<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10730" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10730?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T00:46:01+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10708">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/60e128d43c2d97e7d4b8dd0866b1b666.pdf</src>
      <authentication>68a36fc8dd26ce37ce965361088a05a5</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127909">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2884</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127910">
              <text>2002</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127911">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2689</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127912">
              <text>Jedną kreską kreślone albo dlaczego w kwietniu wróble kąpią się w piasku? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127913">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.252-256</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127914">
              <text>Olędzki, Jacek</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127915">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127916">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127917">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127918">
              <text>Jacek Olędzki » JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIC W PIASKU?

Czcigodna Osoba, która m n i e zaprosiła na w e r n i ­

JACEK

OLĘDZKI

saż, Aleksander Jackowski, ów niestrudzony t y t a n ani­
macji sztuki rozumianej nowatorsko, mądrze nie po
akademicku, siedział sobie skromnie p o d ścianą wpa­
trzony w rysunki A d a m a Dębińskiego, eksponowane

Jedną kreską kreślone
albo dlaczego
w kwietniu wróble
kąpią się w piasku?

przed n i m , ale też wyróżniające się spośród prezento­
w a n y c h na tej wystawie prac. W i e m , o czym myślał, bo
sam to ujawnił w tekście zatytułowanym Inni, jednego
z dwóch katalogów wystawy Śniło mi się, że wychodzę
mąż-

M a l a r s t w o i rysunek: Barbara C h ę c k a ,

Józef

Chełmowski, A d a m Dębiński, Tomasz Jezierzański,
D a m i a n Rebelski. Galeria Krytyków „Pokaz", Warsza­
wa, kwiecień-maj 2002:
Wisi przede mną - pisze Jackowski - rysunek
Panka

„Koza".

jedną

tak prostej, że aż zaskakującej.
zobaczyć

rysunki

kreślone.

Tylko

Adam
jak

Jerzego

nieomylną

kreską,

A na wystawie

Dębińskiego.

możemy

Też jedną

gdyby z innego końca

Z pierwszego szczebla.

Warszawa, kwiecień-maj 2 0 0 2

Również

kreską

„drabiny".

niezawodne,

sformuło­

wane w sposób najprostszy Z możliwych. A d a m
rysuje,

maluje z potrzeby swego życia,

Jaszczak,

o, co napiszę, będzie przede wszystkim o Beacie

Jaszczak, a następnie o Zofii Bisiak oraz A l e k ­

znakomita,

w Płockim
„Mówi

Ośrodku

twórcza
Kułtury

bardzo źłe, wyraża

niem, mimiką,

sandrze Jackowskim.

ga słuchacza

Dębiński

psychiki.

Beata

instruktorka

i Sztuki,

plastyki

tak pisze o nim:

myśli całym

ciałem,

spojrze­

gestem. Kiedy opowiada, zapala się,
w krąg tematów

najważniejszych,

1 krowy, z dużymi wymionami.

nej w kraju i poza jego g r a n i c a m i (pamiętamy działal­

kowie żydowskiej

Zgodnie z obyczajem, po wej­

ściu do galerii Pokaz 4 k w i e t n i a tego r o k u ucałowałem
Jego dłoń, p o t e m dłoń Zofii Bisiak. Wchodząc do tej

Adam Dębiński

wcią­

takich jak

broń, wojna i wieś. A ta wieś to przede wszystkim

Zacznę o d ostatniej postaci, papieża* sztuki naiw­
ność wieloletnią Insita.)

Zdefiniowana

sprowadzonej przez wielkiego artystę do znaku, do formy

Śniło mi się, że wychodzę za mąż- Malarstwo
rysunek Barbara Chęcka, Józef Chełmowski,
Adam Dębiński, Tomasz Jezierzański,
Damian Rebelski. Galeria Krytyków Pokaz,

T

za

konie.

Ludzie - muzykanci,

graj­

kapeli."
mieszka już prawie od czterdziestu

w Domu Pomocy Społecznej

w Brwilnie.

najważniejszej w Warszawie galerii, nic nie wiedzia­

sunkach to nawet nie tyle wspomnienie, co marzenie.

