<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11430" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11430?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T00:02:41+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="11408">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f91cabff508dc8d849a75749f7defa8a.pdf</src>
      <authentication>087214c2aa4a18a64ec839b61a731f8e</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136195">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4554</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136196">
              <text>1963</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136197">
              <text>tradycja ludowa</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="136198">
              <text>natura</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="136199">
              <text>Kurpie</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="136200">
              <text>przyroda</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="136201">
              <text>krajobraz</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="136202">
              <text>Puszcza Zielona</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="136203">
              <text>wizja świata</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136204">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4233</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136205">
              <text>Tradycyjne poglądy na piękno przyrody w wypowiedziach chłopów Kurpiowskiej Puszczy Zielonej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136206">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2, s.97-109</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136207">
              <text>Olędzki, Jacek</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136208">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136209">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136210">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="136211">
              <text>U. 1. „Ptaszek",
wycinanka,
24 X 30 era. Wyk. w 1954 r.
Stanisława Staśkiewicz,
Strzałki,
pow. Ostrołęka. II. 2. Rozalia
Bednarczyk ze wsi Dylewo, pow.
Ostrołęka, z palmą
wykonaną
na Niedzielę Palmową w 1960 r.

Jacek

Clądzki

T R A D Y C Y J N E

P O G L Ą D Y

NA

W WYPOWIEDZIACH

CHŁOPÓW K

RPIOWSKIEJ P U S Z C Z Y

W literaturze etnograficznej przyjęto szukać źródeł
nieprzeciętnych uzdolnień plastycznych ludu wiejskie­
go w sferze wrażliwości estetycznej twórców, w pre­
dyspozycjach wewnętrznych, czy jakimś właściwym
ludowi światopoglądzie artystycznym . Sądy takie
utrzymują się po dzień dzisiejszy, przy czym trudność
ich uzasadnienia względnie odrzucenia polega na
tym, iż zbyt mało poświęcono Sfetychczas uwagi
1

1

Por. Seweryn Udziela, Poczucie piękna ludu
ropczyckiego, „Wisła", t. I I I , 1889, s. 19—20,24; Euge­
niusz Frankowski, Sztuka ludu polskiego, „Mono­
grafie artystyczne", t. X V I I , Kraków 1928, s. 5—6;
tenże, Sztuka ludu w Polsce — Malowanki, „Mono­
grafie artystyczne", Warszawa — Kraków 1928, s. 4;
tenże, Sztuko ludowa, „Wiedza o Polsce", t. 5/III,
s. 345,357; Tadeusz Dobrowolski, Śląska rzeźba w
drzewie, Wydawnictwo Muzeum Śląskiego w Kato­
wicach, dz. I , t. I , 1930, s. 6,12; Ksawery Piwocki,
Zagadnienie metody w badaniach nad sztuką ludową,
„Lud", seria I I , t. X 1931, s. 2,7,9—12; tenże, Z badań
nad powstawaniem stylu ludowego, „Przegląd Współ­
czesny", 1936, s. 95; Karol Iwanicki, Figura Chrystusa
Frasobliwego, Warszawa 1933, s. 11; Mieczysław Gładysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku, Kra­
ków 1935, s. 7—16; tenże, Zdobnictwo metalowe na
Śląsku, Kraków 1938, s. 2—8; Stanisław Dąbrowski,
Pisanki lubelskie, Lublin 1936, s. 6—7; Tadeusz Se­
weryn, Polskie ?nalarstu&gt;o ludowe, Wydawnictwo
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, nr 10, Kraków
1937, s. 66—74; tenże, Sztuka ludowa w Polsce (ka­
talog wystawy), Kraków 1948, s. 23—24; Marian Morelowski, Hafty ludowe Wołynia, „Rocznik Wołyński",
t. V I I , 1938, s. 3—4,8; Kazimierz Moszyński, Kultura
ludowa Słowian, cz. I I , z. 2, Kraków 1939, s. 733—
760; Józef Grabowski, Wystawa krakowska malar­
stwa i grafiki ludowej, „Polska Sztuka Ludowa",
1948, nr 6/7/8, s. 10,20,35—46; tenże, Zagadnienie stylu
ludowego, „Polska Sztuka Ludowa", 1948, nr 9/10, s. 3.

P I Ę K N O

PRZYRODY
ZIELONEJ

�szczegółowym badaniom nad interesującym nas za­
gadnieniem. Tak np. jedyna znana mi w naszej
literaturze próba ogólnej charakterystyki wrażliwości
estetycznej ludu na piękno przyrody, podjęta przez
K. Moszyńskiego , opiera się na kilku zaledwie wy­
powiedziach chłopów oraz paru ogólnych spostrzeże­
niach, których dostarczyli badacze albo nie wnika­
jący w złożony charakter przedmiotu , albo też tylko
marginesowo a nawet przypadkowo o niego za­
haczający .
Taki stan wynika w głównej mierze z obiektyw­
nych trudności, jakie wyrastały przed badaczem
podejmującym kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu
próbę badania niniejszego przedmiotu. Już Cz. Piet­
kiewicz zwracał uwagę, jak szczelnie współcześni
mu chłopi ukrywają wszelkie wewnętrzne doznania,
których nie sankcjonowałby surowy, konieczny praktycyzm życiowy, względnie (można by dodać) jakieś
wyższe racje np. wiary . Stąd trudności w wywo­
łaniu spontanicznych reakcji na piękno, zwłaszcza
przyrody, i uzasadniony krytycyzm wobec progra­
mowych indagacji opartych o kwestionariusz pytań .
Wydaje się, że dzisiaj, kiedy w obyczajowości wsi
dokonują się głębokie, gwałtowne przeobrażenia,
2

3

4

5

fi

2

Por. Kazimierz Moszyński, Kultura ludotoa Sło­
wian, cyt. wyd., s. 733—742.
Por. informacje Czesława Pietkiewicza, prze­
kazane listownie K. Moszyńskiemu, oraz dane za­
mieszczone w przypisie pracy: N. Ivanickij, Materiały
po etnografii vologodskoj gubernii, r. 1890, s. 118.
(K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cyt. wyd.,
s. 737—739).
Takim źródłem jest: M . Gładysz, Góralskie
zdobnictwo drzewne na Śląsku, Kraków 1935, s. 37.
Autor dokonał pionierskiego dzieła dostarczenia
pierwszych, opartych na wnikliwych, naukowych pod­
stawach badawczych, danych o poglądach estetycz­
nych górali śląskich. Poświęcił jednak uwagę, zgod­
nie z tematem pracy, poglądom estetycznym oraz
podnietom twórczym, dotyczącym zdobnictwa w drze­
wie, nie zajmując się wrażliwością estetyczną w szer­
szym zakresie, w tym również na piękno przyrody.
Jednak autor przytacza wypowiedź, w której infor­
mator wyznaje, iż rzeźbienie w czasie surowej zimy
przywodzi mu na myśl miłe wspomnienia letnich,
gwiaździstych nocy. Wyznanie beskidzkiego górala
3

4

98

następuje znaczne rozluźnienie tych wszystkich krę­
pujących osobowość chłopa reguł. Warto również
zwrócić uwagę na konsekwencje zaniku, względnie
znacznego osłabienia antagonizmów klasowych, czy
antagonizmów między wsią a miastem. Pewne postawy
i poglądy przestały uchodzić za synonim pogardzanej
przez chłopa jaśniepańskiej lub nawet miejskiej
lekkomyślności, niefrasobliwości itp. Należy wreszcie
dodać, że dysponujemy dzisiaj bez porównania do­
skonalszym aparatem naukowej dokumentacji (zapis
na taśmie magnetycznej, filmowej itp.). Wszystko to
sprzyja odrobieniu istniejących zaległości w zajmu­
jącym nas przedmiocie.
Dane, które pragnę przedstawić w niniejszym
opracowaniu, stanowią rozszerzenie materiałów publi­
kowanych już w „Polskiej Sztuce Ludowej" . Przed­
stawiają one częściowy rezultat badań prowadzonych
cd dłuższego czasu na terenie Kurpiowskiej Puszczy
Zielonej . Celem ich było prześledzenie, na przestrzeni
ostatnich kilkudziesięciu lat, zależności między osiąg­
nięciami artystycznymi a wrażliwością estetyczną
u jednostek starszego i młodszego pokolenia .
Przedstawienie całokształtu wyników badań wy­
kracza poza określone ramy szkicu i dlatego, zastrze7

8

9

często było wykorzystywane jako jeden z dowodów
wielkiej subtelności doznań estetycznych chłopów pod
wpływem piękna przyrody. Powołuje się na nie rów­
nież K. Moszyński, op. cit., s. 741.
Czesław Pietkiewicz, Kultura duchowa Polesia
rzeczyckiego, Warszawa 1938, s. 258—261.
Por. K. Moszyński, Przedmowa do pracy: M .
Gładysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku,
Kraków 1935, s. V; Cz. Pietkiewicz, op. cit., s. 258.
Por. J. Olędzki, Wypowiedzi rybaków kurpiow­
skich o wyglądzie ryb, „Polska Sztuka Ludowa" 1959,
nr 1/2, s. 73—75; tenże, Rybołówstwo na terenie kur­
piowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX do połowy
XX w. w pracy zbiorowej Kurpie — Puszcza Zielo­
na, Tradycje historyczne a problem regionu, t. I ,
„Biblioteka Etnografii Polskiej", 1962, nr 5, s. 140—141.
Badania przeprowadzono w ramach stałej pracy
w Zakładzie Etnografii I H K M PAN w Warszawie.
Zebrane materiały znajdują się w Archiwum Zakładu
i stanowią jego własność.
Określeń — starsze i młodsze pokolenie uży­
wam w znaczeniu ogólnym. Do starszego pokolenia
5

8

7

8

9

�gając sobie prawo powrotu do podjętego tematu,
obecnie ograniczę się jedynie do przedstawienia ma­
teriałów zasygnalizowanych w tytule.
Będą to wypowiedzi wyłącznie ludzi starszych
0 tym co uznają za piękne lub brzydkie w otaczają­
cym ich świecie przyrody. Ograniczając się do wy­
powiedzi informatorów urodzonych nie później niż
przed 1920 rokiem, można mieć pewność, że roz­
patruje się poglądy stosunkowo najściślej związane
z okresem pełnej żywotności tradycyjnej twórczości
plastycznej, a więc najbardziej reprezentatywne dla
działających w tym czasie twórców, których wysokie
osiągnięcia artystyczne dobrze są znane.
Badania prowadzone były głównie we wsiach
położonych w centralnych partiach
Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej — w miejscach, gdzie najżywiej
zachowała się tradycyjna twórczość plastyczna. Przy
wyborze informatorów zwracano uwagę na ich umie­
jętności. Wybór więc padał najczęściej na znane
tkaczki, wycinankarki i in. Nie pominięto jednak
1 tych, którzy potrafili tylko np. zdobić jaja, czy
lepić figury z ciasta (byli to najczęściej mężczyźni).
Do celów porównawczych zebrano także wypowiedzi
miejscowych rzemieślników — kowali i cieśli oraz
osób nie zajmujących się żadną dziedziną tradycyjnej
twórczości plastycznej.
Badaniami objęto reakcje estetyczne na: pory
roku, dnia i nocy, krajobraz (jego konfiguracja i szata
zewnętrzna), florę (drzewa, krzewy, kwiaty ogrodowe
i polne), faunę (zwierzęta leśne, ptaki, owady i ryby),
zwierzęta hodowlane (konie i krowy) oraz wygląd
człowieka. Uzyskane wypowiedzi noszą niestety często
piętno badań prowadzonych w oparciu o kwestio­
nariusz pytań. Chociaż pochodzą od różnych osób,
niekiedy zbudowane są podobnie, a w swej tonacji
wyrażają jakąś wspólną postawę człowieka jndagowanego znienacka ,w sprawach, nad k t o ^ h i i nie
zawsze miał możność się zastanawiać . Oczywiście
najbardziej przydatne byłyby wypowiedzi sponta­
niczne, nie wywołane umyślnymi pytaniami badacza.
Na tę formę badań nie było jednak odpowiednich
warunków (np. konieczność długotrwałego przebywa­
nia w badanym środowisku i to w charakterze jego
członka). Zresztą i w takich warunkach nie byłoby
pełnej gwarancji, że we wszystkich interesujących
nas sprawach można by bez ingerencji zdobyć po­
trzebny materiał.
Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia przyjęta zasada
doboru przedstawianych tekstów wypowiedzi. Mijałoby
się oczywiście z celem podanie całego ich zestawu,
tak obszernego, jaki udało się zgromadzić . Wiele
bowiem wypowiedzi nie różni się ani pod względem
wyrażonego w nich stanowiska, ani użytej argumen­
tacji. Nawet forma ich często jest zaskakująco zbież­
na. Z drugiej jednak strony, ze względu na znaczenie
tych wypowiedzi stanowiących mało dotychczas wy­
korzystane źródło w literaturze przedmiotu, nie byłaby
chyba celowa zbytnia ich selekcja, prowadząca do
podawania tylko najbardziej
charakterystycznych
przykładów. Należy też mieć na uwadze, iż przepro­
wadzając analizę poglądów estetycznych grupy ludzi
w ten sposób, że kolejno omawia się ich stanowiska
wobec tych samych konkretnych dziedzin — gubi
10

