<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11169" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11169?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T15:59:28+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="11147">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/de54bd5eff6ba8e2cfe108bc6edaf97c.pdf</src>
      <authentication>32a812536c106ed106d41056154dabbd</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133161">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4755</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133162">
              <text>1970</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133163">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4413</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133164">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1970 t.24 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133165">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1970 t.24 z.3-4; s.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133166">
              <text>Czerwiński, Marcin</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133167">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133168">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133169">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133170">
              <text>istotne: co czynić, żeby po tych, którzy p r a c u j ą obecnie,
przyszli nowi. Jeżeli o t y m nie b ę d z i e m y myśleli, to za
20 lat będziemy mogli stwierdzić, że nie m a już sztuki
ludowej, bo nie ma t w ó r c ó w . P r z y c h o d z ą wprawdzie
nowi ludzie, ale liczba ich jest niedostateczna po prostu
dlatego, że n o w i młodzi ludzie m a j ą tak znaczne m o ż l i ­
wości zarobkowania gdzie indziej, uczenia się w szkołach,
awansowania, że nie k w a p i ą się do pracy na wsi, do
uprawiania wiejskich rękodzieł artystycznych. Co więc
należy robić? Z a s t a n a w i a l i ś m y się nad t y m i w i d z i m y
tutaj pewne wyjście. Jeżeli do szkoły, nawet ś r e d n i e j ,
na terenie wsi idą ludzie młodzi, to sądzę, że byłoby
wskazane, ażeby uczyli się tam r ó w n i e ż rękodzieł w i e j ­
skich. Mają oni doskonałe dodatkowe tło, o b s e r w u j ą c
pracę swoich matek i babek. Jeżeli zdobędą pewne
umiejętności, a przede wszystkim jeżeli n a b ę d ą pewnego
zamiłowania, w i d z ą c to, co w ich wsi było kiedyś robio­
ne, to nawet jeżeli opuszczą tę wieś m o ż n a założyć, że
pewna ich liczba z czasem, kiedy nie b ę d ą już mogli
p r a c o w a ć w fabrykach czy innych z a k ł a d a c h , bo b ę d ą
za starzy, p o w r ó c i i osiedli się w swojej wsi z powro­
tem. Potrzebne jest więc rozbudzenie zawczasu t w ó r ­
czych z a m i ł o w a ń , w d r o ż e n i e w m ł o d y m jeszcze w i e k u
właściwych umiejętności, potrzebne jest też wytworze­
nie przekonania o randze tych umiejętności, przekona­
nia, że jest to z a w ó d ceniony, a wyroby poszukiwane.
Czy artystyczne wyroby ludowe m a j ą przyszłość w
świecie, k t ó r y w tak kolosalnym tempie w tej c h w i l i prze
do tego, żeby były rzeczy coraz nowsze, coraz ciekawsze,
coraz piękniejsze na r y n k u ? W m o i m g ł ę b o k i m przeko­
naniu tak — dlatego, że ludowe wyroby artystyczne na­
leżą do grupy rzeczy p i ę k n y c h , a rzeczy p i ę k n e zawsze
b ę d ą poszukiwane. Rozwijający się p r z e m y s ł , k t ó r y k i e ­
dyś w p ł y w a ł na niszczenie rękodzieła, dzisiaj stwarza
podstawy dla zainteresowania się lmdzi w y r o b a m i p i ę k ­
nymi, wyrobami rękodzielniczymi.

MARCIN CZERWIŃSKI
Jestem socjologiem z zawodu — jeżeli socjologia jest
zawodem — i n t e r e s u j ę się problemami w s p ó ł c z e s n e j
kultury i od tej strony c h c i a ł b y m spojrzeć na poruszone
tu zagadnienia. Chcę prosić o k i l k a w y j a ś n i e ń i uściśleń,
p o n i e w a ż — być może na skutek n i e p o r o z u m i e ń czysto
słownych — wiele s f o r m u ł o w a ń , k t ó r e tutaj usłyszeliśmy,
wydaje m i się nie do przyjęcia. Wyłączę z góry specy­
ficzne problemy Cepelii, k t ó r e ile są m i znane, z w y ­
j ą t k i e m w s z a k ż e jednego: czym m i a ł a b y Cepelia się zaj­
m o w a ć . To bowiem zagadnienie, k t ó r e dotyczy zresztą
meritum, wiąże się r ó w n i e ż z problemem czy istnieje
jeszcze, czy będzie istnieć nadal sztuka ludowa.