łem, że będę jeszcze całował B e a t ę Jaszczak i nie

Adam rysuje z trudem, musi pokonać

w dłoń, lecz w Jej gladziutkie, śliczne policzki!

Każda

kreska powstaje z wysiłkiem,

lat

Wieś w jego ry­

opór ciała,
ważna,

(...).
mięśni.

ostateczna.

* T e n czcigodny tytuł zasugerował z p r z e k o n a n i e m k o n t y ­

i nawet b l i k i reflektorów skierowane były na osobę zacnego

n u a t o r dzieła A l e k s a n d r a Jackowskiego Z b i g n i e w Benedyk -

Jubilata, i że pozostałe osoby, łącznie z b o h a t e r a m i ostatnie­

towicz. Nastąpiło to w r o k u 2 0 0 1 , k i e d y o b c h o d z o n y b y l j u ­

go n u m e r u „Kontekstów" - zespołem T e a t r u „Gardzienice" -

bileusz u r o d z i n dwóch k o c h a n y c h postaci, Jana Pawła I I

z należnym w takiej c h w i l i szacunkiem i respektem, podczas

w W a t y k a n i e oraz J A C K A w C e n t r u m S z t u k i Współczesnej

gdy wręczaliśmy zadedykowany J u b i l a t o w i n u m e r „Kontek­

na Z a m k u U j a z d o w s k i m . Sporządzone wówczas zdjęcia pa­

stów", starały się pozostawać w c i e n i u naszego

miątkowe ujawniły zjawisko zaskakujące - p r o m i e n i o w a n i e

i współ-bohatera tego wieczoru. A ż dziw bierze, że tak w y ­

Mistrza

zacnego Jubilata i n i e p r o m i e n i o w a n i e na t y c h samych zdję­

t r a w n e m u artyście f o t o g r a f o w i i p r a k t y k o w i fotografii, j a k i m

c i a c h t a k i c h bardzo ważnych osób, j a k L e c h S o k ó ł , Jan S t ę -

jest Jacek Olędzki, takie t r y w i a l n e , t e c h n i c z n o - oświetlenio-

szewski, Włodzimierz S t a n i e w s k i i Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z .

w o - fotograficzne wyjaśnienie i . . . oświetlenie tego „niezwy­

Jako a u t o r t y c h niezwykłych d o k u m e n t ó w stwierdzam z ca­

kłego zjawiska" nie przyszło do głowy. „Zadziwiające." - j a k

łą odpowiedzialnością, że o d b i t k i fotografii nie były p o d d a n e

powiedziałby

żadnym zabiegom m a n i p u l a c y j n y m , w y k o n a n e zostały r u t y ­

z wdzięcznością ów fragment, nie t y l k o j a k o przykład m i r a k u -

n o w o przez sklep K o d a k a na K r a k o w s k i m Przedmieściu.

larnej wrażliwości i niezwykłej, zniewalającej nas j a k zawsze

nasz u l u b i o n y A u t o r .

Zachowujemy

zatem

[ T r u d n o pozostawić t e n f r a g m e n t bez komentarza. „Nie­

urody Jego pisarstwa, które obfitując w podobne fabulacje

zwykłe p r o m i e n i o w a n i e zacnego Jubilata" - A l e k s a n d r a Jac­

i dygresje, odznacza się rzadką i, nie do p o d r o b i e n i a m o c ą

kowskiego - i „niepromieniowanie" pozostałych osób u c h w y ­

twórczego k r e o w a n i a i n t e r p r e t o w a n e j przez a u t o r a rzeczywi­

cone na fotografii przez Jacka Olędzkiego, owe „zaskakujące

stości, ale i przede wszystkim z y/dzięcznością, jako że w tej

zjawisko" mogło n a j p r a w d o p o d o b n i e j , po prostu, być w y n i ­

dygresji zapisuje się choćby ślad ze w s p o m n i a n e j uroczystości,

k i e m takiego a nie innego oświetlenia, panującego w przy­

n a której t o opis, ze względu n a ciasno wypełnione lamy

c i e m n i o n e j sali C e n t r u m S z t u k i Współczesnej. W k o ń c u to

i przekroczoną, j a k zwykle, objętość bieżącego n u m e r u , nie

zrozumiałe, że wszystkie światła owego wieczoru, a p e w n i e

starczyło n a m już miejsca. - przyp. Redakcji]

