<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10647" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10647?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T16:06:21+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10625">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bfb305816e1c942fcf71e2a7f2610023.pdf</src>
      <authentication>a93341a285bb6fef195d6aa5e75303df</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126851">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4454</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126852">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126853">
              <text>1975</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126854">
              <text>kolekcje etnograficzne</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126855">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4143</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126856">
              <text>Ewa Pape i jej kolekcja polskiej sztuki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126857">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.1-2 ; s.105-106</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126858">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126859">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126860">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126861">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="126862">
              <text>Aleksander Jackowski
EWA

PAPE I JEJ KOLEKCJA POLSKIEJ SZTUKI

Kim jest E w a Pape ? Urodzona we Lwowie, chciała
studiować m e d y c y n ę , ale poszła na ekonomię, nie u k o ń c z y ł a
jej, przez pewien czas b y ł a w Wyższej Szkole Plastycznej
w Łodzi, potem robiła meble, c e r a m i k ę , fotele ze sznurków,
biżuterię. W 1962 r. w y j e c h a ł a do S t a n ó w Zjednoczonych,
tam studiowała s z t u k ę w N o r d West University (stan
Michigan). W Chicago wyszła za m ą ż za biznesmena, prezesa
koncernu żywnościowego. N u d z i ł a się, chciała coś robić.
Zaprosiła z Polski do siebie Adama Niemczyca, malował,
pomógł jej wiele w artystycznej edukacji, zrobiła m u w y s t a w ę
W Harwardzie, M i a m i . B y ł t o sukces Niemczyca, no i j e j .
Zaczęła działać jako menager.
Przyjęła obywatelstwo a m e r y k a ń s k i e , ale k o n t a k t ó w
z Polską nie zerwała. Zaczęła działać w środowisku polo­
nijnym, powoli w g r y z a ć się w środowisko a m e r y k a ń s k i e .
Z Polski przywiozła t r o c h ę dzieł sztuki, 60 o b r a z k ó w N i k i ­
fora zbieranych jeszcze przed wyjazdem. W 1967 r o k u
urządziła w y s t a w ę akwarel Nikifora ze swoich zbiorów.
Miała wówczas t y c h akwarel 220 (dziś ma ok. 300). W no­
wojorskiej Beadly Gallery p o k a z a ł a 180. J e d e n a ś c i e sprze­
dała wytrawnym kolekcjonerom.
Ilekroć przyjeżdżała do rodziny, do Polski, k u p o w a ł a ,
brała w komis obrazy i rzeźby. Urządziła d r u g ą w y s t a w ę
Zbigniewę, Makowskiego, Tadeusza Brzozowskiego i Adama
Niemczyca. Zaczęła organizować wystawy mieszane, ale
zawsze z udziałem polskich a r t y s t ó w . W y s t a w i a ł a ich prace

w r ó ż n y c h galeriach. Jej zbiory zaczęły rosnąć.
Nie z n a ł e m dawnej, polskiej E w y Pape. Po k i l k u ­
nastu latach wydaje się j u ż bardzo a m e r y k a ń s k a . Myślę,
że bardzo jej na t y m zależy. G d y co r o k u przyjeżdża na
k i l k a tygodni, zajmuje stale t e n sam, najlepszy apartament
w hotelu „ E u r o p e j s k i m " , częstuje ciągle przewijających się
gości drinkiem, ma w y n a j ę t e g o Mercedesa, bezustannie
jeździ od pracowni do pracowni. J a k Amerykanka — na­
rzeka, że Polska s t a ł a się droga, wykłóca się w B H Z „ D e s a "
0 cenę obrazów, wtedy przestaje i m p o n o w a ć s w ą amerykańskością — w k o ń c u kupuje od p l a s t y k ó w , t ł u m a c z y ,
że t o dla nich reklama, szansa startu.
W t y m r o k u w y s t ą p i ł a w telewizyjnym Tele-Echu,
1 bardzo było ciekawe oglądać obie panie: Pape i Dziedzic.
Mają coś wspólnego, pierwsza dama telewizji i a m e r y k a ń s k a
Ewa, zadająca w Polsce szyku, obwieszona ciężkimi wisior­
k a m i , biżuterią, k t ó r ą przeważnie sama projektuje. Pani
Pape nie rozstaje się z m a l e ń k i m , rozczochranym pieskiem,
dla k t ó r e g o spacer wokół hotelowej palmy w doniczce jest
w y c z e r p u j ą c y m wyczynem. „ F y l y p " . Ale pani Dziedzic nie
zgodziła się na „ F y l y p a " . Patrzyliby na niego, a nie na
nas — powiedziała.
Po k i l k u latach p r z y j a z d ó w do Polski, k o n t a k t ó w
z c a ł y m naszym high-life'm artystycznym, niełatwych roz­
m ó w w B H Z „ D e s a " — Ewa Pape ma w swoim domu
w Los Angeles prawdziwe muzeum polskiej sztuki — współ-

II. 1, 2. Ewa Pape i zorganizowana przez n i ą wystawa polskiej r z e ź b y ludowej i malarstwa naiwnego w galerii „ T h e Egg
and the E y e " w Los Angeles.

