<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10649" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10649?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-28T02:08:36+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10627">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c6b4f4827a97f1d0a69a14066798915a.pdf</src>
      <authentication>48d1bd62f648c0b856b8de1bbf525ccf</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126876">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4458</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126877">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126878">
              <text>1975</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126879">
              <text>kolekcje etnograficzne</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126880">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4147</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126881">
              <text>O kolekcjach - w prasie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126882">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.114-119</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126883">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126884">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126885">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126886">
              <text>O KOLEKCJACH—W PRASIE
Przeglądając wycinki prasowe, znaleźliśmy w nich sporo interesujących notatek o zbieraczach
sztuki ludowej i o różnorodnych przejawach hobby. Wybór, który tu przedstawiamy, chociaż dość
przypadkowy, pokazuje jednak skalę zjawiska i ciekawe sylwetki kolekcjonerów. Skróty w przedru­
kowywanych tekstach zaznaczono wielokropkami w nawiasach.

(MUZEUM RYSZARDA BROI)
W Polanicy zaobserwowałem nie znany m i dawniej
fenomen, j a k i m jest „ G n i a z d k o " — jedyne chyba, stale
dla publiczności otwarte, prywatne muzeum w Polsce.
Oczywiście wielcy muzealnicy, c i z Wawelu, z p o t ę ż n y c h
zamczysk, z kolekcji narodowych, p ę k a j ą zapewne ze śmie­
chu, gdy oglądają „ G n i a z d k o " i słyszą w związku z t y m
słowo muzeum, ale publiczność widocznie ceni sobie to
cudo, gdyż przepływa t a m t ę d y s t a ł y s t r u m i e ń zwiedza­
jących i na b ł o t n i s t y m , niezbyt dobrze u p o r z ą d k o w a n y m
placu, z a t r z y m u j ą się autokary z całej Polski, w y ł a d o w a n e
ciekawymi.
Ryszard Broją, fundator, czy j a k t o n a z w a ć inaczej,
założyciel, kustosz, mecenas „ G n i a z d k a " — z m a r ł zaledwie
dwa miesiące temu w p ó ź n y m bardzo wieku, gdzieś po
osiemdziesiątce. Życie m i a ł dziwne, t a k dziwne, że m ł o d y m
ludziom j u ż się ten życiorys w głowie nie mieści. Polski
patriota — niemieckim żołnierzem — j a k to mogło b y ć ? —
s p y t a ł mnie k t o ś z pokolenia w n u k ó w czy t e ż p r a w n u k ó w
Ryszarda B r o i . A t a k b y ł o .
Śląski górnik zmobilizowany do cesarskiej a r m i i dawnej
Rzeszy, walczył pod Verdun, b y ł t a m ranny — potem brał
udział w Powstaniach Śląskich, znowu wrócił do kopalni
i rychło, z powodu złego zdrowia, poszedł na r e n t ę . W ówczes­
n y m B a d A l t Heide lekarz powiedział m u , że jeśli chce
dalej żyć, musi j u ż zostać na stałe w Polanicy, g d y ż t y l k o
ten k l i m a t m o ż e go ocalić. N a b y ł przeto m a l u t k ą działeczkę i rozpoczął b u d o w ę domu. W t e d y wezwał go wójt
czy burmistrz Polanicy i zawiadomił, że nigdy nie otrzyma
zezwolenia na stałe zamieszkanie w uzdrowisku, g d y ż
jest p o w s t a ń c e m .
Czekał więc B r o j ą blisko dwadzieścia l a t na możność
stałego zamieszkania w zabawnym, j a k b y tyrolskim domku,
d o k ą d wprowadził się dopiero po roku 1945. Przywiózł
ze sobą dziwną kolekcję i jeszcze j ą potem w Polanicy
rozszerzył. Nie wiem, z czym t o p o r ó w n a ć . K t o zbierał
takie rzeczy jak B r o j ą ? Chyba t y l k o jedna Izabella Czarto­
ryska w P u ł a w a c h . Ona t e ż ściągała s k ą d mogła historyczne
rupiecie. K a w a ł k i starych m u r ó w , wojenne żelastwo, dawne
stroje s ł y n n y c h ludzi, sztandary. Księżna Izabella roz­
k o p y w a ł a t a k ż e groby i wyciągała z nich kości p o e t ó w
i uczonych. Potem doszły do tego obrazy i precjoza. Wszyst­
ko to m o ż n a teraz obejrzeć w muzeum Czartoryskich w K r a ­
kowie, w tej cudownej starej rupieciami, k t ó r ą nowocześni
muzealnicy ustawicznie modernizują pozbawiając zarazem
wdzięku — gdyż wedle nowych zasad gromadzenia d ó b r
kulturalnych, muzea nie m a j ą mieć w d z i ę k u t y l k o dobre
eksponaty i wartości pedagogiczno-wizualne.
Ryszard Broją zbierał na podobnych zasadach co
Czartoryska, ale nie b y ł księciem, lecz z w y k ł y m górnikiem
na rencie i nie miał pod r ę k ą h e t m a ń s k i c h delii, narodowych
s z t a n d a r ó w i rycerskich r y n s z t u n k ó w , nie mógł składać
kości do hebanowych s z k a t u ł e k wybijanych srebrem. Broją
zbierał to, co było w zasięgu możliwości śląskiego proleta­
riusza. Minerały, wypchane p t a k i i zwierzęta, k a r t k i pocz­
towe, gipsowe figurki, sprzęt górniczy, ordery, p r y m i t y w n e
obrazy ze scenami walk p o w s t a ń c z y c h , reprodukcje z gazet
czy też oryginalne numery starych pism. Zbierał p a m i ą t k i
oświęcimskie, prochy więźnia w gipsowym medalionie,
drewniaki, k a w a ł e k pasiaka. Zbierał muszle i krasnoludki —
koszmarne, jarmarczne niemieckie krasnale w czerwonych
czapeczkach.
Kolefel&amp;rPiPSzBidaBroi jest proletariacko jarmarczna,
114

