<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10859" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10859?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T18:20:35+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10837">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/895c6570bd52e33ee4e309c215c0e5c1.pdf</src>
      <authentication>5668d70f2f5607b58b6718ca4d575882</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129492">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3764</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129493">
              <text>1960</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129494">
              <text>kultura ludowa - motywy</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129495">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3534</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129496">
              <text>O motywach ludowych i ich adaptacji/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129497">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.4, s.231-242</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129498">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129499">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129500">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129501">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="129502">
              <text>2

3

4

Większość wyszatyckich g a r n k ó w b y ł a w całości
pokryta p o b i a ł k ą , k t ó r a prawdopodobnie pod w p ł y ­
w e m jakiegoś b a r w n i k a p r z y b i e r a ł a kolor szary ( i l . 2
i 5), seledynowy ( i l . 3), ż ó ł t a w y ( i l . 4). Jedynie na­
czynia w y o b r a ż o n e na i l . 6 i 7 p o s i a d a ł y naturalny
kolor czerwony. Na tle pobiałki lub surowego czerepu
malowano wzory w kolorach b r ą z o w y m , l i l i o w y m ,
czerwonym i niebieskim. Charakter ornamentu wska­
zuje co najmniej na w i e k X V I I I .
Może w y d a w a ć się dziwne, że zwłoki dziecięce
grzebano w tak ozdobnych, a w i ę c zapewne i drogich
naczyniach, podczas gdy w gospodarstwie d o m o w y m
u ż y w a n o bardzo prostych n a c z y ń glinianych. I s t n i a ł

jednak zwyczaj ( w y s t ę p u j ą c y w Rzeszowskiem jesz­
cze w p o c z ą t k a c h X X w.) umieszczania na desce,
przymocowanej do tragarzy, ozdobnych n a c z y ń g l i ­
nianych, g ł ó w n i e misek, k t ó r e s t a n o w i ł y d e k o r a c j ę
izby i o z n a k ę zamożności m i e s z k a ń c ó w . M o ż n a przy­
puszczać, że takie w ł a ś n i e naczynia ozdobne znaj­
d o w a ł y zastosowanie jako improwizowane t r u m i e n k i
do grzebania n o w o r o d k ó w .
Podanej tu interpretacji n i e z w y k ł e g o znaleziska
nie n a l e ż y t r a k t o w a ć jako ostatecznego r o z w i ą z a n i a ;
planowane w przyszłości prace archeologiczne w W y szatycach dostarczą być m o ż e innego w y j a ś n i e n i a .

Fot. i rys. A.

Aleksander

O

5

Jaroch.

Jackowski

MOTYWACH
...W w o j e w ó d z t w i e
gionalnych.

LUDOWYCH

X . wydano wzornik haftów

re­

...W w o j e w ó d z t w i e Y . zamierzano w y d a ć wzornik
m o t y w ó w z ludowych skrzyń malowanych, z myślą
0 transponowaniu ich na tkaniny 1 przedmioty wy­
twarzane przez spółdzielnie przemysłu terenowego
1 artystycznego.
...Czekamy na Chopina plastyki, który by podniósł
ludowe motywy do rangi wielkiej sztuki narodowej.

Wokół spraw adaptacji sztuki ludowej
sporo n i e p o r o z u m i e ń i w ą t p l i w o ś c i . Rzadko

narosło
dotyczą

I ICH

ADAPTACJI

one malarstwa i rzeźby, k t ó r e — z natury rzeczy —
b y w a ł y raczej ź r ó d ł e m inspiracji twórczej n i ż obiek­
tem adaptacji. Spory i nieporozumienia, k t ó r e z a c i ą ­
żyły tyleż na stosunku do sztuki ludowej, ile na p r ó ­
bach jej adaptacji, s k u p i a j ą się g ł ó w n i e w o k ó ł sztuki
tzw. u ż y t k o w e j , w o k ó ł zdobnictwa, w k t ó r y m za p u n k t
wyjścia z w y k ł o się p r z y j m o w a ć ornament czy — w ę ­
ziej jeszcze — sam m o t y w .
Uwagi poniższe s ą p r ó b ą polemicznego ustosunko­
wania się do takich poczynań, r o z w a ż e n i a z a r ó w n o
teoretycznej strony zagadnienia, j a k i konsekwencji

231

�praktycznych. Na początku więc k i l k a s t w i e r d z e ń ,
k t ó r e s t a n o w i ą p o d s t a w ę dalszego toku w y w o d ó w .
Przedmiot piękny to nie zawsze przedmiot zdo­
biony.
Zdobienie jest t y l k o j e d n y m ze sposobów nadawa­
nia przedmiotom w a r t o ś c i estetycznych. Z a r ó w n o w
sztuce l u d ó w p r y m i t y w n y c h , j a k i w r z e m i o ś l e ludo­
w y m , obok form zdobionych w y s t ę p u j ą formy, k t ó ­
rych c a ł e p i ę k n o zawarte jest w kształcie. W p i e r w ­
szym w y p a d k u mamy do czynienia z przejawami upo­
d o b a ń o d o m i n u j ą c y m pierwiastku m a l a r s k i m ,
w d r u g i m — z i n w e n c j ą o charakterze r z e ź b i a r ­
skim.
W sztuce ludowej niejednokrotnie oba te
pierwiastki d o c h o d z ą do głosu (zdobiona ceramika,
maski o b r z ę d o w e , s t r ó j ) , czasem w y s t ę p u j ą upodo­
bania tylko r z e ź b i a r s k i e (ceramika czarna, białostoc­
kie ładyżki, b u ń k i , plecione kosze i naczynia, itp.),
czasem t y l k o malarskie (Zalipie — malowane domy,
wycinanka łowicka).
1

Są okresy i sytuacje w sztuce, kiedy r o z w i j a ł o się
zdobnictwo, w y s t ę p u j ą c szczególnie masowo, i okre­
sy, w k t ó r y c h u s t ę p o w a ł o ono miejsca w a l o r o m samej
formy, kształtu. R o z w i n i ę t e zdobnictwo w ł a ś c i w e jest
przede wszystkim technice rękodzieła, traci natomiast
sens w produkcji p r z e m y s ł o w e j , co oczywiście nie
oznacza, ż e w y r o b y p r z e m y s ł o w e s ą przez to mniej
piękne, mniej d o s k o n a ł e .
Nowoczesna architektura
oparta o prefabrykaty, samolot, s a m o c h ó d , żelazko,
maszyna do szycia czy 01ivettiego maszyna do pisa­
nia — m a j ą w y s o k ą w a r t o ś ć estetyczną, tyle że i c h
charakter plastyczny w y n i k a z funkcji, m a t e r i a ł u ,
techniki.
Współczesnej
sztuce u ż y t k o w e j , opartej
o nowe tworzywa, o' m a s z y n o w ą p r o d u k c j ę , obce s ą
kategorie ornamentu. W p ł y w a to i na ogólny charak­
ter u p o d o b a ń estetycznych, formujących się pod w p ł y ­
w e m nowego k s z t a ł t u otoczenia, domu, s p r z ę t u , ma­
szyny.
Zdobnictwo odgrywa szczególną rolę w sztuce l u ­
dowej opartej o rękodzieło. Stanowi to d l a w i e l u m i ­
ł o ś n i k ó w tej sztuki n a j w i ę k s z ą jej a t r a k c j ę , zaspo­
kaja p e w n ą sferę istniejących powszechnie potrzeb.
Warto t u zaznaczyć, że proces ewolucji, j a k i zachodzi
poczynając od p o ł o w y X I X w . w sztuce ludowej,
zmierza w k i e r u n k u rozwoju dekoracji, uintensywnie­
nia d z i a ł a n i a kolorystycznego, rozbudowy ornamentu.
M ó w i ą c obrazowo — pierwiastki bliższe sztuce ro­
m a ń s k i e j u s t ę p u j ą inspiracjom s z t u k ą renesansu, ba­
roku, rokoka. W ornamentyce zaznacza się to w y p i e ­
raniem m o t y w ó w geometrycznych przez roślinne,
zoo- i antropomorficzne. Zmiany te nie n a r u s z a ł y
jednak samych zasad zdobienia, dyscypliny plastycz­
nej, tak charakterystycznej dla ludowego rzemiosła.
Ornament ściśle wiąże się z użytkową
przedmiotu, podporządkowuje się jej.
1

funkcją

Zapomina się u nas często o t y m , że s t r ó j ludo­
wy to nie tylko takie czy inne t k a n i n y hafty, kroje,
ale że jest to pewna forma plastyczna. S t r ó j ten
stwarza c h a r a k t e r y s t y c z n ą bryłę, r ó ż n ą w S ą d e c k i e m ,
Ł o w i c k i e m czy K r a k o w s k i e m , i kształt ten jest r ó w n i e

