<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="11017" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/11017?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:27:22+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10995">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fc9fdb196f44a024fd0e66fb69f6457d.pdf</src>
      <authentication>103c4930a0d4ca79e8f465bd9da8b8f3</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131352">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2342</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131353">
              <text>1991</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131354">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2173</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131355">
              <text>Dawno temu w "Gardzienicach" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131356">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4, s.55-57</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131357">
              <text>Gołaj, Mariusz</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131358">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131359">
              <text>Polski Instytut Sztuki</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131360">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="131361">
              <text>Mariusz Gołaj

DAWNO TEMU W GARDZjENICACH
Do „ G a r d z i e n i c " , w roku 1 9 7 8 / 7 9 d o ł ą c z y ł o nas k i l k o r o —

i n n y m przestrzeń działania. I n a t y c h m i a s t „ u w o l n i e n i e " — bieg,

A n n a Zubrzycka, J a d w i g a R o d o w i c z , Krzysztof Czyżewski i niżej

o d d e c h , g r o m a d a , następnie „ ć w i c z e n i e " , w z a j e m n o ś ć . Żadne

p o d p i s a n y . Zespół — t w o r z o n y przez Włodzimierza S t a n i e w s -

psychologiczne

kiego o d 1 9 7 6 r o k u ,

g w i a z d a , która kiedyś zgasła i której ostatnie ś w i a t ł o d o t a r ł o t u

— miał już w t e d y

mocną

konstelację

konsekwencje,

żadne

„przeżywanie"

—

ot,

ludzką — byli t a m Tomasz R o d o w i c z , J a n Bernard, J a n Tabaka,

i teraz, ot, jak m ó w i ą Cyganie — ktoś ukradł konia i trzeba

W a n d a W r ó b e l , Elżbieta M a j e w s k a , Henryk A n d r u s z k o , Katarzy­

z a p o m n i e ć , aby g o nie w y d a ć .

na W i l s k a , W a l d e m a r
opracowany

Sidor;

miał Spektakl

przez S t a n i e w s k i e g o Program

miał

Bieg w i e c z o r n y zawsze był mi przygodą z w o l n o ś c i ą — u w o l ­

miał d o ­

nienie ciała, o d d e c h u , g ł o s u — ale zawsze też był w s ł u c h i w a n i e m

Staniewskiego

się w partnera, w j e g o o d d e c h , w rytm uderzeń j e g o p u l s u ,

Wieczorny,
wiejski,

ś w i a d c z e n i e w i e l u „ W y p r a w " . Z a ł o ż o n e przez

„ S t o w a r z y s z e n i e " , ciało o p i e k u ń c z o - p r a w n e , s k u p i a ł o p o w a ż ­

w g ł o s y natury, w c i e m n o ś ć , w s ł u c h i w a n i e m się każdą cząstką

n y c h s o j u s z n i k ó w w Lublinie; praca toczyła się w w y p o ż y c z o n e j

siebie, stopą, która p r o w a d z i bo oczy nie w i d z ą , w ł o s a m i t e g o ,

sali — lamusie w Gardzienicach. O d początku ś w i a d c z y l i też tej

który biegnie o b o k , w y s t a w i o n y m i na wiatr.

działalności, zapraszani przez S t a n i e w s k i e g o na „ F o r u m T e a t r u " ,
w y b i t n i specjaliści z c a ł e g o ś w i a t a . Profesor Masakatsu G u n j i o d
teatru K a b u k i , H i d e o Kanze o d teatru N o pojechali z naszą

Zmieniają się pory r o k u , zmieniają się ludzkie konstelacje —
w b i e g a m y na r o z ś w i e t l o n ą salę.
Trening, w

jakże p o t o c z n y m

rozumieniu

tego słowa,

był

w y p r a w ą na granicę ruską. Prof G u s i e w z L e n i n g r a d u , Z w i -

d o ś w i a d c z e n i e m w j a k i m przyszło m i dorastać. W szkole p ł y w a ­

- w e r b l o w s k i z J e r o z o l i m y , T e o d o r Kirby założyciel „ T h e Drama

ł e m , p o t e m rower, piłka, t r o c h ę j u d o . K o l o n i j n e w y ś c i g i , p o t e m

Rewiew".

w o j s k o . N a w e t po o d s ł u ż e n i u mszy, zapasy m i n i s t r a n t ó w w za­

P o j a w i ł się Jerzy G r o t o w s k i , m i m o iż

Staniewski

j a w n i e d e k l a r o w a ł s p r z e c i w laboratoryjności i p a r a t e a t r o w i . P o ­
t e m n a w e t Krzysztof Penderecki i w i e l e i n n y c h nazwisk t w o r z ą ­
c y c h kulturę tamtej e p o k i .