252

�lacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po lewej, i l . d o artykułu Siedzi baba..., str. 242-248:

W i k t o r Gajda Dlaczego poranki warszawskie uwzięły się na
nas, d r e w n o b u k o w e , żaba, r o k 2000

W i k t o r Gajda Pomnik 78 Międzynarodówki wg. Tadina,
jeszcze bardziej modem, dedykowany prof. M. Porębskiemu,
który, loco citato, ujął byl modernizm w punkty (!?)
uwydatniając topos i logos, d r e w n o b u k o w e , żaby r o k 2001
Po prawej: M a t k a Boska i wyobrażenia żab spotykanych
w petroglifach Kordyliery Wschodniej Andów. Nawiązanie do
legendy o współczuciu udzielonym na Golgocie
NajwiętszejMańi Panny przez żabę, akryl 1998,
Fot. St. Stępniewski
Ewa Z y d e k , maluje Jezusa i M a t k ę Boską z żabami.

6 ш ше 'п^,,,:,, R y / I

M u r z y n o w o 1997.

253

�Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po l e w e j : U c z e s t n i k p l e n e r u Rafał Piekarski

Po p r a w e j : Beata Jaszczak, Tak pracujemy

(obecnie s t u d e n t I I I r. H i s t o r i i ) .

jak odpoczywamy a k r y l , 1996.

Beata Jaszczak w czasie гшкшатиа M a t k i Boskiej z żabami.

U c z e s t n i k p l e n e r u ze s w o i m i p r a c a m i , f o t . Stępniewski

A d a m Dębiński r y s u n k i , f o t . St. Stępniewski

J ó z e f C h e ł m o w s k i Aniołowie, f o t . St. Stępniewski

254

�Jacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

O n nie wybiera,

lecz tworzy świat „od zera". Swój.

i okolice. To jest katalog, a zarazem o d początku do

Po­

k o ń c a wizytówka Beaty Jaszczak. N i m ośmielę się mó­

trzebny mu.

wić o tej niezwykłej Osobie, staje przede mną, zapo­
Postrzeganie znaku równości między t y m , co się l o ­

wiedziana, poważniejsza przeszkoda. Zofia Bisiak.

kalizuje na szczytach i dołach k u l t u r y , j a k o potrzeby
istnienia artystycznego, a ostatecznie osiąganie przez

N i e byłoby w i e l u wspaniałych dokonań A l e k s a n ­

twórców o zasadniczo o d m i e n n y m przygotowaniu,

dra Jackowskiego, gdyby nie ofiarna p o m o c tej prze­

u w a r u n k o w a n i a c h życiowych i t d . zbieżnych f o r m a l ­

uroczej p a n i - psycholoa, grafika, r e d a k t o r a , sceno­

nie i nie t y l k o rezultatatów, nie jest czymś n o w y m .

grafa i niestrudzonej a n i m a t o r k i sztuki (zawsze do­

W i e m y o t y m o d czasów chociażby Jeana D u b u f f e t a -

b r e j ) . Czuje się i t u niezawodną rękę Z o f i i Bisiak

którego Jackowski przywołuje - oraz t a k i c h w i e l k i c h

w karkołomnym zadaniu umieszczenia w n i e w i e l k i e j

kontynuatorów, jak A n d r e M a l r a u x . Wszelako nasza

sali prac aż pięciu artystów. Pełni w c h w i l i wchodze­

tutejszość to nie Francja i podanie przykładu z Kozą

nia gości h o n o r y p a n i d o m u . N a j z n a k o m i t s z y c h gości

Jerzego Panka w kontekście sposobu prowadzenia po­

coraz więcej. N a samym środku rozprawia sam R o c h

dobnie kreski przez A d a m a Dębińskiego, to rodzaj

Sulima. Postrzegłem, że z kąta za kotarą jakaś dłoń

wytrwałej

r o b o t y r e d a k t o r a „Kontekstów.

