<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10736" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10736?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T19:21:23+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10714">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9cc0059ccc4c649c7ce4cf3bf760f57.pdf</src>
      <authentication>494002116fe2f8feb23a9ee1f4be6685</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127969">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2882</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127970">
              <text>2002</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127971">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2687</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127972">
              <text>Siedzi baba na cmentarzu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127973">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.242-248</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127974">
              <text>Olędzki, Jacek</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127975">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127976">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127977">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127978">
              <text>Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Może służyć do rozumienia zagadnienia uniwersalne­

JACEK

OLĘDZKI

go, i n t e r p r e t o w a n i a przez nieoświeconych treści Sta­
rego i N o w e g o Testamentu, z czym spotykamy się na
całym świecie. I o d razu d o d a m , nie jest to i n t e r p r e t a ­
cja gorsząca, ale wzbogacająca

Siedzi baba
na cmentarzu

judeochrześcijańską

doktrynę. Pośrednio zaś może służyć - w najlepszym
tego słowa r o z u m i e n i u - do uszanowania wszelkich
synkretyzmów, poczynając od h i n d u i z m u i buddyzmu,
kończąc na islamie.

Deus otiosus

Magdalena Zowczak, Biblia ludowa. Interpretacje wątków
biblijnych w kulturze ludowej.
Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.
Wrocław 2000

Jak przystało na pracę wysokiej próby, autorka nie
pomija, więcej, akceptuje bez słowa l u b oszczędnie k o ­
mentuje poprzedników w u j m o w a n i u przedmiotu jej
dociekań. Śródtytuł to - jak w i a d o m o - t e r m i n w p r o ­

W

wadzony do wiedzy przez M i r c e a Eliadego - pogłębia
dalszej części tej zamierzchłej wierszowanki

go w części I I Bóg i światy...

dziecięcej jest: trzyma

kałamarzu.

lu rodzimych badaczach z B r u c k n e r e m na czele. Z b l i ­

baba

żając się do naszych czasów zapytuje:

Przyszedł

duch,

babę

nogi w
w brzuch,

fik,

a duch znikł. Powiedziała m i o t y m Magdalena Z o w ­

Wcześniej powiada o wie­

Dlaczego etnolodzy, tak otwarci na myślenie

mityczne

czak w batdzo szczególnej c h w i l i . Skończyliśmy zwie­

czy magiczne, kiedy dochodzi do opisu tzw. ludowej rełłgij-

dzanie cmentatza żydowskiego na Bródnie, który zo­

ności, wciąż powtarzają

stał „przerobiony" n a . . . park wypoczynku. To się wy­

nia, zapożyczone

darzyło w czasie stanu wojennego. Poszliśmy na t e n

ryzm, socjomorfizm,

cmentatz pewnie dlatego, aby mieć świadomość peł­

wią

niejszą absurdu i grozy. Parę lat wcześniej po zwiedze­

przeciw katolicyzmowi przez protestantów

n i u skansenu p o d Sierpcem wdrapała się na jakieś

nych? Dlaczego czynią to wybiórczo

drzewo i ttzymając dłonie przy ustach pohukiwała po­

ry chłopskiej,

godnie udając puchacza.

czenie, iż „osobiste"

Powiedziałem o t y c h pozornie mało

znaczących

pejoratywnie

od socjologów

powtórzenie

zabarwione

rytualizm,

sensualizm,

odwiecznych

zarzutów

doświadczenie

które

utylitastano­

kierowanych
czy

prawosław­

właśnie wobec

jakby wciąż jeszcze pokutowało

na najwyższych

określe­

z minionej epoki:

kultu­

przeświad­

sacrum jest dostępne

stadiach rozwoju? „O ile można sądzić

zdatzeniach, ale są one dla m n i e istotne dla rozumie­

podstawie dość skąpych

nia d e t e r m i n a c j i w osobowości, obecnie uczonej, au­

problem Hioba

t o r k i Biblii ludowej, dzieła niezwykłego, w i e k o p o m n e ­

istniał".

na

danych — pisze Ryszard Tomicki

w środowisku

ludowym praktycznie

nie

go, do którego powstania mogło dojść dzięki zachowa­

W t y m fragmencie książki (s. 33) można dopattzyć

n i u zdolności posiadania bezcennej cechy dystansu,

się założenia badawczego a u t o r k i , albo - mówiąc i n n y ­

a także poczucia h u m o r u .

m i słowy - tezy rozprawy n a u k o w e j . I chyba całe dzie­

Już na d r u g i m r o k u studiów e t n o g r a f i i na

UW

w 1974 r o k u - prowadziłem wówczas grupę prosemi-

ło wskazuje na t o , że się w pełni udała odpowiedź na
przyjęte założenia.

naryjną - udało się m i wyczuć, że Magda jest najlep­

Podzielam stanowisko Magdaleny Zowczak z nastę­

sza z nas. Chodziło o wybrane zagadnienia k u l t u r y re­

pującą uwagą: Wydaje się, że myśl starotestamentowa

ligijnej w Polsce. Wyczułem, że jest objawieniem.

jest wyłącznością j u d a i z m u . A n i w protestantyzmie,

Wcześniej, o d l a t pięćdziesiątych, obsetwowałem obja­

ani w prawosławiu, a t y m bardziej katolicyzmie nie

wienia w osobach Izy Cywińskiej czy Jetzego S k o l i ­

mogła zagościć dogłębniej. I już nie chodzi tylko o śro­

objawienia

dowisko ludowe, ale w ogóle o całość k u l t u r y religij­

w niczym nie wskazywały na to, że pozostaną w dyscy­

mowskiego. Wszelako owe wcześniejsze

nej, jaka kształtowała się w Europie. Myślenie H i o b a ,

plinie badawczej, a t y m bardziej w tak szczególniej jej

Koheleta, Daniela i w i e l u i n n y c h , nie stało się zrozu­

dziedzinie, jaką jest synkretyzm religijny. Oczywiście

miałe,

d u c h Jana Stanisława Bystronia na ulicy Hożej

74

oświeconych, jak nieoświeconych. Jest to dziedzictwo,

wciąż dawał się odczuć. A to w osobie Ryszarda To­

własność wybrańców. D o n i c h należą tylko statoza-

mickiego lub Zbigniewa Benedyktowicza otaz Jerzego

k o n n i , a więc sami Żydzi.

