<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11242" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11242?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:27:03+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="11220">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4940afa501402aa4a20aa6f5013ac3a4.pdf</src>
      <authentication>684c00017f10217727e5e66614aed5fb</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133950">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4074</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133951">
              <text>1955</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133952">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3806</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133953">
              <text>Sprawozdania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.6</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133954">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1955 t.9 z.6; s.376-380</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133955">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133956">
              <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133957">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133958">
              <text>S

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

ANDRZEJ
OPACIAN KUBIN

WANDA
Ryc,

1.

Andrzej Opacian Kubin z
Fot. Jan Swiderski.

Ratułowa.

Z wszystkich e n t u z j a s t ó w spośród polskiej inte­
ligencji, k t ó r z y w drugiej połowie X I X . wieku poczęli
się z a c h w y c a ć p i ę k n e m ludowej sztuki Podhala, jeden
tylko
Władysław
Matlakowski,
sam
pochodzący
z chłopów, zwrócił u w a g ę w swych pismach na nie­
s ł y c h a n i e ciężkie w a r u n k i bytowe p o d h a l a ń s k i e g o
ludu. Jako lekarz p o s t a w i ł on nawet nauce do r o z w i ą ­
zania pytanie: czym m o ż n a w y t ł u m a c z y ć fakt, iż po­
mimo n i e s ł y c h a n i e ubogiego i monotonnego odżywia­
nia się g ó r a l e p r z e j a w i a j ą
niezwykłą
żywotność,
twórczą inteligencję i zaradczość.
W idealistycznych zachwytach a r t y ś c i i naukowcy
nie zastanawiali się nawet, że ó w ż y w o t n y i zarad­
czy l u d w każdej wolnej od pastersko-rolnej gospo­
d a r k i c h w l i p a r a ł się l u d o w y m rzemiosłem ar'ystyczn y m — bo zbyt nikłe p r z y n o s i ł a plony kamienista
gleba p o d g ó r s k a , owiana na dodatek ostrym k l i m a t e m
górskim, że zatem w g r ę t u w c h o d z i ł y przyczyny
ekonomiczne, a nie wrodzony jakoby człowiekowi
artyzm, k t ó r y p c h a ć m i a ł k a ż d e g o górala do tworze­
nia arcydzieł p i ę k n a .
I l e k r o ć sama z a p y t y w a ł a m l u d o w y c h w y t w ó r c ó w ,
co też skłoniło ich do artystycznej twórczości, zawsze
o t r z y m y w a ł a m identyczna o d p o w i e d ź : „ P o t r z e b a , pa­
n i ! Bieda!"
Artyzm, urzekające piękno ludowych wyrobów pod­
h a l a ń s k i e g o l u d u rodziły s e potem, odruchowo jako
w y n i k artystycznej w r a ż l i w o ś c i ludowego t w ó r c y ,
a t a k ż e jego ambicji osobistych, by prześcignąć l u b
doścignąć p o p r z e d n i k ó w .
N e inna b y ł a droga twórczości Andrzeja Opaciana
Kubina z R a t u ł o w a , uchodzącego dziś na Podhalu za
największego z żyjących m i s t r z ó w w dziedzinie ob­
r ó b k i artystycznej metalu.
Ojciec jego. Józef Opacian, w y r a b i a ł z dziada p r a ­
dziada g ó r a l s k i e f a j k i .
Z małżeństwa z Wiktorią
:

,!

376

GENTIL-TIPPENHAUER

z Jarosu (osiedla nad N o w y m Bystrem i Zub Suchem),
w d o w ą po Kubinie, doczekał się na w s i przydomka
K u b i n oraz 3 s y n ó w .
Starszy brat Andrzeja wcześnie w y e m i g r o w a ł do
A m e r y k i w poszukiwaniu zarobku. P o n o ć , wedle
słów K u b i n a , „ u ł a p i w s z y kogoś, bo s^m je n i e p i ś ­
mienny", odezwał się po trzydziestu latach, że żyje
w Pittsburgu, z „ p e n s y i " po przepracowanych w ame­
r y k a ń s k i c h fabrykach długich latach. I Andrzej m i a ł
w y e m i g r o w a ć do A m e r y k i , gdzie b y ł b y niezawodnie
u t o n ą ł w bezimiennej masie p r a c o w n i k ó w fabrycz­
nych, gdyby nie wojna 1914 roku.
K t o s i a d y w a ł na „ p o s i a d a c h " w jakiejkolwiek w s i
p o d h a l a ń s k i e j l u b sypiał przy ogniu szałasisk na ta­
t r z a ń s k i c h halach, ten wyniósł p e ł n e uszy legendar­
nych opowieści o p a m i ę t n y m po dziś d z i e ń d l a l u d u
na Podhalu wydarzeniu, j a k i m b y ł a ta woina.
W ciszę zagubionych w lasach wiosek p o d g ó r s k i c h ,
targanych jedynie w i a t r e m h a l n y m , a p r z y t ł a c z a n y c h
czasem ś n i e g a m i , stale z a ś biedą, w życia G ó r a l ­
szczyzny pod austriackim zaborem, życie, k t ó r e g o mo­
notonię p r z e r y w a ł y jedynie m u z y k i wesel l u b w y ­
marsz najdzielniejszych jej s y n ó w po chleb do A m e ­
r y k i , w o w ą m o n o t o n i ę lat b i e g n ą c y c h jednako i po­
dobnie — pierwsza wojna ś w i a t o w a w t a r g n ę ł a jako
fala niezapomnianych w r a ż e ń , w s t r z ą s a j ą c y c h , no­
wych i nie znanych!
Zabrani do wojska ojcowie rodzin, k t ó r z y nie po­
wrócili j u ż nigdy... Synowie, bracia, mezow'e m d l i
nad A d y g ą , w T y r o l u , A l b a n i i , na polach Białorusi
czy K a r p a t Wschodnich... A niejeden z o c a l a ł y c h przy
życiu — w k i l k a n a ś c i e l a t po skończonej wojnie,
przezimowawszy lata na Syberii, uwolniony z niewoli
carskiej przez R e w o l u c j ę P a ź d z i e r n i k o w ą , poprzez
J a p o n i ę , Gibraltar, F r a n c j ę — p o j a w i ł się przed onie­
m i a ł ą m a ł ż o n k ą , k t ó r a zdołała w y j ś ć za m ą ż za kogo

