jej przeredagowania za niemożliwą do przyjęcia, wycofał się z zamiaru publikacji,&#13;
co Plebański skwapliwie przyjął, uważając problem za rozwiązany i dając&#13;
do zrozumienia, że z zadowoleniem przyjął wycofanie się z kłopotliwej dla&#13;
siebie riposty2. Niepublikowany rękopis Kolberga, zwrócony mu w październiku 1887 roku, bardzo istotny jako obszerna wypowiedź autora Ludu&#13;
na temat założeń, zasad i metod pracy badawczej i edytorskiej, zachował&#13;
się w jego spuściźnie i wydany został dopiero w ramach Dzieł wszystkich3.&#13;
Odpowiadając na zasadniczy zarzut Biegeleisena, że poza własnymi zapisami autora jego dzieło jest bezkrytyczną i chaotyczną „zbieraniną różnorodnych wiadomości”, Kolberg przypominał swoją fundamentalną zasadę:&#13;
Snać nie dostrzega on [autor recenzji] planu w jego układzie, gdzie materiał podany bezwzględnie ma dostarczać karmi i żywiołu naukowego różnym gałęziom&#13;
wiedzy z etnografią spowinowaconym do dalszego zużytkowania go i oczyszczenia. Autor jako zbieracz w nawale zatrudnień ograniczyć musiał swą czynność&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 411–412.&#13;
Zob. korespondencja w tej sprawie J.K. Plebańskiego i Kolberga z okresu od marca do października 1887 r., tamże, listy 1319, 1321, 1322, 1325, 1330, 1346 i 1350.&#13;
3&#13;
Odpowiedź Kolberga na recenzję Biegeleisena, w: O. Kolberg Studia, rozprawy…&#13;
(DWOK T. 63), s. 391–411 (publikowana na podstawie rkp w BN PAU i PAN, sygn. 2184, k. 12–&#13;
–18; tamże na k. 20–21 inna wersja początku odpowiedzi, druga pełna wersja rkp. z niewielkimi różnicami, zachowana w zespole rękopisów później odnalezionych, obecnie w Arch. PTL,&#13;
w tece 47, sygn. 1354/III, k. 68–75).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
448&#13;
&#13;
�krytyczną na autentycznym i sumiennym przedstawieniu choćby najdziwaczniejszych piśmiennych i ustnych źródeł, na skromnej jedynie uwadze nad ich&#13;
kompetencją i krótkim na ich znaczenie poglądem. Ocenę ich rozleglejszą i gruntowniejszą, jak i głębsze nad nimi studia pozostawia on specjalistom w każdej&#13;
z owych gałęzi wiedzy1.&#13;
&#13;
Wyjaśniał dalej, że wartościowanie źródeł w przypadku materiału&#13;
folklorystycznego i etnograficznego jest co najmniej problematyczne, gdyż&#13;
niejednokrotnie publikacje ulotne, peryferyjne, rzadkie czy mniej ambitne&#13;
i znane lub z drugiej strony przede wszystkim popularne przynoszą ważne&#13;
dla badacza szczegóły dotyczące życia i kultury ludu, jego tradycji i twórczości, a nawet konkretne przekazy tekstów folkloru. Etnograf i folklorysta&#13;
nie może kierować się tylko określoną wartością ideową i artystyczną źródeł jak historyk literatury, lecz wybierać musi takie, które przynoszą najwięcej konkretnych interesujących jego dyscyplinę informacji i przekazów.&#13;
Skąd pewność, że materiał dziś za lichy uważany – pyta Kolberg – nie nabierze&#13;
z czasem wagi przy bliższym rozpoznaniu go przez uczonych? Czyja powaga ma&#13;
ocenić wartość źródeł, skoro najznakomitsi nawet uczeni zagraniczni nie są co&#13;
do ich kompetencji w zgodzie? Dlaczego wiadomość przelotna ogłoszona w jakiejś gazecie niesumiennej (na czym polega ta niesumienność?) nie ma służyć za&#13;
materiał, jeśli zawiera jakiś szczegół dla etnografii przydatny, choćby wątpliwej&#13;
na razie wartości? Dlaczego szczegół ów etnograficzny nie ma być zanotowany, mimo że czyjś uśmiech wywołuje? Gdzież są owi wielcy pisarze i ludowi&#13;
znawcy, których by relacje (zapewne książkowe, czyli teoretyczne) uznane już&#13;
były przez wszystkich za najlepsze, więc lepszymi były od powziętych gdzieś&#13;
ze słuchu?2&#13;
&#13;
W takim sensie dla etnografia kompetencja nie zawsze należy do „wielkich pisarzy i znawców ludu”; dla niego ważniejszym źródłem wiedzy może&#13;
być np. utwór o zwyczaju sobótkowym mniej znanego poety z XVII wieku,&#13;
Kaspra Twardowskiego, niż poemat na ten temat „najznakomitszego u nas&#13;
poety szesnastego wieku”, Jana Kochanowskiego, gdyż pierwszy przynosi&#13;
„nieco więcej o tym obrzędzie wiadomości”3. Kolberg wykazuje, że treści foOdpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 392.&#13;
Tamże, s. 394; podkreślenia w tekście za wyróżnieniami Kolberga w rkp.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 395. Mowa o utworze Twardowskiego Bylica świętojańska (Lwów 1630) oraz&#13;
o cyklu 12 pieśni J. Kochanowskiego pt. Pieśń świętojańska o Sobótce (pierwodruk: Kraków&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
449&#13;
&#13;
�klorystyczne, np. wątki podaniowe czy legendowe, przysłowia, pieśni, badacz może wydobywać z rozmaitych źródeł: zarówno czerpać je z bezpośrednich relacji informatorów i śpiewaków, z literatury pięknej, z publikowanych opisów historycznych i geograficznych kraju czy poszczególnych&#13;
miejscowości, jak i z ulotnych kalendarzy, jarmarcznych druków, okolicznościowych broszur, lokalnych czasopism. Oponuje też Kolberg przeciwko&#13;
zarzutowi nieumiejętnego rozdzielania „rzeczy” ludowych od nieludowych,&#13;
mieszania ich ze sobą, wykazując nieostrość granicy między nimi, zmiany&#13;
przynależności i nieustające przenikanie się obu nurtów między środowiskami twórczymi i wykonawczymi, adaptacyjne procesy oraz przekształcenia&#13;
w ich obrębie. Krytyce recenzenta, dotyczącej niejednolitej postaci językowej&#13;
tekstów folkloru – zacierania cech gwarowych lub wiernego ich oddawania&#13;
– przeciwstawia fakt rozmaitego charakteru dokumentowanych przez badacza przekazów ludowych, z których jedne podawane były konsekwentną&#13;
gwarą, w innych cechy dialektologiczne są sporadyczne lub zatarte, jeszcze&#13;
inne mają kształt literacki aż do stylizacji włącznie, „których zatem języka&#13;
w niczym zmieniać się nam nie godziło”, gdyż są „spisane tak, jak je słyszeliśmy z ust opowiadaczy – wyjaśnia Kolberg. I dodaje: „Prawda, iż jedni&#13;
wygłaszali je w mowie gminnej, gdy inni posługiwali się już to mową ze&#13;
szkolnych ław, już z garderoby wyniesioną”. Tak więc w kolejnych tomach&#13;
[…] są pieśni wiernie w języku ludowym oddane, o ile przez włościan i włościanki były śpiewane, boć te, które dyktowała czeladź dworska (w różnym będące&#13;
stopniu ogłady) należało znów spisać w mowie jej właściwej, a nie naciąganej&#13;
do ludowej. W ogóle unikaliśmy wszelkiej modernizacji, o ile nie wtrącali jej&#13;
sami włościanie. Tam tylko, gdzie wiadomość lub opowieść jakaś podaną nam&#13;
została w sposób niegładki, zawiły, i to w mieszaninie językowej bez interesu dla&#13;
lingwisty, dozwalaliśmy sobie stylizacji wedle mowy ogólnej, gdyż tu chodziło&#13;
już o treść rzeczy, a nie o materiał językowy.&#13;
&#13;
Tłumaczy także, że kwestionowana przez Biegeleisena chwiejna pisownia tych samych wyrazów jest wynikiem niekonsekwentnej wymowy narratorów, często nawet w obrębie jednego przekazu i że stanowi odbicie&#13;
wahań i niuansów fonetycznych żywej mowy. Na zarzut, że na takim zapisie&#13;
„filolog polegać nie może”, Kolberg replikuje:&#13;
1586). Fragmenty pierwszego utworu z opisem Sobótki cytuje Kolberg w cz. I Mazowsza&#13;
(DWOK T. 24), na s. 347.&#13;
&#13;
450&#13;
&#13;
�Na to odpowiadamy, że spisywaliśmy wyrazy tak, jak je słyszeliśmy wymawiane,&#13;
a nie sądzimy, aby nas zmysł słuchu bardzo oszukiwał; uderzyło nas to nawet&#13;
samych, gdy opowiadający pięciokrotnie zmieniał wymowę[…], tu zatem raczej&#13;
to jego wymowa była chwiejną, a nie nasza pisownia, która iść była powinna za&#13;
tą nieprawidłowością, nie zaś samowolnie na prawidłowość jakąś zamieniać1.&#13;
&#13;
Replika Kolberga, poruszająca szereg drobniejszych jeszcze kwestii&#13;
warsztatu zbieracza i wydawcy, potwierdza z jednej strony wypracowaną&#13;
i sprawdzoną koncepcję jego dzieła jako zbioru źródeł, który to zbiór wyprzedzać powinien ich interpretację i dalsze badania, przy czym ukazuje&#13;
docenioną przez współczesną naukę trafną perspektywę i intuicję zbieracza&#13;
nie stroniącego od najróżniejszych przekazów źródłowych, respektującego&#13;
ich wieloraki kształt formalny. Z drugiej strony ilustruje ówczesne, a także&#13;
późniejsze niezrozumienie jego założeń i metod, nowatorstwa i dalekosiężnej perspektywy zbieracza pracującego dla przyszłych dokonań naukowych. Krytyka Biegeleisena, podjęta ze stanowiska historyka literatury i filologa, dysponującego odmiennym warsztatem, metodologią i stawiającego&#13;
sobie inne cele badawcze, okazała się całkowicie zawodna wobec encyklopedycznego zamierzenia Kolberga i jego panoramicznego obrazu kultury ludowej w ujęciu regionalnym. Można ubolewać, że odpowiedź autora Ludu&#13;
– jedyna tak obszerna w jego dorobku, analityczna i syntetyczna zarazem&#13;
– nie ukazała się drukiem wkrótce po recenzji Biegeleisena; może wyeliminowałaby szereg nieporozumień, jakie narosły wokół dzieła Kolberga i po&#13;
części przetrwały długo w postaci sztywnych, upraszczających stereotypów,&#13;
jak choćby przede wszystkim powtarzający się zarzut ograniczenia się do&#13;
bezkrytycznego zbieractwa.&#13;
W styczniu 1887 roku Kolberg otrzymał propozycję udziału w pracach&#13;
specjalnego Komitetu, powołanego do zorganizowania wystawy etnograficznej, która miała odbyć się w ramach Wystawy Krajowej (galicyjskiej)&#13;
zorganizowanej we wrześniu tego roku w Krakowie, a obejmującej działy&#13;
poświęcone rolnictwu, przemysłowi i rzemiosłu2. Wystawa otwarta od 1 do&#13;
Odpowiedź Kolberga… (DWOK T. 63), s. 405–406.&#13;
List Komitetu Wystawy Krajowej z 31 I 1887 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s.&#13;
407–408. Prezesami Komitetu Wystawy byli: hr. Artur Potocki (1850–1890), działacz gospodarczy, prezes Towarzystwa Rolniczego w Krakowie w latach 1887–1889, oraz Feliks Szlachtowski&#13;
(1820–1896), prawnik, prezydent Krakowa w latach 1884–1893, funkcję dyrektora Wystawy&#13;
pełnił Faustyn Jakubowski (1837–1898), adwokat, członek Krajowej Komisji Przemysłowej.&#13;
W skład Komitetu do zorganizowania wystawy etnograficznej wchodziło poza Kolbergiem&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
451&#13;
&#13;
�12 września połączona była także z ekspozycją dzieł sztuki w Sukiennicach&#13;
(do 15 września). Kolberg uczestniczył w pracach związanych z wystawą&#13;
etnograficzną i w ich trakcie stykał się z wielu naukowcami i działaczami galicyjskimi, co znalazło wkrótce odbicie w jego dalszych staraniach&#13;
o wsparcie materialne dla swojego dzieła.&#13;
Życie codzienne Kolberga w tym okresie w Krakowie skąpo ilustrują&#13;
rzadsze wówczas listy do Karoliny, która wraz z mężem i rodziną przeprowadziła się do Sandomierza, oraz sporadyczne do Jadwigi Wernerowej.&#13;
Zawsze żywo zainteresowany sprawami rodzinnymi, edukacją bratanków&#13;
i bratanic, ich pracą i losami zawodowymi, o sobie pisze Kolberg z pewną&#13;
rezygnacją i niepokojem, a także z poczuciem osamotnienia i z tęsknotą za&#13;
rodzinną Warszawą, miastem swojej młodości. W lutym 1887 roku w liście&#13;
do Jadwigi wręcz skarży się:&#13;
Wszelki zarobek coraz trudniejszy, a życie coraz droższe i wiek coraz podeszlejszy,&#13;
i nie wiem, jak to dalej pójdzie. Przy takich danych trudno mi marzyć o tym, abym&#13;
kiedykolwiek ujrzał jeszcze ukochaną Warszawę. A pragnąłbym tego szczerze&#13;
z całej duszy. W Krakowie mimo wszelkich starań nie zdołałem się jeszcze zaaklimatyzować tak, jakby należało i jak tego położenie moje wymaga. Bo jakkolwiek&#13;
zawiodłem się na Konopkach (a raczej na Modlnicy tylko), to mam tu jeszcze&#13;
mnóstwo życzliwych mi osób, bywam na zebraniach literackich i muzycznych&#13;
(np. u prezesa Majera, u pp. Przezdzieckich, Cieszkowskiego, Tarnowskich itd.),&#13;
z kilku profesorami w ścisłej żyję przyjaźni, jak np. z Kopernickim, Sadowskim.&#13;
Ale wszystkie te stosunki, z wyjątkiem tylko Kopernickiego, więcej mi ukazują&#13;
zaszczytów i uznania itd., aniżeli dają chleba, zadośćuczynienia i pomocy w moich&#13;
pracach etnograficznych, które dość ciężko wywalczać sobie muszę, bo Kraków&#13;
jest ubogi i samolub. Towarzystwa te mimo grzeczności są zimne i nie zastąpią&#13;
nigdy owych niezapomnianych serdecznych związków (czy to rodzinnych, czy&#13;
przyjacielskich), jakie mnie łączyły niegdyś z naszą stolicą. Ale dosyć już o tym;&#13;
trzeba się poddać woli wyższej od naszych życzeń, skoro już inaczej być nie może1.&#13;
&#13;
Wąski krąg wymienionych przez Kolberga osób to postacie, które odcisnęły swój wyrazisty ślad na życiu kulturalnym i naukowym Krakowa.&#13;
dziesięciu członków, działaczy kulturalnych i uczonych z Krakowa (wymienionych w liście,&#13;
przeważnie związanych z Akademią Umiejętności i znanych Kolbergowi; należeli do niej m.in.:&#13;
A. Baraniecki, W. Dzieduszycki, I. Kopernicki, K. Rogawski, P. Umiński).&#13;
1&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 17 II 1887 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 416. Fragment z nazwiskami osób, z którymi Kolberg kontaktował się bliżej, w rkp. skreślony.&#13;
&#13;
452&#13;
&#13;
�Pierwszy prezes Akademii, Józef Majer, wraz żoną, Karoliną z Friedlei­&#13;
nów, mieszkali przez wiele lat na Wiślnej, „Pod Zającem”, gdzie prowadzili salon artystyczny, a dwukrotnie w roku podejmowali szersze grono&#13;
członków Akademii. Majer, także miłośnik muzyki, chętnie grywający na&#13;
fortepianie, był postacią bardzo popularną w Krakowie; Józef Rostafiński&#13;
pisał, że „znał go ówczesny cały Kraków: od przekupki na Małym Rynku do&#13;
wszystkich dygnitarzy królewskiego miasta”1. Uczęszczany salon przy ulicy&#13;
Wolskiej, w którym bywał Kolberg, prowadzili też Konstanty Przezdziecki&#13;
(1846–1897), ziemianin, amator i mecenas sztuk i nauk, wraz z żoną Elżbietą&#13;
(Izabelą) Plater-Zyberk. Przezdziecki był postacią podobnie jak Majer zasłużoną dla Krakowa, m.in. przyczynił się do zbadania grobów królewskich na&#13;
Wawelu i współpracował z Józefem Łepkowskim przy ich odrestaurowaniu, był współwydawcą pomnikowej edycji Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego, kontynuatorem po ojcu Aleksandrze wydania dzieł Długosza,&#13;
pisał w „Czasie” felietony o wystawach malarstwa w Wiedniu. Własny&#13;
salon muzyczny prowadził też w Krakowie wymieniony przez Kolberga&#13;
Zygmunt Cieszkowski (1845–ok. 1914), publicysta, wiolonczelista, organizator życia muzycznego w mieście, sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Sztuk&#13;
Pięknych w latach 1887–18942. Wreszcie we wspomnianym przez Kolberga&#13;
domu Tarnowskich, Stanisława i Róży Marii z Branickich, zwanym popularnie pałacem na Szlaku (tj. przy ulicy Szlak 71), funkcjonował jeden&#13;
z ważniejszych ośrodków życia towarzyskiego, intelektualnego i politycznego Krakowa3. Stanisław Tarnowski, historyk literatury, krytyk literacki,&#13;
profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, polityk, jedna z najważniejszych postaci galicyjskiego życia politycznego i naukowego przełomu XIX&#13;
i XX wieku, był bardzo życzliwy Kolbergowi i dobrze mu znany z kręgów&#13;
Akademii, której drugim prezesem został po Majerze. Łączyły go też z Kolbergiem wspólne zainteresowania postacią i twórczością Chopina.&#13;
O kontaktach towarzyskich Kolberga – poza jego własnymi skąpymi wypowiedziami – niewiele wiadomo z innych źródeł. Z innych zachowanych&#13;
1&#13;
J. Rostafiński Józef Majer. Szkic biograficzny, Kraków 1899, s. 3. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie, Kraków 2006, s. 68 oraz M. Dziadek Polskie salony muzyczne od początku&#13;
XIX wieku do 1939 roku, w: Władysław Żeleński i krakowski salon muzyczny: tożsamość&#13;
kulturowa w czasach braku państwowości, red. naukowa G. Mania, P. Różański, Kraków&#13;
2017, s. 76.&#13;
2&#13;
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 i 76.&#13;
3&#13;
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 90–91 i 228.&#13;
&#13;
453&#13;
&#13;
�świadectw wynika, że bywał domu Władysława i Wandy Żeleńskich&#13;
i przyjaźnił się z gospodarzami. Żeleński (1837–1921), kompozytor, pianista&#13;
i pedagog, twórca oper, pieśni i muzyki instrumentalnej, osiadł w 1881&#13;
roku w Krakowie, gdzie był profesorem harmonii i kontrapunktu w Szkole&#13;
Towarzystwa Muzycznego. W 1888 roku doprowadził do jej przekształcenia w konserwatorium muzyczne i pełnił w nim funkcję dyrektora oraz&#13;
nauczyciela teorii, gry na organach i wyższego kursu fortepianu. Żeleńscy&#13;
mieszkali najpierw przy ulicy Gołębiej, potem w willi z ogrodem przy ulicy&#13;
św. Sebastiana i podejmowali gości w niedziele tradycyjnym proszonym&#13;
obiadem i słynną herbatą. „Salon państwa Żeleńskich nie pretendował do&#13;
roli salonu literackiego – pisała w roku 2017 Magdalena Dziadek – i nie&#13;
był salonem kobiecym, królował w nim pan domu i pod jego zapewne&#13;
dyktando dobierano gości – głównie spośród muzyków, aby oddawać się&#13;
wieczorami wspólnemu muzykowaniu” 1. Żeleński wspominał później, że&#13;
Oskar Kolberg był „upragnionym gościem” na owych niedzielnych obiadach, które „dały nam sposobność zbliżenia się i wymiany myśli”. Kompozytor niezwykle cenił i podziwiał wytrwałą, niezmordowaną pracę Kolberga, jego skromność i prostotę bycia, życzliwość i wyrozumiałość dla&#13;
ludzi. Rozumiał i podzielał pasję Kolberga dla muzyki, „która go zawsze&#13;
zajmowała w najwyższym stopniu”. Zażyłość z domem Żeleńskich musiała&#13;
być duża, skoro muzyk pisał:&#13;
Zdarzało się dawniej, że niekiedy powracając do domu, zastawałem go u siebie&#13;
przy fortepianie, próbował dawnych swoich utworów, a i rzecz sama, i sposób grania robiły wrażenie typowe czegoś przechowywanego wiernie z dalekiej&#13;
przeszłości2.&#13;
&#13;
Jest to jedno z nielicznych świadectw powracania Kolberga w późnych&#13;
latach do instrumentu i jego trwałej potrzeby obcowania z muzyką. Żeleński będzie towarzyszył Kolbergowi w ostatnim okresie życia, stanie się&#13;
świadkiem jego ostatnich dni, a po jego śmierci – inicjatorem budowy pomnika nagrobnego ku jego pamięci.&#13;
Uczniem Żeleńskiego był m.in. Ferdynand Hoesick (1867–1941), pisarz, wydawca i księgarz, historyk literatury i muzykograf, który w latach&#13;
1&#13;
M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 76. Zob. też A. Gabryś Salony krakowskie…,&#13;
s. 68 i 229.&#13;
2&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI).&#13;
&#13;
454&#13;
&#13;
�1888–1890 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim i bywał u Władysława Żeleńskiego. W swoim pamiętniku Hoesick wspominał niedzielne&#13;
odwiedziny w domu nauczyciela:&#13;
[…] czułem się tam jak w domu, a przy wybornej herbacie z samowaru, słynnej&#13;
u Żeleńskich, aż nadto miałem okazji do kształcących rozmów z panią Żeleńską o literaturze, z „dyrektorem”, który wtedy komponował Goplanę, o muzyce.&#13;
Do tej herbaty często zasiadał również sędziwy Oskar Kolberg, znany zbieracz&#13;
pieśni ludu polskiego, u którego „dyrektor” jako u specjalnego znawcy melodii&#13;
ludowych nieraz przy mnie zasięgał rad co do niektórych pieśni i arii w Goplanie. Stary Kolberg jako kolega szkolny Chopina interesował mnie podwójnie,&#13;
zwłaszcza, że kiedym w salonie zasiadał do którego z dwóch fortepianów, przy&#13;
czym najczęściej grałem rzeczy Chopina, chwalił moją grę, dziwiąc się, skąd&#13;
miałem takie szopenowskie uderzenie. Wiem, że nieraz o tym rozmawiał z panią&#13;
Żeleńską, siedząc z nią w przyległym pokoju stołowym1.&#13;
&#13;
Żeleński wspomina zainteresowanie Kolberga swoim uzdolnionym&#13;
uczniem, późniejszym wybitnym pianistą i kompozytorem o światowej sławie, bywającym w domu nauczyciela, Zygmuntem Stojowskim, którego&#13;
Kolberg często i chętnie słuchał, „znał od dziecka, zajmował się niemal do&#13;
chwil ostatnich, rozpytując się o rozwój jego talentu”2. Tak więc w domu&#13;
Żeleńskich, wypełnionym dobrą muzyką, także Chopina, i rozmowami o życiu muzycznym, przysłuchując się koncertom, mając dostęp do fortepianu i niekiedy grając samemu, z pewnością czuł się znakomicie. Bliższych&#13;
jednak okoliczności tych spotkań Kolberga i jego konsultacji związanych&#13;
