<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11168" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11168?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T14:08:22+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="11146">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/51779dff750d65f8c59454efeaa8a379.pdf</src>
      <authentication>0a73f2bc956efbcc4de3a6fd426ed453</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133150">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4753</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133151">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133152">
              <text>1970</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133153">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4411</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133154">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1970 t.24 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133155">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1970 t.24 z.3-4; s.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133156">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133157">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133158">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133159">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="133160">
              <text>AKTUALNE PROBLEMY LUDOWEJ TWÓRCZOŚCI I OPIEKI NAD NIA W POLSCE
16.XII.1969 r. redakcja wraz z P r a c o w n i ą Badania
Sztuki Nieprofesjonalnej IS P A N z o r g a n i z o w a ł a konferen­
cję dotyczącą
aktualnego stanu twórczości
ludowej
w Polsce i form opieki nad s z t u k ą l u d o w ą . W dyskusji
wzięli udział: dr Kazimierz Pietkiewicz, dyrektor P a ń ­
stwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie,
mgr
S t a n i s ł a w Stroiński, prezes Z a r z ą d u Z w i ą z k u Spółdzielni
P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego „Cepelia", dr M a r ­
cin Czerwiński, socjolog, pracownik Zespołu prognoz spo­
łecznych Instytutu Filozofii i Socjologii P A N , redaktor
Aleksander M a ł a c h o w s k i , pracownik redakcji publicy­
styki i r e p o r t a ż y w Naczelnej redakcji audycji literackich
Polskiego Radia, prof. Wanda Telakowska, plastyk, kie­
r o w n i k Pracowni ś r o d o w i s k o w y c h inwencji plastycznych
Instytutu Wzornictwa P r z e m y s ł o w e g o , mgr Tadeusz W i ę c ­
kowski, z a s t ę p c a prezesa do spraw artystycznych w Z w i ą z ­
k u „Cepelia", mgr S t a n i s ł a w Błaszczyk, kustosz w Dziale

Etnografii Muzeum Narodowego w Poznaniu, mgr A n t o ­
ni K r o h , etnograf,
asystent w
Muzeum T a t r z a ń s k i m
w Zakopanem, Maciej S z a ń k o w s k i , rzeźbiarz, pracownik
W y d z i a ł u nadzoru artystycznego w Cepelii, mgr Zygmunt
Ciesielski, k i e r o w n i k Z a k ł a d u Badawczego Cepelia, mgr
Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, redaktor „Polskiej Sztuki
Ludowej", mgr A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a z Pracowni
Badania Sztuki Nieprofesjonalnej Instytutu Sztuki P A N ,
prof. Maria Bujakowa, dyrektorka Technikum Tkactwa
Artystycznego i m . H . Modrzejewskiej w Zakopanem, mgr
A n t o n i K a m i ń s k i , k i e r o w n i k Działu nadzoru etnograficz­
nego i artystycznego w Cepelii, mgr B o ż e n a Golczowa,
pracownik W y d z i a ł u nadzoru etnograficznego w Cepelii.
Referat w p r o w a d z a j ą c y wygłosił redaktor naczelny „ P o l ­
skiej Sztuki Ludowej", mgr Aleksander Jackowski. Poni­
żej drukujemy opracowany i autoryzowany stenogram
konferencji.

A L E K S A N D E R JACKOWSKI

nej sztuki ludowej — wieś w i d z i , że jej obyczaje i w y ­
t w o r y ludowej k u l t u r y artystycznej cieszą się zaintere­
sowaniem miasta, zagranicy, że s ą cenione i poszukiwa­
ne. N a s t ę p u j e w i ę c jakby w t ó r n a ich nobilitacja w ro­
dzimym ś r o d o w i s k u .
Jakby jednak nie był silny sentyment dla w ł a s n e j
tradycji artystycznej, nie zmienia on faktu, że sztuka
ludowa w swych dawnych funkcjach i formach obumie­
ra. I nie należy łudzić się,' że d z i ę k i r ó ż n o r a k i m formom
pomocy uda się ten proces p o w s t r z y m a ć . M o ż n a go jedy­
nie opóźnić, m o ż n a m ą d r ą działalnością s p o w o d o w a ć , że
w z g l ę d n i e długo żyć b ę d z i e ludowa inwencja, i że pro­
ces scalania się r ó ż n y c h n u r t ó w k u l t u r y narodowej, tra­
dycje ludowej sztuki w c i ą ż o d g r y w a ć b ę d ą istotną rolę.
W a ż n e jest więc, aby z d a w a ć sobie s p r a w ę z obecnej
sytuacji sztuki ludowej i widzieć zadania jakie przed
nami stawia życie.

Wprowadzenie do dyskusji

Żyjemy w czasie w i e l k i c h i szybko
postępujących
przemian. Sytuacja ludowej twórczości zmienia się do­
słownie z r o k u na rok, toteż w a r t o co j a k i ś czas zastano­
wić się nad t y m , jaka "jest aktualna sytuacja tej t w ó r ­
czości, co zmieniło się i co się powinno zmienić w for­
mach naszej opieki nad s z t u k ą l u d o w ą .
Dawna, tradycyjna k u l t u r a ludowa ginie nieuchron­
nie, przestały bowiem działać bodźce, k t ó r e prowoko­
wały dawniej jej powstanie i życie. J u ż w nielicznych
tylko enklawach spotkać m o ż n a regionalny strój, oby­
czaj, zdobnictwo, a i tam, gdzie tradycje takie do nie­
dawna jeszcze istniały — zwłaszcza w ś r ó d ludzi star­
szych — z a n i k a j ą one w szybkim tempie. J e d n o c z e ś n i e
w y r a ź n i e r o ś n i e w ś w i a d o m o ś c i powszechnej ranga ludo­
wej sztuki jako jednego z n u r t ó w naszej narodowej, po­
wszechnej tradycji. Sztuka ludowa w sposób najbardziej
chyba w y r a ź n y i czytelny uosabia w tej tradycji rysy
rodzime i o d r ę b n e , zdolne przy t y m w c i ą ż jeszcze do dal­
szych inspiracji naszej współczesnej k u l t u r y artystycznej,
choć na pewno w sposób inny,
niż to m i a ł o miejsce
w przeszłości.
Szacunek nasz i sympatie
dla
ludowej twórczości
artystycznej wolne s ą przy t y m od romantycznych unie­
sień, młodopolskich t ę s k n o t i programowych deklaracji
minionych lat. S z t u k ę l u d o w ą cenimy przecież tak wyso­
ko nie dlatego, że jest dziedzictwem dorobku naszego
ludu, ale dla jej rzeczywistych w a l o r ó w artystycznych,
powszechnie dziś odczuwanych. Dzięki wystawom, festi­
walom, książkom, prasie, telewizji, w y s t ę p o m estrado­
wym, ś w i a d o m o ś ć w a l o r ó w ludowej sztuki budzi się na
nowo w macierzystym jej ś r o d o w i s k u , m i m o iż na co
dzień preferuje się dziś na wsi inne mody, inny styl ży­
cia. P r z y k ł a d o w o — strój ludowy stał się rekwizytem
wszelkich zbiorowych w y s t ą p i e ń wsi czy regionu na ze­
w n ą t r z . Strój ten pojawia się na procesjach Bożego Cia­
ła, D o ż y n k a c h Centralnych, podczas ś w i ą t i uroczystości
p a ń s t w o w y c h i lokalnych, wszędzie tam, gdzie istnieje
miejscowa tradycja a zachodzi potrzeba reprezentacji.
Stał się więc symbolem regionu, symbolem w ł a s n e j i go­
dnej szacunku przeszłości.
Rozwój t u r y s t y k i i z a i n t e r e s o w a ń zabytkami przesz, łości r ó w n i e ż pomaga w zmianie stosunku do tradycyj144