�innego i troje z n i m m i e ć już dzieci... A zaginieni bez
wieści, na k t ó r y c h l a t a m i daremnie czekano...
Inaczej z n ó w b r z m i a ł y historie tych, k t ó r z y p r z y ­
jechawszy na urlop, nigdy j u ż do wojska nie p o w r ó ­
cili, lecz uciekli w Tatry, gdzie c a ł y m i bandami,
u k r y w a j ą c się. przed ż a n d a r m e r i ą , żyli z „polowacki",
nocując w kolebach, a zimą w o p u s t o s z a ł y c h s z a ł a ­
sach, wspomagani przez wieś, z k t ó r e j donoszono i m
chleb i naboje. Czasem (rzadko) zdradzeni przez
swojaka, z k t ó r y m znów przychodziło się potem po­
rachować.
Tak u r a s t a ł y p r z e w l e k ł e opowieści, istne sagi g ó ­
ralskie, k t ó r y c h w ą t e k , treść i sens p a m i ę t a w i e ś ,
z z a d u m ą p o w r a c a j ą c a do nich i r o z p a m i ę t y w u j ą c a
po dziś dzień k a ż d y szczegół tych
wstrząsających
spokojem codziennego życia w y d a r z e ń , w k t ó r y c h
k a ż d y b r a ł j a k i ś udział...
Spośród zaś tych nielicznych, k t ó r z y cało i zdrowo
powrócili do rodzinnych wiosek, k a ż d y mógł godzi­
nami o p o w i a d a ć r ó ż n e dziwne, n i e z w y k ł e przygody
i przeżycia, w n o s z ą c e posmak nieznanego i powiew
szerokiego ś w i a t a do spokoju odciętych od ludzi i po­
stępu górskich osiedli.
Miał i m ł o d y Andrzej, urodzony 1 sierpnia 1892 r o ­
ku w R a t u ł o w i e , n i e m a ł a garść w r a ż e ń i przeżyć
do wspominania po powrocie z wojny.
Miast do
A m e r y k i , w y r u s z y ł w ś w i a t z w o j s k a m i Jego Ces a r s k o - K r ó l e w s k i e j Mości Cesarza A u s t r i i , Lodomerii
i Galicji. Sześć lat „ m i l i t e r k i " przyszło m u o d s ł u ­
żyć za ojca i stryka, jak twierdzi, k t ó r z y wojska nie
widzieli, p a r a j ą c się jedynie wyrobem fajek i siano­
kosami, jako p o d s t a w ą górskiej gospodarki, na tej
p i ę k n e j ziemi p o d h a l a ń s k i e j , k t ó r e j n ę d z a nikogo do
podbojów nie kusiła.
Szmat Europy przyszło m u zwiedzić pod ogniem
szrapneli, w okolicach zalanych błotem, w o d ą i śnie­
giem, w Tyrolu, we Włoszech, Francji, a w k o ń c u
na Białorusi.
I choć w w y n i k u świadomości, j a k ą uzyskał w tak
r ó ż n y c h i dalekich stronach, w ż a d n y c h d i a b ł ó w nie
wierzy, „choć ich ta dość po świecie chodzi" — j a k
sam stwierdza — ż a d n e g o piekła się nie boi, „choć
zawdy cymsi cłowieka strasą, kie m a ł y dziadem, kie
w i ę k s y ziandarmem, a starego d i a b ł a m i i p i e k ł e m " —
jednako w w y n i k u dziwnych p r z y g ó d wojennych w y ­
niósł dziwne p r z e ś w i a d c z e n i e : że duchy to chyba ist­
nieją z a p r a w d ę !
Dogłębnie bowiem jest przekonany, że jeśli cało
i żyw z tej wojny wyszedł, zawdzięcza to interwencji

Ryc. г.

