<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11311" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11311?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T21:29:39+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="11289">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7d9d6658e4bcf01e805aef046c30cd0.pdf</src>
      <authentication>ed86d2201238e41c66b7260d6cb46b03</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134797">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2471</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134798">
              <text>1994</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134799">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2295</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134800">
              <text>AIDS - kształt mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134801">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.160-166</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134802">
              <text>Sznajderman, Monika</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134803">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134804">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134805">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="134806">
              <text>AIDS - kształt mitu*
Monika Sznajderman

U schyłku X X wieku, gdy medycyna bliska j u ż była
obwieszczenia t r i u m f u nad śmiercią, przynajmniej w tak
zwanym cywilizowanym świecie, karta się o d w r ó c i ł a i znowu
m a m y przed s o b ą tak dobrze znany m o t y w T r i u m f u Śmierci.
Spoglądając wstecz na rok 1983 t o tytuł a r t y k u ł u w specjal­
nym, w i e ń c z ą c y m ó w r o k numerze „ N e w s w e e k a " . „ O d
r o k u 1930 - czytamy w n i m - nie widział świat tak klarownie
złowieszczego r o k u , czasu ciemności, kiedy wszystko szło k u
gorszemu"; w Libanie i Syrii trwa wojna, r o z m o w y p o m i ę d z y
U S A i Z S R R z o s t a ł y zerwane, ponad dwustu niewinnych
ludzi p o n i o s ł o śmierć w w y n i k u zestrzelenia k o r e a ń s k i e g o
samolotu, w ś r o d k o w e j i p o ł u d n i o w e j Ameryce nie maleje
polityczny terror, a w Trzecim Świecie głód. P r ó c z tego
s a m o b ó j s t w a i z a b ó j s t w a , porwania i terrorystyczne zama­
chy. „ N a w e t natura stała się wroga i o b r ó c i ł a się przeciwko
człowiekowi: zmienił się p r ą d Pacyfiku, wywołując na c a ł y m
świecie powodzie i susze", a „ h a w a j s k i w u l k a n Kilauea
o b r ó c i ł idylliczny, turystyczny raj w ogniste p i e k ł o gdy na
500 s t ó p szeroka rzeka lawy p o c h ł o n ę ł a drzewa i d o m y " . D o
tego jeszcze „ d w ó c h a m e r y k a ń s k i c h k o n g r e s m e n ó w i minis­
ter p r z y ł a p a n y c h z o s t a ł o na skandalu obyczajowy" oraz,
j a k o zwieńczenie pejzażu c z a s ó w ostatecznych, „ Ś m i e r t e l n a
nowa choroba, zwana A I D S , tajemnicza i j a k d o t ą d nieule­
czalna, s t e r r o r y z o w a ł a h o m o s e k s u a l i s t ó w i zaczęła szerzyć
się na świecie". M o g ł o b y się w y d a w a ć , iż spełnia się przepo­
wiednia, zawarta w starym micie pelazgijskim o pięciu
wiekach ludzkości...

ludzi w p ł y n ę ł o . N a ziemi był żółty pył, j a k się przeszło po n i m
to się zaraz c h o r o w a ł o . " A I D S doskonale pasuje do starego
apokaliptycznego scenariusza, uruchamianego zazwyczaj
w czasie wszelkich plag. „ J a s n o w i d z z A m e r y k i P ó ł n o c n e j "
- j a k czytamy w broszurce - k t ó r e m u powierzono „wszystkie
te rzeczy, k t ó r e m a j ą nadejść, j a k więc kolejność poprze­
dzających z d a r z e ń przed wielką k a r ą , j a k trzęsienia ziemi,
katastrofy, choroby, polityczne i społeczne wydarzenia,
nieurodzaje, powodzie i inne nadprzyrodzone rzeczy, k t ó r e
b ę d ą m a n i f e s t o w a ć się na świecie", wymienia w ś r ó d nich
s t r a s z n ą c h o r o b ę - A I D S I I , „ k t ó r e j m o ż n a n a b a w i ć się przez
sam d o t y k osoby, k t ó r a na tę c h o r o b ę zachoruje. Lecz
Niebiosa obejmują tą c h o r o b ą całkowicie i wyłącznie ś r o d o ­
wisko homoseksualne j a k o ostrzeżenie dla świata, by zmienić
nasze prawa, n a s z ą m o r a l n o ś ć , nasze zaniedbania, pozwala­
j ą c e te rzeczy k o n t y n u o w a ć . " Co ciekawe, A I D S - niezgod­
nie z faktycznym stanem rzeczy, lecz absolutnie w zgodzie
z p o r z ą d k i e m m i t y c z n y m - przyjmuje t u p o s t a ć choroby,
atakującej znienacka i g w a ł t o w n i e ; tak j a k b y dla tego, co
w dniu A p o k a l i p s y objawić ma najwyższą moc idealnym
modelem m i a ł a j u ż na zawsze p o z o s t a ć plaga, g w a ł t o w n o ś c i ą
p r z y p o m i n a j ą c a C z a r n ą Śmierć. „ T a choroba - twierdzi
Jasnowidz - potrzebuje t y l k o czterech d n i do inkubacji
w organizmie. C h o r y umiera w ciągu d w ó c h tygodni.
Symptomy są bardzo podobne do zapalenia opon m ó z ­
gowych." (Proszę zwrócić u w a g ę na z m i a n ę czasu przyszłego
na teraźniejszy, co m o ż e p o d k r e ś l a ć p e w n o ś ć przepowiedni.)

W podobnie apokaliptyczny t o n u d e r z a j ą , gdy m o w a
o A I D S , na r ó w n i media k u l t u r y wysokiej i niskiej, prasa,
naukowe i popularnonaukowe publikacje i ludowe przepo­
wiednie o k o ń c u świata. A I D S - „ t e n s k r ó t jest dziś
synonimem śmierci i szatana", czytamy w artykule, opub­
l i k o w a n y m na ł a m a c h „ D e r Spiegel" w 1985 r o k u . „ W
wielkich miastach pojawili się j u ż pierwsi prorocy, wiesz­
czący koniec świata, G u r u Bhagwan przepowiada p o n u r o , że
A I D S sprawi, iż I I I wojna ś w i a t o w a będzie j u ż niepotrzebna
- ofiarą nowej zarazy p a d n ą i tak dwie trzecie l u d z k o ś c i . "
W książce Gene A n t o n i o AIDS - zmowa milczenia jej autor
w p u n k t a c h podsumowuje „ K a t a s t r o f a l n e skutki rozprzest­
rzeniania się A I D S : Jeżeli nie z o s t a n ą szybko podjęte k r o k i ,
k t ó r e z a p o b i e g n ą b ł y s k a w i c z n e m u rozwojowi epidemii, sku­
tkiem będzie katastrofa nie m a j ą c a precedensu w całych
dziejach l u d z k o ś c i . " Dalej A n t o n i o wymienia kolejne sfery
życia, k t ó r e u l e g n ą c a ł k o w i t e m u zniszczeniu - „ r u i n a sys­
temu opieki s p o ł e c z n e j " , „ r u i n a systemu opieki zdrowot­
nej", „ c h a o s społeczny i ekonomiczny" oraz, co najważniej­
sze, z a g ł a d a biologiczna całego ludzkiego gatunku. „ M i l i o n y
u m i e r a j ą c y c h w ś r ó d pogłębiającej się degeneracji u m y s ł o w e j ,
ruina e k o n o m i i , poczucie narodowej klęski - to nas czeka,
jeśli nie z r o b i m y co w naszej mocy, aby p o w s t r z y m a ć
epidemię."

N i e jest to w y o b r a ż e n i e odosobnione. Niezwykle podobna
epidemia z d z i e s i ą t k o w a ł a l u d n o ś ć S t a n ó w Zjednczonych na
p r z y k ł a d we współczesnej popularnej powieści science-fic­
t i o n L a r r y R. Leichtera
Epidemia.

1

2

3

Wieści o Apokalipsie, k t ó r e j j e d n y m ze z n a k ó w jest
właśnie A I D S , błyskawicznie rozeszły się po c a ł y m świecie.
„ P a n B ó g nie m i a ł co wymyślić i stworzył A I D S , ale j a k to nie
p o m o ż e , to będzie z a g ł a d a ś w i a t a " - m ó w i jeden z m i e s z k a ń ­
c ó w M a ł e g o Cichego, wioski na Podhalu. I n n y u w a ż a
z kolei, iż „ A I D S pojawił się na świecie, żeby ludzie w y m a r l i ,
bo Pan B ó g chce s k a z a ć ludzi, zaczął od Czarnobyla - to na

160

4

5

6

*

*

*

A I D S ożywia najstarsze, z w i ą z a n e z w i e l k i m i plagami lęki;
zaraza, plaga, epidemia to jego metafory najczęstsze i naj­
popularniejsze. P o z o s t a j ą c w ich k r ę g u , dziedziczy A I D S
zarazem tę s a m ą s y m b o l i c z n ą m o w ę , j a k ą od w i e k ó w
p r z e m a w i a ł y zaraza, plaga, epidemia: s y m b o l i c z n ą m o w ę
zła. C h c i a ł a b y m z a r y z y k o w a ć tutaj tezę (o k t ó r e j szerzej
p i s a ł a m w i n n y m miejscu) , że zło, wcielone w w y o b r a ż e n i a
plagi czy zarazy, sięga najstarszych, najbardziej archaicz­
nych warstw ś w i a d o m o ś c i i k u l t u r y ; że sięga ono mianowicie,
w e d ł u g o k r e ś l e n i a Paula Ricoeura „ p i e r w s z e g o 'schematu'
z ł a " , a zatem wcześniejszego od symbolizmu grzechu i w i n y
symbolizmu zmazy, skalania, n i e c z y s t o ś c i . Oczywiście, te
dwie późniejsze koncepcje t a k ż e są tutaj obecne, niemniej
jednak właśnie ta pierwsza podstawowa wydaje się dla
f a n t a z m a t ó w plagi szczególnie charakterystyczna.
W pojęciu zmazy ( k t ó r ą o k r e ś l a Ricoeur, w ślad za
Petazzonim, j a k o „ a k t pogłębiający zło, nieczystość, fluid,
tajemnicze i szkodliwe quid o d d z i a ł y w a j ą c e dynamicznie,
a zatem magicznie" ) dla mitycznego pola w y o b r a ż e ń zwią­
zanego z tematem zarazy szczególnie istotne są, w m o i m
przekonaniu, dwa momenty: w y o b r a ż e n i e czegoś k a l a j ą c e g o
7

8

9

* Artykuł jest wersją ostatniego rozdziału mojej książki Zara­
za. Mitologia dżumy, cholery, AIDS, która ukaże s i e w Wydawnict­
wie Naukowym Semper.