Pojęcie „ s z t u k a l u d o w a " jest nieostre, o t y m wiemy.
Pojęcie to staje się jednak, mimo w y s i ł k ó w etnografów,
coraz bardziej wieloznaczne wobec zjawisk r ó ż n y c h od
siebie. S z t u k ą l u d o w ą nazywa się w i ę c :
1 — Relikty dawnej twórczości zachowane jeszcze „w te­
renie", p a m i ą t k i , t k w i ą c e w kufrach, na strychach,
rzadko — na ś c i a n a c h izb.
2 — Twórczość żywą, k o n t y n u u j ą c ą dawne, tradycyjne
formy, czasem twórczo,
p r z e w a ż n i e jednak coraz
bardziej mechanicznie
kopiującą
dawne wzory.
Twórczość jednostek, p r z e w a ż n i e ludzi starych, k t ó ­
rzy p a m i ę ć dawnych technik i f o r m wynieśli je­
szcze z rodzinnego domu, i k t ó r z y — m i m o tego, że
uczestniczą już dziś w i n n y m modelu k u l t u r y —
nadal stare formy o d c z u w a j ą jako swoje, bliskie
sobie.
3 — Adaptacje
dokonywane
przez
ludowego twórcę
z i n i c j a t y w y w ł a s n e j lub instytucji z a m a w i a j ą c e j .
Adaptacje takie b a z u j ą
oczywiście na dawnych
wzorach, a rolę ś r o d o w i s k a , k t ó r e n i e g d y ś akcepto­
w a ł o lub o d r z u c a ł o i n n o w a c j ę , p e ł n i ą eksperci z ze­
wnątrz
(komisje etnograficzne
Cepelii, plastycy,
działacze, przypadkowi doradcy — jak dziennikarz,
turysta, k u p u j ą c y ) .
4 — W y t w o r y o charakterze l u d o w y m (a ściślej mówiąc
„w stylu ludowym") p o w s t a j ą c e w z a k ł a d a c h zwar­
tych, produkowane
przez
różnych
wytwórców,

�w t y m t a k ż e i p l a s t y k ó w . P r o d u k c j ę m a s o w ą , fa­
bryczną, b a z u j ą c ą na mniej czy bardziej „ l u d o w o podobnych" wzorach.
5 — Dzieła p o w s t a ł e d z i ę k i inspiracji plastyka-opiekuna,
u m i e j ę t n e g o r e ż y s e r a talentu uzdolnionej jednostki
lub grupy regionalnej. Dzieła w k t ó r y c h dochodzi
do głosu inwencja
osobista
twórcy,
bazującego
w sposób naturalny (nieświadomy) na zapleczu daw­
nej k u l t u r y artystycznej regionu, na ż y w e j jeszcze
tradycji ludowej.
В — W y t w o r y oparte o pewne wzory dawnej sztuki l u ­
dowej, a zwłaszcza o zasady m y ś l e n i a charaktery­
styczne dla ludowej rzeźby czy malarstwa. Do tej
kategorii zaliczam prace c a ł e j plejady rzeźbiarzya m a t o r ó w , ś w i a d o m i e w y b i e r a j ą c y c h „ l u d o w ą " kon­
w e n c j ę f o r m a l n ą , jako tę, w k t ó r e j n a j ł a t w i e j jest
i m się w y p o w i e d z i e ć i k t ó r a jest pokupna.
7 — Współczesną s z t u k ę ż y w ą na w s i i w ś r ó d pewnych
grup ludności miejskiej, s z t u k ę t w o r z o n ą z a r ó w n o
przez siebie d l a siebie (sztuczne kwiaty, czasem —
„ d y w a n y " ) , j a k też i z a s p o k a j a j ą c ą potrzeby este­
tyczne tych g r u p (np. d y w a n y czyli m a k a t k i , „ o b r a ­
zy" na szkle, w i e ń c e nagrobne ze sztucznymi k w i a ­
tami, f i g u r k i c u k r o w e i gipsowe odlewane z form,
jak np. baranki), g a l a n t e r i ę j a r m a r c z n ą i odpusto­
wą, t a n d e t n ą , ale b a r w n ą , j a s k r a w ą , n a w i ą z u j ą c ą
do istniejących potrzeb estetycznych k u p u j ą c y c h .
Można oczywiście ten p o d z i a ł uściślić, w y o d r ę b n i ć
inne jeszcze zjawiska, k t ó r e nazywa się potocznie „sztu­
ką l u d o w ą " , nie w t y m jednak rzecz. Wystarczy, jeśli
uprzytomnimy sobie, j a k
różne
kategorie twórczości
i jak r ó ż n e rzeczy nazywamy „ s z t u k ą l u d o w ą " .
Jeśli teraz s p r ó b u j e m y d o p a s o w a ć " do wymienionych
wyżej grup powszechnie s t o s o w a n ą definicję sztuki l u ­
dowej jako sztuki wytwarzanej na u ż y t e k w ł a s n y (wła­
snej społeczności), sztuki z n a j d u j ą c e j p o w s z e c h n ą apro­
batę, to okaże się, że najbliższą tej d e f i n i c j i jest grupa
7, a więc w s p ó ł c z e s n e -makatki, sztuczne k w i a t y , hafto­
wane ręczniki, kolorowe t ł a — obrazki pod fotografie —
słowem to, co najczęściej dyskwalifikuje się jako „kicz",
jako p r o d u k t rozpadu k u l t u r y a nie jej d ą ż e ń konsty­
tuujących.
Twórczość ta odpowiada ż y w o t n y m potrzebom este­
tycznym pewnych grup społeczności miejskiej i żyjącej
na wsi, opiera s i ę o wciąż jeszcze ż y w e z a m i ł o w a n i e do
barwnych kompozycji, do s t r ó j ności, p a r a d n o ś c i . Jest ona
n a m i a s t k ą sztuki ludowej naszego czasu. N a m i a s t k ą , po­
nieważ w p e ł n y m sensie tego o k r e ś l e n i a „ s z t u k ą ludo­
wą" nie jest. Wyrasta bowiem z reliktowych u p o d o b a ń
grup, k t ó r e coraz silniej u t o ż s a m i a j ą się z k u l t u r ą ogól­
nonarodową. Jest to więc klasyczny p r z y k ł a d twórczości
okresu pogranicza, rozpadu jednej formacji kulturowej
i tworzenia się nowej. W t y m procesie zespalania się
różnych warstw i grup społecznych
g i n ą podstawowe
przesłanki dawnej stratyfikacji społecznej, choć nie g i ­
ną przecież automatycznie wszystkie różnice — w cha­
rakterze wykonywanej pracy, tradycji, n a w y k ó w k u l t u ­
rowych a więc i preferencji estetycznych. Obserwuje się
raczej powstawanie r ó ż n y c h subkultur, tworzonych za­
równo na podłożu różnic z a w o d ó w , j a k w y k s z t a ł c e n i a ,
pozycji społecznej, wieku.
Dystans m i ę d z y s z t u k ą n o w o c z e s n ą a p r z e c i ę t n y m
odbiorcą wciąż jest duży, a w zakresie plastyki nie
istnieje takie z r ó ż n i c o w a n i e p o d a ż y r y n k o w e j j a k w m u ­
zyce, gdzie r ó w n o l e g l e na antenie radiowej i telewizyj­
nej w y s t ę p u j e pełen
repertuar od m a d r y g a l i s t ó w do