Polskiej

c i c h c e m podaje jakiemuś wybrańcowi katalogi. Zwró­

S z t u k i L u d o w e j " , który gnębił t a k i c h jak ja autorów,

ciłem się więc d o Z o f i i Bisiak i również dostałem ka­

aby przy swej zawiłej charakterystyce artysty nie zapo­

talogi. W i ę c e j , obietnicę, że jakaś p a n i z Płocka, jeśli

m i n a l i o F O R M I E D Z I E Ł A . O owej zbieżności for­

będę sobie życzył d o d a t k o w y c h i n f o r m a c j i , przyjdzie

malnej zaświadczają prace i n n y c h jeszcze, najwięk­

i m i i c h udzieli.

szych p o l s k i c h artystów, H e n r y k a Tomaszewski ego
czy A n d r z e j a Strumiłły.

T ł u m napierał, znalazłem się więc na klatce scho­
dowej. M i a ł e m już zaczerpnąć powietrza, kiedy stanę­

A l e k s a n d r o w i Jackowskiemu nauka i k u l t u r a Polski

ła przede m n ą piękna jak wiosna, stonowana w guście

zawdzięcza t e r m i n „inni". Wydaje się, że w stosunku

dyskretnych b i e l i i żółtości z niewielką dozą czerni

do art brut, t e r m i n t e n , zarazem

(jak okładki Jej o b y d w u katalożków) Beata Jaszczak.

niejednoznaczne

określenie, to prawdziwa łaska pańska dla dojrzałej

Z przyczyn o d nas niezależnych nie widziałem tej

percepcji sztuki nieoficjalnej. Pamiętamy n i e p r a w d o ­

Beaty p o n a d 3 lata. A łączyła nas wcześniej przez k i l ­

podobny sukces ekspozycji I N N I

stworzonej przez

ka sezonów l e t n i c h i jesiennych niezwykła przygoda.

A l e k s a n d r a Jackowskiego na początku lat sześćdziesią­

Plenery artystyczne z młodzieżą w M u r z y n o w i e , kie­

t y c h w „Zachęcie".

rowane przez Jaszczak. 2'ałączam parę zdjęć z t y c h

Po blisko półwieczu pojęcia inny, i n n i , inność zabar­

zdarzeń. Zdjęcia ukazują B e a t ę Jaszczak j a k o artyst­

wiły się n o w y m i znaczeniami i odczuciami. O s w o i l i ­

kę, a nie j a k o „znakomitą, twórczą instruktorkę pla­

śmy się z n i m i , a jednocześnie przyjęły one -

styki."

może

słusznie - szersze skojarzenia, sensy. Bycie i n n y m stało
się w a r u n k i e m dla w i e l u artystów oficjalnych, w a r u n ­
k i e m bycia sobą. Zarazem twórczym,

niezależnym,

Dlaczego magnolie zakwitają
przed wypuszczeniem liści

osobnym.
Z n a k o m i t e wyczucie wartości przekazu artystyczne­

N a straszliwej pustyni i n t e l e k t u a l n e j i artystycznej

go i towarzysząca tkliwość, rodzaj charakterystycznego

uniwersyteckiego ośrodka w M u r z y n o w i e (po śmierci

ciepła kieruje o d lat Jackowskim w poszerzaniu naszej

mędrca i malarza, prześmiewcy Alojzego Piekarskie­

o r i e n t a c j i w bezkresnym obszarze sztuki, którą nazy­

go), gdzie spędziłem 22 lata schyłkowego czasu mego

wał również nieprofesjonalną. Określenie to, jak wie­

życia, pojawianie się Beaty Jaszczak z jej „dziećmi"

my, nie jest adekwatne w stosunku do licznych przy­

(nazywała tak również pojedynczych ćpunów), stawa­

padków inności czy naiwności artystycznej. Niezlicze­

ło się prawdziwym Ś W I Ę T E M .

n i artyści zwani n a i w n y m i bywają w kraju rzadziej,

Ekspresyjna, żywiołowa, bezpośrednia, po prostu

a na świecie częściej, zawodowcami. Nasz mistrz ujaw­

szalona. Umiejętnie panowała nad g r o m a d a m i liceali­

nia swoją wrażliwość i wiedzę w charakteryzowaniu

stów, jak też artystów dorosłych z K u t n a , Płocka,

twórczości Barbary C h ę c k i e j . Wyłowił z jej twórczości

Sierpca, Łęczycy, Gostynina, K o n i n a i l i c h o wie skąd

wzruszający tytuł dla tej ważnej wystawy: Snilo mi się,

jeszcze. Wiedziałem co nieco, że równolegle prowadzi

Że wychodzę

warsztaty zwane Integracją,

za mąż-

Określenia sztuka naiwna Aleksander Jackowski

a więc takie, w których

inaczej sprawni ze sprawnymi malują, lepią, dłubią i t d .

