<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11368" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11368?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T13:32:00+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="11346">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dd6cbb021e478459ab8c3489b4764e41.pdf</src>
      <authentication>deed180d4d18e2946b0048ee54531f62</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135444">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2855</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135445">
              <text>2002</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135446">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2660</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135447">
              <text>Cywilizacja Transatlantyk. Ocean, Okręty, Przystanie Norwida i Gombrowicza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135448">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.17-28</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135449">
              <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135450">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135451">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135452">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="135453">
              <text>Aleksandra Melbcclmwska-Luty

» C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

O d rezultatów mylnego zamętu
Z kagańcem w ręku do przyczyn zstępuję,

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Jak smutny żeglarz po schodach okrętu,
Kiedy kotwicy szuka... burzę czuje...
Cyprian N o r w i d

W

Cywilizacja
Transatlantyk

iosną 1958 r o k u M a r i a Dąbrowska pisała do
Jerzego Giedroycia: „Gombrowicz, podobnie
jak N o r w i d i Wyspiański, jest świetnym do­

Ocean, Okręty,
Przystanie Norwida
i Gombrowicza

starczycielem cytat wchodzących o d razu w potoczną
mowę, czym nieczęsto bywają nawet najwięksi pisarze
[ . . . ] . Gombrowicz swoje myśli roztęczył i rozjarzył n a d
wyraz sugestywnie. Odcięty o d źródeł, z których wypły­
wa, sam sobie jakby w sobie wydrążył praźródło i aż
dziw, jak obficie z niego czerpie. W jego postawie jak
w losie widzę - m i m o oceany różnic — pewne podo­
bieństwo z N o r w i d e m " . Jest rzeczą oczywistą, że upływ
1

Dedykuję

czasu oddzielający Gombrowicza o d N o r w i d a określił

Lubię i Edwardowi

Wassermannom

- moim i Zbyszka wiernym

i c h różnice duchowe, ontologiczne i odmienność języ­

przyjaciołom

ka. Warsztat literacki i poglądy o b u pisarzy zostały
ukształtowane przez zupełnie inne okoliczności i ducha
dziejów X I X i X X w i e k u . Dlatego t r u d n o porównywać
i c h dokonania literackie. Estetyka tragifarsy, parodia,

wa, a także cechy charakteru, pasje, imperatywy, myśli,

antynomia, groteska, żart, ironia Gombrowicza zasad­

wybitna umysłowość, wysoki poziom intelektualny, ory­

niczo różnią się o d filozoficznych i profetycznych „prze­

ginalność, samoistność, nowatorstwo, niepokorna i nie­

kładni", paraboli, metafor i i r o n i i N o r w i d a , który po­

pospolita osobowość oraz szczególne

chylał się n a d Historią, Sztuką, Religią, M i t e m , Ideą,
N a r o d e m i Cywilizacją ludów. Gombrowicz na przekór

snego życia i krytycznym stosunku do otoczenia. I to, że

kpił z t y c h uniwersalnych pojęć, a na pewno odnosił się

każdy z n i c h wniósł do życia umysłowego swej epoki coś

do n i c h sceptycznie. Wszystko widział i opisywał „na

niepowtarzalnego - własną wizję świata. N o r w i d był

opak", wbrew obiegowym o p i n i o m , życie i twórczość

prekursorem niezwykłych naówczas idei, myśli, pojęć

podporządkował własnemu „ja", mawiał, że „jeżeli klę­

i trudnej do przecenienia teorii sztuki-pracy, podjętych

kać, to tylko przed sobą". Jednak t e n egocentryk, N a r ­

później przez modernistów,

cyz, ironista, mistrz absurdu i paradoksu, a zarazem ra­

a Gombrowicz stał się

współtwórcą stylu powieści „świadomej siebie", wyprze­

cjonalista, który całe życie kreował swój wizerunek

dzającym sztukę „doświadczenia ujemnego".

i udawał przed ludźmi (a może i przed sobą?) kogoś i n ­

2

Gombrowicz znał dzieła N o r w i d a i wysoko oceniał

nego, był twórcą podszytym smutkiem, zwątpieniem,
niepewnością, walczącym o swoje

powinowactwo

ujawniające się w bezkompromisowej ocenie współcze­

jego ingenium, może nawet po części identyfikował się

człowieczeństwo.

z n i m w swoich zmaganiach z otoczeniem; w tekście

N o r w i d był poważny i zasadniczy; nieustępliwie poszu­

Ferdydurke

kiwał swojej Veritas, propagował idee proroctwa i odno­

przywołał jego imię, które prowokuje „no­

woczesnych" mieszczuchów, a w Dzienniku

wy moralnej człowieka, a pojęcia o ideale (przejawiają­

wymienił go

jako jednego z najbardziej szlachetnych i wzniosłych

c y m się w życiu i sztuce) lokował zawsze w najwyższych

pisarzy. W i n n y m miejscu zastanawiał się, jak t r u d n o

rejestrach. W jego świadomości przełamywało się d o ­

jest geniuszom unieść swą niezwykłość, jak i c h przytła­

świadczenie mistyczne i racjonalne; na równi czerpał

cza stygmat własnej wielkości: „Piłsudski był przygnie­

z zasobu i n t e l e k t u i uczuć, darów rozumu i wiary. U l e ­

ciony a nawet przerażony Piłsudskim, Wyspiański nie

gał silnym emocjom, ale starał się działać zgodnie z kar-

mógł się ruszyć p o d ciężarem Wyspiańskiego, [a] N o r ­

tezjańską zasadą porządkowania myśli, tego naturalne­

w i d jęczał, dźwigając na barkach N o r w i d a " .

go światła umysłu. Wszelako emocje często brały górę,

3

N i e można uciec o d biografii artysty. Przyjmując za

b o w i e m - jak mówił Blaise Pascal - serce ma swoje ra­

temat t y c h rozważań głównie osobowość twórcy, jego

cje, o których rozum nic nie wie.

wewnętrzne przeżycie i motywacje, możemy się wes­

Jakiego więc pokrewieństwa można doszukać się

przeć słowami samego Gombrowicza: „Jakże katastro­

między N o r w i d e m a Gombrowiczem? Czy istnieją jakieś

falna okazała się metoda polegająca na zajmowaniu się

p u n k t y styczne i czy coś łączy autora Vade-mecum z au­

samym tylko dziełem, w o d e r w a n i u o d osoby autora -

torem Kosmosu!

Jak pisała M a r i a Dąbrowska, zbliżają

za tą abstrakcją poszły i n n e , odrywając jeszcze bardziej

i c h do siebie powikłane losy i podobna postawa życio-

dzieło o d osoby [ . . . ] , przenosząc wszystko na teren fał-

17

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

szywej, kulawej p s e u d o - m a t e m a t y k i estetycznej [ . . . ] .

To wszystko budziło opór środowiska, ale podsycało

N i e w i e l e obchodzą m n i e romanse Szopena z George

jeszcze skłonność poety do profetycznych i dydaktycz­

Sand - ale poza muzyką Szopena szukam samego Szo­

n y c h wystąpień. Klęski życiowe sprawiły, że rychło stał

pena, c h c ę z dzielą zrozumieć twórcę, poza bajką, któ­

się nieszczęśliwym, podejrzliwym n e u r o t y k i e m , nie­

rą m i opowiada Рое, muszę odnaleźć tego, który opo­

znośnie uciążliwym dla otoczenia. Postrzegano go jako

wiada, jako - zrozumcie to - jedyną rzeczywistość, je­

pyszałka, dziwaka i szaleńca piszącego trudne, niezro­

dyny k o n k r e t . Tak tedy z dzieła muszę wnioskować

zumiałe teksty. Został zaszczuty przez prasę i koterie,

0 twórcy".

odrzucony i zapomniany na długie lata.

4

Warszawie

Gombrowicz przez całe życie grał z ludźmi i z sobą.

dwudziestoletni C y p r i a n objawił się jako obiecujący

O b a j pisarze d e b i u t o w a l i w k r a j u . W

To, co myślał o własnym talencie, twórczości i miejscu

poeta, który „do wszystkiego miał niepomierną zdol­

w literaturze, najlepiej wyrażają fragmenty listów pisa­

n o ś ć " , cieszył się uznaniem elit i n t e l e k t u a l n y c h , uzy­

n y c h - z przymrużeniem oka - do Jerzego Giedroycia.

skał wstęp do salonów literacko-artystycznych i n a j ­

Ferdydurke

lepszych domów. Sporo publikował, chociaż nie u n i k ­

runującym" (10 I I 1954), „jestem nieco zaniepokojony

nął zatargów z cenzurą. W i t o l d miał start dużo t r u d ­

własną wielkością [ . . . ] , Argentyńczycy leżą przede m n ą

niejszy; jego wczesne u t w o r y bywały akceptowane, na­

p l a c k i e m " (6 V I I 1954), „już nie ma wątpliwości, że

w e t podziwiane, ale budziły też zdumienie, k o n t r o w e r ­

wyskoczyłem na wieszcza,

sje i złośliwą krytykę. Po wyjeździe z Polski resztę życia

(25

spędzili na emigracji, po części z w y b o r u , po części

N A J W I Ę K S Z E G O P I S A R Z A P O L S K I E G O " (18 V I

„to bomba atomowa, utwór o działaniu pio­

I I I 1958),

„jestem

geniusza
za

granicą

i objawiciela"
uważany

za

z konieczności. W 1939 r o k u Gombrowicza odcięła o d

1961), Dziennik „to książka mająca rzeczywiście wpływ

k r a j u w o j n a ; p o t e m już nie chciał wracać a n i przeno­

na umysły [ . . . ] , na k i e r u n e k rozwojowy polskiej i n t e l i ­

sić się do „polskiego L o n d y n u " . N o r w i d wyjechał za

gencji" (26 X 1962), „już wyskoczyłem na Mickiewicza

granicę w 1842 r o k u , aby „doskonalić się w sztuce

N . 2" (23 V 1962). Tak budował sobie p o m n i k , praco­

rzeźbiarskiej". Parokrotnie zamierzał powrócić do Kró­

wał usilnie n a d autokreacją, ale też kpił z siebie, bo­

lestwa; w 1855

r o k u ukazem władz carskich został

w i e m sądził, że wszelkie poczynania ludzkie, także pisar­

uznany za wygnańca. I c h codziennością było ubóstwo,

stwo, powinny wnosić w życie luksus śmiechu, bezinte­

zabieganie o pożyczki, poniżenie, walka o przetrwanie.

resownej zabawy i „szał rozkoszowania się absurdem".