odpustowa i dyrektor k a ż d e g o szanującego się muzeum
na c a ł y m świecie k a z a ł b y j ą natychmiast w p a k o w a ć do
kosza na śmieci. Tymczasem w „ G n i a z d k u " jest kilka­
naście t y s i ę c y e k s p o n a t ó w powywlekanych ze strychów
i starych szuflad i setki ludzi p r z y c h o d z ą to oglądać z wiel­
k i m zaciekawieniem. Sam b y ł e m t a m t r z y razy i jestem
g o t ó w p o w t a r z a ć te odwiedziny ilekroć znajdę się w Polanicy.
Znowu b ę d ę z p a s j ą c z y t a ł u m o r a l n i a j ą c e napisy szczodrze
rozwieszone po c a ł y m terenie, bo z a p o m n i a ł e m powiedzieć,
że kolekcja jest eksponowana w t y m m a l u t k i m ogródku
wokół w i l l i w r ó ż n y c h szałasach i gablotach. N a środku
jest nawet fontanna i w strumieniu wody utrzymuje się
piłka pingpongowa, z a ś sama fontanna jest chyba wyko­
nana ze starej lampy, albo z czegoś podobnego.
Kolekcja jest podzielona na d z i a ł y : osobno rzeczy
historyczne, osobno przyroda, a ż dwa szałasy ze sprzętem
górniczym, ach, nie wyliczę nigdy wszystkiego, bo t o byłoby
zapewne k i l k a stron maszynopisu. W s t ę p oczywiście bez­
p ł a t n y , wolne d a t k i na konserwację m o ż n a wrzucać do
puszki przy wejściu.
G d y b y nie t a dziwna mania zbierania starych rupieci —
Ryszard B r o j ą ż y ł b y j a k większość starych rencistów,
w spokoju, ale i w zapomnieniu. Nie m i a ł b y okazji wy­
wierania w p ł y w u na bieg w y d a r z e ń . Kolekcja eksponowana
w „ G n i a z d k u " d a ł a m u do ostatnich d n i możność działania,
a co więcej, w p ł y w a n i a na ludzi i wychowania ich w za­
mierzony sposób. B r o j ą zrobił t o wszystko, b y uczyć ludzi
szacunku dla historii, dla pracy, dla przyrody i cel swój
osiągnął — g d y ż przynajmniej miał słuchaczy — wielkie
gremium zwiedzających, z k t ó r y c h c z ą s t k a na pewno coś
z jego intencji zrozumiała. Zadziwiający człowiek. Szkoda,
że j u ż nigdy nie uśmiechnie się do swoich gości.
Aleksander Małachowski, Pamiętnik
1974 n r 33 (583) z 18 sierpnia. .

współczesny,

„Kultura"

„KACZENIEC" CZYLI KURPIOWSKIE MINI-MUZEUM
— W Ostrołęce nie ma muzeum chociaż 600-letnia
stolica K u r p i na nie zasługuje. Jest jednak coś na ksztait
skansenu, co p o w s t a ł o dzięki zainteresowaniom i pracy
zamieszkałego w Kaczynach — Wypychach (w granicach
administracyjnych Ostrołęki) H e n r y k a Ciszewskiego.
P o c h o d z ą c y z t y p o w o kurpiowskiej rodziny Ciszewski
zatrudniony jest jako pracownik fizyczny w Ostrołęckich
Z a k ł a d a c h Celulozowo-Papiemiczych. Jest przy t y m dzia­
łaczem t u r y s t y k i i przewodnikiem P T T K , występuje w ama­
t o r s k i m zespole pieśni i t a ń c a „ K u r p i e " j a k i istnieje przy
fabryce. Gra na trombicie i piszczałce (fujarce). Od dawna
zajmuje się zbieractwem p r z e d m i o t ó w regionalnych, zwią­
zanych z h i s t o r i ą Kurpiowszczyzny.
Ciszewski nie p a m i ę t a od kiedy datuje się jego hobby.
K o n t a k t ze zbieractwem m u s i a ł n a s t ą p i ć wtedy, gdy by!
dzieckiem. Wynajdywanie w a r t o ś c i o w y c h p a m i ą t o k odzie­
dziczył po dziadku Józefie i ojcu Adamie. Od nich też
o t r z y m a ł p e w n ą spuściznę, głównie w postaci dawnych
sprzętów domowych i narzędzi.
Swoje „ s k a r b y " przechowuje w szopie i zamykanych
regałach. W kolekcji numizmatycznej są monety carskie,
niemieckie i polskie — najstarsze z okresu I I I rozbioru
Polski, medaliony np. z 1921 r. za pomoc przy spisie ludności;
obok stara b r o ń .
Najciekawszy zbiór s t a n o w i ą n a r z ę d z i a pracy i przed­
m i o t y u ż y t k u kulturalnego: świderki kute ręcznie, tzw.