11

zaliczam urodzonych w okresie od siedemdziesiątych
lat X I X w. do dwudziestych lat X X w., a do młod­
szego — urodzonych w okresie od dwudziestych do
czterdziestych lat X X w. Oczywiste jest, że okreś­
lony wiek osoby badanej nie może stanowić wystraczającego wskaźnika — z jakim należy wiązać go
etapem czy rodzajem przeobrażeń zachodzących w l u ­
dowej kulturze duchowej. Trudno bowiem wyznaczyć
jakieś ścisłe granice dla tych przeobrażeń, jak też
przyjąć, iż u każdego człowieka przebiegają one
jednakowo.

II. 3. Izba Rozalii Skrodzkiej podczas konkursu
na wnętrze chaty kurpiowskiej w 1949 r. Swidborek, pow. Ostrołęka. 11. 4. „Leluja",
wycinan­
ka, 20,8 X 11,8 cm. Wyk. Marianna
Bałdyga,
Wach, pow. Ostrołęka.
II. 5. „Zielko",
wycinan­
ka. Wyk. w 1960 r. Ewa Rydel,
Charciabałda,
pow. Ostrołęka.

się w jakimś momencie obraz indywidualności auto­
rów, która może wyrażać się w niejednolitej skali
doznań wobec estetycznych wartości poszczególnych
przedmiotów czy zjawisk. Dlatego też starałem się,
aby cytując po raz pierwszy informatora przytoczyć
jak największą ilość jego wypowiedzi i to dostatecz­
nie reprezentatywnych.
POGLĄDY NA PIĘKNO PORY DNIA, NOCY I ROKU
Starzy Kurpie przyjmują istnienie dnia i nocy
jako odrębnych stadiów cyklicznych przemian czaso­
wych, nie łącząc ich w jedną — tak jak my to widzi­
my — dobę. Inaczej też, nieraz krańcowo różnie
ustosunkowują się do dnia (pory odpowiedniej
do pracy i wszelkich czynności życiowych), i inaczej
do nocy, która nie jest tak pożyteczna. Ścisłe uzależ­
nienie organizacji dnia pracy na wsi od naturalnego
10

„Nie miałem na względu, którna rybka strojniejsa. Gdyby cłek wiedział, ze będzie go kto o to
pytał, to by sobie powyglądał co piękniejse". Wy­
powiedź 79-letniego Władysława Nasiadki (pełniejsze
dane w przypisie 15).
n w wyniku przeprowadzonych badań zgroma­
dzone zostały odpowiedzi na kwestionariusz zawiera­
jący ok. 50 pytań. Wywiadem indywidualnym obję­
tych zostało ogółem 40 osób. W niniejszej pracy wy­
korzystane zostały w pełni wypowiedzi 17 informa­
torów.

99

�porządku, jaki wyznacza wschód i zachód słońca,
determinowało w jakiś sposób charakter tradycyjnych
na Kurpiowszczyźnie postaw wobec swoistego piękna
dnia i nocy, a także pór przejściowych — poranku
i wieczora.
Dzień, jak mówią Kurpie, rozpoczyna „rano",
„ranek", „poranek" lub „zaranek", czy też „zeranek".
Tych dwóch ostatnich nazw używano dawniej najpowszechniej, Dzień kończy i noc rozpoczyna „wie­
czór" (używa sie też określeń „na wiecór" i „podwiecór").
Oto zestaw najczęściej spotykanych wypowiedzi
na temat tych pór:
„Najmilsy i najpiękniejsy, to jest zaranek, bo
Pan Bóg daje cłowiekowi na cały dzień dobre. Dał
przeżyć noc i do roboty dzień, zeby się przerobiło".
(Stefania Samsel)
„Rano je najładniej bo cłowiek wyspany i tseźwy.
Wiecorem to jus nie tak ładnie, bo cłowiek zmęcony."
(Marianna Bałdyga)
„Poranek najprędzej podziwiam, bo wypocętam,
raźna jakaś do roboty. Najgorsa je przed wiecorem,
bom najcięzsa, ręce, nogi bolom z całego dnia mdleją."
(Stanisława Staśkiewicz)
„Z rana je piękniej, bo to rosa w te koraliki się
zebrała. Ziemia wtedy paruje, rosa wychodzi, urodzaj
sie okazuje, wtedy wsystko wychodzi na wiezch, a to
jest kozyść. A na wiecór, to nawet ten ptak jek zrywa
sie z gniazda, to zaśpiewa az z rana." (Władysław
Nasiadka)
W wypowiedziach tych ujawniają się reakcje wy­
łącznie na praktyczną przydatność określonych pór
dnia, wprowadzających człowieka w stan większej
lub mniejszej sprawności fizycznej. Nie zawsze też
informatorzy umieją dostatecznie jasno to wyrazić.
Mężczyźni, którzy na ogół lepiej niż kobiety znają
drobne tajemnice przyrody (procesy wegetacyjne
dokonujące się na przestrzeni dnia), bardziej szczegó­
łowo uzasadniają swoje stanowiska. Dlatego też
wszystkie te wypowiedzi podkreślają wartości, jakie
wnosi poranek, natomiast o wieczorze, jeśli się już
mówi, to tylko w kontekście nadchodzących z tą
porą fizycznych utrudzeń ciała i zamierającego
w przyrodzie życia.
Ale zdarzają się wypowiedzi innego rodzaju:
„W zaranku, to ślicnie rosa ładny zapach daje
i ładnie wiecorem, bo zapach z drzew, a w południe,
to nie, bo słunko grzeje i trzeba sie schować."
(Marianna Zalewska)
„W zaranku najlepiej, psyjemnie, to je rosa.
słonko bystre świeci, cichutko, a w południe to
gorącka trzeba spać się położyć. Wiecorem niebo najstrojniejse, wtedy są na niebie ołtarze, a rano to
słońce jesce śpi, to ołtarzów nima. Ja łubie do nieba
popatseć ale zaranek najładniejsy." (Rozalia Skrodzka)
12

13

14

15

10

17

12

Stefania Samsel, ur. 1916, zam. w. Browary,
pow. Ostrołęka. Niezamożna, nauczyła się wycinać
w szkole, znalazła w wycinankarstwie dodatkowe
źródio zarobku. Umie tkać i haftować.
Marianna Bałdyga, ur. 1885, zam. w. Wach,
pow. Ostrołęka. Zamożna. Uprawiała z zamiłowania
wszelkie rodzaje tradycyjnej twórczości plastycznej.
Dzięki zdolnościom wokalnym i świetnej znajomości
pieśni często organizowała wesela.
Stanisława Staśkiewicz z domu Poręba, ur.
1912 w Tatarach, pow. Ostrołęka. Średniozamożna.
Umie tkać i lepić figury z ciasta.
Władysław Nasiadka, ur. 1883 r., zam. w. Strzał­
ki, pow. Ostrołęka. Niezamożny. Nie posiada żadnych
zdolności plastycznych, długie lata spędził na emi­
gracji zarobkowej w Ameryce.
Marianna Zalewska, ur. 1893, zam. w. Łyse,
pow. Kolno. Średniozamożna. Potrafi wycinać, malo13

14

15

18

100

Ujawnia się tutaj, chociaż w sposób bardzo nikły,
odczuwanie efektów wizualnych czy powonieniowych,
które się wiążą ze zmianami pór dnia. Jednak po­
dziwianie uroków zachodu czy wschodu słońca jest
ogółowi zupełnie obce. Tylko ci, którzy w jakiś
sposób zetknęli się z innym środowiskiem lub mieli
lepsze warunki życiowe, pozwalające na korzystanie
np. z książek, znajdują zadowolenie, i to niewątpliwie
estetyczne, w podpatrywaniu tworzących się na nie­
bie, jak to mówi jedna z informatorek, „ołtarzy".
Niekiedy staje się to dla nich prawdziwą potrzebą.
Ale takie doznania u starszych ludzi należą do wy­
jątkowych. Wszystko bowiem, co dokonuje się w
przyrodzie pod wpływem zmian pór dnia, a nie ma
chociażby pośredniego, korzystnego lub niekorzyst­
nego wpływu na codzienne sprawy bytowe, uchodzi
ich uwagi, nie wywołując tym samym jakichś
doznań estetycznych.
Stąd też bierze się obojętność większości tych
ludzi na uroki nocy, nawet księżycowej, gwiaździstej.
„Ja w nocy nie patse za widokami, nigdzie nie
wychodzę, bo jek się połoze, to zeby strachy chodzili,
zeby mnie wynieśli, to sie nie obudzę. Mozę tam
być księżyc najsykowniejsy, cały w pełni, nie mam
takiego upodobania, zeby głowę do niego jak pies
zadzierać." (Marianna Zalewska)
„Nie miałem tego zaletu, zeby popatseć na gwiaz­
dy i podumać. Nie zajmuje się tym, nie łubie patsyć
na gwiazdy. Nie miałem casu dumać. A jest tu taki
sąsiad, to on mówi, ze się na tym nawet wyznaje."
(Władysław Nasiadka)
Przy tym nastawieniu jakieś znaczenie może mieć
tylko to, czy noc jest wietrzna czy cicha, widna albo
ciemna, jednym słowem — o ile utrudnione jest
wówczas poruszanie się po świecie.
„Łubie tylko cichą noc, spokojną taką i widną,
kiedy księżyc pokazuje drogę i wiatru nie ma, bo
wiatr tylko drogi naddaje... A jak juz idzie burza
to śmerć, to jus śmerć dla mnie. Nawet jek same
błeskawice, to koniec świata. Nie łubie na to patrzeć,
wcale nawet nie patrzę, bo to jakby cały świat się
palił, jakby na palący świat się popatsył". (Stanisława
Olender)
W ocenie pór roku najpopularniejsze wśród star­
szego pokolenia Kurpiów jest stanowisko polegające
na uznawaniu piękna wiosennego, w najlepszym
razie również wczesnego lata, przy zdecydowanej
niechęci wobec tego wszystkiego, co wnoszą do życia
w przyrodzie jesień i zima. Interesujące są motywy
takiego stanowiska:
„Najładniejsy to maj, cerwiec i jesce lipiec z pocątku, a potem sie robi smętnie. Na wiosnę i wczes­
nym latem wtedy na łąkach kwiatuski, żytko sie
zieleni, wtedy świat istnieje. Potem robi sie saro,
drzewka juz nie rosną, a w sierpniu to juz sara
godzina. Przy końcu roku, to jakby do grobu wloz,
nie ma nic wyglądu, świat sie ogołusa." (Stanisław
Koprek)
18