�( z a r ó w n o materialnego j a k też symbolicznego), co kala przez
k o n t a k t i z a r a ż e n i e , oraz kwestia zasadniczej ambiwalencji
zmazy, w y r a ż a j ą c a zarazem a m b i w a l e n c j ę wszelkich zjawisk
nieczystych (to właśnie magiczna koncepcja zmazy, u w a ż a
Ricoeur, d a ł a p o c z ą t e k do dziś żywej symbolice czystego
i nieczystego, wraz z c a ł y m t o w a r z y s z ą c y m jej bogactwem
odcieni). Medyczny sens zaraźliwości w istocie jest zawsze
w t ó r n y wobec idei magicznego skalania, z a r a ż e n i a , do­
tknięcia - d o t k n i ę c i a TCOZJĄ choroby, śmierci i nieczystości;
jest w t ó r n y wobec zmazy należącej do p o r z ą d k u sakralnego.
,,Od p o c z ą t k u zmaza jest c z y m ś więcej niż t y l k o p l a m ą
-pisze francuski filozof-wskazuje na to, że cała osoba jest t u
d o t k n i ę t a w swym stosunku do s a c r u m . "
Ambiwalencja natury zmazy wynika więc z analogicznej
ambiwalencji zjawisk n a l e ż ą c y c h do p o r z ą d k u sacrum, k t ó r e
w skalaniu dostrzec p o z w a l a j ą z a r ó w n o s t r o n ę n e g a t y w n ą
j a k też p o z y t y w n ą , z a r ó w n o „ p r z e k l e ń s t w o " , j a k też „świę­
t o ś ć " . Bowiem, jak pisał Ricoeur, symbolizm zmazy „ n u r z a
się jeszcze w żywiole kosmicznym; 'zbrukane', ' u ś w i ę c o n e '
i 'święte' są ze s o b ą p o w i ą z a n e siecią podziemnych odp o w i e d n i o ś c i i zależności, k t ó r e b y ć m o ż e są nie do zatar­
c i a . " Charakterystyczna dla świata k u l t u r archaicznych
ambiwalencja zjawisk sakralnych p r z e t r w a ł a , j a k zauważyli
religioznawcy ( i Tomasz M a n n w Wybrańcu)
do dzisiaj.
Nadal, udowadnia Mircea Eliade, „ T o , co jest 'skalane',
a więc ' p o ś w i ę c o n e ' o d r ó ż n i a się w p o r z ą d k u ontologicznym
od tego wszystkiego, co należy do sfery ś w i e c k i e j " ; nadal
jest r ó w n i e niebezpieczne i w y m a g a j ą c e specjalnego przygo­
towania rytualnego. N a p r z y k ł a d z i e w y o b r a ż e ń , d o t y c z ą ­
cych ofiar A I D S w i d a ć to bardzo w y r a ź n i e : w wizerunku
tych o s ó b m o t y w wybrania, uświęcenia, wyniesienia w y r a ź ­
na mitologizacja splata się z m o t y w e m skalania j a k o fizycz­
nego zszargania i etycznego p o h a ń b i e n i a . Ujawnienie się tej
ambiwalencji w y m a g a ł o oczywiście t r o c h ę czasu i d o k o n a ł o
się w ó w c z a s dopiero, gdy A I D S o s i ą g n ą ł pełnię swego bytu
w zbiorowej, symbolicznej w y o b r a ź n i .
By to z r o z u m i e ć , trzeba jednak cofnąć się aż do momentu
narodzin jego m i t o l o g i i . Nie m o ż e m y bowiem z a p o m i n a ć , że
w świetle najwcześniejszej wersji m i t u A I D S nie była to
jeszcze choroba „ n a s wszystkich" ani choroba wybranych,
lecz p r z y p a d ł o ś ć d o t y k a j ą c a t y l k o i wyłącznie grzesznych,
p r z e k l ę t y c h obcych, marginesu społecznego: homoseksualis­
t ó w , H a i t a ń c z y k ó w , n a r k o m a n ó w , prostytutek, czarnych
m i e s z k a ń c ó w A f r y k i . Był w ó w c z a s A I D S jednoznacznym
synonimem zła; zła zbiorowego, wymierzonego nie w jedno­
stki, lecz w c z ł o n k ó w grupy ryzyka - tej, j a k pisze Susan
Sontag, „ n e u t r a l n i e b r z m i ą c e j , biurokratycznej kategorii,
k t ó r a ożywia a r c h a i c z n ą ideę skażonej i o s ą d z o n e j c h o r o b ą
s p o ł e c z n o ś c i . " Wyczuwalna tutaj stara koncepcja zła j a k o
zmazy, skalania, nieczystości o d s ł a n i a ł a jedynie swoje nega­
tywne, „ c i e m n e " oblicze.
Radykalny p r z e ł o m w m i t o l o g i i A I D S n a s t ą p i ł w 1985
r o k u , gdy wraz ze śmiercią gwiazdy filmu, Rocka Hudsona,
koncepcja zmazy o d z y s k i w a ć zaczęła z a p o m n i a n ą ambiwa­
lencję. „ R o z g ł o s z o n a przez media j a k o dramat narodowy
śmierć Rocka Hudsona w s t r z ą s n ę ł a A m e r y k ą . Po raz pierw­
szy tragedia A I D S m i a ł a twarz. Twarz jednego z p ó ł b o g ó w
tego k r a j u " - czytamy u D . Lapierre'a; p ó ł b o g ó w i b o g ó w ,
p a r a f r a z u j ą c słowa A r t u r a D r o g e ' a z K a t e d r y Nowego
Testamentu przy Wydziale Teologii Uniwersytetu Chicago­
wskiego, przebranych za Rocka Hudsona, Freddy'ego M e r ­
cury, Earvin (Magic) Johnsona, za gwiazdy k u l t u r y maso­
wej: filmu, muzyki i sportu. P o n i ż e n i i wywyższeni, przeklęci
i święci, m i e s z k a ń c y piekła i nieba kultury masowej pierwsi
d o t k n i ę c i zostali p l a g ą A I D S ; stali się w y b r a ń c a m i . O b o k
tematu zła pojawia się więc m i t o l o g i a w y b o r u , k t ó r a
10

1 1

12

13

1 4

15

pomaga złu o d z y s k a ć jego pierwotny, sakralny wymiar.
Sądzić więc m o ż n a , że - podobnie j a k inne plagi - sięga
A I D S do wierzeń o wiele starszych niż wizja zarazy j a k o kary
bożej; do wierzeń, dla k t ó r y c h ta klasyczna j u ż , teologiczna
w y k ł a d n i a jest t y l k o j e d n ą z racjonalizacji. D o wierzeń,
zakorzenionych w niewyczerpanych z ł o ż a c h poprzedzającej
wszelką etykę kosmicznej s a k r a l n o ś c i . Nawet w j ę z y k u
n a u k o w y m z a c h o w a ł się ślad dawnych dynamicznych k o n ­
cepcji, k t ó r e , by z o b r a z o w a ć niezwykłą moc plagi, u t o ż ­
samiały j ą zazwyczaj z mocami ognia: p o ż a r e m , b ł y s k a w i c ą ,
i s k r ą ( m ó w i o n o np. o „iskrze m o r u " ) . „ W s z ę d z i e tam,
gdzie bieda i niski p o z i o m życia s p o ł e c z n e g o n a r u s z y ł y życie
rodzinne, d o p r o w a d z a j ą do licznych z w i ą z k ó w seksualnych,
z a k a ż e n i e H I V szerzy się j a k p o ż a r "
- pisze Tadeusz
Nasierowski.
Tajemniczy charakter i n i e w y j a ś n i o n a etiologia choroby
sprawiły, że - jak w przypadku dawnych epidemii - m n o ż ą
się naukowe, popularne i religijne hipotezy oraz interpreta­
cje. N a H a i t i na p r z y k ł a d - w e d ł u g b a d a ń antropologa Paula
F a r m e r a - wierzenia ludowe, rdzennie h a i t a ń s k i e n a k ł a d a ­
j ą się na schemat wyjaśnień chrześcijańskich i medycznych,
t w o r z ą c wraz z n i m i spójny, c h o ć d o ś ć paradoksalny obraz:
A I D S przypisywane jest t u z a r ó w n o karze bożej za grzechy,
j a k też m i k r o b o m oraz z w i ą z a n y m z m a g i ą voodoo za­
klęciom. P o d o b n ą wielość wyjaśnień zarazy odnajdujemy
zresztą wszędzie.
„ Z a n i m medycyna z a m i e n i ł a się w t e c h n i k ę , w chwili
narodzin w y p o w i a d a ł a c h o r o b ę i jednostkowe d o ś w i a d ­
czenie chorego. Analogicznie, od zarania k r o n i k , historyk
czynił z choroby jeden z o b o w i ą z u j ą c y c h u s t ę p ó w swojej
opowieści. O d Tucydydesa do Grzegorza z Tours i nie­
zliczonych anonimowych Opisań choroby..., k o m e n t u j ą c y c h
zarazy ery n o w o ż y t n e j , p o d w ó j n o ś ć (pli) jest zachowana; bez
zdziwienia znajduje się j ą w figurze, p o d k t ó r ą dzisiaj gazeta
przedstawia epidemię czy fantazmat epidemii. We wszyst­
kich owych tekstach w i d a ć podobne sekwencje. A k t o r
historyczny (głowa p a ń s t w a , miasta, l u d chrześcijański,
n a r ó d ) doznaje z z e w n ą t r z ( B ó g , W s c h ó d , Ż y d z i ) zła (kara,
p r ó b a , pomsta), ale u siebie musi s z u k a ć n a ń lekarstwa (w
pokucie, modlitwie, odosobnieniu, p o g r o m i e ) . " P o d w ó j ­
n o ś ć o w ą da się z a u w a ż y ć t a k ż e w k u l t u r o w y m wizerunku
A I D S . Uruchamia on bowiem - p o w t ó r z m y raz jeszcze
- najstarsze, z w i ą z a n e z z a r a z ą , p l a g ą i e p i d e m i ą sensy:
z a r ó w n o symbolizm zmazy, j a k też grzechu i winy, z a r ó w n o
w y o b r a ż e n i e plagi j a k o czegoś u d e r z a j ą c e g o , z s y ł a n e g o
z wysoka, j a k o „ t a j e m n i c z e g o napomnienia z z a ś w i a t ó w " (że
p r z y w o ł a m y tutaj, za Rudolfem O t t o , piękne, średniowiecz­
ne s ł o w o / r e ( Y ) , j a k też czegoś, co rozgrywa się j u ż na ziemi,
p o m i ę d z y l u d ź m i , co z a r a ż a i magicznie kala.
C a ł y ten niezwykle skomplikowany system wierzeniowy
szczelnie w y p e ł n i o n y jest l u d o w y m i , p o p u l a r n y m i , teologicz­
n y m i i n a u k o w y m i interpretacjami. W e ź m y na p r z y k ł a d
k l a s y c z n ą dla plagi teorię, k t ó r a jej źródeł u p a t r y w a ć k a ż e
zawsze w sferze obcości, w symbolicznym k r ę g u innego
świata (niezależnie od tego, czy jest to sfera obcości w o b r ę b i e
naszego uniwersum, czy też kryjąca się p o d obrazami
odległych i egzotycznych krain). Jej przejawem m o ż e być
c h o ć b y ta popularna spiskowa teoria świata k t ó r a A m e r y k a ­
n ó w s k ł a n i a ł a do szukania ojczyzny A I D S na H a i t i , a H a i ­
t a ń c z y k ó w - do wywodzenia jej z l a b o r a t o r i ó w F o r t Derrick
w stanie M a r y l a n d .
Dziennikarz „ L i t i e r a t u r n o j Gaziety" przypisuje w y p r o d u ­
kowanie wirusa H I V zjednoczonym siłom Pentagonu i C I A ,
a redaktorzy skandynawskiego magazynu erotycznego
„ P l a y s t a r " diabelskiemu tandemowi Bush - Honecker.
„ P o r z ą d n i " obywatele S t a n ó w Zjednoczonych o s k a r ż a j ą
1 6