Wasilewskiego... Dzisiaj sławnych i znaczących w na­
uce postaci.
Wymiar

a t y m samym ptzyswojone, zarówno przez

W swych rozważaniach n a d istotą rozumienia przez
l u d B i b l i i korzysta uczona o d pierwszych s t r o n swego

znaczenia

dzieła M a g d a l e n y Zowczak,

dzieła (8,51,478) z czasownika nakłada

się. Nakłada się

o którym dalej pragnę mówić szczegółowo, nie spro­

palto, czapkę albo jedzenie. N a t o m i a s t „porządki ty­

wadza się do kwestii lokalnej czy zgoła europejskiej.

pologiczne" w b i b l i i ludowej taczej się łączą, przenika-

242

-

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

ją, współistnieją i t d . A l e jest to uwaga bez większego

t c h e m . W W i l n i e autorka dotarła do przechowywane­

znaczenia, jak w odniesieniu do słów wypadek i przy­

go w miejscowym A r c h i w u m H i s t o r y c z n y m rękopisu

padek. W

M . Dowojna-Sylwestrowicza. Jakim jest ów tekst rary­

pracach

n a u k o w y c h wolę spotykać

się

z przypadkami, a nie z w y p a d k a m i .

tasem, łatwo się przekonać.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Deus otbsus to Bóg o d ­

Gdy już byl ulepiony, poszedł

legły. Zatem, nie — jak tego sam sobie życzę - obecny,

duszę człowiekowi.

istniejący we m n i e i drugiej osobie, lecz

ło człowieka

trwający

w rzeczywistości empirycznie niesprawdzalnej, wszela­
ko rozumianej, i n t e r p r e t o w a n e j .

pozostawił.

bel (Vemis) poklólje

wspomnianej s. 5 1 . Pochodzi o d mieszkanki Wileńsz-

przynieść

Bełzebub

(Bełzebuba)

ałbo

cale palcem. Gdy pszyszedł

ducha w nie wetchnąl

I z pierwszą taką interpretacją spotykamy się na

Bóg do nieba

Podczas gdy Bóg tę glinę czyli też cia­

znalazł je pokłóte palcem. Bóg za­

pytał szatana (Velnis): Czy ty to zrobiłeś przez swoją
godziwość?

dja-

Bóg aby

Djabeł zaś odpowiedział:
zapomni ciebie żadnego

Boże, ów

czyzny. C h o d z i o potop, który sprawił Pan Bóg z p o w o ­

człowiek

d u nieugoszczenia G o przez... gospodynię. D l a narra-

jest moich pokłuć,

t o r k i Bóg to Bóg. Sprowokowana przez prowadzącą

u Sylwestrowicza w y m i e n i o n e są owe cierpienia, mię­

rozmowę, będzie w y m i e n n i e mówiła Pan Jezus i Pan

dzy i n n y m i , kołtun, parchy, wrzody, choroby rozma­

Bóg. Ponownie nasuwa się uwaga bez większego zna­

ite, tudzież kłopoty życiowe bez k o ń c a oraz nędza.

czenia. O t o z ową przemiennością spotykamy się dosyć

I dalej już w oryginale. Wtedy Bóg odpowiedział,

powszechnie, chociażby w Warszawie, głównie pośród

uważa

kobiet, wierzących i niewierzących. Z byle p o w o d u

przyklęknąwszy

wołają albo o Boże!,

śmiertełną

albo - chociaż częściej - o Jezu!,

nie cierpiąc

nie-

stworzony
bółu. Ile tu

to tyle będzie miał bólów i cierpień.

za słuszne

i za to djabla nie karał.

Tu

że to

Później

na j)rawe kolano tchnaj człowiekowi

Bóg
nie-

duszę swoje. W oryginale nie m a spacji, ale

czy o Jezusie. Ponadto, jak dalej w dziele Zowczak bę­

tak przepisałem ów fragment z pracy M a g d a l e n y Z o w ­

dzie o św. Piotrze, postaci w l u d o w y c h przypowie­

czak, a l b o w i e m , wydaje m i się, że jest t u definicja nie

ściach komicznej, tak Jezus Pantokrator (co każdy wie

t y l k o duszy, lecz tożsamości człowieka. M i m o m a ­

z ikonografii średniowiecznej) może nagle w naszych

tactw diabelskich powstało istnienie ludzkie n a wzór

d o b r y c h czasach służyć za szyderczo wykrętne jezusik.

i podobieństwo.

Pan to taki jezusik, usłyszałem o d górala z Zakopanego,
bacy, kiedy zapytałem go w Bieszczadach, ile liczy jego
stado owiec. Oczywiście, baca w s p o m n i a n y m określe­
n i e m , wykręcił się o d podania liczby zwierząt, jakie
przygnano z odległych stron.

Tę część niezwykle ważną w Bibłii...

autorka zaty­

tułowała - zgodnie ze swym p o g o d n y m
n i e m - Pechowy demiurg.

usposobie­

Poprzedza o n rozważania

dalsze w relacji między d o b r e m i złem. Bóg, djabeł,
Matka

Boska.

M i e l e t i n s k i , o którym jest w książce,

ową relację (strukturę m i t u ) dobra i zła, badał w po­
wiązaniu mądrości i głupoty. Takie opozycje, w rodza­

Na wzór i podobieństwo własne

j u prawda i kłamstwo, piękno i brzydota, o d k r y w a
każdy, k t o wkroczył n a ścieżkę naszych zaintereso­
wań. Zdjęcie Michała

W części dzieła Zowczak, o stworzeniu człowieka,

w stosownej zbroi

Archanioła,

ów kardynalny aspekt Genesis nie występuje. W i a d o ­

rycerza, ale z twarzą p a n i e n k i (niczym wyraz na twa­

m o zaś, że ikonografia nie tylko chrześcijańskich l u ­

rzy samej a u t o r k i ) , zwyciężającego

dów świata pozwala orientować się, jak wizerunek Bo­

ny na płótnie, z X V I I I - X I X w i e k u w., znakomicie i l u ­

szatana, obraz olej­

ga jest ukazywany. A l e nie można się dziwić, że autor­

struje t e n f r a g m e n t w i e l k i e g o d o k o n a n i a M a g d a l e n y

ka ów aspekt pominęła. W świetle b o w i e m przekazów

Zowczak.

ustnych, jakie analizuje, człowiek - mówiąc krótko nie jest dziełem Stwórcy. To realizacja zespołowa, nie­

Zdrada albo zgroza

dołężnego starca oraz bardzo sprawnego, więcej, oso­
bliwie przebiegłego szatana. O t a k i c h w środku kraju
powiadają c h a c h m ę t .

