<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10796" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10796?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T15:57:21+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10774">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9d989432d16b3224b96ac7e018520f12.pdf</src>
      <authentication>ed2afb68dcc9594ae46ae7a303b052fe</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128676">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6559</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128677">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128678">
              <text>2005</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128679">
              <text>antropologia wizualna</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="128680">
              <text>fotografia - aspekt antropologiczny</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="128681">
              <text>Gierałtowski, Krzysztof</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128682">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6131</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128683">
              <text>"Polacy, Polacy" - antropologia wizualna i portrety wielokrotne Krzysztofa Gierałtowskiego/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128684">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.129-134</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128685">
              <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128686">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128687">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="51">
          <name>Type</name>
          <description>The nature or genre of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128688">
              <text>czas.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128689">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="128690">
              <text>ZBIGNIEW

Polacy, Polacy - f i l m o w y p o r t r e t Krzysztofa Gierałtowskiego w reżyserii Borysa Lankosza pokazuje arty­

BENEDYKTOWICZ

stę przy pracy. F i l m powstał w 2002 r o k u , kiedy to
w udostępnionym m u apartamencie H o t e l u Francu­
skiego w K r a k o w i e Gierałtowski zainstalował na c h w i ­
lę swoją „wędrowną" pracownię fotograficzną. Boha­

Polacy, Polacy antropologia wizualna
i portrety wielokrotne
Krzysztofa
Gierałtowskiego

t e r a m i f i l m u są fotografowani (w kolejności pojawia­
nia się): Stanisław L e m (we własnym d o m u , w s w o i m
gabinecie, bibliotece), Krzysztof Penderecki, Wisława
Szymborska. O t o wprowadzeni jesteśmy za kulisy, m o ­
żemy być świadkami, obserwować niejako o d k u c h n i ,
jak powstają, jak tworzone są - bo tak nazywa swoje
obrazy p o r t r e t o w a n y c h osób Gierałtowski - „portrety
subiektywne". Możemy obserwować technikę i t a j n i k i
pracy artysty. Być świadkami spotkania, rozmowy,
a raczej lakonicznej, powściągliwej, ale jakże pełnej
treści, już t o m o c n e j , już to e m o c j o n u j ą c e j w y m i a n y
zdań i spojrzeń niepozbawionych niekiedy i zniecier­
pliwienia, zadziwienia działaniami fotografa. Fotografa
zmagającego się także i walczącego z o p o r e m m a t e r i i .
Jesteśmy świadkami spojrzeń, w których zdumienie,
i jakby niemy lęk i lekkie niepozbawione także h u m o ­

L e m : Nie, nie mogę[...j
nym powietrzu

Gierałtowski: W ogóle?

r u przerażenie zdające się mówić: „Do czego jeszcze

L e m : Znaczy, mogę się przejść,

t e n fotograf może się posunąć?!", miesza się w końcu

się na obiekt wysiłków

z niezwykłą cierpliwością, z akceptującym sytuację,
starającym

się zrozumieć i wyrażającym

zgodę

ale wtedy nie

fotograficznych.

Girałtowski: Czy wytrzyma

jest.

Pan jeszcze jeden

film,

[ze śmiechem] Nigdy tego nie

czy mamy już skończyć...?

chem.

nadaję

Ale i tak widzę, Że

to jest ciężka robota, wie Pan? Męczące

na

wszystkie życzenia artysty (jak u Szymborskiej) uśmie­

robię, ale dla Pana zawsze!

Stanisław L e m : [do Gierałtowskiego, który zbliża

Gierałtowski: [kontynuując pracę] A oczy

się doń o b i e k t y w e m aparatu do samej n i e m a l twarzy]:
Jeszcze nikt mi nie robił zdjęć z odległości

pięciu

tutaj.

A oczy tu!

centyme­

L e m : Wpół do szóstej, proszę

trów...

Pana.

Gierałtowski: Tak jest.

Gierałtowski: N o , to jest
L e m : Powiedzmy

piętnaście.

Lem:

dziesięć

Gierałtowski: Tak.

[...]

Lem:

serdecznie.

T e n f i l m to prawdziwa perełka. Jest nie t y l k o zapi­
o tak,

tak, dobrze. A oczyma do kamery. Ale głowa

gdyby tak troszeczkę

Dziękuję.

