<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10867" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10867?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:27:52+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10845">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b662dca10a449c877fef1b71cd8c2184.pdf</src>
      <authentication>f01eeb721fd463abab6ec3d12fa49595</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129572">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2281</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129573">
              <text>1990</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129574">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2116</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129575">
              <text>Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129576">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.26-28</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129577">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129578">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129579">
              <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129580">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129581">
              <text>Aleksander J a c k o w s k i

MARGINALIA
Zaczynam tę rubrykę z p e w n y m n i e p o k o j e m . J a k ją przyjmą
Czytelnicy? Czy nie będą mieli za złe, że o b o k t e k s t ó w p o w a ż ­
n y c h , ź r ó d ł o w y c h p o j a w i się f e l i e t o n a w najlepszym razie
mini-esej? I d r u g a o b a w a , by t e g o c o piszę nie przyjęto za próbę
k o k i e t o w a n i a czy b a w i e n i a . C h c i a ł b y m b o w i e m rejestrować na
t y m miejscu fakty, luźne m y ś l i , w s p o m n i e n i a , relacje o ludziach
i w y d a r z e n i a c h , szkice i n o t a t k i . Na p r a w a c h dziennika z p a m i ę c i .
Sądzę, że w n a t ł o k u w y d a r z e ń , k t ó r y c h jesteśmy ś w i a d k a m i ,
kiedy nie można ich jeszcze, jak f i g i - u c u k r o w a ć , taka f o r m a
rejestracji zdarzeń i myśli może mieć sens. Zwłaszcza, że pisana
jest przez k o g o ś , k t o s p o r o w i d z i a ł i z a c h o w a ł jeszcze z d o l n o ś ć
d z i w i e n i a się i c i e k a w o ś ć świata.
P o n i e w a ż z a r ó w n o w t y m , jak i w n a s t ę p n y m numerze „ P o l ­
skiej Sztuki L u d o w e j " d o m i n u j e z a i n t e r e s o w a n i e s y m b o l i k ą o j ­
c o w i z n y , d o m u , c h c i a ł b y m d o r z u c i ć kilka w s p o m n i e ń i u w a g , nie
o d o m a c h „ j a k o t a k i c h " , lecz k o n k r e t n y c h , t a k i c h , które stały się
f o r m ą ekspresji ich t w ó r c ó w , w y r a z e m ich o s o b o w o ś c i . Poprze­
dzę je r e f l e k s j ą - w s p o m n i e n i e m .

Serce

domu

Czy d o m ma serce? E t n o l o g p o w i n i e n m n i e w t y m m o m e n c i e
zabić. T a k i m językiem się nie m ó w i , t a k i c h pytań nie zadaje. A l e
skoro zadałem - o d p o w i e m : O c z y w i ś c i e ! T o serce można zresztą
określić inaczej, j a k o c e n t r u m , miejsce w k t ó r y m k o n d e n s u j e się
życie rodziny, ale nie zmienia to f a k t u , że da się o n o dostrzec na
r ó ż n y c h etapach przemian w kulturze. Na k o ń c u tej d r o g i będzie
zwłaszcza u nas, w p o k o l e n i a c h średnich i starszych, miejsce
przed t e l e w i z o r e m . Tam w j e g o zasięgu o g n i s k u j e się życie d o m u .
T a m , jak niegdyś przed k o m i n k i e m , sadza się g o ś c i , r o z m a w i a l u b
milczy, w y m i e n i a k o n w e n c j o n a l n e u w a g i . T e l e w i z o r f a s c y n u j e
jak p ł o m i e ń , w który się w p a t r u j e m y , a jest t o ten rodzaj
fascynacji, który w y d a j e się bliższy hipnozie, w p a t r y w a n i u
w szklaną kulę, niż p o b u d z e n i u myśli.
W erze p r z e d - t e l e w i z o r e m t a k i m miejscem, w k t ó r y m k o n d e n s o w a ł o s i ę życie rodziny była k u c h n i a , p o k ó j przy k u c h n i , p o k ó j ze
s t o ł e m , nad k t ó r y m wisiała duża lampa - jak s y m b o l d o m o w e g o
ogniska. Zawsze w i ę c w y s t ę p o w a ł w kontekście b e z p o ś r e d n i m
l u b u k r y t y m - o g i e ń , ś w i a t ł o i ciepło.
Na w s i sercem k u c h n i był piec, z niszą d o pieczenia chleba.
G o t o w a n o na n i m strawę, siadano, p o l e g i w a n o , spano. I z n ó w
- o g i e ń , p r o m i e n i u j ą c e o d niego ciepło.
Jak bardzo zakorzenione jest w p o d ś w i a d o m o ś c i istnienie
p i e c a - o g n i a , ś w i a d c z y ć może intuicja j e g o o b e c n o ś c i u dzieci,
mieszkających w miejskich osiedlach, b l o k o w i s k a c h . W latach
sześćdziesiątych dr Izabella Bielicka s t o s o w a ł a przy b a d a n i u
dzieci z r o z b i t y c h małżeństw ( w szpitalu przy ul. N o w o g r o d z k i e j
w W a r s z a w i e ) test r y s u n k o w y . Przed dzieckiem s t a w i a n o mise­
czki z farbami i p r o s z o n o by n a m a l o w a ł o kilka o b r a z ó w , ale direct,
o p u s z k a m i p a l c ó w , bądź całą d ł o n i ą . Niemal wszędzie p o j a w i a ł
się d o m - c h a ł u p a , z k o m i n e m na d a c h u . Dzieci o p s y c h i c e
niezakłóconej m a l o w a ł y d r z w i i biegnącą d o n i c h dróżkę, i c o
szczególnie istotne - zawsze lecący d y m z k o m i n a . T e g o d y m u nie
b y ł o na rysunkach dzieci, p o z b a w i o n y c h n o r m a l n e g o d o m u
rodzicielskiego. D y m okazał się s y m b o l e m życia d o m u . D y m
- p r o d u k t ogniska d o m o w e g o . S p r a w d z a ł e m , powtarzała się ta
konstatacja w d o w o l n i e w y b r a n y c h kilkudziesięciu teczkach
„ p e r s o n a l n y c h " . A b y ł o ich w ó w c z a s p o n a d 7 . 0 0 0 . Skąd ten
d y m - s y m b o l ? T r u d n o uwierzyć, że te dzieci miejskie, kojarzyły na
p o d s t a w i e obserwacji d y m z o b e c n o ś c i ą rodziny. Przecież nie
m o g ł y przeprowadzać r o z u m o w a n i a : dobra rodzina = d y m ;
rozbita, zła = brak d y m u ! P o d e j r z e w a m , że skojarzenia te w i ą z a ł y
się z a r c h e t y p i c z n y m p o d t e k s t e m , a d y m s y m b o l i z o w a ł istnienie
d o m o w e g o ogniska, i t o w sensie d o s ł o w n y m . M i e l i ś m y w i ę c
ciąg skojarzeń: d y m - piec - ogień - a w c z e ś n i e j , o g n i s k o .
P r z y p o m i n a m sobie, jak w p o c z ą t k a c h g r u d n i a 1 9 3 9 r. znalaz-