105

�czesnej i ludowej. Ma wszystkich, k t ó r z y się liczą — Brzo­
zowskiego, Gierowskiego, Dominika, Kobzdeja, z k l a s y k ó w
awangardy: najstarszy obraz Stażewskiego z 1924 r. i Jaremiankę, ma młodych, k t ó r y m rzeczywiście stwarza szanse
zahaczenia się o a m e r y k a ń s k i rynek, ma prace malarzy
i rzeźbiarzy, k t ó r z y u nas są poza g ł ó w n y m m i r t e m życia
artystycznego, jak np. Żechowski. Obrazy jego p o k a z a ł a
w 1973 r. na wystawie „ P o l s k a sztuka erotyczna". (Zna­
lazły się t a m jeszcze m . i n . prace Berdyszaka i Zająca).
Z rzeźb ludowych ma K u d ł ę , Adama Zegadłę, K r a ­
jewskich, Lamęckiego, K o r p ę i wielu innych. Malarstwo
„ n a i w n e " r e p r e z e n t u j ą w jej kolekcji — Ociepka, Maria
Korsak, Płaskociński. Ociepki ma 12 obrazów, a więc
znacznie więcej niż Muzeum Etnograficzne w Warszawie.
W sumie domowa galeria E w y Pape przekracza już 700
pozycji. Mieszkanie jej jest jednocześnie w y s t a w ą polskiej
sztuki — profesjonalnej i nieprofesjonalnej.
Trzeba też dodać, że pomaga ona naszym plastykom
w a m e r y k a ń s k i m starcie, zaprasza co roku dwóch — trzech
do siebie, organizuje i m wystawy. Współdziała z F u n d a c j ą
Kościuszkowską, k t ó r a przyznaje naszym artystom sty­
pendia, pomaga w zamierzeniach wystawowych, wydawni­
czych.
T y l k o w ostatnim okresie w y s t a w i ł a w The Santa
Barbara Museum of A r t (w Kalifornii) Three polish
artists:
Józef Twirbutt, Zbigniew Makowski, Anna Güntner (30.111.—
28.IV.1974); w galerii The Egg and the Eye (Los Angeles,
13.XI.1973—6.1.1974) Naive Art of Poland z p o d t y t u ł e m
The Eva Pape Collection; w Esther — Robles Gallery (La
Cierega, 4—30.III.1974) Painted obiects by Witold Masznicz
oraz Naive Paintings Jan
Płaskociński.
Ewa Pape ma teraz pozycję. T u , u ne-s owiana m i t e m
bogatej Amerykanki, mecenasa sztuki i m ł o d y c h a r t y s t ó w .
Tam — nie ma co owijać w bawełnę — dzięki temu mece­
nasowaniu, dzięki wystawom, k t ó r e organizuje — też jest
„ k i m ś " . Więc nie t y l k o żoną byłego bossa z p r z e m y s ł u
spożywczego (byłego, bo gdy skończył 40 lat, uznano,
że k t o ś młodszy będzie na jogo miejscu bardziej sprawny),
ale miłośnikiem i znawcą sztuki, p o s i a d a c z k ą domu-muzeum,