Gierałtowski: Dziękuję

Gierałtowski: A gdybym Pana prosił o obrót,
właśnie

Nie mogę, niestety, na wol­

egzystować.

sem i p o d p a t r y w a n i e m sesji zdjęciowych Gierałtow­

jak

skiego z trzema w y b i t n y m i twórcami. D o d a j m y zaraz:

wzrastała...

z trzema z całej plejady w y b i t n y c h twórców, ludzi na­

Dobrze

u k i , myślicieli, pisarzy, poetów, muzyków, aktorów,

Gierałtowski: Czy poza komentarzami
mi pisze Pan jeszcze

tygodniowy­

malarzy, reżyserów f i l m u i t e a t r u , o w y c h r z a d k i c h pta­

coś?

ków zbieranych w k o l e k c j i swojej Firmy Portretowej,

L e m : N i e . Teraz mam wakacje. Nic nie piszę.

którą Gierałtowski tworzy o d lat. Dzięki n i e m u może­

Gierałtowski: [...] W moim

m y nie tylko podpatrywać i przysłuchiwać się rozmo­

kierunku.

L e m : Prosie bardzo

wie o polityce, k o n d y c j i społecznej i państwa, jaką t o ­

Gierałtowski: Tak, tak, ale troszeczkę
Lem:

Aha.

Gierałtowski: A sytuacja w Polsce jest taka, że z mo­

Gierałtowski: Tak, właśnie tak. Jeszcze,

jeszcze.

L e m : Już bardziej nie mogę, proszę Pana.
się unieść w

jego punktu widzenia musi... sprzyjać mi szczęście,

Musiałbym

czej pójdę na emeryturę,

powietrze.

Gierałtowski: A , to byłoby interesujące...[...]
zechce poświęcić

mi czasu

jeszcze

Ile Pan

łem, że już dawno skończyłiśmy.
jeszcze mam

my-

myśla­

Jest za siedem piąta.

łisty do podyktowania
ich Pan

bardzo.

Gierałtowski: To ja dziękuję,

Bę­

ną

sekreta­

że wykazał

Pan ogrom­

cierpliwość.
P e n d e r e c k i : Nie, dlatego że jestem zmęczony,

działem

Gierałtowski: A nie mógłby

skończyłiśmy.

P e n d e r e c k i : Dziękuję

rzowi.
w ogrodzie? Wtedy już bez

Wie

Pan... Teraz oczy mogą chyba tutaj? [...] Profesorze,
śłę, że

a mam

podyktować

bo ina­

620 zł emerytury.

7

L e m : [ze z d u m i e n i e m na twaizy] Prosie? Ja
dę musiał...

czy fotograf z w y b i t n y m kompozytorem,

prostszy.

to sie­

spokojnie.

Rozmowę, dodajmy, podczas której d o c h o d z i do

światła...

głosu, ujawnia się potencjalny fałsz (?), złudność (?)

129

�Zbigniew Benedyktowie? • POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA GIERALTOWSKIEGO

Gierałtowski: O nie, bardzo

przepraszam.

Szymborska: Kto wie?
Gierałtowski: Fotografem

meblowym

nigdy nie by­

łem. Byłem wziętym fotografem mody kiedyś, sto lat temu.
Szymborska: Tak, wiem.
Gierałtowski: Troszkę
Pani łapała

minimalny

swoim prawym

obrót

okiem troszkę

tutaj, żeby
światła

z tej

lampy.
Szymborska: Gdzie ja mam prawe oko? O tu, do­
brze. Już niedługo nie będę wiedzieć

w ogółe, gdzie ja mam

głowę.
Gierałtowski: Na karku.

Głowa

na karku, jeszcze

się nie toczy.
Tego się nie da opowiedzieć. To trzeba zobaczyć.
Ten f i l m wprowadza nas w istotę poszukiwań artysty.
Ukazuje metodę Gierałtowskiego. T y m bardziej jest
ciekawy, że p o r t r e t o w a n y w n i m fotograf sam poddaje
się w n i m p r a k t y k o w a n y m przez siebie na i n n y c h pro­
c e d u r o m . (Gierałtowski jest współtwórcą tego bardzo
przemyślanie skonstruowanego filmowego portretu,
współtwórcą jego scenariusza.) F i l m rozpoczyna się
sceną, obrazem, na którym widzimy ogromne zbliżenie
oka Gierałtowskiego. Słyszymy jego głos: „No, bo tak
to ja pokazuję, o!". Zaś z offu głos reżysera (?) opera­
tora (?) wydającego polecenie może nie tak gromko
i zdecydowanie, jak czyni to czasem sam fotograf, kie­
rując swoje życzenia i prośby względem fotografowa­

Wisława Szymborska, Fot. Krzysztof Gierałtowski

n y c h przez siebie postaci:
O f f : M u s i po prostu Pan popatrzeć
trum

obiektywu.