232

Znana jest u t y l i t a r n a geneza haftu, k t ó r y zdobił —
w z m a c n i a j ą c j e d n o c z e ś n i e czy w r ę c z łącząc oddziel­
ne części odzienia. Jeszcze i teraz w l u d o w y m hafcie
s ą d e c k i m czy g ó r a l s k i m zdobne obszycia nie tylko
upiększają, ale i w z m a c n i a j ą miejsca n a r a ż o n e na
szybsze zniszczenie, przetarcie. R ó w n i e ż w ceramice
zdarza się, ż e np. w ą s y zdobione nie t y l k o d e k o r u j ą ,
ale i w z m a c n i a j ą ucho, j a k to w i d a ć n a p r z y k ł a d z i e
flaszy z A l w e r n i ( i l . 2). Obserwacja jakiegokolwiek
przedmiotu zdobionego snycersko p o k a ż e , ż e zdobie­
nie w y s t ę p u j e w zgodności z u ż y t k o w a n i e m . Podpo­
r z ą d k o w u j e się temu i stosowana technika. Nigdy
więc nie spotkamy a ż u r u tam, gdzie m ó g ł b y osłabić
trwałość materiału itd.
Na ciekawy p r z y k ł a d zależności między przezna­
czeniem przedmiotu a zdobieniem w s k a z a ł swego cza­
su na stronicach „Polskiej Sztuki Ludowej" K a r o l
Homolacs w p i ę k n y m i w a r t y m przypomnienia a r t y ­
kule „O w a r t o ś c i zdobnictwa l u d o w e g o " . Zwrócił
mianowicie u w a g ę na to, ż e w krakowskiej chustce
na głowę b r a k jest centralnego m o t y w u ornamental­
nego, a d w a o ś r o d k o w e m o t y w y k w i a t o w e w y s t ę p u j ą
jedynie w p r z e c i w l e g ł y c h n a r o ż n i k a c h , z t y m że jeden
jest w i ę k s z y i bogaciej rozbudowany n i ż drugi. Ta
na pozór nielogiczna kompozycja ornamentalna w
kwadracie nabiera sensu dopiero wtedy, gdy uprzyt o m n i m y sobie j a k w i ą ż e się c h u s t ę i j a k w ó w c z a s
będzie w y g l ą d a ł ten ornament.
2

Zależność funkcji estetycznych od u ż y t k o w y c h w y ­
stępuje zresztą nie tylko w zdobnictwie. Wystarczy
w s p o m n i e ć ule figuralne, gdzie z a r ó w n o r z e ź b a n i e d ź ­
wiedzia, j a k świętego czy mnicha p e ł n i ł a funkcje
utylitarne — z pogranicza magii, gdy wierzono, ż e
n i e d ź w i e d ź odstraszy
inne n i e d ź w i e d z i e od barci,
a złodziej nie ruszy miodu w figurze świętego, gdyż
t y m samym p o p e ł n i ł b y ś w i ę t o k r a d z t w o .
Ornament w i ą ż e się ściśle z przedmiotem.
K s z t a ł t determinuje r o z w i ą z a n i e ornamentacyjne.
Tak np. w y p u k ł y garnek, k t ó r y się o g l ą d a z różnych
stron, będzie m i a ł inaczej prowadzony ornament n i ż
w i s z ą c y na ścianie p ł a s k i łyżnik, widziany tylko fron­
talnie.
Ornamet wiąże się ściśle z budową przedmiotu,
p o d k r e ś l a ją, dopowiada, a nawet objaśnia. Oto misa
(il. 3): ornament p o d k r e ś l a poszczególne człony, ich
rolę w budowie całości, a w i ę c : kołnierz, ś r o d e k
i brzeg m i s k i ; przy czym z a r ó w n o spirala na dnie,
j a k zbieżne linie m o t y w ó w na kołnierzu p o d k r e ś l a j ą
ogólny charakter plastyczny formy — jej w g ł ę b n o ś ć .
W pisankach w i d z i m y u k ł a d y ornamentalne bieg­
n ą c e po z a m k n i ę t y m okręgu lub też u k ł a d y obrotowe
zgodne z charakterem toczonego k s z t a ł t u jajka.
Ciekawym p r z y k ł a d e m jest dzbanuszek ze Spiszą
(il. 4) o spłaszczonej z obu stron bryle, co nadaje m u
w a ż n y d l a charakteru plastycznego całości j a k i detal
zdobniczy ( i l . 1).
K . Homolacs, O wartości
zdobnictwa
ludowego,
..Polska Sztuka Ludowa". 1949. n r 11-12. s. 322,
2

�charakter w y r a ź n i e profilowy. Akcent dekoracyjny
ten profil eksponuje, a zastosowana t u spirala r ó w ­
n o w a ż y niejako spłaszczenie brzuśca.
Inne p r z y k ł a d y ( i l . 5, 6) w s k a z u j ą na tę samą
funkcję k o n s t r u k c y j n ą ornamentu.
Podobnie w stroju — gdzie zdobienie jest zawsze
elementem kompozycyjnym całości. P i ę k n y m przy­
k ł a d e m będzie stosowanie haftu, k t ó r y nie tylko zdobi
najbardziej eksponowane fragmenty ubioru, ale okre­
śla poszczególne człony całości. Wyznacza kierunki
u k ł a d u , zamyka go, a często przez w ł a ś c i w e zagęsz­
czenie o k r e ś l a w całości c i ę ż a r plastyczny form we
w ł a ś c i w y c h partiach ( i l . 7).

nieje w konkretnej całości. Są np. p i ę k n e hafty wo­
lutowe ł a ń c u c k i e , hafty, k t ó r y c h d z i a ł a n i e zależy
w d u ż y m stopniu od tego, j a k i jest ich „ciężar" w tka­
ninie. W e ź m y np. r a ń t u c h , gdzie t y l k o obrzeża po­
kryte są haftem — jak w a ż n y jest t u stosunek białej
powierzchni do zagęszczonego r y t m u wolut. Wystar­
czy zmienić proporcje haftu do tła, a zniszczymy efekt.
Haft działa tu j a k kapitele kolumny. Jest w r ę c z ko­
niecznym akcentem, z a m y k a j ą c y m całość. S p ó j r z m y
na s t r ó j orawski ( i l . 8), albo na kobiecy s t r ó j rze­
szowski ( i l . 7) — j a k w a ż n e jest w n i m w y w a ż e n i e
ciężaru haftu w stosunku do płaszczyzny, jego rola
w konstruowaniu formy. Użyty w i n n y m kontekście,
r ó w n i e ż zmieni swój charakter.

Charakter ornamentu zależny jest od materiału,
narzędzia, techniki. Bywa, że ten sam m o t y w po­
wtarza się w r ó ż n y c h dziedzinach sztuki ludowej,
tak np. k w i a t w doniczce, drzewko życia, tulipan
spotkany w hafcie i wycinance, k u t y w żelazie, cięty
w drzewie czy malowany na skrzyni czy talerzu. Ale
jego walor plastyczny, jego interpretacja będzie we
wszystkich tych wypadkach różna, w zależności od
użytego m a t e r i a ł u (papier, drzewo, żelazo), n a r z ę d z i a
(pędzel, pisak, d ł u t o , kozik, stempel) i techniki (haft
ściegiem liczonym, aplikacja, tkanina dwuosnowowa).
Jeśli zaś różnice te nie w y s t ę p u j ą , jeśli np. motyw
kwiatowy p o w t ó r z y się w formie niemal identycznej
w malaturze szaf śląskich i obrazach na szkle, to
tylko wtedy, gdy r ó ż n e techniki p r o w a d z ą do tych
samych konsekwencji plastycznych.

S p r ó b u j m y z kolei zmienić jego skalę ( i l . 9). O ile
na r a ń t u c h u ornament wydaje się r y t m i c z n ą pulsacją
czarnych czy czerwonych spiral, p o d k r e ś l a j ą c ą i za­
m y k a j ą c ą kompozycję płaszczyzny (czy w stroju —
bryły), o tyle wydzielony i p o w i ę k s z o n y staje się
w r ę c z m o n u m e n t a l n ą kompozycją, w k t ó r e j motyw
działa — niemal j a k architektura — c i ę ż a r e m bryły,
zwartością u k ł a d u , p l a s t y c z n ą f a k t u r ą haftu tak w y ­
pukłego, że stwarza w r a ż e n i e t r ó j w y m i a r o w o ś c i . Po­
wodem tego zmiennego d z i a ł a n i a m o t y w u w zależności
od jego skali są fizjologiczne właściwości oka. M o ­
t y w o pewnej wielkości ma s w ó j zasięg d z i a ł a n i a pla­
stycznego, czyli —• aby dał zamierzony przez t w ó r c ę
efekt, musi być o g l ą d a n y z określonej odległości.