19

wać jajka, lepić figury z ciasta, tkać. Umiejętności te
wykorzystywała tylko dla własnych potrzeb.
Rozalia Skrodzka, ur. 1880, zam. w. Swidwiborek, pow. Ostrołęka. Pochodzi z rodziny leśnika.
Ojciec jej cieszył się opinią człowieka światłego —
czytającego książki. Z zamiłowaniem uprawia wy­
cinankarstwo dla siebie i dla innych. Umie tkać, ma­
lować jajka, lepić figury z ciasta. Prowadzi wesela,
zna dużo pieśni.
Stanisława Olender, ur. 1919, zam. w. Strzałki,
pow. Ostrołęka. Średniozamożna. Jej matka była
znaną wycinankarką. Sama wycina w związku z za­
potrzebowaniem z zewnątrz. Umie tkać, robi bardzo
piękne pisanki, lepi figury z ciasta.
Stanisław Koprek, ur. 1897, zam. w. Klimki,
pow. Ostrołęka. Gospodarz zamożny. Umiał doskonale
pleść koszyki, zajmował się trochę ciesiołką.
17

18

19

�POGLĄDY

NA PIĘKNO

KRAJOBRAZU

Kurpiowska Puszcza Zielona to — jak wiadomo —
rejon równinny, gdzieniegdzie urozmaicony ledwie
widocznymi wzniesieniami moren polodowcowych,
które Kurpie nazywają „górami", z jedną niewielką
pozostałością dawnej puszczy koło wsi Czarnia, poza
tym teren tu i ówdzie pokryty młodym, sosnowym
lasem, kępami olszyn w miejscach podmokłych,
wszędzie zaś indziej piaszczystych, nieurodzajnych
pól, które sąsiadują niekiedy z polanami lub pasmami
łąk, ciągnącymi się ponad korytami dosyć rozwiniętej
sieci rzeczek i strug. Można w tej okolicy wynaleźć
bardzo piękne miejsca, gdzieś u wysokich brzegów
Pisy lub Narwi, na duktach uroczyska leśnego Surowe-Czarnia, czy nawet tam, gdzie tylko pola i łąki
tworzą krajobraz. Te wyróżniające się zakątki nie
znane są jednak ogółowi mieszkańców Kurpiow­
szczyzny. Przeważająca ich większość orientuje się
jedynie w tym krajobrazie, który otacza wieś lub
który można dojrzeć z drogi do kościoła czy poblis­
kiego miasta.

II. 6. „Lalki", wycinanka.
Rydel, Charciabalda, pow,

Wyk. w
Ostrołęka.

1961 r. Ewa

„W maju najpiękniej, najprzyjemniej
pachnie
wszystko. Późniejsa pora to coraz gorsa, coraz cięzsa,
wrzesień najgorsy, kopanie, mus siedzieć na polu...
Wiosna to najpiękniejsa, bo najweselsa, wtedy sie
wsystko rozwija i pierwszy miesiąc lata ładny, a po
żniwach, to tak naprawdę, to już powietrze i słońce
inaczej chodzi. Zima to najgorsa, noc i noc i noc."
(Rozalia Bednarczyk)
Podobnych wypowiedzi można by przytoczyć wiele.
Przewija się w nich pogląd, iż miarą piękna pór
roku jest związana z nim większa lub mniejsza
żywotność roślinności. Wyrażeniu go służą określenia:
„do życia powstaje", „rodzi się", „wszystko się roz­
wija", „wychodzi na wierzch", „zieleni się", „kwitnie"
lub „ksitnie", „wszystko pachnie" i wtedy „świat
istnieje", „świat ma wygląd", „jest wesoły" — inaczej
niż wówczas gdy „nadchodzi sara godzina", „noc",
„jakby do grobu wloz", bo „wsystko omdlone", „smęt­
ne", „świat sie ogołusa", „drzewka nie rosną".
20

Wypadki reagowania na piękno pory jesiennej
i zimowej zdarzają się bardzo rzadko. Uwrażliwienie
w tym kierunku zasadza się jednak zawsze na wąskim
kręgu doznań. Jednostki obdarzone tą wrażliwością
obojętnie przyjmują np. zmiany barw roślin z na­
dejściem jesieni, czy walory wizualne ośnieżonej
ziemi, również sam śnieg, szron i mróz (np. na
szybach) nie zaprząta ich uwagi.
„Najlepiej mi się podoba wiosna, bo wszystko
do życia powstaje, a lato wsystko bardziej omdlone.
Jesień tez mi się podoba, bo wtedy cłowiek bardziej
zamyślony. Jak zima ostra, az skierki idą, to mi się
podoba, a jak taka rozlazła to nie. Wiosna, to radość
taką w sercu u cłowieka sprawia, bo wsystko takie
rozmaite, żywe — bardzo wzniosłe." (Anna Kordecka)
21

20

Rozalia Bednarczyk, ur. 1888, zam. w. Dylewo,
pow. Ostrołęka. Średniozamożna, zajmowała się tkac­
twem na zbyt i własne potrzeby. Potrafi stroić palmy
wielkanocne.
Anna Kordecka, ur. 1895, zam. Myszyniec, pow.
Ostrołęka. Siostra Rozalii Skrodzkiej, patrz przypis
17. Kilkuletni pobyt w Warszawie nauczył ją wysoko
21

Z drugiej znów strony, prawie każdy z informa­
torów miał w swym życiu okazję zetknięcia się
z krainami o zupełnie odmiennym wyglądzie, nieraz
uchodzącymi w powszechnej opinii za najpiękniejsze.
Było to za czasów ich młodości, kiedy wędrowali na
prace sezonowe do sąsiednich wsi mazurskich i war­
mińskich, kiedy udawali się na wieloletnią emigrację
zarobkową do Ameryki i w czasie ostatnich wojen,
które zawiodły wielu do najdalszych zakątków świata
(kraje dawnej Rosji, Chiny).
Jeśli poświęcam uwagę temu wszystkiemu, to
wyłącznie z myślą o właściwej interpretacji wypo­
wiedzi, w których nie zawsze znajduje pełne odbicie
charakter ziemi kurpiowskiej.
„Jakie tam zdrojowcyska w tej Francyji, a góry,
góra a na niej jesce góra, a na wierzchu woda rznie
do góry. A trawy jakie wysokie. Na kamieniu rosło
i na górze, bo tam zdrojowcyska. Taka trawa ze
przejść trudno. Ale mnie sie tu podoba. W naszych
stronach jest równo i tak zagajone, tak jakby umaione, a w insych, to tak smutno nie ma lasów..."
(Wł. Nasiadka)
„Ja to taki wzrok mam bystry, ze w ksiunzce
przez papsier zidze co na trzeciej karcie napsisane.
Wszyśćko dojźre lepsiej niz drugi przez liornetke.
Jek po morzu jechalim do Ameryki, to na przodku
mnie kapsitan postaził żebym mu meldował. To
azem go zadziwił! To je u mnie z przyrodzenia taki
talent, bodaj zreśtą może i scego innego. Mnie
wszyśćko enteresowało, zawdy s e wszyśćkiemu prze­
glądałem. Drugi to taki ślamazarny nic go nie enteresuje albo psije za duzo. Jek tam my byli, to ja
chodził sobzie na te niebotycne góry, dzie takie skały
byli świecące jek srebro. A te góry to tekie, ze można
iść, iść, stale iść i jej nie minie — z chmurami stojo
złącone. Ale po mojemu, to w nasych stronach natura
jest doskonalsa od Pana Jezusa przystepniejsa cłoziekoziu dana. Dla mnie, to nie ma jek w nasych
stronach. Juz za rzyką jest nie tak ładnie, chociaż
gleba urodliwa, góry sie tam ciungną dzie nie
pójdzies. Dla mnie tam je widok wyględny dzie
równo." (Apolinary Waśkiewicz)
;

22

„Gdzie równina, to m i się podoba, jek byłam
w Ameryce to widziałam góre, to jek obłok, ale to
na prawdę śkaradny widok. A jek równo, gdzie
cenić znane przez nią dziedziny twórczości: tkactwo,
hafciarstwo, wycinankarstwo. Pracowała dla muzeów
i miłośników sztuki ludowej.
Apolinary Waśkiewicz, ur. 1883, zam. w. Waszki, pow. Kolno. Niezamożny. Zajmował się ciesiołką,
potrafi lepić figury z ciasta.
22

101

�spojrzy jekby jebko kulnął — to pięknie." (Waleria
Brodzik)
Wszyscy informatorzy dostrzegają piękno wyłącz­
nie w krajobrazie równinnym. Tym jest on piękniej­
szy, im bardziej wyrównany. Wszelkie natomiast
nierówności terenowe uznaje się za szpecące. Widoki
najpiękniejszych gór przyjmowane są często ze
szczerą odrazą, najwyżej zaś z pewnym zaintereso­
waniem ich niezwykłą formą, dziwnością szaty, ale
zainteresowaniu temu nie towarzyszy zadowolenie
estetyczne.
Surowość krajobrazu, jego naturalne właściwości
— bez porównania w mniejszym stopniu, aniżeli to
wszystko co jest w nim dziełem człowieka — sta­
nowią przedmiot uwagi i pośrednio jakiegoś rodzaju
doznań, które nas interesują. Wydawałoby się, że
właśnie Kurpie, którzy jeszcze nie tak dawno wiele
korzystali z wszelkich pożytków starej puszczy, ci
ludzie nazywający się „puscakami" („my z puscy"),
powinni posiadać szczególnie rozbudowany świat
doznań estetycznych. Przedstawia się to jednak
zupełnie inaczej. Wróćmy do wypowiedzi już cyto­
wanej.
„Ale mnie się tu podoba. W nasych stronach jest
równo i tak zagajone, tak jakby umajone, a w
insych to tak smutno, nie ma lasów. Ale najlepiej
łubie się tam popatrzyć, gdzie dobrze zagospodarzone,
bujne zyto rośnie, kartofelki wyrosłe. Po mojemu
zdaniu jek las w porządku zasadzony w rządkach,
wtedy chęć cłowieka zbiera na niego popatrzeć, jek
na to żytko cy kartofelki." (Wł. Nasiadka)
Aby nie mieć wątpliwości, jak daleko ustępują
w wyobrażeniach starszych mieszkańców Kurpiow­
szczyzny walory lasu walorom estetycznym zagospo­
darowanych pól, czy też sianokośnych łąk, niech
świadczą dalsze wypowiedzi.
„Gdzie jest równe pole, tak równiutko, jezioro,
to najpiękniej. A gdzie góry, piaski, lasy jak tu,
to nie chce się wracać nawet. Ale muso tu zyć
gdzie góry choć to nieprzyjemnie. Dla mnie pole
ze zbożem rozmaitym, potem łąka najlepiej mi się
widzi, a na końcu to las." (Stanisława Staśkiewicz)
„Równina to najsykowniejsa, bo cłowiek chodzi
równo, i kuniom lżej, a góra to tak, ze z pieca na
łeb. Pięknie je tam dzie żytko, kartofelki. To je dla
mnie najładniejse, bo to Pan Bóg daje cłowiekowi
do użytku. I siano w stogach ładnie się prezentuje.
Las to jus nie to." (Franciszka Zisk)
„Tam dzie rośnie zboże to najładniej i łąki tam
dzie kwiatem pokryte tes ładnie wyglądają, i w lesie
ładnie jak zapach grzybowy jest, ale najbardziej
to pole ciesy i najsykowniejse jest." (Marianna Za­
lewska)
„Jak jest taka równina, ze można puścić piłkę,
to mi się najbardziej podoba, taki widok jest piękny,
zachwycający. I taka wilca samotność tes mnie
zachwyca, cłowiek wtedy jest bardziej zamyślony.
W łąkach to się tak nie zachwycam jak w zbożu.
Zboże to mnie zachwyca, bo to z tego jest chleb.
Takie zęsiste bujne zboże to piękne." (Anna Kordecka)
„Z górów co mi tam za kozyść z patsenia, równina,
a to piękna, nie las i nie łąka, ale tam dzie jest
ładne zboże, to i usionde se pod kłośki, popatse, po­
myśle jek ludzie żyją, to takie mam upojenie."
(Ewa Rydel)
23

