<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10715" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10715?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:00:04+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10693">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b911ed4a7d5bb4675754e6e2b39260f9.pdf</src>
      <authentication>19374afc48de546335cd5826c7452f64</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127760">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3483</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127761">
              <text>1980</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127762">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3265</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127763">
              <text>Aleksandra Polańska-Hryńczuk, pisankarka łemkowska / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127764">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.227-236</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127765">
              <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127766">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127767">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127768">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="127769">
              <text>Zofia Cieśla - Reinfussowa

ALEKSANDRA POLAŃSKA-HRYŃCZUK, PISANKARKA ŁEMKOWSKA

Aleksandra P o l a ń s k a - H r y ń c z u k
( i l . 1) pochodzi
z rodziny łemkowskiej. Wedle t r a d y c j i P o l a ń s c y b y l i
nobilitowani i pieczętowali się herbem w postaci n i e d ź ­
wiedziej łapy. Polańscy w Ł a b o w e j b y l i n a j z a m o ż n i e j si. Początkowo ojciec Aleksandry p o s i a d a ł ponad 130
ha ziemi i lasu, młyn, tartak, co w sumie s t a n o w i ł o
równoważnik niezłego f o l w a r k u . P ó ź n i e j
konieczność
spłacania cudzych weksli s p o w o d o w a ł a , że m a j ą t e k
zmniejszył się znacznie, w y s t a r c z y ł o go jednak na tyle,
aby dać dzieciom w y k s z t a ł c e n i e , o k t ó r y m nie mógł
marzyć przeciętny góral ł e m k o w s k i .
Aleksandra urodziła się 11 stycznia 1911 r. we w s i
Łabowa położonej koło Nowego Sącza. B y ł a d z i e s i ą ­
tym dzieckiem w rodzinie, a po niej p r z y b y ł o jeszcze
dwóch braci. Od d z i e c i ń s t w a żyła życiem
dziecka
wiejskiego. Ojciec jej z a t r u d n i a ł w gospodarstwie na­
jemnych p r a c o w n i k ó w , m ę ż c z y z n i kobiety. Pochodzili
oni z Łabowej w z g l ę d n i e z n a j b l i ż s z y c h wsi ł e m k o w ­
skich. Nosili jeszcze w ó w c z a s stroje ludowe, m i e l i bo­
gaty folklor w y r a ż a j ą c y się w muzyce, ś p i e w i e i t a ń ­
cu; wszystko to w p o ł ą c z e n i u z w s p a n i a ł ą p r z y r o d ą
Beskidu Krynickiego
kształtowało psychikę
dziecka
wrażliwego na wszelkie przejawy p i ę k n a i sztuki. Do
dziś pamięta chodzenie „ w pole" z jedzeniem dla k o ­
siarzy czy żniwiarzy, j a z d ę wozem, konno, na baranie,
opowiadania starych kobiet, z n a j ą c y c h m n ó s t w o legend
łemkowskich. Przeszłość p o z o s t a w i ł a niezatarty
ślad
w jej pamięci. „Dziś r o b i ą c pisanki p r z e ż y w a m s a m ą
siebie — mówi — od rozkosznego d z i e c i ń s t w a przy pa­
sieniu krów, ogniskach i w ę d r ó w k a c h z p r z y j a c i ó ł m i
wśród pól i łąk ukwieconych, poprzez losy późniejszego
wieku aż do o k r u c i e ń s t w ostatniej wojny".
To dziecko wsi z t r u d e m znosiło rygor szkolny.
W Łabowej chodziła do pierwszej i drugiej klasy szko­
ły podstawowej, n a s t ę p n i e posłali ją rodzice do Nowego
Sącza, gdzie m i e s z k a ł a jej babka — nauczycielka. Ale
tęskniła za wsią, z Nowego Sącza u c i e k a ł a gdy się
tylko dało: „do siebie, do domu, na wieś, do Ł a b o w e j ,
do mojego raju, tam z n a j d y w a ł a m to wszystko co mnie
cieszyło i d a w a ł o tyle w s p a n i a ł y c h p r z e ż y ć " . B y ł a
wątła, często z a p a d a ł a na zdrowiu, w y m a g a ł a w i ę k s z e j
opieki, t y m bardziej, że przed jej urodzeniem j u ż
czworo r o d z e ń s t w a u m a r ł o na gruźlicę. S t ą d chyba
wynikała jej, widoczna w p ó ź n i e j s z y c h latach, n i e c h ę ć
do wspólnych zabaw, brania u d z i a ł u w t ł u m n y c h we­
selach, chrzcinach czy „ w e c z y r k a c h " . B a ł a się zaduchu,
który jej szkodził. U w i e l b i a ł a natomiast wszelkie w y ­
cieczki np. na H a l ę Ł a b o w s k ą czy J a w o r y n ę .
Ukończyła z d o s k o n a ł y m i w y n i k a m i
seminarium
nauczycielskie, a nawet została wpisana do szkolnej
„złotej księgi". M i a ł a wiele p l a n ó w ż y c i o w y c h nie da­
jących się z r e a l i z o w a ć z powodu choroby m a t k i i za­
jęć z w i ą z a n y c h z gospodarstwem w Ł a b o w e j , k t ó r e m i ­
mo, że po śmierci ojca zostało znacznie okrojone i tak
wymagało wiele pracy. Razem ze s t a r s z ą siostrą He­
leną, m a j ą c ą u k o ń c z o n ą Wyższą S z k o ł ę H a n d l o w ą w

Krakowie, p o s t a n o w i ł a p r o w a d z i ć pensjonat w K r y n i ­
cy. W t y m celu Aleksandra, aby z a p o z n a ć się z no­
woczesnym hotelarstwem, w y j e c h a ł a do Wiednia w r.
1938. „ P o d w ó c h m i e s i ą c a c h pobytu p o c z u ł a m się źle
i z a c z ę ł a m c h o r o w a ć . Lekarz s k i e r o w a ł mnie do sana­
t o r i u m w g ó r a c h na leczenie (...) Było t a m w Alpach
(3000 m n.p.m) p i ę k n i e , a ja leżąc i w e r a n d u j ą c m y ś l a ­
ł a m o Ł a b o w e j , m a r z y ł a m o powrocie do wsi. Stwier­
dziłam, że n a j ł a d n i e j jest w Ł a b o w e j w lesie nad po­
tokiem". N i e d ł u g o potem w r ó c i ł a „bo to czas b y ł nie­
pewny, b u r z l i w y a przy t y m matka i brat ciężko za­
chorowali".
1-go w r z e ś n i a 1939 r. Aleksandra wraz z wieloma
Ł e m k a m i została aresztowana i przewieziona do Berezy
Kartuskiej, s k ą d ją po paru tygodniach zwolniono.
W n a s t ę p n y m r o k u w y s z ł a za m ą ż za Bohdana H r y ń czuka, i n ż y n i e r a — leśnika. U niego w n a d l e ś n i c t w i e
Sietnica koło Gorlic p r z e b y w a ł a całą okupację. Tam
urodziła dwoje dzieci, c ó r k ę K s e n i ę i syna Borysa.

2 2 7

�Po zakończeniu w o j n y Aleksandra z całą r o d z i n ą
wraca do Ł a b o w e j , a w r. 1947 osiedlają się w oko­
licach Lubina, w Chojnowie, gdzie m ą ż jej dostał
p r a c ę ' w n a d l e ś n i c t w i e . Po u k o ń c z e n i u przez dzieci
szkoły podstawowej i liceum p r z e n o s z ą się wszyscy
w 1959 r. do W r o c ł a w i a i t u do dziś m i e s z k a j ą . C ó r k a
Ksenia jako dr pedagogiki zatrudniona jest na U n i ­
wersytecie i m . B , Bieruta we W r o c ł a w i u , syn Borys
ukończył A k a d e m i ę Rolniczą i pracuje w L a s k o w i ­
cach koło W r o c ł a w i a .
Aleksandra P o l a ń s k a - H r y ń c z u k przez całe swoje
życie „ c i a p a ł a " (jak m ó w i l i Ł e m k o w i e w Ł a b o w e j ) p i ­
sanki. Wykonuje je t e c h n i k ą w o s k o w ą b a t i k o w ą , po­
legającą na t y m , że na u m y t ą , starannie oczyszczoną
oraz lekko p o d g r z a n ą p o w i e r z c h n i ę jaja n a k ł a d a roz­
topiony wosk, s p ł y w a j ą c y z główki szpilki, w b i t e j na
koniec patyczka, p r z y p o m i n a j ą c e g o k s z t a ł t e m ołówek.
Rysunek zrobiony przy pomocy szpilki s k ł a d a
się
z charakterystycznych przecinkowatych k l e k s ó w , k t ó r e
są w e d ł u g Aleksandry „ t a k i e kropelkowe" i one w ł a ś ­
nie s t a n o w i ą p o d s t a w ę wszystkich w z o r ó w i m o t y w ó w
pisankarki. Nie stosuje nigdy „ p i s a k a " , ani nie w y ­
skrobuje w z o r u , bo j a k twierdzi „chcę z a c h o w a ć t r a ­
dycyjną t e c h n i k ę ł e m k o w s k ą , a zresztą wzory roślinne,
jakie p r z e w a ż n i e robię, daleko ł a d n i e j w y g l ą d a j ą w y ­
konane szpilką". Zamiast szpilki może też u ż y w a ć od­
powiedniej wielkości gwoździków, a nawet w czasie
okupacji zdarzyło jej się „ c i a p a ć " pisanki z b r a k u szpi­
lek drutami z parasola. „W starych parasolach d r u t y
b y ł y o m a l e ń k i c h g ł ó w k a c h i z u p e ł n i e dobrze m i słu­
żyły". Proste kreski „nie te kropelkowe" też robione
są szpilką. „ J e s t to z u p e ł n i e proste, zaczynam od k r o ­
pelki nałożonej d w u k r o t n i e woskiem, potem nagrze­
w a m t r o c h ę szpilkę nad ś w i e c ą i p r o w a d z ę k r e s k ę
od ś r o d k a nawoskowanej k r o p k i . W ten sposób m o ż n a
w y c i ą g n ą ć tak c i e n i u t k ą k r e s k ę j a k ą się chce, a cza­
sem to ledwie w i d o c z n ą . Trzeba mieć t y l k o odpo­
wiednie szpilki". Pisankarka ma szpilki o r ó ż n e j w i e l ­
kości główek. „Ileż to szpilek n a p s u j ę zanim w y p i ł u j ę
t a k ą c i e n i u t k ą o m a l u t k i e j główce, ale takiej, żeby
dobrze z niej s p ł y w a ł wosk". O te szpilki dba ogrom­
nie, a j a k p r z y c h o d z ą amatorzy, p r a g n ą c y się uczyć
„ p i s a ć " albo wnukowie, to „ p r ę d k o chowam t a k ą szpil­
kę, aby nie zepsuła się, d a j ę inne, k t ó r y m i m o g ą ro­
bić".
1