mandolinistów.
Brak podobnego zaspokojenia potrzeb
wizualnych z r ó ż n i c o w a n y c h k r ę g ó w odbiorczych sprawia,
że n a s t ę p u j e t u polaryzacja o wiele ostrzejsza wokół „to­
waru", k t ó r y jest na r y n k u . Nie m u s z ę t ł u m a c z y ć , dla­
czego sztuka „ j a r m a r c z n a " m a tak liczną klientelę. Po
prostu nie s t w o r z y l i ś m y dostatecznie dostępnej i atrak­
cyjnej sztuki dekoracyjnej, k t ó r a b y zaspokoiła potrze­
by istniejące w r ó ż n y c h grupach. Toteż makaty, obrazki
na szkle i r ó ż n e „ m o n i d ł a " spotykamy z a r ó w n o w ś r ó d
ludzi biednych j a k i z a m o ż n y c h ,
na wsi i w mieście,
w mieszkaniu .rolnika, robotnika, u r z ę d n i k a a nawet
i reprezentanta wolnych z a w o d ó w (choć t u oczywiście
znaczniej rzadziej —- istnieją t a m b o w i e m inne wzory
ś r o d o w i s k o w e ) . Nie jest to więc „ l u d " w klasycznym po­
jęciu i dlatego t e ż nie jestem pewien czy m o ż n a z czy­
stym sumieniem p o w i e d z i e ć o omawianej t u grupie, iż
jest „ w s p ó ł c z e s n ą s z t u k ą l u d o w ą " . Jest to jednak sztuka
peryferii, sztuka okresu rozpadu ludowej k u l t u r y .
Na pewno i w tej grupie znajdzie się niejedno godne
uwagi, n o b i l i t o w a l i ś m y j u ż b u k i e t y ze sztucznych k w i a ­
tów, k t ó r e wystawione przed k i l k u laty przez Cepelię
w Warszawie szybko zdobyły sobie rynek i to ten naj­
wybredniejszy. Pierniki, c u k r y a nawet n i e k t ó r e (nie­
liczne!) makaty czy obrazy na szkle r ó w n i e ż zasługują
na życzliwą u w a g ę osób i instytucji zajmujących się
s z t u k ą l u d o w ą i r e g i o n a l n ą p a m i ą t k ą . T y m bardziej że
zmienia się i zastosowanie tej twórczości we w n ę t r z u
współczesnym, r ó ż n i c u j e zależnie od poziomu kultury
plastycznej odbiorców, konwencji estetycznych dominu­
j ą c y c h w poszczególnych grupach społecznych i grupach
wieku. Wydaje s i ę t e ż celowe, aby Cepelia i muzea etno­
graficzne o r g a n i z o w a ł y co pewien czas konkursy i prze­
glądy tej twórczości, s t a r a j ą c się w ten sposób — na­
grodami i selekcją — o d d z i a ł y w a ć na jej poziom. Może
to d a ć lepszy efekt dydaktyczny niż zakazy administra­
cyjne i p o t ę p i a n i e w c z a m b u ł wszelkich makatek z jele­
niami. J e l e ń przecież jeleniowi nie r ó w n y , i nie zawsze
jest „kiczem".
S z t u k ą l u d o w ą jest też oczywiście i przede wszystkim
wymieniona przeze mnie grupa „1" — a u t e n t y k ó w . Do­
d a ł b y m dla jasności
—
„autentycznych autentyków".
Chodzi t u zresztą głównie o d r e n a ż istniejących jeszcze
w terenie z a b y t k ó w rzeźb z kapliczek (już ostatnich...),
t k a n i n ze skrzyń, części stroju, dawnych haftów, korali,
g a r n k ó w i t d . A u t e n t y k i te z rzadka m o ż n a jeszcze zoba­
czyć w sklepach Cepelii, p r z e w a ż n i e oferowane s ą m u ­
zeom. Stroje autentyczne, mniej czy bardziej opracowa­
ne, p o s i a d a j ą też zespoły pieśni i t a ń c a (np. „Mazowsze"),
a nawet r e k w i z y t o r n i e t e a t r ó w (w muz. teatralnych w y ­
stawione są np. kostiumy z „ P a s t o r a ł k i " L . Schillera).
Są to zabytki przeszłości, tak j a k sprzedawane w „De­
sie" lampy naftowe i secesyjne przedmioty. Jeszcze m o ż ­
na znaleźć w n i e k t ó r y c h wiejskich domach ostatnie au­
tentyki dawnej sztuki ludowej, są to j u ż jednak praw­
dziwe relikty przeszłości. Warto o t y m p a m i ę t a ć , i chy­
ba t r z é b a z a d a ć sobie pytanie, czy stać nas na to, aby
je z b y w a ć w s p o s ó b przypadkowy, w y s y ł a ć za granicę,
niszczyć na scenie. Ż ą d a m y dziś od „Desy" świadomego
stosunku do z a b y t k ó w k u l t u r y narodowej, warto więc pa­
m i ę t a ć , że te ludowe relikty to r ó w n i e ż zabytek. I nic
to, ż e w y r a b i a się dziś nawet p ó ł p r z e m y s ł o w o wiele
ludowych „ w z o r ó w " , zabytek jest d z i e ł e m unikalnym,
nieraz dziełem sztuki, podczas gdy jego naśladownictwo,
kopia czy replika — s ą tylko n a ś l a d o w n i c t w e m , mniej
czy bardziej ł a d n y m wyrobem, towarem.
Oryginałem
i w s p ó ł c z e s n y m n a ś l a d o w n i c t w e m . Miejsce najcenniej­
szych z a b y t k ó w ludowej k u l t u r y jest w muzeach i w
zbiorach krajowych kolekcjonerów. A jeśli m a j ą tra145