�mieszki do robienia ciasta, cieśliczka — p r z y r z ą d do wyrobu
koryt, bezmiar — wisząca waga, żelazko na drzewne węgle,
łabędź z gliny służący za s k a r b o n k ę , t r o m b i t a — oryginalny
instrument. W szopie z n a j d u j ą się też dryle — p r z y r z ą d
do wiercenia o t w o r ó w w drewnie z czasów, gdy Kurpiowie
nie znali jeszcze ś l u s a r s t w a .
[...] We wspomnianych regałach znalazło miejsce
kolejne hobby zbieracza — legendy o Kurpiowszczyźnie.
Dlaczego właśnie w r e g a ł a c h ? Otóż Ciszewski zajmuje się
korzenioplastyką i rzeźbi w drewnie. Wyszukuje gałęzie
i korzenie o fantastycznych k s z t a ł t a c h , przycina je, mo­
deluje. „ P a s u j ą " one później do jego legend, przechowy­
wanych przez pokolenia z dziada — pradziada. Ciszewski
bajduły ilustruje figurkami ludzi i zwierząt z drewna.
Oto historia o powstaniu Ostrołęki [...].
Książę Leszek Czarny, król Polski, przepędził J a d ź w i n gów z t e r e n ó w z a m i e s z k a ł y c h przez K u r p i ó w . Podczas
polowania w borach nad N a r w i ą obozował z d r u ż y n ą na
jednej z rzecznych wysp. Rycerz s t o j ą c y na warcie podczas
spoczynku w s p ó ł t o w a r z y s z y dostrzegł nagle zbliżającą się
niedźwiedzicę z m a ł y m n i e d ź w i a d k i e m . J e d n y m uderzeniem
miecza powalił j ą . W d o w ó d m ę s t w a i za ocalenie śpiących
otrzymał te ziemie we w ł a d a n i e . K s i ą ż ę n a d a ł m u t a k ż e
szlachectwo, a do herbu pozwolił włączyć wizerunek niedź­
wiedzia. Niedźwiedź w herbie miasta p r z e t r w a ł po dziś dzień,
jednakże później malowano go na tle orła białego, dla
upamiętnienia przyłączenia do K o r o n y Mazowsza i K u r p i .
Nazwa Ostrołęki pochodzi od cechy odważnego rycerza:
„ostra ręk " .
Kolejne r z e ź b y i n a s t ę p n e legendy t w o r z ą historię t y c h
ziem. Mówią o K r z y ż a k a c h potopionych w Orzycu, o po­
wstaniu wsi Wach, Myszyniec, o Bonie i złotej podkowie,
którą zgubił k o ń , gdy królowa przejeżdżała kurpiowskim
gościńcem do K r ó l e w c a . Z ustnego przekazu i przedstawia­
nych scen w y ł a n i a się walka klasowa K u r p i ó w i narodowo­
wyzwoleńcza — ze Szwedami i z wojskami carskimi. Przy­
pominają się obrazy żołnierza-tułacza, inwalidy i tego
który stał na warcie przy granicy.
Ogromna, wieloletnia praca H e n r y k a Ciszewskiego nie
poszła na marne. Jego prywatne muzeum, mieszczące się
niedaleko drogi z centrum Ostrołęki w kierunku dworca
kolejowego, a nazwane „ K a c z e n i e c " od żółtych k w i a t ó w
kwitnących wiosną w sąsiedztwie domu, zwiedziło już
wielu t u r y s t ó w . D l a nich t o właściciel założył księgę, w której
wpisują uwagi i w r a ż e n i a . W okresie lata część ekspozycji
obejmującą legendy zbieracz-amator u d o s t ę p n i a ludziom
odwiedzającym Błonia nad N a r w i ą (w sąsiedztwie kawia­
renki pod g o ł y m niebem).
Moją p a s j ą życiową jest — m ó w i — ż e b y zebrane
wiadomości nie poszły w niepamięć. Ustawione chronolo­
gicznie f i g u r k i d a j ą obraz tego czego nie uchwycił dotych­
czas żaden etnograf czy kronikarz.
Krzysztof
4/5 V I I I .

Sułek,

„Trybuna

Mazowiecka",

1973

nr

185

JAN SZNAJDER
— Symbole obecnego Konina to pierwsza w Polsce
odkrywkowa kopalnia węgla brunatnego, zespół elektrowni,
huta aluminium. Ten n o w y ośrodek p r z e m y s ł o w y w wo­
jewództwie p o z n a ń s k i m rozwinął się b ł y s k a w i c z n i e ; wessał
przy t y m niewielkie, spokojne dawniej miasto, a teraz
bezustannie rozszerza się na okoliczne wsie parcelami
budowlanymi. Podchodzi już niemal pod wieś Posokę,
gdzie mieszka i gospodaruje Jan Sznajder. Jest plastykiem
(amatorem — przyp. r e d . ) — a l e osiadłszy w Posoce roz­
smakował się w hodowli owiec, choć z p o c z ą t k u monotonny
rytm gospodarskich zajęć niezmiernie go n u ż y ł .
W obszernym, cichym domu jest miejsce na p r a c o w n i ę
malarską, na książki, na p r a c o w n i ę fotograficzną i na coś,

co przysporzyło m u znajomych i przyjaciół — choć zawsze
m i a ł ich wielu — na muzeum.
Zaczęło się t o dawno [...], gdy spotkał w jednej z wsi
kurpiowskich Konstantego K a m i ń s k i e g o •— rzeźbiarza może
nie nazbyt oryginalnego — ale niezapomnianego człowieka.
Nie sprzedawał on swoich prac, o b d a r o w y w a ł n i m i . To był
polski
Colas Breugnon — m ó w i o n i m •—• niewiarygodnie
prostolinijny,
pogodny, który traktował mnie jak
członka
rodziny. Zacząłem
szukać takich ludzi. Ludzi, nie przed­
miotów.
Jan Sznajder robi to w czasie corocznych swoich wypraw
w Polskę. Owocem ich są t r w a ł e przyjaźnie i bogata kolekcja
sztuki ludowej wsparta d o k u m e n t a c j ą fotograficzną i ko­
respondencją z t w ó r c a m i ludowymi.
Nie l u b i klasyfikować swych zbiorów. Mawia, że za­
r ó w n o plastyk, etnograf j a k i historyk sztuki, p a t r z ą c y
ze swojego p u n k t u widzenia — nie m a j ą racji. To, czego
szuka u a r t y s t ó w ludowych, nazywa „filozofią z m o r a ł e m " .
Prace t y c h ludzi u w a ż a przede wszystkim za t r a k t a t y
na tematy najprostsze i najtrudniejsze — radość, cierpienie,
praca, człowiek i śmierć.
Tworzenie jest dla, t y c h ludzi prawdziwym przeżyciem.
Wiem, bo widziałem — m ó w i . — Nie ma łam sięgania do
gotowych wzorów myślenia. Oczywiście — są to wzory kościel­
ne — korzysta się z nich jednak po to, aby powiedzieć coś
własnego. [...]
Ekspozycja zbiorów w z a m k n i ę t y m pomieszczeniu,
opowiada, to przykra konieczność, czyniąca z nich muzealne
eksponaty. Najchętniej wyniósłbym wszystkie prace do ogrodu,
w połe, do lasu — gdyby nie obawa, że się zniszczą.
[...].
W zbiorach Jana Sznajdra dominuje rzeźba i płasko­
rzeźba w drzewie. Jest też sporo malarstwa — na szkle,
na papierze, na blasze. Są narzędzia i przedmioty codzien­
nego u ż y t k u . [...]
Reprezentowani są w jego zbiorach Janas z D ę b n a ,
J ó z e f P i ł a t z Dębskiej W o l i , Jan Sęk z Płoszyć, Władysław
Chajoc z Kamienicy Górnej, A d a m Zegadło z K r z y ż k i
i i n n i . [...]
Ostatnio Jan Sznajder poszerzył swoje zbiory o sztukę
j a r m a r c z n ą i s z t u k ę dziecka. W nich t r o p i a u t e n t y c z n o ś ć
przeżycia i j a k b y — czeka na nieoczekiwane. [...]
Joanna Paszkiewicz-Sokołowska, Kolekcja
„ Z w i e r c i a d ł o " 1974 n r 26 (27 V I ) .