1 7

1 8

19

20

767

�swoich „ w e w n ę t r z n y c h " obcych - h o m o s e k s u a l i s t ó w , a zna­
ny a m e r y k a ń s k i działacz gejowski i pisarz L a r r y K r a m e r
0 ś w i a d o m e i celowe p o s u n i ę c i a przciw gejom obwinia Busha
1 Reagana: „ W k o n t e k ś c i e A l DS m o ż n a je p o s t a w i ć na r ó w n i
z p o s t ę p o w a n i e m Hitlera wobec Ż y d ó w . " Sontag zwraca
z kolei u w a g ę na szeroko rozpowszechnione wierzenie, że
korzeni A I D S s z u k a ć trzeba na Czarnym Lądzie, a w samej
chorobie u p a t r y w a ć kolejne nawiedzenie z Trzeciego Ś w i a t a ,
kolejną plagę „ s m u t k u t r o p i k ó w " .
J ę z y k d y s k u r s ó w medycznych nie pozostaje tu w tyle za
m y ś l e n i e m potocznym. P r z y t a c z a j ą c hipotezy m ó w i ą c e , że
istnieje m o ż l i w o ś ć pierwotnego z a r a ż e n i a c z ł o w i e k a przez
m a ł p ę , Sontag p o d k r e ś l a istnienie i a k t u a l n o ś ć starego ciągu
skojarzeń, k t ó r e popularne w y o b r a ż e n i e M u r z y n a łączą
z w y o b r a ż e n i e m zwierzęcości i seksualnego rozpasania.
„ O s t a t n i e badania d o w o d z ą - pisze, j a k b y ilustrując tę tezę
j u ż cytowany A n t o n i o - że A I D S r o z p o c z ą ł swą śmiertelną
p o d r ó ż po trasie ludzkiej gdzieś w Afryce. Znaleziono go
w ciele koczkodana, m a ł p y żyjącej na t y m kontynencie,
a bardzo podobny wirus zidentyfikowano w ciele a f r y k a ń ­
skiej odmiany owcy. D r o g i pierwszego z a k a ż e n i a nie są do
k o ń c a jasne. Przypuszcza się, że m o g ł o do niego dojść
w w y n i k u u k ą s z e ń , jedzenia z a k a ż o n e g o mięsa lub współ­
życia seksualnego z tymi z w i e r z ę t a m i . " Czy trzeba doda­
w a ć , że i Afrykańczycy nie pozostali dłużni i szybko od­
wdzięczyli się A m e r y k a n o m w i a r ą w a m e r y k a ń s k i e pochodzeni choroby, będącej elementem szeroko zakrojonego
planu wojny biologicznej...
2 1

22

*

*

*

Jednym z o b r a z ó w , w k t ó r e wciela się moc plagi, jest obraz
wirusa; to jego mitologia w d u ż y m stopniu decyduje o ż y w o ­
ści plagowej metafory A I D S . Badania nad w i r u s o l o g i ą
l u d o w ą , czy też p o p u l a r n ą , i nad z w i ą z a n y m i z nią obyczaja­
m i j ę z y k o w y m i w tekstach stricte naukowych wciąż stoją
otworem. „ M i m o że o wirusach ogromnie d u ż o rozprawia­
my -pisze Zofia K u r a t o w s k a - i to nie t y l k o my, lekarze, lecz
także ludzie innych z a w o d ó w , wiedza o tych dziwnych
tworach nie jest zbyt rozpowszechniona. Tak n a p r a w d ę dla
zwykłego człowieka (a nawet dla zwykłego lekarza) wirusy
p o z o s t a j ą właściwie czymś m i t y c z n y m . " Jeśli sięgniemy, za
K u r a t o w s k a , do przytoczonej przez W ł a d y s ł a w a K o p a l i ń ­
skiego etymologii tego pojęcia dowiemy się, iż wirus w j ę z y k u
ł a c i ń s k i m o z n a c z a ł j a d , śluz, s m r ó d . „ W późniejszej łacinie
virulentia to także ' z a k a ż e n i e ' . W ż a r g o n i e lekarskim przy­
wykliśmy przez słowo 'wirulentny' r o z u m i e ć zjadliwy lub
złośliwy z a r a z e k . " W wirusie m o ż n a zatem widzieć s a m ą
kwintesencję nieczystości, kwintesencję czegoś z a r a ż a j ą c e g o ,
kalającego, brudzącego.
23

24

Nawet dzisiaj jeszcze, i to w tekstach naukowych i popu­
larnonaukowych, t r a k t u j ą c y c h o wirusie, posłyszeć m o ż e m y
echa starej epidemiologicznej koncepcji Marcusa Terentiusa
Varro (116-27 p.n.e.). D l a lepszego zobrazowania idei
z a r a ż e n i a p o w o ł a ł on do życia niewidzialne istoty, m a l e ń k i e
żyjątka, k t ó r e , niewidoczne dla oka, p r z e d o s t a w a ł y się do
organizmu człowieka przez usta i nos. Z a m i e s z k i w a ł y owe
istoty, zgodnie z wcześniejszą jeszcze, m i a z m a t y c z n ą teorią
Hipokratesa, miejsca nieczyste, wilgotne i bagniste. I trzeba
p r z y z n a ć , że nawet nauka, nie m ó w i ą c j u ż o wiedzy ludowej,
doskonale p r z e c h o w a ł a tajemniczą a u r ę , o t a c z a j ą c ą owych
p o s ł a ń c ó w zarazy. Czytamy na p r z y k ł a d u Kuratowskiej:
„ T r z e b a powiedzieć, że są to twory nader dziwne. Nie­
przypadkowo użyte tu z o s t a ł o słowo ' t w o r y ' . Wirusy bo­
wiem nie są k o m ó r k a m i , nie należą ani do świata r o ś l i n n e g o ,
ani do świata zwierzęcego, j a k na p r z y k ł a d pierwotniaki.
Zachodzi pytanie, czy w ogóle m o ż n a je zaliczyć do organiz­
m ó w ż y w y c h ? " K u r a t o w s k a zwróciła tu u w a g ę na szcze­
2 5

162

g ó l n ą cechę wirusa - na jego m e d i a l n o ś ć . Wirus, pisze też
W i k t o r O s i a t y ń s k i , znajduje się d o k ł a d n i e na granicy między
t y m , co żywe, i t y m , co m a r t w e . M e d i a c y j n y charakter (nie
należą ani do świata r o ś l i n n e g o , ani do zwierzęcego, nie są
ani martwe ani żywe) doskonale predystynuje te stworzenia
do rangi tajemniczych w y s ł a n n i k ó w z z a ś w i a t ó w .
Nie bez przyczyny zatem mitologia popularna przed­
stawia wirusa j a k o „ n a j b a r d z i e j z a ż a r t e g o wroga boskiego
stworzenia". Cytowany j u ż wcześniej Lapierre pisze: „ J a k
świat ś w i a t e m wirusy - te miniaturowe, ś m i e r c i o n o ś n e
cząsteczki unicestwiały więcej ludzi, zwierząt i roślin niż
wszystkie klęski naturalne i k o n f l i k t y historyczne razem
w z i ę t e . " Przypomina on wręcz k r w i o ż e r c z e g o wampira:
„ N i e z d o l n e r o z m n a ż a ć się samodzielnie, p o t r z e b u j ą one do
przeżycia w s p ó ł u d z i a ł u k o m ó r e k , k t ó r e a t a k u j ą . K u s i je
wszystko, co żyje; ż a d n a k o m ó r k a nie uchroni się przed ich
z a c h ł a n n o ś c i ą . " W i r u s o w i A I D S przypisywana jest moc
szczególnie p o t ę ż n a i niszcząca (powszechnie nazywa się go
„ m o r d e r c ą " ) , co dr. A n t h o n y Fauci, szef a m e r y k a ń s k i e g o
Instytutu C h o r ó b Alergicznych i Z a k a ź n y c h wyraził słowa­
m i : „ N i e m o ż n a sobie w y o b r a z i ć bardziej s z a t a ń s k i e g o
wirusa niż ten. Atakuje i niszczy właśnie te k o m ó r k i , k t ó r e
właściwie powinny c h r o n i ć nas przed w i r u s a m i . "
26