106

marchandem, organizatorem wystaw. Bardzo to „ a m e r y ­
k a ń s k i e " i j a k ż e inne od naszego modelu kolekcjonera.
U nas zbieracz jest idealistą, m a m y m u za złe, gdy
sprzeda coś, a zwłaszcza, gdy o t y m mówi. Ale Ewa Papo
ma kolekcję współczesnej sztuki, większą przecież niż
przeciętno nasze muzeum, a przy t y m traktuje j ą j a k salon
sprzedażny, co r o k u wiele prac idzie do m u z e ó w , prywat­
n y c h galerii, na wystawy organizowane przoz p. Papo
(np. wielka wystawa, r z e ź b y ludowej w grudniu 1973 w San­
ta-Barbara Museum, Los Angeles).
W Stanach nawet d u ż e muzea m u s z ą obracać dziełami
sztuki, mieć pieniądze na utrzymanie zbiorów i kupno
nowych prac. Ewa Pape nie l u b i , gdy k u p u j ą właśnie to,
do czego się przywiązała. Ale trudno... dzięki t e m u możo
znowu przyjechać po pół roku czy roku, znowu kupić kilka­
dziesiąt nowych obrazów i rzeźb.
Jej kolekcja ma z naszego, krajowego p u n k t u widzenia
niezaprzeczalną w a r t o ś ć . Jest to nasze „ o k n o na ś w i a t " —
w Stanach Zjednoczonych, k t ó r e są t r u d n y m rynkiem,
i gdzie trzeba mieć d u ż o szczęścia, aby s t a ć się „ k i m ś " .
Jest t o w i z y t ó w k a naszej k u l t u r y , nareszcie nie tej Polski
wiejskich strzech i s z u m i ą c y c h łanów, ale Polski, która
jest krajem o żywej, bogatej kulturze współczesnej. Nic
dziwnego, że od lat m ó w i się o stworzeniu na bazie tej
kolekcji polskiego muzeum sztuki w Stanach. Może pod
egidą Fundacji Kościuszkowskiej ? Sądzę, że sprawa jest
w a ż n a i realna, i warto, aby włączyły się w n i ą : Ambasada
nasza w Waszyngtonie, Towarzystwo „ P o l o n i a " , Minister­
stwo K u l t u r y i Sztuki.
Kolekcja E w y Pape jest p o ż y t e c z n a i z całkiem pro­
zaicznego powodu. Jest „ r y n k i e m z b y t u " dla naszych
twórców.
Słyszałem jednak obawy o o d p ł y w rzeczy najlepszych —
bo trzeba p r z y z n a ć , że p. Pape w y b i e r a ć umie. Nie po­
dzielam t y c h obaw. Ostatecznie najlepsze prace sami artyści
de.ją na wystawy, na komisje z a k u p ó w . A jeśli czasem
muzea coś przegapią, a E w a Pape weźmie — nie stanie się
nieszczęście. Jej kolekcja ma sens dla naszej k u l t u r y , dla
ugruntowania rangi naszej sztuki.

�Jan Pluciński
LUDOWE ZBIORY W C H O C H O Ł O W S K I E J SZKOLE — SMUTNE WSPOMNIENIA
Gdy rozwiązano w Culichowie (pow. grodkowski)
Uniwersytet Ludowy, k t ó r e g o przez t r z y lata byiem dyrek­
torom, proponowano m i r ó ż n e posady na Śląsku, chciałem
jednak powrócić na Podhale, aby b y ć bliżej Spiszą. D o tego
też przyczyniła się moja żona, k t ó r a zaczęła tęsknić ogromnie
za górami. Po wielu k ł o p o t a c h o t r z y m a ł e m p o s a d ę kierowni­
ka szkoły w zasłużonej i sławnej w s i Chochołowie.
Szkoła b y ł a stara, z pokrzywionymi ścianami, j e d n ą
klasą do nauki i mieszkaniem kierownika. Drewniany
budynek otaczał z jednej strony zbiornik gnoju sąsiada,
z drugiej — u s t ę p y szkolne, a z trzeciej — droga publiczna.
Już po raz trzeci Gromada zbierała m a t e r i a ł na b u d o w ę
nowej szkoły. Szlo t o wszystko ociężale, bo zgromadzony
materiał dwa razy znikał, a w starej ruderze, ciemnej,
w niezdrowym otoczeniu dzieci siedziały n a d k s i ą ż k a m i —
wdychając wyziewy z obory. Niestety budowy nie wprowa­
dzono do Planu 6-letniego.
Zacząłem więc s z u k a ć przyjaciół we w s i , chodzić po
chałupach, n a w i ą z y w a ć k o n t a k t y z l u d ź m i dobrej woli,
by jej b u d o w ę uwzględniono w Planie. P o c z ą t k o w o wszystko
szlo bardzo opornie, ludzie przestali j u ż wierzyć, że uda się
doprowadzić do wybudowania nowej szkoły. A l e nasze
wysiłki zaczęły w k o ń c u d a w a ć rezultaty.
„ R o k 1962/53 — W t y m r o k u n a s t ą p i ł o ożywienie
w związku z b u d o w ą szkoły, kilkakrotnie wyjeżdżała dele­
gacja z Prezydium Gminnej R a d y Narodowej do W y d z i a ł u
Oświaty przy Prezydium Pow. R a d y Narodowej, do Woje­
wódzkiej R a d y Narodowej, do K u r a t o r i u m Okręgu Szkol­
nego w Krakowie, do Ministerstwa O ś w i a t y w Warszawie.
Niezmordowanymi pracownikami okazali się ob. ob. J a c k ó w niak Józef sołtys, Mola Mikołaj, K r u p a Leopold, Wilczek
Jan i Wetulowa Julia. Ludzie ze w s i często manifestowali
swe wypowiedzi na temat budowy szkoły. N i e chcieli
uwierzyć, aby t o marzenie żyjące od 50 l a t miało się spełnić.
Znczęto realnie p r a c o w a ć . Ob. Mola Mikołaj wyjechał na
Zachodnie Ziemie, gdzie k u p o w a ł stare b u d y n k i , rozbierał je
i cegłę posyłał do Chochołowa. Sołtys Jackowniak pilnował
lasu, gromadził drzewo. I cegłę i drzewo zwozili ofiarni
chłopi. Dużo k ł o p o t u sprawiła n a m wymiana odpowiedniej
parceli pod b u d o w ę szkoły... ale i t u t a j dokonali ludzie
dobrej w o l i zwycięstwa. — N a napisany list do Biura
Zażaleń i Skarg przy C K - Z S L u w Warszawie przyjeżdża
specjalna Komisja do zbadania naszych k ł o p o t ó w . W i d z i m y ,
że czynniki rządowe i partyjne z a c z y n a j ą się interesować