Natomiast gdy ź r ó d ł e m inspiracji w zdobieniu
malowanych s k r z y ń ludowych b y ł y r z e ź b i o n e skrzy­
nie renesansowe, to pierwotny ornament transponowany na język malarski uległ przemianom zgodnie
ze ś r o d k a m i i wymogami nowej techniki.

II. 1.
Gostyń.

Fragment

stroju

kobiecego.

Żychlewo,

pow.

Działanie ornamentu zależne jest od jego sytuowa­
nia i kształtuje się w określonych relacjach z oto­
czeniem.
Tradycyjnym
b ł ę d e m p o p e ł n i a n y m wobec sztuki
ludowej jest traktowanie m o t y w u jako samodzielnego
elementu, w izolacji, w ó w c z a s gdy motyw jest częścią
całości, w k t ó r e j w y s t ę p u j e , k t ó r ą jest uwarunkowa­
ny i w której p e ł n i o k r e ś l o n ą funkcję. Ta sama ro­
zeta nie tylko ma inne d z i a ł a n i e plastyczne w r ó ż ­
nych sytuacjach, ale jest inaczej r o z w i ą z y w a n a np.
na oparciu zydla ( i l . 11) i na wieszaku ł y ż n i k a ( i l . 10),
gdzie m a j ą c za sobą — jak wycinanka — tło ściany,
otrzymuje a ż u r .
Motyw wyobcowany, w y r w a n y ze swego kontekstu,
zmienia s w ó j sens tak samo j a k każdy fragment
(obrazu czy zdania). Tak np. w haftowanym gorsecie
krakowskim motyw k w i a t o w y gubi się w gąszczu
innych, wpleciony w tak spoistą całość, że d z i a ł a
tu suma k w i a t ó w , liści i innych zdobin, a oko nie
w y r ó ż n i a poszczególnych e l e m e n t ó w . Podobny mo­
t y w hafciarski wyizolowany i umieszczony na neutral­
nym tle t ł u m a c z y się z u p e ł n i e inaczej.
Haft o g l ą d a się często jako dzieło „ s a m o w sobie",
jak zabytek leżący gdzieś w gablocie, na b i a ł y m tle.
A przecież haft ten ma o k r e ś l o n e zastosowanie, ist­
233

�II. 2. Naczynie flaszowate, glazurowane,
II. 3. Miska rabczańska.
Wl. Muzeum,

1877 r,
Cieszyn.

Wyk. Franciszek

Minkeński.

Alwernia,

pow.

Chrzanów.

D o s k o n a ł y m p r z y k ł a d e m jest tu np. mazurski czy
litewski „sejpak", k t ó r y — gdy p a t r z e ć na niego
ze zbyt bliskiej odległości — sprawia w r a ż e n i e w i ­
r u j ą c y c h l i n i i , a wibracja jest tak silna, że a ż trudno
skupić spojrzenie na tkaninie, nie m ó w i ą c już o t y m ,
że nie sposób jest odczytać p r a w i d ł o w o samego wzoru.
Dopiero s k r a c a j ą c odległość widzimy, że tkanina uspo­
kaja się, linie przestają w i r o w a ć , stają na swe m i e j ­
sca, czerń i biel nie pulsują już, w y c h o d z ą c na prze­
mian przed siebie. To jest w ł a ś n i e p r a w i d ł o w a odleg­
łość, zasięg p r a w i d ł o w e g o d z i a ł a n i a tkaniny. Oddala­
j ą c się poza granice tego d z i a ł a n i a widzimy, że w z ó r
przestaje na nas działać, przestajemy rozróżniać jego
proporcje, r y t m y i t d .

kach w i d a ć na p r z y k ł a d z i e o ł t a r z y k a w rogu izby,
strefa kultowa — pas obrazów. Pas ten d z i a ł a j e d ­
nak i plastycznie, stanowi jakby fryz z a m y k a j ą c y
w n ę t r z e jako akcent zespalający kolorystycznie i uspo­
k a j a j ą c y całość ściany. Wolno przypuszczać, że takie
a nie inne r o z w i ą z a n i e „strefy k u l t o w e j " w y n i k a ł o
r ó w n i e ż i z p o w o d ó w estetycznych. Oczywiste jest
jednak, że inaczej o d b i e r a ł o się ten zespół o b r a z ó w
w izbie niż np. na wystawie, gdy na centralnym m i e j ­
scu ściany u m i e ś c i m y j e d e n , oddzielony od i n n y c h
n e u t r a l n ą przestrzenią. Zespół działał na zasadzie
fryzu, d o p e ł n i a n i a się f o r m i barw, był d o m i n u j ą c y m
akcentem p i ę k n a w izbie, p i ę k n a , k t ó r e było jedno­
cześnie wyrazem k u l t u i k u l t ten potęgowało.

Dochodzimy więc do wniosku, że k a ż d a forma,
k a ż d y m o t y w — m a j ą sobie w ł a ś c i w y zasięg. Wyzna­
cza go odległość, skala wobec człowieka.
Dawne
w n ę t r z e wiejskie, jakie dziś już m o ż e m y zobaczyć
tylko w warunkach muzealnej rekonstrukcji, jest zna­
k o m i t y m p r z y k ł a d e m w ł a ś c i w e j skali wszystkiego, co
się w n i m znajduje w stosunku do siebie i do czło­
wieka. Dlatego dopiero we w n ę t r z u nabiera pełnego
sensu mebel, łyżnik, p ó ł k a z obrazami na szkle, p a j ą k ,
wycinanka, t k a n i n a .
Wtedy w i d a ć stosunek f o r m
wobec siebie, ich współzależność.

Istnieją oczywiście przedmioty przeznaczone za­
r ó w n o do o g l ą d a n i a z odległości j a k i z bliska. A l e
w tych wypadkach za k a ż d y m razem stykamy się
z d z i a ł a n i e m plastycznym innych e l e m e n t ó w . Np. z da­
leka podziwiamy k s z t a ł t góralskiej c h a ł u p y , zbliża­
j ą c się zaś do niej tracimy w i d o k całości, natomiast
poddajemy się w r a ż e n i u , jakie w y w i e r a j ą proporcje
poszczególnych e l e m e n t ó w , zdobienie d r z w i , pazdury,
i t d . Haft na stroju z daleka p o d k r e ś l a archi t e k t o n i k ę ,
stanowi dekoracyjny element z a m y k a j ą c y k o m p o z y c j ę
czy c z ł o n k u j ą c y całość na mniejsze formy — z bliska
ujawnia s w o j ą s t r u k t u r ę , działa precyzją detalu i t d .

3

W e ź m y np. p ó ł k ę z obrazami na szkle w izbie
góralskiej. W u k ł a d z i e w n ę t r z a wydzielenie jej u po­
w a ł y ma swoje uzasadnienie — izba dzieli się logicz­
nie na różne strefy, tak np. na ścianie wiszą części
ubioru — jest to więc strefa u ż y t k o w a , a ponad n i ą
wydzielona jest. podobnie jak to w innych wypad* W a ż n ą rolę o d g r y w a ł o r ó w n i e ż oświetlenie, ina­
czej w y g l ą d a ł malunek skrzyni czy zestaw kolory­
styczny t k a n i n y — w s k ą p y m świetle, inaczej zaś —
w p e ł n y m blasku. Inaczej też działa b a r w n o ś ć stroju
np. opoczyńskiego czy łowickiego w słońcu, na tle
234

Twórcy ludowi
posiadali znakomite
wyczucie
s k a l i , proporcji rzeczy w stosunku do siebie i oto­
czenia. M i a r ą tego stosunku był oczywiście człowiek.
Nic więc dziwnego, że gdy Le Corbusier f o r m u ł o w a ł
bieli d o m ó w , zieleni pól i łąk, niebieskości nieba,
gdy c a ł y b a r w n y t ł u m wylegnie na plac po sumie —
inaczej zaś w gablocie muzealnej czy na szarej ulicy
wielkiego miasta.