2 7

28

29

Sontag u w a ż a , że jeśli metafora plagi ma jeszcze przy­
szłość, to tylko dzięki pojęciu wirusa. We w s p ó ł c z e s n y m
d o ś w i a d c z e n i u świata wirusologiczna metaforyka odgrywa
niezwykle i s t o t n ą rolę. Nie t r a c ą c bowiem swej mrocznej
tajemnicy, odsłaniają wirusy coraz to nowe szczegóły swego
charakteru. O k a z a ł o się, na p r z y k ł a d , że nie są jedynie
czynnikiem z a k a ż e n i a ; m o g ą r ó w n i e ż p r z e n o s i ć informację
g e n e t y c z n ą . O k a z a ł o się, że p o t r a f i ą m u t o w a ć . Te właśnie
cechy sprawiły, że wirusy hojnie użyczają dzisiaj swej
metaforyki światu pozamedycznemu, raz jeszcze występując
w roli m e d i a t o r ó w . Są d o s k o n a ł y m łącznikiem na p r z y k ł a d
p o m i ę d z y ś w i a t e m k o m p u t e r ó w a ś w i a t e m najnowszej i j a k
sam wirus zmiennej choroby, wpisując t y m samym A I D S
w szeroki kontekst naszej współczesności; n o w y m i treściami,
o d w o ł u j ą c y m i się do pojęcia n i e p r z e w i d y w a l n o ś c i , zmienno­
ści, p o d s t ę p n o ś c i w z b o g a c a j ą stare lęki.
*

*

*

W r a c a j ą c jeszcze do archaicznej koncepcji zmazy, to o jej
o b e c n o ś c i w micie A I D S m o ż e r ó w n i e ż świadczyć fakt, iż
niezwykle żywy jest w n i m system w y o b r a ż e ń , z w i ą z a n y c h
z s y m b o l i k ą kalającego k o n t a k t u . W nosicieli wirusa H I V
demonizm wcielił się w stopniu nie mniejszym niż w nie­
gdysiejsze ofiary d ż u m y i cholery. T r u d n o , zaiste, p r z e k o n a ć
s p o ł e c z e ń s t w o , że drogi z a k a ż e n i a są ściśle o k r e ś l o n e , skoro
panuje powszechne, g ł ę b o k o zakorzenione przekonanie, iż
zarazić się m o ż n a nie t y l k o przez stosunek seksualny czy
transfuzję, ale r ó w n i e ż przez przedmioty, d o t k n i ę c i e osoby
chorej, s a m ą jej bliskość a nawet spojrzenie. „ N a ulicy coraz
niżej s p u s z c z a ł a m głowę. Nie ś m i a ł a m spojrzeć na ludzi, tak
j a k b y wzrok m ó g ł ich z a r a z i ć " - m ó w i bohaterka repor­
t a ż u w „ T w o i m Stylu". Rozmaite, naukowe nawet i paranaukowe pisma prześcigają się w wynajdywaniu najmniej
p r a w d o p o d o b n y c h d r ó g z a k a ż e n i a . Magazyn „ L a n c e t "
w 1986 r o k u o p u b l i k o w a ł na p r z y k ł a d a r t y k u ł , p o ś w i ę c o n y
możliwości z a r a ż e n i a przez u ż y w a n i e w s p ó l n e g o p ł y n u do
p ł u k a n i a szkieł k o n t a k t o w y c h , a jeszcze inne pismo za­
stanawia się, czy cebula, do k t ó r e j k a p n ę ł a łza chorego
kucharza, albo bar s a ł a t k o w y , nad k t ó r y m k i c h n ą ł nosiciel
wirusa m o g ą stać się p o w a ż n y m i realnym ź r ó d ł e m zarazy.
A c h o c i a ż to nosiciele i chorzy b u d z ą największą grozę,
ludzie boją się t a k ż e z m a r ł y c h na A I D S . „ N a trumnie
m ł o d e g o człowieka, z m a r ł e g o w z a c h o d n i o b e r l i ń s k i m szpita3 0

�lu i m . Rudolfa Virchowa, jeden z p o s ł u g a c z y z kostnicy
n a p i s a ł w i e l k i m i literami A I D S . T r u m n ę przewieziono do
m a ł e g o miasteczka w Niemczech Zachodnich, gdzie mieszka
matka z m a r ł e g o . N i k t z s ą s i a d ó w nie przyszedł na po­
g r z e b " - czytamy w „ D e r Spiegel". Śmierć „ n a z a r a z ę "
zawsze była szczególnie kalająca; rzeczywistość z w i ą z a n a
z sacrum zawsze szczególnie niebezpieczna dla p r o f a n ó w .
,,(...) prastare zakazy dziedziczy się j a k c h o r o b ę " - n a p i s a ł ,
p o w o ł u j ą c się na Freuda, van der Leeuw. Pod na w s k r o ś
w s p ó ł c z e s n y m i , racjonalnymi uzasadnieniami nietrudno od­
k r y ć pradawne warstwy m i t u .
Na niezwykle i s t o t n ą rzecz zwróciła u w a g ę Sontag: oto
czynnikiem d e c y d u j ą c y m o z w i ą z a n y c h z A I D S w y o b r a ż e ­
niach nieczystości jest seks. „ P o j a w i e n i e się nowej epidemii
o rozmiarach katastrofy - pisze ona - (...) nie w y s t a r c z y ł o b y
moralistom do określenia jej mianem kary bożej. Potrzebne
było jeszcze i to, by najczęstszą d r o g ą z a k a ż e n i a był seks."
W i n n y m z a ś miejscu Sontag pisze: „ S e k s u a l n y s p o s ó b
transmisji choroby, u w a ż a n e j przez większość ludzi za
nieszczęście, ściągane na siebie dobrowolnie, o s ą d z a n y jest
0 wiele surowiej niż inne drogi z a k a ż e n i a ; t y m bardziej, że
A I D S u w a ż a n y jest za c h o r o b ę , z w i ą z a n ą nie t y l k o z eks­
cesami seksualnymi, ale r ó w n i e ż z ich perwersyjnym charak­
terem. (...) Z a r a ż e n i e się c h o r o b ą na drodze s t o s u n k ó w
seksualnych u w a ż a n e jest za bardziej dobrowolne, a zatem
zasługujące na większe p o t ę p i e n i e . (...) Z a k a ź n e choroby,
zawinione przez seks, zawsze w y w o ł u j ą o b a w ę dużej z a r a ź ­
liwości i dziwaczne fantazje na temat transmisji choroby
w miejscach publicznych d r o g ą p o z a p ł c i o w ą . " Przypom­
nijmy: płyn do p ł u k a n i a szkieł k o n t a k t o w y c h , łza kucharz na
krojonej przez niego cebuli...
Sontag u w a ż a , że te właśnie cechy w y r a ź n i e łączą A I D S
z syfilisem, Tadeusz K o m e n d a n t z a ś , k t ó r y o podobnych
sprawach pisze na ł a m a c h „ T w ó r c z o ś c i " , u w a ż a A I D S za
pierwszą w dziejach c h o r o b ę , w obrazie której seks tak
w y r a ź n i e skojarzony jest ze śmiercią - w e d ł u g niego nawet
syfilis nie m i a ł tak mocnej k o n o t a c j i . I c h rozumowanie
celnie wydobywa d o m i n u j ą c y w z m i t y z o w a n y m wizerunku
A I D S m o t y w skalania seksualnego.
Ponownie o d w o ł u j e m y się do r o z w a ż a ń Paula Ricoeura.
Pisze on: „ U d e r z a j ą c e jest, j a k ą d o n i o s ł o ś ć i p o w a g ę przypi­
suje się w e k o n o m i i zmazy ł a m a n i u z a k a z ó w o charakterze
seksualnym: zakaz kazirodztwa, sodomii, usuwania p ł o d u ,
s t o s u n k ó w p ł c i o w y c h w czasie a nieraz w miejscu zabronio­
n y m jest tak fundamentalny, że nic lepiej nie charakteryzuje
systemu zmazy, j a k to rozdęcie spraw seksualnych tak
dalece, że w s p ó l n i c t w o zadzierzgnięte między seksualnością
a z m a z ą wydaje się istnieć od n i e p a m i ę t n y c h c z a s ó w . "
Skalanie seksualne pojmowane jest przy t y m j a k o nieczys­
tość najwyższego stopnia, w pewnym sensie nieczystość
wzorcowa, podobnie zresztą j a k skalanie wskutek zetknięcia
z p r z e l a n ą w czasie z a b ó j s t w a k r w i ą , k t ó r e t a k ż e wcześniejsze
jest od wszelkiej etyki, sięgając korzeniami do archaicznej
koncepcji zmazy. W tych właśnie d w ó c h rodzajach s k a l a ń
w najwyraźniejszej formie uwidacznia się pierwotny, d o s ł o w ­
ny, fizyczny charakter nieczystości. „ P o r ó w n a n i e między
stosunkami seksualnymi a z a b ó j s t w e m jest oparte na tej
samej grze o b r a z ó w : w obu przypadkach nieczystość wiąże
się z o b e c n o ś c i ą 'czegoś' materialnego, co się przenosi przez
k o n t a k t i z a r a ż e n i e . " W centrum tego symbolizmu znaj­
dują się sperma i krew - dwie wydzieliny, k t ó r e o d g r y w a j ą
najistotniejszą rolę t a k ż e w przekazywaniu wirusa H I V
1 w m i t o l o g i i zarazy.
Oto nasienie, sperma - d a j ą c e życie, lecz teraz niebezpiecz­
ne, kalające, niosące śmierć. O t o krew - symbol oczysz­
czenia, ofiary i odkupienia, ale także wojny, morderstwa
31