I tak m a m y w tej niezwykłej pracy. K o n s t r u k c y j k a

O w e przekazy ustne, jakie zgromadziła w kraju i po­

tego dzieła składa się z wielu cząsteczek. Posłuchajmy:

za jego granicami, są rewelacyjne. Może podobne błą­

Diabeł

zawsze stawał

na poprzek i np. jak

kają się t u i t a m , lecz giną jak u Kolberga czy Federow-

stworzył pszczołę,

skiego w ogromie wszelkich i n n y c h kwestii k u l t u r o ­

tworzył i zaczął ten diabeł dokuczać

w y c h . N a t o m i a s t w przypadku Zowczak podziwiać na­

wtedy Pan Bóg zepchnął

leży jej niezwykły talent skupienia się na kluczowych

dziesz tworzył, będziesz

w tej kulturze zagadnieniach. Czy tylko ludowej?

bie naśladować,

Boże dzieło to fuszerka, to jeden pech. A l b o akt
przyzwalający na zepsucie, grzeszność, okropieństwa
najgorsze,

to diabeł

muchę,

Pan

Bóg

ale jak tak dużo

na-

też Panu Bogu,

więc

go do otchłani

że: już nic nie bę­

tylko cierpiał i ci, którzy będą cie­

tak samo będą cierpieć.

Ale na

początku

to diabeł tak samo tworzył, tworzył [•••] jak Pan Bóg kro­
wę - diabeł

kozę.

cierpienie. Takie rodzą się stwierdzenia

O j , bardzo dociekliwa jest nasza badaczka. Tekst po­

w kontekście wypowiedzi zgromadzonych przez nie­

chodzi z płockiego. Wiele lat tam buszowałem i m i się nie

zwykłą badaczkę. Czyta się je w książce z zapartym

udało podobnej wypowiedzi zanotować. Niesamowite!

243

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Przemiana światów

Już nie żyją Jan Małkowski Dziadek i H e n r y k G u r dziński z M u r z y n o w a . A l e Magdalena Zowczak u t r w a ­
liła i c h pamięć w i m i o n a c h swego synka.

To śródtytuł w t y m dziele. Po T o m i c k i m mamy

N i e w i a d o m o , o d jakiej damy pochodzi cytowana

Greimasa. K t o by się spodziewał takiej erudycji. C h o ­

wyżej wiadomość, ale czytajmy dalej. Może się uda

dzi wszak o rolę Trójcy Świętej w dziejach, waloryzację

rozgryźć to dzieło. N i e w i e m , czy podołam. Erudycja

trzech różnych jej epok. O d czasów starożytnych zna­

a u t o r k i sprawia kłopoty. Po Sylwestrowiczu pojawia

na jako postępujący upadek, aż po zagładę. Zowczak

się A . L . Greimas, La quete de la peur (1970).

dostarcza t u sporo n o w y c h i wielce poruszających, nie­

Intrygująca, zgodnie z zapowiedzią, staje się w t y m

znanych d a n y c h . O d razu d o d a m , że z t a k i c h oryginal­

dziele, relacja M a t k a Boska i diabeł. Otóż, jak udało

n y c h d a n y c h zbudowana jest ta cała, frapująca anali­

się dociec autorce, po pierwsze: po powodziach oraz

za badawcza. Posłuchajmy, to dopiero s. 90, a całość,

upałach, które nawiedziły Polskę (bratowa w czasie

bez d o d a t k u b a r w n y c h ilustracji, to s. 527:

t y c h upałów zapomniała wyłączyć pralkę i mieszkanie

Miłżyny [wielkoludy...]

na Górskiej 44 zalało).

dzie do łasu, największe

A teraz po drugie: anioł się nie pokłonił Matce Boskiej
i stał się diabłem. I to by było na tyle. Czytajmy dalej.

sie. A mówi: Co tam za robak po połu łazi? 1 na rękę
człowieka

świat będzie. A pośłe nas będą krasnołudki,
nastu człowieka

Edukację seksualną A d a m a w raju autorka zatytuło­
Rozpoczyna o d przedstawienia

nauczycieli. Pierwszy owad to anielski, pozostałe diabel­

że będzie

dwu­

jednego koguta kroić [ zarzynać - M . Z. J.

Na but powiedzą:

Co to za wieża? ]ak gdzie zostanie but
[rej. solecznicki, 1992].

nasz. Drugi świat powstanie...

M i t o degradacji rodzaju ludzkiego znają Pigmeje

skie. Wszystkie trzy stosują tę samą metodę (od Przemy­
śla po Troki) kaszą A d a m a w tyłek. Pikantność, niczym
u Rabelais'go czy Diderota, ujawniają teksty cytowane
w dziele, teksty polskich i litewskich wieśniaków.

A f r y k i Środkowej. Z materiałami z Biblii ludowej k o r e ­
spondują wiadomości z północnej części k r a j u o p u b l i ­
kowane przed laty przez Tadeusza Baraniuka.
Wertykalną budowę wszechświata - piekło w otchła­

Kiedyś wyszedł Adam z Ewą w podróż, przyszli do rze­
czułki. Ewa wzięła chustkę

wziął

z koniem. To jak ten świat zamykał się. A wyszła

kobieta, matka czy Żona, mówi: ]ak my pomrzemy, to taki

Pszczoła, osa albo bąk
wała Kłopoty z jabłkiem.

wielkie i silne dawniej były, pój­

drzewo, sosnę, na grzbiecie przynie­

n i ziemi, zaś niebo ponad nią - bliską w szczególności

do nosa i pomyła jemu, a po­

buddystom, a n a d czym się rozwodził onegdaj Ryszard

wiesić nie miała gdzie. Widzi ona, że coś u tego

Adama

T o m i c k i , nasza autorka, niespodziewanie wzbogaca i za­

jest. A bąk był w postaci diabełskiej.

nadoja-

razem uzupełnia o bliskie jej pojęcie zaświatów:

A Adamowi

dło i przytulił się, a bąk go uciął w tyłek i świat z tego po­
szedł [rej. t r o c k i , 1991]. I jak t u się nie cieszyć, że są
badacze

tacy jak

Magdalena

Zowczak.

Pozornie

s k r o m n i u t k a , a okazuje się, że to istota ścichapęk.
0 rany, o niebiosa.

