<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11019" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11019?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T18:51:38+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10997">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ce9d3530238d6313ac2385609fe95504.pdf</src>
      <authentication>e82aadb4b0d73d1cf231916a570b28fb</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131372">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2344</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131373">
              <text>1991</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131374">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2175</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131375">
              <text>Podróż do klasztoru Św. Onufrego w dniu jego święta / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131376">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.60-62</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131377">
              <text>Klinger, Michał</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131378">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131379">
              <text>Polski Instytut Sztuki</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131380">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131381">
              <text>Michał Klinger

PODRÓŻ DO KLASZTORU ŚW. ONUFREGO W D N I U JEGO ŚWIĘTA
(24/25 CZERWCA, GDY SCHODZI SIĘ TAM MNÓSTWO NARODU)
Szliśmy w ś r ó d t r a w . Dość szybko. Gęsiego, bo ścieżka była
w ą s k a . Czasem parami i ktoś szeptał w t e d y d o sąsiada. A u t o b u s
z Gardzienic d o j e c h a ł d o końca w s i N
i t u d r o g a się kończyła.
Ostatnie pęknięte s k o r u p k i asfaltu, k r z y w y słupek o s t a t n i e g o
przystanku PKS, gdzie na zardzewiałej tabliczce nie b y ł o już
w i d a ć „ r o z k ł a d u j a z d y " i dalej już nic, stąd nie jedzie się d o n i k ą d .
Jest późne p o p o ł u d n i e . Zbliża się szary zmierzch. I t y l k o ta ścieżka
ukryta w ś r ó d łąk, c o zaczyna się za ostatnią chatą — jeszcze
p r o w a d z i . Z n a ł e m ją o d d a w n a . Zimą też przedeptana; przez
ludzi, którzy idą na ś w i ę t y J o r d a n d o Klasztoru, przez k o b i e t y ,
które ze w s i niosą na Paschę pisanki, żeby je o ś w i e c i ć w c e r k w i .
Trzeba trafić na mostek w zaroślach przez ciągnące się t u
rozlewiska B u g u , a p o t e m d o starych d ę b ó w nad s t a w e m przy
Klasztorze. W j e d n y m z t y c h d ę b ó w żył p o d o b n o kiedyś nieznany
dziś n i k o m u ś w i ę t y pustelnik. Jest t o j e d n a z d r ó g , ze ścieżek,
które z n a m , w i o d ą c y c h d o Obitieli — „ m i e s z k a n i a " ś w . O n u f r e g o .
Z w y k l e c h o d z i się groblą, c o o d w s i J
s c h o d z i ku niskim ł ą k o m ,
które w i o s n ą czasem zalewa B u g . Grobla też p o p r z e r y w a n a przez
r w ą c e w t e d y boczne koryta rzeki. P o w o l i kończą się na niej
ostatnie chaty, k r o w y , które t u w y g a n i a j ą na w y p a s na całe p ó ł
r o k u patrzą na ciebie; w i o s n ą i latem b o c i a n y i czajki nad
przebłyskującą w ś r ó d t r a w y w o d ą moczaru — w y c h o d z ą j a k b y na
s p o t k a n i e . Zimą kreski płóz z a w i e w a śnieg, w i j e się przy ziemi.
A ty idziesz: w dzień p r o s t o na daleką k o p u ł ę c e r k w i , a w n o c y na
ostatnie światełka ś w i a t a , a p o t e m w ciemną d r o g ę , którą t y l k o
rozpoznajesz s t o p a m i aż d o w i e l k i e g o d ę b u , który tu t r w a i jest,
przy bramie, za którą ś w i a t ł a w o k n a c h d o m k ó w klasztornych
i ś w i a t ł a l a m p o l i w n y c h przed i k o n a m i w c e r k w i . Potem na k u c h n i
zmarzniętemu z u p a , paruje i p a c h n i e o l e j e m .
x x x

x x x

Chadza się w i ę c i groblą. A l e dziś „ z ł e " na niej i nie m o ż n a .