P a d ł y tutaj zdania, k t ó r e s t w i e r d z a ł y , że sztuka l u ­
dowa ma przyszłość. W znaczeniu, w j a k i m p o j m u j ę
ten termin, jest dla mnie rzeczą oczywistą, że sztuka
ludowa jest zjawiskiem z a m i e r a j ą c y m , bez ż a d n y c h per­
spektyw dalszego istnienia. A l e teraz porozumiejmy się
co do słów. Sztuka ludowa istniała przez w i e k i jako pro­
dukt artystyczny dość z a m k n i ę t y c h , chociaż nie izolo­
wanych ś r o d o w i s k wiejskich. Sztuka l u d o w a m i a ł a swo­
j ą filozofię i swój szeroki horyzont, szeroki dlatego, że
w niej w y r a ż a ł a się m ą d r o ś ć społeczeństw lokalnych,
k t ó r e k o m u n i k o w a ł y się wprawdzie z r ó ż n y m i grupa­
m i stanowymi, ale k o m u n i k u j ą c się z n i m i były r ó w ­
nocześnie społecznościami niemal samowystarczalnymi.
P a d ł o tutaj określenie, k t ó r e wydaje m i się bardzo
trafne, że sztukę tę t w o r z y ł lud dla ludu.
Wszystko co robi nowoczesne społeczeństwo dla w y ­
r ó w n a n i a poziomu życia, dla upodobnienia typu pracy,
156

dla nasycenia pracy nawet 'manualnej problemami orga­
nizacji, nowej techniki, wszystkie przemiany polegające
na urbanizacji, co oznacza nie tylko tworzenie miast,
ale r ó w n i e ż z m i a n ę stylu życia na wsi poprzez upodab­
nianie go do życia miejskiego — wszystko to powoduje
zanik autentycznych wiejskich ś r o d o w i s k typu lokalnego.
Działa w t y m k i e r u n k u system ś r o d k ó w masowego prze­
kazu, k t ó r y niewiele ma w s p ó l n e g o z p l a s t y k ą , ale k t ó ­
ry rzutuje na całość życia kulturalnego. Takich t w ó r ­
ców, którzy w o b r ę b i e społeczności lokalnej t w o r z y l i t y l ­
ko dla niej, dzisiaj już w ł a ś c i w i e nie ma. Twórcy, k t ó ­
rych p r z e c i ę t n a w i e k u wynosi lat 60 — to są relikty
przeszłości. W ą t p i ę czy działaliby jeszcze, gdyby nie za­
interesowanie n i m i okazywane przez ludzi z z e w n ą t r z ,
z miast.
Nie będzie naboru t w ó r c ó w nowych, k t ó r z y by pra­
cowali tak, j a k pracowali starzy t w ó r c y ludowi, ci co
jeszcze gdzieś w y p a l a j ą w starych piecach garnki czy
p r z e c h o w u j ą tradycje koronkarstwa. Myślę, że to jest
jasne.
Cóż więc z tego zostaje? Zostaje możliwość, dla k t ó ­
rej zrobiono bardzo wiele — wcielenia tradycji, wciele­
nia p u ś c i z n y sztuki ludowej do p u ś c i z n y o g ó l n o n a r o d o ­
wej.
To się chyba stało w krajach socjalistycznych
w stopniu o wiele pełniejszym, niż gdzie indziej. Dzieła,
choć to jest rzadszym wypadkiem, ale przede wszystkim
style, wzory, inspiracje — to wszystko znalazło się w puściźnie narodowej obok i n n y c h dzieł czy w z o r ó w . W j a ­
kiej mierze owe wzory i inspiracje m o g ą żyć dalej?
W takiej mierze, j a k wzory dawne w ogólności. T r u d ­
no t u o d g a d n ą ć , co konkretnie z tej p u ś c i z n y będzie
adaptowane, co i kiedy z a p ł o d n i p r z y s z ł ą sztukę. Wzory
przeszłości ożywają w z u p e ł n i e innych, nowych u w i k ł a ­
niach, dla innych celów
praktycznych,
przeniesione
w inny m a t e r i a ł . W i d a ć j a k coraz to o ż y w a coś z prze­
szłości na p r z y k ł a d we w n ę t r z a r s t w i e , czy w tkaninie.