�II. 4. Dzbanuszek
pow. Tarnobrzeg.

słowacki
ze Spiszą. Wł. Muz. Tatrzańskiego,
Zakopane.
II. 5. Dzbanek z
Domostawy,
11. 6. Dzbanek z okolic Nowego Sącza. Wł. Muz. Etnograficznego,
Kraków.

zasady tzw. moduloru, p o w o ł a ł się na idealne pro­
porcje izby wiejskiej wobec człowieka. I w ł a ś n i e ta
doskonałość
proporcji i wzajemnych relacji (form
i kolorów) powoduje, że sztuka ludowa działa na nas
jako jednolite zjawisko plastyczne, jako jednolita
k u l t u r a plastyczna, w k t ó r e j ten sam styl prze­
n i k a z a r ó w n o s t r ó j c z ł o w i e k a j a k i jego otoczenie,
izbę, c h a ł u p ę , w i e ś — z a r ó w n o p l a s t y k ę j a k architek­
t u r ę czy folklor. Nieuzasadniona zamiana skali w p r o ­
wadza od razu nowy element, niszczy h a r m o n i ę ca­
łości. Dzieje się tak np. w w y p a d k u budowy schro­
nisk górskich na m o d ł ę wielokrotnie
powiększonej
c h a ł u p y czy szałasu. Budynek taki fałszuje zazwyczaj
skalę, i to z a r ó w n o wobec człowieka j a k otoczenia
i pejzażu — nie m ó w i ą c j u ż o t y m , że nonsensem
jest powtarzanie r o z w i ą z a ń w ł a ś c i w y c h dla drzewa —
w innych m a t e r i a ł a c h (cement, k a m i e ń , żelazo, da­
chówka).
Czym dla architekta kształconego jest teoria, tym
dla ludowego twórcy było doświadczenie przekazy­
wane z pokolenia na pokolenie. Miał on niezawodne
poczucie p r a w plastycznego d z i a ł a n i a . Są np. kaplicz­
k i — sytuowane tak, by o b e j m o w a ł y s w y m zasięgiem
j a k n a j w i ę k s z y teren, s t a j ą c się d o m i n a n t ą w sytuacji
przestrzennej; s ą to ludowe odpowiedniki p o m n i k ó w
i nie jest przypadkiem, że umieszczane w ś r ó d drzew,
k t ó r e przy ich skromnej skali d a j ą podtrzymanie pla­
styczne, s k ł a d a j ą się na jeden monumentalny zespół
przestrzenny ( i l . 13).
R o z w i n i ę t e potrzeby estetyczne szły w parze z dys­
c y p l i n ą plastycznego m y ś l e n i a . Dzięki temu nawet
elementy zapożyczone ze sztuki d w o r u wzgl. miasta,
sztuki renesansowej czy barokowej, nigdy nie b y ł y
4

* Oczywiście nie są to zasady zawsze ś w i a d o m i e
stosowane i w i e l u t w ó r c ó w ludowych byłoby zapewne
r ó w n i e zdziwionych, gdyby i m je s f o r m u ł o w a ć , jak

przenoszone w sposób mechaniczny czy przypadkowy.
L u d p r z e t w a r z a ł je zgodnie ze swymi w a r u n k a m i ,
n a w y k a m i , p s y c h i k ą i — co szczególnie w a ż n e —
zgodnie z przekazywanymi z pokolenia na pokolenie
zasadami dobrego rzemiosła. A zasady te w y n i k a ł y
ze stałego obcowania z m a t e r i a ł e m , n a r z ę d z i e m , tech­
n i k ą . Dawny t w ó r c a był nie tylko projektantem i w y ­
k o n a w c ą , był też w jednej osobie i u ż y t k o w n i k i e m .
Toteż twórczość jego dyktowana była zawsze kon­
kretnymi potrzebami, i to potrzebami, k t ó r e dosko­
nale znał, k t ó r e w s k a z y w a ł y kierunek r o z w i ą z a n i a
plastycznego. Dodajmy, że potrzeby te powszechne
były dla całego środowiska, k t ó r e w tych warunkach
mogło s t a n o w i ć oparcie dla twórcy. Osąd zbiorowości,
oparty na tradycji, stał więc na s t r a ż y zasad myślenia,
dyscypliny rzemiosła, k o n t r o l o w a ł i p o d p o r z ą d k o w y ­
w a ł i n w e n c j ę jednostek.
Sytuacja uległa jednak zasadniczej zmianie w dru­
giej połowie X I X wieku. Pod w p ł y w e m zachodzących
przemian ekonomicznych, społecznych i kulturowych
rozpoczyna się proces rozbicia dotychczasowej spoi­
stości ludowej kultury, ludowej sztuki. Staje się ona
nie jedyną, ale już tylko j e d n ą z r ó w n o l e g l e istnie­
jących na wsi formuł artystycznych. Co w i ę c e j , mimo
p r ó b ratowania i utwierdzania tej ludowej kultury,
n a s t ę p u j e stałe ograniczanie jej w p ł y w u i zasięgu
na wsi. Nowe wzory miejskie p o d w a ż a j ą dawne za­
sady, p r z e c i w s t a w i a j ą się dyscyplinie rzemiosła, logice
ornamentalnej s k ł a d n i . N a s t ę p u j e zderzenie różnych,
k r a ń c o w o sprzecznych tendencji plastycznych, w w y ­
niku k t ó r e g o dokonuje się rozpad tyoh wartości, jakie
dawniej c e c h o w a ł y s z t u k ę l u d o w ą .
Z m i e n i a j ą się
upodobania i ambicje środowiska, z m i e n i a j ą potrzeby,
pan Jourdin, k t ó r y żył sześćdziesiąt lat i nie wiedział,
że mówi prozą...

235

�zmienia i adresat. Coraz częściej odbiorcą ludowego
rzemiosła artystycznego staje się miasto.
W tej sytuacji ś r o d o w i s k o w ł a s n e p r z e s t a ł o sta­
n o w i ć d o t y c h c z a s o w ą ostoję, coraz większy b e z p o ś r e d ­
n i w p ł y w zaczęli mieć n o w i nabywcy. Sztuka l u d o w a
znajduje swych o p i e k u n ó w , którzy często nie tyle
z artystycznych ile z gospodarczych p r z e s ł a n e k s t a r a j ą
się podnieść, a nieraz i r a t o w a ć u p a d a j ą c e rzemiosła.

236

P o w s t a j ą szkoły ludowego p r z e m y s ł u , a ok. 1880 r.
w K o ł o m y i L . Wierzbicki zaczyna w y d a w a ć „ l u d o w e
wzory", uczące j a k i co a d a p t o w a ć n a potrzeby no­
wego klienta, p o p u l a r y z u j ą c o r n a m e n t y k ę h u c u l s k ą
w drzewie, ceramice, hafcie. J e d n o c z e ś n i e n o w y
klient miejski d o m a g a ł się w y r o b ó w o d p o w i a d a j ą ­
cych mu, z a s p o k a j a j ą c y c h potrzeby estetyczne ufor­
mowane przez sztukę i k u l t u r ę tamtego czasu.

�10 11

U. 10. Łyżnik
podhalański.
Wł. Muz. Etnograficznego,

Wl. Muz.
Kraków.

Tatrzańskiego,

Przypomnijmy j a k i to był okres. Schyłek X I X stu­
lecia, eklektyzm p a n u j ą c y w architekturze, w n ę t r z u ,
sztuce u ż y t k o w e j .
Wprowadzanie e l e m e n t ó w stylo­
wych bez pierwotnego funkcjonalnego uzasadnienia —
miejskie kamieniczki z basztami, u d a j ą c e zamki, ozdo­
by n a k ł a d a n e na b u d y n k i poza p o r z ą d k i e m konstruk­
cji architektonicznej, l e k c e w a ż e n i e właściwości ma­
teriału, kamienia, drzewa, żelaza. Wszędzie w y s t ę p u ­
j ą c e zdobienie, zgodne z powszechnym z a m i ł o w a n i e m
do dekoracji, bogatej ornamentyki.
Na t y m tle zainteresowanie s z t u k ą l u d o w ą sprowa­
dzało się do jej w a r t o ś c i zdobniczych, a konkretnie —
do ornamentyki. A l e czas nie sprzyjał g ł ę b s z e m u ro­
zumieniu ludowego rzemiosła, nie szukano logiki ani
sensu ornamentyki, obiektem zainteresowania był
przecież w s z ę d z i e m o t y w , bezceremonialnie przeno­
szony z przedmiotu na przedmiot, mieszany z i n n y m i ,
bez uzasadnienia, a często i sensu. T a k i m był np.
wystawowy pawilon Galicji z 1900 r., którego ele­
menty pochodziły z takich w ł a ś n i e zapożyczeń, z sny­
cerki p o d h a l a ń s k i e j , w o ł y ń s k i e g o k i l i m u itd. ( i l . 15),
całość jednak, j a k ł a t w o z a u w a ż y ć , niewiele m i a ł a
w s p ó l n e g o ze s z t u k ą l u d o w ą .
P r z y k ł a d e m podobnie dowolnego konstruowania
nowych całości z e l e m e n t ó w ludowych jest taboret,
wyprodukowany w ówczesnej Z a k o p i a ń s k i e j Szkole
P r z e m y s ł u Drzewnego. Zdobiony jest on m o t y w a m i
z ciesiołki i snycerki g ó r a l s k i e j , ale elementy odgry­
w a j ą c e dawniej rolę k o n s t r u k c y j n ą zastosowano w n i m
w y ł ą c z n i e jako d e k o r a c j ę , s t ą d przyszło żelazną sztabką w i ą z a ć ze s o b ą od w e w n ę t r z n e j , niewidocznej
strony — nogi i zdobione deseczki, służące l i - t y l k o
do ozdoby ( i l . 14).
3