Idziemy w i ę c inaczej, przechytrzamy „ z ł e g o " , który zamyka
d o s t ę p , z n a j d u j e m y ścieżkę, która „ p r o w a d z i " . Idziemy w ś r ó d
t r a w . Coś w plecakach i w ę z e ł k a c h w z i ę l i ś m y jeszcze z a u t o b u s u .
Były j u ż k ł o p o t y z w y j a z d e m , jakieś skrzynki, k t ó r y c h nie b y ł o ,
jacyś biegający uczestnicy, którzy ciągle znikali, krzątanina,
a u t o b u s j a k b y nie m ó g ł ruszyć z miejsca. S p o k o j n i e siedzi Ojciec
Richard L a w r e n c e , proboszcz murzyńskiej w s p ó l n o t y w Bal­
t i m o r e , j a k b y z u w a g ą — czeka. W k o ń c u w y j e c h a l i ś m y . Wsie,
żyto stało w y s o k i e . Trzeba skręcić nie w e d ł u g d r o g o w s k a z u , trafić
na tę w ł a ś n i e ukrytą d r o g ę i nią aż d o t e g o o s t a t n i e g o s ł u p k a .
Teraz rozbieramy coś z t y c h skrzynek; oranżada — nieoranżada...
Nie szkodzi. ( O p o w i a d a n o m i , jak kiedyś, po o k u p a c j i b i s k u p
M i c h a ł — m ó j ojciec chrzestny, d l a t e g o mi o p o w i a d a n o — w i ó z ł
f u r m a n k ą jakieś talerze d o Klasztoru. Z i m a , noc ich zastała p o
d r o d z e , sypie t u m a n e m , ani rusz dalej. Zlazł B i s k u p z fury, w ł o ż y ł
talerze d o plecaka i dalej poszedł sam, przez zaspy i na p ó ł n o c
doszedł. M ó g ł w t e d y w c i e m n o ś c i słyszeć w duszy m o d l i t w ę
W i e l k i e g o Postu ( b o Post się zaczynał):
Pomoszcznik i p o k r o w i t i e l '
b y s t ' m n i e w o spasjenije...
(Pomocnikiem i opiekunem
byłeś mi w z b a w i e n i u )
i dalej głos w e w n ę t r z n y :
O d k ą d zacznę o p ł a k i w a ć
o p ę t a n e g o m e g o życia u c z y n k i ;
I jaki położę początek t e g o płaczu...?
(— który rośnie w duszy, który coś w e m n i e budzi i zaczyna).
— Tak ś p i e w a j ą c idą mnisi z c e r k w i d o celi umierającego brata.
Panuje jakaś radość, j a k b y ś w i ę t o c h o ć t o śmierć się zbliża).
Idziemy w i ę c coraz dalej w ś r ó d t y c h t r a w . A n n a i Iga j a k b y
s k u l i ł y się w sobie i zaczynają pieśń. W ł a d e k zagrzewa.
Iże c h i e r u w i m y — t a j n o obrazujuszcze...
( M y , którzy t a j e m n i e sobą p r z e d s t a w i a m y c h e r u b i n ó w . . . )
60

Lecz jakoś nie idzie, nie rozlewa się ś p i e w , p o d szarym
c i e m n i e j ą c y m n i e b e m . Zbliżamy się d o t r u d n e j strefy. T r u d n o jest
„osiągnąć pustynię". Wszystko tu naokoło śpiewa o św. Onuf­
rym:
Żełanijem d u c h o w n y m
p u s t y n i u d o s t i g ł jesi
bogomudrie Onufrije;
i j a k o b e z p ł o t i e m w niej m n o g o l i e t n i e
p o d w i z a ł s j a jesi t o u b o l u b n i e . . .
(Pożądaniem d u c h o w y m
doścignąłeś, osiągnąłeś pustynię
0 roztropny Onufry;
1 j a k b y bezcielesny — w niej w i e l o l e t n i e
dzieło podjąłeś z u m i ł o w a n i e m trudu...)