krystii.
I cóż dzisiaj m ó g ł b y m z t e g o w y s n u ć — przekraczanie p r o g u
zmęczenia, czasami radość w y s i ł k u , dobrze f u n k c j o n u j ą c y

Ś p i e w a ł o się w t e d y w „ G a r d z i e n i c a c h " : „ T o czas już, czas już

g a n i z m , koledzy, g r u p a , czy szloch

opasłego

berbecia

or­
pod

obcych

prysznicem p ł y w a l n i , stres n i e u n i k n i o n e j porażki, p o l i g o n o w e ,

szukania, szukania miejsc, ludzi, d r z e w " . I dalej z N o r w i d a : „ B y

c i e m n e zmagania. M a j ą c d w a d z i e ś c i a parę lat, przed p r z y b y c i e m

nie zginęło żadne utęsknienie i żadna boleść nie przewiała marnie,

d o Gardzienic, n i e o b c e mi były sny o saltach i f i f l a k a c h , dzikie

w ę d r o w a n i a , za ptakiem

i za s n e m , s w o i c h w ś r ó d

i żaden u ś m i e c h , błahy nieskończenie

— jest taki A n i o ł , c o

i w y z y w a j ą c e treningi na granicy p o w a ż n e g o zagrożenia z d r o w i a ,
ale i mieszczańska i w r o c ł a w s k o - d e k a d e n c k a ospałość ciała.

skrzydłami garnie — i ś m i e c h , i żałość i t o N i e d o t k l i w e . . . "
Tak w i ę c przybyliśmy na W s c h ó d , jakoś w t y m s a m y m czasie —

T r e n i n g w G a r d z i e n i c a c h , „ p o r u s z a n i e " , jak się tu m ó w i , n i g d y

pobytu

nie był p o d p o r z ą d k o w a n y t y l k o t e a t r a l n y m e f e k t o m , n i g d y też nie

w J a p o n i i , Krzyś — o d s w o j e j recytacji poezji, ja — t o nie ma w tej

dążył d o w y k r e o w a n i a c h a m p i o n a - g w i a z d o r a . Był, jest prak­

c h w i l i znaczenia. Nie połączyły nas j e d n a k nasze osobiste his­

t y k o w a n i e m w z a j e m n o ś c i . Dążył d o p o w o ł a n i a b o g a t e g o ze­

torie — nie przeczę, były t o historie w a ż k i e , szczególnie dla nas,

s t a w u ć w i c z e ń , poruszeń, f e n o m e n ó w ciała i g ł o s u , które s t a n o ­

A n n a z Australii, Iga

— właśnie wróciła z rocznego

„zaczarowanie

w i ą obszerny materiał, związany najczęściej z fazą pracy przynale­

czarnoksięską mocą,, „ G a r d z i e n i c " , ja nie m a m złudzeń, przy­

żną k o l e j n e m u p r z e d s t a w i e n i u . S t a n i e w s k i zawsze stronił o d t e g o

dwudziesto-dwudziestopięcioletnich

— ale t o

szedłem g ł o d n y d o z a s t a w i o n e g o s t o ł u , d o s ł o w n i e , w Kruszynia-

rodzaju p r o f e s j o n a l i z m u , który s k r u p u l a t n i e d o z u j e w y s i ł e k i ł a t ­

nach, a przy n i m grali i ś p i e w a l i ludzie, i służyli m i , kiedy

w o zamienia g o na efekt. Dąży d o p o w o ł a n i a szerokiej „ p r z y r o d y

spożywałem.

spektaklu", otwartej

Praca w i e c z o r n a zaczynała się b i e g i e m — z b o c z e m w

dół,

g o ś c i ń c e m w z d ł u ż rzeki, jarem przez las, drogą polną, w ą w o z e m ,
łąką. Parą k i l o m e t r ó w

blisko siebie, w g r o m a d z i e , w

rytmie

ale oscylującej

wokół

kilku

wybranych

t e m a t ó w , m o ż l i w y c h , w s w e j uproszczonej f o r m i e , d o

prak­

t y k o w a n i a z każdym i zawsze. Zawsze też p o ś w i ę c a ł o się w tre­
n i n g a c h tyleż czasu asekuracji, c o w y k o n y w a n i u ć w i c z e ń . W ł a ś ­
c i w i e n i g d y nie ć w i c z y ł o się o s o b n o , zawsze czyjaś ręka p o d ­