Gierałtowski: Dobrze?

No?

O f f : Dobrze jest, niech Pan
fotografii. O t o widzimy, że podczas sesji zdjęciowej
kompozytor (pokazuje t o obraz f i l m o w y ) u b r a n y jest
we wspaniały (ze śnieżnobiałą muszką) strój dyrygenc­
k i tylko do połowy, (w spodniach już „codziennych",
„nie z tej p a r a f i i " ) . N a w e t jeśli autor p o r t r e t u nie p o d ­
da go przetworzeniu w komputerze, co czyni ostatnio,
nie doda, nie zmieni barw, zachowa go w klasycznej

i c h wystawach, wzorem i n n y c h ekspozycji plastycz­
n y c h i instalacji ( c h w y t jakże często nadużywany, bez­
sensowny i niepotrzebny, „żeby tylko coś się ruszało
i migało") umieścić telewizora, na którym pokazywany
byłby t e n f i l m . Propozycja być może zbyt ryzykowna,
bo zabieg t e n mógłby być wodą na młyn t y c h krytyków
czy głosów k r y t y c z n y c h podnoszących wobec niektó­
r y c h nowszych dzieł Gierałtowskiego zarzut, że w por­

zdjęcie w albumie, nic o t y m , o tej niekompletności

t r e t a c h jego autorstwa czasem zbyt dużo owego prze­

stroju nie będzie wiedział. O t o przyczynek do prawdy

tworzenia,

fotografii. A co zostanie z prawdy N o b l i s t k i fotografo­

k w e n t n a koncepcja i ile w t y m szamotania się, bicia

klatką?

głową w mur, by realizować swoją idée fixe, która o d

Na

początku

lat przyświeca a u t o r o w i : tworzenia wielkiej galerii już

obok.

nie t y l k o w y b i t n y c h Polaków, ale portretów współcze­
z bliska mnie Pan

fotografuje.

Gierałtowski: Nie, ale jak Pani widzi, klatka
pełniła rolę filtra

snych Polaków. W t y m filmie b o w i e m odnaleźć może­

będzie

my

zmiękczającego.

swoisty paradoks

twórczości

Gierałtowskiego.

W i e r n o ś ć swojej wizji i ustawiczne poszukiwanie. W y ­

[...]

bieganie wprzód, drążenie n o w y c h możliwości este­

S z y m b o r s k a : A nie na tym fotelu?
Gierałtowski: M e . Powiem Pani dlaczego.
staje się on ważniejszy

Gierałtowskiego

ma - „ciężka jest to robota", jak przemyślana, konse­

Szymborska: Tak? I gdzie ja będę stała? Przed klat­

Szymborska: Strasznie

więcej

dająca pojęcie, jak - żeby użyć t u słów Stanisława Le­

poezja, jaka w y n i k a z rozmowy podczas zdjęć?

za, a potem troszkę

subiektywizmu,

aniżeli p o r t r e t o w a n y c h . Jednakże tyleż sensowna, że

wanej z klatką z papużkami? Czy zachowa się czysta

Gierałtowski: Mysie, że Panią posadzę-

trzyma.

Zastanawiam się, czy artysta nie p o w i n i e n na swo­

czarno-białej postaci, widz na wystawie, czy oglądając

ką, za

w obiektyw, w cen­

tycznych, poczucie misji, wagi społecznej fotografii.
Ponieważ

A także poczucie zagrożeń, jakie niosą współczesne

od Pani.

przemiany k u l t u r o w e . Także te oferujące nową sytu-

Szymborska: Myśli Pan. A może on jest?
130

�Zbigniew Benedyktowie* ' POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA G I E R A Ł T O W S K I E G O

ację, ale i nowe możliwości związane z nową technolo­
gią. „Cala tajemnica polega na t y m , by być o ćwierć
k r o k u przed publicznością, współstwarzać k a n o n y es­
tetyczne, do których widzowie będą się dopiero przy­
zwyczajać. Myślę, że próbuję to robić". Przekonanie,
które towarzyszy jego twórczości o d lat, że „działalność
p o r t r e t o w a pozwala zanotować zmianę wspólnego dla
całej społeczności typu osobowości i fotografowie m o ­
gą tworzyć wizualną kronikę n a r o d u " .
W t y m filmie odnaleźć możemy echa, skrót licz­
n y c h wypowiedzi, które towarzyszą jego Grom z portre­
tem. Gry z portretem to zbiór tekstów, dokumentacja za­
wierająca także i listy o d p o r t r e t o w a n y c h i n o t a t k i do
wykładów, własne wypowiedzi, teksty do katalogów
wystaw, teksty w n i k l i w y c h analiz, jakie napisano o tej
twórczości, recenzji z lat 1964-2004 zebranych przez
Gierałtowskiego. Jeszcze jedna próba, jeszcze jeden
dramatyczny gest przedstawienia swojej wizji ad oculos
swoim współczesnym, w t y m także decydentom o d k u l /ryl

.