z muzyką do Goplany3 z relacji samego badacza nie znamy. Koresponden1&#13;
F. Hoesick Powieść mojego życia (Dom rodzicielski). Pamiętniki, T. 1, Wrocław 1959,&#13;
s. 430 (pierwodruk: 1935 pt. Dom rodzicielski, w 4 tomach). Wspomniana przez Hoesicka&#13;
opera Goplana, z librettem Ludomiła Germana na podstawie Balladyny Juliusza Słowackiego,&#13;
miała premierę w Krakowie 23 lipca 1896 roku.&#13;
2&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261. Zygmunt Stojowski&#13;
(1869 lub 1870–1946) uczył się od 1881 roku harmonii, kontrapunktu i gry fortepianowej u Żeleńskiego, jednocześnie uczęszczając do gimnazjum św. Anny. Wybitnie utalentowany, już jako&#13;
trzynastolatek występował publicznie ma koncertach Towarzystwa Muzycznego i w salonie&#13;
muzycznym Marceliny Czartoryskiej. W roku 1887 wyjechał na studia do Paryża, potem do&#13;
Nowego Jorku, gdzie zyskał międzynarodową sławę jako pianista, kompozytor i pedagog.&#13;
3&#13;
Konsultacje te potwierdza też muzykolog krakowski, Maciej Negrey, w artykule Władysław Żeleński 1837–1921, zmieszczonym w pracy Władysław Żeleński i krakowski salon&#13;
muzyczny…, s. 102, gdzie omawiając operę Goplana, stwierdza: „Konstruując sceny ludowe,&#13;
[Żeleński] konsultował się z Oskarem Kolbergiem”; nie podaje jednak źródła tej informacji, więc&#13;
&#13;
455&#13;
&#13;
�cji z kompozytorem brak, natomiast bliskie przyjacielskie stosunki także&#13;
z Wandą Żeleńską, żywo uczestniczącą w życiu kulturalno-literackim Krakowa, skąpo potwierdzają trzy późne listy. W związku z jubileuszem Kolberga w 1889 roku Żeleńska prosi go o informacje biograficzne potrzebne&#13;
dla prasy, a w ostatnich dniach życia chory już Kolberg wystosowuje do&#13;
niej 4 maja i 1 czerwca 1890 roku, tj. na dwa dni przed śmiercią, dwa lakoniczne i enigmatyczne listowne komunikaty, których treść ma charakter&#13;
sytuacyjny i jest po części niezrozumiała, lecz świadczy o zaufaniu wobec&#13;
adresatki i o jej opiece nad chorym1.&#13;
Ze wspomnień Żeleńskiego wyłania się też skład „ograniczonego koła&#13;
przyjaciół [Kolberga] w ostatnich czasach”. Jako należący wraz z żoną do&#13;
tego kręgu wymienia on Ksawerego i Tadeusza Konopków, prezesa Majera, Kopernickich, Blizińskich, którzy po sprzedaży Bóbrki w połowie 1888&#13;
roku przeprowadzili się do Krakowa, Tomasza Mączkę, lekarza, który opiekował się Kolbergiem w ostatnich miesiącach życia, pastora Jerzego Gabrysia, proboszcza parafii ewangelickiej św. Marcina w Krakowie, a także&#13;
Alfreda i Marię Stojowskich. Matka wspomnianego wyżej Zygmunta, Maria&#13;
z Bogdańskich Stojowska, była pianistką, osobą ustosunkowaną w sferach&#13;
towarzysko-artystycznych i naukowych, i w okresie, gdy rodzina mieszkała w Krakowie, prowadziła salon muzyczny2, w którym bywali artyści&#13;
o międzynarodowej sławie. M.in. w 1884 roku odwiedził go Józef Ignacy Paderewski, którego poznał wtedy kilkunastoletni Zygmunt Stojowski&#13;
i z którym zawiązał potem przyjaźń na całe życie. Poza tą wzmianką Żeleńskiego, który zaprzyjaźniony był z rodziną Stojowskich, brak informacji&#13;
o odwiedzinach Kolberga w ich domu.&#13;
Jako charakterystyczną postać Krakowa wspomina też Kolberga syn&#13;
Władysława, znany pisarz i publicysta, Tadeusz Boy-Żeleński. W jednym&#13;
być może przytacza ją za świadectwem Hoesicka. Podobnie W. Poźniak, który pisze: „Mało kto&#13;
wie, że kompozytor przyjaźnił się z Oskarem Kolbergiem i że właśnie w czasie komponowania&#13;
Goplany często zasięgał u niego porad. Rezultat tych konsultacji zasługuje na wielkie uznanie,&#13;
bo chyba żaden poważniejszy kompozytor operowy przed Żeleńskim – oczywiście z wyjątkiem&#13;
Moniuszki – nie podchodził tak trafnie do naszej muzyki ludowej jak twórca Goplany” (Opera&#13;
po Moniuszce, w: „Z dziejów polskiej kultury muzycznej, T. II, Kraków 1966, s. 287).&#13;
1&#13;
Zob. listy 1444, 1546 i 1548 w cz. III Korespondencji… (DWOK T. 66). Bliskość Żeleńskiej&#13;
przy Kolbergu w ostatnich chwilach życia potwierdzają również wspomnienia pośmiertne mu&#13;
poświęcone (zob. m.in. artykuł Oskar Kolberg, „Czas” 1890, nr 127 (z 7 VI)). O kontaktach towarzyskich Kolberga por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 73.&#13;
2&#13;
Zob. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 68 i 69.&#13;
&#13;
456&#13;
&#13;
�z esejów ze zbioru Znasz-li ten kraj?... pisze: „W owym czasie osiadł w Krakowie sędziwy Oskar Kolberg. Przyjmowano go Pod Baranami i Na Szlaku”.&#13;
Dalej Boy przytacza zabawną anegdotę. Pewna dama pyta półgłosem drugą,&#13;
wskazując Kolberga: „Qui est-ce, ce vieux (Kto to jest, ten stary?) – C’est le&#13;
Loude (To jest Lud). – Qu’est ce que c’est le Loude?...(Kto to jest Lud?)”1.&#13;
Wspomniany pałac Potockich Pod Baranami, zakupiony w 1822 roku&#13;
przez Artura Potockiego i Zofię z Branickich, stał się „pierwszym salonem&#13;
Krakowa i jednym z najważniejszych opiniotwórczych ośrodków arystokratycznych w Galicji”2. Sam Kolberg nigdzie jednak nie wspomina o swoich&#13;
odwiedzinach w siedzibie Potockich przy Rynku Głównym, stanowiącej&#13;
centrum życia towarzyskiego i kulturalnego Krakowa. Podobnie brak jego&#13;
informacji o bywaniu w sławnym wówczas salonie muzycznym Marceliny Czartoryskiej, który w zimie mieścił się w centrum miasta, przy ulicy&#13;
Sławkowskiej, a latem w willi Decjusza w Woli Justowskiej. Marcelina&#13;
Czartoryska, pianistka i działaczka charytatywna, wróciła na stałe do Polski w 1867 roku, po okresie swojego bujnego życia towarzyskiego w Paryżu, gdzie spotykała się z wybitnymi muzykami, m.in. z Chopinem jako&#13;
jego uczennica, protektorka i opiekunka. W Krakowie od 1869 roku prowadziła dom otwarty, który wkrótce stał się pierwszym salonem muzycznym w mieście. Organizowała dwa rodzaje przyjęć: wielkie, otwarte dla&#13;
wszystkich, podczas których sama grywała często na fortepianie, i małe,&#13;
zamknięte wieczory muzyczne. Była zasłużoną animatorką życia muzycznego w mieście, protektorką krakowskiego Towarzystwa Muzycznego. Dzięki&#13;
swoim zabiegom dyplomatycznym u władz w Wiedniu przyczyniła się do&#13;
powstania w 1888 roku Konserwatorium Muzycznego. W jej eleganckiej&#13;
rezydencji wypełnionej dziełami sztuki i pamiątkami historycznymi bywali najwybitniejsi przedstawiciele życia kulturalnego i artystycznego miasta&#13;
i przyjezdni goście ze świata sztuki. Swój salon muzyczny prowadziła do&#13;
1886 roku, do śmierci męża Aleksandra. Jest bardzo prawdopodobne, że&#13;
T. Boy-Żeleński Znasz-li ten kraj?... Pisma T. II, Warszawa 1956, s. 402 (pierwodruk: 1932).&#13;
Encyklopedia Krakowa, red. D. Kalisiewicz i in., Kraków 2000, s. 723. Zob. też A. Gabryś&#13;
Salony krakowskie…, s. 26–31 i 228. Być może, Kolberg bywał też gościem Potockich w ich rezydencji w Krzeszowicach pod Krakowem. Wskazywałaby na to wzmianka M.A. Szulca w liście&#13;
z 30 VI 1875 r., nigdzie jednak niepotwierdzona (Korespondencja… cz. I, DWOK T. 64, s. 531),&#13;
a także zapisy terenowe Kolberga melodii do tekstów pieśni z Krzeszowic zanotowanych w zbiorku nieznanego autora oraz okolicznościowe pieśni związane z życiem rodzinnym Potockich (zob.&#13;
np. O. Kolberg Krakowskie cz. II, DWOK T. 6, s. 276–277, nr 495 i przyp. źródłowy do tej pieśni&#13;
w suplemencie krakowskim, DWOK T. 73/III, s. 223–224 oraz w T. 73/II DWOK, s. 119, nr 919).&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
457&#13;
&#13;
�Kolberg, przynajmniej sporadycznie, bywał na muzycznych spotkaniach&#13;
u Czartoryskich, tym bardziej że Marcelina była uczennicą Chopina, miłośniczką jego gry i propagatorką kanonu interpretacyjnego utworów mistrza, oraz że gromadzili się tam dobrze mu znani krakowscy muzycy, m.in.&#13;
Władysław Żeleński i Zygmunt Cieszkowski, a także inne wybitne postacie,&#13;
jak np. Stanisław Tarnowski i Jan Matejko1. W korespondencji Kolberga&#13;
nazwisko Czartoryskiej przewija się wprawdzie kilkanaście razy, przeważnie przy okazji omawiania z Szulcem i Karasowskim biografii Chopina,&#13;
a także w okresie krakowskim w listach do Karoliny mowa o Czartoryskiej&#13;
jako o potencjalnej nabywczyni portretu Chopina pędzla Antoniego. Brak&#13;
tam jednak wyraźnych informacji o bezpośrednich kontaktach Kolberga&#13;
z Marceliną Czartoryską.&#13;
Ważnym dla Kolberga punktem Krakowa była księgarnia Friedleina&#13;
prowadzona po śmierci Daniela w 1855 roku przez jego syna Józefa, który&#13;
przejął rodzinną działalność po ojcu. Józef Friedlein (1831–1917), członek&#13;
Komisji Archeologicznej Akademii, był bibliofilem i kolekcjonerem, znawcą&#13;
i zbieraczem rzadkich druków i wydawcą cennych faksymiliów. Księgarnię&#13;
odrestaurował i uruchomił w kamienicy Hetmańskiej w Rynku Głównym&#13;
pod numerem 11. Rozwinął dział antykwaryczny, gromadził ryciny, mapy&#13;
i numizmaty, wydawał dzieła naukowe i literackie, podręczniki, albumy,&#13;
mapy i nuty. W roku 1884 został wiceprezydentem Krakowa, w roku 1893&#13;
prezydentem. Jego księgarnia rozprowadzała publikacje Akademii, wcześniej Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, zajmowała się też powierzonym sobie kolportażem dzieła Kolberga. Była ważnym miejscem spotkań&#13;
Krakowian i przyjezdnych, ośrodkiem dyskusji i wymiany książek. Autor&#13;
Ludu bywał tam często, spotykając się z przyjaciółmi i znajomymi, mając okazję do rozmów i kontaktów, a także do rozpoznawania się w ruchu&#13;
wydawniczym i naukowym. Na adres księgarni Friedleina przychodziła&#13;
też do niego korespondencja krajowa i zagraniczna, a także książki i przesyłki pieniężne. Niedaleko, również w Rynku Głównym, pod numerem 23,&#13;
mieściła się filia krakowska księgarni Gebethnera i Wolffa, która z kolei&#13;
pośredniczyła w kolportażu Ludu na teren Królestwa Polskiego. Było to&#13;
również miejsce wizyt i spotkań Kolberga2.&#13;
Zob. M. Dziadek Polskie salony muzyczne…, s. 75 oraz A. Gabryś Salony krakowskie…,&#13;
s. 59–64 i 225.&#13;
2&#13;
Por. też W. Bieńkowski, A. Gruca Krakowskie koneksje…, s. 72–73. Tam mowa także (bez podania źródła informacji) o „bliskich kontaktach Kolberga z księdzem Józefem Pelczarem, profesorem&#13;
1&#13;
&#13;
458&#13;
&#13;
�Choć brakło badaczowi bliskich relacji rodzinnych, które były jego&#13;
udziałem w latach warszawskich, nie był zupełnie osamotniony w Krakowie; miał grono oddanych przyjaciół i był osobą rozpoznawaną w mieście.&#13;
Natomiast jego kontakty z Modlnicą urwały się prawie zupełnie. Informował o tym Karolinę w czerwcu 1886 roku:&#13;
Z Modlnicą stosunki są nader słabe jak zawsze, zapomnieli o mnie niemal zupełnie, więc i ja też nie mam powodów pamiętania o nich. Częściej już, lubo&#13;
także rzadko, spotykam się z Mogilanami (tj. z matką i pannami) u Ksawerego&#13;
lub Tadeusza K[onopki]1.&#13;
&#13;
Podobnie pisał do bratowej w marcu 1887 roku:&#13;
Siedząc najczęściej przy pracy w domu, zwłaszcza wieczorem, rzadko kiedy wychodzę na herbatę, nawet do tych kilku, jakich mam, przyjaciół. Z Konopkami,&#13;
o ile nie spotkam czasami kogoś z ich rodu na ulicy, nie mam żadnych stosunków&#13;
i nie wiem, czy te się kiedy znów nawiążą. Bo ja, nie widząc z ich strony zbliżenia,&#13;
narzucać im się nie myślę2.&#13;
&#13;
Czując coraz dotkliwiej ubytek sił i zdrowia, lecz pochłonięty bez reszty&#13;
wytężoną pracą, zmuszony był w miarę czasu ograniczać nawet skąpe kontakty z przyjaciółmi. Pozbawionemu troskliwej codziennej opieki doskwierała coraz bardziej samotnicza egzystencja. Żeleński wspomina, że zapytany&#13;
kiedyś o nią odpowiedział:&#13;
Mówią mi, że gdybym się był ożenił, byłbym mniej samotnym na starość. Zapewne. Ale czy ja wiem, czy mógłbym się tak w zupełności oddać pracy, czy&#13;
życie domowe nie odrywałoby mnie od niej? Czy towarzyszka zrozumiałaby&#13;
i lubiła moja pracę tak, żeby mi była pomocą? A może Bóg tak chciał, bym mojej&#13;
robocie już wyłącznie ślubował?3&#13;
&#13;
Pod koniec marca 1887 roku otrzymał Kolberg oficjalne zaproszenie do&#13;
udziału w pracach Komitetu „Wystawy Krajowej Rolniczo-Przemysłowej&#13;
teologii i byłym rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego” oraz o „wspólnych zainteresowaniach muzycznych łączących Kolberga z organistą wawelskim, Wincentym Rychlingiem Bartoszewskim”&#13;
(tamże, s. 73); jednak brak potwierdzenia tych kontaktów w dostępnych świadectwach źródłowych.&#13;
1&#13;
Brulion listu do Karoliny z 27 VI 1886 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 350.&#13;
Matka to Stefania Konopkowa, wdowa po Józefie, panny to ich córki, które jako dorosłe opuściły Modlnicę, gdzie wcześniej przebywały pod opieką ciotki Antoniny. Ksawery Konopka, syn&#13;
Michała, a kuzyn Józefa, oraz Tadeusz, najstarszy syn Józefa, mieszkali w Krakowie.&#13;
2&#13;
Brulion listu do Karoliny z 6 III 1887 r., tamże, s. 421.&#13;
3&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga…, nr 261.&#13;
&#13;
459&#13;
&#13;
�i Maszyn Pomocniczych dla Rolnictwa i Przemysłu oraz Wystawy Sztuki&#13;
Polskiej w Krakowie r. 1887”. Zaproszenie to przyjął1. Jednak początkowo&#13;
napięta sytuacja polityczna i groźba wybuchu wojny, a także przygotowania&#13;
wojenne m.in. w Austrii i we Francji podawały w wątpliwość celowość&#13;
realizacji tego przedsięwzięcia2. Ostatecznie jednak po uspokojeniu się sytuacji Komitet zdecydował na posiedzeniu 27 marca, że wystawa odbędzie się&#13;
zgodnie z planem w roku 18873. Kolberg podobnie jak inni członkowie Komitetu podjął działania zmierzające do pozyskania osób wspomagających&#13;
wystawę oraz eksponatów gromadzonych według określonego programu.&#13;
Nie wiadomo dokładnie, w jakiej zdołał to uczynić skali, gdyż zachowały&#13;
się jedynie nieliczne ślady jego korespondencyjnych zabiegów o zasilenie&#13;
działu etnograficznego wystawy4 oraz sporządzony przez niego niedatowany brulion odezwy ponawiającej z ramienia Komitetu wystawy apel wystosowany „do władz i publiczności krajowej” z prośbą „o łaskawe nadsyłanie&#13;
zgłoszeń w duchu programu, które przyjmowane będą w tutejszym magistracie do 15 lipca”5. Dalsze poczynania Kolberga nie są znane, nie wspomina o nich konkretnie w listach, ograniczając się do informacji o udziale&#13;
w przygotowaniu wystawy etnograficznej. Jednak większe zaangażowanie&#13;
w tym zakresie uniemożliwiły mu kłopoty mieszkaniowe i zdrowotne,&#13;
które dotknęły go wiosną i latem 1887 roku, co wynika z korespondencji.&#13;
Pisząc do F.S. Kraussa 16 kwietnia 1887 roku, Kolberg wyjaśnia opóźnienie swojej odpowiedzi niedawną przeprowadzką, o której brak bliższych&#13;
informacji, a w późniejszym liście do B. Hoffa z 19 grudnia tego samego&#13;
roku, prosząc o adresowanie następnych przesyłek dla niego do „księgarni&#13;
Friedleina w Rynku”, dodaje: „nie na ulicę Warszawską […], gdziem mieszkał&#13;
1&#13;
List Komitetu Wystawy Krajowej z 21 III 1887 r. i odpowiedź Kolberga z 25 III 1887 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 426 i 428.&#13;
2&#13;
Zob. wzmianki o groźbie wojny w listach Kolberga z lutego i marca, tamże, s. 415 i 421.&#13;
Zaostrzający się konflikt niemiecko-rosyjski i rozruchy polityczne w Bułgarii groziły do połowy&#13;
marca interwencją zbrojną Rosji, a w konsekwencji wystąpieniem innych mocarstw Europy.&#13;
Ostatecznie konflikt zażegnany został na drodze rokowań dyplomatycznych Rosji oraz jej&#13;
porozumienia w sprawie bułgarskiej z Turcją.&#13;
3&#13;
O przebiegu tego posiedzenia, dyskusji i decyzji o terminie, przygotowaniach do wystawy&#13;
i jej budżecie pisał „Czas” 1887, w nr. 71 (z 29 III), w artykule Wystawa Krajowa.&#13;
4&#13;
Zob. brulion listu do Z. Glogera z 1 VI oraz oryginał listu do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 438 i 440–441.&#13;
5&#13;
Jest to rękopis z licznymi skreśleniami, poprawkami i dopiskami zachowany w zespole&#13;
manuskryptów odnalezionych dopiero w 2014 roku, obecnie w Arch. PTL, w tece 47, sygn.&#13;
1354/III, k. 66.&#13;
&#13;
460&#13;
&#13;
�przed rokiem i od tego czasu dwa razy już zmienił mieszkanie”1. Poza tymi&#13;
wzmiankami nic więcej o tych przeprowadzkach nie wiemy. Były one&#13;
zapewne wynikiem dalszych kłopotów gospodarzy Kolberga, Jasińskich,&#13;
z niewypłacalnością i brakiem wystarczających środków materialnych uzyskiwanych od lokatorów. W następnych latach nadal Kolberg zmuszony był&#13;
zmieniać mieszkanie, co w oczywisty sposób komplikowało jego niezwykle&#13;
pracowite i wypełnione obowiązkami życie.&#13;
XXIV&#13;
[Radomskie cz. I (lipiec 1887). – Długa choroba oczu (lato i jesień 1887). – Wystawa Krajowa (wrzesień–październik 1887) i ograniczony udział w pracach&#13;
nad jej działem etnograficznym. – Starania o subwencję na tomy poświęcone&#13;
Galicji Wschodniej – petycja do Sejmu Krajowego (listopad 1887) i jej pozytywny wynik. – Uczestnictwo w pracach Komisji Antropologicznej. – Pieśni&#13;
ludu z Podola rosyjskiego w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”&#13;
(1888). – Wydanie trzech tomów: cz. II Radomskiego, cz. IV Mazowsza, cz. III&#13;
Pokucia (1888). – Radomskie – kolejna ukończona monografia. – Spowodowana kłopotami z cenzurą zmiana karty tytułowej cz. IV i V Mazowsza. – Recenzja&#13;
W. Smoleńskiego cz. I–III Mazowsza (1887). – Trudne warunki bytowe Kolberga i ich obraz w oczach jego gości. – Aktywności pozawydawnicze (opinia o nowym czasopiśmie naukowym, „Wiśle”, sprawa E. Korytki i jego materiałów).]&#13;
&#13;
Na początku lipca badacz dysponował kolejnym gotowym tomem Ludu,&#13;
częścią I Radomskiego. Tę – według jego określenia – „nowo ukutą serię”&#13;
wysłał wtedy m.in. do Blizińskiego, którego informował też przy okazji&#13;
o niemożności wyjazdu latem z powodu tych samych kłopotów mieszkaniowych i obowiązków związanych z wystawą2. W tym czasie dopadła go&#13;
też poważna choroba oczu, o której wspomina później w listach do bliskich&#13;
i przyjaciół. W listopadzie pisał do B. Hoffa:&#13;
[…] w ciągu lata mocno cierpiałem na oczy, że oka prawego o mało nie straciłem&#13;
i przez parę miesięcy ani lekturą, ani pisaniem zajmować mi się wcale nie było&#13;
wolno. Leczyłem się w klinice. Teraz jest trochę lepiej, ale oszczędzać się muszę,&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 431 i 432 (przyp. 2) oraz s. 477.&#13;
Zob. list do J. Blizińskiego z 6 VII 1887 r., tamże, s. 440–441.&#13;
&#13;
461&#13;
&#13;
�choć zajęcia bynajmniej mi nie brakuje, zaniechać też robót mego zawodu – już&#13;
z samej konieczności – w żaden sposób nie mogę1.&#13;
&#13;
Obszerniej relacjonuje ten problem Jadwidze Wernerowej:&#13;
Co do mojej choroby oczu, o której wspominasz, to Ci tyle tylko powiem, że mocne zapalenie trapiło mnie przez całe lato i jesień, trzymając jak na uwięzi w Krakowie, minęło wreszcie – dzięki ciągłej i trafnej (w końcu) kuracji w tutejszym&#13;
Instytucie oftalmicznym dra Marcisiewicza; jemu to zawdzięczam, iż prawe oko&#13;
(które już za stracone uważałem) ocalonym zostało. Możesz sobie wyobrazić, ile&#13;
cierpieć musiałem, skazany na 4-miesięczną bezczynność, często na bezsenność&#13;
z bólem oka połączoną, siedzenie przeważnie w ciemnym pokoju przez parę miesięcy itd. Do tego wszystkiego ciągła obawa o stratę chorego oka, na którym się&#13;
i wrzód zrobił, oraz nadwerężenie drugiego, które już się mocno łzawić poczęło.&#13;
Wszystko to najczarniejsze przynosiło mi myśli do głowy, bo w moim położeniu&#13;
literata strata oczu równałaby się niemal śmierci – o chłodzie i głodzie. A tu&#13;
jeszcze na domiar poruczono mi pewne czynności przy tutejszej Wystawie Rolniczo-Przemysłowej, których naturalnie spełnić nie byłem w możności. Dzięki&#13;
Bogu, wszystko to przeszło i już od miesiąca prawie wolno mi się zajmować&#13;
pracą po dawnemu, ale zalecono mi oszczędzać się (przynajmniej w ciągu zimy)&#13;
i nie narażać zbytnio oczu – więc pracować mam tylko przy świetle dziennym,&#13;
przy lampie zaś tylko w razie koniecznym, i to nie dłużej nad parę godzin2.&#13;
&#13;
Tak więc obowiązków związanych z Wystawą nie mógł Kolberg w oczekiwanym zakresie kontynuować, opóźnieniu uległy też jego terminowe prace nad częścią IV Mazowsza3, która ukazała się dopiero w roku następnym.&#13;