26

ł e m się na pasie g r a n i c z n y m między N i e m c a m i a S o w i e t a m i . Było
t o k o ł o Z a m b r o w a . T ł u m y przechodziły w o b i e strony, w ę d r o w a ł y
z całym d o b y t k i e m , k t o się k o g o w i ę c e j bał - szedł na drugą
stronę. Jeszcze dobrze nie w i e d z i a n o , k t o i dla k o g o gorszy. Więc
m y akurat na t y m pasie, a i c i , i ci z d e c y d o w a l i zamknąć dotąd
o t w a r t ą ( p ó ł - o t w a r t ą ) granicę. Płacz, s z a m o t a n i n a , ci strzelają,
t a m c i krzyczą i kłują b a g n e t a m i . A t u zima, ś n i e g . T r w a ł o t o k i l k i
d n i , w i ę c rozebraliśmy płoty, zabrali c o się d a ł o d o spalenia
- i każda rodzina miała s w o j e o g n i s k o , przy k t ó r y m można się było
ogrzać, spać na t ł u m o k a c h i w a l i z k a c h . C h o d z i l i ś m y z wizytami,
p o kilku d n i a c h już się znało kitka r o d z i n . I w t e d y późnym
w i e c z o r e m , p o w i e d z i a ł e m d o mojej ż o n y - c h o d ź p ó j d z i e m y de
d o m u . Tak, d o d o m u . Pamiętam d o dziś tę nieoczekiwaną
i naturalną konstatację. D o m t o b y ł y nasze b e t y , nasze miejsc*,
nasze o g n i s k o . Później w i d z i a ł e m tysiące s p a l o n y c h domów.
Wszędzie sterczały k i k u t y k o m i n ó w , p r z e w o d ó w o g n i o w y c h
sięgających d o mniej czy bardziej rozłożystych p i e c ó w . Pogorzel­
cy g r o m a d z i l i się przy n i c h , g o t o w a l i , j e d l i . Taki niezamierzony
s y m b o l - jak już w s z y s t k o uległo zniszczeniu, z o s t a w a ł piec
- serce d o m u .