,

&gt;

1

"&gt;

"

'

•• 1 i i l i

tury. v^-Dior zawiera OK. J U U zapisów, pozycji bibliogra­
ficznych - rzecz imponująca!) Filmowy portret, f i l m o ­
wy zapis powstały w 2002 r o k u , a emitowany w T V
w 2004, pokazuje, jak dalece nowy, wciąż eksperymen­
tujący Gierałtowski pozostaje w gruncie rzeczy t y m sa­
m y m . Wystarczy zestawić f i l m o w y obraz z zapisami
sprzed lat:
„Z p o w o d u b r a k u atelier - c h c ą c nie c h c ą c - o d ­

Stanisław Lem, Fot. Krzysztof Gierałtowski

kryłem emocjonalne bogactwo rezydualnej przestrzeni
człowieka pozwalające kształtować wizualną opowieść
o fotografowanym.
Kamera odgrywa t u rolę drugorzędną, rejestrując
po prostu różnorakie napięcia powstające między ludźmi.
W m o i c h zdjęciach staram się relacjonować subiek­
tywne refleksje ze spotkań z d r u g i m człowiekiem. I n a

czerpująca jej poszukiwań była u k u t a formuła „zapis

t y m p o w i n n a chyba polegać m o j a fotografia, bo prze­

socjologiczny". (Notabene, jak wąska, ukazał to m . i n .

cież, kupując moje w y d r u k o w a n e zdjęcie, to wy, oglą­

f i l m A n d r z e j a Różyckiego Nieskończoność

dacze obrazków, posyłacie m n i e , żebym zajrzał w oczy

dróg), świadomy tego wszystkiego odważyłbym się j e d ­

K o w a l s k i e m u i zapytał: «jakim jesteś człowiekiem?*".

n a k zwrócić uwagę na p e w i e n znamienny a n t r o p o l o -

[1978 ]

g i c z n o - k u l t u r o w y rys twórczości Gierałtowskiego. Z o ­

dalekich

Gierałtowski pozostaje nadal w t y m l u d z k i m residu­

fia Rydet wyruszała i zaglądała do w i e j s k i c h chałup,

um. N a d a l to bada. Zdaję sobie sprawę, że jest zbyt

portretując i c h mieszkańców, by uchwycić i poznać

wielką indywidualnością, by zamykać go w jakichś

i c h , w t y c h n a t u r a l n y c h dla i c h życia wnętrzach. Gie­

„izmach". Pisali o n i m w n i k l i w e analizy socjologowie,

rałtowski, wyruszając do swoich w y b i t n y c h twórców,

socjologowie kultury, znawcy p r z e d m i o t u (fotografii),

indywidualności, wspomina i o t y m : „Szeroki kąt w y ­

pisarze, dziennikarze, artyści, koledzy po f a c h u . Por­

n i k a u m n i e z widzenia człowieka w jego własnej prze­

t r e t o w a n i i nie, m . i n . tacy autorzy ( p o m i j a m t u auto­

strzeni", i w i n n y m miejscu dodaje: „No, może jeszcze

rów zagranicznych) jak Jerzy Stajuda, M a r c i n Giżycki,

fakt, że nie fotografuję w atelier, lecz w otoczeniu,

Stefan B r a t k o w s k i , Stanisław T y m , O l g i e r d Budre­

w j a k i m żyje na co dzień portretowany. C h o ć z drugiej

wicz, Jacek Żakowski, Krzysztof Kłopotowski,

Jan

strony, tło nie wydaje m i się tak bardzo i s t o t n e " . Jest

Szczepański, Stefan M o r a w s k i (to z jego tekstu o d n o ­

coś przy wszystkich różnicach wspólnego w t y c h f o t o ­

szącego twórczość do doświadczeń współczesnej f i l o ­

graficznych podróżnikach. Gierałtowski wyruszający

zofii i estetyki bierze się tytuł wspomnianego zbioru

za nas w podróż, do t y c h swoich r z a d k i c h egzotycz­

Ryszard Kapuściński, Ryszard Bo­

n y c h ptaków m a w sobie coś z antropologa k u l t u r y .