7

N o r w i d nigdy nie zaistniał na emigracji tak, jak n p .

M n i e j zabawne były te głosy k r y t y k i , które boleśnie

C h o p i n czy M i c k i e w i c z ; przez czterdzieści lat wegeto­

go dotykały i poniżały. Miał apologetów, ale i zajadłych

wał na granicy nędzy i umarł w przytułku. G o m b r o ­

przeciwników. Po w y d a n i u Ferdydurke

wicz żył w A r g e n t y n i e z urzędniczej pensji w Banco
Polaco, ze s k r o m n y c h honorariów i stypendiów uzyski­

utwór cząstkowo, zawsze p o d kątem bieżącej potrzeby

niejszych latach doczekał się sukcesów, sławy, nagród.

i pozostają tylko „w luźnym, raczej towarzyskim, sto­

O b a j uważali, że twórcy należy się pomoc o d społe­

sunku ze światem ducha", nie dorastają do poziomu

czeństwa, które w i n n o m u zapewnić choćby elemen­

sprawy, którą mają o c e n i ć . Z tego „rodzi się cały skan­

tarną egzystencję, jeżeli to „społeczeństwo polskie jest

dal k r y t y k i i jej niemoralność". W j a k i sposób człowiek

M a t k ą , Siostrą, a nie jędzą piekielną, płaczącą n a d
[...]

odmawiającą

„jest

zofią"), zarzucał i m , że nic nie rozumieją, odczytują t e n

w a n y c h dzięki staraniom Jerzego Giedroycia. W póź­

umierającymi

(która

książką o degradacji i niedojrzałości, c y r k i e m a nie filo­

niższy może krytykować wyższego? „Iksiński, osądzają­

i m kruszyny życia

cy człowieka tej klasy, na przykład, co N o r w i d , umiesz­
cza siebie w sytuacji karkołomnej, niemożliwej. Gdyż,

1 chleba, i uznania, n i m u m a r l i " . „Niech Pani powie
5

każdy artysta, co bezinteresownie dla prawdy coś pra­

aby sądzić N o r w i d a , musi być powyżej N o r w i d a - a jed­

cował, przez co przeszedł [ . . . ] , jeżeli wpierw z nędzy nie

nocześnie jest poniżej N o r w i d a . Ten zasadniczy fałsz

umarł albo w szpitalu wariatów nie zamknięty". G o m ­

wywołuje nie kończący się łańcuch dalszych fałszów".

6

8

browicz, który w okresie trudności finansowych bia­

G o m b r o w i c z został za życia uznany za w i e l k i e g o

dał, że czeka go „bryndza, klęska, katastrofa", z naci­

pisarza i myśliciela, a N o r w i d nie doczekał się tej sa­

skiem podkreślał, że społeczność polska zobowiązana

tysfakcji. W 1850 r o k u , odpowiadając na zarzuty d o ­

jest do stworzenia artyście na emigracji o d p o w i e d n i c h

tyczące Promethidiona

warunków twórczej pracy.

stwo", „ciemność i zawiłość", „gmatwanina wyrazów

(ocenianego j a k o „szał i głup­

I N o r w i d , i Gombrowicz czuli się niedocenieni, nie-

i myśli" biednego szaleńca), pisał z rozpaczą d o Jana

rozumiani, odrzuceni, t y m bardziej że żywili niewzru­

Koźmiana: „miejcie t r o c h ę p o k o r y i wyznajcie żem

szone przekonanie o własnej wartości, a nawet wielko­

nie w a r i a t - że nie c i e m n o piszę, ale w y c i e m n o czy­

ści. A u t o r Promethidiona

chciał się stać nauczycielem

t a c i e " . W y p o m i n a ł k r y t y k o m , że nie wiedzą, j a k m ó ­

n a r o d u , p r o r o k i e m , a u t o r y t e t e m m o r a l n y m . Pragnął

wić o rzeczach sztuki, bo nie znają warunków tworze­

9

o d n o w y społeczeństwa, próbował wpływać na świado­

nia, umieją t y l k o „beczeć i szkodzić". Tymczasem za­

mość i światopogląd otaczających go ludzi. W i e l e wy­

d a n i e m k r y t y k i jest „wszystko postawić na właściwym

magał o d siebie i i n n y c h , a gdy doznawał zawodu, upo­

miejscu i otworzyć o k n o - pozostawiając resztę świa­

minał się o zasady choćby elementarnej przyzwoitości.

tłu i czasowi - n i c w i ę c e j ! " . Jeżeli artysta nie widzi

18

�Aleksandra MeUxchowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„zbiorowego obrazu swej rzeczy względem p u b l i c z n o ­

nie odsłaniają się „Prawdy, Hasła, Filozofie, M o r a l n o ­

ści, nie jest w stanie dalej trwać, i t y m sposobem za­

ści, Religie, Kodeksy - wszystko to już było"

biera się człowiekowi więcej niż utwory, bo twór-

1955).

czosc .

wał z tej k l a t k i " . M i c k i e w i c z „wykuł kształt polskiego

u

(Dziennik

Uciekał o d p o l s k i c h królów duchów, „wylaty­

ducha, dziś ja, jak Mojżesz, wyprowadzam Polaków

N o r w i d a i Gombrowicza łączy w i e l o l e t n i a w a l k a
z krytyką, ale najbardziej wyraziste analogie rysują się

z n i e w o l i tego k s z t a ł t u " .

w i c h „naprawczym" stosunku do społeczności p o l ­

do niego Giedroyć - ma Pan t a l e n t wzbudzania na­

skiej, krajowej i emigracyjnej, w skłonności d o perswa­

miętności.

zji i sprawowania „rządu dusz" n a d r o d a k a m i . A u t o r

14

D r o g i Wieszczu - pisywał

I r o n i a N o r w i d a przesycona była cierpieniem, a po­

Zwolona kategorycznie rozprawiał się z przywarami Po­

rażająca

laków i wypowiedział wiele ostrych słów o narodzie

śmiech, o k r u t n y żart, groteskę i absurd. Wszelako, nie

i społeczeństwie (które to pojęcia rozdzielał). Pisał, że

w i a d o m o do końca, j a k i G o m b r o w i c z był naprawdę,

arystokracja nasza to salon francuski, demokracja to

jak myślał i czuł, kiedy zdejmował maskę. W 1961 ro­

karczma flamandzka, a szlachta -

k u pisał w Dzienniku,

parafiańszczyzna.

Polska to tylko w i e l k i sztandar narodowy, „ostatnie na

ironia

G o m b r o w i c z a wyrażała

się

przez

że był kimś „z nieprawdziwego

zdarzenia", człowiekiem, który siebie szukał, m i m o że

globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród [ i ]

zawsze wynosił się p o n a d i n n y c h . Niezależnie

tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek

wszystkich negacji i bluźnierstw przeciwko obiegowym

w Polaku jest karzeł - i jesteśmy k a r y k a t u r y " .

od

Mówił

a nadużywanym k r y t e r i o m wartości wcale nie uciekał

więc N o r w i d o „człowieku zbiorowym" swojej epoki,

o d Niepojętego i Niewyrażalnego, o d spraw D u c h a

o ludziach lękliwych sumień, nikczemnych, i o środo­

i A b s o l u t u . Wyznawał, że przeżywa niepokoje metafizycz­

wisku, w którym „każda książka wychodzi za późno,

ne. Fascynowały go „otchłanne" doznania Nietzschego

a każdy czyn za wcześnie". G ł ę b o k o go poruszała spra­

i myśl Heideggera, „przepaść istnienia", tajemnica by­

11

wa powstań polskich; popierał zrywy niepodległościo­

t u i ingerencja Złego w świecie. Uważał, że ma prawo

we, ale sprzeciwiał się bezsensownej ofierze k r w i : „do

do „metafizycznej

powstania mieczem trzeba powstania siłą myśli [ . . . ] . Ja

i transcendentalnego deszczu", po w a r u n k i e m że nie

nie wierzę, ażeby krew zdobywała przyszłość. Ja wierzę,

sprzeniewierzy się codzienności.

że pot czoła, ale nie k r e w " .