w s p ó l n i e uderzających s t ó p , na w s p ó l n y m o d d e c h u .
Bieg w i e c z o r n y ma s w o j ą p o e t y k ę , s w o j e t e c h n i k i , które można

t r z y m y w a ł a najbardziej zagrożone miejsce, zawsze czyjś o d d e c h

p r a k t y k o w a ć , s w o j ą przestrzeń, d o w y p e ł n i e n i a za każdym razem

d o d a w a ł m o c y . T o się zawsze działo w partnerstwie, w bliskości

inaczej. S t a n i e w s k i zawsze zwracał u w a g ę

t e g o c o c h r o n i i w s p o m a g a , to p o z w a l a ł o l u d z i o m , o d o p r a w d y

na

„współzależ­

n o ś ć " — r y t m u , o d d e c h u , o b e c n o ś c i . T o b y ł o zadanie

pod­

s t a w o w e , d o p i e r o na t y m m ó g ł kreślić biegnący s w o j e „ z n a k i
napowietrzne", wyzywać innych swoim odczynianiem. Słowa,

przeciętnej s p r a w n o ś c i , mieć szansę, chociaż przez c h w i l ę , l o t u .
Później d o p i e r o zaczynała się praca aby to u t r w a l i ć .
Pamiętam, przy Gusłach,

noce spędzone na

wskakiwaniu

s f o r m i j i o w a n i a p o j a w i a ł y się rzadko, n i g d y w czasie b i e g u . O n

i z e s k a k i w a n i u z p l a t f o r m , s t a n o w i ą c y c h zasadniczy

i nami biegi, i n i c j o w a ł t o co noc.

scenografii. C h o d z i ł o o lotność, o zmianę p o z i o m ó w bez w y s i ł k u ,

Dane mi było po w i e l e k r o ć p r o w a d z i ć bieg w i e c z o r n y . Na s w ó j

element

lekko, o przemierzanie przestrzeni w taki s p o s ó b , aby w i d o c z n a

użytek myślę, że sprawa d o t y c z y w istocie s t o s u n k u d o spadają­

była j e d y n i e s m u g a , którą z o s t a w i a skaczący. Platformy s k o n ­

c y c h g w i a z d — o n e w Gardzienicach spadają o b ł ę d n i e . Kiedy się

s t r u o w a n e były c e l o w o tak, zeby s t a w i a ł y w y m a g a n i a ciału —

biegnie rozbijając piersią p o w i e t r z e , jakże ł a t w o p o c z u ć się w t e d y

zbyt w y s o k i e , zbyt w ą s k i e d o n o r m a l n e g o w c h o d z e n i a . G r a m o l i ­

w y b r a ń c e m , k o c h a n k i e m — ziemia pulsuje, spadają g w i a z d y —

liśmy się na nie, w c i ą g a l i niezdarnie, d ł u g o , d ł u g o za d ł u g o . Bo

mieć to za znak, ulec w y p e ł n i e n i u , szczęściu, przyjąć dar m o c y o d

czas mierzony był „ w i z g a m i " — zakrzykiem, szeptem, ś m i e c h e m ,

natury, g r u p y , p r o w a d z ą c e g o i mieć t o za s w o j e . Z a p o m n i e ć

z a ś p i e w e m , jeszcze szybciej, nie w i a d o m o skąd — z brzucha

o

i n n y c h , przeć d o

p r z o d u , lecieć, w y m a c h u j ą c

skrzydłami

partnera, z f l e t u , z rogu sali p o d s k l e p i e n i e m , znad p ł o m i e n i a

w c i e m n o ś c i . Zawsze ważniejszy o d w ł a s n e g o s a m o p o c z u c i a jest

w y d o b y w a j ą c e g o się z saganka. W s k a k i w a l i ś m y na p l a t f o r m y na

— jak to f o r m u ł u j e S t a n i e w s k i — „ g e s t n a p o w i e t r z n y " , s p r a w c z y

dziesiątki s p o s o b ó w — naskok na u d o , poniżej krzyża, prosty

w o b e c i n n y c h . W y w o ł u j e g o spadająca g w i a z d a a l b o kałuża na

k r ę g o s ł u p przy w y n i e s i e n i u w górę, w c i ą g n i ę c i e z z a w i r o w a n i a .

drodze, a l b o p o t k n i ę c i e partnera — z w r o t ciała, uniesienie g ł o w y ,