24

25

23

Waleria Brodzik, ur. 1884, zam. w. Stary My­
szyniec, pow. Ostrołęka. Z rodziny ubogiej. Już w
dzieciństwie pracowała sezonowo we wsiach szla­
checkich w Przasnyskiem lub u gburów w Prusach.
Umie tylko tkać. Praca zarobkowa nie pozwalała jej
zajmować się innymi tradycyjnymi dziedzinami twór­
czości.
Franciszka Zisk, ur. 1887, zam. w. Czarnia,
24

102

To, że wśród starszego pokolenia chłopów kur­
piowskich tylko zupełnie wyjątkowo uznaje się las
jako składnik wzbogacający krajobraz, skłania do za­
stanowienia się nad konsekwencjami faktu tak bardzo
późnego skolonizowania prawie nienaruszonego w
swej naturalnej szacie obszaru, jakim była dawna
Zagajnica, a dzisiaj Kurpiowska Puszcza Zielona.
W wielu przecież wypadkach trud karczowania pusz­
czy i bardziej mozolnego przystosowania poleśnych
terenów do uprawy ponosili jeszcze dziadkowie,
a nawet ojcowie najstarszych z żyjących na terenie
Kurpiowszczyzny ludzi. Wydaje się, iż z przytoczo­
nych wypowiedzi przenikają reminiscencje owej
walki z lasem, którą musieli kiedyś stoczyć przod­
kowie dzisiejszych Kurpiów, a także radość, z jaką
witali każde wyhodowane przez siebie zboże.
Przedstawione wypowiedzi wyrażają przede wszyst­
kim jednak najbardziej osobiste stany doznań inda­
gowanych osób, różniących się na pewno cechami
psychicznymi, niejednakowo pobudliwych, lecz jakże
zgodnych w formułowaniu swych wrażeń. Jeśli więc
nie istnieją jakieś istotne różnice w reprezentowanych
postawach, świadczy to, jak bardzo podobne były
warunki życiowe tych wszystkich ludzi, jednakowo
uzależnionych w swym bycie od plonów jałowych,
piaszczystych gleb. Tylko u nielicznych jednostek,
które zakosztowały nieco lepszych warunków, nie
skrępowanych surowymi regułami praktycyzmu ży­
ciowego, mogło dojść do wykształcenia się bardziej
wielostronnie rozwiniętej wrażliwości.
„Ja to straśnie wsystko miłuję, i pole, i las, i łąkę,
ja na to wsysko patrzę i ładnie, nie mogę taksunku
na to wyłożyć, bo to mi się wsysko jednako podoba".
(Rozalia Skrodzka)
POGLĄDY NA PIĘKNO ROŚLIN
(DRZEW, KRZEWÓW I KWIATÓW)
Najczęściej spotykanym drzewem na terenie Kur­
piowskiej Puszczy Zielonej jest sosna („choja", „ C h o j ­
ka", „chujka"), a potem świerk („jeglija", „jeglaska").
Stanowią one zasadniczy drzewostan tutejszych lasów,
rosną często w mniejszych lub większych skupiskach
wokoło zagród, a nieraz samotnie wzdłuż dróg i w
polu na ugorach. Inne drzewa iglaste, jak cisy,
modrzewie, a nawet jodły, spotyka się dzisiaj na
Kurpiowszczyźnie raczej wyjątkowo.
Z drzew liściastych najwięcej chyba jest olszyn
(„olsyna"), które panują niepodzielnie w pobliżu strug
i wszelkich miejsc podmokłych. W starych wsiach
można spotkać okazy wiekowych dębów, częściej
jeszcze lip, a także pięknie wyrośniętych jesionów
(„jasień", „jesień"), klonów („klun"), kasztanów („kaśtan"), akacji („agacja",
„akacyja",
„wakacja"),
zmurszałych wierzb („zierzba"). Gdzieniegdzie w lesie,
czy w polu lub w obrębie zagrody rosną samotnie
brzozy („brzezina") i osiki („osa", „osina").
Warto jeszcze powiedzieć o drzewach owocowych.
Kurpie hodują wiśnie („ziśnia"), rzadziej jabłonie
(„jebłoń", „jebłonecka", „jepko"), grusze (,kruska"
rzadziej „krusa") i śliwy. Poza kilku wsiami, na
całym obszarze Kurpiowszczyzny nie ma sprzyjają­
cych warunków glebowych do uprawy sadownictwa.
Często w dużych kilkudziesięciohektarowych gospodar­
stwach jest zaledwie kilka słabo owocujących drzepow. Ostrołęka. Średniozamożna. Nie potrafi wycinać.
Zdobieniem izby wycinankami zajmował się starszy
o 20 lat brat. Potrafi tkać i lepić figury z ciasta.
Ewa Rydel, ur. 1885, zam. w. Charciabałda,
pow. Ostrołęka. Zamożna, współwłaścicielka tartaku.
Mimo podeszłego wieku doskonale wycina. Potrafi
tkać, umie malować jajka, lepię figury z ciasta, zna
wiele miejscowych pieśni.
25

�H. 7. „Ofiara", świeca wotyw­
na z wyobrażeniem
zwierząt
hodowanych w gospodarstwie.
Wyk. w 1960 r. Antonia Ci­
cha, Brzozowy Kąt, pow.
Ostrołęka. II. 8. Fragm. tka­
niny „buronki".
Wyk. ok.
1914 r. Marianna Zalewska,
Łyse, pow. Kolno.

wek wiśni. Inne natomiast drzewa owocowe, nawet
przy znacznych staraniach gospodarzy, nie przyjmują
się, a jeśli już uda się je wyhodować, owoce są
mizerne, cierpkie lub kwaśne.
Najbardziej chyba charakterystyczną
(zarazem
reprezentującą stosunkowo najwęższy zakres doznań
estetycznych) bywa taka postawa w ocenie piękna
drzew, w której za kryterium oceny przyjmowana
jest wyłącznie ich pożyteczność. Uznanie, iż drzewo
,.ma wygląd", jest „wyględne", „strojne", „taka zeń
strojnota", „ładne", „taka zeń ładnota" lub „prawdziwa
strojnota" „prawdziwa ładnota", czy wreszcie że jest
„mocno psiękne" — pokrywa się zawsze z uznaniem
jego szczególnej przydatności w gospodarstwie. Nie­
którzy cenią więc klony, lipy, jesiony, dęby czy
kasztany otaczające zazwyczaj stare zagrody i sku­
tecznie chroniące zabudowę przed piorunami, wiatrem,
czy dostarczające cennego cienia w czasie upałów,
a jednocześnie posiadające doskonałe drewno. Inni
znów zwracają uwagę wyłącznie na drzewa owocowe,
szczególnie grusze, śliwy i jabłonie, których smaczne
owoce tak trudno wyhodować na tym terenie. Nato­
miast uwagi jednych i drugich uchodzi, nie wywołując
żadnych przyjemnych doznań, widok drzew tak po­
wszednich na Kurpiowszczyźnie, jak sosny, świerki
czy olszyny. Również te drzewa, z których surowiec
jest lichy (wierzby, osiki) nie stanowią dla nich
przedmiotu estetycznych doznań. A niekiedy nawet
drzewa twarde, przy tym pięknie i wonnie kwitnące
— akacje — budzą nawet swego rodzaju odrazę.
„Najpsyjemniejse, to jabłonie i śliwy, bo owoc
ną nich ładny, smacny jek dostojały. Teka jabłoń

obwiesona jabłuskami, to prawdziwa strojnota. Dru­
gie drzewa to juz nie to, a na akacyje to nie łubie
nawet popatrzyć, bo mi raz nogi do krwi pokalecyła."
(Marianna Zalewska)
„Ładne, strojne drzewa to wiśnie i kruski. A k l u ny, kaśtany, inne cuda, to nie robi mi różnicy, rośnie
to niech rośnie. Z tych prostych drzew, to jesce
łubie popatrzyć na cis, bo mi sie podoba jako tako,
bo ma taki inny, niepodobny do insych wygląd."
(Ewa Rydel)
W przedstawionych wypowiedziach znajduje wyraz
najbardziej skrajna postać omawianego stanowiska,
zdarza się bowiem również spotkać z uznaniem za
piękne tych przymiotów drzew, z którymi nie wiąże
się jakieś bezpośrednie praktyczne znaczenie.
„Drzewo jek sie rozwinie to każde ładne i ma
wygląd, a jek liście opadną, to nieładne. Lipa najładniejsa. Niesiąc znijdzie, to zakście, ksiatki puchną
i mocno ładnie pachną. A kaśtan i klun ładny —
ma ładne zieloniutkie liście i sie rozkłada jek pa­
rasol. Jeglije, to najgorse, suche takie, jek się na
ogień położy to trzaska. A osina, to jesce skaradniejsa, a mózio, co wiater jest. cy nima to ciungiem
się ruchają. Mnie się to drzewo nie podoba." (Fran­
ciszka Zisk)
„Brzezina, klony, lipa, lescyna, choina i sidwa,
co ma niebieskie kwiatuski, mi sie straśnie podoba.
Zierzby, osy, jeglije to mi sie za bardzo nie podobają
dlatego, ze sie nie nadają nawet do opału. A lipa,
klon i brzozy, to pozytecne. Z brzozy, to nawet
leci jaśkoła — dobra na barsc gotować, i liście, i kurę
103

