<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10797" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10797?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:27:27+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10775">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9555fac0e05f3c09ad16ee0286f825fb.pdf</src>
      <authentication>ca255b5f7e1cce26e2e16ca17ce6bf7d</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128691">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6560</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128692">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128693">
              <text>2005</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128694">
              <text>Gierałtowski, Krzysztof</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128695">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6132</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128696">
              <text>To nie stało się dzisiaj - rozmowa z Krzysztofem Gierałtowskim na wystawie "Twarz jako znak"Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128697">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.135-150</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128698">
              <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128699">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128700">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128701">
              <text>czas.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128702">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128703">
              <text>ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

To nie stało się dzisiaj
- rozmowa z Krzysztofem
Gierałtowskim na wystawie
Twarz jako znak.
Królikarnią, czerwiec 2005 *

Zatrzymujemy się przy fotografii EwyPodleś
K r z y s z t o f G i e r a ł t o w s k i : To było w jej apartamen­
cie, gdzieś na W o l i i o d w a m e t r y o d nas w trakcie
dwugodzinnej pracy stał barek obficie zaopatrzony, ale
p r i m a d o n n a nie pomyślała, że napiłbym się chociaż
szklankę wody, więc po pierwszej godzinie zacząłem
polować na jej m i n k i . . . T o jest zdjęcie m n i e j więcej z ja­
kiegoś 8 1 . r o k u . Jak jej pokazałem p o t e m rezultat, t o
powiedziała, że ona zadzwoni gdzie trzeba i zostanę po­
uczony. A l e widocznie zgubiła n u m e r t e l e f o n u , bo nie
zostałem pouczony i to zdjęcie ukazało się w „Itd."
przy wywiadzie z nią jako t a k i , o d czasu do czasu, prze­
r y w n i k humorystyczny...
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : A na t y m zdjęciu ks.
Tischnera czy t o już w t e d y rodziła się i miała początek
dziś realizowana przez Pana koncepcja robienia por­
t r e t u „bez twarzy"?
K . G . To powstało w t e n sposób, że o n mieszkał
w t y m d o m u księży profesorów w K r a k o w i e i posze­
dłem do niego, i jego t e n p o k o i k - k a j u t a był tak zawa­
lony papierami, że nie było t a m żadnego neutralnego
tła, wobec tego wyszliśmy na klatkę schodową, i to m i
się spodobało, że jednocześnie

to miasto było za

o k n e m , a t u t a j o n był w kontrze, a na dodatek t e n
krzyż z tego o k n a - i tak t o zrobiłem. Zresztą z tej se­
r i i , jest t a k i i n n y p o r t r e t już z twarzą, na okładce książ­
k i , która wyszła z zeszłym r o k u w „Znaku":
Z Tischnerem

Rozmowy

i t a m t o zdjęcie jest w tej książce...

Z . B . Po raz pierwszy na tej wystawie umieścił Pan
pod zdjęciami rozbudowane podpisy, komentarz, n o ­
t a t k i , okoliczności w j a k i c h powstały, pańską pamięć
o t y c h ludziach i zdjęciach jaka się z n i m i wiąże ale nie
umieścił pan dat, w których powstały...
K.G.

Powiem zupełnie szczerze, daty wynikają

z p e w n y c h kontekstów, wskazują na pewne konteksty,
natomiast ja niechętnie zdradzam k o n k r e t n e lata, po­
nieważ w t e d y ludzkość wymagałaby ode m n i e , aby
moja twórczość była krzywą wznoszącą się. A ponie­
waż moja twórczość jest sinusoidą, raz m i się udawało,
a raz „leciałem na mordę", wobec czego nie c h c ę , nie
c h c ę datować specjalnie, żeby nie powiedziano: „no
jak t o , a t o się cofnął w r o z w o j u " .

ks. Józef Tischner, Fot. Krzysztof Gierałtowski

135

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Feliks Topolski, Fot. Krzysztof Gierałtowski
Z . B . Dlatego p y t a m o daty, że na tej wystawie, w i ­
dać jak te idee pańskie „Twarz jako znak" albo „ludzie
bez twarzy" rodziły się już wcześniej jeszcze na etapie
fotografii czarnej. N a przykład Czapski...
K . G . N o t a k , oczywiście. To jest zdjęcie m n i e j
więcej z połowy lat 80., chyba na d w a czy trzy lata
przed jego śmiercią. Już był bardzo zmęczony, bo d o ­
słownie po k i l k u m i n u t a c h , kiedy mogłem jeszcze zro­
bić zdjęcia twarzy o n po p r o s t u zasnął. Zasnął, głowa
m u opadła na ramię, ale zobaczyłem w t y m m o m e n ­
cie te ręce, które tak leżały, bardzo piękne, arystokra­
tyczne ręce i tak t o utrwaliłem. M a m również takie
zdjęcia z twarzą, ale uważam, że to jest dużo bardziej
wymowne.

Stanisław Lorentz, Fot. Krzysztof Gierałtowski

I Jonasz Kofta, Fot. Krzysztof Gierałtowski

Józef Czapski, Fot. Krzysztof Gierałtowski
136

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Z . B . Jak to doświadczenie (z t a m t y c h czarno-bia­
łych fotografii) m a się do tego, co obecnie p a n r o b i , do
tej ingerencji w obraz, jego przetwarzanie (kolor, k o m ­
puter, w y d r u k )