Tymczasem Wystawa Rolniczo-Przemysłowa, otwarta od 1 września do&#13;
12 października na miejskich Błoniach i urządzona z rozmachem, spotkała&#13;
się z żywym zainteresowaniem uczestników i odwiedzających. Skupiała&#13;
ponad 800 wystawców i połączona była z wystawą etnograficzną, wysoko ocenianą merytorycznie; recenzent „Czasu” pisał o niej: „Zdumiewa&#13;
Brulion listu do B. Hoffa z 14 XI 1887 r., tamże, s. 461.&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 488–489. Pod użytą przez Kolberga nazwą „Instytut oftalmiczny” funkcjonował szpital okulistyczny w Warszawie; w Krakowie&#13;
jedynym specjalistycznym zakładem chorób oczu była wówczas Klinika Okulistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Feliks Marcisiewicz (1857–1923), lekarz okulista, studiował na Wydziale&#13;
Lekarskim UJ (1878–1883), w r. 1887 pełnił w tej klinice funkcję stałego asystenta.&#13;
3&#13;
Pisał o tym w brulionie listu do K. Dobrskiego z 7 XII 1887 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 473.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
462&#13;
&#13;
�bogactwem materiału, poucza przejrzystym i wzorowym układem”1. Największym zainteresowaniem cieszyły się stroje ludowe z różnych ziem&#13;
Rzeczypospolitej (34 kompletne ubiory na manekinach umieszczonych&#13;
w osobnych szafach) oraz fragmenty innych, m.in. znad Czeremoszu, z Podola galicyjskiego, z Wielkopolski, Krakowskiego i Litwy, oryginalne hafty&#13;
z Kresów Wschodnich, fotografie typów ludowych, kolekcja pisanek, zbiory&#13;
ceramiczne i koszykarskie, instrumenty ludowe, jak lira ukraińska, dudki&#13;
i piszczałki, skrzypce góralskie (gęśliki). Ważnym kulturalnym wydarzeniem&#13;
była też towarzysząca powyższej Wystawa Sztuki Polskiej, otwarta w Sukiennicach, w której skład weszły w całości zbiory Muzeum Narodowego.&#13;
Starannie opracowany Katalog ilustrowany pierwszej wielkiej Wystawy&#13;
Sztuki Polskiej (wydany w Krakowie w 1887 roku) obejmował ponad 500&#13;
pozycji reprezentujących około 200 artystów z dziedziny malarstwa, rzeźby, sztuki graficznej i architektury. Ponadto na wystawie znalazły się także&#13;
eksponaty z zakresu „sztuki zastosowanej do przemysłu i rękodzielnictwa&#13;
artystycznego” oraz „okazy przemysłu artystycznego dawnego (starożytnictwo) i pamiątki historyczne”2.&#13;
Jeszcze w czasie trwania wystawy, która gromadziła w Krakowie ważne i wpływowe osobistości Galicji, Kolberg – mimo poważnych kłopotów zdrowotnych w lecie i jesienią, a raczej wbrew nim – z determinacją&#13;
podejmuje kolejne próby pozyskania funduszy na kontynuację swojego&#13;
wydawnictwa, tj. na edycję bogatych materiałów z Rusi. Spieszy się, by&#13;
wykorzystać ważne dla swoich starań rozmowy, spotkania i świeże kontakty, nawiązane przy okazji wystawy. Zabiega o przychylność i poparcie&#13;
dla planowanej inicjatywy wniesienia pod obrady Sejmu podstawowej dla&#13;
swego dzieła sprawy funduszu3. Uzyskuje życzliwą opinię dla tego projektu&#13;
Wystawa krajowa. Wystawa etnograficzna, „Czas” 1887, nr 208 (z 13 IX).&#13;
H. Struve Pierwsza Wystawa Sztuki Polskiej w Krakowie. Przegląd krytyczny przez…,&#13;
„Kłosy” 1887, T. XLV, nr 1161 (z 17 IX) i 1162 (z 24 IX). Relacje o Wystawie przynosiły cykliczne&#13;
sprawozdania i wiadomości organizacyjne w specjalnej rubryce pt. Wystawa Krajowa, „Czas”&#13;
1887, nr 199 (z 1 X) – nr 214 (z 20 IX) i 232 (z 11 X) – 240 (z 20 X); tam w nr. 208 (z 13 X) omówienie Wystawy Etnograficznej. Zob. też sprawozdanie z otwarcia ekspozycji Wystawa krajowa&#13;
w Krakowie, „Kłosy” 1887, nr 1160 (z 10 IX).&#13;
3&#13;
Zob. bruliony listów do W. Rebczyńskiego z 3 X i do L. Wierzbickiego z 6 X 1887 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 453–457. Władysław Rebczyński (1836–1911), muzealnik, uczestnik powstania styczniowego, od 1878 roku był sekretarzem, zastępcą kustosza, od&#13;
1886 r. kustoszem, od 1904 roku wieloletnim dyrektorem Muzeum Przemysłowego we Lwowie, należał także do lwowskiego grona członków Komisji do Badania Historii Sztuki w Polsce&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
463&#13;
&#13;
�ze strony Włodzimierza Dzieduszyckiego i prezesa Józefa Majera i 17 listopada wystosowuje petycję do Sejmu Krajowego z prośbą o subwencję na&#13;
wydawnictwo tych materiałów. Przedstawia najpierw pokrótce stan swojego wydawnictwa, sposób dotychczasowego finansowania przez Akademię&#13;
(około 500 fl. rocznie) oraz Kasę Mianowskiego (750 rub. sr. rocznie) i określa dalsze potrzeby w związku z ogromem posiadanego a jeszcze niewydanego materiału ruskiego:&#13;
Ale zbiory moje obejmują prócz wskazanych tu zasobów równie cenny, a niemniej obfity (bo na kilkanaście tomów obliczony, jak tego dowodzi załączony&#13;
przy niniejszym piśmie wykaz) materiał etnograficzny z Rusi, a osobliwie Rusi&#13;
halickiej pozyskany, na wydawnictwo którego Akademia Umiejętności, do której&#13;
się o poparcie na ten cel udałem, przy rozgałęzionych a licznych obecnie swych&#13;
wydatkach odpowiedniego funduszu nie posiada.&#13;
&#13;
Wniosek ten Kolberg motywuje koniecznością przyspieszenia prac&#13;
w związku ze swoim podeszłym wiekiem i słabnącą kondycją fizyczną. Pisze:&#13;
Gdyby wiek mój nie był, tak jak jest, podeszły, gdybym więc mógł mieć nadzieję, że robiąc użytek z rękopisów mych w tak powolnym tempie, jak to dotąd&#13;
jedynie być mogło, zdołam zużytkować mozolnie zebrany materiał przy pomocy&#13;
rzeczonych korporacyj naukowych, to wstrzymałbym się od prośby, którą obecnie zanoszę do Wysokiego Sejmu. Że zaś lata mego życia nie dozwalają łudzić się&#13;
tym błogim widokiem, nie chcąc więc, żeby praca mego życia po mojej śmierci&#13;
zmarniała, upraszam, ażeby Wysoki Sejm wyznaczyć raczył łaskawie sumę fl.&#13;
2000 rocznie na wydanie dwóch tomów dzieła obejmującego opisy etnograficzne Galicji wschodniej; tom każdy po 20–23 arkuszy druku wraz z ilustracjami&#13;
i muzyką1.&#13;
&#13;
Do petycji tej dołącza wykaz materiałów rękopiśmiennych złożonych w 30 tekach, a sporządzony wcześniej, bo z datą 26 września 1887&#13;
roku2. Przekazuje te dokumenty na ręce Michała Bobrzyńskiego, z prośbą&#13;
w Akademii Umiejętności. Ludwik Wierzbicki (1834–1912), inżynier, budowniczy i dyrektor&#13;
kolei żelaznych, współzałożyciel i współorganizator Muzeum Przemysłowego we Lwowie, był&#13;
docentem Politechniki Lwowskiej, radnym miasta Lwowa i posłem na Sejm Krajowy.&#13;
1&#13;
Zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 463–465, cytowane fragmenty na s. 464.&#13;
2&#13;
Rękopis tego wykazu znajduje się podobnie jak list w zbiorach Biblioteki Narodowej,&#13;
(sygn. 3442, k. 47–48, list – k. 46). W archiwum Kolberga zachowały się także dwie identyczne&#13;
jak powyższa wersje spisu zawartości 30 tek, datowane 25 września 1887 r. (rkp. BN PAU i PAN,&#13;
&#13;
464&#13;
&#13;
�„o wniesienie i zalecenie” jego wniosku Sejmowi1, co jako posła i jednocześnie członka Akademii szczególnie go do tego uprawnia. Stara się dalej&#13;
o poparcie innych posłów i zwraca się prośbą o nie m.in. do Stanisława&#13;
Polanowskiego, przekazuje też swoje tomy dla księgozbioru Wydziału Krajowego we Lwowie, z prośbą o ich udostępnienie w czasie obrad sejmowych2. W sumie zabiega usilnie o właściwe postawienie sprawy na forum&#13;
sejmowym. Nad wnioskiem Kolberga obradowano w sejmie na posiedzeniu&#13;
20 stycznia 1888 roku, a o wyniku zawiadomił Kolberga Wydział Krajowy&#13;
pismem z 3 lutego. Petycję rozważono pozytywnie, rozwiązując problem&#13;
dodatkowej subwencji w ten sposób, że drogą uchwały podwyższono dotację Sejmu dla Akademii na wydawnictwa, „a przeto i na wydanie tego&#13;
dzieła, jeżeli Akademia uzna to za stosowne”3. Kolberg otrzymywał odtąd&#13;
od Akademii zasiłek w wysokości 1000 fl. rocznie – jak już wspominano –&#13;
podwojony w stosunku do dotychczasowych 500 fl.&#13;
Zimą, na przełomie roku 1887 i 1888, Kolberg znowu chorował, choć&#13;
stan oczu poprawił się, umożliwiając mu normalną pracę, o czym pod koniec stycznia donosił Blizińskiemu4. Narzuciwszy sobie plan jeszcze większej intensyfikacji prac wydawniczych, zobowiązany do ich przyspieszenia&#13;
przez podwyższoną dotację, wszystkie siły i czas poświęcał teraz swojemu&#13;
dziełu, redukując maksymalnie inne zajęcia i działania, a także ograniczając korespondencję. W styczniu 1888 roku pisał do Jadwigi Wernerowej&#13;
o swojej sytuacji życiowej, z goryczą powracając do zerwania z Modlnicą&#13;
i dając wyraz, jak bardzo je odczuł po spokojnych latach u Konopków:&#13;
Zresztą nic się w moim cichym trybie życia nie zmieniło, wyjąwszy to, że jako&#13;
coraz starszy, coraz bardziej dbać muszę o swą wygodę, lubo skromne moje&#13;
sygn. 2183, k. 77–78 i 79–80). Wcześniejszy, przywoływany już wykaz tek z 10 I 1886 r. zob.&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), aneks 12.&#13;
1&#13;
Zob. brulion listu do M. Bobrzyńskiego z 21 XI 1887 r, Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 465–466. Michał Bobrzyński (1849–1935), prawnik, historyk, polityk, od 1877 r. profesor historii prawa polskiego i niemieckiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1878 r. członek&#13;
Akademii, współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, był jednocześnie posłem na Sejm&#13;
Krajowy i do Rady Państwa w Wiedniu, a w l. 1908–1913 namiestnikem Galicji.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów z 24 XI 1887 r. do S. Polanowskiego i do Wydziału Krajowego, Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 466–468. Stanisław Polanowski (1826–1898), ziemianin,&#13;
działacz gospodarczy, zajmujący się głównie rolnictwem, członek Izby Panów, poseł na Sejm&#13;
Krajowy.&#13;
3&#13;
Zob. Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66), s. 497–498.&#13;
4&#13;
Zob. list do J. Blizińskiego z 29 I 1888 r., tamże, s. 494.&#13;
&#13;
465&#13;
&#13;
�potrzeby muszą się zastosować do przychodów. Toteż od trzech lat, jak jestem&#13;
lokatorem pp. Jasińskich, zubożałych, jak wiesz, obywateli z Wielkopolski, trzymam ich się stale, bo za tanie pieniądze mam tu wszystko, czego mi potrzeba,&#13;
ona zwłaszcza stała się prawdziwą przyjaciółką i opiekunką dla mnie, czego&#13;
dowiodła podczas ostatniej mojej choroby. Na miasto wychodzę przeważnie&#13;
tylko za interesami moich wydawnictw, a lubo mam tu mnóstwo życzliwych mi&#13;
znajomych, w ściślejszych jednak stosunkach żyję tylko z domem prezesa Majera&#13;
i domem dra Kopernickiego. Z Konopkami spotykam się czasami na ulicy, po&#13;
przywitaniu się atoli i pożegnaniu nader grzecznym rozchodzimy się. Do Tadeusza wszakże zachodzę niekiedy, a i on do mnie. Inni członkowie rodziny od&#13;
3 lat, jak mieszkam w Krakowie, wcale odwiedzić mnie nie raczyli. Odwiedziła&#13;
mnie tylko parę razy i odwiedza p. Antonina, cytowana sprawczyni zerwania,&#13;
racząc zasięgnąć wiadomości o moim zdrowiu, powodzeniu, niby to z wielkiej&#13;
troskliwości, lecz unikając przy tym starannie zapraszania mnie choćby na krótkie tylko odwiedziny na wieś do Modlnicy. A przecież było to miejsce, gdziem&#13;
w ich kółku wskutek ich własnej woli i chęci najspokojniej (choć niezbyt wygodnie) spędził lat 121.&#13;
&#13;
Mimo ograniczeń nadal jednak brał udział w pracach Komisji Antropologicznej. W lutym 1888 roku na jej posiedzeniu przedstawił swoją opinię&#13;
o powierzonym mu do oceny rękopisie Kleczyńskiego „zawierającym zbiór&#13;
melodii pieśni i tańców Górali-Podhalan wraz z uwagami o właściwościach&#13;
muzycznych tychże”, który autor przesłał Akademii do publikacji. „Przyznając wysoką wartość etnograficzną” tej rozprawie, poinformował jednocześnie, że była już ogłoszona w „Echu Muzycznym”, co przesądziło o odmowie ponownego wydania, gdyż Akademia z zasady nie robiła przedruków.&#13;
Kolberg przyczynił się jednak swoją rekomendacją do publikacji pracy&#13;
Kleczyńskiego w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego” w 1888 roku2.&#13;
Na tym samym posiedzeniu wziął też udział w ważnej dyskusji nad wyborem do druku rodzaju pisowni tekstów białoruskich i ukraińskich, która&#13;
się wywiązała z powodu przysłanego Komisji przez Karłowicza rękopisu&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 12 I 1888 r., tamże, s. 489–490.&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 3 II 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X. W „Echu Muzycznym” z 1884 r. opublikowana&#13;
została m.in. praca Kleczyńskiego pt. Zakopane i jego pieśni (nr 41, 42, 44, 46), a w „Pamiętniku&#13;
Towarzystwa Tatrzańskiego” z 1888 r. Melodie zakopiańskie i podhalskie (s. 39–102), przedruk w: O. Kolberg Góry i Podgórze cz. II (DWOK T. 45), s. 447–493. Zob. też w tej sprawie&#13;
brulion listu Kolberga do J. Kleczyńskiego z 7 II 1888 r., Korespondencja…cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 498–500.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
466&#13;
&#13;
�bajek białoruskich w skomplikowanej transkrypcji. Kopernicki jako sekretarz Komisji dokonał porównania wyrozumowanej pisowni Karłowicza&#13;
z uproszczoną, używaną dotychczas w 11. tomach „Zbioru Wiadomości”,&#13;
którą Karłowicz wcześniej ostro krytykował. Wykazał, że ta druga „oddaje&#13;
każde bez wyjątku brzmienie tych języków równie dobrze jak pierwsza”&#13;
i zwrócił uwagę, że pisownia Karłowicza niedostępna byłaby dla osób bez&#13;
przygotowania lingwistycznego, mających spisywać teksty ludowe, stwarzałaby trudności w druku i korektach i stanowiła „odstręczającą” barierę&#13;
dla czytelników. Po dyskusji z udziałem Malinowskiego, Kolberga i Majera&#13;
jednogłośnie uchwalono, „aby przy wydawaniu utworów ludowych spisanych w języku ruskim i białoruskim trzymać się pisowni polskiej używanej&#13;
dotychczas w «Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej»”, tj. pozostać&#13;
przy transkrypcji uproszczonej1. Nieco później, na posiedzeniu w kwietniu&#13;
Kolberg zaproponował odstąpienie Komisji do druku swoich wybranych&#13;
materiałów, nieprzeznaczonych do wydania we własnych monografiach.&#13;
Propozycja ta wiązała się z sygnalizowanym na posiedzeniu brakiem około&#13;
3 arkuszy do zapełnienia w dziale etnograficznym tomu XII „Zbioru Wiadomości” z 1888 roku, lecz miała także dotyczyć dalszych tomów wydawnictwa. Zostało to pozytywnie przyjęte i już w tym tomie periodyku ukazał&#13;
się artykuł Kolberga pt. Pieśni ludu z Podola rosyjskiego w latach 1858&#13;
i 1862 zebrał…2. Zawiera on 40 pieśni i melodii instrumentalnych oraz&#13;
informacje o zwyczajach związanych z Bożym Narodzeniem i Wielkanocą.&#13;
Rok 1888 wypełniała jednak przede wszystkim praca nad trzema wydanymi wówczas tomami: częścią II Radomskiego, częścią IV Mazowsza&#13;
i częścią III Pokucia. Pierwszy z nich finansowany był jak dotychczasowe&#13;
tomy Ludu z dotacji Akademii, drugi z zasiłku Kasy Mianowskiego, trzeci&#13;
dzięki świeżo podwojonej przez Wydział Krajowy subwencji Akademii. Już&#13;
14 października Kolberg w brulionie listu do L. Kuby notuje informację&#13;
o wysyłce tych tomów do adresata3.&#13;
„Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Mat.-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. X–XI. O dyskusji&#13;
nad pisownią por. też E. Jaworska Działalność Komisji Antropologicznej…, s. 168.&#13;
2&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 11 IV 1888 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat-Przyr.”, T. XVIII, 1888, s. XXXVII–XXXVIII. Praca Kolberga zamieszczona&#13;
została w tomie XII z 1888 r., na s. 235–251 (odb. Kraków 1888); przedruk w: O. Kolberg Podole&#13;
(DWOK T. 47).&#13;
3&#13;
Pod tekstem w brulionie listu do L. Kuby figuruje notatka: „Posyłam Lud XXI, Mazowsze&#13;
IV, Pokucie III [zob. DWOK T. 21, 27 i 31], arię z Króla pasterzy i mazur (d-moll)”, a w liście&#13;
1&#13;
&#13;
467&#13;
&#13;
�Materiały własne w dwuczęściowym Radomskiem, podobnie jak wcześ­&#13;
niej w Lubelskiem i Kieleckiem, pochodziły z badań Kolberga prowadzonych w czasie wielokrotnych podróży w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, po rok 18601. Jak wiadomo, autor po przenosinach do Krakowa nigdy&#13;
już nie przekroczył granic zaboru rosyjskiego, tj. Królestwa Polskiego. Choć&#13;
większość publikacji, z których korzystał przy opracowaniu monografii, ma&#13;
wcześniejszą metrykę z tamtego okresu, sięgał także i później po wiadomości&#13;
i teksty folkloru od korespondentów, po nowszą literaturę. Obszar, któremu&#13;
poświęcona jest monografia, obejmuje Opatowskie, Opoczyńskie, Sandomierskie i Radomskie, tj. tereny, dla których wcześniej planował osobne&#13;
opracowania, pragnąc uzyskać bardziej szczegółowy obraz kultury regionalnej. Konieczność takiego komasowania obrazu etnograficznego mniejszych&#13;
obszarów, mikroregionów, w większy region, prezentujący w tym przypadku historyczną ziemię sandomierską, stała się praktyką stosowaną w miarę&#13;
upływu lat coraz częściej. Wymuszała to presja czasu, możliwości realizacji&#13;
ogromnego programu przez jednego człowieka, a przede wszystkim koszty&#13;
ograniczające bezwzględnie ilość planowanych wcześniej tomów. Radomskie&#13;
zawiera zgodnie ze stałym schematem treściowym monografii wiadomości&#13;
dotyczące kraju i ludu, opisy zwyczajów i obrzędów, tzw. „świata nadzmysłowego”, czyli wierzeń, opowieści, materiały słownikowe, przede wszystkim jednak pieśni i melodie bez tekstu, których jest – łącznie z zawartymi&#13;
w dwuczęściowym suplemencie – ponad tysiąc dziewięćset. Jak zauważyła&#13;
Ewa Antyborzec, omawiając radomskie materiały Kolberga: „Taki stan rzeczy odzwierciedla zarówno zainteresowania Kolberga, jak i jego kompetencje&#13;
w zapisywaniu melodii poparte gruntownym wykształceniem muzycznym”2.&#13;
Dodać jeszcze można, wzmacniając tę opinię, że jest również odbiciem niesłabnącej pasji muzycznej Kolberga, dla którego żywioł muzyczny pozostawał zawsze najważniejszy, nawet z perspektywy badacza kultury. Warto&#13;
także zaznaczyć, że zasób ten oddaje – być może w niezamierzony przez&#13;
Kolberga sposób – szczególny sentyment dla ziemi, w której się urodził.&#13;
Kolberg pisze: „[…] nowy dziś Panu posyłam materiał do obróbki […]”, Korespondencja... cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 543 i 542.&#13;
1&#13;
Omówienie zasięgu geograficznego monografii, materiałów w niej opublikowanych przez&#13;
Kolberga oraz wydanych współcześnie w suplemencie, a także badań Kolberga w tym regionie&#13;
zob. E. Antyborzec „Radomskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Radomskie. Suplement do&#13;
tomów 20 i 21 (DWOK T. 77/I), s. V–XXXIX oraz A. Sawicka, tamże, s. XXXIX–LXII.&#13;
2&#13;
Tamże, s. XV.&#13;
&#13;
468&#13;
&#13;
�Czwarta już część Mazowsza, także wydana w 1888 roku, obejmuje kolejny podregion wydzielony przez Kolberga, tj. Mazowsze stare. Mazury.&#13;
Kurpie. Podobnie jak w Poznańskiem Kolberg podzielił całe Mazowsze,&#13;
ten największy terytorialnie i najliczniejszy ludnościowo region polski, na&#13;
cztery mniejsze, zróżnicowane geograficznie i kulturowo obszary, „podregiony”, poświęcając każdemu jeden, wyjątkowo dwa z pięciu tomów. I tak&#13;
części I i II obejmują tzw. Mazowsze polne, przy czym część I zawiera&#13;
opis kraju i ludu, zwyczajów i obrzędów, część druga – pieśni i tańce,&#13;
część III przedstawia według nomenklatury Kolberga Mazowsze leśne,&#13;
część IV – jak wspomniano – Mazowsze stare. Mazury. Kurpie, część V,&#13;
która wydana zostanie dopiero w roku 1890 – Mazowsze stare. Mazury.&#13;
Podlasie. W takim ujęciu badacz scharakteryzował w częściach I–V kraj,&#13;
lud, zwyczaje i obrzędy oraz zebrał pieśni, natomiast opis wierzeń i prozę&#13;
ludową z całego Mazowsza planował opublikować łącznie w następnych&#13;
osobnych tomach1.&#13;
Już dużo wcześniej, w lipcu 1886 roku, Kolberg dowiedział się od Roberta Wolffa spotkanego „w przejeździe”, że cenzura warszawska zakwestionowała część II Mazowsza i sprzedaż książki w Królestwie została zabroniona. Przypuszczając, że chodzi jedynie o kilka fragmentów w pieśniach, prosił Wolffa o przedrukowanie karty lub kart z zakazanymi tekstami, co było&#13;