Bywa też - pisze - że układ trójdzielny traci
ność w związku
światom;

z przeciwstawieniem

wówczas

łokałizuje

rze*, to oryginalna wypowiedź ze święciańskiego, z 1992
łach rzadziej niż „wertykalna",

N o więc chodzi o jabłko, symbol występku wobec
Pana. A u t o r k a tak rzecz relacjonuje.

mistrz Twardowski,

się w naszych

materia­

tłumaczy jednak,

dlaczego

porzucony przez diabła przed progiem

piekła, zawisł na niebie bądź wylądował

Zeszli aniołowie d o Edenu. Jeden grał na flecie pro­

Na

stym, d r u g i na skrzypcach, a trzeci m u wtórował, też

za­

się «piekło koło nieba, w gó­

r o k u . Ta interpretacja, pojawiająca

Czytajmy dalej.

wertykał-

naszego świata

na

księżycu.

początku swego dzieła, za Marią

Ossowską,

Magdalena Zowczak najskromniej, jak można, mówi,

na skrzypcach. Po prostu jak w kapeli żydowskiej. A l e

że jej „biblia l u d o w a " , to kwestia (w oryginale k a n o n )

spójrzmy do tekstu. C o się okazuje?

rolniczego etosu. A l e już w części przed chwilą cyto­

N a razie zostawmy sprawę jabłka na b o k u .

wanej, należy się dopatrywać czegoś znacznie więcej.

Przed n a m i obrazek na szkle ukazujący A d a m a

Myślę, że zapewne uniwersalnej dla w i e l u kultur, rów­

1 Ewę (jako dzieci) p o d drzewem, którego konar spowi­

nież pozaeuropejskich. Nasuwa się również myśl, że

jał wąż. Dookoła różne zwierzaki. Jest i kogut, i na koń­

Słowianie - być może — rodzajem wyobraźni przecho­

cu, tego dziełka z 1835 г., kto? Ślimak, który wylazł ze

wują pamięć o swym pasterskim rodowodzie. Łagodne

swego d o m k u i się przygląda zdarzeniom gorszącym.

słowo krojenie - jako uśmiercanie zwierzęcia - to nie

Noe chodził kilka lat do jakiejś pracy z siekierką,
na nie wiedziała
wiedziała.

praktyka rolników, lecz pasterzy. B u t jak wieża, to nie

a żo­

łapeć z łyka, ale bucisko z cholewą, odpowiednie do

dokąd chodzi- Diabeł ją kusił, żeby się do­

Ukręcił

z nosa wódki

i powiedział

Żeby mu się dała napić, to jej się przyzna.

jego

jazdy na k o n i u . N o i jest też jeździec, a nie człek z m o ­

żonie,

To tekst spisa­

tyką czy z płachtą i ziarnem.

ny ptzez E. K l i c h a , pochodzi spod L i m a n o w e j , 1910 r.

Bliny, kasza, zacierki

Same precjoza w tej książce.
O t o po K l i c h u E. R. Leach i R. Stichel. Swobodnie
porusza się nasza pani w literaturze, o d francuskiej po
angielską oraz niemiecką. Zadziwiające.

To niewątpliwie atrybuty etosu rolniczego. Wszela­
ko w j a k i c h się pojawiają kontekstach i jak swobodnie

244

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

można je bezcześcić. O t o baba b l i n e m podtarla dziec­

bzzz, bzzz, brzęczy. Wąż zagniewał

ku tylek. Powoduje to zrozumiały gniew boży. Często­

i chciał jaskółkę

wanie Boga lub Pana Jezusa, kiedy chodzili po ziemi

żył ją ukąsić i wykąsić

b l i n e m „spostponowanym". Jest m o w a o czorcie (pa­

ski, 1992,

zjeść, ale jaskółka

się bardzo na
uciekła

jaskółkę

i tylko on zdą­

ogon w taki trójkąt [ rej.

poniewie-

Litwinka].

sterze do dzisiaj się go szczerze w M o n g o l i i , nawet

M o w a jest dalej o i n n y c h wersjach r a t o w a n i a a r k i .

w stolicy, więcej niż lękają). Otóż ów czort w orańskim

N i e wąż, lecz żmija lub żaba zatyka dziurę. K i e d y zaj­

rejonie, bogatemu gotów zlotem okrasić kaszę. A l e

mowałem się samą żabą w k u l t u r a c h świata, zwróci­

b i e d n e m u „w zacierki nasra" (s. 95). Jeśli mamy tu

łem się d o M a g d a l e n y Zowczak z prośbą o k o n s u l t a ­

symbole rolnicze, toć o w o r o l n i c t w o chyba nie m a pra­

cję. Dowiedziałem się wówczas niebywale więcej, ani­

starej m e t r y k i . I b y m się wahał przed użyciem t e r m i n u

żeli w 3 przypisach zamieściła a u t o r k a w swej książce,

„etos" rolniczy. Wydaje m i się, że czegoś brakuje. M o ­

to t y l k o dowód jej wielkiej skromności. Zaba nagro­

że słów na poły? Jak je zwał, tak zwał, nie ma to więk­

dzona została za swoje poświęcenie. Jej ciało nie roz­

szego znaczenia. Przedstawione uwagi to mądrzenie

kłada

się mądrali. Faktem jest, że autorka wśród imponują­

u znawców p r z e d m i o t u . Udałem się do I n s t y t u t u Zoo­

cego bogactwa i rozmaitości d a n y c h , jakie zgromadzi­

logii P A N . D w ó c h najlepszych w Warszawie znawców

ła, porusza się z gracją i sobie właściwym wdziękiem

płazów przyjęło m n i e z życzliwością. Jeden z l a p t o p e m

się. K o n t y n u o w a ł e m

zbieranie

wiadomości

w i e l k i m . Jest w n i m między i n n y m i coś, co można by

przed sobą, d r u g i o b o k księgozbioru. Długo się zasta­

nazwać archaizmem, z cicha pęk.

n a w i a l i , osoba z l a p t o p e m patrzyła w m o n i t o r . Wresz­
potop

cie się dowiedziałem. Zaba dlatego się nie rozkłada po

i kłosy. Zasadniczą część wywodów p o m i j a m , w szcze­

śmierci, że nie tylko oddycha płucami, ale również

gólności kwestię zredukowania kłosów zbóż (drzewa

„przez skórę"

Jesteśmy w części zatytułowanej: Kataklizmy,

kosmicznego) d o rozmiarów obecnych. Dosyć o t y m

Wyjechałem wkrótce do M u r z y n o w a i pierwszego

wydarzeniu pisano. I . K . Kubiakowie (1980), d o p a t r u ­

napotkanego mieszkańca

jąc się drabiny Jakubowej, J. S. Wasilewski (1989), al-

0 to samo. Odpowiedź była natychmiastowa: oddycha

lomorfy.