7

K . G . Ja traktuję zarówno moje zdjęcia nowe, j a k
i stare tak samo, ponieważ ja uważam, że negatyw jest
surowcem do tworzenia obrazu. Jeśli chodzi o sposoby
tradycyjne ja naświetlam - n p . t a k i m jest zdjęcie Fe­
liksa Topolskiego, które w sposób klasyczny robiłem,
naświetlam pozytyw w 12 fazach, t u rozjaśniając, t u
przyciemniając i t d . , i t d . . . . K o m p u t e r pomaga m i w t y m
niepomiernie, b o tak jak tutaj w przypadku Jonasza
Kofty negatyw jest negatywem k w a d r a t o w y m , a ponie­
waż ze względów organizacyjno-technicznych zdjęcia
p o w i n n y mieć j e d n ą wielkość, żeby się lepiej mieściły
w skrzyniach t r a n s p o r t o w y c h , to musiałem z k w a d r a ­
t u zrobić prostokąt, wobec tego odbiłem lustrzanie
dolną część twarzy K o f t y stwarzając obraz prostokątny.
A tutaj z k o l e i w stosunku do Ryszarda W i n i a r s k i e g o
zdjęcie samego m o d e l a jest klasyczne, z t y m że w pier­
w o t n e j wersji o n patrzył na nas, obecnie zrobiłem w y ­
d r u k ponieważ

chciałem

mieć c h m u r k i .

Chmurki

mógłbym pewnie o d biedy skopiować metodą trady­
cyjną i zrobić i n n e rzeczywiste c h m u r y a tutaj jest ta­
kie maskowanie chmur...zresztą to pomaga. A l e te
moje zdjęcia ciągle się zmieniają, bo n p . profesor L i ­
piński jeszcze n a mojej stronie i n t e r n e t o w e j m a całą
głowę, a t u t a j została przycięta, kadr został zbliżony

Ryszard Winiarski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

ponieważ wtedy te oczy bardziej się jarzą. I tutaj też
m a m y do czynienia z ingerencją klasyczną, bo to jest
papierek na c i e n k i m d r u c i k u , który pozwolił rozjaśnić
okolice oczu, p r a w d a . To, że ja działając k o m p u t e r e m ,
przemieniam obraz, walor obrazu, to nie stało się dzi­
siaj. K o m p u t e r jest narzędziem, które pomaga m i to
dzisiaj zrobić. N a t o m i a s t nie ma takiego p r o b l e m u , że
to r a p t e m Gierałtowski chwycił się, jak Pana Boga za
n o g i , za k o m p u t e r . Przedtem to były papierki na d r u ­
c i k u , włożone ręce, wycięte maski z k a r t o n u w trakcie

1

kopiowania i t d . , i t d
A t u jest 100%,

9k

klasyczne zdjęcie - G i e r o w s k i .

Wydawało m i się po p r o s t u , że te jego pasy w jego m a ­
larstwie są ważne, więc poszedłem do niego z t a k i m
ścinkiem lustra i prosiłem go, żeby to trzymał. To jest
zupełnie klasyczne, więc właściwie widz wpuszczony
na te wystawę nie jest w stanie odróżnić t e c h n i k . To
zresztą jest nieważne jaką techniką to jest zrobione.
Ważny jest skutek.
Z . B . A to D u d a - Gracz...
K . G . A t o n o r m a l n i e położyłem Dudzie — Graczo­
w i autentyczne kawałki rozbitej szyby samochodowej.
Pamiętam, że wiozłem to do K a t o w i c jak relikwię d o ­
słownie, bo b a ł e m się, że m i się to rozsypie zanim m u
to położę na oczach. A l e to pozwala m i asocjować t o ,
co uważam za najprawdziwsze w twórczości D u d y -Gracza, a m i a n o w i c i e t o jego satyryczne malarstwo
p o d naszym adresem. I tak jak w tej bajce o źdźble l u ­
Profesor Edward Lipiński, Fot. Krzysztof Gierałtowski

stra w sercu chłopca, to tak ja tutaj odwołuję się, cią-

137

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

gle zresztą, nie tylko t u t a j , do p e w n y c h archetypów
k u l t u r o w y c h . Tak jak n p . w t y m portrecie niedawno
powstałym - Waldemara Świerzego, gdzie t r u d n o jest
go zrozumieć jeśli nie zna się p l a k a t u Świerzego z lat
70.,

plakatu cyrkowego, prezentującego

klowna

w przezroczystym cylindrze, bo to są te nawiązania.
Ukazał się w „Pozytywie" teraz artykuł na mój temat,
który jest zatytułowany Problemy z Gieraltowskim.

Pro­

b l e m e m Gierałtowskiego jest również to, że te zdjęcia
związane są z naszym polskim „tu i teraz". Ze one znaj­
dują t u dodatkowe relacje wzajemne, że dopiero żyjąc
t u możemy te odniesienia odczytywać. Bo zarówno
wspaniałość jak i śmieszność naszych współczesnych
w y n i k a również z p e w n y c h kontekstów społecznych.
To jest właśnie Feliks Topolski, to jest to zdjęcie
o którym mówiłem. Jakbym pokazał Panu surową o d ­
bitkę tego, to to w ogóle było nie t a k . Były bardzo waż­
ne te książki, ta twarz tego niemowlęcia n i k n i e zupeł­
nie, dopiero ją trzeba było wyciągnąć maskując. Jak
byłem w L o n d y n i e w p r a c o w n i Topolskiego i robiłem
m u zdjęcia, o n malował taką grupę grajków irlandz­
Jerzy Gierowski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

k i c h , i w przerwie tej sesji malarskiej, kiedy o n odpo­
czywał popijając koniaczek, zobaczyłem dziecko na
pierwszym planie, które ci Irlandczycy przynieśli ze so­
bą i t o wydawało m i się takie symboliczne: właściwie
nieświadome siebie dzieciństwo i doświadczenie czło­
wieka...
To zdjęcie właśnie pokazuje, że w momencie, kiedy
ja operowałem we wnętrzach n a t u r a l n y c h , na ulicach,
nie mogłem panować n a d światłem, wobec czego m u ­
siałem pomagać sobie p o t e m w opracowaniu obrazu.
Naturalnie