D ź w i ę k p o g a n i a ł r u c h , b i e g , skok w k o m p o n o w y w a ł się w par­

z a w o ł a n i e , t c h n i e n i e , t k n i e n i e , f e n o m e n g ł o s u , wskazanie ręką —

t y t u r ę muzyczną. G o d z i n a m i ć w i c z y l i ś m y t o , c o później, w spek­

piszę o rzeczach w i e l c e k o n k r e t n y c h . Gest n i e p o w t a r z a l n y , o s o ­

t a k l u , b y ł o d w u d z i e s t o s e k u n d o w y m działaniem, a p o t e m u t r w a ­

bisty,

laliśmy t o t y g o d n i a m i . Wreszcie t o się s t a w a ł o samo, juz bez nas:

przeciwny

wszelkiej

rutynie, w y z y w a j ą c y ,

otwierający

55

�każdy ś w i s t w y w o ł y w a ł nas w i n n y m miejscu sali, na i n n y m

r o w e c h u s t k i . Tanie papierosy w s p r a c o w a n y c h rękach. Zmarsz­

p o z i o m i e , t o już była t y l k o opadająca ręka, która z a p o m n i a ł a , że

czki na t w a r z a c h , t w a r z e jak ziemia Polski „ B " . A t o szepczą, a t o

w y k o r z y s t u j ą c i m p u l s kręgosłupa, d ź w i g n ę ł a przed c h w i l ą part­

gwarzą, a t o klną. Kobiety

nera, bo już jest gdzie indziej, już o ś w i e t l a p ł o m i e n i e m z saganka

popijają, huczą, czasem p o p y c h a n k a , czasem n i e u m i a r k o w a n i e .

l e w e o k o i n n e g o partnera i za d r z w i a m i znika.

kołyszą się, śpiewają.

Mężczyźni

I my z M i ł o s z e m — „za t r u d n y c h y b a dla nas ten M i c k i e w i c z ,

Zdarza się k o m u ś p o w o ł a ć konstelacje w y j ą t k o w e . M y ś l ę , że ta

gdzież n a m d o pańskiej, ż y d o w s k i e j n a u k i " .

z 1 9 7 9 r o k u , d o c h o d z ą c d o „ G a r d z i e n i c " , w pełni zamanifes­
t o w a ł a się w Gusłach.

D o dziś nie m o g ę myśleć o t y m spektaklu

bez drżenia — Gusła

nie były dla nas t y l k o spektaklem, były

Oj, t o nie była p r z y g o d a , t o była w a l k a , inne ś w i a t y , inne
w a r t o ś c i , inne życia. T o c o przyciągało — kultura tradycyjna,
nasza jej indiańskość, jej f u n k c j o n a l n o ś ć , ż y w o t n o ś ć , c z ł o w i e c z e

inicjacją, p i e r w s z y m , g ł ę b o k i m zanurzeniem, w proces pracy ze

wartości -

S t a n i e w s k i m , w t w o r z e n i e , bez reszty.

Szło o t u i teraz — jak s p r a w i ć , nie ulec mistyfikacji, nie popaść

„ G a r d z i e n i c e " t o „ b o j o w a n i e — byt nasz p o d n i e b n y " . B o j o ­

to b y ł o ukryte, przysypane p o p i o ł e m , w o k r u c h a c h .

w c h ł o p o m a n i ę . Z a a k c e p t o w a ć na Z g r o m a d z e n i u kurę, pijaka,

w a ł e m o Siebie, o t e g o , który m n i e przerasta, ale też stałem

ś w i n i ę i o d c z y n i ć w o k ó ł nich „ a k t strzelisty", jak m ó w i S t a n i e w ­

w szeregu, biłem się o t o , c o dziś, za S z u l c e m -

Staniewski

ski. W i ę c rozpalały się oczy w ś p i e w i e i p o z w a l a n o n a m , o b c y m ,

n a z y w a naszą „ R e p u b l i k ą m a s z e ń " . I znałem w tej w a l c e s w o j e

z d r o g i , z bezświata, stroić kuglarskie d z i w y , przynosić w i e ś c i

miejsce, g d y ż nie była t o w a l k a na oślep. B y ł e m częścią k o n ­

i n n y c h rzeczywistości. A o n t o w s z y s t k o mierzył, sprawiał. Był

stelacji i był ktoś k t o ją p o w o ł a ł i spełniał bolesne o b o w i ą z k i

Zgromadzicielem

„ s z e f a " . Byliśmy p o d o c h r o n ą , u w o l n i e n i o d d o b y t k u teorii, bez

o d w r a c a ł , „ r o z d a w a ł g ł o w y c u k r u " , ż a r t o w a ł , p o p y c h a ł d o przo­

u m o w n o ś c i — cóż za k o m f o r t — d z i e w i c t w o ! Pamiętam j e g o

d u , mącił, n i e p o k o i ł , w y w o ł y w a ł , ś p i e w a ł , milczał, w y s t u k i w a ł