praktyką w takich sytuacjach stosowaną, także przez Kolberga. Tymczasem&#13;
książka zakwestionowana została w całości2. W czerwcu 1888, przed ukończeniem druku Mazowsza IV, a już po wydaniu części III, Kolberg otrzymał&#13;
wiadomość od sekretarza Kasy Mianowskiego, Konrada Dobrskiego, że ze&#13;
względu na zakaz cenzury wycofano tom II z katalogu książek wydawanych z zapomogi Kasy, a jednocześnie poproszono, by na dalszych tomach&#13;
Mazowsza nie podawał informacji o subwencji Kasy i funduszu Jaśkowskiego, gdyż mogłoby się to negatywnie odbić na działalności instytucji&#13;
jako nakładcy. Kolberg ze zrozumieniem odniósł się do tej wymuszonej&#13;
Opracowanie poświęcone Kolbergowskiej monografii Mazowsza, zawartym w niej materiałom wydanym w pięciu tomach (cz. I–V, DWOK T. 24–28) w XIX wieku oraz współcześnie&#13;
w dwu (cz. VI i VI, DWOK T. 41 i 42), a także w trzyczęściowym suplemencie (DWOK T. 80/I–&#13;
–III) oraz badaniom Kolberga na tym obszarze, kontaktom, współpracownikom itd., zob. E. Antyborzec i H. Pawlak „Mazowsze” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Mazowsze. Suplement do&#13;
tomów 24–28 (DWOK T. 80/I), s. V–LXXXI.&#13;
2&#13;
Zob. bruliony listów do R. Wolffa z 6 i 20 X oraz z 20 XI 1886 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 373–374 i 388–389. Zob. też J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa&#13;
w zaborze rosyjskim… T. 1 (1865–1889), Warszawa 2006, poz. 5530.&#13;
1&#13;
&#13;
469&#13;
&#13;
�obiektywnymi okolicznościami sugestii i kolejne części IV i V Mazowsza&#13;
nie zawierają informacji o zapomodze Kasy ani na kartach tytułowych, ani&#13;
we wstępach. Jednak ze względu na wymogi cenzury austriackiej, która&#13;
nakazywała umieszczenie w książce nazwiska lub nazwy nakładcy, tomy&#13;
te na odwrocie karty tyłowej opatrzone są adnotacją „Nakładem autora”1.&#13;
Jak się później okazało, także część IV Mazowsza zakwestionowano w zaborze rosyjskim „w całości”, natomiast część II Radomskiego dopuszczono&#13;
do obiegu warunkowo, wskazując kilkanaście zakazanych stron. Podobnym&#13;
całościowym zakazem objęto też dwie inne wymienione wyżej prace Kolberga zamieszczone w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej”:&#13;
Pieśni ludu litewskiego wraz z całym rocznikiem trzecim (1879) periodyku&#13;
oraz Pieśni ludu z Podola rosyjskiego z rocznika dwunastego (1888)2.&#13;
Mazowsze było regionem, który Kolberg miał okazję penetrować najdłużej i najszerzej podczas ponad 30-letnich badań w okresie zamieszkiwania&#13;
w Warszawie do roku 1871 i związanych z tym licznych, bardzo rozgałęzionych kontaktów oraz pomocy udzielanej badaczowi w życzliwych i gościnnych dworach mazowieckich w czasie jego podróży. Efektem jest bogactwo&#13;
materiałów zebranych samodzielnie w różnych stronach regionu, a także&#13;
pozyskanych dzięki współpracy korespondentów. Monografia Mazowsza&#13;
jest najobszerniejszą w całym jego wydawnictwie; składają się na nią, poza&#13;
pięcioma tomami wydanymi przez samego Kolberga, dwa tomy kolejne&#13;
opublikowane z pozostałych rękopisów w ramach Dzieł wszystkich, tj.&#13;
tomy 41–42 oraz trzyczęściowy suplement (T. 80/I–III). Okoliczności życiowe sprawiły jednak, że do wydania pierwszych pięciu części autor przystąpił dopiero po kilkunastu latach od opuszczenia Warszawy i zarówno&#13;
rodzinnego miasta, jak i Mazowsza już nie odwiedził.&#13;
Pierwsze trzy części Mazowsza zrecenzował w „Kwartalniku Historycznym”, nowym periodyku lwowskim, warszawski historyk, Władysław&#13;
Smoleński3. Stwierdzając, że „odznaczył się p. Oskar Kolberg nie zdolnościami szczególnymi lub wiedzą, lecz mrówczą w gromadzeniu rzeczy&#13;
&#13;
1&#13;
Zob. list Komitetu Kasy Mianowskiego z 20 VI i brulion odpowiedzi Kolberga z 2 VII 1888&#13;
r. oraz list Komitetu z 15 VII 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 511, 514–515&#13;
i 521.&#13;
2&#13;
Zob. J. Kostecki, M. Rowicka Granice wolności słowa…, T. 1, poz. 6664, 6189, 2963 i 6665.&#13;
3&#13;
Recenzja Mazowsza cz. I i II, „Kwartalnik Historyczny” R. I: 1887, s. 280–282, Mazowsza&#13;
cz. III – tamże, s. 435–436.&#13;
&#13;
470&#13;
&#13;
�ludowych skrzętnością, przez co żniwo zebrał obfitsze niż inni”1, docenił&#13;
wprawdzie bogactwo i „ogrom” materiału, a nawet zawarte w jego dziele „nieocenione skarby”, lecz surowej krytyce poddał niektóre założenia&#13;
i metodę dokumentacji. Zarzucił autorowi brak precyzji i jednolitego kryterium przy podziale Mazowsza na podregiony, „nieokreśloność zasady”&#13;
podziału, tj. przyjęcie „nie wytrzymujących krytyki”, nieadekwatnych nazw&#13;
fizjograficznych (Mazowsze polne i leśne) obok historycznych (Mazowsze&#13;
stare i pruskie; to ostatnie w planach), podczas gdy podział powinien być&#13;
oparty „na dostrzeżonych odrębnościach etnograficznych”. Wytknął błędne&#13;
potraktowanie Podlasia, które stanowi pod względem historycznym i etnograficznym „jednostkę odrębną”, a jest przydzielone częściowo do Mazowsza leśnego, częściowo do starego, bo w całości rozciąga się po prawej&#13;
i lewej stronie Bugu. Skrytykował profil materiałów zawartych w części&#13;
I Mazowsza, w rozdziale „Kraj”, tj. opis Warszawy oraz innych miast i osad,&#13;
komentując:&#13;
Nie jest to więc ani geografia, ani historia i nie rozumiemy, z jakiej racji w dziele etnograficznym tego rodzaju wiadomości znalazły miejsce. Żadnego zgoła&#13;
z etnografią nie mają związku, najmniejszego bowiem nie dają pojęcia nawet&#13;
o własnościach topograficznych obszaru, gatunku gleby, sieci wód itp., nie potrącają również o właściwą historię2.&#13;
&#13;
Podobnie w części III monografii, w opisie kraju – według recenzenta –&#13;
autor nie wyróżnił etnograficznie obszaru, nie uzasadnił nazwy Mazowsze&#13;
„leśne”, nie podał „cech znamiennych, odróżniających tę część kraju od&#13;
Mazowsza «polnego»”3. Niepochlebnie ocenił też Smoleński rozdział „Lud”,&#13;
gdzie znalazł się – jego zdaniem – pozbawiony krytycyzmu i bezładny zbiór&#13;
„nie zawsze wiążących się z sobą” wypisów z prac innych autorów, zamiast&#13;
opisu etnograficznego, jednolicie i spójnie skonstruowanego z materiałów&#13;
z własnej obserwacji, co sprawia, że materiał ten „nie daje obrazu, lecz&#13;
strzępy tylko i to wartości niepewnej, skoro autor, zawierzywszy korespondentom i kolaboratorom gazet, całymi garściami bez wyboru z nich czerpie”4. W efekcie nie wiadomo, jaki jest w rzeczywistości lud zamieszkujący&#13;
Tamże, s. 281.&#13;
Tamże, s. 282.&#13;
3&#13;
Tamże, s. 435.&#13;
4&#13;
Tamże, s. 282.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
471&#13;
&#13;
�Mazowsze polne i leśne i czym się różni. Natomiast za materiał, któremu&#13;
„wartości odmówić nie można”, uznaje recenzent pieśni i tańce, zarówno&#13;
pomieszczone w ramach zwyczajów i obrzędów, jak i autonomiczne w części II, „dość dobrze usystematyzowane”. Podkreśla wielką wartość źródłową&#13;
i bogactwo zapisów muzycznych Kolberga, stanowiących „materiał nader&#13;
szacowny”, bo pochodzący w własnych jego badań i rejestracji. W pewnym&#13;
sensie Smoleński sam skorygował swój dość bezwzględny sąd na temat&#13;
monografii mazowieckiej, a pośrednio i metody Kolberga, pisząc:&#13;
P. Kolberg nie jest pisarzem, lecz wybornym zbieraczem. Uchybił w tomie&#13;
pierwszym pod względem ogarnięcia przedmiotu, konstrukcji i krytyki, dobrze&#13;
wywiązał w drugim, surowy podając materiał. Nieudolność pisarska nie może&#13;
uwłaczać sławie, na którą jako zbieracz wytrwały i umiejętny niezaprzeczenie&#13;
zasłużył1.&#13;
&#13;
Dodajmy, że owa „nieudolność pisarska” to nie tyle sprawa pióra Kolberga, ile eklektycznego doboru źródeł, a w efekcie nie zawsze fortunnego i spójnego w percepcji opisu, w którym przytaczane są różnego typu&#13;
przekazy, rozmaitej wagi relacje i wiadomości, a więc i „języki” cytowanych autorów. Inaczej niż chciałby to widzieć recenzent, który oczekiwałby własnego, obiektywnego i krytycznego opisu odautorskiego zagadnień&#13;
etnograficznych. Była już o tym mowa, że o ile wartość źródłowa i wybór&#13;
materiału w zakresie tych ostatnich mogły już wówczas bywać dyskusyjne,&#13;
o tyle w dziedzinie folkloru także współczesna nauka przyznała Kolbergowi&#13;
rację, doceniając wagę świadectw pozornie błahych, peryferyjnych i efemerycznych, ale niekiedy istotnych dla poznania zasobu i charakteru folkloru,&#13;
mechanizmu jego życia i funkcjonowania. Dopiero z dystansu wyraźniej&#13;
widoczna jest wyjątkowa perspektywa badawcza Kolberga, zwróconego&#13;
ku przyszłym pracom, interpretacjom i syntezom naukowym, dla których&#13;
dopiero gromadził on materiał. Autor Ludu wielokrotnie i przy różnych&#13;
okazjach, jak choćby w przywoływanej wyżej polemice z Biegeleisenem,&#13;
takie swoje stanowisko określał, będąc jednocześnie świadomym ograniczeń własnego warsztatu.&#13;
Jesienią 1888 roku w korespondencji Kolberga pojawia się nowy adres:&#13;
Pędzichów 3, co oznaczało kolejną przeprowadzkę, o której jednak brak&#13;
1&#13;
&#13;
Tamże, s. 436 i 282.&#13;
&#13;
472&#13;
&#13;
�bliższych informacji1. Mieszkanie to, a raczej skromny pokój na Kleparzu, wspomina przyszły filolog, Franciszek Krček (1869–1916), wówczas&#13;
student Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Lwowskiego i bibliotekarz&#13;
Czytelni Akademickiej, który odwiedził tam Kolberga w 1889 roku. Młody&#13;
gość autora Ludu pisał: „Ubóstwo wyziera tu z każdego kąta. Szuflady&#13;
u biurka nie domykają się”, kanapa obita zieloną skórą „służy swemu&#13;
właścicielowi zarazem za łóżko […], obok zaś stoi szafa nieróżniąca się&#13;
od zwykłej spiżarki ani materiałem, ani wykończeniem. Zamku jej brak&#13;
nawet, choć kryje w sobie tyle skarbów wiedzy, nauki”. […] W tej szafie&#13;
„cztery czy pięć półek przedzielonych pionową ścianką na dwa razy tyle&#13;
przegródek, w których liczne, a ledwo zamykające się teki […]”2. W pamięci autora pozostała rozmowa ze zmęczonym, bardzo już wycieńczonym,&#13;
ale życzliwym Kolbergiem o jego dziele, o pracy i trosce o dalsze losy&#13;
wydawnictwa wobec świadomości skąpego czasu, jaki mu pozostał na&#13;
jego kontynuację. A także wyrażona bezpośrednio świadomość niedomogów edycji i po raz kolejny powtarzane przekonanie, że stanowi ona tylko&#13;
materiał dla przyszłych badaczy.&#13;
Podobnie jak w dwu latach poprzednich Kolberg nie wyjeżdżał latem&#13;
1888 roku z Krakowa. Jego położenie materialne ucierpiało jeszcze dodatkowo z powodu choroby; wiek i wyczerpanie przekreślało jakiekolwiek&#13;
plany podróży. Już w marcu pisał do Karoliny:&#13;
Co do mego położenia materialnego to ono się – zwłaszcza skutkiem choroby – polepszyć wcale nie mogło. Więc przy szczupłym zarobku ani marzyć mogę o podróżach gdziekolwiek (tym więcej, że już i wiek mój na to nie pozwala), ani o jakichś&#13;
wydatkach, które przechodzą miarę najskromniejszych nawet wymagań3.&#13;
&#13;
Nie ustaje jednak w pracy nad dalszymi tomami, ale choć ogranicza&#13;
coraz bardziej inne zajęcia, żywo interesuje się bieżącą literaturą, zwłaszcza w zakresie etnografii. Z radością przyjmuje informację o założeniu&#13;
Taki adres widnieje na kartce pocztowej wysłanej do Kolberga przez Józefa Sikorskiego&#13;
2 X 1888 r., zob. Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 541.&#13;
2&#13;
F. Krček U Kolberga (Notatka z zeszłorocznych wspomnień), „Gazeta Narodowa” 1890,&#13;
nr 133 (z 12 VI). W roku 1889 i 1890 na prośbę Krčeka Kolberg przekazał bibliotece Czytelni&#13;
Akademickiej tomy Ludu i Obrazów etnograficznych za pół ceny. Zob. Korespondencja…&#13;
cz. III (DWOK T. 66), listy 1438, 1497, 1526, 1527, 1532 i 1536.&#13;
3&#13;
Brulion listu do Karoliny Wąsowskiej z 18 III 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 502.&#13;
1&#13;
&#13;
473&#13;
&#13;
�i programie nowego czasopisma, wychodzącej od 1887 roku w Warszawie&#13;
„Wisły”, „miesięcznika geograficzno–etnograficznego” pod redakcją najpierw Artura Gruszeckiego (do 1888 roku), potem, do 1899 roku, niestrudzonego Jana Karłowicza. Cieszy się, że etnografia znalazła nowe łamy&#13;
w specjalistycznym, wzorowo kierowanym periodyku i od początku skupiać&#13;
będzie prace wybitnych badaczy współpracujących z pismem, publikując&#13;
rozprawy etnograficzne, antropologiczne i folklorystyczne, sprawozdania,&#13;
recenzje, przekłady, bibliografię polską i obcą, ale także w dziale korespondencji materiały etnografów amatorów. Warto zauważyć, że pierwszy&#13;
rocznik „Wisły” otwiera kwestionariusz opracowany przez Romana Zawilińskiego O sposobie gromadzenia materiałów etnograficznych, w swoich&#13;
tezach głównych pokrywający się w dużej mierze z założeniami i praktykami badawczymi autora Ludu i stanowiący ich kontynuację1. W liście&#13;
skierowanym do Karłowicza we wrześniu 1888 roku Kolberg wysoko ocenia przysłane mu zeszyty drugiego rocznika, znajdując w nich „artykuły&#13;
pierwszorzędnej dla nauki wagi”. Pochwala „postanowienie umieszczania&#13;
na szpaltach „Wisły” wycinków z gazet, czasopism, broszur itp. w jakimkolwiek z etnografią pozostających związku – a to w celu skupienia w jedno&#13;
ognisko materiałów rozproszonych po tylu różnorodnych pismach, gdzie&#13;
nierzadko one dla nauki marnieją”. Odwołuje się przy tym do takiej samej&#13;
własnej i wypróbowanej praktyki. Nawiązując do treści niektórych artykułów i podając kilka swoich uwag i propozycji, zastrzega jednocześnie „[…]&#13;
żałować mi tylko przychodzi, że sam czynnej do rozwoju pisma przyłożyć&#13;
nie mogę ręki. Prace bowiem nad własnym zbiorów uporządkowaniem&#13;
i wydawnictwem, a zbiorów tych jest jeszcze pod dostatkiem, tak dalece&#13;
mój czas pochłaniają, że go dla innych pism już nie starczy”. Wreszcie&#13;
wypowiada się na temat terminu „folklore”, który uważa za obcy duchowi&#13;
języka polskiego i dodaje, że „głosowałby chętnie za wyrazem «demotyka»,&#13;
proponowanym przez portugalskiego autora Braga”2.&#13;
„Wisła” R. I: 1887, s. 3–8, 43–48, 83–86, 123–127. Zawiliński postuluje przede wszystkim (s.&#13;
3–4) zbieranie materiału na obszarze jak najmniejszym, z uwzględnieniem wszystkich warstw&#13;
społecznych, wierny opis i zapis tekstów folkloru (spisywać, „nic nie dodając ani ujmując”, nie&#13;
eliminować faktów i utworów znanych skądinąd), położenie większego nacisku w badaniach&#13;
na zagadnienia kultury materialnej. Por. też H. Kapełuś „Wisła” (1887–1905), w: Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918…, s. 266–267.&#13;
2&#13;
List do J. Karłowicza z 2 IX 1888 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 529–531.&#13;
Zob. też list Karłowicza z 8 IX i brulion odpowiedzi Kolberga z 23 IX 1888 r., tamże, s. 535–537&#13;
i 539–541.Teófilo Braga (1843–1924), portugalski poeta i krytyk literacki, profesor literatury na&#13;
1&#13;
&#13;
474&#13;
&#13;
�Inny przykład aktywności pozawydawniczej może stanowić list do&#13;
Maksymiliana Gumplowicza, słowianoznawcy, syna Ludwika, na temat&#13;
życia i dorobku Emila Korytki, którym – jak wiadomo – Kolberg interesował się od dawna, zbierając o nim wiadomości w czasie pobytu w 1857&#13;
roku w Lublanie i później. Odpowiada na skierowane do niego zapytanie&#13;
Gumplowicza o spuściznę po tym polskim zesłańcu i zbieraczu pieśni&#13;
słoweńskich, dzieląc się wiadomościami pozyskanymi w trakcie swoich&#13;
poszukiwań, i informuje o scedowaniu przez siebie Bibliotece Jagiellońskiej zbiorku pieśni Korytki oraz przepisanych własnoręcznie przysłów&#13;
ze słoweńskiego druku zachowanego w pamiątkach po zmarłym, na który natrafił w 1880 roku w Piadykach pod Kołomyją u rodziny Korytki1. Mimo że wyraźnie ogranicza korespondencję, podtrzymuje listowny&#13;
kontakt z Kraussem i Kubą, z aprobatą śledząc ich kolejne, często mu&#13;
przekazywane prace, i w zamian posyła tomy swojego dzieła, odbierając&#13;
za nie wyrazy uznania i podziwu. Konkretnym ich przejawem jest przysłana w październiku 1888 roku przez Kubę odbitka z jego artykułem&#13;
biograficznym o Kolbergu zamieszczonym w czeskim piśmie „Osvěta” 2. Na&#13;
przełomie 1888 i 1889 roku prowadzi też korespondencję ze spotkanym&#13;
w Krakowie w 1887 roku Gersonem w sprawie ilustracji do będącej na&#13;
ukończeniu części V Mazowsza oraz Kaliskiego, a także do planowanej&#13;
części VI Mazowsza, która miała być poświęcona Mazowszu pruskiemu,&#13;
a której Kolberg nie zdążył już wydać3. Sporo czasu pod koniec 1888 roku&#13;
pochłania też sprawa rozliczeń z Kasą Mianowskiego i regulaminowych&#13;
zabiegów o dalszą dotację, którą na rok 1889 otrzymuje.&#13;
&#13;
uniwersytecie w Lizbonie, zamianę terminu „folklore” na „demotyka” zaproponował w pracy O Povo Portugues nos seus Costumes, Crenças e Tradiçoes (Lizbona 1886). Informacja ta&#13;
odnotowana została w „Wiśle” R. II: 1888, na s. 400, w artykule W. Lutosławskiego Folklore&#13;
w Hiszpanii i Portugalii, zamieszczonym w dziale Przegląd czasopism.&#13;
1&#13;
Zob. list M. Gumplowicza i brulion listu Kolberga do M. Gumplowicza z 5 i z 20 IX 1888 r.,&#13;
Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66), s. 532–534 i 538–539.&#13;
2&#13;
Artykuł L. Kuby pt. Oskar Kolberg – národopisec polský opublikowała „Osvěta” w 1888 r.,&#13;
z. 8, s. 733–740. Kolberg dziękuje Kubie za przesłany mu zeszyt czasopisma z artykułem i dodaje kilka sprostowań w brulionie listu z 14 X 1888 r., Korespondencja… cz. III, (DWOK T. 66),&#13;
s. 541–542.&#13;
3&#13;
Zob. listy do i od W. Gersona, tamże, nr 1416, 1421, 1428, 1432, 1441.&#13;
&#13;
475&#13;
&#13;
�XXV&#13;
[Udział w pracach Komisji Antropologicznej: ocena i opracowanie melodii&#13;
litewskich Juszkiewicza (marzec 1889). – Jubileusz 50-lecia pracy Kolberga&#13;
obchodzony w Krakowie (maj 1889). – Udział Kolberga w jubileuszu J. Kossaka (czerwiec 1889). – Załamanie zdrowotne i przeprowadzka do domu&#13;
Kopernickiego (lipiec 1889). – Łęczyckie i cz. IV Pokucia (1889). – Recenzja&#13;
I. Franki cz. III Pokucia (1889) i Krótka replika Kolberga (1890) oraz dwa&#13;
artykuły z materiałami z Polesia w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” (1889). – Propozycja W. Dzieduszyckiego wydania Przemyskiego&#13;
(1889). – Choroba, ostatnie chwile: pożegnanie przyjaciół, cz. I Chełmskiego&#13;
– ostatni tom w rękach Kolberga, testament i śmierć (3 czerwca 1890) w relacji Kopernickiego. – Pogrzeb (5 czerwca 1890).]&#13;
&#13;
W styczniu 1889 roku, dziękując Jadwidze Wernerowej za tradycyjnie&#13;
wysyłane mu na Boże Narodzenie życzenia, Kolberg pisze do niej w duchu&#13;
utrwalonej od jakiegoś czasu rezygnacji, ale i z dystansem, które cechują&#13;
trudne dla niego ostatnie lata:&#13;
[…] siedzę już od kilku lat jak zaklęty na krakowskim bruku i na wieś nawet w lecie wcale się nie wymykam. Przyczyną tego jest nie tylko wiek mój podeszły, do&#13;
wycieczek już nie tak skory jak dawniej, ale i brak czasu, bo wydawnictw opóźnić nie mogę, a z powodu osłabionego wzroku i dla oszczędzania jego nie mogę&#13;
pracy mojej dokonywać i załatwiać tak szybko, jak ona tego wymaga i jak bym&#13;
sam tego pragnął, a nadto stosunek mój do pp. Jasińskich (zrujnowanych obywateli, jak wiesz) jest tego rodzaju, że oddalenie moje kilkomiesięczne uszczupliłoby i im nieco dochodu z mej miesięcznej płacy pochodzącego – wreszcie&#13;
i moja własna bieda, na chleb codzienny pracować mi nakazująca1.&#13;
&#13;
Prawdopodobnie to owa „bieda”, ciężar starości i trud codzienności wypełnionej nadmierną pracą skłoniły Kolberga do determinacji i ryzykownego kroku, jakim była próba powrotu pod dach Konopków w pierwszych&#13;
miesiącach 1889 roku. Nie zostało mu jednak oszczędzone kolejne gorzkie&#13;
rozczarowanie. W odpowiedzi na niezachowany list lub ustną, pośrednio&#13;
złożoną propozycję przyjęcia go na stały pobyt w Mogilanach, otrzymuje od&#13;
Stefanii Konopkowej, wdowy po Józefie, uprzejmą odmowę zamieszkania&#13;
u niej, umotywowaną brakiem warunków niezbędnych dla zapewnienia mu&#13;
1&#13;
&#13;
Brulion listu do J. Wernerowej z 29 I 1889 r., tamże, s. 569.&#13;
&#13;
476&#13;
&#13;