z

Posoki,

NIEZWYKŁE MUZEUM
— Wieś Bobrowniki należy do najstarszych w Zagłębiu
D ą b r o w s k i m . Zachował się w niej m . i n . zabytkowy kościółek
drewniany z 1669 roku, w n i m wiele dzieł sztuki. Od k i l k u
ł a t proboszczem w tej wsi jest ks. prof. W a c ł a w Chmielarski.
K s . Prof. W a c ł a w Chmielarski z lat szkolnych, a t a k ż e
z rodzinnej ziemi częstochowskiej wyniósł zamiłowanie
do folkloru i dzieł sztuki. J u ż w czasie studiów na Uniwer­
sytecie Jagiellońskim napisał r o z p r a w k ę na temat poli­
chromii kościoła Mariackiego w Krakowie.
Następnie
w czasie s t u d i ó w na K U L w Lublinie słuchał w y k ł a d ó w
na Wydziale H i s t o r i i Sztuki. Wreszcie zaczął tworzyć
własne zbiory.
Plebania otoczona licznymi drzewami w y g l ą d a uroczo,
ale dopiero jej w n ę t r z e wzbudza zdumienie. W ośmiu
pokojach zgromadził ks. Chmielarski liczne i cenne ekspo­
naty. Znajdują się t u krzyże, ikony, stare księgi, ceramika,
stare monety, eksponaty górnicze i gospodarstwa domowego,
zegary, militaria.
Samych k r z y ż y jest 130, a k a ż d y inny, wykonany
z innego m a t e r i a ł u , inaczej zdobiony, dzieła sztuki rzeźbiar­
skiej i odlewniczej. Oddzielny pokój m a j ą ikony.
115

�[,..] W działo ceramicznym jest sporo ciekawostek.
Są t u liczne k u b k i i kubeczki, kufle, kielichy, szklanki,
garnczki, k t ó r y c h już się nie spotyka. A w ś r ó d s p r z ę t u
górniczego narzędzia pracy, ubioru i t d . Zbiory gospodar­
stwa domowego, to różnego rodzaju moździerze, sztućce.
D u ż e wrażenie robi zbiór zegarów, największy
zbiorach w Jędrzejowie. Jest ich ponad 120. [...]

po

P i ę k n y dział to m i l i t a r i a : b r o ń biała i palna, m u n d u r y ,
czapki, chlebaki i ekwipunek wojskowy. N a n i e k t ó r y c h
widać ślad wojny, plamy k r w i żołnierskiej, przelanej za
Ojczyznę. K s . Chmielarski przywiózł osobiście ziemię z wielu
pól bitewnych, gdzie Polacy walczyli podczas I I wojny
światowej.
[...] K s . Chmielarski ma t a k ż e wiele unikalnych strojów
ludowych, dawne instrumenty muzyczno, kołowrotki. Za­
czął t a k ż e zbierać stare meble — a n t y k i oraz narzędzia
rolnicze.
K s . Chmielarski jest działaczem Towarzystwa Miłośni­
ków Zagłębia Dąbrowskiego, należy t a k ż e do z a r z ą d u jako
w y b i t n y znawca historii regionu.
Zachęcam wszystkich, k t ó r z y b ę d ą w Bobrownikach
do odwiedzenia niecodziennego muzeum i jego t w ó r c y .
Mieczysław Kocel, „ G r o m a d a - R o l n i k
(30 V I ) .

P o l s k i " 1973 n r 78

HOBBYSTA Z BOBOWEJ
— Gdzie mieszka Mieczysław Kowalski ? — z a p y t a ł e m
przechodnia na bobowskim r y n k u . — Ten, k t ó r y ma własne
zbiory muzealne ? — usłyszałem zamiast odpowiedzi. Przy­
t a k n ą ł e m . — To proszę iść prosto t ą uliczką do nowego
domku na wzgórku, pierwszego po prawej stronie.
Pana Kowalskiego bynajmniej nie zaskoczyła moja
wizyta. — W sezonie t u r y s t y c z n y m często
odwiedzają
mnie przybysze, interesujący się odległą i bliższą prze­
szłością naszego starego miasteczka — m ó w i na przywitanie.
Czegóż t u nie m a ! A więc w pierwszym, estetycznie
przygotowanym dziale etnograficznym, zobaczyć m o ż n a
m . i n . m n ó s t w o drewnianych i metalowych narzędzi, j a k i m i
na co dzień w gospodarstwie posługiwali się przodkowie
bobowian. W drugiej, obszerniejszej izbie, amator i miłośnik
przeszłości osady, zgromadził wiele okazów, k t ó r y c h chyba
nie powstydziłoby się muzeum prowadzone przez pro­
fesjonalistów. W s p o m n ę t y l k o o n i e k t ó r y c h . Na poczesnym
miejscu znajduje się b r o ń biała i pistolety z doby powstania
styczniowego. Nie brak t u t e ż obrazów związanych tema­
tycznie z B o b o w ą i okolicą. [...]