Gry

z portretem),

browski, Krzysztof Jurecki, Jerzy Lewczyński, żeby do

„Co znaczy być fotografem na przełomie w i e k u gdzieś

tej m o z a i k i i żywej reakcji na t o , co r o b i Gierałtowski,

w Europie Środkowej. Wyrastaliśmy w r e a l n y m socja­

dokładać jakąś sztywną formułę. I tak j a k w odniesie­

lizmie, byliśmy en masse w czerwonym harcerstwie,

n i u do wielkiej twórczości Z o f i i Rydet myląca i niewy-

uczyliśmy się, studiowaliśmy.

131

Szczeniacki

instynkt

�Zbigniew Benedyktowicz ' POLACY, POLACY - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA G I E R A Ł T O W S K I E G O

czenia współczesnej a n t r o p o l o g i i wizualnej. Claude
Lévi-Strauss w Smutku tropików,

opisując zachód słoń­

ca, grę światła, kolorów, zmian zachodzących na nie­
bie, wyznawał, że gdyby umiał opisać te wszystkie za­
chodzące przemiany, z pewnością opanowałby lepiej
arkana swojej dziedziny. Pejzażem Gierałtowskiego, do
którego wyruszył w swoją podróż, jest twarz ludzka. N a
t e n antropologiczny rys, chociaż w kontekście filozo­
ficznym i estetycznym, zwracał uwagę Stefan M o r a w ­
ski: „[Gieraltowski] C h c e być «prowincjuszem», który
na własną modłę i odpowiedzialność po raz «enty» sta­
je przed p r o b l e m e m niedającym się d e f i n i t y w n i e roz­
wiązać - m i a n o w i c i e , czy ciekawość Innego i samego
siebie jest w stanie dotrzeć d o jakichś prawd stałych,
czy też m u s i m y poprzestać na zaczarowanym kręgu m i ­
tologicznych p r o j e k c j i . A u t o r [...] kocha swoją robotę
m i m o to, albo też dlatego, że umykają wciąż jej hory­
zonty, że oscyluje się w ustawicznym r u c h u dialektycz­
n y m między camera visionis i camera lucida. Fotografia
tego typu t k w i w m a s o w y m obiegu ( b o w i e m portrety
elity intelektualno-artystycznej są również elementar­
n y m składnikiem mass culture, choćby poprzez ilustra­
cje gazetowe), ale niekoniecznie musi być sterowana
przymusem dostosowania się do r y n k o w y c h m e c h a n i ­
zmów. Ten luz widoczny jest w pracach zebranych na
wystawie i właśnie w swobodzie podejmowania gry
z p o r t r e t e m , bez pewności, czy w y n i k będzie d o d a t n i
i osiągnięcie zyskowne (gry, która skłoniła m n i e do f i ­
lozofowania o dylematach spojrzenia na Innego i sa­
mego siebie), dostrzegam zasadniczą wartość twórczo­
ści Gierałtowskiego. O b y tylko nie zmienił k i e r u n k u
strzałki swojego kompasu [ M o r a w s k i 1988]."
O to możemy być spokojni. N i e sposób rozwijać t u ,

Krzysztof Penderecki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

t o t e m a t na i n n e s t u d i u m i dłuższe opowiadanie,
związków tej postawy i dociekań, poszukiwań Gierał­
towskiego, u p r a w i a n i a przezeń swoistej a n t r o p o l o g i i
wizualnej współczesności z t y m , co się dzieje w najbar­
dziej żywym współczesnym nurcie a n t r o p o l o g i i k u l t u ­
ry. Zarzucany m u subiektywizm jest doświadczeniem
o d k r y w a n y m dziś w dziełach najbardziej klasycznych

wolności kierował nas k u kamerze fotograficznej, te­
m u narzędziu podróżników, outsiderów i złodziei dusz

antropologów k u l t u r y . A n t r o p o l o g i a k u l t u r y dzisiaj jak

[1993]".