„ K o n i u s z e k tej cieniutkiej szpilki trzeba m a c z a ć
r ó w n o m i e r n i e aby rysunek b y ł delikatny, a p o n i e w a ż
wosk l u b i o d p a d a ć dlatego trzeba p i s a n k ę z f a r b ą nie­
co p o d g r z a ć , jednak tak u m i e j ę t n i e , żeby nie ścięło się
w e w n ą t r z jaja białko, bo nie m o ż n a b y w y d m u c h a ć " .
H r y ń c z u k posługuje się najczęściej dwoma szpilkami,
przy czym jej zdaniem g r u b o ś ć n a ł o ż e n i a wosku za­
leży nie t y l k o od główki szpilki, ale t a k ż e od jej na­
grzania oraz od głębokości zanurzenia w wosku. Tech­
nika stosowana przez n i ą obecnie jest ta sama, jakiej
n a u c z y ł a się b ę d ą c jeszcze dzieckiem. Oto jak opowia­
da o swoich pierwszych p r ó b a c h pisankarskich: „To
było gdzieś m i ę d z y 5 a 6 r o k i e m życia. Nie u m i a ł a m
jeszcze pisać na tabliczce rysikiem a j u ż c i a p a ł a m p i ­
sanki. W W i e l k i m Tygodniu mamusia n a g o t o w a ł a duży
garnek j a j . Wosk d o s t a l i ś m y od s ą s i a d ó w , p o s i a d a j ą ­
cych pasieki. Szpilki m o ż n a było k u p i ć u Ż y d ó w Tcia
i F u l i , k t ó r z y w swoich m a l u t k i c h sklepikach w Ł a b o ­
wej m i e l i wszystko. P u d e ł k o na wosk — to wieczko
z p u d e ł k a od pasty do obuwia. N a k ł a d a l i ś m y wosk do
p u d e ł e k , s t a w i a l i ś m y je na skraju dobrze ciepłej k u c h ­
ni i kiedy wosk się już odpowiednio n a g r z a ł macza­
liśmy g ł ó w k ę nabitej na patyk szpilki w wosku i ten
trzeba było szybko p r z e n i e ś ć na jajo. Starszej siostrze
u d a w a ł o się to, chociaż robione przez n i ą kreski nie

228

m i a ł y r ó w n e j długości ani r ó w n y c h odstępów. Mnie
natomiast wosk p r ę d k o o s t y g a ł na szpilce i kiedy na- Ł
k ł a d a ł a m na jajo natychmiast o d l a t y w a ł albo w ogóle f
nie chciał się przyczepić. B r a t młodszy i ja byliśmy I
za m a l i i niewygodnie nam było sięgać na wysoką
k u c h n i ę , więc p r z y s t a w i a l i ś m y sobie do kuchni ma- I
lutkie stołeczki, wtedy już m i lepiej szło, ale brat i tak I
w k r ó t c e o d p a d ł . Jak już w z ó r był zrobiony trzeba j
b y ł o jajo włożyć do słoika do farby, a po ubarwieniu
wosk się ścierało".
Obecnie, kiedy nie ma dawnych pieców kuchen­
nych, warsztat p i s a n k a r k i m u s i a ł ulec zmianie. „Na
gazie nie da się robić", wobec czego nalewa wosk do .
kieliszka, daje knot b a w e ł n i a n y i r o b i świecę, „która
dużo więcej spala wosku niż tego potrzeba. Wosk w
ś w i e c y r ó w n i e ż inaczej się rozgrzewa niż w naczyniu !
na blasze kuchennej, nie jest przez to tak ekonomicz- I
ny j a k dawniej, niepotrzebnie się go tyle marnuje j
przy stale p ł o n ą c e j ś w i e c y " . Kiedy wosk się nadtopi j
H r y ń c z u k lekko nagrzewa szpilkę (tylko „ t a k prze- \
l a t u j ę nad p ł o m i e n i e m " ) , zanurza w wosku i prędko ,
n a k ł a d a na jajo. Pisankarka p r ó b o w a ł a też używać i
świec z w y k ł y c h , ale w e d ł u g niej wosk ma lepszą przylepność i nie odpada. Czasem u d a ł o jej się dostać
świece, k t ó r e nie kopciły, a po n a ł o ż e n i u b y ł y przej­
rzyste i kolor wzoru był czysty. „ T a k to ł a d n i e i ory­
ginalnie w y g l ą d a ł o , że na k i l k u «jasnych b a b a c h » nie j
s t a r ł a m świecy z pisanki a «baby» zrobiły się jak §
haftowane".
Po c a ł k o w i t y m zrobieniu pisanki usuwa wosk na
gorąco, co w e d ł u g jej o p i n i i ma k o n s e r w o w a ć farbę 1
i u t r w a l a ć ją. Nie stosuje j a k n i e g d y ś skrobania, po­
n i e w a ż przy skrobaniu „ n i e j e d n o k r o t n i e niszczyło się
w z ó r na pisance". Obecne zdejmowanie wosku to długa
procedura i cała wiedza. Odbywa się to w następujący
sposób: „ P o zrobieniu w y d m u s z k i d a j ę na gaz (bar­
dzo m a ł y ) p ł y t k ę b l a s z a n ą i nagrzewam tak pisankę i
aż wosk się r o z m i ę k c z y i nadtopi (parzy ogromnie &lt;i\
w ręce) wtedy b i o r ę t a m p o n i k z ligniny, nagrzewam go
też, ale momencik, na blasze i ś c i e r a m kawałeczek I
wosku z pisanki, znowu nagrzewam p i s a n k ę i ligninę
i z n ó w ś c i e r a m n a s t ę p n y k a w a ł e c z e k i tak już do
końca".
Dawniej „ p i s a ł a " artystka, j a k to było w powszech­
n y m zwyczaju, na jajach gotowanych na twardo, obec­
nie robi to najczęściej na ś w i e ż y c h jajach, a następnie
po ufarbowaniu robi wydmuszki. U w a ż a , że wydmusz­
k i są lepsze, bo „ n i e p s u j ą się, nie z a t r a c a j ą barwy,
a ponadto, jeśli pisanka się nie uda to w ó w c z a s idzie
na p a t e l n i ę " . Nie k a ż d e jajo, j a k twierdzi artystka,
nadaje się do zrobienia pisanki. „ R ó ż n e są jaja tak
co do k s z t a ł t u , koloru j a k i powierzchni samej sko­
r u p k i . Ja już przy m y c i u j a j czuję, k t ó r e skorupki
b ę d ą dobrze ł a p a ł y wosk. Są jaja tak n i e r ó w n e owal­
nie, że ż a d e n w z ó r na nich nie wyjdzie, a czasem po­
w i e r z c h n i ę m a j ą tak g r u z e ł k o w a t ą , że są zupełnie nie
do użycia". W z w i ą z k u z t y m pisankarka ma zawsze
wiele k ł o p o t u z doborem odpowiednich j a j . Kiedy je
kupuje nie zawsze p o z w a l a j ą jej p r z e b i e r a ć i wybier a ć odpowiednie sztuki. Czasem nawet spotykają ją
p r z y k r o ś c i . „Najczęściej k u p u j ę b i a ł e jaja o ładnym
kształcie, choć i z t y c h d u ż o przy pracy odpada".
Do malowania jaj u ż y w a obecnie Aleksandra Hryń­
czuk r ó ż n e g o rodzaju farb. Stosuje, j a k dawniej, barw­
n i k i naturalne oraz chemiczne, kupowane w sklepach
gospodarczych (farby do barwienia tkanin, drewna
czy papieru). M a r ó w n i e ż farby zagraniczne, ale te
nie o d p o w i a d a j ą zbytnio pisankarce, bo „nie nakła­
d a j ą się dobrze na siebie. Ja l u b i ę robić pisanki poje­
dynczo k u w ł a s n e j uciesze w k ł a d a j ą c kilkakrotnie do