moim

zyskiem dziś, jeżeli

fotografuję

w p r a c o w n i jest to, że mogę precyzyjnie sterować świa­
tłem i k o l o r e m . A l e z k o l e i rozmawiałem wczoraj
z k o m p o z y t o r e m p a n e m Mikołajem Góreckim, który
Jerzy Duda-Gracz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

jest chory, gdzieś mieszka pod Zakopanem,.... a ja go
muszę mieć u siebie w studio, bo m a m nowy pomysł na
jego p o r t r e t . . . I wobec tego to jest zarówno dobrodziej­
stwo, jak i przekleństwo. Jak również to, że w kolorze
pracuję k a m e r a m i większego f o r m a t u , co

najmniej

średniego, co daje możliwość eksploracji materialności
ciała ludzkiego, co w t y m o s t a t n i m czasie, w o s t a t n i c h
sześciu latach kiedy tobie kolor, stało się szalenie istot­
n y m c z y n n i k i e m opisu ludzi. Bo n p . sięgając właśnie
do p o r t r e t u Lema widać całą wspaniałość jak i nędzę
naszej egzystencji. W i d a ć tutaj bezradność wspaniałe­
go starego człowieka, który się zaciął, a tutaj się nie
dogolił i t d . , i t d . . .
Bo proszę wziąć p o d uwagę to, jak ja operowałem,
tak jak tutaj w fotografiach czarnych, f i l m e m wysokoczułym, który rozbijał obraz ziarnem, poza t y m ostrość
była w j e d n y m planie. Proszę zobaczyć, kiedy byśmy
porównali ostrość tego zdjęcia ze współczesnymi zdję­
c i a m i k o l o r o w y m i , to z jednej strony nastąpiła szalona
zmiana warsztatu. Ja musiałem się nauczyć operowa­
nia dużo bardziej nieporęczną kamerą, ale z tego m a m
również zysk: właśnie ta notacja materialności, ale

Waldemar Świerży, Fot. Krzysztof Gieraltowski
138

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

z drugiej strony ludzie się z m i e n i l i ! To jest ta podsta­
wowa trudność!...Otóż wymarła cała generacja, j a k ja
i c h nazywam: „tych starych szlachciców". Już dziś nie
mógłby powstać t a k i p o r t r e t jak profesora Kazimierza
Michałowskiego, który powstał dzięki t e m u , że po se­
sji profesor uznał za swój obowiązek odprowadzić m n i e
do granicy swojej posiadłości, to znaczy piętnaście me­
trów do f u r t k i i włożył w t y m celu specjalnie płaszcz,
kapelusz i dopiero w t e d y tak ubrany wyszedł ze m n ą .
Ponieważ wtedy padał śnieg, to był refleks o d śniegu
i zobaczyłem to oko, j a k oko rzeźby egipskiej, wypeł­
n i o n e czarnym hebanem. I wtedy to natychmiast asocjowałem.
I to jest właśnie bardzo ważne, że ludzie się zmieni­
l i . Ja mówię dzisiaj, że ja muszę dziś m o i m współcze­
snym pomagać, ja i c h muszę barwić charakteryzacją,
żeby dodać i m indywidualności...
Z . B . A l b o żeby czasem wydobyć taką istotna ce­
chę, rys, znak, czasem fragment... A czasem przy po­
mocy k o l o r u , jak w przypadku p o r t r e t u Karskiego. Ja
pamiętam tę poprzednią czerwoną wersję, z poprzed­
n i c h wystaw...
K . G . N o tak, właśnie. C h o d z i o t o , ze ja ciągle szu­
k a m . Ze t a m t o w czerwieni było już nawet wystawione
na wystawie, ale ciągle byłem niezadowolony. Potem
znalazłem taką klatkę, na której o n t a k i pełen nadziei
jakby, patrzy w górę. Też zrobiłem kopię wystawową
i...ciągle byłem niezadowolony. A to jest w y d r u k k o m ­

Kazimierz Michałowski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

puterowy, ponieważ t r a d y c y j n y m i m e t o d a m i nie moż­
na było uzyskać tak zimnej gamy barwnej, tak jak t u ­
taj. I wobec tego poszedłem do k o ń c a zimna skali tra­
dycyjnego

powiększalnika

operującego

fotografią

barwną, wziąłem to zdjęcie, zeskanowałem, i p o t e m
już w komputerze dalej ciągnąłem w stronę z i m n y c h
odcieni. N a t u r a l n i e tej pierwszej wersji Karskiego t o ­
warzyszyła też pewna myśl: o n był tak, jak oświetlony
odblaskiem pożogi wojny. Wyobrażałem sobie, że go
pokazuję w o d b i c i u łuny, łuny pożaru, łuny holokaustu
i to też znajdowało jakieś wytłumaczenie, stwarzało ja­
kąś interpretację. A l e ja myślę, że i ta interpretacja ma
swoją moc. W końcu m a m y chyba już w tej c h w i l i pięć
lat po jego śmierci i o n wygląda t u tak j a k b y m go eks­
humował. Przy czym t o bardzo dziwna reakcja przy
t y m zdjęciu, ponieważ wielu ludziom to zdjęcie się po­
doba, ale n i k t nie chciałby go mieć...
Z . B . Dlaczego Głowacki w t y c h tonach?
K . G . Głowacki jako k o n d o t i e r literatury świato­
wej, jak t e n z p o m n i k a na dziedzińcu A k a d e m i i Sztuk
Pięknych w Warszawie. N o t a bene będę się starał zro­
bić t a m t e m u p o r t r e t , bo być może użyję go na okład­
kę katalogu, w każdym bądź razie będę próbował.
Kołakowski jest też w y d r u k i e m , ponieważ ciało sta­
rego człowieka jest sinofioletowe w rzeczywistości.
Wobec czego n a t u r a l i z m tej siności i f i o l e t u zarzynałby
każdą intencję obrazu, więc musiałem to znowu ska­
nować i znaleźć taką kolorystykę, która byłaby kolory­
styką praktycznie maksymalnie neutralną, żeby nie by-

Jan Karski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

139

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

to tego odrzucenia.
Z . B . K i e r u n e k zwiedzania, oglądania tej wystawy
jest t a k i , że o d portretów najnowszych w kolorze, prze­
chodzimy do czarno-białych...
K G .