Dom

-

wizytówka

M ó j d o m - moja t w i e r d z a , p o w i a d a j ą A n g l i c y . D o m zapewnia
b e z p i e c z e ń s t w o , k o m f o r t p s y c h i c z n y bycia sobą i posiadania
Często, a zaczyna się to juz o d d z i e c i ń s t w a , w p o k o j u , domu
t w o r z y m y s w ó j w ł a s n y ś w i a t , s w ó j azyl. D o m staje się miejscem
samorealizacji, ekspresji o s o b o w o ś c i właściciela. W ten sposób
d o m , jak i c z ł o w i e k , ma s w ó j charakter. Pokaż mi s w ó j dom,
p o w i e m c i , kim jesteś, jaki jesteś! Pedant, n i e c h l u j , rozpiera cię
ambicja, nie przywiązujesz w a g i d o t e g o , c o p o w i e d z ą inni, wręcz
p r z e c i w n i e , t o jest dla ciebie najważniejsce - w i d o m e szczebla
sukcesu, a w a n s u ż y c i o w e g o , który u j a w n i a się w stosunku do
d o m u , s a m o c h o d u , psa a n a w e t żony. O t o dzielnica willowa
w S u w a ł k a c h , 1 9 8 8 rok. O d razu w i d a ć zmianę w modzie
a r c h i t e k t o n i c z n e j . Na g ł ó w n y c h u l i c a c h miasta p o w s t a ł y domy,
będące zaprzeczeniem idei f u n k c j o n a l i z m u , zaprzeczeniem także
szarego, b e z o s o b o w e g o b u d o w n i c t w a „ m i e s z k a n i o w e g o " . Na­
zywają je „ M a l b o r k i " , nie g ł u p i o , w t y c h liniach krętych, wklęsło­
ściach i w y k u s z a c h , c y l i n d r y c z n y c h klatkach s c h o d o w y c h , nad­
b u d ó w k a c h , b a l k o n i k a c h jest coś z p y c h y krzyżackiego zamku ale
i z szaleństewa śmietnika p o d n i e s i o n e g o d o rangi dzieła sztuki.
A że w mieście M a l b o r k i , w d z i e l n i c a c h w i l l o w y c h też ta sama
tendencja, każdy d o m nieco inny, prześciga się w bogactwie
dekoracji, brązy szlachetnych t y n k ó w sąsiadują z chropowatoś­
cią b e ż o w y c h płaszczyzn, d a c h y coraz częściej łamane, dziwaczenie ś w i a d c z y o postępie z d u c h e m czasu. N o w e dzielnice И
w i z y t ó w k ą f i n a n s o w y c h karier, pozycji społecznej. T u łączą się ze
sobą g r u p y , t w o r z ą c e a r y w i s t y c z n ą elitę, klasę posiadaczy. Kolej­
n o p y t a m w ł a ś c i c i e l i , k i m są - stolarz, dentysta, były wysoki
dygnitarz, g i n e k o l o g , w ł a ś c i c i e l warsztatu s a m o c h o d o w e g o , byty
sekretarz partii, z n ó w stolarz, o g r o d n i k , z n ó w ktoś z nomenk­
latury. Biedne jest dziecko ze s k r o m n e g o d o m k u wciśniętego
między te w i l l e !
W c h o d z ę d o w n ę t r z a , przyjmuje m n i e pani stolarzowa. Dumna
A t u aż kłuje oczy b o g a c t w o połączone z brakiem smaku. M W r
- kicz. J a k się Panu p o d o b a ? Co m a m powiedzieć? Obrazić в
kobietę z a h a r o w a n ą gorzej niż łódzka w ł ó k n i a r k a . Te dyw*n¥'
tapety, obrazy, żyrandole złocące się m o s i ą d z e m , parkiety płecy"
zyjnie (stolarz!) u ł o ż o n e w brzydkie w z o r y , w ł o s k i e
- przecież t o sukces życia, ś w i a d e c t w o , że się d o czegoś " ° * T
Że się coś z o s t a w i d z i e c i o m , że się będzie „ k i m ś " w ich р а п Ш ^
Zasada t y c h mieszkań i d o m ó w jest taka sama - podobnte|»^
mają zamożni ( b ą d w p ł y w o w i - ale t o przecież znaczy to sarw