Srebrna \ajktx góralska

ducha młodszego brata, k t ó r e g o przedwczesna ś m i e r ć
przed p o w o ł a n i e m do wojska u c h r o n i ł a .
Andrzej s p a ł w swojej ziemiance, gdy nagle w no­
cy ujrzał j a k b y na jawie, j a k wszedł nieżyjący j u ż
młodszy brat i z a b r a ł m u stojący w kącie karabin.
Gdy p r z e r a ż o n y k r z y k n ą ł : cóż pocznie bez broni na
wojnie — brat wymownie na niego s p o j r z a ł i z n i k n ą ł .
Na drugi dzień, podczas rozpoczynającej się w ś c i e k ­
łej ofensywy nieprzyjacielskich wojsk na austriackie
pozycje, w y b u c h szrapnela p o w a l i ł K u b i n a tak za^
s y p u j ą c go ziemią, że oślepł. Widziało, m u się, że
wzrok chyba p o s t r a d a ł .
Wtedy to nagle zrozumiał
gest ducha. P r a s n ą ł o ziem karabin, nie p r ó b u j ą c
nawet p r z e t r z e ć oczu, k a z a ł się wieść o s t a ł y m przy
życiu kolegom do polowego lazaretu. Lekarze jako
tako opatrzywszy ogłuszonego wybuchem K u b i n a
odesłali go na tyły o b a w i a j ą c się, że istotnie postra­
dał wzrok. Tak źle nie było.
Miał t y l k o źrenica
ubabrane piaskiem.
N i e d ł u g o potem o d e s ł a n o go
z powrotem na front. Lecz dzięki temu u n i k n ą ł śmier­
ci. Tego bowiem w ł a ś n i e dnia, gdy „rzuciwszy w pisrony karabin" k a z a ł się p r o w a d z i ć do szpitala, okopy,
w k t ó r y c h m i a ł walczyć, z r ó w n a n e zostały z ziemią
przez huraganowy ogień włoski, a cała załoga w y ­
bita w p i e ń w p r z e c i ą g u k i l k u godzin.
K i e d y ś później p o k r ę c i ł go reumatyzm w okopach
pod Dubnem, ale to tak, że z n ó w widziało m u się,
iż k a l e k ą do Wsi powróci. Na szczęście p o k r y ł y mu
nogi j a k o w e ś r o p i e j ą c e paskudnie wrzody, że chodzić
nie mógł, o b a n d a ż o w a n y przez lekarzy wojskowych
jak mumia... W ś c i e k a ł się szwabski komendant, w y ­
m y ś l a ł od s y m u l a n t ó w , posyłał go o r a ć na wieś, aż
go lekarze b r o n i l i , lecz w k o ń c u wraz z r o p ą wylazła
zeń choroba i ozdrowiawszy p o c z u ł się rześkim jak
wprzódy.
J e d n a k ż e h o ł d u j ą c starej g ó r a l s k i e j maksymie, „ze
i ojciec tyle nie naucy, co świat", choć rad był wo­
jennej włóczędze po świecie, i jemu zwidziało się
w końcu, że żyw do domu nie wróci.
U k r y w a ć się w Tatrach nie chciał, chociaż spo­
sobności nie b r a k ł o .
„Kie się przysięgło, d o t r z y m a ć trza słowa, choćby
austryjackiemu cysarzowi" — stwierdza honornie,
jako że ze zbójnickiego wiedzie się ponoć rodu.
Lecz szósty rok „ m i l i t e r k i " w z a p a d ł y m osiedlu
białoruskim, w k t ó r y m ugrzęźli, odbierał m u resztę
nadziei wydostania się ż y w y m .
P r z y g n ę b i o n y p o w l ó k ł się i on k i e d y ś do s ł y n n e j
na całą okolicę „ r u s k i e j prorocki", by ją z a p y t a ć
czy żyw wyjdzie z tej wojny.

wykonana przez Andrzeja

Opaciana Kubina, Fot, A. Wierzbic ku.

377

�I

„ Ż y w wyjdziesz, ale — o d p a r ł a m u d r w i ą c o — kiedy
na wieś s w o j ą powrócisz, spotkasz przy drodze dziew­
czyną, z k t ó r ą się potem ożenisz. I już na tej w s i
pozostaniesz!"
Chciało się R u b i n o w i na wieś ż y w y m p o w r ó c i ć , ale
i chciało się jeszcze ś w i a t a s k o s z t o w a ć bez w o j n y !
J e d n a k ż e stało się, jako m u „ r u s k a prorocka" prze­
powiedziała. „Bo c ł o w i e k od losu się nie oderwie" —
fatalistycznie stwierdza R u b i n .
„ R i e po s k o ń c o n e j wojnie seł w R a t u ł o w i e d r o g ą
g r a j ą c y na h a l ę — zwidziało m i s i ę dziewce, co k r ó w ska przy drodze pasało..." I z n i ą się ożenił. Z M a ­
rią Słodyczką.
„ P a n i — filozoficznie dodaje R u b i n — ale to b y ł a
gorycka!"
Co do spraw pochodzenia rodu kobiecego ma R u ­
bin, j a k się okazuje, od dawna wyrobione zdanie, ±г
p r a w d ę m ó w i owa bajka t w i e r d z ą c a , jakoby A d a m
wygnany z Raju m i a ł spłodzić z E w ą siedmiu s y n ó w ,
a jedną tylko córkę.
Riedy przyszło c h ł o p o m baby d a w a ć , aby ród l u d z ­
k i nie w y g i n ą ł , r u s z y ł A d a m do Boga po r a d ę , j a k to
sprawiedliwie j e d n ą d z i e w k ą siedmiu chłopa obdzie­
lić. Lecz n i m doszedł, trafił w drodze na d i a b ł a , k t ó ­
r y m u powiedział, aby się zbytnio nie t u r b o w a ł . D o ­
radził m u siedem beczek „ n a r y c h t o w a ć i co j a k ą sa­
micę zwierza ułapi, w s u ć do beczki", a na ostatek do
s i ó d m e j w p a k o w a ć d z i e w k ę , po czym n a k r y ć szczel­
nie k a ż d ą b e c z k ę i k a z a ć c h ł o p o m na los szczęścia
wybierać!
S t ą d to na świecie talk s i ę s t a ł o , że jedna baba to
żmija, p r a w d z i w a gadzina! druga chytra jak liszka!
trzecia suka rozwleczona abo wilczyca j u r n a ! a t v l k o
od czasu do czasu do stworzenia boskiego — kobiety
podobna.
Wobec śmierci młodszego, a wyemigrowania star­
szego brata do A m e r y k i — przyszło R u b i n o w i siłą
rzeczy g o s p o d a r z y ć na ojcowiźnie. A że na Podhalu
taka to g a z d ó w k a , iż do niej stale t y l k o d o k ł a d a ć trzeba,
„bo inaczej nie w y ż y j e s z " — j a k twierdzi R u b i n ,
wziął się do w y r o b u fajek i „spinek, z b y r c a k ó w "
i ciupag. Od ojca to wiele nauczony nie b y ł , bo ten
tylko f a j k i robił, ale roiło się w R a t u ł o w i e za
austriackich czasów od chłopów, k t ó r z y się o b r ó b k ą
metalu parali. Jak dawno bowiem p a m i ę ć oiców się­
gała, b y ł R a t u ł ó w s ł a w n y m i n a j w i ę k s z y m o ś r o d k i e m
fajkarzy, spinkarzy i w ogóle c h ł o p ó w , k t ó r z y s i ę
najlepiej
„wyznawali"
na
obróbce
metalowych
ozdobnych części p o d h a l a ń s k i e g o stroju m ę s k i e g o .
S t a ł y tam „ n a oborach" piece do spawania „ t u r l i k ó w " ( „ z b y r c a k ó w k r ó w s k i c h i owczych"). Sam K u ­