1 2

Odrodzenie n a r o d u m o ­

burzy, do kosmicznej

katastrofy

D u c h o w a wspólnota naszych rozdzielonych stule­

że dokonać się t y l k o przez pracę, a elity umysłowe m u ­

c i e m pisarzy u j a w n i a się też w i n n y c h kwestiach. O b a j

szą przekształcić się w inteligencję zawodową zdolną

opatrywali k o m e n t a r z a m i swoje u t w o r y bądź występo­

do przebudowania polskiej świadomości.

w a l i w r o l i narratorów, wykazywali również upodoba­

Gorzka i r o n i a N o r w i d a przejawiała się w wyrazi­

nie do słowotwórstwa. N o r w i d dociekał „pierwszego

stym zarysie charakterów i postaw l u d z k i c h zarówno

wygłosu" wyrazów, obnażającego i c h późniejszy, se­

w słowie pisanym, j a k i satyrycznych szkicach. G o m ­

mantyczny pozór, a Gombrowicz bawił się n i m i , żon­

browicz równie silnie j a k N o r w i d był uwikłany w spór

glował, używając fraz paradoksalnych,

z polskością, ale wyrażał swoje protesty inaczej. Prze­

i słów-dziwolągów, czasem sprowadzanych tylko do

nikliwie

gardził

dźwięku. Podobnie d o t y k a l i spraw zasadniczych o d n o ­

miernotą i p a r t a c t w e m , gromił, szydził, prowokował,

szących się do historii, współczesności i k o n d y c j i ludz­

z lubością szargał fałszywe świętości i autorytety, sto­

kiej, zastanawiali się n a d upływem i przezwyciężaniem

sował „odświeżającą chłostę i uzdrawiający śmiech",

czasu. C y p r i a n intensywnie przeżywał etos historii,

bo mniemał, że „wszystko co dotyczy Polaków jest

mówił o wiecznym powrocie do źródeł, a W i t o l d pisał

rozpoznawał

zjawiska społeczne,

archaizmów

kretyńsko głupie i p o n u r o śmieszne" (list do J. Gie­

o dwoistości życia i myślenia, o hołdowaniu dwóm o d ­

droycia z 18 V I I 1954). Uderzał w zasadę n a r o d o w e ­

m i e n n y m systemom - światu magicznemu i racjonal­

go s a m o u w i e l b i e n i a , w „niewiarygodne

spłycenie

n e m u . Przecięcie przyszłości i przeszłości „w samym

głów p o l s k i c h " . C h c i a ł wyzwolić Polaków z polskości,

punkcie przemijania pozwala odczuć, że t o , co było,

z i c h chorej przeszłości dziedzicznie obciążonej „nie­

ciągle

u s t a n n y m u m i e r a n i e m " i presji życia zbiorowego na

z przeszłością jest więc ciągłym d o p r a c o w y w a n i e m się

jednostkę, wypracować dystans d o „stylu polskiego",

jej, powoływaniem do b y t u . Przeszłość t o p a n o p t i k u m

«jest», jest j a k o coś

«byłego».

Obcowanie

wynieść o s o b ę p o n a d masę. O b a l a ł stereotypy i zdzie­

zrobione z okruchów,

rał maski przez „parodię f o r m y i parodię d u c h a " . Prze­

wszystko, mieć pełną, żywą, wypełnioną osobami, k o n ­

w r o t n i e rozprawiał się z zastaną i dawną kulturą (cho­

kretną".

ciaż w gruncie rzeczy był wierny starej t r a d y c j i ) , de­

twórców:

maskował naiwną grę polskiej i n t e l i g e n c j i i doraźne

C h o p i n a . Stworzyli też równoległe pojęcia ezoterycz­

cele pisarzy. Wiedział, że po w o j n i e polscy twórcy

nego pierwiastka, zwanego przez N o r w i d a „Kształtem"

15

[ale] m y ją chcemy,

mimo

O b a j pisarze m i e l i t y c h samych u l u b i o n y c h
Dantego,

Szekspira,

Goethego,

„znaleźli się w k l a t c e " , ale nie mógł znieść, że niektó­

(wizyjna postać ducha h i s t o r i i w n o w e l i

rzy zmieniali osobowość j a k m a r y n a r k i .

Byrona,

Stygmat),

Przyznawał

a przez Gombrowicza „Formą" l u b „Kształtem", który

się do sceptycyzmu wobec t a k i c h wartości j a k p a t r i o ­

jest c z y n n i k i e m burzącym bądź porządkującym wszel­

tyzm, wiara, zacność, honor, wykazywał, j a k ironicz­

kie przejawy życia i działalności człowieka.

13

19

16

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Jeszcze inną analogią i c h myśli było postrzeganie

kokieterii i pilnie strzeżonych pozorów tego świata p u ­

n a r o d u Izraela i jego znaczenia dla ludzkości. N o r w i d

stoty, masek, „woskowych łez" i ślicznie wiązanych kra­

przypisywał Żydom starszeństwo w historii, czerpał i n ­

watów. Gombrowicz bez pardonu atakował salony; t a m

spiracje z B i b l i i , która była dlań świętą księgą mistycz­

spotyka się t e n styl szarmancki, podrygiwanie fraków,

nego poznania i źródłem O b j a w i e n i a ; wierzył, że Judea

taniec peruk, perfumy, konfekcję

Złotousta wniosła niezniszczalne wartości do życia d u ­

„w miarę opieprzoną". Należy zniszczyć, rozbić salony.

chowego człowieka. G o m b r o w i c z uważał, że Żydzi za­

W 1953 r o k u pisarz obserwował na koncercie w C o l o ­

w a r l i w sobie najważniejsze inspiracje świata i odcisnę­

nie: hrabiostwo, znakomity tłum, paradę nazwisk, god­

l i pieczęć swoją na dziejach. Ten naród stał się tak

ności, tytułów, pieniędzy i władzy, ale gdy zbliżył się do

męską i damską

w i e l k i przez poniżenia, które przetwarzają się w twór­

n i c h „nastąpił zmierzch bogów, zniknęła wielkość i po­

czość i postęp, w ciągłe odradzanie się.

waga". D a m y wpinały sobie Wagnera we włosy jak bry­

W istocie ludzkiej Gombrowicza ekscytowała przede

lantową agrafę; niemiecki pianista galopował jak koń,

wszystkim triumfująca „młodość wiecznie naga", po­

grał jak bokser, który dosiadł Mozarta. A p o t e m rozle­

czątek życia, rozkwitająca cielesność, piękno dziewcząt

gły się oklaski znawców, amatorów, ignorantów i „sta­

i „giętkie h a r m o n i e " chłopców, a także dziecięcość

dowe". Każdy klaszcze, bo wszyscy klaszczą.

20

tkwiąca w człowieku. N o r w i d kochał młodość i urodę

Polskie środowiska emigracyjne często bywały nie­

ciała, ale ponad wszystko podziwiał i czcił starość, jej

spójne, skłócone, rozpolitykowane, niszczące talenty.

mądrość, doświadczenie i smutek, dlatego w całej swej

N o r w i d i G o m b r o w i c z , dramatycznie zmagając się

twórczości - literackiej i plastycznej - stale powracał

z emigracją, starali się ulokować na t y m pograniczu,

do archetypicznych figur starców, mędrców, proroków,

gdzie sztuka styka się z życiem, a nawet je przewyższa.

kapłanów, pielgrzymów, z którymi się identyfikował.

A u t o r Trans-Atlantyku był przekonany, że siła twórcza

W jeszcze i n n y m obrazie rzeczywistości obaj z wielką

przezwycięża wszelkie okoliczności i oderwanie o d

wrażliwością odczuwali wspaniałość i piękno miast, ale

swego naturalnego miejsca nie może zaszkodzić praw­

również dostrzegali i c h antynaturę, drugie, „podziem­

dziwie w i e l k i e m u artyście. „Rimbaud? N o r w i d ? Kafka?

n e " życie - Gombrowicz slumsy i śmietniki Buenos

Słowacki?... (rozmaite bywają wygnania). Sądzę, że ża­

Aires, N o r w i d labirynty i lochy Wenecji, r u i n y jej b u ­

d e n z n i c h nie przeraziłby się zbytnio t y m właśnie ga­

d o w l i . Miasta „sklepią się, budują i rozwijają na k l o ­

t u n k i e m piekła. Przykrą jest rzeczą nie mieć czytelni­

akach [ . . . ] . Leniwe ramię rozkładającego się olbrzyma

ków - bardzo nieprzyjemnie nie m ó c wydawać swoich

przeciąga się, ale nieustającą walkę co dnia i co chwila

utworów - wcale nie jest słodkie być nieznanym, [...]

toczy - coś jakby wciąż gnijący L a o k o o n , przewraca się

ale sztuka naładowana jest pierwiastkami samotności

w pieczarach stolic p o d u m i e c i o n y m i gładko ulica­

i samowystarczalności, znajduje ona swoje zadowole­

mi".

nie i swoją rację b y t u w sobie s a m e j " .

1 7

Urzekała i c h „zielona natura świata". M i e l i też

21

podobny stosunek do zwierząt. Gombrowicza raniła
„otchłań i c h bólu", ów bezsens i bezkres cierpienia,

• ••

które jest „nagim f a k t e m ziejącym absolutem rozpaczy"
i ta łatwość w odbieraniu i m życia dla własnych za­
chcianek lub p o t r z e b .