Ogólnie m ó w i ą c , n a s t ę p u j e dezintegracja k u l t u r y l u ­
dowej, zanim jeszcze przychodzi w y g a ś n i ę c i e c a ł k o w i t e .
Większość jej t w o r ó w u ż y t k o w y c h z d e f u n k c j o n a l i z o w a ł a
się dziś. Nie zachodzi j u ż np. b e z p o ś r e d n i z w i ą z e k po­
m i ę d z y aspiracjami do stylu życia a t y m , czego dostar­
cza w zakresie u r z ą d z e n i a domu tradycja ludowa. U ż y ­
tek z tego co dostarcza nam Cepelia jest podobny do
u ż y t k u ze starych lamp naftowych. Są to cytaty we
współczesnych w n ę t r z a c h .
Drewniana łyżka, skrzynia,
zydel. T r a f i a j ą się one najczęściej w mieszkaniach l u ­
dzi wysoko w y k s z t a ł c o n y c h , ludzi o charakterystycznym
relatywizmie estetycznym, k t ó r y
znamionuje
współ­
czesnego „ o b l a t a n e g o " odbiorcę. Rzadkie są u ludzi, k t ó ­
rych zaliczylibyśmy do warstw ludowych we współczes­
n y m sensie tego słowa.
Wiemy, że moda na l u d o w o ś ć m i a ł a swoje wzloty,
dzisiaj jest chyba zła koniunktura. Modniejsze stało się
rękodzieło miejskie, produkty wczesnego p r z e m y s ł u . Ma­
j ą one też dobre racje za sobą. M ó w i ą o m a ł y m polskim
miasteczku. I one m o g ą b u d z i ć rzewne uczucia, nostal­
g i ę za ojczyzną d z i e c i ń s t w a .
Tyle o ludowości.
Wydaje m i się natomiast, że istnieje zjawisko, k t ó r e
jest p o r ó w n y w a l n e z d a w n y m folklorem, ale o t y m m ó ­
w i ę dość n i e ś m i a ł o .
Twórczość folklorystyczna b y ł a
t w ó r c z o ś c i ą słabo s p r o f e s j o n a l i z o w a n ą . Wiemy, że b y l i
garncarze, były koronkarki, a w i ę c nie k a ż d a kobieta
u m i a ł a robić k o r o n k i i nie k a ż d y chłop u m i a ł lepić garn­
k i . Z w i ą z e k jednak t y c h t w ó r c ó w z ich b e z p o ś r e d n i m
otoczeniem był silny, a b a z ą r e k r u t a c y j n ą b y ł a cała spo­
łeczność lokalna. Przyuczanie o d b y w a ł o się w warszta-

�cié, a nie w szkole, więc jeśli nawet w y s t ę p o w a ł a pew­
na profesjonalizacja, to towarzyszyło jej głębokie zako­
rzenienie całego procesu uczenia w tejże społeczności.
Otóż w obrębie nowoczesnej, dość już zintegrowanej k u l ­
tury, która ma piętno miejskie, r o d z ą się tendencje do
tego, ażeby — wprawdzie nie ś r o d o w i s k a lokalne — ale
pewne grupy bardzo szerokiej w a r s t w y szukały w ł a s ­
nego wyrazu estetycznego, w ł a s n e j ekspresji w t w ó r c z o ­
ści. Muzykowanie współczesnej młodzieży byłoby m o ż e
najbliższe tego, o co m i t u chodzi. Oczywiście profesjonalizuje się ono w swoich szczytach, ale poprzez muzy­
kujących w różnych klubach, w y s t ę p u j ą c y c h ha amator­
skich estradach, zjawisko to utrzymuje swój charakter
nieprofesjonalnego ruchu, w k t ó r y m impulsy idą od
dołu, „publiczność" jest aktywna, rekrutacja dokonuje
się z szerokiej bazy.
Są jeszcze inne zjawiska kulturalne, k t ó r e przedsta­
wiają z wyżej cytowanym p e w n ą analogię. Jest to np.
lala p a m i ą t k a r s t w a , k t ó r a zalewa miasta. L u d , k t ó r y
przestał być ludem w znaczeniu t y m , że stracił wszel­
kie cechy plebejskie i wyłonił swoją inteligencję — ta
masa ludzi ma skłonność do refleksji nad w ł a s n y m ży­
ciem i do spisywania owych refleksji. Jest to bardzo
interesujący fakt k u l t u r a l n y . Telewizja p r ó b u j e d a w a ć
miejsce twórczości nieprofesjonalistów. Wydaje m i się,
że tutaj rodzi się j a k a ś nowa sprawa. Być może, pewne
tereny twórczości, przynajmniej w części, zdeprofesjonalizują się trwale i w b r e w oczekiwaniom w i e l u pe­
symistów środki masowego przekazu d o p o m o g ą w ujaw­
nieniu tego przed opinią społeczeństwa, zintegrowanego
w dużej mierze w ł a ś n i e przez owe środki.