bin dopiero rozwalił k i e d y ś piec, co na „oborze" u nich
się wznosił, kiedy z a b r a k ł o stalowej blachy, z k t ó r e j
się k u ł o „ t u r l i k i " .
Bacowskie pasy wyrabiano pierwotnie ze wspa­
n i a ł y c h skór p a s ą c y c h się po słowackiej stronie w o ł ó w
w B a ń s k i e j Bystrzycy, j a k to on sam z lat dziecięcych
dobrze p a m i ę t a . A l e przynoszono je do R a t u ł o w a do
okucia m e t a l o w y m i ozdobami, j a k guzy, k l a m r y
i sprzączki.
Dzielili się też r a t u ł o w s c y w y t w ó r c y dawniej na
s p e c j a l i s t ó w od fajek, od spinek, od ł a ń c u s z k ó w do
kapeluszy, „ t u r l i k ó w " , a t y l k o najznamienitsi w y r a ­
biali wszystko bez różnicy.
T a k i Molek Laska robił same ł a ń c u s z k i ; Hujawa
łańcuszki do kapeluszy, dubeltowe i pojedyncze.
Najstarszym w y t w ó r c ą spinek, k t ó r e g o znał R u b i n
jeszcze b ę d ą c dzieckiem, b y ł w R a t u ł o w i e stary
S t r z ę p , z a m i e s z k a ł y na pograniczu R a t u ł o w a i N o ­
wego Bystrego.
Jasiek Skulis od P r ę d z i a k ó w , przezwany R a m i e ń carzem, bo na R a m i e ń c u R a t u ł o w s k i m przemieszkiwał,
był to s t a r o ś w i e c k i spinkarz i fajkarz, ale t a k i „od
siekiery", j a k go K u b i n o k r e ś l a . Znany b y ł ród f a j ­
karzy S z e l i g ó w i P i ę t k ó w . W czasach młodości K u ­
bina słynęli szeroko trzej bracia Magdziarze, co
się pisali Prokopi. Oprócz J a ś k a
w y d a ł ten r ó d
najbardziej chyba w ś r ó d „ p a n ó w " znanego fajkarza
i spinkarza: starego Ignacego Prokopa, k t ó r y nie t y l ­
ko fajki i spinki robił dla wsi, ale i „ w Zakopane"
stale je nosił „ p a n o m " na s p r z e d a ż . Był on ponadto
z a w o ł a n y m m u z y k i e m w s i a ń s k i m . G r a ł jako p r y m i ­
sta we w ł a s n e j kapeli g ó r a l s k i e j . W ogóle, j a k
stwierdza z d u m ą K u b i n , „był to chłop do rzecy, bo
stary".
Jak tylko j a k i zbieracz czy amator staroświecczyzny
ludowej p r a g n ą ł n a b y ć a u t e n t y c z n ą
staroświecką
s p i n k ę czy fajkę, j u ż m u Prokop obiecywał, że „kajsi
takom n a ń d z i e " .
W r a c a ł tedy spokojnie od R a t u ł o w a z zadatkiem
w kieszeni (o ile go nie p r z e p i ł po drodze „ w k a r c y mie") i b r a ł się do p o s z u k i w a ń ż ą d a n e g o przedmiotu.
Ale że t a k bez k o ń c a starych spinek nie s t a ł o na wsi,
a po cmentarzach szukać nie chciało m u się ani nie
w y p a d a ł o , p o d r a b i a ł ż ą d a n ą „ l a n k ę " czy „ k u t ą " na­
d a j ą c jej s t a r o ś w i e c k i znany sobie w y g l ą d , u b a b r a ł j ą
w sadzy i b r u s i ł o s k a ł ę , „co telo piknie do cudu
starom s p i n k ę wyzdajał, co by n i k po wierchu nie po­
znał, ze niedawno co dopiero odlana cy w y k u t a " .
A że j a k o ś z l a t a m i coraz to więcej m u s i ę c h c i a ł o
popić do syta „ k i e zaseł w Zakopane", puścił on nie-

�Ryc. 4. Stalowa głowica

ciupagi „dla panów"

opatrzona miedzianą

nakładką

na ostrzu. XIX w. Fot. A.