Tak.

Z . B . Dlaczego mówiąc o tej wystawie „Twarz jako
znak" powiedział Pan: zapraszam na moją wystawę
„ludzi bez twarzy"? T u jest pewna dwuznaczność: raz
dotyczy to ludzi n o w y c h , których pokazuje Pan t a k i m i
j a k i m i są, ci współcześni, którzy często pojawiają się
na pierwszych stronach gazet. A i n n y m razem j a k
w przypadku p o r t r e t u ks. Tischnera chociaż pokazane­
go bez twarzy ale z wielką siłą...
K.G

działania. Tak, ale proszę spojrzeć na to

zdjęcie A x e r a , ponieważ ja chciałem osiągnąć efekt,
powiedzieć, że o n jest magiem t e a t r u , prawda, taką
wróżką, która patrzy w szklaną kulę. I wobec tego to
było ważniejsze o d pokazania twarzy simplicité.

Czy

proszę spojrzeć tutaj na t e n p o r t r e t Drzewieckiego,
nieważne jest t o czy o n był mały, rudy, istotne jest t o ,
że to jest p o r t r e t człowieka, który się bardzo stara, bo
ja go odwiedziłem dosłownie na k i l k a m i n u t przed pre­
mierą, kiedy już ludzie w c h o d z i l i do sali t e a t r u , a o n
jeszcze udzielał o s t a t n i c h i n s t r u k c j i s w o i m tancerzom.
To jest najważniejsze. Myślę, że moja świadomość t y c h
m o i c h dążeń wcześniejszych stała się bardziej oczywi­
sta dopiero w momencie pracy w kolorze, wcześniej to
były takie oderwane usiłowania, natomiast praktycz­
nie można powiedzieć, że o d m o m e n t u zdjęcia Czap­
skiego, dokładniej mówiąc, wyjęcia zdjęcia Czapskiego
z a r c h i w u m , bo nie o d m o m e n t u kiedy ja je zrobiłem,
bo trzeba t u rozróżnić m o m e n t pewnego spontanicz­
nego działania o d m o m e n t u świadomego kształtowa­
nia pewnego zbioru wystawowego i pewnego przekazu.
Twarz — proszę spojrzeć: to zdjęcie Wajdy, gdzie wszy­
scy mówią: „O nie widać, czy to na pewno Wajda?"
D l a m n i e istotniejsze w gruncie rzeczy było to, że to
jest człowiek naznaczony światłem. Bo ja to zdjęcie
zrobiłem na proscenium Teatru Starego w K r a k o w i e ,
kiedy w trakcie próby o n patrzył na scenę, a ja pobie­
głem, żeby rozsunąć kotary, mniej więcej trzydzieści
metrów, w tło pomiędzy jego twarzą a t y m światłem,
które powstało z rozsunięcia kotar na o k n i e . . . I ważne
jest światło i to przepływanie światła. Proszę zwrócić
uwagę, że tak naprawdę t o przepływanie światła jest
już wzięte z następnej k l a t k i - bo zrobiłem serię zdjęć,
dzięki t e m u to światło, „naznaczenie światłem". Ja dla­
tego nazywam to nie tyle p o r t r e t e m Wajdy, nazywam
t o „sytuacją W a j d y " , bo to był m o m e n t , kiedy o n robił
t a m Z biegiem lat, z biegiem dni...", kiedy o n był właści­
wie na zupełnym indexie. Czy dramatyczna sytuacja
Jerzego A d a m s k i e g o - do zrozumienia którego dopro­
wadziło m n i e t o , że kiedy przyszedłem do niego zoba­
czyłem n a ścianie zawieszoną, rozkwaszoną dosłownie
„Omegę", zegarek jego ojca. I o n m i powiedział: tak,
to jest „Omega" mojego ojca, którą N i e m c y przysłali
m i z Oświęcimia, po jego śmierci. I ja w t e d y zdałem

K o n r a d D r z e w i e c k i , Fot. Krzysztof G i e r a l t o w s k i

140

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

sobie sprawę, że t e n człowiek żył po w o j n i e w przera­
żeniu. I być może dlatego się niejako zaprzedał, dlate­
go chciał być m i n i s t r e m kultury, chciał działać i t d . ,
i t d . . . D l a t e g o przyszedłem do niego p o t e m d r u g i raz
z czarnym bandażem i powiedziałem: Panie Profesorze
proszę sobie zabandażować głowę. Zresztą o n bardzo
lubił t e n p o r t r e t .
Z . B . A t o Jarocki?
K.G.