�spokoju i wygody. Kłopoty w licznej rodzinie, letnie zjazdy jej członków,&#13;
konieczność sprowadzenia na stałe owdowiałej córki z wnuczką, „trudy codziennego mozolnego gospodarowania”, to realne powody, wyjaśniające odmowę. Jak się wydaje, Kolberg je zrozumiał, jednak pod listem zanotował:&#13;
Wszystko to piękne – brak tylko tych kilku wyrazów: „Z tych powodów i wielu&#13;
jeszcze innych, nie mogąc Pana przyjąć do siebie na stałe, miło by mi jednak&#13;
było ze względu na dawną naszą przyjaźń widzieć Pana od czasu do czasu&#13;
w mym domu, czy to w święto, czy w niedzielę jaką, o ile byś przybyć zechciał,&#13;
i chętnie bym wówczas przysłała syna po Sz. Pana”1.&#13;
&#13;
W marcu 1889 roku Kolberg rozpoczął druk ostatniej, piątej części Mazowsza; ukończenie tego tomu przewidywał w styczniu 1890 roku2.&#13;
W tym czasie wypłynęła też w kręgach Akademii sprawa publikacji&#13;
melodii litewskich zebranych przez Antoniego Juszkiewicza. Po śmierci&#13;
w 1886 roku Jana Juszkiewicza, który wydał wcześniej teksty pieśni litewskich zgromadzone przez brata, Antoniego, rękopis melodii odnoszących się&#13;
do tych tekstów za pośrednictwem Jana Baudouina de Courtenay znalazł&#13;
się w gestii Jana Karłowicza, który zainteresował nim Izydora Kopernickiego, przysyłając mu „okaz”, tj. prawdopodobnie fragment rękopisu. Kopernicki z kolei, odpowiadając Karłowiczowi, uznał wysoką wartość zapisów&#13;
Juszkiewicza i celowość ich odrębnej publikacji przez Akademię, a także&#13;
wskazał Kolberga – za jego zgodą – jako potencjalnego autora muzycznego opracowania tych melodii do druku i przytoczył pozytywną opinię&#13;
autora Ludu: „Kolberg, obaczywszy okaz przez Pana przysłany, oświadczył,&#13;
że melodia jest umiejętnie i doskonale spisaną”3. Na posiedzeniu Komisji&#13;
Antropologicznej w marcu 1889 roku Kopernicki przedstawił w imieniu&#13;
Karłowicza i za zgodą rekomendującego rękopis Jana Baudouina de Courtenay zbiór 1740 melodii pieśni litewskich spisanych przez Juszkiewicza&#13;
jako kwalifikujący się do wydania „ze względu na nadzwyczajną doniosłość&#13;
naukową tego jedynego zbioru dla etnologii powszechnej”. Jednocześnie na&#13;
1&#13;
List Stefanii Konopkowej z 1 III 1889 r. oraz notatka Kolberga pod tym listem, tamże,&#13;
572–573.&#13;
2&#13;
Zob. informacje na ten temat w brulionach listów do K. Dobrskiego z 28 V i 26 XI 1889 r.,&#13;
tamże, s. 582 i 644.&#13;
3&#13;
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 76–77 i 78, listy z 1 i 5 II 1889 r. (cytowane&#13;
zdanie na s. 78). Z pomocy J. Juszkiewicza Kolberg korzystał w 1878 r., opracowując swój artykuł poświęcony pieśniom litewskim, zob. wyżej, s. 390–391.&#13;
&#13;
477&#13;
&#13;
�wniosek Kopernickiego przewodniczącemu Komisji, Majerowi, oraz Kolbergowi powierzono rozpatrzenie się w tym materiale i przygotowanie planu&#13;
jego edycji1. Kolberg zdołał jednak opracować jedynie 119 melodii, pracę&#13;
kontynuował Kopernicki, a całość opublikowana została dopiero w 1900&#13;
roku jako wydawnictwo Akademii2.&#13;
Także w marcu otrzymał wiadomość od Ksawerego Konopki – tym razem radosną i satysfakcjonującą – o inicjatywie obchodu jubileuszu 50-lecia jego działalności badawczej, który w dowód uznania dla zasług autora&#13;
Ludu i wdzięczności za jego pracę i dorobek postanowili zorganizować&#13;
w Krakowie przyjaciele3. Zasłużyli się tu szczególnie obaj Konopkowie:&#13;
Ksawery, prezes Komitetu organizacyjnego, oraz Tadeusz, podobno autor&#13;
pomysłu, a także Izydor Kopernicki, Józef Majer, Władysław Żeleński, Zygmunt Cieszkowski, tj. pozostali członkowie Komitetu jubileuszowego. Jako&#13;
formę obchodu 50-lecia pracy badawczej Kolberga (od pierwszych poszukiwań pieśni ludowych w okolicach Wilanowa) wybrano „wieczór deklamacyjno-muzyczny”, z którego dochód miał być przeznaczony na wsparcie&#13;
Posiedzenie Komisji Antropologicznej dnia 29 III 1889 r., „Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XIX, 1889, s. XLVI–XLVII, punkt 10 (na posiedzeniu tym Kolberg&#13;
był obecny). Zob. też I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 80, list z 3 IV 1889 r., z informacją na temat rezultatu tego posiedzenia. Tam również (s. 80–81) opinia i kolejna rekomendacja autora listu dotycząca Kolberga: „Tymczasem przysposobieniem tych materiałów do&#13;
wydania zajmie się najchętniej nasz Kolberg stary. Stary on jest, to prawda, ale wyobrazić Pan&#13;
sobie nie może jego niezmordowanej pracowitości i ruchawości w przedmiocie tak przez siebie&#13;
umiłowanym. Co się tyczy jego znajomości rzeczy, to nie wiem, czy jest na świecie człowiek&#13;
znający się z własnego doświadczenia na muzyce ludowej w takim stopniu jak on, który całe&#13;
życie temu poświęcał się i zęby zjadł na tym. Doświadczenie jego i pamięć olbrzymia całego&#13;
materiału muzycznego jest rzadką. Tak sądzą o nim nie tylko nasi muzykalni koryfeusze, jak&#13;
np. Żeleński, który go wysoce ceni z tego względu i ciągle go się radzi w swoich pracach kompozytorskich, ale proszę przeczytać sąd sławnego muzyka–etnologa Kuby, Czecha, w artykule&#13;
jego o Kolbergu w zesz. 8 „Osvěty” za r. 1888. – Na tej podstawie mogę zapewnić Szanownego&#13;
Pana, że Kolberg znający jak mało kto muzykę ludową, nie tylko polską, ale i innych narodów,&#13;
a także litewską (bo przecież on pierwszy wydał największą dotąd liczbę melodii litewskich)&#13;
jest osobą najzupełniej ukwalifikowaną do podjęcia się tego zadania”.&#13;
2&#13;
Melodie ludowe litewskie zebrane przez św. pamięci Antoniego Juszkiewicza. Opracowane przez śp. Oskara Kolberga i śp. Izydora Kopernickiego, a ostatecznie opracowane, zredagowane i wydane przez Zygmunta Noskowskiego i Jana Baudouina de Courtenay, Kraków&#13;
1900. Przedruk 119 melodii opracowanych przez Kolberga w: O. Kolberg Litwa (DWOK T. 53).&#13;
3&#13;
List K. Konopki z 20 III 1889 r., Korespondencja... cz. III (DWOK T. 66), s. 575–576. Pierwsze informacje o planowanych obchodach podały dzienniki galicyjskie: „Czas” 1889, nr 84 (z 11&#13;
IV), w Kronice miejscowej i zagranicznej oraz „Gazeta Lwowska” 1889, nr 84 (z 12 IV), w dziale Kronika.&#13;
1&#13;
&#13;
478&#13;
&#13;
�dalszego wydawnictwa. Przewidziano ceny biletów w wysokości 1 oraz 2&#13;
zł. reń. i 50 centów za wstęp. Przedsprzedażą biletów zajęły się księgarnie&#13;
Krzyżanowskiego, Gebethnera i Friedleina. Jubileuszowy koncert, który&#13;
odbył się w dniu 31 maja w sali Towarzystwa Strzeleckiego (Bractwa Kurkowego), zgromadził tłumnie publiczność. Sprawozdawca „Czasu” pisał:&#13;
Widzieliśmy tam zgromadzenie prawdziwie doborowe: przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, korporacyj naukowych, od prezesa Akademii, rektora&#13;
Uniwersytetu, aż do uczniów szkół niższych, piękne grono pań, zastęp artystów,&#13;
prezes Koła Literacko-Artystycznego i dziennikarstwo nasze w komplecie; nie&#13;
skończylibyśmy, chcąc wyliczać ten długi szereg osób, które należałoby wymienić1.&#13;
&#13;
Zgromadziły się delegacje i przedstawiciele instytucji i towarzystw naukowych, artyści, profesorowie, dziennikarze z Krakowa, Lwowa, Warszawy i Poznania. Obecni byli m.in. Józef Majer, Stanisław Tarnowski, Jan&#13;
Matejko, Juliusz Kossak, Michał Bałucki, Mieczysław Pawlikowski. W uroczystości uczestniczyła Karolina ze starszą córką Antoniną, a także Justyna&#13;
Konopczanka z rodziną, serdecznie witani przez Kolberga. Koncert poprzedziła uroczystość wręczenia wieńców pamiątkowych i medali honorowych&#13;
od szeregu towarzystw naukowych oraz od delegacji chłopskiej z Modlnicy, a także odczytanie licznych pism, telegramów gratulacyjnych i adresów&#13;
okolicznościowych nadesłanych z całego kraju i z zagranicy. Ich nadawcami były redakcje pism warszawskich, lwowskich i poznańskich, towarzystwa naukowe, organizacje studenckie, towarzystwa i zespoły muzyczne&#13;
Poznania, Warszawy, Lwowa, organizacje Polaków na obczyźnie, wiele osób&#13;
prywatnych z całego kraju i zagranicy. Kolberga wprowadzono uroczyście&#13;
na scenę, gdzie otoczyło go grono członków Komitetu, rodzina i delegacja&#13;
chłopska. Pierwszy przemówił przewodniczący Komitetu, Ksawery Konopka, podkreślając, że Kolberg „obrał za przedmiot pracy to, co stanowi podwalinę narodu, zdrowy i pełen sił żywotnych lud polski”. – „Szczęśliwyś,&#13;
1&#13;
Jubileusz Kolberga, „Czas” 1889, nr 126 (z 2 VI). Dokładne sprawozdanie pt. Uczczenie zasług Oskara Kolberga, podpisane inicjałami A.K., zamieściła też m.in. „Nowa Reforma” 1889, nr&#13;
126 (z 2 VI). Ponadto z okazji jubileuszu ukazały się w 1889 roku artykuły biograficzne poświęcone&#13;
Kolbergowi, m.in. pióra J. Karłowicza w „Wiśle” T. III: 1889, s. 468–473, W. Korotyńskiego w „Tygodniku Ilustrowanym”, nr 332 (z 11 V) oraz I. Kopernickiego w „Nowej Reformie”, nr 107 (z 10&#13;
V) – 109 (z 12 V). Ten ostatni tekst, obszerny i bogaty faktograficznie, nie skrywa przyjaźni, która&#13;
łączyła autora z Kolbergiem. Cytowane dalej fragmenty pochodzą z relacji w nr. 126 „Czasu”.&#13;
&#13;
479&#13;
&#13;
�Jubilacie – mówił – bo dzieło Twoje nie zna podziału Ojczyzny, ale obejmuje cały lud obszar jej ziemi zamieszkujący”1. Z życzeniem ukończenia&#13;
rozpoczętej pracy „ku chlubie narodu” wręczył srebrny wieniec w imieniu&#13;
Komitetu, rodziny Konopków i wszystkich uczestników uroczystości. Żeleński, przekazując wieniec w imieniu Towarzystwa Muzycznego, zwrócił&#13;
uwagę „na muzyczną stronę wydawnictw Kolberga, z której i sam mówca,&#13;
i inni muzycy niejednokrotnie czerpali natchnienie do swoich kompozycji”.&#13;
Przyjęta z owacją delegacja chłopska z Modlnicy w osobach: Mikołaja Kozienia, Tomasza Janeckiego i Tadeusza Wyzgi wystąpiła z wieńcem „uwitym z polnych naszych kwiatów i zbóż”, a pierwszy z wymienionych wyraził&#13;
„wdzięczność ludu polskiego temu, który życie swe poświecił jego zbadaniu&#13;
i opisaniu”. Wzruszony Kolberg dziękował każdemu z mówców, wyrażając&#13;
nadzieję na kontynuację dzieła. Po wręczeniu jubilatowi wieńców i dyplomów odczytano liczne telegramy gratulacyjne i adresy okolicznościowe od&#13;
instytucji i osób prywatnych, towarzystw naukowych i artystycznych, profesorów, artystów, pisarzy z Krakowa, Lwowa i Warszawy, „prawie wszystkich redakcji polskich dzienników”, stowarzyszeń akademickich, osób publicznych i prywatnych, działaczy społecznych, przyjaciół, rodziny itd.2.&#13;
Następnie Kolberg zasiadł w gronie rodzinnym i rozpoczął się koncert. Na&#13;
program złożyły się następujące utwory: Polonez Żeleńskiego na orkiestrę&#13;
pod kierunkiem kompozytora, Romans Rózi z Króla pasterzy Kolberga,&#13;
pieśni: Niedziela Moniuszki oraz Posyłka Żeleńskiego odśpiewane przez&#13;
Rytę Andrzejkowiczównę, Baśń tęczowa Asnyka i Jagódka Lenartowicza&#13;
w recytacji Wandy Siemaszkowej, Fantazja na temata polskie Chopina&#13;
w wykonaniu Franciszka Bylickiego, z towarzyszeniem orkiestry 13 pułku&#13;
pod kierunkiem kapitana Hocka, kilka utworów wykonanych przez włościański chór mieszany z Bieżanowa, kierowany przez założyciela, ks. proboszcza Józefa Kufla i organistę Jakuba Jamka, Rondo à la Mazur Chopina&#13;
odegrane na fortepianie także przez Bylickiego. Zrezygnowano z ostatniego&#13;
Ten fragment mowy Konopki, przytoczony tu za artykułem Jubileusz Kolberga w „Czasie” 1889, nr 126, w sprawozdaniu A.K. Uczczenie zasług Oskara Kolberga w „Nowej Reformie” 1889, nr 126 podano w wersji: „Szczęśliwy jesteś, bo Twoje dzieło nie zna zbrodni&#13;
dokonanej na naszej kochanej matce Ojczyźnie, nie zna rozbioru Polski! Tyś ją opisał, jej ludy&#13;
dał poznać, jak to mówią, od morza do morza, Koronę i Litwę!”.&#13;
2&#13;
Telegramy te i adresy w większości zachowały się w spuściźnie Kolberga i publikowane&#13;
są w cz. III Korespondencji (DWOK T. 66). Ponadto ich spis podaje „Czas” w nr. 126, a pełne&#13;
teksty publikuje „Nowa Reforma” także w nr. 126; tam również cytowane są przemowy wygłoszone na uroczystości.&#13;
1&#13;
&#13;
480&#13;
&#13;
�punktu programu, czyli utworu Dobrzyńskiego Finale z symfonii, z powodu&#13;
spóźnionej pory i „niesłychanego upału” w sali1. Zakończenie uroczystości&#13;
stanowił pokaz ogni bengalskich.&#13;
Relacje z koncertu opublikowały liczne pisma wszystkich trzech zaborów. Opinia wszystkich co do podniosłości celu i wspaniałego rezultatu&#13;
była zgodna. Uroczystość okazała się wielkim i spontanicznym hołdem dla&#13;
osoby i dzieła Kolberga, dla jego pracy, trudu, wyrzeczeń i osobistej skromności. Dostarczyła mu też wielu wzruszeń i satysfakcji, choć ten publiczny&#13;
aplauz onieśmielał nienawykłego do takich wyróżnień, zawsze skromnego&#13;
jubilata. Jeszcze przez kilka tygodni Kolberg odbierał gratulacje, listy i dyplomy honorowego członkostwa z kraju i z zagranicy. Następnego dnia po&#13;
koncercie informował Kraussa: „Otóż koncert wczorajszy wypadł dla mnie&#13;
(jak na Kraków) wcale pomyślnie i świetnie”.&#13;
A pod koniec czerwca pisał do Kuby:&#13;
Dary, wieńce, adresy i telegramy, jakie przy tej sposobności otrzymałem, wzruszyły mnie do głębi, bo były wymownym dowodem uznanych mych dobrych&#13;
chęci i zajęć; najwspanialszym z tych darów był wieniec srebrny, od literatów&#13;
warszawskich mi nadesłany, najrzewniejszym – w[ieniec] z kwiatów polnych&#13;
od wieśniaków2.&#13;
&#13;
Zaledwie trzy dni po koncercie wziął Kolberg udział w jubileuszowej&#13;
uroczystości z okazji 65-lecia urodzin Juliusza Kossaka, która odbyła się&#13;
3 czerwca w salach Towarzystwa Sztuk Pięknych w Sukiennicach. Obecność „jubilata Oskara Kolberga” w gronie szacownych osób: prezydenta&#13;
Szlachtowskiego, biskupa Krasińskiego i kanonika Pelczara, które obok rodziny zasiadły „najbliżej estrady”, odnotował „Czas”3. Jego obecność na&#13;
W 2015 roku w Krakowie odbył się koncert „pamięci Kolberga”, stanowiący replikę jubileuszowego koncertu z 1889 roku, zorganizowany w tym samym dniu, tj. 31 maja, w tym&#13;
samym miejscu (dawna Sala Strzelecka) i z tym samym programem (utwory Kolberga, Chopina, Moniuszki, Żeleńskiego, pieśni ludowe, wiersz Asnyka) przez Instytut Muzyki i Tańca oraz&#13;
Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Zob. K. Markiewicz Koncert pamięci Oskara Kolberga&#13;
– replika koncertu z 1889 roku, https//www.muzeum-radom.pl/muzeum-o-kolberga/koncert-pamięci-oskara-kolberga-replika-koncertu z 1889 roku (dostęp: 26.08.2020).&#13;
2&#13;
Bruliony listów do F.S. Kraussa z 1 VI i do L. Kuby z 25 VI 1889 r., Korespondencja… cz. III&#13;
(DWOK T. 66), s. 609 i 621.&#13;
3&#13;
Informację tę podał „Czas” 1889, nr 127 (z 4 VI), w sprawozdaniu pt. Jubileusz Juliusza&#13;
Kossaka. Zob. też ciąg dalszy sprawozdania, tamże, nr 128 (z 5 VI) oraz odrębny tekst biograficzny poświęcony artyście w nr. 127.&#13;
1&#13;
&#13;
481&#13;
&#13;
�głównej uroczystości w Sukiennicach podczas skierowanych do jubilata&#13;
mów oraz wręczania upominków, adresów i wieńców z całej Polski była&#13;
z pewnością wyrazem zażyłości i przyjacielskich relacji, jakie od dawna&#13;
łączyły go z Kossakiem. Ugruntowało je wspólne zamiłowanie do pamiątek&#13;
przeszłości, historii narodu i jej świadectw, do ikonografii dokumentującej kulturę polską, a także wspomniana wyżej współpraca nad tą ostatnią&#13;
dziedziną w ramach programu badań i prac w Komisji Antropologicznej.&#13;
Wzmianki w korespondencji Kolberga na ten temat świadczące o wzajemnych kontaktach i konsultacjach, a także serdeczny ton w zachowanym&#13;
liście Kolberga do Kossaka w odpowiedzi na zaproszenie na założycielskie&#13;
zebranie kierowanego przez malarza Koła Artystyczno-Literackiego w Krakowie1 są wyrazem zażyłości i wzajemnego zrozumienia. Brak jednak informacji, czy Kolberg bywał w otwartym domu artysty, w willi „Wygoda”,&#13;
nazwanej także „Kossakówką”, gdzie od 1869 roku, kiedy to Kossak osiadł&#13;
wraz z rodziną w Krakowie, odbywały się słynne spotkania towarzyskie&#13;
inteligencji, sfer artystycznych i arystokratycznych. Salon w neogotyckim&#13;
dworku Kossaków, prowadzony później przez syna i wnuki Juliusza, Wojciecha i jego dzieci – Jerzego, Marię i Magdalenę, trwał aż do II wojny&#13;
i gromadził najwybitniejszych przedstawicieli świata sztuki i kultury2.&#13;
Majowe uroczystości jubileuszowe, choć radośnie i głęboko przeżyte&#13;
przez Kolberga, były jednak dla niego z pewnością męczące, gdyż coraz&#13;
trudniej znosił tłumne zgromadzenia i niemożność pozostawania w cieniu.&#13;
Jego zdrowie i kondycja nadal były kiepskie. W kilka tygodni po majowych&#13;
uroczystościach zasłabł, coraz trudniej było mu pracować tak intensywnie&#13;
i wysiłek ten godzić z codziennymi niezbędnymi działaniami. Najbliżsi mu&#13;
przyjaciele dostrzegali tę sytuację od pewnego czasu i choć z pewnością jedną z odpowiedzi była inicjatywa uczczenia jubileuszu Kolberga, problemów&#13;
samodzielnego bytowania nie rozwiązywała. Potrzeba stałej opieki stawała&#13;
się coraz pilniejszą koniecznością. Wyjście znalazł niezawodny w staraniach&#13;
o Kolberga Izydor Kopernicki; zaprosił go na stałe do swojego domu, który&#13;
zresztą od początku był zawsze dla niego gościnnie otwarty. Na początku&#13;
1&#13;
Zob. brulion listu do J. Kossaka z 29 VI 1880 r., Korespondencja… cz. II (DWOK T. 65),&#13;
s. 379. Drukowane zaproszenie na zebranie założycieli Koła Artystyczno-Literackiego, któremu&#13;
przewodniczył Kossak, z jego podpisem, przesłane Kolbergowi do Czortowca, gdzie przebywał&#13;
w związku z wystawą w Kołomyi, zachowało się w jego zbiorach (BN PAU i PAN, sygn. 2185/3,&#13;
k. 312–313).&#13;
2&#13;
Por. A. Gabryś Salony krakowskie…, s. 218 i 226.&#13;
&#13;
482&#13;
&#13;
�lipca autor Ludu przeprowadził się do domu przyjaciela przy ulicy Sławkowskiej 29, „trzeciego domu, idąc od plantów ku miastu”1. Ten wspaniałomyślny gest Kopernickiego zapewnił Kolbergowi w ostatnim roku życia&#13;
stałą troskę, opiekę i upragnione poczucie bezpieczeństwa. Gospodarz mógł&#13;
towarzyszyć mu teraz bezpośrednio w codziennej pracy, wciągnięty był&#13;
w jego zobowiązania, terminy, kontakty, wspomagał radą i dostarczanymi&#13;
lekturami, jeszcze intensywniej uczestniczył w jego życiu. Zawsze świadomy wartości i znaczenia prac Kolberga, nadal propagował jego dzieło, pośredniczył i orędował w jego sprawach w Akademii. Kolberg powierzał mu&#13;
też wszystkie swoje sprawy, wtajemniczał w konkretne problemy swojego&#13;
warsztatu, finanse, najbliższe i dalsze plany wydawnicze, życzenia co do losów swojego archiwum. Jako znakomity uczony był dla Kolberga nie tylko&#13;
opiekunem i lekarzem, oddanym przyjacielem i doradcą, ale i partnerem do&#13;
dyskusji i wymiany poglądów, konsultantem i recenzentem. Jego szacunek&#13;
i uznanie dla autora Ludu jako badacza i człowieka, a także niezwykle delikatnie okazywaną pomoc dokumentuje m.in. korespondencja prowadzona&#13;
przez Kopernickiego w latach 1887–1891 z Karłowiczem2. Świadczy o tym&#13;
choćby przytoczona wyżej rekomendacja Kopernickiego dotycząca kompetencji muzykologicznych Kolberga przekazana Karłowiczowi w związku z melodiami pieśni litewskich. Inny przykład stanowić może sugestia&#13;
elegancko wyrażona w liście do młodszego badacza, któremu Kopernicki&#13;
patronował, Seweryna Udzieli, by zwrócił się do Kolberga z prośbą „bardzo gorącą i serdeczną” o przysłanie mu tomów Ludu i Mazowsza dla&#13;
Zob. brulion listu do W. Wiślickiego z 2 VII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK&#13;
T. 66), s. 626.&#13;
2&#13;
Zob. I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza… s. 61–100. Za przykład, w jakim stylu&#13;
Kopernicki podkreślał rolę i miejsce Kolberga w etnografii, niech posłuży fragment wcześniejszego listu do Karłowicza z 4 kwietnia 1888 roku: „Łaskawie mi przysłany zeszyt „Wisły”, przeczytawszy z największym zajęciem, udzieliłem go Kolbergowi, który również oddaje Waszemu&#13;
pismu wielkie pochwały i szczerze się cieszy tym pismem. Z wyrażonego przezeń bardzo szczerego zadowolenia wnoszę, że lubo jest wielce zajęty i nad wiek swój przeciążony wydawnictwem swoich dzieł własnych, to mógłby i chętnie udzieliłby od czasu do czasu Pańskiej „Wiśle”&#13;