n a s z ą b u d o w ą . Komisja widzi j u ż drzewo, cegłę i wysiłek
ludzki. Staramy się o włączenie do planów inwestycyjnych.
Wszyscy architekci oddalają n a m wykonanie planów na
nieograniczony czas. Pierwszy plan w y k o n a ł architekt
z Nowego Targu. Jednak planu jego nie zatwierdzono. —
Po wielu szukaniach i k ł o p o t a c h natrafiliśmy na młodziut­
kiego, energicznego inżyniera architekta ob. Freyera Andrze­
ja, k t ó r y podjął się wykonania planu". („Kronika, szkolna").
„ R o k 1953/54—(...) Plan inżyniera-architekta ob.
Freyera zostaje zatwierdzony. Dzięki pomocy Polski Ludo­
wej p r z y s t ę p u j e m y do budowy naszej szkoły, której od
„ P o r u s e ń s t w a Chochołowskiego nie m o ż n a było ruszyć
z miejsca".
(...) Praca ruszyła z miejsca, a b y ł a bardzo ż m u d n a
i powolna, bo ściany zewnętrzne układało się z kostek
kamienia piaskowca. K a ż d a kostka musiała b y ć dokładnie
obrobiona i d o p a s o w a n ą , a t y l k o w e w n ę t r z n ą stronę ścian
w y k ł a d a n o cegłą. Kamienie wożono najpierw z Chocho­
łowa, potem p r ó b o w a n o dobierać w Witowie, piasek znad
Czarnego Dunajca. Pierwsze wapno z Rogoźnika — a na­
s t ę p n e z kamieniołomów od Krakowa... Trawersy przy­
b y ł y z Ziemi Zachodniej, żelazo na sklepienie z Gliwic.
A ponieważ rozpoczęto b u d o w ę sposobem gospodarczym —•
t r u d n o ś c i wielkie b y ł y przy nabywaniu m a t e r i a ł u budowla­
nego, jednak dało się t o wszystko w y k o n a ć przy pomocy
P Z P R , Pow. R a d y Narodowej, PZGS i GS.
(...) Nasza szkoła m a ł a — o 4 klasach, sali gimnastycz­
nej, kancelarii, gabinecie fizycznym, bibliotece, świetlicy,
pokoju nauczycielskim. N a piętrze, a raczej poddaszu —
ma b y ć mieszkanie kierownika szkoły i nauczycieli.
Budynek o stylu p o d h a l a ń s k i m (dach k r y t y gontem),
parterowy, z pomnikiem p o w s t a ń c ó w chochołowskich na
froncie, z boiskiem sportowym, ogródkiem doświadczalnym
i b u d y n k a m i gospodarczymi...
(...) Z k o ń c e m czerwca 1956 r. urzędowo oddano naszą
szkołę miejscowemu K o m i t e t o w i Budowy Szkoły. Przy
oddawaniu b y ł obecny przedstawiciel ref. inw. przy Inspek­
toracie szkolnym, ob.ob. Jackowniak Józef, Mola Mikołaj
i kier. szkoły Pluciński Jan.
(...) W drugiej połowie sierpnia odbyło się uroczyste
oddanie nowej zbudowanej szkoły ludności."
Z b u d o w a l i ś m y szkołę piękną, okna duże, sale widne,
w salach wszędzie parkiet, przy drzwiach — k l a m k i ręcznej
roboty, centralne ogrzewanie, elektryczne oświetlenie,
107