ŚWIĄTKI ANNY KAMIEŃSKIEJ
— Kolekcja sztuki ludowej A n n y K a m i e ń s k i e j , miesz­
kającej w warszawskiej dzielnicy Ochota, p o w s t a ł a w 1957 r.
Obecnie liczy ona około 200 obiektów, głównie współczes­
nych figurek z drewna. Ten m a ł y świat wiejskiej rzeźby
stwarza swoistą atmosferę i pozwala poetce przenieść się
w k r ą g wiejskich w s p o m n i e ń i w y o b r a ż e ń .
Pierwszym w r a ż e n i e m , jakie odnosi się po wejściu
do mieszkania pani A n n y , jest to, że są wszędzie. N a biurku,
na stole, na p ó ł k a c h m i ę d z y k s i ą ż k a m i , po wszystkich
k ą t a c h . Nie ma jednego miejsca, w k t ó r y m b y się na jakiś
swój sposób nie z a d o m o w i ł y . [...]
Tak pisze Anna K a m i e ń s k a o swoich ś w i ą t k a c h :
K l o c k u nasz,
k t ó r y ś jest z drewna
i z frasunku.
W y j ę t y z pnia gruszy
Chłopskimi ł a p a m i .
Zestarzały
pod bzykaniem pszczół.
Usta c i rozdziawił
głód p r z e d n ó w k ó w ,
a oczy rozwarł
wiejski piorun.
Mądryś ty,
owocu ż y w o t a polnego.
K a ż d y sęk t w ó j i zadzior
b ł a g a o przebaczenie s z t u k ę .
Taka twoja modlitwa
j ą uprawiamy wraz z t o b ą
amen.
Wiele l a t zbierała poetka ze swoim n i e ż y j ą c y m już
m ę ż e m , Janem Śpiewakiem, te figurki. Zaczęło się całkiem
niewinnie — chyba jako pierwszy zjawił się k t ó r y ś z Dia­
błów Polnych, przywieziony przez Ś p i e w a k a z Krakowskiogo, potem doszlusowal do niego i n n y — z Rzeszowszczyzny,
potem Anioł p y z a t y z Chrystusem spod Kielc, k i l k u kłu­
sowników z Białostockiego, a wreszcie zleciało się to ptactwo,
zbiegły z w i e r z ą t k a . Z każdej p o d r ó ż y , z k a ż d e g o spotkania
z czytelnikami przywozili oboje j a k ą ś figurkę, często przy­
nosili je przyjaciele, przysyłali czytelnicy. I t a k powstał
jeden z piękniejszych zbiorów r z e ź b y ludowej.
W ł a d y s ł a w Żelisławski, „ K u r i e r P o l s k i " 1973 n r 87 (12 I V ) .

TRZYSTA I JEDEN BIAŁYCH KRUKÓW

— Było t o w k i l k a d n i po przyjeździe do Orchowa.
Leśniczówka s t a ł a t a k j a k i dziś — bliżej szosy niż lasu,
Pan Kowalski, pracownik miejscowej Gminnej Spół­
ale nie n a z y w a ł a się jeszcze „ G ł u c h a puszcza". Inżynier
dzielni, a zarazem prezes Z a r z ą d u Oddziału Towarzystwa
Stanisław Pijanowski dopiero p r z y b y ł t u na posterunek,
Miłośników Ziemi Gorlickiej w Bobowej, pasjonuje się
nie z d ą ż y ł ochrzcić domostwa. Telefonu t e ż nie było, po­
nie t y l k o zbieraniem śladów przeszłości, lecz t a k ż e dziejami
jechał więc do najbliższego sąsiada. Deszcz lał, bo była
dawnego miasteczka. Napisał k r o n i k ę od zarania jego
to jesień i ciemnawo b y ł o w biały dzień, ale przechodząc
istnienia a ż po czasy współczesne.
przez pomieszczenie zwane parnikiem, gdzie gotuje się
— To wszystko, co udało m i się do tej pory z t r u d e m
dla trzody ziemniaki, zobaczył w kącie stare p i ę k n e płótno.
u r a t o w a ć przed zagładą, nierzadko w y k u p i ć za własne
Telefon s t a ł j a k się patrzy w pokoju, a nad n i m na
zaoszczędzone złotówki, c h ę t n i e p r z e k a z a ł b y m do regional­
ścianie o jaskrawych barwach oleodruk: święta rodzina.
nego muzeum — stwierdza na pożegnanie.
— Czemu to trzymacie na ścianie takie bohomazy,
a w parniku, w wilgoci i brudzie stary dobry obraz ?
—- Czy w Bobowej istnieją możliwości zorganizowania
— Jakie bohomazy — obruszyła się gospodyni, toż to
takiej placówki? To pytanie stawiam naczelnikowi U r z ę d u
700 z ł o t y c h kosztowało, a t e n t a m rozlatuje się prawie
Gminnego, Tadeuszowi Maikowi. — Projekt
urządzenia
i przestrzelony przez środek. Mąż go od księdza na pamiątkę
muzeum zyskał p o w s z e c h n ą a p r o b a t ę miejscowej społecz­
dostał.
ności — odpowiada. — Zostanie ono usytuowane w byłej
Bliższe oględziny p o t w i e r d z i ł y pierwsze wrażenie.
synagodze, u ż y t k o w a n e j dotychczas przez zasadniczą szkołę
P ł ó t n o b y ł o staro i dobre, ale gospodarzo sprzedać nie
zawodową, jako warsztaty stolarskie. [...]
Ę chcioli, bo to prezent, ani t e ż zdania o podarunku zmienić.
Marian Ziobro, „ N o w i n y Rzeszowskie" 1973 nr 346 (16 X I I ) . % K r a k o w s k i m targiem doszli do porozumienia, że właściciel