�«

mają ładną. Z gałęziów dobre są miotły, to przyjemne,
bardzo psiękne dzewa." (Anna Kordeeka)
Nie ulega kwestii, że łatwy do dostrzeżenia (opa­
danie i wzrost liści) proces wegetacyjny drzew liś­
ciastych wywołuje u wielu informatorów doznania
estetyczne. Stąd też m.in. tak wiele uwagi poświęcają
oni właśnie tym drzewom. Wydaje się, że zawsze
jednak u podstaw zainteresowania leży sama wartość
materialna określonego drzewa, oraz to, w jakim
stopniu wyróżnia się pod tym względem wśród i n ­
nych drzew, a to z kolei wyzwala reakcje na zalety
jego budowy, kształtu korony, barwę kory i liści.
Oczywiście pojęcie wartości materialnej czy pożytecz­
ności jest tu bardzo względne. Trudno bowiem byłoby
nie przyznać tych zalet np. sośnie — drzewu stano­
wiącemu podstawowy surowiec w budownictwie (tra­
dycyjnym), sprzętarstwie itp. Nie chodzi tu jednak
0 „powszednią" pożyteczność czy zwykłą w a r t o ś ć . '
„Lescyna mi się najbardziej podoba i jesień i klon.
Ale lescyna najładniejsa. przyjemna ozechy ma i dla­
tego, ze nasa wiara mówi, ze lescyna gdzie jest to
piorun nie trzaśnie. Lescyna. to błogosławione, ka­
tolickie drzewo. Łono ma podstawę kształtną i gęste
liście fajne." (Rozalia Bednarczyk).
„Tu my jesteśmy obsadzeni samymi pięknymi
drzewami, takimy drzewamy gdzie piorun nie uderzy.
Jest lipa, lescyna i klon. Na lipie się Matka Boska
objawiła w Świętej Lipce, pod lescyna skryła się
z Panem Jezusem jek Herod ją gonił, a na klonie
tez się objawiła ale w Grytwałdzie. To są wsystko
ślicne, przepiękne drzewa. A są znów takie, co mi
się nawet wyglądem swoim nie podobają, jek ta
akacja, co ma kolce. Gdzie to rośnie, to przejść nie
można. U nas rosła w ogródku, to wsystką powycinalim." (Stefania Samsel)
2

Podobnie jak w innych wypowiedziach na temat
świata przyrody, tak i tu zdarzają sie wyjątkowo
poglądy różne od wyżej przytoczonych. Wyrażają
większą skalę doznań nie ograniczając się do katego­
rycznego uznawania za piękne tylko bardzo okreś­
lonych rodzajów drzew.
,.Są rozmaite drzewa, rozmaite scepy. Po drogach
teraz posadzone sa wakacie, to tes stroine drzewa.
Te jegliie, to takie powyrastane, to taka ładnota,
dwadzieścia psieć metrów trzyma do góry. taka
prawdziwa strojnota. Brzezina, to łuna tez strojnie
rośnie i gałęzie ma jek leluja. Wsiskie drzewa są
ładne, psiękne. a takie strupy, k^eceństwo Tdrzewa
zniszczone przez człowiek — J.O ], to az żałość pa­
trzyć." (Rozalia Skrodzka)
Z całości rozpatrywanego materiału szczególnie
cenne są wypowiedzi wyrażające poglądy na piękno
kwiatów, ponieważ daia nam wvobrażenif&gt; o wrażli­
wości estetycznej ludzi z omawianego środowiska.
Obiekt, zainteresowania nie ma bowiem w tym
wyoadku ściśle ustalonych wartości utylitarnych,
a jego piękno manifestuje się wyraźniej niż innych
przejawów przyrody.
Nie bede omawia' spotykanych na Kurpiowszczyźnie rodzajów kwiatów, czv to ogrodowych, czy pol­
nych, charakterystykę ich dają przytoczone niżej
wypowiedzi. Wspomnę tylko o stronie zwyczajowej
" Mogą odgrywać tu pewną rolę wierzenia, ja­
kimi otacza lud drzewa. Większości rosnących
w kraju, w tym również na terenie Kurpiowszczyzny
(brzoza, cis, dąb, olsza, jesion, osika) przypisuje się
szczególne, nadprzyrodzone właściwości. Jest przy
tvm rzeczą znamienną, iż z wierzeń tych wyłączona
m.in. bvwa sosna. Por. Adam Fiszer, Drzewa w wie­
rzeniach i obrzędach ludu polskiego, Lwów 1938,
« 3—17: Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz,
Zwticzaie wiosenne ludu polskiego, odbitka z: „Wiedza
1 Życie", Warszawa 1927, s. 7—11.
104

zagadnienia — o wykorzystywaniu kwiatów do róż­
nych określonych celów.
W tradycyjnej obyczajowości Kurpiów kobiety po­
czuwały się jak gdyby do obowiązku dbania o to,
aby kwiaty rosły w ogrodzie (najczęściej przed
domem) oraz w donicach (na oknach domu widocz­
nych od strony drogi i wejścia). W powszechnej opinii
kwiaty znajdujące się w tych miejscach uważane
były za widome świadectwo gospodarności domowni­
ków, a także dodrobytu panującego w domu, pozwa­
lającego na zajmowanie się czymś tak nie związa­
nym ze stałymi kłopotami dnia. Nie było zaś zwyczaiu
ustawiania we wnętrzu demu bukietów żywych
kwiatów. Sam zresztą charakter wnętrza nie sprzy­
jał temu zupełnie. Przystosowane ono było, przede
wszystkim do zajęć gospodarczych, a następnie do
spożywania posiłków i odpoczynku — głównie spania.
Nie było w nim, jak wiadomo, ani sto u ustawionego
centralnie, ani też szaf, czy stolików, które nadawa­
łyby się do udekorowania naczyniem z bukietem
kwiatów. Co prawda, stół ustawiony w jednym
z kątów izby, służący od jakiegoś czasu jako swego
rodzaju ołtarz z figurą osoby świętej lub „pasyją",
mógł być takim miejscem , ale wykorzystywano
go przy rozmaitych -domowych zajęciach jako składo­
wisko przyborów np. do szycia, czesania, niekiedy
kładziono nań chleb, to znów odstawiano przedmioty
kultowe i wówczas służył do bardziej uroczystych
posiłków. Dlatego też na stole tym kwiaty, jako
przystrój przedmiotów kultowych, pojawiają sie sto­
sunkowo późno, kiedy coraz mocniej ugruntowuje się
potrzeba należytej czci dla „świętego" miejsca. Zna­
mienne, że nie są to kwiaty żywe — z ogrodu, łąki
czy lasu, lecz prawie zawsze sztuczne — własnej
roboty lub zakupione na targu. Niewątpliwie wchodzi
1u w grę szczególne upodobanie do tego właśnie ro­
dzaju kwiatów, ale nie jest też bez znaczenia ich
trwałość oraz wzgląd, że podczas korzystania ze stołu
nie ma obawy rozlania wody, której wymagają kwia­
ty naturalne.
ł

27

Kwiaty, obok rozmaitych ziół, czy w ogóle pewne
rośliny występują dosyć często w ludowych obrzę­
dach jako niezbędny przejaw adoracji obiektów
kultowych. Kurpie używają ich podczas dorocznych
świąt do przystrajania figur i krzyży przydrożnych
oraz wnętrz kościoła. Sposób, w jaki wite są w tvm
celu bukiety, wieńce lub girlandy, nie świadczy by­
najmniej o jakiejś większej znajomości i umiłowaniu
przez Kuroiów tego swoistego kunsztu dekoratorskiego. Inaczei już bywa w wypadku bardziej w aściwych
kulturze ludowej obrzędów, jakimi sa np. na terenie
Kurpiowszczyzny: w ązanie na polu „przepiórki"
z. kłosów żyta i kwiatów polnych (odpowiednik —
w innych stronach — plonu), wycinanie „marcinek"
i strojenie bydłu rogów wiankami przed pierwszym
wypasem, wicie ..zianusków" na Matkę Boską Zielną,
czy nawet sporządzanie palm wielkanocnych.
ł

;

Należy jeszcze odnotować fakt, że w miejscowej
tradvcii całkowicie obcy był zwyczaj wvkorzystvwam'a kwiatów iako darów — symboli uczuć dla bliskich
lub osób. wobec których żywi się szacunek. Na Kurpiowszczyźnie nigdy dawniej nie składano kwiatów,
ani osobom żywym ani umarłym. Często występujący
w innych stronach tradycyjny zwyczaj przystrajania
27

Istnieje wiele powodów aby sądzić, iż stół
ustawiony w kącie izby zaczął pełnić na Kurpiowszczvźnie funkcię domowego ołtarza dopiero od połowy
X I X w . t j . od momentu przełamania na tym terenie
powszechnego indyferentyzmu religijnego.
Szerzej
omawiam to zagadnienie w innym miejscu, por.:
Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I woiwi
światowej, „Polska Sztuka Ludowa", 1961, nr 4, s. 209.

�mogił kwiatami czy owocami jarzębiny, kasztanowca
lub głogu — tu nie był przyjęty. To, że nie wykorzy­
stywano kwiatów jako darów, byłoby faktem bez
większego znaczenia w interesującym nas przed­
miocie, gdyby nie wielka popularność u Kurpiów,
tak zresztą jak i u innych grup ludowych, zwyczaju
obdarowywania się przy wszelkich okazjach rodzin­
nych, szczególnie zaś podczas zarękowin, wesela
i chrztu — przedmiotami o wartościach material­
nych.
Wydaje się, że podanie tych wszystkich uwag
było konieczne, z wypowiedzi informatorów bowiem
nie zawsze wynika dostatecznie jasno ich stosunek
wobec piękna tych roślin. Szczegółowe opisywanie
przez niektórych informatorów wyglądu kwiatów
sugerowałoby np. znacznie rozbudowaną ich wrażli­
wość na kształt, budowę kwiatostanu, strukturę
i barwę płatków, a tak w rzeczywistości nie jest.
„Nagietki drobne, żółte, krozowate, takie jakby
kto je pociepał, a w środku kocioulek, tak po żniwach
lubi kścieć, to je cuć trupem — ale ładne ksiatki.
Comber jakoś kścieje, chyba niebziesko. To to ładnie
pachnie. Ale najsykowniejse, to orginy i różowe,
i cerwone, i bziałe. Tutaj u nas to ich nie mają, je
mają na Prusach i u ślachty. Orginy są ksiaty
najładniejse, bo to jak podłoży pod nią gnoju (mają
pod spodem takie kartofelki), to urosną duze, jest
na co popatrzyć." (Franciszka Zisk)
„Dawniej to rumianku nasieli, zeby pachniał,
a z insych ksiatów to comber, taki zieluny i ma nie­
bieskie ksiatki, takie drobne jek konicyna. I saranki
były. Najładniejse to pliściowe i cerwune i niebieskie,
taki rozmaity kolor mają, jakie tylko farby. Te są
ksiatki średniodrobne... Na łunkach to rośnie trzęsiunek, to tes ładny ksiatek, łun ma takie łopatki, jak
urwać wiązkę, to łun nie postoi, łun zawse bandzie
latał, a inse kukawki, białe, żółte ksiatki, co ich
moc na łunkach to zbytecne:" (Ewa Rydel)
„Kwiat kwiatowi nie równy, te co do ołtarza,
to najpiękniejse — róże, tulipany, woska piwonia,
lilia, to są duze kwiaty, to są kwiaty zachwycające.
A są takie polne, to do nicego, do otłarza nie pasują."
(Anna Kordecka)
„Ładne kwiaty, to piwonia, chryzantema, bo ma
duze dubeltowe kwiaty... Z tych, co na łąkach, przy
struskach rosną, to mi jesce podchodzą niezapomi­
najki, jak wsadzić do wody to same rosną, ale to
małe kwiatki." (Marianna Zalewska)
„Georginie, lelje, astry, to fajne kwiaty. Georginie
i lelje, to znać, ze kwiaty, je na co popatrzyć. U nas
teraz na Kurpiach to przeważnie wysokie są kwiaty,
a tych drobnych to nie sieją... Z tych co w domu
się trzyma, to fortensja najładniejsa, bo co miesiąc
inacej kście i kawaler albo gupi jaś to tes dobry,
bo stale ksitnie." (Stanisława Olender)
,.Z dawności hodowalim saranki i nagetki-żółte,
takie nieduże, co mają takie pazurki i siła zielunego.
To byli takie zwykłe kwiatki... Astry, o to piękne,
najpiękniejse są więkse i takie rozmaite."
Tak więc tylko kwiaty hodowane w ogrodzie i w
domu spotykają się z większym lub mniejszym, lecz
zawsze zgodnym uznaniem dla ich estetycznych
walorów. Natomiast jeśli chodzi o kwiaty z łąk —
to już tylko bardzo nieliczne (np. niezapominajki,
rumianek i „trzęsionek") cieszą się podobnym uzna­
niem. O kwiatach leśnych i rosnących na polach
(najczęściej w zbożu) informatorzy nie wspominają.
Leśne, podobnie jak większość kwiatów z łąk, są im
pod względem estetycznym zupełnie obojętne, polne
zaś uważane są za chwasty zagrażające plonom zbóż,
co również wyklucza przyznanie im wartości estetycz­
nych.
28

29

28

Antonina Cicha, ur. 1900, zam. w. Brzozowy
Kąt, pow. Ostrołęka. Zamożna, uprawia tkactwo, umie
wycinać oraz lepić figury z ciasta i wosku.