�w hallu żyrandole kowalskiej roboty, t a k samo krata przy
drzwiach szklanych, a sufit we wszystkich salach na tragarczykach ze świerkowych desek, a p o w a ł a w hallu —
tragarczyki ułożone w kwadraty. Pod p o w a ł ą umieszczono
ozdobne listwy, a za n i m i niewidoczne z z e w n ą t r z r u r y
centralnego ogrzewania. P r z y p o m i n a ł o to c h a t ę wiejską.
U p r z y t o m n i ł e m sobie w czym było to p o d o b i e ń s t w o . L i s t w y !
Przecież w y g l ą d a j ą podobnie j a k p o d h a l a ń s k i e „ l i s t w y "
czy spiskie „ r ó m y " . T a m gazdowie stawiali obrazy malo­
wane na szkle, t a m t e ż przed obrazami były' białe „szajb i c k i " ozdobione „ k o h u t k a m i , rózyckami, lelujami i inksymi
kwioteckami" a nieraz postaciami ludzi i zwierząt. Obrazy
pochylano do podłogi, b y święci mogli w s p o m a g a ć w pracy
i w ogóle w życiu „ g a z d ó w " , a „szajbicki" (talerze) —
by mogły siać swoimi „ m a l u n k a m i " radość wśród żyjących.
Poniżej rzeźbionych k r a ń c ó w listwy b y ł y powbijane rzeźbio­
ne kołki, na k t ó r y c h „ g a ź d z i n y " lubiły wieszać garnuszki,
dzbanuszki a gazdowie „ f l i n t y " , t o r b k i strzeleckie, rogi
na proch i na kule.
Przypadkowo znalazłem się w szkole w J a b ł o n c e ,
gdzie na ścianie korytarza wisiała stara, piękna, ryzowana
„ p ó ł e c k a " i łyżnik. Przyszła m i na m y ś l moja szkoła.
Koniecznie trzeba wypełnić p u s t ą przestrzeń l u d o w y m i
zabytkami.
Zaapelowałem do uczniów całej szkoły, b y zwrócili
uwagę na stare przedmioty, nieraz zawadzające w domu
albo wyrzucane do sieni, na strych, czy wręcz gnijące pod
gołym niebem. Młodzież prośbę m o j ą przyjęła z z a p a ł e m .
Zaczęto przynosić z d o m ó w różne stare, j a k je nazywano —•
„ g r a t y " . A ja t y l k o z a p i s y w a ł e m nazwiska t y c h , k t ó r z y
je znosili. Zorganizowałem nawet konkurs, k t o więcej
przyniesie t y c h okazów dawnego rzemiosła chłopskiego.
Zachęcone t y m dzieci zaczęły znosić najprzeróżniejsze
narzędzia, naczynia, sprzęty, a nawet części strojów ludo­
wych. W konkursie zdobyli pierwsze miejsce Tokarscy—•
synowie miejscowego garncarza. Ojciec ich toczył miski,
garnuszki, dzbanki, garnki, wazoniki, a matka ozdabiała je
p i ę k n y m i wzorami.
Wszystko t o g r o m a d z i ł e m w pokoju nauczycielskim.
Jedne władze szkolne chwaliły mnie za to, inne nie ganiły,
ale zarządziły, a b y m t o u s u n ą ł z pokoju nauczycielskiego.
Nie chciałem się z t y m pogodzić, znalazłem więc takie
miejsce, gdzie m o g ł y te uzbierane przedmioty w spokoju