W

świetle istniejących d a n y c h , zboża ( i c h

całym

t a m t y c h stron

zapytałem

ciałem.

kłosy) były niebotyczne, albowiem miały wykarmić o l ­

Przywołałem te zdarzenia dlaczego? Otóż dlatego,

brzymów. Zatem niczym las się pieniły. Dopatrzyć się

że dzieło Zowczak aż k i p i o d błyskotliwości i n a t y c h ­

w tej wielkości axis m i m d i , pojedynczej k o l u m n y nie­

miastowości, więcej - życzliwości, wypowiedzi a n o n i ­

bios, niełatwo, trzeba mieć pomyślunek giganta. N a t o ­

m o w y c h osób. A l e aby do n i c h dotrzeć, trzeba się bar­

miast nowe, i jak w całej książce oryginalne, są dane

dzo natrudzić, no i mieć talent badacza. Badacza d o ­

z rozległych badań terenowych a u t o r k i oraz kierowa­

świadczonego i niezłomnego. Redakcja, która zechce

n y c h przez nią grup s t u d e n c k i c h .
Zainteresowały

mnie

t e n tekst drukować, może już w t y m miejscu go skró­

szczególnie

wiadomości

o zwierzętach i owadach. Rejestr otwiera pies i k o t ,
których krzywdzić nie można. I na szczęście, stereoty­

cić. Wszelako nie odmówię sobie radości pisania o Bi­
blii dalej, a jest o czym.
N o więc o psie i kocie, kotce.

p o w y c h chłopskich ocen nie spotykamy. Jak chociaż­
by wobec kota, że to bestia fałszywa. N a w e t komar jest

Wilk i kołowate

p o t r a k t o w a n y życzliwie:
Noe wszystkich

zwierząt

i ptaków

po parze bral, żeby

(zdumiewa t e n d e m i n u t y w , JO)

nie zginęły. I myszka

Oprócz dwóch gadów w losie a r k i N o e g o m a rów­

wąż

nież swój udział k o t k a . A u t o r k a na całej stronie o p i ­

i ogon wsunął do tej dziury, żeby woda nie szla

suje, jak się rzeczy miały. I chociaż mówi „także w źró­

Noe

dłach współczesnych", w o l i odwołać się do istnieją­

Pan Bóg, czym

cych, głównie d r u k o w a n y c h , o d k o ń c a X I X i począt­

będą żywili się. A wąż nie podpelzl, dlatego, że byl ogon do

k u X X w i e k u . A to wielka szkoda. A l b o w i e m f a k t

przedrapala
zobaczył

łódź i na pewno ta łódź potonęlaby,

dalej i potem, kiedy potop skończył
wszystkich

po parze i każdemu

ale

się, wypuszczał

powiedział

tej dziury wsunięty, to pyta się dlaczego. „Dlatego,

że mam

trwałych do dzisiaj w świadomości prastarych legend,

ogon wsunięty do tej dziury, trzyma łódź". To w

nagrodę

bajek i t d . , które pottafiła „wywołać", to najcenniejsza

pożywie­

warstwa w jej d o k o n a n i u , po prostu rzecz sama w so­

dla niego powiedzieli:

Co ty chciałbyś

jeść, jakie

stwo­

bie. I już obecnie sugeruję wydanie tych materiałów

rzonko. On chciał usłużyć, że czyja smaczniejsza krew, to

j a k o właśnie rzeczy osobnej, już bez uczonego wykła­

stworzenie, będzie pożywieniem węża. On teraz na

d u , natomiast, w całym tego słowa znaczeniu, literac­

nie? /.../.

On nie wie co, wówczas

komar, malutkie

go siada, wiadomo jak komar, i krew kosztował
człowieka

i wiadomo najsmaczniejsza

leciał powiedzieć,

jaskółka

zapytała

niejsza. Mówi do niego: pokaż języki
zyk, jaskółka

wyciągnęła

krew człowieka,

k i m przedstawieniu osób, okoliczności i t p . Sukces

i on

gwarantowany. Nadrealistyczny g a t u n e k

literatury

najsmacz­

w uszczegółowionych realiach lat osiemdziesiątych

Komar pokazał ję­

1 dziewięćdziesiątych Polski, L i t w y , Białorusi. Kogo

jego, jaka

język, jemu urwała.

leciał do węża, ale bez języka

każde­

i usiadł na

Komar przy­

i nie może mówić,

z zawodowych pisarzy współczesnych stać byłoby na

tylko tak:

coś podobnego?

245

�Jacek Olędzki * SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Możemy dalej mówić o kotce. Mysz stworzona przez

Zapytałem wybitnego znawcę zagadnienia dr. A n ­

diabla gryzie d n o b a r k i . C h u s t k a a l b o . . . rękawiczka

drzeja Goryńskiego dlaczego psy afrykańskie nie szcze­

stają się p o m o c n e . D o zatkania dziury? B y n a j m n i e j !

kają? Odpowiedź była natychmiastowa i krótka, bo nie

W c u d o w n y sposób - w zależności o d pochodzenia re­

zostały do tego przyuczone.

lacji - Prokurimas, Łajma, Pan Bóg, N o e czy M a t k a

Można by jeszcze dalej rozwijać temat. Po co wyją

Boska powołują do istnienia kotkę. I dlatego koty l u ­

psy w i l k o w a t e . A l e to już za daleko byłaby rozwinięta

bią ciepło (rękawiczka) i się stale myją (chustka).

dygresja. Dlatego w śródtytule jest słowo w i l k .

D o w i a d u j e m y się, jak niesłychaną życzliwością l u d

Napisałem na początku tego tekstu, że dzieło M a g ­

litewski, ale również chyba Polacy na L i t w i e , obdaro­

daleny Zowczak m a charakter uniwersalny, b o w i e m

wują swych w i e r n y c h przyjaciół, k o t a i psa. W i ę c e j

dotyczy synkretyzmów wszelkich religii światowych.

oczywiście zaskarbia serca pies. O n b o w i e m , ale w i n ­

O b e c n i e d o d a m , że ów uniwersalizm wyraża się rów­

nej wersji również k o t , przyczynili się aby coś pozosta­

nież w t y m , że dzięki tak rewelacyjnym z L i t w y wiado­

ło z kosmicznego kłosa. Poznajemy świadectwa wiesz­

mościom, jak o psie i kocie, pobudza, a nieraz zmusza

czych cech obydwu zwierząt. Pies gromadzi i c h więcej.

do pogłębionej refleksji n a d kulturą ojczystą i prowa­

A u t o r k a u n i k a jak ognia socjologicznej czy m e n t a l ­

dzi do poszukiwania analogii. W systemach wartości

nej, albo też s t r u k t u r a l n e j , k o m p a r a t y s t y k i . Daje t y m