J u ż w i d a ć bramę i — o d razu — g r o m a d z ą c e się na ś w i ę t o
t ł u m y p ą t n i k ó w , s a m o c h o d y , autokary, f u r k i , m o t o c y k l e . . . Prze­
c h o d z i m y w i e l k i e w r o t a — a jakaś inna g r u p a p i e l g r z y m ó w ,
w ł a ś n i e przybyła, ś p i e w a :
Nieprochodimaja wrata
tajno zapieczastwowannaja
Bogorodice Diewo...
( O , w r o t a nie d o przejścia,
tajemnie zapieczętowane,
B o g u r o d z i c o Dziewico...)
Przechodzimy w i ę c przez w r o t a . Na dziedzińcu p o z d r o w i e n i a .
T r o c h ę z a p o b i e g l i w e j krzątaniny. S z u k a n o kąta dla Ojca L a w r e n ce'a. W d r e w n i a n y m d o m k u p e ł n o ludzi. Ktoś w rogu leży na
p o d ł o d z e na rozścielonej chuście. Tak, jest już ł ó ż k o dla Ojca:
s k r o m n y i c i c h y , zawsze prosty jak struna brat Eugeniusz daje na
t o s w o j ą celę. Ojciec L a w r e n c e zresztą p o d o b n o zmylił w s z y s t ­
kich s w y c h „ o p i e k u n ó w " i nie t k n ą ł łóżka ani na c h w i l ę .
A l e w c h o d z i m y d o c e r k w i , która p ł o n i e o g n i a m i i ś p i e w e m
w ś r o d k u o k r ą g ł e g o dziedzińca, o k o l o n e g o białym m u r e m . Za t y m
m u r e m już c i e m n o , stoi c i c h y sad, który przechodzi dalej w w i e l ­
kie łąki i d o t y k a m i l c z ą c y c h s t a w ó w (tam p ó j d z i e m y p o t e m ) .
S t a m t ą d przychodzą p o d c e r k i e w d r z e w a , p o w i e w y o d rzeki
i noc. D o c e r k w i l e d w o można się w c i s n ą ć na p r ó g . T r w a
„całonocne czuwanie".
S p o d o b i G o s p o d i w wieczer sjej
b'iez gri'echa sochronitisja nam...
( U c z y ń nas g o d n y m i . Panie, abyśmy
t e g o w i e c z o r u u c h r o n i l i się o d grzechu...)
C h w a l i t i e Imia G o s p o d n i e , alliłuja,
c h w a l i t i e rabi G o s p o d a —
A l l i ł u j a , alliłuja
B ł a g o s ł a w i e n G o s p o d o t Siona
Żiwyj w o Jerusalimie —
A l l i ł u j a , alliłuja, alliłuja...
O t o w y c h o d z i procesja ze ś w i a t ł a m i i Ewangelią. W ś r ó d t ł u m u ,
który g o l e d w o może przepuścić, W ł a d y k a okadza całą c e r k i e w .
Tymczasem c h ó r y skandują dramatyczną pieśń:
Angiel'skij sobór zdiwisja
zrja Tebe w m i e r t w y c h w m i e n i w s j a
s m e r t n u j u — że, Spasje, krepost'razoriwsza...
i ot ada wsja s w o b o ż d s z a
( A n i e l s k i sobór oniemiał
w i d z ą c Ciebie przyłączonego d o m a r t w y c h !
Lecz śmierć b a s t i o n . Z b a w i c i e l u , rozbijając
z otchłani wszystko wyswobodziłeś)

�N a o k o ł o c e r k w i s p o w i e d ź . W c i e m n y c h z a ł o m a c h ścian, o d
z e w n ą t r z p o s t a w i o n o stoliki z krzyżami. C i e m n e postacie księży
z g a r b i o n e nad g ł o w a m i s p o w i e d n i k ó w , którzy szeptem coś
w y z n a j ą . Ludzie stoją w c i e m n o ś c i , p o d d r z e w a m i , schylają
g ł o w y w kolejece d o księdza. Ktoś płacze.