18

Bezpowrotne odejścia, wychodźstwo, podróże spi­

N o r w i d , który rozmawiał ze

nają biografie N o r w i d a i Gombrowicza, m i m o że roz­

zwierzętami, bo nawet „psalmy mówił z koralem,

mijały się w czasie, miały o d m i e n n e motywacje i p u n k ­

a z delfinem pacierz", traktował je z sympatią i zrozu­

ty docelowe. Peregrynacje morskie o b u pisarzy można

m i e n i e m . Widział w n i c h „parabolicznych braci na­

uznać za zbieżność czysto przypadkową, l u b - jeśli k t o

szych", należących do wspólnej familii żyjących i czują­

w o l i - postrzegać je jako zjawisko metafizyczne, tajem­

cych istot, studiował i c h mowę i zachowania, i napisał
0 n i c h piękne opowiadanie Ostatnia

niczą okoliczność, impuls, który uruchomił w i c h

z bajek. Wyłożył

twórczości oceaniczne wątki ogarniające obszary u n i -

w n i m tezę, że „wszelki żyjątek" posiada uczucia praw­

versum.

dy, a jego pierwotne „spół-położenie" z człowiekiem

o d samego siebie, o d miejsca stałej egzystencji, pracy,

przestało istnieć, gdy t e n zaczął wszystko podstępem

otoczenia,

chwytać, zabijać i „dla samego siebie z-użytecznić".

szczęść. Trzeba uciekać, bo „tu" jest źle, a „tam" będzie

19

Z y g m u n t Freud sądził, że podróż jest ucieczką
monotonii,

rutyny, niepowodzeń

i nie­

Wśród różnych przejawów życia, N o r w i d a i G o m b r o ­

lepiej l u b choćby inaczej i my staniemy się i n n i . Złud­

wicza szczególnie zajmowała kwestia obyczajowości elit

ne wrażenie. Ludzie wędrowali, pielgrzymowali, po­

snobizmów

dróżowali o d najdawniejszych czasów szukając o d ­

1 konwenansów. Obracając się w tych środowiskach nie

mienności (a więc różnicy), ale przede wszystkim wła­

towarzyskich,

„stylu" salonowego, jego

byli w stanie i c h zaakceptować, chociaż sami ulegali

snej tożsamości. M a r z y l i o d o t a r c i u na wyspy szczęśli­

n i e w i n n y m snobizmom — Cyprian wywodził swój ród o d

we, odbywali podróże p o d y k t o w a n e rozpaczą bądź na­

n o r m a n d z k i c h przodków i szczycił się parantelą z rodzi­

dzieją, podejmowali eskapady awanturnicze, senty­

ną Sobieskich, a W i t o l d przechwalał się drzewem gene­

mentalne i „malownicze". W epoce N o r w i d a , do ka­

alogicznym i uważał za „Plantageneta". N o r w i d odcinał

n o n u literatury weszły rzeczywiste bądź imaginacyjne

się o d powierzchownego b l i c h t r u , wyszukanych manier,

opisy w y p r a w J o h a n n a W o l f g a n g a G o e t h e g o

20

do

�Aleksandra Melbechowska-Lury • C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Pocztówka w y d a n a w 6 0 rocznicę
wypłynięcia m/s „Chrobry" d o
A r g e n t y n y , 1999, N a d b a ł t y c k i e
C e n t r u m Kultury w Gdańsku
W i t o l d G o m b r o w i c z przy p a r t i i
szachów, Vence, 1967, fotografia
W 60. rocxnkq w b i c i a x Gdyni m / » Chrobrz Marjanam Witoldem Gombrowiczem na pokłodch

w M u z e u m Literatury
w Warszawie
W i t o l d G o m b r o w i c z z żoną R i t ą ,
Vence, maj 1969, fotografia
w M u z e u m Literatury
w Warszawie
Cyprian N o r w i d , fotografia
z k w i e t n i a 1856 r o k u

21

�Aleksandra Mdbechowska-luly

• C Y W I L I Z A C J A , TRANS-ATLANTYK

O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

22

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

W ł o c h , Juliusza Słowackiego do Z i e m i Świętej, C h a r -

od „bezhonoru

les'a Baudelaire'a na Cyterę, Etienne'a Cabeta do I k a -

i „hańby domowej", o d tych ludzi, którzy później wszczy­

rii

nali bójki na pogrzebie Mickiewicza i tańczyli na balu

( u t o p i j n e j k r a i n y sprawiedliwości

i przede wszystkim Wędrówki

Chude

i równości)

Harolda

Byrona.

polskiego", „trywialnego p o l a c t w a "

w Hotel Lambert po zgoriie Krasińskiego. Wiązał duże

necesse est. D o przemierzania o g r o m n y c h

nadzieje z pobytem w Stanach Zjednoczonych, bo pocią­

przestrzeni wód służył okręt, który utrwalił się w świa­

gał go demokratyczny ustrój tego kraju, wizja wolnego

domości

państwa, które było niejako „przedłużeniem" Europy, ale

Navigare

zbiorowej jako archetyp, figura mityczna

dawało każdemu równe możliwości pracy i awansu.

i magiczna, przypisana pojęciu drogi i żeglugi życia. Był
łodzią płynącą przez morze namiętności do Góry O c a ­

... p r z e r y w a m C i , Panie,

lenia, a jego maszt kojarzono z osią świata i drzewem

B o w żagle dmiesz, a n i e chcesz dobywać k o t w i c y :

kosmicznym. W świecie symboli oznaczał m . i n . żywot

A m e r y k a n i e któż są?...

i los człowieka, przemijanie, śmierć, trumnę, zmar­
twychwstanie, nieśmiertelność, nieskończoność, d u ­

Europejczycy!

G d y już poczułem, że spod mojej stopy

szę, naczynie, świat snu, wielkie myśli, stateczność,

Usuwała się ziemia E u r o p y -

n a t c h n i e n i e poetyckie, potęgę, ojczyznę, państwo, na­

I albo morza zostawały głębie,

dzieję, szczęście, wszechświat „zamknięty" oraz S ł o ń c e

A l b o azjackiej łaska ambasady,

i Księżyc jako dwie łodzie pływające po niebiańskim

Ja -

oceanie. O k r ę t y zawijały do portów H i s t o r i i , M i t o l o g i i

odleciałem, jak czynią

gołębie,

Wężom i płazom zostawując

i L i t e r a t u r y począwszy o d A r k i Noego, „wiosłoskrzydłych" okrętów Odysa i Argonautów, aż do czasów,

Wcześniej

gdy pojawił się Statek pijany R i m b a u d a „Prądem Rzek

poeta

zdrady.

odbył dwie podróże

morskie;

w 1845 r o k u płynął z Senigalii do Triestu, w

obojętnych niesion w ujścia s t r o n ę " i wyszły w morze

1848

ogromne m a c h i n y naszej cywilizacji -

z N e a p o l u do Palermo, a następnie przez Morze Sród-

oraz jej prawdziwa historia - niezliczone wyprawy w o ­

kierkę, L o n d y n i P o r t s m o u t h . N a d Tamizę przybył

lotniskowce
i łodzie p o d w o d n e o napędzie a t o m o w y m . W t y c h gra­ I ziemne i Egejskie aż do K r e t y i w pobliże południo­
w y c h wybrzeży G r e c j i . Za ocean wyruszył przez D u n ­
n i c a c h mieści się wielowiekowa legenda i m i t żeglugi

3 g r u d n i a 1852 r o k u , a trzynastego wszedł na pokład

jenne, h a n d l o w e , rozbójnicze, odkrywcze i badawcze.

okrętu towarowego -

Trwa pamięć o statkach K o l u m b a , Vasco da Gamy,
Magellana, Francisa Drake'a i Jamesa Cooka. Po oce­

d a w n y służący jego ojca. N o r w i d miał przy sobie t y l k o

i skazanego na wieczną wędrówkę Latającego H o l e n ­

dwie gwinee i m o d l i t e w n i k ofiarowany m u w 1845 r o ­

dra, a k a p i t a n N e m o wciąż penetruje głębiny na swym

k u przez Marię Kalergis. Statek zawinął do p o r t u

N a u t i l u s i e . Pływają do dziś, bo żyją w tradycji.

w N o w y m J o r k u 11 lutego 1853, po, bez mała, dwóch

Morze i okręty fascynowały naszych romantyków,

miesiącach męczącej i obfitującej w dramatyczne m o ­

m . i n . M i c k i e w i c z a i Słowackiego, który chciał być
mój).

m e n t y żeglugi. W czasie rejsu umarła nagle „piękna

(Testament

I r l a n d k a " i dwoje niemowląt; początkowo nie sprzyjał

W polskiej poezji tego czasu, bodaj najpiękniej­

wiatr, później, koło I r l a n d i i , zaskoczyły i c h burze, roz­

szym u t w o r e m , poświęconym walce z żywiołem morza,

trzaskał się maszt i c z t e r o k r o t n i e zerwały żagle. Rozbi­

jest wizyjny sonet M i c k i e w i c z a Burza.

ły się płynące w pobliżu okręty. N o r w i d opisywał te
dramatyczne m o m e n t y w listach d o M a r i i Trębickiej

Z d a r t o żagle, ster prysnął, r y k wód, szum zawiei,

i powracał do n i c h w s p o m n i e n i e m , m . i n . w

Głosy trwożnej gromady, p o m p złowieszcze jęki,

i Białych

O s t a t n i e l i n y m a j t k o m wyrwały się z ręki,

kwiatach oraz l i c z n y c h wierszach.

S ł o ń c e k r w a w o zachodzi, z n i m reszta nadziei,
W i c h e r z t r y u m f e m zawył, a na m o k r e góry,

M u s i a ł e m rzucić się za t e n O c e a n ,

W z n o s z ą c e się piętrami z m o r s k i e g o o d m ę t u ,

N i e a b y m szukał A m e r y k i - ale

Wstąpił genijusz śmierci i szedł do okrętu,

Ażebym nie był t a m . . . O ! wierz m i , Pani,

Jak żołnierz szturmujący w p o ł a m a n e mury.

Ze dla zabawki nie szuka się g r o b u

[...]

N a pólokręgu przeciwległym g l o b u .
[...]

Horacy pisał w Listach, że ci „którzy pływają po m o ­
rzach, odmieniają klimaty, ale nie myśli". W 1852 roku

D n i e były głodu, p r a g n i e n i a i i n n e ,

N o r w i d postanowił wyjechać do A m e r y k i , która stała

D n i e m o r u , dzieci konały n i e w i n n e

się jego Ikarią - ziemią wyobrażoną.