w swym wprowadzeniu do wystawy nie używa. N a t o ­

1 zapewne z tej o r i e n t a c j i ukształtował się zdumiewają­

miast pojawia się to określenie w d r u g i m uroczym ze­

cy znaczeniem, a nawiązujący do Jungowskiej koncep­

szyciku, katalogu, już na okładce. N a tej okładce znaj­

cji Ego p r o g r a m O T O J A . W świetle założeń tego pro­

dują się obok, pośrodku, Sztuki zwanej naiwną

na sa­

gramu i jego efektów, o d początku do k o ń c a autorstwa

mej górze O T O J A (nazwa p r o g r a m u pracy z artysta­

Beaty Jaszczak, zaczęłem również przychylniej myśleć

mi)

o sobie, o robocie M u r r y n o w o . Znaki istnienia i tożsa-

oraz napis najbardziej

wyeksponowany: Płock

255

�Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

mości. Nastąpił b o w i e m m o m e n t refleksji, nakazujący

t y w n y sens tego słowa, t a k j a k t o czują znawcy sztu­

oderwanie się całkowite o d tutejszości, o d t y c h nerwic

k i , wciąż w niedokształconym społeczeństwie ocze­

naszych, cierpień i niepojętych aspiracji.

kuje rodzaju o c h r o n y . Z a w a r t a w t y m słowie treść d o ­

Przy n i e p r a w d o p o d o b n i e w i e l u obciążeniach orga-

maga się stałego p r z y p o m i n a n i a , że jest n i e w i n n a ,

z prowadze­

szczera, prawdziwa, wewnętrzna, refleksyjna, lirycz­

n i e m gromady plenerowiczów, włączała się radośnie

na, tajemnicza, piękna i d o b r a . . . Bez t y c h ostrzeżeń

do programów, prowadzonej przeze m n i e w M u r z y n o ­

rodzą się kretyńskie wpisy d o wyłożonych ksiąg pa­

wie Ekspozycji

miątkowych na w y s t a w a c h (vide, wpis p o d datą 5 I V

nizacyjno-dydaktycznych

pod wiosłem

związanych

ziełonym.

Miała swoje l u b

p o d o p i e c z n y c h prace na w y s t a w a c h : Po tej

stronie

chmur, 1995; Plagi, żywioły, demony, Opatrzność,

Świę­

ci Pańscy,

1996; Ranidae,

Świat

1997; Ułotna sztuka niewinności,

wspiera

się na

w Kordegardzie).
N a prezentację Śniło mi się, że wychodzę

za mąż nie

żabie,

przybył d y r e k t o r I n s t y t u t u E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i

1998 (artystami g r u ­

K u l t u r o w e j W H U W prof. L e c h Mróz, a przecież d o

u c z e s t n i k a m i tej wystawy, zaopiekowała

zadań tejże placówki należy troska o najważniejszą

się po m a t c z y n e m u , pokazując i c h d o r o b e k u siebie

rzecz w życiu. A jak w i a d o m o , o d zarania ludzkości tą

w P ł o c k u ) , Śuidae,

rzeczą jest gest-słowo, malarstwo, rzeźba i pieśń, a na­

py Pinokio,

1999. Z n a k o m i t e szkice prosiąt

z c h l e w u Barbary i Cezarego Rudzińskich, które sta­

stępnie pochodne rodzaje sztuk z - f i l m e m na końcu.

nowiły część owej ostatniej ekspozycji, przedstawiam

U d a ł o się jednak nakłonić uczonego antropologa, za­

w niniejszym szkicu. Każdy w i d z i , że Jaszczak to

razem wybitnego ornitologa Lecha Mroza, aby zaist­

prawdziwy w i r t u o z kreski, czarnej i „tak sobie", dla

niał, chociażby w t y m tekście. Otóż, uczony potwier­

okraszenia, czerwonej.