�fiać za granicę, niechże to będzie pod k o n t r o l ą m u z e ó w
etnograficznych, w ramach ś w i a d o m e j i celowej w y m i a ­
ny muzealnych kolekcji. P a m i ę t a j m y , też, że wzrost samowiedzy naszego społeczeństwa, decentralizacji życia
kulturalnego prowadzi — ca w y r a ź n i e w i d a ć w ostat­
nich latach — do powstania lokalnych m u z e ó w , skanse­
nów, izb sztuki ludowej. Sprzyja temu masowy wzrost
turystyki... Za k i l k a lat nie będzie już co chronić, czym
się chlubić, co p o k a z y w a ć . Warto więc, aby centralne
ośrodki muzealne mogły zwiększyć, póki m o ż n a jeszcze,
swój stan posiadania, w ł a ś n i e po to, aby m i e ć na przy­
szłe lata n i e z b ę d n e rezerwy. Wniosek więc konkretny —
muzea etnograficzne powinny mieć na ten cel zwiększo­
ny fundusz zakupu. I drugi wniosek. Muzea powinny
mieć zapewnione prawo p i e r w o k u p u z a b y t k ó w ludowej
sztuki, uzyskanych w drodze „ d r e n a ż u " terenu przez Ce­
pelię czy Desę.
Szczególnie jednak i n t e r e s u j ą c a jest dla nas grupa
„2" — starych t w ó r c ó w ludowych, k o n t y n u u j ą c y c h —
p r z e w a ż n i e — z inspiracji z e w n ę t r z n e j dawne swe umie­
jętności. Są to już ostatni Mohikanie sztuki ludowej, l u ­
dzie, k t ó r z y z lat młodości wynieśli znajomość trady­
cyjnych technik, którzy zdążyli jeszcze w c h ł o n ą ć i przy­
swoić sobie dawniej obowiązujące konwencje estetycz­
ne. I to ich w ł a ś n i e odróżnia od rzeszy n a ś l a d o w c ó w l u ­
dowych wzorów, od wszystkich mniej czy bardziej w y ­
kwalifikowanych „kopistów",
wyrobników powielają­
cych zatwierdzone czy nawet opracowane przez cepeliow­
skiego plastyka wzory.
Starzy t w ó r c y p r z y n a l e ż ą już do d w ó c h ś w i a t ó w . B l i ­
skie s ą i m i często nawet drogie tradycje rodzime, na t y ­
le m a j ą je „ w e k r w i " , że m o g ą je jeszcze k o n t y n u o w a ć ,
a nawet rozwijać, jako że twórczość zawsze polega na
a k t y w n y m stosunku do zastanej tradycji, na inwencji
przejawianej przy poszanowaniu reguł r z ą d z ą c y c h ludo­
w ą sztuką.
Ale starzy t w ó r c y l u d o w i są jednocześnie
członkami społeczności w k t ó r e j n a s t ą p i ł kryzys daw­
nych, estetycznych wartości. Żyją na co dzień w ś r ó d me­
b l i kupionych w sklepach GS czy M H D , w t y p o w y m bu­
downictwie, otoczeni w s p ó ł c z e s n y m życiem, w ś r ó d t r a k ­
torów, samochodów, pralek i lodówek, kupnej odzieży.
Ich upodobania estetyczne ulegają przemianom, kształ­
tują się na pograniczu dawnych potrzeb i nowych, for­
mowanych przez coraz bardziej uniwersalne wzory lan­
sowane przez środki masowego przekazu. Jest to więc
generacja z pogranicza d w ó c h ś w i a t ó w , d w ó c h kultur,
dwóch różnych s y s t e m ó w ocen. Na co dzień reprezentan­
ci tej generacji p r z e j m u j ą wzory miejskie, k u l t u r y ogól­
nonarodowej, r e d u k u j ą c coraz bardziej dawne upodo­
bania, potrzeby estetyczne w y r o s ł e jeszcze z rodzime­
go podglebia tradycyjnej ludowej k u l t u r y . I gdyby pozo­
stawić tych ludzi w ł a s n e m u losowi, szybko zerwaliby
więzy łączące ich z k u l t u r ą ojców, u t o ż s a m i a j ą c się
z dzisiejszą społecznością w i e j s k ą z ambicjami p r z e j ę ­
cia w z o r ó w miejskich, w z o r ó w cywilizacji p r z e m y s ł o w e j .
Na luksus o d r ę b n e j „sztuki ludowej" nie starczyłoby
bodźców materialnych, prestiżowych, kulturowych.
Ale generacja pogranicza jest j e d n o c z e ś n i e genera­
cją u k s z t a ł t o w a n ą jeszcze w atmosferze żywej egzysten­
cji ludowej sztuki (a przynajmniej n i e k t ó r y c h jej dzie­
dzin), toteż w sprzyjających warunkach, przy stworze­
niu odpowiedniego systemu zastępczych b o d ź c ó w , zdol­
na jest jeszcze w sposób szczery i t w ó r c z y k o n t y n u o w a ć
dawne procedery, dawne n a w y k i estetyczne. A więc —
gdyby nie opieka z z e w n ą t r z , nie m i e l i b y ś m y już od k i l ­
kunastu lat malowanych d o m ó w Zalipia, kurpiowskich
czy łowickich wycinanek, kaszubskiej ceramiki i podta­
trzańskiej snycerki. Nie istniałoby j u ż niemal tkactwo,