jaki kąsek pożądany ze swoich bogatych zasobów. Dlatego radziłbym Szanownemu Panu udać&#13;
się do niego z tą propozycją, ofiarując mu jeden egzemplarz „Wisły”, której współpracownik&#13;
taki doda niewątpliwie nie tylko splendoru, lecz i strawy dobrej” (tamże, s. 70). Jak wspomniano, Kolberg otrzymał od Karłowicza zeszyty „Wisły”, odpowiedział na propozycję współpracy&#13;
z pismem i życząc „najobfitszych plonów i jak najszerszego upowszechnienia”, wyraził przy&#13;
okazji kilka swoich uwag na temat jego profilu i zawartości (Korespondencja… cz. III, DWOK&#13;
T. 66, s. 529–531).&#13;
1&#13;
&#13;
483&#13;
&#13;
�tworzącego się pod jego kierunkiem Kółka Etnograficznego w Gorlicach,&#13;
gdyż on [Kolberg] „niezawodnie mi powie o Waszej odezwie, więc ja Waszą&#13;
prośbę poprę tak, że może bezpłatnie lub przynajmniej za pół ceny dostaniecie”1. Krótko potem Kopernicki informuje Udzielę, że został obrany&#13;
członkiem Komisji Antropologicznej „na przedstawienie moje i nieobecnego&#13;
na posiedzeniu O. Kolberga”. W ten sposób Kopernicki często eksponował&#13;
rolę Kolberga, którego skromność skłaniała raczej do pozostawania w cieniu. W jego listach, zwłaszcza pisanych do Karłowicza, osobie i dziełu Kolberga poświęconych jest szereg wzmianek i opinii. Poświadczają one także&#13;
pracę Kopernickiego nad spuścizną przyjaciela podjętą natychmiast po jego&#13;
śmierci oraz gorliwość i sumienność, z jaką realizował ostatnią wolę autora&#13;
Ludu jako wykonawca jego testamentu.&#13;
Po jubileuszu i przeprowadzce rygor pracy Kolberga, niezmiennie wytężonej i coraz pospieszniejszej, nie tylko nie uległ zmianie, ale jeszcze się&#13;
zaostrzył. Można to śmiało określić jako walkę z czasem człowieka świadomego w pełni, że czasu tego pozostało mu mało i że z każdym dniem jest&#13;
go mniej.&#13;
W roku 1889 ukazało się Łęczyckie oraz czwarty i ostatni tom Pokucia,&#13;
a na warsztacie Kolberga była piąta część Mazowsza, Kaliskie i pierwsza&#13;
część Chełmskiego.&#13;
Jednotomowa monografia Łęczyckiego (tom 22 Ludu) obejmuje niewielki obszar między Mazowszem, Kaliskiem i Kujawami; zgodnie z pierwotnymi planami Kolberga ziemię łęczycką i „gostyńską” [tj.gostynińską]2.&#13;
Zob. M. Rak Listy Izydora Kopernickiego do Seweryna Udzieli z lat 1887–1891, „Ling­&#13;
Varia” R. VIII: 2013, nr 1(15), s. 242 i 242–243 (listy z 24 XI i z 12 XII 1889 r.). Seweryn Udziela&#13;
(1857–1937), nauczyciel, zasłużony etnograf amator i badacz kultury ludowej Małopolski, w latach 1888–1893 był inspektorem szkolnym w powiecie gorlickim i grybowskim, a wyjazdy&#13;
łączył z badaniami i nawiązywaniem kontaktów z współpracownikami z kręgu nauczycieli&#13;
i uczniów. Kółko Etnograficzne skupiające nauczycieli założył 22 V 1889 r. Za radą Kopernickiego Udziela zwrócił się do Kolberga, a ten spełnił jego prośbę (zob. listy z 30 XI 1889 r. i z 20&#13;
I 1890 r., Korespondencja… cz. III, DWOK T. 66, s. 645 i 658). Na członka Komisji Antropologicznej Udziela wybrany został na posiedzeniu 11 XII 1889 r. (zob. „Rozprawy i Sprawozdania&#13;
z Posiedzeń Wydz. Mat.-Przyr.”, T. XX, 1890, s. XLIII). Z materiałów Kolberga wydał Śląsk&#13;
Górny (1906) i Tarnów-Rzeszów (1910), był współzałożycielem powstałego w 1895 r. we Lwowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, twórcą i dyrektorem Muzeum Etnograficznego&#13;
w Krakowie.&#13;
2&#13;
Charakterystyka Łęczyckiego, materiałów źródłowych oraz badań Kolberga w tym regionie itd. przedstawione zostały przez E. Antyborzec we wstępie pt. „Łęczyckie” Oskara Kolberga&#13;
w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. VII–XXXI.&#13;
1&#13;
&#13;
484&#13;
&#13;
�Ta ostatnia, jako należąca do historycznego Mazowsza, uwzględniona jest&#13;
także po części w tomie pierwszym Mazowsza, tzw. Mazowszu polnym,&#13;
co wskazuje, jak skomplikowany był podział na regiony według nieostrych&#13;
i krzyżujących się kryteriów, o czym tu już wspominano. Tom zawiera stosunkowo skromny materiał etnograficzny w postaci szczupłych zapisków&#13;
dotyczących kraju i ludu, a także skąpy zasób wierzeniowy oraz folklorystyczny w zakresie prozy ludowej, tj. bajek i podań, mimo że sam Kolberg&#13;
określa we wstępie Łęczyckie jako „ziemię tak płodną w tradycje”1. Zdecydowanie przeważają pieśni związane ze zwyczajami i obrzędami oraz „powszechne”, czyli autonomiczne. Osobliwością monografii jest dołączenie do&#13;
niej zbioru tańców kujawskich, które były przedmiotem szczególnego zainteresowania i analiz autora. W rozdziale zatytułowanym Kujawy pomieścił&#13;
więc w Łęczyckiem 147 melodii tanecznych, po części z przyśpiewkami,&#13;
traktując je jako kontynuację tańców opublikowanych w 1867 roku w monografii Kujaw, gdzie nie zdołał opublikować wszystkich „z powodów od&#13;
nas niezależnych”. Zabieg ten tłumaczył „łącznością ich z łęczyckimi, już&#13;
z samego obu tych prowincyj położenia, ułatwiającego ich wzajemne na&#13;
siebie wpływy, wynikającą”2, co jednak według muzykologów badających&#13;
ten materiał nie wyjaśnia wszystkiego, gdyż widoczna w rękopisach Kolberga pasja, z jaką pracował nad tańcami kujawskimi, nad ich specyficzną&#13;
trzyczęściową strukturą, oraz szczególne zainteresowanie, jakie okazywał&#13;
kujawiakom, przemawiają raczej za potrzebą ukazania całego zbioru, jakim&#13;
dysponował3.&#13;
Na czwartą część Pokucia, wydaną podobnie jak trzecia dzięki podwojonej dotacji Akademii, składa się zbiór „kazek”, w którym znalazły się baśnie&#13;
magiczne, legendy, anegdoty i opowieści wierzeniowe, bajki zwierzęce oraz&#13;
zagadki i łamigłówki. Wyjątkowo, gdyż na ogół badacz tego nie praktykował, wymienia we wstępie do tego tomu nazwiska „opowiadaczy: włościan,&#13;
włościanek, diaków i inne osoby (z różnych Pokucia pochodzące miejscowości), które nam spisane tu kazki w rodzinnej swej udzielali mowie […]”4.&#13;
O. Kolberg Łęczyckie (DWOK T. 22), s. IV.&#13;
Tamże, s. 211, rozdział „Kujawy”, przyp. 1.&#13;
3&#13;
Zob. D. Pawlakowa Zbiór tańców kujawskich Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Kujawy.&#13;
Suplement do tomów 3 i 4 (DWOK T. 72/I), s. VI–XXIII oraz Ł. Smoluch Zapisy muzyczne&#13;
w „Łęczyckiem”, w: O. Kolberg Łęczyckie. Suplement do tomu 22 (DWOK T. 78), s. XXXVII–&#13;
XLIII.&#13;
4&#13;
Pokucie cz. IV (DWOK T. 32), s. XI.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
485&#13;
&#13;
�Wśród wskazanych narratorów (osiem nazwiskiem, jedna inicjałem nazwiska), reprezentujących Kołomyję, Ispas, Horodnicę, Czortowiec i Jasienów&#13;
Polny, znalazł się nauczyciel, student, diak, a także ludowi wykonawcy1.&#13;
Jak wspomniano, na Pokuciu Kolberg miał bardzo sprzyjające warunki dla&#13;
swoich badań i kontaktów z informatorami dzięki pobytom u zaprzyjaźnionych rodzin, z Przybysławskimi z Czortowca na czele, oraz dzięki wystawie w Kołomyi. Stąd pozyskane materiały etnograficzne i folklorystyczne&#13;
wyróżniają się autentycznością i wiarygodnością. Wśród wymienionych&#13;
w cytowanym wstępie osób szczególnie cennym dla Kolberga współpracownikiem był Bazyli Jurczeńko, nauczyciel z Ispasa, potem student prawa&#13;
w Czerniowcach, którego materiały obejmowały nie tylko teksty bajkowe,&#13;
zamieszczone w części IV monografii, ale i pieśni, a także dotyczyły zwyczajów, obrzędów i wierzeń. Tym ostatnim poświęcona jest część III Pokucia&#13;
wydana rok wcześniej, która zawiera poza opisem „świata nadzmysłowego”&#13;
także rozdział „Tańce” oraz „Przysłowia”. Charakter materiałów do tej czterotomowej monografii, przeważnie pozyskanych z autopsji, z bezpośrednich&#13;
relacji i w dużej mierze dzięki wystawie oraz dodatkowo weryfikowanych&#13;
w trakcie szczegółowych konsultacji2, sytuuje Pokucie wysoko wśród Kolbergowskich monografii pod względem wartości źródłowej.&#13;
Trzecią część Pokucia zrecenzował w 1889 roku Iwan Franko (1856–&#13;
1916), ukraiński pisarz, poeta i slawista3. Z uznaniem wyraził się o zawartej w tomie rozprawie o tańcach ludowych na Pokuciu, zakwestionował&#13;
jednak sposób opracowania samych przyśpiewek, zarzucając ich zbiorowi&#13;
chaotyczność, brak metody w podziale materiału na zapisany oryginalnie&#13;
i przejęty z innych źródeł oraz „rozsiekanie” poszczególnych pieśni na kawałki, tj. rozerwanie zwrotek logicznie układających się w całość. Za wielką zaletę uznał transkrypcję tekstów rusińskich, która „u p. Kolberga jest&#13;
w ogóle bardzo trafną i świadczy o wysoce rozwiniętym u autora słuchu&#13;
i odczuciu właściwości danego dialektu”, co tak skomentował dalej: „Można&#13;
1 W materiałach do monografii Pokucia odnaleźć można więcej nazwisk i informacji&#13;
o wykonawcach i mieszkańcach wsi niż w źródłach Kolberga dotyczących innych regionów.&#13;
Pisze o tym A. Skrukwa, zob. „Pokucie” Oskara Kolberga… (DWOK T. 81), s. XXXVI–XXXIX.&#13;
2&#13;
Cennym przykładem charakteru, zakresu i szczegółowości tych konsultacji są spisane&#13;
przez Kolberga Pytania skierowane do W. Przybysławskiego z lat 1878 i 1881, opublikowane&#13;
w suplemencie do Pokucia (DWOK T. 81) jako aneksy I–III, na s. 247–261.&#13;
3&#13;
Tekst Franki ukazał się w „Kwartalniku Historycznym” R. III: 1889, na s. 740–741, przedruk w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 286–288.&#13;
&#13;
486&#13;
&#13;
�śmiało powiedzieć, że dopiero od pojawienia się Pokucia Rusini otrzymali&#13;
sposobność poznania prawdziwej fonetyki tego wielce charakterystycznego&#13;
dialektu […]”1. Jednak i w tym zakresie wytknął autorowi niekonsekwencję zapisu gwarowego. Materiał w rozdziale „Świat nadzmysłowy” Franko&#13;
uznał za cenny, zwłaszcza w zakresie medycyny ludowej, wierzeń o roślinach i zwierzętach, ale zarzucił mu brak krytycyzmu wobec wykorzystanych źródeł i błędną ocenę ich autentyczności.&#13;
Kolberg odpowiedział recenzentowi na tych samych łamach2 z wyraźnym zniecierpliwieniem; po raz kolejny taka ocena jego dzieła wynikła bowiem, przynajmniej po części, z niezrozumienia założeń i metod jego pracy.&#13;
Zarzut „rozrywania” pieśni na pojedyncze zwrotki Kolberg odpiera najpierw kategorycznym stwierdzeniem, że ich w tym tomie nie ma, co następnie tak wyjaśnia:&#13;
Nikomu bowiem z dawniejszych nawet zbieraczy rzeczy ludowych nie przyszło&#13;
na myśl nazywać pieśniami kołomyjek, śpiewek krótkich, przyśpiewek, piosneczek okolicznościowych, wśród tańca najczęściej improwizowanych, równie jak krakowiaki urywkowych, nuconych już to w dwu- i czterowierszowych&#13;
zwrotkach, już zbitych w kilko- lub kilkunastozwrotkowe aglomeraty (odznaczone w naszej książce kreskami), a mogące równie dobrze w razie potrzeby&#13;
lub przypomnienia być rozbitymi, czyli (wedle słów sz. recenzenta) „posiekanymi” w drobniejsze, pojedyncze znów zwrotki, bo każda tworzy zwykle odrębną,&#13;
w sobie zamkniętą całość, a która to własność śpiewkę taką odróżnia stanowczo&#13;
od pieśni, gdzie ze względu na treść tej ostatniej wyrzucać zwrotek bez szkody&#13;
dla utworu nie można […]3.&#13;
&#13;
O ruchliwości autonomicznych przyśpiewek i tworzeniu z nich różnych&#13;
konglomeratów decyduje więc sytuacja wykonawcza i inwencja śpiewającego, a zestawianie w tomie „przypadkowo spojonych w jedno dla zbliżonej&#13;
treści lub podobieństwa obrazów” ma dokumentować mechanizm funkcjonowania tych tekstów, a nie sztywną, ustaloną formę takiej okazjonalnej całości. W odpowiedzi na zarzut Franki, że brak przy tańcach wskazówek źródłowych, odpowiada, że podaje je dla tekstów przejętych z innych zbiorów&#13;
Tamże, aneks VIII, s. 287.&#13;
Krótka replika jako odpowiedź na recenzję III tomu „Pokucia”…, „Kwartalnik Historyczny” R. IV: 1890, s. 221–223. Przedruk w: O. Kolberg Studia, rozprawy… (DWOK T. 63), s.&#13;
412–415 oraz w: O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 288–291.&#13;
3&#13;
Tamże, aneks VIII, s. 288.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
487&#13;
&#13;
�w formie odsyłaczy pod tekstami kołomyjek, a spisane przez siebie opatruje notą o lokalizacji geograficznej. Do zarzutu „niejednostajnej w dziele&#13;
pisowni” rozumianej przez recenzenta jako niekonsekwencja transkrypcji,&#13;
generalnie ocenianej przez niego bardzo pozytywnie, odnosi się, kierując&#13;
do swojego wstępu do części IV Pokucia, gdzie tłumaczy ich przyczyny1.&#13;
Pisze tam:&#13;
Pragnąc zebrane tu kazki wiernie oddać w narzeczu miejscowego ludu, trzymaliśmy się przy spisywaniu ich metody fonetycznej i dlatego wsłuchiwaliśmy się&#13;
pilnie w brzmienie każdej niemal przez opowiadacza wymówionej głoski.&#13;
&#13;
Praktyka taka prowadzi go do wniosku, że „odmiany” wymowy właściwe są nie tylko różnym częściom regionu, lecz że bywają odbiciem wahań&#13;
wymowy lokalnej lub użycia dźwięku pośredniego, złożonego, nie dającego&#13;
się oznaczyć graficznie, a także mogą oddawać chwiejność wymowy jednego nawet narratora, i to w tej samej opowieści czy relacji. Wyczulone ucho&#13;
Kolberga obdarzonego znakomitym słuchem pozwalało na wychwytywanie&#13;
niuansów, a także na dokumentację żywego, konkretnego przekazu gwarowego, z wszystkimi jego odchyleniami i niekonsekwencjami, a nie ustabilizowanego, dialektologicznie poprawnego tekstu i „jednostajnej pisowni”. Te&#13;
walory dokumentacji Kolberga doceniła dopiero współczesna dialektologia,&#13;
o czym była już mowa wcześniej. Na zarzut braku krytycyzmu wobec źródeł ilustrujących świat wierzeń autor Ludu odpowiedział:&#13;
Prawda, żeśmy się starali o zdobycie jak największej liczby szczegółów, bo zasób&#13;
ich im obfitszy, tym się staje pożądańszym dla przyszłego rzeczy tych badacza.&#13;
Prawda też, żeśmy się nie zapuszczali w krytyczne każdego zdobytego szczegółu&#13;
ocenianie, gromadząc po największej części materiał surowy, bo czynność taka&#13;
należy do przyszłego mitologa, a nie do zbieracza, który – owszem – przedwczesnej krytyki jak najmocniej wystrzegać się powinien2.&#13;
&#13;
Kolberg wytknął też France, że „zarzut bezkrytyczności i niesforności podanego materiału” nie powinien być gołosłowny, lecz wsparty konkretnymi&#13;
dowodami, bo bez nich nie posiada wartości naukowej.&#13;
1&#13;
Tamże, aneks VIII, s. 290–291; Kolberg kieruje do przedmowy do cz. IV Pokucia (DWOK&#13;
T. 32), zob. s. X–XI.&#13;
2&#13;
O. Kolberg Pokucie. Suplement… (DWOK T. 81), aneks VIII, s. 290.&#13;
&#13;
488&#13;
&#13;
�Ta replika Kolberga była jego ostatnim głosem polemicznym. Świadczy&#13;
ona z jednej strony o niezmienności principiów, z drugiej o nierzadkim&#13;
ówcześnie braku zrozumienia dla jego perspektywicznego planu, opartego&#13;
na poprzedzającej naukowe wnioski pracy zbieracza, na skrzętnym gromadzeniu odpowiedniej bazy źródłowej, by dopiero później możliwa była interpretacja i krytyka materiału, a także kompetentne badania porównawcze.&#13;
Także w roku 1889 ukazały się w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii&#13;
Krajowej” dwa artykuły Kolberga poświęcone baśniom, zwyczajom i obrzędom weselnym z Polesia1. Ich publikacja związana była ze wspomnianą&#13;
wyżej propozycją Kolberga z 1888 roku odstąpienia Komisji Antropologicznej do druku swoich materiałów, których już nie zamierzał wykorzystać&#13;
w monografiach. O genezie tych prac brak bliższych danych, wiadomo&#13;
jedynie z noty Kolberga, że są to materiały po części nadesłane, po części&#13;
przekazane przez osobę przybyłą z Polesia do Krakowa. Sześć tekstów bajkowych z artykułu pierwszego, pochodzących z okolic Pińska i Lubieszowa,&#13;
Kolberg określa jako dyktowane przez tę nieznaną osobę. Trzy opisy wesel&#13;
wraz z 90 tekstami pieśni (i jedną melodią) w artykule drugim dopełnia&#13;
kilka informacji o zwyczajach z ponad 30 tekstami pieśni (i jedną melodią),&#13;
31 zdań i przysłów oraz kilka przyczynków do wierzeń i języka.&#13;
W grudniu 1889 roku do licznych i pilnych prac Kolberga dołączone&#13;
zostało nowe wyzwanie. Od Włodzimierza Dzieduszyckiego, kuratora Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie, badacz otrzymał&#13;
w darze jubileuszowym propozycję sfinansowania nakładu jednotomowej&#13;
„monografii części Rusi Czerwonej” o objętości około 20 arkuszy, za sumę&#13;
500 fl. reń. Odpowiadając darczyńcy, Kolberg poinformował sponsora, że&#13;
„do monografii w podobnych rozmiarach kwalifikuje się jedynie okolica&#13;
Przemyśla, lecz i ta wyczerpującą być nie może z powodu braku pewnych&#13;
szczegółów […]” i przedstawił zarys treści tomu2. Po zaakceptowaniu tego&#13;
planu przystąpił natychmiast do pracy nad materiałami przemyskimi, jednak nie zdążył tej monografii ukończyć.&#13;
Tymczasem bowiem coraz bardziej opuszczały go siły fizyczne. Kopernicki, w którego domu zamieszkał na początku lipca 1889 roku, miesiąc&#13;
O. Kolberg Baśni z Polesia, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” T. XIII: 1889,&#13;
s. 200–207 oraz Zwyczaje i obrzędy weselne z Polesia, tamże, s. 208–245. Przedruk w: O. Kolberg Białoruś–Polesie (DWOK T. 52).&#13;
2&#13;
List do W. Dzieduszyckiego z 14 XII 1889 r., Korespondencja… cz. III (DWOK T. 66),&#13;
s. 648–649.&#13;
1&#13;
&#13;
489&#13;
&#13;
�po uroczystościach jubileuszowych, najbliższy świadek ostatniego okresu&#13;
życia przyjaciela, tak pisał bezpośrednio po jego śmierci o tych wspólnych&#13;
miesiącach:&#13;
Przeszło od półtora roku coraz bardziej upadającego już na siłach na czas krótki&#13;
tylko pokrzepiły go i ożywiły owe powszechne wyrazy uznania. Od lipca roku&#13;
prz. [tj. 1889], gdy w moim domu zamieszkał, nieustannie zajęty wydawaniem&#13;
trzech dzieł naraz (Mazowsze T. V, Chełmskie T. 1, Kaliskie T. 1), użalał się&#13;
on nieraz, że go siły fizyczne coraz widoczniej opuszczają, tak iż nie mogąc jak&#13;
dawniej po kilkanaście godzin z rzędu pracować przy biurku, bywał coraz to&#13;
częściej zmuszony odrabiać to, co się dawało, leżąc w łóżku. Pomimo to wszakże&#13;
aż do później jesieni zwykł on był każdej niedzieli odwiedzać swoich znajomych,&#13;
a niekiedy i w dnie powszednie wychodził na parę godzin do miasta. Po tych&#13;
wycieczkach jednak powracał każdy raz wielce znużony i skutkiem tego z początkiem zimy wychodził już nader rzadko, a od Nowego Roku aż do wiosny nie&#13;
opuszczał wcale swego mieszkania. Do tego też zmuszało go dostrzeżone po raz&#13;
pierwszy już w styczniu [1890] znaczniejsze obrzęknięcie nóg, którym się słusznie&#13;
zaniepokoił, gdyż było to pierwszym zwiastunem ostatecznego osłabienia organizmu i wyczerpującej się u starca czynności serca i krwi krążenia. To obrzękniecie nóg wraz z osłabieniem ogólnym, przy dość zadawalniającym skądinąd&#13;
stanie zdrowia, powiększało się u niego powolnie do tego stopnia, iż śp. O. Kolberg był zmuszony coraz to dłużej przebywać w łóżku, którego na koniec od&#13;
początku kwietnia nie opuszczał już wcale. Widząc w tym zbliżający się już kres&#13;
życia swojego, coraz częściej odtąd zwykł on był mówić ze mną o tym, co się&#13;
stać ma z jego puścizną naukową i materialną. Co do pierwszej – wtajemniczał&#13;
on mnie ponownie w swoje dawne zamiary i wynurzał obecne życzenia, a co&#13;
do ostatniej – na kilka tygodni przed śmiercią upełnomocnił jednego ze swych&#13;
najszczerszych czcicieli, p. mecenasa dra Stan. Abłamowicza do zlikwidowania&#13;
swego jedynego mienia, tj. wszystkich swych nakładów zostających na składzie&#13;
w drukarniach i w komisie u księgarzy. Przy tym wszystkim, z umysłem po&#13;
dawnemu spokojnym, jasnym i czynnym zachował on do ostatniej chwili pamięć zadziwiającą, dokładną i pewną o wszystkich szczegółach tyczących swego&#13;
przedmiotu oraz prac przez siebie rozpoczętych lub zamierzonych i materiałów&#13;
do nich przysposobionych. […] Z tych zaś najbardziej zajmowała go monografia&#13;
Przemyskiego, którą w darze jublileuszowym dla O. Kolberga wspaniałomyślnie&#13;
ofiarował się wydać kosztem własnym szczery wielbiciel prac jego i zasług,&#13;
hrabia Wł. Dzieduszycki. Toteż porządkowaniem materiałów do tego dzieła&#13;
zajmował się on aż do ostatniej chwili niemal, a pomagała mu w tym najgorliwiej zacna przyjaciółka jego, pani Józefowa [Pelagia] Blizińska, przesiadując przy&#13;
&#13;
490&#13;
&#13;
�jego łożu po kilka godzin codziennie, które spędzała na przepisywaniu pod jego&#13;