I

�różnych farb, ale one mieszają się i kolory się psują.
Pisanka nie wychodzi. Nasze kupne farby są znacznie
lepsze, mimo, że gatunkowo obecne są daleko gorsze
od tych, które p a m i ę t a m z dawnych lat". Przypomina
sobie również pisankarka jarmarki, jakie o d b y w a ł y się
w Łabowej co drugi czwartek. Przed ś w i ę t a m i w i e l ­
kanocnymi można było na nich k u p i ć w kramach
szpilki z dużymi główkami, specjalnymi do robienia
pisanek oraz farby do ich barwienia.
Kiedy H r y ń c z u k zaczynała swoją k a r i e r ę pisankarską jako 5-letnia dziewczynka „był to czas w o j n y
(I-sza wojna światowa — ZR) i k u p n ą f a r b ę nie zaw­
sze można było dostać. Z r e s z t ą starzy ludzie nigdy
nie kupowali farb. U ż y w a l i w y w a r u z ł u s e k cebuli,
suszonych borówek (jagód), « g a r b u z kory», b r a l i na­
wet opakowania z cykorii, k t ó r e d a w a ł y kolor czer­
wony, 'kolorową bibułkę lub kopiowy ołówek. „ C e b u l ę
same przyrządzałyśmy, ale f a r b ę z k o r y p r z y n o s i ł a
nam gotową Judija K o n k o l z Potoka. Ona też n a u c z y ł a
nas jak uzyskać zielony b a r w n i k z żyta. M y ś m y goto­
wały z siostrą oziminę razem z j a j a m i lecz jaja w y ­
chodziły jasno-brudnawo-zielone. Judija k a z a ł a narn
oziminę tłuc w stępie, w y c i s n ą ć sok i w n i m t r z y m a ć
jaja. Skorupki na jajach m u s z ą b y ć bardziej wapien­
ne, gdyż lepiej biorą f a r b ę " . Judija s p o r z ą d z a ł a też
farbę b r u d n a w o - c z e r w o n ą , ale H r y ń c z u k już nie p r z y ­
pomina sobie z czego ją o t r z y m y w a ł a , „a m o ż e też nie
zdradziła?".
Nasza pisankarka dzisiaj też u ż y w a n a t u r a l n y c h
barwników, k t ó r e sama przygotowuje. Do nich n a l e ż ą :
łuski z cebuli, suszone b o r ó w k i , kora d ę b o w a i olszy­
nowa, ozimina. Z m ł o d y c h g a ł ą z e k olszyny ściąga korę,

n a s t ę p n i e ją suszy, potem w k ł a d a do słoików i zalewa
ciepłą w o d ą . Do jednego słoika dodaje jeszcze drobne,
żelazne gwoździki. Po k i l k u dniach tam, gdzie są
gwoździe farba ma kolor b r ą z o w o - c z a r n y , a tam gdzie
ich nie było — żółty. Podobnie p o s t ę p u j e z k o r ą d ę ­
b o w ą i wtedy dostaje b a r w ę ciemną, b r ą z o w ą a na­
wet prawie c z a r n ą . Z suszonych b o r ó w e k przez do­
danie ciepłej wody powstaje kolor od niebiesko-sta1 owego do granatu, co zależy od ilości zawartych w
wodzie jagód. Zielony kolor, j a k to już wyżej było
wspomniane, otrzymuje się z oziminy. P o n i e w a ż H r y ń ­
czuk mieszka stale we W r o c ł a w i u i o oziminę jest
trudno, w y b r n ę ł a z tej sytuacji w ten sposób, że w
swoim o g r ó d k u koło domu p r z e z n a c z y ł a poletko na po­
midory, a na n i m jako przedplon zasiała żyto. „Teraz
zieleni się i b ę d ę m i a ł a odpowiedni b a r w n i k do p i ­
sanek wielkanocnych, potem zetnie się oziminę i za­
sadzi pomidory". Z ł u p i n z cebuli można o t r z y m a ć
całą g a m ę odcieni od żółtej do b r ą z u , co zależy nie
t y l k o od ilości łusek, ale też i od długości czasu mo­
czenia, wreszcie i od samej skorupki jaja. W t y m roku
(1980) p r z y j e c h a ł a w odwiedziny do Aleksandry znacz­
nie od niej starsza krewna, pochodząca t a k ż e z Ł a b o ­
wej, k t ó r a p r z y p o m n i a ł a pisankarce, że pisanki farbo­
wano jeszcze w w y w a r z e z czarnego bzu, którego ko­
biety u ż y w a ł y też do barwienia lnianego płótna. Pa­
m i ę t a też, że starsze kobiety w Ł a b o w e j f a r b o w a ł y
pisanki na czerwono sokiem z ziela. Nazywano je „ n e d w i d " (?). W zasadzie jednak taka d u ż a ilość barw­
n i k ó w nie jest konieczna, „ m a j ą c kolor żółty, zielony
i czerwony w y d o b y w a m o l b r z y m i ą g a m ę kolorów i od­
cieni".

I I . 2. Fragm. listu pisankarki do autorki a r t y k u ł u o w y k o n y w a n i u

wzoru

pisanki.

229

�7

I I . 3. Podział r ó w n i k o w y . I I . 4. P o d z i a ł p o ł u d n i k o w y , w z ó r „ K s e ń k a " . I I . 5. P o d z i a ł r ó w n i k o w o - p o ł u d n i k o w y , wzór
„ k r z y ż e " . I I . 6. „Wiosna". I I . 7. „Słoneczko". I I . 8. „Słoneczko i sosenka".

Najdawniejsze, tradycyjne pisanki ł e m k o w s k i e , j a ­
kie z a p a m i ę t a ł a H r y ń c z u k , m i a ł y zawsze b i a ł y w z ó r
na kolorowym tle. B y ł y one powszechne nie t y l k o
w Ł a b o w e j , ale na całej Ł e m k o w s z c z y ź n i e . A b y za­
c h o w a ć t r a d y c j ę w y k o n u j e je H r y ń c z u k do dziś dnia,
stosując do ich farbowania prawie w y ł ą c z n i e b a r w n i k i
naturalne. „ Z a w s z e l u b i ł a m te dawne pisanki, k t ó r e
p r z e p i ę k n i e w y g l ą d a j ą w misach glinianych czy d r e w ­
nianych na stole ś w i ą t e c z n y m " . Po 1 wojnie ś w i a t o w e j
pisanki malowano trzema kolorami, później wieloma.
Zdaniem pisankarki „ k o l o r y szły od wschodu". Obec­
nie H r y ń c z u k wykonuje pisanki w 5—6 kolorach, ale
ma i takie, k t ó r e są w 7, 8 a nawet 10 barwach, na­
turalnie, jeśli się będzie liczyć r ó w n i e ż r ó ż n e odcienie
jednego koloru. Przy robieniu pisanek starannie dobie­
ra barwy, żeby „ g r a ł y ze sobą". Jeżeli przypadkowo
j a k i ś kolor nie wypadnie tak j a k sobie życzyła to
„ p o d p i e r a go i n n ą b a r w ą " tzn. w k ł a d a jajo do odpo­
wiedniej farby, k t ó r a poprawia kolor poprzedni.
Pokrywanie jaj w i e l o b a r w n y m i
zdobinami otrzy­
muje się przez kolejne zanurzanie jaj w coraz to ciem­
niejszej farbie. Bardzo w a ż n e jest j a k skorupka p r z y j ­
mie f a r b ę , bo od tego zależy całe p i ę k n o pisanki. P i sankarka przypomina sobie, że k i e d y ś z d a r z y ł o jej

230

się tak, że na 10 ugotowanych jaj, po zrobieniu na
nich woskiem w z o r ó w i w ł o ż e n i u do farby, a następ­
nie w y j ę c i u , t y l k o dwie pisanki „ b y ł y ł a d n i e ufarbowane, a reszta albo nie z ł a p a ł a farby albo wyszły
w plamy j a k k r a s u l k i " . F a r b y chemiczne rozrabia pisankarka w szklankach, tyle t y l k o aby
„przykryte
b y ł o jajo". Szanuje te farby „bo są drogie". Barw­
n i k i naturalne t r z y m a w słoikach.
Między jednym a drugim
farbowaniem nanosi
woskiem na skorupce jaja nowe elementy rysunku,
k t ó r e pragnie o t r z y m a ć w d a n y m kolorze. Kolejność
farbowania jest w e d ł u g niej n a s t ę p u j ą c a : w z ó r biały,
jasnożółty, ciemnożółty, jasnoczerwony, ciemnoczerwo­
ny, tło — np. b r ą z o w e , ciemnozielone, granatowe,
czarne.
A ż e b y m i e ć zielone kropeczki n a k ł a d a A. Hryń­
czuk s z p i l k ą zieloną f a r b ę już na ż ó ł t y m tle, następnie
p r z y k r y w a woskiem i dopiero wtedy w k ł a d a jajo do
farby czerwonej. Jeśli pragnie o t r z y m a ć jakieś odcie­
nie tego samego koloru, w ó w c z a s zanurza jajo do przy­
gotowanej farby o w ł a ś c i w y m s t ę ż e n i u . Gdy chodzi jej
o silne przyciemnienie j a k i e g o ś koloru wsadza jajo na
moment do czarnej lub b r ą z o w e j farby, zależnie od
poprzedniego k o l o r u i natychmiast wraca do farby