„Jeśli chodzi o m n i e , t o podobnie jak wielu

nigdy jest świadoma swego subiektywnego, autorskie­

i n n y c h u r o d z o n y c h n a d Wisłą, stałem się z konieczno­

go, czytaj też: twórczego, opartego na wyobraźni, k o n ­

ści geopolitycznych czekającym na wynajęcie

struowanego obrazu opisywanego przez nią

czło­

świata

w i e k i e m z walizką», który pójdzie pracować wszędzie,

i kultury. Dzieło

gdzie może okazać się użyteczny. Może zgłoszą zapo­

książki C l i f f o r d a Geertza, odkrywający w klasycznych

i życie. Antropolog

jako autor to tytuł

trzebowanie Eskimosi albo Patagończycy, wtedy u d a m

już dziś dziełach M a l i n o w s k i e g o , R u t h

się do n i c h , żeby portretować najlepiej, jak potrafię.

Levi-Strausa owe cechy. 1 wittnessing

N i e m n i e j j e d n a k najbliżsi pozostaną m i Polacy i Euro­

Ja. Dzieci Malinowskiego

pa, bo w y c h o w a n y w jej kulturze, tutaj będę zawsze

tej książki z zawartą w niej dwuznacznością i grą słów:

-

Benedict,

Zaświadczające

to tytuł jednego z rozdziałów

szukał dla mojej fotografii międzyludzkich punktów

„I" (na co zwraca uwagę autor polskiego przekładu),

odniesienia. P o m i m o m o i c h ograniczonych możliwo­

w swej warstwie fonetycznej znaczy t o tyle samo co:

ści chciałbym

„Ja" i „oko" („naoczni świadkowie").

nadal mieć możność

w pasjonującym

współzawodnictwie

uczestniczenia
o

zadziwiający

Kompasem Gierałtowskiego w jego podróży do I n ­

obraz współczesnego człowieka [ 1 9 8 4 ] " . Niewątpliwie

nego, jak wyznaje na filmie (i w tekstach) jest ciągle to

jest coś z antropologa k u l t u r y u Gierałtowskiego. A je­

samo dziecięce marzenie: „Marzyły m i się różne rzeczy.

go twórczość w swoisty sposób wpisuje się w doświad­

Między i n n y m i chciałem mieć pierścień, za pokręce-

132

�Zbigniew Benedyktowicz • POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA G I E R A Ł T O W S K I E G O

n i e m którego, znałbym cudze myśli, [ i uczciwie niczego

w y " i działań („to Pan się t y m interesuje?", „to Pan się

nie zatajając a n i nie udając przyznaje się] Myśli i to, co

t y m zajmuje?"), jest t u wspólne. P o m i m o tej zdawało­

ludzie myślą o m n i e . Ja jestem egocentrykiem".

by się generalnej różnicy polegającej n a t y m , że f o t o ­

Naoczny świadek Gierałtowski, w tej swojej wciąż

graf, pracując w obrazie „rozmawia w m i l c z e n i u " , a a n ­

podejmowanej n a n o w o podróży, dzieli też z a n t r o p o ­

tropolog, pracując w słowie „milczy w r o z m o w i e "

logami

kultury

t o samo doświadczenie

znikania

(a przynajmniej p o w i n i e n , jeśli oczywiście uznamy, że

„przedmiotu swoich b a d a ń , " chociaż t o i n n y rodzaj

tak byłoby lepiej, d l a lepszego wsłuchania się w D r u ­

plemienia, do którego wyruszył, jest świadom jego zni­

giego), p o t e m już wszystko jest podobnie: a n t r o p o l o g

kania p o d n a p o r e m współczesnych, cywilizacyjnych

„pisze" w swojej p r a c o w n i , fotograf w swojej „naświe­

„kulturowych" przemian. S t ą d może t o podobne j a k

tla", „wywołuje", „montuje", „komponuje" swoje dzie­

u antropologów poczucie misji ocalania, nieustannej

ło (chociaż wszystkie te słowa dało by się odnieść d o

w a l k i o konieczność u d o k u m e n t o w a n i a znikającego

tego, co „pisząc" r o b i także i antropolog) - obaj teraz,

świata:

już zazwyczaj pracują n a komputerze.

„Tak się stało, że napotkałem ludzi u r o d z o n y c h na
przełomie

wieku,

których

Subiektywne p o r t r e t y Gieraltowskiego działają siłą

n a z y w a m wspaniałymi

obrazu. Jego własny i n d y w i d u a l n y fotograficzny styl,

szlachcicami. O n i pokazali m i , j a k mądrze można się

„sygnatura i f r a g m e n t " operowanie f r a g m e n t e m są o d

zachowywać i j a k być d o b r y m i n o r m a l n y m . Dzisiaj

razu rozpoznawalne (ktoś napisał, że swoich portretów

kiedy patrzę na m o i c h współczesnych, jestem przera­

mógłby n i e podpisywać i t a k w i a d o m o byłoby, k t o jest

żony. H i s t o r i a zlikwidowała elity tego n a r o d u " .