Znamienne jest bardzo, na jakie cechy kwiatów
zwracają główną uwagę informatorzy i które z nich
wywołują najżywsze reakcje. Jeśli chodzi o kwiaty
hodowane — najważniejsza jest ich wielkość. Te,
które są „duże", „dubeltowe", „znać że są kwiaty" —
podobają się najbardziej. Kwiaty zaś „drobne",
„małe", „średniodrobne" — choćby miały piękny za­
pach, barwę — zawsze ustępują dużym. Znacznie już
mniejszy zachwyt wywołuje różnobarwne i długo­
trwałe kwitnienie. Jeżeli chodzi o takie kwiaty, jak
niezapominajki, rumianek czy wspomniany „trzęsio­
nek", to ich specjalne przymioty, wyróżniające je od
reszty kwiatów polnych wywołują uznanie. Może to
być zdolność zachowania długo po ścięciu świeżego
wyglądu, albo jakaś cecha szczególna, niezwykła,
np. „trzęsionka", czyli drżenie delikatne zawieszonych
kwiatostanów.
Ładunek emocjonalny w ocenach piękna poszcze­
gólnych kwiatów nie jest więc jednakowy, nigdy
jednak, jak mi się wydaje, nie jest tak znaczny, aby
mógł świadczyć, że stosunek do kwiatów wyróżnia
się bardziej od innych reakcji omówionych już
wcześniej.
„... Lubzie żółte ksiaty, rosną duze, o mój Boże
jak to się zakście. U mojej mamusi to cały ogród za­
walony był ksiatami, różnego kalibru, i jasne, i po­
marańczowe, i żółte. Mnie sie rozmai+e spodobyły,
małe i duze, rozmaite ksiaty i te co na łąkach, w ży­
cie, i w lesie kścieją. O Maryjo, jakie psiękne nieraz
w lesie najdzie się. Jak bym ja ksiatów nie lubziła
wszyćkich, to ja bym tych lelujów wycinała?" (Ro­
zalia Skrodzka).
Na tego rodzaju żywą, a przy tym jednakowo silną
reakcję na piękno wszelkich kwiatów (zarówno ma­
łych, jak dużych, ogrodowych i polnych), udało mi
się natrafić — na ogólną ilość 40 przebadanych i n ­
formatorów — zaledwie w dwóch wypadkach.
POGLĄDY NA PIĘKNO OWADÓW, PTAKÓW
I ZWIERZĄT LEŚNYCH
„Są takie robaki trawniki cerwune i zielune, to
pseciwne ludziom — kąsają. A w boru są duze ciązniki, śwecące, pomarańczowe, a łby mają złote. I są
padalce siwe i znijiska. Są takie się nazywają krówki,
jak kartofle, becą jek dzwon. Te paskudztwo co się
komary zwą, to skoda o nich gadać. Mandle bziałe
są, mają okrągłe, nawet ładne skrzydełka. Nad wodą
żyją to walne robactwo — furane [fruwające], to
dwóch sortów są bziałe i cerwune, są tez kuniaki
srebrne, jak palice duze. Jest tego, a jest. Nie chce
juz sobie ich więcej wspominać". (Rozalia Skrodzka)
Oto najbardziej łagodne wyrażenie uczuć żywio­
nych wobec ogółu owadów, które nazywa się na Kurpiowszczyźnie „robastwem" lub „robakami". Wypo­
wiedź pochodzi od informatora wyjątkowo wrażli­
wego i tylko tym należy tłumaczyć jego powściągli­
wość w ocenie każdego z tych stworzeń. Zazwyczaj
bowiem mówi się o nich tak:
„O jakie są rozmaite robaki, o matko moja. Każ­
dego bym pantofla zdjęła i zabiła. Żadne mi się nie
podobają wcale. Motyle to się ich boję, takie obrzy­
dliwe, to ja się ich nawet boję". (Anna Kordecka)
Spośród owadów tylko trzmiele i pszczoły spoty­
kają się u starszych ludzi z na tyle życzliwym stosun­
kiem, aby można było mówić o wywoływaniu przez
te stworzenia jakiegoś rodzaju doznań estetycznych.
Ale nawet w wypadku pszczół, o których się mówi
nie inaczej, jak „dobre robacki", „dobre robaki" itp.,
wszelkie zachwyty dotyczą w zasadzie tylko poży29

Na podstawie wypowiedzi informatorów wy­
mienionych w przypisach: 13,14,15,16,19,20 i in.

105

�II. 9. „Leluja",
wycinanka.
Wyk. ok. 3955 r. Marianna
Zalewska, Łyse, pow. Kolno.

tecznej dla człowieka ich pracowitości, nigdy zaś np.
misternej budowy ciała, czy ogólnego wyglądu &gt;.
„... Iść do ula popatrzeć jak one pracują, jak przy­
chodzą obładowane na nogach, to drugie pomagają,
a jak brzęcą — mają taki ucciwy rozdźwięk, ze się
tylko ukłaść. Jak gryka zakwitnie, to jak one miód
zbierają, do straśny dźwęk. Tam nie ma sporu, złości".
(Teofil Nasiadka)
Wypowiedzi o ptakach reprezentują bez porówna­
nia szerszy, bardziej rozbudowany zespół wrażeń.
„Nic wcale się na ptactwie nie znam. Jeden wróbel
i wrona co mi się pod nosem kręcą, to o nich mogę
powiedzieć, ze skudne i bez żadnego nawet wyględu.
Kiedyś to były bąki. Jek zabucał, to na mile było
słychać. Były tez prukawki, to jek zaceły prukać
w lesie, to jek jechał w kunie, to mu as ustały. Gile
takie byli, co pod kołdunem ma pióra zielune i siwe,
ale juz kilka lat go nima. Skonciś psylatywały jed­
wabniki. Na jesieni kalinę obsiadły, to walnie duze.
Nie bace juz, cy miały kropki po sobie, cy jakiś psystrój miały. To były śwycące, ślicne ptaski". (Józef
Slachetka)
„Ładnych ptasków u nas dosyć ich jest, ale nawet
nie wiem jak sie nazywają ... Sroka, o, ta jajka krad­
nie, kukułka ona tez niedobra, a dziencioł tes do
nicego — śnierdzi. Dzieci raz go w gniździe wynaleźli
to śnierdział paskudnie. Słowik on to jesce najładniej
może śpiewać". (Stefania Samsel)
„Jaskółki najbardziej jesce lubzie, a te wszystkie
inne to skodniki. Sykowny jest jesce łubek, dzie
przyjdzie, to dziubie, piórka ma takie cerwune kiele
ocu i cubek ma. Ładny ptasek. Jastrząb, to strojny
ale niedobry, jeg go lubić i chwalić, jek się jego
urodą zachwycać jek on skudny jek pies". (Ewa
Rydel)
Stwierdzenia: „nic wcale się nie znam na ptac­
twie", „nie wiem jak się nazywają", przy tym rzeczy3t

31

32

30

Szerzej omawiam stosunek do pszczół w pracy:
Tradycyjne
wierzenia o pszczołach z
Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej, „Literatura Ludowa", 1961, nr 4—6,
s. 39—44.
Teofil Nasiadka, ur. 1876, zam. w. Dębniki,
pow. Łomża. Gospodarz średniozamożny, pszczelarz,
nie uprawiał żadnej dziedziny twórczości plastycznej.
31

106

wiście nienajlepsza orientacja w przymiotach właści­
wych określonym ptakom („gil pod kałdunem ma
pióra zielune i siwe") świadczą, że większej uwagi
nie poświęcano tym stworzeniom. Stąd też duża róż­
norodność stanowisk jeśli chodzi o wskazanie ptaka
pięknego. Oczywiście szkodników w ogóle nie bierze
się w tym wypadku pod uwagę, chociażby były naj­
piękniej upierzone, ładnie śpiewały itp. Ich niepożyteczność wyklucza jakiekolwiek uznanie. Natomiast
wśród ptaków, które nie szkodzą, każdy informator
dostrzega dwa najwyżej trzy, które mu się podobają.
Zależnie od okoliczności, w jakich miał z określonym
ptakiem styczność, czy widywał go lub słyszał częściej
albo rzadziej, rodziło się żywsze nim zainteresowa­
nie. Wówczas też powstawała reakcja na specyficzne
dla „wybranego" ptaka przymioty. Mogła więc w grę
wchodzić u jednych — barwa upierzenia, u innych —
jakieś drobne szczegóły ogólnego wyglądu, czy wresz­
cie zachowanie — głównie śpiew.
Oto zestaw wypowiedzi spotykanych najczęściej.
Obok nich spotyka się inne, w których przejawia się
już nie tak obojętny i przypadkowy stosunek do
ptactwa.
„Wsystkie ptoski ładnie śpiewają jek ciepło. Jek
ciepło to każdy się weseli. Kukawki jak jest zaranek,
to ślicnie śpiewają. Skowronek śpiewa, to wesoło na
świecie. Łubki to dzie na chliwie albo na opasi zrobzi
gniazdo, to ładny, pstry ptasek. Mnie się zdaje, ze
każdy przyjemny sykowny, jek weźmie śpiewać. K r u ­
ki, a wrony, a jastrzębie mają ładne psióra, ale to
niedobre, nieprzyjemne ptaki". (Marianna Strzemienna) .
„Najgorse pożarte, niedobre, co żrą kurcaki, to się
nazywają jastrzebzie, to ładne, strojne są, mają psiórka bręgowate. Drugie się nazywają seroki, siwe są.
bzegi u sksydełek i ogony mają bziałe i krowatki
bziałe mają, a łebki carne, to strojne ptaki, to jaj­
kami tylko żyją. kradną. A gołąbki, to ładnota,
a grucą łuziut, łuziut. one strojne, a są gapy, co mają
plecy siwe. a sksydła i oguny corne to tes strojne
ptaki. Gołąbki, seroki i jastrzębie to najstrojniejse".
(Marianna Bałdyga).
Ptaki śpiewające wymieniane są w pierwszej koleiności i najczęściej. Śpiew skowronka i turkawki
uchodzi przy tym za najpiękniejszy. U niektórych
informatorów wywołuje on uczucie zadowolenia i ra­
dości. Ptaki nie śpiewające, ale barwnie upierzone,
zajmują następne miejsce. Jest rzeczą znamienną,
w kontekście z poprzednio omawianymi postawami,
że ta grupa informatorów ptakom nawet najbardziei
szkodliwym (jak np. jastrzębiom) nie odmawia już
uroku. Zdarza się, że pstre upierzenie tych ptaków,
ich lot szybki lub majestatyczny wywołuje duże
uznanie lub nawet podziw.
Należy jednak jeszcze raz powtórzyć, iż obecnie
u starszych ludzi z terenu Kurpiowszczyzny posta­
wa taka jest bez porównania rzadziej spotykana niż
poprzednio opisana. Nie wykluczone, że dawniej było
inaczej. Chociażby przy końcu X I X w., kiedy lasv
nie były tak jak dziś przetrzebione, nad strugami zaś
r o z c i ą g a j się bardziej rozległe tereny pokryte szu­
warami — i tym samym ptactwo miało lepsze warun­
ki, spotykało się więcej jego rzadkich gatunków,
33