Po s k o ń c z o n e j służbie ludzie zalegają dziedziniec, p r z y c u p u j ą
gdzie się da w c e r k w i i g r u p k a m i zaczynają ś p i e w a ć pieśni, ale już
i n n e , nie te z k a n o n u liturgii, nieco zbyt złożone w s w e j
bizantyjskiej metaforyce, s p o s o b i e w y r a ż a n i a s u b t e l n y c h m y ś l i ,
nieco zbyt w y s z u k a n e i t r u d n e j ę z y k o w o — lecz te prostsze
„ d o m o w e " pieśni religijne, przyniesione z chat i z d z i e c i ń s t w a ,
wyrażające s m u t e k życia i prostą w i a r ę , nieco s e n t y m e n t a l n e ,
w y s u p ł a n e wraz z g r o s i k a m i na ś w i e c z k i ze starych ś p i e w n i k ó w .
T o zanikają t o z n ó w budzą się w i n n y m kącie c e r k w i lub
podwórka
Pred T o b o j u m o j B o h
je zatieplju s w i e c z u . . .
(Przed T o b ą m ó j Boże
zapalę c i e p ł y p ł o m y k ś w i e c y )
A d o i k o n y , t e j , d o której t u w s z y s c y przyjechaliśmy, ciągle
p o d c h o d z ą sznurem ludzie. Czekają na swą kolej i w t e d y każdy
ma s w ó j krótki m o m e n t , „ p r z y l e g a " ( „ p r y k ł a d y w a j e t s j a " , „ p r i p a d o j e t " ) d o niej c a ł y m c i a ł e m , c z o ł e m , ustami, d ł o ń m i , nisko, nisko
się kłania, żegna i p o c i c h u o d c h o d z i . W i e l u stawia ś w i e c z k i .
Słychać t y l k o szelest k r o k ó w i p o k ł o n ó w . W duszach brzmi
P r i e p o d o b n i e otcze nasz O n u f r i j e
m o l i B o g a o nas!
Teraz i my o d c h o d z i m y . Przez furtę w murze d o s a d u . Zbieramy
się na pasiece, w ś r ó d ś p i ą c y c h uli przed chatką o g r o d n i k a (
a
o n a myślała, że to o g r o d n i k . . . " ) . W w y s o k i e j t r a w i e zapalamy
kilka ś w i e c . Teraz ta noc w p u s z c z a , w p r o w a d z a nas głębiej
w siebie. N i e c o bardziej d o s i ę g a m y „ p u s t y n i " . T u , w t y m sadzie
jest jakiś kres, przebiega jakaś tajemna granica i czujemy, żeśmy
jej d o t k n ę l i . M n i s i , g d y się już zdecydują by ją przejść, śpiewają:
Objęcia o j c o w s k i e pośpiesz mi o t w o r z y ć ,
g d y ż o b ł ę d n i e w y c z e r p a ł e m m o j e życie.
Na n i e w y c z e r p y w a l n e b o g a c t w o d a r ó w T w o i c h patrząc
w z y w a m ze skruchą, byś nie przeoczył teraz
m o j e zubożałe serce...
S k r u c h a , w z r u s z e n i e serca ( „ D u s z o m o j a , d u s z o m o j a , p o ­
w s t a ń , c z e m u śpisz?! Koniec się zbliża...") p o d p r o w a d z a j ą , jak
sekretny p r z e w o d n i k d o ukrytej ł ó d k i , d o tej „ g r a n i c y " . Słychać,
ktoś t u ciągle płacze, ktoś z nas...
Czytamy s ł o w a O j c ó w :
„ Z a p y t a ł brat starca, m ó w i ą c : Jak t o się dzieje, że dusza roz­
koszuje się ż ą d z a m i ? " O d p o w i e d z i a ł : „ W p r a w d z i e dusza roz­
koszuje się żądzami, ale D u c h Boży ogarnia ją. Trzeba zatem
o p ł a k i w a ć i bacznie śledzić, c o w nas nieczyste... J a k M a r i i , g d y
s k ł o n i w s z y się nad g r o b e m płakała, zaraz o b j a w i ł się Pan... tak
dzieje się z duszą, g d y t y l k o m i ł u j e ł z y " . B o m ó w i ł s t a r z e c o p ł a c z u
skruchy, że jest drogą jedyną, d r o g ą d o w s z y s t k i c h rzeczy:
„...samo b o w i e m Pismo Ś w i ę t e jest płaczem... i nie ma innej d r o g i
d o życia, jak w ł a ś n i e t a " .