116

I

�będzio za to o t r z y m y w a ł do czytania książki, k t ó r y c h górę
zwiózł do Orchowa inżynier, a w zamian da m u pod opiekę
przestrzelony obraz.
W taki t o sposób z d o b y t y został pierwszy eksponat
imponujących dziś zbiorów „Głuchej puszczy". Jest nie­
dziela i nie sposób p o r o z m a w i a ć z ich kustoszom i t w ó r c ą ,
bo pod dom zajeżdża autobus za autobusem, zwożąc w y ­
cieczki z całej Polski. P r o w a d z ą t u specjalne zainstalowane
przy szosie znaki z napisem „ G ł u c h a puszcza, zbiory re­
gionalne". [...]
Taka m y ś l właśnie przyświecała panu Pijanowskiemu,
gdy jeszcze w 1949 r o k u w y g r z e b y w a ł często z b ł o t a i stert
śmieci bezcenne egzemplarze swych dzisiejszych z b i o r ó w .
Zabezpieczyć to, co walało się i niszczało w pierwszych
latach po wojnie. A potem pasja wciągnęła. Spośród 300
białych k r u k ó w , k t ó r e z d o b i ą jego w s p a n i a ł ą bibliotekę —
na którą i to bez reszty poświęcił jeden z pokoi — s p o r ą
część zakupił w antykwariatach Poznania, Torunia, B y d ­
goszczy.
W tejże właśnie bibliotece m o ż n a głowę stracić dla
wspaniałych okazów, k t ó r y c h nie brak w ś r ó d 11 tys. egzem­
plarzy ciasno zalegających półki. K r ó l u j e t u mszał benedyk­
tyński, iluminowany, ręcznie pisany na 183 kartach perga­
minowych. O k ł a d k ę z d o b i ą w y t ł a c z a n e w skórze, g ó r ą
i dołom, piastowskie orły oraz pelikan, róża m a l t a ń s k a
i francuskie lilie. Pierwsza karta — oceniona na X I I —
X I I I wiek.
N a s t ę p n y rarytas... to w y d a n a w 1660 r o k u w Amster­
damie przez Radziwiłłów B i b l i a l u t e r a ń s k a przeznaczona
dla polskich w y z n a w c ó w L u t r a i K a l w i n a . Księgę zadedy­
kowano królowi W ł a d y s ł a w o w i I V . I n n a , sto lat od lutorańskioj B i b l i i m ł o d s z a księga, wydana w 1559 r o k u , za­
wiera uwagi do Pisma św. Marcina L u t r a .
Nie sposób wyliczyć nawet najciekawszych egzempla­
rzy. Bardzo i n t e r e s u j ą c y dział stanowi na p r z y k ł a d około
3 tys. d o k u m e n t ó w pośrednio l u b bezpośrednio d o t y c z ą c y c h
historii Polski, p o c z ą w s z y od X V I I wieku. [...]
J e d y n y m pomieszczeniem piętrowego domku, nie
zajętym przez zbiory, jest kuchnia, i to t y l k o dlatego,
że to miejsce dla e k s p o n a t ó w nieodpowiednie. Nawet ko­
rytarz t o wystawowa sala. T u t a j zgrupowane są militaria,
a więc k r z y ż a c k i miecz, jatagany p a m i ę t a j ą c e jeszcze wojny
polsko-tureckie z X V I i X V I I wieku oraz p i ę k n y zbiór
białej broni.
Na p i ę t e r k u — pokój poświęcony okupacji oraz walce
i męczeństwu narodu polskiego. K o m p l e t gazet z 1 września
1939 roku — polskie, angielskie, niemieckie. Dalej foto­
grafie, dokumenty, l i s t y straceńców, pasiak z Dachau,
monstrancja z tegoż obozu zrobiona z puszek po konserwach
przez więźniów wyzwolonego Dachau, SS-mańskie bagnety.
T u właśnie dzieci szkolne zostawiają szkolne tarcze,
a dorośli w d o w ó d p a m i ę c i — najcenniejsze dla nich przed­
mioty. Osobiste drobiazgi, odznaczenia, medale.
Dalej — s t a ł a wystawa poświęcona Tadeuszowi K o ś ­
ciuszce oraz Janowi K i l i ń s k i e m u . Najcenniejsze t u doku­
menty t o rękopis warszawskiego szewca o przygotowaniu
Insurekcji Kościuszkowskiej w Warszawie, jej w y b u c h u
i przebiegu, oryginał rękopisu wiersza adiutanta Kościuszki,
J. U . Niemcewicza oraz laska, k t ó r ą w ł a s n ą r ę k ą miał
wyrzeźbić Kościuszko w więzieniu w Petersburgu, umiesz­
czając na niej inicjały Т . К . oraz d a t ę spod R a c ł a w i c —
1794 rok.

K t o nie l u b i ś w i ą t k ó w ? W y r z e ź b i o n y c h w lipowym
albo d ę b o w y m drewnie r ę k a m i bezimiennych a r t y s t ó w ?
Kolekcja t y c h p r z e p i ę k n y c h rzeźb w „Głuchej puszczy"
ma jeszcze t ę zaletę, że jest bardzo stara. Cały pokój obsta­
wiony jest bolejącymi Chrystusami. N i e k t ó r e są czarne
j a k z hebanu. Oprócz nich płaskorzeźby w drzewie, mocno
zniszczone przez czas i robactwo. N i e k t ó r e z nich pamię­
t a j ą X V wiek. W s p a n i a ł y zbiór składa się co najmniej
z 200 pozycji. [...]
Ponieważ inż. P i janowski jest z zawodu leśnikiem —
jest i wystawa profesjonalna,. N a p o c z ą t e k — zbiory archeo­
logiczne z zakresu leśnictwa, potem geologiczne, minerały,
k r y s z t a ł y , okazy skał. Dalej oryginalna kolekcja żerowisk
owadzich i n o w o t w o r ó w drzew, no i wreszcie niezmiernie
efektowny pokój myśliwski.
Cały niemal sufit zasłania świecznik-gigant z rosochów
łosia. Nazywa się t o cudo m e ł u z y n a i znakomicie pasuje
do reszty umeblowania. Stół i piękne taborety są z t a k
zwanych jelenich z r z u t ó w . N a ścianach piękne okazy
wieńców jelenich, sarnich p a r o s t k ó w , rogów egzotycznych
zwierzaków. W gablotach stara literatura łowiecka, X V I I —
X X w. Spora kolekcja miedziorytów z X V I I I wieku, przed­
stawiająca dawne sokolnictwo i łowiectwo, zdobi ściany.
Czas j u ż przedstawić najbielszego k r u k a przeciekaw y c h zbiorów pana Stanisława Pijanowskiego. Jest zresztą
w y j ą t k o w o czarny i p o r z ą d n i e przez rdzę napoczęty, bo
ostatnie p a r ę s e t lat spędził na dnie jeziora. Oryginalny,
starej roboty h e ł m z X I wieku niedawno trafił do „Głuchej
puszczy", chociaż od wieków znajdował się w najbliższym
jej sąsiedztwio, w leżącym przez miedzę Orchowskim Je­
ziorze.
[...] Gdy będziecie przejeżdżać — wstąpcie, żeby to
wszystko zobaczyć na własne oczy. D l a znawców — nagrane
na magnetofony ludowe legendy, pieśni, przysłowia, głównie
z sąsiednich P a ł u k . To właśnie najnowsza pasja autora
zbiorów. Orchowo leży na starym szlaku Mogilno — Gniezno.
Bożena Nowicka, „Głos Robotniczy" 1973 nr 166 (14/15
VII).