�wyjściowej. Farby często psują się, gdyż z a b a r w i a j ą
się wcześniejszymi kolorami. Kiedy na pisance prag­
nie mieć duże liście zielone, takie j a k np. we wzorze
„kwiat paproci", to po nałożeniu woskiem wszystkich
kolorów wywabia tło s p ł u k u j ą c farby (w letniej w o ­
dzie z dodatkiem proszku „ E " lub „ l x i " ) i w k ł a d a do
farby zielonej, następnie p o k r y w a woskiem k s z t a ł t
liścia, a potem daje do farby czarnej albo ciemnozie­
lonej, zależnie od tego jakie jest przewidziane tło p i ­
sanki. Zdarza się jednak dość często, że tak w y p ł u ­
kane skorupki nie chcą już p r z y j m o w a ć farby.
Aleksandra ma swoje ulubione zestawy kolorys­
tyczne np. biały-żółty-czerwony (czasem jeszcze poma­
rańczowy lub cynobrowy), w z ó r na tle ciemnym np.
brązowym, zielonym czy czarnym. „ K o c h a m te k o ­
lory jesienne". Ale „ n a j w i ę k s z e utrapienie m a m tam,
gdzie jest dużo kolorów j a k np. we wzorze «wiosna»,
bo tu trzeba cały szereg k o l o r ó w n a k ł a d a ć , k i l k a razy
spłukiwać, a przy końcu to s k o r u p k i j u ż bardzo trudno
farbę biorą. Czasem siedzę i po k i l k a n a ś c i e godzin,
aż wyjdzie mi pisanka czysto. Jajo to nie papier. N a ciapie się wzór, włoży do farby, a po w y j ę c i u do
niczego cała robota".
Mimo stosowania przez a r t y s t k ę na jednej „ d o b r e j "
pisance tylu różnych b a r w są one zawsze doskonale

zestawione pod w z g l ę d e m kolorystycznym i sharmonizowane. Dobór kolorów, ich odcieni jest niezwykle
subtelny a nawet wyrafinowanie wysmakowany.
„Nie p o t r a f i ę zrobić d w ó c h jednakowych pisanek,
chyba t y l k o te dawne" stwierdza H r y ń c z u k . I to jest
p r a w d ą . O g l ą d a j ą c bogaty zbiór jej pisanek nie spo­
t y k a się d w ó c h identycznych. Nawet jeśli w z ó r jest
t a k i sam, to inna jest jego kolorystyka, coś zostało
dodane czy u j ę t e i j u ż mamy n o w ą p i s a n k ę . N a t u ­
ralnie, odnosi się to do tych m o t y w ó w , k t ó r e są wzo­
r a m i w ł a s n e g o p o m y s ł u pisankarki, opartymi na bar­
dzo swobodnie potraktowanych tradycyjnych elemen­
tach zdobnictwa pisanek ł e m k o w s k i c h . Niewiele mamy
o nich w i a d o m o ś c i . Seweryn Udziela podaje k i l k a przy­
k ł a d ó w pisanek z r. 1890 z F l o r y n k i oraz Krasnego,
dodając, że „ n a w e t pisanki brzydko m a l u j ą " . F a l ­
k o w s k i i Pasznycki zamieszczają w swej książce t a b l i ­
cę p r z e d s t a w i a j ą c ą
pisanki ł e m k o w s k i e z
terenów
wschodnich, jednobarwne (biały wzór, kolorowe tło —
ZR), pochodzące z okolic Sanoka a znajdujące się w
w zbiorach Muzeum Towarzystwa Ł e m k i w s z c z y n a . Tło
tych pisanek b y ł o : fioletowe, k o l o r u sieny palonej, czer­
wone i czerwono-buraczkowe. Zdaniem a u t o r ó w „piszą
je nie we wszystkich wsiach, a tam gdzie robią to
już nie są tak ł a d n e j a k n i e g d y ś " . Tymczasem A l e k 2

3

II. 9. Podział r ó w n i k o w y , w z ó r „ k o r o n k o w y " . I I . 10. P o d z i a ł p o ł u d n i k o w y , w z ó r „ k o r o n k o w y " . I I . 11. „ D z b a n ­
k i " . I I . 12. „ O p ł o t k i " . U . 13. „ K r z y ż e i kapliczki". I I . 14. „ K w i a t y z pól (len), łąk, lasu, o g r ó d k a " .

12

13

231

�sandra H r y ń c z u k twierdzi, że w okolicach Nowego S ą ­
cza i we wsiach s ą s i a d u j ą c y c h z Ł a b o w a pisanki b y ł y
zawsze ł a d n e , o r ó ż n o r o d n y c h wzorach, choć r ó w n i e ż
miały t y l k o biały wzór i kolorowe tło.
Elementem podstawowym, w y n i k a j ą c y m ze stoso­
wanej techniki, z k t ó r e g o p o w s t a j ą wszystkie zdobiny
jest „ p r z e c i n e k " w y k o n y w a n y szpilką o r ó ż n e j w i e l ­
kości główki. Z tych „ k r o p e l k o w y c h " (określenie p i sankarki — ZR) e l e m e n t ó w tworzy ona z a r ó w n o t r a ­
dycyjne, j a k i nowe motywy. Czasem przecinek r e d u ­
kuje się do k r o p k i , a niekiedy odwrotnie — kropka
staje się niewidoczna a zostaje kreska — l i n i a prosta.
P r z e w a ż n i e są to jednak całe przecinki, k t ó r e u k ł a ­
dają się w r ó ż n e m o t y w y — faliste, ł u k o w a t e , ł a ń ­
cuszkowe itd., t w o r z ą c najrozmaitsze wzory: r o ś l i n n e
(kwiaty, liście), geometryczne (gwiazdki, romby, k w a ­
draty itd.), architektoniczne (kapliczki i k r z y ż e czy
ratusz w r o c ł a w s k i ) w z g l ę d n i e zoomorficzne (ryby, r a k i ,
żaby).
Na pisankach stosuje H r y ń c z u k r ó ż n e podziały po­
wierzchni jaja. Mogą b y ć one r ó w n i k o w e ( i l . 3) i po­
ł u d n i k o w e ( i l . 4), w z g l ę d n i e jedne i drugie ( i l . 5).
Spotyka się pisanki, k t ó r e nie m a j ą ż a d n e g o podziału
(il. 6). Przy podziale r ó w n i k o w y m p o w s t a j ą dwa pola
z centralnie p o ł o ż o n y m biegunem, na k t ó r y m może lecz
nie musi z n a j d o w a ć się j a k a ś zdobina, za to rozbudo­
wany jest pas ś r o d k o w y . W w y p a d k u p o d z i a ł u p o ł u d ­
nikowego uzyskuje pisankarka dwa owalne pola, k t ó r e
w y p e ł n i a j a k i m ś m o t y w e m o koncentrycznie u ł o ż o n y c h
elementach, w z g l ę d n i e j e d n y m wzorem np. „ r y b ą " .
Przy podziale r ó w n i k o w o - p o ł u d n i k o w y m mamy do czy­
nienia z linią r ó w n i k a i dwoma p o ł u d n i k a m i , przecina­
j ą c y m i się na biegunach pod k ą t e m prostym. P o w s t a j ą
w ten sposób 4 pola na k a ż d e j p ó ł k u l i o k s z t a ł c i e sfe­
rycznego t r ó j k ą t a r ó w n o r a m i e n n e g o , opartego p o d s t a w ą
o linię r ó w n i k a . W i e r z c h o ł k a m i t r ó j k ą t y zbiegają się
na biegunie. W polu k a ż d e g o z t r ó j k ą t ó w rysuje np.
krzyż p r a w o s ł a w n y , a sam t r ó j k ą t w e d ł u g niej „to
p r z y d r o ż n a kapliczka ł e m k o w s k a " . Robi też pisanki
bez p o d z i a ł u na pola zdobnicze. C a ł a powierzchnia jaja
staje się w ó w c z a s j e d n ą płaszczyzną ornamentacyjnr:,
p o k r y t ą jakby bukietem k w i a t ó w o b e j m u j ą c y m
całe
jajo, z w i ą z a n y m u jednego bieguna, podczas gdy w i e r z ­