— n a d a w a ł w y m i a r , przemawiał, sypał s ó l ,

p o d p o w i e d z i , zaklęcia, w y b u c h y radości, g d y w z l a t y w a ć n a m się

rytm, wystukiwał rytm, wystukiwał rytm. „ T y l k o żywo, tylko

u d a w a ł o . Czyż t o nie o n k o r y g o w a ł nasze fałszywe, duszne fałsze

ś m i a ł o " . Pieśni cygańskie, t o działało zawsze. M a ł o . W s k o k na

m ł o d o ś c i , a ileż razy brał w p r o s t , w ramiona, w i r o w a ł , żeby d o lotu

barki, przerzut, o p a d a n i e — „ M a t k a Boska z n i e b a " , p o w i a d a l i

nas p o d p r o w a d z i ć .

ludzie. Pieśni ż y d o w s k i e — zapatrzyli się. Grajek p r z y p o m n i a ł

O d lat w s p o m i n a się t y c h , którzy z „ G a r d z i e n i c " odeszli —

sobie „ D i e r e g e l t " sprzed w o j n y , g d y g r y w a ł z ż y d o w s k ą kapelą

każdy zresztą inaczej. Niestety, towarzyszą t e m u d r o b n e prze­

p o w e s e l a c h . W i r o w a n i e — „ b u c h n ę ł o , zawrzało, z g a s ł o " . Cisza.

kłamania, mistyfikacje. T o tak j a k b y ktoś chciał d o r o b i ć legendę

Sześć, siedem, osiem s e k u n d . W i e c z n o ś ć . Dopaliła się ś w i e c z k a ,

schizmy, m a n i p u l o w a ć w a r t o ś c i a m i , k r e o w a ć sprzeniewierzenia.

z a k w i l i ł o d z i e c k o . I szczerbate babki się śmieją, a c h ł o p a k i , luźne

A przecież zawsze będą „ p r z e c h o d z ą c y m i m o " . Ci, którzy stąd

w

odeszli, nie byli n i g d y bardziej razem niż t u , w G a r d z i e n i c a c h , a tu

k o b i e t y odciągają p i j a n y c h m ę ż ó w d o c h a ł u p y . D o p o ł o w y nocy

byli j e d n y m i z w i e l u , p r a w d a , może szczególnie bliskimi paru

o p o w i e ś ć starego w o j a k a — „Przeszedłem w s c h ó d i zachód...

sercom. Przyszli i odeszli, w y n o s z ą c ile unieść zdołali. P r a w d a ,

i kto o mnie wspomni..."

relacje w g r u p i e n i g d y nie s p r o w a d z a ł y się d o t e r m i n o w e g o

r a m i o n a c h , t y l k o łyskają o c z y m a , d z i e w u c h y się wstydzą,

T o n a m już grało, p o c h o d n i e w n o c y , latarki, p a k o w a n i e w ó z k a

k o n t r a k t u — t o zawsze był teatr podróży, d r o g i , w y p r a w y — ale

d o w ę d r ó w k i . Droga lasem, t r e n i n g , próba na wcześniej w y b r a n e j ,

nikt też nie żądał małżeńskich zaklęć. Nie m ó w i ł o się o etyce —

polanie. D o r o b i l i ś m y

ludzkiej, aktorskiej

egzamin. Białe koszule, szerokie s p ó d n i c e , rozpuszczone w ł o s y ,

— ją się p r a k t y k o w a ł o na c o dzień. Przy­

się s p r a w n o ś c i , m o d e l i , które

zdawały

rządzanie p o s i ł k ó w , gorąca herbata dla t y c h c o pracują na sali,

m o c n e , ciepłe ręce. O d w a ż a l i ś m y się n a w e t na i n n e g o Z g r o m a -

muzyka przy stole dla t y c h c o jedzą, g o d z i n y milczenia, ciszy dla

dziciela.

t y c h c o śpią. Higiena w s p ó ł ż y c i a — w okresie pracy zakaz u ż y w e k

Ileż p o m y ł e k p o drodze, ileż r o z m y d l o n y c h o c z u , mistyfikacji —

i p r y w a t n y c h relacji. Przywilej służby — nie w ideach — w z m y ­

że coś się dzieje, pretensji

waniu

przyjechali p a n o w i e artyści i w i e ś ich o g l ą d a , w i ę c nie tak,

naczyń, w

szorowaniu

p o d ł o g i sali d o zapachu

słoi

w deskach.