B Y Ć , a do n i c h należą Indie, wiele jest zwierząt szano­

samym świadectwo bezwzględnej metody. W przypad­

w a n y c h , a nawet czczonych. W M o n g o l i i d o t a k i c h

k u przedmiotu swych zainteresowań nawiązuje do

zwierząt należy owca. Chociaż jest chłebem powsze­

folklorystycznych p r a k t y k ,

jakie wykształcił Julian

d n i m pasterzy, uzyskała przywileje, j a k i c h i n n e zwie­

Krzyżanowski i jego pierwszy asystent Jan S a d o w n i k .

rzęta nie mają. Przede wszystkim zabija się ją bezbole­

Jako etnołog, który świadomie, bardzo wcześnie uznał

śnie i bez przelewu k r w i .

konieczność poszukiwania sensu, istoty, poprzez szero­
k i i zarazem bardzo odległy o d k r a j u kontekst k u l t u r o ­
wy (azjatycko-afrykański), nie zrezygnuję w t y m tek­
ście z sięgnięcia do faktów z o d m i e n n y c h niż nasza

Święta Anna Samotrzecia

s t r u k t u r k u l t u r o w y c h . N i m to uczynię, dla osłabienia

W przerwie kontemplowania dzieła Magdaleny Zow­

znaczenia użytych stwierdzeń przedstawię zdarzenie,

czak za namową dobrego przyjaciela poszedłem zoba­

które odnosi się d o pierwszej osoby w podziękowaniu

czyć nowe prace W i k t o r a Gajdy w galerii Belłotto pro­

na końcu książki.

wadzonej przez Jadwigę Dzierwę w pobliżu placu Zam­

Spędzaliśmy wakacje w d o m k u k l u b u żeglarskiego

kowego w samej stolicy. Zachwycony oglądałem nowe

w Jadwisinie. Była już jesień, żeglarze opuścili przystań.

wcielenie Gajdy, odkąd znalazł się po opuszczeniu War­

Byliśmy sami i kotka, porzucona przez yachtsmanów.

szawy na bezludziu w Stroniu Śląskim w Sudetach. Ze

Wygłodniała i domagająca się pomocy. Obecny prof.

złoconych brązów, które każdy nowobogacki chętnie

Lech Mróz sypiał z nią na wznak, trzymając drapieżni­

chciałby mieć na k o m i n k u , rzeźb porażających perfek-

ka na piersi, blisko gardła, grdyki, czyli jak t o jest szcze­

cjonizmem, artysta sięgnął po k l o c k i bukowe, suche ze-

jabłka A d a m a .

włoki żab, zwykłe gwoździe czy karteczki, czyłi rekla­

Oczywiście nie podzielam poglądu powszechnego u l u ­

mówki agencji towarzyskich. M i m o tej wzruszającej po­

du naszego, że k o t potrafi udusić śpiące dziecko, zain­

etyki myślałem uparcie o t y m , co jest w Biblii

gółowo objaśnione w Biblii

ludowej,

ludowej.

teresowany czymś poruszającym się m i a r o w o . Miałbym

W komercyjnej galerii sztuki znajdują się stałe roz­

jednak wiele oporów, chociaż wychowywałem wiele

maitości różnego pochodzenia i wartości. Zaintereso­

kotów, by spać w podobnej pozycji, w d o d a t k u z k o t e m ,

wała m n i e bardzo udana kopia znanej

p o n a d t o nieznanym. Podziwiałem mego przyjaciela.

z Dzieciątkiem z Krużlowej. Pani prowadząca galerię

Madonny

życzliwie powiedziała m i , że t o dzieło ucznia K u l o n a ,

Zdolności głosowe psów, których k o t y nie mają,
powodują, że w kręgu k u l t u r y M I E C , uzyskują pozy­

który potrzebuje pieniędzy, i dlatego za tak niską cenę

cję d o m i n a n t a . Inaczej jest w kręgu k u l t u r y B Y Ć ,

można u niej kupić jego pracę. Pokazała m i obrazeczek

p r z y n a j m n i e j , w obszarze w i e l u miejsc

Środkowej

przedstawiający jakąś rzeźbę gotycką Świętej A n n y Sa-

A f r y k i . O t ó ż rodzime psy afrykańskie nie szczekają.

motrzeciej. Prawidłowo wypowiedziała o w o słowo sta­

M o ż n a przemierzyć s a m o c h o d e m tysiące kilometrów

ropolskie, zarazem t e r m i n , j a k i dotyczy owego wzorca

przez t e n k o n t y n e n t i nie zdarzy się c h o ć j e d e n przy­

ikonograficznego. Pokazała m i przedstawienie świętej

pojazdem,

aby powiedzieć, że artysta, którym się opiekuje, rzeźbi

a cóż d o p i e r o , j a k t o w naszej ojczyźnie, jego oszalały

właśnie o w o wyobrażenie. I t u k u m e m u zadziwieniu

bieg za pojazdem. I co się okazuje? - że w t y m obsza­

dowiaduję się, że Samotrzecia, to św. A n n a z d w o m a

rze świata k o t , a nie pies, może być d o m i n a n t e m

na rękach Dzieciątkami Jezus. Już nie pytałem, dlacze­

w zagrodzie, r o d z i n i e . N o c ą w y c h o d z i się z k o t e m ,

go tak uważa, a było, oj było w a r t o .

padek ujadania psa za przejeżdżającym

a nie psem, bo pierwszy przed wężem się zatrzymuje,

My, badacze, stale powtarzamy to uchybienie. Jeste­

a d r u g i go o m i j a , nie ostrzegając t y m samym o nie­

śmy tak zadziwieni, a nieraz olśnieni osobliwością uzy­

bezpieczeństwie.