chołki k w i a t ó w skierowane są w s t r o n ę drugiego bie­
guna.
Aleksandra H r y ń c z u k nie przygotowuje rysunKU
p r z y s z ł y c h w z o r ó w . Pomaga sobie jedynie, dla otrzy­
mania jednakowych pól c i e n k ą g u m k ą , k t ó r ą n a k ł a d a
na jajo tak, aby p r z e c h o d z i ł a przez oba bieguny ( i l . ,2).,
Zaczyna m o t y w od „ z ą b k ó w " , położonych
najbliżej
gumki, m i ę d z y nie daje „ s k r z y d e ł k a " oraz k r o p k ę lub
kółko, a w o k ó ł niego p ł a t e c z k i i w ten sposób uzys­
kuje k w i a t e k . Na samym ś r o d k u koncentrycznie uło­
żonego w z o r u umieszcza wielolistny k w i a t e k . „ P r z y ro­
bieniu takiego wzoru nie trzeba nic r y s o w a ć ani zna­
czyć, bo „ z ą b k i " s ą t y m elementem, do k t ó r e g o dora­
bia się r e s z t ę " . Po w y k o n a n i u zdobin na obu polach
pisankarka zdejmuje g u m k ę , a na j e j miejsce daje
g a ł ą z k ę . S ą jednak wzory, gdzie w y s t ę p u j e „ k r a t k a " .
„Ta musi w y j ś ć r ó w n i u t k o , z t y m nie daję sobie rady
od r ę k i i wtedy leciutko r o b i ę o ł ó w k i e m k r a t k ę , w
k t ó r e j m o ż n a w y k o n a ć r ó ż n e wzory, skosy też, a spod
ciemniejszej farby o ł ó w k a nie w i d a ć , zresztą on zmy­
wa się już w żółtej farbie". P o c z ą t k o w o szło jej to
powoli i niezręcznie, odległości b y ł y n i e r ó w n e , elemen­
ty niejednakowe. Obecnie „ w p r a w a i oko r o b i ą swoje,
a jeśli są j a k i e ś drobne odchylenia przecież to nic
nie szkodzi".
Najdawniejszym m o t y w e m , k t ó r y sobie z a p a m i ę t a ­
ła H r y ń c z u k było „ s ł o n e c z k o " ( i l . 7) powszechnie sto­
sowane w Ł a b o w e j i okolicznych wsiach, a właści­
wie znane na c a ł e j Ł e m k o w s z c z y ź n i e . „ T e słoneczka
r o b i ł a jeszcze moja babcia, a nawet prababcia, która
u m a r ł a m a j ą c 92 lata, kiedy b y ł a m m a ł ą dziewczynką".
M o t y w słońca powtarza się w pisankach H r y ń c z u k
dość często. „ T e pisanki ze s ł o n e c z k i e m p r z e d s t a w i a j ą
słońce i m ł o d e gałązki — to p o w r ó t wiosny, ciepła,
nowego życia w przyrodzie". S w o j ą k a r i e r ę p i s a n k a r s k ą
jako 5-letnia dziewczynka zaczęła Aleksandra właśnie
od „słoneczka", co tak opisuje: „ K i e d y s i e d z i a ł a m przy
rozgrzanej k u c h n i , w o k ó ł k t ó r e j tłoczyła się cała gro­
mada dzieci, p r ó b o w a ł a m na ugotowanym j a j u robić
„słoneczko". Nie szło m i to z p o c z ą t k u zupełnie. Po
odrzuceniu k i l k u nieudanych j a j , j u ż na górze i na
dole (biegunach — ZR) j a k i e ś koszlawe „słoneczko"
wyszło, ale na boku ani rusz. Mamusia p o r a d z i ł a mi,
4

I I . 15. „ Z a g u b i o n e w i a n k i " . I I . 16. „ W i a n k i ze stokrotek". I I . 17. „ K w i a t paproci".

16

232

�ażebym dała ś r o d k i e m gałązkę, tak j a k to robiła moja
starsza siostra, k t ó r e j rzeczywiście pisanki lepiej w y ­
chodziły. Przy robocie p o c z ą t k o w o p o m a g a ł a m i mama,
ale ona ni3 miała zbyt dużo czasu. Potem już jakoś
szło. Najładniejsze pisanki w Ł a b o w e j
wykonywała
moja matka chrzestna Julia W ó j t o w i c z o w a . Podpatry­
wałam ją i c h c i a ł a m zawsze tak p i ę k n i e robić jak ona.
Nie udawało m i się, a i teraz wydaje m i się, mimo
wprawy, że ja nie potrafię t y c h tradycyjnych pisanek
tak ładnie „pisać" jak to k i e d y ś ona robiła. Jej p i ­
sanki były tak p i ę k n e , że od niej brano co r o k u ma­
lowane jaja na p l e b a n i ę " .
Do pisanek dorabia sobie Aleksandra H r y ń c z u k
wierszyki. Malując na biegunach, na b r z u ś c u
jaja
„słoneczka" dodaje g a ł ą z k ę s o s n o w ą (ił. 8), otacza je
wiankiem i równocześnie u k ł a d a s t r o f k ę :
Bo ja z gór p r o s z ę was / Gdzie ś w i e r k o w y las,
Tam słoneczko wschodzi / Do pracy już czas.
Biały „ k o r o n k o w y " w z ó r na k o l o r o w y m tle, k t ó r y
nauczyła ją robić babka u p a m i ę t n i ł a wierszykiem:
Wzory na m y c h jajach / Od babuni wzięte,
Są jak koroneczki / Bielutkie i p i ę k n e .
Motywy „ k o r o n k o w e " ( i l . 9, 10) są bardzo subtelne, j a k
najdelikatniejszy hafcik czy koroneczka. Pisankarka
wykonuje je z dużą p r e c y z j ą . „ Z d a w a ł o m i się, że
nigdy nie w y c z a r u j ę tak subtelnego wzoru j a k i dosta­
łam od babci. Dużo pisanek n a p s u ł a m , ale przecież
zrobiłam i chyba jej d o r ó w n a ł a m " .
Motywy „ s ł o n e c z k a " i „ k o r o n k o w e " w y k o n u j e ar­
tystka i obecnie dość często: „bo je bardzo lubię, p r z y ­
pominają m i one najszczęśliwsze lata mojego dzie­
ciństwa i młodości. W jesieni życia na codzień pa­
mięć tak nie dopisuje, a wspomnienia lat dziecięcych
są tak t r w a ł e j a k gdyby b y ł y w y r y t e w granitowej
skale".
Oprócz tych t r a d y c y j n y c h w z o r ó w r o b i r ó w n i e ż
dwubarwne (biały w z ó r i kolorowe tło) pisanki o te­
matyce nowej. P o m y s ł y do nich czerpie ze wspom­
nień. W ten sposób p o w s t a j ą „ d z b a n k i " ( i l . 11), „ g a r n ­
k i " czy „ m i s k i " , k t ó r y c h zdobiny n a w i ą z u j ą do malatur na naczyniach glinianych, sprzedawanych
na
targach czy „ k r z y ż e " cerkiewne i „ o p ł o t k i " (il. 12)
z ł e m k o w s k i e j wioski.

Wielokolorowe pisanki zaczęła H r y ń c z u k
wyko­
n y w a ć dopiero po przyjeździe do W r o c ł a w i a (1959 r.)
„pisząc" wielobarwnie n i e k t ó r e dawne wzory
dwu­
barwne, j a k np. „ d z b a n k i " , „ g a r n k i " czy „ k r z y ż e " (il.
13). W p r o w a d z i ł o też w ó w c z a s wiele nowych w z o r ó w
j a k : „ w i o s n a " (il. 6), „ k w i a t y z pól - (len), łąk, lasu,
o g r ó d k a " ( i l . 14), „ z a g u b i o n e w i a n k i " ( i l . 15), „ w i a n k i
ś w i ę t o j a ń s k i e " , „ w i a n k i ze stokrotek" ( i l . 16), „ k w i a t
paproci" ( i l . 17), „ b a b y " , „ b a b y kwiaciaste", „ b a b y
t a ń c z ą c e " (il. 18), „ b a b y jasne", „ f a r b a n k y " (spódnice
drukowane r ę c z n i e — ZR), „beczułki", „krzyże i kap­
l i c z k i " i t d . Wszystkie te m o t y w y są t w o r e m w y o b r a ź n i
pisankarki, k t ó r a przeżycia swej młodości chce w y r a ­
zić w pisance. Są to wspomnienia pisane woskiem.
„ J e d e n pisze, i n n i w y ś p i e w u j ą swoją dolę — niedolę,
a ja « w y e i a p a ł a m » j ą na pisankach, a moje wspom­
nienia u p i ę k s z a m k w i a t a m i " .
W ciągu swojej kariery pisankarskiej H r y ń c z u k
zrobiła wiele, sama nie wie już ile, r ó ż n y c h wzorów.
„Dużo p a m i ę t a ł a m z dawnych lat, t r o c h ę przypomnieli
starzy ludzie — Ł e m k o w i e , a r e s z t ę poniosła fantazja.
Bardzo dużo w i d z i a ł a m gdy było święcenie, ale już
z a p o m n i a ł a m , bo lata m i j a j ą " .
Gdy artystka bierze w r ę k ę jajo nigdy nie wie
j a k r o z w i ą ż e jego d e k o r a c j ę . Wzór na pisance zależy
przede wszystkim od jej nastroju w danej c h w i l i .
„ M a l u j ą c pisanki m y ś l a m i jestem w Ł a b o w e j i wszyst­
kie obrazy z d z i e c i ń s t w a tłoczą m i się w głowie, chcia­
ł a b y m je u t r w a l i ć na j a j u " . Gdy przed oczyma prze­
s u w a j ą jej się ludzie idący do c e r k w i w tradycyjnych,
paradnych strojach ł e m k o w s k i c h , w ó w c z a s
powstają
„chłopy i baby" ( i l . 19, 20) — m ę ż c z y ź n i ubrani w d ł u ­
gie, b r ą z o w e „czuhy", kobiety w kolorowe, drukowa­
ne r ę c z n i e „ f a r b a n k y " czy z kupnego m a t e r i a ł u „ k a ­
baty" (spódnice), spod k t ó r y c h w y s t a j ą b i a ł e koronecz­
k i , w b i a ł e „oblicza" (koszule) z koronkowymi krezami
w o k ó ł szyi. Czasem p r z y p o m i n a j ą jej się momenty
z wesela •— wtedy p o w s t a j ą „ b e c z u ł k i " :
Beczułki, beczułeczki/Na wino, na piwo,
Ż e b y na weselu / Wesolutko było.
Niekiedy stają jej przed oczyma zabawy d o ż y n k o w e ,
kiedy wszyscy b a w i l i się wesoło i w ó w c z a s „ b a b y
kwiaciaste" czy „ b a b y jasne" (bo malowane jasnymi

I I . 18. „ B a b y t a ń c z ą c e " . I I . 19. „ B a b y " . I I . 20. „Chłop w

huni".