Z Jarockim była taka sytuacja, że byłem

w K r a k o w i e i o n t a m pracował ze s t u d e n t a m i , i ja m u
zaproponowałem, że m u zrobię takie zdjęcie jak o n
idzie p l a n t a m i w m e l o n i k u i stosownym płaszczu. A o n
się żachnął, powiedział ależ ja jestem

człowiekiem

sportowo u b r a n y m , proszę spojrzeć. A ja m u na t o mó­

Erwin Axer, Fot. Krzysztof Gieraltowski

wię dobrze, dobrze, jak Pan jest ubrany t o nieważne.
A l e zupełnie nie chciał, nie chciał się na t o zgodzić.
Wobec tego ja poszedłem do niego do d o m u i zrobiłem
m u zdjęcie dosłownie na pół sekundy z ręki, co dało
t e n efekt takiego rozmazania a ja c h c i a ł e m wyrazić at­
mosferę rozedrgania.
Czy t u t a j m a m y Brzozowskiego. To jest świadectwo
właściwie przypadku ale też znowu odczytywania sytu­
acji. P o j e c h a ł e m do niego do Zakopanego i zobaczy­
łem r a p t e m amatorskie zdjęcie przedstawiające go ja­
ko króla w Balladynie

K a n t o r a w czasie wojny. Ja m u

na t o mówię: dla m n i e t o jest Pan co n a j m n i e j księ­
c i e m p o l s k i c h malarzy. O n wziął nożyczki sztrach,
sztrach, sztrach i zrobił koronę, i koronował się. A t u
znów - w przypadku Brzozowskiego - m a m y bardzo
ciekawą sytuację, m i a n o w i c i e m a m y swoistość f o t o ­
grafii. Bo t a k i c h k l a t e k , że o n w tej k o r o n i e patrzy m i
do kamery m a m chyba sześć i dopiero szóste zdjęcie
jest dobre. Dlaczego? Ponieważ o n na p o p r z e d n i c h pa­
trzy m i do kamery, a t u patrzy m i niby z jednej strony
do kamery, a z drugiej strony jakby zapadał się w sie­
bie, bo o czymś pomyślał...I t y l k o fotografia właśnie
potrafi t e n m o m e n t bezwzględnie złapać.
Z . B . A Kantor?
K . G . To było zdjęcie na tydzień przed jego wygna­
n i e m z K r a k o w a . , jego w latach osiemdziesiątych na
trzy lata wygnano do W ł o c h . W i e Pan, zachowując
wszystkie proporcje moja sytuacja jest analogiczna. N i e
Andrzej Wajda, Fot. Krzysztof Gieraltowski

w i e m czy t a wystawa nie jest moją ostatnią wystawą.
Jeśli ktoś m n i e zechce to ja pojadę, bo ja t u w tej c h w i ­
l i już więcej nie mogę nic zrobić. Praktycznie żeby zro­
bić tę wystawę zabrnąłem w takie długi, że za chwilę
m n i e rzeczywiście zlicytują. K a n t o r wtedy był w takiej
dramatycznej sytuacji: właściwie w y g o n i o n o go z K r a ­
kowa i o n był w t a k i m napięciu przed t y m wyjazdem.
Właściwie tutaj nie m a nic specjalnego, t o jest obiek­
tyw standardowy 55 m m , na tle o k n a w jego d o m u .
W i ę c praktycznie nic t u nie ma, t y l k o jest to właśnie,
że c i ludzie, u m a r l i , ludzie którzy już dziś nie żyją - o n i
emanowali swoją osobowością. I dlatego, gdybym ja i c h
sfotografował bardzo zwyczajnie, n o r m a l n i e , gdybym
i m robił zdjęcie legitymacyjne t o o n i też by się do nas
przebili. N a t u r a l n i e ja dodawałem swoje sztuczki, ale

Jerzey Adamski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

141

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

o n i b y l i t a k silni i e m a n o w a l i sobą, że t o nas uwodzi,
porusza do dzisiaj. Młodzież mówi do m n i e : Gieraltow­
ski t o p o w i n i e n robić zdjęcia czarno-białe, tak jak po­
przednio. A t o jest niemożliwe! Bo już t y c h ludzi nie
m a . T a k i c h ludzi nie m a ! Przecież skromność tej sytu­
acji - proszę spojrzeć na t o zdjęcie Gustawa H e r l i n g a
Grudzińskiego - w t y m d o m k u ogrodnika w Maisons-Lafitte, gdzie o n mieszkał w p o k o i k u 2 na 3 metry, tak,
że ja w ogóle nie miałem gdzie światła postawić, bo
jeszcze t e n m a l u t k i p o k o i k był zastawiony paczkami
z „Zeszytami H i s t o r y c z n y m i " , które były przykryte jakąś
materią. I ta skromność, normalność zachowań t y c h
Jerzy Jarocki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

ludzi w t a k i c h sytuacjach - t o dowodzi i c h wielkości,
której w tej c h w i l i d a r m o szukać!
Z . B . Maksymiuk?
K.G.

N o , M a k s y m i u k , to jeden z największych

komplementów j a k i m i ktoś k i e d y k o l w i e k powiedział.
Ja dzwoniłem do niego i t u t a j trzeba podkreślić, jak
ważny jest t e n pierwszy k o n t a k t , żeby nawiązać k o n ­
t a k t na płaszczyźnie partnerstwa. Bo ja zadzwoniłem
do niego i powiedziałem proszę Pana m a m zlecenie na
pański p o r t r e t , ale jest p e w i e n p r o b l e m : Pan ma twarz,
jak kartofel...ale ja Pan bardzo lubię...I zapadła cisza,
długa cisza. A l e wie Pan u k r y j e m y tę Pańską kartofla­
ną powierzchowność i proponuję, żeby Panu namalo­
wać maskę k l o w n a na twarzy. I w telewizji, kiedy była
m u m a l o w a n a ta maska, jakiś ważniak przyszedł i mó­
w i : Panie Jerzy co Pan robi?! A M a k s y m i u k mówi tak:
Pan Gierałtowski uważa, że t a k trzeba, a ja m u wierzę.
W i e Pan jeżeli te relacje są właściwe, bo samo zdjęcie
powstało w windzie h o t e l u V i c t o r i a , gdzie wówczas by­
ło j e d n o z n i e w i e l u tak w i e l k i c h luster i ta atmosfera
powstała stąd, że jeździliśmy tą windą, nie można jej
było zatrzymać, bo wtedy dzwonił dzwonek szalenie
donośnie, wobec tego jeździliśmy tą windą, w c h o d z i l i
ludzie z walizkami, myśmy j e c h a l i z n i m i dalej i o n i
mówią: Panie M a k s y m i u k , co Pan robi?! l t d . , i t d . , W i e
Pan - takie sytuacje, prawda....
T u t a j , przy t y m portrecie L w a Starowicza znowu
widać do czyjego malarstwa ja się t u t a j odnoszę. W i a ­
d o m o , że p o r t r e t w zbroi, z muzą i t d . Przy czym cieka­
we jest t o , że Malczewski malował albo w zbroi, albo