p o z o s t a w a ć . W s a d z i ł e m je wszystkie do tej pustej prze­
strzeni za listwami. W izbie chłopskiej najdroższe i naj­
piękniejsze przedmioty przechowywano za listwami, niech
więc t o samo dzieje się i w szkole. Po wszystkich klasach
i innych izbach ś m i a ł y się uzbierane przedmioty do dzieci.
Naturalnie najwięcej ich było t a m , gdzie uczył się Tokarski.
D y r e k t o r Muzeum T a t r z a ń s k i e g o w Zakopanem —
Juliusz Zborowski b y ł kiedyś moim profesorem. Miałom
wielki szacunek dla jego pracy, często u niego bywałem.
W s p o m n i a ł e m m u o moich poczynaniach w związku z ra­
towaniem z a b y t k ó w . Nic m i nie odpowiedział. Wyglądało
j a k b y nie pochwalał tej działalności. Okazało się później,
że m i a ł rację. W późniejszych rozmowach wyjaśnił mi,
że zbiory m u s z ą mieć odpowiednie miejsce, w którym
m o ż n a je spokojnio oglądać, gdzie są zabezpieczono i nie
n a r a ż o n e na zniszczenie. N a d zbiorami musi b y ć stała
opieka, a szkoła nie nadaje się na to.
P r z e k o n a ł e m się zresztą o t y m osobiście. U n o s z ą c y się
w szkole kurz osiadał na eksponatach. Trzeba było je
często wycierać. R ą c z k i dziecinne skrzętnie t o wykonując,
nieraz przy czyszczeniu u p u s z c z a ł y przedmiot, przez co
go niszczyły. Wysokie i odległe ułożenie p r z e d m i o t ó w pod
s a m ą p o w a ł ą nie sprzyjało dokładnej obserwacji, umiesz­
czenie o b i e k t ó w — zwłaszcza drewnianych — koło rur, po­
wodowało rozsyehanie się n a c z y ń , przez co obrączki spadały,
a „ b e d n a r k i " się r o z l a t y w a ł y .
W 1958 r o k u zaczęto organizować w N o w y m Targu
w y s t a w ę sztuki ludowej. Zaproszono mnio na członka
K o m i t e t u przygotowującego w y s t a w ę .
Artystka-plastyczka Wanda Widigerowa (Tippenhauerowa) z Zakopanego, k t ó r a współpracowała przy organi­
zacji wystawy, n a m ó w i ł a mnie, aby p o k a z a ć również zbiory
szkoły. Pisała w liście: „ S z a n o w n y Panie! A k u r a t miałam
pisać do Pana, gdy doręczono m i list p a ń s k i . Nie mogłam
dojechać — j a k d o t ą d do Chochołowa, bo m a m tysiące
niespodziewanych, w a ż n y c h spraw. B y ł a m w Warszawie
w Ministerstwie i prosili mnie t a m , aby Pan dostarczył
na konkurs w N o w y m Targu wszystkie zebrane przez
dzieci rzeczy, t a k j a k k a ż d a klasa zebrała. Dzieci dostaną
odpowiednią n a g r o d ę . Co będziecie chcieli sprzedać kupią,
dając W a m pieniądze na kupno, czego W a m trzeba w szkole."
(list z listopada 1958 г.). Pani Widigerowa przyjechała
w k r ó t c e potem do nas, p o m o g ł a w y b r a ć eksponaty. Nie był

I I . 2. Nowa szkoła w Chochołowie i m . P o w s t a ń c ó w Chochołowskich.