146

w y g a s ł y b y ośrodki takie j a k W ę g r ó w czy Sokółka, k o ń ­
czyłby się haft, ceramika, zdobnictwo w drzewie i me­
talu.
To, że się tak nie stało, jest zasługą tych instytucji
i osób, k t ó r e od p o c z ą t k u istnienia Polski Ludowej pod­
jęły t r u d opieki nad s z t u k ą l u d o w ą , zorganizowania dla
tej sztuki w ł a ś c i w e g o k l i m a t u społecznego, w ł a ś c i w y c h
f o r m materialnej egzystencji.
W pierwszym okresie powojennym opiekę t ę spra­
w o w a ł o Ministerstwo K u l t u r y i Sztuki, organizując pe­
netracje terenowe, konkursy i wystawy, f u n d u j ą c sty­
pendia, nagrody, zapomogi twórcze, z a k u p u j ą c p o w a ż n ą
część prac n a d s y ł a n y c h na konkursy i wystawy.
Dzięki t y m formom opieki u d a ł o się nie tylko zahamo­
w a ć szybki proces obumierania ludowej sztuki tradycyj­
nej, ale i o d t w o r z y ć pewne zjawiska już zanikłe, ocalić
je dla p o t o m n o ś c i . 'Dzięki zaktywizowaniu starych t w ó r ­
ców ludowych i d z i ę k i badaniom terenowym, prowadzo­
n y m g ł ó w n i e przez zespół prof. Reinfussa w Instytucie
Sztuki, u d a ł o się z r e k o n s t r u o w a ć przybliżony obraz sztu­
k i ludowej z czasów p o p r z e d z a j ą c y c h g w a ł t o w n e proce­
sy urbanizacyjne. A l e p r z e d ł u ż e n i e czasu d z i a ł a n i a l u ­
dzi, k t ó r z y są jeszcze nosicielami tradycji nie mogło za­
leżeć tylko od d o r a ź n y c h imprez i form pomocy. Wyma­
gało odpowiedniej
organizacji
tej twórczości, za­
pewnienia jej stałego zbytu i merytorycznej opieki, nie­
zbędnej dla z a s t ą p i e n i a uprzednio istniejących w grupie
społecznej m e c h a n i z m ó w r e g u l u j ą c y c h poziom i charak­
ter twórczości. Zadania te p r z y p a d ł y przed dwudziestu
laty Cepelii i co b y ś m y krytycznego dziś nie powiedzieli
na temat d z i a ł a n i a tej instytucji, nie ulega w ą t p l i w o ­
ści jedno — gdyby nie Cepelia, nie m o g l i b y ś m y dzisiaj
m ó w i ć o żywej twórczości ludowej k o n t y n u u j ą c e j trady­
cyjne formy. Cepelia b o w i e m podjęła n a j w i ę k s z y trud
opieki nad t ą twórczością, podjęła wobec niej rolę nie
tylko kupca, p o ś r e d n i k a , organizatora produkcji — ale
i mecenasa, d b a j ą c e g o z a r ó w n o o losy tradycji, j a k i losy
ludzi, z k t ó r y m i w s p ó ł p r a c o w a ł a . Ś w i a d o m o ś ć tych zadań
r o s ł a w trakcie działalności, p o c z ą t k o w o Cepelia była
przecież p o m y ś l a n a przede wszystkim jako instytucja
o charakterze gospodarczym. Działała też w innej sy­
tuacji naszej plastyki zawodowej. U p r a s z c z a j ą c można
powiedzieć, że w pierwszych
latach swej działalności
funkcje mecenatu p e ł n i ł a Cepelia głównie wobec pla­
styków, j e d n o c z e ś n i e
eksploatując
w
ramach pionu
„wiejskiego" dawne formy ludowe i a d a p t u j ą c je do
nowych potrzeb. Z biegiem czasu p o w s t a ł y jednak liczne
spółdzielnie artystyczne, zmniejszyły się więc obowiązki
opiekuńcze wobec rzesz p l a s t y k ó w - u ż y t k o w c ó w , zwięk­
szyły natomiast niepomiernie wobec t w ó r c ó w ludowych.
A l e jeśli w stosunku do innych kategorii sztuki rola
Cepelii polega przede wszystkim na organizacji produk­
cji i selekcji dzieł oferowanych na rynek, to w stosunku
do twórczości ludowej nie m o ż e w y s t a r c z y ć t y l k o troska
o poziom rzemiosła, konieczne się stało podjęcie zadań
o p i e k u ń c z y c h nad samymi t w ó r c a m i , troska o ich wa­
r u n k i bytowe, o remonty w a r s z t a t ó w (zwłaszcza garnca­
rzy), o stworzenie bodźców dla rozszerzenia k r ę g u ludo­
wych twórców.
I czy chcemy tego, czy nie chcemy —
nie Resort, nie Muzea czy Rady Narodowe — ale Cepe­
lia musi r e a l i z o w a ć te zadania opiekuńcze. Los skazał
j ą na wielkość, ona i już tylko ona odpowiada dziś za
sztukę l u d o w ą , za tempo jej zaniku, za egzystencję arty­
stów k u l t y w u j ą c y c h tradycje dawnych pokoleń. S t ą d też
tak w a ż n e jest, aby mogła te zadania r e a l i z o w a ć statuto­
wo, z u r z ę d u , z ś w i a d o m o ś c i ą ciążących na niej zadań.
Sądzę, że dzisiejsza narada powinna p r z y c z y n i ć się
do lepszego sprecyzowania tych z a d a ń , jako że, jak to