Tadeusz Brzozowski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

z muzą, nigdzie nie znajdziemy u niego zbroi i muzy ra­
zem. A wszystko t o zostało zrobione po t o , żeby poka­
zać t e n pierścień herbowy L w a Starowicza. A l e t o
zdjęcie też na przykład przeżywało swoje przemiany.
Pamiętam, jak przy pierwszych prezentacjach - o n ma
taką kurtkę dżinsową - pamiętam, jak ja się strasznie
mordowałem, żeby te szczegóły oddać. A p o t e m rap­
t e m opadło t o ze m n i e , t e n realizm. I wszystko zaciem­
niłem — i jest dużo lepsze zdjęcie.
Z . B . Zapasiewicz?
K . G . Z Zapasiewiczem to było t a k , że ja po prostu
uważam, że m a m y do czynienia z z a n i k i e m elit. Ze eli­
ty w Polsce wymarły. Ze polska inteligencja właściwie
wymarła. N i e d a w n o p a n prezydent Kaczyński przeglą­
dając spis tej wystawy, powiedział: „No nie wszyscy

Jerzy Maksymiuk, Fot. Krzysztof Gieraltowski

142

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

z n i c h należą do i n t e l i g e n c j i , chociaż niewątpliwie
wszyscy skończyli studia wyższe." I coś w t y m jest,
szczególnie w przypadku m o i c h bohaterów zdjęć b a r w ­
n y c h . N a t o m i a s t Zapasiewicz był dla m n i e

takim

przedstawicielem tej wymierającej polskiej i n t e l i g e n ­
cji, z dobrej, tej najlepszej rodziny, wobec czego dałem
m u tę papierową maskę śmierci, która o n chciał ograć
jak maskę z Hamleta. Ja musiałem m u ją wyrwać i d u ­
żo t r u d u m n i e kosztowało, żeby go właśnie namówić,
żeby pozwolił sobie założyć maskę śmierci na potylicę.
T u jest najnowszy mój wynalazek, m i a n o w i c i e :
w książce zdjęcie powstało inaczej, a t u t a j to zostało
zrobione w t e n sposób, że najpierw jest Ważyk a p o t e m
wywołany, wypłukany, a p o t e m jest ostrzykiwany w y ­
woływaczem i zapalone na sekundę światło, i p o n o w ­
nie wywołany, więc stąd powstają te smugi ognia pie­
kielnego... ( ś m i e c h ) . Ja chciałem wyrazić tę sytuację
Ważyka, który był w p e w n y m m o m e n c i e „niczyj", po­
nieważ komuniści się o d niego odwrócili, pozwolili m u
jeszcze mieszkać w A l e i Róż, ale n i c więcej, a opozycja
go nie przyjęła jako swojego, wobec czego o n tak ist­
niał, jak w piekle, czy właściwie w czyśćcu, w

Nie-

mandslandzie.
Jan K o t t sfotografowany w K a m i e n n y m P o t o k u ,
Stony B r o o k , t a k to się bodajże nazywało, p o d N o w y m
Jorkiem. Postawiłem go p o d zawieszona lampą i rap­
t e m zobaczyłem, że K o t t ma wąsy, i t e m u s t u d i u m się
poświęciłem.
Jerzy Grzegorzewski. Grzegorzewski c h c i a ł

Tadeusz Kantor, Fot. Krzysztof Gierałtowski

być

człowiekiem niewidzialnym. O n był na tyle świadom
jako malarz, że jego obraz jest obrazem „ugly" i że w o ­
bec tego odrzucającym więc o n właściwe nie lubił się
fotografować. To zdjęcie uwielbiał. Muszę powiedzieć,
że jak je zobaczył na wystawie w H o l a n d i i , a nie wdział
go przedtem w Polsce, to przybiegł do m n i e i pocało­
wał m n i e w rękę, co było dla m n i e szokującą sytuacją.
A l e t o zdjęcie kochał, bo właściwie o n o było syntezą
Grzegorzewskiego a nie materialnością Grzegorzew­
skiego. I t o n a t y m polegało. Nalegał, żeby zdjęcie zna­
lazło się na plakacie podsumowującym jego dorobek
w Teatrze N a r o d o w y m .
Z . B . Ewoluują też tytuły Pańskich wystaw, k o l e j ­
n y c h edycji w których widać ewolucję Pańskich p o ­
szukiwań: „Gry z portretem" „Twarz jako znak", jeszcze
nie tytuł ale: „ludzie bez

twarzy"...