Wierzbicka

dziło i m o n a j t a ń s z e okazy, o t a n d e t ę — j a k i r o ­
mało „do ś w i a t u " t a k i c h „ b a b r a c e k " , z czasem z w r o ­
nicznie stwierdza K u b i n . Rozmaite bowiem b y ł y ga­
dzonego niedbalstwa a g ł u p o t y p a n ó w , coraz to nie­
t u n k i fajek i r ó ż n e ceny, zależnie od jakości mate­
chlujniej i gorzej podrabianych.
r i a ł u (grubość blachy) i rodzaju wykonania. B y w a ł y
Nie b y ł a to bowiem nowina dla r a t u ł o w s k i c h c h ł o ­
już fajiki za „szóstkę", za 30 i 50 halerzy. Najlepsi
p ó w „eosik" p o d r o b i ć . C h w y c i l i się nawet k i e d y ś za
wytwórcy
osobiście sprzedawali swój towar
na
austriackich c z a s ó w p o d r a b i a ć z cyny
„szóstki"
czwartkowych targach w „mieście" (Nowym Targu).
(10 halerzy).
Sam K u b i n , j a k to dziś z d u m ą stwierdza, nigdy Ż y ­
A i potem za czasów sanacji r ó ż n i e b y w a ł o . Nawet
dom do w o r k a fajek „nie s u ł " . Miał dość n a b y w ­
i granatowa policja po R a t u ł o w i e chodziła. A l e cóż
ców. A takie sztuki potrafił w y k o n a ć , że m u za
mogła „ n a j ś ć " ? !
j e d n ą i po 5 d o l a r ó w płacili rodacy z A m e r y k i .
„ M a s i n y do ś t a n c o w a n i a nie n a ś l i " , bo fajkarze
i spinkarze bez niej się obywali. W y s t a r c z a ł y r ę k a
Gdzie m o g ł a iść taka ilość fajek, K u b i n nie orien­
i oko oraz sztanca!
tuje się. P r a c o w a ł o p i ę t n a s t u fajkarzy co najmniej,
On sam,
K u b i n , niejeden s t a r o ś w i e c k i kaganek
dzień w d z i e ń wieczorami siedząc przy p r y m i t y w n y m
podrobił do „ m u z e u m ó w " : „Kie się kuniecnie o stare
warsztacie.
napierali, to kie się wzion i takom starom ś t u k ę po
G ł ó w n y m dostarczycielem m a t e r i a ł u dla
ratułow­
s t a r o ś w i e c k u w y k u ł , o b r u s y ł przy watrze, opalił,
skich w y t w ó r c ó w b y ł Ż y d Singer w N o w y m Targu.
opucył i do muzeumu zaniósł — to w n e t k i j ą powie­
On to hurtowo s p r o w a d z a ł z Wiednia a l p a g o w ą b l a ­
sili na k o ł k u i n a j m ą d r z e j s i panowie gęby rozdzia­
c h ę i różnej g r u b o ś c i d r u t alpagowy, z k t ó r e g o
w i a l i , kiele to stare a p i k n e ć "
z łatwością specjaliści w y k o n y w a l i pojedvncze lub
p o d w ó j n e ł a ń c u s z k i do spinek czy kapeluszy.
Od
„Cego by c h ł o p dla chleba nie zrobił... — filozo­
Singera detalicznie k u p o w a l i r a t u ł o w i a n i e potrzebny
ficznie stwierdza K u b i n . — K i e stryka Andrzeja T o n i m surowiec.
sagę z w ó j t o s t w a zrzucili, chycił się i on f a j k i robić.
By z głodu nie s k ą p i e c ! "
Tej na w i e l k ą s k a l ę zakrojonej, j a k na wiejskie sto­
sunki na Podhalu, w y t w ó r c z o ś c i ludowej kres p o ł o ­
To syn jego, Józef Ż o ł n i e r c z y k Tonsaga, dziś ucho­
żyła wojna 1914 roku.
dzi na Podhalu za najsłynniejszego fajkarza. A l e choć
to zięć Kubina, ten stwierdza, że Żołnierczyk p o j ę ­
Z n i k n ę l i liczni w y t w ó r c y fajek i spinek. W i e l u pa­
cia nie ma, j a k to n a p r a w d ę fajka w y g l ą d a ć powinna
dło na wojnie. I n n i w y e m i g r o w a l i do A m e r y k i . Starsi
i j a k i e to się f a j k i rozmaite za austriackich czasów
pomarli, a m ł o d s i nie k w a p i l i się do roboty. Z a b r a k ł o
robiło! Chciał m u K u b i n p o k a z a ć , aby się przy n i m
tradycyjnego m a t e r i a ł u . Z odciętego g r a n i c ą Wiednia
nauczył, cóż, gdy starcza m u to, czego s i ę od ojca
przestano s p r o w a d z a ć a l p a g o w ą b l a c h ę i d r u t y . Singer
n a u c z y ł i na co ma zbyt.
przewoził teraz z Bielska b l a c h ę m i e d z i a n ą i od tej
pory zaczęły się p o j a w i a ć miedziane spinki I f a j k i
Do wojny 1914 r o k u h u c z a ł wieczorami R a t u ł ó w od
r u g u j ą c e stary „ b a k f o n " .
u d e r z e ń u w i j a j ą c y c h się po skończonej dziennej p r a ­
cy w p o l u górali, k t ó r z y ślęczeli przy kagankach
Guziki do koszul i papierosy w z ę b a c h zrobiły
i lampach naftowych do p ó ź n a w noc nad w y k o n y ­
swoje. Zapotrzebowanie na f a j k i m a l a ł o . S p i n k i stały
waniem fajek czy spinek.
K a ż d y s t a r a ł się p a r ę
się jedynie n i e d z i e l n ą ozdobą przy koszuli.
groszy dorobić fajkarstwem.
Dziś zaledwie d w ó c h czy trzech c h ł o p ó w znaleźć by
G ł ó w n y m i odbiorcami owych fajek b y l i Żydzi,
m o ż n a w R a t u ł o w i e , k t ó r z y potrafiliby jeszcze w y ­
k t ó r z y z w o r k a m i łazili po wsi i zakupywali całą p r o ­
k o n a ć r ó ż n e f a j k i , j a k i e za austriackich c z a s ó w na­
d u k c j ę , ile t y l k o R a t u ł ó w m ó g ł 2robić. J e d n a k ż e cho­ gminnie produkowano.
B r a k i blachy miedzianej,

37»

�Hyc. Л.