�już powiedziałem, m ó w i ć dziś o losach współczesnej
twórczości ludowej to znaczy w praktyce m ó w i ć o Ce­
pelii.
Zadania tej instytucji są oczywiście r ó ż n o r o d n e . Wo­
bec grupy „1" — „ a u t e n t y c z n y c h " a u t e n t y k ó w — zada­
nia te polegają na dystrybucji w y t w o r ó w pozyskanych
w drodze skupu i penetracji terenowej. Cepelia w y s t ę ­
puje tu w r o l i „ s p a d k o b i e r c y " r o z p r z e d a j ą c e g o nagro­
madzone przez pokolenia dobra. Chodzi w i ę c o to, aby
była mądrym spadkobiercą, bowiem w ś r ó d a u t e n t y k ó w
zdarzają się unikaty, dzieła, k t ó r e p o w i n n y znaleźć się
w kolekcjach publicznych. Podobnie zresztą jak i szczy­
towe osiągnięcia współczesnych ludowych rzeźbiarzy.
Wobec grupy „2" — k o n t y n u a t o r ó w dawnych trady­
cji Cepelia pełni rolę szczególną. We wszystkich innych
przypadkach istotne są potrzeby r y n k u , one d e c y d u j ą
i z myślą o konkretnym odbiorcy Cepelia produkuje, i n i ­
cjuje różne nowe wzory, adaptuje s z t u k ę l u d o w ą . W y ­
stępuje jako instytucja troszcząca s i ę o e s t e t y k ę przed­
miotów codziennego użytku, w n ę t r z , u b i o r ó w . T u jednak
— w grupie „2" dochodzi troska nowa, o losy żyjących
jeszcze ludowych t w ó r c ó w . O zachowanie ż y w e g o cha­
rakteru ludowego rękodzieła, ż y w e j t r a d y c j i .
Istotne są t u dwa zakresy działań. Troska o poziom
i charakter powstającej współcześnie tradycyjnej sztuki
ludowej oraz troska o zorganizowanie zbytu dla tej t w ó r ­
czości, brak bowiem zbytu oznacza niemal automatyczny
zanik danej gałęzi ludowej sztuki (co w i d a ć na przy­
kładzie kowalstwa artystycznego). Z kolei z w i ę k s z e n i e
zamówień poza r o z s ą d n ą g r a n i c ę prowadzi do o b n i ż a n i a
się poziomu twórczości.
Wystarczy, aby w sytuacji ograniczonego r y n k u zby­
tu (np. pisanek), dopuścić do handlu d u ż ą p a r t i ę jajek
zdobionych przez nieludowych c h a ł u p n i k ó w czy plasty­
ków, aby z a b r a k ł o miejsca dla prawdziwych wiejskich
kraszanek. Wprowadzenie na rynek pseudoludowych pastiszy czy różnego rodzaju parafraz grozi autentycznej
twórczości, wypiera ją. Tak więc oferując c e r a m i k ę l u dowopodobną, ograniczamy m o ż l i w o ś ć zbytu ceramiki
naprawdę ludowej. Jasne też, że g d y b y ś m y zaczęli po­
wielać sztancowo n a j p i ę k n i e j s z e wycinanki — doprowa­
dziłoby to bardzo szybko do zaniku wycinanki auten­
tycznej.
A trzeba z d a w a ć sobie z tego s p r a w ę , że pokusy me­
chanizacji produkcji sztuki ludowej istnieją i b ę d ą kusić
coraz bardziej. W pewnej fazie rozbudzonych potrzeb
rynku, zwłaszcza eksportu, m o ż e o k a z a ć się celowe ma­
sowe powielanie ludowych
wzorów.
I teraz przecież
w Cepelii powiela się liczne wzory w z a k ł a d a c h zwar­
tych i b y ć może z p u n k t u widzenia ekonomiki ł a t w i e j
jest przysparzać m a s ę t o w a r o w ą (nawet o wysokim stan­
dardzie estetycznym) w ten sposób niż w drodze pracy
z indywidualnymi t w ó r c a m i . Tylko że k a ż d a taka de­
cyzja waży w sposób zasadniczy na losach żyjących je­
szcze p o k o l e ń ludowych t w ó r c ó w . Tak np. p r o f i l spół­
dzielni hafciarskiej w Makowie, o b e j m u j ą c e j p r o d u k c j ę
haftów r ó ż n y c h t y p ó w , z r ó ż n y c h r e g i o n ó w — podwa­
ża w sposób automatyczny los hafciarek w innych ośrod­
kach kraju. To są dylematy wobec k t ó r y c h
stajemy
już dzisiaj, a k t ó r e w przyszłości m o g ą okazać się je­
szcze ostrzejsze. Dlatego też w zakresie sztuki ludowej
każda decyzja musi być w Cepelii rozpatrywana w spo­
sób kompleksowy, z u w z g l ę d n i e n i e m r ó ż n y c h a s p e k t ó w .
Trzeba przy t y m z d a w a ć sobie s p r a w ę z tego, że w sa­
mej Cepelii m o g ą i chyba m u s z ą istnieć r ó ż n i c e stano­
wisk. Decyzje pozytywne z p u n k t u widzenia handlowego
mogą być jednocześnie zgubne z p u n k t u widzenia z a d a ń

opiekuńczych. Dlatego trzeba a p e l o w a ć do w ł a d z nad­
r z ę d n y c h o w y r a ź n e dostrzeżenie tego aspektu Cepeliow­
skiej działalności. O statutowe określenie tych zadań.
W obecnej c h w i l i bowiem, mimo wysiłków i troski pre­
zesów Cepelii, trudno niekiedy bywa przewalczyć istnie­
j ą c e u k ł a d y gospodarcze,
a problem opieki nad żywą
twórczością l u d o w ą wciąż jeszcze nie jest dostatecznie
doceniany.
Warto też podjąć analizę c z y n n i k ó w p o w o d u j ą c y c h
o b n i ż a n i e się poziomu artystycznego twórczości ludo­
wych a r t y s t ó w . Niestety, Obniżanie się tego poziomu do­
strzegalne jest w y r a ź n i e , zwłaszcza w zakresie skupu.
P o w i e d z i a ł b y m więcej — sam proces jest zrozumiały
i naturalny. Grupa t w ó r c ó w , o k t ó r e j m ó w i m y , istnieje
niejako w p r ó ż n i , pomiędzy
środowiskiem,
które tej
twórczości już nie potrzebuje, a nowym odbiorcą, który
często dezorientuje t w ó r c ę swoimi ocenami. O poziom
i w i e r n o ś ć d a w n y m wzorom d b a j ą więc komisje etno­
graficzne Cepelii i n a d z ó r plastyczny. Nie zawsze jest to
dostateczne, a i nie zawsze komisje działają bez b ł ę ­
dów. Jeśli jednak przyjmiemy, że o wysoki poziom zabie­
gają komisje, to dodajmy, że w interesie w y t w a r z a j ą c e g o
jest p r o d u k o w a ć szybko i tanio. W sytuacji twórczości
na s p r z e d a ż , nie poddanej ocenie własnego środowiska,
d z i a ł a niestety prawo Greshama m ó w i ą c e , iż zły pie­
n i ą d z wypiera dobry. Bodźce rynkowe p r o w a d z ą do de­
generacji, a p r z e c i w d z i a ł a ć temu ma komisja Cepeliow­
ska. Jak w i d a ć , nie jest to ł a t w e . T y m bardziej że „to­
war" odrzucony przez Cepelię ł a t w o znajduje innego na­
b y w c ę (np. rzeźby wyeliminowane przez komisję kupo­
wane są przez Desę czy t u r y s t ó w często odwiedzających
ludowych t w ó r c ó w ) .
Wydaje się, że jednym z czynników mogących przy­
czynić się do poprawy sytuacji
byłoby ustalenie listy
t w ó r c ó w z a s ł u g u j ą c y c h na szczególną opiekę (tzw. arty­
stów ludowych), wobec k t ó r y c h zastosowano by ulgi po­
datkowe, k t ó r y m by płacono wyższe ceny za dostarczone
prace, zapewniono świadczenia takie j a k ubezpieczalnia,
emerytura, renta. Pozwoliłoby to na stabilizację ekono­
miczną tych ludzi, na większe z a a n g a ż o w a n i e się w pra­
cy artystycznej. Pozwoliłoby to na silniejsze niż to ma
miejsce obecnie przyciągnięcie m ł o d y c h , którzy pod kie­
r u n k i e m starych m i s t r z ó w ,
opanowaliby umiejętności,
w n i k a l i w istotę twórczego procesu.
Obecnie bowiem
obserwujemy szybkie „ k o ń c z e n i e " się starych t w ó r c ó w
i niemal zupełny brak d o p ł y w u m ł o d y c h sił. (Orientacyj­
nie m o ż n a przyjąć, że w ostatnich 10 latach o połowę
zmniejszyła się liczba działających a r t y s t ó w ludowych).
I s t o t n ą rolę odegrać też m o ż e system bodźców dodatko­
wych, takich j a k konkursy, wystawy, p r z e g l ą d y t w ó r c z o ­
ści, nagrody i popularyzacja istotnie cennych osiągnięć.
P r z e j d ź m y z kolei do z a d a ń Cepelii wobec innych
wymienionych na w s t ę p i e grup (3—6). Mamy t u do
czynienia z d z i a ł a n i a m i b a z u j ą c y m i na inwencji ludowej
oraz z d z i a ł a n i a m i b a z u j ą c y m i na ludowym stylu.
Twórczość oparta o istnienie „ i n w e n c j i ludowej" w y ­
daje się tu szczególnie w a ż n a . W ś r o d o w i s k u szybko za­
nikają ludowe „mody", przejmuje się nowe wzory, bliż­
sze repertuarowi miejskiemu.
Ale pozostają potrzeby
u k s z t a ł t o w a n e jeszcze w k r ę g u ludowej tradycji, powsta­
je też w pewnych
środowiskach
zdolność myślenia
w kategoriach plastycznych bliskich
zasadom dawnej
sztuki ludowej. Dzięki temu w ł a ś n i e istnieją współczesne
formy „ n o w e j sztuki ludowej", potrzeby estetyczne, k t ó ­
rych nie zaspokaja sztuka „oficjalna". Na istnieniu tej
„ i n w e n c j i ludowej"
bazują
doświadczenia Instytutu
Wzornictwa P r z e m y s ł o w e g o (zespołu kierowanego przez
prof. W a n d ę T e l a k o w s k ą ) . P r z y k ł a d e m bazowania na