WIELEWSKIE MUZEUM PANA LEONARDA
— Wiele — rodzinna wieś Hieronima Derdowskiego
i Wicka Rogali, oprócz szeregu znanych osobliwości ma
j e d n ą , k t ó r a nie jest znana szerszemu ogółowi. Jest n i ą
„ p r y w a t n e " muzeum regionalne emerytowanego nauczyciela
Leonarda Brzezińskiego, k t ó r y spędza w n i m k a ż d ą wolną
chwilę. Segreguje, uzupełnia i kataloguje wszystkie swe
bezcennej wartości eksponaty k u l t u r y kaszubskiej, zbierane
od zarania młodości i uzupełniane w czasie długich lat
owocnej pracy pedagogicznej po c a ł y m regionie.
A jest co oglądać. Okazy n u m i z m a t y k i , flory i fauny
Kaszubszczyzny,
ceramika
najlepszych
regionalnych
„ m i s t r z ó w od g l i n y " , d a l e j — w y k o p a l i s k a , egzemplarze
s p r z ę t u domowego oraz hafty kaszubskie. Właśnie te ostat­
nie, wykonane przez Leonarda Brzezińskiego i jego dwóch
siostrzeńców, s t a n o w i ą dzisiaj najliczniejszy zbiór w Polsce.
K a ż d y przedmiot, k a ż d y nawet drobiazg w zbiorze pana
Leonarda ma swą w a r t o ś ć n a u k o w ą i k u l t u r a l n ą .
Ponieważ ziemia wielewska jest bogata w bursztyn,
d r u g ą p a s j ą Brzezińskiego stało się p r z e t w ó r s t w o w dro­
biazgi p a m i ą t k o w e . Naturalnie, nie czyni tego z chęci zysku,
lecz jedynie ~w celu p o m n a ż a n i a zbiorów swego muzeum.
Jako a r t y ś c i e ludowemu nie obcy m u jest t a k ż e kunszt
przerobu rogu.
t

Niewielka, ale interesująca ekspozycja to kolekcja
starej ceramiki, wyłowionej przez • p ł e t w o n u r k ó w z poblis­
kiego Jeziora Orchowskiego. W niej t e ż nie brak o k a z ó w
z X I I stulecia.
Najmłodsze z glinianych n a c z y ń wykonano... 400 l a t
temu.

W czasie sezonu letniego muzeum Brzezińskiego cieszy
się zainteresowaniem wczasowiczów i t u r y s t ó w , t y m bar­
dziej, że sam kustosz bardzo c h ę t n i e udziela wszelkich
potrzebnych wyjaśnień. Od lat Leonard Brzeziński m y ś l i

117

�0 przekazaniu cenniejszych zbiorów do jednego z większych
muzeów na terenie Pomorza, t y l k o — j a k d o t ą d — ż a d n a
ze znanych placówek muzealnych na W y b r z e ż u nie zain­
teresowała się t ą propozycją. A szkoda.
„Dziennik B a ł t y c k i " 1966 nr 173 (23 V I I ) .

(BOLESŁAW CYRANOWICZ)
— Nauczyciel Bolesław Cyranowicz jest a k t y w n y m
działaczem Towarzystwa Miłośników Ziemi Giżyckiej.
Od lat gromadzi wszystko, co stanowi j a k ą ś w a r t o ś ć arty­
styczną i historyczną.
Zebrał już wiele starych polskich książek, kancjonałów
1 śpiewników, wydanych dla Mazurów, j a k też rozmaitych
lamp naftowych, lichtarzy, mebli, drewnianych k u f l i i i n ­
nych a n t y k ó w , urządzając u siebie w domu, na strychu,
swoiste muzeum. Zbiory te pieczołowicie konserwuje,
a niektóre z nich — bardzo wartościowe — j a k np. ory­
ginalne żyrandole, starodruki i d r e w n i a n ą m a z u r s k ą sochę
przekazał Izbie Regionalnej w Rynie.
Swe umiejętności plastyczne w y k o r z y s t a ł też Cyra­
nowicz przy w y k a ń c z a n i u pomieszczeń ryńskiego muzeum,
będącego jednocześnie siedzibą Towarzystwa Miłośników
Ziemi Giżyckiej. T a m też, po zajęciach w szkole, prowadzi
kółka plastyczne, specjalizujące się w kompozycjach ze
słomy pod szkłem oraz w dekoracjach w n ę t r z , opartych
na motywach mazurskich.
Zbiorami swymi wystroił również w n ę t r z e K l u b u
Młodego Rolnika w K r z y ż a n a c h i klasę miejscowej szkoły.
Poza p r a c ą w szkole i w Towarzystwie Miłośników Ziemi
Giżyckiej, Cyranowicz jest również działaczem Związku
Nauczycielstwa Polskiego.
(ZG), „Głos Pracy" 1972 nr 133 (6 V I ) .

KOMINIARZ-KOLEKCJONER
— G d a ń s k . D o m y żuławskie k r y j ą nieprzebrane skarby
etnograficzne — twierdzi A n t o n i Idzikowski, z zawodu
kominiarz, a z zamiłowania opiekun i kolekcjoner z a b y t k ó w
sztuki ludowej Kaszubszczyzny i Powiśla. Zna on doskonało
wszystkie strychy podległego m u rejonu, gdzie od 20 lat
sumiennie oczyszcza z sadzy przewody kominowe, a przy
okazji penetruje zakamarki przepastnych poddaszy. Towa­
rzyszy m u szczęście. Odkryte zabytki, a jest ich ponad 300
przekazuje g d a ń s k i e m u Muzeum Narodowemu.
„ I l u s t r o w a n y K u r i e r Polski" 1973 nr 124 (25 V ) .