32

Józef Slachetka, ur. 1889, zam. w. Szafranki,
pow. Ostrołęka. Gospodarz niezamożny, rybak zawo­
dowy, nie zajmował się twórczością plastyczną.
Marianna Strzemienna, ur. 1867, zam. w. Wy­
krot, pow. Ostrołęka, średniozamożna, zajmowała się
tkactwem, innych rodzajów twórczości plastycznej
nie uprawiała.
33

�szczególnie atrakcyjnych pod względem wyglądu czy
zachowania.
To samo można w zasadzie powiedzieć jeśli cho­
dzi o wszelką dziczyznę. Dzisiaj wielu najstarszym
nawet ludziom większość zwierząt leśnych nie jest
zupełnie znana z widzenia. Dlatego też bardzo trudno
jest dopatrzyć się jakichś istotnych prawidłowości
w poglądach na piękno tych stworzeń. Zrozumiałe,
że zupełnie inne będą one u osób, którym udało się
jeszcze widzieć jakieś „dzikie" zwierzę, aniżeli u tych,
które nie miały tej okazji. „Dzikich stworzeniów nie
zidziałam, to nie poziem, które mi się spodobają.
Zajunc casem przeleci, ale zajunc — jek to zajunc"
(Franciszka Zisk). Należy jeszcze dodać, że nie zawsze
mogła to być okazja oglądania zwierzęcia w natural­
nych warunkach jego przebywania.
„Niech ta ciort weźmie wszystkie gady, robaki
i inne zwierze. Ze zwierzyńcem raz psyjechali, to na
żadne patsyć nie mogłam ... Wsyscy chodzili oglądać
waza, a ja popatrzyła się wstrząchłam i posłam. Lisa
nieli wyrudziałego, to scezył na wsystkich zęby,
pascękę rozdziawił i charcał". (Marianna Zalewska).
POGLĄDY NA PIĘKNO KRÓW I KONI
Wybór koni i krów jako wyłącznego obiektu ba­
dań poglądów estetycznych, związanych ze zwierzęta­
mi domowymi, hodowanymi przez Kurpiów, podykto­
wany był z jednej strony faktem występowania sto­
sunkowo najszerszego zespołu wartości estetycznych
u tych zwierząt i z drugiej ich znaczeniem w gospo­
darstwie chłopskim. Przynajmniej od połowy X I X w.
krowy i konie stanowią podstawę gospodarki hodo­

wlanej na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej.
Hodowla innych zwierząt była tu zawsze słabiej roz­
winięta, a tym samym mniej poświęcano jej uwagi.
Tak więc na przykładzie tych dwóch zwierząt naj­
łatwiej i chyba najdokładniej można prześledzić sto­
sunek, jaki żywią starsi mieszkańcy Kurpiowszczyzny
do żywego inwentarza. Nie chodzi tu o stwierdzenie
oczywiste, że zabiega się o zdrowie i jak najlepszy
rozwój stada, że nad nieoczekiwaną stratą każdej
sztuki ciężko się boleje. Chodzi natomiast o to, iż
chów tych stworzeń wprowadza jakiegoś rodzaju uza­
leżnienie ludzkiej jednostki, u której zawsze drzemie
gdzieś w głębokich pokładach świadomości pragnie­
nie nieskrępowanej swobody. Codzienny trud kar­
mienia licznej, nigdy nie sytej trzody na pewno za­
ostrza to pragnienie. Stąd na każdym kroku wymierza
się tym zwierzętom najgroźniejsze przekleństwa,
a jeśli oszczędza się im cięższych razów (chociaż też
nie jest to regułą), to tylko z troski .o własny interes.
Stworzony został osobny zasób wyrażeń najbardziej
grubych, które by najdosadniej określały to wszystko
co wiązać można z bydłem i nierogacizną. Utrzymy­
wanie się ich w stałym, żywym obiegu wskazuje, iż
nie zaszły istotne zmiany w systemie wychowu i uza­
leżnieniu od niego chłopa. Zwierzęta te otoczono nadomiar wierzeniami, które przypisują niektórym
z nich najbardziej złe moce. Na terenie Kur­
piowszczyzny jeszcze dziś utrzymują się one w formie
reliktowej wobec konia, psa i ś w i n i .
34

34

Por. J. Olędzki, Wota woskowe ze wsi Krzy­
nowłoga Wielka i Brodowe Łąki, „Polska Sztuka L u ­
dowa", 1960, nr 1, s. 14.

107

�Wszystkie zatem najtroskliwsze nawet zabiegi
w stosunku do żywego inwentarza dokonuje się
z ciężkiej konieczności, której przyświeca jedyne
pragnienie — maksymalnego wyzyskania materialnego
każdej sztuki. To- wyłączne zainteresowanie, w wy­
padku konia uczynienia go najwydatniejszą siłą po­
ciągową, a bydła — jednostek najbardziej mięso
i mlekodajnych, przewodzi wszystkim opiniom o ich
wyglądzie, kształtuje bez reszty związane z nimi po­
glądy estetyczne.
,.Jek tłuste stworzenie to piękne. Tek koń jek
i krowa". (Antonina Cicha).
„Krowa jek sie wychowała tłusta, taka ze ją w i ­
dać i wymię ma tłuste, to sykowona. Tak samo i koń
każdy ładny jak dobze wychowany". (Marianna Za­
lewska).
..Krowa jak i kuń jak dobze wychowane, nie ste­
rane, tłuste, to jaka by nie była maść, to ładne".
(Stanisław Koprek).
Oto najbardziei bezpośrednie, najprostsze stwier­
dzenia, nie zawoalowane żadnym dodatkowym przy­
braniem słownym. U podstaw ich leży reakcja na
przymioty dobrego wyhodowania zwierzęcia, mani­
festującego się w ogólnym jego wyglądzie — głównie
kszta cie tułowia. Ale istnieią informatorzy nie ma­
jący tak surowych doznań, którzy są bardziej wymapaiacy wobec wvgladu zwierzęcia wartościowego i po­
trafią prawie smakować w symptomach właściwych
mlecznej, obfitującej w mięso krowie i mocnemu ko­
niowi.
..Koń ni zólty, ni corny. ani bzieły tylko kaśtan,
to najstrojnieisy. Jek ma piec seroki, a łud opałkowaty. a syje wygięta, a łepek honorowy, to je stroj­
ny. Krowa jek ma kałdun jek fura, a chrzvbiet gar­
baty, to nie honorowa, nie stroina, musi być tłusta
i chód mieć taki coby się w niej gnaty nie gibały.
I cyrwuna i łaciata, jek tłuste, to ładne". (Rozalia
Skrodzka).
..Kunie najładniejse to takie jek ziśn e cerwune
i żółte tes mi jesce podchodzą. Bziały. to sie mózi —
iedzie z bziałą bziedo. To jak juz inaksego nie może
kuoić... Corny, to mi sie nie podoba, bo mi sie wydaie ze nie ma stroiu. zresta cornv. to zawsze gorsv,
ociąga sie przy robocie. Jek kaśtanowaty taki cyrwunv. to zaraz tłustsy sie wydaie". (Ewa Rvdel).
„Kaśtany to naistrojniejse. s w e tvs sa jesce stroine, kare jus nie tyle wyględne. Wsystkie ładne jek
tłuste, wypasione, to i tuzvcka l?7y i biedra nie za
wysokie, syja krótsa sie robi. pierś się mhi silnieisa,
inny fason. Choć to s?mo stworzenie, takie wvględniejse. zdatniejse do roboty i wyjazdki". (Władysław
Nasiadka).
..Piękne sa krowy cerwune i łaciaste. ładnie w y ­
chowane, a kunie kaśtanowe, cvrwune. takie krępe,
silne. A takie bia e i corne. to śmiertelniki. to strasnie nieładne. One zawsze do roboty gorse. Wsystko co
wsoaniałe. to piękne, takie zdrowp. żywe. mocne, takie
iak piorunem z nieba Ja to t=ka górnolotna. A są
fleematvki. im to byle co podchodzi. Takich to ja
bym pozabijała". (Anna Kordeckal.
Miedry poszczególnymi wypowiedziami nie zacho­
dzą żadne różnice jakościowe Znamienne jest. że
zarówno informatorzy mniei jak i bardziej wrażliwi
na estetykę •— w poglądach na piękno koni i krów
są jednomyślni.
Jako ..niękne". ..ładne". ..strojne", czy ..honorowe"
uznają tylko zwierzęta „tłuste", „dobrze wychowane",
ł

;

;

ł

35

Por. P. Szumowski, Z. Jastrzębowski, Przy­
czynek do studiów nad geograficznym rozmieszcze­
niem ras zwierząt, domowych w Polsce. ..Kwartalnik
Statystyczny", t. X: 1933. z. 1. mapa: Rozmieszczenie
ras koni w RzeczyDOspolitei Polskiej; M. Biernacka,
Kurpiowska aospodarka hodowlana, w opracowaniu
zbiorowym: Kurpie — Puszcza Zielona. Traducie hi­
storyczne a problem reaion».. cyt. wvd.. s. 234—236.
Por. T. Konopiński, Hodowla bydła — pocho36

108

„wypasione". Mogą się najwyżej różnić w ocenach
szczegółowych, gorzej lub lepiej orientować w zale­
tach poszczególnych odmian i ras.
Istnieje wiele powodów, aby twierdzić, że na te­
renie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej wyhodowana
została pewna miejscowa odmiana konia pospolitego
z domieszką konia ciężkiego i (mniejszą) lekkiego,
wysoko uszlachetnionego. Konie te charakteryzują się
niewysokim wzrostem, krępą budową, małą głową
i kasztanową maścią. Kurpiowszczyzna słynęła z nich
jeszcze do I wojny światowej . Stąd też najprawdo­
podobniej tak wielu informatorów uznaje za piękne
wyłącznie konie maści kasztanowej, względnie gniadej („żółtej") najbardziej ją przypominające. Nato­
miast bydło kurpiowskie, od czasów jak sięga pamięć
najstarszych informatorów, zawsze było mieszane.
Do I wojny światowej hodowano przeważnie krowy
maści „siwej", „pstrej" (czerwono-biała lub białoczerwona), „kobielastej" (czarna z białym pasem na
grzbiecie), a także „łyse" (czerwona o grzbiecie bia­
łym), „kropichy", „graniaste" (czarna lub czerwona
z białymi łatkami). Od końca X I X w. pojawia się
ponadto na tym terenie odmiana rasy nizinnej, białoczarnej i czerwonej — polskiej . W wyniku tak
znacznej różnorodności hodowanych odmian zrozu­
miałe są różnice w poglądach informatorów na piękno
krów o określonej maści. Najczęściej bywa tak, że
informatorzy uznają za piękne, względnie najpiękniej­
sze tej maści bydło, do jakiego najbardziej przywykli,
stykając się z nim w rodzinnej wsi lub zagrodzie.
35