233

�farbami) z a m i e n i a j ą się w „ b a b y t a ń c z ą c e "
o w i r u j ą c y c h spódnicach. Tak o nich pisze:

(il.

18)

T a ń c z ą baby, dziewczę skacze / Bo muzyka gra
wesoła,
Jak zobaczą gdzie szuchaja, (parobka — ZR) /
Z a b i e r a j ą go do koła.
„ P a t r z ę na moje baby i u ś m i e c h a m się do nich, tak
j a k b y m je w Ł a b o w e j w i d z i a ł a . Ileż o nich m o ż n a po­
wiedzieć! Jedna to nasza niania Glicera, druga Sztefka, ona m i mysie ogonki plotła, o mnie nawet w ostat­
niej godzinie życia p a m i ę t a ł a . Tyle ich u m a r ł o , n a j ­
pierw Glicera, potem moja mama, a n a s t ę p n i e Sztefka.
A teraz o wesołej Lompie, o dziewusze, k t ó r a b y ł a j a k
sam ogień, r o z ś p i e w a n a od samego rana j a k szła z k o n ­
w i a m i po w o d ę do potoka, k t ó r a wiecznie h u l a ł a i ś p i e ­
w a ł a . Jak t a k ą L o m p ę u w i e c z n i ć na pisance? Dużo
p r ó b o w a ł a m , bo trudno zrobić to na j a j u coby się
chciało, ale przecież coś niecoś m o ż n a . I wreszcie
jest, u d a ł o m i się! D a ł a m kabat w s k o ś n e pasy, j a k
to bywa w t a ń c u albo j a k w i a t r podwieje, k w i a t y
ogniste z p ł a t k a m i rozwianymi, p o s k r ę c a n y m i w ę ż o ­
wo. Jest w nich coś takiego kusicielskiego i jeszcze
porwane listeczki! Tak, to b y ł a Lompa! T ę p i s a n k ę
oczywiście odłożyłam do moich ulubionych. I wtedy
zaczęłam robić te „ t a ń c z ą c e baby". Czy d r u g ą t a k ą
L o m p ę zrobię? Chyba nie. Potem wiele razy p r ó b o ­
w a ł a m p o w t ó r z y ć t ę p i e r w o r o d n ą p i s a n k ę uwiecznia­
jącą Lompę, ale m i się już tak nie u d a ł o " . (Pisanki
pierworodne czyli pierwsze z nowego udanego wzoru
zatrzymuje sobie artystka jako wzory).
„Ach te moje „ b a b y t a ń c z ą c e " w w i r u j ą c y c h ka­
batach, jedne r o z t a ń c z o n e aż rozczochrane, inne do­
stojne, j a k b y w t a ń c u p ł y n ę ł y . Nic — to ja to tak
widzę wszystko i p r z e ż y w a m , to takie nic, sama ś m i e ­
j ę się z siebie".
Kiedy indziej p r z y p o m i n a j ą jej się chwile j a k
u g a n i a ł a na koniu w ś r ó d k w i e t n y c h pól l u b b i e g a ł a
ze swymi p r z y j a c i ó ł k a m i w s t r o n ę lasu, p o w s t a j ą więc
na kanwie tych w s p o m n i e ń k w i a t y z pól ( i l . 14):
Na swoich pisankach w i o s n ę n a m a l u j ę .
W górze słoneczko. / C i a p n ę raz, drugi i już
wszystkim ciepło.
Wyjdzie stokrotka, otworzy oczy / A t u kaczeniec z moczary kroczy,
K r o k u s ó w stado / p a g ó r p r z y s i a d ł o ,
Gdzież te fiołeczki się z a p o d z i a ł y ? / Zapachem
w i o s n ę nam w i t a ć m i a ł y . (...)
0 — jeszcze ptaszek, co w o ł a ł a d n i e
Zofija, Zofija, Zofija.
Wiem ptaszku, w i e m drogi / Wszystko p i ę k n e
1 dobre
Przemija, przemija, przemija.
T a k i p o c z ą t e k m a j ą pisanki „ d r ó ż k a do lasu" ( i l . 21)
wyrażone skośnym układem kwietnych motywów. Tęs­
knota za „ u t r a c o n y m rajem" jest u H r y ń c z u k ogrom­
na, co w y r a ż a się np. t a k i m wierszykiem:
Ł ą k a ma w kwiatach, s ł o ń c e m nagrzana,
Zielem p a c h n ą c a — taka kochana.
Czy też tak t ę s k n i — czy p a m i ę t a ona,
Jak mnie t u l i ł a do swego ł o n a ?
Z k w i a t ó w polnych p l o t ł y sobie dziewczynki
Mamy w i ę c i „ z a g u b i o n e w i a n k i " (il. 15):

wianki.

Waniczku m ó j drogi / Wianeczek ci d a ł a m
T y ś i n n ą p o s z u k a ł / Ja sama z o s t a ł a m .
M a m też na jajeczkach / Zagubione w i a n k i ,
I różczki weselne / Dla twojej kochanki.
S ą „ w i a n k i ze stokrotek" ( i l . 16), ale b y w a j ą i „ w i a n k i
ś w i ę t o j a ń s k i e " , k t ó r y c h „u nas w g ó r a c h nie puszcza­
234

no na w o d ę lecz w k ł a d a ł o się je do m i s k i z umieszczo­
n ą w ś r o d k u w i a n k a ś w i e c ą i d a w a ł o do w n ę t r z a kap­
l i c z k i albo wieszało się na k r z y ż a c h p r z y d r o ż n y c h " :
Na p r z y d r o ż n y m k r z y ż u / Wianek zawieszę,
D r u g i do misy w kapliczce włożę,
A w ś r o d k u świecę, z a p a l o n ą , j a s n ą / Kiedy na
Jana gwiazdy z a g a s n ą .
Z „ w i a n k a m i ś w i ę t o j a ń s k i m i " w i ą ż e się wzór pisank o w y „ k r z y ż e i k a p l i c z k i " ( i l . 13):
Na r o z d r o ż a d h k r z y ż wysoki,
O g r ó d e k w koło — m a l w a czerwona,
A nad n i m p ł y n ą b i a ł e obłoki...
Z kapliczki w icher k o p u ł k ę z e r w a ł ,
M i o t a ł n i ą w rowie, gonty pozr.ywał,
Nie ma k o p u ł k i , z deszczułek daszek
Wije w n i m gniazdko m a l u t k i ptaszek.
Ze ś w i ę t e m K u p a ł y łączy się wiele p r z e ż y ć pisankarki.
P r z e c i e ż to w noc ś w i ę t o j a ń s k ą k w i t n i e „ k w i a t pap­
r o c i " (il. 17), k t ó r e g o dziewczyna nieraz nadaremnie
szukała:
Kiedy s z u k a ł a m k w i a t u paproci / P ł o n ę ł a m cała.
Spotkałam
miłość:
piękną,
n i e w i n n ą / Lecz
krótko trwała.
Wzór „ k w i a t u paproci" charakteryzuje się ognistymi
b a r w a m i , i m i t u j ą c y m i b u c h a j ą c e p ł o m i e n i e z ogniska,
p ł o n ą c e g o na polanie, k t ó r e nie pozwoliło zbłądzić w
lesie s z u k a j ą c y m wymarzonego k w i a t u .
A wreszcie wspomnienia t y c h cichych wieczorów,
kiedy stara piastunka Glicera o p o w i a d a ł a z a s ł u c h a n e j ,
przewrażliwionej
dziewczynce o strachach, dobrych
i z ł y c h duchach, czy b a ś n i e i legendy j a k np. ta, k t ó r a
specjalnie u t k w i ł a w jej p a m i ę c i , tzn. o wodospadzie
na Felczynie z w a n y m „ T o p i e l c e m " , gdzie j a k przestrze­
g a ł a niania nie wolno się b y ł o k ą p a ć nigdy w samo
p o ł u d n i e , bo m ó g ł b y z głębi, spod skał, w y p ł y n ą ć to­
pielec zamieniony w r y b ę i w c i ą g n ą ć w g ł ę b i n ę na
zawsze. S k ą d w z i ą ł się ten topielec? „ N a d wodospa­
dem m i e s z k a ł a w k u r n e j c h y ż y m ł o d a wdowa Ołena
z synkiem Semkiem. C h ł o p a k b y ł ł a d n y i rósł zdrowo.
K a ż d e g o r o k u na W e ł y k d e ń (Wielkanoc) matka ciapała
m u pisanki, a ż e b y m ó g ł się n i m i p o c h w a l i ć przed
i n n y m i dziećmi, k t ó r e r ó w n i e ż p r z y c h o d z i ł y do cerkwi
ze swoimi p i s a n k a m i Wszyscy b o w i e m wiedzieli, ze
pisanki O ł e n y są n a j ł a d n i e j s z e . C h ł o p i e c w y r ó s ł na
p i ę k n e g o m ł o d z i e ń c a i wtedy matka zrobiła m u jego
u l u b i o n ą p i s a n k ę — słoneczko z s o s e n k ą ( i l . 8). Za­
w i j a ł ją w c h u s t e c z k ę i w k ł a d a ł do kieszeni w huńce.
M a t k a w i e d z i a ł a , że to dla Kseni, z k t ó r ą przehukiw a ł się k a ż d e g o wieczoru i d ą c z roboty z pola lub
lasu. Pewnego r o k u kiedy czekał na m a t k ę , aby z nią
razem iść do c e r k w i , poszedł za dom spojrzeć na wo­
dospad, bo po w i e l k i e j wiosennej ulewie potok, zawsze
m a ł y , w e z b r a ł i h u c z ą c toczył ogromne kamienie. Sta­
n ą ł jak z w y k l e na w y g i ę t y m p n i u czeremchy i zauro­
czony o g ł u s z a j ą c y m h u k i e m w p a t r y w a ł się w kłębo­
wisko wody s p a d a j ą c e j ze skał. Czy poślizgnął się
czy m u się w g ł o w i e z a k r ę c i ł o , a m o ż e rzeczywiście
coś go z a u r o c z y ł o — dość, że w p a d ł pod wodospad
i p r z e p a d ł na w i e k i . Szukano jego ciała w z d ł u ż po­
t o k u i rzeki, nigdzie nie znaleziono. Od tego czasu
wodospad i baniur pod n i m nazwano «Topielcem».
Starzy ludzie opowiadali, że spod H a l i Łabowskiej
p ł y n i e woda i pod s k a ł a m i , gdzie są pieczary, tam
żyje zaczarowana k n i a h y n i a t y c h gór, zamieniona w
złotą r y b k ę . Ona to napewno u p o d o b a ł a sobie piękne­
go parobka, w c i ą g n ę ł a do g ł ę b i n i z a m i e n i ł a w piękną
r y b ę . Ryba ta ukazuje się raz do r o k u na Wełykdeń,
ale nie k a ż d y może j ą zobaczyć. Ponoć p i ę k n a Kse­
nia po utopieniu się ukochanego bardzo rozpaczała.
5