208

�to jednak koniec pracy. P r z y t o c z ę fragment listu z polowy
listopada 1958 r. od pani Bialońskiej z D o m u K u l t u r y
w Nowym Targu.
„Kochany Panie J a ś k u ! (...) przed chwilą p r z e c z y t a ł a m
list od Pana. Wszystko jest dobrze, co Pan załatwił, czy
komu coś przyobiecał. K o n k u r s zapowiedziany jest na
4—5 grudnia i w y s ł a ł a m j u ż zaproszenia. Pod koniec mie­
siąca przyjedzie wóz ciężarowy i będzie wszystko zabierał,
co będzie do zabrania. (...) M a m szalone t r u d n o ś c i i wiele
kłopotów. (...) Proszę nie u p a d a ć na duchu, j a k o ś dopro­
wadzimy do k o ń c a wszystko. Ł ą c z ę pozdrowienia..."
Z różnych świstków i notatek s p r ó b o w a ł e m o d t w o r z y ć
sobie co dostarczyłem ze swojej szkoły na w y s t a w ę : drajfus,
świder do wiercenia, ozdoba ze starych sanek, strug do
kopyt, 2 korby drewniane, strug dwuosobowy, 2 piszczałki,
5 łyżników, k ł ó d k a , k ł a p a e e , 2 lampaski, 2 krzesła, kocioł
na wodę, 2 pary kierpców, waga, m o t o w i d ł o , giby, 2 bioty,
faifa, deska na rękawice, hospinki, kołowrotek, solniczka,
2 oselniki, krążel, toporka do kierniczki, cepy, 2 ocydzarki,
pucek, łapka na myszy, t ł u c z k a do ziemniaków, 8 dzba­
nuszków, 9 misek, 7 g a r n k ó w , wazonik, w i d ł y drewniane,
oparcie do krzesła, rzeźba — głowa chłopa z K o b y l i c y ,
12 oboniek, 6 stępek, 2 konewki, 2 rajtocki, 3 dzieżeczki,
redykałka, forma na oscypki, 4 czerpaki, 1 czółenko.
Aby zebrać więcej e k s p o n a t ó w w ę d r o w a ł e m po okolicz­
nych wioskach, j a k Z ą b , Czerwienne, Czarna Góra, J u r g ó w ,
Ratułów, Ciche, Miętusowo, W i t ó w , Nowe Bystre, Międzyczerwienne, Dzianisz. Przyjmowano mnie chętnie, goszczono,
wyciągano ze s k r z y ń odzież, pokazywano r ó ż n e posiadane
przedmioty. Wiele z nich w y s ł a n o na w y s t a w ę . Kierpce
damskie i męskie, pasek na zegarek, gorsety, poszewki,
formy na oscypki, 4 cyrpoki, gelety, t o r b y bacowskie,
mieszki na t y t o ń , Jadwigę, spinki, k o t l i k i , oposki, ciupagi,
parzenicę czarnogórską, p a r o b s k ą , chłopską, m o t o w i d ł o ,
kądziel w a r t k ą , „ P o n i e z u s a Frasobliwego", fajki, spodnie
góralskie, zawiasy, r ó ż n e hafty, dzbanki, u p r z ą ż k o ń s k ą ,
pługi, okucia do dyszla. Nie zawsze b y ł y t o zabytkowe
egzemplarze, b y ł y t e ż nowe, artystycznie i stylowo wykona­
ne. Ile ich zakupiono, i l u a r t y s t ó w chłopskich obdarowano
wysokimi nagrodami — tego nie p a m i ę t a m .
„Po wystawie zastanawiano się nad t y m , j a k b y mnie
wynagrodzić, bo wszystkie moje eksponaty chciano z a b r a ć
do nowo powstającego Muzeum Etnograficznego w War­
szawie. Poprosiłem o telewizor. Chętnie na t o się zgodzono.
Zaznaczyłem, aby go przydzielić nie mnie, lecz dzieciom
i ich rodzicom, gdyż dzieci zbierały z a b y t k i a rodzice je
dawali. I dnia 28.1.1959 r. przywiozłem sam z K r a k o w a
telewizor m a r k i „ O r i o n " . Co to nie było ? Cafe wieś uczęszcza­
ła na seanse telewizyjne, jakie o d b y w a ł y się w szkole.
Powstało wielo zamieszania, straty czasu. Obowiązywało
uczestniczenie w kapciach, a nie w t y m obuwiu w j a k i m
ludzie przyszli. W y b i t o m i k i l k a szyb. Ciężko to przeżywałem,
cle ludność zbliżyłem do ś w i a t a . " (Odpis z k r o n i k i szkolnej).
Tak więc z kilkuset zabytkowych p r z e d m i o t ó w arty­
stycznych i k u l t u r y materialnej (ile ich było ? — na jednej
z kartek znalazłem za/pis: Dach Zofia, klasa V , garnek
gliniany nr 485) — część poszła do warszawskiego muzeum,
część zakupiło Muzeum T a t r z a ń s k i e , a część pozostała
w szkole, zdobiąc jej w n ę t r z e .
Zbiory nasze bardzo się zmniejszyły. Smuciło mnie t o ,
ele zauważyłem, że podobnie stało się i w innych szkołach,
gromadzących z a b y t k i góralskiej k u l t u r y . A zbierano
w niejednej szkole. W i e m na p r z y k ł a d , że wiele p r z e d m i o t ó w
zgromadziła w Witowie kierowniczka szkoły Gizela Maj­
chrowicz, a w Podczerwonem — Jan Możdżeń, umieszczając
je na półkach w przedsionku szkoły. D u ż y zbiór stworzył
w 1959 r. dr Mieczysław Adamczyk w kierowanej przez