K . G . N i e , generalnie kolekcja nazywa się o d lat
Polacy, portrety współczesne,

Gry z portretem t o nazywa­

ła się sama dokumentacja, w y d a w n i c t w o , ta książka
tekstowa. W y s t a w a w Poznaniu, w M u z e u m N a r o d o ­
w y m już nazywała się Twarz jako znak, z t y m t y l k o , że
t a m były prezentowane tylko zdjęcia k o l o r o w e . Rów­
nież t a m usiłowaliśmy znaleźć odniesienia łacińskie
i ciągle nie jestem p e w i e n bo była taka wersja: Facies
significat, albo Facies signum,

t a k m i ktoś dzisiaj przy­

szedł i powiedział, że tak się t o p o w i n n o nazywać Fa­
cies signum, uczyłem się wprawdzie łaciny ale ciągle je­
stem niepewny, i sadzę, że chyba to Facies significat jest

Gustaw Herling Grudziński, Fot. Krzysztof Gierałtowski

143

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Lew Starowicz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

Piotr Skrzynecki, Fot. Krzysztof Gieraltowski
jakieś szmery z łazienki, więc t a k rozkładam swoje rze­
czy ale oczekuję, że za chwilę przyjdzie t e n Białoszew­
ski. I dopiero jak z tej łazienki wychodzi druga kobie­
ta, n o to zaczynam się przyglądać t e m u k o r p u l e n t n e ­
m u i konstatuję, że to m u s i być Białoszewski...Zaczy­
n a m go fotografować. Tak więc t o zaskoczenie....
Z . B . Piotr Skrzynecki .
K . G . N o , mój Boże, z P i o t r e m tośmy i trochę wó­
deczki w y p i l i . . . i trochę kawy. T u t a j , kiedyś spotkałem
się z n i m na R y n k u i posadziłem go na lwie. M a m ta­
kie zdjęcie, jak o n ujeżdża takiego l w a przy tej Wieży
Ratuszowej. A p o t e m weszliśmy napić się kawy do Su­
k i e n n i c i ja wybiegłem na zewnątrz, i sfotografowałem

Zbigniew Zapasiewicz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

go przez szybę, w której j a k widać odbija się filar Su­

być może taką k u c h e n n ą łaciną, ale kojarzyć się może

k i e n n i c , jakiś i n n y człowiek...I to wydaje m i się, że ta­

Polakowi, który liznął trochę łaciny z p o l s k i m o d n o ­

kie przemieszanie stanowi pewną parabolę Piwnicy,

śnikiem.

gdzie o n tak sklejał spektakl z różnych fragmentów.

A t u , chciałbym zwrócić Pana uwagę na p o r t r e t

N a przykład Stern,. To jest zdjęcie na k i l k a miesię­

Białoszewskiego, znowu p e w i e n kontekst, pewna sytu­

cy przed jego śmiercią. Fotografowałem go parę razy,

acja psychiczna dała t e n p o r t r e t . B o dostałem zlecenie

bo bardzo lubiłem go w K r a k o w i e odwiedzać. O n mó­

z P i W - u , żeby zrobić p o r t r e t Białoszewskiego. Poje­

wił, że o n jest panem, który mieszka u kota... (śmiech)

c h a ł e m gdzieś daleko do takiego b l o k u z płyty. W c h o ­

— bo tak m u kiedyś dziecko powiedziało. I o n koniecz­

dzę, o t w i e r a m i drzwi zażywny, starszy p a n . Zdjęcie

nie chciał, żeby jeden znajomy zawiózł nas p o d K r a ­

Białoszewskiego t o ja widziałem j a k o średnio-zaawan-

ków, bo powiedział, że chce m i pokazać swoją katedrę.

sowanego w i e k i e m człowieka i wobec tego ja tak

I cóż m i pokazał? Wzgórek w a p i e n n y ! A l e jego imagi-

wchodzę, zaczynam ostrożnie rozkładać rzeczy, atmos­

nacja czyniła z tego katedrę. Pamiętam t a k i obraz,

fera jest bardzo dziwna, bo szyby pomalowane są na

który bardzo chciałem mieć, ale nigdy nie miałem pie­

czarno, w j e d n y m p o k o j u stoi ślepa kobieta ale słyszę

niędzy, który o n zrobił. To był kawałek błękitnego kar144

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

t o n u w skrzyneczce z pleksiglasu - b y l wygięty - na do­
le był p u c h łabędzi i parę ziarenek piasku...i to stwa­
rzało takie poczucie wieczności, człowieka rozstrzela­
nego w czasie wojny, który się wyczołgał spod zwałów
trupów. Wszystkie te d r a m a t y widać na twarzach „tych
starych szlachciców".
Tak, to papież awangardowego t e a t r u - Grotowski.
Miał t e n order chyba dwie czy trzy m i n u t y . Zrobiłem
je na X X lecie t e a t r u , kiedy o n go dostał we Wrocław­
s k i m Ratuszu, złapał go dziennikarz radiowy, i on
udzielał w y w i a d u , a ja strzeliłem i o n w p e w n y m mo­
mencie się zorientował, schował natychmiast order do
kieszeni. Tak to nie pasowało do jego obrazu papieża
biednego t e a t r u , bo n a t u r a l n i e w kącie gdzieś pleca­
czek pielgrzyma czekał. T a k że, j a k mój przyjaciel Get-Stankiewicz poszedł d o niego przy następnej okazji,
kiedy o n był we Wrocławiu i chciał, żeby o n m u udzie­
lił autografu na t y m zdjęciu, to G r o t o w s k i z wściekło­
ścią podarł je. W i ę c z prawdziwą satysfakcją mogę od­
notować, że obecny prezydent miasta Wrocławia za­
kupił t e n p o r t r e t do I n s t y t u t u Grotowskiego.
M n i e zawsze bawią te przewrotności, jak na przy­
kład sytuacja, kiedy po mojej wystawie dwa lata temu
w M u z e u m N a r o d o w y m Litwy, w Pałacu Radziwiłłów
w W i l n i e , L i t w i n i bardzo c h c i e l i dostać jakieś moje
portrety. I n a t u r a l n i e , nasz ambasador poprosił, żeby
M S Z kupił trzy portrety. W i ę c proszę sobie wyobrazić,
kogo wybrałem?... -

Tomasza Niewodniczańskiego,

Czesława Miłosza i Tadeusza K o n w i c k i e g o . I w t e n

Miron Białoszewski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

146

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

sposób na życzenie Litwinów bezkrwawo wróciliśmy
do W i l n a . . . ( ś m i e c h )

Czy t e n p o r t r e t mojego synka, jako uniwersalny
p o r t r e t dziecka.