�sąsiedzi, t y l k o jeszcze f ikuśniej, jeszcze b o g a c i e j . A w i ę c zasada ta
sama, którą w i d a ć w przemianach stroju l u d o w e g o , n p . w haftach
c y f r o w a n y c h portek g ó r a l s k i c h , kiedy t o z a m a w i a j ą c y żąda o d
krawca, by m u h a t f o w a l parzenicę większą i piękniejszą niż zrobił
sąsiadom. C h c i a ł o b y się p o w i e d z i e ć , nie ma niczego gorszego niż
b o g a c t w o p o ł ą c z o n e ze z ł y m s m a k i e m , b o g a c t w o d o k t ó r e g o się
k u l t u r o w o i psychicznie nie d o r o s ł o . W ł a ś c i w i e m o ż n a by o d t e j
strony napisać historię k u l t u r y , „ c y w i l i z o w a n i a s i ę " b o g a t y c h ,
dojrzewania d o s w o j e j k o n d y c j i . D o j r z e w a n i a d o a m b i c j i m e c e nasowskich... M o ż n a b y też i o d tej s t r o n y spojrzeć na historię
chłopskiej sztuki u ż y t k o w e j - w której m o t o r e m r o z w o j u byli
bogaci g o s p o d a r z e ( z w ł . p o u w ł a s z c z e n i u w G a l i c j i ) , m a l e ń c y
medyceusze, z a m a w i a j ą c y i u t r z y m u j ą c y b i e d n y c h a r t y s t ó w - hafciarki, k r a w c ó w , stolarzy, k o w a l i , cieśli... T y l k o , że tak w Renesa­
nsie, jak i kulturze c h ł o p a galicyjskiego s c h y ł k u X I X w . działo się
to w s z y s t k o w ś w i a d o m o ś c i istniejących w z o r c ó w estetycznych
odbiorcy, z g o d n i e z o b o w i ą z u j ą c y m i m o d a m i .
Jeśli dziś p o d z i w i a m y bezbłędną organizację f o r m y w każdym
dziele, czy t o Renesansu, czy d a w n e j sztuki c h ł o p s k i e j , nie
dostrzegając z a k ł ó c e ń , które b y ś m y m o g l i nazwać kiczem, dzieje
się tak z c o najmniej d w ó c h p o d s t a w o w y c h przyczyn. Pierwszą
jest z g o d n o ś ć p o d s t a w o w y c h k a n o n ó w e s t e t y c z n y c h , t w ó r c ó w
i o d b i o r c ó w . Była t o j a k b y przestrzeń, w której realizowały się
zarówno akty t w ó r c z e jak i potrzeby o d b i o r c ó w . I druga przy­
czyna - stabilność t y c h p o d s t a w o w y c h k a n o n ó w , sprawiająca, iż
mimo przemian w szczegółach, sam wzorzec p o s t a w t r w a ł
s t o s u n k o w o d ł u g o , będąc naturalną szkołą „ s m a k u " , o g ó l n i e
zrozumiałego „ s t y l u " .
W naszym czasie te trzy estetyki: t w ó r c y , o d b i o r c y i dzieła
uległy z a k ł ó c e n i u . Z m i e n i ł y się autorytety, w z o r c e , migracje
w s p o ł e c z e ń s t w i e przyczyniły się d o p r z e j m o w a n i a , bez zro­
zumienia ich istoty, w z o r c ó w i n n y c h w a r s t w . Kultura stała się
kiczorodna. I w ł a ś n i e d l a t e g o apele w prasie ( b y ł y t a k i e ! ) , by
walczyć z kiczem, trafiały w próżnię. R o z p o z n a w a n o nie kicz
- jako z j a w i s k o - istniejące na r ó ż n y c h p o z i o m a c h kultury, lecz
konkretną, n a z w a n ą i ośmieszoną j e g o postać, np. makatki
z jeleniem na r y k o w i s k u . T u p r z y p o m i n a mi się, jak kiedyś,
w pięćdziesiątych latach zaprosił m n i e d o swej rezydencji nasz
ambasador w Belgradzie. Pan się zna na sztuce, t o Panu coś
pokażę! t o nie moje - m a c h n ą ł ręką - kiedy przechodziliśmy przez
hol i salonik, urządzone „ o f i c j a l n i e " przez architekta z M S Z , ale t u ,
niech Pan patrzy! p o w i e d z i a ł z d u m ą . T o w s z y s t k o urządziła moja
żona, no i j a ! Staliśmy w koszmarnej s y p i a l n i , przybranej w s t ą ż ­
kami, narzutami z frędzlami, w i e l k i e , p o d w ó j n e łoże na ś r o d k u ,
nad nim makatki - na czerni aksamitu białe k o t k i , z r ó ż o w y m i
kokardami, p r a w a nóżka opiera się na piłeczce.
Nie w y t r z y m a ł e m , coś m u s i a ł e m bąknąć nie tak, bo ambasador
(hydraulik z z a w o d u ) z d e n e r w o w a ł się. - Panie! - p o w i e d z i a ł
- kicz to w t e d y , g d y jest jeleń na r y k o w i s k u !
Przydługa ta dygresja miała na celu p o ś w i a d c z y ć , jak bezradni
jesteśmy, walcząc z o b j a w a m i , jak daremne są w y s i ł k i „ o d u c z e ­
nia", g d y istota polega na niskiej kulturze plastycznej, braku
przekonujących i z sensem l a n s o w a n y c h w z o r ó w p o z y t y w n y c h ,
no i na t y m , c o juz p o w i e d z i a ł e m - na charakterze naszej
cywilizacji, na k i c z o r o d n o ś c i r ó ż n y c h f o r m kultury masowej...
Zresztą dla e t n o l o g a istotne jest dostrzeżenie faktu w kontekście
czasowym i przestrzennym, a nie w a r t o ś c i o w a n i e z pozycji innej
Warstwy społecznej, i n n y c h w z o r ó w e t y c z n y c h czy estetycznych.
Wszelkie etykietki - kicz, arcydzieło - m o g ą w r ę c z osłabić
zdolność dostrzeżenia t e g o , c o istotne i c i e k a w e w kontekście
kulturowym, s o c j o l o g i c z n y m czy p s y c h o l o g i c z n y m . Ś w i a d c z y
Otym przykład następny:
Dom jako ekspresja

osobowości

jego

twórcy.

_ Dom ten stał się dziełem życia, ucieleśnieniem marzeń, aktem
t w ó r c z y m . Przed k i l k u n a s t u laty w y w o ł y w a ł duże emocje, d z i e n ­
nikarze osaczyli g o jak psy, pisano o n i m w k o l o r o w y c h t y g o d ­
nikach, gazetach. Pluto, że kicz, d e n e r w o w a n o się, że coś t a k i e g o
*Jdnieje przy w a ż n e j arterii, Szosie Krakowskiej w Ł o d z i . W ł a d z e
""ejskie musiały zakręt na d r o d z e , tuż za d o m e m , w y ł o ż y ć
,°Ponami z c i ę ż a r o w y c h s a m o c h o d ó w , gdyż k i e r o w c y w i d z ą c
**"'lez 1 5 0 0 k o l u m i e n k a m i przestawali uważać na d r o g ę i w y l a t y J* 'i z zakrętu. Kiedy t a m b y ł e m słyszałem o 6 w y p a d k a c h , p e w n o
ich w i ę c e j .
a