i c h a u t o r e m ) . Gierałtowski stale jest „w drodze". Siła,
przestrzeń jego obrazów w y n i k a z napięcia pomiędzy

N a swoich p o r t r e t a c h współczesnych Polaków, ary­

wizją i d o k u m e n t e m (diagnoza Morawskiego o napię­

stokratów ducha, zakłada i m i zrywa maski. Tworzy

ciu pomiędzy camera visionis i camera lucida nadal po­

swoje p o r t r e t y zawsze o „ćwierć k r o k u przed n a m i " .

zostaje a k t u a l n a ) . Pod t y m względem twórczość Gie­
raltowskiego można nazwać w pełni antropologiczną,

W s p o m n i a n e podobieństwa i analogie, jakie rysują

jeśli uznać, j a k czynią t o niektórzy, że podstawą a n t r o ­

się pomiędzy pracą Gieraltowskiego, pomiędzy działa­

pologii, antropologicznego podejścia i spojrzenia jest

n i e m fotografa a antropologa n i e pozwalają zapomnieć

(oparta na f a k t a c h i d o k u m e n t a c h ) w y o b r a ź n i a .

o zasadniczej różnicy - i f i l m dobrze t o pokazuje - róż­

Ze a n t r o p o l o g t w o r z y swoje przedmioty a właściwie

nicy, zaznaczyć t u trzeba, która chociaż została w f i l ­

p o d m i o t y badań.

mie świetnie uchwycona a m i m o t o paradoksalnie n a ­

Jeśli też przyjąć charakterystykę a n t r o p o l o g i i jaką

dal wzmaga poczucie wspólnoty tego samego doświad­

daje Redfield (w p u b l i k o w a n y m wyżej w t y m numerze

czenia. Fotograf w odróżnieniu o d antropologa (który

artykule) zestawiając j ą z filologią klasyczną, że zasad­

na ogół pracuje słowem)

teren"

niczym jej p y t a n i e m i troską jest n i e t o (jak w f i l o l o ­

uzbrojony w kamerę. Swój „wywiad", swoją rozmowę,

g i i ) : „czy t o jest p o p r a w n e " ale t o : „czy t o jest cieka­

„notatki", analizę, syntezę prowadzi przy p o m o c y ka­

w e " , t o z pewnością o fotografiach Gieraltowskiego

mery. Towarzyszące t e m u słowa, rozmowa są czymś

można powiedzieć, że są antropologiczne. Siła p o r t r e ­

m n i e j i s t o t n y m , ważnym ( t a k , j a k częstokroć fotogra­

tów Gieraltowskiego jest wypadkową w i e l u sił i w i e l u

fowanie i fotografie towarzyszące p r a c o m a n t r o p o l o ­

okoliczności: własnej wizji, wyobraźni, przemian k u l ­

wyrusza „w swój

gów, sprowadzone zaledwie d o r o l i „dokumentacji",

t u r o w y c h , społecznych, technologicznych. N i e zawa­

czy i l u s t r a c j i ) . W y m i a n a słów, rozmowa służą fotogra­

hałbym się użyć też i wobec tej twórczości określenia

f o w i bardziej dla odwrócenia uwagi,

raz już użytego (w odniesieniu d o innego autorstwa)

„rozluźnienia"

modela, zajęcia go czymś i n n y m , czasem dania m u w y ­

i

t c h n i e n i a . (Trochę t o zresztą siłą rzeczy, m u s i przypo­

obok portertów postaci ginącego plemienia i n t e l i g e n ­

m i n a ć - i f i l m znów pokazuje t o dobrze - rozmowę, j a k

cji, w i e l k i c h osobowości, w których zapisywaniu wedle

w gabinecie dentysty, b o j a k t u naprawdę rozmawiać,

swego autorskiego p r o j e k t u realizowanego o d lat Gie­

kiedy „głowa m u s i być uniesiona do góry", „a oczy

rałtowski się wyspecjalizował, pojawiają się także twa­

t u ! " ) . M i m o jednak różnicy narzędzi j a k i m i operują f o ­

rze „ludzi n o w y c h " , czasem przypominających n i e m a l

odrzucanego:

„zapis socjologiczny". O t o b o w i e m

tograf i a n t r o p o l o g doświadczenie nadal jest wspólne.