3 2

33

3 4

35

3 6

3 7

i p o ż y w i e n i a z m a r ł y c h . U k r y t a w ciele w y o b r a ż a siedlisko
życia i duszy, wylana na z e w n ą t r z - śmierć. „ L e ż a ł , moja
miłość i m ó j m ą ż , leżał w swojej k r w i , w tej niebezpiecznej,
czerwonej k r w i , oznaczającej życie i śmierć i bardzo p o w o l i
u m i e r a ł " - m ó w i Josef w swojej autobiograficznej książce
Przekwitający
mak. AIDS - ostatnie miesiące pewnej miłości.
M i a r ą symbolicznej mocy A I D S m o ż e b y ć właśnie ta jego
z d o l n o ś ć p r z y w o ł y w a n i a archaicznych s e n s ó w o b r a z ó w ,
w k t ó r y c h objawia się w s p o s ó b najpełniejszy cała ich
a n t y n o m i c z n o ś ć . T o , co zazwyczaj oznacza życie - krew czy
wydzieliny seksualne - teraz, w k o n t e k ś c i e plagi A I D S , stało
się t a k ż e (jak przyjęło się j u ż m ó w i ć ) „ d a r e m ś m i e r c i " ,
p r z y p o m i n a j ą c w ten s p o s ó b o swej prawdziwej, ambiwalent­
nej naturze.
I s t o t ę nieczystości najpełniej odsłaniają ryty oczyszczenia,
k t ó r e dziś nawet, pod m a s k ą racjonalnych d z i a ł a ń sanitar­
nych, kryją zachowania o charakterze w y r a ź n i e magicznym.
W ł a ś n i e w ich świetle najjaśniej w i d a ć , iż materialna nieczys­
tość spermy i k r w i jest jednak także nieczystością symbolicz­
ną; że k a ż d a zmaza, j a k pisał Ricoeur, jest zawsze c z y m ś
więcej niż t y l k o p l a m ą - jest p l a m ą s y m b o l i c z n ą . Aspekt
czysto fizyczny, materialny n i e o d ł ą c z n y jest w tych wyob­
r a ż e n i a c h od aspektu duchowego, moralnego, etycznego.
„ P r z e d s t a w i e n i e zmazy utrzymuje się w światłocieniu
quasi-fizycznego z a k a ż e n i a , k t ó r e zbliża się do quasi-moralnej niegodziwości. Ta d w u z n a c z n o ś ć nie jest w y r a ż o ­
na p o j ę c i o w o , lecz jest p r z e ż y w a n a w s p o s ó b intencjonalny
poprzez na poły fizyczny, na poły z a ś etyczny lęk p r z y n a l e ż ­
ny przedstawieniom nieczystości.
Jeśli jednak symbolicznej struktury zmazy nie oddaje ani
refleksja, ani przedstawienie, to przynajmniej jest ona obec­
na w działaniu; m o ż n a j ą u c h w y c i ć w o b r z ę d a c h oczysz­
czających i od a k t u u s u w a j ą c e g o przejść do 'rzeczy' u s u n i ę ­
tej."
W przytaczanych przez Paula Farmera wierzeniach na
temat r o z n o s z ą c y c h z a r a z ę H a i t a ń c z y k ó w pojęcie nieczysto­
ści, oznaczające z a r a ż o n ą , i m p o r t o w a n ą do S t a n ó w haitariską krew w rzeczywistości od samego p o c z ą t k u o d n o s i ł o się
t a k ż e do kalającej „ h a i t a ń s k o ś c i " w ogóle j a k o ź r ó d ł a
zarazy: pod h a s ł e m oczyszczenia b a n k ó w k r w i czytelne jest
0 wiele głębsze pragnienie oczyszczenia świata ze s k a ż o n e j
populacji. A ci, k t ó r z y w G ł o s k o w i e , Laskach czy Józefowie
krzyczeli, że nie c h c ą u siebie tej „ludzkiej p a d l i n y " , k t ó r z y
grozili podpaleniem, czy nie sięgali p o d ś w i a d o m i e do tych
samych starych p o k ł a d ó w wierzeniowych, w myśl k t ó r y c h
bliskość śmierci - zwłaszcza „ t a k i e j " śmierci - kala? D o wizji
oczyszczającego palenia, topienia, w y w o ż e n i a zarazy, izo­
lowania jej - j e ś l i musi istnieć, niech istnieje, ale tylko gdzieś
bardzo daleko? Jak głosiło stare epidemiologiczne z a r z ą d z e ­
nie: „ w tak w y k r o j o n y m polu 'zgnilizna winna ustalić się
1 w y c z e r p a ć s w ą m o c ' . . . " „ W ten s p o s ó b symbolika ob­
r z ę d ó w u s u w a j ą c y c h ujawnia w s p o s ó b praktyczny u k r y t y
symbolizm, zawarty w przedstawieniu s k a ż e n i a . "
Skalanie, pisze Ricoeur, nie istnieje w s p o s ó b absolutny,
niezależny od ludzkiej percepcji. Powstaje w kręgu ustana­
wiającego je prawa, w y p o w i a d a j ą c y c h je słów, oceniających
spojrzeń. T o słowa i spojrzenia k a ż ą czuć się s k a l a n ą
bohaterce cytowanego r e p o r t a ż u . T o określenie „ p a d l i n a "
zamyka nosicieli wirusa w k r ę g u symboliki nieczystości
i k a ż e o d p r a w i a ć ryty oczyszczenia. D a l e k i m p o g ł o s e m tych
starych spraw m o g ą b y ć r o z w a ż a n i a tych specjalistów od
p r o f i l a k t y k i A l DS, k t ó r z y u w a ż a j ą , że „wiele n i e p o r o z u m i e ń
wynika z nieprecyzyjności powszechnie u ż y w a n e g o j ę z y k a .
Za największe n a d u ż y c i e uznano określenie ' d ż u m a X X
wieku', co sugeruje - w niezgodzie z faktami - że A I D S działa
j a k średniowieczny p o m ó r , przed k t ó r y m nie ma ż a d n e g o
3 8

3 9

40

4 1

163

�r a t u n k u . Z pomorem kojarzy się ' z a r a ż e n i e ' , więc specjaliści
sugerują u ż y w a n i e t e r m i n u ' z a k a ż e n i e ' . " T r u d n o m i e ć
jednak nadzieję na s z y b k ą z m i a n ę j ę z y k a , a t y m bardziej
kryjącej się za n i m wizji ś w i a t a ; zwłaszcza, że religijne
i etymologiczne rdzenie „ z a r a ż e n i a " i „ z a k a ż e n i a " w y d a j ą
się n i e p o k o j ą c o podobne, jeśli nie wręcz t o ż s a m e . . .
W k r ę g u w y o b r a ż e n i a zmazy nieczystości mieści się r ó w ­
nież stara epidemiologiczna teoria Hipokratesa, zgodnie
z k t ó r ą siedliskiem choroby są miejsca bagienne i wodniste,
z k t ó r y c h u n o s z ą się zanieczyszczające a t m o s f e r ę gnilne
opary-miazmaty. Hipoteza ta, p o m i m o o d k r y ć K o c h a , Pas­
teura i całej późniejszej medycyny p r z e t r w a ł a jednak do
dzisiaj. W literaturze pięknej a t a k ż e tradycji ludowej
napotykamy często na utrzymane w aurze d ż d ż u , wilgoci
i m g ł y opisy „ m o r o w e j k r a i n y " . Teoria Hipokratesa prze­
c h o w a ł a się r ó w n i e ż , j a k to błyskotliwie w y k a z a ł a S o n t a g ,
w t a k i m c h o ć b y , charakterystycznym dla X I X wieku, ale
ż y w y m przecież i współcześnie potocznym w y o b r a ż e n i u
choroby, k t ó r e jej opis - stan organicznego r o z k ł a d u - cał­
kowicie u t o ż s a m i a z p r z y c z y n ą : nieczystą, p e ł n ą w y z i e w ó w
a t m o s f e r ą . Pojęcie nieczystości, gnicia, r o z k ł a d u sięga t u
z jednej strony t y p o w o miejskich scenerii ś m i e t n i k ó w , cuch­
n ą c y c h k a n a ł ó w , wilgotnych izb oraz z a g r a ż a j ą c y c h swą
bliskością cmentarzy, z drugiej zaś - fizycznego r o z k ł a d u
ciała chorej osoby (teoria miazmy szczególnie t r w a ł a wydaje
się b y ć w w y j a ś n i a n i u etiologii gruźlicy).
Tak oto, w i m a g i n a r i u m choroby, stara idea „ s o l i d a r n o ś c i
kosmobiologicznej", j a k nazywa Mircea Eliade owe magicz­
ne nici sympatii łączące człowieka z o t a c z a j ą c y m go ś w i a t e m ,
z n a l a z ł a przewrotny s p o s ó b , by bezpiecznie d o t r w a ć do
naszych c z a s ó w . 1 nie t y l k o d o t r w a ć , ale t a k ż e w z b o g a c i ć
c h o r o b ę o w y m i a r moralny. Bo t r u d n o zaprzeczyć, że ó w
ciąg skojarzeń obejmuje współcześnie t a k ż e m e t a f o r ę zgniliz­
ny w e w n ę t r z n e j , zepsucia moralnego, k t ó r y c h d o s k o n a ł y m
odzwierciedleniem staje sę degeneracja fizyczna. „ Ś r e d n i o ­
wiecze m i a ł o d ż u m ę - w y g a s ł a ona dopiero wtedy, kiedy
z a c z ę t o masowo b u d o w a ć domy z kamienia i szczura
domowego na d u ż y c h obszarach w y p a r ł szczur w ę d r o w n y .
Ostatnie stulecie b y ł o stuleciem cholery - brutalny kapita­
lizm rodem z Manchesteru wtłaczał proletariuszy do j a k
najmniejszych p o m i e s z c z e ń , l e k c e w a ż ą c wszelkie zasady
higieny. A teraz właśnie A I D S , albowiem A I D S (...) ujawnia
całe zepsucie w s p ó ł c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a " - czytamy
w c y t o w a n y m j u ż artykule w „ D e r Spiegel". W rozumowa­
niu t y m z ł a t w o ś c i ą rozpoznajemy dzisiejszą, zmodyfikowa­
n ą wersję starej teorii miazmy, z charakterystycznym dla niej
zacieraniem granicy p o m i ę d z y ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m i we­
w n ę t r z n y m , p o m i ę d z y fizyką i fizjologią a m o r a l n o ś c i ą ,
p o m i ę d z y p r z y c z y n ą i skutkiem choroby. Jednostka roztapia
się w społeczeństwie, mikrokosmos p r z e g l ą d a się w m a k r o kosmosie. I na o d w r ó t : w c h o r y m człowieku świat rozpoz­
naje swoje największe b o l ą c z k i , dostrzega swój upadek.
C z ł o w i e k i świat, obraz zepsucia moralnego i o d r a ż a j ą c e j ,
fizycznej degeneracji całego organizmu stają się dla siebie
nawzajem przejrzystym lustrem. A p o w s t a ł e w n i m odbicie
urasta w potocznej ś w i a d o m o ś c i do rangi metafory aktualnej
ludzkiej kondycji. H a m b u r s k i profesor higieny, Stefan W i n ­
kle, wyraził to przeświadczenie s ł o w a m i : „ k a ż d e społeczeń­
stwo ma takie zarazy, na jakie z a s ł u g u j e . "
Bowiem r o z k ł a d i gnicie m a j ą t u w y m i a r tyleż d o s ł o w n y co
symboliczny, sięgający najgłębszego w n ę t r z a człowieka
i świata, ich relacji z sacrum. Są stygmatem, znakiem,
p i ę t n e m choroby, symbolem z e p s u c i a - ale symbolem
p e ł n y m ambiwalencji. Śmierć na A I D S , ta powolna, po­
s t ę p u j ą c a degeneracja całego organizmu, włącznie z w ł a d z a ­
m i psychicznymi i u m y s ł o w y m i , przywodzi na myśl przed4 2