�I I . 21. „ D r ó ż k a do lasu". I I . 22. „ R y b y " . I I . 23. „ R a t u s z

Często s i a d y w a ł a nad wodospadem i w p a t r y w a ł a się
w pieniącą w o d ę , ale oprócz ryb, czasem ż a b y czy
raka, k t ó r e w y ł a z i ł y spod darniny przy brzegu, nic
nie widziała. Na d r u g i rok na W e ł y k d e ń Ksenia poszła
nad wodospad z p i s a n k ą w ręce, w samo p o ł u d n i e ,
jak biły dzwony w cerkwi, a potem w r ó c i ł a bardzo
szczęśliwa. I tak już b y ł o co r o k u , a dla znajomych
nie było już t a j e m n i c ą dlaczego s t a m t ą d przychodzi
z a p ł a k a n a ale wielce uradowana. Od czasu kiedy Kseni już nie stało, p r z e k a z y w a ł y babki t a j e m n i c ę i da­
wały r a d ę d z i e w c z ę t o m na «szczęśliwą miłość». M u ­
sisz b y ć n i e w i n n a i czysta, po spowiedzi i k o m u n i i
wielkanocnej, w samo p o ł u d n i e w W e ł y k d e ń , kiedy
w cerkwiach w Ł a b o w e j i M a d e j o w e j biją dzwony,
w tej c h w i l i wrzucisz p i s a n k ę ze «słoneczkiem w w i a n ku» pod sam wodospad, do samej głębi. Dzwony wciąż
będą jeszcze biły, a spod s k a ł z głębi w y p ł y w a ryba,
ale taka niezwyczajna, k t ó r a się błyszczy i mieni
wszystkimi kolorami. Kiedy zobaczysz ją z w i n n ą , zie­
lenią ś w i ę t o j a ń s k i c h r o b a c z k ó w będzie świecić, a k i e ­
dy wyłoni się z wody w blasku słońca — ujrzysz
głowę chłopca o p ł o w e j czuprynie i siwych, ś m i e j ą ­
cych się oczach. W g ł o ś n y m szumie wody powie ci
«Chrystos Woskres» (Chrystus Z m a r t w y c h w s t a ł ) . Nie
daj się z a u r o c z y ć a p r ę d k o odpowiedz «Woistynno Woskres» (rzeczywiście Z m a r t w y c h w s t a ł — ZR). On z po­
wrotem zanurzy się i z n ó w jako r y b a zniknie w g ł ę ­
bokich czeluściach pod s k a ł a m i wodospadu. Wtedy napewno s p e ł n i ą się t w o j e marzenia i polubi cię c h ł o ­
piec j a k i e g o ś sobie w y b r a ł a " .
To opowiadanie n a t c h n ę ł o A l e k s a n d r ę H r y ń c z u k do
wykonania w z o r ó w z „ r y b a m i " ( i i . 22), „ r a k a m i " czy
„ ż a b a m i " i m o t y w e m p i ę k n e j Kseni ( i l . 4).
A r t y s t k ę ponoszą w c i ą ż nowe, cisnące się wspom­
nienia c h w i l młodości, ponosi fantazja a połączone
z t y m zdolności plastyczne p o w o d u j ą , że tworzy nadal
nowe wzory. „ P a n i pisanki trzeba przede wszystkim
r o z u m i e ć i czytać, a dopiero potem p o d z i w i a ć " — po­
wiedział jeden z k o l e k c j o n e r ó w pisanek po obejrze­
n i u jej prac.
Niekiedy na swych pisankach z t r a d y c y j n y m „sło­
neczkiem" umieszcza H r y ń c z u k napisy w j ę z y k u ł e m ­
k o w s k i m j a k „ C h r y s t o s Woskres", a nawet całą z w r o t ­
k ę znanej piosenki ł e m k o w s k i e j :

wrocławski"

Oj wersze, m i j wersze / M i j zelenyj wersze,
J u ż m i tak ne bude / Jak m i było persze.
Na pisankach p r z e s ł a n y c h na konkurs do Krakowa
z n a l a z ł y się napisy „R. 1969" oraz na pisance z moty­
w e m ratusza w r o c ł a w s k i e g o „25 lat W r o c ł a w i a " . Od
k i l k u lat H r y ń c z u k
sygnuje swoje pisanki „łem"
(skrót od ł e m k o w s k i e — ZR) pisanym cyrylicą. W ten
sposób chce zaznaczyć charakter regionalny pisanek,
a t a k ż e z a c h o w a ć swe prawa autorskie. Zdarzało się
bowiem, że na konkursach czy wystawach mieszano
pisanki r ó ż n y c h a u t o r ó w . „ P r z e k o n a ł a m się k i l k a k r o t ­
nie, że pochodzenie moich pisanek było mylnie poda­
wane albo przypisywano je k o m u ś innemu lub innej
części Polski, a nie Ł e m k o w s z c z y ź n i e " .
Aleksandra H r y ń c z u k mieszka od lat we W r o c ł a ­
w i u . Zżyła się i z w i ą z a ł a z nim, więc w p l o t ł a do
swoich pisanek m o t y w y w r o c ł a w s k i e j a k np. ratusz
(il. 23). Niestety źle została zrozumiana i w jednym
z a r t y k u ł ó w , k t ó r y został jej poświęcony, zrobiono
z niej p i s a n k a r k ę m i e j s k ą , czym ogromnie poczuła się
d o t k n i ę t ą . „ P o c h o d z ę ze wsi ł e m k o w s k i e j , c i a p a ł a m p i ­
sanki od dziecka takie, jakie u nas robiono. Teraz
przebywam we W r o c ł a w i u , c h c i a ł a m to miasto jakoś
p o k a z a ć w mojej twórczości. W y k o n a ł a m więc ratusz
i w ł o ż y ł a m go do koszałki wielkanocnej. Czy to grzech
i znak, że jestem już p i s a n k a r k ą m i e j s k ą ? " . A prze­
cież w z o r ó w innych, nie „miejskich", zrobiła wiele,
nawet nie wie ile. „Tego jest dużo, może 500, a może
i w i ę c e j , trudno je wszystkie wyliczyć i spamiętać".
Nie ma pory roku, w k t ó r e j artystka nie robiłaby
pisanek. „ C i a p a n i e " zależy od w i e l u c z y n n i k ó w . Prze­
de wszystkim „ p i s z e " wtedy, gdy lepiej się czuje f i ­
zycznie, a t a k ż e w ó w c z a s , kiedy nikogo nie ma w do­
mu. W tych w a r u n k a c h zdarza się, że nad malowa­
niem jaj spędza nieraz po k i l k a n a ś c i e godzin. Natural­
nie n a j w i ę c e j r o b i przed ś w i ę t a m i wielkanocnymi i to
na d ł u g o w c z e ś n i e j , bo w y p a d a j ą konkursy, wystawy,
a „przecież i rodzinie, znajomym trzeba dać na ś w i ę ­
cenie, t r o c h ę p r z y g o t o w a ć na kiermasz w r o c ł a w s k i " .
Przy pracy l u b i m i e ć b e z w z g l ę d n y spokój, nie chce
się r o z p r a s z a ć , nawet rozmowa d o m o w n i k ó w jej przesz­
kadza.
Rodzina p o c z ą t k o w o sceptycznie odnosiła się do
pracy pisankarki. M ą ż b y ł oporny dłuższy czas, a cór235