D o m z a f r a p o w a ł m n i e , napisałem d o w ł a ś c i c i e l a , z g o d z i ł się na
w i z y t ę . Spędziłem w t y m d o m u cały d z i e ń , ujęty serdecznością
gospodarza, ciągle o d k r y w a j ą c coś n o w e g o dla siebie. N a j w a ż ­
niejszym o d k r y c i e m b y ł o t o , że przestałem w a r t o ś c i o w a ć , n a w e t
t y l k o myśleć w kategoriach „ k i c z - n i e k i c z " . Jeśli n a w e t użyć t e g o
pojęcia, t o ten d o m był p o e m a t e m w y s n u t y m z k i c z u , c z e g o nie
m ó g ł b y m p o w i e d z i e ć o Pałacu Kultury i N a u k i ! B y l p r o d u k t e m nie
tyle czasu, c o o s o b o w o ś c i w ł a ś c i c i e l a . K o n s e k w e n t n ą projekcją
j e g o o s o b o w o ś c i . Delikatny, szlachetny ten c z ł o w i e k nie w o l n y
był o d n a i w n o ś c i , czego p r z e j a w e m b y ł o t o , że s w y c h u p o d o b a ń
nie skrywał, p r z e c i w n i e , chciał by w s z y s c y m o g l i p o d z i w i a ć w i l l ę ,
na której s c h o d a c h , tarasach i d a c h u znalazło się te 1.500
g i p s o w y c h „ t r a l e k " , a w o g r o d z i e k a m i e n n y k o p c z y k z krasnalem,
w o k o ł o zaś inne f i g u r k i , żaby, ptaki. W s z y s t k o k o l o r o w e . B y ł o dla
niego o c z y w i s t e , że t o w s z y s t k o jest piękne, t y m boleśniej
p r z y j m o w a ł kpiące artykuły w prasie. A l e , by zrozumieć j e g o
p o s t a w ę , trzeba b y ł o w e j ś ć d o środka, p o m y ś l e ć , p o m ó w i ć .
Spojrzeć na ten d o m przez pryzmat c z ł o w i e k a , który m ó g ł i umiał
g o s t w o r z y ć na miarę s w o i c h życzeń. O w y g l ą d z i e z e w n ę t r z n y m
p o w i e d z i a ł e m już. D o d a m - w i e l k o ś ć sporej w i l l i (na parterze
1 duży i chyba 2 mniejsze p o k o j e , hall, rozłożysta klatka s c h o d o ­
w a ) , t y n k biały w poprzeczne, niebieskie pasy. O g r ó d , zieleń,
k w i a t y . Pierwsze wrażenia g d y się w e s z ł o d o środka - w s p a n i a ł e
trofea m y ś l i w s k i e , na p o l e r o w a n y c h d r e w n i a n y c h kartuszach
o g r o m n e ł b y - j e l e n i , d z i k ó w , czegoś t a m jeszcze. Gospodarz
k u p i ł je zaraz p o w o j n i e , p o c h o d z i ł y z kolekcji Goeringa.
Na piętrze aż lśni o d złota. Figurki p i ę k n e , muzealnej urody
i jarmarczne. Galimatias, różnice klas n i e b o t y c z n e , w a r t o ś c i także,
ale gospodarz zdaje się nie czynić między nimi różnicy. Tłumaczy,
lubi w s z y s t k o złote. Z ł o t o czy t o m b a k , istotne że ma złocisty blask.
Pieniądz nie o d g r y w a tu roli, g o s p o d a r z r ó w n i e c h ę t n i e k u p o w a ł
w Desie jak na o d p u ś c i e . Przyznam, że t y m m n i e ujął, s z a l e ń s t w o
podszyte n a i w n o ś c i ą i szczerym u c z u c i e m potrącają p e w n i e w e
m n i e jakieś w s p ó ł b r z m i ą c e struny. Gospodarz p r o w a d z i , o g l ą d a ­
my figurkę po figurce. Na b i u r k u s t a r o ś w i e c k i kałamarz. N i e c h
Pan patrzy, unosi złocisty kolpaczek, p r z y k r y w a j ą c y naczynie
z atramentem, osadzone w... k o ń s k i m k o p y t k u , o c z y w i ś c i e o b r z e ­
ż o n y m z ł o t y m i l i s t e w k a m i . Też z kolekcji G o e r i n g a , d o d a j e ,
otrzymał ją od króla A n g l i i Jerzego V. Była to pamiątka po
u l u b i o n y m k o n i u . G d y padł, monarcha z m a r t w i ł się w i e l c e i kazał,
by m u na pamiątkę z r o b i o n o z k o p y t kałamarze.
W p i w n i c y o g l ą d a m f o r m ę i prasę d o w y r o b u k o l u m i e n e k . Pani
d o m u w s p o m i n a , ile t o było pracy, sami je odciskali... Pytam
z lekkim z a ż e n o w a n i e m - skąd środki? B i e d n y nie był, a później
założył warsztat, w y r o b y z plastiku, jakieś grzebyki, w i s i o r k i , to
nie temat d o r o z m o w y . Coraz mi bardziej s y m p a t y c z n y ten
gospodarz. O g l ą d a m książki, r o z m a w i a m y o n i c h .
N o i taki jest ten d o m . J e g o d o m . J e g o radość, c h o ć i troska.
M ó w i ą o t y m d o m u kicz. M o ż e . Coraz mniej t o s ł o w o t ł u m a c z y ,
coraz mniej m n i e o b c h o d z i . Kicz jest w i d o c z n y t a m , gdzie
następuje zakłócenie estetyki, jednej k u l t u r y . Kicz jest w i ę c
nieodłączną cechą naszej rzeczywistości, na k a ż d y m „ p i ę t r z e "
- Kicz - g a l o w y koncert „ A r t y ś c i dla R z e c z p o s p o l i t e j " , kicz
w kościele, kicz - piosenkarka, a może nie kicz? b o j a k b y sama się
z siebie śmieje. Taka Danuta Rinn. W i ę c nie kicz. A Violetta Villas
- kicz, bo p o w a ż n a . Na serio się m i o t a , płacze, w ł o s y rozrzuca.
Tysiąc, m i l i o n o b l i c z k i c z u . J a k lustro, które o d b i j a e p o k ę . Kicz
jest wszędzie, w i ę c już j a k b y g o nie b y ł o . W s z y s t k o zależy o d
u m o w y , jak co się odbiera. Na z i m n o , serio - nie ma g o , B a u h a u s
m ó g ł być w czymś zły, ale na myśl nam nie w p a d n i e p o w i e d z i e ć
kicz. K o m a n d o s i , w o j s k o - nie te s p r a w y , ale k o m p a n i a reprezen­
tacyjna, t u p a n i e , unoszenie n ó g , m a r s o w e m i n y , t o aby nie kicz?
W i e m , te parady może k o g o ś - gdzieś wzruszą, ale kicz jest
właśnie wtedy! w tanim wzruszeniu, w fabrykowaniu wzruszeń.
Dość o kiczu. D o m , o k t ó r y m piszę, który był przed 2 0 laty, bo
dziś już i inni ludzie w n i m mieszkają, i w s z y s t k o już nie takie, otóż
ten d o m w s p o m i n a m c i e p ł o , serdecznie. T o b y ł o dzieło życia
c z ł o w i e k a , który bardzo, ale to bardzo k o c h a ł w y k w i n t , a s y m ­
b o l e m elegancji b y ł o dla niego w s z y s t k o c o złociście się lśniło.