22

Evans"

porności). Odprowadził go w tę podróż ubogi szewc,

anach błąkają się jeszcze cienie Sindbada Żeglarza

„sternikiem d u c h a m i napełnionej łodzi"

żaglowca „Margaret

( k a p i t a n Isaiah Pratt, 168 pasażerów, 1000 t o n w y ­

Decyzja opuszcze­

D l a m l e k a m a t e k , które niewczas psowa.

nia Francji została podyktowana rozczarowaniem i roz­

Widziałem także o k r ę t a rozbite

paczą, a złożyło się na nią wiele powodów: fatalna sytu­

I twarze m a j t k ó w wątpiących o naszym;

acja materialna, brak stałego zajęcia, depresja i uczucie

W i d z i a ł e m m a r n o ś ć ludzką tak, j a k n i g d y !

obrzydzenia do społeczności emigracyjnej. Poeta uciekał

A l e - bez kłamstwa - ale w prawdzie nagiej;

23

Czarnych

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Wrażenia z oceanicznego szlaku utrwalił N o r w i d
w dzienniku

podróżnym

ilustrowanym

rysunkami,

które zachwyciły J. I . Kraszewskiego wrażliwością i au­
tentycznością przeżycia. Dziś znamy tylko k i l k a t a k i c h
szkiców: dwa z „Margaret Evans" i jedną akwarelę m a ­
lowaną na parowcu „Pacific". N a żaglowcu poeta o d ­
tworzył w i d o k pokładu z pracującymi marynarzami
i s a m o t n y m człowiekiem wspartym o burtę oraz wnę­
trze p o d pokładem, z kobietą karmiącą niemowlę przy
rozwieszonych pieluszkach, postaciami i n n y c h podróż­
n y c h , drabiną i l i n a m i . K i l k a lat później narysował już
„z n a t u r y wspomnień" większą kompozycję, przedsta­
wiającą

u b o g i c h emigrantów,

gromadę

znękanych

mężczyzn, kobiet i dzieci drzemiących lub czuwających
w ciasnym pomieszczeniu p o d pokładem kruchego ża­
glowca. Z p o w r o t n e j podróży parostatkiem pochodzi
barwny szkic, podpisany „na Oceanie małym", z w i d o ­
k i e m wysokiego o l i n o w a n i a , zarysem błękitnych fal,
postacią marynarza i sylwetkami szybujących mew.
Wspomnienie atlantyckiej podróży, jej przyczyn i k o n ­
tekstów, powróciło jeszcze po l a t a c h w dwóch symbo­
licznych rysunkach N o r w i d a . Alegorią jego „odejścia"
o d paryskiej egzystencji jest późna kompozycja „z k l u ­
czem", wyobrażająca energicznie naszkicowany pejzaż
m o r s k i z kołyszącą się na falach łodzią żaglową, i - co
znaczące - porzuconą na brzegu lirą. Poeta podpisał tę
pracę g r e c k i m alfabetem:

„Kipar «i» ssos N o r w i d

1876", przyrównując swe imię do greckiej nazwy ża­
łobnego drzewa - cyprysa. Dużo wcześniej, bo w 1858
r o k u , „rzucił na papier" dynamiczny, ekspresyjny szkic
biegnącego mężczyzny. Z e n o n Przesmycki nazwał t e n
rysunek Rozpoczną

ucieczką

pędzącego na oślep czło­

wieka „z kurczowo zaciśniętymi n a d głową rękoma w wichurze wzbijającego się p y ł u " . '
2

N o r w i d miał jeszcze jeden prywatny powód, by
wyjechać do dalekiego kraju - chciał stracić z oczu
Marię Kalergis, zapomnieć o swojej zawiedzionej miło­
ści, „pochować łzy w O c e a n i e " . D w a d n i przed w y j ­
ściem w morze wysłał do Jana Koźmiana konfesyjny
wiersz, z wyraźnymi aluzjami i n u t ą żalu do „białej cza­
rodziejki", towarzyszki jego włoskich „dni l a u r o w y c h " .
C o k o l w i e k s ł o ń c a w żaglach się prześwieca,
O m u s k a maszty lub na fale s-pryska:
Mgły n i k n ą n i b y z a s ł o n a

kobieca,

O b ł o k i widać za nią j a k z w a l i s k a ! . . .
„Czemu zwaliska? i czemu zasłona?
C z e m u niewieścia?..." - k r y t y k n i e c h już pyta,
I n i e c h oskarża Muzę, że zmącona
W h a r m o n i i - p o j ę ć - s w o i c h ta k o b i e t a Ja — nie w i e m . . . widzę i rzecz kreślę s m u t n o ,
J a k b y m był j e d n y m z c i ą g n ą c y c h żurawi,
C o cień swój wiodą przez masztowe p ł ó t n o ,
N i e m y ś l ą c , czy s t ą d o b r a z się

zostawi!...

W N o w y m Jorku N o r w i d zatrzymał się zrazu w ja­
kimś zajeździe, razem z grupą ubogich emigrantów,

C y p r i a n N o r w i d , żeglarz. Z inicjału „D" ( D e t e r m i n a t i o n ) d o
a l m a n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m J o r k u , 1853

a później w wynajętym mieszkaniu, gdzie miał pracow-

24

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

nię z w i d o k i e m na cmentarz oraz mały ogródek. M o ­

nego najstaranniej gwoździa okrętowego aż do gwiaz­

delował płaskorzeźby, rzeźbił krucyfiks z bukszpanu

dy w niebiosach jak gwóźdź błyszczącej". „Oto i widzisz

i malował kajutę kapitana na okręcie „Black W a r r i o r " .

[wiele rzeczy]

Ozdobił ściany swojej izdebki fryzem en grisaille,

a które spoczywają na samym dnie łodzi okrętowej;

ze

budowanie arki

przypominających,

scenami historycznymi, p o r t r e t a m i „mężów w i e l k i c h "

przeszedłszy następnie miejsca ciemne, gdzie ordza-

i w i z e r u n k i e m Safony. Jego najkorzystniejszym zatrud­

w i o n e wodą słoną łańcuchy k o t w i c się pierścienia l u b

n i e n i e m zarobkowym była wówczas praca przy alma­

wyciągnięte są podłużnie w niedbałym na posadzce

n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m Jorku 1853/54-

odpocznieniu; przeszedłszy jeszcze wyżej, do korytarzy

Wykonywał r y s u n k i do drzeworytów według fotografii

k a b i n , i wyżej, na pokład okrętowy, którego każda de­

eksponatów; był bardzo zadowolony z tego zajęcia,

ska biała jest i miękka o d umywań, a wszystkie są ja­

które przynosiło m u 5 do 6 dolarów dziennie. Pomyśl­

koby w i e k o skrzypiec pięknie wygięte; i podniósłszy

ny okres trwał k i l k a miesięcy, ale almanach zosta!

oczy t a m , gdzie l i n w i e l u okrętowych niewzdrygliwe

ukończony i N o r w i d znów pozostał bez środków do ży­

siatki się przekreślają na niebiosach, albo i gdzie po­

cia, zdecydował się więc na powrót do Francji. Dzięki

wietrze rozbija n a m i o t y swoje szerokimi żaglami, albo

wsparciu Marcelego Lubomirskiego 24 czerwca

1854

i gdzie trzy masztów krzyże kończynami s w o i m i podob­

r o k u odpłynął do Europy na p a r o w c u „Pacific". O w a

ne są jakiejś mistycznej troistości, kiedy umierają we

podróż „najpogodniejszym morzem" trwała niespełna

mgłach r a n n y c h , w m ę t a c h opalowego światłocienia

dwa tygodnie; 5 lipca „Pacific" zawinął do p o r t u w L i -

a wilgoci ciepłej i słonawej, m ę t a c h niekiedy przedar­

v e r p o o l u . N a statku napisał poemat Szczęsna

t y c h zgubionymi przez odeszłe słońce p r o m i e n i a m i " .

i czytał

poezje Byrona.

25

W pojęciu N o r w i d a , okręt żaglowy jest bezcen­
n y m dziedzictwem kultury, symbolicznym znakiem,

Takie są głębie t a m , na O c e a n i e

a zarazem rzeczywistym p r z e d m i o t e m użytkowym, w y ­

Ze f a l i o g r o m , gdy p o r n i e się z dołów,

znacznikiem najgłębszych l u d z k i c h potrzeb, dążeń,

O d r z u c a - ć z szumem wypuszczony ołów -

idei i wartości, łączącym historyczny obszar człowie­

B o - p i o n u już się kończy p a n o w a n i e . . .

czego b y t u , pracy, powinności i nieodzownego impera­

I g w i a z d o m odtąd zwierzony a słońcu

t y w u podróży ze sferą duchowości, metafizyki i m i ­

N i e z ziemią radzisz o wędrówki k o ń c u . . .

stycznego

doznania tajemnic

Kosmosu. Bo

„prze­

strzeń, w której płynie żaglowiec, odznacza się stereo-

N o r w i d często przywoływał w różnych u t w o r a c h
i listach bosko-kosmiczny obraz morza, jego przestrzeń

metryczną pełnią, ujęta jest w transcendentne ramy,

i czas, oraz magię okrętu i figurę żeglarza. W

jej oś w e r t y k a l n a sięga n i e b a " .