WYSTAWA KOPII KULTOWYCH
— Dzisiaj o godz. 18.30 w K l u b i e Dziennikarzy zostanie
otwarta wystawa Zbigniewa i I r e n y N o v a k ó w . Zbigniew
jest chemikiem f a r m a c e u t ą , Irena plastykiem amatorem.
Prace nad kopiami e k s p o n a t ó w muzealnych (Egipt, Ameryka
Płn., Rzym, Polska, Afryka) rozpoczęli 3 lata temu przy­
padkowo, kiedy zajmowali się konserwacją azteckich figurek
kultowych — chęć posiadania ich na własność b y ł a po­
czątkiem. Ta forma popularyzacji zbiorów muzealnych
jest pierwszą w Polsce p r ó b ą wykorzystania w sensie u ż y teczno-dekoracyjnym i d y d a k t y c z n y m bezcennych zna­
lezisk.
W roku ubiegłym Novakowie nawiązali k o n t a k t z za­
granicznymi muzeami F r a n c j ą i Belgią, a w r o k u b i e ż ą c y m
rozpoczęli współpracę z muzeum w Belgradzie. N a stałe
współpracują z Muzeum Archeologicznym w Krakowie.
„ D z i e n n i k Polski" 1970 nr 89 (16 I V ) .

DAR DR SZCZYGŁA
— W Olkuszu otwarta została niezwykła wystawa,
jedyna tego t y p u w regionie krakowskim. P o w s t a ł a dzięki
olkuskiemu lekarzowi — dr Bohdanowi Szczygłowi.
P r z e b y w a j ą c od 8 lat w Afryce — doktor p r z e k a z a ł
118

muzeum w Olkuszu ponad 200 e k s p o n a t ó w S Z T U K I iuaowej
tego kontynentu. Są t o m . i n . : n a r z ę d z i a pracy, ozdobne
maski, rzeźby, instrumenty muzyczne i t k a n i n y . Zbiory
p o c h o d z ą głównie z Nigerii, Algierii, Konga i Wybrzeża
K o ś c i Słoniowej.
Ciekawe, niezwykłe,
(12 I X ) .

•

i

I

„ G r o m a d a - Rolnik Polski" 1972 nr 110

TROPAMI MORSKICH HOBBISTÓW
— Pasja kolekcjonerska d r z e m i ą c a w k a ż d y m z nas
nie omija t a k ż e i ludzi morza. Ba — otwiera przed nimi
większe niż przed p r z e c i ę t n y m i ś m i e r t e l n i k a m i możliwości,
a t o z racji wykonywanego zawodu. K t ó ż bowiem inny,
j a k nie marynarz czy rybak, ma okazję zetknięcia się
z egzotycznymi przedmiotami czy ciekawostkami prze­
r ó ż n y c h krajów ? T o t e ż ilość kolekcjonerów zgrupowanych
przy K l u b i e Morskim w Gdyni rośnie z dnia na dzień. [...]
Od masek z orzecha kokosowego i p r z e r ó ż n y c h rzeźb
m u r z y ń s k i c h , a ż po zbiory sztuki j a p o ń s k i e j , egzotycznych
m o t y l i , m e k s y k a ń s k i e j ceramiki czy precyzyjne wyroby
Wschodu.
Wszelkie rekordy w tej dziedzinie bije chyba kpt.
ż. w . Czesław Adamowicz, zbierający od lat zarówno chińskie
dzbany, j a k i a f r y k a ń s k i e „ t a m - t a m y " , posążki „ b u d d y "
i przeróżnego k s z t a ł t u muszle, bursztynowe różańce i po­
sążki z sandałowego drzewa, hebanowe maski i cudeńka
misternie wykuwane w m o s i ą d z u lub miedzi. Najciekawsze
jednak w ś r ó d zbiorów k p t . Adamowicza są zdjęcia. Wspa­
niałych chińskich s m o k ó w sprzed P a ł a c u Zimowego w Pe­
kinie, zniszczonych w czasie ostatnich zamieszek rewolucyj­
nych. Uchwycone na gorąco sceny z hiszpańskiej corridy.
Fotografie rzeźb i strojów ludowych A f r y k i i Ameryki
Łacińskiej.
Interesujące te eksponaty m o ż n a było zresztą obejrzeć
na organizowanych w g d y ń s k i m K l u b i e Morskim wystawach,
prowadzonych przez Sekcję T w ó r c ó w i Kolekcjonerów,
k t ó r ą opiekują się p. Ostrowicki i p. Morawski.
Oglądali je t a k ż e bywalcy Inter-Clubu wystawy 150
modeli o k r ę t o w y c h precyzyjnie wykonanych przez Sta­
nisława Katzera. U n i k a l n y zestaw z n a c z k ó w sporządzonych
przez marynarzy s t a c j o n u j ą c y c h na Jeziorze Gorzkim.
Zbiory egipskich p a p y r u s ó w i koptyjskich t u n i k k p t . ż.w. Ta­
deusza Jasickiego. Egzotyczne motyle k p t . ż.w. Andrzeja
Pierzyńskiego oraz ponad 200 r ó ż n y c h podobizn Neptuna,
kolekcjonowanych przez prof. Bolesława Polkowskiego
z gdańskiego I n s t y t u t u Morskiego.
[...] Niezależnie bowiem od kolekcjonerów oddających
się poszukiwaniu coraz to nowych egzemplarzy do swoich
zbiorów, K l u b Morski w Gdyni otacza t a k ż e opieką ludzi
morza, z a j m u j ą c y c h się z amatorstwa malarstwem, rzeźbą,
fotografiką, czy m e t a l o p l a s t y k ą . [...]
(BD), „Słowo Powszechne" 1970 nr 12 (15 I ) .

PRZEDWOJENNA FLOTA PMH W BUTELKACH
— Starszy oficer J ó z e f Smoczyk słynie ze swego
hobby — budowy p i ę k n y c h sylwetek s t a t k ó w w butelkach.
Jest on budowniczym i armatorem w y j ą t k o w o licznej floty
butelkowej.
Jak się dowiadujemy, ostatnio st. oficer rekonstruuje
w butelkach całą p r z e d w o j e n n ą flotę polską, k t ó r a składała
się z 32 s t a t k ó w i szczęśliwie w y p ł y n ę ł a poza B a ł t y k unika­
j ą c zaboru niemieckiego.
(wś), „Wieczór W y b r z e ż a " 1971 nr 233 (5 X ) .

I

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