�ka nie będąc p e w n ą s u k c e s ó w m a t k i o d r a d z a ł a jej
brania u d z i a ł u w konkursach. „ T e r a z wszystko się
zmieniło. Jak p r a c u j ę to m ą ż siedzi cichutko i czyta,
a potem pokazuje moje dzieła i chwali się n i m i , przy­
prowadza m i a m a t o r ó w l u b i ą c y c h pisanki. Cieszy go
to jak mnie i n n i c h w a l ą . C ó r k a ma r ó w n i e ż wiele ra­
dości z moich pisanek, a n a j w i ę c e j p r z y j e m n o ś c i spra­
wia jej, kiedy może o f i a r o w a ć pisanki mamy swoim
kolegom i p r z e ł o ż o n y m na uniwersytecie, gdzie przy­
gotowuje się do docentury na wydziale pedagogicz­
nym. Ona też n a j w i ę c e j zabiera pisanek przed ś w i ę ­
tami. Syn zawsze odnosił się z pietyzmem do moich
malowanych j a j . Ceni je bardzo, m a ł o rozdaje, ale
i on ma teraz nowy temat do chwalenia się swoją
m a t k ą " . Z rodziny n i k t już nie r o b i pisanek. Aleksand­
ra chciała n a u c z y ć c ó r k ę kunsztu pisankarskiego, nie­
stety nie u d a ł o się. „ O n a nie ma do tego c i e r p l i ­
wości".
Zapytana jak długo r o b i j e d n ą p i s a n k ę , artystka
nie umie dać odpowiedzi. Zależy to g ł ó w n i e od wzoru.
„Te tradycyjne «słoneczka» w y k o n y w a n e szpilką o dość
dużej główce idą szybko i m o g ę ich n a c i a p a ć nawet
k i l k a na dzień, ale „ k o r o n k o w e babuni", nie zawsze
się udają, bo są niezwykle delikatne, cieniutkie kreseczki wosku o d p a d a j ą ł a t w o i już po p r z y j e m n o ś c i " .
Wzory „ k o r o n k o w e " i wielobarwne są dla pisankarki
ogromnie męczące, może więc n a j w y ż e j zrobić j e d n ą
dziennie. Zresztą jak m ó w i jest jedno duże „ a l e " od­
noszące się do wszystkich bez w y j ą t k u pisanek, a m i a ­
nowicie w y n i k zależy przede wszystkim od dobrego
zafarbowania. „Zresztą ja teraz k a ż d ą p i s a n k ę r o b i ę
powoli, bo i ręce m i drżą, niedowidzę, a przy t y m
bardzo m i szkodzi s w ą d świeczki, tak że m u s z ę p r a c ę
często p r z e r y w a ć " . M i m o tych t r u d n o ś c i H r y ń c z u k nie
może nie w y k o n y w a ć pisanek. P o d t r z y m u j ą ją one na
duchu i s p r a w i a j ą jej wiele radości. Toteż nie l u b i
pozbywać się ich. „ N a j ł a d n i e j s z e o d k ł a d a m , a i tak
już sporo poszło w świat. M a m na swoje pisanki
wielu a m a t o r ó w , k o l e k c j o n e r ó w t u w k r a j u i za gra­
nicą, szczególnie w Ameryce. A l e ciężko m i jest z k a ż ­
dą się pożegnać, bo przecież tyle mam p r z y j e m n o ś c i
przy p r z e g l ą d a n i u ich np. w czasie choroby czy jak

mnie smutek ogarnie. Gdy o w ł a d n ą m n ą wspomnie­
nia, to wtedy wszystko idzie na opak, nie przespane
noce, nie p o s p r z ą t a n y dom, nie ugotowany obiad, tylko
w robocie kropelki na serce i cieszenie się pisankami".
A r t y s t k a ma h o j n ą r ę k ę i rozdaje pisanki ale szczegól­
nie wtedy gdy czuje, że osobie obdarowywanej sprawi
swoimi pracami r a d o ś ć . Sprzedaje m a ł o , t r o c h ę na
kiermaszu w r o c ł a w s k i m , ale t y l k o te, „ k t ó r e nie są mi
potrzebne".
Aleksandra H r y ń c z u k , j a k w i e m y „ c i a p i e " pisanki
stale od dzieciństwa, nawet w najcięższych chwilach
swego życia. Co r o k u jej malowane jaja m u s i a ł y zdo­
bić choćby najskromniejszy stół ś w i ą t e c z n y , j a k i by­
w a ł w czasie okupacji. B y ł y to jednak pisanki trady­
cyjne. Dopiero przyjazd do W r o c ł a w i a i wzięcie udzia­
łu w konkursie w 1968 r., ogłoszonym przez Muzeum
Etnograficzne we W r o c ł a w i u s p o w o d o w a ł o , że H r y ń ­
czuk podbudowana I-szą n a g r o d ą j a k ą w ó w c z a s otrzy­
m a ł a , zaczęła w y k o n y w a ć pisanki wielobarwne. Po
raz drugi u z y s k a ł a I-szą n a g r o d ę na „Ogólnopolskim
konkursie na n a j p i ę k n i e j s z ą p i s a n k ę " , ogłoszonym w
1969 r. przez Muzeum Etnograficzne w K r a k o w i e . Te
osiągnięcia s t a ł y się motorem jej dalszej pracy i szu­
kania nowych w z o r ó w . „Od k o n k u r s u krakowskiego
m i n ę ł o już 11 lat a ja zawsze r o b i ę pisanki. M a m
wiele starych m o t y w ó w , ale są też i nowe. Muszę
jednak powiedzieć, że wszystkie są daleko lepsze w
w y k o n a n i u niż b y ł y poprzednie. Co r o k u r o b i ę po k i l ­
kadziesiąt i więcej".
Po tych d w ó c h konkursach p r z y s z ł y inne, w różnych_ miastach Polski i wszędzie artystka zdobywa
pierwsze nagrody. Często też jej pisanki są pokazy­
wane na wystawach zbiorowych, w z g l ę d n i e t y l k o iej
p o ś w i ę c o n y c h . M i e l i i m a j ą możność w r o c ł a w i a n i e po­
dziwiać je na
wystawach u r z ą d z a n y c h w
okresie
ś w i ą t wielkanocnych w klubach empiku, w salach
Uniwersytetu W r o c ł a w s k i e g o czy Muzeum Etnograficz­
nego we W r o c ł a w i u . Na s t a ł e j wystawie z n a j d u j ą się
pisanki Aleksandry H r y ń c z u k w Muzeum Etnograficz­
n y m w Krakowie, k t ó r e m u o f i a r o w a ł a artystka duzą
k o l e k c j ę swoich prac.

PRZYPISY
1

Aleksandra H r y ń c z u k zna t e c h n i k ę w y s k r o b y ­
wania w z o r ó w na jajach. P a m i ę t a , że w Ł a b o w e j w i ­
działa r ó w n i e ż tak w y k o n y w a n ą d e k o r a c j ę . Robili ją
p r z e w a ż n i e chłopcy. C e l o w a ł w tej technice n a j m ł o d ­
szy syn jej m a t k i chrzestnej J u l i i W ó j t o w i c z o w e j z Ł a ­
bowej W y ż n e j . B y ł y to p i ę k n i e skrobane wzory, ale
ten sposób zdobienia jaj, w e d ł u g H r y ń c z u k , w y s t ę p o ­
w a ł w Ł a b o w e j i okolicy bardzo rzadko.

o f i a r o w u j ą pisanki c h ł o p c o m " . Ziemia łemkowska
przed
półwieczem,
L w ó w 1934, s. 32, 33, 69 ( r y c ) .
J. F a l k o w s k i — B. Pasznycki, Na
pogranicza
łemkowsko-bojkowskim,
L w ó w 1935, s. 85, tabl. I X .
M o t y w „ s ł o n e c z k a " z g a ł ą z k a m i sosenek i i n ­
nych dekoracji jest powszechny na terenie Polski tam,
gdzie p i s a n k a r k i zdobią jaja przy pomocy szpilki. Naj­
częściej spotyka się je na wschodzie k r a j u .
Gdy dzieci szły do c e r k w i na n a b o ż e ń s t w o w
W i e l k ą Niedzielę (Wełykdeń) w p o ł u d n i e , to k a ż d e mu­
siało m i e ć w r ę k u p i s a n k ę z a w i n i ę t ą w chusteczkę
albo bez niczego n i e s i o n ą w garści. Po przyjściu do
c e r k w i s t a w a ł y dzieci pod carskimi wrotami, gdzie
jedno drugiemu p o k a z y w a ł o j a k ą ma p i s a n k ę . Odby­
w a ł się sąd, k t ó r a n a j ł a d n i e j s z a (inf. A . H r y ń c z u k ) .
3

4

5

2

S. Udziela: „W czasie zbliżających się ś w i ą t w i e l ­
kanocnych dziewczęta r o b i ą pisanki, to jest m a l u j ą
woskiem na j a j u zwyczajne gwiazdki, a czasem inne
wzory, jaja b a r w i ą na czarno lub czerwono. J e d n a k ż e
sztuka pisania na jajach u R u s n a k ó w stoi na bardzo
niskim poziomie. Dziewczęta oblane w ś m i g u s w o d ą

Fot. J . Swiderski, il. 3—23

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