247

�„inwencji ludowej" są rzeźby Adama Zegadły, Zygmun­
ta Skrętowicza czy Edwarda Kołacza. Z a c h o w u j ą one
pewne zasady ludowej sztuki, choć s ą zarazem przeja­
wem twórczości indywidualnej. Rzeźby Henryka Zegadły
czy obrazy na szkle Jachimiaka — to z kolei p r z y k ł a d
inwencji ludowej w y p o w i a d a j ą c e j się w formach ś w i a ­
domie bądź instynktownie n a w i ą z u j ą c y c h do tradycji
plastycznych nieludowych, do doświadczeń szkoły K e ­
nara, współczesnego malarstwa itd.
Istnienie tego rodzaju zjawisk z pogranicza dawnej
sztuki ludowej jest na pewno warte uwagi. Są to nieraz
dzieła bardzo interesujące, twórcze, a zarazem w y r a ź n i e
bazujące na dawnej tradycji. Specyfika naszej sytuacji
sprawia, że mamy jeszcze nader liczne p r z y k ł a d y takiego
kojarzenia ludowej inwencji z i n n y m i wzorcami este­
tycznymi. Mamy więc pogranicze ludowo-naiwne ( N i k i ­
for, Lampart, L a m ę c k i , A d a m Zegadło), ale i ludowo- współczesne (Jachimiak, Henryk Zegadło).
Mamy też — idąc jeszcze dalej — s p o r ą liczbę rzeź­
biarzy a m a t o r ó w w y p o w i a d a j ą c y c h się w konwencji b l i ­
skiej sztuce ludowej, i to nie tylko dlatego, że ta kon­
wencja jest i m bliska, że się z nią chcą i d e n t y f i k o w a ć
(A. Słowiński), ale i dlatego, że jest j e d y n ą , w k t ó r e j
u m i e j ą się wypowiedzieć, w ramach k t ó r e j zdolni są
realizować swe pomysły.
Wobec tych zjawisk staje r ó w n i e ż Cepelia i jej k o m i ­
sje etnograficzne, a czasem plastyczne. Bywa, że jedna
komisja odsyła takie prace drugiej, n i k t się do nich nie
przyznaje.
A zagadnienie przecież istnieje, warte jest
uwagi, bowiem p r ó b y „z pogranicza" m a j ą nieraz w so­
bie autentyzm prawdziwej twórczości.
Niezależnie od
tego jak dalece odbiegają od ludowych wzorców. Toteż
nieporozumieniem jest dyskwalifikowanie prac artystycz­
nie w a r t o ś c i o w y c h i oryginalnych tylko dlatego, że od­
biegają od przyjętego m o d u ł u . Jest to przejaw t w ó r c z o ­
ści nowej, nieraz już nie mieszczącej się ani w ramach
ludowych, ani w z o r ó w plastyki oficjalnej, ani naiwnej.
Nie odrzucajmy tej twórczości, jeśli jest ciekawa, a nie
mieści się w ustalonych „szufladkach".
P r z e j d ź m y z kolei do problemu adaptacji. Adaptacje
nie są „sztuką l u d o w ą " , a jedynie zastosowaniem jej mo­
t y w ó w . Praktyka pokazuje przy t y m , że większość uda­
nych adaptacji jest w y n i k i e m w s p ó ł p r a c y ludowego t w ó r ­
cy z p l a s t y k i e m - r e ż y s e r e m . Plastykiem, k t ó r y znając sztu­
kę danego regionu, znając technikę, umie odpowiednio
zainspirować czy s k o r y g o w a ć ludowego t w ó r c ę . Trze­
ba mieć duży talent, k u l t u r ę , c i e r p l i w o ś ć i u m i e j ę t n o ś ć
kontaktu z wiejskim a r t y s t ą , aby osiągać w inspirowaniu
ludowych t w ó r c ó w dobre rezultaty. A l e w tej dziedzinie
mamy w ł a ś n i e p o w a ż n e osiągnięcia, p r a k t y k ę w a r t ą ana­
lizy. Działalność takich a r t y s t ó w j a k K a r o l Stryjeński,
Buszek, P l u t y ń s k a , Kenar, Bujakowa,
Grześkiewiczowie.
Oczywiście, wszystkie te adaptacje i inspiracje nale- '
żą już do k r ę g u zjawisk nazwanych przez prof. B u r s z t ę
— folkloryzmem. Nie jest to autentyczna sztuka ludowa,
choć ze sztuki tej wyrasta. I jeśli chodzi o o c e n ę tych
wszystkich adaptacji i inspiracji, ocenę masowej pro­
dukcji różnych ludowopodobnych w y r o b ó w , to decydo­
w a ć m u s z ą — j a k sądzę — kryteria jakości,
poziomu
artystycznego takich prac. K r y t e r i a b a z u j ą c e nie tyle
na wierności z e w n ę t r z n y m
motywom regionalnym, co
na w e w n ę t r z n e j spójni dzieła, konsekwencji jego budo­
wy, m a t e r i a ł u , techniki, przeznaczenia.
„ F o l k l o r y z m e m " jest j u ż w d u ż y m stopniu p r o d u k ­
cja w z a k ł a d a c h zwartych, nawet w ó w c z a s gdy opiera
się o dobre rozpoznanie tradycji regionu. Produkcja ta
oparta jest b o w i e m o wzory zaakceptowane przez nad­
148