Prażmowski. Z Prażmowskim było tak, że ja znalem

W i ę c właściwie, te p o r t r e t y bez twarzy to powsta­

twórczość Prażmowskiego, natomiast nie znałem jego

wały ciągle. N a t o m i a s t te, takie zdjęcia ludzi, które

samego. Poszedłem n a spotkanie w Z a m k u Ujazdow­

wpisuję w moją prywatność zaczęły się w tej c h w i l i po­

skim, zobaczyłem takiego „Mena", duży chłop m o c n y

jawiać, i jeżeli zdążę to może jeszcze coś z t y m zrobię...

z twarzą jak należy. I myślałem sobie: co jest antytezą
takiej męskości, takiej męskiej urody, wiec pomyśla­
* Twarz jako znak. Wystawa Fotografii Krzysztofa Gierattowskiego,

łem sobie, że ha, ha, h a taka kokarda, „gapa" dziecka,
dziewczynki przedszkolnej, to jest symbol tej kobieco­
ści rodzącej się i wobec tego zaproponowałem m u ta­
ka kokardę, jako d r u g i b i e g u n męskości.
W sześćdziesiątym trzecim r o k u miałem wystawę

Warszawa, Królikarnią, czerwiec 2005. Wystawa prezentowana w ra­
mach Roku Polsko -Niemieckiego 2005/2006 przygotowana we
współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza, prezentowana będzie
w Niemczech pt. Das Gesicht aus Zeichen w: Abgeordnetenhaus, Ber­
lin (wrzesień 2005), Statliche Kunstsammlungen, Dresden (luty 2006)

Kompozycje fotograficzne 63, która była prywatną wypo­

przy współpracy Auswärtiges A m t ; Deutsch-Polnische Gesellschaft

wiedzią o życiu. Gdyby nie klęska tej wystawy, która się

Bundesverband e. V ; Deutsch-Polnische Gesellschaft Berlin e.V.

zaczęła o d tego, że najpierw towarzysz sekretarz we
Wrocławiu pozrywał m i połowę prac ze ścian i w prasie
miejscowej druzgocąca krytyka się rozległa. A p o t e m
przeniesiona do K l u b u Książki i Prasy M P i K w Warsza­
wie właściwie nie spotkała się z żadnym odzewem. — Je­
d y n y m śladem po niej jest pół zdania w miesięczniku
„Fotografia". To spowodowało moje załamanie się, w o ­
bec klapy jaką się zakończyła. Zmuszony przez życie za­
cząłem być fotografem o d przecinania wstęg, uścisków
dłoni i t d . I właśnie w tej sali teraz jest dopiero jakby
powrót, część, kawałeczek p o w r o t u do t y c h subiektyw­
n y c h sytuacji. Tak, j a k t a m pokazałem t a k i tryptyk
0 miłości, w którego środkowej części były ręce kobie­
ty i mężczyzny splecione ze sobą na tle takiego m u r u ,
sztucznego m u r u z atelier filmowego, i dookoła był ta­
k i wianek zrobiony: prezerwatywa, kwiatek, prezerwa­
tywa, kwiatek, i t d . , to tak tutaj jest t a k i portret k u czci
m o i c h wszystkich sympatii. Bo przed zaśnięciem kiedyś
pomyślałem sobie: a jakby wyglądało moje życie, gdy­
b y m b y l z Małgosią, Kasią czy Jadzią, i wobec tego zro­
biłem takiego syntetycznego ducha.
A l b o , tutaj jest obraz Jacka Żakowskiego, który
właściwie mógłby być m o i m a u t o p o r t r e t e m . Byliśmy

Fot. Krzysztof Gierałtowski

bardzo zaprzyjaźnieni w l a t a c h 80. Byliśmy bardzo za­
angażowani w „Solidarność" i to „V" pełne zwątpienia,
to takie: „Co n a m pozostało z t y c h marzeń..."
Czy, t a m p o r t r e t pana Czesława Bieleckiego, był
t a k i U B - e k w stanie w o j e n n y m , przesłuchiwał m n i e
1 mówił tak: Panie Gierałtowski, Pan to musi wiedzieć
k t o t o jest t e n Poleski, który pisze do „Kultury", b o
Pan wszystkich zna. ( N a t u r a l n i e , wiedziałem.) - A ja
na t o : „Ja, proszę Pana??? Skąd mógłbym wiedzieć?"
I proszę zobaczyć zrobiłem takie zdjęcie w lustrze,
w którym jest atmosfera przesłuchania.
Czy t o zdjęcie w jeziorze, które pokazuje moją sy­
tuację, że topią m n i e , ale ja się jeszcze nie daję.
Czy t o zdjęcie o chuciach, które było zdjęciem
czarno-białym i zostało jaskrawo rozkolorowane.
Czy t e n wspaniały tors... jest taka piosenka - „Ja
jestem Kaśka, Kaśka z obrazka, k t o na m n i e spojrzy za­
raz by głaskał..." (śmiech). Każdy z nas m a tęsknotę za
kobiecością uniwersalną.

Fot. Krzysztof Gierałtowski

147

�T O N I E S T A Ł O SIE DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Konwicki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

Tomasz Niewodniczański, Fot. Krzysztof Gierałtowski
148

�NIE STAŁO SIĘ DZISIAJ - ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM GIERAŁTOWSKIM N A WYSTAWIE TWARZ JAKO ZNAK.

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Fot. Krzysztof Gierałtowski

150

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