kierunkiem i układaniu zebranych do tego dzieła materiałów i notatek1.&#13;
&#13;
Ostatecznie, według świadectwa Kopernickiego, „[…] I-szy arkusz tylko&#13;
był przez samego O. Kolberga do druku podany”, a „dwa pierwsze arkusze&#13;
Przemyskiego miał zaś jeszcze sam w ręku i korektę sam zrobił”2. Kopernicki pisze, że jeszcze 1 czerwca wieczorem zastał Kolberga nad korektą&#13;
drugiego arkusza monografii i wspomina dalej:&#13;
Podczas parogodzinnej bytności mej u niego o niczym innym on już nie mówił,&#13;
tylko o tekach swoich i o dziełach przygotowanych do wydania i dawał mi tym&#13;
razem szczegółowe objaśnienia i wskazówki co do wydania Chełmskiego (T.&#13;
II i III), Mazowsza (T. VI i VII) i Kaliskiego [T. II], opowiadając dokładnie, co&#13;
i gdzie mam znaleźć po jego śmierci. Zapisawszy sobie to wszystko, odszedłem,&#13;
pocieszając jego i siebie nadzieją, że do spełnienia tych zleceń przyjdzie mi&#13;
jeszcze nierychło3.&#13;
&#13;
Śmierć w dniu 3 czerwca 1890 roku przerwała tę prowadzoną do ostatnich chwil życia pracę. Przygotowanie Przemyskiego do wydania kontynuował Kopernicki i opublikował je w rok po śmierci przyjaciela, opatrując&#13;
tom przedmową zawierającą obszerny i rzetelny, najdokładniejszy z dotychczasowych „obraz życia, działalności i zasług naukowych Kolberga” i składając tym samym kolejny, już pośmiertny, hołd autorowi Ludu4. Kopernicki&#13;
zdążył jeszcze w tym samym 1891 roku wydać część II Chełmskiego. Jego&#13;
intensywne prace nad spuścizną Kolberga przerwała śmierć 25 września&#13;
1891 roku.&#13;
&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga, „Wisła” T. IV: 1890, s. 509–510.&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg Przemyskie (DWOK T. 35),&#13;
s. XX oraz słowo wstępne Od nakładcy, tamże, s. III.&#13;
3&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 510. Z relacji tej wynika, że w planach Kolberga&#13;
były jeszcze dwa tomy Mazowsza (cz. VI i VII), dwa tomy Chełmskiego (cz. II i III) oraz cz. II&#13;
Kaliskiego. Kopernicki zdołał wydać obok Przemyskiego jedynie cz. II Chełmskiego (DWOK&#13;
T. 34), gdyż niespełna półtora roku po Kolbergu zmarł. Części VI i VII Mazowsza oraz Mazury&#13;
pruskie ukazały się w ramach DWOK jako tomy 41, 42, 40, ponadto części I–VII Mazowsza dopełnione zostały trzema woluminami suplementowymi (DWOK T. 80/I–III). Natomiast niedrukowane materiały chełmskie znalazły się w suplementowym tomie 82 DWOK. Cz. I Kaliskiego&#13;
ukazała się w roku 1890, materiał tam niewydany pomieszczono w tomach 46 i 79 DWOK..&#13;
4&#13;
Dr I.K. [I. Kopernicki] Przedmowa wydawcy... (DWOK T. 35), s. V.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
491&#13;
&#13;
�Według cytowanej wyżej relacji Kopernickiego o ostatnich chwilach życia przyjaciela 2 czerwca gasnący już, ale całkowicie przytomny i pogodny&#13;
Kolberg wezwał zaprzyjaźnionego z nim pastora Jerzego Gabrysia, zdołał&#13;
pożegnać się z licznie odwiedzającymi go przyjaciółmi, a po ich odejściu,&#13;
wieczorem, w obecności pastora Gabrysia przekazywał Kopernickiemu&#13;
[…] ostatnie swe rozporządzenia i życzenia przedśmiertne, które z pogodą zazdrości godną zakończył tymi słowy: „Umieram, Bogu dzięki, z tą pociechą, że&#13;
według sił moich zrobiłem za życia, co mogłem, że nikt mię za próżniaka nie&#13;
ma i mieć nie będzie, a to, co po sobie zostawiam, przyda się ludziom na długo1.&#13;
&#13;
Trzeciego czerwca około godziny 10 wobec pastora Gabrysia i Tadeusza Konopki oraz Kopernickiego spisany został przez mecenasa Stanisława&#13;
Abłamowicza testament. Oto jego pełny tekst:&#13;
Moja ostatnia wola&#13;
Książki, rękopisma w tekach, rysunki, nuty itp. materiały oddaję do dyspozycji&#13;
memu przyjacielowi, dr Izydorowi Kopernickiemu. Odda on Akademii, co za stosowne uzna. – Co do wydawnictw pod swoją opieką i kierunkiem porozumie się&#13;
z Akademią Umiejętności i z Kasą Mianowskiego, a nikt dr. Izydora Kopernickiego pod tym względem krępować ani kontrolować nie ma prawa. – Z pozostałej&#13;
gotówki wynoszącej około dwa tysiące pięćset zł reń. przeznaczam na pogrzeb&#13;
mój 200 zł reń., a nadto 300 zł reń., czyli razem 500 zł reń. do rąk pastora Gabrysia, który kwotę 300 zł reń. użyje według danych mu wskazówek na cele&#13;
dobroczynne i na potrzeby kościoła, na pomnik lub tablicę pamiątkową itd., na&#13;
co dodaję jeszcze dwieście zł reń., czyli razem z kosztami pogrzebu siedemset&#13;
zł reń do rąk p[asto]ra Gabrysia. – Drukarzowi [Franciszkowi] Łysakowskiemu&#13;
z Drukarni Uniwersyteckiej sto zł reń., drukarzom z tejże drukarni, Blaszkiemu&#13;
[Jan Blaschka] i Garsteckiemu [Ludwik Garsztecki], każdemu po pięćdziesiąt&#13;
zł reń. Resztę gotówki po opędzeniu wydatków ostatnich dni życia mego i po&#13;
moim pogrzebie oddaję do rozporządzenia Dra Izydora Kopernickiego na koszta&#13;
wydawnictwa Rusi Chełmskiej i innych materiałów.&#13;
Książki wydane moim nakładem, a znajdujące się w drukarniach i w księgarniach w Krakowie i Warszawie mój pełnomocnik, adw[okat] Dr Stanisław Abłamowicz, sprzeda której bądź firmie w Krakowie lub Lwowie czy Warszawie, a po&#13;
opłaceniu długów i rachunków z drukarniami, kosztów przeprowadzenia tego&#13;
1&#13;
&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 511.&#13;
&#13;
492&#13;
&#13;
�interesu, pozostałą resztę wyda mojej synowicy, Karolinie Wąsowskiej w Sandomierzu na potrzeby jej córek z Kolberga spłodzonych. – Wieniec srebrny i medal&#13;
z wystawy paryskiej oraz korespondencje odda P. dr Kopernicki Bibliotece Jagiellońskiej. – Odzież, bieliznę i pościel do dyspozycji p[asto]ra Gabrysia.– Wykonawcą mojej ostatniej woli naznaczam dra Izydora Kopernickiego i p[asto]ra&#13;
Gabrysia. Przy czym oświadczam, że o ile w tej mojej ostatnie woli specjalnych&#13;
nie poczyniłem zapisów, mianuję moim uniwersalnym spadkobiercą tegoż mojego przyjaciela, dra Izydora Kopernickiego.&#13;
Taka jest moja ostatnia wola, którą własnoręcznie wobec trzech uproszonych&#13;
świadków podpisuję – Kraków, dnia 3 czerwca 1890 – Oskar Kolberg1.&#13;
&#13;
Dla prawnego zabezpieczenia testamentu wymagane było wyznaczenie&#13;
w nim obywatela państwa austriackiego jako uniwersalnego spadkobiercy&#13;
tego, co nie zostało objęte zapisami.&#13;
O godzinie pierwszej – wspomina Kopernicki – przyniesiono mu z drukarni&#13;
Uniwersyteckiej kilka egzemplarzy świeżo wydanego tomu pierwszego Chełmskiego, który przeglądał z błogim wyrazem zadowolenia i czynił uwagi o podanych w nim rycinach, a na jednym egzemplarzu ofiarowanym obecnemu p. Tadeuszowi Konopce, synowi najdawniejszego swego współpracownika i przyjaciela, śp. Józefa, na pamiątkę własną ręką kilka wyrazów, ostatnich w swym&#13;
życiu, bardzo wyraźnie napisał. Odtąd bez żadnych cierpień gasnął powolnie&#13;
i cicho; o kwadrans przed 5-tą ostatek sił go opuścił, tak iż mówić już przestał,&#13;
a o samej 5-ej po pd., wraz z otaczającymi go panią Blizińską i drem Abłamowiczem odebraliśmy ostatnie, wdzięczne jego spojrzenie pożegnalne i ze czcią mu&#13;
oczy zamknęliśmy na spoczynek wieczny. Tak oto umierał, jak żył – cicho i pogodnie – czczony powszechnie nasz śp. Oskar Kolberg2.&#13;
&#13;
Rękopiśmienna kopia Mojej ostatniej woli Kolberga, sporządzona ręką Kopernickiego dla&#13;
Karoliny Wąsowskiej (w zbiorach Biblioteki Narodowej, sygn. II 6487). Kopernicki potwierdził&#13;
w niej – obok Kolbergowskiego – podpisy trzech świadków: Tadeusza Nowiny Konopki, pastora Jerzego Gabrysia, „proboszcza ewang. Ś. Marcina” i dr. Stanisława Abłamowicza, a na&#13;
końcu dokumentu zamieścił notatkę: „Dla W-ej Pani Karoliny Wąsowskiej z oryginału najwierniej przepisane przez Dr. IKopernickiego”. Zapisy testamentu Kolberga omówił też Kopernicki&#13;
w artykule Śmierć O. Kolberga…, s. 511–512.&#13;
2&#13;
Tamże, s. 512. Według relacji „Czasu”: „Do ostatnich chwil otaczali umierającego pp. Ksawery Konopka, Bliziński, tudzież panie [Pelagia] Blizińska i [Wanda] Żeleńska” (Oskar Kolberg,&#13;
„Czas” 1890, nr 127, z 5 VI). Ten dziennik zamieścił także w Kronice nr 130 (z 10 VI) nadesłany&#13;
do redakcji list Ksawerego Konopki ze wspomnieniem o należącym również do grona bliskich&#13;
przyjaciół zmarłego lekarzu, Tomaszu Mączce, „który przez szereg lat całkiem bezinteresownie&#13;
1&#13;
&#13;
493&#13;
&#13;
�Był to wtorek 3 czerwca 1890 roku.&#13;
Pogrzeb Kolberga na cmentarzu Rakowickim w Krakowie odbył się&#13;
w czwartek, 5 czerwca, o godzinie 17. Zgromadził licznie społeczność krakowską, zwłaszcza przedstawicieli inteligencji – według słów Kopernickiego: „począwszy od sędziwego prezesa Akademii Um[iejętności] i wszystkich&#13;
jej członków aż do najcichszego pracownika z drukarni”1. Obecni byli m.in.&#13;
obok prezesa Akademii, Józefa Majera i jej sekretarza, Stanisława Tarnowskiego, rektor Edward Korczyński i liczne grono profesorów uniwersytetu,&#13;
prezydent miasta Feliks Szlachtowski, wielu przedstawicieli świata nauki,&#13;
sztuki i literatury. Przybyło kilku członków najbliższej rodziny z Warszawy i z Sandomierza, zabrakło jednak liczniejszej reprezentacji chłopów&#13;
z Modlnicy i podkrakowskich wsi okolicznych, co tłumaczono faktem,&#13;
że ponieważ tego dnia przypadało święto Bożego Ciała, brali oni udział&#13;
w popołudniowych procesjach. Przy wynoszeniu trumny w bramie domu&#13;
pożegnał zmarłego Ksawery Konopka, dziękując jednocześnie Kopernickiemu za troskę i opiekę nad Kolbergiem w ostatnim okresie jego życia, a od&#13;
bram cmentarza trumnę poniosła młodzież akademicka. Prowadzący pogrzeb pastor Gabryś, żegnając zmarłego, nazwał go „człowiekiem pokoju”&#13;
i zwracał uwagę na jego miłość do kraju i ludzi, a zwłaszcza do wiejskiego&#13;
ludu. W imieniu Akademii Umiejętności przemawiał prof. Rostafiński, który&#13;
przyznał wprawdzie Kolbergowi wielkie zasługi za jego prace etnograficzne&#13;
i stwierdził, że cała Słowiańszczyzna nie ma równego Kolbergowi badacza&#13;
w dziedzinie krajoznawstwa, ale – jak to skomentował sprawozdawca „Nowej Reformy” – „zapuścił się wszakże w analizę krytyczną, odpowiednią&#13;
na katedrze prelekcyjnej, zakończoną pozytywnym orzeczeniem, iż dzieła&#13;
Kolberga nie są doskonałymi”. Uznano to za oczywisty nietakt i poważny&#13;
&#13;
trafną kuracją utrzymywał go [Kolberga] przy życiu, osładzał mu chwile smutku i boleści, całe&#13;
dnie, w końcu i noce bezsenne mu poświęcał”.&#13;
1&#13;
I. Kopernicki Śmierć O. Kolberga…, s. 512, tam jedynie krótka informacja o pogrzebie.&#13;
Obszerniejsze sprawozdanie zamieściła m.in. „Nowa Reforma” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale Kronika, Kraków, 6 czerwca, krótsze podał także „Czas” 1890, w nr. 128 (z 7 VI), w dziale&#13;
Z miasta i kraju. O śmierci i pogrzebie Kolberga informowały oba czasopisma w nr. 126&#13;
(z 4 VI) i 127 (z 5 VI), w obu zamieszczono też w nr. 127 obszerniejsze nekrologi. Nekrolog&#13;
i zwięzłą relację Pogrzeb śp. Oskara Kolberga opublikowała też m.in. „Gazeta Lwowska” 1890,&#13;
nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI), w dziale Kronika, doniesienie o śmierci, nekrolog i relację z pogrzebu – „Dziennik Poznański” 1890, nr 127 (z 5 VI) i 129 (z 8 VI).&#13;
&#13;
494&#13;
&#13;
�dysonans „nad niezasypaną jeszcze mogiłą”1. Przemawiali jeszcze student&#13;
Józef Kazimierz Ehrenberg w imieniu „Czytelni Akademickiej” oraz po&#13;
ukraińsku Iwan Nawrocki, przewodniczący stowarzyszenia „Akademiczna&#13;
Hromada”. Wśród wieńców znalazły się m.in. przekazane przez Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, warszawską „Lutnię”, Akademię Umiejętności,&#13;
krakowskie Towarzystwo Muzyczne, Akademiczną Hromadę, Koło Literacko-Artystyczne, drukarzy z Drukarni Uniwersyteckiej składających dzieła&#13;
Kolberga, włościan z Modlnicy, rodziny Konopków i Blizińskich. Kolberg&#13;
został pochowany w grobie, który na jego wyraźne życzenie przygotowano&#13;
obok grobowca śp. Józefa Szujskiego.&#13;
XXVI&#13;
[Trzy ostatnie tomy z 1890 roku: cz. V Mazowsza, cz. I Chełmskiego, Kaliskie [cz. I]. – Dwa pośmiertne tomy wydane przez Kopernickiego: cz. II&#13;
Chełmskiego – zamknięcie monografii regionu, Przemyskie. Zarys etnograficzny. – Dalsze działania Kopernickiego: zamiar druku cz. II Kaliskiego, starania w Kasie Mianowskiego o fundusz na cz. VI Mazowsza – plany&#13;
przerwane przez śmierć 24 IX 1891 roku. – Zobowiązania Kolberga wobec&#13;
drukarni. – Pamięć współczesnych Kolbergowi: nowy nagrobek wystawiony na cmentarzu Rakowickim w 1893 r. z funduszy zebranych z inicjatywy W. Żeleńskiego, tablica epitafijna w kościele ewangelickim św. Marcina&#13;
w Krakowie.]&#13;
&#13;
Ogromny dorobek badawczy i wydawniczy opublikowany staraniem&#13;
samego Kolberga zamykają wspomniane już wyżej, a wydane w roku jego&#13;
odejścia, tj. 1890, trzy tomy: Mazowsze cz. V, Chełmskie cz. I oraz Kaliskie&#13;
[cz. I]. Te z kolei dopełniają dwa tomy ukończone i wydane pośmiertnie&#13;
w 1891 roku przez Izydora Kopernickiego, lecz zaplanowane i rozpoczęte&#13;
jeszcze przez samego Kolberga: Chełmskie cz. II oraz Przemyskie. Spośród wymienionych była już mowa o monografii Mazowsza. Natomiast&#13;
1&#13;
„Nowa Reforma” 1890, nr 128. Satyryczno-humorystyczne pismo krakowskie „Diabeł”&#13;
w swoim dodatku do nr. 12 (z 19 VI) 1890 r., w rubryce Kronika diabelska zamieściło zjadliwy&#13;
komentarz dotyczący nietaktu profesora Rostafińskiego, który w swojej mowie nad grobem,&#13;
mimo uznania zasług Kolberga, wyraził opinię o niedokładności jego prac, kwestionując z pozycji autorytetu profesora botaniki określenie „kwiat śląski” występujące w przytoczonej przez&#13;
Kolberga pieśni z okolic Cieszyna.&#13;
&#13;
495&#13;
&#13;
�dwutomowe Chełmskie, podobnie jak Pokucie i Mazowsze wydane z podtytułem Obraz etnograficzny, zasługuje na nieco dokładniejsze omówienie&#13;
ze względu na cenny materiał folklorystyczny, dialektologiczny i etnograficzny, zgromadzony po części w trakcie własnych badań terenowych Kolberga, a w przeważającej mierze przez Marię Hemplównę z Tarnowa pod&#13;
Chełmem. Była to jedna z najsumienniejszych współpracowniczek Kolberga; jej materiały cechuje staranność, kompetencja i wiarygodność1. Zbieraczka przekazywała Kolbergowi liczne zapisy tekstów ludowych: pieśni,&#13;
bajek, przysłów i dialogów chłopskich, wiadomości etnograficzne o kulturze materialnej, m.in. o gospodarstwie chłopskim, ubiorach, sprzętach,&#13;
zajęciach, narzędziach, wsparte jej licznymi rysunkami i szkicami, także&#13;
opisy zwyczajów i obrzędów, wierzeń i przesądów, a ponadto wysoko oceniane współcześnie zapisy gwarowe z okolic Tarnowa, gawędy chłopskie&#13;
stanowiące tzw. próbki żywej mowy oraz opracowany według samodzielnie&#13;
ustalonego systemu obszerny słownik miejscowych gwar wraz z charakterystyką form i zjawisk gramatycznych. Materiał ten znacznie wzbogacił&#13;
obraz regionu chełmskiego w ujęciu Kolberga i decydująco zaważył na&#13;
wartości jego monografii. Dopełniają ją niewydane w XIX wieku zapisy ujęte we współczesnym tomie suplementowym, na które składają się głównie&#13;
nowe pieśni i materiał leksykograficzny w postaci wspomnianego słownika.&#13;
Chełmskie przynosi również materiał ukazujący wzajemne przenikanie się&#13;
wpływów ruskich i polskich na obszarze etnicznego pogranicza, a także&#13;
Na wysoką wartość materiałów Hemplówny i ich decydujące znaczenie dla Chełmskiego&#13;
Kolberga zwrócili już uwagę ówcześni badacze: Izydor Kopernicki oraz Jan Karłowicz. Wydawca cz. II Chełmskiego określił zbieraczkę jako „nieocenioną współpracowniczkę i przyjaciółkę”, która „usuwała wszelkie trudności” w obcowaniu Kolberga ze słabo jeszcze w latach&#13;
sześćdziesiątych znanym mu językiem i folklorem rusińskim i „która nie tylko dopomagała&#13;
mu nieodstępnie w jego badaniach podczas trzykrotnego pobytu Kolberga w okolicy Sawina,&#13;
lecz i sama później, wtajemniczywszy się należycie w jego zadanie, zbierała dlań ustawicznie&#13;
i dostarczała mu wszelkich wiadomości i materiałów, spisywanych przez siebie aż do roku&#13;
1876” (Przedmowa wydawcy..., DWOK T. 35, s. VII–VIII). Podobna była ocena Karłowicza,&#13;
który recenzując ten tom („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 112–118) jako należący „do&#13;
najciekawszych i najbardziej pouczających z szeregu ogromnego zbioru ludoznawczego, który&#13;
zawdzięczmy Kolbergowi”, pisał: „Przekonywa on nas także, iż p. Hemplówna, gdyby chciała,&#13;
mogłaby nas jeszcze obdarzyć pięknymi i ważnymi przyczynkami do etnografii krajowej, bo&#13;
to, co spod pióra jej wyszło, ma pierwszorzędną wartość jako materiał, a przypuszczamy, iż&#13;
nie wyczerpuje niezmiernego skarbu rzeczy ludowych tej okolicy” (tamże, s. 113). Zob. też&#13;
Karłowicza recenzja cz. I Chełmskiego (tamże, s. 109–112), gdzie autor podkreśla m.in. wagę&#13;
dokumentacji wzajemnych wpływów języka i folkloru rusińskiego i polskiego.&#13;
1&#13;
&#13;
496&#13;
&#13;
�dokumentuje przejściowy etap rozwoju gwar ukraińskich Chełmszczyzny,&#13;
szczególnie cenny dla dialektologii historycznej ze względu na brak źródłowych przekazów z tego zakresu1.&#13;
Kaliskie, ostatni, 23. tom wydany w ramach Ludu, prezentuje tylko część&#13;
materiału do planowanej przez Kolberga dwutomowej monografii, obejmującej stosunkowo duży obszar po obu stronach Warty, „sięgający terenów&#13;
na północ od Konina i Słupcy i na południe od Częstochowy”, sztucznie&#13;
wyodrębniony ze względu na ówczesne granice zaborów pruskiego i rosyjskiego2. Książka jest tomem skromnym; zawiera opis kraju i ludu oraz dwa&#13;
bardziej rozbudowane rozdziały „Zwyczaje” (z pieśniami głównie religijnymi) i „Obrzędy”, oba przedzielone relacją o „Wyżynku”. Na uwagę zasługuje&#13;
tu folklor pielgrzymkowy z zapisami muzycznymi zaprezentowany przez&#13;
Kolberga w „Przypisach” na końcu tomu. Pozostały materiał przynależny&#13;
według planu Kolberga każdej jego monografii, tj. przede wszystkim pieśni&#13;
w liczbie ponad 600 i prawie 240 tańców i melodii bez tekstu, opis świata&#13;
nadzmysłowego oraz opowieści i bajki, wydane zostały dopiero w ramach&#13;
Dzieł wszystkich i dopełnione osobnym tomem suplementowym. Stosunkowo nieliczne poza zapisami pieśniowo-muzycznymi, materiały własne,&#13;
terenowe Kolberga, składające się na ten tom, pochodzą sprzed 1871 roku,&#13;
sięgając początku lat czterdziestych; uzupełnione zostały przejętymi z literatury, także późniejszej i najnowszej, m.in. z prac badaczy tego regionu,&#13;
Ignacji Piątkowskiej, Józefa Grajnerta, Stanisława Ciszewskiego.&#13;
Przemyskie, tylko częściowo uporządkowane do druku przez Kolberga – jak wspomniano – opracował do końca, zredagował i wydał Kopernicki, nakładem Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie.&#13;
Książka, obwarowana przez mecenasa limitem około 20-arkuszowej objętości, dotyczyła stosunkowo niewielkiego obszaru okolic Przemyśla jako&#13;
1&#13;
Zob. E. Millerowa „Chełmskie” Oskara Kolberga, w: O. Kolberg Chełmskie. Suplement&#13;
do tomów 33 i 34 (DWOK T. 82), s. V–LXVI i LXXVI–LXXXVI oraz B. Linette, tamże, s. LXVI–&#13;
LXXVI. Tam omówienie badań w regionie, pozyskanych zbiorów, zachowanych rękopisów oraz&#13;
współpracy z Hemplówną i działań Kopernickiego jako wydawcy części drugiej monografii.&#13;
2&#13;
Zob. E. Antyborzec, I. Chmielewska, M. Prochaska „Kaliskie” Oskara Kolberga oraz „Kaliskie–Sieradzkie”, w: O. Kolberg Kaliskie. Suplement do tomu 23 (DWOK T. 79), s. VII. Tam (s. V–&#13;
–XXXIII) omówienie badań Kolberga, planów wydania i materiałów zawartych w tomie 23&#13;
oraz w dopełniającym go tomie 46 DWOK pt. Kaliskie–Sieradzkie. Karłowicz w recenzji&#13;
Kaliskiego („Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 586–589) określa tom 23 jako należący&#13;
„do najmniej samodzielnych” i postuluje „dopełnienie tego tomu I. następnymi z papierów po&#13;
O. Kolbergu […]” (tamże, s. 586 i 587), czego realizacją jest wspomniany tom 46.&#13;
&#13;
497&#13;
&#13;
�„części Rusi Czerwonej” i nie jest monografią pełną, co uwidacznia podtytuł&#13;