24

Autobio­

26

grafii z dumą podkreślił, że oprócz wielu krajów również

Ludzi X I X w i e k u fascynował rozwój nowoczesnej

„zwiedził Ocean". Wszelako poetycka wyobraźnia pod­

t e c h n i k i , ogrom, siła i pęd potężnych m a c h i n , dlatego

powiadała m u , że „Ocean by przepadł, gdzie łza drobna

inne jeszcze odczucia budziły n p . koleje żelazne i paro­

płynie". W Białych kwiatach wspomniał m o m e n t , kiedy

statki. W

to na „Margaret Evans" doświadczył dojmującego o d ­

w swojej Legendzie w i d m o takiego olbrzyma. W wigilię

czucia k o n t e m p l a c j i , przeżycia niezwykłej „wielkiej c i ­

Bożego Narodzenia bohater tej opowieści zobaczył, jak

1840

r o k u Z y g m u n t Krasiński przywołał

chości" ogarniającej i stapiającej w jedność „otchłanie

„daleko na w o d a c h stała plama czarna, jakby żywa, co­

niebios i morza otchłanie". W liście do M a r i i Trębickiej

raz większa i lecąca k u m n i e - wreszcie ogromna [ . . . ] .

z k w i e t n i a 1853 r o k u opisywał rekiny ogromne, mewy,

W i e l k i to i posępny okręt bez płócien i masztów

którym

drogi",

a wszystkie fale kołami rozbija na pianę - a z pośrodku

i „słońce czerwone, za płaszczyzną ruchomą zachodzą­

jego bucha słup d y m u , który leci nazad w nieskończo­

słabną

skrzydła

„od przestworów

ce tyle a tyle razy".

-

ność. Coraz to ciemniej — o n jak w i d m o czarne, toczy

1861 r o k u N o r w i d napisał paraboliczną przy­

się, grzmiąc - dwa o g n i k i nocne spadły przed n i m

powieść Cywilizacja. Legenda, w której stworzył wizyj­

w morze". N o r w i d a najwidoczniej urzekła ta wizja, bo­

ny obraz okrętu żaglowego i nowoczesnego parowca,

w i e m zacytował fragment owego tekstu w I V Lekcji -

jako dwóch wytworów dawnej i nowej cywilizacji; po­

0 Juliuszu Słowackim,

równał obydwa statki, aby uchwycić i pokazać i c h

ten jest to arkan cywilizacji całej, w której żyjemy: w o ­

wzajemne relacje i różnice. Równocześnie wprowadził

zy i okręty parowe, mechanicznie wiążące i popędzają­

do fabuły wątki autobiograficzne, zapis własnego d o ­

ce l u d y " .

świadczenia, „dotknięcia ręką" tego wszystkiego, co

śladem poety na parostatku zwanym

się wiąże z podróżą oceaniczną. N a początku u t w o r u

który jest p r o d u k t e m dziewiętnastowiecznego racjona­

zamieścił niezrównany, romantyczno-symboliczny opis

lizmu, r o z k w i t u myśli technicznej i przemysłu, ale też

„podwalin żaglowego okrętu", zadziwiający precyzją

niebezpiecznego,

szczegółów i d u c h o w y m stygmatem. N o r w i d - n a r r a t o r ,

nawet zaanektował ówczesną sztukę). N a nowocze­

który miał kiedyś „klucze piękności o n y c h " , opowiada

snym, wygodnym, szybkim okręcie, tak sprawnie „łą­

o żaglowcu młodemu przyjacielowi, bo „poezja t y c h

czącym świata części", wszystko jest „równo, pięknie

rzeczy bezpośrednio była m u znana [...] o d oczyszczo­

1 gładko", ale nie ma w n i m tego ducha tradycji, który

W

25

2 7

dodając swój komentarz: „Okręt

W Legendzie N o r w i d a , narrator podróżuje,

bezdusznego

„Cywilizacją"

„mechanizmu"

(który

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Gombrowicz

opromienia okręt żaglowy. Jego pasażerowie zatracają

szukał

d l a siebie

wewnętrznego

więzi międzyludzkie, są zróżnicowani klasowo, obcy so­

usprawiedliwienia: „Ja b y m do Polski popłynął, ale po

bie, samotni. A l e czują się bezpiecznie, przekonani, że

co m n i e do Anglii? lub do Szkocji?". Później zarzuco­

nic i m nie zagraża. Podziwiają przestrzeń oceanu, białe

n o m u niewłaściwą postawę, tchórzostwo, uchylanie

grzbiety fal i ogromną tęczę „podobną do ukośnie

się o d patriotycznego obowiązku: „Idź p a n do wojska!

wspartego gotyckiego o k n a " ; nawet burze wydają i m

Bij się p a n za Ojczyznę!". A l e „ja nie jestem d o tego

się „do widzenia możebne jak opera". Jednak t e n wspa­

stworzony [ . . . ] , jako żołnierz byłbym katastrofą [ . . . ] .

niały olbrzym ulega nagle katastrofie - idzie na d n o po

Może wystarczyłoby powiedzieć, że w c h w i l i w y b u c h u

zderzeniu z górą lodową, „krągłą bryłą jakoby kryształ

w o j n y miałem kategorię wojskową «С», a p o t e m , gdy

jaśniejącą". Opis d r a m a t u , j a k i rozegrał się na „Cywili­

stawiłem się w Poselstwie w Buenos A i r e s przed k o m i ­

zacji", chwile dezorientacji, p a n i k i , rozpaczy i stanu

sją lekarską, zaliczono m n i e do kategorii «D»

Kapitana, który, być może, „pomylił się w r a c h u n k a c h

nik 1954). Przyznawał, że bał się okropności wojny,

(Dzien­

swoich", jawią się jak „wspomnienie z przyszłości", bo

lecz osąd emigracyjnych publicystów głęboko go zranił

przywodzą na myśl relacje z katastrofy „Titanica", jaka

i tkwił w n i m jak cierń przez całe życie. Deklarował, że

wydarzyła się pół w i e k u później. Metaforyczne porów­

na emigracji usiłuje „wywiązać się ze swoich zadań d u ­

nanie odwiecznej stateczności żaglowca i zagłady n o ­

c h o w y c h i artystycznych możliwie najrzetelniej, a tak­

woczesnego parostatku, brzmi jak prorocze ostrzeżenie.

że z największą szczerością", tymczasem postrzegany

N o r w i d o w a pochwała konstruktywnej myśli i pracy zo­

jest jako „dekadent, destruktor i dezerter, gorszyciel

stała t u zmącona lękiem przed bezmyślną pogonią za si­

i

łą materii, empirii, m e c h a n i k i . „Utwór N o r w i d a gorzko

w s w o i m zgniłym « j a » " .

ironiczny i tragicznie dwuznaczny w ocenie cywilizacji

i Narcyz

zakochany

31

W lecie 1939 r o k u atmosfera w kraju była już napię­

jako możliwości postępu i katastrofy jednocześnie, o d ­

ta i Gombrowicz musiał sobie zdawać sprawę z zagroże­

krywa przed n a m i oblicze «smutnego żeglarza», który

nia wojną. Wspominając sierpniowy rejs „Chrobrym",

pojął wszystkie ironie: rzeczy, h i s t o r i i i losu, a z i r o n i i
«zdarzeń i czasów» wysnuł ironię tragiczną".

zdrajca, i n f a n t y l n y egotysta

opowiadał w Dzienniku

28

1954,

jak statek mijał „brzegi

niemieckie, francuskie, angielskie, wszystkie te ziemie
Europy zastygłe w lęku nie narodzonej jeszcze zbrodni,

Pożegnałem, co k o c h a ł e m -

w klimacie duszącym oczekiwania, zdawały się krzyczeć:

U p o m i n e k złączy nas:

bądź lekkomyślny, nic nie znaczysz, nic nie zdziałasz".

J e d n ą ręką p r z e s t r z e ń dałem,

To, że Gombrowicz bez oporów wyjechał z kraju, było za­

R ę k ą drugą dałem c z a s .

pewne spowodowane jeszcze inną okolicznością; chciał

1939 r o k u W i t o l d G o m b r o w i c z został zapro­

- podobnie jak N o r w i d - odciąć się i odetchnąć o d pol­

szony przez polską linię żeglugową na ekskluzywną

skiego środowiska, o d obciążenia Polską, aby wypraco­

W

do

wać w sobie dystans do rodzimego zaścianka, wyrazić

A m e r y k i Południowej. Wypłynął z G d y n i 1 sierpnia,

człowieka, nie naród, wyprzedzić swój czas. Z małymi

a 21 przybił do Buenos A i r e s . Miał zabawić t a m k i l ­

wyjątkami nie akceptował literatury

ka t y g o d n i , a pozostał 24 lata. Później w k i l k u sło­

i jej twórców. Był przekonany, że są to ludzie, którzy swe­

wycieczkę

dziewiczym

rejsem

m/s „ C h r o b r y "

międzywojennej

w a c h opisał tę „lekkomyślną" i „przypadkową" po­

go życia nie przeżyli, byli niedouczeni, niewyraźni, nie­

dróż: „Żegluga była nadzwyczaj rozkoszna... i n a w e t

pełni, e m b r i o n a l n i , b o t r w a l i w

n i e c h ę t n i e m i się na ląd wysiadało, bo przez d n i d w a ­

w znieruchomieniu świadomości, czym przyczynili się do

dzieścia, człowiek między n i e b e m a wodą, niczego nie

późniejszej Wielkiej Maskarady. Irytowały go środowiska

pamiętny, w p o w i e t r z u , w f a l i r o z t o p i o n y i w i a t r e m

Skamandra i awangardy, i c h - jak sądził - niski poziom

przewiany".

intelektualny, „minimum sprawności umysłowej".