Dotyczy to oczywiście nie tylko sztuki ludowej.
Znamienne, że ilekroć s i ę g a n o do f o r m u ł y sztuki na­
rodowej, p o j a w i a ł się „ m o t y w " stylowy czy ludowy.
Widzieliśmy to z a r ó w n o w architekturze okresu m i ę ­
dzywojennego, j a k i po wojnie na p r z y k ł a d z i e bu-

Zakopane.

II. 11. Zydel.

Jurków,

paw.

Limanowa.

Ten stosunek do sztuki ludowej jako ź r ó d ł a mo­
t y w ó w pogłębiony jeszcze został przez eksperyment
St. Witkiewicza, k t ó r y wychodził z założeń, iż sztuka
g ó r a l s k a to po prostu o c a l a ł a dawna twórczość pra­
polska, p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k a , przechowana przez zdol­
ny i niepodległy lud. W myśl takiej teorii górale nie
stworzyli w ł a s n e j sztuki, przechowali jedynie m o t y ­
w y , k t ó r e n a l e ż a ł o z kolei r o z w i n ą ć i p o d n i e ś ć do
godności narodowej sztuki. Pomimo całego szacunku
i u m i ł o w a n i a dla górali Witkiewicz w gruncie rzeczy
odrzucał s z t u k ę l u d o w ą jako o d r ę b n y fenomen arty­
styczny, s p r o w a d z a j ą c j ą do roli skarbnicy m o t y w ó w ,
k t ó r e d a w a ł y się dowolnie zastosować. P r ó b o w a ł ty­
powe dla ciesiołki formy niemal d o s ł o w n i e przenosić
w k a m i e ń , p r ó b o w a ł „styl z a k o p i a ń s k i " uczynić sty­
lem narodowym. S t ą d te budowle na g ó r a l s k ą m o d ł ę
stawiane pod W a r s z a w ą , na L i t w i e , a nawet w e Fran­
c j i . S t ą d pianina zdobione w „stylu", k t ó r y c h deko­
racja w y k o r z y s t y w a ł a m. in. o r n a m e n t y k ę łyżnika,
stąd serwis k a w o w y w s ł y n n y m Sevres produkowany
z porcelany na w z ó r malutkich c z e r p a k ó w i t d .
Wprawdzie teoria stylu z a k o p i a ń s k i e g o nie t r w a ł a
d ł u g o i już w 1901 r. artyści zgrupowani w o k ó ł To­
warzystwa „ P o l s k a Sztuka Stosowana" zaczęli odkry­
w a ć w sztuce ludowej d y s c y p l i n ę formy i ornamentu,
celowość i logikę budowy, d o s k o n a ł y warsztat —
wprawdzie działalność późniejszych „ W a r s z t a t ó w K r a ­
kowskich", a w okresie m i ę d z y w o j e n n y m „ Ł a d u " ,
s t a n o w i ł a p r z y k ł a d ś w i a d o m e g o i rozumnego usto
sunkowania się do sztuki ludowej j a k o źródła inspi­
racji, to jednak w świadomości ogółu pojęcie sztuki
ludowej na d ł u g o związało się z poieciem
m ntywu" .
s

downictwa reprezentacyjnego w stylu M . D . M . czy
P a ł a c u K u l t u r y i Nauki. Te fakty u t r w a l a ł y z kolei
dawne n a w y k i m y ś l o w e zakorzenione w społeczeń­
stwie.

23:

�Wciąż jeszcze na świadomości ogółu ciąży „d e k or a c y j n y " rodowód zainteresowań sztuką ludową.
Wciąż szuka się w niej przede wszystkim zdobnictwa,
m n i e j s z ą w a g ę p r z y w i ą z u j ą c do innych wartości. M o ż ­
na nawet z a r y z y k o w a ć twierdzenie, że p o p u l a r n o ś ć
s w ą zawdzięcza sztuka ludowa w d u ż e j mierze w ł a ś ­
nie temu, iż zaspokaja dziś potrzeby „ d e k o r a c y j n e " ,
istniejące w społeczeństwie, a nie w y p e ł n i o n e przez
s z t u k ę współczesną.
Dowodzi tego w ł a ś n i e stosunek do sztuki ludowej.
Nie przypadkiem przecież
zainteresowaniom ogółu
obce są drzeworyt, malarstwo czy rzeźba, k t ó r e prze­
m a w i a j ą do ograniczonego k r ę g u odbiorców, doce­
n i a j ą c y c h w a r t o ś c i formalne i p a t r z ą c y c h na te dzie­
dziny sztuki przez pryzmat d o ś w i a d c z e ń sztuki w s p ó ł ­
czesnej, podczas gdy w świadomości
powszechnej
sztuka ludowa kojarzy się z w y c i n a n k ą , haftem, stro­
jem, t k a n i n ą , c e r a m i k ą .
Zjawisko nie jest zresztą nowe; przecież nawet
tacy entuzjaści sztuki ludowej j a k Gerson czy W i t ­
kiewicz dostrzegali w swoim czasie jedynie p i ę k n o
rzemiosła, a dopiero Skoczylas „ o d k r y ł " dla sztuki
drzeworyt ludowy i obraz, formiści zaś, z n a j ą c do­
ś w i a d c z e n i a kubizmu i filiacje jego ze s z t u k ą l u d ó w
prymitywnych, umieli ocenić r a n g ę a r t y s t y c z n ą w i e j ­
skich ś w i ą t k ó w .
Do dziś jeszcze wiele w a r t o ś c i sztuki ludowej nie­
z r o z u m i a ł y c h jest dla ogółu społeczeństwa, a sympatie
dla niej dyktowane są nie zawsze i nie tylko a r t y ­
stycznymi w z g l ę d a m i . Losy kraju, zabory, powstania,
d ą ż e n i a do stworzenia narodowego stylu — to wszyst­
ko w p ł y n ę ł o na wytworzenie się stosunku do sztuki
ludowej jako symbolu polskości, rodzimego kraju.
Dziś dołączyły się do tego i inne momenty — podnie­
sienie godności wsi, szacunek dla tradycji itp. T r a k ­
tuje s i ę więc często tę s z t u k ę jak pejzaż lat dziecin­
nych, jak coś dobrze znanego, t r w a ł e g o , niezmienne­
go, nie ulegającego fluktuacjom czasu, mody. Leluja
jest zawsze lelują, strój łowicki czy krakowski pa­
m i ę t a m y od dzieciństwa. Obawiam się, że z wielkiego
dorobku b a d a ń nad l u d o w ą s z t u k ą w ciągu ostatnich
15 lat tylko nieliczne fakty d o t a r ł y do świadomości
społeczeństwa. M i m o wystaw, k o n k u r s ó w , pokazów,
wydawnictw, reprodukcji — nadal w i d z i się w tej
sztuce tylko to, co się umie i n a w y k ł o widzieć, szuka
wartości, k t ó r e spodziewa się z n a l e ź ć .
6

Bliskość tej sztuki w i ą ż e się i z t y m , że nie ocze­
kujemy od niej ż a d n y c h niespodzianek, k t ó r e sprawia
np. sztuka współczesna. L u b i m y tę s z t u k ę , p o n i e w a ż
nie wymaga od nas żadnego w y s i ł k u , p o n i e w a ż tak
dobrze ją znamy, p o n i e w a ż s t a ł a się już w r ę c z s y m ­
b o l e m tradycji narodowych, swojszczyzny, przesz­
łości, lat dziecięcych...
Powoduje to, że na ludzi
8