— że o t o ś p i e w a m y . A t o t y l k o

S t a n i e w s k i w y ś m i e w a i krzyczy, w i ę c w a l k a , p o h u l a n k a , rozpacz.
Ulego

Rozpacz zagrała, ludzie u w i e r z y l i w rozpacz. „ H e j , k r u k i , s o w y ,

Hardta z Niemiec — w t e d y zaczęła się moja przygoda d y d a k t y c z ­

orlice... w salach, gdzie te o d złota ś w i e c ą c e pijaki przy g o d o w y m

na w „ G a r d z i e n i c a c h . " T o t r w a ł o kilkanaście t y g o d n i . Materiał

huczą stole, ja, w tej rozdartej s u k n i , z t y m listkiem na czole, w n i d ę

W a ż n y m etapem był okres w p r o w a d z a n i e d o Guseł

był b o g a t y : krok ciżby w y p r o w a d z o n y z d o l n e j części kręgosłupa,

i stanę przy stole... Całe piekło z m y c h piersi p r z y w o ł a m d o o k a . . . " .

ciżby „ z a w i e w a n i e "

— uniezależnienie ciężkiej, d o l n e j części

Zagarnięcie d ł o n i ą w ł o s ó w A n n y , przy skórze, aby nie b o l a ł o .

ciała, n ó g i krzyża, o d części g ó r n e j , „ l e k k o p i j a n e j " , w i r o w a n i a ,

Z a w i r o w a n i e , przechył w łuk nad s a g a n k i e m — ś w i a t ł o . O d s k o k

p o m y k a n i a , loty, s k o k i . „ T u p a l i ś m y " c a ł y m i n o c a m i — jak m ó w i l i

na d o t y k k o n i u s z k ó w p a l c ó w , w y g i ę c i e kręgosłupa, lewa noga na

na w s i — „ k y c a l i ś m y " . T o była podróż przez w i e l e p o z i o m ó w

granicy ś w i a t ł a i cienia. Jej lament — rozwarte oczy i usta, łzy,

zmęczenia, szukanie źródeł energii — o z m i e r z c h u , w

mokra t w a r z . Przytrzymanie, przytrzymanie, zniknięcie. Jakże

połowie

nocy, p o trzeciej, przemoczonej koszuli, o ś w i c i e , p o ś w i c i e , p o
masażu ł a g o d z ą c y m b ó l mięśni, na n o w o , inaczej, p o w y b i e g ­

p r a w d z i w a , ludzka, ta rozpacz musiała być.
T o n a m już grało

— w y p r a w y , miasto, w i e ś . D w a ś w i a t y ,

nięciu w łąkę nocą. Pamiętam tę e t i u d ę , w g ó r n y m r o g u sali,

„kultura niska", „kultura w y s o k a " . Miejsce styku, pogranicze. To

u sklepienia kaplicy, którą wcześniej p r ó b o w a ł e m z Krzysiem.

się d o t a r ł o w Awwakumie.

„ P o c h y l i ł e ś g ł o w ę w krzaczek" — z Dziadów,

„ P o p a t r z , jaki tu żar

k i e w w Czarnej. Ludzie t a m przyszli p o dziesięciu latach, p o

Ł e m k o w s z c z y z n a . Z a d r u t o w a n a cer­

p ł o n i e , m i m o deszczu, m i m o c h ł o d u , zawsze p ł o n i e (...) Ty m n i e

dziesięciu latach o t w a r t o d r z w i . Stali na gołej ziemi, bo roz-

zabiłeś, ty m n i e nauczyłeś czytać, w p i ę k n y c h k s i ę g a c h , w p i ę k ­

k r a d z i o n o p o d ł o g ę ; przed ikonostasem w w i e l u miejscach śle­

n y m p r z y r o d z e n i u , czytać, ty dla m n i e ziemię piekłem zrobiłeś

pym, bo w y w i e z i o n o ikony. Światło świec w p r a w i a ł o m a l o w a ­

i rajem. A t o jest t y l k o z i e m i a . " A p o t e m ja te s ł o w a słałem d o

nych świętych w ruch. Pochylone kręgosłupy — „pokajanie",

U l e g o , który nie znał M i c k i e w i c z a , ani Miłosza, ani ś w i s z c z ą c y c h ,

w z n i e s i o n e ręce, żegnające się „ t r z e m a czy pięcioma p a l c a m i " ,

p o l s k i c h głosek i k t ó r e g o „ r o m a n t y z m " — jakże inny o d Krzysio-