dził, że z nastaniem wiosny - kiedy odmarznie g l e b a -

N i e zdążyłem się nacieszyć nieziemskim zjawiskiem

wróble kąpią się w piasku. Potwierdził też, że wróble

Beaty Jaszczak w ponurej scenerii k l a t k i schodowej

wyróżniają się spośród naszych p a r k o w y c h przyjaciół,

w pobliżu wejścia do ostatniej łaźni miejskiej w naszym

sikorek, szpaków, kosów, kowalików. Dodał, że kąpią

mieście, kiedy z b u k i e t a m i tulipanów wszedł sam Zbi­

się w piachu również kuropatwy i przepiórki. N a ko­

gniew Benedyktowicz. N i e było już możliwości k o n t y ­

niec ujawnił, że w t y c h zachowaniach u t r w a l o n y jest

ZWA­

k o d genetyczny t y c h ptaków. A zatem, każdy k t o są­

okolicach.

dzi, że wróble to najbardziej rodzime nasze ptaszki, jest

Nazajutrz dowiedziałem się o d Jackowskiego (dzięko­

w w i e l k i m błędzie. Wróble to przybysze z Bliskiego

wałem za zaproszenie), że nasz wróbelek po kąpieli

Wschodu, z terenów p u s t y n n y c h . . . Nasz wróbelek Be­

n u o w a n i a dyskursu o O T O JA oraz o S Z T U C E
NE]

NAIWNĄ,

a t y m bardziej o Płocku

i

ata Jaszczak odleciała do Płocka, ale pozostawiła t u

wernisażowej wrócił do siebie, d o Płocka.
Znakomicie się stało, że wystawa w Pokazie zbiegła
się z prezentacją w Kordegardzie dzieł Zbigniewa M a ­

część siebie w pracach artystów z Jej prywatnej kolek­
cji O T O J A .

kowskiego. A r t y s t y „listy", „księgi", pisane jak dziennik

W trzecim haśle okładki, Płock i okolice, zawarta jest

przez lata do siebie, to zapewne ogólnoludzka potrzeba

słuszna sugestia, że o w y c h o k o l i c nie stanowi B r w i l n o ,

wewnętrzna poznawania siebie samego i otaczającego

Zakrzewo czy Miszewo M u r o w a n e (miejscowości D o ­

świata. Dlaczego kwitną magnolie nim..., to jedno z wie­

mów O p i e k i Społecznej), ale również, jak powiada i n ­

lu pytań-spostrzeżeń, jakie widz odczytuje na tej przej­

na a n i m a t o r k a ważnych dla k u l t u r y wydarzeń, ongiś

mującej prezentacji swego ja w kosmicznym uniwer-

ściśle związana z Płockiem Ewa Baczyńska, „najdłuższa

sum. U Makowskiego, jak u artystów, których n a m

wieś w k r a j u " , czyli dzisiejsza Warszawa. Płock to w y ­

udostępniła Jaszczak, pojawia się najszczersze wyzna­

lęgarnia niezwykłych ludzi, ongiś L u d w i k a Krzywickie­

nie, bez j a k i c h k o l w i e k osłon, O T O JA.

go, a dziś chociażby Zbigniewa Zbycha

Chlewińskiego

Próba nazywania t y c h zbieżnych zjawisk artystycz­

(w tekście Jackowskiego obecnego jako Z y g m u n t ) , f i ­

n y c h sztuką naiwną wydaje się dziś już niezasadna.

lozofa, który poświęcając się poznaniu twórczości t y l ­

Dlaczego? Powodów jest krocie, szczególnie w ojczyź­

k o jednego artysty, E d m u n d a Monsiela, zorganizował

nie, w której słowo „naiwny" ma najczęściej k o n o t a ­

własne badania na Zamojszczyźnie, a najważniejsze

c j ę u j e m n ą , w najlepszym razie kojarzy się z t o l e r o w a ­

-

ną niedojrzałością, a w najgorszym z dewiacją. Pozy­

próbę rozumienia sztuki...

256

zgromadził pokaźny t o m tekstów

podejmujących

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