„szczęśliwe twarze z bilboardów" (jak ze znanego p r o ­

(Notabene t e n ostatni, częstokroć skupiony w „rozmo­

j e k t u A n n y Bohdziewicz), p o r t r e t y ludzi „modnych",

w i e " n a s w o i m , może czasem, n i e m n i e j niż pierwszy,

z pierwszych s t r o n gazet, urzędników, prezesów (czę­

przypominać dentystę-stomatologa). Zasadniczo d o ­

stokroć są to też i „ludzie bez twarzy", już t o o w i a n i

świadczenie przenikania d o Innego, Drugiego, d o ­

mgłą, enigmatyczni, już t o u c h w y c e n i w swej radosnej

świadczenie rozmowy, dialogu, oswajania wchodzenia

pustce,

„mundurze"). N i e potrafię głębiej

wnikać

w świat „informatora", „modela", przenikania d o tego,

i analizować estetycznej wartości poszukiwań, ekspe­

co istotne i ważne, p o k o n y w a n i a jego dystansu, oporu,

rymentów (kolor, k o m p u t e r o w e przetworzenia), j a k i m

czasem niechęci, irytacji, zmęczenia, wątpliwości nie­

autor tworząc je, jednocześnie się i m poświęca (a co

j e d n o k r o t n i e żywionych, co d o sensu takiej „rozmo­

dla niego może byłoby ciekawsze d o przeczytania), p o -

133

�Zbigniew Benedyktowicz • POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA GIERAŁTOWSKIEGO

nieważ dla m n i e nadal ów antropologiczny współczyn­

pamiętam takie zdjęcie Prof. Stanisława Lorentza, sto­

n i k , ów socjologiczny i k u l t u r o w y zapis współczesnych

jącego, bodajże u bramy N i e b o r o w a , n i c z y m stróż, dys­

przemian, j a k i c h m y i sam autor doświadczamy, zapis

pozytor,

który pojawia się i o d n a w i a w k o l e j n y c h edycjach-wy-

skarbca i obok tego zdjęcia zapis, n o t a t k ę : „Kiedy za­

stawach portretów Polaków współczesnych jest t u d l a

prezentowano Stanisławowi L o r e n t z o w i publikowane

„strażnik

wrót", depozytariusz chroniący

m n i e najistotniejszy. Można się zżymać na styl Gierał-

t u zdjęcie, ktoś zaoponował: «Stasiu, j a k t u strasznie

towskiego, można m u zarzucać manieryzm, ekspery­

wyszedłeś!* M u z e a l n i k mruknął: « C i c h o , głupia, do­

m e n t o w a n i e , niezrozumiałe (przypadkowe?) udziwnia­

b r e . * . Tak ujawniało się wyczucie czasów, nieodmien­

nie, dodawanie atrybutów, kolorów etc. jak uczyniła

nie c e c h u j ą c e osiemdziesięcioletniego d y r e k t o r a M u ­

to jedna z recenzentek ostatniej wystawy. D l a m n i e

zeum N a r o d o w e g o . "

właśnie ta ostatnia edycja Twarz jako znak w sposób

N a wystawie Twarz jako znak przywrócona została

istotny wyrównała p e w i e n niedosyt odczuwany przy

jakby równowaga pomiędzy Obrazem i słowem. Za­

poprzednich jego wystawach. Po pierwsze o b o k ostat­

spokojony został (chyba nie tylko mój) głód „przypi­

n i c h prac k o l o r o w y c h znalazły się wcześniejsze prace

su", „adnotacji", „komentarza", „dalszej wiedzy", cho­

czarno - białe, ukazując większy horyzont czasowy. Po

ciaż każdy z t y c h obrazów mógłby się obyć i działać bez

drugie, o b o k fotografii, pojawiły się podpisy obszer­

tego. Zaspokojony został głód słowa.

niejsze, zapiski pamięci związanej z daną postacią,
zdjęciem, „didaskalia" dotyczące sytuacji, okoliczności
w j a k i c h p o r t r e t powstawał. To, co było można śledzić
jedynie w niektórych katalogach (jak n p . w : Krzysztof
Gierałtowski, Portrety, W A i F , Warszawa 1998., skąd

D l a t e g o też z wdzięcznością skorzystałem, z myślą
też i o przyszłych c z y t e l n i k a c h z możliwości rozmowy
z a u t o r e m , który zechciał oprowadzić m n i e po swojej
wystawie, której t o r o z m o w y zapis p u b l i k u j e m y p o n i ­
żej.

Krzysztof Gierałtowski.
Fot. Krzysztof
Gierałtowski.

134

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