Głowica

ciupagi z mosiądzu,

wykonana

przez Andrzeja

Opaciona Kubina, Fot. Л.

Wierzbicka

�Hyc. 7 a i 7b. Stalowa

głowica

ciupagi z nakładką na ostrzu mosiężną.
Fot. Jan Swiderski

Wyk.

Andrzej Opacian K u b i n .

381

�nie m ó w i ą c o alpadze. Ze starej amunicji, przywo­
żonej p r z e w a ż n i e ze Śląska, wydobywa się potrzebny
surowiec i przekuwa na m i e d z i a n ą b l a c h ę . P r z e w a ż ­
nie jednak rozkuwa się na b l a c h ę w ł a s n o r ę c z n i e stare,
srebrne monety lub z nich kręci potrzebny drut.
S t ą d niezmiernie wzrasta cena samej robocizny.
„ K i e by płacili, to my by i ze złota r o b i l i s p i n k i " —
śmieje się K u b i n .
Stara w y t w ó r c z o ś ć r a t u ł o w s k a
podupada.
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m zaczęli się
r a t u ł o w i a n i e p o d r e p e r o w y w a ć finansowo haftem tan­
detnych pantofli „ z a k o p i a ń s k i c h " z j e d w a b n ą sza­
r o t k ą czy ostem, zamawianych masowo przez produ­
centów p a m i ą t e k z a k o p i a ń s k i c h .
Dopiero ostatnimi czasy, w z w i ą z k u z rozwojem
zespołów t a ń c a i pieśni na p o d h a l a ń s k i e j wsi, wzrosło
zapotrzebowanie na tradycyjne spinki, pasy czy c i u ­
pagi. K a ż d y m ł o d z i k stara się ookompietowac s t r ó j
tradycyjnymi ozdobami z metalu.
Konkursy sztuki
ludowej k i e r u j ą u w a g ę na stare u m i e j ę t n o ś c i i wzory.
Sam K u b i n przyznaje, że p o c z ą t k o w o i on nie miał
ochoty uczestniczyć w konkursach sztuki ludowej.
Dlatego to na Konkurs P o d h a l a ń s k i e g o P a m i ą t k a r ­
stwa w 1953 roku nie n a d e s ł a ł w terminie swoich
w y r o b ó w i dopiero p o j a w i ł się z n i m i przed s a m ą
w y s t a w ą , wskutek czego, mimo wysokiego poziomu
Ich j a k o ś c i technicznej i artystycznej, o t r z y m a ł t y l k o
d r u g ą n a g r o d ę , i to w drodze w y j ą t k u , a nie p i e r w ­
szą, jaka by m u słusznie p r z y p a d ł a , gdyby p r z y s ł a ł
swe w y r o b y w terminie.
Stare wzory srebrnych fajek w y k o n a ł dopiero na
Ogólnopolską W y s t a w ę Sztuki Ludowej w z w i ą z k u
z Dziesięcioleciem Polski Ludowej.
Najgorzej działo się z t r a d y c y j n ą w y t w ó r c z o ś c i ą l u ­
dową za c z a s ó w okupacji niemieckiej.
W y w ó z k a ludzi przez arbeitsamty, akcja „góralenvolku", z u p e ł n y brak surowca — zniechęcały do j a ­
kiejkolwiek pracy, a o spinkach i fajkach
nikt
w ogóle nie m y ś l a ł , całą e n e r g i ę w y t ę ż a j ą c na w a l k ę
z g ł o d e m i okupantem.
Andrzej K u b i n wziął się wtedy do w y r o b u ciupag
oraz, co było popłatniejsze, do wyrobu w ł a s n e g o po­
m y s ł u „ m i n c e r z y " (rodzaju wagi rzymskiej).
Prostej konstrukcji te „ m i n c e r z e " , o d w a ż a j ą c e z do­
k ł a d n o ś c i ą do g r a m ó w , c h ę t n i e nabywane są przez
p o d h a l a ń s k i c h b a c ó w . Ł a t w o je bowiem, i to bez l ę k u
0 uszkodzenie, w y w i e ź ć na wozie, czy też przytroczo­
ne do konia, na g ó r s k i e hale, gdzie s ą n i e o d z o w n ą
częścią pasterskiej gospodarki przy o d w a ż a n i u s e r ó w
1 bryndzy.
„ M i n c e r z e " te z a p e w n i ł y K u b i n o w i s ł a w ę na ta­
t r z a ń s k i c h halach. Gdziekolwiek latem
spacerem
zajdzie, w i t a go n a r ó d pasterski, ł a d u j ą c na p o ż e g n a ­
nie serki i „ b u n c " do torby.
Specjalnie z a s ł y n ą ł t e ż na Podhalu typ ozdobnej,
ciężkiej ciupagi, opracowany przez Kubina i obecnie
już rozpowszechniony na c a ł y m Podhalu, od R a t u ­
łowa po Morskie Oko.
Nie masz szanującego s i ę bacy, k t ó r y by z okazji
redyku nie p a r a d o w a ł z p o d o b n ą c i u p a g ą — c i u p a g ą
Kubina.
Toporzysko ciupagi z twardego drzewa opala K u b i n
w jasnociemne p r ę g i , p o l i t u r u j ą c całość, po czym
okuwa stylisko na tradycyjnie spłaszczonej z e w n ę t r z ­
nej stronie „ z b y r c ą c y m i " k ó ł e c z k a m i (rzadziej ć w i e ­
kami). Ozdobnie w y k o n a n y m i miedzianymi ł a p k a m i ,
o b e j m u j ą c y m i z trzech stron drzewce, osiąga efekt
bogactwa i siły toporzyska.
Sama metalowa „ r ą b a n k a " opracowana bywa dwo­
jako: albo zwyczajnie odlana z jednolitej masy me­
talowej (ze stali lub m o s i ą d z u ) — ozdobiona jest t r a ­
dycyjnie sztaneowanymi wzorami gwiazdek, p ó ł k s i ę ­
życów i g a ł ą z e k r o ś l i n n y c h ; albo odlana ze stali —
zostaje dodatkowo zaopatrzona w m i e d z i a n ą o z d o b n ą
p o c h w ę , p r z y k u t ą t a k ż e ozdobnymi ć w i e k a m i do ż e ­
laza. Tak bogato w y g l ą d a j ą c a ciupaga służy jedynie
do parady, a nie nadaje się w zasadzie do r ą b a n i a ,
j a k stara g ó r a l s k a „ r ą b a n k a " , p i e r w o w z ó r obecnych
ciupag.
!
•
-f
Sam K u b i n dla siebie odlał srebrne toporzysko,
ozdabiając je spotykanym ongi naturalistycznym r y towaniem, p r z e d s t a w i a j ą c y m Giewont, regle i . . . sza­
r o t k ę — w y m y s ł daleko późniejszy, jak wiemy!
!