o d w r ó c o n e g ł o w y o d reszty ciała, w skręcie, gdzieś d o nieba, „ w

w e g o — musiał w s p ó ł b r z m i e ć i po miesiącach p r ó b , p o miesią­

ś w i a t ł o czy w m r o k ? " . Ludzie stali i patrzyli, patrzyli. M y ś m y

cach „ b o j o w a n i a " ,

ś p i e w a l i . T y l k o tyle. Ktoś płakał. Ś w i ę c i na i k o n a c h , w m i g o t a n i u

współbrzmiał

przez n a s t ę p n y c h

kilka

lat

ś w i e c , o d c z y n i a l i s w o j e „ p o r u s z a n i a z krzyża", na pieśni. T o b y ł o

z moim wołaniem.
Wyprawy

— ileż ich było? M o ż e sześćdziesiąt

— tych po

jedno z najmocniejszych Zgromadzeń.

wie­

S t u d i o w a l i ś m y p o t e m t y g o d n i a m i te ruchy, gesty, p o c h y l e n i a .

ze z g r o m a d z e n i o w ą przyrodą Guseł. O b s k u r n e „ r e m i -

Ikony R u b l o w a w p r a w i a l i ś m y w r u c h . S t a w a ł o się t o t r e n i n ­

z j e " , rozpadające się c h a ł u p y . Ciżba w d r z w i a c h — rozkołysana,

g i e m — k r ę g o s ł u p , d ł o n i e , g ł o w a , skręty ciała, przejścia. U p o ­

dysząca — ludzie starzy, k o b i e t y z dziećmi na ręku, g o s p o d a r z e .

c z ą t k ó w Awwakum

Wiejski d z i w a k , grajek. G u m i a k i , kufajki, czapki, w y b l a k ł e , k o l o -

ukazującą esencję pracy — „ o d c z y n i a n i e w z a j e m n o ś c i pieśnią."

„ N a t u r a l n e ś r o d o w i s k o t e a t r u " . W y p r a w y ze Spektaklem
czornym,

56

p o p r z e d z o n y był częścią z g r o m a d z e n i o w ą ,

�T o t r w a ł o kilkanaście m i n u t , d o b r y c h kilka pieśni. R u c h z k r ę g o ­
słupa w y p r o w a d z o n y d ź w i ę k i e m , s k ł o n i e n i e ku p a r t n e r o w i , głos
ś p i e w a n y d o środka, d o w e w n ą t r z , w siebie, aby d r u g i e g o
usłyszeć, aby z n i m w s p ó ł b r z m i e ć , aby jeszcze w s p ó ł b r z m i e ć
z trzecim g ł o s e m . Przejście w strefę cienia, skłonienie się ku
i n n e m u , w ś w i e t l e ś w i e c . T o p ł y n ę ł o nieustannie, na pieśni, t o
paliło ś w i a t ł o , grzało. Najprostsze „ g e s t y w z a j e m n o ś c i " , n a j w i ę k ­
sza w s p ó ł c z u l n o ś ć partnerska.
Nasza p o d r ó ż w Carmina burana, w y p r a w a . Trafiliśmy d o
S t i n c h e w rejonie C h i a n t i , t a m gdzie po raz pierwszy p o k a z y w a ­
liśmy Gusta. Pagórki, w i n n i c e , o l i w k i . Osiołek towarzyszył nam
w drodze. S ł o ń c e piekło. P o w y ż e j kaplicy, nad rzeką, przysiedliśmy. Pieśni łacińskie, s ł o w a Pieśni nad pieśniami,
„na wielu
j ę z y k a c h " . Kamienna kaplica, przyszli ludzie, przysiedli. U c h y l o n e
d r z w i . Teraz organy, teraz inna muzyka. Cień Padre G i o v a n i e g o .
Tam gdzie kiedyś p o s t a w i o n a w d w i e g o d z i n y konstrukcja d o
Gusei, z żerdzi ł ą c z o n y c h s z n u r a m i , t a m gdzie w i r o w a n i a , p o h u k i ­
w a n i a ciżby, w i z g i , t a m gdzie ja — „ i d ę z daleka, z piekła czyli
z raju..." — teraz t y l k o szepty, delikatne przejścia, pieśni o k l e j ­
nocie d z i e w i c t w a , u t r a c o n y m , p o n o w n i e . „ W t e d y nie w i e d z i a ­
ł e m , nie w i e d z i a ł e m , nie w i e d z i a ł e m . . . Co wiesz dzisiaj i c o ciebie
dręczy... A c h , w s z y s t k o dręczy m n i e . . . " — laska Józefa z A r y m a t e i
i p o d z i e m n e labirynty G l a s t o n b u r y , M e r l i n w klasztorze T a s h i d i n g
w S i k k i m , w o ł a n i a i śmiechy w n o w o g w i n e j s k i m H i g h l a n d z i e ,
T i n t a n g e l , skała z której skoczył Tristan. I tamta harmonia,
szatańska, z Pieklą muzykantów.
S ł o w a co brzmią z o d d a l e n i a ,
przez e c h o , t o jest w y p r a w a przez moreński las, po j e d n o s ł o w o ,
j e d n o j e d y n e , n i e w y p o w i e d z i a n e , z z a ś m i e c h u , w milczeniu —
krzyk. W y p r a w a k a ż d e g o z nas, k a ż d e g o inaczej. Po ja. Po ja —
które b y ł o b y p o s ł a ń c e m w y r z u c o n y m przez c h ó r falą pieśni. Ja —
p o w r a c a j ą c e d o c h ó r u . J a k ten ptak w p a d a j ą c y d o rozgrzanej,
r o z ś w i e t l o n e j k o m n a t y w o p o w i e ś c i Bedy C z c i g o d n e g o , z zimy