Ryszard b u d u j e s w ó j d o m już 12 lat. Z i m ą w K a t o w i c a c h
maluje, w y k o n u j e prace graficzne, c h a ł t u r y , jakieś kalendarze - t o
m u daje środki na b u d o w ę . B u d o w i e p o d p o r z ą d k o w a ł w s z y s t k o ,

27

�n a w e t miał się przenieść na zimę bliżej, może d o S u w a ł k , Sejn?
O d w i o s n y d o późnej jesieni mieszka w m a l e ń k i m baraczku, o b o k
d o m u . W t y m czasie urodziło m u się dziecko, d o s z ł o d o 5 r o k u
życia, b a w i ą c się w ś r ó d bali m o d r z e w i o w y c h , strużyn i kamieni.
Ryszard nie miał d o m u r o d z i n n e g o , w y c h o w y w a ł się w d o m u
dziecka, jest ś r e d n i e g o w z r o s t u , ale bardzo silny. J a k coś p o ­
s t a n o w i , t o z r o b i , c h o ć b y t o miało t r w a ć nie w i e m jak d ł u g o . Jest
prosty w najpiękniejszym sensie t e g o s ł o w a , bez pozy, fałszu.
T r o c h ę jak w i e l k i e dziecko. M ą d r e , u c z c i w e , u f n e m i m o d o ś w i a d ­
c z e ń , k t ó r y c h życie n i k o m u nie skąpi. M e ż o n ę , też z branży
jrtyttyeznej, o w i e l k i m uroku, spokojną, wyrozumiałą i dumną
z Ryszarda. D o rodziny należy j a m n i k - Figa. W lecie o b o k
izby-baraczka zawsze t ł u m g o ś c i . Przyjaciele, z n a j o m i . O b o k
Ewy, t o jej d o m e n a . Cały w i ę c dzień - g o t o w a n i e , m y c i e n a c z y ń ,
robienie z a k u p ó w , szukanie g r z y b k ó w , z n ó w g o t o w a n i e , roz­
m o w y . . . Czasem już w n o c y nad jeziorem niesie d ź w i ę k i f o r ­
t e p i a n u . Ryszard gra. Fortepian stoi w t y m baraczku! T o n i e p r a w ­
d o p o d o b n e , że w s z y s c y się w n i m mieszczą. B u j n e życie, a o n
j a k b y w y i z o l o w a n y , pracuje. W s z y s t k o , c o się da, robi sam. A l e
j a k ! precyzyjnie, pasując belki tak jak przy stolarskiej r o b o c i e .
Kliny, rygle, z a m k i , ż a d n y c h g w o ź d z i , w s z y s t k o „ n a p a s " . D r e w n o
suche, przecież g r o m a d z o n e i suszone przez lata, żadnej szczeli­
ny, którą się zatka m c h e m . Ryszard nie b u d u j e c h ł o p s k i e j c h a ł u p y ,
bele o c i o s u j e d o kształtu p r o s t o p a d ł o ś c i a n u , zestawia mierząc
d o k ł a d n i e , żadnej f u c h y , jak k o l b u s z o w s k i e k o m o d y czy jak k l o c k i
Lego. Tyle że t r w a ł e , tu już niczego nie rozerwiesz. Ryszard
b u d u j e d o m , który jest zaprzeczeniem naszego czasu. Ś m i e j m y
się, b o nie w i e m y , czy ś w i a t p o t r w a trzy t y g o d n i e - m a w i a ł
Baumarchais. M o ż e i nie p o t r w a , ale d o m zostanie. Na p o d ­
m u r ó w c e z g ł a z ó w , kamieni p o l n y c h . Całe piętro t y c h g ł a z ó w , też
p a s o w a n y c h j e d e n d o d r u g i e g o . Sam je t u przytaszczył, gdzieś
miesiącami w y p a t r y w a ł , p o t e m sam ustawiał. Jak? w y m y ś l i ł
proste i skuteczne m e t o d y , przecież k o p u ł ę Ś w . Piotra też
b u d o w a n o bez d ź w i g ó w ! Ryszard by p e w n i e sam tę k o p u ł ę
z b u d o w a ł , ale t o by m u zajęło całe życie, a zresztą urodził się za
p ó ź n o . W y w a ż a belki, d ł u g i e na 1 0 m e t r ó w , ciężkie, nie d o
uniesienia, p o t e m „ s p o s o b e m " u n o s i , klinuje, p o d p i e r a , z n ó w
w a g a , k l i n , podpora... Z t y c h lat 1 2 , c o najmniej 6 zabrała sama
b u d o w a , o d p a d a zima, deszcze, okresy g d y był zagranicą ze
s w y m i obrazami. M ó g ł zrobić d a w n o d o m , który by przetrwał
kilkadziesiąt, n o - sto lat. Bez tej katorżnej, zegarmistrzowskiej
pracy. A l e Ryszard p o s t a n o w i ł , że będzie miał d o m , który z o ­
stanie, g d y się już d a w n o rozpadną bloki mieszkalne i w i e ż o w c e .
D o m Ryszarda jest s y m b o l e m , celem w ż y c i u . Czasem, p e w n i e
szczerze, narzeka, że stał się n i e w o l n i k i e m t e g o d o m u , że by t o
sprzedał, zostawił... Tak m ó w i , p o c z e m robi dalej. Kiedy patrzę na
n i e g o p r z y c h o d z i mi na myśl c h ł o p - J a n S t a c h , który p o k ł ó t n i
z sąsiadem o drogę, p o s t a n o w i ł w y b u d o w a ć most na rzeczce,
i przez kilkanaście lat - k r o w ą taszczył kamienie, sam je układał
i nie w i e d z ą c n a w e t o t y m w y b u d o w a ł most, jota w j o t ę , jak
d a w n e romańskie. W i d z i a ł e m kronikę f i l m o w ą - z a b a w a , stół
z a s t a w i o n y j a d ł e m , ludzie ze w s i , dziennikarze, w ł a d z e , toasty
a o n s m u t n y , bez u ś m i e c h u . No, skończył. I c o dalej? C h c i a ł e m
n a w e t d o n i e g o pojechać, zobaczyć, c o r o b i , c o m y ś l i , czy ma
teraz p o c o żyć?
T o p r o b l e m : zrealizować cel życia i jak żyć dalej? J a c e k Olędzki
opisał w art. Dywan
na suficie
( P S L 1 9 7 7 nr 2 ) m ł o d e g o
c z ł o w i e k a - Waldemara Paciuka, dekoratora, który p o przejściu na
rentę n a j p i e r w w y r e m o n t o w a ł zamek - pałac w Krzeszowie,
a później w y n a l a z ł k o ł o W a ł b r z y c h a , w Strudze, z d e w a s t o w a n y
pałac. Zamieszkał w n i m . Założył h o d o w l ę przepiórek, by mieć
pieniądze na remont, sprzedawał jajka, p ó k i była na nie m o d a , za
uzyskane pieniądze k u p o w a ł szyby i oszklił kilkaset o k i e n , załatał
d a c h , o d n o w i ł p o k o j e , salę b a l o w ą a p o n i e w a ż na ścianie została
w i e l k a rama - n a m a l o w a ł obraz, najpiękniej jak u m i a ł (łabędzie
ciągną jak r y d w a n - g o n d o l e z p i ę k n y m i d z i e w c z y n a m i w p o ­
w ł ó c z y s t y c h szatach...), żyrandole w y m y ś l i ł o z d o b n e , błyszczące
inkrustacją, szkiełkami - a g d y już pałac był u r a t o w a n y przyszli
działacze z m i e j s c o w e g o koła Z M P , uważając, że będzie t o dla
n i c h s t o s o w n a siedziba. W t e d y bez skargi, s p o k o j n i e - w y j e c h a ł ,
by z n ó w sobie coś znaleźć d o o d b u d o w y . Z n ó w mieć cel
i satysfakcję. A może już t y l k o gorycz?