Sympatie te o b j a w i a j ą się jednak raczej w za­
interesowaniu folklorem, w y s t ę p a m i „Mazowsza" czy
„Śląska", coraz mniej natomiast staje się potrzebna
plastyka ludowa w mieszkaniach; niknie nawet za­
interesowanie dla „ ł a d o w s k i c h " czy „cepeliowskich"
mebli. Dowodzą tego w y n i k i aniekty opracowanej
przez O ś r o d e k Badania O p i n i i Publicznej na temat
u p o d o b a ń m i e s z k a ń c ó w Warszawy (por. art. M . Czer-

238

działa często raczej konwencja tej sztuki, a nie ona
sama, d z i a ł a skojarzenie emocjonalne w y w o ł a n e w y ­
c i n a n k ą k u r p i o w s k ą , kogutkiem, pasiakiem ł o w i c k i m
czy strojem k r a k o w s k i m — bardziej niż sam w a l o r
plastyczny tych p r z e d m i o t ó w . Są to w i ę c już niemal
z n a k i plastyczne, zdolne w y w o ł y w a ć r e a k c j ę uczu­
c i o w ą widza. Para postaci w ludowych strojach, k u r ­
piowska leluja czy w y c i n a n k o w y kogutek s t a ł y s i ę
niemal nieoficjalnym godłem. T y m , czym dla P a r y ż a
wizerunek w i e ż y Eiffla, dla Warszawy Syrena, dla
Moskwy K r e m l , a dla Hiszpanii torreador i Carmen.
Symbolem, znakiem rozpoznawczym oczywistym dla
widza. Znajdziemy je na znaczku, p u d e ł k u od zapa­
łek, plakacie, w y d a w n i c t w i e d l a t u r y s t ó w , malowidle
na ścianie hotelu, restauracji czy dworca.
Ten „ s y m b o l i c z n y " stosunek rozszerza s i ę i na
inne m o t y w y ludowe. Przyjmuje się, że w ł a ś n i e mo­
t y w odróżnia n a s z ą s z t u k ę od rosyjskiej, c h i ń s k i e j
czy w ę g i e r s k i e j , że, co w i ę c e j , w ł a ś n i e m o t y w m o ż e
stanowić
cechę
odrębną
poszczególnego
regionu.
A od takiego p r z e ś w i a d c z e n i a już tylko k r o k do w y ­
dawania w z o r n i k ó w m o t y w ó w , k t ó r e m i a ł y b y , w m y ś l
intencji w y d a j ą c y c h , służyć r ó ż n y m adaptacjom. Jasne,
że w rezultacie sprowadza się to do wyboru najbar­
dziej typowych m o t y w ó w , k t ó r e powielane masowo
stają się ż a ł o s n y m i j a k ż e powierzchownym gestem
wobec sztuki ludowej, wobec twórczości autentycznej,
k t ó r ą w nieuchronny sposób p o d c i n a j ą i d e g e n e r u j ą .
B ł ą d leży tu w samej zasadzie. Kogutek m o ż e być
symbolem, ale motyw jako element plastyczny musi
być traktowany zgodnie z logiką ornamentyki. T y m
bardziej że nie k a ż d y m o t y w jest symbolem. Prze­
ciwnie — wiele m o t y w ó w , u w a ż a n y c h u nas za ro­
dzime, znanych jest i w innych kulturach. Rozeta,
tak często spotykana w snycerce góralskiej, w y s t ę ­
puje z a r ó w n o w sztuce I n d i i j a k Skandynawii. Ten
sam motyw może w i ę c w k o n t e k ś c i e naszej sztuki
ludowej i w ł a ś c i w y c h jej r o z w i ą z a ń zdobniczych
s p r a w i a ć w r a ż e n i e polskiego, natomiast w sztuce r u ­
m u ń s k i e j czy m e k s y k a ń s k i e j będzie ściśle przylegał
do k s z t a ł t u tamtych sztuk. M o t y w w i ę c „ s a m w so­
bie" niczego nie p r z e s ą d z a . Istnieje w zestawieniu,
w kontekście. L u d nawet zapożyczając p r z e j ą ł prze­
cież nie wszystkie motywy, ale jedynie te, k t ó r e
d a w a ł y się zastosować i z i n t e r p r e t o w a ć zgodnie z jego
upodobaniami i zasadami m y ś l e n i a . To w ł a ś n i e po­
zwoliło na zachowanie jednolitości stylistycznej sztuki
poszczególnych r e g i o n ó w czy w i ę k s z y c h o b s z a r ó w .
Niezrozumienie tego zagadnienia ze strony n i e k t ó ­
rych o p i e k u n ó w sztuki ludowej prowadzi w rezultacie
do tworzenia się coraz większej przepaści m i ę d z y
dawną sztuką ludową, pełną mądrości wieków, sztuką
m o g ą c ą i dziś jeszcze i m p o n o w a ć doskonałością rozwińskiego w „ P r z e g l ą d z i e K u l t u r a l n y m " ,
7.VII.1960,
n r 28), spadek o b r o t ó w s k l e p ó w C P L i A (w pionie
sztuki
ludowej),
zainteresowania dla
wydawnictw
z zakresu sztuki ludowej i t d .
Głównym odbiorcą
sztuki ludowej staje się obecnie turysta, cudzoziemiec
zwiedzający Polskę, zagraniczny klient s k l e p ó w C P L i A
w N o w y m Jorku i Brukseli.

�w i ą z a ń i dyscypliną m y ś l e n i a — a publicznością
m i e j s k ą , nieczułą już na te autentyczne w a r t o ś c i , k a r ­
m i o n ą „ m o t y w a m i " , p r z y j m u j ą c ą z groźną ł a t w o ś c i ą
p s e u d o l u d o w ą t a n d e t ę o g r a n i c z o n ą do coraz węższego
k r ę g u form i m o t y w ó w , u w a ż a n y c h przez n i ą za
„ludowe" .
7

I w ł a ś n i e w tej sytuacji w y d a j ą się szczególnie
n i e p o ż ą d a n e wszelkie publikacje s p r z y j a j ą c e takiemu
u ł a t w i o n e m u widzeniu ludowej sztuki, owe w z o r n i k i
haftów czy m o t y w ó w ze s k r z y ń malowanych. G r o ź n e ,
p o n i e w a ż t r a f i a j ą c do r ą k ludzi nie przygotowanych
s u g e r u j ą i m niezależność m o t y w ó w , u t w i e r d z a j ą fał­
szywe n a w y k i . W t a k i m np. w z o r n i k u h a f t ó w opol­
skich na kilkudziesięciu stronach nie znajdziemy ani
razu pokazanego motywu w e w ł a ś c i w y m zastosowa­
n i u ; cóż w i ę c z tego, że ś w i a d c z y o inwencji hafciarek, skoro w rezultacie obraca się p r z e c i w
ich sztuce?
Izolowany z całości, przenoszony z m a t e r i a ł u w ma­
teriał, z techniki na t e c h n i k ę , s t a ł się
motyw
p o w a ż n ą b r o n i ą niszczącą t r a d y c y j n ą sztukę, fałszu­
j ą c w ś w i a d o m o ś c i ogółu jej w a r t o ś c i . Wbrew i n ­
tencjom tych, którzy za p o m o c ą adaptacji m o t y w ó w
chcieli ożywić i u p o w s z e c h n i ć s z t u k ę l u d o w ą , staje
się ona czynnikiem d e g e n e r u j ą c y m tę sztukę, przy­
śpieszającym jej zanik. Wydzielanie „ m o t y w u " i ope­
rowanie n i m bez u w z g l ę d n i e n i a potrzeb i możliwości
jego zastosowania jest bowiem r ó w n o z n a c z n e z pod­
cinaniem dyscypliny c e c h u j ą c e j d a w n ą sztukę l u d o w ą ,
sprzyja procesom destrukcyjnym. Jest w i ę c „ m o t y w "
trucizną, k t ó r a podana choremu podtrzymuje co praw­
da puls s ł a b n ą c e g o serca, ale rujnuje nieuchronnie
organizm.
Czy oznacza to, że w y s t ę p u j ę przeciw wszelkim
adaptacjom? Ależ nie! Doskonale rozumiem, że sztuka
ludowa, a nawet jej symbol, m o t y w — mogą stano­
wić p o d n i e t ę t w ó r c z ą d l a plastyka.
A l e — w w y p a d k u artysty-plastyka praca jego
ma w a r t o ś ć absolutnie n i e z a l e ż n ą od samego motywu.
Może być ś w i e t n a bez ludowego m o t y w u i zła m i m o
wykorzystania pięknego motywu.
Można stosować
niemal autentyczny m o t y w np. sannickiego kogutka,
s t e m p l o w a ć t k a n i n ę w y c i n a n k ą k u r p i o w s k ą — a uzys­
k a ć efekt odległy od k l i m a t u ludowej sztuki ( i l . 17).
P o j ę c i e motywu (obojętne — stylowego czy ludowego
polskiego wzgl. obcego) niczego z góry nie przesądza,
nie daje prawa do ż a d n e j ulgowej taryfy w ocenie,
ani t y m bardziej do t y t u ł u „ n a r o d o w e j " sztuki. Jest
bowiem rzeczą z u p e ł n i e o b o j ę t n ą , czy np. na su­
kience m o t y w będzie ludowy czy nie — w a ż n e t y l k o ,
aby to b y ł a ł a d n a sukienka, aby dekoracja t k a n i n y
dobrze ją o r g a n i z o w a ł a .
Adaptacja, gdy w y n i k a z inspiracji twórczej pla­
styka, m o ż e być udana, a nawet ś w i e t n a — nie m o ż e
jednak s t a n o w i ć programu. Jako program jest bowiem
absurdem, tworzeniem j a k i e j ś namiastki „sztuki dla
7