382

P o m y s ł zaopatrzenia „ r ą b a n i c y " w m i e d z i a n ą po­
c h w ę , c h r o n i ą c ą dłoń przed skaleczeniem o ostrze
z żelaza czy stali, znany b y ł już zasadniczo i dawniej,
j a k w i d a ć to z posiadanych przez Muzeum T a t r z a ń ­
skie o k a z ó w .
Wydaje się, że p o w s t a ł on pcd w p ł y w e m w y m a g a ń
„ p a n ó w " w X I X jeszcze wieku, pierwszvch entuzja­
stów Góralszczyzny i sztuki ludowej Podhala, k ó r z y
wprowadzili m o d ę zakupywania sobie ciupag do cho­
dzenia na wycieczki w Tatry. Lecz że nie przvzwyczaj o n y m do obchodzenia się z „ r ą b a n k ą " g ó r a l s k ą k a ­
leczyło w i d a ć dłoń ostrze stalowe toporzyska, po­
mysłowi w y t w ó r c y l u d o w i Podhala zaczęli o k u w a ć
ostrze
w miedzianą
pochewkę,
przvmocowana
ć w i e k a m i do stali, w y k o r z y s t u j ą c naturalnie z w r o ­
dzonym sobie poczuciem artystycznym owe okucia
celem w y w o ł a n i a zdobniczego efektu. P r z y z n a ć trze­
ba, że i m to w p e ł n i u d a ł o ! Andrzej K u b i n jest zda­
nia natomiast, że ciupaga z o p r a w k ą na ostrzu to t y p
ciupagi „zbójnickiej". Typ drugi nazywa on „ s a b a łówką".
J u ż za czasów S a b a ł y s ł y n ą ł jego brat, Józek, z w y ­
robu ciupag dla „ p a n ó w " . R ó w n i e ż znanym w tych
czasach jako w y t w ó r c a podobnych ciupag był niejaki
Stanik. Podana przez nas na fotografii ciupaga da­
tuje się z tych czasów, choć nie wiadomo d o k ł a d n i e ,
kto był jej autorem.
M e t o d ę opalania drzewa w pasy spotykamy w bar­
dzo p r y m i t y w n e j formie na starych laskach paster­
skich Podhala. Lecz dopiero K u b i n z p r y m i t y w n y c h
tych p i e r w i a s t k ó w zdobniczych o p r a c o w a ł ów 1yp
bogatej, technicznie d o s k o n a ł e j pod k a ż d y m w z g l ę d e m
ciupagi ozdobnej, że j ą tak nazwiemy. Toteż po c i u ­
p a g ę do Kubina chodzą wszyscy, c h o ć cena jej jest
n i e m a ł a , r ó w n a się cenie owcy i waha się — z a l e ż ­
nie od opracowania i modelu — od 250 do 400 zł.
R ó w n i e ż srebrne f a j k i Kubina pokazanego przez
nas typu ceni sam w y t w ó r c a od 200 do 300 zł. Dla
p o r ó w n a n i a dodamy, że z w y k ł a fajka np. u Józefa
Żołnierczyka kosztuje 40 zł, ozdobniej sza z kogucikiem do 80 zł. O cenie decyduje t u nie tyle sam m e ­
tal, ile wykonanie precyzyjne, bogate — wypieszczo­
ne. K u b i n tandety robić nie chce, zbyt d u m n y ze
swej u m i e j ę t n o ś c i i zbyt z a m i ł o w a n y w swej sztuce
odziedziczonej po dziadach. Zna on wszystkie t a j n i k i
swego kunsztu, wszystkie sposoby i metody, k t ó r e
s p r a w i a j ą , że p a t r z ą c na jego w y r o b y ma się czasem
w r a ż e n i e , iż robił je j u b i l e r czy j a k i majster f r a n ­
cuskich brązów, k t ó r e g o l e k k o ś ć dotknięcia zniewala
metal do w y r a ż e n i a wszystkiego, co mistrz zechce.
N i e s ł y c h a n i e prosty jest przy t y m warsztat pracy
Kubina. Izdebka „na oborze", koło mieszkalnego do­
m u całej rodziny, opatrzona j e d n y m oknem i w e j ­
ściowymi drzwiami.
Ł a w a pod oknem, oczerniona
od d y m u p ó ł k a — niewielka, na niej leżą p i l n i k i ,
d ł u t k a , sztance i blachy. Stół — warszlat, na k t ó r y m
ludowy majster wykonuje swój z a w ó d .
Narzędzia
to k i l k a r o d z a j ó w p i l n i k ó w , d ł u t e k , m ł o t k ó w , nóż,
metalowe k o w a d ł o i niezawodny wzrok oraz pewna
siebie r ę k a g ó r a l a . P i l n i k i — kupowane, gdy m o ż n a
było je dostać, ale i wykonywane samemu, gdy zaj­
dzie tego potrzeba. Nóż w y k o n a n y z hartowanei stali,
wyklepany w ł a s n o r ę c z n i e , po czym n i m ryzuje się nie
z a h a r t o w a n ą s z t a b k ę metalu w karby p i l n i k a i har­
tuje metal.
l