29

N a cztery d n i przed w y b u c h e m wojny,

nierzeczywistości,

32

Ka­

k a p i t a n o w i „Chrobrego" p o l e c o n o , by odpłynął do

wiarnia Ziemiańska przed wojną była kuźnią haseł:

A n g l i i . Według relacji Jeremiego Stempowskiego, dla

Awangarda, Proletariat, Surrealizm, Socrealizm, Poezja,

G o m b r o w i c z a było to traumatyczne przeżycie. N i e

Sztuka, ośrodkiem zapotrzebowania na „ideę i wiarę",

wiedział, jaką podjąć decyzję. „Witold był bardzo zde­

„ckliwą ludzkość kobiet" i szały estetyczno-filozoficzne.

n e r w o w a n y - wahał się, czy wracać d o Polski, czy też

Spotykając w A r g e n t y n i e przyjezdnych Polaków,

przeczekać działania w o j e n n e w A r g e n t y n i e [ . . . ] .

pisarz słuchał i c h głosu, który brzmiał „obco i dziko

Odprowadziłem go do p o r t u . O d d a ł rzeczy tragarzo­

na brzegu milczącej A m e r y k i , był j a k ryba wyrzucona

w i , pożegnał m n i e i wszedł na statek. S t a ł e m na m o ­

na t e n brzeg, o, był j a k ryba wyjęta z P o l s k i " .

l o . W 10 m i n u t później rozległ się dźwięk pożegnal­

I wreszcie, z bolesną przekorą odnotował w

nej syreny, a ja zobaczyłem W i t o l d a : z d w i e m a waliz­

ku 1960:

k a m i w ręku zbiegał po trapie na m o l o . Była t o ostat­

Dzienni­

„Składam d a n k Najwyższemu, że wydobył

m n i e z Polski, gdy m o j a sytuacja l i t e r a c k a zaczęła się

nia c h w i l a do podjęcia decyzji i skorzystał z n i e j .

polepszać i przerzucił na ląd amerykański, w obcy j ę ­

Drżał i powtarzał: «Nie mogę» [ . . . ] . A l e m o r a l n i e

zyk, w samotność, [...] w k r a j bardziej zasobny w k r o ­

cierpiał n a d s w o i m położeniem; [...] był w rozpaczy,
ale nie okazywał t e g o " .

33

wy niż w sztukę [ . . . ] . Dzięki C i też, Najwyższy, za
Dziennik".

30

26

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„Chrobry" przeniósł Gombrowicza na brzeg amery­
kański, gdzie narodził się jego literacki
będący następnym po Ferdydurke

rze; jego Trans-Atlantyk

„płynął po zmurszałych w o ­

Trans-Atlantyk,

dach", ale w rzeczywistości ocean dostarczał m u eks­

bojem pisarza z Pol­

cytujących wrażeń, darzył „błogosławieństwem wód

ską, przesłaniem skierowanym do rodaków „poprzez

olbrzymich, rozbełtanych w wieczności, które m n i e

A t l a n t y k " . Tytuł tego u t w o r u nawiązuje do oceaniczne­

oddzielały o d europejskiej h i s t o r i i ! " . Stygmat wód pły­

go statku widzianego jako terytorium i p u n k t spinający

nących, materię i siłę mórz odnosił do własnych losów,

życie polskie w kraju i Argentynie, a zarazem jako stre­

do żeglugi życia. Polska i A r g e n t y n a były jak „dwie fa­

fa przepływu zdarzeń i przejścia do innej rzeczywistości.

le przewalające się po m n i e i pustoszące przeraźliwym

W t a k i m metaforycznym miejscu dokonuje się zderze­

n i e b y t e m [ . . . ] . Pochyl się n a d rzeką czasu przepływają­

nie dawnej polskiej mentalności, „naiwnej, ciasnej i po­

cego, Narcyzie, i próbuj złowić migocącą w wodzie

czciwej" z prawdziwym n a r o d o w y m kataklizmem i pro­

uchodzącej, nieubłaganie czarującą twarz..." i swoją

blemami współczesności. Gombrowicz rozpoczął pracę

nagość transoceaniczną (Dziennik

nad t y m dziełem w 1948 r o k u , łącząc m o t y w autobio­

8 k w i e t n i a 1963 r o k u Gombrowicz opuścił Buenos

graficzny (pamiętnik) z powieścią utrzymaną w stylu

Aires i powrócił do Europy na statku „Federico". Po­

tragifarsy rodzinno-obyczajowej i kryminalnej, z prowo­

czątkowo mieszkał w Berlinie, p o t e m osiadł we Fran­

kacyjnym wątkiem homoseksualnym. „Trans-Atianty/c

c j i . Przybył na Stary K o n t y n e n t „przeżarty czasem

jest fantazją. Wszystko - wymyślone w bardzo luźnym

i przestrzenią [ . . . ] . Czułem się zgubiony, g d y m wypły­

związku z prawdziwą kolonią polską w Buenos A i r e s " .

wał z Buenos A i r e s , [boj zanadto tkwiłem jednak

Jest o n „po trosze wszystkim, co chcecie: satyrą, kryty­

w A r g e n t y n i e . W i ę c gdy A r g e n t y n a za m n ą cofa się,

ką, traktatem, zabawą, absurdem, dramatem - ale n i ­

odpływa, wyrastająca przede m n ą Europa jest jak pira­

czym nie jest wyłącznie, ponieważ jest tylko mną, moją
«wibracją», m o i m wyładowaniem, moją

mida, jak Sfinks i obca planeta, jak fatamorgana"

egzystencją

(Dziennik

[ . . . ] ; zgadzam się, że to statek korsarski, który przemyca
34

wówczas The

Trans-Atlan­

tyku obejmuje okres sierpnia i początku września 1939

wydarzeń, które radykalnie odmieniły bieg jego życia.
„«Spotkanie» nastąpiło dziś o wczesnym świcie, na

morystycznej instrumentacji", wydała się G o m b r o w i ­

północny wschód o d Wysp Kanaryjskich [ . . . ] . W nocy

czowi najbardziej oczywistą i stosowną formułą, gdyż

nie spałem, wyszedłem na pokład zanim jeszcze dzień

w utworach artystycznych szczególnie m u odpowiadało

się zapowiadał, [...] ujrzałem światła k i l k u statków,

„to tajemnicze odchylenie, które sprawia, że utwór

prujących ocean k u A f r y c e [ . . . ] ; t u i ówdzie pojawiłby

przylegając do swojej epoki, jest jednak dziełem wyod­

się białe zagęszczenia, które w surowości coraz obojęt-

rębnionej jednostki, żyjącej własnym życiem".

niejszej przedświtu wypełzły niczym wata i morze zaro­
iło się o d t y c h białych icebergów z mgły, pośród któ­

„Figury" powieści są wielce znaczące: w relacjach

rych ujrzałem to, w co zawsze można się wpatrywać,

f a m i l i j n y c h ojciec uosabia Starca, Kościół, Ojczyznę,

wodę, fale rozkogucone

Boga i Tyrana, jest reprezentantem H o n o r u , Czysto­

bielą. Wtenczas

wypłynął

z białych opatuleń, też biały, z dużym k o m i n e m , który

ści, Męstwa i Wierności, „prawości wszystkich spraw",

zaraz rozpoznałem, w odległości jakichś 3-4 k i l o m e ­

a zatem nienaturalności i celebracji. Syn-Młodzieniec,

trów. Zaraz zapadł w kłąb mgły, znowu się wychylił, ja

to b u n t o w n i k , skłonny do najdzikszych wybryków (na­

co prawda nie patrzyłem, w wodę raczej byłem zapa­

wet ojcobójstwa), a zarazem przedstawiciel f e r m e n t u

trzony... wiedząc dobrze, że to się nie dzieje, tego nie

i deformacji, Sromoty, Hańby, B r u d u , Zdrady, T c h ó ­

ma, wolałem nie patrzeć, ale niepatrzenie moje jak

rzostwa, zaś uwodzący go Gonzalo jest psychopatą, złym

gdyby potwierdzało jego o b e c n o ś ć [ . . . ] . Tymczasem

35

zjawisko przepływało - nie przepływało w fantasmago­

Groteskowe „dramaty" bohaterów kończą się pojed­

r i i rozwichrzonych kłębów z o p e r o w y m prawie pato­

n a n i e m i w y b u c h e m oczyszczającego śmiechu. Tak

sem i coś, jak zatracone braterstwo, jak brat zabity,

właśnie pod „gęsie, zwariowane pióro" Gombrowicza

brat umarły, brat niemy, brat zagubiony na zawsze i zo­

wjechała zwiewna, urojona polskość transatlantycka.

bojętniały - coś takiego ujawniło się i zapanowało

N a pokładzie statku znalazła się też „ta trzpiotka Fer­
dydurke i t e n niepokojący Mariage.

Ship, swojego Holendra-Tuła-

A m e r y k i . Było to dojmujące przeżycie, wizja odległych

zująca i nie stroniąca o d kiczu fabuła, rozegrana w „hu­

i zbrodni.