Charakterystyczne, że p i ę k n a wystawa malar­
stwa ludowego w K r a k o w i e m i a ł a z n i k o m ą frekwen­
cję. Były dnie, że zwiedzało j ą 10—15 osób. Czasopisma
katolickie, obliczone na szerokie masy o d b i o r c ó w ,
po umieszczeniu reprodukcji ludowych
świątków

mas". Niestety, słyszy się niekiedy, nawet na p o w a ż ­
nych zebraniach, że adaptacja m o t y w ó w
ludowych
powinna być d r o g ą do stworzenia stylu narodowego,
że czekamy wciąż na Chopina w plastyce, k t ó r y by
podniósł „ l u d o w e do l u d z k o ś c i " i t d .
Zapomina się, że rozwój sztuk plastycznych w a ­
runkowany jest przede wszystkim potrzebami, ma­
t e r i a ł e m , sposobem produkcji — a nowoczesna tech­
nika często w ogóle wyklucza zdobienie, w z g l ę d n i e
zmienia jego charakter, w p r o w a d z a j ą c nowe pojęcia
p i ę k n a , jak np. o p ł y w o w o ś ć k s z t a ł t u i t d . Zapomina
się, że poszczególne rodzaje sztuk m a j ą o d r ę b n e prawa
r z ą d z ą c e n i m i , nie m o ż n a w i ę c mechanicznie r z u t o w a ć
t w i e r d z e ń słusznych w p e w n y m okresie (i w pewnych
tylko granicach) dla muzyki — na a r c h i t e k t u r ę , ma­
larstwo czy sztukę u ż y t k o w ą .
Sztuka ludowa m o ż e natomiast być j e d n y m ze
źródeł inspiracji i — j a k wskazuje na to historia
naszej sztuki X X w. — niejednokrotnie n i m była.
Z a u w a ż m y jednak, że zakres tych inspiracji jest na
ogół w ą s k i , nie m o ż e s t a n o w i ć ż a d n e g o programu
twórczego na d a l s z ą metę. Dlatego — czy to w t w ó r ­
czości T. Makowskiego, czy T. Czyżewskiego, Z. Waliszewskiego, Zb. Pronaszki, W. Wąsowicza, T. K u l i ­
siewicza, J. Bandury, J. Jarnuszkiewicza, J. Lenicy,
W. Fangora, a nawet A. Kenara — inspiracja ludowa
jest tylko w ą s k i m wycinkiem, jednym z n u r t ó w ich
twórczości. Można ś w i a d o m i e złożyć hołd ludowej
sztuce, widzieć w niej prekursorstwo pewnych zagad­
n i e ń formalnych (od kubizmu po nadrealizm i ekspresjonizm), trudno jednak p r z y j m o w a ć tę p o s t a w ę w
sposób programowy, nie w p a d a j ą c w stylizacyjną ma­
nierę, przed k t ó r ą nie ustrzegła się nawet tak w y ­
bitna malarka j a k Z. S t r y j e ń s k a .
Inspiracja jest oczywiście s p r a w ą bardziej indy­
w i d u a l n ą niż adaptacja, w silniejszym bowiem stop­
n i u bazuje na talencie t w ó r c z y m , podczas gdy adap­
tacja (czyli nowe zastosowanie tradycyjnych elemen­
tów) jest raczej s p r a w ą
umiejętności,
rzemiosła.
Toteż adaptacja ma miejsce p r z e w a ż n i e w odniesieniu
do zdobnictwa, ornamentyki, podczas gdy inspiracja
dotyczy
raczej
kolorystyki,
poetyki,
deformacji,
ekspresji sztuki ludowej, zwłaszcza rzeźby i malar­
stwa. P ł y n ą z tego jednak i o k r e ś l o n e konsekwencje.
Dzieła bliskie duchowi ludowej sztuki figuralnej s ą
często o b o j ę t n e lub w r ę c z obce p r z e c i ę t n e m u odbior­
cy, który, jak wiemy, nie grzeszy w y s o k ą k u l t u r ą
p l a s t y c z n ą i r ó w n i e daleki jest od uznania dla ludo­
wych ś w i ą t k ó w , jak dla dzieł p o w s t a ł y c h z fascynacji
nimi.
Tak więc z p u n k t u widzenia dalszego t r w a n i a
i rozwoju sztuki ludowej — ani adaptacja, ani inspi­
racja podejmowana przez p l a s t y k ó w nie o d g r y w a j ą
jako takie jakiejś szczególnie pozytywnej r o l i . W y ­
daje się też w ą t p l i w e , aby m i a ł y zbliżyć s p o ł e c z e ń s t w o
do autentycznych wartości sztuki ludowej.
Sztukę
l u d o w ą propaguje najlepiej autentyczna sztuka ludoo t r z y m u j ą listy z ostrymi zarzutami, że p o k a z u j ą
s z k a r a d z i e ń s t w a , o b r a ż a j ą uczucia wiernych i t d . M i ­
n i m a l n y m zainteresowaniem cieszą się r ó w n i e ż r z e ź b y
i obrazy ludowe w C P L i A i Dessie. K u p u j ą je b ą d ź
plastycy i kolekcjonerzy, b ą d ź cudzoziemcy.

239

�'-'.V— . J-V.v*."-

I I . 22. Osiedle n a polanie Kosarzyska
gurą Orawską.
II. 13. Kapliczka
pod
dzy czerwienne.
Podhale.

pod
lipą.

Ma­
Mię­

vva, ona (eż powinna być przedmiotem najżywszej
naszej troski.
A l e obecnie problem adaptacji s t a n ą ł także przed
t w ó r c a m i ludowymi. W sytuacji, gdy s z t u k ę l u d o w ą
t r a c ą c ą oparcie w e w ł a s n y m środowisku zaczęto t w o ­
rzyć na użytek miasta, przystosowanie się do nowego
ś r o d o w i s k a i jego potrzeb stało się s p r a w ą życia
i śmierci w i e l u dziedzin ludowego rzemiosła arty­
stycznego.
Zaczęła się z a ł a m y w a ć dyscyplina tradycyjnej sztu­
k i ludowej. Dopóki t w ó r c a ludowy był zarazem i od­
biorcą — obcowanie na codzień z przedmiotem, k t ó r y
stworzył, s t a n o w i ł o najlepszy sprawdzian jego racjo­
nalnego sensu. Znajomość funkcji, struktury, techniki,
m a t e r i a ł u , miejsca i roli w otoczeniu — p o d s u w a ł y
celowe i logiczne rozwiązania, wydoskonalone przez
t r a d y c j ę . Przestawiony na nowego o d b i o r c ę staje
jednak t w ó r c a ludowy wobec nieznanego ś r o d o w i s k a
i nie doznanych potrzeb, wobec niejasnych funkcji
swej sztuki i obcego otoczenia. To, co s t a n o w i ł o pod­
stawy tradycyjnej dyscypliny m y ś l e n i a — straciło
rację bytu.
240