36

POGLĄDY NA PIĘKNO FIZYCZNE CZOWIEKA
Piękno człowieka można rozpatrywać w mniej lub
bardziej szerokim aspekcie, uwzględniając np. przy­
mioty wyodrębniające go od świata zwierząt (przy­
mioty umysłowe! lub zatrzymując się na tvch tylko
jego cechach, które go wiążą z pozostałymi żywymi
istotami, czyli ograniczaiąc się do jego fizycznego
wyglądu. Wybierając pierwszą z tych możliwości
wkracza się w złożona problematykę etyki. Dlatego
też poprzestanę na analizie poglądów związanych wy­
łącznie z zewnętrznym, fizycznym pięknem człowieka,
jego figurą, budową, karnacją oraz barwą włosów
i oczu. Informatorzy nasi nie ujmuią jednak swych
ocen wyglądu człowieka w oderwaniu od wyobrażeń
o określonych walorach psychicznych czy charak­
terologicznych. Stoją bowiem na stanowisku, że u nie­
których osobników pewnym cechom zewnętrznym od­
powiadają ściśle określone zalety ducha. np. blondyni
0 błękitnych oczach mają dobre serce, szczere, otwar­
te usposobienie, a ich zaprzeczeniem są ludzie o wło­
sach rudych lub oczach zielonych. Tego rodzaju sta­
nowisko jest bardzo popularne w środowisku ludo­
wym. Dla podiecia próby interpretacji jego żywot­
ności w odniesieniu do Kurpiowszczyzny — niezwykle
pomocne są wvniki badań antropologicznych. Na
podstawie danych dostarczonych przez A. Maciesze
można z dużym prawdopodobieństwem twierdzić, że
wszystkie te cechy wyglądu, które wiążą się z nie­
korzystnymi przymiotami usposobienia i charakteru
człowieka wystenuia wśród ogółu ludności kuroiowskiej bardzo rzadko . W tym można by znaleźć w y ­
tłumaczenie utrzymywania się u starszych Kurpiów
owego niczym nieuzasadnionego uprzedzenia do r u ­
dych i zielonookich. Pamiętamy bowiem, że zawsze
oceniali oni negatywnie te wszystkie właściwości
37

dzenie, rasy, pokrój, dobór, żywienie,
użytkowanie
1 organizacja czyli biologiczne i ekonomiczne podsta­
wy hodowli bwdfo. Poznań 1931, s. 233; M. Biernacka,
op. cit s. 236—237.
Por. Aleksander Maciesza. Puszczanie przas­
nyscy. Przyczynek do charakterystyki
antropoloqiczn°i
Kurpióui. ..Archiwum Nauk Antropologicznych", t. IIT,
dz. A. Antropologia, nr 1, Warszawa — Lwów 1923,
s. 6—9.
37

�wyglądu np. zwierząt domowych, szczególnie zaś koni,
które nie występowały dostatecznie często lub —
inaczej — które odbiegały od spotykanych niegdyś
najczęściej.
Przejdźmy jednak do samych wypowiedzi. Infor­
matorzy, ustosunkowując się do urody ludzkiej, biorą
pod uwagę przede wszystkim wzrost, budowę i ogólną
kondycję obiektu.
„Jak jest scupiy, to lichy, to licho nadziejo w nim.
Najlepsy, najsyKowniejsy chłop, to taki średni (nie
wysoki), mocny. I kobieta tak samo, jak zdrowa, to
fajna". (Apolinary Waśkiewicz).
„Chude, wysokie ludzie to mi się nie podobają,
bo mają wygląd niezdrowego, nie zdatnego do roboty.
Na tłustego to bym stale patrzyła, bo tłusty to zdro­
wy, ładny. Jek cłowiek zdrowy, to cerwony, cerzysty,
taki prętki do wszystkiego". (Stanisława Olender).
„Przychodzili do mnie takie scupłe, rosłe chłopy,
to nie chciałam z nimi gadać. As przyset taki jeden
karcysty, cerwuny kark równo z włosami, mocny
seroki, to se pomyślałam dobry do gospodarki i do
pokazania ludziom". (Ewa Rydel).
„Mocno duze ludzie mi się nie podobają, takie
bociany. Średnie to mi się podobają, takie zgrabne,
tłuste. A chudy to ciemięga, to as zygać się chce.
Ale za tłusty, to tes nie ładny, jek by się na korycie
upas. Lubię patrzyć na takich prętkich, co chyżo się
rusają". (Anna Kordecka).
„Chudych to nienazidze, a tęgich, tłustych, to ja
tes nienazidze. Ja tych kadłubów nienazidze, bo jek
umrą, to śmerdzą i za życia śmerdzą. Te to do zwieziny podobne. Ja to tak jem, zeby jak najmniej
śmerdzieć jek umrę. Najpiękniejse, to takie są l u ­
dzie, me za duze ale i nie małe, bo ich nie zidać,
dobrze rozrośnięte, mocne, silne". (Rozalia Skrodzka).
Obraz ideału urodziwego człowieka rysuje się we
wszystkich wypowiedziach bardzo podobnie. Jest to
osobnik, który swoją budową, ogólną kondycją gwa­
rantuje pełne przygotowanie do ciężkiej pracy fizycz­
nej, tewne różnice zdań co do tego, czy jest nim
osobnik bardziej niż dobrze, czy tylko dobrze odży­
wiony, nie mają większego znaczenia wobec jedno­
myślności, iż nie jest nim na pewno osoba szczupła —
wysoka. Przy takim stanowisku zrozumiały staje się
w wypowiedziach brak jakiegokolwiek ustosunkowa­
nia się wobec poszczególnych części ciała, stopnia har­
monii i regularności budowy. Określona wielkość
i forma głowy, kształt dłoni i nóg nie stanowią dla
informatorów warunku piękna. Sporo natomiast uwagi
poświęcają oni cerze, znajdując w niej odbicie stanu
zdrowia.
Jakie jeszcze szczegóły w wyglądzie fizycznym
człowieka stanowią przedmiot estetycznych doznań —
wspomniałem już wcześniej. Są to barwa włosów
i oczu.
„Cyganów, carnych to nienazidze. Najpiękniejse
to takie, co włosy mają jasne i ocy jasne. A bure,
ciemne, to nie lubzie. Żielune to najgorse. Kot ma
ci zielune, to zdradliwe, to do nicego". (Antonina
Cicha).
„Podobają mi się mocno ocy niebzieskie. Carne
i sare nie, a juz kocie, to nie doj Boże, najgorse, fałsywe. Ciemne blondyny i satyny, to ładne, a ryzi
i ciorne takie kruki, to śkaradztwo. Ryzi to fałsywi,
a ciorny, to jekby się ufarbował na pokaz". (Józef
Slachetka).
„Jek okrągła buzia, jasne włosy i niebieskie ocy,
to sykowny. Cyganiaste, to mi się nie podobają".
(Franciszka Zisk).
38

„Puszczanie przy jednakowym z ogółem Pola­
ków Królestwa wzroście i siągu, jednakowych wy­
miarach obwcdu i długości głowy oraz jednakowych
najczęściej spotykanych wymiarach szerokości głowy,
a także jednakowej odsetce barw włosów, a więc
o włosach najczęściej szatynowych, wyróżniają się
największą odsetką oczu jasnych, największą ilością

„Mnie się spodobują ludzie jasne, coby ocy,i włosy •
nieii jasne. Ale takie całkiem jasne to juz me, a cerwune, takie ryzie, to jesce gorse, to niedobre takie
ludzie, chytre, mściwe, taki, to gotów cłowieka zabić".
(Marianna Bardyga).
Tak więc równ.eż w stosunku do tych drobnych
szczegółów urody ludzkiej informatorzy zajmują
ściśle określone stanowisko, nie różniąc się w wyma­
ganiach, jednakowo żywo wyrażając swój stosunek
do cech, które uznają i które budzą w nich sprzeciw.
Podobnie jak w ocenach piękna zwierząt domo­
wych, tak i tych dotyczących człowieka nie udało mi
się stwierdzić różniących się zasadniczo postaw. To­
warzysząca im kategoryczność wyrażania sądów każe
zastanowić się nad tym jak bardzo silne musiało być
oddziaływanie czynników sprawczych. Można dopa­
trywać się ich przede wszystkim w ciężkich warun­
kach bytu okresu, kiedy kształtowały się poglądy
starszego pokolenia Kurpiów, a także w izolacji społeczno-kulturalnej tego rejonu k r a j u .
Na tej bardzo pobieżnej charakterystyce poglądów
na piękno fizyczne człowieka można skończyć oma­
wianie zgromadzonego materiału. Pozostaje tylko
samo uporządkowanie tych wszystkich uwag, które
nasunęiy się w toku przeprowadzonego wywodu.
Przeżycia estetyczne starszego pokolenia Kurpiów
wiążą się z odczuwaniem uroków tych wartości świata
przyrody, które mają materialne lub społeczne uza­
sadnienie w bytowaniu chłopa względnie też jakieś
racje w jego wierzeniach. U człowieka cechami taki­
mi są przede wszystkim — przystosowanie do cięż­
kiej pracy fizycznej i łatwość współżycia grupowego,
u koni — głównie zdolności pociągowe, u bydła, po­
dobnie jak u ryb, przede wszystkim zalety spożyw­
cze, u niektórych owadów (pszczół, trzmieli), niektó­
rych ptaków, a także roślin — pożyteczność dla gos­
podarstwa, w krajobrazie — żyzność gleby, łatwość
eksploatacji (np. brak nierówności terenowych) oraz
stopień zagospodarowania, wreszcie, jeśli chodzi
o pory dnia i roku — przede wszystkim wpływ na
ożywienie w przyrodzie oraz na stan wyższej spraw­
ności fizycznej człowieka. Nawet piękno kwiatów oce­
niane bywa przez to w jakiej mierze świadczą one
o gospodarności i pozycji hodującego ich cziowieka.
Przyjmowanie za miernik piękna realnej wartości
przedmiotów czy zjawisk przyrody stanowi w egzy­
stencji chłopa-rolnika dominujące kryterium oceny
estetycznej; dotyczy to wszystkich bez wyjątku jed­
nostek, które zostały objęte badaniem. Takie stano­
wisko wyzwala oczywiście kategoryczność estetycz­
nych sądów, osłabia wszelkie wahanie czy niezdecy­
dowanie w wyznaczaniu rzeczy brzydkich, prowadzi
do zakreślenia pięknu w przyrodzie wąskich granic.
Są wypadki, że uroki pór roku i dnia, następnie
krajobrazu oraz flory i fauny spotykają się z bar­
dziej elastycznym osadem. Można by powiedzieć, iż
piękno tych dziedzin świata przyrody, od których
uzależnienie bytu chłopa nie jest obecnie ściśle uza­
leżnione lub które nie są przedmiotem stałych trosk
czy zabiegów gospodarczych (z przyczyn nieraz zu­
pełnie obiektywnych) — wyzwalają bardziej złożone
doznania estetyczne. W odniesieniu do tej sfery pięk­
na w przyrodzie można więc mówić o pewnym, nie­
raz zasadniczym, zróżnicowaniu poglądów estetycz­
nych interesującego nas środowiska. Natomiast piękno
tych dziedzin przyrody, wobec których człowiek na
wsi czyni stałe starania gospodarcze, względnie na
których zmuszony jest skupiać stale uwagę, czerpiąc
z nich korzyści — a więc przede wszystkim piękno
38

osobników miernego czyli średniego wzrostu. Puszcza­
nie wyróżniają się wśród Polaków największym sto­
sunkowo do swego wzrostu tułowiem, najkrótszymi
nogami i długiemi rękami, odpowiadając pod tym
względem typowi ludności ciężko pracującej". A. Maciesza, op. cit., s. 54.

109

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