znamię t r w a ł o ś c i . S a m o c h ó d , j a c h t - t o w a r t o ś c i nietrwale,
k o n s u m p c y j n e . A d o m jest f u n d a m e n t e m rodziny. Małą ojczyzną.
O j c o w i z n ą . Jak i ziemia rodzinna. A l e kult ziemi przeminął (nie
t y l k o z w i n y ustroju) natomiast d o m jest t y m , c o p o w i n n o trwać,
łączyć. Co się przekaże d z i e c i o m .
M i m o p o w o j e n n y c h migracji w c i ą ż w y c z u w a się u nas po­
trzebę posiadania d o m u - k o t w i c y . D o m u , który w i ą ż e pokolenia,
który jest pamięcią i inicjacją.
Inaczej jest w s p o ł e c z e ń s t w a c h k o c z o w n i c z y c h , inaczej również w c y w i l i z a c j a c h c h a r a k t e r y z u j ą c y c h się dużą labilnością
r o d z i n . Tak n p . w Startach Z j e d n o c z o n y c h d o m i miejsce zamiesz­
kania staje się ś w i a d e c t w e m a w a n s u s p o ł e c z n e g o . Dzielnice
deklasują się, w l e d y zamożniejsi przenoszą się d o i n n y c h . Ar­
c h e t y p d o m u zostaje w ó w c z a s s t ł u m i o n y , z w i ą z a n y z n i m krąg
s y m b o l i s p ł y c o n y , r e a l i z o w a n y inaczej.
Dom