„ A b r a h a m , g d y w s z e d ł d o ziemi o b i e c a n e j , n a j p i e r w zakupił,
sobie g r ó b " . I zapytał brat starca: „ C o t o jest g r ó b " I odrzekł: „ J e s t
miejscem płaczu i ż a l u " .
Trzeba się w i ę c na n o w o narodzić (...jak m ó w i ł Pan d o N i k o d e ­
ma) — lecz by na n o w o się narodzić, starzec p o d s u w a , że trzeba
najpierw „umrzeć". Przypominamy co wyznał A w w a k u m : „ J a
zaś, g d y m p e w n e g o razu ujrzał w sąsiedztwie m a r t w e zwierze,
p o w s t a ł e m z łoża tejże n o c y i w i e l e m przed obrazem płakał nad
duszą s w o j ą rozmyślając o śmierci, że t o i m n i e przyjdzie umrzeć,
i o d t e g o razu p r z y w y k ł e m m o d l i ć się c o n o c y " .
C z y m jest noc? J e s t m o d l i t w ą . M o d l i t w ą ś w i a t a , g d y zacicha
jasność d n i a . I d l a t e g o też noc jest pasją, bo jest sferą o t w a r t ą na
w s z y s t k i e d u c h y . M n i s i w i ę c zawsze w nocy c z u w a j ą ( w s i e n o s z c z n o j e b o l i e n i j e ) , o t w a r c i na jej siłę. Rozbity zostaje przy t y m
„ n o r m a l n y " rytm czasu i f i z j o l o g i i , przyjmuje się na siebie inny
„ s c h e m a t " . T o rozluźnienie i rozbicie w nas j a k b y s k o r u p y t o

początek p o k u t y , m e t a n o i , „ p r z e s t a w i e n i a " na inną d r o g ę , d r o g ę
pielgrzyma.
( A n n a przycupnęła w t r a w i e u n ó g Ojca Lawrence'a i s z y b k i m
szeptem t ł u m a c z y na angielski s k u p i o n e j grupce...)
N o c jest w i ę c w a l k ą i m o d l i t w ą jest w i e l k ą . Rzekł starzec: „ J a k ż e
inaczej może się pokazać c z ł o w i e k , który m i ł u j e B o g a , jak nie
podczas napaści s z a t a n a ? "
i rzekł dalej:
„ M u c h y nie zbliżają się d o r o z p a l o n e g o pieca, obsiadają n a t o ­
miast letni. Tak też o d m n i c h a r o z p l a o n e g o o g n i e m D u c h a
B o ż e g o uciekają szatani, natomiast kpią sobie z l e t n i e g o " .
I tak otwierają się d r z w i p o k o r y :
„ Z a p y t a ł brat starca, m ó w i ą c : „ J a k dusza m o ż e przyjąć p o k o r ę ? "
O d p o w i e d z i a ł : „ J e ś l i zawsze bada w sobie z ł o " . I rzekł z n ó w
starzec: „ N i e jest m n i c h e m t e n , k t o d r u g i e g o osądza... lecz
p r a w d z i w y m jest ten, k t o jest p o k o r n y i uciszony, pełen m i ł o ś c i
i zawsze ma bojaźń Bożą w s w y m s e r c u " . I po t y c h s ł o w a c h rzekł
starzec:
„ P i e l g r z y m o w a n i e m jest m i l c z e n i e "
I g d y t o usłyszeliśmy, w s t a l i ś m y i w m i l c z e n i u odeszliśmy — przez
sad i c i e m n e zarośla — na d r u g i brzeg jeziorka, c o przy klasztorze.