skanej wiadomości, że zapominamy o próbie pójścia

246

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

nieco

powstała

0 c h ę ć powiedzenia sobie, j a k i charakter mają analizo­

z c h u s t k i czy rękawiczki. Wystarczająca pozostaje sama

dalej,

zapytania, dlaczego

kotka

wane wątki, a dalej podjąć próbę oceny owej k u l t u r y

wiadomość. I t a k i jest charakter p u b l i k o w a n y c h w Bi­

ludowej, w której dokonał się wybór t a k i c h , a nie i n ­

blii tekstów. N i e odnalazłem prób nękania rozmówcy

n y c h treści. A l e przed t y m pojawia się pytanie, czy był

do końca. Oczywiście z góry można przewidzieć, że

to wybór. W w i e l u przypadkach tak, lecz również czę­

w przeważającej ilości przypadków nic konkretnego

sto nie. Stworzenie przez Pana Boga A d a m a i Ewy czy

i oczekiwanego nie pojawi się. D o w i e m y się tylko, że

kara p o t o p u to wątek biblijny. N a t o m i a s t wędrówki

tak mówili poprzednicy i już. A l b o że jest, jak mówię,

Pana Jezusa z św. P i o t r e m po ziemi i towarzyszące te­

bo w i e m . Wszelako może się zdarzyć, że coś dodatko­

m u zdarzenia to licentia poetica d a w n y c h narratorów

wego nastąpi. D o niewiarygodnej konfabulacji czy zgo­

rodzimych w swej oryginalnej twórczości słownej ko­

ła zmyśleń i fantazjowania stającego się dziedzictwem,

rzystających ze skarbnicy plebejskiej czy chłopskiej r u -

tradycją ustną, na koniec zaskakującego fałszowania

baszności, m u l t i p l i k a c j i , dygresyjności,

w najlepszej wierze treści, chociażby b i b l i j n y c h lub tyl­

niezwykłości przekazu. Jeśli widzieć w t y m wpływy sa­

ko ewangelicznych, zdolni są zarówno niekształceni,

mej B i b l i i , to - j a k się wydaje - w warstwie moraliza­

jak też kształceni. Jednakże ci pierwsi, osadzeni w k u l ­

torskiej, a może też dydaktycznej.

sprzyjających

turze opowieści przekazywanych z pokolenia na poko­

W opowieściach l u d o w y c h akceptowana jest Świę­

lenie, mogą cieszyć się wśród nas, etnografów, więk­

ta Rodzina, bywa, że aż do granic przeniewierstwa.

szym i w pełni uzasadnionym zainteresowaniem.

Nazywano ją jeszcze na początku X X w. w niektórych

Pana Boga, w jednej z dalszych części

częściach Polski Świętą Trójcą! N a u k i Jezusa zawarte

swej pracy, autorka zamieściła na s. 328 fotografię obra­

w Ewangeliach osobliwie nie stanowią poważniejszego

W Towarzyszu

po jeziorze Genezaret. O t y m obrazie

tworzywa s n u t y c h niegdyś z zapałem opowieści. To

wystawianym raz do r o k u na Boże Ciało w Rokiciu,

chyba mroczny cień, j a k i pada na ludową percepcję

a będącym własnością wsi M u r z y n o w o , obrazie replice

świętego Słowa. Z dwunastu apostołów tylko dwóch

wcześniejszych, o d poł. X V I w., pisałem onegiś w „Kon­

spotkało się z większym zainteresowaniem. Należą do

zu: Jezus chodzący

tekstach"; Zagadnienie czasu mitycznego i historycznego.

t y c h wybrańców św. Piotr oraz Judasz. Pierwszy stał się

Zamieściłem w t y m tekście wypowiedzi dotyczące per­

prawdziwym ulubieńcem prześmiesznych anegdot je­

cepcji przedstawienia wizerunku Jezusa ratującego św.

m u poświęconych. N a w e t jego imię nie zostało oszczę­

osób.

dzone. M i e ć pietra. N a z w a n o obecność w l u d o w y c h

Wśród n i c h tylko dwie kobiety potrafiły prawidłowo,

opowieściach ulubionego apostoła k o m i z m e m św. Pio­

Piotra. Rozpoznanie

dotyczyło kilkudziesięciu

w nawiązaniu do przekazu ewangelicznego, powiedzieć

tra. Znane są od dawna owe zabawne przypowieści

o rzeczywistej, zgodnej z t y m , co jest, treści obrazu. Po­

związane ze świętym, kiedy towarzyszył Panu Jezusowi

zostałe interpretacje były nieprawdziwe. Redaktor jed­

w wędrówce po ziemi. W każdej z tych opowieści ko­

nej z gazet płockich, urodzony i mieszkający w M u r z y ­

miczny bohater zbiera cięgi albo osobliwie wzbogaca

nowie, upierał się, że obraz przedstawia Jezusa w łodzi

świat przyrody - to o grzyby, to o ryby. „Sum z j a j a m i "

łowiącego ryby. Można by poprzestać na t y m wzruszają­

pod p o d n i e b i e n i e m albo w żołądku to nie k t o inny, jak

c y m zafałszowaniu. Jednakże miałem cierpliwość nękać

sam św. Piotr. W Biblii ludowej znalazły się jednak nie­

rozmówcę. I dowiedziałem się, że dlatego taki, a nie i n ­

znane d y k t e r y j k i . A u t o r k a odkryła je na L i t w i e :

ny temat jest treścią obrazu, że wieś była kiedyś rybac­
ka. Najważniejsza jednak część tej wypowiedzi to samo
jej zakończenie: Ten obraz jest apoteozą

pracy.

Sin. Piotr wszystkich wpuszcza do nieba, ale już ślepy
1 głuchy. Jakimś

on cudem przepuścił

nego. W niebie zrobili awanturę,

Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że

szukali księdza

Zyda nie

ochrzczo­

że trzeba go

ochrzcić,

i nie znaleźli. N i g d y nie przypuszczałem,

po wielu latach, kiedy już d a w n o m n i e nie będzie,

że tak niegościnne jest niebo dla księży. I jeszcze jedna

a nasza dyscyplina uzyska nową nazwę, n p . scientolo-

z w i e l u przypowiastka:

gii k u l t u r o w e j , jakiś nawiedzony badacz doszpera się
d o owej wypowiedzi o apoteozie pracy. I można rów­

Sw. Piotr deszczami rządzi, grzmotami i jeździ na

ko­

niach w wozie, skry się sypią, to na obrazie widziałem

sta-

nież przyjąć, że nie p o t r a k t u j e jej jako w i e r u t n e j bzdu­

rinnym, jak zacznie padać

Bóg

ry, ale będzie nią oczarowany. Odnajdzie związki mię­

powiedział:

dzy fałszem wypowiedzi a wieloletnią edukacją osoby

leje gdzie popadło

w k r a j u k o m u n i s t y c z n y m . N i e w s p o m i n a m już o b u d u ­

deszcz, to leje i leje. Pan

Lej tam gdzie pyl, a on usłyszał: gdzie był. 1 on
(s. 3 2 9 ) .

W części zatytułowanej Dziwne

sądy boże o d n a j d u ­

jącym aspekcie zatrudnienia Pana Jezusa w ciężkiej

jemy dosyć dwuznacznie ukazywaną postać Chrystusa

pracy rybaka, w d o d a t k u łowiącego samemu, niczym

w wypowiedziach zgromadzonych na L i t w i e w latach

hemingwayowski Stary człowiek.

1990 i 1992.

Wątki

Gorzka percepcja

Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej. To
podtytuł omawianej t u książki. Można już pokusić się

o podstęp niegodny osoby boskiej, a ostatecznie o zła-

247

A u t o r k a nie próbuje wprost powiedzieć, że chodzi

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

manie 5. przykazania. Rzecz z zakresu złowieszczej ety­

czynie dawnego Zairu. Siedzimy przed kościołem. D o ­

k i nazywa pseudoracjonalizacją. Posłuchajmy:

okoła elegancko ubrani w i e r n i , skupieni uroczyście.