Czy sprawy te m a j ą a n a l o g i ę w plastyce? Wydaje m i
się, że p. Wanda Telakowska m i a ł a z dawna ś w i a d o m o ś ć
tego. Mówiła ona, że m o ż n a z dobrym skutkiem zasa­
dzić do malowania g a r n k ó w najbardziej nie podejrzanych
o to ludzi, Przecież coś podobnego jednak się dzieje.
Istnieje twórczość „ n a i w n a " , k t ó r a jest zjawiskiem sze­
rokim i bardzo i n t e r e s u j ą c y m . C h c i a ł b y m zwrócić u w a g ę
na to, że w Cepelii, tak j a k j ą znam, a znam w y ł ą c z n i e
z jej salonów, nie z a ś z p o s i e d z e ń Rad Artystycznych —
otóż w Cepelii jest coraz w i ę c e j takich w ł a ś n i e o b i e k t ó w ,
natomiast coraz mniej p r z e d m i o t ó w sztuki ludowej sen­
su stricto. Więcej twórczości „ n a i w n e j " , czasem n i e s ł y ­
chanie i n t e r e s u j ą c e j , mniej ludowej. Czym więc w dal­
szej swej działalności ma się zająć Cepelia? Trudno na
to odpowiedzieć postronnemu, ale wydaje m i się, że sa­
ma weszła ona na drogę, k t ó r ą t u sugeruję.
Jeśli chodzi zaś
o
ż y w e muzeum sztuki ludowej,
o ostatnich jej t w ó r c ó w , to trzeba ich p i e l ę g n o w a ć i pro­
pagować, póki jest co p i e l ę g n o w a ć i p r o p a g o w a ć .

A L E K S A N D E R MAŁACHOWSKI
Nie zajmuję się specjalnie
uważnie
poruszanymi
w dyskusji sprawami,
ale jako dziennikarz p r a c u j ą c y
w radiu, w redakcji poświęcającej wiele czasu na ante­
nie popularyzacji sylwetek t w ó r c ó w ludowych, m u s z ę
czasem stykać się z t ą p r o b l e m a t y k ą .
Zgadzam się z opinią Marcina C z e r w i ń s k i e g o . Sztuka
ludowa jest m a r t w a , ta sztuka o k t ó r e j dyskutujemy. Ale
istnieje inna, nie dostrzegana przez specjalistów, czy też
nie u w a ż a n a za sztukę. Sądzę, że j e d y n ą ż y w ą s z t u k ą
ludową jest sztuka jarmarczna, ta z t a r g ó w i o d p u s t ó w ,
owe słynne paskudy, jelenie na r y k o w i s k u . Powtarzam:
jedyną a u t e n t y c z n ą , polską s z t u k ą l u d o w ą jest sztuka
straganiarska, sztuka brzydoty — masowo produkowana
nie wiadomo bliżej przez kogo, nabywana zaś r ó w n i e ż

masowo przez -środowiska wiejskie i proletariackie. Na
dodatek sprzedawana po cenach absurdalnie wysokich.
M a k a t k i , na pluszu malowane, idą w setki, a czasem
i w tysiące złotych. P o d o b a j ą się bowiem z w y k ł y m l u ­
dziom, z a s p o k a j a j ą skutecznie potrzeby estetyczne środo­
wisk plastycznie niewyrobionych, jak je w uproszcze­
niu nazywamy.
Nie zawsze zresztą są to ludzie nie wykształceni ogól­
nie. M a k a t k i i jelenie m o ż n a spotkać w mieszkaniach
ludzi ze ś r e d n i m , a bywa, że i z wyższym wykształce­
niem. P a m i ę t a m t a k ż e o p u b l i k o w a n ą w prasie przed k i l ­
k u laty fotografię Jurija Gagarina, siedzącego z rodziną
w domu na • tle takiej makatki. Trudno więc o w y r a ź ­
niejszą sprzeczność p o m i ę d z y
naszymi
wyobrażeniami
0 t y m co l u b i nowoczesny c z ł o w i e k a t y m co on na­
p r a w d ę lubi.