Phantom

cza, w i d m o „Chrobrego", którym przed laty płynął do

r o k u w stolicy Argentyny. Jego dwuznaczna, skandali-

duchem, nosicielem m o t y w u zboczenia

1965). W k r ó t c e na oceanie nastąpiło m i ­

styczne „Spotkanie" pisarza z przeszłością. Dostrzegł

sporo d y n a m i t u , aby rozsadzić nasze dotychczasowe
uczucia n a r o d o w e " . Czas i miejsce akcji

1965).

w rozpaczy, głuchej i doszczętnie oniemiałej, wśród

A dla n i c h nie ma

kłębów białych. Pomyślałem w końcu o sobie na t a m ­

innej Ojczyzny, jak t y l k o Zachód E u r o p y " (List do Je­

t y m pokładzie - i że dla tamtego ja jestem tutaj praw­

rzego Giedroycia z 9 V I I I 1951).

dopodobnie taką samą zjawą, jak o n dla m n i e . Potem

G o m b r o w i c z przez całe życie uciekał o d ludzi,

j a k b y m sobie przypomniał, że przed laty, płynąc na

szkoły, ojczyzny, wojny, a także o d czasu i przestrzeni,

C h r o b r y m do A r g e n t y n y , jednej nocy w pobliżu Wysp

natomiast intensywnie przeżywał urodę świata; „z na­

Kanaryjskich nie mogłem spać i o świcie wyszedłem na

pięciem o k r o p n y m przyjmował w siebie krajobrazy",

pokład, aby wpatrywać się w morze... i czegoś szuka-

oddychał pejzażem. Szczególnie fascynowało go m o ­

27

�I
Aleksandra Melbechowska-Luly

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

łem [ . . . ] . C o za m a n i a : wpatrujesz się w kulę szklaną,

1 0

w szklankę wody, i n a w e t t a m coś c i się z niczego w y ­
snuje, k s z t a ł t . . . " .

1858 г., Pwsz., t. 8, s. 367

swego

11

List C. Notwida do Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej z 14 X I

12

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z 3 I V 1863 г., Pwsz.,

pierwszego statku, gdyż „Chrobry" już nie istniał. T e n

1862 г., Pwsz., t. 9, s. 63

wspaniały m o t o r o w i e c pasażersko-towarowy (154 me­
try długości, 1098 miejsc, 260 członków załogi) został

t. 9, s. 91; List C. Norwida do Karola Ruprechta po 5 X I 1863 г.,
Pwsz., t. 9, s. 117

zbudowany w 1939 r o k u w D a n i i dla l i n i i żeglugowej
G d y n i a - A m e r y k a . W przededniu w o j n y odpłynął z A r ­
gentyny do A n g l i i , gdzie przebudowano go n a transpor­

"

W. Gombrowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 59

1 4

O stosunku Gombrowicza do polskich elit intelektualnych i pisatzy zob. S. Gębala, Diagnoza stanu świadomości Polaków zawar­

towiec dla wojska. Służył w k a m p a n i i norweskiej; zapa­

ta w „Dzienniku" Witolda Gombrowicza, [w:] Pisarz na obczyźnie,

lił się o d b o m b n i e m i e c k i c h w rejonie Bodoe, a w nocy

praca zbiorowa pod redakcją T. Bujnickiego i W. Wyskiela,

z 14 na 15 maja 1940 r o k u został omyłkowo zatopiony

Wrocław 1985, s. 139-155

przez brytyjski samolot z lotniskowca „Ark R o y a l " .
„Pacific", który został t a k przejmująco zobrazowa­
ny przez N o r w i d a

w Cywilizacji,

15

W. Gombrowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 230

16

Temu zagadnieniu poświęcił tozprawę J. Jarzębski, Pojęcie Jormy"
u Gombrowicza, [w:] Gombrowicz i krytycy, op. cit., s. 313-346

również poszedł na
17

d n o . Zaginął w styczniu 1856 r o k u w niewyjaśnionych
okolicznościach (być może zderzył się z górą l o d o w ą ) .
W

Pwsz.,

t. 6, s. 538; List C. Notwida do Antoniego Zaleskiego z gtudnia

36

G o m b r o w i c z nie mógł wówczas zobaczyć

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z października 1868 г.,
Pwsz., t. 9, s. 373; C. Notwid, [Sztuka okolicznościowa],

r o k u 1861 paryski d z i e n n i k „Le M o n i t e u r U n i v e r -

C. Norwid Tajemnica lorda Singelworth, Pwsz., t. 6, s. 158, 159

1 8

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., s. 37

19

C. Norwid, Ostatnia z bajek, Pwsz., t. 6, s. 90, 94

2 0

sel" zamieścił krótki tekst o katastrofie słynnego pa­

W. Gombrowicz, Dziennik 1953-1956, op. cit., s. 53, 54

21

j . w., s. 64-65

r o w c a wraz z odnalezioną w butelce n o t a t k ą . N o r w i d

22

O tekstach Notwida poświęconych mofzu i oktetom zob. M .

bardzo przeżył tę wiadomość, która przypomniała m u

Śliwiński, Peregrynacja morska, [w:] Tenże, Szkice o Norwidzie,

powrotną podróż z A m e r y k i

Warszawa 1998, s. 71-95; A . Melbechowska-Luty, Sztukmistrz.

swojej Książki

pamiątek

d o Europy. W k l e i ł

do

Twórczość artystyczna i myśl o sztuce Cypriana Norwida, Warsza­

w y c i n e k prasowy, „list z b u t e l ­

wa 2001, s. 107-113, 180-182

k i , która dotąd jest jedyną pozostałością tegoż s t a t k u "
i b i l e t pasażerski z „ P a c i f i c u " .

37

2 3

N i e ulega wątpliwości,

że ta tragedia, zaprzeczająca złudnej potędze nowocze­

1911, s. 1085-1086

snej t e c h n i k i , stała się dla N o r w i d a i m p u l s e m d o n a ­
pisania oceanicznej Legendy

o mirażach

2 4

cywilizacji.

C. Norwid, Cywilizacja. Legenda, Pwsz., t. 6, s. 46, t. 7, s. 519-522

2 6

M . Śliwiński, op. cit., s. 86-97

(komentatz J. W. Gomulickiego)

wynurzył się w jego wyobraźni z oceanicznej mgły. C y -

2 7

Słowackim, Lekcja IV, Pwsz., t. 6, s. 440

Przypisy
Cyt. za: jerzy Giedroyć,

Witold Gombrowicz, Listy

2 8

M . Janion, op. cit., s. 15

2 9

W. Gombtowicz, Trans-Atlantyk, Watszawa 1957, s. 11

3 0

Zapis z wywiadu przeprowadzonego z Jeremim Stempowskim,
[w:] Rita Gombrowicz, Gombrowicz w Argentynie.

1950-1969,

1993, s. 244, 245

3

Świadectwa

i dokumenty 1939-1963, Wroclaw 1991, s. 13

wybrał, opracował i wstępem opattzył A . Kowalczyk, Warszawa
2

Z. Ktasiński, Legenda, [w:] Trzy myśli pozostałe po śp. Henryku
Ligenzie, wyd. 3, Paryż 1863, s. 47-48; C. Norwid, O Juliuszu

i Trans-Atlantyk uległy zagładzie. W t a k i o t o

sposób okręty i ludzie doświadczyli d o t k n i ę c i a losu.

1

2 5

zapamiętać,

skoro po 24 l a t a c h zatopiony statek, ów „brat zabity",
wilizacja

Pisała o tym Maria Janion, Jak smutny żeglarz...", [w:] C. Not­
wid, Cywilizacja. Legenda, Gdańsk 1978, s. 5-15

Również G o m b r o w i c z musiał wiedzieć o w o j e n n e j ka­
tastrofie „Chrobrego" i dobrze t e n f a k t

Z. Przesmycki, Opis dodatków artystycznych, [w:] Cypriana Nor­
wida Pisma zebrane, wydał Z. Przesmycki, Warszawa - Kraków

31

W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie,
Warszawa 1990, s. 7

Z. Łapiński, ja Ferdydurke, Lublin 1985, s. 103; Tenże, wstęp do:
Gombrowicz i krytycy, wybór i opracowanie Z. Łapiński, Kraków

3 2

S. Gębala, op. cit., s. 139-155

1984, s. 22

3 3

W. Gombtowicz, Risum teneatis. Od autora, [w:] J. Giedroyć, W.

3 4

W. Gombrowicz, Przedmowa do „Trans-Atlantyku",

W. Gombrowicz, Ferdydurke,

Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 456

[w:] Tenże, Dzieła, t. 2, redakcja

naukowa tekstu J. Błoński, Kraków 1987, s. 152, 153, 171.

[w:] Tenże,

Trans-Atlantylc, op. cit., s. 6-7

W Gombrowicz, Dziennik i953-J956, [w:] Tenże, Dzieła, t. 7,
tedakcja naukowa tekstu J. Błoński, Ktaków 1988, s. 18, 245

35

Z. Malić, „Trans-Atlantylc" Witolda Gombrowicza, [w:] Gombro­
wicz i krytycy, op. cit., s. 235-256

4

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., t . 8, s. 177

s

List C. Notwida do Jana Szwańskiego przed 6 IX 1876 г., [w:]

5 6

W. Gombtowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 106-107

Cyprian Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem

37

J. W. Gomulicki, Komentarz do Cywilizacji Norwida, Pwsz., t. 7,
s. 519-522

i uwagami krytycznymi opattzył Juliusz W. Gomulicki, t . 10,
Warszawa 1971, s. 78. Dalej cytuję: Pwsz., tom, strona.
6

List C. Norwida do Marii Trębickiej z maja 1854 г., Pwsz., t . 8,
s. 213.

'

Za udostępnienie mi tocznicowej pocztówki, poświęconej wypłynię­

Jerzy Giedroyć, Witold Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 100, 112,

ciu m/s „Chrobry" do Ameryki, dziękuję p. prof. Teresie Grzybkow-

241,317,340,352
8

W. Gombtowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 122

9

List C. Notwida do Jana Koźmiana z około 7 X I 1850 t., Pwsz.,

skiej i p. prof. Andrzejowi Grzybkowskiemu. Za przekazanie m i
dwóch fotografii Witolda Gombtowicza dziękuję p. dt Annie Lipie.

t. 8, s. 102

28

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