Li ojca był jeden syn. A Pan Jezus przechodzi,
chłopczyk

a ten

mówi, dziecko, pokazy! I ten chłopczyk
Jezusem i na kładce

poleciał

Pan Jezus jego utopił /.../.

Nagle p o n a d głowami postrzegam, jak z plantacji bana­

ten

nów wychodzi rząd przygarbionych Pigmejek, dźwigają

z Panem

pełne kosze i gdzieś znikają. Poza m n ą n i k t nie patrzy

Dzieciaka

na tych, któtzy i n n y m pozwalają dzień święty święcić.

sobie lata. Jak to mnie przez rzekę przejść,

mi utopił! A Pan Jezus tak mówi: Co chcesz? Ten twój syn

W

U n i e j e w i e jeden z najbogatszych

gospodatzy

byłby straszny zbój i ty prosiłby jego śmierci. A teraz u cie­

z całą rodziną odświętnie i dostojnie udaje się do Ro-

bie urodzi się syn i będzie wielkim doktorem.

kicia na mszę. Jego parobek zostaje w gospodarstwie

/.../.

Skóra cierpnie, c i a r k i przeszywają ciało, gdy zasta­
n a w i a m się n a d zdolnościami l u d u sąsiedniego, ale
również pewnie niegdyś naszego, wzbogacania obrazu

i oporządza, a także k r o w y d o i . . .
Hipokryzja? Znieczulica?

Kłamstwo

i bigoteria?

Może jeszcze coś, czego nie czujemy albo czuć nie

Boga. W Ewangeliach źródłem mogłoby stać się u w o l ­

chcemy. Sam już nie w i e m , a w omawianej książce o d ­

nienie o p ę t a n e g o . . . , strącenie z urwiska stada świń.

powiedzi nie znajduję. I , broń Panie Boże, nie obcią­

Wszelako ów akt, chociaż napawający grozą i również

żam t y m b r a k i e m a u t o r k i .

etycznie niezbyt dzisiaj pojętny, dokonał się w szcze­

W tej części dzieła ujawnia się najwyraziściej p o w o ­

gólnym systemie wartości, pielęgnowanym i szanowa­

łanie z prawdziwego zdarzenia Magdaleny Zowczak,

n y m . A m i a n o w i c i e k u l t u r o w e g o ostracyzmu w sto­

a także jej zdyscyplinowanie, jak ptzystało na uczone­

sunku do zwierząt nieczystych. Wydaje m i się jednak,

go (uczoną). N i e wdaje się w jakieś oceny i nie poka­

że źródło jest i n n e zupełnie. Należy chyba dopuścić t u

zuje po prostacku palcem ptzyczyny, w sposób ptzed-

rolę p o b i e r a n y c h n a u k w kościołach, w których księ­

stawiony przeze

ża l u b o w a l i się w swych kazaniach korzystać z „budu­

z w i e l k i m poświęceniem i doskonale uporządkowany

j ą c y c h " ptzykładów. Mogę oczywiście się mylić, j e d ­

ogromny zbiór wiadomości niechaj służy pogłębione­

m n i e nieco

wyżej. Zgromadzony

nakże próbuję zrozumieć o w o zjawisko przyzwalania

m u zastanowieniu, samodzielnemu myśleniu. W t y m

na okrucieństwo. N i e pomaga

d u c h u skonsttuowana jest cała książka i , oczywiście,

t e m u zrozumieniu,

ptzy analizie patalelnego wątku z A n i o ł e m Stróżem
i dziećmi na m o s t k u , przywołanie wypowiedzi „tak so­
bie", nieocenionej, przewspaniałej A n n y

Kunczyń-

skiej-Irackiej. Podobnie, jak autorka, potrafiła żarto­
wać (s. 3 3 7 ) .

jej partie końcowe.
Pojawia się pytanie retoryczne: C Z Y

ISTNIEJE

T E O L O G I A „ L U D O W A " ? Istnieje synktetyzm r e l i ­
gijny, o którym mówiłem na początku. I chyba okolicz­
ności, sposób przekazywania o f i c j a l n y c h racji określo­

Przyjmuję więc, że twórcy o k r u t n y c h ptzypowieści,

nej religii, powoduje, że przetworzenia mogą być gor­

nie oszczędzających Jezusa Chrystusa czy Anioła Stró­

szące lub nie. M o g ą uwznioślać sens objawienia albo

ża, są n i e w i n n i , więcej, podziwiać i c h wypada za zdol­

go - przykro to powiedzieć - profanować.

ności kreowania oryginalnych tekstów. Przyczyny na­

Z wdziękiem pojawia się zakończenie, w którym nie

leżałoby poszukiwać poza osobami, które wprowadziły

ma - tak jak to bywa w i n n y c h n a u k o w y c h dyscypli­

w obieg społeczny owe porażające opowieści. Sadzę, że

n a c h - jakichś b a n a l n y c h k o n k l u z j i , natomiast jest

unikamy w t y c h przypadkach powiedzenia o mizerii

P O D Z I Ę K O W A N I E , między i n n y m i księdzu M a t k o w i

katechezy, o wątpliwych sposobach głoszenia Dobrej

Statowieyskiemu za... udostępnienie domowej biblio­

Nowiny.

teczki.

Zbliża się październik, i j a k co r o k u zobaczę z mego

W dziełach powstałych w pracy badawczej zespoło­

o k n a tłum wyelegantowanych mężczyzn - to myśliwi.

wej, będących skarbnicą wiadomości, p o w i n i e n znaj­

Uzyskają błogosławieństwo w Katedtze Polowej. Będą

dować się bezwarunkowo indeks rzeczowy! A u t o r k a

w niej nawet nie rozgrzeszeni, ale przeciwnie, zachęce­

mówi, że to jej w i n a . N i e - w y d a w c y ! , d o d a m , wielce

n i do łamania 5. przykazania. Tylko garstka studentów

czcigodnego. O b y się pojawiło drugie wydanie z i n ­

pojawi się z transparentem naptzeciw i n i k t z kościoła,

deksem.

ani z pokrzepionego na d u c h u homo necans, nawet nie
raczy spojrzeć na o w y c h narwańców.
Kiedy to piszę, staje m i przed oczyma to, co ogląda­

Warszawa, 18 września 2001

łem daleko o d kraju. Msza niedzielna w jakiejś wiosz­

tydzień p o . . .

248

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