zór artystyczny i powielane w zasadzie d a w n ą techni­
ką, nieco tylko u s p r a w n i o n ą . N i e jest to już „ ż y w a t w ó r ­
czość", a rzemiosło b a z u j ą c e na tradycyjnych wzorach,
r e p l i k i , kopie muzealnych z a b y t k ó w , adaptacje przepro­
wadzone w m y ś l zaleceń plastyka. S ą to, trzeba przy­
z n a ć , wyroby często o bardzo wysokiej jakości, dobrze
ś w i a d c z ą c e o kierownictwie spółdzielni i uzdolnieniu
jej p r a c o w n i k ó w . Zwłaszcza na w y s o k ą ocenę zasługuje
t u spółdzielnia
„Opocznianka"
r e k o n s t r u u j ą c a często
z o c a l a ł y c h s k r a w k ó w dawnych m a t e r i a ł ó w p i ę k n e , peł­
ne blasku barwne tkaniny. C h w a l ą c wyroby „ O p o c z n i a n k i " czy niedawny pokaz „ S z t u k i Ł o w i c k i e j " , m y ś l i m y jed­
nak nie o tkaczkach, a o prezesie spółdzielni, pracowni­
kach nadzoru artystycznego. Co by b o w i e m nie m ó w i ć ,
jest to już nie tworzenie a odtwarzanie i powielanie
ludowych w z o r ó w , nie kontynuacja a eksploatacja ź r ó ­
deł sztuki ludowej. Eksploatacja często m ą d r a , utrzy­
m u j ą c a wysoki poziom artystyczny wyrobu, pozwala­
j ą c a na p o r ó w n a n i e
go z
autentykiem muzealnym,
z dziełem indywidualnego t w ó r c y .
I o to w ł a ś n i e chodzi, by e k s p l o a t u j ą c s z t u k ę ludo­
w ą d b a ć o jej poziom, o jej r a n g ę . A b y pod w p ł y w e m
naporu z a m ó w i e ń , koniunktury, mody
— nie obniżyć
w a r t o ś c i artystycznej produkowanych w y r o b ó w . A b y nie
d o p r o w a d z i ć sztuki ludowej do tego upadku, j a k i obser­
wujemy w w i e l u krajach zachodnich czy afrykańskich,
gdzie pseudoludowy „ a r t y s t a " wykonuje w domu towa­
r o w y m na oczach publiczności tandetne
figurki.
Mamy m o ż l i w o ś ć utrzymania wysokiej rangi sztuki
ludowej, w ł a ś n i e jako sztuki. Tylko w ó w c z a s zrozumia­
ła b ę d z i e jej rola w przeszłości naszej kultury, tylko
w ó w c z a s będzie ona m o g ł a nadal i n s p i r o w a ć w y o b r a ź n i e
naszych p l a s t y k ó w , żyć w ś w i a d o m o ś c i narodu.
Sprawa wykracza t u jednak poza ramy d z i a ł a n i a Ce­
pelii. Chodzi b o w i e m o to, aby u t r z y m a ć rzeczywistą ran­
gę a r t y s t y c z n ą sztuki ludowej, aby nie d a ć się zepchnąć
na mielizny przez fałszywe ambicje regionalnych działa­
czy czy prasy.
Popieramy b o w i e m s z t u k ę l u d o w ą nie
dlatego, że jest „ l u d o w a " , a dla jej w a l o r ó w artystycz­
nych. Trzeba w i ę c o t y m m y ś l e ć t r z e ź w o , bez b a ł a m u ctwa, bez przesady, bez programowego reklamowania
r ó ż n y c h imprez, tylko dlatego, że s ą one „folklorystycz­
ne". Taka propaganda staje się w rezultacie antyprop a g a n d ą . P r z y k ł a d e m s ą t u dla mnie dni f o l k l o r u w Wej­
herowie, zorganizowane z d u ż y m w y s i ł k i e m organizacyj­
n y m (pięknie udekorowane miasto, z a a n g a ż o w a n i e dzia­
łaczy) — ale s m ę t n e jeśli chodzi o to, co pokazano na
kiermaszu sztuki ludowej i na ad hoc zorganizowanej
wystawie w Domu K u l t u r y .
I t u dużo zależy od Cepelii. Ona b o w i e m w p o w a ż ­
nej mierze odpowiada za r a n g ę , j a k ą sztuka ludowa ma
i będzie m i a ł a w ś w i a d o m o ś c i społeczeństwa. W tym
miejscu trzeba z a a p e l o w a ć do pionu handlowego Cepelii.
Niestety — trzeba być z n a w c ą , aby odróżnić na półkach
cepeliowskich s k l e p ó w o r y g i n a l n ą s z t u k ę l u d o w ą od pa­
m i ą t k a r s t w a czy pseudoludowych w y r o b ó w . P o w s t a ł a
kiedyś myśl, aby wydzielić k ą c i k i autentycznej sztuki
ludowej. Dobra to myśl, m ą d r a . Dlatego warto zachęcić
do jej realizacji.
Z a s t a n a w i a j ą c się nad s y t u a c j ą
w s p ó ł c z e s n ą sztuki
ludowej m ó w i ę w rzeczywistości o Cepelii. Jest to chy­
ba z r o z u m i a ł e , sprawy Cepelii są bowiem naszymi spra­
w a m i . Nie m o ż e więc b y ć w tej dyskusji p o d z i a ł u na
„ m y " i „wy". Łączy nas bowiem w s p ó l n a troska.
Troska o to aby sztuka ludowa j a k najdłużej mogła
żyć, aby z n a j d o w a ł a n a l e ż n e jej miejsce w ś w i a d o m o ­
ści społecznej, aby p r z e n i k a ł a do n u r t u żywej kultury
artystycznej naszego kraju.

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