T a m o d b i t y w czarnej tafli s t a w u p ł o n ą ł j u ż o g i e ń rozpalony przez
Mariusza i T o m k a . Legliśmy teraz w ś p i w o r a c h przy o g n i u kupiąc
się jak m o ż n a razem. I t u z n ó w w e s o ł y w i d o k : ci c o mieli
„ d y s k r e t n i e " o p i e k o w a ć się O j c e m L a w r e n c e ' e m próbują m u coś
nieznacznie p o d ł o ż y ć . A l e o n , tanecznie spacerując w ś r ó d róż­
n y c h derek, kołderek, w o r k ó w i ś p i w o r k ó w zręcznie je w y m i n ą ł
i z satysfakcją z w a l i ł się całą swą zwalistą postacią w c z a r n y m
s u r d u c i e w p r o s t na w i l g o t n ą t r a w ę i patrzy z u ś m i e c h e m . Nad
nami w i e l k i e dęby. T o t u żył kiedyś pustelnik. T r o c h ę ś p i e w ó w
rozluźnia zmęczenie. Z a c i c h a m y , o g i e ń przygasa i p o d c h o d z i sen,
a noc ciągle obraca z w o l n a g w i a z d y . Ś w i t c h y b a nie szybko.
Śpimy.

Bardzo g ł ę b o k i m ś w i t e m , g d y m y ś m y jeszcze spali, rozległy się
nagle dalekie d z w o n y i o d g ł o s y ś p i e w u . Z e r w a l i ś m y się i szybko
poszli d o bramy klasztoru, skąd z c h o r ą g w i a m i i ś w i e c a m i , za
krzyżem Św. w y c h o d z i ł j u ż p o c h ó d na nadrzeczne łąki, gdzie na
p a g ó r k u , na s a m y m brzegu rzeki stoi c e r k i e w k a — „ c z a s o w n i a " .
M i j a m y stare w i e r z b y , słupki granicy r o z s t a w i o n e w z d ł u ż brzegu,
k l u c z y m y w ś r ó d m o c z a r ó w kierując się na płonącą j u ż o g n i e m
ś w i e c w dali c e r k i e w k ę .
Żełanijem d u c h o w n y m p u s t y n i u
d o s t i g ł jesł, b o g o m u d r i e Onufrije...
Stajemy t ł u m n i e na s t o k u pagórka, u p o d n ó ż a d r e w n i a n e j
kaplicy. T a m mieści się t y l k o ołtarz, przy k t ó r y m teraz B i s k u p
w o t o c z e n i u licznego d u c h o w i e ń s t w a o d p r a w i a ś w i ę t ą liturgię.
Za plecami o s t a t n i c h ludzi stoją d r z e w a , po łące kroczą b o c i a n y ,
k r o w y o b u d z i ł y się, przeleciała c i c h o czapla. Trzymamy ś w i e c z k i ,
a na niebie, pierwsze r ó ż o w e blaski ś w i t u .
Błogosławieni ubodzy duchem
j a k o t y c h jest K r ó l e s t w o niebieskie,
b ł o g o s ł a w i e n i płaczący
j a k o że ci będą pocieszeni
b ł o g o s ł a w i e n i cisi...
Tam za rzeką stoją c i c h e , w i e l k i e d r z e w a . Na brzegu nikt się nie
p o j a w i . M i ę d z y nami i n i m i — rzeka c i c h o i w a r t k o płynie. Szary
nurt. Ś w i t jeszcze nie jasny. Ś p i e w :
lże c h i e - r u - w i - i - m y
tajno o-bra-zu-ju-szcze...
Nagle jakiś poseł ze ś w i a t a — obiega nas, daje znaki. O d ­
c h o d z i m y spiesznie. A u t o b u s , zbiórka. Silnik, o d j a z d . A t a m
ludzie ś p i e w a l i w ł a ś n i e :
W s j a k o j e nynje żytiejskoje
o t ł o ż y m popieczenije...
(Wszelkie teraz ż y c i o w e
o d ł ó ż m y troski...).
61

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