43

44

45

164

i

stawienia średniowiecznej sztuki macabre; taki też jest jej
k u l t u r o w y wizerunek. „ W i e l u p a c j e n t ó w traci k o n t r o l ę nad
u m y s ł e m i ciałem - czytamy u A n t o n i o - aż do n i e m o ż n o ś c i
panowania nad funkcjami fizjologicznymi, kiedy wirus roz­
wija się w ich u k ł a d z i e n e r w o w y m . Dramatycznie c h u d n ą
i s ł a b n ą . W i e l u traci w z r o k . N i e m o ż l i w y do u ś m i e r z e n i a ,
straszliwy b ó l zmienia ich życie w m ę c z e r n i ę . " A m e r y k a ń ­
ski socjolog, A n t h o n y C o x o n , pisał: „Jest to śmierć wczesna
i to tak p o t w o r n a i bolesna, że przerasta to najbardziej
ponure w y o b r a ż e n i a ś r e d n i o w i e c z n e g o p i e k ł a . " A O s i a t y ń ­
ski: „ A m e r y k a n i e się b o j ą . A l e t r u d n o i m się dziwić. M a j ą się
czego b a ć . Bo przecież umiera się w b ó l a c h , powoli, ze
stopniowym zjadaniem organizmu przez drobnoustroje.
Czasem umiera się ze straszliwym uczuciem zimna, przy
stałej utracie wagi i sił, gdy j e d y n y m i c z y n n o ś c i a m i , do j a k i c h
zdolny jest organizm, są biegunka i w y m i o t y . C z ę s t o umiera­
j ą c idiocieje się, gdy p o s t ę p u j e utrata p a m i ę c i , śmierć atako­
wanych przez wirusa k o m ó r e k , nieodwracalna demencja
m ó z g u . " N i c dziwnego, że pewna nie b a w i ą c a się w subtel­
ności a m e r y k a ń s k a gazeta n a z w a ł a chorych na A I D S ,
obrazowo i wymownie, „ n i e b o s z c z y k a m i na u r l o p i e " .
W t y m r o z k ł a d z i e ciała uczestniczy t a k ż e twarz; twarz
k t ó r a , na r ó w n i z ciałem, odbija kolejne etapy degeneracji
całego organizmu aż do jego ostatecznego upadku. M o ż e
nawet więcej: skupia w sobie całą u d r ę k ę konania. Susan
Sontag z tego właśnie względu zalicza A I D S , obok t r ą d u
i syfilisu, do c h o r ó b najstraszniejszych; w p e w n y m sensie
ostatecznych. T a k i c h , k t ó r e z n o s z ą f u n d a m e n t a l n ą , zakorze­
n i o n ą r ó w n i e ż w chrześcijańskiej tradycji ikonograficznej
opozycję p o m i ę d z y t w a r z ą i ciałem. W cierpieniach świętych
twarz nigdy nie bierze u d z i a ł u , cierpi t y l k o w Pasji Chrystusa,
i to cierpienie uwidocznione na obliczu jest symbolem
najwyższego cierpienia człowieka. Poprzez cierpienie twarzy
tajemnica konania na A I D S d o t y k a w j a k i ś paradoksalny
s p o s ó b tajemnicy konania na K r z y ż u - przybliża je, ak­
tualizuje, odtwarza; w z a l u d n i a j ą c y c h ulice miast skulonych,
ż e b r z ą c y c h postaciach dostrzec pozwala w y o b r a ż e n i a jakiejś
współczesnej, XX-wiecznej Pasji. W y o b r a ż e n i a k t ó r e , po­
przez całą d e g r a d u j ą c ą fizyczność choroby i s a m o t n o ś ć
umierania p r o w a d z i ć nas m o g ą t a k ż e w s t r o n ę symboliki
Odkupienia.
Czy t a k ą śmierć m o ż n a zestetyzować? - pyta w artykule
AIDS
i esteta
U m b e r t o Eco. Czy śmierć na A I D S ma
szansę b y ć wzniosła, patetyczna i romantyczna? Czy m o ż e
b u d z i ć t ę s k n o t ę j a k gruźlica i j a k syfilis, g ł ę b o k o , wstydliwie
skrywane marzenia?
Sontag daje o d p o w i e d ź zdecydowanie o d m o w n ą . A I D S ,
tak j a k rak, nie dopuszcza możliwości jakiejkolwiek romantyzacji śmierci, gdyż jest ona po prostu zbyt bliska. I - tak j a k
rak - stał się m o d e l o w y m p r z y k ł a d e m poczucie beznadziej­
ności i klęski. A jednak m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że nadzieja
jest dla ludzi c z y m ś na tyle cennym, że t r u d n o będzie
p o g o d z i ć się z pochowaniem jej wraz z m i l i o n a m i z m a r ł y c h .
Być m o ż e dla pełnej mityzacji - romantyzacji, sentymentalizacji - A I D S potrzeba t y l k o t r o c h ę więcej czasu, tak,
b y ś m y nauczyli się z n i m żyć, b y ś m y c h o ć t r o c h ę go oswoili.
Nieco podobnie myśli Eco. W e d ł u g niego wszystkim
wielkim, symbolicznym c h o r o b o m t o w a r z y s z y ł a zawsze ro­
mantyczna dialektyka człowieka moralnego i człowieka
estetycznego. „ K i e d y w i e l k i m i z a g r o ż e n i a m i były gruźlica
i syfilis, mieliśmy d w a wzorce zachowania. Z jednej strony
wzorzec, k t ó r y nazwiemy w i k t o r i a ń s k i m , z m ę ż e m surowym,
p r u d e r y j n ą ż o n ą , w y k l ę c i e m c u d z o ł ó s t w a , rozwiązłością
t r a k t o w a n ą j a k o degeneracja, a homoseksualizmem, biseksualizmem czy obojnactwem j a k o tabu. A l e obok tego
r o z w i n ą ł się wzorzec estetyczny. N i e t y k o j a k o wzorzec życia
4 6

4 7

4 8

49

�nieuregulowanego, p o ł ą c z o n e g o ściśle z geniuszem, ale wręcz
j a k o t r i u m f choroby j a k o t w ó r c z e g o b o d ź c a . "
A I D S w z n a c z ą c y s p o s ó b nawiązuje z a r ó w n o do m i t o l o g i i
syfilisu j a k też do m i t o l o g i i gruźlicy. Jest, j a k ten pierwszy,
c h o r o b ą miłości, podobnie do tej drugiej zaś wyniszcza
organizm wskutek b r a k u powściągliwości (bo trzeba t u
z a z n a c z y ć , że wykreowane w o k ó ł gruźlicy fantazmaty łączą
się z t a k i m właśnie jej w y o b r a ż e n i e m : j a k o choroby, ob­
darzającej jej nosiciela nadnaturalnym darem uwodzenia,
choroby seksualnego nieumiarkowania i g o r ą c z k o w e j , de­
strukcyjnej euforii). Pojawił się na scenie w przestrzeni
opuszczonej przez te choroby, w przestrzeni seksualnej
swobody, w scenerii rockowego koncertu z jego biseksualnym, androgynicznym i d e a ł e m piękności. Co będzie dalej?
Czy zwycięży człowiek moralny, solidny, wierny i monogamiczny partner, czy też raczej odziedziczy A I D S , po
gruźlicy i syfilisie, miejsce twórczej choroby, choroby celeb­
rowanej j a k o warunek estetyki i zarazem estetyczny kanon?
We wzorzec życia estetycznego rozwinęły się j u ż przecież,
r ó w n o l e g ł e do A I D S , neurozy, narkomania i homosek­
sualizm - r ó ż n e formy t w ó r c z e g o cierpienia, z w i ą z a n e g o
z trudnym wyborem i społecznym napiętnowaniem. ,,Aura
tajemniczości i niezwykłości, o t a c z a j ą c a p o r a ż e n i e p o s t ę p u ­
j ą c e , p o w o l i przechodzi na zaburzenia psychiczne, w y s t ę p u ­
j ą c e w przebiegu A I D S - u w a ż a Tadeusz Nasierowski. - O ile
s z a l e ń s t w o F. Nietzschego, G.de Maupassanta i wielu innych
t w ó r c ó w chorych na p o r a ż e n i e p o s t ę p u j ą c e jest j u ż t y l k o
h i s t o r i ą , to śmierć chorych na A I D S , Foucaulta i M e r cury'ego, której byliśmy ś w i a d k a m i , jest wciąż ż y w y m
wspomnieniem, w n o s z ą c y m w życie wielu o s ó b uczucie
metafizycznego n i e p o k o j u . " Rak nie wybiera, pisze Eco,
zatem rak z tego c h o ć b y w z g l ę d u nie m o ż e b y ć p r z y k ł a d e m
choroby estetycznej. Co do A I D S z a ś , to „ c h o r o b a wynika­
j ą c a z rozpasania jest w y b o r e m , a zatem ma wszelkie tytuły,
aby s y m b o l i z o w a ć stan b o h a t e r s k i . " W ł o s k i filozof przewi­
duje więc jednak p o w r ó t do romantycznej dialektyki p o m i ę ­
dzy człowiekiem m o r a l n y m i człowiekiem estetycznym; co
więcej przewiduje - prędzej czy później - narodziny sztuki,
k t ó r ą ó w widoczny na obliczu „ b r a k o d p o r n o ś c i " podniesie
do rangi symboli i uczyni swym centralnym przedstawieniem
- w n i o s ł y m i tragicznym.
Tutaj uczynić musimy pewne zastrzeżenie, m a j ą c na
względzie to, co powiedziane z o s t a ł o wcześniej. Eco m ó g ł
pisać, że A I D S jest c h o r o b ą w y n i k a j ą c ą z rozpasania,
c h o r o b ą , o k t ó r ą trzeba się p o s t a r a ć , c h o r o b ą , k t ó r ą się
wybiera i k t ó r a wybiera bo, j a k j u ż wiemy, przez długi czas
w potocznej ś w i a d o m o ś c i u t r z y m y w a ł o się takie właśnie
przekonanie. O t y m , że - j a k w przypadku klasycznych plag
- jest to klęska, k t ó r a d o t k n ą ć m o ż e k a ż d e g o z nas dowie­
dziano się stosunkowo p ó ź n o i w ó w c z a s dopiero do m i t o ­
logii w y b o r u doszedł temat nowy, c h o ć j e d n o c z e ś n i e stary
j a k sama plaga: temat p o w s z e c h n o ś c i śmierci, jej absurdalnej
p r z y p a d k o w o ś c i . Bo A I D S jest j a k wirus: ciągle mutuje
i w jego micie w y r a ź n i e dostrzec m o ż e m y kolejne etapy
krystalizacji albo też, m ó w i ą c inaczej, r ó ż n e , n a k ł a d a j ą c e się
na siebie warstwy. Pierwsza, najwcześniejsza m ó w i , że choru­
j ą t y l k o w i n n i , obcy, grzeszni - t u w y b ó r r ó w n o z n a c z n y jest
z o s ą d e m . N a s t ę p n a , gdy u ś w i a d o m i o n o sobie, że c h o r u j ą
t a k ż e „ b o g o w i e " o d s ł a n i a całą a m b i w a l e n c j ę skalania; wre­
szcie trzecia, ostatnia uwrażliwia na fakt, że w rzeczywistości
zaraza d o t y k a wszystkich bez w y j ą t k u . I w tej chwili
najciekawsze jest chyba to, czy k t ó r a ś z nich o k a ż e się
najtrwalsza i wyciśnie na micie najwyraźniejsze p i ę t n o .
O t y m , że p o m i m o wszystko śmierć na A I D S m o ż e
p r e t e n d o w a ć do miana romantycznej śmierci z miłości, a sam
A I D S do miana choroby miłości, choroby n a m i ę t n o ś c i
5 0