Zadania stają nowe i coraz mniej m o ż n a dla nich
znaleźć oparcia w tradycji, zwłaszcza w tych w y p a d ­
kach czy tych dziedzinach ludowego rzemiosła, k t ó r e
są z w i ą z a n e z tradycyjnymi przedmiotami w y c h o d z ą ­
cymi dziś z użycia lub nieprzydatnymi dla miasta.
Stawia to ludowego t w ó r c ę wobec konieczności t w o ­
rzenia nowych, nieludowych p r z e d m i o t ó w w oparciu
o tradycyjne zdobnictwo. Kierunek adaptacji jest t u
w r ę c z odwrotny n i ż to miało miejsce dawniej, gdy
ludowy t w ó r c a p r z e t w a r z a ł s z t u k ę oficjalną na s w ó j
użytek. P u n k t e m w y j ś c i a b y ł y wtedy jego potrzeby,
przedmioty jemu służące, modelem — jego życie i jego
tradycja. Teraz zaś punktem wyjścia s t a ł y się potrze­
by obcego ś r o d o w i s k a , przedmioty o obcej jeszcze
strukturze i nie zawsze z r o z u m i a ł e j funkcji, a mode­
lem — fabryczna produkcja miejska. Sztuka ludowa
jest w i ę c adaptowana obecnie na potrzeby innego
ś r o d o w i s k a — miasta.
Tradycja ludowa nie podsuwa tu ż a d n y c h roz­
w i ą z a ń . Nie wnosi niczego — poza ornamentem. I tak
motyw, k t ó r y był elementem o k r e ś l o n e j s t r u k t u r y
artystycznej, b y w a przenoszony do obcej sobie ca-

�U. 14. Taboret. Szkoła
Przemyślu
Drzewnego w Zakopanem, ok. 1890 r.
II. 15. Fragm.
wnętrza
pawilonu
Galicji
na wystawie
międzynaro­
dowej w Paryżu,
1900 r.,
projekto­
wał B. Kovacs,
rzeźby
W.
Brzegi.

lości, wprowadzony jako dekoracja, bez uzasadnienia
funkcjonalnego, a często w b r e w niemu. W y s t ę p u j e to
przede wszystkim w pracach przygotowywanych na
wystawy i konkursy (szczególnie o charakterze pa­
m i ą t k a r s k i m ) , gdy z m y ś l ą o odbiorcy
miejskim
t w ó r c a stara się p o w i ą z a ć potrzeby u ż y t k o w e z t r a ­
dycyjnym charakterem sztuki ludowej. W praktyce
w y r a ż a się to w zdobieniu nowego przedmiotu daw­
n y m motywem. Charakterystyczne pod t y m w z g l ę d e m
p r z y k ł a d y przyniósł niedawny konkurs na ludowe
kowalstwo artystyczne w Krakowie.
Wysoki poziom i d o s k o n a ł ą d y s c y p l i n ę reprezen­
t o w a ł y prace utrzymane w formach tradycyjnych, jak
np. okucia wozów. Nieporozumienia zaczęły się jed­
nak przy przedmiotach obcych l u d o w i , jak np. ścianki
do podtrzymywania k s i ą ż e k ( i l . 18). Tradycja posłu­
żyła t u za wzornik m o t y w ó w — s t ą d ścianka została
r o z w i ą z a n a w formie zawiasu w z g l ę d n i e kotwiczki
/. okna ( i l . 19). Rozwidlenie uzasadnione w pierwot­
nej funkcji p o t r z e b ą wzmocnienia zawiasu lub też
a ż u r z r o z u m i a ł y w funkcji k o t w i c z k i k t ó r a miała
przepuszczać ś w i a t ł o i powietrze, broniąc zarazem
d o s t ę p u do w n ę t r z a — wszystko to traci sens w zasto­
sowaniu do ścianki, n a r a ż a na skaleczenie ostrymi
szpicami z a r ó w n o książkę jak i r ę k ę sięgającego
po n i ą .
Inaczej d z i a ł a też bogata i p i ę k n a sylweta, k t ó r a
w pełni w y s t ę p u j e z a r ó w n o na tle drewnianej faktu­
ry d r z w i , jak w kotwiczce okiennej, obramionej ścianą

budynku — inaczej tutaj, gdzie nie znajduje ani w ł a ś ­
ciwego tła, ani odpowiedniej skali, gubiąc s w ó j ry­
sunek na tle agresywnej o k ł a d k i .
Jeszcze jaskrawszym p r z y k ł a d e m
nieporozumień
jest lampa ( i l . 20). T u z kolei o r o z w i ą z a n i u nowego
zadania
zadecydowało
zapatrzenie się na miejski
..model" przedmiotu. To on p o d s u n ą ł f o r m ę a b a ż u r u ,
którego funkcja jako f i l t r u ś w i a t ł a koliduje przecież
z t a k i m m a t e r i a ł e m j a k żelazo. Oczywiście m o ż l i w e
było inne rozwiązanie — metalowa k o p u ł k a koncen­
t r u j ą c a jak w reflektorze ś w i a t ł o ; w ó w c z a s z kolei
bez sensu byłby wprowadzony tu ażur.
Bardziej u d a n ą p r ó b ą z w i ą z a n i a tradycyjnego mo­
tywu z o k r e ś l o n ą funkcją w n o w y m przedmiocie
była popielniczka z pieskiem czy lichtarz z kogutkiem
(patrz w t y m numerze: recenzja M . Maślińskiego i i l u ­
stracje na s. 247 i 245). Dekoracja s p e ł n i a ł a w nich
rolę funkcjonalną (uchwyt), chociaż sam przedmiot nie
znalazł jeszcze w ł a ś c i w e j interpretacji plastycznej.
Nie jest przypadkiem, że najbardziej pozytywne
p r z y k ł a d y adaptacji tradycyjnej formy z a c h o d z ą tam,
gdzie nowy przedmiot ma analogiczny czy zbliżony
charakter. Widać to na p r z y k ł a d z i e wieszaka na ręcz­
nik, r o z w i ą z a n e g o na zasadzie tradycyjnego łyżnika
(il. 16).
Jakie więc n a s u w a j ą się wnioski? — Na pewno
wzmożenie opieki, konkursy i wystawy, a t a k ż e pomoc
fachowa plastyka. A l e pomoc ta tylko wtedy będzie
realna, jeśli p r a w i d ł o w o zostaną sprecyzowane same
241

�II. 16. Wieszadło na ręcz­
niki, 1953 r. Wyk.
Adam
Doleżuchowicz
z
CPLiA.
II. 17. Makata „z pta­
kami" (fragm.),
1952-53.
Wyk.
Andrzej
MUwicz
w ramach prac
I.W.P..
płótno,
druk
ręczny.
II. 18. Ścianka
do ksią­
żek, żelazo (z
konkursu
kowalstwa
artystyczne­
go w Krakowie).
II. 19.
Kotwiczka
w oknie, z
Rzeszowskiego.
II.
20.
Lampa,
żelazo
(z kon­
kursu
kowalstwa
arty­
stycznego w
Krakowie).

zadania. Jeśli zdoła się p r z y w r ó c i ć logikę m y ś l e n i a
plastycznego, nie ż ą d a j ą c od ludowego t w ó r c y zdobięnia obcych mu p r z e d m i o t ó w . Pozytywne d o ś w i a d c z ę nia zgromadził w t y m zakresie Instytut Wzornictwa
P r z e m y s ł o w e g o , w y c h o d z ą c z założenia, że podstaw o w ą s p r a w ą jest uprzytomnienie zespołom ludowych
t w ó r c ó w na czym polegają nowe stawiane przed n i m i
zadania. Pomoc plastyka o g r a n i c z a ł a się do korygowania sposobu myślenia, do stworzenia takiej sytuacji, w k t ó r e j kurpiowska wycinankarka czy malarka z Zalipia, rozwiązując postawione sobie zadanie

(obrus, m a t e r i a ł na s u k i e n k ę itd.), k i e r o w a ł a się logiką
ornamentalnego myślenia, a nie a d a p t o w a ł a mechanicznie tradycyjnych m o t y w ó w wycinanki czy malow a n k i — do tkaniny.
Adaptacja jest w pewnych dziedzinach ludowego
rzemiosła w a r u n k i e m ich życia. A l e adaptacja m o ż e
być mechaniczna i twórcza. Mechaniczna — prowadzi
do w y j a ł o w i e n i a , do rozbicia dawnych zasad rzemiosła, t w ó r c z a — do nowych form przejawiania się
inwencji ludowych t w ó r c ó w , f o r m opartych na logice
m y ś l e n i a i tradycyjnej formie wyrazu.

Fot.: Stefan Deptuszewski
— il. 2, 5. 6, 7, 9, 10, 16, 17; Jan Swiderski
ner — il. 8, 13; E. Zwierzchowski
— il. 1; T. Zwoliński
— ił. 12.

— il. 3. 4, 11. 18, 19, 20; W.

Wer-

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