d o zimy, na c h w i l ę , na życie. J a k d y t y r a m b p r z y w o ł y w a n y
nieustannie przez S t a n i e w s k i e g o . T u już nie ma ciżby. Chór jest
muzyką. Nie w i d a ć g o — słychać. W s z y s t k o w y c h o d z i o d niego
i w r a c a , ci z Breugla, ci z Boscha, ci p i ę k n i i przetrąceni,
„ w s z y s t k i e myśli, wszystkie p r a g n i e n i a " , w y r z u c o n e na plac
„ j a " — ja, m o j e , s w o j e , ja, o d c z y n i a n i a . J a k o c h r o n i ć , jak nie
z a p o m n i e ć , jak nie s p r o w a d z i ć t e g o „ j a " — części każdego z nas,
na m a n o w c e , zapominając o innych? „ J a b y ł e m w w i e l u kształ­
t a c h z a n i m m n i e u w o l n i o n o . Ja b y ł e m s m u k ł y m z a c z a r o w a n y m
m i e c z e m , ja b y ł e m kroplą deszczu w p o w i e t r z u , b y ł e m p r o m i e ­
niem g w i a z d y . J a b y ł e m S ł o w e m w literach, ja byłem Księgą u jej
p o c z ą t k u . M n i e s t w o r z y ł w i e l k i M a g , z zaczarowanej laski,
z pięciu p i ę ć d z i e s i ą t k ó w nauczycieli i c z a r o d z i e j ó w , jak M a t e m a ­
tyka ja b y ł e m s t w o r z o n y . J a p r z e b y w a ł e m ś w i t y , ja spałem
w purpurze, ja byłem na w i e ż y b o j o w e j . J a b y ł e m z a c z a r o w a n y m
w ę ż e m na w z g ó r z u . J a uczynię pole k r w i a na n i m stu w o j o w ­
n i k ó w , d ł u g i e i białe są moje palce, o d d a w n a nie b y ł e m
pasterzem. Ja żyłem jak w o j o w n i k zanim nie stałem się c z ł o w i e ­
kiem I iter. J a w ę d r o w a ł e m , ja krążyłem, ja spałem na stu w y s p a ć h,
ja b y ł e m w stu t w i e r d z a c h . J a b y ł e m b ł ę k i t n y m ł o s o s i e m , ja b y ł e m
psem, o g i e r e m , r o g a c z e m na w z g ó r z u . J a b y ł e m p n i e m , t r z o n ­
k i e m , siekierą w ręce. J a b y ł e m z m o i m Panem w niebiesiech, ja
nosiłem sztandar, ja b y ł e m w T w i e r d z y , ja b y ł e m w T e t r a g ramaton".
M i j a spektakl jak w i o s e n n a burza. W r a c a m d o c o d z i e n n e ­
g o c z u w a n i a , p r z y g o t o w y w a n i a a k c e s o r i ó w . Pieśni, ć w i c z e n i a ,
książki. Z m i e r z c h . Ruszamy na b i e g .
Pracujemy teraz nad n o w y m spektaklem. A jest t o spektakl
o miłości. I z n o w u bojowanie.
T u na w s c h o d z i e jest d o m z u c h y l o n y m i d r z w i a m i . Dla d z i e d z i ­
c ó w i tych marnotrawnych.

W y p r a w a 1 9 8 0 r. Zgromadzenie na w s i . W środku T o m a s z R o d o w i c z i A n n a Zubrzycka-Gołaj

57

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