nadany przez wydawcę Zarys etnograficzny1. Najwięcej miejsca przypadło&#13;
w niej pieśniom i opisom czterech wesel wraz z towarzyszącymi im pieśniami. Dokumentacja obrzędu weselnego pochodzi tu w całości z własnych&#13;
badań Kolberga, a związanych z nimi około 160 pieśni spisanych zostało&#13;
przez badacza ze słuchu. Jest to najcenniejszy materiał źródłowy tomu&#13;
obok pieśni autonomicznych w liczbie ponad stu, także zanotowanych przez&#13;
Kolberga w czasie badań terenowych. Znacznie skromniej przedstawia się&#13;
opis kultury materialnej, wierzeń i zasób innych tekstów folkloru reprezentowanych przez czternaście bajek. Podobnie jak w przypadku Chełmskiego&#13;
widoczne jest tu w materiale folklorystycznym zjawisko charakterystyczne&#13;
dla kultury ludowej pogranicza etnicznego, tj. przenikanie się ukraińskich&#13;
i polskich pierwiastków językowych i kulturowych, czasami wręcz żywotność utworów o charakterze mieszanym językowo. Z drugiej strony udokumentowane zostały elementy, realia i zwyczaje polskiemu ludowi nieznane,&#13;
często archaiczne, niknące lub już wówczas zanikłe2.&#13;
Śmierć Kolberga, która nastąpiła zaledwie rok po uroczystym krakowskim jubileuszu, odbiła się echem w środowiskach naukowych i literackich nie tylko Krakowa, ale i całego kraju. Szereg artykułów wspomnieniowych, biograficznych, rozbudowanych nekrologów opublikowały wzmiankowane wyżej pisma galicyjskie, a także warszawskie i poznańskie 3. We&#13;
wszystkich, obok świadomości zasług Kolberga dla kultury narodowej,&#13;
wyrazów wdzięczności i uznania dla uczonego i jego dzieła, przewija się&#13;
szacunek i podziw dla niezwykłego człowieka, jakim był, dla jego skromności, łagodności, cichej i niezmordowanej pracowitości, a jednocześnie&#13;
1&#13;
O przebiegu prac nad tomem, badaniach Kolberga i materiałach pozyskanych z Przemyskiego oraz o wkładzie I. Kopernickiego jako wydawcy zob. E. Millerowa „Przemyskie” Oskara&#13;
Kolberga, w: O. Kolberg Przemyskie. Suplement do tomu 35 (DWOK T. 82), s. V–LXXXI oraz&#13;
M. Prochaska, tamże, s. LXXXI–XCV. W dwu woluminach tego suplementu znalazły się wszystkie niewydane w XIX wieku materiały Kolberga.&#13;
2&#13;
Zwrócił na to uwagę i poparł tę opinię przykładami kompetentny i wnikliwy recenzent ostatnich tomów Kolberga Jan Karłowicz w swojej recenzji Przemyskiego opublikowanej&#13;
w „Kwartalniku Historycznym” R. VI: 1892, na s. 352–357.&#13;
3&#13;
O Kolbergu pisali w 1890 roku w obszerniejszych artykułach m.in.: W. Korotyński (Oskar&#13;
Kolberg, „Tygodnik Ilustrowany” 1890, T. I, nr 24, z. 14 VI), R. Lubicz [H. Łopaciński] (Oskar&#13;
Kolberg i ostatnia jego praca, „Ateneum” R. 15: 1890, T. III, s. 57– 74), L. Krzywicki (Oskar Kolberg [cz.] I, „Prawda” 1890, nr 24, s. 279–280 oraz H.B. [Henryk Biegeleisen?] [cz.] II i III, tamże,&#13;
nr 24, s. 280–281 i nr 25, s. 292–293). Spośród wymienionych artykułów najbardziej krytyczny&#13;
wobec metod pracy Kolberga i jej walorów naukowych jest tekst Krzywickiego.&#13;
&#13;
498&#13;
&#13;
�pogody, życzliwości, wyrozumiałości i uczynności wobec ludzi. Zaznaczył&#13;
on swoją obecność nie tylko w nauce, ale w sercach i pamięci tych, którzy&#13;
go znali, współpracowali i przyjaźnili się z nim lub po prostu przez lata&#13;
widywali go w Krakowie. Taki portret wyjątkowego badacza i pasjonata,&#13;
a także zwyczajnego przechodnia i mieszkańca miasta, wyróżniającego się&#13;
jednak z tłumu, odmalował Izydor Kopernicki; jemu więc oddajmy głos&#13;
raz jeszcze:&#13;
Jedną z takich postaci, które od lat kilkunastu spotykać się zwykło w Krakowie,&#13;
dawniej parę razy na tydzień, a od lat kilku codziennie, jest mężczyzna odziany&#13;
zawsze nader skromnie, a nawet ubogo, przygarbiony wiekiem i nałogową pracą&#13;
przy biurku. Pomimo tej powierzchowności, zacierającej jego osobistość wśród&#13;
snujących się ludzi, zastanawia on każdego niepospolitym wyrazem swej myślącej fizjonomii i właściwym jej wzrokiem, rzucanym przez okulary ze strudzonych&#13;
oczu, do którego dołączywszy również właściwą postawę głowy, wyciągniętej&#13;
na przód i niby w coś się wsłuchującej – mamy przed sobą typową, niezmiernie&#13;
wyrazistą postać badacza i szperacza naukowego. Przed tym szanownym staruszkiem, znanym niewątpliwie połowie krakowskiej inteligencji, każdy znający&#13;
go przechodzi z cichym uszanowaniem, żaden zaś znajomy nie pominie go przy&#13;
spotkaniu bez serdecznego powitania i pokłonu, należnego cichej a wielkiej jego&#13;
zasłudze. Czcigodną tą osobą w Krakowie jest Oskar Kolberg, szeroko w świecie&#13;
naukowym znany badacz i autor, członek naszej Akademii Umiejętności i wielu&#13;
towarzystw uczonych zagranicznych1.&#13;
&#13;
A w znamiennym podsumowaniu dorobku autora Ludu czytamy:&#13;
Dotychczasowe tedy prace Kolberga razem wzięte stanowią niezmiernie bogatą&#13;
skarbnicę materiałów etnograficznych i są tak świetnym nabytkiem do etnologii&#13;
ojczystej, słowiańskiej i powszechnej, jakim jeszcze w żadnym kraju i w żadnym&#13;
narodzie nie obdarzyła nauki praca jednego człowieka2.&#13;
&#13;
Do porządkowania materiałów Kolberga powierzonych testamentem&#13;
swojej opiece Kopernicki przystąpił prawie natychmiast po śmierci i pogrzebie przyjaciela z właściwym sobie zaangażowaniem. Już 10 czerwca&#13;
1890 roku pisał do Karłowicza: „Od czterech dni pogrążony jestem w przeglądaniu i porządkowaniu spuścizny po śp. Kolbergu. Od 6. z rana do&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
I. Kopernicki Oskar Kolberg, „Nowa Reforma” 1889, nr 107.&#13;
Tamże, nr 109.&#13;
&#13;
499&#13;
&#13;
�zmroku przesiaduję nad tym w jego pokoiku”1. Jednocześnie pracował nad&#13;
cz. II Chełmskiego i Przemyskiem. W marcu 1891 roku informował Karłowicza, precyzując jednocześnie swoje plany: „O. Kolberga Przemyskie&#13;
już ukończone wyjdzie po Świętach Wielkanocnych. Chełmskiego t. 2 jest&#13;
w druku i wyjdzie w lipcu. Kaliskiego t. 2 dam wkrótce do druku. O Mazowsze układam się z Kasą Mianowskiego”2. Nie będąc pewnym, czy Kasa&#13;
dalej finansować będzie Mazowsze, monitował w Warszawie u Chmielowskiego o dalszy fundusz na część VI monografii. Mimo choroby w kwietniu&#13;
pilnował druku Przemyskiego i Chełmskiego, a na początku maja pisał do&#13;
Karłowicza:&#13;
Pierwsze już mam gotowe i skoro tylko zdobędę się na napisanie jeszcze jednego&#13;
życiorysu Kolberga, którego wbrew memu usposobieniu napiera się hr. Włodz.&#13;
Dzieduszycki i skoro wizerunek Kolberga w medalionie, ilustrowanym przez Stachiewicza, będę miał gotów, to na rocznicę zgonu Kolberga wypuszczę w świat&#13;
ten tomik jako pierwszy nagrobek zmarłemu ze spuścizny jego zbudowany3.&#13;
&#13;
Przemyskie, pomyślane jako dar jubileuszowy składany za życia Kolberga, lecz wydawane już po śmierci autora, zostało więc wzbogacone jego&#13;
biografią i portretem. Mimo kryzysu zdrowotnego Kopernicki nie tylko do&#13;
końca dopilnowywał korekt obu tomów Kolberga i kontynuował dalsze,&#13;
ale także nie ustawał w swych pracach autorskich i w systematycznych&#13;
studiach naukowych, o czym zdawał sprawę Karłowiczowi. Spracowany&#13;
i coraz ciężej chory, około 10 lipca wyjechał w końcu na kurację do Gleichenbergu w Austrii, skąd jeszcze 24 lipca donosił Karłowiczowi „o mających się zjawić niebawem Przemyskiem i Chełmskiem (t[om] drugi)”4 i skąd&#13;
przewieziono go już w krytycznym stanie do Krakowa, gdzie zmarł 24 września 1891 roku, podobnie jak Kolberg oddany pracy do końca, przeżywszy&#13;
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 89–90.&#13;
List I. Kopernickiego z 14 III 1891 r., tamże, s. 94.&#13;
3&#13;
List I. Kopernickiego z 2 V 1891 r., tamże, s. 94–95. Rycina, o której mowa, wykonana na&#13;
podstawie nieznanej fotografii, z ozdobną medalionową ramą, autorstwa Piotra Stachiewicza&#13;
(1858–1938), opublikowana została w Przemyskiem (DWOK T. 35), przed kartą tytułową. Litografia tego portretu przechowywana jest w Muzeum Wsi Radomskiej w Przysusze. Stachiewicz&#13;
wykonał też specjalnie zamówiony portret Kolberga do drzeworytu opublikowanego w związku z jubileuszem badacza w „Tygodniku Ilustrowanym” 1889, nr 332. Biografia Kolberga pióra&#13;
Kopernickiego, zamieszczona w Przedmowie wydawcy do Przemyskiego (DWOK T. 35, s. V–&#13;
–XX), podpisana inicjałami Dr. I.K., nosi w druku datę: „Kraków, 30 czerwca 1891 r.”&#13;
4&#13;
I. Kopernicki Listy do Jana Karłowicza…, s. 100.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
500&#13;
&#13;
�przyjaciela zaledwie o rok i kwartał. Z notatki prasowej wiadomo, że nie&#13;
doczekał wydania części II Chełmskiego, pierwsze „zbroszurowane” egzemplarze dostarczono Akademii Umiejętności 25 września, w kilkanaście&#13;
godzin po śmierci wydawcy1.&#13;
Po jego odejściu Karłowicz na zakończenie swojej recenzji Przemyskiego&#13;
pytał: „Kto i kiedy dostarczy nam reszty puścizny po Kolbergu? Przyjazną rękę Kopernickiego niestety śmierć już obezwładniła”2. Ten sam autor&#13;
wcześniej, przy okazji jubileuszu Kolberga w 1889 roku, nie zawahał się&#13;
wytknąć środowisku warszawskiemu:&#13;
I jeszcze jedna, gorzka niestety uwaga. Faktem jest, że kompletnych egzemplarzy&#13;
pism Kolberga jest w Warszawie najwyżej dwa. Czy tak się płaci za poświęcenie&#13;
i trud całego żywota sumiennemu pracownikowi? Czy takim sposobem daje się&#13;
dowód przywiązania do rzeczy krajowych? Postarajmy się, żeby było lepiej, dopóki żyje jeszcze Kolberg; a niech żyje jak najdłużej, na cześć i sławę plemienia&#13;
naszego!3&#13;
&#13;
Śmierć Kopernickiego zaważyła na losach dzieła Kolberga; zabrakło&#13;
­bowiem starań ich największego rzecznika. Pozostawiony Kopernickiemu legat 1600 zł reń. w gotówce nie pokrywał wynoszących 2400 zł reń.&#13;
roszczeń Drukarni Uniwersyteckiej; na jej składzie i w komisie księgarni&#13;
Friedleina zalegały w ogromnej ilości ponad 11 tysięcy egzemplarzy rozchodzące się słabo tomy Ludu. Dopiero w 1905 roku cały ten zasób, liczący&#13;
nawet około połowy nakładu niektórych tomów, zakupiła Akademia Umiejętności, spłacając dług drukarni, a pozostałą sumę przeznaczając dla bratanic Kolberga: Antoniny z Kolbergów Brzozowskiej i Walentyny Kolberg.&#13;
Wiadomość tę, wraz z doniesieniem o śmierci Kopernickiego i wspomnieniem biograficznym, podał „Czas” 1891 w nr. 219 (z 26 IX), w dziale Kronika, Kraków 25 września. Tamże,&#13;
w nr. 220 i 221 (z 27 i z 29 IX), w Kronice, informacje o pogrzebie, na którym zgodnie z życzeniem zmarłego nie było wieńców na trumnie i mów pogrzebowych nad grobem. Nekrolog&#13;
opublikowała też „Nowa Reforma” 1891, w nr. 219 (z 26 IX), w Kronice. Obszerny artykuł pióra&#13;
Karłowicza ze wspomnieniem dorobku, zasług i osobowości zmarłego, biografią i bibliografią&#13;
prac oraz z fragmentami jego listów zamieściła „Wisła” T. V: 1891, s. 1001–1025 (odb. Kraków&#13;
1892), a w „Tygodniku Ilustrowanym” z 1891 r., w nr. 94 (z 17 X) ukazał się tekst tego samego&#13;
autora pt. Śp. Izydor Kopernicki. Wspomnienie pozgonne. Zob. też A. Wrześniowski Izydor&#13;
Kopernicki. Wspomnienie pośmiertne, „Gazeta Lekarska” 1891, nr 45 (z 7 XI) i odb.&#13;
2&#13;
„Kwartalnik Historyczny” R. VI: 1892, s. 357 (recenzja na s. 352–357).&#13;
3&#13;
Jan Karłowicz Oskar Kolberg, „Wisła”, T. III: 1889, s. 473.&#13;
1&#13;
&#13;
501&#13;
&#13;
�Archiwum Kolberga porządkowano i zabezpieczono w osobnym pomieszczeniu1. Dalsze burzliwe losy spuścizny rękopiśmiennej Kolberga, której nie&#13;
oszczędziła II wojna światowa, a przedtem niefrasobliwe działania niektórych penetrujących ją badaczy oraz nie zawsze kompetentnych wydawców&#13;
jej fragmentów, aż do decyzji i realizacji edycji Dzieł wszystkich, to już&#13;
przedmiot osobnego opracowania2.&#13;
Po dwu latach od śmierci Kolberga doczekał się też interwencji zaniedbany grób autora Ludu. W 1892 roku Władysław Żeleński podjął inicjatywę budowy pomnika nagrobnego ku czci Oskara Kolberga. Swój apel do&#13;
Krakowian o społeczną zbiórkę funduszy na ten cel, ogłoszony na łamach&#13;
„Czasu”, wsparł przypomnieniem zasług Kolberga dla nauki i kultury narodowej oraz długu pamięci, jaki ma do spłacenia wobec niego społeczność&#13;
miasta, z którym był związany. Podzielił się tam również osobistymi wspomnieniami, związanymi z zaprzyjaźnionym z nim autorem Ludu3. Na rzecz&#13;
budowy pomnika zorganizował Żeleński dwa koncerty, które odbyły się 16&#13;
listopada 1892 roku i 7 grudnia 1893 roku w sali Hotelu Saskiego4. Prezesem Komitetu organizującego tę akcję został Łepkowski. Pomnik nagrobny&#13;
przedstawiający popiersie Kolberga wykonał w brązie wybitny rzeźbiarz&#13;
i kostiumolog krakowski, Tadeusz Błotnicki (1858–1928). Dzięki mieszkańcom Krakowa, ze środków uzyskanych z koncertów, nowy nagrobek wystawiono na cmentarzu Rakowickim w 1893 roku. Na froncie obelisku wyryto&#13;
napis: „Oskar Kolberg 1814–1890 – Zasłużonemu Ojczyźnie – rodacy”, a na&#13;
bokach: „Polskę całą przeszedł, lud poznał i ukochał, zwyczaje jego i pieśni&#13;
w księgi złożył”5. Ponadto w kościele ewangelickim św. Marcina przy ulicy&#13;
Grodzkiej w Krakowie wmurowano, zapewne z inicjatywy pastora Gabrysia,&#13;
Zob. W. Bieńkowski Kolberg w Krakowie…, s. 116 i 117.&#13;
Zagadnienia te omawia A. Skrukwa w pracy Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga.&#13;
Jej dzieje, edycje i stan obecny w: Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło cz. III (DWOK T. 85/III).&#13;
3&#13;
W. Żeleński W sprawie pomnika dla Oskara Kolberga, „Czas” 1892, nr 261 (z 13 XI) i 262&#13;
(z 15 XI).&#13;
4&#13;
Informacje o koncertach oraz sprawozdania z nich zamieszczał „Czas”. Doniesienie o koncercie z 16 XI 1892 r. zob. Kronika, „Czas”, 1892, nr 263 (z 16 XI), sprawozdanie zob. Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 265 (z 18 XI) i Kronika, nr 268 (z 22 XI). Zapowiedzi koncertu&#13;
z 7 grudnia 1893 r. zob. Kronika, „Czas” 1893, nr 271 (z 26 XI), Ruch artystyczny i umysłowy,&#13;
tamże, nr 274 (z 30 XI), Kronika, tamże, nr 275 (z 1 XII) i nr 279 (z 6 XII), sprawozdanie zob.&#13;
Ruch artystyczny i umysłowy, tamże, nr 281 (z 8 XII).&#13;
5&#13;
3 czerwca w 2014 roku, ogłoszonym w dwusetną rocznicę urodzin „Rokiem Kolberga”,&#13;
uroczyście odsłonięto na cmentarzu Rakowickim ten nagrobek badacza po renowacji.&#13;
1&#13;
2&#13;
&#13;
502&#13;
&#13;
�tablicę pamiątkową poświęconą Kolbergowi, „etnografowi, miłośnikowi&#13;
i znawcy ludu”. W czasie wojny została jednak usunięta i zniszczona przez&#13;
hitlerowców. Dopiero w 2012 roku odnaleziono jej dwa roztrzaskane fragmenty i zaplanowano rekonstrukcję. Ponowne odsłonięcie odtworzonej&#13;
tablicy epitafijnej w kościele św. Marcina nastąpiło 12 października 2014&#13;
roku1. Najtrwalszym pomnikiem Oskara Kolberga dla kultury i nauki polskiej pozostaje jednak ogromny dorobek badacza zawarty w jego dziele –&#13;
nasze cenne dziedzictwo narodowe.&#13;
&#13;
Tj. także w „Roku Kolberga”. Zob. Oskar Kolberg w Krakowie-Rok Kolberga; www.kolberg2014.org.pl/pl/2014/aktualności/oskar-kolberg-w-krakowie [wiadomość o odnalezieniu&#13;
fragmentów tablicy i planie jej odtworzenia] oraz https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/8366/1/A-Rataj-Kolberg-i-Gloger.pdf [informacja o uroczystości odsłonięcia tablicy,&#13;
s. 332]; dostęp: 7 września 2020.&#13;
1&#13;
&#13;
�Spis ilustracji&#13;
&#13;
1. Portret Juliusza Kolberga, malował Antoni Kolberg około roku 1850 według&#13;
wcześniejszej litografii. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.&#13;
2. Portret Karoliny Kolberg, matki, malował Antoni Kolberg około roku 1850. Ze&#13;
zbiorów prywatnych. Fot. Barbara Polakowska.&#13;
3. Portret Oskara Kolberga, fotografia zaginionego portretu malowanego przez Antoniego Kolberga około roku 1848. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga&#13;
w Przysusze.&#13;
4. Widok dworca kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie, litografia&#13;
J. Ceglińskiego. Ze zbiorów Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze.&#13;
5. Szkic autobiografii Oskara Kolberga, rkp. w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU&#13;
i PAN w Krakowie, sygn. 2183, k. 68, fragment.&#13;
6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga&#13;
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 5, fragment.&#13;
7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861, rkp. Oskara Kolberga&#13;
w zbiorach Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, sygn. 3210, k. 6, fragment.&#13;
8. Autoportret Antoniego Kolberga wykonany około r. 1850. Ze zbiorów prywatnych. Fot. Ryszard Petrajtis.&#13;
9. Józef Konopka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.&#13;
10. Antonina Konopczanka, fotografia Walerego Rzewuskiego. Ze zbiorów prywatnych.&#13;
11. Widok dworu Konopków w Modlnicy, akwarela Tadeusza Rybkowskiego&#13;
z r. 1874. Ze zbiorów prywatnych.&#13;
12. Izydor Kopernicki. Fotografia ze zbiorów Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.&#13;
13. Józef Majer, drzeworyt Aleksandra Regulskiego według fotografii Walerego Rzewuskiego reprodukowany w „Tygodniku Ilustrowanym” 1878, T. 5, nr 110, s. 1.&#13;
14. Karolina Kolberg, żona Antoniego. Fotografia ze zbiorów Muzeum im. Oskara&#13;
Kolberga w Przysusze.&#13;
15. Portret Oskara Kolberga, malował Tadeusz Rybkowski w r. 1875, w zbiorach&#13;
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze. Fot. Barbara Polakowska.&#13;
16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt Józefa Holewińskiego według rys. Franciszka Tegazzo reprodukowany w „Kłosach” 1877, T. 25, nr 627, s. 1.&#13;
Dziękujemy pani Katarzynie Markiewicz za pomoc w doborze ilustracji i ustaleniu&#13;
ich źródeł.&#13;
&#13;
�505&#13;
&#13;
��1. Juliusz Kolberg, mal. Antoni Kolberg&#13;
&#13;
�2. Karolina Kolberg, matka, mal. Antoni Kolberg&#13;
&#13;
�3. Oskar Kolberg, mal. Antoni Kolberg&#13;
&#13;
�4. Dworzec kolei żelaznej warszawsko-wiedeńskiej w Warszawie,&#13;
litografia J. Ceglińskiego&#13;
&#13;
�5. Szkic autobiografii, rękopis Oskara Kolberga&#13;
&#13;
�6. Wykaz dochodów Oskara Kolberga z początku roku 1861,&#13;
rękopis Oskara Kolberga&#13;
&#13;
�7. Wykaz wydatków Oskara Kolberga z początku roku 1861,&#13;
rękopis Oskara Kolberga&#13;
&#13;
�8. Autoportret Antoniego Kolberga&#13;
&#13;
�9. Józef Konopka, fotografia W. Rzewuskiego&#13;
&#13;
�10. Antonina Konopczanka, fotografia W. Rzewuskiego&#13;
&#13;
�11. Dwór Konopków w Modlnicy, mal. T. Rybkowski&#13;
&#13;
�12. Izydor Kopernicki, fotografia A. Szuberta&#13;
&#13;
�13. Józef Majer, drzeworyt A. Regulskiego według fot. W. Rzewuskiego&#13;
&#13;
�14. Karolina Kolberg, żona Antoniego, fotografia nieznanego autora&#13;
&#13;
�15. Oskar Kolberg, mal. T. Rybkowski&#13;
&#13;
�16. Wilhelm Kolberg, drzeworyt J. Holewińskiego według rys. F. Tegazzo&#13;
&#13;
��ISBN 978-83-95-9125-7-3&#13;
&#13;
�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154186">
              <text>Oskar Kolberg. Człowiek i dzieło : część I: Biografia</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154187">
              <text>Kolberg, Oskar (1816-1890) ; biografie ; folklor tradycyjne ; etnografia</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154188">
              <text>Oskar Kolberg - Dzieła wszystkie, tom 85/I; 526 stron, 16 ilustracji kolorowych &#13;
</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154189">
              <text>Millerowa, Elżbieta&#13;
&#13;
</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="154190">
              <text>Skrukwa, Agata</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154191">
              <text>Instytut im. Oskara Kolberga</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154192">
              <text>pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154193">
              <text>2024</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154194">
              <text>Licencja PTL</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154195">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="154196">
              <text>książka</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