Natomiast to co sprzedaje Cepelia niczyjej potrzeby
na wsi nie zaspokaja. Potrzeba posiadania takich przed­
m i o t ó w z a c h o w a ł a się w k i l k u zaledwie malutkich regio­
nach, kto zresztą wie, czy nie jako odbicie miejskiej
mody na te przedmioty. Cepeliowska sztuka ludowa jest
przede wszystkim produkowana dla miejskich środowisk
inteligenckich. Warto jednak rozważyć, czy to jest sztu­
ka p o w s t a j ą c a w naturalnym spontanicznym procesie
tworzenia, czy też mamy do czynienia raczej z rzemio­
słem, p o s ł u g u j ą c y m się gotowymi wzorami i znajdującym
popyt na swe wyroby. Znam p e w n ą liczbę w a r s z t a t ó w
p r o d u k u j ą c y c h s z t u k ę l u d o w ą dla Cepelii. Często pro­
dukcja wykonywana jest m e t o d ą n a k ł a d c z ą . Producent,
a nie artysta, zleca wykonywanie różnych f r a g m e n t ó w
dzieła i n n y m ludziom, sam zaś tylko w y k a ń c z a przedmiot
1 sprzedaje Cepelii. Proceder ten jest skrzętnie ukrywany
przez Cepelię. Znam dużą w y t w ó r n i ę ś w i ą t k ó w , dobrze
z m e c h a n i z o w a n ą , p r o d u k u j ą c ą seryjnie. P r z y k ł a d y moż­
na m n o ż y ć .
Tak zwani t w ó r c y ludowi, masowo dostarczający swe
dzieła na rynek, nie t w o r z ą już dzisiaj autentycznej sztu­
k i . Oni po prostu w y r a b i a j ą przedmioty, k t ó r e p a ń s t w o ,
etnografowie, muzealnicy, członkowie rady artystycznej
Cepelii zgodzili się u z n a ć za sztukę l u d o w ą , gdyż odpo­
wiada to j a k i m ś schematycznie p r z y j ę t y m w y o b r a ż e n i o m .
Była t u m o w a o bardzo złej wystawie sztuki ludowej
w Wejherowie. Obawiam się, że brzydactwa tam wysta­
wione b y ł y w ł a ś n i e p r o d u k c j ą a u t e n t y c z n ą . Może gust
tych ludzi został spaczony, ale czy aby nie stworzyli
oni tych p o t ę p i o n y c h p r z e d m i o t ó w spontanicznie?
Nie chcę oczywiście powiedzieć, że w sklepach Cepelii
nie spotyka się już zupełnie p r z e d m i o t ó w artystycznych.
Skądże, nadal jest tam wiele prześlicznych rzeczy, w y ­
konanych przez zdolnych r z e m i e ś l n i k ó w i sprzedawanych
po w z g l ę d n i e niskich cenach. Nie widzę tu powodu do
zmartwień.
Sądzę natomiast, że warto się z a i n t e r e s o w a ć innym
zjawiskiem. Mówiło się tu, że t w ó r c y ludowi to ludzie
starzy i w y c i ą g a n o z tego opaczne i smutne wnioski.
Ja b y m w t y m w ł a ś n i e u p a t r y w a ł powód do optymizmu.
Zdolności artystyczne są dosyć powszechne. Nie zawsze
jednak m o ż n a w życiu znaleźć okazję do ujawnienia
tych zdolności. Wiek emerytalny daje t a k ą okazję. L u ­
dzie wychowani pod w p ł y w e m żywej jeszcze kilkadzie­
siąt lat temu sztuki ludowej zaczynają na starość, ma­
j ą c wolny czas, tworzyć, o d n a j d u j ą w sobie te umiejęt­
ności w sposób naturalny. M a m y tu chyba do czynienia
ze zjawiskiem sztuki p r y m i t y w n e j w umownym znacze­
n i u tego słowa. I , jak sądzę, to będzie przyszłość tego
ruchu przez najbliższych k i l k a n a ś c i e lat. Na tych ludzi
warto stawiać. Warto i m d o p o m a g a ć , jeżeli chcemy m ó ­
wić o sztuce ludowej, p o p i e r a ć ją i dbać o jej r o z w ó j .

157

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