51

52

przekonuje nas bogata j u ż , p o w s t a ł a na ten temat literatura
i filmy ( c h o ć b y tak głośne ostatnio Dzikie noce C. Collarda).
P o s ł u c h a j m y raz jeszcze w y z n a ń Josefa, o p ł a k u j ą c e g o swoje­
go z m a r ł e g o w wieku 32 lat kochanka: „ T e r a z nie żyjesz,
jesteś c a ł k i e m m a r t w y . A j a sam, zupełnie sam na świecie.
M ó j m ą ż , moja miłość nie żyje. M i n ę ł o , s k o ń c z y ł o się. Leżysz
tu m a r t w y w swojej k r w i , j a k p r z e k w i t a j ą c y mak. Kwitłeś
intensywnie i cudownie. Teraz leżysz, z m a r ł y m ł o d o , we
k r w i , j a k mak, k t ó r y umiera zaraz po osiągnięciu szczytu
swojej u r o d y . "
„ P r z e k w i t a j ą c y mak"... metafora, k t ó r a c o ś nam przypo­
mina. C h o ć b y ten wiersz z p o c z ą t k ó w X V I I wieku:
Jako kwiat z ziemi idzie, a p o t y m z a ś starty
Bywa od bestyj niemych i j a k nic p o ż a r t y .
Tak też c z ł o w i e k k w i a t p i ę k n y , gdy we świat w y n i k a
Bywa zgniecion od śmierci, by nic tedyż w z n i k a .
A l b o też inne, barokowe skojarzenia człowieka z cieniem
na wodzie, b a ń k ą z piany, dymem i r o z w i a n y m na niebie
o b ł o k i e m . Oczywiście, w przypadku A I D S metafory te m o g ą
o d n o s i ć się t y l k o do k r ó t k o ś c i życia, a nie nagłości k o ń c z ą c e j
je śmierci. A l e też trzeba p o d k r e ś l i ć , że życie to jest k r ó t k i e na
m i a r ę rzadko od d z i e s i ą t k ó w lat s p o t y k a n ą . T a k m ł o d a
śmierć r ó w n i e ż sprzyja wytworzeniu się w o k ó ł niej tragicz­
nej, bohaterskiej aury. „ K w i t ł e ś intensywnie i cudownie":
k r ó t k i e , frenetyczne, s a m o s p a l a j ą c e się życie i długie umiera­
nie. Śmierć jest t u logiczną, oczywistą i n i e u b ł a g a n ą konsek­
wencją życia. Jak u Erazma z Rotterdamu: „ t a k a będzie
śmierć, jakie było nasze życie". I c h o ć kwitnie ars bene
vivendi, c h o ć wielu lekarzy, m o r a l i s t ó w i t e o l o g ó w n a w o ł u j e
do dobrego, cnotliwego, umiarkowanego życia, mitologia
A I D S koncentruje się w dużej mierze w o k ó ł czegoś, co
m o g l i b y ś m y n a z w a ć etosem m ł o d e j , s a m o b ó j c z e j śmierci,
etosem cierpienia i tragicznej śmierci z w y b o r u . Jak w łaź­
niach San Francisco: „ a n o n i m o w y romans ze śmiercią,
rosyjska r u l e t k a " .
Intelektualnymi ś r o d o w i s k a m i Francji i S t a n ó w w s t r z ą s ­
nęła nie tyle śmierć na A I D S M i c h e l a Foucault, k t ó r y nigdy
przecież nie u k r y w a ł swego homoseksualizmu, ile trzy wyda­
ne na jego temat książki. A u t o r jednej z nich, pod znamien­
n y m t y t u ł e m The Passion of Michel Foucault, James M i l l e r
w y w o ł a ł b u r z ę podejrzeniem, iż jego bohater, ś w i a d o m swej
choroby, r ó w n i e ś w i a d o m i e z a r a ż a ł innych. W pewien
s p o s ó b potwierdza to tytuł drugiej książki - powieściowej,
zbeletryzowanej wersji ostatnich miesięcy życia filozofa - Do
przyjaciela, który nie uratował mi życia Herve Guiberta. I c h
zdaniem Foucault był w y z n a w c ą takiego właśnie etosu
- etosu, k t ó r y z a o w o c o w a ł zupełnie n o w y m rodzajem w s p ó l ­
noty: „ t o czyhające na k a ż d y m k r o k u n i e b e z p i e c z e ń s t w o
s t w o r z y ł o nowe powinowactwa, n o w ą czułość, n o w ą solidar­
n o ś ć - czytamy u Guiberta. - Wcześniej wszystko o d b y w a ł o
się w milczeniu, teraz ze s o b ą rozmawiamy. Wszyscy dosko­
nale wiemy, po co przychodzimy do ł a ź n i . "
Jak na starych m a l o w i d ł a c h , przedstawiających m o t y w
T a ń c a Śmierci zmarli tańczą t u z jeszcze żywymi, k t ó r z y
zdecydowali się na to zupełnie ś w i a d o m i e , powodowani o w ą
tragiczną solidarnością, o w y m poczuciem powinowactwa
i czułością. Jak Bergmanowski Rycerz podejmują ryzyko gry.
Ale w bogatym (już) imaginarium A I D S napotykamy także
na inne, bardziej do klasycznych zbliżone T a ń c e Śmierci;
T a ń c e , wyrażające tę ostatnią, najpóźniejszą w a r s t w ę m i t u
A I D S , w k t ó r y c h b i o r ą udział wszyscy, niezależnie od swej
woli, trybu życia, m o r a l n o ś c i , zawodu, bogactwa i wieku.
Ta śmierć nie przyjmuje ż a d n y c h ł a p ó w e k , nie zna klaso­
wych u p r z e d z e ń , niweczy wszelką k a s t o w o ś ć . Nie uznaje też
granic geograficznych. Taneczny k o r o w ó d łączy ze s o b ą
ludzi r ó ż n y c h n a r o d o w o ś c i , k r a j ó w , k o n t y n e n t ó w . Bo A I D S
5 3

5 4

5 5

5 6

165

�jest w p e w n y m sensie o d p o w i e d z i ą na w s p ó ł c z e s n ą k o n d y c j ę
c z ł o w i e k a , k t ó r e g o Z y g m u n t B a u m a n nader trafnie n a z w a ł
włóczęgą, w a g a b u n d ą , t u r y s t ą .
towarzyszem

tych

5 7

wędrówek.

A I D S stał się n i e o d ł ą c z n y m
Towarzyszy

afrykańskim

mnienia by z a b a w i ć się w d e t e k t y w ó w , ś l e d z ą c y c h p r z e s z ł o ś ć
w ł a s n ą i partnera i o d t w o r z y ć k s z t a ł t tej swoistej, niechcianej
w s p ó l n o t y . T o wszystko, p o m n o ż o n e przez w i a r ę w niebez­
pieczny, demoniczny w r ę c z charakter c h o r y c h r o d z i

tak

p r z e m y t n i k o m , w ę d r u j ą c y m o d burdelu do burdelu i amery­

dobrze z d a w n y c h c z a s ó w znane podania o ludziach, k t ó r z y

k a ń s k i m biznesmenom, p o d r ó ż u j ą c y m o d h o t e l u do hotelu.

n o s z ą c w sobie ś m i e r ć s t a r a j ą się z a r a z i ć j a k najwięcej o s ó b .