Pierwotnie ponoć radzili sobie, j a k moglj, n o ż e m
i siekierą, j a k twierdzi K u b i n . A l e to dolyczy za­
m i e r z c h ł e j przeszłości.
S t ą d to naiwne, niezdarne
t r o c h ę p r y m i t y w y , j a k i e w i d z i m y w dziedzinie spi­
nek i fajek w naszych muzeach etnograficznych. Ro­
bota Kubina zdradza wiekowe udoskonalenia kunsztu.
O spinkach lanych twierdzi K u b i n , że robiono je
raczej na Słowacji i że k t o by się dziś baw ł w t a k ą
d ł u g ą robotę, jeśli p r ę d z e j przychodzi b l a c h ę w y k l e ­
p a ć i w y s z t a n c o w a ć a obrobić, choćby n a d a j ą c za­
k o ń c z e n i o m spinek f o r m ę g ł o w y zbójnika, j a k to czyni
K u b i n , miast łby kogucie sadzić.
Aczkolwiek jednak sama nauka techn'cznej o b r ó b k i
metalu zgodnie z t r a d y c j ą l u d o w ą Podhala nie na­
leży do zbyt skomplikowanych, K u b i n uparcie t w i e r ­
dzi, że potrzeba około 10 lat pracy, aby w p e ł n i opa-

�Ryc. 8. Spinki

góralskie.

Ryc. 9. Srebrne spinki góralskie

Boczne mosiężne,
Fot. Jan

wykonane przez

środkowa srebrna. Wyk. Andrzej Opacian K u b i n .
Swiderski.

Andrzeja

Opaciana Kubina. Fot. Jan

Swiderski

�u o w a ć wszystkie tajemnice kunsztu i tak w y r o b i ć
sobie r ę k ę i oko, aby d o r ó w n a ć robotom najlepszych
m i s t r z ó w l u d o w y c h u b i e g ł y c h lat.
Z a p y t y w a n y przez nas, czy pozostawi synowi ta­
j e m n i c ę swego kunsztu, wzrusza ramionami. Jak
trzeba, starszy syn m u pomaga, i owszem, cóż, kiedy
,,nie widzi tako, jako ja w i d z ę " ! Nie dostrzega sub­
telnych różnic uderzenia dłuta, nie ma wyczucia f o r m
i ich zestawu. To trzeba czuć okiem, j a k zestawić
kółka, serca (parzenice) i klucze w spince. D o b ó r
proporcji w y c i ę ć do k o n t u r u całości — o t y m musi
k a ż d o r a z o w o d e c y d o w a ć sam w y t w ó r c a , aby s t w o r z y ć
w ł a s n y t y p spinki czy fajki, w ł a s n y , chociaż oparty
na tradycyjnych motywach zdobniczych. Samo ślepe
kopiowanie daleko nie doprowadzi. Trzeba k a ż d ą
s z t u k ę czuć. Starszego jego syna cieszy motoryzacja,
m u s i a ł m u motor k u p i ć .
P r z e d w c z e ś n i e z m a r ł y m ł o d s z y syn — o, ten b y ł b y
w i e l k i m majstrem. Jako dziecko uparcie p o d p a t r y w a ł
ojca i kiedyś podczas jego nieobecności dorwawszy

się sam do warsztatu, w y k o n a ł t a k ą spinkę, że Rubi­
nowi trudno było o d r ó ż n i ć r o b o t ę syna od swojej.
Z niego b y ł b y majster, cóż
z tego, kiedy m u się
zmarło...
Sam K u b i n uczył się przez podpatrywanie najlep­
szych m a j s t r ó w i ścisłe n a ś l a d o w n c t w o n a j p i ę k n i e j ­
szych prac, a ż zdobył p e ł n i ę swobody twórczej i m ó g ł
k o m b i n o w a ć samodzielnie, j a k zechciał! Gnanv am­
bicją, p e ł e n u p o r u i cierpliwości, p r z e w y ż s z a ł swych
majstrów.
Gdy nawet teraz jeszcze ż y c e stawia
przed n i m nowe zadania, rad p r ó b u j e swych sił. On
to w y m y ś l i ł przy swoich spinkach с ężko kowane ł a ń ­
cuszki, z a k o ń c z o n e t r ó j k ą t n y m wisiorkiem z metalu,
bo go mierziły tradycyjne w i s i o r k i z czerwonej w e ł ­
ny, gdyż zbyt p r ę d k o się t a r g a j ą i b r u d z ą . D l a ..fra­
j e r k i " w y k o n a ł b r o s z k ę o p a r t ą na robociźnie staro­
ś w i e c k i c h guzów do p a s ó w bacowskich. C i u p a g ę też
sam w y m y ś l i ł i „mimcerz". Cieszy go twórczość,
k a ż d e nowe trudne zadanie, nad k t ó r y m trzeba s.e nogłowić, by je rozwiązać zgodnie z t r a d y c j ą i nową
potrzebą.
:

E r r a t a
cja

384

W n r 4/1955 r. na str. 195 przestawiono
rycin p o z o s t e j ą bez zmian.

klisze (ryc. 3 i ryc. 4). Podpisy

i numera­

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