-

ideologia

N a z y w a j ą g o S ł o m a . O c z y w i ś c i e ma imię, n a z w i s k o , ale zawsze
się słyszy - b ę b n y S ł o m y , Słoma t o , t a m t o . Teraz Słoma buduje
s w ó j d o m . S t u d i o w a ł na A k a d e m i i Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie,
bodajże rzeźbę. J u ż w t e d y w i e d z i a ł , że t o t y l k o jakiś etap,
o t w a r c i e okienka, p u n k t w y j ś c i a . M o g ł o być t o , m o g ł o inne.
Sądzę, że z d a w a ł sobie s p r a w ę z t e g o , iż inaczej się startuje
w jakiejś dziedzinie sztuki, kiedy się ma za sobą doświadczenie
innej dziedziny. P e w n i e t o sprawa s a m o ś w i a d o m o ś c i , dystansu
d o t e g o , c o robią i robili inni, zrozumienia roli struktury dzieła,
o b o j ę t n e jakiego. S ł o m a jest także m u z y k i e m , gra na różnych
i n s t r u m e n t a c h , ś p i e w a piosenki, które sam układa - z filozofią
rastafariańską i j e g o w ł a s n ą . Realizuje się w życiu i sztuce,
w ł a ś c i w i e granice zostały t u zatarte, życie kształtuje jak sztukę.
J e d n o ś ć . T o jest założenie, ale i naturalna droga życia. Mieszka
w osadzie, można ją tak nazwać, p o n i e w a ż w p r o m i e n i u kilku
k i l o m e t r ó w mieszkają rodziny j e g o przyjaciół, czujących i żyją­
c y c h p o d o b n i e . Osadzie jakiej? Boję się, że każde nazwanie
przyniesie fałsz, nazwa jest precyzyjna i skuteczna kiedy coś się
s k o ń c z y ł o , da d o czegoś p r z y r ó w n a ć , czymś w y o d r ę b n i ć . A tu
- życie. O t w a r t e . Na ludzi, myśl, w i a r ę , d o z n a n i a , wzruszenia.
W i ę c i nazwać t r u d n o , a p e w n i e i nie trzeba. S ł o m a , j e g o żona,
o t o c z e n i e - są w s z y s t k i m ż y c z l i w i . Przychodzą d o ludzi, sąsiadów
z u ś m i e c h e m na twarzy. T o im bardzo p o m a g a , t r u d n o bowiem
być u nas „ i n n y m " , mała jest tolerancja n a w e t na tę zewnętrzną,
niegroźną Inność. Trzeba ludzi o s w o i ć , przyzwyczaić, uszano­
w a ć . W ł a ś n i e t o - u s z a n o w a ć . Nie łazić g o ł o po ł ą k a c h , nie gzić
się na w i d o k u w s z y s t k i c h , nie p r a c o w a ć w dzień święty..,
Tolerancja jest procesem o s w a j a n i a , t o jak z w i e w i ó r k ą , trzeba
s p o k o j n i e , trzeba coś dać z siebie, w z b u d z i ć ufność, wtedy
przyjdzie, w s k o c z y ci na ramiona, szturchnie w i l g o t n y m noskiem.
Słoma chce żyć w zgodzie z naturą, w n i e u s t a n n y m zachwycie.
N a j p i e r w g d y przyjechali z żoną nie mieli gdzie mieszkać, więc
zaczął b u d o w a ć dom-szałas. Prowizorkę. Z czego żył? Jak od lat
z w y r o b u i sprzedaży b ę b n ó w . D u ż y c h , m a ł y c h , drążonych'
w p n i a c h d r e w n a , z d o b i o n y c h na w z ó r afrykańskich. Bębny mają;
duszę, kiedy się z nimi o b c u j e w i d z i się różnice - w tonie, t o .
o c z y w i s t e , w charakterze d ź w i ę k u , c h c i a ł o b y się powiedzieć;
- w z a c h o w a n i u . O c z y w i ś c i e nakłada się t u p r y m i t y w n a wiedza;
0 magicznej roli b ę b n ó w , c h o ć może i d z w o n n i c y mogliby
podobnie powiedzieć o swych dzwonach? Ale wróćmy
t e m a t u . Kiedy już Słoma zamieszkał w s w y m domu-szałasie,-!
p r z y p o m i n a j ą c y m s t ó g siana zaczął kreślić plan trwałej budowli*;
d o m u , o k t o g o n a l n e g o . T r u d n o p o w i e d z i e ć , czy na początku byłe*
idea filozoficzna, czy - c h y b a prędzej - intuicja, ale jak juz б№w e s z ł o w b u d o w ę , s w o j e prawa d y k t o w a ł materiał, logika*

1 konkret w a r u n k ó w . D o m p o w s t a j e , t o już ze 3 lata trwa
b u d o w a . D o m , który ma w sobie jakiś w y m i a r sacrum, dom.
w k t ó r y m się mieszka, g o t u j e , ale i myśli, k o n t e m p l u j e . Dom, ktćflK
jest zaprzeczeniem C o r b u s i e r o w s k i e j „ m a s z y n y d o m i e s z k a n M Ł j .
D o m , który sprzyja życiu w e w n ę t r z n e m u , jest w i ę c funkcjonaMftSj "
ale nie jak w Bauhauzie.

W e w s z y s t k i c h p r z y k ł a d a c h , na które się p o w o ł u j ę , współ
jest j e d n o - w i ę ź między o s o b o w o ś c i ą c z ł o w i e k a a j e g o dorneflV
D o m jest t u f o r m ą emanacji o s o b o w o ś c i , przedłużeniem my*"*idei, u p o d o b a ń . P o d o b n i e jak u w i e l u ludzi, którzy d o m u nie • S j L щ
i nie będą mieli - taką emanacją o s o b o w o ś c i może być I w ^ - J . ,
mieszkanie, p o k ó j , a n a w e t kąt.
t

l l

e

B u d o w a może dać satysfakcję w y j ą t k o w ą . Jest c e l e m n a j ­
w s p a n i a l s z y m , jaki sobie można p o s t a w i ć . Przez t o , że ma w sobie

28

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