T w o r z y n o w ą w s p ó l n o t ę - w s p ó l n o t ę l u d z i , k t ó r z y wcale nie

N i c z y m S z k a r ł a t n a Ś m i e r ć z o p o w i a d a n i a Edgara A l l a n a

m u s z ą b y ć jej ś w i a d o m i : łączy ich wirus. Seks, pisze Susan

Р о е w d z i e r a j ą się u k r a d k i e m do cudzego d o m u i życia. N i k t

Sontag „ n i e m o ż e b y ć j u ż dłużej u w a ż a n y za s p r a w ę dwojga

nie m o ż e j u ż c z u ć się bezpieczny. Stare lęki z n a l a z ł y

ludzi; jest to ł a ń c u c h , sięgający w p r z e s z ł o ś ć ł a ń c u c h trans­

d o s k o n a ł e , w s p ó ł c z e s n e wcielenie. „ T u i ó w d z i e słyszy się

5 8

m i s j i " . A nosicielka M a r y Fisher dodaje:

„Chciałabym,

swe

chorych, k t ó r z y m ó w i ą : ' S k o r o j u ż m a m u m r z e ć , z a b i o r ę ze

aby kobiety, ś p i ą c z m ę ż c z y z n ą z d a ł y sobie s p r a w ę , że są

s o b ą t y l u ludzi, i l u t y l k o m o g ę ' "

w ł ó ż k u nie t y l k o z k i m ś , k o g o dobrze z n a j ą . A l e r ó w n i e ż ze

c h o ć r ó w n i e dobrze m ó g ł b y n a p i s a ć to k t ó r y k o l w i e k z k r o n i ­

wszystkim, co z d a r z y ł o m u się w życiu. Z w ł a s z c z a w c i ą g u

karzy dawnych plag: Defoe, Pepys albo Boccaccio. A

ostatnich dziesięciu l a t . "

5 9

6

0

- czytamy u

Antonio,
Ph.

Boggio w a r t y k u l e p o ś w i ę c o n y m A I D S w Kinszasie przyta­

T a k . A I D S n i e k t ó r y c h wybiera, i n n i j e d n a k stają się jego

cza h i s t o r i ę pewnego w y s o k o postawionego u r z ę d n i k a , k t ó ­

o f i a r ą w s p o s ó b absurdalny i p r z y p a d k o w y . Jesteś po p r o s t u

r y , u m i e r a j ą c , z o s t a w i ł w testamencie nazwiska wszystkich

j e d n y m z ogniw d ł u g i e g o ł a ń c u c h a -

z a m ę ż n y c h kobiet, ś w i a d o m i e przez niego z a r a ż o n y c h . „ R o ­

właśnie

figura

to wszystko. T a k a

coraz głębiej zakorzenia się w

potocznej

w y o b r a ź n i . Sprzyjają temu r ó w n i e ż liczne z a c h ę t y i napo­

zumiesz - o p o w i a d a śmiejąc się ' l o n d y n k a " - nie c h c i a ł sam
s c h o d z i ć z pola w a l k i . "

6 1

P R Z Y P I S Y
1

„Newsweek" z dn. 2 I 1983, s. 21
Umrzeć nim zaświta poranek, „Der Spiegel", 23 I X 1985, cytuję za:
AIDS - Fakty, opinie, prognozy (Wybór artykułów publicystycznych),
Warszawa 1987, s. 2
G . Antonio, AIDS-zmowa milczenia, przel. J . Szacki, Gdańsk 1993,
s. 110
Informacje uzyskane w trakcie badań terenowych prowadzonych
przez mgr K . Łozińską we wrześniu 1989 roku.
Przepowiednie Jasnowidza z Ameryki Północnej, broszura otrzymana
od informatorów w trakcie powyższych badań.
Por. L . R . Leichter, Epidemia, przet. A. Frąckiewicz, Warszawa 1993
O starej koncepcji zja jako zmazy w wyobrażenich zarazy i plagi
pisałam w artykule: Filmowy język
plagi: „Siódma
pieczęć"
I. Bergmana, „Śmierć w Wenecji" L . Viscontiego, „Nosferatu"
W.
Herzoga, który ukazać ma się w pracy zbiorowej Wieczne tematy w filmie
w Instytucie Sztuki P A N , pod red. Z . Benedyktowicza, oraz w złożonej
do druku (w Wydawnictwie Naukowym „Semper") książce Zaraza.
Mitologia dżumy, cholery, AIDS.
Por. P. Ricoeur, Symbolika zła, przeł. S. Cichowicz, M . Ochab,
Warszawa 1986, s. 27-^*6
Tamże, s. 27
P. Ricoeur, Hermeneutyka symboli a refleksja filozoficzna I, przel. H . Bortnowska, (w:) Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy
0 metodzie, Warszawa 1985, s. 80
P. Ricoeur, Symbolika..., op.cit., s. 14
M. Eliade, Traktat o historii religii, przel. J . Wierusz Kowalski,
Warszawa 1966, s. 21. Na str. 16 pisze Eliade: „Świat myśli archaicznych
cywilizacji dotarł do nas nie dialektycznie poprzez wyrażone explicite
wierzenia jednostek, ale został przekazany nam w mitach, symbolach,
zwyczajach, które mimo wszelkiego rodzaju zniekszałceń zachowują
nadal swój pierwotny sens."
S. Sontag, Illness as metaphor and AIDS and its metaphors, New
York - London - Toronto - Sydney - Auckland 1990, s. 134
D . Lapierre, Więksi niż miłość, przet. К. Arustowicz, Warszawa
1992, s. 277
Por. Michael Jordan, Szczera rozmowa ze skrzydlatym półbogiem
z NBA o życiu po Magicu, koszykarskich wojnach indywidualności,
wielkiej polityce i wielkich pieniądzach, „Playboy" 1993, nr 8 (9), s. 29
Pisze o tym J . Delumeau w eseju Typologia zachowań zbiorowych
w czasach dżumy, (w.) Strach w kulturze Zachodu. XIV-XVIII
wiek, przet.
A. Szymanowski, Warszawa 1986, s. 100-101
T. Nasierowski, AIDS- nowe wyzwanie, stare problemy, (w:) AIDS
- nowe wyzwanie, stare problemy. Zaburzenia psychiczne związane
z AIDS, pod red. T . Nasierowskiego, H . Matsumoto, Warszawa 1992, s.
15
Por. P. Farmer, AIDS and accusation. Haiti and the geography of
blame, Berkeley-Los Angeles-Oxford 1992, s. 78
J . Revel, J.-P. Peter, Ciało. Chory człowiek i jego historia, przeł. T .
Komendant, (w:) Osoby, wybór, opracowanie i redakcja M. Janion i S.
Rosiek, Gdańsk 1984, 's. 242
Por. R. Otto, Świętość. Elementy irracjonalne w pojęciu bóstwa i ich
stosunek do elementów racjonalnych, przeł. B. Kupis, Wrocław 1993,
s. 191
Larry Kramer, Szczera rozmowa z gniewnym pisarzem o miłości
1 seksie, o gejach i heretykach, a także o życiu, śmierci i polityce w dobie
AIDS, „Playboy" 1993'. nr 10 (11), s. 34
G . Antonio, op. cit., s. 7
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

166
i

2 3

Z . Kuratowska, AIDS - nowa choroba, Warszawa 1986, s. 47
Tamże, s. 48
Tamże, s. 49
W. Osiatyński, Kryzys czyli szansa. Szkice amerykańskie,
War­
szawa 1990, s. 141
D . Lapierre, op. cit., s. 120
Tamże
Umrzeć nim zaświta poranek, op. cit., s. 5
J . Szmidt, Życie z plusem, „Twój Styl" 1993, nr 6, s. 74
Umrzeć nim zaświta..., op. cit., s. 15
G.van der Leeuw, Fenomenologia religii, przel. J . Prokopiuk,
Warszawa 1978, s. 86
S. Sontag, op. cit., s. 148
Tamże, s. 114
„ D o tej pory choroby, widocznie potwierdzającej katolicką obsesję
seksu i śmierci nie było; nawet syfilis traktowano jako wartość dodat­
kową, powstałą przy katolicyzacji obu Ameryk - szankier świadczył
o tym, że jakaś Indianka trafi do nieba. A I D S natomiast spełnia
marzenia katechetów: będziesz się onanizował, uschnie ci ręka; zataisz
przy konfesjonale, że okłamywałeś matkę - szlag cię trafi; kochasz się
inaczej niż Pan B ó g przykazał - zachorujesz na A I D S . T u skutek ma
swoją oczywistą przyczynę (grzech), a zarazem przyczyna ma zawsze wia­
domy skutek; to relacja właściwa myśleniu magicznemu." - czytamy
w artykule Tadeusza Komendanta, Alien, „Twórczość" 1993, nr 9, s. 74
P. Ricoeur, Symbolika zla, op. cit., s. 29
Tamże, s. 30
J . Gabriel, Przekwitający
mak. AIDS - ostatnie miesiące pewnej
miłości, przel. M . Muskała, Wrocław 1990, s. 175
P. Ricoeur, Symbolika..., op. cit., s. 36
J . Revel, J.-P. Peter, op. cit., s. 252
P. Ricoeur, Symbolika..., op. cit., s. 37
G . Sieczkowski, Zachęcający przedmiot pożądania,
„Playboy"
1993, nr 8 (9), s. 27
Por. S. Sontag, op. cit., s. 129-131
Umrzeć nim zaświta poranek, op. cit., s. 9
Tamże.
G . Antonio, op. cit., s. 151
A. Coxon, Coping with the threat of death, (w:) AIDS-amoral
issue.
The ethical, legal and social aspects, ed. by B. Almond, London 1992, s.
143
W. Osiatyński, op. cit., s. 120
U . Eco, AIDS i esteta, „L"Espresso", 8 II 1987, cytuję za: AIDS
- Fakty, opinie, prognozy..., op. cit., s. 39
Tamże, s. 40
T . Nasierowski, op. cit., s. 19
U . Eco, op. cit., s. 40
J . Gabriel, op. cit., s. 176
M . Włodarski, Ars moriendi w literaturze polskiej XV i XVI wieku,
Kraków 1987, s. 70
„Twórczość" 1993, nr 9, s. 141
Tamże
Por. Z . Bauman, Nomada, wagabundą, turysta, „ N o w a Res Pub­
lika" 1993, nr 9, s. 26
S. Sontag, op. cit., s. 160
E . Juńczyk, Wirus strachu inienawiści, „Twój Styl" 1992, nr9, s. 56
G . Antonio, op. cit., s. 75
Ph. Boggio, Epidemia AIDS w Kinszasie, „Le Monde", 24 X I I 1986,
cytuję za; AIDS - Fakty..., op. cit., s. 89
2 4
2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0
3 1

3 2

3 3

3 4
3 5

35

3 6
3 1

3 8

3 9

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6
4 7

4 8

4 9

5 0
5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9
6 0
6 1

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