siebie szkole w Cichem. Przedmioty umieszczał na ścianach
b u d y n k u , na p i ę k n y c h półeczkach (ciekawe, co się dzisiaj
dzieje z t y m zbiorem, jalde s p o t k a ł y go losy?). Najpiękniej­
szy i najlepiej zinwentaryzowany zbiór stworzył k o l . Jawor­
ski w Dzianiszu, wiosce leżącej na uboczu i rzadko odwie­
dzanej przez t u r y s t ó w . Dzięki temu osiągnął wiele rzadkich
i dawnych e k s p o n a t ó w . Umieścił je w hallu szkoły, na
wszystkich ścianach, g r u p u j ą c przedmioty działami, t a k
że od razu wiadomo było, do czego służą.
K i e r o w n i k szkoły w Rabie W y ż n e j , W i k t o r Piasecki,
r o z m i ł o w a n y w historii, zbierał wszelkie wiadomości oraz
książki o historii regionu, rńiał t e ż d u ż y zbiór dawnych
monet — nie licząc p r z e d m i o t ó w k u l t u r y materialnej.
D o k t o r W a ł a c h , zakochany w dawnym świecie, pra­
cujący obecnie w P y z ó w c e , zgromadził t e ż wiele przedmio­
t ó w starych, t a k samo i dyrektor szkoły w J a b ł o n c e na
Orawie, Andrzej Ffaniaczyk.
Zbierano i chroniono z a b y t k i t a k ż e w Kiczorach,
w Hajkabuzie, L i p n i c y Małej i innych miejscowościach,
k t ó r y c h j u ż dziś nie p o m n ę . Cieszyło mnie to, podziwiałem
p r a c ę m y c h kolegów, a jako kierownik Szkolnego Powiato­
wego O ś r o d k a Krajoznawczo-Turystycznego przy W y ­
dziale O ś w i a t y m o g ł e m ich zachęcać do zbierania i chronienia
śladów przeszłości.
Nasze zbiory wielce się pomniejszyły, ale stało się t o
nie t y l k o w Chochołowie •— lecz i Cichem, jako t e ż i w Dzia­
niszu.
Co się dziś dzieje z t y m i zbiorami ? K t o zakupił zbiory
w Cichem? K t o w Dzianiszu? Nie wiem. W której szkole
są jeszcze zbiory ? T e ż się nie orientuję. Wiem, że do szkół
zgłaszało się wielu c h ę t n y c h nabycia dawnych przedmiotów
góralskich.
P o ż e g n a n i e z m o j ą szkołą bardzo ciężko przeżywałem.
Po oddaniu inwentarza szkolnego — zaczęto p o r z ą d k o w a ć
resztki zbiorów. Część ich została uznana przez nowe władze
szkolne za godne pozostawienia w szkole, resztę — posta­
nowiono u s u n ą ć . Te same rączki, k t ó r e gromadziły zabytki,
wynosiły na korytarz przed m o i m mieszkaniem resztki
wycofanych części zabytkowych rzeczy. K a ż d y t a k i stuk
u p a d a j ą c y c h części n a c z y ń , czy sprzętów, słyszałem i k a ż d y
t a k i odgłos wbijał m i się w serce. A kiedy j u ż wszystko
ucichło, z d o b y ł e m się jeszcze na t o , że k a ż d ą deseczkę,
ucho, dno, obrączkę, „ b e d n a r k ę " p r z y t u l a ł e m do siebie
i wynosiłem na strych, gdzie u k ł a d a ł e m pod strzechą. Coś
mnie t a m zabolało, coś m i serce ścisnęło, boć to było po­
żegnanie z t y m , co t a k bardzo ukochałem.
Po przejściu na e m e r y t u r ę nie z a p o m n i a ł e m o resztkach
zbiorów szkoły w Chochołowie. Część, t ę ze strychu przejęło
Muzeum w N o w y m Targu, powstaje t a m bowiem izba
regionalna w zagrodzie Błaszyńskich. Ale innych okazów,
k t ó r e b y ł y za listwą, nauczycielstwo nie wydało. Chcąc
jeszcze i t ę część r a t o w a ć , pozbierałem różne zapiski z moich
pcpierów, pojechałem do Chochołowa, bardzo prosiłem
by jedna z p a ń zajęła się spisaniem tego, co jeszcze zostało.
Pani tej, aby p o m ó c w tej pracy, o d d a ł e m moje zapiski.
Niestety i to zakończyło się klęską, bo zaufana od­
jechała, a n o t a t k i razem z n i ą wyfrunęły, a proszona listownie
o zwrot zapisków — nie raczyła nawet odpowiedzieć.
Dzisiaj, gdy mnie zaproszą dzieci do szkoły w Cho­
chołowie, o g l ą d a m w hallu resztki „ m u z e u m " , k t ó r y m się
t a k dzieci, j a k i cały personel nauczycielski mógł pochwalić.
B y ł y t o zbiory piękne, sczerniałe od d y m u w kurnych
chatach, wypoliturowane przez długie lata, p a m i ą t k i po
prapradziadach, no i „rozeszły s i ę " , poszły w szeroki świat...
A m o ż e to dobrze? A m o ż e właśnie dostały się do
dobrych r ą k , k t ó r e je z miłością pieszczą, szanują, na hono­
r o w y m miejscu s t a w i a j ą ? A m o ż e t a k ą drogą uniknęły
rozbicia .siekierą i spalenia?

Fot.: I . Butkiewicz — il, 1; J . Pluciński — il. 2

109

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
